Ogniem i mieczem
Rozdzia I 
Rok 1647 by to dziwny rok, w ktrym rozmaite znaki na niebie i ziemi
zwiastoway jakowe klski i nadzwyczajne zdarzenia.
Wspczeni kronikarze wspominaj, i z wiosny szaracza w
niesychanej iloci wyroia si z Dzikich Pl i zniszczya zasiewy i trawy,
co byo przepowiedni napadw tatarskich. Latem zdarzyo si wielkie
zamienie soca, a wkrtce potem kometa pojawia si na niebie. W
Warszawie widywano te nad miastem mogi i krzy ognisty w
obokach; odprawiano wic posty i dawano jamuny, gdy niektrzy
twierdzili, e zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki. Nareszcie
zima nastaa tak lekka, e najstarsi ludzie nie pamitali podobnej. W
poudniowych wojewdztwach lody nie poptay wcale wd, ktre
podsycane topniejcym kadego ranka niegiem wystpiy z oysk i
pozaleway brzegi. Paday czste deszcze. Step rozmk i zmieni si w
wielk kau, soce za w poudnie dogrzewao tak mocno, e - dziw
nad dziwy! - w wojewdztwie bracawskim i na Dzikich Polach zielona
ru okrya stepy i rozogi ju w poowie grudnia. Roje po pasiekach
poczy si burzy i hucze, bydo ryczao po zagrodach. Gdy wic tak
porzdek przyrodzenia zdawa si by wcale odwrconym, wszyscy na
Rusi oczekujc niezwykych zdarze zwracali niespokojny umys i oczy
szczeglniej ku Dzikim Polom, od ktrych atwiej nili skdind mogo
si ukaza niebezpieczestwo.
Tymczasem na Polach nie dziao si nic nadzwyczajnego i nie byo
innych walk i potyczek jak te, ktre si odprawiay tam zwykle, a o
ktrych wiedziay tylko ory, jastrzbie, kruki i zwierz polny.
Bo takie to ju byy te Pola. Ostatnie lady osiadego ycia koczyy si,
idc ku poudniowi, niedaleko za Czehrynem ode Dniepru, a od Dniestru
-niedaleko za Humaniem, a potem ju hen, ku limanom i morzu, step i
step, w dwie rzeki jakby w ram ujty. Na uku Dnieprowym, na Niu,
wrzao jeszcze kozacze ycie za porohami, ale w samych Polach nikt nie
mieszka i chyba po brzegach tkwiy gdzieniegdzie polanki" jakoby
wyspy wrd morza. Ziemia bya de nomine Rzeczypospolitej, ale
pustynna, na ktrej pastwisk Rzeczpospolita Tatarom pozwalaa,
wszake gdy Kozacy czsto bronili, wic to pastwisko byo i
pobojowiskiem zarazem.
Ile tam walk stoczono, ilu ludzi lego, nikt nie zliczy, nikt nie spamita.
Ory, jastrzbie i kruki jedne wiedziay, a kto z daleka dosysza szum
skrzyde i krakanie, kto ujrza wiry ptasie nad jednym koujce miejscem,
to wiedzia, e tam trupy lub koci nie pogrzebione le... Polowano w
trawach na ludzi jakby na wilki lub suhaki. Polowa, kto chcia. Czek
prawem cigan chroni si w dzikie stepy, orny pasterz trzd strzeg,
rycerz przygd tam szuka, otrzyk upu. Kozak Tatara, Tatar Kozaka.
Bywao, e i cae watahy broniy trzd przed tumami napastnikw. Step
to by pusty i peny zarazem, cichy i grony, spokojny i peen zasadzek,
dziki od Dzikich Pl, ale i od dzikich dusz.
Czasem te napeniaa go wielka wojna. Wwczas pyny po nim jak fale
czambuy tatarskie, puki kozackie, to chorgwie polskie lub wooskie;
nocami renie koni wtrowao wyciom wilkw, gos kotw i trb
mosinych lecia a do Owidowego jeziora i ku morzu, a na Czarnym
Szlaku, na Kuczmaskim - rzekby: powd ludzka. Granic
Rzeczypospolitej strzegy od Kamieca a do Dniepru stanice i polanki"
i - gdy szlaki miay si zaroi, poznawano wanie po niezliczonych
stadach ptactwa, ktre, poszone przez czambuy, leciay na pnoc.
AleTatar, byle wychyli si z Czarnego Lasu lub Dniestr przeby od
strony wooskiej, to stepem rwno z ptakami stawa w poudniowych
wojewdztwach.
Wszelako zimy owej ptastwo nie cigno zwrzaskiem ku
Rzeczypospolitej. Na stepie byo ciszej ni zwykle. W chwili gdy
rozpoczyna si powie nasza,soce zachodzio wanie, a czerwonawe
jego promienie rozwiecay okolic pust zupenie. Na pnocnym kracu
Dzikich Pl, nad Omelniczkiem, a do jego ujcia, najbystrzejszy wzrok
nie mgby odkry jednej ywej duszy ani nawet adnego ruchu w
ciemnych, zaschnitych i zwidych burzanach. Soce poow tylko
tarczy wygldao jeszcze zza widnokrgu. Niebo byo ju ciemne, a
potem i step z wolna mroczy si coraz bardziej. Na lewym brzegu, na
niewielkiej wyniosoci podobniejszej do mogiy ni do wzgrza, wieciy
tylko resztki murowanej stanicy, ktr niegdy jeszcze Teodoryk
Buczacki wystawi, a ktr potem napady stary. Od ruiny owej pada
dugi cie. Opodal wieciy wody szeroko rozlanego Omelniczka, ktry w
tym miejscu skrca si ku Dnieprowi. Ale blaski gasy coraz bardziej na
niebie i na ziemi. Z nieba dochodziy tylko klangory urawi cigncych ku
morzu; zreszta ciszy nie przerywa aden gos.
Noc zapada nad pustyni, a z ni nastaa godzina duchw. Czuwajcy w
stanicach rycerze opowiadali sobie w owych czasach, e nocami wstaj
na Dzikich Polach cienie polegych, ktrzy zeszli tam nag mierci w
grzechu, i odprawuj swoje korowody, w czym im aden krzy ani
koci nie przeszkadza. Tote gdy sznury wskazujce pnoc poczynay
si dopala, odmawiano po stanicach modlitwy za umarych. Mwiono
take, e one cienie jedcw snujc si po pustyni zastpuj drog
podrnym jczc i proszc o znak krzya witego. Midzy nimi trafiay
si upiory, ktre goniy za ludmi wyjc. Wprawne ucho z daleka ju
rozeznawao wycie upiorw od wilczego. Widywano rwnie cae wojska
cieniw, ktre czasem przybliay si tak do stanic, e strae gray larum.
Zapowiadao to zwykle wielk wojn. Spotkanie pojedynczych cieniw
nie znaczyo rwnie nic dobrego, ale nie zawsze naleao sobie le
wry, bo i czek ywy zjawia si nieraz i nikn jak cie przed
podrnymi, dlatego czsto i snadnie za ducha mg by poczytanym.
Skoro wic noc zapada nad Omelniczkiem, nie byo w tym nic dziwnego,
e zaraz koo opustoszaej stanicy pojawi si duch czy czowiek. Miesic
wychyn wanie zza Dniepru i obiei pustk, gowy bodiakw i dal
stepow. Wtem niej na stepie ukazay si inne jakie nocne istoty.
Przelatujce chmurki przesaniay co chwila blask ksiyca, wic owe
postacie to wybyskiway z cienia, to znowu gasy. Chwilami niky
zupenie i zdaway si topnie w cieniu. Posuwajc si ku wyniosoci, na
ktrej sta pierwszy jedziec, skraday si cicho, ostronie, z wolna,
zatrzymujc si co chwila.
W ruchach ich byo co przeraajcego, jak i w caym tym stepie, tak
spokojnym na pozr. Wiatr chwilami podmuchiwa ode Dniepru
sprawujc aosny szelest w zeschych bodiakach, ktre pochylay si i
trzsy, jakby przeraone. Na koniec postacie zniky, schroniy si w cie
ruiny. W bladym wietle nocy wida byo tylko jednego jedca stojcego
na wyniosoci.
Wreszcie szelest w zwrci jego uwag. Zbliywszy si do skraju
wzgrza pocz wpatrywa si w step uwanie. W tej chwili wiatr
przesta wia, szelest usta i zrobia si cisza zupena.
Nagle da si sysze przeraliwy wist. Zmieszane gosy poczy
wrzeszcze przeraliwie: Haa! Haa! Jezu Chryste! ratuj! bij!" Rozleg
si huk samopaw, czerwone wiata rozdary ciemnoci. Ttent koni
zmiesza si z szczkiem elaza. Nowi jacy jedce wyroli jakby spod
ziemi na stepie. Rzekby: burza zawrzaa nagle w tej cichej, zowrogiej
pustyni. Potem jki ludzkie zawtroway wrzaskom strasznym, wreszcie
ucicho wszystko: walka bya skoczona.
Widocznie rozegrywaa si jedna ze zwykych scen na Dzikich Polach.
Jedcy zgrupowali si na wyniosoci; niektrzy pozsiadali z koni,
przypatrujc si czemu pilnie.
Wtem w ciemnociach ozwa si silny i rozkazujcy gos:
- Hej tam! skrzesa ognia i zapali!
Po chwili posypay si naprzd iskry, a potem buchn pomie suchych
oczeretw i uczywa, ktre podrujcy przez Dzikie Pola wozili zawsze
ze sob.
Wnet wbito w ziemi drg od kaganka i jaskrawe, padajace, z gry
wiato owiecio wyranie kilkunastu ludzi pochylonych nad jak
postaci lec bez ruchu na ziemi.
Byli to onierze ubrani w barw czerwon, dworsk, i w wilcze kapuzy.
Z tych jeden, siedzcy na dzielnym koniu, zdawa si reszcie przywodzi.
Zsiadszy z konia zbliy si do owej Iecej postaci i spyta:
- A co, wachmistrzu? yje czy nie yje?
- yje, panie namiestniku, ale charcze; arkan go zdawi.
- Co zacz jest?
- Nie Tatar, znaczny kto.
- To i Bogu dzikowa.
Tu namiestnik popatrzy uwanie na lecego ma.
- Co jakby hetman - rzek.
- I ko pod nim tatar zacny, jak lepszego u chana nie znale -
odpowiedzia wachmistrz. - A ot, tam go trzymaj.
Porucznik spojrza i twarz mu si rozjania. Obok dwch szeregowych
trzymao rzeczywicie dzielnego rumaka, ktry tulc uszy i rozdymajc
chrapy wyciga gow i poglda przeraonymi oczyma na swego pana.
- Ale ko, panie namiestniku, bdzie nasz? - wtrci tonem pytania
wachmistrz.
- A ty, psiawiaro, chciaby chrzecijanowi konia w stepie odj?
- Bo zdobyczny...
Dalsz rozmow przerwao silniejsze chrapanie zduszonego ma.
- Wla mu gorzaki w gb - rzek pan namiestnik - pas odpi.
- Czy zostaniemy tu na nocleg?
- Tak jest, konie rozkulbaczy, stos zapali.
onierze skoczyli co ywo. Jedni poczli cuci i rozciera lecego,
drudzy ruszyli po oczerety, inni rozesali na ziemi skry wielbdzie i
niedwiedzie na nocleg.
Pan namiestnik, nie troszczc si wicej o zduszonego ma, odpi pas i
rozcign si na burce przy ognisku. By to mody jeszcze bardzo
czowiek, suchy, czarniawy, wielce przystojny, ze szczup twarz i
wydatnym orlim nosem. W oczach jego malowaa si okrutna fantazja i
zadzierysto, ale w obliczu mia wyraz uczciwy. Ws do obfity i nie
golona widocznie od dawna broda dodaway mu nad wiek powagi.
Tymczasem dwaj pachokowie zajli si przyrzdzaniem wieczerzy.
Pooono na ogniu gotowe wierci baranie; zdjto te z koni kilka
dropiw upolowanych w czasie dnia, kilka pardew i jednego suhaka,
ktrego pacho wnet zacz obupywa ze skry. Stos pon rzucajc na
step ogromne, czerwone koo wiata. Zduszony czowiek pocz z wolna
przychodzi do siebie. Przez czas jaki wodzi nabiegymi krwi oczyma
po obcych badajc ich twarze; nastpnie usiowa powsta. onierz,
ktry poprzednio rozmawia z namiestnikiem, dwign go w gr pod
pachy; drugi woy mu obuszek w do, na ktrym nieznajomy wspar
si z caej siy. Twarz jego bya jeszcze czerwona, yy jej nabrzmiae.
Na koniec przyduszonym gosem wykrztusi pierwszy wyraz:
- Wody?
Podano mu gorzaki, ktr pi i pi, co mu widocznie dobrze zrobio, bo
odjwszy wreszcie flasz od ust, czystszym ju gosem spyta:
- W czyich jestem rku?
Namiestnik powsta i zbliy si ku niemu.
- W rku tych, co waci salwowali.
- Przeto nie waszmociowie schwycili mnie na arkan?
- Mosanie, nasza rzecz szabla, nie arkan. Krzywdzisz wa dobrych
onierzw podejrzeniem. Zapali ci jakowi otrzykowie udajcy
Tatarw, ktrych jeli ciekaw, oglda moesz, bo oto le tam
pornici jak barany. To mwic wskaza rk na kilka ciemnych cia
lecych poniej wyniosoci.
A nieznajomy na to:
- To pozwlcie mi spocz.
Podoono mu wojokow kulbak, na ktrej siad i pogry si w
milczeniu.
By to m w sile wieku, redniego wzrostu, szerokich ramion, prawie
olbrzymej budowy ciaa i uderzajcych rysw. Gow mia ogromn, cer
zawid, bardzo ogorza, oczy czarne i nieco ukone jak u Tatara, a nad
wskimi ustami zwiesza mu si cienki ws rozchodzcy si dopiero przy
kocach w dwie szerokie kicie. Twarz jego potna zwiastowaa powag
i dum. Byo w niej co pocigajcego i odpychajcego zarazem -
powaga hetmaska oeniona z tatarsk chytroci, dobrotliwo i
dziko.
Posiedziawszy nieco na kulbace, wsta i nad wszelkie spodziewanie,
zamiast dzikowa, poszed oglda trupy.
- Prostak! - mrukn namiestnik.
Nieznajomy tymczasem przypatrywa si uwanie kadej twarzy kiwajc
gow jak czowiek, ktry odgad wszystko, po czym wraca z wolna do
namiestnika, klepic si po bokach i szukajc mimowolnie pasa, za
ktrywidocznie chcia zatkn rk.
Nie podobaa si modemu namiestnikowi ta powaga w czeku
odernitym przed chwil od powroza, wic rzek z przeksem:
- Rzekby kto, e wasze znajomych szukasz midzy owymi otrzykami
albo e pacierz za ich dusz odmawiasz.
Nieznajomy odpar z powag:
- I nie mylisz si wa, i mylisz: nie mylisz si, bom szuka znajomych, a
mylisz si, bo to nie otrzykowie, jeno sudzy pewnego szlachcica, mego
ssiada.
- Tedy widocznie nie z jednej studni pijacie z onym ssiadem.
Dziwny jaki umiech przelecia po cienkich wargach nieznajomego.
- I w tym si wa mylisz - mrukn przez zby.
Po chwili doda goniej:
- Ale wybacz waszmo pan, em mu naprzd powinnej nie zoy dziki
za auxilium i skuteczny ratunek, ktry mnie od tak nagej mierci
wybawi. Waci mstwo stano za moj nieostrono, bom si od ludzi
swoich odczy, ale te wdziczno moja dorwnywa waszmocinej
ochocie.
To rzekszy wycign ku namiestnikowi rk.
Ale butny modzieczyk nie ruszy si z miejsca i nie spieszy z podaniem
swojej; natomiast rzek:
- Chciabym naprzd wiedzie, jeeli ze szlachcicem mam spraw, bo
chocia o tym nie wtpi, jednake bezimiennych podzikw
przyjmowa mi si nie godzi.
- Widz w waszmoci prawdziwie kawalersk fantazj - i susznie
mwisz. Powinienem by zacz od nazwiska mj dyskurs i moj
podzik.Jestem Zenobi Abdank, herbu Abdank z krzyykiem, szlachcic
z wojewdztwa kijowskiego, osiady i pukownik kozackiej chorgwi
ksicia Dominika Zasawskiego.
- A ja Jan Skrzetuski, namiestnik chorgwi pancernej J.O. ksicia
Jeremiego Winiowieckiego.
- Pod sawnym wojownikiem wa suysz. Przyjme teraz moj
wdziczno i rk.
Namiestnik nie waha si duej. Towarzysze pancerni z gry wprawdzie
patrzyli na onierzw spod innych chorgwi, ale pan Skrzetuski by na
stepie, na Dzikich Polach, gdzie takie rzeczy mniej szy pod uwag.
Zreszt mia do czynienia z pukownikiem, o czym zaraz naocznie si
przekona, bo gdy jego onierze przynieli panu Abdankowi pas i szabl,
i krtki buzdygan, z ktrych go rozpasano dla cucenia, podali mu
zarazem i krtk buaw o osadzie z koci, o gowie ze linowatego rogu,
jakich zaywali zwykle pukownicy kozaccy. Przy tym ubir imci
Zenobiego Abdanka by dostatni, a mowa ksztatna znamionowaa umys
bystry i otarcie si w wiecie.
Wic pan Skrzetuski zaprosi go do kompanii. Zapach pieczonych mis
j wanie rozchodzi si od stosu, echcc nozdrza i podniebienie.
Pacho wydoby je z aru i poda na latercynowej misie. Poczli je, a
gdy przyniesiono spory worek modawskiego wina uszyty z kolej skry,
wnet zawizaa si ywa rozmowa.
- Oby nam si szczliwie do domu wrcio! - rzek pan Skrzetuski.
- To waszmo wracasz? skde, prosz? - spyta Abdank.
- Z daleka, bo z Krymu.
- A ce waszmo tam robi? z wykupnem jedzie?
- Nie, moci pukowniku; jedziem do samego chana.
Abdank nastawi ciekawie ucha.
- Ano to, prosz, w pikn wa wszede komityw! I z czyme do
chana jedzie?
- Z listem J. O. ksicia Jeremiego.
- To wa posowa! O c jegomo ksi do chana pisa?
Namiestnik popatrzy bystro na towarzysza.
- Moci pukowniku - rzek - zagldae w oczy otrzykom, ktrzy ci na
arkan ujli - to twoja sprawa; ale co ksi do chana pisa, to ani twoja,
ani moja, jeno ich obydwch.
- Dziwiem si przed chwil - odpar chytrze Abdank - e jegomo
ksi tak modego czowieka posem sobie do chana obra, ale po
wacinej odpowiedzi ju si nie dziwi, bo widz, e mody laty, ale
stary eksperiencj i rozumem.
Namiestnik pokn gadko pochlebne swko, pokrci tylko modego
wsa i pyta:
- A powiedze mi waszmo, co porabiasz nad Omelniczkiem i jake si
tu wzi sam jeden?
- Nie jestem sam jeden, jenom ludzi zostawi po drodze, a jad do
Kudaku, do pana Grodzickiego, ktren tam jest przeoonym nad
prezydium i do ktrego jegomo hetman wielki wysa mnie z listami.
- A czemu wa nie bajdakiem, wod?
- Taki by ordynans, od ktrego odstpi mi si nie godzi.
- To dziw, e jegomo hetman taki wyda ordynans, gdy wanie na
stepie w tak cikie popade terminy, ktrych wod jadc pewno byby
unikn.
- Mosanie, stepy teraz spokojne; znam ja si z nimi nie od dzi, a to, co
mnie spotkao, to jest zo ludzka i invidia.
- I kt to na jegomoci tak nastaje?
- Dugo by gada. Ssiad to zy, moci namiestniku, ktry substancj mi
zniszczy, z woci mnie ruguje, syna mi zbi - i ot - widziae wa, tu
jeszcze na szyj moj nastawa.
- A to wa nie nosisz szabli przy boku?
W potnej twarzy Abdanka zabysa nienawi, oczy zawieciy mu
pospnie i odrzek z wolna a dobitnie:
- Nosz, i tak mi dopom Bg, jako innych rekursw przeciw wrogom
moim szuka ju nie bd.
Porucznik chcia co mwi, gdy nagle na stepie rozleg si ttent koni, a
raczej popieszne chlupotanie koskich ng po rozmikej trawie. Wnet
te i czeladnik namiestnika, trzymajcy stra, nadbieg z wieci, e
jakowi ludzie si zbliaj.
- To pewnie moi - rzek Abdank - ktrzy zaraz za Tamin zostali. Jam
te, nie spodziewajc si zdrady, tu na nich czeka obieca.
Jako po chwili gromada jedcw otoczya pokrgiem wzgrze. Przy
blasku ognia ukazay si gowy koskie z otwartymi chrapami, prychajce
ze zmczenia, a nad nimi pochylone twarze jedcw, ktrzy
przysaniajc rkoma od blasku oczy patrzyli bystro w wiato.
- Hej, ludzie! kto wy? - spyta Abdank.
- Raby boe! - odpowiedziay gosy z ciemnoci.
- Tak, to moi moojce - powtrzy Abdank zwracajc si do namiestnika.
- Bywajcie! bywajcie!
Niektrzy zeszli z koni i zbliyli si do ognia.
- A my pieszyli, pieszyli, bat'ku. Szczo z toboju?
- Zasadzka bya. Chwedko, zdrajca, wiedzia o miejscu i tu ju czeka z
innymi. Musia pody dobrze przede mn. Na arkan mnie ujli!
- Spasi Bih! spasi Bih! A to co za Laszek koo ciebie?
Tak mwic spogldali gronie na pana Skrzetuskiego i jego
towarzyszw.
- To druhy dobre - rzek Abdank. - Sawa Bogu, caym i yw. Zaraz
bdziemy rusza dalej.
- Sawa Bogu! my gotowi.
Nowo przybyli poczli rozgrzewa donie nad ogniem, bo noc bya zimna,
cho pogodna. Byo ich do czterdziestu ludzi rosych i dobrze zbrojnych.
Nie wygldali wcale na Kozakw regestrowych, co nie pomau zdziwio
pana Skrzetuskiego, zwaszcza e bya ich gar tak spora. Wszystko to
wydao si namiestnikowi mocno podejrzanym. Gdyby hetman wielki
wysa imci Abdanka do Kudaku, daby mu przecie stra z
regestrowych, a po wtre, z jakieje by racji kaza mu i stepem od
Czehryna, nie wod? Konieczno przeprawiania si przez wszystkie
rzeki idce Dzikimi Polami do Dniepru moga tylko pochd opni.
Wygldao to raczej tak, jakby im pan Abdank chcia wanie Kudak
omin.
Ale zarwno i sama osoba pana Abdanka zastanawiaa wielce modego
namiestnika. Zauway wraz, e Kozacy, ktrzy ze swymi
pukownikamiobchodzili si do poufale, jego otaczali czci
niezwyczajn, jakby prawego hetmana. Musia to by jaki rycerz duej
rki, co tym dziwniejsze byo panu Skrzetuskiemu, e znajc Ukrain i z
tej, i z tamtej strony Dniepru, o takim przesawnym Abdanku nic nie
sysza. Byo przy tym w twarzy tego ma co szczeglnego - jaka moc
utajona, ktra tak bia z oblicza, jak ar od pomienia, jaka wola
nieugita, znamionujca, e czek ten przed nikim i niczym si nie cofnie.
Tak wanie wol w obliczu mia ksi Jeremi Winiowiecki, ale co w
ksiciu byo przyrodzonym natury darem, waciwym wielkiemu
urodzeniu i wadzy, to mogo zastanowi w mu nieznanego nazwiska,
zabkanym w guchym stepie.
Pan Skrzetuski dugo deliberowa. Chodzio mu po gowie, e to moe
jaki potny banita, ktry, wyrokiem cigan, chroni si w Dzikie Pola -
to znw, e to wataka watahy zbjeckiej; ale to ostatnie nie byo
prawdopodobne. I ubir, i mowa tego czowieka pokazyway co innego.
Zgoa wic nie wiedzia namiestnik, czego si trzyma, mia si tylko na
bacznoci, a tym czasem Abdank kaza konia sobie podawa.
- Moci namiestniku - rzek - komu w drog, temu czas. Pozwle
podzikowa sobie raz jeszcze za ratunek. Oby Bg pozwoli mi odpaci
ci rwn usug!
- Nie wiedziaem, kogo ratuj, przetom i na wdziczno nie zasuy.
- Modestia to twoja tak mwi, ktra jest mstwu rwna. Przyjmije ode
mnie ten piercie.
Namiestnik zmarszczy si i krok w ty odstpi mierzc oczyma
Abdanka, ten za mwi dalej z ojcowsk niemal powag w gosie i
postawie:
- Spojrzyj jeno. Nie bogactwo tego piercienia, ale inne cnoty ci zalecam.
Za modych jeszcze lat w bisurmaskiej niewoli bdc dostaem go od
ptnika, ktry z Ziemi witej powraca. W tym oczku zamknity jest
proch z grobu Chrystusa. Takiego daru odmawia si nie godzi, choby i
z osdzonych rk pochodzi. Jeste wa modym czowiekiem i
onierzem, a gdy nawet i staro bliska grobu nie wie, co j przed
ostateczn godzin spotka moe, c dopiero adolescencja, ktra majc
przed sob wiek dugi, na
wiksza liczb przygd trafi musi ! Piercie ten ustrzee ci od
przygody i obroni, gdy dzie sdu nadejdzie, a to ci powiadam, e dzie
ten idzie ju przez Dzikie Pola.
Nastaa chwila ciszy; sycha byo tylko syczenie pomienia i parskanie
koni. Z dalekich oczeretw dochodzio aosne wycie wilkw. Nagle
Abdank powtrzy raz jeszcze, jakby do siebie:
- Dzie sdu idzie ju przez Dzikie Pola, a gdy nadejdzie -zadywytsia
wsij swit boyj...
Namiestnik przyj piercie machinalnie, tak by zdumiony sowami tego
dziwnego ma.
A ten zapatrzy si w dal stepow, ciemn. 
Potem zwrci si z wolna i siad na ko. Moojcy jego czekali ju u stp
wzgrza.
- W drog! w drog!.. Bywaj zdrw, druhu onierzu! - rzek do
namiestnika. - Czasy teraz takie, e brat bratu nie ufa, przeto i nie wiesz,
kogo ocali, bom ci nazwiska swego nie powiedzia.
- Wic wa nie Abdank?
- To klejnot mj...
- A nazwisko?
- Bohdan Zenobi Chmielnicki.
To rzekszy zjecha ze wzgrza, a za nim ruszyli moojcy. Wkrtce
okryy ich tuman i noc. Dopiero gdy odjechali ju z p stajania, wiatr
przynis od nich sowa kozackiej pieni:
Oj wyzwoy, Boe, nas wsich, bidnych newilnykiw,
Z tiakoj newoli,
Z wiry bisurmanskoj -
Na jasni zori,
Na tychi wody,
U kraj weseyj,
U mir chreszczennyj -
Wysuchaj, Boe, u probach naszych.
U neszczasnych moytwach,
Nas bidnych newilnykiw.
Gosy cichy z wolna, potem stopiy si z powiewem szumicym po
oczeretach.
 19
 Rozdzia II 
Nazajutrz z rana przybywszy do Czehryna pan Skrzetuski stan w
miecie w domu ksicia Jeremiego, gdzie te mia ks czasu zabawi, aby
ludziom i koniom da wytchnienie po dugiej z Krymu podry, ktr z
przyczyny wezbrania i nadzwyczaj bystrych prdw na Dnieprze trzeba
byo ldem odbywa, gdy aden bajdak nie mg owej zimy pyn pod
wod. Sam te Skrzetuski zay nieco wczasu, a potem szed do pana
Zawilichowskiego, byego komisarza Rzplitej, onierza dobrego, ktren,
nie suc u ksicia, by jednak jego zaufanym i przyjacielem. Namiestnik
pragn si go wypyta, czy nie ma jakich z ubniw dyspozycji. Ksi
wszelako nic szczeglnego nie poleci; kaza Skrzetuskiemu, w razie
gdyby odpowied chanowa bya pomylna, wolno i, tak aby ludzie i
konie mieli si dobrze. Z chanem za mia ksi tak spraw, e chodzio
mu o ukaranie kilku murzw tatarskich, ktrzy wasnowolnie pucili mu
w jego zadnieprzaskie pastwo zagony, a ktrych sam zreszt srodze
zbi. Chan rzeczywicie da odpowied pomyln: obieca przysa
osobnego posa na kwiecie, ukara nieposusznych, a chcc sobie zyska
yczliwo tak wsawionego jak ksi wojownika, posa mu przez
Skrzetuskiego konia wielkiej krwi i szyk soboli. Pan Skrzetuski
wywizawszy si z niemaym zaszczytem z poselstwa, ktre ju samo
byo dowodem wielkiego ksicego faworu, bardzo by rad, e mu w
Czehrynie zabawi pozwolono i nie naglono z powrotem. Natomiast stary
Zawilichowski wielce by zafrasowany tym, co dziao si od niejakiego
czasu w Czehrynie. Poszli tedy razem do Dopua, Woocha, ktry w
miecie zajazd i winiarni trzyma, i tam, cho bya godzina jeszcze
wczesna, zastali szlachty huk, gdy to by dzie targowy, a oprcz tego w
tyme dniu wypada w Czehrynie postj byda pdzonego ku obozowi
wojsk koronnych, przy czym ludzi nazbierao si w miecie mnstwo.
Szlachta za gromadzia si zwykle w rynku, w tak zwanym
Dzwonieckim Kcie, u Dopua. Byli tam wic i dzierawcy
Koniecpolskich, i urzdnicy czehryscy, i waciciele ziem pobliskich
siedzcy na przywilejach, szlachta osiada i od nikogo niezalena, dalej
urzdnicy ekonomii, troch starszyzny kozackiej i pomniejszy drobiazg
szlachecki, bd to na kondycjach yjcy, bd na swoich futorach.
Ci i tamci pozajmowali awy stojce wedle dugich dbowych stow i
rozprawiali gono, a wszyscy o ucieczce Chmielnickiego, ktra bya
najwikszym w miecie ewenementem. Skrzetuski wic z
Zawilichowskim siedli sobie w kcie osobno i namiestnik pocz
wypytywa, co by to za feniks by ten Chmielnicki, o ktrym wszyscy
mwili.
- To wa nie wiesz? - odpowiedzia stary onierz. - To jest pisarz wojska
zaporoskiego, dziedzic Subotowa i - doda ciszej - mj kum. Znamy si
dawno. Bywalimy w rnych potrzebach, w ktrych niemao
dokazywa, szczeglniej pod Cecor. onierza takiej eksperiencji w
wojskowych rzeczach nie masz moe w caej Rzeczypospolitej. Tego si
gono nie mwi, ale to hetmaska gowa: czek wielkiej rki i wielkiego
rozumu; jego cae kozactwo sucha wicej ni koszowych i atamanw,
czek nie pozbawiony dobrych stron, ale hardy, niespokojny i gdy
nienawi wemie w nim gr - moe by straszny.
- Co mu si stao, e z Czehryna umkn?
- Koty ze starostk Czapliskim darli, ale to furda! Zwyczajnie szlachcic
szlachcicowi z nieprzyjani sada zalewa. Nie jeden on i nie jednemu
jemu. Mwi przy tym, e on starostce baamuci: starostka mu
kochanic odebra i z ni si oeni, a on mu j za to pniej baamuci, a
to jest podobna rzecz, bo zwyczajnie... kobieta lekka. Ale to s tylko
pozory, pod ktrymi gbsze jakie praktyki si ukrywaj. Widzisz wa,
rzecz jest taka: w Czerkasach mieszka stary Barabasz, pukownik
kozacki, nasz przyjaciel. Mia on przywileje i jakowe pisma krlewskie,
o ktrych mwiono, e Kozakw do oporu przeciw szlachcie zachcay.
Ale e to ludzki, dobry czek, trzyma je u siebie i nie publikowa. Ow
Chmielnicki Barabasza na uczt zaprosiwszy tu do Czehryna, do swego
domu, spoi, potem posa ludzi do jego futoru, ktrzy pisma i przywileje
u ony podebrali - i z nimi umkn. Strach, by z nich jaka rebelia, jako
bya Ostranicowa, nie korzystaa, bo repeto: e to czek straszny, a
umkn nie wiadomo gdzie.
Na to pan Skrzetuski:
- A to lis! w pole mnie wywid. To ja jego tej nocy na stepie spotkaemi
od arkana uwolniem!
Zawilichowski a si za gow porwa.
- Na Boga, co wa powiadasz? Nie moe to by!
- Moe by, kiedy byo. Powiada mi si pukownikiem u ksicia
Daminika Zasawskiego i e do Kudaku, do pana Grodzickiego, od
hetmana wielkiego jest posany, alem ju temu nie wierzy, gdy nie wod
jecha, jeno si stepem przekrada.
- To czek chytry jak Ulisses. I gdziee go wa spotka?
- Nad Omelniczkiem, po prawej stronie Dnieprowej. Widno do Siczy
jecha.
- Kudak chcia min. Teraz intelligo. Ludzi sia byo przy nim?
- Byo ze czterdziestu. Ale za pno przyjechali. Gdyby nie moi, byliby
go sudzy starostki zdawili.
- Czekaje waszmo. To jest wana rzecz. Sudzy starostki, mwisz?
- Tak sam powiada.
- Skde starostka mg wiedzie, gdzie jego szuka, kiedy tu w miecie
wszyscy gowy trac nie wiedzc, gdzie si podzia?
- Tego i ja wiedzie nie mog. Moe te Chmielnicki zega i zwykych
otrzykw na sug starostki kreowa, by swoje krzywdy tym mocniej
afirmowa.
- Nie moe to by. Ale to jest dziwna rzecz. Czy waszmo wie, e s
listy hetmaskie przykazujce Chmielnickiego apa i in fundo
zadziery?
Namiestnik nie zdy odpowiedzie, bo w tej chwili wszed do izby jaki
szlachcic z ogromnym haasem. Drzwiami trzasn raz i drugi, a
spojrzawszy hardo po izbie zawoa:
- Czoem waszmociom!
By to czek czterdziestoletni, niski, z twarz zapalczyw, ktrej to
zapalczywoci przydaway jeszcze bardziej oczy jakby liwy na wierzchu
gowy siedzce, bystre, ruchliwe - czek widocznie bardzo ywy,
wichrowaty i do gniewu skory.
- Czoem waszmociom! - powtrzy goniej i ostrzej, gdy mu zrazu nie
odpowiadano.
- Czoem, czoem - ozwao si kilka gosw.
By to pan Czapliski, podstaroci czehryski, suga zaufany modego
pana chorego Koniecpolskiego.
W Czehrynie nie lubiono go, bo by zawadiaka wielki, pieniacz,
przeladowca, ale mia niemniej wielkie plecy, przeto ten i w z nim
politykowa.
Zawilichowskiego jednego szanowa, jak i wszyscy, dla jego powagi,
cnoty i mstwa. Ujrzawszy go, wnet te zbliy si ku niemu i skoniwszy
si do dumnie Skrzetuskiemu zasiad przy nich ze swoj lampk miodu.
- Moci starostko - spyta Zawilichowski - czy wiesz, co si dzieje z
Chmielnickim?
- Wisi, moci chory, jakem Czapliski, wisi, a jeli dotd nie wisi, to
bdzie wisia. Teraz, gdy s listy hetmaskie, niech jedno go dostan w
swoje rce.
To mwic, uderzy pici w st, a pyn rozla si ze szklenic.
- Nie wylewaj wapan wina! - rzek pan Skrzetuski.
Zawilichowski przerwa:
- A czy go wa dostaniesz! Przecie uciek i nikt nie wie, gdzie jest?
- Nikt nie wie? Ja wiem, jakem Czapliski! Waszmo, panie chory,
znasz Chwedka. Ow Chwedko jemu suy, ale i mnie. Bdzie on
Judaszem Chmielowi. Sia mwi. Wda si Chwedko w komityw z
moojcami Chmielnickiego. Czek sprytny. Wie o kadym kroku. Podj
si mi go dostawi ywym czy zmarym i wyjecha w step rwno przed
Chmielnickim, wiedzc, gdzie ma go czeka!... A, didkw syn przeklty!
To mwic znowu w st uderzy.
- Nie wylewaj wapan wina! - powtrzy z przyciskiem pan Skrzetuski,
ktry dziwn jak awersj uczu do tego podstarociego od pierwszego
spojrzenia.
Szlachcic zaczerwieni si, bysn swymi wypukymi oczyma, sdzc, e
mu daj okazj, i spojrza zapalczywie na Skrzetuskiego, ale ujrzawszy
na nim barw Winiowieckich zmitygowa si, gdy jakkolwiek chory
Koniecpolski wadzi si wwczas z ksiciem, wszelako Czehryn zbyt by
blisko ubniw i niebezpiecznie byo barwy ksicej nie uszanowa.
Ksi te i ludzi dobiera takich, e kady dwa razy pomyla, nim z
ktrym zadar.
- Wic to Chwedko podj si waci Chmielnickiego dostawi? - pyta
znw Zawilichowski.
- Chwedko: I dostawi, jakem Czapliski.
- A ja waci mwi, e nie dostawi: Chmielnicki zasadzki uszed i na Sicz
pody, o czym trzeba pana krakowskiego dzi jeszcze zawiadomi. Z
Chmielnickim nie ma artw. Krtko mwic, lepszy on ma rozum,
tsz rk i wiksze szczcie od waci, ktry zbyt si zapalasz.
Chmielnicki odjecha bezpiecznie, powtarzam waci, a jeli mnie nie
wierzysz, to ci to ten kawaler powtrzy, ktry go wczoraj na stepie
widzia i zdrowym go poegna.
- Nie moe by! nie moe by! - wrzeszcza targajc si za czupryn
Czapliski.
- I co wiksza - doda Zawilichowski - to ten kawaler tu obecny sam go
salwowa i wacinych sug wygubi, w czym mimo listw hetmaskich nie
jest winien, bo z Krymu z poselstwa wraca i o listach nie wiedzia, a
widzc czeka przez otrzykw, jak sdzi, w stepie oprymowanego,
przyszed mu z pomoc. O ktrym to wyratowaniu si Chmielnickiego
wczeniej waci zawiadamiam, bo gotw ci z Zaporocami w twojej
ekonomii odwiedzi, a zna nie byby mu rad bardzo. Nadto si z nim
warcholi. Tfu, do licha!
Zawilichowski nie lubi take Czapliskiego.
Czapliski zerwa si z miejsca i a mu mow ze zoci odjo; twarz
tylko spsowiaa mu zupenie, a oczy coraz bardziej na wierzch wyaziy.
Tak stojc przed Skrzetuskim puszcza tylko urywane wyrazy:
- Jak to! wa mimo listw hetmaskich!... Ja waci... ja waci...
A pan Skrzetuski nie wsta nawet z awy, jeno wsparszy si na okciu
patrzy na podskakujcego Czapliskiego jak rarg na uwizanego
wrbla.
- Czego si wa mnie czepiasz jak rzep psiego ogona? - spyta.
- Ja waci do grodu ze sob... Wa mimo listw... Ja waci Kozakami!...
Krzycza tak, e w izbie uciszyo si troch. Obecni poczli zwraca
gowy w stron Czapliskiego. Szuka on okazji zawsze, bo taka bya
jego natura, robi burdy kademu, kogo napotka, ale to zastanowio
wszystkich, e teraz zacz przy Zawilichowskim, ktrego jednego si
obawia, i e zacz z onierzem noszcym barw Winiowieckich.
- Zamilknij no wasze - rzek stary chory. - Ten kawaler jest ze mn.
- Ja wa... wa... waci do grodu... w dyby! - wrzeszcza dalej Czapliski
nie uwaajc ju na nic i na nikogo.
Teraz pan Skrzetuski podnis si take ca wysokoci swego wzrostu,
ale nie wyjmowa szabli z pochew, tylko jak j mia spuszczon nisko na
rapciach, chwyci w rodku i podsun w gr tak, e rkoje wraz z
krzyykiem posza pod sam nos Czapliskiemu.
- Powchaj no to wa - rzek zimno.
- Bij, kto w Boga!... Suba! - krzykn Czapliski chwytajc za rkoje.
Ale nie zdy szabli wydoby. Mody namiestnik obrci go w palcach,
chwyci jedn rk za kark, drug za hajdawery poniej krzya, podnis
w gr rzucajcego si jak cyga i idc ku drzwiom midzy awami woa:
- Panowie bracia, miejsce dla rogala, bo pobodzie!
To rzekszy doszed do drzwi, uderzy w nie Czapliskim, roztworzy i
wyrzuci podstarociego na ulic.
Po czym spokojnie usiad na dawnym miejscu obok Zawilichowskiego.
W izbie przez chwil zapanowaa cisza. Sia, jakiej dowd zoy pan
Skrzetuski, zaimponowaa zebranej szlachcie. Po chwili jednak caa izba
zatrzsa si od miechu.
- Vivant winiowiecczycy! - woali jedni.
- Omdla, omdla i krwi oblan! - krzyczeli inni, ktrzy zagldali przeze
drzwi, ciekawi, co te pocznie Czapliski. - Sudzy go podnosz!
Maa tylko liczba stronnikw podstarociego milczaa i nie majc odwagi
uj si za nim, spogldaa ponuro na namiestnika.
- Prawd rzekszy, w pitk goni ten ogar - rzek Zawilichowski.
- Kundys to, nie ogar - rzek zbliajc si gruby szlachcic, ktry mia
bielmo na jednym oku, a na czole dziur wielkoci talara, przez ktr
wiecia naga ko. - Kundys to, nie ogar! pozwl wa - mwi dalej
zwracajc si do Skrzetuskiego - abym mu suby moje ofiarowa. Jan
Zagoba herbu Wczele, co kady snadno pozna moe choby po onej
dziurze, ktr w czele kula rozbjnicka mi zrobia; gdym si do Ziemi
witej za grzechy modoci ofiarowa.
- Daje wa pokj - rzek Zawilichowski - powiadae kiedy indziej, e
ci j kuflem w Radomiu wybito.
- Kula rozbjnicka, jakom yw! W Radomiu byo co innego.
- Ofiarowae si wa do Ziemi witej... moe, ale w niej nie by, to
pewna.
- Nie byem, bom ju w Galacie palm mczesk otrzyma. Jeli ,
jestem arcypies, nie szlachcic.
- A taki breszesz i breszesz!
- Szelm jestem bez uszu. W wasze rce, panie namiestniku !
Tymczasem przychodzili i inni zabierajc z panem Skrzetuskim
znajomo i afekt mu swj owiadczajc, nie lubili bowiem oglnie
Czapliskiego i radzi byli, e go taka spotkaa konfuzja. Rzecz dziwna i
trudna dzi do zrozumienia, e tak caa szlachta w okolicach Czehryna,
jak i pomniejsi waciciele sobd, dzierawcy ekonomii, ba! nawet ze
suby Koniecpolskich, wszyscy wiedzc, jako zwyczajnie w ssiedztwie,
o zatargach Czapliskiego z Chmielnickim, byli po stronie tego ostatniego.
Chmielnicki bowiemmia saw znamienitego onierza, ktren niemae
zasugi w rnych wojnach pooy. Wiedziano take, e sam krl si z
nim znosi i wysoce jego zdanie ceni, na cae za zajcie patrzano tylko
jak na zwyk burd szlachcica ze szlachcicem, jakich to burd na tysice
si liczyo, zwaszcza w ziemiach ruskich. Stawano wic po stronie tego,
kto sobie wicej przychylnoci zjedna umia, nie przewidujc, by z tego
takie straszliwe skutki wynikn miay. Pniej dopiero zapony serca
nienawici ku Chmielnickiemu, ale zarwno serca szlachty i
duchowiestwa obydwch obrzdkw.
Przychodzili tedy do pana Skrzetuskiego z kwartami mwic: "Pij, panie
bracie! Wypij i ze mn! - Niech yj winiowiecczycy! Tak mody, a ju
porucznik u ksicia. Vivat ksi Jeremi, hetman nad hetmany! Z
ksiciem Jeremim pjdziemy na kraj wiata! - Na Turkw i Tatarw! -
Do Stambuu! Niech yje miociwie nam panujcy Wadysaw IV!"
Najgoniej za krzycza pan Zagoba, ktry sam jeden gotw by cay
regiment przepi i przegada.
- Moci panowie! - wrzeszcza, a szyby w oknach dzwoniy - pozwaem
ja ju jegomoci sutana do grodu za gwat, ktrego si na mnie w Galacie
dopuci.
- Nie powiadaje wapan lada czego, eby ci si gba nie wystrzpia!
- Jak to, moci panowie? Quatuor articuli judicii castrensis: stuprum,
incendium; latrocinium et vis armata alienis aedibus illata- a czy nie bya
to wanie vis armata?
- Krzykliwy z waci guszec.
- I choby do trybunau pjd!
- Przestae wasze...
- I kondemnat uzyskam, i bezecnym go ogosz, a potem wojna, ale ju
z infamisem.
- Zdrowie waszmociw!
Niektrzy wszelako mieli si, a z nimi i pan Skrzetuski, bo mu si z
czupryny troch kurzyo, szlachcic za tokowa dalej naprawd jak
guszec, ktry si wasnym gosem upaja. Na szczcie dyskurs jego
przerwany zosta przez innego szlachcica, ktry zbliywszy si pocign
go za rkaw i rzek piewnym litewskim akcentem:
- Poznajomije wapan, moci Zagobo, i mnie z panem namiestnikiem
Skrzetuskim... poznajomije!
- A i owszem, i owszem. Moci namiestniku, oto jest pan Powsinoga.
- Podbipita - poprawi szlachcic.
- Wszystko jedno! herbu Zerwipludry...
- Zerwikaptur - poprawi szlachcic.
- Wszystko jedno! Z Psichkiszek.
- Myszykiszek - poprawi szlachcic.
- Wszystko jedno. Nescio, co bym wola, czy mysie, czy psie kiszki. Ale
to pewna, ebym w adnych mieszka nie chcia, bo to i osiedzie si tam
nieatwo, i wychodzi niepolitycznie. Moci panie! - mwi dalej do
Skrzetuskiego ukazujc Litwina - oto tydzie ju pij wino za pienidze
tego szlachcica, ktren ma miecz za pasem rwnie ciki jak trzos, a
trzos rwnie ciki jak dowcip. Ale jelim pi kiedy wino za pienidze
wikszego cudaka, to pozwol si nazwa takim kpem, jak ten, co mi
wino kupuje.
- A to go objecha! - woaa miejc si szlachta.
Ale Litwin nie gniewa si, kiwa tylko rk, umiecha si agodnie i
powtarza:
- At, daby wapan pokj... sucha hadko!
Pan Skrzetuski przypatrywa si ciekawie tej nowej figurze, ktra istotnie
zasugiwaa na nazw cudaka. Przede wszystkim by to m wzrostu tak
wysokiego, e gow prawie poway dosiga, a chudo nadzwyczajna
wydawaa go wyszym jeszcze. Szerokie jego ramiona i ylasty kark
zwiastoway niepospolit si, ale bya na nim tylko skra i koci. Brzuch
mia tak wpady pod piersi, e mona by go wzi za godomora, lubo
ubrany by dostatnio, w szar opit kurt ze wiebodziskiego sukna, z
wskimi rkawami, i wysokie szwedzkie buty, ktre na Litwie zaczynay
wchodzi w uycie. Szeroki i dobrze wypchany osiowy pas nie majc na
czym si trzyma opada mu a na biodra, a do pasa przywizany by
krzyacki miecz tak dugi, e temu olbrzymiemu mowi prawie do
pachy dochodzi.
AIe kto by si miecza przelk, wnet by si uspokoi spojrzawszy na
twarz jego waciciela. Bya to twarz chuda, rwnie jak i caa osoba,
ozdobiona dwiema zwinitymi ku doowi brwiami i par tak samo
zwisych konopnego koloru wsw, ale tak poczciwa, tak szczera, jak u
dziecka. Owa obwiso wsw i brwi nadawaa jej wyraz stroskany,
smutny i mieszny zarazem. Wyglda na czeka, ktrego ludzie
popychaj, ale panu Skrzetuskiemu podoba si z pierwszego wejrzenia
za ow szczero twarzy i doskonay moderunek onierski.
- Panie namiestniku - rzek - to waszmo od ksicia pana
Winiowieckiego?
- Tak jest.
Litwin rce zoy jako do modlitwy i oczy podnis w gr.
- Ach, co to za wielki wojennik! co to za rycerz! co to za wdz!
- Daj Boe Rzeczypospolitej takich jak najwicej.
- I pewno, i pewno! A czyby nie mona do niego pod znak?
- Bdzie waci rad.
Tu pan Zagoba wtrci si do rozmowy:
- Bdzie mia ksi dwa rony do kuchni: jeden z wapana, drugi z jego
miecza, albo najmie waci za mistrza, albo kae na wasanu zbjw
wiesza lub sukno na barw bdzie waspanem mierzy! Tfu, jak si
wapan nie wstydzisz, bdc czowiekiem i katolikiem, by tak dugim,
jak serpens lub jak pogaska wcznia!
- Sucha hadko - rzek cierpliwie Litwin.
- Jake te godno waszeci? - spyta pan Skrzetuski - bo gdy mwi,
pan Zagoba tak waci podrywa, e z przeproszeniem nic nie mogem
zrozumie.
- Podbipita.
- Powsinoga.
- Zerwikaptur z Myszykiszek.
- Masz babo pociech! Pij jego wino, ale kpem jestem, jeli to nie
pogaskie imiona.
- Dawno wa z Litwy? - pyta namiestnik.
- At, ju dwie niedziele w Czehrynie. Dowiedziawszy si od pana
Zawilichowskiego, e wa tdy cign bdziesz, czekam, by pod jego
opiek ksiciu moje proby przedstawi.
- Powiedze mi waszmo, prosz, bom ciekaw, czemu te taki katowski
miecz pod pach nosisz?
- Nie katowski to, moci namiestniku, ale krzyacki, a nosz, bo
zdobyczny i dawno w rodzie. Ju pod Chojnicami suy w litewskim
rku - tak i nosz.
- Ale to sroga machina i cika by musi okrutnie - chyba do obu rk?
- Mona do obu, mona do jednej.
- Pokae wasze !
Litwin wydoby i poda, ale panu Skrzetuskiemu rka zwisa od razu. Ni
si zoy, ni cicia wymierzy swobodnie. Na dwie rce poradzi, ale
jeszcze byo za ciko. Wic pan Skrzetuski zawstydzi si troch i
zwrciwszy si do obecnych:
- No, moci panowie - rzek - kto krzy uczyni?
- My ju prbowali - odrzeko kilkanacie gosw. - Jeden pan komisarz
Zawilichowski podniesie, ale krzya i on nie uczyni.
- No, a wapan? - pyta pan Skrzetuski zwracajc si do Litwina.
Szlachcic podnis miecz jak trzcin i machn nim kilkanacie razy z
najwiksz atwoci, a powietrze warczao w izbie, a wiatr powia po
twarzach.
- A nieche waci Bg sekunduje! - zawoa Skrzetuski. - Pewn masz
sub u ksicia pana!
- Bg widzi, e jej pragn, bo mi miecz w niej nie zardzewieje.
- Ale dowcip do reszty - rzek pan Zagoba - gdy nie umiesz wa tak
samo nim obraca.
Zawilichowski wsta i obaj z namiestnikiem zabierali si do odejcia, gdy
naraz wszed do izby biay jak gob czowiek i spostrzegszy
Zawilichowskiego rzek:
- Moci chory komisarzu, ja tu do pana umylnie!
By to Barabasz, pukownik czerkaski.
- To chode waszmo do mnie na kwater - rzek Zawilichowski. - Tu
ju si tak ze bw kurzy, e i wiata nie wida.
Wyszli razem, a Skrzetuski z nimi. Zaraz za progiem Barabasz spyta:
- Czy nie ma wieci o Chmielnickim?
- S. Uciek na Sicz. Oto ten oficer spotka go wczoraj na stepie.
- To nie wod pojecha? Pchnem goca do Kudaku, by go apano, ale
jeli tak, to na prno.
To rzekszy Barabasz zatkn rkami oczy i pocz powtarza:
- Ej! spasi Chryste! spasi Chryste!
- Czego wa trwoysz?
- A czy waszmo wiesz, co on mi zdrad wydar? Czy wiesz, co to
znaczy takie dokumenta w Siczy opublikowa? Spasi Chryste! Jeli krl
wojny z bisurmanem nie uczyni, to iskra na prochy...
- Rebeli waszmo przepowiadasz?
- Nie przepowiadam, bo j widz, a Chmielnicki lepszy od Nalewajki i od
obody.
- A kto za nim pjdzie?
- Kto? Zaporoe, regestrowi, mieszczanie, czer, futornicy - i tacy ot!
Tu pan Barabasz wskaza na rynek i na uwijajcych si po nim ludzi.
Cay rynek by zapchany wielkimi siwymi woami pdzonymi ku
Korsuniowi dla wojska, a przy woach szed mnogi lud pastuszy, tak
zwani czabanowie, ktrzy cae ycie w stepach i pustyniach spdzali -
ludzie zupenie dzicy, nie wyznajcy adnej religii - religionis nullius, jak
mwi wojewoda Kisiel.
Spostrzegae midzy nimi postacie podobniejsze do zbjw ni do
pasterzy, okrutne, straszne, pokryte achmanami rozmaitych ubiorw.
Wiksza ich cz bya przybrana w touby baranie albo w niewyprawne
skry wen na wierzch, rozchestane na przodzie i ukazujce, cho bya
to zima, nag pier spalon od wiatrw stepowych. Kaden zbrojny, ale
w najrozmaitsz bro: jedni mieli uki i sajdaki na plecach, niektrzy
samopay albo tak zwane z kozacka "piszczele", inni szable tatarskie inni
kosy lub wreszcie tylko kije z przywizan na kocu szczk kosk.
Midzy nimi krcili si mao co mniej dzicy, cho lepiej zbrojni Niowcy
wiozcy do obozu na sprzeda ryb suszon, zwierzyn i tuszcz barani;
dalej czumacy z sol, stepowi i leni pasiecznicy oraz woskoboje z
miodem, osadnicy leni ze smo i dziegciem; dalej chopi z podwodami,
Kozacy regestrowi, Tatarzy z Biaogrodu i Bg wie nie kto - wczgi -
siromachy z koca wiata. W caym miecie peno byo pijanych, w
Czehrynie bowiem wypada nocleg, wic i hulatyka przed noc. Na rynku
rozkadano ognie, gdzieniegdzie palia si beczka ze smo. Zewszd
dochodzi gwar i wrzaski, przeraliwy gos piszczaek tatarskich i
bbenkw miesza si z ryczeniem byda i z agodniejszymi gosami lir,
przy ktrych wtrze lepcy piewali ulubion wwczas pie:
Sokoe jasnyj,
Brate mij ridnyj,
Ty wysoko etajesz,
Ty daeko widajesz.
A obok tego rozlegay si dzikie okrzyki: "hu! ha! - hu! ha!" Kozakw
taczcych na rynku trepaka, pomazanych dziegciem i pijanych
zupenie.Wszystko to razem byto dzikie i rozszalae, do byo
Zawilichowskiemu jednego spojrzenia, by si przekona, e Barabasz
mia suszno, e lada podmuch mg rozpta te niesforne ywioy
skonne do grabiey, a przywyke do boju, ktrych peno byo na caej
Ukrainie. A poza tymi tumami staa jeszcze Sicz, stao Zaporoe od
niedawna okieznane i w karby po Masowym Stawie ujte, ale gryzce
niecierpliwie munsztuk, pomne dawnych przywilejw, nienawidzce
komisarzy, a stanowice uorganizowan si. Sia ta miaa przecie za sob
sympati niezmiernych mas chopstwa mniej cierpliwego ni w innych
Rzplitej stronach, bo majcego pod bokiem Czertomelik, a na nim
bezpastwo, rozbj i wol. Wic pan chory, cho sam Rusin i gorliwy
wschodniego obrzdku stronnik, zaduma si smutno. Jako czek stary,
pamita dobrze czasy Nalewajki, obody, Kremskiego, zna ukraiskie
rozbjnictwo lepiej moe jak ktokolwiek na Rusi, a znajc jednoczenie
Chmielnickiego wiedzia, e on wart dwudziestu obodw i Nalewajkw.
Zrozumia tedy cae niebezpieczestwo jego na Sicz ucieczki, zwaszcza z
listami krlewskimi, o ktrych pan Barabasz powiada, e byy pene
obietnic dla Kozakw i zachcajce ich do oporu.
- Moci pukowniku czerkaski - rzek do Barabasza - powinien by
waszmo na Sicz jecha, wpywy Chmielnickiego rwnoway i
pacyfikowa, pacyfikowa!
- Moci chory - odpar Barabasz - powiem tylko tyle waszmoci, e na
sam wie o ucieczce Chmielnickiego z papierami poowa moich
czerkaskich ludzi dzisiejszej nocy take na Sicz za nim zbiega. Moje
czasy ju miny - mnie mogia, nie buawa!
Rzeczywicie Barabasz by onierz dobry, ale czowiek stary i bez
wpywu.
Tymczasem doszli do kwatery Zawilichowskiego; stary chory
odzyska ju troch pogody umysu waciwej jego gobiej duszy i gdy
zasiedli nad pgarncwk miodu, rzek raniej:
- Wszystko to furda, jeli, jak mwi, wojna z bisurmanem praeparatur, a
podobno e tak i jest, bo cho Rzeczpospolita wojny nie chce i niemao
ju sejmy krlowi krwi napsuy, wszelako krl moe na swoim postawi.
Cay ten ogie mona bdzie na Turka obrci, a w kadym razie mamy
przed sob czas. Ja sam pojad do pana krakowskiego i zdam mu
spraw, i bd prosi, by si jako najbliej ku nam z wojskiem
przymkn. Czy co wskram, nie wiem, bo chocia to pan mny i
wojownik dowiadczony, ale okrutnie w swoim zdaniu i swoim wojsku
dufny. Wa, moci pukowniku czerkaski, trzymaj w ryzie Kozakw - a
wasze, moci namiestniku, po przybyciu do ubniw ostrze ksicia, by
na Sicz baczno obrci. Choby mieli co pocz - repeto; mamy czas.
Na Siczy teraz ludzi niewiele: za ryb i za zwierzem si porozchodzili i po
caej Ukrainie we wsiach siedz. Nim si cign, duo wody w Dnieprze
upynie. Przy tym imi ksicia straszne i gdy si zwiedz, e na
Czertomelik oczy ma obrcone, moe bd cicho siedzieli.
- Ja z Czehryna choby we dwch dniach ruszy gotowy - rzek
namiestnik.
- To i dobrze. Dwa i trzy dni nic nie znacz. Waszmo, panie czerkaski,
pchnij te gocw z oznajmieniem sprawy do pana chorego koronnego
i do ksicia Dominika. Ale waszmo ju pisz, jak widz?
Rzeczywicie, Barabasz zoy rce na brzuchu i zdrzemn si gboko;
po chwili nawet chrapa zacz. Stary pukownik, gdy nie jad i nie pi, co
oboje nad wszystko lubi, to spa.
- Patrz, wasze - rzek cicho do namiestnika Zawilichowski - i przez
takiego to starca warszawscy statyci chcieliby Kozakw w ryzie
utrzyma. Bg z nimi! Ufali te i samemu Chmielnickiemu, z ktrym
kanclerz w jakowe ukady wchodzi, a ktren podobno srodze ufno
zawiedzie.
Namiestnik westchn na znak wspczucia staremu choremu. Barabasz
za chrapn silniej, a potem mrukn przez sen:
- Spasi Chryste! spasi Chryste!
- Kiedy wa mylisz z Chehryna ruszy? - spyta chory.
- Wypada mi ze dwa dni Czapliskiemu poczeka, ktren pewnie bdzie
chcia konfuzji, jaka go spotkaa, dochodzi.
- Nie uczyni tego. Prdzej by na waci sug swoich nasa, gdyby barwy
ksicej nie nosi - ale z ksiciem zadrze straszna rzecz nawet dla sugi
Koniecpolskich.
- Oznajmi mu, e czekam, a w dwa lub w trzy dni rusz. Zasadzki te
nie obawiam si majc przy boku szabl i gar ludzi.
To rzekszy namiestnik poegna starego chorego i wyszed.
Nad miastem wiecia tak jasna una od stosw naoonych na rynku, e
rzekby: cay Czehryn si pali, a gwar i krzyki wzmogy si jeszcze z
nastaniem nocy. ydzi nie wychylali si wcale ze swych domostw. W
jednym kcie tumy czabanw wyy pospne pieni stepowe. Dzicy
Zaporocy taczyli koo ognisk rzucajc w gr czapki, palc z piszczeli i
pijc kwartami gorzak. Tu i owdzie zrywaa si bijatyka, ktr
umierzali ludzie starostki. Namiestnik musia torowa sobie drog
rkojeci szabli i suchajc tych wrzaskw i szumu kozaczego, chwilami
myla sobie, e to ju rebelia tak przemawia. Zdawao mu si take, e
widzi grone spojrzenia i syszy ciche, zwracane ku sobie kltwy. W
uszach brzczay mu jeszcze sowa Barabasza: "Spasi Chryste, spasi
Chryste!", i serce bio mu ywiej. A tymczasem w miecie czabanowie
zawodzili coraz goniej chorowody, a Zaporocy palili z samopaw i
kpali si w gorzace.
Strzelanina i dzikie "u-ha!,u-ha!" dochodziy do uszu namiestnika nawet
wwczas, gdy ju pooy si spa w swojej kwaterze.
 Rozdzia III 
W kilka dni pniej poczet naszego namiestnika posuwa si rano w
stron ubniw. Po przeprawie przez Dniepr szli szerok drog stepow,
ktra czya Czehryn z ubniami idc na uki, Semi-Mogiy i Chorol.
Drugi taki gociniec wid ze stolicy ksicej do Kijowa. Za
dawniejszych czasw, przed rozpraw hetmana kiewskiego pod
Soonic, drg tych nie byo wcale. Do Kijowa jechao si z ubniw
stepem i puszcz; do Czehryna bya droga wodna - z powrotem za
jedono na Chorol. W ogle za owe naddnieprzaskie pastwo - stara
ziemia poowiecka - byo pustyni mao co wicej od Dzikich Pl
zamieszkan, przez Tatarw czsto zwiedzan, dla watah zaporoskich
otwart.
Nad brzegami Suy szumiay ogromne, prawie stop ludzk nie dotykane
lasy- miejscami, po zapadych brzegach Suy, Rudej, leporodu,
Korowaja, Orawca, Pszoy i innych wikszych i mniejszych rzek i
przytokw, tworzyy si mokrada zaronite czci gstwin krzw i
borw, czci odkryte; pod postaci k. W tych borach i bagniskach
znajdowa atwy przytuek zwierz wszelkiego rodzaju, w najgbszych
mrokach lenych ya moc niezmierna turw brodatych, niedwiedzi i
dzikich wi, a obok nich liczna szara gawied wilkw, rysiw, kun,
stada sarn i kranych suhakw; w bagniskach i w achach rzecznych
bobry zakaday swoje eremia, o ktrych to bobrach chodziy wieci na
Zaporou, e s midzy nimi stuletnie starce, biae jak nieg ze staroci.
Na wysokich, suchych stepach bujay stada koni dzikich o kudatych
gowach i krwawych oczach. Rzeki roiy si ryb i ptactwem wodnym.
Dziwna to bya ziemia, na wp upiona, ale noszca lady dawniejszego
ycia ludzkiego. Wszdzie peno popieliszcz po jakich przedwiecznych
grodach; same ubnie i Chorol byy z takich popieliszcz podniesione;
wszdzie peno mogi nowszych i starszych, porosych ju borem. I tu,
jak na Dzikich Polach, nocami wstaway duchy i upiory, a starzy
Zaporocy opowiadali sobie przy ogniskach dziwy o tym, co si czasami
dziao w owych gbinach Ienych, z ktrych dochodziy wycia nie
wiadomo jakich zwierzt, krzyki pludzkie, pzwierzce, gwary
straszne, jakoby bitew lub oww. Pod wodami odzyway si dzwony
potopionych miast. Ziemia bya mao gocinna i mao dostpna,
miejscami zbyt rozmika, miejscami cierpica na brak wd, spalona,
sucha a do mieszkania niebezpieczna, osadnikw bowiem, gdy si jako
tako osiedli i zagospodarowali, cieray napady tatarskie. Odwiedzali j
tylko czsto Zaporocy dla gonw bobrowych, dla zwierza i ryby, w
czasie bowiem pokoju wiksza cz Niowcw rozazia si z Siczy na
owy, czyli, jak mwiono, na "przemys" po wszystkich rzekach, jarach,
lasach i komyszach, bobrujc w miejscach, o ktrych istnieniu nawet
mao kto wiedzia.
Jednake i ycie osiade prbowao uwiza si do tych ziem jak rolina,
ktra prbuje, gdzie moe, chwyci si gruntu korzonkami i raz w raz
wyrywana, gdzie moe, odrasta.
Powstaway na pustkach grody, osady, kolonie, sobody i futory. Ziemia
bya miejscami ywna, a ncia swoboda. AIe wtedy dopiero zakwito
ycie, gdy ziemie te przeszy w rce kniaziw Winiowieckich. Knia
Micha po oenieniu si z Mohilank pocz starowniej urzdza swoje
zadnieprzaskie pastwo; ciga ludzi, osadza pustki, zapewnia
swobody do lat trzydziestu, budowa monastery i wprowadza prawo
swoje ksice. Nawet taki osadnik, ktry przymkn do tych ziem nie
wiadomo kiedy i sdzi, e siedzi na wasnym gruncie, chtnie schodzi do
roli kniaziowego czynszownika, gdy za w czynsz szed pod potn
ksic opiek, ktra go ochraniaa, bronia od Tatarw i od gorszych
nieraz od Tatarw Niowcw. Ale prawdziwe ycie zakwito dopiero pod
elazn rk modego ksicia Jeremiego. Za Czehrynem zaraz zaczynao
si jego pastwo, a koczyo het! a pod Konotopem i Romnami. Nie
stanowio ono caej kniaziowej fortuny, bo od wojewdztwa
sandomierskiego poczwszy ziemie jego leay w wojewdztwach:
woyskim, ruskim, kijwskim, ale naddnieprzaskie pastwo byo okiem
w gowie zwycizcy spod Putywla.
Tatar dugo czyha nad Orem, nad Worskl i wietrzy jak wilk, nim
omieli si na pnoc konia popdzi; Niowcy nie prbowali zatargu.
Miejscowe niespokojne watahy poszy w sub. Dziki i rozbjniczy lud,
yjcy dawniej z gwatw i napadw, teraz ujty w karby, zajmowa
"polanki" na rubieach i lec na granicach pastwa jak brytan na
acuchu grozi zbem najedcy. To zakwito i zaroio si wszystko.
Pobudowano drogi na ladach dawnych gocicw; rzeki ujto groblami,
ktre sypa niewolnik Tatar lub Niowiec schwytany z broni w rku na
rozboju. Tam gdzie niegdy wiatr grywa dziko nocami na oczeretach i
wyy wilki i topielcy, teraz hurkotay myny. Przeszo czterysta k, nie
liczc rzsicie rozsianych wiatrakw, meo zboe na samym
Zadnieprzu. Czterdzieci tysicy czynszownikw wnosio czynsz do kas
ksicych, lasy zaroiy si pasiekami, na rubieach powstaway wsie
coraz nowe, futory, sobody. Na stepach, obok tabunw dzikich, pasy
si cae stada swojskiego byda i koni. Nieprzejrzany, jednostajny widok
borw i stepw ubarwi si dymami chat, zoconymi wieami cerkwi i
kociow - pustynia zamienia si w kraj do ludny.
Jecha tedy pan namiestnik Skrzetuski wesoo i nie pieszc si, jakoby
swoj ziemi, majc po drodze wszelkie wczasy zapewnione. By to
dopiero pocztek stycznia 48 roku, ale dziwna, wyjtkowa zima nie
dawaa si wcale we znaki. W powietrzu tchna wiosna; ziemia
rozmika i przewiecaa wod roztopw; na polach zieleniaa ru, a
soce dogrzewao tak mocno, e w podry o poudniu kouchy prayy
grzbiet jak latem.
Orszak namiestnika zwikszy si znacznie, w Czehrynie bowiem
przyczyo si do niego poselstwo wooskie, ktre hospodar do ubniw
wysa w osobie pana Rozwana Ursu. Przy poselstwie byo kilkunastu
karaaszw eskorty i wozy z czeladzi. Prcz tego z namiestnikiem jecha
nasz znajomy pan Longinus Podbipita herbu Zerwikaptur ze swoim
dugim mieczem pod pach i z kilkoma czeladzi subowej.
Soce, cudna pogoda i wo zbliajcej si wiosny napaway wesooci
serca, a namiestnik tym by weselszy, e wraca z dugiej podry pod
dach ksicy, ktry by zarazem jego dachem, wraca sprawiwszy si
dobrze, wic i przyjcia dobrego pewny.
Ale wesoo jego miaa i inne powody.
Oprcz aski ksicia, ktrego namiestnik z caej duszy kocha, czekay go
w ubniach jeszcze i pewne czarne oczy, tak sodkie jak mid.
Oczy te naleay do Anusi Borzobohatej-Krasieskiej, panienki
respektowej ksiny Gryzeldy, najpikniejszej dziewczyny z caego
fraucymeru, baamutki wielkiej, za ktr przepadali wszyscy w ubniach,
a ona za nikim. U ksiny Gryzeldy mores by wielki i surowo
obyczajw niepomierna, co jednak nie przeszkadzao modym spoglda
na si jarzcymi oczyma i wzdycha. Pan Skrzetuski posya tedy swoje
westchnienia ku czarnym oczom na rwni z innymi, a gdy bywao,
zostawa sam w swojej kwaterze, wwczas chwyta lutni w rk i
piewywa:
Ty jest specja nad specjay...
lub te:
Jak tatarska orda
Bierzesz w jasyr corda!
Ale e to by czek wesoy i przy tym onierz wielce w swym zawodzie
zamiowany, wic nie bra zbyt do serca tego, e Anusia umiechaa si
tak samo do niego, jak i do pana Bychowca z chorgwi wooskiej, jak do
pana Wurcla z artylerii, jak do pana Woodyjowskiego z dragonw, a
nawet do pana Baranowskiego z husarii, chocia ten ostatni by ju
dobrze szpakowaty i szepleni majc podniebienie potrzaskane kul z
samopau. Nasz namiestnik bi si ju nawet raz z panem
Woodyjowskim w szable o Anusi, ale gdy przyszo za dugo siedzie w
ubniach bez jakowej wyprawy na Tatarw, to sobie nawet i przy Anusi
przykrzy, a gdy przyszo cign -to
cign z ochot, bez alu, bez wspominkw.
Za to te i wita z radoci. Teraz wic oto wracajc z Krymu po
pomylnym rzeczy zaatwieniu podpiewywa wesoo i czwani koniem,
jadc obok pana Longinusa, ktry siedzc na ogromnej inflanckiej kobyle
strapiony by i smutny jak zawsze. Wozy poselstwa, karaasze i eskorta
zostay znacznie za nimi.
- Jegomo pose ley na wozie jak kawa drzewa i pi cigle - rzek
namiestnik. - Cudw mi naprawi o swojej Wooszczynie, a i usta. Jam
te sucha z ciekawoci. Nie ma co! kraj bogaty, klima przednie, zota,
wina, bakaliw i byda dostatek. Pomylaem sobie tedy, e nasz ksi
rodzi si z Mohilanki i e ma takie dobre prawo do hospodarskiego tronu,
jak kto inny, ktrych praw przecie ksi Micha dochodzi. Nie nowina
to naszym panitom Wooszczyzna. Bijali ju tam i Turkw, i Tatarw, i
Woochw, i Siedmiogrodzian...
- Ale lud tam mikszy ni u nas, o czym mi i pan Zagoba w Czehrynie
opowiada - rzek pan Longinus - a gdybym jemu nie wierzy, to tedy w
ksikach od naboestwa potwierdzenie tej prawdy si znajduje.
- Jak to w ksikach?
- Ja sam mam tak i mog j waszmoci pokaza, bo j zawsze wo ze
sob.
To rzekszy odpi troki przy terlicy i wydobywszy niewielk ksieczk,
starannie w ciel oprawion, naprzd ucaowa j pobonie, potem
przewrciwszy kilkanacie kartek rzek:
- Czytaj wa.
Pan Skrzetuski rozpocz:
- "Pod Twoj obron uciekamy si, wita Boa Rodzicielko..." Gdzie
za tu jest o Woochach? co wa mwisz! - to antyfona!
- Czytaj wa dalej.
- "...Abymy si stali godnymi obietnic Pana Chrystusowych. Amen."
- No, a teraz pytanie...
Skrzetuski czyta.
- "Pytanie: Dlaczego jazda wooska zowie si lekk? Odpowied: Bo
lekko ucieka. Amen." - Hm! prawda! Wszelako w tej ksice dziwne jest
materii pomieszanie.
- Bo to jest ksika onierska; gdzie obok modlitw rozmaite
instructiones militares s przyczone, z ktrych nauczysz si wa o
wszystkich nacjach, ktra z nich zacniejsza, ktra poda; co do
Woochw za, to si pokazuje, i tchrzliwe z nich pachoki, a przy tym
zdrajcy wielcy.
- e zdrajcy, to pewno, bo pokazuje si to i z przygd ksicia Michaa.
Co prawda, to i ja syszaem, i onierz to z przyrodzenia nieszczeglny.
Ma przecie ksi jegomo chorgiew woosk bardzo przedni, w
ktrej pan Bychowiec porucznikuje, ale stricte to w owej wooskiej
chorgwi nie wiem, czy i dwudziestu Woochw si znajduje.
- Jak te waszmo mylisz, panie namiestniku, sia ksi ma ludzi pod
broni?
- Bdzie z om tysicy nie liczc Kozakw, co po paankach stoj. Ale
powiada mi Zawilichowski, e teraz nowe zacigi s czynione.
- To moe Bg da jakow wypraw pod ksiciem panem?
- Tak mwi, e wielka wojna z Turczynem si gotuje i e sam krl z
ca potg Rzplitej ma ruszy. Wiem te, e upominki Tatarom s
wstrzymane, ktrzy przecie od strachu nie mi zagonw ruszy. O tym
syszaem i w Krymie, gdzie bodaj dlatego przyjmowano mnie tak
honeste, bo jest wie, e gdy krl z hetmany pocignie, ksi ma na
Krym uderzy i cakiem Tatarw zetrze. Jako to jest pewna, e
takowej imprezy innemu nie powierz.
Pan Longinus podnis do gry rce i oczy.
- Daje, Boe miosierny, daj takow wit wojn na chwa
chrzecijastwu i naszemu narodowi, a mnie grzesznemu pozwl w niej
wota moje speni, abym in luctu mg by pocieszony albo te mier
chwalebn znale!
- To wa lub wedle wojny uczyni?
- Tak zacnemu kawalerowi wszystkie arkana duszy mojej otworz, cho
sia mwi, ale gdy wapan ucha chtnego skaniasz, przeto incipiam:
Wiesz waszmo, e herb mj zwie si Zerwikaptur, co z takowej
przyczyny pochodzi, e gdy jeszcze pod Grunwaldem przodek mj
Stowejko Podbipita ujrza trzech rycerzy w mniszych kapturach w
szeregu jadcych, zajechawszy ich, ci wszystkich trzech od razu, o
ktrym to sawnym czynie stare kroniki pisz z wielk dla przodka mego
chwa...
- Nie lejsz mia on przodek od waci rk, ale i susznie Zerwikapturem
go nazwali.
- Ktremu te krl herb nada, a w nim trzy kozie gowy w srebrnym
polu na pamitk owych rycerzy, gdy takie same gowy byy na ich
tarczach wyobraone. Ten herb wraz z tym tu oto mieczem przodek mj
Stowejko Podbipita przekaza potomkom swoim z zaleceniem, by starali
si splendor rodu i miecza podtrzyma.
- Nie ma co mwi, z grzecznego rodu waszmo pochodzisz!
Tu pan Longinus zacz wzdycha rzewnie, a gdy na koniec ulyo mu
troch, tak mwi dalej:
- Bdc tedy z rodu ostatni, lubowaem w Trokach Najwitszej Pannie
y w czystoci i nie prdzej stan na lubnym kobiercu, pki za
sawnym przykadem przodka mego Stowejki Podbipity trzech gw
tyme samym mieczem od jednego zamachu nie zetn. O Boe
miosierny, widzisz, em wszystko uczyni, co byo w mocy mojej!
Czystoci dochowaem do dnia dzisiejszego, sercu czuemu milcze
kazaem, wojny szukaem i walczyem, aIe szczcia nie miaem...
Porucznik umiechn si pod wsem.
- I nie cie wapan trzech gw?
- Ot! nie zdarzyo si! Szczcia nie ma! Po dwie na raz nieraz bywao,
ale trzech nigdy. Nie udao si zajecha, a trudno prosi wrogw, by si
ustawili rwno do cicia. Bg jeden widzi moje smutki: sia w kociach
jest, fortuna jest... ale adolescentia uchodzi, czterdziestu piciu lat
dobiegam, serce do afektw si wyrywa, rd ginie, a trzech gw jak nie
ma, tak nie ma!... Taki i Zerwikaptur ze mnie. Pomiewisko dla ludzi, jak
susznie mwi pan Zagoba, co wszystko cierpliwie znosz i Panu
Jezusowi ofiaruj.
Litwin pocz znowu tak wzdycha, e a i jego inflancka kobya, wida
ze wspczucia dla swego pana, ja stka i chrapa aonie.
- To tylko mog waszmoci powiedzie - rzek namiestnik - i jeli pod
ksiciem Jeremim nie znajdziesz okazji, to chyba nigdy.
- Daj Boe! - odpar pan Longinus. - Dlatego i jad prosi o ask ksicia
pana.
Dalsz rozmow przerwa im nadzwyczajny opot skrzyde. Jako si
rzeko, zimy tej ptastwo nie szo za morza, rzeki nie zamarzay, przeto
szczeglniej wodnego ptastwa wszdzie byo peno nad botami. Wanie
w tej chwili porucznik z panem Longinem zbliyli si do brzegu
Kahamliku, gdy nagle zaszumiao im nad gowami cae stado urawi,
ktre przecigay tak nisko, e mona by niemal kijem do nich dorzuci.
Stado leciao z wrzaskiem okrutnym i zamiast zapa w oczerety,
podnioso si niespodziewanie w gr.
- Mkn jakby gonione - rzek pan Skrzetuski.
- A o! widzisz wa- rzek pan Longinus ukazujc na biaego ptaka, ktry
tnc powietrze ukonym lotem stara si podlecie pod stado.
- Rarg, rarg! przeszkadza im zapa! - woa namiestnik. - Pose ma
rarogi - musia puci.
W tej chwili pan Rozwan Ursu nadjecha pdem na czarnym anatolskim
dzianecie, a za nim kilku karaaszw subowych.
- Panie poruczniku, prosz na zabaw - rzek.
- Czy to rarg waszej czeci?
- Tak jest, i zacny bardzo, zobaczysz wa...
Popdzili naprzd we trzech, a za nimi Wooch sokolniczy z obrcz,
ktry utkwiwszy oczy w ptaki krzycza z caych si, zachcajc raroga do
walki.
Dzielny ptak zmusi ju tymczasem stado do podniesienia si w gr,
potem sam wzbi si jak byskawica jeszcze wyej i zawis nad nim.
urawie zbiy si w jeden ogromny wir szumicy jak burza skrzydami.
Grone wrzaski napeniay powietrze. Ptaki powycigay szyje,
powytykay ku grze dzioby jak wcznie i czekay ataku.
Rarg tymczasem kry nad nimi. To znia si, to podnosi, jak gdyby
waha si run na d, gdzie na pier jego czekao sto ostrych dziobw.
Jego biae pira, owiecone socem, byszczay jak samo soce na
pogodnym bkicie nieba.
Nagle, zamiast rzuci si na stado, pomkn jak strzaa w dal i wkrtce
znikn za kpami drzew i oczeretw.
Pierwszy Skrzetuski ruszy za nim z kopyta. Pose, sokolnik i pan
Longinus poszli za jego przykadem.
Wtem na skrcie drogi namiestnik wstrzyma konia, gdy nowy a dziwny
widok uderzy jego oczy. W porodku gocica leaa na boku kolaska ze
zaman osi. Odprzone konie trzymao dwch kozaczkw. Wonicy
nie byo wcale, widocznie odjecha w celu szukania pomocy. Przy
kolasce stay dwie niewiasty, jedna ubrana w lisi toub i tak czapk z
okrgym dnem, twarzy surowej, mskiej; druga bya to moda panna
wzrostu wyniosego, rysw paskich i bardzo foremnych. Na ramieniu tej
modej pani siedzia spokojnie rarg i rozstrzpiwszy pira na piersiach
muska je dziobem.
Namiestnik osadzi konia, a kopyta wryy si w piasek gocica, i rk
podnis do czapki zmieszany i nie wiedzcy, co ma mwi: czy wita,
czy o raroga si dopomina? Zmieszany by jeszcze i dlatego, e spod
kuniego kapturka spojrzay na takie oczy, jakich jak ycie swoje nie
widzia, czarne, aksamitne, a zawe, a mienice si, a ogniste, przy
ktrych oczy Anusi Borzobohatej zgasyby jak wieczki przy
pochodniach. Nad tymi oczami jedwabne ciemne brwi rysoway si
dwoma delikatnymi ukami, zarumienione policzki kwitny jak kwiat
najpikniejszy, przez malinowe wargi, troch otwarte, widniay zbki jak
pery, spod kapturka spyway bujne czarne warkocze. "Czy Juno we
wasnej osobie, czy inne jakowe bstwo?" - pomyla namiestnik widzc
ten wzrost strzelisty, pier wypuk i tego biaego sokoa na ramieniu. Sta
tedy nasz porucznik bez czapki i zapatrzy si jak w cudowny obraz, i
tylko oczy mu si wieciy, a za serce chwytao go co jak rk. I ju mia
rozpocz mow od sw: "Jeli jest mierteln istot, a nie bstwem..."
- gdy w tej chwili nadjecha pose i pan Longinus, a z nimi sokolnik z
obrcz. Co widzc bogini nadstawia rarogowi rk, na ktrej ten zaraz,
zszedszy z ramienia, usadowi si przestpujc z nogi na nog.
Namiestnik uprzedzajc sokolniczego chcia zdj ptaka, gdy nagle sta
si dziwny omen. Oto rarg, pozostawiwszy jedn nog na rku panny,
drug chwyci si namiestnikowej doni i zamiast przesi si, pocz
kwili radonie i przyciga te rce ku sobie tak silnie, e si musiay
zetkn. Po namiestniku mrowie przeszo, rarg za dopiero wtedy da si
przenie na obrcz, gdy sokolnik naoy mu kaptur na gow. A wtem
starsza pani pocza wyrzeka:
- Rycerze! - mwia - ktokolwiek jestecie, nie odmawiajcie pomocy
biaogowom, ktre zostawszy na drodze bez pomocy, same nie wiedz,
co pocz. Do domu nam ju nie dalej jak trzy mile, ale w kolasce osie
popkay i chyba nam nocowa w polu przyjdzie; wonic posaam do
synw, by nam cho wz przysali, ale nim wonica dojedzie i wrci,
ciemno bdzie, a na tym uroczysku strach zosta, bo tu w pobliu
mogiy.
Stara szlachcianka mwia prdko i gosem tak grubym, e namiestnik a
si zadziwi, wszelako odrzek grzecznie.
- Nie dopuszczaje jejmo tej myli, bymy pani i nadobn jej crk
mieli bez pomocy zostawi. Jedziemy do ubniw, gdy onierzami w
subie J. 0. ksicia Jeremiego jestemy, i podobno nam droga w jedn
stron wypada, a choby te nie, to zboczymy chtnie, byle si nasza
asystencja nie uprzykrzya. Co za do wozw, to ich nie mam, bo z
towarzyszami po oniersku komunikiem id, ale pan pose ma i tusz, e
jako uprzejmy kawaler, chtnie nimi pani i jejmociance suy bdzie.
Pose uchyli sobolowego kopaka, gdy znajc mow polsk, zrozumia,
o co idzie, i zaraz z piknym komplimentem, jako grzeczny bojar,
wystpi, po czym rozkaza sokolniczemu skoczy po wozy, ktre byy
znacznie z tyu zostay. Przez ten czas namiestnik patrzy na pann, ktra
poerczego wzroku jego znie nie mogc opucia oczy na ziemi, a
dama o kozackim obliczu tak mwia dalej:
- Niech Bg zapaci im panom za pomoc. A e do ubniw droga
jeszcze daleka, nie pogardzicie moim i moich synw dachem, pod ktrym
radzi wam bdziemy. My z Rozogw-Siromachw, ja wdowa po kniaziu
Kurcewiczu Buye, a to nie jest moja crka, jeno crka po starszym
Kurcewiczu, bracie mego ma, ktren sierot sw nam na opiek odda.
Synowie moi teraz w domu, a ja wracam z Czerkas, gdziem si do
otarza witej-Przeczystej ofiarowaa. A oto w powrocie spotka nas
ten wypadek i gdyby nie polityka waszmociw, chybaby na drodze
nocowa przyszo.
Kniaziowa mwiaby jeszcze duej, ale wtem z dala pokazay si wozy
nadjedajce kusem wrd gromady karaaszw poselskich i onierzy
pana Skrzetuskiego.
- To jejmo pani wdowa po kniaziu Wasylu Kurcewiczu? - spyta
namiestnik.
- Nie! - zaprzeczya ywo i jakby gniewliwie kniahini. - Jam wdowa po
Konstantynie, a to jest crka Wasyla, Helena - rzeka wskazujc pann.
- O kniaziu Wasylu wiele w ubniach rozpowiadaj. By to onierz
wielki i nieboszczyka ksicia Michaa zaufany.
- W ubniach nie byam - rzeka z pewn wyniosoci Kurcewiczowa - i
o jego onierstwie nie wiem, a o pniejszych postpkach nie ma co
wspomina, gdy i tak wszyscy o nich wiedz.
Syszc to kniaziwna Helena zwiesia gow na piersi wanie jak kwiat
podcity kos, a namiestnik odpar ywo:
- Tego wapani nie mw. Knia Wasyl, przez straszliwy error
sprawiedliwoci ludzkiej skazany na utrat garda i mienia, musia si
ucieczk salwowa, ale pniej wykrya si jego niewinno, ktr te
promulgowano i do sawy go jako cnotliwego ma przywrcono; a sawa
tym wiksz by powinna, im wiksz bya krzywda.
Kniahini spojrzaa bystro na namiestnika, a w jej nieprzyjemnym, ostrym
obliczu gniew odbi si wyranie. Ale pan Skrzetuski, cho czowiek
mody, tyle mia w sobie jakowej powagi rycerskiej i tak jasne
wejrzenie, e mu zaoponowa nie miaa, natomiast zwrcia si do
kniaziwny Heleny:
- Wapannie tego sucha nie przystoi. Id oto dopilnuj, aby toboy z
kolaski byy przeoone na wozy, na ktrych z pozwoleniem ichmociw
siedzie bdziem.
- Pozwolisz jejmo panna pomc sobie - rzek namiestnik.
Poszli oboje ku kolasce, ale skoro tylko stanli naprzeciw siebie po obu
stronach jej drzwiczek, jedwabne frdzle oczu kniaziwny podniosy si i
wzrok jej pad na twarz porucznika jakoby jasny, ciepy promie
soneczny.
- Jake mam waszmoci panu dzikowa... - rzeka gosem, ktren
namiestnikowi wyda si tak sodk muzyk, jak dwiczenie Iutni i
fletw - jake mam dzikowa, e si za saw ojca mego uj i za t
krzywd, ktra go od najbliszych krewnych spotyka.
- Mocia panno! - odpowiedzia namiestnik, a czu, e serce tak mu taje,
jako nieg na wiosn. - Tak mi Pan Bg dopom, jakobym dla takiej
podziki w ogie skoczy gotowy albo zgoa krew przela, ale gdy ochota
tak wielka, przeto zasuga mniejsza, dla ktrej maoci nie godzi mi si
dzikczynnego odu z ust im panny przyjmowa.
- Jeeli waszmo pan nim pogardzasz, to jako uboga sierota nie mam jak
inaczej wdzicznoci mojej okaza.
- Nie pogardzam ja nim - mwi ze wzrastajc si namiestnik - ale na
tak wielki fawor zarobi dug i wiern sub pragn i o to tylko prosz,
aby mnie im panna przyj na ow sub raczya.
Kniaziwna syszc te sowa zaponia si, zmieszaa, potem przyblada
nagle i rce do twarzy podnoszc odrzeka aosnym gosem :
- Nieszczcie by chyba wapanu taka suba przynie moga.
A namiestnik przechyli si przez drzwiczki kolaski i tak mwi z cicha a
tkliwie:
- Przyniesie, co Bg da, a choby te i bl, przeciem ja do ng wapanny
upa i prosi o ni gotowy.
- Nie moe to by, rycerzu, aby wapan dopiero mnie ujrzawszy, tak
wielk mia do onej suby ochot.
- Ledwiem ci ujrza, juem o sobie zgoa zpomnia i widz, e wolnemu
dotd onierzowi chyba w niewolnika zmieni si przyjdzie, ale taka
wida wola boa. Afekt jest jako strzaa, ktra niespodzianie pier
przeszywa, i oto czuj jej grot, cho wczoraj sam bym nie wierzy, gdyby
mi kto powiada.
- Jeliby waszmo wczoraj nie wierzy, jake ja uwierzy dzisiaj mog?
- Czas o tym najlepiej wapann przekona, a szczeroci choby zaraz nie
tylko w sowach, ale i w obliczu dopatrzy si moesz.
I znowu jedwabne zasony oczu kniaziwny podniosy si, a wzrok jej
napotka mskie i szlachetne oblicze modego onierza i spojrzenie tak
pene zachwytu, e ciemny rumieniec pokry jej twarz. Ale nie spuszczaa
ju wzroku ku ziemi i przez chwil on pi sodycz jej cudnych oczu. I tak
patrzyli na siebie, jak dwie istoty, ktre spotkawszy si choby na
gocicu na stepie, czuj, e si wybray od razu, i ktrych dusze
poczynaj zaraz lecie wzajemnie ku sobie jak dwa gobie.
A t chwil zachwytu przerwa im ostry gos kniahini Konstantowej
woajcej na kniaziwn. Wozy nadeszy. Karaasze poczli przenosi na
nie pakunki z kolaski i za chwil wszystko byo gotowe.
Pan Rozwan Ursu, grzeczny bojar, ustpi obydwom niewiastom wasnej
kolaski, namiestnik siad na ko. Ruszono w drog.
Dzie te mia si ju ku spoczynkowi. Rozlane wody Kahamliku
wieciy zotem od zachodzcego soca i purpury zorzy. Wysoko na
niebie uoyy si stada lekkich chmurek, ktre czerwieniejc stopniowo,
zsuway si z wolna ku kracom widnokrgu, jakby zmczone lataniem
po niebie, szy spa gdzie do nieznanej kolebki. Pan Skrzetuski jecha po
stronie kniaziwny, ale nie zabawia jej rozmow, bo tak z ni mwi, jak
przed chwil, przy obcych nie mg, a bahe sowa nie chciay mu si
przez usta przecisn. W sercu jeno czu bogo, a w gowie szumiao
mu co jak wino.
Caa karawana poruszaa si rano naprzd, a cisz przerywao tylko
parskanie koni lub brzk strzemienia o strzemi. Potem karaasze poczli
na tylnych wozach smutn pie woosk, wkrtce jednak ustali, a
natomiast rozleg si nosowy gos pana Longina piewajcego pobonie:
"Jam sprawia na niebie, aby wschodzia wiato nieustajca, i jako
mga - pokryam wszystk ziemi." Tymczasem ciemniao. Gwiazdki
zamigotay na niebie, a z wilgotnych k wstay biae tumany jako morza
bez koca. Wjechali w las, ale zaledwie ujechali kilka staj, gdy da si
sysze ttent koni i piciu jedcw ukazao si przed karawan. Byli to
modzi kniaziowie, ktrzy zawiadomieni przez wonic o wypadku, jaki
spotka matk, pieszyli na jej spotkanie prowadzc z sob wz
zaprzony w cztery konie.
- Czy to wy, synkowie? - woaa stara kniahini.
Jedcy przybliyli si do wozw.
- My, matko!
- Bywajcie! Dziki tym oto ichmociom nie potrzebuj ju pomocy. To
moi synkowie, ktrych polecam asce moci panw: Symeon, Jur,
Andrzej i Mikoaj - a to kto pity? - rzeka przypatrujc si pilnie - hej!
jeli stare oczy widz po ciemku, to Bohun - co?
Kniaziwna cofna si nagle w gb kolaski.
- Czoem wam, kniahini, i wam, kniaziwno Heleno! - rzek pity
jedziec.
- Bohun! - mwia stara. - Od puku przybye, sokole? A z teorbanem?
Witaje, witaj! Hej, synkowie! Prosiam ju ichmociw panw na nocleg
do Rozogw, a teraz wy im si pokocie! Go w dom, Bg w dom!
Bdcieichmociowie na nasz dom askawi.
Buyhowie uchylili czapek.
- Prosimy pokornie waszmociw w niskie progi.
- Ju mi te obiecali i jego wysoko pan pose, i im pan nsmiestnik.
Zacnych kawalerw bdziemy przyjmowali, tylko e przywykym do
specjaw na dworach, nie wiem, czyli bdzie smakowaa nasza uboga
pasza.
- Na onierskim my chlebie, nie na dworskim chowani - rzek pan
Skrzetuski.
A pan Rozwan Ursu doda:
- Prbowaem ja ju gocinnego chleba w szlacheckich domach i wiem,
e i dworski mu nie wyrwna.
Wozy ruszyy naprzd, a stara kniahini mwia dalej:
- Dawno to; dawno ju miny lepsze dla nas czasy. Na Woyniu i na
Litwie s jeszcze Kurcewicze, ktrzy poczty trzymaj i wcale po pasku
yj, ale ci biedniejszych krewnych zna nie chc, za co niech ich Bg
skarze. U nas prawie kozacza bieda, ktr nam waszmociowie musicie
wybaczy i szczerym sercem przyj to, co szczerze ofiarujemy. Ja i
piciu synw siedzimy na jednej wiosce i kilkunastu sobodach, a z nami i
ta jeszcze jejmocianka na opiece.
Namiestnika zdziwiy te sowa, gdy sysza w ubniach, e Rozogi byy
niema fortun szlacheck, a po wtre, e naleay ongi do kniazia
Wasyla, ojca Heleny. Nie zdao mu si jednak rzecz stosown pyta,
jakim sposobem przeszy w rce Konstantyna i jego wdowy.
- To jejmo pani piciu masz synw? - zagadn pan Rozwan Ursu.
- Miaam piciu jak Iww - rzecze kniahini - ale najstarszemu, Wasylowi,
poganie w Biaogrodzie oczy wykapali pochodniami, od czego mu te i
rozum si nadwery. Gdy modzi pjd na wypraw, ja sama w domu
zostaj, z nim tylko i z jejmociank, z ktr wiksza bieda ni pociecha.
Pogardliwy ton, z jakim stara kniahini mwia o swej synowicy, tak by
widoczny, e nie uszed uwagi porucznika. Pier mu zawrzaa gniewem i
o mao nie zakl szpetnie, ale sowa zamary mu na ustach, gdy
spojrzawszy na kniaziwn ujrza przy wietle ksiyca oczy jej zalane
zami...
- Co wapannie jest? czego paczesz? - spyta z cicha.
Kniaziwna milczaa.
- Ja nie mog znie ez wapanny - mwi pan Skrzetuski i pochyli si
ku niej, a widzc, e stara kniahini rozprawia z panem Rozwanem Ursu i
nie patrzy w t stron, nalega dalej:
- Na Boga, przemw cho sowo, bo Bg widzi, e i krew, i zdrowie bym
odda, byle ciebie pocieszy.
Nagle uczu, e jeden z jedcw napiera go tak silnie, e a konie
poczynaj si trze bokami.
Rozmowa z kniaziwn bya przerwana, wic pan Skrzetuski zdziwiony,
ale i rozgniewany, zwrci si ku miakowi.
Przy wietle ksiyca ujrza dwoje oczu, ktre patrzyy na niego
zuchwale, wyzywajco i szyderczo zarazem.
Straszne te oczy wieciy jak lepie wilka w ciemnym borze.
"Co, u kaduka? - pomyla namiestnik - bies czy co?" - i z kolei
zajrzawszy z bliska w te paajce renice, spyta:
- A czego to wa tak koniem najedasz i oczyma we mnie wiercisz?
Jedziec nie odpowiedzia nic, ale patrzy wci rwnie uporczywie i
zuchwale.
- Jeli ciemno, to mog ognia skrzesa, a jeli gociniec za ciasny, to
hajda w step! - rzek ju podniesionym gosem namiestnik.
- A ty odlitaj, Laszku, od kolaski, koy step baczysz - odpar jedziec.
Namiestnik, jako by czowiek do czynu skory, zamiast odpowiedzie,
uderzy tak silnie nog w brzuch konia napastnika, e rumak jkn i w
jednym szczupaku znalaz si na samym brzegu gocica.
Jedziec osadzi go na miejscu i przez chwil zdawao si, e pragnie
rzuci si na namiestnika, ale wtem zabrzmia ostry, rozkazujcy gos
starej kniahini:
- Bohun, szczo z toboju?
Sowa te miay natychmiastowy skutek. Jedziec zwrci konia mycem i
przejecha na drug stron kolaski do kniahini, ktra mwia dalej:
- Szczo z toboju? Ej, ty nie w Perejasawiu ani w Krymie, ale w
Rozogach - bacz na to. A teraz skocz mi naprzd i prowad wozy, bo jar
zaraz, a w jarze ciemno. Hodi, siromacha!
Pan Skrzetuski rwnie by zdziwiony, jak rozgniewany. Ten Bohun
widocznie szuka okazji i byby j znalaz, ale dlaczego szuka? skd ta
niespodziewana napa?
Przez gow namiestnika przeleciaa myl, e tu kniaziwna wchodzia do
gry, i utwierdzi si w tej myli, gdy spojrzawszy na twarz jej ujrza mimo
mrokw nocnych, e twarz ta bya blada jak ptno i e widocznie
malowao si na niej przeraenie.
Tymczasem Bohun ruszy z kopyta naprzd wedle rozkazu kniahini,
ktra spogldajc za nim rzeka wp do siebie, wp do namiestnika:
- To szalona gowa i bies kazaczy.
- Wida, niespena rozumu - odpowiedzia pogardliwie pan Skrzetuski.
- Czy to Kozak w subie synw imci pani?
Stara kniahini rzucia si w ty kolaski.
- Co wapan mwisz! To jest Bohun, podpukownik, przesawny junak,
synom moim druh, a mnie jak szsty syn przybrany. Nie moe te to
by, aby waszmo o nazwisku jego nie sysza, bo wszyscy o nim
wiedz.
I rzeczywicie, panu Skrzetuskiemu dobrze byo znane to nazwisko.
Spord imion rnych pukownikw i atamanw kozackich wypyno
ono na wierzch i byo na wszystkich ustach po obu stronach Dniepru.
lepcy piewali o Bohunie pieni po jarmarkach i karczmach, na
wieczornicach opowiadano dziwy o modym watace. Kto on by, skd
si wzi, nikt nie wiedzia. To pewna, e kolebk byy mu stepy, Dniepr,
porohy i Czertomelik ze swoim labiryntem cienin, zatok, kobani, wysp,
ska, jarw i oczeretw. Od wyrostka zy si i zespoli z tym dzikim
wiatem.
Czasu pokoju chodzi z innymi "za ryb i zwierzem", tuk si po
zakrtach Dnieprowych, brodzi po bagniskach i oczeretach wraz z
gromad pnagich towarzyszw - to znw cae miesice spdza w
gbinach lenych. Szko byy mu wycieczki na Dzikie Pola po trzody i
tabuny tatarskie, zasadzki, bitwy, wyprawy przeciw brzegowym uusom,
do Biaogrodu, na Wooszczyzn lub czajkami na Czarne Morze. Innych
dni nie zna, jak na koniu, innych nocy, jak przy ognisku na stepie.
Wczenie sta si ulubiecem caego Niu, wczenie sam zacz wodzi
innych; i wkrtce odwag wszystkich przewyszy. Gotw by w sto koni
i choby do Bakczysaraju i samemu chanowi zawieci w oczy poog;
pali uusy i miasteczka, wycina w pie mieszkacw, schwytanych
murzw rozdziera komi, spada jak burza, przechodzi jak mier. Na
morzu rzuca si jak wcieky na galery tureckie. Zapuszcza si w rodek
Budziaku, wazi, jak mwiono, w paszcz lwa. Niektre jego wyprawy
byy wprost szalone. Mniej odwani, mniej ryzykowni konali na palach w
Stambule lub gnili przy wiosach na tureckich galerach - on zawsze
wychodzi zdrowo z i upem obfitym. Mwiono, e zebra skarby
ogromne i e trzyma je ukryte po Dnieprowych komyszach, ale te nieraz
go widziano, jak depta zaboconymi nogami po zotogowiach i lamach,
koniom sa kobierce pod kopyta albo jak, ubrany w adamaszki, kpa si
w dziegciu, umylnie kozacz pogard dla onych wspaniaych tkanin i
ubiorw okazujc. Miejsca dugo nigdzie nie zagrza. Czynami jego
powodowaa fantazja. Czasem przybywszy do Czehryna, Czerkas lub
Perejasawia hula na mier z innymi Zaporocami, czasem y jak
mnich, do ludzi nie gada, w stepy ucieka. To znw otacza si lepcami,
ktrych grania i pieni po caych dniach sucha, a samych zotem
obrzuca. Midzy szlacht umia by dwornym kawalerem, midzy
Kozaki najdzikszym Kozakiem, midzy rycerzami rycerzem, midzy
upiecami upiec. Niektrzy mieli go za szalonego, bo te i bya to
dusza nieokieznana i rozszalaa. Dlaczego na wiecie y i czego chcia,
dokd dy, komu suy - sam nie wiedzia. Suy stepom, wichrom,
wojnie, mioci i wasnej fantazji. Ta wanie fantazja wyrniaa go od
innych watakw grubianw i od caej rzeszy rozbjniczej, ktra tylko
grabie miaa na celu i ktrej za jedno byo grabi Tatarw czy swoich.
Bohun bra up, ale wola wojn od zdobyczy, kocha si w
niebezpieczestwach dla wasnego ich uroku; zotem za pieni paci, za
saw goni, o reszt nie dba.
Ze wszystkich watakw on jeden najlepiej uosabia Kozaka-rycerza,
dlatego te pie wybraa go sobie na kochanka, a imi jego rozsawio si
na caej Ukrainie.
W ostatnich czasach zosta podpukownikiem perejasawskim, ale
pukownikowsk wadz sprawowa, bo stary oboda sabo ju trzyma
buaw krzepnc doni.
Pan Skrzetuski dobrze tedy wiedzia, kto by Bohun, a jeli pyta starej
kniahini, czy to Kozak w subie jej synw, to czyni to przez umyln
pogard, bo przeczu w nim wroga, a mimo caej sawy wataki
wzburzya si krew w namiestniku, e Kozak poczyna sobie z nim tak
zuchwale.
Domyla si te, e skoro si zaczo, to si na byle czym nie skoczy.
Ale city to by jak osa czowiek pan Skrzetuski, dufny a nadto w siebie
i rwnie nie cofajcy si przed niczym, a na niebezpieczestwa chciwy
prawie. Gotw by choby i zaraz wypuci konia za Bohunem, ale jecha
przy boku kniaziwny. Zreszt wozy miny ju jar i z dala ukazay si
wiata w Rozogach.
 Rozdzia IV 
Kurcewicze Buyhowie by to stary ksicy rd, ktry si Kurczem
piecztowa, od Koriata wywodzi, a podobno istotnie szed od Ruryka. Z
dwch gwnych linii jedna siedziaa na Litwie, druga na Woyniu, a na
Zadnieprze przenis si dopiero knia Wasyl, jeden z licznych
potomkw linii woyskiej, ktry, ubogim bdc, nie chcia wrd
monych krewnych zostawa i wszed na sub ksicia Michaa
Winiowieckiego, ojca przesawnego Jaremy".
Okrywszy si saw w tej subie i znaczne posugi rycerskie ksiciu
oddawszy, otrzyma od tego w dziedzictwo Krasne Rozogi, ktre potem
dla wielkiej mnogoci wilkw Wilczymi Rozogami przezwano, i stale w
nich osiad. W roku 1629 przeszedszy na obrzdek aciski oeni si z
Rahoziank, pann z zacnego domu szlacheckiego, ktren si z
Wooszczyzny wywodzi. Z maestwa tego w rok pniej przysza na
wiat crka Helena; matka umara przy jej urodzeniu, ksi Wasyl za,
nie mylc ju o powtrnym oenku, odda si cakiem gospodarstwu i
wychowaniu jedynaczki. By to czowiek wielkiego charakteru i
niepospolitej cnoty. Dorobiwszy si do szybko redniej fortuny
pomyla zaraz o starszym swym bracie Konstantynie, ktren na Woyniu
w biedzie zosta i odepchnity od monej rodziny, zmuszony by chodzi
po dzierawach. Tego wraz z on i picioma synami do Rozogw
sprowadzi i kadym kawakiem chleba si z nimi dzieli. W ten sposb
obaj Kurcewicze yli w spokoju a do koca 1634 roku, w ktrym Wasyl
z krlem Wadysawem pod Smolesk ruszy. Tam to zaszed w
nieszczsny wypadek, ktry zgub jego spowodowa. W obozie
krlewskim przejto list pisany do Szehina, podpisany nazwiskiem
kniazia i przypiecztowany Kurczem. Tak jawny dowd zdrady ze strony
rycerza, ktry a dotd nieskazitelnej sawy uywa, zdumia i przerazi
wszystkich. Na prno
Wasyl wiadczy si Bogiem, e ni rka, ni podpis na licie nie s jego
herb Kurcz na pieczci usuwa wszelkie wtpliwoci, w zgubienie za
sygnetu, czym si knia tumaczy, nikt wierzy nie chcia - ostatecznie
nieszczliwy knia, pro crimine perduelionis skazany na utrat czci i
garda, musia si ucieczk salwowa. Przybywszy noc do Rozogw
zakl brata Konstantyna na wszystkie witoci, by jak ojciec opiekowa
si jego crk - i odjecha na zawsze. Mwiono, e raz jeszcze z Baru
pisa list do ksicia Jeremiego z prob, by nie odejmowa kawaka chleba
Helenie i spokojnie j w Rozogach na opiece Konstantyna zostawi;
potem gos o nim zagin. Byy wieci, e zmar zaraz, to e przysta do
cesarskich i zgin na wojnie w Niemczech - ale kt mg co wiedzie na
pewno? Musia zgin, skoro si wicej o crk nie pyta. Wkrtce
przestano o nim mwi, a przypomniano go sobie dopiero, gdy wysza na
jaw jego niewinno. Niejaki Kupcewicz, Witebszczanin, umierajc
zezna, jako on pisa pod Smoleskiem list do Szehina i znalezionym w
obozie sygnetem go przypiecztowa. Wobec takiego wiadectwa ao i
konsternacja ogarna wszystkie serca. Wyrok zosta zmieniony, imi
ksicia Wasyla do sawy przywrcone, ale dla niego samego nagroda za
mk przysza za pno. Co do Rozogw, to Jeremi nie myla ich
zagarnia, bo Winiowieccy, znajc lepiej Wasyla, nigdy o jego winie nie
byli zupenie przekonani. Mgby on by nawet zosta i drwi z wyroku
pod ich potn opiek i jeeli uszed, to dlatego, e niesawy znie nie
umia.
Helena chowaa si wic spokojnie w Rozogach pod czu opiek stryja -
i dopiero po jego mierci zaczy si dla niej cikie czasy. ona
Konstantyna, z rodziny wtpliwego pochodzenia, bya to kobieta surowa,
popdliwa a energiczna, ktr m jeden utrzyma w ryzie umia. Po jego
mierci zagarna w elazne rce rzdy w Rozogach. Suba draa przed
ni - dworzyszczowi bali si jej jak ognia, ssiadom daa si wkrtce we
znaki. W trzecim roku swych rzdw po dwakro zbrojno najedaa
Siwiskich w Browarkach, sama przebrana po msku, konno
przywodzc czeladzi i najtym Kozakom. Gdy raz puki ksicia
Jeremiego pogromiy watah Tatarw swawolc koo Siedmiu Mogi,
kniahini na czele swoich ludzi zniosa ze szcztem kup niedobitkw,
ktra si a pod Rozogi zapdzia. W Rozogach te usadowia si na
dobre i pocza je uwaa za swoj i swoich synw wasno. Synw
tych kochaa jak wilczyca mode, ale sama bdc prostaczk, nie
pomylaa o przystojnym dla nich wychowaniu. Mnich greckiego
obrzdku, sprowadzony z Kijowa, wyuczy ich czyta i pisa - na czym
te skoczya si edukacja. A przecie niedaleko byy ubnie, a w nich
dwr ksicy, na ktrym by modzi kniaziowie mogli nabra poloru,
wywiczy si w kancelarii w sprawach publicznych lub - zacignwszy
si pod chorgwie - w szkole rycerskiej. Kniahini miaa wszelako swoje
powody, dla ktrych nie oddawaa ich do ubniw. A nuby ksi
Jeremi przypomnia sobie, czyje s Rozogi, i wejrza w opiek nad
Helen albo sam dla pamici Wasyla t opiek chcia sprawowa?
Przyszoby chyba wwczas wynosi si z Rozogw - wolaa wic
kniahini, by w ubniach zapomniano, e jacy Kurcewicze yj na
wiecie. Ale te za to modzi kniaziowie hodowali si wp dziko i wicej
po kozacku ni po szlachecku. Pacholtami jeszcze bdc brali udzia w
poswarkach starej kniahini, w zajazdach na Siwiskich, w wyprawach na
kupy tatarskie. Czujc wrodzony wstrt do ksiek i pisma, po caych
dniach strzelali z ukw lub wprawiali rce we wadanie kicieniami,
szabl, w rzucanie arkanw. Nie zajmowali si nawet i gospodarstwem,
bo go nie puszczaa z rk matka. I al byo patrze na tych potomkw
znakomitego rodu, w ktrych yach pyna krew ksica, ale ktrych
obyczaje byy surowe i grube, a umysy i zatwardziae serca
przypominay step nieuprawny. Tymczasem powyrastali jak dby;
wiedzc wszelako to do siebie, i s prostakami, wstydzili si y ze
szlacht, a natomiast milszym im byo towarzystwo dzikich watakw
kozackich. Wczenie te weszli w komityw z Niem, gdzie ich za
towarzyszw uwaano. Czasem po p roku i wicej siedzieli na Siczy;
chodzili na przemys" z Kozakami, brali udzia w wyprawach na Turkw
i Tatarw, ktre w kocu stay si gwnym i ulubionym ich zajciem.
Matka nie sprzeciwiaa si temu, bo czsto przywozili zdobycz obfit.
Wszelako na jednej z takich wypraw najstarszy Wasyl dosta si w rce
pogaskie. Bracia przy pomocy Bohuna i jego Zaporocw odbili go
wprawdzie, ale z wykapanymi oczami. Od tej pory ten w domu siedzie
musia; a jako dawniej by najdzikszy, tak potem zagodnia bardzo i w
rozmylaniach a naboestwie si zatopi. Modzi prowadzili dalej
wojenne rzemioso, ktre w kocu przydomek kniaziw-Kozakw im
zjednao. Do te byo spojrze na Rozogi-Siromachy, by odgadn,
jacy w nich ludzie mieszkali. Gdy pose i pan Skrzetuski zajechali przez
bram ze swymi wozami, ujrzeli nie dwr, ale raczej obszern szop z
ogromnych bierwion dbowych zbit, z wskimi, podobnymi do strzelnic
oknami. Mieszkania dla czeladzi i kozakw, stajnie, spichlerze i lamusy
przytykay do tego dworu bezporednio tworzc budow nieforemn, z
wielu to wyszych, to niszych czci zoon, na zewntrz tak ubog i
prostack, e gdyby nie wiata w oknach, trudno by j za mieszkanie
ludzi poczyta. Na majdanie przed domem wida byo dwa urawie
studzienne, bliej bramy sup z koem na szczycie, na ktrym siadywa
niedwied chowany. Brama potna, z takiche bierwion dbowych,
dawaa przejcie na majdan, ktry cay by otoczony rowem i palisad.
Widocznie byo to miejsce obronne, przeciw napadom i zajazdom
zabezpieczone. We wszystkim te przypominao kresow paank
kozack, a lubo wikszo siedzib szlacheckich na kresach takiego, a nie
innego bya pokroju, ta przecie bardziej jeszcze od innych wygldaa na
jakie drapiene gniazdo. Czelad, ktra naprzeciw goci wysza z
pochodniami, podobniejsza bya do zbjw ni do ludzi subowych.
Wielkie psy na majdanie targay za acuchy, jakby chciay si urwa i
rzuci na przybyych, ze stajen dobywao si renie koni, modzi
Buyhowie wraz z matk poczli woa na sub, rozkazywa jej i
przeklina. Wrd takiego harmidru gocie weszli do rodka domu, ale tu
dopiero pan Rozwan Ursu, ktry widzc poprzednio dziko i mizeri
siedliska, prawie aowa, i si da zaprosi na nocleg, zdumia
prawdziwie na widok tego, co ujrzay jego oczy. Wntrze domu zgoa nie
odpowiadao jego lichym zewntrznym pozorom. Najprzd weszli do
obszernej sieni, ktrej ciany cakiem prawie pokryte byy zbroj, orem
i skrami dzikich zwierzt.
W dwch ogromnych grubach paliy si kody drzewa, a przy jasnym ich
blasku wida byo bogate rzdy koskie, byszczce pancerze, karaceny
tureckie, na ktrych tu i owdzie wieciy drogie kamienie, druciane
koszulki ze zoconymi guzami na spiciach, ppancerze, nabrzuszniki,
ryngrafy, stalowe harnasze wielkiej ceny, hemy polskie i tureckie oraz
misiurki z wierzchami od srebra. Na przeciwlegej cianie wisiay tarcze,
ktrych ju nie uywano w wieku wczesnym; obok nich kopie polskie i
dziryty wschodnie; siecznego ora te dosy, od szabli a do gindaw i
jataganw, ktrych gownie migotay rnymi kolorami jak gwiazdki w
blasku ognia. Po ktach zwieszay si wizki skr lisich, wilczych,
niedwiedzich, kunich i gronostajowych - owoc mylistwa kniaziw.
Niej, wzdu cian, drzemay na obrczach jastrzbie, sokoy i wielkie
berkuty sprowadzane z dalekich stepw wschodnich, a uywane do
pocigu wilkw.
Z sieni owej gocie przeszli do wielkiej gocinnej komnaty. I tu na
kominie z okapem pali si rzsisty ogie. W komnacie tej wikszy by
jeszcze przepych ni w sieni. Goe belki w cianach pookrywane byy
makatami, na pododze rozcieay si przepyszne wschodnie kobierce. W
porodku sta dugi st na krzyowych nogach, sklecony z prostych
desek, na nim za roztruchany cae zocone lub rznite ze szka
weneckiego. Pod cianami mniejsze stoy, komody i pki, na nich
sepety, puzdra nabijane brzem, mosine wieczniki i zegary zrabowane
czasu swego przez Turkw Wenecjanom, a przez Kozakw Turkom.
Caa komnata zaoona bya mnstwem przedmiotw zbytkownych,
czstokro niewiadomego dla gospodarzy uycia. Wszdzie przepych
miesza si z najwiksz stepow prostot. Cenne komody tureckie,
nabijane brzem, hebanem, perow macic, stay obok nie heblowanych
pek, proste drewniane krzesa obok mikkich sof krytych kobiercami.
Poduszki, lece mod wschodni na sofach, miay pokrowce z
altembasu lub bawatw, ale rzadko byy wypchane kwapiem, czciej
sianem lub grochowinami. Kosztowne tkaniny i zbytkowne przedmioty
byo to tak zwane dobro" tureckie, tatarskie, czci kupione za byle co
od Kozakw, czci zdobyte na licznych wojnach jeszcze przez starego
kniazia Wasyla, czci w czasie wypraw z Niowcami przez modych
Buyhw, ktrzy woleli puszcza si czajkami na Czarne Morze ni eni
si lub gospodarstwa pilnowa. Wszystko to nie dziwio zgoa pana
Skrzetuskiego znajcego dobrze domy kresowe, ale bojar wooski
zdumiewa si widzc wrd tego przepychu Kurcewiczw ubranych w
jaowicze buty i w kouchy niewiele lepsze od tych, jakie nosia suba;
dziwi si rwnie i pan Longin Podbipita, przywyky na Litwie do
innych porzdkw.
Tymczasem modzi kniaziowie podejmowali goci szczerze i z wielk
ochot, lubo - mao otarci w wiecie - czynili to manier tak niezgrabn,
i namiestnik zaledwie mg umiech powcign.
Starszy Symeon mwi:
- Radzimy waszmociom i wdziczni za ask. Dom nasz - dom wasz,
tak te i bdcie jak u siebie. Kaniamy panom dobrodziejstwu w niskich
progach.
I lubo nie zna byo w tonie jego adnej pokory ani rozumienia, jakoby
przyjmowa wyszych od siebie, przecie kania im si obyczajem
kozackim w pas, a za nim kaniali si i modsi bracia sdzc, e tego
gocinno wymaga, i mwic:
- Czoem waszmociom, czoem!...
Tymczasem kniahini, szarpnwszy Bohuna za rkaw, wyprowadzia go
do innej komnaty.
- Sysz, Bohun - rzeka popiesznie - nie mam czasu dugo gada.
Widziaam, e ty tego modego szlachcica na zb wzi i zaczepki z nim
szukasz?
- Maty! - odpowiedzia Kozak caujc star w rk. - wiat szeroki, jemu
inna droga, mnie inna. Ani ja go zna, ni o nim sysza, ale niech mi si nie
pochyla do kniaziwny, bo jakem yw, szabl w oczy zawiec.
- Hej, oszala, oszala! A gdzie gowa, Kozacze? Co si z tob dzieje?
Czy ty chcesz zgubi nas i siebie? To jest onierz Winiowieckiego i
namiestnik, czowiek znaczny, bo od ksicia do chana posowa. Niech
mu wos z gowy spadnie pod naszym dachem, wiesz, co bdzie? Oto
wojewoda obrci oczy na Rozogi, jego pomci, nas wygna na cztery
wiatry, a Helen do ubniw zabierze - i co wwczas? Czy i z nim
zadrzesz? Czy na ubnie napadniesz? Sprbuj, jeli chcesz pala
posmakowa, Kozacze zatracony!... Chyla si szlachcic do dziewczyny,
nie chyla, ale jak przyjecha, pojedzie, i bdzie spokj. Hamuje ty si, a
nie chcesz, to ruszaj, skde przyby, bo nam tu nieszczcia
naprowadzisz!
Kozak gryz ws, sapa, ale zrozumia, e kniahini ma suszno.
- Oni jutro odjad, matko - rzek - a ja si pohamuj, niech jeno
czarnobrewa nie wychodzi do nich.
- A tobie co? eby myleli, e j wi. Ot wyjdzie, bo ja tego chc!
Ty mi tu w domu nie przewod, bo nie gospodarz.
- Nie gniewajcie si, kniahini. Skoro inaczej nie mona, to bd im jako
tureckie bakalie sodki. Zbem nie zgrzytn, do gowni nie sign, choby
mnie gniew i poar, choby dusza jcze miaa. Nieche bdzie wasza
wola!
- A to tak gadaj, sokole, teorban we, zagraj, zapiewaj, to ci i na duszy
Iej si zrobi. A teraz chod do goci.
Wrcili do gocinnej komnaty, w ktrej kniaziowie, nie wiedzc, jak
goci bawi, wci ich zapraszali, by byli sobie radzi, i kaniali im si w
pas. Tu zaraz pan Skrzetuski spojrza ostro a dumnie w oczy Bohunowi,
ale nie znalaz w nich ni zaczepki, ni wyzwania. Twarz modego wataki
janiaa uprzejm wesooci tak dobrze symulowan, e mogaby omyli
najwprawniejsze oko. Namiestnik przyglda mu si bacznie, gdy
poprzednio w ciemnoci nie mg dojrze jego rysw. Teraz ujrza
moojca smukego jak topola, z obliczem smagym, zdobnym w bujny,
czarny ws zwieszajcy si ku doowi. Wesoo na tej twarzy przebijaa
przez ukraisk zadum jako soce przez mg. Czoo mia wataka
wysokie, na ktre spadaa czarna czupryna w postaci grzywki uoonej w
pojedyncze kosmyki obcite w rwne zbki nad siln brwi. Nos orli,
rozdte nozdrza i biae zby, poyskujce przy kadym umiechu,
nadaway tej twarzy wyraz troch drapieny, ale w ogle by to typ
piknoci ukraiskiej, bujnej, barwnej i zawadiackiej. Nad podziw
wietny ubir wyrnia take stepowego moojca od przybranych w
kouchy kniaziw. Bohun mia na sobie upan z cienkiej lamy srebrnej i
czerwony kontusz, ktr to barw nosili wszyscy Kozacy perejasawscy.
Biodra otacza mu pas krepowy, od ktrego bogata szabla zwieszaa si
na jedwabnych rapciach; ale i szabla, i ubir gasy przy bogactwie
tureckiego gindau, zatknitego za pas, ktrego gownia tak bya
nasadzona kamieniami, e a skry sypay si od niej. Tak przybranego
kady by snadnie poczyta raczej za jakie panitko wysokiego rodu ni za
Kozaka, zwaszcza e i jego swoboda, jego wielkopaskie maniery nie
zdradzay niskiego pochodzenia. Zbliywszy si do pana Longina
wysucha historii o przodku Stowejce i o ciciu trzech Krzyakw, a
potem zwrci si do namiestnika i jak gdyby nic pomidzy nimi nie
zaszo, spyta z ca swobod:
- Wasza mo, sysz, z Krymu powracasz?
- Z Krymu - odpar sucho namiestnik.
- Byem tam i ja, chociaem si do Bakczysaraju nie zapdza, przecie
mniemam, e i tam bd, jeli si one pomylne wieci sprawdz.
- O jakich wieciach wa mwisz?
- S gosy, e jeli krl miociwy wojn z Turczynem zacznie, to ksi
wojewoda Krym ogniem i mieczem nawiedzi, od ktrych wieci wielka
jest rado na caej Ukrainie i na Niu, bo jeli pod takim wodzem nie
pohulamy w Bakczysaraju, tedy pod adnym.
- Pohulamy, jako Bg w niebie! - ozwali si Kurcewicze.
Porucznika uj respekt, z jakim wataka odzywa si o ksiciu, przeto
umiechn si i rzek agodniejszym ju tonem:
- Waci, widz, nie do wypraw z Niowcami, ktre ci przecie saw
okryy.
- Maa wojna, maa sawa; wielka wojna, wielka sawa. Konaszewicz
Sahajdaczny nie na czajkach, ale pod Chocimiem jej naby.
W tej chwili drzwi si otworzyy i do komnaty wszed z wolna Wasyl,
najstarszy z Kurcewiczw, prowadzony za rk przez Helen. By to
czowiek dojrzaych lat, wyblady i wychudy, z twarz ascetyczn i
smtn, przypominajc bizantyjskie obrazy witych. Dugie wosy,
posiwiae przedwczenie od nieszcz i blu, spaday mu a na ramiona,
a zamiast oczu mia dwie czerwone jamy; w rku trzyma krzy
mosiny, ktrym pocz egna komnat i wszystkich obecnych.
- W imi Boga i Ojca, w imi Spasa i witej-Przeczystej! - mwi. - Jeli
apostoami jestecie i dobre nowiny niesiecie, witajcie w progach
chrzecijaskich. Amen.
- Wybaczcie waszmociowie - mrukna kniahini - on ma rozum
pomieszany.
Wasyl za egna wci krzyem i mwi dalej:
- Jako stoi w Biesiadach apostolskich: Ktrzy przelej krew za wiar,
zbawieni bd; ktrzy polegn dla dbr ziemskich, dla zysku lub
zdobyczy - maj by potpieni...  Mdlmy si! Gorze wam, bracia!
gorze mnie, bomy dla zdobyczy wojn czynili! Boe, bd miociw
nam grzesznym! Boe, bd miociw... A wy, mowie, ktrzy
przybylicie z daleka, jakie nowiny niesiecie? Jestecie apostoami?
Umilk i zdawa si czeka na odpowied, wic namiestnik odpowiedzia
po chwili:
- Daleko nam od tak wysokiej szary. onierzami tylko jestemy,
gotowymi polec za wiar.
- Tedy bdziecie zbawieni - rzek lepy - ale dla nas nie nadesza jeszcze
godzina wyzwolenia... Gorze wam, bracia! Gorze mnie!
Ostatnie sowa wymwi prawie jczc i taka niezmierna rozpacz
malowaa si na jego twarzy, e gocie nie wiedzieli co maj pocz.
Tymczasem Helena posadzia go na krzele, sama za, wybiegszy do
sieni, wrcia po chwili z lutni w rku.
Ciche dwiki ozway si w komnacie, a do wtru im kniaziwna pocza
piewa pie pobon:
I w noc, i we dnie woam do Ci, Panie!
Pofolguj mce i zom aoliwym,
Bd mnie, grzesznemu, ojcem miociwym,
Usysz woanie!
Niewidomy przechyli w ty gow i sucha sw pieni, ktre zdaway si
dziaa jak balsam kojcy, bo z twarzy znikay mu stopniowo bl i
przeraenie; na koniec gowa spada mu na piersi i tak pozosta jakby w
pnie, podrtwieniu.
- Byle nie przerywa piewania, ju on si cakiem uspokoi - rzeka z
cicha kniahini. - Widzicie, waszmociowie, wariacja jego polega na tym,
e cigle czeka apostow i byle kto do domu przyjecha, zaraz wychodzi
pyta, czy nie apostoowie...
Tymczasem Helena piewaa dalej:
Wskae mi drog, o Panie nad pany,
Bom jako ptnik na pusty bezdrou
Lub jak wrd fali na niezmiernym morzu
Korab zbkany.
Sodki gos jej brzmia coraz silniej i z t lutni w rku, z oczyma
wzniesionymi do gry, bya tak cudna, e namiestnik oczu nie mg od
niej oderwa. Zapatrzy si w ni, uton w niej - o wiecie zapomnia.
Z zachwytu rozbudziy go dopiero sowa starej kniahini:
- Dosy tego! Ju on si teraz nieprdko rozbudzi. A tymczasem prosz
ichmociw na wieczerz.
- Prosimy na chleb i sl! - ozwali si za matk modzi Buyhowie.
Pan Rozwan, jako kawaler wielkich manier, poda rami kniahini, co
widzc pan Skrzetuski sun zaraz do kniaziwny Heleny. Serce zmiko
w nim jak wosk, gdy czu jej rk na swojej, z oczu a skry poszy - i
rzek:
- Snad ju chyba i anieli w niebie cudniej nie piewaj od wapanny.
- Grzeszysz, rycerzu, przyrwnywajc moje piewanie do anielskiego -
odpowiedziaa Helena.
- Nie wiem, czy grzesz, ale to pewno, e chtnie dabym sobie oczy
wykapa, byle twego piewania do mierci sucha. Ale c mwi!
lepym bdc nie mgbym ciebie widzie, co rwnie byoby mk
nieznon.
- Nie mw tego waszmo, gdy wyjechawszy std jutro, jutro
zapomnisz.
- O, nie stanie si to, gdy takem si w wapannie rozkocha, i po wiek
ywota mego innego afektu zna nie chc, a tego nigdy nie zapomn.
Na to szkaratny rumieniec obla twarz kniaziwny, pier pocza falowa
mocniej. Chciaa odpowiedzie, ale tylko wargi jej dray - wic pan
Skrzetuski mwi dalej:
- Wapanna raczej zapomnisz o mnie przy owym kranym watace,
ktry twemu piewaniu na baabajce przygrywa bdzie.
- Nigdy, nigdy! - szepna dziewczyna. - Ale wapan si jego strze, bo
to straszny czowiek.
- Co mi tam jeden Kozak znaczy, a choby te i caa Sicz z nim
trzymaa, jam si dla ciebie na wszystko way gotowy. Ty mi jest
wanie jako klejnot bez ceny, ty mj wiat, jeno niech wiem, e mi jest
wzajemn.
Ciche tak" zadwiczao jak rajska muzyka w uszach pana
Skrzetuskiego i zaraz wydao mu si, e w nim przynajmniej dziesi serc
bije; w oczach mu pojaniao wszystko, jakoby promienie soneczne na
wiat pady, uczu w sobie jakie moce nieznane, jakie skrzyda u
ramion. Przy wieczerzy migna mu kilkakro twarz Bohuna, ktra bya
zmieniona bardzo i blada, ale namiestnik majc wzajemno Heleny nie
dba o tego wspzawodnika. Jecha go sk! - myla sobie - nieche mi
w drog nie wazi, bo go zetr." Zreszt myli jego szy w inn stron.
Czu oto, e Helena siedzi przy nim tak blisko, i prawie ramieniem
dotyka jej ramienia, widzia rumiece nie schodzce z jej twarzy, od
ktrych bi ar, widzia pier falujc i oczy, to skromnie spuszczone i
rzsami nakryte, to byszczce jak dwie gwiazdy. Bo te Helena, cho
zahukana przez Kurcewi czow, cho yjca w sieroctwie, smutku i
obawie, bya przecie Ukraink o krwi ognistej. Gdy tylko pady na ni
ciepe promienie mioci, zaraz zakwita jak ra i do nowego, nie
znanego rozbudzia si ycia. W jej twarzy zabyso szczcie, odwaga, a
te porywy, walczc ze wstydem dziewiczym, umaloway jej policzki w
liczne kolory rane. Wic pan Skrzetuski mao ze skry nie wyskoczy.
Pi na umr, ale mid nie dziaa na niego, bo ju by pijany mioci. Nie
widzia nikogo wicej przy stole, tylko swoj dziewczyn. Nie widzia, e
Bohun blad coraz bardziej i coraz to maca gowni swego kindau; nie
sysza, jak pan Longin opowiada po raz trzeci o przodku Stowejce, a
Kurcewicze o swoich wyprawach po dobro tureckie". Pili wszyscy
prcz Bohuna, a najlepszy przykad dawaa stara kniahini wznoszc
kusztyki to za zdrowie goci, to za zdrowie miociwego ksicia pana, to
wreszcie hospodara Lupua. Bya te mowa o lepym Wasylu, o jego
dawniejszych przewagach rycerskich, o nieszczsnej wyprawie i
teraniejszej wariacji, ktr najstarszy, Symeon, tak tumaczy:
- Zwacie, waszmociowie, i gdy najmniejsze dbo w oku patrzy
przeszkadza, jake tedy znaczne kaway smoy dostawszy si do rozumu
nie miay go o pomieszanie przyprawi?
- Bardzo to jest delikatne instrumentum - zauway na to pan Longin.
Wtem stara kniahini spostrzega zmienion twarz Bohuna.
- Co tobie, sokole?
- Dusza boli, maty - rzek pospnie - ale kozacze sowo nie dym, wic
zdzier.
- Terpy, synku, mohorycz bude.
Wieczerza bya skoczona - ale miodu dolewano cigle do kusztykw.
Przyszli te kozaczkowie wezwani do tacowania na tym wiksz
ochot. Zadwiczay baabajki i bbenek, przy ktrych odgosach
zaspane pacholta musiay plsa. Pniej i modzi Buyhowie poszli w
prysiudy. Stara kniahini, wziwszy si pod boki, pocza drepta w
miejscu, a podrygiwa, a podpiewywa, co widzc pan Skrzetuski sun
z Helen do taca. Gdy j obj rkoma, zdawao mu si, i kawa nieba
przyciska do piersi. W zawrotach taca dugie jej warkocze omotay mu
szyj, jakby dziewczyna chciaa go przywiza do siebie na zawsze. Nie
wytrzyma tedy szlachcic, ale gdy rozumia, e nikt nie patrzy, pochyli
si i z caej mocy pocaowa jej sodkieusta.
Pno w noc znalazszy si sam na sam z panem Longinem w izbie, w
ktrej posano im do spania, porucznik zamiast i spa, siad na
tapczanie i rzek:
- Z innym to ju czowiekiem jutro wapan do ubniw pojedziesz!
Podbipita, ktry wanie ukoczy pacierze, otworzy szeroko oczy i
spyta:
- Tak bo c? czy waszmo tu zostaniesz?
- Nie ja zostan, ale serce zostanie, a jedno dulcis recordatio ze mn
pojedzie. Widzisz mnie wapan w wielkiej alteracji, gdy od dz
tkliwych ledwie e tchu oribus mog zapa.
- To wapan zakocha si w kniaziwnie?
- Nie inaczej, jako yw tu przed wapanem siedz. Sen ucieka mnie od
powiek i jeno do wzdychania mam ochot, od ktrego chyba cay w par
si rozpyn - co wapanu powiadam dlatego, e majc serce czue i
afektwgodne, snadnie mk moj zrozumiesz.
Pan Longin sam wzdycha pocz na znak, e mczarnie mioci
rozumie, po chwili za spyta aonie:
- A moe wapan tako czysto lubowa?
- Pytanie wacine jest nie do rzeczy, bo gdyby wszyscy podobne luby
czynili, tedyby genus humanum zagin musiao.
Wejcie sugi przerwao dalsz rozmow. By to stary Tatar o bystrych
czarnych oczach i pomarszczonej jak suszone jabko twarzy. Wszedszy
rzuci znaczce spojrzenie na Skrzetuskiego i spyta:
- A czy nie trzeba czego waszmociom? Moe miodu po kusztyczku do
poduszki?
- Nie trzeba.
Tatar zbliy si do Skrzetuskiego i mrukn:
- Mam dla waszmoci pana swko od panny.
- Bde mi Pandarem! - zawoa radonie namiestnik. - Moesz te
mwi przy tym kawalerze, bom si przed nim spuci z sekretu.
Tatar wydoby zza rkawa kawaek wstki:
- Panna przysya waszmoci panu t szarf i to kazaa powiedzie, e
miuje go z caej duszy.
Porucznik porwa szarf i pocz j z uniesieniem caowa i do piersi
przyciska, a dopiero ochonwszy nieco spyta:
- Co ci zlecia powiedzie?
- e miuje waszmo pana z caej duszy.
- Nacie talera za musztuluk. Rzeka tedy, e mi miuje?
- Tak jest!
- Nacie jeszcze talera. Nieche j Bg bogosawi, bo i ona mi
najmilsza. Powiedze jej... albo czekaj; sam ja do niej pisa bd;
przynie mi jeno inkaustu, pir i papieru.
- Czego? - spyta Tatar.
- Inkaustu, pir i papieru.
- Tego u nas w domu nie ma. Za kniazia Wasyla byo - i potem, jak si
modzi kniaziowie pisa od czerca uczyli - ale to ju dawno.
Pan Skrzetuski klasn palcami.
- Moci Podbipito, nie masz wasze inkaustu i pir?
Litwin rozoy rce i wznis oczy do gry.
- Tfy, do licha! - rzecze porucznik - otom jest w kopocie!
Tymczasem Tatar usiad w kuczki przed ogniem.
- Po co pisa - rzek grzebic w wglach. - Panna spa posza. A co masz
wasza mio jej napisa, to jutro powiedzie mona.
- Kiedy tak, to co innego. Wierny, jak widz, suga kniaziwny. Nacie
trzeciego talera. Dawno suysz?
- Ho, ho! czterdzieci lat temu, jako mnie knia Wasyl w jasyr wzi - i
od tej pory suyem mu wiernie, a gdy onej nocy odjeda na przepade
imi, to dziecko Konstantynu zostawi, a do mnie rzek:  Czechy! i ty
nie odstpisz dziewczyny, i bdziesz jej strzeg jak oka w gowie." acha
i Aa!
- Tak te i czynisz?
- Tak te i czyni, i patrz.
- Mw, co widzisz: Jak tu kniaziwnie?
- le tu myl o niej, bo j chc da Bohunowi, ktry jest pies potpiony.
- O! nie bdzie z tego nic! znajdzie si komu za ni uj!
- Tak! - rzek stary potrzsajc palce si gownie. - Oni j chc da
Bohunowi, by j wzi i ponis jako wilk jagni, a ich w Rozogach
zostawi - bo Rozogi jej, nie ich, po kniaziu Wasylu. On te Bohun to
uczyni gotw, bo po komyszach wicej ma zota i srebra nieli piasku w
Rozogach, ale ona ma go w nienawici od pory, jak przy niej czowieka
czekanem rozszczepi. Krew pada midzy nich i nienawi wyrosa. Bg
jest jeden!
Namiestnik tej nocy usn nie mg. Chodzi po izbie, patrzy w ksiyc i
w myli rne way postanowienia. Zrozumia teraz gr Buyhw.
Gdyby kniaziwn szlachcic jaki okoliczny poj, to by si upomnia o
Rozogi i miaby suszno, bo si jej naleay; a moe zadaby jeszcze
rachunkw z opieki. Dla tej to przyczyny i tak ju skozaczeni Buyhowie
postanowili da dziewczyn Kozakowi. O czym mylc pan Skrzetuski
picie ciska i miecza szuka wedle siebie. Postanowi wic rozbi te
machinacje i czu si na siach to uczyni. Przecie opieka nad Helen
naleaa i do ksicia Jeremiego, raz, e Rozogi byy puszczone od
Winiowieckich staremu Wasylowi, po wtre, e sam Wasyl z Baru pisa
list do ksicia proszc o opiek. Tylko nawa spraw publicznych, wojny i
wielkie przedsiwzicia mogy sprawi, e wojewoda dotd w opiek nie
wejrza. Ale do bdzie sowem mu przypomnie, a sprawiedliwo
uczyni.
Szaro ju robio si na wiecie, gdy pan Skrzetuski rzuci si na posanie.
Spa twardo i nazajutrz zbudzi si z gotowym postanowieniem. Ubrali si
tedy z panem Longinem piesznie, ile e i wozy stay ju w gotowoci, a
onierze pana Skrzetuskiego siedzieli na koniach, gotowi do odjazdu. W
gocinnej izbie pose pokrzepia si polewk w towarzystwie
Kurcewiczw i starej kniahini; Bohuna tylko nie byo; nie wiadomo: spa
jeszcze czy odjecha.
Posiliwszy si Skrzetuski rzek:
- Mocia pani! Tempus fugit, za chwil na ko nam siada trzeba, nim
wic podzikujemy wdzicznym sercem za gocin, mam ja tu wan
spraw, o ktrej bym chcia z jejmo pani i z ichmo jej synami kilka
sw na osobnoci pomwi.
Na twarzy kniahini odmalowao si zdziwienie; spojrzaa na synw, na
posa i na pana Longina, jakby pragnc z ich twarzy odgadn, o co idzie,
i z pewnym niepokojem w gosie rzeka:
- Su waszmoci.
Pose chcia wstawa, ale mu nie dozwolia, natomiast przeszli do owej
sieni pokrytej zbroj i orem. Modzi kniaziowie ustawili si szeregiem
za matk, ktra stanwszy naprzeciw Skrzetuskiego, spytaa:
- O jakieje sprawie wapan chcesz mwi?
Namiestnik utkwi w niej wzrok bystry, surowy prawie, i rzek:
- Wybacz, jejmo, i wy, modzi kniaziowie, e przeciw zwyczajowi
postpujc, zamiast przez zacnych posw mwi, sam w sprawie mej
rzecznikiem bd. Ale nie moe by inaczej, a gdy z musem nikt walczy
nie zdoa, przeto bez duszego kunktatorstwa przedstawiam jejmo pani
i ichmociom, jako opiekunom, moj pokorn prob, bycie mi
ksiniczk Helen za on odda raczyli.
Gdyby w tej chwili, w czasie zimy piorun run na majdan w Rozogach,
mniejsze by sprawi wraenie na kniahini i jej synach ni owe sowa
namiestnika. Przez chwil spogldali ze zdumieniem na mwicego, ktry
sta przed nimi wyprostowany, spokojny i dziwnie dumny, jakby nie
prosi, ale rozkazywa zamierza, i nie umieli znale sowa odpowiedzi -
a natomiast kniahini pyta zacza:
- Jak to? wa? o Helen?
- Ja, mocia pani - i to jest niewzruszony mj zamiar.
Nastaa chwila milczenia.
- Czekam odpowiedzi imo pani.
- Wybacz wapan - odrzeka ochonwszy kniahini, a gos jej sta si
suchy i ostry - zaszczyt to dla nas niemay proba takiego kawalera, ale
nie moe z niej nic by, gdy Helen obiecaam ju komu innemu.
- Zwa wszelako wapani, jako troskliwa opiekunka, czy to nie byo
przeciw woli kniaziwny i czym nie lepszy nili ten, komu j wapani
obiecaa.
- Moci panie! Kto lepszy, mnie sdzi. Moesz by i najlepszy,
wszystko nam jedno, bo ci nie znamy.
Na to namiestnik wyprostowa si jeszcze dumniej, a spojrzenia jego stay
si jako noe ostre, cho zimne.
- Ale ja was znam, zdrajcy! - hukn. - Chcecie krewniaczk chopu
odda, byle was tylko w zagarnitej nieprawnie woci zostawi...
- Sam zdrajco! - krzykna kniahini. - Tak to za gocin pacisz? tak to
wdziczno w sercu ywisz? O mijo! Co za jeden? Skde si wzi?
Modzi Kurcewicze poczli w palce trzaska i po cianach za broni si
oglda, namiestnik za woa:
- Poganie! zagarnlicie wo sieroc, ale nic z tego. Za dzie ksi ju
o tym wiedzie bdzie.
Usyszawszy to kniahini rzucia si w ty izby i chwyciwszy rohatyn sza
z ni do namiestnika. Kniaziowie te porwawszy, co ktry mg, ten
szabl, ten kicie, ten n, otoczyli go pkolem, dyszc jak stado
wilkw wciekych.
- Do ksicia pjdziesz? - woaa kniahini - a wiesz-li, czy yw std
wyjdziesz? czy to nie ostatnia twoja godzina?
Skrzetuski skrzyowa rce na piersiach i okiem nie mrugn.
- Jako ksicy pose z Krymu wracam - rzek - i niech tu jedn kropl
krwi uroni, a w trzy dni i popiou z tego miejsca nie zostanie, wy za
pognijecie w lochach ubniaskich. Jest-li na wiecie moc, co by was
uchroni zdoaa? Nie grocie, bo was si nie boj!
- Zginiemy, ale ty pierwej zginiesz.
-Tedy uderzaj - oto pier moja.
Kniaziowie z matk na czele trzymali wci ostrza skierowane ku piersi
namiestnika, ale rzekby, jakie niewidzialne acuchy skrpoway im
rce. Sapic i zgrzytajc zbami, szarpali si w bezsilnej wciekoci -
wszelako nie uderza aden. Ubezwadnio ich straszliwe imi
Winiowieckiego.
Namiestnik by panem pooenia.
Bezsilny gniew kniahini wyla si tylko potokiem obelg:
- Przechero! szaraku! hoyszu! kniaziowej krwi ci si zachciao - ale nic z
tego! Kademu oddamy, byle nie tobie, czego nam i sam ksi nakaza
nie jest w stanie.
Na to pan Skrzetuski:
- Nie pora mi si z mego szlachectwa wywodzi, ale tak myl, e wasze
ksistwo mogoby snadnie za nim mieczyk i tarcz nosi. Zreszt, skoro
chop by wam dobry, to jam lepszy. Co do fortuny mojej, i ta wej
moe z wasz w paragon, a e mwicie, i mnie Heleny nie dacie, to
suchajcie, co powiem: i ja ostawi was przy Rozogach, rachunkw z
opieki nie dajc.
- Nie darowywuj tego, co nie twoje.
- Nie darowuj, jeno obietnic na przyszo daj i rycerskim sowem j
porczam. Tedy wybierajcie: albo rachunki ksiciu z opieki zoy i z
Rozogw ustpi, albo-li mnie dziewk odda, a wo zatrzyma...
Rohatyna wysuwaa si z wolna z rk kniahini. Po chwili upada z
brzkiem na podog.
- Wybierajcie - powtrzy pan Skrzetuski: - aut pacem, aut bellum!
- Szczcie to - rzeka ju agodniej Kurcewiczowa - e Bohun z sokoy
pojecha nie chcc na waszmoci patrzy, bo on ju wczora podejrzewa.
Inaczej nie byoby tu bez krwi rozlania.
- Mocia pani, i ja szabl nie po to nosz, by mi pas obcigaa.
- Uwa jednak waszmo, czy to politycznie ze strony takiego kawalera,
wszedszy po dobremu w dom, tak na ludzi nastawa i dziewk impetem
bra, tak wanie, jakby z niewoli tureckiej?
- Godzi si, gdy po niewoli miaa by chopu zaprzedana.
- Tego wa o Bohunie nie mw, bo on cho rodzicw niewiadom,
przecie wojownik jest zawoany i rycerz sawny, a nam od dziecka
znajomy, w domu jakoby krewny. Ktremu za jedno, czyby mu t
dziewk odj, czyby go noem pchn.
- Mocia pani, a mnie czas w drog, wybaczcie wic, e raz jeszcze
powtrz: wybierajcie!
Kniahini zwrcia si do synw:
- A co, synkowie, mwicie na tak pokorn prob tego kawalera?
Buyhowie spogldali po sobie, trcali si okciami i milczeli.
Na koniec Symeon mrukn:
- Kaesz bi, maty, to bdziem; kaesz da dziewk, to damy.
- Bi le i da le.
Potem zwracajc si do Skrzetuskiego:
- Przycisne nas wa tak do ciany, e cho opn. Bohun jest
czowiek szalony, gotw si way na wszystko. Kto nas przed jego
zemst osoni? Sam zginie od ksicia, ale nas pierwej zgubi. Co nam
pocz?
- Wasza gowa.
Kniahini milczaa przez chwil.
- Suchaje, moci kawalerze. Musi to wszystko w tajemnicy zosta.
Bohuna wyprawim do Perejasawia, sami z Helen do ubniw zjedziem,
a wa uprosisz ksicia, by nam prezydium do Rozogw przysa. Bohun
ma w pobliu ptorasta semenw, z ktrych cz tu jest. Nie moesz
Heleny zaraz bra, bo j odbije. Inaczej to nie moe by. Jede wic,
nikomu sekretu nie powiadajc, i czekaj nas.
- Bycie mnie zdradzili?
- Bymy tylko mogli! - ale nie moem, sam to widzisz. Daj sowo, e
sekret do czasu utrzymasz!
- Daj - a wy dajecie dziewk?
- Bo nie moemy nie da, cho nam Bohuna al...
- Tfy! tfy! moci panowie - rzek nagle namiestnik zwracajc si do
kniaziw - czterech was jak dbw i jednego Kozaka si bojc, zdrad go
bra chcecie. Chociem wam winien dzikowa, jednake powiem: nie
przystoi to zacnej szlachcie!
- Wa si w to nie mieszaj - zakrzykna kniahini. - Nie twoja to rzecz.
Co nam pocz? Ilu wa masz onierzw na jego ptorasta semenw?
Osonisze nas? osonisze sam Helen, ktr on gwatem porwa
gotw? To nie wacina rzecz. Jede sobie do ubniw, a co my
poczniemy, to nam wiedzie, bylemy Helen ci przywieli.
- Czycie, co chcecie: jedno wam tylko jeszcze powiem, gdyby si tu
krzywda kniaziwnie dziaa - tedy biada wam!
- Nie poczynaje sobie tak z nami, by nas do desperacji nie przywid.
- Bocie jej gwat uczyni chcieli, a i teraz, przedajc j za Rozogi, do
gowy wam nie przyszo spyta: zali bdzie jej po myli moja persona?
- Za czym spytamy jej wobec ciebie - rzeka kniahini tumic gniew,
ktry na nowo poczyna wrze w jej piersi, czua bowiem doskonale
pogard w sowach namiestnika.
Symeon poszed po Helen i po chwili ukaza si z ni w sieni.
Wrd tych gnieww i grb, ktre zdaway si hucze jeszcze w
powietrzu jak odgosy przemijajcej nawanicy, wrd tych
zmarszczonych brwi, srogich spojrze i surowych twarzy, jej liczne
oblicze zabyso jakoby soce po burzy.
- Mocia panno! - rzeka ponuro kniahini ukazujc na Skrzetuskiego jeli
masz wol po temu, to jest twj przyszy m.
Helena zblada jak ciana i krzyknwszy zakrya oczy rkoma, a potem
nagle wycigna je ku Skrzetuskiemu.
- Prawda-li to? - szeptaa w upojeniu.
W godzin pniej orszak posa i namiestnikowy posuwa si z wolna
lenym gocicem w stron ubniw. Skrzetuski z panem Longinem
Podbipit jechali na czele; za nimi wozy poselskie wycigny si dugim
pasem. Namiestnik cay by pogrony w zadumie i tsknocie, gdy wtem
z owej zadumy zbudziy go urwane sowa pieni:
Tuu, tuu, serce boyt...
W gbi lasu na wskiej wyjedonej przez chopw droynie ukaza si
Bohun. Ko jego cakiem by pokryty pian i botem.
Widocznie Kozak, wedle swego obyczaju, puci si by na stepy i lasy,
by si wiatrem spi, zgubi w dali i zapamita, i to, co dusz bolao -
przebole.
Teraz wraca wanie do Rozogw.
Patrzc na t przepyszn, icie rycersk posta, ktra migna tylko i
znika, pan Skrzetuski mimo woli pomyla sobie, a nawet mrukn pod
nosem:
- Wszelako to szczcie, e on czowieka przy niej rozszczepi.
Nagle jaki al cisn mu serce. al mu byo jakoby i Bohuna, ale wicej
jeszcze tego, e zwizawszy si sowem kniahini, nie mg, ot teraz,
popdzi za nim konia i rzec:
- Kochamy jedn, wic jednemu z nas nie y na wiecie. Dobd,
Kozacze, serpentyny!
 95
 Rozdzia V 
Przybywszy do ubniw nie zasta pan Skrzetuski w domu ksicia, ktry
by do pana Suffczyskiego, dawniejszego swego dworzanina, do Sieczy
na chrzciny pojecha, a z nim ksina, dwie panny Zbaraskie i wiele osb
ze dworu. Dano tedy zna do Sieczy i o powrocie z Krymu namiestnika,
i o przybyciu posa; tymczasem znajomi i towarzysze witali radonie po
dugiej podry Skrzetuskiego, a zwaszcza pan Woodyjowski, ktry po
ostatnim pojedynku by najbliszym naszemu namiestnikowi
przyjacielem.
Odznacza si ten kawaler tym, i ustawicznie by zakochany.
Przekonawszy si o nieszczeroci Anusi Borzobohatej, zwrci by czue
serce ku Anieli Leskiej, pannie rwnie z fraucymeru, a gdy i ta przed
miesicem wanie zalubia pana Staniszewskiego, wwczas
Woodyjowski dla pociechy j wzdycha do starszej ksiniczki
Zbaraskiej, Anny, synowicy ksicia Winiowieckiego.
Wszelako sam rozumia, i podnisszy tak wysoko oczy nie mg choby
najmniejsz pokrzepia si nadziej, tym bardziej e i po ksiniczk
zgosili si ju dziewosbowie, pan Bodzyski i pan Lassota, w imieniu
pana Przyjemskiego, wojewodzica czyckiego. Opowiada wic
nieszczsny Woodyjowski te nowe strapienia naszemu namiestnikowi,
wcielajc go we wszystkie sprawy i tajemnice dworskie, ktrych ten
puchem sucha majc umys i serce czym innym zajte. Gdyby nie owe
duszne niepokoje, ktre z mioci, choby wzajemn, zawsze w parze
chodzi zwyky, byby si czu pan Skrzetuski szczliwym wrciwszy po
dugiej nieobecnoci do ubniw, gdzie otoczyy go twarze yczliwe i w
gwar ycia onierskiego, z ktrym od dawna by zyy. Albowiem
ubnie, jakkolwiek jako zamczysta rezydencja paska, mogy pod
wzgldem wspaniaoci rwna si ze wszystkimi siedzibami "krlewit",
tym si wszelako od nich rniy, i ycie w nich byo surowe,
prawdziwie obozowe. Kto nie zna tamtejszych zwyczajw i ordynku, ten
przyjechawszy choby w porze najspokojniejszej mg sdzi, e si tam
jaka wyprawa wojenna gotuje. onierz przewaa tam nad dworzaninem,
elazo nad zotem, dwik trb obozowych nad gwarem uczt i zabaw.
Wszdy panowa wzorowy ad i nie znana gdzie indziej dyscyplina;
wszdy roio si od rycerstwa spod rnych chorgwi: pancernych,
dragoskich, kozackich, tatarskich i wooskich, pod ktrymi suyo nie
tylko cae Zadnieprze, ale i ochocza szlachta ze wszystkich okolic
Rzplitej. Kto si chcia w prawdziwej rycerskiej szkole wywiczy, ten
cign do ubniw; nie brako wic tam obok Rusinw ani Mazurw, ani
Litwy, ani Maopolan, ba! nawet i Prusakw. Piesze regimenta i artyleria,
czyli tak zwany "lud ognisty", zoone byy przewanie z wyborowych
Niemcw najtych za od wysoki; w dragonach suyli gwnie
miejscowi, Litwa w tatarskich chorgwiach. Maopolanie garnli si
najchtniej pod znaki pancerne. Ksi nie pozwala te gnunie
rycerstwu; dlatego w obozie panowa ruch ustawiczny. Jedne puki
wychodziy na zmian do stanic i polanek, inne wchodziy do stolicy; po
caych dniach odbyway si musztry i wiczenia. Czasem te, chocia i
spokojnie byo od Tatar, ksi przedsibra dalekie wyprawy w guche
stepy i pustynie, by onierzy do pochodw przyuczy, dotrze tam,
gdzie nikt nie dotar, i roznie saw swego imienia. Tak zeszej jesieni
zapuci si lewym brzegiem Dniepru do Kudaku, gdzie go pan Grodzicki,
trzymajcy prezydium, jak monarch udzielnego przyjmowa; potem
pocign obok porohw a do Chortycy i na uroczyszczu Kuczkasw
kaza mogi wielk z kamieni usypa na pamitk i na znak, e tamt
stron aden jeszcze pan nie bywa tak daleko . Pan Bogusaw
Maszkiewicz, onierz dobry, cho mody, a zarazem czowiek uczony,
ktry t wypraw rwnie jak i inne pochody ksice opisa, cuda o niej
opowiada Skrzetuskiemu, co pan Woodyjowski zaraz potwierdza, gdy
i on bra udzia w wyprawie. Widzieli tedy porohy i dziwili im si, a
zwaszcza strasznemu Nienasytcowi, ktry rokrocznie jak ongi Scylla i
Charybda po kilkadziesit ludzi poera. Potem pucili si na wschd, na
spalone stepy, gdzie od niedogarkw jazda postpowa nie moga, i a
musieli koniom nogi skrami obwija. Spotkali tam mnstwo gadzin,
padalcw i olbrzymie we poozy, na dziesi okci dugie, a grube jak
rami ma. Po drodze na samotnych dbach ryli pro aeterna rei
memoria herby ksice, na koniec zaszli w tak guche stepy, gdzie ju i
ladwczowieka nie byo mona dopatrzy.
- Mylaem - mwi uczony pan Maszkiewicz - e nam w kocu na wzr
Ulissesa i do Hadu zstpi przyjdzie.
Na to pan Woodyjowski:
- Przysigali te ludzie spod chorgwi pana stranika Zamojskiego, ktra
sza na przodku, jako ju widzieli owe fines, na ktrych orbis terrarum
si koczy.
Namiestnik opowiada wzajemnie towarzyszom o Krymie, gdzie prawie
p roku spdzi czekajc na respons chana jegomoci, o tamtejszych
miastach pozostaych z dawnych czasw, o Tatarach i o potdze ich
wojennej, a na koniec o postrachu, w jakim yli usyszawszy o walnej na
Krym wyprawie, w ktrej wszystkie siy Rzeczypospolitej miay wzi
udzia.
Tak gwarzc, co wieczr oczekiwali powrotu ksicia; tymczasem
namiestnik przedstawia co bliszym towarzyszom pana Longina
Podbipit, ktry jako czek sodki, od razu pozyska serca, a okazawszy
przy prbach z mieczem nadludzk sw si, powszechny sobie
zjednywa szacunek. Opowiedzia on ju temu i owemu o przodku
Stowejce i o citych trzech gowach, zamilcza tylko o swoim lubie nie
chcc si na arty naraa. Szczeglniej podobali si sobie z
Woodyjowskim, a to dla zoboplnej serc czuoci; po kilku te dniach
chodzili razem wzdycha na way, jeden do gwiazdki za wysoko
wieccej, by j mg dosta, alias do ksiniczki Anny - drugi do
nieznanej, od ktrej go trzy lubowane gowy oddzielay.
Cign nawet Woodyjowski pana Longina do dragonw, ale Litwin
postanowi sobie koniecznie zapisa si pod znak pancerny, by pod
Skrzetuskim suy, o ktrym z rozkosz dowiedzia si w ubniach, e
wszyscy maj go za rycerza pierwszej wody i jednego z najlepszych
oficerw ksicych. A wanie w chorgwi, w ktrej pan Skrzetuski
porucznikowa, otwiera si wakans po panu Zakrzewskim, przezwiskiem
Miserere mei, ktry od dwch tygodni obonie chorowa i by bez
nadziei ycia, bo mu si wszystkie rany od wilgoci pootwieray. Do trosk
miosnych namiestnika doczy si jeszcze i smutek z grocej straty
starego towarzysza i dowiadczonego przyjaciela; nie odstpowa te po
kilka godzin dziennie ani pidzi od jego wezgowia, pocieszajc go, jak
umia, i krzepic go nadziej, e jeszcze niejedn wypraw razem
odbd.
Ale starzec nie potrzebowa pociechy. Kona sobie wesoo na twardym
ou rycerskim obcignitym kosk skr i z umiechem prawie
dziecinnym spoglda na krucyfiks zawieszony nad oem, Skrzetuskiemu
za odpowiada:
- Miserere mei, moci poruczniku, ju ja sobie id po swoj laf
niebiesk. Ciao na mnie takie od ran dziurawe, e o to si tylko boj, czy
wity Piotr, ktry jest marszakiem boym i ochdstwa w niebie
doglda musi, puci mnie do raju w tak podziurawionej sukni. Ale mu
powiem: "wity Pietruku! zaklinam ci na ucho Malchusowe, nie
czye mi wstrtu, bo to poganie tak mi popsowali szatki cielesne...
Miserere mei! a bdzie jaka wyprawa w. Michaa na potencj piekieln,
to si stary Zakrzewski przyda jeszcze."
Wic porucznik, cho jako onierz tyle razy mier oglda i sam j
zadawa, nie mg ez wstrzyma suchajc tego starca, ktrego zgon do
pogodnego zachodu soca by podobny.
A jednego ranka zabrzmiay dzwony we wszystkich kocioach i
cerkwiach ubniaskich zwiastujce mier pana Zakrzewskiego. Tego
dnia ksi z Sieczy przyjecha, a z nim panowie Bodzyski i Lassota
oraz cay dwr i duo szlachty w kilkudziesiciu kolaskach, bo zjazd u
pana Suffczyskiego by niezmierny. Ksi wyprawi wspaniay pogrzeb
chcc uczci zasugi zmarego i okaza, jak si w ludziach rycerskich
kocha. Asystoway wic w pochodzie aobnym wszystkie regimenty
stojce w ubniach, na waach bito z hakownic i rusznic. Kawaleria sza
od zamku a do kocioa farnego w miecie bojowym ordynkiem, ale ze
zwinitymi banderiami; za ni piesze regimenta z kolbami do gry. Sam
ksi przybrany w aob jecha za trumn w pozocistej karecie
zaprzonej w om biaych jak mleko koni majcych grzywy i ogony
pofarbowane na psowo i kicie strusich pir czarnej barwy na gowach.
Przed kolask postpowa oddzia janczarw stanowicych przyboczn
stra ksic, tu za kolask paziowie przybrani z hiszpaska, na
dzielnych koniach, dalej wysocy urzdnicy dworscy, dworzanie
rkodajni, pokojowcy, na koniec hajducy i pajucy. Kondukt zatrzyma si
naprzd u drzwi kocioa, gdzie ksidz Jasklski powita trumn mow
poczynajc si od sw: "Gdzie tak spieszysz, moci Zakrzewski?"
Potem przemawiao jeszcze kilku z towarzystwa, a midzy nimi i pan
Skrzetuski, jako zwierzchnik i przyjaciel zmarego. Nastpnie wniesiono
ciao do kocioa i tu dopiero zabra gos najwymowniejszy z
wymownych: ksidz jezuita Muchowiecki, ktren mwi tak grnie i
ozdobnie, e sam ksi zapaka. By to bowiem pan nadzwyczaj
tkliwego serca i dla onierzw ojciec prawdziwy. Dyscypliny przestrzega
elaznej, ale pod wzgldem hojnoci, askawego traktowania ludzi i
opieki, jak otacza nie tylko ich samych, ale ich dzieci i ony, nikt si z
nim nie mg porwna. Dla buntw straszny i niemiosierny, by jednak
prawdziwym dobrodziejem nie tylko szlachty, ale i caego swego ludu.
Gdy w czterdziestym szstym roku szaracza zniszczya plony, to
czynszownikom za cay rok czynsz odpuci, poddanym kaza wydawa
zboe ze spichlerzw, a po poarze w Chorolu wszystkich mieszczan
przez dwa miesice swoim kosztem ywi. Dzierawcy i podstarociowie
w ekonomiach dreli, by do uszu ksicia wie o jakowych naduyciach
lub krzywdach ludowi czynionych nie dosza. Sierotom taka bya opieka
zapewniona, e przezywano je na Zadnieprzu "ksicymi detynami".
Czuwaa nad tym sama ksina Gryzelda przy pomocy ojca
Muchowieckiego. ad tedy panowa we wszystkich ziemiach ksicych,
dostatek, sprawiedliwo, spokj, ale i strach, bo w razie najmniejszego
oporu nie zna ksi miary w gniewie i karaniu, tak w jego naturze
czya si wspaniaomylno ze srogoci. Ale w owych czasach i w
owych krainach tylko ta srogo pozwalaa si krzewi i pleni ludzkiemu
yciu i pracy, jej tylko dziki powstaway miasta i wsie, rolnik wzi gr
nad hajdamak, kupiec spokojnie towar swj prowadzi, dzwony
spokojnie wzyway wiernych na modlitw, wrg nie mia granicy
przestpi, kupy otrw giny na palach lub zmieniay si w rzdnych
onierzy, a kraj pustynny rozkwita.
Dzikiej krainie i dzikim mieszkacom takiej potrzeba byo rki, na
Zadnieprze bowiem szy najniespokojniejsze z Ukrainy ywioy, cignli
osadnicy nceni rol i yznoci ziemi, zbiegli chopi ze wszystkich ziem
Rzeczypospolitej, przestpcy uciekajcy z wizie, sowem, jakoby rzek
Livius: "pastorum convenarumque plebs transfuga ex suis populis".
Utrzyma ich w ryzie, zmieni w spokojnych osadnikw i wtoczy w
karby osiadego ycia mg tylko taki lew, na ktrego ryk drao
wszystko.
Pan Longinus Podbipita, pierwszy raz w yciu ksicia na pogrzebie
ujrzawszy, wasnym oczom uwierzy nie mg. Syszc bowiem tyle o
sawie jego wyobraa sobie, e musi to by jaki olbrzym o gow rodzaj
ludzki przewyszajcy, a tymczasem ksi by wzrostu prawie maego i
do szczupy. Mody by jeszcze, liczy dopiero trzydziesty szsty rok
ycia, ale na twarzy jego widne ju byy trudy wojenne. O ile bowiem w
ubniach y jak krl prawdziwy, o tyle w czasie licznych wypraw i
pochodw dzieli niewczasy prostego towarzysza, jada czarny chleb i
sypia na ziemi na wojoku, a e wiksza cz ycia schodzia mu na
pracach obozowych, wic odbiy si one na jego twarzy. Wszelako
oblicze to na pierwszy rzut oka zdradzao nadzwyczajnego czowieka.
Malowaa si w nim elazna, nieugita wola i majestat, przed ktrym
kady mimo woli musia uchyli gowy. Wida byo, e ten czowiek zna
swoj potg i wielko - i gdyby mu jutro woy koron na gow, nie
czuby si ani zdziwionym, ani przygniecionym jej ciarem. Oczy mia
due, spokojne, prawie sodkie, jednake gromy zdaway si by w nich
upione, i czue, e biada temu, kto by je rozbudzi. Nikt te znie nie
mg spokojnego blasku tego spojrzenia i widywano posw, wytrawnych
dworakw, ktrzy stanwszy przed Jeremim mieszali si i nie umieli
zacz dyskursu. By to zreszt na swoim Zadnieprzu krl prawdziwy. Z
kancelarii jego wychodziy przywileje i nadania: "My po boej myosti
knia i hospodyn" etc. Newielu te i panw za rwnych sobie
poczytywa. Kniaziowie z krwi dawnych wadcw bywali u niego
marszakami. Takim by w swoim czasie i ojciec Heleny, Wasyl Buyha
Kurcewicz, ktry to rd przecie, jak si wyej wspomniao, wyprowadza
si od Koriata, a w samej rzeczy od Rurykowiczw pochodzi.
Byo w ksiciu Jeremim co, co mimo wrodzonej mu askawoci
trzymao ludzi w oddaleniu. Kochajc onierzw, on sam poufali si z
nimi; z nim nikt nie mia si poufali. A jednake rycerstwo, gdyby mu
kaza konno w przepacie Dnieprowe skoczy, uczynioby to bez
wahania.
Po matce Wooszce odziedziczy on cer bia t biaoci rozpalonego
elaza, od ktrej ar bije, i czarny jak skrzydo kruka wos, ktry na caej
gowie podgolony, z przodu tylko spada bujniej i obcity nad brwiami,
zasania mu poow czoa. Nosi si po polsku, o ubir niezbyt dba i
tylko na wielkie uroczystoci nakada szaty kosztowne, ale wwczas
wieci cay od zota i kamieni. Pan Longin w kilka dni pniej by obecny
na takiej uroczystoci, gdy ksi dawa posuchanie panu Rozwanowi
Ursu. Audiencje posw odbyway si zawsze w sali tak zwanej
niebieskiej, gdy na jej suficie firmament niebieski wraz z gwiazdami
pdzlem gdaszczanina Helma by wyobraony. Zasiada tedy ksi pod
baldachimem z aksamitu i gronostajw, na wyniosym krzele do tronu
podobnym, ktrego podnek by blach pozocist obity, za ksiciem za
sta ksidz Muchowiecki, sekretarz, marszaek knia Woronicz, pan
Bogusaw Maszkiewicz, dalej paziowie i dwunastu trabantw z
halabardami, przybranych po hiszpasku; gbie sali przepenione byy
rycerstwem w wietnych strojach i ubiorach. Pan Rozwan prosi w
imieniu hospodara, by ksi swym wpywem i groz imienia wyrobi u
chana zakaz Tatarom budziackim wpadania do Wooszczyzny, w ktrej
corocznie straszliwe szkody i spustoszenia czynili, na co ksi
odpowiedzia pikn acin, e Budziaccy nie bardzo samemu chanowi
byli posuszni, e jednake gdy na kwiecie spodziewa si czausa murzy,
posa chanowego, u siebie, bdzie przez niego upomina si u chana o
krzywdy wooskie. Pan Skrzetuski poprzednio ju zda relacj ze swego
poselstwa i podry oraz ze wszystkiego, co sysza o Chmielnickim i
jego na Sicz ucieczce. Ksi postanowi posun kilka pukw ku
Kudakowi, ale nie przywizywa wielkiej do tej sprawy wagi. Tak wic,
gdy nic nie zdawao si zagraa spokojowi i potdze zadnieprzaskiego
pastwa, rozpoczy si w ubniach uroczystoci i zabawy, tak z powodu
bytnoci posa Rozwana, jak i dlatego, e panowie Bodzyski i Lassota
owiadczyli si wreszcie uroczycie w imieniu wojewodzica
Przyjemskiego o rk starszej ksiniczki Anny, na ktr prob
otrzymali i od ksicia, i od ksiny Gryzeldy odpowied pomyln.
Jeden tylko may Woodyjowski cierpia nad tym niemao, a gdy
Skrzetuski prbowa wla mu otuch w serce, odpowiedzia:
- Dobrze tobie, bo gdy jeno zechcesz, Anusia Borzobohata ci nie minie.
Ju tu ona o tobie bardzo wdzicznie przez cay czas wspominaa;
rozumiaem z pocztku, i w tej myli, by zazdro w Bychowcu
excitare, ale widz, e chciaa go na hak przywie i chyba dla ciebie
jednego czulszy w sercu ywi sentyment.
- Co tam Anusia! Wre sobie do niej - non prohibeo. Ale o ksiniczce
Annie przesta myle, gdy to jest to samo, jakby chcia feniksa czapk
na gniedzie przykry.
- Wiem ci to, e ona jest feniksem, i dlatego z alu po niej pewnie umrze
mi przyjdzie.
- yw bdziesz i wraz si zakochasz, byle jeno nie w ksiniczce
Barbarze, bo ci j drugi wojewodzic sprzed nosa sprztnie.
- Zali serce jest pachokiem, ktremu rozkaza mona? zali oczom
zabronisz patrzy na tak cudn istot, jak ksiniczka Barbara, ktrej
widok dzikie nawet bestie poruszy byby zdolny?
- Masz diable kubrak! - wykrzykn pan Skrzetuski. - Widz, e si bez
mojej pomocy pocieszysz, ale to powtarzam: wr do Anusi, bo z mojej
strony adnych impedimentw mie nie bdziesz.
Anusia jednak ani mylaa rzeczywicie o Woodyjowskim. Natomiast
drania j, zaciekawiaa i gniewaa obojtno pana Skrzetuskiego, ktry
wrciwszy po tak dugiej nieobecnoci, prawie na ni nie spojrza.
Wieczorami tedy, gdy ksi z co przedniejszymi oficerami i dworzany
przychodzi do bawialnej komnaty ksiny, by zabawi si rozmow,
Anusia wygldajc zza plecw swej pani (bo ksina bya wysoka, a
Anusia niska) widrowaa swymi czarnymi oczkami w twarzy
namiestnika, chcc mie rozwizanie tej zagadki. Ale oczy Skrzetuskiego,
rwnie jak myl, bdziy gdzie indziej, a gdy wzrok jego pada na
dziewczyn, to taki zamylony i szklany, jak gdyby nie na t patrzy, do
ktrej piewa niegdy:
Jak tatarska orda,
Bierzesz w jasyr corda!...
"Co mu si stao?" - pytaa sama siebie rozpieszczona faworytka caego
dworu i tupic drobn nk, czynia postanowienie rzecz t zbada. Nie
kochaa si ona wprawdzie w Skrzetuskim, ale przyzwyczaiwszy si do
hodw nie moga znie, by na ni nie zwaano i gotowa bya ze zoci
sama si rozkocha w zuchwalcu.
Razu tedy jednego biegnc z motkami dla ksiny spotkaa pana
Skrzetuskiego wychodzcego z przylegej sypialnej komnaty ksicej.
Naleciaa na niego jak burza, prawie go potrcia piersi i cofnwszy si
nagle, rzeka:
- Ach! jakem si przestraszya! Dzie dobry wapanu!
- Dzie dobry pannie Annie! Czyli takowe monstrum ze mnie, bym a
mia pann Ann przestrasza?
Dziewczyna staa ze spuszczonymi oczkami, krcc w palcach niezajtej
rki koce warkoczw, przestpujc z nki na nk i niby zmieszana
odpowiedziaa z umiechem:
- E nie! to to nie... wcale nie... jak matk kocham!
Nagle spojrzaa na porucznika i znw zaraz spucia oczy.
- Czy si wapan gniewasz na mnie?
- Ja? Albo panna Anna dba o mj gniew?
- Co prawda, to nie. Miaabym te o co dba! Moe wapan mylisz, e
zaraz bd pakaa? Pan Bychowiec grzeczniejszy...
- Jeli tak, to nie pozostaje mnie nic innego, jak ustpiwszy pola panu
Bychowcowi, zej z oczu panny Anny.
- A czy ja trzymam?
To, rzekszy Anusia zastpia mu drog.
- To wapan z Krymu powraca? - spytaa.
- Z Krymu.
- A co wapan z Krymu przywiz?
- Przywiozem pana Podbipit. Wszake go panna Anna ju widziaa?
Bardzo to miy i stateczny kawaler.
- Pewnie, e milszy od wapana. A po co on tu przyjecha?
- By panna Anna miaa na kim swojej mocy poprbowa. Ale radz
ostro si bra, bo wiem jeden sekret o tym kawalerze, dla ktrego jest on
niezwyciony... i nawet panna Anna z nim nic nie wskra.
- Dlaczeg to on jest niezwyciony?
- Bo si nie moe eni.
- A co mnie to obchodzi! Czemu to on nie moe si eni?
Skrzetuski pochyli si do ucha dziewczyny, ale rzek bardzo gono i
dobitnie:
- Bo czysto lubowa.
- Niemdry wapan! - zawoaa prdko Anusia i w teje chwili furkna
jak ptak sposzony.
Tego wieczora jednak popatrzya pierwszy raz uwaniej na pana
Longina.
Goci dnia tego byo niemao, bo ksi wyprawia poegnaln uczt dla
pana Bodzyskiego. Nasz Litwin, przybrany starannie w biay atasowy
upan i ciemnoniebieski aksamitny kontusz, wyglda bardzo okazale,
tym bardziej e przy boku zamiast katowskiego Zerwikaptura zwieszaa
mu si lekka, krzywa szabla w pozocistej pochwie.
Oczki Anusi strzelay na pana Longina po trochu umylnie, na zo panu
Skrzetuskiemu. Byby tego jednake namiestnik nie zauway, gdyby nie
Woodyjowski, ktry trciwszy go okciem rzek:
- Nieche mnie jasyr spotka, jeli Anusia nie wdziczy si do tej
chmielowej tyczki litewskiej.
- Powiedze to jemu samemu.
- Pewnie, e powiem. Dobrana bdzie z nich para.
- Bdzie j mg nosi zamiast spinki u upana, taka wanie jest midzy
nimi proporcja.
- Albo zamiast kitki na czapce.
Woodyjowski podszed do Litwina.
- Mospanie! - rzek - niedawno jake tu przyby, ale frant, widz, z waci
nie lada.
- A to czemu, brateku dobrodzieju? a to czemu?
- Bo nam tu najgadsz dziewk z fraucymeru ju zbaamuci.
- Dobrodzieju! - rzek Podbipita skadajc rce - co wapan mwisz
najlepszego?
- Spojrzyj waszmo na pann Ann Borzobohat, w ktrej si tu
wszyscy kochamy, jak to ona na waci dzi oczkiem strzye. Pilnuj si
jeno, eby z waci dudka nie wystrzyga, jako z nas powystrzygaa.
To rzekszy Woodyjowski zakrci si na picie i odszed pozostawiajc
pana Longina w zdumieniu. Nie mia on nawet zrazu spojrze w stron
Anusi i po niejakim dopiero czasie rzuci znienacka okiem - ale a
zadra. Spoza ramienia ksiny Gryzeldy dwoje jarzcych lepkw
patrzyo na niego istotnie z ciekawoci i uporem. "Apage, satanas!" -
pomyla Litwin i oblawszy si jak aczek rumiecem, uciek w drugi kt
sali.
Jednake pokusa bya cika. Ten szatanek wygldajcy zza plecw
ksiny tyle mia pont, te oczki tak wieciy jasno, e pana Longina a
cigno co, by w nie cho jeszcze raz tylko spojrze. Ale wtem
wspomnia na swj lub, w oczach stan mu Zerwikaptur, przodek
Stowejko Podbipita, trzy cite gowy, i strach go zdj. Przeegna si i
tego wieczora nie spojrza wicej. Natomiast rankiem nazajutrz przyszed
na kwater Skrzetuskiego.
- Panie namiestniku - rzek - a prdko pocigniemy? Co te tam
waszmo sysza o wojnie?
- Przypilio waci. Bde cierpliwy, pki si pod znak nie zacigniesz.
Pan Podbipita bowiem nie by jeszcze zapisany na miejsce zmarego
Zakrzewskiego. Musia czeka z tym, a wier wyjdzie, co miao
nastpi dopiero pierwszego kwietnia.
Ale byo mu rzeczywicie pilno, dlatego pyta namiestnika w
dalszymcigu:
- A nice J. O. ksi w tej materii nie mwi?
- Nic. Krl pono do mierci nie przestanie o wojnie myle, ale
Rzeczpospolita jej nie chce.
- A mwili w Czehrynie, e rebelia kozacka zagraa?
- Zna, e waci mocno lub dolega. Co do rebelii, wiedze, i jej przed
wiosn nie bdzie, bo cho to zima lekka, ale zima zim. Mamy dopiero
15 februarii, lada dzie mrozy jeszcze mog nasta, a Kozak w pole nie
rusza, pki si nie moe okopa, bo oni za waem bij si okrutnie, w
polu za nie umiej dotrzyma.
- Tak i trzeba czeka nawet na Kozakw?
- Zwa wapan i to, e choby w czasie rebelii swoje trzy gowy znalaz.
to nie wiadomo, czy od lubu wolnym bdziesz, bo co innego Krzyacy
lub Turcy, a co innego swoi - jakoby rzec, dzieci eiusdem matris.
- O wielki Boe! A to mi wapan ska w gow zada! Ot, desperacja!
Nieche mnie ksidz Muchowiecki te wtpliwoci rozstrzygnie, bo inaczej
nie bd mia i chwili spokoju.
- Pewnie, e rozstrzygnie, gdy jest czek uczony i pobony, ale pewnie
nie powie nic innego. Bellum civile to wojna braci.
- A gdyby rebelizantom obca potga na pomoc przysza?
- Tedy miaby pole. Ale teraz jedno mog waci zaleci: czekaj i bd
cierpliwy.
Jednake pan Skrzetuski sam nie umia pj za t rad. Ogarniaa go
tskno coraz wiksza, nudziy go uroczystoci dworskie i te twarze, na
ktre dawniej byo mu tak mile spoglda. Panowie Bodzyski, Lassota i
pan Rozwan Ursu wyjechali wreszcie, a po ich wyjedzie nasta spokj
gboki. ycie zaczo pyn jednostajnie. Ksi zajty by lustracjami
dbr ogromnych i co rano zamyka si z komisarzami nadjedajcymi z
caej Rusi i Sandomierskiego - wic nawet i wiczenia wojskowe rzadko
tylko mogy si odbywa. Gwarne uczty oficerskie, na ktrych
rozprawiano o przyszych wojnach, nuyy niewymownie Skrzetuskiego,
wic z guldynk na ramieniu ucieka nad Soonic, gdzie ongi kiewski
tak strasznie Nalewajk, obod i Krpskiego pogromi. lady owej
bitwy ju si byy zatary i w pamici ludzkiej, i na pobojowisku. Czasem
tylko jeszcze ziemia wyrzucaa z ona zbielae koci, a za wod stercza
nasyp kozacki, spoza ktrego bronili si tak rozpaczliwie Zaporocy
obody i Nalewajkowa wolnica. Ale ju i na nasypie puci si gsto gaj
zaroli. Tam to Skrzetuski chroni si przed gwarem dworskim i zamiast
strzela do ptakw, rozpamitywa; tam to przed oczyma jego duszy
stawaa przywoywana pamici i sercem posta kochanej dziewczyny;
tam wrd mgy, szumu oczeretw i melancholii owych miejsc doznawa
ulgi we wasnej tsknocie.
Ale pniej jy pada obfite, zapowiadajce wiosn deszcze. Soonica
zamienia si w topielisko, gowy spod dachu trudno byo wychyli, wic
namiestnik i tej pociechy, jak znajdowa w bkaniu si samotnym,
zosta pozbawiony. A tymczasem wzrasta jego niepokj - i susznie. Mia
on z pocztku nadziej, e Kurcewiczowa z Helen, jeli tylko kniahini
potrafi wyprawi Bohuna, zjad zaraz do ubniw, a teraz i ta nadzieja
zgasa. Sota zepsua drogi, step na kilka mil, po obu brzegach Suy, sta
si ogromnym begniskiem, na przebycie ktrego trzeba byo czeka, pki
wiosenne gorce soce nie wyssie zbytku wd i wilgoci. Przez cay ten
czas Helena miaa pozostawa pod opiek, ktrej Skrzetuski nie ufa, w
prawdziwym wilczym gniedzie, wrd ludzi nieokrzesanych, dzikich, a
Skrzetuskiemu niechtnych. Wprawdzie dla wasnego dobra powinni mu
byli sowa dotrzyma i prawie nie mieli innej drogi - ale kt mg
odgadn, co wymyl, na co si odwa, zwaszcza gdy ciy nad nimi
straszliwy wataka, ktrego widocznie i kochali, i bali si jednoczenie.
atwo by mu przyszo zmusi ich do oddania mu dziewczyny, bo
nierzadkie byy i podobne wypadki. Tak samo swego czasu towarzysz
nieszczsnego Nalewajki, oboda, zmusi pani Poplisk, by mu oddaa
za on sw wychowank, cho dziewczyna bya szlachciank dobrego
rodu i chocia z caej duszy nienawidzia wataki. A jeli byo prawd, co
mwiono o niezmiernych bogactwach Bohuna, to przecie mg im i
dziewczyn, i utrat Rozogw zapaci. A potem co? "Potem - myla p.
Skrzetuski - donios mi szyderczo, e jest <<po harapie>>, a sami umkn
gdzie w puszcze litewskie lub mazowieckie, gdzie ich nawet ksica
potna rka nie dosignie." Pan Skrzetuski trzs si jak w febrze na t
myl, targa si jak wilk na acuchu, aowa swego rycerskiego sowa
danego kniahini - i nie wiedzia, co ma pocz. A by to czowiek, ktry
nierad pozwala si cign za brod wypadkom. W jego naturze leaa
wielka przedsibiorczo i energia. Nie czeka on na to,co mu los zdarzy;
wola los bra za kark i zmusza, by zdarza fortunnie - dlatego trudniej
mu byo ni komu innemu siedzie z zaoonymi rkoma w ubniach.
Postanowi wic dziaa. Mia on pacholika Rzdziana, szlachcica
chodaczkowego z Podlasia, lat szesnastu, ale franta kutego na cztery
nogi, ktrym niejeden stary wyga nie mg i o lepsze, i tego postanowi
wysa do Heleny oraz na przeszpiegi. Skoczy si te by luty; deszcze
przestay la, marzec zapowiada si do pogodnie i drogi musiay si
nieco poprawi. Wybiera si wic Rzdzian w drog. Pan Skrzetuski
zaopatrzy go w list, papier, pira i flaszk inkaustu, ktrej kaza mu jak
oka w gowie pilnowa, bo pamita, e tych rzeczy nie masz w
Rozogach. Mia take chopak polecenie, by nie powiada, od kogo jest,
by udawa, e do Czehryna jedzie, i pilnie na wszystko zwraca oko, a
zwaszcza wywiedzia si dobrze o Bohunie, gdzie jest i co porabia.
Rzdzian nie da sobie dwa razy instrukcji powtarza, czapk na bakier
nasun, nahajem wisn i pojecha.
Dla pana Skrzetuskiego rozpoczy si cikie dni oczekiwania. Dla
zabicia czasu cina si w palcaty z panem Woodyjowskim, wielkim
mistrzem w tej sztuce, lub dzirytem do piercienia rzuca. Zdarzy si te
w ubniach wypadek, ktrego namiestnik o mao zdrowiem nie
przypaci. Pewnego dnia niedwied, zerwawszy si z acucha na
podwrcu zamkowym, poszczerbi dwch masztalerzy, poposzy konie
pana komisarza Chlebowskiego i na koniec rzuci si na namiestnika,
ktren szed wanie z cekhauzu do ksicia, bez szabli przy boku, majc
w rku tylko lekki nadziak z mosin gwk. Namiestnik byby zgin
niezawodnie, gdyby nie pan Longin, ktry ujrzawszy z cekhauzu, co si
dzieje, porwa za swj Zerwikaptur i przybieg na ratunek. Pan Longin
okaza si w zupenoci godnym potomkiem przodka Stowejki, gdy w
oczach caego dworu odwali jednym zamachem eb niedwiedziowi wraz
z ap, ktren to dowd nadzwyczajnej siy podziwia z okna sam ksi i
wprowadzi nastpnie pana Longina do pokojw ksiny, gdzie Anusia
Borzobohata tak wabia go oczkiem, e nazajutrz musia i do spowiedzi
i nastpnie przez trzy dni nie pokazywa si w zamku, pki arliw
modlitw wszelkich pokus nie odpdzi.
Tymczasem upyno dni dziesi, a Rzdziana nie byo wida z
powrotem. Nasz pan Jan schud z oczekiwania i tak wymizernia, e a
Anusia pocza si wypytywa przez posy, co mu jest - a Carboni,
doktor ksicy, zapisa mu jak driakiew na melancholi. Ale innej on
driakwi potrzebowa, gdy dniem i noc o swojej kniaziwnie rozmyla -
i czu coraz mocniej, e to nie adne poche uczucie zagniedzio si w
jego sercu, ale mio wielka, ktra musi by zaspokojona, bo inaczej
pier ludzk jak sabe naczynie rozsadzi gotowa.
atwo wic sobie wyobrazi rado pana Jana, gdy pewnego dnia o
wicie wszed do jego kwatery Rzdzian, zabocony, zmczony,
wymizerowany, ale wes i z dobr wieci wypisan na czole.
Namiestnik jak si zerwa wprost z oa, tak przybiegszy do niego
chwyci go za ramiona i krzykn:
- Listy masz?
- Mam, panie. Oto s.
Namiestnik porwa i zacz czyta. Dugi czas wtpi, czy mu nawet w
razie najpomylniejszym Rzdzian list przywiezie, gdy nie by pewny,
czy Helena pisa umie. Kresowe niewiasty nie byway uczone, a Helena
chowaa si do tego midzy prostakami. Jednake widocznie ojciec
nauczy j jeszcze tej sztuki, gdy skrelia dugi list na cztery strony
papieru. Biedaczka nie umiaa wprawdzie wyraa si ozdobnie,
retorycznie, ale wprost od serca pisaa co nastpuje:
"Ju ja wapana nigdy nie zapomn, wapan mnie prdzej, bo sysz, e
s i posi midzy wami. Ale gdy pacholika umylnie tyle mil drogi
przysa, to wida, em ci mia jak i ty mnie, za co sercem wdzicznym
dzikuj. Nie myl te wapan, aby to nie byo przeciw skromnoci mojej
tak ci o tym kochaniu pisa, ale snad lepiej ju prawd powiedzie ni
zega albo j ukrywa, gdy zgoa co innego jest w sercu. Wypytywaam
te im Rzdziana, co w ubinach porabiasz i jakie s wielkiego dworu
obyczaje, a gdy mnie o urodzie i gadkoci tamtejszych panien powiada,
prawie e zami od wielkiego smutku si zalaam..."
Tu namiestnik przerwa czytanie i spyta Rzdziana:
- Co ty, tam kpie, powiada?
- Wszystko dobrze, panie! - odpowiedzia Rzdzian.
Namiestnik czyta dalej:
"...Bo jake mnie prostaczce porwnywa si z nimi.
Ale powiedzia mi pachoek, i wapan na adn i patrzy nie chcesz..."
- To dobrze powiedzia! - rzek namiestnik.
Rzdzian nie wiedzia wprawdzie, o co idzie, bo namiestnik czyta list po
cichu, ale zrobi mdr min i chrzkn znaczco. Skrzetuski za czyta
dalej:
"...I zaraz pocieszyam si proszc Boga, by ci nadal w takowej dla
mnie yczliwoci utrzyma i obojgu nam bogosawi - amen. Juem si
tak te za wapanem stsknia, jako wanie za matk, bo mnie sierocie
smutno na wiecie, ale nie przy wapanu... Bg patrzy na moje serce, e
jest czyste, a co innego jest prostactwo, ktre mnie wybaczy musisz..."
W dalszym cigu donosia liczna kniaziwna, e do ubniw ze
stryjenk wyjad, jak tylko drogi bd lepsze, i e sama kniahini chce
wyjazd przypieszy, gdy z Czehryna dochodz wieci o jakich
niespokojnociach kozackich, czeka wic tylko na powrt modych
kniaziw, ktrzy do Bogusawia na jarmark koski pojechali.
"Prawdziwy z wapana czarownik - pisaa dalej Helena - e sobie i
stryjn zjedna umia."
Tu namiestnik umiechn si, przypomnia sobie bowiem, jakimi to
sposoby musia t stryjn zjednywa. List koczy si zapewnieniami
staej a poczciwej mioci, jak wanie przysza ona mowi winna. W
ogle za przegldao z niego istotnie serce czyste, dlatego te namiestnik
odczytywa ten list serdeczny po kilkanacie razy od pocztku do koca,
powtarzajc sobie w duszy: "Moja wdziczna dziewko! nieche mnie
Bg opuci, jeli ci kiedy zaniecham."
Potem za pocz wypytywa o wszystko Rzdziana.
Sprytny pachoek zda mu dokadnie spraw z caej podry. Przyjto go
uczciwie. Stara kniahini wybadywaa go o namiestnika, a dowiedziawszy
si, e by rycerzem znakomitym i ksicia poufnym, a przy tym
czowiekiem zamonym, rada bya.
- Pytaa mnie te - rzek Rzdzian - czy jegomo, jak co obiecnie,
zawsze sowo zdziery, a ja jej na to: "Moja mocia pani! gdyby ten
wooszynek, na ktrym przyjechaem, by mnie obiecany, wiedziabym,
e ju mnie nie minie..."
- Frant z ciebie - rzecze namiestnik - ale kiedy tak za mnie zarczy, to
go ju trzymaj. Nie symulowae tedy nic? powiedziae, e ja ci
przysaem?
- Powiedziaem, bom obaczy, e mona, i zaraz jeszcze wdziczniej
mnie przyjli, a szczeglniej panna, ktra jest tak cudna, jak drugiej na
wiecie nie znale. A dowiedziawszy si, e od jegomoci jad, ju te
nie wiedziaa, gdzie mnie posadzi, i gdyby nie post, opywabym we
wszystko jako w niebie. Czytajc list jegomocin, zami go oblewaa od
radoci.
Namiestnik zamilk rwnie od radoci i po chwili dopiero spyta znowu:
- A o onym Bohunie nice si nie dowiedzia?
- Nie zdawao mi si panny albo pani o to pyta, alem wszed w
konfidencj ze starym Tatarem Czechym, ktren cho poganin, jest
wiernym panienki sug. Ten mnie powiada, e z pocztku mruczeli oni
wszyscy na jegomoci bardzo, ale potem si ustatkowali, a to gdy stao
si im wiadomo, i co prawi o skarbach tego Bohuna, to bajka.
- Jakime sposobem o tym si przekonali?
- A to, widzi jegomo, byo tak: Mieli oni dyferencj z Siwiskimi, ktr
potem obowizali si spaci. Jak przyszed termin, tak do Bohuna:
"Poycz!" a on na to: "Dobra tureckiego - powiada - troch mam, ale
skarbw adnych, bo com mia, tom - powiada - i rozrzuci." Jak te to
usyszeli, zaraz im by taszy, i do jegomoci afekt zwrcili.
- Nie ma co mwi, dobrze si o wszystkim wywiedzia.
- Mj jegomo, gdybym ja si jednego wywiedzia, a drugiego nie,
tedyby jegomo mg do mnie rzec: "Konia mi darowae, a terlicy nie
da." Co by jegomoci byo po koniu bez terlicy?
- No, no, to wee i terlic.
- Dzikuj pokornie jegomoci. Oni te Bohuna do Perejasawia zaraz
wyprawili, wic jakem si o tym dowiedzia, tak sobie myl: czemu bym
i ja nie mia do Perejasawia dotrze. Bdzie ze mnie pan kontent, to
mnie barwa prdzej dojdzie...
- Dojdzie ci na now wier. To bye i w Perejasawiu?
- Byem. Alem Bohuna tam nie znalaz. Stary pukownik oboda chory.
Mwi, e rycho po nim Bohun pukownikiem zostanie... Ale tam si
dzieje co dziwnego. Semenw ledwie gar przy chorgwi zostaa -
reszta, mwi, za Bohunem pocigna czy te na Sicz zbiega i to jest,
mj jegomo, wana rzecz, bo tam si podobno jaka rebelia knuje.
Chciaem si koniecznie czego dowiedzie o Bohunie, ale tylko tyle mi
powiedziano, e si na ruski brzeg przeprawi. Ano! myl sobie: kiedy
tak, to nasza panienka od niego bezpieczna - i wrciem.
- Dobrze si sprawi. A przygody jakiej w podry nie miae?
- Nie, mj jegomo, jeno mi si je okrutnie chce.
Rzdzian wyszed, a namiestnik zostawszy sam zacz na nowo
odczytywa list Heleny i do ust przyciska te literki nie tak ksztatne jak
rka, ktra je krelia. Ufno wstpia mu w serce i myla sobie:
"Niedugo drogi podeschn, byle Bg da pogod. Kurcewicze te
dowiedziawszy si, e Bohun hoysz, pewnie mnie ju nie zdradz.
Puszcz im Rozogi, jeszcze swego doo, byle onej kochanej gwiazdki
dosta..."
I przybrawszy si, z janiejc twarz, z pen od szczcia piersi, szed
do kaplicy, by Bogu naprzd za dobr nowin pokornie podzikowa.
 Rozdzia VI 
Na caej Ukrainie i Zadnieprzu poczy zrywa si jakie szumy, jakoby
zwiastuny burzy bliskiej; jakie dziwne wieci przelatyway od siota do
sioa, od futoru do futoru, na ksztat owych rolin, ktre jesieni wiatr po
stepach enie, a ktre lud perekotypolem zowie. W miastach szeptano
sobie o jakiej wielkiej wojnie, lubo nikt nie wiedzia, kto i przeciwko
komu ma wojowa. Co zapowiadao si wszelako. Twarze ludzkie stay
si niespokojne. Rolnik niechtnie z pugiem na pole wychodzi, chocia
wiosna przysza wczesna, cicha, ciepa, a nad stepami dzwoniy od dawna
skowronki. Wieczorami ludzie po sioach gromadzili si w kupy i stojc
na drodze gwarzyli pgosem o rzeczach strasznych. lepcw krcych
z lirami i pieni wypytywano o nowiny. Niektrym zdao si, e nocami
widz jakie odblaski na niebie i e ksiyc czerwieszy ni zwykle
podnosi si zza borw. Wrono klski lub mier krlewsk - a
wszystko to byo tym dziwniejsze, e do ziem onych, przywykych z
dawna do niepokojw, walk, najazdw, strach nieatwy mia przystp;
musiay wic jakie wyjtkowo zowrogie wichry gra w powietrzu, skoro
niepokj sta si powszechnym. Tym ciej, tym duszniej byo, e nikt
nie umia niebezpieczestwa wskaza. Wszelako midzy oznakami zej
wrby dwie szczeglnie zdaway si wskazywa, e istotnie co zagraa.
Oto naprzd niesychane mnstwo dziadw lirnikw pojawio si po
wszystkich wsiach i miastach, a byy midzy nimi jakie postacie obce,
nikomu nie znane, o ktrych szeptano sobie, e to s dziady faszywe. Ci,
wczc si wszdzie, zapowiadali tajemniczo, i dzie sdu i gniewu
boego si zblia. Po wtre, e Niowcy poczli pi na umr.
Druga oznaka bya jeszcze niebezpieczniejsza. Sicz, w zbyt szczupych
granicach objta, nie moga wszystkich swych ludzi wyywi, wyprawy
nie zawsze si zdarzay, przeto stepy nie daway chleba Kozakom,
mnstwo wic Niowcw rozpraszao si rokrocznie, w spokojnych
czasach, po okolicach zamieszkaych. Peno ich byo na Ukrainie, ba!
nawet na caej Rusi. Jedni zacigali si do pocztw starociskich, inni
szynkowali wdk po drogach, inni trudnili si po wsiach i miastach
handlem i rzemiosami. W kadej prawie wsi staa opodal od innych
chata, w ktrej mieszka Zaporoec. Niektrzy mieli w takich chatach
ony i gospodarstwa. A Zaporoec taki, jako czek zwykle kuty i bity, by
poniekd dobrodziejstwem wsi, w ktrej mieszka. Nie byo nad nich
lepszych kowali, koodziejw, garbarzy, woskobojw, rybitww i
myliwych. Kozak wszystko umia, wszystko zrobi: dom postawi i
siodo uszy. Powszechnie jednak nie byli to osadnicy spokojni, bo yli
yciem tymczasowym. Kto chciawyrok zbrojno wyegzekwowa, na
ssiada najazd zrobi lub si od spodziewanego obroni, potrzebowa
tylko krzykn, a wnet moojcy zlatywali si jak krucy na er gotowi.
Uywaa ich te szlachta, uywao duchowiestwo wschodnie, wiecznie
spory ze sob wiodce, gdy jednak i takich wypraw brako, to moojcy
siedzieli cicho po wsiach pracujc do upadego i w pocie czoa
zdobywajc chleb powszedni.
I trwao tak czasem rok, dwa, a nagle przychodzia wie o jakowej
walnej wyprawie czy to jakiego atamana na Tatarw, czy na Lachiw, czy
wreszcie panit polskich na Wooszczyzn i wnet ci koodzieje, kowale,
garbarze, woskoboje porzucali spokojne zajcie i przede wszystkim
poczynali pi na mier we wszystkich szynkach ukraiskich.
Przepiwszy wszystko, pili dalej na borg, ne na to, szczo je, ae na to,
szczo bude. Przysze upy miay zapaci hulatyk.
Zjawisko owo powtarzao si tak stale, e pniej dowiadczeni ludzie
ukraiscy zwykli mawia: Oho! trzs si szynki od Niowcw - w
Ukrainie co si gotuje."
I starostowie wzmacniali zaraz zaogi w zamkach, pilnie dajc na
wszystko baczenie, panowie cigali poczty, szlachta wysyaa ony i
dzieci do miast.
Ow wiosny tej Kozacy poczli pi jak nigdy, trwoni na lepo
wszelakie zapracowane dobro, i to nie w jednym powiecie, nie w jednym
wojewdztwie, ale na caej Rusi, jak duga i szeroka.
Co si wic gotowao naprawd, chocia sami Niowcy nie wiedzieli
zgoa, co takiego. Zaczto mwi o Chmielnickim, o jego na Sicz
ucieczce i o grodowych z Czerkas, Bogusawia, Korsunia i innych miast,
zbiegych za nim - ale powiadano te i co innego. Od lat caych kryy
ju wieci o wielkiej wojnie z pogany, ktrej krl chcia, by dobrym
moojcom upu przysporzy, ale Lachy nie chcieli - a teraz te wszystkie
wieci pomieszay si z sob i zrodziy w gowach ludzkich niepokj i
oczekiwanie czego nadzwyczajnego.
Niepokj w przedar si i za mury ubniaskie. Na te wszystkie oznaki
niepodobna byo oczu zamyka, a zwaszcza nie mia tego zwyczaju
ksi Jeremi. W jego pastwie niepokj nie przeszed wprawdzie we
wrzenie - strach trzyma w ryzie wszystkich - ale po niejakim czasie z
Ukrainy zaczy dolatywa suchy, e tu i owdzie chopi zaczynaj dawa
opr szlachcie, e morduj ydw, e chc si gwatem zacign do
regestru na wojn z pogany i e liczba zbiegw na Sicz coraz si
powiksza.
Porozsya wic ksi posacw: do pana krakowskiego, do pana
Kalinowskiego, do obody w Perejasawiu, a sam ciga stada ze stepw
i wojskoz paanek. Tymczasem przyszy wieci uspokajajce. Pan
hetman wielki donosi wszystko, co wiedzia o Chmielnickim, nie uwaa
jednak, aby jaka zawierucha moga z tej sprawy wynikn; pan hetman
polny pisa, e hultajstwo zwykle jako roje burzy si na wiosn". Jeden
stary chory Zawilichowski przesa list zaklinajcy ksicia, eby
niczego nie lekceway, bo wielka burza idzie od Dzikich Pl. O
Chmielnickim donosi, e z Siczy do Krymu pogna, by chana o pomoc
prosi. A jako mnie z Siczy przyjaciele donosz - pisa - i tam koszowy
ze wszystkich ugw i rzeczek piesze i konne wojsko ciga nie mwic
nikomu, dlaczego to czyni, mniemam przeto, i ta burza na nas si zwali,
co jeeli z pomoc tatarsk si stanie, daj Boe, by zguby wszystkim
ziemiom ruskim nie przynioso."
Ksi ufa Zawilichowskiemu wicej ni samym hetmanom, bo
wiedzia, i nikt na caej Rusi nie zna tak Kozakw i ich fortelw,
postanowi wic jak najwicej wojsk cign, a jednoczenie do gruntu
prawdy dotrze.
Pewnego wic rana kaza przywoa do siebie pana Bychowca,
porucznika chorgwi wooskiej, i rzek mu:
- Pojedziesz wa ode mnie w poselstwie na Sicz do pana atamana
koszowego i oddasz mu ten list z moj hospodysk pieczci. Ale eby
wiedzia, czego si trzyma, to ci powiem tak: list jest pozr, a za waga
caa poselstwa w waszmocinym rozumie spoczywa, aby na wszystko
patrzy, co si tam dzieje, ile wojska zwoali i czy jeszcze zwouj. To
szczeglniej polecam, by sobie jakich ludzi skaptowa i o Chmielnickim
mi si wszystkiego dobrze wywiedzia, gdzie jest i jeeli prawda, e do
Krymu pojecha Tatarw o pomoc prosi. Rozumiesz wa?
- Jakoby mi kto na doni wypisa.
- Pojedziesz na Czehryn, po drodze nie wytchniesz duej jak noc jedn.
Przybywszy udasz si do chorego Zawilichowskiego, by ci w listy do
swoich przyjaci w Siczy opatrzy, ktre sekretnie im oddasz. Owi
wszystko ci opowiedz. Z Czehryna ruszysz bajdakiem do Kudaku,
pokonisz si ode mnie panu Grodzickiemu i to pismo mu wrczysz. On
ci przez porohy kae przeprawi i przewonikw potrzebnych
dostarczy. W Siczy te nie baw, patrz, suchaj i wracaj, jeli yw
bdziesz, bo to ekspedycja nieatwa.
- Wasza ksica mo jest szafarzem krwi mojej. Ludzi sia mam wzi?
- Wemiesz czterdziestu pocztowych. Ruszysz dzi pod wieczr, a przed
wieczorem przyjdziesz jeszcze po instrukcje. Wan to misj waszmoci
powierzam.
Pan Bychowiec wyszed uradowany; w przedpokoju spotka
Skrzetuskiego z kilku oficerami z artylerii.
- A co tam? - spytali go.
- Dzi ruszam w drog.
- Gdzie? gdzie?
- Do Czehryna, a stamtd dalej.
- To chode ze mn - rzek Skrzetuski.
I zaprowadziwszy go do kwatery, nu molestowa, by mu t funkcj
odstpi:
- Jake przyjaciel - rzecze - daj, czego chcesz: konia tureckiego,
dzianeta - dam, niczego nie bd aowa, bym jeno mg jecha, bo si
we mnie dusza w tamt stron rwie! Chcesz pienidzy, pozwol, byle
ustpi. Sawy to nie przyniesie, bo tu pierwej wojna, jeli ma by, to si
rozpocznie - a zgin moesz. Wiem take, e ci Anusia mia jako i
innym pojedziesz, to ci j zbaamuc.
Ten ostatni argument lepiej od innych trafi do myli pana Bychowca, ale
jednak opiera si. Co by ksi powiedzia, gdyby ustpi? czyby mu nie
mia za ze? To to jest fawor ksicy taka funkcja.
Usyszawszy to Skrzetuski polecia do ksicia i natychmiast kaza si
przez pazia meldowa.
Po chwili pa powrci z oznajmieniem, i ksi wej pozwala.
Namiestnikowi bio serce jak motem z obawy, e usyszy krtkie nie!",
po ktrym nie zostawao nic innego, jak wszystkiego poniecha.
- A co powiesz? - rzek ksi ujrzawszy namiestnika.
Skrzetuski schyli mu si do ng.
- Moci ksi, przyszedem baga najpokorniej, by mnie ekspedycja na
Sicz bya powierzona. Bychowiec moe by ustpi, bo mi jest
przyjacielem, a mnie tak wanie na niej, jako na samym yciu zaley -
boi si tylko Bychowiec, czy wasza ksica mo krzyw za to nie
bdziesz.
- Na Boga! - rzek ksi - to ja bym nikogo innego jak ciebie nie
wysya, ale rozumiaem, e niechtnie ruszysz, niedawno tak dug
drog odbywszy.
- Moci ksi, chobym te i co dzie by wysyany, zawsze libenter te
w tamt stron jedzi bd.
Ksi popatrzy na niego przecigle swymi czarnymi oczyma i po chwili
spyta:
- Co ty tam masz?
Namiestnik sta zmieszany jak winowajca, nie mogc znie badawczego
spojrzenia.
- Ju widz, e musz prawd mwi - rzek - gdy przed rozumem
waszej ksicej moci adne arcana osta si nie mog, jedno nie wiem,
znajd-li ask w uszach waszej ksicej moci.
I tu zacz opowiada, jak pozna crk kniazia Wasyla, jak si w niej
rozkocha i jakby pragn teraz j odwiedzi, a za powrotem z Siczy do
ubniw j sprowadzi, by przed zawieruch kozack i natarczywoci
Bohuna j uchroni. Zamilcza tylko o machinacjach starej kniahini, gdy
w tym by sowem zwizany. Natomiast tak pocz baga ksicia, iby
mu funkcj Bychowca powierzy, i ksi rzek:
- Ja bym ci i tak jecha pozwoli i ludzi da, ale gdy tak wszystko mdrze
uoy, by wasny afekt z on funkcj pogodzi, tedy musz ju to dla
ciebie uczyni.
To rzekszy w rce klasn i kaza paziowi przywoa pana Bychowca.
Namiestnik ucaowa z radoci rk ksicia, ten za za gow go cisn i
spokojnym by rozkaza. Lubi on niezmiernie Skrzetuskiego, jako
dzielnego onierza i oficera, na ktrego we wszystkim mona si byo
spuci. Prcz tego by midzy nimi taki zwizek, jaki wytwarza si
midzy podwadnym uwielbiajcym z caej duszy zwierzchnika a
zwierzchnikiem, ktry to czuje dobrze. Okoo ksicia krcio si niemao
dworakw sucych i schlebiajcych dla wasnej korzyci, ale orli umys
Jeremiego wiedzia dobrze, co o kim trzyma. Wiedzia, e Skrzetuski by
czowiek jak za - ceni go wic i by mu wdziczny za uczucie.
Z radoci dowiedzia si take, e jego ulubieniec pokocha crk
Wasyla Kurcewicza, starego sugi Winiowieckich, ktrego pami bya
tym drosz ksiciu, im bya aoniejsz.
- Nie z niewdzicznoci to przeciw kniaziowi - rzek - nie dowiadywaem
si o dziewczyn, ale gdy opiekunowie nie zagldali do ubniw i
adnych skarg na nich nie odbieraem, sdziem, i s poczciwi. Skoro
mi jednak teraz j przypomnia, bd o niej jak o rodzonej pamita.
Skrzetuski syszc to nie mg si nadziwi dobroci tego pana, ktren
zdawa si sobie samemu robi wyrzuty, e wobec nawau spraw
rozlicznych nie zaj si losami dziecka dawnego onierza i dworzanina.
Tymczasem nadszed pan Bychowiec.
- Mosanie - rzek mu ksi - sowo si rzeko; jeli zechcesz, pojedziesz,
ale prosz, uczy to dla mnie i ustp funkcji Skrzetuskiemu. Ma on
swoje szczeglne, suszne racje, by jej poda, a ja o innej pomyl dla
waci rekompensie.
- Moci ksi - odpar Bychowiec - aska to wysoka waszej ksicej
moci, e mogc rozkaza, na moj wol to zdajesz, ktrej aski nie
bybym godzien nie przyjmujc jej najwdziczniejszym sercem.
- Podzikuje przyjacielowi - rzek ksi zwracajc si do Skrzetuskiego
- i id gotowa si do drogi.
Skrzetuski istotnie dzikowa gorco Bychowcowi, a w kilka godzin
potem by gotw. W ubniach od dawna trudno ju mu byo wysiedzie,
a ta ekspedycja dogadzaa wszelkim jego yczeniom. Naprzd mia
zobaczy Helen, a potem - prawda, e trzeba byo si od niej na duszy
czas oddali, ale wanie taki czas by potrzebny, by drogi po
niezmiernych deszczach stay si dla k moliwe do przebycia. Prdzej
kniahini z Helen nie mogy zjecha do ubniw, musiaby wic
Skrzetuski albo w ubniach czeka, albo w Rozogach przesiadywa, co
byoby przeciw ukadowi z kniahini i - co wicej - obudzioby
podejrzenia Bohuna. Helena prawdziwie bezpieczn przeciw jego
zamachom moga by dopiero w ubniach, gdy wic musiaa koniecznie
jeszcze do dugo w Rozogach pozostawa, najlepiej wypadao
Skrzetuskiemu odjecha, a za to z powrotem ju pod zason siy
wojskowej ksicej j zabra. Tak obrachowawszy kwapi si
namiestnik z wyjazdem i uatwiwszy wszystko, wziwszy listy i
instrukcje od ksicia, a pienidze na ekspedycj od skarbnika, dobrze
jeszcze przed noc puci si w drog majc z sob Rzdziana i
czterdziestu semenw z kozackiej ksicej chorgwi.
 128
 Rozdzia VII 
Byo to ju w drugiej poowie marca. Trawy puciy si bujno;
perekotypola zakwity, step zawrza yciem. Rankiem namiestnik, jadc
na czele swych ludzi, jecha jakby morzem, ktrego fal ruchliw bya
koysana wiatrem trawa. A wszdy peno wesooci i gosw wiosennych,
krzykw, wiergotu, pogwizdywa, klska, trzepotania skrzyde,
radosnego brzczenia owadw: step brzmicy jak lira, na ktrej gra rka
boa. Nad gowami jedcw jastrzbie tkwice nieruchomie w bkicie
na ksztat pozawieszanych krzyykw, trjkty dzikich gsi, sznury
urawiane; na ziemi gony zdziczaych tabunw: ot, leci stado koni
stepowych, wida je, jak por trawy piersi, id jak burza i staj jak
wryte otaczajc jedcw pkolem; grzywy ich rozwiane, chrapy
rozdte, oczy zdziwione! Rzekby: chc roztratowa nieproszonych
goci. Ale chwila jeszcze - i pierzchaj nagle, i nikn rwnie szybko, jak
przybiegy; jeno trawy szumi, jeno kwiaty migoc! Ttent ucich, znowu
sycha tylko granie ptactwa. Niby wesoo, a jaki smutek rd tej
radoci, niby gwarno, a pusto - o! a szeroko, a przestronno! Koniem nie
zgoni, myl nie zgoni... chyba te smutki, t pustosz, te stepy pokocha
i tskn dusz kry nad nimi, na ich mogiach spoczywa, gosu ich
sucha i odpowiada.
Ranek by. Wielkie krople byszczay na bylicach i burzanach, rzewe
powiewy wiatru suszyy ziemi, na ktrej po deszczach stay szerokie
kaue, jakoby jeziorka rozlane, w socu wiecce. Poczet
namiestnikowy posuwa si z wolna, bo trudno byo popieszy, gdy
konie zapaday czasem po kolana w mikkiej ziemi. Ale namiestnik mao
im dawa wytchnienia po wzgrkach mogilnych, bo pieszy zarazem
wita i egna. Jako drugiego dnia o poudniu, przejechawszy szmat
lasu, dojrza ju wiatraki w Rozogach rozrzucone po wzgrzach i
pobliskich mogiach. Serce mu bio jak motem. Nikt go si tam nie
spodziewa, nikt nie wie, e przyjedzie; co te ona powie, gdy go ujrzy?
O, oto ju i chaty pidsusidkw" poukrywane w modych sadach
winiowych; dalej wie rozrzucona dworzyszczowych, a jeszcze dalej
widnieje i uraw studzienny na dworskim majdanie. Namiestnik wspi
konia i kopn si cwaem, a za nim pocztowi; lecieli tak przez wie z
brzkiem i gwarem. Tu i owdzie chop wypad z chaty, popatrzy,
przeegna si: czorty, nie czorty? Tatary, nie Tatary? Boto tak pryska
spod kopyt, e i nie poznasz, kto leci. A oni tymczasem dolecieli do
majdanu i stanli przed bram zawart.
- Hej tam! kto yw, otwieraj!
Gwar, stukanie i ujadania psw wywoay ludzi ze dworu. Przypadli tedy
do bramy wystraszeni, mylc, e chyba najazd.
- Kto jedzie?
- Otwieraj!
- Kniaziw nie ma w domu.
- Otwieraje, pogaski synu! My od ksicia z ubniw.
Czelad poznaa wreszcie Skrzetuskiego.
- A, to wasza mio! Zaraz, zaraz!
Otworzono bram, a wtem i sama kniahini wysza przed sie i
przykrywszy oczy rk, patrzya na przybyych.
Skrzetuski zeskoczy z konia i zbliywszy si do niej rzek:
- Jejmo nie poznajesz mnie?
- Ach! to waszmo, panie namiestniku. Rozumiaam, e napad tatarski.
Kaniam i prosz do komnat.
- Dziwisz si zapewne wapani - rzek Skrzetuski, gdy weszli ju do
rodka - widzc mnie w Rozogach, a przeciem sowa nie zama, gdy to
sam ksi do Czehryna i dalej mnie posya. Kaza mi przy tym w
Rozogach si zatrzyma i o wasze zdrowie zapyta.
- Wdzicznam jego ksicej moci jako askawemu panu i
dobrodziejowi. Prdko nas myli z Rozogw rugowa?
- Nie myli on o tym wcale, gdy nie wie, e trzeba was rugowa, a ja
com powiedzia, to bdzie. Zostaniecie w Rozogach; mam ja swego
chleba dosy.
Usyszawszy to kniahini zaraz rozpogodzia si i rzeka:
- Siadaje waszmo i bd sobie rad, jakom ja ci rada.
- A kniaziwna zdrowa? gdzie jest?
- Wiem ci ja, e nie do mnie przyjecha, mj kawalerze. Zdrowa ona,
zdrowa; jeszcze dziewka od tych amorw potuciaa. Ale wraz ci jej
zawoam, a i sama si troch ogarn, bo mi wstyd tak goci przyjmowa.
Jako kniahini miaa na sobie sukni ze spowiaego cycu, kouch na
wierzchu i jaowicze buty na nogach.
W tej chwili jednak Helena, cho i nie woana, wbiega do komnaty, bo
si od Tatara Czechy dowiedziaa, kto przyjecha. Wbiegszy zdyszana i
krana jak winia, tchu prawie zapa nie moga i tylko oczy miay si jej
szczciem i weselem. Skrzetuski skoczy jej rce caowa, a gdy kniahini
dyskretnie wysza, caowa i usta, bo by czowiek porywczy. Ona te nie
bronia si bardzo, czujc, e niemoc opanowywa j ze zbytku szczcia i
radoci.
- A ja si wapana nie spodziewaam - szeptaa mruc swe liczne oczy -
ale ju tak nie cauj, bo nie przystoi.
- Jak nie mam caowa - odpowiedzia rycerz - gdy mi mid nie tak
sodki, jako usta twoje? Mylaem te, e ju mi uschn przyjdzie bez
ciebie, a mnie sam ksi tu wyprawi.
- To ksi wie?
- Powiedziaem mu wszystko. A on jeszcze rad by, na kniazia Wasyla
wspomniawszy. Ej, chyba ty mi co zadaa, dziewczyno, e ju i wiata
za tob nie widz!
- aska to boa takie zalepienie twoje.
- A pamitasz jeno ten omen, ktry rarg uczyni, gdy nam rce ku sobie
cign. Zna byo ju przeznaczenie.
- Pamitam...
- Jakem te od tsknoci chodzi w ubniach na Soonic, tom ci tak
prawie, jako yw, widywa, a com wycign rce, to nika. Ale mi
wicej nie umkniesz, gdy tak myl, e nic nam ju nie stanie na
wstrcie.
- Jeli co stanie, to nie wola moja.
- Powiedze mi jeszcze raz, e mnie miujesz.
Helena spucia oczy, ale odrzeka z powag i wyranie:
- Jako nikogo w wiecie.
- eby mnie kto zotem i dostojestwy obsypa, wolabym takie sowa
twoje, bo czuj, e prawd mwisz, cho sam nie wiem, czym na takowe
dobrodziejstwa od ciebie zarobi mogem.
- Bo mia lito dla mnie, bo mnie przygarn i ujmowa si za mn, i
takimi sowy do mnie mwi, jakich wprzdy nigdy nie syszaam.
Helena zamilka ze wzruszenia, a porucznik pocz na nowo caowa jej
rce.
- Pani mi bdziesz, nie on - rzek.
I przez chwil milczeli, tylko on wzroku z niej nie spuszcza chcc sobie
dugie niewidzenie nagrodzi. Wydaa mu si jeszcze pikniejsz ni
dawniej. Jako w tej ciemnawej wietlicy, w grze promieni sonecznych
rozamujcych si w tcz na szklanych gomkach okien, wygldaa jak
owe obrazy witych dziewic w mrocznych kocielnych kaplicach. A
jednoczenie bio od niej takie ciepo i ycie, tyle rozkosznych
niewiecich pont i urokw malowao si w twarzy i caej postaci, e
mona byo gow straci, rozkocha si na mier, a kocha na
wieczno.
- Od twojej gadkoci chyba mi olepn przyjdzie! - rzek namiestnik.
Biae zbki kniaziwny wesoo bysny w umiechu.
- Pewnie panna Anna Borzobohata ode mnie stokro gadsza!
- Tak jej do ciebie, jako wanie cynowej misie do miesica.
- A mnie im Rzdzian co innego powiada.
- Im Rzdzian wart w gb. Co mnie tam po onej pannie! Niech inne
pszczoy z tego kwiatu mid bior, a jest ich tam niemao.
Dalsz rozmow przerwao wejcie starego Czechy, ktren przyszed
wita namiestnika. Uwaa go on ju za swego przyszego pana, wic
kania mu si od proga, oddajc mu wschodnim obyczajem salamy.
- No, stary Czechy, wezm i ciebie z panienk. Ju te jej su do
mierci.
- Niedugo jej czeka, wasza mio, ale pki ycia, pty suby. Bg
jeden!
- Za jaki miesic, gdy z Siczy wrc, ruszymy do ubniw - rzek
namiestnik zwracajc si do Heleny - a tam ksidz Muchowiecki ze stu
czeka.
Helena przestraszya si:
- To ty na Sicz jedziesz?
- Ksi posya z listami. Ale si nie bj. Osoba posa i u pogan wita.
Ciebie za z kniahini wyprawibym cho zaraz do ubniw, jeno drogi
straszne. Sam widziaem - i koniem nie bardzo przejedzie.
- A dugo w Rozogach zostaniesz?
- Dzi jeszcze na wieczr do Czehryna ruszam. Prdzej poegnam,
prdzej powitam. Zreszt suba ksica: nie mj czas, nie moja wola.
- Prosz na posiek, jeli amorw i gruchania dosy - rzeka wchodzc
kniahini. - Ho! ho! policzki ma dziewczyna czerwone, snad nie
prnowae, panie kawalerze! No, ale si wam nie dziwi.
To rzekszy poklepaa askawie Helen po ramieniu i poszli na obiad.
Kniahini bya w doskonaym humorze. Bohuna odaowaa ju dawno, a
teraz wszystko skadao si tak dziki hojnoci namiestnika, e Rozogi
cum boris, lasis, graniciebus et coloniis" moga ju uwaa za swoje i
swoich synw.
A byy to przecie dobra niemae.
Namiestnik wypytywa o kniaziw, czy prdko wrc.
- Lada dzie si ju ich spodziewam. Gniewno im byo z pocztku na
wapana, ale potem, zwaywszy twoje postpki, bardzo ci jako
przyszego krewniaka polubili, bo prawi, e takiej fantazji kawalera
trudno ju w dzisiejszych mikkich czasach znale.
Po skoczonym obiedzie namiestnik z Helen wyszli do sadu
winiowego, ktry tu do fosy za majdanem przytyka. Sad by, jako
niegiem, wczesnym kwieciem obsypany, za sadem czerniaa dbrowa, w
ktrej kukaa kukuka.
- Na szczliw to nam wrb - rzek pan Skrzetuski - ale trzeba si
popyta.
I zwrciwszy si ku dbrowie pyta:
- Zazulu niebo, a ile lat bdziem y w stadle z t oto pann?
Kukuka pocza kuka i kuka. Naliczyli pidziesit i wicej.
- Daje tak, Boe!
- Zazule zawsze prawd mwi - zauwaya Helena.
- A kiedy tak, to jeszcze bd pyta! - rzek rozochocony namiestnik.
I pyta:
- Zazulu niebo, a sia mie bdziem chopczyskw?
Kukuka, jakby zamwiona, zaraz pocza odpowiada i wykukaa ni
mniej, ni wicej, jak dwanacie.
Pan Skrzetuski nie posiada si z radoci.
- Ot, starost zostan, jak mnie Bg miy! Syszaa wapanna? h?
- Zgoa nie syszaam - odpowiedziaa czerwona jak winia Helena nawet
nie wiem, o co pyta.
- To moe powtrzy?
- I tego nie trzeba.
Na takich rozmowach i zabawach zeszed im dzie jak sen. Wieczorem
nadesza chwila czuego, dugiego poegnania - i namiestnik ruszy ku
Czehrynowi.
 137
 Rozdzia VIII 
W Czehrynie zasta pan Skrzetuski starego Zawilichowskiego w wielkim
wzruszeniu i gorczce; wyglda on niecierpliwie ksicego posaca, bo
z Siczy coraz groniejsze dochodziy wieci. Nie ulegao ju wtpliwoci,
e Chmielnicki gotowa si zbrojn rk swoich krzywd i dawnych
kozackich przywilejw dochodzi. Zawilichowski mia o nim
wiadomoci, i w Krymie bawi u chana ebrzc pomocy tatarskiej, z
ktr ju lada dzie by w Siczy spodziewany. Gotowaa si tedy walna z
Niu do Rzeczypospolitej wyprawa, ktra przy pomocy tatarskiej moga
by zgubn. Burza rysowaa si coraz bliej, wyraniej, straszniej. Ju nie
guche, nieokrelone trwogi przebiegay Ukrain, ale po prostu pewno
rzezi i wojny. Hetman wielki, ktry z pocztku niewiele sobie z caej
sprawy robi, przysun si teraz z wojskiem do Czerkas; wysunite
placwki wojsk koronnych dochodziy a do Czehryna, a to gwnie, by
zbiegostwo powstrzyma. Kozacy bowiem grodowi i czer masami
poczli na Sicz ucieka. Szlachta kupia si po miastach. Mwiono, e
pospolite ruszenie ma by w poudniowych wojewdztwach ogoszone.
Niektrzy te i nie czekajc na wici odsyali ony i dzieci do zamkw, a
sami cignli pod Czerkasy. Nieszczsna Ukraina rozdzielia si na dwie
poowy: jedna pieszya na Sicz, druga do obozu koronnego; jedna
opowiadaa si przy istniejcym porzdku rzeczy, druga przy dzikiej
swobodzie; jedna pragna zachowa to, co byo owocem wiekowej
pracy, druga pragna jej owo dobro odj. Obie wkrtce miay bratnie
rce we wasnych wntrznociach ubroczy. Straszliwy zatarg, zanim
wyszuka sobie hase religijnych, ktre dla Niu obce byy zupenie,
zrywa si jako wojna socjalna.
Ale jakkolwiek czarne chmury skbiy si na widnokrgu ukraiskim,
jakkolwiek padaa od nich noc zowroga, jakkolwiek we wntrzu ich
kbio si i huczao, a grzmoty przewalay si z koca w koniec, ludzie
nie zdawali sobie jeszcze sprawy, do jakiego stopnia burza si rozpta.
Moe nie zdawa sobie z tego sprawy i sam Chmielnicki, ktry
tymczasem sa listy do pana krakowskiego, do komisarza kozackiego i do
chorego koronnego, pene skarg i biada, a zarazem zakl wiernoci
dla Wadysawa IV i Rzplitej. Chcia-li zyska na czasie, czy te
przypuszcza, e jaki ukad moe jeszcze koniec zatargowi pooy? -
rni rnie sdzili - dwch tylko ludzi nie udzio si ani przez jedn
godzin.
Ludmi tymi byli Zawilichowski i stary Barabasz.
Stary pukownik odebra rwnie list od Chmielnickiego. List by
szyderczy, grony i peen obelg. Zaczniemy z caym wojskiem
zaporoskim - pisa Chmielnicki - gorco prosi i apelowa, by stao si
zado onym przywilejom, ktre wasza mio u siebie taie. A e je tai
dla wasnych korzyci i poytkw, przeto cae wojsko zaporoskie czyni
ci godnym pukownikowa owcom albo winiom, nie ludziom. Ja za
prosz o przebaczenie waszej mioci, jeli w czym mu nie wygodziem w
ubogim domu moim w Czehrynie, na praniku w. Mikoaja - i em
odjecha na Zaporoe bez wiadomoci i pozwolenia."
- Patrzcie waszmociowie - mwi do Zawilichowskiego i Skrzetuskiego
Barabasz - jak to naigrawa si ze mnie, a przecie jam to go wojny uczy
i prawie ojcem mu byem.
- Zapowiada tedy, e z caym wojskiem zaporoskim upomina si o
przywileje bdzie - rzek Zawilichowski. - Wojna to jest po prostu
domowa, od wszystkich wojen straszniejsza.
Na to Skrzetuski:
- Widz, e mi si trzeba pieszy; dajcie mi waszmociowie listy do
tych, z ktrymi w komityw wej mi przyjdzie.
- Do atamana koszowego masz wa?
- Mam od samego ksicia.
- Dam ci tedy do jednego kurzeniowego, a im Barabasz ma tam te
krewniaka Barabasza; od nich dowiesz si wszystkiego. A kto wie, czy to
ju nie za pno na takow ekspedycj. Chce ksi wiedzie, co tam
naprawd sycha? - krtka odpowied: le sycha! A chce wiedzie,
czego si trzyma? - krtka rada: zebra jak najwicej wojska i z
hetmany si poczy.
- To pchnijcie do ksicia goca z odpowiedzi i rad - rzek pan
Skrzetuski. - Ja musz jecha, bom tam posan i decyzji ksicej
zmienia nie mog.
- A czy wiesz wa, e to okrutnie niebezpieczna wyprawa? - rzek
Zawilichowski. - Tu ju lud tak wzburzony, e osiedzie si trudno.
Gdyby nie blisko koronnego wojska, czer rzuciaby si na nas. A c
dopiero tam! Leziesz jakoby smokowi w gardo.
- Moci chory! Jonasz by ju w brzuchu wielorybim, nie w gardle, a za
pomoc bo wylaz zdrowo.
- Jed tedy. Chwal twoj rezolucj. Do Kudaku moesz wa dojecha
bezpiecznie, tam si rozpatrzysz, co ci dalej czyni przystoi. Grodzicki
stary onierz, on najlepsze da ci instrukcje. A do ksicia ja sam pewnie
rusz; jeli si mam bi na swoje stare lata, to wol pod nim ni pod kim
innym. Tymczasem bajdak albo dombaz i przewonikw dla waci
przygotuj, ktrzy ci do Kudaku zawioz.
Skrzetuski wyszed i uda si prosto do swojej kwatery na rynek, do
domu ksicia, by ostatnie do odjazdu poczyni przygotowania. Mimo
niebezpieczestw tej podry, o ktrych mu prawi Zawilichowski,
namiestnik nie bez pewnego ukontentowania myla o niej. Mia zobaczy
Dniepr w caej niemal dugoci, a do Niu, i porohy, a bya to dla
wczesnego rycerstwa ziemia jakby zaczarowana, tajemnicza, do ktrej
cign wszelki duch przygd chciwy. Niejeden cae ycie na Ukrainie
strawi, a nie mg si pochwali, by Sicz widzia - chyba eby chcia
zapisa si do bractwa, a do tego mniej ju midzy szlacht byo
ochotnikw. Czasy Samka Zborowskiego przeszy i nie miay wrci
wicej. Rozbrat midzy Sicz a Rzeczpospolit, ktry powsta za
czasw Nalewajki i Pawluka, nie tylko nie ustawa, ale zwiksza si
coraz bardziej i napyw na Sicz herbowego ludu, nie tylko polskiego, ale i
ruskiego, nie rnicego si od Niowcw ni mow, ni wiar, znacznie
by mniejszy. Tacy Buyhowie Kurcewicze niewielu znajdowali
naladowcw; w ogle na Ni do bractwa gnao teraz szlacht chyba
nieszczcie, banicja, sowem, winy do odpokutowania niepodobne.
Tote jaka tajemnica, nieprzenikniona jako mgy Dnieprowe, otoczya
drapien niow rzeczpospolit. Opowiadano o niej cuda, ktre pan
Skrzetuski wasnymi oczyma ciekaw by oglda.
Nie spodziewa si te, co prawda, stamtd nie wrci. Co pose, to
pose, zwaszcza od ksicia Jeremiego.
Tak rozmylajc wyglda przez okno ze swej kwatery na rynek.
Tymczasem upyna jedna godzina i druga, gdy nagle Skrzetuskiemu
wydao si, e spostrzega dwie jakie znane postacie zmierzajce ku
Dzwonieckiemu Ktowi, gdzie by sklep Woocha Dopua.
Przypatrzy si pilnie: by to pan Zagoba z Bohunem.
Szli trzymajc si pod rce i wkrtce znikli w ciemnych drzwiach, nad
ktrymi sterczaa wiecha oznaczajca szynk i winiarni.
Namiestnika zdziwia i bytno Bohuna w Czehrynie, i przyja jego z
panem Zagob.
- Rzdzian! sam tu! - zawoa na pachoka.
Pachoek ukaza si we drzwiach przylegej izby.
- Suchaj no, Rzdzian: pjdziesz do winiarni, ot, tam pod wiech;
znajdziesz tam grubego szlachcica z dziur w czele i powiesz mu, e kto,
co ma piln do niego spraw, chce go widzie. A jeliby pyta kto, nie
mw.
Rzdzian skoczy i po niejakim czasie namiestnik ujrza go wracajcego w
towarzystwie pana Zagoby.
- Witaj waszmo! - rzek pan Skrzetuski, gdy szlachcic ukaza si we
drzwiach izby. - Czy mnie sobie przypominasz?
- Czy sobie przypominam? Nieche mnie Tatarzy na j przetopi i
wiece ze mnie do meczetw porobi, jelim zapomnia! Wa to kilka
miesicy temu otworzye drzwi u Dopua Czapliskim, co mnie
szczeglnie do smaku przypado, gdy takim samym sposobem
uwolniem si raz z wizienia w Stambule. A co porabia pan Powsinoga
herbu Zerwipludry razem ze swoj innocencj i mieczem? Czy zawsze
mu wrble na gowie siadaj biorc go za usche drzewo?
- Pan Podbipita zdrw i kaza si kania waszmoci.
- Wielce to jest bogaty szlachcic, ale srodze gupi. Jeli zetnie takie trzy
gowy, jak jego wasna, to mu to uczyni dopiero ptorej, bo zetnie trzech
pgwkw. Tfu! jakie gorco, cho to dopiero marzec! Jzyk w gardle
zasycha.
- Mam ja trojniak bardzo przedni, moe wa kusztyczek pozwoli?
- Kiep odmawia, gdy nie kiep prosi. Wanie mi cyrulik mid pi zaleci,
eby mi melancholi od gowy odcigno. Cikie bo to czasy na
szlacht si zbliaj: dies irae et calamitatis. Czapliski zdech ze
strachu, do Dopua nie chodzi, bo tam starszyzna kozacka pije. Ja jeden
stawiam mnie czoo niebezpieczestwom i dotrzymuj onym
pukownikom kompanii, cho ich pukownictwo dziegciem mierdzi.
Dobry mid!... istotnie bardzo przedni. Skd go wa masz?
- Z ubniw. To duo starszyzny tu jest?
- Kogo tu nie ma! Fedor Jakubowicz jest, stary Filon Dziedziaa jest,
Daniel Neczaj jest, a z nimi ich oczko w gowie Bohun, ktry sta mi si
przyjacielem od czasu, jakem go przepi i obiecaem go adoptowa.
Wszyscy oni mierdz teraz w Czehrynie i patrz, w ktr stron si
obrci, bo nie mi jeszcze otwarcie przy Chmielnickim si opowiedzie.
Ale jeli si nie opowiedz, to bdzie moja zasuga.
- A to jakim sposobem?
- Bo pijc z nimi, dla Rzeczypospolitej ich kaptuj i do wiernoci
namawiam. Jeli krl nie da mnie za to starostwa, to wierzaj wapan, nie
ma justycji w tej Rzeczypospolitej ani rekompensy dla zasug i lepiej
pono kury sadza ni gow pro publico bono naraa.
- Lepiej by wapan naraa bijc si z nimi, ale widzi mi si, e pienidze
tylko prno wyrzucasz na traktamenty, bo t drog ich nie skaptujesz.
- Ja pienidze wyrzucam? Za kogo mnie waszmo masz? To nie do,
e pospolituj si z chamami, ebym jeszcze za nich mia paci? Za
fawor to uwaam, e im pozwalam paci za siebie.
- A we Bohun co tu porabia?
- On? Nadstawia ucha, co od Siczy sycha, jak i inni. Po to tu przyby.
To kochanek wszystkich Kozakw. Wdzicz si oni do niego na ksztat
mapw, bo to jest pewna, e perejasawski puk za nim, nie za obod
pjdzie. A kto wie take, za kim regestrowi Krzeczowskiego pocign?
Brat Bohun Niowcom, jak trzeba i na Turka lub Tatara, ale teraz
bardzo kalkuluje, bo mi po pijanemu wyzna, i si w szlachciance kocha
i chce si z ni eni, przeto nie wypada mu w wigili lubu z chopy si
brata. To on chce, bym go adoptowa i do herbu przypuci... Bardzo
przedni ten waszmociw trojniak!
- Wypije wa jeszcze.
- Wypij, wypij. Nie pod wiechami to taki trojniak przedaj.
- Nie pytae si te wasze, jak si nazywa owa szlachcianka, z ktr
Bohun chce si eni?
- Mospanie, a co mnie obchodzi jej nazwisko? Wiem tylko, e jak
Bohunowi rogi przyprawi, to si bdzie nazywa pani jeleniowa.
Namiestnik uczu nagle wielk ochot trzepn w ucho pana Zagob, ten
za nie spostrzegszy si na niczym mwi dalej:
- Za modych lat by ze mnie gadysz nie lada. ebym tylko waci
opowiedzia, za co palm w Galacie otrzymaem ! Widzisz t dziur na
moim czele? Do, gdy ci powiem, e mi j rzezacy w seraju
tamecznego baszy wybili.
- A mwie, e kula rozbjnicka?
- Mwiem? Tom dobrze mwi! Kady Turczyn rozbjnik - tak mnie
Panie Boe dopom!
Dalsz rozmow przerwao wejcie Zawilichowskiego.
- No, moci namiestniku - rzek stary chory - bajdaki gotowe,
przewonikw masz ludzi pewnych: ruszaje w imi boe, choby i
zaraz. A oto listy.
- To ka ludziom zaraz rusza na brzeg.
- A gdzie wa si wybierasz? - spyta pan Zagoba.
- Do Kudaku.
- Gorco tam ci bdzie.
Ale namiestnik nie sysza ju przepowiedni, bo wyszed z izby na
podwrzec, gdzie przy koniach stali semenowie prawie ju gotowi do
podry.
- Na ko i na brzeg! - zakomenderowa pan Skrzetuski. - Konie
wprowadzi na statki i czeka na mnie!
Tymczasem w izbie stary chory rzek do Zagoby:
- Syszaem, e podobno wa teraz pukownikom kozackim dworujesz i
z nimi pijesz.
- Pro publico bono, moci chory.
- Obrotny masz wa dowcip i podobno od wstydu wikszy. Chcesz
sobie Kozakw in poculis skonwinkowa, by przyjacimi ci byli w razie
zwycistwa.
- Chobym te, bdc mczennikiem tureckim, nie chcia zosta i
kozackim, nie byoby nic dziwnego, bo dwa grzyby mog najlepszy
barszcz popsowa. A co do wstydu, nikogo nie zapraszam, by go pi ze
mn - sam go wypij, i da Bg, e mi nie bdzie gorzej od tego miodu
smakowa. Zasuga jako olej musi na wierzch wypyn.
W tej chwili wrci Skrzetuski.
- Ludzie ju ruszaj - rzek.
Zawilichowski nala miark:
- Za szczliw podr!
- I zdrowy powrt! - doda pan Zagoba.
- Bdzie si wam dobrze jechao, bo woda ogromna.
- Siadajcie waszmociowie, wypijem reszt. Niewielki to antaek.
Siedli i pili.
- Ciekawy kraj wa zobaczysz - mwi Zawilichowski. -A kaniaj si
panu Grodzickiemu w Kudaku! Ej, onierz to, onierz! Na kocu wiata
siedzi, daleko od hetmaskich oczu, a porzdek u niego taki, e daj Boe
w caej Rzeczypospolitej podobny. Znam ja dobrze Kudak i porohy. Za
dawnych lat czciej si tam jedzio - i a duszy smutno; gdy si
pomyli, e to przeszo, mino, a teraz...
Tu chory wspar mleczn gow na rku i zaduma si gboko. Nastaa
chwila ciszy, sycha byo tylko tupot koski w bramie, bo ostatek ludzi
pana Skrzetuskiego wyjeda na brzeg ku bajdakom.
- Mj Boe! - mwi ocknwszy si z zadumy Zawilichowski - a jednak
dawniej, cho i wrd rozterkw, lepsze byway czasy. Ot, pamitam jak
dzi, pod Chocimiem, dwadziecia siedem lat temu! Gdy husaria sza pod
Lubomirskim do ataku na janczarw, to moojcy w swoim okopie rzucali
czapki w gr i krzyczeli, a ziemia draa, do Sahajdacznego: Puskaj,
bat'ku, z Lachami umiraty!" A dzi co? Dzi Ni, ktry winien by
przedmurzem chrzecijastwa, puszcza Tatarw w granice
Rzeczypospolitej, by si na nich rzuci dopiero wtedy, gdy z upem bd
wracali. Dzi gorzej: bo oto Chmielnicki czy si wprost z Tatary, z
ktrymi chrzecijan bdzie do kompanii mordowa...
- Wypijmy na ten smutek! - przerwa Zagoba. - Co to za trojniak!
- Daje, Boe, jak najprdzej mogi, by na wojn domow nie patrzy -
mwi dalej stary chory. - Wsplne winy maj si we krwi obmywa,
ale nie bdzie to krew odkupienia, bo tu i brat bdzie mordowa. Kto na
Niu? Rusini. A kto w wojsku ksicia Jaremy? Kto w pocztach paskich?
Rusini. A mao ich w obozie koronnym? A ja sam kto taki? Hej,
nieszczsna Ukraino, krymscy poganie wo ci acuch na szyj i na
galerach tureckich wiosowa bdziesz!
- Nie biadajcie tak, moci chory! - rzecze pan Skrzetuski - bo ju
chyba lozy z oczu nam pjd. Moe te jeszcze pogodne soce nam
zawieci!
Ale soce zachodzio wanie, a ostatnie jego promienie paday
czerwonym blaskiem na biae wosy chorego.
W miecie dzwoniono na Anio Paski" i na pochwalni.
Wyszli. Pan Skrzetuski poszed do kocioa, pan Zawilichowski do
cerkwi, a pan Zagoba do Dopua w Dzwoniecki Kt.
Ciemno ju byo, gdy si znowu zeszli nad brzegiem Taminowej
przystani. Ludzie pana Skrzetuskiego siedzieli ju w bajdakach.
Przewonicy wnosili jeszcze adunki. Zimny wiatr cign od pobliskiego
ujcia do Dniepru i noc obiecywaa by niezbyt pogodna. Przy wietle
ognia palcego si nad brzegiem woda rzeki poyskiwaa krwawo i
zdawaa si z niezmiern chyoci ucieka gdzie w nieznan ciemno.
- No, szczliwej drogi! - mwi chory ciskajc serdecznie do
modzieca. - A pilnuj si wa!
- Nie zaniecham niczego. Bg da, e niedugo si zobaczymy.
- Chyba w ubniach albo w obozie ksicym.
- To waszmo ju koniecznie do ksicia?
Zawilichowski podnis ramiona w gr:
- A co mnie? Kiedy wojna, to wojna!
- Zostawaje waszmo w dobrym zdrowiu, moci chory.
- Nieche ci Bg strzee!
- Vive valeque! - woa Zagoba. - A jeli woda a do Stambuu waci
zaniesie, to kaniaj si sutanowi. Albo te: jecha go sk!... Bardzo to
zacny by trojniak!... Brr! jak tu zimno!
- Do widziska!
- Do obaczyska !
- Niech Bg prowadzi!
Zaskrzypiay wiosa i plusny o wod, bajdaki popyny. Ogie palcy
si na brzegu pocz oddala si szybko. Przez dugi czas Skrzetuski
widzia jeszcze sdziw posta chorego owiecon pomieniem stosu i
jaki smutek cisn mu nagle serce. Niesie go ta woda, niesie, ale oddala
od serc yczliwych i od ukochanej, od krain znanych; niesie go
nieubaganie jak przeznaczenie, ale w dzikie strony, w ciemno...
Wypynli z ujcia Taminowego na Dniepr.
Wiatr wista, wiosa wydaway plusk jednostajny a smutny. Przewonicy
poczli piewa:
Oj, to te pili, pilili,
Ne tumany ustawali
Skrzetuski obwin si w burk i pooy na posaniu, ktre umocili dla
niego onierze. Pocz myle o Helenie, o tym, e ona dotd nie w
ubniach, e Bohun zosta, a on odjeda. Obawa, ze przeczucia, troski
obsiady go jak kruki. Pocz mocowa si z nimi, a si znuy, myli
mu si mciy, zmieszay jako dziwnie z powistem wiatru, z pluskiem
wiose, z pieniami rybakw - i usn.
 150
 Rozdzia IX 
Nazajutrz zbudzi si wiey, zdrw i z weselsz myl. Pogoda bya
cudna.Szeroko rozlane wody marszczyy si w drobne zmarszczki od
lekkiegoi ciepego powiewu.
Brzegi byy w tumanie i zleway si z paszczyzn wd w jedn
nieprzejrzan rwnin. Rzdzian, zbudziwszy si i przetarszy oczy, a
si przestraszy. Spojrza zdziwionymi oczyma dookoa, a nie widzc
nigdzie brzegu rzek:
- O dla Boga! mj jegomo, to my ju chyba na morzu jestemy...
- Rzeka to tak potna, nie morze - odpowiedzia Skrzetuski - a brzegi
obaczysz, gdy mga opadnie.
- Myl, e niedugo ju nam i na Turecczyzn wdrowa przyjdzie.
- Powdrujemy, jeli nam ka; widzisz zreszt, e nie sami pyniemy.
Jako w promieniu oka wida byo kilkanacie bajdakw, dombaz, czyli
tumbasw, i wskich czarnych czen kozackich obszytych sitowiem, a
zwanych pospolicie czajkami. Jedne z tych statkw pyny z wod
unoszone bystrym prdem, inne piy si pracowicie w gr rzeki,
wspomagane wiosami i aglem. Wiozy one ryb, wosk, sl i suszone
winie do miast brzegowych lub te wracay z okolic zamieszkaych
obadowane zapasami ywnoci dla Kudaku i towarem, ktry chtny
znajdowa pokup na Kramnym Bazarze w Siczy. Brzegi Dnieprowe byy
ju od ujcia Pszoy zupen pustyni, na ktrej gdzieniegdzie tylko
bielay kozackie zimowniki, ale rzeka stanowia gociniec czcy Sicz z
reszt wiata, wic te i ruch bywa na niej do znaczny, zwaszcza gdy
przybr wody uatwia eglug i gdy nawet porohy prcz Nienasytca
staway si dla statkw idcych w d rzeki moliwe do przebycia.
Namiestnik przypatrywa si z ciekawoci temu yciu rzecznemu, a
tymczasem bajdaki jego mkny szybko ku Kudakowi. Mga opada,
brzegi zarysoway si wyranie. Nad gowami pyncych ulatyway
miliony ptactwa wodnego, pelikanw, dzikich gsi, urawi, kaczek i
czajek, kulonw i rybitew; w oczeretach przybrzenych sycha byo taki
gwar, takie kotowanie si wody i szum skrzyde, e rzekby, i
odbywaj si tam sejmy lub wojny ptasie.
Brzegi za Krzemieczugiem stay si nisze i otwarte.
- Patrz no jegomo! - wykrzykn nagle Rzdzian - dy to niby to soce
piecze, a nieg ley na polach.
Skrzetuski spojrza: istotnie, jak okiem signa, jaki biay pokad
byszcza w promieniach soca po obu stronach rzeki.
- Hej, starszy! a co to si tam bieli? - spyta retmana.
- Wiszni, pane! - odpowiedzia starszy.
Byy to istotnie lasy winiowe zoone z karowatych drzew, ktrymi oba
brzegi szeroko byy za ujciem Pszoy poronite. Owoc ich, sodki i
wielki, dostarcza jesieni poywienia ptactwu, zwierztom i ludziom
zbkanym w pustyni, a zarazem stanowi przedmiot handlu, ktry
woono bajdakami a do Kijowa i dalej. Teraz lasy osypane byy
kwieciem. Gdy zbliyli si do brzegu, by ludziom wiosujcym da
wypoczynek, namiestnik z Rzdzianem wysiedli chcc si bliej owym
gajom przypatrzy. Ogarn ich tak upajajcy zapach, i zaledwie mogli
oddycha. Mnstwo patkw leao ju na ziemi. Miejscami drzewka
stanowiy gszcz nieprzenikniony. Midzy winiami rosy take obficie
dzikie karowate migday, okryte kwieciem rowym, wydajcym jeszcze
silniejszy zapach. Miliony trzmielw, pszcz i barwnych motylw
unosiy si nad owym pstrym morzem kwiatw, ktrego koca nie mona
byo dojrze.
- Cuda to, panie, cuda! - mwi Rzdzian. - I czemu tu ludzie nie
mieszkaj? Zwierza tu take widz dostatek.
Jako midzy krzakami winiowymi smykay zajce szare, biae i
niezliczone stada wielkich bkitnonogich przepirek, ktrych kilka
Rzdzian z guldynki ustrzeli, ale ku wielkiemu umartwieniu dowiedzia
si potem od starszego", e miso ich jest trucizn.
Na mikkiej ziemi wida te byo lady jeleni i suhakw, a z dala
dochodziy odgosy podobne do rechtania dzikich wi.
Podrnicy napatrzywszy si i odpoczwszy ruszyli dalej. Brzegi to
wznosiy si, to staway si paskie odkrywajc widok na liczne
dbrowy, lasy, uroczyska, mogiy i rozoyste stepy. Okolica wydawaa
si tak przepyszn, e Skrzetuski mimo woli powtarza sobie pytanie
Rzdziana: czemu tu ludzie nie mieszkaj? Ale na to trzeba byo, by jaki
drugi Jeremi Winiowiecki obj te pustynie; urzdzi i broni od napadw
Tatarw i Niowych.Miejscami rzeka tworzya achy, zakrty, zalewaa
jary, bia spienion fal o skay brzene i wypeniaa wod ciemne jaskinie
skalne. W takich to jaskiniach i zakrtach byway kryjwki i schowania
kozacze. Ujcia rzek, pokryte lasem sitowia, oczeretw i szuwarw, a
czerniy si od mnogoci ptactwa, sowem: wiat dziki, przepacisty,
miejscami zapady a pusty i tajemniczy roztoczy si przed oczyma
naszych wdrowcw.
egluga staa si przykr, bo z powodu ciepego dnia pokazyway si roje
zjadliwych komarw i rozmaitych nie znanych na suchym stepie
insektw, a niektre z nich, na palec grube, ciurkiem krew po ukszeniu
puszczay.
Wieczorem przybyli do wyspy Romanwki, ktrej ognie z daleka byo
wida, i zatrzymali si na nocleg. Rybacy, ktrzy przybiegli popatrzy na
poczet namiestnika, mieli koszule, twarz i rce cakiem pomazane
dziegciem dla obrony od uksze. Byli to ludzie grubych obyczajw i
dzicy; na wiosn zjedali si tu tumnie dla poowu i wdzenia ryb, ktre
potem rozwozili do Czehryna, Czerkas, Perejasawia i Kijowa. Rzemioso
ich byo trudne, ale zyskowne z powodu obfitoci ryb, ktre latem
staway si nawet klsk tych okolic, zdychajc bowiem dla braku wody
po achach i tak zwanych cichych ktach", zaraay zgnilizn powietrze.
Dowiedzia si od rybakw namiestnik, e wszyscy Niowcy, ktrzy
rwnie zajmowali si tu poowem, od kilku dni opucili wysp i udali si
na Ni, wezwani przez atamana koszowego. Co noc te widywano z
wyspy ognie, ktre palili na stepie zbiegowie na Sicz podajcy. Rybacy
wiedzieli, e gotuje si wyprawa na Lachiw", i wcale nie ukrywali si z
tym przed namiestnikiem. Widzia tedy pan Skrzetuski, e jego
ekspedycja moe istotnie jest spnion; moe, nim dojedzie do Siczy,
puki moojcw rusz ju na pnoc, ale kazano mu jecha, wic, jako
prawy onierz, nie rozumowa i postanowi dotrze choby w rodek
zaporoskiego obozu.
Nazajutrz rano wyruszyli w dalsz drog. Pominli cudny Tareski Rg,
Such Gr i Koski Ostrg sawny ze swoich bagien i mnstwa gadzin,
ktre go niezdatnym do mieszkania czyniy. Wszystko tu ju, i dziko
okolicy, i zwikszony pd wd, zwiastowao blisko porohw. A
wreszcie wiea kudacka zarysowaa si na widnokrgu - pierwsza cz
podry bya skoczona.
Namiestnik jednak nie dosta si tego wieczora do zamku, bo pan
Grodzicki zaprowadzi taki porzdek, e gdy przed zachodem soca
wybito haso, nie wpuszczano nikogo z zamku i do zamku i gdyby nawet
sam krl przyjecha, musiaby nocowa w Sobdce stojcej pod waami
fortecy.
Tak te uczyni i namiestnik. Nocleg to by niezbyt wygodny, bo chaty w
Sobdce, ktrych znajdowao si ze szedziesit, ulepione z gliny, tak
byy szczupe, i do niektrych okrakiem trzeba byo wazi. Innych te
nie opacio si budowa, bo je forteca za kadym napadem tatarskim w
perzyn obracaa, a to dlatego, by nie daway napastnikom zasony i
bezpiecznego do waw przystpu. Mieszkali w onej Sobdce ludzie
zachozi", to jest przybdowie z Polski, Rusi, Krymu i Wooszy. Kaden
tu by niemal innej wiary, ale tam o to nikt nie pyta. Gruntw nie
wyrabiali dla niebezpieczestwa od ordy, ywili si ryb i zboem
dostawianym z Ukrainy, pili palank z prosa, a trudnili si rzemiosami,
dla ktrych w zamku ich ceniono.
Namiestnik oka prawie zmruy nie mg dla nieznonego zapachu
koskich skr, z ktrych rzemienie w Sobdce wyprawiano. Nazajutrz
witaniem, jak tylko wydzwoniono i na trbach wygrano rozbudzenie",
da zna do zamku, i pose ksicy przyby i prosi o przyjcie.
Grodzicki, ktry wieo mia w pamici wizyt ksic, sam na jego
spotkanie wyszed. By to czowiek pidziesicioletni, jednooki jak
cyklop i pospny, bo siedzc w pustyni na kocu wiata i nie widujc
ludzi zdzicza, a sprawujc nieograniczon wadz nabra powagi i
surowoci. Twarz mu przy tym zeszpecia ospa, a ozdobiy nacicia
szabel i blizny od strza tatarskich, podobne do biaych pitn na ciemnej
skrze. By to jednak onierz szczery, czujny jak uraw, ktry
ustawicznie oczy mia w stron Tatarw i Kozakw wytone. Pija tylko
wod, nie sypia, jak siedm godzin na dob, czstokro zrywa si w
nocy, by obaczy, czy strae dobrze waw pilnuj, i za najmniejsze
niedbalstwo porywa na mier onierzy. Dla Kozakw wyrozumiay,
cho grony, zyska sobie ich szacunek. Gdy zim godno bywao na
Siczy, zboem ich wspomaga. By to Rusin pokroju tych, ktrzy swego
czasu z Przecawem Lanckoroskim i Samkiem Zborowskim w stepy
chodzili.
- To tedy waszmo na Sicz jedziesz? - pyta Skrzetuskiego
wprowadziwszy go poprzednio do zamku i uczstowawszy gocinnie.
- Na Sicz. Jakie waszmo, moci komendancie, masz stamtd nowiny?
- Wojna! Ataman koszowy ze wszystkich ugw, rzeczek i wysp ciga
Kozakw. Zbiegi z Ukrainy id, ktrym przeszkadzam, jak mog.
Wojska tam ju jest na trzydzieci tysicy albo i wicej. Gdy na Ukrain
rusz, gdy si z nimi grodowi Kozacy i czer pocz, bdzie ich sto
tysicy.
- A Chmielnicki?
- Lada dzie z Krymu z Tatarami spodziewany. Moe ju jest; prawd
rzec, niepotrzebnie waszmo do Siczy chcesz jecha, bo wkrtce tu ich
si doczekasz; e za Kudaku nie min ani go za sob nie zostawi, to
pewna.
- A obronisz si waszmo?
Grodzicki popatrzy na namiestnika pospnie i odrzek dobitnym,
spokojnym gosem:
- A ja si nie obroni...
- Jak to?
- Bo prochw nie mam. Mao dwadziecia czen posaem, by mi cho
troch przysano - i nie przysano. Nie wiem-li: przyjto gocw - czy
sami nie maj - wiem, e dotd nie przysano. Mam na dwa tygodnie - na
duej nie. Gdybym mia dosy, pierwej bym Kudak i siebie w powietrze
wysadzi, nimby tu noga kozacza postaa. Kazano mi tu lee - le,
kazano czuwa - czuwam, kazano zby wyszczerza - wyszczerzam, a
gdy zgin przyjdzie - raz maty rodya - i to potrafi.
- A same waszmo nie moesz prochw robi?
- Od dwch ju miesicy Zaporocy saletry mi nie puszczaj, ktr od
Czarnego Morza przywozi trzeba. Wszystko jedno. Zgin!
- Uczy si nam od was, starych onierzw. A gdyby sam waszmo po
prochy ruszy?
- Mosanie, ja Kudaku nie zostawi i zostawi nie mog; tu mi byo ycie,
tu niech mier bdzie. Wa nie myl take, e na bankiety i wspaniae
recepcje jedziesz, jakimi gdzie indziej posw witaj, albo e ci tam
godno poselska osoni. To oni wasnych atamanw morduj i od
czasu, jak tu siedz, nie pamitam, by ktry sczez swoj mierci.
Zginiesz i ty.
Skrzetuski milcza.
- Widz, e duch w wapanu ganie. To lepiej nie jed.
- Mj moci komendancie - rzek na to z gniewem namiestnik wymyle
co lepszego, by mnie przestraszy, bo to, co mi powiadasz, juem sysza
z dziesi razy, a kiedy mi radzisz nie jecha, to widz, sam by na moim
miejscu nie jecha - zwa przeto, czy ci nie tylko prochw, ale i fantazji
do obrony Kudaku nie zabraknie.
Grodzicki, zamiast si rozgniewa, spojrza janiej na namiestnika.
- Zubastaja szczuka! - mrukn po rusisku. - Przebacz mi waszmo. Z
odpowiedzi twojej miarkuj, e potrafisz dignitatem ksicia i stanu
szlacheckiego utrzyma. Dam ci tedy par czajek, bo bajdakami porohw
nie przejedziesz.
- O to te przybyem prosi waszmoci.
- Koo Nienasytca kaesz je ldem cign, bo cho woda dua, ale tam
nigdy przejecha nie mona. Ledwie si jakie mae czenko przemknie.
A gdy ju bdziesz na niskich wodach, tedy si pilnuj, by ci nie
zaskoczono, i pamitaj, e elazo a ow od sw wymowniejsze. Tam
tylko miaych ludzi ceni. Czajki bd na jutro gotowe, ka tylko drugie
rudle poprzyprawia, bo jednego na porohach mao.
To rzekszy Grodzicki wyprowadzi z izby namiestnika, by mu zamek i
jego porzdki pokaza. Wszdy panowa wzorowy ad i karno. Strae
dniem i noc gsto czuway na waach, ktre jecy tatarscy musieli bez
przestanku wzmacnia i poprawia.
- Co rok na okie wyej wau sypi - rzek pan Grodzicki - tote tak ju
urs, e gdybym mia prochw dostatek i we sto tysicy nic by mi nie
zrobili; ale bez strzelby nie obroni, gdy przemoc przyjdzie.
Forteca bya istotnie nie do zdobycia, bo prcz armat broniy jej
Dnieprowe przepacie i niedostpne skay pionowo zeskakujce w wod;
nie potrzebowaa nawet wielkiej zaogi. Tote w zamku nie stao wicej
nad szeset ludzi, ale za to co najprzebraszego onierza, uzbrojonego
w muszkiety i samopay. Dniepr, pync w tym miejscu cinitym
korytem, tak by wski, e rzucona z waw strzaa przelatywaa daleko
na drugi brzeg. Dziaa zamkowe panoway nad oboma brzegami i nad
ca okolic. Prcz tego o p mili od zamku staa wysoka wiea, z ktrej
om mil wokoo wida byo, a w niej stu onierzy, do ktrych pan
Grodzicki kadego dnia zaglda. Ci, spostrzegszy w okolicy lud jaki,
dawali natychmiast zna do zamku, a wwczas bito w dzwony i caa
zaoga wnet stawaa pod broni.
- Prawie tygodnia nie ma - mwi pan Grodzicki - bez jakowego alarmu,
bo Tatarzy jak wilki stadami czsto po kilka tysicy tu si wcz,
ktrych z dzia strychujemy jak mona, a czstokro tabuny dzikich koni
strae bior za Tatarw.
- I nie przykrzy si waszmoci siedzie na takim bezludziu? - pyta pan
Skrzetuski.
- Choby mi te na pokojach krlewskich miejsce dano, to bym tu wola.
Wicej ja std wiata widz nieli krl ze swego okna w Warszawie.
Jako istotnie zwaw wida byo niezmiern przestrze stepw, ktre
teraz wydaway si jednym morzem zielonoci; na pnoc ujcie Samary,
a na poudnie cay bieg Dnieprowy, skay, przepacie, lasy, a do pian
drugiego porohu, Surskiego.
Pod wieczr zwiedzili jeszcze wie, gdy Skrzetuski pierwszy raz
widzc t zaginion w stepach fortec wszystkiego by ciekawy.
Tymczasem przygotowywano dla niego w Sobdce czajki, ktre
opatrzone rudlami po obu kocach, staway si zwrotniejsze. Nazajutrz
rankiem mia wyruszy. Ale przez noc nie kad si prawie wcale spa
rozmylajc, co mu czyni przystoi wobec niechybnej zguby, ktr mu
grozio posowanie do straszliwej Siczy. ycie umiechao mu si
wprawdzie, bo by mody i kocha, i mia y obok ukochanej; wszelako
od ycia wicej honor i saw kocha. Ale przyszo mu do gowy, e
wojna bliska, e Helena czekajc na niego w Rozogach moe by
ogarnita najokropniejszym poarem, wystawiona na zapdy nie tylko
Bohuna, ale rozptanej i dzikiej czerni, wic dusz porywaa rnu trwoga o
ni i bl. Stepy musiay ju podeschn, mona by ju pewno do
ubniw z Rozogw jecha, a tymczasem on sam kaza Helenie i
kniahini na swj powrt czeka, bo nie spodziewa si, by burza moga
wybuchn tak prdko, nie wiedzia, czym grozi jazda do Siczy. Chodzi
wic teraz szybkimi kroki po zamkowej izbie, brod targa i rce ama.
Co mia pocz? jak postpi? W myli widzia ju Rozogi w ogniu,
otoczone wyjc czerni, wicej do szatanw ni do ludzi podobn.
Wasne jego kroki odbijay si pospnym echem pod sklepieniem
zamkowym, a jemu wydao si, e to ju ze moce po Helen id. Na
waach trbiono gaszenie wiate, a jemu zdawao si, e to odgos
Bohunowego rogu, i zbami zgrzyta, i za gowni szabli ima. Ach!
czemu to on napar si tej ekspedycji i Bychowca jej pozbawi!
Zauway t alternacj pana Rzdzian picy w progu, wic wsta, oczy
przetar, objani pochodnie palce si w elaznych obrczach i pocz
krci si po komnacie chcc zwrci uwag pana.
Ale namiestnik uton cakowicie w swoich bolesnych mylach i chodzi
dalej, budzc krokami upione echa.
- Jegomo! hej, jegomo!... - rzek Rzdzian.
Skrzetuski popatrzy na niego szklanym wzrokiem. Nagle zbudzi si z
zamylenia.
- Rzdzian, boisz ty si mierci? - spyta.
- Kogo? jak to mierci? co jegomo mwi?
- Bo kto na Sicz jedzie, ten nie wraca.
- A to czemu jegomo jedzie?
- Moja wola, ty si w to nie wtrcaj, ale ciebie mi al, bo dzieciuch, a
chociae frant, tam si frantostwem nie wykrcisz. Wracaj do Czehryna,
a potem do ubniw.
Rzdzian zacz si drapa w gow.
- Mj jegomo, juci, mierci si boj, bo kto by si jej nie ba, to by si
Boga nie ba, gdy jego to wola ywi kogo albo umorzy; ale skoro
jegomo dobrowolnie na mier leziesz, to ju jegomocin bdzie
grzech, jako pana, nie mj, jako sugi, przeto ja jegomoci nie opuszcz,
bom te nie chop aden, jeno szlachcic, cho ubogi, ale te nie bez
ambicji.
- Wiedziaem, e dobry pachoek, powiem ci jednak: nie chcesz po
dobrej woli jecha, pojedziesz z rozkazu, bo ju inaczej nie moe by.
- Choby mnie jegomo zabi, nie pojad. Co to jegomo sobie myli,
em jest Judasz jaki czy co, ebym jegomoci mia na mier wydawa?
Tu Rzdzian podnis rce do oczu i pocz bucze gono, widzia wic
pan Skrzetuski, e t drog do niego nie trafi, a rozkazywa gronie nie
chcia, bo mu byo chopca al.
- Suchaj - rzek do niego - pomocy mi adnej nie dasz, ja przecie take
dobrowolnie gowy pod miecz ka nie bd, a do Rozogw listy
zawieziesz, na ktrych mnie wicej jak na samym ywocie zaley.
Powiesz tam jejmoci i kniaziom, by zaraz, bez najmniejszej zwoki,
panienk do ubniw odwieli, bo ich inaczej rebelia zaskoczy - sam te
dopilnujesz, by si to stao. Wan ci funkcj powierzam, przyjaciela
godn, nie sugi.
- To niech jegomo kogo innego wyszle; z listem kady pojedzie.
- A kogo ja tu mam zaufanego? czy zgupia! To ci powtarzam: uratuj mi
po dwakro ycie, a jeszcze mi takowej przysugi nie oddasz, gdy w
mce yj mylc, co moe si sta, i od boleci skra na mnie potnieje.
- O dla Boga! widz, e musz jecha, ale mi tak jegomoci al, e
choby mi jegomo ten kropiasty pas darowa, zgoa bym si nie
pocieszy.
- Bdziesz pas mia, jeno spraw si dobrze.
- Nie chc ja i pasa, byle mi jegomo jecha z sob dozwoli.
- Jutro wrcisz czajk, ktr pan Grodzicki do Czehryna wysya, dalej
bez zwoki ni odpoczynku ruszysz prosto do Rozogw. Tam kniahini nic
nie mw, czy mi co grozi, ani panience, pro tylko, by zaraz, choby
konno, do ubniw jechay, choby bez tobow adnych. Oto masz
trzos na drog, listy zaraz ci napisz.
Rzdzian pad do ng namiestnika.
- Panie mj, zali nie mam ci ujrze wicej?
- Jak Bg da, jak Bg da! - odpar podnoszc go namiestnik. - Ale w
Rozogach weso twarz pokazuj. Teraz id spa.
Reszta nocy zesza Skrzetuskiemu na pisaniu listw i arliwej modlitwie,
po ktrej zaraz przylecia do niego anio uspokojenia. Tymczasem noc
zblada i wit ubieli wskie okienka od wschodu. Dniao - a i rowe
blaski wkrady si do komnaty. Na wiey i zamku poczto gra poranne
wstawaj". Wkrtce potem Grodzicki pojawi si w komnacie.
- Moci namiestniku, czajki gotowe.
- I jam te gotw - rzek spokojnie Skrzetuski.
 164
 Rozdzia X 
Lotne czajki mkny z wod jak jaskki, niosc modego rycerza i jego
losy. Z powodu wysokich wd porohy nie przedstawiay wielkiego
niebezpieczestwa. Minli Surski, ochanny, szczliwa fala przerzucia
ich przez Woronow Zapor, zgrzytny troch czna na Kniaym i
Strzelczym, ale jeno si otary, nie rozbiy, a wreszcie w oddali ujrzeli
piany i wiry strasznego Nienasytca. Tu ju trzeba byo wysiada i czna
ldem cign. Praca duga i cika, zwykle zabierajca dzie cay. Na
szczcie, widocznie po dawnych przeprawach, na caym brzegu leao
mnstwo klocw, ktre podkadano pod czna dla atwiejszego toczenia
ich po ziemi. W caej okolicy i na stepach nie byo wida ywego ducha
na rzece ani jednej czajki, bo ju nie mogy pyn do Siczy inne, jak te
jedynie, ktre pan Grodzicki przez Kudak przepuci, a pan Grodzicki
umylnie odci Zaporoe od reszty wiata. Cisz przerywa wic tylko
huk fali o skay Nienasytca. Przez czas, gdy ludzie toczyli czna, pan
Skrzetuski przypatrywa si temu dziwowisku natury. Straszny widok
uderzy jego oczy. Przez ca szeroko rzeki biego w poprzek siedm
grobel skalistych sterczcych nad wod, czarnych, poszarpanych przez
fale, ktre powyamyway w nich jakoby bramy i przejcia. Rzeka caym
ciarem wd tuka o owe groble i odbijaa si o nie, wic rozszalaa,
wcieka, zbita na bia, spienion miazg, usiowaa je przeskoczy jak
rumak rozhukany. Ale odparta raz jeszcze, nim moga lun przez
otwory, rzekby: gryza zbem skay, skrcaa si w bezsilnym gniewie w
potworne wiry, wybuchaa supami w gr, wrzaa jak ukrop i ziaa ze
zmczenia jak dziki zwierz. A potem znw huk jakby stu dzia, wycie
caych stad wilkw, chrapanie, wysilenia i przy kadej grobli ta sama
walka, tene sam zamt. Nad otchani wrzask ptactwa, jakby
przeraonego tym widokiem, midzy groblami pospne cienie ska
drgajce na kobani na ksztat zych duchw.
Ludzie cigncy czna, lubo przyzwyczajeni, egnali si pobonie,
przestrzegajc namiestnika, by si zbyt nie zblia do brzegu. Byy
bowiem podania, e kto zbyt dugo patrzy na Nienasytec, ten w kocu
ujrza co takiego, od czego rozum mu si miesza; twierdzono rwnie,
e czasem z wirw wynurzay si czarne, dugie rce i chwytay
nieostronych, ktrzy zanadto si zbliyli, a wtedy straszne miechy
rozlegay si w przepaciach. Nocami nawet Zaporocy nie mieli czen
przeciga.
Do bractwa na Niu nikt nie mg by jako towarzysz przyjty, kto
porohw samotnie cznem nie przeby, ale dla Nienasytca czyniono
wyjtek, gdy skay jego nigdy nie byway zalewane. O jednym Bohunie
lepcy piewali, jakoby i przez Nienasytec si przekrad, wszelako nie
dawano temu wiary.
Przeciganie czen zajo blisko dzie czasu i soce poczo zachodzi,
gdy namiestnik wsiad znw do odzi. Za to nastpne porohy przebyli z
atwoci, bo cakiem byy pokryte, i wreszcie wpynli na ciche wody
niowe".
Po drodze widzia pan Skrzetuski na uroczyszczu Kuczkasw olbrzymi
mogi z biaych kamieni, ktr ksi na pamitk swego pobytu kaza
usypa, a o ktrej pan Bogusaw Maszkiewicz w ubniach mu
opowiada. Do Siczy std nie byo ju daleko, ale e namiestnik nie chcia
noc wjeda w czertomelicki labirynt, postanowi wic zanocowa na
Chortycy.
Chcia take spotka jak yw dusz zaporosk i da uprzednio zna o
sobie, by wiedziano, i pose, a nie kto inny przyjeda. Chortyca jednak
zdawaa si by pust, co niemao zdziwio namiestnika, wiedzia bowiem
od Grodzickiego, e tam zawsze stawaa zaoga kozacka od inkursji
tatarskiej. Puci si nawet sam z kilkoma ludmi do daleko od brzegu
na zwiady, ale caej wyspy przej nie mg, miaa bowiem przeszo mil
dugoci, a noc zapadaa ju ciemna i niezbyt pogodna, wrci wic do
czajek, ktre tymczasem powycigano na piasek i porozpalano ognie na
nocleg od komarw.
Wiksza cz nocy zesza spokojnie. Semenowie i przewodnicy popili
si przy ogniach - czuway tylko strae, a z nimi i namiestnik, ktrego od
wyjazdu z Kudaku drczya straszna bezsenno. Czu take, e trawi go
gorczka. Chwilami zdawao mu si, e syszy zbliajce si kroki z gbi
wyspy, to znw jakie dziwne odgosy podobne do odlegego beczenia
kz. Ale myla, e ucho go zwodzi.
Nagle, dobrze ju ku witaniu, stana przed nim jaka ciemna posta.
By to czeladnik ze stray.
- Panie, id! - rzek popiesznie.
- Kto taki ?
- Pewnie Niowi: idzie ich ze czterdziestu.
- Dobrze. To niewielu. Zbud ludzi! Ognia podpali!
Semenowie wnet porwali si na nogi. Podsycony pomie buchn w gr
i owieci czajki i gar onierzy namiestnika. Inni stranicy przybiegli
rwnie do koa.
Tymczasem nieregularne kroki gromady ludzi daway si ju rozrni
wyranie; kroki te zatrzymay si w pewnym oddaleniu; natomiast jaki
gos spyta z akcentem groby:
- A kto na brzegu?
- A wy kto? - odpar wachmistrz.
- Odpowiadaj, wray synu, a nie, to z samopau zapytam!
- Jego wysoko pan pose od J. O. ksicia Jeremiego Winiowieckiego
do atamana koszowego - wygosi dononie wachmistrz.
Gosy w gromadzie umilky; widocznie trwaa tam krtka narada.
- A chod jeno sam tu! - zawoa wachmistrz - nie bj si. Posw nie
bij, ale i posy nie bij!
Kroki znw ozway si i po chwili kilkadziesit postaci wynurzyo si z
cienia. Po niadej cerze, niskim wzrocie i kouchach wen do gry
namiestnik od pierwszego wejrzenia pozna, e po wikszej czci byli to
Tatarzy; Kozakw znajdowao si tylko kilkunastu. Przez gow pana
Skrzetuskiego przeleciaa jak byskawica myl, e skoro Tatarzy s na
Chortycy, wic Chmielnicki musia ju wrci z Krymu.
Na czele gromady sta stary Zaporoec olbrzymiego wzrostu, o twarzy
dzikiej i okrutnej. Ten zbliywszy si do ogniska spyta:
- A ktry tu pose?
Silny zapach gorzaki rozszed si dookoa - Zaporoec by widocznie
pijany.
- Ktry tu pose? - powtrzy.
- Jam jest - rzek dumnie pan Skrzetuski.
- Ty?
- A cem ci brat, e mnie ty" mwisz?
- Znaj, grubianinie, polityk! - poderwa wachmistrz. - Mwi si: Janie
wielmony pan pose!
- Na pohybel e wam, czortowy syny! szczob was Sierpiahowa smert!
jasno wielmony syny! A wy po co do atamana?
- Nie twoja sprawa! wiedz jeno, e szyja twoja w tym, bym si do
atamana najprdzej dosta.
W tej chwili drugi Zaporoec wysun si z gromady.
- My tu z woli atamana - rzek - pilnujem, by si nikt od Lachiw nie
zblia, a kto si zbliy, mamy wiza i dostawia, co te uczynim.
- Kto dobrowolnie jedzie, tego nie bdziesz wiza.
- Budu, bo takij nakaz.
- A wiesz, chopie, co to osoba posa? a wiesz, kogo tu przedstawiam?
Wtedy stary olbrzym przerwa:
- Zawedem posa, ae za borodu - ot tak!
To rzekszy sign rk do brody namiestnika.
Ale w tej chwili jkn i jakby gromem raony, zwali si na ziemi.
Namiestnik roztrzaska mu gow czekanem.
- Koli, koli! - zawyy wcieke gosy w gromadzie.
Semenowie ksicy sypnli si na ratunek swego wodza; hukny
samopay, wrzaski: Koli! koli!", zlay si ze szczkiem elaza. Wszcza
si bitwa bezadna. Zdeptane w zamieszaniu ogniska zgasy i ciemno
ogarna walczcych. Wkrtce jedni i drudzy zwarli si tak, e zabrako
miejsca do cicia, a noe, pici i zby zastpiy szable.
Nagle z gbi wyspy ozway si liczne nowe nawoywania i krzyki;
napastnikom nadchodzia pomoc.
Chwila jeszcze, a byaby przysza za pno, gdy karni semenowie brali
ju gr nad cib.
- Do czen! - krzykn grzmicym gosem namiestnik.
Pocztowi wykonali rozkaz w mgnieniu oka. Na nieszczcie czajki, zbyt
silnie wcignite na piasek, nie daway si teraz zepchn w wod.
Tymczasem nieprzyjaciel skoczy z furi ku brzegowi.
- Ognia! - skomenderowa pan Skrzetuski.
Salwa z muszkietw wnet powstrzymaa napastnikw, ktrzy zmieszali
si, skbili i cofnli w nieadzie zostawiajc kilkanacie cia
rozcignitych na piasku; niektre z tych cia rzucay si konwulsyjnie, na
ksztat ryb wyowionych z wody i porzuconych na brzegu.
Jednoczenie przewonicy, wspomagani przez kilkunastu semenw,
wsparszy wiosa o ziemi dobywali ostatnich si, by zepchn statki na
wod - ale na prno.
Nieprzyjaciel rozpocz atak z daleka. Pluskanie kul po wodzie zmieszao
si ze wistem strza i jkami rannych.
Tatarzy aachujc coraz przeraliwiej zachcali si wzajemnie;
odpowiaday im krzyki Kozakw: Koli! koli!", i spokojny gos pana
Skrzetuskiego powtarzajcy coraz czciej komend:
- Ognia!
Pierwszy brzask owieci bladym wiatem walk. Od strony ldu wida
byo cib Kozakw i Tatarw, jednych z twarzami przy kolbach
piszczeli", drugich przegitych w ty i cigncych ciciwy ukw; od
strony wody dwie czajki dymice i wiecce ustawicznymi salwami
wystrzaw. W rodku leay ciaa spokojnie ju porozcigane po piasku.
W jednym z czen sta pan Skrzetuski, wyszy nad innych, dumny,
spokojny, z porucznikowskim buzdyganem w rku i z go gow, bo mu
strzaa tatarska zerwaa czapk.
Wachmistrz zbliy si ku niemu i szepn:
- Panie, nie wytrzymamy - kupa za wielka!
Ale namiestnikowi chodzio ju o to tylko, by poselstwo swoje krwi
przypiecztowa, pohabienia godnoci nie dopuci i zgin nie bez
sawy. Dlatego te, podczas gdy semenowie poczynili sobie z worw z
ywnoci rodzaj zason, spoza ktrych razili nieprzyjaciela, on sta
widny i na pociski wystawiony.
- Dobrze! - rzek - wyginiem do ostatniego.
- Wyginiem, bat'ku! - krzyknli semenowie.
- Ognia!
Czajki znw zadymiy. Z gbi wyspy poczy napywa nowe tumy
zbrojne w spisy i kosy. Napastnicy rozdzielili si na dwie kupy. Jedna
podtrzymywaa ogie, druga, zoona z dwustu przeszo moojcw i
Tatarw, czekaa tylko chwili stosownej do rcznego ataku. Jednoczenie
z szuwarw wyspy wysuny si cztery czna, zwane podjizdkami, ktre
miay uderzy na namiestnika z tyu i z obu bokw.
Zrobio si ju widno zupenie. Dymy tylko porozcigay si dugimi
pasmami w spokojnym powietrzu i przesaniay pobojowisko.
Namiestnik kaza zwrci si dwudziestu semenom ku atakujcym
statkom, ktre gnane wiosami, pdziy z chyoci ptactwa po spokojnej
wodzie rzecznej. Ogie kierowany ku Tatarom i Kozakom, idcym z
gbi wyspy, osab przez to znacznie.
Tego te zdawali si czeka.
Wachmistrz znw zbliy si ku namiestnikowi.
- Panie! Tatarzy bior handary w zby; zaraz rzuc si na nas.
Jako trzystu blisko ordycw z szablami w rku, z noami w zbach
gotowao si do ataku. Towarzyszyo im kilkudziesiciu Zaporocw
zbrojnych w kosy.
Atak mia si rozpocz ze wszystkich stron, bo napastnicze czna
przypyny ju na strza. Boki ich zakwity dymami. Kule jak grad
poczy si sypa na ludzi namiestnika. Obie czajki napeniy si jkami.
Po upywie kilkunastu minut poowa semenw polega, reszta bronia si
jeszcze rozpaczliwie. Twarze ich byy sczerniae od dymu, rce ustaway,
wzrok mci si, krew zalewaa oczy, rury muszkietw poczynay parzy
donie. Wiksza cz bya rannych.
W tej chwili wrzask straszny i wycie rozdaro powietrze. To ordycy
ruszyli do ataku.
Dymy, spdzone ruchem masy cia, rozproszyy si nagle i odsoniy
oczom dwie czajki namiestnika pokryte czarniawym tumem Tatarw,
niby dwa trupy koskie rozdzierane przez stada wilkw. Tum ten par,
kotowa si, wy, wspina, zdawa si walczy sam z sob i gin.
Kilkunastu semenw dawao jeszcze odpr, a pod masztem sta pan
Skrzetuski, z zakrwawion twarz, ze strza utkwion a po brzechw w
lewym ramieniu, i broni si z wciekoci. Posta jego wydawaa si
olbrzymi wrd otaczajcego go tumu, szabla migotaa jak byskawica.
Uderzeniom odpowiaday jki i wycie. Wachmistrz z drugim semenem
pilnowali mu obu bokw i tum cofa si chwilami z przeraeniem przed
t trjk, ale pchany z tyu, pcha si sam i mar pod ciosami szabel.
- ywych bra do atamana! do atamana! - wrzeszczay gosy w tumie.
- Poddaj si!
Ale pan Skrzetuski poddawa si ju tylko Bogu, bo oto poblad nagle,
zachwia si i run na dno statku.
- Proszczaj, bat'ku! - rykn z rozpacz wachmistrz.
Ale po chwili pad take. Ruchliwa masa napastnikw pokrya czajki
zupenie.
 174
 Rozdzia XI 
W chacie kantarzeja wojskowego na przedmieciu Hassan-Basza w Siczy
siedziao przy stole dwch Zaporocw pokrzepiajc si palank z prosa,
ktr czerpali ustawicznie z drewnianego szaflika stojcego na rodku
stou. Jeden, stary, ju prawie zgrzybiay, by to Fyyp Zachar, sam
kantarzej, drugi Anton Tatarczuk, ataman czehryskiego kurzenia,
czowiek okoo lat czterdziestu, wysoki, silny, z dzikim wyrazem twarzy i
skonymi, tatarskimi oczyma. Obaj mwili z sob z cicha, jakby w
obawie, eby ich kto nie podsucha.
- Wic to dzi? - spyta kantarzej.
- Ledwie nie zaraz - odpowiedzia Tatarczuk. - Czekaj tylko na
koszowego i Tuhaj-beja, ktry z samym Chmielem pojecha na
Bazawuk, bo tam stoi orda. Towarzystwo" zebrao si ju na majdanie,
a kurzeniowi jeszcze przed wieczorem zbior si na rad. Nim noc
nastanie, bdzie wszystko wiadomo.
- Hm! moe by le! - mrukn stary Fyyp Zachar.
- Sysz, kantarzeju, a ty widzia, e byo pismo i do mnie?
- Juci, widziaem, bom sam listy odnosi do koszowego, a jam czowiek
pimienny. Znaleli przy Lachu trzy pisma; jedno do samego koszowego,
drugie do ciebie, trzecie do modego Barabasza. Wszyscy ju w Siczy
wiedz o tym.
- A kto pisa? nie wiesz?
- Do koszowego pisa ksi, bo na licie bya piecz, kto do was, nie
wiadomo.
- Sochroni Bih!
- Jeli ci tam jawnie przyjacielem Lachw nie nazywaj, to nic nie
bdzie.
- Sochroni Bih! - powtrzy Tatarczuk.
- Wida si poczuwasz.
- Tfu! Do niczego si nie poczuwam.
- Moe te koszowy wszystkie listy skrci, bo mu i o wasny eb chodzi.
Byo tak dobrze do niego pismo jak do was.
- A moe.
- Ale jeli si poczuwasz, to...
Tu stary kantarzej zniy gos jeszcze bardziej:
- Uchod!
- Ale jak? i gdzie? - pyta niespokojnie Tatarczuk. - Koszowy na
wszystkich ostrowach stra postawi, eby si nikt do Lachw nie
wymkn i nie da zna, co si dzieje. Na Bazawuku pilnuj Tatarzy.
Ryba si nie przecinie, ptak nie przeleci.
- To si skryj w samej Siczy, gdzie moesz.
- Znajd. Chyba ty mnie schowasz midzy beczkami w bazarze? Ty mj
krewniak!
- I brata rodzonego nie chowabym. Boisz si mierci, to si upij; pijany
ani poczujesz.
- A moe w listach nic nie ma?
- Moe...
- Ot, bieda! ot, bieda! - rzek Tatarczuk. - Nie poczuwam si do niczego.
Ja dobry moojec, Lachom wrg. Ale choby i nic w licie nie byo, czort
wie, co Lach powie przed rad? Moe mnie zgubi.
- To serdyty Lach; on nic nie powie!
- Bye dzi u niego?
- Byem. Pomazaem mu rany dziegciem; nalaem gorzaki z popioem w
gardo. Bdzie zdrw. To serdyty Lach! Mwi, e Tatarw narzn na
Chortycy, nim go wzili, jak wi. Ty o Lacha bd spokojny.
Ponury odgos kotw, w ktre bito na koszowym majdanie, przerwa
dalsz rozmow. Tatarczuk usyszawszy ten odgos drgn i zerwa si na
rwne nogi. Nadzwyczajny niepokj malowa si w jego twarzy i
ruchach.
- Bij wezwanie na rad - rzek owic ustami oddech. - Sochroni Bih!
Ty, Fyyp, nie mw, o czym ja z tob tu gada. Sochroni Bih!
To rzekszy Tatarczuk chwyci szaflik z palank, przechyli go obiema
rkoma do ust i pi, pi, jakby chcia si na mier zapi.
- Chodmy! - rzek kantarzej.
Odgos kotw hucza coraz dononiej.
Wyszli. Przedmiecie Hassan-Basza oddzielone byo od majdanu tylko
waem opasujcym kosz waciwy i bram z wysok baszt, na ktrej
wida byo paszcze zatoczonych dzia. W rodku przedmiecia sta dom
kantarzeja i chaty atamanw kramnych, naok za do obszernego
placu szopy, w ktrych mieciy si kramy. Byy to w ogle ndzne
budowy klecone z bierwion dbowych, ktrych w obfitoci dostarczaa
Chortyca, a poszyte gaziami i oczeretem. Same chaty, nie wyczajc
kantarzejowej, podobniejsze byy do szaasw, bo tylko dachy ich
wznosiy si nad ziemi. Dachy te byy czarne i zakopcone, gdy jeli w
chacie palono ogie, dym wydobywa si nie tylko grnym otworem
dachu, ale i przez cae poszycie, a wwczas mona byo mniema, e to
nie chata, jeno kupa gazi i oczeretw, w ktrej wytapiaj smo. W
chatach panowaa wieczna ciemno, dlatego podtrzymywano w nich
ustawicznie ogie z uczywa i ze skarp dbowych. Szop kramnych byo
kilkadziesit i dzieliy si na kurzeniowe, to jest stanowice wasno
pojedynczych kurzeniw, i gocinne, w ktrych w chwilach spokoju
handlowali niekiedy Tatarzy i Woosi, jedni skrami, tkaninami
wschodnimi, broni i wszelkiego rodzaju zdobycz, inni przewanie
winem. Ale gocinne kramy rzadko byy zajte, gdy kupno zmieniao si
najczciej w tym dzikim gniedzie na rabunek, od ktrego kantarzej ani
kramni atamanowie nie mogli tumw powstrzyma. Midzy szopami
stao take trzydzieci om szynkw kurzeniowych, a przed nimi leeli
zawsze wrd mieci, wirw, kd dbowych i kup koskiego nawozu
pmartwi z przepicia si Zaporocy, jedni w kamiennym nie pogreni,
drudzy z pian na ustach, w konwulsjach lub atakach delirium. Inni,
ppijani, wyjc kozackie pieni, spluwajc, bijc si lub caujc,
przeklinajc kozaczy los lub paczc na kozacz bied, deptali po gowach
i piersiach lecych. Dopiero z chwil gdy wyruszya jaka wyprawa na
Tatarw lub Ru, nakazywano trzewo i wwczas nalecych do
wyprawy mierci karano za pijastwo. Ale w zwykych czasach,
zwaszcza na Kramnym Bazarze, prawie wszyscy byli pijani: kantarzej i
atamanowie kramni, sprzedajcy i kupujcy. Kwany zapach
nieszumowanej wdki w poczeniu z zapachem smoy, ryb, dymu i
koskich skr nasyca wiecznie powietrze na caym przedmieciu, ktre
w ogle pstrocizn kramw przypominao jak miecin tureck lub
tatarsk. Sprzedawano w nich wszystko, co si gdziekolwiek w Krymie,
na Wooszczynie lub wybrzeach anatolskich dao zrabowa. Wic
jaskrawe tkaniny wschodnie, lamy, altembasy, zotogowia, sukno, cyc,
drelich i ptno, potrzaskane dziaa spiowe i elazne, skry, futra,
suszon ryb, winie i bakalie tureckie, naczynia kocielne, mosine
pksiyce zupione z minaretw i pozacane krzye zdarte z cerkwi,
proch i bro sieczn, kije do spis i sioda. A midzy t mieszanin
przedmiotw i barw krcili si ludzie poprzybierani w szcztki
najrozmaitszej odziey, latem pnadzy, zawsze pdzicy, okopceni od
dymu, czarni, uwalani w bocie, peni ciekcych ran od uksze
olbrzymich komarw, ktrych miriady unosiy si nad Czertomelikiem, i
jako si rzeko wyej: wiecznie pijani.
W tej chwili cae Hassan-Basza jeszcze peniejsze byo ludzi ni zwykle;
zamykano kramy i szynki, wszyscy za pieszyli na majdan siczowy, na
ktrym miaa si odbywa rada. Fyyp Zachar i Anton Tatarczuk szli z
innymi, ale ten ostatni ociga si, szed leniwo i pozwala si wyprzedza
tumom. Coraz ywszy niepokj malowa si w jego twarzy. Tymczasem
przeszli przez most na fosie, nastpnie przez bram i znaleli si na
obszernym obronnym majdanie, otoczonym przez trzydzieci om
wielkich drewnianych budynkw. Byy to kurzenie, a raczej domy
kurzeniowe, rodzaj koszar wojskowych, w ktrych mieszkali Kozacy.
Kurzenie owe, jednej wielkoci i miary, niczym nie rniy si od siebie,
chyba nazwami, przybranymi od rozmaitych miast ukraiskich, od
ktrych bray nazw take i puki. W jednym kcie majdanu wznosi si
dom radny; zasiadali w nim atamani pod wodz koszowego, tumy za,
czyli tak zwane towarzystwo" obradowao pod goym niebem, wysyajc
co chwila deputacje do starszyzny, a czasem wdzierajc si gwatem do
radnego domu i terroryzujc obrady. Na majdanie ciba ju bya
ogromna, poprzednio bowiem ataman koszowy pociga do Siczy
wszystkie wojska rozproszone po wyspach, rzeczkach i ugach,
towarzystwo" zatem byo liczniejsze ni zwykle. Soce konio si ku
zachodowi, wic wczenie zapalono kilkanacie beczek ze smo; tu i
owdzie stay take beczki z wdk, ktre kady kurze dla siebie
wytacza, a ktre niemao dodaway energii obradom. Porzdku midzy
kurzeniami pilnowali esauowie zbrojni w tgie kije dbowe dla
hamowania obradujcych i w pistolety dla obrony wasnego ycia, ktre
czsto bywao w niebezpieczestwie.
Fyyp Zachar i Tatarczuk weszli prosto do domu obrad, gdy jeden, jako
kantarzej, drugi, jako ataman kurzeniowy, mieli prawo zasiada midzy
starszyzn. W izbie radnej by tylko jeden may st, przed ktrym
siedzia pisarz wojskowy. Atamanowie i koszowy mieli swoje miejsca na
skrach pod cianami. Ale w tej chwili miejsca nie byy jeszcze zajte.
Koszowy chodzi wielkimi krokami po izbie, kurzeniowi za, zebrani w
mae gromadki, rozmawiali z cicha, przerywajc sobie kiedy niekiedy
goniejszymi kltwami. Tatarczuk zauway, e znajomi nawet i
przyjaciele udaj, i go nie widz, zbliy si przeto zaraz do modego
Barabasza, ktry mniej wicej w takim samym by pooeniu. Inni
spogldali na nich spode bw, z czego mody Barabasz niewiele sobie
robi nie rozumiejc dobrze, o co idzie. By to czowiek wielkiej piknoci
i nadzwyczajnej siy, ktrej jedynie zawdzicza swj stopie
kurzeniowego atamana, bo zreszt syn w caej Siczy ze swej gupoty.
Zjednaa mu ona przydomek Durnego atamana i przywilej budzenia
miechw kadym sowem midzy starszyzn.
- Poczekawszy troch, taj moe i pjdziem z kamieniem u szyi w wod!
- szepn mu Tatarczuk.
- A bo co? - spyta Barabasz.
- A to nie wiesz o listach?
- Trastia joho maty mordowaa! Czy to ja pisaem jakie listy?
- Obacz, jak spogldaj na nas spode bw.
- Koyb ja kotoroho w ob, to by nie patrzy, boby mu lepie wypyny.
Tymczasem krzyki z zewntrz day zna, e co zaszo. Jako drzwi izby
radnej otwary si szeroko i wszed Chmielnicki z Tuhaj-bejem. Ich to
witano tak radonie. Kilka miesicy temu Tuhaj-bej, jako
najwaleczniejszy z murzw i postrach Niowcw, by przedmiotem
strasznej nienawici w Siczy - teraz towarzystwo" rzucao czapki w gr
na jego widok, uwaajc go jako dobrego przyjaciela Chmielnickiego i
Zaporocw.
Tuhaj-bej wszed naprzd, a za nim Chmielnicki z buaw w rku, jako
hetman wojsk zaporoskich. Godno t piastowa od czasu, jak wrci z
Krymu z wyjednanymi od chana posikami. Tumy porway go wwczas
na rce i odbiwszy skarbnic wojskow przyniosy mu buaw, chorgiew
i piecz, ktre zwykle przed hetmanem noszono. To te zmieni si
niemao. Wida byo, e nosi w sobie straszliw si caego Zaporoa. Nie
by to ju Chmielnicki pokrzywdzony, uciekajcy na Sicz przez Dzikie
Pola, ale Chmielnicki hetman, krwawy demon, olbrzym, mciciel wasnej
krzywdy na milionach.
A jednak nie zerwa acuchw, woy tylko nowe, cisze. Wida to
byo z jego stosunku z Tuhaj-bejem. Ten hetman Zaporoa w sercu
Zaporoa bra drugie miejsce za Tatarem, znosi w pokorze jego dum i
pogardliwe nad wszelki wyraz obejcie. By to stosunek lennika do
zwierzchniego pana. Ale tak musiao by. Chmielnicki cay swj kredyt u
Kozakw zawdzicza Tatarom i asce chanowej, ktrej przedstawicielem
by dziki i wcieky Tuhaj-bej. Ale Chmielnicki umia godzi dum,
rozsadzajc mu pier, z pokor tak dobrze, jak odwag z chytroci. By
to lew i lis, orze i w. Pierwszy to raz od pocztku kozaczyzny Tatar
poczyna sobie jak pan w rodku Siczy - ale takie czasy przyszy.
Towarzystwo" rzucao przecie czapki w gr na widok pohaca. Takie
czasy nadeszy.
Narada si rozpocza. Tuhaj-bej zasiad w rodku na grubszym pku
skr i podwinwszy nogi pocz gry suszone ziarnka sonecznikw i
wypluwa zute skorupki przed siebie na rodek izby. Po prawej jego
stronie zasiad Chmielnicki z buaw, po lewej koszowy, a atamani i
deputacja od towarzystwa" dalej pod cianami. Uciszyy si rozmowy, z
zewntrz tylko przychodzi gwar i guchy szum tuszczy, obradujcej pod
goym niebem, podobny do szumu fal. Chmielnicki pocz mwi:
- Moci panowie! Z aski, przychylnoci i dyszkrecji najjaniejszego carza
krymskiego, pana wielu ludw, pokrewnego ciaom niebieskim, z
pozwolenia miociwego krla polskiego Wadysawa, naszego pana, i
dobrej ochoty odwanych wojsk zaporoskich, ufni w nasz niewinno i
sprawiedliwo bo idziemy pomci strasznych i okrutnych krzywd
naszych, ktre po chrzecijasku cierpielimy, pkimy mogli, od
nieszczerych Lachw, komisarzy, starostw i ekonomw, caej szlachty i
ydw. Nad ktrymi krzywdami juecie, moci panowie, i cae wojsko
zaporoskie wiele ez wyleli i mnie dlatego buaw dali, abym si za
niewinno nasz i caych wojsk snadniej mg upomina. Co ja,
uwaajc za wielk ask, moci panw dobrodziei moich, najjaniejszego
carza o pomoc prosi jechaem, ktr nam ofiarowa. Ale bdc w
gotowoci i ochocie niemaom si zasmuci syszc, i mog by midzy
nami zdrajcy, ktrzy z nieszczerymi Lachami w komityw wchodz i o
naszej gotowoci im donosz - co jeliby tak byo, tedy ukarani by maj
wedle woli i dyszkrecji moci panw. A my prosim, abycie listw
wysuchali, ktre tu pose od niedruga naszego, ksicia Winiowieckiego,
przywiz, nie posem, ale szpiegiem bdc i gotowo nasz i dobr
ochot Tuhaj-beja, naszego przyjaciela, chcc podpatrzy i przed
Lachami zdradzi. Co abycie take osdzili, jeli ma by ukarany, jak i
ci, do ktrych listy przywiz, a o ktrych koszowy, jako wierny
przyjaciel mj, Tuhaj-beja i caego wojska, zaraz nas uwiadomi.
Chmielnicki umilk; gwar za oknami powiksza si coraz bardziej, wic
pisarz wojskowy wsta i zacz czyta naprzd pismo ksice do
koszowego atamana, zaczynajce si od sw: My po boej myoci
knia i hospo dyn na ubniach, Chorolu, Przyuce, Hadziaczu etc.,
wojewoda ruski etc., starosta etc." Pismo byo czysto urzdowe. Ksi
zasyszawszy, i wojska z ugw s cigane, pyta atamana, czyby to
bya prawda, i wzywa go zarazem, aby tego dla spokojnoci krajw
chrzecijaskich zaniecha. Chmielnickiego za, jeliby Sicz podburza,
aby komisarzom wyda, ktrzy sami si o to upomn. Drugi list by pana
Grodzickiego, rwnie do wielkiego atamana, trzeci i czwarty
Zawilichowskiego i starego pukownika czerkaskiego do Tatarczuka i
Barabasza. We wszystkich nie znajdowao si nic, co by mogo podawa
w podejrzenie osoby, do ktrych byy adresowane. Zawilichowski prosi
jedynie Tatarczuka, aby zaopiekowa si oddawc listu i aby uatwi mu
wszystko, czego by pose zada.
Tatarczuk odetchn.
- Co mwicie, moci panowie, o tych pismach? - spyta Chmielnicki.
Kozacy milczeli. Wszelkie obrady, dopki wdka nie rozgrzaa gw,
zaczynay si zawsze w ten sposb, i aden z atamanw nie chcia
pierwszy gosu zabra. Jako ludzie proci a chytrzy, czynili to gwnie z
obawy wyrwania si z gupstwem, ktre by mogo wnioskodawc na
miech narazi lub zjedna mu na cae ycie szyderczy przydomek. Bo
tak i bywao w Siczy, gdzie wrd najwikszego prostactwa zmys do
przedrwiwania niesychanie by rozwinity, rwnie jako obawa przed
szyderstwem.
Kozacy tedy milczeli. Chmielnicki znowu gos zabra:
- Ataman koszowy brat nasz i szczery przyjaciel. Ja atamanowi tak
wierz, jak duszy wasnej, a kto by co innego powiada, ten by sam
zdrad zamyla. Ataman stary druh i onierz.
To rzekszy wsta i ucaowa koszowego.
- Moci panowie! - rzek na to koszowy - ja wojska cigam, a hetman
niech prowadzi; co do posa, kiedy go do mnie przysali, to on mj, a
kiedy mj, to wam go daruj.
- Wy moci panowie-deputacja, pokocie si atamanowi - rzek
Chmielnicki - bo on sprawiedliwy czowiek, i idcie powiedzie
towarzystwu", e jeli kto jest zdrajca, to nie on zdrajca; on pierwszy
strae postawi, on sam kaza apa zdrajcw, co by do Lachw szli. Wy,
panowie-deputacja, powiedzcie, e nie on zdrajca, e on najlepszy z nas
wszystkich.
Panowie-deputacja pokonili si w pas naprzd Tuhaj-bejowi, ktry przez
cay czas z najwiksz obojtnoci u swoje ziarnka sonecznikw,
nastpnie Chmielnickiemu, koszowemu - i wyszli z izby.
Po chwili wrzaski radosne za oknami day zna, e deputacja spenia
polecenie.
- Niech yje nasz koszowy! niech yje koszowy! -woay chrapliwe gosy
z tak si, e a ciany izby zdaway si dre w posadach.
Jednoczenie hukny wystrzay z samopaw i piszczeli.
Deputacja wrcia i znowu zasiada w kcie izby.
- Moci panowie! - rzek Chmielnicki, gdy uciszyo si cokolwiek za
oknami. - Ju wy mdrze osdzili, e koszowy ataman czowiek
sprawiedliwy. Ale jeli ataman nie zdrajca, to kto zdrajca? Kto ma
przyjaci midzy Lachami? z kim oni w konszachty wchodz? do kogo
listy pisuj? komu osob posa zlecaj? kto zdrajca?
To mwic Chmielnicki podnosi gos coraz wyej i strzyg zowrogo
oczyma w stron Tatarczuka i modego Barabasza, jakby chcia ich
wskaza wyranie. W izbie powsta szmer, kilka gosw poczo woa:
Barabasz i Tatarczuk!" Niektrzy kurzeniowi powstali z miejsc, midzy
deputacj day si sysze woania: Na pohybel!"
Tatarczuk zblad, a mody Barabasz pocz spoglda zdumionymi
oczyma po obecnych. Leniwa myl jego silia si przez niejaki czas
odgadn, za co go oskaraj, na koniec rzek:
- Ne bude sobaka miasa isty!
To rzekszy wybuchn miechem idioty, a za nim i inni. I nagle wiksza
cz kurzeniowych pocza si mia dziko, sama nie wiedzc dlaczego.
Zza okna dochodziy krzyki coraz goniejsze; wida tam wdka pocza
rozgrzewa ju gowy. Szum fali ludzkiej potnia z kad chwil.
Ale Anton Tatarczuk wsta i zwrciwszy si do Chmielnickiego pocz
mwi:
- Co ja wam zrobi, moci hetmanie zaporoski, e na mier moj
nastajecie? W czym ja wam winien? Pisa do mnie komisar
Zawilichowski list - taj co? To i knia pisa do koszowego! A czy ja
odebra list? Nie! A jakby odebra, to co by zrobi? Ot, poszedby do
pysara i kazaby sobie przeczyta, bo ni pisaty, ni czytaty ne umiju. I wy
by zawsze wiedzieli, co w licie. A Lacha ja i na oczy nie widzia. Tak
czy ja zdrajca? Hej, bracia Zaporocy, Tatarczuk chodzi z wami do
Krymu, a jak chodzili na Woosz, to chodzi na Woosz; jak chodzili
pod Smolesk, to chodzi pod Smolesk, bi si z wami, dobrymi
moojcami, y z wami, dobrymi moojcami - i krew przelewa z wami,
dobrymi moojcami i godem mar z wami, dobrymi moojcami, tak on nie
Lach, nie zdrajca, ale Kozak, wasz brat, a jeli pan hetman na mier
jego nastaje, to niech powie, czemu nastaje! Co ja mu zrobi, w czym
nieszczero okaza? - a wy, bracia, pomiujcie i sdcie sprawiedliwie!
- Tatarczuk dobry moojec! Tatarczuk sprawiedliwy czowiek! - ozwao
si kilka gosw.
- Ty, Tatarczuk, dobry moojec - rzek Chmielnicki - i ja na ciebie nie
nastaj, bo ty mj druh i nie Lach, ale Kozak, nasz brat. Bo gdyby Lach
by zdrajca, to ja bym si nie smuci i nie paka, ale jeli dobry moojec
zdrajca, mj druh zdrajca, to mnie ciko na sercu i al dobrego moojca.
A skoro w Krymie i na Wooszy, i pod Smoleskiem bywa, to jeszcze
wikszy twj grzech, e teraz nieszczerze chcia gotowo i ochot
wojsk zaporoskich przed Lachem zdradzi! Tobie pisali, by ty mu
uatwi, czego by zada, a powiedzcie, moci panowie atamani, czego
by Lach mg da? Czy nie mierci mojej i mojego yczliwego
przyjaciela Tuhaj-Beja? Czy nie zguby wojsk zaporoskich? Tak, ty,
Tatarczuk, winien i ju niczego innego nie dokaesz. A do Barabasza
pisa stryj jego, pukownik czerkaski, Czapliskiemu druh i Lachom druh,
ktren przywileje u siebie chowa, by ich wojsko zaporoskie nie dostao,
co gdy tak jest, a kln si Bogiem, e nie inaczej jest, wic wy oba winni
i procie pomiowania atamanw, a ja z wami prosi bd, chocia cika
wasza wina i zdrada jawna.
Tymczasem zza okna dochodzi ju nie szum i gwar, ale jakby oskot jaki
burzy. Towarzystwo chciao wiedzie, co si dzieje w izbie radnej, i
wysao now deputacj.
Tatarczuk poczu, e jest zgubiony. Teraz przypomnia sobie, e tydzie
temu przemawia wrd atamanw przeciw oddaniu buawy
Chmielnickiemu i przymierzu z Tatarami. Zimne krople potu wystpiy
mu na czoo: zrozumia, e ju nie ma ratunku. Co do modego
Barabasza, jasnym byo, i gubic go Chmielnicki chcia zemci si nad
starym pukownikiem czerkaskim, ktren synowca swego kocha
gboko. Jednake Tatarczuk nie chcia umiera. Nie bladby on przed
szabl, przed kul, nawet przed palem - ale mier taka, jaka go czekaa,
przeraaa go do szpiku koci, wic korzystajc z chwili ciszy, ktra
zapanowaa po sowach Chmielnickiego, krzykn przeraliwie:
- Na imi Chrysta! bracia atamany, druhy serdeczne, nie gubcie
niewinnego, to ja Lacha nie widzia, nie gada z nim! Pomiujcie, bracia!
Nie wiem, czego by Lach ode mnie chcia, spytajcie go sami! Ja kln si
Chrystem Spasem, wit-Przeczyst, witym Mikoajem Cudotwrc,
witym Michaem Archanioem, e dusz niewinn zgubicie!
- Przyprowadzi Lacha! - zawoa starszy kantarzej.
- Lacha tu! Lacha! - woali kurzeniowi.
Wszczo si zamieszanie; jedni rzucili si do przylegej izby, w ktrej
wizie by zamknity, by przywie go przed rad, inni zbliali si
gronie do Tatarczuka i Barabasza. Pierwszy Hadki, ataman
mirgorodzkiego kurzenia, krzykn: Na pohybel!" Deputacja powtrzya
okrzyk. Czarnota za skoczy ku drzwiom i otworzywszy je woa do
zgromadzonego tumu:
- Moci panowie towarzystwo! Tatarczuk zdrajca i Barabasz zdrajca - na
pohybel im!
Tuszcza odpowiedziaa wyciem straszliwym. W izbie wszczo si
zamieszanie. Wszyscy kurzeniowi powstali ze swych miejsc. Jedni woali:
Lacha! Lacha!", inni starali si rozruch uciszy, a wtem drzwi pod
naciskiem tumu roztworzyy si na ocie i do rodka wpada tuszcza
obradujca na dworze. Straszliwe postacie, upojone wciekoci,
napeniy izb wrzeszczc, wywijajc rkoma, zgrzytajc zbami i zionc
zapach gorzaki : Smert Tatarczuku! i Barabaszu na pohybel! Dawajcie
zdrajcw! na majdan z nimi!" - krzyczay pijane gosy. - Bij! ubij!" - i
setki rk wycigny si w tej chwili po nieszczsne ofiary. Tatarczuk nie
stawia oporu, jcza tylko przeraliwie, ale mody Barabasz pocz broni
si ze straszn si. Zrozumia na koniec, e go chc zamordowa; strach,
rozpacz i wcieko odbiy si na jego twarzy: piana okrya mu wargi, z
piersi wydoby si ryk zwierzcy. Po dwakro wyrywa si z rk
oprawcw i po dwakro rce ich chwytay go za ramiona, za piersi, za
brod i oseedec; on szamota si, ksa, rycza, upada na ziemi i znw
podnosi si, okrwawiony, straszny. Podarto na nim ubranie, wyrwano
mu oseedec z gowy, wybito oko, na koniec przygniecionemu do ciany
zamano rk. Wwczas pad. Oprawcy porwali go za nogi i wraz z
Tatarczukiem wywlekli na majdan. Tam dopiero, przy blasku smolistych
beczek i stosw ognia, rozpocza si dorana egzekucja. Kilka tysicy
ludzi rzucio si na skazanych i daro ich w sztuki wyjc i walczc z sob
o przystp do ofiar. Deptano ich nogami, wyrywano kaway ciaa; ciba
toczya si koo nich tym strasznym konwulsyjnym ruchem rozszalaych
mas. Chwilami krwawe rce podnosiy w gr dwie bezksztatne,
niepodobne ju do ludzkich postaci bryy, to znowu ciskano je na ziemi.
Dalej stojcy wrzeszczeli wniebogosy: jedni, eby wrzuci ofiary w
wod, drudzy, by je wtoczy w beczki palcej si smoy. Pijani
rozpoczli bjk ze sob. Z szalestwa zapalono dwie kufy z wdk,
ktre owieciy t piekieln scen drgajcym, bkitnym wiatem. Z nieba
patrzy na ni take ksiyc cichy, jasny, pogodny.
Tak towarzystwo" karao swoich zdrajcw.
A w izbie radnej, z chwil jak kozactwo wywleko za drzwi Tatarczuka i
modego Barabasza, uciszyo si znowu i atamani zajli dawne miejsca
pod cianami, bo z przylegego alkierza przyprowadzono winia.
Cie pada na jego twarz, gdy i ogie na kominie przygas- i w pwietle
wida byo tylko wynios posta trzymajc si prosto i dumnie, cho
rce jej zwizane byy ykiem. Ale Hadki dorzuci wizk uczywa, po
chwili bujny pomie strzeli w gr i obla jasnym wiatem oblicze
winia, ktry zwrci si ku Chmielnickiemu.
Ujrzawszy go Chmielnicki drgn.
Wizie - by to pan Skrzetuski.
Tuhaj-bej wyplu uskwiny sonecznikw i mrukn po rusisku:
- Ja toho Lacha znaju - on buw u Krymu.
- Na pohybel mu! - zawoa Hadki.
- Na pohybel! - powtrzy Czarnota.
Chmielnicki opanowa ju wraenie. Powid tylko oczyma po Hadkim i
Czarnocie, ktrzy pod wpywem tego wzroku umilkli, nastpnie
zwrciwszy si do koszowego rzek:
- I ja jeho znaju.
- Ty skd? - spyta koszowy Skrzetuskiego.
- W poselstwiem jecha do ciebie, atamanie koszowy, gdy mnie zbjcy na
Chortycy napadli i wbrew obyczajom, obserwowanym u najdzikszych
narodw, ludzi mi wybili, a mnie, nie baczc na godno m poselsk i
urodzenie, zranili, zniewayli i jako jeca tu przywiedli, o co pan mj.
J.O. ksi Jeremi Winiowiecki, bdzie si umia u ciebie, atamanie
koszowy, upomnie.
- A czego ty nieszczero swoj okaza? czemu ty dobrego moojca
obuchem rozszczepi? czemu ty ludzi nabi, we czworo tyle, ile was
wszystkich byo? A ty z listem do mnie jecha, by na gotowo nasz
spoglda i Lachom o niej donosi? Wiemy take, e ty i do zdrajcw
wojska zaporoskiego mia listy, aby z nimi zgub wszystkiego wojska
knowa, za czym nie jako pose, ale jako zdrajca bdziesz przyjty i
sprawiedliwie ukarany.
- Mylisz si, atamanie koszowy, i ty, moci hetmanie samozwaczy -
rzek namiestnik zwracajc si do Chmielnickiego. - Jelim listy mia, to
czyni tak kaden pose, ktry w obce strony jedzie, e od znajomych do
znajomych listy bierze, by i sam mia przez to komityw. A jam tu jecha
z pismem ksicym nie zgub wasz knowa, ale od takowych was
postpkw powstrzyma, ktre nieznony paroksyzm na Rzeczpospolit,
a na was i na cae wojsko zaporoskie ostatni zagad cign. Na kog
to bowiem bezbon rk podnosicie? Przeciw komu wy, co si
obrocami chrzecijastwa nazywacie, z pogany przymierze czynicie?
Przeciw krlowi, przeciw stanowi szlacheckiemu i caej Rzeczypospolitej.
Wy przeto, nie ja, zdrajcami jestecie, i to wam powiadam, i jeli pokor
i posuszestwem nie zgadzicie win waszych, tedy biada wam! Zali
dawne to czasy Pawluka i Nalewajki? Zali wysza ju wam z pamici ich
kara? Pomnijcie tedy, e patientia Rzeczypospolitej ju wyczerpana i
miecz wisi nad gowami waszymi.
- ajesz, wray synu, by si wykrci i mierci uj! - zawoa koszowy.
- Ale ci nie pomoe ni groba, ni wasza acina lacka.
Inni te atamanowie poczli zbami zgrzyta i trzaska w szable, a pan
Skrzetuski podnis gow jeszcze wyej i tak mwi:
- Nie myl, atamanie koszowy, bym si mierci obawia albo ywota
broni, albo si z mej niewinnoci wywodzi. Szlachcicem bdc, od
rwnych tylko sobie sdzon by mog i nie przed sdziami tu stoj, jeno
przed zbjcami, nie przed szlacht, jeno przed chopstwem, nie przed
rycerstwem, jeno przed barbarzystwem, i wiem dobrze, e si od
mierci nie wybiegam, ktr wy te dopenicie miary swej nieprawoci.
Przede mn jest mier i mka, ale za mn moc i zemsta caej
Rzeczypospolitej, przed ktr dryjcie wszyscy.
Jako wyniosa postawa, wznioso mowy i imi Rzeczypospolitej silne
zrobiy wraenie. Atamanowie spogldali na siebie milczc. Przez chwil
wydao im si, e przed nimi stoi nie jeniec, ale grony pose potnego
narodu. Tuhaj-bej za mrukn:
- Serdytyj Lach!
- Serdytyj Lach! - powtrzy Chmielnicki.
Gwatowne dobijanie si do drzwi przerwao dalsz ich rozmow. Na
majdanie egzekucja szcztkw Tatarczuka i Barabasza bya wanie
skoczona; towarzystwo" wysyao now deputacj.
Kilkunastu Kozakw, okrwawionych, zziajanych, okrytych potem,
pijanych, weszo do izby. Stanli przy drzwiach i wycigajc rce jeszcze
dymice od krwi poczli mwi:
- Towarzystwo kania si panom starszynie - tu pokonili si wszyscy w
pas - i prosi, eby im wyda tego Lacha, szczob z nym poihraty, jak z
Barabaszom i Tatarczukom.
- Wyda im Lacha! - krzykn Czarnota.
- Nie wydawa - woa inny. - Niech czekaj! On pose!
- Na pohybel mu! - ozway si rne gosy.
Nastpnie ucichli wszyscy czekajc, co powiedz koszowy i Chmielnicki.
- Towarzystwo prosi; a nie, to samo wemie - powtrzyli deputaci.
Zdawao si, e pan Skrzetuski zgubiony jest bez ratunku, gdy wtem
Chmielnicki pochyli si do ucha Tuhaj-beja.
- To twj jeniec - szepn - jego Tatarzy wzili, on twj. Dasz-li go sobie
zabra? To bogaty szlachcic, a i bez tego knia Jarema zotem za niego
zapaci.
- Dawajcie Lacha! - woali coraz groniej Kozacy.
Tuhaj-bej przecign si na swoim siedzeniu i wsta. Twarz zmienia mu
si w jednej chwili, oczy rozszerzyy si jak u bika, zby poczy
byska. Nagle skoczy jak tygrys przed moojcw dopominajcych si o
jeca.
- Precz, capy, psy niewierne! niewolnicy! swynojady! - rykn chwytajc
za brody dwch Zaporocw i targajc nimi z wciekoci. - Precz,
pijanice, bydlta nieczyste! gady plugawe! wy mnie jasyr zabiera
przyszli, a ot, ja wam tak!... capy! - To mwic, targa za brody coraz
innych moojcw, na koniec zwaliwszy jednego pocz go depta nogami.
- Na twarz, niewolnicy, bo was w jasyr zapdz, bo Sicz ca nogami tak
zdepcz jak was! z dymami puszcz, cierwem waszym pokryj!
Deputaci cofali si przeraeni - straszliwy przyjaciel pokaza, co umie.
I dziwna rzecz: na Bazawuku stao tylko sze tysicy ordy! Prawda, e
za nimi sta jeszcze chan z ca potg krymsk, ale w samej Siczy byo
kilkanacie tysicy moojcw prcz tych, ktrych Chmielnicki wysa by
ju na Tomakwk - a jednake ani jeden gos protestacji nie podnis si
przeciw Tuhaj-bejowi. Zdawa by si mogo, e sposb, w jaki grony
murza obroni jeca, by jedynie skuteczny, e trafi od razu do
przekonania Zaporocw, ktrym tatarska pomoc bya w tej chwili
niezbdn. Deputacja wypada na majdan krzyczc do tumw, e nie
bd z Lachem igray, bo to jeniec Tuhaj-beja, a Tuhaj-bej, kae
rozserdywsia! Brody nam powyrywa!" - woali. Na majdanie te
poczto zaraz powtarza: Tuhaj-bej rozserdywsia!" Rozserdywsia! -
woay aonie tumy - rozserdywsia! rozserdywsia!" - a w kilka chwil
jaki przeraliwy gos j piewa koo ogniska:
Hej, hej!
Tuhaj-bej
Rozserdywsia due!
Hej, hej,
Tu haj-bej
Ne serdysia, drue!
Wnet tysice gosw powtrzyo : Hej, hej! Tuhaj-bej" - i oto
powstawaa jedna z tych pieni, ktre potem, rzekby, wicher roznosi po
caej Ukrainie i trca nimi o struny lir i teorbanw.
Ale nagle i pie zostaa przerwana, bo przez bram od strony
Hassan-Basza wpado kilkunastu ludzi i przedzierajc si przez tum,
krzyczc: Z drogi! z drogi!", dyo co si w stron radnego domu.
Atamani zabierali si ju do wyjcia, gdy nowi ci gocie wpadli do izby.
- Pymo do hetmana! - woa stary Kozak.
- Skd wy?
- My czehrycy. Dzie i noc z pymom jidem. Oto jest.
Chmielnicki wzi list z rk Kozaka i pocz czyta. Nagle twarz zmienia
mu si, przerwa czytanie i rzek dononym gosem :
- Moci panowie atamani! Hetman wielki wysya syna Stefana z
wojskiem na nas. Wojna!
W izbie powsta dziwny szmer; nie wiadomo, czy szmer radoci, czy
przeraenia. Chmielnicki wystpi na rodek izby, wspar si pod boki,
oczy jego miotay byskawice, a gos brzmia gronie i rozkazujco:
- Kurzeniowi do kurzeniw! Uderzy z dzia na wiey! Rozbi beczki z
wdk! Jutro witaniem ruszamy!
Od tej chwili koczyy si na Siczy obrady zbiorowe, rzdy atamanw,
sejmy i przewaga towarzystwa". Chmielnicki bra w rce nieograniczon
wadz. Oto przed chwil z obawy, aby gos jego nie zosta nie
wysuchany przez burzliwe towarzystwo", musia jeca podstpem
broni i podstpem gubi niechtnych; teraz by panem ycia i mierci
wszystkich. Tak zawsze bywao. Przed i po wyprawie, choby hetman
ju by obrany, tum narzuca jeszcze atamanom i koszowemu swoj
wol, ktrej niebezpiecznie byo si opiera. Ale gdy tylko wyprawa
zostaa otrbion, towarzystwo" stawao si wojskiem podlegym
wojskowej dyscyplinie, kurzeniowi oficerami, a hetman
wodzem-dyktatorem.
Dlatego te usyszawszy rozkazy Chmielnickiego atamanowie wypadli
natychmiast do swoich kurzeniw. Narada bya skoczona.
Po chwili huk dzia z bramy prowadzcej z Hassan-Basza do siczowego
majdanu zatrzs cianami izby i rozleg si pospnym echem po caym
Czertomeliku, zwiastujc wojn.
Rozpoczyna on take epok w dziejach dwch narodw, ale o tym nie
wiedzieli ni pijani siczowcy, ni sam hetman zaporoski.
 197
 Rozdzia XII 
Chmielnicki ze Skrzetuskim poszli na nocleg do koszowego, a z nimi i
Tuhaj-bej, ktremu za pno byo wraca na Bazawuk. Dziki bej
traktowa namiestnika jako jeca, ktry mia by za wysok cen
wykupiony, zatem nie jak niewolnika i z respektem wikszym nawet
moe ni Kozakw, bo go w swoim czasie jako ksicego posa na
dworze chanowym widywa. Co widzc koszowy zaprosi go do swej
chaty i rwnie zmieni z nim postpowanie. Stary ataman by to
czowiek dusz i ciaem oddany Chmielnickiemu, ktry go zawojowa i
owadn; ow zauway, e Chmielnickiemu chodzio widocznie
podczas narad o ocalenie jeca. Ale zdziwi si jeszcze bardziej, gdy
zaledwie zasiedli w chacie, Chmielnicki zwrci si do Tuhaj-beja.
- Tuhaj-beju! - rzek - ile mylisz wzi wykupna za tego jeca?
Tuhaj-bej popatrzy na Skrzetuskiego i rzek:
- Ty mwi, e to znaczny czowiek, a ja wiem, e to pose strasznego
kniazia, a straszny knia kocha swoich. Bismillach! jeden zapaci i drugi
zapaci - razem...
Tu Tuhaj-bej zamyli si:
- Dwa tysice talerw.
Chmielnicki na to:
- Dam ci dwa tysice talerw.
Tatar milcza przez chwil. Jego skone oczy zdaway si na wskro
przenika Chmielnickiego.
- Ty dasz trzy - rzek.
- Dlaczego mam da trzy, gdy sam dwu da?
- Bo jeli go chcesz mie, to tobie na tym zaley, a jeli ci zaley, to dasz
trzy.
- On mnie ycie ocali.
- Aa! to warte tysic wicej.
Tu Skrzetuski wtrci si do targu.
- Tuhaj-beju - rzek z gniewem. - Z ksicego skarbca nie mog ci nic
obiecywa, ale chobym mia fortun wasn poszarpa, to sam dam trzy.
Mam te blisko tyle u ksicia na prowizji i wiosk dobr, co starczy. A
temu hetmanowi nie chc wolnoci i zdrowia zawdzicza.
- A skd ty wiesz, co ja z tob uczyni? - rzek Chmielnicki.
A potem zwrciwszy si do Tuhaj-beja mwi:
- Wojna si rozpocznie. Polesz do kniazia, ale nim pose wrci, duo
wody w Dnieprze upynie, a ja ci jutro na Bazawuk odwioz sam
pienidze.
- Daj cztery, to i nie bd z Lachem gada - odpar niecierpliwie
Tuhaj-bej.
- Dam cztery, na twoje sowo.
- Moci hetmanie - rzek koszowy - chcesz, to ci zaraz wylicz. Mam tu
pod cian moe i wicej.
- Jutro powieziesz na Bazawuk - rzek Chmielnicki.
Tuhaj-bej przecign si i ziewn.
- Spa mi si chce - rzek. - Jutro te przede dniem na Bazawuk musz
ruszy. Gdzie mam spa?
Koszowy ukaza mu pk skr owczych pod cian.
Tatar rzuci si na posanie. Po niejakim czasie pocz chrapa jak ko.
Chmielnicki przeszed si kilkakrotnie po wskiej izbie i rzek:
- Sen ucieka mnie od powiek. Nie usn. Daj si czego napi, moci
koszowy.
- Gorzaki czy wina?
- Gorzaki. Nie usn.
- Na niebie ju Kurki - rzek koszowy.
- Pno! Id i ty spa, stary druhu. Napij si i id.
- Na saw i szczcie!
- Na szczcie!
Koszowy obtar gb rkawem, nastpnie poda rk Chmielnickiemu i
odszedszy w drugi koniec izby zakopa si niemal w owcze skry, krew
bowiem mia ju przez wiek ostudzon.
Wkrtce chrapanie jego zawtrowao chrapaniu Tuhaj-beja.
Chmielnicki siedzia za stoem pogrony w milczeniu.
Nagle rozbudzi si, spojrza na Skrzetuskiego i rzek:
- Moci namiestniku, jeste wolny.
- Wdziczenem ci, moci hetmanie zaporoski, lubo nie ukrywam, e
wolabym komu innemu za wolno dzikowa.
- Tedy nie dzikuj. Ocalie mi ycie, jam ci te dobrem odpaci, teraz
kwita. A i to ci musz jeszcze powiedzie, i ci zaraz nie puszcz, chyba
mi sowo rycerskie dasz, i wrciwszy nie powiesz ni sowa ani o naszej
gotowoci, ani o siach, ani o niczym, co tu w Siczy widzia.
- Widz jedno to, e mi niepotrzebnie fructum wolnoci da
posmakowa, bo ci takiego sowa nie dam, gdy dajc je, tak bym
wanie postpi jako ci, ktrzy do nieprzyjaciela przechodz.
- Gardo moje i zdrowie caego wojska zaporoskiego w tym, aby si na
nas hetman wielki ze wszystkimi siami nie ruszy, czego by nie
omieszka, gdyby go o potdze naszej powiadomi, nie dziw si wic, e
jeli sowa nie chcesz da, to ci nie puszcz, pki o siebie bezpiecznym
nie bd. Wiem, na com si porwa; wiem, jako straszna jest sia przeciw
mnie: obaj hetmani, twj straszny knia, ktren sam za cae wojsko
stanie, a Zasawscy, a Koniecpolscy, a wszystkie owe krlewita, ktre
na szyi kozackiej nog trzymaj! Zaprawd, niemaom ja musia
napracowa si i listw rozpisa, nim zdoaem ich czujno upi - to
nie mog teraz dozwoli, by j rozbudzi. Gdy i czer, i Kozacy
grodowi, i wszyscy ucinieni w wierze i wolnoci tak si po mojej
opowiedz stronie, jako wojsko zaporoskie i miociwy chan krymski,
tusz, e nieprzyjacioom sprostam, bo i moja sia znaczn bdzie, ale
najwicej ufam Bogu, ktren widzia krzywdy, a patrzy na niewinno
moj.
Tu Chmielnicki wychyli szklank wdki i zacz chodzi niespokojnie
koo stou, pan Skrzetuski za zmierzy go oczyma i rzek z moc:
- Nie blunije, hetmanie zaporoski, na Boga i Jego najwysz opiek si
powoujc, bo zaiste gniew tylko boy i prdsze karanie na siebie
cigniesz. Tobie to godzi si Najwyszego na sw obron wzywa?
Tobie, ktren dla swych krzywd i prywatnych zatargw tak straszliw
burz podnosisz i pomie wojny domowej rozpalasz, i z pogany przeciw
chrzecijanom si czysz? C si bowiem stanie? Zwyciysz-li czy
bdziesz zwyciony, morze ludzkiej krwi i ez wylejesz, gorzej
szaraczy kraj spustoszysz, krew wasn poganom w jasyr oddasz,
Rzeczpospolit wstrzniesz, na majestat rk podniesiesz, otarze
Paskie pohabisz, a wszystko dlatego, e Czapliski futor ci zabra, e ci
po pijanemu wygraa! Na c si wic nie targniesz? Czego dla prywaty
nie powicisz? Boga wzywasz? - a ja zaprawd, cho jestem w twojej
mocy, chocia mnie ywota i wolnoci pozbawi moesz - powiadam ci:
szatana ty, nie Boga na pomoc wzywaj, bo tylko jedno pieko
sekundowa ci moe!
Chmielnicki spsowia - za rkoje si porwa i patrzy tak na
namiestnika jak lew, ktry wnet ma rykn i rzuci si na sw ofiar - ale
si pohamowa. Szczciem nie by jeszcze pijany. Moe te nagle
ogarn go jaki niepokj, moe jakie gosy zawoay mu w duszy:
Zawr z drogi" - bo nagle, jakby si chcia przed wasnymi mylami
broni lub samego siebie przekonywa, tak mwi pocz:
- Od innego nie cierpiabym takiej mowy, ale i ty bacz, aby twa miao
mej cierpliwoci nie poara. Piekem mnie straszysz, o prywat i zdrad
mnie pomawiasz, a skde wiesz, jeli wasne tylko krzywdy mci id?
Gdzie to bym znalaz pomocnikw, gdzie owe tysice, ktre si ju za
mn opowiedziay i opowiedz, gdybym jeno wasnych uciskw chcia
dochodzi? Spjrz, co si dzieje na Ukrainie? Hej! ziemia bujna, ziemia
matka, ziemia rodzona! A kto w niej jutra pewien? kto w niej szczliw?
kto wiary nie pozbawion, z wolnoci nie obran, kto w niej nie pacze i nie
wzdycha? Sami jeno Winiowieccy a Potoccy, Zasawscy, a Kalinowscy,
a Koniecpolscy, i szlachty gar! Dla nich starostwa, dostojestwa,
ziemia i ludzie, dla nich szczcie i zota wolno, a reszta narodu rce we
zach do nieba wyciga czekajc boego zmiowania, bo i krlewskie nie
pomoe! Ile to szlachty nawet nieznonego ich ucisku wytrzyma nie
mogc na Sicz ucieka, jako ja sam uciekem! Nie chc te wojny z
krlem, nie chc z Rzeczpospolit! Ona ma, on ojciec! Krl miociwy
pan, ale krlewita! Z nimi nam nie y; ich to zdzierstwa, ich to arendy,
stawszczyzny, pojemszczyzny, suchomielszczyzny, oczkowe i rogowe;
ich to tyrania i uciski przez ydw czynione o zemst do nieba woaj.
Jakieje to wdzicznoci doznao wojsko zaporoskie za tak wielkie zasugi
w licznych wojnach oddane? Gdzie przywileje kozackie? Krl da,
krlewita odjli. Nalewajko powiertowan! Pawluk w miedzianym wole
spalon! Krew nie obescha po ranach, ktre nam szabla kiewskiego i
Koniecpolskiego zadaa! zy nie obeschy po pobitych, citych, na pal
wsadzonych - a teraz - patrz! co wieci na niebie - tu Chmielnicki
wskaza przez okienko na ponc komet - gniew boy! bicz boy!...
Wic jeli ja mam nim by na ziemi - to dziej si wola boa! wezm ten
ciar na barki.
To rzekszy rce ku grze wycign i zdawa si pon cay jak wielka
pochodnia zemsty i dre pocz, a potem pad na aw jakby ciarem
swych przeznacze przygnieciony.
Nastao milczenie przerywane tylko chrapaniem Tuhaj-beja i koszowego,
a w jednym kcie chaty wierszcz wirka aonie.
Namiestnik siedzia ze spuszczon gow. Rzekby: szuka odpowiedzi na
sowa Chmielnickiego, tak cikie, jak bryy granitu; na koniec tak mwi
pocz gosem cichym i smutnym:
- Ach! choby to bya i prawda, kto ty, hetmanie, jest, aby si sdzi i
katem kreowa? Jakie ci okruciestwo, jaka pycha unosi ! Czemu ty
Bogu sdu i kary nie zostawisz? Ja zych nie broni, krzywd nie
pochwalam, uciskw prawem nie mianuj, ale wejrzyje i ty w siebie,
hetmanie! Na ucisk od krlewit narzekasz, mwisz, e krla ni prawa
sucha nie chc, dum ich ganisz, a czy sam jej pren jeste? Czy sam
nie cigasz rki na Rzeczpospolit, prawo i majestat? Tyrani panit i
szlachty widzisz, ale tego nie widzisz, e gdyby nie ich piersi, nie ich
pancerze, nie ich moc, nie ich zamki, nie ich dziaa i hufce, tedyby ta
ziemia, mlekiem i miodem pynca, pod stokro ciszym jarzmem
tureckim albo tatarskim jczaa! Kto bowiem by jej broni? Czyj to
opiek i moc dzieci wasze w janczarach nie su, a niewiasty do
spronych haremw nie s porywane? Kto osadza pustynie, zakada wsie
i miasta, wznosi witynie boe?
Tu gos pana Skrzetuskiego potnia coraz bardziej, a Chmielnicki utkwi
ponuro oczy we flasz z wdk, zacinite picie na stole pooy i
milcza, jakby si sam ze sob pasowa.
- I kt s oni? - mwi dalej pan Skrzetuski - czy to tu z Niemiec
przyszli albo od Turek? Nie krew-e to z krwi, nie ko z koci waszej?
Nie wasza-e to szlachta, nie wasi ksita? Co gdy tak jest, tedy ci
biada, hetmanie; bo ty modszych braci na starszych uzbrajasz i
parrycydw z nich czynisz. O dla Boga! choby te i li byli, choby
wszyscy, co przecie nie jest, deptali prawa, gwacili przywileje - nieche
ich Bg sdzi w niebie, a sejmy na ziemi, ale nie ty, hetmanie! Moesz-li
bowiem rzec, e midzy wami s tylko sprawiedliwi? zalicie nigdy nie
przewinili, zali macie prawo rzuci kamieniem na cudz zmaz? A e
mi pyta: gdzie s przywileje kozackie? - tedy ci odpowiem: Nie
krlewita je zdarli, ale Zaporocy, ale oboda, Sasko, Nalewajko i
Pawluk, o ktrym zmylasz, e by w wole miedzianym usmaon, bo
wiesz dobrze, e tak nie byo! Zdary je bunty wasze, zdary
niespokojnoci i napady, na ksztat tatarskich czynione. Kto Tatarw w
granice Rzeczypospolitej puszcza, by dopiero na powracajcych i upem
obcionych dla zysku napada? - wy! Kto - przebg! - lud
chrzecijaski, wasny w jasyr oddawa? Kto najwiksze warchoy
czyni? - wy! Przed kim ni szlachcic, ni kupiec, ni kmie nie jest
bezpieczny?-przed wami! Kto wojny domowe rozpala, z dymem
puszcza wsie i miasta ukrainne, upi witynie boe, gwaci niewiasty -
wy i wy! Czego tedy chcesz? Czy aby wam przywileje na wojn
domow, rozbj i upiestwo zostay wydane? Zaiste wicej wam
przebaczono, nili odjto! Chciano membra putrida leczy, nie wycina, i
nie wiem - jest-li na wiecie potencja prcz Rzeczypospolitej, ktra by
taki wrzd we wasnym onie tolerujc, tyle cierpliwoci i klemencji
znalaza! A w odwet za to jaka wdziczno? Ot, tu pi twj
sprzymierzeniec, ale Rzeczypospolitej wrg zacieky; twj przyjaciel, ale
nieprzyjaciel krzya i chrzecijastwa, nie krlewitko ukrainne, ale
murza krymski!... z nim to pjdziesz pali wasne gniazdo, z nim sdzi
braci! Ale on te ci odtd panowa bdzie, jemu strzemi podawa
musisz!
Chmielnicki wychyli now szklank wdki.
- Gdymy z Barabaszem czasu swego u krla miociwego byli - odpar
ponuro - i gdymy na krzywdy i uciski nasze pakali, pan nasz rzek: A
to nie macie samopaw i szabli przy boku?"
- Gdyby przed Krlem krlw stan, ten by rzek: Aza przebaczye
nieprzyjacioom swoim, jakom ja swoim przebaczy?"
- Z Rzeczpospolit wojny nie chc!
- Jeno jej miecz do garda przykadasz!
- Id Kozakw z waszych okoww uwolni.
- By ich w tatarskie yka skrpowa!
- Wiary chc broni.
- Z pohacem w parze.
- Precze ty, bo nie jest gosem sumienia mego! Precz! mwi ci!
- Krew przelana ci zaciy, zy ludzkie oskar, mier ci czeka, sd
czeka!
- Puszczyk! - zawoa z wciekoci Chmielnicki i noem przed piersi
namiestnikow bysn.
- Zabij! - rzek pan Skrzetuski.
I znowu nastaa chwila ciszy, znowu sycha byo tylko chrapanie
picych i aosne skrzypienie wierszcza.
Chmielnicki sta przez chwil z noem przy piersi Skrzetuskiego; nagle si
wstrzsn, opamita, n upuci, a natomiast porwawszy gsiorek z
wdk pi pocz. Wypi a do dna i siad ciko na awie.
- Nie mog go pchn! - mrucza - nie mog! Pno ju... czy to ju
wit?... Ale i z drogi zawraca pno... Co ty mnie o sdzie i krwi
mwisz?
Poprzednio wypi ju wiele, teraz wdka uderzaa mu do gowy;
stopniowo coraz bardziej traci przytomno.
- Jaki tam sd? co? Chan obieca mi posiki. Tuhaj-bej tu pi! Jutro
moojcy rusz... Z nami wity Micha-zwycizca!... A
jeliby...jeliby...to... Ja ci wykupi u Tuhaj-beja - ty to pamitaj i
powiedz... Ot! Boli co... boli! Z drogi zawraca... pno!... sd...
Nalewajko... Pawluk...
Nagle wyprostowa si, oczy z przeraeniem wytrzeszczy i zakrzykn:
- Kto tu?
- Kto tu? - powtrzy na wp rozbudzony koszowy.
Ale Chmielnicki gow na piersi spuci, kiwn si raz, drugi, mrukn:
Jaki sd?..." - i usn.
Pan Skrzetuski od ran niedawno otrzymanych i wzruszenia rozmowy
poblad bardzo i zesab, wic pomyla, e to moe mier nadlatuje, i
zacz si modli.
 208
 Rozdzia XIII 
Nazajutrz rankiem piesze i konne wojska kozackie ruszyy z Siczy. Lubo
krew nie splamia jeszcze stepw, wojna bya ju rozpoczta. Puki szy
za pukami; rzekby: szaracza przygrzana socem wiosennym wyroia
si z oczeretw Czertomeliku i leci na ukraiskie niwy. W lesie za
Bazawukiem czekali ju gotowi do pochodu ordycy. Sze tysicy co
przebraszych wojownikw, zbrojnych nierwnie lepiej od zwykych
czambuowych rabusiw, stanowio pomoc, ktr chan przysa
Zaporocom i Chmielnickiemu. Moojcy na ich widok wyrzucili czapki w
gr. Zagrzmiay rusznice i sarnopay. Wrzaski kozackie pomieszane z
haachowaniem tatarskim uderzyy o sklepienie niebios. Chmielnicki i
Tuhaj-bej, obaj pod buczukami, skoczyli ku sobie komi i powitali si
ceremonialnie.
Sprawiono szyk pochodowy ze zwyk Tatarom i Kozakom chyoci,
po czym wojska ruszyy naprzd. Ordycy zajli oba skrzyda kozackie,
rodek zawali Chmielnicki z jazd, za ktr postpowaa straszna
piechota zaporoska, dalej puszkary" z armatami, dalej tabor, wozy, na
nich suba obozowa, zapasy ywnoci, wreszcie czabanowie z
zapanymi stadami i bydem.
Przebywszy bazawucki las puki wypyny na stepy. Dzie by pogodny.
Stropu nieba nie plamia adna chmurka. Lekki wiatr podmuchiwa z
pnocy ku morzu, soce grao na spisach i kwiatach pustyni. Roztoczyy
si przed wojskiem Dzikie Pola jako morze bez koca, a na ten widok
rado ogarna kozacze serca. Wielka malinowa chorgiew z
Archanioem zniya si po kilkakro, witajc step rodzimy, a za jej
przykadem pochyliy si wszystkie buczuki i pukowe znamiona. Jeden
okrzyk wyrwa si ze wszystkich piersi.
Puki rozwiny si swobodnie. Dowbysze" i teorbanici wyjechali na
czoo wojska; hukny koty, zadwiczay litaury i teorbany, a do wtru
im pie przez tysice gosw piewana wstrzsna powietrzem i stepem:
Hej wy stepy, wy ridnyje,
Krasnym cwitom pysanyje,
Jako more szyrokije!
Teorbanici pucili cugle i przechyleni w ty na kulbakach, z oczyma
utkwionymi w niebo, uderzali o struny teorbanw; litaurzyci
wycignwszy rce nad gowami bili w swoje miedziane krgi, dowbysze
grzmieli w koty, a te wszystkie odgosy wraz z monotonnymi sowami
pieni i przeraliwym, niesfornym wistem piszczaek tatarskich zlay si
w jak nut ogromn, dzik a smtn jak sama pustynia. Upojenie
ogarno wszystkie puki; gowy chwiay si w takt pieni i wreszcie
zdawao si, e cay step rozpiewany koysze si razem z ludmi i
komi, i chorgwiami. Sposzone stada ptactwa zerway si ze stepu i
leciay przed wojskiem jak drugie wojsko powietrzne.
Chwilami pie i muzyka milky, a wwczas sycha byo opot chorgwi,
ttent i parskanie koni i skrzypienie wozw taborowych podobne do
krzyku abdzi lub urawi.
Na czele, pod wielk chorgwi malinow i pod buczukiem, jecha
Chmielnicki przybrany w czerwie, na biaym koniu, z pozocist buaw
w rku.
Cay tabor porusza si z wolna i cign na pnoc pokrywajc jak grona
fala - rzeczki, dbrowy i mogiy, napeniajc szumem i gwarem pustosz
stepow.
A od Czehryna, z pnocnego kraca pustyni, pyna przeciw tej fali inna
fala wojsk koronnych pod wodz modego Potockiego. Tu Zaporocy i
Tatarzy szli jakoby na wesele, z pieni radosn na ustach; tam powana
husaria postpowaa w pospnym milczeniu, idc niechtnie na t walk
bez sawy. Tu pod malinow chorgwi stary, dowiadczony wdz
potrzsa gronie buaw, jakby pewien zwycistwa i zemsty; tam na
czele jecha modzieniec z twarz zamylon, jakby wiadom swych
smutnych a bliskich przeznacze.
Dzielia ich jeszcze wielka przestrze stepu.
Chmielnicki nie pieszy si. Liczy bowiem, e im bardziej pogry si
mody Potocki w pustyni, im dalej odsunie si od obu hetmanw, tym
atwiej bdzie mg by pokonany. A tymczasem coraz nowi zbiegowie z
Czehryna, Powooczy i wszystkich brzegowych miast ukraiskich
zwikszali codziennie siy zaporoskie przynoszc zarazem wieci z
przeciwnego obozu. Dowiedzia si z nich Chmielnicki, e stary hetman
wysa syna z dwoma tylko tysicami jazdy ldem, a za sze tysicy
semenw i tysic niemieckiej piechoty bajdakami Dnieprem. Obie te siy
miay rozkaz sta z sob utrzyma czno, ale rozkaz zosta ju
pierwszego dnia zamany, bo bajdaki, porwane bystrym prdem
Dnieprowym, wyprzedziy znacznie husari idc brzegiem, ktrej
pochd opniay niezmiernie przeprawy przez wszystkie rzeczki
wpadajce do Dniepru.
Chmielnicki wic pragnc, by ten rozdzia powikszy si jeszcze
bardziej, nie pieszy si. Trzeciego dnia pochodu zaleg taborem koo
Komyszej Wody i odpoczywa.
Tymczasem podjazdy Tuhaj-beja sprowadziy jzyka. Byo to dwch
dragonw, ktrzy zaraz za Czehrynem zbiegli z taboru Potockiego.
Pdzc dzie i noc zdoali znacznie wyprzedzi swj obz. Stawiono ich
natychmiast przed Chmielnickim.
Opowiadania ich potwierdziy to, co byo ju Chmielnickiemu wiadome o
siach modego Stefana Potockiego; natomiast przynieli mu now
wiadomo, e przywdcami semenw, pyncych wraz z piechot
niemieck na bajdakach, byli stary Barabasz i Krzeczowski.
Usyszawszy to ostatnie nazwisko Chmielnicki porwa si na rwne nogi.
- Krzeczowski? pukownik regestrowych perejasawskich?
- On sam, janie wielmony hetmanie! - odpowiedzieli dragoni.
Chmielnicki zwrci si do otaczajcych go pukownikw.
- W pochd! - zakomenderowa grzmicym gosem.
W niespena godzin pniej tabor ruszy naprzd, chocia soce ju
zachodzio i noc nie obiecywaa by pogodn. Jakie straszne, rude
chmurzyska porozwalay si na zachodniej stronie nieba, podobne do
smokw, do lewiatanw, i zbliay si ku sobie, jakby chcc stoczy
walk.
Tabor posuwa si w lewo, ku brzegowi Dniepru. Szli teraz cicho, bez
pieni, bez bicia w koty, w litaury, i szybko, o ile pozwalay im trawy,
tak bujne w tej okolicy, e pogrone w nich puki chwilami traciy si z
oczu, a rnobarwne chorgwie zdaway si same pyn po stepie. Jazda
torowaa drog wozom i piechocie, ktre postpujc z trudnoci,
wkrtce pozostay znacznie w tyle. Tymczasem noc pokrya stepy.
Ogromny czerwony ksiyc wytoczy si z wolna na niebo, ale
przesaniany co chwila chmurami rozpala si i gas jak lampa tumiona
powiewami wiatru.
Byo ju dobrze z pnocy, gdy oczom Kozakw i Tatarw ukazay si
czarne, olbrzymie masy odrzynajce si wyranie na ciemnym tle nieba.
Byy to mury Kudaku.
Podjazdy zakryte ciemnoci zbliyy si pod zamek tak ostronie i cicho,
jak wilcy lub ptactwo nocne. A nu mona by ubiec niespodzianie senn
fortec!
Ale nagle byskawica na waach rozdara ciemnoci, huk straszliwy
wstrzsn skaami Dniepru i kula ognista zatoczywszy jaskrawy uk na
niebie upada w trawy stepowe.
To pospny cyklop Grodzicki dawa zna, e czuwa.
- Pies jednooki! - mrukn do Tuhaj-beja Chmielnicki - widzi w nocy.
Kozacy pominli zamek - o ktrego wziciu w chwili, gdy przeciw nim
samym cigny wojska koronne, nie mogli myle - i ruszyli dalej. Ale
pan Grodzicki wali za nimi z dzia, a si mury zamkowe trzsy, nie
tyle, by im szkody przyczyni, gdy przechodzili w znacznej odlegoci,
ale aby ostrzec wojska nadpywajce Dnieprem, ktre mogy znajdowa
si ju niedaleko.
Przede wszystkim jednak huk dzia kudackich odbi si w sercu i uszach
pana Skrzetuskiego. Mody rycerz, prowadzony z rozkazu Chmiela z
taborem kozackim, drugiego dnia zachorowa ciko. W walce na
Chortycy nie otrzyma on wprawdzie adnej miertelnej rany, ale utraci
tyle krwi, e niewiele w nim ycia zostao. Rany jego, opatrzone po
kozacku przez starego kantarzeja, otworzyy si, owadna nim gorczka
i nocy owej lea wpprzytomny na kozackiej teledze, nie wiedzc o
wiecie boym. Zbudziy go dopiero dziaa kudackie. Roztworzy oczy,
podnis si na wozie i pocz rozglda si naokoo. Kozacki tabor
przemyka si w ciemnociach jak korowd mar, a zamek hucza i wieci
rowymi dymami; kule ogniste podskakiway po stepie charkoczc i
warczc jak psy rozzoszczone, wic na ten widok taka ao, taka
tsknota ogarny pana Skrzetuskiego, e gotw by i umrze zaraz, byle
cho dusz ulecie do swoich. Wojna! wojna! a oto on w obozie wrogw
bezbronny, chory, z woza nie mogcy si podnie. Rzeczpospolita w
niebezpieczestwie, on za nie leci jej ratowa! A tam, w ubniach,
wojska pewno ju ruszaj. Ksi z byskawicami w oczach lata przed
szeregami, a w ktr stron buaw skinie, tam wnet trzysta kopii jakby
trzysta gromw uderzy. Tu rozmaite znajome twarze zaczy
namiestnikowi stawa przed oczy. May Woodyjowski leci na czele
dragonw ze swoj cienk szabelk w rku, ale to fechmistrz nad
fechmistrze: z kim j skrzyuje, ten jakby lea w mogile; tam znw pan
Podbipita wznosi swj katowski Zerwikaptur! Zetnie trzy gowy czy nie
zetnie? Ksidz Jasklski ogania chorgwie i modli si z rkami do gry,
lecz to dawny onierz, wic nie mogc wytrzyma huknie czasem: Bij,
zabij!" A owo pancerni kad ju glewie w p koskiego ucha, puki
ruszaj naprzd, rozpdzaj si, pdz, bitwa, zawierucha!
Nagle widzenie si zmienia. Przed namiestnikiem staje Helena blada, z
rozpuszczonym wosem i woa: Ratuj, bo mnie Bohun goni!" Pan
Skrzetuski zrywa si z wozu, a jaki gos, ale ju rzeczywisty, mwi do
niego:
- Lee, detyno, bo zwi.
To esau taborowy, Zachar, ktremu Chmielnicki kaza pilnowa
namiestnika jak oka w gowie, ukada go na powrt na wozie, okrywa
kosk skr i pyta jeszcze:
- Szczo z toboju?
Wic pan Skrzetuski przytomnieje zupenie. Mary pierzchaj. Wozy
cign samym brzegiem Dnieprowym. Chodny powiew dochodzi od
rzeki i noc blednie. Ptactwo wodne rozpoczyna gwar poranny.
- Suchaj, Zachar! to my ju minli Kudak? - pyta pan Skrzetuski.
- Minli! - odpowiada Zaporoec.
- A dokd cigniecie?
- Ne znaju. Bytwa, kae, bude, ae ne znaju.
Na te sowa serce uderzyo radonie w piersiach pana Skrzetuskiego.
Sdzi on, e Chmielnicki bdzie oblega Kudak i e od tego wojn
zacznie. Tymczasem popiech, z jakim Kozacy szli naprzd, pozwala
wnosi, e wojska koronne byy ju blisko i e wanie Chmielnicki
dlatego pomin fortec, by nie by zmuszonym do bitwy pod jej
dziaami. Dzi jeszcze moe wolny bd" - pomyla namiestnik i
wznis oczy dzikczynnie ku niebu.
 216
 Rozdzia XIV 
Huk dzia kudackich syszay rwnie wojska pynce bajdakami pod
wodz starego Barabasza i Krzeczowskiego.
Skaday si one z szeciu tysicy Kozakw regestrowych i jednego
regimentu wybornej piechoty niemieckiej, ktrej pukownikowa Hans
Flik. Pan Mikoaj Potocki dugo si waha, zanim Kozakw przeciw
Chmielnickiemu wyprawi, ale e Krzeczowski mia na nich wpyw
ogromny, a Krzeczowskiemu hetman ufa bez granic, wic tylko
semenom kaza przysig wiernoci zoy i - wyprawi ich w imi boe.
Krzeczowski, onierz peen dowiadczenia i wielce w poprzednich
wojnach wsawiony, by klientem domu Potockich, ktrym wszystko
zawdzicza: i pukownikostwo, i szlachectwo, gdy mu je na sejmie
wyrobili, i na koniec obszerne posiadoci pooone przy zbiegu Dniestru i
Ladawy, ktre doywotnio od nich trzyma.
Tyle tedy wzw czyo go z Rzeczpospolit i z Potockimi, e cie
nieufnoci nie mg zrodzi si w duszy hetmaskiej. By to przy tym
czowiek w sile dni, bo zaledwie pidziesit lat liczcy, i wielka
przyszo otwieraa si przed nim na usugach krajowi. Niektrzy chcieli
w nim widzie nastpc Stefana Chmieleckiego, ktry rozpoczwszy
zawd jako prosty rycerz stepowy skoczy go jako wojewoda kijowski i
senator Rzeczypospolitej. Od Krzeczowskiego zaleao pj t sam
drog, na ktr pchao go mstwo, dzika energia i niepohamowana
ambicja, godna zarwno bogactw, jak i dostojestw. Gwoli tej to ambicji
silnie przed niedawnym czasem zabiega o starostwo lityskie, a gdy na
koniec otrzyma je pan Korbut, Krzeczowski gboko zakopa w sercu
zawd, ale prawie e odchorowa z zawici i zmartwienia. Teraz zdawa
mu si los na nowo umiecha, gdy otrzymawszy od hetmana wielkiego
tak wan funkcj wojskow, miao mg liczy, e imi jego obije si o
uszy krlewskie. A byo to rzecz wan, bo nastpnie naleao tylko
pokoni si panu, aby otrzyma przywilej z miymi duszy szlacheckiej
sowami: Bi nam czoom i prosy, szczob jeho podaryty, a my
pomniawszy jeho usugi, dajem" etc. T drog zdobywao si na Rusi
bogactwa i dostojestwa; t drog ogromne obszary pustych stepw,
ktre przedtem naleay do Boga i Rzplitej, przechodziy w rce
prywatne; t drog chudopachoek na pana wyrasta i mg krzepi si
nadziej, e potomkowie jego midzy senatory zasid.
Krzeczowskiego gryzo jeno to, e w owej powierzonej mu funkcji
musia dzieli wadz z Barabaszem, ale by to podzia tylko nominalny.
W rzeczywistoci stary pukownik czerkaski, zwaszcza w ostatnich
czasach, tak si postarza i zgrzybia, e ju ciaem jedynie do tej ziemi
nalea, a dusza jego i umys pogrone byy ustawicznie w odrtwieniu i
martwocie, ktre zwykle mier prawdziw poprzedzaj. Z pocztku
wyprawy rozbudzi si i pocz si krzta do ranie, rzekby: na
odgos surm wojennych stara onierska krew pocza w nim kry
silniej, bo by to przecie czasu swego wsawiony rycerz i wdz stepowy;
ale zaraz po wyruszeniu ukoysa go plusk wiose, upiy pieni semenw i
agodny ruch bajdakw, wic zapomnia o wiecie boym. Krzeczowski
wszystkim rzdzi i zawiadywa, Barabasz za budzi si tylko do
jedzenia; najadszy si pyta ze zwyczaju o to i owo - zbywano go lada
jak odpowiedzi, w kocu wzdycha i mawia: Ot, rad by ja z inn
wojn do mogiy si ka, ale wola boa!"
Tymczasem czno z wojskiem koronnym, idcym pod wodz Stefana
Potockiego, zostaa od razu przerwana. Krzeczowski narzeka, e husaria
i dragonia za wolno id, e nadto u przepraw marudz, e mody syn
hetmaski nie ma wojskowego dowiadczenia, ale z tym wszystkim kaza
wiosowa i pyn naprzd.
Bajdaki pyny wic z biegiem Dnieprowym ku Kudakowi, oddalajc si
coraz bardziej od wojsk koronnych.
Nareszcie pewnej nocy zasyszano huk dzia.
Barabasz spa i nie obudzi si; natomiast Flik, ktry pyn naprzd,
wsiad w podjazdk i uda si do Krzeczowskiego.
- Moci pukowniku - rzek - to kudackie armaty. Co mam czyni?
- Zatrzymaj wa bajdaki. Zostaniemy przez noc w oczeretach.
- Chmielnicki widocznie zamek oblega. Moim zdaniem, naleaoby
popieszy z odsiecz.
- Ja waci o zdanie nie pytam, jeno rozkaz daj. Przy mnie komenda.
- Moci pukowniku!...
- Sta i czeka! - rzek Krzeczowski.
Ale widzc, e energiczny Niemiec szarpie swoj t brod i ustpowa
bez racji nie myli, doda agodnie:
- Kasztelan do jutra rana moe z jazd nadcign, a fortecy przez jedn
noc nie wezm.
- A jeli nie nadcignie?
- Bdziem czeka choby dwa dni. Wa nie znasz Kudaku! Poami oni
sobie zby o jego mury, a ja bez kasztelana na odsiecz nie bd cign,
bo i prawa do tego nie mam. Jego to rzecz.
Wszelko suszno zdawaa si by po stronie Krzeczowskiego, wic Flik
nie nalega duej i oddali si do swoich Niemcw. Po chwili bajdaki
poczy zblia si ku prawemu brzegowi i zasuwa w oczerety, ktre
wicej jak na staj pokryway szeroko w tym miejscu rozlan ach. Na
koniec plusk wiose usta, statki skryy si cakowicie w szuwarach, a
rzeka zdawaa si by pust zupenie: Krzeczowski zakaza palenia ogni,
piewania pieni i rozmw, wic okolic zalega cisza przerywana tylko
dalekim odgosem dzia kudackich.
Wszelako na statkach nikt prcz jednego Barabasza nie zmruy oka.
Flik, czowiek rycerski i boju chciwy, chciaby ptakiem lecie pod Kudak.
Semenowie pytali si siebie z cicha: co te si moe zdarzy z fortec?
Wytrzyma czy nie wytrzyma? A tymczasem huk wzmaga si coraz
bardziej. Wszyscy byli przekonani, e zamek odpiera szturm gwatowny.
Chmiel nie artuje, ale i Grodzicki nie artuje!" - szeptali Kozacy. A co
to bdzie jutro?
To samo pytanie zadawa sobie prawdopodobnie Krzeczowski, ktry
siadszy na przedzie swego bajdaku zamyli si gboko. Chmielnickiego
zna on dobrze i dawno, uwaa go zawsze a dotd za czowieka
nadzwyczajnych zdolnoci, ktremu tylko pola brako, by wylecia jak
orze w gr, a teraz Krzeczowski zwtpi o tym. Dziaa grzmiay cigle, a
zatem chyba Chmielnicki naprawd Kudak oblega?
Jeli tak jest - myla Krzeczowski - to to jest czowiek zgubiony!"
Jak to? Wic podnisszy Zaporoe, zapewniwszy sobie pomoc chanow,
zebrawszy siy, jakimi aden z watakw dotychczas nie rozporzdza,
zamiast i co najpieszniej na Ukrain, zamiast pobudzi czer,
przecign grodowych, zgnie co prdzej hetmanw i opanowa cay
kraj, nimby na obron jego nowe wojska nadeszy, on - Chmielnicki, on -
stary onierz, szturmuje do niezdobytej fortecy, ktra przez rok moe go
trzyma? I pozwoli na to, by najlepsze siy jego tak rozbiy si o mury
Kudaku, jak fala Dnieprowa rozbija si o skay porohw? I bdzie czeka
pod Kudakiem, a si hetmani wzmocni i oblegn go jak Nalewajk pod
Soonic?...
- To czowiek zgubiony! - powtrzy raz jeszcze pan Krzeczowski. -
Wani Kozacy go wydadz. Nieudany szturm wywoa zniechcenie i
popoch. Iskra buntu zaganie w samym zarodku, a Chmielnicki nie
bdzie straszniejszy ni miecz, ktry si uama przy rkojeci.
- To gupiec!
Ergo? - pomyla pan Krzeczowski - ergo, jutro wysadz na brzeg
moich semenw i Niemcw, a nastpnej nocy na osabionego szturmami
niespodziewanie uderz. Zaporocw w pie wyrn, a Chmielnickiego,
zwizanego, pod nogi hetmaskie rzuc. Jego to wasna wina, bo mogo
si zdarzy inaczej."
Tu rozkieznana ambicja pana Krzeczowskiego wzbia si na sokolich
skrzydach w gr. Wiedzia on dobrze, e mody Potocki adn miar do
jutrzejszej nocy przycign nie moe, wic kto urwie gow hydrze?
Krzeczowski! Kto zgasi bunt, ktry straszliwym poarem mgby ogarn
ca Ukrain? Krzeczowski! Moe stary hetman bdzie krzyw troch, e
si to stanie bez udziau synala, ale si wysapie prdko, a tymczasem
wszystkie promienie sawy i aski krlewskiej owiec czoo zwycizcy.
Nie! Trzeba si jednak bdzie podzieli saw ze starym Barabaszem i z
Grodzickim! Pan Krzeczowski zaspi si mocno, ale wnet wypogodzi
si. Wszake t star kod, Barabasza, lada dzie zakopi w ziemi, a
Grodzicki, byle mg w Kudaku siedzie i Tatarw kiedy niekiedy z dzia
przeposzy, niczego wicej nie pragnie; pozostaje jeden Krzeczowski.
Byle hetmastwo ukrainne mg otrzyma!
Gwiazdy migotay na niebie, a pukownikowi zdawao si, e to klejnoty
w buawie; wiatr szumia w oczeretach, a jemu zdao si, e to szumi
buczuk hetmaski.
Dziaa Kudaku grzmiay cigle.
Chmielnicki da gardo pod miecz - myla dalej pukownik - ale to jego
wasna wina! Mogo by inaczej! Gdyby poszed od razu na Ukrain!...
Mogo by inaczej! Tam wre i huczy wszystko, tam le prochy
czekajce tylko na iskr. Rzeczpospolita jest potna, ale na Ukrainie si
nie ma, a krl niemody, schorowany!
Jedna wygrana przez Zaporocw bitwa sprowadziaby nieobliczone
skutki..."
Krzeczowski ukry twarz w doniach i siedzia nieruchomy, a tymczasem
gwiazdy staczay si niej i niej i zachodziy z wolna na step. Przepirki
ukryte w trawach poczy si nawoywa. Niezadugo miao zawita.
Na koniec rozmylania pukownika skrzepy w niewzruszony zamiar.
Jutro uderzy na Chmielnickiego i zetrze go w proch. Po jego trupie
dojdzie do bogactw i dostojestw, stanie si narzdziem kary w rku
Rzeczypospolitej, jej obroc, w przyszoci jej dygnitarzem i senatorem.
Po zwycistwie nad Zaporoem i Tatarami nie odmwi mu niczego.
A jednak - nie dano mu starostwa lityskiego.
Na to wspomnienie Krzeczowski cisn picie. Nie dano mu starostwa
mimo potnego wpywu jego protektorw Potockich, mimo jego zasug
wojennych, dlatego tylko, e by homo novus, a jego przeciwnik od
kniaziw rd wywodzi. W tej Rzeczypospolitej nie do byo zosta
szlachcicem, naleao jeszcze czeka, by to szlachectwo pokryo si
pleni jak wino, by zardzewiao jak elazo.
Chmielnicki jeden mg zaprowadzi nowy porzdek rzeczy, ktremu
bogdaj e i sam krl by sprzyja - ale, nieszcznik, wola oto rozbija
gow o skay kudackie.
Pukownik uspokaja si z wolna. Odmwili mu raz starostwa - c z
tego? Tym bardziej bd si starali go wynagrodzi, zwaszcza po
zwycistwie i zgaszeniu buntu, po uwolnieniu od wojny domowej
Ukrainy, ba! caej Rzeczypospolitej! Wwczas niczego mu nie odmwi,
wwczas nie bdzie potrzebowa nawet i Potockich...
Senna gowa schylia mu si na piersi - i usn marzc o starostwach, o
kasztelaniach, o nadaniach krlewskich i sejmowych...
Gdy si zbudzi, by brzask. Na bajdakach spao jeszcze wszystko. W dali
poyskiway w bladym, rozpierzchym wietle wody Dnieprowe. Naokoo
panowaa absolutna cisza. Ta wanie cisza zbudzia go.
Dziaa kudackie przestay hucze.
Co to? - pomyla Krzeczowski. - Pierwszy szturm odparty? czy moe
Kudak wzity?"
Ale to niepodobna!
Nie! po prostu zbici Kozacy le gdzie z dala od zamku i rany li, a
jednooki Grodzicki poglda na nich przez strzelnic, rychtujc na nowo
dziaa.
Jutro szturm powtrz i znowu zby poami.
Tymczasem rozedniao. Krzeczowski zbudzi ludzi na swym bajdaku i
posa czno po Flika.
Flik przyby niebawem.
- Moci pukowniku! - rzek mu Krzeczowski - jeli do wieczora
kasztelan nie nadcignie, a z noc szturm si powtrzy, ruszymy fortecy
w pomoc.
- Moi ludzie gotowi - odpar Flik.
- Rozdaje im prochy i kule.
- Rozdane.
- W nocy wysidziemy na brzeg i ruszymy jak najciszej stepem.
Zejdziemy ich niespodzianie.
- Gut, sehr gut! ale czyby si nie przysun troch bajdakami? Do
fortecy mil ze cztery. Troch daleko dla piechoty.
- Piechota sidzie na konie semenw.
- Sehr gut!
- Ludzie niech le cicho w sitowiach, na brzeg nie wychodz i haasw
nie sprawuj. Ogniw nie pali, bo dymy by nas zdradziy. Nie powinni o
nas wiedzie.
- Mga taka, e i dymw nie ujrz.
Rzeczywicie rzeka, acha poronita oczeretem, w ktrej stay bajdaki, i
stepy byy pokryte, jak okiem sign, biaym, nieprzeniknionym
tumanem. Ale e by to dopiero wit, wic mgy mogy jeszcze opa i
odsoni stepowe przestrzenie.
Flik odjecha. Ludzie na bajdakach budzili si z wolna; wnet ogoszono
rozkazy Krzeczowskiego, by si zachowa cicho - wic zabierali si do
rannego posiku bez onierskiego gwaru. Kto by przechodzi brzegiem
lub pyn rodkiem rzeki, aniby si domyli, e w przylegej asze
ukrywa si kilka tysicy ludzi. Koniom dawano je z rki, by nie ray.
Bajdaki zakryte mg leay przyczajone w lesie szuwarw. Gdzieniegdzie
tylko przemykaa si maa pidjizdka o dwch wiosach, rozwoca
suchary i rozkazy, zreszt wszdzie panowao grobowe milczenie.
Nagle w trawach, trzcinach, szuwarach i zarolach przybrzenych,
naokoo caej achy, rozlegy si dziwne, a bardzo liczne gosy woajce:
- Pugu! Pugu!
Cisza...
- Pugu! Pugu!
I znowu nastao milczenie, jak gdyby owe gosy woajce na brzegach
oczekiway na odpowied.
Ale odpowiedzi nie byo. Woania zabrzmiay po raz trzeci, ale szybsze i
niecierpliwsze:
- Pugu! Pugu! Pugu!
Wwczas od strony statkw rozleg si wrd mgy gos
Krzeczkowskiego:
- A kto taki?
- Kozak z ugu!
Semenom ukrytym na bajdakach serca zabiy niespokojnie. Tajemnicze
owo woanie byo im znane dobrze. W ten sposb Zaporocy
porozumiewali si z sob na zimownikach, w ten take sposb w czasie
wojen zapraszali na rozmow braci Kozakw regestrowych i grodowych,
midzy ktrymi bywao wielu nalecych sekretnie do bractwa.
Gos Krzeczowskiego rozleg si znowu:
- Czego chcecie?
- Bohdan Chmielnicki, hetman zaporoski, oznajmia, e dziaa na ach s
obrcone.
- Powiedzcie hetmanowi zaporoskiemu, e nasze obrcone s na brzegi.
- Pugu! Pugu!
- Czego jeszcze chcecie?
- Bohdan Chmielnicki, hetman zaporoski, prosi na rozmow swojego
przyjaciela, pana Krzeczowskiego pukownika.
- Niech jeno da zakadnikw.
- Dziesiciu kurzeniowych.
- Zgoda!
W tej chwili brzegi achy zakwity jakby kwieciem Zaporocami, ktrzy
popowstawali spord traw, midzy ktrymi leeli ukryci. Z dala od
stepw nadcigaa ich konnica i armaty, ukazay si dziesitki i setki
chorgwi, znamion, buczukw. Szli ze piewaniem i biciem w koty.
Wszystko to razem podobniejsze byo do radosnego powitania ni do
zetknicia si wrogich potg.
Semenowie z bajdakw odpowiedzieli okrzykami. Tymczasem przybyy
czna wiozce atamanw kurzeniowych. Krzeczowski wsiad w jedno z
nich i odjecha na brzeg. Tam podano mu konia i przeprowadzono
natychmiast do Chmielnickiego.
Chmielnicki ujrzawszy go uchyli czapki, a nastpnie powita go
serdecznie.
- Moci pukowniku! - rzek - stary przyjacielu mj i kumie! Gdy pan
hetman koronny kaza ci mnie apa i do obozu odstawi, ty tego
uczyni nie chcia, jeno mi ostrzege, bym si ucieczk salwowa, dla
ktrego uczynku winienem ci wdziczno i mio bratersk.
To mwic rk uprzejmie wyciga, ale czarniawa twarz
Krzeczowskiego pozostaa jak ld zimna.
- Teraz za, gdy si wyratowa, moci hetmanie - rzek - rebeli
podniose.
- O swoje to, twoje i caej Ukrainy krzywdy id si upomnie z
przywilejami krlewskimi w rku i w tej nadziei, e pan nasz miociwy
za ze mi tego nie poczyta.
Krzeczowski pocz patrzy bystro w oczy Chmielnickiemu i rzek z
przyciskiem:
- Kudak oblege?
- Ja? Chybabym by z rozumu obran! Kudak minem i anim wystrzeli,
cho mnie stary lepiec armatami stepom oznajmia. Mnie na Ukrain
byo pilno, nie do Kudaku, a do ciebie byo mi pilno, do starego druha,
dobrodzieja.
- Czego ty ode mnie chcesz?
- Jed ze mn troch w step, to si rozmwim.
Ruszyli komi i pojechali. Bawili z godzin. Po powrocie twarz
Krzeczowskiego bya blada i straszna. Wnet te zacz egna si z
Chmielnickim, ktry rzek mu na drog:
- Dwch nas bdzie na Ukrainie, a nad nami jeno krl i nikt wicej.
Krzeczowski wrci do bajdakw. Stary Barabasz, Flik i starszyzna
oczekiwali go niecierpliwie.
- Co tam? co tam? - pytano go ze wszystkich stron.
- Wysiada na brzeg! - odpowiedzia rozkazujcym gosem Krzeczowski.
Barabasz podnis senne powieki; jaki dziwny pomie bysn mu w
oczach.
- Jak to? - rzek.
- Wysiada na brzeg! Poddajem si!
Fala krwi buchna na blad i pok twarz Barabasza. Wsta z kota, na
ktrym siedzia, wyprostowa si i nagle ten zgity, zgrzybiay starzec
zmieni si w olbrzyma penego ycia i siy.
- Zdrada! - rykn.
- Zdrada! - powtrzy Flik chwytajc za rkoje rapiera.
Ale nim go wydoby, pan Krzeczowski wisn szabl i jednym
zamachem rozcign go na pomocie.
Nastpnie skoczy z bajdaku w podjazdk tu stojc, w ktrej siedziao
czterech Zaporocw z wiosami w rku, i krzykn:
- Midzy bajdaki!
Czno pomkno jak strzaa, pan Krzeczowski za stojc w rodku, z
czapk na okrwawionej szabli, z oczyma jak pomienie, krzycza
potnym gosem:
- Dzieci! nie bdziem swoich mordowa! Niech yje Bohdan
Chmielnicki, hetman zaporoski!
- Niech yje! - powtrzyy setne i tysiczne gosy.
- Na pohybel Lachom!
- Na pohybel!
Wrzaskom z bajdakw odpowiaday okrzyki Zaporocw na brzegach.
Ale wielu ludzi ze statkw stojcych dalej nie wiedziao jeszcze, o co
chodzi; dopiero gdy wszdzie rozbiega si wie, e pan Krzeczowski
przechodzi do Zaporocw, prawdziwy sza radoci ogarn semenw.
Sze tysicy czapek wyleciao w gr, sze tysicy rusznic hukno
wystrzaami. Bajdaki zatrzsy si pod stopami moojcw. Powsta tumult
i zamieszanie. Wszelako rado owa musiaa by krwi oblana, bo stary
Barabasz wola zgin ni zdradzi chorgiew, pod ktr wiek ycia
przesuy. Kilkudziesiciu ludzi czerkaskich opowiedziao si przy nim i
wszcza si bitwa krtka, straszna - jak wszystkie walki, w ktrych gar
ludzi podajca nie aski, ale mierci, broni si tumom. Ani
Krzeczowski, ani nikt z Kozakw nie spodziewa si takiego oporu. W
starym pukowniku rozbudzi si dawny lew. Na wezwanie, by bro
zoy, odpowiada strzaami - i widziano go na przodzie z buaw w rku,
z rozwianymi biaymi wosami, wydajcego rozkazy grzmicym gosem i
z modziecz energi. Statek jego otoczono ze wszystkich stron. Ludzie
z tych bajdakw, ktre nie mogy si docisn, wskakiwali w wod i
pync lub brodzc midzy oczeretami, chwytajc nastpnie za krawd
statku, wdzierali si na z wciekoci. Opr by krtki. Wierni
Barabaszowi semenowie, skuci, zrbani lub porozrywani rkami, zalegli
trupem pomost - stary z szabla w rku broni si jeszcze. Krzeczowski
przedar si ku niemu.
- Poddaj si! - krzykn.
- Zdrajco! na pohybel! - odpar Barabasz i wznis szabl do cicia.
Krzeczowski cofn si szybko w tum.
- Bij! - zawoa do Kozakw.
Ale zdawao si, e nikt nie chce pierwszy podnie rki na starca. Na
nieszczcie jednak pukownik polizn si we krwi i upad.
Lecy nie wzbudza ju tego szacunku czy te przestrachu i wnet
kilkanacie ostrz pogryo si w jego ciao. Starzec zdoa tylko
wykrzykn: Jezus Maria!"
Zaczto sieka lecego i rozsiekano w kawaki. Ucit gow
przerzucano z bajdaku do bajdaku, bawic si ni jak pik dopty,
dopki po niezrcznym rzuceniu nie wpada w wod.
Pozostawali jeszcze Niemcy, z ktrymi trudniejsza bya sprawa, bo
regiment skada si z tysica starego i wywiczonego w rnych wojnach
onierza.
Dzielny Flik poleg wprawdzie z rki Krzeczowskiego, ale na czele
regimentu pozosta Johan Werner, podpukownik, weteran jeszcze z
trzydziestoletniej wojny.
Krzeczowski pewny by prawie zwycistwa, gdy bajdaki niemieckie
otoczone byy ze wszystkich stron kozackimi, chcia jednak zachowa dla
Chmielnickiego tak znaczny zastp niezrwnanej i doskonale uzbrojonej
piechoty, dlatego wola z nimi rozpocz ukady.
Zdawao si przez jaki czas, e Werner zgadza si na nie, gdy
rozmawia spokojnie z Krzeczowskini i sucha uwanie wszelkich
obietnic, jakich mu przeniewierczy pukownik nie szczdzi. od, z
ktrym Rzeczpospolita bya zalegaa, mia by natychmiast za ubiegy
czas i za rok jeszcze z gry wypacony. Po roku knechtowie mogli si
uda, gdzie by chcieli, choby nawet do obozu koronnego.
Werner niby namyla si, ale tymczasem wyda cicho rozkazy, by
bajdaki przysun do siebie tak, aby utworzyy jedno zwarte koo. Na
okrgu tego koa stan mur piechurw, ludzi rosych i silnych,
przybranych w te kolety i takieje barwy kapelusze, w zupenym
szyku bojowym, z lew nog wysunit naprzd do strzau i z
muszkietami przy prawym boku. Werner z obnaon szpad w rku sta
w pierwszym szeregu i namyla si dugo.
Na koniec podnis gow.
- Herr Hauptmann! - rzek - zgadzamy si!
- Nie stracicie na nowej subie! - zawoa z radoci Krzeczowski.
- Ale pod warunkiem...
- Zgadzam si z gry.
- Jeli tak, to i dobrze. Nasza suba u Rzeczypospolitej koczy si w
czerwcu. Od czerwca pjdziemy do was.
Przeklestwo wyrwao si z ust Krzeczowskiego, powstrzyma jednak
wybuch.
- Czy kpisz, moci lejtnancie? - spyta.
- Nie! - odpar z flegm Werner. - Nasza cze onierska kae nam
ukadu dotrzyma. Suba koczy si w czerwcu. Suymy za pienidze,
ale nie jestemy zdrajcami. Inaczej nikt by nas nie najmowa, a i wy sami
nie ufalibycie nam, bo kto by wam rczy, e w pierwszej bitwie nie
przejdziem znowu do hetmanw?
- Czego tedy chcecie?
- Bycie nam dali odej.
- Nie bdzie z tego nic, szalony czowiecze! Ka was w pie wyci.
- A ilu swoich stracisz?
- Noga z was nie ujdzie.
- Poowa z was nie zostanie.
Obaj mwili prawd; dlatego Krzeczowski, chocia flegma Niemca
wzburzya w nim wszystk krew, a wcieko poczynaa go dawi, nie
chcia jeszcze rozpoczyna bitwy.
- Nim soce zejdzie z achy - zawoa - namylcie si, po czym ka
cynglw rusza.
I odjecha popiesznie w swojej podjazdce, by si z Chmielnickim
naradzi.
Nastaa chwila oczekiwania. Bajdaki kozackie otoczyy cianiejszym
piercieniem Niemcw, ktrzy zachowywali chodn postaw, jak tylko
stary i bardzo wywiczony onierz zdoa zachowa wobec
niebezpieczestwa. Na groby i obelgi wybuchajce co chwila z
kozackich bajdakw odpowiadali pogardliwym milczeniem. By to
prawdziwie imponujcy widok tego spokoju wrd coraz silniejszych
wybuchw wciekoci ze strony moojcw, ktrzy potrzsajc gronie
spisami i piszczelami", zgrzytajc zbem i klnc oczekiwali niecierpliwie
hasa do boju.
Tymczasem soce skrcajc od poudnia ku zachodniej stronie nieba
zdejmowao z wolna swoje zote blaski z achy, ktra stopniowo
pograa si w cieniu.
Na koniec pogrya si zupenie.
Wwczas zagraa trbka, a zaraz potem gos Krzeczowskiego ozwa si z
daleka:
- Soce zeszo! Czy ju namylilicie si?
- Ju - odpar Werner i zwrciwszy si ku onierzom machn obnaon
szpad.
- Feuer! - skomenderowa spokojnym, flegmatycznym gosem.
Hukno! Plusk cia wpadajcych do wody, okrzyki wciekoci i
gorczkowa strzelanina odpowiaday na gos niemieckich muszkietw.
Armaty zatoczone na brzeg ozway si basem i poczy zia kule na
niemieckie bajdaki. Dymy przesoniy ach zupenie - i tylko wrd
krzykw, huku, powistu strza tatarskich, grzechotania piszczeli" i
samopaw regularne salwy muszkietw zwiastoway, e Niemcy broni
si cigle.
O zachodzie soca bitwa wrzaa jeszcze, ale zdawaa si sabn.
Chmielnicki w towarzystwie Krzeczowskiego, Tuhaj-beja i kilkunastu
atamanw przyjecha na sam brzeg rekognoskowa walk. Rozdte jego
nozdrza wcigay dym z prochu, a uszy napaway si z luboci
wrzaskiem toncych i mordowanych Niemcw. Wszyscy trzej wodzowie
patrzyli na rze jakby na widowisko, ktre zarazem stanowio pomyln
dla nich wrb.
Walka ustawaa. Wystrzay umilky, a natomiast coraz goniejsze okrzyki
kozackiego tryumfu biy o niebo.
- Tuhaj-beju! - rzek Chmielnicki - to dzie pierwszego zwycistwa.
- Jasyru nie ma! - odburkn murza - nie chc takich zwycistw!
- Wemiesz go na Ukrainie. Cay Stambu i Galat napenisz swymi
jecami!
- Wezm cho ciebie, jak nie bdzie kogo!
To rzekszy dziki Tuhaj rozemia si zowrogo, po chwili za doda:
- Jednake chtnie bybym wzi tych frankw".
Tymczasem bitwa ustaa zupenie. Tuhaj-bej zawrci konia ku obozowi,
a za nim i inni.
- No! teraz na te Wody! - zawoa Chmielnicki.
 236
 Rozdzia XV 
Namiestnik syszc bitw wyczekiwa ze dreniem jej koca sdzc
pocztkowo, e Chmielnicki potyka si ze wszystkimi siami hetmanw.
Ale pod wieczr stary Zachar wyprowadzi go z bdu. Wie o zdradzie
semenw pod wodz Krzeczowskiego i wyciciu Niemcw wzburzya do
gbi duszy modego rycerza, bya bowiem zapowiedzi przyszych zdrad,
a namiestnik wiedzia doskonale, e niemaa cz wojsk hetmaskich
skada si przewanie z Kozakw.
Udrczenia namiestnika wzrastay, a tryumf w zaporoskim obozie
dorzuca jeszcze do nich goryczy. Wszystko zapowiadao si jak
najgorzej. O ksiciu nie byo wieci, a hetmani popenili widocznie
straszliwy bd, gdy zamiast ruszy wszystk potg ku Kudakowi albo
zreszt czeka nieprzyjaciela w warownych obozach na Ukrainie,
rozdzielili siy, osabili si dobrowolnie, dali szerokie pole wiaroomstwu i
zdradzie. W obozie zaporoskim mwiono wprawdzie ju poprzednio o
panu Krzeczowskim i osobnym wysaniu wojsk pod wodz Stefana
Potockiego, ale namiestnik nie dawa wiary tym wieciom. Sdzi, e to
s silne podjazdy, ktre w por bd cofnite. Tymczasem stao si
inaczej. Chmielnicki wzmocni si przez zdrad Krzeczowskiego kilkoma
tysicami ludzi, a nad modym Potockim zawiso straszliwe
niebezpieczestwo. Pozbawionego pomocy i zabkanego w pustyniach
atwo teraz mg Chmielnicki otoczy i zgnie zupenie.
W blach od ran, w niepokoju, w czasie nocy bezzsennych pociesza si
Skrzetuski tylko myl o ksiciu. Gwiazda Chmielnickiego musi przecie
zbledn, gdy ksi podniesie si w swoich ubniach. A kt moe
wiedzie, czy on ju nie poczy si z hetmany? Jakkolwiek znaczne
byy siy Chmielnickiego, jakkolwiek pocztki pochodu pomylne,
jakkolwiek szed z nim Tuhaj-bej, a w razie niepowodzenia obieca
ruszy w pomoc sam carz" krymski, Skrzetuskiemu ani w gowie nie
powstaa myl, by ta zawierucha moga trwa dugo, by jeden Kozak
mg wstrzsn ca Rzeczpospolit i zama gron jej si. U progw
ukrainnych ta fala si rozbije" - myla namiestnik. Jake to bowiem
koczyy si wszystkie bunty kozacze? Wybuchay jak pomie i gasy po
pierwszym zetkniciu si z hetmanami. Tak byo a dotd. Gdy z jednej
strony stawao do boju gniazdo drapienikw niowych, z drugiej potga,
ktrej brzegi obleway dwa morza - rozwizanie atwym byo do
przewidzenia. Burza nie moe by trwa, wic przejdzie - i nastanie
pogoda. - Ta myl krzepia pana
Skrzetuskiego i mona rzec, utrzymywaa go na nogach, bo zreszt
ciyo na nim brzemi tak cikie, jakiego nigdy dotd w yciu nie
dwiga. Burza, cho przejdzie, moe spustoszy pola, zburzy domy i
naczyni szkd niepowetowanych. Oto z przyczyny tej burzy on sam
mao ycia nie straci, si si zbawi i popad w gorzk niewol wanie
wwczas, gdy mu na wolnoci tyle prawie, ile na samym yciu zaleao.
Jake tedy od zawieruchy mogy ucierpie istoty sabsze, nie umiejce si
broni? Co tam dziao si w Rozogach z Helen?
Ale Helena musiaa by ju w ubniach. Namiestnik widywa j we snach
otoczon przez twarze yczliwe, przyhoubion przez samego ksicia i
ksin Gryzeld, podziwian przez rycerzy - a jeno tskn za swoim
usarzem, ktren gdzie przepad na Siczy. Ale przyjdzie wreszcie chwila,
e usarz wrci. Oto sam Chmielnicki przyrzek mu wolno - a zreszt
fala kozacka pynie i pynie do progw Rzeczypospolitej; gdy si rozbije,
bdzie koniec zmartwieniom, zgryzotom i niepokojom.
Fala pyna rzeczywicie. Chmielnicki nie zwczc ruszy obz i cign
na spotkanie syna hetmaskiego. Sia jego ju bya rzeczywicie gron,
bo wraz z semenami Krzeczowskiego i czambuem Tuhaj-beja wid
blisko 25000 wywiczonych i boju chciwych wojownikw. O siach
Potockiego nie byo pewnych wiadomoci. Zbiegowie mwili, e
prowadzi dwa tysice cikiej jazdy i kilkanacie armatek. Bitwa w tej
proporcji si moga by wtpliw, bo jeden atak straszliwej husarii
wystarcza czsto do zgniecenia dziesikro liczniejszych zastpw. Tak
pan Chodkiewicz, hetman litewski, w trzy tysice husarzy star czasu
swego pod Kircholmem na proch omnacie tysicy wybranej piechoty i
jazdy szwedzkiej; tak pod Kuszynem jedna chorgiew pancerna w
szalonej furii rozniosa kilka tysicy angielskich i szkockich najemnikw.
Chmielnicki pamita o tym, wic szed, wedle sw ruskiego kronikarza,
z wolna i ostronie: mnogimi umu swojego oczyma, jako owiec chytry,
na wszystkie strony pogldajc i strae na mil i dalej od obozu majc"'.
Tak zbliy si ku tej Wodzie. Zapano znowu dwch jzykw. Ci
potwierdzili szczupo si koronnych i donieli, i kasztelan przeprawi si
ju przez t Wod. Zasyszawszy to Chmielnicki stan jak wryty na
miejscu i okopa si waami.
Serce bio mu radonie. Jeeli Potocki odway si na szturm, tedy musi
by pobity. Kozacy nie umiej dosta w polu pancernym, ale zza wau
bij si doskonale i w tak wielkiej przewadze si szturmy niechybnie
odepr. Chmielnicki liczy na modo i niedowiadczenie Potockiego. Ale
przy modym kasztelanie by dowiadczony onierz, starocic ywiecki
pan Stefan Czarniecki, pukownik usarski. Ten spostrzeg
niebezpieczestwo i skoni kasztelana, by cofn si na powrt za t
Wod.
Chmielnickiemu nie pozostao nic innego, jak ruszy za nimi. Drugiego
dnia przeprawiwszy si przez topieliska towodzkie oba wojska stany
sobie oko w oko.
Ale aden z wodzw nie chcia uderzy pierwszy. Nieprzyjazne obozy
poczy popiesznie otacza si szacami. Bya to sobota, dzie 5 maja.
Cay dzie deszcz la obficie. Chmury zawaliy tak niebo, i od poudnia
panowa mrok jakoby w dniu zimowym. Pod wieczr ulewa zwikszya
si jeszcze.
Chmielnicki rce zaciera z radoci.
- Niech jeno step rozmiknie - mwi do Krzeczowskiego - a nie bd si
waha wstpnym bojem i z usari si potyka, gdy oni w swych cikich
zbrojach w bocie poton.
A deszcz pada i pada, jakby samo niebo chciao Zaporou przyj w
pomoc.
Wojska okopyway si leniwie i pospnie wrd strug wody. Ogni nie
mona byo rozpali. Kilka tysicy ordycw wyszo z obozu pilnowa,
aby tabor polski korzystajc z mgy, fali i nocy nie prbowa si
wymkn. Po czym zapada cisza gboka. Sycha byo tylko szelest
ulewy i szum wiatru. Zapewne te nikt nie spa w obu obozach.
Nad ranem trby zagray w polskim obozie dugo i aonie, jakby na
trwog, potem bbny tu i owdzie zaczy warcze. Dzie wstawa
smutny; ciemny, wilgotny, nawanica ustaa, ale pada jeszcze drobny
deszczyk, jakoby przesiewany przez sito.
Chmielnicki kaza uderzy z dziaa.
Za nim wnet ozwao si drugie, trzecie, dziesite i gdy z obozu do obozu
zacza si zwyka z armat korespondencja", pan Skrzetuski rzek do
swego kozackiego anioa stra:
- Zachar, wyprowad mnie na szaniec, abym za mg widzie, co si
dzieje.
Zachar sam by ciekawy, wic nie stawia oporu. Poszli na wysoki
naronik, skd wida byo jak na doni zakls nieco dolin stepow,
topieliska towodzkie i oba wojska. Ale zaledwie pan Skrzetuski
spojrza, wraz si uchwyci za gow i wykrzykn:
- Na Boga ywego! to to jest podjazd, nic wicej!
Rzeczywicie, way obozu kozackiego rozcigay si blisko na wier mili
gdy tymczasem polski wyglda w porwnaniu z nim jakby szaczyk
tylko. Nierwno si bya tak wielka, e zwycistwo Kozakw nie mogo
by wtpliwym.
Bl cisn serce namiestnika. Nie nadesza wic jeszcze godzina upadku
dla pychy i buntu, a ta, co nadejdzie, ma by nowym jego tryumfem !
Tak si przynajmniej zdawao.
Harce pod ogniem dzia byy ju rozpoczte. Z naronika wida byo
pojedynczych jedcw albo gromadki ich cierajce si z sob. To
Tatarzy harcowali z semenami Potockich przybranymi w granatowe i
te barwy. Jedcy dopadali do siebie i odskakiwali szybko, zajedali
si wzajemnie z bokw, godzili w siebie z pistoletw i ukw lub
wczniami, starali si chwyta wzajemnie na arkany. Utarczki owe
wydaway si z daleka raczej zabaw i tylko konie biegajce tu i owdzie
bez jedcw po boniu wskazyway, e tam przecie chodzi o mier i
ycie.
Tatarw wysypywao si coraz wicej. Wkrtce bonie zaczernio si od
zbitych ich mas; wwczas te i z obozu polskiego poczy wysuwa si
coraz nowe chorgwie i ustawia si w szyku bojowym przed okopem.
Byo tak blisko, e pan Skrzetuski bystrym swym wzrokiem odrni
mg wyranie znaki, buczuki, a nawet rotmistrzw i namiestnikw,
ktrzy stawali komi troch bokiem przy chorgwiach.
Serce poczo w nim skaka, na blad twarz biy rumiece i jak gdyby
mg znale wdzicznych suchaczw w Zacharze i Kozakach stojcych
przy dziaach na naroniku, woa z uniesieniem, w miar jak chorgwie
wysuway si zza okopu:
- To dragonia pana Baabana! widziaem ich w Czerkasach!
- To wooska chorgiew; krzy maj w znaku!
- O! ono piechota zstpuje z waw!
Po czym jeszcze z wikszym uniesienim, otworzywszy rce:
- Usaria! usaria pana Czarnieckiego!
Istotnie ukazaa si i husaria, a nad ni chmura skrzyde i sterczcy w
gr las wczni zdobnych w zotawe kitajki i w dugie zielono-czarne
proporce.
Wyjechali szstkami z okopu i ustawili si pod waem, a na widok ich
spokoju, powagi i sprawnoci a zy radosne ukazay si w oczach pana
Skrzetuskiego i zamiy mu wzrok na chwil.
Cho siy byy tak nierwne, cho naprzeciwko tych kilku chorgwi
czerniaa caa lawa Zaporocw i Tatarw, ktrzy jak zwykle, zajli
skrzyda, cho szyki ich tak rozcigny si po stepie, e koca ich trudno
byo dojrze, pan Skrzetuski wierzy ju w zwycistwo. Twarz mu si
miaa, siy wrciy, oczy wytone na bonia strzelay ogniem, jeno na
miejscu usta nie mg.
- Hej, detyno! - mrukn stary Zachar - chciaaby dusza do raju!
Tymczasem kilka lunych oddziaw tatarskich z krzykiem i
haakowaniem rzucio si naprzd. Z obozu odpowiedziano strzaami.
Ale by to tylko postrach. Tatarzy nie dobiegszy nawet do polskich
chorgwi pierzchnli na obie strony ku swoim i znikli w tumie.
Wtem ozwa si wielki bben siczowy, a na jego gos wnet olbrzymi
pksiyc kozacko-tatarski ruszy z kopyta naprzd. Chmielnicki
prbowa widocznie, czy jednym zamachem nie zdoa zgnie owych
chorgwi i zaj obozu. W razie popochu byoby to moliwym.
Wszelako nic podobnego nie okazywao si midzy polskimi
chorgwiami. Stay one spokojnie, rozwinite w do dug lini, ktrej
ty zasania okop, boki za dziaa taborowe, take mona byo na ni
uderzy tylko z frontu. Przez chwil zdawao si, e przyjm bitw na
miejscu, ale gdy pksiyc przebieg ju poow bonia, ozway si w
okopie trbki do ataku - i nagle pot kopii sterczcych a dotd ku grze
zniy si od razu do gw koskich.
- Usaria uderza! - krzykn pan Skrzetuski.
Jako pochylili si w siodach i ruszyli naprzd, a zaraz za nimi
dragoskie chorgwie i caa linia bojowa.
Uderzenie husarzy byo straszne. W pierwszym impecie trafili na trzy
kurzenie, dwa steblowskie i mirhorodzki - i starli je w mgnieniu oka.
Wycie doszo a do uszu pana Skrzetuskiego. Konie i ludzie, zwaleni z
ng olbrzymim ciarem elaznych jedcw, padli jak an pod
tchnieniem burzy. Opr trwa tak krtko, e Skrzetuskiemu zdao si, i
jaki olbrzymi smok pokn jednym haustem te trzy puki. A by to
przecie najzacitszy onierz siczowy. Przeraone szumem skrzyde konie
zaczy roznosi popoch w szeregach zaporoskich. Puki: irklejewski,
kaniboocki, miski, szkuryski i titorowski zmieszay si zupenie, a
naciskane przez masy pierzchajcych jy i same ustpowa bezadnie: A
tymczasem dragonia dognaa husarzy i rozpocza wraz z nimi krwawe
niwo. Kurze wasiuryski pierzchn po zacitym, ale krtkim oporze i
gna w dzikim popochu a do samych okopw kozackich. rodek si
Chmielnickiego chwia si coraz bardziej i bity, spdzany w bezadne
gromady, city mieczami, party elazn nawa, nie mg uchwyci
chwili, by przystan i sprawi si na nowo.
- Czorty, ne Lachy! - krzykn stary Zachar.
Skrzetuski by jakby w obkaniu. Chorym bdc, nie umia panowa nad
sob, wic mia si i paka jednoczenie, a chwilami krzycza sowa
komendy, jakby sam chorgiew prowadzi. Zachar trzyma go za poy i
innych w pomoc musia woa.
Bitwa przybliya si tak do taboru kozackiego, e niemal twarze mona
ju byo rozezna. Z okopw bito z dzia, ale kule kozackie, kadc
zarwno swoich, jak nieprzyjaci, powikszay jeszcze zamieszanie.
Husaria natkna si na kurze paszkowski, ktry stanowi gwardi
hetmask i w rodku ktrego by sam Chmielnicki. Nagle krzyk straszny
rozleg si po wszystkich szeregach zaporoskich: wielka chorgiew
malinowa zachwiaa si i pada.
Ale w tej chwili Krzeczowski na czele piciu tysicy swoich semenw
ruszy do boju. Siedzc na buanym ogromnym koniu lecia w pierwszym
szeregu, bez czapki, z szabl nad gow, zgarniajc przed sob
rozproszonych Niowcw, ktrzy spostrzegszy nadchodzc pomoc,
cho i bez ordynku wracali do ataku. Bitwa zawrzaa w rodku linii na
nowo.
Na obu skrzydach szczcie rwnie nie dopisao Chmielnickiemu.
Tatarzy, po dwakro odparci przez wooskie chorgwie i semenw
Potockich, stracili cakiem ochot do boju. Pod Tuhaj-bejem ubito dwa
konie. Zwycistwo przechylio si stanowczo na stron modego
Potockiego.
Bitwa jednak nie trwaa ju dugo. Ulewa, ktra od niejakiego czasu
wzrastaa coraz bardziej, wkrtce zwikszya si do tego stopnia, e przez
fale ddowe wiata nie byo wida. Ju nie strugi, ale potoki deszczu
spaday na ziemi z otwartych upustw niebieskich. Step zmieni si w
jezioro. Zrobio si tak ciemno, e o kilka krokw czowiek czowieka nie
odrnia. Szum deszczu guszy komend. Zamoczone muszkiety i
samopay umilky. Samo niebo pooyo koniec rzezi.
Chmielnicki, przemoczony do nitki, wcieky wpad do swego taboru. Nie
przemwi do nikogo ani sowa. Rozbito mu namiocik ze skr
wielbdzich, pod ktry schroniwszy si siedzia samotny przeuwajc
gorzkie myli.
Ogarniaa go rozpacz. Teraz dopiero poj, jakiego to j si dziea. Oto
by pobity, odparty, niemal zamany w bitwie z tak maymi siami, e
susznie mg je za podjazd uwaa. Wiedzia on, jak wielk bya sia
odporna wojsk Rzeczypospolitej, i bra to w rachub, gdy si na wojn
odway, a przecie przeliczy si. Tak przynajmniej zdawao mu si w tej
chwili, wic chwyta si za podgolony eb i pragn rozbi go o pierwsze
spotkane dziao. C dopiero, gdy przyjdzie mie spraw z hetmanami i z
ca Rzeczpospolit?
Rozmylania przerwao wejcie Tuhaj-beja.
Oczy Tatara paay wciekoci, twarz bya blada, a zby byskay zza
warg nieobrosych wsem.
- Gdzie upy? gdzie jecy? gdzie gowy wodzw? gdzie zwycistwo? -
pyta ochrypym gosem.
Chmielnicki zerwa si z miejsca.
- Tam! - odpar gromko, ukazujc w stron koronnego taboru.
- Ide tam! - rykn Tuhaj-bej - a nie pjdziesz, to ci na sznurze do
Krymu powiod.
- Pjd! - rzek Chmielnicki - pjd dzi jeszcze! upy wezm i jecw
wezm, ale ty zdasz spraw chanowi, bo upu chcesz, a boju unikasz!
- Psie! - zawy Tuhaj - ty gubisz wojsko chanowe!
I chwil stali naprzeciw siebie, parskajc nozdrzami jak dwa odyce.
Ochon pierwszy Chmielnicki.
- Tuhaj-beju, uspokj si! - rzek. - Fala przerwaa bitw, gdy
Krzeczowski zama ju dragoni. Ja ich znam! Jutro ju z mniejsz furi
bi si bd. Step rozmiknie do reszty. Husaria ulegnie. Jutro wszyscy
bd nasi.
- Rzeke! - burkn Tuhaj-bej.
- I dotrzymam. Tuhaj-beju, mj przyjacielu, chan mi ci na pomoc
przysa, nie na bied.
- Przyrzekae zwycistwa, nie klski.
- Wzito troch jecw z dragonii, ktrych ci oddam.
- Oddaj. Ka ich na pal powbija.
- Nie czy tego. Pu ich wolno. To ludzie ukrainni spod chorgwi
Baabana, polem ich, by dragonw na nasz stron przecignli. Bdzie
tak jak z Krzeczowskim.
Tuhaj-bej udobrucha si; spojrza bystro na Chmielnickiego i mrukn:
- Wu...
- Chytro tyle co mstwo warta. Jeli dragonw do zdrady namwim,
noga z taboru nie ujdzie - rozumiesz!
- Potockiego ja wezm.
- Dam ci go - i Czarnieckiego take.
- Daj teraz gorzaki, bo zimno.
- Zgoda.
W tej chwili wszed Krzeczowski. Pukownik by ponury jak noc.
Przysze podane starostwa, kasztelanie, zamki i skarby zasuny si
jakby mg po dzisiejszej bitwie. Jutro mog znikn cakowicie, a moe
z owej mgy wynurzy si zamiast nich stryczek lub szubienica. Gdyby nie
to, e pukownik wyciwszy Niemcw hetmaskich spali za sob mosty
- bybyz pewnoci teraz rozmyla, jak z kolei zdradzi Chmielnickiego,
a przej z semenami do obozu Potockiego.
Ale byo to ju niemoebne.
Siedli tedy we trzech nad gsiorem gorzaki i poczli pi w milczeniu.
Szum ulewy ustawa z wolna.
Zmierzchao.
Pan Skrzetuski, wyczerpany z radoci, osaby, blady, lea nieruchomie
na teledze. Zachar, ktry go pokocha, kaza swoim Kozakom rozpi i
nad nim wojokowy daszek. Namiestnik sucha pospnego szumu ulewy,
ale w duszy byo mu widno, jasno, bogo. Oto jego husarze pokazali, co
umiej, oto jego Rzeczpospolita daa opr godny swego majestatu, oto
pierwszy impet kozackiej burzy rozbi si ju na ostrzach wczni wojsk
koronnych. A przecie s jeszcze hetmani, jest ksi Jeremi i tylu panw,
tyle szlachty, tyle potgi, nad tym wszystkim za krl - primus inter
pares.
Duma podnosia piersi pana Skrzetuskiego, jak gdyby caa ta potga bya
w nim teraz.
W poczuciu jej, po raz pierwszy od czasu utraty wolnoci na Siczy,
poczu pewn lito nad Kozakami: Winni s, ale i zalepieni, gdy z
motyk na soce si porwali" - pomyla. Winni s, ale nieszczliwi, gdy
dali si porwa jednemu czowiekowi, ktry ich na oczywist zgub
prowadzi. Potem myl jego wdrowaa dalej. Nastanie spokj, a
wwczas kady o swym prywatnym szczciu bdzie mia prawo
pomyle. Tu pamici i dusz zawisn nad Rozogami. Tam w bliskoci
lwiej jamy, musi by cicho jak makiem zasia. Tam bunt nigdy gowy nie
podniesie, a choby podnis - Helena ju w ubniach niezawodnie.
Nagle huk dzia przerwa zote nici jego rozmyla.
To Chmielnicki upiwszy si wyprowadzi znowu puki do ataku.
Ale skoczyo si na grze z dzia, Krzeczowski pohamowa hetmana.
Nazajutrz bya niedziela. Cay dzie zeszed spokojnie i bez wystrzau.
Obozy leay naprzeciw siebie jakby obozy dwch wojsk
sprzymierzonych.
Skrzetuski przypisywa t cisz zniechceniu Kozakw. Niestety! nie
wiedzia, e tymczasem Chmielnicki mnogimi oczyma swego umu
patrzc przed siebie" pracowa nad przecigniciem na sw stron
dragonw Baabana.
W poniedziaek bitwa zawrzaa od witu. Skrzetuski patrzy na ni jak i
pierwej, z umiechnit, weso twarz. I znowu puki koronne wystpiy
przed okop; tym jednak razem nie puszczajc si do ataku daway wstrt
nieprzyjacielowi z miejsca. Step rozmokn nie tylko na powierzchni, jak
pierwszego dnia bitwy, ale do gbi. Cika jazda nie moga si prawie
porusza, co od razu dao przewag lotnym chorgwiom zaporoskim i
tatarskim. Umiech z wolna gin z ust Skrzetuskiego. Pod polskim
okopem nawanica atakujcych pokrya prawie zupenie wskie pasmo
chorgwi koronnych. Zdawao si, e lada moment acuch w
rozerwany zostanie i rozpocznie si atak wprost do okopw. Pan
Skrzetuski nie widzia ani poowy tego animuszu, tej ochoty bojowej, z
jak chorgwie walczyy dnia pierwszego. Broniy si i dzi z zacitoci,
ale nie uderzyy pierwsze, nie rozbijay w puch kurzeniw, nie zmiatay
pola przed sob jak huragan. Grunt stepowy, rozmiky nie na
powierzchni tylko, ale do gbi, uniemoliwia furi i rzeczywicie
przygwodzi cik jazd pod okopem. Rozpd stanowi jej si i
rozstrzyga o zwycistwie, a tymczasem teraz musiaa sta w miejscu.
Chmielnicki za wprowadza coraz nowe puki do boju. Sam by
wszdzie. Kady kurze osobicie wid do ataku i wycofywa si
dopiero tu przed szablami nieprzyjaci. Zapa jego udziela si
stopniowo Zaporocom, wic cho padali gstym trupem, biegli na
wycigi pod okop z krzykiem i wyciem. Uderzali si o mur elaznych
piersi, o ostrza wczni i rozbici, zdziesitkowani, wracali znowu do
ataku. Pod tym naporem chorgwie poczy si koleba, ugina,
miejscami cofa, tak wanie jak zapanik, chwycony w elazne ramiona
przeciwnika, to sabnie, to si znw wysila i wzmaga.
Przed poudniem wszystkie niemal siy zaporoskie byy w ogniu i w
bitwie. Walka wrzaa tak zacicie, e midzy dwoma liniami walczcych
utworzy si jak gdyby nowy wa: trupw koskich i ludzkich.
Co chwila do okopw kozackich wracay z bitwy gromady wojownikw
rannych, pokrwawionych, pokrytych botem, zziajanych, upadajcych ze
zmczenia. Ale wracali ze piewaniem na ustach. Z twarzy ich bi ar
bitwy i pewno zwycistwa. Mdlejc woali jeszcze: Na pohybel!"
Zaoga zostawiona w obozie rwaa si do boju.
Pan Skrzetuski spospnia. Chorgwie polskie poczy si zmyka z pola
do okopw. Nie mogy ju wytrzyma, a w odwrocie ich zna byo
gorczkowy popiech. Na ten widok dwadziecia kilka tysicy ust
wrzasno radonie. Impet ataku zdwoi si. Zaporocy siedli na kark
semenom Potockich, ktrzy zasaniali odwrt.
Ale armaty i grad kul muszkietowych odrzuciy ich w ty. Bitwa na chwil
ustaa. W obozie polskim rozleg si odgos trbki parlamentarskiej.
Chmielnicki jednak nie chcia ju parlamentowa. Dwanacie kurzeniw
zsiado z koni, by wsplnie z piechot i Tatarami rozpocz szturm do
waw.
Krzeczowski w trzy tysice piechoty mia im przyj w pomoc w chwili
stanowczej. Wszystkie koty, bbny, litaury i trby ozway si naraz,
guszc okrzyki i salwy muszkietw.
Pan Skrzetuski ze dreniem patrzy na gbokie szeregi niezrwnanej
piechoty zaporoskiej biegncej ku waom i otaczajcej je coraz
cianiejszym piercieniem. Dugie smugi biaego dymu wybuchay ku niej
z okopw, jakby jaka olbrzymia pier chciaa oddmuchn t szaracz
cisnc si nieubaganie ze wszystkich stron. Kule armatnie ryy w niej
bruzdy, strzay samopaw stay si coraz szybsze. Huk nie ustawa ani
na chwil mrowie topniao w oczach, skrcao si miejscami konwulsyjnie
jak olbrzymi w zraniony, ale szo naprzd. Ju, ju dobiegaj! ju s
pod okopem! - armaty ju im szkodzi nie mog! Pan Skrzetuski
przymkn powieki. I teraz pytania szybkie jak byskawice przelatyway
mu przez gow: gdy otworzy oczy, czy dojrzy jeszcze polskie proporce
na waach? Dojrzy - nie dojrzy? Tam gwar coraz wikszy, tam wrzask
jaki niezwyky. Musiao si co sta! Krzyki dochodz ze rodka obozu.
Co to jest? Co si stao?
- Boe wszechmocny!
Okrzyk ten wyrwa si z ust pana Skrzetuskiego, gdy otworzywszy oczy
ujrza na waach zamiast wielkiej zotej chorgwi koronnej malinow z
Archanioem.
Obz by zdobyty.
Wieczorem dopiero dowiedzia si od Zachara namiestnik o caym
przebiegu szturmu. Nie prno Tuhaj-bej nazywa Chmielnickiego
wem, bo oto w chwili najzacitszej obrony podmwiona przez niego
Baabanowa dragonia przesza do Kozakw i rzuciwszy si z tyu na
swoje chorgwie dopomoga do wytpienia ich ze szcztem.
Wieczorem widzia namiestnik jecw i by przy mierci modego
Potockiego, ktry majc gardo przebite strza y tylko kilka godzin po
bitwie i umar na rku pana Stefana Czarnieckiego: Powiedzcie ojcu... -
szepta w ostatniej chwili mody kasztelan - powiedzcie ojcu - em... jako
rycerz...", i nie mg nic wicej doda. Dusza jego opucia ciao i uleciaa
ku niebu. Skrzetuski dugo potem pamita t blad twarz i te bkitne
oczy wzniesione w chwili mierci. Pan Czarniecki lub czyni nad
stygncym ciaem, e da-li mu Bg wolno odzyska, a potokami krwi
mier przyjaciela i hab klski obmyje. I ani za nie cieka po surowym
jego obliczu, bo to by rycerz elazny, wielce ju czynami odwagi
wsawiony i czowiek adnym nieszczciem nie ugity. Jako luby
speni. Teraz zamiast desperacji si poddawa, pierwszy krzepi
Skrzetuskiego, ktren cierpia strasznie nad klsk i hab
Rzeczypospolitej. Rzeczpospolita niejedn klsk poniosa - mwi pan
Czarniecki - ale ma ona w sobie si niespoyt. Nie zamaa jej dotd
adna potga, nie zami i bunty chopw, ktrych sam Bg pokarze,
gdy wystpujc przeciw zwierzchnoci, Jego to woli si oponuj. A co
do klski, prawda, i jest aosn - ale kt t klsk ponis? hetmani?
wojska koronne? - nie! Po odczeniu si i zdradzie Krzeczowskiego
oddzia w, ktren prowadzi Potocki, tylko za podjazd mg by
uwaany. Bunt niechybnie rozejdzie si po caej Ukrainie, gdy
chopstwo tam harde i do boju wprawione, ale bunt tam to przecie nie
pierwszyzna. Zgasz go hetmani z ksiciem Jeremim, ktrych siy
nieporuszone dotd stoj - im za potniej wybuchnie, tym raz
zgaszony, na duej, a moe na zawsze ucichnie. Maej wiary i maego
serca czowiekiem byby ten, kto by mg przypuszcza, i jaki wataka
kozacki na wspk z jednym murz tatarskim naprawd mog
potnemu narodowi zagrozi. &#143;le by byo z Rzeczpospolit,
gdyby prosta zawierucha chopska miaa stanowi o jej losie, o jej
egzystencji. Zaiste z pogard cignlimy na on wypraw - koczy pan
Czarniecki - a cho podjazd nasz starto, mniemam, e hetmani nie
mieczem, nie broni, ale batogami mog ten bunt przytumi."
I gdy tak mwi, zdawao si, e to mwi nie jeniec, nie onierz po
przegranej bitwie, ale dumny hetman pewny jutrzejszego zwycistwa. Ta
wielko duszy i wiara w Rzeczpospolit spyny jako balsam na rany
namiestnika. Patrzy on z bliska na potg Chmielnickiego, wic go te i
olepia troch, tym bardziej e a dotd szy za ni powodzenia. Ale pan
Czarniecki musia mie suszno. Siy hetmanw stoj jeszcze
nieporuszone, a za nimi caa potga Rzeczypospolitej, zatem prawa,
wadzy i woli boskiej. Odchodzi tedy namiestnik bardzo na duszy
pokrzepiony i weselszy, a odchodzc spyta jeszcze pana Czarnieckiego,
czyby nie chcia zaraz ukadw z Chmielnickim o wolno rozpocz.
- Tuhaj-bejowym jestem jecem - rzek pan Stefan - jemu te okup
zapac, a z tym watak nie chc mie do czynienia i katu go oddaj.
Zachar, ktry panu Skrzetuskiemu uatwi widzenie si z winiami,
odprowadzajc go do telegi, rwnie go po drodze pociesza:
- Nie z modym Potockim trudno - mwi - z hetmany bdzie trudno.
Dzieo dopiero poczte, a jaki bdzie koniec - Bg wie! Hej, nabrali
Kozacy i Tatarzy polskiego dobra, ale wzi a zachowa - inna rzecz. A
ty si, detyno, nie martw, nie sumuj, bo i tak wolno odzyskasz - ty
ruszysz do swoich, a stary bdzie ju tuy po tobie. Na staro najgorzej
samemu na wiecie. Z hetmany bdzie trudno, oj! trudno!
Rzeczywicie, zwycistwo, jakkolwiek wietne, nie rozstrzygao
bynajmniej sprawy na korzy Chmielnickiego. Mogo mu ono nawet
wypa na niekorzy, bo atwo byo przewidzie, e teraz hetman wielki,
mszczc mier syna, ze szczegln zawzitoci nastawa bdzie na
Zaporocw i niczego nie omieszka, eby ich zgnie od razu. Hetman
wielki oto ywi pewn niech do ksicia Jeremiego, ktra cho
pokrywana grzecznoci, niemniej objawiaa si do czsto w
rozmaitych okolicznociach. Chmielnicki wiedzc o tym doskonale,
przypuszcza, e teraz niech ta ustanie, i e teraz pan krakowski
pierwszy wycignie rk do zgody, ktra zapewni mu pomoc
wsawionego wojownika i jego potnych zastpw. A z tak poczonymi
siami, pod takim wodzem, jak ksi, Chmielnicki jeszcze mierzy si
nie mia, bo sobie jeszcze dostatecznie nie ufa. Postanowi wic
pieszy si, by razem z wieci o klsce towodzkiej stan na
Ukrainie i uderzy na hetmanw, nimby pomoc ksica nadej moga.
Nie da wic wypoczynku wojskom i drugiego dnia po bitwie witaniem
ruszono w pochd. Pochd to by tak szybki, jak gdyby hetman ucieka.
Rzekby, e powd step zalewa i pdzi naprzd, i wzbiera wszystkimi
wodami po drodze. Mijano lasy, dbrowy, mogiy, przeprawiano si
przez rzeki bez wytchnienia. Siy kozackie wzrastay po drodze, bo coraz
nowe gromady chopw uciekajcych z Ukrainy czyy si z nimi
ustawicznie. Chopi przynosili i wieci o hetmanach - ale sprzeczne. Jedni
mwili, e ksi siedzi jeszcze za Dnieprem; inni, e ju si poczy z
wojskami koronnymi. Natomiast wszyscy twierdzili, e Ukraina ju w
ogniu. Chopi nie tylko uciekali na spotkanie Chmielnickiego w Dzikie
Pola, ale palili wsie i miasta, rzucali si na swych panw i uzbrajali
powszechnie. Wojska koronne biy si ju od dwch tygodni. Wycito
Steblew, pod Derenhowcami za przyszo do krwawej bitwy. Kozacy
grodowi gdzieniegdzie ju przerzucili si na stron czerni, a wszdzie
czekali tylko hasa. Chmielnicki liczy na to wszystko i pieszy si tym
bardziej.
Na koniec stan u proga. Czehryn otworzy mu wrota na rozcie. Zaoga
kozacka przesza natychmiast pod jego chorgiew. Zburzono dom
Czapliskiego, wyrnito gar szlachty szukajcej schronienia w miecie.
Radosne krzyki, bicie we dzwony i procesje nie ustaway ani na chwil.
Poar ogarn zaraz ca okolic. Co yo, chwytao za kosy, piki i czyo
si z Zaporoem. Tumy niezmierne czerni spyway do obozu ze
wszystkich stron - doszy take i radosne, bo pewne wieci, e ksi
Jeremi ofiarowa wprawdzie pomoc hetmanom, ale jeszcze si z nimi nie
poczy.
Chmielnicki odetchn.
Ruszy bez zwoki naprzd i szed ju wrd buntu, rzezi i ognia.
wiadczyy o tym zgliszcza i trupy. Szed jak lawina niszczc wszystko
po drodze. Kraj przed nim powstawa, za nim pustosza. Szed jak
mciciel, jak legendowy smok. Kroki jego wyciskay krew, oddech
wznieca poary.
W Czerkasach zatrzyma si z gwnymi siami, wysawszy naprzd
Tatarw pod Tuhaj-bejem i dzikiego Krzywonosa, ktrzy dognali
hetmanw pod Korsuniem i uderzyli na nich bez wahania. Ale miao
drogo musieli spaci. Odparci, zdziesitkowani, zbici na miazg, cofnli
si w popochu. Chmielnicki zerwa si i szed im w pomoc. Po drodze
dosza go wie, e pan Sieniawski w kilka chorgwi poczy si z
hetmanami, ktrzy opucili Korsu i cign do Bohusawia. Byo to
prawd. Chmiel zaj Korsu bez oporu i pozostawiwszy w nim wozy,
zapasy ywnoci, sowem cay tabor, komunikiem pogna si za nimi.
Nie potrzebowa goni dugo, gdy nie uszli jeszcze daleko. Pod Krut
Bak przednie jego strae natkny si na polski tabor.
Panu Skrzetuskiemu nie byo danym widzie bitwy, gdy wraz z taborem
zosta w Korsuniu. Zachar umieci go w rynku, w domu pana
Zabokrzyckiego, ktrego czer poprzednio powiesia - i postawi stra z
niedobitkw mirhorodzkiego kurzenia, bo tuszcza cigle rabowaa domy i
mordowaa kadego, kto si jej wyda Lachem. Przez wybite okna
widzia pan Skrzetuski gromady pijanych chopw, krwawych, z
pozawijanymi rkawami u koszul, wczcych si od domu do domu, od
sklepu do sklepu i przeszukujcych wszystkie kty, strychy, poddasza;
od czasu do czasu wrzask straszliwy oznajmia, e znaleziono szlachcica,
yda, mczyzn, kobiet lub dzieci. Wycigano ofiar na rynek i
pastwiono si nad ni w sposb najstraszliwszy. Tuszcza bia si ze sob
o resztki cia, obmazywaa sobie z rozkosz krwi twarze i piersi,
okrcaa szyje dymicymi jeszcze trzewiami. Chopi chwytali mae
ydzita za nogi i rozdzierali wrd szalonego miechu tumw. Rzucano
si i na domy otoczone stra, w ktrych zamknici byli znakomitsi
jecy, zostawieni przy yciu dlatego, e spodziewano si po nich
znacznego okupu. Wwczas Zaporocy lub Tatarzy stojcy na stray
odpierali tum, grzmocc po bach napastnikw drzewcami od pik, ukami
lub batami z byczej skry. Tak byo przy domu pana Skrzetuskiego.
Zachar kaza wiczy chopstwo bez miosierdzia, a mirhorodcy speniali
z rozkosz rozkaz. Niowi bowiem przyjmowali chtnie w czasie buntw
pomoc czerni, ale pogardzali ni bez porwnania wicej od szlachty.
Przecie nie prno zwali si: szlachetne uroonymi Kozakami!" Sam
Chmielnicki darowywa potem niejednokrotnie znaczn ilo czerni
Tatarom, ktrzy gnali j do Krymu i stamtd sprzedawali do Turcji i Azji
Mniejszej.
Tum wic szala na rynku i dochodzi do tak dzikiego optania, e w
kocu pocz si wzajemnie mordowa. Dzie zapada. Zapalono ca
jedn stron rynku, cerkiew i dom parocha. Szczciem wiatr zwiewa
ogie ku polu i przeszkadza szerzeniu si poaru. Ale una olbrzymia
owiecia rynek tak jasno jak promienie soneczne. Zrobio si gorco nie
do wytrzymania. Z dala dochodzi straszliwy huk dzia - widocznie bitwa
pod Krut Bak stawaa si coraz zacitsza.
- Gorco tam musi by naszym! - mrucza stary Zachar. - Hetmani nie
artuj. Hej! pan Potocki szczery onir.
Potem wskaza przez okno na czer.
- No! - rzek - oni teraz hulaj, ale jeli Chmiel bdzie pobity, to i nad
nimi pohulaj!
W tej chwili rozleg si ttent i na rynek wpado na spienionych koniach
kilkudziesiciu jedcw. Twarze ich sczerniae od prochu, odzie w
nieadzie i poobwizywane szmatami gowy niektrych wiadczyy, i
pdz wprost z bitwy.
- Ludy! kto w Boha wiryt, spasajtes! Lachy bijut naszych! - krzyknli
wniebogosy.
Podnis si wrzask i zamieszanie. Tum rozkoysa si jak fala targnita
wichrem. Nagle dziki popoch opanowa wszystkich. Rzucono si do
ucieczki, ale e ulice byy zatoczone wozami, a jedna cz rynku w
ogniu, wic nie byo gdzie ucieka.
Czer pocza si toczy, krzycze, bi, dusi i wy o miosierdzie, cho
nieprzyjaciel by jeszcze daleko.
Namiestnik zasyszawszy, co si dzieje, mao nie oszala z radoci, pocz
biega po izbie jak obkany, rkami bi si w piersi z caej siy i woa:
- Wiedziaem, e tak si stanie! wiedziaem! jakom yw! To z hetmany
sprawa! to z ca Rzeczpospolit! Godzina kary nadesza! Co to?
Znw rozleg si ttent i tym razem do kilkuset jedcw, samych
Tatarw, pojawio si na rynku. Uciekali widocznie na lepo. Tum
zastpowa im drog, oni rzucili si w tum, tratowali go, bili, rozpdzali,
siekli, prc komi ku gocicowi wiodcemu do Czerkas..
- Uciekaj jak wicher! - zawoa Zachar.
Ledwo wymwi, przelecia drugi oddzia, za nim trzeci. Zdawao si, e
ucieczka jest powszechn. Strae przy domach poczy krci si i
rwnie okazywa ch ucieczki. Zachar wypad przed ganek.
- Sta! - krzykn na swych mirhorodcw.
Dym, gorco, zamieszanie; ttent koni, gosy trwogi, wycie tumw
owieconych poarem, wszystko to zlao si w jeden piekielny obraz; na
ktry namiestnik z okna spoglda.
- Co tam za pogrom by musi! co tam za pogrom! -woa do Zachara nie
zwaajc, i ten radoci jego nie mg podziela.
Tymczasem znw oddzia uciekajcych przemkn si jak byskawica.
Huk dzia wstrzsn posadami domw korsuskich.
Nagle jaki gos przeraliwy tu pod domem pocz krzycze:
- Ratujcie si! Chmiel zabit! Krzeczowski zabit! Tuhaj-bej zabit!
Na rynku nasta prawdziwy koniec wiata.
Ludzie w obkaniu rzucali si w pomienie. Namiestnik pad na kolana i
rce wznis do gry.
- Boe wszechmocny! Boe wielki i sprawiedliwy - chwaa Tobie na
wysokociach!
Zachar przerwa mu modlitw wpadszy z przedsieni do izby.
- A bywaj no, detyno! - zawoa zdyszany - wyjd i obiecnij ask
mirhorodcom, bo chc uchodzi, a jak ujd, czer tu wpadnie!
Skrzetuski wyszed na ganek. Mirhorodcy krcili si niespokojnie przed
domem okazujc niekaman ochot opuci stanowisko i pierzchn
gocicem wiodcym do Czerkas. Strach opanowa wszystkich w
miecie. Raz w raz nowe oddziay rozbitkw nadlatyway jakby na
skrzydach od strony Krutej Baki. Uciekali chopi, Tatarzy, Kozacy
grodowi i zaporoscy w najwikszym pomieszaniu. A jednak gwne siy
Chmielnickiego musiay jeszcze dawa opr, bitwa nie musiaa by
jeszcze zupenie rozstrzygnit, gdy dziaa gray ze zdwojon si.
Skrzetuski zwrci si ku mirhorodcom.
- Za to, iecie strzegli wiernie osoby mojej - rzek wyniole - nie
potrzebujecie ucieczk si ratowa, gdy obiecuj wam instancj i ask u
hetmana.
Mirhorodcy co do jednego odkryli gowy, a on uj si pod boki i
spoglda dumnie na nich i na rynek, ktry pustosza coraz bardziej. Co
za zmiana losu! Oto pan Skrzetuski, niedawno jeniec wleczony za
kozackim taborem, sta teraz midzy zuchwaym kozactwem jako pan
midzy poddastwem, jako szlachcic midzy gminem, jako husarz z
pancernego znaku midzy obozowymi ciury. On - jeniec - ask teraz
obiecywa - i gowy odkryway si na jego widok, a pokorne gosy woay
tym pospnym, przecigym, oznaczajcym przestrach i poddanie si
tonem:
- Pomyujte, pane!
- Jakom powiedzia, tak si stanie! - rzek namiestnik.
Jako istotnie pewien by swej instancji u hetmana, ktremu by znajomy,
bo nieraz do niego listy od ksicia JeremiegA wozi i wzgldy jego umia
pozyska. Sta tedy trzymajc si pod boki i rado bia mu z oblicza
owieconego blaskiem poaru.
Ot, wojna skoczona! ot, fala u progu rozbita! - myla. - Pan
Czarniecki mia suszno: niepoyt jest sia Rzeczypospolitej,
niezachwian jej potga."
A gdy tak myla, duma rozsadzaa mu piersi; nie niska duma pynca ze
spodziewanego nasycenia zemsty, z upokorzenia wroga ani z odzyskania
wolnoci, ktrej za chwil ju si spodziewa, ani z tego, e czapkowano
przed nim teraz, ale czu si dumnym, e jest synem tej Rzeczypospolitej
zwyciskiej, przepotnej, o ktrej bramy wszelka zo, wszelki
zamach, wszelkie ciosy tak rozbijaj si i krusz, jako mocy piekielne o
bramy nieba. Czu si dumnym jako szlachcic-patriota, e w zwtpieniu
zosta pokrzepion, a w wierze nie zawiedzion. Zemsty ju nie pragn.
Pogromia jak krlowa, wybaczy jak matka" - myla.
Tymczasem huk dzia zmieni si w grzmot nieustajcy.
Kopyta koskie zaszczkay znw po pustych ulicach. Na rynek wlecia
jak piorun, na nie osiodanym koniu Kozak bez czapki, w jednej koszuli,
z twarz rozcit mieczem i buchajc krwi. Wlecia, konia osadzi, rce
rozkrzyowa i chwytajc oddech otwartymi usty krzycze pocz:
- Chmiel bije Lachiw! Pobyty jasno welmony pany, hetmany i
pukownyki, ycari i kawalery.
To rzekszy zachwia si i na ziemi run. Mirhorodcy skoczyli mu na
pomoc.
Pomie i blado przeleciay przez oblicze pana Skrzetuskiego.
- Co on mwi? - rzek gorczkowo do Zachara. - Co si stao? Nie moe
to by. Na Boga ywego! nie moe to by!
Cisza! tylko pomienie sycz na przeciwlegej stronie rynku, trzaskaj
snopy iskier, a czasem przepalone domostwo runie z oskotem.
A oto nowi jacy goce lec.
- Pobyty Lachy! pobyty!
Za nimi cignie oddzia Tatarw - id z wolna, bo otaczaj pieszych,
widocznie jecw.
Pan Skrzetuski oczom nie wierzy. Poznaje doskonale na jecach barw
hetmaskiej husarii - wic w rce plaszcze i jakim dziwnym, nieswoim
gosem powtarza uporczywie:
- Nie moe by! nie moe by!
Huk armat sycha jeszcze. Bitwa nie skoczona. Przez wszystkie nie
popalone ulice napywaj jednak tumy Zaporocw i Tatarw. Twarze
ich czarne, piersi dysz ciko - ale wracaj jakby upojeni, piewaj
pieni!
Tak wracaj onierze po zwycistwie.
Namiestnik poblad jak trup.
- Nie moe by - powtarza coraz chrapliwiej - nie moe by...
Rzeczpospolita...
Nowy przedmiot zwraca jego uwag.
Wchodz semenowie Krzeczowskiego niosc cae pki chorgwi.
Przyjedaj na rodek rynku i rzucaj je na ziemi.
Niestety - polskie.
Huk armat sabnie, w oddali sycha turkot nadchodzcych wozw.
Jedzie naprzd jedna wysoka kozacka telega, za ni szereg innych,
wszystkie otoczone przez Kozakw paszkowskiego kurzenia, w tych
czapkach; przechodz tu koo domu, przy ktrym mirhorodcy. Pan
Skrzetuski rk do czoa przytkn, bo go blask poaru olepi, i wpatrzy
si w postacie jecw siedzcych na pierwszym wozie.
Nagle cofn si w ty, rkami pocz bi powietrze jak czowiek trafiony
strza w piersi, z ust za wyrwa mu si krzyk straszny, nadludzki:
- Jezus Maria! to hetmani!
I pad na rce Zachara, oczy zaszy mu blachmanem, a twarz staa i
zakrzepa, tak jak u ludzi umarych.
W kilka chwil pniej trzech jedcw na czele niezliczonych pukw
wjedao na rynek korsuski. rodkowy, ubrany w czerwie, siedzia na
biaym koniu i wspierajc si pod bok pozocist buaw spoglda dumnie
jak krl.
By to Chmielnicki. Po obu jego stronach jechali Tuhaj-bej i
Krzeczowski.
Rzeczpospolita leaa w prochu i krwi u ng Kozaka.
 264
 Rozdzia XVI 
Upyno kilka dni. Ludziom zdawao si, e sklepienie niebieskie runo
nagle na Rzeczpospolit. te Wody, Korsu, zniesienie wojsk
koronnych, zawsze dotd w walkach z Kozakami zwyciskich, wzicie
hetmanw, poar straszliwy na caej Ukrainie, rzezie, mordy niesychane
od pocztku wiata - wszystko to zwalio si tak nagle, e ludzie prawie
wierzy nie chcieli, aby tyle klsk mogo przyj na jeden kraj od razu.
Wielu te nie wierzyo, inni odrtwieli z przeraenia, inni dostali
obkania, inni przepowiadali przyjcie antychrysta i blisko sdu
ostatecznego. Przerway si wszystkie wzy spoeczne, wszelkie stosunki
ludzkie i rodzinne. Ustaa wszelka wadza, zniky rnice midzy ludmi.
Pieko odczepio zacuchw wszystkie zbrodnie i pucio je na wiat, by
pohulay: wic mord, grabie, wiaroomstwo, rozbestwienie si, gwat,
rozbj i szalestwo zastpio prac, uczciwo, wiar i sumienie. Zdawao
si, e odtd ludzko ju nie dobrem, ale zem tylko y bdzie; e si
przeinaczyy serca i umysy i poczytuj to za wite, co dawniej byo
bezecnym, a za bezecne, co dawniej byo witym. Soce nie wiecio
ju nad ziemi, bo je zasaniay dymy poarw, a nocami zamiast gwiazd
i ksiyca wieciy poogi. Pony miasta, wsie, kocioy, dwory, lasy.
Ludzie przestali mwi, jeno jczeli albo wyli jak psy. ycie stracio
warto. Tysice giny bez echa, bez wspomnienia. A z tych wszystkich
klsk, mordw, jkw, dymw i poarw podnosi si tylko jeden
czowiek coraz wyej i wyej, olbrzymia coraz straszliwiej, zaciemnia
ju niemal wiato dzienne, rzuca cie od morza do morza. By to
Bohdan Chmielnicki.
Dwiecie tysicy ludzi zbrojnych i upojonych zwycistwy stao teraz
gotowych na jego skinienie. Czer pnwstawaa wszdzie; Kozacy
grodowi czyli si z nim po wszystkich miastach. Kraj od Prypeci do
kracw pusty by w ogniu. Powstanie szerzyo si w wojewdztwach :
ruskim, podolskim, woyskim, bracawskim, kijowskim i czernihowskim.
Potga hetmana rosa co dzie. Nigdy Rzeczpospolita nie wystawia
przeciw najstraszniejszemu wrogowi poowy tych si, ktrymi on teraz
rozporzdza. Rwnych nie mia w gotowoci i cesarz niemiecki. Burza
przesza wszelkie oczekiwania. Sam hetman pocztkowo nie rozeznawa
wasnej potgi i nie rozumia, jak wyrs ju wysoko. Sprawiedliwoci,
prawem i wiernoci dla Rzplitej jeszcze si osania, bo nie wiedzia, e
te wyrazy, jako czcze wyrazy, mg ju depta. Wszelako w miar si
wzrasta w nim i w niezmierny, bezwiedny egoizm, ktremu rwnego
historia nie przedstawia. Pojcia zego i dobrego, zbrodni i cnoty, gwatu i
sprawiedliwoci zlay si w duszy Chmielnickiego w jedno z pojciami
wasnej krzywdy lub wasnego dobra. Ten mu by cny, kto by z nim; ten
zbrodniarz, kto przeciw niemu. Gotw by biada na soce i poczytywa
to sobie za osobist krzywd, gdyby nie wiecio wwczas, gdy on
potrzebowa. Ludzi, wypadki i wiat cay mierzy wasnym ja. I mimo
caej chytroci, caej hipokryzji hetmana bya jaka potworna dobra wiara
w takim jego pogldzie. Wypyway ze wszystkie wystpki
Chmielnickiego, ale i czyny dobre; bo jeli nie zna miary w zncaniu si i
okruciestwie nad wrogiem, natomiast umia by wdzicznym za
wszystkie, choby mimowolne usugi, ktre mu oddawano.
Tylko gdy by pijany, wwczas zapomina i o dobrodziejstwach i ryczc z
szalestwa wydawa spienionymi usty krwawe rozkazy, ktrych aowa
pniej. A w miar jak roso jego powodzenie, pijany bywa coraz
czciej, bo coraz wikszy ogarnia go niepokj. Zdawa by si mogo, e
tryumfy zaprowadziy go na takie wyyny, na ktre sam wstpi nie
chcia. Jego potga przeraaa innych, ale i jego samego. Olbrzymia rzeka
buntu porwawszy go niosa z byskawicow szybkoci i nieubaganie, ale
dokd? Jak si to wszystko miao skoczy? Poczynajc bunt w imi
krzywd wasnych, mg ten kozacki dyplomata liczy, e po pierwszych
powodzeniach lub nawet po klskach rozpocznie ukady, e zaofiaruj
mu przebaczenie, zadouczynienie i nagrod za krzywdy i szkody. Zna
on dobrze Rzeczpospolit, jej cierpliwo tak nieprzebran jako morze,
jej miosierdzie nie znajce granic i miary, ktre pyno nie tylko ze
saboci, bo przecie Nalewajce, otoczonemu ju i zgubionemu, jeszcze
ofiarowano przebaczenie. Wszelako teraz, po zwycistwie na tych
Wodach, po zniesieniu hetmanw, po rozpaleniu wojny domowej we
wszystkich poudniowych wojewdztwach, rzeczy zaszy zbyt daleko,
wypadki przerosy wszelkie oczekiwanie - teraz walka musiaa si toczy
na mier i ycie.
A na czyj stron miao pa zwycistwo?
Chmielnicki pyta wrbitw i gwiazd si radzi, i sam wyta oczy w
przyszo - ale widzia przed sob tylko ciemno. Wic czasem straszny
niepokj podnosi mu wosy na gowie, a z piersi zrywaa si rozpacz jak
wicher. Co bdzie, co bdzie? Bo Chmielnicki patrzc bystrzej od innych
rozumia zarazem lepiej od wielu, e Rzeczpospolita nie umie uy swych
si i sama o nich nie wie, ale jest potg olbrzymi. Gdyby jaki czowiek
schwyci w rce t potg, wtedy kto by mu si opar? A kt mg
zgadn,czy straszne niebezpieczestwo, czy blisko przepaci i zguby
nie potumi zamieszek, niezgody wewntrznej, prywaty, zawici panw,
warcholstwa, gadanin sejmowych, swawoli szlacheckiej, bezsilnoci
krla. Wtedy by p miliona samego tylko herbowego ludu mogo
wyruszy w pole i zgnie Chmielnickiego, choby go nie tylko chan
krymski, ale i sam sutan turecki wspomaga.
O tej upionej potdze Rzplitej wiedzia prcz Chmielnickiego i zmary
krl Wadysaw i dlatego cae ycie pracowa nad tym, by z najwikszym
w wiecie mocarzem rozpocz walk na mier, bo tylko w ten sposb
potga owa przywoan do ycia by moga. Gwoli temu przekonaniu nie
waha si krl rzuca iskier i na prochy kozackie. Byo-li przeznaczonym
istotnie Kozakom wywoa t powd, by w niej uton nareszcie?
Chmielnicki rozumia i to take, jak mimo caej saboci strasznym by
odpr tej Rzeczypospolitej. W tak bezadn, le powizan, rozdart,
swawoln, nierzdn biy przecie najgroniejsze ze wszystkich fale
tureckie i rozbijay si o ni jak o ska. Tak byo pod Chocimiem, na co
wasnymi niemal oczyma patrzy. Jednak ta Rzeczpospolita nawet w
chwilach swej saboci zatykaa swe chorgwie na waach obcych stolic.
Jaki tedy da odpr? czego nie dokae przywiedziona do rozpaczy, gdy
bdzie musiaa umrze albo zwyciy?
Wobec tego kady tryumf Chmielnickiego by nowym dla niego
niebezpieczestwem, bo zblia chwil przebudzenia si lwa drzemicego
i czyni bardziej niemoliwymi ukady. W kadym zwycistwie leaa
przysza klska, w kadym upojeniu - na dnie gorycz. Teraz na burz
kozack miaa przyj burza Rzeczypospolitej. Chmielnickiemu
wydawao si, e ju syszy jej guchy, daleki huk.
Oto z Wielkopolski, Prus, rojnego Mazowsza, Maopolski i Litwy
nadejd tumy wojownikw - trzeba im tylko wodza.
Chmielnicki wzi w niewol hetmanw, ale i przez t szczliwo
przegldaa jakby zasadzka losu. Hetmani byli dowiadczonymi
wojownikami, ale aden z nich nie by czowiekiem, jakiego wymagaa ta
chwila grozy, przeraenia, klski.
Wodzem mg by teraz jeden tylko czowiek.
Zwa si on: ksi Jeremi Winiowiecki.
Wanie dlatego, e hetmani poszli w niewol, wybr prawdopodobnie
mia pa na ksicia. Chmielnicki nie wtpi o tym na rwni ze
wszystkimi. A tymczasem do Korsunia, w ktrym hetman zaporoski
zatrzyma si po bitwie dla odpoczynku, dolatyway z Zadnieprza wieci,
e straszny ksi ruszy ju z ubniw, e po drodze depce bunt
niemiosiernie, e po przejciu jego znikaj wsie, sobody, chutory i
miasteczka, natomiast je si krwawe pale i szubienice. Przestrach dwoi
i troi liczb si jego. Mwiono,e prowadzi pitnacie tysicy
wojownikw najlepszego wojska, jakie by mogo w caej
Rzeczypospolitej.
W obozie kozackim spodziewano si go lada chwila. Wkrtce po bitwie
pod Krut Bak okrzyk: Jarema idzie!", rozleg si midzy Kozakami i
rzuci popoch midzy czer, ktra pocza lepo ucieka. Pooch ten
zastanowi gboko Chmielnickiego.
Mia teraz do wyboru: albo ruszy z ca potg przeciw ksiciu i szuka
go na Zadnieprzu, albo zostawiwszy cz si na zdobywanie zamkw
ukrainnych ruszy w gb Rzeczypospolitej.
Wyprawa na ksicia bya niebezpieczn. Majc do czynienia z tak
wsawionym wodzem Chmielnicki, mimo caej przewagi swych si, mg
ponie klsk w walnej bitwie i wwczas wszystko byoby stracone od
razu. Czer, ktra stanowia ogromn wikszo, zoya wiadectwo, e
zmyka na samo imi Jaremy. Trzeba byo czasu, eby j zmieni w
wojsko mogce stawi czoo ksicym regimentom.
Z drugiej strony ksi prawdopodobnie nie przyjby walnej bitwy, ale
poprzesta na obronie w zamkach i czciowej wojnie, ktra w takim
razie musiaaby trwa cae miesice, jeeli nie lata, a przez ten czas
Rzeczpospolita zebraaby niechybnie nowe siy i ruszya w pomoc
ksiciu.
Chmielnicki wic postanowi pozostawi Winiowieckiego na Zadnieprzu,
a samemu umocni si na Ukrainie, zorganizowa swe siy i nastpnie
ruszywszy do Rzeczypospolitej zmusi j do ukadw. Liczy on na to, e
gaszenie buntu na samym tylko Zadnieprzu zajmie na dugo wszystkie
siy ksice, a jemu da wolne pole. Bunt za na Zadnieprzu obiecywa
sobie podsyca wysyajc pojedyncze puki w pomoc czerni.
Na koniec sdzi, e bdzie mona udzi ksicia ukadami i zwczy
czekajc, pki si jego siy nie wykrusz. W tym celu przypomnia sobie
Skrzetuskiego.
W kilka dni tedy po Krutej Bace, a w sam dzie popochu midzy
czerni kaza przyzwa przed siebie pana Skrzetuskiego.
Przyj go w domu starociskim w asystencji jednego tylko pana
Krzeczowskiego, ktry Skrzetuskiemu by z dawna znajomy, i
powitawszy askawie, cho nie bez wyniosoci odpowiedniej dzisiejszej
jego szary, rzek:
- Moci poruczniku Skrzetuski, za usug, ktr mi wywiadczye,
wykupiem ci od Tuhaj-beja i obiecaem wolno. Teraz godzina
nadesza. Dam ci piernacz, by mg swobodnie przejecha, jeliby ci
wojska jakie spotkay, i stra do obrony od czerni. Moesz wraca do
swego ksicia.
Skrzetuski milcza. aden umiech radoci nie pojawi si na jego twarzy.
- Moesze ruszy w drog? bo widz, e ci co choroba z oczu
przeglda?
Rzeczywicie pan Skrzetuski wyglda jak cie. Rany i ostatnie wypadki
zwaliy z ng tego olbrzymiego modziana, ktry takie teraz mia pozory,
jakby nie obiecywa jutra doy. Twarz mu poka, a czarna broda, nie
strzyona od dawna, podnosia jeszcze mizeri oblicza. Pochodzio to z
utrapie wewntrznych. Rycerz omal si nie zagryz. Wleczony za
obozem kozackim, by przecie wiadkiem wszystkiego, co si od
wyruszenia z Siczy zdarzyo. Widzia hab i klsk Rzeczypospolitej,
hetmanw w niewoli; widzia tryumfy kozackie, piramidy poukadane z
gw odcitych polegym onierzom, szlacht wieszan za ebra,
odrzynane piersi niewiast, profanacje panien, widzia rozpacz odwagi, ale
i nikczemno strachu - widzia wszystko - przecierpia wszystko i cierpia
tym bardziej, e mu w gowie i piersiach utkwia noem myl, e to on
sam poredni sprawca, bo przecie on, nie kto inny, odern
Chmielnickiego od powroza. Ale czy mg si spodziewa rycerz
chrzecijaski, e ratunek podany bliniemu takie wyda owoce? Wic bl
jego nie mia dna.
A gdy si siebie spyta, co si dzieje z Helen, i gdy pomyla, co mogo
si zdarzy, jeli ze losy zatrzymay j w Rozogach, to rce ku niebu
wyciga i woa gosem, w ktrym drgaa bezdenna rozpacz i prawie
groba: Boe! wee dusz moj, bo ju tu mam wicej, niem
zasuy!" Potem postrzega si, e bluni, wic na twarz pada i prosi o
ratunek, o przebaczenie, o zmiowanie nad ojczyzn i nad onym gobiem
niewinnym, co moe tam na prno wzywa boej i jego pomocy. Krtko
mwic, przebola tak, e go ju teraz nie uradowaa darowana wolno,
a ten hetman zaporoski, ten tryumfator, ktry chcia by wspaniaym
ask mu swoj okazujc, nie imponowa mu ju zgoa; w czym
spostrzegszy si Chmielnicki zmarszczy si i rzek:
- piesze si korzysta z aski, abym za si nie rozmyli, gdy cnota
tylko moja i ufno w dobr spraw czyni mnie tak nieopatrznym, e
wroga sobie przysparzam, bo to wiem dobrze, e przeciw mnie walczy
bdziesz.
Na to pan Skrzetuski:
- Jeli Bg da si.
I spojrza tak na Chmielnickiego, e a mu w gb duszy zajrza, a
hetman wzroku tego znie nie mogc utkwi oczy w ziemi i dopiero po
chwili ozwa si:
- Mniejsza z tym. Zbyt potny jestem, by mi jeden cherlak co znaczy.
Opowiesz te ksiciu, swojemu panu, co tu widzia, i przestrzeesz go,
by sobie mniej zuchwale poczyna, bo gdy mnie cierpliwoci nie stanie, to
go odwiedz na Zadnieprzu, a nie wiem, czyby mu bya mi moja
wizyta.
Skrzetuski milcza.
- Mwiem i powtarzam raz jeszcze - mwi dalej Chmielnicki - nie z
Rzeczpospolit, ale z panity wojn prowadz, a ksi midzy nimi w
pierwszym rzdzie. Wrg to mj i ludu ruskiego, odszczepieniec od
naszego Kocioa i okrutnik. Sysz, bunt we krwi gasi: nieche baczy, by
swojej nie przela.
Tak mwic podnieca si coraz bardziej, a te krew ja mu do twarzy
uderza, a oczy ciskay pomienie. Widno byo, e go chwyta paroksyzm
gniewu i zoci, w ktrych traci pami i przytomno cakowicie.
- Na powrozie ka go tu Krzywonosowi przywie! - krzycza - pod
nogi go sobie zegn, na konia po jego grzbiecie wsiada bd!
Skrzetuski patrzy z gry na miotajcego si Chmielnickiego, po czym
odrzek spokojnie:
- Zwyci go wprzdy.
- Janie wielmony hetmanie! - rzecze Krzeczowski - nieche ten
zuchway szlachcic ju jedzie, bo nie wypada dla twojej godnoci, by si
gniewem przeciw niemu unosi, a gdy mu wolno obiecae, liczy on na
to, e albo sowo zamiesz, albo jego inwektyw sucha musisz.
Chmielnicki opamita si, posapa chwil, po czym rzek:
- Nieche tedy jedzie, aby za wiedzia, i Chmielnicki dobrem za dobre
paci, da mu piernacz, jakom rzek, i sorok Tatarw, ktrzy go do
samego obozu odprowadz.
Po czym zwracajc si do Skrzetuskiego doda:
- Ty za wiedz, e teraz kwita. Polubiem ci mimo twej zuchwaoci, ale
gdy si jeszcze raz w moje rce dostaniesz, nie wywiniesz si.
Skrzetuski wyszed z Krzeczowskim.
- Gdy ci hetman puszcza z ca szyj - rzek Krzeczowski - i moesz
jecha, gdzie chcesz, tedy ci powiem po starej znajomoci: salwuj si
choby do Warszawy, nie na Zadnieprze, bo stamtd ywa noga wasza
nie ujdzie. Wasze czasy miny. Gdyby mia rozum, do nas by przysta,
ale wiem, e prno ci to mwi. Poszedby wysoko, jak my pjdziemy.
- Na szubienic - mrukn Skrzetuski.
- Nie chcieli mnie da starostwa lityskiego, a teraz sam nie jedno, ale
dziesi wezm. Wypdzimy precz panw Koniecpolskich a
Kalinowskich, a Potockich, a Lubomirskich, i Winiowieckich,
Zasawskich i wszystk szlacht i sami si ich majtnociami podzielimy,
co te i po boej musi by myli, gdy nam ju dwie tak znaczne da
wiktorie.
Skrzetuski nie suchajc gadaniny pukownika zamyli si o czym innym,
ten za mwi dalej:
- Gdym po bitwie i naszej wiktorii widzia w Tuhajowej kwaterze w
yczkach mego pana i dobrodzieja J.W. hetmana koronnego, zaraz on
mnie niewdzicznikiem i Judaszem mianowa raczy. A ja mu na to:
J.W. wojewodo! nie jestem ja niewdzicznikiem, bo gdy ju w twoich
zamkach i dobrach zasid - przyrzecz mi jeno, e si nie bdziesz napija
- to ci podstarocim swoim zrobi." Ho! ho! obowi si Tuhaj-bej na
tych ptakach, ktre poapa - i dlatego ich szczdzi - gdyby nie to, inaczej
bymy z Chmielnickim z nimi pogadali. Ale ot! wz dla ciebie gotowy i
Tatary ju w ordynku. Gdzie tedy yczysz jecha?
- Do Czehryna.
- Jak sobie pocielesz, tak si wypisz. Ordycy odwiod ci choby do
samych ubniw, bo taki maj rozkaz. Staraj si jeno, eby ich twj
ksi na pal nie kaza powsadza, co by z Kozakami pewno uczyni,
dlatego te i dali ci Tatarw. Hetman ci i konia twego kaza odda.
Bywaje zdrw, a wspominaj nas dobrze i ksiciu kaniaj si od naszego
hetmana, a jeli bdziesz mg, to go namw, by przyjecha
Chmielnickiemu si pokoni. Moe ask znajdzie. Bywaj zdrw!
Skrzetuski siad na wz, ktry ordycy otoczyli zaraz dokoa - i ruszono
w drog. Przez rynek trudno byo przejecha, bo cay zapchany by
Zaporocami i czerni. Jedni i drudzy warzyli sobie kasz piewajc
pieni o zwycistwie towodzkim i korsuskim, uoone ju przez
lepcw-lirnikw, ktrych mnstwo pocigao zewszd do obozu.
Midzy ogniami obejmujcymi koty z kasz leay tu i owdzie ciaa
pomordowanych kobiet, nad ktrymi odbywaa si w nocy orgia, lub
sterczay piramidki z gw ucitych po bitwie zabitym i rannym
onierzom. Ciaa owe i gowy poczynay si ju psu i wydawa zgniy
zapach, ktry jednake nie zdawa si by wcale przykrym dla
zgromadzonych tumw. Miasto nosio na sobie lady spustosze i dzikiej
swawoli Zaporocw; okna i drzwi byy powyrywane; zdruzgotane
szcztki tysicznych przedmiotw pomieszane z kwapiem i som
zawalay rynek. Okapy domw przybrane byy wisielcami, po wikszej
czci z ydostwa, a tuszcza bawia si tu i wdzie, czepiajc si ng
wisielcw i hutajc si na nich.
W jednej stronie rynku czerniay zgliszcza pogorzaych domw, a midzy
nimi farnego kocioa; od zgliszcz bio jeszcze gorco i podnosiy si
dymy. Wo spalenizny przenikaa powietrze. Za spalonymi domami sta
kosz, obok ktrego pan Skrzetuski musia przejeda, i tumy jasyru
pilnowane przez gste strae tatarskie. Kto si z okolic Czehryna,
Czerkas i Korsunia nie zdoa schroni lub nie pad pod siekier czerni,
ten poszed w yka. Byli wic midzy jecami i onierze wzici w
niewol w obu bitwach, i mieszkacy okoliczni, ktrzy si dotd nie
mogli lub nie chcieli do buntu przyczy, ludzie ze szlachty osiadej lub
ze szlacheckiego gminu, podstarociowie, oficjalici, chutornicy, drobna
szlachta z zaciankw obojej pci i dzieci. Starcw nie byo, bo ich, jako
niezdatnych na sprzeda, Tatarzy wymordowali. Pozagarniali oni rwnie
cae wsie i osady ruskie, czemu Chmielnicki nie mia si sprzeciwi. W
wielu miejscowociach zdarzyo si, e mowie poszli do obozu
kozackiego, a w nagrod za to Tatarzy popalili ich chaty i pobrali ony i
dzieci. Ale w oglnym rozptaniu si i zdziczeniu dusz nikt o to nie pyta,
nikt si nie upomina. Czer, ktra chwytaa za bro, wyrzekaa si
wiosek rodzinnych, on i dzieci. Brali im ony, brali i oni - i lepsze, bo
Laszki", ktre po nasyceniu si ich wdzikami mordowali lub
odprzedawali ordycom. Midzy jecami nie brako te moody
ukraiskich, powizanych po trzy, po cztery na jednym stryczku wraz z
pannami szlacheckich domw. Niewola i niedola rwnaa stany. Widok
tych istot wstrzsa do gbi dusz i budzi dz zemsty. Poobdzierane,
pnagie, naraone na sromotne arty pohacw wczcych si
gromadami przez ciekawo po majdanie, potrcane, bite lub caowane
ohydnymi usty, traciy pami, wol. Niektre szlochay lub zawodziy
gono, inne z oczyma w sup, z obkaniem w twarzy i otwartymi ustami
poddaway si biernie wszystkiemu, co je spotykao. Tu i owdzie zrywa
si wrzask jeca mordowanego bez litoci za wybuch rozpacznego oporu.
wist bizunw z byczej skry rozlega si midzy gromadami mczyzn i
zlewa si z okrzykami boleci i piskiem dzieci, ryczeniem byda i reniem
koni. Jasyr nie by jeszcze rozdzielony i ustawiony w pochodowym
porzdku, wic wszdzie panowato najwiksze zamieszanie. Wozy,
konie, bydo rogate, wielbdy, owce, kobiety, mczyni, stosy
zupionych ubiorw, naczy, makat, broni, wszystko to natoczone w
jeden ogromny tabr oczekiwao dopiero podziau i ordynku. Raz w raz
podjazdy przypdzay nowe gromady ludzi i byda, naadowane promy
pyny przez Ro, z gwnego za kosza przybywali coraz nowi gocie,
by nasyca oczy widokiem zebranych bogactw. Niektrzy pijani
kumysem lub gorzak, poprzebierani w dziwaczne stroje, bo w ornaty,
kome, ruskie riasy lub nawet suknie kobiece, poczynali ju spory,
ktnie i jarmarczny wrzask o to, co komu bdzie naleao. Czabanowie
tatarscy siedzc na ziemi midzy stadami zabawiali si: jedni
wygwizdywaniem na piszczakach przeraliwych melodii, inni gr w koci
i okadaniem si wzajemnie kijami. Gromady psw, ktre przycigny tu
za swymi panami, ujaday i wyy aonie.
Pan Skrzetuski min wreszcie t gehenn ludzk pen jkw, ez, niedoli
i piekielnych wrzaskw; myla tedy, e ju odetchnie swobodniej, alici
zaraz za taborem nowy straszny widok uderzy jego oczy. W dali szarza
kosz waciwy, od ktrego dochodzio ustawiczne renie koni, i mrowi
si tysicami Tatarw, bliej za na polu, tu koo gocica wiodcego do
Czerkas, modzi wojownicy zabawiali si strzelaniem dla wprawy z ukw
do jecw sabszych lub chorych, ktrzy by nie mogli wytrzyma dugiej
drogi do Krymu. Kilkadziesit cia leao wyrzuconych ju na drog i
podziurawionych jak sita: niektre z nich drgay jeszcze konwulsyjnie. Ci,
do ktrych strzelano, wisieli przywizani za rce do drzew przydronych.
Byy midzy nimi i stare kobiety. miechom zadowolenia po trafnych
strzaach towarzyszyy okrzyki:
- Jaksze, iegit! - Dobrze, chopcy!
- Uk jaksze ko! - uk w dobrych rkach!
Koo gwnego kosza oprawiano tysice byda i koni na pokarm
wojownikom. Ziemia bya zlana krwi. Mde wyziewy surowizny tumiy
oddech w piersiach, a midzy kupami misa krcili si czerwoni ordycy
z noami w rku. Dzie by skwarny, soce pieko. Ledwie po godzinie
drogi wydosta si pan Skrzetuski wraz ze swoj eskort na czyste pola,
ale z oddali dochodzi dugo jeszcze z gwnego kosza gwar i ryk byda.
Po drodze widniay lady przejcia drapienikw. Tu i owdzie popalone
sadyby, sterczce kominy futorw, potratowana ru zb, drzewa
poamane, sady winiowe przy chatach wycite na ogie. Na gocicu raz
w raz leay to trupy koskie, to ludzkie, pokaleczone okropnie, sine,
nabrzmiae, a na nich i nad nimi stada wron i krukw zrywajce si z
wrzaskiem i szumem przed ludmi. Krwawe dzieo Chmielnickiego
rzucao si wszdzie w oczy i trudno byo zrozumie, przeciw komu ten
czowiek rk podnis, bo jego wasny kraj jcza przede wszystkim pod
brzemieniem niedoli.
W Mlejowie spotkali podjazdy tatarskie pdzce nowe tumy jecw.
Horodyszcze byo spalone do cna. Sterczaa tylko murowana dzwonnica
kocielna i stary db stojcy na rodku rynku, pokryty strasznym
owocem, bo wisiao na nim kilkadziesit maych ydzit powieszonych
przed trzema dniami. Wymordowano tu rwnie duo szlachty z
Konoplanki, Starosiela, Wizwka, Baakleja i Wodaczewa. Samo
miasteczko byo puste, bo mczyni poszli do Chmielnickiego, a
niewiasty, dzieci i starcy uciekli do lasw przed spodziewanym najciem
wojsk ksicia Jeremiego. Z Horodyszcza jecha pan Skrzetuski na mi,
abotyn i Nowosielce do Czehryna, zatrzymujc si tylko tyle po drodze,
ile trzeba byo na wypoczynek dla koni. Wjechali do miasta na drugi
dzie z poudnia. Wojna oszczdzia miasto, niektre tylko domy byy
zburzone, a midzy nimi Czapliskiego z ziemi zrwnany. W ogrodzie
sta podpukownik Naokoopalec, a z nim tysic moojcw, ale i on, i
moojcy, i caa ludno ya w najwikszym przeraeniu, gdy tu, jak i
wszdzie po drodze, wszyscy byli pewni, e ksi lada chwila nadcignie
i wywrze zemst, o jakiej wiat nie sysza. Nie wiadomo byo, kto
puszcza te wieci, skd one przychodz; moe je tworzy przestrach,
do, e ustawicznie powtarzano to, e ksi pynie ju Su, to znw,
e ju jest nad Dnieprem, e spali Wasiutyce, e wyci ludno w
Borysach, i kade zblienie si jedcw lub pieszego ludu wywoywao
popoch bez granic. Pan Skrzetuski chwyta chciwie te wieci, bo
rozumia, e choby nie byy prawdziwe, to jednak tamoway szerzenie
si buntu na Zadnieprzu, nad ktrym rka ksica ciya bezporednio.
Skrzetuski chcia dowiedzie si czego pewniejszego od Naokoopalca,
ale pokazao si, e podpukownik na rwni z innymi nic nie wiedzia o
ksiciu i jeszcze sam byby rad zasign jakich wiadomoci od
Skrzetuskiego. A poniewa przecignito na t stron wszystkie bajdaki,
czna i podjazdki, wic i zbiegowie z drugiego brzegu nie przybywali do
Czehryna.
Skrzetuski wic nie bawic duej w Czehrynie kaza si przeprawi i
ruszy bez zwoki do Rozogw. Pewno, e wkrtce sam przekona si,
co stao si z Helen, i nadzieja, e moe jest ocalona albo te ukrya si
wraz ze stryjn i kniaziami w ubniach, wrcia mu siy i zdrowie.
Przesiad si z wozu na ko i gna bez litoci swoich Tatarw, ktrzy
uwaajc go za posa, a siebie za przystaww oddanych pod jego
komend, nie mieli mu stawi oporu. Lecieli tedy, jakby ich goniono, a
za nimi zote kby kurzawy wzbijanej kopytami bachmatw. Mijali
sadyby, chutory i wioski. Kraj by pusty, siedziby ludzkie wyludnione
tak, e dugo nie mogli spotka ywej duszy. Prawdopodobnie te kryli
si wszyscy przed nimi. Tu i owdzie kaza pan Skrzetuski szuka w
sadach, pasiekach, po zapolach i strzechach stod, ale nie mogli znale
nikogo.
Dopiero za Pohrebami jeden z Tatarw dostrzeg jak posta ludzk
usiujc skry si midzy szuwarami obrastajcymi brzegi kahamliku.
Tatarzy skoczyli ku rzece i w kilka minut pniej przywiedli przed pana
Skrzetuskiego dwch ludzi cakiem nagich.
Jeden z nich by to starzec, drugi wysmuky, moe pitnasto- lub
szesnasto-letni wyrostek. Obaj kapali zbami ze strachu i dugi czas nie
mogli ni sowa przemwi.
- Skd wy? - spyta pan Skrzetuski.
- My znikd, panie! - odpowiedzia statrzec. - Po probie chodzim - z lir,
a ot ten niemowa mnie prowadzi.
- Skd idziecie teraz? z jakiej wsi? Mw miao, nic ci nie bdzie.
- My, panie, po wszystkich wsiach chodzili, a nas tu jaki czort obdar.
Buty mieli dobre - wzi, czapki mieli dobre - wzi, sukmany z litoci
ludzkiej dobre - wzi, i liry nie zostawi.
- Pytam si, kpie: z jakiej wsi idziesz?
- Ne znaju, pane - ja did. Ot my nadzy, noc marzniem, we dnie
szukamy litociwych, co by okryli i nakarmili, my godni!
- Suchaj tedy, chopie: odpowiadaj, o co pytam, bo ka powiesi.
- Ja niczoho ne znaju, pane. Koyb ja szczo, abo szczo, abo bude szczo,
to nechaj mini - oto szczo!
Widocznym byo, e dziad nie mogc sobie zda sprawy, co by za jeden
by ten, kto go pyta, postanowi nie dawa adnych odpowiedzi.
- A w Rozogach bye? tam gdzie kniaziowie Kurcewicze mieszkaj?
- Ne znaju, pane.
- Powiesi go! - krzykn pan Skrzetuski.
- Buw, pane! - zawoa dziad widzc, e nie ma artw.
- Co tam widzia?
- My tam byli pi dni temu, a potem w Browarkach syszeli, e tam
ycari
prijszy.
- Jacy rycerze?
- Ne znaju, pane! Odin kae - Lachy; drugi kae - Kozaki.
- W konie! - krzykn na Tatarw pan Skrzetuski.
Poczet pomkn. Soce zachodzio zupenie jak wwczas, gdy
namiestnik po spotkaniu Heleny i kniahini na drodze jecha obok nich
przy Rozwanowej karocy. Kahamlik tak samo wiecit purpur, dzie
kad si do snu jeszcze cichszy, pogodniejszy, cieplejszy. Tylko
wwczas jecha pan Skrzetuski z piersi pen szczcia i budzcych si
lubych uczu, a teraz pdzi jak potpieniec gnany wichrem niepokoju i
zych przeczu. Gos rozpaczy woa mu w duszy: To Bohun j porwa!
ju jej nie ujrzysz wicej!",a gos nadziei: To ksi! ocalona!" I te gosy
tak go rozryway midzy siebie, e ledwo nie rozerway mu serca. Pdzili
reszt si koskich. Upyna jedna godzina i druga. Ksiyc zeszed i
wytaczajc si coraz wyej, blad coraz bardziej. Konie pokryy si pian
i chrapay ciko. Wpadli w las, mign jak byskawica, wpadli w jar, za
jarem tu Rozogi. Chwila jeszcze, a losy rycerza si rozstrzygn.
Tymczasem wiatr wiszcze mu w uszach od pdu, czapka spada mu z
gowy, ko pod nim jczy, jakby mia pa zaraz. Chwila jeszcze, skok
jeszcze i jar si roztworzy. Ju! ju!
Nagle krzyk nieludzki, straszny wyrwa si z piersi pana Skrzetuskiego.
Dwr, lamusy, stajnie, stodoy, czstok i sad winiowy - wszystko
zniko. Blady ksiyc owieca wzgrze, a na nim kup czarnych zgliszcz,
ktre przestay ju nawet i dymi.
Milczenia nie przerywa aden odgos.
Pan Skrzetuski stan przed fos niemy, rce tylko do gry podnis,
patrzy, patrzy i gow jako dziwnie potrzsa. Tatarzy wstrzymali
konie. On zsiad, odszuka resztek spalonego mostu, przeszed rw po
belce poprzecznej i siad na kamieniu lecym na rodku majdanu.
Siadszy pocz si oglda dokoa jak czowiek, ktry pierwszy raz na
jakowym miejscu bdc usiuje si z nim zapozna. Opucia go
przytomno. Nie wyda ani jku. Po chwili, rce na kolanach wsparszy,
gow spuci i pozosta w nieruchomej postawie, tak e mogo si
zdawa, e usn. Jako jeli nie usn, to odrtwia - i przez gow
zamiast myli przelatyway mu tylko niejasne obrazy. Widzia wic
naprzd Helen tak, jak j by poegna przed ostatni podr, jeno
twarz miaa jakby przesonit przez mg, tak jej rysw nie mona byo
rozpozna. On j chcia z tego mglistego oboku wydosta i nie mg.
Wic odjecha z cikim sercem. Potem przez gow mign mu rynek
czehryski, stary Zawilichowski i bezczelna twarz Zagoby; twarz ta ze
szczeglnym uporem stawaa mu przed oczyma, a wreszcie zastpio j
ponure oblicze Grodzickiego. Potem widzia jeszcze Kudak, porohy,
walk na Chortycy, Sicz, ca podr i wszystkie wypadki, a do dnia
ostatniego, a do ostatniej, godziny. Ale dalej ju ciemno! Co si z nim
teraz dziao, nie rozpoznawa. Mia tylko jakie niewyrane poczucie, e
do Heleny do Rozogw jedzie, ale si mu brako, wic odpoczywa na
zgliszczach. Chciaby ju, ot, podnie si i jecha dalej, ale jakie
niezmierne osabienie przykuwa go do miejsca, tak jakby mu stufuntowe
kule do ng poprzywizywano.
Siedzia wic i siedzia. Noc upywaa. Tatarzy roztasowali si na nocleg i
rozoywszy ogieniek poczli przypieka przy nim kaway koskiego
cierwa; nastpnie, nasyceni, pokadli si na ziemi.
Ale nie upyna i godzina, gdy zerwali si na rwne nogi.
Z dala dochodzi gwar podobny do odgosw, jakie wydaje wielka liczba
jazdy idcej piesznym marszem.
Tatarzy zatknli co prdzej na erd bia pacht i podsycili obficie
pomie, tak aby z dala mogli by rozpoznani, jako wysacy pokojowi.
Ttent koni, parskanie i brzk szabel zblia si coraz bardziej i wkrtce
na drodze ukaza si oddzia jazdy, ktry wnet otoczy Tatarw.
Rozpocza si krtka rozmowa. Tatarzy wskazali na posta siedzc na
wzgrzu, ktr zreszt wida byo doskonale, bo padao na ni wiato
miesica, i owiadczyli, e prowadz posa, a od kogo, to on najlepiej
powie. Wwczas dowdca oddziau wraz z kilku towarzyszami uda si
na wzgrze, ale zaledwie zbliy si i spojrza w twarz siedzcemu, gdy
rce rozkrzyowa i wykrzykn:
- Skrzetuski! Na Boga ywego, to Skrzetuski!
Namiestnik ani drgn.
- Moci namiestniku, nie poznajesze mnie? Jam jest Bychowiec. Co ci
jest?
Namiestnik milcza.
- Zbude si, na Boga! Hej, towarzysze, bywajcie no!
Istotnie by to pan Bychowiec, ktry szed w awangardzie przed wszystk
potg ksicia Jeremiego.
Tymczasem nadcigny i inne puki. Wie o odnalezieniu Skrzetuskiego
rozbiega si piorunem po chorgwiach, wic wszyscy pieszyli powita
miego towarzysza. May Woodyjowski, dwaj leszyscy, Dzik,
Orpiszewski, Migurski, Jakubowicz, Lenc, pan Longinus Podbipita i
mnstwo innych oficerw biego na wycigi na wzgrze. Ale prno
przemawiali do niego, woali po imieniu, szarpali za ramiona, usiowali
podnie - pan Skrzetuski patrzy na nich szeroko otwartymi oczyma i nie
rozpoznawa nikogo. A raczej przeciwnie! zdawao si, e ich rozpoznaje,
tylko e s mu ju zupenie obojtni. Wtedy ci, co wiedzieli o jego mioci
dla Heleny, a prawie wszyscy ju wiedzieli, przypomniawszy sobie, w
jakim to wanie s miejscu, spojrzawszy na czarne zgliszcza i siwe
popioy zrozumieli wszystko.
- Od boleci si zapamita - szepta jeden.
- Desperacja mentem mu pomieszaa - doda inny.
- Zaprowadcie go do ksidza. Moe jak jego zobaczy, to si ocknie!
Pan Longinus rce ama. Wszyscy otoczyli koem namiestnika i pogldali
na niego ze wspczuciem. Niektrzy obcierali zy rkawicami, inni
wzdychali aonie. A nagle z koa wysuna si jaka wyniosa posta i
zbliywszy si z wolna do namiestnika pooya mu na gowie obie rce.
By to ksidz Muchowiecki.
Wszyscy umilkli i poklkali jakby w oczekiwaniu cudu, ale ksidz cudu
nie czyni, jeno wci trzymajc rce na gowie Skrzetuskiego podnis
oczy ku niebu penemu blaskw miesicznych i pocz mwi gono:
- Pater noster, qui es in coelisl sanctificetur nomen Tuum, adveniat
regnum Tuum, fiat voluntas Tua...
Tu przerwa i po chwili powtrzy goniej i uroczyciej:
-...Fiat voluntas Tua!...
Cisza zapanowaa gboka.
-...Fiat voluntas Tua!... - powtrzy ksidz po raz trzeci.
Wtedy z ust Skrzetuskiego wyszed gos niezmiernego blu, ale i
rezygnacji:
- Sicut in coelo, et in terra!
I rycerz rzuci si na ziemi ze szlochaniem.
 286
 Rozdzia XVII 
Aby wyjani, co zaszo w Rozogach, naley nam si cofn nieco w
przeszo, a do owej nocy, w ktrej pan Skrzetuski wyprawi
Rzdziana z listem z Kudaku do starej kniahini. List zawiera usiln
prob, by kniahini zabrawszy Helen jechaa jak najpieszniej do
ubniw pod opiek ksicia Jeremiego, gdy wojna rozpocznie si lada
chwila. Rzdzian siadszy na czajk, ktr pan Grodzicki z Kudaku po
prochy wyprawi, ruszy w drog i odbywa j wolno, bo pynli w gr
rzeki. Pod Krzemieczugiem spotkali wojska pynce pod wodz
Krzeczowskiego i Barabasza, przez hetmanw przeciw Chmielnickiemu
wyprawione. Rzdzian widzia si z Barabaszem, ktremu zaraz
opowiedzia, jakie niebezpieczestwa z jazdy na Sicz dla pana
Skrzetuskiego wynikn mog. Prosi zatem starego pukownika, by po
spotkaniu si z Chmielnickim nie omieszka silnie upomnie si o posa.
Po czym ruszy dalej.
Do Czehryna przybyli witaniem. Tu zaraz otoczyy ich strae semenw
pytajc, co by byli za jedni. Odpowiedzieli, e z Kudaku od pana
Grodzickiego z listem do hetmanw jad. Mimo to wezwano starszego z
czajki i Rzdziana, by szli opowiedzie si pukownikowi.
- Jakiemu pukownikowi? - pyta starszy.
- Panu obodzie - odpowiedzieli esauowie ze stray - ktremu hetman
wielki rozkaza wszystkich przybywajcych od Siczy do Czehryna
zatrzymywa i bada.
Poszli. Rzdzian szed miao, gdy nie spodziewa si niczego zego,
wiedzc, e tu ju rozciga si moc hetmaska. Zaprowadzono ich blisko
Dzwonieckiego Wga, do domu pana eleskiego, w ktrym bya
kwatera pukownika obody. Ale powiedziano im, e pukownik jeszcze
witaniem do Czerkas wyjecha i e zastpi go podpukownik. Czekali
wic do dugo, a na koniec drzwi si otworzyy i oczekiwany
podpukownik ukaza si w izbie.
Na jego widok zadray pod Rzdzianem kolana.
By to Bohun.
Moc hetmaska rozcigaa si wprawdzie jeszcze w Czehrynie, ale e
oboda i Bohun nie przeszli dotd do Chmielnickiego, a natomiast,
przeciwnie, gono opowiadali si przy Rzeczypospolitej, przeto hetman
wielki im wanie wyznaczy postj w Czehrynie i straowa tam
rozkaza.
Bohun siad za stoem i pocz bada przybyych.
Starszy, ktry wiz list pana Grodzickiego, odpowiedzia za siebie i za
Rzdziana. Po obejrzeniu listu mody podpukownik pocz troskliwie
wyptywa, co w Kudaku sycha, i widocznym byo, i mia wielk
ochot wywiedzie si, z czym pan Grodzicki do hetmana wielkiego ludzi
i czajk wysya. Ale starszy nie umia mu na to odpowiedzie, a list by
sygnetem pana Grodzickiego przywarty. Wybadawszy ich tedy Bohun
ju mia odprawia i do kalety siga, aby za napiwek od niego mieli, gdy
wtem drzwi si otwary i pan Zagoba wlecia jak piorun do izby.
- Suchaj, Bohun! - woa - zdrajca Dopuo najlepszy trojniak utai.
Poszedem z nim do piwnicy - patrz: siano, nie siano wedle wga.
Pytam: co jest? rzeknie: suche siano! Kiedy nie spojrz bliej, a tu eb
od gsiorka wyglda jak Tatar z trawy. O! Taki synu! mwi, podzielimy
si robot, ty zjesz siano, bo w, a ja mid wypij, bom czowiek.
Przyniosem te gsiorek na godziw prb, daj jeno kubkw.
To rzekszy pan Zagoba jedn rk pod bok si uapi, drug podnis
gsiorek nad gow i piewa pocz:
Hej, Jagu, hej, Kundu, daj jeno szklanic,
Daj autem i pysia, nie zwaaj na nic.
Tu pan Zagoba przerwa nagle, ujrzawszy Rzdziana, postawi gsiorek
na stole i rzek:
- O, jak mnie Bg miy! to to pachoek pana Skrzetuskiego!
- Czyj? - spyta piesznie Bohun.
- Pana Skrzetuskiego, namiestnika, ktren do Kudaku pojecha, a mnie tu
przed wyjazdem takim miodem ubniaskim czstowa, e niech si
kady inny spod wiechy schowa. Co za si z twoim panem dzieje? co?
Zdrw-li?
- Zdrw i kaza si waszmoci kania - rzek zmieszany Rzdzian.
- Wielkiej to jest fantazji kawaler. A ty jake si w Czehrynie znalaze!
Czemu ci to pan z Kudaku odesa?
- Pan jako pan - rzecze na to pacholik - ma swoje sprawy w ubniach, za
ktrymi mnie wrci kaza, bo i nie miaem co robi w Kudaku.
Przez cay ten czas Bohun patrzy bystro na Rzdziana; nagle rzek:
- Znam i ja twego pana, widziaem go w Rozogach.
Rzdzian przekrzywi gow i nadstawiwszy ucha, niby to nie
dosyszawszy, spyta:
- Gdzie?
- W Rozogach.
- To Kurcewiczw - rzek Zagoba.
- Czyje? - pyta znw Rzdzian.
- Widz, e co oguch - zauway sucho Bohun.
- Bom si te nie wyspa.
- To si jeszcze wypisz. Powiadasz tedy, e twj pan wysa ci do
ubniw?
- A jake.
- Pewnie tam ma jak podwik - wtrci pan Zagoba - do ktrej afekt
przez ciebie przesya.
- Czy ja tam wiem, mj jegomo!... moe ma, a moe i nie ma - rzecze
Rzdzian.
Nastpnie skoni si Bohunowi i panu Zagobie.
- Niech bdzie pochwalony - rzek zabierajc si do odejcia.
- Na wieki! - odpar Bohun. - Poczekaj no, ptaszku, nie piesz si. A
czemu to ty przede mn tai, e jest pacholikiem pana Skrzetuskiego?
- A bo mnie jegomo nie pyta, a ja sobie myl: co mam o byle czym
mwi? Niech bdzie pochwalo...
- Poczekaj, mwi. Listy jakowe od pana wieziesz?
- Paska rzecz pisa, a moja, jako sugi, odda, ale jeno temu, do kogo s
pisane, zaczem niech mi bdzie wolno poegna waszmo panw.
Bohun zmarszczy swe sobole brwi i w rce klasn. Natychmiast dwch
semenw wpado do izby.
- Obszuka go! - zawoa, wskazujc na Rzdziana.
- Jakom yw, gwat mi si tu dzieje! - wrzeszcza Rzdzian. -Jam jest te
szlachcic, cho suga, a waszmo panowie w grodzie za ten postpek
bdziecie odpowiadali.
- Bohun! zaniechaj go! - wtrci pan Zagoba.
Ale tymczasem jeden z semenw znalaz w Rzdzianowym zanadrzu
dwa listy i odda je podpukownikowi. Bohun kaza zaraz pj precz
semenom, bo nie umiejc czyta nie chcia si z tym przed nimi zdradzi.
Po czym, zwrciwszy si do Zagoby rzek:
- Czytaj, a ja na pachoka uwaa bd.
Zagoba przymkn lewe oko. na ktrym mia skak, i czyta adres:
- Mnie wielce miociwej pani i jejmoci dobrodzice J. O. kniahini
Kurcewiczowej w Rozogach."
- To ty, raroku, do ubniw jecha i nie wiesz, gdzie Rozogi? - rzek
Bohun pogldajc strasznym wzrokiem na Rzdziana.
- Gdzie mi kazali, tamem jecha! - odpar pachoek.
- Mam-li otworzy? Sigillum szlacheckie wita rzecz - zauway
Zagoba - Mnie tu hetman wielki da prawo wszelakie pisma przeglda.
Otwieraj i czytaj.
Zagoba otworzy i czyta:
- Mnie wielce miociwa pani, etc. Donosz W. M. Pani, jakom ju w
Kudaku stan, skd, daj Boe szczliwie, dzisiejszego rana na Sicz
jecha bd, a teraz noc tu pisz, od niespokojnoci spa nie mogc, aby
was za jaka przygoda od tego zbja Bohuna i jego hultajw nie spotkaa.
A e mnie tu i pan Krzysztof Grodzicki powiada, e rycho patrzy, jak
wielka wojna wybuchnie, od ktrej si te i czer podniesie, przeto
zaklinam i bagam W. M. Pani, by eo instante, choby i stepy nie
wyschy, choby wierzchem, zaraz z kniaziwn do ubniw jecha
raczya i tego nie poniechaa, gdy ja na czas wrci nie zdoam. Ktr
prob racz W. M. Pani zaraz speni, abym o szczliwo mnie
przyrzeczon mg by bezpiecznym i za powrotem si rozradowa. A co
masz W. M. Pani z Bohunem kunktowa i mnie przyrzekszy dziewk,
jemu ze strachu piaskiem w oczy rzuca, to lepiej sub tutelam ksicia,
mego pana, si schroni, ktren praesidium do Rozogw wysa nie
omieszka, a tak i majtno ocalicie. Przy czym mam zaszczyt etc., etc."
- Hm! moci Bohunie - rzek pan Zagoba - usarz co rogi ci chce
przyprawi. Tocie do jednej dziewki szli w koperczaki? Czemu nie
mwi? Ale si pociesz, bo i mnie si raz zdarzyo...
Nagle rozpoczta facecja skonaa na ustach pana Zagoby. Bohun siedzia
nieporuszenie przy stole, ale twarz jego bya jakby konwulsjami
cignita, blada, oczy zamknite, brwi sfadowane. Dziao si z nim co
strasznego.
- Co tobie? - spyta pan Zagoba.
Kozak pocz gorczkowo rk macha, a z ust jego wyszed
przyciszony, chrapliwy gos:
- Czytaj, czytaj drugie pismo.
- Drugie jest do kniaziwny Heleny.
- Czytaj, czytaj!
Zagoba zacz:
- Najsodsza, umiowana Halszko, serca mego pani i krlowo! Gdy po
subie ksicej jeszcze niemay czas w tych stronach zosta musz,
pisz tedy do stryjny, abycie do ubniw zaraz jechay, w ktrych
adna twej niewinnoci szkoda zdarzy si od Bohuna nie moe i
wzajemny afekt nasz na szwank naraon nie bdzie..."
- Dosy! - krzykn nagle Bohun i porwawszy si w szale od stou
skoczy ku Rzdzianowi.
Obuch zawarcza w jego rku i nieszczsny pacholik, uderzony wprost w
piersi, jkn tylko i zwali si na podog. Obd porwa Bohuna: rzuci
si na pana Zagob, wyrwa mu listy i schowa je w zanadrze.
Zagoba porwawszy gsiorek z miodem skoczy ku piecowi i krzycza:
- W imi Ojca i Syna, i Ducha witego! Czeku, czy ty si wciek?
czy oszala? Uspokje si, zmityguj! Wsade eb w wiadro, do stu
diabw!...
syszysze mnie!
- Krwi, krwi! - wy Bohun.
- Czy ci si rozum pomiesza? Wsade eb w wiadro, mwi ci! Masz
ju krew, rozlae j, i to niewinnie. Ju ten nieszczsny wyrostek nie
dysze. Diabe ci opta - albo sam diabe z ostatkiem. Opamitaje si,
a nie, to jecha ci sk, pogaski synu!
Tak krzyczc pan Zagoba przesun si z drugiej strony stou ku
Rzdzianowi i schyliwszy si nad nim, j go maca po piersiach i rk
mu do ust przykada, z ktrych krew si rzucia obficie.
Bohun uchwyci si tymczasem za gow i skowycza jak ranny wilk.
Potem pad na aw nie przestajc skowycze, bo si w nim dusza z
wciekoci i blu rozdara. Nagle zerwa si, dobieg do drzwi, wywali je
nog i wypad do sieni.
- Lee na zamanie karku! - mrukn do siebie pan Zagoba. - Le i
rozbij eb o stajni albo stodo, chocia, jako rogal, b miao moesz.
A to furia! Jeszczem te nic podobnego w yciu nie widzia. Zbami tak
kapa jak pies na zalotach. Ale ten pachoek ywie jeszcze, niebotko.
Dalibg, jeeli mu ten mid nie pomoe, to chyba zega, e szlachcic.
Tak mruczc pan Zagoba wspar gow Rzdziana na swych kolanach i
pocz mu z wolna sczy trojniak do ust zsiniaych.
- Obaczymy, czy masz dobr krew w sobie - mwi dalej do omdlaego -
gdy ydowska, podlana miodem albo-li winem, warzy si; chopska,
jako leniwa i cika, idzie na spd, a jeno szlachecka animuje si i
wyborny tworzy likwor, ktren ciau daje mstwo i fantazj. Innym te
nacjom rne da Pan Jezus napitki, aby za kada miaa swoj stateczn
pociech.
Rzdzian jkn sabo.
- Aha, chcesz wicej! Nie, panie bracie, pozwle i mnie... ot, tak! A
teraz, gdy ju da znak ycia, chyba ci przenios do stajni i poo gdzie
w kcie, aby ci ten smok kozacki do reszty nie rozdar, gdy wrci.
Niebezpieczny to jest przyjaciel - nieche go diabli porw, bo widz, e
rk chysz ma od rozumu.
To rzekszy pan Zagoba podnis Rzdziana z ziemi z atwoci,
znamionujc niezwyk si, i wyszed do sieni, a nastpnie na
podwrzec, na ktrym kilkunastu semenw grao w koci na rozesanym
na ziemi kilimku. Ujrzawszy go powstali, on za rzek:
- Chopcy, a wzi no mi tego pachoka i pooy na sianie. Niech te
ktry skoczy po cyrulika.
Rozkaz speniono natychmiast, bo pan Zagoba, jako przyjaciel Bohuna,
wielkie mia zachowanie u Kozakw.
- A gdzie to pukownik? - spyta.
- Kaza sobie da konia i pojecha do kwatery pukowej, a nam te kaza
by w gotowoci i konie mie posiodane.
- To i mj gotowy?
- Gotowy.
- To dawaj. Znajd tedy pukownika przy puku?
- A oto i on nadjeda.
Rzeczywicie, przez sklepion ciemn bram domostwa wida byo
Bohuna nadjedajcego z rynku, za nim za ukazay si z dala spisy stu
kilkudziesiciu moojcw widocznie gotowych do pochodu.
- Na ko! - woa przez sie Bohun na pozostaych na podwrcu
semenw.
Wszyscy ruszyli si co ywo. Zagoba wyszed przed bram i spojrza
uwanie na modego watak.
- W pochd ruszasz? - spyta go.
- Tak jest.
- A dokd czort prowadzi?
- Na wesele.
Zagoba przysun si bliej.
- Bj si Boga, synku! Hetman kaza ci miasta strzec, a ty i sam jedziesz,
i semenw wyprowadzasz. Rozkaz zamiesz. Tu tumy czerni czekaj
tylko chwili sposobnej, by si na szlacht rzuci - miasto zgubisz, na
gniew hetmaski si narazisz.
- Na pohybel miastu i hetmanowi!
- O gow twoj idzie.
- Na pohybel i mojej gowie!
Zagoba pozna, e prno byo gada z Kozakiem. Zaci si i choby
siebie i innych mia pogrze, swego musia dokaza. Domyla si te
Zagoba, dokd wyprawa miaa ruszy, ale sam niewiedzia, co z sob
pocz: jecha z Bohunem czy zosta? Jecha byo niebezpiecznie, bo
znaczyo to samo, co wrazi si w wojennych surowych czasach w
awanturnicz, gardow spraw. A zosta? Czer istotnie czekaa tylko
wieci z Siczy, chwili hasa do rzezi. A moe by i nie czekaa nawet,
gdyby nie tysic semenw Bohuna i jego wielka powaga na Ukrainie.
Mg si wprawdzie pan Zagoba schroni i do obozu hetmanw, ale mia
swoje powody, dla ktrych tego nie czyni. Bya-li to kondemnatka za
jakie zabjstwo czy te mankamencik w ksigach, on sam jeden tylko
wiedzia; do, e nie chcia w oczy le. al mu byo Czehryna
porzuca! Tak mu tu byo dobrze, tak tu nikt o nic nie pyta, tak ju pan
Zagoba zy si tu ze wszystkimi, i ze szlacht, i z ekonomami
starociskimi, i ze starszyzn kozack! Prawda, e starszyzna rozjechaa
si teraz, a szlachta siedziaa cicho po ktach, bojc si burzy, ale przecie
by Bohun, kompan nad kompany, bibosz nad bibosze. Poznawszy si
przy szklenicy zbratali si z Zagob od razu. Odtd nie widziano jednego
bez drugiego. Kozak sypa zotem za dwch, szlachcic ga, i obu, jako
niespokojnym duchom, dobrze byo z sob.
Gdy tedy teraz przyszo albo pozosta w Czehrynie i pod n czerni i,
albo jecha z Bohunem, pan Zagoba zdecydowa si na to ostatnie.
- Kiedy taki desperat - rzek - to pojad i ja z tob. Moe si przydam
albo pohamuj, gdy bdzie trzeba. Ju my tak dopasowali ze sob jako
hetka z ptlk, alem si tego wszystkiego nie spodziewa.
Bohun nie odrzek nic. W p godziny pniej dwustu semenw stano
w pochodowym ordynku. Bohun wyjecha na czoo, a z nim i pan
Zagoba. Ruszyli. Chopi, stojcy tu i owdzie kupami na rynku, spogldali
na nich spode bw i szeptali zgadujc, gdzie jad, czy wrc prdko, czy
nie wrc. Bohun jecha milczcy, zamknity w sobie, tajemniczy a
pospny jak noc. Semenowie nie pytali, gdzie ich wiedzie. Za nim gotowi
byli i choby na kraj wiata.
Po przeprawie przez Dniepr wjechali na gociniec ubniaski. Konie szy
rysi, wzbijajc tumany kurzawy, ale e dzie by skwarny, suchy,
wkrtce pokryy si pian. Zwolnili tedy biegu i rozcignli si dugim,
przerywanym pasmem po gocicu. Bohun wysun si naprzd, pan
Zagoba zrwna si z nim chcc zacz rozmow.
Twarz modego wataki bya spokojniejsza, jeno smutek miertelny
malowa si na niej widocznie. Rzekby: dal, w ktrej wzrok gin po
pnocnej stronie, za Kahamlikiem, bieg konia i powietrze stepowe
uciszyy w nim t burz wewntrzn, ktra si zerwaa po przeczytaniu
listw wiezionych przez Rzdziana.
- ar z nieba leci - rzek pan Zagoba - a soma w butach parzy.
I w pciennym kitlu za gorco, bo wiatru wcale nie ma. Bohun, suchaj
no, Bohun!
Wataka spojrza swymi gbokimi, czarnymi oczyma, jakby ze snu
zbudzony.
- Uwa no, synku - mwi pan Zagoba - aby ci melankolia nie zajada,
ktra gdy z wtroby, gdzie jest waciwe jej siedlisko, do gowy uderzy,
snadnie rozum pomiesza moe. Nie wiedziaem, e tak romansowy z
ciebie kawaler. Musiae si w maju rodzi, a to jest miesic Wenery, w
ktrym taka jest lubo aury, e nawet wir ku drugiemu wirowi afekt
czu poczyna, ludzie za w onym miesicu urodzeni wiksz od innych
maj w kociach do biaogw ciekawo. Wszelako ten wygra, kto si
pohamowa potrafi, dlatego te radz ci: lepiej ty zemsty poniechaj. Do
Kurcewiczw suszny moesz mie rankor, ale albo to jedna dziewka na
wiecie?
Bohun, jak gdyby nie Zagobie, jeno wasnemu alowi odpowiadajc,
ozwa si gosem do zawodzenia ni do mowy podobniejszym:
- Jedna ona zazula, jedna na wiecie!
- Choby te i tak byo, to skoro ona do innego kuka, nic ci z tego.
Susznie mwi, e serce jest to wolentarz, ktren pod jakim chce
znakiem suy, pod takim suy. Zwa przy tym, e dziewka to jest
wielkiej krwi, bo Kurcewicze, sysz, od ksit rd wywodz... Wysokie
to progi.
- Do czorta-e wasze progi, wasze rody, wasze pergaminy! - tu wataka
uderzy z ca si w gowni szabli: - ot, mnie rd! ot, mnie prawo i
pergamin! ot, mnie swat i druba! O zdrajcy! o wraa krew przeklta!
Dobry wam by Kozak, druh by i brat: do Krymu z nim chodzi, dobro
tureckie bra, upem si dzieli. Ej, houbili i synkiem zwali, i dziewk
przyrzekli, a teraz co? Przyszed szlachcic, Laszek cacany, i ot, Kozaka,
synka i druha, odstpili - dusz wydarli, serce wydarli, innemu donia, a ty
cho ziemi gry, ty Kozacze, terpy! terpy!...
Watace gos zadrga; zby cisn, piciami o pier szerok ttni
pocz, a echo jak z podziemia z niej wychodzio.
Nastaa chwila milczenia. Bohun oddycha ciko. Bl i gniew targay na
przemian zdzicza, nie znajc hamulca dusz Kozaka. Zagoba czeka,
a si zmorduje i uspokoi.
- Co tedy chcesz czyni, junaku nieszczsny? jak postpisz?
- Jak Kozak - po kozacku!
- Hm, ju widz, co to bdzie. Ale mniejsza z tym. Jedno ci tylko
powiem, e to jest pastwo winiowieckie i do ubniw niedaleko. Pisa
pan Skrzetuski onej kniahini, eby si tam z dziewk schronia, to
znaczy, e one s pod ksic opiek, a ksi srogi lew...
- I chan lew, a ja mu w gardziel wazi i ogniem w lepie wieci.
- Co ty, szalona gowo, ksiciu chcesz wojn wypowiada?
- Chmiel i na hetmanw si porwa. Co mnie wasz ksi!
Pan Zagoba sta si jeszcze niespokojniejszy.
- Tfu! do diaba. A to po prostu rebeli pachnie! vis armata, raptus
puellae
i rebelia - to niby kat, szubienica i stryczek. Dobra szstka: moesz ni
zajecha, jeli nie daleko, to wysoko. Kurcewicze te broni si bd.
- Taj co? Albo mnie pohybel, albo im! Ot, ja duszu by zhubyw za nich,
za Kurcewiczw, oni mi byli bracia, a stara kniahini ma, ktrej ja w
oczy jak pies patrzy! A jak Wasyla Tatary zapay, tak kto do Krymu
poszed? kto go odbi? - ja! Kocha ich i suy im jak rab, bo myla, e
t dziewczyn wysu. A oni za to proday, proday mene jak raba, na
zuju dolu i na neszczastje... Wygnali precz - no, tak i pjd, tylko si
wprzd pokoni; za sl i chleb, com u nich jad, po kozacku zapac - i
pjd, bo swoj drog znaju.
- I gdzie pjdziesz, gdy z ksiciem zaczniesz? do Chmiela obozu?
- eby mnie t dziewk dali, ja by by wasz lacki brat, wasz druh, wasza
szabla, dusza wasza zaklataja, wasz pies. I wzi by swoich semenw,
innych z Ukrainy skrzykn, taj na Chmiela i na rodzonych braci
zaporoskich ruszy i kopytami roznis. A chciaby za to nagrody? - nie!
Ot, wziby dziewczyn i za Dniepr ruszy na boy step, na dzikie ugi, na
ciche wody i mnie by byo dosy, a teraz...
- Teraze si wciek.
Wataka nic nie odrzek, konia nahajem uderzy i pomkn naprzd, a
pan Zagoba pocz rozmyla, w jakie to tarapaty si dosta. Nie ulegao
wtpliwoci, e Bohun zamierza na Kurcewiczw napa, krzywd sw
pomci i dziewczyn przemoc zabra. I w tej imprezie byby mu
jeszcze pan Zagoba kompanii dotrzyma. Na Ukrainie trafiay si takie
sprawy czsto, a czasem i uchodziy pazem. Wprawdzie, gdy gwatownik
nie by szlachcicem, rzecz wikaa si i stawaa si niebezpieczniejsz, ale
za to wymiar sprawiedliwoci na Kozaku by trudny, bo gdzie go byo
szuka i apa? Po przestpstwie zbiega w dzikie stepy, gdzie rka ludzka
nie sigaa - i tyle go widziano - a gdy wybucha wojna, gdy Tatarzy kraj
naszli, wtedy przestpca wypywa znowu, bo wtedy spay prawa. Tak
mg uchroni si od odpowiedzialnoci i Bohun, a pan Zagoba nie
potrzebowa mu przecie czynnie pomaga i bra na siebie poowy winy.
Nie byby wreszcie tego w adnym razie czyni, bo cho mu Bohun by
przyjacielem, wszelako nie wypadao Zagobie, szlachcicowi, w komityw
z Kozakiem przeciw szlachcie wchodzi, zwaszcza e pana
Skrzetuskiego zna i pi z nim. Pan Zagoba by warcho nie lada, ale jego
warcholstwo miao pewn miar. Hula po karczmach czehryskich z
Bohunem i inn starszyzn kozack, zwaszcza za ich pienidze - i
owszem; wobec grb kozackich dobrze nawet byo takich ludzi mie
przyjacimi. Pan Zagoba o skr sw, cho tu i owdzie poszczerbion,
dba wielce - a naraz spostrzeg, e i przez t przyja wlaz w okrutne
boto. Bo byo jasnym, e jeli Bohun dziewczyn, narzeczon
ksicego porucznika i ulubieca, porwie, to z ksiciem zadrze, a wtedy
nie pozostanie mu nic innego, jak do Chmielnickiego uciec i do buntu si
przyczy. Na to kad pan Zagoba w myli stanowcze co do swojej
osoby veto, bo do buntu przycza si dla piknych oczu Bohuna nie
mia wcale zamiaru, a w dodatku ksicia ba si jak ognia.
- Tfu! tfu! - mrucza sobie teraz - diabam za ogon krci, a on mnie
bdzie teraz za eb krci - i ukrci. Niech piorun trzanie tego watak z
biaogowsk twarz, a tatarsk rk! Otom si wybra na wesele, czyste
psie wesele, jak mnie Bg miy! Niech piorun trzanie wszystkich
Kurcewiczw i wszystkie podwiki! Co mnie do nich?... ju mnie one
niepotrzebne. Na kim si zmeo, na mnie si skrupi. I za co? czy to ja si
chc eni? Niech si diabe eni, mnie wszystko jedno; co ja mam do
roboty w tej imprezie! Pjd z Bohunem, to mnie Winiowiecki ze skry
obedrze; pjd od Bohuna, to mnie chopi zatuk albo i on sam nie
czekajc. Najgorzej to z grubiany si brata. Dobrze mi tak! Wolabym
by tym koniem, na ktrym siedz, ni Zagob. Na baznam kozackiego
wyszed, przy paliwodzie si wieszaem, susznie przeto na obie strony
skr mi wytataruj.
Tak rozmylajc spoci si bardzo pan Zagoba i w jeszcze gorszy wpad
humor. Upa by wielki, ko ciko nis, bo dawno nie chodzi, a pan
Zagoba by czowiek korpulentny. Miy Boe, co by by za to da, eby
teraz w chodku, w gospodzie, nad szklenic zimnego piwa siedzie, nie
po upale si koata i pdzi spalonym stepem!
Chocia Bohun przynagla, zwolnili jednak biegu, bo ar by straszny.
Popali troch konie, przez ten czas za Bohun z esauami rozmawia,
widocznie dawa im rozkazy, co maj czyni, bo dotychczas nie wiedzieli
nawet, gdzie jad. Do uszu Zagoby doszy ostatnie sowa rozkazu:
- Czeka wystrzau.
- Dobrze, bat'ku!
Bohun zwrci si nagle ku niemu:
- Ty jedziesz ze mn naprzd.
- Ja? - rzek Zagoba z widocznym zym humorem - ja ci tak kocham,
em ju jedn poow duszy dla ciebie wypoci, czemu bym nie mia i
drugiej wypoci? My jak kontusz i podszewka; mam nadziej, e nas
diabli razem wezm, co mi jest wszystko jedno, bo ju myl, e i w
piekle nie moe by gorcej.
- Jedmy.
- Na zamanie karku.
Ruszyli naprzd, a za nimi wkrtce i Kozacy. Ale ci ostatni postpowali z
wolna, tak i wkrtce znacznie zostali w tyle - a w kocu znikli z oczu.
Bohun z Zagob jechali obok siebie w milczeniu, obaj zamyleni
gboko. Zagoba targa wsy i widocznym byo, e pracuje ciko gow;
moe sobie ukada, jakim by sposobem mg si z caej tej sprawy
salwowa. Chwilami mrucza co do siebie pgosem, to znw na
Bohuna spoglda, na ktrego twarzy maloway si na przemian to
niepohamowany gniew, to smutek. Dziw - myla sobie Zagoba - e taki
gadysz, a i dziewki nawet sobie nie umia skonwinkowa. Kozak jest - to
prawda - ale rycerz znamienity i podpukownik, ktren te, prdzej
pnij, jeli tylko do rebelii nie przystanie, bdzie nobilitowany, co wcale
od niego zaley. A ju pan Skrzetuski, zacny kawaler - i przystojny, ale z
tym malowanym watak na urod i porwna si nie moe. Hej, wezm
te si oni za by, jak si spotkaj, bo obaj zabijaki nie lada."
- Bohun, znasz-li dobrze pana Skrzetuskiego? - spyta nagle Zagoba.
- Nie - odpar krtko wataka.
- Cik bdziesz mia z nim przepraw. Widziaem go te, jak sobie
Czapliskim drzwi otwiera. Goliat to jest i do wypitki, i do wybitki.
Wataka nie odpowiedzia i znowu obaj pogryli si we wasne myli i
wasne frasunki, ktrym wtrujc pan Zagoba powtarza od czasu do
czasu: Tak, tak, nie ma rady!" Upyno kilka godzin. Soce
powdrowao gdzie het, na zachd ku Czehrynowi; od wschodu powia
wietrzyk chodny. Pan Zagoba zdj kopaczek rysi, przecign rk po
spoconej gowie i powtrzy raz jeszcze:
- Tak, tak, nie ma rady!
Bohun obudzi si jak ze snu.
- Co rzeke? - spyta.
- Mwi, e ju zaraz ciemno bdzie. Czy daleko jeszcze?
- Niedaleko.
Po godzinie ciemnio si rzeczywicie. Ale ju te wjechali w jar lesisty,
wreszcie na kocu jaru bysno wiateko.
- To Rozogi! - rzek nagle Bohun.
- Tak! Brr! co jako chodno w tym jarze.
Bohun wstrzyma konia.
- Czekaj! - rzek.
Zagoba spojrza na niego. Oczy wataki, ktre miay t wasno, e
wieciy w nocy, paay teraz jak dwie pochodnie.
Obaj przez dugi czas stali nieruchomie na skraju jaru. Na koniec z dala
dao si sysze parskanie koni.
To Kozacy Bohunowi nadjedali z wolna z gbi lasu.
Esau zbliy si po rozkazy, ktre Bohun wyszepta mu do ucha, po
czym Kozacy zatrzymali si znowu.
- Jedmy! - rzek do Zagoby Bohun.
Po chwili ciemne masy budowli dworskich, lamusy i urawie studzienne
zarysoway si przed ich oczyma. We dworze byo cicho. Psy nie
szczekay. Wielki, zoty ksiyc wieci nad domostwami. Z sadu
dochodzi zapach kwiatw wini i jaboni; wszdzie tak byo spokojnie,
noc tak cudna, e zaiste brako tylko tego, aby jaki teorban ozwa si
gdzie pod oknami piknej ksiniczki.
W niektrych oknach byo jeszcze wiato.
Dwaj jedcy zbliyli si do bramy.
- Kto tam? - ozwa si gos nocnego stra.
- Nie poznajesz mnie, Maksyrn?
- To wasza mio. Sawa Bohu !
- Na wiki wikiw. Otwieraj. A co tam u was?
- Wszystko dobrze. Wasza mio dawno nie bya w Rozogach.
Zawiasy bramy zaskrzypiay przeraliwie, most spad na fos i dwaj
jedcy wjechali na majdan.
- A suchaj, Maksym: nie zamykaj bramy i nie podno mostu, bo zaraz
wyjedam.
- To wasza mio jak po ogie?
- Tak jest. Konie przywi do palika.
 307
 Rozdzia XVIII 
Kurcewiczowie nie spali jeszcze. Jedli wieczerz w owej sieni napenionej
zbroj, ktra sza przez ca szeroko domu od majdanu a do sadu z
drugiej strony. Na widok Bohuna i pana Zagoby zerwali si na rwne
nogi. Na twarzy kniahini odbio si nie tylko zdziwienie, ale
nieukontentowanie i przestrach zarazem. Modych kniaziw byo tylko
dwch: Symeon i Mikoaj.
- Bohun! - rzeka kniahini. - A ty tu co robisz?
- Przyjecha si wam pokoni, maty. A co, nie radzicie mi?
- Radam ci, rada, jeno si dziwi, e przyby, bo syszaam, e w
Czehrynie strujesz. A kogo to nam Bg z tob zesa?
- To jest pan Zagoba, szlachcic, mj przyjaciel.
- Radzimy waszmoci - rzeka kniahini.
- Radzirmy - powtrzyli Symeon i Mikoaj.
- Mocia pani! - rzecze szlachcic. - Prawda, e go nie w por gorszy od
Tatarzyna, ale i to wiadomo, e kto do nieba chce i, ten musi
podrnego w dom przyj, godnego nakarmi, spragnionego napoi...
- Siadajcie tedy, jedzcie i pijcie - mwia stara kniahini. - Dzikujemy,
ecie przyjechali. No, no, Bohun, alem si ciebie nie spodziewaa, chyba
e spraw masz do nas?
- Moze i mam - rzek z wolna wataka.
- Jak? - pytaa niespokojnie kniahini.
- Przyjdzie pora, to pogadamy. Dajcie odpocz. Z Czehryna prosto
jad.
- To wida byo ci pilno do nas?
- A gdzie by mnie miao by pilno, jeli nie do was? A kniaziwna-donia
zdrowa?
- Zdrowa - rzeka sucho kniahini.
- Chciabym te ni oczy ucieszy.
- Helena pi.
- To szkoda. Bo ja dugo nie zabawi.
- A gdzie jedziesz?
- Wojna, maty! Nie ma na nic czasu. Lada chwila hetmani w pole
wyprawi, a al bdzie Zaporocw bi. Mao to razy my z nimi jedzili
po dobro tureckie - prawda, kniaziowie? - po morzu pywali, sl i chleb
razem jedli, pili i hulali, a teraz my im wrogi.
Kniahini spojrzaa bystro na Bohuna. Przez gow przesza jej myl, e
moe Bohun ma zamiar poczy si z rebeli i przyjecha jej synw
wybada.
- A ty co mylisz robi? - spytaa.
- Ja, maty? a c? ciko swoich bi, ale trzeba.
- Tak i my uczynimy - rzek Symeon.
- Chmielnicki zdrajca! - doda mody Mikoaj.
- Na pohybel zdrajcom! - rzek Bohun.
- Niech im kat wieci! - dokoczy Zagoba.
Bohun znw mwi pocz:
- Tak to na wiecie. Kto ci dzi przyjacielem, jutro Judaszem. Nikomu
nie mona wierzy na wiecie.
- Jeno dobrym ludziom - rzeka kniahini.
- Pewnie, e dobrym ludziom mona wierzy. Dlatego ja te wam wierz
i kocham was, bo wycie dobrzy ludzie, nie zdrajcy...
Byo co tak dziwnego i strasznego w gosie wataki, e przez chwil
zapanowao gbokie milczenie. Pan Zagoba patrzy na kniahini i mruga
swoim zdrowym okiem, a kniahini utkwia wzrok w Bohunie.
Ten mwi dalej:
- Wojna nie ywi ludzi, jeno morzy, dlatego chcia ja was jeszcze
widzie, zanim rusz. Kto wie, czy wrc, a wy by mnie aowali, bo wy
moje druhy serdeczne... nieprawda?
- Tak nam dopom Bg! Od maego ci znamy.
- Ty nasz brat - doda Symeon.
- Wy kniazie, wy szlachta, a wy Kozakiem nie gardzili, w dom
przygarnli i krewn-doni obiecali, bo wy wiedzieli, e dla Kozaka bez
niej ni ycia, ni bycia, tak si i zmiowali nad Kozakiem.
- Nie ma o czym i mwi - rzeka piesznie kniahini.
- Nie, maty, jest o czym mwi, bo wy moi dobrodzieje, a ja te prosi
tego oto szlachcica, przyjaciela mego, eby mnie za syna wzi i do herbu
przypuci, aby wy nie mieli wstydu oddajc krewniaczk Kozakowi. Na
co pan Zagoba si zgodzi i my oba bdziem si stara o pozwolenie u
sejmu, a po wojnie pokoni si panu hetmanowi wielkiemu, ktren na
mnie askaw, moe poprze; on przecie i Krzeczowskiemu nobilitacj
wyrobi.
- Bg ci dopom - rzeka kniahini.
- Wy szczerzy ludzie, i ja wam dzikuj. Ale przed wojn chciabym
jeszczeraz z waszych ust usysze, e wy mnie doni dajecie i e sowo
wasze zdzierycie. Sowo szlacheckie nie dym - a wy przecie szlachta,
wy kniazie.
Wataka mwi gosem powolnym i uroczystym, ale w mowie jego drgaa
zarazem jakby groba zapowiadajca, e trzeba si zgodzi na wszystko,
czego da.
Stara kniahini spojrzaa na synw, ci na ni, i przez chwil trwao
milczenie. Nagle rarg siedzcy na berle pod cian zakwili, cho do
witu byo jeszcze daleko; za nim ozway si inne; wielki berkut zbudzi
si, strzsn skrzyda i kraka pocz.
uczywo palce si w grubach przygaso. W izbie zrobio si ciemnawo i
ponuro.
- Mikoaj, popraw ogie - rzeka kniahini.
Mody knia dorzuci uczywa.
- C? przyrzekacie? - pyta Bohun.
- Musimy Heleny spyta.
- Niech ona mwi za siebie, wy za siebie. Przyrzekacie?
- Przyrzekamy - rzeka kniahini.
- Przyrzekamy - powtrzyli kniaziowie.
Bohun wsta nagle i zwrciwszy si do Zagoby, rzek dononym gosem:
- Moci Zagobo! Poko si i ty o dziewk; moe i tobie przyrzekn.
- Co ty, Kozacze, upi si?! - zawoaa kniahini.
Bohun zamiast odpowiedzi wydoby list Skrzetuskiego i zwrciwszy si
do Zagoby, rzek:
- Czytaj.
Zagoba wzi list i pocz go czyta wrd guchego milczenia.
Gdy skoczy, Bohun skrzyowa rce na piersiach.
- Komu tedy dziewk dajecie? - spyta.
- Bohun!
Gos wataki sta si podobny do syku wa.
- Zdrajcy, oczajdusze, psiawiary, judasze!...
- Hej, synkowie, do szabel! - krzykna kniahini.
Kurcewicze skoczyli piorunem ku cianom i porwali za bro.
- Moci panowie, spokojnie! - zawoa Zagoba.
Ale nim domwi, Bohun wyrwa pistolet zza pasa i wystrzeli.
- Jezus! Jezus!... - jkn knia Symeon, postpi krok naprzd, rkoma
j bi powietrze i upad ciko na ziemi.
- Suba, na pomoc! - woaa rozpaczliwie kniahini.
Ale w teje chwili na dziedzicu i od strony sadu hukny inne wystrzay,
drzwi i okna wyleciay z oskotem i kilkudziesiciu semenw wpado do
sieni.
- Na pohybel! - zabrzmiay dzikie gosy.
Na majdanie ozwa si dzwon na trwog. Ptactwo w sieni poczo
wrzeszcze; haas, strzelanina i krzyki zastpiy niedawn cisz upionego
dworu. Stara kniahini rzucia si, wyjc jak wilczyca, na ciao Symeona
drgajce w ostatnich konwulsjach, ale wnet dwch semenw porwao j
za wosy i odcigno na stron, a tymczasem mody Mikoaj, przyparty
w kt sieni, broni si z wciekoci i lwi odwag.
- Procz! - krzykn nagle Bohun na otaczajcych go Kozakw. - Procz! -
powtrzy grzmicym gosem.
Kozacy cofnli si. Sdzili, e wataka chce ocali ycie modziecowi.
Ale Bohun z szabl w rku sam rzuci si na kniazia.
Rozpocza si straszna pojedyncza walka, na ktr kniahini, trzymana za
wosy przez cztery elazne donie, patrzya paajcymi oczyma i z
otwartymi usty. Mody knia zwali si jak burza na Kozaka, ktry,
cofajc si z wolna, wywid go na rodek sieni. Nagle przysiad, odbi
potny cios i z obrony rzeszed do ataku.
Kozacy zatrzymawszy dech w piersiach pospuszczali szable na d i stali
jak ryci, ledzc oczyma przebieg walki.
W ciszy sycha byo tylko oddech i sapanie walczcych, zgrzyt zbw
wist lub ostry dwik uderzajcych o siebie mieczw.
Przez chwil zdawao si, e wataka ulegnie olbrzymiej sile i zacitoci
odzieca, gdy znowu pocz si cofa i sania. Twarz przecigna mu
i jakby z wysilenia. Mikoaj podwoi ciosy, szabla jego otaczaa Kozaka
nieustannym wem byskawic, kurzawa wstaa z podogi i przesonia
obokiem walczcych, ale przez jej kby semenowie dojrzeli krew
spywajc po twarzy wataki.
Nagle Bohun uskoczy w bok, kniaziowe ostrze trafio w prni. Mikoaj
zachwia si od zamachu i pochyli naprzd, a w tej samej chwili Kozak
ci go w kark tak straszliwie, e knia zwali si jakby gromem raony.
Krzyki radosne Kozakw pomieszay si z nieludzkim wrzaskiem
kniahini. Zdawao si, e od wrzaskw powaa pknie. Walka bya
skoczona, kozactwo rzucio si na bro zawieszon na cianach i
poczo j zdziera wyrywajc sobie wzajemnie kosztowniejsze szable i
handary, depcc po trupach kniaziw i wasnych towarzyszw, ktrzy
legli z rki Mikoaja. Bohun pozwala na wszystko. Sta on we drzwiach
prowadzcych do komnat Heleny, zagradzajc drog, i oddycha ciko
ze zmczenia. Twarz mia blad i pokrwawion, gdy dwa razy ostrze
kniazia dotkno jego gowy. Bdny wzrok jego przenosi si z trupa
Mikoaja na trupa Symeona, a czasem pada na zsiniae oblicze kniahini,
ktr moojcy, trzymajc za wosy, przyciskali kolanami do ziemi, bo si
rwaa z ich rk do trupw dzieci. Wrzask i zamieszanie w sieni
powikszao si z kad chwil. Kozacy cignli na powrozach czelad
Kurcewiczw i mordowali j bez litoci. Podoga bya zalana krwi, sie
zapeniona trupami, dymem od wystrzaw, ciany ju obdarte, ptactwo
nawet pobite.
Nagle drzwi, pod ktrymi sta Bohun, otworzyy si na rozcie. Wataka
obrci si i cofn nagle.
We drzwiach ukaza si lepy Wasyl, a obok niego Helena ubrana w biae
giezo, blada sama jak giezo, z oczyma rozszerzonymi z przeraenia, z
otwartymi usty.
Wasyl nis krzy, ktry trzyma na wysokoci twarzy w obu doniach.
Wrd zamieszania panujcego w sieni, wobec trupw, krwi rozlanej
kauami na pododze, poysku szabel i rozpomienionych renic dziwnie
uroczycie wygldaa ta posta wysoka, wyndzniaa, z siwiejcym
wosem i czarnymi jamami zamiast oczu. Rzekby: duch albo trup, ktry
zrzuci caun i przychodzi kara zbrodni.
Krzyki umilky. Kozacy cofali si przeraeni. Cisz przerwa spokojny,
ale bolesny i jczcy gos kniazia:
- W imi Ojca i Spasa, i Ducha, i witej-Przeczystej! Mowie, ktrzy
przychodzicie z dalekich stron, zali przychodzicie w imi boe?
Albowiem: "Bogosawiony m w drodze, ktry idc opowiada sowo
boe."
A wy zali dobr nowin niesiecie? zali jestecie apostoami?
Cisza miertelna zapanowaa po sowach Wasyla, on za zwrci si z
wolna, z krzyem w jedn stron, nastpnie w drug i mwi dalej:
- Gorze wam, bracia, bo ktrzy dla zysku lub zemsty wojn czyni, maj
by potpieni na wieki...
...Mdlmy si, abymy zaznali miosierdzia. Gorze wam, bracia, gorze
mnie! O! o! o!
Jk wyrwa si z piersi kniazia.
- Hospody pomyuj! - ozway si guche gosy moojcw, ktrzy pod
wpywem nieopisanego strachu poczli si egna przeraeni.
Nagle da si sysze dziki, przeralwy krzyk kniahini:
- Wasyl, Wasyl!...
Byo w jej gosie co tak rozdzierajcego, jakby to by ostatni gos
rwcego si ycia. Jako gniotcy j kolanami moojcy uczuli, e ju nie
usiuje si wyrwa z ich rk.
Knia drgn, ale wnet zastawi si krzyem od strony, z ktrej dochodzi
gos, i odrzek:
- Duszo potpiona, woajca z gbokoci, gorze ci!
- Hospody pomyuj! - powtrzyli Kozacy.
- Do mnie, semenowie! - zawoa w tej chwili Bohun i zachwia si na
nogach.
Kozacy skoczyli i podparli go pod ramiona.
- Bat'ku! ty ranny?
- Tak jest! Ale to nic! Krew mnie usza. Hej, chopcy! strzec mi tej doni
jak oka w gowie... Dom otoczy, nikogo nie wypuszcza...
Kniaziwno...
Nie mg wicej mwi, wargi mu zbielay, a oczy zaszy mg.
- Przenie atamana do komnat! - zawoa pan Zagoba, ktry wylazszy z
jakiego kta, niespodzianie pojawi si przy Bohunie. - To nic, to nic -
mwi, zmacawszy palcami rany. - Jutro zdrw bdzie. Ju ja si nim
zajm. Chleba z pajczyn mi ugnie. Wy, chopcy, ruszajcie sobie do
diaba, pohula z dziewkami w czeladnej, bo nic tu po was, a dwch
niech zaniesie atamana. Bierzcie go. Ot, tak. Ruszajciee, do licha, czego
stoicie? Domu mi pilnowa - ja sam bd doglda.
Dwch semenw ponioso Bohuna do przylegej izby, reszta wysza z
sieni. Zagoba zbliysi do Heleny i mrugajc mocno okiem, rzek szybko
a cicho:
- Jam przyjaciel pana Skrzetuskiego, nie bj si. Odprowad jeno spa
swojego proroka i czekaj na mnie.
To rzekszy wyszed do izby, w ktrej dwch esauw zoyo na sofie
tureckiej Bohuna. Wnet wysa ich po chleb i pajczyn, a gdy je
przyniesiono z czeladnej, zaj si opatrunkiem modego atamana z ca
biegoci, jak wwczas kady szlachcic posiada, a ktrej nabywa
sklejajc by porozbijane w pojedynkach lub na sejmikach.
- A powiedzcie te semenom - rzek do esauw - e jutro ataman zdrw
bdzie jak ryba, eby si za o niego nie troszczyli. Oberwa, bo oberwa,
ale gracko si spisa i jutro jego wesele, chocia i bez popa. Jeli jest w
domu piwniczka, to sobie moecie pozwoli. Ot, ju i ranki przewizane.
Idcie teraz, by ataman mia spokj.
Esauowie ruszyli ku drzwiom.
- A nie wypijcie tam caej piwnicy! - rzek jeszcze pan Zagoba.
I siadszy przy wezgowiu wataki, wpatrzy si w niego uwanie.
- No, czort ci nie wemie od tych ran, chociae dosta dobrze. Ze dwa
dni ni rk, ni nog nie ruszysz - mrucza sam do siebie, patrzc na blad
twarz i zamknite oczy Kozaka. - Szabla nie chciaa katu krzywdy zrobi,
bo ty jego wasno i od niego si nie wywiniesz. Gdy ci powiesz,
diabe zrobi z ciebie kuk dla swoich dzieci, bo gadki. Nie, braciszku,
pijesz ty dobrze, ale ze mn duej nie bdziesz pi. Szukaj ty sobie
kompanii midzy rakarzami, bo widz, e lubisz dusi, ale ja nie bd z
tob szlacheckich dworw po nocach napada. Niech ci kat wieci! niech
ci wieci!
Bohun jkn z cicha.
- O, jcz, o, wzdychaj! Jutro bdziesz lepiej wzdycha. Poczekaje,
tatarska duszo, kniaziwny ci si zachciao? Ba, nie dziwi ci si, dziewka
specja,ale jeli ty go pokosztujesz, to niech mj dowcip psi zjedz.
Pierwej mi te wosy na doni wyrosn...
Gwar zmieszanych gosw doszed z majdanu do uszu pana Zagoby.
- Aha, pewnie si ju do piwniczki dobrali - mrukn. - Popijcie si jak
bki, eby si wam dobrze spao, ju ja bd czuwa za was wszystkich,
cho nie wiem, jeeli radzi jutro z tego bdziecie.
To rzekszy wsta zobaczy, azali i rzeczywicie moojcy zabrali ju
znajomo z kniaziowsk piwnic, i wszed naprzd do sieni. Sie
wygldaa strasznie. Na rodku leay sztywne ju ciaa Symeona i
Mikoaja, a w kcie trup kniahini w postawie siedzcej i skulonej, tak jak
j przygnioty kolana moojcw. Oczy jej byy otwarte, zby
wyszczerzone. Ogie palcy si w grubach napenia ca sie mdym
wiatem drgajcym na kauach krwi; gb mroczya si cieniem. Pan
Zagoba zbliy si do kniahini, zobaczy, czy nie oddycha jeszcze, i
pooy jej rk na twarzy, ale twarz ta bya ju zimna - wic wyszed
popiesznie na majdan, bo go w tej izbie strach bra. Na majdanie Kozacy
zaczli ju hulank. Ognie byy porozpalane, a przy ich blasku ujrza pan
Zagoba stojce beczki miodu, wina i gorzaki z poodbijanymi grnymi
dnami. Kozacy czerpali z nich jak u studni i pili na mier. Inni, rozgrzani
ju trunkiem, gonili si za moodyciami z czeladnej, z ktrych jedne,
zdjte strachem, szamotay si lub uciekay na olep, skaczc przez ogie;
inne wrd wybuchw miechu i wrzaskw pozwalay chwyta si i
cign do beczek lub do ognisk, przy ktrych taczono kozaka. Moojcy
rzucali si jak optani w prysiudach, przed nimi dziewczyny drobiy to
posuwajc si w podrygach naprzd, to cofajc si przed gwatownymi
ruchami tancerzy. Widzowie bili w blaszane pkwaterki lub piewali.
Krzyki: "u-ha!", rozlegay si coraz goniej przy wtrze szczekania
psw, renia koni i ryku wow, ktre rnito na uczt. Naokoo ognisk,
w gbi,wida byo stojcych chopw z Rozogw, pidsusidkw, ktrzy
na odgos strzaw i krzykw nadbiegli tumnie ze wsi, aby zobaczy, co
si dzieje. Nie myleli oni broni kniaziw, bo Kurcewiczw
nienawidzono we wsi, patrzyli wic tylko na rozhulanych Kozakw
trcajc si okciami, szepcc midzy sob i zbliajc si coraz bardziej
do beczek z wdk i miodem. Orgia stawaa si coraz wrzaskliwsza,
pijatyka wzrastaa, moojcy nie czerpali z beczek blaszankami, ale
zanurzali w nie gowy po szyje, taczce dziewczta oblewano wdk i
miodem ; twarze byy rozpalone, ze bw bi opar; niektrzy zataczali si
ju na nogach. Pan Zagoba wyszedszy na ganek rzuci okiem na
pijcych, po czym uwanie wpatrzy si w niebo.
- Pogoda; ale ciemno! - mrukn - gdy ksiyc zajdzie, cho w pysk daj...
To rzekszy zszed z wolna ku beczkom i pijcym moojcom.
- A dalej, chopcy! - zawoa - a dalej, nie aujcie sobie. Hajda! hajda!
Nie cierpn wam zby. Kiep ten, co si dzi nie upije za zdrowie
atamana. Dalej do beczek! dalej do dziewczyn! - u-ha!
- U-ha! - zawyli radonie Kozacy.
Zagoba rozejrza si na wszystkie strony.
- O takie syny, nitkoputy, harhary, oczajdusze! - wykrzykn nagle - to
sami pijecie jak zdroone konie, a tamtym, co strauj koo domu, nic?
Hej tam, zmieni mi ich natychmiast.
Rozkaz speniono bez wahania i w mgnieniu oka kilkunastu pijanych
moojcw rzucio si, by zastpi stranikw, ktrzy dotychczas nie brali
udziau w hulatyce. Ci nadbiegli wnet z atw do zrozumienia
skwapliwoci.
- Hajda, hajda! - zawoa Zagoba, ukazujc im beczki z napitkami.
- Diakujem, pane! - odparli, zanurzajc blaszanki.
- Za godzin zluzowa mi i tamtych.
- Sucham - odpowiedzia esau.
Semenom wydao si to zupenie naturalnym, e w zastpstwie Bohuna
obj komend pan Zagoba. Tak ju zdarzao si nieraz i moojcy radzi
temu bywali, bo szlachcic pozwala im zawsze na wszystko.
Stranicy pili wic wraz z innymi, pan Zagoba za wszed w rozmow z
chopami z Rozogw.
- Chopie! - pyta starego pidsusidka - a daleko std do ubniw?
- Oj, daleko, pane! - odpar chop.
- Na rano mona by stan?
- Oj, nie stanie; pane!
- A na poudnie?
- Na poudnie prdzej.
- A ktrdy jecha?
- Prosto do gocica.
- To jest gociniec?
- Knia Jarema kaza, eby by, to i jest.
Pan Zagoba mwi umylnie bardzo gono, aby wrd krzykw i gwaru
spora gar semenw moga go sysze.
- Dajcie i im gorzaki - rzek do moojcw, ukazujc na chopw - ale
wprzd dajcie mnie miodu, bo chodno.
Jeden z semenw zaczerpn z beczki trojniaku w garncow blaszank i
poda j na czapce panu Zagobie.
Szlachcic wzi ostronie we dwie rce, aby pyn si nie rozla, przytkn
garncwk do wsw i przechyliwszy w ty gow j pi wolno, ale bez
wytchnienia.
Pi, pi - a moojcy poczli si dziwi:
- Baczyw ty? - szeptali jeden do drugiego. - Trastia joho mordowaa!
Tymczasem gowa pana Zagoby przechylaa si z wolna w ty, wreszcie
przechylia zupenie, a na koniec garncwk od poczerwieniaej twarzy
odj, warg wysun, brwi podnis i mwi jakby sam do siebie:
- O! wcale niezy - odstay. Zaraz wida, e niezy. Szkoda takiego miodu
na wasze chamskie garda. Dobra by bya dla was i braha. Srogi mid,
srogi, czuj, e mi ulyo i em si troch pocieszy.
Jako ulyo panu Zagobie rzeczywicie, w gowie mu pojaniao, nabra
fantazji i widocznym byo, e krew jego, podlana miodem, utworzya on
wyborny likwor, o ktrym sam powiada, a od ktrego na cae ciao
rozchodzi si mstwo i odwaga.
Skin Kozakom rk, e mog dalej pi, i odwrciwszy si przeszed
wolnym krokiem cay dziedziniec, obejrza uwanie wszystkie kty,
przeszed most na fosie i skrci wedle czstokou, aby zobaczy, czy
strae dobrze pilnuj domostwa.
Pierwszy stranik spa, drugi, trzeci i czwarty rwnie. Byli pomczeni
drog, a przy tym przyszli ju pijani na miejsce i pospali si od razu.
- Mgbym jeszcze i ktrego z nich wykra, abym za mia pachoka do
posug - mrukn pan Zagoba.
To rzekszy wrci wprost do dworu, wszed znowu do zowrogiej sieni,
zajrza do Bohuna, a widzc, e wataka nie daje znaku ycia, cofn si
ku drzwiom Heleny i otworzywszy je z cicha, wszed do komnaty, z
ktrej dochodzi szmer jakoby modlitwy.
Waciwie bya to komnata kniazia Wasyla, Helena jednak bya przy
kniaziu, w pobliu ktrego czua si bezpieczniejsz. lepy Wasyl klcza
przed obrazem witej-Przeczystej, przed ktrym palia si lampka,
Helena obok niego. oboje modlili si gono. Ujrzawszy Zagob, zwrcia
na przeraone oczy. Zagoba pooy palec na ustach.
- Mocia panno - rzek - jam przyjaciel pana Skrzetuskiego.
- Ratuj! - odpowiedziaa Helena.
- Po tom te tu przyszed; zdaj si na mnie.
- Co mam czyni?
- Trzeba ucieka, pki ten czort bez zmysw ley.
- Co mam czyni?
- Wdziej na si ubir mski i jak zapukam we drzwi, wyjd.
Helena zawahaa si. Nieufno bysna w jej oczach.
- Mame wapanu wierzy?
- A co masz lepszego?
- Prawda, prawda jest. Ale mi przysi, e nie zdradzisz.
- Rozum si wapannie pomiesza. Ale kiedy chcesz, przysign. Tak mi
dopom Bg i wity krzy. Tu twoja zguba, ocalenie w ucieczce.
- Tak jest, tak jest.
- Wdziej mski ubir co prdzej i czekaj.
- A Wasyl?
- Jaki Wasyl?
- Brat mj obkany - rzeka Helena.
- Tobie grozi zguba, nie jemu - odpar Zagoba. - Jeli on obkany, to on
dla Kozakw wity. Jako widziaem, e go maj za proroka.
- Tak jest. Bohunowi nic on nie zawini.
- Musimy go zostawi, inaczej zginiemy - i pan Skrzetuski z nami. piesz
si wapanna.
Z tymi sowy pan Zagoba opuci izb i uda si wprost do Bohuna.
Wataka blady by i osabiony, ale oczy mia otwarte.
- Lepiej ci? - spyta Zagoba.
Bohun chcia przemwi i nie mg.
- Nie moesz mwi?
Bohun poruszy gow na znak, e nie moe, ale w tej samej chwili
cierpienie wyryo si na jego twarzy. Rany od ruchu zabolay go
widocznie.
- To i krzycze by nie mg?
Bohun oczyma tylko da zna, e nie.
- Ani si ruszy?
Ten sam znak.
- To i lepiej, bo nie bdziesz ani mwi, ani krzycza, ani si rusza, a ja
tymczasem z kniaziwn do ubniw pojad. Jeli ci jej nie zdmuchn,
to si pozwol starej babie w arnach na osypk zemle. Jak to, ajdaku?
mylisz, e nie mam dosy twojej kompanii, e si bd duej z chamem
pospolitowa? 0 niecnoto, mylae, e dla twego wina, dla twoich koci i
twoich chopskich amorw zabjstwa bd czyni i do rebelii z tob
pjd?
Nie, nic z tego, gadyszu!
W miar jak pan Zagoba perorowa, czarne oczy wataki roztwieray si
szerzej i szerzej. Czy ni? czy bya to jawa? czy art pana Zagoby?
A pan Zagoba mwi dalej:
- Czego lepie wytrzeszczasz jak kot na sperk? Czy mylisz, e tego
nie uczyni? Moe si kaesz pokoni komu w ubniach? Moe cyrulika
ci stamtd przysa? a moe mistrza u ksicia pana zamwi?
Blada twarz wataki staa si straszn. Zrozumia, e Zagoba prawd
mwi, z oczu strzeliy mu gromy rozpaczy i wciekoci, na twarz uderzy
pomie.
Jedno nadludzkie wysilenie - podnis si i z ust wyrwa mu si krzyk:
- Hej, semen...
Nie skoczy, gdy pan Zagoba z szybkoci byskawicy zarzuci mu na
gow jego wasny upan i w jednej chwili okrci j cakowicie - po czym
obali go na wznak.
- Nie krzycz, bo ci to zaszkodzi - mwi z cicha, sapic mocno.- Mogaby
ci jutro gowa rozbole, przeto jako dobry przyjaciel, mam o tobie
staranie. Tak, tak, bdzie ci i ciepo, i zaniesz smacznie, i garda nie
przekrzyczysz. Aby za opatrunku nie zdar, to ci rce zawi, a
wszystko per amicitiam, aby mnie wspomina wdzicznie.
To rzekszy obwin pasem rce Kozaka, zacign wze; drugim, swoim
wasnym, skrpowa mu nogi. Wataka nic ju nie czu, bo zemdla.
- Choremu przystoi lee spokojnie - mwi - aby mu humory do gowy
nie biy, od czego delirium przychodzi. No, bd zdrw; mgbym ci
noem pchn, co moe byoby z lepszym moim poytkiem, ale mi
wstyd po chopsku mordowa. Co innego, jeli si zatkniesz do rana, bo
to si ju niejednej wini przygodzio. Bde zdrw. Vale et me
amantem redama. Moe si i spotkamy kiedy, ale jeli ja si bd o to
stara, to niech mnie ze skry obedr i podogonia z niej porobi.
Rzekszy to pan Zagoba wyszed do sieni, przygasi ogie w grubach i
zapuka do Wasylowej komnaty.
Smuka posta wysuna si z niej natychmiast.
- Czy to wapanna? - spyta Zagoba.
- To ja.
- Chode, bylemy si do koni dobrali. Ale oni tam pijani wszyscy, noc
ciemna. Nim si rozbudz, bdziemy daleko. Ostronie, tu kniazie le!
- W imi Ojca i Syna, i Ducha - szepna Helena.
 Rozdzia XIX 
Dwaj jedcy jechali cicho i wolno przez lesisty jar przytykajcy do
dworu w Rozogach. Noc zrobia si bardzo ciemna, bo ksiyc zaszed
od dawna, a do tego chmury okryy horyzont. W jarze nie wida byo na
trzy kroki przed komi, ktre te potykay si co chwila o korzenie drzew
idce w poprzek przez drog. Jechali dugi czas z najwiksz
ostronoci, a dopiero gdy dojrzeli ju koniec jaru i step otwarty,
owiecony nieco szarym odbyskiem chmur, jeden z jedcw szepn:
- W konie!
Pomknli jak dwie strzay wypuszczone z ukw tatarskich i tylko ttent
koni bieg za nimi. Ciemny step zdawa si ucieka spod ng koskich.
Pojedyncze dby, stojce tu i owdzie przy gocicu, migay jak widma i
lecieli tak dugo, dugo, bez odpoczynku i wytchnienia, a wreszcie konie
postulay uszy i poczy chrapa ze zmczenia; bieg ich sta si ociay i
wolniejszy.
- Nie ma rady, trzeba zwolni koniom - rzek grubszy jedziec.
A wanie ju te i wit pocz spycha noc ze stepu. Coraz wiksze
przestrzenie wychylay si z cienia, rysoway si blado stepowe bodiaki,
dalekie drzewa, mogiy: w powietrze wsikao coraz wicej wiata.
Biaawe blaski rozwieciy i twarze jedcw.
Byli to pan Zagoba i Helena.
- Nie ma rady, trzeba zwolni koniom - powtrzy pan Zagoba.- Wczoraj
przyszy z Czehryna do Rozogw bez wytchnienia. Dugo tak nie
wytrzymaj, a boj si, by nie pady. Jake si wapanna czujesz?
Tu pan Zagoba spojrza na swoja towarzyszk i nie czekajc jej
odpowiedzi zawoa:
- Pozwle mi si wapanna przy daniu obejrze. Ho, ho! czy to po
braciach ubranie? Nie ma co mwi: bardzo foremny z wapanny
kozaczek. Jeszczem te takiego pachoka, pki yj, nie mia -- ale tak
myl, e mi go pan Skrzetuski odbierze. A to co? O dla Boga, zwie
wapanna te wosy, bo si nikt co do pci twej biaogowskiej nie omyli.
Rzeczywicie po plecach Heleny spywa potok czarnych wosw
rozwizanych przez szybki bieg i wilgo nocn.
- Dokd jedziemy? - pytaa zwizujc je obiema rkami i usiujc wsun
je pod kopaczek.
- Gdzie oczy nios.
- To nie do ubniw?
Na twarzy Heleny odbi si niepokj, a w bystrym spojrzeniu, jakie
rzucia na pana Zagob, malowaa si rozbudzona na nowo nieufno.
- Widzisz wapanna, mam ja swj rozum i wierzaj, em wszystko dobrze
wykalkulowa. A kalkulacja moja jest na nastpnej mdrej maksymie
oparta : nie uciekaj w t stron, w ktr ci goni bd. Ow, jeli goni
nas ju w tej chwili, to nas goni w stron ubniw, bom te gono si
wczoraj o drog wypytywa i Bohunowi na odjezdnym zapowiedziaem,
e tam ucieka bdziemy. Ergo: uciekamy ku Czerkasom. Jeli nas goni
zaczn, to nieprdko, bo dopiero wtedy, gdy si przekonaj, e nas na
drodze ubniaskiej nie ma, a to im ze dwa dni czasu zajmie. Tymczasem
my bdziemy w Czerkasach, gdzie teraz stoj chorgwie polskie pana
Piwnickiego i Rudominy. A w Korsuniu caa potga hetmaska.
Rozumiesz wapanna?
- Rozumiem i pki ycia mego, pty wdzicznoci dla wapana. Nie
wiem, kto jeste, skde si w Rozogach znalaz, ale myl, e ci Bg
zesa na obron moj i na ratunek, bo byabym si pierwej noem
pchna, nibym miaa i w moc tego zbja.
- Smok to jest na niewinno wapanny srodze zaarty.
- Co ja mu uczyniam, nieszczliwa, e mnie przeladuje? Z dawna go
znaam i z dawna miaam go w nienawici; z dawna boja we mnie tylko
wzbudza. Czy to ja jedna na wiecie, e mnie umiowa, e przeze mnie
tyle krwi rozla, e pomordowa mi braci?... Boe, gdy wspomn, krew
we mnie krzepnie. Co ja poczn? gdzie si przed nim schroni? Wapan
si nie dziw moim narzekaniom, bom nieszczsna, bo mnie i wstyd tych
afektw, bo stokro wolaabym mier.
Policzki Heleny oblay si pomiemi, na ktre stoczyy si dwie zy
wycinite przez gniew i wzgard, i bl.
- Nie bd si o to spiera - rzek pan Zagoba - e wielkie nieszczcie
spotkao wasz dom, ale pozwl wapanna sobie powiedzie, i twoi
krewniacy w czci sami sobie winni. Nie trzeba byo Kozakowi rki
twojej obiecywa, a potem go zdradza, co gdy si wydao, ju on tak si
rozsierdzi, i adna perswazja moja nic nie pomoga. al mnie te twoich
braci pobitych, a osobliwie tego najmodszego, bo to by dzieciuch
prawie, ale zaraz wida byo, e wyronie na wielkiego kawalera.
Helena pocza paka.
- Nie przystoj zy tym szatkom, ktre wapanna nosisz, otrzyj je tedy i
tak sobie powiedz, e to bya wola boa. Bg te ukarze zabjc, ktry
ju nawet zosta ukarany, gdy na prno krew przela, a wapann,
jedyny i gwny cel swych namitnociw, utraci.
Tu pan Zagoba umilk, po chwili za rzek:
- Ej, daeby on mi upnia - miy Boe - gdyby mi tylko w rce dosta!
Na jaszczur skr by mi wyprawi. Wapanna nie wiesz, em ja ju w
Galacie od Turkw palm otrzyma, ale te mam dosy, drugiej nie
pragn i dlatego nie do ubniw, tylko ku Czerkasom zdam. Dobrze by
byo do ksicia si schroni, ale nuby dogonili? Syszaa wapanna, e
gdym konie od palika odwizywa, pachoek Bohunw si obudzi. A nu
larum podnis? Tedyby zaraz do pocigu byli gotowi i zapaliby nas w
godzin - bo oni tam maj kniaziowskie wiee konie, a ja nie miaem
czasu wybiera. Bestia to jest dzika ten Bohun, mwi wapannie.
Takem go sobie zbrzydzi, e wolabym diaba zobaczy ni jego.
- Boe nas bro od jego rk.
- Sam on si zgubi. Czehryn wbrew rozkazowi hetmaskiemu opuci, z
ksiciem wojewod ruskim zadar. Nie pozostaje mu nic innego, jak do
Chmielnickiego umyka. Ale straci on na fantazji, jeli Chmielnicki pobit
bdzie, a to si mogo ju zdarzy. Rzdzian spotka za Krzemieczugiem
wojska pynce pod Barabaszem i Krzeczowskim na Chmiela, a oprcz
tego pan Stefan Potocki ldem z usari pocign; ale Rzdzian w
Krzemieczugu dziesi dni dla naprawy czajki przesiedzia, wic nim do
Czehryna docign, bitwa musiaa si zdarzy. Lada chwila czekalimy
wiadomoci.
- To wic Rzdzian z Kudaku listy przywiz? - pytaa Helena.
- Tak jest, byy listy od pana Skrzetuskiego do kniahini i do wapanny,
ale Bohun je przej, z nich si wszystkiego dowiedzia, wic zaraz
Rzdziana rozszczepi i na Kurcewiczach mci si pocign.
- 0, nieszczsne pachol! Przeze mnie to on krew wyla.
- Nie frasuj si wapanna. yw bdzie.
- Kiedy to si stao?
- Wczoraj rano. U Bohuna czeka zabi, to jak drugiemu kubek wina
ykn. A rycza tak po przeczytaniu listw, e si cay Czehryn trzs.
Rozmowa przerwaa si na chwil. Ju te zrobio si i widno zupenie.
Rana zorza bramowana jasnym zotem, opalami i purpur pona na
wschodniej stronie nieba. Powietrze byo wiee, rzewe; konie poczy
prycha wesoo.
- No, ruszajmy z Bogiem, a ywo! Szkapy odpoczy, czasu za do
stracenia nie mamy - rzek pan Zagoba.
Pucili si znw cwaem i lecieli z p mili bez wypoczynku. Nagle
naprzeciw nich, ukaza si jaki punkt ciemny, ktry zblia si z
nadzwyczajn szybkoci.
- Co to moe by? - rzek pan Zagoba. - Zwolnijmy. To czek na koniu.
Istotnie jaki jedziec zblia si caym pdem i pochylony na siodle, z
twarz ukryt w grzywie koskiej, smaga jeszcze nahajem swego rebca,
ktry zdawa si ziemi nie tyka.
- Co to za diabe moe by i czego tak leci? Ale leci! - rzek pan Zagoba
dobywajc z olster pistoletu, aby by gotowym na wszelki wypadek.
Tymczasem goniec zbliy si ju na krokw trzydzieci.
- Stj! - hukn pan Zagoba wymierzajc pistolet. - Kto jest?
Jedziec zdar konia i podnis si na siodle, ale zaledwie spojrza, gdy
krzykn:
- Pan Zagoba!
- Pleniewski, suga starociski z Czehryna? A ty tu co robisz? gdzie
lecisz?
- Moci panie! zawracaj i ty ze mn! Nieszczcie! Gniew boy,sd
boy!
- Co si stao? Gadaj.
- Czehryn ju zajty przez Zaporocw. Chopy szlacht rn, sd boy.
- W imi Ojca i Syna! Co gadasz... Chmielnicki?...
- Pan Potocki pobity, pan Czarniecki w niewoli. Tatary id z Kozakami.
Tuhaj-bej!
- A Barabasz i Krzeczowski?
- Barabasz zgin, Krzeczowski poczy si z Chmielnickim. Krzywonos
jeszcze wczoraj w nocy ruszy na hetmanw, Chmielnicki dzi do dnia.
Sia straszna. Kraj w ogniu, chopstwo wszdy powstaje, krew si leje!
Uciekaj wapan!
Pan Zagoba oczy wybauszy, usta otworzy i zdumia tak, e sowa nie
mg przemwi.
- Uciekaj wapan! - powtrzy Pleniewski.
- Jezus Maria! - jkn pan Zagoba.
- Jezus Maria! - powtrzya Helena i wybuchna paczem.
- Uciekajcie, bo czasu nie ma.
- Gdzie? dokd?
- Do ubniw.
- A ty tam dysz?
- Tak jest. Do ksicia wojewody.
- A nieche to kaduk porwie! - zawoa pan Zagoba. - A hetmani gdzie
s?
- Pod Korsuniem. Ale Krzywonos ju pewnie si bije z nimi.
- Krzywonos czy Prostonos, nieche go zaraza uksi ! To tam nie ma po
co jecha?
- Jako lwu w paszcz, na zgub wapan leziesz.
- A ciebie kto wysa do ubniw? Twj pan?
- Pan z yciem uszed, a mnie kum mj, co go mam midzy
Zaporocami, ycie ocali i uciec pomg. Do ubniw sam z wasnej
myli jad, bo i nie wiem, gdzie si schroni.
- A omijaj Rozogi, bo tam Bohun. On take do rebelii chce si zapisa.
- O dla Boga! Rety! W Czehrynie mwili, e jeno patrzy, jak i na
Zadnieprzu chopstwo si podniesie!
- By to moe, by moe! Ruszaje w swoj drog, gdzie si podoba, bo
ja mam do o swojej skrze myle.
- Tak i uczyni! - rzek Pleniewski i uderzywszy konia nahajem, ruszy.
- A omijaj Rozogi ! - krzykn mu na drog Zagoba - jeli za spotkasz
Bohuna, nie gadaj, e mi widzia, syszysz?
- Sysz - odpar Pleniewski. - Z Bogiem !
I popdzi, jakby ju goniony.
- No! - rzek Zagoba - masz diable kubrak! Wykrcaem si sianem z
rnych okazji, ale w takich jeszcze nie byem. Z przodu Chmielnicki, z
tyu Bohun, co gdy tak jest, nie dabym jednej zamanej orty ani za swj
przd, ani za ty, ani za ca skr. Gupstwom pono zrobi, em do
ubniw z wapann nie ucieka, ale o tym nie czas mwi. Tfu! tfu! tfu!
Cay mj dowcip niewart teraz tego, eby nim buty wysmarowa. Co
uczyni? gdzie si uda? W caej tej Rzeczypospolitej nie ma wida ju
kta, w ktrym by czowiek swoj, nie darowan mierci mg zej ze
wiata. Dzikuj za takie podarunki: niech je inni bior!
- Moci panie! - rzeka Helena. - To wiem, e moi dwaj bracia, Jur i
Fedor, s w Zootonoszy: moe od nich bdzie jakowy ratunek?
- W Zootonoszy? Czekaje wapanna. Poznaem i ja w Czehrynie pana
Unierzyckiego, ktry pod Zootonosz ma majtno Kropiwn i
Czernobj. Ale to daleko std, dalej jak do Czerkas. C robi?... kiedy
nie ma gdzie indziej, to uciekajmy i tam. Ale trzeba bdzie zjecha z
gocica, stepem i lasami przebiera si bezpieczniej. eby tak cho na
tydzie przyczai si gdzie, bodaj i w lasach, moe przez ten czas
hetmani z Chmielnickim skocz i bdzie pogodniej na Ukrainie.
- Nie po to nas Bg z rk Bohunowych ocali, abymy zgin mieli. Ufaj
wapan.
- Czekaj wapanna. Jako duch wstpuje we mnie znowu. Bywao si w
rnych okazjach. Wolnym czasem opowiem wapannie, co mnie w
Galacie spotkao, z czego wraz zmiarkujesz, e i wtedy krucho byo ze
mn, a przecieem si wasnym dowcipem z tamtych terminw salwowa
i wyszedem cao, chocia mi broda, jak to widzisz, posiwiaa. Ale
musimy zjecha z gocica. Skr wapanna... tak wanie. Wapanna
tak koniem powodujesz, jak najsprawniejszy kozaczek. Trawy wysokie,
adne oko nas nie dojrzy.
Rzeczywicie trawy, w miar jak si zagbiali w step, staway si coraz
wysze, tak e w kocu utonli w nich zupenie. Ale koniom ciko byo
i w tej pltaninie dziebe cieszych i grubszych, a czasem ostrych i
kaleczcych. Wkrtce te zmczyy si tak, e ustay zupenie.
- Jeli chcemy, by nam suyy one szkapiny duej - mwi Zagoba -
trzeba zsi i rozsioda je. Niechby si wytarzay i podjady troch:
inaczej nie pjd. Miarkuj, e niedugo do Kahamliku si dostaniemy.
Rad bym ju tam by; nie masz jak oczerety: jak si schowasz, sam
diabe ci nie znajdzie. Bylemy tylko nie zbdzili!
To rzekszy zsiad z konia i Helenie zsi pomg; nastpnie j
zdejmowa terlice i wydobywa zapasy ywnoci, w ktre si by
przezornie w Rozogach zaopatrzy.
- Naley si pokrzepi - rzek - bo droga daleka. Zrbe wapanna jakie
wotum do w. Rafaa, bymy j szczliwie odbyli. Przecie w
Zootonoszy jest stara warowienka, moe i prezydium w niej jakie stoi.
Pleniewski mwi, e i na Zadnieprzu chopi si podnios. Hm! by
moe, skory tu wszdy lud do buntu, ale na Zadnieprzu spoczywa rka
ksicia wojewody, a diablo cika to rka! Bohun zdrowy ma kark, ale
jeli ta rka na spadnie, to si przecie ugnie do samej ziemi, co daj
Boe, amen. Jedze wapanna.
Pan Zagoba wydoby zza cholewy sztuciec i poda go Helenie, nastpnie
uoy przed ni na czapraku piecze woow i chleb.
- Jedze wapanna - rzek - "kiedy w brzuchu pusto, w gowie groch z
kapust..." "Chcesz nie podrwi gow, jedz piecze woow." My za
ju raz podrwili, bo pokazuje si, e lepiej byo do ubniw ucieka, ale
stao si. Ksi te pewnie z wojskiem do Dniepru ruszy na pomoc
hetmanom. Strasznych to czasw doylimy, gdy wojna domowa to ze
wszystkiego zego najgorsze. Nie bdzie kta dla spokojnych ludzi. Lepiej
mi byo ksidzem zosta, do czego miaem i powoanie, bom czek
spokojny i wstrzemiliwy, ale fortuna inaczej zrzdzia. Mj Boe, mj
Boe! bybym sobie teraz kanonikiem krakowskim i piewabym godzinki
w stallach, bo mam gos bardzo pikny. Ale c! Z modu podobay mi
si podwiki! Ho! ho! nie uwierzysz wapanna, jaki by ze mnie gadysz.
A com si na ktr spojrza, to jakby w ni piorun trzas. eby mi tak
dwadziecia lat mniej, miaby si z pyszna pan Skrzetuski. Bardzo
foremny z wapanny kozaczek. Nie dziwi si modym, e wedle ciebie
zabiegaj i e si o ciebie za by bior. Pan Skrzetuski - zabijaka to take
nie lada. Byem wiadkiem, jak mu Czapliski okazj dawa, a on,
prawda, e mia w gowie, ale kiedy nie porwie go za eb i - z
przeproszeniem wapanny -za hajdawery, kiedy nie grzmotnie nim o
drzwi - to mwi wapannie, e mu wszystkie koci z zawiasw wyszy.
Stary Zawilichowski powiada mi te o wapanny narzeczonym, i
wielki z niego rycerz, ksicia wojewody ulubiony, ale i ja sam poznaem
zaraz, i onierz to powagi niepoledniej i eksperiencji nad wiek. Gorco
si robi. Chocia mia mi wapanny kompania, ale dabym nie wiem co,
eby ju by w Zootonoszy. Widz, e we dnie trzeba nam bdzie w
trawach siedzie, a noc jecha. Nie wiem jeno, czy wapanna takie
trudy wytrzymasz?
- Jam zdrowa, wszystkie trudy wytrzymam. Moemy jecha choby i
zaraz.
- Cakiem nie biaogowska w wapannie fantazja. Konie si wytarzay,
wic i pokulbacz je zaraz, eby na wszelki przypadek byy gotowe. Nie
bd si czu bezpiecznym, pki kahamlickich oczeretw i zaroli nie
zobacz. ebymy byli z gocica nie zjedali, to bymy si byli bliej
Czehryna na rzek natknli, ale w tym miejscu bdzie do niej od gocica
z mila drogi. Tak przynajmniej miarkuj. Przeprawimy si zaraz na drug
stron rzeki. Powiem wapannie, e okrutnie spa mi si chce.
Wczorajsz noc ca przebaraszkowao si w Czehrynie, wczorajszego
dnia do Rozogw licho mnie z Kozakiem nioso, a dzisiejszej nocy
znowu z Rozogw odnosi. Spa mi si tak chce, e i do rozmowy
straciem ochot, a cho milcze nie mam zwyczaju, bo filozofowie
mwi, e kot powinien by owny, a chop mowny, jednake widz, e
jzyk mi jako zleniwia. Przepraszam tedy wapann, jeli si zdrzemn.
- Nie ma za co - odpowiedziaa Helena.
Pan Zagoba niepotrzebnie wprawdzie oskara swj jzyk o lenistwo, bo
od witu me nim bez przestanku, ale spa chciao mu si istotnie. Jako
gdy siedli znowu na ko, pocz zaraz drzema i ydy wozi na kulbace,
a na koniec usn na dobre. Upi go trud i szum traw rozchylanych
piersiami koskim i. Helena za oddaa si mylom, ktre w jej gowie
wichrzyy si jak stado ptactwa. Dotychczas wypadki tak szybko
nastpoway po sobie, e dziewczyna nie umiaa zda sobie sprawy ze
wszystkiego, co j spotkao. Napad, straszne sceny mordu, strach,
niespodziany ratunek i ucieczka- wszystko to przewalio si jak burza w
cigu jednej nocy. A przy tym zaszo tyle rzeczy niezrozumiaych! Kto
by ten, co j ratowa? Powiedzia jej wprawdzie swe nazwisko, ale to
nazwisko w niczym nie objanio powodw jego postpku. Skd si wzi
w Rozogach? Mwi, e przyjecha z Bohunem, wic widocznie trzyma
z nim kompani, by mu znajomym i przyjacielem. Ale w takim razie
dlaczego j ratowa naraajc si na najwiksze niebezpieczestwo i
straszn zemst Kozaka? eby to zrozumie, trzeba byo zna dobrze
pana Zagob i jego niespokojn gow przy dobrym sercu. Helena za
znaa go od szeciu godzin. I oto ten nieznajomy czowiek z bezczeln
twarz warchoa i opoja jest jej zbawc. Gdyby go spotkaa trzy dni
temu, wzbudziby w niej wstrt i nieufno, a teraz patrzy na jak na
swego dobrego anioa i ucieka z nim - dokd? Do Zootonoszy- lub gdzie
indziej, sama dobrze jeszcze nie wie. Co za zmiana losu! Wczoraj jeszcze
kada si do snu pod spokojnym dachem rodzinnym, dzisiaj jest w
stepie, na koniu, w mskich szatach, bez domu i bez przytuku. Za ni
straszliwy wataka godzcy na jej cze, na jej mio; przed ni poar
buntu chopskiego, wojna domowa, wszystkie jej zasadzki, trwogi i
okropnoci. A caa ufno w tym czowieku? Nie! jeszcze w kim,
potniejszym nad gwatownikw, nad wojny, mordy i poogi...
Tu dziewczyna podniosa oczy do nieba:
- Ratuje Ty mnie, Boe wielki a miosierny, ratuj sierot, ratuj
nieszczsn, ratuj zabkan! Bd wola Twoja, ale sta si miosierdzie
Twoje!
A przecie ju stao si miosierdzie, bo oto wyrwana jest z rk
najokropniejszych, cudem boym, niezrozumiaym ocalona.
Niebezpieczestwo nie mino jeszcze, ale moe i zbawienie niedalekie.
Kto wie, gdzie jest ten, ktrego sercem wybraa. Z Siczy musia ju
wrci, moe jest gdzie na tym samym stepie. Bdzie jej szuka i
odnajdzie, a wtedy rado zastpi zy, wesele - smutek, groby i trwogi
min raz na zawsze - przyjdzie spokj i pocieszenie. Dzielne, proste serce
dziewczyny napenio si ufnoci i step szumia sodko naokoo, a
powiew, ktry tymi trawami koysa, nawiewa zarazem myli sodkie do
jej gowy. Nie taka ona przecie sierota na tym wiecie, gdy oto przy niej
jeden dziwny, nieznany opiekun - a drugi, znany i kochany, zatroszczy
si o ni, nie opuci, przyhoubi raz na zawsze. A to jest czowiek
elazny, mocniejszy i potniejszy od tych, ktrzy na ni dybi w tej
chwili.
Step szumia sodko, z kwiatw wychodziy zapachy silne i upajajce,
czerwone gowy bodiakw, purpurowe kistki roztocza, biae pery
mikoajkw i pira bylicy pochylay si ku niej, jakby w tym kozaczku
przebranym, o dugich warkoczach, mlecznej twarzy i kranych ustach
rozpoznaway siostr- dziewczyn. Chyliy si tedy ku niej, jakby chciay
mwi: "Nie pacz, krasnodiwo, my take na opiece boej!" Jako
uspokojenie przychodzio do niej od stepu coraz wiksze. Zacieray si
obrazy mordu i pogoni w umyle, a natomiast ogarniaa j jaka niemoc,
ale sodka, sen pocz klei i jej powieki, konie szy wolno - ruch j
koysa. Usna.
 343
 Rozdzia XX 
Obudzio j szczekanie psw. Otworzywszy oczy ujrzaa w dali przed
sob db wielki, cienisty, zagrod i uraw studzienny. Wnet zbudzia
towarzysza.
- Moci panie, zbud si waszmo!
Zagoba otworzy oczy.
- A to co? A my gdzie przyjechali?
- Nie wiem.
- Czekaje wasanna. To jest zimownik kozacki.
- Tak i mnie si widzi.
- Pewnie tu czabanowie mieszkaj. Niezbyt mia kompania. Czego te psy
ujadaj, eby ich wilcy ujedli! Wida konie i ludzi pod zagrod. Nie ma
rady, trzeba zajecha, eby nie cigali, jak ominiem. Musiaa i wapanna
si zdrzemn.
- Tak jest.
- Raz, dwa, trzy, cztery konie osiodane-czterech ludzi pod zagrod. No,
niewielka potga. Tak jest, to czabanowie. Co ywo rozprawiaj. Hej
tam, ludzie! a bywaj no tu!
Czterech Kozakw zbliyo si natychmiast. Byli to istotnie czabanowie
od koni, czyli koniuchowie, ktrzy latem stad wrd stepw pilnowali.
Pan Zagoba zauway natychmiast, e jeden z nich mia tylko szabl i
piszczel, trzej inni zbrojni byli w szczki koskie poprzywizywane do
kijw, ale wiedzia i to take, e tacy koniuchowie bywaj to ludzie dzicy
i czsto dla podrnych niebezpieczni.
Jako wszyscy czterej zbliywszy si pogldali spode ba na przybyych.
W brzowych twarzach ich nie byo najmniejszego ladu yczliwoci.
- Czego chcecie? - pytali nie zdejmujc czapek.
- Sawa Bohu - rzek pan Zagoba.
- Na wiki wikiw. Czego chcecie?
- A daleko do Syrowatej?
- Nie znajem nikakij Syrowatej.
- A we zimownik jak si zwie?
- Hula.
- Dajcie no koniom wody.
- Nie ma wody, wyscha. A wy skd jedziecie?
- Z Kriwoj Rudy.
- A dokd?
- Do Czehryna.
Czabanowie spojrzeli po sobie.
Jeden z nich, czarny jak uk i kosooki, pocz wpatrywa si w pana
Zagob, wreszcie rzek:
- A czego wy z gocica zjechali?
- Bo upa.
Kosooki pooy rk na lejcach pana Zagoby.
- Zle no, panku, z konia. Do Czehryna nie masz po co jecha.
- I czemu to? - spyta spokojnie pan Zagoba.
- A widzisz ty tego moojca? - rzek kosooki ukazujc jednego z
czabanw.
- Widz.
- On z Czehryna prijichaw. Tam Lachiw riut.
- A wiesz ty, chopie, kto do Czehryna za nami jedzie?
- Kto takij?
- Knia Jarema!
Zuchwae twarze czabanw spokorniay w jednej chwili. Wszyscy jakby
na komend poodkrywali gowy.
- A wiecie wy, chamy - mwi dalej pan Zagoba - co Lachy robi z
takimi, co riut? Oni takich wiszajut! A wiecie, ile knia Jarema wojska
prowadzi? a wiecie, e on nie dalej, jak p mili std? A co, psie dusze?
Dudy w miech? Jak to wy nas tu przyjli? Studnia wam wyscha? wody
dla koni nie macie? A, basayki! a, kobyle dzieci! poka ja wam!
- Ne serdyte, pane! Studnia wyscha. My sami do Kahamliku jedzim
poi i wod dla siebie nosimy.
- A, skurczybyki!
- Prostyte, pane. Studnia wyscha. Kaecie, to skoczym po wod.
- Obejdzie si bez was, sam pojad z pachokiem. Gdzie tu Kahamlik? -
spyta gronie.
- Ot, dwie staje std! - rzek kosooki pokazujc na pas zaroli.
- A do gocica czy tdy musz wraca, czy brzegiem dojedzie?
- Dojedzie, pane. Mil std rzeka do gocica skrca.
- Pachoek, ruszaj przodem! - rzek pan Zagoba zwracajc si do
Heleny.
Mniemany pachoek skrci konia na miejscu i poskoczy.
- Sucha! - rzek Zagoba zwracajc si do chopw. - Jeli tu podjazd
przyjdzie, powiedzie, em brzegiem do gocica pojecha.
- Dobrze, pane.
W kwadrans pniej Zagoba jecha znw obok Heleny.
- W por im ksicia wojewod wymyliem - rzek przymruajc oko
pokryte bielmem. - Bd teraz siedzieli cay dzie i czekali podjazdu.
Drczka ich porwaa na samo imi ksice.
- Widz, e waszmo tak obrotny masz dowcip, i z kadej biedy
ratowa si potrafisz - rzeka Helena - i Bogu dzikuj, e mi zesa
takiego opiekuna.
Szlachcicowi poszy po sercu te sowa, umiechn si, rk brod
pogadzi i rzek:
- A co? ma Zagoba gow na karku? Chytrym jak Ulisses i to musz
wapannie powiedzie, i gdyby nie ta chytro, dawno by mnie krucy
zdziobali. Ale c robi? trzeba si ratowa. Oni w blisko ksicia
snadnie uwierzyli, bo to jest prawdziwa rzecz, e dzi, jutro on si w
tych stronach zjawi z mieczem ognistym jak archanio. A eby tak i
Bohuna po drodze gdzie rozcisn, ofiarowabym si boso do
Czstochowy. Choby te byli oni czabanowie i nie uwierzyli, samo
przypomnienie mocy ksicej wystarczao, by ich od napaci na nasze
zdrowie powstrzyma. Wszelako powiem wapannie, e zuchwao ich
niedobre to dla nas signum, bo to znaczy, e ju si tu chopstwo o
wiktoriach Chmielnickiego zwiedziao i coraz si bdzie stawa
zuchwalsze. Musimy teraz pustek si trzyma i do wsiw mao zaglda,
bo niebezpiecznie. Daje Boe jak najprdzej ksicia wojewod, bomy
si w tak matni dostali, e jakom yw, gorszej trudno wymyli.
Trwoga znw ogarna Helen, pragnc wic wydoby jakie sowo
nadziei z ust pana Zagoby, rzeka:
- Ju ja teraz ufam, e waszmo i siebie, i mnie ocalisz.
- To si rozumie - odpowiedzia stary wyga - gowa od tego, eby o
skrze mylaa. A wapann takem ju polubi, e za ni jako za wasn
crk bd obstawa. Najgorsze tylko to, e prawd rzekszy, sami nie
wiemy, gdzie ucieka, bo i ta Zootonosza niezbyt to pewne asilum.
- To wiem na pewno, e bracia s w Zootonoszy.
- S albo ich nie ma, bo mogli wyjecha, a do Rozogw pewnie nie
tdrog, ktr my jedziemy, wracaj. Wicej ja licz na tamtejsze
prezydium. eby tak cho z p chorgiewki albo z p regimenciku w
zameczku! Ale ot i Kahamlik. Tymczasem przynajmniej oczerety pod
bokiem. Przeprawimy si na drug stron i zamiast z biegiem ku
gocicowi cign, pocigniemy w gr, eby lad pomyli. Prawda, e
zbliymy si do Rozogw, ale nie bardzo...
- Zbliymy si do Browarkw - rzeka Helena - przez ktre do
Zootonoszy si jedzie.
- To i lepiej. Stj no wapanna.
Napoili konie. Nastpnie pan Zagoba zostawiwszy Helen dobrze ukryt
w zarolach pojecha wyszuka brodu, ktry znalaz z atwoci, bo lea
o kilkadziesit zaledwie krokw od miejsca, do ktrego przyjechali.
Wanie tamtdy owi czabanowie przepdzali konie na drug stron rzeki,
ktra zreszt caa bya do pytka, jeno brzegi miaa mao dostpne, bo
zarose i botniste. Przeprawiwszy si tedy na drug stron, ruszyli
piesznie w gr rzeki i jechali bez wytchnienia a do nocy. Droga bya
cika, bo do Kahamliku wpadao mnstwo strumieni, ktre rozlewajc
si szerzej przy ujciach, tworzyy tu i owdzie trzsawice i topieliska.
Trzeba byo co chwila wyszukiwa brodw lub przedziera si przez
zarola trudne do przebycia dla jezdnych. Konie pomczyy si okrutnie i
zaledwie wloky za sob nogi. Chwilami zapaday tak, e Zagobie
zdawao si, i nie wylez ju wicej. Na koniec wydostali si na wysoki,
suchy brzeg, porosy dbin. Ale ju te noc bya gboka i ciemna
bardzo. Dalsza podr staa si niepodobiestwem, bo w ciemnociach
mona byo trafi na chonce bagna i zgin, wic pan Zagoba
postanowi czeka ranka.
Rozsioda konie, popta je i puci na pastwisko, po czym j zbiera
licie, wymoci z nich posanie, zasa czaprakami i okrywszy burk rzek
do Heleny:
- Po si wapanna i pij, bo nie masz nic lepszego do zrobienia. Rosa
ci oczki przemyje, to i dobrze. Ja te przyo gow do terlicy, bo ju
koci nie czuj w sobie. Ognia nie bdziem palili, gdy wiato by nam tu
jakich czabanw cigno. Noc krtka, witaniem ruszymy dalej. pij
wapanna spokojnie. Nakluczylimy jak zajce, niewiele po prawdzie
drogi zrobiwszy, ale te takemy zatarli za sob lady, e zje diaba, kto
nas odnajdzie. Dobranoc wapannie!
- Dobranoc wapanu!
Smuky kozaczek uklk i modli si dugo, podnoszc oczy do gwiazd, a
pan Zagoba wzi na plecy terlic i ponis j nieco opodal, gdzie sobie
upatrzy miejsce do spania. Brzeg dobrze by wybrany do noclegu, bo
wysoki i suchy, zatem bez komarw. Gste licie dbw mogy stanowi
niez ochron od deszczu.
Helena dugo nie moga zasn. Wypadki ubiegej nocy stany jej zaraz
jako ywe w pamici, z ciemnoci wychyliy si twarze pomordowanych:
stryjny i braci. Zdawao si jej, e jest razem z ich trupami w owej sieni
zamknita i e do tej sieni zaraz wejdzie Bohun. Widziaa jego oblicze
wyblade i sobole brwi czarne, blem cignite, i oczy w siebie
utkwione. Trwoga ogarna j niewymowna. A nu nagle w tych
ciemnociach, ktre j otaczaj, ujrzy naprawd dwoje wieccych
oczu...
Ksiyc przelotem wyjrza zza chmur, pobieli garci promieni dbrow i
ponadawa fantastyczne ksztaty pniom i gaziom. Derkacze ozway si
po kach, przepirki na stepach; czasem dochodziy jakie dziwne,
dalekie odgosy ptakw czy zwierzt nocnych. Bliej prychay konie,
ktre gryzc traw i skaczc w ptach, oddalay si coraz wicej od
picych. Ale te wszystkie gosy uspokajay Helen, bo rozpraszay
fantastyczne widzenia i przenosiy j w rzeczywisto; mwiy jej, e ta
sie, ktra cigle stawaa jej przed oczyma, i te trupy krewnych, i ten
Bohun blady, z zemst w oczach, to zuda zmysw, urojenie strachu, nic
wicej. Przed kilku dniami myl o takiej nocy pod goym niebem, w
pustyni, przeraaaby j miertelnie; dzi musiaa sobie przypomina, e
istotnie jest nad Kahamlikiem, daleko od swej komnaty dziewiczej, aby
si uspokoi.
Gray jej tedy do snu derkacze i przepirki, migotay gwiazdy, gdy
powiew poruszy gazie, brzczay chrzszcze na dbowych liciach - i
usna wreszcie. Ale noce w pustyni maj take swoje niespodzianki.
Szaro ju byo, gdy uszu jej doszy z dala jakie straszne gosy, jakie
harkotania, wycia, chrapania, pniej kwik tak bolesny i przeraliwy, e
krew cia si w jej yach. Zerwaa si na rwne nogi okryta zimnym
potem, przeraona i nie wiedzca, co czyni. Nagle w oczach jej mign
Zagoba, ktry lecia bez czapki w stron tych gosw, z pistoletami w
rku. Po chwili rozleg si jego gos: U-ha! u-ha! siromacha!" - hukn
wystrza i wszystko umilko. Helenie zdawao si, e wieki czeka; na
koniec przecie poniej brzegu usyszaa znw Zagob.
- A eby was psi pojedli! eby was ze skry obdarto! eby was ydzi na
konierzach nosili!
W gosie Zagoby brzmiaa prawdziwa desperacja.
- Moci panie, co si stao? - pytaa dziewczyna.
- Wilcy konie pornli.
- Jezus Maria! oba?
- Jeden zarnity, drugi skaleczon tak, e stajania nie ujdzie. W nocy
odeszy nie dalej, jak trzysta krokw i ju po nich.
- C teraz poczniem?
- Co poczniem? Wystruemy sobie kije i sidziemy na nie. Czyja wiem,
co poczniem? Ot, czysta desperacja! Mwi wapannie, e diabe
wyranie zawzi si na nas - co i nic dziwnego, bo musi on by
Bohunowi przyjacielem albo zgoa krewnym. Co poczniem? Jeli wiem,
to niech si w konia zmieni, przynajmniej wapanna bdziesz miaa na
czym jecha. Szelm jestem, jeli kiedy byem w podobnej imprezie.
- Pjdziemy piesz...
- Dobrze to wapannie przy jej dwudziestu leciech, ale nie mnie przy
mojej cyrkumferencji chopsk mod podrowa. Cho i to le mwi,
bo tu lada chop na szkap si zdobdzie, a psi tylko chodz na piechot.
Czysta desperacja, jak mnie Bg miy. Juci, nie bdziem tu siedzie,
tylko pjdziemy, ale kiedy zajdziemy do onej Zootonoszy? - nie wiem.
Jeli ucieka nawet i na koniu niemio, to na piechot ostatnia rzecz. Tedy
przygodzio si ju nam, co si mogo najgorszego przygodzi. Kulbaki
musimy zostawi, a co do gby woy, to na wasnym karku dwiga.
- Nie pozwol ja na to, aby wapan sam dwiga, a co bdzie trzeba, to i
ja te ponios.
Zagoba udobrucha si widzc takow determinacj dziewczyny.
- Moja mocia panno - rzek - a to chyba bybym Turkiem albo
poganinem, gdybym na to pozwoli! Nie do dwigania to te bieluchne
rczki, nie do dwigania te strzeliste pleczyki. Jako Bg da, e i sam
poradz, jeno wypoczywa czsto musz, bo nadtom by zawsze
wstrzemiliwy w jedle i napoju, od czego mam teraz dech krtki.
Wemiemy czapraki do spania i ywnoci troch, a zreszt niewiele ju
jej zostanie liczc, e zaraz trzeba si dobrze pokrzepi.
Jako zabrali si do posiku, przy ktrym pan Zagoba porzuciwszy sw
zachwalan wstrzemiliwo stara si o dech dugi. Koo poudnia
przyszli nad brd, ktrym widocznie od czasu do czasu przejedali
ludzie i wozy, bo po obu brzegach byy lady k i kopyt koskich.
- Moe to droga do Zootonoszy? - rzeka Helena.
- Ba, nie ma si kogo spyta.
Ledwie pan Zagoba skoczy mwi, gdy z oddali doszed ich uszu gos
ludzki.
- Czekaj wapanna, ukryjmy si - szepn Zagoba.
Gos zblia si coraz bardziej.
- Widzisz co wapan? - spytaa Helena.
- Widz.
- Kto si zblia?
- Dziad-lepiec z lir. Wyrostek go prowadzi. Teraz buty zdejmuj.
Przejd ku nam przez rzek.
Po chwili pluskanie wody oznajmio, e istotnie przechodz.
Zagoba wraz z Helen wyszli z ukrycia.
- Sawa Bohu ! - rzek gono szlachcic.
- Na wiki wikiw - odpowiedzia dziad. - A kto tam jest?
- Chrzecijanie. Nie bj si, dziadu, naci ort.
- Szczob wam wiatyj Mikoaj daw zdorowla i szczastje.
- A skd, dziadu, idziecie?
- Z Browarkw.
- A ta droga dokd prowadzi?
- Do chutoriw, pane, do sea...
- A do Zootonoszy ni dojdzie?
- Mona, pane.
- Dawnocie wyszli z Browarkw?
- Wczoraj rano, pane.
- A w Rozogach bylicie?
- Byli. Ale powiadaj, e tam ycary prijszli, szczo bitwa bua.
- Kt to powiada?
- W Browarkach powiadali. Tam jeden z kniaziowej czeladzi przyjecha,
a co powiada, strach!
- A wycie go nie widzieli?
- Ja, pane, nikogo nie widz, ja lepy.
- A we wyrostek?
- On widzi, ale on niemowa, ja jeden jego rozumiem.
- Daleko te stad do Rozogw, bo my tam wanie idziemy?
- Oj! daleko!
- Wic powiadacie, ecie byli w Rozogach?
- Byli, pane.
- Tak? - rzek pan Zagoba i nagle chwyci za kark wyrostka.
- Ha, otry, zodzieje, ajdaki, na przeszpiegi chodzicie, chopw do buntu
podmawiacie! Hej, Fedor, Olesza, Maksym, bra ich, obedrze do naga i
powiesi albo utopi! Bij ich, to buntownicy, szpiegi, bij, zabijaj!
Pocz szarpa wyrostka i potrzsa nim silnie, i krzycze coraz goniej.
Dziad rzuci si na kolana proszc o miosierdzie, wyrostek wydawa
przeraliwe gosy waciwe niemowom, a Helena spogldaa ze
zduminiem na ow napa.
- Co wapan robisz? - pytaa nie wierzc wasnym oczom. 
Ale pan Zagoba wrzeszcza, przeklina, porusza cae pieko, wzywa
wszystkich nieszcz, klsk, chorb - grozi wszelkimi rodzajami mk i
mierci.
Kniaziwna mylaa, e mu si rozum pomiesza.
- Umykaj! - woa na ni - nie przystoi ci patrzy na to, co si tu stanie,
umykaj, mwi.
Nagle zwrci si do dziada:
- Zdejmuj przyodziewek, capie, a nie, to ci tu potn na sztuki.
I obaliwszy wyrostka na ziemi pocz go wasnymi rkami obdziera.
Dziad, przeraony, zrzuci co prdzej lir, torb i witk.
- Zdziewaj wszystko!... bogdaj ci zabito! - wrzeszcza Zagoba.
Dziad pocz ciga koszul.
Kniaziwna widzc, na co si zanosi, oddalia si piesznie, aby swej
skromnoci widokiem nagich czonkw nie obrazi, a za uciekajc goniy
jeszcze przeklestwa Zagoby.
Oddaliwszy si znacznie, zatrzymaa si nie wiedzc sama, co pocz. W
pobliu lea pie obalonego przez wichry drzewa, siada wic na nim i
czekaa. Do uszu jej dochodziy wrzaski niemowy, jki dziada i warcho
czyniony przez pana Zagob.
Wreszcie umilko wszystko. Sycha byo tylko wiergotanie ptakw i
szmer lici. Po chwili dao si sysze sapanie i ciki chd ludzki.
By to pan Zagoba.
Na ramieniu nis przyodziewek zdarty z dziada i pacholcia, w rku
dwie pary butw i lir. Zbliywszy si pocz mruga swoim zdrowym
okiem, umiecha si i sapa.
Widocznie by w doskonaym humorze.
- aden wony w trybunale nie nakrzyczy si tak, jakom si ja
nakrzycza! - rzek. - Aem ochryp. Ale mam, czegom chcia.
Wypuciem ich nagich, jak ich matka porodzia. Jeli mnie sutan nie
zrobi basz albo hospodarem wooskim, to jest niewdzicznikiem, gdy
przysporzyem dwch tureckich witych. O ajdaki! prosili, by im te
cho koszule zostawi! Alem im rzek, i do powinni by wdziczni, e
ich przy ywocie zostawiam. A zobacz no wapanna. Wszystko nowe, i
wity, i buty, i koszule. Ma tu by porzdek w tej Rzeczypospolitej, gdy
chamstwo tak zbytkownie si ubiera? Ale oni byli na odpucie w
Browarkach, gdzie niemao zebrali grosiwa, to sobie kupili wszystko
nowe na jarmarku. Niejeden szlachcic tyle nie wyorze w tym kraju, ile
dziad wyebrze. Odtd porzucam rycerskie rzemioso, a bd dziadw na
gocicach obdziera, bo widz, e eo modo prdzej do fortuny doj
mona.
- Ale na jaki poytek wapan to uczynie? - pytaa Helena.
- Na jaki poytek? Wapanna tego nie rozumiesz? tedy poczekaj troch,
zaraz si w poytek widocznie wapannie ukae.
To rzekszy wzi poow zdartego przyodziewku i oddali si w krze
zarastajce brzegi. Po niejakim czasie w krzach ozway si dwiki liry, a
nastpnie ukaza si... ju nie pan Zagoba, ale prawdziwy did ukraiski z
bielmem na jednym oku, z siw brod. Did zbliy si do Heleny
piewajc ochrypym gosem:
Sokoe jasnyj, brate mij ridnyj,
Ty wysoko litajesz,
Ty szyroko widajesz.
Kniaziwna klasna w rce i po raz pierwszy od ucieczki z Rozogw
umiech rozjani jej liczn twarz.
- Gdybym nie wiedziaa, e to wapan, zgoa bym go nie poznaa!
- A co? - rzek pan Zagoba. - Pewnie i na zapusty nie widziaa
wapanna lepszej maszkary. Przejrzaem si te w Kahamliku i jelim
widzia kiedy foremniejszego dziada, niech mnie na wasnej torbie
powiesz! Na pieniach te mnie nie zbraknie. Co wapanna wolisz?
Moe o Marusi Bohusawce, o Bondariwnie albo o Sierpiahowej mierci?
Mog i to. Szelm jestem, jeli na kawaek chleba midzy najwikszymi
hultajami nie zarobi.
- Ju teraz rozumiem waszmociw uczynek, dlaczego szatki zewlk z
tych biedakw, a to by drog w przebraniu bezpieczniej odby.
- Rozumie si - rzecze pan Zagoba. - C bo wapanna mylisz? Tu, na
Zadnieprzu, lud gorszy ni gdzie indziej i tylko rka ksicia hultajw od
swywoli powstrzymuje, a teraz, gdy si zwiedz o wojnie z Zaporoem i
o wiktoriach Chmielnickiego, tedy adna moc ich od rebelii nie
powstrzyma. Widziaa wapanna owych czabanw, ktrzy si ju do
naszej skry chcieli zabiera. Jeli prdko hetmany Chmielnickiego nie
zetr, to za dzie, za dwa cay kraj bdzie w ogniu - i jake ja wapann
wwczas przez kupy zbuntowanego chopstwa przeprowadz? A
mielibymy wpa w ich rce, to lepiej byo dla wapanny w
Bohunowych pozosta.
- O, nie moe to by! Wol mier! - przerwaa kniaziwna.
- Ja za wol ycie, bo mier to na raz sztuka, od ktrej si adnym
dowcipem nie wykrcisz. Ale tak myl,  Bg nam zesa tych dziadw.
Takem ich przestraszy, e ksi z caym wojskiem blisko, jak i owych
czabanw. Bd ze trzy dni od strachu goli w oczeretach siedzieli. A my
tymczasem w przebraniu jako do Zootonoszy si przebierzem,
znajdziemy braci wapanny i pomoc - dobrze; nie, to pjdziem dalej, a
do hetmanw, albo na ksicia bdziem czeka, a wszystko w
przezpiecznoci, bo dziadom od chopw i od Kozakw aden strach.
Moglibymy przez obozy Chmielnickiego zdrowo gowy przenie. Tylko
jednych Tatarw vitare nam naley, bo oni by wapann jako pachoka
modego w jasyr wzili.
- To i ja tedy przebra si musz?
- Tak jest, zrzu wapanna z siebie kozaczka, a w wyrostka chopskiego
si przedzierzgnij. Troch jak na chamskie dziecko za gadka, ja take
na dida, ale to nic. Wiater opali liczko wapanny, a mnie od chodzenia
brzuch spadnie. Wszystk tusto z siebie wypoc. Gdy mnie Woosi
oko wypalili, mylaem, i zgoa okrutna przygoda mi nachodzi, a widz
teraz, e mi si to wanie przyda, bo dziad nie lepiec byby
podejrzanym. Bdziesz mnie wapanna za rk prowadzi, a zwij mnie
Onufrij, bo takowe jest moje dziadowskie imi. Teraz za si przebierz
co prdzej, bo nam czas w drog, ktra, ile e na piechot, duy si
bdzie.
Pan Zagoba odszed, a Helena wnet ja si przebiera za dziadowskie
pachol. Wypluskawszy si w rzece, zrzucia upanik kozacki, a wdziaa
witk chopsk i kapelusz ze somy, i sakwy podrne. Szczciem,
wyrostek w obdarty przez Zagob smukym by, wic pasowao na ni
wszystko dobrze.
Zagoba wrciwszy obejrza j uwanie i rzek:
- Mj Boe, niejeden rycerz chtnie by zby staniku swego, byle go taki
pachoek prowadzi, a ju jednego husarza znam, ktren by to na pewno
uczyni. Tylko ju z tymi wosami trzeba koniecznie co uczyni.
Widziaem ja w Stambule urodziwe pacholta, ale takiego nie widziaem.
- Daj Boe, aby mi na ze nie wysza gadko moja! - rzeka Helena.
Ale umiechaa si jednak, bo jej niewiecie uszy mile echta podziw
pana Zagoby.
- Gadko nigdy na ze nie wychodzi, a ja tego pierwszym przykadem,
bo gdy mnie Turcy w Galacie oko wypalili, chcieli wypali i drugie, gdy
mnie ona tamecznego baszy uratowaa, a to dla nadzwyczajnej mojej
urody, ktrej ostatki moesz jeszcze wapanna oglda.
- A mwie wapan, i to Woosi mu oczy wypalili?
- Bo Woosi, ale poturczeni i w Galacie u baszy sucy.
- Przecie wapanu nawet i tego jednego nie wypalili?
- Jeno mi od gorcoci elaza bielmem zaszo. Wszystko to jedno. C
tedy wapanna z warkoczami swymi chcesz uczyni?
- A c? trzeba obci.
- A trzeba. Ale jak?
- Wapanow szabl.
- Dobrze to szabl gow uci, ale wosy to ju nie wiem, quo modo?
- Wiesz wapan co? Sid ja przy tym zwalonym pniu, a wosy przez
pie przeo, wapan za tniesz i utniesz. Jeno mi gowy nie utnij.
- O to si wapanna nie bj. Nieraz ja knoty u wiec po pijanemu
obcinaem, samej wiecy nie zaciwszy. Nie uczyni i wapannie
krzywdy, chocia takowa prezentacja dla mnie pierwsza.
Helena siada koo pnia i rzuciwszy w poprzek swe ogromne, czarne
wosy podniosa oczy ku panu Zagobie.
- Gotowam - rzeka - tnij wapan.
I umiechaa si do niego troch smutno, bo jej al byo owych wosw,
ktre przy gowie ledwie by w dwie pidzie mona uj. A i panu
Zagobie byo jako niesporo. Okraczy pie dla lepszego cicia i mrucza:
- Tfu! tfu! wolabym zosta cyrulikiem i oseedce Kozakom podgala.
Zdaje mi si, em jest mistrzem i e do katowskiej przystpuj roboty,
gdy wiadomo wapannie, e oni czarownicom wosy na gowie obcinaj,
aby za diabe si w nich nie utai i swoj moc efektu torturw nie
zepsowa. Ale wapanna nie czarownica, przeto i ten postpek
paskudnym mi si wydaje, za ktry jeli mi pan Skrzetuski uszu nie
obetnie, to mu imparitatem zadam. Dalibg, e mnie mrowie chodzi po
rku. Zamru przynajmniej wapanna oczy.
- Ju! - rzeka Helena.
Pan Zagoba podnis si w gr, jakby si na strzemionach do cicia
wznosi. Pytkie elazo wisno w powietrzu i natychmiast dugie, czarne
sploty zsuny si po gadkiej korze pnia na ziemi.
- Ju - rzek z kolei Zagoba.
Helena podniosa si ywo i natychmiast krtko obcite wosy rozsypay
si czarnym koliskiem koo jej twarzy, na ktr biy rumiece wstydu, bo
w owych czasach ucicie warkocza dziewczynie poczytywano za hab
wielk, wic bya to z jej strony cika ofiara, ktr z koniecznoci tylko
przenie moga.
Nawet i zy pokazay si w jej oczach, a pan Zagoba, niekontent z siebie,
wcale jej nie pociesza.
- Zdaje mi si, em si na co bezecnego odway - rzek - i powtarzam
wapannie, e pan Skrzetuski, jeeli jest godnym kawalerem, uszy mi za
to obci powinien. Ale nie mona byo inaczej, boby sexus wapanny
zaraz odgadnito. Teraz przynajmniej pjdziemy miao. Rozpytaem si
te dziada o drog, przyoywszy mu sztych do garda. Wedle tego, co
powiada, ujrzymy na stepie trzy dby, koo ktrych bdzie wilczy jar, a
wedle jaru droga na Demianwk ku Zootonoszy. Mwi, e i
czumakowie drog jed, bdzie si mona przysi na wozie. Cikie
my to chwile z wapann przeywamy, ktre wiecznie wspomina
bdziem. Teraz ot, trzeba si bdzie i z szablami rozsta, bo nie przystoi
dziadowi ni jego pacholciu mie szlacheckie oznaki przy sobie. Wetkn
je pod ten pie; moe Bg da, e kiedy odnajd. Duo wypraw ta szabla
widziaa i wielkich przewag bya przyczyn. Wierzaj mi wapanna, e
dotd bybym ju regimentarzem, gdyby nie invidia i zo ludzka, ktra
mnie o mio do gorcych napojw posdzaa. Tak to zawsze na
wiecie. W niczym nie masz sprawiedliwoci ! em nie laz, jak kto gupi,
na zgub i z mstwem umiaem jako drugi Cunctator czy roztropno,
tedy pierwszy pan Zawilichowski powiada, e mnie tchrz oblatywa.
Dobry on czowiek, ale zy jzyk. Jeszcze niedawno dogryza mi, em si
z Kozaki brata, a gdyby nie owo bratanie, pewnie by wapanna mocy
Bohunowej nie usza.
Tak rozmawiajc powtyka pan Zagoba szable pod pie, nakry je
zielskiem i traw, nastpnie przewiesi przez plecy sakwy i teorban, wzi
w rk dziadowski kij sadzony krzemieniami, machn nim raz i drugi, po
czym rzek:
- No, nieze i to, mona jakowemu psu albo i wilkowi wieczki w lepiach
zapali i zby porachowa. Najgorsze ze wszystkiego, e trzeba i
piechot, ale nie ma rady! Chodmy!
Poszli. 
Pachol czarnowose przodem, dziad za nim. Dziad mrucza i przeklina,
bo mu byo gorco i piechot, chocia po stepie wiatr przeciga. Wiatr
ten opala i czyni smagym lice licznego pacholcia. Wkrtce trafili na
jar; na ktrego dnie bia krynica sczc swe przeczyste wody do
Kahamliku: Koo tego jaru, niedaleko rzeki, rosy na mogile trzy potne
dby; ku nim zaraz skrcili nasi podrni. Zaraz te trafili na lady drogi,
ktra cia si na stepie od kwiecia wyrosego na bydlcym nawozie.
Droga bya pusta, ani czumaka na niej, ani mazi, ani siwych wow
wolno idcych. Gdzieniegdzie leay tylko koci bydlce, porozwczone
przez wilki i wybielone na socu. Podrni szli cigle, wypoczywali jeno
w dbrowach cienistych. Czarnowose pachol ukadao si do snu na
zielonej murawie, a dziad czuwa. Przechodzili te i przez ruczaje, a gdzie
brodu nie byo, to go szukali chodzc dugo brzegiem. Czasem te dziad
przenosi pachol na rku z si dziwn w czeku, ktry ju chodzi po
ebranym chlebie. Ale by to barczysty dziad! Tak wlekli si znowu a do
wieczora, a wreszcie pachoek usiad przy drodze w lesie dbowym i
rzek:
- Ju mi i tchu brak, i siy zbyam. Nie pjd dalej. Tu si poo i zamr.
Dziad zakopota si srodze.
- O, to przeklte pustkowie! - rzek - ani futora, ani sadyby na drodze, ani
ywego czeka. Ale nie moemy tutaj na noc zostawa. Wieczr ju
zapada, za godzin ciemno bdzie - a posuchaj jeno wapanna!
Tu dziad umilk i przez chwil panowaa cisza gboka.
Ale nagle przerwa j daleki, pospny gos, ktry zdawa si wychodzi z
wntrznoci ziemi, a rzeczywicie wychodzi z jaru lecego niedaleko
drogi.
- To wilcy - rzek pan Zagoba. - Zeszej nocy mielimy konie, to nam
konie zjedli, teraz by do nas samych si zabrali. Trzymam ci ja
wprawdzie pistolet pod witk, ale mi prochu nie wiem, czy na dwa razy
stanie, a nie chciabym suy za marcepan na wilczym weselu. Syszysz
wapanna - znowu!
Wycie istotnie rozlego si znowu i zdawao si bliszym.
- Wstawaj, detyno! - rzek dziad. - A nie moesz i, to ci ponios. C
robi! Widz, e zanadto polubiem wapann, ale to pewnie dlatego, e
yjc w stanie bezennym, wasnych prawych potomkw zostawi nie
mogem, a jeli mam nieprawe, to s bisurmanami, bom w Turczech
dugo przebywa. Na mnie te koczy si rd Zagobw herbu Wczele.
Wapanna si staroci moj zaopiekujesz, ale teraz wstawaj albo-li
siadaj mi na plecy, na barana.
- Nogi mi tak ociay, e ju i ruszy si nie mog.
- A chwalia si wapanna swoj si! Ale cicho no! cicho! Jak mi Bg
miy, tak sysz szczekanie psw. Tak jest, to psi, nie wilcy. Tedy
niedaleko musi by Demianwka, o ktrej mnie dziad powiada. Chwaa
bd Bogu najwyszemu! Juem myla, czyby ognia nie napali od
wilkw, ale bymy si pewnie pospali, bomy oboje znueni. Tak jest, to
psi. Syszysz?
- Chodmy - rzeka Helena, ktrej nagle si przybyo.
Jako zaledwie wyszli z lasu, pokazay si o kilka staja ognie licznych
chat. Dojrzeli take trzy kopuki cerkwi pobite wieymi gontami, ktre
wieciy jeszcze w pomroce od ostatnich blaskw zorzy wieczornej.
Szczekanie psw dochodzio coraz wyraniej.
- Tak jest, to Demianwka, nie moe by nic innego - rzek pan Zagoba.
- Dziadw wszdy chtnie przyjmuj, moe zdarzy si i nocleg, i
wieczerza, a moe dobrzy ludzie dalej podwioz. Czekaje wapanna, to
jest ksica wie, wic pewnie i podstaroci w niej mieszka. I
spoczniem, i wieci zasigniem. Ksi ju musi by w drodze. Moe
poratowanie prdzej si zdarzy, ni si wapanna spodziewasz! Ale!
pamitaje, e niemowa. Zaczynam ju w pitk goni, gdy kazaem ci
si zwa Onufrym, a skoro jeste niemow, nie moesz mnie nijak
nazywa. Ja sam bd gada za ciebie i za siebie, a chwali Boga, po
chopsku tak dobrze mwi jak i po acinie. Dalej, dalej! Ot! ju i
pierwsze chaty niedaleko. Mj Boe! kiedy si ju skoczy nasze
tuactwo! ebymy cho piwa grzanego mogli dosta, chwalibym Pana
Boga i za to.
Pan Zagoba umilk i przez czas niejaki szli cicho koo siebie. Po czym
znw mwi pocz:
- Pamitaje wapanna, e niemowa. Gdy ci kto o co spyta, zaraz mu
poka na mnie i rzeknij: Hum, hum, hum! nija, nija!" Wapanna,
uwaaem, wiele masz roztropnoci, a to przecie o nasz skr chodzi.
Chybabymy przypadkiem na hetmaskie albo ksice chorgwie trafili,
wtedy zaraz ogosimy, kto jestemy, zwaszcza jeli si znajdzie oficer
grzeczny i pana Skrzetuskiego znajomy. Prawda, e to wapanna pod
opiek ksic, tedy nie masz si czego onierzw obawia. 0! a to co
za ogniska tam w doku buchaj? Aha, kuj, to kunia ! Ale widz i ludzi
przy niej niemao, pjdmy tam.
Istotnie, w rozpadlinie stanowicej przedsionek jaru staa kunia, z ktrej
komina sypay si snopy i kby zotych iskier, a przez otwarte drzwi i
przez liczne dziury wiercone w cianach buchao jaskrawe wiato
przesaniane chwilami przez ciemne postacie krcce si we wntrzu. Na
zewntrz, przed kuni, wida byo take w pomroce nocnej kilkadziesit
postaci stojcych kupkami. Moty w kunicy biy w takt, a echo
rozlegao si dokoa, a odgos ten miesza si ze piewami przed kuni, z
gwarem rozmw, ze szczekaniem psw. Widzc to wszystko pan
Zagoba skrci zaraz w w jar, zabrzkn w lir i pocz piewa:
Ej, tam na hori
enci nut'
A popid horoju,
Popid zeenoju,
Kozaki idut'.
Tak piewajc zbliy si do gromady ludzi stojcych przed kuni.
Rozejrza si: byli to chopi, po wikszej czci pijani. Prawie wszyscy
trzymali w rku drgi. Na niektrych z tych drgw widniay kosy
poobsadzane sztorcem i ostrza spis. Kowale w kuni pracowali wanie
nad wyrobem tych ostrz i odginaniem kos.
- Ej, did! did! - poczto woa w gromadzie.
- Sawa Bohu! - rzek pan Zagoba.
- Na wiki wikiw.
- Skayte ditki, we je Demianiwka?
- Demianiwka. Abo szczo?
- Bo mnie po drodze mwili - cign dalej dziad - e tu dobrzy ludzie
mieszkaj, co dziada przygarn, nakarmi, napoj, przenocuj i hroszi
dadut. Ja stary, dalek drog odby, a chopiec to ju dalej krokiem nie
moe. On biedny, niemowa, mnie starego prowadzi, bo nie widz, lepiec
ja nieszczsny. Bg was pobogosawi, dobrzy ludzie, i wity Mikoaj
cudotwrca pobogosawi, i wity Onufrij pobogosawi. W jednym oku
troch mi wiata boego zostao; a drugie ciemne na wieki; tak z
teorbanem chodz, pieni piewam i yj jak ptaki, tym co z rk dobrych
ludzi spadnie.
- A skd wy, didu?
- Oj, z daleka, z daleka! Ale pozwlcie spocz, bo widz, pod kuni
jest awa. Siadaj i ty, niebo - mwi dalej, ukazujc awk Helenie. -
My a znad Ladawy, dobrzy ludzie. Ale z domu dawno, dawno wyszli, a
teraz z Browarkw, z odpustu idziemy.
- A co tam syszeli dobrego? - pyta stary chop ? kos w rku.
- Syszeli, syszeli, ale czy co dobrego, nie wiemy. Ludzi tam naschodzio
si mnogo. O Chmielnickim mwili, e hetmaskiego syna i jego ycariw
zwojowa. Syszeli take, e na ruskim brzegu chopi na panw si
podnosz.
Gromada otoczya zaraz Zagob, ktry siedzc obok kniaziwny, od
czasu do czasu w struny liry uderza.
- To wy, ojcze, syszeli, e si podnosz?
- A jake. Nieszczliwa bo nasza chopska dola!
- Ale mwi, e koniec bdzie?
- W Kijowie pismo od Chrysta na otarzu znaleli, e bdzie wojna
straszna i okrutna i wielkie krwi przelanie na caej Ukrainie.
Pkole otaczajce aw, na ktrej siedzia pan Zagoba, cienio si
jeszcze bardziej.
- Mwicie, e pismo byo?
- Byo, jako ywo! O wojnie, o krwi przelaniu... Ale nie mog mwi
wicej, bo mi staremu, biednemu, w gardle ju zascho.
- Macie, ojcze, miark gorzaki, a mwcie, cocie na wiecie syszeli.
Wiemy i my, e dziady wszdy bywaj i wszystko znajut. Byway ju u
nas, taj kazay, szczo na paniw przyjdzie od Chmiela czarna godzina. No,
tak my kosy i spisy kazali sobie robi, aby nie byli ostatni, ale teraz nie
wiemy, zaczynac-li ju czy pisma od Chmiela czeka.
Zagoba wychyli miark, posmakowa, potem pomyla chwil i rzek:
- A kto wam mwi, e czas zaczyna?
- My sami chcemy.
- Zaczyna! zaczyna! - ozway si liczne gosy. - Koy Zaporoci paniw
pobyy, tak zaczyna!
Kosy i spisy zatrzsy si w krzepkich rkach i wyday brzk zowrogi.
Potem nastaa chwila milczenia, jeno moty w kunicy biy. Przyszli
rezunowie czekali, co powie did. Dziad myla, myla, wreszcie spyta:
- Czyi wy ludzie?
- My kniazia Jaremy.
- A kog wy bdziecie rizaty?
Chopi spojrzeli po sobie.
- Jego? - spyta dziad.
- Ne zderymo...
- Oj, ne zderyte, ditki, ne zderyte. Bywa ja i w ubniach i widzia
kniazia na wasne oczy. Straszny on! Kiedy krzyknie, drzewa dr w
lesie, a jak nog tupnie, jar si robi. Jego i korol boitsia, i hetmany
suchaj, i wszyscy si jego boj. A wojska wicej u niego ni u chana i u
sutana. Ne zderyte, ditki, ne zderyte. Nie wy jego poszukacie, ale on
was poszuka. A jeszcze tego nie wiecie, co ja wiem, e jemu wszystkie
Lachy przyjd w pomoc, a to znajte: szczo Lach, to szabla!
Ponure milczenie zapanowao w gromadzie; dziad brzkn znw w
teorban i mwi dalej, podnisszy twarz ku ksiycowi:
- Idzie knia, idzie, a przy nim tyle krasnych kit i chorgwi, ile gwiazd na
niebie, a bodiakw na stepie. Leci przed nim wiater i jczy, a znajete,
ditki, dlaczego on jczy? Nad wasz dol on jczy. Leci przed nim
mier-matka z kos i dzwoni, a wiecie, dlaczego dzwoni? Na wasze
szyje dzwoni.
- Hospody, pomyuj! - ozway si ciche, przeraone gosy.
I znowu sycha byo tylko bicie motw.
- Kto tu kniaziowy komysar? - pyta dziad.
- Pan Gdeszyski.
- A gdzie on?
- Uciek.
- A czemu on uciek?
- Bo sysza, e dla nas spisy taj kosy kuj, tak si przelk i uciek.
- Tym gorzej, bo on o was kniaziowi doniesie.
- Co ty, didu, kraczesz jak kruk! - rzek stary chop. - A tak my i
wierzymy, e na paniw czarna godzina nadchodzi. I nie bdzie ich ani na
ruskim, ani na tatarskim brzegu, ni panw, ni kniaziw, tylko Kozaki,
wolni ludzie bd - i nie bdzie ni czynszu, ni czopowego, ni
suchomielszczyzny, ni przewozowego, i nie bdzie ydw, bo tak stoi w
pimie od Chrystusa, o ktrym ty sam powiada. A Chmiel taki, jak i
knia mocny. Naj sia poprobujut.
- Daje mu Boe! - mwi did. - Cika nasza chopska dola, a dawniej
inaczej bywao.
- Czyja ziemia? kniazia; czyj step? kniazia; czyj las? czyje stada? kniazia;
a dawniej by boy las, boy step; kto przyszed pierwszy, to wzi i
nikomu nie by powinien. Teraz wsio paniw a kniaziej...
- Dobra wasza, ditki - rzek dziad - ale ja wam jedn rzecz powiem. Sami
wiecie, e tu kniaziowi nie zdzierycie, wic oto, co powiem: kto chce
paniw rizaty, niech si tu nie ostaje, pki si Chmiel z kniaziem nie
poprbuje, ale niech do Chmiela ucieka - i to zaraz jutro, bo knia ju w
drodze. Jeli jego pan Gdeszyski do Demianwki namwi, to nie bdzie
on knia was tu ywi, ale do ostatniego wybije - tak wy do Chmiela
uciekajcie. Im was wicej tam bdzie, tym Chmiel atwiej sobie poradzi.
O! a cik on ma przed sob robot. Hetmany naprzd i wojsk
koronnych bez liku, a potem knia od hetmanw mocniejszy. Lecie wy,
ditki, pomaga Chmielowi i Zaporocom, bo oni, niebota, nie
wydzier - a przecie za wasz to oni swobod i za wasze dobro z
panami si bij. Lecie, to si i przed kniaziem ocalicie, i Chmielowi
pomoecie.
- We prawdu kae! - ozway si gosy w gromadzie.
- Dobrze mwi.
- Mudryj did!
- To ty widzia kniazia w drodze?
- Widzie, nie widziaem, alem w Browarkach sysza, e ju ruszy z
ubniw; pali i cina, gdzie jedn spis znajdzie: ziemi i niebo zostawia.
- Hospody pomyuj !
- A gdzie nam Chmiela szuka?
- Po to ja tu, ditki, przyszed, eby wam powiedzie, gdzie Chmiela
szuka. Pjdcie wy, dzieci, do Zootonoszy, a potem do Trechtymirowa
pjdziecie i tam ju Chmiel bdzie na was czeka, tam si te ze
wszystkich wsiw, sadyb i chutorw ludzie zbior, tam i Tatary przyjd,
bo inaczej knia wszystkim wam by po ziemi, po matce, chodzi nie da.
- A wy, ojcze, pjdziecie z nami?
- Pj, nie pjd, bo stare nogi ziemia ju cignie. Ale mnie teleg
zaprzcie, taj pojad z wami. A przed Zootonosz pjd naprzd
zobaczy, czy tam paskich onirw nie ma. Jak bd, to ominiemy i
prosto na Trechtymirw pocigniem. Tam ju kozacki kraj. A teraz mnie
je i pi dajcie, bom ja stary godny i pachoek mj godny. Jutro rano
ruszymy, a po drodze o panu Potockim i o kniaziu Jaremie wam
zapiewam. Oj, srogie to lwy! Wielkie bdzie przelanie krwi na Ukrainie,
niebo czerwieni si okrutnie, a i miesic jakoby we krwi pywa. Procie
wy, ditki, zmiowania boego, bo niejednemu nie chodzi ju dugo po
boym wiecie. Sysza ja te, e upiory z mogi wstaj i wyj.
Jaki przestrach ogarn zgromadzone chopstwo. Mimo woli zaczli si
oglda i egna, i szepta midzy sob. Na koniec jeden wykrzykn:
- Do Zootonoszy!
- Do Zootonoszy! - powtrzyli wszyscy, jakby tam wanie bya
ucieczka i ocalenie.
- W Trechtymirwl
- Na pohybel Lachom i panom!
Nagle mody jaki kozaczek wystpi naprzd, potrzsn spis i krzykn:
- Bat'ki ! a kiedy jutro do Zootonoszy idziem, to dzi chodmy na
komisarski dwr!
- Na komisarski dwr! - krzykno od razu kilkadziesit gosw.
- Spali! dobro zabra!
Ale dziad, ktry dotd gow mia spuszczon na piersi, podnis j i
rzek:
- Ej, ditki, nie chodcie wy na komisarski dwr i nie palcie go, bo bdzie
ycho. Knia tu moe gdzie blisko z wojskiem kry; un zobaczy, to
przyjdzie i bdzie ycho. Lepiej wy mnie je dajcie i nocleg pokacie.
Siedzie wam cicho, nie hulaty po pasikam.
- Prawdu kae! - odezwao si kilka gosw.
- Prawdu kae, a ty, Maksym, durny!
- Chodcie, ojcze, do mnie na chleb i sl, i na miodu kwaterk, a
podjecie, to pjdziecie spa na siano do odryny - rzek stary chop
zwracajc si do dziada.
Zagoba wsta i pocign Helen za rkaw witki. Kniaziwna spaa.
- Zmordowao si pachol, to cho i przy motach usno - rzek pan
Zagoba.
A w duszy pomyla sobie:
O sodka niewinnoci, ktra wrd spis i now spa moesz! Wida,
anieli niebiescy ci strzeg, a przy tobie i mnie ustrzeg."
Zbudzi j i poszli ku wsi, ktra leaa nieco opodal. Noc bya pogodna,
cicha - gonio ich echo bijcych motw. Stary chop szed naprzd, by
drog w ciemnociach pokaza, a pan Zagoba udajc, e pacierz
odmawia, mrucza monotonnym gosem:
- O hospody Boe, pomyuj nas hrisznych...Widzisz wapanna!...
wiataja-Preczystaja... C bymy zrobili nie majc chopskiego
przebrania?... Jako we na zemli i dosza ku nebesech... Je dostaniemy,
a jutro pojedziemy ku Zootonoszy miasto i piechot... Amin, amin,
amin... Mona si spodziewa, e Bohun trafi tu naszym ladem, bo go
nie oszukaj nasze fortele... Amin, amin!... Ale ju bdzie za pno, bo
w Prochorwce Dniepr przejedziemy, a tam ju moc hetmaska...
Diawo bahougodnyku ne straszen. Amin... Tu za par dni kraj bdzie w
ogniu, niech tylko ksi za Dniepr ruszy... Amin... eby ich czarna
mier wydusia, niech im kat wieci... Syszysz no wapanna, jako tam
wyj pod kuni? Amin... Cikie na nas przyszy terminy, ale kpem
jestem, jeli wapanny z nich nie wydobd, chobymy mieli do samej
Warszawy ucieka.
- A co tam mruczycie, ojcze? - pyta chop.
- Nic, modl si za wasze zdrowie. Amin, amin...
- A ot, i moja chata...
- Sawa Bohu.
- Na wiki wikiw.
- Prosz na chleb-sl.
- Bg nagrodzi.
W kilka chwil pniej dziad pokrzepia si silnie baranin popijajc obficie
miodem, a nazajutrz rano ruszy wraz z pacholciem wygodn teleg ku
Zootonoszy, eskortowany przez kilkudziesiciu konnych chopw
zbrojnych w spisy i kosy.
Jechali na Kawrajec, Czarnobaj i Kropiwn. Po drodze widzieli, e
wrzao ju wszystko. Chopi wszdzie zbroili si, kunice po jarach
pracoway od rana do nocy i tylko straszna potga, straszne imi ksicia
Jeremiego wstrzymywao jeszcze krwawy wybuch.
Tymczasem za Dnieprem burza rozszalaa si z ca wciekoci. Wie
o klsce korsuskiej rozbiega si lotem byskawicy po caej Rusi, wic
zrywa si, kto y.
 378
 Rozdzia XXI 
Bohuna znaleli semenowie nastpnego rana po ucieczce Zagoby na
wp zduszonego w upanie, w ktry pan Zagoba go obwin, ale e ran
nie mia cikich, wkrtce przyszed do przytomnoci. Przypomniawszy
sobie wszystko, co si stao, wpad we wcieko, rycza jak dziki
zwierz, krwawi rce na wasnym krwawym bie i noem godzi w ludzi,
tak e semenowie nie mieli do niego przystpi. Wreszcie nie mogc si
jeszcze na kulbace utrzyma, kaza przywiza midzy dwa konie
kolebk ydowsk i wsiadszy w ni, pogna jak szalony w stron
ubniw, sdzc, e tam udali si zbiegowie. Lec tedy w betach
ydowskich, w puchu i wasnej krwi, rwa stepem jak upir, ktry przed
brzaskiem rannym do mogiy ucieka, a za nim pdzili wierni semenowie
w tej myli, e na oczywist mier pdz. Lecieli tak a do Wasiwki,
w ktrej stao na zaodze sto piechoty wgierskiej, ksicej. Dziki
wataka, jakby mu ycie zbrzydo, uderzy na ni bez wahania, sam
pierwszy rzuci si w ogie i po kilkugodzinnej walce wyci j w pie z
wyjtkiem kilku onierzy, ktrych oszczdzi, aby mkami zeznania z
nich wydoby. Dowiedziawszy si od nich, e aden szlachcic nie ucieka
t stron z dziewczyn, sam nie wiedzia, co pocz, i dar na sobie
bandae z blu. I dalej byo ju niepodobiestwem, gdy wszdzie ku
ubniom stay puki ksice, ktre mieszkacy zbiegli w czasie bitwy z
Wasiwki musieli ju ostrzec o napaci. Porwali wic wierni semenowie
osabego z wciekoci atamana i prowadzili nazad do Rozogw:
Wrciwszy nie zastali ju i ladw ze dworu, bo go chopi miejscowi
zrabowali i spalili wraz z kniaziem Wasylem, sdzc, e w razie gdyby si
kniaziowie albo ksi Jeremi mci chcieli, z atwoci zwal win na
Kozakw i Bohuna. Spalono przy tym wszystkie zabudowania, wycito
sad winiowy, wybito wszystk czelad, bo chopstwo mcio si bez
litoci za twarde rzdy i ucisk, jakiego od Kurcewiczw doznawao.
Zaraz za Rozogami wpad w rce Bohuna Pleniewski, ktry od
Czehryna z wieci o klsce towodzkiej jecha. Ten pytany, dokd i z
czym jedzie, gdy plta si i nie dawa jasnych odpowiedzi, wpad w
podejrzenie, a przypieczony ogniem, wypiewa, co wiedzia i o klsce, i
o panu Zagobie, ktrego poprzedzajcego dnia spotka. Uradowany
wataka odetchn. Powiesiwszy Pleniewskiego puci si dalej, ju
prawie pewny, e mu Zagoba nie ujdzie. Jako czabanowie dostarczyli
nowych wskazwek, ale za to za brodem wszelkie lady jak w wod
wpady. Na dziada obdartego przez pana Zagob ataman nie mg si
natkn, bo ten posun si ju niej z biegiem Kahamliku i zreszt tak
by przeraony, e kry si jak lis w oczeretach.
Tymczasem upyny znowu dzie i noc, a e pocig w stron Wasiwki
zaj rwnie ze dwa dni, Zagoba mia wic ogromny czas za sob. Co
tedy byo robi?
W tym trudnym razie przyszed Bohunowi z rad i pomoc esau, stary
wilk stepowy, przyzwyczajony od modoci do tropienia Tatarw w
Dzikich Polach.
- Bat'ku - rzek - uciekali oni do Czehryna i mdrze uciekali, bo zyskali
na czasie - ale gdy si o Chmielu i towodzkiej batalii od
Pleniewskiego dowiedzieli, zmienili drog. Ty, bat'ku, sam widzia, e
zjechali z gocica i w bok si rzucili.
- W step?
- W stepie ja by ich, bat'ku, znalaz, ale oni poszli ku Dnieprowi, by si
do hetmanw dosta, wic poszli albo na Czerkasy, albo na Zootonosz i
Prochorwk... a jeli i ku Perejasawiu poszli, chocia ne dumaju, to i
tak ich znajdziemy. Nam by, bat'ku, trzeba jednemu do Czerkas,
drugiemu do Zootonoszy na czumack drog - i prdko, bo jak si przez
Dniepr przeprawi, to do hetmanw zd albo ich Tatary
Chmielnickiego ogarn.
- Ruszaje ty do Zootonoszy, ja do Czerkas pocign.
- Dobrze, bat'ku.
- A pilnuj dobrze, bo to chytry lis.
- Oj, i ja chytry, bat'ku.
Tak uoywszy plan pogoni, skrcili natychmiast, jeden ku Czerkasom,
drugi wyej, ku Zootonoszy. Wieczorem tego samego dnia stary esau
Anton dotar do Demianwki.
Wie bya pusta, zostay tylko same baby, gdy wszyscy mczyni
ruszyli za Dniepr do Chmielnickiego. Widzc zbrojnych, a nie wiedzc,
kto by byli, baby pokryy si po strzechach i stodoach. Anton dugo
musia szuka, nim odnalaz staruszk, ktra nie obawiaa si ju niczego,
nawet i Tatarw.
- A gdzie chopy, matko? - pyta Anton.
- A czy ja wiem! - odpara ukazujc te zby.
- My Kozaki, matko, nie bjcie si, my nie od Lachiw.
- Lachiw?... szczob ich ycho!
- Wy nam yczycie?... prawda?
- Wam? - Starucha zastanowia si chwil. - A was szczoby bolaczka!
Anton nie wiedzia, co ma pocz, gdy nagle drzwi jednej chaty
skrzypny i modsza, adna kobieta wysza na podwrko.
- Ej, moojcy, syszaa ja, szczo wy ne Lachy.
- Tak jest.
- A wy od Chmiela?
- Tak jest.
- Ne od Lachiw?
- Ni.
- A czego wy o chopw pytali?
- Ot, tak pytali, czy ju poszli.
- Poszli, poszli!
- Sawa Bohu! A powiedz no, moodycio, nie ucieka tu tdy jeden
szlachcic, Lach przeklty, z crk?
- Szlachcic? Lach? ja nie baczya.
- Nikogo tu nie byo?
- Buw did. On chopw namwi, eby do Chmiela, do Zootonoszy
poszli, bo mwi, e tu knia Jarema przyjdzie.
- Gdzie?
- A tutki. A potem do Zootonoszy ma cign, to mwi did.
- I did namwi chopw do buntu?
- A did.
- A sam by?
- Nie. Z niemow.
- A jak wyglda?
- Kto ?
- Did.
- Oj, stary, stareki, na lirze gra i na paniw paka. Ale ja jego nie
widziaa.
- I on chopw do buntu namawia? - pyta raz jeszcze Anton.
- A on.
- Hm! ostacie z Bogiem, moodycio.
- Jedcie z Bogiem.
Anton zastanowi si gboko. Gdyby ten dziad by przebranym Zagob,
dlaczego by, u licha, chopw do Chmielnickiego namawia? Zreszt skd
by przebrania wzi? Gdzie by koni zby? Ucieka przecie konno. Ale
przede wszystkim dlaczego by chopw do buntu namawia i o przyjciu
ksicia ich ostrzega? Szlachcic by nie ostrzega i przede wszystkim sam
si pod moc ksic schroni. A jeli ksi idzie do Zootonoszy, w
czym nie masz nic niepodobnego, to za Wasiwk niezawodnie zapaci.
Tu Anton wzdrygn si, bo nagle k nowy we wrotach wyda mu si
kubek w kubek do pala podobny.
- Nie! Ten dziad to by tylko dziad i nic wicej. Nie ma co goni do
Zootonoszy, chyba ucieka w tamt stron.
Ale uciekszy, co dalej robi? Czeka - to ksi moe nadej; i do
Prochorwki i za Dniepr si przeprawi - to znaczy na hetmanw wpa.
Staremu wilkowi stepowemu stao si jako ciasno na szerokich stepach.
Uczu take, e wilkiem bdc, na lisa w panu Zagobie trafi.
Nagle uderzy si w czoo.
A czemu ten did chopw powid do Zootonoszy, za ktr bya
Prochorwka, a za ni, za Dnieprem, hetmani i cay obz koronny?
Anton postanowi bd co bd jecha do Prochorwki.
Jeli przybywszy na brzeg usyszy, i po drugiej stronie stoj wojska
hetmaskie, to si nie bdzie przeprawia, jeno w d rzeki pjdzie i
naprzeciw Czerkas z Bohunem si poczy. Zreszt wieci o
Chmielnickim po drodze zasignie. Antonowi byo ju wiadomo z relacji
Pleniewskiego, e Chmielnicki Czehryn zaj, e Krzywonosa ju na
hetmanw wysa, a sam z Tuhaj-bejem zaraz mia ruszy za nim. Anton
wic, jako onierz dowiadczony i pooenie miejsc dobrze znajcy,
pewien by; i bitwa musiaa by ju stoczona. W takim razie naleao
wiedzie, czego si trzyma. Jeli Chmielnicki by pobity, tedy wojska
hetmaskie rozlay si w pogoni po caym Podnieprzu i w takim razie
Zagoby nie ma co ju szuka. Ale jeli Chmielnicki pobi?... Co prawda,
Anton nie bardzo w to wierzy. atwiej pobi syna hetmaskiego jak
hetmana; atwiej podjazd jak cae wojsko.
"Et - myla stary Kozak - nasz ataman lepiej by zrobi, eby o wasnej
skrze, nie o dziewczynie myla. Pod Czehrynem mona by si przez
Dniepr przeprawi; a stamtd, pki czas, na Sicz umkn. Tu, midzy
ksiciem Jarem a hetmanami, ciko mu teraz bdzie usiedzie."
Tak rozmylajc posuwa si szybko wraz ze swymi semenami w
kierunku Suy, ktr przeby zaraz za Demianwk musia, chcc do
Prochorwki si dosta. Dojechali do Mohylnej, nad sam rzek lecej.
Tu los posuy Antonowi, bo jakkolwiek Mohylna, rwnie jak i
Demianwka bya pusta, zasta jednak promy gotowe i przewonikw,
ktrzy przeprawiali chopstwo uciekajce ku Dnieprowi. Zadnieprze nie
miao samo pod rk ksic powsta, ale za to ze wszystkich wsi,
osad i sobd chopstwo uciekao, by si z Chmielnickim poczy i pod
jego znaki zacign. Wie o zwycistwie Zaporoa pod tymi
Wodami przeleciaa jak ptak przez cae Zadnieprze. Dziki lud nie mg
usiedzie spokojnie, chocia tam wanie adnych prawie uciskw nie
doznawa, bo jako si rzeko, ksi, niemiosierny dla buntw, by
prawdziwym ojcem spokojnych osiedlecw, komisarze za jego bali si
czyni krzywd powierzonemu sobie ludowi. Ale lud ten, niedawno ze
zbjcw w rolnikw zmieniony, przykrzy sobie prawo, surowo rzdw
i porzdek, ucieka wic tam, kdy nadzieja dzikiej swobody zabysa. W
wielu wioskach ucieky do Chmielnickiego nawet i baby. W Czabanwce
i w Wysokiem wysza caa ludno spaliwszy za sob chaty, aby nie byo
gdzie wraca. W tych wioskach, w ktrych zostao jeszcze troch ludu,
zbrojono si na gwat.
Anton pocz wypytywa zaraz przewonikw, czyliby wieci z
Zadnieprza nie mieli. Wieci byy, ale sprzeczne, pomieszane, niejasne.
Mwiono, e Chmiel bije si z hetmany; lecz jedni twierdzili, e pobit,
drudzy, e zwyciski. Jaki chop uciekajcy ku Demianwce mwi, e
hetmani wzici w niewol. Przewonicy podejrzewali, e to szlachcic
przebrany, ale nie mieli go zatrzyma, bo syszeli take, e ksice
wojska niedaleko. Jako strach mnoy wszdzie liczb wojsk ksicych
i czyni z nich wszdobylskie zastpy, gdy pewno nie byo w tej chwili
ani jednej wioski na caym Zadnieprzu, w ktrej by nie mwiono, e
ksi tu, tu. Anton spostrzeg, e wszdzie bior jego oddzia za
podjazd kniazia Jaremy.
Ale wnet uspokoi przewonikw i pocz ich wypytywa o chopw
demianowskich.
- A jake. Byli, my ich przeprawili na drug stron - rzek przewonik.
- A dziad by z nimi?
- By.
- I niemowa z dziadem? mae pachol?
- Jako ywo.
- Jak wyglda dziad?
- Niestary, gruby, oczy mia jak u ryby, na jednym bielmo.
- To on! - mrukn Anton i pyta dalej: - A pachol?
- Oj! otcze atamane! kae prosto cheruwym. Takoho my i ne baczyy.
Tymczasem dopynli do brzegu.
Anton wiedzia ju, czego si trzyma.
- Ej! przywieziemy moodyci atamanowi - mrucza sam do siebie.
Potem zwrci si do semenw:
- W konie.
Pomknli jak stado sposzonych dropiw, cho droga bya trudna, bo kraj
w jary popkany. Ale wjechali w jeden wielki, na ktrego dnie przy
krynicy by jakoby gociniec przez natur uczyniony. Jar szed a do
Kawrajca, lecieli wic kilkadziesit staja bez wypoczynku, a Anton na
najlepszym koniu naprzd. Ju byo wida szerokie ujcie jaru, gdy nagle
Anton osadzi konia, a mu zadnie kopyta zazgrzytay na kamieniach.
- Szczo ce?
Ujcie zamio si nagle ludmi i komi. Jaka jazda wchodzia w parw i
formowaa si szstkami. Byo ich ze trzysta koni. Anton spojrza i lubo
stary by wojownik, wszelkich niebezpieczestw zwyczajny, przecie
serce zadygotao mu w piersi, a na lice wystpia blado miertelna.
Pozna dragonw ksicia Jeremiego.
Ucieka byo za pno, ledwie dwiecie krokw dzielio zastp Antona od
dragonw, a zmczone konie semenw nie uszyby daleko przed pogoni.
Tamci te dostrzegszy ich pucili si z miejsca rysi. Po chwili otoczono
semenw ze wszystkich stron.
- Co wy za ludzie? - spyta grono porucznik.
- Bohunowi! - rzek Anton widzc, e trzeba prawd mwi, bo sama
barwa zdradzi. Ale poznawszy porucznika, ktrego widywa w
Perejasawiu, wykrzykn zaraz z udan radoci:
- Pan porucznik Kuszel! Sawa Bohu!
- A to ty, Anton! - rzek porucznik przyjrzawszy si esauowi. - Co wy tu
robicie? Gdzie wasz ataman?
- Kae, pane, hetman wielki wysa naszego atamana do ksicia
wojewody proszc o pomoc, tak ataman pojecha do ubniw, a nam tu
kaza wczy si po wsiach, by zbiegw apa.
Anton ga jak najty, ale ufa w to, e skoro chorgiew dragoska idzie
od strony Dniepru, nie moe przeto jeszcze wiedzie ani o napaci na
Rozogi, ani o bitwie pod Wasiwk, ani o adnych imprezach
Bohunowych.
Wszelako porucznik rzek:
- Rzekby kto, do rebelii chcecie si przekra.
- Ej ! pane poruczniku - rzek Anton - eby my chcieli do Chmiela, tak by
my nie byli z tej strony Dniepru.
- Prawda jest - rzecze Kuszel - prawda oczywista, ktrej ci nie mog
negowa. Ale ataman nie zastanie ksicia wojewody w ubniach.
- O! a gdzie knia?
- By w Przyuce. Moe dopiero wczoraj do ubniw ruszy.
- To i szkoda. Ataman ma pismo od hetmana do kniazia, a z
przeproszeniem waszej mioci, czy to wasza mio z Zootonoszy
wojsko prowadzi?
- Nie. My stali w Kalenkach, a teraz dostali rozkaz, jak i wszystko
wojsko, eby do ubniw ciga, skd ksi ca potg wyruszy. A
wy dokd idziecie?
- Do Prochorwki, bo tam chopstwo si przeprawia.
- Duo ju ucieko?
- Oj, bahato! bahato!
- No, to jedcie z Bogiem.
- Dzikujemy pokornie waszej mioci. Niech Bg prowadzi.
Dragoni rozstpili si i poczet Antona wyjecha spord nich ku ujciu
jaru. Minwszy ujcie Anton stan i sucha pilnie, a gdy ju dragoni
zniknli mu z oczu i ostatnie echa po nich przebrzmiay, zwrci si do
swoich semenw i rzek:
- Wiecie, durnie, e gdyby nie ja, to by wy za trzy dni na palach w
ubniach pozdychali. A teraz w konie, choby ostatni dech z nich
wyprze!
I ruszyli z kopyta.
"Dobra nasza! - myla Anton - podwjnie dobra nasza : raz, emy
skr ca unieli, a po wtre, e ci dragoni nie szli z Zootonoszy i e
Zagoba min si z nimi, bo gdyby ich by napotka, tedy byby ju przed
wszelk pogoni bezpieczny."
Jako istotnie by to termin dla pana Zagoby nader niepomylny, w
ktrym fortuna zgoa mu nie dopisaa, e si nie.natkn na pana Kuszla i
jego chorgiewk, gdy byby od razu ocalony i wolen od wszelkiej
obawy.
Tymczasem w Prochorwce uderzya w niego jak piorun wie o klsce
korsuskiej. Ju po drodze do Zootonoszy po wsiach i chutorach
chodziy suchy o wielkiej bitwie, nawet o zwycistwie Chmiela, ale pan
Zagoba nie dawa im wiary, wiedzia bowiem z dowiadczenia, e
midzy ludem wie kada ronie i ronie do niebywaych rozmiarw i e
zwaszcza o przewagach kozackich lud ten chtnie cuda sobie opowiada.
Ale w Prochorwce trudno byo ju duej wtpi. Prawda straszna i
zowroga bia obuchem w gow. Chmiel tryumfowa, wojsko koronne
byo zniesione, hetmani w niewoli, caa Ukraina w ogniu.
Pan Zagoba w pierwszej chwili straci gow. By bowiem w strasznym
pooeniu. Fortuna nie dopisaa mu i po drodze, bo w Zootonoszy nie
znalaz adnej zaogi. Miasto wrzao przeciw Lachom, a stara forteczka
bya opuszczona. Nie wtpi on ani chwili, e Bohun szuka go i e
prdzej czy pniej trafi na jego lady. Kluczy wprawdzie szlachcic jak
cigany szarak, ale zna na wylot ogara, ktry go ciga, i wiedzia, e ogar
ten nie da si zbi z tropu. Mia wic pan Zagoba poza sob Bohuna,
przed sob morze chopskiego buntu, rzezie, poogi, zagony tatarskie,
tumy rozbestwione.
Ucieka w takim pooeniu byo to zadanie prawie niepodobne do
spenienia, zwaszcza ucieka z dziewczyn, ktra, lubo przebrana za
dziadowskie pachol, zwracaa wszdy uwag swoj nadzwyczajn
piknoci.
Zaiste, byo od czego gow straci.
Ale pan Zagoba nigdy na dugo jej nie traci. Wrd najwikszego zamtu
w mzgownicy widzia doskonale to jedno, a raczej czu najwyraniej, e
Bohuna boi si sto razy wicej jak ognia, wody, buntu, rzezi i samego
Chmielnickiego. Na sam myl, e mgby dosta si w rce strasznego
wataki, skra na panu Zagobie cierpa. "Ten by mi da upnia! -
powtarza sobie co chwila. - A tu przede mn morze buntu!"
Pozostawa jeden Sposb ocalenia: porzuci Helen i zostawi j na boej
woli, ale tego pan Zagoba uczyni nie chcia.
- Nie moe by - mwi do niej - musiaa mi wapanna czego zada, co
bdzie miao ten skutek, e mi przez wapann skr na jaszczur
wyprawi.
Ale porzuci jej nie chcia i do gowy nawet nie dopuszcza tej myli. C
wic mia robi?
"Ha! - myla - ksicia szuka nie czas! Przede mn morze, wic dam
nurka w ono morze, przynajmniej si skryj, a Bg da, to i na drugi brzeg
przepyn."
I postanowi przeprawi si na prawy brzeg Dnieprowy.
Ale w Prochorwce nie byo to rzecz atw. Pan Mikoaj Potocki
pozabiera jeszcze dla Krzeczowskiego i wyprawionych z nim wojsk
wszystkie dumbasy, szuhaleje, promy, czajki i pidjizdki, to jest mniejsze
czna i odzie, poczwszy od Perejasawia a do Czehryna. W
Prochorwce by tylko jeden dziurawy prom. Na ten prom czekay
tysice ludzi zbiegych z okolicznego Zadnieprza. W caej wiosce zajte
byy wszystkie chaty, obory, stodoy, chlewy, i droyzna niesychana.
Pan Zagoba naprawd musia lir a pieni na kawaek chleba zarabia.
Przez ca dob nie mogli si przeprawi, bo prom zepsu si dwa razy,
musiano go wic naprawia. Noc spdzili z Helen siedzc na brzegu
rzeki razem z gromadami pijanego chopstwa, przy ogniskach. A noc bya
wietrzna i chodna. Kniaziwna upadaa ze znuenia i blu, bo chopskie
buty poczyniy jej rany na nogach. Baa si, czy nie zachoruje obonie.
Twarz jej sczerniaa i zblada, cudne oczy przygasy, co chwila dobijaa j
obawa, e moe by poznana pod przebraniem albo e niespodzianie
nadejdzie pogo Bohunowa. Teje nocy nakarmiono jej oczy strasznym
widokiem. Chopi sprowadzili od ujcia Rosi kilku szlachty chccych
przed nawa tatarsk schroni si do pastwa Winiowieckiego i
pomordowali ich nad brzegiem okrutnie. Wiercono im widrami oczy, a
gowy gnieciono midzy kamieniami. Prcz tego w Prochorwce byo
dwch ydw z rodzinami. Tych rozszalaa tuszcza wrzucia do
Dniepru, a gdy nie chcieli zaraz i na dno, pogrono ich samych,
ydowice i ydzita, za pomoc dugich oskw. Towarzyszyy temu
wrzaski i pijastwo. Podchmieleni moojcy gzili si z podchmielonymi
moodyciami. Straszne wybuchy miechu brzmiay zowrogo na ciemnych
brzegach Dnieprowych ! Wiatr rozrzuca ogniska, czerwone gownie i
iskry, porwane wichur, leciay kona na fali. Chwilami zrywa si
popoch. Od czasu do czasu jaki gos pijacki, ochrypy woa w
ciemnociach: "Ludy, spasajtes, Jarema ide!!" I tum rzuca si na olep
ku brzegowi, tratowa si, spycha w wod. Raz mao nie roztratowano
Zagoby i kniaziwny. Bya to piekielna noc, a zdawaa si nie mie
koca. Zagoba wyebra kwart wdki, sam pi i kniaziwn zmusza do
picia, bo inaczej zemdlaaby lub wpada w gorczk. Na koniec fala
Dnieprowa pocza bieli si i poyskiwa. witao. Dzie robi si
chmurny, pospny, blady. Zagoba chcia co prdzej przeprawi si na
drug stron. Szczciem i prom te naprawiono. Ale cisk sta si przy
nim okropny.
- Miejsce dla dziada, miejsce dla dziada! - krzycza Zagoba trzymajc
przed sob midzy wycignitymi rkoma Helen i bronic jej od cisku.-
Miejsce dla dziada! Do Chmielnickiego i do Krzywonosa id! Miejsce dla
dziada, dobrzy ludzie, lube moojcy, eby was czarna mier wydusia,
was i dzieci wasze! Nie widz dobrze, wpadn w wod, pachol mi
utopicie. Ustpcie, ditki, eby parali powytrzsa wam wszystkie czonki,
ebycie polegli, ebycie na palach pozdychali.
Tak wrzeszczc, klnc, proszc i rozpychajc tum swymi potnymi
okciami, wepchn naprzd Helen na prom, a potem wgramoliwszy si
sam, zaraz pocz znowu wrzeszcze:
- Dosy ju was tu!... czego si tak pchacie?... prom zatopicie, jak was
tyle si tu napcha. Dosy, dosy!... przyjdzie kolej i na was, a jeli nie
przyjdzie, mniejsza z tym.
- Dosy, dosy! - woali ci, ktrzy dostali si na prom. - Na wod! na
wod!
Wiosa wypryy si i prom pocz oddala si od brzegu. Bystra fala
zaraz go zniosa nieco z biegiem rzeki, w kierunku Domontowa.
Przebyli ju poow szerokoci koryta, gdy na prochorowskim brzegu
day si sysze krzyki, woania. Zamieszanie okropne wszczo si
midzy tumami, ktre zostay nad wod; jedni uciekali jak szaleni ku
Domontowu, drudzy wskakiwali w wod, a inni krzyczeli, machali
rkami lub rzucali si na ziemi.
- Co to? co si stao? - pytano na promie.
- Jarema! - krzykn jeden gos.
- Jarema, Jarema! uciekajmy! - woali inni.
Wiosa poczy bi gorczkowo o wod, prom mkn jak kozacka czajka
po fali.
W teje chwili jacy konni ukazali si na prochorowskim brzegu.
- Wojska Jaremy! - woano na promie.
Konni biegali po brzegu, krcili si, wypytywali o co ludzi - wreszcie
poczli krzycze na pyncych:
- Stj! stj!
Zagoba spojrza i zimny pot obla go od stp do gowy: pozna Kozakw
Bohunowych.
Rzeczywicie by to Anton ze swymi semenami.
Ale jako si rzeko, pan Zagoba nigdy na dugo gowy nie traci; przykry
oczy rk, niby to jako czek le widzcy wpatrywa si musia czas
jaki, wreszcie pocz krzycze, jakby go kto ze skry obdziera:
- Dzitki! to Kozacy Winiowieckiego! O, dla Boga i witej-Przeczystej!
prdzej do brzegu ! Ju my tamtych, co zostali, odaujemy, a porba
prom, bo inaczej pohybel nam wszystkim!!
- Prdzej, prdzej, porba prom - woali inni.
Zrobi si krzyk, wrd ktrego nie byo sycha nawoywa od strony
Prochorwki. W tej chwili prom zgrzytn o wir brzegowy. Chopi
poczli wyskakiwa, ale jedni nie zdyli jeszcze wysi, gdy drudzy
rwali ju burty promu, bili siekierami w dno. Deski i oderwane szczapy
poczy lata w powietrzu. Niszczono nieszczsny statek z wciekoci,
rwano na sztuki i kawaki, przestrach za dodawa siy burzcym.
A przez ten czas pan Zagoba krzycza:
- Rb, tucz, rwij, pal!... ratuj si! Jarema idzie! Jarema idzie!
Tak krzyczc wycelowa swoje zdrowe oko na Helen i pocz nim
mruga znaczco.
Tymczasem z drugiego brzegu krzyki wzmogy si na widok niszczenia
statku, ale e byo zbyt daleko, przeto nie mona byo zrozumie, co
krzyczano. Wymachiwania rkami podobne byy do grb i zwikszyy
tylko popiech w niszczeniu.
Statek znikn po chwili, ale nagle ze wszystkich piersi znw wyrwa si
okrzyk grozy i przeraenia:
- Skaczut w wodu! pynut k'nam! - wrzeszczeli chopi.
Jako naprzd jeden konny, a za nim kilkudziesiciu innych wparo konie
w wod i pucio si wpaw do drugiego brzegu. By to czyn szalonej
niemal miaoci, gdy z wiosny wezbrana fala pyna potniej jak
zwykle, tworzc tu i owdzie liczne wiry i zakrty. Porwane pdem rzeki
konie nie mogy pyn wprost, fala pocza je znosi z nadzwyczajn
szybkoci.
- Nie dopyn! - krzyczeli chopi.
- Poton!
- Sawa Bohu! O! o! ju ko jeden zanurzy si.
- Na pohybele im!
Konie przepyny trzeci cz rzeki, ale woda znosia je w d coraz
silniej. Widocznie poczy traci siy, z wolna te zanurzay si coraz
gbiej. Po chwili siedzcy na nich moojcy byli ju do pasa w wodzie.
Przeszed czas jaki. Nadbiegli chopi z Szelepuchy patrzy; co si dzieje:
ju tylko by koskie wyglday nad fal, e moojcom woda dochodzia
do piersi. Ale te przepynli ju p rzeki. Nagle jeden eb i jeden
moojec znikn pod wod, za nim drugi, trzeci, czwarty, pity... liczba
pyncych zmniejszaa si coraz bardziej. Po obu stronach rzeki
zapanowao w tumach guche milczenie, ale szli wszyscy z biegiem
wody, eby widzie, co si stanie. Ju dwie trzecie rzeki przebyte, liczba
pyncych zmniejszya si jeszcze, ale sycha ju cikie chrapanie koni i
gosy zachcajce moojcw; ju wida, e niektrzy dopyn.
Nagle gos Zagoby rozleg si wrd ciszy:
- Hej! ditki! do piszczeli! na pohybel kniaziowym!
Buchny dymy, zahuczay wystrzay. Krzyk z rzeki zabrzmia
rozpaczliwie i po chwili konie, moojcy, wszystko zniko. Rzeka bya
pusta, tylko gdzie ju dalej, w rozkrtach fal, zaczernia czasem brzuch
koski, czasem migna krasna czapka moojca.
Zagoba patrzy na Helen i mruga...
 Rozdzia XXII 
Ksi wojewoda ruski, zanim pana Skrzetuskiego siedzcego na
zgliszczach Rozogw spotka, wiedzia ju o klsce korsuskiej, gdy mu
o niej pan Polanowski, towarzysz ksicy husarski, w Sahotynie donis.
Poprzednio bawi ksi w Przyuce i stamtd pana Bogusawa
Maszkiewicza do hetmanw z listem wysa pytajc, gdzie by mu si z
ca potg stawi rozkazali. Gdy jednak pana Maszkiewicza z
odpowiedzi hetmanw dugo nie byo wida, ruszy ksi ku
Perejasawiu, wysyajc na wszystkie strony podjazdy oraz rozkazy, by
te puki, ktre jeszcze po Zadnieprzu tu i owdzie byy rozrzucone, do
ubniw jak najpieszniej cigay.
Ale przyszy wieci, e kilkanacie chorgwi kozackich, na granicach ku
Tatarszczynie w polankach stojcych, rozsypao si lub te do buntu
poszo. Tak wic widzia ksi swe siy nagle uszczuplone i zgryz si
tym niemao, bo nie spodziewa si, by ci ludzie, ktrych tylekro do
zwycistw prowadzi, kiedykolwiek opuci go mogli. Jednake po
spotkaniu z panem Polanowskim i po odebraniu wieci o niesychanej
klsce takow przed wojskiem zatai i cign dalej ku Dnieprowi chcc
i na olep w rodek burzy i buntu i albo klsk pomci, niesaw wojsk
zetrze, albo samemu krew rozla. Sdzi przy tym, e musiao si co, a
moe i sporo wojska koronnego z pogromu ocali. Ci, gdyby jego
szeciotysiczn dywizj wzmogli, mgby si z nadziej zwycistwa z
Chmielnickim zmierzy.
Stanwszy tedy w Perejasawiu poleci maemu panu Woodyjowskiemu i
panu Kuszlowi, by swoich dragonw na wszystkie strony, do Czerkas, do
Mantowa, Siekiernej, Buczacza, Stajek, Trechtymirowa i Rzyszczowa,
rozesali dla sprowadzenia wszelkich statkw i promw, jakie by si w
okolicy znalazy. Po czym wojsko miao si z lewego brzegu do
Rzyszczowa przeprawi.
Wysacy dowiedzieli si od spotykanych tu i owdzie zbiegw o klsce,
ale we wszystkich onych miejscach ani jednego statku nie znaleli, gdy
jako ju byo wspomniane, poow ich hetman wielki koronny dawno dla
Krzeczowskiego i Barabasza zabra, reszt za zbuntowana na prawym
brzegu czer z obawy przed ksiciem poniszczya. Wszelako dosta si
pan Woodyjowski samodziesi na prawy brzeg, kazawszy z pni zbi
naprdce tratw. Tam schwyta kilkunastu Kozakw, ktrych przed
ksiciem stawi. Od nich dowiedzia si ksi o potwornych rozmiarach
buntu i straszliwych owocach, jakie klska korsuska ju zrodzia. Caa
Ukraina, co do jednej gowy, powstaa. Bunt rozlewa si tak wanie, jak
powd, ktra toczc si rwnin, w mgnieniu oka coraz wiksze i
wiksze przestrzenie zajmuje. Szlachta bronia si w zamkach i
zameczkach. Ale wiele z nich ju zdobyto. Chmielnicki rs z kad
chwil w siy. Schwytani Kozacy podawali ju kwot jego wojsk na
dwiecie tysicy ludzi, a za par dni siy te mogy zdwoi si atwo.
Dlatego po bitwie sta jeszcze w Korsuniu, a zarazem korzystajc z chwili
spokoju wprowadzi ad w swoje niezliczone zastpy. Czer dzieli na
puki, wyznaczy pukownikw z atamanw i co dowiadczeszych
esauw zaporoskich - wyprawia podjazdy lub cae dywizje dla
dobywania pobliskich zamkw. Zwaywszy to wszystko ksi Jeremi
widzia, i i dla braku statkw, ktrych przygotowanie dla 6000 wojska
zajoby kilka tygodni czasu, i dla wybujaej nad wszelk miar potgi
nieprzyjaciela nie masz sposobu przeprawienia si za Dniepr w tych
okolicach, w ktrych obecnie zostawa. Na radzie wojennej pan
Polanowski, pukownik Baranowski, stranik pan Aleksander Zamojski,
pan Woodyjowski i Wurcel byli zdania, by na pnoc ku Czernihowu
ruszy, ktren za guchymi lasami lea, stamtd i na Lubecz i tam
dopiero ku Brahinowi si przeprawia. Bya to droga duga i
niebezpieczna, bo za czernihowskimi lasami leay ku Brahinowi
olbrzymie bota, przez ktre i piechocie nieatwo si byo przeprawia; a
c dopiero cikiej jedzie, wozom i artylerii! Ksiciu wszelako
przypada do smaku ta rada, pragn tylko raz jeszcze przed t dug, a
jak si spodziewa i niepowrotn drog, na swym Zadnieprzu tu i owdzie
si ukaza, by wybuchu zaraz nie dopuci, szlacht pod swe skrzyda
zgarn, groz przej i pami owej grozy midzy ludem zostawi, ktra
pod niebytno pana sama jedna miaa by strem kraju i opiekunem
tych wszystkich, co z wojskiem pocign nie mogli. Prcz tego ksina
Gryzelda, panny Zbaraskie, fraucymer, dwr cay i niektre regimenta,
mianowicie piechoty, byy jeszcze w ubniach, postanowi wic ksi
pj na ostatnie poegnanie do ubniw.
Wojska ruszyy tego samego dnia, a na czele pan Woodyjowski ze
swymi dragonami, ktrzy cho wszyscy bez wyjtku Rusini, przecie w
kluby dyscypliny ujci i w onierza regularnego zmienieni, wiernoci
prawie wszystkie inne chorgwie przewyszali. Kraj by jeszcze
spokojny. Gdzieniegdzie potworzyy si ju kupy hultajw rabujc
zarwno dwory, jak i chopw. Tych znacznie po drodze wygnieciono i
na pale powbijano. Ale chopstwo nigdzie nie powstao. Umysy wrzay,
ogie by w chopskich oczach i duszach, zbrojono si po cichu, uciekano
za Dniepr. Wszelako strach panowa jeszcze nad godem krwi i mordu.
To tylko za z wrb na przyszo poczytanym by mogo, e w tych
nawet wioskach, w ktrych chopi nie pucili si dotd do Chmiela,
uciekali za zblianiem si wojsk ksicych, jakby w obawie, by im
straszny knia z twarzy nie wyczyta tego, co w sumieniach si kryo, i z
gry nie pokara. Kara on jednake tam, gdzie najmniejsz oznak
knujcego si buntu znalaz, a jako natur mia i w nagradzaniu, i w
karaniu niepohamowan, kara bez miary i litoci. Mona byo rzec, i po
dwch stronach Dniepru bdziy podwczas dwa upiory: jeden dla
szlachty - Chmielnicki, drugi dla zbuntowanego ludu - ksi Jeremi.
Szeptano sobie midzy ludem, e gdy ci dwaj si zetr, chyba soce si
zami i wody po wszystkich rzekach poczerwieniej. Ale starcie nie byo
bliskim, bo w Chmielnicki, zwycizca spod tych Wd, zwycizca
spod Korsunia, w Chmielnicki, ktry rozbi w puch wojska koronne,
wzi do niewoli hetmanw i teraz sta na czele setek tysicy
wojownikw, po prostu ba si tego pana z ubniw, ktry chcia go
szuka za Dnieprem. Wojska ksice przebyy wanie lepord, sam
za ksi zatrzyma si dla wypoczynku w Filipowie, gdy dano mu zna,
e przybyli wysacy Chmielnickiego z listem i prosz o posuchanie.
Ksi kaza im si stawi natychmiast. Weszo tedy szeciu Zaporocw
do podstarociskiego dworku, w ktrym sta ksi, i weszo do
hardo, zwaszcza najstarszy z nich, ataman Sucharuka, pamitny na
pogrom korsuski i na sw wie pukownikowsk szar. Ale gdy
spojrzeli na oblicze ksicia, wnet ogarn ich strach tak wielki, e padszy
mu do ng, nie mieli sowa przemwi.
Ksi, siedzc w otoczeniu co przedniejszego rycerstwa, kaza im
podnie si i pyta, z czym przybyli.
- Z listem od hetmana - odpar Sucharuka.
Na to ksi utkwi w Kozaku oczy i rzek spokojnie, lubo z przyciskiem
na kadym sowie:
- Od otra, hultaja i rozbjnika, nie od hetmana!
Zaporocy pobledli, a raczej posinieli tylko, i spuciwszy gowy na piersi
stali w milczeniu u drzwi.
Tymczasem ksi kaza panu Maszkiewiczowi wzi list i czyta.
List by pokorny. W Chmielnickim, lubo ju po Korsuniu, lis wzi gr
nad lwem, w nad orem, bo pamita, e pisze do Winiowieckiego.
asi si moe, by uspokoi i tym atwiej uksi, ale asi si. Pisa, i co
si stao, z winy Czapliskiego si stao; a e hetmanw rwnie spotkaa
fortuny odmienno, tedy to nie jego, nie Chmielnickiego wina, ale zej
ich doli i uciskw, jakich na Ukrainie Kozacy doznaj. Prosi on jednak
ksicia, by si o to nie uraa i przebaczy mu to raczy, za co on zostanie
zawsze powolnym i pokornym ksicym sug; aby za ask ksic
dla wysannikw swych zjedna i od srogoci ksicego gniewu ich
zbawi, oznajmia, i towarzysza usarskiego, pana Skrzetuskiego, ktry na
Siczy by pojman, zdrowo wypuszcza.
Tu nastpoway skargi na pych pana Skrzetuskiego, e listw od
Chmielnickiego nie chcia do ksicia bra, czym godno jego hetmask
i caego wojska zaporoskiego wielce spostponowa. Tej to wanie pysze i
poniewierce, jakie ustawicznie od Lachw Kozakw spotykay,
przypisywa Chmielnicki wszystko, co si stao, poczwszy od tych
Wd a do Korsunia. Wreszcie list koczy si zapewnieniami alu i
wiernoci dla Rzeczypospolitej oraz zaleceniem pokornych sub, wedle
ksicej woli.
Suchajc tego listu sami wysacy byli zdziwieni, nie wiedzieli bowiem
poprzednio, co si w pimie onym znajduje, a przypuszczali, e prdzej
obelgi i harde wyzwania ni proby. Jasnym im tylko byo, e
Chmielnicki nie chcia wszystkiego na kart przeciw tak wsawionemu
wodzowi stawi, i zamiast ca potg na niego ruszy, zwleka, pokor
udzi, oczekiwa widocznie, by si siy ksice w pochodach i walkach z
pojedynczymi watahami wykruszyy, sowem : widocznie ba si ksicia.
Wysacy spokornieli wic jeszcze bardziej i w czasie czytania pilnie
oczyma w twarzy ksicej czytali, czy czasem mierci swej nie
wyczytaj. I cho idc byli na ni gotowi, przecie teraz strach ich
zdejmowa. A ksi sucha spokojnie, jeno od chwili do chwili powieki
na oczy spuszcza, jakby chcc utajone w nich gromy zatrzyma, i wida
byo jak na doni, e gniew straszny trzyma na wodzy. Gdy skoczono
list, nie ozwa si ni sowa do posacw, tylko kaza Woodyjowskiemu
wzi ich precz i pod stra zatrzyma, sam za zwrciwszy si do
pukownikw ozwa si w nastpujce sowa:
- Wielk jest chytro tego nieprzyjaciela, bo albo mi chce owym listem
upi, by na upionego napa, albo-li w gb Rzeczypospolitej pocignie,
tam ukad zawrze, przebaczenie od powolnych stanw i krla uzyska, a
wtenczas bdzie si czu bezpiecznym, bo gdybym go duej chcia
wojowa, tedy nie on ju, ale ja postpibym wbrew woli
Rzeczypospolitej i za rebelizanta bym uchodzi.
Wurcel a si za gow zapa.
- O vulpes astuta!
- Co tedy radzicie czyni, moci panowie? - rzek ksi. - Mwcie
miao, a potem ja wam swoj wol oznajmi.
Stary Zawilichowski, ktry ju od dawna, porzuciwszy Czehryn, z
ksiciem si by poczy, rzek:
- Nieche si stanie wedle woli waszej ksicej moci; ale jeli radzi
wolno, tedy powiem, e zwyk sobie bystroci wasza ksica mo
intencje Chmielnickiego wyrozumia, gdy takie one s, a nie inne;
mniemabym przeto, e na list jego nic nie potrzeba zwaa, ale ksin
pani wpoprzd ubezpieczywszy, za Dniepr i i wojn rozpocz, nim
Chmielnicki jakowe ukady zawie; wstyd by to bowiem i dyshonor by
dla Rzeczypospolitej, by takie insulta pazem puci miaa. Zreszt (tu
zwrci si do pukownikw) czekam zdania waciw, mego za nieomylne
nie podajc.
Stranik obozowy pan Aleksander Zamojski w szabl si uderzy.
- Moci chory, senectus przez was mwi i sapientia. Trzeba eb urwa
tej hydrze, pki za si nie rozronie i nas samych nie pore.
- Amen! - rzek ksidz Muchowiecki.
Inni pukownicy, zamiast mwi, poczli za przykadem pana stranika
trzaska szablami a sapa, a zgrzyta, pan Wurcel za zabra gos w ten
sposb:
- Moci ksi! Kontempt to nawet jest dla imienia waszej ksicej
moci, i w otr pisa si do waszej ksicej moci odway, bo ataman
koszowy nosi w sobie preeminencj od Rzeczypospolitej potwierdzon i
uznan, czym nawet kurzeniowi zasania si mog. Ale to jest hetman
samozwaczy, ktren nie inaczej, jedno za zbjc uwaany by moe, w
czym pan Skrzetuski chwalebnie si spostrzeg, gdy listw jego do waszej
ksicej moci bra nie chcia.
- Tak te i ja myl - rzek ksi - a poniewa jego samego nie mog
dosign, przeto w osobach swych wysannikw ukaranym zostanie.
To rzekszy zwrci si do pukownika tatarskiej nadwornej chorgwi:
- Moci Wierszu, ka wa swoim Tatarom tych Kozakw pocina, dla
naczelnego za palik zastruga i nie mieszkajc go zasadzi.
Wierszu pochyli sw rud jak pomie gow i wyszed, a ksidz
Muchowiecki, ktry zwykle ksicia hamowa, rce zoy jak do
modlitwy i w oczy mu bagalnie patrzy pragnc ask wypatrzy.
- Wiem, ksie, o co ci chodzi - rzek ksie wojewoda - ale nie moe
by. Trzeba tego i dla okruciestw, ktre oni tam za Dnieprem speniaj,
i dla godnoci naszej, i dla dobra Rzeczypospolitej. Trzeba, aby si
dowodnie okazao, i jest kto, co si jeszcze tego wataki nie lka i jak
zbja go traktuje, ktren cho pokornie pisze, przecie zuchwale postpuje
i na Ukrainie jakby udzielny ksi sobie poczyna, i taki paroksyzm na
Rzeczpospolit sprowadza, jakiego z dawna nie doznaa.
- Moci ksi, on pana Skrzetuskiego, jako pisze, odesa - rzek
niemiao ksidz.
- Dzikuj- w jego imieniu, e go z rezunami rwnasz. - Tu ksi
zmarszczy brwi. - Wreszcie do o tym. Widz - mwi dalej; zwracajc
si do pukownikw - e waszmociowie wszyscy sufragia za wojn
dajecie; taka jest i moja wola. Pjdziemy tedy na Czernihw, zabierajc
szlacht po drodze, a pod Brahinem si przeprawimy, za czym ku
poudniowi ruszy nam wypadnie. Teraz do ubniw!
- Boe nam pom! - rzekli pukownicy.
W tej chwili drzwi si otworzyy i ukaza si w nich Roztworowski,
namiestnik wooskiej chorgwi, wysany przed dwoma dniami w trzysta
koni na podjazd.
- Moci ksi! - zawoa - rebelia szerzy si! Rozogi spalone, w
Wasiwce chorgiew do nogi wybita.
- Jak? co? gdzie? - pytano ze wszystkich stron.
Ale ksi skin rk, by milczano, i sam pyta:
- Kto to uczyni - hultaje czy jakowe wojsko?
- Mwi, e Bohun.
- Bohun?
- Tak jest.
- Kiedy si to stao?
- Przed trzema dniami.
- Szede wa ladem? Dognae, schwytae jzyka?
- Szedem ladem, dogna nie mogem, gdy po trzech dniach byo za
pno. Wiecim po drodze zbiera; uciekali z powrotem ku Czehrynowi,
potem si rozdzielili. Poowa posza ku Czerkasom, poowa ku
Zootonoszy i Prochorwce.
Na to pan Kuszel:
- A tom ja spotka ten oddzia, ktren szed ku Prochorwce, o czym
waszej ksicej moci donosiem. Powiadali si by wysanymi od
Bohuna, by ucieczki chopstwa za Dniepr nie dopuszcza, przeto ich
puciem wolno.
- Gupstwo wa zrobi, ale ci nie winuj. Trudno si tu nie myli, gdy
zdrada na kadym kroku i grunt pod nogami piecze - rzek ksi.
Nagle uapi si za gow.
- Boe wszechmogcy! - zakrzykn - przypominam sobie, co mnie
Skrzetuski powiada, e Bohun na niewinno Kurcewiczwny si
zasadzi. Rozumiem teraz, czemu Rozogi spalone. Dziewka musi by
porwana. Hej, Woodyjowski! sam tu! Wemiesz wa piset koni i ku
Czerkasom jeszcze raz ruszysz; Bychowiec w piset Woochw niech
na Zootonosz do Prochorwki idzie. Koni nie aowa; ktren mi
dziewczyn odbije, Jeremiwk w doywocie wemie. Rusza! Rusza!
Po czym do pukownikw:
- Moci panowie, a my na Rozogi do ubniw!
Tu pukownicy wysypali si spod starociskiego dworku i skoczyli do
swoich chorgwi. Rkodajni pobiegli na ko siada; ksiciu te dzianeta
cisawego sprowadzono, ktrego zwykle w pochodach zaywa. Za chwil
chorgwie ruszyy i wycigny si dugim, barwistym i byszczcym
wem po filipowieckiej drodze.
Wedle koowrotu krwawy widok uderzy onierskie oczy. Na pocie w
chrustach wida byo pi odcitych gw kozaczych, ktre patrzyy na
przechodzce wojska martwymi biakami otwartych oczu, a opodal, ju
za koowrotem, na zielonym pagrku, rzuca si jeszcze i drga,
zasadzony na pal, ataman Sucharuka. Ostrze przeszo ju p ciaa, ale
dugie godziny konania znaczyy si jeszcze nieszczsnemu atamanowi,
bo i do wieczora mg tak drga, zanimby mier go uspokoia. Teraz za
nie tylko yw by, ale oczy straszne zawraca za chorgwiami, w miar
jak ktra przechodzia; oczy, ktre mwiy : Bogdaj was Bg pokara,
was i dzieci; i wnuki wasze do dziesitego pokolenia, za krew, za rany, za
mki! bogdajecie sczeli, wy i wasze plemi! bogdaj wszystkie
nieszczcia w was biy! bogdajecie konali cigle i ni umrze, ni y nie
mogli!" A cho to prosty by Kozak, cho kona nie w purpurze ani w
zotogowiu, ale w sinym upaniku, i nie w komnacie zamkowej, ale pod
goym niebem, na palu, przecie owa mka jego, owa mier krca mu
nad gow tak okryy go powag, tak si woyy w jego spojrzenie,
takie morze nienawici w jego oczy, i wszyscy dobrze zrozumieli, co
chcia mwi - i chorgwie przejeday w milczeniu koo niego, a on w
zotych blaskach poudnia growa nad nimi i wieci na wieo
ostruganym palu jako pochodnia...
Ksi przejecha, okiem nie rzuciwszy, ksidz Muchowiecki krzyem
nieszczsnego przeegna i ju mijali wszyscy, a jakie pachol spod
usarskiej chorgwi, nie pytajc si nikogo o pozwolenie, zatoczyo
konikiem na wzgrze i przyoywszy pistolet do ucha ofiary, jednym
strzaem skoczyo jej mk. Zadreli wszyscy na tak zuchway i
wykraczajcy przeciw wojennej dyscyplinie postpek i znajc surowo
ksicia zgoa ju za zgubionego pachoka uwaali; ale ksi nie mwi
nic: czy udawa, e nie syszy, czy te by tak w mylach pogrony,
do, e pojecha dalej spokojnie i wieczorem dopiero kaza woa
pachoka.
Stan wyrostek ledwie ywy przed paskim obliczem i myla, e
wanie ziemia rozpada m si pod nogami. A ksi spyta:
- Jak ci zowi?
- eleski.
- Ty strzelie do Kozaka?
- Ja - wyjkao blade jak ptno pachol.
- Przecz-e to uczyni?
- Gdy na mk patrze nie mogem.
Ksi, zamiast si rozgniewa, rzek:
- Oj, napatrzysz ty si ich postpkw, e od tego widoku lito od ciebie
jako anio odleci. Ale e dla litoci swoje zaway ycie, przeto ci
skarbnik w ubniach dziesi czerwonych zotych wypaci i do mojej
osoby na sub ci bior.
Dziwili si wszyscy, i tak skoczya si owa sprawa, ale wtem dano
zna, e podjazd od bliskiej Zootonoszy przyjecha, i umysy zwrciy
si w inn stron.
 411
 Rozdzia XXIII 
Pnym wieczorem, przy ksiycu, doszy wojska do Rozogw. Tam
pana Skrzetuskiego na swej kalwarii zastay siedzcego. Rycerz, jak
wiadomo, z blu i mki zupenie si zapamita, a gdy dopiero ksidz
Muchowiecki do przytomnoci go wrci, oficerowie wzili go midzy
siebie, wita i pociesza zaczli, a osobliwie pan Longinus Podbipita,
ktren ju od wierci w chorgwi Skrzetuskiego by sowitym
towarzyszem. Gotw mu te by towarzyszy we wzdychaniach i
pakaniu i zaraz lub nowy na jego intencj uczyni, e wtorki do mierci
suszy bdzie, jeli Bg w jakikolwiek sposb zele namiestnikowi
pocieszenie. Tymczasem poprowadzono pana Skrzetuskiego do ksicia,
ktren w chopskiej chacie si zatrzyma. Ten, gdy swego ulubieca
ujrza, nie rzek ni sowa, tylko mu ramiona otworzy i czeka. Pan Jan
rzuci si natychmiast z wielkim pakaniem w owe ramiona, a ksi do
piersi go cisn, w gow caowa, przy czym obecni oficerowie widzieli
zy w jego dostojnych oczach.
Po chwili dopiero mwi pocz:
- Jako syna ci witam, gdy tak mylaem, i ci ju nie ujrz wicej.
Zniee mnie twoje brzemi i na to pamitaj, e tysice bdziesz mia
towarzyszw w nieszczciu, ktrzy potrac ony, dzieci, rodzicw,
krewnych i przyjaci. A jako kropla ginie w oceanie, nieche tak twoja
bole w morzu powszechnej boleci utonie. Gdy na ojczyzn mi tak
straszne przyszy termina, kto mem jest i miecz przy boku nosi, ten si
pakaniu nad swoj strat nie odda, ale na ratunek tej wsplnej matce
popieszy i albo w sumieniu zyska uspokojenie, albo sawn mierci
pole i koron niebiesk, a z ni wiekuist szczliwo posidzie.
- Amen! - rzek kapelan Muchowiecki.
- O moci ksi, wolabym j zmar widzie! - jcza rycerz.
- Pacze, bo wielk jest twoja strata, i my z tob paka bdziem, gdy
nie do pogan, nie do dzikich Scytw ani Tatarw, jeno do braci i
towarzyszw yczliwych przyjechae, ale tak sobie powiedz: Dzi
pacz nad sob, a jutro ju nie moje" - bo to wiedz, i jutro na bj
ruszamy.
- Pjd z wasz ksic moci na kraj wiata, ale pocieszy si nie
mog, bo mi tak bez niej ciko, e ot, nie mog, nie mog...
I biedny onierzysko to si za gow chwyta, to palce w zby wkada i
gryz je, by jki potumi, bo go wichura rozpaczy znowu targaa.
- Rzeke: Sta si wola Twoja! - mwi surowo ksidz.
- Amen, amen! Woli Jego si poddaj, jeno... z blem... nie mog da
rady - odpowiedzia przerywanym gosem rycerz.
I wida byo, jak si ama, jak si pasowa, a mka jego wszystkim zy
wycisna, a czulsi, jako pan Woodyjowski i pan Podbipita, strumienie
prawdziwe wylewali. Ten ostatni rce skada i powtarza aonie:
- Braciaszku, braciaszku, pohamuj si!
- Suchaj - rzek nagle ksi - mam wie, e Bohun std ku ubniom
goni, bo mi w Wasiwce ludzi wysiek. Nie desperuje naprzd, bo
moe on jej nie dosta, gdy po c by si ku ubniom puszcza?
- Jako ywo, moe to by! -zakrzyknli oficerowie. - Bg ci pocieszy.
Pan Skrzetuski oczy otworzy, jakby nie rozumia, co mwi, nagle
nadzieja zawitaa i w jego umyle, wic rzuci si jak dugi do ng
ksicych.
- O moci ksi! ycie, krew! - woa.
I nie mg wicej mwi. Zesab tak, i pan Longinus musia go podnie
i posadzi na awce, ale ju zna mu byo z twarzy, e si owej nadziei
uchwyci jak toncy deski i e go bole opucia. Za inni rozdmuchiwali
ow iskr mwic, e moe swoj kniaziwn w ubniach znajdzie. Po
czym przeprowadzono go do innej chaty, a nastpnie przyniesiono miodu
i wina. Namiestnik chcia pi, ale dla cinitego garda nie mg;
natomiast towarzysze wierni pili, a podpiwszy poczli go ciska, caowa
i dziwi si nad jego chudoci i oznakami choroby, ktre na twarzy
nosi.
- Jako Piotrowin wygldasz! - mwi gruby pan Dzik.
- Musieli ci tam w Siczy insultowa, je i pi nie dawa?
- Powiedz, co ci spotykao?
- Kiedy indziej opowiem - mwi sabym gosem pan Skrzetuski.- Poranili
mi i chorowaem.
- Poranili go! - woa pan Dzik.
- Poranili, cho posa - odrzek pan leszyski.
I obaj patrzyli na si ze zdumieniem nad zuchwaoci kozack, a potem
zaczli si ciska z wielkiej ku panu Skrzetuskiemu przychylnoci.
- A widziae Chmielnickiego?
- Tak jest.
- Dawajcie go nam sam! - krzycza Migurski - wnet go tu bdziem
bigosowali!
Na takich rozmowach zesza noc. Nad ranem dano zna, e i ten drugi
podjazd, ktry w dalsz drog ku Czerkasom by posany, wrci.
Podjazd oczywicie Bohuna nie dogna ani nie schwyta, wszelako
przywiz dziwne wiadomoci. Sprowadzi on wielu spotkanych na
drodze ludzi, ktrzy przed dwoma dniami Bohuna widzieli. Ci mwili, i
wataka widocznie kogo goni, wszdy bowiem rozpytywa, czy nie
widziano grubego szlachcica uciekajcego z kozaczkiem. Przy tym
pieszy si bardzo i lecia na zamanie karku. Ludzie owi zarczali take,
e nie widzieli, aby Bohun jak pann uwozi, ktra gdyby bya, tedyby
si jej dopatrzyli niezawodnie, gdy semenw niewielu przy Bohunie si
znajdowao. Nowa otucha, ale i nowa troska wstpia w serce pana
Skrzetuskiego, gdy relacje owe byy po prostu dla niego niezrozumiae.
Nie rozumia bowiem, dlaczego Bohun goni pocztkowo w stron
ubniw, rzuci si na prezydium wasiowskie, a potem nagle zwrci si
w stron Czerkas. e Heleny nie porwa, to zdawao si by pewnym, bo
pan Kuszel spotka oddzia Antonowski, w ktrym jej nie byo, ludzie za
sprowadzeni teraz od strony Czerkas nie widzieli jej przy Bohunie.
Gdzie wic by moga? gdzie si schronia? Ucieka-li? Jeli tak, to w
ktr stron? Dla jakich powodw moga ucieka nie do ubniw, ale ku
Czerkasom lub Zootonoszy? A jednak oddziay Bohunowe goniy i
poloway na kogo koo Czerkas i Prochorwki. Ale czemu znowu
rozpytyway si o szlachcica z kozaczkiem? Na wszystkie te pytania nie
znajdowa namiestnik odpowiedzi.
- Radciee, mwcie, tumaczcie, co to si znaczy - rzek do oficerw- bo
moja gowa nic po tym!
- Przecie myl, e ona musi by w ubniach - rzecze pan Migurski.
- Nie moe to by - odpar chory Zawilichowski - bo gdyby ona bya
w ubniach, tedy Bohun co prdzej do Czehryna by si schroni, nie za
pod hetmanw si podsuwa, o ktrych pogromie nie mg jeszcze
wiedzie. Jeeli za semenw podzieli i gna we dwie strony, to ju,
mwi waci, nie za kim innym, jeno za ni.
- A przecz o starego szlachcica i o kozaczka pyta?
- Nie potrzeba na to wielkiej sagacitatis, aby odgadn, e jeli uciekaa,
to nie w biaogowskich szatach, ale chyba w przebraniu, aby ladu za
sob nie dawa. Tak tedy mniemam, i ten kozaczek to ona.
- O, jako ywo, jako ywo! - powtrzyli inni.
- Ba, ale kto w szlachcic?
- Tego ja nie wiem - mwi stary chory - ale o to mona by si, i
rozpyta. Musieli przecie chopi widzie, kto tu by i co si zdarzyo.
Dawajcie no tu sam gospodarza tej chaty.
Oficerowie skoczyli i wkrtce przywiedli za kark z obory pidsusidka.
- Chopie - rzek Zawilichowski - a bye, gdy Kozacy z Bohunem na
dwr napadli?
Chop, jako zwykle, pocz si przysiga, e nie by, e niczego nie
widzia i o niczym nie wie, ale pan Zawilichowski wiedzia, z kim ma do
czynienia, wic rzek:
- O, wier, pogaski synu, e ty siedzia pod aw, gdy dwr rabowali!
Powiedz to innemu - ot, tu ley czerwony zoty, a tam czeladnik z
mieczem stoi - obieraj! W ostatku i wie spalimy, krzywda ubogim
ludziom przez ciebie si stanie.
Dopiero pidsusidok j opowiada, co widzia. Gdy Kozacy hula na
majdanie przede dworem poczli, tedy poszed z innymi zobaczy, co si
dzieje. Syszeli, e kniaziowa i kniazie pobici, ale e Mikoaj atamana
porani, ktren te ley jak bez duszy. Co si z pann stao, nie mogli si
dopyta, ale drugiego dnia witaniem zasyszeli, e ucieka z jednym
szlachcicem, ktry z Bohunem przyby.
- Ot, co jest! ot, co jest! - mwi pan Zawilichowski. - Masz, chopie,
czerwony zoty: widzisz, e krzywda si nie dzieje. A ty widzia tego
szlachcica? czy to kto z okolicy?
- Widzia ja jego, pane, ale to nietutejszy.
- A jake wyglda?
- Gruby, pane, jak piec, z siw brod. A proklinaw kak didko. lepy na
jedno oko.
- O dla Boga! - rzecze pan Longinus -ta to chyba pan Zagoba!... albo
kto? a?
- Zagoba? Czekaj wa! Zagoba. Mogoby to by! Oni w Czehrynie si z
Bohunem powchali, pili i w koci grali. Moe to by. Jego to konterfekt.
Tu pan Zawilichowski zwrci si znw do chopa:
- I to w szlachcic z pann uciek?
- Tak jest. Tak my syszeli.
- A wy znacie Bohuna dobrze?
- Oj! oj! pane. On tu przecie miesicami przesiadywa.
- A moe w szlachcic za jego wol j uwiz?
- Gdzie tam, pane! On Bohuna zwiza i upanikiem okrci, a pann,
mwili, porwa, e tyle j oko ludzkie widziao. Ataman tak wy, jak
siromacha. Do dnia kaza si midzy konie uwiza i do ubniw pogna,
ale nie zgoni. Potem te gna w inn stron.
- Chwaa bd Bogu! - rzecze Migurski - to ona moe by w ubniach,
bo e gonili i ku Czerkasom, to nic nie znaczy; nie znalazszy jej tam,
prbowali tu.
Pan Skrzetuski klcza ju i modli si arliwie.
- No, no! - mrucza stary chory - nie spodziewaem si po Zagobie
tego animuszu, by on z tak bitnym mem, jako jest Bohun, zadrze si
omieli. Prawda, e panu Skrzetuskiemu bardzo by yczliwy za w
trojniak ubniaski, ktrymy razem w Czehrynie pili, i nieraz mnie o tym
mwi, i zacnym kawalerem go nazywa... No, no! a mnie si w gowie
nie mieci, bo i za Bohunowe pienidze wypi on przecie niemao. Ale by
Bohuna mia zwiza, a pann porwa - tak miaego postpku od niego
nie wygldaem, gdyem mia go za warchoa i tchrza. Obrotny on jest,
ale kolorysta z niego wielki, a u takich ludzi caa odwaga zwykle w gbie
spoczywa.
- Nieche on sobie bdzie, jaki chce, do, e kniaziwn z rk
rozbjnickich wydosta - rzecze pan Woodyjowski. - A e, jak wida, na
fortelach mu nie zbywa, wic pewnikiem tak z ni umknie, by od
nieprzyjaci by bezpieczny.
- Jego wasne gardo w tym - odpowiedzia Migurski.
Po czym zwrci si do pana Skrzetuskiego:
- Pociesze si, towarzyszu miy!
- Jeszcze ci wszyscy bdziem drubowali!
- I popijemy si na weselu.
Zawilichowski doda:
- Jeli on ucieka za Dniepr, a o pogromie korsuskim si dowiedzia, to
powinien by do Czernihowa si zwrci, a w takim razie w drodze go
dognamy.
- Za pomylny koniec troskw i umartwie naszego przyjaciela!- zawoa
leszyski.
Poczto wznosi wiwaty dla pana Skrzetuskiego, kniaziwny, ich
przyszych potomkw i pana Zagoby, i tak schodzia noc. witaniem
zatrbiono wsiadanego - wojska ruszyy do ubniw.
Pochd odbywa si szybko, gdy hufce ksice szy bez taborw.
Chcia by pan Skrzetuski z tatarsk chorgwi naprzd skoczy, ale zbyt
by osabiony, zreszt ksi trzyma go przy swej osobie, bo yczy mie
relacj z namiestnikowego posowania do Siczy. Musia wic rycerz
spraw zdawa, jako jecha, jak go na Chortycy napadli i do Siczy
powlekli, tylko o swych certacjach z Chmielnickim zamilcza, by si nie
zdawao, e sobie chwalb czyni. Najbardziej zalterowaa ksicia
wiadomo o tym, e stary Grodzicki prochw nie mia i e przeto dugo
si broni nie obiecywa.
- Szkoda to jest niewypowiedziana - mwi - bo sia by ta forteca moga
rebelii przeszkadza i wstrtw czyni. M te to wielki jest pan
Grodzicki, prawdziwe Rzeczypospolitej decus et praesidium. Czemu on
jednak do mnie po prochy nie przysa? Bybym mu by z piwnic
ubniaskich udzieli.
- Sdzi wida, e hetman wielki ex officio powinien by o tym pamita -
rzek pan Skrzetuski.
- A wierz... - rzek ksi i umilk.
Po chwili jednak mwi dalej:
- Wojennik to stary i dowiadczony, hetman wielki, ale zbyt on dufa w
sobie, i tym si zgubi. Wszake on ca t rebeli lekceway i gdym mu
si z pomoc kwapi, wcale nie chciwie mnie wyglda. Nie chcia si z
nikim saw dzieli, ba si, e mnie wiktori przypisz...
- Tak i ja mniemam - rzek powanie Skrzetuski.
- Batogami zamierza Zaporoe uspokoi, i ot, co si zdarzyo. Bg pych
skara. Pych te to, Bogu samemu nieznon, ginie ta Rzeczpospolita i
podobno nikt tu nie jest bez winy...
Ksi mia suszno, gdy nawet i on sam nie by bez winy. Nie tak to
dawno jeszcze, jak w prawie z panem Aleksandrem Koniecpolskim o
Hadziacz ksi wjecha w cztery tysice ludzi do Warszawy, ktrym
rozkaza, aby jeli bdzie zmuszony do przysigi w senacie, do izby
senatorskiej wpadli i wszystkich siekli. A czyni to nie przez co innego,
jeno take przez pych, ktra nie chciaa pozwoli, by go do przysigi
pocigano, sowom nie wierzc.
Moe w tej chwili przypomnia sobie on spraw, bo si zamyli- i jecha
dalej w milczeniu, bdzc oczyma po szerokich stepach okalajcych
gociniec - a moe myla o losach tej Rzeczypospolitej, ktr kocha ze
wszystkich si swej gorcej duszy, a dla ktrej zdawaa si zblia dies
irae et calamitatis.
A te po poudniu pokazay si z wysokiego brzegu Suy wydte kopuki
cerkwi ubniaskich, byszczcy dach i spiczaste wiee kocioa w.
Michaa. Wojska powoli wchodziy i zeszo a do wieczora. Sam ksi
uda si natychmiast na zamek, w ktrym, wedle naprzd wysanych
rozkazw, wszystko miao by do drogi gotowe; chorgwie za
roztasowyway si na noc w miecie, co nie byo rzecz atw, bo zjazd
by wielki. Wskutek wieci o postpach wojny domowej na prawym
brzegu i wskutek wrzenia midzy chopstwem cae szlacheckie
Zadnieprze zwalio si do ubniw. Przycigaa szlachta z dalekich nawet
okolic, z onami, dziemi, czeladzi, komi, wielbdami i caymi stadami
byda. Pozjedali si take komisarze ksicy, podstarociowie,
najrozmaitsi oficjalici stanu szlacheckiego, dzierawcy, ydzi - sowem,
wszyscy, przeciw ktrym bunt ostrze noa mg zwrci. Rzekby:
odprawowa si w ubniach jaki wielki doroczny jarmark, bo nie
brakowao nawet kupcw moskiewskich i Tatarw astrachaskich, ktrzy
na Ukrain z towarem cignc, tu si przed wojn zatrzymali. Na rynku
stay tysice wozw najrozmaitszego ksztatu, o koach wizanych
wiciami i o koach bez szprych, z jednej sztuki drzewa wycitych; teleg
kozackich, szarabanw szlacheckich. Gocie co przedniejsi miecili si w
zamku i w gospodach, drobiazg za i czelad w namiotach obok
kociow. Porozpalano ognie na ulicach, przy ktrych warzono jado. A
wszdy cisk, zamieszanie i gwar jak w ulu. Najrozmaitsze stroje i
najrozmaitsze barwy; onierstwo ksice spod rnych chorgwi;
hajducy, pajucy, ydzi w czarnych opoczach, chopstwo. Ormianie w
fioletowych myckach, Tatarzy w toubach. Peno jzykw, nawoywa,
przeklestw, paczu dzieci, szczekania psw i ryku byda. Tumy te
witay z radoci nadchodzce chorgwie, bo w nich widziay pewno
opieki i zbawienia. Inni poszli pod zamek wrzeszcze na cze ksicia i
ksiny. Chodziy te najrozmaitsze wieci midzy tumem: to e ksi
zostaje w ubniach, to e wyjeda a hen, ku Litwie, gdzie trzeba
bdzie za nim jecha; to nawet, e ju pobi Chmielnickiego. A ksi po
przywitaniu si z maonk i oznajmieniu o jutrzejszej drodze patrzy
frasobliwie na one gromady wozw i ludzi, ktrzy mieli cign za
wojskiem i by mu kul u ng, opniajc szybko pochodu. Pociesza
si tylko myl, e za Brahinem, w spokojniejszym kraju, wszystko to si
rozproszy, po rozmaitych ktach pochowa i ciy przestanie. Sama
ksina z fraucymerem i dworem miaa by odesana do Winiowca, aby
ksi z ca potg bezpieczny i bez przeszkd mg w ogie ruszy.
Przygotowania na zamku byy ju zrobione, wozy z rzeczami i
kosztownociami spakowane, zapasy zgromadzone, dwr choby zaraz
do wsiadania na wozy i konie gotowy. A on gotowo sprawia ksina
Gryzelda, ktra dusz w nieszczciu miaa tak wielk jak ksi - i
prawie mu wyrwnywaa energi i nieugitoci charakteru. Widok ten
bardzo pocieszy ksicia, cho serce rozdzierao mu si na myl, e
przychodzi opuci gniazdo ubniaskie, w ktrym tyle szczcia zay,
tyle potgi rozwin, tyle sawy zdoby. Zreszt smutek ten podzielali
wszyscy, i wojsko, i suba, i cay dwr; bo te wszyscy byli pewni, e
gdy knia w dalekich stronach bdzie walczy, nieprzyjaciel nie zostawi
ubniw w spokojnoci, ale si na tych kochanych murach zemci za
wszystkie ciosy, jakie z rk ksicych poniesie. Nie brakowao wic
paczu i lamentw, osobliwie midzy pci niewieci i tymi, ktrzy si
ju tu porodzili i groby rodzicielskie zostawiali.
 423
 Rozdzia XXIV 
Pan Skrzetuski, ktry pierwszy przed chorgwiami do zamku skoczy, o
kniaziwn i Zagob pytajc, oczywicie ich tu nie znalaz. Ni tu ich
widziano, ani o nich syszano, jakkolwiek byy ju wieci o napadzie na
Rozogi i o zniesieniu wasiowskiego prezydium. Zamkn si tedy rycerz
w swojej kwaterze, w cekhauzie, razem z zawiedzion nadziej - i al, i
obawa, i troski n nowo do niego przyleciay. Ale opdza si im, jak
ranny onierz opdza si na pobojowisku krukom i kawkom, ktre si ku
niemu zgromadzaj, by ciep krew pi i wiee miso szarpa. Krzepi
si myl, e Zagoba, tak w fortele obfity, przecie si moe wykrci i do
Czernihowa, po otrzymaniu wiadomoci o zniesieniu hetmanw, si
schroni. Przypomnia te sobie w por owego dziada, ktrego jadc do
Rozogw spotka, a ktry, jak sam powiada, przez jakiego czorta z
odziey wraz z pachokiem odarty, trzy dni goy w oczeretach
kahamlickich siedzia bojc si na wiat wychyli. Przysza nagle myl
panu Skrzetuskiemu, e to Zagoba musia dziada obedrze, aby dla siebie
i dla Heleny przebranie zdoby. Nie moe to inaczej by!" - powtarza
sobie namiestnik - i ulgi wielkiej na t myl doznawa, gdy takie
przebranie bardzo ucieczk uatwiao. Spodziewa si te, e Bg, ktren
nad niewinnoci czuwa, Heleny nie opuci, a chcc ask Jego tym
bardziej dla niej zjedna, postanowi sam z grzechw si oczyci.
Wyszed tedy z cekhauzu i szuka ksidza Muchowieckiego, a znalazszy
go pocieszajcego niewiasty, o spowied prosi. Ksidz powid go do
kaplicy, zaraz siad do konfesjonau i sucha pocz. Wysuchawszy,
nauk dawa, budowa, w wierze utwierdza, pociesza i gromi. A gromi
w ten sens, i nie wolno jest chrzecijaninowi w moc Bo wtpi, a
obywatelowi wicej nad swym wasnym ni nad ojczyzny nieszczciem
paka, gdy prywata to jest swego rodzaju mie wicej ez dla siebie ni
dla publiki - i wicej swego kochania aowa ni klsk powszechnych.
Po czym te klski, ten upadek i hab ojczyzny w tak wzniosych i
aoliwych wyrazi sowach, e zaraz wielk mio dla niej w sercu
rycerza roznieci, od ktrej wasne nieszczcia tak mu zmalay, e
prawie ich dostrzec nie mg. Oczyci te go z zawzitoci i nienawici,
jak przeciw Kozakom w nim spostrzeg. Ktrych gromi bdziesz -
mwi - jako nieprzyjaci wiary, ojczyzny, jako sprzymierzecw
pogastwa, ale jako swoim krzywdzicielom przebaczysz, z serca
odpucisz - i mci si nie bdziesz. A gdy tego dokaesz, tedy widz ju,
e Bg ci pocieszy i kochanie twoje tobie odda, i spokj tobie zele..."
Po czym go przeegna, pobogosawi i wyszed, krzyem mu za pokut
do rana przed Chrystusem rozpitym lee kazawszy.
Kaplica bya pusta i ciemna, jeno dwie wiece migotay przed otarzem,
kadc blaski rowe i zote na twarz Chrystusa wykowan z alabastru a
pen sodyczy i cierpienia. Godziny cae upyway, a namiestnik lea bez
ruchu niby martwy - ale te czu coraz wyraniej, e gorycz, rozpacz,
nienawi, bl, troski, cierpienie odwijaj mu si od serca, wypezaj mu
z piersi i pezn jak we, i kryj si gdzie w ciemnociach. Uczu, e
lej oddycha, e jakoby wstpuje w niego nowe zdrowie, nowe siy, e w
gowie robi mu si janiej i bogo jaka ogarnia - sowem, przed tym
otarzem i przed tym Chrystusem znalaz wszystko, cokolwiek mg
znale czowiek tamtych wiekw, czowiek wiary niewzruszonej, bez
ladu i cienia zwtpienia.
Nazajutrz by te namiestnik jakby odrodzony. Rozpocza si praca,
ruch i krtanina, bo by to dzie odjazdu z ubniw. Oficerowie od rana
mieli lustrowa chorgwie, czy konie i ludzie w naleytym porzdku,
nastpnie wyprowadza na bonia i szykowa do pochodu. Ksi sucha
mszy witej w kociele w. Michaa, po czym wrci do zamku i
przyjmowa deputacje od greckiego duchowiestwa i od mieszczan z
ubniw i z Chorola. Zasiad tedy na tronie w sali malowanej przez
Helma, w otoczeniu co przedniejszego rycerstwa, i tu go burmistrz
ubniaski Hruby egna po rusku w imieniu wszystkich miast do
dzierawy zadnieprzaskiej nalecych. Prosi go naprzd, eby nie
odjeda i nie zostawia ich jako owiec bez pasterza, co syszc inni
deputaci skadajc rce powtarzali: Ne odjiaj! ne odjiaj!" - a gdy
ksi odpowiedzia, i nie moe to by - padli mu do ng, dobrego pana
aujc lub udajc al, gdy mwiono, e wielu z nich mimo caej
askawoci ksicej bardziej sprzyjao Kozakom i Chmielnickiemu. Ale
zamoniejsi bali si motochu, co do ktrego bya obawa, e zaraz po
wyjedzie ksicia z wojskiem powstanie. Ksi odpowiedzia, e ojcem
stara si im by, nie panem, i zaklina ich, by wytrwali w wiernoci dla
majestatu i Rzeczypospolitej, wsplnej wszystkim matki, pod ktrej
skrzydami krzywd nie cierpieli, w spokoju yli, w zamono wzrastali,
jarzma adnego nie doznajc, ktrego by postronni woy na nich nie
zaniechali. Podobnymi sowy poegna i duchowiestwo greckie, po
czym nadesza godzina wyjazdu. Dopiero pacze i lamenty suby
rozlegy si po caym zamczysku. Panny z fraucymeru mdlay, a panny
Anny Borzobohatej ledwie si docuci mogli. Sama ksina tylko siadaa
z suchymi oczyma do karety i z podniesion gow, bo dumna pani
wstydzia si pokazywa ludziom cierpienia. Tumy za ludu stay pod
zamkiem, w ubniach bito we wszystkie dzwony, popi egnali krzyami
wyjedajcych, korowd powozw, szarabanw i wozw zaledwie mg
si przecisn przez zamkow bram.
Wreszcie i sam ksi siad na konia. Chorgwie po pukach zniyy si
przed nim, uderzono na waach z dzia; pacze, gwar ludu i okrzyki
pomieszay si z gosem dzwonw, z wystrzaami, z dwikami trb
wojennych, z huczeniem kotw. Ruszono.
Naprzd szy dwie tatarskie chorgwie pod Roztworowskim i
Wierszuem, potem artyleria pana Wurcla, piechoty obersztera
Machnickiego, za nimi jechaa ksina z fraucymerem i cay dwr, wozy
z rzeczami, za nimi wooska chorgiew pana Bychowca i wreszcie
komput wojska, grne puki cikiej jazdy, chorgwie pancerne i
usarskie, pochd za zamykaa dragonia i semenowie.
Za wojskiem cign si nieskoczony i pstry jak w orszak wozw
szlacheckich, wiozcych rodziny tych wszystkich, ktrzy po wyjedzie
ksicym nie chcieli zostawa na Zadnieprzu.
Surmy po pukach gray, ale serca byy cinite. Kady patrzc na owe
mury myla sobie w duszy: Miy domie, zali ci zobacz jeszcze w
yciu?" Wyjecha atwo, ale wrci trudno. A przecie kady cz
jakow duszy w tych miejscach zostawia i pami sodk. Wic
wszystkie oczy zwracay si po raz ostatni na zamek, na miasto, na wiee
kociow i kopuy cerkwi, i dachy domw. Kady wiedzia, co tu
zostawia, a nie wiedzia, co go tam czekao w owej sinej dali, ku ktrej
dy tabor...
al wic by we wszystkich duszach. Miasto woao za odjedajcymi
gosami dzwonw, jakby proszc i zaklinajc ze swej strony, by go nie
opuszczano, nie wystawiano na niepewno, na ze losy przysze; woao,
jakby tym aosnym dwikiem dzwonw chciao si egna i utrwali w
pamici...
Wic cho pochd oddala si,. gowy byy ku miastu zwrcone, a we
wszystkich obliczach czytae pytanie:
- Zali nie ostatni raz?
Tak jest! Z tego caego wojska i tumu, z tych tysicw, ktre w tej
chwili szy z ksiciem Winiowieckim, ani on sam, ani nikt nie mia ju
ujrze wicej ni miasta, ni kraju.
Trby gray. Tabor posuwa si z wolna, ale cigle, i po niejakim czasie
miasto poczo przesania si mg bkitn, domy i dachy zleway si w
jedn mas mocno w socu wiecc. Wtedy ksi wypuci naprzd
konia i wjechawszy na wysok mogi stan nieruchomie i patrzy dugo.
To ten grd byszczcy teraz w socu i cay ten kraj widny z mogiy to
byo dzieo jego przodkw i jego wasne. Winiowieccy bowiem zmienili
te guche dawniej pustynie na kraj osiady, otworzyli je ludzkiemu yciu i
rzec mona: stworzyli Zadnieprze. A najwiksz cz tego dziea speni
sam ksi. On budowa te kocioy, ktrych wiee, ot, bkitniej tam,
nad miastem, on wzmg miasto, on poczy je traktami z Ukrain, on
trzebi lasy, osusza bagna, wznosi zamki, zakada wsie i osady,
sprowadza mieszkacw, tpi upiecw, broni od inkursji tatarskich,
utrzymywa spokj dla rolnika i kupca podany, wprowadza panowanie
prawa i sprawiedliwoci. Przez niego ten kraj y, rozwija si i kwitn.
On by mu dusz i sercem - a teraz przyszo to wszystko porzuci.
I nie tej fortuny olbrzymiej, rwnej caym ksistwom niemieckim,
aowa ksi, ale si do tego dziea rk wasnych przywiza; wiedzia,
e gdy jego tu zbraknie, wszystkiego zbraknie, e praca lat caych od razu
zostanie zniszczona, e trud pjdzie na marne, dzicz si rozpta, poary
ogarn wsie i miasta, e Tatar bdzie poi konie w tych rzekach, br
poronie na zgliszczach i e jeli Bg da wrci - wszystko, wszystko
wypadnie poczyna na nowo - a moe ju tych si nie bdzie i czasu
zbraknie, i ufnoci takiej, jak pierwej, nie stanie. Tu zeszy lata, ktre
byy dla chwa przed ludmi, zasug przed Bogiem - a teraz chwaa i
zasuga maj si z dymem rozwia...
Wic te dwie zy stoczyy mu si z wolna na policzki.
Byy to ostatnie zy, po ktrych zostay w tych oczach same tylko
byskawice.
Ko ksicy wycign szyj i zara, a reniu temu odpowiedziay zaraz
inne pod chorgwiami. Te gosy ocuciy ksicia z zadumy i napeniy go
otuch. A to zostaje mu jeszcze sze tysicy wiernych towarzyszw,
sze tysicy szabel, z ktrymi wiat mu otwarty, a ktrych czeka jak
jedynego zbawienia pognbiona Rzeczpospolita. Idylla zadnieprzaska
skoczona, ale tam, gdzie dziaa grzmi, gdzie wsie i miasta pon, gdzie
po nocach z reniem koni tatarskich i wrzaskiem kozackim miesza si
pacz niewolnikw, jki mw, niewiast i dzieci - tam pole otwarte i
sawa zbawcy i ojca ojczyzny do zdobycia... Kt po ten wieniec signie,
kt bdzie ratowa tak pohabion, chopskimi nogami zdeptan,
upokorzon, konajc ojczyzn, jeli nie on - ksi, jeli nie te wojska,
ktre owo tam, na dole, zbrojami ku socu wiec i migoc?
Tabor przechodzi wanie koo stp mogiy, a na widok ksicia, stojcego
z buaw w rku na szczycie pod krzyem, wszystkim onierzom wydar
si naraz z piersi okrzyk:
- Niech yje ksi! Niech yje wdz nasz i hetman, Jeremi
Winiowiecki!
I setki chorgwi zniyo si do ng jego, husarie wyday karwaszami
dwik grony, koty hukny do wtru okrzykom.
Wtedy ksi wydoby szabl i wznisszy j wraz z oczami ku niebu tak
mwi:
- Ja, Jeremi Winiowiecki, wojewoda ruski, ksi na ubniach i
Winiowcu, przysigam Tobie Boe w Trjcy witej jedyny i Tobie
Matko Najwitsza, jako podnoszc t szabl przeciw hultajstwu, od
ktrego ojczyzna jest pohabiona, pty jej nie zo, pki mi si i ycia
stanie, pki haby owej nie zmyj, kadego nieprzyjaciela do ng
Rzeczypospolitej nie zegn, Ukrainy nie uspokoj i buntw chopskich
we krwi nie utopi. A jako ten lub ze szczerego serca czyni, tak mi
Panie Boe dopom - amen!
To rzekszy sta jeszcze przez chwil patrzc w niebo, po czym z wolna
zjecha z mogiy ku chorgwiom. Wojska doszy na noc do Basani, wsi
pani Krynickiej, ktra przyja ksicia klczc we wrotach, bo ju j byli
chopi we dworze oblegali, ktrym z pomoc co wierniejszej czeladzi si
opdzaa, gdy nage przyjcie wojsk ocalio j i jej dziewitnacioro
dzieci, a w tym samych panien czternacie. Ksi, kazawszy
napastnikw pochwyta, wysa Poniatowskiego, rotmistrza kozackiej
chorgwi, ku Kaniowu, ktry teje nocy przywid piciu Zaporocw z
wasiutyskiego kurzenia. Uczestniczyli oni wszyscy w bitwie korsuskiej
i przypieczeni ogniem, zdali dokadn o niej ksiciu relacj. Zapewnili
rwnie, e Chmielnicki jeszcze jest w Korsuniu. Tuhaj-bej za z
jasyrem, z upami i z oboma hetmanami uda si do Czehryna, skd do
Krymu mia jecha. Syszeli take, e Chmielnicki prosi go bardzo, aby
wojsk zaporoskich nie opuszcza i przeciw ksiciu szed, wszelako murza
nie chcia si na to zgodzi mwic, i po zniesieniu wojsk i hetmanw
sami Kozacy mog ju sobie poradzi, on za nie bdzie duej czeka, bo
jasyr by mu wymar. Badani o siy Chmielnickiego podawali je na
dwiecie tysicy, ale do lada jakich, a dobrych tylko pidziesit, to jest
Zaporocw i Kozakw paskich albo grodowych, ktrzy si do buntu
przyczyli.
Po otrzymaniu tych wiadomoci pokrzepi si na duchu ksi,
spodziewa si bowiem take za Dnieprem znacznie w potg urosn
przez szlacht, zbiegw wojska koronnego i poczty paskie. Za czym
nazajutrz rano uda si w dalsz drog.
Za Perejasawiem weszy wojska w olbrzymie, guche lasy cignce si
wzdu biegu Trubiey a do Kozielca i dalej pod sam Czernihw. By to
schyek maja - upay straszliwe. W lasach miasto chodu byo tak duszno,
i ludziom i koniom powietrza brako do oddechu. Bydo prowadzone za
taborem padao co krok lub zwietrzywszy wod biego ku niej jak
szalone, przewracajc wozy i powodujc zamieszanie. Zaczy te i konie
pada, zwaszcza w cikiej jedzie. Noce szczeglniej byy nieznone
dla niezmiernej iloci robactwa i zbyt silnego zapachu ywicy, ktr z
powodu upaw drzewa roniy obficiej ni zwykle.
Wleczono si tak cztery dni, na koniec pitego upa sta si nadnaturalny.
Gdy przysza noc, konie zaczy chrapa, a bydo rycze aonie, jakoby
przewidujc jakie niebezpieczestwo, ktrego ludzie nie mogli si
jeszcze domyli.
- Krew wietrz! - mwiono z taboru midzy tumami uciekajcych rodzin
szlacheckich.
- Kozacy goni nas! bitwa bdzie!
Na te sowa niewiasty podniosy lament - wie dosza do czeladzi,
wszcz si popoch i zamieszanie - wozy jy si przeciga wzajemnie
albo zjeda z traktu na olep w las, w ktrym wizy midzy drzewami.
Ale ludzie przysani przez ksicia przywrcili szybko porzdek.
Rozesano na wszystkie strony podjazdy, by si przekona, czy
rzeczywicie jakie niebezpieczestwo nie grozio.
Pan Skrzetuski, ktry na ochotnika z Woosz poszed, wrci pierwszy
nad ranem, a wrciwszy uda si natychmiast do ksicia.
- Co tam? - spyta Jeremi.
- Moci ksi, lasy si pal.
- Podpalone?
- Tak jest. Schwytaem kilku ludzi, ktrzy wyznali, i Chmielnicki wysa
ochotnika, ktry by za wasz ksic moci szed a ogie, jeli wiatr
bdzie pomylny, podkada.
- ywcem by nas chcia upiec, bitwy nie staczajc. Dawa tu tych ludzi !
Za chwil przyprowadzono trzech czabanw, dzikich, gupich,
przestraszonych, ktrzy natychmiast przyznali si, e istotnie kazano im
lasy podpali. Wyznali take, e i wojska byy ju za ksiciem
wyprawione, ale te szy ku Czernihowu inn drog, bliej Dniepru.
Tymczasem przybyy i inne podjazdy, a kady przywiz t sam wie:
- Lasy si pal.
Ale ksi nie zdawa si tym bynajmniej trwoy.
- Pogaski to sposb - rzek - ale nic po tym! Ogie nie przejdzie za rzeki
idce do Trubiey.
Jako istotnie do Trubiey, wzdu ktrej posuwa si ku pnocy tabor,
wpadao tyle rzeczek tworzcych tu i owdzie szerokie bagna, i nie byo
obawy, aby ogie mg si przez nie przedosta. Potrzeba byo chyba za
kad z nich na nowo br podpala.
Podjazdy sprawdziy wkrtce, i tak i czyniono. Codziennie te
sprowadzay podpalaczw, ktrymi ubierano sosny przydrone.
Ogie szerzy si gwatownie, ale wzdu rzeczek ku wschodowi i
zachodowi, nie ku pnocy. Nocami niebo czerwienio si, jak okiem
dojrza. Niewiasty pieway od wieczora do witania pieni pobone.
Przeraony dziki zwierz z poncych borw chroni si na trakt i cign
za taborem mieszajc si ze stadami domowego byda. Wiatr nanis
dymw, ktre przesoniy cay widnokrg. Wojska i wozy posuway si
jak we mgle gstej, przez ktr wzrok nie siga. Piersi nie miay czym
oddycha, dym gryz oczy - a wiatr napdza go coraz wicej. wiato
soneczne nie mogo si przebi przez te tumany i nocami byo widniej ni
w dzie, bo wieciy uny. Br zdawa si nie mie koca.
Wrd takich to poncych lasw i dymw prowadzi Jeremi swoje
wojska. Przy tym nadeszy wieci, e nieprzyjaciel idzie drug stron
Trubiey, ale nie wiedziano, jak wielk bya jego potga - wszelako
Tatarzy Wierszua sprawdzili, e by jeszcze bardzo daleko.
Tymczasem pewnej nocy przyjecha do taboru pan Suchodolski z
Bodenek, z tamtej strony Desny. By do dawny dworzanin, rkodajny
ksicia, ktry przed kilkoma laty na wie si przenis. Ucieka i on przed
chopstwem, ale przywiz wie, o ktrej nie wiedziano jeszcze w
wojsku.
Wielka te zrobia si konsternacja, gdy zapytany przez ksicia o nowiny,
odpowiedzia:
- Ze, moci ksi! 0 pogromie hetmaskim ju wiecie, zarwnie jak i o
mierci krlewskiej?
Ksi, ktry siedzia na maym taboreciku podrnym przed namiotem,
zerwa si na rwne nogi:
- Jak to? krl umar?
- Miociwy pan odda ducha w Mereczu jeszcze na tydzie przed
pogromem korsuskim - rzek Suchodolski.
- Bg w miosierdziu swoim nie da mu doy takiej chwili! -
odpowiedzia ksi, po czym za gow si wziwszy mwi dalej: -
Straszne to czasy nadchodz na t Rzeczpospolit. Konwokacje i elekcje
- interregnum, niezgody i machinacje zagraniczne teraz, gdy potrzeba by,
aby cay nard w jeden miecz w jednych rku si zmieni. Bg chyba
odwrci od nas oblicze swoje i w gniewie swym za grzechy chosta nas
zamierza. To t poog sam tylko krl Wadysaw mg ugasi, gdy
dziwn on mia mio midzy kozactwem, a prcz tego wojenny by pan.
W tej chwili kilkunastu oficerw, midzy nimi Zawilichowski,
Skrzetuski, Baranowski, Wurcel, Machnicki i Polanowski, zbliyo si do
ksicia, ktry rzek:
- Moci panowie, krl umar!
Gowy odkryy si jak na komend. Twarze spowaniay. Wie tak
niespodziana mow wszystkim odja. Po chwili dopiero wybuchn al
powszechny.
- Wieczne odpocznienie racz mu da, Panie! - rzek ksi.
- I wiato wiekuista niechaj mu wieci na wieki!
Wkrtce potem ksidz Muchowiecki zaintonowa ''Dies irae'' i wrd
tych lasw, wrd tego dymu pognbienie niewypowiedziane ogarno
serca i dusze. Wszystkim zdawao si, jakby jaka oczekiwana odsiecz
zawioda, jakby ju teraz wobec gronego nieprzyjaciela sami zostali na
wiecie... i nie mieli na nim nikogo wicej, ino swego ksicia.
Tote wszystkie oczy zwrciy si ku niemu i nowy wze zosta midzy
nim a onierstwem zawizany.
Tego dnia wieczorem ksi rzek do Zawilichowskiego tak, i syszeli
go wszyscy:
- Potrzeba nam krla wojownika, tote jeli Bg pozwoli, bymy dali
nasze kreski na elekcji, damy je za krlewiczem Karolem, ktren wicej
od Kazimierza ma wojennego animuszu.
- Vivat Carolus rex! - zawoali oficerowie.
- Vivat! - powtrzyy usarie, a za nimi cae wojsko.
I nie spodziewa si zapewne ksi wojewoda, e te okrzyki brzmice na
Zadnieprzu, wrd guchych lasw czernihowskich, dojd a do
Warszawy i e mu buaw wielk koronn z rk wytrc.
 436
 Rozdzia XXV 
Po dziesiciodniowym pochodzie, ktrego pan Maszkiewicz by
Ksenofontem, i trzydniowej przeprawie przez Desn przyszy wreszcie
wojska do Czernihowa. Przed wszystkimi wszed pan Skrzetuski z
Woosz, ktrego umylnie ksi do zajcia miasta wykomenderowa,
aby si mg prdzej o kniaziwn i Zagob rozpyta. Ale tu rwnie,
jak i w ubniach, ani w miecie, ani na zamku nikt o nich nie sysza.
Przepadli gdzie bez ladu jak kamie w wodzie i rycerz sam ju nie
wiedzia, co o tym myle. Gdzie si mogli schroni? Przecie nie do
Moskwy ani do Krymu, ani na Sicz? Pozostawao jedno przypuszczenie,
i przeprawili si przez Dniepr, ale w takim razie znaleli si od razu w
rodku burzy. Tam rzezie, poogi, pijane tumy czerni, Zaporocy i
Tatarzy, przed ktrymi nawet i przebranie Heleny nie chronio, bo dzicz
pogaska chtnie zagarniaa w jasyr chopcw dla wielkiego na nich na
targach stambulskich pokupu. Przychodzio nawet do gowy panu
Skrzetuskiemu straszliwe podejrzenie, e moe umylnie Zagoba w
tamt stron j powid, aeby Tuhaj-bejowi j sprzeda, ktry mg
hojniej od Bohuna go nagrodzi - i ta myl prawie go o szalestwo
przyprawiaa, ale uspokaja go w tym znacznie pan Longinus Podbipita,
ktry Zagob pozna dawniej od Skrzetuskiego.
- Braciaszku, moci namiestniku - mwi - wybije sobie to z gowy.
Jue ten szlachcic tego nie uczyni! Byo i u Kurcewiczw dosy
skarbw, ktre by mu Bohun chtnie odstpi, ta gdyby chcia
dziewczyn gubi, garda by nie naraa i do fortuny doszed.
- Prawda jest - mwi namiestnik - ale czemu za Dniepr, a nie do
ubniw lub do Czernihowa z ni ucieka?
- Jue ty si uspokj, mileki. Ja tego Zagob znam. Pi on ze mn i
zapoycza si u mnie. 0 pienidze on nie dba ani o swoje, ani o cudze.
Swoje ma, to straci, cudzych nie odda - ale eby mia na takie postpki
si puszcza, tego po nim si nie spodziewam.
- Lekki to jest czek, lekki - mwi Skrzetuski.
- To moe i lekki, ale i frant, ktry kadego w pole wywiedzie i ze
wszystkich niebezpieczestw si wykrci. A jako tobie ksidz prorockim
duchem przepowiedzia, i ci j Bg powrci - tak i bdzie, gdy suszna
to jest, aby wszelki szczery afekt by wynagrodzony, ktr ufnoci
pocieszaj si, jako ja si pocieszam.
Tu pan Longinus sam pocz wzdycha ciko, a po chwili doda:
- Popytajmy si jeszcze w zamku, moe oni cho przechodzili tdy.
I pytali si wszdzie, ale na prno - nie byo adnego ladu nawet i
przejcia zbiegw. W zamku peno byo szlachty z onami i dziemi,
ktra si tu przed Kozakami zawara. Ksi namawia ich, by szli z nim
razem, i przestrzega, e Kozacy id za nim w tropy. Nie mieli oni
uderzy na wojsko, ale byo prawdopodobnym, e po odejciu ksicia
pokusz si o zamek i miasto. Szlachta jednak w zameczku dziwnie bya
zalepiona.
- Bezpieczni my tu jestemy za lasami - odpowiadali ksiciu. - Nikt tu do
nas nie przyjdzie.
- A przecie ja owe lasy przeszedem - mwi ksi.
- To wasza ksica mo przesza, ale hultajstwo nie przejdzie. Ho! ho!
nie takie to lasy.
I nie chcieli i trwajc w swoim zalepieniu, ktre potem srodze
przypacili, gdy po odejciu ksicia rycho nadcignli Kozacy. Zamek
broni si mnie przez trzy tygodnie, po czym zosta zdobyty i wszyscy
w nim w pie wycici. Kozacy dopuszczali si strasznych okruciestw,
rozdzierajc dzieci, palc niewiasty na wolnym ogniu - i nikt nie zemci
si nad nimi.
Ksi tymczasem, przyszedszy do Lubecza nad Dniepr, tam wojsko dla
odpoczynku rozoy, sam za z ksin, dworem i ciarami jecha do
Brahina, pooonego wrd lasw i bot nieprzebytych. W tydzie pniej
przeprawio si i wojsko. Ruszono nastpnie do Babicy pod Mozyr - i
tam w wito Boego Ciaa wybia godzina rozstania si, bo ksina z
dworem miaa jecha do Turowa, do pani wojewodziny wileskiej, ciotki
swojej, ksi za z wojskiem w ogie ku Ukrainie.
Na ostatnim poegnalnym obiedzie byli oboje ksistwo, fraucymer i co
przedniejsze towarzystwo. Ale wrd panien i kawalerw nie byo
zwykej wesooci, bo niejedno tam onierskie serce krajao si na myl,
e za chwil trzeba bdzie porzuci t wybran, dla ktrej by si chciao
y, bi i umiera, niejedne jasne lub ciemne oczy dziewczce zachodziy
zami z alu, i on odjedzie na wojn, midzy kule i miecze, midzy
Kozaki i dzikie Tatary... odjedzie i moe nie wrci...
Tote gdy ksi przemwi egnajc on i dwr, pannitka zapiszczay
jedna w drug aonie jak kocita, rycerze za, jako to silniejszego
ducha, powstali z miejsc swoich i chwyciwszy za gownie szabel
krzyknli razem:
- Zwyciymy i powrcimy!
- Dopom wam Bg! - odpowiedziaa ksina.
Na to rozleg si okrzyk, a okna i ciany si zatrzsy:
- Niech yje ksina pani! niech yje matka nasza i dobrodziejka!
- Niech yje! niech yje!
Kochali j te onierze za jej przychylno dla rycerstwa, za jej wielk
dusz, hojno i askawo, za opiek nad ich rodzinami. Kocha j nad
wszystko ksi Jeremi, bo to byy dwie natury jakby dla siebie
stworzone, kubek w kubek do siebie podobne, obie ze zota i spiu ulane.
Wic wszyscy szli ku niej i kady klka z kielichem przed jej krzesem, a
ona za gow kadego cisnwszy, kilka sw askawych przemwia.
Skrzetuskiemu za rzeka:
- Niejeden tu podobno rycerz szkaplerzyk albo wsteczk na walet
dostanie, a e nie masz tu tej, od ktrej by wapan najbardziej pragn,
przeto przyjm ode mnie jakby od matki.
To rzekszy zdja krzyyczek zoty turkusami usiany i zawiesia go na
szyi rycerza, ktren rk jej ze czci ucaowa.
Zna byo, e i ksi by bardzo kontent z tego, co pana Skrzetuskiego
spotkao, gdy w ostatnich czasach jeszcze bardziej go polubi za to, i
godno ksic, posujc na Siczy, ochroni - i listw od Chmielnickiego
bra nie chcia. Tymczasem ruszono si od stou. Panny, chwyciwszy w
lot sowa ksiny do pana Skrzetuskiego wyrzeczone i biorc je za zgod
i pozwolenie, zaraz te poczy wydobywa: ta szkaplerz,ta szarf ta
krzyyk - co widzc rycerze obces kady do swojej, jeli nie wybranej,
to przynajmniej do najmilszej. Sun tedy Poniatowski do ytyskiej,
Bychowiec do Bohowitynianki, bo t sobie w ostatnich czasach
upodoba, Roztworowski do ukwny, rudy Wierszu do Skoropackiej,
oberszter Machnicki, cho stary, do Zawiejskiej; jedna tylko Anusia
Borzobohata- Krasieska, cho najpikniejsza ze wszystkich, staa pod
oknem sama i opuszczona. Lice jej zarumienio si, oczki nakryte
powiekami strzelay z ukosa, jakby gniewem a zarazem i prob, by jej
nie czyniono takiego afrontu, za zdrajca Woodyjowski zbliy si i rzek:
- Chciaem te i ja prosi pann Ann o jakow pamitk, alem si tej
chci wyrzek, gdyem tak mniema, e dla zbyt wielkiego toku si nie
docisn.
Policzki Anusi zapaay jeszcze ogniciej, wszelako bez chwili namysu
odrzeka:
- Z innych by wapan rk, nie z moich, chcia pamitki, ale jej nie
dostaniesz, bo tam jeli nie za ciasno, to dla waszeci za wysoko.
Cios by dobrze wymierzony i podwjny, bo po pierwsze - zawiera
przymwk do maego wzrostu rycerza, a po wtre - do jego afektu dla
ksiniczki Barbary Zbaraskiej. Pan Woodyjowski kocha si naprzd w
starszej Annie, ale gdy t zaswatano, przebola i w cichoci ofiarowa
serce Barbarze sdzc, e nikt si tego nie domyla. Wic te, gdy o tym
od Anusi zasysza, cho to niby szermierz pierwszej wody i na szable, i
na sowa, skonfundowa si tak, e jzyka w gbie zapomnia, i tylko
jka nie do rzeczy:
- Wapanna take mierzysz wysoko, bo tak wanie, jak gowa pana...
Podbipity...
- Wyszy on istotnie od wapana i mieczem, i polityk - odpara
rezolutna dziewczyna. - Dzikuj- te, e mi go przypomnia. Dobrze i
tak!
To rzekszy zwrcia si ku Litwinowi:
- Moci panie, zbli si jeno wapan. Chc te i ja mie swojego rycerza,
a ju nie wiem, czybym moga na mniejszej piersi on szarf
przewiza.
Pan Podbipita oczy wytrzeszczy jakby nie wierzc sobie, czy dobrze
syszy, nareszcie jak rzuci si na kolana, a podoga zatrzeszczaa:
- Dobrodziko moja! dobrodziko!
Anusia przewizaa szarf, a potem mae rczki jej zniky cakiem pod
powymi wsami pana Longina, rozlego si tylko mlaskanie i mruczenie,
ktrego suchajc pan Woodyjowski rzek do porucznika Migurskiego:
- Przysigby, e niedwied pszczoy psowa i mid wyjada.
Po czym odszed z pewn zoci, bo czu w sobie Anusine do, a
przecie kocha si w niej take swego czasu.
Ale ju te i ksi pocz si z ksin egna - i w godzin pniej dwr
ruszy do Turowa, wojska za ku Prypeci.
W nocy na przeprawie, gdy budowano tratwy do przeniesienia dzia, a
usarie pilnoway robt, rzek pan Longinus do Skrzetuskiego:
- Ot, braciaszku, nieszczcie!
- Co si stao? - pyta namiestnik.
- A to te wieci z Ukrainy!
- Jakie?
- Powiadali przecie Zaporocy, e Tuhaj-bej odszed z ord do Krymu.
- To i c z tego? Na to przecie nie bdziesz paka.
- Owszem, braciaszku, bo mnie powiedzia - i miae suszno - co? - e
kozackich gw liczy nie mog, a skoro Tatarzy odeszli, tak skde ja
wezm trzech gw pogaskich? gdzie ich szuka bd? A mnie one, ach,
jak potrzebne!
Skrzetuski, cho sam strapiony, umiechn si i odrzek:
- Zgaduj, o co ci chodzi, bom widzia, jak ci dzi na rycerza pasowano.
Na to pan Longinus rce zoy:
- Tak, bo po c duej i skrywa, polubiem, braciaszku, polubiem... Ot,
nieszczcie!
- Nie martw si. Nie wierz ja w to, by Tuhaj-bej ju odszed, a zreszt
bdziesz mia pogastwa jak tych komarw nad gow.
Rzeczywicie cae chmury komarw unosiy si nad komi i ludmi, bo
wojska weszy w kraj bot nieprzebytych, lasw bagnistych, k
rozmikych, rzek, rzeczek i strumieni, w kraj pusty, guchy, jedn
puszcz szumicy, o ktrego mieszkacach mawiano w owych czasach:
Da dla creczki
Szlachcic Hoota
Dziegciu dwie beczki,
Grzybw wianuszek,
Wiunw garnuszek
I lech bota.
Na bocie owym rosy wprawdzie nie tylko grzyby, ale wbrew owym
rytmom i wielkie fortuny paskie. Wszelako w tej chwili ludzie ksicy,
ktrzy w znacznej czci wychowali si i wyroli na suchych, wysokich
stepach zadnieprzaskich, nie chcieli oczom wasnym wierzy. Wszake
i tam byy miejscami bagna i lasy, ale tu cay kraj zdawa si jednym
bagnem. Noc bya pogodna, jasna - i przy blasku ksiyca, jak okiem
sign, nie zajrzae snia suchego gruntu. Kpy tylko czerniy si nad
wod, lasy zdaway si z wody wyrasta, woda chlupotaa pod nogami
koskimi, wod wyciskay koa wozw i armat.Wurcel wpad w
desperacj. Dziwny pochd - mwi - pod Czernihowem grozi nam
ogie, a tu woda nas zalewa." Rzeczywicie ziemia wbrew przyrodzeniu
nie dawaa tu staej podpory nogom, ale gia si, trzsa, jakby si chciaa
rozstpi i pochon tych, co si po niej poruszali.
Wojska przez Prype przeprawiay si cztery dni, potem niemal
codziennie trzeba byo przebywa rzeki i rzeczuki pynce w rozkisym
gruncie. A nigdzie mostu. Lud cay na odziach, w szuhalejach. Po kilku
dniach wszczy si i mgy, i deszcze. Ludzie dobywali ostatnich si, by
si na koniec wydosta z tych zakltych okolic. A ksi pieszy, pdzi.
Kaza wali cae lasy, ukada drogi z okrglakw i szed naprzd.
onierz te widzc, jak nie szczdzi si wasnych, jak od rana do nocy
by na koniu, wojska sprawowa, nad pochodem czuwa, wszystkim
osobicie zawiadywa - nie mia szemra, cho trud by prawie nad siy.
Od rana do nocy lgn i mokn - oto by wsplny los wszystkich.
Koniom rg pocz zazi z kopyt, wiele ich od armat odpado, wic
piechota i dragoni Woodyjowskiego sami cignli dziaa. Najgrniejsze
puki, jako usarie Skrzetuskiego, Zawilichowskego i pancerni, brali si
do siekier dla moszczenia drg. By to sawny pochd o chodzie, wodzie
i godzie, w ktrym wola wodza i zapa onierzy amay wszystkie
przeszkody. Nikt tdy dotychczas nie odway si z wiosny, przy rozlaniu
wd, wojsk prowadzi. Szczciem pochd nie by ani razu adnym
napadem przerwany. Lud tam cichy, spokojny, nie myla o buncie, a
cho pniej podburzany przez Kozakw i zachcany przykadem, nie
chcia garn si pod ich znaki. To i teraz spoglda sennym okiem na
przechodzce zastpy rycerzy, ktrzy wynurzali si z borw i bagien,
jakby zaklci, a przechodzili jak sen; dostarcza przewodnikw, spenia
cicho i posusznie wszystko, czego od niego dano.
Co widzc ksi powciga surowie wszelk swawol oniersk i nie
pyny za wojskiem jki ludzkie, przeklestwa i narzekania, a gdy po
przejciu wojsk zostaa w jakiej dymnej wiosce wie, e to knia Jarema
przechodzi, ludzie potrzsali gowami. We win dobryj!" - mwili sobie
z cicha.
Na koniec po dwudziestu dniach nadludzkich trudw i wysile wychyliy
si wojska ksice w kraj zbuntowany. Jarema ide! Jarema ide!" -
rozlegao si po caej Ukrainie, a hen, po Dzikie Pola, do Czehryna i
Jahorliku. Jarema ide!" - rozlegao si po miastach, wsiach, chutorach i
pasiekach i na t wie kosy, widy i noe wypaday z rk chopskich,
twarze blady, kupy swawolne pomykay nocami ku poudniowi jak stada
wilkw przed odgosem rogw myliwskich; Tatar zabkany dla grabiey
zeskakiwa z konia i ucho co chwila do ziemi przykada; w nie zdobytych
jeszcze zamkach i zameczkach bito w dzwony i piewano Te Deum
laudamus!
A w grony lew pooy si na progu zbuntowanego kraju i odpoczywa.
Siy zbiera. 
 446
 Rozdzia XXVI 
Tymczasem Chmielnicki, postawszy czas jaki w Korsuniu, do
Biaocerkwi si cofn i tam stolic sw zaoy. Orda zapada koszem z
drugiej strony rzeki, rozpuszczajc zagony po caym wojewdztwie
kijowskim. Niepotrzebnie si te martwi pan Longinus Podbipita, e mu
gw tatarskich nie stanie. Pan Skrzetuski susznie przewidywa, e
Zaporocy, schwytani przez pana Poniatowskiego pod Kaniowem,
faszyw dali wiadomo: Tuhaj-bej nie tylko nie odszed, ale nawet do
Czehryna si nie rusza. Co wicej, nowe czambuy nadcigny ze
wszystkich stron. Przyszli carzykowie: azowski i astrachaski, ktrzy
nigdy przedtem w Polsce nie bywali, w cztery tysice wojownikw;
przyszo dwanacie tysicy hordy nohajskiej, dwadziecia tysicy
bigorodzkiej i budziackiej, wszystko zaklci ongi Zaporoa i kozactwa
nieprzyjaciele, dzi bracia i na krew chrzecijask zaprzysigli
sprzymierzecy. Na koniec przyby i sam chan Islam Girej z dwunastoma
tysicami Perekopcw. Cierpiaa od tych przyjaci caa Ukraina, cierpia
nie tylko stan szlachecki, ale i lud ruski, ktremu palono wioski,
zabierano dobytek, a samych chopw, niewiasty i dzieci pdzono w
jasyr. W tych czasach mordu, poogi i krwi wylania jeden tylko dla
chopa by ratunek: uciec do obozu Chmielnickiego. Tam z ofiary stawa
si zbjem i sam wasn ziemi niszczy, ale przynajmniej ywota by
bezpieczny. Nieszczsny kraj!... Gdy bunt w nim wybuch, pokara go
naprzd i spustoszy pan Mikoaj Potocki, potem Zaporocy i Tatarzy,
ktrzy niby dla oswobodzenia go przyszli, a teraz zawis nad nim Jeremi
Winiowiecki.
Ucieka te, kto mg, do obozu Chmielnickiego, uciekaa nawet i
szlachta, gdy innego rodka ocalenia nie byo. Dziki temu Chmielnicki
rs w siy i e nie zaraz ruszy w gb Rzeczypospolitej, e lea dugo w
Biaocerkwi, to przewanie dlatego, by ad w te rozhukane i dzikie
ywioy wprowadzi.
Jako w elaznym jego rku zmieniay si one szybko w bojow potg.
Kadry z wywiczonych Zaporocw byy gotowe, podzielono czer na
puki, wyznaczono pukownikw z dawnych atamanw koszowych,
pojedyncze oddziay wysyano na zdobywanie zamkw, by je do boju
zaprawi. A bitny to by z natury lud, do wojny tak jak aden inny
sposobny, do broni przywyky, przez napady tatarskie z ogniem i
krwawym obliczem wojny oswojony.
Poszo wic dwch pukownikw, Handa i Ostap, na Nesterwar, ktry
zdobyli, ludno ydowsk i szlacheck w pie wycili.
Czertwertyskiemu kniaziowi wasny jego mynarz gow na progu
zamkowym odci, a z ksiny - Ostap niewolnic swoj uczyni. Szli inni
w inne strony i powodzenie towarzyszyo ich orowi, bo strach serca
Lachom odj - strach "temu narodowi niezwyczajny", ktren bro z rk
wytrca i si zbawia.
Nieraz, bywao, pukownicy nagabywali Chmielnickiego: "Czemu za ku
Warszawie nie ruszasz, ale spoczywasz, z czarownicami czary
odprawujesz i gorzak si zalewasz, a Lachom si obaczy od strachu i
wojska zebra pozwalasz?" Nieraz te czer pijana wya po nocach,
oblegaa kwater Chmielnickiego dajc, by j na Lachiw prowadzi.
Chmielnicki podnis bunt i da mu si straszliw, ale teraz j
miarkowa, e ju sia owa jego samego pcha ku nieznanej przyszoci,
wic czsto chmurnym okiem w on przyszo spoglda i zbada j
usiowa - i sercem wobec niej si trwoy.
Jako si rzeko, wrd tych pukownikw i atamanw on jeden wiedzia,
ile jest straszliwej potgi w pozornej bezsilnoci Rzeczypospolitej.
Podnis bunt, zbi pod tymi Wodami, zbi pod Korsuniem, star
wojska koronne - a co dalej?
Zbiera tedy pukownikw do rady i wodzc po nich krwawymi oczyma,
przed ktrymi dreli wszyscy, stawia im ponuro to samo pytanie:
- Co dalej? czego wy chcecie?
- I do Warszawy? to tu knia Winiowiecki przyjdzie, ony i dzieci
wasze jako piorun pobije, ziemi a wod tylko zostawi, a potem i on za
nami do Warszawy z ca potg szlacheck, ktra si do niego
przyczy, pocignie - i we dwa ognie wzici, zginiem, jeli nie w
bitwach, to na palach...
- Na przyja tatarsk liczy nie mona. Oni dzi z nami, jutro przeciw
nam si odwrc i do Krymu popdz albo panom nasze gowy
sprzedadz.
- Ano, co dalej, mwcie! I na Winiowieckiego? to on si nasz i
tatarsk ca na sobie zadziery, a przez ten czas wojska si zbior i z
gbi Rzeczypospolitej w pomoc mu rusz. Wybierajcie...
I potrwoeni pukownicy milczeli, a Chmielnicki mwi:
- Czemuecie to zmaleli? czemu wicej nie przecie na mnie, bym ku
Warszawie cign? Gdy tedy nie wiecie, co czyni, na mnie to zdajcie, a
Bg da, swoj i wasze gowy ocal i kontentacj dla wojska zaporoskiego
i wszystkich Kozakw otrzymam.
Jako pozostawa jeden sposb: ukady. Chmielnicki dobrze wiedzia, ile
t drog mona w Rzeczypospolitej wymc; liczy, e sejmy prdzej na
znaczn kontentacj si zgodz ni na podatki, zacigi i wojn, ktra
musiaaby by i dug, i trudn. Wiedzia wreszcie, e w Warszawie jest
potna partia, a na jej czele sam krl, o ktrego mierci wie jeszcze
nie dosza, i kanclerz, wielu panw, ktrzy radzi by wzrost olbrzymich
fortun magnackich na Ukrainie powstrzyma, z Kozakw si dla rk
krlewskich stworzy, wieczysty pokj z nimi zawrze i ona tysice
zebrane do postronnej wojny uy. W tych warunkach mg i dla siebie
Chmielnicki znamienit szar zyska, buaw hetmask z krlewskiego
ramienia otrzyma i dla Kozakw nieprzeliczone ustpstwa osign.
Oto dlaczego lea dugo pod Biaocerkwi. Zbroi si, uniwersay na
wszystkie strony rozsya, lud ciga, cae armie tworzy, zamki pod moc
swoj zagarnia, bo wiedzia, e tylko z silnym ukada si bd, ale w
gb Rzeczypospolitej nie rusza.
O! gdyby n mocy ukadw pokj mg zawrze!... Wtedy tym samym
albo bro z rki Winiowieckiego wytrci, albo - jeli knia jej nie zoy -
to nie on, Chmielnicki, ale knia bdzie rebelizantem, wbrew woli krla i
sejmw wojn wiodcym.
Nawczas ruszy on na Winiowieckiego - ale ju z krlewskiego i
Rzeczypospolitej mandatu - i wybije wtedy ostatnia godzina nie tylko dla
kniazia, ale dla wszystkich ukrainnych krlewit, dla ich fortun i
latyfundiw.
Tak myla samozwaczy hetman zaporoski, taki gmach na przyszo
budowa. Ale na rusztowaniach pod on gmach przygotowanych siadao
czsto czarne ptactwo trosk, zwtpie, obaw - i krakao zowrogo.
Bdzie-li do siln pokojowa partia w Warszawie? zaczn-li z nim
ukady? Co powie sejm i senat? zatkn-li tam uszy na jki i woania
ukrainne? zamkn oczy na uny poarw?...
Czy nie przeway wpyw panw owe niezmierne latyfundia
posiadajcych, o ktrych ochron im i bdzie? I czy ta Rzeczpospolita
tak si ju przerazia, e mu przebaczy to, i si z Tatary poczy?
A z drugiej strony szarpao dusz Chmielnickiego zwtpienie, czy i w
bunt nie zanadto si ju rozpali i rozwin. Czy owe zdziczae masy
dadz si wtoczy w jakie karby? Dobrze: on, Chmielnicki, pokj
zawrze, a rezuny - pod jego imieniem - dalej mord i poog szerzy bd
albo si te na jego gowie swych zawiedzionych nadziei pomszcz. To
to rzeka wezbrana, morze, burza ! Straszne pooenie! Gdyby wybuch
by sabszy, tedyby nie ukadano si z nim jako ze sabym; poniewa bunt
jest potny, wic ukady si rzeczy mog si rozbi.
I co bdzie?
Gdy takie myli opady cik gow hetmana, nawczas zamyka si w
swej kwaterze i pi dnie cae i noce. Wwczas midzy pukownikami i
czerni rozchodzia si wie: "Hetman pije" - i za przykadem jego pili
wszyscy, karno si rozprzgaa, mordowano jecw, bito si
wzajemnie, rabowano upy - rozpoczyna si sdny dzie, panowanie
zgrozy i okropnoci. Biaocerkiew zmieniaa si w pieko prawdziwe.
A pewnego dnia do pijanego hetmana wszed szlachcic Wyhowski, pod
Korsuniem do niewoli wzity i na sekretarza hetmaskiego awansowany.
Wszedszy pocz trz bez ceremonii opoja, a go wreszcie porwa za
ramiona, na tapczanie posadzi i ocuci.
- A ce szczo takie, jakie ycho? - pyta Chmielnicki.
- Moci hetmanie, wstawaj i oprzytomniej! - odpowiedzia Wyhowski.
- Poselstwo przyszo!
Chmielnicki zerwa si na rwne nogi i w jednej chwili otrzewia.
- Hej! - woa na pachol kozackie siedzce w progu - deli, kopak i
buaw!
A potem do Wyhowskiego:
- Kto przyjecha? od kogo?
- Ksidz Patroni asko z Huszczy od pana wojewody bracawskiego.
- Od pana Kisiela?
- Tak jest.
- Sawa Otcu i Synu, sawa Swiatomu Duchu i Swiatoj-Preczystoj!! -
mwi egnajc si Chmielnicki.
I twarz mu pojaniaa, wypogodzia si - rozpoczynano z nim ukady.
Ale tego dnia przyszy i wieci wprost przeciwne pokojowemu poselstwu
pana Kisiela.
Doniesiono, i ksi wypoczwszy wojsku, strudzonemu pochodem
przez lasy i bota, wstpi w kraj zbuntowany; e bije, pali, cina; e
podjazd wysany pod Skrzetuskim rozbi dwutysiczn watah Kozakw
i czerni- i wytpi j co do nogi; e sam ksi wzi szturmem
Pohrebyszcze, majtno ksit Zbaraskich - i ziemi a wod tylko
zostawi. Opowiadano przeraajce rzeczy o tym szturmie i zdobyciu
Pohrebyszcz - byo to bowiem gniazdo najzacitszych rezunw. Ksi
mia powiedzie do onierzy: "Mordujcie ich tak, by czuli, e umieraj."
Wic te onierstwo najdzikszych dopuszczao si okruciestw. Z caego
miasta nie ocalaa jedna ywa dusza. Siedmiuset jecw powieszono,
dwustu wbito na pale. Mwiono rwnie o wierceniu oczu widrami, o
paleniu na wolnym ogniu. Bunt zgas od razu w caej okolicy.
Mieszkacy albo pouciekali do Chmielnickiego, albo przyjmowali pana
ubniaskiego na klczkach, z chlebem i sol, wyjc o miosierdzie.
Pomniejsze watahy wszystkie byy starte - a w lasach, jak twierdzili
zbiegowie z Samhorodka, Spiczyna, Pleskowa i Wachnwki, nie byo
jednego drzewa, na ktrym by Kozak nie wisia.
I dziao si to wszystko pod bokiem Biaocerkwi i krociowej armii
Chmielnickiego.
Tote Chmielnicki, gdy si o tym dowiedzia, pocz rycze jak ranny tur.
Z jednej strony ukady, z drugiej miecz. Jeli ruszy na ksicia, bdzie to
oznak, e nie chce ukadw proponowanych przez pana z Brusiowa.
Jedyna nadzieja pozostawaa w Tatarach. Chmielnicki zerwa si i ruszy
do Tuhaj-bejowej kwatery.
- Tuhaj-beju, mj przyjacielu! - rzek po oddaniu zwykych salamw -
jako mnie pod t Wod i pod Korsuniem ratowa, tak i teraz mnie
ratuj. Przyszed tu pose od wojewody bracawskiego z pismem, w
ktrym mnie wojewoda obiecuje kontentacj, a wojsku zaporoskiemu
powrcenie do dawnych swobd pod warunkiem, ebym wojny
zaprzesta, co ja uczyni musz chcc swoj szczero i dobr ch
pokaza. A tymczasem przyszy tu wieci od niedruga mojego, ksicia
Winiowieckiego, e Pohrebyszcze wyci i nikogo nie ywi - i dobrych
moojcw moich wycina, na pale wbija i - widrami oczy wierci. Na
ktrego ja ruszy nie mogc, do ciebie z pokonem przyszedem, aby ty
na tego mojego i swojego niedruga z Tatary ruszy, gdy inaczej wkrtce
on tu na nasze obozy nastpi.
Murza siedzc na kupie kobiercw pobranych pod Korsuniem lub
zupionych po dworach szlacheckich kiwa si czas jaki w ty i naprzd,
oczy zamruy jakby dla lepszego namysu, nareszcie odrzek:
- Aa! Ja tego uczyni nie mog.
- Czemu? - pyta Chmielnicki.
- Bom i tak ju dosy dla ciebie bejw i czausw pod t Wod i pod
Korsuniem wytraci; po c mam jeszcze traci? Jarema to wielki
wojownik! Rusz na niego, gdy i ty ruszysz, ale sam nie. Nie gupim w
jednej bitwie wszystko, com dotd zyska, utraci; lepiej mi czambuy po
up i jasyr wysya. Dosy ja ju dla was, psw niewiernych, uczyni. I
sam nie pjd, i chanowi bd odradza. Rzekem.
- Pomoc mi zaprzysige!
- Tak jest, alem przysiga obok ciebie, nie za ciebie wojowa. Ide ty
precz!
- Jam ci jasyr z mego wasnego ludu pozwoli, upy odda, hetmanw
odda.
- Bo gdyby nie odda, to bym ja, ciebie im odda.
- Do chana pjd.
- Ide precz, capie, mwi ci.
I koczaste zby murzy ju zaczy byska spod warg. Chmielnicki
pozna, e nie ma co tu robi, a duej nastawa niebezpiecznie, wic
wsta i rzeczywicie uda si do chana.
Ale od chana tak sam odebra odpowied. Tatarzy mieli swj rozum i
szukali wasnej korzyci. Zamiast way si na waln bitw z wodzem,
ktry za niezwycionego uchodzi, woleli zagony rozpuszcza i bogaci
si bez krwi przelewu.
Chmielnicki wrci wcieky do swej kwatery i z desperacji ju do gsiora
si zabiera, ale mu go Wyhowski wyrwa z rki.
- Nie bdziesz pi, moci hetmanie - rzek. - Pose jest, trzeba posa
odprawi.
Chmielnicki wpad w gniew straszliwy.
- Ja ciebie i posa ka na pal wbi!
- A ja ci gorzaki nie dam. Nie wstyd-e ci, gdy ci fortuna tak wysoko
wyniosa, wdk si jak prostemu Kozakowi zalewa? Tfu, tfu, moci
hetmanie, nie moe tak by. Wie o przybyciu posa ju si rozesza.
Wojsko i pukownicy chc na rad. Tobie nie pi teraz, ale ku elazo,
pki gorce - bo teraz moesz pokj zawrze i wszystko, co chcesz,
otrzyma, potem bdzie za pno, a gardo moje i twoje w tym. Wysa
tobie zaraz poselstwo do Warszawy i krla o ask prosi...
- Mdra ty gowa - rzek Chmielnicki. - Ka uderzy w dzwon na rad, a
na majdanie powiedz pukownikom, e zaraz wyjd.
Wyhowski wyszed, a po chwili ozwa si dzwon na rad, na ktrego gos
wnet wojska zaporoskie poczy si zbiera. Zasiedli wic dowdcy i
pukownicy: straszliwy Krzywonos, prawa Chmielnickiego rka,
Krzeczowski, miecz kozacki, stary i dowiadczony Filon Dziedziaa,
pukownik kropiwnicki, Fedor oboda perejasawski, okrutny Fedoreko
kalnicki, dziki Puszkareko potawski, ktry samym czabanom
przewodzi; Szumejko niyski, ognisty Czarnota hadziacki, Jakubowicz
czehryski, dalej Nosacz, Hadki, Adamowicz, Guch, Pujan, Panicz -
nie wszyscy, bo niektrzy byli na wyprawach, a niektrzy na tamtym
wiecie, ktrych ju ksi Jeremi tam wysa.
Tatarzy nie byli tym razem wezwani na narad. "Towarzystwo" zebrao
si obok na majdanie, cisnc si czer odpdzano kijami, a nawet
kicieniami, przy czym i zabjstw nie brako.
Na koniec ukaza si i sam Chmielnicki, przybrany w czerwie, w
kopaku i z buaw w rku. Obok niego szed biay jak gob ksidz
bahoczeciwy Patroni asko, a z drugiej strony Wyhowski z papierami
w rku.
Chmiel zasiadszy midzy pukownikami siedzia przez chwil w
milczeniu, po czym zdj kopak na znak, i narada si rozpoczyna, wsta
i tak mwi pocz:
- Moci panowie pukownicy i atamani dobrodziejstwo! Wiadomo wam,
jako dla wielkich, a niewinnie cierpianych krzywd naszych musielimy za
bro uchwyci, a z pomoc najjaniejszego carza krymskiego o dawne
wolnoci i przywileje, odjte nam bez woli krla jegomoci, od panit si
upomnie, ktr imprez Bg bogosawi i spuciwszy na nieszczerych
tyranw naszych strach, wcale im niezwyczajny, nieprawdy i uciski ich
pokara, a nam znacznymi wiktoriami wynagrodzi, za co mu
wdzicznym sercem powinnimy dzikowa. Gdy tedy pycha ich
pokaran zostaa, naley myle nam, aby rozlew krwi chrzecijaskiej
powstrzyma, co nam Bg miosierny i nasza bahoczeciwa wiara
nakazuje, a szabli pty z rki nie puszcza, pki nam za wol
najjaniejszego krla jegomoci nasze dawne wolnoci i przywileje nie
bd powrcone. Pisze mi tedy pan wojewoda bracawski, i si to moe
sta, co i ja tak myl, gdy nie my to, ale panita, Potoccy, Kalinowscy,
Winiowieccy i Koniecpolscy, z posuszestwa majestatowi i
Rzeczypospolitej wyszli, ktrych emy ukarali, przeto nam si suszna
kontentacja i nagroda od majestatu i stanw naley. Prosz ja wic moci
panw dobrodziejw i askawcw moich, abycie pismo wojewody
bracawskiego, mnie przez ojca Patroniego aska, szlachcica wiary
bahoczeciwej, przysane, przeczytali i mdrze postanowili, aby rozlew
krwie chrzecijaskiej by wstrzymany, a nam kontentacja uczyniona i
nagroda za posuszestwo i wierno Rzplitej oddana.
Chmielnicki nie pyta, czy wojna ma by zaniechan, ale da
postanowienia, aby bya zaniechan, zaraz przeto niechtnie podnieli
szemranie, to za po chwili zmienio si w krzyki grone, ktrym gwnie
Czarnota hadziacki przewodzi.
Chmielnicki milcza, patrzy tylko uwanie, skd wychodz protesty, i
opornych sobie w pamici notowa.
Tymczasem powsta Wyhowski z listem Kisielowym w rku. Kopi
pisma ponis Zorko, aby j odczyta "towarzystwu", wic tam i tu
zapada cisza gboka.
Wojewoda poczyna list w te sowa:
"Moci Panie Starszy Wojska Rzeczypospolitej Zaporoskiego, z dawna
mnie miy panie i przyjacielu!
Gdy wiele jest takich, ktrzy o WMci jako o nieprzyjacielu Rzplitej
rozumiej, ja nie tylko zostawam sam cale upewnionym o WMci
wiernym ku Rzplitej afekcie, ale i innych w tym upewniam IMP Panw
Senatorw, kolegw moich. Trzy rzeczy mnie upewniaj: pierwsza, i
lubo od wiekw wojsko Dnieprowe sawy i wolnoci swoich przestrzega,
ale wiary swojej zawsze krlom, panom i Rzplitej dotrzymywa. Druga,
e nard ruski nasz w wierze swej prawowiernej tak stateczny, e woli
kady z nas zdrowie swoje pokada nili t wiar czymkolwiek
naruszy. Trzecia, e lubo rne bywaj (jako i teraz si stao, al si
Boe) wntrzne krwie rozlania, przecie jednak ojczyzna nam wszystkim
jest jedna, w ktrej si rodzimy, wolnoci naszych zaywamy, i nie masz
prawie we wszystkim wiecie inszego pastwa i drugiego podobnego
ojczynie naszej w prawach i swobodaeh. Dlatego zwyklimy wszyscy
jednostajnie tej matki naszej, Korony, caoci przestrzega; a chocia
bywaj rne dolegliwoci (jako to na wiecie), to jednak rozum kae
uwaa, e atwiej domwi si w pastwie wolnym, co ktrego z nas
boli, nili straciwszy t matk, ju drugiej takiej nie nale ani w
chrzecijastwie, ani w pogastwie..."
oboda perejasawski przerwa czytanie.
- Prawdu kae - rzek gono.
- Prawdu kae! - powtrzyli inni pukownicy.
- Neprawdu, bresze psia wira! - wrzasn Czarnota.
- Milcz! sam psia wira!
- Wy zdrajcy! na pohybel wam!
- Na pohybel tobi!
- Sucha, czyta dalej! czyta! on nasz czoowik. Sucha, sucha!
Burza zbieraa si na dobre, ale Wyhowski j dalej czyta, wic uciszyo
si znowu.
Pisa wojewoda w dalszym cigu, i wojsko zaporoskie powinno mie do
niego ufno, gdy wie dobrze, e on tej samej bdc krwi i wiary,
yczliwym mu by musi; przypomina; jako w nieszczsnym krwi
wylaniu pod Kumejkami i pod Starcem udziau nie bra, nastpnie
wzywa Chmielnickiego, aby wojny poprzesta, Tatarw odprawi albo na
nich or obrci - i w wiernoci dla Rzplitej si utrwali. Wreszcie list
koczy si w nastpujce sowa:
"Obiecuj waszmoci, tak jakom synem Cerkwi Boej i jako dom mj ze
krwie narodu ruskiego staroytnej idzie, e sam bd pomocny do
wszystkiego dobrego. Wiecie WM bardzo dobrze, e i na mnie w tej
Rzplitej (za ask Bo) cokolwiek zaley i beze mnie ani wojna
uchwalona by moe, ani pokj stanowiony, a ja pierwszy wntrznej
wojny nie ycz" etc...
Powstay zaraz tedy tumulty za i przeciw, ale list w ogle podoba si i
pukownikom, i nawet "towarzystwu". Niemniej przeto w pierwszej
chwili nie mona byo niczego zrozumie ani dosysze dla wielkiej furii,
z jak nad pismem rozprawiano. "Towarzystwo" podobne byo z dala do
wielkiego wiru, w ktrym wrzao, kotowao si i huczao mrowie ludzkie.
Pukownicy potrzsali piernaczami i przyskakiwali sobie z piciami do
oczu. Widziae twarze czerwone, rozpalone oczy, pian na ustach, a
wszystkim partyzantom dalszej wojny przewodzi Erazm Czarnota, ktry
wpad w sza prawdziwy. Chmielnicki te patrzc na jego wcieko
bliskim by wybuchu, przed ktrym cicho zwykle wszystko jak przed
rykiem lwa. Ale pierwej jeszcze wskoczy na aw Krzeczowski,
piernaczem machn i krzykn gosem do grzmotu podobnym:
- Czabanowa wam, nie radzi, raby pogaskie!
- Cicho! Krzeczowski chce mwi! - krzykn pierwszy Czarnota, ktry
spodziewa si, i przesawny pukownik za wojn bdzie przemawia.
- Cicho! cicho! - wrzeszczeli inni.
Krzeczowski by niezmiernie szanowany midzy kozactwem, a to dla
wielkich usug, ktre odda, dla wielkiej gowy wojennej i - dziwna rzecz -
dlatego, i by szlachcic. Uciszyo si wic zaraz i wszyscy czekali z
ciekawoci, co powie; sam Chmielnicki utkwi w niego wzrok
niespokojny.
Ale Czarnota myli si przypuszczajc, i pukownik za wojn wystpi.
Krzeczowski bystrym swym umysem zrozumia, i teraz albo nigdy mg
uzyska od Rzplitej owe starostwa i dostojestwa, o ktrych marzy.
Odgad, e przy pacyfikacji Kozakw jego przed wielu innymi bd si
starali uj i zaspokoi, czemu pan krakowski, jako w niewoli bdcy, nie
bdzie mg przeszkadza; wic te odezwa si w takie sowa:
- Rzecz moja bi, nie radzi; ale gdy do rady przyszo, poczuwam si te
do tego, abym swoje zdanie powiedzia, gdyem na taki wasz fawor, jak i
inni, jeeli nie lepiej zarobi. Po to my wojn podniecili, aby nam nasze
wolnoci i przywileje zostay powrcone, a pisze wojewoda bracawski,
e tak by ma. Wic albo bdzie, albo nie bdzie. Jeli nie bdzie, tak
wojna, a jeli bdzie - pokj! Po co darmo krew la? Niech nas
zaspokoj, a my czer uspokoimy i wojna ustanie; nasz bat'ko
Chmielnicki mdrze to wszystko uoy i obmyli, aby my po stronie
najjaniejszego krla jegomoci stanli, ktren nagrod za to nam da, a
jeli panita si sprzeciwi, tedy pozwoli nam z nimi pohula - i
pohulamy. Tego bym tylko nie radzi, by Tatarw odprawia; niech
koszem na Dzikich Polach zapadn i le, pki nam wz lub przewz.
Chmielnicki rozjani twarz syszc te sowa, a pukownicy w ogromnej
ju wikszoci poczli woa, by wojn zawiesi i posw do Warszawy
wysa, a pana z Brusiowa prosi, by sam dla ukadw przyby. Czarnota
krzycza jeszcze i protestowa, ale pukownik oczy grone w niego utkwi
i rzek:
- Ty Czarnota, hadziacki pukowniku, o wojn i krwi przelanie woasz, a
gdy pod Korsuniem szli na ci petyhorcy pana Dmochowskiego, to jak
pidswynok kwicza: "Braty ridnyje, spasajte!", i uciekae przed caym
twoim pukiem.
- esz! - wrzasn Czarnota - ja si nie boj ni Lachiw, ni ciebie.
Krzeczowski piernacz w rku cisn i ku Czarnocie skoczy; inni te
poczli piciami okada hadziackiego pukownika. Tumult znowu
pocz si wzmaga. Na majdanie "towarzystwo" ryczao jak stado
dzikich ubrw.
Wtem powsta znowu sam Chmielnicki.
- Moci panowie pukownicy dobrodziejstwo! - rzek. - Za czym
ustanowilicie, aby posw do Warszawy wysa, ktrzy suby nasze
wierne najjaniejszemu krlowi jegomoci zalec i o nagrod prosi bd.
Ale te kto chce wojny, ten j mie moe - nie z krlem, nie z
Rzeczpospolit, bo my z nimi nigdy wojny nie prowadzili, ale z
najwikszym niedrugiem naszym, ktren ju cay od krwi kozackiej
czerwony, ktry pod Starcem jeszcze si w niej umaza i teraz maza si
nie przestaje, w nieyczliwoci dla wojsk zaporoskich trwajc. Do
ktrego ja pismo i posw wysaem proszc, aby onej nieyczliwoci
zaniecha, a on ich tyrasko pomordowa, odpowiedzi adn mnie,
starszego waszego, nie uczciwszy, przez co kontempt caemu wojsku
zaporoskiemu wyrzdzi. A teraz z Zadnieprza przyszed i Pohrebyszcze
w pie wyci, niewinnych ludzi pokara, nad ktrymim ja rzewnymi
zami paka. Potem, jako mnie dzi rano dali zna, do Niemirowa on
poszed i take nikogo nie ywi. A gdy Tatarzy dla strachu i bojani
ruszy na niego nie chc, rycho patrze, jak on tu przyjdzie, aby i nas,
niewinnych ludzi, wygubi, przeciw woli przychylnego nam
najjaniejszego krla jegomoci i caej Rzeczypospolitej, bo on w pysze
swej o nikogo nie dba, a jako si teraz buntuje, tak zawsze si jest gotw
przeciw woli jego krlewskiej moci zbuntowa...
W zgromadzeniu zrobio si bardzo cicho. Chmielnicki odsapn i mwi
dalej:
- Bg nam nad hetmanami wiktori nagrodzi, ale on gorszy od hetmanw
i od wszystkich krlewit, diabelski syn sam nieprawd yjcy. Na
ktrego gdybym ja sam ruszy, tedyby on w Warszawie przez przyjaci
swych krzycze nie omieszka, i pokoju nie chcemy, i przed jego
krlewsk moci niewinno nasz by oskara. Co aby si nie stao,
potrzeba, iby krl jegomo i caa Rzplita wiedziaa, i ja wojny nie chc
i cicho siedz, a on pierwszy na nas wojn nastaje; przeto ja ruszy nie
mog, bo i do ukadw z panem wojewod bracawskim zosta musz,
ale by on, diabelski syn, siy naszej nie zama, trzeba mu si zastawi i
potg jego tak zgubi, jakemy pod tymi Wodami i pod Korsuniem
niedrugw naszych, panw hetmanw, zgubili. O to wic prosz, abycie
waszmociowie na niego na ochotnika ruszyli, a ja do krla jegomoci
pisa bd, i to si stao beze mnie i dla koniecznej obrony naszej przed
jego, Winiowieckiego, nieyczliwoci i napaci.
Guche milczenie panowao w zgromadzeniu.
Chmielnicki mwi dalej:
- Ktry tedy z waszmociw na w przemys wojenny wyjdzie, temu ja
wojska dosy dam, dobrych moojcw, i armat dam, i ludu ognistego,
aby z pomoc bo niedruga naszego mg znie i wiktori nad nim
otrzyma...
Ani jeden z pukownikw nie wysun si naprzd.
- Szedziesit tysicy wybranego komunika dam! - rzek Chmielnicki.
Cisza.
A przecie byli to wszystko nieustraszeni wojownicy, ktrych okrzyki
wojenne odbijay si nieraz o mury Carogrodu. I moe wanie dlatego
kady z nich obawia si utraci zdobytej sawy w spotkaniu ze
straszliwym Jeremim.
Chmielnicki wodzi oczyma po pukownikach, ktrzy pod wpywem tego
spojrzenia wzrok spuszczali ku ziemi. Twarz Wyhowskiego przybraa
wyraz szataskiej zoliwoci.
- Znam ja moojca - rzek pospnie Chmielnicki - ktren by przemwi w
tej chwili i od tej wyprawy si nie wybiega, ale go nie masz midzy
nami...
- Bohun! - rzek jaki gos.
- Tak jest. Znis on ju regiment Jaremy w Wasiwce, jeno go
poszczerbili w tej potrzebie i ley teraz w Czerkasach, ze mierci-matk
walczy. A gdy jego nie masz, nikogo nie masz, jak widz! Gdzie sawa
kozacka? gdzie Pawluki, Nalewajki, obody i Ostranice?
Wtem niski, gruby czowiek, z twarz sin, ponur, rudym jak ogie
wsem nad skrzywionymi ustami i zielonymi oczyma, powsta z awy,
wysun si ku Chmielnickiemu i rzek:
- Ja pjd.
By to Maksym Krzywonos.
Okrzyki zabrzmiay: "Na sawu!", on za wspar si piernaczem w bok i
tak mwi chrapliwym, urywanym gosem:
- Nie myl, hetmanie, eby ja si ba. Ja by od razu si podj - ale
myla: s lepsi! Ale kiedy tak, to pjd. Wy co? wy gowy i rce, a u
mnie nie ma gowy, tylko rce a szabla. Raz maty rodya! Wojna mnie
ma i siostra. Winiowiecki reet i ja budu; on wiszajet i ja budu. A ty
mnie, hetmanie, moojcw dobrych daj, bo czerni nie z Winiowieckim
to poczyna. Tak i pjd - zamkiw dobuwaty, byty, rizaty, wiszaty! Na
pohybel im, bioruczkym!
Drugi ataman wysun si naprzd
- Ja z toboju, Maksym!
By to Pujan.
- I Czarnota hadziacki, i Hadki mirhorodzki, i Nosacz ostrski pjd z
tob! - rzek Chmielnicki.
- Pjdziemy! - ozwali si jednogonie, bo ju ich przykad Krzywonosa
zachci i duch w nich wstpi.
- Na Jaremu! na Jaremu! - zagrzmiay okrzyki w zgromadzeniu.
- Koli! koli! - powtrzyo "towarzystwo", i po pewnym czasie narada
zmienia si w pijatyk. Puki wyznaczone z Krzywonosem piy na
mier- bo te i szy na mier. Moojcy sami dobrze o tym wiedzieli, ale
ju w ich sercach nie byo strachu. "Raz maty rodya" - powtarzali za
swym wodzem i dlatego te sobie ju nic nie aowali, jako zwyczajnie
przed mierci. Chmielnicki pozwala i zachca - czer sza za ich
przykadem.
Tumy zaczy piewa pieni w sto tysicy gosw. Rozproszono konie
powodowe, ktre szalejc po obozie i wzbijajc tumany kurzawy
wszczy nieopisany niead. Goniono je z krzykiem, zgiekiem i
miechami; znaczne watahy wczyy si nad rzek, strzelay z
samopaw, pary si i cisny do kwatery samego hetmana, ktry kaza
je wreszcie Jakubowiczowi rozpdza. Wszczy si bjki i zamt,
dopki deszcz ulewny nie zapdzi wszystkich pod szaasy i wozy.
Wieczorem burza rozhulaa si na niebie. Grzmoty przewalay si z
jednego koca chmur w drugi, byskania owiecay ca okolic to biaym,
to czerwonym wiatem.
Przy blaskach ich wyrusza z obozu Krzywonos na czele szedziesiciu
tysicy co przedniejszych, wybranych wojownikw i czerni.
 Rozdzia XXVII 
Szed tedy Krzywonos z Biaocerkwi na Skwir i Pohrebyszcze ku
Machnwce, a gdzie przeszed, giny nawet lady ludzkiego ycia. Kto
do niego nie przysta, pod noem gin. Palono nawet zboa na pniu, lasy
i sady, a ksi tymczasem prowadzi na swoj rk zniszczenie. Po
wyciciu Pohrebyszcz i krwawym chrzcie, jaki pan Baranowski
Niemirowowi sprawi, wygnioty jeszcze wojska kilkanacie znacznych
watah i stany obozem pod Rajgrodem, gdy miesic to ju upywa, jak
nie zsiaday z konia, i trud je nadwtli, i mier je znacznie umniejszya.
Trzeba byo odpocz, gdy rce tych kosiarzy od krwawej koby
pomdlay. Waha si nawet ksi i rozmyla, czyby nie pj na czas
jaki do spokojniejszego kraju dla odpoczynku i pomnoenia wojsk, a
zwaszcza koni, ktre podobniejsze byy do szkieletw zwierzcych ni
do ywych stworze, gdy od miesica ziarna nie zaznay, stratowan
traw tylko yjc. A wtem po tygodniowym postoju dano zna, e posiki
id. Ksi zaraz wyjecha na spotkanie - i istotnie spotka pana Janusza
Tyszkiewicza, wojewod kijowskiego, ktry nadchodzi w ptora tysica
ludzi dobrych, a z nim pan Krzysztof Tyszkiewicz, podsdek bracawski,
mody pan Aksak, prawie pachol jeszcze, z dobrze okryt wasn
chorgiewk usarsk i wiele szlachty, jako panowie Sieniutowie,
Poubiscy, ytyscy, Jeowiccy, Kierdeje, Bohusawscy, jedni z
pocztami, drudzy bez, razem caej siy blisko dwa tysice koni prcz
czeladzi. Ucieszy si wic ksi bardzo i wdzicznie pana wojewod do
swej kwatery zaprosi, ktry nie mg si oddziwi jej ubstwu i
prostocie. Bo ksi, o ile w ubniach y po krlewsku, o tyle na
wyprawach, chcc przykad da onierstwu, adnych wygd sobie nie
pozwala. Sta wic w jednej izbie, do ktrej pan wojewoda kijowski
zaledwie mg si z powodu swej ogromnej tuszy przez wskie drzwi
przecisn, a si kaza rkodajnemu z tyu pcha. W izbie prcz stou,
aw drewnianych i tapczana okrytego skr kosk nie byo nic wicej,
jeno jeszcze siennik przy drzwiach, na ktrym sypia pacholik zawsze do
posug gotowy. Ta prostota zdziwia bardzo wojewod, ktren wygod
lubi i z kobiercami si wozi. Wszed tedy i ze zdumieniem na ksicia
poglda dziwic si, jak mg tak wielki duch mieci si w takiej
prostocie i takim ubstwie. Widywa on czasem ksicia na sejmach w
Warszawie, by mu nawet z dala pokrewnym, ale go bliej nie zna.
Dopiero gdy z nim mwi pocz, pozna zaraz, e ma z nadzwyczajnym
czowiekiem do czynienia. I on, stary senator i stary onierz rubacha,
ktren kolegw senatorw po ramieniu klepa, ksiciu Dominikowi
Zasawskiemu mwi: "Mj askawco!", i z samym krlem by poufale,
nie mg si na takow poufao z Winiowieckim zdoby, chocia
ksi przyj go uprzejmie, bo by mu wdziczen za posiki.
- Moci wojewodo - rzek - Bogu chwaa, iecie przybyli ze wieym
ludem, bom te ju ostatnim tchem goni.
- Widziaem ja po onierzach waszej ksicej moci, i si napracowali,
niebota, co i mnie trapi niemao, gdyem tu z prob przyby, by
wasza ksica mo na ratunek mnie popieszy.
- A czy pilno?
- Periculum in mora, periculum in mora! Nadcigno hultajstwa
kilkadziesit tysicy, a nad nimi Krzywonos, ktren jakom sysza, na
wasz ksic mo by komenderowany, ale dostawszy jzyka, ie
wasza ksica mo ku Konstantynowu ruszy, tam pocign, a teraz po
drodze mnie Machnwk obleg i takie spustoszenie poczyni, i aden
jzyk tego wypowiedzie nie jest w monoci.
- Syszaem ja o Krzywonosie i tum go czeka, ale skoro mnie min,
widz, e sam go szuka musz. Istotnie, rzecz nie cierpi zwoki. Sia w
Machnwce jest zaogi?
- Jest w zamku dwiecie Niemcw bardzo dobrych, ktrzy wytrzymaj
jeszcze czas jaki. Ale co najgorzej, to i do miasta zjechao si sporo
szlachty z rodzinami, miasto za, jeno waem i czstokoem obronne,
dugo oporu stawia nie moe.
- Istotnie, rzecz nie cierpi zwoki - powtrzy ksi.
A potem zwrciwszy si ku pacholikowi:
- eleski! - rzek - biegaj po pukownikw.
Wojewoda kijowski siad tymczasem na awie i sapa; troch si przy tym
za wieczerz oglda, gdy by godny, a lubi je dobrze.
Wtem rozlegy si zbrojne stpania i weszli oficerowie ksicy - czarni,
wychudli, brodaci, z pozapadanymi oczyma, ze ladami
niewypowiedzianych trudw na twarzy. Skonili si w milczeniu ksiciu,
gociom i czekali, co powie.
- Moci panowie - rzek ksi - czy konie u tokw?
- Tak jest.
- Gotowe?
- Jako zawsze.
- To dobrze. Za godzin ruszamy na Krzywonosa.
- H? - rzek wojewoda kijowski i spojrza ze zdziwieniem na pana
Krzysztofa, podsdka bracawskiego.
A ksi mwi dalej:
- Im Poniatowski i Wierszu rusz pierwsi. Za nimi pjdzie Baranowski
z dragoni, a w godzin eby mi i armaty Wurcla wyszy.
Pukownicy skoniwszy si opucili izb i po chwili rozlegy si trbki
grajce wsiadanego. Wojewoda kijowski takiego popiechu si nie
spodziewa, a nawet sobie nie yczy, gdy by zmczony i zdroony.
Liczy on na to, e z dzionek u ksicia wypocznie i jeszcze zdy - a tu
przychodzio zaraz, nie pic, nie jedzc, na ko siada.
- Moci ksi - rzek - a czy zajd onierze wasi do Machnwki, bo
widziaem, strasznie fatigati, a to droga daleka.
- Niech wasz mo o to gowa nie boli. Jak na piewanie id oni na
bitw.
- Widz ja to, widz. Siarczysty onierz, ale bo to..: i mj lud
podroony.
- Mwie wasza mo: periculum in mora.
- Tak jest, ale moe by przez noc odpocz. My spod Chmielnika
idziemy.
- Moci wojewodo, my z ubniw, z Zadnieprza.
- Cay dzie bylimy w drodze.
- My cay miesic.
To rzekszy ksi wyszed, by osobicie szyk pochodowy sprawi, a
wojewoda oczy na podsdka, pana Krzysztofa, wytrzeszczy, domi po
kolanach uderzy i mwi:
- Ot, mam, czegom chcia. Dalibg, oni mnie tu godem zamorz. O! to w
gorcej wodzie kpani. Przychodz o pomoc, myl, e po wielkich
molestacjach za dwa, trzy dni rusz, a tu i odetchn nie dadz. Nieche
ich kaduk porwie! Pulisko mi nog przetaro, co mi je zdrajca pachoek
le przypi, w brzuchu mi kruczy... nieche ich kaduk porwie!
Machnwka Machnwk, a brzuch brzuchem ! Jam te stary onierz,
wicej jam moe od nich wojny zaywa - ale nie tak ap, cap! To diaby,
nie ludzie: nie pi, nie jedz -tylko si bij. Jak mi Bg miy, tak oni
nigdy nie jedz. Widziae, panie Krzysztofie, tych pukownikw - czy
nie wygldaj jak spectra? co?
- Ale fantazja u nich ognista - odpowiedzia pan Krzysztof, ktry onierz
by zamiowany. - Miy Boe! ile to zamieszania i nieadu po innych
obozach, gdy rusza przyjdzie! ile bieganiny, szykowania wozw,
posyania po konie!... a tu - syszycie waszmo? - oto ju lekkie
chorgwie wychodz!
- A juci, e tak jest! Desperacja! - mwi wojewoda.
A mody pan Aksak donie swoje chopice zoy:
- Ach, wielki to wdz! ach, wielki to wojennik! - mwi z uniesieniem.
- U waci mleko pod nosem! - hukn na niego wojewoda. - Cunctator
take by wielki wdz!... rozumiesz wasze?
Wtem wszed ksi:
- Moci panowie, na ko! ruszamy!
Wojewoda nie wytrzyma.
- Kae, wasza ksica mo, da co zje, bom godny! - wykrzykn
z wybuchem zego humoru.
- A, mj moci wojewodo! - rzek ksi miejc si i biorc go w
ramiona - wybaczcie, wybaczcie, caym sercem, ale na wojnie czek o
tych rzeczach zapomina.
- A co, panie Krzysztofie? czy nie mwiem, e oni nic nie jedz? -
rzecze wojewoda zwracajc si do podsdka bracawskiego.
Ale wieczerza niedugo trwaa i w par godzin pniej nawet i piechoty
wyszy ju z Rajgrodu. Cigny wojska na Winnic i Lity ku
Chmielnikowi. Po drodze natkn si Wierszu na zagonek tatarski w
Sawerwce, ktry wraz z panem Woodyjowskim wygnietli do szcztu,
oswobodziwszy kilkaset dusz jasyru, samych prawie dziewczt. Tame
rozpoczyna si ju kraj spustoszony, peen ladw Krzywonosowej rki.
Strzyawka bya spalona, a ludno jej wymordowana w straszny
sposb. Widocznie nieszcznicy stawili opr Krzywonosowi, za ktry
dziki wdz odda ich mieczom i pomieniom. U wejcia do wsi wisia na
dbie sam pan Strzyowski, ktrego ludzie Tyszkiewicza zaraz poznali.
Wisia nagi zupenie, a na piersiach mia okropny naszyjnik zoony z
gw ponawczonych na powrz. Byy to gowy jego szeciorga dziatek i
ony. W samej wsi, spalonej zreszt do szcztu, ujrzay chorgwie po
obu stronach drogi dugi szereg "wiec" kozackich, to jest ludzi z
wzniesionymi nad gow rkoma, poprzywizywanych do erdzi wbitych
w ziemi, obwinitych som, oblanych smo i zapalonych od doni.
Wiksza ich cz miaa poupalane tylko rce; gdy deszcz przeszkodzi
widocznie dalszemu gorzeniu. Ale straszne byy to trupy z
powykrzywianymi twarzami, wycigajce ku niebu czarne kikuty.
Zapach zgnilizny rozchodzi si dokoa. Nad supami kotoway si
chorowody wron i kawek, ktre za zblieniem si wojska zryway si z
wrzaskiem z bliszych supw, by si na dalszych. Kilka wilkw
pomkno przed chorgwiami ku zarolom. Wojska posuway si w
milczeniu straszliw alej i liczyy "wiece". Byo ich trzysta kilkadziesit.
Minli wreszcie ow nieszczsn wiosk i odetchnli wieym
powietrzem polnym. Ale lady zniszczenia szy dalej. Bya to pierwsza
poowa lipca. Zboa ju prawie dochodziy, spodziewano si bowiem
wczesnych niw. Ale cae any byy czci spalone, czci stratowane,
zwikane, wdeptane w ziemi. Zdawa by si mogo, e huragan
przeszed przez niwy. Jako i przeszed po nich huragan najgroniejszy ze
wszystkich - wojny domowej. onierze ksicy widzieli nieraz yzne
okolice spustoszae po napadzie Tatarw, ale podobnej zgrozy, podobnej
wciekoci zniszczenia nie widzieli nigdy w yciu. Lasy popalono tak
samo jak zboa. Gdzie ogie drzew nie poar, tam odar z nich ognistym
jzykiem li i kor, opali oddechem, odymi, poczerni - i drzewa wic
sterczay jak szkielety. Pan wojewoda kijowski patrzy i oczom nie
wierzy. Miedziakw, Zhar, Futory, Soboda - jedno zgliszcze!
Gdzieniegdzie chopi uciekli do Krzywonosa, kobiety za i dzieci poszy
w jasyr owego zagonu ordy, ktry Wierszu z Woodyjowskim wygnietli.
Na ziemi pustosz, na niebie za stada wron, krukw, kawek, spw,
ktre pozlatyway si, Bg wie skd, na kozacze niwo... lady przejcia
wojsk staway si coraz wiesze. Napotykano raz w raz zamane wozy,
trupy bydlce i ludzkie jeszcze nie popsute, potuczone garnki, miedziane
koty, wory z zamok mk, zgliszcza jeszcze dymice, stogi wieo
napoczte i rozrzucone. Ksi par chorgwie ku Chmielnikowi, nie
dajc im odetchn, stary za wojewoda za gow si chwyta
powtarzajc aonie:
- Moja Machnwka! moja Machnwka! widz ju, i nie zdymy.
Tymczasem w Chmielniku przysza wiadomo, e nie sam stary
Krzywonos, ale syn jego Machnwk w kilkanacie tysicy ludzi oblega i
e on to naczyni tak nieludzkich spustosze po drodze. Miasto, wedle
tego, co gosiy wieci, byo ju zdobyte, Kozacy dostawszy go wyrnli
w pie szlacht i ydw, szlachcianki za pobrali do swego taboru, gdzie
oczekiwa je los gorszy od mierci. Ale zameczek pod wodz pana Lwa
broni si jeszcze. Kozacy szturmowali go z klasztoru bernardynw, w
ktrym wysiekli zakonnikw. Pan Lew, gonic ostatkiem si i prochw,
nie obiecywa si duej trzyma nad jedn noc.
Zostawi wic ksi piechoty, dziaa i gwne siy wojska, ktrym kaza
i do Bystrzyka, sam za z wojewod, panem Krzysztofem, panem
Aksakiem, we dwa tysice komunika na pomoc skoczy. Stary wojewoda
ju hamowa, bo gow straci: "Machnwka przepada, przyjdziemy za
pno! lepiej poniecha, a innych miejsc broni i w prezydia je
zaopatrzy" - powtarza. Ale ksi nie chcia sucha. Pan podsdek
bracawski nagli, a wojska rway si do boju. "Skoromy tu przyszli, nie
odejdziemy bez krwi" - mwili pukownicy. I ruszono naprzd.
A w p mili od Machnwki kilkunastu jedcw pdzc co ko
wyskoczy zabiego wojsku drog. By to pan Lew z towarzyszami.
Ujrzawszy go wojewoda kijowski odgad natychmiast, co si stao.
- Zamek zdobyty! - krzykn.
- Tak jest! - odpowiedzia pan Lew i w teje chwili omdla, bo by
posieczony i postrzelany, wic krew go usza. Ale inni poczli opowiada,
co si stao. Niemcw na murach wybito do nogi, gdy woleli umiera ni
si poddawa; pan Lew przebi si przez gstw czerni i wyamane
bramy, wszelako w izbach na wiey bronio si kilkudziesiciu szlachty -
tym naleao pieszny da ratunek.
Ruszono wic z kopyta. Po chwili ukazao si na grze miasto i zamek, a
nad nimi cika chmura dymw od wszcztego poaru. Dzie ju
zapada. Na niebie paliy si olbrzymie zorze purpurowe i zote, ktre
wojska zrazu za un poczytay. Przy tych blaskach wida byo puki
Zaporocw i zbite masy czerni pynce przez bramy na spotkanie wojsk
tym mielej, e nikt w miecie nie wiedzia o przybyciu ksicia, sdzono
bowiem, e sam tylko wojewoda kijowski nadciga z odsiecz. Zna
wdka olepia ich zupenie albo wiee zdobycie zamku natchno pych
niezmiern, gdy miao zstpili z gry i dopiero na rwninie poczli si
szykowa do bitwy  ochot wielk, grzmic w koty i litaury. Na ten
widok okrzyk radoci wyrwa si ze wszystkich polskich piersi, a pan
wojewoda kijowski mia sposobno po raz wtry podziwia sprawno
chorgwi ksicych. Zatrzymawszy si na widok kozactwa, stany od
razu w szyku bojowym, cika jazda we rodku, lekkie na skrzydach,
tak i nic nie naleao poprawia i mona byo z miejsca zaczyna.
- Panie Krzysztofie, co to za lud! - rzek wojewoda. - Od razu stanli w
ordynku. Mogliby oni i bez wodza bitwy stacza.
Ksi wszelako, jako wdz przezorny, przelatywa z buaw w rku
midzy chorgwiami od skrzyda do skrzyda, opatrywa, ostatnie dawa
rozkazy. Zorze odbijay si w jego srebrnym pancerzu i podobny by do
jasnego pomienia latajcego midzy szeregami, ile e rd ciemnych
zbroic sam jeden wieci mocno.
Stany tedy: w rodku, w pierwszej linii trzy chorgwie - pierwsza, ktr
sam wojewoda kijowski sprawowa, druga modego pana Aksaka, trzecia
pana Krzysztofa Tyszkiewicza; za nimi, w drugiej linii, dragonia pod
panem Baranowskim, a wreszcie olbrzymia husaria ksica - przy niej
jako sprawca pan Skrzetuski.
Skrzyda zajli Wierszu, Kuszel i Poniatowski. Armaty nie byo, gdy
Wurcel zosta w Bystrzyku.
Ksi poskoczy do wojewody i buaw skin.
- Za swoje krzywdy poczynaj wasza mo najpierwszy.
Wojewoda z kolei machn buzdyganem - pochylili si onierze w
kulbakach i ruszyli. A zaraz po sposobie prowadzenia chorgwi mona
byo pozna, i wojewoda, cho ciki i kunktator, bo wiekiem
przygnieciony, przecie onierz jest dowiadczony i mny. Nie zerwa on
z miejsca chorgwi do najwikszego impetu, by si oszczdzi, ale
prowadzi z wolna, powikszajc pd w miar, jak ku nieprzyjacielowi si
zblia. Sam te bieg w pierwszym szeregu z buzdyganem w rku,
pacholik mu tylko pod rk trzyma koncerz dugi i ciki, nie za ciki
jednak na jego rk. Czer te sypna si ku chorgwi piechot, z
kosami i cepami, by pierwszy impet powstrzyma i Zaporocom atak
uatwi. Gdy wic nie dzielio ich wicej nad kilkadziesit krokw, poznali
wojewod machnowiczanie po olbrzymim wzrocie i tuszy, a poznawszy
woa poczli:
- Hej, janie wielmony wojewodo, niwa bliskie, czemu to poddanym
wychodzi nie kaesz? Czoem, jasny pane! ju my ci ten brzuch
przewiercimy.
I grad kul posypa si na chorgiew, ale szkody nie uczyni, bo sza ju
jak wicher. Zderzyli si tedy mocno. Rozleg si stukot cepw i brzk kos
o pancerze, krzyki i jki. Kopie otwary bram w zbitej masie czerni,
przez ktr rozhukane konie wpady jak orkan tratujc, przewalajc,
miadc. I jako na ce, gdy stanie szereg kosiarzy, bujna trawa znika
przed nimi, a oni id naprzd, machajc drgami od kos, tak wanie pod
ciciami mieczw szeroka awica czerni zwaa si, topniaa, nika, a
parta piersiami koskimi, nie mogc usta na miejscu, pocza si
koleba. Wreszcie zagrzmia krzyk: "Ludy, spasajtes!", i caa masa,
rzucajc kosy, cepy, widy, samopay, rzucia si w dzikim popochu na
stojce w tyle puki Zaporocw. Ale Zaporocy bojc si, by uciekajcy
tum nie zawichrzy ich szeregw, nadstawili mu spisy, wic czer widzc
t zapor rzucia si z wyciem rozpaczliwym w obie strony, wnet jednak
zegnali j na nowo Kuszel i Poniatowski, ktrzy od skrzyde ksicych
wanie ruszyli.
A za wojewoda idc po trupach czerni stan w obliczu Zaporocw i
gna ku nim, oni za ku niemu, chcc na impet impetem odpowiedzie. I
tak wanie uderzyli si o siebie jako dwie fale z przeciwnych stron idce,
ktre przy zderzeniu grzebie pienisty utworz. Tak konie wspiy si
przed komi, jedcy jak wa, a szable nad waem jak piana. I pozna
wojewoda, e to nie z czerni robota, ale z citym i wywiczonym
onierzem zaporoskim. Dwie linie pary si wzajem, giy, jedna drugiej
przegi nie mogc. Trup pada gsty, bo tam m uderza na ma,
miecz na miecz. Sam wojewoda, zasadziwszy za pas buzdygan, a
porwawszy koncerz od pacholika, pracowa w pocie czoa, sapic jak
miech kowalski. Przy nim dwch panw Sieniutw, panowie Kierdeje,
Bohusawscy, Jeowiccy i Poubiscy uwijali si jak w ukropie. Ale po
stronie kozackiej sroy si najbardziej Iwan Burdabut, z kalnickiego
puku podpukownik, Kozak olbrzymiej siy i statury, tym straszniejszy,
e i konia mia takiego, ktry na rwni z panem walczy. Niejeden tedy
towarzysz zdar rumaka i cofn si, by si z owym centaurem nie
spotka, szerzcym mier i spustoszenie. Skoczyli ku niemu bracia
Sieniutowie, ale ko Burdabutowy schwyci modszego, Andrzeja, zbami
za twarz i zmiady j w mgnieniu oka, co widzc starszy, Rafa, ci
besti nad oczyma. Zrani j, ale nie zabi, bo szabla na guz mosiny na
naczku trafia. Jemu za Burdabut w tej chwili wepchn sztych pod
brod i ycia go zbawi. Tak polegli obaj bracia, panowie Sieniutowie, i
leeli w pozocistych pancerzach w kurzawie, pod kopytami rumakw;
za Burdabut rzuci si jak pomie w dalsze szeregi i porwa zaraz
kniazia Poubiskiego, szesnastoletnie pachol, ktremu odci prawe
rami wraz z rk. Widzc to, pan Urbaski chcia pomci mier
krewniaka i w sam twarz Burdabutowi z pistoletu wypali, ale chybi,
ucho mu tylko odstrzeli i krwi go obla. Straszny by wtedy Burdabut i
jego ko, obaj czarni jak noc, obaj krwi zlani, obaj z dzikimi oczyma i
rozdtymi nozdrzami, szalejcy jak burza. Nie wybiega si od mierci z
jego rki i pan Urbaski, ktremu gow jak kat jednym zamachem uci,
i stary, omdziesitletni pan ytyski, i dwch panw Nikczemnych - a
inni cofa si poczli z przeraeniem; zwaszcza e za Burdabutem
byskao sto innych szabel zaporoskich i sto spis w krwi ju zmoczonych.
Dojrza na koniec dziki wataka wojewod i wydawszy okropny okrzyk
radoci rzuci si ku niemu obalajc po drodze konie i jedcw, a
wojewoda si nie cofa. Dufajc w si niepospolit, sapn jak ranny
odyniec, wznis koncerz nad gow i wspiwszy konia ku Burdabutowi
skoczy. I byby pewnie nadszed ostatni kres jego, pewno ju Parka w
noyce ni jego ywota schwycia, ktr potem w Okrzei przecia,
gdyby nie Silnicki, pacholik szlachecki, ktren jak byskawica na watak
si rzuci i wp go chwyci, nim szabl zosta przeszyty. Bo gdy si
Burdabut z nim zabawia, krzyknli panowie Kierdeje o ratunek dla
wojewody; wnet skoczyo kilkadziesit ludzi, ktrzy go od wataki
przedzielili, zaczem bitwa zawizaa si zacita. Ale zmorzony puk
wojewodzin pocz si ju ugina pod przemoc zaporosk, cofa si i
miesza, gdy pan Krzysztof, podsdek bracawski, i pan Aksak ze
wieymi chorgwiami nadbiegli. Wprawdzie i nowe puki zaporoskie
ruszyy w tej chwili do boju, ale przecie poniej sta jeszcze ksi z
dragonami Baranowskiego i husari pana Skrzetuskiego, ktrzy
dotychczas nie brali w potrzebie udziau.
Zawrzaa wic na nowo krwawa rzeba, a tymczasem mrok ju zapada.
Lecz poar ogarn skrajne domy miasta. una owiecia pobojowisko i
wida byo doskonale obie linie, polsk i kozack, amice si pod gr,
wida byo barwy proporcw i nawet twarze. Ju te pan Wierszu, pan
Poniatowski i pan Kuszel byli take w ogniu i pracy, bo starszy czer,
bili si na skrzydach kozackich, ktre pod ich naciskiem poczy cofa
si ku grze. Duga linia walczcych wygia si dwoma kocami ku
miastu i pocza wygina si coraz bardziej, bo gdy skrzyda polskie
awansoway, rodek, party przez przewane siy kozackie, ustpowa ku
ksiciu. Poszy trzy nowe puki kozackie, by go rozerwa, ale w tej chwili
ksi pchn dragonw pana Baranowskiego i ci pokrzepili siy
walczcych.
Przy ksiciu zostaa sama husaria - z daleka, rzekby: br ciemny, co
prosto z pola wyrasta, grona awica elaznych mw, koni i kopii.
Powiew wieczorny szeleci nad nimi proporcami, a oni stali cicho, nie
rwc si bez rozkazu do boju - cierpliwi, bo wytrawni i w tylu bitwach
dowiadczeni, i wiedzcy, e ich udzia krwawy nie minie. Midzy nimi
ksi, w srebrnej zbroi, ze zot buaw w rku, wyta oczy na bitw -
a z lewej strony pan Skrzetuski troch bokiem na kocu stojcy. Rkaw,
jako porucznik, na ramieniu zawin i trzymajc w potnej, goej do
okcia rce koncerz zamiast buzdygana, czeka spokojnie komendy.
A ksi lew doni oczy przeciw poarowi nakry i patrzy na bitw.
rodek polskiego pksiyca obsuwa si z wolna ku niemu, zmagany
przez przemoc, bo nie na dugo wspar go pan Baranowski, ten sam,
ktren Niemirw wyci. Widzia wic ksi jak na doni prac cik
onierzy. Wyduona byskawica szabel to wznosia si nad czarn lini
gw, to nika w zamachach. Konie bez jedcw wypaday z tej awy
walczcych i rc biegy po rwninie z rozwianymi grzywami, na tle
poaru do bestii piekielnych podobne. Czasem chorgiew krana
powiewajca nad cib zapadaa nagle w tum, by nie podnie si wicej.
Ale wzrok ksicia bieg poza lini walczcych, a na gr ku miastu, gdzie
na czele dwch pukw wybranych sta sam mody Krzywonos czekajc
na chwil, by si rzuci w rodek walczcych i zama nadwtlone szyki
polskie zupenie.
Skoczy nareszcie biegnc ze strasznym krzykiem wprost na dragonw
Baranowskiego, ale na t chwil czeka take i ksi.
- Prowad! - krzykn do Skrzetuskiego.
Skrzetuski koncerz w gr podnis i elazna nawaa ruszya naprzd.
Nie biegli dugo, bo linia bojowa zbliya si do nich znacznie. Dragoni
Baranowskiego rozstpili si z byskawiczn szybkoci w prawo i lewo,
by przystp husarii do Kozakw otworzy, oni za runli przez te wrota
caym ciarem na zwyciskie ju sotnie Krzywonosowe.
- Jarema! Jarema! - zawoali husarze.
- Jarema! - powtrzyo cae wojsko.
Straszne imi dreszczem trwogi cisno serca Zaporocw. W tej chwili
dopiero poznali, i to nie wojewoda kijowski, lecz sam ksi dowodzi.
Zreszt nie mogli oni stawi oporu husarii, ktra samym swoim ciarem
druzgotaa ich tak, jak walcy si mur druzgoce stojcych pod nim ludzi.
Jedynym ratunkiem dla nich byo rozstpi si na obie strony, puci
husari przez siebie i z bokw na ni uderzy; ale te boki byy ju
pilnowane przez dragoni i przez lekkie chorgwie Wierszua, Kuszla i
Poniatowskiego, ktrzy spdziwszy skrzyda kozackie zepchnli je w
rodek. Teraz posta walki zmienia si, bo owe lekkie chorgwie
utworzyy jakby ulic, rodkiem ktrej lecieli w szalonym zapdzie
husarze gnc, amic, pchajc, walc ludzi i konie, a przed nimi uciekao
z rykiem i wyciem kozactwo ku grze i miastu. Gdyby skrzydo
Wierszua zdoao si zej ze skrzydem Poniatowskiego, byliby
otoczeni i wycici do szcztu. Wszelako ni Wierszu, ni Poniatowski nie
mogli tego dokona dla zbytniej naway uciekajcych, bili wic tylko z
boku, a rce od ci im mdlay.
Mody Krzywonos, cho mny i dziki, gdy zrozumia, e wasne
niedowiadczenie przychodzi mu takiemu wodzowi, jak ksi,
przeciwstawi, straci cakiem gow i umyka na czele innych ku miastu.
Uciekajcego spostrzeg pan Kuszel, z boku stojcy, ktry na krtk
met tylko widzia, przyskoczy wic koniem i w pysk modego watak
szabl trzasn. Nie zabi, bo ostrze wstrzymaa podpinka, ale zala go
krwi i tym bardziej serca pozbawi.
Wszelako o mao sam czynu tego yciem nie przypaci, bo w tej chwili
rzuci si na niego Burdabut na czele resztek kalnickiego puku.
Dwakro prbowa on stawi czoo husarzom, ale dwakro, jakoby si
nadprzyrodzon odparty i rozgromiony, musia ustpowa wraz z innymi.
W kocu sprawiwszy ostatki postanowi z boku na Kuszla uderzy i
przez jego dragonw na wolne si pole wydosta. Nim jednak zdoa ich
rozerwa, zapchaa si owa droga wiodca ku miastu i grze tak dalece,
e szybka ucieczka staa si niemoliw. Husarze wobec tego natoku
ludzi wstrzymali impet i skruszywszy kopie, mieczami ci tumy poczli.
Zapanowaa walka zmieszana, bezadna, dzika, bezpardonowa, wrzca w
toku, zgieku, gorcu, wrd wyzieww ludzkich i koskich. Trup pada
na trupa, kopyta koskie grzzy w drgajcych ciaach. Gdzieniegdzie
masy tak skbiy si, e nie byo miejsca na zamach dla szabli; tam bito
si gowniami, noami i piciami, konie poczy kwicze. Tu i owdzie
ozway si gosy: "Pomyujte, Lachy!" Gosy te wzmagay si, mnoyy,
zaguszay brzk mieczw, zgrzyt elaza o koci, chrapanie i straszn
czkawk konajcych. "Pomyujte, pany!" - rozlegao si coraz aoniej,
ale miosierdzie nie wiecio nad t awic walczcych; jak soce nad
burz wieci im poar.
Jeden Burdabut na czele swoich kalnickich ludzi o miosierdzie nie prosi.
Brako mu miejsca do walki, wic czyni sobie rum noem. Star si
naprzd z brzuchatym panem Dzikiem i pchnwszy go w brzuch, z konia
zwali, a ten krzyknwszy: "O Jezu!", ju si wicej spod kopyt, ktre
mu tratoway wntrznoci, nie podnis. Wtedy zaraz przybyo miejsca,
wic Burdabut ju szabl rozrba gow z hemem towarzyszowi
Sokolskiemu, potem obali razem z komi panw Pryjama i Certowicza;
miejsce otworzyo si szersze. Mody Zenobiusz Skalski ci go w gow,
ale szabla zwina mu si w rku i uderzya pazem, wataka za, jego
pici na odlew w twarz uderzywszy, zabi na miejscu. Ludzie kalniccy
szli za nim siekc i gindaami kujc. ''Charakternik! charakternik!" -
poczli woa husarze. "elazo si jego nie ima! M szalony!" On za
istotnie mia pian na wsach, a wcieko w oczach. Dojrza nareszcie
Skrzetuskiego i poznawszy oficera po odwinitym rkawie, run na
niego.
Wszyscy dech zatrzymali w piersiach i bitw przerwali patrzc na walk
dwch najstraszliwszych rycerzy. Pan Jan si bowiem woaniem:
"Charakternik!", nie strwoy - ale gniew zawrza mu w duszy na widok
tylu spustosze, zgrzytn wic zbem i z furi natar na watak. Zwarli
si wic, a konie na zadach przysiady. Rozleg si wist elaza i nagle
szabla wataki rozleciaa si w kawaki pod ciciem polskiego koncerza.
Ju si zdawao, e adna moc nie wyratuje Burdabuta, gdy on skoczy,
sczepi si z panem Skrzetuskim tak, i obaj jedno zdawali si tworzy
ciao - i noem nad gardem husarza bysn.
Teraz Skrzetuskiemu mier stana w oczach, bo ci ju mieczem nie
mg. Ale szybki jak byskawica puci miecz, ktry na rzemyku zawis, a
rk za rk wataki chwyci. Przez chwil dwie te rce drgay
konwulsyjnie w powietrzu, ale elazny to musia by ucisk pana
Skrzetuskiego, bo wataka zawy jak wilk i w oczach wszystkich n
wypad mu ze zdrtwiaych palcw jak wyuskwione ziarno z kosa.
Wtedy Skrzetuski rk zgniecion mu puci i za kark ucapiwszy przygi
straszny eb a do kuli kulbaki, lew za doni buzdygan zza pasa
wychwyci, gruchn raz, drugi - wataka zacharcza i spad z konia.
Jknli na ten widok ludzie kalniccy i biegli pomci - w tej chwili
jednake rzucia si na nich husaria i wycia co do nogi.
Na drugim za kocu awy husarskiej bitwa nie ustawaa ani na chwil,
bo tok by mniejszy. Tam, przepasany Anusin szarf, szala pan
Longinus ze swoim Zerwikapturem. Nazajutrz po bitwie rycerze ze
zdziwieniem ogldali te miejsca, a pokazujc sobie rce poodwalane wraz
z ramionami, rozcite gowy od czoa do brody, ciaa rozchlastane
straszliwie na dwie poowy, ca drog ludzkich i koskich trupw,
szeptali wzajem do siebie: "Patrzcie, tu walczy Podbipita!" Sam ksi
trupy oglda i cho nazajutrz bardzo by rnymi wieciami stroskany,
dziwi si raczy, bo takich ci zgoa dotd w yciu nie widzia.
Ale tymczasem walka zdawaa si zblia ku kocowi. Cika jazda
ruszya znowu naprzd, gonic przed sob puki zaporoskie, ktre pod
gr ku miastu si chroniy. Reszcie uciekajcych przeciy odwrt
chorgwie Kuszla i Poniatowskiego. Otoczeni bronili si z rozpacz, pki
nie wyginli do nogi, lecz mierci swoj zbawili innych, bo gdy w dwie
godziny potem pierwszy Wierszu z nadwornymi Tatary wszed do
miasta, ju tam ani jednego Kozaka nie zasta. Nieprzyjaciel korzystajc z
ciemnoci, bo deszcze zgasiy poar, nabra w lot czczych wozw w
miecie i otaborzywszy si z szybkoci Kozakom tylko waciw, za
miasto za rzek uszed zniszczywszy za sob mosty.
Uwolniono owych kilkudziesiciu szlachty bronicych si w zameczku.
Prcz tego kaza ksi Wierszuowi pokara mieszczan, ktrzy si byli z
kozactwem poczyli, a sam ruszy w pogo. Ale taboru bez armat i
piechoty zdoby nie mg. Nieprzyjaciel zyskawszy na czasie przez
spalenie mostw, gdy rzek daleko grobl naleao obchodzi, uchodzi
tak szybko, I pomczone konie ksicej jazdy zaledwie go docign
mogy. Atoli Kozacy, lubo sawni z obrony w taborach, nie bronili si tak
mnie jak zwykle. Straszna pewno, i sam ksi ich ciga, tak dalece
odebraa im serca, e zupenie o swym ocaleniu zwtpili. I byby pewnie
na nich przyszed kres, bo po caonocnej strzelaninie urwa ju pan
Baranowski czterdzieci wozw i dwie armaty, gdyby nie wojewoda
kijowski, ktren si dalszej pogoni sprzeciwi i swoich ludzi cofn.
Przyszo o to midzy nim a ksiciem do ostrych przymwek, ktre wielu
pukownikw syszao.
- Czemu to wasza mo - pyta ksi - chcesz teraz nieprzyjaciela
poniecha, gdy w bitwie z tak rezolucj przeciwko niemu stawa?
Saw, ktrej wieczorem nabye, rankiem przez opieszao sw
utracisz.
- Moci ksi -odpar wojewoda - nie wiem, jaki duch w was mieszka,
alem ja czowiek z ciaa i koci, po pracy spoczynku potrzebuj - i moi
ludzie take. Zawsze ja bd na nieprzyjaciela tak szed, jakom dzi
szed, gdy czoo stawi, ale pobitego ju i uciekajcego nie bd goni.
- Wybi ich do nogi! - zakrzykn ksi.
- I c z tego? - rzecze wojewoda. - Tych wybijemy, przyjdzie starszy
Krzywonos. Popali, poniszczy, dusz nagubi, jako ten w Strzyawce
nagubi - i za zacieko nasz nieszczni ludzie zapac.
- O, widz - ju zawoa z gniewem ksi - e wasza mo wraz z
kanclerzem i z tymi ich regimentarzami do pokojowej fakcji naleysz,
ktra by ukadami chciaa bunt gasi, ale przez Bg ywy! nie bdzie z
tego nic pki u mnie szabla w garci!
A Tyszkiewicz na to:
- Nie do fakcji ja ju nale, ale do Boga, bom stary i wkrtce mi przed
Nim stan przyjdzie. A e nie chc, by mnie zbyt wielkie brzemi krwi
w wojnie domowej przelanej obciao, temu si, wasza ksica mo,
nie dziw... Jeeli za wasza ksica mo krzyw o to, e ci
regimentarstwo mino, tedy tak powiem: z mstwa naleao ci si
susznie, wszelako moe i lepiej, e go nie dali, bo ty by bunt, ale z nim
razem i t nieszczsn ziemi we krwi utopi.
Jowiszowe brwi Jeremiego cigny si, kark mu napcznia, a oczy
poczy ciska takie byskawice, e wszyscy obecni struchleli o
wojewod, ale wtem zbliy si szybko pan Skrzetuski i rzek:
- Wasza ksica mo, s wieci o starszym Krzywonosie.
Zaraz wic umys ksicia w inn zwrci si stron i gniew na wojewod
w nim osab. Tymczasem wprowadzono przybyych z wieciami
czterech ludzi, w tym dwch starych bahoczestywych ksiy, ktrzy
ujrzawszy ksicia rzucili si przed nim na kolana.
- Ratuj, wadyko, ratuj! - powtarzali wycigajc ku niemu rce.
- Skd wy? - pyta ksi.
- My z Poonnego. Starszy Krzywonos obleg zamek i miasto; jeli twoja
szabla nad jego karkiem nie zawinie, tedy zginiemy wszyscy.
Na to ksi:
- O Poonnem ja wiem, i si tam sia ludu schronio, ale jak mnie
doniesiono, najwicej Rusinw. Zasuga to wasza przed Bogiem, i
zamiast poczy si z buntem, opr mu dajecie, przy matce stawajc,
jednak boj si zdrady jakowej od was, takiej, jak w Niemirowie
doznaem.
Na to posacy poczli przysiga na wszystkie witoci niebieskie, e
jako zbawiciela, tak ksicia wyczekuj, i myl zdrady w gowie im nawet
nie postaa. Jako i szczerze mwili. Krzywonos bowiem oblegszy ich w
pidziesit tysicy ludu, poprzysig im zgub dlatego wanie, e bdc
Rusinami nie chcieli si z buntem czy.
Ksi przyrzek im pomoc, ale poniewa gwne siy jego byy w
Bystrzyku, musia wic na nie czeka. Wysacy odeszli z pociech w
sercu, on za zwrci si do wojewody kijowskiego i rzek:
- Przebaczcie, wasza mo! Widz ju sam, i trzeba Krzywonosa
zaniecha, aby Krzywonosa dosign. Modszy duej na powrz moe
poczeka. Sdz te, i mnie nie odstpicie w tej nowej imprezie.
- Jako ywo! - rzecze wojewoda.
Wnet ozway si trby oznajmiajc chorgwiom zagnanym za taborem,
by si cigay na powrt. Trzeba te byo spocz i da "oddech"
koniom. Wieczorem nadcigna caa dywizja z Bystrzyka, a z ni pose,
pan Stachowicz, od wojewody bracawskiego. Pisa pan Kisiel do ksicia
list peen uwielbienia, e jako drugi Mariusz ojczyzn z ostatniej toni
ratuje, pisa te o radoci, jak przybycie ksicia z Zadnieprza we
wszystkich sercach wzbudzio, winszowa mu zwycistw - ale w kocu
listu pokazay si przyczyny, dla ktrych by pisany. Oto pan z Brusiowa
owiadcza, e ukady rozpoczte, e on sam z innymi komisarzami udaje
si do Biaocerkwi i ma nadziej Chmielnickiego powstrzyma i
ukontentowa. Na koniec prosi ksicia, by do czasu ukadw nie
nastawa tak bardzo na Kozakw i o ile mona, krokw wojennych
zaprzesta.
Gdyby doniesiono ksiciu, e cae jego Zadnieprze zniszczone, a
wszystkie grody z ziemi zrwnane, nie bolaby tak srodze, jako si nad
tym listem rozbola. Byli przy tym obecni pan Skrzetuski, pan
Baranowski, pan Zawilichowski, obaj Tyszkiewiczowie i Kierdeje.
Ksi rkoma oczy zakry, w ty gow przewrci, jakoby strza w
serce trafiony.
- Haba! haba! Boe! daje mnie ju polec prdzej, abym na takie
rzeczy nie patrzy!
Cisza zapanowaa gboka midzy obecnymi, a ksi mwi dalej:
- Nie chc ja y w tej Rzeczypospolitej, bo dzi wstydzi si za ni
przychodzi. Oto czer kozacka i chopska zalaa krwi ojczyzn, z
pogastwem si przeciw wasnej matce poczya. Pobici hetmani,
zniesione wojska, zdeptana sawa narodu; zgwacony majestat, popalone
kocioy, wyrnici ksia, szlachta, pohabione niewiasty, a na te klski i
na t hab, na ktrej wspomnienie samo pomarliby nasi przodkowie -
czyme odpowiada ta Rzeczpospolita? Oto ze zdrajc, z habicielem
swym, ze sprzymierzecem pogan ukady rozpoczyna i kontentacj mu
obiecuje! O Boe! daj mier, powtarzam, bo nie y nam na wiecie,
ktrzy dyshonor ojczyzny czujemy i gowy dla niej niesiemy w ofierze.
Wojewoda kijowski milcza, a pan Krzysztof, podsdek bracawski,
ozwa si po chwili:
- Pan Kisiel nie stanowi Rzeczypospolitej.
Ksi na to:
- Nie mw mnie waszmo o panu Kisielu, bo wiem dobrze, i ma on
ca parti za sob: utrafi on w myl prymasa i kanclerza, i ksicia
Dominika, i wielu panw, ktrzy dzi w czasie interregnum rzdy w
Rzeczypospolitej sprawuj i majestat jej przedstawiaj, a raczej habi j
saboci wielkiego narodu niegodn, bo nie ukadami, ale krwi ten ogie
gasi naley, bo lepiej dla narodu rycerskiego gin ni si upodli i
kontempt caego wiata dla siebie obudzi.
I znowu ksi zakry rkoma oczy - widok by to za tak aosny tego
blu i alu, e pukownicy zgoa nie wiedzieli, co czyni ze zami, ktre
im do oczu nabiegy.
- Moci ksi - omieli si ozwa Zawilichowski - nieche oni szermuj
jzykiem, my mieczem bdziem dalej szermowali.
- Zaiste - odpowiedzia ksi - i na t myl rozdziera si serce: co czyni
nam dalej przystoi? Oto, moci panowie, syszc o klsce ojczyzny
przyszlimy tu przez ponce lasy i nieprzebyte bota, nie pic, nie
jedzc, ostatnich si dobywajc, by t matk nasz od zagady i haby
ratowa. Rce mdlej nam od pracy, gd skrca kiszki, rany bol - my
za na trud nie baczym, byle nieprzyjaciela pohamowa. Mwiono na
mnie, em krzyw, i mnie regimentarstwo mino. Nieche cay wiat
sdzi, czy godniejsi ci, co je dostali, a ja Boga i waszmociw na wiadki
bior, e tak jak i wy nie dla nagrody i dostojestw nios krew sw w
ofierze, ale z czystej ku ojczynie mioci. Ale gdy my ostatni dech z
piersi wydajemy - c nam donosz? Oto, e panowie w Warszawie, a
pan Kisiel w Huszczy kontentacj dla tego nieprzyjaciela obmylaj?
Haba! haba!!!
- Zdrajca Kisiel!- zawoa pan Baranowski.
Na to pan Stachowicz, czowiek powany i miay, wsta i zwracajc si
ku Baranowskiemu rzek:
- Przyjacielem panu wojewodzie bracawskiemu bdc i posujc od
niego, nie pozwol, by go tu zdrajc zwali. I jemu te broda od zgryzoty
zbielaa - a ojczynie suy tak, jak rozumie, moe mylnie, ale uczciwie!
Ksi nie sysza tej odpowiedzi, bo pogry si w mylach i boleci.
Baranowski nie mia te w obecnoci jego burdy robi; wic tylko oczy
swe stalowe utkwi w panu Stachowiczu, jakby mu chcia rzec: "Znajd
ci!", i rk na gowni miecza pooy - tymczasem jednak Jeremi ocuci
si z zamylenia i rzek ponuro:
- Nie ma tu innego wyboru, jeno albo posuszestwo zama (bo w
czasie bezkrlewia oni wadz sprawuj), .albo honor ojczyzny, dla
ktregomy pracowali, powici...
- Z nieposuszestwa wszystko zo w tej Rzeczypospolitej pynie - rzek
powanie wojewoda kijowski.
- Wic zezwolimy na pohabienie ojczyzny? Wic jeli jutro nam ka,
bymy z powrozem u szyi do Tuhaj-beja i Chmielnickiego poszli, tedy i
to dla posuszestwa uczynim?
- Veto! - ozwa si pan Krzysztof, podsdek bracawski.
- Veto! - powtrzy pan Kierdej.
Ksi zwrci si do pukownikw:
- Mwcie, starzy onierze! - rzek.
Pan Zawilichowski gos zabra:
- Moci ksi, ja mam lat siedmdziesit, jestem Rusin bahoczestywy,
byem komisarzem kozackim i ojcem mnie sam Chmielnicki nazywa.
Prdzej bym powinien za ukadami przemawia, ale jeli mi rzec
przyjdzie: "haba" albo "wojna", tedy jeszcze do grobu zstpujc
powiem : "wojna!"
- Wojna! - powtrzy pan Skrzetuski.
- Wojna, wojna! - powtrzyo kilkanacie gosw, midzy nimi pan
Krzysztof, panowie Kierdeje, Baranowski i prawie wszyscy obecni.
- Wojna!wojna!
- Nieche si stanie wedle sw waszych - odrzek powanie ksi- i
buaw w otwarty list pana Kisiela uderzy.
 Rozdzia XXVIII 
W dzie pniej, gdy wojska zatrzymay si w Rylcowie, ksi zawoa
pana Skrzetuskiego i rzek:
- Siy nasze sabe i zmorzone, a Krzywonos ma szedziesit tysicy luda
i jeszcze co dzie w potg ronie, bo czer do niego napywa. Na
wojewod kijowskiego te liczy nie mog, gdy w duszy rwnie on do
pokojowej partii naley i cho idzie ze mn, ale niechtnie. Trzeba nam
skd posikw. Ot dowiaduj si, e niedaleko od Konstantynowa stoj
dwaj pukownicy: Osiski z gwardi krlewsk i Korycki. Wemiesz dla
bezpieczestwa sto semenw nadwornych i pjdziesz do nich z moim
listem, aby za si popieszyli i bez zwoki do mnie przyszli, bo za par
dni na Krzywonosa uderz. Z wszelkich funkcji nikt mi si lepiej od
ciebie nie wywizuje, dlatego te ciebie posyam - a to jest wana rzecz.
Pan Skrzetuski skoni si i tego wieczoru ku Konstantynowu ruszy na
noc, by przej niepostrzeenie, bo tu i owdzie krciy si Krzywonosowe
podjazdy albo kupy czerni, ktra czynia zbjeckie zasadzki po lasach i
gocicach, ksi za nakaza bitew unika, aby zwoki nie byo. Idc
tedy cicho, witaniem doszed do Wiszowatego Stawu, gdzie si na obu
pukownikw natkn i w sercu si na widok ich mocno uradowa.
Osiski mia gwardi dragosk wyborn, na cudzoziemski ad
wywiczon, i Niemcw. Korycki za tylko piechot niemieck z samych
prawie weteranw z trzydziestoletniej wojny zoon. By to onierz tak
straszny i sprawny, e w rku pukownika jako jeden miecz dziaa. Oba
puki byy przy tym obficie pokryte i w strzelb zaopatrzone.
Usyszawszy, e do ksicia maj i, podnieli zaraz radosne okrzyki, bo
tsknili za bitwami, a wiedzieli, e pod adn komend tylu ich nie bd
zaywa. Na nieszczcie, obaj pukownicy dali odpowied odmown,
gdy obaj naleeli do komendy ksicia Dominika Zasawskiego i mieli
wyrane rozkazy, by si z Winiowieckim nie czyli. Na prno pan
Skrzetuski tumaczy im, jakiej by to sawy mogli naby pod takim
wodzem suc i jak wielkie krajowi odda przysugi - nie chcieli sucha
twierdzc, i subordynacja ma by dla wojskowych ludzi najpierwszym
prawem i obowizkiem. Mwili natomiast, e w takim tylko razie mogliby
si z ksiciem poczy, gdyby ocalenie ich pukw tego wymagao.
Odjecha wic pan Skrzetuski mocno strapiony, bo wiedzia, ile ksiciu
bdzie bolesnym nowy ten zawd i jak dalece wojska jego s istotnie
znuone i wyczerpane pochodami, ustawicznym cieraniem si z
nieprzyjacielem, tpieniem pojedynczych watah, wreszcie ustawicznym
czuwaniem, godem i niewywczasem. Mierzy si w podobnych
warunkach z dziesikro liczniejszym nieprzyjacielem byo prawie
niepodobiestwem, widzia wic jasno pan Skrzetuski, e zwoka w
dziaaniach wojennych przeciw Krzywonosowi musi nastpi, bo trzeba
bdzie da dusz folg wojsku i czeka na napyw wieej szlachty do
obozu.
Tymi mylami przejty pan Skrzetuski wraca na powrt do ksicia n
czele swoich semenw, a musia i cicho, ostronie i tylko noc, aby
unikn i podjazdw Krzywonosowych, i licznych lunych band
zoonych z kozactwa i czerni, nieraz bardzo potnych, ktre grasoway
w caej okolicy palc dwory, wycinajc szlacht i owic uciekajcych po
gocicach. Tak przeszed Bakaj i wjecha w bory Mszynieckie, gste,
pene zdradliwych jarw i rozogw. Szczciem, po niedawnych
deszczach suya mu pikna pogoda w tej podry. Noc bya pyszna,
lipcowa, bez ksiyca, ale usiana gwiazdami. Semenowie szli wsk
drk len, prowadzeni przez suaych borowych mszynieckich, ludzi
bardzo pewnych i znajcych swoje bory doskonale. W lesie panowaa
cisza gboka, przerywana tylko trzaskiem suchych gazek pod kopytami
koskimi - gdy nagle do uszu pana Skrzetuskiego i semenw doszed
daleki jaki szmer podobny do piewu przerywanego okrzykami.
- Stj ! - rzek cicho pan Skrzetuski i zatrzyma lini semenw. - Co to
jest?
Stary borowy przysun si ku niemu.
- To, panie, wariaty chodz teraz po lesie i krzycz, ci, co im si od
okropnoci w gowie pomieszao. My wczoraj spotkali jedn
szlachciank, co chodzi, panie, chodzi, po sosnach patrzy i woa: Dzieci!
dzieci!" Widno, jej chopi dzieci pornli. Na nas te oczy wytrzeszczya i
pocza piszcze, e a nogi pod nami zadray. Mwi, e po wszystkich
lasach takich jest duo.
Pana Skrzetuskiego, cho by rycerzem bez trwogi, dreszcz przeszed od
stp do gw.
- A moe to wilcy wyj? Z daleka rozezna nie mona - rzek.
- Gdzie tam, panie! Wilkw teraz w lesie nie ma; wszystkie poszy do
wsi, gdzie maj trupw dostatek.
- Straszne czasy - odrzek na to rycerz - w ktrych wilcy we wsiach
mieszkaj, a w lasach obkani ludzie wyj! Boe! Boe!
Przez chwil zapanowaa znw cisza, sycha byo tylko szum zwyky w
wierzchokach sosen, ale po chwili owe dalekie odgosy wzmogy si i
stay wyraniejsze.
- Hej ! - rzek nagle borowy. - Tam na to patrzy, e jaka wiksza kupa
ludzi jest. Waszmociowie tu postjcie albo idcie wolno naprzd, a my
pjdziem z towarzyszem obaczy.
- Idcie - rzek pan Skrzetuski. - Tu bdziem czekali.
Borowi znikli. Nie byo ich z godzin; ju pan Skrzetuski zacz si
niecierpliwi, a nawet podejrzewa, czy mu jakiej zdrady nie gotuj, gdy
nagle jeden wynurzy si z ciemnoci.
- S, panie! - rzek zbliajc si do Skrzetuskiego.
- Kto?
- Chopy rezuny.
- A sia ich jest?
- Bdzie ze dwustu. Nie wiadomo, panie, co pocz, bo le w wwozie,
przez ktry droga nam wypada. Ognie pal, jeno blasku nie wida, bo w
dole. Stray nijakich nie maj: mona do nich podej na strzeleniu z
uku.
- Dobrze! - rzek pan Skrzetuski i zwrciwszy si do semenw pocz
dwom starszym wydawa rozkazy.
Wnet orszak ruszy ywo przed siebie, ale tak cicho, e tylko trzaskanie
gazek mogo zdradzi pochd; strzemi nie zadzwonio o strzemi,
szabla nie zabrzka, konie, zwyczajne podchodze i napadw, szy
wilczym chodem bez parskania i renia. Przybywszy na miejsce, gdzie
droga skrcaa si nagle, semenowie ujrzeli zaraz z dala ognie i
niewyrane postacie ludzkie. Tu pan Skrzetuski podzieli ich na trzy
oddziay, z ktrych jeden pozosta na miejscu, drugi poszed krawdzi
wzdu wwozu, by zamkn przeciwlege ujcie, a trzeci, zsiadszy z
koni i czogajc si na brzuchach, pooy si na samej krawdzi, tu nad
chopskimi gowami.
Pan Skrzetuski, ktry znajdowa si w owym rodkowym oddziele,
spojrzawszy w d widzia jak na doni, w odlegoci dwudziestu lub
trzydziestu krokw, cae obozowisko: ognisk palio si dziesi, ale nie
pony zbyt jaskrawo, wisiay w nich bowiem koty z jedzeniem. Zapach
dymu i warzonych mis dochodzi wyranie do nozdrzy pana
Skrzetuskiego i semenw. Naok kotw stali lub leeli chopi pijc i
gawarzc. Niektrzy mieli w rku flasze z wdk, inni wspierali si na
spisach, na ktrych ostrzach osadzone byy, jako trofea, cite gowy
mczyzn, kobiet i dzieci. Blask ognia odbija si w ich martwych
renicach i wyszczerzonych zbach; tene sam blask owieca twarze
chopskie dzikie, okrutne. Tu pod sam cian jaru kilkunastu z nich
spao chrapic gono; inni gwarzyli, inni poprawiali ogniska, ktre
strzelay wwczas do gry snopami zotych iskier. Przy najwikszym
ognisku siedzia, zwrcony plecami do ciany wwozu i do pana
Skrzetuskiego, barczysty stary dziad - i brzdka na lirze; naokoo niego
skupio si pkolem ze trzydziestu rezunw.
Do uszu pana Skrzetuskiego doszy nastpujce sowa:
- Hej, didu! pro Kozaka Hootu!
- Nie! -woali inni - pro Marusiu Bohusawku!
- Do czorta z Marusi! o panu z Potoka, o panu z Potoka! - woay
najliczniejsze gosy.
Did uderzy silniej w lir, odchrzkn i pocz piewa:
Sta, obernysia, hla, zadywysia, kotory majesz mnoho,
e riwny budesz tomu, w kotoroho ne majesz niczoho,
Bo toj sprawujet; szczo wsim kierujet, sam Boh myostywe,
Wsi naszy sprawy na swojej szali wayt sprawedywe.
Sta, obernysia, hla, zadywysia, kotory wysoko
Umom litajesz, mudrosty znajesz, szyroko, huboko...
Tu did przerwa na chwil i westchn, a za nim poczli wzdycha i
chopi. Coraz te ich wicej zbierao si koo niego - a i pan Skrzetuski,
cho wiedzia, e ju wszyscy jego ludzie musz by w pogotowiu, nie
dawa hasa do napadu. Ta noc cicha, ponce ogniska, dzikie postacie i
pie o panu Mikoaju Potockim, jeszcze nie dopiewana, wzbudziy w
rycerzu jakie dziwne myli, jakie uczucia i tsknot, z ktrych sam
sobie sprawy zda nie umia. Nie zagojone rany jego serca otworzyy si,
cisn go al gboki za niedawn przeszoci, za utraconym
szczciem, za owymi chwilami ciszy i pokoju. Zaduma si i rozali - a
tymczasem did piewa dalej:
Sta, obernysia, hla, zadywysia, kotory wojujesz,
ukom striamy, porochom, kulami i meczem szyrmujesz,
Bo te rycere i kawalere pered tym buway,
Tym wojoway, od toho mecza sami umiray!
Sta, obernysia, hla, zadywysia i ski z sercia butu,
Nawerny oka, kotory z Potoka idesz na Sawutu.
Newynnyje duszy beresz za uszy, wolnost' odejmujesz
Korola ne znajesz, rady ne dbajesz, sam sobie sejmujesz.
Hej, poraajsia, ne zapalajsia, bo ty rejmentarujesz,
Sam buawoju, w sem polskim kraju, jak sam choczesz, kierujesz.
Did znw usta, a wtem kamyk wysun si spod opartej na nim rki
jednemu z semenw i pocz si toczy z szelestem na d. Kilku
chopw zakryo oczy rkoma i poczo patrzy bystro w gr ku lasowi;
wtedy pan Skrzetuski uzna, i czas nadszed, i wypali w rodek tumu z
pistoletu.
- Bij! morduj! - krzykn i trzydziestu semenw dao ognia tak prawie,
jak w twarz chopstwu, a po wystrzeleniu, z szablami w rku, zsunli si
byskawic po pochyej cianie wwozu midzy przeraonych i
zmieszanych rezunw.
- Bij! morduj! - zabrzmiao przy jednym ujciu wwozu.
- Bij! morduj! - powtrzyy dzikie gosy przy drugim.
- Jarema! Jarema!
Napad tak by niespodziany, przeraenie tak straszne, i chopstwo, cho
zbrojne, prawie adnego nie dawao oporu. Ju i tak opowiadano w
obozach zbuntowanej czerni, e Jeremi przy pomocy zego ducha moe
by i bi jednoczenie w kilku miejscach, a teraz to imi spadszy na nie
oczekujcych niczego i bezpiecznych - istotnie jak imi zego ducha -
wytrcio im bro z rki. Zreszt spisy i kosy nie day si uy w ciasnym
miejscu, wic te przyparci jak stado owiec do przeciwlegej ciany jaru,
rbani szablami przez by i twarze, bici, przebijani, deptani nogami,
wycigali z szalestwem strachu rce i chwytajc nieubagane elazo
ginli. Cichy br napeni si zowrogim wrzaskiem bitwy. Niektrzy
starali si uj przez prostopad cian jaru i drapic si, kaleczc sobie
rce spadali na sztychy szabel. Niektrzy ginli spokojnie, inni ryczeli
litoci, inni zasaniali twarze rkoma, nie chcc widzie chwili mierci,
inni znw rzucali si na ziemi twarz na d, a nad wistem szabel, nad
wyciem konajcych growa krzyk napastnikw: Jarema! Jarema!" -
krzyk, od ktrego wosy powstaway na chopskich gowach i mier tym
straszniejsz si wydawaa.
A dziad gruchn w eb lir jednego z semenw, a si przewrci,
drugiego zapa za rk, by ciciu szabl przeszkodzi, i rycza ze strachu
jak baw. Inni spostrzegszy go biegli rozsieka, a przypad i pan
Skrzetuski:
- ywcem bra! ywcem bra! - krzykn.
- Stj! - rycza dziad - jam szlachcic przebrany! Loquor latine! Jam nie
dziad! Stjcie, mwi wam, zbje, skurczybyki, kobyle dzieci,
oczajdusze, amignaty, rzezimieszki!
Ale dziad nie skoczy jeszcze litanii, gdy pan Skrzetuski w twarz mu
spojrza i krzykn, a si ciany parowu echem ozway:
- Zagoba!
I nagle rzuci si na niego jak dziki zwierz, wpi mu palce w ramiona,
twarz przysun do twarzy i trzsc nim jak gruszk wrzasn:
- Gdzie kniaziwna, gdzie kniaziwna?
- yje! zdrowa! bezpieczna! - odkrzykn dziad. - Pu wapan, do
diaba, bo dusz wytrzsiesz.
Wtedy tego rycerza, ktrego pokona nie moga ani niewola, ani rany, ani
bole, ani straszliwy Burdabut, pokonaa wie szczsna. Rce mu
opady, na czoo wystpi pot obfity, obsun si na kolana, twarz zakry
rkoma i oparszy si gow o cian jaru, trwa w milczeniu - wida,
Bogu dzikowa.
Tymczasem docito reszty nieszczsnych chopw, kilkunastu zwizano,
ktrzy katu mieli by oddani w obozie, aby zeznania z nich wydoby, za
inni leeli porozcigani i martwi. Bitwa ustaa - zgiek uciszy si.
Semenowie zbierali si koo swego wodza i widzc go klczcego pod
ska, pogldali na niego niespokojnie nie wiedzc, czy nie ranny. On za
wsta, a twarz mia tak jasn, jakby mu zorze w duszy wieciy.
- Gdzie ona jest? - spyta Zagoby.
- W Barze.
- Bezpieczna?
- Zamek to potny, adnej inwazji si nie boi. Ona w opiece jest u pani
Sawoszewskiej i u mniszek.
- Chwaa bd Bogu najwyszemu! - rzek rycerz - a w gosie drgao mu
gbokie rozrzewnienie. - Daje mnie wa rk. Z duszy, z duszy
dzikuj.
Nagle zwrci si do semenw:
- Sia jest jecw?
- Simnadciat' - odpowiedzieli onierze.
Na to pan Skrzetuski:
- Potkaa mnie wielka rado i miosierdzie jest we mnie: Puci ich
wolno.
Semenowie uszom swoim wierzy nie chcieli. Tego zwyczaju nie bywao
w wojskach Winiowieckiego.
Skrzetuski zmarszczy z lekka brwi.
- Puci ich wolno - powtrzy.
Semenowie odeszli, ale po chwili starszy esau wrci i rzek:
- Panie poruczniku, nie wierz, i nie mi.
- A pta maj rozcite?
- Tak jest.
- Tedy ostawi ich tutaj, a sami na ko.
W p godziny pniej orszak posuwa si znw wrd ciszy wsk
droyn. Zeszed te ksiyc, ktry poprzenika dugimi, biaymi pasmami
do rodka boru i rozwieci ciemne gbie. Pan Zagoba i Skrzetuski,
jadc na czele, rozmawiali z sob.
- Mwe mnie waszmo o niej wszystko, co tylko wiesz - rzek rycerz.
- To tedy waszmo j z rk Bohunowych wyrwae?
- A ja, jeszczem mu eb na odjezdnym obwiza, by krzycze nie mg.
- O, to waszmo postpi wybornie, jak mnie Bg miy! Ale jakecie
si do Baru dostali?
- Ej, sia by mwi, i to podobno bdzie innym razem, bom okrutnie
fatigatus, w gardle mi zascho od piewania chamom. Nie masz
waszmo czego si napi?
- Mam manierczyn z gorzak - oto jest!
Pan Zagoba uchwyci blaszank i przechyli do ust; rozlegy si dugie
grzdykania, a pan Skrzetuski, niecierpliwy, nie czekajc ich koca pyta
dalej:
- A zdrowa ona?
- Co tam! - odpar pan Zagoba - na suche gardo kada zdrowa.
- Ale ja o kniaziwn pytam!
- O kniaziwn? Jako ania.
- Bde chwaa Bogu najwyszemu! Dobrze jej tam w Barze?
- e i w niebie lepiej by jej by nie mogo. Dla jej gadkoci wszystkie
corda lgn do niej. Pani Sawoszewska tak j miuje, jakby wanie
rodzon. A co tam si kawalerw w niej kocha, tego by waszmo na
racu nie zliczy, jeno e ona tyle o nich dba, ile ja teraz o wacin
prn manierk, staym ku waszmoci afektem ponc.
- Nieche jej Bg da zdrowie, onej najmilszej! - mwi radonie pan
Skrzetuski. - Tak e to mi wdzicznie wspomina?
- Czy waci wspomina? Mwi wapanu, em i sam ju nie rozumia,
skd si tam w niej powietrza na tyle wzdycha bierze. A si wszyscy
lituj, a najbardziej mniszeczki, bo je sobie przez swoj sodko cakiem
zjednaa. To ona i mnie wyprawia na one hazardy, ktrych o mao
zdrowiem nie przypaciem, eby to koniecznie do waci i a dowiedzie
si, czy yw i zdrw. Chciaa te nieraz posacw wyprawia, ale nikt
si nie chcia podj, wicem si w kocu zlitowa i do waszegom obozu
si wybra. Jako gdyby nie przebranie, pewno bym gow naoy. Ale
mnie za dziada chopy wszdy maj, bo i piewam bardzo piknie.
Pan Skrzetuski a zaniemwi z radoci. Tysic myli i wspomnie
cisno mu si do gowy; Helena jak ywa stana mu przed oczyma,
taka, jak j widzia ostatni raz w Rozogach przed samym na Sicz
wyjazdem: wic liczna, zarumieniona, smuka, z tymi jej oczyma
czarnymi jak aksamit, penymi niewysowionych pont. Zdawao mu si
teraz, e j widzi, e czuje ciepo bijce od jej policzkw, e syszy jej
sodki gos. Wspomnia ow przechadzk w sadzie winiowym i kukuk,
i te pytania, ktre jej zadawa, i wstyd Heleny, gdy im dwunastu
chopczyskw wykukaa - wic dusza prawie wychodzia z niego, serce
a mdlao z kochania i radoci, przy ktrej wszystkie przesze cierpienia
byy jakby kropla przy morzu. Sam nie wiedzia, co si z nim dzieje.
Chcia krzycze, to znw na kolana pada i znw Bogu dzikowa; to
wspomina, to pyta i pyta bez koca!
Wreszcie zacz powtarza:
- yje, zdrowa!
- yje, zdrowa! - odrzek jak echo pan Zagoba.
- I ona to waci wysaa?
- Ona.
- A list wa masz?
- Mam.
- Dawaj!
- Zaszyty i przecie noc. Hamuj si wa.
- Cakiem nie mog. Sam waszmo widzisz.
- Widz.
Odpowiedzi pana Zagoby staway si coraz lakoniczniejsze, w kocu
kiwn si raz, drugi - i usn. Skrzetuski widzia, e nie ma rady, wic na
powrt odda si rozmylaniom. Przerwa je dopiero ttent koni jakiego
znacznego oddziau jedcw zbliajcego si szybko. By to Poniatowski
z nadwornymi kozakami, ktrego ksi naprzeciw wysa z obawy, aby
co zego Skrzetuskiego nie spotkao.
 506
 Rozdzia XXIX 
atwo zrozumie, jak przyj ksi relacj, ktr mu witaniem pan
Skrzetuski uczyni, o odmowie Osiskiego i Koryckiego. Wszystko tak
si skadao, i trzeba byo tak wielkiej duszy, jak mia w elazny knia,
by si nie ugi, nie zwtpi i rk nie opuci. Prno mia olbrzymi
fortun na utrzymanie wojsk rujnowa, prno si mia miota jak lew w
sieci, prno urywa jedna po drugiej gowy buntu, dokazywa cudw
mstwa, wszystko na prno! Nadchodzia chwila, w ktrej musia
poczu wasn bezsilno, cofn si gdzie daleko w spokojne kraje i
pozosta niemym wiadkiem tego, co dziao si na Ukrainie. I ktrz to go
tak ubezwadni? - oto nie miecze kozackie, ale niech swoich. Czy nie
susznie spodziewa si ruszajc w maju z Zadnieprza, e gdy jako orze z
gry na bunt uderzy, gdy w powszechnym przeraeniu i popochu
pierwszy szabl nad gow wzniesie, wnet caa Rzeczpospolita w pomoc
mu przyjdzie i sw si, swj miecz karzcy w jego rce powierzy?
Tymczasem c si stao? Krl umar, a po jego mierci regimentarstwo
oddano w inne rce - jego za, ksicia, ostentacyjnie pominito. Byo to
pierwsze ustpstwo uczynione Chmielnickiemu - i nie z powodu
utraconej godnoci cierpiaa dusza ksicia, ale cierpiaa na myl, e ta
zdeptana Rzeczpospolita tak ju upada nisko, i nie chce walki na
mier, i cofa si przed jednym Kozakiem i ukadami woli zuchwa jego
prawic powstrzyma. Od chwili zwycistwa pod Machnwk coraz
gorsze wiadomoci przychodziy do obozu: wic naprzd wie o
ukadach przez pana Kisiela przysana, potem wie o zalaniu Polesia
woyskiego przez fale buntu - na koniec odmowa ze strony
pukownikw, wykazujca jasno, jak dalece gwny regimentarz, ksi
Dominik Zastawski-Ostrogski, by nieprzyjanie dla Winiowieckiego
usposobiony. Wanie podczas niebytnoci pana Skrzetuskiego przyby do
obozu pan Korsz Zienkowicz z doniesieniem, i cae Owruckie w ogniu
ju stoi. Lud tam cichy, nie rwa si do buntu, ale przyszli Kozacy pod
Krzeczowskim i Pksiycem i gwatem zmuszali czer, by si garna w
ich szeregi. Dwory wic i miasteczka zostay popalone, szlachta, ktra nie
usza - wycita, a midzy innymi stary pan Jelec, dawny suga i przyjaciel
domu Winiowieckich. Uoy sobie tedy ksi, e po poczeniu si z
Osiskim i Koryckim zniesie Krzywonosa, a potem na pnoc ku
Owruczowi ruszy, aby porozumiawszy si z hetmanem litewskim w dwa
ognie wzi buntownikw. Ale te wszystkie plany upaday teraz z
powodu zakazu danego obydwom pukownikom przez ksicia Dominika.
Jeremi bowiem po wszystkich pochodach, bitwach i trudach nie by do
silny, by si z Krzywonosem mierzy, zwaszcza e i wojewody
kijowskiego nie by pewien. Pan Janusz bowiem naprawd dusz i
sercem nalea do partii pokojowej. Ugi si on przed powag i potg
Jeremiego i musia z nim i, ale im bardziej widzia ow powag
zachwian, tym skonniejszy by do stawienia oporu wojowniczym
chciom ksicym, co te si zaraz pokazao.
Zdawa wic spraw pan Skrzetuski, a ksi sucha go w milczeniu.
Wszystka starszyzna bya obecna posuchaniu, wszystkie twarze
spospniay na wie o odmowie pukownikw, a oczy zwrciy si na
ksicia, ktren rzek:
- Wic to ksi Dominik przysa im zakaz?
- Tak jest. Pokazywali mi go na pimie.
Jeremi wspar si rkoma o st i twarz ukry w donie. Po chwili za
mwi:
- Zaiste, jest to wicej, ni czowiek przenie moe. Zali ja jeden mam
pracowa i zamiast pomocy jeszcze impedimentw doznawa? Zali to nie
mogem hen! a ku Sandomierzu, do swoich majtnoci pj i tam
spokojnie siedzie? A przecz-em tego nie uczyni, jeli nie dla mioci ku
ojczynie? Oto mi nagroda teraz za trudy, za uszczerbek w fortunie, za
krew...
Knia mwi spokojnie, ale taka gorycz, taki bl drga w jego gosie, e
wszystkie serca cisny si alem. Starzy pukownicy, weterani spod
Putywla, Starca, Kumejkw, i modzi zwycizcy z ostatniej wojny
pogldali na niego z niewysowion trosk w oczach, bo wiedzieli, jak
cik walk stacza z samym sob ten elazny czowiek, jak strasznie
musi cierpie jego duma od upokorze, ktre si na niego zwaliy. On,
knia z boej mioci" - on, wojewoda ruski, senator Rzeczypospolitej,
musia ustpowa takim Chmielnickim i Krzywonosom; on, monarcha
prawie; ktry niedawno jeszcze przyjmowa posw postronnych
wadcw, musia si cofn z pola chway i zamkn w jakim zameczku
czekajc na rezultat wojny, ktr inni prowadzi bd, albo
upokarzajcych ukadw. On, stworzony do wielkich przeznacze,
czujc si, by im sprosta - musia si uzna bezsilnym... Cierpienie to
razem z trudami odbio si na jego postaci. Wychud znacznie, oczy mu
wpady, czarna jak skrzydo kruka czupryna siwie pocza. Ale jaki
wielki, tragiczny spokj rozla si po jego twarzy, bo duma bronia mu
zdradzi si z cierpieniem.
- Ha, nieche tak bdzie! - rzek. - Pokaemy tej niewdzicznej
ojczynie, i nie tylko wojowa, ale i zgin dla niej potrafimy. Zaiste,
wolabym sawniejsz mierci w jakiej innej wojnie polec ni przeciw
chopstwu w domowej zawierusze, ale trudno!
- Moci ksi - przerwa wojewoda kijowski - nie mw wasza ksica
mo o mierci, bo cho nie wiadomo, co komu Bg przeznaczy, ale
przecie jeszcze moe do niej daleko. Uwielbiam ja wojenny geniusz i
rycerski animusz waszej ksicej moci, ale przecie nie mog bra za ze
ani vice-rexowi, ani kanclerzowi, ani regimentarzom, e t wojn
domow staraj si ukadami zahamowa, bo si to bratnia krew w niej
leje a z oboplnej zawzitoci kt, jeli nie zewntrzny nieprzyjaciel,
bdzie korzysta?
Ksi popatrzy dugo w oczy wojewodzie i rzek dobitnie:
- Zwycionym ask okacie, to j przyjm z wdzicznoci i pamita
bd; u zwycizcw w pogard tylko pjdziecie. Bogdaj temu ludowi nikt
nigdy krzywd nie by czyni! Ale gdy raz bunt rozgorza, tedy nie
ukadami, ale krwi gasi go trzeba. Inaczej haba i zguba nam!..
- Prdsza zguba, gdy na wasn rk wojn prowadzi bdziem -
odpowiedzia wojewoda.
- Czy to znaczy, e wasza mo nie pjdziesz dalej ze mn?
- Moci ksi! Boga na wiadka bior, e nie stanie si to ze zej ku
wam woli, ale sumienie mnie mwi, ibym na oczywist zgub ludzi
moich nie wystawia, bo to krew droga i przyda si jeszcze
Rzeczypospolitej.
Ksi zamilk, a po chwili zwrci si ku swoim pukownikom:
- Wy, starzy towarzysze, nie opucicie mnie przecie, nieprawda?
Na te sowa pukownicy, jakoby jedn si i wol popchnici, rzucili si
ku ksiciu. Niektrzy caowali jego szaty, inni obejmowali kolana, inni
rce ku grze podnoszc woali:
- My przy tobie do ostatniego tchu, do ostatniej krwi!
- Prowad! prowad! bez odu suy bdziem!
- Moci ksi! i mnie przy sobie umiera pozwl! -woa zaponiony jak
panna mody pan Aksak.
Widzc to nawet wojewoda kijowski by wzruszony, a ksi od jednego
do drugiego chodzi, ciska kadego za gow i dzikowa. Zapa wielki
ogarn starszych i modszych. Z oczu wojownikw sypay si iskry, rce
co chwila chwytay za szable.
- Z wami y, z wami umiera! - mwi ksi.
- Zwyciymy! - woali oficerowie. - Na Krzywonosa! Pod Poonne! kto
chce nas opuci, niechaj to uczyni. Obejdziemy si bez pomocy. Nie
chcemy si dzieli ni chwa, ni mierci!
- Moci panowie! - rzek na to ksi. -Wola jest moja, abymy, nim na
Krzywonosa ruszymy, zayli cho krtkiego spoczynku, ktren by siy
nasze mg restaurowa. Oto ju trzeci miesic idzie, jak nie zsiadamy
prawie z koni. Od trudw, niewywczasw i zmiennoci aury ju ciao
odpada nam od koci. Koni nie mamy, piechoty nasze boso chodz.
Pjdziem tedy pod Zbara, tam si odywim i wypoczniem, moe te co
onierzy skupi si do nas i z nowymi siami ruszymy w ogie.
- Kiedy wasza ksica mo rozkae ruszy? - pyta stary
Zawilichowski.
- Bez zwoki, stary onierzu, bez zwoki!
Tu ksi zwrci si do wojewody:
- A wasza mio dokd si chcesz uda?
- Pod Gliniany, bo sysz, e tam si wojska kupi.
- Tedy odprowadzimy wasz mo a do spokojnej okolicy, aby wam si
przypadek jaki nie trafi.
Wojewoda nie odrzek nic, bo mu si stao jako niesmaczno. On ksicia
opuszcza, a ksi mu jeszcze troskliwo okazywa i odprowadzi go
zamierza. Bya-li to ironia w sowach ksicia - wojewoda nie wiedzia,
niemniej przeto zamiaru swego nie zaniecha, bo pukownicy ksicy
coraz niechtniej na niego patrzyli i jasnym byo, e w kadym innym,
mniej karnym wojsku tumult by przeciw niemu powsta.
Skoni si wic i wyszed; pukownicy te porozchodzili si, kady do
swojej chorgwi, aby je do pochodu sprawi; zosta tylko z ksiciem sam
Skrzetuski.
- Jaki tam onierz pod tymi chorgwiami? - spyta ksi.
- Tak przedni, e lepszego nie znale. Dragonia moderowana na
niemiecki ad, a w gwardii pieszej sami weterani z trzydziestoletniej
wojny. Gdym ich ujrza, mylaem, e triarii rzymscy.
- Sia ich jest?
- Dwa puki z dragoni, razem trzy tysice ludzi.
- Szkoda, szkoda, wielkich rzeczy mona by z tak pomoc dokaza!
Cierpienie widocznie odmalowao si na twarzy ksicia. Po chwili rzek
jakby sam do siebie:
- Nieszcznie to wybrano takich regimentarzy na te czasy klski !
Ostrorg byby dobry, gdyby wymow a acin mona t wojn
zaegna; Koniecpolski, dziewierz mj, z krwi wojownikw, ale modzik
bez dowiadczenia, a za Zasawski ze wszystkich najgorszy. Znam ja
jego od dawna. Czek to maego serca i miakiego umysu. Jego rzecz nad
dzbanem drzema i przed si na brzuch spluwa, nie wojska
sprawowa... Tego ja gono nie mwi, by nie sdzono, i mnie invidia
podnieca, ale straszne klski przewiduj. I to teraz, teraz wanie, tacy
ludzie wzili ster w donie! Boe, Boe, odwr ten kielich ! Co si te
stanie z t ojczyzn? Gdy o tym myl, mierci prdkiej pragn, bom te
ju zmorzon bardzo, i mwi ci: niedugo odejd. Dusza si rwie do
wojny, ale ciau si braknie.
- Wasza ksica mo powinien by wicej zdrowia chroni, bo caej
ojczynie sia na nim zaley, a ju te zna, e trudy bardzo wasz
ksic mo poszczerbiy.
- Ojczyzna zna inaczej myli, gdy mnie pominito; i teraz szabl mi z
rki wytrcaj.
- Gdy Bg da, krlewicz Karol infu na koron zmieni, bdzie wiedzia,
kogo wynie, a kogo kara, wasza ksica mo za do potny
jeste, by o nikogo teraz nie dba.
- Pjd te swoj drog.
Ksi nie spostrzeg si moe, e torem innych krlewit" polityk na
wasn rk prowadzi, ale gdyby si w tym i obaczy, byby jej nie
odstpi, bo to jedno czu dobrze, i honor Rzeczypospolitej ratuje.
I znw nastaa chwila milczenia, ktr wkrtce przerwao renie koni i
gosy trbek obozowych. Chorgwie szykoway si do pochodu. Gosy te
zbudziy ksicia z zamylenia, trzsn gow, jakby cierpienie i ze myli
chcia strzsn, po czym rzek:
- A drog miae spokojn?
- Spotkaem w lasach mszynieckich spor watah chopstwa, na dwiecie
ludzi, ktr starem.
- Dobrze. A jecw wzie, bo to teraz wana rzecz?
- Wziem, ale...
- Ale kazae ju ich sprawi? tak?
- Nie, wasza ksica mo! puciem ich wolno.
Jeremi spojrza ze zdziwieniem na Skrzetuskiego, po czym brwi jego
cigny si nagle.
- C to? czy i ty do pokojowej partii ju naleysz? Co to znaczy?
- Wasza ksica mo, jzyka przywiozem, bo midzy chopstwem by
przebrany szlachcic, ktry zosta yw. Za innych puciem, bo Bg ask
na mnie zesa i pocieszenie. Kar chtnie ponios. Ten szlachcic - to jest
pan Zagoba, ktren mnie wie o kniaziwnie przynis.
Ksi zbliy si ywo do Skrzetuskiego.
- yje? zdrowa?
- Bogu najwyszemu chwaa! Tak jest!
- I gdzie si schronia?
- Jest w Barze.
- To potna forteca. Mj chopcze! - tu ksi rce w gr wycign i
wziwszy gow pana Skrzetuskiego ucaowa go kilkakro w czoo -
raduj si twoj radoci, bo ci jak syna kocham.
Pan Jan ucaowa serdecznie rk ksic i cho od dawna ju byby za
niego chtnie krew przela, przecie poczu teraz na nowo, i na jego
rozkaz skoczyby i w pieko gorejce. Tak w grony i okrutny Jeremi
umia sobie jedna serca rycerstwa.
- No, nie dziwi ci si, e tych chopw puci. Ujdzie ci to bezkarnie.
Ale to wik ten szlachcic! To on j tedy a z Zadnieprza do Baru
przeprowadzi? Chwaa Bogu! W tych cikich czasach i dla mnie to
prawdziwa pociecha. wik to, wik musi by nie lada! A dawaj no tu
tego Zagob!
Pan Jan rano ku drzwiom ruszy, ale w tej chwili rozwary si one nagle
i ukazaa si w nich pomienista gowa pana Wierszua, ktren z
nadwornymi Tatary na daleki podjazd by posany.
- Moci ksi! - zawoa oddychajc ciko. - Poonne Krzywonos
wzi, ludzi dziesi tysicy w pie wyci, niewiast, dzieci.
Pukownicy zaczli si znowu schodzi i cisn koo Wierszua,
przylecia i wojewoda kijowski, ksi za sta zdumiony, bo si nie
spodziewa takiej wieci.
- To tam sama Ru si zamkna! To chyba nie moe by!
- Jedna dusza ywa z miasta nie wysza.
- Syszysz wasza mo - rzek ksi zwracajc si do wojewody -
prowade ukady z takim nieprzyjacielem, ktren swoich nawet nie
szczdzi!
Wojewoda sapn i rzek:
- O dusze pieskie! kiedy tak, nieche diabli porw wszystko! Pjd
jeszcze z wasz ksic moci!
- A to mi brat! - rzek ksi.
- Niech yje wojewoda kijowski! - zakrzykn stary Zawilichowski.
- Niech yje zgoda!
A ksi zwrci si znw do Wierszua:
- Gdzie rusz z Poonnego? nie wiadomo?
- Podobno pod Konstantynw.
- O na Boga! to puki Osiskiego i Koryckiego s zgubione, bo z piechot
uj nie zd. Trzeba urazy zapomnie i w pomoc im ruszy. Na ko!
na ko !
Twarz ksica zajaniaa radoci, a rumieniec obla na nowo wychude
policzki, bo droga sawy znw stana przed nim otworem.
 517
 Rozdzia XXX 
Wojska miny Konstantynw i zatrzymay si w Rosoowcach. Wyliczy
bowiem ksi, i gdy Korycki i Osiski powezm wiadomo o wziciu
Poonnego, musz na Rosoowce si cofa, a jeli nieprzyjaciel zechce ich
goni, to niespodzianie midzy ca si ksic jakoby w puapk
wpadnie i tym pewniej klsk poniesie. Jako przewidywania te speniy
si w wikszej czci. Wojska zajy pozycje i stay cicho w gotowoci
do bitwy. Wiksze i mniejsze podjazdy rozeszy si na wszystkie strony z
obozu. Ksi za z kilku pukami stan we wsi i czeka. A wieczorem
Tatarzy Wierszua dali zna, i od strony Konstantynowa zblia si jaka
piechota. Usyszawszy to ksi wyszed przede drzwi swej kwatery w
otoczeniu oficerw, a z nimi kilkadziesit znaczniejszego towarzystwa, by
patrzy na owo wejcie. Tymczasem puki, oznajmiwszy si odgosem
trb, zatrzymay si przede wsi, a dwaj pukownicy biegli co prdzej,
zadyszani, przed ksicia, aby mu suby swoje ofiarowa. Byli to Osiski
i Korycki. Ujrzawszy Winiowieckiego, a przy nim wspania wit
rycerstwa, zmieszali si bardzo, niepewni przyjcia, i skoniwszy si nisko
czekali w milczeniu, co powie.
- Fortuna koem si toczy i pysznych ponia - rzek ksi. - Nie
chcielicie waszmociowie przyj na zaprosiny nasze, teraz za sami
przychodzicie.
- Wasza ksica mo! - rzek miao Osiski. - Dusz ca chcielimy
pod wasz ksic moci suy, ale zakaz by wyrany. Kto go wyda,
niech za odpowiada. My prosim o przebaczenie, cho niewinni, bo jako
wojskowi musielimy sucha i milcze.
- To ksi Dominik rozkaz odwoa? - pyta ksi.
- Rozkaz nie zosta odwoany - rzek Osiski - ale ju nas nie obowizuje,
gdy jedyny ratunek i ocalenie wojsk naszych w asce waszej ksicej
moci, pod ktrego komend odtd y, suy i umiera chcemy.
Sowa te, pene siy mskiej, i posta Osiskiego jak najlepsze wywary
na ksiciu i towarzyszach wraenie. By to bowiem synny onierz i cho
mody jeszcze, bo nie wicej czterdziestu lat liczy, peen ju wojennej
praktyki, ktrej w armiach cudzoziemskich naby. Kade onierskie oko
spoczywao te na nim chtnie. Wysoki, prosty jak trzcina, z
podczesanym do gry tym wsem i szwedzk brod, strojem i
postaw przypomina zupenie pukownikw z trzydziestoletniej wojny.
Korycki, z pochodzenia Tatar, w niczym do niego nie by podobny.
Maego wzrostu i krpy, spojrzenie mia pospne i dziwnie wyglda w
cudzoziemskim ubiorze nie licujcym z jego wschodnimi rysami.
Dowodzi pukiem niemieckiej wybranej piechoty i syn zarwno z
mstwa, jak z mrukliwoci i elaznej dyscypliny, w ktrej onierzy
swych utrzymywa.
- Czekamy rozkazw waszej ksicej moci - rzek Osiski.
- Dzikuj za rezolucj waszmociw, a usugi przyjmuj. Wiem, i
onierz sucha musi, i jelim po waciw posya, to dlatego, em o
zakazie nie wiedzia. Niejedn odtd z i dobr chwil z sob
przeyjemy, ale spodziewam si take, i waszmociowie radzi bdziecie
z nowej suby.
- Byle wasza ksica mo by z nas rad i z naszych pukw.
- Dobrze! - rzek ksi. - Daleko nieprzyjaciel za wami?
- Podjazdy blisko, ale gwna sia dopiero na rano by tu zdy moga.
- Dobrze. Tedy mamy czas. Kacie waszmociowie przej waszym
pukom przez majdan, niech je zobacz, abym pozna, jakiego to
przywiedlicie mi onierza i czy sia bdzie z nim mona dokaza.
Pukownicy wrcili do pukw i w kilka pacierzy weszli na ich czele do
obozu. Towarzystwo spod grnych chorgwi ksicych sypno si jak
mrowie, aby widzie nowych towarzyszw. Sza wic naprzd dragonia
krlewska pod kapitanem Giz, w cikich hemach szwedzkich z
wysokimi grzebieniami. Konie pod nimi podolskie, ale dobrane i dobrze
wypasione, onierz wiey, wypoczty, w jaskrawej i byszczcej
odziey, wspaniale na pozr odbija od wymizerowanych regimentw
ksicych odzianych w podart i wypowia od deszczw i soca
barw. Za nimi szed z pukiem Osiski, w kocu Korycki. Szmer
pochwalny rozleg si midzy ksicym rycerstwem na widok gbokich
szeregw niemieckich. Kolety na nich jednostajne, czerwone, na
ramionach poyskujce muszkiety. Szli po trzydziestu w rzdzie, krokiem
jednostajnym, jakby szed jeden czowiek, silnym i grzmicym. A
wszystko chopy rose, pleczyste - onierz stary, ktry w niejednym
kraju i niejednym ogniu bywa, po wikszej czci weterani z
trzydziestoletniej wojny, sprawni, karni i dowiadczeni.
Gdy nadeszli przed ksicia, Osiski krzykn: - Halt! - i pukzatrzymasi
jak w ziemi wkopany; oficerowie podnieli trzciny do gry, a chory
wznis chorgiew i chwiejc ni, po trzykro zniy j przed ksiciem.-
Vorwrts! - zawoa Osiski. - Vorwrts! - powtrzyli oficerowie i puk
ruszy znw naprzd. Tak samo, a niemal jeszcze sprawniej
zaprezentowa swoich Korycki, na ktry widok uradoway si wszystkie
serca onierskie, a Jeremi, znawca nad znawcami, a si w boki wspar z
zadowolenia i patrzy, i umiecha si, bo wanie piechoty mu brako, a
pewien by, e lepszej trudno by mu byo w caym wiecie znale. Czu
si te na siach wzmoony i spodziewa si wielkich dzie wojennych
dokona. Towarzystwo za rozmawiao o rnych rzeczach wojskowych
i rozmaitych onierzach, ktrych po wiecie widzie mona.
- Dobra jest piechota zaporoska, szczeglniej do obrony zza okopu -
mwi pan leszyski - ale ci jej wytrzymaj, bo wywiczesi.
- Ba! wiele lepsi! - odpar pan Migurski.
- Wszelako to ciki lud - rzecze pan Wierszu. - eby tak na mnie,
podjbym si z moimi Tatary we dwa dni tak ich zmorzy, i trzeciego
ju bym ich jako barany mg wyrzyna.
- Co wa gadasz! Niemcy dobrzy onierze.
A na to ozwa si pan Longinus Podbipita swoj piewn litewsk
mow:
- Jak to Bg w miosierdziu swoim rne nacje rnymi cnotami
obdarzy. Jako syszaem, nie masz w wiecie nad nasz jazd, a znowu
ani nasza, ani wgierska piechota porwna si z niemieck nie moe.
- Bo Bg jest sprawiedliwy - rzecze na to pan Zagoba. - Waci na
przykad da wielk fortun, wielki miecz i cik rk, a za to may
dowcip.
- Ju si do niego przypi jak koska pijawka - rzek miejc si pan
Skrzetuski.
A pan Podbipita oczy zmruy i rzek ze zwyk sobie sodycz:
- Sucha hadko! Waci da jzyk, pono za dugi!
- Jeli utrzymujesz, e le zrobi dajc mi taki, jaki mam, tedy pjdziesz
do pieka razem ze swoj czystoci, bo woli jego chcesz kontrowa.
- Et, kto tam waci przegada! Gadasz i gadasz.
- A wiesze wapan, czym czowiek rni si od zwierzt?
- A czym?
- Oto rozumem i mow.
- Ot, dae mu, da! - rzecze pukownik Mokrski.
- Jeeli tedy wapan nie pojmujesz, dlaczego w Polsce najlepsza jazda, a
u Niemcw piechota, to ja ci to wytumacz.
- No, dlaczego? dlaczego? - spytao kilka gosw.
- Oto, gdy Pan Bg konia stworzy, przyprowadzi go przed ludzi, eby
za jego dzieo chwalili. A na brzegu sta Niemiec, jako to si oni wszdy
wcisn. Pokazuje tedy Pan Bg konia i pyta si Niemca : co to jest? A
Niemiec na to : Pferd! - Co? - powiada Stwrca - to ty na moje dzieo
pfe" mwisz? A nie bdziesz ty za to, plucho, na tym stworzeniu jedzi
- a jeli bdziesz, to kiepsko. To rzekszy, Polakowi konia darowa. Oto
dlaczego polska jazda najlepsza, a za Niemcy, jak poczli piechot za
Panem Bogiem draowa a przeprasza, tak si na najlepsz piechot
wyrobili.
- Bardzo to wa misternie wykalkulowa - rzek pan Podbipita.
Dalsz rozmow przerwali nowi gocie, nadbiegli z doniesieniem, i
jeszcze jakie wojsko do obozu si zblia, ktre nie moe by kozackie,
bo nie od Konstantynowa, ale cakiem z innej strony, od rzeki Zbrucza,
nadciga. Jako we dwie godziny pniej weszy te chorgwie z takim
grzmieniem trb i bbnw, e a ksi si rozgniewa i posa do nich
rozkaz, by byli cicho, bo nieprzyjaciel w pobliu. Pokazao si, i by to
pan stranik koronny Samuel aszcz, sawny zreszt awanturnik,
krzywdziciel, warcho i zabijaka, ale onierz wielki. Wid on omiuset
ludzi takiego jak sam pokroju, czci szlachty, czci Kozakw, ktrzy
by wszyscy, na dobr spraw, wisie powinni. Ale ksi Jeremi nie
zraa si swawol tego onierstwa, dufajc, e w jego rku zmieni si
na pokorne owieczki musz, a za zaciekoci i mstwem inne braki
nagrodz. By to tedy szczliwy dzie. Wczoraj jeszcze ksi,
zagroony odejciem wojewody kijowskiego, ju by postanowi wojn a
do chwili przybytku si zawiesi i do spokojniejszego kraju si na czas
jaki uchyli - dzi sta znw na czele blisko dwunastotysicznej armii, a
cho Krzywonos pi razy tyle liczy, jednak ze wzgldu i wikszo
wojsk zbuntowanych skadaa si z czerni, obie siy za rwne
poczytywane by mogy. Teraz te ksi ju ani myla o odpoczynku.
Zamknwszy si z aszczem, wojewod kijowskim, Zawilichowskim,
Machnickim i Osiskim, naradza si nad dalsz wojn. Krzywonosowi
nazajutrz postanowiono wyda bitw, a gdyby nie nadszed, tedy mieli i
ku niemu w odwiedziny.
Noc zapada ju gboka, ale od czasu ostatnich deszczw, ktre pod
Machnwk tak bardzo dokuczay onierzom, pogoda ustalia si
wyborna. Na ciemnym sklepieniu niebios wieciy roje gwiazd zotych.
Ksiyc wytoczy si wysoko i ubieli wszystkie dachy rosoowskie. W
obozie nikt spa nie myla. Wszyscy odgadli jutrzejsz bitw i gotowali
si do niej gwarzc po staremu, piewajc i wielkie sobie rozkosze
obiecujc. Oficerowie i znaczniejsze towarzystwo, wszyscy w
wybornych humorach, zebrali si naok wielkiego ogniska i zabawiali si
szklankami.
- Mwe za wapan dalej! - woali na Zagob. - Gdycie tedy przez
Dniepr przeszli, cecie czynili i jakim sposobem dostalicie si do
Baru?
Pan Zagoba wychyli kwart miodu i rzek:
-...Sed jam nox humida coelo praecipitat,
Suadentque sidera cadentia somnos,
Sed si tantus amor casus cognoscere nostros,
Incipiam. . .
- Moi moci panowie! gdybym zacz wszystko szczegowie opowiada,
tedy i dziesiciu nocy by nie starczyo, a pewnie i miodu, bo stare gardo
jak stary wz smarowa trzeba. Do, gdy wapastwu powiem, iem do
Korsunia, do obozu samego Chmielnickiego z kniaziwn poszed i z tego
pieka bezpieczniem j wyprowadzi.
- Jezus Maria! to chyba wapan czarowa! - zakrzykn pan
Woodyjowski.
- Co prawda, to czarowaem - odpowiedzia pan Zagoba - bom si te
tego piekielnego kunsztu jeszcze za modych Iat od jednej czarownicy w
Azji wyuczy, ktra zakochawszy si we mnie, wszystkie arcana
czarnoksiskiej sztuki mi dywulgowaa. Ale wiele czarowa nie mogem,
bo sztuka na sztuk. Peno tam wrkw i czarownic koo
Chmielnickiegcr, ci tyle mu diabw do usug posprowadzali, i on nimi
jak chopami robi. Spa idzie, to mu diabe musi buty ciga; szaty mu
si zakurz, to je diabli ogonami trzepi, a on jeszcze, gdy pijany, tego
lub owego w pysk, e to - powiada - le suysz!
Pobony pan Longinus przeegna si i rzek:
- Z nimi moce piekielne, z nami niebieskie.
- Byliby te mnie czarni zdradzili przed Chmielnickim, ktom jest i kogo
prowadz, alem ich pewnym sposobem zakl, e milczeli. Baem si te,
eby Chmielnicki mnie nie pozna, bom si z nim w Czehrynie rok temu
ze dwa razy u Dopua zetkn; byo te i kilku innych znajomych
pukownikw, ale c? Brzuch mnie spad, broda wyrosa do pasa, wosy
o ramion, przebranie reszt zmienio, wic nikt nie pozna.
- To wapan widzia samego Chmielnickiego i mwie z nim?
- Czym widzia Chmielnickiego? Tak, jako waszmociw widz. Przecie
on mnie jako szpiega na Podole wysa, ebym jego manifesty chopstwu
po drodze rozdawa. Piernacz mnie da dla bezpieczestwa od Ordy, tak
e ju spod Korsunia jechaem wszdy bezpiecznie. Jak mnie chopi albo
Niowi spotkali, tak ja im piernacz pod nos i mwi: Powchajcie to,
ditki, i idcie do diaba!" Kazaem te sobie dawa wszdzie je i pi
suto, a oni dawali i podwody take, czemum by rad i ju cigle na moj
niebog kniaziwn patrzyem, aby po takich wielkich fatygach i strachu
wypocza. Mwi tedy wapastwu, e nimem dojecha do Baru, to ju
si tak odywia, e mao sobie ludziska tam w Barze oczu za ni nie
powypatrywali. Jest tam wiele gadkich panien, gdy si szlachta z
dalekich okolic pozjedaa, ale tak im wanie do niej, jako sowom do
kraski. Miuj j te ludzie, a i waszmociowie bycie j miowali,
gdybycie zna mogli.
- Pewnie, e nie byoby inaczej! - rzek may pan Woodyjowski.
- Ale czemue waszmo a do Baru wdrowa? - pyta pan Migurski.
- Bom sobie powiedzia, e nie stan, pki do bezpiecznego miejsca nie
przybd, wic te i maym zameczkom nie ufaem mylc, e przecie
bunt moe do nich doj. A do Baru choby i doszed, to by sobie zby
na nim poama. Tam pan Andrzej Potocki potnie mury obsadzi i tyle
dba o Chmiela, ile j o prn szklank. Co waszmociowie mylicie,
em le uczyni, tak daleko od ognia odjedajc? A to mnie pewnie w
Bohun goni, a gdyby by dogoni, tedy, mwi waszmociom, marcepan
by ze mnie dla psw zrobi. Wy jego nie znacie, ale ja go znam. Niech go
tam diabli porw ! Pty nie bd mia spokoju, pki jego nie powiesz.
Daje mu Boe tak szczliwy koniec - amen! Pewnie te nikogo sobie
tak nie zakarbowa, jako mnie. Brr! Gdy o tym pomyl, a mnie si
zimno robi. Dlatego to i napitkw chtniej teraz zaywam, chocia z
natury pi nie lubi.
- Co wapan mwisz! - odezwa si pan Podbipita - to pijesz, brateku,
jak uraw studzienny.
- Nie zagldaj wapan do studni, bo mdrego na dnie nie obaczysz. Ale
mniejsza z tym. Jadc tedy z piernaczem i manifestami Chmielnickiego,
wielkich przeszkd nie doznaem. Przybywszy do Winnicy znalazem tam
chorgiew obecnego tu w obozie pana Aksaka, alem si przecie
dziadowskiej skry jeszcze nie pozbywa, bom si chopstwa ba. Jenom
si manifestw zby. Jest tam rymarz, ktren si zowie Suhak i dla
Zaporocw szpiegowa a wiadomoci Chmielnickiemu posya. Przez
tego manifesty odesaem wypisawszy na nich takie sentencje, e chyba
go Chmiel kae ze skry obedrze, gdy je przeczyta. Ale tymczasem pod
samym Barem taka mnie przygoda spotkaa, em mao przy brzegu nie
uton.
- Jake to byo? jake?
- Spotkaem pijanych onierzw swawolnikw, ktrzy usyszeli, jakem
do kniaziwny mwi: wapanna", bom si te nie bardzo ju i strzeg,
jako to blisko swoich. Tak tedy: co to za dziad i co to za szczeglne
chopi, do ktrego si mwi: wapanna"? Kiedy spojrz na kniaziwn:
a tu uroda jak malowanie! Daleje do nas! Ja w kt moj niebog,
zastawiem j sob i do szabli...
- To dziw - przerwa Woodyjowski - e wapan za dziada przebranym
bdc mia szabl przy boku!
- H - rzek Zagoba - e miaem szabl? A kto wapanu powiedzia, e
miaem szabl? Nie miaem, jenom oniersk pochwyci, co leaa na
stole. Bo to byo w karczmie w Szypicach. Pooyem w mgnieniu oka
dwch napastnikw. Ci do bandoletw! Krzycz: Stjcie, sobaki, bom
szlachcic!" A tu woaj Alt, alt! jedzie podjazd!" Pokazao si, e to nie
by podjazd, jeno pani Sawoszewska z eskort, ktr syn w pidziesit
koni odprowadza, mode chopi. Dopiero tamtych pohamowali. A ja do
pani z oracj. Takem j rozczuli, e zaraz jej upusty w oczach si
otworzyy. Wzia kniaziwn do karety i ruszylimy do Baru. Ale
mylicie, wapastwo, e na tym koniec? Gdzie tam!...
Nagle pan leszyski przerwa opowiadanie:
- Patrzcie no, waszmociowie - rzek - czy to tam wit, czy co?
- O! nie moe by! - odpar pan Skrzetuski. - Za wczesna pora.
- To w stronie Konstantynowa!
- Tak jest. Ano widzicie: coraz janiej.
- Jako ywo, to una!
Na te sowa twarze spowaniay, wszyscy zapomnieli o opowiadaniu,
zerwali si na rwne nogi.
- una! una! - powtrzyo kilka gosw.
- To Krzywonos nadszed spod Poonnego.
- Krzywonos z ca potg.
- Przednie strae musiay podpali miasto lub wsie pobliskie.
A wtem zabrzmiay ciche trbki alarmowe; jednoczenie stary
Zawilichowski pojawi si nagle midzy rycerstwem.
- Moci panowie! - rzek - przyszy podjazdy z wieciami. Nieprzyjaciel
w oczach! zaraz ruszamy! Do chorgwi! do chorgwi!...
Oficerowie ruszyli co prdzej do swoich pukw. Czelad potumia
ogniska i po chwili ciemno zapanowaa w obozie. Tylko w dali, od
strony Konstantynowa, niebo czerwienio si coraz szerzej, coraz silniej,
przy ktrym blasku blady i gasy stopniowo gwiazdy. I znw zabrzmiay
ciche trbki. Grano wsiadanego przez munsztuk. Niewyrane masy ludzi i
koni poczy si porusza. rd ciszy sycha byo ttent koni, miarowe
kroki piechurw, a wreszcie guchy turkot armat Wurcla; czasem
zabrzky muszkiety lub rozlegy si gosy komendy. Byo co gronego i
zowrogiego w tym nocnym pochodzie przysonitym pomrok, w tych
gosach, szmerach, brzkaniu elastwa, poysku zbroic i mieczw.
Chorgwie spuszczay si ku konstantynowskiej drodze i pyny ni w
stron poaru, podobne do jakiego olbrzymiego smoka czy wa
pezncego wrd ciemnoci. Ale pyszna lipcowa noc miaa si ju ku
schykowi. W Rosoowcach poczy kury pia podajc sobie gosy przez
cae miasto. Mila drogi dzielia Rosoowce od Konstantynowa, wic
zanim wojska w wolnym pochodzie przeszy poow drogi, spoza uny
poarnej wychylia si i jutrzenka blada, jakby przeraona, i nasycaa
coraz bardziej wiatem powietrze wydobywajc z cienia lasy, zagaje,
bia wstg gocica i idce po nim wojska. Teraz wyranie mona ju
byo odrni ludzi, konie i zbite szeregi piechurw. Podnis si ranny,
chodny wietrzyk i opota chorgwiami nad gowami rycerzy.
Szli naprzd Tatarzy Wierszua, za nimi Kozacy Poniatowskiego, potem
dragonia, armaty Wurcla, a piechoty i husarie na ostatku. Pan Zagoba
jecha przy Skrzetuskim, ale wierci si jako na kulbace i wida byo, e
wobec bliskiej bitwy niepokj go ogarnia.
- Moci panie - rzek do Skrzetuskiego szepcc cicho, jakby si ba, by go
kto nie podsucha.
- A co waszmo powiesz?
- Czy to husarze pierwsi uderz?
- Mwie wapan, e stary onierz, a nie wiesz, e husarzy konserwuje
si do rozstrzygnicia bitwy w chwili, gdy nieprzyjaciel najbardziej siy
wyty.
- Wiem ci ja to, wiem, alem si chcia upewni.
Nastaa chwila milczenia. Po czym pan Zagoba zniy gos jeszcze
bardziej i pyta dalej:
- Czy to Krzywonos z ca potg?
- Tak jest.
- A ile prowadzi?
- Razem z czerni szedziesit tysicy ludzi.
- O, do diaba! - rzek pan Zagoba.
Skrzetuski umiechn si pod wsem.
- Nie myl wapan, e ja si boj - szepta dalej Zagoba - ale mam krtki
oddech i nie lubi toku, bo gorco, a jak gorco, to ju nic po mnie.
Bodaj to w pojedynk sobie radzi! Czek przynajmniej fortelw moe
zay, a tu nic i po fortelach. Nie gowa, jeno rce wygrywaj. Tu ja
gupi przy panu Podbipicie. Mam na brzuchu te dwiecie czerwonych
zotych, co mi je ksi darowa, ale wierzaj mi waszmo, e brzuch
wolabym mie gdzie indziej. Tfu! tfu! nie lubi ja tych wielkich bitew!
Niech je zaraza tucze!
- Nic waci nie bdzie. Nabierz ducha.
- Ducha? Tego ja si tylko przecie boj, e mstwo roztropno we mnie
zwyciy! Nadtom zapalczywy... A miaem zy omen: gdymy siedzieli
przy ognisku, dwie gwiazdy spado. Kto je wie?... moe ktra moja!
- Za dobre uczynki Bg waszmoci nagrodzi i w zdrowiu zachowa.
- Byle mi za wczenie nagrody nie obmyli!
- Czemue nie zosta przy taborach?
- Mylaem, e przy wojsku bezpieczniej.
- Bo i tak jest. Obaczysz wapan, e to nic wielkiego. My ju zwyczajni,
a consuetudo altera natura. Ot, ju Sucz i Wiszowaty Staw.
Istotnie wody Wiszowatego Stawu, oddzielone od Suczy dug grobl,
zabysy w oddaleniu. Wojska zatrzymay si naraz na caej linii.
- Czy to ju? - spyta pan Zagoba.
- Ksi szyk bdzie sprawia - odpar pan Skrzetuski.
- Nie lubi toku!... powtarzam waci... nie lubi toku.
- Husaria na prawe skrzydo! - rozleg si gos subowego, ktry od
ksicia przypad do pana Jana.
Rozwidnio si zupenie. una zblada w blaskach wschodzcego soca,
zociste promienie odbiy si w ostrzach husarskich kopii i zdao si, e
nad rycerzami pon tysice wiec. Po sprawieniu szykw wojsko nie
ukrywajc si ju duej zapiewao w jeden gos: Witajcie, podwoje
zbawienia!" Potna pie rozbiega si po rosach, uderzya si o br
sosnowy i odbita echem, wzleciaa ku niebu.
Nareszcie brzeg po drugiej stronie grobli zaczerni si, jak okiem sign,
chmarami kozactwa; puki pyny za pukami, konni Zaporocy zbrojni
w dugie spisy, pieszy lud z samopaami i fale chopstwa zbrojnego w
kosy, cepy i widy. Za nimi wida byo jak we mgle olbrzymi tabor niby
miasto ruchome. Skrzypienie tysicy wozw i renie koni dochodzio a
do uszu ksicych onierzy. Kozactwo jednak szo bez zwykych
wrzaskw, bez wycia i zatrzymao si po drugiej stronie grobli. Dwie
przeciwne potgi patrzyy czas jaki na si w milczeniu.
Pan Zagoba trzymajc si cigle przy Skrzetuskim spoglda na owo
morze ludzkie i mrucza:
- Jezu Chryste, po ce stworzy tyle tego taaajstwa! To chyba sam
Chmielnicki z czerni i wszystkimi wszami! Nie rozpustae to, powiedz
mi waszmo? Czapkami nas pokryj. A tak dobrze przedtem bywao w
Ukrainie! Wal si i wal! bogdaj was diabli w piekle walili. I wszystko to
na nasz skr. Bogdaj ich nosacizna zara!..
- Nie klnij wa. Dzi niedziela.
- A prawda. dzi niedziela, lepiej by o Bogu pomyle... Pater noster qui
es in coelis... adnego respektu od tych ajdakw spodziewa si nie
mona... Sanctificetur nomen Tuum... co to si bdzie dziao na tej grobli
!... Adveniat regnum Tuum... Ju we mnie dech zaparo... Fiat voluntas
Tua... Bodajecie wyzdychali, hamany mobjcze!... Patrz no wal Co
to?
Oddzia zoony z kilkuset ludzi oderwa si od czarnej masy i sun
bezadnie ku grobli.
- To harcownik - rzecze pan Skrzetuski. - Zaraz nasi ku nim wyjad.
- Czy to ju koniecznie bitwa si zacznie?
- Jak Bg na niebie.
- Niech to diabli porw! - (Tu zy humor pana Zagoby nie mia ju
miary.) - A wa to patrzysz jakby na teatrum w misopust! -wykrzykn
z niechci do Skrzetuskiego - jakby nie o waci skr chodzio!
- My ju zwyczajni, mwiem.
- I pewnie na harce ruszysz?
- Nie bardzo to przystoi rycerzom spod grnych znakw na pojedynk z
takim nieprzyjacielem si bi; nie czyni tego, kto powag kocha. Ale w
tych czasach nikt nie ma wzgldu na godno.
- Id ju i nasi, id! - wykrzykn pan Zagoba widzc kran lini
dragonw Woodyjowskiego posuwajc si truchtem ku grobli.
Za nimi ruszyo po kilkanacie ochotnika spod kadej chorgwi. Poszli
midzy innymi: rudy Wierszu, Kuszel, Poniatowski, dwch Karwiczw;
a spod husarskiego znaku pan Longinus Podbipita.
Odlego midzy dwoma oddziaami zacza si zmniejsza gwatownie.
- Piknych rzeczy bdziesz wa wiadkiem - rzek Skrzetuski do pana
Zagoby. - Uwa szczeglnie Woodyjowskiego i Podbipit. Wielcy to
rycerze. Dojrzysz ich wa?
- Dojrz.
- To patrz; sam si rozakomisz.
 534
 Rozdzia XXXI 
Ale wojownicy zbliywszy si do siebie zatrzymali konie i poczli
naprzd si ly wzajemnie.
- Bywajcie! bywajcie! zaraz tu psy waszym padem nakarmimy! - woali
ksicy onierze.
- Wasze i dla psw si nie godzi.
- Pognijecie w tym stawie, zbje bezecni!
- Komu pisano, ten zgnije. Was tu prdzej ryby oszczypi.
- Z widami do gnoju, chamy! Lepiej wam to przystoi ni szabla.
- Chocia my chamy, ale synki nasze bd szlachta, bo si z waszych
panienek porodz!
Jaki Kozak, widno zadnieprzaski, wysun si naprzd i zoywszy
donie koo ust, woa potnym gosem:
- U kniazia dwie synowice! Powiedzcie mu, eby je Krzywonosowi
przysa.
Panu Woodyjowskiemu a pociemniao w oczach z wciekoci, gdy to
blunierstwo usysza, i w teje chwili wypuci konia na Zaporoca.
Pozna go z dala pan Skrzetuski stojc na prawym skrzydle z husarzami i
krzykn na Zagob:
- Woodyjowski leci! Woodyjowski! patrz wa! tam! tam!
- Widz! - woa pan Zagoba. - Ju go dopad! Ju si bij ! Raz! dwa!
daleje po nim! Widz doskonale! Oho, ju! To gracz, niech go las
ogarnie!
Istotnie w drugim zoeniu blunierca pad na ziemi jak gromem raony -
i pad gow ku swoim, na z im wrb.
A wtem wyskoczy drugi, ubrany w czerwony kontusz zdarty z jakiego
szlachcica. Dopad on pana Woodyjowskiego troch z boku, ale ko mu
w chwili samego cicia utkn. Pan Woodyjowski za zwrci si i wtedy
to mona byo pozna mistrza, bo doni tylko sam poruszy robic ruch
tak lekki i mikki, e prawie niewidoczny, a jednak szabla Zaporoca
furkna w gr, pan Woodyjowski za za kark go ucapi i porwa wraz z
koniem ku swoim.
- Braty ridnyje, spasajte! - woa jeniec.
Ale oporu nie dawa wiedzc, e w razie najmniejszego szabl bdzie
natychmiast przeszyty; jeszcze konia pitami bi, by poda. I tak go
wid pan Woodyjowski jak wilk koz.
Sypno si na ten widok z obu stron po kilkunastu wojownika, bo wicej
na wskiej grobli nie mogo si pomieci. Przypadali tedy do siebie
pojedynczo. M zwiera si z mem, ko z koniem, szabla z szabl i
by to cudny widok tego szeregu pojedynkw, na ktre oba wojska
patrzyy z najwiksz ciekawoci, wrc sobie z nich o dalszym
powodzeniu. Poranne soce wiecio nad walczcymi, a powietrze tak
byo przezroczyste, e prawie twarze mona byo z obu stron odrni.
Mylaby kto patrzc z dala, e to turniej jakowy lub zabawa. Czasem
jednak ko wylatywa z zamtu bez jedca; czasem trup wpada z grobli
w jasn szyb wody, ktra rozpryskiwaa si w zote iskry, a potem sza
kolist fal od brzegu coraz dalej i dalej. Roso serce onierzom obu
wojsk, patrzcym na mstwo swych rycerzy, i ochota do boju. Kady ku
swoim sa yczenia; nagle pan Skrzetuski w rce klasn, a
zadwiczay karwasze, i wykrzykn:
- Wierszu zgin! pad razem z koniem... patrzcie: siedzia na tym
biaym!
Ale Wierszu nie zgin, chocia istotnie pad razem z koniem, bo
przewrci obydwch olbrzymi Pujan, dawny kozak ksicia Jeremiego,
dzi drugi po Krzywonosie dowdca. By to synny harcownik i nigdy tej
gry nie opuszcza. Silny tak, i z atwoci mg zama dwie od razu
podkowy, uchodzi za niezwycionego w pojedynczej walce.
Przewrciwszy Wierszua uderzy na dzielnego oficera Kuroszlachcica i
przeci go strasznie, bo prawie a do kulbaki. Inni cofnli si przeraeni,
co widzc pan Longinus zwrci ku niemu swoj inflanck koby.
- Pohybnesz! - krzykn Pujan widzc zuchwaego ma.
- C robi? - odpowiedzia pan Podbipita wznoszc szabl do cicia.
Nie mia on jednak swego Zerwikaptura, bo go do zbyt wielkich celw
przeznaczy, aby si nim w pojedynczej walce posugiwa; zostawi go
wic w rkach wiernego pachoka przy szeregu; mia za tylko lekk
batorwk o bkitnawej pisanej zotem klindze. Wytrzyma pierwsze jej
cicie Pujan, cho zaraz pozna, e ma z nie lada zapanikiem do
czynienia, bo mu a szabla w garci zadraa; wytrzyma jednak i drugie, i
trzecie, po czym, czy wiksz przeciwnika biego w szermierce pozna,
czy moe wobec obu stron swoj straszliw si pochlubi si pragn,
czy przyparty do skraju grobli, obawia si, aby nie by przez ogromne
bydl pana Longina do wody wepchnitym, do, e odbiwszy ostatnie
cicie, konia z koniem bokami zestosowa i wp Litwina w potne
ramiona uchwyci.
I sczepili si tak, jako dwa niedwiedzie, gdy o samic w czasie rui
walcz; owinli si koo siebie jak dwie sosny, ktre z jednego pnia
wyrsszy, wzajemnie si okrc i prawie jedno drzewo utworz.
Wszyscy dech wstrzymali i w milczeniu patrzyli na walk tych
zapanikw, z ktrych kady za najwikszego siacza midzy swymi
uchodzi. Oni za - rzekby: naprawd zroli si w jedno ciao - bo dugi
czas pozostali bez ruchu. I tylko twarze ich stay si czerwone, i tylko z
y, ktre wyskoczyy im na czoa, z wygitych jak uki grzbietw mona
byo pod tym straszliwym spokojem pozna nadludzkie wytenie
ramion, ktre gnioty si nawzajem w ucisku.
Na koniec obaj poczli dygota. Ale stopniowo twarz pana Longina
stawaa si coraz czerwiesza, a twarz wataki coraz sisza. Upyna
jeszcze chwila. Niepokj patrzcych wzrasta. Nagle milczenie przerwa
guchy, przyduszony gos:
- Puskaj...
- Nie... braciaszku!... - odpowiedzia drugi gos.
Jeszcze chwila: wtem chrobotno co okropnie, da si sysze jk jakby
z podziemia; fala czarnej krwi buchna z ust Pujana i gowa mu zwisa
na rami.
Wtedy pan Longinus podnis go z kulbaki i zanim patrzcy mieli czas
pomyle, co si stao, przerzuci go na swoje siodo, po czym ruszy
rysi ku swoim.
- Vivat! - krzyknli winiowiecczycy.
- Na pohybel ! - odpowiedzieli Zaporocy.
I zamiast si zmiesza klsk swego wodza, tym zaciciej uderzyli na
nieprzyjaci. Zawrzaa walka tumna, ktr ciasnota miejsca tym
zacieklejsz czynia. I byliby moojcy mimo caego mstwa ulegli pewnie
wikszej szermierskiej wprawie przeciwnikw, gdyby nie to, e od taboru
Krzywonosowego day si nagle sysze trby woajce ich do odwrotu.
Cofnli si natychmiast, a przeciwnicy postawszy chwil, by okaza, i
odzieryli pole, zawrcili rwnie ku swoim. Grobla opustoszaa, zostay
tylko na niej trupy ludzkie i koskie, jakby zapowied tego, co si dzia
bdzie - i czerniaa ta droga mierci midzy dwoma wojskami -jeno lekki
powiew wiatru pomarszczy gadk powierzchni jeziora i zaszumia
aonie w liciach wierzb stojcych tu i owdzie nad brzegami stawu.
Tymczasem ruszyy Krzywonosowe puki jakby nieprzejrzane okiem
stada szpakw i siewek. Sza naprzd czer, za ni sforna piechota
zaporoska i sotnie konne, i ochotnicy Tatarowie, i artyleria kozacka, a
wszystko bez wielkiego adu. Pchali si jedni przez drugich, szli "na
gow" pragnc liczb niezmiern sforsowa grobl, a potem zala i
pokry wojsko ksice. Dziki Krzywonos wierzy w pi i szabl, nie w
sztuk wojenn, dlatego par ca si do ataku i kaza pukom idcym z
tyu popycha przednie, aby cho po niewoli i musiay. Kule armatnie
poczy pluska po wodzie na ksztat dzikich abdzi i nurw, nie czynic
zreszt z powodu odlegoci szkody w ksicych wojskach ustawionych
w szachownic po drugiej stronie stawu. Powd ludzka zalaa grobl i
sza naprzd bez przeszkody; cz owej fali dosignwszy rzeki szukaa
przez ni przeprawy i nie znajdujc wracaa znw ku grobli; i szli tak
gsto, e jak pniej mwi Osiski, po bach konno mona by byo
przejecha, i pokryli tak grobl, e pidzi wolnej ziemi nie zostao.
Patrzy na to Jeremi z wyszego brzegu i brwi marszczy, a z oczu szy
mu ze byskawice ku tym tumom, widzc za bezad i przepychanie si
Krzywonosowych pukw rzek do obersztera Machnickiego:
- Po chopsku nieprzyjaciel z nami poczyna i na sztuk wojenn nie
dbajc obaw idzie, ale nie dojdzie.
Tymczasem, jakby wbrew jego sowom, doszli ju do poowy grobli i
zatrzymali si zdziwieni i zaniepokojeni milczeniem wojsk ksicych.
Ale wanie w tej chwili zrobi si ruch midzy tymi wojskami - i cofny
si zostawiajc midzy sob a grobl obszerne puste pkole, ktre miao
by polem walki.
Po czym piechoty Koryckiego rozstpiy si odsaniajc zwrcone ku
grobli paszcze armat Wurcla, a w kcie utworzonym przez Sucz i grobl
poyskiway w nadbrzenych zarolach muszkiety Niemcw Osiskiego.
I zaraz dla ludzi wojny widocznym byo, na czyj tu stron musi pa
zwycistwo. Tylko tak szalony wataka, jak Krzywonos, mg porywa
si na bitw w takich warunkach, w ktrych ca potg nie mgby
zdoby nawet przeprawy, gdyby Winiowiecki chcia mu jej broni.
Ale ksi umylnie postanowi puci cz jego si za grobl, by j
otoczy i zetrze. Wielki wdz korzysta z zalepienia przeciwnika,
ktren nawet i na to nie baczy, e ludziom swoim walczcym na drugim
brzegu bdzie mg przychodzi w pomoc tylko wskim przejciem,
przez ktre znaczniejszych oddziaw niepodobna od razu przeprawi.
Wic praktycy wojenni patrzyli ze zdumieniem na czyn Krzywonosa,
ktrego nic nie zmuszao do tak szalonego kroku.
Zmuszaa go tylko ambicja i pragnienie krwi. Oto wataka dowiedzia si,
e Chmielnicki pomimo przewagi wysanych pod Krzywonosem si,
lkajc si o rezultat bitwy z Jeremim, szed ca potg swoim w pomoc.
Do Krzywonosa przyszy rozkazy, by bitwy nie stacza. Ale wanie
dlatego Krzywonos postanowi j stoczy - i pieszy si.
Wziwszy Poonne rozsmakowa si we krwi i nie chcia si ni dzieli,
dlatego spieszy si. Straci poow ludzi - to i c z tego! Ale reszt zaleje
szczupe siy ksice i w pie je wytnie. Gow Jeremiego poniesie
Chmielnickiemu w podarunku.
Tymczasem fale czerni dosigy koca grobli, na koniec przeszy j i
rozlay si po owym pkolu zostawionym przez wojska Jeremiego. Ale w
teje chwili ukryta piechota Osiskiego daa im w bok ognia; z armat
Wurcla wykwity dugie smugi dymu, ziemia zatrzsa si od huku i bitwa
rozpocza si na caej linii.
Dymy przesoniy brzegi Suczy, staw, groble i samo pole, tak i nic nie
byo wida; czasem tylko zamigotay czerwone barwy dragonw, czasem
bysny grzebienie nad leccymi hemami i wrzao w onej chmurze
okropnie. W miecie bito we wszystkie dzwony, ktrych jk aosny
miesza si z basowym rykiem armat. Z taboru waliy ku grobli coraz
nowe i nowe puki. Te za, ktre j przeszy i dostay si na drug stron
stawu, rozcignwszy si w mgnieniu oka w dug lini, uderzyy z
wciekoci na ksice chorgwie. Bitwa rozcigna si od jednego
koca stawu a do skrtu rzeki i botnistych k, wczesnego mokrego
lata zalanych.
Czer i Niowi musieli zwyciy lub zgin majc za sob wod, ku
ktrej spieray j ataki piechoty i jazdy ksicej.
Gdy husaria ruszya naprzd, pan Zagoba, cho oddech mia krtki i
toku nie lubi, skoczy przecie z innymi, bo zreszt i nie mg inaczej
uczyni bez naraenia si na stratowanie. Lecia tedy przymknwszy
oczy, a w gowie latay mu z byskawicow szybkoci myli: "Na nic
fortele! na nic fortele! gupi wygrywa, mdry ginie!" Potem ogarna go
zo na wojn, na Kozakw, na husarzy i na wszystkich w wiecie.
Zacz kl - i modli si. Powietrze wiszczao mu w uszach, tamowao
oddech w piersi! - nagle uderzy si o co koniem, poczu opr, wic
otworzy oczy - i c ujrza: oto kosy, szable, cepy, mnstwo
rozpalonych twarzy, oczu, wsw... a wszystko to niewyrane, nie
wiadomo czyje, wszystko drgajce, skaczce, wcieke. Wtedy porwaa
go ostatnia pasja na tych nieprzyjaci, e nie uciekli do diaba, e leli w
oczy i e zmuszali go do bitwy. "Chcecie, to macie!" - pomyla i pocz
ci lepo na wszystkie strony. Czasem przecina powietrze, a czasem
czu, i ostrze mu grznie w co mikkiego. Jednoczenie czu, e
jeszcze yje, i to dodawao mu nadzwyczajnie otuchy. "Bij! zabij !" -
rycza jak baw - na koniec owe wcieke twarze zniky mu z oczu, a
natomiast ujrza mnstwo plecw, wierzchw od czapek, a krzyki mao
mu uszu nie rozdary.
"Zmykaj? - przemkno mu przez gow. - Tak jest!"
Wtedy odwaga wezbraa w nim bez miary.
- Zodzieje! - krzykn. - Tak to szlachcie stawacie?
I skoczy midzy uciekajcych, min wielu i zamieszawszy si w
gstwinie, z wiksz ju przytomnoci pracowa pocz. Tymczasem
towarzysze jego przyparli Niowcw do brzegw Suczy, poronitych
do gsto drzewami, i gnali ich wzdu brzegu do grobli, nikogo ywcem
nie biorc, bo czasu nie stawao.
Nagle pan Zagoba poczu, e ko poczyna si pod nim rozpiera, a
jednoczenie spado na co cikiego i obwino mu ca gow, tak i
otoczya go ciemno zupena.
- Moci panowie! ratujcie! - krzykn bijc pitami konia.
Rumak jednak, widocznie zmorzony ciarem jedca, jcza tylko i sta
w miejscu.
Pan Zagoba sysza wrzask, krzyki przelatujcych koo siebie jedcw,
potem cay ten huragan przelecia i naok nastaa wzgldna cisza.
I znowu myli, tak szybkie jak strzay tatarskie, poczy mkn przez
jego gow.
"Co to jest? co si stao? Jezus Maria! wzito mnie w niewol!"
I na czoo wystpiy mu krople zimnego potu. Widocznie owinito mu
gow tak samo, jak on niegdy Bohunowi. Ten ciar, ktry czuje na
ramieniu - to do hajdamacka. Ale czemu go nie prowadz lub nie
zabijaj? czemu stoi w miejscu?
- Puszczaj, chamie! - krzykn wreszcie przyduszonym gosem.
Milczenie.
- Puszczaj, chamie! Daruj ci zdrowiem!
adnej odpowiedzi.
Pan Zagoba raz jeszcze uderzy pitami w boki konia, ale znowu bez
skutku. Zatknite bydl rozkraczyo si tylko szerzej i stao w miejscu.
Wwczas ostatnia pasja pochwycia nieszczsnego jeca i dobywszy
noa z pochwy wiszcej mu na brzuchu da straszne pchnicie w ty za
siebie.
Ale n przeci tylko powietrze.
Wtedy Zagoba porwa obu rkoma za ow zason obwijajc mu gow
i zerwa j w mgnieniu oka.
Co to jest?
Hajdamakw nie ma. Naok pusto. Z dala tylko wida w dymie
przelatujcych kranych dragonw Woodyjowskiego, a o kilkanacie staj
dalej migoc zbroje husarzy, ktrzy gnaj resztki niedobitkw zawracajc
je z pola ku wodzie.
Natomiast u ng pana Zagoby ley pukowa chorgiew zaporoska.
Widocznie uciekajcy Kozak cisn j tak, e drzewcem wspara si na
ramieniu pana Zagoby, a pacht pokrya mu gow.
Ujrzawszy to wszystko i zrozumiawszy dokadnie m w oprzytomnia
zupenie.
- Aha! - rzek - zdobyem chorgiew. Jak to? moem jej nie zdoby? Jeli
justycja nie polegnie take w tej bitwie, tedy pewien jestem nagrody. O
chamy! szczcie wasze, i mi si ko rozpar. Nie znaem si
mniemajc, i fortelom mog ufa bardziej ni mstwu. Mog si do
czego wicej w wojsku przyda ni do zjadania sucharw. O dla Boga!
znowu tu jaka wataha leci. Nie tdy, psubraty, nie tdy! eby tego konia
wilcy zjedli!... Bij!... zabij!
Istotnie nowa wataha Kozakw gnaa ku panu Zagobie, wyjc
nieludzkimi gosami, a na karku jej siedzieli pancerni Polanowskiego. I
byby moe pan Zagoba znalaz mier pod kopytami, gdyby nie to, e
husaria Skrzetuskiego wytopiwszy tych, za ktrymi sza w pocigu,
wracaa teraz, by wzi w dwa ognie owe nadbiegajce oddziay. Co
widzc Zaporocy rzucili si w wod na to tylko, by uszedszy mieczw
znale mier w botach i w gbokich doach. Inni, ktrzy padli na
kolana bagajco lito, marli pod ciciami. Pogrom sta si straszliwy i
powszechny, ale najstraszliwszy na grobli. Wszystkie oddziay, ktre j
przeszy, zostay starte w owym pkolu utworzonym przez wojsko
ksice. Te, ktre jeszcze nie przeszy, giny pod nieustajcym ogniem
armat Wurcla i salwami piechoty niemieckiej. Nie mogy i naprzd ani
w ty, gdy Krzywonos wgania coraz nowe puki, ktre pchajc si, prc
idcych przed sob, zapary jedyn drog ucieczki. Rzekby: Krzywonos
zaprzysig sobie wygubi wasnych ludzi, ktrzy staczali si, dusili, bili
si pomidzy sob, padali, wskakiwali w wod po obu stronach - i tonli.
Z jednego koca czerniay masy uciekajcych, z drugiego - masy idcych
naprzd, w rodku - gry i way trupw, jki, krzyk pozbawiony
dwikw ludzkich, sza strachu, zamieszanie, chaos. Cay staw zapeni
si trupami ludzi i koni. Wody wystpiy z brzegw.
Chwilami dziaa milky. Wwczas grobla na ksztat paszczy armatniej
wyrzucaa tumy Zaporocw i czerni, ktre rozbiegay si po pkolu i
szy pod miecz czekajcej na nie jazdy, a Wurcel poczyna gra na nowo;
deszczem elaza i oowiu zamyka grobl wstrzymujc przypyw
posikw.
W tych krwawych zapasach upyway cae godziny.
Krzywonos, wcieky, spieniony, jeszcze nie dawa za wygran i rzuca
tysice moojcw w paszcz mierci.
Po drugiej za stronie Jeremi, ubrany w srebrne blachy, sta konno na
wysokiej mogile zwanej za owych czasw Kru Mogi - i patrzy.
Twarz mia spokojn, wzrok jego ogarnia ca grobl, staw, brzegi
Suczy i bieg a do miejsca, w ktrym owity w bkitnaw mg
oddalenia sta olbrzymi tabor Krzywonosowy. Oczy ksicia nie schodziy
z tego zbiorowiska wozw, na koniec zwrci si do grubego wojewody
kijowskiego i rzek:
- Dzi ju nie zdobdziemy taboru.
- Jak to? wasza ksica mo chciaby?...
- Czas prdko leci. Za pno! Patrz wasza mo, oto i wieczr.
Istotnie od chwili wyjazdu harcownikw bitwa, podsycana uporem
Krzywonosa, trwaa ju tak dugo, e soce miao czas przebiegn cay
swj uk codzienny i konio si ku zachodowi. Lekkie, wysokie chmurki
zwiastujce pogod, a rozproszone jak stada biaorunych owieczek po
niebie, poczy si czerwieni i schodzi gromadami z pl niebieskich.
Dopyw kozactwa do grobli ustawa z wolna, a te puki, ktre ju wstpiy
na ni, cofay si w popochu i nieadzie.
Bitwa koczya si, a koczya dlatego, i rozarte zgraje opady w kocu
Krzywonosa woajc z rozpacz i wciekoci:
- Zdrajco! wygubisz nas! Psie krwawy! Sami ci zwiem i Jaremie
wydamy, a tak ycie okupimy. Na pohybel tobie, nie nam!
- Jutro wydam wam kniazia i cae wojsko albo sam zgin - odpowiada
Krzywonos.
Ale spodziewane to "jutro" miao dopiero nastpi, a obecne ''dzi" byo
dniem pogromu i klski. Kilka tysicy najdzielniejszych niowych
moojcw nie liczc czerni polego na polu bitwy lub potopio si w stawie
i w rzece. Blisko dwa tysice wzito w niewol. Polego czternastu
pukownikw nie liczc sotnikw, esauw i rozmaitej starszyzny. Drugi
po Krzywonosie wdz, Pujan, ywcem lubo ze strzaskanymi ebrami,
dosta si w moc nieprzyjaci.
- Jutro wszystkich wyreem! - powtarza Krzywonos. - Gorzaki ni jada
pierwej w gb nie wezm.
A tymczasem w przeciwnym obozie rzucano zdobyte chorgwie pod nogi
strasznego ksicia. Kady ze zdobywcw ciska swoj, tak i utworzy si
z nich stos niemay, byo bowiem wszystkich czterdzieci. A gdy z kolei
przechodzi pan Zagoba, zwali swoj z tak moc i hukiem, e a
ratyszcze pko, co widzc ksi zatrzyma go i pyta:
- A wa to wasnymi rkami zdobye w znak?
- Do usug waszej ksicej moci!
- Widz tedy, e nie tylko Ulisses, lecz i Achilles.
- Prosty ja onierz, jeno pod Aleksandrem Macedoskim su.
- Poniewa lafy wa nie bierzesz, nieche ci skarbnik jeszcze dwiecie
czerwonych zotych za tak cnotliwy twj proceder wypaci.
Pan Zagoba za kolana ksicia chwyci i rzek:
- Wasza ksica mo! wiksza to aska ni moje mstwo, ktre rade by
si we wasnej modestii ukry.
Zaledwie widzialny umiech bka si po czarniawej twarzy pana
Skrzetuskiego, ale rycerz milcza i pniej nawet ani ksiciu, ani nikomu
o niespokojnociach pana Zagoby przed bitw nie wspomnia; za pan
Zagoba odszed z min tak sierdzist, e widzc go onierze spod innych
chorgwi pokazywali go palcami, mwic:
- Ten ci to jest, co dzi najwicej dokazywa.
Noc zapada. Po obu stronach rzeki i stawu zapony tysice ognisk i
dymy jako kolumny wzniosy si ku niebu. Strudzony onierz krzepi si
jadem, gorzak lub ducha sobie do jutrzejszej bitwy dodawa
opowiadajc czyny dzisiejszej. Ale najgoniej rozprawia pan Zagoba
chwalc si tym, czego dokaza, i tym, czego by mg dokaza, gdyby
mu si ko nie rozpar.
- Ju to mwi waszmociom - rzek zwracajc si do oficerw
ksicych i szlachty spod chorgwi Tyszkiewicza - e wielkie bitwy dla
mnie nie nowina; dowiadczyem ich niemao i na Multanach, i w
Turczech, ale em pole zalea, baem si - nie nieprzyjaci, bo kto by
si tam chamstwa ba! - ale wasnej zapalczywoci, gdy zaraz mylaem,
i mnie zbyt daleko uniesie.
- Jako i uniosa waci.
- Jako i uniosa! Spytajcie pana Skrzetuskiego! Jakem tylko ujrza pana
Wierszua padajcego z koniem, zaraz chciaem nie pytajc na pomoc
mu skoczy. Ledwo mnie towarzysze powstrzymali.
- Tak jest! - rzecze pan Skrzetuski - musielimy waci hamowa:
- Ale - przerwa Karwicz - gdzie jest Wierszu?
- Pojecha ju na podjazd; nie zna on spoczynku.
- Uwacie tedy, moci panowie - mowi pan Zagoba niekontent, e mu
przerwano opowiadanie - jakom t chorgiew zdoby...
- To Wierszu nie ranny? - pyta znw Karwicz.
-...Nie pierwsz to ju zdobyem w yciu, ale adna nie przysza mi z
tak prac...
- Nie ranny, jeno potuczony - odpowiedzia pan Azulewicz, Tatar - i
wody si napi, bo pad gow do stawu.
- To si dziwi, e ryby nie pozdychay- rzek z gniewem pan Zagoba -
bo od takiej ognistej gowy musiaa si woda zagotowa.
- Wszelako wielki to kawaler!
- Nie tak zbyt wielki, skoro do byo na niego p-Jana. Tfu, z
waszmociami dogada si nie mona! Moglibycie si te ode mnie
nauczy, jak zdobywa chorgwie na nieprzyjacielu...
Dalsz rozmow przerwa modziuchny pan Aksak, ktry w tej chwili
zbliy si do ogniska.
- Nowiny przynosz waszmociom! - rzek dwicznym, pdziecicym
gosem.
- Niaka pieluch nie upraa, kot mleko zjad i farfurka si stuka -
mrukn pan Zagoba.
Ale pan Aksak nie zwaa na t przymwk do swego chopicego wieku
i rzek:
- Pujana ogniem piek...
- Bd psi mieli grzanki! - przerwa pan Zagoba.
-...I czyni zeznania. Ukady zerwane. Pan z Brusiowa mao nie szaleje.
Chmiel idzie z ca potg w pomoc Krzywonosowi.
- Chmiel? c to Chmiel! Kto tu sobie co robi z Chmiela? Idzie Chmiel
bdzie piwo, beczka ort! Drwimy z Chmiela!... - trzepa pan Zagoba
toczc przy tym gronie i dumnie oczyma po obecnych.
- Idzie wic Chmiel, ale Krzywonos na niego nie czeka i dlatego
przegra...
- Gra duda, gra - a przegra kiszki...
- Sze tysicy moojcw ju jest w Machnwce. Wiedzie ich Bohun.
- Kto? kto? - spyta nagle zgoa innym gosem Zagoba.
- Bohun.
- Nie moe by!
- Tak zeznaje Pujan.
- Masze, babo, placek! - zawoa aonie pan Zagoba. - Prdko oni tu
mog by?
- We trzech dniach. Wszelako do bitwy idc nie bd tak pieszy, by
koni nie zegna.
- Ale ja bd pieszy! - mrukn szlachcic. - Anieli Pascy, ratujcie
mnie od tego ajdaka! Oddabym chtnie moj zdobyt chorgiew, byle
ten paliwoda kark skrci, nim tu dojdzie. Spero, e nie bdziem te tu
dugo czeka. Pokazalimy Krzywonosowi, co umiemy, a teraz czas by
spoczynku zay. Nienawidz tak owego Bohuna, e bez abominacji
wspomnie jego diabelskiego nazwiska nie mog. Otom si wybra! Nie
mogem to w Barze siedzie? Licho mnie tu przynioso...
- Nie trw si wa - szepn Skrzetuski - bo wstyd! Midzy nami nic ci
nie grozi.
- Nic mi nie grozi? Wa go nie znasz! On si ju moe gdzie midzy
ogniami k'nam czognie. (Tu pan Zagoba obejrza si niespokojnie
wokoo.) A i na waci on rwnie zawzity, jak na mnie.
- Daje mi Boe z nim si spotka! - rzek pan Skrzetuski.
- Jeli to ma by aska, to wol jej nie dozna. Odpuszcz mu chtnie,
jako chrzecijanin, wszystkie krzywdy, ale pod warunkiem, e go na dwa
dni przedtem powiesz. Nie trwo si ja, ale wa nie uwierzysz nawet,
jak nadzwyczajna abominacja mnie porywa! Lubi ja wiedzie, z kim
mam do czynienia: z szlachcicem - to z szlachcicem, z chopem - to z
chopem; ale to diabe jaki wcielony, z ktrym nie wiedzie, czego si
trzyma. Wayem ja si na niemae z nim rzeczy, ale jakie oczy zrobi,
gdym mu eb obwizywa, tego ja waci nie wypowiem i w godzin
mierci pamita bd. Nie chc budzi licha, pki pi. Na raz sztuka.
Waszmoci te powiem, e jest niewdzicznikiem i o t niebog nie
dbasz...
- A to quo modo?
- Bo - rzecze pan Zagoba odcigajc rycerza od ogniska -wa swoim
wojennym humorom i fantazji dogadzajc wojujesz i wojujesz, a ona tam
lacrimis si kadego dnia zalewa, na prno responsu czekajc. Czego by
inny nie uczyni, ale ju by dawno mnie wyprawi majc w sercu afekt
prawdziwy i nad jej tsknoci zlitowanie.
- Mylisz tedy wa do Baru wraca?
- Choby dzi, bo i mnie jej al.
Pan Jan oczy tskne ku gwiazdom podnis i tak mwi:
- Nie pomawiaje mnie waszmo o nieszczero, bo Bg mi wiadek, e
kawaka chleba do ust nie wezm ni ndznego ciaa snem nie pokrzepi,
ebym wprzd o niej nie pomyla, a ju to w sercu moim nikt stalszej
nad ni rezydencji mie nie moe. A em waszmoci z responsem nie
wyprawia, to dlatego, em sam chcia jecha, aby kochaniu folg da i
nie zwczc, lubem si wiekuistym z ni poczy. I nie masz takowych
skrzyde na wiecie ani takiego lotu, ktrym bym tam lecie nie chcia, do
tej niebogi mojej...
- To czemu wa nie lecisz?
- Bo mi przed bitw tego czyni nie wypadao. onierzem i szlachcicem
jestem, przeto o honor dba musz...
- Ale dzi jest po bitwie, ergo... moemy ruszy cho zaraz...
Pan Jan westchn.
- Jutro uderzymy na Krzywonosa...
- Tego to ja, widzi wa, nie rozumiem. Pobilicie modego Krzywonosa,
przyszed stary Krzywonos; pobijecie starego Krzywonosa, przyjdzie
mody ten tam (eby w z godzin nie wymwi)... Bohun; pobijecie
jego, przyjdzie Chmielnicki. Co u diaba! Jak tak pjdzie, to si lepiej
wa od razu zesforuj z panem Podbipit; bdzie dudek z czystoci
plus im Skrzetuski summa facit: dwch dudkw i czysto. Daj no
wapan pokj, bo dalibg! pierwszy bd kniaziwn namawia, eby
waci rogi przyprawia, a tam pan Jdrzej Potocki, jak j ujrzy, to a
skrami parska; czeka tylko, jak zary kosk manier. Tfu, u licha!
eby mi to jaki modzik powiada, ktry bitwy nie zazna i reputacj
czyni sobie dopiero potrzebuje, to bym rozumia, ale nie wa, co si
krwie oopa jak wilk, a pod Machnwk, jak mnie powiadano, zabie
jakiego smoka piekielnego czy ludojada. Juro na ten miesic niebieski, e
wa co tu krcisz albo si tak ju rozakomi, e krew wolisz ni
onic.
Pan Skrzetuski mimo woli na ksiyc spojrza, ktren na wysokim
wyiskrzonym niebie pyn, jak srebrny korab nad obozem.
- Mylisz si wa - rzek po chwili. - Nie we krwi ja smakuj ani te na
reputacj zarabiam, ale nie godzi mi si porzuca towarzyszw w cikiej
potrzebie, gdy chorgiew nemine excepto ma stawa. W tym honor
kawalerski, a to jest wita rzecz. Co za do wojny, potrwa ona
niezawodnie, gdy zbyt si ju rozwielmoyo taaajstwo; wszelako,
skoro Krzywonosowi idzie na pomoc Chmielnicki, to bdzie przerwa.
Albo jutro Krzywonos pole nam da, albo nie. Jeli da, to z pomoc bo
suszne otrzyma wiczenie, a potem musimy i do spokojniejszego
kraju, by te tchu troch piersiami zapa. Wszak to ju dwa miesice
przeszo, jak nie pimy, nie jemy, jeno si bijem i bijem dzie i noc,
dachu nad gow nie majc, na wszystkie nawanoci elementw
naraeni. Ksi to wielki wdz, ale i roztropny. Nie porwie si on tak na
Chmielnickiego w kilka tysicy Iudzi przeciw krociom. Wiem te, e
pjdzie ku Zbarau, tam si odywi, onierzw nowych pozbiera,
szlachta si z caej Rzeczypospolitej do niego zbiegnie - i dopiero na
waln rozpraw ruszymy. Jutro tedy ostatni dzie pracy, a pojutrze bd
ju mg z waszmoci z czystym sercem do Baru ruszy. I to jeszcze
waci dla uspokojenia dodam, e w Bohun adn miar na jutro nie
zdy i w bitwie nie wemie udziau, a choby te i wzi, mam nadziej,
e jego chopska gwiazda nie tylko przy ksicej, ale i przy mojej
rycerskiej zblednie.
- Belzebub to jest wcielony. Mwiem waci, e nie lubi toku, ale on
gorszy od toku, cho repeto, e nie tyle bojani, ile wstrtu do niego
przezwyciy nie mog. Ale dobrze. Mniejsza z tym! Jutro tedy
garbowanie chopskich grzbietw, a potem draa do Baru! Oj! bd si
te liczne oczy miay na wapana conspectus! Oj! bdziee si to liczko
poni. A ju to powiem waci, e i mnie do niej tskno, bo j jako ojciec
miuj. I nie dziw. Synw legitime natos nie mam, fortuna daleko, bo a
w Turczech, gdzie mi j pogascy komisarze kradn, i yj jako sierota
na tym wiecie, a na staro chyba do pana Podbipity, do Myszykiszek
na rezydenta pjd.
- Bdzie to inaczej, niech waci gowa nie boli. Za to, co dla nas uczyni,
ju te ci nadto wdzicznoci okaza nie moem.
Dalszej rozmowie przeszkodzi jaki oficer, ktry przechodzc tu obok
spyta:
- A kto tam stoi?
- Wierszu! - zawoa pan Skrzetuski poznajc po gosie. - Z podjazdu?
- Tak jest. A teraz od ksicia.
- Co tam sycha?
- Bitwa jutro. Nieprzyjaciel grobl poszerza, mosty na Styrze i na Suczy
stawi chcc si do nas dosta koniecznie.
- A c ksi na to?
- Ksi powiedzia: dobrze!
- I nic wicej?
- Nic. Nie kaza przeszkadza, a tam siekiery a hucz! Do rana bd
pracowa.
- Jzyka dostae?
- Porwaem siedmiu. Wszyscy zeznaj, i o Chmielnickim syszeli, e
idzie, ale podobno jeszcze daleko. Co za noc!
- Widno jak w dzie. A jak ci tam po upadku?
- Koci bol. Id podzikowa naszemu Herkulesowi, a potem spa, bom
strudzon. eby cho ze dwie godziny podrzema!
- Dobranoc!
- Dobranoc!
- Pjd i waszmo - rzek pan Skrzetuski do Zagoby - bo pno, a jutro
praca.
- A pojutrze podr - przypomnia pan Zagoba.
Poszli i odmwiwszy pacierze pokadli si koo ognia.
Wkrtce te ogniska poczy gasn jedne po drugich. Obz obwijaa
ciemno i tylko ksiyc rzuca na srebrne blaski, ktrymi rozwieca
coraz to nowe grupy picych. Cisz przerywao tylko oglne potne
chrapanie i nawoywania stranikw czuwajcych za obozem.
Ale sen nie na dugo sklei cikie powieki onierzy. Zaledwie pierwszy
brzask zabieli cienie nocy, gdy we wszystkich kocach obozu zabrzmiay
trbki na "wstawaj"!
W godzin potem ksi ku wielkiemu zdziwieniu rycerstwa cofa si na
caej linii.
 Rozdzia XXXII 
Ale byo to cofanie si lwa, ktry potrzebuje miejsca do skoku.
Ksi umylnie puci Krzywonosa za przepraw, by tym wiksz zada
mu klsk. W samym pocztku bitwy uderzy po koniu i pocz niby
ucieka, co widzc Niowcy i czer rozerwali swe szyki, aby go dogoni i
otoczy. Wtedy ksi zwrci si nagle i ca jazd od razu na nich
uderzy tak strasznie, e ani przez chwil oporu da nie mogli. Gnano ich
tedy mil do przeprawy, potem przez mosty, groble i p mili a do
taboru, siekc i mordujc bez miosierdzia, a bohaterem dnia tego by
szesnastoletni pan Aksak, ktren pierwszy uderzy i pierwszy popoch
roznis. Z takim te tylko wojskiem, starym i wywiczonym, mg
ksi na podobne puszcza si fortele i ucieczk zmyla, ktra w
kadych innych szykach moga na prawdziw si zmieni. Ale za to drugi
ten dzie daleko cisz jeszcze skoczy si dla Krzywonosa klsk.
Pobrano wszystkie polowe dziaa, mnstwo chorgwi, midzy nimi
kilkanacie koronnych wzitych przez Zaporocw pod Korsuniem.
Gdyby piechoty Koryckiego, Osiskiego i armaty Wurcla mogy za jazd
nady, wzito by za jednym zamachem i tabor. Ale nim nadeszy,
zrobia si noc i nieprzyjaciel oddali si ju znacznie, tak e go
niepodobna byo dosign. Wszelako Zawilichowski zdoby poow
taboru, a w nim ogromne zapasy broni i ywnoci. Czer ju po dwakro
porywaa Krzywonosa chcc go ksiciu wyda i zaledwie obietnic
natychmiastowego powrotu do Chmielnickiego zdoa si z jej rk
uratowa. Ucieka te z pozosta poow taboru, zdziesitkowany, zbity,
zrozpaczony, i nie opar si a w Machnwce, dokd nadszedszy
Chmielnicki kaza go w chwili pierwszego gniewu za szyj do armaty na
acuchu przyku.
I dopiero gdy pierwszy gniew min, wspomnia hetman zaporoski, e
przecie nieszczsny Krzywonos cay Woy krwi obla, e Poonne
zdoby, tysice dusz szlacheckich na tamten wiat wysa, a ciaa zostawi
bez pogrzebu, i wszdy by zwyciski, dopki si z Jeremim nie spotka.
Za te zasugi ulitowa si nad nim hetman zaporoski i nie tylko od armaty
go zaraz kaza odczepi, ale do dowdztwa go przywrci i na Podole na
nowe zdobycze i rzezie wysa.
A tymczasem ksi ogosi swemu wojsku tyle podany wypoczynek.
W ostatniej bitwie ponioso te i ono znaczne straty, zwaszcza przy
szturmach jazdy na tabor, zza ktrego bronili si Kozacy rwnie zacicie,
jak zrcznie. Polego wwczas do piciuset onierza. Pukownik
Mokrski, ciko ranny, wkrtce ducha wyzion; postrzelony by, lubo
nieszkodliwie, i pan Kuszel, i Polanowski, i mody pan Aksak, a pan
Zagoba, ktren oswoiwszy si z tokiem, mnie razem z innymi stawa,
uderzony dwukrotnie cepem, rozchorza na krzye i ruszy si nie
mogc, na powzce Skrzetuskiego jak martwy lea.
Pomiesza wic los zamiar jechania do Baru, bo nie mogli ruszy zaraz,
tym bardziej e ksi pana Skrzetuskiego na czele kilku chorgwi a pod
Zasaw wysa, by tam zebrane kupy czerni wydusi. Poszed rycerz,
sowa o Barze przed ksiciem nie wspomniawszy, i przez pi dni pali i
cina, pki okolicy nie oczyci.
Na koniec i ludzie strudzili si ju bardzo nieustann walk, dalekimi
pochodami, zasadzkami, czuwaniem, postanowi wic wraca do ksicia,
o ktrym mia wiadomo, e do Tarnopola si uda.
Wigili powrotu, zatrzymawszy si w Suchorzycach nad Chomorem,
rozoy pan Jan chorgwie po wsi, a sam stan na nocleg w chacie
chopskiej, poniewa za wielce by niewywczasem i prac wyczerpany,
zasn zaraz i spa kamiennym snem ca noc.
Nad ranem, wp senny jeszcze, wp przebudzony, j majaczy i
marzy. Dziwne obrazy poczy mu si przesuwa przed oczyma. Wic
zdawao mu si naprzd, e jest w ubniach, jakby z nich nigdy nie
wyjeda, e pi w swojej izbie w cekhauzie i e Rzdzian, jako zwykle
rankiem, krzta si koo jego odziey i do wstawania mu j
przygotowywa.
Z wolna jednake jawa pocza rozprasza przywidzenia. Przypomnia
sobie rycerz, i jest w Suchorzycach, nie w ubniach - jedna tylko
posta pacholika nie rozpywaa si we mg. I widzia go cigle pan
Skrzetuski siedzcego pod oknem na zydlu i zajtego smarowaniem
rzemieni u pancerza, ktre od upau pokurczyy si byy znacznie.
Wszake cigle jeszcze myla, e to senna mara broi, wic przymkn na
nowo oczy.
Po chwili otworzy je. Rzdzian siedzia cigle pod oknem.
- Rzdzian! - krzykn pan Jan - tye to, czyli twj duch?
A chopak przestraszy si nagego woania, wic pancerz upuci z
brzkiem na podog, rce rozstawi i rzek:
- O dla Boga! czego to jegomo tak krzyczy? Za tam jaki duch! yw
jestem i zdrowy.
- I wrcie?
- Albo to mnie jegomo wypdza?
- Pjd tu do mnie, niech ci ucisn!
Wierny pacholik przypad do pana i za kolana obj, a za pan Skrzetuski
caowa go w gow z radoci wielk i powtarza:
- yw jeste! yw jeste!
- O mj jegomo! od radoci mwi nie mog, e te jegomocine ciao
jeszcze w zdrowiu ogldam... O dla Boga!... ino jegomo tak wrzasn,
e aem pancerz upuci... Rzemieniska si pokurczyy... wida nijakiej
posugi jegomo nie mia... Chwaa ci, Boe, chwaa... o moje panisko
kochane!
- Kiedye przyjecha?
- A dzi w nocy.
- I czemue mnie nie obudzi?
- O! miabym budzi?! Rano przyszedem szatki wzi...
- Skde przyjecha?
- A z Huszczy.
- Ce tam robi? co si z tob dziao? Mw, opowiadaj!
- To, widzi jegomo, przyjechali Kozacy do Huszczy pana wojewod
bracawskiego rabowa i pali, a ja tam ju pierwej byem, bom tam z
ojcem Patronim ask przyjecha, ktren mnie od Chmielnickiego do
Huszczy zabra; bo jego do Chmielnickiego pan wojewoda z listami
przysa. Wic ja si z nim zabraem z powrotem, a teraz Kozacy
Huszcz spalili i ojca Patroniego za jego serce ku nam zamordowali, co
by pewnie i pana wojewod potkao, gdyby si tam znajdowa, cho on
take bahoczeciwy i wielki ich dobrodziej...
- Mwe tedy jasno i nie mieszaj, bo zrozumie nie mog. To ty u
Kozakw, u Chmiela, przesiadywa czy jak?
- Juci, e u Kozakw. Bo jak mnie ogarnli w Czehrynie, tak mnie mieli
za swego i trzymali. Niech no si jegomo ubiera... Mj Boe, a takie
wszystko poniszczone, e i w rk nie ma co wzi! Bodaje ci!... Mj
jegomo, ju te niech si jegomo nie sierdzi, em ja tego listu, co
jegomo z Kudaku pisa, w Rozogach nie odda; ale mi go ten zodziej
Bohun wydar; i gdyby nie w gruby szlachcic, to i ywota bym zby.
- Wiem, wiem. Nie twoja wina. Ten gruby szlachcic jest w obozie. On mi
wszystko opowiada tak wanie, jak byo. A te i pann Bohunowi
wykrad, ktra w dobrym zdrowiu w Barze ywie.
- O! to chwaa Bogu! wiedziaem te, e jej Bohun nie dosta. To ju
pewno weselisko niezadugo.
- Pewnie, e tak. Std zaraz ruszymy wedle ordynansu do Tarnopola, a
stamtd do Baru.
- Bogu najwyszemu dziki. Chyba on si powiesi - w Bohun - ale ju
jemu czarownica przepowiadaa, e on tej, o ktrej myli, nigdy nie
dostanie i e Lach j posidzie, a ten Lach to pewnie jegomo.
- Skde ty o tym wiesz?
- Bom sysza. Musz ju ja dokumentnie wszystko jegomoci
opowiedzie, a jegomo niech si tymczasem ubiera, bo te i niadanie
dla nas warz. Ow, jakem wyjecha t czajk z Kudaku, takemy
jechali okrutnie dugo, bo pod wod, a do tego popsowaa nam si czajka
i trzeba byo naprawia. Jedziemy tedy, jedziemy, mj jegomo,
jedziemy...
- Jedziecie, jedziecie!.. - przerwa zniecierpliwiony pan Jan.
- I przyjechalimy do Czehryna. A co mnie tam spotkao, to ju jegomo
wie.
- To ju wiem.
- Ow le ja w stajni, wiata boego nie widz. A wtem przyszed
Chmielnicki, zaraz po odjedzie Bohunowym, z okrutn si zaporosk.
A e to poprzednio pan hetman wielki pokara czehrycw za afekt dla
Zaporocw i wiele ludzi byo w miecie pobitych i poranionych, wic oni
myleli, e ja take z tych, i dlatego nie tylko mnie nie dobili, ale jeszcze
dali wygod, opatrunek i Tatarom wzi nie dozwolili, chocia oni im na
wszystko pozwalaj. Przyszedszy ja tedy do przytomnoci, myl, co
mam robi? A ci zodzieje pod Korsu przez ten czas poszli i tam panw
hetmanw pobili. O mj jegomo, co moje oczy widziay, tego nie
wypowiedzie! Oni za nic nie ukrywali, wstydu nijakiego nie znajc i e
to za swego mi mieli. A ja myl: ucieka czy nie ucieka? Alem widzia,
e bezpieczniej zosta, pki si lepsza okazja nie trafi. Kiedy to zaczli
zwozi spod Korsunia makaty, rzdy, srebra, kredensy, klejnoty... oj! oj!
mj jegomo - mao e mi si serce nie rozpuko i oczy z gowy nie
wylazy. To ci tacy zbje sze yek srebrnych za talera, a potem za
kwart wdki sprzedawali, a guz zoty albo zapink, albo trzsienie od
czapki to moge i za p kwarty dosta. Tak ja sobie myl: co mam po
prnicy siedzie?... nieche skorzystam! Da-li Bg wrci kiedy do
Rzdzian, na Podlasie, gdzie rodziciele mieszkaj, to im oddam, bo oni
tam maj proces z Jaworskimi, co ju pidziesit lat trwa, a nie ma za co
go duej prowadzi. Wic nakupiem, mj jegomo, tyle wszelakiego
dobra, em na dwa konie adowa musia majc to sobie za pocieszenie w
smutkach moich, bo mi za jegomoci okrutnie byo tskno.
- Oj, Rzdzian, zawsze jednaki! Ze wszystkiego musisz mie korzy.
- e mnie Bg pobogosawi, to c zego? Ja przecie nie kradn, a e
mnie jegomo da trzosik na drog do Rozogw, to oto jest! Moje
prawo odda, bom te do Rozogw nie dojecha.
Tak mwic pacholik odpi pas, wyj trzosik i pooy go przed
rycerzem, a pan Skrzetuski umiechn si i rzek:
- Kiedy ci tak dobrze szo, to pewnie ode mnie bogatszy, ale ju trzymaj
i ten trzosik.
- Dzikuj pokornie jegomoci. Zebrao si troch - boa aska! Bd si
rodziciele cieszyli i dziadu, co ma dziewidziesit lat. A ju Jaworskich
to chyba do ostatniego grosza sprocesuj i z torbami ich puszcz.
Jegomo te skorzysta, bo ju tego pasa kropiastego, co mi jegomo w
Kudaku obieca, nie bd przypomina, cho mi si bardzo uda.
- Bo ju przypomnia! o taki synu! Prawdziwy z ciebie lupus insatiabilis!
Nie wiem ja, gdzie ten pas, ale skorom obieca, to dam, nie ten, to inny.
- Dzikuj pokornie jegomoci - rzek pacholik obejmujc paskie kolana.
- Mniejsza z tym! Prawe dalej, co spotkao.
- Bg tedy da korzy midzy rozbjnikami. Jeno tym si trapiem, em
nie wiedzia, co si z jegomoci dzieje, i tym, e Bohun pann zagarn.
A tu daj zna, e on w Czerkasach ley, ledwie yje, bo przez
kniaziw poszczerbion. Tak ja do Czerkas: jak to jegomo wie, e
umiem plaster przyoy i rany opatrzy. A ju mnie z tego znali. Tak
mnie tam Doniec pukownik wysa i sam ze mn pojecha, bym onego
zbja opatrywa. Dopiero mi ciar z serca spad, bom si dowiedzia, e
nasza panna usza z onym szlachcicem. Poszedem tedy do Bohuna.
Myl: pozna, nie pozna? A on w gorczce lea, wic z pocztku nie
pozna. Pniej za pozna i mwi mi : Ty z listem do Rozogw
jecha?" Rzekn: Ja." A on znowu: Tom ja ciebie w Czehrynie
rozszczepi?" Tak jest." To ty (prawi) suysz panu Skrzetuskiemu?"
Dopiero kiedy nie zaczn ga: Nikomu ja ju (mwi) nie su. Wicej
ja krzywd ni dobrego w tej subie zazna, wic wolaem na swobod do
Kozakw pj, a waszmoci ju dziesi dni pilnuj i do zdrowia
doprowadz!" Wic on uwierzy i do wielkiej ze mn konfidencji
przyszed. Dowiedziaem si te od niego, e Rozogi spalone, e
kniaziw dwch zabi, a inni zasyszawszy o tym chcieli naprzd do
naszego ksicia i, ale e nie mogli, wic do wojska litewskiego uciekli.
Ale najgorzej, jak tego grubego szlachcica wspomnia, to tak zbami,
mwi jegomoci, zgrzyta, jakby kto orzechy gryz.
- Dugo chorowa?
- Dugo, dugo, bo zrazu mu si rany goiy, potem si za otwieray, gdy
si z pocztku nie zaszanowa. Mao ja si to nocy przy nim
wysiedziaem (eby go usiekli!), jak przy kim dobrym. A trzeba
jegomoci wiedzie, em ja sobie na zbawienie duszy poprzysig, e mu
za moj krzywd zapac, i tego ja, mj jegomo, dotrzymam, chobym
cae ycie mia za nim chodzi, bo mnie niewinnego tak sponiewiera i
potuk jako psa, a ja te nie aden cham jestem. Ju on musi zgin z
mojej rki, chyba go kto inny wczeniej zabije. To mwi jegomoci, e
ze sto razy miaem okazj, bo czsto nikogo przy nim nie byo prcz
mnie. Mylaem sobie tedy: zali mam go pchn czy nie? - Ale mi byo
wstyd tak go ga w ou lecego.
- To ci si chwali, e go aegrotum et inarmem nie mordowa. Chopska
byaby to sprawa, nie szlachecka.
- Ano, widzi jegomo, ja te tak samo mylaem. Jeszczem sobie
wspomnia, e jak mnie z domu rodziciele wyprawiali, tak mnie dziadu
przeegna i powiada : Pamitaj, kpie, e szlachcic, i ambicj miej,
wiernie su, ale poniewiera si nie daj." Mwi te, e jak szlachcic po
chopsku sobie postpi, to Pan Jezus pacze. A jam spamita termin i
tego si wystrzegam. Musiaem wic okazji poniecha. A tu konfidencja
coraz to wiksza! Nieraz pyta mnie: Czym ja tobie nagrodz?" To ja:
Czym waszmo bdziesz chcia." I nie mog si skary, opatrzy mnie
hojnie, a ja te wziem, bo myl sobie: po co ma w zbjeckich rkach
zostawa? Przez niego i inni te mi dawali, bo mwi jegomoci, e tam
aden tak kochany nie jest jako on, i od Niowych, i od czerni, chocia w
caej Rzeczypospolitej nie masz szlachcica, ktren by taki kontempt dla
czerni mia, jak on...
Tu Rzdzian pocz gow krci, jakby sobie co przypomnia i czemu
si dziwi, a po chwili tak dalej mwi pocz.
- Dziwny to jest czek i trzeba przyzna, e ma wcale szlacheck
fantazj. A .t pann to on miuje! miuje! mocny Boe! Jak tylko troch
ozdrowia, przychodzia do niego Docwna, eby mu to wry. I
wrya, ale nic dobrego. Bezecna to olbrzymka, z diabami w komityw
wchodzi... ale dziewczysko hoe. Jak si zamieje, to przysigby, e
kobya na ce ry. Zbiska biae pokazuje, taka mocna, e pancerz moe
rozedrze, a jak chodzi, a si ziemia trzsie. I wida z dopuszczenia
boego co sobie do mnie upatrzya, e jej si uroda moja podobaa. To,
bywao, nie przejdzie koo mnie, eby mnie za eb albo za rkaw nie
pocign albo nie szturchn - i nieraz mwi : Chod!" A jam si ba,
eby mi czarny gdzie na osobnoci karku nie skrci, bo zaraz by
wszystko, com zebra, przepado. Wic jej odpowiadam: Mao to masz
innych!" A ona: Udae mi si, chociae dzieciuch! udae mi si."
Posza precz, basetlo!" To ona znw: Udae mi si! udae mi si!"
- I widziae wrby?
- Widziaem, syszaem. Dymiska jakie, syki, piski, jakie cienie, aem
truchla. Ona za, w rodku stojc, brwi czarne w koza postawi i
powtarza: Lach przy niej! Lach przy niej! czyu! huku - czyu... Lach
przy niej!" To znw pszenicy na sito nasypie i patrzy, a ziarnka to tak
chodz jak robactwo i: Czyu! huku! czyu! Lach przy niej!" - Ej! mj
jegomo! eby to nie taki zbj, to by al byo patrze na t jego
desperacj po kadej wrbie. Bywao, zblednie jak giezo, na wznak
padnie, rce nad gow zaamie i zawodzi, i skowyta, i prosi si, i
przeprasza panienk, e jako gwatownik do Rozogw przyszed, e
braci jej pobi: Gdzie ty, zazula? gdzie ty, jedyna? (prawi) -ja by na rku
ciebie nosi, a teraz nie y mnie bez ciebie!... Ju ja ci (prawi) rk nie
tkn, twj rab bd, byle oczy na ci patrzyy." To znw pana Zagob
wspomni i zgrzyta, i zbami oe ksa, pki go sen nie obali, ale jeszcze i
przez sen jczy a wzdycha.
- Ale nigdy mu dobrze nie wrya?
- Ju potem nie wiem, mj jegomo, bo on ozdrowia, a ja si te od
niego odczepiem. Przyjecha ksidz asko, wic mnie Bohun to zrobi,
e mogem z nim do Huszczy jecha. Oni tam, zbje, wiedzieli, e dobra
wszelakiego troch mam, a jam te nie ukrywa, e jad rodzicieli
wspomc.
- I nie zrabowali ci?
- Moe byliby to uczynili, ale szczciem, Tatarw wtedy nie byo, a
Kozacy nie mieli dla strachu przed Bohunem. Zreszt ju oni mnie
cakiem za swego maj. Kaza mi przecie sam Chmielnicki sucha a
donosi, co si bdzie u wojewody bracawskiego mwio, jeli si jacy
panowie zjad... Niech mu tam kat wieci! Przyjechaem tedy do
Huszczy, a tu przyszy podjazdy Krzywonosowe i ojca aska zabiy, a
jam poow swojego dobra zakopa, a z poow tu uciekem
zasyszawszy, e jegomo gromi koo Zasawia. Bogu najwyszemu
niech bdzie chwaa, em jegomoci w dobrym zdrowiu i humorze zasta
i e si jegomoci weselisko szykuje... To ju bdzie koniec wszystkiego
zego. Mwiem ja tym zodziejom, co na ksicia, naszego pana, szli, e
ju nie wrc. Maj teraz! Moe te i wojna si ju skoczy.
- Gdzie tam! Teraz si z samym Chmielnickim dopiero zacznie.
- A jegomo bdzie po weselu wojowa?
- Za mylae, e mnie tchrz po weselu obleci?
- Ej, nie mylaem! Wiem ja, e kogo obleci, to jegomoci nie obleci, jeno
tak si pytam, bo jak rodzicielom odwioz to, com zebra, chciabym te
z jegomoci pj. Moe te Bg mi dopomoe z mojej krzywdy si
Bohunowi wypaci, bo kiedy zdrad nie przystoi, to gdzie ja jego
znajd, jeli nie w polu: On si nie bdzie chowa...
- Taki zawzity?
- Kady niech bdzie przy swoim. A ja, jakom sobie obieca, tak i do
Turek bym za nim pojecha. Ju nie moe inaczej by. A teraz ja z
jegomoci do Tarnopola pojad, a potem na wesele. Ale czemu to
jegomo do Baru na Tarnopol jedzie? Wdy to nie po drodze.
- Bo musz chorgwie odprowadzi.
- Rozumiem, mj jegomo.
- Teraz daj co zje - rzek pan Skrzetuski.
- Ju ja o tym mylaem. Brzuch to grunt.
- Zaraz po niadaniu ruszymy.
- To i chwaa Bogu, cho koniska mam zmizerowane okrutnie.
- Ka ci da powodnego. Bdziesz ju na nim jedzi.
- Dzikuj pokornie jegomoci ! - rzek Rzdzian umiechajc si z
zadowoleniem na myl, e liczc trzosik i pas kropiasty, trzeci to ju go
dar spotyka.
 570
 Rozdzia XXXIII 
 Jecha wic pan Skrzetuski na czele chorgwi ksicych do Zbaraa, nie do
 Tarnopola, bo przyszed nowy ordynans, e tam ma i, a po drodze opowiada
 wiernemu pacholikowi swoje wasne przygody, jako w niewol na Siczy by pojman,
 jako dugo w niej przeby i ile przecierpia, zanim go Chmielnicki wypuci. Szli wolno,
 bo cho wozw i ciarw nie prowadzili, wszelako droga wypada im krajem tak
 zniszczonym, e o ywno dla ludzi i koni z najwikszym trudem trzeba si byo
 stara. Gdzieniegdzie spotykali gromady ludzi wyndzniaych, zwaszcza kobiet z
 dziemi, ktre Boga prosiy o mier lub nawet o niewol tatarsk, gdy przynajmniej
 je by im w ptach dawano. A by to przecie czas niw w tej bujnej, mlekiem i
 miodem pyncej ziemi, ale podjazdy Krzywonosowe zniszczyy wszystko, co si tylko
 zniszczy dao, a resztki mieszkacw ywiy si kor drzewn. Dopiero w pobliu
 Jampola weszli rycerze w kraj wojn jeszcze nie tyle zmordowany i ju majc
 wywczasy lepsze i spyy obfito, szli piesznymi pochodami ku Zbaraowi, do
 ktrego w pi dni od wyruszenia z Suchorzyniec dojechali.
 W Zbarau zjazd by wielki. Ksi Jeremi zatrzyma si tam z caym wojskiem, a
 prcz tego zjechao si onierstwa i szlachty niemao. Wojna wisiaa w powietrzu, o
 niej tylko mwiono; miasto i okolica roiy si zbrojnym ludem. Partia pokojowa w
 Warszawie, podtrzymywana w nadziejach swych przez pana Kisiela, wojewod
 bracawskiego, nie wyrzeka si wprawdzie jeszcze ukadw i zawsze wierzya, i
 mona bdzie nimi burz zaegna, ale zrozumiaa jedno, e ukady natenczas tylko
 skutek mie mog, gdy na poparcie ich stanie potna armia. Tote konwokacja odbya
 si wrd grb wojennych i grzmotw, jakie zwyky burz poprzedza. Ogoszono
 pospolite ruszenie, cigano wojska kwarciane, a cho kanclerz i regimentarze jeszcze
 wierzyli w pokj, przecie humor wojenny przewaa w duszach szlacheckich. Pogromy
 dokonane przez Winiowieckiego rozpaliy wyobrani. Umysy pony dz zemsty
 nad chopstwem i dz odwetu za te Wody, za Korsu, za krew tylu tysicy
 mczesk mierci zmarych, za hab i upokorzenia... Imi strasznego ksicia
 rozbyso sonecznym blaskiem sawy - byo na wszystkich ustach, we wszystkich
 sercach, a z tym imieniem w parze rozlegao si od brzegw Batyku a po Dzikie Pola
 zowrogie sowo: Wojna!
 Wojna! wojna! Zwiastoway j i znaki na niebie, i rozpomienione twarze ludzkie, i
 byskania mieczw, i nocne wycia psw przed chatami, i renie koni krew wietrzcych.
 Wojna! Herbowy lud po wszystkich ziemiach, powiatach, dworach i zaciankach
 wyciga stare zbroice i miecze z lamusw, modzie piewaa pieni o Jeremim, a
 niewiasty modliy si przed otarzami. I ruszyy si zbrojne ludyszcza, zarwno w
 Prusiech, Inflantach, jak w Wielkopolsce i rojnym Mazowszu, a hen! do boych
 szczytw tatrzaskich i ciemnych borw Beskidu.
 I wojna leaa w sile rzeczy. Rozbjniczy ruch Zaporoa i ludowe powstanie
 ukraiskiej czerni potrzeboway jakich wyszych hase ni rze i rozbj, ni walka z
 paszczyzn i z magnackimi latyfundiami. Zrozumia to dobrze Chmielnicki i
 korzystajc z tlejcych rozdranie, z oboplnych naduy i uciskw, jakich nigdy w
 onych surowych czasach nie brako, socjaln walk zmieni w religijn, roznieci
 fanatyzm ludowy i zaraz w pocztkach przepa midzy oboma obozami wykopa-
 przepa, ktr nie pergaminy i ukady, ale krew tylko moga wypeni.
 I pragnc z duszy ukadw, siebie tylko i wasn potg chcia ubezpieczy - a
 potem?... Co miao by potem, hetman zaporoski nie myla, w przyszo nie patrzy i
 nie dba o ni.
 Nie wiedzia jednak, e owa stworzona przeze przepa tak jest wielka, i adne
 ukady nie wyrwnaj jej nawet na taki czas, jakiego on sam, Chmielnicki, mg
 potrzebowa. Bystry polityk nie odgad, i nie bdzie mg w spokoju krwawych
 owocw swego ywota spoywa.
 A jednak atwo to byo zgadn, e gdzie naprzeciw siebie stan uzbrojone krocie, tam
 pergaminem do spisywania aktw bd bonia, a pirami miecze i wcznie.
 Toczyy si tedy wypadki si rzeczy ku wojnie - i nawet ludzie proci, instynktem
 tylko wiedzeni, odgadywali, e nie moe by inaczej, a w caej Rzeczypospolitej coraz
 wicej oczu zwracao si na Jeremiego, ktren od pocztku wojn na mier i ycie
 gosi. W cieniu tej olbrzymiej postaci nikli coraz bardziej kanclerz i wojewoda
 bracawski, i regimentarze, a midzy nimi potny ksi Dominik, gwnym
 mianowany wodzem. Nika ich powaga, znaczenie i malaa karno dla wadzy, ktr
 piastowali. Kazano wojsku i szlachcie ciga ku Lwowu, a potem ku Glinianom, jako
 i szy coraz wiksze zastpy. cigaa si kwarta, za ni ziemianie pobliszych
 wojewdztw, ale zaraz nowe wypadki poczy grozi powadze Rzeczypospolitej. Oto
 nie tylko mniej karne chorgwie pospolitego ruszenia, nie tylko prywatne, ale i
 regularne kwarciane, stanwszy na miejscu zboru, wypowiaday posuszestwo
 regimentarzom i wbrew rozkazom ruszay do Zbaraa, aby si odda pod rozkazy
 Jeremiego. Tak naprzd uczyniy wojewdztwa kijowskie i bracawskie, ktrych
 szlachta ju przedtem w znacznej czci pod Jeremim suya, za nimi poszy ruskie,
 lubelskie, za nimi wojska koronne - i ju nietrudno byo powiedzie, e wszystkie inne
 pjd ich ladem.
 Pominity a zapomniany umylnie Jeremi si rzeczy stawa si hetmanem i naczelnym
 wodzem caej potgi Rzeczypospolitej. Szlachta i wojsko oddane mu dusz i ciaem
 czekao tylko jego skinienia. Wadza, wojna, pokj, przyszo Rzeczypospolitej
 spoczy w jego rku.
 I rs jeszcze z kadym dniem, bo kadego dnia nowe waliy do niego chorgwie, i tak
 zolbrzymia, e cie jego pocz pada nie tylko na kanclerza i regimentarzy, ale na
 senat, na Warszaw i ca Rzeczpospolit.
 W niechtnych mu koach kanclerskich w Warszawie i w regimentarskim obozie, w
 otoczeniu ksicia Dominika i u wojewody bracawskiego poczto przebkiwa o jego
 niepomiernej ambicji i zuchwaoci; przypomniano spraw o Hadziacz, jako to
 zuchway knia przyjecha w cztery tysice ludzi do Warszawy i wszedszy do senatu,
 gotw by rba wszystkich, samego krla nie wyczajc.
 Czeg od takiego czowieka si spodziewa i jakime musi by teraz - mwiono - po
 owym Ksenofontowym odwrocie z Zadnieprza, po wszystkich przewagach wojennych
 i tylu wiktoriach, ktre go tak niezmiernie wysawiy? W jak nieznon pych musia
 go wznie w fawor onierstwa i szlachty? Kto mu si dzi oprze? Co si stanie z
 Rzeczpospolit, gdy jeden obywatel do takiej potgi dochodzi, .e moe depta wol
 senatu, odejmowa wadz wyznaczonym przez Rzeczpospolit wodzom? Zali on
 istotnie krlewicza Karola koron ozdobi zamierza? Mariusz on jest, to prawda, ale
 daj Bg, eby w nim nie byo Marka Koriolana lub Katyliny, gdy pych i ambicj
 obydwom wyrwnywa.
 Tak mwiono w Warszawie i w koach regimentarskich, szczeglnie u ksicia
 Dominika, z ktrym emulacja Jeremiego niemae ju szkody Rzeczypospolitej
 przyniosa - a w Mariusz siedzia tymczasem w Zbarau, chmurny, niezbadany.
 wiee zwycistwa nie rozpromieniy mu twarzy. Gdy, bywao, nowa jaka chorgiew
 kwarciana albo powiatowa pospolitego ruszenia przytoczya si do Zbaraa, to
 wyjeda naprzeciw, jednym rzutem oka ocenia jej warto i zaraz w zadum
 popada. onierze z krzykiem garnli si do niego, padali przed nim na kolana woajc:
 Witaj, wodzu niezwyciony! Herkulesie sowieski! do garda sta przy tobie
 bdziem! - on za odpowiada: Czoem waszmociom! Na Chrystusowym my wszyscy
 ordynansie, a moja szara za niska, bym by szafarzem krwi waszmociw!- i wraca
 do siebie, od ludzi ucieka, w samotnoci z mylami si amic. Tak upyway dnie cae.
 A tymczasem miasto wrzao rojami coraz to nowego onierstwa. Pospolitacy pili od
 rana do nocy, chodzc po ulicach, wyprawiajc haasy i burdy z oficerami
 cudzoziemskiego autoramentu. Regularny onierz czujc rwnie cugle dyscypliny
 rozwolnione uywa na winie, jedle i kociach. Codziennie nowi gocie, wic nowe
 uczty i zabawy z mieszczankami. Wojska zawaliy wszystkie ulice, stay i po wsiach
 okolicznych, a co za rozmaito koni, ora, ubiorw, pir, kolczug, misiurek, barw
 rozmaitych wojewdztw! Rzekby: odpust jaki walny, na ktry poowa
 Rzeczypospolitej zjechaa. Leci wic czasem kareta paska, pozocista lub purpurowa,
 koni przy niej sze lub om z pirami, pajucy z wgierska lub po niemiecku, nadworni
 janczarowie, Kozacy, Tatarzy; tam znw kilku towarzyszw wieccych jedwabiem i
 aksamitami, bez pancerzy, rozpiera tumy komi anatolskimi lub perskimi. Trzsienia u
 czapek i zapinki pod szyj migaj ognikami od brylantw i rubinw - a wszystko
 ustpuje im z drogi dla powagi znaku. Tam znw przed gankiem puszy si oficer od
 anowej piechoty, w wieym, byszczcym kolecie, z dug trzcin w rku i pych na
 twarzy, a mieszczaskim sercem w piersi; wdzie migaj grzebieniaste hemy
 dragonw, kapelusze niemieckiej piechoty, rogatywki pospolitego ruszenia, kapuzy,
 kopaki rysie. Czelad w rozmaitych barwach uwija si jak w ukropie na posugach. Tu
 i owdzie ulica zapchana wozami; tam wozy wchodz dopiero, skrzypic niemiosiernie,
 wszdy peno krzykw, nawoywa: Z drogi, przeklestw czeladzi, zwad, bjek, renia
 koni. Co mniejsze uliczki tak zawalone som, sianem, e i przecisn si niepodobna.
 A wrd tych wietnych strojw migajcych wszystkimi barwami tczy, rd
 jedwabiw, aksamitw, tyftykw, altembasw, migotania brylantw jake dziwnie
 wygldaj puki Winiowieckiego, wyndzniae, obdarte, wychudzone, w
 zardzewiaych pancerzach, spowiaych barwach i podartych mundurach ! Towarzysze
 spod najpowaniejszych znakw wygldaj jak dziady, gorzej czeladzi innych pukw,
 ale wszyscy czoem przed tymi achmanami, przed t rdz i t mizeri, bo to znamiona
 bohaterw. Wojna, za matka, wasne dzieci jako Saturn poera, a ktrych nie pore,
 to poobgryza jak pies koci. Te spowiae barwy - to dde nocne, to pochody wrd
 nawanoci elementw albo sonecznej spiekoty; ta rdza na elezie to krew nie starta,
 swoja albo nieprzyjacielska, albo obie razem. Tote winiowiecczycy wszdzie rej
 wiod. Oni opowiadaj po szynkowniach i kwaterach, a inni tylko suchaj. I czasem
 ktrego ze suchajcych a porwie spazm za gardo, rkami po ldwiach si uderzy i
 krzyknie: A nieche waciw kule bij! chybacie diaby, nie ludzie! A
 winiowiecczycy: Nie nasza to zasuga, ale takiego wodza, ktremu rwnego nie wyda
 jeszcze orbis terrarum. Wic wszystkie uczty kocz si okrzykami: Vivat Jeremi!
 vivat ksi wojewoda! wdz nad wodze i hetman nad hetmany!.. 
 Szlachta, gdy si popije, wypada na ulice i z rusznic a muszkietw pali, a e
 winiowiecczycy ostrzegaj j, e do czasu tylko swoboda, e przyjdzie chwila, gdy
 ksi ich wemie w rce i tak dyscyplin zaprowadzi, o jakiej jeszcze nie syszeli,
 wic tym bardziej owego czasu uywaj. Gaudeamus, pki wolno! - woaj. - Gdy
 pora na posuch przyjdzie, bdziem suchali, bo jest kogo, bo to nie >>dziecina<<, nie
 >>acina<<, nie >>pierzyna<<! I nieszczliwy ksi Dominik najgorzej zawsze
 wychodzi, bo mey go na otrby jzyki onierskie. Opowiadano, jako si po caych
 dniach modli, a wieczorem wisi na uchu dzbana i co na brzuch splunie, to jedno oko
 otworzy i pyta: Co takiego? Mwiono take, e na noc jalapam zaywa i e tyle bitew
 widzia, ile ma ich na kobiercach holendersk sztuk wyhaftowanych. Ju tam nikt go
 nie broni i nikt nie aowa, a najbardziej ksali ci, ktrzy w jawnej z karnoci
 wojskow stanli niezgodzie.
 Wszelako i nad tymi jeszcze celowa w przeksach i wymiewaniu pan Zagoba. Ju on
 si by ze swego blu w krzyach wyleczy i teraz by w swoim ywiole. Ile za zjada i
 wypija, daremnie spisywa, bo rzecz wiar ludzk przechodzi. Chodziy za nim i
 otaczay go ustawicznie kupy onierzy i szlachty, a on rozprawia, opowiada i drwi z
 tych, ktrzy go podejmowali. Patrzy te z gry, jako stary onierz, na owych, ktrzy
 szli na wojn, i z ca wyszoci dowiadczenia mawia im:
 - Tyle waszmociw moderunki wojny zaznay, ile mniszki mw; szaty macie wiee
 i larendogr pachn, ale cho to pikny zapach, wszelako w pierwszej bitwie postaram
 si od waszmociw pod wiatr trzyma. Oj, kto nie wcha wojennego czosnku, nie
 wie, jakie on zy wyciska! Nie przyniesie jejmo rano piwa grzanego ani polewki
 winnej! Poopadaj waszmociom brzuchy, zeschniecie si jak twarg na socu.
 Moecie mnie wierzy. Eksperiencja grunt! Bywao si w rnych okazjach, bywao!
 zdobyo si niejedn chorgiewk, ale ju to musz waszmociom powiedzie, e
 adna nie przysza mi tak ciko, jako ta pod Konstantynowem. Niech diabli porw
 tych Zaporocw! Sidme poty, mwi waszmociom, ze mnie poszy, nimem za
 ratyszcze uchwyci. Spytajcie pana Skrzetuskiego, tego, ktry Burdabuta zabi, on to
 na wasne oczy widzia i admirowa. Ale te teraz krzyknijcie jeno Kozakowi nad
 uchem:Zagoba! - obaczycie, co wam powie. Ale co tu waszmociom prawi,
 ktrzycie jeno muscas po cianach pack bili, wicej nikogo.
 - Jake to byo? jake? - pytali modzi.
 - A c to waszmociowie chcecie, eby mi si jzyk od krcenia si w gbie zapali
 jako o w wozie?
 - To trzeba pola! wina! - woaa szlachta.
 - Chyba e tak! - odpowiada pan Zagoba i rad, e znalaz wdzicznych suchaczw,
 opowiada im wszystko ab ovo, od podry do Galaty i od ucieczki z Rozogw a do
 zdobycia chorgwi pod Konstantynowem, oni za suchali z otwartymi ustami, czasem
 mruczeli, gdy sawic wasne mstwo, zanadto ich niedowiadczenie poniewiera, ale
 zapraszali i poili co dzie w innej kwaterze.
 Bawiono si tedy wesoo i huczno w Zbarau, a si stary Zawilichowski i inni
 powaniejsi dziwili, e ksi tak dugo na owe gody pozwala; on za siedzia cigle w
 swojej kwaterze; wida umylnie onierstwu folg da, by przed nowymi bojami
 wszystkiego dobrego zayo. Tymczasem przyjecha Skrzetuski i zaraz wpad jak w
 wir, jak w ukrop jaki. Chciao si te i jemu odpoczynku w kole towarzyszw
 posmakowa, ale jeszcze bardziej chciao mu si do Baru, do kochanej jecha i
 wszystkich zgryzot dawnych, wszystkich obaw i utrapie w jej sodkim objciu
 zapomnie. Wic nie zwczc, do ksicia szed, by zda spraw z wyprawy pod
 Zasaw i pozwolenie na wyjazd uzyska.
 Znalaz ksicia zmienionego do niepoznania, a si widokiem jego przerazi - i w duchu
 si pyta: Tene to jest wdz, ktregom pod Machnwk i Konstantynowem widzia? -
 Bo te przed nim sta czowiek brzemieniem trosk pochylony, z wpadymi oczyma i
 spieczonymi usty, jakoby cik chorob wewntrzn trapiony. Zapytany o zdrowie
 odrzek krtko i sucho, e jest zdrowy, rycerz za duej pyta nie mia; wic zdawszy
 spraw z podjazdu zaraz j prosi, by mg na dwa miesice chorgiew opuci,
 dopki by si nie oeni i ony do Skrzetuszewa nie odwiz.
 Na to ksi jakby si z snu obudzi. Zwyka mu dobro rozlaa si po chmurnym
 obliczu i przygarnwszy pana Skrzetuskiego rzek:
 - Koniec wic twojej mki. Jed, jed, niech ci bogosawi Bg. Sam bym chcia by
 na twym weselu, bom to i Kurcewiczwnie, jako crce Wasyla, i tobie, jako
 przyjacielowi, powinien, ale w tych czasach ju mi to niepodobiestwo si ruszy.
 Kiedy chcesz jecha?
 - Wasza ksica mo, choby dzi!
 - To jed jutro. Nie moesz sam jecha. Dam ci trzystu Wierszuowych Tatarw, aby
 za j bezpiecznie odprowadzi. Z nimi najprdzej dojedziesz, a potrzebni ci bd, bo
 tam kupy hultajstwa si wcz. Dami ci i list do pana Jdrzeja Potockiego, ale nim go
 napisz, nim Tatarzy przyjd, nim si wreszcie ty wybierzesz, do jutra wieczr zejdzie.
 - Jak wasza ksica mo rozkae. Ale jeszcze miem prosi, aby Woodyjowski i
 Podbipita mogli take ruszy ze mn.
 - Dobrze. Przyjde jeszcze jutro na poegnanie i bogosawiestwo. Chciabym te i
 twojej kniaziwnie jaki upominek posa. Zacna to krew. Bdciee szczliwi, bocie
 siebie warci.
 Rycerz ju klcza i obejmowa kolana ukochanego wodza, ktren jeszcze powtrzy
 kilkakrotnie:
 - Niech ci Bg szczci! niech ci Bg szczci! No, przyjd jeszcze jutro.
 Ale rycerz nie podnosi si i nie odchodzi, jakby chcia jeszcze o co prosi, na koniec
 wybuchn:
 - Wasza ksica mo!
 - A co jeszcze powiesz? - pyta agodnie ksi.
 - Wasza ksica mo wybaczy miaoci, ale... mnie si serce kraje i od alu
 wielkiego miao przychodzi: co waszej ksicej moci jest? Zali troski gnbi czy
 choroba?
 Ksi pooy mu rk na gowie.
 - Ty tego wiedzie nie moesz! - rzek ze sodycz w gosie. - Przyjd jeszcze jutro.
 Pan Skrzetuski wsta i odszed ze cinitym sercem.
 Wieczorem przyszed do jego kwatery stary Zawilichowski, a z nim may
 Woodyjowski, pan Longinus Podbipita i pan Zagoba. Zasiedli za stoem, a wtem
 Rzdzian wszed do izby niosc kusztyki i antaek.
 - W imi Ojca i Syna! - zawoa pan Zagoba. - To widz, waci pach
 zmartwychwsta.
 Rzdzian zbliy si i za kolana go obj.
 - Nie zmartwychwstaem ja, alem nie umar, dziki pono temu, e mnie jegomo
 ratowa.
 A pan Skrzetuski na to:
 - I do Bohuna potem na sub przysta.
 - To bdzie mia w piekle promocj - rzek pan Zagoba, a potem zwracajc si do
 Rzdziana: - Nie musiae ty tam w tej subie rozkoszy zay; naci talara na
 pociech.
 - Dzikuj pokornie jegomoci - rzek Rzdzian.
 - On! - zawoa pan Skrzetuski -to frant na cztery nogi kuty. U Kozakw up
 wykupowa, a co ma, tego bymy obaj z wapanem nie kupili, choby wapan
 wszystkie swoje posiadoci w Turczech sprzeda.
 - To tak? - rzek pan Zagoba. - Trzymaje sobie mego talara i ronij, lube drzewko, bo
 jeli nie na Bo Mk, to cho na szubienic si przydasz. Dobrze temu pachokowi z
 oczu patrzy. (Tu pan Zagoba chwyci za ucho Rzdziana i targajc je lekko, mwi
 dalej.) Lubi frantw i to prorokuj, e wyjdziesz na czowieka, jeli bydlciem nie
 zostaniesz. A jak ci tam twj pan, Bohun, wspomina, co?
 A Rzdzian umiechn si, bo mu pochlebiy sowa i kares, i odpar:
 - O mj jegomo, a jak on jegomoci wspomina, to a skry zbami krzesze.
 - Id do diaba! - zawoa z nagym gniewem pan Zagoba. - Co mi tu bdziesz bredzi!
 Rzdzian wyszed, oni za poczli rozmawia o jutrzejszej podry i o szczliwoci
 niezmiernej, jaka pana Jana czeka. Mid poprawi wprdce humor panu Zagobie,
 ktry zaraz zacz Skrzetuskiemu domawia i o chrzcinach napomyka, to znowu o
 zapaach pana Jdrzeja Potockiego dla kniaziwny. Pan Longinus wzdycha. Pili i
 radowali si w duszy. A wreszcie rozmowa wesza na koniunktury wojenne i na
 ksicia. Skrzetuski, ktry kilkanacie dni w obozie nie by, pyta:
 - Powiedzcie mi waszmociowie, co si naszemu ksiciu stao? To to inny czowiek.
 Ju ja tego wszystkiego nie rozumiem. Bg mu dawa wiktori za wiktori. e go tam
 przy regimentarstwie pominli, to i c? to za to teraz wszystko wojsko do niego si
 wali, tak e bez niczyjej aski hetmanem zostanie i Chmielnickiego zetrze... a on wida
 czego si trapi i trapi!...
 - Moe mu si pedogra zaczyna - rzecze pan Zagoba -jak mnie czasem w wielkim
 palcu upnie, to przez trzy dni mam melankoli.
 - A ja wam, brateki, powiem - rzek kiwajc gow pan Podbipita. - Nie syszaem ja
 tego sam od ksidza Muchowieckiego, alem sysza, e tak komu mwi, dlaczego
 ksi udrczon... Ja tam sam nie mwi: askawy to pan, dobry i wielki wojownik..:
 co mnie tam jego sdzi, ale jakoby ksidz Muchowiecki... zreszt czy ja wiem, czy
 co?
 - No, patrzciee waszmociowie na tego Litwina! - zawoa pan Zagoba.
 - Nie mam ja dworowa z niego, kiedy on ludzkiej mowy nie zna! Ce waszmo
 chcia powiedzie? Koujesz, koujesz jako zajc wedle kotliny, a w sedno nie moesz
 utrafi.
 - Ce waszmo naprawd sysza? - spyta pan Jan.
 - At! kiedy bo to... jakoby mwili, e ksi za duo krwi rozla. Wielki to wdz, ale
 miary w karaniu nie zna i teraz podobno wszystko widzi czerwono - w dzie czerwono
 i w noc czerwono, jakoby go czerwony obok otacza...
 - Nie praw wa gupstw! - hukn z gniewem stary Zawilichowski. - Babskie to
 plotki! Nie byo dla hultajstwa lepszego pana czasu pokoju, a e dla buntownikw
 litoci nie zna, to i c? To zasuga, nie grzech. Jakiche to mk, jakich kar byoby
 zanadto dla tych, ktrzy t ojczyzn we krwi utopili, ktrzy Tatarom wasny lud w
 niewol wydawali nie chcc zna Boga, majestatu, ojczyzny, zwierzchnoci? Gdzie mi
 waszmo pokaesz monstra podobne? gdzie takie okruciestwa, jakich si oni
 dopuszczali nad niewiastami i maymi dziemi? gdzie takie zbrodnie potworne? I na to
 pala a szubienicy zanadto?! Tfu, tfu! wa masz elazn rk, ale serce niewiecie.
 Widziaem, jake stka, gdy Pujana przypiekali, i mwie, e wolaby go by na
 miejscu ubi. Ale ksi nie jest baba, wie, jak nagradza, jak kara. Co mi tu wa
 bdziesz koszaki prawi.
 - To ja mwiem, ojcze, e nie wiem - tumaczy si pan Longinus.
 Ale staruszek sapa jeszcze dugo i rk po mlecznej czuprynie si gadzi, i mrucza:
 - Czerwono! hm! czerwono!... to za co nowego! W gowie temu, co to wymyli,
 zielono, nie czerwono!
 Nastaa chwila ciszy, tylko przez okna dochodzi wrzask hulaszczej szlachty.
 May Woodyjowski przerwa panujce w izbie milczenie.
 - C wy, ojcze, mylicie? co moe by naszemu panu?
 - Hm! - rzek starzec. - Ja mu nie konfident, wic nie wiem. Nad czym on si
 namyla, sam ze sob si amie. Duszne to jakie walki, nie moe by inaczej - a im
 dusza wiksza, tym mka cisza...
 I nie myli si stary rycerz, bo oto w tej chwili w ksi, wdz, zwycizca lea w
 prochu w swojej kwaterze przed krucyfiksem i toczy jedn z najzacitszych walk w
 swym yciu.
 Strae na zamku zbaraskim obwoyway pnoc, a Jeremi cigle jeszcze rozmawia z
 Bogiem i z wasn dusz wynios. Rozum, sumienie, mio dla ojczyzny, duma,
 poczucie wasnej siy i wielkich przeznacze zmieniy si w jego piersi w zapanikw i
 wiody ze sob bj zacity, od ktrego pkaa pier, pkaa gowa i bl targa wszystkie
 jego czonki. Oto wbrew woli prymasa, kanclerza, senatu, regimentarzw, wbrew woli
 rzdu szy do tego zwycizcy wojska kwarciane, szlachta, cudze chorgwie prywatne,
 sowem caa Rzeczpospolita oddawaa mu si w rce, uciekaa si pod jego skrzyda -
 losy swoje powierzaa jego geniuszowi i przez najlepszych swych synw woaa: Ratuj,
 bo ty jeden ratowa moesz! Jeszcze miesic, jeszcze dwa, a pod Zbaraem stanie sto
 tysicy wojownikw gotowych na bj miertelny ze smokiem wojny domowej. Tu
 obrazy przyszoci oblane jakim niezmiernym wiatem sawy i potgi poczy si
 przesuwa przed oczyma kniazia. Zadr ci, ktrzy go pomin i upokorzy chcieli - a
 on porwie te elazne hufce rycerstwa i powiedzie je w stepy ukraiskie do takich
 zwycistw, do takich tryumfw, o jakich dzieje jeszcze nie syszay. I knia czuje w
 sobie si odpowiedni -z ramion strzelaj mu skrzyda, jakby skrzyda witego
 Michaa Archanioa. Oto zmienia si w tej chwili w jakiego olbrzyma, ktrego zamek
 cay, cay Zbara, caa Ru obj nie moe. Na Boga! on zetrze Chmielnickiego! on
 zdepce bunt - on spokj ojczynie powrci! Widzi rozlege bonia, krocie wojsk, syszy
 huk armat... Bitwa ! bitwa! pogrom niesychany, niebyway! Krocie cia, krocie
 chorgwi zacieaj step zbroczony, a on tratuje po cielsku Chmielnickiego i trby graj
 zwycistwo, a gos leci od mrz do mrz... Knia zrywa si i rce do Chrystusa
 wyciga, a naok jego gowy ponie. jakie czerwone wiato. Chryste! Chryste! - woa
 - Ty wiesz! Ty widzisz, i ja to uczyni potrafi, rzeknij mi, iem powinien!
 Ale Chrystus gow na piersi zwiesi i milczy, taki bolesny, jakby go dopiero przed
 chwil rozpito. Na chwa to Twoj! - woa ksi - >>non mihi! non mihi! sed
 nomini Tuo da gloriam ! << Na chwa wiary i Kocioa, caego chrzecijastwa! O
 Chryste! Chryste! I nowy obraz mknie przed oczyma bohatera. Nie na zwycistwie
 nad Chmielnickim koczy si ta droga. Knia, bunt poarszy, jego si ciaem jeszcze
 utuczy, jego siami zolbrzymieje, krocie Kozakw do krociw szlachty przyczy i
 pjdzie dalej: na Krym uderzy, straszliwszego smoka w jego wasnej jamie dosignie,
 krzy zatknie tam, gdzie dotd nigdy dzwony wiernych na modlitw nie wzyway.
 Albo te pjdzie w te ziemie, ktre raz ju kniazie Winiowieccy kopytami koskimi
 stratowali, i granice Rzeczypospolitej, a z nimi Kocioa, do ostatnich kracw ziemi
 rozcignie...
 Gdzie to koniec tego pdu? gdzie koniec sawy, siy, potgi? - Nie masz go wcale...
 Do komnaty zamkowej wpada biae wiato miesica, ale zegary bij pn godzin i
 kury piej. Dzie zejdzie ju niedugo, ale bdzie-li to dzie, w ktrym obok soca na
 niebie nowe soce na ziemi zawieci?
 ..............................................................................................................................
 Tak jest! - Dzieckiem byby ksi, nie mem, gdyby tego nie uczyni, gdyby dla
 jakich bd powodw przed gosem tych przeznacze si cofa. Oto czuje ju pewien
 spokj, ktry widocznie na niego zla Chrystus miosierny - nieche bdzie za to
 pochwalon! - Ju myli trzewiej, lej i oczyma duszy pooenie ojczyzny i wszystkich
 spraw jasno ogarnia. Polityka kanclerza i tych tam panw z Warszawy, rwnie jako
 wojewody bracawskiego, jest za i dla ojczyzny zgubna. Zdepta naprzd Zaporoe,
 ocean krwi z niego wytoczy, zama je, zniweczy, zgnie, zwyciy, a potem
 dopiero przyzna pokonanym wszystko - ukrci wszelkie naduycia, wszelkie uciski,
 zaprowadzi ad, spokj; mogc dobi - do ycia wrci - oto droga jedynie tej wielkiej
 i wspaniaej Rzeczypospolitej godna. Moe dawniej, dawniej, mona byo obra inn -
 dzi - nie! Do czeg mog bowiem doprowadzi ukady, gdy naprzeciw siebie stoj
 krocie tysicy zbrojnych, a choby je zawarto - jak si mie mog? Nie! nie! to
 senne mary, to urojenia, to wojna rozcignita na wieki cae, to morze ez i krwi na
 przyszo! Niech si uchwyc tamtej jedynej drogi, wielkiej, szlachetnej, potnej - a
 on niczego wicej nie bdzie ni chcia, ni poda. Osidzie na powrt w swych
 ubniach i bdzie czeka cicho, pki go przeraliwe trby Gradywa na nowo do czynu
 nie powoaj...
 Niech si uchwyc! - Ale kto! Senat? sejmy burzliwe? kanclerz? prymas czy
 regimentarz? Kto prcz niego t wielk myl rozumie? i kto wykona j moe? niech
 si znajdzie taki - to zgoda!... Ale gdzie jest taki? kto ma si?
 - On jeden - nikt wicej! - Do niego idzie szlachta, do niego cigaj wojska, w jego
 rku miecz Rzeczypospolitej. Przecie Rzeczpospolit, nawet gdy pan jest na tronie, a
 c dopiero, gdy pana nie ma, rzdzi wola tego narodu. Ona to suprema lex! A
 wypowiada si nie tylko na sejmach, nie tylko przez posw, senat i kanclerzy, nie
 tylko przez pisane prawa i manifesty, ale jeszcze silniej, jeszcze dobitniej, jeszcze
 wyraniej - czynem. Kto tu rzdzi? Stan rycerski - a oto ten stan rycerski ciga si do
 Zbaraa i mwi mu: Ty jest wodzem. Caa Rzeczpospolita bez wotw wadz mu
 oddaje si faktw i powtarza : Ty jest wodzem. I on miaby si cofa? Jakieje
 jeszcze nominacji potrzebuje? Od kogo ma jej czeka? Czy od tych, ktrzy
 Rzeczpospolit zgubi - a jego upokorzy usiuj?
 Za co? za co? Czy za to, e gdy wszystkich ogarna panika, e gdy hetmani w jasyr
 poszli, wojska zginy, panowie kryli si po zamkach, a Kozak postawi nog na piersi
 Rzeczypospolitej, on jeden tylko zepchn t stop i podnosi z prochu zemdla gow
 tej matki - powici dla niej wszystko, ycie, fortun, uratowa od haby, od mierci -
 on zwycizca?!
 Kto tu zasueszy, niech tedy bierze t wadz! Komu si suszniej naley, niech w
 tego rkach spocznie. On chtnie zrzeknie si tego ciaru, chtnie Bogu i
 Rzeczypospolitej powie: Pucie sug w pokoju, bo oto znuon ju bardzo i si
 zbawion, a przy tym i tego pewien, e pami jego ni grb nie zaginie.
 Ale gdy nie masz nikogo takiego - po dwakro i trzykro byby dzieciciem, nie
 mem, gdyby tej wadzy, tej sonecznej drogi, tej wietnej, ogromnej przyszoci, w
 ktrej jest ratunek Rzeczypospolitej, jej sawa, potga, szczcie, mia si wyrzeka.
 I dlaczego?
 Knia znowu gow dumnie podnis i poncy wzrok jego pad na Chrystusa, ale
 Chrystus gow na piersi zwiesi i milcza taki bolesny, jakby go dopiero przed chwil
 rozpito...
 Dlaczego? Bohater skronie rozpalone rkoma przycisn... Moe i jest odpowied. Co
 znacz te gosy, ktre wrd zotych i tczowych widze sawy, wrd szumu
 przyszych zwycistw, rd przeczu wielkoci i potgi tak nieubaganie woaj mu do
 duszy: Ach! stj, nieszczsny! Co znaczy w niepokj, ktry nieustraszon pier jego
 dreszczem jakiej trwogi przejmuje? Co znaczy, e gdy on najjaniej i najdowodniej
 okazuje sobie, e wadz wzi powinien, co mu tam w przepaciach sumienia szepce:
 Sam si udzisz, duma ci uwodzi, szatan pychy krlestwa ci obiecuje.
 I znw straszna walka zawrzaa w duszy ksicia, znw porwa go wicher trwogi,
 niepewnoci i zwtpie.
 Co czyni szlachta, ktra do niego zamiast do regimentarzw cignie? Prawo depce. Co
 czyni wojsko? Dyscyplin amie. I on, obywatel, on, onierz, ma stawa na czele
 bezprawia? ma je swoj powag okrywa? ma pierwszy dawa przykad niekarnoci,
 samowoli, nieposzanowania praw, i to wszystko dlatego tylko, by wadz o dwa
 miesice pierwej zagarn, bo jeli krlewicz Karol na tron obrany bdzie - to i tak ta
 wadza go nie minie? On to ma dawa tak straszliwy przykad wiekom potomnym?
 C bowiem si stanie? Dzi tak uczyni Winiowiecki, jutro Koniecpolski, Potocki,
 Firlej, Zamojski lub Lubomirski! A gdy kady bez uwagi na prawo i karno, gwoli
 wasnej ambicji dziaa rozpocznie, gdy dzieci pjd wzorem ojcw i dziadw, jaka to
 przyszo czeka w kraj nieszczsny? Robactwo samowoli, nierzd, prywaty tocz
 ju i tak pie tej Rzeczypospolitej; pod siekier wojny domowej prchno si sypie,
 usche gazie z drzewa odpadaj - co si stanie, gdy ci, ktrzy chroni je powinni i
 strzec jak renicy oka - sami ogie podkada bd? Co si stanie? Jezu! Jezu!
 Chmielnicki te dobrem publicznym si osania i nie czyni nic innego, jeno przeciw
 prawu i zwierzchnoci powstaje.
 Kniazia dreszcz przeszed od stp do gowy. Rce zaama: Zali ja mam by drugim
 Chmielnickim - o Chryste!
 Ale Chrystus gow na piersi zwiesi i milcza taki bolesny, jakby go dopiero przed
 chwil rozpito.
 Knia szarpa si dalej. Jeli on wadz wemie, a kanclerz, senat i regimentarze
 zdrajc i buntownikiem go ogosz - to co bdzie? Druga wojna domowa? A przy tym
 czy to Chmielnicki jest najwikszym i najgroniejszym wrogiem tej Rzeczypospolitej?
 Wszak nieraz biy w ni jeszcze wiksze potgi, wszak gdy dwiecie tysicy elaznych
 Niemcw szo pod Grunwaldem na puki Jagieowe, gdy pod Chocimiem p Azji
 stano do boju, zguba jeszcze blisz si zdawaa - a c si stao z tymi wrogimi
 potgami? Nie! Rzeczpospolita wojen si nie lka i nie wojny j zgubi! Ale czemu to
 wobec takich zwycistw, takiej utajonej siy, takiej sawy ona, ktra pogromia
 Krzyakw i Turkw... taka jest saba i niedona, e przed jednym Kozakiem
 przyklka? e ssiedzi rw jej granice, e wymiewaj j narody, e gosu jej nikt nie
 sucha, o gniew jej nie dba, a wszyscy zgub przewiduj?
 Ach! to wanie duma i ambicja magnatw, to czyny na wasn rk, to samowola tego
 przyczyn. Wrg najgorszy to nie Chmielnicki, ale niead wewntrzny, ale swawola
 szlachty, ale szczupo i niekarno wojska, burzliwo sejmw, niesnaski, rozterki,
 zamt, niedostwo, prywata i niekarno - niekarno przede wszystkim. Drzewo gnije
 i prchnieje od rodka. Rycho czeka, jak pierwsza burza je zwali - ale parrycyda ten,
 kto do takiej roboty rce przykada, przeklty ten, kto przykad daje, przeklty on i
 dzieci jego do dziesitego pokolenia! !...
 Ide teraz, zwycizco spod Niemirowa, Pohrebyszcz, Machnwki i Konstantynowa;
 id kniaziu-wojewodo, id, odejmij wadz regimentarzom, zdepcz prawo i
 zwierzchno i dawaj przykad potomnym, jak w matce targa wntrznoci.
 Strach, rozpacz i obkanie wybio si na twarzy kniazia... Krzykn okropnie i
 chwyciwszy si rkami za czupryn pad w proch przed Chrystusem.
 I kaja si knia, i bi dostojn gow w kamienn posadzk; a z piersi jego wydobywa
 si guchy gos:
 - Boe! bd miociw mnie grzesznemu! Boe! bd miociw mnie grzesznemu!
 Boe! bd miociw mnie grzesznemu!..
 Rana jutrznia wstaa ju na niebie, a potem przyszo zote soce i owiecio sal. W
 gzymsach pocz si wiergot wrbli i jaskek. Knia wsta i poszed zbudzi pacholika
 eleskiego picego z drugiej strony drzwi.
 - Biegaj - rzek mu - do ordynansowych i ka im zwoa tu do mnie pukownikw,
 ktrzy stoj w zamku i w miecie, tak kwarcianych, jak i z pospolitego ruszenia.
 We dwie godziny pniej sala pocza si napenia wsatymi i brodatymi postaciami
 wojownikw. Z ksicych ludzi przyszed stary Zawilichowski, Polanowski,
 Skrzetuski z panem Zagob, Wurcel, oberszter Machnicki, Woodyjowski, Wierszu,
 Poniatowski, wszyscy niemal oficerowie a do chorych prcz Kuszla, ktren by ku
 Podolu na podjazd wysany. Z kwarty byli obecni Osiski i Korycki. Wielu
 znaczniejszej szlachty z pospolitego ruszenia nie mona byo z pierzyn powyciga, ale
 przecie i tych zebraa si gar niemaa - a midzy nimi personaci z rnych ziem, od
 kasztelanw a do podkomorzych... Brzmiay szmery, rozmowy i szumiao jak w ulu,
 a wszystkie oczy byy zwrcone na drzwi, przez ktre mia si ksi ukaza.
 Wtem umilko wszystko. Ksi wszed.
 Twarz mia spokojn, pogodn - i tylko zaczerwienione bezsennoci oczy i cignite
 rysy wiadczyy o przebytej walce. Ale przez ow pogod, a nawet sodycz przewijaa
 si powaga i nieugita wola.
 - Moci panowie! - rzek. - Dzisiejszej nocy rozmawiaem z Bogiem i wasnym
 sumieniem, co mnie uczyni naley: oznajmuj przeto waszmociom, a wy oznajmijcie
 caemu rycerstwu, i dla dobra ojczyzny i zgody potrzebnej w czasach klski poddaj
 si pod komend regimentarzw.
 Guche milczenie zapanowao w zgromadzeni.
 W poudnie tego dnia na podwrcu zamkowym stao trzystu Wierszuowych
 Tatarw, gotowych do drogi z panem Skrzetuskim, a na zamku ksi wyprawia obiad
 starszynie wojskowej, ktry zarazem mia by poegnaln uczt dla naszego rycerza.
 Posadzono go tedy przy ksiciu, jako pana modego, a za nim zaraz siedzia pan
 Zagoba, gdy wiedziano, i jego to sprawno i odwaga ocaliy pann mod z ostatniej
 toni. Ksi by wes, bo brzemi z serca zrzuci, i wznosi kielichy na pomylno
 przyszego stada. ciany i okna dray od okrzykw rycerzy. W przedpokojach czynia
 wrzaw suba, midzy ktr Rzdzian rej wodzi.
 - Moci panowie! - rzek ksi - nieche ten trzeci kielich bdzie dla przyszej
 konsolacji. Walne to gniazdo. Daj Bg, aby jabka nie popaday daleko od jaboni.
 Niech z tego Jastrzbca godne rodzica Jastrzbczyki si rodz!
 - Niech yj! niech yj!
 - Na podzikowanie! - woa Skrzetuski wychylajc ogromny kielich mamazji.
 - Niech yj! niech yj!
 - Crescite et multiplicamini!
 - Jue to waszmo z p chorgiewki powinien wystawi! - rzek miejc si
 staruszek Zawilichowski.
 - Zaskrzetuszczy wojsko z kretesem! ju ja go znam! - krzykn Zagoba.
 Szlachta rykna miechem. Wino szo do gw. Wszdy wida byo czerwone twarze,
 ruszajce si wsy, a humory staway si z kad chwil lepsze.
 - Kiedy tak - woa rozochocony pan Jan - to ju si waszmociom musz przyzna, e
 mi kukuka dwunastu chopczyskw wykukaa.
 - Dalibg! wszystkie bociany od roboty pozdychaj! - woa pan Zagoba.
 Szlachta odpowiedziaa nowym wybuchem miechu i miali si wszyscy, a si sala
 jakoby grzmotem rozlegaa.
 Wtem w progu sali ukazao si jakie pospne widmo okryte kurzem - i na widok stou,
 uczty i rozpromienionych twarzy zatrzymao si we drzwiach, jakby wahajc si, czy
 wej dalej.
 Ksi dostrzeg je pierwszy, brwi zmarszczy, oczy przesoni i rzek:
 - A kto tam? A! to Kuszel! Z podjazdu! Co sycha? jakie nowiny?
 - Bardzo ze, moci ksi - rzek dziwnym gosem mody oficer.
 Naga cisza zapanowaa w zgromadzeniu, jakby je kto urzek. Kielichy niesione do ust
 zawisy w poowie drogi, wszystkie oczy zwrciy si na Kuszla, na ktrego zmczonej
 twarzy malowaa si bole.
 - Lepiej by tedy ich wa nie powiada, gdym przy kielichu wes - rzek ksi - ale
 gdy ju zacz, to dokocz.
 - Moci ksi, wolabym i ja nie by puszczykiem, bo mi ta wiadomo przez usta nie
 chce si przecisn.
 - Co si stao? Mw!
 - Bar... wzity!
 KONIEC TOMU PIERWSZEGO
 Rozdzia I 
Pewnej pogodnej nocy na prawym brzegu Waadynki posuwa si w
kierunku Dniestru orszak jedcw zoony z kilkunastu ludzi.
Szli bardzo wolno, prawie noga za nog. Na samym przedzie, o
kilkadziesit krokw przed innymi, jechao dwch jakoby w przedniej
stray, ale widocznie nie mieli adnego do straowania i czujnoci
powodu, bo przez cay czas rozmawiali ze sob, zamiast dawa baczenie
na okolic - i zatrzymujc co chwila konie, ogldali si na reszt orszaku,
a wwczas jeden z nich woa:
- Pomau tam! pomau!
I orszak zwalnia jeszcze kroku zaledwie posuwajc si naprzd.
Na koniec wysunwszy si zza wzgrza, ktre osaniao go swym
cieniem, orszak w wszed na przestwr oblany wiatem ksiyca i
wtedy to mona byo zrozumie ostrono pochodu: oto w rodku
karawany idce obok siebie dwa konie dwigay przywizan do siodeek
koysk, w koysce za leaa jaka posta.
Srebrne promienie owiecay blad jej twarz i zamknite oczy. 
Za koysk jechao dziesiciu zbrojnych. Po spisach bez proporcw
mona w nich byo pozna Kozakw. Niektrzy prowadzili konie juczne,
inni jechali luzem, ale o ile dwaj jadcy na przedzie zdawali si nie
zwraca najmniejszej uwagi na okolic, o tyle ci ogldali si niespokojnie
i trwoliwie na wszystkie strony.
A jednak okolica zdawaa si by zupen pustyni.
Cisz przeryway tylko uderzenia kopyt koskich i woanie jednego z
dwch jadcych na przedzie jedcw, ktry od czasu do czasu
powtarza sw przestrog:
- Pomau! ostronie!
Na koniec zwrci si do swego towarzysza.
- Horpyna, daleko jeszcze? - spyta.
Towarzysz, ktrego zwano Horpyn, a ktry w istocie by przebran po
kozacku olbrzymi dziewk, popatrzy w gwiedziste niebo i odrzek:
- Niedaleko. Bdziemy przed pnoc. Miniemy Wrae Uroczyszcze,
miniemy Tatarski Rozg, a tam ju zaraz Czortowy Jar: Oj! le by tam
przejeda po pnocku, nim kur zapieje. Mnie mona, ale wam le by
byo, le! - Pierwszy jedziec wzruszy ramionami.
- Wiem ja - rzek - e tobie czort bratem, ale na czorta s sposoby.
- Czort nie czort, a sposobu nie ma - odpara Horpyna. - eby ty, sokole,
na caym wiecie schowania dla swojej kniaziwny szuka, to by ty
lepszego nie znalaz. Ju i tdy nikt po pnocku nie przejdzie, chyba ze
mn, a w jarze jeszcze ywy czowiek nogi nie postawi. Chce kto
wrby, to przed jarem stoi i czeka, pki nie wyjd. Nie bj ty si. Nie
przyjd tam ani Lachy, ani Tatary, ani nikt, nikt. Czortowy Jar straszny,
sam zobaczysz.
- Niech sobie bdzie straszny, a ja mwi, e przyjd, ile razy zechc.
- Byle w dzie przychodzi.
- Kiedy zechc. A stanie czort w poprzek, to za rogi wezm.
- Ech, Bohun! Bohun!
- Ej, Docwna, Docwna! ty si o mnie nie troszcz. Wemie mnie
czort czy nie wemie, to nie twoja sprawa, ale to ci powiadam: rad ty
sobie ze swoimi czortami, jak chcesz, byle na kniaziwn bieda nie
przysza, bo jeli jej si co stanie, to ciebie z moich rk ni czorty, ni
upiory nie wydr.
- Raz mnie ju topili, jeszcze jak my nad Donem z bratem mieszkali,
drugi raz ju mi w Jampolu mistrz gow goli, a dlatego mi nic. Ale to
inna rzecz. Ja z przyjani dla ciebie bd jej strzega, by jej i wos na
gowie od duchw nie spad, a przed ludmi u mnie bezpieczna. Ju ci si
ona nie wymknie.
- A ty, sowo! jeli tak mwisz, to czemu ty mnie wrya na bied,
czemu ty mi hukaa nad uchem: Lach przy niej! Lach przy niej!"?
- To nie ja mwia, to duchy. Ale si moe zmienio. Jutro ci powr na
wodzie w kole myskim. Na wodzie wszystko dobrze wida, jeno trzeba
dugo patrzy. Sam zobaczysz. Ale ty wcieky pies: powiedzie ci
prawd, to si sierdzisz i za obuch apiesz...
Rozmowa urwaa si, sycha byo tylko uderzenia kopyt o kamienie i
jakie gosy dochodzce od strony rzeki, podobne do sykania konikw
polnych.
Bohun nie zwrci najmniejszej uwagi na owe gosy, ktre jednak wrd
nocy mogy dziwi - podnis twarz ku ksiycowi i zamyli si gboko.
- Horpyna - rzek po chwili.
- Czego?
- Ty czarownica, ty musisz wiedzie: czy prawda, e jest takie ziele, e
jak si go kto napije, to musi pokocha? Lubystka czy jak?
- Lubystka. Ale na twoj bied nic i lubystka nie poradzi. Jeliby
kniaziwna innego nie kochaa, to tylko da jej si napi, ale jeli kocha,
to wiesz, co si stanie?
- Co?
- To jeszcze bardziej tego innego pokocha.
- Przepadnije ty ze swoj lubystk ! Umiesz ty le wry, a poradzi
nie umiesz.
- To suchaj: znam ja inne ziele, co w ziemi ronie. Kto si go napije, dwa
dni i dwie noce jak pie ley, o wiecie nie wie. Tego ja jej ziela dam-a
potem...
Kozak zatrzs si na siodle i utkwi w czarownicy swe wiecce w
ciemnoci oczy.
- Co ty kraczesz? - spyta.
- Taj hodi! - zawoaa wiedma i wybuchna ogromnym, podobnym do
renia klaczy, miechem.
miech w rozleg si zowrogim echem w rozpadlinach jarw.
- Suko! - rzek wataka.
Po czym oczy jego gasy stopniowo, popada znw w zamylenie, na
koniec pocz mwi, jakby sam do siebie:
- Nie, nie! Kiedy my Bar brali, ja pierwszy wpad do klasztoru, by jej
przed pijanicami broni i eb strzaska kademu, kto by si jej dotkn, a
ona si noem pchna i teraz o boym wiecie nie wie. Dotkn jej rk,
to si znw pchnie albo do rzeki skoczy, nie upilnujesz, nieszczsny!
- Ty w duszy Lach, nie Kozak, kiedy po kozacku nie chcesz dziewczyny
zniewoli...
- eby ja by Lach! - zawoa Bohun - eby ja by Lach!
I za czapk obu rkoma si chwyci, bo jego samego bl chwyci.
- Musiaa ci urzec ta Laszka - mrukna Horpyna.
- Ej, chyba urzeka! - odrzek aonie. - Niechby mnie pierwsza kula nie
mina, niechbym na palu sobacze ycie skoczy... Jednej ja chc na
wiecie i ta jedna mnie nie chce!
- Durny! - zawoaa z gniewem Horpyna - to ty j masz!
- Stule ty pysk! - zawoa z wciekoci Kozak. - A jak si ona zabije,
to co? ciebie rozerw, siebie rozerw, eb o kamie rozbij, ludzi bd
gryz jak pies! Ja by dusz za ni odda, saw kozack odda, uciekby za
Jahorlik hen! od pukw za wiat, aby z ni, z ni y, przy niej
zdycha... Ot, co! A ona si noem pchna. I przez kogo? przeze mnie!
Noem si pchna! syszysz?
- Nic jej nie bdzie. Nie umrze.
- Jakby umara, to ja by ciebie wiekami do drzwi przybi.
- Mocy ty adnej nad ni nie masz.
- Nie mam, nie mam. Ja by wola, eby ona mnie noem pchna;
niechby i zabia, byoby lepiej.
- Gupia Laszka. Ot by po dobrej woli przyhoubia si do ciebie. Gdzie
lepszego znajdzie?
- Spraw ty to, a ja ci garnek dukatw nasypi, a pere drugi. My w Barze
wzili upu niemao i przedtem brali.
- Ty bogaty jak knia Jarema - i sawny. Ciebie, mwi, sam Krzywonos
si boi.
Kozak rk machn.
- Co mnie z tego, koy serdcie boyt...
I znowu zapado milczenie. Brzeg rzeki stawa si coraz dzikszy, pustszy.
Biae wiato ksiyca nadawao fantastyczne ksztaty drzewom i skaom.
Na koniec Horpyna rzeka:
- Tu Wrae Uroczyszcze. Trzeba razem jecha.
- Czemu?
- Tu niedobrze.
Zatrzymali konie i po chwili orszak idcy z tyu zczy si z nimi.
Bohun wspi si na strzemionach i zajrza w koysk.
- Spyt? - spyta.
- Spyt - odpowiedzia stary Kozak - sadko jak detyna.
- Ja jej na sen daa - odrzeka wiedma.
- Pomau, ostorono - mwi Bohun wlepiajc oczy w upion - szczoby
wy jej nie rozbudyy. Misiac jej prosto w yczko zahladaje, serdeku
mojemu.
- Tycho wityt, ne rozbudyt - szepn jeden z moojcw.
I orszak ruszy dalej. Wkrtce przybyli nad Wrae Uroczyszcze. Byo to
wzgrze lece tu przy rzece, niskie i obe, jak leca na ziemi okrga
tarcza. Ksiyc zalewa je zupenie wiatem, rozwiecajc biae,
porozrzucane po caej jego przestrzeni kamienie. Gdzieniegdzie leay one
pojedynczo, gdzieniegdzie tworzyy kupy, jakoby szcztki jakich
budowli, zburzonych zamkw i kociow. Miejscami sterczay pyty
kamienne pozasadzane kocem w ziemi na ksztat nagrobkw na
cmentarzyskach. Cae wzgrze podobne byo do jednego wielkiego
rumowiska. I moe niegdy, dawno, za czasw Jagieowych, krzewio si
tu ycie ludzkie; dzi wzgrze owo i caa okolica, a po Raszkw, bya
guch pustyni, w ktrej gniedzi si tylko dziki zwierz, a nocami duchy
przeklte odprawiay swoje korowody.
Jako zaledwie orszak wspi si do poowy wysokoci wzgrza, trwajcy
dotychczas lekki powiew zmieni si w prawdziwy wicher, ktry pocz
oblatywa wzgrze z jakim pospnym, zowrbnym wistem, i
wwczas moojcom wydao si, e midzy owymi rumowiskami
odzywaj si jakie cikie westchnienia, jakby wychodzce z
ugniecionych piersi, jakie aosne jki, jakie miechy, pacze i kwilenia
dzieci. Cae wzgrze poczo si oywia, woa rnymi gosami. Zza
kamieni zdaway si wyglda wysokie, ciemne postacie; cienie
dziwacznych ksztatw przelizgiway si cicho midzy gazami; w dali, w
pomroce byskay jakie wiateka podobne do oczu wilczych; na koniec
z drugiego koca wzgrza, spomidzy najgstszych kup i zawalisk,
ozwao si niskie, gardowe wycie, ktremu zawtroway zaraz inne.
- Siromachy? - szepn mody Kozak zwracajc si do starego esaua.
- Nie, to upiory - odpowiedzia esau jeszcze ciszej.
- O! Hospody pomyuj! - zawoali z przeraeniem inni zdejmujc czapki i
egnajc si pobonie.
Konie poczy tuli uszy i chrapa. Horpyna jadca na czele orszaku
mruczaa pgosem niezrozumiae sowa, jak gdyby pacierz diabelski.
Dopiero gdy przybyli na drugi kraniec wzgrza, odwrcia si i rzeka:
- No, ju. Tu ju dobrze. Trzyma ja je musiaa zaklciem, bo bardzo
godne.
Westchnienie ulgi wyrwao si ze wszystkich piersi. Bohun z Horpyn
wysunli si znw naprzd, a moojcy, ktrzy przed chwil tumili
oddech, poczli szepta do siebie i rozmawia. Kady przypomnia sobie,
co mu si kiedy z duchami lub upiorami przytrafio.
- eby nie Horpyna, to my by nie przeszli - mwi jeden.
- Mocna wid'ma.
- A nasz ataman i didka ne boitsia. Nie patrzy, nie sucha, jeno si na
swoj moodyci oglda.
- eby jemu si to zdarzyo, co mnie, to by nie by taki bezpieczny - rzek
stary esau.
- A co si wam zdarzyo, ojcze Owsiwuju?
- Jecha ja raz z Reimentarwki do Hulajpola, a jecha noc koo mogi.
Wtem baczu, hyc co z tyu z mogiy na kulbak. Obejrz si: dziecko-
sinekie, bladekie!... Widno Tatary z matk w jasyr prowadzili i umaro
bez chrztu. Oczki mu gorej jak wieczki i kwili, kwili! Skoczyo mi z
kulbaki na kark, a tu czuj: ksa za uchem. O Hospody! upir. Alem to
na Wooszy dugo sugiwa, gdzie upiorw wicej ni ludzi i tam s na nie
sposoby. Zeskoczyem z konia i gindaem w ziemi. Zgi! przepadnij!",
a ono jkno, chwycio si za gowni od gindaa i po ostrzu spyno
pod muraw. Przeciem ziemi na krzy i pojechaem.
- To na Wooszy tyle upiorw, ojcze?
- Co drugi Wooch, to po mierci bdzie upir - i wooskie najgorsze ze
wszystkich. Tam ich nazywaj brukoaki.
- A kto mocniejszy, ojcze: didko czy upir?
- Didko mocniejszy, ale upir zawzitszy. Didka jak potrafisz zay, to ci
bdzie suy, a upiory do niczego, tylko za krwi wietrz. Ale zawsze
didko nad nimi ataman.
- A Horpyna nad didkami reimentaruje.
- Pewnie, e tak. Pki jej ycia, pty reimentarstwa. No, eby ona nie
miaa nad nimi wadzy, to by jej ataman swojej zazuli nie odda, bo
brukoaki na dziewczysk krew najakomsze.
- A ja sysza, e ony do duszy niewinnej nie maj przystpu.
- Do duszy nie maj, ale do ciaa maj.
- Oj! szkoda by krasawicy! Krew to z mlekiem! Wiedzia nasz Batko, co
w Barze bra.
Owsiwuj jzykiem klasn.
- Nie ma co mwi. Zootaja Laszka...
- A mnie jej, ojcze, al - mwi mody Kozak. - Jak my j w koysk
kadli, to rczki biae skadaa, a tak prosya i prosya: Ubij, kae, ne
huby, kae neszczastywoj!
- Nie bdzie jej le.
Dalsz rozmow przerwao zblienie si Horpyny.
- Hej, moojcy - rzeka wiedma - to Tatarski Rozg, ale nie bjcie si,
tu tylko jedna noc w roku straszna, a Czortowy Jar i mj chutor ju
zaraz.
Jako wkrtce day si sysze szczekania psw. Orszak wszed w gardo
jaru biegncego prostopadle od rzeki, a tak wskiego, e ledwie czterech
konnych mogo w nim obok siebie postpowa. Na dnie owej rozpadliny
pyna krynica mienic si w wietle ksiycowym jak w i biegnc
wartko do rzeki. Ale w miar jak orszak posuwa si naprzd, strome i
urwiste ciany rozszerzay si coraz bardziej, tworzc do obszerny
rozg wznoszcy si lekko w gr i zamknity z bokw skaami. Grunt
gdzieniegdzie pokryty by wysokimi drzewami. Wiatr tu nie wia. Dugie,
czarne cienie kady si od drzew na ziemi, a na przestrzeniach oblanych
wiatem ksiyca wieciy mocno jakie biae, okrge lub wyduone
przedmioty, w ktrych moojcy ze strachem poznali czaszki i piszczele
ludzkie. Ogldali si te z nieufnoci naok, znaczc od czasu do czasu
krzyami piersi i czoa. Wtem w dali byso spomidzy drzew wiateko, a
jednoczenie nadbiegy dwa psy, straszne, ogromne, czarne, ze
wieccymi oczyma, szczekajc i wyjc na widok ludzi i koni. Na gos
Horpyny uciszyy si wreszcie i poczy obiega wokoo jedcw
chrapic przy tym i charczc ze zdyszenia.
- Niesamowite - szeptali moojcy.
- To nie psy - mrukn stary Owsiwuj gosem zdradzajcym gbokie
przekonanie.
Tymczasem zza drzew ukazaa si chata, za ni stajnia, dalej za i wyej
jeszcze jedna ciemna budowla. Chata na pozr bya porzdna i dua, w
oknach jej byszczao wiato.
- To moja sadyba - rzeka do Bohuna Horpyna - a tamto myn, co zboa
nie miele, jeno nasze, ale ja woroycha, z wody na kole wr. Powr
i tobie. Moodycia w wietlicy bdzie mieszka, ale kiedy chcesz ciany
przybra, to j trzeba na drug stron tymczasem przenie. Stjcie i z
koni!
Orszak zatrzyma si, Horpyna za pocza woa:
- Czeremis! huku! huku! Czeremis!
Jaka posta z pkiem zapalonego uczywa w rku wysza przed chat i
wznisszy ogie w gr pocza w milczeniu przypatrywa si obecnym.
By to stary czek, potwornie szpetny, may, prawie karze, z pask,
kwadratow twarz i skonymi, podobnymi do szczelin oczyma.
- Co ty za czort? - spyta go Bohun.
- Ty jego nie pytaj - rzeka olbrzymka - on ma jzyk obcity.
- Pjd tu bliej.
- Suchaj - mwia dalej dziewka - a moe by moodyci do myna
zanie? Tu moojcy bd przybiera wietlic i wieki wbija, to si
rozbudzi.
Kozacy zsiadszy z koni poczli odwizywa ostronie koysk. Sam
Bohun czuwa nad wszystkim z najwiksz troskliwoci i sam dwign
w gowach koysk, gdy przenoszono j do myna. Karze, idc naprzd,
wieci uczywem. Kniaziwna, napojona przez Horpyn odwarem zi
usypiajcych, nie rozbudzia si wcale, tylko powieki drgay jej cokolwiek
od wiata uczywa. Twarz jej nabieraa ycia od tych czerwonych
blaskw. Moe te koysay dziewczyn sny cudne, bo si umiechaa
sodko w czasie tego pochodu podobnego do pogrzebu. Bohun patrzy na
ni i zdawao mu si, e serce chyba mu rozsadzi ebra w piersiach. -
Myeka moja, zazula moja! - szepta cicho i gronie, cho pikne lica
wataki zagodniay i pony wielkim ogniem mioci, ktra go ogarna i
ogarniaa coraz bardziej, tak jak zapomniany przez wdrowca pomie
ogarnia dzikie stepy.
Idca obok Horpyna mwia:
- Gdy si z tego snu rozbudzi, zdrowa bdzie. Rana si jej goi, zdrowa
bdzie...
- Sawa Bohu! sawa Bohu! - odpowiada wataka.
Tymczasem moojcy poczli przed chat zdejmowa ogromne juki z
szeciu koni i wyadowywa zdobycz wzit w makatach, kobiercach i
innych kosztownociach w Barze. Rozpalono w wietlicy obfity ogie i
gdy jedni znosili coraz to nowe opony, inni przystosowywali je do
drewnianych cian izby. Bohun nie tylko pomyla o klatce bezpiecznej
dla swego ptaka, ale postanowi j przybra, by ptakowi niewola nie
zdawaa si zbyt nieznon. Wkrtce te nadszed ze myna i sam
pilnowa roboty. Noc upywaa i ksiyc zdj ju swoje biae wiato z
wierzchokw ska, a w wietlicy sycha jeszcze byo przytumione
stukanie motw. Prosta izba stawaa si coraz podobniejsza do komnaty.
Na koniec, gdy ju ciany byy obwieszone, a tok wymoszczony,
przyniesiono na powrt senn kniaziwn i zoono j na mikkich
wezgowiach.
Potem uciszyo si wszystko. Tylko w stajni jeszcze przez jaki czas
rozlegay si wrd ciszy wybuchy miechu podobne do koskiego renia:
to moda wiedma baraszkujc na sianie z moojcami rozdawaa im kuaki
i causy.
 15
 Rozdzia II 
Soce byo ju wysoko na niebie, gdy nazajutrz dzie kniaziwna
otworzya ze snu oczy.
Wzrok jej pad naprzd na puap i zatrzyma si na nim dugo, po czym
obieg ca komnat. Wracajca przytomno walczya jeszcze w
dziewczynie z resztkami snu i marze. Na twarzy jej odmalowao si
zdziwienie i niepokj. Gdzie jest? skd si wzia i w czyjej jest mocy?
Czy ni jeszcze, czy widzi na jawie? Co znaczy ten przepych, ktry j
otacza? Co si z ni dziao dotd? W tej chwili straszne sceny wzicia
Baru stany nagle przed ni jakby ywe. Przypomniaa sobie wszystko:
rze tysicy narodu, szlachty, mieszczan, ksiy, zakonnic i dzieci -
pomazane krwi twarze czerni, szyje i gowy poobwijane w dymice
jeszcze trzewia, pijane wrzaski, w sdny dzie wycinanego w pie
miasta - na koniec zjawienie si Bohuna i porwanie. Przypomniaa sobie i
to, jak w chwili rozpaczy pada na n nadstawiony wasn rk - i zimny
pot operli teraz jej skronie. Wida n zelizn si jej po ramieniu, bo
czuje tylko troch blu, ale zarazem czuje, e yje, e wraca jej sia i
zdrowie, pamita wreszcie, e dugo, dugo wieziono j gdzie w koysce.
Ale gdzie jest teraz? Czy w zamku jakim, czy uratowana, odbita,
bezpieczna? I znowu obiega oczyma komnat. Okienka w niej jak w
chacie chopskiej mae, kwadratowe, i wiata przez nie nie wida, bo
zamiast szyb zasaniaj je bony biae. Byaby to rzeczywicie chata
chopska? Ale nie moe by, bo wiadczy przeciw temu niezmierny
przepych wewntrzny. Zamiast puapu zwiesza si nad dziewczyn jedna
ogromna opona z purpurowego jedwabiu w zote gwiazdy i ksiyce;
ciany niezbyt przestronne, ale cakiem przybrane w makaty; na pododze
ley rnowzory kobierzec, jakby ywymi kwiatami usany. Okap na
kominie pokryty perskim tyftykiem, wszdy zote frdzle, jedwabie,
aksamity, poczwszy od cian puapu a do poduszek, na ktrych
spoczywa jej gowa. Jasne wiato dzienne, przesikajc przez bony
okienek, rozwieca wntrze, ale i gubi si w tych purpurach, ciemnych
fioletach i szafirach aksamitu tworzc jak urocz tczow pomrok.
Kniaziwna dziwi si, oczom nie wierzy. Czy to czary jakie, czy nie
wojska ksicia Jeremiego odbiy j z rk kozackich i zoyy w ktrym z
ksicych zamkw?
Dziewczyna zoya rce.
- wita-Przeczysta! spraw, aby tak si stao, aby pierwsza twarz, ktra
si we drzwiach ukae, bya twarz obrocy i przyjaciela.
Wtem przez cik lamow kotar doszy do niej pynce z daleka
dwiki teorbanu i jednoczenie jaki gos pocz nuci do wtru znan
pie:
Oj, cei lubosti
Hirsze od sabosti!
Sabost' perebudu,
Zdorowe ja budu,
Wirnoho kochania
Po wik ne zabudu.
Kniaziwna podniosa si na ou, ale w miar jak suchaa, oczy jej
otwieray si coraz szerzej z przeraenia; wreszcie krzykna strasznie i
rzucia si jak martwa na poduszki.
Poznaa gos Bohuna.
Ale krzyk jej przedosta si widocznie rwnie przez ciany wietlicy, bo
po chwili cika kotara zaszeleciaa i sam wataka ukaza si w progu.
Kurcewiczwna zakrya oczy rkoma, a zbielae i trzsce si jej wargi
powtarzay jakby w gorczce:
- Jezus Maria! Jezus Maria!
A jednak widok, ktry j tak przerazi, byby uradowa niejedne oczy
dziewczce, bo a una bia od ubioru i twarzy tego moojca. Diamentowe
guzy jego upana migotay jak gwiazdy na niebie, n i szabla skrzyy si
od klejnotw, upan ze srebrnej lamy i czerwony kontusz podwoiy
pikno jego smagego oblicza - i tak sta przed ni, wysmuky,
czarnobrewy, przepyszny, najpikniejszy ze wszystkich moojcw
Ukrainy.
Ale oczy mia zamglone jakby gwiazdy tumanem przysonite i patrzy na
ni prawie z pokor, a widzc, e strach nie ustpuje z jej twarzy, pocz
mwi niskim i smutnym gosem:
- Nie bj si, kniaziwno!
- Gdziem jest? gdziem jest? - pytaa pogldajc na niego przez palce.
- W bezpiecznym miejscu, daleko od wojny. Nie bj si, duszo ty moja
mia. Ja ci tu z Baru przywiz, eby si tobie krzywda nie staa od ludzi
albo od wojny. Ju tam nikogo w Barze nie ywili Kozacy, ty jedna
ywa wysza.
- Co tu wapan robisz? dlaczego mnie przeladujesz?
- Ja ciebie przeladuj! Mj Boe miy! - i wataka rce rozoy, i pocz
gow kiwa jak czowiek, ktrego wielka niesprawiedliwo spotyka.
- Ja si wapana boj okrutnie.
- I czemu si boisz? Jeli kaesz, ode drzwi si nie rusz: ja rab twj.
Mnie tu na progu siedzie i w oczy ci patrzy. Ja ci za nie chc: za co ty
mnie nienawidzisz? Hej, Boe miy! ty si w Barze noem pchna na
mj widok, cho ty mnie dawno znaa i wiedziaa, e ja ci broni id.
To ja nie obcy czowiek dla ciebie, ale druh serdeczny, a ty si noem
pchna, kniaziwno! Blade policzki kniaziwny oblay si nagle krwi.
- Bom wolaa mier ni hab - rzeka - i przysigam, e jeli mnie nie
uszanujesz, to si zabij, chobym te i dusz zgubi miaa.
Z oczu dziewczyny strzeli ogie - i widzia wataka, e nie ma co
artowa z t krwi Kurcewiczowsk, ksic, bo w uniesieniu
dotrzyma tego, czym grozi, a drugim razem lepiej nadstawi noa.
Wic nie odrzek nic, tylko postpi par krokw pod okno i siadszy na
awie pokrytej zot lam, zwiesi gow.
Przez chwil trwao milczenie.
- Bd ty spokojna. - rzek. - Pki ja trzewy, pki mnie gorzaka-matka
gowy nie zapali, pty ty dla mnie jak obraz w cerkwi. A od czasu jak ja
ciebie w Barze znalaz, przestaem pi. Przedtem ja pi, pi, bied moj
gorzak-matk zalewa. Co byo robi? Ale teraz do ust nie wezm ni
sodkiego wina, ni palanki.
Kniaziwna milczaa.
- Popatrz na ci - mwi dalej - oczy krasnym liczkiem uciesz, taj
pjd.
- Wr mnie wolno! - rzeka dziewczyna.
- Albo ty w niewoli? Ty tu pani. I gdzie chcesz wraca? Kurcewiczowie
wyginli, ogie poar wsie i grody, kniazia w ubniach nie ma, idzie on
na Chmielnickiego, a Chmielnicki na niego, wszdy wojna, krew si leje,
wszdy peno Kozakw i ordycw, i onierstwa. Kto ci uszanuje? kto
si ciebie uali, kto ci obroni, jeli nie ja?
Kniaziwna oczy ku grze wzniosa, bo wspomniaa, e przecie jest kto
na wiecie, kto by przygarn i uali si, i obroni - ale nie chciaa
wymwi jego nazwiska, by lwa srogiego nie drani - jednoczenie za
gboki smutek cisn jej serce. Czy jeszcze yje ten, za ktrym tsknia
jej dusza? Bdc w Barze wiedziaa, e yje, bo zaraz po wyjedzie
Zagoby doszo jej uszu nazwisko pana Skrzetuskiego wraz z wieciami o
zwycistwach gronego ksicia. Ale od tej pory ile to ju upyno dni i
nocy, ile mogo si zdarzy bitew, ile dosign go niebezpieczestw!
Wieci o nim mogy j teraz dochodzi tylko przez Bohuna, ktrego
pyta nie chciaa i nie miaa.
Wic gowa opada jej na poduszki:
- Zali mam winiem tu pozosta? - pytaa z jkiem. - Com ja wapanu
uczynia, e chodzisz za mn jak nieszczcie?
Kozak podnis gow i pocz mwi tak cicho, e zaledwie byo go
sycha:
- Co ty mnie uczynia, ne znaju, ale to znaju, e jeli ja tobie
nieszczcie, to i ty mnie nieszczcie. eby ja ciebie nie pokocha, byby
ja wolny jak wiatr w polu i na sercu swobodny, i na duszy swobodny, a
sawny jak sam Konasewicz Sahajdaczny. Twoje to liczko mnie
nieszczcie, twoje to oczy mnie nieszczcie; ni mnie wola mia, ni sawa
kozacza! Co mnie byy krasawice, pki ty z dziecka na pann nie
wyrosa! Raz ja wzi galer z najkraniejszymi moodyciami, bo je
sutanowi wieli - i adna serca nie zabraa. Poigray Kozaki-braty, a
potem ja kadej kamie kaza do szyi i w wod. Nie ba ja si nikogo, nie
dba o nic - wojn na pogan chodzi, up bra - i jak knia w zamku, tak ja
by na stepie. A dzi co? Ot, siedz tu - i rab, o dobre sowo u ciebie
ebrz i wyebra nie mog - i nie sysza go nigdy, nawet i wtedy, gdy
ci bracia i stryjna za mnie swatali. Oj, eby ty, dziewczyno, bya dla
mnie inna, eby ty bya inna, nie staoby si to, co si stao; nie byby ja
twoich krewnych pobi, nie byby ja si z buntem i chopami brata, ale
przez ciebie ja rozum straci. Ty by mnie, gdzie chciaa, zawioda - ja by
ci krew odda, dusz by odda. Ja teraz ot, cay we krwi szlacheckiej
ubroczon, ale dawniej ja tylko Tatarw bi, a tobie up przywozi - eby
ty w zocie i klejnotach chodzia jak cheruwym boyj - czemu ty mnie
wtedy nie kochaa? Oj, ciko, oj, ciko! al sercu mojemu. Ni z tob
y, ni bez ciebie, ni z dala, ni z bliska - ni na grze, ni na dolinie -
houbko 
ty moja, serdeko ty moje! No, daruj ty mnie, e ja przyszed po ciebie
do Rozogw po kozacku, z szabl i ogniem, ale ja by pijany gniewem na
kniaziw i gorzak po drodze pi - zbj nieszczsny. A potem, jak ty mi
ucieka, tak ja po prostu jak pies wy i rany bolay, i je nie chcia, i
mierci-matki prosi, eby zabraa - a ty chcesz, by ja ci teraz odda, by
utraci ci na nowo - houbko ty moja, serdeko ty moje!
Wataka przerwa, bo mu gos urwa si w gardle i sta si prawie
jczcy, a twarz Heleny to rumienia si, to blada. Im wicej niezmiernej
mioci byo w sowach Bohuna, tym wiksza przepa otwieraa si
przed dziewczyn, bez dna, bez nadziei ratunku.
A Kozak odpocz chwil, opanowa si i tak dalej mwi:
- Pro, czego chcesz. Ot, patrz, jak ta izba przybrana - to moje, to up z
Baru, na szeciu koniach ja dla ciebie to przywiz - pro, czego chcesz -
zota tego, szat wieccych, klejnotw jasnych, rabw pokornych. Ja
bogaty, swego mam do i Chmielnicki mnie dobra nie poauje, i
Krzywonos nie poauje, ty bdziesz jak ksina Winiowiecka, zamkw
ci nazdobywam, p Ukrainy ci daruj - bo cho ja Kozak, nie szlachcic,
ale ataman buczuczny, pode mn dziesi tysicy moojcw chodzi,
wicej ni pod kniaziem Jarem. Pro, czego chcesz, byle nie chciaa
ucieka ode mnie - byle zostaa ze mn, houbko, a pokochaa!
Kniaziwna podniosa si na poduszkach, bardzo blada - ale jej sodka,
przecudna twarz wyraaa tak niezomn wol, dum i si, e ta gobka
podobniejsz bya w tej chwili do orlcia.
- Jeli wapan mej odpowiedzi czekasz - rzeka - to wiedz, i chobym
miaa wiek w twojej niewoli przejcze, nigdy, nigdy ci nie pokocham,
tak mi dopom Bg!
Bohun pasowa si przez chwil sam ze sob.
- Ty mi takich rzeczy nie mw! - rzek chrapliwym gosem.
- Ty mi o swym kochaniu nie mw, bo mi od niego wstyd, gniew i
obraza. Jam nie dla ciebie.
Wataka wsta.
- A dla kogo-e ty, kniaziwno Kurcewiczwno? a czyja by ty bya w
Barze, eby nie ja?
- Kto mnie ycie ratuje, by mi da hab i niewol, ten mj wrg, nie
przyjaciel.
- I ty mylisz, eby ci chopy zabiy? Strach myle!...
- N by mnie zabi, ty mi go wydar!
- I nie oddam, bo ty musisz by moja - wybuchn Kozak.
- Nigdy! wol mier.
- Musisz i bdziesz.
- Nigdy.
- No, eby ty nie bya ranna, to po tym, co ty mi rzeka, ja by dzi
jeszcze pchn moojcw do Raszkowa i mnicha za eb kaza
przyprowadzi, a jutro ja by by twj m. Taj co? Ma grzech nie
kocha i nie przyhoubi! Hej! Ty panno wielmona, tobie mio
kozacka obraza i gniew. A kto ty taka, e ja dla ciebie chop? Gdzie twoje
zamki i bojary, i wojska? Czemu tobie gniew? czemu tobie obraza? Ja ci
wojn wzi, ty branka. Oj, eby ja by chop, ja by ci nahajem po
biaych plecach rozumu nauczy i bez ksidza by si twoj kras nasyci -
eby ja by chop, nie rycerz!
- Anieli niebiescy, ratujcie mnie! - szepna kniaziwna.
A tymczasem coraz wiksza wcieko wzbieraa na twarzy Kozaka i
gniew chwyta go za wosy.
- Ja wiem - mwi - czemu tobie obraza, czemu ty mi odporna! Dla
innego chowasz swj wstyd dziewiczy - ale nic z tego, jakom yw, jakom
Kozak! Szlachcic hoota! oczajdusza! Lach nieszczery! Na pohybel-e
jemu! Ledwie spojrza, ledwie w tacu zakrci i ca wzi, a ty,
Kozacze, cierp, bem tucz. Ale ja jego dostan i ze skry ka go
obedrze, wiekami nabi. Wiedz ty, e idzie Chmielnicki na Lachw, a
ja id z nim i twego houbka odnajd, choby pod ziemi, a jak wrc, to
ci wra jego gow na gociniec pod nogi kin.
Helena nie syszaa ostatnich sw atamana. Bl, gniew, rany, wzruszenie,
przestrach zbawiy j si - i sabo niezmierna rozesza si po wszystkich
jej czonkach, oczy i myli jej zgasy - i pada zemdlona.
Wataka sta czas jaki blady z gniewu, z pian na ustach; wtem dostrzeg
t martw gow zwieszon w ty bezwadnie i z ust jego wyrwa si ryk
prawie nieludzki:
- We po nej! Horpyna! Horpyna! Horpyna!
I na ziemi run.
Olbrzymka wpada co duchu do wietlicy.
- Szczo z toboju?
- Ratuj! ratuj! - woa Bohun. - Zabi ja j, duszu moju, wito moje!
- Szczo ty, zduriw?
- Zabi, zabi! - jcza wataka i rce nad gow ama.
Ale Horpyna zbliywszy si do kniaziwny wnet poznaa, e to nie
mier, jedno omdlenie cikie, i wyprawiwszy za drzwi Bohuna zacza
j ratowa.
Kniaziwna otworzya po chwili oczy.
- No, doniu, nic ci - mwia czarownica. - Ty si wida jego przelka i
pomroka ci chwycia, ale pomroka przejdzie, a zdrowie przyjdzie. Ty
jak orzech dziewczyna, tobie dugo jeszcze na wiecie y i szczcia
uywa.
- Kto ty jest? - spytaa sabym gosem kniaziwna.
- Ja? suga twoja, bo on tak kaza.
- Gdzie ja jestem?
- W Czortowym Jarze. Szczera tu pustynia, nikogo tu nie zobaczysz
prcz niego.
- Czy i ty tu mieszkasz?
- Tu nasz chutor. Ja Docwna, brat mj pod Bohunem pukownikuje,
dobrych moojcw wodzi, a ja tu siedz - i bd ciebie pilnowaa w tej
komnacie zocistej. Z chaty terem! a una bije! to on dla ci wszystko to
przywiz.
Helena popatrzya w ho twarz dziewki i twarz ta wydaa jej si pen
szczeroci.
- A bdziesz ty dobra dla mnie?
Biae zby modej wiedmy zabysy w umiechu.
- Bd. Zabym nie bya! - rzeka - ale i ty bd dobr d1a atamana. On
sok, on sawny moojec, on ci...
Tu wiedma schylia si do ucha Heleny i zacza jej co szepta, w
kocu wybuchna miechem.
- Precz! - krzykna kniaziwna.
 26
 Rozdzia III 
Rankiem w dwa dni pniej Docwna z Bohunem siedzieli pod wierzb
wedle myskiego koa i patrzyli na pienic si na nim wod.
- Bdziesz jej pilnowaa, bdziesz jej strzega, oka z niej nie spucisz,
eby nigdy z jaru nie wychodzia ! - mwi Bohun.
- U jaru ku rzece wska szyja, a tu miejsca dosy. Ka szyj kamieniami
zasypa, a bdziem tu jak w garnku na dnie; jak mnie bdzie trzeba, to
sobie wyjcie znajd.
- Czyme wy tu yjecie?
- Czeremis pod skaami kukurydz sadzi, wino sadzi i ptaki w sida apie.
Z tym, co ty przywiz, nie bdzie jej niczego brakowao, chyba ptasiego
mleka. Nie bj si, ju ona z jaru nie wyjdzie i nikt si o niej nie dowie,
byle twoi ludzie nie rozgadali, e ona tu jest.
- Ja im kaza przysic. Oni wierni moojcy, nie rozgadaj, choby z nich
pasy darli. Ale ty sama mwia; e tu ludzie przychodz do ciebie jako do
woroychy.
- Czasem z Raszkowa przychodz, a czasem, jak zasysz, to i Bg wie
skd. Ale zostaj przy rzece, do jaru nikt nie wchodzi, bo si boj. Ty
widzia koci. Byli tacy, co chcieli przyj, to ich koci le.
- Ty ich mordowaa?
- Kto mordowa, to mordowa! Chce kto wrby, czeka u jaru, a ja do
koa id. Co zobacz w wodzie, to pjd i powiem. Zaraz i dla ciebie
bd patrzya, jeno nie wiem, czy si co pokae, bo nie zawsze wida.
- Byle co zego nie obaczya.
- Jak bdzie co zego, to nie pojedziesz. I tak by lepiej nie jecha.
- Musz. Do mnie Chmielnicki pismo do, Baru pisa, eby ja wraca, i
Krzywonos przykazywa. Teraz na nas Lachy z wielk si id, wic i my
musimy do kupy.
- A kiedy wrcisz?
- Ne znaju. Bdzie wielka bitwa, jakiej jeszcze nie bywao. Albo nam
mier, albo Lachom. Jeli nas pobij, to tu si schroni, jeli my
pobijemy, to wrc po moj zazul i do Kijowa z ni pojad.
- A jak zginiesz?
- Od tego ty woroycha, ebym wiedzia.
- A jak zginiesz?
- Raz maty rodya.
- Ba! A co ja mam z dziewczyn wtedy robi! Gow jej ukrci czy jak?
- Dotknij ty jej rk, a ja ci ka woami na pal nawlec.
Wataka zamyli si ponuro.
- Jeli zgin, tak ty jej powiedz, eby mnie ona prostya.
- Hej, newdiaczna to Laszka, e za takie kochanie ci nie kocha. eby
tak na mnie, ja by ci nie bya oporna - hu! hu!
To mwic, Horpyna trcia po dwakro kuakiem w bok watak i
pokazaa mu wszystkie zby w umiechu.
-.Ide ty do czorta! - rzek Kozak.
- No, no! wiem ja, e ty nie dla mnie.
Bohun zapatrzy si w spienion wod na kole, jakby sam chcia sobie
wry.
- Horpyna? - rzek po chwili.
- A co?
- Jak ja pojad, czy ona bdzie za mn tuya?
- Kiedy ty nie chcesz jej po kozacku zniewoli, to moe i lepiej; e sobie
pojedziesz.
- Ne choczu, ne mohu, nie smiju! Ja wiem, e ona by umara.
- To moe i lepiej, e pojedziesz. Pki ona ci widzi, nie chce ci i zna,
ale jak posiedzi ze mn i z Czeremisem miesic, dwa - bdziesz jej zaraz
milszy.
- eby ona bya zdrowa, tak wiem, co by ja zrobi. Sprowadziby popa z
Raszkowa i kaza sobie lub da, ale teraz si boj, bo jak si przelknie -
dusz odda. Sama widziaa.
- Daje ty pokj! A po co tobie pop i lub? Nieszczery ty Kozak - nie! Ja
tu nie chc ni popa, ni ksidza. W Raszkowie stoj Tatarzy dobrudzcy,
jeszcze by ty ich na kark nam sprowadzi, a jakby sprowadzi, tak tyle by
widzia kniaziwn. Co tobie do gowy przyszo? Jede sobie i wracaj.
- A ty patrz w wod i mw, co ujrzysz. Mw prawd, a nie yj, choby
ty mnie nieywego ujrzaa.
Docwna zbliya si do koryta myskiego i podniosa drug zastaw
wstrzymujc wod krynicznego wodospadu; wnet wartka fala napyna
zdwojonym pdem przez koryto; koo zaczo si obraca szybciej, a
wreszcie zakry je py wodny; zbita na miazg piana kbia si pod koem
jak ukrop.
Wiedma wbia swoje czarne oczy w owe wary i chwyciwszy si za
warkocze koo uszu, pocza woa:
- Huku! huku! poka si! W kole dbowym, w pianie biaej, w tumanie
jasnym, zy ty czy dobry, poka si!
Bohun zbliy si i siad przy niej. Twarz jego wyraaa obaw i
gorczkow ciekawo
- Widz! - krzykna wiedma.
- Co widzisz?
- mier mojego brata. Dwa woy Doca na pal nacigaj.
- Do czorta z twoim bratem! - mrukn Bohun, ktry czego innego chcia
si dowiedzie.
Przez chwil sycha byo tylko hurgot koa obracajcego si jakby z
wciekoci.
- Sina u mego brata gowa, sineka, kruki go dziobi! - rzeka wiedma.
- Co wicej widzisz?
- Nic... O, jaki siny! Huku! Huku! w kole dbowym, w pianie biaej, w
tumanie jasnym, poka si!... Widz.
- A co?
- Bitwa! Lachy uciekaj przed moojcami.
- A ja goni?
- Widz i ciebie. Ty si z maym rycerzem potykasz. Hur! hur! hur! Ty
si maego rycerza strze.
- A kniaziwna?
- Nie ma jej. Widz ci znowu, a przy tobie kto, kto ci zdradzi. Twj
druh nieszczery.
Bohun poera oczyma to piany, to Horpyn - i jednoczenie pracowa
gow, by pomc wrbom.
- Jaki druh?
- Nie widz. Nie wiem, stary czy mody.
- Stary! pewno stary!
- Moe i stary.
- To wiem, kto to. On mnie ju raz zdradzi. Stary szlachcic z siw brod
i z biaym okiem. Na pohybel-e jemu! Ale on mnie nie druh.
- On dybie na ciebie. Widz znowu. Czekaj! jest i kniaziwna! jest, w
wianku rucianym, w biaej sukni, nad ni jastrzb.
- To ja.
- Moe i ty. Jastrzb... Czy sok? Jastrzb!
- To ja.
- Czekaj. Ju nie wida... W kole dbowym, w pianie biaej... O! o!
mnogo wojska, mnogo moojcw, oj, mnogo jak drzew w lesie, jak
bodiakw w stepie, a ty nad wszystkimi, przed tob trzy buczuki nosz.
- A kniaziwna przy mnie?
- Nie ma jej, ty w obozie.
Znowu nastaa chwila milczenia. Koo huczao, a si cay myn trzs.
- Hej, co tu krwi, co tu kwi! co trupw, wilcy nad nimi, krucy nad nimi! -
zaraza nad nimi. Same trupy! same trupy! hen! hen! tylko trupy, nie
wida nic, tylko krew!
Nagle powiew wiatru zwia tuman z koa - a jednoczenie wyej nad
mynem ukaza si potworny Czeremis z wizk drzewa na plecach.
- Czeremis, za stawido! - zawoaa dziewka.
To rzekszy posza umywa rce i twarz w strudze, a karze zahamowa
tymczasem wod.
Bohun siedzia zamylony. Zbudzio go dopiero nadejcie Horpyny.
- Ty nic wicej nie widziaa? - spyta j.
- Co si pokazao, to si pokazao, nic wicej nie obacz.
- A nie esz?
- Na gow brata, prawd mwiam. Jego na pal wsadz. Woami za nogi
nacign. Mnie jego al. Hej, nie jemu jednemu mier pisana! Co si
trupw pokazao! nigdy tyle nie widziaam - bdzie wielka wojna na
wiecie.
- A j ty widziaa z jastrzbiem nad gow?
- Tak jest.
- I ona bya w wianku?
- W wianeczku i w biaej sukni.
- A skd ty wiesz, e ten jastrzb to ja? Ja tobie o tym modym Lachu
szlachcicu powiada - moe to on.
Dziewka zmarszczya brwi i zadumaa si.
- Nie - rzeka po chwili wstrzsajc gow - koyby buw Lach, to by buw
ore.
- Sawa Bohu! sawa Bohu ! Pjd ja teraz do moojcw, eby konie do
drogi gotowali. W nocy ruszymy.
- Tak i koniecznie pojedziesz.
- Chmiel przykazywa i Krzywonos przykazywa. Ty dobrze widziaa, e
bdzie wielka wojna, bo to samo ja w Barze w pimie od Chmiela czyta.
Bohun wprawdzie nie umia czyta, ale wstydzi si tego, bo nie chcia za
prostaka uchodzi.
- To i jed - rzeka wiedma - Ty szczliwy - hetmanem zostaniesz: ja
ot, tak nad tob trzy buczuki widziaa, jako te palce widz!
- I hetmanem zostan, i kniaziwn za inku wezm - mnie nie chopk
bra.
- Z chopk ty by inaczej gada - ale tej ci wstyd. Ty powinien by
Lachem.
- Jae ne hirszy.
To rzekszy Bohun poszed do stajni, do moojcw - a Horpyna jedzenie
warzy.
Wieczorem konie byy gotowe do drogi, ale watace niesporo byo
odjeda. Siedzia na pku kobiercw w wietlicy, z teorbanem w rku i
patrzy na swoj kniaziwn, ktra ju podniosa si z oa, ale
zasunwszy si w drugi kt izby odmawiaa cicho raniec nie zwracajc
adnej uwagi na watak, tak jakby go wcale w wietlicy nie byo. On,
przeciwnie, ledzi spod ciany oczyma kady jej ruch, owi uszami
kade westchnienie - i sam nie wiedzia, co ze sob zrobi. Co chwila
otwiera usta, by rozpocz rozmow, i sowa nie chciay mu wychodzi
z garda. Oniemielaa go twarz blada, milczca;  wyrazem pewnej
surowoci w brwiach i ustach. Tego wyrazu nie widywa poprzednio na
niej Bohun. I mimo woli przypomnia sobie podobne wieczory w
Rozogach, i stany mu w myli jakoby ywe: jako siadali on i
Kurcewicze naok dbowego stou. Stara kniahini uszczya soneczniki,
kniazie rzucali koci z kubka - on wpatrywa si w liczn kniaziwn,
tak jak i teraz si wpatruje. Ale wwczas bywa szczliwy, wwczas gdy
opowiada swe wyprawy z siczowymi - ona suchaa i czasem jej czarne
oczy spoczyway na jego twarzy, a rozchylone usta malinowe
wiadczyy, z jakim sucha zajciem. Teraz ani spojrzaa. Wwczas,
bywao, gdy grywa na teorbanie, ona i suchaa, i patrzya, a jemu a
serce tajao. I dziw nad dziwy: on przecie teraz jej pan, on j wzi
zbrojn rk, ona jego branka, jego niewolnica - moe jej rozkazywa, a
przecie wwczas czu si i bliszym jej, i rwniejszym jej stanem!
Kurcewicze byli jego bracia, wic ona, ich siostra, bya mu nie tylko
zazul, sokoem, najmilsz czarnobrew, ale jakby i krewniaczk. A teraz
siedzi przed nim pani dumna, chmurna, milczca, niemiosierna. Ej,
gniew w nim wrze! Pokazaby on jej, co to Kozaka poniewiera, ale on t
niemiosiern pani kocha - krew by za ni wytoczy, a ile razy gniew go
za pier pochwyci - to jakby jaka niewidzialna rka chwyta go za czub,
jaki gos huknie w ucho: Stj!" Zreszt, ot, wybucha ju jak pomie i
potem bem tuk o ziemi. Tyle byo z tego. Wic wije si Kozaczysko,
bo czuje, e on jej ciy w tej izbie. Niechby si umiechna, sowo
dobre daa - to padby jej do ng i pojecha do czorta, by ca swoj
zgryzot, gniew, poniewierk w lackiej krwi utopi. A tu on jak niewolnik
przed t kniaziwn. eby to on jej dawniej nie zna, eby to bya Laszka
wzita z pierwszego szlacheckiego dworu, miaby wicej miaoci - ale to
kniaziwna Helena, o ktr on si Kurcewiczom kania, za ktr i
Rozogi, i wszystko, co mia, chcia odda. Tym mu wikszy wstyd
chopem by przy niej, tym mniej do niej miay.
Czas upywa, sprzed chaty dochodzi szmer rozmw moojcw, ktrzy
pewnie ju na kulbakach siedz i na atamana czekaj, a ataman w mce.
Jasny pomie uczywa pada na jego twarz, na bogaty kontusz i na
teorban - a ona eby cho spojrzaa! Atamanowi i gorzko, i gniewno, i
tskno, i gupio. Chciaby si poegna czule, a boi si tego poegnania,
e nie bdzie takie, jakiego by z duszy pragn, boi si, e odejdzie z
gorycz, z gniewem, z blem.
Ej, eby to nie bya kniaziwna Helena, kniaziwna Helena noem
pchnita, mierci z wasnej rki groca, a mia, a mia! im okrutniejsza i
dumniejsza, tym milsza!...
Wtem ko zara za oknem.
Wataka zebra odwag.
- Kniaziwno - rzek - ju mnie czas w drog.
Helena milczaa.
- A ty mnie nie powiesz: z Bogiem?
- Jed wapan z Bogiem! - rzeka powanie.
Kozakowi cisno si serce: powiedziaa to, czego chcia; ale on chcia
inaczej.
- No, wiem ja - rzek - e ty na mnie gniewna, e ty mnie nienawidzisz,
ale to ci powiem, e inny gorszy by by dla ciebie ode mnie. Ja ci tu
przywiz, bo nie mg inaczej, ale co ja ci zego zrobi? Czy nie
obchodzi si z tob, jak si godzio, jak z korolewn? Sama powiedz.
Czy to ja ju taki zbj, e ty mnie dobrego sowa nie dasz? A przecie ty
w mojej mocy.
- W boej jestem mocy - rzeka z t sam jak i poprzednio powag - ale
e wapan si przy mnie hamujesz, dzikuj i za to.
- To ju pojad chocia z takim sowem. Moe poaujesz, moe
zatsknisz!
Helena milczaa.
- al ci tu sam zostawia - mwi Bohun - al odjeda, ale mus. Lej
by byo, eby ty si umiechna, eby krzyyk ze szczerego serca daa.
Co ja mam uczyni, eby ci przejedna?
- Wr mi wolno, a Bg ci wszystko odpuci i ja ci odpuszcz i
bogosawi ci bd.
- No, moe jeszcze bdziesz - rzek Kozak - moe ty jeszcze poaujesz,
e taka bya dla mnie sroga.
Bohun chcia kupi chwil poegnania choby za pobietnic, ktrej
dotrzyma nie myla - i dokaza swego, bo wiato nadziei bysno w
oczach Heleny i surowo z jej twarzy znika. Splota donie przy
piersiach i utkwia w niego wzrok jasny.
- Byeby ty...
- No, ne znaju... - rzek cicho Kozak, bo go i wstyd, i lito chwyciy
jednoczenie za gardo. -Teraz ja nie mog, nie mog... - orda w Dzikich
Polach ley, czambuy wszdy chodz - od Raszkowa dobrudzcy Tatarzy
id - ne mohu, bo strach, ale jak wrc Ja przy tobie detyna. Ty ze mn,
co chcesz, zrobisz. Ne znaju!... ne znaju!...
- Niech ci Bg natchnie, nieche ci wita Przeczysta natchnie... Jed z
Bogiem!
I wycigna ku niemu rk. Bohun skoczy i wpi w ni wargi - nagle
podnis gow, napotka jej wzrok powany - i rk puci. Natomiast
cofajc si ku drzwiom bi pokony w pas, po kozacku, bi jeszcze we
drzwiach, i wreszcie znikn za kotar. Wkrtce przez okna doszed
ywszy gwar rozmowy, brzk broni, a pniej sowa pieni rozamanej na
kilkanacie gosw:
Bude sawa sawna
Pome Kozakami,
Pome druhami,
Na dowhija lita,
Do kica wika...
Gosy i ttent oddalay si i cichy coraz bardziej.
 39
 Rozdzia IV 
- Cud jawny ju Pan Bg raz nad ni okaza - mwi pan Zagoba do
Woodyjowskiego i Podbipity siedzc w kwaterze Skrzetuskiego. - Cud
jawny, mwi, e mi j pozwoli z tych rk sobaczych wyrwa i przez
ca drog ustrzec; ufajmy, e si jeszcze nad ni i nad nami zmiuje.
Byle tylko ywa bya. A tak mi co szepce, e on j znowu porwa. Bo,
uwacie waszmociowie: przecie, jako nam jzyki powiaday, on po
Pujanie przy Krzywonosie drugim sprawc zosta - eby go diabli
sprawili! - a wic przy wziciu Baru musia by.
- Mg jej nie odnale w owym tumie nieszczsnych; przecie tam
dwadziecia tysicy ludu wycito - rzecze pan Woodyjowski.
- To jego wa nie znasz. A ja bym przysig, i on wiedzia, e ona jest
w Barze. Ow nie moe by inaczej, tylko on j z rzezi salwowa i
gdzie wywiz.
- Niewielk nam wa pociech powiadasz, bo na miejscu pana
Skrzetuskiego wolabym, eby zgina, ni eby miaa w jego plugawych
rkach zostawa.
- I to nie pociecha, bo jeli zgina, to pohabiona...
- Desperacja! - rzecze Woodyjowski.
- Och, desperacja! - powtrzy pan Longinus.
Zagoba pocz szarpa ws i brod, na koniec wybuchn:
- A eby ich parchy zjady, cay ten rd arcypieski! eby z ich bebechw
poganie ciciwy pokrcili!... Bg stworzy wszystkie nacje, ale ich diabe
takich synw, sodomitw! Bodaj im wszystkie ich maciory zjaowiay!
- Nie znaem ja tej sodkiej panny - mwi smutnie pan Woodyjowski -
ale wolabym, eby mnie samego nieszczcie pocigo.
- Raz ja j w yciu widziaem, ale gdy j wspomn, z alu y hadko! -
rzek pan Longinus.
- To wam! - woa pan Zagoba - a c mnie, ktrym j ojcowskim
afektem umiowa i z toni takiej wyprowadzi?... - C mnie?
- A c panu Skrzetuskiemu? - pyta Woodyjowski.
I tak desperowali rycerze, a nastpnie pogryli si w milczeniu.
Pierwszy ockn si pan Zagoba.
- Zali ju nie ma rady? - spyta.
- Jeli rady nie ma, to obowizek jest pomci - odpowiedzia
Woodyjowski.
- Oby Bg da prdzej waln bitw! - westchn pan Longinus. - Mwi o
Tatarach, e ju si przeprawili i w polach koszem zapadli.
Na to pan Zagoba:
- Nie moe by, abymy j, niebog, tak zostawili, niczego dla jej ratunku
nie przedsibiorc. Do ja ju si po wiecie starych koci natukem,
lepiej by mi teraz gdzie w spokoju w jakiej piekarni dla ciepa legiwa, ale
dla tej niebogi pjd jeszcze choby do Stambuu, chobym na nowo
chopsk siermig mia woy i teorban wzi, na ktren bez abominacji
spojrze nie mog.
- Wapan tak w fortele obfity, wymyle co - rzek pan Podbipita.
- Sia mnie ju sposobw przez gow przechodzio. eby cho poow
takich mia ksi Dominik, to by ju Chmielnicki, wypatroszony, za
zadnie nogi na szubienicy wisia. Mwiem ju o tym i ze Skrzetuskim,
ale z nim si teraz nie mona niczego dogada. Bole si w nim zapieka
i nurtuje go gorzej choroby. Wy jego pilnujcie, eby mu si rozum nie
pomiesza. Czsto si trafia, e od wielkich smutkw mens poczyna robi
jak wino, a w kocu skinie.
- Bywa to, bywa! - rzek pan Longinus.
Pan Woodyjowski poruszy si niecierpliwie i spyta:
- Jakie tedy s waci sposoby?
- Moje sposoby? Ow naprzd musimy si dowiedzie, czy ona,
nieboga najmilsza - niech j anieli strzeg od wszystkiego zego! - ywa
jeszcze, a dowiedzie si moem dwojakim sposobem: albo znajdziemy
midzy ksicymi Kozakami ludzi wiernych i pewnych, ktrzy si
podejm niby to do Kozakw uciec, pomiesza si midzy Bohunowymi
ludmi i od nich czego si dowiedzie...
- Ja mam dragonw Rusinw! - przerwa Woodyjowski. - Ja takich ludzi
znajd.
- Czekaj wa... albo zapa jzyka z tych hultajw, ktrzy Bar brali, czy
czego nie wiedz. Wszyscy oni patrz w Bohuna jak w tcz, e to im si
jego diabelska fantazja podoba: pieni o nim piewaj - eby im gardziele
poropiay! - i jeden drugiemu baj o tym, co zrobi, i o tym, czego nie
zrobi. Jeli on nasz niebog porwa, to si przed nimi nie ukryo.
- To mona i ludzi posa swoj drog, i o jzyka si stara swoj drog -
zauway pan Podbipita.
- Trafie wa w sedno. Jeli si dowiemy, e yje - to jest
najgwniejsza rzecz. Wtedy, skoro waszmociowie szczerym sercem
Skrzetuskiemu pomaga chcecie, to oddacie si pod moj komend, bo
mam najwicej eksperiencji. Poprzebieramy si za chopw i postaramy
si dowiedzie, gdzie on j ukry - a jak raz bdziemy wiedzie; to ju
gowa moja w tym, e jej dostaniemy. Najwicej wa ja i Skrzetuski, bo
Bohun nas zna, a jakby pozna - no, to by nas matki rodzone potem nie
poznay, ale waszmociw obydwch nie widzia.
- Mnie widzia - rzek pan Podbipita - ale mniejsza z tym.
- Moe te jego Pan Bg poda w nasze rce? - zawoa pan
Woodyjowski.
- Ju ja go tam nie chc widzie - mwi dalej Zagoba. - Niech tam kat
na niego patrzy. Trzeba ostronie poczyna, by caej imprezy nie
popsowa. Nie moe to by, aby on jeden o jej ukryciu wiedzia, a ju to
rcz waszmociom, e bezpieczniej kogo innego si pyta.
- Moe te ludzie nasi wysani si dowiedz. Jeli tylko ksi pozwoli,
wybior pewnych i wyl choby jutro.
- Ksi pozwoli, ale czy si dowiedz, wtpi. Posuchajcie,
waszmociowie: przychodzi mnie do gowy i drugi sposb, oto, abymy
zamiast ludzi wysya albo jzykw apa, sami poprzebierali si po
chopsku i ruszyli nie mieszkajc.
- O, nie moe to by! - zakrzykn pan Woodyjowski.
- Czemu nie moe by?
- To chyba wa suby wojennej nie znasz. Gdy chorgwie nemine
excepto stawaj, to jest wita rzecz. Choby ojciec i matka konali, to
towarzysz ci nie pjdzie wtedy permisji odjazdu prosi, bo przed bitw to
jest najwikszy dyshonor, jakiego si onierz dopuci moe. Po bitwie
walnej, gdy nieprzyjaciel rozproszon, mona, ale nie przedtem. I uwa
wa: Skrzetuskiemu pierwszemu chciao si zrywa i lecie, i ratowa, a
ani pary nie puci. Reputacj on ju ma, ksi go kocha, a ani si
odezwa, bo swj obowizek zna. To jest, widzisz waszmo, suba
publiczna, a tamto prywatna. Nie wiem, jak tam gdzie indziej, cho
mniemam, e wszdzie tak samo, ale u ksicia naszego wojewody
niebywaa rzecz: permisja przed bitw, jeszcze u oficerw! Choby si
te i dusza podara Skrzetuskiemu, nie poszedby z tak propozycj do
ksicia.
- Rzymianin on jest i rygorysta, wiem - mwi pan Zagoba - ale eby tak
kto ksiciu podszepn, moe by jemu i waszmociom z wasnej woli da
permisj.
- Ani to jemu w umyle nie postoi! Ksi ca Rzeczpospolit ma na
gowie. C wapan mylisz, teraz tu najwaniejsze sprawy si wa,
caego narodu tyczce, eby on si czyj prywat zajmowa? A choby
te, co jest niepodobne, nie proszony permisj da, tedy, jak Bg na
niebie, nikt by z nas teraz z obozu nie wyruszy; bo i my te pierwsze
suby ojczynie nieszczsnej, nie sobie powinni.
- Wiem ci ja o tym, wiem, i sub z dawnych czasw znam, dlatego te
powiedziaem waszmoci, e ten sposb przeszed mi jeno przez gow,
ale nie powiedziaem, e w niej siedzi. Zreszt, prawd rzekszy, pki
potga hultajska stoi nienaruszona, niewiele bymy mogli wskra, ale
gdy bd pobici, cigani, gdy wasne garda bd tylko ratowa, wtedy i
zapuci si miao midzy nich moemy, i atwiej wieci z nich
wydoby. Oby tylko jak najprdzej reszta wojska nadcigna, bo inaczej
na mier si chyba pod tym Czohaskim Kamieniem zamartwimy. eby
tak przy naszym ksiciu bya komenda, ju bymy ruszali, ale ksi
Dominik czsto gsto wida popasa, kiedy go dotd nie ma.
- We trzech dniach ju si go spodziewaj.
- Daje go, Boe, jak najprdzej! Wszake pan podczaszy koronny dzi
nadciga?
- Tak jest.
W tej chwili drzwi si otworzyy i wszed Skrzetuski.
Rysy jego, rzekby: bole z kamienia wykowaa, taki bi od nich chd i
spokj.
Dziwno byo patrze na t twarz mod, a tak surow i powan, jakby
na niej umiech nigdy nie posta, i zgade atwo, e gdy j mier zetnie,
wiele w niej ju nie zmieni. Broda wyrosa panu Janowi do p piersi, w
ktrej to brodzie rd czarnego jak krucze pira wosa wiy si tu i
owdzie srebrne nitki.
Towarzysze i wierni przyjaciele odgadywali w nim raczej bole, bo jej
nie okazywa. Wreszcie by przytomny, na pozr spokojny, w subie
swej onierskiej jeszcze prawie ni zwykle pilniejszy i cay blisk wojn
zajty.
- Mwilimy tu o nieszczciu waszmoci, ktre zarazem jest i nasze -
rzek pan Zagoba - gdy Bg wiadkiem, niczym si pocieszy nie
moemy. Ale jaowy byby to sentyment, gdybymy wapanu zy jeno
wylewa pomagali, przeto postanowilimy i krew wyla, by on niebog,
jeli chodzi jeszcze po ziemi, z niewoli wyrwa.
- Bg zapa - rzecze pan Skrzetuski.
- Pjdziemy z tob choby do obozu Chmielnickiego - mwi pan
Woodyjowski pogldajc niespokojnie na przyjaciela.
- Bg zapa - powtrzy pan Jan.
- Wiemy - mwi Zagoba - e wapan sobie poprzysig szuka jej
ywej czy martwej, przeto gotowimy choby dzi...
Skrzetuski siadszy na awie oczy wbi w ziemi i nie odrzek nic - a
zo porwaa pana Zagob. Zaliby on mia zamiar jej zaniecha? -
pomyla.
- Jeli tak, nieche mu Bg sekunduje! Nie masz, widz, ani
wdzicznoci, ani pamici na wiecie. Ale znajd si tacy, ktrzy bd j
jeszcze ratowali, chybabym wprzd ostatni par wypuci."
W izbie zapanowao milczenie przerywane tylko westchnieniami pana
Longina. Tymczasem may Woodyjowski zbliy si do Skrzetuskiego i
trci go w rami.
- Skd wracasz? - rzek.
- Od ksicia.
- I co?
- Wychodz na noc podjazdem.
- Daleko?
- A pod Jarmolice, jeli bdzie wolna droga.
Woodyjowski spojrza na Zagob i zrozumieli si od razu.
- To ku Barowi? - mrukn Zagoba.
- Pjdziemy z tob.
- Musisz i po permisj i spyta, jeli ksi innej ci roboty nie
przeznaczy.
- To chodmy razem. Mam te i o co innego spyta.
- I my z wami - rzek Zagoba.
Wstali i poszli. Kwatera ksica bya do daleko, na drugim kocu
obozu. W przedniej izbie zastali te peno oficerw spod rnych
chorgwi, bo wojska zewszd nadcigay do Czohaskiego Kamienia,
wszyscy za biegli suby swoje ksiciu poleci. Pan Woodyjowski
musia do dugo czeka, nim wraz z panem Podbipit przed obliczem
paskim stan mogli, ale za to ksi od razu pozwoli i samym jecha, i
dragonw Rusinw kilku wysa, ktrzy by, zmyliwszy ucieczk z
obozu, poszli do Bohunowych Kozakw i tam si o kniaziwn
wypytywali. Do Woodyjowskiego za rzek:
- Sam ja funkcje rne Skrzetuskiemu wynajduj, bo widz, e si bole
w nim zamkna i e go stoczy, a szkoda mi go niewypowiedziana.
Nic-e on wam o niej nie mwi?
- Mao co. W pierwszej chwili zerwa si, eby midzy Kozakw na olep
i, ale przypomnia sobie, e to teraz chorgwie nemine excepto stoj i
emy na ojczyzny ordynansie, ktr przed wszystkim ratowa trzeba, i
dlatego u waszej ksicej moci wcale nie by. Bg jeden wie, co si w
nim dzieje.
- I dowiadcza go te ciko. Czuwaje wasze nad nim, bo widz, e
mu wiernym przyjacielem.
Pan Woodyjowski skoni si nisko i wyszed, bo w tej chwili wszed do
ksicia wojewoda kijowski z panem starost stobnickim, z panem
Denhofem, starost sokalskim, i z kilku innymi dygnitarzami
wojskowymi.
- I c? - spyta go Skrzetuski.
- Jad z tob, jeno wpierw musz pj do swojej chorgwi, bo mam
kilku ludzi gdzie wysa.
- Chodmy razem.
Wyszli, a za nimi pan Podbipita, Zagoba i stary Zawilichowski, ktry
szed do swojej chorgwi. Niedaleko namiotw chorgwi dragoskiej
Woodyjowskiego spotkali pana aszcza idcego, a raczej taczajcego si
na czele kilkunastu szlachty, gdy i on, i towarzysze byli zupenie pijani.
Na ten widok pan Zagoba westchn. Pokochali si oni bowiem jeszcze
pod Konstantynowem z panem stranikiem koronnym z tej przyczyny, i
pod pewnym wzgldem mieli natury tak podobne jak dwie krople wody.
Pan aszcz bowiem, cho rycerz straszliwy, dla pogastwa jak mao kto
grony, by zarazem przesawnym hulak, ucztownikiem, koster, ktren
czas od bitew, modlitew, zajazdw i zabijatyk wolny lubi nade wszystko
spdza w kole takich ludzi jak pan Zagoba, pi na umr i krotofil
sucha. By to warcho na wielk rk, ktry sam jeden tyle wznieca
niepokoju., tyle razy przeciw prawu wykroczy, e w kadym innym
pastwie byby dawno gow naoy. Ciya te na nim niejedna
kondemnata, ale on nawet w czasie pokoju niewiele sobie z nich robi, a
teraz w czasie wojny tym bardziej wszystko poszo w zapomnienie. Z
ksiciem poczy si by jeszcze pod Rosoowami i niemae usugi pod
Konstantynowem odda, ale od chwili odpoczynku w Zbarau sta si
prawie nieznony przez haasy, ktre wznieca. Swoj drog nikt by nie
zliczy i nie spisa, ile pan Zagoba wina u niego wypi, ile si nagada i
naopowiada z wielk gospodarza uciech, ktren te go codziennie
zaprasza.
Ale od wieci o wziciu Baru pan Zagoba spospnia, straci humor,
werw i wicej pana stranika nie odwiedza. Myla nawet pan aszcz,
e gdzie od wojska w jowialny szlachcic odjecha, gdy nagle zobaczy
go teraz przed sob.
Wycign tedy ku niemu rk i rzek:
- Witame wapana. Czemu to do mnie nie zajdziesz? co porabiasz?
- Panu Skrzetuskiemu towarzysz - odpar pospnie szlachcic.
Pan stranik nie lubi Skrzetuskiego za powag i przezywa go sensatem,
za o nieszczciu jego wiedzia doskonale, bo by obecny na owej uczcie
w Zbarau, w czasie ktrej wie przysza o wziciu Baru. Ale jako z
natury czek wyuzdany, a do tego w tej chwili spity, nie uszanowa
boleci ludzkiej i chwyciwszy porucznika za guz od upana, spyta:
- To acan za pann paczesz?... a gadka bya? co?
- Pu mnie waszmo pan! - rzek Skrzetuski.
- Czekaj.
- Za sub idc nie mog by rozkazom jego moci pana powolny.
- Czekaj! - mwi aszcz z uporem pijanego czowieka. - Tobie suba,
nie mnie. Mnie tu nikt nic do rozkazania nie ma.
Po czym zniywszy gos powtrzy pytanie:
- A gadka bya? co?
Brwi porucznika zmarszczyy si.
- Tedy powiem waszmoci panu, e bolczki lepiej by nie tyka.
- Nie tyka?:.. Nie bj si. Jeli bya gadka, to yje.
Twarz Skrzetuskiego powloka si mierteln bladoci, ale si
pohamowa i rzek:
- Moci panie... bym nie zapomnia, z kim mwi...
aszcz wytrzeszczy oczy.
- Co to? grozisz aspan? aspan mnie?... dla jednej gamratki?
- Ruszaje, moci straniku, w swoj drog! - hukn trzsc si ze zoci
stary Zawilichowski.
- A wy chystki, szaraki, sugusy! - wrzeszcza stranik. - Moci panowie,
do szabel!
I wydobywszy swoj, skoczy z ni do Skrzetuskiego, ale w tyme
mgnieniu oka elazo wisno w rku pana Jana i szabla stranika
furkna jak ptak w powietrzu, on za sam zachwia si z rozmachu i pad
jak dugi na ziemi. Pan Skrzetuski nie dobija, jeno sta blady jak trup,
jakby odurzony, a tymczasem zerwa si tumult. Z jednej strony skoczyli
onierze stranikowi, z drugiej dragoni Woodyjowskiego sypnli si jak
pszczoy z ula. Rozlegy si krzyki: Bij! bij!" Wielu nadlatywao nie
wiedzc, o co idzie. Szable poczy szczka, tumult lada chwila mg
zmieni si w waln bitw ogln. Na szczcie towarzysze aszcza,
widzc, i coraz przybywao winiowiecczykw, wytrzewiawszy ze
strachu, porwali pana stranika i poczli z nim uchodzi:
I z pewnoci, gdyby pan stranik mia do czynienia z innym, mniej
karnym wojskiem, byliby go roznieli na szablach w drobne szmaty, ale
stary Zawilichowski oprzytomniawszy krzykn tylko: Stj!" - i szable
schoway si do pochew.
Niemniej zawrzao w caym obozie, a echo tumultu doszo do uszu
ksicych, zwaszcza i pan Kuszel, bdc na subie, wpad do izby, w
ktrej ksi z wojewod kijowskim, ze starost stobnickim i panem
Denhofem obradowa, i krzykn:
- Moci ksi, onierze szablami si siek!
W tej chwili pan stranik koronny, blady i bezprzytomny z wciekoci,
ale ju trzewy, wlecia jak bomba.
- Moci ksi! sprawiedliwoci! - woa. - W tym obozie jak u
Chmielnickiego, ni na krew, ni na godno wzgldu nie maj! Szablami
dygnitarzy koronnych siek! Jeli mi wasza ksica mo
sprawiedliwoci nie wymierzysz, na gardo nie skaesz, to ja sam sobie j
wymierz.
Ksi porwa si zza stou.
- Co si stao?... kto waszmoci pana napastowa?
- Twj oficer... Skrzetuski.
Prawdziwe zdumienie odbio si na twarzy ksicia.
- Skrzetuski?
Nagle drzwi si otworzyy i wszed Zawilichowski.
- Moci ksi, ja byem wiadkiem! - rzek.
- Ja tu nie racje dawa przyszedem, jeno kary da! - woa aszcz.
Ksi zwrci si ku niemu i utkwi w niego oczy.
- Powoli, powoli! - rzek z cicha i z przyciskiem.
Byo co tak strasznego w jego oczach i przyciszonym gosie, e stranik,
cho synny z zuchwaoci, zamilk nagle, jakby mow straci, a panowie
a przybledli.
- Mw wa! - rzek ksi do Zawilichowskiego.
Zawilichowski opowiedzia rzecz ca, jak nieszlachetnym i niegodnym
nie tylko dygnitarza, ale i szlachcica sentymentem powodowany, pan
stranik pocz przeciw boleci pana Skrzetuskiego bluni, a nastpnie z
szabl si na niego rzuci, jak moderacj, jego wiekowi prawdziwie
niezwyczajn, okaza namiestnik, tylko na wytrceniu napastnikowi ora
poprzestajc; na koniec staruszek tak skoczy:
- A jako mnie wasza ksica mo zna, i do siedemdziesiciu lat
garstwo warg moich nie skalao i pki yw bd, nie skala, tak pod
przysig jednego sowa w relacji mojej zmieni nie mog.
Ksi wiedzia, e sowo Zawilichowskiego zotu rwne, a przy tym
zbyt dobrze zna aszcza. Ale na razie nie odrzek nic, jeno wzi piro i
pocz pisa.
Skoczywszy spojrza na pana stranika.
- Sprawiedliwo bdzie waszmoci panu wymierzona - rzek.
Pan stranik usta otworzy i chcia co mwi, ale sowa mu jako nie
dopisay, wic wspar si w bok, skoni si i wyszed dumnie z izby.
- eleski! - rzek ksi - oddasz to pismo panu Skrzetuskiemu.
Pan Woodyjowski, ktry namiestnika nie odstpowa, strapi si nieco
widzc wchodzcego ksicego pacholika, by bowiem pewny, e
wypadnie im przed ksiciem zaraz si stawi. Tymczasem pacholik
zostawi list i nic nie mwic wyszed, a Skrzetuski przeczytawszy go
poda przyjacielowi.
- Czytaj - rzek.
Pan Woodyjowski spojrza i wykrzykn:
- Nominacja na porucznika!
I chwyciwszy za szyj Skrzetuskiego ucaowa oba jego policzki.
Pene porucznikostwo w husarskiej chorgwi byo niemal dygnitariatem
wojskowym. Tej, w ktrej suy pan Skrzetuski, rotmistrzem by sam
ksi, a porucznikiem nominalnym pan Suffczyski z Sieczy, czowiek
ju stary i dawno z czynnej suby wybyy. Pan Jan od dawna sprawowa
de facto obowizki i jednego, i drugiego, co zreszt w podobnych
chorgwiach, w ktrych dwa pierwsze stopnie byway nieraz tytularnymi
tylko godnociami, przytrafiao si czsto. Rotmistrzem krlewskiej
chorgwi bywa sam krl, prymasowskiej prymas, porucznikami w
obydwch wysocy dygnitarze dworscy - sprawowali za chorgwie
istotnie namiestnicy, ktrych z tego powodu w zwykej mowie
porucznikami i pukownikami zwano. Takim faktycznym porucznikiem
vel pukownikiem by pan Jan. Ale midzy faktycznym sprawowaniem
urzdu, midzy godnoci w potocznej mowie dawan a istotn bya
jednak wielka rnica. Obecnie na mocy nominacji pan Skrzetuski stawa
si jednym z pierwszych oficerw ksicia wojewody ruskiego.
Ale gdy przyjaciele rozpywali si z radoci winszujc mu nowego
zaszczytu, twarz jego nie zmienia si ani na chwil i pozostaa tak samo
surow i kamienn; bo ju nie byo takich godnoci a dostojestw na
wiecie, ktre by mogy j rozjani.
Wsta jednak i poszed dzikowa ksiciu, a tymczasem may
Woodyjowski chodzi po jego kwaterze zacierajc rce.
- No, no! - mwi - porucznik nominowany w husarskiej chorgwi! W
takich modych latach jeszcze si to chyba nikomu nie zdarzyo.
- eby mu Bg wrci tylko szczcie! - rzek Zagoba.
- Ot, co jest! ot, co jest! Uwaalicie, e ani drgn.
- Wolaby si on tego zrzec - rzek pan Longinus.
- Moci panie - westchn Zagoba - c dziwnego! Ja bym oto te moje
pi palcw za ni odda, chociaem nimi chorgiew zdoby.
- Tak to, tak!
- Ale to pan Suffczyski musia umrze? - zauway Woodyjowski.
- Pewnie, e umar.
- Kto te namiestnictwo wemie? Chory modzik i dopiero od
Konstantynowa funkcj sprawuje.
Pytanie to pozostao nie rozstrzygnite; ale odpowied na nie przynis z
powrotem sam porucznik Skrzetuski.
- Moci panie - rzek do pana Podbipity - ksi mianowa waci
namiestnikiem.
- O Boe! Boe! - jkn pan Longinus skadajc jak do modlitwy rce.
- Tak samo mgby jego inflanck koby mianowa - mrukn Zagoba.
- No, a podjazd? - spyta pan Woodyjowski.
- Jedziemy nie mieszkajc - odpowiedzia pan Skrzetuski.
- Sia kaza ksi ludzi wzi?
- Jedn kozack, drug woosk chorgiew, razem piciuset ludzi.
- Hej, to wyprawa, nie podjazd, ale kiedy tak, to czas nam w drog.
- W drog, w drog! - powtrzy pan Zagoba. - Moe te Bg nam
dopomoe, e wieci jakowej zasigniem.
W dwie godziny pniej, rwno z zachodem soca, czterej przyjaciele
wyjedali z Czohaskiego Kamienia ku poudniowi, prawie za
jednoczenie opuszcza obz wraz ze swymi ludmi pan stranik
koronny. Patrzyo na ten odjazd mnstwo rycerstwa spod rnych
chorgwi, nie szczdzc okrzykw i urga; oficerowie cisnli si koo
pana Kuszla, ktren opowiada, z jakich przyczyn pan stranik zosta
wypdzony i jak si to odbyo.
- Ja mu nosiem rozkaz ksicia - mwi pan Kuszel - i wierzajcie
waszmociowie, i periculosa to bya misja, bo gdy go wyczyta, pocz
tak rycze jak w, gdy go elazem cechuj. Na mnie si te do nadziaka
porwa, dziw, i nie uderzy, ale zdaje si, i przez okno ujrza Niemcw
pana Koryckiego, otaczajcych kwater, i moich dragonw z bandoletami
w rku. Dopiero wzi krzycze: Dobrze! dobrze! odejd, kiedy mnie
wypdzaj!... Pjd do ksicia Dominika, ktren mnie wdziczniej
przyjmie! Nie bd (prawi) z dziadami suy, ale si pomszcz
(krzycza), jakem aszcz! jakem aszcz!... i z tego chystka (prawi)
musz mie satysfakcj!" Mylaem, e go jad zaleje - a st to dzioba
nadziakiem ze zoci raz przy razie. I powiem waszmociom, em nie jest
pewien, czy si co zego panu Skrzetuskiemu nie przytrafi, bo ze
stranikiem nie ma artw. Zawzity to jest czek i dumny, ktren
jeszcze adnej urazy pazem nie puci, a odwany i przy tym dygnitarz.
- Co si za ma Skrzetuskiemu trafi sub tutela ksicia pana! - rzek jeden
z oficerw. - I pan stranik, cho na wszystko gotowy, bdzie si
rachowa z tak rk.
Tymczasem porucznik nie wiedzc nic o lubach, jakie przeciw niemu
pan stranik czyni, oddala si coraz bardziej od obozu na czele swego
oddziau, kierujc si ku Oygowcom w stron Bohu i Medwiedwki.
Chocia ju wrzesie powarzy licie na drzewach, noc bya pogodna i
ciepa, jak w lipcu, bo taki to ju by cay w rok, w ktrym prawie nie
byo zimy, a wiosn zakwito wszystko ju wwczas, gdy przeszych lat
legiwa jeszcze gboki nieg na stepach. Po do mokrym lecie pierwsze
miesice jesieni nastay suche a agodne, o bladych dniach i widnych
ksiycowych nocach. Jechali tedy po atwej drodze; nie straujc
zbytecznie, bo byli jeszcze zbyt blisko obozu, aby jaki napad mia grozi;
jechali wawo: namiestnik z kilkunastoma komi na przedzie, a za nim
Woodyjowski, Zagoba i pan Longinus.
- Obaczcie no, waszmociowie, jako si wiato miesica kadzie na
owym wzgrzu - szepta pan Zagoba - przysigby, e dzie. Mwi, e
tylko w czasie wojen bywaj takie noce, aby dusze wysze z cia bw
sobie nie rozbijay po ciemku o drzewa, jako wrble w stodole o krokwie,
i atwiej drog znalazy. Dzi te jest pitek, dzie Zbawiciela, w ktrym
zjadliwe humory z ziemi nie wychodz i ze moce nie maj przystpu do
czowieka. Czuj, e mi lej jako i nadzieja we mnie wstpuje.
- emy to ju przecie wyjechali i jakowy ratunek przedsibierzem, to
grunt! - rzecze Woodyjowski.
- Najgorzej to w umartwieniu na miejscu siedzie - mwi dalej Zagoba -
gdy na ko sidziesz, zaraz ci desperacja od trzsienia si coraej zlatuje,
a j w kocu i zgoa wytrzsiesz.
- Nie wierz ja - szepn Woodyjowski - aby tak wszystko mona
wytrz; exemplum afekt, ktren si niby kleszcz w serce wpija.
- Gdy jest szczery - rzecze pan Longinus - to choby si z nim jako z
niedwiedziem boryka, zmoe ci.
To rzekszy pan Longinus uly wezbranej piersi westchnieniem
podobnym do sapnicia miecha kowalskiego, za may Woodyjowski
podnis oczy ku niebu, jakby szuka midzy gwiazdami tej, ktra
ksiniczce Barbarze wiecia.
Konie poczy parska w caej chorgwi, a pocztowi odpowiadali im:
Zdrw, zdrw!" - potem uciszyo si wszystko, a jaki tskny gos
pocz piewa w tylnych szeregach:
Jedziesz na wojn, nieboe,
Jedziesz na wojn!
Noce ci bd na dworze,
A dzionki znojne...
- Starzy onierze mwi, e konie zawsze prychaj na dobr wrb, co
mnie i ojciec nieboszczyk jeszcze powiada - rzek Woodyjowski.
- Co mnie jakby w ucho szepce, e nie na prno jedziemy -
odpowiedzia Zagoba.
- Daje Bg, aby i porucznikowi jakowa otucha w serce wstpia -
westchn pan Longinus.
Zagoba pocz gow kiwa i krci jak czowiek, ktren z jak myl
si nie moe upora, a na koniec ozwa si:
- Cakiem mnie co innego w gowie siedzi i musz si ju chyba przed
wapanami z tej myli spuci, gdy mi jest wcale nieznona: oto czycie
waciowie nie zauwayli, e od niejakiego czasu Skrzetuski - nie wiem,
moe dysymiluje - ale taki jest, jakby najmniej z nas wszystkich o
salwowaniu onej niebogi myla.
- Gdzie za! - odpowiedzia Woodyjowski - humor to tylko u niego taki,
aby to nic nikomu nie wyzna. Nigdy on nie by inny.
- To swoj drog, ale jeno sobie waszmo przypomnij: gdymy mu
nadziej pokazowali, mwi Bg zapa!" i mnie, i wapanu tak
negligenter, jakby o lada jak spraw chodzio, a Bg widzi, czarna by to
bya z jego strony niewdziczno, bo co si ta nieboga za nim napakaa i
natsknia, tego by na woowej skrze nie spisa. Na wasne oczy to
widziaem.
Woodyjowski potrzsn gow.
- Nie moe to by, aby on jej zaniecha - rzek - cho prawda; e
pierwszym razem, gdy mu j z Rozogw w diabe porwa, desperowa
tak, iemy si o jego mentem obawiali, a teraz daleko wicej okazuje
upamitania. Ale jeli mu Bg spokj w dusz wla i siy doda - to i
lepiej. Jako szczerzy przyjaciele, powinnimy si z tego cieszy...
To rzekszy Woodyjowski konia spi i posun si naprzd ku
Skrzetuskiemu, a za Zagoba jecha czas jaki w milczeniu wedle pana
Podbipity.
- Czy wasze nie tego mniemania, co i ja, e gdyby nie amory, sia zego
nie staaby si na wiecie?
- Co komu Pan Bg przeznaczy, to go i tak nie minie - odpar Litwin.
- A wapan to nigdy g'rzeczy nie odpowiesz. To inna sprawa, a to inna.
Przez c Troja zburzona? h? albo to i ta wojna nie o ry kos?
Zachciao si Chmielowi Czapliskiej czy te Czapliskiemu
Chmielnickiej, a my dla ich dz grzesznych karki krcimy.
- Bo to niepoczciwe amory; ale s i zacne, od ktrych chwaa boa si
przymnaa.
- Teraze wapan lepiej utrafi. A prdko sam w onej winnicy pracowa
poczniesz? Syszaem, e szarf na wojn przewizano.
- Braciaszku!... braciaszku!...
- Ale trzy gowy na zawadzie staj, co?
- Ach! tak ono i jest!
- To ci powiem : machnij dobrze i utnij od razu : Chmielnickiemu,
chanowi i Bohunowi.
- eby si to tylko chcieli ustawi! - odrzek rozrzewnionym gosem pan
Longin wznoszc ku niebu oczy.
Tymczasem Woodyjowski jecha dugo wedle Skrzetuskiego i spoglda
w milczeniu spod hemu na jego martw twarz, a wreszcie trci
strzemieniem w jego strzemi.
- Janie - rzek - le, e si tak zapamitywasz.
- Ja si nie zapamitywam, jeno si modl - odpowiedzia Skrzetuski.
- wita to jest i chwalebna rzecz, ale ty nie zakonnik, by na samej
modlitwie poprzestawa.
Pan Jan zwrci z wolna swoj mczesk twarz ku Woodyjowskiemu i
spyta guchym, penym miertelnej rezygnacji gosem:
- Powiedze, Michale, co mnie pozostaje wicej, jak habit?...
- Pozostaje ci j ratowa - odpowiedzia Woodyjowski.
- Tak te i uczyni do ostatniego oddechu. Ale chobym j te i yw
odnalaz, zali to nie bdzie za pno? Strze mnie, Boe, bo o wszystkim
mog myle, tylko nie o tym, strze, Boe, rozumu mojego! Ju ja
niczego wicej nie pragn, jeno wyrwa j z tych rk potpionych, a
potem niech ona znajdzie taki przytuek, jakiego i ja bd szuka. Wida
woli boej nie byo... Daj mnie si modli, Michale, a krwawicej rany
nie tykaj...
Woodyjowskiemu cisno si serce; chcia jeszcze, byo, go pociesza, o
nadziei mwi, ale sowa nie chciay mu przej przez gardo; i jechali
dalej w guchym milczeniu, tylko wargi pana Skrzetuskiego poruszay si
szybko w modlitwie, przez ktr chcia widocznie myli okropne
odpdzi, a maego rycerza, gdy spojrza przy wietle ksiyca na t
twarz, a strach zdj, bo mu si wydao, e to jest zupenie twarz
mnicha, surowa, wyndziaa przez posty i umartwienia.
A wtem w gos znowu zacz piewa w tylnych szeregach:
Znajdziesz po wojnie, nieboe,
Znajdziesz po wojnie,
Pustki z powrotem w komorze,
Ran w skrze hojnie.
 63
 Rozdzia V 
Pan Skrzetuski szed ze swym podjazdem w ten sposb, e we dnie
wypoczywa w lasach i jarach, pilnie rozstawiajc strae, a nocami tylko
posuwa si naprzd. Zbliywszy si do jakiej wioski, zwykle otacza j
tak, aby noga nie wysza, bra ywno, pasz dla koni, a przede
wszystkim zbiera wieci o nieprzyjacielu, po czym wychodzi nie czynic
ludziom nic zego, wyszedszy za zmienia nagle drog, aby nieprzyjaciel
nie mg si we wsi dowiedzie, w ktr podjazd uda si stron. Celem
wyprawy byo: dowiedzie si, czy Krzywonos ze swymi czterdziestoma
tysicami ludzi oblega dotd Kamieniec, czy te rzuciwszy bezowocne
oblenie idzie w pomoc Chmielnickiemu, aby razem z nim stan do
walnej rozprawy, a dalej: co robi dobrudzcy Tatarzy? - czy ju Dniestr
przeszli i poczyli si z Krzywonosem, czy z tamtej strony jeszcze le?
Wane to byy dla obozu polskiego wiadomoci i regimentarze sami
powinni si byli o nie stara, ale e nie przyszo im to, jako
niedowiadczonym ludziom, do gowy, przeto ksi wojewoda ruski
wzi na siebie ten ciar. Jeeliby bowiem pokazao si, e Krzywonos
wraz z biaogrodzkimi i dobrudzkimi hordami porzuci oblenie nie
zdobytego Kamieca i do Chmielnickiego dy - tedy naleao jak
najprdzej na tego ostatniego uderza, zanimby do najwyszej potgi nie
wyrs. Tymczasem genera-regimentarz, ksi Dominik
Zasawski-Ostrogski, nie pieszy si i w chwili wyjazdu Skrzetuskiego
dopiero za dwa lub trzy dni spodziewano si go w obozie. Widocznie
ucztowa swym zwyczajem po drodze i mia si dobrze, a tymczasem
mijaa najlepsza pora zamania potgi Chmielnickiego i ksi Jeremi
rozpacza na myl, e jeli wojna tak dalej prowadzon bdzie, to nie
tylko Krzywonos i ordy zadniestrzaskie na czas do Chmielnickiego
przybd, ale i sam chan na czele wszystkich si perekopskich, nohajskich
i azowskich.
Jako i byy wieci w obozie, e chan ju Dniepr przeby i e w dwiecie
tysicy koni dzie i noc na zachd dy, a ksi Dominik nie przybywa
i nie przybywa.
Coraz te byo prawdopodobniejszym, e wojska stojce pod
Czohaskim Kamieniem musz stan do rozprawy z potg pikro
liczniejsz i e w razie klski regimentarzy nic ju nie przeszkodzi
nieprzyjacielowi wtargn do serca Rzeczypospolitej, pod Krakw i
Warszaw.
Krzywonos tym by niebezpieczniejszy, e na wypadek gdyby
regimentarze chcieli si posun w gb Ukrainy, on, idc spod Kamieca
wprost na pnoc a pod Konstantynw, mg im zagrodzi odwrt, a w
kadym razie wwczas byliby wzici we dwa ognie. Przeto pan
Skrzetuski postanowi nie tylko wywiedzie si o Krzywonosie, ale go i
powstrzyma. Przejty wanoci swego zadania, od ktrego spenienia
los caego wojska w czci zalea, way porucznik chtnie ycie swoje i
swoich onierzy; jednakowo przedsiwzicie owo i tak za szalone
poczytywanym by by mogo, gdyby mody rycerz mia zamiar
wstpnym bojem w piset ludzi powstrzyma czterdziestotysiczn
Krzywonosow watah posikowan przez biaogrodzkie i dobrudzkie
ordy. Ale pan Skrzetuski zbyt by dowiadczonym onierzem, aby si na
szalestwa rzuca - i wiedzia doskonale, e w razie bitwy w godzin fala
przejdzie po trupach jego i towarzyszw - chwyci si wic innych
rodkw. Oto naprzd rozpuci wie midzy wasnymi onierzami, e
id tylko jako przednia stra caej dywizji strasznego ksicia, i wie t
rozpuszcza wszdzie, we wszystkich chutorach, wioskach i
miasteczkach, ktre wypadao mu przechodzi. Jako rozesza si ona
lotem byskawicy wzdu Zbrucza, Smotrycza, Studzienicy, Uszki,
Kausiku, z ich biegiem dostaa si do Dniestru i leciaa dalej, jakby
wiatrem gnana, od Kamieca a do Jahorlika. Powtarzali j baszowie
tureccy w Chocimiu i Zaporocy w Jampolu, i Tatarzy w Raszkowie. I
znw rozleg si w znany okrzyk: Jarema idzie!", od ktrego zamieray
serca zbuntowanego ludu, ktren dra z przeraenia, niepewny dnia ani
godziny.
A nikt nie wtpi w prawd wieci. Regimentarze uderz na Chmiela, a
Jarema na Krzywonosa - to leao w porzdku rzeczy. Sam Krzywonos
uwierzy i rce mu opady. Co mia robi? Ruszy na ksicia? To pod
Konstantynowem inny duch by w czerni i wiksze siy, a jednak zostali
pobici, zdziesitkowani, ledwie z yciem uszli. Krzywonos by pewien, e
jego moojcy bd si bili jak wciekli przeciw kadym innym wojskom
Rzeczypospolitej i przeciw kademu innemu wodzowi, ale za zblieniem
si Jaremy - pierzchn jak stado abdzi przed orem, jak stepowe puchy
przed wiatrem.
Czeka ksicia pod Kamiecem byo jeszcze gorzej. Krzywonos
postanowi rzuci si na wschd, a hen! ku Bracawowi, omin swego
zego ducha i dy do Chmielnickiego. Pewnym by wprawdzie, e tak
koujc, na czas nie zdy, ale przynajmniej na czas si o rezultacie
dowie i o wasnym ratunku pomyli.
A wtem przyleciay z wiatrem nowe wieci, e Chmielnicki ju pobit;
puszcza je - jak i poprzednie - umylnie pan Skrzetuski; wwczas w
pierwszej chwili nie wiedzia ju nieszczsny wataka, co pocz.
Nastpnie postanowi tym bardziej na wschd ruszy, jak najdalej si w
stepy posun: moe te spotka Tatarw i przy nich si schroni?
Ale przede wszystkim chcia si upewni, dlatego pilnie wypatrywa
midzy swymi pukownikami, kogo by znalaz na wszystko gotowego a
pewnego, by go z podjazdem po jzyka wysa. Ale wybr by trudny,
chtnych brako, i trzeba byo koniecznie znale takiego czowieka,
ktren by na wypadek dostania si w rce nieprzyjaciela, ni pieczony
ogniem, ni nawlekany na pal, ni amany koem, nie wyda planw
ucieczki.
Na koniec Krzywonos znalaz.
Pewnej nocy kaza woa do siebie Bohuna i rzek mu:
- Sysz, Jurku, mj przyjacielu! Idzie na nas Jarema z potg wielk,
zgin przyjdzie nieszczsnym!
- Syszaem i ja, e idzie. My ju z wami, bat'ku, o tym mwili; ale
czemu nam gin?
- Ne zderymo. Innemu by zdzieryli, Jaremie nie. Moojcy si jego boj.
- A ja si jego nie boj, ja mu puk w Wasiwce na Zadnieprzu wyci.
- Wiem ja to, e ty si jego nie boisz. Twoja sawa kozacka, moojecka,
warta jego kniaziowej, ale ja mu bitwy da nie mog, bo moojcy nie
zechc... Przypomnij, co na radzie mwili, jako si na mnie do szabel i
kicieni rzucali, e ich na rze chc prowadzi.
- To idmy do Chmiela, tam zayjemy krwi i zdobyczy.
- Mwi, e Chmiel ju od regimentarzy pobit.
- Temu ja nie wierz, ojcze Maksymie. Chmiel lis, bez Tatarw nie
uderzy na Lachw.
- Tak i ja myl, ale trzeba wiedzie. Wtedy by my wraego Jarem
obeszli i z Chmielem si poczyli, ale trzeba wiedzie! Ot, eby si kto
Jaremy nie ba, a z podjazdem poszed i jzyka porwa, ja by mu czapk
czerwonych zotych nasypa.
- Ja pjd, ojcze Maksymie, nie czerwonych szuka, ale sawy kozackiej,
moojeckiej!
- Ty drugi po mnie ataman, a ty chcesz i? Bdziesz ty jeszcze
pierwszym atamanem nad Kozakami, nad dobrymi moojcami, bo ty si
Jaremy nie boisz. Ide ty, sokole, a potem, czego chcesz, daj. No, ja
ci powiem: eby ty nie poszed, to ja by poszed sam, ale mnie nie
mona.
- Nie mona, bo jakbycie wy, ojcze, wyszli, tak by moojcy krzyknli,
e hoowu spasajete, i rozlecieliby si na cay wiat; a jak ja pjd, tak im
serca przybdzie.
- A sia komunika ci da?
- Nie wezm ja duo, z ma watah atwiej si ukry i podej... ale z
piciuset dobrych moojcw dajcie, a ju moja gowa, e wam jzykw
przywioz, i nie pocztowych, ale towarzyszw, od ktrych si
wszystkiego dowiecie.
- Jede zaraz. Z Kamieca ju z dzia bij na rado i na spasenie
Lacham, a na pohybel nam, niewinnym.
Bohun odszed i zaraz j gotowa si do drogi. Moojcy jego, jako
nieodmiennie bywao w takich okazjach, pili na zabj, nim mier-matka
przytuli", on za pi z nimi, a parska gorzak, szala, hula, nastpnie
kaza beczk dziegciu zatoczy i jak by w altembasach i sajetach, rzuci
si w ni we wszystkim, zanurzy si raz, drugi, wraz z gow - i
wykrzykn:
- Czarny ja teraz jako noc-matka, lackie oczy nie dojrz!
I wytarzawszy si na perskich kobiercach zdobycznych, skoczy na ko i
pojecha, i za nim poczapali rd pomroki nocnej wierni moojcy
przeprowadzani okrzykiem:
- Na sawu! na szczastie!
Tymczasem pan Skrzetuski dotar ju do Jarmoliniec; tam trafiwszy na
opr, sprawi krwawy chrzest mieszczanom i zapowiedziawszy, e
nazajutrz knia Jarema nadejdzie, da odpoczynek strudzonym koniom i
onierzom.
Po czym zebrawszy na narad towarzyszw rzek im:
- Dotd Bg nam szczci. Miarkuj te po terrorze, jaki chopstwo
ogarnia, i zgoa maj nas za przedni stra ksic i wierz, e caa
potga idzie za nami. Ale musimy pomyle, aby si za nie obaczyli
widzc, i jedna kupa wszdzie chodzi.
- A dugo my tak bdziem chodzi? - spyta pan Zagoba.
- Pki o Krzywonosie nie bdziem wiedzie, co postanowi.
- Ba, to i na bitw moe do obozu nie zdymy.
- By to moe... - odrzek pan Skrzetuski.
- Moci panie, wielcem z tego nierad - rzek szlachcic. - Zaprawio si
trocha rce na hultajstwie pod Konstantynowem, zdobyo si tam co na
nich. Ale to psu mucha!... palce wierzbi...
- Moe tu wasze wicej bitew zayjesz, ni sam mylisz - odpar
powanie pan Skrzetuski.
- O! a to quo modo? - pyta do niespokojnie Zagoba.
- Bo lada dzie moem si natkn na nieprzyjaciela, a cho nie po to tu
jestemy, by mu orem drog zagradza, przecie wypadnie si broni.
Ale wracam do materii: trzeba nam wicej kraju zaj, aby w kilku
miejscach na raz o nas wiedziano, tu i owdzie opornych wyci, by si
groza rozniosa, a wszdy wieci puszcza; dlatego mniemam, i
wypadnie nam si rozdzieli.
- Tak i ja mniemam - rzecze Woodyjowski - bdziem im si w oczach
mnoy, i ci, co uciekn do Krzywonosa, o krociach bd gadali.
- Moci poruczniku, waszmo tu wodzem, tedy rozporzd - rzek
Podbipita.
- Pjd ja na Zinkw ku Soodkowcom, a jak bd mg, to dalej - mwi
Skrzetuski. - Wapan, moci namiestniku Podbipito, id prosto na d
ku Tatarzyskom; ty, Michale, podejd pod Kupin, a pan Zagoba dotrze
do Zbrucza koo Satanowa.
- Ja? - rzecze pan Zagoba.
- Tak jest. Wapan czowiek przemylny i peen fortelw; mylaem, e
chtnie podejmiesz si tej imprezy, ale jeli nie, to czwarty oddzia
wemie Kosmacz, wachmistrz.
- Wemie, ale pod moj komend! - zawoa Zagoba, ktrego nagle
olnia myl, i bdzie wodzem osobnego oddziau. - Jelim si pyta
dlaczego, to, e mi si al byo z wami rozcza.
- Czy jeno masz wapan eksperiencj w rzeczach wojskowych? - spyta
Woodyjowski.
- Czy mam eksperiencj? Jeszcze aden bocian nie myla o tym, aby z
waci prezent ojcu i matce zrobi, gdym ja ju wiksze podjazdy, jako
ten cay jest, wodzi. Wiek ycia w wojsku przesuyem i dotd bym
suy, gdyby nie to, e jak mnie raz spleniay suchar w brzuchu stan,
to mi trzy lata siedzia. Musiaem za bezoarem do Galaty jedzi, o ktrej
peregrynacji szczegowo wapanom w swoim czasie opowiem, gdy
teraz pilno mi w drog.
- Jed wic wapan, a wieci przed sob puszczaj, e Chmielnicki ju
pobit i e ksi Poskirw ju min - rzek pan Skrzetuski. - Lada
jakiego jzyka nie bierz, ale gdyby napotka podjazdy spod Kamieca, to
staraj si porwa takich, ktrzy by o Krzywonosie mogli da wiadomo,
bo ci, ktrych mamy, daj relacje sprzeczne.
- Obym samego Krzywonosa napotka! niechby mu przysza chtka na
podjazd wyjecha, zadaebym mu pieprzu z imbierem! Nie bjcie si,
waszmociowie, naucz ja hultajw piewa - ba, nawet i tacowa!
- We trzech dniach zjedziem si na powrt w Jarmolicach, a teraz kady
w swoj drog! - rzek Skrzetuski. - A ludzi prosz waszmociw
oszczdza.
- We trzech dniach w Jarmolicach! - powtrzyli Zagoba, Woodyjowski
i Podbipita.
 72
 Rozdzia VI 
Gdy pan Zagoba znalaz si sam na czele swego oddziau, zrobio mu si
zrazu jako niesmaczno, a nawet wcale straszno, i duo byby za to da,
eby mie koo siebie Skrzetuskiego, Woodyjowskiego albo pana
Longina, ktrych w duszy najmocniej podziwia i przy ktrych czu si
zupenie bezpieczny, tak lepo wierzy w ich obrotno i mstwo.
Jecha wic z pocztku do pospnie na czele swego oddziau i
rozgldajc si podejrzliwie na wszystkie strony, myl mierzy
niebezpieczestwa, na jakie mg si natkn, i mrucza:
- Zawsze raniej by byo, eby ktry z nich by tutaj. Do czego Bg kogo
przeznaczy, do tego go stworzy; a ci trzej powinni byli bkami si
porodzi, bo na krwi lubi siada. Tak im wanie na wojnie, jako innym
przy dzbanie albo jako rybom we wodzie. W to im graj. Brzuchy maj
lekkie, ale rce cikie. Skrzetuskiego widziaem przy robocie i wiem,
jako jest peritus. Tak on trzepie ludzi, jak mnichy pacierze. Jego to
rzemioso ulubione. w Litwin, co wasnej gowy nie ma, a trzech
obcych szuka, nic na szwank nie wystawia; najmniej znam tego maego
fircyka, ale osa te to musi by nie lada, miarkujc z tego, com pod
Konstantynowem widzia i co mnie Skrzetuski o nim powiada - osa to
musi by! Szczciem, niedaleko on ode mnie cignie i myl, e najlepiej
zrobi, jak si z nim pocz, bo jeli wiem, dokd i, to niech mnie
kaczki zdepcz.
Pan Zagoba uczu si bardzo samotnym na wiecie, a si sam swej
samotnoci uali.
- Tak to, tak! - mrucza. - Kady ma si na kogo obejrze, a ja co? Ni
towarzysza, ni ojca, ni matki. Sierotam jest - i kwita! W tej chwili
wachmistrz Kosmacz zbliy si ku niemu :
- Moci komendancie, dokd idziemy?
- Dokd idziemy? - powtrzy Zagoba - co?
Nagle wyprostowa si w siodle i wsa pokrci.
- Do Kamieca, jeli taka bdzie moja wola! Rozumiesz, moci
wachmistrzu?
Wachmistrz skoni si i cofn w milczeniu do szeregw, nie zdajc sobie
sprawy, dlaczego si komendant rozsierdzi, pan Zagoba za cisn
jeszcze okolicy kilka gronych spojrze, nastpnie uspokoi si i mrucza
dalej:
- Jeli do Kamieca pjd, pozwol sobie da sto kijw w pity tureck
mod. Tfu! tfu! eby ktry z tamtych by przy mnie, wicej czubym w
sobie ducha. Co ja poczn ze stem ludzi? Wolabym by ju sam, bo
wwczas czek w fortele dufa. A teraz za duo nas, by fortelami
wojowa, a za mao do obrony. Bardzo to niefortunna myl przysza
Skrzetuskiemu do gowy, eby podjazd rozdziela. I gdzie ja pjd?
Wiem, co za mn, ale kto mnie powie, co przede mn, i kto mi zarczy,
czy diabli tam jakiej puapki nie nastawili? Krzywonos i Bohun! Dobra
sfora! eby ich diabli obuszczyli! Boe mnie bro przynajmniej od
Bohuna. Skrzetuski yczy sobie si z nim spotka - wysuchaj go, Panie!
ycz mu tego, czego sobie sam yczy, bom mu przyjaciel... - amen!
Dotr do Zbrucza i wrc do Jarmoliniec, a jzykw wicej im
przywiod, ni sami chc. O to nietrudno.
Wtem Kosmacz zbliy si ku niemu.
- Moci komendancie, jakowych jedcw za wzgrzem wida.
- Niech jad do diaba! Gdzie? gdzie?
- Ano tam, za gr. Znaki widziaem.
- Wojsko?
- Zdaje si, wojsko.
- Niech ich psi ksaj. A sia ich?
- Nie wiadomo, bo daleko. Bymy si tu za one skay ukryli, wpadniemy
na nich niespodzianie, bo tdy im droga. Jeli potga za wielka, to pan
Woodyjowski niedaleko, strzay usyszy i na pomoc skoczy.
Panu Zagobie odwaga uderzya niespodzianie do gowy jak wino. By
moe, e to desperacja daa mu taki do czynu pochop; by moe
nadzieja, e pan Woodyjowski jeszcze blisko, do, e go szabl
bysn, oczyma zatoczy straszliwie i zakrzykn:
- Ukry si za skay! Wpadniemy na nich niespodzianie! Pokaemy tym
hultajom!...
Sprawni onierze ksicy z miejsca zawrcili pod skay i w mgnieniu
oka ustawili si w szyku bojowym, gotowi do niespodzianego napadu.
Upyna godzina; na koniec da si sysze gwar zbliajcych si ludzi,
echo nioso nut wesoych pieni, a po chwili jeszcze do uszu czatujcych
w zasadzce doszy odgosy skrzypkw, dud i bbenka. Wachmistrz
zbliy si znw do pana Zagoby i rzek:
- To nie wojsko, panie komendancie, nie Kozacy; to wesele.
- Wesele? - rzek Zagoba. - Zagrame ja im, niech poczekaj!
To rzekszy ruszy koniem, za nim wyjechali onierze i ustawili si
szeregiem na drodze.
- Za mn! - krzykn gronie Zagoba.
Linia ruszya kusem, potem galopem - i okrywszy ska stana nagle
tu przed gromad ludzi zmieszanych i strwoonych niespodzianym
widokiem.
- Stj! stj! - woano z obu stron.
Byo to istotnie chopskie wesele. Naprzd jechali konn nudziarz,
teorbanista, skrzypek i dwaj dowbysze", troch ju pijani, wycinajc od
ucha skoczne koomyjki. Za nimi panna moda, hoa dziewczyna w
ciemnym upanie i z wosami rozpuszczonymi na ramiona. Otaczay j
druki piewajce pieni i niosce ponawlekane na rce wiece - a
wszystkie dziewki na koniach, siedzce po msku, wystrojone, ubrane w
polne kwiaty, wyglday z dala jak zastp kranych Kozakw. W drugim
szeregu jecha na dzielnym koniu pan mody wrd drubw z wiecami
na dugich, podobnych do spis tyczkach; orszak zamykali rodzice
nowoecw i gocie, wszyscy konno. Jedynie beczki z gorzak,
miodem i piwem jechay na lekkich, wymoszczonych som wzkach,
bekocc smakowicie po nierwnej kamienistej drodze.
- Stj! Stj! - woano z obu stron, po czym orszak weselny pomiesza si.
Dziewczta podniosy krzyk przeraliwy i cofny si w ty, za parobcy i
starsi drubowie skoczyli naprzd, by piersiami zasoni moodycie przed
niespodzianym napadem.
Pan Zagoba skoczy tu przed nich i machajc szabl, wiecc ni w
oczy przeraonemu chopstwu, pocz wrzeszcze:
- Ha! skurczybyki, psie chwosty, rebelizanty! Do buntu wam si
zachciao! Za Krzywonosem trzymacie, ajdaki? na przeszpiegi jedzicie?
drog wojsku tamujecie? na szlacht rce podnosicie? Dam ja wam,
pieskie dusze bezecne! W dyby poku ka, na pal powbija, o szelmy! o
poganie! Teraz za wszystkie zbrodnie zapacicie!
Stary i biay jak gob druba zeskoczy z konia, zbliy si do szlachcica i
chwyciwszy go pokornie za strzemi pocz kania si w pas a baga:
- Zmiujcie si, jasny rycerzu, nie gubcie biednych ludzi, Bg nam
wiadek, my niewinni, nie do buntu my idziemy; my z cerkwi, z
Husiatyna, naszego krewniaka Dymitra, kowala, z bondarwn Kseni
wieczyli. My z weselem, z korowajem...
- To niewinni ludzie, panie - szepn wachmistrz.
- Precz mi! To szelmy! Od Krzywonosa na wesele przyszli! - hukn
Zagoba.
- Koyb jeho trastia mordowaa! - zawoa starzec. - My jego na oczy nie
widzieli, my biedni ludzie. Zmiujcie si, jasny panie, dozwlcie przej,
my nikomu za nie czynimy, a swoj powinno znamy.
- Do Jarmoliniec w ykach pjdziecie!...
- Pjdziemy, gdzie kaecie, panie! Wam rozkazywa; nam sucha! Ale
wy nam ask zrbcie, jasny rycerzu! przykacie panom omirom, eby
oni nam za nie czynili, a sami - wybaczcie prostakom - i ot, bijem
czoem pokornie: wypijcie z nami na szczcie uwieczonym... Wypijcie,
wasza mio, na rado prostym ludziom, jako Bg i wita ewangelia
nakazuje.
- Jeno nie mylcie, bym wam folgowa, gdy wypij! - rzek ostro pan
Zagoba.
- Nie, panie! - zawoa z radoci dziad - my nie mylim! Hej! grajki! -
zakrzykn na muzyk - zagrajcie dla jasnoho ycara, bo jasny ycar
dobry, a wy moojcy, skoczcie po mid, po sodki dla jasnego ycara; on
biednych ludzi nie ukrzywdzi. Skoro, chopci, skoro! Diakujem, pane!
Moojcy kopnli si co duchu do beczek, a tymczasem zawarczay
bbenki, zapiszczay rano skrzypki, dudziarz wyd policzki i pocz
mitosi dud pod pach, drubowie potrzsali wiecami na tykach; co
widzc onierze poczli si coraz bardziej przysuwa, wsy krci,
umiecha si i przez plecy moojcw na moodycie poglda. Zabrzmiay
na nowo pieni- i strach min, nawet gdzieniegdzie ozway si radosne:
u-ha! u-ha!"
Ale pan Zagoba nie rozchmurzy si od razu - nawet gdy mu dano
kwart miodu, mrucza jeszcze z cicha: A szelmy! a ajdaki!" Nawet gdy
ju wsy zanurzy w ciemnej powierzchni napitku, brwi jego nie
rozmarszczyy si jeszcze; podnis gow i mruc oczy, mlaskajc
wargami, pocz smakowa trunek - nastpnie zdziwienie, ale i oburzenie
odbio si na jego twarzy.
- Co to za czasy! - mrukn. - Chamy taki mid pij ! Boe, Ty to
widzisz i nie brzmisz?
To rzekszy przechyli kwart i wyprni j do dna.
Tymczasem przyszli omieleni weselnicy prosi go ca gromad, by za
nie czyni i puci wolno, a midzy nimi przysza i panna moda, Ksenia
niemiaa, drca, ze zami w oczach, a zaponiona i liczna jak zorza.
Zbliywszy si zoya rce: Pomyujte, pane!" - i caowaa ty but
pana Zagoby. Serce w szlachcicu od razu jak wosk zmiko.
Popuciwszy skrzanego pasa pocz w nim grzeba, a wygrzebawszy
ostatnie czerwone zote, ktre mu swego czasu da ksi, rzek do Kseni:
- Naci! Nieche ci Bg bogosawi, jako i wszelkiej niewinnoci.
Tu wzruszenie nie pozwolio mu mwi wicej, bo mu owa wysmuka
czarnobrewa Ksenia przypomniaa kniaziwn, ktr kocha po swojemu
pan Zagoba. Gdzie ona teraz, nieboga, i czy jej tam pilnuj wici
anieli?" - pomyla i cakiem by ju rozczulony, gotw z kadym ciska
si i brata.
Weselnicy za widzc jego wspaniay czyn poczli huka z radoci, a
piewa, a cisn si do niego, caowa poy, Dobry on! - powtarzano w
tumie - zootyj Lach! czerwinci daje, za ne robyt, dobry pan! Na sawu,
na szczastie!" Skrzypek a si trzs, tak ci od ucha, dudziarzowi oczy
na wierzch wylazy, dowbyszom rce ustaway. Stary bondar, tchrzem
widocznie podszyty, trzyma si a dotd w tyle; teraz wsun si naprzd
i wraz z on bondarow i star kowalich, matk pana modego, nu
kania si w pas a do chutoru na wesele zaprasza, e to sawa takiego
mie gocia i dla modych pomylna wrba - e inaczej krzywda im
bdzie. Za nimi
kania si pan mody i czarnobrewa Ksenia, ktra cho prosta moodycia,
od razu poznaa, e jej proba najwicej moe. A drubowie krzyczeli, e
chutor niedaleko, nie bdzie rycerzowi z drogi, stary za bondar bogaty,
nie takiego miodu wytoczy. Pan Zagoba spojrza po onierzach: ruszali
wszyscy wsami jak zajce, rne sobie rozkosze w tacu i napitkach
obiecujc, wic - cho nie mieli prosi, by jecha - zlitowa si nad nimi
pan Zagoba - i po chwili on, drubowie, moodycie i onierze ruszyli w
najpikniejszej zgodzie do chutoru.
Chutor istotnie by niedaleko, a stary bondar bogaty, wic i wesele byo
szumne. I popili si wszyscy mocno, a pan Zagoba tak si rozochoci, e
do wszystkiego by pierwszy. Zaczy si tedy dziwne obrzdki. Stare
baby zawiody Kseni do komory i zamkny si tam z ni; bawiy dugo,
po czym wyszy i owiadczyy, e moodycia - jak gobka, jak lilia!
Wtedy rado zapanowaa w zgromadzeniu, podnis si krzyk: Na
sawu! na szczastie!" Kobiety jy klaska w rce i krzycze: A szczo?
ne kazay!" Parobcy za tupali nogami i kaden taczy w pojedynk, z
kwart w rku, ktr przed drzwiami komory na sawu" wypija.
Taczy tak i pan Zagoba, tym tylko zacno swego urodzenia
dystyngwujc, e nie kwart, ale pgarncwk pi przed drzwiami.
Potem bondarowie i kowalicha wprowadzili modego Dymitra do
komory, ale e mody Dymitr ojca nie mia, wic pokoniono si panu
Zagobie, by go zastpi - a on zgodzi si i poszed z innymi. Przez ten
czas uciszyo si w izbie, tylko onierze pijcy na majdanie przed chat
krzyk czynili haakujc z radoci po tatarsku i palc z bandoletw. Lecz
najwiksza rado i hulatyka zaczy si dopiero wwczas, gdy rodzice
pojawili si na powrt w izbie. Stary bondar ciska z radoci kowalich,
parobcy przychodzili do bondarowej i podejmowali j pod nogi, a
niewiasty sawiy j, e tak ustrzega creczki jako oka w gowie; jak
houbki i lilii, po czym puci si z ni w tany pan Zagoba. Poczli wic
drepta naprzeciw siebie, a on w rce klaska i w prysiudach przysiada, i
tak podskakiwa, i tak podkowami bi w podog, e a drzazgi z desek
leciay i pot obfity spywa mu z czoa. Poszli ich ladem inni: kto mg -
w izbie, kto nie mg - na podwrcu, moodycie z moojcami i z
onierzami. Bondar coraz nowe beczki kaza wytacza. Wreszcie
wytoczyo si cae wesele z izby na majdan - zapalono stosy z suchych
bodiakw i uczywa, bo zapada ju noc gboka, i hulatyka zmienia si
w pijatyk na umr; onierze palili z bandoletw i muszkietw jakby w
czasie bitwy.
Pan Zagoba, czerwony, spocony, chwiejcy si na nogach, zapomnia,
co si z nim dzieje, gdzie jest; przez dymy, ktre mu biy z czupryny,
widzia twarze biesiadnikw, ale choby go na pal wbijano, nie umiaby
powiedzie, kto s ci biesiadnicy. Pamita, e jest na weselu - ale na
czyim? Ha? pewnie pana Skrzetuskiego z kniaziwn! Ta myl wydaa
mu si najprawdopodobniejsz, utkwia mu wreszcie jak gwd w
gowie i tak napenia go radoci, e pocz wrzeszcze jak optany:
Niech yj! Panowie bracia, kochajmy si! - i coraz nowe spenia
pgarncwki: - W twoje rce, panie bracie! Zdrowie naszego ksicia
pana! eby si nam dobrze dziao!... Bogdaj ten paroksyzm ojczyzn
min!" - Tu zala si zami i potkn si idc do beczki - i potyka si
coraz wicej, bo na ziemi jakby na pobojowisku leao mnstwo cia
nieruchomych. Boe! - zawoa pan Zagoba - nie masz ju mstwa w
tej Rzeczypospolitej. Jeden pan aszcz pi potrafi, drugi Zagoba... A
reszta! Boe! Boe!" I oczy aonie ku niebu podniosa wtem postrzeg,
e ciaa niebieskie nie tkwi ju spokojnie na ksztat zotych gwodzi w
firmamencie, ale jedne trzs si, jakoby chciay z oprawy wyskoczy,
drugie zataczaj koa, trzecie tacz naprzeciw siebie kozaka - wic
zdumia si okrutnie pan Zagoba i rzek do swej duszy zdumionej.
- Zali ja jeden tylko nie pijany in universo?
Ale nagle ziemia, tak samo jak gwiazdy, zatrzsa si szalonym wirem i
pan Zagoba run jak dugi na ziemi.
Wkrtce opady go sny straszne. Zdao mu si, e jakie zmory usiady
mu na piersiach, e go gniot i przytaczaj do ziemi, e wi mu rce i
nogi. Jednoczenie o uszy odbijay mu si wrzaski i jak gdyby huk
wystrzaw; jakie jaskrawe wiato przechodzio przez jego zamknite
powieki i razio mu oczy blaskiem nieznonym. Chcia si zbudzi,
otworzy oczy i nie mg. Czu, i dzieje si z nim co niezwykego, e
gowa zwiesza mu si w ty, jak gdyby go niesiono za rce i nogi... Potem
zdj go jaki strach; byo mu le, bardzo le, bardzo ciko. Wracaa mu
przez p przytomno - ale dziwna - bo w towarzystwie takiej niemocy,
jakiej nigdy w yciu nie doznawa. jeszcze raz prbowa si poruszy, ale
gdy mu si nie udao, rozbudzi si lepiej - i odemkn powieki.
Wwczas wzrok jego napotka par oczw, ktre wpijay si w niego
chciwie, a byy to czarne renice jak wgiel i tak zowrogie, e
rozbudzony ju zupenie pan Zagoba pomyla w pierwszej chwili, e to
diabe na niego patrzy - i znw przymkn powieki, i znw je prdko
otworzy. Owe oczy patrzyy wci uporczywie - twarz wydaa si
znajom; nagle pan Zagoba zadygota do szpiku koci, obla go zimny
pot, a po krzyach przeszo mu a do ng tysice mrwek.
Pozna twarz Bohuna.
 83
 Rozdzia VII 
Zagoba lea zwizany w kij do wasnej szabli w tej samej izbie, w ktrej
odbywao si wesele, a straszliwy wataka siedzia opodal na zydlu i pas
oczy przeraeniem jeca.
- Dobry wieczr waci! - rzek dojrzawszy otwarte powieki swej ofiary.
Pan Zagoba nie odrzek nic, ale w jednym mgnieniu oka oprzytomnia
tak, jakby kropli wina do ust nie bra, jeno mrwki doszedszy mu do pit
wrciy si do gry, a do gowy, a szpik w kociach sta si zimny jak
ld. Mwi, e czowiek toncy w ostatnim momencie widzi jasno ca
swoj przeszo, e przypomina wszystko - i zdaje sobie spraw z tego,
co si z nim dzieje; tak jasno widzenia i pamici posiada w tej chwili
pan Zagoba, a ostatnim sowem tej jasnoci by cichy, nie
wypowiedziany ustami okrzyk:
Ten mi dopiero da upnia!"
A wataka powtrzy spokojnym gosem:
- Dobry wieczr waszmoci.
Brr! - pomyla Zagoba - wolabym, by wpad w furi."
- Nie poznajesz mnie, panie szlachcic?
- Czoem! czoem! jak zdrowie?
- Niele. A wacinym to ju ja si zajm.
- Nie prosiem Boga o takiego doktora i wtpi, abym mg strawi twoje
lekarstwa, ale dziej si wola boa.
- No, ty mnie kurowa, teraz si tobie wywdzicz. My stare druhy.
Pamitasz, jak ty mnie gow obwizywa w Rozogach - co?
Oczy Bohuna poczy wieci jak dwa karbunkuy, a linia wsw
przeduaa si w straszliwym umiechu.
- Pamitam - rzek Zagoba - e mogem ci noem pchn - i nie
pchnem.
-.A ja to ciebie pchn? albo ci myl pchn? Nie! ty dla mnie
lubczyk-kochaczyk; ja ciebie bd strzeg jak oka w gowie.
- Zawsze mwiem, e zacny z ciebie kawaler - rzek Zagoba udajc, e
bierze za dobr monet sowa Bohuna, a jednoczenie przez gow
przeleciaa mu myl: Ju wida on mi specja jakowy obmyli; nie umr
po prostu!"
- Ty dobrze mwi - cign Bohun - ty take zacny kawaler; tak my si
szukali i znaleli.
- Co prawda, tom ci nie szuka, ale dzikuj za dobre sowo.
- Podzikujesz ty mi jeszcze lepiej niezadugo i ja tobie podzikuj za to,
e ty mnie moodyci z Rozogw do Baru przywid. Tam ja j znalaz,
a teraz ot! na wesele by ciebie prosi, ale to nie dzi i nie jutro - teraz
wojna, a ty stary czowiek, moe nie doyjesz.
Zagoba mimo straszliwego pooenia, w jakim si znajdowa, nadstawi
uszu.
- Na wesele? - mrukn.
- A co ty myla? - mwi Bohun - czy to ja chop, eby j bez popa
niewoli, albo mnie nie sta na to, eby ja w Kijowie lub bra? Nie dla
chopa ty j do Baru przywid, ale dla atamana i hetmana...
Dobrze!" - pomyla Zagoba.
Po czym zwrci gow ku Bohunowi.
- Ka mnie rozwiza... - rzek.
- Pole, pole, ty w drog pojedziesz, a ty stary, tobie odpocz przed
drog.
- Gdzie mnie chcesz wie?
- Ty mj przyjaciel, tak ja ci do drugiego mojego przyjaciela zawiod,
do Krzywonosa. Ju my oba pomylimy, eby tobie tam byo dobrze.
- Bdzie mi ciepo! - mrukn szlachcic i znowu mrwki poczy mu
chodzi po grzbiecie.
Na koniec pocz mwi:
- Wiem, e ty do mnie rankor masz, ale niesusznie, niesusznie - Bg
widzi. My yli razem i w Czehrynie niejeden gsior wypili, bo miaem dla
ci afekt ojcowski za twoj fantazj rycersk, jakiej lepszej nie znalaze
na caej Ukrainie. Ot co! Czym ja tobie w drog wchodzi? ebym ja by
z tob do Rozogw wtedy nie jedzi, to bymy do tej pory w dobrej
przyjani yli - a po cem jecha, jeli nie z yczliwoci ku tobie? I
eby si nie by wciek, eby nie by mordowa onych nieszczsnych
ludzi - Bg na mnie patrzy - nie bybym ci wchodzi w drog. Co mnie si
do cudzych spraw miesza! Wolabym, eby dziewczyna bya twoja ni
czyja inna. Ale przy twoich tatarskich zalotach sumienie mnie ruszyo, e
to przecie szlachecki dom. Sam by nie inaczej postpi. Mogem ci
przecie z tego wiata zgadzi z wikszym moim poytkiem - a
przecz-em tego nie uczyni? Bom szlachcic i wstyd mi byo. Zawstyde
si i ty, bo wiem, e si nade mn chcesz znca. Dziewczyn i tak masz
w rku - czego ode mnie chcesz? Zalim jej nie strzeg jak oka w gowie -
tego twojego dobra? e j uszanowa, zna, e i w tobie jest rycerski
honor i sumienie, ale jake to jej podasz rk, ktr w mojej krwi
niewinnej ubroczysz? Jako to jej powiesz: tego czeka, ktren ci przez
chopstwo i tatarstwo przeprowadzi, na mkim wyda? Zawstyde si i
pu mnie  tych ptw i z tej niewoli, w ktr mnie zdrad pochwycie.
Mody jest i nie wiesz, co potka moe - a za moj mier Bg ci
bdzie kara na tym, co ci najmilsze.
Bohun wsta z zydla blady z wciekoci i zbliywszy si do Zagoby
zacz, mwi przyduszonym przez furi gosem:
- Wieprzu nieczysty, pasy drze z ciebie ka, na wolnym ogniu spal,
wiekami nabij, na szmaty rozerw!
I w przystpie szalestwa pochwyci za n wiszcy u pasa - przez
chwil ciska go konwulsyjnie w pici - ju, ju ostrze zawiecio panu
Zagobie w oczach, ale wataka pohamowa si, n wepchn z
powrotem w pochw i zakrzykn:
- Moojcy!
Szeciu Zaporocw wpado do izby.
- Wzi to cierwo lackie i w chlewie rzuci, a strzec jak oka w gowie.
Kozacy porwali pana Zagob, dwch za rce i za nogi, jeden z tyu za
czupryn - i wynisszy z izby, przenieli przez cay majdan, na koniec
porzucili go na gnoju w stojcym opodal chlewie. Po czym drzwi si
zamkny i jeca otoczya zupena ciemno - jeno przez szpary midzy
belkami i przez dziury w poszyciu przedzierao si tu i owdzie blade
wiato nocne. Po chwili oczy pana Zagoby przyzwyczaiy si do
pomroki. Rozejrza si dokoa i ujrza, e w chlewie nie byo wi ani
moojcw. Rozmowy tych ostatnich dochodziy go zreszt wyranie
przez wszystkie cztery ciany. Widocznie cay budynek obstawiony by
szczelnie, ale mimo tych stray pan Zagoba odetchn gboko.
Przede wszystkim y. Gdy Bohun bysn nad nim noem, by pewien,
e ju ostatnia jego chwila wybia - i Bogu ducha poleca, co prawda, z
najwikszym strachem. Ale widocznie Bohun postanowi go
zakonserwowa na mier nierwnie wymylniejsz. Pragn nie tylko si
zemci, ale i nasyci si zemst nad tym, ktry wydar mu krasawic i
saw jego moojeck nadwery, a samego miesznoci okry
spowiwszy go jak dziecko. Bya to tedy smutna dla pana Zagoby
perspektywa, ale na razie pocieszaa go jednak myl, e jeszcze yje, e
prawdopodobnie do Krzywonosa go powiod i tam dopiero na pytki
wezm - e wic ma kilka, a moe i wicej dni przed sob; tymczasem
za ley sobie oto w chlewie samotny i moe wrd ciszy nocnej o
fortelach pomyle.
To bya jedna, dobra strona sprawy, ale gdy o zych pomyla, znowu
mrwki poczy mu tysicami chodzi po grzbiecie.
Fortele!...
- Gdyby tu wieprz albo winia leaa w tym chlewie - mrucza pan
Zagoba - miaaby ich wicej ni ja, boby jej nie zwizali w kij do wasnej
szabli. Niechby Salomona tak zwizali, nie byby mdrzejszy od
wasnych pludrw albo od mego napitka. O Boe, Boe, za co mnie tak
kaesz! Na tylu ludzi na wiecie tego jednego zodzieja najbardziej
unikn pragnem - i takie moje szczcie, em jego wanie nie unikn.
Bd mia skr wyczesan jak wiebodziskie sukno. eby to inny mnie
zapa, to bym deklarowa, e do buntu przystaj, a potem umkn. Ale i
inny by nie uwierzy, a c dopiero ten! Czuj, e mnie serce zamiera.
Diabli mnie tu przynieli - o Boe, Boe, ani rk, ani nog ruszy nie
mog... o Boe! Boe!
Po chwili jednak pomyla pan Zagoba, e gdyby mia wolne rce i nogi,
atwiej by mg jakichkolwiek fortelw si chwyci. A nuby
poprbowa? Byle tylko szabl zdoa spod kolan wysun, reszta
poszaby atwiej. Ale jak tu j wysun? Przewrci si na bok - le...
Pan Zagoba zamyli si gboko.
Nastpnie pocz si koysa na wasnym grzbiecie coraz prdzej i
prdzej, a za kadym takim ruchem posuwa si o p cala naprzd.
Zrobio mu si gorco, czupryna zapocia mu si gorzej ni w tacu i
chwilami ustawa i spoczywa, chwilami przerywa prac, bo zdao mu
si, e ktry z moojcw idzie ku drzwiom - i znw rozpoczyna z
nowym zapaem, na koniec przesun si do ciany.
Wwczas pocz si kiwa inaczej, bo nie od gowy ku nogom, ale z
boku na bok, tak e za kadym razem uderza z lekka w cian kocem
szabli, ktra wysuwaa si przez to spod kolan, przechylajc si coraz
bardziej ku wewntrz, na stron rkojeci.
Serce poczo bi w panu Zagobie jak motem, bo ujrza, e to sposb
moe
by skuteczny.
I pracowa dalej, starajc si jak najciszej uderza i tylko wwczas, gdy
rozmowa moojcw guszya lekkie uderzenia. Przysza nareszcie chwila,
e koniec pochwy znalaz si na jednej linii z okciem i kolanem i e
dalsze kiwania si ku cianie nie mogy go ju wypycha.
Tak, ale natomiast z drugiej strony zwieszaa si ju znaczna cz szabli,
i wiele cisza biorc na uwag rkoje.
Na rkojeci by krzyyk, jako zwykle przy karabelach; pan Zagoba
liczy na w krzyyk.
I po raz trzeci pocz koysa si, ale tym razem celem jego usiowa byo
odwrcenie si nogami do ciany. Dopiwszy i tego j posuwa si
wzdu. Szabla jeszcze tkwia midzy podkolanami a rkoma, ale
rkoje zawadzaa si co chwila krzyykiem o nierwnoci gruntu; na
koniec krzyyk zawadzi silniej - pan Zagoba kiwn si ostatni raz i
przez chwil rado przygwodzia go na miejscu.
Szabla wysuna si zupenie.
Szlachcic zdj wwczas rce z kolan, a chocia donie mia jeszcze
zwizane, uchwyci nimi szabl na powrt. Pochw przytrzyma nogami i
wycign elece.
Rozci pta na nogach byo teraz dzieem jednej chwili.
Trudniej byo z domi. Pan Zagoba musia uoy szabl na gnoju,
tylcem do dou, ostrzem do gry, i trze o owo ostrze postronki dopty,
dopki ich nie rozci.
Co gdy uczyni, by nie tylko wolny od pt - lecz i uzbrojony.
Odetchn te gboko, po czym przeegna si i zacz Bogu dzikowa.
Ale od rozcicia pt do uwolnienia si z rk Bohunowych byo jeszcze
bardzo daleko.
- Co dalej? - pyta samego siebie pan Zagoba.
I nie znalaz odpowiedzi. Chlew naokoo obstawiony by moojcami; byo
ich tam razem ze stu; mysz nie mogaby si wymkn nie postrzeona, a
c dopiero czowiek tak tgi jak pan Zagoba!
- Widz; e zaczynam w pitk goni - rzek sam do siebie - a mj
dowcip tyle wart, eby nim buty wysmarowa, chocia i smarowida
lepszego mona by u Wgrzynw na jarmarku kupi. Jeli mnie Bg nie
zele jakiej myli, to pjd wronom na piecze, ale jeli zele, to si
ofiaruj w czystoci trwa jako pan Longinus.
Goniejsza rozmowa moojcw za cian przerwaa mu dalsze
rozmylania, poskoczy wic i ucho przyoy do szpary midzy belkami.
Wysuszone sosnowe belki odbijay gosy jak pudo teorbanu: sowa
dochodziy wyranie.
- A gdzie my std pojedziemy, ojcze Owsiwuju? - pyta jeden gos.
- Ne znaju, pewno do Kamieca - odpar drugi.
- Ba, konie ledwo nogami wcz; nie dojd.
- Dlatego tu i stoimy; do rana wypoczn.
Nastaa chwila milczenia, potem pierwszy gos ozwa si ciszej jak
poprzednio:
- A mnie si widzi, ojcze, e ataman spod Kamieca za Jampol ruszy.
Zagoba wstrzyma oddech w piersi.
- Milcz, jeli ci moda gowa mia! - brzmiaa odpowied.
Nastaa chwila milczenia, tylko zza innych cian dochodzio szeptanie.
- Wszdy s, wszdy pilnuj! - mrukn Zagoba.
I poszed ku przeciwlegej cianie.
Tym razem doszed go chrzst utych obrokw i parskanie koni, ktre
widocznie stay tu, a midzy nimi moojcy rozmawiali lecy, bo gosy
dochodziy z dou.
- Hej - mwi jeden - my tu jechali nie pic, nie jedzc, koniom nie
popasajc, po to, by na pale w obozie Jaremy poszli?
- To ju pewno, e on tu jest?
- Ludzie, co z Jarmoliniec uciekli, widzieli go, jako ciebie widz. Strach,
co mwi: wielki on jak sosna, we bie dwie gownie, a ko pod nim
smok.
- Hospody pomyuj!
- Nam tego Lacha z onierzami zabra i ucieka.
- Jak ucieka? Konie i tak zdychaj.
- &#143;le, braty ridnyje. eby ja by atamanem, tak ja by temu Lachowi
szyj uci i do Kamieca cho piechot wraca.
- Jego ze sob pod Kamieniec wemiemy. Tam z nim atamany nasze
poigraj.
- Pierwej z wami diabli poigraj - mrukn Zagoba.
Jako mimo caego strachu przed Bohunem, a moe wanie dlatego,
poprzysig sobie, e si ywcem nie da wzi. Jest wolny od pt, szabl
ma w rku - bdzie si broni. Rozsiekaj go - to rozsiekaj; ale ywcem
nie wezm.
Tymczasem parskanie i stkanie koni, widocznie nadzwyczajnie
zdroonych, zguszyo dalsz rozmow, a natomiast poddao pewn myl
panu Zagobie.
ebym to mg przez t cian si przedosta; a na konia niespodzianie
skoczy! - myla. - Jest noc: nimby si obaczyli, co si stao, ju bym im
uszed z oczu. Po tych jarach i rozogach przy socu trudno goni, a c
dopiero w ciemnociach! Daje mi Boe sposobno!"
Ale o sposobno nie byo atwo. Trzeba by chyba byo cian rozwali, a
na to trzeba byo by panem Podbipit - lub si podkopa jak lis, a i
wwczas pewnie by usyszeli, zobaczyli i ucapili zbiega za kark, nimby
nog strzemienia sign.
Do gowy panu Zagobie cisny si tysice fortelw, ale wanie dlatego,
e ich byo tysice, aden nie przedstawia si jasno.
Nie moe ju inaczej by, jeno skr zapac" - pomyla.
I ruszy ku trzeciej cianie.
Nagle uderzy gow o co twardego, zmaca: bya to drabinka. Chlew nie
by wiski, ale bawoli, i do poowy dugoci mia strych sucy za skad
somy i siana. Pan Zagoba bez chwili namysu wylaz na gr.
Po czym siad, odetchn i pocz z wolna wciga za sob drabink.
- No, tom jest i w fortecy! - mrukn. - Choby te i drug drabin
znaleli, nieprdko si tu dostan. Jeli pierwszego ba, ktry si tu
wychyli, nie rozwal na dwoje, to si pozwol na schab uwdzi. O do
diaba! - rzek nagle - istotnie bd mnie mogli nie tylko uwdzi, ale
upiec i na j przetopi. Ale niech tam! chc chlew spali - dobrze!
ywcem mnie tym bardziej nie dostan... a wszystko mi jedno, czy mnie
krucy zdziobi surowego czy pieczonego. Bylem tych zbjeckich rk
uszed, o reszt nie dbam i mam nadziej, e jeszcze jako to bdzie.
Pan Zagoba atwo przechodzi wida od ostatniej rozpaczy do nadziei.
Jako niespodzianie taka w niego wstpia ufno, jakby ju by w obozie
ksicia Jeremiego. A jednak pooenie jego nie poprawio si o wiele.
Siedzia na strychu i majc szabl w garci, mg istotnie dugo przystpu
broni. Ot i wszystko! Ale ze strachu do wolnoci bya droga jak z pieca
na eb - z t jeszcze rnic, e w dole czekay szable i spisy moojcw
czyhajcych pod cianami.
- Jako to bdzie! - mrukn pan Zagoba i. zbliywszy si do dachu
pocz z lekka rozrywa i unosi poszycie, aby sobie prospectus na wiat
otworzy.
Poszo mu to z atwoci, gdy moojcy rozmawiali cigle pod cianami,
chcc zabi nud czuwania, a przy tym wsta do silny wiatr i guszy
powiewem rd pobliskich drzew szelest unoszonych snopkw.
Po pewnym czasie dziura bya gotowa - pan Zagoba wetkn w ni gow
i pocz rozglda si naokoo.
Noc poczynaa ju ustpowa, a na wschodni stron nieba wstpowa
pierwszy brzask dnia, wic przy bladym wietle ujrza pan Zagoba cay
majdan zapeniony komi, przed chat szeregi picych moojcw,
powycigane na ksztat dugich niewyranych linii, dalej uraw studzienny
i koryto, w ktrym wiecia woda, a obok nich znw szereg picych
ludzi i kilkunastu moojcw z goymi szablami w rku przechadzajcych
si wzdu owego szeregu.
- To moi ludzie, ktrych w yka wzito - mrukn szlachcic. - Ba! - doda
po chwili - eby to byli moi, ale to ksicy!... Dobrym byem im
wodzem, nie ma co mwi! Zawiodem ich psu w gardo. Wstyd bdzie
oczy pokaza, jeli mnie Bg wrci wolno. A wszystko przez co? przez
amory i napitki. Co mnie byo do tego, e si chamy eni? Tyle miaem
do roboty na tym weselu, ile na psim. Wyrzekam si tego zdrajcy miodu,
ktren wazi w nogi, nie w gow. Wszystko ze na wiecie z pijastwa,
bo gdyby nas byli trzewych napadli, bybym jako ywo otrzyma
wiktori i Bohuna w chlewie zamkn.
Tu wzrok pana Zagoby pad znowu na chat, w ktrej spa wataka, i
zatrzyma si na jej drzwiach.
- O pij, zodzieju - mrukn - pij! niech ci si przyni, e diabli uszcz,
co ci i tak nie minie. Chciae z mojej skry przetak uczyni, sprbuj tu
wle do mnie na gr, a obaczymy, czy ci twojej tak nie posiekam, e
si i psom na buty nie zda. ebym si tylko mg std wyrwa! ebym si
mg wyrwa! Ale jak? Rzeczywicie zadanie byo prawie nie do
spenienia. Cay majdan tak by zapchany ludmi i komi, e choby pan
Zagoba zdoa wydosta si z chlewa, choby zsunwszy si z dachu
skoczy na jednego z tych koni, ktre stay tu pod chlewem, nie zdoaby
adn miar dotrze nawet do wrt, a c dopiero wydosta si za wrota
!
A jednak zdawao mu si, e dokona wikszej czci zadania: by wolny,
uzbrojony i siedzia pod strychem jakoby w fortecy.
C u licha! - czy po tom si z yk uwolni, eby si na nich powiesi?"
I znowu fortele poczy mu hucze w gowie, ale byo ich takie mnstwo,
e ani rusz wybra.
Tymczasem szarzao coraz bardziej. Okolice chaty poczy si wychyla
z cienia, dach chaty powlk si jakoby srebrem. Ju pan Zagoba mg
dokadniej odrni pojedyncze grupy na majdanie, ju dojrza czerwon
barw swych ludzi lecych koo studni - i baranie kouchy, pod ktrymi
spali moojcy wedle chaty.
Nagle jaka posta podniosa si z szeregu picych i pocza i wolnym
krokiem przez majdan, zatrzymujc si tu i owdzie koo ludzi i koni;
chwilk pogadaa z moojcami pilnujcymi jecw i na koniec zbliya si
do chlewa. Pan Zagoba sdzi w pierwszej chwili, e to jest Bohun,
zauway bowiem, e stranicy rozmawiali z ow postaci tak jak
podwadni z przeoonym.
- Ej! - mrukn - ebym to mia teraz guldynk w rku, nauczybym ci,
jak to nogami si nakrywa.
W tej chwili posta owa podniosa gow i na twarz jej pad szary blask
witu: to nie by Bohun, ale sotnik Hoody, ktrego pan Zagoba pozna
natychmiast, bo go zna doskonale jeszcze z tych czasw, gdy
dotrzymywa Bohunowi kompanii w Czehrynie.
- Chopcy! - rzek Hoody - a nie picie?
- Nie, bat'ku, cho i chce si spa. Czas by nas zmieni.
- Zaraz was zmieni. A wray syn nie uciek?
- Oj, oj! Chyba dusza z niego ucieka, ojcze, bo si ani ruszy.
- Szczwana to liszka. A obaczcie no, co si z nim dzieje, bo on gotw si
w ziemi zapa.
- Zaraz! - odrzeko kilku moojcw zbliajc si ku drzwiom chlewa.
- Stoczcie te i siana ze stropu. Konie wytrze! Ze wschodem ruszamy.
- Dobrze, bat'ku!
Pan Zagoba, porzuciwszy co tchu swoje stanowisko przy dziurze w
dachu, przyczoga si do otworu w stropie. Jednoczenie usysza skrzyp
drewnianej zawory i szelest somy pod nogami moojcw. Serce bio mu
motem w piersi, a rk ciska gowni szabli ponawiajc sobie w duchu
luby, e prdzej da si spali razem z chlewem lub na sieczk poci ni
ywcem wzi. Spodziewa si te, e lada chwila moojcy podnios
wrzask straszliwy, ale si omyli. Czas jaki sycha byo, jak chodzili
coraz to pieszniej po caym chlewie, nareszcie jeden ozwa si:
- Jaki tam czort? nie mog go zmaca! My go ot, tu rzucili.
- Niesamowity czy co? Skrzesz ognia, Wasyl, ciemno tu jak w lesie.
Nastaa chwila milczenia. Wasyl szuka widocznie hubki i krzesiwa, drugi
za moojec pocz woa z cicha:
- Pane szlachcic, odezwij si!
- Cauj psa w ucho! - mrukn Zagoba.
Wtem elazo poczo szczka o krzemie, sypn si rj iskier i
rozwieci ciemne wntrze chlewa i gowy moojcw przybrane w
kapuzy, po czym zapada ciemno jeszcze gbsza.
- Nie ma! nie ma! - woa gorczkowe gosy.
Wwczas jeden z moojcw poskoczy ku drzwiom.
- Bat'ku Hoody! bat'ku Hoody!
- Co takiego? - pyta sotnik ukazujc si we drzwiach.
- Nie ma Lacha!
- Jak to nie ma?
- W ziemi zapad! Nie ma nigdzie. O, Hospody pomyuj! my ogie
krzesali - nie ma!
- Nie moe by. Oj, byoby wam od atamana! Uciek czy co? pospalicie
si?
- Nie, bat'ku, my nie spali. Z chlewa on nie wyszed nasz stron.
- Cicho ! nie budzi atamana!... Jeli nie wyszed, to musi gdzie by. A
wy wszdzie szukali?
- Wszdzie.
- A na stropie?
- Jak jemu byo na strop le, kiedy by w ykach.
- Durny ty! eby on si nie rozwiza, to by tu by. Szuka na stropie.
Skrzesa ognia!
Sypny si znowu iskry. Wie przeleciaa wnet przez wszystkie strae.
Poczto si toczy do chlewa z owym popiechem zwyczajnym w
nagych razach; sycha byo szybkie kroki, szybkie pytania i jeszcze
szybsze odpowiedzi. Rady krzyoway si jak miecze w boju.
- Na strop! na strop!
- A pilnuj z zewntrz!
- Nie budzi atamana, bo bdzie bieda!
- Nie ma drabiny!
- Przynie drug!
- Nie ma nigdzie!
- Skoczy do chaty, czy tam nie ma?
- O, Lach przeklty!
- Le po wgach na dach, dachem si przedosta.
- Nie mona, bo wystaje i podbity deskami.
- Przyniec spisy. Po spisach tdy wejdziemy. A sobaka!... drabin
wcign!
- Przynie spisy! - zabrzmia gos Hoodego.
Moojcy skoczyli po spisy, inni za popodnosili gowy ku stropowi. Ju
te rozpierzche wiato wnikno przez otwarte drzwi i do chlewa, a przy
jego niepewnym blasku wida byo kwadratowy otwr stropu, czarny i
cichy.
Z dou ozway si pojednawcze gosy:
- No, pane szlachcic! Spu drabin i zle. I tak si nie wymkniesz, po co
ludzi trudzi. Zle! zle!
Cisza.
- Ty mdry czowiek! eby tobie to co pomogo, tak ty by siedzia, ale e
to tobie nie pomoe, tak ty zleziesz dobrowolnie - ty dobry!
Cisza.
- Zle, a nie, to ci skr ze ba zedrzemy, bem na d w gnj ci
zrzucimy!
Pan Zagoba pozosta rwnie guchy na groby, jak na pochlebstwa, i
siedzia w ciemnociach jak borsuk w jamie, gotujc si do zacitej
obrony. Tylko szabl coraz mocniej ciska i sapa troch, i w duchu
pacierz szepta. Tymczasem przyniesiono spisy, zwizano trzy w pk i
postawiono ostrzami ku otworowi. Panu Zagobie przemkna przez
gow myl, czyby nie porwa ich i nie wcign - ale pomyla take, e
dach moe by za nisko i e nie zdoa ich wcign zupenie. Zreszt
przyniesiono by w tej chwili inne.
Tymczasem cay chlew napeni si moojcami. Niektrzy wiecili
uczywem, inni poznosili najrozmaitsze drgi i drabiny od wozw, ktre
okazay si za krtkie, wic zwizano je co duchu rzemieniami, bo po
spisach trudno istotnie byo si wspina. Jednake znaleli si chtni.
- Ja pjd - woao kilka gosw.
- Czeka na drabin! - rzek Hoody.
- A co szkodzi, bat'ku, poprbowa po spisach?
- Wasyl wlezie! on tak jak kot chodzi.
- To prbuj.
A inni poczli zaraz artowa:
- Ej, ostronie! On szabl ma, szyj utnie, obaczysz.
- Sam za eb zapie i wcignie, a tam ci opatrzy jak niedwied.
Wasyl nie da si stropi.
- On znaj - rzek - e niechby on mnie palcem dotkn, czorta by mu
ataman da zje i wy, braty.
Byo to ostrzeenie dla pana Zagoby, ktren siedzia cicho, ani mrukn.
Lecz moojcy, jako to zwykle midzy onierzami, wpadli ju w dobry
humor, bo cae zajcie poczo ich bawi, wic dalej przymawia
Wasylowi:
- Bdzie jednym durnym mniej na wiecie, na biaym.
- On tam nie bdzie zwaa, jak my jemu zapacim za twoj szyj. On
miay moojec.
- Ho! ho! On niesamowity. Czort jego wie, w co on si tam ju zmieni...
to czarownik! Ty, Wasyl, nie wiadomo kogo tam znajdziesz w czeluci.
Wasyl, ktry splun ju w donie i obejmowa wanie nimi spisy,
wstrzyma si nagle.
- Na Lacha pjd - rzek - na czorta nie.
Ale tymczasem zwizano drabiny i przystawiono je do otworu. &#143;le
byo i po nich wchodzi, bo si zaraz wygiy na zwizaniu i szczeble
cienkie trzeszczay pod stopami, ktre na prb na najniszym stawiono.
Ale pocz wchodzi sam Hoody, wchodzc za mwi:
- Ty, panie szlachcic, widzisz, e to nie arty. Upare si na grze
siedzie, to sied, ale si nie bro, bo my ci dostaniem i tak, choby i
cay chlew mieli rozebra. Ty miej rozum!
Na koniec gowa jego dotkna czeluci i pograa si w niej zwolna.
Nagle da si sysze wist szabli, Kozak krzykn strasznie, zachwia si i
pad midzy moojcw z rozwalon na dwie poowy gow.
- Koli, koli! - zawrzasnli moojcy.
W caym chlewie powsta straszliwy zamt, podniosy si krzyki i
woania, ktre zaguszy grzmicy gos pana Zagoby:
- Ha, zodzieje, ludojady, ha! basayki! do nogi was wytuk, szelmy
parszywe! Poznajcie rycersk rk!:.. Ludzi uczciwych po nocy napada!
w chlewie szlachcica zamyka... ha! otry! W pojedynk ze mn, w
pojedynk, albo i po dwch! Chodcie no sam! ale by zostawcie w
gnoju, bo poucinam, jakom yw!
- Koli, koli! - woali moojcy.
- Chlew spalimy!
- Ja sam spal, bycze ogony, byle z wami!
- Po kilku! po kilku naraz! - krzykn stary Kozak. - Trzyma drabiny,
spisami podpiera, przynie snopw na by i dalej!... Musimy go dosta!
To rzekszy ruszy w gr, a razem z nim dwch towarzyszw, szczeble
poczy si ama, drabiny wygiy si jeszcze mocniej, ale przeszo
dwadziecia krzepkich rk pochwycio je za drgi, w grze popodpierano
spisami. Inni powtykali ostrza spis w otwr, by cicia szabli zahamowa.
W kilka chwil pniej trzy nowe ciaa spady na gowy stojcym w dole.
Pan Zagoba, rozgrzany tryumfem, rycza jak baw i zion takie
przeklestwa, jakich wiat nie sysza i od jakich dusze niezawodnie
zamaryby w moojcach, gdyby nie to, e wcieko pocza ich
ogarnia. Niektrzy kuli spisami strop, inni darli si na drabin, chocia
w czeluci czekaa mier pewna. Nagle krzyk si zrobi przy drzwiach i
do chlewa wpad sam Bohun.
By bez czapki, tylko w szarawarach i koszuli, w rku mia go szabl, w
oczach pomie.
- Przez dach, psiawiary! - krzykn. - Poszycie rozerwa i ywcem bra.
A Zagoba ujrzawszy go rycza:
- Chamie, pjd no tu tylko. Nos i uszy ci obetn, garda nie wezm, bo
to kata wasno. A co, tchrz ci oblecia? boisz si, parobku? Zwiza
mi tego szelm, a ask znajdziecie. C, wisielcze, c, kuko
ydowska? sam tu! Wychyl jedno ba na strop! Chod, chod, bd ci
rad, poczstuj tak, e si przypomni i twj ojciec diabe, i twoja ma
gamratka!
Tymczasem krokwie dachu jy trzeszcze. Widocznie moojcy dostali
si na i teraz rwali ju poszycie.
Zagoba dosysza, ale strach nie odj mu si. By jakby spity bitw i
krwi.
Skocz w kt i tam zgin" - pomyla.
Ale w tej chwili na caym majdanie rozlegy si strzay, a jednoczenie
kilkunastu moojcw wpado do chlewa.
- Bat'ku! bat'ku! - krzyczeli wniebogosy - bywaj!!
Pan Zagoba w pierwszej chwili nie zrozumia, co si stao - i zdumia.
Spojrzy przez czelu na d, a tam nikogo ju nie ma. Krokwie w
dachu nie trzeszcz.
- Co to jest? co si stao? - zawoa gono. - Ha! rozumiem. Chc chlew
puci z ogniem i z pistoletw do dachu pal.
Tymczasem na zewntrz sycha byo coraz straszniejsze wrzaski
ludzkie, ttent koni. Strzay zmieszane z wyciem, szczk elaza. Boe!
to chyba bitwa!" - pomyla pan Zagoba i skoczy do swojej dziury w
dachu.
Spojrza - i nogi ugiy si pod nim z radoci.
Na majdanie wrzaa bitwa, a raczej ujrza pan Zagoba straszliwy pogrom
Bohunowych moojcw. Napadnici znienacka, raeni ogniem z
pistoletw przykadanych do bw i piersi, przyparci do potw, do chaty
i do stodoy, cici mieczami, pchani fal piersi koskich, miadeni
kopytami, moojcy ginli nie dajc prawie oporu. Szeregi onierzy
przybranych w krasne barwy siekc zapamitale i naciskajc
uciekajcych nie zezwoliy im si sformowa ni szabl si zoy, ni
odetchn, ni dosi koni. Broniy si tylko pojedyncze kupy; inni
dopinali wrd wrzawy, zamtu i dymu rozlunione poprgi kulbak i
ginli, zanim zdoali nog dotkn strzemienia; inni rzucajc spisy i szable
zmykali pod poty, wili midzy erdziami i przeskakiwali przez wierzch,
wrzeszczc i wyjc nieludzkimi gosami. Zdawao si nieszczsnym, e
sam ksi Jeremi spad na nich niespodzianie jak orze, e druzgoce ich
caa jego potga. Nie mieli czasu si opamita, obejrze: okrzyki
zwycizcw i wist szabel, i huki wystrzaw gnay ich jak burza, gorcy
oddech koski oblewa im karki. Ludy, spasajtes!" - rozlego si ze
wszystkich stron: - Bij, zabij" - odpowiadali napastnicy.
I dojrza na koniec pan Zagoba maego pana Woodyjowskiego, jak
stojc wedle wrot na czele kilkunastu onierzy, gosem i buaw wydawa
innym rozkazy, a niekiedy rzuca si na swym gniadym koniu w zamt i
wwczas ledwo si zoy, ledwie si zwrci, ju pada czowiek, nawet i
nie wydawszy okrzyku. O, bo mistrz to by nad mistrzami may pan
Woodyjowski! - i onierz z krwi i koci, wic bitwy nie traci z oka, ale
poprawiwszy tu i owdzie, znowu si wraca - i patrzy, i poprawia,
wanie jak w, ktry kapel kierujc, czasem sam zagra, czasem gra
przestaje, a nad wszystkimi ustawicznie czuwa, by kady swoje odegra.
Co widzc pan Zagoba pocz nogami tupa w deski stropu, a kby
kurzu powstay, w rce klaska i rycze:
- Bij psubraty! bij! morduj! ze skry up! siekaj, tnij, wal, rnij, morduj!
Daleje w nich, dalej, na szable ich i w pie!
Tak krzycza pan Zagoba i rzuca si, oczy krwi mu zaszy z wysilenia i
zaniewidzia na chwil, ale gdy znw wzrok odzyska, ujrza jeszcze
pikniejszy widok - oto w kupie kilkudziesiciu moojcw pomyka na
koniu jak byskawica Bohun, bez czapki, w koszuli tylko i hajdawerach, a
za nim na czele onierzy may pan Woodyjowski.
- Bij! - krzykn Zagoba - to Bohun! - ale gos nie doszed.
Tymczasem Bohun z moojcami przez pot, pan Woodyjowski przez
pot, niektrzy zostali - innym konie zwiny si w skoku. Spojrzy
Zagoba: Bohun na rwnin, pan Woodyjowski na rwnin. Wnet
rozproszyli si i moojcy w ucieczce, i onierze w biegu - rozpocz si
pocig pojedynczy. Zagobie dech zamar w piersi, oczy ledwie mu z
powiek nie wyskocz, c bowiem widzi? Oto jedzie ju pan
Woodyjowski na karku Bohuna jak ogar na dziku, wataka zwraca
gow, nadstawia szabl!...
- Bij si! - krzyczy Zagoba.
Chwila jeszcze i Bohun pada wraz z koniem, a pan Woodyjowski,
tratujc po nim, pdzi za innymi.
Ale Bohun yw, bo zrywa si z ziemi i pobieg ku skaom zaronitym
chaszczami.
- Trzymaj! trzymaj! - ryczy Zagoba - to Bohun!
Wtem pdzi nowa wataha moojcw, ktra a do tej chwili przemykaa
si z drugiej strony ska, a teraz odkryta, szuka nowej drogi do ucieczki.
Za ni w odlegoci p staja pdz onierze. Wataha owa dogania
Bohuna, ogarnia go, porywa i uprowadza ze sob. Na koniec ginie z oczu
w zakrtach parowu, a za ni gin i onierze.
Na majdanie zapanowaa cisza i pustka, bo nawet i onierze pana
Zagoby, odbici przez Woodyjowskiego, dopadszy koni po moojcach
pognali wraz z innymi za rozproszonym nieprzyjacielem.
Pan Zagoba spuci drabin, zlaz z gry i wyszedszy z chlewa na
majdan, rzek:
- Wolnym jest...
To rzekszy pocz rozglda si naokoo. Na majdani leao mnstwo
trupw zaporoskich i kilkanacie onierskich. Szlachcic chodzi midzy
nimi z wolna i oglda kadego starannie, na koniec przyklk nad
jednym.
Po chwili podnis si z blaszan manierk w rku.
- Pena - mrukn.
I przyoywszy do ust, przechyli gow.
- Nieza!
Znw obejrza si naokoo i znw powtrzy, ale ju wiele raniejszym
gosem:
- Wolnym jest.
Po czym poszed do chaty, na progu natkn si na trupa starego bondara,
ktrego moojcy zamordowali, i znikn we wntrzu. Gdy wyszed,
naok bioder, na kubraku zawalanym w nawozie wieci mu pas Bohuna
gsto przeszywany zotem, za pasem za n z wielkim rubinem w
gowni.
- Bg wynagrodzi mstwo - mrucza - bo i trzosik do peny. Ha, zbj
plugawy! mam nadziej, e si nie wymknie! Ale ten may fircyk! niech
go kule bij! Cita to sztuka jak osa. Wiedziaem, e dobry onierz, ale
eby tak sobie na Bohunie jecha, jak na ysej kobyle, tegom si po nim
nie spodziewa. e te to w tak maym ciele taki moe by animusz i
wigor! Bohun mgby go u pasa na sznurku nosi jak kozik. Nieche go
kule bij! albo lepiej: niech mu Bg szczci! Musia Bohuna nie pozna,
bo byby go dokoczy. Fu! jak tu prochem pachnie, a w nozdrzach
wierci! Alem si te z takich terminw wykrci, w jakowych jeszcze nie
bywaem! Chwaa bd Bogu!... No, no, ale eby tak na Bohunie jecha!
Musz si temu Woodyjowskiemu jeszcze przypatrzy, bo chyba diabe
w nim siedzi.
Tak rozmawiajc siad pan Zagoba na progu chlewa i czeka.
Tymczasem z dala na rwninie ukazali si onierze wracajcy z
pogromu, a na czele jecha pan Woodyjowski. Ujrzawszy Zagob
przypieszy biegu i zeskoczywszy z konia szed ku niemu.
- Wapana to jeszcze ogldam? - pyta z dala.
- Mnie we wasnej osobie - rzek pan Zagoba. - Bg waci zapa, ie z
pomoc przyby.
- Chwali Boga, e w por - odpowiedzia may rycerz ciskajc z
radoci do pana Zagoby.
- Ale skde si waszmo o opresji, w jakiej tu zostawaem,
dowiedzia?
- Chopi dali zna z tego chutoru.
- O! a ja mylaem, e mnie zdradzili.
- Gdzie tam, to dobrzy ludzie. Ledwie z yciem uszli chopak i
dziewczyna, a co si z reszt weselnikw stao, nie wiedz.
- Jeli nie zdrajcy, to od Kozakw pobici. Chutornik ley wedle chaty.
Ale mniejsza z tym. Mwe wa: czy Bohun yw? uciek?
- Albo to by Bohun?
- Ten bez czapki, w koszuli i hajdawerach, ktrego wa z koniem
obali.
- Ciem go w do; bogdaj to licho, em go nie pozna!... Ale wa, ale
wa, moci Zagobo, ce to wa najlepszego uczyni?
- Com uczyni? - powtrzy pan Zagoba. - Chod, panie Michale - i
patrz!
To rzekszy uj go za rk i wprowadzi do chlewa.
- Patrz - powtrzy.
Pan Woodyjowski nie widzia przez chwil nic, bo wszed ze wiata, ale
gdy ju oczy jego oswoiy si nieco z ciemnoci, dojrza ciaa lece
nieruchomie na gnoju.
- A tych ludzi kto narn? - pyta zdziwiony.
- Ja! - rzek Zagoba. - Pytae wa, com uczyni? - wic masz!
- No! - rzek mody oficer krcc gow. - A jakime to sposobem?
- Tam si broniem, na grze, a oni szturmowali mnie z dou i przez dach.
Nie wiem, jak dugo to byo, bo w bitwie czowiek czasu nie liczy. Bohun
to by, Bohun ze srog potg i z wyborem ludzi. Popamita on wapana,
popamita i mnie! Innym czasem ci opowiem, jako w niewol popadem,
com wytrzyma i jakom Bohuna splantowa, bom i na jzyki si z nim
prbowa. Alem dzi tak fatigatus, e ledwie na nogach si trzymam.
- No - powtrzy pan Woodyjowski - nie ma co mwi, mnie wa
stawae; jeno to powiem, e lepszy rbacz ni wdz.
- Panie Michale - rzecze szlachcic - nie pora rozprawia. Lepiej Bogu
dzikujmy, e nam obydwom tak wielk dzi spuci wiktori, o ktrej
pami nieprdko midzy ludmi zaginie.
Pan Wojodyjowski spojrza zdumiony na Zagob. Jako dotd wydawao
mu si, e to on sam odnis ow wiktori, ktr pan Zagoba widocznie
chcia si z nim podzieli.
Ale popatrzy tylko na szlachcica, pokrci gow i rzek:
- Nieche i tak bdzie.
W godzin pniej obaj przyjaciele na czele poczonych oddziaw
wyruszyli ku Jarmolicom.
Z ludzi Zagoby nie brako prawie nikogo, gdy w nie zaskoczeni, nie
stawiali oporu, Bohun za, wysany gwnie po jzyka, kaza ywcem
bra, nie mordowa.
 113
 Rozdzia VIII 
Bohun, lubo wdz mny i przezorny, nie mia szczcia w tej wyprawie,
ktr pod rzekom dywizj ksicia Jeremiego przedsiwzi. Utwierdzi
si tylko w przekonaniu, e ksi istotnie wyruszy ca potg przeciw
Krzywonosowi, bo tak mu powiadali wzici w niewol onierze pana
Zagoby, ktrzy sami wierzyli w to najwiciej, i ksi cignie za nimi.
Nie pozostawao wic nic innego nieszczsnemu atamanowi jak cofa si
co prdzej do Krzywonosa, ale zadanie nie byo atwe. Zaledwie trzeciego
dnia zebraa si koo niego wataha zoona z dwustu kilkunastu
moojcw; inni albo w boju polegli, albo zostali ranni na polu potyczki,
albo bkali si jeszcze wrd jarw i oczeretw, nie wiedzc, co czyni,
jak si obrci, dokd i. A i ta kupa przy Bohunie nie na wiele bya
przydatna, bo zbita, za lada alarmem skonna do ucieczki,
zdemoralizowana, przeraona. A by to przecie wybr moojcw;
lepszych onierzy trudno byo w caej Siczy znale. Ale moojcy nie
wiedzieli, z jak ma si pan Woodyjowski na nich uderzy i e dziki
tylko niespodzianemu napadowi na picych i nieprzygotowanych tak
klsk mg zada, i wierzyli najwiciej, e mieli spraw, jeli nie z
samym ksiciem, to przynajmniej z potnym, kilkakro liczniejszym
podjazdem. Bohun wrza jak ogie; city w rk, stratowany, chory,
pobity, i wroga zakltego z rk wypuci, i saw nadwery, bo ju ci
moojcy, ktrzy w wili klski do Krymu, do pieka i na samego ksicia
byliby lepo za nim poszli, teraz stracili wiar, stracili ducha i o tym tylko
myleli, jak by garda cae z pogromu wynie. A przecie Bohun uczyni
wszystko, co wdz uczyni powinien, niczego nie zaniedba, strae
opodal chutoru porozstawia i spoczywa dlatego tylko, e konie, ktre
spod Kamieca prawie jednym tchem przyszy, cakiem niezdatne byy
do drogi. Ale pan Woodyjowski, ktremu ycie mode zbiego w
podejciach i owach na Tatarw, podszed jak wilk noc pod strae,
pochwyta je, nim zdoay krzykn lub wystrzeli - i napad tak, e oto
on, Bohun, w hajdawerach tylko i w koszuli uj potrafi. Gdy o tym
wataka myla, wiat mu czernia w oczach, w gowie si przewracao i
rozpacz ksaa mu dusz jak pies wcieky. On, ktry na Czarnym Morzu
na galery tureckie si rzuca; on, ktry a do Perekopu na karkach
tatarskich dojeda i chanowi w oczy poog uusw wieci; on, ktry
ksiciu pod rk przy samych ubniach regiment w Wasiwce wyci -
musia ucieka w koszuli i bez czapki, i bez szabli, bo i t w spotkaniu z
maym rycerzem utraci. Tote, gdy nikt nie patrzy, na postojach i
popasach, wataka chwyta si za gow i krzycza: Gdzie moja sawa
moojecka, gdzie moja szabla-druka?!" A gdy tak krzycza, porywa go
obd dziki i spija si jak nieboe stworzenie, po czym na ksicia chcia
i, na ca si jego uderzy - i zgin, i przepa na wieki. On chcia -
ale moojcy nie chcieli. Ubij, bat'ku, nie pjdziemy!" - odpowiadali
ponuro na jego wybuchy i na prno mu byo w napadach szalestwa
szabl ich siec, z pistoletw twarze osmala - nie chcieli, nie poszli.
Rzekby: ziemia usuwaa si spod ng atamana; bo nie tu jeszcze by
koniec jego nieszcz. Bojc si dla prawdopodobnej pogoni uchodzi
wprost na poudnie i sdzc, e moe Krzywonos ju oblenia zaniecha,
rzuci si sam ku wschodowi i trafi na oddzia pana Podbipity. Ale
czujny jak uraw pan Longinus nie da si zej, pierwszy uderzy na
watak, rozbi go tym atwiej, e moojcy bi si nie chcieli, i poda w
rce panu Skrzetuskiemu, a ten go najpotniej rozgromi, tak e Bohun
po dugim bdzeniu w stepach w kilkanacie zaledwie koni, bez sawy,
bez moojcw, bez zdobyczy i bez jzykw dotar nareszcie do
Krzywonosa.
Lecz dziki Krzywonos; tak straszny zwykle dla podwadnych, ktrym nie
dopisao szczcie, tym razem nie rozgniewa si wcale. Wiedzia z
wasnego dowiadczenia, co to sprawa z Jeremim, wic przyhoubi
jeszcze Bohuna, pociesza i uspokaja, a gdy wataka zapad na z
gorczk, kaza go strzec i leczy, i pilnowa jak oka w gowie.
Tymczasem czterej ksicy rycerze napeniwszy kraj groz i
przestrachem stanli szczliwie z powrotem w Jarmolicach, gdzie
zatrzymali si na dni kilka, by ludziom i koniom da odpoczynek. Tam
gdy stanli w jednej kwaterze, zdawa kolejno kady panu Skrzetuskiemu
spraw z tego, co go spotkao i czego dokona, po czym zasiedli przy
gsiorku, aby w przyjacielskim opowiadaniu uly sercom i da folg
wzajemnej ciekawoci.
Ale wwczas pan Zagoba mao komu pozwoli przyj do sowa. Nie
chcia sucha, pragn, by jego tylko suchano; jako pokazao si, e
najwicej mia do opowiadania.
- Moci panowie! - mwi - popadem w niewol - prawda jest! - ale
fortuna koem si toczy. Bohun cae ycie bija, a my dzi jego pobili.
Tak to, tak! zwyczajnie na wojnie! Dzi ty garbujesz, jutro ciebie
garbuj. Ale Bohuna za to Bg skara, i nas, picych smaczno snem
sprawiedliwego, napad i w tak bezecny sposb rozbudzi. Ho, ho?
myla, e mnie swoim plugawym jzykiem przestraszy, a tu mwi
waciom, jakem go przycisn, tak zaraz straci fantazj, zmiesza si i
wygada to, czego nie chcia. Co tu dugo mwi?... ebym w niewol nie
wpad, nie bylibymy mu obaj z panem Michaem klski zadali; mwi:
obaj, bo e w tym terminie magna pars fui, nie przestan twierdzi do
mierci. Tak mi Boe daj zdrowie! Suchajcie dalej moich racji: ebymy
go z panem Michaem nie pobili, nie byby mu podbi pit pan Podbipita,
dalej pan Skrzetuski, a na koniec, ebymy go nie rozgromili, byby on
nas rozgromi - co e si nie stao, kto przyczyn?
- A z waci to jak z liszk - rzecze pan Longinus - tu ogonem
machniesz, tam si umkniesz, a zawsze si wykrcisz.
- Gupi ogar, co za ogonem biey, bo i nie dogoni, i niczego poczciwego
si nie dowcha, a w ostatku wiatr straci. Ilue wa ludzi postrada?
- Ot, z dwunastu wszystkiego, a kilku rannych; ju tam nie bardzo nas
bili.
- A waszmo, panie Michale?
- Ze trzydziestu, bom na nieprzygotowanych uderzy.
- A wasze, panie poruczniku?
- Tylu, ilu pan Longinus.
- A ja dwch. Powiedzcie sami: kto lepszy wdz? Ot, co jest! Po
cemy tu przyjechali? po subie ksicej, wieci o Krzywonosie
naapa; ot powiem waszmociom, e jam si pierwszy o nim
dowiedzia i z najlepszych ust, bo od Bohuna, i wiem, e pod Kamiecem
stoi, ale oblenia myli zaniecha, bo go tchrz oblecia. To wiem de
publicis, ale wiem te jeszcze i co innego, od czego rado wstpi
wapastwu w serca i o czym dotd nie mwiem dlatego, e chciaem,
abymy w kupie o tym radzili; byem te dotd niezdrw, bo mnie fatygi
obaliy i od tego zbjeckiego wizania w kij wntrznoci we mnie
rebelizoway. Mylaem, e mnie krew zaleje.
- Mwe waszmo, na mio bosk! - zawoa Woodyjowski. - Zalie
co o naszej niebodze sysza?
- Tak jest, niech jej Bg bogosawi - rzek Zagoba.
Pan Skrzetuski podnis si na ca sw wysoko i usiad natychmiast -
nastaa taka cisza, e sycha byo brzczenie komarw na okienku, a
pan Zagoba zabra gos znowu:
- yje ona, wiem to na pewno, i jest w Bohunowym rku. Moi moci
panowie, straszne to rce, ale przecie Bg nie pozwoli, aby j krzywda
lub haba spotkaa. Moi moci panowie, to mnie sam Bohun powiada,
ktren by prdzej czym innym chepi si gotw.
- Jak to moe by? jak to moe by? - pyta gorczkowo Skrzetuski.
- Jeli , niech mnie piorun zapali! - odrzek powanie Zagoba - bo to
jest wita rzecz. Suchajcie, co mnie Bohun mwi, gdy sobie chcia
drwi ze mnie, nimem go do ostatka splantowa: Ce to myla
(prawi), e dla chopa j do Baru przywiz? e to ja chop (prawi),
abym j si niewoli? Czy to mnie nie sta, by mnie w Kijowie w cerkwi
lub dali i czercy (powiada) eby mi piewali, i eby trzysta wiec mi
palili - mnie atamanowi! hetmanowi" - i nogami nade mn tupa, i noem
mi grozi, bo myla, e mnie ustraszy, alem mu powiedzia, eby psy
straszy.
Skrzetuski ju si opamita, tylko mu si mnisza twarz rozwiecia i graa
na niej na powrt obawa, nadzieja, rado i niepewno.
- Gdzie ona tedy jest? gdzie jest? - pyta z popiechem. - Jeli si i tego
wa dowiedzia, to z nieba spad.
- Tego on mi nie mwi, ale mdrej gowie do dwie sowie. Uwacie
waszmociowie, e cigle drwi za mnie, nimem go splantowa, i tak
znowu powiada: Naprzd, powiada, do Krzywonosa ci zawiod, a
potem na wesele bym ci prosi, ale teraz wojna, wic to jeszcze
nieprdko." Uwacie waszmociowie: jeszcze nieprdko! - zatem mamy
czas! Po wtre, uwacie take: naprzd do Krzywonosa, potem na
wesele, wic adn miar nie ma jej u Krzywonosa, ale gdzie dalej,
gdzie wojna nie dosza.
- Zoty z waci czowiek! - zawoa Woodyjowski.
- Mylaem tedy naprzd - mwi mile poechtany Zagoba - e moe j
do Kijowa odesa, ale nie, bo mi rzek, e na wesele do Kijowa z ni
pojedzie; jeeli tedy pojedzie, to znaczy, e jej tam nie ma. I za mdry on
na to, by j tam wozi, bo gdyby si Chmielnicki ku Czerwonej Rusi
posun, to Kijowa atwo litewskie wojska mog dosta.
- Prawda! prawda! - wykrzykn pan Longinus. - Ot, jak mnie Bg miy!
niejeden mgby si z waci na rozum pomienia.
- Jeno ja bym si nie z kadym mienia od strachu, abym za bowiny
zamiast rozumu nie kupi, co by mi si midzy Litw snadnie przytrafi
mogo.
- Ju swoje zaczyna - rzek Longinus.
- Pozwle wa skoczy. Tak tedy nie ma jej u Krzywonosa ni w
Kijowie, wic gdzie jest?
- W tym sk!
- Jeli wa si domylasz, to powiedz prdzej, bo mnie ogie pali! -
krzykn Skrzetuski.
- Za Jampolem! - rzek Zagoba i potoczy tryumfalnie swoim zdrowym
okiem.
- Skd wa wiesz? - pyta Woodyjowski.
- Skd wiem? Ot skd: siedziaem w chlewie, bo mnie w chlewie w zbj
kaza zamkn - eby go wieprze za to zepay! - a naokoo gadali ze
sob Kozacy. Przykadam tedy ucho do ciany i co sysz?... Jeden
mwi: Teraz chyba za Jampol ataman pojedzie" - a drugi na to: Milcz,
jeli ci moda gowa mia..." Szyj daj, e ona jest za Jampolem.
- O! jako Bg na niebie! - zakrzykn Woodyjowski.
- Na Dzikie Pola przecie jej nie zaprowadzi, wic wedle mojej gowy,
musia j ukry gdzie midzy Jampolem a Jahorlikiem. Byem te raz w
tamtych stronach, gdy si krlewscy i chanowi sdzie zjedali, bo w
Jahorliku, jak wapastwu wiadomo, pograniczne sprawy si sdz o
zabrane stada, ktrych spraw nigdy nie brak. Peno tam jest nad caym
Dniestrem jarw i zakrytych miejsc, i rnych komyszy, w ktrych yj
w chutorach ludzie, co adnej zwierzchnoci nie znaj mieszkajc w
pustyni i blinich nie widujc. U takich to dzikich pustelnikw on pewnie
j ukry, bo mu tam byo i najbezpieczniej.
- Ba! ale jak si tam dosta teraz, gdy drog Krzywonos zagradza -
rzecze pan Longinus. - Jampol to te, jak syszaem, gniazdo rozbjnicze.
Na to Skrzetuski:
- Chobym i dziesi razy gardo mia straci, bd j ratowa. Pjd
przebrany i bd szuka - Bg mnie pomoe - znajd.
- Ja z tob, Janie! - rzecze pan Woodyjowski.
- I ja po dziadowsku z teorbanem. Wierzajcie mi waszmociowie, e
najwicej mam midzy wami eksperiencji, a e mnie teorban z ostatkiem
obrzyd, wic wezm dudy.
- To i ja si na co przydam, braciaszki? - rzek pan Longinus.
- I pewnie - odpowiedzia pan Zagoba. - Jak bdzie nam trzeba przez
Dniestr si przebra, to wapan bdziesz nas przenosi, jako wity
Krzysztof.
- Dzikuj z duszy waszmociom - rzek Skrzetuski - i gotowo wasz
chtnym przyjmuj sercem. Nie masz to w przeciwnociach nad
przyjaci wiernych, ktrych, jak widz, nie pozbawia mnie Opatrzno!
Daje mnie, wielki Boe, odsuy waszmociom zdrowiem i mieniem!
- Wszyscy my jako jeden m! - wykrzykn Zagoba. - Bg zgod
pochwala, i obaczycie, i frukta naszych prac niedugo bdziemy ogldali.
- To ju nie pozostaje mnie nic innego - mwi po chwili milczenia
Skrzetuski - jak chorgiewk ksiciu odprowadzi i zaraz w kompanii
ruszy. Pjdziem Dniestrem, hen, na Jampol a do Jahorlika, i wszdzie
bdziemy szukali. A gdy, jak mam nadziej, Chmielnicki ju musi by
zniesiony lub nim dojdziemy do ksicia, zniesiony bdzie, przeto i suba
publiczna nie staje .nam na przeszkodzie. Pewnie chorgwie rusz na
Ukrain, by buntu dogasi, ale si tam ju bez nas obejdzie.
- A poczekajcie waszmociowie - rzecze Woodyjowski - pewnie po
Chmielnickim na Krzywonosa przyjdzie kolej, moe wic razem z
chorgwia mi ku Jampolowi ruszymy.
- Nie, nam trzeba by pierwej - odpar Zagoba - ale najpierwej
odprowadzi chorgwie, by mie wolne rce. Spodziewam si te, e
ksi bdzie z nas contentus.
- Szczeglniej z wapana.
- Tak jest, bo mu najlepsze wieci przywo. Wierzaj mi wapan, i
nagrody si spodziewam.
- Wic tedy w drog?
- Do jutra musimy spocz - rzek Woodyjowski. - Zreszt niech
Skrzetuski rozkazuje: on tu wodzem; ale ja przestrzegam, i jeli dzi
ruszymy, konie mnie wszystkie popadaj.
- Wiem, e to jest niepodobiestwo - rzecze Skrzetuski - ale myl, i po
dobrych obrokach jutro moemy.
Jako nazajutrz ruszono. Wedle ordynansw ksicych mieli si wrci
do Zbaraa i tam czeka dalszych rozkazw. Szli wic na Kumin, w bok
od Felsztyna ku Wooczyskom, skd na Chlebanwk wid stary
gociniec do Zbaraa. Drog mieli przykr, bo paday deszcze, ale
spokojn, i tylko pan Longinus, idcy w sto koni naprzd, rozgromi kilka
kup swawolnych, ktre si na tyach wojsk regimentarskich zebray.
Dopiero w Wooczyskach zatrzymali si znw na nocny wypoczynek.
Ale zaledwie zasnli snem smacznym po dugiej drodze, zbudzi ich alarm
i strae day zna, e jaki konny oddzia si zblia. Wnet jednak przysza
wie, e to Wierszuowa tatarska chorgiew, zatem swoi. Zagoba, pan
Longinus i may Woodyjowski natychmiast zebrali si w izbie
Skrzetuskiego, a w lad za nimi wpad jak wicher oficer spod lekkiego
znaku, zziajany, cay pokryty botem, na ktrego spojrzawszy Skrzetuski
wykrzykn:
- Wierszu!
- Jam... jest! - mwi przybyy nie mogc oddechu zapa.
- Od ksicia?
- Tak!... O tchu! tchu!...
- Jakie wieci? Ju po Chmielnickim?
- Ju... po... Rzeczypospolitej!..
- Na rany Chrystusa! co wa gadasz? Klska?
- Klska, haba, sromota!... bez bitwy... Popoch!... O!o!
- Uszom si nie chce wierzy. Mwe! mw, na Boga ywego!...
Regimentarze?...
- Uciekli.
- Gdzie nasz ksi?
- Uchodzi... bez wojska... ja tu od ksicia... rozkaz... do Lwowa
natychmiast... id za nami!
- Kto? Wierszu, Wierszu! Opamitaj si, czowieku! kto?
- Chmielnicki, Tatarzy.
- W imi Ojca i Syna, i Ducha witego! - zawoa Zagoba. - Ziemia si
rozstpuje.
Ale Skrzetuski zrozumia ju, o co chodzi.
- Na potem pytania - rzek - teraz na ko!
- Na ko, na ko!
Kopyta koni pod Wierszuowymi Tatarami szczkay ju przed oknami;
mieszkacy, zbudzeni nadejciem wojska, wychodzili z domw z
latarkami i pochodniami w rku. Wie przeleciaa cae miasto jak
byskawica. Wnet uderzono we dzwony na trwog. Ciche przed chwil
miasteczko napenio si zgiekiem; ttentem koni, okrzykami komendy i
wrzaskiem ydowskim. Mieszkacy chcieli uchodzi wraz z wojskiem,
zaprzgano wozy, adowano na nie dzieci, ony, pierzyny; burmistrz na
czele kilku mieszczan przyszed baga Skrzetuskiego, by nie odjeda
naprzd i odprowadzi mieszkacw chocia do Tarnopola, ale pan
Skrzetuski i sucha go nie chcia majc wyrany rozkaz co tchu rusza
do Lwowa.
Ruszyli tedy i dopiero w drodze Wierszu ochonwszy opowiada, jak i
co si stao.
- Jak Rzeczpospolita Rzeczpospolit - mwi - nigdy nie poniosa takiej
klski. Nic Cecora, nic te Wody, nic Korsu!
A Skrzetuski, Woodyjowski, pan Longinus Podbipita a na karki
koniom si kadli, to si za gowy brali, to rce ku niebu podnosili.
- Rzecz ludzk wiar przechodzi! - mwili. - Gdzie by ksi?
- Opuszczony, od wszystkiego umylnie usunity, swoj nawet dywizj
nie wada.
- Kto mia komend?
- Nikt i wszyscy. Dawno su, na wojnie zby zjadem, jeszczem takich
wojsk i takich wodzw nie widzia.
Zagoba, ktry nie mia wielkiego afektu dla Wierszua i mao go zna,
pocz gow krci i cmoka - na koniec rzek:
- Mj moci panie! czyli si wapanu w oczach tylko nie pomieszao lub
czy czciowej poraki za ogln klsk nie poczyta, bo to, co
opowiadasz, cakiem imaginacj przechodzi.
- e przechodzi, przyznaj, i powiem wicej waci, e szyj bym sobie
da z radoci uci, gdyby jakim cudem pokazao si, i si myl.
- Bo jakime wa sposobem pierwszy po klsce w Wooczyskach
stan? Przecie nie chc przypuci, eby pierwszy da draa? Gdzie s
tedy wojska? ktrdy uciekaj? co si z nimi stao? dlaczego uciekajcy
nie uprzedzili wapana? Na wszystkie owe kwestie na prno szukam
responsu.
Wierszu w kadym innym czasie nie byby puci pazem takich pyta,
ale w tej chwili nie mg myle o niczym wicej, jak o klsce, wic
odrzek tylko:
- Jam pierwszy stan w Wooczyskach, gdy inni uchodz na Oygowce;
a mnie ksi umylnie pchn w stron, gdzie si wapanw spodziewa,
aby was nawanica nie ogarna, gdybycie si za pno dowiedzieli; a po
wtre dlatego, e piset koni, ktre macie, to teraz niemaa dla niego
pociecha, bo dywizja w wikszej czci wygina lub rozproszona.
- Dziwne to rzeczy! - mrukn Zagoba.
- Strach pomyle, desperacja ogarnia, serce si kraje, zy pyn! - mwi
amic rce Woodyjowski. - Ojczyzna zgubiona, niesawa po mierci,
takie wojska rozproszone!... zatracone! Nie moe by inaczej, tylko
koniec wiata i sd ostateczny si zblia!
- Nie przerywajcie mu - rzek Skrzetuski - pozwlcie, aby wszystko
opowiedzia.
Wierszu zamilk, jakby siy zbiera; przez chwil sycha byo tylko
pluskanie kopyt w bocie, bo deszcz pada. Noc bya jeszcze gboka i
ciemna bardzo, bo chmurna, a w tych ciemnociach, w tym ddu
dziwnie zowrogo brzmiay sowa Wierszua, ktry tak mwi pocz:
- Gdybym si nie spodziewa, e w boju polegn, to bym chyba rozum
utraci. Mwilicie waszmociowie o sdzie ostatecznym - i ja tak
mniemam, e wprdce on ju nastpi - gdy wszystko si rozprzga,
zo bierze gr nad cnot i antychryst ju chodzi po wiecie. Wycie nie
patrzyli na to, co si stao - ale jeli nawet relacji o tym znie nie
moecie, c ja, ktrym klsk i niezmiern hab wasnymi oczyma
oglda! Bg nam da szczliwy pocztek w tej wojnie. Nasz ksi
otrzymawszy pod Czohaskim Kamieniem sprawiedliwo z pana
aszcza, reszt puci w niepami i pogodzi si z ksiciem Dominikiem.
Cieszylimy si wszyscy z tej konkordii - jako byo i bogosawiestwo
boe. Ksi powtrnie pogromi pod Konstantynowem i samo miasto
wzi, bo je nieprzyjaciel po pierwszym szturmie opuci. Po czym
ruszylimy pod Piawce, cho ksi nie radzi tam chodzi. Ale zaraz w
drodze pokazay si przeciw niemu rozmaite machinacje, niechci,
zawici i jawne knowania. Nie suchano go na radach, nie zwaano na to,
co mwi, a przede wszystkim usiowano rozdzieli nasz dywizj, aby
jej ksi w rku caej nie mia. Gdyby si sprzeciwi, zwalono by na
niego klsk, wic milcza, cierpia, znosi. Zostay tedy lekkie znaki z
rozkazu genera-regimentarza w Konstantynowie wraz z Wurclem, z
armatami i z oberszterem Machnickim; odczono pana obonego
litewskiego Osiskiego i puk Koryckiego, tak e przy ksiciu zostaa
tylko husaria pod Zawilichowskim, dwa regimenty dragonw - i ja z
czci mojej chorgwi. Wszystkiego nie byo nad dwa tysice ludzi. A
wtedy ju go lekcewaono i sam syszaem, jak mwili klienci ksicia
Dominika: Ju teraz nie powiedz po wiktorii, e za spraw samego
Winiowieckiego przysza." I gono opowiadali, e gdyby tak niezmierna
sawa pokrya ksicia, to by i na elekcji jego kandydat, krlewicz Karol,
si utrzyma, a oni chc Kazimierza: Zarazili fakcjami cae wojska tak, e
poczy si dyskursa w koach jakby na sejmie, wysyanie delegatw - i o
wszystkim tam mylano prcz o bitwie, tak jakby nieprzyjaciel by ju
pogromion. A ow, gdybym zacz opowiada waszmociom o tych
ucztach, o tych wiwatach, o tym przepychu, wiary bym w waszych
uszach nie znalaz. Niczym byy hufce Pyrrusowe przy onych wojskach,
caych od zota, klejnotw i strusich pir. A to dwiecie tysicy sug i
my wozw szy za
nami, konie paday pod ciarem zotogowiw i jedwabnych namiotw,
wozy amay si pod kredensami. Mylaby kto, e na zawojowanie
wiata caego idziemy. Szlachta z pospolitego ruszenia po caych dniach i
nocach trzaskaa batogami: Ot (mwili), czym chamw uspokoimy,
szabli nie dobywajc." A my, starzy onierze, przywykli bi si, nie
rozprawia, juemy na widok onej pychy niesychanej przeczuwali co
zego. Dopiero zaczy si tumulty przeciw panu Kisielowi, e zdrajca, i
za nim, e zacny senator. Siekano si szablami po pijanemu. Stranikw
obozowych nie byo. Nikt adu nie przestrzega, nikt dowdztwa nie
sprawowa, kaden robi, co chcia, szed, gdzie mu byo lepiej, stawa,
gdzie mu si zdawao, czelad wzniecaa haasy - o Boe miosierny! to
to by kulig, nie wyprawa wojenna, kulig, na ktrym salutem Reipublicae
przetacowano, przepito, przejedzono i przefrymarczono w ostatku!
- Jeszcze my yjemy! - rzek Woodyjowski.
- I Bg jest w niebie! - doda Skrzetuski.
Nastaa znw chwila milczenia, po czym Wierszu mwi dalej:
- Zginiemy totaliter, chyba e Bg cud uczyni, za grzechy nas chosta
przestanie i nie zasuone miosierdzie okae. Chwilami ja sam nie wierz
temu, com na wasne oczy oglda, i zdaje mi si, e mnie zmora we nie
dusia...
- Powiadaj wapan dalej - rzek Zagoba - przyszlicie tedy pod Piawce i
co?
- I stalimy. O czym tam regimentarze radzili, nie wiem; na sdzie
ostatecznym za to odpowiedz, bo gdyby od razu na Chmielnickiego
uderzyli, byby zniesiony i rozbity, jak Bg w niebie, mimo nieadu,
niesfornoci i tumultw, i braku wodza. Ju tam popoch by midzy
czerni, ju radzono, jak by Chmielnickiego i starszyzn wyda, a on sam
ucieczk zamierza. Ksi nasz od namiotu do namiotu jedzi, prosi,
baga, grozi: Uderzmy, nim Tatary nadejd, uderzmy!" - i wosy z
gowy wyrywa - a tam si jeden na drugiego oglda - i nic, i nic! Pili,
sejmikowali... Przyszy suchy, e Tatary id - chan w dwiecie tysicy
koni - oni radzili i radzili. Ksi zamkn si w namiocie, bo go cakiem
spostponowali. W wojsku poczto mwi, e kanclerz zakaza ksiciu
Dominikowi bitwy stacza, e si ukady tocz - wszcz si jeszcze
wikszy niead. Na koniec Tatarzy przyszli, ale Bg nam poszczci
pierwszego dnia, potyka si ksi i pan Osiski, i pan aszcz stawa
bardzo dobrze - spdzili ord z pola, wysiekli znacznie - a potem...
Tu gos Wierszuowi zamar w piersi.
- A potem? - pyta pan Zagoba.
- Przysza noc straszna, niepojta. Pamitam, straowaem z mymi
ludmi wedle rzeki, gdy naraz sysz, a w obozie kozackim bij z armat
jak na wiwaty i sycha krzyki. Dopiero przypomniao mi si, co
wczoraj mwiono w obozie, e jeszcze wszystka potga tatarska nie
stana, tylko Tuhaj-bej z czci. Pomylaem wic, kiedy tam wiwatuj,
to ju musia i chan osob swoj stan. A tu i w naszym obozie
zaczyna si tumult. Skoczyem sam z kilkoma ludmi. - Co si stao? -
Krzykn mi: regimentarze uszli!" Ja do ksicia Dominika - nie ma go!
Do podczaszego - nie ma! do chorego koronnego - nie ma! Jezu
Nazareski!... onierze lataj po majdanie, krzyk, wrzask, zgiek,
gowniami wiec: gdzie regimentarze? gdzie regimentarze? A inni woaj:
Koni ! koni !" A inni: Panowie bracia, ratujcie si! zdrada! zdrada!"
Rce do gry podnosz, twarze obkane, oczy wytrzeszczone, tocz si,
depcz, dusz, siadaj na ko, lec na olep bez broni. Dopiero ciska
hemy, pancerze, bro, namioty! A tu jedzie ksi na czele husarii w
srebrnej zbroi: sze pochodni koo niego nios, a on stoi w strzemionach
i krzyczy: Moci panowie, jam zosta, kup do mnie!" Gdzie tam! nie
sysz go, nie widz, lec na husari, mieszaj j, przewracaj ludzi i
konie, ledwiemy ksicia samego uratowali - potem po zdeptanych
ogniskach, w ciemnoci, niby wezbrany potok, niby rzeka, wszystko
wojsko w dzikim popochu wypada z obozu, rozprasza si, ginie,
ucieka... Nie masz ju wojsk, nie masz wodzw, nie masz
Rzeczypospolitej... jest tylko haba nie zmyta i noga kozacka na szyi...
Tu pan Wierszu jcze pocz i konia targa, bo go sza rozpaczy
ogarn; ten sza udzieli si innym i jechali wrd owego ddu i nocy jak
obkani.
Jechali dugo. Pierwszy Zagoba przemwi:
- Bez bitwy - o szelmy! o takie syny! pamitacie, jak wspania posta w
Zbarau czynili? jak sobie zje Chmielnickiego bez pieprzu i soli
obiecywali? O szelmy!
- Gdzie tam! - krzykn Wierszu - uciekli po pierwszej bitwie wygranej
nad Tatary i czerni, po bitwie, w ktrej nawet pospolite ruszenie jako
lwy walczyo.
- Jest w tym palec boy - rzek Skrzetuski - ale jest i jakowa tajemnica,
ktra wyjani si musi...
- Bo gdyby wojsko pierzcho, to si na wiecie zdarza - rzek
Woodyjowski - ale tu wodze pierwsi obz opucili, jakby chcc umylnie
nieprzyjacielowi wiktori uatwi i wojsko na rze wyda.
- Tak jest! tak jest! - rzecze Wierszu. - Mwi te, e to umylnie
uczynili.
- Umylnie? na rany boskie, to nie moe by!..
- Mwi, e umylnie - a dlaczego? kto dojdzie! kto zgadnie!
- eby ich groby przytuky, eby ich rody wyginy, a jeno pami
niesawna po nich zostaa! - rzek Zagoba.
- Amen! - rzek Skrzetuski.
- Amen! - rzek Woodyjowski.
- Amen! - powtrzy pan Longinus.
- Jeden jest czowiek, ktren moe ojczyzn jeszcze ratowa, jeli mu
buaw i reszt si Rzeczypospolitej oddadz, jeden jest, bo o innym ju
ani wojsko, ani szlachta nie bdzie chciaa sysze.
- Ksi! - rzek Skrzetuski.
- Tak jest.
- Przy nim bdziem sta, przy nim zginiemy. Niech yje Jeremi
Winiowiecki! - wykrzykn Zagoba.
- Niech yje! - powtrzyo kilkadziesit niepewnych gosw, ale okrzyk
zamar zaraz, bo w chwili, gdy ziemia rozstpowaa si pod nogami, a
niebo zdawao si wali na gowy, nie by czas na okrzyki i wiwaty.
Tymczasem poczo wita i w oddaleniu ukazay si mury Tarnopola.
 132
 Rozdzia IX 
Pierwsi rozbitkowie spod Piawiec dotarli do Lwowa witaniem dnia 26
wrzenia i rwno z otwarciem bram miejskich straszna wie piorunem
rozleciaa si po caym miecie wzbudziwszy niedowierzanie w jednych,
popoch w drugich, w innych za rozpaczliw ch obrony. Pan
Skrzetuski ze swym oddziaem przyby w dwa dni pniej, gdy ju cay
grd by zapchany uciekajcym onierstwem, szlacht i uzbrojonym
mieszczastwem. Mylano ju o obronie, gdy lada chwila spodziewano
si Tatarw, ale nie wiedziano jeszcze, kto stanie na czele i jak si do
dziea wemie, dlatego wszdy panowa bezad i popoch. Niektrzy
uciekali z miasta wywoc rodziny i mienie, okoliczni za mieszkacy
szukali w nim schronienia; wyjedajcy i wjedajcy zawalali ulice i
wzniecali tumulty o przejazd; wszdy byo peno wozw, pak, tumokw
i koni, onierzy spod najrozmaitszych znakw; na wszystkich twarzach
czytae niepewno, gorczkowe oczekiwanie, rozpacz lub rezygnacj.
Co chwila przestrach jak wir powietrzny zrywa si niespodzianie;
rozlegay si krzyki: Jad! Jad!" - i tumy poruszay si jak fala; czasem
biegy na olep przed siebie, raone szalestwem trwogi, dopki nie
pokazao si, e to nadjeda nowy jaki oddzia rozbitkw.
A oddziaw tych kupio si coraz to wicej - ale jake aosny widok
przedstawiali ci onierze, ktrzy jeszcze niedawno w zocie i pirach szli
ze piewaniem na ustach a dum w oczach na on wypraw przeciw
chopstwu! Dzi obdarci, wygodzeni, zndzniali, pokryci botem, na
wyniszczonych koniach, z hab w twarzach, podobniejsi do ebrakw
ni do rycerzy, lito by tylko wzbudza mogli, gdyby by czas na lito
w tym miecie, na ktrego mury wnet moga zwali si caa potga
wroga. I kaden z tych pohabionych rycerzy tym jedynie si pociesza,
e tak wielu, e tyle tysicy mia towarzyszw wstydu; wszyscy kryli si
w pierwszej godzinie, by nastpnie ochonwszy rozwodzi skargi,
narzekania, rzuca przeklestw i groby, wczy si po ulicach, pi po
szynkowniach i powiksza tylko niead i trwog.
Kady bowiem powtarza: Tatarzy tu! tu!" Jedni widzieli poogi za
sob, inni klli si na wszystkie witoci, i przyszo im ju odcina si
zagonom. Gromady otaczajce onierzy suchay z nateniem tych
wieci. Dachy i wiee kociow usiane byy tysicami ciekawych;
dzwony biy larum, a tumy niewiast i dzieci dusiy si po kocioach, w
ktrych wrd wiec jarzcych byszcza Przenajwitszy Sakrament.
Pan Skrzetuski przeciska si z wolna od bramy halickiej ze swoim
oddziaem przez zbite masy koni, wozw, onierzy, przez cechy
mieszczaskie stojce pod swymi banderiami i przez posplstwo, ktre ze
zdziwieniem spogldao na ow chorgiew wchodzc nie w rozsypce, ale
w szyku bojowym do miasta. Poczto krzycze, e pomoc nadchodzi, i
znw niczym nie usprawiedliwiona rado ogarna tuszcz, ktra ja si
cisn i chwyta za strzemiona pana Skrzetuskiego. Zbiegli i si te i
onierze woajc: To winiowiecczycy! Niech yje ksi Jeremi!" Tok
zrobi si tak wielki, e chorgiew zaledwie noga za nog moga si
posuwa.
Na koniec naprzeciw ukaza si oddzia dragonw z oficerem na czele.
onierze rozgarniali tumy, oficer za krzycza: Z drogi! z drogi!" - i
pazowa tych, ktrzy mu nie ustpowali do rycho.
Skrzetuski pozna Kuszla.
Mody oficer powita serdecznie znajomych.
- Co to za czasy! co to za czasy! - rzek.
- Gdzie ksi? - pyta Skrzetuski.
- Umorzyby go frasunkiem, gdyby duej nie przyjeda. Bardzo si
tu za tob i twoimi ludmi oglda. Jest teraz u Bernardynw; mnie
wysano za porzdkiem w miecie, ale ju Grozwajer tym si zaj.
Pojad z tob do kocioa. Tam si rada odbywa.
- W kociele?
- Tak jest. Bd ksiciu buaw ofiarowa, bo onierze owiadczaj, e
pod innym wodzem nie chc broni miasta.
- Jedmy! Mnie te pilno do ksicia.
Poczone oddziay ruszyy. Po drodze Skrzetuski wypytywa si o
wszystko, co dziao si we Lwowie, i czyli obrona ju postanowiona.
- Wanie teraz si sprawa way - rzecze Kuszel. - Mieszczanie chc si
broni. Co za czasy! ludzie nikczemnych kondycji okazuj wicej serca
ni szlachta i onierze.
- A regimentarze? co si z nimi stao? Czyli s w miecie i czyli nie bd
ksiciu przeszkd stawiali?
- Byle on sam nie stawia! By lepszy czas na oddanie mu buawy, teraz
za pno. Regimentarze oczu nie miej pokaza. Ksi Dominik
popasa tylko w paacu arcybiskupim i zaraz si wynis; i dobrze zrobi,
bo nie uwierzysz, jaka jest w onierzach na niego zawzito. Ju go nie
ma, a jeszcze cigle krzycz: Dawaj go sam, wnet go rozsiekamy!" -
pewnie nie byby uszed jakowego przypadku. Pan podczaszy koronny
pierwszy tu przyby, ba! nawet i na ksicia wygadywa pocz, ale teraz
siedzi cicho, bo i przeciw niemu powstaj tumulty. Do oczu mu
wszystkie winy wymawiaj, a on jeno zy poyka. W oglnoci strach, co
si dzieje, jakie czasy nadeszy! Mwi ci: dzikuj Bogu, e pod
Piawcami nie by, e stamtd nie ucieka, bo e nam, ktrzymy tam
byli, rozum si nie pomiesza z ostatkiem - to chyba cud.
- A nasza dywizja?
- Nie ma ju jej! ledwie co zostao. Wurcla nie ma, Machnickiego nie
ma, Zawilichowskiego nie ma. Wurcel i Machnicki nie byli po
Piawcami, bo zostali w Konstantynowie. Tam ich ten Belzebub, ksi
Dominik, zostawi, by ksicia naszego potg osabi. Nie wiadomo: czy
uszli, czy ich nieprzyjaciel ogarn. Stary Zawilichowski przepad jak
kamie w wodzie. Daj Bg, eby nie zgin!
- A wszystkich onierzy sia si tu zebrao?
- Jest dosy, ale co z nich!... Jeden ksi mgby sobie da z nimi rady,
gdyby chcia buaw przyj, bo nikogo sucha nie chc. Okrutnie si
ksi o ciebie frasowa i o onierzy... Jedyna te to caa chorgiew.
Juemy ci opakali.
- Teraz ten szczliwy, kogo pacz.
Przez czas jaki jechali w milczeniu, pogldajc po tumach, suchajc
zgieku i krzykw: Tatary! Tatary!" W jednym miejscu ujrzeli straszny
widok rozdzieranego na sztuki czowieka, ktrego tum o szpiegostwo
posdzi. Dzwony biy cigle.
- Czy orda prdko tu stanie? - spyta Zagoba.
- Licho j wie!... moe dzi jeszcze. To miasto nie bdzie si dugo
broni, bo nie wytrzyma. Chmielnicki idzie w dwiecie tysicy Kozakw
prcz Tatarw.
- Kaput! - odpowiedzia szlachcic: - Lepiej nam byo jecha dalej na
zamanie szyi! Po co my tyle zwycistw odnieli?
- Nad kim?
- Nad Krzywonosem, nad Bohunem, diabe wie nie nad kim!
- Ale! - rzek Kuszel i zwrciwszy si do Skrzetuskiego pyta cichym
gosem: - A ciebie, Janie, w niczym-e Bg nie pocieszy? nie znalaze
tego, czego szuka? nie dowiedziae si przynajmniej czego?
- Nie czas o tym myle! - zawoa Skrzetuski. - Co ja znacz i moje
sprawy wobec tego, co si stao? Wszystko marno i marno, a na
kocu mier!
- Tak i mnie si widzi, e cay wiat niedugo zginie - rzek Kuszel.
Tymczasem dojechali do kocioa Bernardynw, ktrego wntrze paao
wiatem. Tumy niezmierne stay przed kocioem, ale nie mogy si do
rodka dosta, bo sznur halebardnikw zamyka wejcie puszczajc tylko
znaczniejszych i starszyzn wojskow.
Skrzetuski kaza drugi sznur wycign swoim ludziom.
- Wejdmy - rzek Kuszel. - P Rzeczypospolitej jest w tym kociele.
Weszli. Kuszel niewiele przesadzi. Co byo znakomitszego w wojsku i w
miecie, zgromadzio si na narad, wic wojewodowie, kasztelanowie,
pukownicy, rotmistrze, oficerowie cudzoziemskiego autoramentu,
duchowiestwo, tyle szlachty, ile koci mg pomieci, mnstwo
wojskowych niszych stopni i kilkunastu rajcw miejskich z
Grozwajerem na czele, ktren mieszczastwem mia dowodzi. By take
obecny i ksi, i pan podczaszy koronny, jeden z regimentarzy, i
wojewoda kijowski, i starosta stobnicki, i Wessel, i Arciszewski, i pan
obony litewski Osiski - ci siedzieli przed wielkim otarzem tak, aby
publicum mogo ich widzie. Radzono popiesznie, gorczkowo, jako
zwykle w takich wypadkach: mwcy wstpowali na awy i zaklinali
starszyzn, by nie podawaa miasta w rce wrae bez obrony. Choby i
zgin przyszo, miasto wstrzyma nieprzyjaciela, Rzeczpospolita
ochonie. Czego brak do obrony? S mury, s wojska, jest determinacja -
wodza tylko trzeba. A gdy tak mwiono, w publicznoci zryway si
szmery, ktre przechodziy w gone okrzyki - zapa ogarnia
zgromadzonych. Zginiemy! zginiemy chtnie! - woano - hab
piawieck nam zmaza, ojczyzn zasoni!" I rozpoczynao si trzaskanie
szablami, i goe ostrza migotay przy blasku wiec. A inni woali: Uciszy
si! obrady porzdkiem!" - Broni si czy nie broni?" - Broni!
broni!" - wrzeszczao zgromadzenie, a echo odbite od sklepie
powtarzao: Broni si!" - Kto ma by wodzem? Kto ma by
wodzem?" - Ksi Jeremi - on wdz! on bohater! niech broni miasta,
Rzeczypospolitej - niech mu oddadz buaw i niech yje!"
Wwczas z tysica puc wyrwa si okrzyk tak gromki, e a ciany
zadray i szyby zabrzczay w oknach kocielnych.
- Ksi Jeremi! ksi Jeremi! Niech yje! niech yje! niech zwycia!
Zabyso tysice szabel, wszystkie oczy skieroway si na ksicia, a on
powsta spokojny, ze zmarszczon brwi. Uciszyo si natychmiast, jakby
kto makiem posia.
- Moci panowie! - rzek.ksi dwicznym gosem, ktry w tej ciszy
doszed do wszystkich uszu. - Gdy Cymbrowie i Teutoni napadli na
Rzeczpospolit rzymsk, nikt nie chcia ubiega si o konsulat, a go
wzi Mariusz. Ale Mariusz mia prawo go bra, bo nie byo wodzw
przez senat naznaczonych... I ja bym si w tej toni od wadz nie
wybiega chcc ojczynie miej zdrowiem suy, ale buawy przyj nie
mog, gdy ojczynie, senatowi i zwierzchnoci bym ubliy, a
samozwaczym wodzem by nie chc. Jest midzy nami ten, ktremu
Rzeczpospolita buaw oddaa - jest pan podczaszy koronny...
Tu ksi dalej mwi nie mg, bo zaledwie pana podczaszego
wspomnia, powsta straszliwy wrzask, szczkanie szablami: tum
zakoysa si i wybuchn jak prochy, na ktre iskra pada. Precz! na
pohybel! pereat!" - rozlegao si w tumie. Pereat! pereat!" - brzmiao
coraz potniej. Podczaszy zerwa si z krzesa, blady, z kroplami
zimnego potu na czole, a tymczasem grone postacie zbliay si ku
stallom, ku otarzowi i sycha ju byo zowrogie: Dawajcie go!" Ksi
widzc, na co si zanosi, wsta i wycign prawic.
Tumy wstrzymay si sdzc, e chce mwi; uciszyo si w mgnieniu
oka.
Ale ksi chcia tylko burz i tumult zaegna; rozlewu krwi w kociele
nie dopuci, wic gdy spostrzeg, e najgroniejsza chwila mina, usiad
na powrt.
O dwa krzesa dalej, przegrodzony tylko przez wojewod kijowskiego,
siedzia nieszczsny podczaszy: siw gow opuci na piersi, rce mu
zwisy, a z ust wydobyway si sowa przerywane kaniem:
- Panie! za grzechy moje przyjmuj z pokor ten krzy!
Starzec mg wzbudzi lito w najtwardszym sercu, ale tum zwykle
bywa bezlitosny, wic na nowo wszczynay si haasy, gdy nagle
wojewoda kijowski powsta dajc zna rk, e chce przemwi.
By to towarzysz zwycistw Jeremiego, dlatego suchano go chtnie.
On za zwrci si do ksicia i w najczulszych sowach zaklina go, by
buawy nie odrzuca i nie waha si ratowa ojczyzny. Gdy
Rzeczpospolita ginie, niech pi prawa, niech j ratuje nie wdz
mianowany, ale ten, ktren najwicej ratowa zdolny: - Bierze ty
buaw, wodzu niezwyciony! bierz, ratuj! nie miasto samo, ale ca
Rzeczpospolit. Oto ustami jej ja, starzec, bagam ciebie, a ze mn
wszystkie stany, wszyscy mowie, niewiasty i dzieci - ratuj! ratuj!"
Tu zdarzy si wypadek, ktry poruszy wszystkie serca: niewiasta w
aobie zbliya si do otarza i rzucajc pod nogi ksicia zote ozdoby i
klejnoty klkna przed nim i szlochajc gono, woaa:
- Mienie ci nasze przynosim! ycie oddajem w twe rce, ratuj! ratuj, bo
giniemy.
Na ten widok senatorowie, wojskowi, a za nimi cae tumy zaryczay
ogromnym paczem - i by jeden gos w tym kociele:
- Ratuj!
Ksi zakry oczy rkoma, a gdy podnis twarz, i w jego renicach
byszczay zy. Jednak si waha. Co si stanie z powag
Rzeczypospolitej, jeli on t buaw przyjmie?
Wtem wsta podczaszy koronny.
- Jam stary - rzek - nieszczliwy i przybity. Mam prawo zrzec si
ciaru, ktren jest nad moje siy, i woy go na modsze barki... Ot
wobec tego Boga ukrzyowanego i wszystkiego rycerstwa tobie oddaj
buaw - bierz j.
I wycign oznak ku Winiowieckiemu. Nastaa chwila takiej ciszy, e
syszaby przelatujc much. Na koniec rozleg si uroczysty gos
Jeremiego:
- Za grzechy moje... - Przyjmuj.
Wtedy sza opanowa zgromadzenie Tumy zamay stalle, przypaday do
ng Winiowieckiego, ciskay kosztownoci i pienidze. Wie rozniosa
si lotem byskawicy po caym miecie: onierstwo odchodzio od
zmysw z radoci i krzyczao, e chce i na Chmielnickiego, na
Tatarw i sutana. Mieszczanie nie myleli ju o poddaniu, ale o obronie
do ostatniej kropli krwi. Ormianie znosili dobrowolnie pienidze do
ratusza, zanim o szacunku poczto mwi; ydzi w bnicy podnieli
wrzask dzikczynny - armaty na waach oznajmiy grzmotem radosn
nowin; po ulicach palono z rusznic, samopaw i pistoletw. Okrzyki:
Niech yje!", trway przez ca noc. Kto rzeczy niewiadom mgby
sdzi, i to miasto tryumf jaki czy uroczyste wito obchodzi.
A jednak lada chwila trzysta tysicy nieprzyjaci - armia wiksza od
tych, jakie cesarz niemiecki lub krl francuski mogli wystawi, a dziksza
od zastpw Tamerlana - miaa oblec mury tego grodu.
 142
 Rozdzia X 
W tydzie pniej, rankiem dnia 6 padziernika, gruchna po Lwowie
wie zarwno nieoczekiwana, jak straszliwa, e ksi Jeremi,
zabrawszy wiksz cz wojska, opuci potajemnie miasto i wyjecha
nie wiadomo dokd.
Tumy zebray si przed arcybiskupim paacem: nie chciano pocztkowo
wierzy. onierze twierdzili, i jeli ksi wyjecha, to niezawodnie
wyjecha na czele potnego podjazdu, aby zlustrowa okolic. Pokazao
si (mwiono), e zbiegowie faszywe gosili wieci zapowiadajc lada
chwila Chmielnickiego i Tatarw, bo oto od 26 wrzenia upyno dni
dziesi, a nieprzyjaciela jeszcze nie wida. Ksi zapewne chcia si
naocznie przekona o niebezpieczestwie i po sprawdzeniu wieci
niezawodnie powrci. Zreszt zostawi kilka regimentw i do obrony
wszystko gotowe. Tak byo w istocie. Wszelkie rozporzdzenia zostay
wydane, miejsca wyznaczone, armaty zatoczone na way. Wieczorem
przyby rotmistrz Cichocki na czele pidziesiciu dragonw.
Natychmiast opadli go ciekawi, ale on z tumem rozmawia nie chcia - i
uda si wprost do generaa Arciszewskiego; obaj wezwali Grozwajera i
po naradzie poszli na ratusz. Tam Cichocki owiadczy przeraonym
rajcom, e ksi wyjecha bezpowrotnie.
W pierwszej chwili opady wszystkim rce i jedne zuchwae usta
wymwiy sowo: Zdrajca!" Ale wwczas Arciszewski, stary wdz,
wsawiony wielkimi czynami w subie holenderskiej, powsta i w ten
sposb do wojskowych i rajcw mwi pocz:
- Syszaem sowo bluniercze, ktrego bodajby nikt nie by wymwi, bo
go desperacja nawet usprawiedliwi nie moe. Ksi wyjecha i nie
wrci - tak jest! Ale jakie to prawo macie wymaga od wodza, na
ktrego barkach zbawienie caej ojczyzny spoczywa, aby jedynie
waszego miasta broni? Co by si stao, gdyby tu ostatek si
Rzeczypospolitej otoczy nieprzyjaciel? Ni zapasw ywnoci, ni broni na
tak wielkie wojsko tu nie ma - wic to wam powiem, a memu
dowiadczeniu wierzy moecie, e im wiksza potga byaby tu
zamknit, tym krcej obrona trwa by moga, bo gd zwyciyby nas
prdzej od nieprzyjaciela. Bardziej chodzi Chmielnickiemu o osob
ksicia ni o wasze miasto, wic gdy si dowie, e go tu nie masz, e
nowe wojska zbiera i z odsiecz przyby moe, acniej wam bdzie
folgowa i na ukady si zgodzi. Dzi szemrzecie, a ja wam powiadam, e
ksi, opuciwszy ten grd, groc Chmielnickiemu z zewntrz, ocali
was i dzieci wasze. Trzymajcie si, brocie, zadziercie tego
nieprzyjaciela czas jaki, a i miasto ocali moecie, i wiekopomn usug
Rzeczypospolitej oddacie, bo ksi przez ten czas siy zbierze, inne
fortece opatrzy, przebudzi zdrtwia Rzeczpospolit i na ratunek wam
popieszy. Jedyn on obra zbawienia drog, bo gdyby tu, godem
zmorzon, pad z wojskiem, tedyby ju nikt nieprzyjaciela nie wstrzyma,
ktren poszedby na Krakw, na Warszaw i ca ojczyzn zala, nigdzie
nie znajdujc oporu. Dlatego zamiast szemra, pieszcie na way broni
siebie, dzieci waszych, miasta i caej Rzeczypospolitej.
- Na way! na way! - powtrzyo kilka mielszych gosw.
Grozwajer, czowiek energiczny i miay, ozwa si:
- Cieszy mnie determinacja ichmociw i wiedzcie, e ksi nie odjecha
bez obmylenia obrony. Kady tu wie, co ma robi, i stao si to, co si
byo sta powinno. Obron mam w rku i bd si broni do mierci.
Nadzieja na nowo wstpia w struchlae serca, co widzc Cichocki ozwa
si w kocu:
- Jego ksica mo przysya te wapanom wiadomo, i nieprzyjaciel
blisko Porucznik Skrzetuski otar si skrzydem o dwutysiczny czambu,
ktry rozbi. Jecy mwi, e sroga potga idzie za nimi.
Wiadomo ta wielkie wywara wraenie; nastaa chwila milczenia;
wszystkie serca zabiy ywiej.
- Na way! - rzek Grozwajer.
- Na way! na way! - powtrzyli obecni oficerowie i mieszczanie.
A wtem rumor uczyni si za oknami; sycha byo zgiek tysica gosw,
ktre zlay si w jeden niezrozumiay szum, podobny do szumu fal
morskich. Nagle drzwi sali otworzyy si z oskotem, wpado kilkunastu
mieszczan i zanim obradujcy mieli czas pyta, co zaszo, rozlegy si
woania:
- uny na niebie! uny na niebie!
- A sowo stao si ciaem! - rzek Grozwajer - na way!
Sala opustoszaa. Po chwili huk armat wstrzsn murami miasta
oznajmiajc mieszkacom samego grodu, przedmie i okolicznych
wiosek, e nieprzyjaciel nadcign.
Na wschodzie niebo czerwienio si jak okiem dojrze; rzekby: morze
ognia zbliao si ku miastu.
* * *
Ksi tymczasem rzuci si do Zamocia i starszy po drodze czambulik,
o ktrym Cichocki mieszczanom wspomina, zaj si napraw i
opatrzeniem tej potnej z natury twierdzy, ktr te w krtkim czasie
niezdobyt uczyni. Skrzetuski wraz z panem Longinem i czci
chorgwi zosta w twierdzy przy panu Weyherze, starocie waeckim, a
ksi ruszy do Warszawy, by od sejmu uzyska rodki na zacigi
nowych wojsk i zarazem wzi udzia w elekcji, ktra wraz miaa si
odprawia. Losy Winiowieckiego i caej Rzplitej miay way si na tej
elekcji, gdyby bowiem krlewicz Karol zosta obrany, tedyby partia
wojenna wzia gr - ksi otrzymaby naczelne dowdztwo
wszystkich si Rzplitej i musiaoby przyj do walnej na mier i ycie z
Chmielnickim rozprawy. Krlewicz Kazimierz 
lubo synny z mstwa i pan wcale wojenny, susznie uchodzi za stronnika
polityki kanclerza Ossoliskiego, zatem polityki ukadw z Kozakami i
znacznych dla nich ustpstw. Obaj bracia nie szczdzili obietnic i wysilali
si na jednanie sobie stronnikw; dlatego wobec rwnej siy obydwch
partii nikt nie mg przewidzie rezultatu elekcji. Stronnicy kanclerscy
obawiali si, aby Winiowiecki dziki rosncej coraz sawie i mioci, jak
posiada u rycerstwa i szlachty, nie przeway umysw na stron Karola,
ksi za dla tych samych przyczyn pragn osobicie popiera swego
kandydata. Dlatego cign piesznym pochodem do Warszawy, pewny
ju, e Zamo zdoa dugo ca potg Chmielnickiego i krymsk
wytrzyma. Lww, wedug wszelkiego prawdopodobiestwa, mona byo
uwaa za ocalony, gdy Chmielnicki nie mg adn miar bawi si
dugo zdobywaniem tego miasta majc przed sob potniejszy Zamo,
ktren mu drog do serca Rzplitej zamyka. Te myli krzepiy umys
ksicy i wleway otuch w jego serce tylu tak strasznymi klskami
kraju strapione. Nadzieja wstpia we pewna, e choby te i Kazimierz
zosta obrany, ju wojna jest nieuniknion i straszliwa rebelia musi w
morzu krwi uton. Spodziewa si, e Rzeczpospolita jeszcze raz
wystawi potn armi - bo i ukady byy o tyle tylko moliwe, o ile
poparaby je potna armia.
Koysany tymi mylami, jecha ksi pod zason kilku chorgwi, majc
przy sobie Zagob i pana Woodyjowskiego, z ktrych pierwszy kl si
na wszystko, e przeprowadzi wybr ksicia Karola, bo umie do szlachty
braci gada i wie, jak jej zay; drugi za eskort ksicia dowodzi. W
Siennicy, niedaleko Miska, czekao ksicia mie, chocia niespodziane
spotkanie; zjecha si bowiem z ksin Gryzeld, ktra z Brzecia
Litewskiego do Warszawy dla bezpieczestwa dya, spodziewajc si
przy tym susznie, e i ksi tam cignie. Witali si tedy serdecznie po
dugim niewidzeniu. Ksina, lubo dusz miaa elazn, rzucia si z takim
paczem w objcia ma, e utuli si przez kilka godzin nie moga, bo,
ach! jak czsto byway takie chwile, e ju si go nie spodziewaa ujrze
wicej; a tymczasem Bg da, e oto wraca sawniejszy ni
kiedykolwiek, otoczon tak chwa, jaka nikogo jeszcze z jego rodu nie
opromieniaa, najwikszy z wodzw, jedyna caej Rzeczypospolitej
nadzieja. Ksina odrywajc si co chwila od jego piersi spogldaa przez
zy na t twarz chud, sczernia, na to czoo wyniose, ktre troski i
trudy pooray w gbokie bruzdy; na oczy zaczerwienione od nocy
bezsennych, i na nowo zalewaa si zami, a cay fraucymer wtrowa jej
z gbi wezbranych serc. Z wolna dopiero ksistwo uspokoiwszy si
poszli do obszernej plebanii miejscowej i tam poczy si pytania o
przyjaci, dworzan i rycerzy, ktrzy jakoby do rodziny naleeli i z
ktrymi pami o ubniach si zrosa. Uspokoi tedy naprzd ksi
troskliwo ksiny o pana Skrzetuskiego tumaczc, i dlatego tylko w
Zamociu zosta, i w utrapieniach, jakie od Boga mu byy zesane, nie
chcia pogra si w szum stoeczny i wola w surowej subie wojennej
i w pracy leczy rany serdeczne: Potem prezentowa ksi pana Zagob
i o czynach jego opowiada.
- Vir to jest incomparabilis - mwi - ktren nie tylko Kurcewiczwn
Bohunowi wydar, ale j przez rodek obozw Chmielnickiego i Tatarw
przeprowadzi, potem za razem z nami z wielk swoj saw
najchwalebniej pod Konstantynowem stawa.
Syszc to ksina pani nie szczdzia pochwa panu Zagobie,
kilkakrotnie mu rk do pocaowania podajc i lepsz jeszcze kontentacj
w stosownej porze obiecujc - a vir incomparabilis kania si, modesti
bohaterstwo osania, to znw si puszy i na fraucymer zerka, bo cho
by stary i niewiele sobie od pci biaej obiecywa, przecie mio mu to
byo, e tyle o jego mstwie i czynach syszaa. Nie brako jednak i
smutku w tym radosnym skdind powitaniu, bo pominwszy ju czasy
na ojczyzn cikie, ile to razy na pytania ksiny o rnych znajomych
rycerzy ksi odpowiada: Zabit... zabit... zaginion" - przy tym i panny
zawodziy, bo niejedno tam midzy zabitymi drogie nazwisko
wymieniono.
Tak rado mieszaa si ze smutkiem, zy z umiechami. Ale najbardziej
strapiony by may pan Woodyjowski, na prno si bowiem rozglda i
oczyma na wszystkie strony obraca: ksiniczki Barbary nie byo nigdzie.
Co prawda, wrd trudw wojny, wrd cigych bojw, potyczek i
pochodw ju by w kawaler troch o niej zapomnia, gdy i z natury o
ile do mioci by atwy, o tyle niezbyt w niej wytrway; ale teraz, gdy
ujrza znw fraucymer, gdy mu przed oczyma stano jako ywe ycie
ubniaskie, pomyla sobie, e milej by mu te byo, gdy chwila
odpoczynku nadesza, i powzdycha, i serce na nowo zaj. Wic gdy to
si nie zdarzyo, a sentyment jak na zo ody na nowo, strapi si pan
Woodyjowski ciko i wyglda, jakby go deszcz ulewny zmoczy.
Gow spuci na piersi, wsiki, zwykle tak podkrcone w gr, e a za
nozdrza sigay jak u chrabszcza, zwisy mu take ku doowi, zadarty
nos si wyduy, z twarzy znika zwyczajna pogoda i sta milczcy, nie
poruszy si nawet, gdy ksi z kolei jego mstwo i nadzwyczajne
przewagi wychwala. C bowiem znaczyy dla wszystkie pochway,
gdy ona ich sysze nie moga!
A zlitowaa si nad nim Anusia Borzobohata i cho miewali midzy sob
sprzeczki, postanowia go pocieszy. W tym celu, strzygc oczyma ku
ksinie, przysuwaa si nieznacznie do rycerza i wreszcie znalaza si tu
przy nim.
- Dzie dobry wapanu - rzeka. - Dawnomy si nie widzieli.
- Oj, panno Anno! - odrzek melancholicznie pan Micha - sia wody
upyno i w niewesoych czasach si znw widzimy - i nie wszyscy.
- Pewnie, e nie wszyscy: tylu rycerzy polego!
Tu westchna Anusia, po chwili za mwia dalej:
- I my nie w tej liczbie, jako dawniej, bo panna Sieniutwna za m
posza, a ksiniczka Barbara zostaa u pani wojewodziny wileskiej.
- I pewnie take za m idzie?
- Nie, nie bardzo ona o tym myli. A czemu si to wapan o to dopytuje?
To rzekszy Anusia przymruya czarne oczta tak, i tylko szpareczki
pozostay, i spogldaa ukonie spod rzs na rycerza.
- Przez yczliwo dla familii - odpar pan Micha.
A Anusia na to:
- Oj, to i susznie, bo te wielk pan Micha ma w ksiniczce Barbarze
przyjacik. Nieraz pytaa: gdzie to w mj rycerz, ktren na turnieju w
ubniach najwicej gw tureckich zrzuci, za com mu nagrod dawaa?
co on porabia? zali yje jeszcze i o nas pamita?
Pan Micha podnis z wdzicznoci oczy na Anusi i po pierwsze,
ucieszy si, po wtre, dostrzeg, e Anusia wyadniaa niepomiernie.
- Zali naprawd ksiniczka Barbara tak mwia? - spyta.
- Jako ywo! I to jeszcze wspominaa, jake wapan przez fos dla niej
skaka, wtedy gdy to w wod wpad.
- A gdzie teraz pani wojewodzina wileska?
- Bya z nami w Brzeciu, a tydzie temu pojechaa do Bielska, skd do
Warszawy przybdzie.
Pan Woodyjowski drugi raz spojrza na Anusi i nie mg ju
wytrzyma.
- A panna Anna - rzek - ju do takowej gadkoci dosza, e a oczy bol
patrze.
Dziewczyna umiechna si wdzicznie.
- Pan Micha tak jeno mwi, by mnie skaptowa.
- Chciaem swego czasu - rzek ruszajc ramionami rycerz - Bg widzi,
chciaem i nie mogem, a teraz panu Podbipicie ycz, by by
szczliwy.
- A gdzie pan Podbipita? - spytaa cicho Anusia, spuszczajc oczki.
- W Zamociu ze Skrzetuskim; zosta ju namiestnikiem w chorgwi i
suby pilnowa musi, ale gdyby by wiedzia, kogo tu ujrzy, o! jak Bg
na niebie, byby wzi permisj i tu z nami wielkim krokiem nady.
Wielki to jest kawaler, na wszelk ask zasugujcy.
- A na wojnie... nie dozna jakowego szwanku?
- Widzi mi si, e wapanna nie o to chcesz pyta, jeno o te trzy gowy,
ktre ci zamierzy?
- Nie wierz, aby on to naprawd zamierzy.
- A jednak wierz wapanna, bo bez tego nie bdzie nic. Nieleniwie on te
szuka okazji. Pod Machnwk aemy jedzili oglda miejsce, w
ktrym rd tumu walczy, i sam ksi z nami jedzi, bo powiem
wapannie: duo bitew widziaem, ale takich jatek, pkim yw, nie bd
widzia. Kiedy si szarf wapanny do bitwy przepasze - strach, co
dokazuje! Znajdzie on swoje trzy gowy, bd wapanna spokojna.
- Nieche kady znajdzie to, czego szuka! - rzeka z westchnieniem
Anusia.
Za ni westchn pan Woodyjowski i wzrok podnis ku grze, gdy nagle
spojrza ze zdziwieniem w jeden kt izby.
Z tego kta patrzya na niego jaka twarz gniewna, zapalczywa, a cakiem
mu nie znana, zbrojna w olbrzymi nos i wsiska do dwch wiech
podobne, ktre poruszay si szybko jakby z tumionej pasji.
Mona si byo przestraszy tego nosa, tych oczu i wsw, ale may pan
Woodyjowski wcale nie by atwo pochliwy, wic jako si rzeko,
zdziwi si tylko i zwrciwszy si do Anusi pyta:
- Co to za jakowa figura, ot tam w kcie, ktra spoglda na mnie tak,
jakby mnie z kretesem pokn chciaa, i wsiskami rusza jako wanie
stary kot przy pacierzu.
- To? - rzeka Anusia ukazujc biae zbki - to jest pan Charamp.
- C to za poganin?
- Wcale to nie poganin, jeno z chorgwi pana wojewody wileskiego
rotmistrz petyhorski, ktren nas a do Warszawy odprowadza i tam na
wojewod ma czeka. Niech pan Micha jemu w drog nie wazi, bo to
wielki ludojad.
- Widz ja to, widz. Ale skoro to ludojad, przecie s tustsi ode mnie:
dlaczego na mnie, nie na innych zby ostrzy?
- Bo... - rzeka Anusia i zachichotaa z cicha.
- Bo co?
- Bo on si we mnie kocha i sam mi powiedzia, e kadego, ktry by si
do mnie zblia, w sztuki posieka, a teraz wierz mi wapan, e si tylko
przez wzgld na obecno ksistwa wstrzymuje, inaczej zaraz by
poszuka okazji.
- Masze tobie! - rzecze wesoo pan Woodyjowski. - To tak, panno
Anno? Oj! nie darmomy, jak widz, piewywali: Jak tatarska orda,
bierzesz w jasyr corda!" Pamitasz wapanna? e te wapanna nie
moesz si ruszy, eby si kto zaraz nie zakocha!
- Takie to ju moje nieszczcie! - odpara spuszczajc oczki Anusia.
- Ej, faryzeusz z panny Anny! A co na to powie pan Longinus?
- C ja winna, e ten pan Charamp mi przeladuje? Ja go nie cierpi i
patrzy na niego nie chc.
- No, no! patrz wapanna, aby si przez ni krew nie polaa. Podbipit
cho do rany przyoy; ale w rzeczach sentymentu arty z nim
niebezpieczne.
- Niech mu uszy obetnie, jeszcze bd rada.
To rzekszy Anusia zakrcia si jak fryga i furkna na drug stron izby
do im Carboniego, doktora ksiny, z ktrym zacza co ywo szepta i
rozmawia, a Woch oczy wlepi w puap, jakoby go ekstaza porwaa.
Tymczasem Zagoba zbliy si do Woodyjowskiego i pocz mruga
krotofilnie swoim zdrowym okiem.
- Panie Michale - spyta - a co to za dzierlatka?
- Panna Anna Borzobohata-Krasieska, respektowa ksiny pani.
- A gadka, bestyjka, oczy jak tareczki, pysio jak malowanie, a szyjka -
uf!
- Niczego, niczego!
- Winszuj waszmoci!
- Daby wa pokj. To narzeczona pana Podbipity albo tak jak
narzeczona.
- Pana Podbipity?... Bje si wapan ran boskich! Przecie on czysto
lubowa? A prcz tego, przy takiej midzy nimi proporcji chybaby j za
konierzem nosi! Na wsach mogaby mu siada jak mucha - c znowu?
- Ej, jeszcze go ona w karby wemie. Herkules by mocniejszy, a przecie
biaogowa go usidlia.
- Byle mu tylko rogw nie przyprawia, cho ja pierwszy o to si
postaram, jakem Zagoba!
- Bdzie takich wicej jak wapan, cho w samej rzeczy z dobrego to
gniazda dziewczyna i uczciwa. Poche to, bo mode i gadkie.
- Zacny z waci kawaler i dlatego j chwalisz... ale e dzierlatka, to
dzierlatka.
- Uroda ludzi cignie! exemplum: ten oto rotmistrz okrutnie podobno w
niej rozmiowan.
- Ba! a spjrz no wapan na tego kruka, z ktrym ona rozmawia - co to
za czort?
- To Woch Carboni, doktor ksiny.
- Uwa, panie Michale, jak mu si latarnia rozjania i lepie przewraca
jak w delirium. Ej! le z panem Longinem! Znam ja si na tym troch,
bom za modu niejednego dowiadczy... W innej porze musz wapanu
opowiedzie wszystkie terminy, w jakich bywaem, albo jeli masz
ochot, to cho zaraz posuchaj.
Pan Zagoba pocz szepta co do ucha maego rycerza i mruga silniej
ni zwykle, ale wtem nadesza pora wyjazdu. Ksi siad z ksin do
karety, aby przez drog nagada si z ni po dugim niewidzeniu do woli;
panny pozajmoway kolaski, a rycerstwo siado na ko - i ruszono.
Naprzd jecha dwr, a wojsko opodal z tyu, gdy kraj tu by spokojny i
chorgwie tylko dla ostentacji, nie dla bezpieczestwa potrzebne. Cignli
wic z Siennicy do Miska, a stamtd do Warszawy, czsto gsto
wczesnym obyczajem popasajc. Trakt by tak zapchany, i zaledwie
noga za nog mona si byo posuwa. Wszystko dyo na elekcj; i z
okolic pobliszych, i z dalekiej Litwy; wic tu i owdzie spotykano dwory
paskie, cae orszaki pozocistych karet, otoczone hajdukami, olbrzymimi
pajukami ubranymi po turecku, za ktrymi postpoway nadworne roty,
to wgierskie, to niemieckie, to janczarskie, to oddziay Kozakw, to
wreszcie powane znaki niezrwnanej jazdy polskiej. Kady ze
znaczniejszych stara si stawi i najokazalej, i w jak najliczniejszej
asystencji. Obok licznych magnackich kawalkat cigny i szczuplejsze
dygnitarzy powiatowych i ziemskich. Co chwila z kurzawy wychylay si
pojedyncze karabony szlacheckie, obite czarn skr, zaprzone w par
lub cztery konie, a w kadym siedzia szlachcic-personat z krucyfiksem
lub obrazem Najwitszej Panny zawieszonym na jedwabnym pasie u
szyi. Wszyscy zbrojni: muszkiet po jednej stronie siedzenia, szabla po
drugiej, a u aktualnych lub byych towarzyszw chorgwianych jeszcze i
kopia sterczca na dwa okcie za siedzeniem. Pod karabonami szy psy
legawe lub charty, nie dla potrzeby, bo przecie nie na owy si
zjedano, ale dla paskiej rozrywki. Z tyu luzacy prowadzili konie
powodowe pokryte dekami dla ochrony bogatych siedze od deszczu lub
kurzawy, dalej cigny wozy skrzypice, o koach powizanych wiciami,
a w nich namioty i zapasy ywnoci dla sug i panw. Gdy wiatr chwilami
zwiewa kurzaw z traktu na pola, caa droga odsaniaa si i mienia jako
w stubarwny lub jako wstga misternie ze zota i jedwabiw utkana.
Gdzieniegdzie na owej drodze brzmiay ochocze kapele wooskie lub
janczarskie, zwaszcza przed chorgwiami koronnego i litewskiego
komputu, ktrych rwnie w tym tumie nie brako, bo dla asystencji
przy dygnitarzach i musiay, a wszdy peno byo krzyku; gwaru,
nawoywa, pyta i ktni, gdy jedni drugim ustpowa nie chcieli.
Raz wraz te doskakiwali konni onierze i sudzy i do orszaku
ksicego, wzywajc do ustpienia dla takiego to a takiego dygnitarza
lub pytajc, ,kto jedzie. Ale gdy uszu ich dosza odpowied: Wojewoda
ruski!" - natychmiast dawali zna panom swym, ktrzy zostawiali drog
woln lub jeli byli na przedzie, zjedali w bok, by widzie przecigajcy
orszak: Na popasach kupia si szlachta i onierze chcc napa ciekawe
oczy widokiem najwikszego w Rzeczypospolitej wojownika. Nie brako
te i wiwatw, na ktre ksi wdzicznie odpowiada, raz, z
przyrodzonej sobie ludzkoci, a po wtre, chcc t ludzkoci kaptowa
stronnikw dla krlewicza Karola, ktrych te i nakaptowa samym
swym widokiem niemao.
Z rwn ciekawoci patrzono na chorgwie ksice, na owych
Rusinw", jak ich nazywano. Nie byli oni ju tak obdarci i wyndzniali,
jak po konstantynowskiej bitwie, bo ksi w Zamociu da now barw
chorgwiom, ale zawsze pogldano na nich jak na cuda zamorskie, gdy
w mniemaniu mieszkacw bliskich okolic stolicy przychodzili z koca
wiata. Wic te i dziwy opowiadano o owych stepach tajemniczych i
borach, w ktrych si rodzi takie rycerstwo, podziwiano ich pe
ogorza, spalon wichrami z Czarnego Morza, ich hardo spojrzenia i
pewn dziko postawy, od dzikich ssiadw przejt.
Ale najwicej oczu zwracao si po ksiciu na pana Zagob, ktry
dostrzegszy, jaki go podziw otacza, spoglda tak dumnie i hardo, toczy
tak strasznie oczyma, i zaraz szeptano w tumie: Ten to musi by
rycerz midzy nimi najprzedniejszy!" A inni mwili: Sia on ju musia
dusz z cia wypdzi, taki smok sierdzisty!" Gdy za podobne sowa
dochodziy do uszu pana Zagoby, stara si tylko o to, by jeszcze
wiksz sierdzistoci wewntrzne ukontentowanie pokry.
Czasem odzywa si do tumu, czasem szydzi, a najwicej z litewskich
komputowych chorgwi, w ktrych powane znaki nosiy zot, a lekkie
srebrn ptelk na ramieniu. - Naci hetk, panie ptelko!" - woa na ten
widok pan Zagoba - wic te niejeden towarzysz sapn, zgrzytn,
szabl trzasn, ale pomylawszy, i to onierz z chorgwi wojewody
ruskiego tak sobie pozwala, w ostatku splun i okazji zaniecha.
Bliej Warszawy tumy stay si tak gste, i tylko noga za nog mona
si byo posuwa. Elekcja obiecywaa by liczniejsz jak zwykle, bo
nawet szlachta z dalszych, ruskich i litewskich, okolic, ktra z przyczyny
odlegoci nie byaby dla samej elekcji przybya, cigaa teraz do
Warszawy dla bezpieczestwa. A przecie dzie wyboru by jeszcze
daleko, gdy zaledwie pierwsze posiedzenia sejmu si rozpoczy; ale
cigano na miesic i dwa naprzd, by ulokowa si w miecie, temu i
owemu si przypomnie, tu i owdzie promocji poszuka, po dworach
paskich jada i pija, i wreszcie, by po niwach stolicy i jej rozkoszy
zay.
Ksi poglda ze smutkiem przez tafle karety na owe tumy rycerstwa,
onierzy i szlachty, na te bogactwa i przepych ubiorw, mylc, jak by
to si mona z nich utworzy - ile wojska wystawi! Czemu to ta
Rzeczpospolita, taka silna, ludna i bogata, dzielnym rycerstwem
przepeniona, jest zarazem tak mda e sobie z jednym Chmielnickim i z
dzicz tatarsk poradzi nie umie? Czemu? Na krocie Chmielnickiego
mona by krociami odpowiedzie, gdyby owa szlachta, owo onierstwo,
owe bogactwa i dostatki, owe puki i chorgwie chciay tak rzeczy
publicznej suy, jako prywacie suyy. Cnota w Rzeczypospolitej
ginie! - myla ksi - i wielkie ciao psu si poczyna; mstwo dawne
ginie i w sodkich wczasach, nie w trudach wojennych kocha si wojsko i
szlachta!" Ksi mia poniekd suszno, ale o niedostatkach
Rzeczypospolitej myla tylko jak wojownik i wdz, ktren wszystkich
ludzi chciaby na onierzy przerobi i na nieprzyjaciela poprowadzi.
Mstwo mogo si znale i znalazo si, gdy stokro wiksze wojny
zagroziy wkrtce Rzeczypospolitej. Jej brako jeszcze czego wicej,
czego ksi-onierz w tej chwili nie dostrzeg, ale co widzia jego
nieprzyjaciel, kanclerz koronny, bieglejszy od Jeremiego statysta.
Lecz oto w siwym i bkitnym oddaleniu zamajaczyy spiczaste wiee
Warszawy, wic dalsze ksicia rozmylania rozpierzchy si, a natomiast
wyda rozkazy, ktre oficer subowy wnet Woodyjowskiemu, dowdcy
eskorty, odnis. Skoczy wskutek tych rozkazw pan Micha od kolaski
Anusinej, przy ktrej dotd koniem toczy, do cigncych znacznie z tyu
chorgwi, aby szyk sprawi i w ordynku dalej ju cign. Zaledwie
jednak ujecha kilkanacie krokw, gdy usysza, e pdzi kto za nim -
obejrza si: by to pan Charamp, rotmistrz lekkiego znaku pana
wojewody wileskiego i Anusin adorator.
Woodyjowski wstrzyma konia, bo od razu zrozumia, e pewnie
przyjdzie do jakowego zajcia, a lubi z duszy takie rzeczy pan Micha;
pan Charamp za zrwna si z nim i z pocztku nic nie mwi, sapa
tylko i wsami srodze rusza, widocznie szukajc wyrazw; na koniec
ozwa si:
- Czoem, czoem, panie dragan!
- Czoem, panie pocztowy!
- Jak waszmo miesz nazywa mnie pocztowym? - pyta zgrzytajc
zbami pan Charamp - mnie, towarzysza i rotmistrza? ha?
Pan Woodyjowski pocz podrzuca obuszek, ktry trzyma w rku, ca
uwag skupiwszy niby na to tylko, by po kadym mycu chwyta go za
rkoje - i odrzek jakby od niechcenia:
- Bo po ptelce nie mog pozna szary.
- Wa caemu towarzystwu uwaczasz, ktrego nie jeste godzien.
- A to dlaczego? - pyta z gupia frant Woodyjowski.
- Bo w cudzoziemskim autoramencie suysz.
- Uspokje si wapan - rzecze pan Micha - cho w dragonach su,
przeciem jest towarzysz i to nie lekkiego, ale powanego znaku pana
wojewody - moesz tedy ze mn mwi jak z rwnym albo jak z
lepszym.
Pan Charamp pomiarkowa si troch, poznawszy, i nie z tak lekk, jak
mniema, osob ma do czynienia, ale nie przesta zbami zgrzyta, bo go
zimna krew pana Michaa do jeszcze wikszej zoci doprowadzia - wic
rzek:
- Jak wapan miesz mi w drog wazi?
- Ej, widz, waszmo okazji szukasz?
- Moe i szukam, i to ci powiem (tu pan Charamp pochyli si do ucha
pana Michaa i koczy cichszym gosem), e uszy obetn, jeli mi przy
pannie Annie bdziesz zastpowa drog.
Pan Woodyjowski znw pocz podrzuca obuszek bardzo pilnie, jakby
to czas by wanie na takow zabaw, i ozwa si tonem perswazji:
- Ej, dobrodzieju, pozwl jeszcze poy - zaniechaj mnie!
- O, nie! nic z tego! nie wymkniesz si! - rzek pan Charamp chwytajc
za rkaw maego rycerza.
- Ja si przecie nie wymykam - mwi agodnie pan Micha - ale teraz na
subie jestem i z ordynansem ksicia pana mojego d. Pu wa
rkaw, pu, prosz ci, bo inaczej co mnie biednemu robi?... chyba
tym oto obuchem w eb zajad i z konia zwal. - Tu pokorny z pocztku
gos Woodyjowskiego tak jako zasycza jadowicie, e pan Charamp
spojrza z mimowolnym zdziwieniem na maego rycerza i rkaw puci.
- O! wszystko jedno! - rzek - w Warszawie dasz mi pole, dopilnuj ci!
- Nie bd si kry, wszelako jake to nam bi si w Warszawie? Racze
mnie waszmo nauczy! Nie bywaem tam jeszcze w yciu moim, ja
prosty onierz, alem sysza o sdach marszakowskich, ktre za
wydobycie szabli pod bokiem krla lub interrexa gardem karz.
- Zna to, e wapan w Warszawie nie bywa i e prostak, skoro si
sdw marszakowskich boisz i nie wiesz, e w czasie bezkrlewia kaptur
sdzi, z ktrym sprawa atwiejsza, a ju o wacine uszy garda mi nie
wezm, bd pewien.
- Dzikuj za nauk i czsto o instrukcj poprosz, bo widz, e wapan
praktyk nie lada i m uczony, a ja, jakom tylko infim minorum
praktykowa, ledwie adjectivum cum substantivo pogodzi umiem, i
gdybym wapana chcia, bro Boe, gupim nazwa, to tyle tylko wiem,
e powiedziabym: stultus, a nie stulta ani stultum.
Tu pan Woodyjowski pocz znw podrzuca obuszek, pan Charamp
za a zdumia si, potem krew mu uderzya do twarzy i szabl z pochwy
wycign, ale w tym samym mgnieniu oka i may rycerz, chwyciwszy
obuszek pod kolano, swoj bysn. Przez chwil patrzyli na si jak dwa
odyce, z rozwartymi nozdrzami i z pomieniami w oczach - lecz pan
Charamp zmiarkowa si pierwszy, i z samym wojewod przyszoby
mu mie spraw, gdyby na jego oficera jadcego z rozkazem napad -
wic te i pierwszy szablisko na powrt schowa.
- O! znajd ci, taki synu! - rzek.
- Znajdziesz, znajdziesz, bowino! - rzek may rycerz.
I rozjechali si, jeden do kawalkaty, drugi do chorgwi, ktre znacznie si
przez ten czas zbliyy, tak i z kbw kurzawy dochodzi ju tupot
kopyt po twardym trakcie. Pan Micha wnet sprawi jazd i piechot do
porzdnego pochodu i ruszy na czele. Po chwili przycapa ku niemu pan
Zagoba.
- Czego chciao od ciebie owo straszydo morskie? - spyta
Woodyjowskiego.
- Pan Charamp?... Ej nic, wyzwa mnie na rk.
- Masz tobie! - rzek Zagoba. - Na wylot ci swoim nosem przedziobie!
Bacz, panie Michale, gdy si bdziecie bili, aby najwikszego nosa w
Rzeczypospolitej nie obci, bo osobny kopiec trzeba by dla niego sypa.
Szczliwy wojewoda wileski! inni musz podjazdy pod nieprzyjaciela
posya, a jemu ten towarzysz z daleka go zawietrzy. Ale za co ci
wyzwa?
- Za to, em przy kolasce panny Anny Borzobohatej jecha.
- Ba! trzeba mu byo powiedzie, eby si do pana Longina do Zamcia
uda. Ten by go dopiero poczstowa pieprzem z imbierem. &#143;le ten
bowinkarz trafi i wida mniejsze ma szczcie od nosa.
- Nie mwiem mu nic o panu Podbipicie - rzek Woodyjowski - bo
nuby mnie zaniecha? Bd si na zo do Anusi z podwjnym
ferworem zaleca: chc te mie swoj uciech. A co my w tej
Warszawie bdziem mieli lepszego do roboty?
- Znajdziemy, znajdziemy, panie Michale! - rzek mrugajc oczyma
Zagoba. - Kiedy byem za modych lat deputatem do egzakcji od
chorgwi, w ktrej suyem, jedzio si po caym kraju, ale takiego
ycia, jak w Warszawie, nigdzie nie zaznaem.
- Mwisz wapan, e inne jak u nas na Zadnieprzu?
- Ej, co i mwi!
- Bardzom ciekaw - rzek pan Micha. A po chwili doda:
- A taki temu bowinkowi wsy podetn, bo ma za dugie!
 163
 Rozdzia XI 
Upyno kilka tygodni. Szlachty na elekcj zjedao si coraz wicej. W
miecie dziesikrotnie zwikszya si ludno, bo razem z tumami
szlachty napywao tysice kupcw i bazarnikw z caego wiata,
poczwszy od Persji dalekiej a do Anglii zamorskiej. Na Woli
zbudowano szop dla senatu, a naok bielio si ju tysice namiotw,
ktrymi obszerne bonia cakiem okryte zostay. Nikt jeszcze nie umia
powiedzie, ktry z dwch kandydatw: krlewicz Kazimierz, kardyna,
czy Karol Ferdynand, biskup pocki - zostanie wybrany. Z obu stron
wielkie byy starania i usilnoci. Puszczano w wiat tysice ulotnych
pism, opiewajcych zalety i wady pretendentw: obaj mieli stronnikw
licznych i potnych. Po stronie Karola sta, jak wiadomo, ksi Jeremi,
tym groniejszy dla przeciwnikw, e zawsze prawdopodobnym byo, i
pocignie za sob rozmiowan w nim szlacht, od ktrej wszystko
ostatecznie zaleao. Ale i Kazimierzowi si nie brako. Przemawiao za
nim starszestwo, po jego stronie staway wpywy kanclerza, na jego
stron zdawa si przechyla prymas, za nim obstawaa wikszo -
magnatw, z ktrych kaden licznych mia klientw, a midzy magnatami
i ksi Dominik Zasawski-Ostrogski, wojewoda sandomierski, po
Piawcach zniesawion wprawdzie bardzo i nawet sdem zagroony, ale
zawsze najwikszy pan w caej Rzeczypospolitej, ba! nawet w caej
Europie, i mogcy w kadej chwili niezmierny ciar bogactw na szal
swego kandydata przyrzuci.
Jednake stronnicy Kazimierza gorzkie nieraz miewali chwile zwtpienia,
bo jako si rzeko, wszystko zaleao od szlachty, ktra ju od 4
padziernika tumnie obozowaa pod Warszaw i nadcigaa jeszcze
tysicami ze wszystkich stron Rzeczypospolitej, a ktra w niezmiernej
wikszoci opowiadaa si przy ksiciu Karolu, pocigana urokiem
imienia Winiowieckiego i ofiarnoci krlewicza na cele publiczne.
Krlewicz bowiem, pan gospodarny i zamony, nie zawaha si w tej
chwili powici znacznych kosztw na formowanie nowych regimentw
wojsk, ktre pod komend Winiowieckiego miay by oddane.
Kazimierz chtnie byby poszed za jego przykadem i pewnie nie
chciwo go wstrzymaa, ale wanie przeciwnie - zbytnia hojno, ktrej
bezporednim skutkiem by niedostatek i wieczny brak pienidzy w
skarbcu. Tymczasem obaj ywe prowadzili z sob rokowania.
Codziennie latali posacy midzy Nieportem a Jabonn. Kazimierz w
imi swego starszestwa i mioci braterskiej zaklina Karola, by ustpi;
biskup za opiera si, odpisywa, i nie godzi mu si gardzi szczciem,
ktre go spotka moe, gdy to szczcie in liberis suffragis Rzplitej i
komu Pan obieca" - a tymczasem czas pyn, szeciotygodniowy termin
zblia si i - razem z nim - groza kozacka, bo przyszy wieci, e
Chmielnicki, porzuciwszy oblenie Lwowa, ktren si po kilku
szturmach okupi, stan pod Zamociem i dzie, i noc do tej ostatniej
zasony Rzeczypospolitej szturmuje.
Mwiono rwnie, e oprcz posw, ktrych Chmielnicki do Warszawy
wysa z listem i owiadczeniem, i jako szlachcic polski, za Kazimierzem
gos daje, kryo si midzy tumami szlachty i w samym miecie peno
przebranej starszyzny kozackiej, ktrej nikt rozpozna nie umia, bo
poprzybywali jako szlachta suszna i zamona, w niczym si od innych
elektorw, zwaszcza z ziem ruskich, nie rnic - nawet i mow Jedni,
jak mwiono, poprzekradali si dla prostej ciekawoci, aby si elekcji i
Warszawie przypatrzy, inni na przeszpiegi, dla zacignicia wieci: co o
przyszej wojnie mwi, ile wojsk myli Rzplita wystawi i jakie na
zacigi obmyli fundusze? Moe byo i duo prawdy w tym, co o owych
gociach mwiono, bo midzy starszyzn zaporosk wielu byo
skozaczonych szlachcicw, ktrzy i aciny nieco zarwali, a przeto nie
byo ich po czym pozna; zreszt na dalekich stepach w ogle nie kwita
acina i tacy kniazie Kurcewicze nie umieli jej tak dobrze, jak Bohun i
inni atamani.
Ale gadania podobne, ktrych peno byo i na polu elekcyjnym, i w
miecie, wraz z wieciami o postpach Chmielnickiego i podjazdach
kozacko-tatarskich, ktre jakoby a po Wis docieray, napeniay
niepokojem i trwog dusze ludzkie, a nieraz staway si przyczyn
tumultw. Do byo midzy zebran szlacht rzuci na kogo
podejrzenie, i jest przebranym Zaporocem, aby go w jednej chwili, nim
zdoa si usprawiedliwi, rozniesiono w drobne strzpy na szablach. W
ten sposb gin mogli ludzie niewinni i powaga obrad bya zniewaana,
zwaszcza e obyczajem wczesnym niezbyt przestrzegano i trzewoci.
Kaptur postanowiony propter securitatem loci nie mg sobie da rady z
cigymi burdami, w ktrych siekano si z lada powodu. Ale jeli ludzi
statecznych, przejtych mioci dobra i spokoju oraz
niebezpieczestwem, jakie ojczynie grozio, martwiy owe tumulty,
siekaniny i pijatyki, natomiast szaapuci, kosterzy i warchoowie czuli si
jakoby w swoim ywiole, uwaali, e to ich wanie czas, ich niwo - i
tym mielej dopuszczali si rnych zdronoci.
Nie trzeba za mwi, e midzy nimi rej wodzi pan Zagoba, ktr to
hegemoni zapewnia mu i wielka sawa rycerska, i nienasycone
pragnienie poparte monoci picia, i jzyk tak wyprawny, e aden inny
wyrwna mu nie mg, i wielka pewno siebie, ktrej nic zachwia nie
zdoao. Chwilami miewa on jednak napady melankolii" - wwczas
zamyka si w izbie lub w namiocie i nie wychodzi, a jeli wyszed,
bywa w gniewliwym humorze, skonny do zwady i bjki naprawd.
Zdarzyo si nawet, i w takim usposobieniu poszczerbi mocno pana
Duczewskiego, rawianina, za to tylko; i przechodzc o jego szabl
zawadzi. Pana Michaa tylko wwczas obecno znosi, przed ktrym
uskara si, i go tskno za panem Skrzetuskim i za niebog" trawi.
Opucilimy j, panie Michale, mawia, wydalimy j jako judasze w
bezbone rce - ju wy mnie si waszym nemine excepto nie zasaniajcie!
Co si z ni dzieje, panie Michale? - powiedz!"
Na prno pan Micha tumaczy mu, e gdyby nie Piawce, to by
niebogi" szukali, ale e teraz, gdy przegrodzia ich od niej caa potga
Chmielnickiego, jest to rzecz niepodobna. Szlachcic nie dawa si
pocieszy, tylko w jeszcze wiksz pasj wpada klnc na czym wiat stoi
pierzyn, dziecin i acin".
Ale owe chwile smutku krtko trway. Zwykle potem pan Zagoba,
jakoby chcc sobie wynagrodzi czas stracony, hula i pi jeszcze wicej
ni zwykle; czas spdza pod wiechami w towarzystwie najwikszych
opojw lub stoecznych gam ratek, w czym pan Micha wiernie
dotrzymywa mu towarzystwa.
Pan Micha, onierz i oficer wyborny, nie mia w sobie jednak ani na
szelg tej powagi, jak np. w Skrzetuskim wyrobiy nieszczcia i
cierpienie. Obowizek swj wzgldem Rzeczypospolitej rozumia
Woodyjowski w ten sposb, e bi, kogo mu kazano - o reszt nie dba,
na sprawach publicznych si nie rozumia; klsk wojskow gotw by
zawsze opakiwa, ale ani do gowy mu nie przyszo, e warcholstwo i
tumulty tyle s rzeczy publicznej szkodliwe, ile i klski. By to sowem
modzik-wietrznik, ktry dostawszy si w szum stoeczny uton w nim
po uszy i przyczepi si jak oset do Zagoby, bo ten by mu mistrzem w
swawoli. Jedzi wic z nim i midzy szlacht, ktrej przy kielichu
niestworzone rzeczy opowiada Zagoba kaptujc zarazem stronnikw dla
krlewicza Karola, pi z nim razem, w potrzebie osania go, krcili si
obaj i po polu elekcyjnym, i w miecie, jak muchy w ukropie - i nie byo
kta, do ktrego by nie wleli. Byli i w Nieporcie, i w Jabonnie, i na
wszystkich ucztach, obiadach, u magnatw i pod wiechami; byli wszdy i
uczestniczyli we wszystkim. Pana Michaa wierzbiaa moda rka; chcia
si pokaza i okaza zarazem, e szlachta ukraiska lepsza ni inna, a
onierze ksicy nad wszystkich. Wic jedzili umylnie szuka
awantur midzy czycanw, jako do korda najsprawniejszych, a
gwnie midzy partyzantw ksicia Dominika Zasawskiego, ku ktrym
obaj szczegln czuli nienawi Zaczepiali tylko co znamienitszych
rbajw, ktrych sawa bya niezachwiana i ustalona, i z gry ukadali
zaczepki. Waszmo dasz okazj - mawia pan Micha - a ja potem
wystpi." Zagoba, biegy bardzo w szermierce i do pojedynku z bratem
szlachcicem wcale nie tchrz, nie zawsze zgadza si na zastpstwo,
zwaszcza w zajciach z Zasawczykami; ale gdy z jakim czyckim,
graczem przyszo mie do czynienia, poprzestawa na dawaniu okazji,
gdy za ju szlachcic rwa si do szabli i wyzywa, wtedy pan Zagoba
mawia: Mj mospanie! ju bym te nie mia sumienia, gdybym na
mier oczywist wapana naraa, sam si z nim potykajc; sprbuj si
lepiej z tym oto moim synalkiem i uczniem, bo nie wiem, czy i jemu
sprostasz." Po takich sowach wysuwa si pan Woodyjowski ze swymi
zadartymi wsikami, zadartym nosem i min gapia i czy go
przyjmowano, czy nie, puszcza si w taniec, a e istotnie mistrz to by
nad mistrzami, wic po kilku zoeniach kad zwykle przeciwnika. Takie
to sobie obaj z Zagob wymylali zabawy, od ktrych ich sawa midzy
niespokojnymi duchami i midzy szlacht rosa, ale szczeglniej sawa
pana Zagoby, bo mwiono: Jeli ucze taki, jaki mistrz by musi!"
Jednego tylko pana Charampa Woodyjowski nigdzie przez dugi czas
odnale nie mg; myla nawet, e go moe na Litw na powrt w
jakich sprawach wysano. W ten sposb zeszo sze blisko tygodni, w
czasie ktrych i rzeczy publiczne posuny si znacznie naprzd.
Wytona walka midzy brami-kandydatami, zabiegi ich stronnikw,
gorczka i wzburzenie namitnoci w partyzantach, wszystko przeszo
prawie bez ladu i pamici. Wiadomo ju byo wszystkim, e Jan
Kazimierz bdzie wybrany, bo krlewicz Karol bratu ustpi i
dobrowolnie zrzek si kandydatury. Dziwna rzecz, e w tej chwili wiele
gos Chmielnickiego zaway, gdy spodziewano si powszechnie, e
podda si powadze krla, zwaszcza takiego, ktry w jego myl obrany
zosta. Jako te przewidywania sprawdziy si w znacznej czci. Za to
dla Winiowieckiego, ktry ani na chwil, jak ongi Kato, nie przestawa
upomina, aby owa zaporoska Kartagina zostaa zburzona - taki obrt
rzeczy by nowym ciosem. Teraz musiay ju wej na porzdek spraw
ukady. Ksi wiedzia wprawdzie, e te ukady albo od razu nie
doprowadz do niczego, albo wkrtce si rzeczy zostan zerwane, i
widzia wojn w przyszoci, ale niepokj ogarnia go na myl, jaki bdzie
los tej wojny. Po ukadach uprawniony Chmielnicki bdzie jeszcze
silniejszy, a Rzeczpospolita sabsza. I kto poprowadzi jej wojska przeciw
tak wsawionemu, jak Chmielnicki, wodzowi? Zali nie przyjd nowe
klski, nowe pogromy, ktre do ostatka siy wyczerpi? Bo ksi nie
udzi si i wiedzia, e jemu, najarliwszemu stronnikowi Karola, nie
od1adz buawy. Kazimierz obieca wprawdzie bratu, e jego
stronnikw tak jak i swoich bdzie miowa, Kazimierz mia dusz
wspania, ale Kazimierz by stronnikiem polityki kanclerza, kto inny wic
wemie buaw, nie ksi - i biada Rzplitej, jeli to nie bdzie wdz od
Chmielnickiego bieglejszy! Na t myl podwjny bl uciska dusz
Jeremiego - bo i obawa o przyszo ojczyzny, i to nieznone uczucie,
jakie ma czowiek, ktry widzi, e zasugi jego bd pominite, e
sprawiedliwo nie bdzie mu oddana i e inni nad nim gow podnios.
Nie byby Jeremi Winiowieckim, gdyby nie by dumnym. On czu w
sobie siy do dwignicia buawy - i na ni zasuy - wic cierpia
podwjnie.
Mwiono nawet midzy oficerami, e ksi nie bdzie czeka koca
elekcji i e z Warszawy wyjedzie - ale nie bya to prawda. Ksi nie
tylko nie wyjecha, ale odwiedzi nawet krlewicza Kazimierza w
Nieporcie, od ktrego z niezmiern askawoci zosta przyjty, po czym
wrci do miasta na duszy pobyt, ktrego wymagay sprawy wojskowe.
Chodzio o uzyskanie rodkw na wojsko - o co pilnie nastawa ksi.
Przy tym za Karolowe pienidze tworzyy si nowe regimenta dragonw i
piechoty Jedne wysano ju na Ru, drugie dopiero naleao do adu
przyprowadzi. W tym celu rozsya ksi na wszystkie strony oficerw
biegych w rzeczach organizacji wojskowej, aby owe puki
przyprowadzali do podanego stanu. Zosta wysany Kuszel i Wierszu,
a wreszcie przysza kolej i na Woodyjowskiego.
Pewnego dnia wezwano go przed oblicze ksicia, ktren taki mu da
rozkaz:
- Pojedziesz wa na Babice i Lipkw do Zaborowa, gdzie czekaj konie
dla regimentu przeznaczone; tam je opatrzysz, wybrakujesz i zapacisz
panu Trzaskowskiemu, a nastpnie przyprowadzisz je dla onierzy.
Pienidze za tym moim kwitem tu w Warszawie od patnika odbierzesz.
Pan Woodyjowski wzi si rano do roboty, pienidze odebra i tego
dnia obaj z Zagob ruszyli do Zaborowa w samodziesi i z wozem,
ktry wiz pienidze. Jechali wolno, bo caa okolica z tamtej strony
Warszawy roia si od szlachty, suby, wozw i koni; wioski a po
Babcie byy tak zapchane, e we wszystkich chaupach mieszkali gocie.
atwo byo i o przygod w natoku ludzi rnych humorw - jako mimo
najwikszych stara i skromnego zachowania si nie uniknli jej i dwaj
przyjaciele.
Dojechawszy do Babic ujrzeli przed karczm kilkunastu szlachty, ktra
wanie siadaa na ko, aby jecha w swoj drog. Dwa oddziay,
pozdrowiwszy si wzajemnie, ju miay si pomin, gdy nagle jeden z
jedcw spojrza na pana Woodyjowskiego i nie rzekszy sowa puci
si rysi ku niemu.
- A tu mi, bratku! - zakrzykn - chowae si, alem ci znalaz!... Nie
ujdziesz mi teraz! Hej! moci panowie! - zakrzykn na swoich
towarzyszw - a czekajcie no trocha! Mam temu oficerkowi co
powiedzie i chciabym, abycie wiadkami moich sw byli.
Pan Woodyjowski umiechn si z zadowoleniem, bo pozna pana
Charampa.
- Bg mi wiadkiem, em si nie chowa - rzek - i sam wapana
szukaem, aby si go zapyta, czyli rankor jeszcze dla mnie zachowa,
ale c! nie moglimy si spotka.
- Panie Michale - szepn Zagoba - po subie jedziesz!
- Pamitam - mrukn Woodyjowski.
- Stawaj do sprawy! - wrzeszcza Charamp. - Moci panowie! Obiecaem
temu modzikowi, temu goowsowi, e mu uszy obetn - i obetn, jakem
Charamp! oba, jakem Charamp! Bdcie wiadkami, waszmociowie, a
ty, modziku, stawaj do sprawy!
- Nie mog, jak mnie Bg miy, nie mog! - mwi Woodyjowski -
pofolguje mi wasze cho par dni!
- Jak to nie moesz? tchrz ci oblecia? Jeli w tej chwili nie staniesz, to
opazuj, a ci si dziadek i babka przypomni. O bku! o gzie jadowity!
w drog wchodzi umiesz, naprzykrza si umiesz, jzykiem ksa
umiesz, a do szabli ci nie ma!
Tu wmiesza si pan Zagoba.
- Widzi mi si, e waszmo w pitk gonisz - rzek do Charampa - i
bacz, eby ci ten bk naprawd nie uksi, bo wtedy adne plastry nie
pomog. Tfu! do diaba, czy nie widzisz, e ten oficer za sub jedzie?
Spjrz na ten wz z pienidzmi, ktre do regimentu wieziemy, i zrozum,
do kaduka, i straujc przy skarbie ten oficer swoj osob nie
rozporzdza i pola da ci nie moe. Kto tego nie rozumie, ten kiep, nie
onierz! Pod wojewod ruskim suym i nie takich bijalimy jak wapan,
ale dzi nie mona, a co si odwlecze, to nie uciecze.
- Juci pewno, e kiedy z pienidzmi jad, to nie mog - rzek jeden z
towarzyszw Charampa.
- A co mnie do ich pienidzy! - krzycza niepohamowany pan Charamp -
niech mi pole daje, bo inaczej pazowa zaczn.
- Pola dzi nie dam, ale parol kawalerski dam - rzek pan Micha - e si
stawi za trzy lub cztery dni, gdzie chcecie, jak tylko sprawy po subie
zaatwi. A nie bdziecie si waszmociowie t obietnic kontentowa, to
ka cynglw rusza, bo bd myla, e nie ze szlacht i nie z
onierzami, ale z rozbjnikami mam do czynienia. Wybierajcie tedy, do
wszystkich diabw, gdy nie mam czasu tu sta!
Syszc to eskortujcy dragoni zwrcili natychmiast rury muszkietw ku
napastnikom, a ten ruch, rwnie jak i stanowcze sowa pana Michaa
widoczne wywary wraenie na towarzyszach pana Charampa. Ju te
pofolguj - mwili mu - same onierz, wiesz, co to suba, a to pewna,
e satysfakcj otrzymasz, bo to miaa jaka sztuka, jak i wszyscy spod
ruskich chorgwi... Pohamuj si, pki prosim."
Pan Charamp rzuca si jeszcze przez chwil, ale wreszcie zmiarkowa,
e albo towarzyszw rozgniewa, albo ich na niepewn walk z dragonami
narazi, wic zwrci si do Woodyjowskiego i rzek:
- Dajesz tedy parol, e si stawisz?
- Sam ci poszukam, choby za to, e o tak rzecz dwa razy pytasz...
Stawi si w czterech dniach; dzi mamy rod, nieche bdzie w sobot
po poudniu, we dwie godzin... Obieraj miejsce.
- Tu w Babicach sia goci - rzek Charamp - mogyby jakowe
impedimenta si zdarzy. Nieche bdzie tu obok, w Lipkowie, tam ju
spokojnie i mnie niedaleko, bo nasze kwatery w Babicach.
- A wapanw taka sama bdzie liczna kompania jak dzi? - pyta
przezorny Zagoba.
- O, nie trzeba! - rzek Charamp - przyjad tylko ja i panowie Sieliccy,
moi krewni... Waszmociowie te, spero, bez dragonw staniecie.
- Moe u was w asystencji wojskowej do pojedynku staj - rzek pan
Micha - u nas nie ma takiej mody.
- Tedy w czterech dniach, w sobot, w Lipkowie? - rzek Charamp. -
Znajdziem si przed karczm, a teraz z Bogiem!
- Z Bogiem! - rzek Woodyjowski i Zagoba.
Przeciwnicy rozjechali si spokojnie. Pan Micha by uszczliwiony z
przyszej zabawy i obiecywa sobie zrobi prezent panu Longinowi z
obcitych wsw petyhorca. Jecha wic w dobrej myli do Zaborowa,
gdzie zasta i krlewicza Kazimierza, ktren tam na owy przyjecha.
Wszelako pan Micha z daleka tylko widzia przyszego pana, bo pieszy
si. We dwa dni sprawy uatwi, konie obejrza, zapaci pana
Trzaskowskiego, wrci do Warszawy i na termin, ba! nawet o godzin
za wczenie stan w Lipkowie wraz z Zagob i panem Kuszlem, ktrego
na drugiego wiadka zaprosi.
Zajechawszy przed karczm, ktr yd trzyma, weszli do izby, aby
garda troch miodem przepuka, i przy szklenicy zabawiali si
rozmow.
- Parchu, a pan jest w domu? - pyta karczmarza Zagoba.
- Pan w miecie.
- A sia u was szlachty stoi w Lipkowie?
- U nas pusto. Jeden tylko pan stan tu u mnie i siedzi w alkierzu -
bogaty pan ze sub i komi.
- A czemu do dworu nie zajecha?
- Bo wida naszego pana nie zna. Zreszt dwr zamknity od miesica.
- A moe to Charamp? - rzek Zagoba.
- Nie - rzek Woodyjowski. - Mia by we dwie godzin po poudniu.
- Ej, panie Michale, mnie si widzi, e to on.
- Co znowu!
- Pjd, zajrz, kto to jest. ydzie, a dawno ten pan stoi?
- Dzi przyjecha, nie ma dwch godzin.
- A nie wiesz, skd on jest?
- Nie wiem, ale musi by z daleka, bo konie mia zniszczone; ludzie
mwili, e zza Wisy.
- Czemu on tedy a tu, w Lipkowie, stan?
- Kto jego wie?
- Pjd, zobacz - powtrzy Zagoba - moe kto znajomy. - I zbliywszy
si do zamknitych drzwi alkierza zapuka w nie rkojeci i ozwa si:
- Moci panie, mona wej?
- A kto tam? - ozwa si gos ze rodka.
- Swj - rzek Zagoba uchylajc drzwi. -Z przeproszeniem waszmoci,
moe nie w por? - doda wsadzajc gow do alkierza.
Nagle cofn si, drzwiami trzasn, jakoby mier zobaczy. Na twarzy
jego malowa si przestrach w poczeniu z najwikszym zdumieniem,
usta otworzy i spoglda obkanymi oczyma na Woodyjowskiego i
Kuszla.
- Co wapanu jest? - pyta Woodyjowski.
- Na rany Chrystusa! cicho - rzek Zagoba - tam... Bohun!
- Kto? co si waci stao?
- Tam... Bohun!
Obaj oficerowie podnieli si na rwne nogi.
- Czy wa rozum straci? Miarkuj si: kto?
- Bohun! Bohun!
- Nie moe by!
- Jakom yw! jak tu przed wami stoj, kln si na Boga i wszystkich
witych!
- Czegoe si wa tak stropi? - rzek Woodyjowski. - Jeli on tam jest,
to Bg poda go w nasze rce. Uspokj si wa Jeste pewny, e to on?
- Jako e z wapanem mwi! Widziaem go, szaty przewdziewa.
- A on wapana widzia?
- Nie wiem, zdaje si, e nie.
Woodyjowskiemu oczy zaiskrzyy si jak wgle.
- ydzie! - rzek z cicha, kiwajc gwatownie rk. - Chod tu!... Czy s
drzwi z alkierza?
- Nie ma, jeno przez t izb.
- Kuszel! pod okno! -szepn pan Micha. - O, ju nam teraz nie ujdzie!
Kuszel nie mwic ni sowa wybieg z izby.
- Przyjd wapan do siebie - rzek Woodyjowski. - Nie nad wacinym,
ale nad jego karkiem zguba wisi. Co on ci moe, uczyni? - nic.
- Ja te jeno ze zdziwienia nie mog ochon! - odpar Zagoba, a w
duchu pomyla: Prawda! czego ja si mam ba? Pan Micha przy mnie
- niech si Bohun boi!"
I nasroywszy si okrutnie, chwyci za rkoje szabli.
- Panie Michale, ju on nie .powinien nam uj!
- Czy to jeno on? bo mi si jeszcze wierzy nie chce. Co by on tu robi?
- Chmielnicki go na przeszpiegi przysa. To najpewniejsza rzecz! Czekaj,
panie Michale. Chwycimy go i postawimy kondycj: albo kniaziwn
odda, albo zagrozimy mu, e go wydamy sprawiedliwoci.
- Byle kniaziwn odda, jecha go sk!
- Ba! ale czy nas nie za mao? dwch i Kuszel trzeci? Bdzie si on broni
jak wcieky, a ludzi te ma kilku.
- Charamp z dwoma przyjedzie - bdzie nas szeciu ! do... Cyt!
W tej chwili otworzyy si drzwi i Bohun wszed do izby.
Nie musia on poprzednio dostrzec zagldajcego do alkierza Zagoby,
gdy teraz na jego widok drgn nagle i jakoby pomie przelecia mu
przez oblicze,  rka z szybkoci byskawicy spocza na gowni szabli -
ale wszystko to trwao jedno mgnienie oka. Wnet w pomie zgas w
jego twarzy, ktra jednak przyblada nieco.
Zagoba patrzy na i nie mwi nic - ataman rwnie sta milczcy; w
izbie syszaby przelatujc much i ci dwaj ludzie, ktrych losy pltay
si w tak dziwny sposb, udawali w tej chwili, e si nie znaj.
Trwao to do dugo. Panu Michaowi wydao si, e upywaj wieki
cae.
- ydzie - rzek nagle Bohun - daleko std do Zaborowa?
- Niedaleko - odpar yd. - Wasza mo zaraz jedzie?
- Tak jest - rzek Bohun i skierowa si ku drzwiom izby wiodcym do
sieni.
- Za pozwoleniem! - zabrzmia gos Zagoby.
Wataka zatrzyma si od razu, jakby w ziemi wrs, i zwrciwszy si
ku Zagobie, wpi w niego swe czarne, straszne renice.
- Czego wa yczysz? - spyta krtko.
- Ej, bo mnie si zdaje, e my si skdci znamy. A czy my si to nie na
weselu w chutorze na Rusi widzieli?
- A tak jest! - rzek hardo wataka kadc znowu rk na gowni.
- Jak zdrowie suy? - pyta Zagoba. - Bo wapan tak jako nagle wtedy
z chutoru wyjecha, e i poegna si nie miaem czasu.
- A waszmo tego aowa?
- Pewnie, e aowaem, bylibymy potacowali: kompania si
zwikszya. (Tu pan Zagoba wskaza na Woodyjowskiego.) Wanie ten
oto kawaler nadjecha, ktry rad by si by z waci bliej pozna.
- Do tego! - krzykn pan Micha wstajc nagle - zdrajco, aresztuj ci!
- A to jakim prawem? - spyta ataman, podnoszc dumnie gow.
- Bo buntownik, wrg Rzeczypospolitej i na przeszpiegi tu przyjechae.
- A wa co za jeden?
- O! nie bd si tobie wywodzi, ale mi si nie wymkniesz!
- Zobaczymy! - rzek Bohun. - Nie wywodzibym si i ja waszmoci,
ktom jest, gdyby mnie jako onierz na szable wyzwa, ale skoro
aresztem grozisz, to ci si wywiod: oto jest list, ktry od hetmana
zaporoskiego do krlewicza Kazimierza wioz, i nie znalazszy go w
Nieporcie, do Zaborowa za nim jad. Jake to mnie bdziesz teraz
aresztowa?
To rzekszy Bohun spojrza dumnie i szydersko na Woodyjowskiego, a
pan Micha zmiesza si bardzo, jak ogar, ktry czuje, e mu si
zwierzyna wymyka, i nie wiedzc, co ma pocz, zwrci pytajcy wzrok
na Zagob. Nastaa cika chwila milczenia.
- Ha! - rzek Zagoba - trudno! Skoro jeste posacem, tedy ci
aresztowa nie moemy, ale z szabl si temu oto kawalerowi nie
nadstawiaj, bo jue raz przed nim umyka, a ziemia jczaa.
Twarz Bohuna powloka si purpur, bo w tej chwili pozna
Woodyjowskiego. Wstyd i zraniona duma zagray naraz w
nieustraszonym watace. Wspomnienie to ucieczki palio go jak ogie
Bya to jedyna nie starta plama na jego sawie moojeckiej, ktr nad
ycie i nad wszystko kocha.
A nieubagany Zagoba cign dalej z zimn krwi:
- Ledwie i hajdawerkw nie zgubi, a lito tego kawalera tkna, i ycie
ci darowa. Tfu! moci moojcze! biaogowsk masz twarz, ale i
biaogowskie serce. Bye odwany ze star kniaziow i z dzieciuchem
kniaziem, ale z rycerzem dudy w miech! Listy tobie wozi, panny
porywa, nie na wojn chodzi. Jak mnie Bg miy, na wasne oczy
widziaem, jak hajdawerki oblatyway. Tfu, tfu! Ot i teraz o szabli
gadasz, bo list wieziesz Jake to nam si z tob potyka, gdy tym pismem
si zasaniasz? Piasek w oczy, piasek w oczy, moci moojcze!... Chmiel
dobry onierz, Krzywonos dobry, ale wielu jest midzy kozactwem
drapichrustw!
Bohun posun si nagle ku panu Zagobie, a pan Zagoba zasun si
rwnie szybko za pana Woodyjowskiego, tak e dwaj modzi rycerze
stanli przed sob oko w oko.
- Nie od strachu ja przed wapanem ucieka, ale by ludzi ratowa! -
mwi Bohun.
- Nie wiem, dla jakich tam przyczyn umykae, ale wiem, e umyka -
rzecze pan Micha.
- Wszdy dam waci pole, choby tu zaraz.
- Wyzywasz mnie? - pyta przymruajc oczy Woodyjowski.
- Ty mnie saw moojeck wzi, ty mnie pohabi! mnie twojej krwi
potrzeba.
- To i zgoda - rzek Woodyjowski.
- Volenti non fit iniuria - doda Zagoba. - Ale kt krlewiczowi list
odda?
- Nieche was gowa o to nie boli; to moja sprawa!
- Bijcie si tedy, kiedy nie moe by inaczej - mwi Zagoba. - Gdyby ci
si te poszczcio, moci watako, z tym oto kawalerem - bacz, e ja
drugi staj. A teraz chod, panie Michale, przed sie, mam co pilnego
powiedzie.
Dwaj przyjaciele wyszli i odwoali Kuszla spod okna alkierza, po czym
Zagoba rzek:
- Moci panowie, za nasza sprawa. On naprawd ma list do krlewicza -
zabijemy go, to krymina. Pomnijcie, e kaptur propter securitatem loci w
dwch milach od pola elekcji sdzi - a to wszake quasi pose! Cika
sprawa! Musimy si chyba potem gdzie schowa albo moe ksi nas
osoni - inaczej moe by le. A znowu puszcza go wolno - jeszcze
gorzej. Jedyna to sposobno oswobodzenia naszej niebogi. Gdy go nie
bdzie na wiecie, atwiej jej odszukamy. Bg sam widocznie chce jej i
Skrzetuskiemu pomc - ot, co jest! Radmy, moci panowie.
- Wa przecie znajdziesz jaki fortel? - rzek Kuszel.
- Ju to przez mj fortel sprawiem, e on sam nas wyzwa. Ale trzeba
wiadkw, obcych ludzi. Moja myl jest, aby na Charampa zaczeka.
Bior to na siebie, e on pierwszestwa ustpi i w potrzebie bdzie
wiadczy, jakomy zostali wyzwani i musielimy si broni. Trzeba si
te i od Bohuna wywiedzie lepiej, gdzie dziewczyn ukry. Jeli ma
zgin, nic mu po niej - moe powie, gdy go zaklniemy. A nie powie - to i
tak lepiej, by nie y. Trzeba wszystko przezornie i roztropnie czyni.
Gowa pka, moci panowie.
- Kt si bdzie z nim bi? - pyta Kuszel.
- Pan Micha pierwszy, ja drugi - rzek Zagoba.
- A ja trzeci.
- Nie moe by - przerwa pan Micha - ja si jeden bij, i na tym koniec.
Pooy mnie, to jego szczcie - nieche jedzie zdrw.
- O! jam mu ju zapowiedzia - rzek Zagoba - ale jeli tak
waszmociowie postanowicie, to ustpi.
- No, jego wola, czy i z wapanem ma si bi, ale wicej z nikim.
- Chodmy tedy do niego.
- Chodmy.
Poszli i zastali Bohuna w gwnej izbie, popijajcego mid. Wataka ju
by spokojny zupenie.
- Posuchaj no, wapan - rzek Zagoba - bo to s wane sprawy, o
ktrych chcemy z tob pomwi. Wapan wyzwae tego kawalera -
dobrze, ale trzeba ci wiedzie, e skoro posujesz, to ci prawo broni, bo
do politycznego narodu, nie midzy dzikie bestie przyjecha. Ow nie
moemy ci da pola inaczej, chyba przy wiadkach zapowiesz, e sam z
wasnej ochoty wyzwa. Przyjedzie tu kilku szlachty, z ktrymi mielimy
si pojedynkowa - przed nimi to owiadczysz; my za damy ci
kawalerski parol, e jeli si poszczci z panem Woodyjowskim, tedy
odjedziesz wolno i nikt ci nie bdzie stawia przeszkd, chyba e jeszcze
ze mn zmierzy si zechcesz.
- Zgoda - rzek Bohun - powiem przy owej szlachcie i ludziom moim
zapowiem, aby list odwieli i Chmielnickiemu powiedzieli; jeli zgin,
em ja sam wyzwa. A poszczci mnie Bg z tym kawalerem saw
moojeck odzyska, tak i wapana jeszcze potem na szabelki poprosz.
To rzekszy spojrza Zagobie w oczy, a Zagoba zmiesza si nieco,
kaszln, splun i odrzek:
- Zgoda. Gdy si z tym moim uczniem poprbujesz, poznasz, jak ze
mn bdziesz mia robot. Ale mniejsza z tym... Jest drugie punctum,
waniejsze, w ktrym do sumienia twego si odwoujemy, gdy lubo
Kozak, chcemy ci jako kawalera traktowa. Wapan porwae
kniaziwn Helen Kurcewiczwn, narzeczon naszego towarzysza i
przyjaciela, i trzymasz j w ukryciu. Wiedz, e gdybymy ci o to
zapozwali, nic by ci nie pomogo, e ci Chmielnicki posem swoim
kreowa, bo to jest raptus puellae, gardowa sprawa, ktra by tu wnet
sdzona bya. Ale gdy do bitwy masz i i moesz zgin, wejd w siebie:
co si z t niebog stanie, gdy zginiesz? zali jej za i zguby chcesz ty,
ktry j miujesz? zali j pozbawisz opieki? na hab i nieszczcie
wydasz? zali katem jej i po mierci jeszcze chcesz zosta?
Tu gos pana Zagoby zabrzmia niezwyk mu powag, a Bohun poblad
- i pyta:
- Czego wy ode mnie chcecie?
- Wska nam miejsce jej uwizienia, abymy na wypadek twojej mierci
mogli j odnale i narzeczonemu odda. Bg bdzie mia lito nad
twoj dusz, jeli to uczynisz.
Wataka wspar gow na doniach i zamyli si gboko, a trzej
towarzysze pilnie ledzili zmiany w tej ruchliwej twarzy, ktra nagle
oblaa si takim smutkiem tkliwym, jakby na niej nigdy gniew ani
wcieko, ani adne srogie uczucia nie gray i jakby ten czowiek tylko
do kochania i tsknoty by stworzony. Dugi czas trwao milczenie, a
wreszcie przerwa je gos Zagoby; ktry dra, mwic nastpne sowa:
- Jeeli za j ju pohabi, nieche ci Bg potpi, a ona niech cho w
klasztorze znajdzie schronienie...
Bohun podnis oczy wilgotne, roztsknione i tak mwi:
- Jeli ja j pohabi? Ot, nie wiem, jak wy miujecie, panowie szlachta,
rycerze i kawalery, ale ja Kozak, ja j w Barze od mierci i haby
obroni, a potem w pustyni wywiz - i tam jak oka w gowie pilnowa,
palca na ni nie skrzywi, do ng pada i czoem bi jak przed obrazem.
Kazaa precz i, tak poszed - i nie widzia jej wicej, bo wojna-matka
trzymaa.
- Bg to waci na sdzie policzy! - rzek odetchnwszy gboko Zagoba.
- Ale zali ona tam bezpieczna? Tam Krzywonos i Tatary!
- Krzywonos pod Kamiecem ley, a mnie do Chmielnickiego posa
pyta, czy pod Kudak ma i - i ju pewno poszed, a tam, gdzie ona jest,
nie ma ni Kozakw, ni Lachw, ni Tatarw - ona tam bezpieczna.
- Gdzie ona tedy?
- Suchajcie, panowie Lachy! Niech bdzie, jak chcecie - powiem ja
wam, gdzie ona jest, i wyda j ka, ale za to wy mnie dajcie kawalerski
wasz parol, e jeli mnie Bg poszczci, tak wy nie bdziecie ju jej
szuka. Wy za siebie przyrzeczcie i za pana Skrzetuskiego przyrzeczcie,
a ja wam powiem.
Trzej przyjaciele spojrzeli po sobie.
- My tego nie moem uczyni! - rzek Zagoba.
- O, jako ywo, nie moem! - wykrzyknli Kuszel i Woodyjowski.
- Tak? - rzek Bohun i brwi jego cigny si, a oczy zaiskrzyy. -
Czemu to wy, panowie Lachy, nie moecie tego uczyni?
- Bo pan Skrzetuski jest nieobecny, a oprcz tego wiedz o tym, e aden
z nas szuka jej nie przestanie, choby i pod ziemi j ukry.
- Tak wy by taki targ ze mn uczynili: ty, Kozacze, dusz oddaj, a my
tobie szabl! O, nie doczekacie! A co to wy myleli, e u mnie szabla
kozacka nie ze stali, e ju nade mn jak krucy nad cierwem kraczecie?
A czemu to mnie gin, nie wam? Wam trzeba mojej krwi, a mnie
waszej! Zobaczymy, kto czyjej dostanie!
- Wic nie powiesz?
- A po co mnie mwi? Na pohybel-e wam wszystkim!
- Na pohybel tobie! Warte, by ci na szablach roznie.
- Sprbujcie! - rzek wataka wstajc nagle.
Kuszel i Woodyjowski porwali si rwnie z awy.
Grone spojrzenia poczy si krzyowa, wezbrane gniewem piersi
oddychay mocniej i nie wiadomo, do czego by doszo, gdyby nie
Zagoba, ktry, spojrzawszy w okno, wykrzykn:
- Charamp ze wiadkami przyjecha!
Jako po chwili rotmistrz petyhorski wraz z dwoma towarzyszami,
panami Sielickimi, weszli do izby. Po pierwszych powitaniach Zagoba
wzi ich na stron i pocz rzecz wyuszcza.
A prawi tak wymownie, e wnet przekona, zwaszcza i zapewni, e
pan Woodyjowski prosi tylko o krtk zwok i wnet po walce z
Kozakiem stan jest gotw. Tu pan Zagoba pocz opowiada, jak stara
i straszna jest nienawi wszystkich onierzy ksicia do Bohuna, jako on
jest wrogiem caej Rzeczypospolitej i jednym z najokrutniejszych
rebelizantw, wreszcie jak kniaziwn porwa, pann ze szlacheckiego
domu i narzeczon szlachcica, ktren jest zwierciadem wszystkich cnt
rycerskich. A gdy waszmociowie szlacht jestecie i do braterstwa si
poczuwacie, wsplna tedy to jest nasza krzywda, ktr si stanowi
caemu w osobie jednego wyrzdza - zali wic cierpicie, aby nie bya
pomszczona?"
Pan Charamp czyni w pocztku trudnoci i mwi, e skoro tak jest, to
naley Bohuna natychmiast rozsieka, a pan Woodyjowski niechaj po
staremu ze mn staje". Musia mu na nowo tumaczy pan Zagoba
dlaczego to nie moe by i e nawet nie po rycersku byoby w tylu na
jednego napada. Szczciem, pomogli mu panowie Sieliccy, obaj ludzie
rozsdni i stateczni, a da si na koniec uparty Litwin przekona i na
zwok zezwoli.
Tymczasem Bohun poszed do swoich ludzi i powrci z esauem
Eliaszekiem, ktremu zapowiedzia jako do bitwy dwch szlachty
wyzwa, po czym powtrzy gono to samo wobec pana Charampa i
panw Sielickich.
- My za owiadczamy - rzek Woodyjowski - i jeli wyjdziesz
zwycizc z walki ze mn, tedy od woli twej zaley, czy jeszcze
zechcesz si bi z panem Zagob, a w adnym razie nikt wicej ci nie
bdzie wyzywa ani te kup na ci nie napadn i odjedziesz, gdzie
chcesz - na co parol kawalerski dajem i waszmociw teraz przybyych
prosimy, aby ze swej strony take to przyrzekli.
- Przyrzekamy - rzekli uroczycie Charamp i dwaj Sieliccy.
Wwczas Bohun wrczy list Chmielnickiego do krlewicza Eliaszece i
rzek:
- Ty ceje pymo korolewiczu widdasz i koy ja pohybnu, tak ty skaesz i
jomu, i Chmielnickomu, szczo moja wyna bua i szczo ne zdradoju mene
zabyy.
Zagoba, ktren pilne mia oko na wszystko, zauway, e na ponurej
twarzy Eliaszeki nie odbi si najmniejszy niepokj - wida zbyt by
pewny swego atamana.
Tymczasem Bohun zwrci si dumnie do szlachty.
- No, komu mier, komu ycie - rzek. - Moem i.
- Czas, czas! - odrzekli wszyscy zasadzajc poy od kontuszw za pasy i
biorc pod pachy szable.
Wyszli przed karczm i skierowali si ku rzeczce, ktra pyna rd
zaroli gogw, dzikich r, tarek i choiny. Listopad postrca wprawdzie
li z krzewin, ale gstwa tak bya zbita, e czerniaa jakoby wstga kiru,
het, przez puste pola a ku lasom. Dzie by wprawdzie blady, ale
pogodny t melancholiczn pogod jesieni, pen sodyczy. Soce
bramowao agodnie zotem obnaone gazie drzew i rozwiecao te
wydmy piaszczyste cignce si nieco opodal prawego brzegu rzeczki.
Zapanicy i ich wiadkowie szli wanie ku onym wydmom.
- Tam si zatrzymamy - rzek Zagoba.
- Zgoda! - odpowiedzieli wszyscy.
Zagoba coraz by niespokojniejszy, na koniec zbliy si do
Woodyjowskiego i szepn:
- Panie Michale...
- A co?
- Na mio bosk, panie Michale, staraje si! W twoim teraz rku los
Skrzetuskiego, wolno kniaziwny, twoje wasne ycie i moje, bo bro
Boe na ciebie przygody, ja sobie z tym zbjem nie dam rady.
- To czemu go wa wyzywa?
- Sowo si rzeko. Ufaem w ciebie, panie Michale, ale ja ju stary,
oddech mam krtki, zatyka mnie, a ten gadysz moe skaka jak cyga.
City to ogar, panie Michale.
- Postaram si - rzek may rycerz.
- Boe ci dopom. Nie tra ducha!
- Za tam!
W tej chwili zbliy si ku nim jeden z panw Sielickich.
- Cita jaka sztuka ten wasz Kozak - szepn. - Tak sobie z nami
poczyna, jak rwny, jeli nie jak lepszy. Hu! co za fantazja! musiaa si
jego matka na jakiego szlachcica zapatrzy.
- E! - rzek Zagoba - prdzej si jaki szlachcic na jego matk zapatrzy.
- I mnie si tak widzi - rzek Woodyjowski.
- Stawajmy! - zawoa nagle Bohun.
- Stawajmy, stawajmy!
Stanli. Szlachta pkolem. Woodyjowski i Bohun naprzeciw siebie.
Woodyjowski, jako to czowiek w takich rzeczach wytrawny, cho
mody, naprzd nog piasek zmaca, czy twardy, po czym rzuci okiem
naokoo, chcc wszystkie nierwnoci gruntu pozna - i wida byo, e
sprawy wcale nie lekceway. Przecie przychodzio mu mie do czynienia
z rycerzem na ca Ukrain najsawniejszym, o ktrym lud pieni piewa
i ktrego imi - jak Ru szeroka - a do Krymu byo znane. Pan Micha,
prosty porucznik dragonw, wiele sobie po owej walce obiecywa, bo
albo mier sawn, albo rwnie sawne zwycistwo, wic niczego nie
zaniedba, aby si godnym takiego przeciwnika okaza. Dlatego take
niezwyk mia w twarzy powag, ktr dojrzawszy Zagoba a przelk
si. Traci fantazj - pomyla - ju po nim, a zatem i po mnie!"
Tymczasem Woodyjowski zbadawszy dokadnie grunt pocz odpina
kurt.
- Chodno jest - rzek - ale si rozgrzejemy.
Bohun poszed za jego przykadem i zrzucili obaj zwierzchnie ubranie,
tak e pozostali tylko w hajdawerach i w koszulach; nastpnie poczli
zawija na prawej rce rkawy.
Ale jake marnie wyglda may pan Micha przy rosym i silnym
atamanie! Prawie go nie byo wida. wiadkowie z niepokojem spogldali
na szerok pier Kozaka, na olbrzymie muskuy widne spod zawinitego
rkawa, podobne do skw i wzw. Zdawao si, i to may kogucik
staje do walki z potnym jastrzbiem stepowym. Nozdrza Bohuna
rozwary si jakby zawczasu krew wietrzc, twarz skrcia si mu tak, i
czarna grzywa zdawaa si do brwi siga, i szabla drgaa mu w rku -
oczy drapiene utkwi w przeciwnika i czeka komendy.
A pan Woodyjowski spojrza jeszcze pod wiato na ostrze szabli, ruszy
tymi wsikami i stan w pozycji.
- Jatki tu proste bd! - mrukn do Sielickiego Charamp.
Wtem zabrzmia troch drcy gos Zagoby:
- W imi boe! zaczynajcie!
 192
 Rozdzia XII 
wistny szable i ostrze szczkno o ostrze. Wnet zmieni si plac boju,
bo Bohun natar z tak wciekoci, e pan Woodyjowski uskoczy w
ty kilka krokw i wiadkowie rwnie musieli si cofn. Byskawicowe
zygzaki szabli Bohuna byy tak szybkie, e przeraone oczy obecnych nie
mogy za nimi nady - zdao im si, e pan Micha cakiem jest nimi
otoczony, pokryty i e Bg jeden chyba zdoa go wyrwa spod tej
nawanoci piorunw. Ciosy zlay si w jeden nieustajcy wist, pd
poruszanego powietrza uderza o twarze. Furia wataki wzrastaa;
ogarnia go dziki sza bojowy - i par przed sob Woodyjowskiego jak
huragan - a may rycerz cofa si cigle i tylko si broni. Wycignita
jego prawica nie poruszaa si prawie wcale, do tylko sama zataczaa
bez ustanku mae, ale szybkie jak myl pkola i chwyta szalone cicia
Bohunowe, ostrze podstawia pod ostrze, odbija i znw si zasania, i
jeszcze si cofa, oczy utkwi w oczach Kozaka i rd wowych
byskawic wydawa si spokojny, jeno na policzki wystpiy mu plamy
czerwone.
Pan Zagoba przymkn oczy - i sysza tylko cios za ciosem, zgrzyt za
zgrzytem.
Broni si jeszcze!" - pomyla.
- Broni si jeszcze! - szeptali panowie Sieliccy i Charamp.
- Ju przyparty do wydmy - doda cicho Kuszel.
Zagoba znw otworzy oko i spojrza.
Plecy Woodyjowskiego opieray si prawie o wydm, ale widocznie nie
by dotd ranny, jeno rumiece na jego twarzy stay si ywsze, a kilka
kropel potu wystpio mu na czoo.
Serce Zagoby zabio nadziej.
Przecie i z pana Michaa gracz nad gracze - pomyla - a i tamten znuy
si nareszcie."
Jako twarz Bohuna staa si blada, pot perli mu take czoo, ale opr
podnieca tylko jego wcieko: biae ky bysny mu spod wsw, a z
piersi wydobywao si chrapanie wciekoci.
Woodyjowski nie spuszcza go z oka i broni si cigle.
Nagle poczuwszy za sob wydm zebra si w sobie - ju patrzcym
zdawao si, e pad- on tymczasem pochyli si, skurczy, przysiad i
rzuci ca swoj osob niby kamieniem w pier Kozaka.
- Atakuje! - wykrzykn Zagoba.
- Atakuje! - powtrzyli inni.
Tak byo w istocie: wataka cofa si teraz, a may rycerz poznawszy ju
ca si przeciwnika naciera tak wawo, e wiadkom dech zamar w
piersi: widocznie poczyna si rozgrzewa, nozdrza rozdy mu si - mae
oczki sypay skry; przysiada i zrywa si, zmienia w jednym mgnieniu
pozycje, zatacza krgi naok wataki i zmusza go do obracania si na
miejscu.
- O, mistrz! o, mistrz! - woa Zagoba.
- Zginiesz! - ozwa si nagle Bohun.
- Zginiesz! - odpowiedzia jak echo Woodyjowski.
Wtem Kozak sztuk najbieglejszym tylko szermierzom znan przerzuci
nagle szabl z prawej rki do lewej i da cios od lewicy tak okropny, e
pan Micha, jakby piorunem raony, pad na ziemi.
- Jezus Maria! - krzykn Zagoba.
Ale pan Micha pad umylnie i wanie dlatego szabla Bohunowa
przecia tylko powietrze, may rycerz za zerwa si jak dziki kot i ca
niemal dugoci ostrza ci straszliwie w odkryt pier Kozaka.
Bohun zachwia si, postpi krok, ostatnim wysileniem da ostatnie
pchnicie; pan Woodyjowski odbi je z atwoci, uderzy jeszcze po
dwakro w pochylony eb - szabla wysuna si z bezwadnych rk
Bohuna i pad twarz na piasek, ktry wnet zaczerwieni si pod nim
szerok kau krwi.
Eliaszeko, obecny przy bitwie, rzuci si na ciao atamana.
wiadkowie przez jaki czas nie mogli sowa przemwi, a pan Micha
milcza take; wspar si obu rkoma na szabelce i oddycha ciko.
Zagoba pierwszy przerwa milczenie:
- Panie Michale, pjd w moje objcia! - rzek z rozczuleniem.
Otoczyli go tedy koem.
- To wa gracz pierwszej wody! Niech waci kule bij! - mwili
panowie Sieliccy.
- Wa, widz, cichapk! - rzek Charamp. - Stan ja waszmoci, eby
nie mwiono, iem si ulk, ale choby i mnie mia waszmo tak
pochlasta, zawsze winszuj, winszuj!
- Et, dalibycie sobie waszmociowie pokj; bo w rzeczy nie macie si o
co bi - mwi Zagoba.
- Nie moe by, bo tu chodzi o moj reputacj - odpar petyhorzec - za
ktr chtnie dam gardo.
- Nic mi po wacinym gardle, zaniechajmy si lepiej - rzecze
Woodyjowski - gdy prawd wapanu powiedziawszy, tom mu tam w
drog, gdzie mylisz, nie wchodzi. Wejdzie tam wapanu kto inny,
lepszy ode mnie - ale nie ja.
- Jak to?
- Parol kawalerski.
- To ju sobie dajcie pokj - woali Sieliccy i Kuszel.
- Nieche i tak bdzie - rzek Charamp otwierajc ramiona.
Pan Woodyjowski pad w nie i poczli si caowa, a echo rozlegao si
po wydmach - pan Charamp za mwi:
- Nieche waci nie znam, eby za tak pochlasta podobnego
wielkoluda! A i szabl umia on te obraca.
- Anim si spodziewa, eby taki by fechmistrz! I skd on si mg tego
wyuczy?
Tu uwaga powszechna zwrcia si znw na lecego watak, ktrego
Eliaszeko obrci przez ten czas twarz do gry i z paczem szuka w
nim znakw ycia. Twarzy Bohuna nie mona byo rozezna, bo pokryy
j sople krwi, ktra wypyna z ran w gow zadanych i wnet cia si
na chodnym powietrzu. Koszula na piersiach rwnie bya caa we krwi,
ale dawa jeszcze znaki ycia. Widocznie by w konwulsji przedmiertnej,
nogi jego drgay, a palce skrzywione na ksztat szponw dary piasek.
Zagoba spojrza i machn rk.
- Ma dosy! - rzek - egna si ze wiatem.
- Aj! - rzek jeden z Sielickich spogldajc na ciao - to ju trup.
- Ba! prawie na dzwona pocity.
- Nie lada to by rycerz - mrukn kiwajc gow Woodyjowski.
- Wiem co o tym - doda Zagoba.
Tymczasem Eliaszeko chcia dwign i unie nieszczsnego atamana,
ale e by czowiek do wty i niemody, a Bohun prawie do olbrzymw
nalea - wic nie mg. Do karczmy byo kilka staj, a Bohun lada chwila
mg skona; esau widzc to zwrci si do szlachty.
- Pany! - woa skadajc rce. - Na Spasa i Swiatuju-Preczystuju,
pomoite! Ne dajte, szczob win tutki szczez jak sobaka. Ja staryj, ne
zduaju, a lude daeko...
Szlachta spojrzaa po sobie. Zawzito, przeciw Bohunowi znika ju we
wszystkich sercach.
- Pewnie, e trudno go tu jak psa zostawi - mrukn pierwszy Zagoba.
- Skoromy z nim na pojedynek stanli, to ju on dla nas nie chop, ale
onierz, ktremu taka pomoc si naley... Kto ze mn poniesie, moci
panowie?
- Ja - rzek Woodyjowski.
- To go poniecie na mojej burce - doda Charamp.
Po chwili Bohun lea ju na opoczy, ktrej koce pochwycili Zagoba,
Woodyjowski, Kuszel i Eliaszeko - i cay orszak w towarzystwie
Charampa i panw Sielickich uda si wolnym krokiem ku karczmie.
- Twarde ma ycie - rzek Zagoba - jeszcze si rusza. Mj Boe, eby
mnie kto powiedzia, e na jego niak wyjd i e go bd tak nis,
mylabym, e kpi ze mnie! Zbyt mam czue serce, sam wiem o tym, ale
trudno! Jeszcze mu i rany opatrz. Mam nadziej, e na tym wiecie ju
si nie spotkamy wicej: nieche mile mi wspomina na tamtym!
- To mylisz waszmo, e on adn miar nie wyyje? - pyta Charamp.
- On? nie dabym za jego ywot starego wiechcia. Tak ju byo napisano i
nie mogo go min, bo choby mu si byo z panem Woodyjowskim
powiodo, to by moich rk nie uszed. Ale wol, e si tak stao, bo ju i
tak krzyki s na mnie jako na mobjc bez litoci. A co ja mam robi,
jak mi kto w drog wlezie? Panu Duczewskiemu piset zotych
basarunku musiaem zapaci, a wiadomo waszmociom, e dobra ruskie
nijakiej teraz intraty nie przynosz.
- Prawda, e to waszmociw do szcztu tam spldrowano - rzek
Charamp.
- Uff! Ciki ten moojec - mwi dalej Zagoba - aem si zasapa!...
Spldrowano, bo spldrowano, ale mam te nadziej, e nam exulibus
sejm jakow prowizj obmyli - inaczej na mier pochudniemy...
Ciki te on, ciki!... Patrzcie, waszmociowie, znowu zaczyna
krwawi; skocz no wapan, panie Charamp, do karczmy, eby yd
chleba z pajczyn zagnit. Nie pomoe to wiele temu nieborakowi, ale
opatrunek chrzecijaska rzecz i lej mu bdzie umiera. ywo, panie
Charamp!
Pan Charamp wysun si naprzd i gdy na koniec wniesiono watak do
izby, Zagoba wnet zabra si z wielk znajomoci rzeczy i wpraw do
opatrunku. Krew zatamowa, rany pozalepia, po czym zwrci si do
Eliaszeki.
- A ty, dziadu, tu niepotrzebny - rzek. - Jed co prdzej do Zaborowa,
pro, eby ci przed oblicze paskie puszczono, i list oddaj, a opowiedz,
co widzia, tak wszystko, jak byo. Jeli zeesz, bd wiedzia, bom
krlewicza jegomoci zaufany, i szyj ci uci ka. Chmielnickiemu te
kaniaj si ode mnie, bo mnie zna i miuje. Pogrzeb sprawimy twemu
atamanowi uczciwy, a ty rb swoje, po ktach si nie wcz, bo ci gdzie
zatuk, nim si zdoasz wywie, kto taki. Bywaj zdrw! ruszaj, ruszaj!
- Pozwlcie, panie, zosta cho dopty, dopki nie ostygnie.
- Ruszaj, mwi ci! - rzek gronie Zagoba - a nie, to ci ka chopom
do Zaborowa odstawi. A kaniaj si Chmielnickiemu.
Eliaszeko pokoni si w pas i wyszed, Zagoba za rzek jeszcze do
Charampa i Sielickich:
- Wyprawiem tego Kozaka, bo co on tu ma jeszcze do roboty?... A
nieche go naprawd gdzie zatuk, co atwo si moe zdarzy, to na nas
by win zwalono. Pierwsi zasawczycy i pokurcze kanclerscy
wrzeszczeliby na cae gardo, e ludzie ksicia wojewody wymordowali
wbrew prawom boskim cae poselstwo kozackie. Ale mdra gowa na
wszystko poradzi. Nie damy my si tym gadyszom, tym
uszczybochenkom, tym podwikarzom w kaszy zje, a i wapanowie te
wiadczcie w potrzebie, jak si wszystko odbyo i e on to sam nas
wyzwa. Musz te jeszcze wjtowi tutejszemu przykaza, aby go tam
jako pochowa. Nie wiedz tu oni, kto to taki; bd myleli, e to
szlachcic, i pochowaj uczciwie. Nam te czas w drog, panie Michale,
bo trzeba jeszcze ksiciu wojewodzie zda relacj.
Chrapliwy oddech Bohuna przerwa dalsze sowa pana Zagoby.
- Oho, ju dusza szuka sobie drogi! - rzek szlachcic. - Ju te i ciemno
si robi; po omacku pjdzie na tamten wiat. Ale skoro tej naszej
nieszczsnej niebogi nie pohabi, to daje mu Boe wieczny odpoczynek
- amen!... Jedmy, panie Michale... Z serca odpuszczam mu wszystkie
winy, cho co prawda, wicej ja jemu w drog lazem ni on mnie. Ale
teraz koniec. Bywajcie waszmociowie zdrowi, mio mi byo pozna tak
zacnych kawalerw. Pamitajcie jeno wiadczy w potrzebie.
 201
 Rozdzia XIII 
Ksi Jeremi przyj wie o porbaniu Bohuna do obojtnie,
zwaszcza gdy si dowiedzia, i s ludzie nie spod jego chorgwi, gotowi
w kadej chwili zoy wiadectwo, i Woodyjowski zosta wyzwany
Gdyby rzecz nie dziaa si na kilka dni przed ogoszeniem wyboru Jana
Kazimierza, gdyby walka kandydatw trwaa jeszcze, niezawodnie nie
omieszkaliby przeciwnicy Jeremiego, a na ich czele kanclerz i ksi
Dominik, uku przeciw niemu broni z tego zajcia, mimo wszelkich
wiadkw i wiadectw. Ale po ustpieniu Karola umysy zajte byy czym
innym i atwo byo zgadn, e caa sprawa utonie w niepamici.
Mg j podnie chyba Chmielnicki dla okazania, jakich to coraz
nowych krzywd doznaje, ksi jednak susznie spodziewa si, i
krlewicz przesyajc odpowied wspomni lub kae od siebie powiedzie,
jakim sposobem zgin wysaniec, a Chmielnicki nie bdzie mia wtpi o
prawdzie sw krlewskich.
Chodzio bowiem ksiciu o to tylko, by nie narobiono politycznej wrzawy
z powodu jego onierzy. Z drugiej strony, ze wzgldu na Skrzetuskiego
rad by nawet ksi z tego, co si stao, bo odzyskanie Kurcewiczwny
byo istotnie teraz daleko prawdopodobniejsze. Mona j byo odnale,
odbi lub wykupi - a kosztw, choby jak najwikszych, pewno nie
byby oszczdza ksi, byle ulubionego rycerza z boleci wybawi i
szczcie mu powrci.
Pan Woodyjowski szed, byo, z wielkim strachem do ksicia, gdy
chocia w ogle mao by pochliwy, ba si jednak jak ognia kadego
zmarszczenia brwi wojewody. Jakie tedy byo jego zdumienie i rado,
gdy ksi wysuchawszy relacji i pomylawszy przez chwil nad tym, co
si stao, zdj kosztowny piercie z palca i rzek:
- Chwal moderacj waszmociw, iecie pierwsi go nie napadli, bo
wielkie i szkodliwe mogy std powsta na sejmie haasy. Ale jeli
kniaziwna si odnajdzie, to Skrzetuski bdzie wam winien dozgonn
wdziczno. Dochodziy mnie suchy, moci Woodyjowski, e jak inni
jzyka w gbie, tak wa szabelki w pochwie dotrzyma nie umiesz, za
co naleaaby ci si kara. Skoro jednak w sprawie przyjaciela stane i
reputacj naszych chorgwi z tak zawoanym junakiem utrzymae, to ju
we ten piercie, aby mia jakow dnia tego pamitk. Wiedziaem, e
dobry onierz i gracz na szable, ale to podobno mistrz nad mistrze.
- On? - rzecze Zagoba. - On by diabu w trzecim zoeniu rogi obci.
Jeli wasza ksica mo kae mi kiedy szyj uci, prosz, aby nikt
inny, jeno on j odrba, bo przynajmniej od razu na tamten wiat pjd.
On Bohuna na wp przez pier przeci, a potem jeszcze go dwa razy
przez rozum przejecha.
Ksi kocha si w sprawach rycerskich i w dobrych onierzach, wic
umiechn si z zadowoleniem i spyta:
- Znalazee wa kogo rwnej siy na szable?
- Jeno mnie raz Skrzetuski troch wyszczerbi, ale te i ja jego... wtedy
gdy to nas wasza ksica mo pod bram obydwch wsadzi - a z
innych moe by i pan Podbipita mi wytrzyma, bo ma si nadludzk - i
bez maa Kuszel, gdyby mia lepsze oczy.
- Niech mu wasza ksica mo nie wierzy - rzek Zagoba - jemu by
nikt nie wytrzyma.
- A Bohun dugo si broni?
- Cik miaem robot - rzek pan Micha. - Umia on i do lewicy
przerzuca.
- Bohun sam mnie powiada - przerwa Zagoba - i si z Kurcewiczami
po caych dniach dla wprawy bija, i sam widziaem w Czehrynie, e i z
innymi to czyni.
- Wiesz co, moci Woodyjowski - rzek z udan powag ksi - jed
pod Zamo, wyzwij Chmielnickiego na rk i za jednym zamachem
uwolnij Rzplit od wszystkich klsk i kopotw.
- Za rozkazem waszej ksicej moci pojad, byle Chmielnicki chcia mi
stan - odpowiedzia Woodyjowski.
Na to ksi:
- My artujemy, a wiat ginie! Ale pod Zamo musicie waszmociowie
naprawd jecha. Mam wiadomoci z kozackiego obozu, i gdy tylko
wybr krlewicza Kazimierza bdzie promulgowany, Chmielnicki od
oblenia
ustpi i cofnie si a na Ru, co uczyni z prawdziwego lub symulowanego
afektu do krla jegomoci lub te dlatego, e pod Zamociem snadnie by
si jego potga moga zama. Wtedy musicie jecha, opowiedzie
Skrzetuskiemu, co si stao, by ruszy kniaziwny szuka. Powiedzcie
mu, eby sobie z chorgwi moich przy starocie waeckim wybra tylu
pocztowych, ilu bdzie do ekspedycji potrzebowa. Zreszt przel mu
przez was permisj i dam list, bo mi jego szczcie wielce na sercu ley.
- Wasza ksica mo ojcem nas wszystkich jeste - rzek
Woodyjowski - dlatego po wiek ycia w wiernych subach trwa
chcemy.
- Nie wiem, czyli nie godna wkrtce u mnie bdzie suba - rzek ksi -
jeli mi caa fortuna zadnieprzaska przepadnie, ale pki starczy, pty co
moje, to wasze.
- O! - wykrzykn pan Micha. - Nasze to chudopacholskie fortuny do
waszej ksicej moci zawsze bd naleay.
- I moja z innymi! - rzek Zagoba.
- Jeszcze tego nie trzeba - odpar askawie ksi. - Mam te nadziej, i
jeli wszystko utrac, to Rzeczpospolita chocia o dzieciach moich bdzie
pamitaa.
Ksi mwic to widocznie mia chwil jasnowidzenia. Rzplita bowiem
w kilkanacie lat pniej oddaa jego jedynemu synowi, co miaa
najlepszego - to jest koron, ale tymczasem olbrzymia fortuna Jeremiego
istotnie bya zachwiana.
- Tomy si wywinli! - mwi Zagoba, gdy obaj z Woodyjowskim
wyszli od ksicia. - Panie Michale, moesz by pewien promocji. Poka
no ten piercie. Dalibg, wart on ze sto czerwonych zotych, bo kamie
bardzo pikny. Spytaj si jutro jakiego Ormianina na bazarze Mona by
za takow kwot i w jedle, i w napoju, i w innych delicjach opywa. C
mylisz, panie Michale? onierska to maksyma: Dzi yj, jutro gnij!"
- a sens z niej taki, e na jutro nie warto si oglda. Krtkie ycie
ludzkie, krtkie, panie Michale. Najwaniejsze to, e ju ci bdzie odtd
ksi w sercu nosi. Daby on by dziesi razy tyle, eby Skrzetuskiemu
z Bohuna prezent zrobi, a ty to uczyni. Moesz si spodziewa
wielkich ask, wierzaj mi. Mao to ksi wsiw rycerstwu doywotnie
puci albo i zgoa podarowa? Co tam taki piercie! Pewnie i ciebie
jakowa intrata spotka, a w ostatku jeszcze ci ksi z jak krewniaczk
swoj oeni.
Pan Micha a podskoczy.
- Skd wa wiesz, e...
- e co?
- Chciaem powiedzie: co te waci w gowie? Jakeby taka rzecz sta
si moga?
- Albo to si nie trafia? alboe nie szlachcic? albo to nie wszystka
szlachta sobie rwna? Mao to kaden magnatus ma dalekich krewnych i
krewniaczek midzy szlacht, ktre to krewniaczki pniej. za swych
zacniejszych dworzan wydaje? Przecie podobno i Suffczyski z Sieczy
ma te jak dalek krewn Winiowieckich. Wszyscymy bracia, panie
Michale, wszyscymy bracia, cho jedni drugim suym, gdy wsplnie
od Jafeta pochodzimy, a caa rnica w fortunie i urzdach, do ktrych
kady doj moe. Podobno gdzie indziej s dyferencje znaczne midzy
szlacht, ale parszywa te to szlachta! Rozumiem dyferencje midzy
psami, jako s legawce, charty misterne lub ogary gosem gonice, ale
uwa, panie Michale, e ze szlacht nie moe tak by, bobymy
psubratami, nie szlacht byli, ktrej haby dla tak wdzicznego stanu
Panie Boe nie dopu!
- Susznie waszmo mwisz - rzecze Woodyjowski - ale przecie
Winiowieccy krlewski to prawie rd.
- A ty, Michale, zali nie moesz by krlem obran? Ja pierwszy, gdybym
si upar, tobie bym wanie da kresk, jako pan Zygmunt Skarszewski,
ktry przysiga, e za sob samym bdzie gosowa, jeli si tylko w
koci nie zagra. Wszystko, chwali Boga, u nas in liberis suffragiis - i
chudopacholstwo to nasze, nie urodzenie, w drodze nam staje.
- Ot to wanie! - westchn pan Micha.
- C robi! Zrabowano nas ze szcztem i zginiemy, jeli nam Rzplita
jakowych prowentw nie obmyli - zginiemy marnie! C dziwnego, e
czowiek, cho z natury i wstrzemiliwy, lubi si napi w takich
opresjach? Pjdmy chyba, panie Michale, napi si po szklaneczce
cienkusza, moe si cho troch pocieszymy.
Tak rozmawiajc doszli do Starego Miasta i wstpili do winiarni, przed
ktr kilkunastu pachokw trzymao szuby i burki pijcej w rodku
szlachty. Tam siadszy za stoem kazali sobie poda gsiorek i poczli si
naradza, co im teraz po pobiciu Bohuna pocz wypada.
- Jeli si sprawdzi, e Chmielnicki, od Zamocia ustpi i pokj nastanie,
tedy kniaziwna ju nasza - mwi Zagoba.
- Trzeba by nam jak najprdzej do Skrzetuskiego. Ju go te nie
opucimy, pki si dziewczyna nie odnajdzie.
- Pewnie, e razem pojedziemy Ale teraz nie ma sposobu dosta si do
Zamocia.
- To ju wszystko jedno, byle nam Bg pniej poszczci.
Zagoba wychyli szklanic.
- Poszczci, poszczci! - rzek. - Wiesz, panie Michale, co ci powiem?
- Co takiego?
- Bohun zabit!
Woodyjowski spojrza ze zdziwieniem:
- Ba, kt wie lepiej ode mnie?
- eby ci si rce wieciy, panie Michale! Ty wiesz i ja wiem: patrzyem,
jakecie si bili, patrz na wapana teraz - i przecie musz sobie cigle
powtarza, bo mi si czasem zdaje, e to tylko sen takowy miaem. Co za
troska ubya! co za wze twoja szabla przecia! - Nieche ci kule bij!
Bo dalibg, e i wypowiedzie to si nie da. Nie, nie mog wytrzyma!
pjd, niech ci jeszcze raz uciskam, panie Michale! Zali uwierzysz, e
gdym ci pozna, pomylaem sobie: At! chystek!" - a tu pikny
chystek, co Bohuna tak pochlasta! Nie ma ju Bohuna, ni ladu, ni
popiou, zabit na mier, na wieki wiekw amen!
Tu Zagoba pocz ciska i caowa Woodyjowskiego, a pan Micha
rozczuli si, jakby wanie Bohuna aowa; w kocu jednak uwolni si z
obj pana Zagoby i rzek:
- Nie bylimy przy jego mierci, a twarda to sztuka - nu wyyje?
- Na Boga, co wapan mwisz! - rzek Zagoba. - Gotwem jutro jecha
do Lipkowa i najpikniejszy pogrzeb mu sprawi, byle tylko umar.
- I po co wa pojedziesz? Przecie go rannego nie dobijesz. A z szabl to
tak bywa: kto nie puci ducha od razu, ten najczciej si wylie. Szabla
to nie kula.
- Nie, nie moe by! Ju przecie rzzi zaczyna, gdymy wyjedali. O,
wcale nie moe by! Samem mu rany opatrywa. Piersi mia roztworzone
jako wierzeje. Dajmy mu ju spokj, bo wypatroszye go jak zajca.
Nam trzeba do Skrzetuskiego jak najprdzej, jemu pomc, jego
pocieszy, bo zamrze od zgryzoty ze szcztem.
- Albo mnichem zostanie; sam mnie to mwi.
- Co dziwnego?! ja bym na jego miejscu to uczyni. Nie znam
zacniejszego kawalera, ale te i nieszczliwszego nie znam. Oj, ciko
go Bg dowiadcza, ciko!
- Przesta ju waszmo - mwi troch pijany Woodyjowski - bo nie
mog ez utrzyma...
- A ja to mog! - odpar Zagoba. - Taki zacny kawaler, taki onierz... a
i ona! wapan jej nie znasz... robaczek to taki kochany!...
Tu zawy pan Zagoba niskim basem, bo istotnie bardzo kocha
kniaziwn, a pan Micha wtrowa mu troch cieniej - i pili wino
zmieszane ze zami, a potem, spuciwszy gowy na piersi, siedzieli czas
jaki pospnie, a wreszcie Zagoba uderzy pici w st.
- Panie Michale, czemu my paczemy! Bohun zabit!
- A prawda - rzek Woodyjowski.
- Cieszy si nam raczej wypada. Kpami bdziemy, jeli jej teraz nie
odszukamy.
- Jedmy - rzek wstajc pan Micha.
- Napijmy si! - poprawi Zagoba. - Bg da, e jeszcze ich dzieci
bdziem do chrztu trzymali, a wszystko dlatego, emy Bohuna usiekli.
- Dobrze mu tak! - dokoczy Woodyjowski nie postrzegajc si, e ju
pan Zagoba dzieli si z nim zasug umiercenia Bohuna.
 210
 Rozdzia XIV 
Na koniec zabrzmiao Te Deum laudamus w warszawskiej katedrze i
pan siad na majestacie", huczay dziaa, biy dzwony - i otucha pocza
wstpowa we wszystkie serca. Przecie min ju czas bezkrlewia, czas
zawichrze i niepokojw, tym straszniejszy dla Rzeczypospolitej, i
przypad w chwilach powszechnej klski. Ci, co dreli na myl grocych
niebezpieczestw, teraz, gdy elekcja odbya si nad podziw zgodnie,
odetchnli gboko. Wielom zdawao si, i bezprzykadna wojna
domowa mina ju raz na zawsze i e nowo obranemu panu pozostaje
tylko sd nad winnymi. Jako nadziej t podtrzymywao i zachowanie
si samego Chmielnickiego. Kozacy pod Zamociem, szturmujc zaciekle
do zamku, gono jednak owiadczali si za Janem Kazimierzem.
Chmielnicki sa przez ksidza Huncla Mokrskiego listy pene poddaczej
wiernoci, a przez innych posacw pokorne proby o ask dla siebie i
wojska zaporoskiego. Wiedziano te, e krl, zgodnie z polityk
kanclerza Ossoliskiego, pragnie znaczne Kozakom poczyni ustpstwa.
Jak niegdy przed piawieck klsk wojna, tak teraz pokj by na
wszystkich ustach. Spodziewano si, e po tylu klskach Rzeczpospolita
odetchnie i pod nowym panowaniem ze wszystkich ran si wygoi.
Nareszcie wyjecha miarowski z listem krlewskim do Chmielnickiego i
wkrtce rozesza si wie radosna, e Kozacy ustpuj spod Zamocia,
ustpuj a na Ukrain, gdzie spokojnie czeka bd rozkazw
krlewskich i komisji, ktra rozpatrzeniem ich krzywd ma si zaj.
Zdawao si, e po burzy tcza siedmiobarwna zawisa nad krajem,
zwiastujca cisz i pogod. Nie brako wprawdzie niepomylnych wrb i
przepowiedni, ale wobec pomylnej rzeczywistoci nie przywizywano
do nich wagi. Krl pojecha do Czstochowy, by naprzd opiekunce
boskiej za wybr podzikowa i pod opiek dalsz si odda, a nastpnie
do Krakowa na koronacj. Za nim pocignli dygnitarze, Warszawa
opustoszaa, zostali w niej tylko exules z Rusi, ktrzy do swych
zrujnowanych fortun wraca jeszcze nie mieli lub te nie mieli po co.
Ksi Jeremi, jako senator Rzeczypospolitej, musia uda si z krlem,
Woodyjowski za i Zagoba na czele jednej chorgwi dragoskiej
pocignli piesznymi pochodami do Zamocia, by Skrzetuskiemu
szczliw nowin o przygodzie Bohunowej zwiastowa, a nastpnie
razem na poszukiwanie kniaziwny wyruszy.
Pan Zagoba opuszcza Warszaw nie bez pewnego alu, bo w tym
niezmiernym zjedzie szlachty, w gwarze elekcyjnym, w cigych
hulankach i burdach na wspk z Woodyjowskim czynionych byo mu
tak dobrze, jak rybie w morzu. Ale pociesza si myl, e wraca do ycia
czynnego, do poszukiwa, przygd i fortelw, ktrych obiecywa sobie
nie skpi, a zreszt mia on swoj opini o niebezpieczestwach
stoecznych, ktr w nastpujcy sposb Woodyjowskiemu wyuszcza:
- Prawda jest, panie Michale - mwi - e dokonalimy wielkich rzeczy w
Warszawie, ale bro Boe duszego pobytu, tak, mwi ci,
zniewiecielibymy jako w sawny Kartagiczyk, ktrego sodko aury
w Kapui ze szcztem zdebilitowaa. A najgorsze ze wszystkiego
biaogowy. One kadego do zguby doprowadz, bo to sobie zauwa, e
nie masz nic zdradliwszego nad niewiast. Czowiek si starzeje, ale go
jeszcze cign...
- Et, daby wapan pokj! - przerwa Woodyjowski.
- Sam ja to sobie czsto powtarzam, bo czas by by si ustatkowa - jeno
krew mam jeszcze zbyt gorc. W tobie jest wicej flegmy, a we mnie
sama cholera. Ale mniejsza z tym. Zaczniemy teraz inne ycie. Ju te,
bywao, przykrzyo mi si nieraz bez wojny. Chorgiewk mamy dobrze
okryt, a tam, pod Zamociem, dokazuj jeszcze kupy swawolne, to si z
nimi, idc po kniaziwn, zabawimy. Obaczymy te Skrzetuskiego, i tego
wielkoluda, tego urawia litewskiego, t tyk chmielow, pana Longina,
bomy go te sia czasu nie widzieli.
- Wapan tsknisz po nim, a jak go widzisz, to spokoju mu nie dajesz.
- Bo co si odezwie, to tak jakby twj ko ogonem ruszy; a cignie
kade sowo jak szewc skr. Wszystko u niego w si poszo, nie w
gow. Jak kogo wemie w ramiona, to mu ebra przez skr powyciska,
nie masz za takowego dziecka w Rzeczypospolitej, ktre by go
najsnadniej na hak przywie nie mogo. Sychana to rzecz, eby czek
takiej fortuny taki by hebes?
- Za on naprawd ma tak fortun?
- On? Jakem go pozna, trzos mia taki wypchany, e si opasa nim nie
mg, i tak go nosi, jako wdzon kiebas. Mona nim byo jak kijem
macha, ani si zgi. Sam mnie mwi, ile ma wsiw: Myszykiszki,
Psikiszki, Pigwiszki, Syruciany, Ciapuciany, Kapuciany (raczej
Kapucian - ale gow), Batupie - kto by tam pamita te wszystkie
pogaskie nazwy! Z p powiatu do niego naley. Wielki to u bowinkw
rd, Podbipitowie.
- A nie koloryzujesz wa trocha o owych majtnociach?
- Ja nie koloryzuj, bo powtarzam to, com od niego sysza, a on przecie
pki yje, nie zega, bo zreszt i na to za gupi.
- No, to bdzie Anusia pani ca gb! Ale co o nim wapan mwisz, e
gupi, na to si adn miar zgodzi nie mog. Stateczny to m i tak
roztropny, e w potrzebie nikt lepszej rady nie udzieli... a e nie frant, to
trudno. Nie kademu da Pan Bg tak obrotny jzyk jak waci. Co tu
gada! wielki to rycerz i najzacniejszy czowiek, a dowd: e wapan sam
go miujesz i rad go ujrzysz.
- Skaranie z nim boe! - mrukn Zagoba. - Dlategom tylko rad, e mu
bd pann Ann przypieka.
- Tego ja wapanu czyni nie radz, bo to jest rzecz niebezpieczna...
Jego choby do rany przyoy, ale w takowym terminie pewnie by
straci cierpliwo.
- Niechby straci! Uszy bym mu obci jak panu Duczewskiemu.
- Daj no wapan pokj. Nieprzyjacielowi nie yczybym prbowa.
- No, no, niech go jeno obacz!
yczenie to pana Zagoby spenio si prdzej, ni myla. Dojechawszy
do Koskowoli, postanowi Woodyjowski zatrzyma si na odpoczynek,
bo konie byy ju mocno zdroone. Kt wic opisze zdziwienie
obydwch przyjaci, gdy wszedszy do ciemnej sieni zajazdu, w
pierwszym spotkanym szlachcicu rozpoznali pana Podbipit.
- Jake si waszmo masz! sia czasu! sia czasu! - woa Zagoba. - A e
ci to Kozacy nie usiekli w Zamociu!
Pan Podbipita bra z kolei obydwch w ramiona i obcaowywa po
policzkach.
- Oto emy si spotkali, co? - powtarza z radoci.
- Gdzie jedziesz? - pyta Woodyjowski.
- Do Warszawy, do ksicia pana.
- Ksicia nie ma w Warszawie. Pojecha do Krakowa z krlem
jegomoci, przed ktrym ma nie jabko na koronacji.
- A mnie pan Weyher do Warszawy wyprawi z listem i z zapytaniem
gdzie ksice regimenta maj i, bo ju, chwali Boga, w Zamociu
niepotrzebne.
- To i nie potrzebujesz nigdzie jecha, bo my wieziemy ordynanse.
Pan Longinus zaspi si, bo z duszy yczy sobie dotrze do ksicia,
zobaczy dwr i szczeglniej jedn ma osbk na tym dworze.
Zagoba pocz mruga znaczco na Woodyjowskiego.
- A taki do Krakowa pojad - rzek po chwili namysu Litwin. - Kazali
mnie list odda, to oddam.
- Chodmy do izby, kaemy sobie piwa zagrza - rzek Zagoba.
- A wy gdzie jedziecie? - pyta po drodze Longinus.
- Do Zamocia, do Skrzetuskiego.
- Porucznika nie ma w Zamociu.
- Masz babo placek! Gdzie on jest?
- Koo Choroszczyna gdzie, gromi kupy swawolne. Chmielnicki cofn
si, ale jego pukownicy po drodze pal, rabuj i cinaj. Na tych starosta
waecki odkomenderowa pana Jakuba Regowskiego, eby ich znosi...
- I Skrzetuski jest z nim take?
- Tako. Ale oni osobno chodz, bo wielkie s midzy nimi emulacje, o
ktrych waszmociom pniej opowiem.
Tymczasem weszli do izby. Zagoba kaza zagrza trzy garnce piwa, po
czym zbliywszy si do stou, za ktrym Woodyjowski z panem
Longinem ju zasiedli, rzek:
- Bo wapan, panie Podbipita, nie wiesz najwikszej i szczliwej
nowiny, emy z panem Michaem Bohuna na mier usiekli.
Litwin a si z awy podnis.
- Bracia wy rodzeni, moe to by?
- Jak nas tu ywych widzisz.
- I wy jego we dwch usiekli?
- Tak jest.
- Oto nowina! a Boe, Boe! - mwi Litwin plasnwszy w donie. -
Mwisz wapan: we dwch! jak to we dwch?
- Bom go naprzd przez fortele do tego doprowadzi, e nas wyzwa -
rozumiesz wasze? - po czym pan Micha pierwszy stan i tak go, mwi
waci, pokraja jak wielkanocne prosi, rozebra go jak pieczonego
kapona - rozumiesz wasze?
- To wa drugi nie stawa?
- No, patrzcie si! - rzek Zagoba - widz, e wa musiae sobie krew
puszcza i ze saboci na umyle szwankujesz. Rozumiae, e bd z
trupem stawa albo e lecego ju bd docina?
- Bo mwie wa, ecie go we dwch usiekli.
Pan Zagoba ramionami ruszy.
- witej cierpliwoci z tym czowiekiem! Panie Michale, zali nie
obydwch nas Bohun wyzwa?
- Tak jest - rzecze Woodyjowski.
- Poje wa teraz?
- Niech i tak bdzie - odpar Longinus. - To pan Skrzetuski szuka
Bohuna pod Zamociem, a jego tam ju nie byo.
- Jak to go Skrzetuski szuka?
- Musz ju, jak widz, wszystko ab ovo wapanom opowiedzie,
wanie tak, jak si odbyo - rzek pan Longinus. - Zostalimy tedy, jak
wiecie, w Zamociu, a wy ruszylicie do Warszawy. Na Kozakw nie
czekalimy zbyt dugo. Przyszy ich chmary nieprzejrzane spode Lwowa,
e okiem wszystkich z murw nie obje. Ale nasz ksi tak Zamo
opatrzy, e byliby pod nim dwa lata stali. Mylelimy, e nie bd wcale
szturmowali i wielki by z tego powodu midzy nami smutek, bo kady
sobie rozkosze z ich klski obiecywa, a e byli z nimi i Tatarzy, wic ja
take miaem nadziej, e mnie Pan Bg miosierny da moje trzy gowy...
- Pro go wapan o jedn, pro o jedn, a dobr - przerwa Zagoba.
- A wapan zawsze taki sam!... sucha hadko - rzek Litwin. -
Mylelimy tedy, e nie bd szturmowali, oni tymczasem, jako to szaleni
w swej zatwardziaoci, zaraz wzili si do budowania machin, a potem
nu szturmowa! Pokazao si pniej, e Chmielnicki sam nie chcia, ale
Czarnota, ich obony, wzi na niego napada i mwi, e to go tchrz
oblecia - e ju z Lachami myli si brata - wic Chmielnicki pozwoli i
pierwszego Czarnot posa. Co si dziao, braciaszki, tego ja wam nie
wypowiem. wiata zza dymu i zza ognia nie byo wida. Poszli z
pocztku odwanie, zasypali fos, darli si na mury; alemy im tak
przygrzeli, e potem i od murw, i od wasnych machin pouciekali;
dopiero wypadlimy za nimi w cztery chorgwie i narnlimy jak byda.
Woodyjowski zatar rce.
- Uch! auj, em nie by na tym festynie - wykrzykn z uniesieniem.
- I ja bybym si tam przyda - rzek ze spokojn pewnoci Zagoba.
- A ju wtedy najwicej dokazywali pan Skrzetuski i pan Jakub Regowski
- mwi dalej Litwin - obaj wielcy kawalerowie, ale zgoa sobie
nieprzyjani. Zwaszcza pan Regowski krzywi si na Skrzetuskiego i
byby niezawodnie szuka okazji, gdyby nie to, e pan Weyher pod
gardem zabroni pojedynkw. Nie rozumielimy z pocztku, o co panu
Regowskiemu chodzi, a i wyszo na wierzch, e to krewny pana
aszcza, ktrego ksi z powodu pana Skrzetuskiego, jak pamitacie, z
obozu wypdzi. Std zo w Regokim do ksicia, do nas wszystkich, a
zwaszcza do porucznika, std i emulacja midzy nimi, ktra obu w tym
obleniu wielk saw okrya, bo si jeden nad drugiego wysadza. Obaj
byli pierwsi i na murach, i w wycieczkach, a wreszcie sprzykrzyo si
Chmielnickiemu szturmowa i regularne rozpocz oblenie nie
zaniedbujc przy tym i fortelw, ktre by go do zdobycia miasta mogy
doprowadzi.
- Tyle samo on albo i wicej ufa w chytro! - rzek Zagoba.
- Szalony czowiek, a przy tym i obscurus - mwi dalej Podbipita -
sdzi, e pan Weyher jest Niemiec, wida nie sysza o wojewodach
pomorskich tego nazwiska, bo napisa list chcc starost do zdrady
namwi, jako cudzoziemca i jurgieltnika... Dopiero mu pan Weyher
odpisa, co zacz jest i jako si le z pokus do niego wybra. Ten list,
eby to pokaza lepiej swj walor, chcia koniecznie starosta przez kogo
znaczniejszego, nie przez trbacza wysa, a e to si jak na zgub
midzy tak dzikie bestie idzie, nie byo chtnych midzy towarzystwem.
Inni si te na godno ogldali, wic ja si podjem - i tu suchajcie, bo
co najciekawsze, to si dopiero zaczyna.
- Suchamy pilnie - rzekli dwaj przyjaciele.
- Pojechaem tedy i zastaem hetmana pijanego. Przyj mnie jadowicie,
zwaszcza gdy list przeczyta, i buaw grozi - a ja polecajc pokornie
dusz Bogu, tak sobie wszystko mylaem: ju te jeli mnie tknie, tak
mu pici gow rozbij. Co byo robi, braciaszki kochane - co?
- Zacnie to byo ze strony wapana tak myle - rzek z pewnym
rozrzewnieniem Zagoba.
- Ale go pukownicy mitygowali i drog mu do mnie zagradzali - mwi
pan Longinus - a najbardziej jeden mody, tak miay, e go wp bra i
odciga mwic: Nie pjdziesz, batku, upie si." Patrz ja, kto mnie
tak broni, i dziwi si jego miaoci, e taki z Chmielnickim konfident -
a to Bohun.
- Bohun? - wykrzyknli Woodyjowski i Zagoba.
- Tak jest. Poznaem go, bom go w Rozogach widzia - i on mnie tako.
Sysz, mwi do Chmielnickiego: To mj znajomy." A Chmielnicki, jako
to prdka u pijakw rezolucja, odpowiada: Kiedy on twj znajomy,
synku, tak da jemu pidziesit talarw, a ja dam respons." I da mi
respons, a co do talarw, rzekem, by bestii nie drani, eby je dla
hajdukw schowa, bo nie moda towarzyszowi musztulukw bra.
Odprawili mnie z namiotu do uczciwie, ale ledwom wyszed,
przychodzi do mnie Bohun: My si w Rozogach widzieli" - mwi. Tak
jest (rzek), jenom si wtedy nie spodziewa, braciaszku, e ci w tym
obozie ujrz." - A on na to: Nie wasna wola, ale nieszczcie zagnao!"
W rozmowie powiedziaem mu, jakemy to jego za Jarmolicami pobili.
Jam nie wiedzia, z kim mam do czynienia (rzek mi na to), i w rk
byem zacity, a ludzi miaem do niczego, bo myleli, e to sam knia
Jarema ich bije." - I mymy nie wiedzieli (powiadam), bo eby pan
Skrzetuski wiedzia, e to ty, tedyby jeden z was ju nie y."
- Pewnie by tak byo, ale c on na to? - pyta Woodyjowski.
- Zalterowa si mocno i odwrci rozmow. Opowiada mi, jako
Krzywonos wysa go z listami do Chmielnickiego pod Lww, eby
wczasu troch zay, a Chmielnicki nie chcia go na powrt odesa, bo
go zamyla do innych posyek uy, jako majcego prezencj. Na koniec
pyta: Gdzie pan Skrzetuski?" - a gdym mu powiedzia, e w Zamociu,
rzek: To si moe spotkamy" - i z tym go poegnaem.
- Ju zgaduj, e go zaraz potem Chmielnicki wysa do Warszawy -
mwi Zagoba.
- Tak jest, ale czekaje wapan. Wrciem tedy do fortecy i zdaem
spraw panu Weyherowi z poselstwa. Bya ju pna noc. Nazajutrz
dzie znowu szturm, jeszcze zajadlejszy ni pierwszy. Nie miaem czasu
widzie si z panem Skrzetuskim, dopiero trzeciego dnia mwi mu, em
Bohuna widzia i z nim mwi. A byo przy tym sia oficerw i z nimi pan
Regowski. Ten zasyszawszy rzecze z przeksem: Wiem ja, e tam o
pann chodzi; jeli waszmo taki rycerz, jak sawa niesie, to masz
Bohuna: wyzwij go na rk, a ju bd pewien, e ci ten zabijaka nie
odmwi. Bdziem mieli z murw pikny prospectus. Ale o was,
winiowiecczykach, wicej (powiada) mwi, ni jest." Na to pan
Skrzetuski jak spojrzy na pana Regowskiego - jakby go kto z ng ci!
Tak wapan radzisz? (spyta) a dobrze! Nie wiem jeno, czyby
waszmo, ktry naszej cnocie przymawiasz, mia odwag pj midzy
czer wyzwa ode mnie Bohuna." A Regowski: Odwag mam, alem
waszmoci ni swat, ni brat - nie pjd." Dopiero inni w miech z pana
Regowskiego.
O! (prawi) may teraz, a jak o cudz skr chodzio, to by wielki!"
Wic Regowski, jako to ambitna sztuka, wzi na kie i podj si.
Nazajutrz dzie poszed z wyzwaniem - ale ju Bohuna nie znalaz. Nie
wierzylimy zrazu relacji, ale teraz dopiero po tym, cocie mi
waszmociowie powiedzieli, widz, e prawda. Bohuna musia
Chmielnicki istotnie wysa i tamecie go waszmociowie usiekli.
- Tak to i byo - rzecze Woodyjowski.
- Powiedze nam wasze - pyta Zagoba - gdzie my teraz Skrzetuskiego
znajdziemy, bo znale go musimy, aby zaraz z nim po dziewczyn
wyruszy
- atwo si o niego za Zamociem dopytacie, bo tam o nim gono.
Kalin, pukownika kozackiego, obaj z Regowskim, do rk sobie podajc,
ze szcztem znieli. Pniej Skrzetuski na wasn rk dwa razy
czambuy tatarskie pogromi i Buraja znis, i kup kilka rozbi.
- A e to Chmielnicki na to pozwala?
- Chmielnicki ich si wypiera i mwi, e wbrew jego rozkazom upi.
Inaczej by nikt w jego wierno i posuszestwo dla krla jegomoci nie
uwierzy.
- Bardzo te liche piwsko w tej Koskowoli! - zauway pan Zagoba.
- Za Lublinem ju pjdziecie waszmociowie krajem spustoszonym -
mwi dalej Litwin - bo podjazdy a za Lublin dochodziy i Tatarowie
jasyr wszdy brali, a co koo Zamocia i Hrubieszowa zagarnli, Bg
jeden zliczy. Kilka tysicy odbitych jecw odesa ju Skrzetuski do
fortecy. Pracuje on tam ze wszystkich si, na wasne zdrowie nie dbajc.
Tu westchn pan Longinus i spuci gow w zamyleniu, a po chwili tak
dalej mwi:
- Ot, myl, e Bg w miosierdziu najwyszym niechybnie pocieszy
pana Skrzetuskiego i da mu to, w czym sobie szczcie upatrzy, bo
wielkie s zasugi tego kawalera. W tych czasach zepsucia i prywaty, gdy
kady o sobie tylko myli, on o sobie zapomnia. Ta on, brateki, dawno
mg permisj od ksicia pana otrzyma i jecha na szukanie kniaziwny,
a zamiast tego, gdy na mi ojczyzn paroksyzm przyszed, ani na chwil
suby nie porzuci, z mk w sercu w ustawicznej pracy trwajc.
- Rzymsk on ma dusz, nie ma co mwi - rzek Zagoba.
- Przykad z niego bra powinnimy.
- Szczeglniej wapan, panie Podbipito, ktry na wojnie nie poytku
ojczyzny, ale trzech gw szukasz.
- Bg patrzy w dusz moj! - rzek pan Longinus wznoszc oczy ku
niebu.
- Skrzetuskiemu ju Pan Bg wynagrodzi mierci Bohunow - rzek
Zagoba - i tym, e da chwil spokoju Rzeczypospolitej, bo teraz czas dla
niego nadszed, by o odszukaniu zguby pomyla.
- Wapanowie z nim pojedziecie? - pyta Litwin.
- A waszmo to nie?
- Rad bym ja z duszy serca, ale co z listami bdzie? Jeden wioz od
starosty waeckiego do krla jegomoci, drugi do ksicia, a trzeci wanie
od pana Skrzetuskiego, tako do ksicia, z prob o permisj.
- Permisj my mu wieziemy.
- Ba, ale jake mnie listw nie odwie?
- Musisz wapan jecha do Krakowa; nie moe by inaczej... Zreszt
powiem szczerze: rad bym w onej wyprawie po kniaziwn mie takie
picie, jako s wacine, za plecami, ale w czym innym, to si wa na
nic nie zda. Tam trzeba bdzie symulowa, a najpewniej przebra si w
wity kozackie, chopw udawa - a wa tak w oczy leziesz swoim
wzrostem, e kady by si zaraz pyta: co to za drgal? skd si takowy
Kozak wzi? - Prcz tego wapan i mowy ich wybornie nie umiesz. Nie,
nie! Jed wa do Krakowa, a my sami damy sobie jako rad.
- Tak i ja myl - rzek Woodyjowski.
-.Pewno, e tak musi by - odpowiedzia pan Podbipita. - Nieche wam
Bg miosierny bogosawi i pomoe. A czy wiecie, gdzie ona ukryta?
- Bohun nie chcia powiedzie. Wiemy jeno to, com ja podsucha, gdy
mnie Bohun w chlewie wizi, ale to dosy.
- Jake wy j znajdziecie?
- Moja gowa, moja w tym gowa! - rzek Zagoba. - Bywaem ja w
trudniejszych terminach. Teraz rzecz tylko w tym, bymy do
Skrzetuskiego najprdzej si dostali.
- Pytajcie si w Zamociu. Pan Weyher musi wiedzie, bo on z nim
koresponduje i jecw mu pan Skrzetuski odsya. Niech was Bg
bogosawi!
- I wapana rwnie - rzek Zagoba. - Jak bdziesz w Krakowie u
ksicia, poko si od nas panu Charampowi.
- Kt to taki?
- To jeden Litwin nadzwyczajnej gadkoci, za ktrym wszystkie panny z
fraucymeru ksiny gowy potraciy.
Pan Longinus zadra.
- Dobrodzieju mj, chyba kpiny?
- Bd wapan zdrw! Okrutnie tu liche piwsko w tej Koskowoli -
zakoczy pan Zagoba mrugajc na Woodyjowskiego.
 225
 Rozdzia XV 
Odjecha wic pan Longinus do Krakowa z sercem przeszytym strza, a
okrutny pan Zagoba wraz z Woodyjowskim do Zamocia, gdzie nie
zabawili duej jak jeden dzie, gdy komendant, starosta waecki,
oznajmi im, e dawno ju nie mia wiadomoci od Skrzetuskiego, i
sdzi, e regimenty, ktre pod Skrzetuskim ruszyy, pjd na prezydium
do Zbaraa, aby tamte kraje od kup swawolnych zasania. Byo to tym
prawdopodobniejsze, e Zbara, jako wasno Winiowieckich,
szczeglniej by na zapdy miertelnych wrogw ksicia wystawiony.
Otwieraa si wic przed panem Woodyjowskim i Zagob duga i dosy
trudna droga, ale e i tak, idc po kniaziwn, musieliby j przeby, byo
im zatem wszystko jedno, czy to prdzej, czy pniej nastpi, i ruszyli w
ni bez zwoki, tyle si tylko zatrzymujc, ile trzeba byo dla odpoczynku
lub gromienia kup rozbjniczych, ktre si jeszcze tu i owdzie wasay.
Szli krajem tak zniszczonym, e czstokro po caych dniach ywej
duszy nie mogli napotka. Miasteczka leay w perzynie, wsie byy
popalone i puste, lud wybity lub w jasyr zagarnity. Trupy tylko spotykali
po drodze, szkielety domw, kociow, cerkwi, niedogarki chat
wiejskich i psy na zgliszczach wyjce. Kto powd tatarsko-kozack
przey, chroni si w gbinach lenych i marz z zimna lub godem
przymiera nie miejc si jeszcze z lasw wychyli, nie wierzc, by
nieszczcie mogo ju min. Konie spod swej chorgwi musia
Woodyjowski karmi kor z drzew lub na wp spalonym zboem, ktre
ze zgliszczw dawnych spichrzw wydobywano. Ale szli szybko, ratujc
si gwnie tymi zapasami, ktre rozbjniczym oddziaom zabierali. By
to ju koniec listopada, a o ile zeszoroczna zima przesza z najwikszym
podziwem ludzkim bez niegw, mrozw i lodu, tak e cay porzdek
natury zdawa si by przez ni odmieniony, o tyle teraniejsza
zapowiadaa si ostrzej ni zwykle. Ziemia skrzepa, niegi leay ju na
polach, a brzegi rzek bramoway si rankami przezroczyst skorup
szklan. Pogoda bya sucha, blade promienie soneczne sabo tylko
ogrzeway wiat w godzinach poudniowych; natomiast rankami i
wieczorami paliy si na niebie czerwone zorze - niechybna
przepowiednia rychej i silnej zimy.
Po wojnie i godzie mia nadej trzeci wrg ndzy ludzkiej - mrz, a
jednak ludzie wygldali go z upragnieniem, by on bowiem pewniejszym
od wszystkich ukadw hamulcem wojny. Pan Woodyjowski, jako
czowiek dowiadczony i na wskro Ukrain znajcy, peen by nadziei,
e wyprawa po kniaziwn przyjdzie ju niechybnie do skutku, bo
gwna przeszkoda - wojna - nie pooy jej tak prdko tamy.
- Nie wierz ja w szczero Chmielnickiego - mwi - eby on z afektu
dla krla jegomoci na Ukrain si cofa, ale to chytry lis! Wie on, e gdy
Kozacy okopa si nie mog, to nic po nich, bo w otwartym polu, choby
i pikro liczniejsi, naszym chorgwiom nie dostaj. Pjd oni teraz do
zimownikw, a stada pol w niegi. Tatarzy te potrzebuj jasyr
odprowadzi. Jeli zima bdzie tga, to bdziem mieli spokj a do
przyszej trawy.
- Moe i duej, bo wszelako maj oni respekt dla krla jegomoci. Ale
nam i tyle czasu nie potrzeba. Da Bg, na zapusty wyprawimy panu
Skrzetuskiemu wesele.
- Bylemy si tylko teraz z nim nie minli, bo nowa byaby mitrga.
- Trzy chorgwie s przy nim, to przecie nie w korcu ziarnka szuka.
Moe go jeszcze pod Zbaraem dognamy, jeli si gdzie duej koo
hajdamakw zabawi.
- Dogna go nie moemy, ale powinnimy mie wieci po drodze -
odrzek Woodyjowski.
O wieci jednak byo trudno. Chopi widzieli tu i owdzie przechodzce
chorgwie, syszeli o bitwach staczanych przez nie z rabusiami, ale nie
umieli powiedzie, czyje by byy te chorgwie; e za mogy one by tak
dobrze Regowskiego, jak Skrzetuskiego, wic dwaj przyjaciele nie mieli
adnej pewnoci. Natomiast doleciaa ich uszu inna wie: o wielkich
niepowodzeniach kozackich przeciw wojskom litewskim. Krya ju ona
w formie pogoski w wili wyjazdu Woodyjowskiego z Warszawy, ale
jeszcze wtpiono, teraz za rozbiega si po caym kraju ze wszelkimi
szczegami jako niezbita prawda. Za klski zadane przez Chmielnickiego
wojskom koronnym zapaciy klsk litewskie. Da gow Pksiyc,
wdz stary i dowiadczony, i dziki Nebaba, i potniejszy od nich
obydwch Krzeczowski, ktry nie starostw i wojewdztw, nie
dostojestw i godnoci, ale pala si w buntowniczych szeregach dorobi.
Zdao si, e jaka dziwna Nemezis zapragna pomci na nim niemieck
krew przelan w asze Dnieprowej, krew Flika i Wernera, gdy wpad
wanie w rce niemieckiego regimentu radziwiowskiego i lubo
postrzelany i ciko ranny, zosta natychmiast na pal wbity, na ktrym,
nieszczsny, drga jeszcze cay dzie, nim pospn dusz wyzion. Taki
by koniec tego, ktry przez swe mstwo i geniusz wojenny drugim
Stefanem Chmieleckim mg zosta, ale ktrego wygrowana dza
bogactw i dostojestw pchna na drog zdrad, krzywoprzysistwa i
straszliwych, godnych samego Krzywonosa mordw.
Z nim, z Pksiycem i z Nebab blisko dwadziecia tysicy moojcw
pooyo gowy na pobojowisku lub potopio si w botach Prypeci; strach
wic przelecia jak wicher nad bujn Ukrain, bo zdao si wszystkim, e
to po wielkich tryumfach, po tych Wodach, Korsuniu, Piawcach,
przychodzi czas na takie pogromy, jakich pod Soonic i Kumejkami
doznay poprzednie bunty. Sam Chmielnicki, cho na szczycie sawy,
cho potniejszy ni kiedykolwiek, zlk si, gdy si o mierci druha"
Krzeczowskiego dowiedzia, i znw czarownic zacz o przyszo pyta.
Wryy rnie - wryy nowe wielkie wojny i zwycistwa, i klski - nie
umiay jednak powiedzie hetmanowi, co si z nim samym stanie.
Ale tymczasem wanie z powodu klski Krzeczowskiego, rwnie jak z
powodu zimy, tym pewniejszy by dugi spokj. Kraj pocz si koi,
spustoszae wioski zaludnia i otucha wstpowaa z wolna we wszystkie
zwtpiae i przeraone serca.
Z t sam otuch nasi dwaj przyjaciele po dugiej i trudnej podry
dojechali szczliwie do Zbaraa i oznajmiwszy si w zamku,
natychmiast udali si do komendanta, w ktrym z niemaym zdziwieniem
poznali Wierszua.
- A gdzie Skrzetuski? - pyta po pierwszych powitaniach Zagoba.
- Nie masz go - odpowiedzia Wierszu.
- To wa masz komend nad prezydium?
- Tak jest. Mia Skrzetuski, ale wyjecha i mnie zda zaog a do swego
powrotu.
- A kiedy obieca wrci?
- Nic nie mwi, bo sam nie wiedzia, jeno mi tak rzek na odjezdnym:
Jeliby kto do mnie przyjecha, tedy mu powiedz, eby tu mnie czeka."
Zagoba z Woodyjowskim spojrzeli na siebie.
- Jak dawno pojecha? - pyta pan Micha.
- Dziesi dni temu.
- Panie Michale - rzek Zagoba - nieche pan Wierszu da nam
wieczerz, bo le si radzi na godno. Przy wieczerzy pogadamy.
- Z serca su waszmociom, bom i sam te mia do stou siada. Zreszt
pan Woodyjowski, jako starszy oficer, bierze komend, wic ja to
jestem u niego, nie on u mnie.
- Zosta przy komendzie, panie Krzysztofie - rzek Woodyjowski - bo
starszy wiekiem; przy tym mnie pewno jecha wypadnie.
Po chwili wieczerza bya podana. Siedli, jedli, a gdy pan Zagoba
zaspokoi ju nieco pierwszy gd dwoma miskami juszki, rzek do
Wierszua:
- Nie suponujesze wapan, gdzie mg jecha pan Skrzetuski?
Wierszu kaza i precz pachokom posugujcym do stou i po chwili
namysu tak mwi pocz:
- Suponuj, ale sia Skrzetuskiemu na tajemnicy zaley, wic nie chciaem
przy subie gada. Korzysta on z pomylnego czasu, bo pewnie tu do
wiosny bdziem w spokoju stali, i wedle moich supozycji, pojecha na
poszukiwanie kniaziwny, ktra w Bohunowym jest rku.
- Bohuna nie ma ju na wiecie - rzek Zagoba.
- Jak to?
Pan Zagoba opowiedzia po raz trzeci czy czwarty wszystko, jak byo,
bo opowiada to zawsze z przyjemnoci; Wierszu rwnie, jak pan
Longinus, nie mg si wydziwi zdarzeniu, na koniec rzek:
- To Skrzetuskiemu bdzie atwiej.
- W tym rzecz, czy j odnajdzie. A ludzi ze sob wzi jakowych?
- Nikogo, sam pojecha z jednym Rusinkiem pacholikiem i z trzema
komi.
- To ju roztropnie postpi, bo tam tylko fortelami trzeba radzi. Do
Kamieca mona by moe z chorgiewk doj, ale ju w Uszycy i w
Mohylowie pewno stoj Kozacy, bo tam zimowniki dobre, a w Jampolu
ich gniazdo; trzeba tam i albo z ca dywizj, albo samemu.
- A skde wapan wiesz, e on w tamt wanie stron si uda? - pyta
Wierszu.
- Bo ona tam ukryta za Jampolem i o tym on wiedzia, ale tam jarw,
zapadlin, komyszy tyle, e cho i wiedzc dobrze miejsce, trudno trafi,
c dopiero nie wiedzc! Jedziem ja za komi i na sdy do Jahorlika, to
wiem. ebymy byli razem, moe by atwiej poszo, ale jemu samemu,
wtpi, wtpi... chybaby mu przypadek jakowy drog wskaza, bo i
pyta si nie bdzie mg.
- To waszmociowie chcielicie z nim jecha?
- Tak jest. Ale c teraz poczniemy, panie Michale! Jecha za nim czy
nie jecha?
- Na waszmocin przemys to zdaj.
- Hum! dziesi dni, jak pojecha, nie dognamy i - co wicej - kaza
czeka na siebie. Bg te wie, jak drog pojecha? Mg na Poskirw i
Bar, jako stary trakt idzie, a mg na Kamieniec Podolski. Cika tu jest
sprawa.
- Pamitaj przy tym waszmo - rzek Wierszu - e s tylko supozycje,
ale pewnoci nie masz, e po kniaziwn pojecha.
- Ot to, ot to! - rzek Zagoba. - Nu ruszy tylko dlatego, by jzyka
gdzie zasign, i potem wrci do Zbaraa, bo to przecie wiedzia, e
mamy i razem, i mg si nas teraz spodziewa, jako w najlepszy czas.
Cika to jest deliberacja.
- Ja bym radzi czeka z dziesi dni - rzek Wierszu.
- Dziesi dni na nic; albo czeka, albo wcale nie czeka.
- Ja za myl, eby nie czeka, bo i co stracimy, jeli zaraz jutro
ruszym? Nie odnajdzie kniaziwny pan Skrzetuski, to moe wanie nam
Bg poszczci - rzek Woodyjowski.
- Widzisz, panie Michale, nie mona tu nic lekceway... wasze jeste
mody i chce ci si przygd - odpowiedzia Zagoba - a tu jest to
niebezpieczestwo, e gdy jej osobno on, a osobno my szuka bdziemy,
atwo rozbudzi si jaka podejrzliwo w tamecznych ludziach. Kozactwo
chytre i boi si, eby kto nie odkry ich zamysw. Oni tam z basz
granicznym koo Chocimia mog mie konszachty lub z Tatarami za
Dniestrem wedle przyszej wojny - kto ich wie! Tedy na obcych ludzi, a
zwaszcza dopytujcych o drogi, baczne bd mie oko. Ja ich znam.
Zdradzi si atwo, a potem co?
- To tym bardziej, bo moe Skrzetuski w takowe popa terminy, w
ktrych trzeba mu bdzie pomc.
- I to take prawda.
Zagoba zamyli si tak mocno, e a mu skronie drgay.
Na koniec rozbudzi si i rzek:
- Zwaywszy wszystko, trzeba bdzie jecha.
Woodyjowski odetchn z zadowoleniem.
- A kiedy?
- Wypoczwszy tu ze trzy dni, by dusza i ciao rane byy.
Jako nazajutrz dwaj przyjaciele poczli ju czyni przygotowania do
drogi, gdy niespodzianie w wili ich wyjazdu przyby pacholik pana
Skrzetuskiego, mody kozaczek Cyga, z wieciami i listami dla
Wierszua. Usyszawszy o tym, Zagoba i Woodyjowski wnet
popieszyli do kwatery komendanta i tam czytali, co nastpuje:
Jestem w Kamiecu, do ktrego droga na Satanw bezpieczna. Jad do
Jahorlika z Ormianami, kupcami, ktrych mnie pan Bukowski wskaza.
Maj oni glejty tatarskie i kozackie na wolny przejazd a do Akermanu.
Pojedziemy na Uszyc, Mohylw i Jampol z bawatami, wszdy po
drodze si zatrzymujc, gdzie jeno ludzie ywi mieszkaj; moe te Bg
pomoe, e znajdziem, czego szukamy. Towarzyszom moim,
Woodyjowskiemu i panu Zagobie, powiedz, panie Krzysztofie, by w
Zbarau na mnie czekali, jeli im czego innego czyni nie wypadnie, bo w
t drog, w ktr jad, wiksz kup jecha nie mona, a to dla wielkiej
podejrzliwoci Kozakw, ktrzy w Jampolu zimuj i nad Dniestrem a do
Jahorlika konie w niegach trzymaj. Czego ja sam nie sprawi, tego
bymy i we trzech nie dokazali, a ja prdzej od nich za Ormianina uj
mog. Podzikuj im, panie Krzysztofie, z duszy serca za ich rezolucj,
ktr, pkim yw, bd pamita, ale czeka na nich nie mogem, gdy
kady dzie w mce mi schodzi - i tego nie mogem wiedzie, czyli
przyjad, a najlepsza pora teraz jecha, gdy wszyscy kupcy po bakalie i
bawatny ruszaj. Pacholika wiernego odsyam, ktrego miej w opiece,
bo nic mi po nim, boj si za jego modoci, eby si gdzie z czym nie
wygada. Pan Bukowski zarcza za owych kupcw, e poczciwi, co i ja
myl, wierzc, e wszystko w rku Boga najwyszego, ktren, jeli
zechce, miosierdzie nam swoje okae i mk skrci, amen."
Pan Zagoba skoczy list i spoglda na swoich towarzyszw, oni za
milczeli, a w kocu Wierszu rzek:
- Wiedziaem, e on tam pojecha.
- A co nam czyni wypada? - pyta Woodyjowski.
- A c? - rzek Zagoba roztwierajc rce. - Nie mamy po co ju jecha.
To, e on z kupcami jedzie, to dobrze, bo wszdy moe zaglda i
nikogo to nie zdziwi. W kadej chacie teraz, w kadym chutorze jest co
kupowa, gdy oni przecie p Rzeczypospolitej zrabowali. Ciko by
nam byo, panie Michale, za Jampol si dosta. Skrzetuski czarny jak
Wooch i snadnie za Ormianina uj moe, a ciebie zaraz by po twoich
owsianych wsikach poznali. W przebraniu chopskim rwnie byoby
trudno... Nieche mu Bg bogosawi! Nic tam po nas - to musz
przyzna, chocia mi al, e do uwolnienia tej niebogi nie przyoymy
rki. Wielkmy jednak Skrzetuskiemu oddali przysug usiekszy
Bohuna, bo gdyby on by yw, tedy nie rczybym za zdrowie pana Jana.
Woodyjowski bardzo by niekontent; obiecywa sobie podr pen
przygd, a tymczasem zapowiada mu si dugi i nudny pobyt w Zbarau.
- Moe bymy cho do Kamieca ruszyli! - rzek.
- A co my tam bdziemy robi i z czego y? - odpowiedzia Zagoba. -
Wszystko jedno, do ktrych murw jak grzyby przyroniemy, trzeba
czeka i czeka, bo taka podr duo Skrzetuskiemu moe zaj czasu.
Czowiek pty mody, pki si rusza (tu pan Zagoba opuci
melancholicznie gow na piersi), a starzeje si w bezczynnoci, ale
trudno... nieche si tam bez nas obejdzie. Jutro damy na solenn
wotyw, by mu Bg szczci. Bohunamy usiekli - to grunt. Ka wa
konie rozjuczy, panie Michale - trzeba czeka.
Jako nazajutrz zaczy si dla dwch przyjaci dugie, jednostajne dni
oczekiwania, ktrych ani pijatyki, ani gra w koci nie mogy urozmaici -
i cigny si bez koca. Tymczasem nadesza sroga zima. nieg caunem
na okie grubym okry blanki zbaraskie i ca ziemi; zwierz i ptactwo
dzikie zbliyy si do mieszka ludzkich. Po caych dniach sycha byo
krakanie niezmiernych stad wron i krukw. Upyn cay grudzie, po
czym stycze i luty - o Skrzetuskim nie byo ani sychu.
Pan Woodyjowski jedzi do Tarnopola szuka przygd; Zagoba
spospnia i utrzymywa, e si starzeje.
 236
 Rozdzia XVI 
Komisarze wysani przez Rzeczpospolit do traktatw z Chmielnickim
dotarli wreszcie wrd najwikszych trudnoci do Nowosiek i tam
zatrzymali si czekajc odpowiedzi od zwyciskiego hetmana, ktry
tymczasem bawi w Czehrynie. Siedzieli smutni i strapieni, bo przez
drog cigle grozia im mier, a trudnoci mnoyy si na kadym kroku.
Dzie i noc otaczay ich tumy czerni zdziczaej do reszty przez mordy i
wojn - i wyy o mier komisarzw. Raz w raz napotykali od nikogo
niezalene watahy zoone ze zbjcw lub dzikich czabanw, nie
majcych najmniejszego pojcia o prawach narodw, a godnych krwi i
zdobyczy. Mieli wprawdzie komisarze sto koni asystencji, ktrymi pan
Bryszowski dowodzi, prcz tego sam Chmielnicki, w przewidywaniu, co
ich spotka moe, przysa im pukownika Doca wraz z czterystoma
moojcami; ale eskorta ta atwo moga okaza si niewystarczajc, bo
tumy dziczy rosy z kad godzin i coraz groniejsz przybieray
postaw. Kto tylko z konwoju albo ze suby oddali si cho na chwil
od gromady, gin bez ladu. Byli oni jako gar podrnych otoczona
przez stado zgodniaych wilkw. I tak upyway im cae dnie, tygodnie,
a na noclegu w Nowosikach zdawao si ju wszystkim, e nadchodzi
ostatnia godzina. Konwj dragoski i eskorta Doca toczyy od wieczora
formaln walk o ycie komisarzw, ktrzy odmawiajc modlitwy za
konajcych polecali dusz Bogu. Karmelita towski dawa im kolejno
rozgrzeszenie, a tymczasem zza okien wraz z powiewem wiatru
dochodziy straszliwe wrzaski, odgosy strzaw, piekielne miechy,
szczk kos, woania: Na pohybel!" i o gow wojewody Kisiela, ktry
gwnym by przedmiotem zawzitoci.
Bya to straszna noc a duga, bo zimowa. Wojewoda Kisiel wspar gow
na rku i siedzia od kilku godzin nieruchomie. Nie mierci on si lka, bo
od czasw wyruszenia z Huszczy tak ju by wyczerpany, zmczony,
bezsenny, e raczej by z radoci do mierci wycign rce - ale dusz
jego nurtowaa bezdenna rozpacz. On to przecie, jako Rusin z krwi i
koci pierwszy wzi na si rol pacyfikatora w tej bezprzykadnej wojnie
- on
wystpowa wszdy, w senacie i na sejmie, jako najgortszy stronnik
ukadw, on popiera polityk kanclerza i prymasa, on potpia najsilniej
Jeremiego i dziaa w dobrej wierze dla dobra kozactwa i Rzeczpospolitej
- i wierzy ca sw gorc dusz, e ukady, e ustpstwa wszystko
pogodz, uspokoj, zablini - i wanie teraz, w tej chwili, gdy wiz
buaw Chmielnickiemu, a ustpstwa Kozaczynie, zwtpi o wszystkim -
ujrza oczywicie marno swoich wysile, ujrza pod nogami prni i
przepa. Zali oni nie chc niczego wicej, jeno krwi? zali nie o inn
wolno, jeno o wolno rabunku i poogi im idzie?" - myla z rozpacz
wojewoda i tumi jki, ktre rozryway mu pier szlachetn.
- Hoowu Kisielowu, hoowu Kisielowu! na pohybel! - odpowiaday mu
tumy.
I byby chtnie ponis im w darze wojewoda t bia skoatan gow,
gdyby nie ta resztka wiary, e im i caej Kozaczynie trzeba da co
wicej - trzeba koniecznie dla ich wasnego i Rzeczypospolitej zbawienia.
Nieche ich przyszo tego da nauczy.
A gdy tak myla, jaki promie nadziei i otuchy rozwieca na chwil te
ciemnoci, ktre nagromadzia w nim rozpacz - i wmawia sam w siebie
nieszczsny starzec, e ta czer to przecie nie caa Kozaczyzna, nie
Chmielnicki i jego pukownicy, e z nimi to dopiero rozpoczn si ukady.
Ale mog-li one by trwae, pki p miliona chopw stoi pod broni?
Nie stopniej one z pierwszym powiewem wiosny jak owe niegi, ktre
w tej chwili pokrywaj step?...
Tu znw przychodziy wojewodzie na myl sowa Jeremiego: aski
mona da tylko zwycionym" - i znw myl jego zasuwaa si w
ciemno, a pod nogami otwieraa si przepa.
Tymczasem mijaa pnoc. Wrzaski i wystrzay nieco przycichy;
natomiast wist wichru powiksza si, na dworze bya zamie niena;
znuone tumy widocznie poczy rozchodzi si do domw; nadzieja
wstpia w serca komisarzw.
Wojciech Miaskowski, podkomorzy lwowski, podnis si z awy,
posucha przy oknie zasutym niegiem i rzek:
- Widzi mi si, e za ask bo jutra jeszcze doyjemy.
- Moe te i Chmielnicki nadeszle liczniejsz asystencj, bo z t nie
dojedziemy - rzek pan miarowski.
Pan Zieleski, podczaszy bracawski, umiechn si gorzko:
- Kto by to rzek, e komisarzami pokojowymi jestemy!
- Posowaem nieraz do Tatar - mwi pan chory nowogrodzki - ale
takiego posowania nie zaznaem pki ycia. Wicej w naszych osobach
Rzeczpospolita kontemptu doznaje, ni pod Korsuniem i Piawcami
doznaa. Mwi te waszmociom: wracajmy, bo o ukadach nie ma co i
myle.
- Wracajmy - powtrzy jak echo pan Brzozowski, kasztelan kijowski. -
Nie moe pokj stan, niech bdzie wojna.
Kisiel podnis powieki i utkwi szklane oczy w kasztelanie.
- te Wody, Korsu, Piawce! - rzek gucho.
I umilk, a za nim umilkli wszyscy -jeno pan Kulczyski, skarbnik
kijowski, pocz odmawia gono raniec, a pan owczy Krzetowski za
gow si obu rkoma chwyci i powtarza:
- Co za czasy? co za czasy! Boe, zmiuj si nad nami.
Wtem drzwi si otwary i Bryszowski, kapitan dragonw biskupa
poznaskiego, dowodzcy konwojem, wszed do izby.
- Janie wielmony wojewodo - rzek - jaki Kozak pragnie widzie
ichmo panw komisarzy.
- Dobrze - odrzek Kisiel - a czer rozesza si ju?
- Poszli; obiecali jutro wrci.
- Bardzo nacierali?
- Okrutnie, ale Kozacy Doca zabili ich kilkunastu. Jutro obiecali nas
spali.
- Dobrze, niech ten Kozak wejdzie.
Po chwili drzwi si otwary i jaka wysoka, czarnobroda posta stana w
progu izby.
- Kto jeste? - pyta Kisiel.
- Jan Skrzetuski, porucznik husarski ksicia wojewody ruskiego.
Kasztelan Brzozowski, pan Kulczyski i owczy Krzetowski porwali si z
aw. Wszyscy oni suyli ostatniego roku z ksiciem pod Machnwk i
Konstantynowem i znali pana Jana doskonale, Krzetowski by mu nawet
powinowatym.
- Prawda! prawda! to-e to pan Skrzetuski! - powtarzali.
- Co tu robisz? i jake si do nas dosta? - pyta Krzetowski biorc go w
ramiona.
- W chopskim przebraniu, jak waszmociowie widzicie - rzek
Skrzetuski.
- Moci wojewodo - woa kasztelan Brzozowski - to to jest
najprzedniejszy rycerz spod chorgwi wojewody ruskiego, sawny w
caym wojsku.
- Witam go te wdzicznym sercem - rzek Kisiel - i widz, e wielkiej to
rezolucji musi by kawaler, skoro si do nas przedar.
Po czym do Skrzetuskiego:
- Czego od nas dasz?
- Abycie mi waszmo panowie i ze sob dozwolili.
- Smokowi w paszczk leziesz... ale gdy taka waszmocina wola,
oponowa jej nie moemy.
Skrzetuski skoni si w milczeniu.
Kisiel patrzy na niego ze zdziwieniem.
Surowa twarz modego rycerza uderzya go powag i boleci.
- Powiedze mi waszmo - rzek - jakie powody gnaj ci do owego
pieka, do ktrego nikt po dobrej woli nie idzie.
- Nieszczcie, janie wielmony wojewodo.
- Niepotrzebniem pyta - rzek Kisiel. - Musiae kogo z bliskich utraci i
tam go jedziesz szuka?
- Tak jest.
- Dawno to si stao?
- Zeszej wiosny.
- Jak to?... i wa dopiero teraz na poszukiwania si wybra? To to rok
blisko! Ce waszmo dotd porabia?
- Biem si pod wojewod ruskim.
- Zali tak szczery pan nie chcia waci permisji udzieli?
- Ja sam nie chciaem.
Kisiel znw spojrza na modego rycerza; po czym nastao milczenie,
ktre przerwa dopiero kasztelan kijowski.
- Wszystkim nam, ktrzymy z ksiciem suyli, znane s nieszczcia
tego kawalera, nad ktrymimy niejedn son kropl z oczu uronili; a e
wola, pki bya wojna, ojczynie suy, zamiast swego dobra patrze,
tym to chwalebniej z jego strony. Rzadki to jest przykad w dzisiejszych
zepsutych czasach.
- Jeli si pokae, e moje sowo u Chmielnickiego co znaczy, to wierzaj
mi waszmo, e go nie poauj w wacinej sprawie - rzek Kisiel.
Skrzetuski skoni si znowu.
- Ide teraz spocznij - mwi askawie wojewoda - bo musisz by
znuon niemao, jak i my wszyscy, ktrzy chwili spokoju nie mamy.
- Ja go do swojej stancji zabior, to mj powinowaty - rzek owczy
Krzetowski.
- Pjdmy i my wszyscy na spoczynek; kto wie, czy nastpnej nocy
bdziemy spali! - rzek Brzozowski.
- Moe snem wiecznym - zakoczy wojewoda.
To rzekszy uda si do alkierza, przy ktrego drzwiach czeka ju
pachoek, a za nim rozeszli si i inni. owczy Krzetowski prowadzi
Skrzetuskiego do swej kwatery, ktra bya o kilka domw dalej.
Pachoek z latark szed przed nimi.
- Jaka to noc ciemna i zawieja coraz wiksza - mwi owczy. - Ej, panie
Janie! comy za chwile dzi przeyli... mylaem, e sd ostateczny
blisko. Czer prawie nam n na gardle trzymaa. Bryszowskiemu rce
ustaway. Juemy si egna zaczynali.
- Byem midzy czerni - odrzek Skrzetuski. - Jutro na wieczr czekaj
nowej watahy zbjcw, ktrej dali zna o was. Jutro trzeba koniecznie
std wyruszy. Wszake do Kijowa jedziecie?
- Zaley to od responsu Chmielnickiego, do ktrego knia Czetwertyski
pojecha. Oto moja stancja... wejd prosz, panie Janie, kazaem wina
zagrza, to si posilimy przede snem.
Weszli do izby, w ktrej na kominie pali si potny ogie. Dymice
wino stao ju na stole. Skrzetuski schwyci z chciwoci za szklanic.
- Od wczoraj nie miaem nic w gbie - rzek.
- Wymizerowany strasznie. Wida i bole, i trudy ci stoczyy. Ale
mw mi jeno o sobie, bo ja przecie wiem o twojej sprawie... to ty
kniaziwny tam midzy nimi szuka zamylasz?
- Albo jej, albo mierci - odpar rycerz.
- atwiej mier znajdziesz: skde wiesz, e kniaziwna tam moe by?
- pyta dalej owczy.
- Bom jej gdzie indziej ju szuka.
- Gdzie tak?
- Wedle Dniestru a do Jahorlika. Jedziem z kupcami ormiaskimi, bo
byy wskazwki, e tam ukryta; byem wszdzie, a teraz do Kijowa jad,
gdy tam j mia Bohun odwie.
Zaledwie porucznik wymwi nazwisko Bohuna, gdy owczy porwa si
za gow.
- Na Boga! - wykrzykn - to ja ci najwaniejszej rzeczy nie mwi.
Syszaem, e Bohun zabit.
Skrzetuski poblad.
- Jak to? - rzek. - Kto to powiada?
- w szlachcic, ktry to raz ju kniaziwn ocali, co to pod
Konstantynowem tyle dokazywa, ten mnie mwi. Spotkaem go, gdy do
Zamocia jecha. Minlimy si w drodze. Ledwiem go spyta: Co
sycha?" - odpowiedzia mi, e Bohun zabit. Pytam: A kto go zabi?" -
odpowie: Ja!" - Na tymemy si rozjechali.
Pomie, ktry rozpali si w twarzy Skrzetuskiego, zgas nagle.
- Ten szlachcic - rzek - rad klimkiem rzuci. Jemu nie mona wierzy.
Nie! nie! Nie byby on w stanie zabi Bohuna.
- A tye si nie widzia z nim, panie Janie? Bo i to sobie przypominam,
e mwi mi, i do ciebie, do Zamocia jedzie.
- W Zamociu nie doczekaem si go. Musi on by teraz w Zbarau, ale
mnie pilno byo komisj dogoni, wicem z Kamieca nie na Zbara
wraca i nie widziaem go wcale. Bg jeden raczy wiedzie, czy i to
prawda, co on mnie w swoim czasie o niej powiada, co jakoby
podsucha w niewoli u Bohuna bdc, e za Jampolem j ukry, a potem
mia j do Kijowa na lub wie. Moe i to nieprawda, jako i wszystko,
co Zagoba mwi.
- Po c tedy do Kijowa jedziesz?
Skrzetuski zamilk - przez chwil sycha byo tylko wist i wycie wiatru.
- Bo... - rzek owczy przykadajc palec do czoa - bo jeli Bohun nie
zabit, to moesz snadnie wpa mu w rce.
- Po to ja i jad, by jego znale - odpar gucho Skrzetuski.
- Jak to?
- Nieche bdzie sd boy midzy nami.
- Ale on do walki z tob nie stanie, jeno po prostu wemie ci w yka i
ywota zbawi lub Tatarom zaprzeda.
- Z komisarzami jestem, w ich asystencji.
- Daj Bg, abymy wasne garda wynieli, a c mwi o asystencji!
- Komu ycie cikie, ziemia bdzie lekka.
- Bje si Boga, Janie!... tu nie o mier wreszcie chodzi, bo ta nikogo
nie minie, ale oni ci mog na galery tureckie zaprzeda.
- Zali mylisz, panie owczy, e mi bdzie gorzej, ni jest?
- Widz, e desperat, w miosierdzie boe nie ufasz.
- Mylisz si, panie owczy! Mwi, e mi le na wiecie, bo tak jest, ale z
wol bo dawno si pogodziem. Nie prosz, nie jcz, nie przeklinam,
bem o cian nie tuk, chc jeno speni, co do mnie naley, pki mi si i
ycia staje.
- Ale ci bole jako trucizna trawi.
- Bg da po to bole, by trawia, a lek zele, kiedy sam zechce.
- Nie mam co rzec na takowy argument - rzek owczy - W Bogu jedyny
ratunek, w Bogu nadzieja dla nas i dla caej Rzeczypospolitej. Pojecha
krl do Czstochowy, moe te u Najwitszej Panny co wskra, inaczej
zginiemy wszyscy.
Nastaa cisza; zza okien tylko dochodzio przecige werdo" dragoskie.
- Tak, tak - mwi po chwili owczy. - Wszyscy my wicej do umarych
ni do ywych naleymy. Zapomnieli ju ludzie mia si w tej
Rzeczypospolitej, jeno jcz jako ten wicher w kominie. Wierzyem i ja,
e nastan lepsze czasy, pkim tu wraz z innymi nie przyjecha, ale widz
teraz, e ponna to bya nadzieja. Ruina, wojna, gd, mordy i nic
wicej... nic wicej.
Skrzetuski milcza; pomie ogniska palcego si w kominie owieca
twarz jego wychud i surow.
Wreszcie podnis gow i rzek powanym gosem:
- Doczesno to wszystko, ktra upywa, przemija - i nic si po niej nie
zostaje.
- Mwisz jak mnich - rzek pan owczy.
Skrzetuski nie odpowiedzia; wicher tylko jcza coraz aoniej w
kominie.
 248
 Rozdzia XVII 
Nazajutrz rano opucili komisarze, a z nimi i pan Skrzetuski, Nowosiki,
ale bya to podr opakana, w ktrej na kadym postoju, w kadym
miasteczku grozia im mier, a wszdy spotykay gorsze od mierci
zniewagi, w tym wanie gorsze, e komisarze wieli w osobach swych
powag i majestat Rzeczypospolitej. Pan Kisiel rozchorza tak, i na
wszystkich noclegach wnoszono go na saniach do domw i piekarni.
Podkomorzy lwowski zami si zalewa nad hab swoj i ojczyzny;
kapitan Bryszowski rwnie rozchorza od bezsennoci i pracy, wic
miejsce jego zaj pan Skrzetuski i prowadzi dalej w nieszczsny orszak
wrd nacisku tumw, obelg, grb, szarpaniny i bitew.
W Biaogrodzie znw zdawao si komisarzom, e ostatnia ich godzina
nadesza. Posplstwo pobio chorego Bryszowskiego, zamordowao pana
Gniazdowskiego - i tylko przybycie metropolity na rozmow z wojewod
wstrzymao rze ju przygotowan. Do Kijowa nie chciano wcale
wpuci komisarzy. Ksi Czetwertyski wrci 11 lutego od
Chmielnickiego bez adnej odpowiedzi. Komisarze nie wiedzieli, co dalej
czyni, gdzie si obrci. Powrt zagrodziy im ogromne watahy
czekajce tylko na zerwanie ukadw, aby wymordowa poselstwo.
Tuszcza rozzuchwalaa si coraz bardziej. Chwytano za lejce koni
dragoskich i tamowano drog; rzucano kamienie, kaway lodu i
zmarznite grudy niegu do sa wojewody. W Gwozdowej Skrzetuski i
Doniec musieli stoczy krwaw bitw, w ktrej rozpdzili kilkaset czerni.
Wyjechali znw chory nowogrodzki i miarowski z perswazj do
Chmielnickiego, by na komisj do Kijowa przyby, ale wojewoda ma
mia nadziej, aeby mogli ywi do niego dojecha; tymczasem w
Chwastowie musieli komisarze z zaoonymi rkoma patrzy na tumy
mordujce jecw obojej pci i wszelkiego wieku, ktrych topiono w
przerblach, polewano wod na mrozie, bodzono widami lub
obstrugiwano ywcem noami. Takich dni upyno omnacie, zanim
przysza na koniec odpowied od Chmielnickiego, e do Kijowa
przyjecha nie chce, ale w Perejasawiu czeka na wojewod i komisarzy.
Odetchnli tedy nieszczni wysacy sdzc, e skoczya si ju ich
mka; jako przeprawiwszy si przez Dniepr w Trypolu, udali si na noc
do Woronkowa, z ktrego sze tylko mil byo do Perejasawia. Wyjecha
naprzeciw nich o p mili Chmielnicki chcc niby cze poselstwu
krlewskiemu okaza, ale jake zmieniony od owych czasw, w ktrych
si za ukrzywdzonego podawa - quantum mutatus ab illo! - jak susznie
pisa wojewoda Kisiel.
Wyjecha bowiem w kilkadziesit koni, z pukownikami, esauami i
muzyk wojskow, pod znakiem, buczukiem i czerwon chorgwi
jakby ksi udzielny. Orszak komisarski zatrzyma si natychmiast, on
za przeskoczywszy do naczelnych sani, w ktrych jecha wojewoda,
patrzy czas jaki w jego sdziwe oblicze; po czym uchyli troch kopaka
i rzek:
- Czoem wam, panowie komisary, i tobie, wojewodo! Lepiej byo
dawniej zacz ze mn traktaty, kiedy ja by mniejszy i siy wasnej nie
zna, ale e was korol do mene prisaw, tak was wdzicznym sercem w
mojej ziemi przyjmuj...
- Witaj, moci hetmanie! - odrzek Kisiel. - Krl jegomo posa nas,
bymy ci jego ask ofiarowali i sprawiedliwo wyrzdzili.
- Za ask dzikuj, a sprawiedliwo ju ja sam sobie ot tym na waszych
szyjach wyrzdzi - tu uderzy si po szabli - i dalej wyrzdz, jeli mnie
nie ukontentujecie.
- Nieuprzejmie nas witasz, moci hetmanie zaporoski, nas, wysacw
krlewskich.
- Ne budu howoryty na morozi, bdzie na to lepszy czas - odpar
szorstko Chmielnicki. - Puszczaj mnie, Kisielu, do swoich sani, bo wam
chc cze wyrzdzi i razem jecha.
To rzekszy, zsiad z konia i zbliy si do sani. Kisiel za usun si ku
prawej rce, zostawiajc woln lew stron.
Widzc to Chmielnicki zmarszczy si i krzykn:
- A ty mnie dawaj praw rk!
- Jam senator Rzeczypospolitej!
- A mnie co senator! Pan Potocki pierwszy senator i hetman koronny, a
ja go mam w ykach razem z innymi i jutro, jeli zechc, na pal wbi
ka!
Rumiece wystpiy na blade policzki Kisiela.
- Osob krla tu przedstawiam!
Chmielnicki zmarszczy si jeszcze mocniej, ale si pohamowa i siad po
lewej stronie mruczc:
- Naj korol bude w Warszawie, a ja na Rusi. Nie do ja, widz, na karki
wam nastpi.
Kisiel nie odrzek nic, jeno oczy podnis ku niebu. Mia on ju
przedsmak tego, co go czekao, i susznie pomyla w tej chwili, i jeli
droga do Chmielnickiego bya Golgot, to posowanie przy nim mk
sam.
Konie ruszyy do miasta, w ktrym grzmiao dwadziecia dzia i biy
wszystkie dzwony. Chmielnicki jakby w obawie, by komisarze nie
poczytali tych odgosw za cze wycznie im wyrzdzon, rzek do
wojewody:
- Tak ja nie tylko was, ale i innych posw przyjmowa, ktrych do mnie
przysano.
I Chmielnicki mwi prawd - istotnie bowiem poprzysyano ju do niego
jakby do udzielnego ksicia poselstwa. Wracajc si spod Zamocia pod
wraeniem elekcji i klsk przez litewskie wojska zadanych, nie mia
hetman w sercu ani poowy tej pychy, ale gdy Kijw wyszed naprzeciw
niego ze wiatem i chorgwiami, gdy akademia witaa go tamquam
Moisem, servatorem, salvatorem, liberatorem populi de servitute lechica
et bono omine Bohdan - od Boga dany" - gdy wreszcie nazwano go
illustrissimus princeps" - tedy, wedle sw wspczesnych: podniosa si
tym bestia". Poczu istotnie swoj si i grunt pod nogami, jakiego dotd
mu niedostawao.
Poselstwa zagraniczne byy milczcym uznaniem zarwno jego potgi,
jak udzielnoci; staa przyja Tatarw, opacana wikszoci zdobytych
upw i nieszczsnym jasyrem; ktry ten wdz ludowy z ludu wybiera
pozwoli - obiecywaa poparcie przeciw kademu nieprzyjacielowi;
dlatego to Chmielnicki, uznajcy jeszcze pod Zamociem zwierzchnictwo
i wol krlewsk, obecnie wbity w pych, przekonany o swej sile, o
nieadzie Rzeczypospolitej, niedostwie jej wodzw, gotw by i na
samego krla podnie rk marzc ju teraz w pospnej swej duszy nie
o swobodach kozackich, nie o powrceniu dawnych przywilejw
Zaporou, nie o sprawiedliwoci dla siebie, lecz o pastwie udzielnym, o
czapce ksicej i berle. I czu si panem Ukrainy. Zaporoe stao przy
nim, bo nigdy pod niczyj buaw nie nurzao si tak we krwi i zdobyczy;
dziki z natury lud garn si do niego, bo gdy chop mazowiecki lub
wielkopolski bez szemrania dwiga owo brzemi przewagi i ucisku, jakie
w caej Europie nad potomkami Chama" ciyo, Ukrainiec razem z
powietrzem stepw wciga w siebie mio swobody tak nieograniczonej
i dzikiej, i bujnej, jak stepy same. Zali mu wola bya chodzi za paskim
pugiem, gdy mu wzrok gin w boej, nie paskiej pustyni, gdy zza
porohw Sicz woaa na niego: Ki pana i chod na wol!" - gdy Tatar
srogi uczy go wojny, przyzwyczaja oczy jego do poogi i mordu, a rce
do broni? Zali nie byo mu lepiej u Chmiela buszowa i paniw rizaty ni
grzbiet hardy gi przed podstarocim?...
A prcz tego lud garn si do Chmiela, bo kto si nie garn, w jasyr
szed. W Stambule za dziesi strza dawano niewolnika, za uk w ogniu
praony - trzech, taka bya ich mnogo. Wic czer nie miaa wyboru - i
jeno pie dziwna po owych czasach zostaa, ktr dugo potem nastpne
pokolenia po chatach pieway, pie dziwna o owym wodzu, Mojeszem
zwanym: Oj, szczob toho Chmila perwsza kula ne mynua!"
Nikny miasteczka, miasta i wsie, kraj zmienia si w pustk i w ruin, w
jedn ran, ktrej wieki nie mogy wygoi - ale w wdz i hetman tego
nie widzia czy nie chcia widzie - bo on nigdy nic poza sob nie widzia
- i rs, i tuczy si krwi, ogniem, we wasnym potwornym samolubstwie
utopi wasny lud, wasny kraj - i oto wwozi teraz komisarzy do
Perejasawia przy huku dzia i biciu we dzwony, jak udzielny pan
hospodar, knia.
Jechali do jaskini lwa zwiesiwszy gowy komisarze i resztki nadziei w
nich gasy, a tymczasem Skrzetuski jadc poza dugim szeregiem sani
pilno rozpatrywa twarze pukownikw przybyych z Chmielnickim, czy
nie ujrzy midzy nimi Bohuna. Po bezowocnych poszukiwaniach nad
Dniestrem, a za Jahorlik, od dawna w duszy pana Jana dojrza zamiar,
jako ostatni jedyny sposb: wyszukania Bohuna i wyzwania go na walk
mierteln. Wiedzia wprawdzie nieszczsny rycerz, e w takim hazardzie
Bohun moe go bez walki zgadzi lub Tatarom odda, ale lepiej o nim
tuszy: zna jego mstwo i szalon odwag i prawie by pewien, e majc
wybr, Bohun do walki o kniaziwn stanie. Wic ukada sobie w swej
rozdartej duszy cay plan, jako przysig Bohuna zwie, e na wypadek
swej mierci pozwoli Helenie odjecha. O siebie ju pan Skrzetuski nie
dba i przypuszczajc, e Bohun powie: Jeli zgin, tak ona ni dla mnie,
ni dla ciebie" - gotw by i na to pozwoli i poprzysic ze swej strony,
byle j z wraych rk wyrwa. Niechby w klasztorze szukaa na reszt
ywota spokoju, on by go naprzd w wojnie, a potem, jeliby polec nie
przyszo, rwnie pod habitem poszuka, tak jak go po prostu szukay w
owych czasach wszystkie dusze bolejce. Droga zdawaa si
Skrzetuskiemu prosta i jasna, a gdy mu pod Zamociem myl walki z
Bohunem raz poddano, gdy poszukiwania w naddniestrzaskich
komyszach zawiody... droga ta wydaa si i jedyn. Tym celem, znad
Dniestru jednym tchem, nigdzie nie spoczywajc, do komisarzy dy,
spodziewajc si albo w otoczeniu Chmielnickiego, albo w Kijowie
znale niechybnie Bohuna, tym bardziej e wedle tego, co w
Jarmolicach mwi Zagoba, wataka do Kijowa na lub przy trzystu
wiecach mia zjecha.
Ale prno Skrzetuski szuka go teraz midzy pukownikami. Znalaz
natomiast wielu jeszcze z dawniejszych, spokojnych czasw znajomych,
jako Dziedzia, ktrego w Czehrynie widywa, jako Jaszewskiego, ktry
od Siczy do ksicia posowa, jako Jarosza, dawnego ksicia setnika, i
Naokoopalca, i Hrusz, i wielu innych, wic postanowi si ich pyta.
- To my dawni znajomi - rzek zbliajc si do Jaszewskiego.
- Ja ciebie w ubniach zna, ty kniazia Jaremy ycar - odpowiedzia
pukownik. - My w ubniach pili razem i hulali. A co twj knia porabia?
- Zdrw.
- Na wiosn nie bdzie on zdrw. Oni si z Chmielnickim jeszcze nie
spotkali, ale si spotkaj i musi jednemu pj na pohybel.
- Komu Bg przysdzi.
- No, Bg na naszego bat'ka Chmiela askaw. Ju twj knia na
Zadnieprze, na swj tatarski brzeg, nie wrci. U Chmielnickiego bohato
moojcw - a u kniazia co? Szczery on onir - ale i nasz bat'ko
Chmielnicki szczery onir. A ty ju nie u kniazia w chorgwi?
- Z komisarzami jad.
- No, ja rad, e ty stary znajomy.
- Jeli ty rad, tak ty mnie przysug oddaj, a ja ci wdziczen bd.
- Jak przysug?
- Powiedz ty mi, gdzie jest Bohun, ten sawny ataman, dawniej z
perejasawskiego puku, ktren dzi musi ju midzy wami wysz
pewnie mie szar.
- Milcz! - odpowiedzia gronie Jaszewski. - Szczcie twoje, e my
starzy znajomi i e ja pi z tob, bo inaczej ju by ja ciebie tym oto
buzdyganem na niegu rozcign.
Skrzetuski spojrza na niego zdumiony, ale jako by czowiek prdkiej
rezolucji, wic buaw w rku cisn.
- Czy oszala?
- Nie oszala ja ani ci nie chc grozi, jeno taki jest rozkaz Chmiela, i
jeliby ktokolwiek z was, choby ktry z komisarzy, o co spyta - eby
go na miejscu ubi. Nie uczyni ja tego, to inny uczyni, dlatego
ostrzegam ci z yczliwoci.
- To ja w swojej prywatnej sprawie pytam.
- No, wszystko jedno. Chmiel rzek nam, pukownikom, i kaza innym
powtrzy: Choby ktry o drwa do pieca albo o pota pyta, ubi go."
Ty to powtrz swoim.
- Dzikuj- za dobr rad - rzek Skrzetuski.
- Ciebie jednego ja przestrzeg, a innego Lacha pierwszy by rozcign.
Umilkli. Ju te orszak dotar do bram miasta. Oba boki drogi i ulice roiy
si od czerni i zbrojnego kozactwa, ktre ze wzgldu na obecno
Chmielnickiego nie miao rzuca przeklestw i bry niegu do sani, ale
ktre spogldao ponuro na komisarzw ciskajc picie lub gownie
szabel.
Skrzetuski, sformowawszy w czwrki dragonw, podnis gow i
dumnie a spokojnie jecha przez szerok ulic, nie zwracajc najmniejszej
uwagi na grone spojrzenia tumw; w duszy tylko myla, jak wiele
potrzeba mu bdzie zimnej krwi, zaparcia si siebie i chrzecijaskiej
cierpliwoci, by tego, co zamierzy, dokona i nie uton po pierwszym
kroku w tym morzu nienawici.
 257
 Rozdzia XVIII 
Nastpnego dnia dugie byy rozhowory komisarzy midzy sob: czy dary
krlewskie wrczy Chmielnickiemu natychmiast, czy te czeka, dopki
by wikszej pokory i jakowej skruchy nie okaza. Stano na tym, eby
go uj ludzkoci i ask krlewsk, zapowiedziano wic wrczenie
darw - i nazajutrz dzie odby si w akt uroczysty. Od rana biy
dzwony i grzmiay dziaa. Chmielnicki czeka przed swym dworcem
wrd pukownikw, wszystkiej starszyzny i nieprzeliczonych tumw
kozactwa i czerni, chcia bowiem, eby cay nard widzia, jak to go
czci sam krl otacza. Zasiad wic pod znakiem i buczukiem, na
podniesieniu, w altembasowym, czerwonym, sobolim kopieniaku, majc
przy sobie posw ssiednich, i wziwszy si pod boki, nogi oparszy na
aksamitnej poduszce ze zot frdzl, czeka na komisarzy. W tumach
zgromadzonej czerni zryway si co chwila szmery pochlebne i radosne
na widok wodza, w ktrym tum w, cenicy nad wszystko si, widzia
uosobienie tej siy. Tak tylko bowiem imaginacja ludowa moga sobie
przedstawia niezwalczonego swego szampierza, pogromc hetmanw,
dukw, szlachty i w ogle Lachiw, ktrzy a do jego czasw byli okryci
urokiem niezwycionoci. Chmielnicki przez ten rok bojw postarza
nieco, ale si nie pochyli - olbrzymie jego ramiona zdradzay zawsze si
zdoln przewraca pastwa lub tworzy nowe, ogromna twarz,
zaczerwieniona od naduycia trunkw, wyraaa wol nieugit, dum
niepohamowan i zuchwa pewno, ktr jej day zwycistwa. Groza i
gniew drzemay w fadach tej twarzy i poznae acno, e gdy si
rozbudz, lud chyli si pod ich straszliwym tchnieniem jak las pod burz.
Z oczu okolonych czerwon obwdk strzelao mu ju zniecierpliwienie,
e komisarze nie przybywali z darami do rycho, a z nozdrzy
wychodziy na mrozie dwa kby pary jak dwa supy dymu z nozdrzy
Lucypera - i w tej mgle wasnych puc siedzia cay purpurowy, pospny,
dumny, obok posw, wrd pukownikw, majc naok morze czerni.
A wreszcie pokaza si orszak komisarski. Na czele szli dobosze bijcy
w koty oraz trbacze z trbami przy ustach i wydtymi policzkami,
bbnic i wydobywajc z mosidzu dugie aosne gosy, jakoby na
pogrzebie sawy i godnoci Rzeczypospolitej. Za ow kapel nis owczy
Krzetowski buaw na aksamitnej poduszce, Kulczyski, skarbnik
kijowski, czerwon chorgiew z orem i napisem - a dalej Kisiel szed
samotnie, wysoki, szczupy, z bia brod, spywajc na piersi, z
cierpieniem w arystokratycznej twarzy i blem bezdennym w duszy. O
kilka krokw za wojewod wloka si reszta komisarzy, a orszak
zamykaa dragonia Bryszowskiego pod Skrzetuskim.
Kisiel szed wolno, bo oto w tej chwili ujrza jasno, e spoza podartego
achmana ukadw, spod pozorw ofiarowania aski krlewskiej i
przebaczenia, inna, naga, ohydna prawda wyglda, ktr lepi nawet
ujrz, gusi usysz, bo krzyczy: Nie idziesz ty, Kisielu, aski ofiarowa,
ty idziesz o ni prosi; ty idziesz j kupi za t buaw i chorgiew, a
idziesz pieszo do ng tego chopskiego wodza w imieniu caej
Rzeczypospolitej, ty, senator i wojewoda..." Wic rozdzieraa si dusza w
panu z Brusiowa i czu si tak lichym jak robak i tak niskim jak proch, a
w uszach huczay mu sowa Jeremiego: Lepiej nam nie y ni y w
niewoli u chopstwa i pogastwa." Czyme on, Kisiel, by w porwnaniu
z tym kniaziem z ubniw, ktry nie inaczej ukazywa si rebelii, jeno
jak Jowisz ze zmarszczon brwi, wrd zapachu siarki, pomieni wojny i
dymw prochu? Czyme on by? Pod ciarem tych myli zamao si
serce wojewody, umiech odlecia na zawsze z jego twarzy, rado na
wieki z jego serca i czu, e wolaby stokro umrze ni krok jeszcze
jeden postpi; ale szed, bo pchaa go naprzd caa jego przeszo,
wszystkie prace, usiowania, caa nieubagana logika jego poprzednich
czynw...
Chmielnicki czeka na niego, wsparty pod boki, z wydtymi usty i
namarszczon brwi.
Orszak zbliy si na koniec Kisiel, wysunwszy si naprzd, postpi
kilka krokw a do podniesienia. Dobosze przestali bbni, trbacze
trbi - i nastaa wielka cisza w tumach, jeno powiew mrony opota
czerwon chorgiew niesion przez pana Kulczyskiego.
Nagle cisz t przerwa gos jaki krtki, donony a rozkazujcy, ktry
zabrzmia z niewypowiedzian si desperacji, nie liczcej si z niczym i z
nikim:
- Dragonia w ty! za mn!
By to gos pana Skrzetuskiego.
Wszystkie gowy zwrciy si w jego stron. Sam Chmielnicki podnis
si nieco na siedzeniu, aby zobaczy, co si dzieje; komisarzom krew
ucieka twarzy. Skrzetuski sta na koniu wyprostowany, blady, z
iskrzcymi oczyma i go szabl w rku i na wp zwrcony ku dragonom
powtrzy raz jeszcze grzmicy rozkaz:
- Za mn!..
Wrd ciszy kopyta koskie zakoatay po umiecionej grudzie ulicznej.
Wywiczeni dragoni zwrcili na miejscu konie, porucznik stan na ich
czele, da znak mieczem i cay oddzia ruszy z wolna na powrt ku
domostwu komisarzy.
Zdziwienie i niepewno odmaloway si na wszystkich twarzach nie
wyczajc i Chmielnickiego, albowiem w gosie i ruchu porucznika byo
co nadzwyczajnego; nikt jednak dobrze nie wiedzia, czy to oddalenie si
nage eskorty nie naleao do ceremoniau uroczystoci. Jeden Kisiel
zrozumia wszystko, zrozumia, e i traktaty, i ycie komisarzy wraz z
eskort zawiso w tej chwili na wosku, wic wstpi na podniesienie i nim
Chmielnicki zdoa pomyle, co si stao, zacz przemow.
Pocz wic od ofiarowania aski krlewskiej Chmielnickiemu i caemu
Zaporou, ale wnet mowa jego zostaa przerwana nowym zajciem, ktre
t tylko miao dobr stron, e cakiem odwrcio uwag od
poprzedniego: oto Dziedziaa, stary pukownik, stojc wedle
Chmielnickiego, pocz potrzsa buaw na wojewod i rzuca si, i
krzycze:
- Co tam mwisz, Kisielu! Krl - jako krl, ale wy, krlewita,
kniaziowie, szlachta, nabroilicie mnogo. I ty, Kisielu, ko z koci
naszych, odszczepie si od nas, a z Lachy przestajesz. Dosy nam
twego gadania, bo szabl dostaniem, czego nam trzeba.
Wojewoda spojrza ze zgorszeniem w oczy Chmielnickiego.
- W takiej to ryzie, hetmanie, utrzymujesz swoich pukownikw?
- Milcz, Dziedziaa! - zawoa hetman.
- Milcz, milcz! Upi si, cho rano! - powtrzyli inni pukownicy. -
Poszed precz, bo za eb wycigniem!
Dziedziaa chcia duej hucze, ale istotnie schwytano go za kark i
wyrzucono za koo.
Wojewoda mwi dalej gadkimi i wybornymi sowy pokazujc
Chmielnickiemu, jak wielkie bierze upominki - bo znak wadzy prawej,
ktr dotd jako przywaszczyciel jeno piastowa. Krl, mogc kara,
woli mu przebaczy, co czyni dla posuszestwa, jakie pod Zamociem
okaza - i dlatego, e poprzednie przestpstwa nie za jego byy spenione
panowania. Suszna wic, aby on, Chmielnicki, tak wiele przedtem
zgrzeszywszy, wdzicznym si teraz za ask i klemencj okaza, krwi
rozlewu zaprzesta, chopstwo uspokoi i do traktatw z komisarzami
przystpi.
Chmielnicki przyj w milczeniu buaw i chorgiew, ktr rozwin nad
sob wnet rozkaza. Czer na ten widok zawya radosnymi gosami, tak
e przez chwil nic nie byo sycha.
Pewne zadowolenie odbio si na twarzy hetmana, ktry poczekawszy
chwil rzek:
- Za tak wielk ask, ktr mi krl jegomo przez wasze mocie
pokaza, e i wadz nad wojskiem przysa, i przesze moje przestpstwa
przebacza, unienie dzikuj. Zawsze to ja mwi, e krl ze mn
przeciw wam, nieszczerym dukom i krlewitom, trzyma, a najlepszy
dowd, e kontentacj mnie przysya za to, e ja wam szyje ucina - tak i
dalej bd ucina, jeeli mnie i krla sucha we wszystkim nie bdziecie.
Ostatnie sowa wymwi Chmielnicki podniesionym gosem, ajc i
marszczc brwi, jak gdyby gniew poczyna w nim wzbiera, a komisarze
zdrtwieli na tak niespodziany obrt jego odpowiedzi. Kisiel za rzek:
- Krl ci, moci hetmanie, krwi przelewu nakazuje poprzesta i traktaty z
nami pocz.
- Krew nie ja wylewam, jeno litewskie wojsko - odpar szorstko hetman -
bo mam wiadomo, e mi Radziwi mj Mozyr i Turw wyci, co jeli
si sprawdzi, dosy mam waszych jecw, i znacznych, wnet im szyje
ka poucina. Do traktatw teraz nie przystpi. Komisja trudno si
teraz ma zacz i odprawowa, bo wojska w kupie nie masz, jeno gar
pukownikw przy mnie, a reszta w zimownikach; bez nich nie mog
zaczyna. Zreszt, po co gada duej na mrozie? Co wy mnie mieli
odda, to oddali, i wszyscy to widzieli, e ju ja hetman z ramienia
krlewskiego, a teraz chodcie do mnie na gorzak, na obiad, bom
godny.
To rzekszy Chmielnicki ruszy ku swemu dworcowi, a za nim komisarze
i pukownicy. W wielkiej rodkowej izbie sta nakryty st uginajcy si
pod srebrem zdobycznym, midzy ktrym wojewoda Kisiel byby moe
znalaz i swoje wasne, porabowane zeszego lata w Huszczy. Na stole
pitrzyy si gry wininy, woowiny i tatarskiego piawu, w caej za
izbie pachniaa wdka pronianka, nalana w srebrne konwie. Chmielnicki
zasiad, posadziwszy po swej prawej rce Kisiela, po lewej kasztelana
Brzozowskiego, i ukazawszy rk na gorzak rzek:
- W Warszawie mwi, e ja krew lack pij, ale wol ja horyku, tamt
psom zostawiajc.
Pukownicy wybuchnli rniechem, od ktrego zatrzsy si ciany izby.
Taki to antypast" da komisarzom hetman przed swym obiadem, a
komisarze poknli go nic nie mwic, eby - jak pisa podkomorzy
lwowski - bestii nie drani".
Pot jeno obfity uperli blade czoo Kisiela.
Ale rozpocz si poczstunek. Pukownicy brali z pmiskw rkoma
kaway misiwa. Kisielowi i Brzozowskiemu nakada je na misy sam
hetman i pocztek obiadu upyn w milczeniu, bo kady gd nasyca. W
ciszy sycha byo tylko chrupotanie i trzask koci w zbach biesiadnikw
lub grzdykanie pijcych; czasem rzuci kto jakie sowo, ktre
pozostawao bez echa. Dopiero pierwszy Chmielnicki podjadszy i
wychyliwszy kilka szklenic pronianki zwrci si nagle do wojewody i
spyta:
- Kto u was prowadzi konwj?
Niepokj odbi si na twarzy Kisiela.
- Skrzetuski, zacny kawaler! - rzek.
- Ja jeho znaju - rzek. - A czemu to on nie chcia by przy tym, jak wy
mnie dary wrczali?
- Bo nie dla asysty on by nam przydany, jeno dla bezpieczestwa, i taki
mia rozkaz.
- A kto jemu da taki rozkaz?
- Ja - odpar wojewoda - bom nie myla, aby to przystojnie byo, eby
przy wrczaniu darw dragoni nam i wam nad karkiem stali.
- A ja co innego myla, bo wiem, e u tego onierza twardy kark.
Tu wtrci si do rozmowy Jaszewski.
- Ju my si dragonw nie boimo - rzek. - Silni nam nimi byli Lachowie
dawniej, ale doznalimy pod Piawcami, e nie oni to Lachowie, co
przedtem bywali i bijali Turki, Tatary i Niemce...
- Nie Zamojscy, kiewscy, Chodkiewiczowie, Chmieleccy i
Koniecpolscy - przerwa Chmielnicki - ale Tchrzowscy i Zajczkowscy,
detyny w elazo poubierane. Pomarli od strachu, skoro nas ujrzeli, i
pouciekali, cho Tatar wicej nie byo zrazu we rod, tylko trzy
tysice...
Komisarze milczeli, jeno jado i napj wydaway im si coraz bardziej
gorzkie.
- Pokornie prosz, jedzcie i pijcie - rzek Chmielnicki - bo bd myla, e
nasza prosta strawa kozacka przez wasze paskie garda przej nie chce.
- Jeli maj za ciasne, tak moe by im poprzerzyna! - zawoa
Dziedziaa.
Pukownicy, podochoceni ju mocno, wybuchnli miechem, ale
Chmielnicki spojrza gronie i uciszyo si znowu.
Kisiel, schorzay od kilku dni, blady by jak giezo, Brzozowski tak
czerwony, i zdawao si, e mu krew trynie z twarzy.
Na koniec nie wytrzyma i hukn:
- Zalimy tu na obiad czy na zniewagi przyszli?
Na to Chmielnicki:
- Wy na traktaty przyjechali, a tymczasem litewskie wojska pal i cinaj.
Mozyr i Turw mi wysiekli, co jeli si sprawdzi, tedy czterystu jecom
w oczach waszych szyje uci ka.
Brzozowski pohamowa krew jeszcze przed chwil kipic. Tak byo!
ycie jecw zaleao od humoru hetmana, od jednego mrugnicia jego
oka, wic trzeba byo wszystko znosi i jeszcze agodzi jego wybuchy,
by go ad mitiorem et saniorem mentem doprowadzi.
W tym duchu karmelita towski, z natury agodny i bojaliwy, ozwa si
cichym gosem:
- Bg askawy da, e mog si te nowiny z Litwy o Turowie i Mozyrze
odmieni.
Ale zaledwie skoczy, Fedor Wieniak, pukownik czerkaski, przechyli
si i buaw machn chcc karmelit w kark grzmotn; na szczcie nie
dosign, bo ich czterech innych biesiadnikw przedzielao, ale natomiast
zakrzykn:
- Mowczy, pope! ne twoje dio brechniu meni zadawaty! Chody no na
dwir, nauczu ja tebe pukownikiw zaporoskich szanowaty!
Inni wszelako porwali si go hamowa, a nie mogc tego dokaza,
wyrzucili go za eb z izby.
- Kiedy, moci hetmanie, yczysz, aby si komisja zebraa? - pyta Kisiel
chcc inny nada zwrot rozmowie.
Na nieszczcie i Chmielnicki nie by ju trzewy, wic tak prdk i
jadowit da odpowied:
- Jutro sprawa i rozprawa bdzie, bom teraz pijany! Co mnie tu o komisji
prawicie, zje i wypi nie dajecie! Ju mnie tego dosy! Teraz wojna
by musi (tu grzmotn pici w st, a podskoczyy misy i konwie). W
tych czterech niedzielach wszystkich was do gry nogami przewrc i
podepcz, a na ostatek carzowi tureckiemu zaprzedam. Krl krlem
bdzie, aby cina szlacht, duki i kniazie. Zhreszy knia, ureza mu
szyj; zhreszy Kozak, ureza mu szyj! Grozicie mi Szwedami, ale i oni
mi nie zder. Tuhaj-bej na hawrani blisko mnie jest, brat mj, moja
dusza, jedyny sok na wiecie, gotw wszystko uczyni zaraz, co ja
zechc.
Tu Chmielnicki z waciw pijanym nagoci przeszed od gniewu do
rozczulenia i a gos zadrga mu od ez w gardzieli na sodkie
wspomnienie Tuhaj-beja.
- Wy chcecie, eby ja na Turki i Tatary szabl podnis, ale nic z tego!
Na was ja pjd z dobrymi druhami moimi. Juem puki obesa, aby
moojcy konie karmili i w drog byli gotowi bez wozw, bez armaty;
znajd ja u Lachw to wszystko. Kto by z Kozakw wzi wz, ka mu
szyj ureza, i ja sam kolaski nie wezm, chyba juki i sakwy - i tak dojd
a do Wisy i powiem: Sedyte i mowczyte, Lachy!" A bdziecie z
Zawila krzyka, znajd was i tam. Dosy waszego panowania, waszych
dragonw, gady wy przeklte, sam nieprawd yjce!
Tu zerwa si z miejsca, rzuca od awy, za czupryn rwa, nogami bi w
ziemi krzyczc, e wojna musi by, bo on ju na ni rozgrzeszenie i
bogosawiestwo dosta, e nic mu po komisji i komisarzach, bo nawet
na zawieszenie broni nie pozwoli.
Na koniec widzc przeraenie komisarzy i przypomniawszy sobie, i jeli
natychmiast odjad, to wojna rozpocznie si w zimie, zatem w porze, gdy
Kozacy, nie mogc si okopa, licho bij si w otwartym polu, uspokoi
si nieco i znw siad na awie. Gow opuci na piersi, rce wspar na
kolanach i oddycha chrapliwie. Na koniec znw porwa za szklank
wdki.
- Za zdrowie krla jegomoci! - wykrzykn.
- Na sawu i zdorowie! - powtrzyli pukownicy.
- No! ty, Kisielu, nie sumuj - mwi hetman - i do serca nie bierz tego, co
mwi, bom teraz pijany. Mnie woroychy mwiy, e wojna musi by...
ale do pierwszej trawy poczekam, a potem niech bdzie komisja, na ktr
winiw wypuszcz. Mnie mwili, e ty chory, tak niech i tobie bdzie
na zdrowie.
- Dzikuj ci, hetmanie zaporoski - rzek Kisiel.
- Ty mj go, ja o tym pamitam.
To rzekszy Chmielnicki znowu wpad w chwilowe rozczulenie i oparszy
rce na ramionach wojewody zbliy sw ogromn czerwon twarz do
jego bladych, wychudych policzkw.
Za nim przychodzili inni pukownicy i zbliajc si poufale do komisarzy
ciskali si z nimi za rce, klepali ich po ramionach, powtarzali za
hetmanem: Do pierwszej trawy!" Komisarze byli jak na mkach.
Chopskie oddechy przesycone zapachem gorzaki obleway twarze tej
szlachty wysokiego rodu, dla ktrej owe uciski spoconych rk byy
rwnie nieznone jak zniewagi. Nie brako te i grb wrd objaww
grubiaskiej serdecznoci. Jedni woali do wojewody: My Lachiw
choczemo rizaty, a ty nasz czoowik!" - inni mwili: A co wy, pany!
dawniej bili nas, a teraz aski prosicie! Na pohybel-e wam,
biaoruczkom!" Ataman Wowk, dawny mynarz w Nestewarze, krzycza:
Ja kniazia Czetwertyskoho, moho pana, zarizaw!" - Wydajcie nam
Jaremu - woa taczajc si Jaszewski - a darujemy was zdrowiem!"
W izbie sta si zaduch i gorco do niewytrzymania; st pokryty
resztkami misiwa, okruchami chleba, poplamiony wdk i miodem by
ohydny. Weszy na koniec woroychy, to jest czarownice, z ktrymi
hetman zwykle do pna w noc dopija suchajc przepowiedni: dziwne
postacie, stare, pokurczone, te lub w sile modoci, wrce z wosku,
ziaren pszenicy, ognia, piany wodnej, z dna flaszki lub z tuszczu
ludzkiego. Wnet midzy pukownikami a modszymi z nich rozpoczy si
gzy i miechy. Kisiel by bliski omdlenia.
- Dzikujemy ci, hetmanie, za uczt i egnamy ci - rzek sabym gosem.
- Ja jutro do ciebie, Kisielu, na obiad przyjad- odpowiedzia Chmielnicki
- a teraz idcie sobie. Doniec was z moojcami do domw odprowadzi,
eby was od czerni jakowa przygoda nie spotkaa.
Komisarze skonili si i wyszli. Doniec z moojcami czeka istotnie przed
dworcem.
- Boe! Boe! Boe! - szepn z cicha Kisiel przykadajc rce do twarzy.
Orszak posun si w milczeniu ku domostwu komisarzy.
Ale pokazao si, e ju nie stoj w pobliu siebie. Chmielnicki umylnie
powyznacza im kwatery w rnych czciach miasta, aby nie mogli si
atwo schodzi i naradza.
Wojewoda Kisiel, zmczony, wyczerpany, ledwie na nogach si
trzymajcy, natychmiast pooy si do ka i a do nastpnego dnia nie
chcia nikogo widzie; dopiero przed poudniem kaza przywoa
Skrzetuskiego.
- Co wapan uczyni najlepszego? - rzek do niego - co wapan uczyni!
Swoje i nasze ycie na zgub moge narazi.
- Janie wielmony wojewodo, mea culpa! - odrzek rycerz - ale mnie
delirium porwao i wolaem sto razy zgin ni na takie rzeczy patrzy.
- Chmielnicki pozna si na kontempcie. Zaledwiem efferatam bestiam
uspokoi i postpek twj wytumaczy. Ale on tu dzi ma by u mnie i
pewno ciebie zapyta. Tedy mu powiedz, e mia rozkaz ode mnie, by
onierstwo odprowadzi.
- Od dzi Bryszowski komend bierze, bo zdrowszy.
- To i lepiej, za twardy masz wa kark na czasy dzisiejsze. Trudno nam
co innego gani w takowym postpku jak nieostrono, ale to zna, e
mody i blu w piersi znie nie umiesz.
- Do bolecim nawyk, janie wielmony wojewodo, jeno haby znie
nie mog.
Kisiel sykn z cicha, tak wanie, jak chory, ktrego kto w bolczk
urazi, po czym umiechn si ze smutn rezygnacj i rzek:
- Chleb to ju powszedni dla mnie takie sowa, ktre dawniej zami
gorzkimi oblewaem spoywajc, a teraz ju mi i ez nie stao.
Lito wezbraa w sercu Skrzetuskiego na widok tego starca z twarz
mczennika, ktren ostatnie dni ycia pdzi w podwjnym, bo duszy i
ciaa cierpieniu.
- Janie wielmony wojewodo! - rzek - Bg mi wiadek, em jeno o
czasiech tych strasznych myla, w ktrych senatorowie i dygnitarze
koronni czoem bi musz przed hultajstwem, dla ktrego pal powinien
by jedyn za postpki zapat.
- Niech ci Bg bogosawi, bo mody, uczciwy i wiem, e nie miae zej
intencji. Ale to, co ty mwisz, mwi twj ksi, za nim wojsko,
szlachta, sejmy, p Rzeczypospolitej - i cae to brzemi wzgardy i
nienawici spada na mnie.
- Kady suy ojczynie, jak rozumie; nieche Bg sdzi intencje, a co si
tyczy ksicia Jeremiego, ten ojczynie zdrowiem i majtnoci suy.
- I chwaa go otacza, i w niej jako w socu chodzi - odrzek wojewoda.
- Tymczasem c mnie spotyka? O! dobrze mwisz: niech Bg sdzi
intencje i niech da cho grobowiec spokojny tym, ktrzy za ycia cierpi
nad miar...
Skrzetuski milcza, a Kisiel podnis w niemej modlitwie oczy w gr, po
chwili za tak mwi pocz:
- Jam Rusin, krew z krwi i ko z koci. Mogiy ksit wiatodyczw w
tej ziemi le, wicem j kocha, j i ten lud boy, ktry u jej piersi
ywie. Widziaem krzywdy z obu stron, widziaem swawol dzk
Zaporoa, ale i pych nieznon tych, ktrzy ten lud wojenny schopi
chcieli - cem wic mia uczyni ja, Rusin a zarazem wierny syn i
senator tej Rzeczypospolitej? Otom przyczy si do tych, ktrzy mwili:
Pax vobiscum!, bo tak kazaa mi krew, serce, bo midzy nimi by krl
nieboszczyk, nasz ojciec, i kanclerz, i prymas, i wielu innych; bom
widzia, e dla obu stron rozbrat - to zguba. Chciaem po wiek ywota, do
ostatniego tchnienia dla zgody pracowa - i gdy si krew ju polaa,
mylaem sobie: bd anioem pojednania. I poszedem, i pracowaem, i
jeszcze pracuj, chocia w blu, w mce i w habie, i w zwtpieniu,
prawie od wszystkiego straszniejszym. Bo, na miy Bg! nie wiem teraz,
czy wasz ksi przyszed z mieczem za wczenie, czym ja z gazi
oliwn za pno, ale to widz, e rwie si robota moja, e ju si nie
staje, e na prno siw gow o mur tuk i e schodzc do grobu widz
jeno ciemnoci przed sob - i zgub, o Boe wielki - zgub powszechn!
- Bg zele ratunek.
- O, nieche zele takowy promie przed mierci moj, abym nie umar
w rozpaczy!... to jeszcze za wszystkie boleci mu podzikuj, za ten
krzy, ktry za ycia nosz, za to, e czer woa o gow moj, a na
sejmach zdrajc mnie nazywaj, za moje mienie zagrabione, za hab, w
ktrej yj, za ca t gorzk nagrod, jakm z obu stron otrzyma!
To rzekszy wojewoda wycign swe wysche rce ku niebu i dwie zy
wielkie, moe naprawd w yciu ostatnie, spyny mu z oczu.
Skrzetuski nie mg ju duej wytrzyma, ale rzuciwszy si na kolana
przed wojewod chwyci jego rk i rzek przerywanym z wielkiego
wzruszenia gosem:
- Jam onierz i id inn drog, ale zasudze i boleci cze oddawam.
To rzekszy ten szlachcic i rycerz spod chorgwi Winiowieckiego
przycisn do ust rk tego czowieka, ktrego kilka miesicy temu razem
z innymi zdrajc nazywa.
A Kisiel pooy mu obie rce na gowie.
- Synu mj - rzek cicho - nieche ci Bg pocieszy, prowadzi i
bogosawi, jak ja ci bogosawi.
* * *
Bdne koo ukadw rozpoczo si jeszcze tego samego dnia.
Chmielnicki przyjecha do pno na obiad do wojewody i w
najgorszym usposobieniu. Wnet owiadczy, e co wczoraj mwi o
zawieszeniu broni, o komisji na Zielone witki i o wypuszczeniu jecw
na komisj, to mwi jako pijany, a teraz widzi, e chciano go w pole
wywie. Kisiel znw agodzi go, uspokaja, przekada, racje dawa, ale
bya to - wedle sw podkomorzego lwowskiego surdo tyranno fabula
dicta. Poczyna te sobie hetman tak po grubiasku, e komisarzom za
wczorajszym Chmielnickim tskni przyszo. Pana Pozowskiego buaw
uderzy za to tylko, e mu si nie w por pokaza, mimo tego e pan
Pozowski mierci i tak, jako wielce schorzay, by bliskim.
Nie pomagay ludzko i ochota ani perswazje wojewody. Dopiero gdy
sobie nieco gorzak i wybornym miodem huszczaskim podchmieli,
wpad w lepszy humor, ale te za nic ju o sprawach publicznych nawet i
wspomnie sobie nie da, mwic: Mamy pi, to pijmy - zajutro sprawa i
rozprawa! A nie, to sobie pjd!" O godzinie trzeciej w nocy napar si
i do sypialnej izby wojewody, czemu si tene pod rnymi pozorami
opiera, albowiem zamkn tam umylnie Skrzetuskiego, wielce si
obawiajc, aby przy spotkaniu si tego nieugitego onierza z
Chmielnickim nie miao miejsca jakie zajcie, ktre by dla porucznika
zgubnym by mogo. Chmielnicki jednak postawi na swoim i poszed, a
za nim wszed i Kisiel. Jakie byo tedy zdziwienie wojewody, gdy
hetman, ujrzawszy rycerza, skin mu gow i zakrzykn:
- Skrzetuski! a czemu ty z nami nie pijesz?
I wycign do przyjanie rk.
- Bom chory - odrzek skoniwszy si porucznik.
- Ty i wczoraj odjecha. Za nic mi bya bez ciebie ochota.
- Taki mia rozkaz - wtrci Kisiel.
- Ju ty mnie, wojewodo, nie gadaj. Znaju ja joho - i wiem, e on nie
chcia patrzy, jak wy mnie cze wyrzdzali. Oj, ptak to! Ale co by
innemu nie uszo, to jemu ujdzie, bo ja jego miuj, on mj druh
serdeczny.
Kisiel otworzy oczy szeroko ze zdumienia, hetman za zwrci si nagle
do Skrzetuskiego:
- A ty wiesz, za co ja ciebie miuj?
Skrzetuski potrzsn gow.
- Mylisz, e za to, e ty postronek nad Omelniczkiem przeci, kiedy ja
by lichy czowiek i kiedy mnie jak zwierza cigali? Ot nie za to. Ja
tobie da wtedy piercie z prochem z grobu Chrysta. Ale ty, rogata
dusza, mnie tego piercienia nie pokaza, kiedy ty by w moich rkach -
no, ja ciebie i tak puci - i kwita. Nie za to ci teraz miuj. Inn ty mnie
przysug odda, za ktr ty mj druh serdeczny i za ktr ja tobie
wdziczno winien.
Skrzetuski spojrza z kolei ze zdziwieniem na Chmielnickiego.
- Widzisz, jak si dziwi - rzek jakby do kogo czwartego hetman. - To
ja tobie przypomn, co mnie w Czehrynie powiadali, gdym tam z
Bazawuku z Tuhaj-bejem przyszed. Pytaem ja sam wszdy o niedruha
mojego Czapliskiego, ktregom nie znalaz - ale mnie powiedzieli, co ty
jemu uczyni po naszym pierwszym spotkaniu, e ty jego za eb i za
hajdawery uapi i drzwi nim wybi, i okrwawi jak sobak - ha!
- Istotnie, to uczyniem - rzek Skrzetuski.
- Oj, sawnie ty uczyni, dobrze ty postpi! No, ja jego jeszcze dostan -
inaczej za nic traktaty i komisja - ja go jeszcze dostan i poigram z nim
po mojemu - ale i ty jemu da pieprzu.
To rzekszy hetman zwrci si do Kisiela i na nowo j opowiada:
- Za eb go zapa i za pludry, podnis jak liszk, drzwi nim wybi i na
ulic wyrzuci.
Tu zacz si mia, a echo rozlegao si po alkierzu i dochodzio do izby
biesiadnej.
- Moci wojewodo, ka da miodu, musz ja wypi za zdrowie tego
rycerza, druha mojego.
Kisiel uchyli drzwi i na pacholika krzykn, ktry wnet poda trzy
kusztyki huszczaskiego miodu.
Chmielnicki trci si z wojewod i ze Skrzetuskim, wypi - a mu si z
czupryny zadymio, zamiaa mu si twarz, ochota wielka wstpia w
serce i zwrciwszy si do porucznika zakrzykn:
- Pro mnie, o co chcesz!
Rumieniec wystpi na blade oblicze Skrzetuskiego; nastaa chwila
milczenia.
- Nie bj si - rzek Chmielnicki. - Sowo nie dym; pro, o co chcesz,
byle o takie rzeczy nie prosi, ktre nale do Kisiela.
Chmielnicki nawet pijany by zawsze sob.
- Kiedy mi wolno z afektu, jaki masz dla mnie, moci hetmanie,
korzysta, tedy sprawiedliwoci od ciebie dam. Jeden z twoich
pukownikw krzywd mi wyrzdzi...
- Szyj mu ureza! - przerwa z wybuchem Chmielnicki.
- Nie o to chodzi, ka mu jeno do walki ze mn stan.
- Szyj mu ureza! - powtrzy hetman. - Kto to taki?
- Bohun.
Chmielnicki pocz mruga oczyma, po czym uderzy si doni w czoo.
- Bohun? - rzek. - Bohun zabit Meni korol pysaw, e on w pojedynku
usieczon.
Skrzetuski zdumia. Zagoba prawd mwi!
- A co tobie Bohun uczyni? - pyta Chmielnicki.
Jeszcze silniejsze pomienie wystpiy na lica porucznika. Ba si mwi o
kniaziwnie wobec ppijanego hetmana, aby jakiego nieprzebaczonego
blunierstwa nie usysze.
Kisiel go wyrczy.
- Jest to rzecz powana - rzek - o ktrej mnie kasztelan Brzozowski
opowiada. Bohun porwa, moci hetmanie, temu oto kawalerowi
narzeczon i ukry j nie wiadomo gdzie.
- Tak ty jej szukaj - rzek Chmielnicki.
- Szukaem nad Dniestrem, bo tam j ukry, alem nie znalaz. Syszaem
jednak, e mia j do Kijowa przeprowadzi, dokd i sam na lub chcia
zjecha. Daje mnie, moci hetmanie, prawo jecha do Kijowa i tam jej
szuka, o nic wicej nie prosz.
- Ty mj druh, ty Czapliskiego rozbi... Ja tobie dam nie tylko prawo,
eby ty jecha i szuka wszdy, gdzie zechcesz, ale i rozkaz dam, by ten,
u ktrego ona jest, w twoje rce j odda, i piernacz ci dam na przejazd, i
list do metropolity, by po monastyrach u czernic szukali. Moje sowo nie
dym!
To rzekszy uchyli drzwi i na Wyhowskiego zawoa, by przyszed pisa
rozkaz i list. Czarnota musia, lubo ju bya czwarta w nocy, rusza po
pieczcie. Dziedziaa przynis piernacz, a Doniec dosta rozkaz, by w
dwiecie koni odprowadzi Skrzetuskiego do Kijowa i dalej a do
pierwszych czat polskich.
Nazajutrz dzie Skrzetuski opuci Perejasaw.
 278
 Rozdzia XIX 
Jeeli pan Zagoba nudzi si w Zbarau, to niemniej nudzi si i
Woodyjowski, ktren za wojn i przygodami szczeglniej tskni.
Bywao wprawdzie, e wychodziy od czasu do czasu ze Zbaraa
chorgwie dla pocigu za kupami swawolnikw, ktrzy nad Zbruczem
palili i cinali, ale bya to maa wojna, przewanie podjazdowa, przykra
dla tgiej zimy i mrozw, dajca wiele trudw - mao sawy. Z tych
wszystkich przyczyn codziennie nalega pan Micha na Zagob, eby i
w pomoc Skrzetuskiemu, od ktrego przez dugi czas adnej nie byo
wieci.
- Pewno on tam popad w jakowe zgubne terminy, a moe i ywota ju
zby - mwi Woodyjowski. - Trzeba nam jecha koniecznie, niechby
razem z nim zgin przyszo.
Pan Zagoba nie bardzo si upiera, bo - jak utrzymywa - mursza w
Zbarau z ostatkiem i dziwi si, e jeszcze grzyby na nim nie porastaj,
ale zwczy spodziewajc si, e lada chwila moe przyj od
Skrzetuskiego wiadomo.
- Mny on jest, ale i roztropny - odpowiada na nalegania
Woodyjowskiego - czekajmy jeszcze par dni, bo nu list przyjdzie i
okae si, e caa nasza ekspedycja niepotrzebna.
Pan Woodyjowski uznawa suszno argumentu i uzbraja si w
cierpliwo, cho czas wlk si coraz wolniej. Przy kocu grudnia mrozy
przerway nawet rozboje. W okolicy nasta spokj. Jedyn rozrywk
stanowiy wieci publiczne, ktre czsto gsto obijay si o szare mury
zbaraskie.
Rozprawiano wic o koronacji i o sejmie, i o tym, czy ksi Jeremi
dostanie buaw, ktra przed wszystkimi innymi wojownikami jemu si
naleaa. Oburzano si przeciw tym, ktrzy twierdzili, e wobec zwrotu
ku traktatom z Chmielnickim jeden tylko Kisiel moe pj w gr.
Woodyjowski odby z tego powodu kilka pojedynkw - pan Zagoba
kilka pijatyk - i byo niebezpieczestwo, e cakiem rozpi si moe, bo
nie tylko dotrzymywa kompanii oficerom i szlachcie, ale nie wstydzi si
nawet chodzi i midzy yczkw na chrzciny, wesela, chwalc sobie
szczeglnie ich miody, ktrymi syn Zbara.
Woodyjowski strofowa go o to, mwic, e nie przystoi szlachcicowi
poufali si z ludmi niskiej kondycji, gdy od tego szacunek dla caego
stanu si zmniejsza, ale Zagoba odpowiada, e prawa to temu winny,
ktre pozwalaj stanowi mieszczaskiemu w pierze porasta i do takich
przychodzi dostatkw, jakie tylko udziaem szlachty by winny; wry,
e z tak wielkich prerogatyw dla ludzi nikczemnych nic dobrego wypa
nie moe, ale swoje robi. I trudno mu byo bra to za ze w czasie
pospnych dni zimowych, wrd niepewnoci, nudy i oczekiwania.
Z wolna jednak zaczy chorgwie ksice coraz liczniej ciga do
Zbaraa, z czego przepowiadano na wiosn wojn. Ale tymczasem
oywia si nieco ochota. Przyjecha midzy innymi z chorgwi usarsk
Skrzetuskiego i pan Podbipita. Ten przywiz wieci o nieasce, w jakiej
ksi u dworu zostawa, i o mierci pana Janusza Tyszkiewicza,
wojewody kijowskiego, po ktrym -wedle powszechnego gosu - Kisiel
na wojewdztwo mia nastpi, a na koniec o cikiej chorobie, jak
zoony by w Krakowie pan aszcz, stranik koronny. Co do wojny,
sysza pan Podbipita od samego ksicia, e chyba si rzeczy z
koniecznoci nastpi, bo komisarze ju ruszyli z instrukcjami, aby
wszelkie moliwe Kozakom poczyni ustpstwa. Relacj t pana
Podbipity rycerstwo Winiowieckiego przyjo z wciekoci, a pan
Zagoba proponowa protest do grodu zanie i konfederacj zawiza,
gdy jak mwi, nie chcia, eby jego praca pod Konstantynowem posza
na marne.
W tych nowinach i niepewnociach upyn cay luty i marzec dobiega
poowy, a od Skrzetuskiego cigle nie byo wieci.
Woodyjowski tym bardziej pocz nalega na wyjazd.
- Ju nie kniaziwny, ale Skrzetuskiego - mwi - szuka nam wypada.
Tymczasem pokazao si, e pan Zagoba mia suszno odkadajc z
dnia na dzie wypraw, gdy w kocu marca przyby Kozak Zachar z
listem adresowanym do Woodyjowskiego z Kijowa. Pan Micha wezwa
natychmiast Zagob, a gdy si zamknli z posacem w osobnej izbie,
rozerwa piecz i czyta, co nastpuje:
Nad Dniestrem a do Jahorliku nie odkryem adnych ladw.
Suponujc, e musi by ukryta w Kijowie, przyczyem si do
komisarzy, z ktrymi do Perejasawia zaszedem. Tam uzyskawszy
nadspodziewanie konsens od Chmielnickiego przybyem do Kijowa i
szukam wszdy, w czym mi sam metropolita sekunduje. Sia tu naszych
ukrytych u mieszczan i po monasterach, ale ci dla bojani czerni nie daj
wiedzie o sobie, dlatego szuka trudno. Bg mnie prowadzi i nie tylko
ochroni, ale Chmielnickiego afektem dla mnie natchn, mam przeto
nadziej, e mi i dalej pomoe i zmiuje si nade mn. Ksidza
Muchowieckiego o wotyw solenn upraszam, na ktrej mdlcie si na
moj intencj, Skrzetuski."
- Chwaa bd Bogu Przedwiecznemu! - wykrzykn Woodyjowski.
- Jest jeszcze postscriptum - rzek Zagoba zagldajc przez rami pana
Michaa.
- Prawda! - rzek may rycerz i czyta dalej:
Oddawca tego listu, esau mirhorodzkiego kurzenia, mia mnie w
poczciwej opiece, gdy w Siczy w niewoli byem, i teraz w Kijowie mi
pomaga, i list zanie si podj z naraeniem zdrowia; miej go, Michale,
w staraniu, aby mu niczego nie brako."
- Oto uczciwy Kozak, przynajmniej jeden taki! - rzek Zagoba, podajc
Zacharowi rk.
Stary ucisn j bez unionoci.
- Moesz by pewien nagrody! - wtrci may rycerz.
- On soko - odpar Kozak - ja joho lublu, ja ne dla hroszi tutki priszow.
- I fantazji ci, widz, nie braknie, ktrej by si szlachcic niejeden nie
powstydzi - mwi Zagoba. - Nie same bestie midzy wami, nie same
bestie! Ale mniejsza z tym! To tedy pan Skrzetuski jest w Kijowie?
- Tak, jest.
- A bezpieczen, bo to, sysz, czer tam hula?
- On u Doca pukownika mieszka. Jemu nic nie uczyni, bo nasz bat'ko
Chmielnicki kaza jego Docowi pod gardem pilnowa jak oka w gowie.
- Cuda prawdziwe si dziej... Skde Chmielnickiemu takie serce dla
Skrzetuskiego?
- On jego z dawna miuje.
- A mwi tobie pan Skrzetuski, czego szuka w Kijowie?
- Jak nie mia mwi, kiedy on wie, e ja jemu druh... Ja szuka z nim
razem i osobno, tak musia wiedzie, czego mnie szuka.
- Alecie dotd nie znaleli?
- Nie znalelimy. Co tam Lachiw jeszcze jest, to si kryj, jeden o
drugim nie wie, tak i znale nieatwo. Wy syszeli, e tam czer
morduje, a ja to widzia; nie tylko Lachiw morduj, ale i tych, ktrzy ich
ukrywaj, nawet mnichw i czernice. W monastyrze Dobrego Mikoy u
czernic byo dwanacie Laszek, to je razem z czernicami dymem w celi
zadusili, a co par dni to si skrzykn po ulicach i owi, i do Dniepru
prowadz... Hej! co tam ju wytopili...
- To moe i j zamordowali?
- Moe i j.
- Ale nie! - przerwa Woodyjowski. - Ju jeli j tam Bohun sprowadzi,
to j musia zabezpieczy.
- Gdzie bezpieczniej jak w monastyrze, a dlatego i tam znajd.
- Uf! - rzek Zagoba. - Tak wy mylicie, Zachar, e ona moga zgin?
- Ne znaju.
- Wida, e Skrzetuski jest dobrej myli - rzek Zagoba. - Bg go
dowiadczy, ale go pocieszy. A wycie, Zachar, dawno wyjechali z
Kijowa?
- Oj, dawno, pane. Ja wtedy wyszed, kiedy komisary koo Kijowa z
powrotem przejedali. Bahako Lachiw chciao z nimi ucieka i tak
uciekali neszczastnyje, jak kto mg, po niegach, po wertepach, przez
lasy, lecieli do Biaogrdki, a Kozacy gnali za nimi i bili. Bahato utiko,
bahato zabyy, a niektrych pan Kisiel wykupi za wszystkie hroszy, jakie
mia.
- O dusze pieskie! To wycie z komisarzami jechali.
- Z komisarzami a do Huszczy, a stamtd do Ostroga. Dalej ju ja sam
szed.
- To wy dawni znajomi pana Skrzetuskiego?
- W Siczy ja go pozna i rannego pilnowa, a potem i polubi jak detynu
ridnuju. Ja stary i mnie nie ma kogo lubi.
Zagoba krzykn na pachoka, kaza poda miodu i misiwa i zasiedli do
wieczerzy. Zachar jad smaczno, bo by zdroony i godny; nastpnie
zanurzy chciwie siwe wsy w ciemnym pynie, wypi, posmakowa i
rzek:
- Sawny mid.
- Lepszy jak krew, ktr pijecie - rzek Zagoba. - Ale tak myl, e wy
uczciwy czek i pana Skrzetuskiego miujcy, nie pjdziecie wicej do
buntu, jeno zostaniecie tu z nami? Ju wam tu bdzie dobrze.
Zachar podnis gow.
- Ja pymo widdaw, tak i pjd; ja Kozak - mnie z Kozakami, nie z
Lachami si brata.
- I bdziecie nas bili?
- A budu. Ja siczowy Kozak. My sobie Chmielnickiego bat'ka hetmanem
obrali, a teraz korol jemu buaw i chorgiew przysa.
- Ot, masz! panie Michale - rzek Zagoba - nie mwiem, eby
protestowa?
- A z jakiego wy kurzenia?
- Z mirhorodzkiego, ale jego ju nie ma.
- A co si z nim stao?
- Husary pana Czarnieckiego pod t Wod starli. Teraz ja u Doca z
tymi, co zostali. Pan Czarniecki szczery onir, on u nas w niewoli, o
niego komisarze prosili.
- Mamy i my waszych jecw.
- Tak i musi by. W Kijowie mwili, e najlepszy moojec u Lachiw w
niewoli, cho inni mwili, e zgin.
- Kto taki?
- Oj, sawny ataman: Bohun.
- Bohun usieczon w pojedynku na mier.
- A kto jego ubi?
- Ten oto kawaler - odrzek Zagoba ukazujc na Woodyjowskiego.
Zacharowi, ktry w tej chwili przechyla drug kwart miodu, oczy na
wierzch wyszy, twarz spsowiaa, na koniec parskn przez nozdrza
pynem i miechem zarazem.
- Ten ycar Bohuna ubi? - pyta krztuszc si ze miechu.
- Co, u starego diaba! - wykrzykn marszczc brwi Woodyjowski. - Za
duo sobie ten posaniec pozwala.
- Nie gniewaj si, panie Michale - przerwa Zagoba. - Poczciwy to wida
czowiek, a e si na polityce nie zna, to od tego on Kozak. Z drugiej
strony, tym wiksza dla wapana chwaa, e wygldajc tak
niepoczenie, tak wielkich przewag ju w yciu dokonae. Ciao masz
nikczemne, ale dusz wielk. Ja sam, pamitasz, jakem ci si
przypatrywa po bitwie, chociaem bitw na wasne oczy widzia, bo mi
si wierzy nie chciao, eby taki chystek...
- Daje wapan pokj! - burkn Woodyjowski.
- Nie jam twym ojcem, nie mieje do mnie rankoru, ale to ci powiem, e
pragnbym mie takiego syna, i jeeli chcesz, to ci bd adoptowa,
majtno ca ci zapisz, bo to nie wstyd by wielkim w maym ciele. I
ksi niewiele wikszy od ciebie, a dlatego Aleksander Macedoski
niewart by jego giermkiem.
- Ale bo co mnie gniewa - rzek udobruchany nieco Woodyjowski - to
wanie to, e z tego listu Skrzetuskiego nic pomylnego nie wida. e on
sam nad Dniestrem nie pooy gowy, to chwaa Bogu, ale kniaziwny
dotd nie znalaz i kt zarczy, czy j znajdzie?
- Prawda jest! Ale gdy Bg go przez nasze rce od Bohuna uwolni i
przez tyle niebezpieczestw, przez tyle side przeprowadzi, gdy i
Chmielnickiego zakamieniae serce afektem dziwnym dla niego natchn,
to juci nie po to, eby od mki i aoci na schab wysech. Jeeli w tym
wszystkim nie widzisz, panie Michale, rki Opatrznoci, to wida tpszy
masz dowcip od szabli, jako i suszna to jest, e nikt nie moe
wszystkich przymiotw naraz posiada.
- Widz to jedno - odpar ruszajc wsikami Woodyjowski - e my nie
mamy nic tam do roboty i dalej musimy tu siedzie, pki nie sparciejemy
do reszty.
- Prdzej ja sparciej jak ty, bom starszy, a to wiesz, e i rzepa parcieje, i
sonina jeczeje ze staroci. Dzikujmy raczej Bogu, e wszystkim
naszym zgryzotom szczliwy koniec obiecuje. Niemaom si ja
namartwi o kniaziwn, wicej jako ywo od ciebie, a niewiele mniej od
Skrzetuskiego, bo ona moja cruchna i pewnie bym rodzonej tak nie
kocha. Mwi nawet, e do mnie kubek w kubek podobna, ale ja j i bez
tego miuj; i nie widziaby mnie ani wesoym, ani spokojnym, gdybym
nie ufa, e ju wkrtce niedola jej si skoczy. Od jutra ukadam
epithalamium, bo bardzo pikne wiersze pisz, jenom w ostatnich
czasach troch Apollina dla Marsa zaniedba.
- Co tu i mwi teraz o Marsie! - odrzek Woodyjowski. - Niech kaduk
porwie tego zdrajc Kisiela, wszystkich komisarzw i ich traktaty! Na
wiosn pokj uczyni jako dwa a dwa cztery. Pan Podbipita, ktry si z
ksiciem widzia, te to mwi.
- Pan Podbipita tyle si zna na rzeczach publicznych, ile koza na
pieprzu. Wicej on tam przy dworze za on dzierlatk wietrzy ni za
wszystkim innym i warowa do niej niby pies do kuropatwy. Daby Bg,
eby mu kto inny j ustrzeli, ale mniejsza z tym. Nie neguj ci, e Kisiel
zdrajca, bo o tym caa Rzeczpospolita wie dobrze, jeno tak myl, e co
do traktatw na dwoje babka wry.
Tu Zagoba zwrci si do Kozaka:
- A co tam u was, Zachar, mwi: bdzie-li pokj czy wojna?
- Do pierwszej trawy bdzie spokj, a na wiosn to przyjdzie na pohybel
albo nam, albo Lachiwczykam.
- Pociesze si, panie Michale; syszaem i ja, e si czer wszdy
armuje.
- Bude taka wijna, jakoi ne buwao - rzek Zachar. - U nas mwi, e i
sutan turecki przyjdzie, i chan ze wszystkimi ordami, a nasz druh
Tuhaj-bej na hawrani blisko stoi i wcale do dom nie poszed.
- Pociesze si, panie Michale - powtrzy Zagoba. - Jest te proroctwo
o nowym krlu, e cae panowanie pod broni mu zejdzie; ju to
prawdopodobniejsze, e czowiek dugo jeszcze szabli do pochwy nie
schowa. Przyjdzie si czowiekowi od cigej wojny zedrze jak mietle od
cigego zamiatania, ale taka to ju nasza onierska dola. Kiedy ju
wypadnie si bi, trzymaj si niedaleko mnie, panie Michale, a piknych
rzeczy si napatrzysz i poznasz, jakemy to za dawnych, lepszych
czasw wojowali. Mj Boe! nie ci to ju ludzie, ktrzy za dawnych lat
bywali, i ty ju nie taki jeste, panie Michale, chociae sierdzisty onierz
i cho Bohuna usieke.
- Sprawedywe kaete, pane - rzek Zachar. - Ne cii teper lude, szczo
buway...
Po czym pocz na Woodyjowskiego spoglda i gow trz:
- Ale szczoby cij ycar Bohuna ubyw, no! no!...
 289
 Rozdzia XX 
Stary Zachar odjecha na powrt do Kijowa po kilkodniowym
odpoczynku, a tymczasem przysza wie, e komisarze wrcili bez
wielkich nadziei pokoju, a nawet w zupenym prawie zwtpieniu. Zdoali
tylko wyjedna armisticium a do Zielonych witek ruskich, po ktrych
miaa rozpocz si nowa komisja z pen moc do traktatw. Jednake
wymagania i warunki Chmielnickiego byy tak grne, e nikt nie wierzy,
aby Rzeczpospolita zgodzi si na nie moga. Rozpoczy si wic z obu
stron gwatowne uzbrojenia. Chmielnicki sa posa za posem do chana,
by na czele wszystkich si spieszy na ratunek; sa i do Stambuu, gdzie
ze strony krlewskiej bawi od duszego czasu pan Bieczyski; w
Rzeczypospolitej spodziewano si lada chwila wici na pospolite ruszenie.
Przyszy wiadomoci o mianowaniu nowych wodzw: podczaszego
Ostroroga, Lanckoroskiego i Firleja, i o zupenym usuniciu od spraw
wojskowych Jeremiego Winiowieckiego, ktry na czele jeno wasnych
si mg dalej ojczyzn zasania. Nie tylko onierze ksicy, nie tylko
szlachta ruska, ale nawet stronnicy dawnych regimentarzy oburzali si na
takowy wybr i nieask, twierdzc susznie, i jeeli powicanie
Winiowieckiego, pki bya nadzieja traktatw, miao swoj racj
polityczn, to usuwanie go w razie wojny byo wielkim, niedarowanym
bdem, bo on jeden tylko mg mierzy si z Chmielnickim i zwyciy
tego znakomitego wodza rebelii. Zjecha wreszcie i sam ksi do
Zbaraa w tym celu, aby zebra jak najwicej wojska i sta w pogotowiu
na granicy wojny. Zawieszenie broni byo zawarte, ale okazywao si co
chwila bezsilnym. Chmielnicki kaza wprawdzie ci kilku pukownikw,
ktrzy wbrew umowie pozwalali sobie napadw na zamki i chorgwie na
leach tu i owdzie rozproszone, ale nie mg opanowa mas czerni i
licznych lunych watah, ktre o armisticium lub nie syszay, lub nie
chciay sysze, lub nie rozumiay nawet znaczenia tego sowa. Wpaday
wic one ustawicznie w granice umow zabezpieczone, amic tym
samym wszelkie Chmielnickiego przyrzeczenia. Z drugiej strony wojska
prywatne i kwarciane zapdzajc si w pocigu za zbjcami przechodziy
czstokro Prype i Hory w Kijowskiem, zapdzay si i w gb
wojewdztwa bracawskiego, a tam, napadane przez kozactwo, staczay z
nim formalne walki, nieraz bardzo krwawe i zacite. Std skargi
ustawiczne, polskie i kozackie, o amanie umowy, ktrej w samej rzeczy
nie byo w mocy niczyjej dotrzyma. Zawieszenie broni istniao tedy o
tyle, o ile sam Chmielnicki z jednej, a krl i hetmani z drugiej strony nie
wyruszali w pole - ale wojna rozgorzaa ju faktycznie, zanim gwne siy
zerway si do walki i pierwsze cieplejsze promienie wiosenne owiecay
po staremu ponce wsie, miasteczka, miasta, zamki, owiecay rzezie i
niedol ludzk.
Zapuszczay si pod Zbara watahy spod Baru, Chmielnika, Machnwki,
cinajc, grabic, palc. Te gromi Jeremi rkoma swych pukownikw,
bo sam udziau w owej drobnej wojnie nie bra chcc wtedy dopiero z
ca dywizj ruszy, gdy ju i hetmani wyjd w pole.
Rozsya wic podjazdy z rozkazami, by krwi za krew paciy, palem za
grabie i mordy. Poszed midzy innymi pan Longinus Podbipita i
pogromi pod Czarnym Ostrowiem, ale by to rycerz w bitwie tylko
straszliwy, z jecami za schwytanymi z broni w rku obchodzi si zbyt
agodnie, i dlatego wicej go nie posyano. Szczeglniej jednak odznacza
si w podobnych ekspedycjach pan Woodyjowski, ktry jako partyzant
w jednym chyba Wierszulle mg znale wspzawodnika. Nikt bowiem
nie odbywa tak byskawicznych pochodw, nikt nie umia zej tak
niespodzianie nieprzyjaciela, rozbi go tak szalonym napadem,
rozproszy na cztery wiatry, wyowi, wycina, wywiesza. Wkrtce te
otoczy go postrach, a z drugiej strony fawor ksicy. Od koca marca
do poowy kwietnia znis pan Woodyjowski siedm lunych watah, z
ktrych kada bya trzykro od jego podjazdu silniejsza, i nie ustawa w
pracy, i coraz wicej okazywa ochoty, jakoby w krwi przelanej j
czerpic.
Zachca may rycerz, a raczej may diabe, usilnie pana Zagob, by mu
w tych ekspedycjach towarzyszy, bo lubi nad wszystko jego kompani,
ale stateczny szlachcic opiera si wszelkim namowom i tak swoj
bezczynno tumaczy:
- Za wielki mam brzuch, panie Michale, na te trzsienia i szarpaniny, a
przy tym kady do czego innego si rodzi. Z usarzami na gstw
nieprzyjaciela przy biaym dniu uderzy, tabory ama, chorgwie bra -
to moja rzecz, do tego mnie Pan Bg stworzy i usposobi; ale pocig
noc w chrustach za hultajstwem - tobie zostawuj, ktry jest misterny
jako iga i atwiej si wszdy przeciniesz. Starej ja daty rycerz i wol
rozdziera, jako wanie lew czyni, ni tropi jak ogar po chaszczach
Zreszt po wieczornym udoju musz i spa, bo to moja pora najlepsza.
Jedzi wic pan Woodyjowski sam i sam zwycia, a pewnego razu
wyjechawszy pod koniec kwietnia, wrci w poowie maja tak strapiony i
smutny, jakby klsk ponis i ludzi wymarnowa. Tak nawet zdawao si
wszystkim, ale byo to mylne mniemanie. Owszem, w dugiej tej i
uciliwej ekspedycji doszed pan Woodyjowski a za Ostrg, pod
Hoowni, i tam pogromi nie zwyczajn watah, zoon z czerni, ale
kilkaset ludzi liczcy oddzia Zaporocw, ktry w poowie wyci, a w
poowie w niewol zagarn. Tym dziwniejszy by wic gboki smutek
niby mg pokrywajcy jego wesoe z natury oblicze. Wielu chciao zaraz
wiedzie przyczyn, pan Woodyjowski jednak nikomu sowa nie rzek i
zaledwie z konia zsiadszy uda si na dug rozmow do ksicia w
towarzystwie dwch nieznanych rycerzy, a nastpnie wraz z nimi szed
do pana Zagoby, nie zatrzymujc si, cho go ciekawi nowin za rkawy
po drodze chwytali.
Pan Zagoba z pewnym zdziwieniem spoglda na dwch olbrzymich
mw, ktrych nigdy przedtem w yciu nie widzia, a ktrych strj ze
zotymi ptelkami na ramionach okazywa, e w wojsku litewskim su,
Woodyjowski za rzek:
- Zamknij waszmo drzwi i nie ka nikogo puszcza, bo mamy o
wanych sprawach pomwi.
Zagoba wyda rozkaz czeladnikowi, po czym j patrzy niespokojnie na
przybyych, miarkujc z ich twarzy, e nic dobrego nie maj do
powiedzenia.
- To s - rzek Woodyjowski ukazujc na modziecw - kniazie
Buyhowie-Kurcewicze: Jur i Andrzej.
- Stryjeczni Heleny! - zakrzykn Zagoba.
Kniaziowie skonili si i odrzekli obaj naraz:
- Stryjeczni nieboszczki Heleny...
Czerwona twarz Zagoby staa si w jednej chwili bladoniebieska; rkoma
pocz bi powietrze, jak gdyby postrza otrzyma, usta otworzy nie
mogc tchu zapa, oczy wytrzeszczy i rzek, a raczej jkn:
- Jak to?...
- S wiadomoci - odpowiedzia pospnie Woodyjowski - e kniaziwna
w monasterze Dobrego Mikoy zostaa zamordowana.
- Czer wydusia dymem w celi dwanacie panien i kilkanacie czernic,
midzy ktrymi bya siostra nasza - doda knia Jur.
Zagoba tym razem nic nie odrzek, jeno twarz, poprzednio sina,
poczerwieniaa mu tak, e obecni zlkli si, aby go krew nie zalaa; z
wolna powieki opady mu na oczy, po czym zakry je rkoma, a z ust
wyrwa mu si nowy jk:
- wiecie! wiecie! wiecie!
Po czym umilk i trwa w milczeniu.
A kniaziowie i Woodyjowski biada poczli:
- Oto zebralimy si razem krewni i przyjaciele, ktrzymy ci na ratunek,
wdziczna panno, i chcieli - mwi wzdychajc raz po raz mody rycerz
- ale zna, spnilimy si z pomoc. Za nic nasza ochota, za nic nasze
szable i odwaga, bo na innym ty ju, lepszym od tego lichego wiecie
przebywasz, u Krlowej Niebieskiej we fraucymerze...
- Siostro! - woa olbrzymi Jur, ktrego al na nowo pochwyci za wosy -
ty nam odpu nasze winy, a my za kad kropl twojej krwi wiadro
wylejemy.
- Tak nam dopom Bg! - doda Andrzej.
I obaj mowie wycigali gronie do nieba rce, Zagoba za wsta z
awy, postpi kilka krokw ku tapczanowi, zatoczy si jak pijany i pad
na kolana przed obrazem.
Po chwili na zamku ozway si dzwony zwiastujce poudnie, ktre
brzmiay tak ponuro, jakby dzwony pogrzebowe.
- Nie ma jej ju, nie ma! - rzek znowu Woodyjowski. - Do niebios j
anieli zabrali, nam zostawujc zy i wzdychania.
kanie wstrzsno grubym ciaem Zagoby i trzso nim, a oni cigle
narzekali i dzwony biy.
Wreszcie Zagoba uspokoi si. Myleli nawet, e moe, blem zmoony,
usn na klczkach, ale on po niejakim czasie wsta i usiad na tapczanie;
tylko by to ju jakby inny czowiek: oczy mia czerwone i mg zasze,
gow spuszczon, dolna warga zwisa mu a na brod, na twarzy osiado
niedostwo i jaka niebywaa zgrzybiao - tak e mogo naprawd si
zdawa, i w dawny pan Zagoba, butny, jowialny, peen fantazji,
umar, a zosta tylko starzec wiekiem przycinity i zmczony.
Wtem mimo protestacji pilnujcego drzwi pacholika wszed pan
Podbipita i na nowo rozpoczy si ale i narzekania. Litwin wspomina
Rozogi i pierwsze widzenie si z kniaziwn, jej sodycz, modo i
urod; wreszcie wspomnia, e jest kto nieszczliwszy od nich
wszystkich, to jest narzeczony, pan Skrzetuski, i j rozpytywa o niego
maego rycerza.
- Skrzetuski zosta u ksicia Koreckiego w Korcu, dokd z Kijowa
przyjecha, i ley chory, o wiecie boym nie wiedzc - rzek pan
Woodyjowski.
- Zali nie trzeba, abymy do niego jechali? - pyta Litwin.
- Nie ma tam po co jecha - odpar Woodyjowski. - Medyk ksicy
zarcza za jego zdrowie; jest tam pan Suchodolski, pukownik ksicia
Dominika, ale wielki przyjaciel Skrzetuskiego, jest i nasz stary
Zawilichowski; obaj maj go w opiece i staraniu. Na niczym mu nie
zbywa, a to, e go delirium nie opuszcza, to dla niego lepiej.
- O mocny Boe! - rzek Litwin. - Widziae wapan Skrzetuskiego na
wasne oczy?
- Widziaem, ale eby mi nie powiedzieli, e to on, to nie bybym go
pozna, tak go bole i choroba strawiy.
- A on pozna wapana?
- Pewnie pozna, cho nic nie mwi, bo si umiechn i gow kiwn, a
mnie taka ao porwaa, em duej zosta nie mg. Ksi Korecki
chce tu i do Zbaraa z chorgwiami, Zawilichowski z nim razem
pjdzie, a i pan Suchodolski zaklina si, e ruszy, choby mia ordynanse
od ksicia Dominika przeciwne. Oni to sprowadz tu i Skrzetuskiego, jeli
go bole nie zmoe.
- A skde macie te wiadomoci o mierci kniaziwny? - pyta dalej pan
Longinus. - Czy nie ci kawalerowie je przywieli? - doda wskazujc na
kniaziw.
- Nie. Ci kawalerowie trafem si w Korcu o wszystkim dowiedzieli,
dokd przyjechali z posikami od wojewody wileskiego, i tu ze mn
przyszli, bo i do naszego ksicia od wojewody listy mieli. Wojna jest
pewna, a z komisji ju nic nie bdzie.
- To ju i my to wiemy, ale powiedz mi wapan, kto ci o mierci
kniaziwny mwi?
- Mwi mnie Zawilichowski, a on wie od Skrzetuskiego. Skrzetuskiemu
da Chmielnicki permisj, eby w Kijowie szuka, i sam metropolita mia
mu pomaga. Szukali tedy gwnie po monasterach, bo co z naszych w
Kijowie zostao, to w nich si kryje. I myleli, e pewnie Bohun
kniaziwn w jakowym monasterze umieci. Szukali, szukali i byli
dobrej myli, cho wiedzieli, e czer u Dobrego Mikoy dwanacie
panien dymem wydusia. Sam metropolita upewnia, e przecie na
narzeczon Bohuna by si nie rzucili, a pokazao si inaczej.
- To ona bya u Dobrego Mikoy?
- Tak jest. Spotka Skrzetuski w jednym monasterze ukrytego pana
Joachima Jerlicza, a e to wszystkich o kniaziwn dopytywa, wic pyta
i jego; pan Jerlicz za powiedzia mu, e jakie byy panny, to je wpierw
Kozacy pobrali, jeno si u Dobrego Mikoy dwanacie zostao, ktre
dymem pniej wyduszono; a midzy nimi miaa by i Kurcewiczwna.
Skrzetuski, e to pan Jerlicz ledziennik i na wp przytomny od cigego
strachu, nie wierzy mu i polecia zaraz po raz wtry do Dobrego Mikoy
jeszcze raz pyta. Na nieszczcie, mniszki, ktrych trzy take w tej
samej celi uduszono, nie wiedziay nazwisk, ale suchajc deskrypcji
kniaziwny, ktr im Skrzetuski czyni, powiedziay, e taka bya. Wtedy
to Skrzetuski z Kijowa wyjecha i zaraz ciko na zdrowiu zapad.
- To dziw tylko, e jeszcze yje.
- Byby umar niechybnie, eby nie w stary Kozak, ktry, go w niewoli
na Siczy pilnowa, a potem tu od niego z listami przyjecha i wrciwszy,
znw w szukaniu mu pomaga. Ten go do Korca odwiz i panu
Zawilichowskiemu w rce odda.
- Nieche go Bg ma w swojej opiece, bo on si ju nigdy nie pocieszy -
rzek Longinus.
Pan Woodyjowski umilk i grobowe milczenie panowao midzy
wszystkimi. Kniazie, podparszy si okciami, siedzieli bez ruchu z
namarszczon brwi; Podbipita oczy w gr wznosi, a pan Zagoba
utkwi szklany wzrok w przeciwleg cian, jakby w najgbszym
zamyleniu si pogry.
- Zbud si wapan! - rzek wreszcie do niego Woodyjowski wstrzsajc
go za rami. - O czym tak mylisz? Nic ju nie wymylisz i wszystkie
twoje fortele na nic si nie przydadz.
- Wiem o tym - odpar zamanym gosem Zagoba - jeno myl, em stary
i e nie mam co robi na tym wiecie.
 298
 Rozdzia XXI 
- Imaginuj sobie wapan - mwi w kilka dni pniej Woodyjowski do
Longina - e ten czowiek tak si w jednej godzinie zmieni, jakoby o
dwadziecia lat postarza. Tak wesoy, taki mowny, tak obfity w fortele,
e samego Ulissesa w nich przewysza, dzi pary z gby nie puci, jeno
po caych dniach drzemie, na staro narzeka i jakoby przez sen mwi.
Wiedziaem to, e on j kocha, alem si nie spodziewa, eby do tego
stopnia.
- C to dziwnego? - odpar wzdychajc Litwin. - Tym bardziej si do
niej przywiza, e j z rk Bohunowych wydar i tyle dla niej
niebezpieczestw i przygd w ucieczce dowiadczy. Pki tedy bya
nadzieja, pty si i jego dowcip na fortele wysila i sam si na nogach
trzyma, a teraz nie ma on ju naprawd co na wiecie robi, samotnym
bdc i serca nie majc o co zaczepi.
- Prbowaem ju i pi z nim w tej nadziei, e mu trunek dawny wigor
powrci: i to na nic! Pi, pije, ale nie zmyla po dawnemu, nie prawi o
swych przewagach, jeno si roztkliwi, a potem gow na brzuch zwiesi i
pi. Ju nie wiem, czy i pa Skrzetuski w wikszej desperacji od niego
yje.
- Szkoda to jest niewymowna, bo jednak wielki to by rycerz!...
Chodmy do niego, panie Michale. Mia on zwyczaj dworowa sobie ze
mnie i we wszystkim mi dogryza. Moe go i teraz ochota do tego
schwyci. Mj Boe, jak si to ludzie zmieniaj! Taki to by wesoy
czek...
- Chodmy - rzek pan Woodyjowski. - Pno ju jest, ale jemu
najciej wieczorem, bo wydrzemawszy si przez cay dzie, w nocy
spa nie moe.
Tak rozmawiajc, udali si obaj do kwatery pana Zagoby, ktrego
znaleli siedzcego pod otwartym oknem, z gow opart na rku. Pno
ju byo; w zamku usta wszelki ruch, jeno warty obwoyway si
przecigymi gosami, a w gszczach dzielcych zamek od miasta sowiki
wywodziy zapamitale swoje nocne trele powistujc, cmokajc i
klskajc tak gsto, jak gsto pada ulewa wiosenna. Przez otwarte okno
wchodzio ciepe majowe powietrze i jasne promienie ksiyca, ktre
owiecay pognbion twarz pana Zagoby i ysin schylon na piersi.
- Dobry wieczr wapanu - rzekli dwaj rycerze.
- Dobry wieczr - odpowiedzia Zagoba.
- Co wapan tak przy oknie rozpamitywasz zamiast spa i? - pyta
Woodyjowski.
Zagoba westchn.
- Bo mi nie do snu - odrzek wlokcym si gosem. - Rok temu, rok,
uciekaem z ni nad Kahamlikiem od Bohuna i tak samo nam one
ptaszyny fiukay, a teraz gdzie ona?
- Bg to tak zrzdzi - rzek Woodyjowski.
- Na zy i smutek, panie Michale! Nie masz ju dla mnie pocieszenia.
Umilkli; jeno przez otwarte okno dochodziy coraz mocniej trele
sowicze, ktrymi caa owa jasna noc zdawaa si by przepeniona.
- O Boe, Boe! - westchn Zagoba - zupenie tak jak nad
Kahamlikiem!
Pan Longinus strzsn z z powych wsw, a may rycerz rzek po
chwili:
- Ej, wiesz co wapan? Smutek smutkiem, a napij si z nami miodu, bo
nie masz nic lepszego na zgryzot. Bdziemy przy szklenicy
rozpamitywali lepsze czasy.
- Napij si! - rzek z rezygnacj Zagoba.
Woodyjowski kaza czeladnikowi przynie wiato i gsiorek, a
nastpnie, gdy zasiedli, wiedzc, e wspomnienia najlepiej ze wszystkiego
oywiaj pana Zagob, pyta:
- To to ju rok, jake wapan z nieboszczk z Rozogw przed Bohunem
ucieka?
- W maju to byo, w maju - odrzek Zagoba - Przeszlimy przez
Kahamlik, eby ku Zootonoszy ucieka. Oj, ciko na wiecie!
- I ona bya przebrana?
- Za kozaczka. Wosy jej szabl musiaem, niebodze mojej, obcina, aby
jej nie poznano. Wiem miejsce, gdziem je pod drzewem razem z szabl
pochowa.
- Sodka to bya panna! - dorzuci z westchnieniem Longinus.
- Tak mwi wapanom, em j pierwszego dnia tak pokocha, jakbym
j od maego hodowa. A ona tylko rczyny przede mn skadaa, a
dzikowaa i dzikowaa za ratunek i opiek! Niechby mnie byli usiekli,
nimem si dzisiejszego dnia doczeka! Bodaj mi byo nie doy!
Tu znw nastao milczenie i trzej rycerze pili mid zmieszany ze zami,
po czym Zagoba tak dalej mwi pocz:
- Mylaem, e przy nich staroci spokojnej doczekam, a teraz...
Tu rce zwisy mu bezsilne:
- Znikd pociechy, znikd pociechy, chyba w grobie...
Tymczasem, zanim pan Zagoba ostatnich sw dokoczy, haas powsta
w sieni, kto chcia wej, a czeladnik nie puszcza; powstaa gona
sprzeczka, w ktrej zdao si panu Woodyjowskiemu, e poznaje jaki
gos znajomy, wic zawoa na czeladnika, by duej wejcia nie broni.
Nastpnie drzwi otworzyy si i ukazaa si w nich pyzata, rumiana twarz
Rzdziana, ktry powid oczyma po obecnych, pokoni si i rzek:
- Niech bdzie pochwalony Jezus Chrystus!
- Na wieki wiekw! - odrzek Woodyjowski - to Rzdzian.
- A ja ci to jestem - odrzek pachoek - i kaniam do kolan waszmociom.
A gdzie to mj pan?
- Twj pan w Korcu i chory.
- O dla Boga! co te jegomo powiada? A ciko on, Boe bro, chory?
- By ciko chory, a teraz zdrowszy. Medyk powiada, e bdzie zdrw.
- Bo ja tu z wieciami o pannie do mojego pana przyjechaem.
May rycerz pocz kiwa melancholicznie gow.
- Niepotrzebnie si pieszy, bo ju pan Skrzetuski wie o jej mierci i my
tu j zami rzewnymi oblewamy.
Oczy Rzdziana wylazy zupenie na wierzch gowy.
- Gwatu, rety! co ja sysz? panna umara?
- Nie umara, jeno w Kijowie od zbjcw zamordowana.
- W jakim Kijowie? co jegomo prawi?
- W jakime Kijowie? albo to Kijowa nie znasz?
- Dla Boga, chyba jegomo kpi! Co ona miaa do roboty w Kijowie,
kiedy ona w jarze nad Waadynk, niedaleko Raszkowa ukryta? I
czarownica miaa rozkaz, eby si do przyjazdu Bohuna ani krokiem nie
ruszaa. Jak mnie Bg miy, zwariowa przyjdzie czy co?
- Co za czarownica? o czyme ty gadasz?
- A Horpyna!... to t basetl znam dobrze!
Pan Zagoba nagle wsta z awy i pocz rkami trzepa jak czowiek,
ktry wpadszy w gbin ratuje si od zatonicia.
- Na Boga ywego! milcz wapan! - rzek do Woodyjowskiego. - Na
rany boskie, niech ja pytam!
Obecni a zadreli, tak blady by Zagoba i pot wystpi mu na ysin, on
za skoczy rwnymi nogami przez law do Rzdziana i schwyciwszy
pachoka za ramiona pyta chrapliwym gosem:
- Kto tobie powiada, e ona... koo Raszkowa ukryta?
- Kto mia powiada? Bohun!
- Chopie, czy zwariowa?! - wrzasn pan Zagoba trzsc pachokiem
jak gruszk - jaki Bohun?
- O dla Boga - zawoa Rzdzian - czego jegomo tak trzsie? Daje
jegomo pokj, niech si opamitam, bom zgupia... Jegomo mi do
reszty w gowie przewrci Jaki ma by Bohun? Albo to jegomo nie
zna?
- Gadaj, bo ci noem pchn! - wrzasn Zagoba. - Gdzie Bohuna
widzia?
- We Wodawie!... Czego waszmociowie ode mnie chcecie? - woa
przestraszony pachoek - Cem to ja? zbj?...
Zagoba odchodzi od zmysw, tchu mu zbrako i pad na aw dychajc
ciko. Pan Micha przyby mu na pomoc:
- Kiedy Bohuna widzia? - pyta Rzdziana.
- Trzy tygodnie temu.
- To on yje?
- Co ma nie y?... Sam mnie opowiada, jake go jegomo popata, ale
si wyliza...
- I on tobie mwi, e panna pod Raszkowem?
- A kt inny?
- Suchaj Rzdzian: tu o ycie twego pana i panny chodzi! Czy tobie sam
Bohun mwi, e ona nie bya w Kijowie?
- Mj jegomo, jak ona miaa by w Kijowie, kiedy on j pod
Raszkowem ukry i Horpynie przykaza pod gardem, eby jej nie
puszczaa, a teraz mnie piernacz da i piercie swj, ebym ja tam do
niej jecha, bo jemu si rany odnowiy i sam musi lee nie wiadomo jak
dugo.
Dalsze sowa Rzdziana przerwa pan Zagoba, ktry si z awy na nowo
zerwa i schwyciwszy si obu rkoma za resztki wosw, pocz krzycze
jak szalony:
- yje moja cruchna, na rany boskie, yje! To nie j w Kijowie zabili!
yje ona, yje, moja najmilsza!
I stary tupa nogami, mia si, szlocha, na koniec chwyci Rzdziana za
eb, przycisn do piersi i pocz tak caowa, e pachoek do reszty straci
gow.
- Niech no jegomo da pokj... bo si zatchn! Juci, e ona yje... Da
Bg, razem po ni ruszymy... Jegomo... no, jegomo!
- Pu go waszmo, niech opowiada, bo jeszcze nic nie rozumiemy -
rzek Woodyjowski.
- Mw, mw! - woa Zagoba.
- Opowiadaj od pocztku, brateku - rzek pan Longinus, na ktrego
wsach osiada take gsta rosa.
- Pozwlcie, waszmociowie, niech si wysapi - rzek Rzdzian - okno
przymkn, bo te juchy sowiki tak si dr w krzakach, e i do sowa
przyj nie mona.
- Miodu! - krzykn na czeladnika Woodyjowski.
Rzdzian zamkn okno ze zwyk sobie powolnoci, nastpnie zwrci
si do obecnych i rzek:
- Waszmociowie mi te usi pozwol, bom si utrudzi!
- Siadaj! - rzek Woodyjowski nalewajc mu z przyniesionego przez
czeladnika gsiorka. - Pij z nami, bo na to swoj nowin zasuy, byle
gada jak najprdzej.
- Dobry mid! - odpowiedzia pachoek podnoszc szklanic pod wiato.
- A bodaj ci usiekli! Bdziesz ty gada? - hukn Zagoba.
- A jegomo to si zaraz gniewa! Juci bd gada, kiedy waszmociowie
chcecie, bo waszmociom rozkazywa, a mnie sucha, od tegom suga!
Ale ju widz, e od pocztku musz dokumentnie wszystko
opowiada...
- Mw od pocztku!
- Waszmociowie pamitaj, jako to przysza wiadomo o wziciu Baru,
co to nam si zdawao, e ju po pannie? Tak ja wrciem wtedy do
Rzdzian, do rodzicieli i do dziadusia, co to ju ma dziewidziesit lat...
dobrze mwi... nie! dziewidziesit i jeden.
- Niech ma i dziewiset!.. - burkn Zagoba.
- A niech mu Pan Bg da jak najwicej! Dzikuj jegomoci za dobre
sowo - odrzek Rzdzian. - Tak tedy wrciem do domu, eby
rodzicielom odwie, com przy pomocy boej zebra midzy zbjami, bo
to ju waszmociowie wiecie, e mnie zeszego roku ogarnli Kozacy w
Czehrynie, e mnie za swego mieli, em Bohuna rannego pilnowa i do
wielkiej konfidencji z nim przyszed, a przy tym skupowaem troch od
tych zodziejw, to srebra, to klejnoty...
- Wiemy, wiemy! - rzek Woodyjowski.
- Ot przyjechaem do rodzicielw, ktrzy radzi mnie widzieli i oczom
nie chcieli wierzy, gdym im wszystko, com zebra, pokaza. Musiaem
dziadusiowi przysic, em uczciw drog do tego przyszed. Dopiero si
ucieszyli, bo trzeba waszmociom wiedzie, e oni maj tam proces z
Jaworskim o grusz, co na miedzy stoi i w poowie nad Jaworskich
gruntami, a w poowie nad naszymi ma gazie. Ow jak j Jaworscy
trzs, to i nasze gruszki opadaj, a duo idzie na miedz. Oni tedy
powiadaj, e te, co na miedzy le, to ich, a my...
- Chopie, nie przywde mnie do gniewu! - rzek Zagoba - i nie mw
tego, co do rzeczy nie naley...
- Naprzd, z przeproszeniem jegomoci, nie jestem ja aden chop, jeno
szlachcic, cho ubogi, ale herbowny, co jegomoci i pan porucznik
Woodyjowski, i pan Podbipita, jako znajomi pana Skrzetuskiego,
powiedz, a po wtre, ten proces to trwa ju pidziesit lat...
Zagoba-zacisn zby i da sobie sowo, e si ju wicej nie odezwie.
- Dobrze, rybeko - rzek sodko pan Longinus - ale ty nam powiadaj o
Bohunie, nie o gruszkach.
- O Bohunie? - rzek Rzdzian. - Nieche bdzie i o Bohunie. Ow
Bohun myli, mj jegomo, e nie ma wierniejszego sugi i przyjaciela
nade mnie, chocia mnie w Czehrynie rozszczepi, bom go te co prawda
pilnowa, opatrywa, kiedy to go jeszcze kniazie Kurcewicze poszczerbili.
Obegaem go wtedy, e ju nie chc suby paskiej i wol z Kozakami
trzyma, bo wicej zysku midzy nimi, a on uwierzy. Jak ni mia
wierzy, kiedym go do zdrowia przyprowadzi?! Wic te okrutnie mnie
polubi i co prawda, hojnie wynagrodzi nie wiedzc o tym, em ja sobie
poprzysig zemci si na nim za on krzywd czehrysk i e jeelim
go nie zaga, to jeno dlatego, e nie przystoi szlachcicowi w ou
lecego nieprzyjaciela noem jako wini pod pach ga.
- Dobrze, dobrze - rzek Woodyjowski. - To take wiemy, ale jakime
sposobem go teraz znalaz?
- A to, widzi jegomo, byo tak: gdymy ju Jaworskich przycisnli (z
torbami oni pjd, nie moe inaczej by!), tak ja sobie myl: No! czas i
mnie bdzie Bohuna poszuka i za moj krzywd mu zapaci. Spuciem
si rodzicielom z sekretu i dziadusiowi, a on, jako to fantazja u niego
dobra, mwi: Kiedy poprzysig, to id, bo inaczej bdziesz kiep." Wic
ja poszedem, bom sobie i to. jeszcze myla, e jak Bohuna znajd, to
si o pannie, jeli ywa, moe co dowiem, a potem, jak go ustrzel i do
mego pana z nowin pojad, to te nie bdzie bez nagrody.
- Pewnie, e nie bdzie i my ci te wynagrodzimy - rzek Woodyjowski.
- A u mnie masz ju, brateku, konika z rzdem - doda Longinus.
- Dzikuj pokornie waszmociom panom - rzek uradowany pachoek -
bo suszna to jest rzecz za dobr wie munsztuuk, a ja te nie przepij,
co od kogo dostan...
- Diabli mnie bior! - mrukn Zagoba.
- Wyjechae wic z domu... - podda Woodyjowski.
- Wyjechaem wic z domu - mwi dalej Rzdzian - i myl znowu:
gdzie jecha? chyba do Zbaraa, bo tam i do Bohuna niedaleko, i prdzej
si o mojego pana dopytam. Jad tedy, mj jegomo, jad na Bia i
Wodaw i we Wodawie - koniska ju miaem srodze zmczone-
zatrzymuj si na popas. A tam by jarmark, we wszystkich zajazdach
peno szlachty; ja do mieszczan: i tam szlachta! Dopiero jeden yd mi
powiada: Miaem izb, ale j ranny szlachcic zaj." - To, mwi,
dobrze si zdarzyo, bo ja opatrunek znam, a wasz cyrulik jako to w
czasie jarmarku pewnie nie moe sobie da rady z robot." Gada jeszcze
yd, e ten szlachcic sam si opatruje i nie chce nikogo widzie, a potem
poszed spyta. Ale wida tamtemu byo gorzej, bo kaza puci.
Wchodz ja - i patrz, kto ley w betach: Bohun!
- O to! - wykrzykn Zagoba.
- Przeegnaem si: W imi Ojca i Syna, i Ducha witego, aem si
przelk, a on mnie pozna od razu, ucieszy si okrutnie (e to mnie ma
za przyjaciela) i powiada: Bg mi ci zesa! teraz ju nie umr." A ja
mwi: Co jegomo tu robisz?" - on za palec na gb pooy i dopiero
pniej opowiada mi swe przygody, jako go Chmielnicki do krla
jegomoci, a naonczas jeszcze krlewicza, spod Zamocia wysa i jako
pan porucznik Woodyjowski w Lipkowie go usiek.
- Wdzicznie mnie wspomina? - spyta may rycerz.
- Nie mog, mj jegomo, inaczej powiedzie, jak e do wdzicznie.
Mylaem, powiada, e to jaki wyskrobek, e to, powiada, pokurcz, a
to, powiada, junak pierwszej wody, ktry mnie bez maa na wp
przeci." Tylko oto, jak o jegomoci panu Zagobie wspomni, to jeszcze
gorzej jak pierwej zgrzyta, e jegomo go do walki podjudzi!...
- Niech mu tam kat wieci! Ju ja si jego nie boj! - odpar Zagoba.
- Przyszlimy tedy do dawnej konfidencji - mwi dalej Rzdzian - ba!
jeszcze do wikszej, i on mnie wszystko powiada, jako mierci by bliski,
jako go do dworu w Lipkowie wzili majc go za szlachcica, a on te si
poda za pana Hulewicza z Podola, jak go pniej wyleczyli, z wielk
ludzkoci traktujc, za co im wdziczno do mierci poprzysig.
- A c we Wodawie robi?
- Ku Woyniowi si przebiera, ale mu si w Parczewie rany otworzyy,
bo si z nim wz wywrci, wic musia zosta, chocia i w strachu
wielkim, gdy atwo tam go mogli rozsieka. Sam mnie to mwi.
Byem, powiada, wysany z listami, ale teraz wiadectwa adnego nie
mam, jeno piernacz, i gdyby si zwiedzieli, ktom jest, to by mnie nie
tylko szlachta rozsiekaa, ale pierwszy komendant by mnie powiesi,
nikogo o pozwolenie nie pytajc." Pamitam, e jak m i to rzek, tak ja
do niego mwi: Dobrze to wiedzie, e pierwszy komendant by
jegomoci powiesi." A on pyta : Jak to?" - Tak, rzek, e trzeba by
ostronie i nikomu nic nie mwi - w czym si te jegomoci przysu."
Dopiero j mi dzikowa i o wdzicznoci zapewnia, jako e mnie
nagroda nie minie. Teraz, mwi, pienidzy nie mam, ale co mam z
klejnotw, to ci dam, a pniej ci zotem obsypi, tylko mi jedn
przysug jeszcze oddaj."
- Aha, to ju przyjdzie do kniaziwny! - rzek Woodyjowski.
- Tak jest, mj jegomo; musz ju wszystko dokumentnie
opowiedzie. Jak mi tedy rzek, e teraz pienidzy nie ma, takem do
reszty serce dla niego straci i myl sobie: Poczekaj, oddam ja ci
przysug!" A on mwi: Chorym jest, nie mam siy do podry, a droga
daleka i niebezpieczna mnie czeka. Jeeli si, powiada, na Woy dostan
- a to std blisko - to ju bd midzy swoimi, ale tam nad Dniestr nie
mog jecha, bo si nie staje i trzeba, powiada, przez wray kraj
przejeda, koo zamkw i wojsk - jed ty za mnie." Wic ja pytam: A
dokd?" - On na to: A pod Raszkw, bo ona tam ukryta u siostry
Doca, Horpyny, czarownicy." - Pytam: Kniaziwna?" - Tak jest -
rzecze. - Tamem j ukry, gdzie jej ludzkie oko nie dojrzy, ale jej tam
dobrze i jako ksina Winiowiecka na zotogowiach sypia."
- Mw no prdzej, na Boga! - krzykn Zagoba.
- Co nagle, to po diable! - odpowiedzia Rzdzian. - Jakem to tedy, mj
jegomo, usysza, takem si ucieszy, alem tego po sobie nie pokaza i
mwi: A pewno ona tam jest? bo to ju musi by dawno, jake
wapan j tam odwiz?" On pocz si zaklina, e Horpyna, jego suka
wierna, bdzie j i dziesi lat trzymaa, a do jego powrotu, i e
kniaziwna tam jest jako Bg na niebie, bo tam ani Lachy, ani Tatary,
ani Kozaki nie przyjd, a Horpyna rozkazu nie zamie.
Podczas gdy tak opowiada Rzdzian, pan Zagoba trzs si jak w febrze,
may rycerz kiwa radonie gow, Podbipita oczy do nieba wznosi.
- e ona tam jest, to ju pewno - mwi dalej pachoek - bo najlepszy
dowd, e on mnie do niej wysa. Ale ja ocigaem si zrazu, eby to
niczego po sobie nie pokaza - i mwi: A po co ja tam?" On za: Po
to, e ja tam nie mog jecha. Jeli (powiada) ywy si z Wodawy na
Woy przedostan, to si ka do Kijowa nie, bo tam ju wszdzie
nasi Kozacy gr, a ty, powiada, jed i Horpynie daj rozkaz, by j do
Kijowa, do monasteru witej-Przeczystej odwioza."
- A co! wic nie do Dobrego Mikoy! - wybuchn Zagoba. - Zaraz
mwiem, e Jerlicz ledziennik albo e zega.
- Do witej-Przeczystej! - mwi dalej Rzdzian. - Piercie (powiada)
ci dam i piernacz, i n, a ju Horpyna bdzie wiedziaa, co to znaczy, bo
taka umowa stoi, i Bg ci (powiada) tym bardziej zesa, e ona ci zna,
wie, e mj druh najlepszy. Jedcie razem, Kozakw si nie bjcie, jeno
na Tatarw baczcie, jeliby gdzie byli, i omijajcie, bo ci piernacza nie
uszanuj. Pienidze, dukaty, tam s, powiada, zakopane na miejscu w
jarze, od wypadku - to je wyjmij. Po drodze mwcie jeno: -
<<Bohunowa jedzie!>> - a niczego wam nie zbraknie. Zreszt (powiada)
czarownica da sobie rad, tylko ty jed ode mnie, bo kog ja,
nieszczsny, pol, komu zawierz tu w obcym kraju, midzy wrogami?"
Tak on to mnie, moi jegomocie, prosi, e prawie i luzy wylewa, w
kocu kaza mi, bestia, przysiga, e pojad, a ja te przysigem, jeno
w duchu dodaem: z moim panem!" On tedy uradowa si i zaraz da mi
piernacz i piercie, i n, i co mia klejnotw, a ja te wziem, bom
myla: lepiej niech bdzie u mnie ni u zbja. Na poegnanie powiedzia
mi jeszcze, ktry to jest jar nad Waadynk, jak jecha i jak si obrci,
tak dokumentnie, e z zawizanymi oczyma bym trafi, co sami
waszmociowie zobaczycie, gdy tak myl, e razem pojedziemy.
- Zaraz jutro! - rzek Woodyjowski.
- Co to jutro! - dzi jeszcze na witanie kaem konie kulbaczy.
Rado chwycia wszystkich za serca i sycha byo to okrzyki
wdzicznoci ku niebu, to zacieranie rk radosne, to nowe pytania
rzucane Rzdzianowi, na ktre pachoek ze zwyk sobie flegm
odpowiada.
- Niech ci kule bij! - wykrzykn Zagoba - jakiego w tobie pan
Skrzetuski ma sug!
- Albo co? - pyta Rzdzian.
- Bo ci chyba ozoci.
- Ja te tak myl, e nie bdzie to bez nagrody, chocia mojemu panu z
wiernoci su.
- A ce z Bohunem uczyni? - pyta Woodyjowski.
- To to, mj jegomo, byo dla mnie umartwienie, e znowu on lea
chory i nie wypadao mi go gn, bo to i mj pan by zgani. Taki ju los!
Cem mia wic robi? Oto, gdy mnie ju wszystko powiedzia, co mia
powiedzie, i da, co mia da, tak ja po rozum do gowy. Po co, mwi
sobie, taki zodziej ma po wiecie chodzi, ktry i pann wizi, i mnie w
Czehrynie poszczerbi? Niech go lepiej nie bdzie i niech mu kat wieci!
Bo i to sobie mylaem, e nu wyzdrowieje i za nami z Kozakami ruszy?
Wicem niewiele mylc poszed do pana komendanta Regowskiego,
ktry we Wodawie z chorgwi stoi, i doniosem, e to jest Bohun,
najgorszy z rebelizantw. Ju go tam musieli do tej pory powiesi.
To rzekszy Rzdzian rozmia si do gupkowato i spojrza po
obecnych jakby czekajc, aby mu zawtrowali; ale jake si zdziwi, gdy
odpowiedziano mu milczeniem. Dopiero po niejakim czasie pierwszy
Zagoba mrukn: Mniejsza z tym" - ale natomiast Woodyjowski siedzia
cicho, a pan Longinus j cmoka jzykiem, krci gow i wreszcie rzek:
- To niepiknie postpi, brateku, co si zowie niepiknie!
- Jak to, mj jegomo? - pyta zdumiony Rzdzian - miaem go lepiej
pchn?
- I tak byoby nieadnie, i tak nieadnie; ale nie wiem, co lepiej: czy by
zbjem, czy Judaszem?
- Co te jegomo mwi? Zali to Judasz jakowego rebelizanta wydawa?
A to przecie i krla jegomoci, i caej Rzeczypospolitej jest nieprzyjaciel!
- Prawda to, ale ono zawsze niepiknie. A jak, mwisz, w komendant
si nazywa, co?
- Pan Regowski. Mwili, e mu na imi Jakub.
- To ten sam! - mrukn Litwin. - Pana aszcza krewny i pana
Skrzetuskiego nieprzyjaciel.
Ale nie syszano tej uwagi, bo pan Zagoba gos zabra:
- Moci panowie! - rzek. - Tu nie ma co zwczy! Bg sprawi przez
tego pacholika i tak pokierowa, e w lepszych ni dotd kondycjach
bdziemy jej szukali, Bogu niech bdzie chwaa! Jutro musimy ruszy.
Ksi wyjecha, ale ju i bez jego permisji pucimy si w drog, bo
czasu nie ma! Pjdzie pan Woodyjowski, ja z nim i Rzdzian, a wapan,
panie Podbipita, lepiej zostaniesz, bo wzrost twj i prostoduszno
wyda by nas mogy.
- Nie, bracie, ja te pojad! - rzek Litwin.
- Dla jej bezpieczestwa musisz to uczyni i zosta. Wapana kto raz
widzia, ten nigdy w yciu nie zapomni. Mamy piernacz, to prawda, ale
wapanu by i z piernaczem nie uwierzyli. Dusie Pujana na oczach
wszystkiego Krzywonosowego hultajstwa, a gdyby taka tyczka bya
midzy nimi, to by j znali. Nie moe to by, eby wapan z nami
jecha. Tam trzech gw nie znajdziesz, a twoja jedna niewiele pomoe.
Masz zgubi imprez, to lepiej sied.
- al - rzek Litwin.
- al, nie al, a musisz si zosta. Jak pojedziemy gniazda z drzew
wybiera, to i wapana wemiemy, ale teraz nie.
- Sucha hadko!
- Daje wapan pyska, bo mi w sercu wesoo, ale zosta. Tylko jeszcze
jedno, moci panowie. Rzecz to najwikszej wagi: sekret, eby si
midzy onierstwem nie roznioso, a od nich do chopstwa nie przeszo.
Nikomu ani sowa!
- Ba, a ksiciu?
- Ksicia nie ma.
- A panu Skrzetuskiemu, jeli wrci?
- Jemu wanie ani sowa, bo zaraz by si wyrywa za nami; bdzie mia
do czasu na rado, a bro Boe nowego zawodu, tak by rozum straci.
Parol kawalerski, moci panowie, e ani sowa.
- Parol! - rzek Podbipita.
- Parol, parol!
- A teraz Bogu dzikujmy.
To rzekszy Zagoba uklk pierwszy, a za nim inni, i modlili si dugo i
arliwie.
 317
 Rozdzia XXII 
Ksi przed kilku dniami wyjecha rzeczywicie do Zamocia w celu
czynienia nowych zacigw i nierycho spodziewano si jego powrotu,
wic Woodyjowski, Zagoba i Rzdzian ruszyli na wypraw bez niczyjej
wiedzy i w najgbszej tajemnicy, do ktrej z ludzi pozostaych w
Zbarau jeden tylko pan Longinus by przypuszczony, ale i on, sowem
zwizany, milcza jak zaklty.
Wierszu i inni oficerowie wiedzc o mierci kniaziwny nie
przypuszczali, by odjazd maego rycerza z Zagob by w jakimkolwiek
zwizku z narzeczon nieszczsnego Skrzetuskiego, i sdzili, e to do
niego raczej wyruszyli dwaj przyjaciele, tym bardziej e by midzy nimi i
Rzdzian, o ktrym wiedziano, e Skrzetuskiemu suy. Oni za pojechali
wprost do Chlebanwki i tam czynili przygotowania do pochodu.
Zagoba zakupi przede wszystkim za pienidze poyczone od Longina
pi rosych koni podolskich zdolnych do dalekich pochodw, ktrych
chtnie uywaa jazda polska i starszyzna kozacka; ko taki mg dzie
cay gna za bachmatem tatarskim, a szybkoci biegu przewysza nawet
tureckie, od ktrych by wytrzymalszy na wszelkie zmiany pogody, na
noce chodne i dde. Takich to pi biegunw naby pan Zagoba; prcz
tego dla siebie i towarzyszw, rwnie jak i dla kniaziwny naby
dostatnie wity kozackie. Rzdzian zaj si jukami, a gdy ju wszystko
byo przewidziane i gotowe, ruszyli w drog, Bogu i witemu
Mikoajowi, patronowi panien, w opiek przedsiwzicie oddajc.
Tak przebranych atwo byo mona poczyta za jakich atamanw
kozackich i zdarzao si czsto, e ich zaczepiali onierze z zag
polskich i stray rozrzuconych hen! a ku Kamiecowi - ale tym atwo
legitymowa si pan Zagoba. Jechali czas duszy krajem bezpiecznym,
bo zajtym przez chorgwie regimentarza Lanckoroskiego, ktry zblia
si z wolna ku Barowi, aby na zbierajce si tam kupy kozackie mie
oko. Wiedziano ju powszechnie, e z ukadw nic nie bdzie, wic
wojna wisiaa nad krajem, lubo gwne siy nie ruszyy si jeszcze.
Armistycjum perejasawskie skoczyo si do Zielonych witek; wojna
podjazdowa nie ustawaa naprawd nigdy, a teraz wzmoga si i z obu
stron czekano tylko hasa. Tymczasem wiosna rozradowaa si nad
stepem. Stratowana kopytami koskimi ziemia pokrya si bisiorem traw i
kwiecia wyrosego z cia polegych rycerzy. Nad pobojowiskami tkwiy w
bkicie skowronki; na wysokociach cigno z krzykiem ptactwo
rozmaite; wody rozlane marszczyy si w usk byszczc pod ciepym
powiewem wiatru, a wieczorami aby pawice si w ugrzanej fali do
pna w noc wiody radosne rozhowory.
Zdawao si, e sama natura pragnie rany zablini, ble ukoi, mogiy
ukry pod kwiatami. Jasno byo na niebie i ziemi, wieo, powietrzno,
wesoo, a step cay jak malowany byszcza na ksztat zotogowiu, mieni
si jak tcza albo pas polski, na ktrym zrczna robotnica wszystkie
barwy wybornie oeni. Stepy gray od ptactwa i wiatr chodzi po nich
szeroki, ktry suszy wody i niado daje twarzom ludzkim.
Wtedy to raduje si kade serce i otuch napenia si niezmiern, wic te
i nasi rycerze takiej wanie otuchy byli peni. Pan Woodyjowski piewa
ustawicznie, a pan Zagoba przeciga si na koniu, nadstawia z luboci
plecw na soce i raz, gdy go dobrze nagrzao, rzek do maego rycerza:
- Bogo mi jest, bo prawd rzekszy, po miodzie i wgrzynie nie masz jak
soce na stare koci.
- Dla wszystkich ono jest dobre - odpowiedzia pan Woodyjowski - gdy
zauwa wapan, jak nawet animalia lubi si wylegiwa na socu.
- Szczcie to jest, e w takiej porze jedziemy po kniaziwn - mwi
dalej Zagoba - gdy w zimie przy mrozach trudno by z dziewczyn
ucieka.
- Niech j tylko w rce dostaniemy, a szelm jestem, jeeli nam j kto
odbierze.
- Powiem ci, panie Michale - rzek na to Zagoba - e jedn mam tylko
obaw, a to: eby w razie wojny Tatarstwo si w tamtych stronach nie
ruszyo i nas nie ogarno; bo z Kozakami damy sobie rady. Chopstwu
wcale si nie bdziemy legitymowali, bo zauwaye, e nas za starszych
maj, a Zaporocy piernacz szanuj i Bohunowe imi tarcz nam bdzie.
- Znam ja si z Tatary, bo nam w pastwie ubniaskim ycie na
ustawicznym procederze z nimi schodzio... a ju ja i Wierszu to nigdy
nie mielimy odpoczynku - odpowiedzia pan Micha.
- I ja ich znam - rzek Zagoba. - Wspominaem ci przecie, jakom midzy
nimi wiele lat spdzi i do godnoci wielkich mogem doj; ale em si
nie chcia zbisurmani, wic musiaem wszystkiego poniecha i jeszcze mi
mier mczesk zada chcieli za to, em ich najstarszego ksidza na
wiar prawdziw namwi.
- A mwie wapan kiedy indziej, e to byo w Galacie.
- W Galacie byo swoj drog, a w Krymie swoj. Bo jeeli mylisz, e
si w Galacie wiat koczy, to chyba nie wiesz, gdzie pieprz ronie.
Wicej jest synw Beliala nieli chrzecijan na tym wiecie.
Tu wtrci si do rozmowy Rzdzian.
- Nie tylko od Tatarw moemy mie przeszkod - rzek - bo nie
mwiem waszmociom, co mnie Bohun powiedzia, e tego jaru
paskudne potgi pilnuj. Sama ona olbrzymka, ktra kniaziwny pilnuje,
mona to jest czarownica, z diabami w konfidencji, ktrzy nie wiem, czy
jej o nas nie przestrzegaj. Mam ci ja wprawdzie kul, com j sam na
wicon pszenic la, gdy inna si jej nie chwyta, ale oprcz tego
upiorzyskw tam podobno cae regimenty, ktre wejcia broni. Ju to
gowa ichmciw w tym, eby mnie co zego nie spotkao, bo zaraz by
mi nagroda przepada.
- Trutniu jeden! - rzecze pan Zagoba. - Wanie te nam w gowie o
twoim zdrowiu myle. Nie skrci ci diabe karku, a choby i skrci, to
wszystko jedno, bo ty i tak za swoje akomstwo bdziesz potpiony. Za
stary ja wrbel, eby mnie na plewy bra, i to sobie zakonotuj, e jeli
Horpyna mona czarownica, to ja moniejszy od niej czarownik, bom si
w Persji ciemnego kunsztu uczy. Ona diabom suy, a oni mnie i
mgbym nimi jako womi ora, jeno nie chc majc zbawienie duszy na
uwadze.
- To dobrze, mj jegomo, ale na ten raz to ju niech jegomo swojej
mocy uyje, bo zawsze lepiej by w bezpiecznoci.
- Ja za wicej ufam w nasz dobr spraw i bosk opiek - rzek
Woodyjowski. - Nieche tam Horpyny i Bohuna czarni strzeg, a z nami
s anieli niebiescy, ktrym najlepszy piekielny komunik nie dotrzyma; na
ktren przypadek witemu Michaowi Archanioowi siedm wiec z
biaego wosku ofiaruj.
- To ju i ja na jedn si przyo - rzek Rzdzian - eby mnie jegomo,
pan Zagoba, potpieniem nie straszy.
- Pierwszy ja ci do pieka wyprawi - odpowiedzia szlachcic - jeli si
pokae, e miejsca nie wiesz dobrze.
- Jak to nie wiem? Bylemy do Waadynki dojechali, to ju z
zawizanymi oczyma trafi. Pojedziemy brzegiem ku Dniestrowi, a jar
bdzie po prawej rce; ktren po tym poznamy, e wejcie do niego ska
zawalone. Na pierwszy rzut oka wydaje si, e wcale wjecha nie mona,
ale w skale jest wyrwa, przez ktr dwa konie obok siebie przejd. Jak
ju tam bdziemy, to nam nikt nie umknie, bo to jest jedyny wchd i
wychd z jaru, naokoo za ciany tak wysokie, e ptak ledwie przeleci.
Czarownica morduje ludzi, ktrzy tam bez pozwolestwa wchodz, i jest
duo kociotrupw, ale na to Bohun nie kaza zwaa, jeno jecha i
krzycze: Bohun! Bohun!..." Dopiero ona do nas z przyjani
wyjdzie... Prcz Horpyny jest tam jeszcze i Czeremis, ktren z piszczeli
okrutnie strzela. Oboje musimy umierci.
- Onego Czeremisa nie mwi, ale bab do bdzie zwiza.
- Zaby j tam jegomo zwiza! Ona taka mocna, e pancerz jak
koszul rozdziera, a podkowa to jeno jej w rku chrupnie. Chyba jeden
pan Podbipita daby jej rady, ale nie my. Daj no jegomo pokj, mam
ja na ni kul wicon, nieche ju na t diablic przyjdzie czarna
godzina; inaczej leciaaby za nami jak wilczyca, a na Kozakw wya i
pewnie bymy nie tylko panny, ale wasnych gw zdrowo nie przywieli.
Na podobnych rozmowach i naradach schodzi im czas w drodze. A
jechali pieszno, mijajc miasteczka, sioa, chutory i mogiy. Szli na
Jarmolice ku Barowi, skd dopiero mieli si zwrci ukosem w stron
Jampola i Dniestru. Przechodzili przez te okolice, w ktrych niegdy
Woodyjowski pobi Bohuna - i pana Zagob z jego rk uwolni. Trafili
nawet do tego samego chutoru i zatrzymali si w nim na noc. Czasem te
wypaday im noclegi i pod goym niebem, w stepie, a wwczas pan
Zagoba urozmaica je opowiadaniem dawnych swych przygd, tych,
ktre si zdarzyy, i takich, ktre wcale si nie zdarzyy. Ale najwicej
rozmawiano o kniaziwnie i o jej przyszym uwolnieniu z niewoli u
czarownicy.
Wyjechawszy wreszcie z okolic trzymanych w ryzie przez zaogi i
chorgwie Lanckoroskiego, weszli w kraj kozaczy, w ktrym nic nie
pozostao si Lachw, bo tych, ktrzy nie uciekli, wytpiono ogniem i
mieczem. Maj skoczy si i nasta czerwiec znojny, a oni ledwie trzeci
cz podry odbyli, bo droga bya daleka i trudna. Na szczcie, od
strony kozactwa adne nie grozio im niebezpieczestwo. Chopskim
watahom nie legitymowali si wcale, bo te najczciej za starszych
zaporoskich ich miay. Wszelako od czasu do czasu pytano ich, co by za
jedni byli, a wwczas pan Zagoba, jeeli pytajcym by Niowy,
pokazywa piernacz Bohunw, jeli za zwyky rezun z czerni, to nie
zsiadajc z konia, kopa go nog w piersi i obala na ziemi - inni za
patrzc na to, zaraz otwierali im drog, mylc, e to nie tylko swj
jedzie, ale i kto bardzo godny, skoro bije. Moe Krzywonos, Buraj
albo i sam bat'ko Chmielnicki."
Wielce jednak narzeka pan Zagoba na saw Bohuna, bo si zbyt
pytaniami o niego uprzykrzali Niowi, przez co i zwoki w podry
zdarzay si niemae. I zwykle nie byo koca pytaniom : czy zdrw? czy
yje? - bo si ju wie o jego mierci a pod Jahorlik i porohy rozbiega.
A gdy podrni opowiadali, e zdrw i wolny i e jego to wanie s
wysacami, tedy caowano ich i czstowano; otwieray si im wszystkie
serca, a nawet worki, z czego chytry pachoek pana Skrzetuskiego nie
omieszka korzysta.
W Jampolu przyj ich Buraj, ktry tu z wojskiem niowym i czerni na
Tatarw budziackich czeka, stary, sawny pukownik. Ten przed laty
Bohuna rzemiosa wojennego uczy; na wyprawy czarnomorskie z nim
chodzi i Synop na wspk w jednej z takich wypraw zrabowali, wic
te kocha go jak syna i wdzicznie przyj jego wysacw nie okazujc
najmniejszej nieufnoci, zwaszcza e zeszego roku Rzdziana przy nim
widzia. Owszem, dowiedziawszy si, e Bohun yje i na Woy zda,
uczt z radoci wysacom wyda i sam si na niej upi.
Obawia si, byo, pan Zagoba, aeby Rzdzian podpiwszy nie wygada
si z czym niepotrzebnym, ale pokazao si, e szczwany jak lis pachoek
tak si umia obraca, e mwic prawd wwczas tylko, gdy j mona
byo powiedzie, sprawy przez to nie naraa, a tym wiksz ufno
zyskiwa. Dziwnie jednak byo sucha naszym rycerzom tych rozmw
prowadzonych z jak straszliw szczeroci, w ktrych ich nazwiska
czsto si powtarzay.
- Syszeli my - mwi Buraj - e Bohun w pojedynku usieczon. A nie
wiecie wy, kto jego usiek?
- Woodyjowski, oficer kniazia Jaremy - odpowiedzia spokojnie
Rzdzian.
- Ej, eby ja go w rce dosta, zapaciby mu ja za naszego sokoa. Ze
skry ja by jego obdar!
Pan Woodyjowski ruszy na to owsianymi wsikami i spojrza na Buraja
takim wzrokiem, jakim chart spoglda na wilka, ktrego mu nie wolno
uchwyci za gardziel, a Rzdzian rzek:
- Dlatego to ja wam mwi, moci pukowniku, jego nazwisko.
Diabe bdzie mia prawdziw pociech z tego chopaka!" - pomyla pan
Zagoba.
- Ale - mwi dalej Rzdzian - ten nie tyle winien, bo jego sam Bohun
wyzwa nie wiedzc, jak szabl wyzywa Inny tam by szlachcic,
najwikszy Bohuna wrg, ktry raz ju kniaziwn mu z rk wydar.
- A to kto taki?
- At! stary opj, co si przy naszym atamanie w Czehrynie wiesza i
druha dobrego jego udawa.
- Bdzie on jeszcze wisia! - wykrzykn Buraj.
- Kpem jestem, jeeli temu pokurczowi uszu nie obetn! - mrukn
Zagoba.
- Tak go usiekli - prawi Rzdzian - e innego dawno by ju kruki
dziobay, ale w naszym atamanie dusza rogata i wyzdrowia, chocia do
Wodawy ledwie si dowlk, i tam by te pewno rady sobie nie da, eby
nie my. My jego na Woy wyprawili, gdzie nasi gr, a samych tu po
dziewczyn wysa.
- Zgubi jego te czarnobrewy! - mrukn Buraj. - I ja jemu to dawno
przepowiada. A czy to mu nie lepiej byo poigra z dziewczyn po
kozacku, a potem kamie do szyi i w wod, jak my na Czarnym Morzu
robili?
Tu ledwie wytrzyma pan Woodyjowski, tak by w swoim sentymencie
dla pci biaej zraniony. Zagoba za rozmia si i rzek:
- Pewnie by tak lepiej.
- Ale wy dobre druhy! - mwi Buraj - wy jego nie opucili w potrzebie,
a ty may (tu zwrci si do Rzdziana), ty najlepszy ze wszystkich, bo ja
ju ciebie w Czehrynie widzia, jak ty naszego sokoa pilnowa i houbi.
No! tak i ja wam druh. Wy mwcie, czego wam potrzeba! moojcw czy
koni? - tak ja wam dam, eby si wam gdzie z powrotem krzywda nie
staa.
- Moojcw nam nie potrzeba, moci pukowniku - odrzek Zagoba - bo
my swoi ludzie i swoim krajem pojedziemy, a Bg nie daj zego
spotkania, to z wielk watah gorzej ni z ma, ale konie co najciglejsze
to by si przyday.
- Dam wam takie, e ich i bachmaty chanowe nie dogoni.
Wtem Rzdzian odezwa si nie tracc sposobnej pory:
- I hroszi mao nam daw ataman, bo sam ne maw, a za Bracawiem miara
owsa talara.
- To hody ze mn do komory - rzek Buraj.
Rzdzian nie da sobie tego dwa razy powtarza i znikn wraz ze starym
pukownikiem za drzwiami, a gdy po chwili ukaza si znowu, rado bia
mu z pucoowatego oblicza i siny upan odyma mu si jako na brzuchu.
- No, jedcie z Bogiem - ozwa si stary Kozak - a jak dziewczyn
wemiecie, tak wstpcie do mnie, niech i ja Bohunow zazul zobacz.
- Nie moe to by, moci pukowniku - odrzek miao pachoek - bo ta
Laszka okrutnie si stracha i raz si ju noem pchna. Boimy si, by jej
co zego si nie stao. Lepiej niech ju ataman sobie z ni radzi.
- Poradzi!... nie bdzie ona mu si strachaa. Laszka bioruczka! Kozak
jej mierdzi! - mrukn Buraj. - Jedcie z Bogiem! niedaleko ju macie!
Z Jampola niezbyt ju byo daleko do Waadynki, ale droga trudna, a
raczej ustawiczne bezdroe rozpocierao si przed rycerzami, bo w
owych czasach tamtejsze okolice byy jeszcze pustyni z rzadka tylko
osiad i zabudowan. Szli tedy od Jampola nieco na zachd, oddalajc
si od Dniestru, aby i nastpnie z biegiem wd Waadynki, ku
Raszkowowi, bo tylko tak idc mona byo trafi do jaru. Na niebie bieli
si wit, gdy uczta u Buraja przecigna si do pnej nocy, i pan
Zagoba wyrachowa, e przed zachodem soca nie odnajd jaru, ale
byo to mu wanie na rk, chcia bowiem po uwolnieniu Heleny
zostawi noc za sob. Tymczasem jad rozmawiali, jak dotychczas
suyo im we wszystkim szczcie przez ca drog, a pan Zagoba
wspominajc uczt Burajow tak mwi:
- Przypatrzcie si jeno, jak to ci Kozacy, ktrzy yj w bractwie,
wspieraj si wzajemnie w kadym terminie! Nie mwi o czerni, ktr
oni pogardzaj i dla ktrej, jeeli diabe im pomoe zrzuci nasz
zwierzchno, gorszymi jeszcze bd panami; ale w bractwie jeden za
drugiego w ogie skoczy gotowy, nie tak jak midzy nasz szlacht.
- Gdzie tam, mj jegomo - odpar na to Rzdzian. - Byem ja midzy
nimi dugo i widziaem, jako si midzy sob niby wilcy zaeraj, a gdyby
Chmielnickiego nie stao, ktry ich to si, to polityk w ryzie trzyma,
wnet by si ze szcztem pozaerali. Ale ten Buraj to jest wielki midzy
nimi wojownik i sam Chmielnicki jego szanuje.
- Ale ty pewnie ju masz dla niego kontempt, bo ci si obedrze pozwoli.
Ej, Rzdzian, Rzdzian! nie umrzesz ty wasn mierci!
- Co komu pisano, mj jegomo! Wszake nieprzyjaciela w pole
wywie chwalebna to jest rzecz i Bogu mia!
- Tote nie to ci si gani, ale twoj chciwo. Chopski to sentyment,
szlachcica niegodny, za ktry pewnie bdziesz potpiony.
- Nie poauj ja na wiec do kocioa, jak mi si uda zarobi, aby te i
Pan Bg mia ze mnie korzy i nadal mnie bogosawi; a e rodzicieli
wspomagam, to nie grzech.
- Co za szelma na cztery nogi kuta! - wykrzykn zwracajc si do
Woodyjowskiego pan Zagoba. - Mylaem, e razem ze mn i fortele
moje pjd do trumny, ale widz, e to frant jeszcze wikszy. To my
przez chytro tego pachoka uwolnimy nasz kniaziwn od Bohunowej
niewoli za Bohunowym pozwoleniem i na Burajowych koniach!
Widziae kto kiedy podobn rzecz? A na pozr trzech groszy by za tego
pachoka nie da. Rzdzian umiechn si z zadowoleniem i odrzek:
- Albo to nam bdzie le, mj jegomo?
- Udae mi si i eby nie twoja chciwo, to bym ci do suby wzi; ale
skoro Buraja tak w pole wywid, ju ci to, e mnie nazwa opojem,
przebaczam.
- To nie ja tak jegomoci nazwaem, jeno Bohun.
- Bg go te skara - odrzek Zagoba.
Na takich rozmowach zeszed im ranek, ale gdy ju soce wytoczyo si
wysoko na sklep niebieski, chwycia ich powaga, bo za kilka godzin mieli
ujrze Waadynk. Po dugiej podry byli na koniec u celu, ale niepokj,
naturalny w podobnych wypadkach, wkrad im si do serc. yje-li
jeszcze Helena? a jeeli yje, to czy znajd j w jarze? Horpyna moga j
wywie lub moe j w ostatniej chwili ukry w nieznanych rozpadlinach
jaru albo umierci. Przeszkody nie byy jeszcze przezwycione,
niebezpieczestwa wszystkie nie miny. Mieli wprawdzie wszystkie
znaki, po ktrych Horpyna powinna bya ich rozezna jako Bohunowych
wysacw penicych jego wol; ale nu diaby lub duchy j ostrzeg?
Tego obawia si najwicej Rzdzian, a i pan Zagoba, cho si mia za
biegego w ciemnym kunszcie nie myla o tym bez niepokoju. W takim
bowiem razie zastaliby jar pusty albo - co gorzej - Kozakw z Raszkowa
ukrytych w nim na zasadzce. Serca biy im coraz mocniej, a gdy wreszcie
po kilku jeszcze godzinach drogi z wysokiej krawdzi jaru ujrzeli
byszczc z dala wstk wody, pucoowata twarz Rzdziana przyblada
troch.
- To Waadynka! - rzek przyciszonym gosem.
- Ju? - pyta rwnie cicho Zagoba. - Jak my to ju blisko!...
- Oby nas tylko Bg ustrzeg! - odpar Rzdzian. - Mj jegomo, niech
no jegomo pocznie zaklcia, bo okrutnie si boj.
- Gupstwo zaklcia! Przeegnamy rzek i czelucie, to lepiej pomoe.
Pan Woodyjowski najspokojniejszy by ze wszystkich, ale milcza;
obejrza tylko starannie pistolety i podsypa na nowo, po czym zmaca,
czy szabla lekko wychodzi z pochwy.
- Mam i ja kul wicon w tym oto pistolecie - rzek Rzdzian.- W imi
Ojca i Syna, i Ducha witego! Ruszajmy!
- Ruszajmy! ruszajmy!
Po niejakim czasie znaleli si nad brzegiem rzeczki i zwrcili konie w
kierunku jej biegu. Tu pan Woodyjowski zatrzyma ich na chwil i rzek:
- Niech Rzdzian wemie piernacz, bo jego czarownica zna, i nieche
pierwszy z ni paktuje, eby si nas nie przestraszya i nie ucieka w jak
czelu z kniaziwn.
- Ja pierwszy nie pojad, rbcie waszmociowie, co chcecie - rzek
Rzdzian.
- To jed, trutniu, na ostatku!
To powiedziawszy pan Woodyjowski ruszy pierwszy, za nim jecha pan
Zagoba, a w kocu z powodnymi komi capa Rzdzian ogldajc si
niespokojnie na wszystkie strony. Kopyta koskie szczkay po
kamieniach, naok panowaa gucha cisza pustyni, jeno szaracze i
koniki polne, ukryte w rozpadlinach i szparach, ksykay gono, bo dzie
by znojny, chocia soce zeszo ju znacznie z poudnia. Jedcy
nadjechali na koniec nad wzgrze okrge jak przewrcona tarcza
rycerska, nad ktrym rozpadajce si i zwietrzae od soca skay
tworzyy ksztaty podobne do rumowisk, do zwalisk domw i wie
kocielnych; mylaby: zamek lub miasto zburzone wczoraj przez
nieprzyjaciela. Rzdzian spojrza i trci pana Zagob.
- To Wrae Uroczyszcze - rzek - poznaj z tego, co mnie Bohun
powiada. Tdy w nocy nikt ywy nie przejdzie.
- Jeli nie przejdzie, to moe przejedzie - odpar Zagoba. - Tfu! co za
jaki przeklty kraj! Ale e przynajmniej na dobrej jestemy drodze!
- To ju niedaleko! - rzek Rzdzian.
- Chwaa Bogu! - odpowiedzia pan Zagoba i myl jego uniosa si ku
kniaziwnie.
Byo mu jako dziwnie na duszy i widzc te dzikie brzegi Waadynki, t
pustyni i gusz, prawie nie wierzy sobie, eby kniaziwna moga by
tak blisko - ona, dla ktrej tyle przygd i niebezpieczestw przeby i ktr
tak pokocha, e gdy przysza wie o jej mierci, to sam nie wiedzia, co
robi z yciem i ze staroci. Ale z drugiej strony, czowiek oswaja si
nawet z nieszczciem, pan Zagoba za przez tyle czasu zy si z myl,
e ona porwana, daleko i w Bohunowej mocy, i teraz nie mia sobie
powiedzie: oto ju nadchodzi koniec tsknoty, koniec poszukiwa,
nadchodzi czas pomylnoci i spokoju. Przy tym i inne pytania cisny
mu si do gowy: co te ona powie, gdy go ujrzy? zali si we zach nie
rozpynie? Bo ten ratunek po tak dugiej i cikiej niewoli spadnie na ni
jak piorun niespodziewanie. Bg ma swoje dziwne drogi - myla
Zagoba - i tak potrafi wszystko powiza, e z tego jest tryumf cnocie, a
zawstydzenie nieprawociom." Bg to odda naprzd Rzdziana w rce
Bohuna, a potem uczyni z nich przyjaci. Bg to sprawi, e wojna,
sroga matka, odwoaa dzikiego atamana z tych pustkowi, do ktrych up
swj jak wilk unis. Bg pniej wyda go w rce Woodyjowskiego i
znowu zetkn z Rzdzianem - i tak si wszystko zoyo, e teraz ot, gdy
tam Helena reszt nadziei moe traci i ju znikd, znikd nie spodziewa
si pomocy - pomoc tu! Koczy si twoje pakanie i zgryzota,
cruchno moja - myla dalej Zagoba - i niezadugo przyjdzie na ci
rado niezmierna. Oj! a bdzie ona wdziczna, bdzie rczki skadaa! a
dzikowaa!"
Tu stana dziewczyna panu Zagobie w oczach jakoby ywa - i rozczuli
si szlachcic okrutnie, i pogry si cakiem w rozmylaniach o tym, co
to za chwil si zdarzy.
Wtem Rzdzian pocign go z tyu za rkaw:
- Jegomo!
- A co? - spyta Zagoba niekontent, i mu przerwano bieg myli.
- Czy jegomo widzia? Wilk pomkn przed nami.
- To i c?
- A czy to tylko by wilk?
- Cauje go w nos.
W tej chwili Woodyjowski zatrzyma konia.
- Czymy drogi nie zmylili? - pyta - bo to ju by powinno by.
- Nie! - odrzek Rzdzian - tak jedziemy, jak Bohun mwi. Daby Bg,
aeby to ju byo po wszystkim.
- Bdzie niedugo, jeeli dobrze jedziemy.
- Chciaem te jeszcze waszmociw prosi, aby jak bd gada z
czarownic, na owego Czeremisa uwaa; wielki to ma by paskudnik,
ale podobno z rusznicy okrutnie strzela.
- Nie bj si, jazda!
Zaledwie ujechali kilkadziesit krokw, konie poczy tuli uszy i
chrapa. Na Rzdzianie skra zmienia si w jaszczur, bo spodziewa si,
e lada chwila zza zaamu skay rozlegnie si wycie upiora lub wytoczy
si jaki ksztat szkaradny a nieznany - ale pokazao si, e konie chrapay
tylko dlatego, e przechodziy tu koo legowiska owego wilka, ktry tak
poprzednio zaniepokoi pachoka. Naok bya cisza; nawet szaracze
przestay ksyka, bo ju i soce schylio si na drug stron nieba.
Rzdzian przeegna si i uspokoi.
Nagle Woodyjowski wstrzyma konia.
- Widz jar - rzek - do ktrego gardziel ska zatkana, a w skale wyrwa.
- W imi Ojca i Syna, i Ducha - szepn Rzdzian - to tu!
- Za mn! - skomenderowa pan Micha, skrcajc konia.
Po chwili stanli u wyrwy i przejechali jakby pod sklepieniem
kamiennym. Otworzy si przed nimi jar gboki, gsto zaronity po
bokach, rozsuwajcy si w dali w obszern, pkolist rwnink,
obwiedzion jakby olbrzymimi murami.
Rzdzian pocz woa, ile mu si w piersiach starczyo:
- Bo-hun! Bo-hun! Bywaj, wiedmo! bywaj! Bo-hun! Bo-hun!
Zatrzymali konie i stali przez czas jaki w milczeniu, po czym pachoek
znw j woa:
- Bohun! Bohun!
Z dala doszo szczekanie psw.
- Bohun! Bohun!...
Na lewym zrbie jaru, na ktry paday czerwone i zote promienie soca,
poczy szeleci gste krzewy gogu i dzikiej liwiny i po chwili ukazaa
si niemal na samym szczycie stoku jaka posta ludzka, ktra
przechyliwszy si i przykrywszy oczy rk, wpatrywaa si pilnie w
przybyych.
- To Horpyna! - rzek Rzdzian i zwinwszy donie koo ust pocz po raz
trzeci woa:
- Bohun! Bohun!
Horpyna pocza schodzi i idc wyginaa si w ty dla rwnowagi. Sza
szybko, a za ni toczy si jaki may, krpy czowieczek z dug tureck
rusznic w rku; krze amay si pod potnymi stopami wiedmy,
kamienie spaday spod nich, huczc, na dno jaru, i tak przechylona, w
czerwonych blaskach, wydawaa si istotnie jak olbrzymi,
nadprzyrodzon istot.
- Kto wy? - rzeka wielkim gosem, stanwszy na dnie.
- Jak si masz, basetlo? - rzek Rzdzian, ktremu na widok ludzi, nie
duchw, wrcia caa zwyka flegma.
- Ty suga Bohunw? ty! poznaj ci! Ty may, a ci, co za jedni?
- Druhy Bohunowi.
- Krana wiedma - mrukn pod wsikami pan Micha.
- A po co wy tu przyjechali?
- Masz tu piernacz, n i piercie, wiesz, co to znaczy?
Olbrzymka wzia znaki do rki i pocza je pilnie rozpatrywa, po czym
rzeka :
- Te same s! Wy po kniaziwn?
- Tak jest. A zdrowa ona?
- Zdrowa. Czemu to Bohun sam nie przyjecha?
- Bohun ranny.
- Ranny?... Ja to we mynie widziaa.
- Jeeli widziaa, to czego pytasz? esz, waltornio! - rzek poufale
Rzdzian.
Wiedma pokazaa w umiechu biae jak u wilka zby i zoywszy do w
kuak szturchna pod bok Rzdziana.
- Ty may, ty!
- Pjdziesz precz!
- Nie daruj! pocauj! hu! A kiedy wemiecie kniaziwn?
- Zaraz, jeno koniom odpoczniemy.
- To bierzcie! Pojad i ja z wami.
- A ty po co?
- Memu bratu mier pisana Jego Lachy na pal wsadz. Pojad z wami.
Rzdzian pochyli si w kulbace niby dla atwiejszej rozmowy z
olbrzymk i rka jego spocza nieznacznie na kolbie pistoletu.
- Czeremis, Czeremis! - rzek pragnc zwrci uwag swych
towarzyszw na kara.
- Po co ty tego woasz? On ma jzyk urznity.
- Ja jego nie woam, jeno si jego urodzie dziwuj. Ty jego nie
odjedziesz, on twj m.
- On mj pies.
- I was tylko dwoje w jarze?
- Dwoje; kniaziwna trzecia!
- To dobrze. Ty jego nie odjedziesz.
- Pojad z wami, mwiam ci.
- A ja ci mwi, e zostaniesz.
W gosie pachoka byo co takiego, e olbrzymka odwrcia si na
miejscu z twarz niespokojn, bo podejrzenie wstpio jej nagle w dusz.
- Szczo ty? - rzeka.
- Ot, szczo ja! - odpar Rzdzian i hukn jej midzy piersi z pistoletu tak
z bliska, e dym zakry j na chwil zupenie.
Horpyna cofna si w ty z rozkrzyowanymi rkoma; oczy wylazy jej
na wierzch gowy, jakie nieludzkie skrzeczenie wyszo jej z gardzieli,
zachwiaa si i pada na wznak jak duga.
W tej samej chwili pan Zagoba ci Czeremisa szabl przez gow, a
ko zgrzytna pod ostrzem ; potworny karze nie wyda ani jku, tylko
zwin si w kbek jak robak i pocz drga, palce za u jego rk
otwieray si i zamykay na przemian, na ksztat pazurw konajcego
rysia.
Zagoba obtar po od upana dymic szabl, a Rzdzian zeskoczy z
konia i chwyciwszy kamie rzuci go na szerokie piersi Horpyny,
nastpnie pocz szuka czego za pazuch.
Olbrzymie ciao wiedmy kopao jeszcze ziemi nogami, konwulsja
wykrzywia jej straszliwie twarz, na wyszczerzonych zbach osiada
krwawa piana, a z garda wychodzio guche chrapanie.
Tymczasem pachoek wydoby z zanadrza kawaek kredy wiconej,
naznaczy ni krzy na kamieniu i rzek:
- Teraz nie wstanie.
Po czym wskoczy na kulbak.
- W konie! - skomenderowa pan Woodyjowski.
Pomknli i biegli jak wicher wzdu krynicy pyncej rodkiem jaru;
minli dby rozrzucone z rzadka po drodze i oczom ich ukazaa si chata,
a dalej wysoki myn, ktrego wilgotne koo byszczao jak czerwona
gwiazda w promieniach soca. Pod chat dwa czarne ogromne psy,
uwizane na postronkach przy wgach, rway si ku nadjedajcym
szczekajc z wciekoci i wyjc. Pan Woodyjowski jecha pierwszy i
pierwszy dolecia; z konia zeskoczy, a nastpnie dobiegszy do drzwi
wchodowych kopn je nog i wpad do sieni brzczc ostrogami i szabl.
W sieni na prawo przez otwarte drzwi wida byo obszern izb, pen
wirw, z ogniskiem uoonym w rodku, napenion dymem; na lewo
drzwi byy zamknite.
Tam ona musi by!" - pomyla pan Woodyjowski i skoczy ku nim.
Szarpn, otworzy - wpad na prg i w progu stan jak wryty.
W gbi izby, rk oparta o krawd oa, staa Helena Kurcewiczwna,
blada, z rozpuszczonym na plecy i ramiona wosem, a przeraone jej
oczy utkwione w Woodyjowskiego pytay: kto ty jest? czego tu chcesz?
- bo nigdy przedtem nie widziaa maego rycerza. On za zdumia si na
widok tej piknoci i tej komnaty pokrytej aksamitami i zotogowiem. Na
koniec przyszed do sowa i rzek popiesznie:
- Nie bj si wapanna: my Skrzetuskiego przyjaciele!
Wwczas kniaziwna rzucia si na kolana.
- Ratujcie mnie! - woaa skadajc rce.
Ale w tej samej chwili wpad pan Zagoba trzscy si, czerwony,
zadyszany.
- To my! - krzycza - to my z pomoc!
Usyszawszy te sowa i ujrzawszy znajom twarz kniaziwna przechylia
si jak kwiat podcity, rce jej opady, oczy pokryy si frdzlistymi
zasonami i zemdlaa.
 340
 Rozdzia XXIII 
Zaledwie koniom wypoczwszy, uciekali tak piesznie, e gdy ksiyc
wytoczy si na step byli ju w okolicach Studenki za Waadynk.
Naprzd jecha pan Woodyjowski, pilnie si na wszystkie strony
rozgldajc, za nim Zagoba obok Heleny, a pochd zamyka Rzdzian,
prowadzcy konie juczne i dwa powodowe, ktrych ze stajni Horpyny
zabra nie omieszka. Zagobie nie zamykay si usta, bo te istotnie i mia
co opowiada kniaziwnie, ktra zamknita w dzikim jarze, o wiecie nie
wiedziaa. Opowiada jej wic, jak jej od pocztku szukali, jak Skrzetuski
a do Perejasawia chodzi szuka Bohuna, o ktrego posiekaniu nie
wiedzia, jak wreszcie Rzdzian tajemnic jej ukrycia od atamana
wydosta i takow do Zbaraa przywiz.
- Boe miosierny! - mwia Helena podnoszc ku ksiycowi swoj
liczn, bledziuchn twarz - to pan Skrzetuski a za Dniepr po mnie
chodzi?
- Do Perejasawia, jak ci to powtarzam. I pewnie byby tu razem z nami
przyby, gdyby nie to, emy czasu posya po niego nie mieli, chcc
zaraz i ci z pomoc. Nic on jeszcze nie wie o twoim ocaleniu i za dusz
twoj co dzie si modli - ale ju go nie auj. Nieche si jeszcze jaki
czas pomartwi, gdy taka czeka go nagroda
- A ja mylaam, e wszyscy o mnie zapomnieli, i jeno o mier Boga
prosiam!
- Nie tylkomy o tobie nie zapomnieli, alemy przez wszystek czas nad
tym tylko deliberowali, jak by to ci przyj z pomoc. A dziw pomyle!
Bo e tam ja gow suszyem i Skrzetuski, to i suszna, ale oto ten rycerz,
ktry przed nami jedzie, z rwn ochot nie szczdzi ni pracy, ni rki.
- Nieche jemu Bg to nagrodzi!
- Ju wy to oboje wida macie, e ludzie do was lgn, ale
Woodyjowskiemu naprawd wdzieczno winna, bo jakom rzek,
takemy we dwch spatali Bohuna jak szczupaka.
- Wiele mnie pan Skrzetuski jeszcze w Rozogach o panu
Woodyjowskim jako o najlepszym swym przyjacielu powiada...
- I susznie uczyni. Wielka to dusza w maym ciele. Teraz on jako
zgupia, bo go wida twoja gadko odurzya, ale poczekaj, niech si
jeno oswoi i przyjdzie do siebie! Siamy z nim na elekcji dokazywali.
- To jest nowy krl?
- I tego, niebogo, nie wiedziaa w onej przekltej pustyni? Jak to! Jan
Kazimierz, jeszcze zeszej jesieni obran, ju smy miesic panuje. Wielka
teraz bdzie z hultajstwem wojna, ale daj Boe, eby szczliwa, gdy
ksicia Jeremiego spostponowali, a obrali innych, ktrzy tak do tego
zdatni jak ja do eniaczki.
- A pan Skrzetuski pjdzie na wojn?
- Szczery to onierz i nie wiem, czyli tego dokaesz, eby nie poszed.
Ju to my obaj jednacy! Kiedy to proch nas zaleci, adna sia nas nie
utrzyma. Oj! dalimy si hultajstwu obaj zeszego roku dobrze we znaki.
Nocy by nie starczyo, gdybym ci chcia wszystko, tak wanie, jak byo,
opowiada... Pewnie, e pjdziemy, ale ju z lekkim sercem, bo to grunt,
emy ciebie, niebo odnaleli, bez ktrej nam si ycie przykrzyo.
Kniaziwna pochylia swoj sodk twarz ku Zagobie.
- Nie wiem, za co mnie wapan pokocha, ale ju pewnie nie kochasz
mnie wicej ni ja wapana.
Zagoba pocz sapa z zadowolenia.
- Tak-e mnie to miujesz?
- O, jako ywo!
- Bg-e ci zapa, bo mi bdzie staro lejsza. Nieraz si tam jeszcze
podwiki za czowiekiem ogldaj, co i w Warszawie w czasie elekcji
bywao. Woodyjowski wiadek! Ale nic mi ju po amorach i na przekr
krwi gorcej chtnie ojcowskim sentymentem bd si kontentowa.
Nastao milczenie, jeno konie poczy parska silnie jeden za drugim na
pomyln dla podrnych wrb.
- Zdrw! zdrw! - odpowiadali jedcy.
Noc bya jasna. Ksiyc coraz wyej wypywa na niebo nabite
migotliwymi
gwiazdami i stawa si coraz mniejszy, bledszy... Utrudzone bachmaty
zwolniy kroku, a i jadcych poczo ogarnia znuenie. Woodyjowski
pierwszy wstrzyma konia.
- Czas by spocz - rzek. - Brzask ju niedugo.
- Czas! - powtrzy Zagoba. - Ju mi si ze snu zdaje, e mj ko ma
dwa by.
Jednake przed odpoczynkiem Rzdzian pomyla o wieczerzy; rozpali
wic ogie, a nastpnie zdjwszy z konia biesagi pocz z nich
wydobywa zapasy, w ktre si by u Buraja w Jampolu jeszcze
zaopatrzy, jako to: chleb z kukurydzy, zimne misiwa, bakalie i wino
woskie. Na widok dwch workw skrzanych dobrze pynem wydtych,
ktre wydaway odgos bekoccy i sodki, pan Zagoba zapomnia o nie
- inni te chtnie zabrali si do jedzenia i jedli. Starczyo dla wszystkich
obficie, a gdy mieli ju dosy, pan Zagoba obtar po usta i rzek:
- Do mierci nie przestan powtarza: dziwne s sdy boe! Oto jest
wolna, moja mocia panno, a my, ucieszeni, siedzim sobie tutaj sub Jove
i winko Buraja popijamy. Nie powiem, eby wgrzyn nie by lepszy, bo
to skr pachnie, ale w drodze i ono si przygodzi.
- Jednemu si nie mog wydziwi - rzeka Helena - e Horpyna zgodzia
si mnie wyda wapanom tak atwo.
Pan Zagoba pocz spoglda na Woodyjowskiego, nastpnie na
Rzdziana i mruga mocno.
- Zgodzia si, bo musiaa. Zreszt nie ma co ukrywa, bo nie wstyd,
emy ich oboje z Czeremisem zgadzili.
- Jak to? - pytaa z przestrachem kniaziwna.
- A to nie syszaa wystrzaw?
- Syszaam, alem mylaa, e to Czeremis strzela.
- Nie Czeremis to by, ale ten tu pachoek, ktry na wylot czarownic
przestrzeli. Diabe w nim siedzi, na to zgoda, ale nie mg inaczej
postpi, bo czarownica, nie wiem, czy wietrzc co, czy tak sobie z
determinacji, napara si jecha z nami. Trudno byo na to pozwoli, bo
zaraz by si obejrzaa, e nie do Kijowa jedziemy. Ustrzeli ci j tedy,
ustrzeli, a ja tego Czeremisa zaciukaem. Prawdziwe to monstrum
afrykaskie i myl, e Bg mi tego za ze nie poczyta. Musi by i w
piekle z niego powszechna abominacja. Przed samym odjazdem z jaru
pojechaem naprzd i poodcigaem ich troch na stron, eby si
widoku trupw nie przelka lub za zy omen sobie tego nie poczytaa.
Na to kniaziwna:
- Za wiele ja ju bliszych sobie nieywymi w tych okropnych czasach
widziaam, abym si miaa ba widoku zamordowanych, ale przecie
wolaabym krwi za sob nie zostawia, eby nas Bg za ni nie pokara.
- Nie rycerska te to bya sprawa - rzek szorstko Woodyjowski - do
ktrej nie chciaem rki przyoy.
- Co tam, mj jegomo, deliberowa - rzek Rzdzian - kiedy inaczej
by nie mogo. ebymy to kogo dobrego starli, to jeszcze nie mwi, ale
nieprzyjaci Boga wolno, a ja to przecie sam widzia, e ta czarownica z
diabami w komityw wchodzia. Nie tego mnie te al!
- A czego to im pan Rzdzian auje? - pytaa kniaziwna.
- Bo tam s zakopane pienidze, o ktrych mi Bohun powiedzia, a
waszmociowie tak pilili, e nie starczyo czasu odkopa, cho miejsce
koo myna wiedziaem dobrze. Serce mi si te krajao, e trzeba byo
tyle dobroci wszelakiej w tamtej komnacie, co to w niej panna mieszkaa,
ostawi.
- Obacz no, jakiego bdziesz miaa sug! - mwi do kniaziwny
Zagoba. - Z wyjtkiem swego pana, z samego on by diaba skr zdar,
eby sobie konierz z niej uczyni.
- Da Bg, nie bdzie im pan Rzdzian na moj niewdziczno narzeka
- odpowiedziaa Helena.
- Dzikuj pokornie jejmo pannie! - rzek caujc j w rk pachoek.
Przez ten czas Woodyjowski siedzia milczcy, jeno wino z bukaka
popija i marsem nadrabia, a to niezwyke mu milczenie zwrcio uwag
Zagoby.
- A pan Micha - rzek - ledwie kiedy jakie sowo puci. - Tu stary zwrci
si do kniaziwny: - Nie mwiem ci, e mu twoja gadko rozum i
mow odejmuje?
- Przespaby si wapan lepiej przede dniem! - odpar zmieszany may
rycerz i pocz wsikami i mocno rusza, tak wanie jak zajc, gdy sobie
chce doda fantazji.
Ale stary szlachcic mia suszno. Nadzwyczajna pikno kniaziwny
trzymaa maego rycerza jakoby w cigym odurzeniu. Patrzy na ni,
patrzy, a w duchu si pyta: zali to moe by, by taka po ziemi chodzia?
Wiele on bowiem piknoci w yciu widzia - pikna bya panna Anna i
panna Barbara Zbaraskie, urodziwa nad podziw i Anusia Borzobohata,
rzsista bya i panna ukwna, do ktrej si Roztworowski zaleca, i
Wierszuowa Skoropadzka, i Bohowitynianka, ale adna z nich nie moga
si rwna z tym cudnym kwiatem stepowym. Wobec tamtych bywa
pan Woodyjowski i ochoczy, i mowny, a teraz, gdy spoglda na te oczy
aksamitne, sodkie a mdlejce, na te jedwabne ich zasony, ktrych cie
pada a na jagody, na ten wos rozsypany, jakby kwiat hiacyntowy, po
ramionach i plecach, na strzelisto postaci, na pier wypuk i tchnieniem
lekko koysan, od ktrej bio ciepo lube, na te wszystkie biaoci liliowe
i re a maliny ust - gdy na to wszystko spoglda pan Woodyjowski,
wwczas po prostu jzyka w gbie zapomina i, co najgorsza, e si sobie
wydawa niezgrabny, gupi, a zwaszcza, may, ale to tak may, e a
mieszny. To jest ksina, a ja aczek!" - myla sobie z pewn gorycz
i rad by by, eby si jaka przygoda zdarzya, eby z ciemnoci ukaza si
jaki olbrzym, bo dopiero wwczas pokazaby biedny pan Micha, e nie
taki to on may, jak si wydaje! Dranio go i to, e pan Zagoba, kontent
widocznie, e cruchna jego tak oczy ludzkie rwie, krzka co chwila i
ju podrwiwa zaczyna, i oczami okrutnie mruga.
A tymczasem ona siedziaa przed ogniskiem, rowym pomieniem i
biaym miesicem owietlona, sodka, spokojna i coraz pikniejsza.
- Przyznaj, panie Michale - mwi nazajutrz rano Zagoba, gdy si na
chwil sami znaleli - e drugiej takiej dziewki nie masz w caej
Rzeczypospolitej. Jeeli mi tak drug pokaesz, pozwol ci si nazwa
szodr i imparitatem sobie zada.
- Tego ja wapanu nie neguj... - odrzek may rycerz. - Specja to jest i
rarytet, jakiego dotychczas nie ogldaem, gdy nawet i owe figury bogi
tak wanie z marmuru udane, jakoby ywe, ktremy w paacu
Kazanowskich widzieli, nie mog wej z ni w paragon. Nie dziwno mi
teraz, e najlepsi mowie za by o ni chodz - bo warto.
- A co? a co? - mwi Zagoba. - Dalibg, nie wiadomo, kiedy gadsza,
rano czy wieczr? bo ona cigle w takowej ozdobie jak ra chodzi.
Powiadaem ci, e to i ja kiedy nadzwyczajnej byem urody, ale ju jej
musiaem i wwczas ustpi, cho inni mwi, e do mnie kubek w
kubek podobna.
- Ide waszmo do licha! - zakrzykn may rycerz.
- Nie gniewaj si, panie Michale, bo ju i tak marsem nadrabiasz.
Spogldasz na ni jak kozie na kapust, a cigle si marszczysz;
przysigby kto, e ci dze ksaj, ale nie dla psa kiebasa.
- Tfu! - rzek Woodyjowski - jak si wapan nie wstydzisz starym bdc
takowe gupstwa prawi?
- A to czego si chmurzysz?
- Bo wapan to mylisz, e ju wszystko zo przemino jako ptak na
powietrzu i emy ju cakiem bezpieczni, a tu dobrze trzeba jeszcze
deliberowa, eby to jednego unikn, drugie omin. Droga jeszcze
przed nami okrutna i Bg wie, co nas spotka moe, bo te strony, do
ktrych jedziemy, musz ju by dotychczas w ogniu.
- Kiedy ja j z Rozogw Bohunowi wykradem, gorzej byo, bo nas
cigali z tyu, a z przodu by bunt; jednakowo przeszedem przez ca
Ukrain jakoby przez pomie - i a do Baru zaszedem. A od czego
gowa na karku? W najgorszym razie do Kamieca nie tak daleko.
- Ba! ale Turkom i Tatarom take do niego niedaleko.
- Co mnie wapan tam powiadasz!
- Powiadam, co jest - i mwi, e warto nad tym podeliberowa. Lepiej
nam Kamieniec omin i ku Barowi ruszy, bo Kozacy piernacze
szanuj, z czerni sobie poradzimy, a jak nas jeden Tatar raz na oko
wemie, tak i po wszystkim! Znam ja si z nimi od dawna i potrafi
przed czambuem i razem z ptactwem i z wilkami, ale gdybymy prosto
na czambu wpadli, tedybym i ja ju na to nie poradzi.
- To idmy na Bar albo koo Baru; niech tam tych kamienieckich Lipkw
i Czeremisw duma w karwaserach wydusi ! Wapan o tym nie wiesz,
e Rzdzian wzi i od Buraja piernacz. Moemy wszdy midzy
kozactwem piewajcy chodzi. Co najgorsze pustynie juemy
przejechali, wejdziemy teraz w ludzki kraj. Trzeba te i o tym pomyle,
eby si o wieczornym udoju w chutorach zatrzymywa, bo dla dziewki
to i przystojniej, i wygodniej. Ale ju mi si tak zdaje, panie Michale, e
za czarno rzeczy widzisz Co u did'ka! eby za trzech chopw - nie
pochlebiajc sobie ani wam, na schwa przednich - nie dao sobie rady w
stepie! Poczmy nasze fortele z twoj szabl i hajda! nic lepszego nie
mamy do roboty. Rzdzian ma i Burajowy piernacz, a to grunt, bo
Buraj teraz caym Podolem rzdzi, a byle si za Bar przedosta, to tam
ju Lanckoroski z kwarcianymi chorgwiami. Hajda! panie Michale,
czasu nie tramy!
Jako nie tracili czasu i rwali stepem ku pnocy i zachodowi, ile tylko
konie mogy nady. Na wysokoci Mohylowa weszli w kraj gciej
osiady, tak e wieczorami wszdy nietrudno byo znale chutory lub
wsie, w ktrych zatrzymywali si na noclegi, ale rumiane zorze ranne
zastaway ich zawsze ju na koniach i w drodze. Szczciem, lato byo
suche, dnie znojne, noce rosiste, a rankami srebrzy si cay step jakoby
szronem okryty. Wody wiatr wysuszy, rzeki poopaday - i przebywali je
bez trudnoci. Idc czas jaki wzdu i w gr ozowej zatrzymali si na
duszy nieco wypoczynek w Szarogrodzie, w ktrym sta puk kozacki
do komendy Buraja nalecy. Tam zastali wysacw Burajowych, a
midzy nimi setnika Kun, ktrego w Jampolu na uczcie u Buraja
widzieli. Ten zdziwi si troch, e nie id na Bracaw, Rajgrd i Skwir
do Kijowa, ale zreszt adne podejrzenie nie postao mu w umyle,
zwaszcza i Zagoba wytumaczy mu, e nie poszli tamta drog z obawy
Tatarw, ktrzy si od strony Dniepru mieli ruszy. Mwi im natomiast
Kuna, e Buraj wysa go do puku, by pochd zapowiedzia, i e sam ze
wszystkimi wojskami jampolskimi i z budziackimi Tatary lada chwila do
Szarogrodu take cignie, skd dalej zaraz rusz. Przyszli goce do
Buraja od Chmielnickiego z wieci, e wojna rozpoczta i rozkazami,
by wszystkie puki na Woy prowadzi - Buraj za z dawna ju i sam
chcia pod Bar wali i tylko si jeszcze na tatarskie posiki oglda, pod
Barem bowiem le jako zaczo si powodzi rebelii. Oto pan
Lanckoroski, regimentarz, mocno tam znaczne kupy pogromi, miasto
zdoby i zamek zaog obsadzi. Lego tam na placu kilka tysicy
kozactwa i ich to wanie chcia stary Buraj pomci, a przynajmniej
zamek na powrt odebra. Kuna jednak powiada, e ostatnie rozkazy
Chmielnickiego, aby na Woy i, przeszkodziy tym zamiarom i e Baru
nie bd na teraz oblegali, chybaby Tatarowie koniecznie chcieli.
- A co, panie Michale? - mwi na drugi dzie Zagoba - Bar przed nami i
mgbym tam po raz drugi kniaziwn schroni, ale niech go tam kaduk
zje! Nie wierz ju ani Barowi, ani adnej fortecy od czasu, jak
hultajstwo ma wicej armat ni wojska koronne. To mnie jeno niepokoi,
e jako chmurzy si koo nas.
- Nie tylko si chmurzy - odrzek rycerz - ale ju burza za nami wali, to
jest Tatary i Buraj, ktry, gdyby nas dogoni, wielce byby zdziwiony, i
nie ku Kijowu, ale w przeciwn stron zdamy.
- I gotw by nam inn drog pokaza. Nieche mu diabe wpierw pokae,
ktry szlak najprociej do pieka prowadzi. Zrbmy ukad, panie Michale:
z hultajstwem ju ja bd sobie za nas wszystkich radzi, ale z Tatary -
niech bdzie twoja gowa.
- atwieje wapanu z hultajami, ktrzy nas za swoich bior -
odpowiedzia Woodyjowski. - Co do Tatarw, jedyna teraz rada jak
najprdzej ucieka, aby z matni pki czas si wylizn. Konie dobre,
gdzie si zdarzy, musimy po drodze kupowa, aby te zawsze byy
wiee.
- Starczy i na to trzosik pana Longina, a jak nie starczy, to Rzdzianowi
Burajowy odbierzemy - a teraz naprzd!
I jechali jeszcze pieszniej, a piana okrywaa boki bachmatw i spadaa
jak paty niegowe na step zielony. Przebyli Der i Ladaw. W Barku
zakupi pan Woodyjowski nowe bachmaty, starych nie rzucajc, bo te,
ktre od Buraja mieli w darze, wielkiej byy krwi, wic zachowano je na
lune- i szli naprzd, coraz krtsze czynic przystanki i noclegi. Zdrowie
dopisywao wszystkim wybornie i Helena, cho zmczona podr,
czua, e jej z dniem kadym coraz wicej si przybywa. W jarze pdzia
ycie zamknite i prawie nie opuszczaa swojej wyzoconej komnaty, nie
chcc spotyka si z bezwstydn Horpyn i sucha jej rozmw i namw
- teraz za wiee powietrze stepowe wracao jej zdrowie. Re zakwity
na jej policzkach, soce przyciemnio jej twarz, ale za to oczy nabray
blaskw, i gdy czasem wiatr zwichrzy jej wosy na czole, rzekby:
Cyganka jaka, najcudniejsza woroycha albo cygaska krlewna jedzie
stepem szerokim - przed ni kwiaty, a za ni rycerze!...
Pan Woodyjowski z wolna si z jej nadzwyczajn urod oswaja, ale e
zbliaa ich podr, wic si na koniec i oswoi. Odzyska wwczas mow
i wesoo i czsto, toczc przy niej koniem, opowiada o ubniach, a
najwicej o swojej ze Skrzetuskim przyjani, bo zauway, e tego rada
sucha. Czasem te si i drani z ni mwic:
- Bohuna-m przyjaciel i do niego wapann wioz.
A ona rce skadaa niby z wielkiego strachu i nu si sodkim gosem
prosi:
- Nie czye tego, luty rycerzu lepiej od razu mniej zetnij.
- O, nie moe by! ju tak uczyni! - odpowiada srogi rycerz.
- Zetnij! - powtarzaa kniaziwna mruc swe liczne oczy i wycigajc
ku niemu szyj.
Wwczas mrwki poczynay chodzi po krzyach maemu rycerzowi.
Idzie do gowy ta dziewka, jak wino! - myla sobie - ale si nim nie
upij, bo cudze" - i wstrzsa si tylko poczciwy pan Micha, i koniem
naprzd rusza. A gdy ju w trawy jak nurek w wod porn, zaraz
mrwki z niego opaday i ca uwag na drog zwraca: czy bezpieczna,
czy dobrze jad i czyli skd jaka przygoda si nie zblia? Wic wspina
si na strzemionach, te wsiki nad fal traw wytyka i patrzy, wietrzy,
sucha jak Tatar, kiedy to w Dzikich Polach wrd burzanw myszkuje.
Pan Zagoba rwnie by najlepszej myli.
- atwieje nam teraz umyka - mwi - ni wtedy nad Kahamlikiem,
kiedymy to musieli jak psi, piechot, z wywieszonymi jzykami
draowa. Ozr mi w gbie tak wtedy wysech, e mgbym by nim
drzewo struga, a ninie chwali Boga, i odpocznienie na noc bywa, i jest
czym gardo od czasu do czasu odwily.
- A pamitasz waszmo, jake to mnie na rku przez wod przenosi? -
mwia Helena.
- Bdziesz i ty miaa, daj Boe doczeka, kogo na rku nosi:
Skrzetuskiego w tym gowa!
- Hu! hu! - mia si Rzdzian.
- Zaniechaj wa, prosz - szeptaa kniaziwna ponc i spuszczajc
oczy.
Tak to oni ze sob na stepie rozmawiali, aby czas drogi skrci. Na
koniec za Barkiem i Jotuszkowem wstpili w kraj zbami wojny wieo
poszarpany. Tam grasoway dotychczas kupy zbrojne hultajstwa, tam te
niedawno i pan Lanckoroski pali i cina, bo dopiero przed kilkunastoma
dniami do Zbaraa si cofn. Dowiedzieli si te nasi podrni od
miejscowych ludzi, e Chmielnicki z chanem ruszyli wszystkimi siami
przeciw Lachom, a raczej przeciw regimentarzom, ktrych wojska si
buntuj i nie chc inaczej suy, jak pod buaw Winiowieckiego.
Przepowiadano przy tym oglnie, e teraz pewno ju przyjdzie na
pohybel, czyli na ostateczny koniec Lachom albo Kozakom, gdy si
bat'ko Chmielnicki z Jarem spotkaj. Tymczasem cay kraj by jakoby w
ogniu. Wszystko porywao za bro i cigno na pnoc, by si z
Chmielnickim poczy. Z dou, od Niu Dniestrowego, wali Buraj z
ca potg, a po drodze zryway si wszystkie puki z zag, postojw i z
pastwisk, bo wszdy przyszy rozkazy. Szy tedy sotnie, chorgwie,
puki, a obok nich pyna jak fala bezadna czer zbrojna w cepy, widy,
noe, spisy. Koniuchowie i czabaczycy - porzucili swoje kosze,
chutornicy - chutory, pasiecznicy - pasieki, dzicy rybacy - swoje
komysze naddniestrzaskie, myliwi - bory. Wsie, miasteczka i miasta
pustoszay. W trzech wojewdztwach zostay tylko po osadach baby i
dzieci, bo moodycie nawet cigny z moojcami na Lachw. A
jednoczenie ze wschodu zblia si z ca gwn si Chmielnicki jak
burza zowroga kruszc po drodze potn rk zamki i zameczki i
mordujc niedobitkw z zeszych pogromw.
Minwszy Bar, peen smutnych dla kniaziwny wspomnie, weszli nas
podrni na stary gociniec prowadzcy na Latyczw, Poskirw, do
Tarnopola i dalej a do Lwowa. Tu coraz czciej napotykali: to tabory
sforne wozw, to oddziay piechoty i jazdy kozackiej, to watahy
chopskie, to niezmierne stada wow okryte obokiem kurzawy, pdzone
na spy dla wojsk kozackich i tatarskich. Droga staa si teraz
niebezpieczna, bo raz wraz pytano ich: co zacz s, skd id i dokd jad?
Kozackim sotniom pokazywa wwczas Zagoba piernacz Burajowy i
mwi:
- Od Buraja my posacy, moodyci Bohunowi wieziem.
I na widok piernacza gronego pukownika rozstpowali si zwykle
Kozacy, tym bardziej i kady rozumia, e jeli Bohun yw, to si ju
musi pod wojskami regimentarzy koo Zbaraa lub Konstantynowa
uwija. Ale daleko trudniej byo podrnym z czerni, z dzikimi
oddziaami pasterzy ciemnych, pijanych i adnego prawie nie majcych
pojcia o oznakach, wydawanych przez pukownikw na bezpieczny
przejazd. Gdyby nie Helena, byliby owi pdzicy ludzie poczytywali
Zagob, Woodyjowskiego i Rzdziana za swoich i za starszych, jako
nawet tak i bywao; ale Helena zwracaa wszdzie uwag zarwno swoj
pci, jak i nadzwyczajn urod, a std rodziy si i niebezpieczestwa,
ktre z najwikszym trudem trzeba byo przezwycia.
Czasem wic pokazywa pan Zagoba piernacz, a czasem pan
Woodyjowski zby, i niejeden tam trup pada za nimi. Kilka razy tylko
niedocignione bieguny Burajowe uchroniy ich od zbyt cikiej
przygody - i podr, tak z pocztku pomylna, stawaa si z dniem
kadym cisz. Helena, lubo z natury mna, pocza od ustawicznej
trwogi i bezsennoci na zdrowiu szwankowa i naprawd wygldaa na
brank wleczon mimo woli w nieprzyjacielskie namioty; pan Zagoba
poci si srodze i coraz nowe wymyla fortele, ktre may rycerz zaraz w
bieg wprowadza, obaj za pocieszali kniaziwn, jak mogli.
- Tylko nam min to mrowie, ktre jest jeszcze przed nami - mwi
may rycerz - i przyj pod Zbara, zanim Chmielnicki z Tatary okolice
jego zaleje.
Dowiedzia si bowiem po drodze, e regimentarze cignli do Zbaraa i
e w nim zamierzaj si broni - tam wic zdali spodziewajc si
susznie, e i ksi Jeremi do regimentarzy ze swoj dywizj przybdzie,
zwaszcza e cz jego si, i to znaczna, stae w Zbarau miaa locum.
Tymczasem doszli a pod Poskirw. Mrowie rzedo na gocicu istotnie,
bo ju o dziesi mil drogi zaczyna si kraj zajty przez chorgwie
koronne, wic watahy kozackie nie miay zapuszcza si dalej, wolay
bowiem czeka w bezpiecznym oddaleniu na przybycie Buraja z jednej,
a Chmielnickiego z drugiej strony.
- Ju dziesi mil tylko! ju dziesi mil tylko! - powtarza zacierajc rce
pan Zagoba. - Bylemy si do pierwszej chorgwi dostali, to ju i do
Zbaraa dojedziemy w bezpiecznoci.
Pan Woodyjowski jednak postanowi znowu zaopatrzy si w wiee
konie w Poskirowie, bo te, ktre kupiono w Barku, byy ju do niczego,
a Burajowe trzeba byo na czarn godzin oszczdza. Ostrono ta
staa si konieczn, odkd rozesza si wie, e Chmielnicki ju pod
Konstantynowem, a chan ze wszystkimi ordami wali od Piawiec.
- My tu z kniaziwn zostaniemy pod miastem, bo lepiej nam si na
rynku nie pokazywa - rzek may rycerz do Zagoby, gdy przybyli do
opuszczonego domku, odlegego o dwie staje drogi od miasta - a wasze
id, popytaj u mieszczan, czyli koni gdzie na przeda albo na zamian nie
maj. Wieczr ju, ale ruszymy na ca noc.
- Niedugo wrc - rzek pan Zagoba.
I odjecha ku miastu, Woodyjowski za kaza Rzdzianowi porozlunia
nieco poprgw u kulbak, aeby bachmaty mogy odetchn, sam za
wprowadzi kniaziwn do izby, proszc, aby si winem i snem
pokrzepia.
- Chciabym do witania te dziesi mil przejecha - mwi jej - pniej
wszyscy wypoczniemy.
Zaledwie jednak przynis bukaki z winem i ywno, gdy zattniao
przed sieni.
May rycerz spojrza przez okno.
- Pan Zagoba ju wrci - rzek - widno koni nie znalaz.
W tej chwili drzwi izby roztwary si i ukaza si w nich Zagoba blady,
siny, spotniay, zadyszany.
- W konie! - zakrzykn.
Pan Micha zbyt by dowiadczonym onierzem, aby w takich razach na
pytania czas traci. Nie traci go nawet na ratowanie bukaka z winem
(ktry wszelako pan Zagoba porwa), ale chwyci co prdzej kniaziwn,
wyprowadzi j na podwrze i posadzi na kulbak; rzuci ostatnie
spojrzenie, czy poprgi docignite, i powtrzy:
- W konie!
Kopyta zattniy i wkrtce znikli w ciemnociach jedcy i bachmaty jak
orszak mar.
Lecieli dugo bez wypoczynku, a dopiero gdy blisko mila drogi dzielia
ich od Poskirowa i przed wejciem ksiyca pomroka staa si tak gruba,
e wszelki pocig by niemoebny, pan Woodyjowski zbliy si do
Zagoby i spyta:
- Co to byo?
- Czekaj... panie Michale, czekaj! Okrutniem si zdysza, mao mi ng nie
odjo... uf!
- Ale co to byo?
- Diabe we wasnej osobie, mwi ci, diabe albo smok, ktremu jedn
gow utniesz, druga odrasta.
- Gadaje wa wyranie.
- Bohuna na rynku widziaem.
- Chyba wa masz delirium?
- Na rynku go widziaem, jako ywo, a przy nim piciu czy szeciu ludzi;
policzy nie mogem, bo mao mi ng nie odjo... Pochodnie przy nim
trzymali... Ju tak myl, e nam chyba bies jaki w drodze staje, i zgoa
nadziej w szczliwy skutek naszej imprezy straciem... Czy on
niemiertelny ten piekielnik, czy co? Nie mwe o nim Helenie... O dla
Boga! wapan go usieke, Rzdzian go wyda... nie! on ju yw, wolny i
w drog lezie. Uf! o Boe! Boe!... mwi ci, panie Michale, e
wolabym spectrum na cmentarzu zobaczy ni jego. I co, u diaba, za
moje szczcie, e to ja go wanie wszdy pierwszy spotykam! Psu
wsadzi w gardo takie szczcie! Czy to nie ma innych ludzi na wiecie?
Niech go inni spotykaj! Nie! zawsze ja i ja!
- A on widzia waci?
- eby on mnie widzia, to by ty ju mnie, panie Michale, nie widzia.
Tego tylko brakowao!
- Wana by to bya rzecz wiedzie - mwi Woodyjowski - czy on goni
za nami, czy te do Waadynki do Horpyny jedzie w tym mniemaniu, e
nas po drodze uapi?
- Mnie si widzi, e do Waadynki.
- Tak i musi by. Tedy my jedziemy w jedn stron, a on w drug, i
teraz mila ju albo dwie midzy nami, a za godzin bdzie pi. Nim si
po drodze o nas dowie i nawrci, bdziemy w kwi, nie tylko w
Zbarau.
- Tak mwisz, panie Michale? Chwaa Bogu! Jakoby mi plaster
przyoy! Ale powiedz mnie, jak to by moe, by on by na wolnoci,
skoro jego Rzdzian w rce komendanta wodawskiego wyda?
- Po prostu uciek.
- To ju szyj takiemu komendantowi uci. Rzdzian! hej, Rzdzian!
- A czego jegomo chce? - pyta pachoek wstrzymujc konia.
- Komu ty Bohuna wyda?
- Panu Regowskiemu.
- A kt to ten pan Regowski?
- To wielki kawaler, porucznik pancerny spod chorgwi krla jegomoci.
- Bodaje ci! - rzek trzasnwszy w palce Woodyjowski - to ju ja
wiem! Nie pamitasz no wapan, co nam pan Longinus opowiada o
nieprzyjani pana Skrzetuskiego z Regowskim? To przecie pana aszcza
stranika krewniak i za jego konfuzj ma do Skrzetuskiego odium.
- Rozumiem, rozumiem! - zakrzykn pan Zagoba. - On to musia
Bohuna na zo puci. Ale to krymina taka sprawa i gardem pachnie.
Pierwszy bd delatorem!
- Daj go Boe spotka - mrukn pan Micha - a pewnie do trybunaw
nie pjdziemy.
Rzdzian nie wiedzia dotd, o co idzie, bo po odpowiedzi danej Zagobie
znw wysun si naprzd do kniaziwny.
Jechali teraz wolno. Ksiyc zeszed, mgy, ktre z wieczora unosiy si
nad ziemi, opady - i noc zrobia si widna. Woodyjowski pogry si
w zamyleniu. Zagoba przeuwa jeszcze czas jaki resztki przeraenia,
na koniec rzek:
- Daeby Bohun teraz i Rzdzianowi, gdyby go w rce dosta!
- Powiedz mu wapan nowin, niech si strachu naje, a ja tymczasem
pojad przy kniaziwnie - odpowiedzia may rycerz.
- Dobrze! Hej, Rzdzian!
- A czego? - pyta pachoek wstrzymujc ponownie konie.
Pan Zagoba zrwna si z nim i milcza przez chwil, czekajc, by
Woodyjowski i kniaziwna oddalili si dostatecznie; na koniec rzek:
- Wiesz, co si stao?
- Nie wiem.
- Pan Regowski puci Bohuna na wolno. Widziaem go w Poskirowie.
- W Poskirowie? teraz? - pyta Rzdzian.
- Teraz. A co? nie zlatujesz z kulbaki?
Promienie ksiyca paday prosto na pucoowat twarz pachoka i pan
Zagoba nie tylko nie dojrza na niej przeraenia, ale z najwikszym
zdziwieniem spostrzeg w wyraz srogiej, zwierzcej prawie zawzitoci,
ktry Rzdzian mia wwczas, gdy Horpyn mordowa.
- C? to si Bohuna nie boisz czy co? - pyta stary szlachcic.
- Mj jegomo - odpar pachoek - jeeli jego pan Regowski puci, to
ju ja sam musz na nowo pomsty nad nim szuka za moj krzywd i
pohabienie. Przecie mu tego nie daruj, bom poprzysig, i gdyby nie to,
e pann odwozimy, zaraz bym w jego tropy pojecha: nieche moje nie
przepada!
Tfu! - pomyla Zagoba - wol, em temu pachokowi nijakiej krzywdy
nie uczyni."
Po czym popdzi konia i po chwili zrwna si z kniaziwn i
Woodyjowskim. Po godzinie drogi przeprawili si przez Medwiedwk i
wjechali w las cigncy si od samego brzegu rzeki dwoma czarnymi
cianami wzdu drogi.
- Ju t okolic znam dobrze - rzek Zagoba. - Teraz ten br niedugo si
skoczy, za nim bdzie z wier mili pola goego, przez ktre idzie
gociniec z Czarnego Ostrowu, a potem znw bory jeszcze wiksze, a
do Matczyna. Da Pan Bg, e w Matczynie zastaniemy ju chorgwie
polskie.
- Pora ju, eby zbawienie przyszo! - mrukn Woodyjowski.
Czas jaki jechali w milczeniu, jasnym, owieconym przez promienie
ksiyca, gocicem.
- Dwa wilki drog przeszy! - rzeka nagle Helena.
- Widz - odpar Woodyjowski. - A ot, trzeci!
Szarawy cie przemkn si istotnie o sto kilkadziesit krokw przed
komi.
- Ot, czwarty! - zawoaa kniaziwna.
- Nie, to sarna; patrz wapanna: dwie, trzy!
- Co, u licha! - zakrzykn pan Zagoba. - Sarny za wilkami goni! wiat,
widz, przewraca si do gry nogami.
- Jedmy no nieco prdzej - rzek zaniepokojonym gosem pan
Woodyjowski. - Rzdzian bywaj! i z pann naprzd!
Pomknli, ale Zagoba pochyli si w pdzie do ucha Woodyjowskiego i
pyta:
- Panie Michale, a co tam nowego?
- &#143;le - orzek may rycerz. - Widziae wa: zwierz z legowisk ze
snu si zrywa i noc pomyka.
- Oj! A co to znaczy?
- To znaczy, e go posz.
- Kto?
- Wojska - Kozacy albo Tatary - id nam od prawej rki.
- A moe nasze chorgwie?
- Nie moe by, bo zwierz umyka od wschodu, od Piawiec, wic pewno
Tatarzy szerok aw id.
- Umykajmy, panie Michale, na miy Bg!
- Nie ma innej rady. Ej, eby tak tu kniaziwny nie byo, podeszlibymy
pod same czambuy, eby z paru urwa, ale z ni... cika moe by
przeprawa, jeli nas na oko wezm.
- Bj si Boga, panie Michale. Skrmy w lasy za tymi wilkami albo co?
- Nie moe by, bo choby nas zrazu nie dostali, to kraj przed nami
zalej, a potem jake si wydostaniem?
- Nieche ich siarczyste pioruny zatrzasn! Tego nam tylko brakowao.
Ej, panie Michale, czy si nie mylisz? Wilcy to przecie za koszem
cign, nie przed nim pomykaj.
- Ktre s po bokach, to cign za koszem i ze wszystkich okolic si
zbieraj, ale te, co na przedzie, to si posz. Widzisz no wa tam, na
prawo, midzy drzewami: una wita!
- Jezusie Nazareski, Krlu ydowski!
- Cicho wa!... Sia jeszcze tego lasu?
- Zaraz si skoczy.
- A potem pole?
- Tak jest. O Jezu!
- Cicho wa!... Za polem drugi las?
- A do Matczyna.
- Dobrze! byle nas na tym polu nie najechali! Jeeli si do drugiego lasu
szczliwie przedostaniem, tomy i w domu. Jedmy teraz razem!
Szczciem kniaziwna z Rzdzianem na Burajowych koniach.
Popdzili konie i zrwnali si z jadcymi na przedzie.
- Co to za una na prawo? - pytaa kniaziwna.
- Mocia panno! - odrzek may rycerz - tu nie ma co ukrywa. To mog
by Tatarzy.
- Jezus Maria!
- Nie trw si wapanna! Szyja moja w tym, e im umkniemy, a w
Matczynie nasze chorgwie.
- Dla Boga! umykajmy! - rzek Rzdzian.
Ucichli i mknli jak duchy. Drzewa poczy rzedn, las koczy si - ale
te i una nieco przygasa. Nagle Helena zwrcia si do maego rycerza.
- Moci panowie! - rzeka - przysignijcie mi, e ywa nie pjd w ich
rce!
- Nie pjdziesz! - odrzek Woodyjowski - pkim ja yw!
Zaledwie skoczy, wypadli z lasu na pole, a raczej na step, ktry cign
si blisko wier mili, a na ktrego przeciwlegym kocu czernia si
znw wstka lasu. Halizna ta, ze wszystkich stron odkryta, srebrzya si
teraz caa od promieni ksiyca i byo na niej tak prawie widno, jak w
dzie.
- To najgorszy szmat drogi! - szepn do Zagoby Woodyjowski - bo jeli
oni s w Czarnym Ostrowiu, to tdy pjd, midzy lasami.
Zagoba nie odrzek nic, jeno pitami konia cisn.
Dobiegli ju do poowy pola, przeciwlegy las stawa si coraz bliszy,
wyraniejszy, gdy nagle may rycerz wycign rk ku wschodowi.
- Patrz wa - rzek do Zagoby - widzisz?
- Krze jakowe i zarola w dalekoci.
- Te krze si ruszaj! W konie teraz, w konie, bo ju nas dojrz
niezawodnie!
Wiatr zawista w uszach uciekajcych - zbawczy las zblia si coraz
bardziej.
Nagle z owej ciemnej masy zbliajcej si od prawej strony pola dolecia
naprzd jakoby szum podobny do szumu fal morskich, a w chwil potem
jeden ogromny krzyk targn powietrzem.
- Widz nas! - rykn Zagoba. - Psy! szelmy! diaby! wilcy! ajdaki!
Las by tak blisko, e uciekajcy czuli ju prawie surowe i chodne jego
tchnienie.
Ale te i chmura Tatarw stawaa si coraz wyraniejsz, a z ciemnego
jej ciaa poczy wysuwa si dugie odnogi, jakoby macki olbrzymiego
potworu - i zblia si ku uciekajcym z niepojt szybkoci. Wprawne
uszy Woodyjowskiego odrniy ju wyrane wrzaski: Aa! Aa!"
- Ko mi si potkn! - krzykn Zagoba.
- Nic to - odpar Woodyjowski.
Ale przez gow przelatyway mu na ksztat piorunw pytania: co bdzie,
jeeli konie nie wytrzymaj? co bdzie, jeeli ktry z nich padnie? Byy
to dzielne tatarskie bachmaty, elaznej wytrwaoci, ale szy ju od
Poskirowa, mao co wypoczywajc po onym szalonym biegu od miasta
a do pierwszego lasu. Mona si byo wprawdzie przesi na lune,
lecz i lune byy znuone. Co bdzie?" - myla pan Woodyjowski i
serce zabio mu trwog, moe po raz pierwszy w yciu - nie o siebie, ale
o Helen, ktr w tej dugiej podry pokocha jak siostr rodzon. A
wiedzia i to, e Tatarzy raz zaczwszy gonitw, nie ustan tak prdko.
- Nieche nie ustaj, a jej nie zgoni! - rzek do siebie cisnwszy zby.
- Ko mi si potkn! - zawoa po raz drugi Zagoba.
- Nic to! - powtrzy Woodyjowski.
Tymczasem wpadli do lasu. Obja ich ciemno, ale te pojedynczy
jedcy tatarscy nie byli dalej za nimi, jak na kilkaset krokw.
Wszelako may rycerz wiedzia ju, jak ma postpi.
- Rzdzian! - krzykn - skrcaj z pann w pierwsz drog z gocica.
- Dobrze, mj jegomo! - odrzek pachoek.
May rycerz zwrci si do Zagoby:
- Pistolety w gar!
I jednoczenie pooywszy rk na cuglach konia pana Zagoby, pocz
jego bieg hamowa.
- Co robisz?! - krzykn szlachcic.
- Nic to! Wstrzymuj wa konia.
Odlego midzy nimi a Rzdzianem, ktry umyka z Helen, pocza si
zwiksza coraz bardziej. Na koniec przybyli do miejsca, gdzie gociniec
skrca si do nagle ku Zbaraowi, a wprost dalej sza wska droyna
lena wpprzesonita gaziami. Rzdzian wpad na ni i po chwili oboje
z Helen znikli w gstwinie i ciemnoci.
Tymczasem Woodyjowski wstrzyma konia swego i Zagoby.
- Na miosierdzie boskie! co czynisz? - rycza szlachcic.
- Wstrzymamy pogo. Nie ma innego dla kniaziwny ratunku.
- Zginiemy!
- To zginiemy. Sta tu wa na boku gocica! tutaj! tutaj!
Obaj przyczaili si w ciemnoci pod drzewami - tymczasem gwatowny
ttent bachmatw tatarskich zblia si i hucza jak burza, a si cay las
nim rozlega.
- Stao si! - rzek Zagoba i podnis do ust bukak z winem.
Pi i pi - po czym wstrzsn si.
- W imi Ojca i Syna, i Ducha witego! - zakrzykn - gotowym na
mier!
- Zaraz! zaraz! - rzek Woodyjowski. - Trzech idzie naprzd, tegom
chcia!
Jako na jasnym gocicu ukazao si trzech jedcw siedzcych
widocznie na najlepszych bachmatach, tak zwanych na Ukrainie
wilczarach, bo w biegu wilka doganiay; za nimi o dwiecie lub trzysta
krokw pdzio kilkunastu innych, a dalej jeszcze cay gsty, zbity tum
ordycw.
Gdy trzej pierwsi zrwnali si z zasadzk, hukny dwa strzay, po czym
Woodyjowski rzuci si jak ry na rodek gocica i w jednym mgnieniu
oka, nim pan Zagoba mia czas spojrze i pomyle, co si stao, trzeci
Tatar
pad jakby gromem raony.
- W konie! - krzykn may rycerz.
Pan Zagoba nie da sobie tego dwa razy powtarza, i ruszyli gocicem
na ksztat dwch wilkw, za ktrymi stado zajadych psw goni;
tymczasem dalsi ordycy nadbiegli do trupw i poznawszy, e owe
gonione wilki potrafi na mier uksi, wstrzymali nieco konie czekajc
na innych towarzyszw.
- Widzisz wa! - rzek Woodyjowski - wiedziaem, e si zatrzymaj!
Ale jakkolwiek uciekajcy zyskali kilkaset krokw, przerwa w gonitwie
nie trwaa dugo, tylko e Tatarzy biegli ju wiksz kup i nie wysuwali
si pojedynczo naprzd.
Jednake konie uciekajcych byy zmczone dug drog i pd ich sab.
Szczeglnie ko Zagoby, wiozcy na grzbiecie tak znaczny ciar,
potkn si znowu raz i drugi; staremu szlachcicowi resztki wosw
stany na gowie na myl, e padnie.
- Panie Michale, najdroszy panie Michale! nie opuszczaje mnie! - woa
z desperacj.
- Bd wa pewien! - odpowiedzia may rycerz.
- eby tego konia wilcy...
Nie skoczy, gdy pierwsza strzaa bzykna mu koo ucha, a za ni inne
poczy bzyka i wista, i piewa, jakoby bki i pszczoy. Jedna
przeleciaa tak blisko, e prawie otara si betem o uszy pana Zagoby.
Woodyjowski zwrci si i znowu da po dwakro z pistoletw ognia do
gonicych.
Wtem ko pana Zagoby potkn si tak silnie, e nozdrzami niemal zary
w ziemi.
- Na Boga ywego, ko mi pada! - krzykn rozdzierajcym gosem
szlachcic.
- Z kulbaki i w las! - zagrzmia Woodyjowski.
To rzekszy sam osadzi konia, zeskoczy i w chwil pniej obaj z
Zagob znikli w ciemnociach.
Ale manewr ten nie uszed skonych oczu Tatarw i kilkudziesiciu z
nich zeskoczywszy rwnie z koni pucio si w pogo za uciekajcymi.
Gazie zerway z gowy czapk Zagobie i biy go po twarzy, szarpay za
upan, ale szlachcic, wziwszy nogi za pas, umyka, jakby mu trzydzieci
lat wieku ubyo. Czasami pada, wic podnosi si i umyka jeszcze
pieszniej, sapic jak miechy kowalskie - na koniec stoczy si w gboki
wykrot i czu, e si ju nie wygramoli, bo siy opuciy go zupenie.
- Gdzie wa jest? - spyta z cicha Woodyjowski.
- Tu, w dole. Ju po mnie! ratuj si, panie Michale.
Ale pan Micha bez wahania wskoczy do wykrotu i pooy rk na
ustach pana Zagoby.
- Cicho wa! moe nas zmin! Bdziem si zreszt bronili.
Tymczasem nadbiegli Tatarzy. Jedni z nich minli istotnie wykrot,
sdzc, e zbiegowie uciekaj dalej, inni szli z wolna, obmacujc drzewa i
rozgldajc si na wszystkie strony.
Rycerze utaili dech w piersiach.
Niech tu ktry wpadnie - myla w rozpaczy Zagoba - to ja mu
wpadn!..."
Wtem iskry posypay si na wszystkie strony: Tatarzy poczli krzesa
ogie...
Przy blasku ich wida byo dzikie twarze o wystajcych policzkach i
nabrzke wargi dmuchajce w zatlone hubki. Przez jaki czas chodzili
tak wkoo, o kilkadziesit krokw od wykrotu, podobni do jakich
zowrogich widm lenych - i zbliali si coraz bardziej.
Ale w chwil pniej jakie dziwne szumy, szmery i zmieszane okrzyki
poczy dolatywa z gocica i budzi upione gbie.
Tatarzy przestali krzesa i stanli jak wryci; rka Woodyjowskiego wpia
si w rami Zagoby.
Krzyki zwikszay si i nagle buchny czerwone wiata, a wraz z nimi
rozlega si salwa muszkietw - jedna, druga, trzecia - za ni okrzyki:
Aa", szczk szabel, kwik koni - ttent i wrzaski pomieszane Na
gocicu wrzaa bitwa.
- Nasi! nasi! - krzykn Woodyjowski.
- Bij! morduj! bij! siecz! rnij! - rycza pan Zagoba.
Sekunda jeszcze: koo wykrotu przebiego w najwikszym popochu
kilkudziesiciu Tatarw, ktrzy zmykali teraz co duchu ku swoim. Pan
Woodyjowski nie wytrzyma, skoczy za nimi - i jecha na ich karkach
wrd gstwy i ciemnoci.
Zagoba pozosta sam na dnie jamy.
Po chwili prbowa wyle, ale nie mg. Bolay go wszystkie koci i
zaledwie zdoa na nogach si utrzyma.
- Ha, ajdaki! - rzek ogldajc si na wszystkie strony - ucieklicie!
Szkoda, e tu ktry nie zosta. Miabym kompani w tej jamie i
pokazabym mu, gdzie pieprz ronie. O poganie! narn was tam teraz
jak byda! Dla Boga, haas tam teraz coraz wikszy! Chciabym, eby to
by sam ksi Jeremi, bo ten by dopiero was przygrza. Haakujcie!
haakujcie! bd pniej wilcy nad waszym cierwem haakowali. Ale
te ten pan Micha, eby mnie tu samego zostawi. Ba, nic dziwnego!
akomy, bo mody. Po tej ostatniej przeprawie ju i do pieka bym z nim
poszed, bo to nie taki przyjaciel, co w potrzebie opuszcza. A osa to jest!
W mig tamtych trzech uksi. ebym to mia przynajmniej ze sob ten
bukak... ale ju go tam pewnie diabli wzili... konie rozdeptay. Jaszcze
mnie tu jaka gadzina gnie w tej jamie. Co to?
Krzyki i salwy muszkietw poczy oddala si w stron pola i
pierwszego lasu.
- Aha! - rzek Zagoba. - Ju im na karkach jad! Nie wytrzymalicie,
psubraty! Chwaa bd Bogu najwyszemu!
Krzyki oddalay si coraz bardziej.
- Zdrowo jad! - mrucza dalej szlachcic. - Ale to, widz, przyjdzie mi
posiedzie w tej jamie. Tego by brakowao, eby mnie wilcy zjedli.
Naprzd Bohun, potem Tatarzy, a w kocu wilcy. Daje, Boe, pal
Bohunowi, a wcieklizn wilkom, bo o Tatarach ju tam jako nasi myl
niezgorzej! Panie Michale! Panie Michale!
Cisza odpowiedziaa panu Zagobie, tylko br szumia, a z dala coraz
sabiej dochodziy okrzyki.
- Chyba si tu spa poo - czy co? Nieche to diabli porw! Hej, panie
Michale!
Ale cierpliwo pana Zagoby na dug jeszcze miaa by wystawiona
prb, bo szaro ju byo na niebie, gdy na gocicu da si ponownie
sysze ttent, a nastpnie wiata zabysy w mroku lenym.
- Panie Michale! tu jestem! - zawoa szlachcic.
- To wa wya.
- Ba! kiedy nie mog.
Pan Micha z uczywem w garci stan nad jam i podajc rk Zagobie,
rzek:
- No! Tatarw nie ma. Przejechalimy si na nich a za tamten las.
- A kt to nadszed?
- Kuszel i Roztworowski w dwa tysice koni. Moi dragoni take s z
nimi.
- A pogacw sia byo?
- At! komunik parotysiczny.
- To chwaa Bogu! daje mi si czego napi, bom zemdla.
W dwie godziny pniej pan Zagoba, napojony i nakarmiony naleycie,
siedzia na wygodnej kulbace wrd dragonw Woodyjowskiego, a obok
niego jecha may rycerz i tak mwi:
- Ju-e si wapan nie martw, bo cho do Zbaraa razem z kniaziwn
nie przyjedziemy, ale gorzej by byo, gdyby wpada w pogaskie rce...
- A moe Rzdzian nawrci jeszcze do Zbaraa? - pyta Zagoba.
- Tego on nie uczyni, gociniec bdzie zajty; w czambu, ktrymy
odparli, rycho wrci i w trop za nami i bdzie. Zreszt i Buraj lada
chwila nadcignie i pierwej stanie pod Zbaraem, niby Rzdzian mg
zdy. Z drugiej strony od Konstantynowa id: Chmielnicki i chan.
- O dla Boga ! to oni wanie z kniaziwn jakoby w matni wpadn.
- Gowa te Rzdziana w tym, aby si midzy Zbaraem a
Konstantynowem, pki czas, przemkn i nie pozwoli si pukom
Chmielnickiego albo chanowym czambuom ogarn. I widzisz wa,
mocno ja ufam, e on to potrafi.
- Daje tak, Boe!
- Chytry to jest pachoek jak lis. Wapanu fortelw nie brak, ale on
jeszcze chytrzejszy. Siamy gowy naamali, jak dziewczyn ratowa, i w
kocu rce nam opady, a przez niego wszystko si naprawio. Bdzie si
on teraz wylizgiwa jak w, gdy i o wasn skr mu chodzi. Ufaj
wa, bo i Bg jest nad ni, ktry j tyle razy ratowa, i przypomnij
sobie, e sam mi w Zbarau ufa kazae wtenczas, kiedy to Zachar
przyjeda.
Zagoba pokrzepi si nieco tymi sowami pana Michaa, a nastpnie
zamyli si gboko.
- Panie Michale - rzek po chwili - a nie pytae Kuszla, co si ze
Skrzetuskim dzieje?
- Jest ju w Zbarau i - chwali Boga - zdrowy. Przyszed z
Zawilichowskim od ksicia Koreckiego.
- A co my jemu powiemy?
- W tym sk.
- Wszake on cigle myli, e dziewczyna w Kijowie zamordowana?
- Tak jest.
- A nie mwie teraz Kuszlowi albo komu, skd jedziemy?
- Nie mwiem, bom sobie myla: lepiej si pierwej naradzimy.
- Wolabym chyba o caej imprezie zamilcze- rzek Zagoba. - Miaaby
dziewczyna teraz, Boe uchowaj! wpa znowu w rce kozackie albo
tatarskie, to dla Skrzetuskiego byaby nowa bole - taka wanie, jakoby
mu kto przysche rany rozdrapa.
- Gow daj, e j Rzdzian wyprowadzi.
- Dabym i ja za to chtnie swoj, ale nieszczcie teraz na wiecie jak
duma grasuje. Lepiej ju milczmy i na wol bo wszystko zdajmy.
- Nieche i tak bdzie. Ale czy pan Podbipita tajemnicy Skrzetuskiemu
nie wyjawi?
- Chyba go nie znasz! Parol kawalerski da, a to dla tego litewskiego
powyrka wita rzecz.
Tu przyczy si do nich Kuszel i jechali dalej razem - rozmawiajc-
przy pierwszych promieniach wschodzcego soca - o rzeczach
publicznych, o przyjciu regimentarzy do Zbaraa, ktre ksi Jeremi
spowodowa, o bliskim przyjedzie ksicia i o nieuniknionej ju
straszliwej z ca potg Chmielnickiego rozprawie.
 377
 Rozdzia XXIV 
W Zbarau zastali pan Woodyjowski i Zagoba wszystkie wojska
koronne, zgromadzone i na nieprzyjaciela czekajce. By tam i podczaszy
koronny, ktry spod Konstantynowa nadcign, i Lanckoroski,
kasztelan kamieniecki, ktren pod Barem pierwej gromi, i trzeci
regimentarz, pan Firlej z Dbrowicy, kasztelan beski, i pan Andrzej
Sierakowski, pisarz koronny, i pan Koniecpolski, chory, i pan
Przyjemski, genera artylerii, wojownik szczeglniej w zdobywaniu miast
i urzdzaniu obrony biegy. A z nimi dziesi tysicy wojska
kwarcianego, nie liczc kilku chorgwi ksicia Jeremiego, ktre ju
poprzednio w Zbarau stay.
Pan Przyjemski na poudniowych stokach miasta i zamku, za rzeczk
Gniezn i dwoma stawami, zatoczy potny obz, ktry cudzoziemsk
sztuk ufortyfikowa, a ktry tylko z przodu mona byo zdobywa, bo
tyw broniy stawy, zamek i rzeczka. W tym to obozie mieli zamiar
regimentarze da odpr Chmielnickiemu i zatrzyma nawanic dopty,
dopki by krl z reszt si i pospolitym ruszeniem wszystkiej szlachty nie
nadcign. Ale czy by to zamiar wobec potgi Chmielnickiego podobny
do spenienia? Wielu wtpio i suszne przytaczao wtpliwoci powody, a
midzy innymi i ten, e w samym obozie le si dziao. Naprzd, midzy
wodzami wrzaa tajona niezgoda. Regimentarze bowiem po niewoli
przyszli pod Zbara ulegajc w tym daniu ksicia Jeremiego.
Pocztkowo mieli regimentarze ch broni si pod Konstantynowem, ale
gdy rozesza si wie, e Jeremi obiecuje stan wasn osob tylko w
takim razie, jeeli Zbara na miejsce obrony zostanie wybrany,
onierstwo natychmiast owiadczyo krlewskim wodzom, e chce i na
Zbara i gdzie indziej bi si nie bdzie. Nie pomogy adne perswazje ani
powaga buawy i wkrtce regimentarze poznali, e jeeli w duszym
uporze trwa bd, tedy wojska, poczwszy od powanych znakw
husarskich a do ostatniego onierza z rot cudzoziemskich, opuszcz ich
i zbiegn pod chorgwie Winiowieckiego. By to jeden z tych smutnych,
coraz czstszych w owym czasie przykadw niekarnoci wojskowej,
ktr zrodziy zarazem nieudolno wodzw, niezgody ich midzy sob,
bezprzykadna groza przed potg Chmielnickiego i niebywae dotychczas
klski, a zwaszcza piawiecka.
Tak wic regimentarze musieli ruszy pod Zbara, gdzie wadza mimo
nominacji krlewskich miaa si rzeczy przej w rce Winiowieckiego,
bo jego jednego tylko chciao sucha wojsko, bi si i gin pod nim
jednym. Ale tymczasem tego faktycznego wodza nie byo jeszcze w
Zbarau, wic niepokj w wojsku wzrasta, karno rozluniaa si do
reszty i serca upaday. Ju byo bowiem wiadomo, e Chmielnicki, a z
nim chan cign z potg, jakiej od czasw Tamerlana nie widziay
ludzkie oczy. Coraz nowe wieci nadlatyway do obozu, jakby zowrogie
ptactwo, coraz nowe, coraz straszliwsze posuchy, i wtliy mstwo
onierza. Byy obawy, aby popoch, podobny do piawieckiego, nie
zerwa si nagle i nie rozproszy tej garci wojska, ktra zagradzaa
Chmielnickiemu drog do serca Rzeczypospolitej. Wodzowie sami tracili
gowy. Sprzeczne ich rozporzdzenia nie byy wcale wykonywane lub
wykonywano je z niechci. Rzeczywicie jeden Jeremi mg odwrci
klsk wiszc nad obozem, wojskiem i krajem.
Pan Zagoba i Woodyjowski, przybywszy z chorgwiami Kuszla, wpadli
zaraz w wir wojskowy, ledwie bowiem stanli na majdanie, otoczyli ich
towarzysze rnych znakw, pytajc jeden przez drugiego o nowiny. Na
widok jecw tatarskich otucha wstpia zaraz w serca ciekawych:
"Uszczknli Tatarw! Jecy tatarscy! Bg da wiktori!" - powtarzali
jedni. "Tatarzy tu - i Buraj z nimi!" - woali drudzy. "Do broni, moci
panowie! Na way!" Wie leciaa przez obz, a zwycistwo Kuszlowe
roso przez drog. Coraz wicej ludzi kupio si naok jecw "Pocina
ich! - woano - co tu bdziemy z nimi robili!" Posypay si pytania tak
gsto, jakoby niena zadymka, ale Kuszel nie chcia odpowiada i
poszed z relacj do kwatery kasztelana beskiego - za Woodyjowskiego
i Zagob witali przez ten czas znajomi spod chorgwi "ruskich", a oni
wykrcali si, jak mogli, byo im bowiem rwnie pilno zobaczy si ze
Skrzetuskim.
Znaleli go w zamku, a z nim starego Zawilichowskiego, dwch ksiy,
miejscowych bernardynw, i pana Longina Podbipit. Skrzetuski
ujrzawszy ich przyblad nieco i oczy zmruy, bo mu zbyt duo
wspomnie na myl przywiedli, aby mia bez blu znie ich widok.
Jednake powita ich spokojnie, a nawet radonie pyta, gdzie byli, i
zadowoli si pierwsz lepsz odpowiedzi, gdy poczytujc kniaziwn
za umar, niczego ju nie pragn, niczego si nie spodziewa i
najmniejsze podejrzenie nie wkrado mu si do duszy, e ich duga
nieobecno moe by w jakimkolwiek z ni zwizku. Oni te sowem o
celu wyprawy nie wspomnieli, cho pan Longinus spoglda to na
jednego, to na drugiego badawczym wzrokiem i wzdycha, i krci si na
miejscu chcc cho cie nadziei na ich obliczach wyczyta. Ale obydwaj
zajci byli Skrzetuskim, ktrego pan Micha co chwila bra w ramiona, bo
mu serce miko na widok tego wiernego i dawnego przyjaciela, ktry
tyle si wycierpia, tyle przeby i tyle utraci, e
prawie y nie mia po co.
- Ot! do kupy si znowu zbieramy wszyscy starzy towarzysze - mwi do
Skrzetuskiego - i dobrze ci bdzie z nami. Wojna te przyjdzie taka,
widz, jakiej jeszcze nie bywao, a z ni i rozkosze wielkie dla kadej
duszy onierskiej. Byle ci Bg da zdrowie, nieraz jeszcze husarzy
poprowadzisz!
- Bg mi ju zdrowie wrci! - odpowiedzia Skrzetuski - i sam sobie
wicej nie ycz, jeno suy, pki jest potrzeba.
Jako Skrzetuski zdrw by ju w istocie, bo modo i potna sia
zwalczyy w nim chorob. Zgryzoty przeary mu dusz, ale ciaa zgry
nie mogy. Wychud tylko bardzo i pok tak, e czoo, policzki i nos
mia jakby z wosku kocielnego uczynione. Dawna kamienna surowo
zostaa mu w twarzy i by w niej taki skrzepy spokj, jak w twarzach
umarych. Wicej jeszcze srebrnych nici wio si w jego czarnej brodzie,
a zreszt nie rni si niczym od innych ludzi, chyba tym, e przeciw
onierskiemu obyczajowi unika gwarw, ciby, pijatyk, chtniej z
zakonnikami obcujc, ktrych rozmw o yciu klasztornym i o yciu
przyszym chciwie, bywao, sucha. Jednake sub cile peni i co si
tyczyo wojny albo spodziewanego oblenia, tym na rwni ze
wszystkimi si zajmowa.
Wnet te rozmowa zesza na ten przedmiot; bo nikt o niczym innym nie
myla w caym obozie, w zamku i w miecie. Stary Zawilichowski
wypytywa si o Tatarw i o Buraja, z ktrym z dawna mia znajomo.
- Wielki to jest wojennik - mwi - i a al, e przeciw ojczynie wraz z
innymi powstaje. Razem suylimy pod Chocimiem - modzik to by
jeszcze, ale ju obiecywa, e na niepospolitego ma wyronie.
- Przecie on jest z Zadnieprza i Zadnieprzacom przywodzi - rzek
Skrzetuski - jake si to stao, ojcze, e on teraz z poudnia od strony
Kamieca cignie?
- Wida - odrzek Zawilichowski - umylnie mu tam Chmielnicki
zimowisko wyznaczy, gdy Tuhaj-bej zosta nad Dnieprem, a w murza
wielki ma do Buraja rankor jeszcze z dawnych czasw. Nikt te
Tatarom tyle sada za skr nie zala, ile Buraj.
- A teraz bdzie ich komilitonem!
- Tak jest! - rzek Zawilichowski - takie czasy! Ale tu bdzie nad nimi
Chmielnicki czuwa, eby si nie poarli.
- A Chmielnickiego kiedy si tu, ojcze, spodziewacie? - pyta
Woodyjowski.
- Lada dzie, a zreszt, kt moe wiedzie? Powinni regimentarze
podjazd za podjazdem wysya, a tego nie czyni. Ledwiem uprosi, e
Kuszla wysali ku poudniowi, a panw Pigowskich pod Czohaski
Kamie. Chciaem i sam i, ale tu cige rady i rady... Maj jeszcze
wysa i pana pisarza koronnego w kilkanacie chorgwi. Nieche si
piesz, aby za nie byo za pno. Daj tu Boe jak najprdzej naszego
ksicia, bo inaczej taka haba jak pod Piawcami nas spotka.
- Widziaem tych onierzw, kiedymy przez majdan przejedali -
rzecze Zagoba - i tak myl, e wicej midzy nimi kpw ni dobrych
pachokw. Bazarnikami im by, nie naszymi komilitonami, ktrzy si w
sawie kochamy, wicej j od zdrowia cenic.
- Co wa gadasz! - burkn staruszek. - Nie ujmuj ja waszmoci
mstwa, cho dawniej inne miaem mniemanie, ale i to wszystko
rycerstwo, co tu jest, to najprzedniejszy onierz, jakiego kiedykolwiek
miaa Rzeczpospolita. Gowy jeno trzeba! wodza! Pan kamieniecki dobry
harcownik, ale aden wdz; pan Firlej stary, a co do podczaszego, no,
ten razem z ksiciem Dominikiem pod Piawcami zdoby sobie reputacj.
C dziwnego, e ich sucha nie chc? onierz chtnie przeleje krew,
jeeli jest pewien, e go bez potrzeby nie wygubi. Ot i teraz: miast o
obleniu myle, to si spieraj, gdzie ktry bdzie sta!
- Czy aby wiwendy jest dosy? - pyta niespokojnie Zagoba.
- I tego nie tyle, ile potrzeba, ale z pasz jeszcze gorzej. Jeeli si
oblenie przez miesic przecignie, to chyba wiry a kamienie bdziem
koniom dawa.
- Jeszcze by czas o tym pomyle - rzek Woodyjowski.
- To id im wa to powiedz. Daj Boe ksicia, repeto!
- Nie waszmo jeden za nim wzdychasz - przerwa pan Longinus.
- Wiem o tym - odrzek staruszek. - Spojrzyjcie waszmociowie na
majdan. Wszyscy u waw siedz i z tsknoci w stron Starego
Zbaraa pogldaj, inni za a na wiee w miecie wa, a krzyknie
ktry z pustoty: "Idzie!" - to od radoci szalej. Nie tak spragniony jele
desiderat aquas, jako my jego. Oby tylko przed Chmielnickim zdy, bo
ju tak myl, e tam musiay zaj impedimenta.
- My te si po caych dniach o jego przyjazd modlimy - odezwa si
jeden z bernardynw.
Jako modlitwy i yczenia caego rycerstwa miay si niebawem zici,
chocia nastpny dzie przynis jeszcze wiksze obawy i peno wrb
zowrogich. Dnia smego lipca, we czwartek, straszliwa burza rozszalaa
si nad miastem i wieo zatoczonymi waami obozu. Deszcz wali
potokami. Cz robt ziemnych spyna. Gniezna i oba stawy wezbray.
Wieczorem piorun hukn w piechotn chorgiew kasztelana beskiego,
Firleja; zabi kilku ludzi, a sam chorgiew roztrzaska na szczypki.
Poczytano to za ze omen i za widomy znak gniewu boego, tym bardziej
e pan Firlej by kalwinem. Zagoba proponowa, by wysa do niego
deputacj z daniem i prob, aby si nawrci - "gdy nie moe by
bogosawiestwa boego dla wojska, ktrego wdz yje w sprosnych
bdach niebu obrzydych". Wielu podzielao to mniemanie i tylko powaga
osoby kasztelaskiej i buawy wstrzymaa wysanie deputacji. Ale serca
tym bardziej upady. Burza te szalaa bez przerwy. Way, lubo
wzmocnione kamieniami, oz i ostrokoem, rozmiky tak, e armaty
poczy grzzn. Musiano podkada deski pod granatniki, modzierze i
nawet pod oktawy. W gbokich fosach szumiaa woda na chopa
wysoko. Noc nie przyniosa spokoju. Wicher gna od wschodu coraz
nowe olbrzymie zway chmur, ktre kbic si i przewalajc ze
straszliwym oskotem po niebie wyrzucay nad Zbaraem wszystek swj
zapas ddu, gromw, byskawic... Tylko czelad zostaa w namiotach w
obozie, towarzystwo za, starszyzna, nawet regimentarze, z wyjtkiem
kasztelana kamienieckiago, schronili si do miasta. Gdyby Chmielnicki
nadszed by razem z t burz, byby wzi obz bez oporu!
Nazajutrz byo ju nieco lepiej, chocia deszcz jeszcze popadywa.
Dopiero koo pitej z poudnia wiatr przepdzi chmury, bkit roztoczy
si nad obozem, a w stronie Starego Zbaraa zajaniaa przepyszna
siedmiobarwna tcza, ktrej potny uk jednym ramieniem za Stary
Zbara przechodzi, drugim zdawa si ssa wilgo z Czarnego Lasu - i
wieci si, i mieni, i gra na tle chmur uciekajcych.
Wwczas otucha wstpia w serca. Rycerstwo wrcio do obozu i
wstpio na liskie way, aby widokiem tczy oczy weseli. Zaraz poczto
rozprawia gwarnie i zgadywa, co ten pomylny znak zwiastuje, gdy
wtem pan
Woodyjowski, stojc wraz z innymi nad sam fos, przysoni swe rysie
oczy rk i zakrzykn:
- Wojsko spod tczy wychodzi! wojsko!
Zrobi si ruch, jakby wicher poruszy mas ludzi, a potem szmer zerwa
si nagle. Sowa: "Wojsko idzie!" przeleciay jakoby strzaa od jednego
koca waw do drugiego. onierze poczli si cisn, popycha,
skbia. Szmery zryway si i cichy; wszystkie donie spoczy nad
oczyma, wszystkie oczy wbiy si z wyteniem w dal - serca tuky si w
piersiach - i patrzyli tak wszyscy, oddech w piersiach wstrzymujc,
zawieszeni midzy niepewnoci i nadziej!
A wtem pod siedmiobarwn bram zamajaczyo co i majaczyo coraz
wyraniej, i wynurzao si z dali, i zbliao coraz bardziej, i widniao
coraz dokadniej - a w kocu ukazay si chorgwie, proporce, buczuki
- pniej las proporczykw - oczy nie day duej wtpi: byo to wojsko.
Wwczas jeden olbrzymi okrzyk wyrwa si ze wszystkich piersi, okrzyk
niepojtej radoci:
- Jeremi! Jeremi! Jeremi!
Najstarszych onierzy ogarn po prostu sza. Jedni rzucili si z waw,
przebrnli fos i biegli piechot przez zalan wod rwnin ku
zbliajcym si pukom; drudzy lecieli do koni; inni mieli si, inni pakali,
skadali rce lub wycigali je ku niebu, woajc: "Idzie nasz ojciec, nasz
zbawca, nasz wdz!" Zdawa by si mogo, e oblenie ju zdjte,
Chmielnicki pokonany i zwycistwo odniesione. Tymczasem puki ksicia
podchodziy coraz bliej, tak e mona ju byo rozrni znaki. Szy
wic naprzd, jako zwykle, lekkie puki ksicych Tatarw, semenw i
Woochw; za nimi wida byo cudzoziemsk piechot Machnickiego,
dalej - armaty Wurcla, dragoni i powane znaki husarskie. Promienie
soca amay si na ich zbrojach, na grotach sterczcych kopii - i szli
wszyscy w blaskach niezwyczajnych,jakoby ju ich otaczaa gloria
zwycistwa. Skrzetuski, stojcy wraz z panem Longinem na waach,
pozna z dala swoj chorgiew, ktr by w Zamociu zostawi - i
wyke policzki zarumieniy mu si nieco; odetchn silnie po kilkakro,
jakby jaki niezmierny ciar zrzuca z piersi, i powesela w oczach. Bo
te i bliskie ju byy dla niego dni trudw nadludzkich oraz walk
heroicznych, ktre najlepiej goj serce i pami bolesn gdzie coraz
gbiej na dno duszy strcaj. Puki zbliyy si jeszcze i zaledwie tysic
krokw dzielio je od obozu. Nadbiega te i starszyzna, by oglda
wejcie ksice: wic trzej regimentarze, z nimi pan Przyjemski, pan
chory koronny, pan starosta krasnostawski, pan Korf i wszyscy inni
oficerowie tak chorgwi polskich, jak i cudzoziemskiego autoramentu.
Podzielali oni ogln rado, a szczeglniej pan Lanckoroski,
regimentarz, wikszy rycerz anieli wdz, ale w sawie wojennej
rozkochany, wyciga buaw w stron, skd' przychodzi Jeremi, i mwi
tak gono, e go wszyscy syszeli:
- Oto tam nasz najwyszy wdz i ja pierwszy dank i wadz sw mu
oddawam!
Puki ksice zaczy wchodzi do obozu. Byo wszystkiego ludu trzy
tysice, ale za sto tysicy serc przyroso - bo byli to przecie wszystko
zwycizcy spod Pohrebyszcz, Niemirowa, Machnwki i Konstantynowa.
Witali si tedy znajomi i przyjaciele. Za lekkimi pukami wtoczya si na
koniec z trudem i artyleria Wurclowska, prowadzc cztery hakownice,
dwie oktawy srodze donone i sze zdobycznych organkw. Ksi,
ktry ze Starego Zbaraa puki ekspediowa, wjecha dopiero wieczorem
po zachodzie soca. Zbiego si, co yo, na jego spotkanie. onierze,
pozapalawszy kaganki, ogarki, pochodnie i szczapy uczywa, otoczyli tak
ksicego dzianeta, e postpowa nie mg. Chwytano go te za cugle,
by oczy widokiem bohatera duej napoi. Caowano suknie ksice, a
samego ledwie e nie porwano na ramiona. Uniesienie doszo do tego
stopnia, e nie tylko onierze spod swojskich znakw, ale i roty
cudzoziemskie owiadczyy, e przez kwarta darmo bd suyy. Coraz
wikszy tok czyni si naok ksicia, tak e kroku ju postpi nie mg
- siedzia wic na swym biaym dzianecie, otoczony onierstwem, jak
pasterz midzy owcami, a okrzykom i wiwatom nie byo koca.
Wieczr si zrobi cichy, pogodny. Na ciemnym niebie zabyso tysice
gwiazd i wnet zjawiy si pomylne wrby. Wanie gdy pan
Lanckoroski zbliy si do ksicia z buaw w rku, by mu j odda,
jedna z gwiazd, oderwawszy si od sklepienia i cignc za sob strug
wietlan, spada z hukiem w stronie Konstantynowa, skd mia
nadcign Chmielnicki, i zgasa.
- To Chmielnickiego gwiazda! - krzyknli onierze. - Cud! cud! znak
widomy!
- Vivat Jeremi victor! - powtrzyo tysice gosw, a wtem kasztelan
kamieniecki zbliy si i da znak rk, e chce mwi. Uciszyo si zaraz
nieco, on za rzek:
- Krl mnie da buaw, ale ja j w twoje, godniejsze rce, zwycizco,
oddaj i pierwszy twoich rozkazw chc sucha.
- I my z nim! - powtrzyli dwaj inni regimentarze.
Trzy buawy wycigny si ku ksiciu, ale on rk cofn i odrzek:
- Nie ja waszmociom dawaem buawy, wic ich nie bd odbiera.
- Bd wic nad trzema czwart! - rzek Firlej.
- Vivat Winiowiecki! Vivant regimentarze! - krzykno rycerstwo. - y i
umiera razem chcemy!
W tej chwili dzianet ksicy podnis eb, wstrzsn farbowan
purpurowo grzyw i zara potnie, a wszystkie konie w obozie
odpowiedziay mu jednym gosem.
Poczytano i to za przepowiedni zwycistwa. onierze mieli ogie w
oczach. Serca rozpaliy si pragnieniem walki, dreszcz zapau przebiega
przez ciaa. Starszyzna nawet podzielaa oglne uniesienie. Podczaszy
paka i modli si, a pan kasztelan kamieniecki i pan starosta
krasnostawski pierwsi poczli trzaska szablami wtrujc onierzom,
ktrzy biegli na zrby waw i wycigajc rce w ciemnoci, woali ku
stronie, z ktrej spodziewano si nieprzyjaciela:
- Bywajcie, psubraty! znajdziecie nas gotowych!
Tej nocy nikt nie spa w obozie i a do rana grzmiay okrzyki i roiy si
wiata byszczce kagankw i pochodni.
Nad ranem przyszed z podjazdu spod Czohaskiego Kamienia pan
pisarz koronny Sierakowski i przynis wiadomo o nieprzyjacielu, ktry
o pi mil od obozu si znajdowa. Podjazd stoczy walk z przewanymi
siami ordycw; zgino w niej dwch panw Makowskich, pan
Oleksicz i kilku zacnego towarzystwa. Przywiezione jzyki twierdziy, e
za onym komunikiem chan i Chmielnicki id z ca potg. Dzie zeszed
na oczekiwaniu i rozporzdzeniach do obrony. Ksi przyjwszy bez
duszych waha naczelne dowdztwo, szykowa wojsko, wyznacza
kademu, gdzie mia sta, jak si broni i jak innym w pomoc
przychodzi. W obozie zapanowa najlepszy duch; karno zostaa
przywrcona, a zamiast dawnego zamieszania, krzyowania si
rozporzdze, niepewnoci - widziae wszdy ad i sprawno. Do
poudnia wszyscy byli na swych pozycjach. Strae przed obozem
rozrzucone donosiy kadej chwili, co dzieje si w okolicy. W
pobliszych wioskach wysana czelad braa ywno i pasz, ile si gdzie
jeszcze dao zapa. onierz stojc na waach gwarzy wesoo i piewa, a
noc spdzono drzemic przy ogniskach, z rk na szabli, w takiej
gotowoci, jakby co chwila szturm mia nastpi.
Jako witaniem poczo si co czerni w stronie Winiowca. Dzwony
uderzyy w miecie na trwog, a w obozie dugie, aosne gosy trb
pobudziy czujno onierzy. Piesze regimenta wyszy na way, w
przerwach stana jazda gotowa zerwa si za pierwszym znakiem do
ataku, a przez ca dugo okopu wzniosy Si ku grze dymki od
zapalonych lontw.
W tej samej chwili pojawi si ksi na swoim biaym dzianecie. Ubrany
by w srebrne blachy, ale bez hemu. Najmniejszej troski nie byo zna na
jego czole; owszem, wesoo bia mu z oczu i twarzy.
- Mamy goci, moci panowie! mamy goci! - powtarza przejedajc
wzdu waw.
Cisza nastaa i sycha byo opotanie chorgwi, ktre lekki powiew
wiatru to nadyma, to owija naokoo drzewcw. Tymczasem
nieprzyjaciel zbliy si tak, e mona go byo okiem ogarn.
Bya to pierwsza fala, wic nie sam Chmielnicki z chanem, ale
rekonesans zoony ze trzydziestu tysicy wyborowych ordycw
uzbrojonych w uki, samopay i szable. Zagarnwszy tysic piset
pachokw wysanych po ywno, szli gst aw od Winiowca, potem
wycignwszy si w dugi pksiyc poczli zajeda z przeciwnej
strony ku Staremu Zbaraowi.
Ale tymczasem ksi przekonawszy si, i to tylko komunik, da rozkaz,
by jazda wysza z okopw. Rozlegy si gosy komendy, puki zaczy si
rusza i wychodzi zza waw, jak pszczoy z ula. Rwnina napenia si
ludmi i komi. Z dala wida byo rotmistrzw z buzdyganami w rku
oganiajcych chorgwie i szykujcych je do boju. Konie parskay rzewo
- a czasem renie przebiego szeregi. Potem z tej masy wysuny si dwie
chorgwie Tatarw i semenw ksicych i szy drobnym kusem
naprzd; uki trzsy si im na plecach, migotay kopaki - i szli w
milczeniu, a na czele ich jecha rudy Wierszu, pod ktrym ko rzuca si
jak szalony, co chwila zwieszajc w powietrzu przednie kopyta, jakby
chcia zerwa wdzida i skoczy co prdzej w zamt.
Bkitu nieba nie plamia adna chmurka, dzie by jasny, przezroczysty -
i wida ich byo jak na doni.
W teje samej chwili od strony Starego Zbaraa ukaza si taborek
ksicy, ktry nie zdoa wej z caym wojskiem, a teraz nada co siy
z obawy, aby ordycy nie ogarnli go jednym zamachem. Jako nie
uszed ich oczu i wnet dugi pksiyc ruszy ku niemu z kopyta. Krzyki:
"Aa!", doleciay a do uszu stojcej na waach piechoty! chorgwie
Wierszua pomkny jak wicher na ratunek.
Ale pksiyc dobieg prdzej do taborku i opasa go w jednej chwili
jakoby czarn wstg, a jednoczenie kilka tysicy ordycw zwrcio si
z wyciem nieludzkim ku Wierszuowi starajc si go rwnie opasa. I tu
dopiero mona byo pozna dowiadczenie Wierszua i sprawno jego
onierzy. Widzc bowiem, e im zachodz z prawej i lewej strony,
rozdzielili si na troje i skoczyli na boki, po czym rozdzielili si na
czworo, potem na dwoje - a za kadym razem nieprzyjaciel musia si
zwraca ca lini, bo przed sob nie mia nikogo, a skrzyda ju mu
rwano. Dopiero za czwartym razem uderzyli si pier w pier, ale
Wierszu uderzy ca si w najsabsze miejsce, rozerwa je i od razu
znalaz si na tyach nieprzyjaciela. Wtedy porzuci go i szed jak burza
ku taborkowi nie dbajc, e tamci zaraz mu na kark najad.
Starzy praktycy patrzc na to z waw uderzali si zbrojnymi domi po
ldwiach, wykrzykujc:
- Niech ich kule bij tylko ksicy rotmistrze tak prowadz!
Tymczasem Wierszu natarszy ostrym klinem na piercie opasujcy
taborek przebi go tak, jak strzaa przebija ciao onierza i w mgnieniu
oka przedosta si do rodka Teraz zamiast dwch bitew zawrzaa jedna,
ale tym zacitsza Cudny to by widok! W rodku rwniny taborek jakoby
ruchoma forteca wyrzuca dugie smugi dymu i zia ogniem - naok za
czernio si mrowie ruchliwe, rozszalae, niby jaki wir olbrzymi, za
wirem konie latajce bez jedcw, w rodku szum, wrzask, grzechotanie
samopaw. Ci tocz si jedni przez drugich, tamci nie daj si rozrywa.
Jak dzik otoczony broni si biaymi kami i tnie zajad psiarni, tak w
tabor wrd chmary tatarskiej broni si z rozpacz i nadziej, e z obozu
pomoc wiksza od Wierszuowej mu przyjdzie.
Jako wkrtce na rwninie zamigotay czerwone kolety dragonw Kuszla
i Woodyjowskiego - rzekby: listki czerwone kwiatw, ktre wiatr enie.
Ci dobiegli do chmary tatarskiej i wpadli w ni jak w czarny las, tak e po
chwili wcale ich nie byo wida, tylko kotowanie uczynio si jeszcze
wiksze. Dziwno byo nawet onierzom, dlaczego ksi nie przyjdzie od
razu z dostateczn potg w pomoc otoczonym, ale on zwczy chcc
dowodnie pokaza onierzom, jakie to posiki im prowadzi - i przez to
serce im podnie i do wikszych jeszcze niebezpieczestw przygotowa.
Jednake ogie w taborku sabia; zna, ju nabija nie mieli czasu albo
si rury muszkietw zbyt rozgrzay; natomiast wrzask Tatarw zwiksza
si coraz bardziej, wic ksi da znak i trzy husarskie chorgwie: jedna
jego wasna pod Skrzetuskim, druga starosty krasnostawskiego, trzecia
krlewska pod panem Pigowskim, runy z obozu ku bitwie. Dobiegy i
uderzywszy jak obuchem rozerway od razu piercie tatarski, potem
spdziy go, zgnioty na rwninie, wypary ku lasom, rozbiy raz jeszcze -
i gnay o wier mili od obozu, taborek za wrd radosnych okrzykw i
huku dzia zemkn bezpiecznie w okopy.
Tatarzy jednak czujc, e za nimi idzie Chmielnicki i chan, nie znikli
cakiem z oczu: owszem, wkrtce zjawili si na nowo i haakujc obiegali
cay obz zajmujc przy tym drogi, gocice i wsie pobliskie, z ktrych
wkrtce podniosy si supy czarnego dymu ku niebu. Mnstwo ich
harcownikw zbliyo si pod okopy, przeciw ktrym sypnli si zaraz
pojedynczo i kupkami onierze ksicy i kwarciani, szczeglniej z
tatarskich, wooskich i dragoskich chorgwi.
Wierszu nie mg bra w harcach udziau, albowiem sze razy w gow
city przy obronie taborku lea jak nieywy w namiocie; natomiast pan
Woodyjowski, cho cay ju jak rak od krwi czerwony, za mao mia
jeszcze ukontentowania i pierwszy wyruszy. Trway owe harce a do
wieczora, na ktre z obozu piechoty i rycerstwo z grnych chorgwi
patrzyo jak na widowisko. Przebiegano wic sobie wzajemnie, potykano
si gromadami albo pojedynczo, chwytano ywcem niewolnikw. A pan
Micha, co ktrego ucapi i odprowadzi, to znw wraca; czerwony jego
mundur uwija si po caym pobojowisku, a go wreszcie Skrzetuski panu
Lanckoroskiemu jako osobliwo z dala pokaza, bo ilekro sczepi si z
Tatarem, rzekby: w Tatara piorun trzas. Zagoba, cho pan Micha nie
mg go dosysze, dodawa mu krzykiem z waw ochoty, od czasu za
do czasu zwraca si do stojcych naok onierzy i mwi:
- Patrzcie, waszmociowie! ja to uczyem go szabl robi. Dobrze!
daleje po nim! Dalibg - niedugo mnie dorwna!
Ale tymczasem soce zaszo - i harcownik pocz z wolna ciga si z
pola, na ktrym pozostay tylko trupy koskie i ludzkie. W miecie
poczto znw dzwoni na "Anio Paski".
Noc zapadaa z wolna, jednake ciemno nie nadchodzia, bo naok
wieciy uny. Paliy si Zaocice, Barzyce, Lublanki, Stryjwka,
Kretowice, Zarudzie, Wachlwka - i caa okolica, jak okiem sign,
pona jednym poarem. Dymy w nocy stay si czerwone, gwiazdy
wieciy na rowym tle nieba. Chmary ptactwa z lasw, gszczw i
staww podnosiy si z wrzaskiem okropnym i kryy w powietrzu
owietlonym poog jakoby pomienie latajce. Bydo w taborze,
przeraone niezwykym widokiem, poczo rycze aonie.
- Nie moe by - mwili midzy sob w okopie starzy onierze - aby w
komunik tatarski takowe roznieci poary; pewnie to sam Chmielnicki z
Kozakami i ca ord si zblia.
Jako nie byy to czcze domysy, ju bowiem pan Sierakowski przywiz
poprzedniego dnia wiadomo, e hetman zaporoski i chan tu za
komunikiem nastpuj, czekano wic ich na pewno. onierze co do
jednego byli na okopach; lud na dachach i wieach. Wszystkie serca biy
niespokojnie. Niewiasty szlochay po kocioach wycigajc rce do
Najwitszego Sakramentu. Gorsze od wszystkiego oczekiwanie
przygnioto niezmiernym ciarem miasto, zamek i obz.
Ale nie trwao dugo. Noc jeszcze nie zapada zupenie, gdy na
widnokrgu ukazay si pierwsze szeregi kozackie i tatarskie, za nimi
drugie, trzecie, dziesite, setne, tysiczne. Rzekby: wszystkie lasy i
chaszcze zerway si nagle z korzeni i id na Zbara. Na prno oczy
ludzkie szukay koca tych szeregw; jak wzrok sign, czernio si
mrowie ludzkie i koskie gince w dymach i unach oddalenia. Szli jak
chmury albo jak szaracza, ktra ca okolic ruchom, straszliw mas
pokryje. Przed nimi szed grony pomruk gosw ludzkich jak wicher
szumicy w boru wrd wierzchokw starych sosen. Po czym
zatrzymawszy si o wier mili, poczli si rozkada i zapala nocne
ogniska.
- Widzicie ognie? - szeptali onierze - dalej id, ni ko jednym tchem
doleci.
- Jezus Maria! - mwi do Skrzetuskiego Zagoba. - Mwi wapanu, e
lew jest we mnie i trwogi nie czuj, ale wolabym, eby ich jasne pioruny
wszystkich do jutra zatrzasy. Jak mi Bg miy, e ich za wiele! Ju
chyba i na Dolinie Jzefata wikszego toku nie bdzie. I powiedz
wapan, o co tym zodziejom chodzi? Nie siedziaby to kady psubrat
lepiej w domu? nie robiby spokojnie paszczyzny? Co my winni, e nas
Pan Bg szlacht, a ich chamami stworzy i powinnymi im by kaza?
Tfu! zo mi porywa! Sodki ja czowiek, do rany mnie przyoy, ale
nieche mi do pasji nie doprowadzaj. Za duo oni mieli swobd, za
duo chleba, tote si rozmnoyli jak myszy w gumnie, a teraz si na
kotw porywaj... Poczekajcie! poczekajcie! Jest tu kot, co si nazywa
knia Jarema, i drugi - Zagoba! Co wa mylisz, czy bd tentowali
traktatw? eby si tak w pokor udali, jeszcze by ich mona zdrowiem
darowa - co? Jedno mi cigle niepokoi: czy wiwendy w obozie jest
dosy? A, do diaba! patrzcie no, waszmociowie, znowu tam ognie za
tymi ogniami - i dalej ognie! nieche czarna mier spadnie na takowy
congressus!
- Co wa mwisz o traktatach! - odrzek Skrzetuski - gdy oni sdz, i
wszystkich nas maj w rku i jutro najdalej dostan!
- Ale nie dostan? co? - pyta Zagoba.
- Boska w tym wola. W kadym razie, skoro tu jest ksi, nie przyjdzie
im atwo.
- Oto mnie wapan pocieszy! Nie o to mnie chodzi, by im atwo nie
przyszo - jeno, eby wcale nie przyszo.
- Niemae to jest ukontentowanie dla onierza, gdy darmo garda nie
daje.
- Pewnie, pewnie... Niech to pioruny zapal razem z waszym
ukontentowaniem!
W tej chwili zbliyli si Podbipita i Woodyjowski.
- Mwi, e ordy i kozactwa jest na p miliona - rzek Litwin.
- Bodaj waci jzyk odjo! - krzykn Zagoba. - Dobra nowina!
- Przy szturmach atwiej ich ci ni w polu - odpowiedzia ze sodycz
pan Longinus.
- Skoro si ksi nasz i Chmielnicki nareszcie spotkali - rzek pan Micha
- to ju o adnych ukadach ani gada. Albo starosta - albo kapucyn!
Jutro sdny dzie bdzie! - doda zacierajc rce.
May rycerz mia suszno W tej wojnie, tak dugiej, dwa lwy
najstraszniejsze ani razu nie stany sobie oko w oko. Gromi jeden
hetmanw i regimentarzy, drugi potnych atamanw kozackich, za
jednym i za drugim szo w trop zwycistwo, jeden i drugi byli postrachem
nieprzyjaci - ale czyja szala miaa przeway w bezporednim
spotkaniu, teraz dopiero miao si rozstrzygn. Winiowiecki patrzy
bowiem z okopu na nieprzejrzane my tatarskie, kozackie - i na prno
stara si je obj okiem. Chmielnicki spoglda z pola na zamek i obz,
mylc w duszy: "Tam mj wrg najstraszliwszy; gdy tego zetr, kt mi
si oprze?"
atwo to byo zgadn, e walka midzy tymi dwoma ludmi bdzie
duga i zacieka, ale rezultat nie mg by wtpliwy. w knia na
ubniach i Winiowcu sta na czele pitnastu tysicy ludzi liczc w to i
sugi obozowe, gdy tymczasem za chopskim wodzem szy ludyszcza
mieszkajce od Morza Azowskiego i Donu a po ujcia Dunaju. Szed
wic z nim chan na czele ordy krymskiej, biaogrodzkiej, nohajskiej i
dobrudzkiej - szed lud, ktry na wszystkich dorzeczach Dniestru i
Dniepru zamieszkiwa, szli Niowi i czer nieprzeliczona - ze stepw,
jarw, borw, miast, miasteczek, wsi i chutorw, i ci wszyscy, co pierwej
w dworskich lub koronnych chorgwiach suyli; szli Czerkasowie,
karaasze wooscy, Turcy sylistryjscy, Turcy rumelscy; szy nawet lune
watahy Serbw i Bugarw. Zdawa si mogo, e to nowa wdrwka
narodw, ktre porzuciy mroczne stepowe siedziby, cign na zachd,
by nowe ziemie zaj, nowe pastwo utworzy.
Taki to by stosunek si walczcych... gar przeciw krociom, wyspa
naprzeciw morzu! Wic nie dziwota, e niejedno serce bio trwog i e
nie tylko w miecie, nie tylko w tym kcie kraju, ale i w caej
Rzeczypospolitej patrzono na ten samotny okop, otoczony powodzi
dzikich wojownikw, jak na grobowiec wielkich rycerzy i wielkiego ich
wodza.
Tak samo zapewne patrzy i Chmielnicki, bo ledwie ognie rozpaliy si
dobrze w jego obozach, gdy przed okopami Kozak wysaniec j macha
bia chorgwi, trbi i krzycze, by nie strzelano.
Strae wyszy i porway go natychmiast.
- Od hetmana do ksicia Jaremy - rzek im.
Knia jeszcze z konia nie zsiad i sta na okopie z twarz pogodn jak
niebo. uny odbijay mu si w oczach i obczyy rowym blaskiem
jego delikatn, bia twarz. Kozak stanwszy przed obliczem paskim
straci mow i ydy zadray pod nim, a mrowie przeszo mu przez ciao,
cho to by stary wilk stepowy i jako pose przybywa.
- Kto ty? - pyta ksi wojewoda utkwiwszy w niego swe spokojne
renice.
- Ja setnik Sok... od hetmana.
- A z czym przychodzisz?
Setnik pocz bi czoem pokony a pod strzemiona ksice.
- Przebacz, wadyko! co mnie kazali, to powiem, ja nie winien!
- Mw miao.
- Hetman kaza mi powiedzie, e w goci przyby do Zbaraa i jutro w
zamku was odwiedzi.
- Powiedz mu, e nie jutro, ale dzi wydaj uczt w zamku! - odrzek
ksi.
Jako w godzin pniej zagrzmiay na wiwaty modzierze, wzniosy si
radosne okrzyki - i wszystkie okna zamkowe zajaniay od tysicw
wiec jarzcych.
Chan usyszawszy wiwatowe strzay, gosy trb i kotw wyszed wasn
osob przed namiot w towarzystwie brata Nuradyna, sutana Gagi,
Tuhaj-beja i wielu murzw, a nastpnie posa po Chmielnickiego.
Hetman, jakkolwiek nieco ju podpiy, stawi si natychmiast i bijc
pokony, a zarazem przykadajc palce do czoa, brody i piersi czeka na
zapytanie.
Przez dugi czas chan spoglda na zamek wieccy z dala jak olbrzymia
latarnia i kiwa z lekka gow, na koniec pogadzi si rk po rzadkiej
brodzie, ktra w dwch dugich kosmykach spadaa na asicow szub i
rzek wskazujc palcem na janiejce szyby:
- Hetmanie zaporoski, co tam jest?
- Najpotniejszy carzu! - odrzek Chmielnicki - to knia Jarema ucztuje.
Chan zdumia si.
- Ucztuje?...
- Trupy to jutrzejsze dzi ucztuj - odrzek Chmielnicki.
Wtem nowe wystrzay hukny na zamku, zabrzmiay trby, a zmieszane
okrzyki doszy a do dostojnych uszu chanowych.
- Jeden Bg - mrukn. - Lew jest w sercu tego giaura.
I po chwili milczenia doda:
- Wolabym z nim sta ni z tob.
Chmielnicki zadra. Ciko on opaca niezbdn przyja tatarsk, a do
tego jeszcze nigdy nie by pewien straszliwego sojusznika. Lada fantazja
chanowa, i wszystkie ordy mogy si zwrci przeciw kozactwu, ktre
wwczas byoby zgubione bez ratunku. A przy tym wiedzia Chmielnicki
jeszcze i to, e chan pomaga mu wprawdzie dla upw, dla darw, dla
nieszczsnego jasyru, uwaajc si jednak za prawowitego monarch,
wstydzi si w duszy stawa po stronie buntu przeciw krlowi, po stronie
takiego "Chmiela" przeciw takiemu Winiowieckiemu.
Hetman kozacki upija si czstokro nie tylko z naogu, ale i z
desperacji...
- Wielki monarcho! - rzek. - Jarema twj wrg. On to Tatarom odj
Zadnieprze, on pobitych murzw jako wilkw po drzewach na postrach
wiesza; on na Krym chcia i ogniem i mieczem...
- A wy to nie czynilicie szkd w uusach? - pyta chan.
- Jam twj niewolnik.
Sine wargi Tuhaj-beja poczy drga i ky byska; mia on midzy
Kozakami miertelnego wroga, ktry swego czasu cay czambu w pie
mu wyci i samego ledwie nie schwyta. Nazwisko jego cisno mu si
teraz do ust. z nieubagan si mciwych wspomnie, wic nie
wytrzyma i pocz warcze z cicha:
- Buraj! Buraj!
- Tuhaj-beju! - rzek natychmiast Chmielnicki - wy z Burajem za
najjaniejszym i mdrym rozkazaniem chanowym zeszego roku wod na
miecze leli.
Nowa salwa wystrzaw zamkowych przerwaa dalsz rozmow.
Chan rk wycign i zatoczy ni koo obejmujce Zbara miasto,
zamek i okop.
- Jutro to moje? - pyta zwrciwszy si do Chmielnickiego.
- Jutro tamci pomr - odpar Chmielnicki z oczyma utkwionymi w zamek.
Po czym na nowo j bi pokony i rk dotyka czoa, brody i piersi,
uwaajc rozmow za skoczon. Chan te otuli si w asicow szub,
bo noc bya chodna, cho lipcowa, i rzek zwrciwszy si ku namiotom:
- Pno ju!...
- Wwczas wszyscy poczli si kiwa, jakby jedn si poruszani, a on
szed do namiotu z wolna i powanie, powtarzajc z cicha:
- Jeden Bg!...
Chmielnicki oddali si rwnie ku swoim, a przez drog mrucza:
- Oddam ci zamek i miasto, i upy, i jecw, ale Jarema bdzie mj, nie
twj, choby mi gardem zapaci za niego przyszo.
Stopniowo ogniska poczy mdle i gasn, stopniowo ucisza si guchy
szmer kilkuset tysicy gosw; jeszcze tu i owdzie odzywa si gos
piszczaek lub woania koniuchw tatarskich wyganiajcych konie na
nocn pasz; po czym i te gosy umilky i sen obj nieprzeliczone zastpy
tatarskie i kozackie.
Tylko zamek hucza, grzmia... wiwatowa, jakby w nim wesele
wyprawiano. W obozie oczekiwano powszechnie, e szturm nazajutrz
nastpi. Jako od rana ruszyy si tumy czerni, Kozakw, Tatarw i
innych dzikich wojownikw, cigncych z Chmielnickim, i szy ku
okopom na ksztat czarnych chmur walcych si na szczyt gry. onierz,
lubo ju dnia poprzedniego na prno stara si zliczy ogniska, zdrtwia
teraz na widok tego morza gw. Lecz nie by to jeszcze szturm
prawdziwy, ale raczej ogldziny pola, szacw, fos; waw i caego
polskiego obozu. I jak wzdta fala morska, ktr wiatr enie z dalekiej
roztoczy, przyjdzie, spitrzy si, zapieni, uderzy z hukiem, a potem
cofnie si w dal, tak oni uderzali tu i owdzie i znw si cofali, i znw
uderzali jakby prbujc oporu, jakby chcc si przekona, czy samym
swym widokiem, czy sam liczb nie zgniot ducha, zanimby ciaa
zgnie mogli.
Bili te z dzia - i kule gsto poczy pada do obozu, z ktrego
odpowiaday oktawy i rczna strzelba, a jednoczenie na waach pojawia
si procesja z Najwitszym Sakramentem, aby otrzewi zdrtwiae
wojsko. Nis ksidz Muchowiecki zocist monstrancj trzymajc j obu
rkoma powyej twarzy, a czasem podnoszc w gr - i szed z
przymknitymi oczyma i ascetyczn twarz, spokojny, przybrany w
lamow kap i pod baldachimem. Przy nim szo dwch ksiy trzymajc
go pod okcie: Jasklski, kapelan husarski, czasu swego przesawny
onierz, w sztuce wojennej jakby wdz jaki dowiadczony, i abkowski,
rwnie eks-wojskowy, olbrzymi bernardyn, si jednemu panu
Longinowi w caym obozie ustpujcy.
Drki baldachimu nioso czterech szlachty, midzy ktrymi by i Zagoba
- przed baldachimem za postpoway dziewcztka o sodkich twarzach
sypice kwiaty. Szli tedy przez ca dugo waw, a za nimi starszyzna
wojskowa; onierzom za na widok monstrancji byszczcej na ksztat
soca, na widok spokoju ksiy i onych dziewcztek, przybranych w
bieli, rosy serca, przybywaa odwaga, zapa wstpowa w dusze. Wiatr
roznosi krzepicy zapach mirry palonej w trybularzach; gowy
wszystkich pochylay si z pokor. Muchowiecki od czasu do czasu
wznosi monstrancj i oczy ku niebu - i intonowa pie: "Przed tak
wielkim Sakramentem".
Dwa potne gosy Jasklskiego i abkowskiego podchwytyway j w lot
dopiewujc "upadajmy na twarzy" - a cae wojsko piewao dalej:
"Niech ustpi z testamentem nowym prawom ju starzy!" Gboki bas
dzia wtrowa pieni, a czasem kula armatnia przelatywaa huczc nad
baldachimem i ksimi, czasem uderzywszy poniej w wa zasypywaa
ich ziemi, a pan Zagoba kurczy si i przyciska do drka.
Szczeglniej strach chwyta go za wosy, gdy procesja dla modlitew
stawaa na miejscu. Wwczas trwao milczenie i kule sycha byo
doskonale, lecce stadem jak wielkie ptaki; Zagoba tylko si czerwieni
coraz mocniej, a ksidz Jasklski zezowa ku polu i nie mogc
wytrzyma, mrucza: "Kury im sadza, nie z dzia bi!" - bo istotnie
bardzo zych mieli puszkarzy Kozacy, a on, jako dawny onierz, nie
mg spokojnie na takow niezrczno i takie marnowanie prochu
patrze. I znowu szli dalej - a doszli do drugiego koca waw, na ktre
te nie byo ze strony nieprzyjaciela nigdzie wielkiego nacisku. Prbujc
tu i owdzie, szczeglniej od zachodniego stawu, czy si nie uda wywoa
popochu, cofnli si na koniec Tatarzy i Kozacy ku swoim stanowiskom
i trwali w nich nie wysyajc nawet harcownikw. Tymczasem procesja
otrzewia cakowicie oblonych.
Widoczne ju teraz byo, e Chmielnicki czeka na przybycie swego
taboru, jakkolwiek skdind tak pewny by, e pierwszy prawdziwy
szturm wystarczy, i zaledwie kilka szacw pod armaty kaza usypa i
adnych innych ziemnych robt nie przedsibra, aby zagrozi
oblonym. Tabor nadcign nazajutrz i stan, wz przy wozie, w
kilkadziesit rzdw, na mil dugoci, od Werniakw a ku Dbinie - z
nim przyszy jeszcze nowe siy, a mianowicie pyszna piechota zaporoska,
prawie janczarom tureckim rwna, do szturmw i wstpnego boju o
wiele od czerni i Tatarw sposobniejsza.
Pamitny wtorkowy dzie 13 listopada zeszed na obustronnych
gorczkowych przygotowaniach: ju nie byo wtpliwoci, e szturm
nastpi, bo trby, koty i litaury gray od rana larum w kozackim obozie, a
midzy tatarstwem hucza jak grzmot wielki wity bben, bat zwany...
Wieczr uczyni si cichy, pogodny; jeno z obu staww i Gniezny
podniosy si lekkie mgy - na koniec pierwsza gwiazda zamigotaa na
niebie.
W tej chwili szedziesit armat kozackich rykno jednym gosem,
nieprzejrzane zastpy ruszyy z krzykiem okropnym ku waom - i szturm
si rozpocz.
Wojska stay na waach i zdawao im si, e ziemia dry pod ich nogami;
najstarsi onierze nie pamitali nic podobnego.
- Jezus Maria! co to jest? - pyta Zagoba stojc obok Skrzetuskiego z
husari w przerwie waowej - to nie ludzie id na nas.
- Jakby wa wiedzia, e nie ludzie; nieprzyjaciel woy przed sob
enie, abymy si pierwej strzelb na nie wysilili.
Stary szlachcic poczerwienia jak burak, oczy wyszy mu na wierzch, a z
ust. buchno jedno sowo, w ktrym caa wcieko, cay przestrach i
wszystko co mg myle w tej chwili, byo zawarte:
- ajdaki!..
Woy jak szalone, popdzane przez dzikich, pnagich czabaczukw
batami i palcymi si pochodniami, zdziczae ze strachu, biegy naprzd z
rykiem okropnym, to zbijajc si w kup, to pdzc, to rozbiegajc lub
zwracajc w ty, a pdzone krzykiem, parzone ogniem, smagane
surowcem, leciay znw ku waom. A Wurcel pocz zia ogniem i
elazem, wwczas dymy zakryy wiat - niebo poczerwieniao -
przeraone bydo rozproszyo si, jakby je piorun rozegna, poowa go
pada - a po ich trupach nieprzyjaciel szed dalej.
Na przedzie, kuci z tyu spisami i praeni ogniem z samopaw, biegli
jecy z worami piasku, ktrymi fos mieli zasypywa. Byli to chopi z
okolic Zbaraa, ktrzy nie zdoali si schroni do miasta przed nawa;
zarwno modzi mczyni, jak starcy i niewiasty. Biego to wszystko z
krzykiem, paczem i wyciganiem rk ku niebu, i woaniem o lito.
Wosy staway na gowie od tego wycia, ale lito zmara wwczas na
ziem i : z jednej strony spisy kozackie pogray si w ich plecy, z drugiej
kule Wurcla miadyy nieszczsnych, kartacze rway ich na sztuki, ryy
w nich bruzdy, wic biegli, bluzgali si we krwi - padali, podnosili si i
znw biegli, bo pchaa ich fala kozacka, kozack turecka, tatarska...
Wnet fosa zapenia si ciaami, krwi, worami z piaskiem - na koniec
zrwnaa si i nieprzyjaciel z wyciem rzuci si przez ni.
Puki pchay si jedne za drugimi; przy wietle dziaowego ognia wida
byo starszyzn, zaganiajc buzdyganami coraz nowe zastpy na okop.
Co najprzebraszy lud rzuci si na kwatery i wojska Jeremiego, bo
widzia Chmielnicki, i tam bdzie opr najwikszy. Szy wic: kurzenie
siczowe, za nimi straszliwi perejasawscy z obod, za nimi
Woronczenko wid puk czerkaski, Kuak puk karwowski, Neczaj
bracawski, Stepka humaski, Mrozowicki korsuski - szli i kalniczanie, i
potny puk biaocerkiewski pitnacie tysicy ludzi liczcy - a z nim
sam Chmielnicki - w ogniu jak szatan czerwony, szerok pier na kule
wystawiajcy, z twarz lwa, okiem ora - w chaosie, dymie, zamieszaniu,
rzezi i zwichrzeniu, w pomieniach na wszystko baczny, wszystkim
rzdzcy.
Za moojcami szli dzicy doscy Kozacy; dalej Czerkasi walczcy z bliska
noami, tu Tuhaj-bej wid wyborowych nohajcw; za nimi Subagazi
biaogrodzkich Tatarw, tu Kurduk niadych astrachacw zbrojnych w
olbrzymie uki i strzay, z ktrych kada nieledwie za dziryt uj moga.
Szli jedni za drugimi tak gsto, e gorcy oddech z tyu idcych oblewa
karki przodowym.
Ilu ich pado, nim doszli na koniec do owej fosy ciaami jecw
zasypanej, kt opowie, kt wypiewa! Lecz doszli i przeszli, i poczli
si drze na way. Wwczas rzekby, e ta noc gwiadzista - to noc sdu
ostatecznego. Dziaa, nie mogc tuc bliszych, ryczay ogniem
nieustannym na dalsze szeregi. Granaty, krelc uki ogniste po niebie,
leciay z chichotem piekielnym, czynic w ciemnoci dzie jasny.
Piechota niemiecka i polska anowa, a obok niej spieszeni dragoni
ksicy leli prawie wprost w twarze i piersi moojcw pomie i ow.
Pierwsze ich szeregi chciay si cofa i pchane z tyu, nie mogy. Wic
marli na miejscu. Krew bluzgaa pod stopami nastpujcych. Way stay
si liskie, obsuway si po nich nogi, rce, piersi. Oni darli si na nie,
spadali i znw si darli, przykryci dymem, czarni od sadzy, kuci, rbani,
strzelani, gardzc ranami i mierci. Miejscami walczono ju na bia
bro. Widziae ludzi jakby nieprzytomnych z wciekoci, z
wyszczerzonymi zbami, z twarz zalan krwi... ywi walczyli na
drgajcej masie pobitych i konajcych. Nie byo ju sycha komendy,
jeno krzyk oglny, straszny, w ktrym gino wszystko: i grzechot
strzelb, i charczenie rannych, i jki, i syk granatw.
I trwaa ta walka olbrzymia a bezpardonowa przez cae godziny. Naok
wau urs drugi wa trupw - i tamowa przystp szturmujcym.
Siczowych wycito niemal do nogi, puk perejasawski lea pokotem
naok wau; karwowski, bracawski i humaski byy zdziesitkowane -
ale inne pchay si jeszcze, popychane z tyu przez gwardie hetmaskie,
rumelskich Turkw i urumbejskich Tatarw. Jednake zamieszanie
powstawao ju w szeregach napastniczych, gdy tymczasem naokoo
anowe piechoty polskie, Niemcy i dragonia nie ustpili dotd ani pidzi.
Zziajani, krwi ociekli, porwani szaem bojowym, spotnieli, wpobkani
od zapachu krwi, rwali si jedni przez drugich ku nieprzyjacielowi tak
wanie, jak rozwcieczeni wilcy dr si ku stadu owiec. W tej chwili
Chmielnicki natar powtrnie z niedobitkami pierwszych pukw i z ca
nietknit jeszcze potg biaocerkwian, Tatarw, Turkw i Czerkasw.
Dziaa z okopw przestay grzmie, granaty wieci, tylko bro rczna
zgrzytaa przez ca dugo zachodniego wau. Zgiek wszcz si na
nowo. Na koniec i strzelba umilka. Ciemnoci pokryy walczcych.
I ju adne oko nie mogo widzie, co si tam dzieje - jeno przewracao
si co w pomroce jakby olbrzymie cielsko potworu rzucane
konwulsjami. Nawet z krzykw nie mona byo ju pozna, czy brzmi w
nich tryumf, czy rozpacz. Chwilami i one milky, a wtedy sycha byo
tylko jakby olbrzymi jeden jk rozlegajcy si ze wszech stron, spod
ziemi, na ziemi, w powietrzu, wyej i wyej, jak gdyby i dusze
odlatyway jczc z tego pobojowiska.
Ale byy to krtkie przerwy: po takiej chwili wrzaski i wycia odzyway si
z wiksz jeszcze si, coraz chrapliwsze, coraz bardziej nieczowiecze.
Wtem znw zagrzmia ogie rcznej strzelby: to oberszter Machnicki z
reszt piechoty przychodzi w pomoc utrudzonym regimentom. Trbki na
odwrt poczy gra w tylnych szeregach moojcw.
Nastaa przerwa, puki kozackie oddaliy si od okopu na staj i stany
pod oson wasnych dzia- ale nie mino i p godziny, gdy Chmielnicki
znowu zerwa si i po raz trzeci gna ich do szturmu.
Ale wwczas na okopie ukaza si na koniu sam ksi Jeremi. atwo go
byo pozna, bo proporzec i buczuk hetmaski wiay mu nad gow - a
za przed nim i za nim niesiono kilkadziesit palcych si krwawo
pochodni. Wnet poczto bi z dzia do niego, ale niewprawni puszkarze
przerzucali kule daleko, a za Gniezn, on za sta spokojnie i patrzy w
zbliajce si chmury...
Kozacy zwolnili kroku, jakby oczarowani tym widokiem.
- Jarema! Jarema! - poszed cichy pomruk, niby szum wiatru, przez
gbokie szeregi.
I stojc na okopie wrd krwawych wiate wydawa im si ten grony
ksi jakby olbrzym z bani ludowej, wic drenie przebiego im
utrudzone czonki, a rce czyniy znaki krzya... On sta cigle.
Skin zot buaw - i wnet zowrogie ptactwo granatw zaszumiao na
niebie i wpado w nastpujce szeregi; zastpy zwiny si jak smok
miertelnie raony; okrzyk przeraenia przelecia z jednego koca awy
na drugi.
- Biegiem! biegiem! - rozlegy si gosy pukownikw kozackich.
Czarna awa ruszya caym pdem ku waom, pod ktrymi moga znale
ochron od granatw, ale nie przebiega jeszcze ani poowy drogi, gdy
ksi, widny cigle jak na doni, zwrci si nieco ku zachodowi i znw
skin zot buaw.
Na ten znak od strony stawu, z przerwy midzy jego zwierciadem a
waem, pocza si wysuwa jazda - i w mgnieniu oka rozlaa si na
kracu brzegowym rwniny; przy wietle granatw wida byo doskonale
olbrzymie chorgwie husarii Skrzetuskiego i Zawilichowskiego, dragoni
Kuszla i Woodyjowskiego i Tatarw ksicych Roztworowskiego. Za
nimi wysuway si coraz nowe puki semenw i Woochw Bychowca.
Nie tylko Chmielnicki, ale ostatni z ciurw kozackich pozna w jednej
chwili, e zuchway wdz postanowi rzuci ca jazd w bok
nieprzyjacielowi.
Natychmiast w szeregach moojcw zabrzmiay trbki do odwrotu.
"Czoo ku jedzie! czoo ku jedzie!" - rozlegy si przeraone gosy.
Jednoczenie za Chmielnicki usiowa zmieni front swych wojsk i jazd
od jazdy si zasoni. Ale ju czasu nie byo. Zanim zdoa sprawi szyki,
zerway si ksice chorgwie i biegy jakby na skrzydach z okrzykiem
"Bij, zabij!", z warkotaniem proporcw, z wistem pir i elaznym
chrzstem zbroi.
Husarie wraziy kopie w cian nieprzyjaciela i same wpady za nimi jak
orkan, przewalajc i druzgocc wszystko po drodze. adna sia ludzka,
aden rozkaz, aden wdz nie zdoa ju utrzyma pukw pieszych, na
ktre
pierwszy impet si zwrci. Dziki popoch ogarn wyborow gwardi
hetmask. Biaocerkwianie rzucali samopay, piszczele, spisy, kosy,
kicienie, szable i osaniajc gowy rkoma, gnali w obdzie strachu, z
rykiem zwierzcym, na stojce w tyle oddziay Tatarw. Ale Tatarzy
przyjli ich ulew strza - wic rzucili si w bok i biegli wzdu taboru pod
ogniem piechoty i dzia Wurcla, cielc si trupem tak gstym, e rzadko
gdzie jeden na drugiego nie pada.
Ale tymczasem dziki Tuhaj-bej, wspomagany przez Subagaziego i
Urum-murz, uderzy z wciekoci na nawa husarii. Nie mia on
nadziei jej zama, pragn j tylko choby na krtko powstrzyma, aby
przez ten czas sylistryjscy i rumelscy janczarowie mogli sformowa si w
czworoboki, a biaocerkiewszczanie ochon z pierwszego popochu.
Skoczy wic jak w dym - i sam lecia pierwszym szeregu nie jak wdz,
ale jak prosty Tatar i siek, zabija, naraa si razem z innymi. Krzywe
szable nohajcw dzwoniy po pancerzach i harnaszach, a wycie
wojownikw guszyo wszystkie inne gosy. Lecz wytrzyma nie mogli.
Wyparci z miejsca, naciskani strasznym ciarem elaznych jedcw,
ktrym nie zwykli stawia czoa otwarcie, spychani ku janczarom, cici
dugimi mieczami, zrzucani z siode, kuci, bici, gnieceni jak jadowite
robactwo, bronili si jednak z tak wciekoci, e istotnie pd husarii
wstrzymany zosta. Tuhaj-bej w ukropie bojowym rzuca si na ksztat
niszczcego pomienia, a nohajcy szli przy nim, jak wilcy id przy
wilczycy.
Jednak ustpowali, coraz gstszym trupem padajc. Ju krzyki "Aa!"
grzmice z pola zwiastoway, e janczarowie stanli w ordynku, gdy do
wciekego Tuhaj-beja przypad Skrzetuski i w eb koncerzem go
trzasn. Lecz wida rycerz wszystkich si jeszcze po chorobie nie
odzyska lub moe kuta w Damaszku misiurka cicie wstrzymaa, do e
brzeszczot zwin si na gowie i uderzywszy paszczyzn spka si na
drobne kawaki. Ale oczy Tuhaj-beja noc natychmiast si powloky,
zdar konia i pad na rce nohajcw, ktrzy porwawszy swego wodza
pierzchli z wrzaskiem okropnym w obie strony, jak pierzcha mga zwiana
wichrem gwatownym. Wszystkie jazdy ksice znalazy si teraz wobec
janczarw rumelskich i sylistryjskich i wobec watah poturczecw
serbskich, ktre razem z janczarami utworzyy jeden potny czworobok
i cofay si z wolna ku taborowi, zwrcone frontem ku wrogom, najeone
rurami muszkietw, ostrzami dugich wczni, dzirytw, berdyszw i
handarw.
Chorgwie pancerne, dragoskie i semeskie pdziy ku nim jak wicher, a
na samym przedzie sza z oskotem i ttentem husarska Skrzetuskiego.
Sam on lecia na olep w pierwszym szeregu, a przy nim pan Longinus na
swej kobyle inflanckiej, ze straszliwym Zerwikapturem w rku.
Czerwona wstga ognia przeleciaa z jednego koca czworoboku na drugi
- kule zawistay w uszach jedcw, gdzieniegdzie czowiek jkn,
gdzieniegdzie ko si zwali, linia jazdy amie si, ale oni pdz dalej; ju
dobiegaj, ju janczary sysz chrapanie i zdyszany oddech koni -
czworobok zbija si jeszcze cianiej i pochyla mur wczni, trzymanych
ylastymi rkoma, ku rozszalaym rumakom. Ile ostrz w tej chmurze, tyle
mierci grozi rycerzom.
Wtem jaki husarz-wielkolud dopada w niepowstrzymanym pdzie do
ciany czworoboku; przez chwil wida kopyta olbrzymiego konia
zwieszone w powietrzu; nastpnie rycerz i rumak wpadaj w rodek
cisku, druzgocc wcznie, przewalajc ludzi, amic, miadc,
niweczc.
Jak orze spada na stado biaych pardew, a one zbite przed nim w lkliw
kup id na up drapienika, ktry rwie je pazurami i dziobem - tak pan
Longinus Podbipita wpadszy w rodek nieprzyjacielskich szykw szala
ze swym Zerwikapturem. I nigdy trba powietrzna nie czyni takich
spustosze w modym i gstym lesie, jakie on czyni w cisku janczarw.
Straszny by: posta jego przybraa nieczowiecze wymiary; kobya
zmienia si w jakiego smoka ziejcego pomie z nozdrzy, a
Zerwikaptur troi si w rku rycerza. Kislar-Bak, olbrzymi aga, rzuci si
na niego i pad przecity na dwoje. Prno co tsze chopy wycign
rce, zastawi mu si wczniami - wnet mr, jakby raeni gromem - on
za tratuje po nich, ciska si w tum najwikszy i co machnie - rzekby:
kosy pod kos padaj, robi si pustka, sycha wrzask przestrachu, jki,
grzmot uderze, zgrzyt elaza o czaszki i chrapanie piekielnej kobyy.
- Diw! diw! - woaj przeraone gosy.
W tej chwili elazna nawaa husarii ze Skrzetuskim na czele runa bram
otwart przez litewskiego rycerza: ciany czworoboku pky jak ciany
walcego si domu i masy janczarw rzuciy si w ucieczce na wszystkie
strony. Czas te by na to, bo nohajcy pod Subagazim wracali ju, jak
wilki krwi dne, do bitwy, a z drugiej strony Chmielnicki zebrawszy na
nowo biaocerkwian szed z pomoc janczarom - lecz teraz zmieszao si
wszystko. Kozacy, Tatarzy, poturczecy, janczarowie uciekali w
najwikszym nieadzie i popochu ku taborom, nie dajc adnego oporu.
Jazda para ich siekc na olep. Kto nie zgin w pierwszej stai, gin w
drugiej. Pogo bya tak zacita, e chorgwie przecigny tylne szeregi
uciekajcych; onierzom rce mdlay od cicia. Tumy rzucay bro,
chorgwie, czapki, a nawet wity. Biae kapuzy janczarskie pokryy jak
niegiem pole. Caa wyborna milicja Chmielnickiego, piechota, jazda,
artyleria, posikowe oddziay tatarskie i tureckie utworzyy jedn bezadn
mas, nieprzytomn, obkan, olep z przeraenia. Cae setki uciekay
przed jednym towarzyszem. Husaria, rozbiwszy piechoty i Tatarw,
uczynia swoje, teraz za dragoni i lekkie chorgwie szy ze sob w
zawody, a na ich czele pan Woodyjowski z Kuszlem szerzyli wiar
ludzk przechodzce klski. Krew pokrya jedn kau straszliwe
pobojowisko i chlupotaa jak woda pod gwatownymi uderzeniami kopyt
koskich pryskajc na zbroje i twarze rycerzy.
Uciekajce tumy odetchny dopiero wrd wozw swego taboru, gdy
trby odwoay jazd ksic.
Rycerstwo wracao ze piewaniem i okrzykami radoci, liczc po drodze
dymicymi szablami trupy nieprzyjaci. Ale kt mg jednym rzutem
oka rozmiary klski oceni? kto mg wszystkich policzy, gdy przy
samym okopie leay ciaa jedne na drugich "na chopa wysoko"?
onierze byli jakby zaczadzeni surowymi wyziewami krwi i potu.
Szczciem, od strony staww wsta do silny wiatr i zwia te zaduchy
ku nieprzyjacielskim namiotom.
Tak skoczyo si pierwsze spotkanie straszliwego "Jaremy" z
Chmielnickim.
Ale szturm nie by skoczony, bo podczas gdy Winiowiecki odpiera
ataki wymierzone na prawe skrzydo obozu, Buraj na lewym o mao co
nie sta si panem okopw. Obszedszy cicho miasto i zamek na czele
zadnieprzaskich wojownikw dotar do wschodniego stawu i uderzy
potnie na Firlejowe kwatery. Nie moga wytrzyma uderzenia
wgierska piechota tam stojca, bo way przy stawie nie byy jeszcze
dokoczone - i pierwszy chory pierzchn z banderi, za nim za cay
popieszy regiment. Buraj wskoczy do rodka, a za nim Zadnieprzacy
runli jak niewstrzymany potok. Krzyki zwycistwa dobiegy a do
przeciwnego kraca obozu! Kozacy pdzc za uciekajcymi Wgrami
rozbili may oddzia jazdy, zagwodzili kilka dzia i ju docierali do kwater
kasztelana beskiego, gdy pan Przyjemski na czele kilku rot niemieckich
nadbieg z pomoc. Przebiwszy jednym pchniciem chorego, porwa za
chorgiew i rzuci si z ni na nieprzyjaciela, za nim Niemcy zwarli si
potnie z kozactwem. Zawrzaa straszliwa walka rczna, w ktrej z
jednej strony zacieko i przygniatajca liczba Burajowych zastpw, z
drugiej mstwo starych lww z trzydziestoletniej wojny szy ze sob o
lepsz. Na prno Buraj ciska si w najgstsze szeregi walczcych na
ksztat rannego odyca. Ani pogarda mierci, z jak walczyli moojcy, ani
ich wytrwao nie moga powstrzyma niepohamowanych Niemcw,
ktrzy idc murem naprzd, razili ich tak potnie, e wyparli zaraz z
miejsca, przyparli do okopw, zdziesitkowali i po pgodzinnej walce
wyrzucili precz za way. Pan Przyjemski, zalany krwi, pierwszy zatkn
sw chorgiew na nie dokoczonym nasypie. Pooenie Buraja byo
teraz straszne, musia bowiem cofa si t sam drog, ktr nadszed, a
e Jeremi zgnit ju wanie atakujcych prawe skrzydo, mg wic z
atwoci odci cay Burajowy oddzia. Przyszed mu wprawdzie z
pomoc Mrozowicki, na czele korsuskich konnych moojcw, ale w tej
chwili ukazaa si husaria pana Koniecpolskiego, do niej przyczy si
wracajcy z ataku na janczarw Skrzetuski i obaj odcili cofajcego si
dotychczas w porzdku Buraja.
Jednym atakiem rozbili go w puch i wtedy to pocza si rze okropna.
Kozacy, majc zamknit drog do taborw, mieli tylko drog mierci
otwart. Jedni te, nie proszc pardonu, bronili si zaciekle gromadkami
lub pojedynczo, inni prno wycigali rce ku jedcom huczcym jak
wicher po bojowisku. Rozpoczy si gonitwy, przebiegania, pojedyncze
walki; wyszukiwania nieprzyjaci ukrytych w rozpadlinach i
nierwnociach gruntu. Z okopw, aby owieci pobojowisko, zaczto
rzuca pozapalane manice ze smo, ktre leciay jak ogniste meteory z
grzyw pomienn. Przy tych czerwonych blaskach docinano reszty
Zadnieprzacw.
Skoczy im jeszcze na pomoc i Subagazi, ktry dnia tego cudw mstwa
dokazywa, ale przesawny Marek Sobieski, starosta krasnostawski,
osadzi go na miejscu, jak lew osadza dzikiego bawou - wic widzia ju
Buraj, e znikd nie ma ratunku. Ale, Buraju, saw sw kozacz
kocha wicej ni ycie, dlatego nie szuka ocalenia! Inni wymykali si w
ciemnociach, kryli si po szczelinach, przelizgiwali si midzy kopytami
rumakw, on za szuka jeszcze wrogw. Tam ci pana Dbka i pana
Rusieckiego, i mode lwie pachol pana Aksaka, tego samego, ktry pod
Konstantynowem niemierteln okry si saw; potem porwa pana
Sawickiego, potem dwch od razu skrzydlatych husarzy rozcign na
ziemi rodzcej, na koniec widzc ogromnego szlachcica przebiegajcego z
rykiem ubrowym pobojowisko zerwa si i szed jak byszczcy pomie
na niego.
Pan Zagoba - on to by bowiem - rykn ze strachu jeszcze silniej i
zwrci konia do ucieczki. Reszta wosw stana mu dbem na gowie,
ale przytomnoci nie straci, owszem, fortele jak byskawice przelatyway
mu przez gow, a jednoczenie wrzeszcza co siy: "Moci panowie! kto
w Boga wierzy!.. " - i gna jak wicher ku gstszej kupie jedcw. Buraj
za przebiega mu od boku jakoby po ciciwie uku. Pan Zagoba zamkn
oczy, a w gowie szumiao mu: "Zdechn ja i pchy moje!" - sysza za
sob prychanie konia, spostrzeg, e nikt nie idzie mu z pomoc, e nie
uciecze i e adna inna rka, chyba jego wasna, nie wyrwie go z
Burajowej paszczki.
Ale w tej ostatniej chwili, w tej ju prawie agonii, nagle rozpacz jego i
przestrach zmieniy si we wcieko; rykn tak strasznie, jak aden tur
nie ryczy, i zwinwszy konia na miejscu, zwrci si na przeciwnika.
- Zagob gonisz! - krzykn nacierajc z szabl wzniesion.
W tej chwili nowe stado poncych manic rzucono z okopw; uczynio
si widno. Buraj spojrza i zdumia.
Nie zdumia usyszawszy imi, ba go nigdy w yciu nie sysza; ale
poznawszy ma, ktrego jako Bohunowego przyjaciela ugaszcza
niedawno w Jampolu.
Ale wanie ta nieszczsna chwila zdumienia zgubia mnego wodza
moojcw, bo nim si opamita, ci go pan Zagoba przez skro i
jednym zamachem zwali z konia.
Byo to na oku wszystkiego wojska. Radosnym wrzaskom usarskim
odpowiedzia okrzyk przeraenia moojcw, ktrzy widzc mier starego
lwa czarnomorskiego stracili reszt ducha i zaniechali wszelkiego oporu.
Ktrych nie wyrwa z toni Subagazi, ci zginli wszyscy do jednego - bo
jecw wcale tej straszliwej nocy nie brano.
Subagazi pierzchn ku taborom, goniony przez starost krasnostawskiego
i lekk jazd. Szturm na caej linii okopw by odparty - tylko pod
taborem kozackim wrzaa jeszcze wysana w pogo jazda.
Okrzyk tryumfu i radoci wstrzsn caym obozem oblonych, a
potne okrzyki a ku niebu si wzbiy. Krwawi onierze, okryci potem,
pyem, czarni od prochu, z ociekymi twarzami, i brwi jeszcze
zmarszczon, z pomieniem jeszcze nie zgasym w oczach, stali oparci na
broni, chwytajc piersiami powietrze, gotowi znw zerwa si do boju,
gdyby tego zasza potrzeba.
Ale powoli wracaa i jazda z krwawego niwa pod taborem; potem
zjecha na pobojowisko sam ksi, a za nim regimentarze, pan chory,
pan Marek Sobieski, pan Przyjemski. Cay ten wietny orszak posuwa
si z wolna wzdu okopu.
- Niech yje Jeremi! - woao wojsko. - Niech yje ojciec nasz!
A ksi bez hemu kania si gow i buaw na wszystkie strony.
- Dzikuj waszmociom! dzikuj waszmociom! - powtarza
dwicznym, dononym gosem.
Po czym zwrci si do pana Przyjemskiego.
- Ten okop jest za duy! - rzek.
Przyjemski skin gow na znak zgody.
I przejechali wodze zwyciscy od zachodniego a do wschodniego stawu,
opatrujc pobojowisko, szkody, jakie nieprzyjaciel w waach porobi, i
same way.
Tymczasem poza orszakiem ksicym uniesieni zapaem onierze nieli
wrd okrzykw, na rku, do obozu pana Zagob, jako najwikszego
tryumfatora w dniu dzisiejszym. Ze dwadziecia tgich rk
podtrzymywao w grze okaza posta wojownika, wojownik za,
czerwony, spocony, machajc rkoma dla utrzymania rwnowagi,
krzycza co siy:
- Ha! Zadaem mu pieprzu! Umylnie udaem ucieczk, eby go za sob
wywabi. Nie bdzie nam wicej psubrat burajowa! Moci panowie!
trzeba byo da przykad modszym! Na Boga! ostronie, bo mnie
uronicie i potuczecie. Trzymajciee dobrze, macie trzyma! Miaem z
nim robot, wierzcie mi! O szelmy! lada hultaj dzi szlachcicowi si
nadstawia! Ale maj za swoje. Ostronie! Pucie - do diaba!
- Niech yje! niech yje! - krzyczaa szlachta.
- Do ksicia z nim! - powtarzali inni.
- Niech yje! niech yje!!!
Tymczasem hetman zaporoski, przypadszy do swego taboru, rycza jak
dziki ranny zwierz, dar upan na piersiach i kaleczy sobie twarz.
Starszyzna, ocalaa z pogromu, otoczya go w ponurym milczeniu, nie
niosc ani sowa pociechy, a jego obd prawie pochwyci. Wargi mia
spienione, pitami bi w ziemi, obu rkoma szarpa wosy w czuprynie.
- Gdzie moje puki!... gdzie moojcy?... - powtarza chrapliwym gosem.
- Co powie chan, co powie Tuhaj-bej? Wydajcie mnie Jaremie! Niech
moj gow na pal wbij!
Starszyzna milczaa ponuro.
- Czemu mnie woroychy wiktori przepowiaday? - rycza dalej hetman.
- Ureza szyje wiedmom!... czemu mnie mwiy, e Jarem dostan?
Zwykle, gdy ryk tego lwa wstrzsa taborem, pukownicy milczeli - ale
teraz lew by zwyciony i zdeptany, szczcie zdawao si go opuszcza,
wic klska uzuchwalia starszyzn.
- Jaremie ne zderysz - mrukn ponuro Stepka.
- Zgubisz nas i siebie! - ozwa si Mrozowicki.
Hetman skoczy ku nim jak tygrys.
- A kto sprawi te Wody? kto Korsu? kto Piawce?
- Ty! - rzek szorstko Woronczenko - ale tam Winiowieckiego nie byo.
Chmielnicki porwa si za czupryn.
- Ja chanowi przyrzek dzi nocleg w zamku! - wy w rozpaczy.
Na to Kuak:
- Co ty chanowi przyrzeka, to twoja gowa! Ty jej pilnuj, by ci z karku
nie spada... ale do szturmu nas nie pchaj, rabw boych nie gub! Waami
Lachw otocz, szace ka sypa pod puszki - inaczej hore tobi.
- Hore tobi! - powtrzyy ponure gosy.
- Hore wam! - odrzek Chmielnicki.
I tak oni rozmawiali gronie jak grzmoty... Wreszcie Chmielnicki zatoczy
si i rzuci na pki owczych skr pokrytych dywanami w rogu namiotu.
Pukownicy stali nad nim ze zwieszonymi gowami i dugi czas trwao
milczenie. Na koniec hetman podnis gow i zakrzykn chrapliwie:
- Horyki!...
- Nie bdziesz pi! - warkn Wyhowski. - Chan przyszle po ciebie.
Tymczasem chan siedzia o mil drogi od pola bitwy, nie wiedzc, co si
na placu dzieje. Noc bya spokojna i ciepa, wic siedzia przed namiotem
wrd muw i agw - i w oczekiwaniu na nowiny poywa daktyle ze
srebrnej misy, obok stojcej, czasem za poglda na wyiskrzone niebo,
mruczc:
- Mahomet Rosullah...
Wtem na spienionym koniu przypad zdyszany, okryty krwi Subagazi;
zeskoczy z sioda i zbliywszy si szybko, pocz bi pokony, czekajc
na zapytanie.
- Mw! - rzek chan ustami penymi daktylw.
Subagaziemu sowa paliy pomieniem wargi, ale nie mia przemwi bez
zwykych tytuw, rozpocz wic, bijc cigle czoem, w nastpujcy
sposb:
- Najpotniejszy chanie wszystkich ord, wnuku Mahometa, samodzielny
monarcho, panie mdry, panie szczliwy, panie drzewa zaleconego od
Wschodu do Zachodu, panie drzewa kwitncego...
Tu chan skin rk i przerwa, widzc na twarzy Subagaziego krew, a w
oczach bl, al i rozpacz, wyplu nie dojedzone daktyle na rk, nastpnie
odda je jednemu z muw, ktry przyj ze z oznakami czci
nadzwyczajnej i zaraz spoywa pocz - chan za rzek:
- Mw prdko, Subagazi, i mdrze: azali obz niewiernych wzity?
- Bg nie da!
- Lachy?
- Zwycizcy.
- Chmielnicki?
- Pobity.
- Tuhaj-bej?
- Ranny.
- Bg jeden! - rzek chan. - Ilu wiernych poszo do raju?
Subagazi wznis oczy w gr i wskaza krwaw rk na wyiskrzone
niebo.
- Ile tych wiate u stp Aacha - odrzek uroczycie.
Tusta twarz chanowa poczerwieniaa: gniew chwyta go za piersi.
- Gdzie ten pies - pyta - ktry mi obieca, e dzi w zamku bdziemy
spali? Gdzie ten w jadowity, ktrego Bg zdepcze moj nog? Niech
si stawi i zda spraw ze swych obmierzych obietnic.
Kilku murzw ruszyo natychmiast po Chmielnickiego, chan za
uspokaja si z wolna, na koniec rzek:
- Bg jeden!
Po czym zwrci si do Subagaziego.
- Subagazi! - rzek - krew jest na twojej twarzy.
- To krew niewiernych - odpar wojownik.
- Mw, jak j rozlae, i uciesz nasze uszy mstwem wiernych.
Tu Subagazi pocz opowiada obszernie o caej bitwie wychwalajc
mstwo Tuhaj-beja, Gagi i Nuradyna; nie zmilcza take i o
Chmielnickim, owszem, wysawia go na rwni z innymi, wol bo
jedynie i wcieko niewiernych za przyczyn klski podajc. Jeden
szczeg uderzy chana w jego opowiadaniu, mianowicie: e do Tatarw
nie strzelano wcale z pocztku bitwy i e jazda ksica uderzya na nich
dopiero wtedy, gdy jej zastpili pole.
- Aach!... nie chcieli ze mn wojny - rzek chan - ale teraz za pno...
Tak byo w istocie. Ksi Jeremi z pocztku bitwy zabroni strzela do
Tatarw chcc wpoi w onierzy przekonanie, e ukady z chanem ju
rozpoczte i e ordy pozornie tylko staj po stronie czerni. Pniej
dopiero si rzeczy przyszo do spotkania i z Tatarami.
Chan kiwa gow namylajc si w tej chwili, czyby jeszcze nie lepiej
byo zwrci or przeciw Chmielnickiemu, gdy nagle sam hetman stan
przed nim. Chmielnicki by ju spokojny i zbliy si z podniesion gow,
miao patrzc w oczy chanowe; na twarzy malowaa mu si chytro i
odwaga.
- Zbli si zdrajco - rzek chan.
- Zblia si hetman kozacki i nie zdrajca, ale wierny sojusznik, ktremu
pomoc nie tylko w szczciu, ale i w nieszczciu obieca - odrzek
Chmielnicki.
- Id, nocuj w zamku! id, wycignij za eb Lachw z okopu, jake mi
obiecywa!
- Wielki chanie wszystkich ord! - odrzek silnym gosem Chmielnicki. -
Jeste potny i obok sutana najpotniejszy na ziemi! jeste mdry i
silny, ale czy moesz wypuci strza z uku a pod gwiazdy albo
zmierzy
gboko morza?
Chan spojrza na niego ze zdziwieniem.
- Nie moesz - mwi coraz silniej Chmielnicki. - Tak i ja nie mogem
zmiarkowa caej pychy i zuchwalstwa Jaremy! Zali mogem poduma,
e nie ulknie si ciebie, chanie, e nie upokorzy si na twj widok, nie
uderzy czoem przed tob, ale wzniesie rk zuchwa na ciebie samego,
przeleje krew twoich wojownikw i bdzie ci urga, potny monarcho,
jak ostatniemu z twoich murzw? Gdybym ja tak mia myle, ciebie
bym znieway, ktrego czcz i miuj.
- Aach! - rzek chan coraz bardziej zdziwiony.
- Lecz to ci powiem - mwi dalej Chmielnicki z coraz wiksz pewnoci
w gosie i postawie - jeste wielki i potny; od Wschodu a do Zachodu
narody i monarchowie bij ci czoem i lwem zowi. Jeden Jarema nie
pada na twarz przed twoj brod; wic jeeli go nie zetrzesz, jeeli karku
mu nie ugniesz i po jego grzbiecie nie bdziesz na ko siada, za nic twoja
potga, za nic twoja sawa, bo powiedz, e jeden knia lacki pohabi
krymskiego carza i kary nie odebra - e on wikszy, e potniejszy od
ciebie...
Nastao guche milczenie; murzowie, agowie i muowie patrzyli jak w
soce w twarz chana, tamujc oddech w piersiach, a on oczy mia
zamknite i myla.
Chmielnicki wspar si buaw i czeka miao.
- Rzeke - przemwi w kocu chan - zegn kark Jaremy, po jego
grzbiecie na ko bd siada, aby nie mwiono od Wschodu do Zachodu,
e jeden pies niewierny mnie pohabi.
- Bg jest wielki! - zawoali jednym gosem murzowie.
Chmielnickiemu za rado strzelia z oczu: za jedn drog odwrci
zgub wiszc nad sw gow i sprzymierzeca wtpliwego w
najwierniejszego zmieni.
Ten lew umia w kadej chwili w wa si przedzierzgn.
Oba obozy huczay do pna w noc, jak hucz pszczoy na wyroju,
przygrzane socem wiosennym, a tymczasem na pobojowisku spali
snem nieprzebudzonym i wiecznym rycerze pobodzeni wczniami,
pocici mieczem, poprzeszywani przez strzay i kule. Ksiyc zeszed i
rozpocz wdrwk po tym polu mierci; wic odbija si w kauach
skrzepej krwi, wydobywa z pomroki coraz nowe stosy polegych,
schodzi z jednych cia, wchodzi cicho na drugie; przeglda si w
otwartych martwych renicach, owieca sine twarze, szcztki
potrzaskanej broni, trupy koskie - i promienie jego blady coraz bardziej,
jakby przeraone tym, co widziay. Po polu biegay gdzieniegdzie
pojedynczo i gromadkami jakie zowrogie postacie: to czelad i ciury
przyszli obdziera pobitych, jak szakale przychodz po lwach... Lecz
jaka zabobonna boja spdzia i ich w kocu z pobojowiska. Byo co
straszliwego, co tajemniczego zarazem w tym polu pokrytym trupami, w
tym spokoju i nieruchomoci ywych niedawno ksztatw ludzkich, w tej
cichej zgodzie, w jakiej leeli obok siebie Polacy, Turcy, Tatarzy i
Kozacy. Wiatr niekiedy zaszumia w zarolach rosncych na
pobojowisku, a onierzom czuwajcym w okopie wydao si, e to dusze
ludzkie kouj tak nad ciaami. Jako i mwiono, e gdy pnoc wybia w
Zbarau, na caym polu, od okopu a do taboru, zerway si z szumem
jakoby niezmierne stada ptastwa. Syszano jakie rozpakane gosy
powietrzne, jakie ogromne westchnienia, od ktrych wosy wstaway na
gowie - i jakie jki Ci, co mieli lec jeszcze w tej walce i ktrych uszy
otwartsze byy na zaziemskie woania, syszeli wyranie, jak dusze
polskie odlatujc woay: "Przed oczy Twoje, Panie, winy nasze
skadamy!" - a za kozackie jczay: "Chryste! Chryste, pomyuj!" - bo
jako w bratobjczej wojnie polege nie mogy wprost do wiekuistej
wiatoci ulecie, ale przeznaczone im byo lecie gdzie w dal ciemn i
razem z wichrem kry nad padoem ez, i paka, i jcze po nocach,
dopki odpuszczenia wsplnych win i zapomnienia, i zgody u ng
Chrystusowych nie wyebrz!..
Ale wwczas zatwardziy si jeszcze tym bardziej serca ludzkie i aden
anio zgody nie przelatywa nad pobojowiskiem.
 Rozdzia XXV 
Nazajutrz, zanim soce rozlao zote blaski na niebie, stan ju nowy
wa ochronny w polskim obozie. Dawne way byy zbyt obszerne, trudno
si byo w nich broni i przychodzi wzajem z pomoc, wic ksi z
panem Przyjemskim postanowili zamkn wojska do cianiejszych
okopw. Pracowano nad tym gwatownie ca noc - a husaria na rwni ze
wszystkimi pukami i czeladzi. Dopiero po trzeciej w nocy sen zamkn
oczy utrudzonemu rycerstwu, ale te spali wszyscy, oprcz stray,
kamiennym snem, bo i nieprzyjaciel pracowa take w nocy, a nastpnie
nie porusza si dugo po wczorajszej klsce. Spodziewano si nawet, e
szturm dnia tego wcale nie nastpi.
Skrzetuski, pan Longinus i Zagoba siedzc w namiocie spoywali
polewk piwn, gsto okraszon kostkami sera - i rozmawiali o trudach
minionej nocy z tym zadowoleniem, z jakim onierze rozmawiaj o
wieym zwycistwie.
- Mj obyczaj jest ka si o wieczornym udoju, a wstawa o rannym,
jako czynili staroytni - mwi pan Zagoba - ale na wojnie trudno! pisz,
kiedy moesz, wstajesz, kiedy ci budz. To mnie jeno gniewa, e dla
takiego taaajstwa musimy si inkomodowa. Ale trudno! takie czasy!
Zapacilimy im te za to wczoraj. eby tak jeszcze z par razy podobny
poczstunek dostali, odechciaoby si im nas budzi.
- Nie wiesz wapan, czy sia naszych polego? - pyta Podbipita.
- I! niewielu; jak to zawsze bywa, e oblegajcych zawsze wicej ginie
ni olonych. Wapan si na tym nie znasz tak jak ja, bo tyle wojny nie
zaywa, ale my, starzy praktycy, nie potrzebujemy trupa liczy, bo z
samej bitwy umiemy wymiarkowa.
- Przyucz si i ja przy wapanach - rzek ze sodycz pan Longinus.
- Pewnie, e tak, jeeli tylko dowcip wapanu dopisze, czego si nie
bardzo spodziewam.
- Daje wapan spokj - ozwa si Skrzetuski. - Przecie nie pierwsza to
wojna dla pana Podpity, a daj Boe najlepszym rycerzom tak stawa,
jak on wczoraj.
- Robio si, co mogo - odrzek Litwin - nie tyle, ile by si chciao.
- Owszem! owszem! wcale niele wapan stawae - mwi
protekcjonalnie Zagoba - a e ci inni przewyszyli (tu pocz ws
podkrca do gry), to nie twoja wina.
Litwin sucha ze spuszczonymi oczyma i westchn marzc o przodku
Stowejce i o trzech gowach.
W tej chwili skrzydo namiotu uchylio si i wszed rano pan Micha,
wesoy jak szczygie w pogodny ranek.
- No! tomy w kupie! - zawoa pan Zagoba. - Dajciee mu piwa!
May rycerz ucisn rce trzem towarzyszom i rzek:
- ebycie wapastwo wiedzieli, ile kul ley na majdanie, to przechodzi
imainacj! Nie przejdziesz, eby si nie potkn.
- Widziaem i ja to - odrzek Zagoba - bom te wstawszy przeszed si
ks po obozie. Przez dwa lata kury w caym powiecie lwowskim tyle jaj
nie nanosz. Ej, eby to tak byy jaja, dopiero bymy uywali na
jajecznicy! A trzeba wapanom wiedzie, e ja za misk jajecznicy
najwikszy specja oddam. onierska we mnie natura, tak jak i w was.
Zjem chtnie co dobrego, byle duo. Dlatego te i do bitwy skorszy
jestem od dzisiejszych modzikw piecuchw, co to niecuki ulgaek nie
zje, eby si zaraz za ywot nie trzyma.
- No! ale wapan wczoraj z Burajem popisa! - rzek may rycerz -
Buraja tak ci - ho! ho! Nie spodziewaem si tego po wapanu. To
to przecie by rycerz przesawny na ca Ukrain i Turecczyzn.
- Co? ha! - rzek z zadowoleniem Zagoba. - Nie pierwszyzna mi to, nie
pierwszyzna, panie Michale. Widz, szukalimy si wszyscy w korcu
maku, ale te i dobralimy si we czterech tak, e takiej czwrki w caej
Rzeczypospolitej nie znajdziesz. Dalibg, z wapanami i z ksiciem
naszym na czele ruszybym samopit, choby na Stambu. Bo uwaajcie
tylko: pan Skrzetuski zabi Burdabuta, a wczoraj Tuhaj-beja...
- Tuhaj-bej nie zabit - przerwa porucznik - sam czuem, e mi si ostrze
zwino; pniej te zaraz nas rozdzielili.
- Wszystko jedno - rzek Zagoba - nie przerywaj, panie Janie. Pan
Micha usiek w Warszawie Bohuna, jakemy ci to mwili...
- Lepiej by wa nie wspomina - rzek Litwin.
- Co si wymwio, to si wymwio - odpar Zagoba. - Cho wolabym
by nie wspomina, ale id dalej... ot pan Podbipita z Myszykiszek
zdusi owego Pujana, a ja Buraja. Nie zmilcz wszelako wapastwu, e
oddabym tamtych wszystkich ze jednego Buraja i e pono najcisz
miaem robot. Diabe to by, nie Kozak, co? ebym tak mia synw
legitime natos, pikne bym im imi zostawi. Ciekawym tylko, co krl
jegomo i sejmy na to powiedz, jak nas nagrodz, nas, ktrzy si siark
i saletr wicej ni czym innym ywimy.
- By wikszy od nas wszystkich rycerz - rzek pan Longinus - a
nazwiska jego nikt nie wie i nie pamita.
- A to ciekawym, kto taki? chyba w staroytnoci? - rzek uraony
Zagoba.
- Nie w staroytnoci, ale; brateku, ten, ktry krla Gustawa Adolfa pod
Trzciann razem z koniem obali i w jasyr wzi - rzek Litwin.
- A ja syszaem, e byo to pod Puckiem - wtrci pan Micha.
- Wszelako krl mu si wyrwa i zbieg - rzek Skrzetuski.
- Tak jest! Wiem ja co o tym - mwi przymykajc oko pan Zagoba -
bom wtedy wanie pod panem Koniecpolskim, ojcem chorego,
suy... wiem ja co o tym! Modestia to nie pozwala onemu rycerzowi
powiedzie swego nazwiska i dlatego nikt go nie wie. Chocia, wierzcie w
to, co powiem : Gustaw Adolf wielkim by wojownikiem, prawie panu
Koniecpolskiemu rwnym, ale w pojedynczym spotkaniu z Burajem
cisza bya robota - ja wam to mwi!
- To niby znaczy, e to wapan powali Gustawa Adolfa? - pyta
Woodyjowski.
- Alboem ci si pochwali, panie Michale?... niech tam to ju zostanie w
niepamici - mam ja si z czym i dzi pochwali: co bd dawne czasy
wspomina!... Strasznie to piwsko burczy w ywocie - a im wicej w nim
sera, tym wicej burczy. Wol winn polewk - cho chwaa Bogu i za
to, co jest, bo wkrtce moe i tego nie starczy... Ksidz abkowski mnie
mwi, e pono wiwendy skpo, a on si tym bardzo niepokoi, bo ma
brzuch jak gumno. Setny to bernardyn! Okrutniem go polubi. Wicej w
nim onierza ni mnicha. Kiedy by kogo w pysk trzasn, to cho zaraz
trumn zamawiaj.
- Ale - rzek may rycerz - nie mwiem te wapastwu, jak grzecznie
poczyna sobie tej nocy ksidz Jasklski. Usadowi si w onym
naroniku, w tej srogiej wiey po prawej stronie zamku - i patrzy na
bitw. A trzeba wiedzie, e on okrutnie z guldynki strzela. Powiada tedy
do abkowskiego: Nie bd do Kozakw strzela, bo zawsze to
chrzecijanie, cho Bogu dyzgusta czyni; ale do Tatarw (powiada) nie
wytrzymam!" - i jak j dmucha, tak ich podobno co z p kopy przez
ca bitw popsowa.
- eby to wszystko duchowiestwo byo takie! - westchn Zagoba.- Ale
nasz Muchowiecki to jeno rce ku niebu wznosi, a pacze, e si tyle krwi
chrzecijaskiej leje.
- Daj wa pokj - rzek powanie Skrzetuski. - Ksidz Muchowiecki
wity ksidz i w tym masz najlepszy dowd, e cho on nie starszy od
tamtych dwch, przecie gowy przed jego zacnoci schylaj.
- Nie tylko ja te nie neguj jego witobliwoci - odpar Zagoba - ale
myl, e i samego chana potrafiby nawrci. Oj, moci panowie! musi
si tam jego chaska mo sierdzi, a wszy na nim kozioki ze strachu
przewracaj! jeeli przyjdzie z nim do ukadw, pojad i ja z
komisarzami. Znamy si z dawna i niegdy wielce mnie miowa. Moe
te sobie przypomni.
- Do ukadw Janickiego pewnie wybior, bo on po tatarsku, tak jak po
polsku mwi - rzek Skrzetuski.
- I ja tak samo, a z murzami znamy si jak yse konie. Crki mi swoje
chcieli w Krymie oddawa, eby si potomstwa piknego doczeka, a
em to by mody i paktw konwentw nie zawieraem ze swoj
niewinnoci, jako im Podbipita z Myszykiszek, wicem tam sia figlw
napata.
- Sucha hadko! - rzek pan Longinus spuszczajc oczy.
- A wapan to jako szpak wyuczony; jedno w kko powtarza. Wida, e
bowinkowie mowy ludzkiej dobrze jeszcze nie umiej.
Dalszy cig rozmowy przerwa gwar dochodzcy z zewntrz namiotu -
wic rycerze wyszli zobaczy, co si dzieje. Mnstwo onierzy stao na
okopie spogldajc na okolic, ktra w cigu nocy zmienia si znacznie i
jeszcze w oczach si zmieniaa. Kozacy rwnie nie prnowali od czasu
ostatniego szturmu, ale sypali szace, zacigali na nie dziaa tak dugie i
donone, jakich nie byo w polskim obozie, porozpoczynali poprzeczne,
wowato idce fosy, aprosze; z daleka wydaway si te nasypy jak
tysice olbrzymich kretowisk. Caa pochya rwnina bya nimi pokryta,
wieo skopana ziemia czernia si wszdzie midzy zielonoci - i
wszdy mrowio si od pracujcego ludu. Na pierwszych waach migotay
take krasne czapki moojcw.
Ksi sta take na okopie w towarzystwie starosty krasnostawskiego i
pana Przyjemskiego. Poniej kasztelan beski poglda przez perspektyw
na roboty kozackie i mwi do podczaszego koronnego:
- Nieprzyjaciel rozpoczyna regularne oblenie. Widz, e trzeba nam
bdzie obrony w okopie poniecha i do zamku si przenie.
Dosysza te sowa ksi Jeremi i rzek pochylajc si z gry ku
kasztelanowi:
- Nieche nas Bg od tego broni, bo dobrowolnie jakoby w potrzask
bymy leli. Tu nam y albo umiera.
- Takie i moje zdanie, chobym mia co dzie jednego Buraja zabija -
wtrci pan Zagoba. - Protestuj imieniem caego wojska przeciw zdaniu
janie wielmonego kasztelana beskiego.
- To do waci nie naley! - rzek ksi.
- Cicho wa! - szepn Woodyjowski cignc szlachcica za rkaw.
- Wygnieciemy ich w tych zakrywkach jako krety - mwi Zagoba - a ja
wasz ksic mo prosz, aby mnie pierwszemu pozwoli i z
wycieczk. Znaj oni mnie ju dobrze, poznaj jeszcze lepiej.
- Z wycieczk?... - rzek nagle ksi i zmarszczy brwi. - Czekaj no
wa... noce z wieczora bywaj ciemne...
Tu zwrci si do starosty krasnostawskiego, do pana Przyjemskiego i do
regimentarzy.
- Prosz waszmo panw na rad - rzek.
I zstpi z okopu, a za nim udaa si caa starszyzna
- Na mio bosk, co wapan czynisz? - mwi Woodyjowski do
Zagoby - c to? suby i dyscypliny nie znasz, e do rozmowy
starszych si mieszasz? Ksi askawy pan, ale w czasie wojny nie ma z
nim artw.
- Nic to, panie Michale! - odrzek Zagoba. - Pan Koniecpolski, ojciec,
srogi by lew, a na moich radach sia polega i niech mnie dzi wilcy
zjedz, jeeli nie dlatego po dwakro pogromi Gustawa Adolfa. Umiem
ja z panami
gada! Albo i teraz! - zauwaye, jak ksi obstupuit, gdym mu
wycieczk doradzi? Jeeli Bg da wiktori, czyja bdzie zasuga - co? -
twoja?
W tej chwili zbliy si Zawilichowski.
- A co? Ryj! ryj jak winie! - rzek ukazujc na pole.
- Wolabym, eby to byy winie - odpowiedzia Zagoba - bo kiebasy by
nam tanio wypady, a ich pado i dla psw si nie przygodzi. Dzi ju
musieli onierze kopa studnie w kwaterach pana Firleja, gdy we
wschodnim stawie od trupw wody nie zna. Nad ranem  w
psubratach popkaa i wszyscy spynli. Jak przyjdzie pitek, nie bdzie
mona ryb je, bo misem karmione.
- Prawda jest - rzecze Zawilichowski - starym onierz, a tyle trupa
dawnom nie widzia, chyba pod Chocimiem przy szturmach janczarskich
na nasz obz.
- Zobaczysz go waszmo jeszcze wicej - ja to waszmoci mwi!
- Myl, e dzi wieczorem albo jeszcze i przed wieczorem znowu do
szturmu rusz.
- A ja powiadam, e do jutra zostawi nas w spokoju.
Ledwie pan Zagoba skoczy mwi, gdy na szacach kozackich
wykwity dugie biae dymy i kule z szumem przeleciay nad okopem.
- Masz wa! - rzek Zawilichowski.
- Ba! sztuki wojennej nie znaj! - odpar Zagoba.
Stary Zawilichowski mia jednak suszno. Chmielnicki rozpocz
regularne oblenie, poprzecina wszystkie drogi, wyjcia, odj pasz,
sypa aprosze i szace, podkopywa si wownicami pod obz, ale
szturmw nie poniecha. Postanowi on nie da spokoju oblonym,
nuy ich, straszy, trzyma w ustawicznej bezsennoci i nka dopty,
dopki bro nie wypadnie z ich rk zesztywniaych. Wic wieczorem
znowu uderzy na kwatery Winiowieckiego z nie lepszym jak
poprzedniego dnia skutkiem, tym bardziej e i moojcy nie szli ju z tak
ochot. Nastpnego dnia ogie nie ustawa ani na chwil. Wownice tak
ju byy bliskie, e i rczna strzelba donosia do waw; przykrywki
ziemne dymiy jak mae wulkany od rana do wieczora. Nie bya to walna
bitwa, ale nieustajca szarpanina. Obleni wypadali niekiedy z waw, a
wwczas przychodzio do szabel, cepw, kos i wczni. Ale zaledwie
wygnieciono jednych moojcw, natychmiast przykrywki napeniaj si
nowym ludem. onierz przez cay dzie nie mia ani chwili odpoczynku,
a gdy nadszed upragniony zachd soca, rozpocz si nowy szturm
generalny - o wycieczce nie byo co i myle.
W nocy 16 lipca uderzyli dwaj dzielni pukownicy, Hadki i Nebaba, na
kwatery ksice i ponieli znw straszn klsk. Trzy tysice
najdzielniejszych moojcw lego na placu - reszta, goniona przez starost
krasnostawskiego, ucieka w najwikszym popochu do taboru, rzucajc
bro i rogi z prochem. Rwnie niefortunny koniec spotka i Fedoreka,
ktry korzystajc z gstej mgy o mao na witaniu nie wzi miasta.
Odpar go pan Korf na czele Niemcw, a pan starosta krasnostawski i
pan chory Koniecpolski wybili prawie do szcztu w ucieczce.
Lecz nic to byo wszystko w porwnaniu z okropn nawa, jaka dnia 19
lipca rozptaa si nad okopem. Uprzedniej nocy wysypali Kozacy
naprzeciw kwater Winiowieckiego wysoki wa, z ktrego armaty
wielkiego kalibru ziay nieustannym ogniem, gdy za dzie min i
pierwsze gwiazdy zabysy na niebie, dziesitki tysicy ludzi ruszyy do
ataku. Jednoczenie w dali ukazao si kilkadziesit straszliwych machin,
podobnych do wie, ktre toczyy si z wolna ku okopowi. Po bokach
ich wznosiy si na ksztat potwornych skrzyde mosty, ktre przez fosy
miano przerzuca - a szczyty dymiy, wieciy i huczay wystrzaami
lekkich dziaek, rusznic i samopaw. Szy te wiee midzy mrowiem
gw jakby olbrzymi pukownicy - to czerwienic si w ogniu armat, to
niknc w dymie i ciemnoci. onierze ukazywali je sobie z daleka,
szepcc:
- To hulaj-horodyny! Nas to Chmielnicki bdzie me w tych wiatrakach.
- Patrzcie, jak si tocz z hukiem, rzekby: grzmoty!
- Z armat do nich! z armat! - woali inni.
Jako puszakrze ksicy posyali kul za kul, granat za granatem ku
straszliwym machinom, ale e wida je byo wwczas tylko, gdy
wystrzay rozdary ciemno, wic kule mijay je najczciej.
Tymczasem zbita masa kozactwa napywaa coraz bliej, jak czarna fala
pynca noc z dalekiej morskiej przestrzeni.
- Uf! - mwi pan Zagoba stojc wraz z jazd przy Skrzetuskim - gorco
mi jak nigdy w yciu! Noc taka parna, e suchej nitki na mnie nie ma.
Diabli nadali te machiny! Sprawe, Boe, eby si ziemia pod nimi
rozstpia, bo ju mi koci w gardle stoj te ajdaki... amen! Ni zje; ni
si wyspa... psi w lepszych kondycjach od nas yj! Uf! jak parno!
Rzeczywicie powietrze byo cikie i parne, a do tego przesycone
wyziewami trupw gnijcych od kilku dni na caym pobojowisku. Niebo
przysonio si czarn i nisk opon chmur. Burza wisiaa nad Zbaraem.
onierzom pod zbrojami pot oblewa ciao, a piersi oddychay z
wysileniem.
W tej chwili bbny poczy warcze w ciemnociach.
- Ju zaraz uderz! - rzek Skrzetuski. - Syszysz wa? - bbni.
- Sysz. eby w nich diabli bbnili! Czysta desperacja!
- Koli! koli! - zawrzasy tumy rzucajc si ku okopom.
Bitwa zawrzaa na caej dugoci okopu. Uderzono jednoczenie na
Winiowieckiego, na Lanckoroskiego, na Firleja i Ostroroga, aby jeden
drugiemu nie mg przychodzi z pomoc. Kozactwo, spojone gorzak,
szo jeszcze zacieklej ni w czasie poprzednich szturmw, ale tym
dzielniejszy napotykao opr. Duch bohaterski wodza oywia onierzy;
grone piechoty kwarciane zoone z chopw mazurskich zbiy si tak z
kozactwem, e pomieszay si z nim zupenie. Walczono tam na kolby,
pici i zby. Pod razami zawzitych Mazurw lego kilkuset
najpyszniejszej piechoty zaporoskiej, ale wnet nowe tumy zalay ich
zupenie. Bitwa na caej linii stawaa si coraz zaartsz. Rury
muszkietw paliy rce onierzy, tchu im brako, starszynie gos zamar
w gardzieli od wrzaskw komendy. Starosta krasnostawski i Skrzetuski
wypadli znw z jazd i zajedali z boku Kozakw, tratujc cae puki i
pawic si we krwi.
Godzina upywaa. za godzin i szturm nie ustawa, bo straszliwe luki w
szeregach kozackich Chmielnicki w jednym mgnieniu oka zapenia
nowymi siami. Tatarzy dopomagali wrzaskiem, puszczajc zarazem
chmury strza na bronicych si onierzy; niektrzy stojc w tyle czerni
zaganiali j do szturmu batami z byczego surowca. Wcieko walczya z
wciekoci, pier uderzaa o pier - m wiza si w ucisku
miertelnym z mem...
I tak walczyli, jak walcz rozhukane fale morskie z wysp skalist.
Nagle ziemia zatrzsa si pod nogami wojownikw, a cae niebo stano
w sinym ogniu, jakby ju Bg nie mg duej patrzy na okropnoci
ludzkie. oskot straszliwy zguszy wrzaski ludzkie i huk armat To
artyleria niebieska rozpocza teraz straszliw kanonad. Grzmoty
roztaczay si od wschodu na zachd. Zdawao si, e to niebo wraz z
chmurami pko i wali si na gowy walczcych. Chwilami wiat cay
wyglda jak jeden pomie, chwilami lepo wszystko od ciemnoci i
znw czerwone zygzaki gromw rozdzieray czarn opon. Wicher
uderzy raz i drugi, zerwa tysice czapek, proporcw, chorgwi i rozmit
je w mgnieniu oka po pobojowisku. Pioruny poczy wali jeden za
drugim - potem nastpi chaos grzmotw, byskawic, wichru, ognia i
ciemnoci - niebo si wcieko, jak ludzie.
Niepamitna burza rozszalaa si nad miastem, zamkiem, okopami i
taborem. Bitwa zostaa przerwana. Na koniec upusty niebieskie rozwary
si i nie strugi, ale potoki ddu poczy la na ziemi. Fala przysonia
wiat: o krok naprzd nie byo nic wida. Trupy w fosie spyny. Puki
kozackie, porzuciwszy szturm, biegy jedne za drugimi ku taborowi, szy
na olep, spotykay si ze sob i sdzc, e to nieprzyjaciel je goni,
rozpraszay si w ciemnoci; za nimi topic si i przewracajc umykay
armaty, amunicje, wozy. Woda porozrywaa roboty ziemne kozackie,
szumiaa w rowach i wownicach, wciskaa si w nakrywki ziemne, lubo
ubezpieczono je rowami, i biega z szumem po rwninie jakby gonic
uciekajcych moojcw.
Deszcz wali coraz wikszy. Piechoty w okopie umkny z waw
szukajc pod namiotami schronienia, tylko dla jazdy starosty
krasnostawskiego i Skrzetuskiego nie przychodzi rozkaz odwrotu. Stali
wic jeden przy drugim jakoby w jeziorze, strzsajc z siebie wod.
Tymczasem burza pocza z wolna przechodzi. Po pnocy deszcz
wreszcie usta. Midzy przerwami chmur tu i owdzie zabysy gwiazdy.
Upyna jeszcze godzina - i woda troch spada. Wwczas przed
chorgwi Skrzetuskiego ukaza si niespodzianie sam ksi.
- Moci panowie - spyta - a adownice wam nie zamoky?
- Suche, moci ksi! - odpowiedzia Skrzetuski.
- To dobrze! zsi mi z koni, ruszy przez wod ku onym beluardom,
podsypa je prochem i zapali. A cicho mi i! Pan starosta
krasnostawski pjdzie z wami.
- Wedug rozkazu! - odpowiedzia Skrzetuski.
Wtem ksi dojrza mokrego pana Zagob.
- Wa si prosie na wycieczk - ruszaje teraz! - rzek.
- Masz, diable kubrak! - mrukn pan Zagoba. - Tego jeszcze brakowao!
W p godziny potem dwa oddziay rycerzy po dwiecie pidziesit
ludzi, brodzc po pas w wodzie, biegy z szablami w rku ku owym
straszliwym hulaj-horodynom" kozackim, stojcym o p staja od
okopu. Jeden oddzia wid lew nad lwy", pan starosta krasnostawski,
Marek Sobieski, ktry ani chcia sysze o pozostaniu w okopie, drugi -
Skrzetuski. Czelad niosa za rycerzami manice ze smo, suche
pochodnie i prochy, a oni szli cicho jak wilcy skradajcy si ciemn noc
ku owczarni.
May rycerz przyczy si na ochotnika do Skrzetuskiego, bo kocha pan
Micha takie wyprawy nad ycie - drepta wic teraz po wodzie majc
rado w sercu, a szabl w doni; obok postpowa pan Podbipita z
goym Zerwikapturem, widny midzy wszystkimi, bo o dwie gowy od
najwyszych wyszy; a midzy nimi nada sapic pan Zagoba i
mrucza z nieukontentowaniem, przedrzeniajc sowa ksice:
- Chciao ci si wycieczki - ruszaj teraz!" Dobrze! Psu by si nie chciao
i na wesele przez tak wod. Jeelim doradza wycieczk w taki czas,
to niech nigdy w yciu nic prcz wody nie pij! Ja nie kaczka, a mj
brzuch nie czno. Zawsze miaem abominacj do wody, a c dopiero
do takiej, w ktrej chopska padlina moknie...
- Cicho wa! - rzek pan Micha.
- Wa sam cicho! Nie wikszy od kiebia i umiesz pywa, to ci atwo.
Powiem nawet, e niewdzicznie to ze strony ksicia, eby mi jeszcze po
zabiciu Buraja nie da spokoju. Do ju Zagoba zrobi, niech jeno
kady tyle zrobi, a Zagobie dajcie spokj, bo piknie bdziecie wygldali,
jak go nie stanie! Na Boga! jeeli wpadn w jak dziur, wycignijciee
mnie, wapanowie za uszy, bo si zaraz zalej.
- Cicho wa! - rzek Skrzetuski. - Kozacy tam siedz, w tych ziemnych
zakrywkach, jeszcze ci usysz.
- Gdzie? co wapan gadasz?
- A tam, w onych kopcach pod darni.
- Tego jeszcze brakowao! Nieche to jasne pioruny zatrzasn!
Reszt sw stumi pan Micha pooywszy Zagobie do na ustach, bo
zakrywki byy ju ledwie o pidziesit krokw odlege. Szli wprawdzie
cicho rycerze, ale woda chlupotaa im pod nogami; szczciem deszcz
znowu zacz pada i szum jego guszy stpania.
Stray przy zakrywkach nie byo. Kt bowiem spodziewaby si
wycieczki po szturmie i po takiej burzy, ktra jakby jeziorem rozdzielia
walczcych.
Pan Micha z panem Longinem skoczyli naprzd i pierwsi doszli do
kopca. May rycerz puci szabl na sznurek, zoy donie do ust i pocz
woa:
- Hej, ludy!
- A szczo? - ozway si ze rodka gosy moojcw, widocznie
przekonanych, e to kto od taborw kozackich przychodzi.
- Sawa Bohu! - odrzek Woodyjowski - a pucie no!
- A to nie wiesz, jak wej?
- Wiem ju! - odrzek Woodyjowski i zmacawszy wejcie skoczy do
rodka.
Pan Longinus z kilku innymi run za nim.
W tej chwili wntrze pokrywki zabrzmiao przeraliwym wyciem ludzkim
- jednoczenie rycerstwo wydawszy okrzyk rzucio si ku innym
kopcom. W ciemnoci rozlegy si jki, szczk elaza, gdzieniegdzie
przebiegay jakie ciemne postacie, inne paday na ziemi, czasem hukn
wystrza - ale wszystko razem nie trwao duej jak kwadrans. Moojcy,
zaskoczeni po najwikszej czci w nie gbokim, nie bronili si nawet - i
wygnieciono ich wszystkich, zanim zdoali za bro chwyci.
- Do hulaj-grodw! do hulaj-grodw! - rozleg si gos starosty
krasnostawskiego.
Rycerstwo rzucio si ku wieom.
- Pali od rodka, bo z wierzchu mokre! - zagrzmia Skrzetuski.
Ale rozkaz nieatwy by do wykonania. W wieach budowanych z
bierwion sosnowych nie byo ani drzwi ani adnego otworu. Strzelcy
kozaccy wchodzili na nie po drabinach, dziaa za, poniewa mogy si
mieci tylko mniejsze, wcigano na powrozach. Rycerze biegali wic
czas jaki naokoo, prno siekc szablami belki lub szarpic rkoma za
wgy.
Na szczcie czelad miaa siekiery; poczto rba. Starosta
krasnostawski kaza te podkada puszki z prochem umylnie na ten cel
przygotowane. Pozapalano manice ze smo, jak rwnie pochodnie - i
pomie pocz liza mokre, lecz przesiknite ywic bierwiona.
Zanim jednake zajy si bierwiona, zanim prochy wybuchy, pan
Longinus schyli si i podnis ogromny gaz wydobyty z ziemi przez
Kozakw.
Czterech najtszych z ludu mocarzy nie ruszyoby go z miejsca, lecz on
koysa nim w potnych rkach - i tylko przy wietle manic wida byo,
e krew wystpia mu na twarz. Rycerze oniemieli z podziwu.
- To Herkules! nieche go kule bij! - woali wznoszc rce do gry.
Tymczasem pan Longinus zbliy si do nie podpalonej jeszcze beluardy,
przechyli si w ty i puci kamie w sam rodek ciany.
Obecni a pochylili gowy, tak gaz hucza. Pky od ciosu zaraz spojenia;
rozleg si trzask, wiea rozwara si jak zamane podwoje i runa z
oskotem.
Stos drzewa polano smo i podpalono w jednej chwili.
Po niejakim czasie kilkadziesit olbrzymich pomieni owiecio ca
rwnin. Deszcz pada cigle, ale ogie przemg go - i paliy si te
beluardy z podziwem obu wojsk, jako e w dzie tak mokry".
Skoczyli na pomoc z kozackiego taboru Stepka, Kuak i Mrozowicki,
kady na czele kilku tysicy moojcw, i prbowali gasi - prno! Supy
ognia i czerwonego dymu strzelay coraz potniej ku niebu, odbijajc si
w jeziorkach i kauach, ktrych burza naczynia na pobojowisku.
Tymczasem rycerze wracali w cinitych szeregach do okopu, gdzie z
daleka ju witano ich radosnymi okrzykami.
Nagle Skrzetuski obejrza si naokoo, rzuci okiem w gb szeregu i
krzykn grzmicym gosem:
- Stj!
Pana Longina i maego rycerza nie byo midzy wracajcymi.
Widocznie, uniesieni zapaem, zbyt dugo zabawili si przy ostatniej
beluardzie, a moe odnaleli gdzie zatajonych jeszcze moojcw, do, i
widocznie nie spostrzegli odwrotu.
- Naprzd! - skomenderowa Skrzetuski.
Starosta krasnostawski, idc na drugim kocu szeregu, nie rozumia, co
zaszo, i bieg pyta - gdy w teje chwili obaj podani rycerze ukazali
si, jakby spod ziemi wyroli, na p drogi midzy beluardami a
rycerstwem. Pan Longinus z byszczcym Zerwikapturem w rku stpa
olbrzymimi krokami, a przy nim bieg kusem pan Micha. Obaj gowy
mieli zwrcone ku gonicym ich na ksztat zgrai psw moojcom
Przy czerwonej unie poaru wida byo ca gonitw doskonale.
Rzekby: olbrzymia osza uchodzi przed gromad strzelcw ze swoim
maym, gotowa w kadej chwili rzuci si na napastnikw.
- Zgin! na miosierdzie boskie, prdzej! - krzycza rozdzierajcym
gosem pan Zagoba - ustrzel ich z ukw albo z piszczeli! Na rany
Chrystusa, prdzej!
I nie baczc na to, e nowa bitwa moe si za chwil zawiza, lecia z
szabl w rku razem ze Skrzetuskim i innymi na pomoc, utyka,
przewraca si, podnosi, sapa, krzycza, trzs si cay i gna resztkami
ng i tchu.
Jednake moojcy nie strzelali, bo samopay zamoky, a ciciwy ukw
rozmiky - wic nacierali jeno coraz bliej. Kilkunastu ich wysforowao
si naprzd i ju, ju mieli dobiec, ale wwczas obaj rycerze zwrcili si
ku nim jak odyce i wydawszy krzyk okropny wznieli szable do gry.
Kozacy stanli w miejscu.
Pan Longinus ze swym olbrzymim mieczem wydawa im si jak
nadprzyrodzon istot.
I jako dwa bure wilki zbyt napierane przez ogary odwrc si i bysn
biaymi kami, a psiarnia, skomlc z dala, nie mie si na nie rzuci, tak i
oni odwracali si po kilkakro i za kadym razem biegncy na przedzie
stawali na miejscu. Raz tylko puci si ku nim jeden, widocznie mielszej
natury, z kos w rku; ale pan Micha skoczy jak bik ku niemu i uksi
go na mier. Reszta czekaa na innych, ktrzy nadchodzili biegiem gst
aw.
Lecz i szereg rycerzy by coraz bliszy, a pan Zagoba lecia z szabl nad
gow, krzyczc nieludzkim gosem:
- Bij! morduj!
Wtem huknli z okopw i granat, chychoczc jak puszczyk, zakreli
czerwony uk na niebie i upad w cinit awic; za nim drugi, trzeci,
dziesity. Zdawao si, e bitwa rozpoczyna si na nowo.
Kozakom a do oblenia Zbaraa nie znane byy tego rodzaju pociski i
po trzewemu bali si ich najwicej, widzc w nich czary Jaremy" -
wic awica wstrzymaa si w jednej chwili, potem pka na dwoje, a
razem pky i granaty roznoszc postrach, mier i zniszczenie.
- Spasajtes! spasajtes! - rozlegy si przeraone gosy.
I pierzcho wszystko, a tymczasem pan Longinus i may rycerz wpadli w
zbawczy szereg husarzy.
Zagoba rzuca si to jednemu, to drugiemu na szyj, caowa ich po
policzkach i oczach. Rado dawia go, a on j tumi, nie chcc
mikkiego serca okaza - i woa:
- Ha, skurczybyki! Nie powiem, ebym was miowa, ale si o was
baem! Bodaj was byli usiekli! Tak to sub znacie, e na tyach
zostajecie! Warto by was komi po majdanie za nogi powlec! Pierwszy
powiem ksiciu, by wam poenam obmyli... Chodmy teraz spa...
Chwaa Bogu i za to! Szczcie tych psubratw, e przed granatami
uciekli, bo bybym ich naszatkowa jak kapusty. Wol si bi ni patrzy
spokojnie, jak znajomi gin. Musimy dzisiaj podpi! Chwaa Bogu i za to!
Ju mylaem, e wam obum requiem jutro zapiewamy. Ale auj, e
spotkania nie byo, bo mnie rka okrutnie wierzbi, cho w nakrywkach
daem im bobu z cebul.
 447
 Rozdzia XXVI 
Jednake znowu wypado zatoczy nowe way i uj obozu, aby
udaremni wykonane ju prace ziemne kozackie i uszczuplonym siom
uatwi obron. Kopano tedy po szturmie ca noc. Zaczem Kozacy nie
prnowali take. Podszedszy cicho ciemnej nocy z wtorku na rod,
rzucili naokoo obozu drugi wa, wiele wyszy. Std na zorzy, ozwawszy
si wszyscy gosem, poczli zaraz strzela i cae cztery dni i cztery noce
strzelali. Czyniono sobie wzajem wiele szkd, albowiem z obu stron
najlepsi strzelcy szli w zawody. Od czasu do czasu zryway si masy
kozactwa i czerni do szturmu, ale nie dochodziy do waw, tylko
strzelanina stawaa si coraz gortsz. Nieprzyjaciel, majc potne siy,
zmienia walczce oddziay prowadzc jedne na spoczynek, drugie do
boju. Ale w obozie nie byo onierza do zastpstwa : jedni i ci sami
ludzie musieli strzela, zrywa si co chwila do obrony pod grob
szturmw, grzeba zabitych, kopa studnie i podsypywa wyej way,
aby lepsz daway zason. Sypiano, a raczej drzemano u waw wrd
ognia i kul leccych tak gsto, e kadego ranka mona je byo zmiata
bezpiecznie z majdanu. Przez cztery dni nikt nie zrzuci z siebie odziey,
ktra moka na deszczu, scha na socu, palia w dzie, zibia w nocy -
przez cztery dni nikt nie mia w ustach nic ciepego. Pito gorzak
domieszywajc do niej prochu dla wikszej tgoci, gryziono suchary i
rwano zbami wysche wdzone misiwo, a wszystko wrd dymu,
wystrzaw, wistu kul i huku armat.
I nic to byo wzi po bie albo po boku". onierz obwizywa brudn
szmat krwawy eb i bi si dalej. Dziwni to byli ludzie: w podartych
koletach i zardzewiaych zbrojach, z potrzaskanymi rusznicami w rku, z
czerwonymi od bezsennoci oczyma, a wiecznie czujni, zawsze ochoczy,
dzie czy noc, deszcz czy pogoda, zawsze gotowi do boju.
onierz rozkocha si w swym wodzu, w niebezpieczestwach, w
szturmach, w ranach i mierci. Jaka egzaltacja bohaterska ogarna
dusze; serca stay si harde, umysy zatwardziy si". Okropno staa
si dla nich rozkosz. Rozmaite chorgwie przecigay si wzajem w
subie, w wytrwaoci na gd, bezsenno, prac, w mstwie i
zaciekoci. Przyszo do tego, e trudno byo onierzy utrzyma na
waach, bo nie poprzestajc na obronie darli si do nieprzyjaciela jak
rozwcieczeni z godu wilcy do owczarni. We wszystkich pukach
panowaa jaka dzika wesoo. Kto by wspomnia o poddaniu,
rozerwano by go w mgnieniu oka na sztuki. Tu umiera chcemy!" -
powtarzay wszystkie usta:
Kady rozkaz wodza speniano z byskawiczn szybkoci. Raz zdarzyo
si, i ksi przy objedzie wieczornych waw dosyszawszy, e ogie
chorgwi kwarcianej imienia Leszczyskich sabnie, przyjecha przed
onierzy i spyta:
- A czemu to nie strzelacie?
- Prochy nam wyszy - posalimy na zamek po nowe. - Tam macie bliej
- rzek ksi ukazujc na szace nieprzyjaciela.
Zaledwie skoczy, gdy caa chorgiew skoczya z waw, rzucia si
biegiem ku nieprzyjacielowi i wpada jak orkan na szace. Wybito
Kozakw onikami, drgami, kolbami muszkietw, zagwodono cztery
dziaa i po upywie p godziny onierze, zdziesitkowani, ale zwyciscy,
wrcili ze znacznym zapasem prochu w beczukach i rogach myliwskich.
Dzie upywa za dniem. Aprosze kozackie coraz cianiejszym
piercieniem obejmoway okop i wpieray si we jak kliny w drzewo.
Strzelano ju z tak bliska, e nie liczc szturmw, dziesiciu ludzi spod
kadej chorgwi padao dziennie; ksia nie mogli dochodzi z
sakramentami. Obleni zasaniali si wozami, namiotami, skrami,
rozwieszon odzie; w nocy chowano zabitych, gdzie ktry leg, ale
ywi bili si tym zaciciej na mogiach wczorajszych towarzyszw.
Chmielnicki szafowa krwi swych ludzi bez miary, ale kady szturm
nowe tylko, coraz wiksze przynosi mu w zysku straty. Sam on by
zdumiony oporem; liczy jeno na to, e czas zwtli serca i siy oblonych
- jako czas pyn, ale oni coraz wiksz okazywali pogard mierci.
Wodzowie dawali przykad onierzom. Ksi Jeremi sypia na goej
ziemi u wau; pi gorzak i jad wdzone koskie miso, cierpic trudy i
zmiany pogody nad paski swj stan". Chory koronny Koniecpolski i
starosta krasnostawski osobicie wiedli puki na wycieczki; w czasie
szturmw stawali bez zbroi w najgstszym gradzie kul. Nawet ci wodze,
ktrym - jak Ostrorogowi - brako wojennego dowiadczenia i na ktrych
onierz nauczy si patrze bez ufnoci, teraz pod rk Jeremiego
zdawali si w innych zmienia ludzi. Stary Firlej i Lanckoroski sypiali
rwnie u waw, a pan Przyjemski w dzie ustawia dziaa, w nocy ry
pod ziemi jak kret, kopic pod kozackimi minami kontrminy,
wysadzajc aprosze lub otwierajc drogi podziemne, ktrymi onierze
dostawali si jak duchy mierci midzy upione kozactwo.
Na koniec Chmielnicki postanowi sprbowa ukadw majc t myl
uboczn, e przez ten czas podstpem bdzie mg czego dokona. Pod
wieczr 24 lipca poczli Kozacy woa z szacw na onierzy, aby
zaprzestali strzela. Wysany Zaporoec oznajmi, i hetman yczy sobie
widzie starego Zawilichowskiego. Po krtkiej naradzie regimentarze
zgodzili si na propozycj i starzec wyjecha z okopu.
Z dala widziao rycerstwo, jak mu czapkowano w szacach kozackich,
gdy Zawilichowski przez krtki czas swego komisarstwa zdoa sobie
zjedna szacunek dzikiego Zaporoa - i sam Chmielnicki go szanowa.
Strzelanina wtedy ustaa. Kozacy aproszami zbliali si do samego wau;
rycerstwo schodzio ku nim. Obie strony miay si na ostronoci, ale nie
byo nic nieprzyjaznego w tych spotkaniach. Szlachta wyej cenia
zawsze Kozakw od pospolitej czerni, a teraz cenic ich mstwo i
uporno w boju, rozmawiaa z nimi na rwnej stopie jak kawalerowie z
kawalerami; Kozacy z podziwem patrzyli z bliska na to niedostpne lwie
gniazdo, ktre wstrzymao ca ich i chanow potg. Wic poczli si
zblia, gwarzy a narzeka, e tyle krwi chrzecijaskiej si leje; pod
koniec czstowano si tabak i gorzak.
- Ej, panowie ycari! - mwili starzy Zaporocy - eby wy tak zawsze
stawali, nie byoby tych Wd i Korsunia, i Piawiec. Czorty wy chyba
nie ludzie. Takich my jeszcze na wiecie nie widzieli.
- Przyjdcie jutro i pojutrze, zawsze nas takich znajdziecie.
- No, tak i przyjdziemy, a tymczasem sawa Bogu za oddech. Sia si
krwi chrzecijaskiej leje. Ale i tak was gd zmoe.
- Prdzej przyjdzie krl ni gd; dopieromy gby obtarli po smacznej
strawie.
- A zbraknie nam wiwendy, to w waszych taborach poszukamy - mwi
biorc, si w boki Zagoba.
- Daj Bg, eby bat'ko Zawilichowski wskra co u naszego hetmana,
bo jak nie wskra, to wieczr do szturmu pjdziemy.
- Nam te ju tskno.
- Chan wam obieca, e wszyscy bdziecie ksim.
- A nasz ksi obieca chanowi, e go za brod do ogona swemu
koniowi przywie.
- Czarownik on, ale ne zderyt.
- Lepiej by wy z naszym kniaziem na pogan poszli, ni przeciw
zwierzchnoci rk podnosili.
- Z waszym kniaziem... Hm! dobrze by byo
- A to czemu si buntujecie? Przyjdzie krl, bjcie si krla. Knia
Jarema take by wam jak ojciec...
- Taki on ojciec, jak mier matka. Duma tylu dobrych moojcw nie
wybia.
- Gorszy on bdzie: jeszcze wy go nie poznali.
- My i nie chcemy go zna. Starzy u nas mwi, e ktry Kozak jego na
oczy dojrzy, temu ju mier pisana.
- Bdzie tak i z Chmielnickim.
- Boh znajet, szczo budet. To pewno, e im dwom nie y na wiecie, na
biaym. Nasz bat'ko te mwi, e gdyby wy jemu tylko Jarem wydali, to
by was zdrowych puci i krlowi by si z nimi wszystkimi pokoni.
Tu onierze poczli sapa, marszczy brwi i zgrzyta.
- Zamilcze, bo si do szabel wemiem.
- Serdytes', Lachy! - mwili Kozacy - ale bdzie wam ksim.
I tak tam oni rozmawiali, czasem przyjanie, a czasem z grobami, ktre
mimo ich woli odzyway si jak grzmoty. Po poudniu przyjecha z
powrotem do obozu pan Zawilichowski. Ukadw nie byo, a
zawieszenie broni nie doszo do skutku. Stawia Chmielnicki potworne
dania, aby wydano mu ksicia i chorego Koniecpolskiego. W kocu
wylicza krzywdy wojsk zaporoskich i j namawia pana
Zawilichowskiego, by z nim na zawsze pozosta. Na to spon stary
rycerz, zerwa si i odjecha. Wieczorem nastpi szturm krawo odparty.
Cay obz przez dwie godziny by w ogniu. Kozakw nie tylko
odrzucono od waw, ale piechoty zdobyy pierwsze szace,
porozkopyway strzelnice, zakrywki i spaliy znw czternacie hulaj
grodw. Chmielnicki zaprzysig tej nocy chanowi, e nie odstpi, dopki
jeden ywy czowiek pozostanie w okopie.
Nazajutrz o zorzy nowa strzelanina, wkopywanie si w way - i
caodzienna bitwa na cepy, kosy, oniki, szable, kamienie i bryy ziemi
Przyjazne uczucia wczorajsze i ubolewanie nad przelewaniem krwi
chrzecijaskiej ustpiy wikszej jeszcze zacitoci. Deszcz popadywa
od rana. Tego dnia wydano onierzom po p racji, na co mrucza
mocno pan Zagoba, ale w ogle puste brzuchy zdwoiy jeszcze
zacieko rycerstwa. Przysigano sobie wzajem pa jeden na drugim, a
nie podda si do ostatniego tchnienia. Wieczr przynis nowe szturmy
Kozakw poprzebieranych za Turkw, krcej wszelako trwajce. Nastaa
noc pena haasw i krzykw, wielce swarliwa". Strzelanie nie ustawao
ani na chwil. Wyzywano si wzajemnie; bito si kupami i pojedynczo.
Wychodzi na harc pan Longinus, ale nikt przeciw niemu nie chcia stan
- strzelano tylko do z daleka. Natomiast wielk saw okry si pan
Stpowski i pan Woodyjowski, ktry w pojedynczym spotkaniu usiek
sawnego zagoczyka Dudara.
Wychodzi na koniec i pan Zagoba, ale tyko na szermierk jzykow.
Po zabiciu Buraja (mwi) nie mog si z lada chmyzem
pospolitowa!!" Natomiast w walce na jzyki nie znalaz rwnego sobie
midzy kozactwem - i do desperacji ich przyprowadza, gdy okryty
dobrze darnin, woa jakoby spod ziemi stentorowym gosem:
- Siedcie tu, chamy, pod Zbaraem, a tam wojsko litewskie idzie w d
Dnieprem. onom waszym i moodyciom si pokoni. Na przysz
wiosn sia maych bowinkw po chaupach znajdziecie, jeli chaupy
znajdziecie. Bya to prawda: wojsko litewskie szo istotnie pod
Radziwiem w d Dniepru, palc i niszczc, ziemi i wod zostawujc.
Wiedzieli to Kozacy, wic wpadali we wcieko i w odpowiedzi posyali
panu Zagobie grad kul, jakoby kto gruszki sypa. Ale pan Zagoba
pilnowa dobrze gowy za darnin i krzycza znowu:
- Chybilicie, pieskie dusze, a jam Buraja nie chybi. Sam tu! Na
pojedynk ze mn! Znacie mnie! Na tu, na! chamy, strzelajcie, pki
macie folg, bo na jesie bdziecie Tatarzta w Krymie iska albo groble
na Dnieprze sypa. Bywajcie! bywajcie! Grosz za gow waszego
Chmiela! Daj mu ktry ode mnie w pysk - od Zagoby! syszycie? A co,
gnojki? mao to ju waszego cierwa na polu ley? Zdechymi psami was
czu! Kazaa wam si zaraza kania! A do wide, do pugw, ajdaki, do
dumbasw! Winie i sl pod wod wozi, nie nam tu wstrty czyni!
Natrzsali si te i Kozacy z panw, ktrych trzech na jeden suchar
wypada", pytali, czemu to czynszu i dziesiciny nie ka oni panowie
poddanym wypaca, ale przecie Zagoba bywa w sporach gr. I tak
brzmiay te rozmowy, przerywane przeklestwami i dzikimi wybuchami
miechu, po caych nocach, wrd strzaw i wikszych lub mniejszych
walk. Wyjeda potem pan Janicki ukada si z chanem, ktry mu
znowu powtarza, e wszyscy bd ksim, a zniecierpliwiony pose
odpowiedzia: Ju nam dawno to obiecujecie, a nic nam dotd! Kto po
nasze gowy przyjdzie, ten i swoj przyniesie!" Wymaga chan, eby
ksi Jeremi zjecha si z jego wezyrem w polu, ale bya to prosta
zdrada, ktr wykryto - i ukady ostatecznie zostay zerwane. Przez cay
ich czas zreszt nie byo przestanku w walce. Wieczr szturmy, w dzie
strzelanina z armat, z organkw, z samopaw i piszczeli" - wypadanie z
waw, szarpanina, mieszanie si chorgwi - szalone ataki jazdy, klski i
rozlew krwi coraz wikszy.
onierzy podtrzymywaa jaka dzika dza walki, krwi i
niebezpieczestw. Szli do bitwy ze piewaniem, jak na wesele. Tak si
ju zreszt wzwyczaili do huku i haasw, e te oddziay, ktre
komenderowano do spoczynku, spay wrd ognia i padajcych gsto kul
nieprzebudzonym snem. ywnoci byo coraz mniej, bo regimentarze nie
opatrzyli dostatecznie obozu przed przybyciem ksicia. Nastaa wielka
droyzna, ale kto mia pienidze i kupowa gorzak lub chleb, ten dzieli
si wesoo z innymi. Wszyscy za nie dbali o jutro, wiedzc, e jedna z
dwch rzeczy ich nie minie: odsiecz ze strony krlewskiej albo mier!
Na obie byli rwnie gotowi -a najbardziej gotowi na bitw. Niesychanym
w historii przykadem dziesitki potykay si przeciw tysicom z takim
uporem, z tak zaciekoci, e kady szturm by now klsk kozack.
Prcz tego nie byo dnia, eby po kilkakro nie wypadali z obozu i nie
napadali nieprzyjaciela w jego wasnych szacach. Wieczorami, gdy
Chmielnicki myla, e ju znuenie powinno byo obali
najwytrwalszych, i cicho gotowa szturmy, naraz wesoe piewy
dolatyway jego uszu. Wtedy uderza si doni po udach z wielkiego
zdziwienia i naprawd myla, e Jeremi jest chyba czarownikiem
moniejszym od tych wszystkich, ktrzy byli w kozackim taborze. Wic
wcieka si i zrywa do boju, i wylewa morza krwi, bo i to spostrzeg, e
jego gwiazda przy gwiedzie straszliwego kniazia bledn zaczyna.
W obozie kozackim piewano pieni o Jaremie lub cichym gosem
opowiadano sobie o nim rzeczy, od ktrych wosy wstaway na gowie
moojcom. Mwiono, e czasem zjawia si noc na okopie i ronie w
oczach, a gow wyej wie zbaraskich siga; e oczy ma wtedy jakby
dwa miesice, a miecz w jego rku jest jako ta gwiazda zowroga, ktr
Bg czasem ludziom na pohybel na niebo wysya. Mwiono take, e
gdy krzyknie, polegli w boju rycerze wstaj z chrzstem zbroi i szykuj
si wraz z ywymi w szeregi. Jeremi by na wszystkich ustach: piewali o
nim i didy-lirnicy, rozmawiali i starzy Zaporocy, i czer ciemna, i
Tatarzy. A w tych rozmowach, w tej nienawici, w tym zabobonnym
przestrachu tkwia jakby jaka dzika mio, ktr ten lud stepowy
ukocha swego krwawego niszczyciela. Tak jest! Chmielnicki blad przy
nim nie tylko w oczach chana i Tatarw, ale nawet w oczach wasnego
ludu - i widzia, e musi Zbara zdoby albo urok jego rozwieje si jak
pomroka przed zorz porann, musi zdepta tego lwa albo sam zginie.
Za lew nie tylko si broni, ale kadego dnia sam wypada, coraz
straszliwszy, z komyszy. Nie pomagay podstpy, zdrady ani otwarta
przemoc. Tymczasem czer i Kozacy poczynali szemra. I im ciko
byo siedzie w dymie, ogniu, w gradzie kul, w trupim zapachu, na
deszczu, upaach i w obliczu mierci. Zreszt nie trudw bali si dzielni
moojcy, nie niewywczasw, nie szturmw i ognia, i krwi, i mierci - oni
si bali Jaremy".
 457
 Rozdzia XXVII 
Wielu prostych rycerzy okryo si niemierteln saw w tym pamitnym
okopie zbaraskim, lecz lutnia bdzie sawia w pierwszym rzdzie pana
Longina Podbipit dla jego tak wielkich przewag, e chyba jego
skromno moga wej z nimi w paragon. Noc to bya pospna, ciemna i
wilgotna; onierz, znuony czuwaniem u waw, drzema oparty na
broni. Po nowych dziesiciu dniach strzelaniny i szturmw pierwszy to
raz nastaa cisza i spokj. Z bliskich, bo zaledwie o trzydzieci krokw
stojcych szacw kozackich nie sycha byo wywoywa, kltew i
zwykych haasw. Zdawao si, e nieprzyjaciel chcc znuy, sam si
znuy nareszcie Gdzieniegdzie tylko byszczao tam mde wiateko ognia
ukrywanego pod darnin: z jednego miejsca dochodzi sodki, przyciszony
gos liry, na ktrej gra jaki Kozak; daleko w koszu tatarskim konie
ray, a na waach rozlegay si od czasu do czasu gosy stray.
Chorgwie pancerne ksice byy tej nocy na pieszej subie w obozie,
wic pan Skrzetuski, pan Podbipita, may rycerz i pan Zagoba na
okopie, szepcc ze sob z cicha, w przerwach rozmowy wsuchiwali si
w szum deszczu padajcego w fos. Skrzetuski mwi:
- Dziwny mi jest ten spokj. Uszy tak przywyky do huku i haasu, e
cisza w nich dzwoni. Aby si tylko jaka zdrada in hoc silentio nie
ukrywaa.
- Od czasu jak jestem na p racji, wszystko mi jedno! - mrucza
pospnie Zagoba. - Trzech rzeczy potrzebuje moja odwaga, a to: je
dobrze, pi dobrze i wyspa si. Najlepszy rzemie, nie smarowany,
zeschnie i popka. C dopiero, jeeli w dodatku moknie jak konopie w
wodzie? Deszcz nas moczy, a Kozacy midl, jake si z nas padzierze
nie maj sypa? Mie kondycje: buka ju florena kosztuje, a kwaterka
gorzaki pi. Tej mierdzcej wody pies by w gb nie chcia wzi, bo
ju i studnie trupem nasikny, a mnie si tak pi chce, jak i moim
butom, ktre tak pyski pootwieray - jak ryby.
- Ale wacine buty i wod pij nie przebredzajc - rzek pan
Woodyjowski.
- Milczaby, panie Michale. Nie wikszy od sikory, to si ziarnkiem
prosa poywisz, a z naparstka napijesz. Ale ja Bogu dzikuj, e nie
jestem taki misterny i e mnie nie kura z piasku zadni nog wygrzebaa,
ale niewiasta urodzia; dlatego potrzebuj je i pi jako czowiek, nie jak
chrabszcz, a em od poudnia nic prcz liny w gbie nie mia, dlatego
mi i twoje arty nie w smak.
Tu pan Zagoba pocz sapa gniewnie, a pan Micha wzi si za bok i
tak mwi:
- Mam ja tu na udzie manierzyn, com j dzi Kozakowi wydar, ale
kiedy mnie kura z piasku wygrzebaa, to ju myl, e i gorzaka tak
nikczemnej persony nie bdzie waci smaczna. W twoje rce, Janie! -
rzek zwracajc si do Skrzetuskiego.
- Daj, bo zimno! - rzek Skrzetuski.
- Pij do pana Longina.
- Przechera z ciebie, panie Michale - rzek Zagoba - ale chop setny i to
masz do siebie, e sobie odejmiesz, a drugiemu oddasz. Niechby si
wiciy te kury, co by takich onierzw jak ty z piasku wygrzebyway -
ale ich na wiecie podobno nie masz i nie o tobie mylaem.
- To we wapan od pana Podbipity; nie chc ci krzywdzi - rzek pan
Micha.
- Co wapan robisz?... zostawe i mnie! - woa z przestrachem Zagoba
spogldajc na pijcego Litwina. - Czego tak gow zadzierasz? Bodaj ci
tak ju zostaa! Za dugie masz kiszki, nieatwo je nalejesz. Leje jak w
sprchnia sosn! eby ci usiekli!
- Ledwiem co przechyli - rzek pan Longinus oddajc manierk.
Pan Zagoba przechyli lepiej i wypi do reszty; po czym parskn i tak
mwi:
- Caa to pociecha, e jeeli si kiedy skoczy nasza mizeria, a Bg
pozwoli zdrowo wynie gowy z tych terminw, to sobie we wszystkim
wynagrodzimy. Juci nam jakowe chleby obmyl. Ksidz abkowski
umie dobrze zje, ale go w kozi rg zapdz.
- A co to za verba veritatis usyszelicie dzi z ksidzem abkowskim od
Muchowieckiego? - pyta pan Micha.
- Cicho! - rzek Skrzetuski - kto tu si z majdanu zblia.
Umilkli, wtem jaka ciemna posta stana koo nich i przyciszony gos
spyta:
- A czuwacie?
- Czuwamy, moci ksi - rzek prostujc si Skrzetuski.
- Pilno dawa baczno. &#143;le wry ten spokj.
I ksi przeszed dalej, patrzc, czy gdzie sen nie przemg utrudzonych
onierzy. Pan Longinus rce zoy.
- Co to za wdz! co to za wojennik!
- Mniej on od nas spoczywa - rzek Skrzetuski. - Tak cae way sam co
noc obchodzi, a het, do drugiego stawu.
- Daje mu Boe zdrowie!
- Amen...
Nastao milczenie. Wszyscy wpatrywali si wytonymi oczyma w
ciemno, ale nic nie byo wida - szace kozackie byy spokojne.
Ostatnie wiata na nich pogasy.
- Mona by ich zej jak susw we nie! - mrukn Woodyjowski.
- Kto wie? - odrzek Skrzetuski.
- Sen mnie tak morzy - mwi Zagoba - e a mi oczy pod wierzch
gowy uciekaj, a spa nie wolno. Ciekawym, kiedy bdzie wolno? Czy
strzelaj, czy nie strzelaj, ty stj pod broni i kiwaj si od fatygi, jak yd
na szabasie. Psia suba! Sam nie wiem, co mnie tak rozbiera: czy
gorzaka, czy ranna irytacja za w impet, ktrymy niesusznie obaj z
ksidzem abkowskim wytrzyma musieli?
- Jake to byo? - pyta pan Longinus. - Zacze wapan mwi i nie
skoczye.
- To teraz opowiem: moe si jako ze snu wybijemy! Poszlimy rano z
ksidzem abkowskim na zamek w tej myli, eby to co do przegryzienia
znale. Chodzimy, chodzimy, zagldamy wszdzie - nie ma nic,
wracamy li. A na podwrzu spotykamy ministra kalwiskiego, ktren
kapitana Szenberka na mier gotowa, tego, co go wczoraj postrzelili pod
chorgwi pana Firlejow. Ja mu tedy mwi: "Bdziesz si tu, szodro,
wczy i dyzgusta Bogu czyni? - jeszcze niebogosawiestwo na nas
cigniesz!" A on, wida dufajc w protekcj pana beskiego, rzecze:
"Taka dobra nasza wiara, jak i wasza, albo i lepsza!" Jak to powiedzia,
aemy skamienieli ze zgrozy. Ale ja nic! Myl sobie: jest ksidz
abkowski, nieche bdzie dysputa. A mj ksidz abkowski a parska i
zaraz z argumentami: zmaca go pod ebro, on za nic na t pierwsz
racj nie odrzek, bo jak si wzi toczy, tak a o cian si opar. Wtem
nadszed ksi z ksidzem Muchowieckim i na nas: e to haasy i swary
wszczynamy! e to nie czas, nie miejsce i nie argumenta! Zmyli nam
gowy jak akom - a bodaj czy susznie, bo utinam sim falsus vates, ale te
ministry pana Firleja cign jeszcze na nas jakie nieszczcie...
- A we kapitan Szenberk nie rewokowa? - pyta pan Micha.
- Gdzie tam! umar w bezecnoci, jak i y.
- e te to ludzie wol si i zbawienia wyrzec jak swego uporu! -
westchn pan Longinus.
- Bg nas od przemocy i od czarw kozackich broni - mwi dalej
Zagoba - a oni Go jeszcze obraaj. Czy waciom wiadomo, e wczoraj
z tego tam ot szaca kbkami nici na majdan strzelano? onierze
powiadali, e zaraz w tym miejscu, gdzie kbki paday, ziemia jakoby
trdem si pokrya...
- Wiadoma rzecz, e przy Chmielnickim czarni za rkodajnych su -
rzek egnajc si Litwin.
- Czarownice sam widziaem - doda Skrzetuski - i powiem
waszmociom...
Dalsze sowa przerwa pan Woodyjowski, ktry cisn nagle rami
Skrzetuskiego i szepn:
- Cicho no!...
Po czym skoczy nad sam brzeg okopu i sucha pilnie.
- Nic nie sysz - rzek Zagoba.
- Ts!... deszcz zagusza! - odpowiedzia Skrzetuski.
Pan Micha pocz kiwa rk, aby mu nie przeszkadzano, i czas jeszcze
jaki sucha pilno, na koniec zbliy si do towarzyszw
- Id - szepn.
- Daj zna ksiciu! poszed ku kwaterom Ostroroga - odszepn
Skrzetuski - my za pobieymy ostrzec onierzy.
I zaraz z miejsca pucili si wzdu okopu, zatrzymujc si co chwila i
szepcc wszdy po drodze czuwajcym onierzom:
- Id! Id!...
Sowa przeleciay jakoby cich byskawic z ust do ust. Po kwadransie
przyjecha ksi, ju na koniu, i wyda rozkazy oficerom. Poniewa
nieprzyjaciel chcia widocznie zaskoczy obz w nie i nieczujnoci, wic
ksi poleci utrzyma go w bdzie. onierze mieli si zachowa jak
najciszej i dopuci szturmujcych a na same way, po czym dopiero
gdy wystrza z dziaa da znak, uderzy na nich niespodzianie.
onierz by w gotowoci, wic tylko rury muszkietw pochyliy si bez
szelestu i zapado guche milczenie. Skrzetuski, pan Longinus i pan
Woodyjowski dyszeli obok siebie, a i pan Zagoba zosta z nimi, bo
wiedzia z dowiadczenia, e najwicej kul pada na rodek majdanu - a
na wale, przy takich trzech szablach, najbezpieczniej.
Usadowi si tylko troch z tyu rycerzy, aby pierwszy impet na niego nie
przyszed. Nieco z boku przyklk pan Podbipita z Zerwikapturem w
rku, a Woodyjowski przycupn tu przy Skrzetuskim i szepn mu w
same ucho:
- Id na pewno...
- Krok pod miar.
- To nie czer ani Tatarzy.
- Piechota zaporoska.
- Albo janczary; oni dobrze maszeruj. Z konia mona by ich wicej
naci!
- Dzi za ciemno na jazd.
- Syszysz teraz?
- Ts!ts!...
Obz zdawa si by pogrony w najgbszym nie. Nigdzie adnego
ruchu, nigdzie wiata - wszdy najgbsze milczenie przerywane tylko
szelestem drobnego, jakby sianego przez sito ddu. Z wolna jednak w
tym szelecie powstawa drugi; cichy, ale atwiejszy do uowienia uchem,
bo miarowy i coraz bliszy, coraz wyraniejszy; na koniec o kilkanacie
krokw od fosy pojawia si jaka wyduona zbita masa, o tyle
widzialna, o ile czarniejsza od ciemnoci - i zatrzymaa si w miejscu.
onierze utaili dech w piersiach, tylko may rycerz szczypa w udo
Skrzetuskiego, jakby chcc mu w ten sposb swoje zadowolenie okaza.
Tymczasem napastnicy zbliyli si do fosy i poczli w ni spuszcza
drabiny, nastpnie zleli po nich sami i przechylili je ku waowi.
Wa milcza cigle, jakby na nim i za nim wszystko wymaro - i cisza
nastaa miertelna.
Tu i owdzie mimo caej ostronoci wstpujcych szczeble zaczy
skrzypie i trzeszcze. . .
"Dadz wam bobu!" - myla Zagoba.
Woodyjowski przesta szczypa Skrzetuskiego, a pan Longinus cisn
rkoje Zerwikaptura i wyty oczy, bo by najbliej wau i spodziewa
si pierwszy uderzy.
Wtem trzy pary rk pojawiy si u krawdzi i chwyciy si jej silnie, a za
nimi poczy si z wolna i ostronie podnosi trzy szpice od misiurek...
wyej i wyej...
"To Turcy!" - pomyla pan Longinus.
W tej chwili rozleg si straszliwy huk kilku tysicy muszkietw; zrobio
si widno jak w dzie. Nim wiato zgaso, pan Longinus zamachn si i
ci okropnie, a powietrze zawyo pod ostrzem.
Trzy ciaa spady w fos, trzy gowy w misiurkach potoczyy si pod
kolana klczcego rycerza.
Wwczas, cho pieko zawrzao na ziemi, niebo otworzyo si nad panem
Longinem, skrzyda urosy mu u ramion, chry anielskie rozpieway mu
si w piersi i by jakoby wniebowzity, i walczy jak we nie, i cicia jego
miecza byy jakby modlitw dzikczynn.
A wszyscy dawno zmarli Podbipitowie, poczwszy od przodka
Stowejki, uradowali si w niebie - e taki by z
Zerwikapturw-Podbipitw yjcy ostatni.
Szturm ten, w ktrym ze strony nieprzyjaciela posikowe hufce Turkw
rumelskich, sylistryjskich i gwardia chanowa jaczarw bray przewany
udzia, krwawiej od innych zosta odparty i cign straszliw burz na
gow Chmielnickiego. Zarcza on bowiem poprzednio, e Polacy mniej
zaciekle z Turkami bd walczyli i byle mu tych rot pozwolono, obz
zdobdzie. Musia wic teraz agodzi chana i rozwcieczonych murzw
oraz podarkami ich zniewala. Chanowi pozwoli dziesi tysicy talarw,
za Tuhaj-bejowi, Korz-Adze, Subagaziemu, Nuradynowi i Gadze po
dwa. Tymczasem w obozie czelad wycigaa trupy z fosy, w czym nie
przeszkadzano jej strzelaniem z szacw. onierze spoczywali a do
rana, bo byo to ju pewne, e szturm si nie powtrzy. Spali tedy
wszyscy snem nieprzebudzonym prcz chorgwi straowych i prcz pana
Longina Podbipity, ktry noc ca krzyem na mieczu lea dzikujc
Bogu, i mu pozwoli lub speni i tak wielk chwa si okry, e imi
jego przechodzio z ust do ust w obozie i w miecie. Nazajutrz wezwa go
do siebie ksi-wojewoda i chwali wielce, a onierze przychodzili
tumami przez cay dzie winszowa i oglda trzy gowy, ktre czelad
przyniosa mu przed namiot, a ktre ju czerniay na powietrzu. Byo
tedy podziwu i zazdroci niemao, a niektrzy wierzy oczom nie chcieli,
bo tak byy rwno cite wraz ze stalowymi czepcami od misiurek, jakby
kto noycami odkroi.
- Straszliwy z waci sartor! - mwia szlachta. - Wiedzielimy o tobie, e
dobry kawaler, ale takiego ciosu mogliby i staroytni pozazdroci, bo i
najgrzeczniejszy kat lepiej nie potrafi.
- Wiatr tak czapek nie zdejmie, jako te gowy s zdjte! - mwili inni.
I wszyscy ciskali donie pana Longina, a on sta ze spuszczonymi
oczyma, promienny, sodki - zawstydzony jako panna przed lubem i
mwi, jakby si tumaczc:
- Ustawili si dobrze.
Prbowano nastpnie miecza, ale e to by krzyacki dwurczny koncerz,
nikt nie mg nim swobodnie porusza nie wyjmujc nawet ksidza
abkowskiego, cho on podkow jak trzcin przeamywa.
Koo namiotu robio si coraz gwarniej, a pan Zagoba, Skrzetuski i
Woodyjowski czynili honory przybywajcym czstujc ich
opowiadaniem, bo nie byo czym innym, jako e ostatnich ju prawie
sucharw dogryzano w obozie, a misa innego jak wdzonej koniny
dawno nie stawao. Ale przecie duch starczy za jado i napitek. Pod
koniec, gdy inni zaczli si ju rozchodzi, nadszed pan Marek Sobieski,
starosta krasnostawski, ze swoim porucznikiem Stpowskim. Pan
Longinus wybieg na jego spotkanie, on za powita go wdzicznie i rzek:
- To u waszmoci dzi wito!
- Pewnie, e wito - odpar Zagoba - bo nasz przyjaciel lub speni.
- Chwaa Panu Bogu! - odpar starosta - to ju niedugo, braciszku,
powitamy was kosmat rk. A maciee co upatrzonego?
Pan Podbipita zmiesza si nadzwyczajnie i zaczerwieni a do uszu, a
starosta mwi dalej:
- Po konfuzji miarkuj, e tak jest. wity to wasz obowizek pamita,
aby taki rd nie zagin. Daj Boe, eby si na kamieniu rodzili podobni
onierze, jak waszmociowie we czterech jestecie.
To rzekszy pocz ciska rce pana Longina, Skrzetuskiego, Zagoby i
maego rycerza, a oni uradowali si w sercach, e z takich ust pochwa
sysz, bo pan starosta krasnostawski by zwierciadem mstwa, honoru i
wszystkich cnt rycerskich. By to wcielony Mars; zlay si na niego
wszystkie dary boe w obfitoci, gdy nadzwyczajn piknoci nawet
modszego brata Jana, pniejszego krla, przewysza; fortun i mieniem
najpierwszym wyrwnywa, a jego zdolnoci wojenne sam wielki Jeremi
pod niebiosa wynosi. Nadzwyczajna te byaby to gwiazda na niebie
Rzeczypospolitej, lecz ze zrzdzenia boego blask jej wzi w siebie
modszy Jan, a ona zgasa przedwczenie w dniu klski.
Atoli rycerze nasi uradowali si wielce pochwa bohatera, ten za wcale
na niej nie poprzesta i tak dalej mwi:
- Sia ja o waszmociach od samego ksicia wojewody syszaem, ktry
nad innych was miuje. Nie dziwi si te, e mu suycie nie ogldajc
si na promocje, ktre by w krlewskich chorgwiach atwiej przyj
mogy.
Na to odrzek Skrzetuski:
- Wszyscy my w krlewskiej wanie usarskiej chorgwi jestemy pod
znak zapisani z wyjtkiem pana Zagoby, ktren, jako wolentarz, z
wrodzonej rezolucji staje. A e pod ksiciem wojewod suymy, to w
pierwszym rzdzie z mioci dla jego osoby, a po wtre, chcielimy
wojny jak najwicej zaywa.
- Jeelicie tak mieli ch, to susznie czynicie. Pewnie by pan
Podbipita pod niczyj chorgwi tak atwo swoich gw nie znalaz -
odrzek starosta. - Ale co do wojny, to w tych czasach wszyscy jej mamy
do syta.
- Wicej nili czego innego - odpar Zagoba. - Przychodzili tu do nas od
rana z pochwaami, ale eby nas kto na przeksk i yk gorzaki poprosi,
ten by nas najwdziczniej uczstowa.
To powiedziawszy pan Zagoba pilno patrzy w oczy starocie
krasnostawskiemu i mruga niespokojnie. Starosta za umiechn si i
rzek:
- Od wczorajszego poudnia nic w gb nie wziem, ale yk gorzaki
moe si w jakim sepeciku znajdzie. Su waszmociom.
Lecz Skrzetuski, pan Longinus i may rycerz poczli si opiera i gromi
pana Zagob, ktry si wykrca, jak mg, i tumaczy, jak umia.
- Nie przymawiaem si - mwi - bo ambicja moja w tym, e wol swoje
odda, byle cudzego nie rusza, ale gdy tak zacna persona prosi, to
grubianitas bya by odmawia.
- Ju te pjdcie! - mwi starosta. - I mnie mio w dobrej kompanii
posiedzie, a pki nie strzelaj, mamy czas. Na jado was nie prosz, bo i
o konin ju trudno, a co nam konia na majdanie ubij, to sto rk po
niego si wyciga, wszelako gorzaki jest ze dwie flasze, ktrych dla
siebie samego pewnie nie bd chowa.
Tamci jeszcze si opierali i nie chcieli, ale gdy bardzo nastawa, poszli, a
przodem pobieg pan Stpowski i tak si uwin, e kilka sucharw i kilka
kawakw koniny znalazo si do przegryzienia po wdce. Pan Zagoba
zaraz nabra lepszej myli i mwi:
- Da Bg, e jak krl jegomo nas wyzwoli z tego oblenia, to si zaraz
pospolitemu ruszeniu do wozw dobierzemy. Oj, sia oni specjaw
zawsze ze sob wo i brzucha kady lepiej strzee ni Rzeczypospolitej.
Wol z nimi je jak wojowa, ale e to pod okiem krlewskim, to moe
bd niele stawali.
Starosta spowania.
- Jakomy sobie zaprzysigli - rzek - e jeden na drugim padnie, a nie
poddamy si, tak si i stanie. Musimy by na to gotowi, e coraz cisze
czasy przyjd. ywnoci ju prawie nie ma, a co gorzej, to i prochy si
kocz. Innym ja bym tego nie mwi, ale waszmociom mona.
Niedugo jeno zacieko w sercach i szable w rku nam pozostan - i
gotowo na mier, wicej nic. Daj, Boe, krla jak najprdzej, bo to
ostatnia nadzieja. Wojenny to pan! Pewnie by fatygi i zdrowia, i garda
nie aowa, byle nas wyzwoli - ale za mae ma siy i musi czeka, a
waszmociowie wiecie, jak pospolite ruszenie powoli si ciga. I zreszt
skd krl jegomo ma wiedzie, w jakich my tu kondycjach si bronimy
i e ju okruchw dojadamy?
- My ju siebie ofiarowali - rzek Skrzetuski.
- Aeby tak da zna? - pyta Zagoba.
- eby si znalaz kto taki cnotliwy - rzek starosta - kto by si przekra
podj, ten by niemierteln saw za ycia pozyska, ten by by zbawc
caego wojska i od ojczyzny klsk by odwrci. Choby i pospolite
ruszenie jeszcze w caoci nie stano, to moe sama blisko krla
zdoaaby bunt rozproszy. Ale kto pjdzie? kto si podejmie, gdy
Chmielnicki tak poobsadza wszystkie drogi i wyjcia, e mysz si nie
przecinie z okopu? Jawna i oczywista to mier taka impreza!
- A od czego fortele? - rzek Zagoba. - I jeden ju mi do gowy
przychodzi.
- Jaki? jaki? - pyta starosta.
- A owo co dzie bierzemy po garci jecw. eby tak ktrego
przekupi? niechby uda, e od nas uciek, a potem ruszy do krla.
- Musz o tym z ksiciem pomwi - rzek starosta.
Pan Longinus zamyli si gboko, a czoo pokryo mu si bruzdami, i
cay czas siedzia milczcy. Nagle podnis gow i rzek ze zwyk sobie
sodycz:
- Ja si podejm przekra przez Kozakw...
Rycerze usyszawszy te sowa porwali si zdumieni z miejsc, pan Zagoba
usta otworzy, Woodyjowski pocz rusza wsikami raz po razu,
Skrzetuski przyblad, a starosta krasnostawski uderzy si po aksamicie i
zakrzykn:
- Wapan podjby si tego dokona?
- Czy wa rozway, co mwisz? - rzek Skrzetuski.
- Dawno rozwayem - rzek Litwin - bo ju to nie od dzi midzy
rycerstwem mwi, e trzeba da zna krlowi jegomoci o naszym
pooeniu. A ja syszc to mylaem sobie w duchu: niechby mnie Bg
najwyszy pozwoli lub mj speni, zaraz bym poszed. Ja, lichy czek,
co ja znacz? co mnie bdzie za szkoda, chocia usiek po drodze?
- Ale usiek bez pochyby! - zawoa Zagoba. - Syszae wa, co pan
starosta mwi, e to mier oczywista?
- Tak i co z tego, brateku? - rzek pan Longinus. - Jak Bg zechce, to
przeprowadzi, a nie, to w niebie nagrodzi.
- Ale pierwej ci pochwyc, mkami zmorz i mier okrutn zadadz.
Czeku, czy rozum straci? - mwi Zagoba.
- A taki pjd, brateku - odpar ze sodycz Litwin.
- Ptak by nie przelecia, bo z uku by go ustrzelili. Okopali nas naokoo
jako jawca w jamie.
- A taki pjd - powtrzy Litwin. - Ja Bogu wdziczno winien, e mnie
lub speni pozwoli.
- No, widzicie go! patrzcie si na niego! - woa zdesperowany Zagoba.
- To lepiej ka sobie od razu gow uci i z armaty na tabor wystrzeli,
bo w ten tylko sposb mgby si midzy nimi przecisn.
- Ju pozwlcie, dobrodzieje! - rzek Litwin skadajc rce.
- O nie! nie pjdziesz sam, bo i ja pjd z tob - rzek Skrzetuski.
- I ja z wami! - doda Woodyjowski uderzajc si po szabelce.
- A nieche was kule bij ! - zawoa porwawszy si za gow Zagoba -
nieche was kule bij z waszym "i ja!", "i ja!!", z wasz determinacj!
Mao im jeszcze krwi, mao zaguby, mao kul! Nie do im tego, co si tu
dzieje: chc pewniej szyje pokrci! Idciee do kaduka i dajcie mnie
spokj! Bodaj was usiekli...
To rzekszy pocz si krci po namiocie jak bdny.
- Bg mnie karze - woa - em si z wichrami wdawa zamiast y w
zacnej kompanii statecznych ludzi. Dobrze mi tak! Przez chwil chodzi
jeszcze po namiocie gorczkowym krokiem; na koniec zatrzyma si
przed Skrzetuskim, zaoy rce w ty i patrzc mu w oczy, pocz sapa
gronie.
- Com ja wapanom takiego uczyni, e mnie przeladujecie?
- Uchowaje nas Boe! - odrzek rycerz. - Jak to?
- Bo e pan Podbipita takowe rzeczy wymyla, nie dziwi si! Zawsze
mia dowcip w pici, a od czasu jak ci najwikszych trzech kpw
midzy Turkami, sam czwartym zosta...
- Sucha hadko - przerwa Litwin.
- I jemu si nie dziwi - mwi dalej Zagoba wskazujc na
Woodyjowskiego. - On Kozakowi za cholew wskoczy albo mu si
hajdawerw jak rzep psiego ogona uczepi i najprdzej z nas wszystkich
si przedostanie. Ich obydwch Duch wity nie owieci - ale e wapan
zamiast ich od szalestwa powcign, jeszcze im bodzca dodajesz, e
sam idziesz, e wszystkich nas czterech na pewn mier i mki chcesz
wyda - to ju... ostatnia rzecz! Tfu, do licha, nie spodziewaem si tego
po oficyjerze, ktrego sam ksi za statecznego kawalera uwaa.
- Jak to czterech? - rzek zdziwiony Skrzetuski. - Chciaeby i
wapan?...
- Tak jest! - krzycza bijc si piciami po piersi Zagoba - pjd i ja.
Jeeli ktry z was si ruszy albo wszyscy w kupie - pjd i ja. Niech
moja krew spadnie na wasze gowy! Bd mia na drugi raz nauk, z kim
si wdawa.
- A bodaje waci! - rzek Skrzetuski.
Trzej rycerze poczli go bra w ramiona, ale on naprawd si gniewa i
sapa, i odpycha ich okciami, mwic:
- Idcie do kaduka ! nie potrzeba mi waszych judaszowskich
pocaunkw!
Wtem na waach ozway si strzay armatnie i muszkietowe. Zagoba
zatrzyma si i rzek:
- Macie! macie! idcie!
- To zwyka strzelanina - zauway Skrzetuski.
- Zwyka strzelanina - rzek przedrzeniajc szlachcic. - Ano, to prosz!
Mao im tego. Poowa wojska od tej zwykej strzalaniny stopniaa, a oni
ju na ni nosem krc
- Bd wapan dobrej myli - rzek pan Podbipita.
- Milczaby, bowino! - hukn Zagoba - bo najwinniejszy. Wapan to
wymyli t imprez, ktra jeli nie jest gupia, to ja gupi!
- A taki pjd, brateku - odrzek pan Longinus.
- Pjdziesz, pjdziesz! i wiem dlaczego! Wapan si za bohatera nie
podawaj, bo ci znaj. Czysto masz na zbyciu i pilno ci j z okopu
wynie. Najgorszy midzy rycerstwem, nie najlepszy, po prostu
gamratka z waszmoci, ktra cnot handluje! Tfu! obraza boska! Ot
to!... Nie do krla ci pilno, ale rad by ra po wsiach jak ko na boni.
Oto rycerz patrzcie si, co niewinno ma na przeda! Zgorszenie, czyste
zgorszenie, jak mnie Bg miy!
- Sucha hadko! - woa zatykajc uszy pan Longinus.
- Dajcie pokj swarom! - rzek powanie Skrzetuski. - Lepiej o sprawie
mylmy!
- Na Boga! - rzek starosta krasnostawski, ktren dotychczas ze
zdumieniem sucha sw pana Zagoby - wielka to jest rzecz, ale bez
ksicia nie moemy nic stanowi. Tu nie ma si co spiera. Wapanowie
w subie jestecie i ordynansw sucha musicie. Ksi musi by u
siebie. Pjdmy do niego, co on na ochot waszmociw powie.
- To, co i ja! - rzek Zagoba i nadzieja wypogodzia mu oblicze. -
Pjdmy co prdzej.
Wyszli i szli przez majdan, na ktry kule ju paday z szacw
kozackich. Wojska byy u waw, ktre z dala wyglday jak budy
jarmarczne, tyle na nich nawieszano starej pstrej odziey, kouchw, tyle
nastawiano wozw, szcztkw namiotw i wszelkiego rodzaju rzeczy
mogcych stanowi zason od strzaw, ktre czasem po caych
tygodniach nie ustaway we dni i w nocy. Jako i teraz nad owymi
porozwieszanymi achmanami cigna si duga, bkitnawa smuga
dymu, a przed nimi wida byo lece szeregi czerwonych i tych
onierzy pracujcych ciko przeciw najbliszym szacom
nieprzyjacielskim. Sam majdan wyglda jak jedno rumowisko; rwnina,
podarta rydlami lub stratowana przez konie, nie zielenia si ani jednym
dbem trawy. Gdzieniegdzie sterczay kopce wydobytej wieo przy
kopaniu studzien i mogi ziemi, gdzieniegdzie leay szcztki
potrzaskanych wozw, armat, beczek lub stosy obgryzionych i zbielaych
na socu koci. Trupa koskiego nie dojrzae nigdzie, bo kady
zabierano natychmiast na ywno dla onierzy, natomiast wszdy wida
byo gromady elaznych, po wikszej czci zrudziaych ju od rdzy kul
armatnich, ktrymi codziennie zasypywano ten szmat ziemi. Cika
wojna i gd widne byy na kadym kroku. Idc spotykali rycerze nasi
wiksze i mniejsze kupy onierzy, to odnoszce rannych i zabitych, to
pieszce ku waom z pomoc zbyt strudzonym towarzyszom - a
wszystkie twarze sczerniae, zapade, zaronite - a srogie oczy
rozpalone, odzie wypowiaa, podarta, na gowach czsto szmaty brudne
zamiast czapek i hemw, bro poamana. I mimo woli przychodzio na
myl pytanie: co si stanie z t garci dotychczasowych zwycizcw,
gdy jeszcze upynie tydzie, dwa...
- Patrzcie, waszmociowie - mwi starosta - czas, czas da zna krlowi.
- Ndza ju szczerzy zby jak pies - odpowiedzia may rycerz.
- A co bdzie, gdy konie zjemy? - pyta Skrzetuski.
Tak rozmawiajc doszli do namiotw ksicych stojcych z prawej
strony wau, przed ktrymi wida byo kilkunastu jedcw subowych,
przeznaczonych do rozwoenia rozkazw po obozie. Konie ich, karmione
rutowanym i wdzonym misem koskim, a std trawione ustawicznym
ogniem, rzucay si w szalonych podskokach nie chcc adn miar usta
na miejscu. Tak ju byo z komi wszystkiej jazdy, ktra gdy sza teraz
na przyjaciela, zdawao si, e to stado gryfw lub hipocentaurw sadzi
przez pola, wicej pdzc powietrzem ni ziemi.
- Czy jest ksi w namiocie? - spyta starosta jednego z jedcw.
- Jest z panem Przyjemskim - odpowiedzia pocztowy.
Starosta wszed pierwszy, nie oznajmujc si; czterej za rycerze
zatrzymali si przed namiotem.
Ale po chwili ptno uchylio si i pan Przyjemski wysadzi gow:
- Ksi chce widzie pilno waszmociw - rzek.
Pan Zagoba wszed do namiotu z dobr myl, mia bowiem nadziej, e
ksi nie bdzie chcia najlepszych swych rycerzy na pewn zgub
naraa, omyli si jednak, bo jeszcze nie zdyli mu si pokoni, gdy
rzek:
- Powiada mi pan starosta o gotowoci waszej wyjcia z obozu, a ja
dobre chci wasze przyjmuj. Ojczynie nie mona nadto ofiarowa...
- Przyszlimy jeno o pozwolenie pyta - odrzek Skrzetuski - gdy wasza
ksica mo jeste szafarzem krwi naszej:
- Wic to we czterech chcecie wyj?
- Wasza ksica mo! - rzek Zagoba. - Oni to chc wyj, a ja nie;
Bg mi wiadek, nie przyszedem si tu chwali ani swych zasug
przypomina i jeeli o nich wspomn to jeno dlatego, eby nie byo
supozycji, e mnie tchrz oblatuje. Wielcy to s kawalerowie pan
Skrzetuski, Woodyjowski i pan Podbipita z Myszykiszek, ale i Buraj;
ktren leg z mej rki (e o innych przewagach zamilcz), take by wielki
onierz, wart Burdabuta, Bohuna i trzech gw janczarskich - mniemam
przeto, e w dziele rycerskim nie jestem gorszy od innych. Jednake co
innego jest mstwo, a co innego szalestwo. Skrzyde nie mamy, a ziemi
si nie przedostaniem - to pewno.
- Wic wa nie idziesz? - pyta ksi.
- Powiedziaem, e i nie chc, ale nie powiedziaem, e nie id. Kiedy
mnie raz Bg pokara ich kompani, to ju do mierci musz w niej
wytrwa. Jeeli nam bdzie ciasno, szabla Zagoby przyda si jeszcze, nie
wiem tylko, na co by si przydaa mier nas czterech, i ufam, e wasza
ksica mo zechce j od nas odwrci nie dajc pozwolenia na
szalone przedsiwzicie.
- Dobry z waci kompan - odpowiedzia ksi - i zacnie to z twojej
strony, e przyjaci opuszcza nie chcesz, ale si w swojej ufnoci we
mnie pomyli, bo ja ofiar wasz przyjmuj.
- Zdech pies! - mrukn Zagoba i rce opady mu zupenie.
W tej chwili kasztelan beski Firlej wszed do namiotu
- Moci ksi - rzek - ludzie moi zapali Kozaka, ktren powiada, e na
dzisiejsz noc szturm si gotuje.
- Miaem i ja ju wiadomo - odpowiedzia ksi. - Wszystko w
pogotowiu; niech tylko z sypaniem tych nowych waw piesz.
- Ju prawie skoczone.
- To dobrze! - rzek ksi. - Do wieczora si przeniesiemy.
Po czym zwrci si do czterech rycerzy:
- Po szturmie, jeli noc bdzie ciemna, najlepsza pora do wyjcia.
- Jak to? - rzek kasztelan beski - moci ksi, gotujesz wycieczk?
- Wycieczka swoj drog pjdzie... - rzek ksi - ja sam poprowadz;
ale teraz mwimy o czym innym. Ichmociowie podejmuj si przekra
przez nieprzyjaciela i da zna krlowi o naszym pooeniu.
Kasztelan zdumia, oczy otworzy i spoglda kolejno na rycerzy.
Ksi umiechn si z zadowoleniem. Mia t prno, e lubi, by
podziwiano jego onierzy.
- Na Boga! - rzek kasztelan - wic s jeszcze takie serca na wiecie?...
Na Boga!... nie bd ja waszmociw od tego hazardu odwodzi...
Pan Zagoba zaczerwieni si ze zoci, ale ju nic nie rzek, sapa tylko
jak niedwied, ksi za zamyli si przez chwil i w nastpujce
ozwa si sowa:
- Nie chc ja jednak na darmo krwi waszmociw szafowa i na to si
nie zgadzam, abycie wszyscy czterej razem wychodzili. Pjdzie naprzd
jeden; jeli go zabij, to si tym pochwali nie omieszkaj, jako si ju
raz pochwalili mierci tego mego sugi, ktrego a pode Lwowem
schwytali. Jeeli tedy pierwszego zabij, pjdzie drugi, potem w razie
potrzeby trzeci i czwarty. Ale by moe, e pierwszy przejdzie
szczliwie - w takim razie nie chc innych na prn mier naraa.
- Moci ksi... - przerwa Skrzetuski.
- Taka moja wola i rozkaz - rzek z naciskiem Jeremi. - By za was
pogodzi, owiadczam, e ten wyruszy pierwszy, ktry si pierwszy
ofiarowa.
- To ja! - rzek pan Longinus z promienn twarz.
- Dzi wieczr po szturmie, jeeli noc bdzie ciemna - doda ksi. -
Listw adnych do krla nie dam; co wa widzisz, to opowiesz.
Wemiesz jeno sygnet na znak.
Podbipita przyj sygnet i pokoni si ksiciu, ten za wzi go obu
rkoma za skronie i trzyma czas jaki, a potem ucaowa po kilkakro w
gow i rzek wzruszonym gosem :
- Tak mi bliski jeste serca, jak brat... Niech ci prowadzi i przeprowadzi
Bg zastpw i nasza Krlowa Anielska, onierzu boy! Amen!
- Amen! - powtrzyli starosta krasnostawski, pan Przyjemski i kasztelan
beski.
Ksi mia zy w oczach - bo to by prawdziwy ojciec dla rycerstwa -
inni pakali, a ciaem pana Podbipity wstrzsa dreszcz zapau i pomie
chodzi mu po kociach, i radowaa si do gbi ta dusza czysta, pokorna
a bohaterska nadziej bliskiej ofiary.
- Historia o waszmoci pisa bdzie! - wykrzykn kasztelan beski.
- Non nobis, non nobis, sed nomini Tuo, Domine, da gloriam - rzek
ksi.
Rycerze wyszli z namiotu.
- Tfu, co mnie za grzdyk uapio i trzyma, a w gbie tak mi gorzko jak
po piounie - mwi Zagoba. - A tamci cigle strzelaj - eby was pioruny
wystrzelay! - rzek ukazujc na dymice szace kozackie. - Oj, ciko
y na wiecie! Panie Longinie, czy to ju koniecznie wapan
wyjdziesz?... Nie ma ju rady! Nieche ci anieli ustrzeg... eby to
zaraza to chamstwo wydusia!
- Musz waszmociw poegna - rzek pan Longinus.
- Jak to? gdzie idziesz? - pyta Zagoba.
- Do ksidza Muchowieckiego, do spowiedzi, braciaszku. Trzeba
grzeszn dusz oczyci.
To rzekszy pan Longinus poszed piesznie ku zamkowi, oni za zwrcili
si ku waom. Skrzetuski i Woodyjowski byli jak struci i milczeli, pan
Zagoba za mwi:
- Cigle mnie co za grzdyk trzyma. Nie spodziewaem si, e mi bdzie
taki al, ale najcnotliwszy to czowiek na wiecie! - Niech mi kto
zaprzeczy, to mu dam w pysk. O Boe! Boe! mylaem, e kasztelan
beski bdzie hamowa, a on jeszcze bbenka podbija. Kaduk przynis
tego heretyka! "Historia (mwi) o waszmoci pisa bdzie!" Niech o nim
samym pisze, ale nie na skrze pana Longina! A czemu to on sam nie
wyjdzie? Po sze ma palcw u ng, jako kalwin, to mu i chodzi atwiej.
Mwi waszmociom, e coraz gorzej na wiecie i pewnie prawda, co
ksidz abkowski prorokuje, e koniec wiata bliski. Posiedmy troch u
waw, a pniej pjdziemy do zamku, eby si naszego przyjaciela
kompani przynajmniej do wieczora nacieszy.
Ale pan Podbipita po spowiedzi i komunii cay czas spdzi na
modlitwie; zjawi si dopiero wieczorem na szturm, ktry by jednym z
najokropniejszych, bo Kozacy uderzyli wanie wwczas, gdy wojska,
dziaa i wozy
przenosiy si do nowo usypanych waw. Przez chwil zdawao si, e
szczupe siy polskie ulegn nawale dwustu tysicy nieprzyjaci.
Chorgwie polskie tak dalece pomieszay si z nieprzyjacielskimi, e swoi
swoich odrni nie mogli - i trzy razy tak wizali si ze sob.
Chmielnicki wyty wszystkie siy, bo mu i chan, i wani pukownicy
zapowiedzieli, e to ma by ostatni szturm i e odtd godem tylko bd
nka oblonych. Ale po trzech godzinach wszystkie ataki zostay
odparte z tak strasznymi stratami, e byy pniej wieci, jakoby do
czterdziestu tysicy nieprzyjaci miao pa w tej bitwie. To pewna, e
po bitwie rzucono cay stos chorgwi pod nogi ksicia - i e istotnie by to
wielki szturm ostatni, po ktrym nadeszy jeszcze cisze czasy
wkopywania si w way, porywania wozw, bezprzestennej strzelaniny,
ndzy i godu.
Niestrudzony Jeremi natychmiast po szturmie poprowadzi upadajcych
ze znuenia onierzy na wycieczk, ktra zakoczya si now klsk
nieprzyjaci - po czym dopiero cisza ukoia tabor i obz.
Noc bya ciepa, ale chmurna. Cztery czarne postacie posuway si cicho i
ostronie ku wschodniemu kracowi waw. Byli to: pan Longinus,
Zagoba, Skrzetuski i Woodyjowski.
- Pistolety dobrze oso - szepta Skrzetuski - eby proch nie zwilgotnia.
Dwie chorgwie bd stay w pogotowiu ca noc. Jeeli dasz ognia,
skoczymy na ratunek.
- Ciemno, cho oko wykol! - szepn Zagoba.
- To lepiej - rzek pan Longinus.
- Cicho no! - przerwa Woodyjowski - co sysz.
- To jaki konajcy chrapie - nic to...
- Byle si do dbiny dosta...
- O Boe! Boe! - westchn Zagoba trzsc si jak w febrze.
- Za trzy godziny bdzie dniao.
- To ju czas! - rzek Longinus.
- Czas! czas! - powtrzy Skrzetuski stumionym gosem. - Id z Bogiem.
- Z Bogiem! z Bogiem!
- Bdcie, bracia, zdrowi, a przebaczcie, jeelim ktremu w czym
zawini.
- Ty zawini? O Boe! - zawoa Zagoba rzucajc mu si w ramiona.
Po kolei brali go Skrzetuski i Woodyjowski. Nadesza chwila, e
tumione kanie wstrzsno te rycerskie piersi. Jeden tylko pan Longinus
by spokojny, cho wzruszony.
- Bdcie zdrowi! - powtrzy raz jeszcze.
I zbliywszy si do brzegu wau zsun si w fos, po chwili zaczernia na
drugim jej brzegu, raz jeszcze da znak poegnania towarzyszom - i znik
w ciemnoci.
Midzy drog do Zaocic a gocicem z Winiowca rosa dbrowa,
przerywana wskimi, w poprzek idcymi kami, a czca si z borem
starym, gstym i ogromnym, przechodzcym a hen, za Zaocice - tam
to postanowi dosta si pan Podbipita.
Droga to bya wielce niebezpieczna, bo eby dosta si do dbiny, trzeba
byo przechodzi wzdu caego boku kozackiego taboru, ale pan
Longinus wybra j umylnie, bo wanie koo taboru przez ca noc
krcio si najwicej ludzi i strae najmniej daway baczenia na
przechodzcych. Zreszt wszystkie inne drogi, jary, zarola i cieki
poobsadzane byy straami, ktre objedali ustawicznie esauowie,
setnicy, pukownicy, a nawet i sam Chmielnicki. O drodze przez ki i
wzdu Gniezny nie byo co i marzy, bo tam koniuchowie tatarscy
czuwali od zmierzchu do witania przy koniach.
Noc bya ciepa, chmurna i tak ciemna, e o dziesi krokw nie dojrzae
nie tylko czowieka, ale nawet i drzewa. Bya to okoliczno dla pana
Longina pomylna, lubo z drugiej strony i sam musia i bardzo wolno,
ostronie, aby nie wpa w ktren z dow lub roww pokrywajcych na
caej przestrzeni pobojowisko skopane polskimi i kozackimi rkoma.
W ten sposb dotar do drugich waw polskich, ktre wanie przed
wieczorem opuszczono - i przeprawiwszy si przez fos, puci si
chykiem ku szacom i aproszom kozackim. Stan i sucha: szace byy
puste. Wycieczka Jeremiego, dokonana po szturmie, wypara z nich
moojcw, ktrzy albo polegli, albo schronili si do taboru. Mnstwo cia
leao na skonach i szczytach tych nasypw. Pan Longinus potyka si
co chwila o trupy, przestpowa przez nie i szed naprzd. Od czasu do
czasu saby jaki jk albo westchnienie zwiastoway, e niektrzy z
lecych yj jeszcze.
Za waami obszerna przestrze cignca si a do pierwszego okopu
sypanego jeszcze przez regimentarzy rwnie bya pokryta trupami.
Dow i roww byo tu jeszcze wicej, za co kilkadziesit krokw stay
owe zakrywki ziemne podobne w ciemnoci do stogw. Lecz i zakrywki
byy puste. Wszdy panowao najgbsze milczenie, nigdzie ani ogniska,
ani czowieka - nikogo na caym dawnym majdanie prcz polegych.
Pan Longinus rozpocz modlitw za dusze zmare i szed dalej. Szmer
polskiego obozu, ktry go goni a do drugich waw, cich coraz
bardziej, topnia w oddaleniu, a na koniec umilk zupenie. Pan Longinus
stan i obejrza si po raz ostatni.
Nic ju prawie nie mg dojrze, bo w obozie nie byo wiate; jedno
tylko okienko w zamku migotao sabo, jako gwiazdka, ktr chmury to
odkryj, to przesoni, lub jak robaczek witojaski, co wieci i ganie
na przemian.
"Bracia moi, zali was zobacz jeszcze w yciu?" - pomyla pan
Longinus.
I tsknota przygniota go jakby olbrzymi kamie. Zaledwie mg
oddycha. Tam gdzie dry owe wiateko bdne, tam s swoi, tam s
serca bratnie: ksi Jeremi, Skrzetuski, Woodyjowski, Zagoba, ksidz
Muchowiecki- tam go kochaj i radzi by go obroni - a tu noc, pustka,
ciemno, trupy pod nogami, korowody dusz - w dali za tabor
krwioerczy zakltych, niemiosiernych wrogw.
Kamie tsknoty sta si tak ciki, e za ciki nawet na barki tego
olbrzyma. Dusza pocza si w nim waha.
Nadlecia do w ciemnoci blady niepokj i pocz szepta mu do ucha:
"Nie przejdziesz, to niepodobiestwo! wr si, jeszcze czas! Wypal z
pistoletu, a caa chorgiew runie na twj ratunek. - Przez te tabory, przez
t dzicz nie przejdzie nikt."
w obz, ogodzony, zasypywany codziennie kulami, peen mierci i
trupiego zapachu, wyda si w tej chwili panu Longinowi cich,
bezpieczn przystani.
Tam przyjaciele nie mieliby mu za ze, gdyby wrci. Powie im, e rzecz
przechodzi ludzkie siy - a oni sami ju nie pjd ani nikogo nie wyl - i
bd czeka dalej boego i krlewskiego zmiowania.
A jeli Skrzetuski wyjdzie i zginie?
"W imi Ojca i Syna, i Ducha witego!... To s pokusy szataskie -
pomyla pan Longinus. - Na mier gotowym, a nic gorszego mnie nie
spotka. To szatan straszy sab dusz pustkowiem, trupami, ciemnoci,
bo on ze wszystkiego korzysta."
Miaeby rycerz sromot si okry, saw postrada, imi zhabi -
wojska nie zbawi, korony niebieskiej si zrzec? Nigdy!
I ruszy dalej, wycigajc przed siebie rce.
Wtem szmer go znowu doszed, ale ju nie z obozu polskiego, jeno z
przeciwnej strony; niewyrany jeszcze, ale jaki gboki i grony, jak
pomruk niedwiedzia, odzywajcy si nagle w ciemnym lesie. Lecz
niepokj opuci ju dusz pana Longina, tsknota przestaa ciy i
zmienia si w sodk tylko pami o bliskich; na koniec, jakby
odpowiadajc grobie dolatujcej od strony taboru, powtrzy sobie w
duszy raz jeszcze:
- A taki pjd.
Po pewnym czasie znalaz si na owym pobojowisku, na ktrym w dniu
pierwszego szturmu jazda ksica rozbia Kozakw i janczarw Droga
tu ju bya rwniejsza, mniej roww, dow, nakrywek i nic prawie cia,
bo co w dawniejszych walkach polego, to Kozacy ju uprztnli. Byo tu
rwnie nieco janiej, gdy rozmaite przeszkody nie zasaniay
przestrzeni. Grunt spada pochyo ku poudniowi, ale pan Longinus skrci
zaraz w bok, pragnc si przelizn midzy zachodnim stawem a
taborem.
Szed teraz szybko, bez przeszkd i ju zdawao mu si, e dosiga linii
taboru, gdy nowe jakie odgosy zwrciy jego uwag.
Zatrzyma si natychmiast i po kwadransie oczekiwania usysza
zbliajcy si tupot i parskanie koni.
"Strae kozackie!" - pomyla.
Wtem i gosy ludzkie doszy jego uszu, wic rzuci si co duchu w bok i
zmacawszy nogami pierwsz nierwno gruntu pad na ziemi i
wycign si bez ruchu, trzymajc w jednej rce pistolet, w drugiej
miecz.
Tymczasem jedcy zbliyli si jeszcze bardziej i na koniec zrwnali si z
nim zupenie. Byo tak ciemno, e nie mg ich porachowa, ale sysza
kade sowo rozmowy.
- Im ciko, ale i nam ciko - mwi senny jaki gos. - A ile dobrych
moojcw ziemi gryzie!
- Hospody! - rzek drugi gos. - Mwi, e korol niedaleko... co z nami
bdzie?
- Chan rozgniewa si na naszego bat'ka, a Tatary gro, e nas w yka
wezm, jeeli nie bdzie kogo.
- I na pastwiskach si z naszymi bij. Bat'ko zakaza chodzi do kosza,
bo kto tam pjdzie, przepadnie.
- Mwi, e midzy bazarnikami s przebrane Lachy. Bodaj tej wojny
nie bywao!
- Gorzej nam teraz ni przedtem.
- Korol niedaleko z lack potg - to najgorzej!
- Hej, na Siczy ty by teraz spa, a tu tucz si po ciemku jak siromacha.
- Musz tu si i siromachy wczy, bo konie chrapi.
Gosy oddalay si stopniowo - i na koniec umilky. Pan Longinus
podnis si i szed dalej.
Deszcz, tak drobny jak mga, pocz my. Zrobio si jeszcze ciemniej.
Po lewej stronie pana Longina zabyso w odlegoci dwch stai mae
wiateko, potem drugie i trzecie, dziesite. Teraz by ju pewny, e
znajduje si na linii taboru.
wiata byy rzadkie i mde - wida, spali tam ju wszyscy i tylko
gdzieniegdzie moe pito lub gotowano straw na jutro.
- Bogu dziki, e po szturmie i wycieczce id - rzek do siebie pan
Longinus. - Znueni musz by miertelnie.
Zaledwie to pomyla, gdy z dala usysza znw tupot koski - jechaa
druga stra.
Ale grunt w tym miejscu wicej by popkany, wic i schroni si byo
atwiej. Stra przesza tak blisko, e omal nie najechaa na pana Longina.
Szczciem konie, przywyke przechodzi koo lecych cia, nie
zestraszyy si. Pan Longinus poszed dalej.
Na przestrzeni tysica krokw trafi na dwa jeszcze patrole. Widocznym
byo, e cay krg objty taborem strzeony by jak renica oka. Pan
Longinus cieszy si tylko w duchu, e nie napotyka pieszych placwek,
ktre stawiano zwykle przed taborami, aby podaway wiadomoci
konnym straom.
Ale rado jego niedugo trwaa. Zaledwie uszed znowu staj drogi, gdy
jaka czarna posta zamajaczya przed nim nie dalej jak na dziesi
krokw. Pan Longinus, jakkolwiek nieustraszony, poczu jakby lekki
dreszcz w krzyach. Cofa si i obchodzi byo za pno. Posta
poruszya si, widocznie go dostrzega.
Nastpia chwila wahania, krtka jak mgnienie oka. Nagle ozwa si
przyciszony gos:
- Wasyl, to ty?
- Ja - odrzek cicho pan Longinus.
- A gorzak masz?
- Mam.
- Dawaj.
Pan Longinus zbliy si.
- A co ty taki wysoki? - powtrzy tene sam gos tonem przestrachu.
Co zakotowao si w ciemnoci. Krtki, zduszony w tej samej chwili
wykrzyk: "Hosp...!", wyrwa si z ust stranika - potem da si sysze
jakby trzask amanych koci, ciche chrapanie i jedna posta upada ciko
na ziemi.
Pan Longinus szed dalej.
Ale nie szed po tej samej linii, bya to bowiem widocznie linia placwek -
wic skierowa si jeszcze bliej ku taborowi, pragnc przej midzy
plecami widet i szeregiem wozw. Jeeli nie byo drugiego acucha
stray, mg pan Longinus na tej przestrzeni napotka tylko tych, ktrzy
wychodzili z taboru na zmian. Konne oddziay stray nie miay tu co
robi.
Po chwili pokazao si, e drugiego acucha placwek nie byo. Za
totabor nie by dalej jak dwa strzelenia z uku - i dziwna rzecz, zdawa si
by coraz bliej, jakkolwiek pan Longinus stara si i rwnolegle do
szeregu wozw.
Pokazao si rwnie, e nie wszyscy spali w taborze. Przy tlejcych tu i
owdzie ogniskach wida byo siedzce postacie. W jednym miejscu
ognisko byo wiksze, tak nawet wielkie, e prawie dosigao blaskiem
pana Longina, tak e rycerz znw musia si cofn ku placwkom, aby
nie przechodzi przez pas wiata. Z daleka rozpozna pan Longin
wiszce w pobliu ognia, na supach podobnych do krzyw, woy, z
ktrych rzenicy zdzierali skry. Spore kupki ludzi przypatryway si
czynnoci. Niektrzy przygrywali z cicha rzenikom na piszczakach.
Bya to ta cz obozu, ktr zajmowali czabaczycy. Dalsze szeregi
wozw otaczaa ciemno.
Lecz ciana taboru owiecona mdymi wiatami ognisk znw bya jakby
bliej pana Longina. Z pocztku mia j tylko po prawej rce. Nagle
spostrzeg, e ma j i przed sob.
Wwczas stan i namyla si, co pocz. By otoczony. Tabor, kosz
tatarski i obozy czerni okalay jakby piercieniem cay Zbara. W rodku
tego piercienia stay placwki i kryy strae, aby nikt nie mg si
przedosta.
Pooenie pana Longina byo straszne. Mia teraz do wyboru albo
przemkn si midzy wozami, albo szuka innego wyjcia midzy
kozactwem a koszem. Inaczej musiaby si bka a do witu po owym
kolisku - chybaby si chcia cofa znw do Zbaraa, ale nawet i w takim
razie mg wpa w rce stray. Rozumia jednak, e ju sama natura
gruntu nie pozwala na to, aby wz sta przy wozie. Musiay w szeregach
ich by przerwy, i znaczne, bo zreszt takie przerwy konieczne byy dla
komunikacji, dla wolnej drogi potrzebnej jedzie. Pan Longinus
postanowi szuka podobnego przejcia i w tym celu zbliy si jeszcze
bardziej do wozw. Blaski poncych tu i owdzie ognisk mogy go
zdradzi, ale z drugiej strony byy mu poyteczne, bo bez nich nie
widziaby ani wozw, ani drogi midzy nimi.
Jako po kwadransie poszukiwa znalaz przecie drog i pozna j atwo,
bo wygldaa jakby czarny pas midzy wozami. Nie byo w nim ognisk,
nie mogo by i Kozakw, gdy tamtdy musiaa przechodzi jazda. Pan
Longinus pooy si na brzuchu i pocz si czoga do owej czarnej
czeluci jak w do jamy.
Upyn kwadrans, p godziny, on czoga si cigle, modlc si
jednoczenie - w obron z ciaem i dusz mocom niebieskim si oddajc.
Pomyla, e moe los caego Zbaraa zaley w tej chwili od tego, czy on
si teraz przez ow gardziel przedostanie, wic modli si nie tylko za
siebie - ale i za tych, ktrzy w tej chwili na okopie modlili si za niego.
Po obu stronach wszystko byo spokojne. Czek si nie ruszy, ko aden
nie zachrapa, pies aden nie zaszczeka - i pan Longinus przeszed.
Czerniay teraz przed nim chrusty i gszcze, za ktrymi rosa dbina, za
dbin br a hen, do Toporowa, za borem krl, zbawienie i sawa, i
zasuga przed Bogiem i ludmi. Czyme byo cicie trzech gw wobec
tego czynu, do ktrego co wicej prcz elaznej rki trzeba byo
posiada.
Pan Longinus sam czu t rnic - ale nie wezbrao pych to czyste
serce, tylko jak serce dziecka rozpyno si w zy wdzicznoci.
Potem podnis si i szed dalej. Placwek z tamtej strony wozw ju nie
byo albo rzadkie, do uniknicia atwiejsze. Tymczasem pocz pada
wikszy deszcz i szeleci po zarolach, i guszy jego kroki. Pan Longinus
rozpuci teraz swoje dugie nogi i szed jak olbrzym, depczc krze - co
stpi krok, to jakby kto inny pi. Wozy coraz dalej, dbina coraz bliej -
i zbawienie coraz bliej.
Ot i dby! Noc pod nimi tak czarna jak w podziemiu. Ale to i lepiej.
Wsta lekki wiatr, wic dby szumi z lekka, rzekby - mrucz pacierz:
"Boe wielki, Boe dobrotliwy, uchroe tego rycerza, bo to suga Twj i
wierny syn tej ziemi, na ktrej my wzrosy Tobie na chwa!"
Ju od okopu polskiego dzieli z ptorej mili pana Longina. Pot zlewa mu
czoo, bo powietrze stao si jakie parne; co niby zbiera si na burz,
ale on idzie, ani dba o burz, bo mu w sercu anieli piewaj. Dbina
rzednie. Pewnie to bdzie pierwsza ka. Dby zaszumiay mocniej, jakby
chciay rzec: "Zaczekaj, bezpiecznie ci byo wrd nas" - ale rycerz nie
ma czasu i wstpuje na odkryt k. Jeden tylko stoi na niej db w
rodku, ale potniejszy od innych. Pan Longinus zmierza do tego dbu.
Nagle, gdy ju jest o kilkanacie krokw, spod rozoystych gazi
olbrzyma wysuwa si ze dwadziecia czarnych postaci, ktre zbliaj si
w wilczych skokach do rycerza.
- Kto ty? kto ty?
Jzyk ich niezrozumiay, nakrycia gowy jakie spiczaste - to Tatarzy, to
koniuchowie, ktrzy si tu przed deszczem schronili.
W tej chwili czerwona byskawica rozwiecia k, db, dzikie postacie
Tatarw i olbrzymiego szlachcica. Krzyk straszliwy wstrzsn
powietrzem i walka zawrzaa w jednej chwili.
Tatarstwo rzucio si na pana Longina jak wilcy na jelenia i chwycio go
ylastymi rkoma, lecz on wstrzsn si tylko i wszyscy napastnicy
opadli tak z niego, jak dojrzay owoc opada z drzewa. Po czym
straszliwy Zerwikaptur zazgrzyta w pochwie - i wnet rozlegy si jki,
wycia, woania o ratunek, wist miecza, charkotanie pobitych, renie
przeraonych koni, szczk amanych szabel tatarskich. Cicha ka
zabrzmiaa wszystkimi dzikimi gosami, jakie tylko mieszcz si w
ludzkich gardzielach.
Tatarzy rzucili si jeszcze raz i drugi kup na rycerza, ale on ju opar si
plecami o db, a od przodu nakry si wichrem miecza - i ci straszliwie.
Trupy zaczerniy mu si pod nogami - inni cofnli si, zdjci paniczn
trwog.
- Diw! Diw! - rozlegy si dzikie wycia.
Lecz wycia te nie zostay bez echa. Nie upyno p godziny i caa ka
zamrowia si pieszymi i jezdnymi. Biegli Kozacy i Tatarzy z kosami, z
drgami, z ukami - ze szczapami palcego si uczywa. Gorczkowe
pytania poczy si krzyowa i przelatywa z ust do ust:
- Co to jest, co si stao?
- Diw! - odpowiadali koniuchowie.
- Diw! - powtarzay tumy.
- Lach! Diw! Ubij!...
- ywcem bierz! ywcem!
Pan Longinus wypali po dwakro z pistoletw, ale wystrzaw tych nie
mogli ju dosysze towarzysze w polskim okopie.
Tymczasem tum zblia si do niego pkolem, on za sta w cieniu -
olbrzymi, oparty o drzewo - i czeka z mieczem w rku.
Tum zblia si coraz bardziej. Na koniec zagrzmia gos komendy:
- Bierz go!
Co yo, rzucio si naprzd. Krzyki umilky. Ci, ktrzy nie mogli si
docisn, wiecili atakujcym. Wir ludzki kbi si i przewraca pod
drzewem - jki tylko wydobyway si z tego wiru i przez dugi czas nie
mona byo nic rozpozna. Nareszcie krzyk przestrachu wyrwa si z
piersi atakujcych. Tum pierzchn w jednej chwili.
Pod drzewem zosta pan Longinus, a pod jego nogami kupa cia
drgajcych jeszcze w agonii.
- Sznurw, sznurw! - zabrzmia jaki gos.
Wnet jezdni kopnli si po sznury i przywieli je w mgnieniu oka.
Wwczas po kilkunastu tgich chopw chwycio za dwa koce dugiego
powroza, starajc si przykrpowa pana Longina do drzewa.
Ale pan Longin ci mieczem - i chopi z obu stron padli na ziemi. Z tym
samym skutkiem prbowali nastpnie Tatarzy.
Widzc, e zbyt wielki tum przeszkadza sobie wzajem, poszo raz
jeszcze kilkunastu najmielszych nohajcw chcc koniecznie uchwyci
ywcem wielkoluda, ale on podar ich, jak odyniec rozdziera zajade
kondle. Db, zronity z dwch potnych drzew, osania rodkow
wklsoci rycerza - z przodu za, kto si zbliy na dugo miecza, mar
nie wydawszy nawet krzyku. Nadludzka sia pana Podbipity zdawaa si
wzrasta jeszcze z kad chwil.
Widzc to rozwcieczona orda spdzia Kozakw i naok rozlegy si
dzikie woania:
- Uk! uk!...
Wwczas na widok ukw i strza wysypywanych z koczanw pod nogi
pozna i pan Podbipita, e zblia si godzina mierci, i rozpocz litani
do Najwitszej Panny.
Uczynio si cicho. Tumy zatrzymay dech, oczekujc, co si stanie.
Pierwsza strzaa wistna, gdy pan Longinus mwi: "Matko
Odkupiciela!" - i obtara mu skro.
Druga strzaa wistna, gdy pan Longinus mwi: "Panno wsawiona!" - i
utkwia mu w ramieniu.
Sowa litanii zmieszay si ze wistem strza.
I gdy pan Longinus powiedzia: "Gwiazdo zaranna!" - ju strzay tkwiy
mu w ramionach, w boku, w nogach... Krew ze skroni zalewaa mu oczy
i widzia ju - jak przez mg - k, Tatarw, nie sysza ju wistu strza.
Czu, e sabnie, e nogi chwiej si pod nim, gowa opada mu na piersi...
na koniec uklk.
Potem, na wp ju z jkiem, powiedzia pan Longinus: "Krlowo
Anielska!" - i to byy jego ostatnie sowa na ziemi.
Anioowie niebiescy wzili jego dusz i pooyli j jako per jasn u ng
"Krlowej Anielskiej". 
 Rozdzia XXVIII 
Pan Woodyjowski i Zagoba stali nastpnego rana na waach midzy
onierstwem, spogldajc pilno ku taborowi, od ktrego strony zbliay
si masy chopstwa. Skrzetuski by na radzie u ksicia, oni za,
korzystajc z chwili spokoju, rozmawiali o dniu wczorajszym i o tym
ruchu w taborze nieprzyjacielskim.
- Nic nam to dobrego nie wry - rzek Zagoba ukazujc na czarne
masy, idce na ksztat olbrzymiej chmury. - Pewno do szturmu znw
rusz, a tu ju rce nie chc chodzi w stawach.
- Gdzie by tam za mia by szturm przy dniu jasnym, o tej porze! - rzek
may rycerz. - Nie uczyni nic wicej, jeno zajm nasz wczorajszy wa i
znw wkopywa si bd do nowego i strzela przy tym od rana do
wieczora
- Mona by ich dobrze z armat przeposzy.
Woodyjowski zniy gos.
- Prochw skpo - rzek. - przy takim ekspensie podobno ju i na sze
dni nie starczy. Ale w tym czasie pewnie krl nadcignie.
- Nieche si ju dzieje, co chce. Aby nasz pan Longin, niebotko,
przedosta si szczliwie! Przez ca noc spa nie mogem, tylko o nim
mylaem, a com si zdrzemn, tom go w opresji widzia, i taki mnie al
bra,.e a poty na mnie biy. Najlepszy to czowiek, jakiego w
Rzeczypospolitej moesz znale, z latarni przez trzy roki i sze
niedziel chodzc.
- A czemu to wapan zawsze z niego dworowa?
- Bo gba we mnie paskudniejsza od serca. Ale ju mi go, panie Michale,
nie zakrwawiaj wspomnieniem, gdy i tak wyrzuty sobie czyni, a bro
Boe jakiego przypadku na pana Longina, to bym do mierci chyba nie
mia spokoju.
- Ju te tak dalece si wapan nie gry. Nie mia on nigdy do waci
adnego rankoru i syszaem, jak sam mwi: Gba hadka, serce zote!"
- Daje mu Boe zdrowie, przyjacielowi zacnemu! Nigdy on po ludzku
nie umia mwi, ale setnie takowe niedostatki wielkimi cnotami
nagradza. Co mylisz, panie Michale? zali przeszed szczliwie?
- Noc bya ciemna, a chopi po klsce straszliwie fatigati. U nas dobrych
stray nie byo, a c dopiero u nich!
- To chwaa Bogu! Zalecaem te panu Longinowi, eby si o nasz
niebog kniaziwn pilno dopytywa, jeeli gdzie jej nie widzieli, bo tak
myl, e Rzdzian musia si do wojsk krlewskich przedostawa. Pan
Longinus pewnie na odpoczynek nie pjdzie, tylko z krlem tu
przycignie. W takim razie mielibymy niedugo o niej wiadomo.
- Ufam ja w dowcip tego pachoka, e j tam jako ocali. Ju bym nie
zazna uciechy, eby j zguba spotkaa. Krtkom j zna, ale w to wierz,
e gdybym siostr mia, to by mi nie bya milsza.
- Dla ciebie siostra, a dla mnie cruchna. Od tych troskw chyba mi
broda do reszty zbieleje, a serce od alu pknie. Co kogo pokochasz -
raz, dwa, trzy - i ju go nie ma, a ty sied, troskaj si, martw, gry,
rozmylaj, majc w dodatku brzuch pusty i dziury w czapczynie, przez
ktre jak przez z strzech woda na ysin leci. Psom teraz w
Rzeczypospolitej lepiej ni szlachcie, a nam czterem to ju ze wszystkich
najgorzej. Czas by ju chyba do lepszego wiata si wybra, panie
Michale, albo co?
- Nieraz mylaem, czyby nie lepiej powiedzie Skrzetuskiemu o
wszystkim, ale to mnie wstrzymuje, e sam on nigdy o niej jednym
sowem nie wspomnia, a bywao, jak kto wymwi, to si tylko
wzdrygnie, jakby go co w sercu ukuo.
- Gadaje mu, rozdzieraj rany w ogniu tej wojny przysche, a j tam
moe ju jaki Tatarzyn przez Perekop za warkocz prowadzi. wiece
jarzce mi w oczach staj, gdy sobie taki termin pomyl. Czas ju
umiera, nie moe by inaczej, bo na wiecie mka tylko i nic wicej.
eby cho pan Longinus przemkn si szczliwie!
- Musi on mie wiksze w niebie aski ni inni, bo cnotliwy. Ale patrz no
wapan, co tam hultajstwo robi!..
- Taki dzi blask od soca, e nic nie widz.
- Wa nasz wczorajszy rozkopuj.
- A mwiem, e bdzie szturm. Chodmy std, panie Michale, do ju
tego stania.
- Nie dlatego to oni kopi, eby koniecznie do szturmu i, ale musz
mie otwart drog do odwrotu i przy tym pewno bd tamtdy machiny
wprowadza, w ktrych strzelcy siedz. Patrz no wa, a opaty warcz;
ju na jakie czterdzieci krokw zarwnali.
- Teraz widz, ale okrutny dzi blask.
Pan Zagoba nakry oczy rk i patrzy. W tej chwili przez rozkopany w
wale wycinek rzucia si rzeka czerni i rozlaa w mgnieniu oka po pustej
midzy waami przestrzeni. Jedni zaczli zaraz strzela; inni ryjc ziemi
opatami, poczli wznosi nowy nasyp i szace, ktre trzecim z kolei
piercieniem miay zamkn polski obz.
- Oho! - zawoa Woodyjowski - nie mwiem?... ju i machiny
wtaczaj!
- No, to szturm bdzie jako ywo. Chodmy std - rzek Zagoba.
- Nie, to inne beluardy! - odpowiedzia may rycerz.
I istotnie machiny, ktre ukazay si w otworze, inaczej byy budowane
od zwykych hulaj-grodw; ciany ich bowiem skaday si z
zestosowanych skoblami drabin pokrytych odzie i skrami, spoza
ktrych najcelniejsi strzelcy, siedzcy od poowy wysokoci machiny a
do jej szczytu, razili nieprzyjaciela.
- Pjdmy, niech ich tam psy pozagryzaj! - powtrzy Zagoba.
- Czekaj wa - odpowiedzia Woodyjowski.
I pocz liczy maszyny, w miar jak coraz nowe ukazyway si w
otworze.
- Raz, dwa, trzy... maj ich wida zapas niemay... cztery, pi, sze...
id coraz wysze... siedm, om... kadego psa zabij z tych machin na
naszym majdanie, bo tam by musz strzelcy exquisitissimi- dziewi,
dziesi - wida kad jak na doni, bo soce na nie pada - jedenacie...
Nagle pan Micha urwa rachub.
- Co to jest? - spyta dziwnym gosem.
- Gdzie?
- Tam, na tej najwyszej... czowiek wisi!
Zagoba wyty wzrok; istotnie na najwyszej machinie soce owiecio
nagi trup ludzki koyszcy si na powrozie, zgodnie z ruchem beluardy,
na ksztat olbrzymiego wahada.
- Prawda - rzek Zagoba.
Wtem Woodyjowski poblad jak ptno i krzykn przeraliwym gosem:
- Boe wszechmogcy!... to Podbipita!
Szmer powsta na waach, jakoby wiatr przelecia po liciach drzew.
Zagoba przechyli gow, zatkn domi oczy i powtarza zsiniaymi
wargami, jczc:
- Jezus Maria! Jezus Maria!...
Wtem szmer zmieni si w szum zmieszanych sw, a potem w huk jakby
wzburzonej fali. Poznao wojsko stojce na waach, e na tym
haniebnym sznurze wisi towarzysz ich niedoli, rycerz bez skazy - poznali
wszyscy, e to pan Longinus Podbipita, i gniew straszny pocz
podnosi wosy na gowach onierzy.
Zagoba oderwa wreszcie donie od powiek; strach byo na niego
spojrze: na ustach mia pian, twarz sin, oczy wyszy mu na wierzch.
- Krwi! krwi! - rykn tek strasznym gosem, e a dreszcz przeszed
blisko stojcych.
I skoczy w fos. Za nim rzuci si, kto by yw na waach. adna sia,
nawet rozkazy ksice nie zdoayby powstrzyma tego wybuchu
wciekoci. Z fosy wydobywali si jedni na ramionach drugich, chwytali
si rkoma i zbami za brzeg rowu - a kto wyskoczy, bieg na olep, nie
baczc, czy inni biegn za nim. Beluardy zadymiy jak smolarnie i
wstrzsy si od huku wystrzaw, ale nic to nie pomogo. Zagoba lecia
pierwszy, z szabl nad gow, straszny, wcieky, podobny do
rozhukanego buhaja. Dopiero Kozacy skoczyli take z cepami, z kosami
na napastnikw i rzekby: dwie ciany uderzyy o si z oskotem. Lecz
syte brytany nie mog broni si dugo godnym i wciekym wilkom.
Wsparci z miejsca, cici szablami, darci zbami, bici i gnieceni, Kozacy
nie wytrzymali furii - i wnet zaczli si miesza, a potem pierzcha ku
otworowi. Pan Zagoba szala; rzuca si w najwikszy tum jak lwica,
ktrej zabrano lwita; rzzi, chrapa, ci, mordowa, depta! Pustka
czynia si przed nim, a przy nim szed, jak drugi pomie niszczcy,
Woodyjowski podobny do rannego rysia.
Strzelcw ukrytych w beluardach wycito w pie, reszt goniono a za
otwr w wale. Po czym onierze weszli na beluard i odczepiwszy pana
Longina, ostronie spucili go na ziemi.
Zagoba run na jego ciao...
Woodyjowski rwnie serce mia rozdarte i zalewa si zami na widok
martwego przyjaciela. atwo byo pozna, jak pan Longinus zgin
mierci, bo cae ciao byo pokryte ctkami od ran przez groty zadanych.
Twarzy tylko nie popsuy mu strzay prcz jednej, ktra zostawia dug
rys na skroni. Kilka kropel czerwonej krwi zakrzepo mu na policzku,
oczy mia zamknite, a w bladym obliczu umiech pogodny, i gdyby nie
blado bkitna oblicza, gdyby nie chd mierci w rysach - zdawa by
si mogo, e pan Longinus pi spokojnie. Wzili go wreszcie towarzysze
i ponieli na barkach do okopu, a stamtd do kaplicy zamkowej.
Do wieczora zbito trumn i pogrzeb odby si noc na cmentarzu
zbaraskim. Stano wszystkie duchowiestwo ze Zbaraa prcz ksidza
abkowskiego, ktry w ostatnim szturmie w krzye postrzelon bliskim
by mierci; przyszed ksi, zdawszy dowdztwo starocie
krasnostawskiemu, i regimentarze, i pan chory koronny, i chory
nowogrodzki, i pan Przyjemski, i Skrzetuski, i Woodyjowski, i Zagoba, i
towarzystwo chorgwi, w ktrej nieboszczyk suy. Ustawiono trumn
nad wieo wykopanym doem - i ceremonia si rozpocza.
Noc bya cicha, gwiadzista; pochodnie paliy si rwnym pomieniem,
rzucajc blask na te deski wieo zbitej trumny, na posta ksidza i
surowe twarze stojcych wokoo rycerzy.
Dymy z kadzielnicy wznosiy si spokojnie, roznoszc zapach mirry i
jaowcu; cisz przerywao tylko tumione szlochanie pana Zagoby,
gbokie westchnienia potnych piersi rycerskich i daleki grzmot
wystrzaw na waach.
Lecz ksidz Muchowiecki wznis rk na znak, i poczyna mwi, wic
rycerze oddech wstrzymali, on za milcza jeszcze przez chwil, potem
utkwi oczy w gwiadzistych wysokociach i tak wreszcie mwi pocz:
- Co to tam za stukanie sysz po nocy w niebieskie podwoje? - pyta
sdziwy klucznik Chrystusowy, ze smacznego snu si zrywajc.
- Otwrz, wity Pietrze, otwrz! jam Podbipita.
- Lecz jakie to uczynki, jaka to szara, jakie to zasugi omielaj ci,
moci Podbipito, tak zacnego furtiana inkomodowa? Jakime to
prawem chcesz wej tam, dokd ni urodzenie, chociaby tak zacne jak
twoje, ni senatorska godno, ni urzdy koronne, ni majestatu nawet
purpury jeszcze same przez si wolnego wstpu nie daj? dokd nie
gocicem szerokim, w poszstnej karecie, z hajdukami si jedzie, ale
strom, ciernist drog cnoty wspina si trzeba?
- Ach! otwrz, wity Pietrze, otwrz co prdzej, bo wanie tak strom
cieyn szed komiliton i drogi towarzysz nasz, pan Podbipita - a
wreszcie przyszed do ciebie jako gob po dugim locie utrudzon,
przyszed nagi jako azarz, przyszed jako wity Sebastian strzaami
pogaskimi podarty, jak Hiob biedny, jako dzieweczka, ktra ma nie
zaznaa, czysty, jako baranek pokorny, cierpliwy i cichy - bez zmazy
grzechowej z ofiar krwi dla ziemskiej ojczyzny radonie przelanej.
Pu go, wity Pietrze, bo jeeli jego nie pucisz - kogo pucisz w tych
czasach zepsucia i bezbonoci?
Pue go, wity kluczniku! pu tego baranka; niechaj si pasie na
niebieskiej ce, niech szczypie traw, bo godny przyszed ze Zbaraa...
W taki to sposb rozpocz mow ksidz Muchowiecki, a nastpnie tak
wymownie odmalowa cay ywot pana Longina, i kady lichym si
sobie wyda wobec tej cichej trumny rycerza bez skazy, ktry
najmniejszych skromnoci, najwikszych cnot przenosi. Bili si tedy w
piersi wszyscy i coraz wiksza ogarniaa ich ao, i coraz janiej
widzieli, jaki to paroksyzm ojczyzn, jaka niepowetowana strata Zbara
dotkna. A ksidz unosi si i gdy wreszcie pocz opowiada wyjcie i
mier mczesk pana Longina, wtedy ju cakiem o retoryce i cytatach
zapomnia, a gdy pocz egna martwe zwoki imieniem duchowiestwa,
wodzw i wojska, sam si rozpaka i mwi szlochajc jak Zagoba:
- egnaj nam, bracie, egnaj, towarzyszu! Nie do ziemskiego krla, lecz
do niebieskiego, do pewniejszej instancji odniose nasze jki, nasz gd,
nasz mizeri i opresj - pewniej tam jeszcze ratunek nam wyjednasz, ale
sam nie wrcisz wicej, wic paczemy, wic zami trumn tw
polewamy, bomy ci kochali, bracie najmilszy!
Pakali za zacnym ksidzem wszyscy: i ksi, i regimentarze, i wojsko, a
najbardziej przyjaciele zmarego. Lecz gdy ksidz zaintonowa po raz
pierwszy: Requiem aeternam dona ei, Domine! - uczyni si ryk
powszechny, cho to wszystko byli ludzie zahartowani na mier i
codzienn praktyk od dawna do niej przywykli.
W chwili gdy trumn pooono na sznurach, pana Zagob trudno byo od
niej oderwa, jakby mu brat albo ojciec umar. Lecz wreszcie odcignli
go Skrzetuski z Woodyjowskim. Ksi zbliy si i wzi gar ziemi;
ksidz pocz mwi: Anima eius" - zahurkotay sznury - ziemia pocza
si sypa, sypano j rkoma, hemami... i wkrtce nad zwokami pana
Longina Podbipity urs wysoki kopiec, ktry owiecio biae, smutne
wiato miesica.
* * *
Trzej przyjaciele wracali z miasta na majdan, z ktrego ustawicznie
dochodzi odgos strzaw. Szli w milczeniu, gdy aden z nich nie chcia
pierwszego sowa przemwi - lecz inne gromadki rycerstwa gwarzyy
midzy sob o nieboszczyku, sawic go zgodnie.
- Pogrzeb mia tak foremny - mwi jaki oficer przechodzc obok
Skrzetuskiego - e i panu pisarzowi Sierakowskiemu lepszego nie
sprawili.
- Bo te na zasuy - odpowiedzia drugi oficer. - Kto by to inny podj
si przedrze do krla?
- A ja syszaem - doda trzeci - e midzy winiowiecczykami byo kilku
ochotnikw, ale po tak strasznym przykadzie pewnie ju wszystkich
ochota odesza.
- Bo te to i niepodobna. W si nie przelinie.
- Jako ywo! czyste by to byo szalestwo!
Oficerowie przeszli. Nastaa znw chwila milczenia. Nagle Woodyjowski
rzek:
- Syszae, Janie?
- Syszaem - odpowiedzia Skrzetuski - Moja dzi kolej.
- Janie! - rzek powanie Woodyjowski - znasz mnie od dawna i wiesz,
e si przed hazardem nierad cofam; ale co innego hazard, a co innego
proste samobjstwo.
- I ty to mwisz, Michale?
- Ja, bom ci przyjaciel.
- I jam ci przyjaciel: daje mnie kawalerski parol, e nie pjdziesz trzeci,
jeeli ja zgin.
- O! nie moe by! - zakrzykn Woodyjowski.
- A widzisz, Michale! Jake to moesz ode mnie wymaga tego, czego
by sam nie uczyni? Nieche si dzieje wola boa!
- To pozwl mi i razem.
- Ksi zabrania, nie ja - a ty onierz i sucha musisz.
Pan Micha zamilk, bo istotnie onierz to by przede wszystkim, wic
pocz tylko wsikami rusza gwatownie przy ksiycu, na koniec rzek:
- Noc bardzo widna - nie id dzisiaj.
- Wolabym, eby bya ciemniejsza - odrzek Skrzetuski - ale zwoka
niepodobna. Pogoda, jako widzisz, uczynia si na dugo, a tu prochy si
kocz, ywno si koczy. onierze ju na majdanie kopi korzonkw
szukajc - innym dzisa gnij od paskudztwa, ktre jedz. Dzi pjd,
zaraz; juem si z ksiciem poegna.
- To widz, e po prostu desperat.
Skrzetuski umiechn si smutno.
- Bodaje ci, Michale. Pewnie, e w rozkoszach nie opywam, ale
dobrowolnie mierci nie bd szuka, bo to i grzech, a zreszt nie o to
chodzi, eby zgin, jeno o to, eby wyj i doj do krla, i obz
zbawi.
Woodyjowskiego porwaa nagle taka ch powiedzie Skrzetuskiemu
wszystko o kniaziwnie, e prawie ju usta otwiera; ale pomyla sobie:
Od nowiny w gowie mu si pomiesza i tym acniej go schwytaj" - wic
ugryz si w jzyk i zmilcza, a natomiast spyta:
- Ktrdy pjdziesz?
- Mwiem ksiciu, e pjd przez staw, a pniej rzek, pki si daleko
za tabor nie przedostan. Ksi powiedzia, e to lepsza droga ni inne.
- Nie ma, jak widz, rady - odrzek Woodyjowski. - Raz czeku mier
przeznaczona, a lepsza na polu chway ni na ou Bg ci prowad! Bg
ci prowad, Janie! Jeeli nie zobaczymy si na tym wiecie, to na
tamtym, a ja ci serca pewnie dochowam.
- Jako i ja tobie. Bg ci zapa za wszystko dobre. A suchaj, Michale,
jeeli zgin, oni mnie moe nie sprezentuj jako pana Longina, bo zbyt
srog nauk dostali, ale si pewnie i tak jakowym sposobem pochwal;
nieche w takim razie stary Zawilichowski pojedzie do Chmielnickiego
po moje ciao, bo nie chciabym, aby mnie psi po ich taborze wczyli.
- Bd pewien - odrzek Woodyjowski.
Pan Zagoba, ktry z pocztku na wp przytomnie rozmowy sucha,
zrozumia wreszcie, o co idzie, ale nie znalaz w sobie ju do siy, aby
wstrzymywa lub odmawia, tylko pocz jcze gucho:
- Wczoraj tamten, dzi ten... Boe! Boe! Boe!...
- Ufaj wapan - rzek Woodyjowski.
- Panie Janie!... - zacz Zagoba.
I nie mg nic wicej powiedzie, jeno siw, strapion gow wspar na
piersi rycerza i tak tuli si do niego jak niedone dziecko.
W godzin pniej Skrzetuski pogry si w wody zachodniego stawu.
Noc bya bardzo widna i rodek stawu wyglda jak srebrna tarcza, ale
Skrzetuski znikn natychmiast z oczu, brzeg bowiem poronity by
gsto sitowiem, trzcin i bucianem; dalej pomidzy rzadsz trzcin rosy
w obfitoci grele, rdest wodny i role. Caa ta mieszanina szerokich i
wskich lici, olizych odyg, wowatych skrtw, chwytajc za nogi i
wp ciaa, utrudniaa niezmiernie posuwanie si naprzd, ale ukrywaa
przynajmniej rycerza przed oczyma stray. O przepyniciu przez jasn
rodkow szyb nie byo co i myle, bo kady czarniawy przedmiot
byby na niej spostrzeony z atwoci. Skrzetuski wic postanowi
okry brzegiem cay staw a do bagienka lecego po drugiej stronie,
przez ktre wpywaa do stawu rzeka. Prawdopodobnie stay tam strae
kozackie albo tatarskie, ale za to rs cay las trzcin, ktrego brzegi byy
tylko wycite na szaasy dla czerni. Dostawszy si raz do bagienka,
mona si byo posuwa wrd trzcin nawet we dnie, chybaby topielisko
okazao si zbyt gbokie. Lecz i ta droga bya straszna. Pod t pic
wod, nie gbsz z brzegu nad stop, taio si gbokie na okie i wicej
boto. Za kadym krokiem Skrzetuskiego na powierzchni wd
wydostawao si mnstwo baniek, ktrych bulgotanie doskonale mona
byo sysze wrd ciszy. Prcz tego mimo caej powolnoci jego ruchw
tworzyy si koa fal biegnce coraz dalej od rodka a na nie zaronit
przestrze, na ktrej amao si w nich wiato ksiyca. W czasie
deszczu byby po prostu Skrzetuski przepyn staw i najdalej w p
godziny dotar do bagienka, ale na niebie nie byo ani jednej chmurki.
Cae potoki zielonawego wiata lay si na staw zmieniajc licie grel w
srebrne tarcze, a pira trzcin w srebrne kity. Wiatr nie wia; na szczcie
grzechot wystrzaw guszy bulgotanie baniek wodnych, co spostrzegszy
Skrzetuski porusza si tylko wwczas, gdy salwy w okopach i szacach
staway si ywsze. Lecz owa cicha, pogodna noc sprawia jedn wicej
trudno. Oto roje komarw podnosiy si z trzcin i utworzywszy kb
nad gow rycerza, siaday mu na twarzy, oczach, kujc dotkliwie,
brzczc i piewajc nad jego uszyma aosne swe nieszpory. Skrzetuski,
wybierajc t drog, nie udzi si co do jej trudnoci, ale nie przewidzia
wszystkiego. Nie przewidzia mianowicie jej strachw. Wszelka gbina
wd, choby najlepiej, znanych, ma w nocy co tajemniczego i
przeraajcego zarazem - i mimo woli napdza pytanie: co tam jest na
dnie? - A ten staw zbaraski by po prostu okropny. Woda zdawaa si by
w nim gstsza od zwykej wody - i wydawaa zaduch trupi. Bo te gniy
w niej setki Kozakw i Tatarw. Obie strony wycigay wprawdzie
trupw, ale ilu ich mogo by ukrytych wrd trzcin, rdestu i gstej
uszycy? Skrzetuskiego obejmowa chd fali, a pot oblewa mu czoo. Co
bdzie, gdy jakie oblizge ramiona uchwyc go nagle albo gdy jakie
zielonawe oczy spojrz na niego spod bucianw? Dugie odygi grzybienia
obejmoway go za kolana, a jemu wosy powstaway na gowie, e to ju
moe nurek topielec obejmuje go, aby nie puci wicej. Jezus Maria!...
Jezus Maria!" - szepta bez ustanku, posuwajc si naprzd. Chwilami
podnosi oczy w gr i na widok ksiyca, gwiazd i spokoju niebieskiego
doznawa pewnej ulgi. Jest Bg!" - powtarza sobie pgosem, tak aby
si sam mg dosysze. Czasem spoglda na brzeg i zdawao mu si, e
z jakiego potpionego, zaziemskiego wiata bota, czarnych gbin,
bladych wiate ksiycowych, duchw i trupw, i nocy spoglda na bo
zwyk ziemi - i tsknota porywaa go taka, e zaraz chcia z owej matni
trzcin wychodzi.
Lecz posuwa si cigle brzegiem i oddali si ju tak od obozu, e na tej
boej ziemi dostrzeg o kilkadziesit krokw od brzegu stojcego na koniu
Tatara - wic zatrzyma si i spoglda na t posta, ktra, miarkujc z jej
jednostajnych ruchw ku szyi koskiej, zdawaa si by upion.
By to dziwny widok. Tatar kiwa si cigle, jakby kania si w milczeniu
Skrzetuskiemu, a ten oczu z niego nie spuszcza. Byo to w tym co
strasznego, lecz Skrzetuski odetchn z satysfakcj, bo wobec tego
rzeczywistego stracha pierzchy stokro do zniesienia cisze: urojone.
wiat duchw odlecia gdzie i rycerzowi wrcia od razu zimna krew; do
gowy poczy si cisn takie tylko pytania, jak: pi czy nie pi, mam i
dalej czy czeka?
Wreszcie poszed dalej, posuwajc si jeszcze ciszej, jeszcze ostroniej
ni na pocztku podry. By ju na p drogi do bagienka i rzeki, gdy
zerwa si pierwszy powiew lekkiego wiatru. Zakoysay si wnet trzciny i
wyday, trcajc jedna o drug, szelest mocny, a Skrzetuski uradowa si,
bo mimo caej ostronoci, mimo i czasem po kilka minut nad
postawieniem stopy traci, mimowolny ruch, potknicie si, plusk - mogy
go zdradzi. Teraz szed mielej wrd gonego rozhoworu trzcin,
ktrym zaszumia cay staw - i wszystko zagadao dokoa, woda nawet na
brzegach pocza bekota rozkoysan fal.
Lecz ten ruch rozbudzi widocznie nie tylko zarola brzegowe, bo naraz
jaki czarniawy przedmiot pojawi si przed Skrzetuskim i pocz
chybota si ku niemu, jak gdyby rozmachujc si do skoku. Skrzetuski
omal w pierwszej chwili nie krzykn; strach i obrzydzenie zatamoway
mu jednak gos w piersiach, a jednoczenie straszliwy zaduch uchwyci
go za gardo.
Ale po chwili, gdy pierwsza myl, e to moe by topielec umylnie
zastpujcy drog, przesza, pozostao tylko obrzydzenie - i rycerz ruszy
dalej. Rozhowor trzcin trwa cigle i wzmaga si coraz bardziej. Przez
ich koyszce si kicie dojrza Skrzetuski drug i trzeci placwk
tatarsk. Min je, min i czwart. Ju z p stawu musiaem okry" -
pomyla i podnis si troch z trzcin, aby rozpozna, w ktrym miejscu
si znajduje; wtem co go trcio w nogi, obejrza si i ujrza tu obok
swych kolan twarz ludzk.
To ju drugi" - pomyla.
Tym razem nie przerazi si, bo ten drugi trup lea na wznak i nie mia w
swej bezwadnoci pozorw ycia i ruchu. Skrzetuski przypieszy tylko
kroku, by nie dosta zawrotu gowy. Trzciny zaczynay by coraz
gstsze, co z jednej strony dawao bezpieczne ukrycie, z drugiej jednak
utrudniao niezmiernie pochd. Upyno jeszcze p godziny, pniej
godzina, on szed cigle, ale coraz wicej by strudzony. Woda w
niektrych miejscach bya tak pytka, e nie dochodzia mu do goleni,
gdzie indziej za to zapada niemal po pas. Mczyo go te niezmiernie
powolne wyciganie ng z bota. Pot zalewa mu czoo, a jednoczenie od
czasu do czasu przechodziy po nim dreszcze od stp do gowy.
Co to jest? - myla ze strachem w sercu - czy mnie delirium nie
chwyta? Bagienka jako nie ma; nu nie rozpoznam miejsca wrd trzcin
i omin." Byo to straszne niebezpieczestwo, bo w ten sposb mgby
kry ca noc naokoo stawu i z rana znale si w tym samym
miejscu, z ktrego wyszed, lub wpa na innym w rce kozackie.
Z drog obraem - myla upadajc w duchu - przez stawy nie mona,
wrc si i jutro pjd jak pan Longinus; do jutra mgbym odpocz."
Lecz szed naprzd, bo poznawa, e obiecujc sobie wrci i ruszy po
odpoczynku, sam siebie oszukuje; przychodzio mu take do gowy, e
idc tak wolno i zatrzymujc si co chwila nie mg jeszcze doj do
bagienka. Jednake myl o odpoczynku opanowywaa go coraz silniej.
Chwilami mia ch pooy si gdzie na pytszym bocie, by cho
odetchn. Bi si tak z wasnymi mylami, a jednoczenie modli si.
Dreszcze przechodziy go coraz czciej, coraz sabiej wyciga nogi z
bota. Widok stray tatarskich otrzewia go, ale czu, e i gowa mczy
mu si rwnie jak ciao - i e nadlatuje na gorczka.
Upyno znw p godziny - bagienko nie ukazywao si jeszcze.
Natomiast ciaa utopionych trafiay si coraz czciej. Noc, strach, trupy,
szum trzcin, trud i bezsenno zmciy mu myli. Poczy na
nadlatywa wizje. Oto Helena jest w Kudaku, a on pynie z Rzdzianem
na dumbasie z biegiem Dnieprowym. Trzciny szumi - on syszy pie:
Ej to ne pili pilili!... ne tumany ustaway." Ksidz Muchowiecki czeka ze
stu, a pan Krzysztof Grodzicki ojca zastpi... Dziewczyna tam co dzie
patrzy na rzek z murw - rycho patrzy, jak w rce zaklaszcze i
krzyknie: Jedzie! jedzie!"
- Jegomo! - mwi Rzdzian cignc go za rkaw - panna stoi...
Skrzetuski budzi si. To spltane trzciny zatrzymay go po drodze. Wizja
ulatuje. Przytomno wraca. Teraz nie czuje ju takiego zmczenia, bo
mu gorczka si dodaje.
Hej, czy to jeszcze nie bagienko?
Ale naok trzciny takie same, jakby z miejsca nie ruszy. Przy rzece
powinna by woda otwarta, wic to jeszcze nie bagienko.
Rycerz idzie dalej, ale myl wraca z nieubaganym uporem do lubej wizji.
Prno Skrzetuski si broni, prno poczyna mwi: O gospodze
uwielbiona", prno stara si zachowa ca przytomno - znowu
nadpywa Dniepr, dumbasy, czajki - Kudak, Sicz - tylko tym razem wizja
bezadniejsza, mnstwo w niej osb: obok Heleny i ksi, i Chmielnicki,
i ataman koszowy, i pan Longinus, i Zagoba, i Bohun, i Woodyjowski -
wszyscy przybrani odwitnie na jego lub, ale gdzie ma by ten lub? S
w jakim miejscu nieznanym, ni to ubnie, ni Rozogi, ni Sicz, ni
Kudak... wody jakie, po nich ciaa pywaj...
Skrzetuski budzi si po raz drugi, a raczej budzi go mocny szelest
dochodzcy ze strony, a ktr idzie - wic zatrzymuje si i sucha.
Szelest zblia si, sycha jakie chrobotanie i plusk - to czno.
Wida je ju przez trzciny. Siedzi w nim dwch moojcw - jeden
popycha wiosem, drugi trzyma w rku dug tyczk, wiecc z dala jak
srebro, i rozgarnia ni wodne zarola.
Skrzetuski osun si a po szyj w wod, tak e gowa tylko wystawaa
mu ponad sitowie, i patrzy.
Jest-li to zwyka stra, czyli s ju na tropie?" - pomyla.
Ale wnet doszed po spokojnych i niedbaych ruchach moojcw, e to
musi by zwyczajna stra. Czen na stawie musiao by wicej ni jedno
- i gdyby Kozacy byli na tropie, pewno by zgromadzio si kilkanacie
dek i kupa ludzi.
Tymczasem przejechali mimo - szum trzcin guszy sowa; Skrzetuski
zowi uchem tylko nastpujcy urywek rozmowy:
- Czort by ich pobraw, i cei smerdiaczoi wody kazay pylnowaty!
I czno zasuno si za kpy trzcin - tylko stojcy na przedzie Kozak
uderza cigle miarowym ruchem tyczk w zarola wodne, jakby chcia
ryby straszy.
Skrzetuski ruszy dalej.
Po niejakim czasie znw ujrza placwk tatarsk stojc tu nad
brzegiem. wiato ksiyca padao wprost na twarz nohajca, podobn do
psiej mordy. Ale Skrzetuski mniej si ju obawia tych stray ni utraty
przytomnoci. Naty wic ca wol, by sobie jasno zdawa spraw,
gdzie jest i dokd idzie. Ale ta walka powikszya tylko jego znuenie i
wnet dostrzeg, e mu si dwoi i troi w oczach, e chwilami wydaje mu
si staw obozowym majdanem, a kpy trzcin namiotami. Wwczas chcia
woa na Woodyjowskiego, by szed z nim razem, ale tyle mia jeszcze
przytomnoci, i si wstrzyma.
- Nie krzycz! nie krzycz! - powtarza sobie - to zguba.
Lecz owa walka z samym sob coraz bya dla trudniejsza. Wyszed ze
Zbaraa znkany godem i straszn bezsennoci, od ktrej umierali tam
ju onierze. Ta podr nocna, zimna kpiel, trupi oddech wody,
bdzenie po botach, szarpanina wrd korzeni rolin osabiy go do
reszty. Doczyo si i rozdranienie strachu, i bl od uksze komarw,
ktre pokuy mu tak twarz, e caa bya krwi oblana - wic czu, e
jeeli prdko nie dojdzie do bagienka, to albo wyjdzie na brzeg, by go
prdzej spotkao, co ma spotka, lub padnie wrd tych trzcin i utopi si.
Owe bagienko i ujcie rzeki wydao mu si portem zbawienia, cho po
prawdzie zaczynay si tam nowe trudnoci i niebezpieczestwa. Broni
si gorczce i szed, coraz mniej zachowujc ostronoci. Szczciem
trzcina szumiaa cigle. W jej szumie sysza Skrzetuski gosy ludzkie,
rozmowy; zdawao mu si, e to o nim tak rozprawia ten staw. Dojdzie-li
do bagienka czy nie dojdzie? wylezie czy nie wylezie? Komary pieway
nad nim cienkimi gosami coraz aoniej. Woda stawaa si gbsza -
wkrtce dosza mu do pasa, a potem do piersi. Wic pomyla, e jeli
pyn przyjdzie, to si w tej zbitej tkaninie zaplcze i utonie.
I znowu porwaa go niepowstrzymana, nieprzeparta ch wezwania
Woodyjowskiego i ju rce zoy koo ust, by zakrzykn: Michale!
Michale!"
Na szczcie, jaka miosierna trzcina uderzya go zroszon mokr kici
w twarz. Oprzytomnia - i ujrza przed sob, ale nieco ku prawej stronie,
mde wiateko.
Teraz patrzy ju cigle w to wiato i czas jaki szed wytrwale ku niemu.
Nagle zatrzyma si spostrzegszy pas czystej wody, leccej w poprzek.
Odetchn. Bya to rzeka, a po obu jej stronach bagienko.
To ju przestan kry brzegiem i zapuszcz si w ten klin" - pomyla.
Z obu stron klinu cigny si dwie smugi trzcin - rycerz zapuci si t,
do ktrej doszed. Po chwili pozna, e jest na dobrej drodze. Obejrza
si: staw by ju za nim, a on postpowa teraz wzdu wskiej tamy,
ktra nie moga by czym innym, jak rzek.
Woda te tu bya zimniejsza.
Lecz po niejakim czasie owadno nim straszne znuenie. Nogi trzsy
mu si, a przed oczyma wstawa jakoby tuman czarny. Nie moe by
inaczej, tylko dojd do brzegu i poo si - myla - nie pjd dalej,
odpoczn."
Wtem upad na kolana i rkoma zmaca kp such, poronit mchami.
Bya to jakoby wysepka wrd sitowia.
Siad na niej i pocz obciera rkoma zakrwawion twarz i przy tym
oddycha mocno.
Po chwili do jego nozdrzy doszed zapach dymu. Odwrciwszy si ku
brzegowi dojrza o stu krokw od brzegu ogie, a naokoo niego kupk
ludzi.
By zupenie na wprost tego ognia i w chwilach gdy wiatr rozgina trzciny,
mg widzie wszystko doskonale. Od pierwszego rzutu oka pozna
koniuchw tatarskich, ktrzy siedzieli przy ognisku i jedli.
Wwczas odezwa si w nim straszny gd. Ostatniego rana zjad kawaek
koniny, ktrym nie nasycioby si i dwumiesiczne szczeni wilcze; od
tego czasu nie mia nic w ustach.
Wic pocz zrywa rosnce obok krge odygi greli i wysysa je
chciwie. Gasi nimi zarwno gd, jak i pragnienie, bo i pragnienie go
trawio.
Przy tym cigle wpatrywa si w ognisko, ktre blado coraz bardziej i
mdlao. Ludzie przy nim przesaniali si jakby mg i zdawali si oddala.
Aha! sen mnie morzy! Tu usn, na tej kpie" - pomyla rycerz.
Lecz przy ognisku uczyni si ruch. Koniuchowie wstali. Wkrtce do
uszu Skrzetuskiego doszy woania: osz! osz!" Odpowiedziao im
krtkie renie. Ognisko opustoszao i przygaso. Po chwili jeszcze rycerz
usysza gwizdanie i guchy tupot kopyt po wilgotnej ce.
Skrzetuski nie mg zrozumie, czemu to koniuchowie odjedaj. Wtem
spostrzeg, e kicie trzcin i tarcze grzybienia s jakie bladawe - woda
wieci si inaczej jak od ksiyca, a powietrze przesania si lekk mg.
Obejrza si - dniao.
Caa noc zesza mu na okraniu stawu, nim doszed do rzeki i bagienka.
By zaledwie na pocztku drogi. Teraz musia i rzek i przedosta si
przez tabory za dnia.
Powietrze nasycao si coraz wicej wiatem brzasku. Na wschodzie
niebo przybrao barw bladego seledynu.
Skrzetuski spuci si na nowo z kpy w bagno i dotarszy po krtkiej
przerwie do brzegu, wysadzi gow z trzcin.
W odlegoci piciuset moe krokw wida byo jedn placwk tatarsk,
zreszt ka bya pusta, tylko ognisko wiecio opodal na suchym miejscu
dogasajcym arem; rycerz postanowi czogn si ku niemu wrd
wysokich traw przeronitych jeszcze tu i owdzie sitowiem.
Doczogawszy si szuka pilnie, czy nie znajdzie jakich resztek
ywnoci. Jako znalaz wieo obgryzione koci baranie ze szcztkami
y, tuszczu oraz kilka sztuk pieczonej rzepy porzuconych w ciepym
popiele - j wic je z arocznoci dzikiego zwierza i jad, pki nie
spostrzeg, e placwki porozstawione na drodze, ktr przeby, wracajc
t sam k ku taborowi, zbliaj si ku niemu.
Wwczas rozpocz odwrt i po kilku minutach znik w cianie trzcin.
Odnalazszy sw kp pooy si na niej bez szelestu. Strae tymczasem
przejechay. Skrzetuski wzi si natychmiast do koci, ktre zabra ze
sob, a ktre poczy teraz trzaska w jego potnych szczkach jak w
wilczych. Ogryz tuszcz i yy, wyssa szpik, zu mas kostn -
zaspokoi pierwszy gd. Takiej porannej uczty nie mia od dawna w
Zbarau.
Uczu si zaraz silniejszym. Pokrzepio go zarwno poywienie, jak i
wstajcy dzie. Robio si coraz widniej; wschodnia strona nieba z
zielonawej stawaa si rowa i zota; chd poranny dokucza wprawdzie
mocno rycerzowi, ale pocieszaa go myl, e wkrtce soce rozgrzeje
jego strudzone ciao. Rozejrza si dokadnie, gdzie jest. Kpa bya dosy
dua, troch krtka, bo okrgawa, ale za to tak szeroka, e dwch ludzi
mogo si na niej z atwoci pooy. Trzciny otaczay j naok jakby
murem, zakrywajc zupenie przed ludzkimi oczyma.
Nie znajd mnie tu - myla Skrzetuski - chybaby za rybami chcieli po
trzcinach chodzi, a ryb nie ma, bo od zgnilizny pozdychay. Tu sobie
wypoczn i rozmyl, co dalej czyni."
I pocz myle, czy ma i dalej rzek, czy nie, na koniec postanowi i,
jeeli wstanie wiatr i bdzie trzciny koysa; w przeciwnym razie ruch i
szelest mogyby go zdradzi, zwaszcza e przyjdzie mu prawdopodobnie
przechodzi blisko taboru.
- Dziki ci, Boe, em yw dotd! - szepn z cicha.
I wznis oczy ku niebu, nastpnie myl ulecia do polskich okopw.
Zamek wida byo z owej kpy doskonale, zwaszcza e ozociy go
pierwsze promienie wschodzcego soca. Moe tam z wiey spoglda
kto na stawy i trzciny przez perspektyw, a ju tam Woodyjowski i
Zagoba pewno cay dzie bd wypatrywa z waw, czy go nie ujrz
wiszcego na jakiej beluardzie.
Ot nie ujrz!" - pomyla Skrzetuski i pier napenia mu si bogim
uczuciem ocalenia.
- Nie ujrz, nie ujrz! - powtrzy kilkakrotnie. - Mao zrobiem drogi, ale
trzeba j byo zrobi. Bg mi pomoe i dalej.
Tu zobaczy si ju oczyma imaginacji za taborami - w lasach, za ktrymi
stoj wojska krlewskie: pospolite ruszenie z caego kraju, husarie,
piechoty, regimenty cudzoziemskie - ziemia a jczy pod ciarem ludzi,
koni i armat, a midzy tym mrowiem sam krl jegomo...
Potem ujrza bitw niezmiern, rozbite tabory - ksicia z ca jazd
leccego po stosach trupw, powitanie si wojsk...
Oczy bolce i popuche przymykay mu si pod nadmiarem wiata, a
gowa chylia si pod nadmiarem myli. Poczynaa go ogarnia jaka
boga niemoc, wreszcie wycign si ca sw dugoci i usn.
Trzciny szumiay. Soce wytoczyo si wysoko na niebo i ogrzewao
gorcym spojrzeniem rycerza, suszyo na nim ubir - on spa twardo, bez
ruchu. Kto by go spostrzeg tak lecego na kpie z okrwawion twarz,
ten by sdzi, e to ley trup, ktry wyrzucia woda. Mijay godziny - on
spa cigle. Soce dobiego zenitu i poczo schodzi na drug stron
nieba - on spa jeszcze Rozbudzi go dopiero kwik przeraliwy koni
gryzcych si na ce i gone woania koniuchw smagajcych batami
tabunne ogiery.
Przetar oczy; spojrza, przypomnia sobie, gdzie jest. Spojrza w gr: na
czerwonawym od niedogasych blaskw zachodu niebie migotay gwiazdy
- przespa cay dzie.
Skrzetuski nie czu si wypocztym ani silniejszym; owszem, bolay go
wszystkie koci. Lecz pomyla, e wanie nowy trud przywrci mu
rzeko ciaa - i spuciwszy nogi w wod, bezzwocznie ruszy w dalsz
drog.
Szed teraz tu przy trzcinach czyst wod, by szelestem nie zwrci
uwagi pascych na brzegach koniuchw. Ostatnie blaski zgasy i byo
do ciemno, bo ksiyc jeszcze si nie ukaza spoza lasw. Woda bya
tak gboka, e Skrzetuski traci miejscami grunt pod nogami i musia
pyn, co przychodzio mu ciko, bo by w ubraniu i pyn pod bieg,
ktry - jakkolwiek leniwy - pcha go jednak nazad ku stawom. Ale za to
najbystrzejsze oczy tatarskie nie mogy dostrzec tej gowy posuwajcej
si wzdu ciemnej ciany trzcin.
Posuwa si wic do miao, chwilami pync, a po wikszej czci
brodzc po pas i po pachy, a wreszcie dotar do miejsca, z ktrego oczy
jego ujrzay po obu stronach rzeki tysice i tysice wiate.
To tabory - pomyla - teraz Boe dopom!"
I sucha.
Gwar zmieszanych gosw dochodzi do jego uszu. Tak, byy to tabory.
Po lewym brzegu rzeki, idc z jej biegiem, sta obz kozacki ze swoimi
tysicami wozw, namiotw, po prawym kosz tatarski - oba gwarne,
haaliwe, pene ludzkiego rozhoworu, dzikich dwikw bbnw i
piszczaek, ryku byda, wielbdw, renia koni, okrzykw. Rzeka
przedzielaa je stanowic zarazem przeszkod dla ktni i zabjstw, bo
Tatarzy nie mogli spokojnie sta obok Kozakw. Bya te w tym miejscu
szersza, a moe rozkopano j umylnie. Ale z jednej strony wozy, z
drugiej trzcinowe szaasy dochodziy, miarkujc po ogniach, o
kilkadziesit krokw od brzegw - nad sam za wod stay zapewne
strae.
Trzcina i sitowia rzedy - widocznie naprzeciw obozowisk byy
szczyrkowate brzegi. Skrzetuski posun si jeszcze kilkadziesit krokw
- i zatrzyma si. Jaka potga i groza szy ku niemu od tych mrowisk
ludzkich.
W tej chwili wydao mu si, e caa czujno i zacieko tych tysicy
istot ludzkich zwrcona jest ku niemu, i czu wobec nich zupen niemoc,
zupen bezbronno. By sam jeden.
Nikt tdy nie przejdzie!" - pomyla.
Lecz posun si jeszcze naprzd, bo cigna go jaka niepohamowana,
bolesna ciekawo. Chcia bliej spojrze na t straszliw potg.
Nagle stan. Las trzcin koczy si jakby noem ucity. Moe te i
wycito je na szaasy. Dalej czysta fala czerwienia si krwawo od
przegldajcych si w niej ognisk.
Dwa wielkie i jasne pomienie paliy si tu nad brzegami. Przy jednym
sta Tatar na koniu, przy drugim moojec z dug spis w rku. Obaj
patrzyli na siebie i na wod. W dali wida byo innych, tak samo
stojcych na stray i patrzcych.
Blaski pomieni rzucay jakoby ognisty most przez rzek. Pod brzegami
wida byo szeregi maych dek uywanych do stray na stawie i rzece.
- Niepodobiestwo! - mrukn Skrzetuski.
I nagle chwycia go rozpacz. Ani i naprzd, ani si wraca! Oto doba
ubiegaa, jak tuk si po botach i bajorach, oddycha zgniym powietrzem
i mok w wodzie na to tylko, by dotarszy do tych wanie taborw, przez
ktre przej si podj, pozna, e to jest niepodobiestwem.
Lecz i powrt by niepodobiestwem: rycerz wiedzia, e moe znajdzie
do si, by wlec si naprzd - nie znajdzie, by si cofa. W rozpaczy
jego bya zarazem gucha wcieko; w pierwszej chwili chcia wyj z
wody, zdawi stra, potem rzuci si na tumy i zgin.
Wiatr znowu zaszumia dziwnym szeptem po trzcinach przynoszc
zarazem gos dzwonw ze Zbaraa. Skrzetuski pocz modli si arliwie
i bi si w piersi, i wzywa ratunku niebios z si i rozpaczliw wiar
toncego; on modli si, a kosz i tabor huczay zowrogo, jakby w
odpowiedzi na modlitw - czarne i czerwone od ognia postacie snuy si
jak stada czartw po piekle; strae stay nieruchome - rzeka pyna
krwaw wod.
- Ognie pogasz, gdy noc gucha nastanie - rzek sobie Skrzetuski i
czeka.
Upyna jedna godzina i druga. Gwar zmniejsza si, ogniska istotnie
poczy z wolna przygasa - prcz dwch straniczych, ktre pony
coraz silniej.
Strae zmieniay si i widocznym byo, e tak bd sta a do rana.
Skrzetuskiemu przeszo przez myl, e moe zdoa atwiej w dzie si
przelizgn - lecz wnet rozsta si z t myl. W dzie brano wod,
pojono bydo, kpano si - rzeka musiaa by pena ludzi.
Nagle wzrok Skrzetuskiego pad na czna. Po obu brzegach stao ich po
kilkadziesit w szeregu, a ze strony tatarskiej sitowia dochodziy a do
pierwszych.
Skrzetuski zanurzy si po szyj w wod i pocz posuwa si zwolna ku
nim majc oczy utkwione jak w tcz w tatarskiego stranika.
Po upywie p godziny by tu, tu pierwszej dki. Plan jego by prosty.
Zadarte tyy czen wznosiy si nad wod tworzc nad ni rodzaj
sklepienia, przez ktre gowa ludzka moga si z atwoci przecisn.
Jeeli wszystkie czna stay bokiem do boku tu obok siebie, stranik
tatarski nie mg zobaczy przesuwajcej si pod nimi gowy; wicej
niebezpieczny by kozacki, ale i ten mg nie dojrze, bo pod cznami
mimo przeciwlegego ognia panowa mrok.
Zreszt nie byo innej drogi.
Skrzetuski nie waha si duej i wkrtce znalaz si pod tyami czen.
Laz na czworakach, a raczej czoga si, bo woda bya pytka. By tak
blisko stojcego na brzegu Tatara, e sysza parskanie jego konia.
Zatrzyma si przez chwil i sucha. Czna na szczcie byy
zestosowane bokami. Oczy mia teraz utkwione w kozackiego stranika,
ktrego widzia jak na doni. Ale ten patrzy w kosz tatarski. Rycerz min
z pitnacie czen, gdy nagle usysza tu nad brzegiem kroki i gosy
ludzkie. Przyczai si natychmiast i sucha. W podrach do Krymu
nauczy si po tatarsku, i teraz dreszcz przebieg go po caym ciele, gdy
usysza sowa rozkazu:
- Siada i jecha!
Skrzetuskiemu zrobio si gorco, chocia by w wodzie. Jeeli jadcy
sid w to czno, pod ktrym w tej chwili si ukrywa, to zgin; jeeli
sid w ktre ze stojcych na przedzie, to take zgin; bo pozostanie
puste owiecone miejsce.
Kada sekunda wydaa mu si godzin. Wtem kroki zadudniy w deski,
Tatarzy siedli w czwarte lub pite czno tu za nim, zepchnli je i
poczli pyn w kierunku stawu.
Lecz czynno ta zwrcia na czna oczy kozackiego stranika.
Skrzetuski przez jakie p godziny ani drgn. Dopiero gdy stra
zmieniono, pocz posuwa si dalej.
W ten sposb dotar do koca czen. Za ostatnim zaczynay si znw
sitowia, a dalej trzciny. Dostawszy si do nich rycerz, zziajany, spotniay,
pad na kolana i dzikowa Bogu caym sercem.
Posuwa si teraz nieco mielej, korzystajc ze wszystkich powieww,
ktre napeniay szumem brzegi. Od czasu do czasu oglda si za siebie.
Ognie stranicze zaczy si oddala, przesania, migota, sabn.
Smugi trzcin i sitowia staway si coraz czarniejsze, gstsze i szersze, bo
brzegi byy bagnistsze. Strae nie mogy sta blisko- gwar obozowiska
sabn. Jaka nadludzka sia skrzepia czonki rycerza. Dar si przez
trzciny, kpy, zapada w bota, topi si, pyn i podnosi si znowu. Nie
mia jeszcze wyj na brzeg - ale prawie czu si ju ocalony. Sam nie
umia sobie zda sprawy, jak dugo tak szed, brn, ale gdy znw
obejrza si - ognie stranicze wydaway si jakby punkciki wiecce w
dali. Po kilkuset krokach zniky zupenie. Ksiyc zeszed; naokoo bya
cisza. Wtem szum si ozwa wikszy i powaniejszy ni szum trzcin.
Skrzetuski omal nie krzykn z radoci: las by z obu stron rzeki.
Wwczas skierowa si ku brzegom i wychyn z trzcin. Br sosnowy
zaczyna si tu za sitowiem i trzcinami. Zapach ywicy doszed do jego
nozdrzy. Gdzieniegdzie w czarnych gbiach wieciy jak srebro paprocie.
Rycerz po raz drugi upad na kolana i ziemi caowa w modlitwie.
By ocalony.
Potem zagbi si w ciemno len, pytajc samego siebie: dokd ma
i? gdzie go zaprowadz te lasy? gdzie jest krl i wojsko?
Droga nie bya skoczona, nie bya atwa ani bezpieczna, ale gdy
pomyla, e wydosta si ze Zbaraa, e przekrad si przez strae, bota
i tabory, i pmilionowe blisko zastpy nieprzyjaci - wtedy wydawao
mu si, e wszystkie niebezpieczestwa przeminy, e ten br to
gociniec jasny, ktry poprowadzi go wprost do krlewskiego majestatu.
I szed ten ndzarz zgodniay, zzibnity, mokry, uwalany we wasnej
krwi, w czerwonej rudzie i czarnym bocie - z radoci w sercu, z
nadziej, e wkrtce inaczej, potniej wrci do Zbaraa.
Ju nie zostaniecie w godzie i bez nadziei - myla o druhach w Zbarau
- bo krla sprowadz!"
I cieszyo si to serce rycerskie bliskim ratunkiem dla ksicia, dla
regimentarzy, dla wojska, dla Woodyjowskiego i Zagoby, i wszystkich
tych bohaterw zamknitych w zbaraskim okopie.
Gbie lene otwieray si przed nim i osaniay go cieniem.
 531
 Rozdzia XXIX 
We dworze toporowskim, w bawialnej komnacie, siedziao wieczorem
trzech panw zamknitych na tajemnej rozmowie. Kilka wiec jarzcych
palio si na stole pokrytym kartami przedstawiajcymi okolic, obok nich
lea wysoki kapelusz z czarnym pirem,. perspektywa, szpada z perow
rkojeci, na ktr narzucona bya koronkowa chustka, i para osiowych
rkawiczek. Za stoem, w wysokim porczastym krzele, siedzia
czowiek majcy lat okoo czterdziestu, do drobny i szczupy, ale silnie
zbudowany. Twarz mia niad, taw, zmczon, czarne oczy i tak
szwedzk peruk z dugimi lokami spadajcymi na plecy i ramiona.
Rzadki czarny ws, zaczesany przy kocach ku grze, zdobi jego grn
warg, dolna za wraz z brod wystawaa silnie naprzd, nadajc caej
fizjonomii charakterystyczny rys lwiej odwagi, dumy i uporu. Nie bya to
twarz pikna, ale wysoce niepospolita. Wyraz zmysowy, oznaczajcy
skonno do uciech, czy si w niej w dziwny sposb z pewn senn
martwot i chodem. Oczy byy jakby przygase, ale odgadywae atwo,
e w chwili uniesienia, wesooci lub gniewu mogy rzuca byskawice,
ktre nie kady wzrok zdoaby wytrzyma. Jednoczenie za malowaa
si w nich dobro i agodno.
Czarny ubir, zoony z atasowego kaftana i koronkowej kryzy, spod
ktrej wyglda zoty acuch, podnosi dystynkcj tej niezwykej postaci.
W ogle mimo smutku i trosk widocznych w licu i postawie, byo w niej
co majestatycznego. Jako by to sam krl, Jan Kazimierz Waza,
niespena od roku nastpca po bracie Wadysawie.
Nieco za nim, w pcieniu, siedzia Hieronim Radziejowski, starosta
omyski, czowiek niski, gruby, rumiany, z tust i bezczeln twarz
dworaka, a naprzeciwko, za stoem, trzeci pan, wsparty na okciu, patrzy
w karty przedstawiajce okolice, podnoszc od czasu do czasu wzrok na
krla.
Oblicze jego miao w sobie mniej majestatu, ale prawie wicej jeszcze
urzdowej godnoci ni krlewskie. Bya to poorana troskami i myl,
chodna i rozumna twarz ma stanu, ktrej surowo nie psua
nadzwyczajnej piknoci. Oczy mia bkitne, przenikliwe, cer mimo
wieku delikatn; polski wspaniay strj, szwedzka strzyona broda i
wysoki choch nad czoem dodaway jeszcze jego regularnym, jakby z
kamienia wykutym rysom senatorskiej powagi.
By to Jerzy Ossoliski, kanclerz koronny i ksi Rzymskiego Pastwa,
mwca i dyplomata podziwiany przez dwory europejskie, sawny
przeciwnik Jeremiego Winiowieckiego.
Nadzwyczajne jego zdolnoci wczenie zwrciy na uwag poprzednich
panowa i wczenie wyniosy go do najwyszych urzdw, na mocy
ktrych sterowa ca naw pastwow - w obecnej chwili blisk
ostatecznego rozbicia.
A jednak kanclerz by jakby stworzony na sternika takiej nawy.
Pracowity, wytrway, rozumny, patrzcy w dalsz przyszo,
obrachowywujcy na dugie lata, widby kade inne pastwo, z
wyjtkiem Rzeczypospolitej, do bezpiecznej przystani pewn i spokojn
rk; kademu innemu zapewniby si wewntrzn i dugie lata potgi...
gdyby tylko by samowadnym ministrem takiego na przykad monarchy,
jak krl francuski lub hiszpaski.
Wychowywany poza granicami kraju, wpatrzony w obce wzory, mimo
caej wrodzonej bystroci i rozumu, mimo dugoletniej praktyki nie mg
przywykn do bezsilnoci rzdu w Rzeczypospolitej i nie nauczy si z
ni przez cae ycie rachowa, chocia to bya skaa, o ktr rozbiy si
wszystkie jego plany, zamiary, usiowania - cho z jej przyczyny teraz
ju widzia w przyszoci przepa i ruin, a pniej umiera z rozpacz w
sercu.
By to genialny teoretyk, ktry nie umia by genialnym praktykiem - i
wpad w koo bdne bez wyjcia. Wpatrzony w jak myl, majc
wyda owoce w przyszoci, szed ku niej z uporem fanatyka, nie baczc,
e ta myl, w teorii zbawienna, moe wobec istniejcego stanu rzeczy
wyda w praktyce straszliwe klski.
Chcc wzmocni rzd i pastwo rozpta straszliwy ywio kozacki, nie
przewidziawszy, e hurza zwrci si nie tylko przeciw szlachcie,
magnackim latyfundiom, naduyciom, swawoli szlacheckiej, ale przeciw
najrdzenniejszym interesom samego pastwa.
Wsta ze stepw Chmielnicki i urs w olbrzyma. Na Rzeczpospolit
zwaliy si klski: tych Wd, Korsunia, Piawiec. Na pierwszym kroku
tene Chmielnicki poczy si z wrog krymsk potg. Grom pada za
gromem - pozostawaa tylko wojna i wojna. Straszliwy ywio naleao
przede wszystkim zgnie, by mc w przyszoci z niego korzysta - a
kanclerz zapatrzony w sw myl, jeszcze paktowa i zwczy - i wierzy
jeszcze - nawet Chmielnickiemu!
Sia rzeczy zdruzgotaa jego teorie; z kadym dniem okazywao si
janiej, e skutki usiowa kanclerskich s oczekiwanym wprost
przeciwne - a wreszcie przyszed Zbara i stwierdzi to najdowodniej.
Kanclerz upada pod brzemieniem zgryzot, goryczy i nienawici
powszechnej.
Wic czyni tak, jak czyni w dniach niepowodze i klsk ludzie, u
ktrych wiara w siebie jest silniejsza nad wszelkie klski: szuka winnych.
Winn bya caa Rzeczpospolita i wszystkie stany, jej przeszo i ustrj
pastwowy, ale kto z obawy, by skaa leca na skonie gry nie runa w
przepa, pragnie j wtoczy na wierzch, a nie policzy si z siami, ten
przypieszy tylko jej upadek. Kanclerz uczyni wicej i gorzej, bo do
pomocy wezwa rwcy, straszliwy potok kozaczy, nie baczc, e pd
jego moe tylko podmuli i powyrywa grunt, na ktrym skaa spoczywa.
Wic gdy on szuka winnych - wzajem i na niego zwracay si wszystkie
oczy jako na sprawc wojny, klsk i nieszcz.
Ale krl wierzy w niego jeszcze i wierzy tym bardziej, e gos
powszechny, nie oszczdzajc powagi majestatu - obwinia i jego samego
na rwni z kanclerzem.
Siedzieli wic w Toporowie strapieni i smutni, nie wiedzc dobrze, co im
pocz naley, bo przy krlu byo tylko dwadziecia pi tysicy wojska.
Wici rozesano za pno i zaledwie cz pospolitego ruszenia cigna
do tego czasu. Kto by przyczyn tej zwoki i czy nie bya ona jednym
wicej bdem upartej polityki kanclerza - tajemnica zagina midzy
krlem i ministrem - do, e w tej chwili czuli si obaj bezbronni wobec
potgi Chmielnickiego.
Co waniejsza jeszcze: nie mieli dokadnych o nim wieci. W obozie
krlewskim nie wiedziano dotd, czy chan z ca potg znajduje si przy
Chmielnickim, czy te towarzyszy tylko Kozakom Tuhaj-bej z kilkoma
tysicami ordy. Byo to pytanie tak wane, jak mier lub ycie. Z
samym Chmielnickim mgby w ostatecznoci krl poprbowa
szczcia, cho i buntowniczy hetman dziesi razy wiksz si
rozporzdza. Urok imienia krlewskiego znaczy dla Kozakw wiele -
wicej moe ni tumy pospolitego ruszenia niesfornej i nie wywiczonej
szlachty - ale jeeli i chan by obecny, mierzy si z tak przemoc byo
niepodobiestwem.
Tymczasem byy najrozmaitsze o tym wieci, a nikt nic nie wiedzia
dokadnie. Przezorny Chmielnicki skupi si, nie wypuci ani jednego
oddziau moojcw, ani zagonika Tatarw umylnie, aby krl nie mg
dosta jzyka. Buntowniczy hetman inny mia zamiar - oto zamkn
czci swych si konajcy ju Zbara, a samemu zjawi si
niespodzianie z ca potg tatarsk i kozack przed krlem - otoczy go
wraz z wojskiem i wyda w rce chana.
Wic nie bez powodu chmura okrya teraz twarz krlewsk, bo nie masz
wikszej dla majestatu boleci jak poczucie niemocy. Jan Kazimierz
wspar si bezwadnie o grzbiet krzesa, rk rzuci na st i rzek,
ukazujc na karty:
- Na nic to, na nic! Jzykw mi dostacie.
- Niczego i ja wicej sobie nie ycz - odpar Ossoliski.
- Czy podjazdy wrciy?
- Wrciy, ale nic nie przywiozy.
- Ani jednego jeca?
- Tylko chopw okolicznych, ktrzy nic nie wiedz.
- A pan Peka wrci? To przecie sawny zagoczyk.
- Miociwy krlu! - ozwa si zza krzesa starosta omyski - pan Peka
nie wrci i nie wrci, bo poleg.
Nastaa chwila milczenia. Krl utkwi pospny wzrok w ponce wiece i
pocz bbni palcami po stole.
- Nie maciee adnej rady? - rzek wreszcie.
- Czeka! - rzek powanie kanclerz.
Czoo Jana Kazimierza pokryo si zmarszczkami.
- Czeka? - powtrzy - a tam Winiowiecki i regimentarze zgorzej pod
Zbaraem!
- Jeszcze czas jaki wytrzymaj - rzek niedbale Radziejowski.
- Milczaby, moci starosto, gdy nie masz nic dobrego do powiedzenia.
- Wanie, miociwy panie, e mam rad.
- Jak?
- Posa kogo niby dla ukadw z Chmielnickim pod Zbara. Pose
przekona si, czy chan jest wasn osob, i z powrotem powie.
- Nie moe by - rzek krl. - Teraz, gdymy Chmielnickiego za
buntownika ogosili i cen naoyli na jego gow, i buaw nad
Zaporoem Zabuskiemu oddali, nie przystoi naszej powadze wchodzi z
Chmielnickim w rokowania.
- To do chana wysa - odrzek starosta.
Krl zwrci pytajcy wzrok na kanclerza, ktry podnis na swe
bkitne, surowe renice i po chwili namysu ozwa si:
- Rada byaby dobra, ale Chmielnicki bez adnej wtpliwoci posa
zatrzyma - i dlatego na nic by si to nie przydao.
Jan Kazimierz machn rk.
- Widzimy - rzek z wolna - e nie macie adnego sposobu - tedy ja wam
mj powiem. Oto ka trbi wsiadanego i rusz z caym wojskiem pod
Zbara. Nieche si dzieje wola boa! Tam si dowiemy, czy chan jest,
czy go nie ma.
Kanclerz zna niczym nie powstrzyman odwag krla i nie wtpi, e to
uczyni gotw. Z drugiej strony, wiedzia z dowiadczenia, i gdy krl
co zamierzy i zatnie si w przedsiwziciu, tedy adne odmowy nie
pomagaj. Wic nie sprzeciwi si od razu, pochwali nawet myl, ale
odradza popiech: przekada krlowi, e mona to uczyni jutro lub
pojutrze - a tymczasem mog nadej pomylne nowiny. Kady dzie
bdzie powiksza rozprenie midzy czerni, znkan klskami pod
Zbaraem i wieci o zblianiu si krlewskim. Bunt moe stopnie od
promieni majestatu jak nieg od promieni sonecznych - ale trzeba mu da
czas. Krl za nosi w sobie ocalenie caej Rzeczypospolitej i pod
odpowiedzialnoci wobec Boga i potomnoci nie powinien si naraa,
tym bardziej e w razie nieszczcia wojska zbaraskie byyby wanie
zgubione bez ratunku. Kanclerz mwi dugo i wymownie - rzekby:
popis to jaki krasomwczy. A wreszcie krla przekona, a zarazem i
zmczy. Jan Kazimierz wspar si znowu o grzbiet krzesa mruczc z
niecierpliwoci:
- Rbcie, co chcecie, bylem mia jzyka na jutro.
I znw nastaa chwila milczenia. W oknie stan ogromny zoty ksiyc,
ale w komnacie pociemniao, bo grzyby urosy na knotach wiec.
- Ktra godzina? - pyta krl.
- Pnoc blisko - odrzek Radziejowski.
- Nie bd spa tej nocy. Obz objad, a wy jedcie ze mn. Gdzie Ubald
i Arciszewski?
- W obozie. Pjd rzec, by konie podano - odpowiedzia starosta.
I zbliy si ku drzwiom. Wtem w sieni uczyni si jaki ruch; sycha
byo przez chwil yw rozmow, odgos pospiesznych krokw; wreszcie
drzwi otworzyy si na rozcie i wpad zdyszany Tyzenhauz, rkodajny
dworzanin krlewski.
- Miociwy krlu! - zawoa - towarzysz ze Zbaraa!
Krl zerwa si z krzesa, kanclerz powsta rwnie i obydwom wyrwa
si z ust okrzyk:
- Nie moe by!!
- Tak jest! stoi w sieniach.
- Dawaj go sam! - zawoa; krl klasnwszy w donie. - Niech umorzy
frasunek. Dawaj go sam, na Matk Najwitsz!
Tyzenhauz znikn w drzwiach i po chwili zamiast niego zjawia si w
nich jaka wysoka, nie znana posta.
- Bliej, moci panie! - woa krl - bliej! Radzi ci widzimy!
Towarzysz przysun si a do stou i na jego widok krl, kanclerz i
starosta omyski cofnli si w zdumieniu. Przed nimi sta jaki straszny
czowiek, a raczej widmo: achmany podarte na strzpki zaledwie
okryway jego wychude ciao; twarz mia sin, umazan botem i krwi;
oczy ponce gorczkowym wiatem, czarna, rozczochrana broda
spadaa mu na piersi, zapach trupi rozchodzi si od niego naokoo, a nogi
tak dray pod nim, e musia si o st wesprze.
Krl i dwaj panowie patrzyli na niego szeroko otwartymi oczyma. W tej
chwili drzwi otworzyy si i wesza hurma dygnitarzy wojskowych i
cywilnych: generaowie Ubald, Arciszewski, podkanclerzy litewski
Sapieha, starosta rzeczycki, pan sandomierski. Wszyscy stanwszy za
krlem patrzyli na przybysza - krl za rzek:
- Kto ty?
Ndzarz otworzy usta, chcia mwi, ale skurcz chwyci go za szczk,
broda zacza mu drga i zdoa wyszepta tylko:
- Ze... Zbaraa!
- Wina mu dajcie! - rzek jaki gos.
Podano w mgnieniu oka napeniony kubek - przybysz wypi go z
wysileniem. Przez ten czas kanclerz zrzuci z siebie deli i okry ni jego
ramiona.
- Moesz teraz mwi? - pyta po niejakim czasie krl.
- Mog - odpowiedzia pewniejszym gosem rycerz.
- Kto jest?
- Jan Skrzetuski... porucznik husarski...
- W czyjej subie?
- Wojewody ruskiego.
Szmer rozszed si po sali.
- Co sycha u was? co sycha? - pyta gorczkowo krl
- Ndza... gd... jedna mogia...
Krl zasoni oczy.
- Jezusie Nazareski! Jezusie Nazareski! - mwi cichym gosem
Po chwili znw spyta:
- Dugo si moecie trzyma?
- Prochw brak. Nieprzyjaciel w waach...
- Sia go?
- Chmielnicki... Chan ze wszystkimi ordami.
- Chan jest?
- Tak...
Nastao guche milczenie. Obecni spogldali po sobie - niepewno
odmalowaa si na wszystkich twarzach.
- Jakecie mogli wytrzyma? - spyta kanclerz z akcentem wtpliwoci.
Na te sowa Skrzetuski podnis gow, jakby nowa wstpia we sia;
byskawica dumy przebiega mu przez twarz i odrzek nadspodziewanie
silnym gosem:
- Dwadziecia szturmw odpartych, szesnacie bitew w polu wygranych,
siedmdziesit pi wycieczek...
I znowu nastao milczenie.
Wtem krl wyprostowa si, wstrzsn peruk jak lew grzyw, na
taw twarz wystpiy mu rumiece, a oczy pomieniay.
- Na Boga! - krzykn - dosy mi tych rad, tego stania, tej zwoki! Jest
chan czy go nie ma... przyszo pospolite ruszenie czy nie przyszo, na
Boga! Dosy mi tego! Dzi jeszcze ruszamy pod Zbara!
- Pod Zbara! pod Zbara! powtrzyo kilkanacie silnych gosw.
Twarz przybysza rozjania si jak zorza.
- Miociwy krlu i panie - rzek. - Przy tobie y i umiera!...
Na te sowa szlachetne serce krlewskie zmiko jak wosk i nie zwaajc
na wstrtn posta rycerza pan cisn mu gow rkoma i rzek:
- Milszy mi nieli inni w atasach. Na Matk Najwitsz, mniejszych
starostwami nagradzaj - jako nie bdzie to bez nagrody, co uczyni...
Nie przecz! dunikiem ci jestem!
A inni zaraz poczli wykrzykiwa za krlem:
- Nie byo jeszcze wikszego rycerza!
- Ten jest i midzy zbaraskimi najprzedniejszy!
- Niemierteln chwa pozyska!
- Jake to si przez Kozakw i Tatarw przedar?...
- W botach si ukrywaem, w trzcinach, lasami szedem... bdziem...
nie jadem.
- Je mu dajcie! - krzykn krl.
- Je! - powtrzyli inni.
- Okry go!
- Niech ci jutro konia i szaty dadz - rzek znowu krl. - Na niczym ci
zbywa nie bdzie.
Wszyscy przecigali si za przykadem krla w pochwaach dla rycerza.
Wnet poczto go znowu zarzuca pytaniami, na ktre z najwiksz
trudnoci odpowiada, bo osabienie ogarniao go coraz wiksze i ledwie
ju na wp by przytomny. Wtem przyniesiono posiek, a zarazem
wszed ksidz Cieciszowski, kaznodzieja krlewski.
Rozstpili mu si dygnitarze, bo by to ksidz wielce uczony, powaany i
sowo jego prawie wicej jeszcze znaczyo u krla ni kanclerskie, a z
ambony wypowiada, bywao, takie rzeczy, ktrych i na sejmie nie
bardzo kto mia poruszy. Otoczono go tedy i poczto rozpowiada, e
oto przyszed towarzysz ze Zbaraa, e tam ksi, lubo w godzie i
mizerii, gromi jeszcze chana, ktry jest obecny wasn osob, i
Chmielnickiego, ktry przez cay zeszy rok tylu ludzi nie utraci, ilu pod
Zbaraem - na koniec, e krl chce rusza na odsiecz, choby mu z
caym wojskiem zgorze przyszo.
Ksidz sucha w milczeniu poruszajc wargami i spogldajc co chwila
na wyndzniaego rycerza, ktry jad przez ten czas, bo mu krl nie kaza
zwaa na sw obecno i sam go jeszcze pilnowa, a od czasu do czasu
przepija do niego z maego srebrnego kusztyczka.
- A jake si zowie w towarzysz? - spyta wreszcie ksidz.
- Skrzetuski.
- Czy nie Jan?
- Tak jest.
- Porucznik ksicia wojewody ruskiego?
- Tak jest.
Ksidz wznis pomarszczon twarz w gr i znw modli si pocz, a
potem rzek:
- Chwalmy imi Pana, bo niezbadane s drogi, ktrymi czowieka do
szczliwoci i spokoju prowadzi. Amen. Ja tego towarzysza znam.
Skrzetuski dosysza i mimo woli zwrci oczy na twarz ksidza, ale
twarz, posta i gos obce mu byy zupenie.
- Wic waszmo to jeden z caego wojska podje si przej przez
obozy nieprzyjacielskie? - spyta go ksidz.
- Poszed przede mn towarzysz zacny, ale zgin- odpowiedzia
Skrzetuski.
- Tym wiksza twoja zasuga, e si potem i way. Miarkuj po
twojej ndzy, e straszna to musiaa by droga. Bg wejrza na tw
ofiar, na tw cnot, na twoj modo i przeprowadzi ci.
Nagle ksidz zwrci si do Jana Kazimierza.
- Miociwy krlu - rzek - wic to nieodmienne postanowienie waszej
krlewskiej moci i na ratunek ksiciu wojewodzie ruskiemu?
- Modlitwom waszym, ojcze - odpowiedzia krl - poruczam ojczyzn,
wojsko i siebie, bo wiem, e straszna to impreza, ale ju nie mog
pozwoli, aby ksi wojewoda zgorza w tym nieszczsnym okopie z
takim rycerstwem, jak owo ten towarzysz, ktry tu jest przed nami.
- Bg spuci wiktori! - zawoao kilkanacie gosw. 
Ksidz wnis rce do gry i nastaa cisza w sali.
- Benedico vos, in nomine Patris et Filii, et Spiritus sancti.
- Amen! - rzek krl.
- Amen! - powtrzyy wszystkie gosy.
Spokj rozla si po stroskanej dotychczas twarzy Jana Kazimierza i tylko
oczy jego rzucay blask niezwyky. Midzy zgromadzonymi rozleg si
szmer rozmowy o bliskiej wyprawie, bo wielu jeszcze wtpio, by krl
mg wyruszy natychmiast, on za wzi ze stou szpad i skin na
Tyzenhauza, by mu j przypi.
- Kiedy wasza krlewska mo chcesz ruszy? - pyta kanclerz.
- Bg zdarzy noc pogodn - odpar krl - konie si nie pogrzej. Moci
straniku obozowy - doda zwracajc si ku dygnitarzom - ka otrbi
wsiadanego.
Stranik ruszy natychmiast z komnaty. Kanclerz Ossoliski ozwa si z
cich uwag, e nie wszyscy gotowi i e wozy nie bd mogy ruszy
przede dniem, ale krl odpar natychmiast:
- Komu wozy milsze od ojczyzny i majestatu, to niech zostanie.
Sala pocza si wyprnia. Kady pieszy do swej chorgwi, by j na
nogi postawi" i do pochodu sprawi. Zostali w komnacie tylko krl,
kanclerz, ksidz i pan Skrzetuski z Tyzenhauzem.
- Miociwy panie - rzek ksidz - czegocie si mieli dowiedzie od tego
towarzysza, tocie si ju dowiedzieli. Trzeba mu te da folg, bo si
ledwie trzyma na nogach. Pozwle mnie wasza krlewska mo wzi
go do mojej kwatery i przenocowa.
- Dobrze, ojcze - odrzek krl. - Suszne to s dania. Niech go
Tyzenhauz i kto drugi odprowadzi, bo sam ju pewnie nie zajdzie Id,
id, towarzyszu miy, nikt tu lepiej od ciebie na spoczynek nie zarobi. A
pamitaj, em ci dunikiem. O sobie wprzd zapomn nim o tobie!
Tyzenhauz chwyci Skrzetuskiego pod rami i wyszli. W sieniach spotkali
starost rzeczyckiego, ktry podpar z drugiej strony chwiejcego si
rycerza; przodem szed ksidz, przed nim za pacholik z latarni. Ale
pacholik niepotrzebnie wieci, bo noc bya widna, cicha, ciepa. Wielki
zoty ksiyc pyn jak korab nad Toporowem. Z majdanu obozowego
dochodziy gwar ludzki, skrzypienie wozw i odgosy trb grajcych
pobudk. Z dala przed kocioem owieconym blaskiem miesica wida
ju byo gromady onierzy konnych i pieszych. We wsi konie ray. Ze
skrzypieniem wozw czy si dwik acuchw i guchy hurkot armat -
gwar wzmaga si coraz bardziej.
- Ruszaj ju! - rzek ksidz.
- Pod Zbara... na ratunek... - wyszepta Skrzetuski.
I nie wiadomo, czy z radoci, czy z trudw przebytych, czy dla obojga
razem zesab tak, e Tyzenhauz i starosta rzeczycki prawie go wlec
musieli.
Tymczasem kierujc si ku plebanii weszli midzy onierzy stojcych
przed kocioem. Byy to chorgwie sapieyskie i piechota
Arciszewskiego. Nie sprawieni jeszcze do pochodu, stali onierze
bezadnie, toczc si miejscami i zagradzajc przejcie.
- Z drogi! z drogi! - woa ksidz.
- A kto tam szuka drogi?
- Towarzysz ze Zbaraa.
- Czoem mu! czoem! - woay liczne gosy.
I rozstpowali si zaraz, ale inni toczyli si jeszcze bardziej, chcc
widzie bohatera. I patrzyli zdumieni na t ndz, na t twarz straszn,
owiecon blaskiem ksiyca - i szeptali do siebie zdumieni:
- Ze Zbaraa, ze Zbaraa...
Z najwikszym trudem doprowadzi ksidz Skrzetuskiego do plebanii.
Tam go wykpanego, obmytego z bota i krwi, kaza zoy na ku
miejscowego plebana, a sam wyszed natychmiast do wojsk, ktre
ruszay w pochd.
Skrzetuski by na wp przytomny, ale gorczka nie pozwalaa mu usn
zaraz. Nie wiedzia ju jednak, gdzie jest i co si stao. Sysza tylko gwar,
ttent, skrzypienie wozw, grzmicy pochd piechoty, krzyki onierzy,
odgos trb - i wszystko zlao si w jego uszach w jeden ogromny szum...
 Wojsko idzie" - mrukn sam do siebie... Tymczasem szum w pocz
si oddala, sabie, nikn, topnie... a wreszcie cisza obja Toporw.
Wwczas zdawao si Skrzetuskiemu, e razem z oem leci w jak
przepa bez dna.
 549
 Rozdzia XXX 
Spa dni kilka, a i po przebudzeniu nie opuszczaa go jeszcze za gorczka
i dugo jeszcze majaczy, gada o Zbarau, o ksiciu, o starocie
krasnostawskim, rozmawia z panem Michaem i z Zagob, krzycza:
Nie tdy!", na pana Longina Podbipit - o kniaziwnie tylko ani razu
nie wspomnia. Wida byo, e ta sia niezmierna, przez ktr zamkn w
sobie raz na zawsze pami o niej, nie opuszczaa go nawet w osabieniu i
chorobie. Natomiast zdawao mu si, e widzi nad sob pucoowat twarz
Rzdziana, zupenie jak widzia j wwczas, kiedy to ksi po
konstantynowskiej bitwie wysa go z chorgwiami pod Zasaw, by tam
wycina kupy swawolne, a Rzdzian zjawi si niespodziewanie na
noclegu. I ta twarz wprowadzaa zamt do jego myli, bo mu si
majaczyo, e czas stan w swym biegu i e nic si od owej pory nie
zmienio. Oto jest znowu nad Chomorem i pi w chacie, a zbudziwszy si
ruszy do Tarnopola odprowadzi chorgwie... Krzywonos, pogromion
pod Konstantynowem, uciek do Chmielnickiego... Rzdzian nadjecha z
Huszczy i siedzi nad nim... Skrzetuski chciaby przemwi, chciaby
wyda polecenie pacholikowi, by kaza konie kulbaczy - ale nie moe...
I znowu przychodzi mu do gowy, e nie jest nad Chomorem i e przecie
od tego czasu byo wzicie Baru - tu pan Skrzetuski zacina si w blu i
nieszczsna jego gowa znowu pogra si w ciemnoci. Nic ju nie wie,
nic nie widzi - lecz po chwili z tej nocy, z tego chaosu wyania si
Zbara... oblenie... Wic nie jest nad Chomorem? A jednak Rzdzian
siedzi nad nim, pochyla si ku niemu. Przez serca wycite w okiennicach
wpada do izby wizka jasnego wiata i owieca doskonale twarz
pachoka pen troskliwoci i wspczucia...
- Rzdzian! - woa nagle pan Skrzetuski.
- O mj jegomo! e te ju jegomo mnie pozna! - wykrzykuje
pachoek i przypada do ng paskich - Mylaem, e ju jegomo nigdy
si nie rozbudzi...
Nastaa chwila milczenia - sycha byo tylko szlochanie pachoka, ktry
wci ciska nogi paskie.
- Gdziem jest? - pyta pan Skrzetuski.
- W Toporowie... Jegomo ze Zbaraa do krla jegomoci przyszed...
Chwaa Bogu! chwaa Bogu!
- A krl gdzie jest?
- Poszed z wojskiem na ratunek ksiciu wojewodzie
Nastaa znowu chwila milczenia. zy radoci spyway cigle po twarzy
Rzdziana, ktry po chwili zacz powtarza wzruszonym gosem:
- e te ja jegomocine ciao jeszcze ogldam...
Potem wsta i otworzy okiennic, a z ni i okno.
Poranne wiee powietrze wpado do izby, a z nim i jasne wiato
dzienne. Z tym wiatem wrcia Skrzetuskiemu caa przytomno...
Rzdzian usiad w nogach ka...
- Tom ja ze Zbaraa wyszed? - pyta rycerz.
- Tak jest, mj jegomo... Nikt tego dokaza nie mg, czego jegomo
dokaza, i z jegomocinej przyczyny krl na ratunek poszed.
- Pan Podbipita przede mn prbowa, ale zgin...
- O dla Boga! Pan Podbipita zgin? Taki hojny pan i cnotliwy!... A mi
dech zaparo... Zali oni takiemu mocarzowi mogli da rady...
- Z ukw go ustrzelili...
- A pan Woodyjowski i pan Zagoba?
- Zdrowi byli, jakem wychodzi.
- To chwaa Bogu. Wielcy to jegomoci przyjaciele... Jeno mi ksidz
mwi zakaza...
Rzdzian umilk i przez czas jaki pracowa gow. Zamylenie odbio si
wyranie na jego pucoowatym obliczu. Po chwili ozwa si:
- Jegomo?
- A czego?
- A co te si z fortun pana Podbipity stanie? Podobno tam wsiw i
wszelkiej dobroci bez liku... Zali przyjacioom czego nie zapisa, bo jak
syszaem, nie mia rodziny?
Skrzetuski nie odpowiedzia nic, wic Rzdzian pozna, e mu nie w
smak pytanie, i tak znw mwi pocz:
- Ale chwali Boga, e pan Zagoba i pan Woodyjowski zdrowi;
mylaem, e ich Tatarzy ogarnli... Sia my biedy razem przeszli... jeno
mi ksidz mwi zakaza... Ej, mj jegomo, mylaem, e ju ich nigdy
nie zobacz, bo nas orda tak przycisna, e rady nijakiej nie byo.
- To ty by z panem Woodyjowskim i panem Zagob? Nic mi o tym
nie wspominali.
- Bo i oni nie wiedzieli, czym ocala, czym zgin...
- A gdzie to was orda tak przycisna?
- A za Poskirowem, w drodze do Zbaraa. Bo my, mj jegomo,
daleko, a za Jampol, jedzili... jeno ksidz Cieciszowski mwi
zakaza...
Nastaa chwila ciszy.
- Nieche wam Bg zapaci za wasze chci i trudy - rzek Skrzetuski - bo
ju wiem, po cocie tam jedzili. Byem i ja tam przed wami... na
prno...
- Ej, mj jegomo, eby nie ten ksidz... Ale to tak powiada: ja musz z
krlem jegomoci pod Zbara jecha, a ty (powiada do mnie) pana
pilnuj, jeno mu nie mw nic, bo dusza z niego wyjdzie.
Skrzetuski tak dalece rozsta si od dawna z wszelk nadziej, e i te
sowa Rzdziana nie wykrzesay w nim najmniejszej jej iskierki... Czas
jaki lea nieruchomie, a wreszcie pocz pyta:
- Skde ty tu si wzi przy ksidzu Cieciszowskim i przy wojsku?
- Mnie pani kasztelanowa sandomierska, pani Witowska, wysaa z
Zamocia z oznajmieniem do pana kasztelana, e si w Toporowie z nim
poczy... Mna to jest pani, mj jegomo, i chce koniecznie przy
wojsku by, byle si z panem kasztelanem nie rozcza... Wic ja do
Toporowa przyjechaem na dzie przed jegomocia. Pani sandomierskiej
rycho patrzy... powinna by ju by... ale c, kiedy on znowu z krlem
odjecha!
- Nie rozumiem, jake ty mg by w Zamociu, kiedy z panem
Woodyjowskim i panem Zagob za Jampol jedzi. Czemu to do
Zbaraa z nimi nie przyjecha?
- Bo widzi jegomo, jak nas orda wspara, tak ju nie byo adnej rady;
wic oni si we dwch caemu czambuowi zastawili, a ja uciekem i nie
oparem si a w Zamociu.
- Szczcie, e nie zginli - rzek Skrzetuski - ale mylaem, e lepszy
pachoek. Zali godzio ci si opuszcza ich w takiej opresji?
- Ej, mj jegomo, eby to my byli sami, we trzech, pewno bym ja ich
nie opuci, bo mi si serce krajao, alemy we czworo byli... wic oni
rzucili si na ord, a mnie sami kazali... ratowa... ebym to ja by
pewny, e jegomoci rado nie zabije... bo to my za Jampolem...
znaleli... ale e ksidz...
Skrzetuski pocz patrzy na pachoka i mruga oczyma jak czowiek,
ktry budzi si ze snu - nagle, rzekby, zerwao si co w nim, bo
poblad strasznie, siad na ou i krzykn grzmicym gosem:
- Kto z tob by?
- Jegomo! hej, jegomo! - woa pachoek przeraony zmian, jaka
zasza w twarzy rycerza.
- Kto z tob by? - krzycza Skrzetuski i chwyciwszy za ramiona
Rzdziana trz nim pocz i sam trzs si jak w febrze, i gnit
pachoka w elaznych rkach.
- To ju powiem! - woa Rzdzian - niech ksidz robi, co chce: panna z
nami bya, a teraz jest przy pani Witowskiej.
Skrzetuski zesztywnia, zamkn oczy i gowa jego opada ciko na
poduszki.
- Rety! - woa Rzdzian. - Pewno jegomo ostatni par puci! Rety,
com ja uczyni!...lepiej mi byo milcze. O dla Boga! jegomo
najdroszy, niech no jegomo przemwi... Dla Boga! susznie ksidz
zakazywa... jegomo! hej, jegomo!...
- Nic to! - ozwa si wreszcie Skrzetuski. - Gdzie ona jest?
- Chwaa Bogu, e jegomo ody... Lepiej ju nic nie powiem. Jest z
pani kasztelanow sandomiersk... rycho ich tu patrzy... Chwaa
Bogu!... niech no ju jegomo nie umiera... rycho ich tu patrzy... my
do Zamocia uciekli... i tam ksidz odda pann pani Witowskiej... dla
przystojnoci... e to w wojsku swawolnicy bywaj... Bohun j
uszanowa, ale o przygod nietrudno... Sia ja miaem kopotw, tylko
em to onierzom mwi: Ksicia Jeremiego krewna!...", wic
szanowali... Wydaem te na drog niemao...
Skrzetuski znowu lea nieruchomie, ale oczy mia otwarte, do puapu
wzniesione i twarz bardzo powan - wida modli si. Gdy skoczy,
zerwa si, siad na ou i rzek:
- Szaty mi daj - i ka konie kulbaczy!
- A gdzie to jegomo chce jecha?
- Szaty prdzej daj!
- Jakby jegomo wiedzia, e wszelakiego ochdstwa jest dosy, bo i
krl przed odjazdem nadawa, i rni panowie nadawali. I trzy koniki
bardzo foremne w stajni. ebym to cho jednego takiego mia!... ale
lepiej jeszcze jegomoci polee i wypocz, bo siy w jegomoci adnej
nie ma.
- Nic mi nie jest. Na konia mog siada. Na Boga ywego, popiesz si!
- Wiem ja to, e jegomocine ciao z elaza - nieche i tak bdzie. Tylko
mnie jegomo przed ksidzem Cieciszowskim obroni... Oto szaty tu
le... lepszych i u bawatnikw ormiaskich nie dostanie... Niech si
jegomo ubiera, a ja powiem, iby polewki winnej przynieli, bom te
ju sobie kaza ksiemu sudze uwarzy.
To rzekszy Rzdzian zakrztn si koo strawy, a Skrzetuski pocz
piesznie przywdziewa szaty zostawione w darze przez krla i panw.
Tylko raz w raz chwyta pachoka w ramiona i cisn go do wezbranej
piersi, a za pachoek opowiada mu wszystko ab ovo, jako Bohuna,
posieczonego przez pana Michaa, ale ju podleczonego, we Wodawie
spotka i jako si od niego o kniaziwnie wywiedzia i piernacz uzyska.
Jak potem poszli z panem Michaem i panem Zagob do Waadynieckich
jarw i ubiwszy wiedm i Czeremisa, kniaziwn uwieli, a wreszcie jak
wielkie spotykay ich niebezpieczestwa, gdy przed wojskami Buraja
uciekali.
- Buraja pan Zagoba usiek - wtrci gorczkowo Skrzetuski.
- Bitny to jest m - odpowiedzia Rzdzian - jeszczem te takiego nie
widzia, bo to jeden bywa mny, drugi mowny, trzeci frant, a w panu
Zagobie wszystko w kupie siedzi. Ale najgorzej to ju nam byo, mj
jegomo, w tych lasach za Poskirowem, gdy nas orda wspara. Pan
Micha z panem Zagob zostali, by ich na siebie cign i pogo
wstrzyma, ja za rzuciem si w bok ku Konstantynowu, Zbara
omijajc, bo ju takem myla, e zabiwszy pana maego i pana Zagob,
bd wanie ku Zbaraowi za nami gnali. Jako nie wiem, jakim tam
sposobem Bg w miosierdziu swoim wyratowa pana maego i pana
Zagob... Mylaem, e ich usiek. My tymczasem umykali z pann
midzy Chmielnickim, ktry od Konstantynowa cign, a Zbaraem, pod
ktry Tatarzy poszli.
- Nie poszli oni tam zaraz, bo ich pan Kuszel wypar. Ale mw prdzej!
- ebym ja to by wiedzia, alem nie wiedzia, wicemy przeciskali si z
pann midzy Tatary i Kozaki jak wwozem Szczciem kraj by pusty,
tak e nigdziemy ywego czeka nie spotkali, ni we wsiach, ni w
miasteczkach, bo wszystko pouciekao, gdzie kto mg, przed Tatarami.
Ale dusza mi na ramieniu siedziaa ze strachu, eby to mnie nie ogarnli,
czegom te w kocu nie unikn.
Skrzetuski przesta si ubiera i spyta:
- Jak to?
- A tak, mj jegomo; wpadem na podjazd kozacki Doca, brata onej
Horpyny, u ktrej panna w jarze siedziaa. Szczciem znaem go dobrze,
bo mnie przy Bohunie widywa. Pokoniem mu si od siostry, pokazaem
piernacz Bohunw i opowiedziaem wszystko: jako mnie Bohun po pann
posa i jako mnie czeka za Wodaw. A on, e to by Bohunowi
przyjacielem i wiedzia o tym, e siostra panny strzee, wic uwierzy.
Mylaem, e puci i jeszcze opatrzy na drog; ale on powiada tak: Tam
(powiada) pospolite ruszenie si zbiera, jeszcze wpadniesz w rce
Lachom; zosta powiada, ze mn, pojedziemy do Chmielnickiego; w
obozie bdzie dziewczynie najbezpieczniej, bo jej tam sam Chmielnicki
bdzie dla Bohuna strzeg." Jak mi to powiedzia, aem zmartwia, bo co
tu na to odrzec? Mwi tedy, e Bohun na ni czeka i e szyja moja w
tym, ebym j zaraz odwiz. A on na to: To damy zna Bohunowi - a
ty nie jed; bo tam Lachy". Zaczem si spiera, on te si spiera ze
mn, a wreszcie rzecze: Dziwno mi to, e si tak boisz midzy
Kozakw i - ej! czy nie zdrajca!" Dopiero zobaczyem, e nie ma
innej rady, jak noc umyka, bo ju zacz mnie podejrzewa. Sidme
poty na mnie biy, mj jegomo. Juem tedy wszystko gotowa do drogi,
gdy pan Peka od wojsk krlewskich w nocy nadszed.
- Pan Peka? - rzek wstrzymujc dech Skrzetuski.
- A jake, mj jegomo. Sawny to by zagoczyk pan Peka, ktren
niedawno poleg - Panie, wie nad jego dusz! - Nie wiem, czyby kto
lepiej potrafi od niego podjazd prowadzi i pod potg nieprzyjacielsk
si uwija - chyba jeden pan Woodyjowski. Ow przyszed pan Peka,
podjazd Docowy star, e i noga nie usza, a samego Doca wzi do
niewoli. Par niedziel temu, jak go na pal woami nawlekli - dobrze mu
tak! Ale i z panem Pek miaem biedy niemao, bo to by czek okrutnie
na cnot zawzity... Panie, wie nad jego dusz! Juem si ba, aby
panna, uszedszy krzywdy od Kozakw, nie doznaa gorszej od swoich...
Dopierom powiedzia panu Pece, e to ksicia naszego pana krewna. A
on, trzeba jegomoci wiedzie, e jak naszego ksicia, bywao,
wspomnia, to czapk zdejmowa i na sub si do niego zawsze
wybiera... Wic zaraz zacz pann szanowa i a het, do Zamocia, do
krla nas odprowadzi, a tam ksidz Cieciszowski (bardzo to wity
ksidz, mj jegomo) w opiek nas wzi i pani kasztelanowej
Witowskiej pann odda.
Skrzetuski odetchn gboko, po czym rzuci si na szyj Rzdziana.
- Przyjacielem mi bdziesz, bratem, nie sug - rzek - ale teraz ju
jedmy. Kiedy pani kasztelanowa miaa tu stan?
- W tydzie po mnie - a ju dziesi dni jest... a om jegomo bez
przytomnoci lea.
- Jedmy! jedmy! - powtrzy Skrzetuski - bo mnie rado rozerwie.
Lecz nim skoczy, da si sysze ttent na podwrzu i okna zamiy si
nagle komi i ludmi. Przez szyby dojrza pan Skrzetuski naprzd starego
ksidza Cieciszowskiego, a przy nim wychudzone twarze pana Zagoby,
Woodyjowskiego, Kuszla i innych znajomych wrd czerwonych
dragonw ksicych. Rozleg si wesoy okrzyk, a po chwili hurma
rycerzy z ksidzem na czele wpada do izby.
- Pokj zawarty pod Zborowem, oblenie zdjte! - woa ksidz.
Lecz Skrzetuski domyli si zaraz tego na sam widok towarzyszw
zbaraskich, a teraz by ju w objciach Zagoby i Woodyjowskiego,
ktrzy odbierali go sobie wzajmnie.
- Powiedzieli nam, e yw - krzycza Zagoba - ale tym wiksza rado,
e ci tak rycho i w zdrowiu ogldamy! Umylniemy tu po ciebie
przyjechali... Janie! ani wiesz, jak si saw okry i jaka ci nagroda
czeka!
- Krl nagrodzi - rzek ksidz - ale krl krlw wicej obmyli.
- Wiem ju - odpar Skrzetuski. - Niech was Bg nagrodzi! Rzdzian
wszystko mi wyzna.
- I rado ci nie zadusia? to i lepiej! Vivat Skrzetuski! vivat kniaziwna!
- krzycza Zagoba. - A co, Janie! nie pisnlimy ci o niej ani sowa,
bomy nie wiedzieli, czy ywa. Ale pachoek gracko z ni umyka. O
vulpes astuta! ksi czeka na was oboje... Ha! a pod Jahorlik
jedzilimy po ni. Zabiem monstrum piekielne, ktre jej strzego.
Uciekao przed wami tych dwunastu chopczyskw, ale teraz ich
dogonicie i przegonicie. Bd mia wnuki, moci panowie! Rzdzian,
mw, zali wielkich przeszkd nie doznae? Imaginuj sobie, e ca ord
wstrzymalimy we dwch z panem Michaem! Pierwszym si rzuci na
cay czambu! W wykroty si przed nami chowali - nic nie pomogo! Pan
Micha te dobrze stawa... Gdzie moja cruchna? Dajcie mi moj
cruchn!
- Niech ci Bg szczci, Janie! niech ci Bg szczci! - mwi may
rycerz biorc ponownie w ramiona Skrzetuskiego.
- Niech wam Bg zapaci za wszystko, cocie dla mnie uczynili. Sw mi
nie staje. yciem, krwi wam nie nagrodz! - odpowiedzia Skrzetuski.
- Mniejsza z tym! - woa Zagoba. - Pokj zawarty! kiepski pokj, moci
panowie, ale trudno. Dobrze, emy ten zapowietrzony Zbara opucili.
Bdzie teraz spokj, moci panowie. Nasza to praca i moja, bo gdyby
Buraj y dotd, na nic by si ukady nie zday. Na weselisko pojedziem.
Dalej, Janie! Trzymaj si ostro! Ani si domylasz, jaki ksi pan ma dla
ci prezent lubny! Kiedy indziej ci powiem, a teraz, gdzie moja
cruchna, u kaduka? Dawajcie tu moj cruchn! Ju jej Bohun nie
porwie: pierwej musiaby yka porwa! Gdzie moja cruchna najmilsza?
- Waniem na ko siada, by jecha naprzeciw pani sandomierskiej -
rzek Skrzetuski. - Jedmy, jedmy, bo rozum strac.
- Hajda, moci panowie! Jedmy z nim razem. Czasu nie traci! hajda!
- Pani sandomierska nie musi by daleko - rzek ksidz.
- Jazda! - doda pan Micha.
Ale Skrzetuski ju by za drzwiami i skoczy na konia tak lekko, jakby nie
dopiero co z oa boleci powstawa. Rzdzian trzyma si jego boku, bo
wola z ksidzem sam na sam nie zostawa. Pan Micha i Zagoba
przyczyli si do nich - i jechali co ko wyskoczy na czele gromady, a
caa gromada szlachty i czerwonych dragonw leciaa toporowieck drog
na ksztat kranych patkw maku, ktre wiatr niesie.
- Hajda! - krzycza Zagoba bijc pitami konia.
I tak lecieli z dziesi staja, a na skrcie gocica ujrzeli tu przed sob
szereg wozw i kolasek otoczony przez kilkudziesiciu pajukw; kilku z
nich widzc naprzeciw zbrojnych ludzi ruszyo zaraz z konia pyta, co by
byli za jedni?
- Swoi! od krlewskiego wojska! - krzykn pan Zagoba.
- A to kto jedzie?
- Pani kasztelanowa sandomierska! - brzmiaa odpowied.
Skrzetuskiego tak przybio wzruszenie, i sam, nie wiedzc, co czyni,
zsun si z konia i stan, chwiejc si, na boku gocica. Czapk zdj,
a po skroniach spywa mu pot obfity; i dra ten rycerz - przed
szczciem - na caym ciele. Pan Micha zeskoczy rwnie z kulbaki i
chwyci w ramiona osabego rycerza.
Za nimi stanli wszyscy na boku gocica z poodkrywanymi gowami, a
tymczasem szereg wozw i kolasek nadcign i pocz przechodzi,
mimo. Z pani Witowsk jechao kilkanacie rnych pa, ktre patrzyy
ze
zdziwieniem na rycerzy nie rozumiejc, co ma znaczy ta onierska
procesja przy gocicu.
A wreszcie w rodku orszaku ukazaa si kolaska ozdobniejsza od
innych; oczy rycerzy ujrzay przez jej otwarte okna powane oblicze
sdziwej damy, a obok niej sodk i liczn twarz Kurcewiczwny.
- Cruchna! - wrzasn Zagoba rzucajc si na olep ku karecie -
cruchna! Skrzetuski jest z nami... Cruchna!
W orszaku poczto woa: Stj! stj!" - uczyni si ruch i zamieszanie;
tymczasem Kuszel z Woodyjowskim prowadzili, a raczej wlekli
Skrzetuskiego do karety, on za osab zupenie i ciy im coraz bardziej.
Gowa zwisa mu na piersi i nie mg ju i, i opad na kolana przy
stopniach kolaski.
Lecz w chwil pniej silne a sodkie ramiona Kurcewiczwny
podtrzymyway osab i wyndznia gow rycerza.
Zagoba za widzc zdumienie pani sandomierskiej woa:
- To Skrzetuski, bohater ze Zbaraa ! On to si przedar przez
nieprzyjaci, on ocali wojska, ksicia, ca Rzeczpospolit! Niech im
Bg bogosawi i niech yj!
- Niech yj! vivant! vivant! - woaa szlachta.
- Niech yj! - powtrzyli ksicy dragoni, a grzmot rozleg si po
toporowieckich polach.
- Do Tarnopola! do ksicia! na wesele! - wykrzykiwa Zagoba. - A co,
cruchna? skoczona twoja niedola!... a dla Bohuna kat i miecz!
Ksidz Cieciszowski oczy mia podniesione do nieba, a usta jego
powtarzay cudne sowa natchnionego kaznodziei:
- Siejba bya w pakaniu, a niwo w weselu..."
Usadzono Skrzetuskiego w karecie obok kniaziwny - i orszak ruszy
dalej. Dzie by cudny, pogodny, dbrowy i pola pawiy si w wietle
sonecznym. Nisko po ugorach i wyej nad ugorami, i jeszcze wyej w
bkitnym powietrzu pyny ju tu i owdzie srebrne nitki pajczyny,
ktre pniejsz jesieni jakoby niegiem pokrywaj tamtejsze pola. I
spokj by wielki naokoo, jeno konie parskay rano w orszaku.
- Panie Michale - mwi Zagoba trcajc strzemieniem w strzemi
Woodyjowskiego - co mnie znowu uapio za grzdyk i trzyma, jak to
wwczas, kiedy pan Podbipita - wieczny mu odpoczynek! - wychodzi
ze Zbaraa : ale gdy pomyl, e si tych dwoje wreszcie znalazo, to tak
mi lekko na sercu, jakbym kwart petercymentu duszkiem wypi! Jeli i
ciebie maeska przygoda nie spotka, to na staro bdziem ich dzieci
hodowa. Kady do czego inszego si rodzi, panie Michale, a my dwaj
lepsi chyba do wojny ni do eniaczki.
May rycerz nie odpowiedzia nic, jeno pocz wsikami mocniej ni
zwykle rusza.
Jechali do Toporowa, a stamtd do Tarnopola, gdzie si mieli z ksiciem
Jeremim poczy i razem z jego chorgwiami do Lwowa na wesele
ruszy. Przez drog opowiada Zagoba pani sandomierskiej, co si w
ostatnich czasach stao, dowiedziaa si wic, e krl po nie
rozstrzygnitej, morderczej bitwie pod Zborowem zawar ukad z
chanem, niezbyt pomylny, ale zapewniajcy przynajmniej spokj na
czas jaki Rzeczypospolitej. Chmielnicki na mocy ukadu pozosta nadal
hetmanem i mia prawo z niezmiernych tumw czerni wybra sobie
czterdzieci tysicy regestrowych, za ktre ustpstwo zaprzysig
wierno i posuszestwo krlowi i stanom.
- Niechybna to jest rzecz - mwi Zagoba - e z Chmielnickim znowu
przyjdzie do wojny, ale jeli tylko buawa naszego ksicia nie minie,
inaczej to wszystko pjdzie...
- Powiedze wapan Skrzetuskiemu najwaniejsz rzecz - rzek
zataczajc bliej koniem may rycerz.
- Prawda - rzek Zagoba. - Chciaem zaraz od tego zacz, alemy tchu
dotd zapa nie mogli. Nic nie wiesz, Janie, co si po twoim wyjciu
stao: e Bohun jest u ksicia w niewoli.
Skrzetuski i Kurcewiczwna zdumieli na t niespodziewan wiadomo
do tego stopnia, e sowa wyrzec nie mogli - tylko ona rce otworzya - i
nastaa chwila milczenia, po czym dopiero Skrzetuski spyta:
- Jak to? jakim sposobem?
- Palec w tym boy - odpowiedzia Zagoba - nic innego, jeno palec boy.
Ukad ju by zawarty i wychodzilimy wanie z tego zapowietrzonego
Zbaraa, a ksi wybieg z jazd na lewe skrzydo pilnowa, by orda na
wojsko nie napada... e to oni czsto ukadw nie dotrzymuj. Wtem
nagle wataha z trzystu koni rzucia si na ca jazd ksic.
- Jeden Bohun mg tak rzecz uczyni! - zawoa Skrzetuski.
- On te to by. Ale nie na zbaraskich onierzw Kozakom si porywa!
Pan Micha wnet otoczy ich i wysiek do nogi, a Bohun, dwa razy przez
niego city, poszed w yka. Nie ma on szczcia do pana Michaa i sam
si ju musia o tym przekona, gdy wanie do trzech razy prbowa.
Ale on te nie czego innego, jeno mierci szuka.
- Pokazao si - dorzuci pan Woodyjowski - e chcia Bohun zdy
koniecznie spod Waadynki do Zbaraa, wszelako, e to droga duga,
wic nie zdy, i gdy si dowiedzia, e ju pokj zawarty rozum mu si
od wciekoci pomiesza i na nic ju nie zwaa.
- Kto mieczem wojuje, od miecza ginie, bo taka to ju jest fortuny
odmienno - rzek Zagoba. - To jest szalony Kozak i tym szaleszy, e
desperat. Okrutna wrzawa podniosa si z jego powodu midzy nami i
midzy hultajstwem. Mylelimy, e do wojny na nowo przyjdzie, bo
ksi pierwszy zakrzykn, e ukady zamali. Chmielnicki chcia, byo,
Bohuna ratowa, ale chan si na niego zawzi, e to powiada : Moje
sowo i moj przysig na hab poda."I Chmielnickiemu chan wojn
zagrozi, a do naszego ksicia przysa czausa z oznajmieniem, e Bohun
jest prywatny zbj - i z prob, eby ksi sprawy z tego nie czyni, a z
Bohunem postpi jak ze zbjem. Podobno te i o to chodzio chanowi,
eby Tatarzy jasyr mogli spokojnie odprowadzi, ktrego tyle nabrali, e
za dwa hufnale chopa bdzie mona w Stambule kupi.
- C ksi uczyni z Bohunem? - pyta niespokojnie Skrzetuski.
- Kaza, byo, ksi zaraz palik dla niego zastruga, ale si potem
rozmyli i tak powiada: Skrzetuskiemu go daruj, nieche z nim czyni,
co chce."Teraz w Tarnopolu Kozaczysko w podziemiu siedzi; cyrulik mu
eb opatruje. Mj Boe, ile to razy dusza ju powinna bya z niego
uciec! adnemu wilkowi psi tak skry nie natarmosili, jako my jemu.
Sam pan Micha trzy razy go poksa. Ale twarda to sztuka, cho i
prawd rzekszy, czek nieszczsny. Niech mu tam kat wieci! Nie mam
ja ju do niego rankoru, pomimo i okrutnie na mnie nastawa, a
niewinnie, bo i pijaem z nim, pospolitowaem si jak z rwnym pki na
ci, cruchno, rki nie podnis. Mogem go te pchn w Rozogach...
Ale to ju z dawna wiem, e nie masz adnej wdzicznoci na wiecie i
mao kto dobrym za dobre paci.
Niech go tam!...
Tu pan Zagoba pocz kiwa gow...
- A ty co z nim uczynisz, Janie? - spyta. - onierze mwi, e forysia z
niego zrobisz, bo chop pokany, ale nie chce mi si wierzy, eby tak
wanie postpi.
- Z pewnoci tego nie uczyni - odrzek Skrzetuski. - Wielkiej to jest
fantazji onierz, a e nieszczsny, tym bardziej go adn chopsk
funkcj nie pohabi.
- Niech mu Bg wszystko odpuci - rzeka kniaziwna.
- Amen! - doda Zagoba. - Prosi on mierci jako matki, by go zabraa... i
pewnie byby j znalaz, gdyby si by pod Zbara nie spni.
Zamilkli wszyscy, nad dziwnymi zmianami fortuny rozmylajc, a w
oddaleniu ukazaa si Grabowa, w ktrej zatrzymali si na pierwszy
popas. Zastali tam huk onierzy wracajcych ze Zborowa. Przyjecha i
pan kasztelan sandomierski, Witowski, ktry szed z pukiem na
spotkanie ony, i pan starosta krasnostawski, i pan Przyjemski - i moc
szlachty z pospolitego ruszenia, ktrej tdy droga do domostw wypadaa.
Dwr w Grabowej by spalony, rwnie jak i wszystkie inne budynki, ale
e dzie by cudny, cichy i ciepy, wic nie szukajc dachu nad gow,
wszyscy rozoyli si w dbrowie pod goym niebiem, przywieziono te i
znaczne zapasy jada i napitkw, wic czelad zaraz wzia si ywo do
przyrzdzania wieczerzy. Pan sandomierski kaza rozbi kilkanacie
namiotw w dbrowie dla niewiast i dygnitarzy - i stan jakby obz
prawdziwy. Rycerstwo kupio si przed namiotami, chcc si na
kniaziwn i Skrzetuskiego napatrzy. Inni rozmawiali o minionej wojnie;
ci, co nie byli pod Zbaraem, jeno pod Zborowem, wypytywali onierzy
ksicych o szczegy oblenia - i gwarno byo, i wesoo, zwaszcza e
Bg zdarzy dzie tak pikny.
Wodzi wic rej pan Zagoba midzy szlacht, opowiadajc po raz
tysiczny, jak to Buraja zabi, a Rzdzian midzy czeladzi, ktra uczt
przygotowywaa. Wszelako upatrzy zrczny pachoek stosown chwil i
odcignwszy Skrzetuskiego ks na stron, schyli si mu do ng
pokornie.
- Mj jegomo - rzek - chciabym i ja o ask jegomoci prosi.
- Trudno by mi byo odmwi ci czegokolwiek - odpowiedzia pan
Skrzetuski - gdy przez ciebie wszystko, co najlepsze, si stao.
- Zaraz ja te mylaem - rzek pachoek - e mi jegomo jakow
nagrod obmyli.
- Mw: czego chcesz?
Pucoowata twarz Rzdziana pociemniaa, a z oczu strzelia mu nienawi
i zawzito.
- Jednej aski prosz, niczego wicej nie chc - rzek - nieche mi
jegomo Bohuna daruje.
- Bohuna? - rzek ze zdziwieniem pan Skrzetuski. - C ty chcesz z nim
uczyni?
- Ju ja, mj jegomo, pomyl, eby moje nie przepado i eby mu z
lichw zapaci za to, e mnie w Czehrynie pohabi. Wiem, e jegomo
kae go pewnikiem zgadzi - nieche ja mu pierwej zapac!
Brwi Skrzetuskiego cigny si.
- Nie moe to by! - rzek stanowczo.
- O dla Boga! wolabym by zgin - zawoa aonie Rzdzian. - Na
toem wyy, by haba do mnie przyrosa!
- daj, czego chcesz - rzek Skrzetuski - niczego ci nie odmwi, ale to
nie moe by. Wejd w siebie, zapytaj ojcw, jeli nie grzeszniej bdzie
dotrzyma takowej obietnicy nieli jej poniecha. Do boskiej karzcej
rki ty swojej nie przykadaj, aby si za i tobie nie dostao. Zawstyd
si, Rzdzian. Ten czek i tak Boga o mier prosi, a przy tym ranny i w
ykach. Czyme mu chcesz by? katem? Bdziesz-li zwizanego habi
albo rannego dobija? zali Tatar czy rezun kozacki? Pkim yw, na to
nie pozwol, i nie wspominaj mi o tym.
W gosie pana Jana byo tyle siy i woli, e pachoek od razu straci
wszelk nadziej, wic tylko rzek paczliwym gosem:
- Jak on zdrw, to on i dwm takim jak ja daby rady, a jak chory, to mi
si mci nie przystoi - kiedy ja mu za swoje zapac?
- Zemst zostaw Bogu - rzek Skrzetuski.
Pachoek usta otworzy, chcia jeszcze co mwi, o co si pyta, ale
pan Jan odwrci si i poszed ku namiotom, przed ktrymi liczne zebrao
si towarzystwo. W rodku siedziaa pani Witowska, a obok niej
kniaziwna, naok za rycerze. Przed nimi nieco pan Zagoba, stojc bez
czapki, opowiada tym, ktrzy byli tylko pod Zborowem, oblenie
Zbaraa. Suchali go wszyscy dech w piersiach tamujc; twarze mieniy
si od wzruszenia i ci, co tam nie byli, z alem myleli o tym, e nie byli.
Pan Jan siad koo kniaziwny i wziwszy jej rk, do ust przycisn, a
potem wsparli si o siebie ramionami i siedzieli cicho. Soce schodzio
ju z nieba i z wolna czyni si wieczr. Skrzetuski zasucha si take -
jakby czego nowego dla siebie suchajc. Pan Zagoba obciera czupryn
- i gos jego rozbrzmiewa coraz silniej... Rycerzom wiea pami lub
imaginacja przywodzia przed oczy te krwawe dzieje: wic widzieli okop
jakoby morzem otoczony i wcieke szturmy; syszeli wrzaski i wycia, i
huk armat i samopaw, widzieli kniazia w srebrnych blachach na okopie
- wrd gradu kul... Potem ndz, gd, owe noce czerwone, w ktrych
mier krya jak zowrogi, wielki ptak nad okopem... wyjcie pana
Podbipity, Skrzetuskiego... I suchali wszyscy, czasem oczy wznoszc
do gry lub za gownie szabel chwytajc, a pan Zagoba tak koczy:
- Jedna to teraz mogia, jeden kopiec olbrzymi, a e pod nim nie ley
sawa Rzeczypospolitej i kwiat rycerstwa, i ksi wojewoda, i ja, i my
wszyscy, ktrych lwami zbaraskimi sami Kozacy nazywaj - on to
sprawi!
To rzekszy pan Zagoba wskaza Skrzetuskiego.
- Jako ywo, tak jest! - wykrzyknli Marek Sobieski i pan Przyjemski.
- Sawa mu! cze, dzikowanie! - poczy woa silne gosy rycerskie.
- Vivat Skrzetuski! Vivat moda para! Niech yje bohater! - woano coraz
silniej.
Uniesienie ogarno wszystkich zebranych. Jedni biegli po kielichy,
drudzy rzucali czapki w gr. onierze poczli dwicze szablami - i
wkrtce uczyni si jeden oglny gromki okrzyk:
- Sawa! sawa! niech yje! niech yje!
Skrzetuski jak prawdziwy rycerz chrzecijaski spuci pokornie gow -
ale kniaziwna wstaa, strzsna warkocze, rumiece biy jej na twarz, a
z oczu strzelaa duma, bo ten rycerz mia by jej mem, a sawa ma
pada na on jak wiato soca na ziemi.
* * *
Pn ju noc rozjechali si zgromadzeni w dwie strony. Pastwo
Witowscy, pan Przyjemski i starosta krasnostawski pocignli z pukami
w stron Toporowa, a Skrzetuski z kniaziwn i chorgwi
Woodyjowskiego do Tarnopola. Noc bya tak pogodna jak i dzie. Roje
gwiazd wieciy na niebie. Ksiyc zeszed i owieci pokryte pajczyn
pola. onierze poczli piewa; potem wstay biae opary z k i uczyniy
z okolicy jakby jedno olbrzymie jezioro owiecone blaskiem ksiyca.
W tak to noc wychodzi niegdy Skrzetuski ze Zbaraa i w tak noc
teraz czu bicie serca Kurcewiczwny przy swoim.
 572
 Rozdzia XXXI 
Lecz tragedia dziejowa nie zakoczya si ani pod Zbaraem, ani pod
Zborowem, a nawet nie zakoczy si tam jej akt pierwszy. W dwa lata
pniej zerwaa si znw caa Kozaczyzna do boju z Rzeczpospolit.
Wsta Chmielnicki silniejszy ni kiedykolwiek, a z nim szed chan
wszystkich ord - i ci sami wodze, ktrzy ju pod Zbaraem stawali: wic
dziki Tuhaj-bej i Urum-murza, i Artim-Girej, i Nuradyn, i Gaga, i
Amurat, i Subagazi. Supy poarw, jki ludzkie szy przed nimi - tysice
wojownikw pokryway pola, napeniay lasy, p miliona ust wydawao
okrzyki wojenne - i zdawao si ludziom, e przyszed ostatni kres na
Rzeczpospolit.
Lecz i Rzeczpospolita przebudzia si ju z odrtwienia, zerwaa z dawn
polityk kanclerza, z ukadami, z paktowaniem. Ju byo wiadomo, e
tylko miecz duszy spokj zapewni moe, wic gdy krl ruszy przeciw
nieprzyjacielskiej powodzi, szo z nim sto tysicy wojska i szlachty prcz
mrowia ciurw i czeladzi.
Nikogo nie brako z osb wchodzcych do niniejszego opowiadania. By
ksi Jeremi Winiowiecki z ca sw dywizj, w ktrej po staremu
suyli Skrzetuski i Woodyjowski z wolentarzem Zagob; byli obaj
hetmani, Potocki i Kalinowski, czasu tego ju z niewoli tatarskiej
wykupieni. By i pukownik Stefan Czarniecki, pniejszy szwedzkiego
krla Karola Gustawa pogromca, i pan Przyjemski, ktry wszystk
armat dowodzi, i genera Ubald, i pan Arciszewski, i pan starosta
krasnostawski, i brat jego starosta jaworowski, pniejszy krl Jan III, i
Ludwik Wejher wojewoda pomorski, i Jakub wojewoda malborski, i
chory Koniecpolski, i ksi Dominik Zasawski, i biskupi, i dygnitarze
koronni, i senatorowie - caa Rzeczpospolita z naczelnym swym wodzem,
krlem.
Na polach Beresteczka spotkay si wreszcie owe krociowe zastpy i tam
to stoczono jedn z najwikszych bitew w dziejach wiata, ktrej
odgosem brzmiaa caa wczesna Europa.
Trwaa ona trzy dni. Przez pierwsze dwa wayy si losy - w trzecim
przyszo do walnego boju, ktry przeway zwycistwo. Rozpocz w
bj ksi Jeremi. Dzie w pierwszego spotkania by dniem tryumfu dla
polityki straszliwego "Jaremy" - jemu wic pierwszemu przyszo na
nieprzyjaciela uderzy.
I widziano go na czele caego lewego skrzyda, jak bez zbroi, z go
gow, gna jak wicher po polu na olbrzymie zastpy zoone ze
wszystkich konnych moojcw zaporoskich, ze wszystkich Tatarw
krymskich, nohajskich, biaogrodzkich, z Turkw sylistryjskich i
rumelskich, z Urumbaw, janczarw, Serbw, Woochw, Perierw i
innych dzikich wojownikw zebranych od Uralu, Morza Kaspijskiego i
bot Meockich a do Dunaju.
I jak rzeka ginie z oczu w spienionych nurtach morskich, tak zginy z
oczu puki ksice w tym morzu nieprzyjaci. Chmura kurzawy wstaa
na rwninie niby rozszalaa trba powietrzna i zakrya walczcych...
Patrzyo na ten nadludzki bj cae wojsko - i krl, a podkanclerzy
Leszczyski wznis drzewo Krzya witego i bogosawi nim gincych.
Tymczasem z drugiego boku zachodzi wojsku krlewskiemu cay tabor
kozacki liczcy dwiecie tysicy ludzi, najeony armatami, ziejcy
ogniem, na ksztat smoka wysuwajcego powoli z lasw olbrzymie swe
kby.
Lecz w nim wysun cay ich ogrom - z owej kurzawy, w ktrej zginy
puki Winiowieckiego, poczli wypada jedcy, potem ich dziesitki,
potem setki, potem tysice, potem dziesitki tysicy - i pdzi ku
wzgrzom, na, ktrych sta chan, otoczony przez wyborowe swe
gwardie.
Dzikie tumy uciekay w szalonym popochu i bezadzie - puki polskie
gnay za nimi.
Tysice moojcw i Tatarw zasay pobojowisko, a midzy nimi lea,
rozcity koncerzem na dwoje, zakamieniay wrg Lachw, a wierny
Kozakw sojusznik, dziki i mny Tuhaj-bej.
Straszliwy ksi tryumfowa.
Lecz krl spostrzeg okiem wodza tryumf ksicy i postanowi zgnie
ordy, nim tabor kozacki nadcignie.
Ruszyy wszystkie wojska, hukny wszystkie dziaa, roznoszc mier i
zamieszanie; wnet brat chanowy, wspaniay Amurat, pad uderzony kul
w piersi. Zawrzasy bolenie ordy. Przeraony i ranny z samego pocztku
bitwy chan spojrza na pole. Z dala, wrd dzia i ognia, szed pan
Przyjemski i sam krl z rajtari, a z bokw huczaa ziemia pod ciarem
biegncej do boju jazdy.
Wwczas zadra Islam-Girej - i nie dotrzyma pola, i pierzchn, a za
nim pierzchny bezadnie wszystkie ordy i Woosza, i Urumbaowie, i
konni moojcy zaporoscy, i Turcy sylistryjscy, i poturczecy, jak chmura
pierzcha przed wichrem.
Uciekajcych dopdzi zrozpaczony Chmielnicki chcc baga chana, aby
do bitwy powrci - lecz chan rykn na jego widok z gniewu, wreszcie
kaza go Tatarom uchwyci, przywiza do konia i porwa ze sob.
Teraz pozosta tylko tabor kozacki.
Dowdca taboru, pukownik kropiweski Dziedziaa, nie wiedzia, co si
stao z Chmielnickim, lecz widzc klsk i haniebn ucieczk wszystkich
ord - wstrzyma pochd i cofnwszy si z taborem, usadowi si w
bagnistych widach Pleszowy.
Tymczasem burza zerwaa si na niebie i luny niezmierne potoki
deszczu. "Bg ziemi obmywa po sprawiedliwej bitwie."
Dde trway kilka dni i kilka dni odpoczyway krlewskie wojska,
zmczone poprzednimi bitwami - przez ten czas tabor opasywa si
waami i zmieni si w olbrzymi ruchom fortec.
Z powrotem pogody rozpoczo si oblenie - najdziwniejsze, jakie
kiedykolwiek w yciu widziano.
Sto tysicy krlewskiego wojska oblego dwukrostotysiczn armi
Dziedziay.
Krlowi brako armat, ywnoci, amunicji - Dziedziaa mia nieprzebrane
zasoby prochw, wszelkich zapasw, a oprcz tego siedemdziesit
ciszych i lejszych armat.
Ale na czele krlewskich wojsk sta krl - Kozakom brako
Chmielnickiego.
Wojska krlewskie byy oywione wieym zwycistwem - Kozacy
zwtpili o sobie.
Mino kilka dni - nadzieja powrotu Chmielnickiego i chana znika.
Wwczas rozpoczy si rokowania.
Przyszli do krla pukownicy kozaccy i bili mu czoem, proszc
zmiowania, obchodzili namioty senatorw, czepiali si sukien,
przyrzekajc choby spod ziemi wydosta Chmielnickiego i odda go
krlowi.
Serce Jana Kazimierza nie byo obce litoci - chcia puci do domw
czer i wojsko, byle wydano mu wszystk starszyzn, ktr postanowi
zatrzyma a do chwili wydania Chmielnickiego.
Lecz taki wanie ukad nie by po myli starszynie, ktra za ogrom
swych wystpkw nie spodziewaa si przebaczenia.
Wic w czasie ukadw trway bitwy, rozpaczliwe wycieczki i codziennie
laa si obficie krew polska i kozacka.
Moojcy w dzie walczyli z odwag i zaciekoci rozpaczy, lecz noc
chmary ich cae wieszay si pod obozem krlewskim wyjc ponuro o
miosierdzie.
Dziedziaa skania si do ukadw i sam chcia ponie w ofierze gow
sw krlowi, byle wykupi wojsko i lud.
Jednake rozruchy powstay w kozackim obozie. Jedni chcieli si
poddawa, inni broni do mierci, wszyscy za przemyliwali, jak by si
wymkn z taboru.
Ale najodwaniejszym wydawao si to niepodobiestwem.
Tabor otoczony by widami rzeki i olbrzymimi bagnami. Broni si w
nim mona byo cae lata, ale do odwrotu jedna tylko droga staa
otworem przez wojska krlewskie.
O tej drodze nikt nie myla w taborze.
Ukady przerywane bitwami wloky si leniwo; rozruchy w tumach
kozackich staway si coraz czstsze. W jednym z takich rozruchw
zrzucono z dowdztwa Dziedzia i obrano nowego wodza.
Nazwisko jego wlao now odwag w upade dusze kozacze - i odbiwszy
si gromkim echem w obozie krlewskim, rozbudzio w kilku sercach
rycerskich zatarte wspomnienia przebytych blw i nieszcz.
Nowy wdz zwa si Bohun.
Ju poprzednio wysokie on zajmowa stanowisko midzy kozactwem w
radzie i boju. Gos powszechny ukazywa na niego jako na nastpc
Chmielnickiego, ktrego w nienawici do Lachw jeszcze przewysza.
Bohun pierwszy z kozackich pukownikw stan wraz z Tatarami pod
Beresteczkiem na czele pidziesiciu tysicy ludzi. Bra udzia w
trzechdniowej bitwie jedcw - i pogromiony wraz z chanem i ordami
przez Jeremiego, zdoa wyprowadzi z pogromu wiksz cz swych si
i znale schronienie w taborze. Teraz po Dziedziale partia
nieprzejednanych oddaa mu naczelne dowdztwo ufajc, e on jeden
potrafi uratowa tabor i wojsko.
I istotnie mody wdz ani chcia sysze o ukadach - pragn bitwy i krwi
przelewu, choby i w tej krwi sam mia uton.
Lecz wkrtce przekona si, e z tymi zastpami nie mona byo ju
myle o przejciu zbrojn rk po trupach krlewskiego wojska - wic
chwyci si innego sposobu.
Historia zachowaa pami tych bezprzykadnych usiowa, ktre
wspczesnym wydaway si godnymi olbrzyma, ktre mogy byy ocali
wojsko i czer.
Bohun postanowi przej przez bezdenne bagna Pleszowej, a raczej
zbudowa przez te bagna taki most, by po nim mogli przej wszyscy
obleni. Wic lasy cae poczy pada pod siekierami Kozakw i ton
w botach; rzucano w nie wozy, namioty, kouchy, wity - i most
przedua si z dniem kadym.
Zdawao si, e dla tego wodza nie masz nic niepodobnego
Krl zwczy szturm nie chcc przelewu krwi, lecz widzc te olbrzymie
roboty pozna, i nie ma innej rady, i kaza otrbi w wojsku, by si na
wieczr gotowano do ostatecznej rozprawy.
Nikt nie wiedzia o tym zamiarze w taborze kozackim - most przedua
si jeszcze ca noc poprzedni; rankiem za Bohun wyjecha na czele
starszyzny obejrze roboty.
Byo to w poniedziaek, sidmego lipca 1651 roku. Ranek dnia tego wsta
blady, jakby przeraony, zorze na wschodzie byy krwawe, soce
wzeszo rude, chorobliwe, krwawy jaki odblask owieca wody i lasy.
Z obozu polskiego wyganiano konie na pasz; tabor kozacki szumia
gosami rozbudzonych ludzi. Porozpalano ogniska i gotowano straw
porann. Wszyscy widzieli odjazd Bohuna, jego orszaku i idcej za nim
jazdy, z pomoc ktrej wdz chcia spdzi wojewod bracawskiego
zajmujcego tyy taboru i psujcego z armat roboty kozackie.
Czer patrzya na odjazd spokojnie, a nawet z otuch w sercu. Tysice
oczu odprowadzao modego wojownika i tysice ust mwio za nim:
- Boe ci bogosaw, sokole!
Wdz, orszak i jazda oddalajc si z wolna od taboru doszli do brzegu
lasu, mignli jeszcze raz w porannym socu i poczli si zasuwa za
chaszcze.
Wtem jaki straszny, przeraliwy gos zakrzykn, a raczej zawy przy
bramie taboru:
- Lude, spasajtes!
- Starszyzna ucieka! - krzykno naraz kilkanacie gosw.
- Starszyzna ucieka! - powtrzyy setki i tysice ludzi. Szmer poszed
przez tumy, jak kiedy wicher uderzy w br - i naraz krzyk okropny,
nieludzki wyrwa si z dwukrostotysicznej gardzieli:
- Spasajtes! spasajtes! Lachy! Starszyzna ucieka!
Masy ludzkie wezbray naraz na ksztat rozszalaego potoku. Zdeptano
ogniska, poprzewracano wozy, namioty, rozerwano ostrokoy; ciskano
si, duszono. Straszliwa panika porazia obdem wszystkie umysy. Gry
cia zatamoway wnet drog - wic deptano po trupach wrd ryku,
zgieku, wrzasku, jkw. Tumy wylay si z majdanu, wpaday na
pomost, spychay si w bagna, toncy chwytali si w konwulsyjne uciski
i wyjc do nieba o miosierdzie, zapadali si w chodne, ruchome bota.
Na pomocie wszcza si bitwa i rze o miejsca. Wody Pleszowej
zapeniy si i zatkay ciaami. Nemezis dziejowa spacaa straszliwie za
Piawce Beresteczkiem. Wrzaski okropne doszy do uszu modego wodza
i wnet zrozumia, co si stao. Lecz na prno zawrci w tej chwili do
taboru, na prno lecia naprzeciw tumom ze wzniesionymi do nieba
rkami. Gos jego zgin w ryku tysicw - straszliwa rzeka uciekajcych
porwaa go wraz z koniem, orszakiem i ca jazd i niosa na zatracenie.
Wojska koronne zdumiay si na widok tego ruchu, ktry zrazu wielu za
jaki atak rozpaczliwy poczytao - lecz oczom trudno byo nie wierzy.
W kilka chwil pniej, gdy zdziwienie przeszo, wszystkie chorgwie nie
czekajc nawet rozkazw ruszyy na nieprzyjaciela, a w przodzie sza jak
wicher chorgiew dragoska, na ktrej czele lecia may pukownik z
szabl nad gow.
I nasta dzie gniewu, klski i sdu... Kto nie by zduszon lub si nie
utopi, szed pod miecz. Spyny krwi rzeki tak, e nie rozpoznae, czy
krew, czy woda w nich pynie. Obkane tumy jeszcze bezadniej zaczy
si dusi i spycha w wod, i topi... Mord napeni te okropne lasy i
zapanowa w nich tym straszliwiej, e potne watahy poczy si broni
z wciekoci.
Toczyy si bitwy na botach, w kniejach, na polu. Wojewoda bracawski
przeci odwrt uciekajcym. Prno krl rozkazywa powstrzymywa
onierzy. Lito zgasa i rze trwaa a do nocy; rze taka, jakiej najstarsi
nie pamitali wojownicy i na ktrej wspomnienie wosy staway im
pniej na gowach.
Gdy wreszcie ciemnoci okryy ziemi, sami zwycizcy byli przeraeni
swym dzieem. Nie piewano Te Deum i nie zy radoci, lecz zy alu i
smutku pyny z dostojnych oczu krlewskich.
Tak rozegra si akt pierwszy dramatu, ktrego autorem by Chmielnicki.
Lecz Bohun nie zoy wraz z innymi gowy w tym dniu straszliwym.
Jedni mwili, e spostrzegszy klsk, pierwszy ratowa si ucieczk; inni,
e ocali go pewien rycerz znajomy. Prawdy nikt nie mg dociec.
To tylko pewne, e w nastpnych wojnach czstokro wypywao jego
nazwisko midzy nazwiskami najsynniejszych wodzw kozackich.
Postrza z jakiej mciwej rki dosign go w kilka lat pniej, lecz i
wwczas nie przyszed na niego kres ostatni. Po mierci ksicia
Winiowieckiego, ktry z trudw wojennych umar, gdy pastwo
ubniaskie odpado od ciaa Rzeczypospolitej, Bohun zawadn wiksz
czci jego obszarw. Mwiono, e w kocu i Chmielnickiego nie chcia
nad sob uznawa. Sam Chmielnicki, zamany, przeklinany przez wasny
lud, szuka protekcji postronnych, dumny za Bohun odrzuca wszelk
opiek i gotw by szabl swobody swej kozaczej broni.
Mwiono take, e umiech nie posta nigdy na ustach tego szczeglnego
czowieka. y nie w ubniach, ale w wiosce, ktr z popiow
odbudowa i ktra zwaa si Rozogi. Tam te podobno umar.
Wojny domowe przeyy go i cigny si jeszcze dugo. Przysza potem
zaraza i Szwedzi. Tatarzy stale prawie gocili na Ukrainie zagarniajc
tumy ludu w niewol. Opustoszaa Rzeczpospolita, opustoszaa Ukraina.
Wilcy wyli na zgliszczach dawnych miast i kwitnce niegdy kraje byy
jakby wielki grobowiec. Nienawi wrosa w serca i zatrua krew
pobratymcz.
