Pan Woodyjowski
Wstp 
Po wojnie wgierskiej, po ktrej odby si lub pana Andrzeja Kmicica z
pann Aleksandr Billewiczwn, mia take wstpi w zwizki
maeskie z pann Ann Borzobohat Krasiesk rwnie sawny i
zasuony w Rzeczypospolitej kawaler - pan Jerzy Micha Woodyjowski,
pukownik chorgwi laudaskiej. Ale przyszy znaczne mitrgi, ktre
spraw opniy i przewloky. Panna Borzobohata bya wychowanic
ksinej Jeremiowej Winiowieckiej, bez ktrej pozwolenia adn miar
na wesele zgodzi si nie chciaa, musia wic pan Micha pann w
Wodoktach z powodu niespokojnych czasw zostawi, a sam do
Zamocia po pozwolenie i bogosawiestwo jecha. Lecz nie wiecia mu
pomylna gwiazda, gdy ksinej w Zamociu nie zasta, ktra dla
edukacji syna do Wiednia na dwr cesarski si udaa. Wytrway rycerz
pody za ni i do Wiednia, cho mu to sia czasu zabrao. Tam
zaatwiwszy szczliwie sprawy, z dobr otuch do ojczyzny powraca.
Czasy, wrciwszy, zasta niespokojne; wojsko do zwizku szo, na
Ukrainie bunty trway - od wschodniej ciany nie gas poar. Zacigano
nowe wojska, aby cho jako tako granice osoni. Zanim wic pan Micha
z powrotem do Warszawy dojecha, zasta listy zapowiednie na jego imi
z ramienia wojewody ruskiego wydane. Uwaajc za, e ojczyzna
zawsze przed prywat i powinna, myli o prdkim weselu poniecha, a
na Ukrain ruszy. Kilka lat w tamtych stronach wojowa majc zaledwie
sposobn por list od czasu do czasu do utsknionej panienki posa,
yjc w ogniu, w niewypowiedzianych trudach i pracy. Potem do Krymu
posowa; potem przysza nieszczliwa, domowa, z panem Lubomirskim
wojna, w ktrej po stronie krlewskiej przeciw bezecnikowi onemu i
zdrajcy walczy; potem pod panem Sobieskim znw na Ukrain ruszy.
Rosa std sawa jego imieniowi tak znaczna, e go powszechnie za
pierwszego onierza Rzeczypospolitej uwaano, ale lata pyny mu w
trosce, wzdychaniach, utsknieniu. A nadszed wreszcie rok 1668, w
ktrym z rozkazu pana kasztelana na wypoczynek odesan, z pocztkiem
lata po mi pann pojecha i zabrawszy takow z Wodoktw, do
Krakowa dy. Ksina Gryzelda bowiem, ktra ju bya wrcia z
krajw cesarskich, tam go na wesele zapraszaa, sama ofiarujc si by
matk panience. Kmicicowie zostali we Wodoktach nie spodziewajc si
rychej od Woodyjowskiego wiadomoci i zupenie nowym gociem,
ktry si do Wodoktw obiecywa, zajci. Albowiem a do tej pory
Opatrzno odmwia im dzieci; teraz miaa nastpi szczliwa a zgodna
z ich pragnieniami odmiana. By to nadzwyczaj urodzajny rok. Zboa
wyday plon tak obfity, e gumna pomieci go nie mogy, i cay kraj, jak
szeroki i dugi, okry si stertami. W okolicach, opustoszaych przez
wojn, mody br urs jednej wiosny tak znacznie, jak w innych czasach
i przez dwa lata uro by nie zdoa. Bya obfito zwierza i grzybw w
lasach, ryb w wodach, jakby ta niezwyczajna podno ziemi udzielia si
wszystkim istotom na niej zamieszkaym. Przyjaciele Woodyjowskiego
wyprowadzali std pomylne i dla jego oenku wrby, ale ow losy
postanowiy inaczej.
 Rozdzia I 
Pewnego piknego dnia jesieni siedzia sobie pod cienistym dachem
letnika pan Andrzej Kmicic i popijajc mid poobiedni, spoglda przez
obrose dzikim chmielem kraty na on, ktra przechadzaa si piknie
umiecion ulic przed letnikiem. Niewiasta bya urodziwa nad miar,
jasnowosa, o pogodnej, nieledwie anielskiej twarzy. Chodzia z wolna i
ostronie, bo byo w niej peno powagi bogosawiestwa.
Pan Andrzej Kmicic patrzy na ni okrutnie rozkochany. Gdzie si
ruszya, tam wzrok jego zwraca si za ni z takim przywizaniem, z
jakim pies wodzi oczyma za panem. Chwilami za umiecha si, bo by z
jej widoku rad bardzo, i wsa do gry podkrca.
A wwczas pojawia si w jego twarzy pewien wyraz wesoego
hultajstwa. Zna onierz by z przyrodzenia krotofilny i za kawalerskich
lat musia moc figlw napata.
Cisz w sadzie przeryway tylko odgosy spadajcych na ziemi
przejrzaych owocw i brzczenie owadw. Pogoda ustalia si cudnie.
By to pocztek wrzenia. Soce nie prayo ju za mocno, ale rzucao
jeszcze obfite zote blaski. W blaskach owych lniy si czerwone jabka
wrd szarych lici siedzce tak obficie, e drzewa zdaway si by nimi
oblepione. Gazie liw giy si pod owocem okrytym siwym woskiem.
Pierwsze zapowiednie nitki pajczyny, pouczepiane do drzew, chwiay
si wraz z leciuchnym powiewem, tak lekkim, i nie szeleci nawet
limi.
Moe i owa pogoda na wiecie napawaa tak pana Kmicica wesooci,
bo oblicze rozjaniao mu si coraz wicej. Wreszcie pocign miodu i
rzek do ony:
- Oleka, a pjd ino tu! Co ci rzekn.
- Byle nie co takiego, czego nierada sucham.
- Jak mi Bg miy, nie! Daj ucho!
To rzekszy obj j wp, przysun wsy do jej jasnych wosw i
szepn:
- Jeli bdzie chop, to niech mu bdzie Micha.
Ona za odwrcia twarz nieco zaponion i odszepna mu z kolei:
- A obiecae si nie przeciwia, eby by Herakliusz?
- Bo widzisz, dla Woodyjowskiego...
- Zali nie pierwsza pami dziada?
- I mego dobrodzieja... Hm! prawda... Ale drugiemu bdzie Micha! Nie
moe inaczej by!
Tu Oleka wstawszy prbowaa si uwolni z rk pana Andrzeja
Kmicica, ale on, przygarnwszy j jeszcze silniej do siebie, pocz
caowa po ustach, po oczach, powtarzajc przy tym :
- A mj ty krociu, mj tysicu, moje ty kochanie najmilsze!
Dalsz rozmow przerwa im pachoek, ktry ukaza si na kocu ulicy i
szed spiesznie ku letnikowi.
- Czego chcesz? - spyta Kmicic puszczajc on.
- Pan Charamp przyjecha i czeka na pokojach - odrzek pacho.
- A ow i on sam ! - zawoa Kmicic na widok ma zbliajcego si ku
altanie. - Dla Boga, jake mu wsy posiwiay! Witaj, towarzyszu miy!
witaj, stary kompanionie!
To rzekszy wypad z altany i bieg naprzeciw pana Charampa z
roztworzonymi rkoma.
Ale pan Charamp skoni si naprzd nisko Olece, ktr za dawnych
czasw na kiejdaskim dworze u ksicia wojewody wileskiego widywa,
nastpnie przycisn jej do do swoich niezmiernych wsw, za czym
dopiero rzuciwszy si w objcia Kmicica zalocha na jego ramieniu.
- Dla Boga, co waci jest? - zawoa zdumiony gospodarz.
- Jednemu Bg przysporzy szczcia - odrzek Charamp -a drugiemu
umkn. Smutku za mojego powody samemu tylko waszmoci
opowiedzie mog.
Tu spojrza na pani Andrzejow, ona za domyliwszy si, e przy niej
nie chce mwi, rzeka do ma:
- Przyl waszmociom miodu, a teraz ich samych zostawuj...
Kmicic pocign pana Charampa do letnika i usadowiwszy go na awie,
zawoa:
- Co jest? Pomocy ci trzeba? Licze na mnie jako na Zawisz!
- Nic mi nie jest - odpowiedzia stary onierz - adnej te pomocy nie
potrzebuj, pki t oto rk i t szabl rucha mog; ale nasz przyjaciel,
najgodniejszy w Rzeczypospolitej kawaler, w srogim strapieniu, nie
wiem, czyli dycha jeszcze.
- Na rany Chrystusa! Woodyjowskiemu si co przygodzio?
- Tak jest! - odrzecze Charamp, nowe strumienie ez wypuszczajc.-
Dowiedz si waszmo, e panna Anna Borzobohata ten oto pad
opucia.
- Zmara ! - krzykn Kmicic chwytajc si obiema rkoma za gow.
- Jako ptak grotem ugodzon.
Nastaa chwila milczenia; tylko jabka spadajce biy tu i owdzie ciko w
ziemi; tylko pan Charamp sapa coraz goniej, pacz hamujc. Kmicic
za zaama rce i powtarza kiwajc gow:
- Miy Boe! miy Boe! miy Boe!
- Waszmo si nie dziw moim luzom - rzek wreszcie Charamp - bo
jeli waci na sam wie tylko o przygodzie dolor nieznonie serce
ciska, c dopiero mnie, ktrym patrzy i na jej konanie, i na jego bole
przechodzc miar przyrodzon.
Tu wszed suga z gsiorkiem na tacy i drug szklenic, a za nim pani
Andrzejowa, ktra przecie ciekawoci pokona nie moga.
Spojrzawszy teraz w twarz ma i widzc w niej gbokie strapienie
rzeka zaraz:
- Co to za wieci waszmo przywiz? Nie oddalajciee mnie. Bd was
ile si godzi pociesza albo zapacz z wami, albo rad jakow posu...
- Ju i w twojej gowie rady si na to nie znajdzie - odrzek pan Andrzej.
- Ale boj si, eby z alu na zdrowiu szwanku nie poniosa.
A ona na to:
- Sia ja wytrzyma umiem. Gorzej y w niepewnoci...
- Anusia zmara! - rzek Kmicic.
Oleka przyblada troch i opucia si ciko na awk; myla Kmicic,
e omdleje, ale al wzi w niej gr nad nagoci wieci i paka
pocza, a obaj rycerze zawtrowali jej zaraz.
- Oleka - rzek wreszcie Kmicic pragnc myl ony w inn stron
skierowa - zali ty nie mylisz, e ona w raju?
- Nie nad ni ja, jeno za ni pacz i nad pana Michaowym sieroctwem,
bo co do jej szczliwoci wiekuistej, chciaabym mie dla siebie tak
nadziej zbawienia, jak mam dla niej. Nie byo nad ni zacniejszej
panienki, lepszego serca, poczciwszej! Oj! moja Anulka! moja Anulka
kochana!...
- Widziaem jej mier - rzek Charamp - nie daj Boe nikomu mniej
pobonej.
Tu nastao milczenie, a gdy im nieco alu zami spyno, ozwa si
Kmicic:
- Powiadaj waszmo, jako to byo, miodem w najaoniejszych
miejscach przepijajc.
- Dzikuj - odrzek Charamp. - Od czasu do czasu przepij, jeli
waszmo do mnie przepijesz, bo bl nie tylko za serce, ale i za gardziel
jako wilk chwyta, a gdy chwyci, to bez jakowego ratunku zgoa zadawi
moe. Byo tak. Jechaem z Czstochowy w rodzinne strony, by spokoju
na stare lata zay i na dzierawie zasi. Do mi ju wojny, bom j
wyrostkiem praktykowa pocz, a teraz mam ju wiechy siwe. Chyba
ebym cakiem wysiedzie nie mg, to jeszcze pod jak chorgiew rusz;
ale owe zwizki wojskowe z krzywd ojczyzny, a na pociech
nieprzyjaci erygowane i owe domowe wojny do reszty mi Bellon
zbrzydziy... Miy Boe! pelikan krwi dzieci karmi, prawda! Ale tej
ojczynie ju i krwi w piersiach nie staje. widerski by wielki onierz...
Niech go tam Bg sdzi!..
- Moja Anulu najmilsza! - przerwaa z paczem pani Kmicicowa -to eby
nie ty, co by si ze mn i z nami wszystkimi stao?... Ucieczk mi bya i
obron! Moja Anulu kochana!
Syszc to Charamp rykn znowu, ale na krtko, bo mu Kmicic
przerwa pytaniem:
- A Woodyjowskiego gdzie wa spotka?
- Woodyjowskiego spotkaem tako w Czstochowie, gdzie oboje
spoczynek umylili, bo si tam po drodze ofiarowali. Zaraz mi
powiedzia, jako z narzeczon z waszych stron do Krakowa jedzie, do
ksinej Gryzeldy Winiowieckiej, bez ktrej pozwolenia i
bogosawiestwa panna adn miar lubu wzi nie chciaa.
Dziewczyna bya jeszcze wonczas zdrowa, a on wes jak ptak. "Ot -
powiada - da mi Pan Bg za moj prac nagrod!" Chepi si te
Woodyjowski (Boe go pociesz) niemao i dworowa ze mnie, e tomy
si, widzicie waszmo pastwo, o t pann czasu swego wadzili i
mielimy si sieka. Gdzie ona teraz, nieboga?
Tu rykn znowu pan Charamp, ale na krtko, bo Kmicic znw mu
przerwa:
- Mwisz waszmo, e ona bya zdrowa? Skd jej tak nagle przyszo?
- e nage, to nagle. Mieszkaa u pani Marcinowej Zamoyskiej, ktra
naonczas z mem w Czstochowie bawia. Woodyjowski cay dzie u
niej przesiadywa, troch na mitrg narzeka i mwi, e chyba za rok do
Krakowa dojad, bo ich wszyscy po drodze zatrzymuj. I nie dziwota!
Takiego onierza jak pan Woodyjowski kady rad ugoci, a kto zapie,
to trzyma. Mnie te do panny prowadza i grozi miejc si, e usiecze,
gdybym j rozamorowa... Ale ona za nim wiata nie widziaa. Mnie te
istotnie ckliwo si czasem czynio, e to czek na staro jako wiek w
cianie. Nic to! A pewnej nocy wpada do mnie Woodyjowski w
konfuzji wielkiej. "Na Boga ! Nie wiesz gdzie jakiego medyka?" - "Co si
stao?"- "Chora wiata nie poznaje!" Pytam, kiedy zachorowaa, powiada,
e dopiero co dali mu zna od pani Zamoyskiej. A tu noc! Gdzie szuka
medyka, kiedy tam jeno klasztor cay, a w miecie wicej jeszcze
zgliszczw ni ludzi. Wynalazem wreszcie felczera, a i to nie chcia i!
musiaem go obuszkiem przygna na samo miejsce. Ale tam ju by
ksidz potrzebniejszy ni felczer; jako zastalimy godnego paulina,
ktren modlitw j do przytomnoci przyprowadzi, tak e moga
sakramenta przyj i z panem Michaem czule si poegna. Na drugi
dzie z poudnia ju byo po niej ! Felczer mwi, e jej kto musia co
zada, lubo to niepodobna, bo w Czstochowie czary si nie chwytaj.
Ale co si z panem Woodyjowskim dziao, co wygadywa, tego ufam, e
mu Pan Jezus nie zakarbuje, bo czek si ze sowami nie liczy, gdy go
bole targa... Ot, mwi waszmoci (tu pan Charamp zniy gos),
bluni w zapamitaniu!
- Dla Boga! bluni? - powtrzy cicho Kmicic.
- Wypad od jej ciaa na sie, z sieni na podwrzec i tacza si jak pijany.
Tam pici do gry podnisszy pocz okropnym gosem woa: "Taka
mi nagroda za moje rany, za moje trudy, za moj krew, za moj dla
ojczyzny przychylno?!..." "Jedno jagni (powiada) miaem, i to mi,
Panie, zabrae. Zbrojnego ma (powiada) powali, ktren w hardoci
po ziemi stpa, godna (powiada) boskiej rki sprawa, ale gobia
niewinnego potrafi zadusi i kot, i jastrzb, i kania!... i..."
- Na rany boskie! - zakrzykna pani Andrzejowa - nie powtarzaj wa,
bo nieszczcie na dom cigniesz!
Charamp przeegna si i dalej mwi:
- Mylao onierzysko, e si dosuyo, a ot mu nagroda! Ha! Bg
najlepiej wie, co robi, cho tego ni rozumem ludzkim poj, ni
sprawiedliwoci ludzk odmierzy! Zaraz tedy po onych blunierstwach
sta i na ziemi upad, a ksidz nad nim egzorcyzma odprawowa, eby
sprone duchy w niego nie wstpiy, ktre mogy na blunierstwa si
zwabi.
- Prdkoe przyszed do siebie?
- Z godzin lea jak nieywy, potem zasie si ockn i wrciwszy do
swojej kwatery nikogo widzie nie chcia. W czasie pogrzebu
przemwiem do niego: "Panie Michale - powiadam - miej Boga w
sercu!" On nic! Trzy dni siedziaem jeszcze w Czstochowie, bo mi go
al byo odjeda, alem na prno we drzwi koata. Nie chcia mnie!
Biem si z mylami, co czyni, czy tentowa duej u drzwi, czy
jecha?... Jake tak czeka bez nijakiej pociechy zostawi? Wszelako
poznawszy, e nic nie wskram, postanowiem jecha do Skrzetuskiego.
On przecie najlepszy jego przyjaciel, a pan Zagoba drugi; moe mu jako
do serca trafi, a zwaszcza pan Zagoba, ktren jest czowiek bystry i
wie, jak do kogo przemwi.
- I bye wa u Skrzetuskich?
- Byem, ale i tu Bg nie pofortuni, bo oboje z panem Zagob wyjechali
w Kaliskie, do pana Stanisawa, rotmistrza. Nie umia nikt powiedzie,
kiedy wrc. Wwczas ja sobie pomylaem : i tak mi droga na mud,
wstpi do wapastwa dobrodziejstwa i opowiem, co si stao.
- Wiedziaem to dawno, e godny z waci kawaler - rzek Kmicic.
- Nie o mnie tu chodzi, jeno o Woodyjowskiego - odpar Charamp- i
przyznam si wapastwu, e si wielce o niego obawiam, aby umys mu
si nie pomiesza...
- Bg go, od tego ochroni! - rzeka pani Andrzejowa.
- Jeli go uchroni, to pewnikiem habit wdzieje, bo powiadam
wapastwu, e takiej aoci, jakom yw, nie widziaem... A szkoda
onierza! szkoda!
- Jak to szkoda? To chway boej przybdzie! - ozwaa si znw
Kmicicowa.
Charamp pocz wsami rusza i trze czoo.
- Ow, mocia dobrodziko... albo przybdzie, albo i nie przybdzie.
Policzcie no wapastwo, ilu to on pogan i heretykw w yciu zgadzi,
czym pewnie wicej Zbawiciela naszego i jego Najwitsz Matk
udelektowa ni niejeden ksidz kazaniami. Hm! Rzecz namysu godna!
kady niech suy chwale boej, jak najlepiej umie... Ow, widzicie
pastwo, midzy jezuitami znajdzie si zawsze sia od niego
mdrzejszych, a takiej drugiej szabli w Rzeczypospolitej nie masz...
- Prawda jest, jak mi Bg miy! - ozwa si Kmicic. - Nie wiesz
waszmo, czyli on zosta w Czstochowie, czy pojecha?
- By do chwili mego wyjazdu. Co potem uczyni, nie wiem. Wiem jeno,
e bro Boe zapamitania, bro Boe choroby, ktra czsto z
desperacj idzie w parze, sam on tam bdzie, bez pomocy, bez
krewnego, bez przyjaciela, bez pociechy.
- Nieche ci Najwitsza Panna w cudownym miejscu ratuje, wierny
przyjacielu ! - zawoa nagle Kmicic - ktry mi tyle wywiadczy, e i
brat nie uczyniby wicej!
Pani Andrzejowa zamylia si gboko i dugi czas trwao milczenie, na
koniec podniosa sw jasn gow i rzeka:
- Jdrek, czy ty pamitasz, ilemy mu winni?
- Jeli zapomn, to od psa oczu poycz, bo swoimi nie bd mia na
uczciwego czeka spojrze!
- Jdrek, ty go nie moesz tak ostawi.
- Jake to?
- Jed do niego.
- Oto zacne biaogowskie serce, oto zacna pani! - zawoa Charamp
chwytajc rce Kmicicowej i pokrywajc je pocaunkami.
Ale Kmicicowi nie w smak bya rada, wic pocz gow krci i rzek:
- Ja bym dla niego na koniec wiata pojecha, ale... sama wiesz... eby
to bya zdrowa, nie mwi... ale sama wiesz! Bro Boe strachu jakiego,
jakiej przygody... Usechbym z niespokojnoci..: ona pierwsza ni
najlepszy przyjaciel... Pana Michaa mi al... ale... sama wiesz!..
- Ja si pod opiek laudaskich ojcw zostan. Teraz tu spokojnie, nie
byle czego te si ulkn. Bez woli boej wos mi nie spadnie... A tam
pan Micha ratunku moe potrzebuje...
- Oj, potrzebuje! - wtrci Charamp.
- Syszysz, Jdrek. Ja zdrowa. Krzywda mnie od nikogo nie spotka...
Wiem ja, e ci niesporo odjeda...
- Wolabym na armaty z kociub i! - przerwa Kmicic.
- Zali to mylisz, e jak ostaniesz, nie bdzie ci gorzko, ilekro pomylisz:
przyjacielam zaniecha! A jeszcze i Pan Bg w gniewie susznym atwo
bogosawiestwa moe umkn!
- Sk mi w gow wbijasz. Powiadasz, e moe bogosawiestwa
umkn? Tego si boj!
- Taki przyjaciel, jak pan Micha, to to wity obowizek go ratowa!
- Ja Michaa kocham caym sercem. Trudno!... Kiedy trzeba, to rycho
trzeba, bo tu kada godzina znaczy! Zaraz do stajen id... Przez Bg
ywy, czy ju nie ma innej rady? Licho tamtych nadao w Kaliskie
jecha! To mi nie o siebie chodzi, ale o ciebie, krociu najmilszy!
Wolabym majtnoci straci ni bez ciebie jeden dzie dycha. Kto by
mi powiedzia, e nie dla suby publicznej ciebie odjad, to bym mu
rkoje po krzyyk w gb wsadzi. Obowizek- mwisz? Nieche
bdzie! Kiep, kto si oglda! eby dla kogo innego, nie dla Michaa,
nigdy bym tego nie uczyni!
Tu zwrci si do Charampa:
- Moci panie, prosz ze mn do stajen, konie opatrzym. A ty, Oleka,
ka mi uby pakowa. Niech tam ktry z laudaskich omotu pilnuje...
Panie Charamp, cho ze dwie niedziele musisz wapan u nas posiedzie,
ony mi dopilnujesz. Moe te si tu w okolicy jaka dzierawa znajdzie.
Bierz Lubicz! co? Chod wapan do stajni! Za godzin ruszam! Kiedy
trzeba, to trzeba!..
 Rozdzia II 
Jako dobrze jeszcze przed zachodem soca ruszy rycerz, egnany
przez on zami i krzyem, w ktrym drzazgi witego drzewa
kunsztownie w zoto byy osadzone. A e z dawnych lat bardzo by pan
Kmicic do nagych pochodw nawyky, wic ruszywszy gna, jakby
chodzio o docignicie umykajcych z upem Tatarw.
Dobrawszy si do Wilna, jecha na Grodno, Biaystok, a stamtd do
Siedlec si przebiera. Przejedajc przez ukw dowiedzia si, e
pastwo Skrzetuscy z dziemi i panem Zagob dniem przedtem
powrcili wanie z Kaliskiego, wic postanowi do nich wstpi, bo z
kime mg nad ratowaniem Woodyjowskiego skuteczniej si naradzi?
Przyjli go tedy ze zdziwieniem i radoci, ktra jednak zaraz w ciki
pacz
si zmienia, gdy im cel swego przybycia oznajmi. Pan Zagoba cay
dzie uspokoi si nie mg i nad stawem wci paka tak rzewnie, e jak
sam pniej powiada: a staw wezbra i stawida trzeba byo otwiera.
Ale wypakawszy si poszed po rozum do gowy i oto co mwi na
naradzie:
- Jan nie moe jecha, bo do kapturu obran, spraw za bdzie sia, jako
e po tylu wojnach peno jest duchw niespokojnych. Z tego, co
jegomo pan Kmicic powiada, wida, e bociany na zim w Wodoktach
zostan, bo je tam do inwentarza roboczego policzono i funkcj speni
musz. Nie dziwota, e przy takim gospodarstwie niesporo wapanu
wyrusza w drog, zwaszcza e nie wiadomo, jak dugo ona moe
potrwa. Wielkiego serca dowid, e wyjecha, ale mamli szczerze
radzi, to powiem: wracaj, gdy tam bliszego jeszcze konfidenta
potrzeba, ktry by do serca nie bra, choby go i ofuknito, i widzie nie
chciano. Patientia tam potrzebna i dowiadczenie wielkie, a waszma
masz tylko przyja dla Michaa, ktra w takowym wypadku non sufficit.
Nie gniewaj si jeno wa, bo sam przyzna musisz, emy obaj z Janem
dawniejsi przyjaciele i wicejmy razem przygd przebyli. Miy Boe!
ile to razy on mnie, a ja jego w opresji ratowaem!
- Gdybym si te zrzek funkcji deputata? - przerwa Skrzetuski.
- Janie, to suba publiczna ! - odpar surowo Zagoba.
- Bg widzi - mwi strapiony Skrzetuski - e stryjecznego mego,
Stanisawa, miuj szczerym braterskim afektem, ale Micha bliszy mi
ni brat.
- Mnie on i od rodzonego bliszy, tym bardziej e rodzonego nigdy nie
miaem. Nie czas si o afekta spiera! Widzisz, Janie, eby to
nieszczcie wieo w Michaa uderzyo, moe sam bym ci powiedzia:
daj katu kaptur i jed! Ale policzmy, ile to ju czasu upyno, nim
Charamp z Czstochowy na mud zdy, a pan Andrzej ze mudzi do
nas. Teraz nie tylko trzeba do Michaa jecha, ale przy nim zosta, nie
tylko z nim paka, ale perswadowa; nie tylko mu Ukrzyowanego jako
przykad pokazywa, ale uciesznymi krotochwilami myl i serce
rozweseli. Ot, wiecie, kto powinien jecha?- ja! i pojad! tak mi
dopom Bg! Znajd go w Czstochowie, to go tu przywioz; nie
znajd, to choby na Multany za nim si powlok i pty go
szuka nie przestan, pki o wasnej mocy szczypt tabaki sobie do
nozdrzech podnie zdoam.
Usyszawszy to dwaj rycerze poczli bra w objcia pana Zagob, a on
si rozczuli nieco i nad pana Michaa nieszczciem, i nad wasnymi
przyszymi fatygami. Przeto zy roni pocz, a wreszcie, gdy ju mia
uciskw do, rzek :
- Jeno mi za Michaa nie dzikujcie, bocie mu nie blisi ode mnie!
Na to Kmicic:
- Nie za Woodyjowskiego my dzikujemy, ale elazne lub te zgoa
nieczowiecze serce musiaby mie ten, kto by si t gotowoci wapana
nie wzruszy, ktra w przyjacielskiej potrzebie na fatygi nie dba i na wiek
wzgldu nie ma. Inni w tym wieku o przypiecku ciepym jeno myl, a
wapan tak sobie o dugiej drodze mwisz, jakby moje albo pana
Skrzetuskiego mia lata.
Pan Zagoba nie ukrywa wprawdzie swych lat, ale nie lubi w ogle, aby
przy nim o staroci, jako o towarzyszce niedostwa, wspominano; wic
cho mia oczy jeszcze czerwone, spojrza bystro z pewnym
niezadowoleniem na Kmicica i odpar:
- Mj mospanie! Kiedym siedmdziesity sidmy rok pocz, ckliwo mi
jako byo na sercu, e to dwie siekiery nad karkiem wisiay; ale gdy mi
omdziesity min, taki duch we mnie wstpi, e jeszcze mi eniaczka
po gowie chodzia. I widzielibymy, kto by z nas pierwszy mia si z
czym pochwali!
- Ja si nie chwal, ale waszmoci bym pochway nie poskpi.
- I pewnie bym wapana skonfundowa, jakom pana hetmana Potockiego
w obliczu krla skonfundowa, ktren gdy mi do wieku przytyki dawa,
wyzwaem go: kto wicej kozw od razu machnie. I c si pokazao?
Oto pan Rewera machn trzy i hajducy musieli go podnosi, bo sam
wsta nie mg, a ja go naokolusieko objechaem, mao trzydzieci pi
razy fiknwszy. Spytaj si Skrzetuskiego, ktry na wasne oczy na to
patrzy.
Skrzetuski wiedzia, e od pewnego czasu pan Zagoba mia zwyczaj na
niego si we wszystkim jako na naocznego wiadka powoywa; wic ani
okiem nie mrugn, jeno o Woodyjowskim znw mwi pocz.
Zagoba, pogrywszy si w milczeniu, zamyli si o czym gboko; na
koniec po wieczerzy wpad w lepszy humor i tak ozwa si do
towarzyszw:
- Powiem wam to, w co by nie kady rozum umia ugodzi. Oto mam w
Bogu nadziej, e nasz Micha wylie si atwiej z tego postrzau, ni nam
si na pocztku zdao.
- Daby Bg, ale skde to waszmoci do gowy przyszo? - pyta Kmicic.
- Hm! Tu trzeba i bystrego dowcipu, ktry z przyrodzenia jest dany, i
eksperiencji wielkiej, ktrej w waszych latach mie nie moecie, i
znajomoci Michaa. Kaden ma inn natur. W jednego, owo, tak
nieszczcie uderzy, jakoby, figuraliter mwic, kamie w rzek wrzuci.
Niby to woda po wierzchu tacite pynie, a przecie on tam na dnie ley, a
bieg przyrodzony hamuje, a zawadza, a tak okrutnie rozdziera, i bdzie
lea, bdzie rozdziera, pki wszystka woda do Styksu nie spynie! Ty,
Janie, do takich zaliczon by moesz; ale takim gorzej na wiecie, bo w
nich i bole, i pami nie mija. Inny zasi, eo modo klsk przyjmie,
jakoby go pici w kark hukn. Zamroczy go zrazu, potem przyjdzie
do siebie, a gdy si siniec zgoi, to i zapomni. Oj, lepsza taka natura na
tym penym przygd wiecie.
Suchali rycerze ze skupieniem mdrych sw pana Zagoby, a on rad
widzia, e go z tak uwag suchaj, i dalej mwi:
- Ja Michaa na wskr przeznaem i Bg mi wiadkiem, e nie chc mu
tu przymawia, ale tak mi si widzi, e on wicej oenku ni onej
dziewczyny aowa. Nic to, e desperacja chwycia go okrutna, bo i to
nieszczcie, zwaszcza dla niego, nad nieszczciami. Nie
wyimaginujecie sobie nawet, jak ten chop mia ochot do oenku. Nie
masz w nim chciwoci adnej ni ambicji, ni prywaty; swojego odbiea,
fortun tak dobrze jak utraci, o od si nie upomina; ale za wszystkie
prace, za wszystkie zasugi niczego od Pana Boga i Rzeczypospolitej nie
wyglda, jeno ony. I to sobie w duszy wykalkulowa, e mu si taki
chleb naley; ju, ju mia go w gb wzi, a tu jakoby mu kto w
wsy dmuchn! Masze teraz! jedz! Co i dziwnego, e go desperacja
chwycia? Nie mwi, eby i dziewki nie aowa, ale jak mi Bg miy,
tak oenku wicej auje, cho sam przysigby, e jest przeciwnie.
- Daby Bg! - powtrzy Skrzetuski.
- Poczekajcie, niech jeno owe rany duszne mu si zamkn i wie skr
pokryj, a obaczym, czy mu dawna ochota nie powrci. Periculum w
tym tylko, by teraz sub onere desperacji czego nie uczyni albo nie
postanowi, czego by potem sam aowa. Ale co si miao sta, to si ju
stao, bo w nieszczciu prdka rezolucja. Mj wyrostek ju szatki ze
skrzy wyjmuje i ukada, wic nie mwi tego, eby nie jecha, chciaem
tylko waszmociw pocieszy.
- Znowu plastrem ojciec Michaowi bdziesz! - rzek Jan Skrzetuski.
- Jako i tobie byem, pamitasz? Bylem go tylko prdko znalaz, bo si
boj, e si w jakowej pustelni przytai albo gdzie w dalekich stepach
zapadnie, do ktrych od modu nawyk. Waszmo, panie Kmicic,
przymawiae mi do wieku, a ja ci powiem, e jeli kiedy goczy bojar
tak z listem sun, jako ja bd sun, to mi kacie za powrotem nitki ze
starych bawatw wyciga, groch uszczy albo mi kdziel dajcie. Ani
mnie niewygody nie zatrzymaj, ani cudza gocinno skusi, ani jado lub
te napitek w pdzie zahamuje. Jeszczecie takiego pochodu nie widzieli!
Ju teraz ledwie usiedzie mog, wanie jakoby mnie kto szydem spod
awy ekscytowa: ju i koszul podrn kazaem sobie ojem kozowym
dla wstrtu gadowi wysmarowa...
 Rozdzia III 
Jednake nie jecha tak szybko pan Zagoba, jak to sobie i towarzyszom
obiecywa. Im za by bliej Warszawy, tym jecha wolniej. By to czas,
w ktrym Jan Kazimierz, krl, polityk i wdz wielki, pogasiwszy poary
postronne i wywidszy Rzeczpospolit jakoby z toni potopu, zrzek si
panowania. Wszystko on przecierpia, wszystko przetrwa, wszystkim
tym ciosom piersi nadstawi, ktre szy od zewntrznego nieprzyjaciela;
ale gdy potem wewntrzne reformy zamierzy i zamiast pomocy od
narodu, oporu tylko i niewdzicznoci dozna, wwczas dobrowolnie
zdj z powiconych skroni t koron, ktra nieznonym ciarem mu
si staa.
Sejmiki powiatowe i generay ju si byy poodprawiay, a ksidz prymas
Pramowski konwokacj na 5 listopada oznaczy.
Wielkie byy wczenie rnych kandydatw starania, wielkie partii
rozmaitych wspzawodnictwa, a cho to elekcja miaa dopiero
rozstrzygn, rozumia wszake kady niezwyk sejmu konwokacyjnego
wano. Jechali tedy posowie do Warszawy koleno i konno, z
czeladzi i pachokami, jechali senatorowie, a przy kadym dwr
wspaniay. Po drogach byo ciasno, gospody zajte, a wynalezienie sobie
noclegu z wielk poczone mitrg. Wszake ustpowano panu Zagobie
miejsca ze wzgldu na jego wiek, ale natomiast niezmierna jego sawa
nieraz wanie naraaa go na strat czasu.
Bywao, zajedzie do jakiej karczmy, a tam ani ju palca wcibi, to
personat, ktry j wraz z dworem zajmowa, wyjdzie przez ciekawo
zobaczy, kto przyjecha, a widzc starca z biaymi jak mleko wsami i
brod, rzecze na widok takiej powagi :
- Prosz waszmoci dobrodzieja ze mn do stancji na przygodn zaksk.
Pan Zagoba grubianinem nie by i nie odmawia wiedzc, e znajomo z
nim kademu mi bdzie. Gdy wic gospodarz przez prg go
przepuciwszy pyta nastpnie: "kogo mam honor?" - on si tylko w boki
bra i pewien efektu odpowiada dwoma sowami:
- Zagoba sum!
Jako nie zdarzyo si nigdy, aby po owych dwch sowach nie nastpio
wielkie ramion otwieranie, okrzyki: "do najfortunniejszych dni ten
zapisz!", i nawoywania towarzyszw albo dworzan: "patrzcie! w jest
wzr, gloria et decus wszystkiego Rzeczypospolitej kawalerstwa!"
Zbiegali si tedy podziwia pana Zagob, a modsi przychodzili caowa
poy jego podrnego upana. Za czym cigano z wozw beczuki i
ankary i nastpowao gaudium trwajce czasem i kilka dni.
Powszechnie mylano, e jako pose na konwokacj jedzie, a gdy mwi,
e nie, zdziwienie bywao powszechne. Ale on tumaczy si, e panu
Domaszewskiemu mandatu ustpi, aby zasi i modsi do spraw
publicznych przykada si mogli. Jednym te powiada prawdziw
przyczyn, dla ktrej w drog wyruszy; innych za, gdy si dopytywali,
zbywa sowami :
- Ot, z maegom do wojny przywyk, to zachciao si jeszcze na stare
lata z Doroszek pohaasowa.
Po ktrych sowach podziwiano go jeszcze wicej. A nikomu przez to nie
by taszym, e nie jako pose jecha, wiedziano bowiem, e i midzy
arbitrami znajduj si tacy, ktrzy wicej od samych posw mog.
Zreszt baczy kaden senator, choby i najznamienitszy, na to, e po
paru miesicach nastpi elekcja, a wwczas kade sowo ma tak
midzy rycerstwem wsawionego nieoszacowan wag mie bdzie.
Brali te w ramiona pana Zagob i czapkowali mu by i najwiksi
panowie. Pan podlaski trzy dni go poi; panowie Pacowie, ktrych w
Kauszynie napotka, na rkach go nosili.
Niejeden i dary znaczne kaza po cichu w wasg mu wsuwa: od wdek,
win do sepecikw kosztownie oprawnych, szabel i pistoletw. Miaa si z
tego dobrze i suba pana Zagoby, ale on sam, wbrew postanowieniu i
obietnicy, jecha tak wolno, e trzeciego tygodnia dopiero w Misku
stan.
Za to w Misku nie popasa. Wjechawszy na rynek ujrza dwr tak
znaczny i pikny, jakiego dotd po drodze nie spotka: dworzanie w
szumnej barwie; p regimentu jeno piechoty, bo na konwokacj zbrojno
nie jedono, ale tak strojnej, e i krl szwedzki strojniejszej gwardii nie
mia; peno karet pozocistych, wozw z makatami i kobiercami dla
obijania karczem po drogach, wozw z kredensem i zapasami ywnoci;
przy tym suba caa niemal cudzoziemska, tak e mao kto si
zrozumiaym jzykiem w tej cibie odezwa.
Pan Zagoba dopatrzy wreszcie jednego z dworzan po polsku ubranego,
wic kaza stan i pewien dobrego popasu, wysadzi ju jedn nog z
wasgu, a jednoczenie spyta:
- A czyj to dwr taki foremny, e i krl foremniejszego mie nie moe?
- Czyje ma by - odpowiedzia dworzanin - jak nie pana naszego, ksicia
koniuszego litewskiego?
- Kogo? - powtrzy Zagoba.
- Czy wa guchy? Ksicia Bogusawa Radziwia, ktry posem na
konwokacj jedzie, ale - da Bg! - po elekcji elektem zostanie.
Zagoba schowa prdko nog w wasg.
- Jed! - krzykn na wonic. - Nic tu po nas!
I pojecha trzsc si z oburzenia.
- Wielki Boe! - mwi - niezbadane Twoje wyroki i jeli tego zdrajcy
piorunem w kark nie trzaniesz, to masz w tym jakowe ukryte intencje,
ktrych si rozumem dochodzi nie godzi, cho po ludzku rzeczy biorc,
naleaaby si takiemu skurczybykowi dobra chosta. Ale wida, le si
dzieje w tej przewietnej Rzeczypospolitej, jeli podobni
przedawczykowie, bez czci i sumienia, nie tylko kary nie odnosz, ale w
bezpiecznoci i potdze jed, ba! jeszcze obywatelskie funkcje
sprawuj. Chyba e zginiem, bo gdzie, w jakim kraju, w jakim innym
pastwie taka rzecz przygodzi by si moga? Dobry by krl Joannes
Casimirus, ale nadto przebacza i przyuczy najgorszych dufa w
bezkarno i przezpieczestwo. Wszelako nie jego to tylko wina. Wida,
e i w narodzie sumienie obywatelskie i czuo na cnot do reszty
zagina. Tfu! tfu! on posem! W jego bezecne rce obywatele cao i
bezpieczestwo ojczyzny skadaj, w te same rce, ktrymi j
rozdziera i w szwedzkie acuchy okuwa! Zginiemy, nie moe inaczej
by! Jeszcze go i na krla raj... A c! wszystko, wida, w takim
narodzie moliwe. On posem ! Dla Boga ! Przecie prawo wyranie
mwi, e nie moe by posem w, ktry w obcych krajach urzdy
sprawuje, a przecie on jest generalnym, u swego parszywego wuja, Prus
Ksicych gubernatorem! Aha! czekaje, mam ci! A rugi sejmowe od
czego? Jeli do sali nie pjd i tej materii, chocia tylko arbitrem bdc,
nie porusz, to niech si tu zaraz w skopa zmieni, a mj wonica w
rzenika. Znajd si przecie midzy posami, ktrzy mnie popr. Nie
wiem, czyli ci, zdrajco, jako takiemu
potentatowi, dam rady i z poselstwa wyrugowa zdoam, ale e ci to do
elekcji nie posuy - to pewna ! I Micha, nieboe, poczeka na mnie
musi, bo to bdzie pro publico bono uczynek.
Tak rozmyla pan Zagoba przyrzekajc sobie koo tej sprawy rugw
pilnie chodzi i posw prywatnie dla niej kaptowa. Z tego powodu od
Miska spieszniej ju do Warszawy dy bojc si na otwarcie
konwokacji zapni.
Przyjecha jednak do wczenie. Posw i postronnych zjazd by tak
wielki, e gospody ni w samej Warszawie, ni na Pradze, ni nawet za
miastem wcale nie mona byo dosta; trudno si byo te do kogo
zaprosi, bo w jednej izbie po trzech i czterech si miecio. Pierwsz noc
przepdzi pan Zagoba w handlu u Fukiera i zesza jako do gadko; ale
nazajutrz, wytrzewiawszy na swym wasgu, sam dobrze nie wiedzia, co
ma czyni.
- Boe! Boe! - mwi wpadszy w zy humor i rozgldajc si po
Krakowskim Przedmieciu, ktre wanie przejeda - oto Bernardyni, a
oto ruina paacu Kazanowskich! Niewdziczne miasto! Wasn krwi i
trudem musiaem je nieprzyjacielowi wydziera, a teraz mi kta dla siwej
gowy auje.
Miasto wszelako nie aowao wcale kta dla siwej gowy, tylko go po
prostu nie miao.
Natomiast czuwaa nad panem Zagob szczliwa gwiazda, bo ledwie do
paacu Koniecpolskich dojecha, gdy jaki gos krzykn z boku na
wonic:
- Stj !
Czeladnik powstrzyma konie; wtem nieznajomy szlachcic zbliy si z
rozjanionym obliczem do wasgu i zawoa:
- Panie Zagoba! Nie poznajesz mnie waszmo?
Zagoba ujrza przed sob ma majcego koo trzydziestu kilku lat,
przybranego w kopak rysi z pirkiem, znak niechybny wojskowej
suby, w makowy upan i ciemnoczerwony kontusz przepasany
pozocistym pasem. Twarz nieznajomego bya nadzwyczajnej piknoci.
Cer mia w blad, nieco tylko w polach wichrem na zotawo opalon,
oczy bkitne, pene jakowego smutku i zamylenia, rysy twarzy
nadzwyczaj foremne, prawie- jak na ma - zbyt pikne; pomimo
polskiego stroju nosi on dugie wosy i brod z cudzoziemska przycit.
Stanwszy przy wasgu otworzy szeroko ramiona, a pan Zagoba, lubo
nie mg go sobie na razie przypomnie, przechyli si i obj go za szyj.
ciskali si tedy serdecznie, a chwilami jeden odsuwa drugiego, aby mu
si lepiej przypatrze; na koniec Zagoba rzek:
- Wybaczaj waszmo, ale jeszcze nie mog sobie przypomnie...
- Hassling-Ketling!
- Dla Boga! Twarz wydaa mi si znajom, ale strj cakiem wapana
odmieni, bom ci dawniej w kolecie rajtarskim widywa. To ju i po
polsku chodzisz?
- Bom t Rzeczpospolit, ktra mnie tuacza pacholciem jeszcze niemal
bdcego przygarna i dostatnim chlebem opatrzya, za swoj matk
uzna i innej mie nie chc. Wapan nie wiesz o tym, em indygenat po
wojnie otrzyma?
- A to mi sodk nowin zwiastujesz! Take ci si to poszczcio?
I w tym, i w czym innym, bom w Kurlandii, na samej granicy mudzkiej,
na czeka takiego samego nazwiska, jako jest moje, natrafi, ktren mnie
adoptowa, do herbu przyj i fortun obdarzy. Mieszka on w witej, w
Kurlandii, ale i z tej strony ma majtno Szkudy, ktr mnie puci.
- Szcz ci Boe! To tedy wojn porzuci?
- Niech si jeno jakakolwiek zdarzy, stawi si niezawodnie. Dlatego to i
wiosk w dzieraw oddaem, a tu czekam okazji.
- To mi kawalerska fantazja! Zupenie jak ja, kiedym by mody, cho i
dzi jeszcze wigor w kociach jest! Co tedy porabiasz w Warszawie?
- Posuj na konwokacj.
- Rany boskie! To ju z kociami Polak!
Mody rycerz umiechn si.
- I dusz, a to wicej!
- onaty?
Ketling westchn.
- Nie!
- Tego ci tylko brakuje. A wier! czekaj jeno! Zaliby ci dotd dawny
sentyment do Billewiczwny nie wyszed z pamici?
- Skoro wapan o tym wiedziae, com moj sdzi by tylko tajemnic,
to wiedz, e aden nowy nie przyszed...
- Daj spokj! Ona niedugo maego Kmicica wiatu przyrzuci. Daj sobie
spokj! Co za robota wzdycha, gdy kto inny w lepszej konfidencji z
ni yje. Powiem prawd, e to i mieszno.
Ketling podnis swe smutne oczy w gr.
- Rzekem tylko, i nowy sentyment nie przyszed.
- Przyjdzie, nie bj si! Oenim ci! wiem to z wasnej eksperiencji, e
zbytnia stao w amorach tylko zgryzot przyczynia. em to by swego
czasu stay jako Troilus, sia delicyj, sia dobrych okazji poniechaem, a
com si nagryz!
- Daj Boe kademu zachowa tak jowialny humor, jako waszmo
zachowae !
- Bom w modestii y zawsze, przeto mi w kociach nie strzyka! Gdzie
mieszkasz, zali znalaze gospod?
- Mam dworek wygodny ku Mokotowu, ktry po wojnie ju
wybudowaem.
- To szczliwy; ja za od wczoraj na prno po caym miecie jed!
- Dla Boga! dobrodzieju! jue mi tego nie odmwisz, eby u mnie
stan; miejsca jest dosy; prcz dworku oficyna i stajnia wygodna.
Znajdzie si dla czeladzi i koni pomieszczenie.
- To mi z nieba spad, jak mnie Bg miy!
Ketling siad na wasg i ruszyli.
Po drodze opowiada mu Zagoba o nieszczciu, jakie w pana
Woodyjowskiego ugodzio, a on rce nad nim ama, bo nic by dotd nie
wiedzia.
- Tym to ostrzejszy grot i dla mnie- rzek wreszcie-e moe waszmo i
nie wiesz, jaka midzy nami w ostatnich czasach przyja powstaa.
Wszystkie pniejsze wojny w Prusiech, przy obleniu zamkw, gdzie
tylko byy jeszcze szwedzkie zaogi, odprawowalimy razem.
Chodzilimy i na Ukrain, i na pana Lubomirskiego, i znw na Ukrain,
ju po mierci ruskiego wojewody, pod panem marszakiem koronnym
Sobieskim. Jedna kulbaka nam za poduszk suya, z jednej jadalimy
misy; Kastorem i Polluksem nas zwano. I dopiero gdy on po pann
Borzobohat na mud jecha, nadesza chwila separationis; kt by si
spodziewa, e najlepsze
jego nadzieje tak prdko przemin jako strzaa na powietrzu?
- Nic staego na tym padole paczu nie masz - odpowiedzia Zagoba.
- Prcz przyjani statecznej... Trzeba bdzie radzi i dowiadywa si,
gdzie on teraz. Moe od pana marszaka koronnego czego si dowiemy,
ktry Woodyjowskiego jak renic oka miuje. A nie, to tu s posowie
ze wszystkich stron. Niepodobna, aby ktry o takim rycerzu nie sysza.
W czym bd mg, w tym waszmoci posu, lepiej jak gdyby o mnie
samego chodzio.
Tak rozmawiajc przybyli na koniec do Ketlingowego dworku, ktry
dworem si by okaza. W rodku byy porzdki wszelkie i niemao
sprztw kosztownych bd kupionych, bd ze zdobyczy
pochodzcych. Broni zwaszcza wybr by znamienity. Ucieszy si pan
Zagoba na ten widok i rzek :
- 0! to wapan mgby tu i dwadziecia osb pomieci. Szczcie to
dla mnie, em ci spotka. Mogem pana Antoniego Chrapowickiego
gospod zaj, bo to mj znajomy i przyjaciel. Cignli mnie i Pacowie,
ktrzy przeciw Radziwiom partyzantw szukaj, ale u ciebie wol.
- Syszaem midzy posami litewskimi - odrzek Ketling -e poniewa
teraz na Litw kolej przypada, chc koniecznie pana Chrapowickiego
marszakiem sejmu postanowi.
- I susznie. Czek to zacny i realista, jeno nieco dobrowolny. Dla niego
nie masz nad zgod; tylko patrzy, gdzie by kogo z kim pogodzi, a to na
nic. Ale! powiedz no szczerze, czym jest Bogusaw Radziwi?
- Od czasu, jak mnie Tatarzy pana Kmicicowi pod Warszaw w niewol
wzili - niczym. Porzuciem t sub i nie zabiegaem o ni wicej, bo
cho to mony pan, ale zy i przewrotny czowiek. Napatrzyemi ja mu
si dosy, gdy w Taurogach na cnot tej nadziemskiej istoty nastawa.
- Jakiej nadziemskiej? Czeku, co gadasz? Z gliny ona jest i tak jak
pierwsza lepsza farfurka stuc si moe. - Wszelako mniejsza z tym !
Tu zaczerwieni si pan Zagoba z gniewu, a mu oczy na wierzch
wyszy.
- Wyobra sobie, ta szelma posem jest!
- Kto taki? - pyta zdumiony Ketling, ktrego myl bya jeszcze przy
Olece.
- Bogusaw Radziwi! Ale rugi ! rugi od czego? ! Suchaj, ty pose,
moesz t materi poruszy, a ju ja ci z galerii rykn do wtru, nie bj
si! Prawo za nami, a zechcli prawo pomin, to mona by midzy
arbitrami tumulcik uczyni tak zacny, eby si i bez krwi nie obyo.
- Nie czy tego wa, na miosierdzie boe. Materi ja wnios, bo
suszna, ale Boe uchowaj sejm zamiesza. 
- Pjd i do Chrapowickiego, cho to ciepa woda, co ze szkod jest, bo
od niego, jako od przyszego marszaka, sia zaley. Podszczuj Pacw.
Przynajmniej wszystkie jego praktyki publice przypomnimy. Przecie
syszaem po drodze, e ta szelma o koron dla siebie myli si stara!
- Chybaby nard do ostatniego upadku przyszed i nie by ywota godny,
gdyby tacy krlami jego mieli zostawa - od rzek Ketling. - Ale
wypocznij wa teraz, a pniej ktregokolwiek dnia pjdziem do pana
marszaka koronnego o naszego przyjaciela wypytywa.
 Rozdzia IV 
Sejm konwokacyjny w kilka dni pniej zosta otwarty, na ktrym, jak
przewidywa Ketling, powoano do laski pana Chrapowickiego, nawczas
podkomorzego smoleskiego, a pniejszego wojewod witebskiego.
Poniewa chodzio tylko o wyznaczenie terminu elekcji i ustanowienie
wyszego kapturu, a intrygi rozmaitych partii nie mogy w takich
sprawach znale dla siebie pola, przeto konwokacja dosy zapowiadaa
si spokojnie. W samym pocztku zaburzya j tylko nieco materia
rugw. Bo gdy pose Ketling poda w wtpliwo prawomocno wyboru
pana pisarza bielskiego i jego kolegi ksicia Bogusawa Radziwia, zaraz
jaki potny gos spomidzy arbitrw zakrzykn: "Zdrajca!
cudzoziemski urzdnik!" Za tym gosem poszy i inne; przyczyli si do
nich tako niektrzy posowie i niespodzianie sejm rozpad si na dwie
strony, z ktrych jedna chciaa panw posw bielskich rugowa, druga
za uzna ich wybr. Zgodzono si wreszcie na sd, ktry spraw
zaagodzi i wybr przyzna.
Niemniej by to jednak cios dla ksicia koniuszego bardzo dotkliwy; bo
ju to samo, e rozwaano, czy ksi godnym jest zasi w izbie, to
samo, e przypomniano coram publico wszystkie jego z czasw wojny
szwedzkiej zdrady i przeniewierstwa - okryo go wie hab w oczach
Rzeczypospolitej i podkopao z gruntu wszystkie jego ambitne zamiary.
Liczy on bowiem, e gdy stronnictwa kondeuszowe, neuburskie i
lotaryskie, nie liczc innych pomniejszych, wzajem sobie bd
przeszkadza, wybr atwo moe pa na krajowca. Duma za i
pochlebcy mwili mu, e gdyby si to miao zdarzy, to tym krajowcem
nie mgby by kto inny, jeno pan najwyszym jeniuszem obdarzony,
najpotniejszy i z najznakomitszego rodu, a inaczej mwic- on sam.
Trzymajc wic rzeczy do czasu w tajemnicy, porozciga ju poprzednio
niewody na Litwie, a teraz wanie rozpocz zastawia sie w
Warszawie, gdy nagle spostrzeg, e zaraz z pocztku mu j przerwano i
uczyniono dziur tak wielk, e wszystkie ryby uj ni atwo mogy.
Zgrzyta te zbami przez cay czas sdu, a gdy na Ketlingu, jako na
pole, nie mg zemsty wywrze, ogosi midzy swymi dworzanami
nagrod temu, kto mu wskae owego arbitra, ktry pierwszy po
Ketlingowym wniosku zakrzykn: "Zdrajca i przedawczyk!"
Pan Zagoba zbyt by znany, aby jego nazwisko dugo mogo pozosta
ukryte. Zreszt nie tai si wcale. Jako ksi zawrza jeszcze bardziej,
ale i stropi si niemao, usyszawszy, e mu na wstrcie staje m tak
popularny, na ktrego strach byo si porywa.
Wiedzia o tej swojej mocy i pan Zagoba, bo gdy z pocztku pogrki
zaczy lata, ozwa si raz na wielkim zgromadzeniu szlacheckim :
- Nie wiem, jeliby to komu byo bezpieczno, gdyby tu jeden wos mia
mi spa z gowy. Elekcja niedaleko, a gdy si sto tysicy braterskich
szabel zbierze, atwo si jakowe bigosowanie moe uczyni...
Sowa te doszy do ksicia, ktry tylko wargi zagryz i umiechn si
wzgardliwie, ale w duszy pomyla, e pan Zagoba ma suszno.
Na drugi dzie odmieni te widocznie wzgldem starego rycerza zamiary,
bo gdy na uczcie u ksicia krajczego kto pocz o nim mwi, Bogusaw
rzek :
- Wielce mi jest niechtny, jako syszaem, w szlachcic, ale ja si tak w
ludziach rycerskich kocham, e choby mi i dalej szkodzi nie przesta,
zawsze go bd miowa.
A w tydzie pniej powtrzy to samo wrcz panu Zagobie, gdy si u
pana hetmana wielkiego, Sobieskiego, spotkali.
Panu Zagobie, lubo twarz zachowa spokojn i pen fantazji, zabio
nieco serce w piersi na widok ksicia, bo to by przecie pan o daleko
sigajcych rkach i ludojad, ktrego si wszyscy obawiali. Ten za
odezwa si do niego przez cay st:
- Moci panie Zagoba, doszo ju do mnie, e wapan, chociae nie
pose, chcia mnie niewinnego z sejmu rugowa, ale ja to wapanu po
chrzecijasku przebaczam i promocj, jeli kiedy bdzie trzeba, suy
nie omieszkam.
- Przy konstytucji tylko stawaem - odrzek Zagoba - co szlachcic czyni
powinien; quod attinet protekcji, to w moim wieku podobno boska
najpotrzebniejsza, bo mi pod dziewidziesit lat.
- Pikny wiek, jeli by tak cnotliwy, jak dugi, o czym zreszt wcale
wtpi nie chc.
- Suyem ojczynie i swemu panu, obcych bogw nie szukajc.
Ksi zmarszczy si nieco:
- Suye waszmo i przeciw mnie; wiem o tym. Ale nieche bdzie ju
zgoda midzy nami. Wszystko to zapomniane, nawet i to, e cudz,
prywatn zawi contra me protegowa. Z tamtym przeladowc mam
jeszcze jakowe rachunki, ale waszmoci rk wycigam i przyja
ofiaruj.
- Chudym tylko pachoek i za wysoka to dla mnie amicycja. Musiabym
si do niej wspina lub podskakiwa, a to ju na staro trudno. Jeli za
wasza ksica mo mwisz o rachunkach z panem Kmicicem, moim
przyjacielem, tedy radzibym z serca tej arytmetyki poniecha.
- Prosz, a czemu to? - spyta ksi.
- Bo cztery w arytmetyce s dziaania. Ow, lubo pan Kmicic fortun
ma zacn, przecie mucha to w porwnaniu do waszej ksicej, wic na
dzielenie pan Kmicic nie przystanie; mnoeniem sam si zajmuje; odj
obie niczego nie pozwoli; mgby chyba co doda, a nie wiem, czyby
sza ksica mo by na to akomy.
Jakkolwiek Bogusaw wiczony by w szermierce na sowa, jednak czy to
wywd pana Zagoby, czy jego zuchwao zdumiaa go tak dalece, e
jzyka w gbie zapomnia. Przytomnym poczy si brzuchy trz ze
miechu, a pan Sobieski rozemia si na cae gardo i rzek:
- Stary to zbaraczyk! Umie ci szabl, ale i na jzyki gracz nie lada!
Lepiej go zostawi w spokoju.
Jako Bogusaw widzc, e na nieprzejednanego trafi, nie prbowa
wicej pana Zagoby skaptowa, tylko poczwszy z kim innym rozmow,
ciska od czasu do czasu ze spojrzenia przez st na starego rycerza.
Ale pan hetman Sobieski rozochoci si i mwi dalej:
- Mistrz z was, panie bracie, mistrz prawdziwy. Znalelicie te kiedy
rwnego sobie w tej Rzeczypospolitej?
- W szabli - odpowiedzia zadowolony z pochway Zagoba
-Woodyjowski mnie doszed. A i Kmicica poduczyem te niele.
To rzekszy zerkn na Bogusawa, ale ten uda, e nie syszy, i
rozmawia pilnie z ssiadem.
- Ba! - rzek hetman. -Woodyjowskiego nieraz przy robocie widziaem i
rczybym za niego, choby o losy caego chrzecijastwa chodzio.
Szkoda, e w takiego onierza jakoby piorun uderzy.
- A co mu si stao? - spyta Sarbiewski, miecznik ciechanowiecki.
- Dziewka mu umiowana w drodze, w Czstochowie, zmara -
odpowiedzia Zagoba - i to najgorzej, e znikd nie mog dowiedzie si,
gdzie on si teraz znajduje?
- Przez Bg! - zawoa na to pan Warszycki, kasztelan krakowski. -To
ja cignc do Warszawy napotkaem go w drodze rwnie tu jadcego i
przyzna mi si, e obrzydziwszy ten wiat i jego vanitates, na Mons
regius si wybiera, aby w modlitwie i rozmylaniach stroskanego ywota
dokoczy.
Zagoba porwa si za resztki czupryny.
- Kamedu zosta, jak mi Bg miy! - zakrzykn w najwikszej
desperacji.
Jako wiadomo pana kasztelana na wszystkich niemae uczynia
wraenie.
Pan Sobieski, ktry onierzy kocha, a sam najlepiej wiedzia, jak
ojczyzna takich potrzebuje, zmartwi si wielce i po chwili rzek:
- Wolnej woli ludzkiej i chwale boskiej niepodobna si oponowa, ale
szkoda jest i trudno mam ukry waszmociom, e mi al. Ze szkoy
ksicia Jeremiego to by onierz, przeciw kademu nieprzyjacielowi
wyborny, a ju przeciw ordzie i hultajstwu niezrwnany. Ledwie kilku
jest takich w stepach zagoczykw, jako to midzy Kozakami pan Piwo,
a w kompucie pan Ruszczyc; ale i ci Woodyjowskiego nie doszli.
- Szczcie, e czasy jako spokojniejsze - odrzek pan miecznik
ciechanowiecki - i e pogastwo wiernie traktatw podhajeckich
dotrzymuje, wymoonych niezwycionym mieczem mojego
dobrodzieja.
Tu skoni si miecznik panu Sobieskiemu, w za uradowa si w sercu z
publicznej pochway i odpowiedzia:
- W pierwszym rzdzie boska to dobro pozwolia mi si wonczas
pooy na progu Rzeczypospolitej i nieprzyjaciela nieco poksa, a w
drugim, dobrych onierzw na wszystko gotowa rezolucja. e chan rad
by traktatw dotrzyma, to wiem; ale w samym Krymie przeciw chanowi
s zaburzenia, a biaogrodzka orda wcale go nie sucha. Odebraem
wanie wiadomo, e owo si tam na granicy modawskiej chmury
zbieraj i e zagony wej mog; kazaem te pilnie nasuchiwa na
szlakach, ale mi onierzy niesporo. Co gdzie przyrzuc, to w innym
miejscu dziura si czyni. Zwaszcza mi praktykw - znajcych ordziskie
sposoby - brak i przeto
tak auj Woodyjowskiego.
Na to Zagoba odj od skroni pici, ktrymi sobie gow ciska, i
zakrzykn:
- Ale on kamedu nie zostanie, chobym mia na Montem regium
zajazd uczyni i si go odj! Dla Boga! jutro zaraz do niego si udam.
Przecie moe mojej perswazji posucha, a nie, to do ksidza prymasa
pjd, do jeneraa kameduw! chobym te do Rzymu mia jecha -
pojad. Nie chc ja chwale boej ujmowa, ale co z niego za kamedua,
kiedy jemu i wosy na brodzie nie rosn. Tyle, co u mnie na pici ! Jak
mi Bg miy! On i mszy nie potrafi nigdy zapiewa, a jeli i zapiewa, to
szczury z klasztoru pouciekaj, bo bd mylay, e koczur miauczy
wesele odprawujc. Waszmociowie, wybaczcie, e mwi, co al na
jzyk przyniesie! Gdybym mia syna, to bym go tak nie miowa, jako
tego chopa miowaem. Bg z nim! Bg z nim! eby cho bernardynem
zosta, ale kamedu! Nie moe z tego nic by, jako yw tu siedz! Jutro
zaraz do ksidza prymasa zastukam, aby mi da listy do przeora.
- lubw przecie nie mg jeszcze wykona - wtrci pan marszaek- ale
go waszmo nie naglij, eby si wanie nie zaci, a i z tym si trzeba
rachowa, czy si wola boska w jego intencji nie objawia?
- Wola boska? Wola boska nie przychodzi nagle, jako i stare przysowie
mwi, e co nagle, to po diable. Miaaby by wola boska, to bym by z
dawna inklinacj w nim dostrzeg, a on by nie ksidz, jeno dragon.
Gdyby penym rozumem wadnc, takowe postanowienie w spokoju i z
rozmysem uczyni, nic bym nie mwi; ale wola boska nie uderza na
czeka w desperacji, jako wanie rarg na cyrank. Nie bd go nagli.
Nim pjd, dobrze pierwej sobie uo, co mu mam powiedzie, aby si
od razu nie zlisi; ale w Bogunadzieja! Konfidowa zawsze onierzysko
wicej memu dowcipowi ni swemu; tusz, e i teraz tak bdzie, chyba
e si cakiem odmieni.
 Rozdzia V 
Nazajutrz, zaopatrzywszy si w listy ksidza prymasa i uoywszy cay
plan z Hasslingiem, zadzwoni pan Zagoba do furty klasztornej na Mons
regius. Serce bio mu mocno na myl, jak go przyjmie pan
Woodyjowski, i sam te, cho sobie uoy z gry, co mu powie, pozna,
e duo zaleao od przyjcia, jakiego dozna. Tak mylc pocign za
dzwonek drugi raz, a gdy klucz zaskrzypia w zamku i furta odchylia si
nieco, wpakowa si w ni zaraz, troch przemoc, i rzek do
zmieszanego modego mniszka:
- Wiem, e eby wej tutaj, osobn permisj mie trzeba, ale ja mam list
od ksidza arcybiskupa, ktren zechciej, carissime frater, ksidzu
przeorowi odda.
- Stanie si wedle woli waszmoci -odpowiedzia furtian skoniwszy si na
widok prymasowskiej pieczci.
To rzekszy pocign za rzemie wiszcy u serca dzwonka i dwa razy
uderzy, aby kogo przywoa, bo sam nie mia prawa odej od furty. Na
on gos pojawi si drugi mnich i zabrawszy list, oddali si z nim w
milczeniu, pan Zagoba za zoy na awce zawinicie, ktre mia ze
sob, po czym siad sam i sapa pocz mocno.
- Frater- rzek wreszcie - a jak dawno w zakonie?
- Pity rok - odrzek furtian.
- Prosz, taki mody, a ju pity rok! To ju, choby si chciao wyj,
za pno! A musiao si nieraz zatskni za wiatem, bo to, mosterdzieju,
jednemu wojenka pachnie, drugiemu uczty, trzeciemu biaogowy...
- Apage! - rzek mniszek egnajc si pobonie.
- Jake? Nie braa pokusa wyj? - powtrzy Zagoba.
Lecz mniszek spojrza z nieufnoci na rozmawiajcego tak dziwnie
arcybiskupiego wysaca i odrzek:
- Za kim si tu drzwi zamkn, ten ju nie wychodzi.
- To obaczym jeszcze! Co tam z panem Woodyjowskim si dzieje?
zdrw?
- Nie masz tu nikogo, co by si tak nazywa.
- Brat Micha? - rzek na prb pan Zagoba. - Dawny pukownik
dragoski, ktry tu wszed niedawno?
- Tego bratem Jerzym nazywamy, ale on dotd lubw nie wykona i
wykona ich przed terminem nie moe.
- I pewno nie wykona, bo nie uwierzysz, frater, co to by za podwikarz!
Drugiego tak na biaogowsk cnot zawzitego nie znalazby we
wszystkich zako... chciaem powiedzie: we wszystkich pukach z caego
komputu...
- Mnie si tego sucha nie godzi - odpar z coraz wikszym zdziwieniem i
zgorszeniem mnich.
- Suchaje, frater. Nie wiem, gdzie u was moda przyjmowa, ale jeli tu,
na tym miejscu, to radz, jak tu przyjdzie brat Jerzy, odej lepiej, ot,
do tej izby przy furcie, bo my tu o nader wiatowych rzeczach bdziemy
rozmawiali.
- Ja i zaraz wol odej - rzek mnich.
Tymczasem pokaza si Woodyjowski, czyli raczej brat Jerzy, ale
Zagoba nie pozna nadchodzcego, bo pan Micha zmieni si wielce.
Naprzd, w dugim biaym habicie wydawa si wyszy ni w dragoskim
kolecie; po wtre, sterczce dawniej ku oczom wsiki nosi teraz ku
doowi i brod usiowa zapuci, ktra tworzya dwa te kosmyczki nie
dusze nad p palca; na koniec wychud i wymizernia bardzo, oczy jego
straciy dawny blask i zblia si powoli, majc rce ukryte na piersiach
pod habitem i spuszczon gow.
Zagoba nie poznawszy go myla, e to moe sam przeor nadchodzi,
wic podnis si z awy i zacz mwi:
- Laudetur...
Nagle spojrza bliej, rce roztworzy i zakrzykn:
- Panie Michale! panie Michale!
Brat Jerzy da si porwa w objcia, co na ksztat kania wstrzsno mu
piersi, ale oczy jego pozostay suche. Zagoba ciska go dugo, na koniec
pocz mwi:
- Nie sam nad swoim nieszczciem pakae. Pakaem ja, pakali
Skrzetuscy i Kmicicowie. Wola boska ! zgd si z ni, Michale! Nieche
ci Ojciec Miosierny pocieszy, nagrodzi!... Dobrze uczyni, e na czas
w tych oto murach si zamkn. Nie masz w nieszczciu nic lepszego
nad modlitw i pobone rozmylania. Daj, niech ci jeszcze raz uciskam.
Przez zy ledwie e ci dojrze mog!
I pan Zagoba paka naprawd, widokiem Woodyjowskiego poruszony,
wreszcie tak mwi dalej:
- Wybacz, em ci twe rozmylania przerwa, ale jue nie mogem inaczej
uczyni, i sam mi suszno przyznasz, gdy ci racje moje przytocz! Ej,
Michale! siamy ze sob zego i dobrego zayli! Znalazee za t krat
jakow pociech?
- Znalazem - odrzecze pan Micha - w tych sowach, ktre tu co dzie
sysz i powtarzam, a ktre do mierci chc powtarza: memento mori.
W mierci jest dla mnie pociecha.
- Hm ! mier atwiej na polu bitwy znale ni w klasztorze, gdzie ycie
tak idzie, jakoby kto z kbka powoli ni odwija.
- Nie masz tu ycia, bo nie masz spraw ziemskich, i zanim dusza ciao
opuci, ju jakoby na innym wiecie ywie.
- Kiedy tak, to ju ci nie powiem, e si orda biaogrodzka na
Rzeczpospolit w wielkiej potdze gotuje, bo c ci to obchodzi moe?
Pan Micha wsikami nagle ruszy i prawic mimo woli do lewego boku
sign, ale nie znalazszy szabli, zaraz obie rce pod habit schowa,
spuci gow i rzek:
- Memento mori !
- Susznie, susznie! - rzek Zagoba mrugajc z pewnym
zniecierpliwieniem swoim zdrowym okiem. - Wczoraj jeszcze pan
Sobieski, hetman, mwi: "Niechby Woodyjowski cho przez t jedn
nawanic przesuy, a potem do jakiego chce klasztoru szed. Bg by si
o to nie rozgniewa, owszem, zasug miaby taki mnich tym wiksz."
Ale trudno ci si i dziwi, e wasne uspokojenie nad szczcie ojczyzny
przekadasz, bo przecie: prima charitas ab ego.
Nastaa duga chwila milczenia, tylko wsy pana Michaa zjeyy si jako
i poczy si szybko, cho lekko, porusza.
- lubw jeszcze nie wykonae - spyta wreszcie Zagoba - i wyj w
kadej chwili moesz?
- Nie jestem jeszcze zakonnikiem, bom czeka na ask bo i na to, by
wszystkie ziemskie myli bolene opuciy dusz moj. Ale aska jest
nade mn, spokj mi wraca, wyj mog, ale ju nie chc, gdy zblia si
termin, w ktrym z czystym sumieniem i pren ziemskich podliwoci,
bd mg luby wykona.
- Nie chc ja ci od tego odwodzi, owszem, chwal rezolucj, chocia
pamitam, e gdy Skrzetuski zamierzy swego czasu mnichem zosta, to
jednak czeka z tym, pki by ojczyzna od nawanoci nieprzyjacielskiej
wolna nie bya. Ale czy, jak chcesz. Zaiste nie ja ci bd odwodzi,
bom i sam czu swego czasu do ycia zakonnego wokacj. Pidziesit lat
temu zaczem ju nawet nowicjat; szelm jestem, jeli ! No! Bg
inaczej pokierowa... To ci tylko powiem, Michale, e teraz musisz wyj
ze mn cho na par dni.
- Czemu mam wyj? Ostawcie mnie w spokoju - odrzek Woodyjowski.
Zagoba podnis po od kontusza do oczu i locha pocz.
- Dla siebie - mwi przerywanym gosem - o ratunek nie prosz, cho
mnie ksi Bogusaw Radziwi zemst ciga i mordercw na mnie
zasadza, a mnie starego nie masz komu broni i osania... Mylaem, e
ty! Mniejsza z tym !... Ja ci zawsze bd miowa, choby mnie zgoa
zna nie chcia... Mdl si tylko za dusz moj, bo ja rk
Bogusawowych nie ujd!... Niech mnie spotka, co ma spotka. Ale inny
twj przyjaciel, ktry kadym kawakiem chleba z tob si dzieli, kona i
koniecznie widzie ci pragnie, i nie chce bez ciebie umiera, bo ma ci
wyznania jakowe uczyni, od ktrych spokj jego duszy zaley.
Pan Micha, ktry ju o niebezpieczestwie Zagoby z wielkim
wzruszeniem
sucha, porwa si teraz i chwyciwszy Zagob za ramiona, pyta:
- Skrzetuski?
- Nie Skrzetuski, ale Ketling!
- Dla Boga! co si z nim dzieje?
- W mojej obronie przez siepaczw ksicia Bogusawa postrzelon, nie
wiem, czy przez dzie jeszcze yw bdzie. Dla ciebie to, Michale,
wpadlimy oba w takie terminy, bomy tylko dlatego do Warszawy
przyjechali, by ci pociech jakow obmyli. Wyjd cho na dwa dni i
pociesz konajcego. Wrcisz pniej... zostaniesz mnichem...
Przywiozem instancj prymasowsk do przeora, aby ci impedimentw
nie czyniono... Spiesz si jeno, bo kada chwila droga!...
- Przebg! - mwi Woodyjowski. - Co sysz! Impedimentw nie mog
mi tu stawia, bom ja dotd jakoby tylko na rekolekcjach... Przebg!
Proba konajcego wita rzecz! Tej ja odmwi nie mog!
- Grzech byby miertelny! - zakrzykn Zagoba.
- Tak jest! Wiecznie ten zdrajca Bogusaw!... Ale jeli Ketlinga nie
pomszcz, niech tu nigdy nie wrc... Znajd ja tych dworzan, tych
siepaczw, i bw napatam... Wielki Boe! Ju grzeszne myli mnie
opadaj! Memento mori!... Czekaj tu wa, jeno si przebior w stare
szatki, bo w habicie na wiat wyj nie wolno...
- Ot, szatki! - krzykn Zagoba porywajc za zawinicie, ktre dotd
leao obok niego na awie. - Wszystkom przewidzia, wszystko
przygotowaem... S buty, jest rapierek zacny i kubrak...
- Chod wa do celi - odrzek z popiechem may rycerz.
I poszli, a gdy si ukazali znowu, koo pana Zagoby drepta ju nie
mniszek biay, ale oficer w tych butach za kolana, z rapierem przy
boku i z biaym pendentem przez rami.
Zagoba okiem mruga i pod wsami si na widok brata furtiana
umiecha, ktry z widocznym zgorszeniem w twarzy otwiera obydwom
bram.
Nie opodal klasztoru, niej, czeka wasg pana Zagoby, a przy nim
dwch czeladzi: jeden siedzia na kole trzymajc lejce dobrze sprzonej
czwrki, na ktr pan Woodyjowski zaraz okiem znawcy rzuci; drugi
sta przy wasgu z opleniaym gsiorkiem w jednej, z dwoma kielichami
w drugiej doni.
- Do Mokotowa kawa drogi - rzek Zagoba -a przyou Ketlinga sroga
czeka nas ao. Napije si, Michale, aby mia si wszystko przenie,
bo zmizerowany bardzo. 
To rzekszy Zagoba wyj gsior z rk pacholika i nala oba kielichy
malaczem tak starym, e a zgstniaym ze staroci.
- Godny to napitek- rzek postawiwszy gsior na ziemi, a biorc kielichy.
- Za zdrowie Ketlinga !
- Za zdrowie! - powtrzy Woodyjowski. - Spieszmy si!
I wychylili duszkiem.
- Spieszmy si! - powtrzy Zagoba. - Lej, chopcze! Za zdrowie
Skrzetuskiego! Spieszmy si!
Wychylili znw duszkiem, bo istotnie pilno byo jecha.
- Siadajmy! - woa Woodyjowski.
- A mego nie wypijesz? - pyta aosnym gosem Zagoba.
- Byle prdzej !
I wypili prdko. Zagoba przechyli od razu, cho przecie byo z p
kwarty w kielichu, za czym nie obtarszy jeszcze wsw pocz woa:
- Bybym niewdzicznikiem, gdybym twego nie wypi! Lej, chopcze!
- Z podzikowaniem! - odrzek brat Jerzy.
Dno ukazao si w gsiorze, Zagoba chwyci go za szyj i rozbi w
drobne kawaki, bo nie mg znosi widoku prnych naczy. Nastpnie
siedli ywo i pojechali.
Szlachetny napitek wnet napeni ich yy bogim ciepem, a serca jak
otuch. Policzki brata Jerzego powloky si lekkim szkaratem, a wzrok
odzyska dawn bystro.
Doni mimo woli sign raz, drugi do wsikw i nastawi je sobie jak
szydeka, a koce ich pod oczy podchodziy. Pocz si przy tym
rozglda po okolicy z ciekawoci wielk, jakby j pierwszy raz widzia.
Nagle Zagoba uderzy si domi po kolanach i zakrzykn ni z tego, ni z
owego :
- Hoc! hoc! Ufam, e jak ci Ketling ujrzy, do zdrowia wrci! Hoc! hoc!
I chwyciwszy za szyj Michaa pocz go ciska z caej siy.
Woodyjowski nie chcia mu pozosta dunym, wic uciskali si
najszczerzej.
Jechali czas jaki w milczeniu, ale w bogim. Tymczasem ju domki
przedmiejskie poczy si ukazywa po obu stronach drogi. Przed
domkami ruch by wielki. W t i w ow stron cignli mieszczanie,
sudzy w rnej barwie, onierze i szlachta, czsto bardzo strojna.
- Na konwokacj chmara szlachty zjechaa - rzek Zagoba - bo cho to
niejeden i nie posuje, wszelako chce by, przysucha si, widzie.
Domy i gospody wszdy tak pozajmowane, e jednej izby trudno
znale, a co szlachcianek wczy si po ulicach, to powiem ci, na
wosach w brodzie nie zliczysz. Gadkie te, bestie, a czek ma czasami
ochot strzepn rkoma po bokach jako gallus skrzydami i zapia. Patrz
no! patrz no na ow czarnuszk, za ktr hajduk zielon szubk niesie;
czy nie rzsista? co?
Tu pan Zagoba trci kuakiem w bok Woodyjowskiego, a ten spojrza,
wsikami ruszy, okiem bysn, lecz w teje chwili zawstydzi si,
opamita i spuciwszy gow rzek po krtkim milczeniu:
- Memento mori !
A Zagoba znw chwyci go za szyj.
- Jak mnie kochasz, per amicitiam nostram, jak mnie szanujesz: oe si!
Tyle jest zacnych panien, oe si!
Brat Jerzy spojrza ze zdumieniem na swego przyjaciela. Pan Zagoba nie
mg by przecie pijany, bo nieraz trzykro tyle wypija bez widomego
skutku, wic tylko mwi z rozczulenia. Ale wszelka myl podobna tak
bya daleka teraz od gowy pana Michaa, e w pierwszej chwili
zdumienie przemogo w nim nad oburzeniem.
Nastpnie jednak spojrza surowo w oczy Zagoby i spyta:
- Chyba wa podchmieli?
- Z caego serca ci to mwi: oe si!
Pan Woodyjowski spojrza jeszcze surowiej.
- Memento mori !
Lecz Zagoba nie zraa si atwo.
- Michale, jeli mnie kochasz, uczy to dla mnie i pocauj psa w nos,
razem ze swoim "memento". Repeto, e uczynisz, jak zechcesz, ale ja
tak myl: niech kady suy Bogu tym, do czego go stworzy, a ciebie
stworzy do rapiera, w czym widoczna bya jego wola, gdy ci w onej
sztuce do takiej doskonaoci doj pozwoli. A gdyby chcia ci mie
ksidzem, tedy byby ci zgoa innym dowcipem przyozdobi i serce ci
wicej do ksig a aciny nakoni. Zauwa take, e wici onierze nie
mniejszego respektu w niebie zaywaj od witych zakonnikw i na
wyprawy przeciw komputowi piekielnemu chodz, i praemia z rk
boych otrzymuj, gdy z chorgwiami zdobycznymi wracaj... Wszystko
to prawda, nie zaprzeczysz?
- Nie zaprzecz i to wiem; e trudno jest przeciw wacinemu rozumowi
na harc wychodzi; ale i wapan rwnie nie zaprzeczysz, e dla smutku
lepsze jest w zakonie ni na wiecie poywienie.
- Ba! jeli lepsze, to tym bardziej naley zakonw dla smutku vitare.
Gupi, kto smutki prowiantuje, zamiast je o godzie trzyma, eby bestie
zdechy jako najprdzej !
Pan Woodyjowski nie znalaz na razie argumentu, wic umilk i po chwili
dopiero ozwa si utsknionym gosem:
- Wapan mi o oenku nie wspominaj, bo takie wspominki jeno ao na
nowo budz ! Dawnej ochoty te nie staje, bo ze zami spyna, a i lata
nie po temu. Toe mnie i czupryna ju siwie pocza. Czterdzieci dwa
lat, a dwadziecia pi trudw wojennych, nie art, nie art!
- Boe, nie karz go za blunierstwo! Czterdzieci dwa lat! Tfu! Przeszo
dwa razy tyle mam na karku, a jeszcze czowiek czasem dyscyplinowa
si musi, aby upay ze krwi jako kurzaw z szat wytrzepa. Szanuj
pami onej sodkiej nieboszczki, Michale! To dla niej by dobry? a dla
innych jeste za tani? za stary?
- Daj wapan spokj ! daj wapan spokj ! - odezwa si bolesnym
gosem Woodyjowski.
I zy poczy mu cieka na wsiki.
- Nie powiem wicej ni sowa! - rzek Zagoba - daj mnie tylko parol
kawalerski, e co bd si z Ketlingiem pokae, przez miesic zostaniesz
z nami. Trzeba, by i Skrzetuskiego zobaczy... Jeli pniej zechcesz
wrci do habitu, nikt ci impedimentw nie bdzie stawia.
- Daj parol! - rzek pan Micha.
I zaraz jli o czym innym rozmawia. Pan Zagoba pocz opowiada o
konwokacji, o tym, jako spraw rugw przeciw ksiciu Bogusawowi
poruszy, i o Ketlingowej przygodzie.
Chwilami wszelako przerywa opowiadanie i pogra si w mylach.
Musiay by to wszelako wesoe myli, bo od czasu do czasu uderza
rkoma o kolana i powtarza:
- Hoc! hoc!
W miar jednak jak zbliali si do Mokotowa, na twarzy pana Zagoby
pojawia si pewna niespokojno. Obrci si nagle do Woodyjowskiego
i rzek:
- Pamitasz? dae parol, i cokolwiek si z Ketlingiem pokae, przez
miesic zostaniesz z nami?
- Daem i zostan - odrzek Woodyjowski.
- Ot i Ketlingowy dwr! - zawoa Zagoba. - Zacnie mieszka!
Po czym zakrzykn na wonic:
- A pal no z bata! wito dzi w tym domu bdzie!
Rozlegy si gromkie trzaskania z bicza. Ale jeszcze wasg bramy nie
przejecha, gdy z ganku wypado kilku towarzyszw, pana Michaowych
znajomych; byli midzy nimi i starzy kompanionowie z czasw
chmielnicczyzny, i modzi towarzysze z czasw ostatnich; midzy nimi
pan Wasilewski i pan Nowowiejski, dzieciuchy jeszcze, ale kawalerowie
ognici, ktrzy w pacholcym wieku uciekszy ze szk, od kilku lat
wojn praktykowali, pod panem Woodyjowskim suc. Tych lubi may
rycerz niezmiernie.
Ze starszych by pan Orlik, herbu Nowina, z czaszk zotem lutowan, bo
mu j szwedzki granat czasu swego nadupa, i pan Ruszczyc, pdziki
rycerz stepowy, niezrwnany zagoczyk, jednemu Woodyjowskiemu w
sawie ustpujcy, i kilku innych. Wszyscy, dojrzawszy dwch mw na
powzce, poczli krzycze:
- Jest! jest! Vicit Zagoba! jest!
I rzuciwszy si ku wasgowi porwali maego rycerza na rce i nieli ku
gankowi powtarzajc :
- Witaj! yj nam, towarzyszu najmilszy! Mamy ci i nie pucim! Vivat
Woodyjowski, pierwszy kawaler, ozdoba wszystkiego wojska! W step z
nami, bracie! Na Dzikie Pola! Tam ci wiatr smutki wywieje!
Na ganku dopiero pucili go z rk. On wita si ze wszystkimi, bo bardzo
by owym przyjciem rozrzewnion, a potem zaraz pocz wypytywa:
- Jak si ma Ketling? Zali yw jeszcze?
- yw! yw! - odpowiedziano chrem i wsy starych onierzy poczy
si porusza w dziwnym umiechu. -Chod do niego, bo nie doley, tak
ci niecierpliwie wyglda.
- Widz, e nie tak mu blisko do mierci, jako pan Zagoba prawi-
odrzek may rycerz.
Tymczasem weszli do sieni, a stamtd do duej izby. Na rodku jej sta
st z przygotowan uczt, w jednym za kcie tapczan pokryty bia
kosk skr, na ktrym lea Ketling.
- Przyjacielu! - rzek pan Woodyjowski spieszc ku niemu.
- Michale! - krzykn Ketling i zerwawszy si na rwne nogi, jak gdyby
by w peni si, chwyci maego rycerza w objcia.
ciskali si tedy tak, e chwilami Ketling Woodyjowskiego, a chwilami
Woodyjowski Ketlinga podnosi w gr.
- Kazali mi chorob symulowa - mwi Szkot - umarego udawa, ale
przecie na twj widok nie mogem wytrzyma! Zdrw jestem jako ryba i
adna przygoda mnie nie spotkaa. Ale chodzio o to, eby z klasztoru
wydoby!... Przebacz, Michale!... Z serca uczynilimy t zasadzk!..
- Na Dzikie Pola z nami! - krzyknli znw rycerze i poczli twardymi
domi uderza po szablach, a chrzst grony uczyni si w komnacie.
Lecz pan Micha zdumia bardzo. Przez chwil milcza, za czym j
spoglda
na wszystkich, a szczeglniej na pana Zagob, wreszcie rzek:
- O zdrajcy! Mylaem, e Ketling na mier usieczon!
- Jak to, Michale? - zawoa Zagoba. - To gniewasz si o to, e Ketling
zdrw? To aujesz mu zdrowia, a mierci yczysz? Take to
skamieniao ci serce, e rad by wszystkich na marach widzie: i Ketlinga,
i pana Orlika,. i pana Ruszczyca, i tych modzikw, ba ! nawet
Skrzetuskiego i mnie, i mnie, ktry ci jak syna miuj!
Tu Zagoba oczy zatkn i woa jeszcze aoniej :
- Nic nam po yciu, moci panowie, bo nie masz wdzicznoci na tym
wiecie, jeno zatwardziao sama!
- Dla Boga ! - odpowiedzia Woodyjowski - za wam nie ycz, alecie
mojego smutku nie umieli uszanowa.
- ycia nam auje! - powtarza Zagoba.
- Daje wa spokj !
- Powiada, e smutku jego nie chcemy szanowa, a jakie to zdroje
wylelimy nad jego nieszczciem, moci panowie! Prawda! Boga bior
na wiadka, e twj smutek radzi bymy na szablach roznie, bo tak
zawsze przyjaciele czyni powinni. Ale e dae parol, i przez miesic z
nami zostaniesz, to przynajmniej przez ten miesic kochaj nas jeszcze,
Michale!
- Ja i do mierci bd waciw kocha! - odrzek Woodyjowski.
Dalsz rozmow przerwao przybycie nowego gocia. onierze, zajci
panem Woodyjowskim, nie syszeli, jak w go zajecha, i spostrzegli
go dopiero teraz we drzwiach. By to m ogromny, wspaniaej tuszy i
postawy, twarz mia rzymskiego cezara, w niej potg, a zarazem icie
monarsz dobro i askawo. Zgoa by inny od tych wszystkich
onierzy, niezmiernie wikszy, i sta wobec nich, jakoby krl ptakw,
orze, stan wobec jastrzbi, rarogw, kobuzw...
- Pan hetman wielki! - zawoa Ketling i skoczy, jako gospodarz, wita.
- Pan Sobieski! - powtrzyli inni.
Wszystkie gowy pochyliy si w penym uszanowania pokonie.
Prcz Woodyjowskiego wiedzieli wszyscy, e pan hetman przyjedzie, bo
si by Ketlingowi obieca, a jednak przybycie jego tak silne wywaro
wraenie, e przez chwil nikt pierwszy ust nie mia otworzy. aska te
to bya nadzwyczajna. Ale pan Sobieski kocha nad wszystko onierzy,
zwaszcza tych, ktrzy ju z nim tylekro tratowali po karkach
czambuw tatarskich; uwaa ich jakoby za rodzin swoj i przeto
wanie postanowi powita Woodyjowskiego, pocieszy go, wreszcie
okazaniem niezwykego faworu i pamici wrd szeregw zatrzyma.
Wic powitawszy si z Ketlingiem wycign zaraz rce ku maemu
rycerzowi, a gdy w si zbliy i za kolana go chwyci, cisn mu domi
gow.
- No, stary onierzu! - rzek- no! boa rka ci przycisna do ziemi, ale
ci ona podniesie i pocieszy... Bg z tob! Ju te zostaniesz z nami...
Szlochanie wstrzsno piersi pana Michaa.
- Ostan! - rzek wrd ez.
- To i dobrze, takich mi jak najwicej! A teraz, stary towarzyszu,
przypomnijmy te czasy, kiedymy to w ruskich stepach pod namiotami
do uczty siadali. Dobrze mi midzy wami! Dalej, gospodarzu, dalej!
- Vivat Joannes dux! - zakrzykny wszystkie gosy. Uczta si rozpocza
i trwaa dugo.
Nazajutrz przysa pan hetman dla Woodyjowskiego buanego dzianeta
wielkiej wartoci.
 Rozdzia VI 
Ketling z Woodyjowskim obiecywali sobie, byle si okazja trafia, znowu
strzemi przy strzemieniu jedzi, przy jednym ogniu siada, z gowami
na jednej kulbace sypia.
Ale tymczasem wypadek ich rozczy nie pniej jak w tydzie po
pierwszym powitaniu. Oto z Kurlandii przyby posaniec z oznajmieniem,
i w Hassling, ktry modego Szkota by adoptowa i majtnoci
obdarzy, teraz nagle zachorza i przybranego syna pilno widzie poda.
Mody rycerz nie namyla si; siad na ko i pojecha.
Przed wyjazdem prosi tylko pana Zagob i Woodyjowskiego, by dom
jego uwaali za swj wasny i tak dugo w nim mieszkali, pki by si im
nie uprzykrzyo. - Moe Skrzetuscy przyjad - mwi. - Gdy elekcja
nastanie, przynajmniej on sam z pewnoci przybdzie; ale choby ze
wszystk dziatw, znajdzie si tu dla caej rodziny miejsce. Ja nikogo z
krewnych nie mam, a chobym i braci mia, nie byliby mi od was blisi.
Zagoba szczeglniej by z tych zaprosin rad, bo mu byo w domu
Ketlingowym bardzo wygodnie, lecz przyday si one i dla pana Michaa.
Skrzetuscy wprawdzie nie przyjechali, ale natomiast daa zna o swym
przybyciu siostra Woodyjowskiego, ktra bya za panem Makowieckim,
stolnikiem latyczowskim. Wysaniec jej przyjecha na dwr hetmaski
dopytywa, czy kto z dworzan czego o maym rycerzu nie wie.
Oczywicie, wskazano mu natychmiast dom Ketlingowy. Woodyjowski
uradowa si bardzo, bo lata cae upyny od czasu, jak pani stolnikowej
nie widzia, a dowiedziawszy si, e w braku lepszej gospody stana na
Rybakach, w ndznym domku, polecia zaraz, by j do Ketlingowego
dworu zaprosi.
Szaro ju byo, gdy wpad do niej, ale pozna j od razu, chocia dwie
insze jakie niewiasty znajdoway si z ni w izbie, bo pani stolnikowa
bya maego wzrostu, a okrgluchna jak kbek nici. Ona take go
poznaa; wic padszy sobie w objcia, dugi czas sowa nie mogli
przemwi i on czu jej ciepe zy na twarzy, a ona jego; przez ten czas
owe dwie inne niewiasty stay jak wiece, przygldajc si powitaniu.
Pierwsza pani Makowiecka odzyskaa mow i pocza wykrzykiwa
cienkim i do piskliwym gosem:
- Ile lat! ile lat! Boe ci wspom, bracie najukochaszy! Jak tylko
przysza wie o twoim nieszczciu, zaraz zerwaam si jecha. I m
mi nie wstrzymywa, bo od Budziaku burza grozi... Mwiono te o
biaogrodzkich Tatarach. I pewno szlaki si zaczerni, bo ptastwa okrutne
stada wida, a przed kadym napadem zawsze tak jest. Boe ci pociesz,
bracie kochany! drogi ! zoty! M sam na elekcj ma tu przyjecha,
wic mi powiedzia tak:
"We panny i jed wczeniej. Michaa (powiada) w smutku utulisz, przed
Tatary i tak (powiada) trzeba by gdzie gowy schroni, bo kraj stanie w
ogniu, wic jedno z drugim si skada. Ruszaj (powiada) do Warszawy,
gospod dobr zajmij, pki czas, eby byo gdzie mieszka." On tam z
powietnikami na szlaki ruszy ucha nadstawia. Wojska mao w kraju. U
nas tak zawsze. Mje ty Michale kochany! Chod do okna, nieche ci w
twarz spojrz. Gba ci schuda, ale w smutku nie moe inaczej by.
atwo byo powiedzie mowi na Rusi: szukaj gospody! a tu nic nigdzie;
my same ot, w chaupie! Ledwie trzy wizki somy na spanie dostaam.
- Pozwl, siostro!... - rzek may rycerz.
Ale siostra nie chciaa pozwoli i mwia dalej, jakoby mynek turkota:
- Tumy stany, bo nie byo gdzie indziej. Gospodarzom jako wilkiem z
oczu patrzy, moe i li ludzie. Prawda, e to mamy czterech czeladzi,
dobrych pachokw, a i my same nie pochliwe, bo to w naszych stronach
i niewiasta kawalerskie serce mie musi, inaczej nie mogaby tam
mieszka. Mam te bandolecik, ktry zawsze ze sob wo, a Baka
dwie krcice. Jeno Krzysia ora nie kocha... Ale e tu obce miasto, wic
wolaybymy w jakiej pewniejszej gospodzie si zatrzyma...
- Pozwl, siostro... - powtrzy pan Woodyjowski.
- A ty gdzie mieszkasz, Michale? Musisz mi pomc w wyszukaniu
gospody, bo w Warszawie byway...
- Gospod mam gotow - przerwa pan Micha - i tak zacn, e senatorski
dwr mgby w niej stan. Mieszkam u mego przyjaciela, kapitana
Ketlinga, i zaraz ci tam zabior...
- Ale pamitaj, e to nas trzy i dwie sug, i czterech czeladzi. To na
Boga! Ja ci dotd z kompani nie poznajomiam!
Tu zwrcia si do towarzyszek:
- Wapanny wiedz, kto on, ale on nie wie, kto wapanny; uczycie cho
i po ciemku znajomo. Nawet nam w piecu dotd nie zapalono... To jest
panna Krystyna Drohojowska, a wta, panna Barbara Jeziorkowska.
M mj jest opiekunem ich i ich majtnoci, a one z nami mieszkaj, bo
sieroty. Samotnie za mieszka tak modym pannom nie wypada.
Przez czas, gdy stolnikowa mwia, Woodyjowski skoni si onierskim
obyczajem; panny chwyciwszy palcami za suknie dygny obie, przy tym
panna Jeziorkowska rzucia gow jak mody rebak.
- Siadajmy i jedmy! - rzek. - Mieszka ze mn pan Zagoba, ktrego
prosiem, aby wieczerz przygotowa kaza.
- Ten sawny pan Zagoba? - spytaa nagle panna Jeziorkowska.
- Baka, cicho! - rzeka pani stolnikowa. - Boj si tylko, czy kopotu nie
bdzie
- Ju jak tam pan Zagoba o wieczerzy myli - odpar may rycerz - to
starczy, choby nas dwa razy tyle przyjechao. Kacie wapanny uby
wynosi. Wziem te i wzek pod rzeczy, a karabon Ketlingowy tak
obszerny, e we czworo wygodnie si pomieci moemy. Ot, co mi
przychodzi do gowy: jeli pachokowie nie pijacy, niech tu do jutra z
komi i wielkimi rzeczami zostaj, a my wemiem jeno co
najpotrzebniejsze.
- Nie maj potrzeby zostawa - rzecze pani stolnikowa - bo wozy jeszcze
nie wyadowane, tylko konie wprzgna i mog zaraz jecha. Baka, id,
przypilnuj !
Panna Jeziorkowska skoczya do sieni, a w kilka pacierzy pniej wrcia
z oznajmieniem, e wszystko gotowe.
- To i czas! - rzek Woodyjowski.
Po chwili siedzieli w karabonie i jechali do Mokotowa. Pani stolnikowa z
pann Drohojowsk zajy tylne siedzenie, na przodku za usadowi si
may rycerz koo panny Jeziorkowskiej. Ciemno ju byo, wic twarzom
ich nie mg si przyjrze.
- Wapanny znaj Warszaw? - spyta pochyliwszy si do panny
Drohojowskiej i podnoszc gos, aby turkot karabonu zaguszy.
- Nie - odrzeka niskim, ale dwicznym i miym gosem. - Parafianki z
nas prawdziwe i dotd nie znamy ni sawnych miast, ni sawnych ludzi.
To rzekszy skonia nieco gow, jakby dajc zna, e do tych ostatnich
pana Woodyjowskiego zalicza, on za przyj wdzicznie odpowied.
"Polityczna jaka dziewczyna" - pomyla i zaraz zacz ama gow,
jakim by w zamian ruszy komplementem.
- Choby to miasto byo i dziesi razy wiksze, ni jest - rzek wreszcie -
jeszcze bycie wapanny najcelniejszy jego mogy stanowi ornament.
- A wapan skd wiesz, kiedy ciemno? - spytaa nagle panna
Jeziorkowska.
"Ot! koza !" - pomyla pan Woodyjowski.
Ale nie odrzek nic i przez czas jaki jechali w milczeniu; wtem znw
panna Jeziorkowska zwrcia si do maego rycerza:
- Nie wiesz wapan, czy tam w stajniach do miejsca, bo to my mamy
dziesi koni i dwa podjezdki?
- Choby i trzydzieci; znajdzie si gdzie pomieci.
A panna na to:
- Fiu! fiu!
- Baka! - rzeka tonem perswazji pani stolnikowa.
- Aha! dobrze! Baka! Baka! A na czyjej gowie byy konie przez ca
drog?
W ten sposb rozmawiajc zajechali przed dom Ketlingowy. Wszystkie
okna jasno ju byy owiecone na przyjcie pani stolnikowej. Wybiega
suba z panem Zagob na czele, ktry przyskoczywszy do wasgu i
ujrzawszy trzy niewiasty spyta zaraz:
- W ktreje z pa mam zaszczyt powita osobliw moj dobrodziejk,
a zarazem siostr mego najlepszego przyjaciela, Michaa?
- Jam jest! - odrzeka pani stolnikowa.
Wwczas Zagoba chwyci j za rk i pocz popiesznie caowa
powtarzajc:
- Czoem bij, czoem !
Nastpnie pomg jej zsi z karabonu i prowadzi z wielk atencj oraz
z szurganiem nogami do sieni.
- Niech mi za progiem wolno bdzie jeszcze raz powita - mwi po
drodze.
A tymczasem pan Micha pomaga zsiada pannom. e za karabon by
wysoki, a stopnia po ciemku trudno byo nog zmaca, wic chwyci
wp pann Drohojowsk i unisszy j w powietrzu, postawi przed sob
na ziemi. Ona za nie opierajc si zaciya przez oka mgnienie piersi
na jego piersi i rzeka:
- Dzikuj wapanu !
Pan Woodyjowski zwrci si z kolei do panny Jeziorkowskiej, ale ona
zeskoczya ju na drug stron wasgu, wic poda rami Drohojowskiej.
W izbie nastpia znajomo z panem Zagob, ktry na widok dwch
panien wpad w doskonay humor i zaraz zaprosi do wieczerzy.
Ju te i dymio si z pmiskw na stole, a jak przewidywa pan Micha,
wszystkiego bya taka obfito, e i na dwa razy tyle osb by starczyo.
Wic siedli. Pani stolnikowa zaja naczelne miejsce, obok niej Zagoba
po prawicy, a za nim panna Jeziorkowska. Woodyjowski siad z lewej
strony, obok Drohojowskiej.
I tu dopiero may rycerz mg si dobrze pannom przypatrzy. Obie byy
adne, ale kada w swoim rodzaju. Drohojowska miaa czarne jak krucze
skrzyda wosy, takie brwi, due bkitne oczy, pe smag a blad i tak
delikatn, e wida jej byo przez skr niebieskie yki na skroniach.
Ledwie dostrzegalny ciemny puszek pokrywa jej wierzchni warg,
uwydatniajc usta sodkie a pontne, jakby troch do pocaunku zoone.
Bya w aobie, bo niedawno ojca stracia, i ta barwa stroju, przy
delikatnoci cery i czarnych wosach, nadawaa jej pewien pozr smutku i
surowoci. Na pierwszy rzut oka wydawaa si starsz od swej
towarzyszki i dopiero przyjrzawszy si lepiej, spostrzeg pan Micha, e
krew pierwszej modoci
pyna pod t przezroczyst skr. I im wicej patrzy, tym wicej
podziwia: i pasko postawy, i szyj abdzi, i te ksztaty smuke a
pene dziewiczych urokw.
"To jest wielka pani - myla sobie - ktra dusz musi mie wspania !
Za to ta druga istny pacholik!"
Jako porwnanie byo trafne.
Jeziorkowska bya o wiele od Drohojowskiej mniejsza i w ogle drobna,
cho nie chuda; rowa jak pczek ry, jasnowosa. Ale wosy miaa,
widocznie po chorobie, obcite i w zot siatk schowane. Te jednak, na
niespokojnej gowie siedzc, nie chciay take zachowa si spokojnie,
jeno wyglday koczykami przez wszystkie oka siatki, a nad czoem
tworzyy bezadn pow czupryn, ktra spadaa a na brwi, na ksztat
kozackiego oseedca, co przy bystrych niespokojnych oczkach i
zawadiackiej minie czynio t row twarzyczk podobn do twarzy
aka, ktry jeno patrzy, jak by co zbroi bezkarnie. Jednak tak bya adna
i wiea, e trudno byo oczu od niej oderwa. Nosek miaa cienki, nieco
zadarty, o ruchomych, cigle rozdymajcych si nozdrzach, doki na
twarzy i doek w brodzie - znak wesoego usposobienia.
Ale teraz siedziaa powanie i jada smacznie, co chwila tylko strzelajc
oczyma : to na pana Zagob, to na pana Woodyjowskiego, i spogldajc
na nich z dziecinn prawie ciekawoci jak na jakie osobliwoci. Pan
Woodyjowski milcza, bo chocia czu, e mu wypada zaj rozmow
pann Drohojowsk, nie wiedzia, od czego zacz. W ogle nie by
zrczny do niewiast may rycerz, a teraz mia przy tym dusz tym
smutniejsz, e mu te dziewczyny ywo na pami kochan zmar
przywiody.
Natomiast pan Zagoba bawi pani stolnikow, prawic jej o czynach
pana Michaowych i wasnych. W rodku wieczerzy wpad na
opowiadanie, jak niegdy z kniaziwn Kurcewiczwn i Rzdzianem
samoczwart przed caym czambuem umykali i jak wreszcie dla ocalenia
kniaziwny i zatrzymania pogoni rzucili si we dwch na czambu.
Panna Jeziorkowska a je przestaa i wsparszy brod na rkach,
suchaa pilnie, potrzsajc co chwila czupryn, mrugajc oczyma,
trzaskajc w palce w najciekawszych miejscach i powtarzajc:
- Aha! aha! No i co? no i co?
A gdy przyszo do tego miejsca, jak dragoni Kuszla, nadbiegszy
niespodzianie w pomoc, wsiedli na kark Tatarom i jechali na nich siekc
przez p mili, nie moga duej wytrzyma panna Jeziorkowska, wic
klasnwszy z caej siy w rce, zakrzykna :
- Chciaabym tam by, dalipan!
- Baka! - zawoaa tuciuchna pani Makowiecka wybitnym rusiskim
akcentem - to tu midzy polityczny nard przyjechaa, odzwyczaje si
od swoich "dalipan"! Tego tylko, Boe wielki, braknie, eby
zakrzykna:
"Niech mnie kule bij!"
Panienka rozmiaa si wieym i dwicznym jak srebro miechem i
nagle uderzya si rkami po kolanach.
- No! to niech mnie kule bij, ciotula!
- O Boe! uszy widn: Przepro cae towarzystwo! - woaa pani
stolnikowa.
Wwczas Baka, chcc zacz od pani stolnikowej przeprosiny, zerwaa
si z miejsca, ale zarazem zrzucia pod st n i yk, wic nastpnie
sama nurkna za nimi.
Okrgluchna pani stolnikowa nie moga duej miechu powstrzyma, a
miaa dziwny miech, bo naprzd zaczynaa si trz i podrygiwa, a
potem piszcze cienko. Rozweselili si wszyscy. Zagoba by
zachwycony.
- Patrzcie pastwo, co ja mam z t dziewczyn ! - powtarzaa trzsc si
stolnikowa.
- Czyste delicje, jak mnie Bg miy! - mwi Zagoba.
Tymczasem panna Basia wylaza spod stou, yk i n znalaza, ale
zgubia siatk z gowy; czupryna cakiem jej spada na oczy.
Wyprostowawszy si poruszya nozdrzami i rzeka:
- Aha! miejecie si wapastwo z mojej konfuzji. Dobrze!
- Nikt si nie mieje - rzek tonem przekonania Zagoba - nikt si nie
mieje! nikt si nie mieje! Cieszymy si tylko, e nam Pan Bg rado w
osobie wapanny zesa. Po wieczerzy przeszli do bawialnej izby. Tam
panna Drohojowska, ujrzawszy wiszc na cianie lutni, zdja j i
pocza w struny brzka. Woodyjowski prosi jej, eby zapiewaa co
do wtru, ona za odrzeka z prostot i dobroci:
- Gotowam, jeli trosk z wapanowej duszy wygna zdoam...
- Dzikuj! - odpowiedzia may rycerz podnoszc na ni z wdzicznoci
oczy.
Po chwili piew si rozleg:
Wierzcie, rycerze,
Na nic pancerze,
Na nic si tarcze zday!
Przez stal, elazo
W serce si wra
Kupida ostre strzay!
- Ju nie wiem, jak wapani dzikowa - mwi Zagoba siedzc opodal z
pani stolnikow i caujc j po rkach - e i sama przyjechaa, i tak
foremne dziewki ze sob przywioza, e Gracje same mogyby przy nich
w piecu pali. Szczeglniej mi w hajduczek do serca przypad, bo to ci
taka bestyjka tak smutki rozgoni, e i asica lepiej myszy nie rozpdzi.
C bowiem s smutki, jeli nie myszy, ktre gryz ziarna wesooci
zoone w naszych sercach? Trza wapani dobrodziejce wiedzie, e
dawny nasz krl, Joannes Casimirus, tak moje Comparationes lubi, e
jednego dnia si bez nich obej nie mg. Musiaem i przypowieci, i
mdre maksymy dla niego ukada, ktre kaza sobie zawsze przed noc
powtarza i wedug ktrych polityk prowadzi. Ale to inna materia.
Ufam, e i nasz Micha do reszty przy tych delicjach o przygodzie swej
nieszczliwej zapomni. Wapani nie wiesz, e ja go dopiero tydzie
wycignem od kameduw, gdzie chcia ju luby czyni. Alem sobie
samego nuncjusza instancj zjedna, ktren przeorowi zapowiedzia, e
cay klasztor w dragony pole, jeli zaraz Michaa nie wypuszcz. Nic
tam byo po nim!... Chwaa Bogu! Chwaa
Bogu !... Znam ja go ! Nie dzi, to jutro ktrakolwiek z tych dwch takie
iskry z niego wykrzesze, e si od nich serce w nim jak huba zajmie.
Tymczasem panna Drohojowska piewaa dalej:
Lecz gdy pawa
Hardego ma
Przed grotem nie obroni-
Mda biaogowa
Jake si schowa
I gdzie si biedna Schroni?
- Tak si biaogowy tych grotw boj jak pies sada - szepn pani
stolnikowej Zagoba. - Ale przyznaj, wapani dobrodzika, e nie bez
jakowych ukrytych zamiarw te sikory tu przywioza. Setne dziewki!
Szczeglniej w hajduczek, ebym tak zdrw by! Chytr Micha ma
siostrzyczk, co?
Pani Makowiecka uczynia istotnie bardzo chytr min, ktra zreszt
zupenie nie przypada do jej prostodusznej, poczciwej twarzy, i odrzeka:
- Mylao si o tym i o owym, jak to zwykle nam, niewiastom, na
przebiegoci nie braknie. Mj m ma tu przyjecha na elekcj, a ja
dziewczyny wczeniej zabraam, bo Tatarw tylko u nas patrze. Gdyby
za miao z tego co szczliwego dla Michaa si zdarzy, ofiarowaabym
si piechot do jakiego cudownego obrazu.
- Zdarzy si, zdarzy! - rzek Zagoba.
- Obie dziewczyny z wielkich domw i obie dostatnie, a i to co w
dzisiejszych cikich czasach znaczy...
- Nie mnie tak rzecz trzeba powtarza. Michaow fortun wojna zjada,
cho wiem, e ma co grosiwa na prowizji u wielkich panw. Bralimy
nieraz znamienite upy, mocia pani, a cho si to na dyskrecj
hetmask oddawao, przecie cz sza na podzia, jak si to mwi u nas
po oniersku : "od szabli". Na Michaow tyle nieraz wypadao, e gdyby
by wszystko zachowa, miaby dzi pikn fortun. Ale to onierz nie
patrzy na jutro, jeno dzi hula. A Micha byby i wszystko przehula,
gdyby nie to, em go zawsze powciga. Powiadasz tedy wapani, e to
dziewki wielkiej krwi?
- W Drohojowskiej jest senatorska krew. Prawda i to, e tam nasze
pobrzene kasztelanie to nie krakowska, a s i takie, o ktrych mao kto
w Rzeczypospolitej sysza; ale przecie, kto raz na krzele zasiad, ten
swj splendor i potomstwu przekazuje. Co za do paranteli, to
Jeziorkowska prawie jeszcze Drohojowsk przewysza.
- Prosz, prosz! ja sam si od pewnego krla Masagietw wywodz,
wic lubi o czyim pokrewiestwie posucha.
- Z tak wysokiego gniazda Jeziorkowska si znowu nie wywodzi, ale jeli
wapan yczysz posucha... bo my tam w naszych stronach kadego
domu na palcach moemy wyliczy koligacje... Ow ona jest krewna : i
Potockich, i Jazowieckich, i aszczw. Widzi wapan, to byo tak.. 
Tu pani stolnikowa rozgarna fady sukni i usadowia si wygodniej, aby
adnej w ulubionym opowiadaniu nie znale przeszkody; rozstawia
palce jednej doni, a wskazujcy drugiej przygotowaa do liczenia
dziadkw i babek, po czym zacza:
- Crka pana Jakuba Potockiego, Elbieta, z drugiej jego ony,
Jazowieckiej, wysza za pana Jana Smiotanko, chorego podolskiego...
- Zakonotowaem ! - rzek Zagoba.
- Z tego maestwa urodzi si pan Mikoaj Smiotanko, tako chory
podolski.
- Hm ! Pikna godno!
- Ten by onaty pierwszy raz z Dorohostaj... nie! z Roysk... nie! z
Woroniczwn... Bodaje ci! zapomniaam!
- Wieczny jej pokj, jakkolwiek si nazywaa ! - rzek z powag Zagoba.
- A drugi raz oeni si z aszczwn...
- Tum go czeka! Jaki by tego maestwa effectus?
- Synowie im pomarli...
- Kada rado krucha w tym wiecie...
- A z czterech crek najmodsza, Anna, posza za Jeziorkowskiego, herbu
Rawicz, komisarza do rozgraniczenia Podola, ktren by potem, jeli si
nie myl, i miecznikiem podolskim.
- By, pamitam! - rzek z ca pewnoci Zagoba.
- Z tego maestwa, widzisz wapan, rodzi si Basia.
- Widz i to przy tym, e si w tej chwili z Ketlingowego szturmaka
przymierza.
Jako Drohojowska i may rycerz zajci byli rozmow, a panna Basia
mierzya sobie dla rozrywki ze szturmaka ku oknu. Pani Makowiecka
pocza si na ten widok trz i piszcze.
- Wapan sobie nie wyimaginujesz, co ja mam z t dziewczyn! Czysty
hajdamaka!
- eby wszyscy hajdamakowie byli tacy, zaraz bym do nich przysta!
- Jej nic w gowie, jeno or a konie, a wojna! Raz wyrwaa si z domu
na polowanie na kaczki, z guldynk. Zalazo to gdzie midzy trzciny, a
tu patrzy: trzciny si rozsuwaj i co widzi?... Gow Tatarzyna, ktry
trzcinami pod wie si przekrada... Inna byaby si przestraszya, a ta
bieda kiedy nie gruchnie z guldynki. Tatarzyn chlup w wod! Na miejscu,
imainuj sobie wapan, go pooya... i czym?... kaczym rutem...
Tu pani Makowiecka pocza si znw trz i chychota nad przygod
Tatarzyna, po czym dodaa:
- I co prawda, ocalia nas wszystkich, bo cay czambulik szed; ale e
wrciwszy narobia alarmu, wic mielimy czas z czeladzi w lasy
uskoczy! U nas tak cigle!...
Twarz Zagoby oblaa si takim zachwytem, e a oko na chwil
przymruy, za czym zerwa si, poskoczy do dziewczyny i nim si
opatrzya, pocaowa j w czoo.
- To od starego onierza za tego Tatarzyna w trzcinach! - rzek.
Panienka potrzsna zamaszycie swoj pow czupryn.
- Co? zadaam mu bobu! - zawoaa swym wieym, dziecinnym
gosikiem, ktry tak dziwnie brzmia wobec sensu jej sw.
- Mje ty hajduczku najmilszy! - rzek rozrzewniony Zagoba.
- Ale co tam jeden Tatar! Wapanowiecie tysicami ich nasiekli, i
Szwedw, i Niemcw, i Wgrzynw Rakoczego. Co ja tam przy
wapanach znacz, przy takich rycerzach, jakich drugich w caej
Rzeczypospolitej nie masz. Wiem doskonale! oho!
- Bdziem ci uczy szabelk robi, kiedy masztaki animusz. Ja ju
troch przyciki, ale Micha to take mistrz.
Panienka na tak propozycj a podskoczya w gr, nastpnie
pocaowaa w rami pana Zagob i dygna maemu rycerzowi mwic:
- Dzikuj za obietnic! Ju troch umiem!
Ale Woodyjowski cay by zajty rozmow z Krzysi Drohojowsk, wic
odpowiedzia z dystrakcj :
- Co tylko wapanna rozkaesz!
Zagoba z rozpromienionym obliczem przysiad si znw do pani
stolnikowej latyczowskiej.
- Moja mociwa dobrodziejko - rzek. - Wiem ja to dobrze, jako bakalie
tureckie s wyborne, bom dugie lata w Stambule przesiedzia, ale i to
wiem take, e wanie jest sia na nie akomych. Jake si to stao, e si
na t dziewczyn nikt dotd nie zakomi?
- Dla Boga! nie brako takich, ktrzy si obydwom zalecali. A Bak to
nazywamy, miejc si, wdow po trzech mach, bo naraz trzech
godnych kawalerw pucio si do niej w zaloty: pan wirski, pan
Kondracki i pan wilichowski. Wszystko szlachta z naszych stron i
posesjonaci, ktrych koligacje mog take dokadnie wapanu wymieni.
To rzekszy pani stolnikowa rozstawia ju znowu palce lewej rki i
przyadowaa wskazujcy prawej, lecz Zagoba spyta co prdzej :
- I c si z nimi stao?
- Wszyscy trzej na wojnie dali garda, dlatego te to i Bak zowiemy
wdow.
- Hm! a ona jake to przeniosa?
- Widzi wapan, to u nas codzienna rzecz i rzadko kto, pnego wieku
doszedszy, wasn mierci schodzi. Mwi nawet u nas, e i nie
wypada inaczej szlachcicowi jak w polu. Jak Baka to przeniosa?
Pochlipaa troch, nieboga, a najwicej w stajni, bo ju jak jej co dolega,
to ona zaraz do stajni ! Poszam kiedy za ni i pytam: "Po ktrym
paczesz?" A ona na to: "Po wszystkich trzech !" Z tego responsu zaraz
zmiarkowaam, e adnego sobie po szczegle nie upodobaa... I tak
myl, e majc gow czym innym zaprztnit, wcale ona jeszcze woli
boej nie czuje; Krzysia wicej, ale Baka chyba jeszcze nic!...
- Poczuje! - rzek Zagoba. - Mocia dobrodziejko! My to najlepiej
rozumiemy! Poczuje, poczuje!...
- Takie nasze przeznaczenie! - odpowiedziaa pani stolnikowa.
- Ot to wanie! Z ust mi to wapani wyja!
Dalsz rozmow przerwao zblienie si modszej kompanii.
May rycerz bardzo by ju omielony do panny Krzysi, a ona, widocznie
przez dobro serca, zajmowaa si nim i jego smutkiem tak, jak lekarz
zajmuje si chorym. I moe wanie dlatego wicej okazywaa mu
yczliwoci, ni pozwalaa na to ich krtka znajomo. Ale e pan Micha
by bratem stolnikowej, a panienka krewn jej ma, wic nikogo to nie
dziwio. Baka natomiast zostaa jakoby na uboczu i tylko pan Zagoba
zwraca na ni ustawiczn uwag. Lecz zreszt byo jej to widocznie
wszystko jedno, czy si kto ni zajmowa, czy nie. Z pocztku spogldaa
z podziwieniem na obydwch rycerzy, ale z rwnym podziwieniem
przypatrywaa si i cudnej Ketlingowej broni porozwieszanej na cianach.
Potem zacza troch zie-
wa, potem oczy kleiy si coraz bardziej, a wreszcie rzeka:
- Jak si kropn spa, tak si pojutrze chyba obudz...
Po tych sowach rozeszli si zaraz wszyscy, bo niewiasty byy bardzo
zdroone i czekay tylko na ek posanie.
Gdy pan Zagoba znalaz si wreszcie sam na sam z Woodyjowskim,
naprzd pocz mruga znaczco, nastpnie za obsypa maego rycerza
gradem lekkich kuakw.
- Micha! a co Micha, h? jak rzepy! co? mnichem zostaniesz, co? A ta
borwka Drohojowska, smaczna? A w hajduczek rowiuchny, uch !
C ty na to, Michale?
- C, nic! - odpowiedzia may rycerz.
- Pryncypalnie mi si w hajduczek uda. To powiadam ci, e kiedym
przy niej podczas wieczerzy siedzia, tak mnie od niej pieko jak od
piecyka.
- Koza to jeszcze; tamta gdzie stateczniejsza!
- Drohojowska wgierska liwka, istna wgierska liwka! Ale tamten
orzeszek!... Dalibg, ebym mia zby!... chciaem rzec, ebym mia tak
crk, tobie jednemu bym j odda. Migda, powiadam, migda! 
Woodyjowski posmutnia nagle, bo mu si przypomniay przezwiska,
jakie pan Zagoba Anusi Borzobohatej dawa. Jako ywa stana mu nagle
w myli i pamici jej posta, jej twarz malutka, jej ciemne warkocze, jej
wesoo i szczebiotanie, i sposb patrzenia. Te obie byy modsze, ale
przecie tamta bya drosza stokro od wszystkich modszych...
May rycerz ukry twarz w doniach i al porwa go tym wikszy, e
niespodziany.
Zagoba zadziwi si: czas jaki milcza i patrzy niespokojnie, nastpnie
rzek :
- Michale, co ci to? Przemw, dla Boga!
Woodyjowski przemwi:
- Tyle ich yje, tyle ich chodzi po wiecie, jeno mojego jagnitka ju nie
ma, jeno jej jednej nigdy ju nie obacz!... Za czym bl mu gos zdawi,
wic czoo wspar o porcz awy i pocz szepta przez zacinite wargi :
Boe ! Boe ! Boe !... 
 Rozdzia VII 
Panna Basia dopilnowaa jednak Woodyjowskiego, eby j "fechtw"
uczy, on za nie odmwi, bo po kilku dniach, cho zawsze wola
Drohojowsk, jednak i Bak bardzo polubi, ile e zreszt trudno jej
byo nie lubi. Pewnego poranku zacza si tedy pierwsza lekcja,
gwnie chepliwoci Baki wywoana i jej upewnieniami, jako e ju t
sztuk wcale niele posiada i nie byle kto potrafi jej pola dotrzyma.
- Starzy onierze mnie uczyli - mwia - ktrych u nas nie brak, a
wiadomo przecie, e nie masz nad naszych szermierzw... Ba, to jeszcze
pytanie, czybycie i wapanowie rwnych sobie nie znaleli.
- Co wapanna mwisz - zawoa Zagoba - my w caym wiecie rwnych
nie mamy!
- Chciaabym, eby si pokazao, i i ja rwna. Nie spodziewam si, ale
chciaabym!
- Na strzelanie z bandoleciku to i ja bym si poprbowaa - rzeka miejc
si pani Makowiecka.
- Dla Boga! chyba same amazonki w Latyczowskiem mieszkaj - rzek
Zagoba.
Tu zwrci si do Drohojowskiej:
- A wapanna jak broni najlepiej wadasz?
- adn - odpowiedziaa Krzysia.
- Aha! adn! - zakrzykna Baka. I tu przedrwiwajc Krzysi pocza
piewa:
Wierzcie, rycerze,
Na nic pancerze,
Na nic si tarcze zday!
Przez stal, elazo
W serce si wra
Kupida ostre strzay!
- Tak ona broni wadnie, nie bjcie si! - dodaa zwracajc si do
Woodyjowskiego i Zagoby. - Szermierz te z niej nie lada 
- Wychod wapanna! - rzek pan Micha chcc ukry lekkie
pomieszanie.
- Ej, Boe! eby si pokazao, co ja myl! -zawoaa Basia rumienic si
z radoci.
I stana zaraz w pozycji majc lekk polsk szabelk w prawicy, lew
za rk zasuna za plecy i z wysunit piersi naprzd, z podniesion
gow i rozdtymi chrapkami bya tak adna i tak rowa, e Zagoba
szepn do pani stolnikowej :
- aden gsiorek, choby ze stuletnim wgrzynem, nie udelektowaby
mnie tak swym widokiem !
- Uwa wapanna - rzek Woodyjowski - ja si tylko bd broni, ni razu
nie przytn, a wapanna atakuj, jak si jej ywnie podoba.
- Dobrze. Kiedy za wapan bdziesz chcia, ebym przestaa, to mi
sowo rzeknij.
- Mogoby si i tak skoczy, kiedy bym tylko zechcia!..
- A to jakim sposobem?
- Bo takiemu szermierzykowi atwie bym szabelk z rk wytrci zdoa.
- Zobaczymy!
- Nie zobaczymy, bo tego przez polityk nie uczyni.
- Nie trzeba tu adnej polityki. Uczy to wa, jeli zdoasz. Wiem, e
mniej umiem od wapana, ale tego przecie sobie nie dam uczyni!
- Wic wapanna pozwalasz?
- Pozwalam !
- Daje spokj, hajduczku najsodszy - rzek Zagoba. - On to z
najwikszymi mistrzami czyni.
- Zobaczymy! - powtrzya Basia.
- Zaczynajmy! - rzek Woodyjowski, nieco zniecierpliwiony
przechwakam i dziewczyny.
Zaczli.
Basia przycia okrutnie, skaczc przy tym jak konik polny.
Woodyjowski za sta w miejscu, czynic, wedle swego zwyczaju,
malusiekie ruchy szabl i nie bardzo nawet zwaajc na atak.
- A wapan to si ode mnie jak od uprzykrzonej muchy oganiasz!-
zawoaa podraniona Basia.
- Ja si z wapann nie prbuj, jeno j ucz! - odpar may rycerz.-
Dobrze tak! Jak na biaogow, wcale niele! Spokojniej z doni!
- Jak na biaogow? Masz wapan za biaogow! masz! masz!
Ale pan Micha, lubo Basia zaya swych ci najznamienitszych, nic nie
mia. Owszem, umylnie pocz rozmawia z Zagob, aby okaza, jak
mao dba o Basine ciosy.
- Odstp wapan od okna, bo pannie ciemno, a cho szabla wiksza od
igy, za to ma panna mniej eksperiencji do szabli ni do igy.
Chrapki Basi rozdy si jeszcze wicej, a czupryna spada cakiem na
byszczce oczka.
- Wapan mnie lekcewaysz? - spytaa dyszc mocno.
- Nie osob, bro Boe!
- Nie cierpi pana Michaa!
- Masz, bakaarzu, za tw nauk! - odpowiedzia may rycerz.
Po czym znw do Zagoby:
- Dalibg, e nieg zaczyna pada.
- Ot, nieg! nieg! nieg! - powtarzaa przycinajc Baka.
- Baka, dosy! ledwie ju dyszysz! - wtrcia pani stolnikowa.
- No, trzymaj wapanna szabl, bo wytrc!
- Zobaczymy!
- A ot !
I szabelka, wyfrunwszy jako ptak z rk Basi, upada z brzkiem a koo
pieca.
- To ja sama! niechccy! To nie wapan! - woaa ze zami w gosie
panienka i chwyciwszy w mig szabelk, znowu przycia.
- Sprobuj wapan teraz...
- A ot! - powtrzy pan Micha.
I szabelka znw si znalaza pod piecem.
Pan Micha za rzek:
- Na dzisiaj do!
Pani stolnikowa pocza drga i piszcze goniej jak zwykle, Basia za
staa na rodku izby, zmieszana, odurzona, dyszc mocno, gryzc wargi i
tumic zy, ktre przemoc cisny si jej do oczu. Wiedziaa, e tym
bardziej bd si mieli, jeeli wybuchnie paczem, i koniecznie chciaa
si wstrzyma, ale widzc, e nie zdoa, wypada nagle z izby.
- Dla Boga! - zawoaa pani stolnikowa. - Pewnie do stajni ucieka,
a taka zgrzana... jeszcze j zamrz chyci. Trzeba chyba pj za ni!
Krzysiu, nie wychod!
To rzekszy wysza i porwawszy ciep jubk w sieni, biega z ni do
stajni, a za ni bieg Zagoba, niespokojny o swego hajduczka. Chciaa
wybiec i Drohojowska, lecz may rycerz chwyci j za rk.
- Syszaa wapanna zakaz? Nie puszcz tej rki, pki nie wrc.
I rzeczywicie nie puszcza. A bya to rka jakoby atasowa, mikka;
panu Michaowi wydao si, e jaki strumie ciepy przepywa z tych
cienkich palcw w jego koci, sprawujc w nich lubo niezwyk, wic
trzyma je coraz mocniej.
Lekkie rumiece przeleciay przez smagaw twarz Krzysi.
- Tom, widz, branka w jasyr wzita ! - rzeka.
- Kto by taki jasyr wzi, sutanowi nie miaby czego zazdroci, ktren i
sutan p pastwa swojego chtnie by za tak odda.
- Aleby mnie wapan przecie poganom nie sprzeda!
- Jakobym i duszy diabu nie sprzeda!
Tu pomiarkowa pan Micha, e chwilowy zapa zbyt daleko go unosi, i
poprawi:
- Jakobym i siostry nie sprzeda!
A Drohojowska odrzeka powanie:
- To wapan utrafi. Siostr afektem jestem dla pani stolnikowej, bd i
wapanow.
- Dzikuj z serca - rzek pan Micha caujc jej rk - bo mi okrutnie
pociechy potrzeba.
- Wiem, wiem! - powtrzya panienka - jam te sierota!
Tu maa ezka stoczya si jej z powieki i osiada na owym puszku nad
ustami.
A Woodyjowski patrzy na ezk, na usta lekko ocienione, wreszcie
rzek:
- Taka wapanna dobra jako wanie anio! Ju mi ulyo!
Krzysia umiechna si sodko.
- Daj Boe wapanu!
- Jak mi Bg miy!
Czu przy tym may rycerz, e gdyby powtrnie pocaowa j w rk, to
by mu jeszcze bardziej ulyo. Ale w tej chwili wesza pani Makowiecka.
- Baka jubk wzia - rzeka - ale w takiej jest konfuzji, e za nic nie
chce przyj. Pan Zagoba ugania si za ni po caej stajni.
Jako Zagoba, nie szczdzc pociech i perswazyj, nie tylko si ugania za
Bak po caej stajni, ale wypar j wreszcie na dwr w tej nadziei, e j
prdzej do ciepej izby namwi.
Ona umykaa przed nim powtarzajc: -Ot nie pjd! Niech mnie
zamrz chyci! Nie pjd! nie pjd!... - Na koniec dostrzegszy ju przy
domu sup ze szczeblami, a na nim drabin, skoczya na ni jak
wiewirka i opara si dopiero na skraju dachu. Tam siadszy zwrcia si
ku panu Zagobie i na wp ju ze miechem zawoaa:
- Dobrze, pjd, jeli wapan wleziesz tu po mnie!
- A c to ja koczur jestem, hajduczku, ebym za tob po dachach azi?
Tak to mi pacisz za to, e ci kocham?
- I ja wapana kocham, ale z dachu!
- Dziad swoje - baba swoje! Za mi tu zaraz!
- Nie zlaz!
- miech, jak mi Bg miy, eby do serca tak bra konfuzj! Nie tobie,
asico utrapiona, ale Kmicicowi, ktren za mistrza nad mistrze uchodzi,
Woodyjowski to samo uczyni - i nie na arty, lecz w pojedynku. Jemu
najznamienitsi szermierze woscy, niemieccy i szwedzcy nie duej jak
przez jeden pacierz mogli da opr, a tu jeden bk taki do serca bierze
przepraw. Fe! wstyd si! Za, za! Przecie ty si dopiero uczysz!
- Ale pana Michaa nie cierpi!
- Boga tam! Za to, e exquisitissimus w tym, co sama chcesz umie?
Powinna go tym bardziej kocha!
Pan Zagoba nie myli si. Uwielbienie Basi dla maego rycerza wzroso
pomimo jej konfuzji, ale odrzeka:
- Niech go Krzysia kocha!
- Za, za!
- Nie zlaz!
- Dobrze, to sied; powiem ci jeno, e to nawet i niepolitycznie pannie na
drabinie siedzie, bo ucieszny moe da wiatu prospekt!
- A nieprawda! - rzeka Basia ogarniajc rkoma jubk.
- Ja tam stary, oczu nie wypatrz, ale zaraz tu wszystkich zawoam, niech
si dziwuj!
- Ju zlaz! - woaa Basia.
Wtem Zagoba zwrci si w bok domu.
- Dalibg, kto idzie! - rzek.
Jako zza wga ukaza si mody pan Nowowiejski, ktry przyjechawszy
konno, przywiza konia przy bocznej furcie, sam za obchodzi dom
pragnc wej przez gwne drzwi.
Basia ujrzawszy go znalaza si w dwch skokach na ziemi, lecz niestety
byo ju za pno. Pan Nowowiejski widzia j zeskakujc z drabiny,
wic stan zmieszany,
zdumiony, oblany rumiecami jak panna; Basia staa przed nim tak samo.
A nagle zakrzykna:
- Druga konfuzja!
Pan Zagoba, rozbawiony wielce, mruga czas jaki swym zdrowym
okiem, na koniec rzek:
- Pan Nowowiejski, naszego Michaa przyjaciel i podkomendny, a to jest
panna Drabinowska... tfu!... chciaem powiedzie: Jeziorkowska!
Nowowiejski przyszed prdko do siebie, a e by to onierz bystrego
dowcipu, cho mody, wic skoni si i podnisszy oczy na cudne
zjawisko, rzek :
- Dla Boga! re na niegu w Ketlingowym ogrodzie kwitn!
A Basia dygnwszy mrukna sama do siebie:
- Dla innego nosa ni twj!
Po czym rzeka bardzo wdzicznie:
- Prosz do komnat!
I suna sama naprzd, a wpadszy prdko do izby, w ktrej pan Micha
siedzia z reszt kompanii, zawoaa robic przytyk do czerwonego
kontusza pana Nowowiejskiego:
- Gil przylecia!
Za czym siada na stoku, zoywszy rce w madrzyk, a buzi w ciup,
jak przystao na skromn i przystojnie wychowan panienk.
Pan Micha przedstawi modego przyjaciela siostrze i Krzysi
Drohojowskiej, a w ujrzawszy drug pann, chocia w odmiennym
rodzaju, lecz rwnie niepoledniej urody, zmiesza si po raz wtry;
pokry to jednak ukonem i dla dodania sobie fantazji rk do wsw,
ktre mu jeszcze nie rosy, sign.
Zakrciwszy tedy palcami nad warg, zwrci si do Woodyjowskiego i
opowiedzia mu cel swego przybycia. Oto pan hetman wielki pilnie
poda widzie maego rycerza. 0 ile pan Nowowiejski si domyla,
chodzio o jak funkcj wojskow, hetman bowiem odebra wieo kilka
listw, mianowicie od pana Wilczkowskiego, od pana Silnickiego, od
pukownika. Piwo i od innych komendantw na Ukrainie i Podolu
rozrzuconych, z doniesieniami o krymskich wypadkach, ktre nie
zapowiaday si pomylnie.
- Sam chan i sutan Gaga, ktry z nami u Podhajec paktowa - mwi
dalej pan Nowowiejski - chc paktw dotrzyma; ale Budziak szumi ju
jako ul na wyroju; biaogrodzka orda rwnie si burzy; ci nie chc ni
chana, ni Gagi sucha...
- Ju mi to pan Sobieski konfidowa i o rad pyta - rzek Zagoba. - Co
tam mwi teraz o wionie?
- Powiadaj, e z pierwsz traw ruszy si na pewno to robactwo, ktre
znowu trzeba bdzie wygnie - odpowiedzia pan Nowowiejski.
To rzekszy okrutnego marsa postawi i pocz wsy tak krci, e a mu
grna warga poczerwieniaa.
Basia, patrzc bystrze spostrzega to zaraz, wic zasuna si nieco w ty,
by jej pan Nowowiejski nie widzia, i dalej take wsy krci naladujc
modocianego kawalera.
Pani stolnikowa zgromia j zaraz oczyma, lecz jednoczenie pocza
drga tamujc usilnie miech; pan Micha rwnie wargi przygryza, a
Drohojowska spucia tak oczy, e a jej dugie rzsy rzucay cie na
policzki.
- Wapan - rzek Zagoba - mody czek, ale dowiadczony onierz!
- Mam dwadziecia dwa lat, a siedm, nie wymawiajc, ojczynie su,
bo w pitnastym roku w pole z infimy uciekem! - odpowiedzia
modzieczyk.
- I ze stepem si zna, i trawami umie chodzi, i jak kania na pardwy na
ordycw spada - doda pan Woodyjowski. - Zagoczyk to nie lada!
Jemu si Tatar w stepie nie przytai !
Pan Nowowiejski spon z ukontentowania, e go chwalba z tak
sawnych ust wobec panien spotykaa.
By to przy tym nie tylko jastrzb stepowy, ale i pikny chopak,
czarniawy, wichrami spalony. Na twarzy nosi blizn od ucha a do nosa,
ktry od przycicia z jednej strony by cieszy ni z drugiej. Oczy mia
bystre, przywyke w dal patrzy, nad nimi mocne czarne brwi, zronite
nad nosem i tworzce jakoby uk tatarski. Na wygolonej gowie wichrzy
mu si czarny, niesforny czub. Basi podoba si i z mowy, i z postawy,
ale mimo tego nie przestaa go udawa.
- Prosz! - rzek Zagoba. - Mio widzie starym jak ja, e godne nas
modsze pokolenie rocie.
- Jeszcze nie godne! - odpar Nowowiejski.
- Chwal i modesti! Rycho patrze, jak wapanu zaczn i komendy
pomniejsze powierza.
- Jake! - zawoa pan Micha - ju bywa komendantem i na wasn rk
gromi!
Pan Nowowiejski pocz tak wsy krci, e o mao sobie wargi nie
urwa. A Basia, nie spuszczajc z niego oczu, podniosa rwnie obie rce
do twarzy i naladowaa go we wszystkim.
Lecz sprytny onierz spostrzeg wkrtce, e spojrzenia caej kompanii
kieruj si w bok, tam gdzie nieco za nim siedzi owa panna, ktr na
drabinie widzia, i zaraz domyli si, e musi ona tam co przeciw niemu
knowa. Niby wic nie zwaajc rozmawia dalej i wsw po staremu
szuka, wreszcie upatrzywszy chwil obrci si takszybko, e Basia nie
miaa czasu ni oczu od niego odwrci, ni rk od twarzy odj.
Zaczerwienia si te okrutnie i sama nie wiedzc, co czyni, powstaa z
krzesa. Wszyscy si troch zmieszali i nastaa chwila milczenia. Nagle
Basia uderzya si rkoma po sukience.
- Trzecia konfuzja! - zakrzykna swym srebrnym gosem.
- Moja mocia panno! - rzek ywo pan Nowowiejski. -Zaraz
spostrzegem, i si za mn co nieszczerego dzieje. Przyznaj, e mi za
wsami tskno, ale jeli ich, nie doczekam, to dlatego, e dla ojczyzny
polegn, a w takim razie mam nadziej, e prdzej na pacz ni na
umiech u wapanny zarobi.
Basia staa ze spuszczonymi oczyma, szczerymi sowy kawalera tym
bardziej zawstydzona.
- Musisz jej wapan wybaczy - rzek Zagoba. - Pocha jest, bo moda,
ale to zote serce!
A ona, jakby na potwierdzenie sw pana Zagoby, szepna zaraz po
cichu :
- Przepraszam wapana... bardzo...
Pan Nowowiejski za chwyci j w tej samej chwili za rce i pocz je
caowa.
- Dla Boga! Ju te wapanna do serca nie bierz! To ja przecie nie
aden barbarus. Mnie to naley przeprasza wapann za to, em mia
jej zabaw popsowa. My sami, onierze, kochamy si w pustocie ! Mea
culpa !Jeszcze raz te rczta pocauj, a jeli pty mam caowa, pki mi
wapanna nie wybaczysz, to - na rany boskie - nie odpuszczaj choby do
wieczora !
- O, to grzeczny kawaler! Widzisz, Basiu ! - rzeka pani Makowiecka.
- Widz! - odpowiedziaa Basia.
- Ju i dobrze! - zawoa pan Nowowiejski.
To powiedziawszy wyprostowa si i z wielk fantazj do wsw z
przyzwyczajenia sign, ale si wnet spostrzeg i wybuchn szczerym
miechem;
Basia za nim, inni za Basi. Wesoo ogarna wszystkich. Zagoba kaza
zaraz jedn i drug butl z Ketlingowej piwnicy przynie i dobrze im si
dziao. Pan Nowowiejski, stukajc ostrog o ostrog, czupryn palcami
nastrosza i coraz ogniciej na Basi spoglda. Spodobaa mu si bardzo.
Sta si te wymowny niepomiernie, a e to przy hetmanie bdc y na
wielkim wiecie, wic mia co opowiada. Prawi tedy o sejmie
convocationis, o jego zakoczeniu i o tym, jak si piec pod ciekawymi
arbitrami w izbie senatorskiej, ku wielkiej uciesze wszystkich, zawali.
Odjecha na koniec a po obiedzie, majc oczy, serce i dusz Basi pen.
 Rozdzia VIII 
Tego samego dnia oznajmi si may rycerz u hetmana, ktry kazawszy
go zaraz puci rzek mu:
- Musz Ruszczyca do Krymu wysa, aby patrzy, na co si tam zanosi,
i aby u chana o dotrzymanie paktw koata. Chceszli na nowo wstpi
do suby i komend po nim obj? Ty, Wilczkowski, Silnicki i Piwo
bdziecie mie oko na Dorosza i na Tatarw, ktrym nigdy zupenie ufa
nie mona. Pan Woodyjowski posmutnia. Przecie oto kwiat wieku
przesuy. Przez cae dziesitki lat spokoju nie zazna; y w ogniu, w
dymach, w trudzie, w bezsennoci, godzie, bez dachu nad gow, bez
garci somy do snu. Bg wie, jakiej krwi nie toczya ju jego szabla. Ni
si ustali, ni si oeni. Stokro mniej zasueni poywali ju panem bene
merentium, dochodzili do honorw, urzdw, starostw. On bogatszym
pocz suy, ni by teraz. A jednak oto zachciano na nowo nim
zamiata jak star miot. Przecie i dusz mia rozdart na dwoje; za
czym zaledwie znalazy si sodkie i przyjazne rce, ktre poczy mu
rany obwizywa, ju mu kazano zrywa si i lecie na
pustynne, dalekie brzegi Rzeczypospolitej bez wzgldu, e on znuon tak
bardzo na duszy. To gdyby nie owe zrywania si i suby, byby si
nacieszy cho par lat swoj Anusi. Gdy o tym wszystkim teraz
pomyla, gorycz wezbraa w nim niepomierna; ale e mu si nie zdao
rzecz godn kawalera suby swe wymawia
i przypomina, wic odpowiedzia krtko:
- Pojad.
Atoli sam hetman rzek:
- Nie jeste w subie, moesz odmwi. Sam najlepiej wiesz, czy ci to
nie za rycho!
Woodyjowski na to :
- Ju mi i umrze nie za rycho!
Pan Sobieski przeszed si kilkakrotnie po komnacie, nastpnie zatrzyma
si nad maym rycerzem i pooy mu poufale rk na ramieniu.
- Jeli ci zy dotd nie obeschy, to ci je wiatr w stepie osuszy. Harowae
ty, onierzyku, przez cae ycie, haruj jeszcze. A jeli przyjdzie ci kiedy
do gowy, e zapomniano, nie nagrodzono, spocz nie dano, e
wysuy nie smarowane grzanki, ale suchy chleb, nie starostwa, ale rany,
nie spoczynek, ale mk, to jeno zby cinij i powiedz: "Tobie,
ojczyzno!" Innej pociechy ci nie dam, bo nie mam, jeno chociaem nie
ksidz, przecie ci mog da zapewnienie, e tak suc, dalej zajedziesz
na wytartej kulbace nili inni w poszstnych karetach i e bd takie
bramy, ktre si przed tob otworz, a przed nimi zamkn.
"Tobie, ojczyzno ! " - rzek w duszy pan Woodyjowski dziwic si
zarazem, jak hetman mg tak bystrze tajne jego myli przenikn.
A pan Sobieski siad naprzeciw i mwi dalej:
- Nie chc z tob gada jak z podkomendnym, ale jak z przyjacielem, ba
! jako ojciec z synem ! Jeszcze za tych czasw, kiedymy to w ogniu
bywali, u Podhajec i przedtem na Ukrainie; kiedymy ledwie zdua
mogli przemocy nieprzyjacielskiej, a tu, w sercu ojczyzny, ubezpieczeni
za naszymi plecami li ludzie warcholili si, prywat wasnych dochodzc-
przychodzio mnie nieraz do gowy, e ta Rzeczpospolita zgin musi.
Zbytnio tu swawola nad adem panuje, zbytnio dobro publiczne
prywatnym sprawom ustpowa zwyko... Tego nigdzie nie ma w takim
stopniu... Ot, gryzy mnie te konsyderacje i w dzie w polu, i w nocy w
namiocie, bom sobie myla:
"Nu ! my onierze, gorzejem !... dobrze!... to nasza powinno i nasz los
! Ale ebymy to cho wiedzieli, e z t nasz krwi, ktra wypywa nam
z ran, wypynie i zbawienie." Nie! i tej pociechy nie byo. Oj, cikiem
dni przebywa pod Podhajcami, chociaem wam wesoe pokazywa
oblicze, abycie za nie myleli, em o wiktorii w polu zdesperowa.
Ludzi nie masz! - mylaem sobie - ludzi nie masz prawdziwie t
ojczyzn miujcych! I tak mi byo, jakoby mi kto n w pier wbija. A
razu pewnego... byo to ostatniego dnia w podhajeckim okopie... gdym
was w dwa tysice posa do ataku na dwadziecia sze tysicy ordy, a
wycie na oczywist mier, na pewne jatki lecieli z takim okrzykiem i
ochot, jakoby na wesele, przyszo mi nagle na myl: "A owi moi
onierze?" I Bg w jednej chwili zdj kamie z serca, i w oczach stao
mi si jasno. Ci - rzekem - z czystej mioci dla matki tam gin; ci nie
pjd do zwizkw ani do zdrajcw; z nich utworz
wite bractwo, z nich utworz szko, w ktrej mode pokolenia uczy
si bd. Ich przykad, ich kompania podziaa; przez nich ten nard
nieszczsny si odrodzi, prywaty pren, swawoli niepomny, i stanie jako
lew okrutn moc w czonkach czujcy, i wiat zadziwi! Takie to bractwo
z moich onierzw uczyni!
Tu pan Sobieski sam zapon, podnis do gry gow podobn do gowy
rzymskiego cezara i wycignwszy rce zawoa:
- Panie! Nie pisz na naszych murach Mane, Tekel, Fares! i pozwl mi
moj ojczyzn odrodzi!
Nastaa chwila milczenia.
May rycerz siedzia z gow spuszczon i czu, e go drenie chwyta w
caym ciele.
Hetman chodzi czas jaki szybkimi krokami po izbie, nastpnie
zatrzyma si przed maym rycerzem.
- Przykadw trzeba - rzek - przykadw co dzie, ktre by w oczy biy.
Woodyjowski! jam ciebie w pierwszym rzdzie do bractwa zaliczy. Zali
chcesz do niego nalee?...
May rycerz wsta i obj hetmaskie kolana.
- Ot! - rzek wzruszonym gosem - ot! usyszawszy, e mam znw
jecha, pomylaem, e mi si krzywda dzieje i e mi si wczas dla mojej
boleci naley, a teraz widz, em zgrzeszy... i... i kajam si takowej
myli, i mwi nie mog, bo mi wstyd...
Hetman przycisn go w milczeniu do serca.
- Gar nas jest - rzek - ale inni pjd za przykadem.
- Kiedy mam jecha? - pyta may rycerz. - Mgbym i do Krymu
samego, bom ju tam bywa.
- Nie - rzek hetman. - Do Krymu pol Ruszczyca. Ma on tam
pobratymcw, a nawet i imiennikw, podobno, e braci stryjecznych,
ktrzy dziemi przez ord zagarnici, zbisurmanili si i do godnoci
midzy pogany doszli. Ci mu bd we wszystkim pomoc; za ciebie w
polu potrzebuj, ile e nie masz, kto by ci w procederze z Tatary
dorwna.
- Kiedy mam jecha? - powtrzy may rycerz.
- Za dwie niedziele najduej. Potrzebuj si jeszcze z panem
podkanclerzym koronnym rozmwi i z panem podskarbim, listy
Ruszczycowi przygotowa i instrukcje mu da. Wszelako bd gotw, bo
si bd spieszy.
- Od jutra bd gotw!
- Bg ci zapa za intencje, ale tak prdko nie potrzeba. Nie pojedziesz
te na dugo, bo w czasie elekcji, jeli tylko pokj bdzie, tu mi bdziesz
potrzebny, w Warszawie. Syszae o kandydatach? Co te si midzy
szlacht mwi?
- Z klasztorum niedawno na wiat wychyn, a tam nie o wiatowych
rzeczach myl. Wiem tylko, co mi pan Zagoba powiada.
- Prawda. Mog mie od niego informacje. Sia on midzy szlacht
znaczy. A ty za kim mylisz da kresk?
- Sam jeszcze nie wiem, jeno tak myl, e wojennego potrzeba nam
pana.
- Oto jest! tak! tak! Mam i ja takiego na myli, ktry by samym imieniem
ssiadw przerazi. Wojennego nam pana potrzeba, jako by Stefan
Batory. No, bd zdrw, onierzyku !... wojennego nam pana potrzeba !
Wszystkim to powtarzaj!... bd zdrw!... Bg ci zapa za gotowo!...
Pan Micha poegna si i wyszed.
Przez drog rozmyla. By jednak onierzysko rad, e ma jeszcze przed
sob tydzie lub dwa, bo mi mu bya ta przyja i ta pociecha, ktr
mu Krzysia Drohojowska niosa. Cieszy si te myl, e na elekcj
powrci, i w ogle ju bez zmartwienia do domu wraca. Miay i stepy dla
niego jaki urok, za ktrym nie wiedzc tskni. Tak przecie przywyk do
tych przestrzeni bez koca, w ktrych konny onierz ptakiem si wicej
ni czowiekiem czuje.
- Ano pojad - mwi sobie - do tych pl niezmiernych, do stanic i mogi,
starego ycia na nowo skosztowa, z onierzami pochody odprawia,
granicy po urawiemu strzec, z wiosn w trawach buszowa, ano pojad,
pojad !
Tymczasem rozpuci konia i jecha skokiem, bo ju zatskni za pdem i
za wistem wiatru w uszach. Dzie by pogodny, suchy, mrony. nieg
zmarzy pokrywa ziemi i skrzypia pod nogami bachmata. Zbite grudki
wylatyway z impetem spod kopyt. Pan Woodyjowski lecia tak, e
pachoek, na gorszym koniu siedzcy, daleko pozosta za nim.
Miao si ku zachodowi; zorze wieciy na niebie, rzucajc na niene
przestrzenie fioletowy odblask. Na rumiane niebo weszy pierwsze
gwiazdy migotliwe i ksiyc si podnosi w ksztacie srebrnego sierpa.
Droga bya pusta, ledwie gdzieniegdzie wymija rycerz jak fur i lecia
cigle; dopiero ujrzawszy w dali dwr Ketlingowy, powstrzyma konia i
pozwoli si dopdzi pachokowi.
Nagle ujrza przed sob idc naprzeciw jak wysmuk posta. Bya to
Krzysia Drohojowska. Pan Micha poznawszy j zeskoczy natychmiast z
konia i odda go pachokowi, sam za podbieg ku niej, nieco zdziwiony,
ale bardziej jeszcze uradowany jej widokiem.
- onierze mwi - rzek - e o zorzy mona rne nadprzyrodzone
persony spotka, ktre czasem z, a czasem dobr wrb znacz; ale
ju dla mnie lepszej nad spotkanie wapanny wrby by nie moe.
- Pan Nowowiejski przyjecha - odpowiedziaa Krzysia - z Basi i pani
stolnikow si zabawia, ja za wyszam umylnie naprzeciw wapana,
bom bya niespokojna o to, co pan hetman mia wapanu powiedzie.
Szczero tych sw niezmiernie uja maego rycerza za serce.
- Zali naprawd wapanna tak si o mnie troszczysz? - pyta podnoszc
na ni oczy.
- Tak! - odrzeka niskim gosem Krzysia.
Woodyjowski oczu z niej nie spuszcza, bo nigdy dotd nie wydawaa
mu si tak pikn. Na gowie miaa kapturek atasowy, a biay puszek
abdzi otacza jej drobn, bladaw twarz, na ktr pada blask miesica i
rozwieca agodnie te szlachetne brwi, oczy spuszczone, dugie rzsy i
w ciemny, ledwie dostrzegalny puszek nad ustami. Spokj jaki by w
jej twarzy i dobro wielka.
Poczu pan Micha w tej chwili, e to jest przyjacielskie, kochane oblicze.
Wic rzek:
- eby nie pachoek, ktry za nami jedzie, to bym na tym niegu do ng
wapannie z wdzicznoci upad.
A ona:
- Wapan takich rzeczy nie mw, bom ich niegodna, a w nagrod
powiedz, e ostajesz przy nas i e ci bd moga duej pociesza!
- Nie zostaj! - odrzek pan Woodyjowski.
Krzysia zatrzymaa si nagle:
- Nie moe by?
- Zwyczajna onierska suba! Na Ru jad, ku Dzikim Polom...
- Zwyczajna suba... - powtrzya Krzysia.
I umilkszy pocza i spiesznie ku domowi. Pan Micha drepta przy niej
nieco zmieszany. Jako mu byo troch i ciko na duszy, i gupio. Chcia
co mwi, chcia na nowo podj rozmow - nie szo. A jednak zdawao
mu si, e ma do powiedzenia Krzysi tysiac rzeczy i e wanie teraz pora
po temu, pki s sami i nikt im nie przeszkadza.
"Byle zacz! - pomyla sobie - to dalej pjdzie..."
Wic nagle spyta:
- A pan Nowowiejski dawno przyjecha?
- Niedawno - odrzeka Drohojowska.
I znw rozmowa si urwaa.
"Nie tdy droga - pomyla Woodyjowski. - Jak tak bd zaczyna, to
nigdy nic nie powiem. Ale widz, e mi reszt dowcipu ao wyjada." I
przez jaki czas drepta w milczeniu, wsikami tylko coraz mocniej
ruszajc.
Na koniec ju przed samym domem przystan i ozwa si:
- Bo widzi wapanna, jelim ja przez tyle lat szczcie odkada, byle
ojczynie suy, jakime czoem pociechy teraz nie odo?
Zdawao si Woodyjowskiemu, e tak prosty argument powinien od razu
Krzysi przekona; jako po chwili odrzeka ze smutkiem i agodnoci:
- Im si pana Michaa bliej poznaje, tym si go wicej czci i szanuje...
To powiedziawszy wesza do domu. Ju w sieni doleciay ich Basine
okrzyki: "Aa! Aa!" A gdy weszli do gocinnej izby, zobaczyli na rodku
pana Nowowiejskiego, z zawizanymi oczyma, w pochylonej postawie i z
wycignitymi rkoma, usiujcego zowi Basi, ktra krya si po
ktach, okrzykiem "Aa!" oznajmujc sw obecno. Pani stolnikowa
zajta bya rozmow pod oknem z panem Zagob.
Ale wejcie Krzysi i rycerza przerwao zabaw. Nowowiejski chustk
cign i bieg wita. Wraz przypadli stolnikowa, Zagoba i zdyszana
Basia.
- Co tam? co tam! Co pan hetman powiedzia? - pytali jedno przez
drugie.
- Pani siostro! - odrzek Woodyjowski - jeli chcesz listy do ma
posya, to masz okazj, bo na Ru jad!...
- Ju ci posyaj! Dla Boga ywego, nie zacigaj si jeszcze i nie jed-
zawoaa aonie pani Makowiecka. - e te ci to chwili wczasu nie
dadz !
- Istotnie funkcj ci przeznaczono? - pyta zaspiony Zagoba. - Susznie
pani stolnikowa mwi, e mc tob jak cepami.
- Ruszczyc jedzie do Krymu, a ja po nim chorgiew obejmuj, bo jako
pan Nowowiejski ju wspomina, szlaki pewnie si na wiosn zaczerni.
- Zali my tylko mamy t Rzeczpospolit przed zodziejami obszczekiwa
jak pies podwrce! - zawoa Zagoba. - Inni nie wiedz, ktrym kocem
z muszkietu si strzela, a dla nas nigdy spoczynku.
- No, cicho! Nie ma o czym gada! -odrzek Woodyjowski. - Suba to
suba! Daem hetmanowi parol, e si zacign, a czy prdzej, czy
pniej, to wszystko jedno...
Tu pan Woodyjowski przyoy palec do czoa i powtrzy w argument,
ktry mu ju raz wobec Krzysi posuy:
- Bo widzicie, wapastwo, jelim ja przez tyle lat szczcie odkada,
byle Rzeczypospolitej suy, jakime czoem nie wyrzekbym si tej
pociechy, ktr w kompanii wapastwa znajduj?
Na to nikt nic nie odpowiedzia; jedna tylko Basia przysza
namurmuszona, z buzi wysunit naprzd jak rozdsane dziecko i
rzeka:
- Szkoda pana Michaa!
A Woodyjowski rozemia si wesoo.
- Bodaj wapannie los szczci! To jeszcze wczoraj mwia, e mnie
nie cierpisz jako Tatarzyna dzikiego !
- Ale ! jako Tatarzyna ! Wcale tego nie mwiam. Wapan tam sobie
bdzie na Tatarach uywa, a nam tu bdzie tskno!
- Pociesze si, hajduczku (wybacz wapanna, e ci tak nazywam, ale ci
to okrutnie pasuje). Pan hetman zapowiedzia mi, e to nie na dugo tej
komendy. Za tydzie lub za dwa ruszam, a na elekcj koniecznie mam
by w Warszawie. Sam hetman tego pragnie i tak bdzie, choby nawet
Ruszczyc z Krymu na maj nie nady.
- O, to wybornie!
- Pocign i ja z panem pukownikiem, pewnie pocign - rzek
Nowowiejski, bystro patrzc na Basi.
A ona na to:
- Bdzie takich jak wapan niemao! Sodka to dla onierza rzecz pod
takim komendantem suy. Jed wapan, jed! Bdzie panu Michaowi
weselej.
Chopak westchn tylko i po czuprynie si szerok doni pogadzi,
wreszcie rzek rozstawiajc rce, jak w lepej babce czyni:
- Ale pierwej pann Barbar zapi! dalibg, zapi!
- Aa ! Aa ! - zawoaa cofajc si Basia.
Tymczasem Drohojowska zbliya si do Woodyjowskiego z rozjanion
twarz, cichej radoci pena.
- A niedobry, niedobry dla mnie pan Micha; dla Basi lepszy ni dla mnie?
- Ja niedobry? ja dla Basi lepszy? - pyta ze zdumieniem rycerz.
- Basi to pan powiedzia, e na elekcj wraca, a przecie, ebym to bya
wiedziaa, nie byabym do serca wzia odjazdu.
- Moje zocist... - zakrzykn pan Micha.
Ale zaraz si pomiarkowa i rzek:
- Mj przyjacielu kochany! Maom co ci powiedzia, bom gow straci! 
 Rozdzia IX 
Pocz si tedy zbiera z wolna pan Micha do wyjazdu, nie przestajc
jednak Basi, ktr coraz wicej lubi, lekcyj dawa ani te przechadza
si sam na sam z Krzysi Drohojowsk i pociechy u niej szuka.
Zdawao si te, e j znajduje, bo i humor mu si poprawia z kadym
dniem, a wieczorami bra nawet czasem udzia w zabawach Basi z panem
Nowowiejskim. Mody w kawaler sta si wdzicznym w Ketlingowym
dworze gociem. Przyjeda od rana albo zaraz z poudnia i
przesiadywa do wieczora, a e lubili go wszyscy, wic i radzi widzieli,
tak e bardzo prdko poczto go uwaa jako nalecego do rodziny. On
niewiasty do Warszawy wozi, sprawunki dla nich u bawatnikw czyni,
a wieczorami w lep babk z pasj grywa powtarzajc, e musi
koniecznie przed wyjazdem niedocignion Basi zowi.
Ale ona wywijaa si zawsze, chocia pan Zagoba mwi jej:
- Zapie ci w kocu nie ten, to ktry inny!
Lecz stawao si rzecz coraz bardziej jasn, e wanie ten j chcia
zapa. Nawet i hajduczkowi musiao to przychodzi do gowy, bo si
chwilami zamyla, a mu czupryna cakiem na oczy spadaa.
Pan Zagoba mia jednak swoje powody, dla ktrych nie byo mu to na
rk, pewnego wic wieczora, gdy si ju wszyscy rozeszli, zapuka do
stancji maego rycerza.
- Tak mi al, e si musimy rozsta - rzek - i tu przychodz, aby si
jeszcze na ci napatrzy. Bg wie, kiedy si zobaczymy!
- Na elekcj z wszelk pewnoci powrc - odpowiedzia ciskajc go
pan Micha - i powiem waci czemu: hetman chce mie tu w tym czasie
jak najwicej ludzi, w ktrych si szlachta kocha, aby ci j dla jego elekta
kaptowali. A e, dzikowa Bogu, imi moje ma do miru u wspbraci,
wic mnie tu pewnie cignie. Liczy on i na wapana.
- Ba ! wielkim niewodem mnie owi, ale tak mi si co widzi, e
chociaem do gruby, jednake si przez jakie oko tej sieci przelizn.
Nie bd ja za Francuzem gosowa.
- Czemu tak?
- Bo to byoby absolutum dominium.
- Kondeusz pacta musiaby poprzysic jak i kaden inny, a wdz to ma
by wielki, akcjami wojennymi wsawiony.
- Za ask bo nie potrzebujemy wodzw we Francji szuka. I sam pan
Sobieski pewnie od Kondeusza nie gorszy. Uwa, Michale, e Francuzi
tak samo w poczochach chodz jak Szwedzi, wic pewnie i tak samo
przysig nie dotrzymuj. Carolus Gustavus gotw ci by co godzina
przysiga. U nich to jak orzech zgry. Co tam pakta, jeli kto
poczciwoci nie ma!
- Ale Rzeczpospolita obrony potrzebuje! Ot, eby taki ksi Jeremi
Winiowiecki y! Unanimitate bymy go krlem obrali!
- ywie syn jego, ta sama krew!
- Ale nie ta sama fantazja! al si Boe na niego patrze, bo on do
pachoka ni do ksicia z tak zacnej krwie podobniejszy. eby to jeszcze
inne czasy byy! Ale dzi pierwsza rzecz wzgld na dobro ojczyzny. To
samo ci i Skrzetuski powie. Cokolwiek pan hetman uczyni, to i ja
uczyni, bo w jego szczero dla ojczyzny jak w Ewangeli wierz.
- I ! Czas o tym myle. Gorzej to, e teraz jedziesz.
- A wapan co uczynisz?
- Wrc do Skrzetuskich. Basayki mnie tam czasem oprymuj, ale
jednak, gdy ich dugo nie widz, to mi za nimi tskno.
- Jeli po elekcji bdzie wojna, to i Skrzetuski ruszy. Ba! kto wie, czy i
wapan w pole jeszcze nie wycigniesz. Moe razem na Rusi bdziem
wojowa. Tylemy w tamtych stronach zaznali zego i dobrego!
- Prawda ! jak mi Bg miy! tam nam najlepsze lata spyny. Chciaoby
si czasem zobaczy wszystkie owe miejsca, ktre wiadkami naszej
chway byy.
- To jed wa teraz ze mn. Bdzie nam wesoo, a za pi miesicy
wrcim tu znowu do Ketlinga. Bdzie i on wwczas, i Skrzetuscy...
- Nie, Michale, teraz mi nie pora, ale za to przyrzekam ci, e jeli si z
jak pann majtno na Rusi majc oenisz, tedy ci tam odprowadz i
na instalacji waszej bd...
Woodyjowski zmiesza si nieco, ale zaraz odpar:
- Gdzie mnie tam eniaczka w gowie. Najlepszy masz wa dowd w
tym, e do wojska ruszam.
- To to mnie i trapi, bo ja mylaem: nie jedna, to druga. Michale, miej
Boga w sercu, zastanw si, gdzie i kiedy znajdziesz lepsz sposobno,
jako wanie masz w tej chwili. Pomnij, e przyjd pniej lata, w
ktrych powiesz sobie: kaden ma on, dzieci, a ja sam niby makowa
grusza w polu stercz. I al ci chwyci, i tskno okrutna. Bo eby by
on niebog polubi, eby ci bya dzieci zostawia, no! dabym spokj;
ju miaby dla afektw upust jakowy i gotow pociechy nadziej, ale
tak, jak jest, moe przyj godzina, e prno bliskiego ducha bdziesz
koo siebie szuka i e sam siebie spytasz: zali ja w cudzoziemskim kraju
mieszkam?
Woodyjowski milcza, rozwaa, wic pan Zagoba znw mwi pocz,
bystro patrzc w twarz maego rycerza:
- W imaginacji i w sercu owego rowego hajduczka w pierwszym
rzdzie ci wyznaczyem, bo primo: to zoto, nie dziewka, a secundo: tak
jadowitych onierzy, jakich wy bycie na wiat wydali, jeszcze chyba na
ziemi nie bywao...
- To wicher; zreszt ju tam Nowowiejski chce z niej ognia wykrzesa.
- Ot to, ot to! Dzi by ona pewnie jeszcze ciebie wolaa, gdy si w
sawie twojej kocha; ale gdy pojedziesz, a on zostanie, wiem za, e
szelma zostanie, bo to nie adna wojna, to kto wie, co bdzie.
- Baka wicher! Niech j Nowowiejski bierze. Szczerze mu ycz, bo to
setny chop.
- Michale! - rzek skadajc rce Zagoba - pomyl, co by to byo za
potomstwo !
Na to may rycerz odpowiedzia bardzo naiwnie:
- Znaem dwch Balw, ktrzy z Drohojowskiej byli urodzeni, a te byli
onierze wyborni.
- Ha ! tum ci czeka! W t stron skrcasz? - krzykn Zagoba.
Woodyjowski zmiesza si nadzwyczajnie. Przez chwil wsikami tylko
rusza chcc owym ruchem konfuzj pokry; nareszcie rzek:
- Co wapan mwisz! W adn ja stron nie skrcam, jeno gdy fantazj
Basi, istotnie kawalersk, wspomnia, zaraz mi po prostu przysza na
myl Krzysia, w ktrej bardziej biaogowska natura obraa sobie
rezydencj. Gdy si o jednej mwi, to druga przychodzi do gowy, bo s
razem.
- Dobrze, dobrze! Boe ci i z Krzysi bogosaw, chocia, jak mi Bg
miy, gdybym by chopem, to bym si w Basi na zabj kocha. Majc
tak on, nie potrzebujesz w razie wojny w domu jej ostawia, ale
moesz j w pole wzi i przy boku mie. Taka ci si i pod namiotem
przygodzi; a przyjdzie na ni termin, choby w czasie bitwy, to ci jeszcze
bdzie bodaj z jednej rki z rusznicy grzmie. A zacne to, a poczciwe!
Ej, mj hajduczku kochany, nie poznali si tu na tobie i niewdzicznoci
ci nakarmili, ale ebym mia tak o kop lat mniej, wiedziabym, kto ma
by z domu Zagobina!
- Ja Basi nie ujmuj!
- Nie o to chodzi, eby jej cnt nie ujmowa, jeno eby jej ma doda.
Ale ty Krzysi wolisz!
- Krzysia jest mi przyjacielem.
- Przyjacielem, nie przyjacik? To chyba dlatego, e ma wsy!
Przyjacielem jestem ci ja, przyjacielem Skrzetuski i Ketling. Tobie nie
przyjaciela potrzeba, ale przyjaciki. Powiedz to sobie jasno i klimkiem
w oczy nie rzucaj. Strze si, Michale, przyjaciela pci biaogowskiej,
chociaby mia wsiki, bo albo ty jego zdradzisz, albo on ciebie zdradzi.
Diabe nie pi i rad midzy takimi przyjacimi siada, a egzemplum Adam
i Ewa, ktrzy jak si zaczli przyjani, tak a Adamowi koci w gardle
owa amicycja stana.
- Wapan Krzysi nie ubliaj, bo tego adn miar nie znios!
- A niech tam Bg jej cnot sekunduje! Nie masz nad mojego hajduczka,
ale i to dobra dziewka! Nie ubliam ja jej wcale, jeno to ci powiem, e
gdy przy niej siedzisz, tak ci policzki pomieniej, jakoby kto wyszczypa,
i wsikami ruszasz, i czub ci si jey, i sapiesz, i drepczesz, i wydeptujesz
jako grzywacz, a to s wszystko signa dz. Gadaj komu innemu o
amicycji, bo ja za stary wrbel !
- Tak stary, e widzisz wapan i to, czego nie ma.
- Bodajbym si myli! Bodaj o mojego hajduczka chodzio! Micha,
dobranoc ci! Bierz hajduczka! hajduczek jeszcze gadszy! Bierz
hajduczka, bierz hajduczka !..
To rzekszy pan Zagoba wsta i wyszed z izby.
Pan Micha rzuca si ca noc i nie mg spa, bo mu niespokojne myli
przez ca noc po gowie chodziy. Przed oczyma widzia twarz
Drohojowskiej, jej oczy z dugimi rzsami i usta puszkiem okryte.
Chwilami braa go drzemota, ale wizje nie ustpoway. Budzc si myla
o sowach Zagoby i przypomina sobie, jak rzadko dowcip tego ma w
czymkolwiek zawodzi. Czasem migno przed nim w pnie, w pjawie
rowe oblicze Basi i widok ten uspokaja go; ale znowu wnet Basi
zastpowaa Krzysia. Obrci si biedny rycerz do ciany, widzi jej oczy;
obrci si ku ciemnoci w izbie, widzi jej oczy, a w nich jak omdlao,
jak zacht. Chwilami te oczy przymykay si, jakby chcc mwi:
"Dziej si wola twoja!" Pan Micha a siada na ou i egna si.
Nad ranem sen ulecia od niego zupenie. Natomiast stao mu si ciko,
przykro. Ogarn go wstyd i gorzkie pocz sobie czyni wyrzuty, e nie
tamt kochan, zmar, przed sob widzia, nie tamtej mia pene oczy,
serce, dusz, ale tej, yjcej. Zdao mu si, i grzeszy przeciw pamici
Anusi, wic wstrzsn si raz, drugi i wyskoczywszy z oa, chocia
jeszcze byo ciemno, pocz odmawia pacierze poranne. A gdy je
skoczy, przyoy sobie palec do czoa i rzek:
- Trzeba co prdzej jecha, a on amicycj zaraz pohamowa, bo pan
Zagoba moe mie suszno...
Po czym ju weselszy i spokojniejszy zeszed na niadanie. Po niadaniu
fechtowa si z Basi i zauway, zapewne po raz pierwszy, e a oczy
rwaa, tak bya adna ze swymi rozdtymi chrapkami i zdyszan piersi.
Krzysi zdawa si unika, ktra spostrzegszy to, wodzia za nim
rozszerzonymi ze zdziwienia oczyma. Lecz on unika nawet jej wzroku.
Serce mu si krajao, ale wytrzyma.
Po obiedzie chodzi z Basi do lamusa, gdzie Ketling mia drugi skad
ora. Pokazywa jej rne bronie, tumaczy ich uytek. Potem strzelali
do celu z astrachaskich ukw.
Dziewczyna bya uszczliwiona z zabawy i roztrzepotaa si jak nigdy,
a pani stolnikowa musiaa j hamowa.
Tak upyn dzie drugi. Na trzeci pojechali obaj z Zagob do
Warszawy, do Daniowiczowskiego paacu, aby si czego o terminie
wyjazdu dowiedzie, wieczorem za owiadczy pan Micha biaogowom,
e za tydzie z pewnoci rusza.
Mwic to stara si mwi niedbale i wesoo. N Krzysi ani spojrza.
Zaniepokojona panna probowaa go pyta o rne rzeczy; odpowiada
grzecznie, przyjanie, ale wicej z Basi przestawa.
Zagoba sdzc, e to skutek jego rad poprzednich, zaciera z radoci
rce. e jednak przed okiem jego nic ukry si nie mogo, wic dostrzeg
smutek Krzysi.
"Zalterowaa si! zalterowaa si widocznie - myla sobie.-No! Nic to!
Zwyczajnie biaogowska natura. Ale Micha! z miejsca nawrci,
prdzej, niem si spodziewa. Setny to chop; wszelako wicher w
afektach by i wicher bdzie!"
Ale pan Zagoba mia naprawd dobre serce, wic zaraz mu si al Krzysi
uczynio.
- Directe nic jej nie powiem - rzek sobie - ale jakow pociech musz
jej obmyli.
Za czym korzystajc z przywileju jaki mu dawa wiek i biaa gowa,
podszed ku niej po wieczerzy i pocz j gadzi po jedwabistych
czarnych wiosach. A ona siedziaa cicho, podnoszc ku niemu swoje
agodne oczy, nieco zdziwiona tak czuoci, ale wdziczna.
Wieczorem, przy drzwiach izby, w ktrej sypia Woodyjowski, Zagoba
trci go w bok.
- A co? - rzek - nie masz nad hajduczka !
- Mia koza ! - odpar Woodyjowski. - Sama jedna za czterech onierzy
naczyni warchou po komnatach. Dobosz z niej prawdziwy.
- Dobosz? Daje jej Boe, by co rychlej z twoim bbnem chodzia !
- Dobranoc wapanu !
- Dobranoc! Dziwne stworzenia te biaogowy! e to si do Baki trocha
przysun, uwaae Krzysin alteracj?...
- Nie... uwaaem! - odpar may rycerz.
- Jakoby j kto z ng ci!
- Dobranoc wapanu! - powtrzy Woodyjowski i wszed prdko do
swojej izby.
Pan Zagoba liczc na wichrowato maego rycerza przeliczy si jednak
nieco i w ogle postpi niezrcznie mwic mu o Krzysinej alteracji, bo
pan Micha tak si tym wzruszy od razu, e go a co za gardo
chwycio.
- A to jej si wypacam za jej przychylno, za to, e mnie jako siostra w
smutku pocieszaa - mwi sobie. - Ba ! cem to jej zego uczyni?-
pomyla po chwili zastanowienia. - Com uczyni? Postponowaem j
przez trzy dni, co byo nawet i niepolitycznie! Postponowaem sodk
dziewk, kochane stworzenie! Za to, e mi chciaa vulnera goi,
niewdzicznoci j nakarmiem... ebym to umia - mwi dalej - miar
zachowa i hamujc nieprzezpieczn amicycj, potrafi jej nie
postponowa; ale wida dowcip mam na tak polityk za tpy...
I zy by pan Micha na siebie, a zarazem wielka lito ozwaa mu si w
piersiach.
Mimo woli pocz myle o Krzysi jak o kochanym a pokrzywdzonym
stworzeniu. Zawzito przeciw sobie samemu rosa w nim z kad
chwil.
- Barbarus jestem, barbarus! - powtarza.
I Krzysia cakiem pogrya Basi w jego myli.
- Niech kto chce bierze t koz, ten myn, t koatk ! - mwi do siebie.-
Nowowiejski czy diabe, wszystko mi jedno!
Gniew wzbiera w nim na Bogu ducha winn Basi, ale ani razu nie
przyszo mu do gowy, e j tym gniewem wicej moe pokrzywdzi ni
Krzysi udan obojtnoci.
Krzysia instynktem niewiecim odgada natychmiast, e w panu Michale
dokonywa si jaka przemiana. Jednoczenie byo jej i przykro, i smutno,
e may rycerz zdawa si jej unika, a zarazem rozumiaa, e co si
midzy nimi musi przeway i e ju nie bd si po staremu przyjanili,
tylko albo daleko wicej ni dotd, albo wcale.
Wic ogarnia j niepokj, ktry powiksza si na myl o prdkim
wyjedzie pana Michaa. W sercu Krzysi nie byo jeszcze mioci.
Jeszcze jej sobie dziewczyna nie zeznaa. Natomiast i w jej sercu, i we
krwi bya wielka gotowo do kochania.
By moe take, e czua ju lekki zawrt gowy. Woodyjowskiego
otaczaa przecie sawa pierwszego onierza Rzeczypospolitej. Wszystkie
usta rycerskie powtarzay ze czci jego imi. Siostra wynosia pod niebo
jego zacno; okrywa go urok nieszczcia, i w dodatku panienka, yjc
z nim pod jednym dachem, przyzwyczaia si do jego urody.
Krzysia miaa to w swej naturze, e lubia by kochan; wic gdy w tych
ostatnich dniach pan Micha pocz obchodzi si z ni obojtnie, mio
wasna ucierpiaa w niej wielce; ale majc z natury dobre serce,
postanowia panienka nie okazywa mu ni gniewnej twarzy, ni
zniecierpliwienia i przejedna go sobie dobroci.
Przyszo jej za to tym atwiej, e na drugi dzie pan Micha mia min
skruszon i nie tylko nie unika Krzysinego wzroku, ale w oczy jej
patrzy, jakby chcia mwi: "Wczoraj ci postponowaem, a dzi
przepraszam."
I tyle jej mwi oczyma, e pod wpywem tych spojrze krew napywaa
pannie do twarzy, a niepokj jej zwiksza si jeszcze, jakby w
przeczuciu, e bardzo prdko co wanego si zdarzy. Jako i zdarzyo
si. Po poudniu pani stolnikowa pojechaa z Basi do Basinej krewnej,
pani podkomorzyny Iwowskiej, ktra bawia w Warszawie, Krzysia za
umylnie udaa, e jej bl gowy dolega, bo j ciekawo chwycia, co te
sobie powiedz z panem Michaem, gdy zostan sam na sam.
Pan Zagoba nie pojecha wprawdzie take do pani podkomorzyny, ale
natomiast miewa zwyczaj sypia po obiedzie, czasem i przez par
godzin, bo mawia, e go to od ociaoci broni i dowcip daje mu
wieczorem pogodny; wic istotnie, pobaraszkowawszy jeszcze z
godzink, pocz si zbiera do swojej stancji. Krzysi serce zabio zaraz
niespokojniej. Ale jakie czekao j rozczarowanie! Oto pan Micha
zerwa si i wyszed z nim razem.
"Nadejdzie niebawem" - pomylaa Krzysia.
I wziwszy bbenek pocza na nim wyszywa zocisty wierzch do
czapki, ktry chciaa panu Michaowi na drog podarowa.
Oczy jej podnosiy si jednak co chwila i biegy a do gdaskiego zegara,
ktry stojc w kcie Ketlingowej bawialni tyka powanie. Ale upyna
jedna godzina i druga, pana Michaa nie byo wida. Panna pooya
bbenek na kolanach i skrzyowawszy na nim donie rzeka pgosem :
- Boi si, ale nim si odway, mog przyjecha i nic sobie nie powiemy.
Albo pan Zagoba si obudzi...
Zdawao jej si w tej chwili, e maj naprawd o jakiej wanej mwi
sprawie, ktra moe pj w odwok z winy Woodyjowskiego. Na
koniec jednak kroki jego day si sysze w przylegej izbie.
- Kry - rzeka panna i pocza znw pilnie wyszywa.
Woodyjowski rzeczywicie kry; chodzi po komnacie i wej nie
mia; a tymczasem soce stawao si czerwone i zbliao si ku
zachodowi.
- Panie Michale! - zawoaa nagle Krzysia.
Wszed i zasta j szyjc.
- Wapanna mnie woaa?
- Chciaam wiedzie, czy to nie kto obcy chodzi... Sama tu jestem od
dwch godzin...
Woodyjowski przysun krzeso i przysiad si na brzeku.
Upyna duga chwila; milcza, nogami nieco szurga zasuwajc je coraz
gbiej pod stoek i wsikami rusza. Krzysia przestaa szy i podniosa na
niego wzrok; spojrzenia ich spotkay si, a potem nagle spucili oboje
oczy...
Gdy Woodyjowski podnis je znowu, na twarz Krzysi paday ostatnie
blaski soca, a bya w nich liczna. Wosy jej byszczay na zagiciach
jak zote.
- Za par dni wapan wyjedzie? - rzeka tak cicho, i pan Micha ledwie
mg dosysze.
- Nie moe inaczej by!
I znw nastaa chwila milczenia, po ktrej Krzysia zacza mwi:
- Mylaam w ostatnich dniach, e wapan zagniewa si na mnie...
- Jako ywo! - zawoa Woodyjowski - bybym niegodzien spojrzenia
wapanny, gdybym by to uczyni, ale nie to byo.
- A co byo? - pytaa Krzysia podnoszc na znw oczy.
- Wol szczerze mwi, bo tak myl, e zawsze szczero od
symulowania wicej warta... Ale... ale tego nie potrafi wypowiedzie, ile
mnie wapanna wlewaa pociechy do serca i jak ja wdziczno dla niej
ywiem !
- Bodajby tak zawsze byo! - odpowiedziaa Krzysia splatajc na bbenku
rce.
A na to pan Micha ze smutkiem wielkim:
- Bodajby! bodajby byo... Ale mnie pan Zagoba powiedzia... (tak
mwi przed wapann, jako przed ksidzem) pan Zagoba powiedzia,
e amicycja z biaogowami nieprzezpieczna rzecz, bo snadnie, jako ar
pod popioem, gortszy afekt pod ni skrywa si moe. Ja za
pomylaem, e pan Zagoba moe mie racj, i - przebacz, wapanna;
prostakowi onierzowi - inny by to misterniej wywid, a mnie... jeno si
serce krwawi, em wapann przez te ostatnie dni postponowa... i y
mi niemio...
To rzekszy pan Micha pocz rusza wsikami tak szybko, jak aden
uk nie rusza.
Krzysia spucia gow i po chwili dwie ezki poczy jej pyn po
policzkach.
- Jeli tak wapanu bdzie spokojniej, jeli mj siostrzyski afekt
nicpotem, to ja go ukryj...
I drugie dwie ezki, potem trzecie ukazay si jej na jagodach.
Ale na ten widok rozdaro si w panu Michale serce do reszty; skoczy do
Krzysi i porwa jej rce. Bbenek potoczy si z jej kolan a na rodek
pokoju, rycerz jednak na nic nie zwaa, tylko do ust przyciska te ciepe,
mikkie, aksamitne donie powtarzajc:
- Nie pacz wapanna! Dla Boga! nie pacz!
Nie przesta za caowa tych doni nawet i wwczas, gdy Krzysia, jak
zwykle czyni ludzie we frasunku, zaoya je na gow; owszem caowa
je tym grcej, a ciepo bijce od jej wosw i czoa upoio go jak wino i
pomieszao mu zmysy. Wwczas, sam nie wiedzia jak i kiedy, usta jego
obsuny si jej na czoo i caoway je jeszcze gorcej; potem zasi
obsuny si na jej spakane oczy i wiat zakrci si z nim zupenie;
potem uczu w puszek delikatniuchny nad jej ustami; potem usta ich
poczyy si i przycisny do siebie dugo i z caej mocy. Cicho uczynio
si w komnacie, tylko zegar tyka powanie.
Nagle w sieni rozlego si tupotanie Basi i jej pdziecinny gos
powtarzajcy:
- Mrz! mrz! mrz!
Woodyjowski odskoczy od Krzysi jak sposzony ry od ofiary, a w tej
chwili wleciaa z haasem Baka powtarzajc cigle:
- Mrz! mrz! mrz!
Nagle potkna si o bbenek lecy na rodku pokoju. Wwczas stana
i spogldajc ze zdziwieniem to na bbenek, to na Krzysi, to na pana
maego rzeka :
- C to? Godzilicie w siebie wzajem jako pociskiem?...
- A gdzie ciotula? - spytaa Drohojowska starajc si wydoby ze swej
falujcej piersi spokojny i naturalny gos.
- Ciotula z sanek powoli wyazi - odrzeka rwnie zmienionym gosem
Basia.
I ruchliwe jej nozdrza poruszyy si kilkakrotnie. Spojrzaa jeszcze po
razu na Krzysi i na pana Woodyjowskiego, ktry przez ten czas
podnis bbenek, po czym nagle wysza z pokoju.
Ale w tej chwili wtoczya si pani stolnikowa, zeszed i pan Zagoba z
gry i pocza si rozmowa o pani podkomorzynie Iwowskiej.
- Nie wiedziaam, e to chrzestna matka pana Nowowiejskiego - rzeka
pani stolnikowa - ktren te musia jej jakowe konfidencje poczyni, bo
okrutnie nim Basi przeladowaa.
- A Basia co na to? - spyta Zagoba.
- I, co tam Basia! Na psa yko! Powiedziaa pani podkomorzynie tak: "On
nie ma wsw, a ja rozumu - i nie wiadomo, kto si pierwej swego
doczeka."
- Wiedziaem, e ona jzyka nie zgubi, ale kto j tam wie, co naprawd
myli. Chytro biaogowska!
- U Basi co w sercu, to w gbie. Zreszt mwiam ju wapanu, e ona
jeszcze woli boej nie czuje: Krzysia wicej!
- Ciotula! - ozwaa si nagle Krzysia.
Dalsz rozmow przerwa suga, ktry oznajmi, e wieczerza podana.
Poszli wic wszyscy do jadalnej izby, tylko Basi nie byo.
- Gdzie panienka? - spytaa pani stolnikowa pachoka.
- Panienka w stajni. Mwiem panience, e wieczerza idzie, a panienka
powiedziaa: "dobrze", i posza do stajni.
- Zaliby si jej co niemiego przygodzio? Taka bya wesoa! - rzeka
zwracajc si do Zagoby pani Makowiecka.
Wtem may rycerz, ktry mia sumienie niespokojne, rzek:
- Skocz po ni!
I skoczy. Znalaz j rzeczywicie zaraz za stajennymi drzwiami siedzc
na wizce siana. Bya tak zamylona, e wcale go nie spostrzega, gdy
wchodzi.
- Panno Barbaro! - rzek may rycerz schylajc si nad ni.
Basia drgna jakby ze snu zbudzona i podniosa na oczy, w ktrych
Woodyjowski dostrzeg z najwikszym zdziwieniem dwie zy wielkie jak
pery.
- Dla Boga! Co wapannie jest? Paczesz?
- Ani mi si ni! - zawoaa zrywajc si Basia. - Ani mi si ni! To z
mrozu!
I rozmiaa si wesoo, ale miech to by nieco przymuszony.
Nastpnie, chcc odwrci od siebie uwag, wskazaa na klatk, w ktrej
sta dzianet podarowany panu Woodyjowskiemu przez hetmana, i rzeka
ywo:
- Wapan mwie, e do tego konia wchodzi nie mona? Ot
zobaczymy !
I nim pan Micha zdy j zatrzyma, skoczya do klatki. Dziki rumak
pocz zaraz przysiada na zadzie, tupa i tuli uszy.
- Dla Boga! on wapann gotw zabi! - krzykn Woodyjowski
wskakujc za ni.
Ale Basia pocza ju klepa ca doni po karku dzianeta, powtarzajc:
- Niech zabije! niech zabije! niech zabije!...
A ko zwrci ku niej dymice nozdrza i ra z cicha, jakby rad z
pieszczoty.
 Rozdzia X 
Niczym byy wszystkie noce Woodyjowskiego w porwnaniu z t, jak
spdzi po owym zajciu z Krzysi. Bo oto zdradzi pami swojej
zmarej, ktrej wspomnienie kocha przecie; zawid ufno tej yjcej,
naduy przyjani, zacign jakowe zobowizania, postpi jak czek bez
sumienia. Inny onierz byby sobie nic nie robi z jednego takiego
pocaunku i co najwicej, na wspomnienie o nim wsa pokrci; ale pan
Woodyjowski, zwaszcza od czasu mierci Anusinej, by skrupulatem jak
kady czowiek majcy dusz zbola i serce rozdarte. Co mu zatem teraz
pozostawao do roboty? Jak mia postpi?
Brako ju tylko kilku dni do jego odjazdu, ktren odjazd mg wszystko
przeci i zakoczy. Ale czy godzio si odjeda i sowa Krzysi nie
rzec, i zostawi j tak, jak si pierwsz lepsz dziewk pokojow
zostawia, ktrej si causa ukradnie? Wzdrygao si na t myl waleczne
serce maego rycerza. Nawet w takiej rozterce, w jakiej by w tej chwili,
myl o Krzysi napeniaa go sodycz, a wspomnienie owego pocaunku
przejmowao go dreszczem rozkosznym.
Wcieko go braa z tego powodu na samego siebie, a jednak obroni
si uczuciu sodyczy i rozkoszy nie mg. Zreszt ca win bra na siebie.
- Jam do tego Krzysi przywid - powtarza sobie z gorycz i boleci -
jam j przywid, za czym nie godzi mi si i odjeda bez sowa. Wic
co? Owiadczy si i odjecha Krzysinym narzeczonym?
Tu ubrana biao i sama bielusieka, jakby woskowa, posta Anusi
Borzobohatej stawaa przed oczyma rycerza taka, jak j w trumnie
zoy.
- Tyle mi si naley - mwia owa posta - by mnie aowa i za mn
tskni. Mnichem z pocztku chciae zosta, cae ycie mnie paka, a
teraz inn bierzesz, nim moja duszyczka zdoaa do bram niebieskich
dolecie. Ach! poczekaj! niech pierwej do niebios trafi, niech na t
ziemi patrze przestan...
I zdawao si rycerzowi, e jest jakim krzywoprzysizc wzgldem tej
duszki jasnej, ktrej pami winien by czci i przechowywa jak
wito. Bra go al i wstyd niezmierny, i pogarda dla samego siebie.
mierci pragn.
- Anulu! - powtarza na klczkach - ja ci do mierci paka nie
przestan, ale co mam teraz uczyni?
Bieluchna posta nie odpowiadaa na to nic, rozpraszajc si jak mga
lekka, a natomiast zjawiay si w wyobrani rycerza oczy Krzysi i jej usta
puszkiem pokryte, a wraz z nimi pokusy, z ktrych otrzsa si biedny
onierz jako ze strza tatarskich. I pontom samym byby si obroni,
lecz jednoczenie sumienie mwio mu: le postpisz, jeli jej odjedziesz i
zacn pann, ktr do winy przywiode, we wstydzie zostawisz
Tak wahao si serce rycerza na obie strony w niepewnoci, zmartwieniu,
mce. Chwilami przychodzio mu do gowy, eby pj, wszystko
wyzna panu Zagobie i poradzi si tego ma, ktrego rozum umia
kadej trudnoci sprosta. Przecie on wszystko przewidzia, przecie on z
gry przepowiedzia: co to jest z biaogowami w "amicycj" wchodzi...
Ale wanie ten wzgld wstrzymywa maego rycerza. Przypomnia sobie,
jak ostro zakrzykn na pana Zagob: "Wapan Krzysi nie ubliaj!" I ot,
kto ubliy Krzysi? Kto teraz namyla si, czy nie lepiej j jako
pokojow zostawi, a samemu odjecha?
- eby nie tamta nieboga, to ja bym si i minuty nie namyla - rzek do
siebie may rycerz - za czym bym i zgoa si nie martwi, owszem,
radowa by mi si w duszy, em takiego specjau zakosztowa!
Po chwili za mrukn:
- Zakosztowabym ja go chtnie i sto razy!
Widzc jednak, e na nowo pokusy go opadaj, otrzsn si z nich
mocno i tak pocz rozumowa:
"Stao si! Skorom raz postpi jak ten, ktren nie amicycji pragnie, ale
od Kupidyna kontentacji wyglda, to ju musz t drog i i powiedzie
jutro Krzysi, e j chc poj."
Tu zastanowi si chwil, po czym tak dalej rozmyla:
"...Przez ktr deklaracj i owa dzisiejsza konfidencja zgoa jakowej
poczciwoci nabierze, i jutro nowych bd mg zaraz sobie pozwol..."
Lecz w tym miejscu uderzy si doni po ustach.
- Tfu! - rzek - chyba cay czambu diabw za konierzem mi siedzi !
Ale ju myli o owiadczynach nie zaniecha rozumujc sobie po prostu,
e jeli przez to kochanej zmarej uchybi, to mszami moe j przebaga i
pobonoci, czym zarazem jej okae, e wci pamita i wiadczy jej
nie przestaje.
Zreszt, jeli i bd si ludzie dziwi a namiewa, e par niedziel temu
mnichem z aoci chcia zosta, a teraz ju si drugiej z afektem
owiadczy, to wstyd bdzie tylko po jego stronie, gdy w przeciwnym
razie musiaaby si niewinna Krzysia i wstydem, i win z nim dzieli.
- Tedy bd jutro deklarowa, nie moe inaczej by! - rzek w kocu.
Po czym uspokoi si znacznie i odmwiwszy pacierze, i pomodliwszy si
arliwie za Anusi, zasn.
A nazajutrz zbudziwszy si powtrzy:
- Dzi bd deklarowa!...
Jednake nie byo to tak awym, bo nie chcia pan Micha wszystkim o
tym oznajmia, jeno z Krzysi naprzd pomwi, a potem postpi, jak
wypadnie. Tymczasem od rana przyjecha pan Nowowiejski i wszdy go
byo peno.
Krzysia chodzia jak struta przez cay dzie : bya blada, zmczona i co
chwila spuszczaa oczy; czasem rumienia si tak, e kolory biy jej a na
szyj; czasem usta jej drgay jakby do paczu; to znw bya jaka senna i
omdlaa. Trudno byo rycerzowi si do niej zbliy, a zwaszcza pozosta
duej sam na sam. Mg j wprawdzie wyprowadzi po prostu za dom
na przechadzk, bo pogoda bya cudna, i dawniej byby to bez adnego
skrupuu uczyni; ale teraz nie mia, bo mu si zdao, e wszyscy zaraz
domyl si, o co mu chodzi - wszyscy deklaracj odgadn.
Na szczcie wyrczy go Nowowiejski. Ten odwidszy na bok pani
stolnikow rozmawia z ni o czym do dugo; potem wrcili oboje do
izby, w ktrej siedzia may rycerz z dwoma pannami oraz panem
Zagob - i pani stolnikowa rzeka:
- Ot, przejechalibycie si, modzi, saniami we dwie pary, bo od niegu a
skry id.
Na to Woodyjowski pochyli si prdko do ucha Krzysi i rzek:
- Zaklinam wapann, by siada ze mn... Sia mam do mwienia.
- Dobrze - odpowiedziaa Drohojowska.
Po czym obaj z Nowowiejskim skoczyli do stajni, a Basia z nimi trzecia, i
w kilka pacierzy dwoje sanek zajechao przed dom. Woodyjowski z
Krzysi siedli w jedne, Nowowiejski z hajduczkiem w drugie i ruszyli bez
wonicw.
Za pani Makowiecka zwrcia si do Zagoby i rzeka:
- Pan Nowowiejski o Basi deklarowa.
- Jake to? - spyta niespokojnie Zagoba.
- Pani podkomorzyna Iwowska, jego chrzestna matka, ma tu jutro
przyjecha ze mn si rozmwi, za pan Nowowiejski prosi mnie, by
mg cho z daleka Basi wyrozumie, bo sam pojmuje, e jeli Basia nie
jest mu przyjacielem, to prne bd fatygi i zachody.
- I dlatego wapani dobrodziejka wyprawia ich do sani?..
- Dlatego. M mj wielki skrupulat. Nieraz on mi mwi:
"Majtnociami ja si opiekuj, ale ma niech sobie kada sama
wybiera; byle by uczciwy, to ja si nie sprzeciwi, choby i w fortunie
bya rnica." Zreszt, obie z Krzysi maj lata i mog sob rzdzi.
- A co wapani zamierzasz pani podkomorzynie Iwowskiej
odpowiedzie?
- Mj m przyjeda w maju; na niego to zdam; ale tak myl, e jak
Basia zechce, tak bdzie.
- Nowowiejski modzik!
- Ale sam Micha powiada, e onierz znamienity, wojennymi akcjami
ju wsawiony. Fortun grzeczn ma, a koligacje wszystkie pani
podkomorzyna mi wyuszczya. Widzi wapan, to byo tak: jego pradziad,
urodzony z kniaziwny Sieniutwny, primo voto by onaty...
- A co mnie do jego koligacyj ! - przerwa Zagoba nie tajc zego humoru
- ni on mi brat, ni swat, a ja powiem wapani, e hajduczka dla Michaa
przeznaczaem, bo jeli midzy dziewkami, ktre na dwch nogach
chodz po wiecie, jest od niej lepsza i poczciwsza, to niech ja od tej
chwili zaczn chodzi na czterech jako ursus!
- Micha jeszcze o niczym nie myli, a choby i myla, to jemu wicej
Krzysia w oko wpada... Ha! Bg to zdecyduje, ktrego wyroki s
niezbadane!
- Ale eby ten goows z harbuzem wyjecha, upibym si z radoci!-
doda Zagoba.
Tymczasem w obu saniach wayy si losy rycerzy. Pan Woodyjowski
dugo nie mg si zdoby na sowo, nareszcie tak ozwa si do Krzysi:
- Wapanna nie myl, ebym ja by czek lekki albo jakowy mydek, bo
mi i lata nie po temu.
Krzysia nic nie odrzeka.
- Wapanna mi przebacz to, com wczoraj uczyni, bo to byo z tak
ekstraordynaryjnej dla wapanny yczliwoci, em jej zgoa pohamowa
nie umia... Moja mocia panno, moja Krzysiu kochana! zwa, ktom jest,
em prosty onierz, ktremu wiek ycia na wojnach zeszed... Inny
byby naprzd z oracj si popisa, a potem do konfidencji przystpi, ja
za od konfidencji zaczem... Pomnij te na to, e jeli ko, chocia i
wyjedony, czowieka czasem, na kie wziwszy, uniesie - jake afekt
nie ma unosi, ktrego pd jest wikszy? Tako i mnie afekt unis,
dlatego wanie, e mi mia... Moja Krzysiu kochana! kasztelanw i
senatorw ty godna; ale jeli nie pogardzisz onierzem, ktry cho i w
prostym stanie suy ojczynie nie bez jakowej sawy, tedy ja ci do ng
padam, nogi twoje cauj i pytam: chcesze mnie? moeszli bez
abominacji o mnie pomyle?
- Panie Michale!... - odpowiedziaa Krzysia.
I rka jej wysunwszy si z zarkawka ukrya si w doni rycerza.
- Zgadzasz si? - pyta Woodyjowski.
- Tak! - odrzeka Krzysia - i wiem, e zacniejszego w caej Polsce nie
mogabym znale!
- Bg wapannie zapa! Bg ci zapa, Krzychna! - mwi rycerz
pokrywajc pocaunkami t rk. - Ju te nie moga mnie wiksza
potka szczliwo! Powiedz mi jeno, e si nie gniewasz za wczorajsz
konfidencj, abym i na sumieniu mia ulg?
Krzysia zamruya oczy.
- Nie gniewam si! - rzeka.
- e to w tych saniach nie ma jak po nogach caowa! - zakrzykn
Woodyjowski.
Czas jaki sunli w milczeniu, tylko pozy wiszczay po niegu i spod
kopyt koskich pada grad grudek niegowych.
Po czym Woodyjowski znw ozwa si:
- A mi to dziwno, e mnie nawidzisz!
- Wicej to dziwno - odrzeka Krzysia - e wapan mnie tak prdko
pokocha...
Na to twarz Woodyjowskiego spowaniaa bardzo i tak mwi pocz:
- Krzysiu, moe i tobie si to le wydaje, e nimem si z boleci otrzsn
po jednej, juem drug pokocha. Wyznaj ci te jako na spowiedzi, e
swego czasu bywaem pochy. Ale teraz to inna rzecz. Nie zapomniaem
ja tamtej niebogi i nie zapomn jej nigdy; miuj j dotd i gdyby
wiedziaa, ile jest po niej paczu we mnie, sama by nade mn zapakaa...
Tu zbrako gosu maemu rycerzowi, bo si wzruszy bardzo i moe
dlatego nie spostrzeg, e te sowa jego nie zdaway si czyni na Krzysi
zbyt mocnego wraenia.
Wic znw zapada cisza chwilowa, ale tym razem przerwaa j Krzysia:
- Bd si staraa wapana pociesza, ile si starczy.
Na to may rycerz:
- Waniem dlatego ci tak prdko pokocha, e ty od pierwszego dnia
pocza mi rany opatrowa. Czym ci byem? Niczym ! A dlatego zaraz
si do tego zabraa majc w sercu miosierdzie nad nieszcznikiem.
Ach! sia jaci, sia zawdziczam! Kto tego nie wie, bdzie mi moe
przygania, em to w nowembrze chcia mnichem zostawa, a w
decembrze do stanu maeskiego si zabieram. Pierwszy pan Zagoba
gotw podrwiwa, bo on rad dworuje, gdy mu si okazja zdarzy, ale
niech drwi zdrw! Nie dbam ja o to, zwaszcza e nie na ciebie przygana
spadnie, jeno na mnie...
Tu Krzysia pocza patrze w niebo, namyla si, wreszcie odrzeka:
- Zali koniecznie mamy oznajmia ludziom o naszym przymierzu?
- Jake to?
- Wapan przecie za par dni wyjedasz?
- Chobym i nierad, musz.
- Ja te aobne szatki po ojcu nosz. Po co si na podziw ludzki
wystawia? Nieche ukad stoi midzy nami, a ludzie niech o nim nie
wiedz, pki pan Micha z Rusi nie wrci. Dobrze?
- To i siostrze nie mam nic gada?
- Sama ja jej powiem, ale po pana Michaowym odjedzie.
- A panu Zagobie?
- Pan Zagoba na mnie, niebodze, by swj dowcip ostrzy. Ej, lepiej nic
nie mwi! Basia by mi take dogadywaa, a ona si i tak czego w
ostatnich czasach dziwaczy i humor ma tak zmienny jak nigdy. Ej, lepiej
nie mwi!
Tu Krzysia znw podniosa swe ciemnoniebieskie oczy do gry:
- Bg nad nami wiadek, a ludzie niech w niewiadomoci zostaj.
- Widz, e rozum w wapannie gadkoci wyrwnywa. Zgoda ! Tedy
Bg nam wiadek - amen! Oprzyje si o mnie ramionkiem, bo skoro
ukad stoi, to si ju modestii nie przeciwi. Nie bj si! Wczorajszego
uczynku chobym chcia si dopuci, nie mog, bo musz na konie
uwaa.
Krzysia uczynia zado daniu rycerza, a ten znw rzek:
- Ilekro bdziemy sam na sam, mw mi po imieniu.
- Jako mi nieskadno - odrzeka z umiechem. - Nigdy si nie odwa!
- A ja si odwayem !
- Bo pan Micha rycerz, pan Micha odwany, pan Micha onierz...
- Krzychna! moja ty kochana!
- Mich...
Lecz nie odwaya si Krzysia dokoczy i zakrya twarz zarkawkiem.
Po niejakim czasie nawrci pan Micha do domu i niewiele ju mwili
przez drog, tylko w samym koowrocie spyta jeszcze may rycerz:
- A po wczorajszym.... wiesz!... bardzo ci byo smutno?
- Byo i wstyd, i smutno, ale... dziwnie! - dodaa ciszej.
I zaraz uczynili twarze obojtne, aby nikt nie pozna, co midzy nimi
zaszo. Ale niepotrzebna to bya ostrono, bo nikt na nich nie zwaa.
Wprawdzie Zagoba z pani stolnikow wybiegli a do sieni na spotkanie
obu par, jednak oczy ich byy zwrcone tylko na Basi i
Nowowiejskiego.
Basia za bya czerwona, nie wiadomo, z mrozu czy ze wzruszenia, a
Nowowiejski jak struty. Zaraz te w sieni pocz si egna z pani
stolnikow. Prno go zatrzymywaa, prno i sam Woodyjowski, ktry
by w humorze wybornym, namawia go do pozostania na wieczerz;
wymwi si sub i odjecha. Wwczas pani stolnikowa, nie mwic
nic, pocaowaa Basi w czoo - ona za poleciaa zaraz do swojej izby i
nie wrcia, a na wieczerz.
Na drugi dzie dopiero pan Zagoba przydybawszy j sam spyta:
- A co, hajduczku, w Nowowiejskiego jakoby piorun trzas?
- Aha ! - odrzeka potakujc gow i mrugajc oczyma.
- Powiedze, co mu powiedziaa?
- Prdkie byo pytanie, bo to rezolut, ale prdka odpowied, bo i ja
rezolutka: nie!
- Wybornie postpia ! Niech ci uciskam ! C on? da si krtko
zby?
- Pyta, czyli z czasem nie bdzie mg czego uzyska! al mi go byo,
ale nie, nie; nie moe z tego nic by!...
Tu Basia rozda chrapki i pocza trz czupryn troch smutno i
jakoby w zamyleniu.
- Powiedze mi swoje racje? - rzek Zagoba.
- Tego samego i on chcia, ale na prno; jemu nie powiedziaam i
nikomu nie powiem.
- A moe - rzek Zagoba patrzc jej bystro w oczy - a moe ty w sercu
jakowy ukryty afekt nosisz, h?
- Fig, nie afekt! - zawoaa Basia.
I porwawszy si z miejsca pocza powtarza prdko, jakby chcc
pokry pomieszanie:
- Nie chc pana Nowowiejskiego! nie chc pana Nowowiejskiego! Nie
chc nikogo! Czemu mi wapan dokuczasz? czemu mi wszyscy
dokuczaj?... I rozpakaa si nagle.
Pan Zagoba pociesza j, jak umia, ale przez cay dzie bya i smutna, i
za.
- Panie Michale - rzek przy obiedzie Zagoba -ty odjedasz, a
tymczasem Ketling powrci, a gadysz to nad gadysze! Nie wiem, jak
tam pannitka dadz sobie rady, ale tak myl, e po przyjedzie
zastaniesz je obie rozamorowane.
- Dobra nasza! - odrzek Woodyjowski. - Pann Basi mu zaraz
zaswatamy!
Basia utkwia w nim wzrok rysi i odrzeka:
- A czemu to wapan o Krzysi mniej troskliwy?
Zmiesza si na te sowa may rycerz niezmiernie i odrzek:
- Wapanna jeszcze nie znasz Ketlingowej mocy, ale jej doznasz!
- A czemu Krzysia nie ma dozna? To przecie nie ja piewam:
Mda biaogowa
Jake si schowa
I gdzie si biedna schroni?
Tu znw Krzysia zmieszaa si z kolei, a maa gadzina mwia dalej:
- W ostatku pana Nowowiejskiego poprosz, eby mi tarczy swojej
poyczy, ale jak wapan wyjedzie, nie wiem, czym si Krzysia bdzie
broni, jeli na ni termin przyjdzie?...
Ale Woodyjowski ju ochon, wic odrzek nieco surowo:
- Moe te i znajdzie czym si broni lepiej od wapanny.
- A to jakim sposobem?
- Bo mniej pocha, a statku i rozwagi ma wicej...
Pan Zagoba i pani stolnikowa myleli, e czupurny hajduczek zaraz
stanie do walki, ale ku wielkiemu ich zdziwieniu hajduczek spuci gow
ku talerzowi i po chwili dopiero rzek cichym gosem:
- Jeli si wapan gniewa, to przepraszam i wapana, i Krzysi...
 Rozdzia XI 
Pan Micha majc pozwolenie jechania, ktrdy by chcia, jecha na
Czstochow i na Anusin grb. Wypakawszy przy nim reszt ez ruszy
dalej, a pod wpywem wieych wspomnie przychodzio mu do gowy,
e jednak te tajemnicze zrkowiny z Krzysi byy za wczesne. Czu, e
al i aoba maj w sobie co witego i nietykalnego, co winno by
zostawione w spokoju, dopki samo nie wzniesie si jako mga ku niebu i
nie rozejdzie po niezmiernych przestworzach. Inni wprawdzie,
owdowiawszy, enili si w miesic lub dwa pniej - ale tacy nie
poczynali od kameduw ani te klska nie spotykaa ich w progu
szczcia, po caych latach oczekiwania. Wreszcie, jeli prostacy nie
szanowali witoci alu, zali godzio si i ich przykadem? Jecha wic
pan Woodyjowski na Ru, a wyrzuty towarzyszyy mu w drodze. By
jednak na tyle sprawiedliwym, e sam ca win bra na siebie, a na
Krzysi jej nie skada. Owszem, do licznych niepokojw, ktre go
ogarny, doczy si i ten, czy i Krzysia take nie poczytuje mu w gbi
duszy za ze tego popiechu.
- Sama pewnie by tak nie postpia - mwi sobie pan Micha-a majc
dusz wielk, niechybnie i w innych tej wielkoci desiderat.
Ot strach go bra, czy si jej nie wyda maym.
Jednake by to prny strach. Krzysi nic byo do aoby pana Michaa i
gdy jej o niej za duo mwi, nie tylko to nie budzio w pannie
wspczucia, ale dranio jej mio wasn. Zali to ona, yjca, nie bya
warta tej zmarej?
Albo czy w oglnoci bya tak mao warta, e zmara Anusia moga by
jej rywalk? Pan Zagoba, gdyby do tajemnicy nalea, pewnie
uspokoiby pana Michaa, e niewiasty nie maj jedna dla drugiej zbyt
wiele miosierdzia.
Niemniej jednak po wyjedzie Woodyjowskiego panna Krzysia bya
zdumiona tym, co zaszo, i e ju klamka zapada. Jadc do Warszawy,
w ktrej nigdy przedtem nie bya, wyobraaa sobie, e bdzie wcale
inaczej. Oto na konwokacj i elekcj zjad dwory biskupie i dygnitarskie,
wietne rycerstwo pody ze wszystkich stron Rzeczypospolitej. Ile tam
bdzie zabaw, gwaru, popisw, a wrd tego wiru, wrd tumw
rycerstwa zjawi si jakowy "on" nieznany, jakowy rycerz taki, jakich
tylko w snach dziewczyny widuj; ten dopiero afektem zaponie,
podoknami z cytr bdzie stawa, kawalkady wyprawia, dugo musi
kocha i wzdycha, dugo wstg kochanej na zbroi nosi, nim po
licznych cierpieniach i przezwycionych przeszkodach do ng upadnie i
mio wzajemn uzyska.
Ow nic si z tego nie stao. Mgy barwiste i mienice si jak tcza
zrzedy i rycerz ukaza si wprawdzie, rycerz nawet wcale niepospolity,
za pierwszego onierza Rzeczypospolitej goszony, kawaler wielki, ale do
"onego" niezbyt, a nawet wcale niepodobny. Nie byo te kawalkad i na
lutni grania ni turniejw, ni popisw, ni wstg na zbroi, ni gwaru
rycerstwa, ni zabaw, ni tego wszystkiego, co jako sen majaczy, jako
cudowna bajka na wieczornicy ciekawi, jako zapach kwiatw upaja, jak
ptasia ponta nci; od czego ponie twarz, bije serce dry ciao... By
tylko dworek za miastem, w dworku pan Micha, po czym zdarzya si
konfidencja - i ju! - reszta przepada, znika, jak znika miesic na niebie,
gdy chmury go zakryj... Gdyby to jeszcze ten pan Woodyjowski by
przyszed na kocu bajki, przecie byby podany.
Nieraz Krzysia rozmylajc o jego sawie, o jego zacnoci, o jego
mstwie, ktre go chlub Rzeczypospolitej, a postrachem jej nieprzyjaci
uczynio, czua, e jednak miuje go wielce, zdao jej si tylko, e j co
omino, e j spotkaa pewna krzywda - troch przez niego - a raczej
przez popiech... Tak wic w popiech zapad obojgu ziarnkiem piasku
na serce, a e byli coraz dalej od siebie, wic ziarnko owe zaczo im
nieco dolega. Nieraz w uczuciach ludzkich co si tak nieznacznie,
jakoby maluchny cier kuje i z czasem albo si goi, albo te jtrzy coraz
bardziej i choby najwiksz mio blem i gorycz zaprawia. Ale
midzy nimi byo jeszcze do blu i goryczy daleko. Szczeglniej dla pana
Michaa sodkim i uspokajajcym bya Krzysia wspomnieniem i pami
jej tak sza za nim, jako cie idzie za czowiekiem.
Myla te, e im bardziej si oddali, tym ona stanie mu si drosz, tym
bardziej za ni wzdycha i do niej tskni bdzie. Jej ciej czas upywa,
bo Ketlingowego dworu od czasu wyjazdu maego rycerza nikt nie
odwiedza i dzie za dniem przechodzi w jednostajnoci i nudzie.
Pani stolnikowa wyczekiwaa ma liczc dnie do elekcji i o nim tylko
mwia; Basia osowiaa bardzo. Sprzeciwia si jej pan Zagoba, e
odpaliwszy Nowowiejskiego, teraz za nim tskni. Jako wolaaby bya,
eby cho on przyjeda, ale on sobie rzek: "Nic tu po mnie" - i wkrtce
za Woodyjowskim wyruszy.
Pan Zagoba take si z powrotem do Skrzetuskich wybiera mwic, e
mu za basaykami tskno; wszelako cikim bdc, z dnia na dzie
wyjazd odkada, Basi za tumaczy, e ona powodem mitrgi, bo si w
niej kocha i o jej rk stara si zamierza.
Tymczasem dotrzymywa towarzystwa Krzysi, gdy pani Makowiecka
wyjedaa z Basi do pani podkomorzyny Iwowskiej. Krzysia nigdy im
nie towarzyszya w tych odwiedzinach, bo pani podkomorzyna mimo
caej swej zacnoci znosi Krzysi nie moga. Atoli czsto gsto i pan
Zagoba wyrusza do Warszawy, gdzie w grzecznej kompanii czas
trawic, wraca nieraz pijany dopiero drugiego dnia - i wwczas Krzysia
zostawaa zupenie sama, trawic samotne chwile na rozmylaniach
troch o panu Woodyjowskim, troch i o tym, co by si mogo zdarzy,
gdyby owa klamka nie bya zapada raz na zawsze, a czstokro: jak by
wyglda w nieznany rywal pana Michaa, krlewicz z bajki...
Raz wic siedziaa pod oknem i patrzya w zamyleniu na drzwi komnaty,
na ktre pada okrutny blask zachodzcego soca, gdy nagle dzwonek od
sani da si sysze z drugiej strony domu. Krzysi przebiego przez gow,
e pani Makowiecka musiaa z Basi powrci, ale nie wywiodo to j z
zamylenia i oczu nawet nie odwrcia ode drzwi; tymczasem drzwi
otworzyy si i na tle ciemnej gbi ukaza si oczom dziewczyny jaki
nieznany mczyzna.
W pierwszej chwili wydao si Krzysi, e widzi obraz albo e zasna i ni
: tak cudne stano przed ni zjawisko... Nieznajomy by to mody
czowiek, przybrany w czarny strj cudzoziemski z biaym koronkowym
konierzem spadajcym a na ramiona. Krzysia w dziecistwie jeszcze
widziaa raz pana Arciszewskiego, generaa artylerii koronnej,
przybranego podobnie, ktren te z powodu takiego stroju, jak rwnie
dla nadzwyczajnej swej piknoci dugo jej zosta w pamici. Ow tak
by ubrany w modzian, tylko e piknoci gasi bez miary i pana
Arciszewskiego, i wszystkich mw chodzcych po ziemi. Wosy jego,
ucite rwno nad czoem, wiy si w jasnych piercieniach po obu
stronach twarzy, po prostu cudnej. Brwi mia ciemne, wyranie rysujce
si na biaym jak marmur czole; oczy sodkie i smutne; powy ws i
pow spiczast brod. Bya to gowa niezrwnana, w ktrej szlachetno
czya si z mstwem ; gowa zarazem anielska i rycerska. Krzysi dech
zaparo w piersiach, bo patrzc oczom wasnym nie wierzya ani te
moga zmiarkowa, czy ma przed sob uud, czy rzeczywistego
czowieka. On sta przez chwil nieruchomo, zdumiony lub udajcy przez
grzeczno zdumienie nad Krzysin piknoci; wreszcie ruszy ode
drzwi i spuciwszy kapelusz ku ziemi pocz pirami zamiata podog.
Krzysia podniosa si, ale nogi pod ni dray, i to ponc, to blednc
zamkna oczy.
Wtem zabrzmia jego gos niski a mikki jak aksamit:
- Jestem Ketling of Elgin. Panam Woodyjowskiego przyjaciel i towarzysz
broni. Suba powiedziaa mi ju, e mam niewypowiedziane szczcie i
honor ugaszcza pod swym dachem siostr i krewne mego Pallada, ale
przebacz, dostojna panno, mojej konfuzji, bo suba nie powiedziaa mi
tego, co oczy widz, a i oczy same twego blasku znie nie mog...
Takim komplementem powita rycerski Ketling Krzysi, ale ona nie
wypacia mu podobnym, bo si na adne sowo zdoby nie moga.
Domylia si tylko, e skoczywszy, zapewne jej powtrny pokon
oddaje, bo w ciszy usyszaa znw szelest pir o podog. Czua take, e
trzeba, e trzeba koniecznie co odpowiedzie i komplementem za
komplement si wywdziczy, e inaczej za prostaczk poczytan by
moe, a tu tymczasem tchu jej brak, pulsa w skroniach i w rku bij,
pier podnosi si i opada, jakby si zmczya bardzo. Otwiera powieki -
on stoi przed ni z pochylon nieco gow, z admiracj i uszanowaniem w
swej cudnej twarzy. Drcymi rkoma chwycia Krzysia za sukni, aby
cho dygn przed kawalerem, na szczcie w teje chwili woania:
"Ketling ! Ketling!", rozlegy si za drzwiami i do komnaty wpad z
otwartymi ramiony zasapany pan Zagoba.
Wzili si tedy w objcia, a przez ten czas panna staraa si ochon i
zarazem spojrze dwa lub trzy razy na modego rycerza. On za
obejmowa pana Zagob serdecznie, ale z t nadzwyczajn
szlachetnoci w kadym ruchu, ktr bd po przodkach odziedziczy,
bd naby takowej na wykwintnych krlewskich i magnackich dworach.
- Jak si masz? - woa pan Zagoba. - Radem ci w twoim domu jakoby w
moim wasnym. Nieche ci si przypatrz! Ha! pomizerniae! Czy nie
jakowe amory? Dalibg, pomizerniae! Wiesz, Micha do chorgwi
wyjecha. O! to wybornie uczyni przyjechawszy! Micha o klasztorze
ju nie myli. Bawi tu jego siostra z dwiema pannami. Dziewki jak rzepy!
Jedna Jeziorkowska, druga Drohojowska. Dla Boga! panna Krzysia tu
jest! Przepraszam wapann, ale niech temu oczy wylez, kto wam
gadkoci zaprzeczy, a na wapaninej ju si ten kawaler pozna musia.
Ketling skoni po raz trzeci gow i rzek z umiechem:
- Zostawiem dom cekhauzem, a zastaem go Olimpem, bom bogini
ujrza na wstpie.
- Ketling! jak si masz! - zawoa po raz wtry Zagoba, ktremu mao
byo jednego powitania, i znw chwyci go w objcia.
- Nic to! - mwi - hajduczka jeszcze nie widzia! Jedna gadka, ale i
druga mid, mid! Jak si masz, Ketling! Daj ci Boe zdrowie! Bd ci
mwi: ty! Dobrze? Staremu porczniej... Rade z goci, co? Pani
Makowiecka tu zajechaa, bo o gospod byo czasu konwokacji trudno,
ale teraz ju atwiej i pewnie si wyniesie, bo z pannami w kawalerskim
domu mieszka nie wypada, eby ludzie krzywo nie patrzyli i eby
jakowego gadania nie byo...
- Na Boga! Nigdy na to nie pozwol! Jam Woodyjowskiemu nie
przyjaciel, ale brat, zatem pani Makowieck jako siostr przyj pod
dachem mog. Do wapanny pierwszej o instancj si udaj, a jeli
trzeba, to na kolanach bd o ni baga!
To rzekszy klkn przed Krzysi i chwyciwszy jej rk do ust
przycisn, a patrzy w jej oczy bagalnie, wesoo i smutno zarazem; ona
za pocza poni si, zwaszcza e Zagoba zaraz wykrzykn:
- Ledwie przyjecha, ju przed ni na kolanach. Dla Boga! powiem pani
Makowieckiej, em was tak zasta!... Ostro, Ketling!... Krzysiu! Poznaj
wapanna dworskie obyczaje!...
- Jam dworskich obyczajw niewiadoma! - szepna w najwikszym
zmieszaniu panna.
- Mog liczy na instancj? - pyta Ketling.
- Wsta wapan!...
- Mog liczy na instancj? Jam brat pana Michaowy! Jemu si
krzywda stanie, gdy ten dom opustoszeje!...
- Na nic tu moja ch! - odrzeka przytomniej Krzysia - chocia za
wapanow wdziczn by musz.
- Dzikuj! - odpar Ketling przyciskajc do ust jej rk.
- Ha ! mrz na dworze, a Kupido golec: wszelako tak myl, e byle si
tu dosta, to w tym domu nie zmarznie! - zakrzykn Zagoba.
- Daj wapan spokj ! - rzeka Krzysia.
- A widz ju: od samych wzdycha odliga bdzie! Nic! tylko od
wzdycha !...
- Dzikuj Bogu, e wapan jowialnego humoru nie utraci - rzek
Ketling - bo wesoo znak zdrowia.
- I czystego sumienia, i czystego sumienia! - odpar Zagoba. - Mdrzec
paski powiada : "Ten si drapie, kogo swdzi", a mnie nic nie swdzi;
przetom wes!! Jak si masz Ketling! O! do stu bisurmanw! co to ja
widz? Wszakem to ciebie po polsku widzia, w rysim kopaczku i przy
szabli, a teraze si znowu na jakowego Angielczyka przemieni i na
cienkich nogach niby uraw chodzisz?
- Bom w Kurlandii dugi czas siedzia, gdzie polskiego stroju nie
zaywaj, a teraz dwa dni spdziem u angielskiego rezydenta w
Warszawie.
- To z Kurlandii wracasz?
- Tak jest. Przybrany rodzic mj zmar i tame mi majtno drug
zostawi.
- Wieczny mu spokj! Katolik-e on by?
- Tak jest.
- To przynajmniej masz pociech. A nie porzucisze ty nas dla owej
kurlandzkiej substancji?
- Tu mi y i umiera! - odrzek spojrzawszy na Krzysi Ketling.
A ona spucia zaraz swe dugie rzsy na oczy.
Pani Makowiecka nadjechaa o zupenym ju mroku, a Ketling wyszed
a przed bram na jej spotkanie i prowadzi j do domu z takim
uszanowaniem, jakby ksin udzieln. Chciaa, byo, zaraz na drugi
dzie szuka sobie innej gospody w samym miecie, ale na nic si nie
przyda jej opr. Mody rycerz pty baga, pty si na swoje braterstwo
z Woodyjowskim powoywa, pty klka, a zgodzia si i nadal u niego
zamieszka. Uoono tylko, e i pan Zagoba czas jaki jeszcze zostanie,
aby sw powag i wiekiem niewiasty od zych jzykw zasoni. On
zgodzi si chtnie, bo do hajduczka niezmiernie si przywiza, a przy
tym zacz sobie pewne plany w gowie ukada, ktre koniecznie jego
obecnoci wymagay. Dziewczyny obie byy rade, a Basia od razu
otwarcie po stronie Ketlinga wystpia.
- Dzi i tak si nie wyniesiem - rzeka do wahajcej si pani stolnikowej -
a pniej czy jedna doba, czy dwadziecia, to ju wszystko jedno !
Ketling podoba si jej, zarwno jak Krzysi, bo on si wszystkim
niewiastom podoba; Basia przy tym nigdy dotd nie widziaa
zagranicznego kawalera prcz oficerw cudzoziemskiej piechoty, ludzi
mniejszej szary i do prostych; wic obchodzia go wkoo, potrzsajc
czupryn, rozdymajc chrapki i przypatrujc mu si z dziecinn
ciekawoci tak natarczyw, e a usyszaa cich nagan od pani
Makowieckiej. Ale mimo nagany nie przestaa go bada oczyma, jakby
chcc jego warto oniersk oceni, a wreszcie pocza wypytywa o
niego pana Zagob.
- Wielki to onierz? - spytaa po cichu starego szlachcica.
- e i znamienitszy by nie moe. Widzisz, eksperiencj ma niezmiern,
bo od czternastego roku ycia przeciw Angielczykom rokoszanom suy,
przy prawdziwej wierze stajc. Szlachcic te to jest wysokiego rodu, co i
po jego obyczajnoci snadnie pozna moesz.
- Wapan go widzia w ogniu?
- Tysic razy! Bdzie ci sta ani si zmarszczy; konia czasem po karku
poklepie i o afektach gotw gada.
- Zali moda o afektach wtedy rozmawia? Co?
- Moda wszystko czyni, przez co si kontempt dla kul okazuje.
- No, a wrcz, w pojedynk, rwnie on wielki?
- Ba, ba! szersze jest, nie ma co gada!
- A panu Michaowi by wytrzyma?
- A! Michaowi by nie wytrzyma!
- Ha ! - zawoaa z radosn dum Basia - wiedziaam, e nie wytrzyma !
Zaraz pomylaam, e nie wytrzyma!
I pocza w rce klaska.
- Take to przy Michale si oponujesz? - spyta Zagoba.
Basia potrzsna czupryn i umilka; po chwili dopiero ciche
westchnienie podnioso jej pier.
- E! co tam! Radam, bo nasz!
- Ale to sobie zauwa i zakonotuj, hajduczku - rzek Zagoba - i jeli na
polu bitwy trudno o lepszego ni Ketling, tedy dla niewiast jeszcze on
bardziej periculosus, ktre si w nim dla jego urody zapamitale kochaj!
Praktyk te to i w amorach znakomity!
- Powiedz to wapan Krzysi, bo mnie amory nie w gowie - rzeka Basia i
zwrciwszy si ku Drohojowskiej, pocza woa: - Krzysiu! Krzysiu!
Chod jeno na sowo!
- Jestem - rzeka panna Drohojowska.
- Pan Zagoba powiada, e adna panna nie spojrzy na Ketlinga, eby si
zaraz w nim nie rozkochaa. - Ja ju go obejrzaam ze wszystkich stron i
jako mi nic, a ty zali ju co czujesz?
- Baka! Baka! - rzeka tonem perswazji Krzysia.
- Spodoba ci si, co?
- Daj spokj! statkuj! Moja Basiu, nie powiadaj byle czego, bo wanie
pan Ketling si przyblia.
Jako Krzysia nie zdoaa jeszcze usi, gdy Ketling zbliy si i spyta:
- Wolno si do kompanii przyczy?
- Wdzicznie prosim ! - odpowiedziaa Jeziorkowska.
- Wic mielej ju spytam, o czym bya rozmowa?
- O amorach! - wykrzykna bez namysu Basia.
Ketling usiad przy Krzysi. Przez chwil milczeli, bo Krzysia, zwykle
przytomna i wadnca sob, dziwnie jako stawaa si niemia wobec
tego kawalera, wic on pierwszy spyta:
- Zali w istocie o tak wdzicznym obiekcie bya narada?...
- Tak! - odrzeka pgosem panna Drohojowska.
- Rad bym nad wszystko usysze wapanny mniemanie.
- Wybacz wapan, bo i miaoci brak mi, i dowcipu, tak te myl, e ja
bym to raczej od wapana co nowego usysze moga.
- Krzysia ma racj! - wtrci Zagoba. - Suchamy!...
- Pytaj pani! - odpowiedzia Ketling.
I podnisszy oczy nieco w gr, zamyli si, nastpnie za, cho i nie
pytany, pocz mwi jakoby do siebie:
- Kochanie to niedola cika, bo przez nie czek wolny niewolnikiem si
staje. Rwnie jak ptak, z uku ustrzelon, spada pod nogi myliwca, tak i
czek, mioci poraon, nie ma ju mocy odlecie od ng kochanych...
Kochanie to kalectwo, bo czek, jak lepy, wiata za swoim kochaniem
nie widzi...
Kochanie to smutek, bo kiedy wicej ez pynie, kiedy wicej
wzdycha boki wydaj? Kto pokocha, temu ju nie w gowie ni stroje, ni
tace, ni koci, ni owy; siedzie on gotw, kolana wasne domi
objwszy, tak tsknic rzewliwie, jako w, ktry kogo bliskiego
postrada...
Kochanie to choroba, gdy w nim, jako w chorobie, twarz bieleje, oczy
wpadaj, rce si trzs i palce chudn, a czowiek o mierci rozmyla
albo jak w obkaniu ze zjeon gow chodzi, z miesicem gada, rad
mie imi na piasku pisze, a gdy mu je wiatr zwieje, tedy powiada:
"nieszczcie!"... i locha gotw...
Tu Ketling umilk na chwil: rzekby kto, e si w rozpamitywaniu
pogry. Krzysia suchaa sw jego jakoby pieni, dusz ca. Rozchyliy
si jej ocienione usta, a oczy nie schodziy ze licznej twarzy rycerza.
Bace czupryna spada cakiem na oczy, wic nie byo mona pozna, co
myli, ale siedziaa take cicho.
Wtem ziewn pan Zagoba gono, odsapn, wycign nogi i rzek:
- Kae z takiego kochania psom buty uszy!
- A jednak - zacz znw rycerz - jeli miowa ciko, to nie miowa
ciej jeszcze, bo kog bez kochania nasyci rozkosz, sawa, bogactwa,
wonnoci lub klejnoty? Kto kochanej nie powie: "Wol ci nili
krlestwo, nili sceptr, nili zdrowie, nili dugi wiek?..." A poniewa
kady chtnie by odda ycie za kochanie, tedy kochanie wicej jest
warte od ycia...
Ketling skoczy.
Panny siedziay przytulone jedna do drugiej, podziwiajc i czuo jego
mowy, i owe wywody misterne, obce polskim kawalerom; a pan
Zagoba, ktren si by zdrzemn pod koniec, zbudzi si i pocz,
mrugajc oczyma, spoglda to na jedno, to na drugie, to na trzecie,
wreszcie zebrawszy przytomno spyta wielkim gosem:
- Co powiadacie?
- Powiadamy wapanu: dobranoc! - rzeka Basia.
- Aha! ju wiem: mwilimy o amorach. Jaki by koniec?
- Podszewka bya lepsza od paszcza.
- Nie ma co mwi! Zmorzyo mnie. Ale bo to: kochanie, pakanie,
wzdychanie! A ja jeszcze jeden rym wynalazem, a mianowicie:
"drzemanie...", i pono najlepszy, bo godzina pna. Dobranoc caej
kompanii i dajcie mi ju z amorami spokj... Boe, Boe! pty kot
miauczy, pki sperki nie zje, a potem si oblizuje... I ja byem w swoim
czasie kubek w kubek do Ketlinga podobny, a kochaem si tak
zapamitale, e mg mnie baran przez godzin z tyu tryka, nimem si
spostrzeg. Wszelako pod staro wol si wywczasowa dobrze,
zwaszcza gdy polityczny gospodarz nie tylko odprowadzi, ale przepija do
poduszki.
- Su waszmoci! - rzek Ketling.
- Chodmy, chodmy. Patrzcie, jak to ju miesic wysoko. Pogoda na
jutro, wyiskrzyo si, a widno jak w dzie. Ketling o afektach gotw wam
ca noc prawi, ale pamitajcie, kozy, e on zdroony.
- Nie zdroonym, bom w miecie dwa dni wypoczywa. Boj si tylko, e
wapanny nienawyke do czuwania.
- Prdko by noc zesza na suchaniu wapana - rzeka Krzysia.
- Nie masz tam nocy, gdzie soce wieci! - odpowiedzia Ketling.
Po czym rozeszli si, bo istotnie byo ju pno. Panny sypiay razem i
gawdziy zwykle przed snem dugo, ale tego wieczora nie moga Basia
Krzysi rozgada, o ile bowiem pierwsza miaa ochot do rozmowy, o tyle
druga bya milczca i odpowiadaa pswkami. Kilkakro te, gdy Basia
mwic o Ketlingu pocza wymyla koncepta, troch si z niego
namiewa, troch go naladowa, Krzysia obejmowaa j z niezwyk
tkliwoci za szyj proszc, by zaniechaa tej pustoty.
- On tu gospodarz, Basiu - mwia - my pod jego dachem mieszkamy... i
to widziaam, e ci polubi od razu.
- Skd wiesz? - pytaa Basia.
- Bo kto by ci nie polubi? Ciebie wszyscy kochaj... i ja... bardzo.
Tak mwic zbliya sw cudn twarz do twarzy Basi i tulia si do niej, i
caowaa jej oczy.
Poszy na koniec do ek, ale Krzysia dugi czas zasn nie moga.
Ogarn j niepokj. Chwilami serce bio jej tak mocno, e obie rce
przykadaa do swej atasowej piersi, aby jego bicie potumi. Chwilami
rwnie, zwaszcza gdy prbowaa przymkn oczy, zdawao si jej, e
jaka pikna jak sen gowa pochyla si nad ni, a cichy gos szepcze jej
do ucha:
- Wol ci nili krlestwo, nili sceptr, nili zdrowie, nili dugi wiek i
ycie!
 Rozdzia XII 
W kilka dni pniej pan Zagoba pisa do Skrzetuskiego list z
nastpujcym zakoczeniem:
"A jeli przed elekcj do domu nie cign, to si nie dziwujcie. Nie
stanie si to z maej dla was yczliwoci, ale e diabe nie pi, ja zasi nie
chc, aby mi zamiast ptaka co nierzetelnego w garci zostao. &#143;le
wypadnie, jeli Michaowi, gdy wrci, nie bd mg od razu powiedzie:
<<Tamta zaswatana, a hajduczek vacat!>> Wszystko w mocy boej, ale
tak myl, e wonczas nie trzeba bdzie Michaa popycha ni dugich
praeparationes czyni i e ju na gotow deklaracj przyjedziecie.
Tymczasem na Ulissesa wspomniawszy, fortelw zay wypadnie i
nieraz koloryzowa, co mi i nieatwo, bom przez cae ycie prawd nad
wszelkie specjay przekada i rad si ni pasem. Wszelako dla Michaa i
dla hajduczka i to na sobie przenios, bo oboje czyste zoto. Przy czym
obejmuj was oboje i wraz z basaykami do serca przyciskam, Bogu
najwyszemu was polecajc."
Skoczywszy pisanie zasypa pan Zagoba list piaskiem, nastpnie uderzy
we doni, odczyta raz jeszcze, z dala od oczu trzymajc, po czym
zoy, zdj sygnet z palca, polini i do piecztowania si zabiera, przy
ktrej czynnoci zasta go Ketling.
- Dzie dobry waszmoci!
- Dzie dobry, dzie dobry! - odrzek pan Zagoba. - Pogoda, dziki
Bogu, przednia, a wanie posaca wysa do Skrzetuskich zamierzam.
- Poko si waszmo ode mnie.
- Juem to uczyni. Zaraz sobie powiedziaem: trzeba si i od Ketlinga
pokoni. Oboje si tam uciesz, wieci dobre otrzymawszy. Oczywicie,
em si im od ciebie pokoni, ile e o tobie i o pannach ca episto
napisaem.
- Jake to? - spyta Ketling.
Zagoba pooy donie na kolanach i pocz palcami przebiera, sam za
pochyli gow i patrzc spod brwi na Ketlinga rzek:
- Mj Ketling ! juci na to nie potrzeba by prorokiem, eby przewidzie,
e gdzie jest krzemie a krzesiwo, tam si prdzej, pniej iskry posypi.
Ty gadysz nad gadysze, a dziewkom chyba i sam nie przyganisz.
Ketling zmiesza si mocno.
- Bielmo na oczach nosi bym musia albo zgoa by barbarzyc dzikim
- odrzek - gdybym piknoci ich nie dojrza i nie uwielbi!
- A widzisz! - rzek na to Zagoba patrzc z umiechem na zaponione
Ketlingowe oblicze. - Tylko jeli nie barbarus, tedy nie godzi ci si w
obiedwie mierzy, bo tak tylko Turcy czyni.
- Jak wapan moesz suponowa?
- Ja te nie suponuj, jeno tak sobie powiadam... Ha! zdrajco! take to
im o amorach kwili, e Krzysia trzeci dzie blada na gbie chodzi jakoby
po lekarstwie. Ha! nie dziwota! Sam modym bdc z lutni na mrozie
pod oknem pewnej czarnuszki stawaem (do Drohojowskiej bya
podobna) i pamitam, jakom piewa:
Tam wapanna pisz po trudzie,
A ja tu brzkam na dudzie.
Hoc! Hoc!
Chcesz, to ci tej pieni poycz albo zgoa now skomponuj, gdy
jeniuszu mi nie brak. Uwaaeli, e Drohojowska cokolwiek dawn
Billewiczwn przypomina, tylko e tamta ma wosy jak konopie i nie ma
onego puchu nad gb; ale s, ktrzy w tym wiksz urod widz i za
rarytas to poczytuj. Bardzo ona wdzicznie na ciebie patrzy. Napisaem
to wanie do Skrzetuskich. Czy nieprawda, e ona do Billewiczwny
podobna?
- W pierwszym momencie owego podobiestwa nie dostrzegem, ale by
moe. Wzrostem j i postaw przypomina.
- A teraz suchaj, co powiem : arcana familijne po prostu wyjawi, ale
e i ty przyjaciel, wic powiniene wiedzie: pilnuj si oto, aby
Woodyjowskiego niewdzicznoci nie nakarmi, bo my oboje z pani
Makowieck jedn z tych dziewek dla niego przeznaczamy.
Tu pan Zagoba pocz patrze bystrze i natarczywie w oczy Ketlinga, a
w przyblad i spyta:
- Ktr?
- Dro-ho-jow-sk - odrzek powolnie Zagoba.
I wysunwszy naprzd doln warg pocz mruga spod namarszczonej
brwi zdrowym okiem.
Ketling milcza i milcza tak dugo, e a w kocu Zagoba spyta:
- C ty na to? h?
A w odrzek zmienionym gosem, ale z moc:
- Moesz wapan by pewien, e nie pofolguj sercu na Michaow
szkod.
- Pewien jeste?
- Siam w yciu przecierpia - odpar rycerz - kawalerski parol: nie
pofolguj!
Dopiero pan Zagoba otworzy mu ramiona.
- Ketling! pofolguj sobie, folguj, niebo, ile chcesz, bom ci chcia jeno
dowiadczy. Nie Drohojowsk, ale hajduczka Michaowi przeznaczamy.
Ketlinga twarz rozjania si szczer i gbok radoci, wic chwyciwszy
Zagob w objcia trzyma go dugo, nastpnie spyta:
- Zali to ju pewne, e oni si kochaj?
- A kto by mojego hajduczka nie kocha, kto? - odpowiedzia Zagoba.
- To i zrkowiny ju byy?
- Zrkowin nie byo, bo Micha ledwie si z alu otrzsn; wszelako
bd... zdaj to na moj gow! Dziewczyna - chocia to si wykrca jak
asica - wielce mu yczliwa, bo u niej szabla grunt...
- Uwaaem to, jak mi Bg miy! - przerwa rozpromieniony Ketling.
- Ha! uwaae! Micha po tamtej jeszcze pacze, atoli jeli mu ktra do
duszy przypadnie, to pewnie hajduczek, bo ona do tamtej podobniejsza;
jeno mniej oczyma strzye, jako modsza. Dobrze si wszystko skada,
co? Ja w tym, e tu dwa wesela na elekcj bd!
Ketling nie mwic nic obj znw pana Zagob i pocz przykada sw
pikn twarz do jego czerwonych policzkw, a stary szlachcic odsapn i
spyta:
- Take ci to ju Drohojowska za skr si zaszya?
- Nie wiem, nie wiem - odrzek Ketling - wiem jedno to, e ledwie jej
niebiaski widok ucieszy moje oczy, wnet rzekem sobie, i e j jedn
strapione serce moje mogoby jeszcze pokocha, i tej samej nocy
wzdychaniami sen poszc, lubej zaraz oddaem si tsknocie. Odtd ona
z pamici mi nie schodzi ni z myli, gdy tak wanie zawadna moim
jestestwem, jako monarchini wada krajem poddanym i wiernym. Jestli to
mio czy te co innego, nie wiem!
- Ale wiesz, e to nie czapka ani trzy okcie sukna na pludry, ani poprg,
ani podogonie, ani kiebasa z jajecznic, ani manierka z gorzak. Jeli
tego pewien, to o reszt spytaj Krzysi, a chcesz, to ja spytam?
- Nie czy tego wapan - odrzek umiechajc si Ketling. - Jeli mam
uton, niech cho przez par dni zdaje mi si jeszcze, e pyn.
- Widz, e Szkoci do bitwy dobre pachoki, ale w amorach nic po nich.
Na niewiast jako na nieprzyjaciela impet potrzebny. Veni, vidi, vici!-to
bya moja maksyma...
- Z czasem, gdyby si moje najgortsze pragnienia speni miay - rzek
Ketling - moe wapana o przyjacielskie auxilium poprosz. Chociaem
indygenat otrzyma i krew szlachetna pynie w moich yach, jednak
nazwisko moje tu nie znane i nie wiem, czyby pani stolnikowa...
- Pani stolnikowa? - przerwa Zagoba. - Ju te si o to nie bj. Pani
stolnikowa istna tabakierka grajca. Jak nakrc, tak i zagra. Zaraz do
niej id. Trzeba j nawet uprzedzi, aby na twj proceder z pann
krzywo nie patrzya, ile e wasz szkocki proceder inny, a nasz inny. Juci
nie bd zaraz deklarowa w twoim imieniu, jeno tak sobie wspomn, e
ci dziewka w oko wpada i e dobrze by byo, eby z tej mki chleba
rozczyni. Jak mi Bg miy, e zaraz id, a ty si nie strachaj, bo przecie
wolno mi powiedzie, co mi si spodoba.
I mimo i Ketling wstrzymywa jeszcze, pan Zagoba wsta i poszed. Po
drodze spotka rozpdzon, jak zwykle, Basi, ktrej rzek:
- Wiesz, Krzysia ze szcztem pogrya Ketlinga!
- Nie jego pierwszego! - odrzeka Basia.
- A ty o to nie krzywa?
- Ketling kuka! grzeczny kawaler, ale kuka! Stukam sobie oto kolano o
dyszel i caa rzecz!
Tu Basia schyliwszy si pocza sobie rozciera kolano, patrzc
jednoczenie na pana Zagob, a on rzek:
- Dla Boga ! bde ostrona ! Gdzie teraz lecisz?
- Do Krzysi.
- A co ona porabia?
- Ona? Od niejakiego czasu cigle mnie cauje i tak si o mnie ociera jak
kot.
- Nie mwe jej, e Ketlinga pogrya.
- Aha! niby to wytrzymam!
Pan Zagoba wiedzia dobrze, e Basia nie wytrzyma, i tylko dlatego jej
zakazywa.
Wic poszed dalej, bardzo rad ze swej chytroci, a Basia wpada jak
bomba do panny Drohojowskiej.
- Stukam sobie kolano, a Ketling w tobie na umr rozkochany!-
zawoaa zaraz w progu. - Nie uwaaam, e z wozowni dyszel wyglda...
i up! wieczki mi w oczach stany, ale nic to! Pan Zagoba prosi, eby
ci tego nie mwi! Nie powiedziaam ci, e tak bdzie? Zaraz
powiedziaam, a ty go chciaa we mnie wmwi! Nie bj si, znaj ci!
Troch jeszcze boli ! Ja pana Nowowiejskiego w ciebie nie wmawiaam,
ale Ketlinga, oho! Chodzi teraz po caym domu i za gow si trzyma, i
do samego siebie gada.
adnie, Krzysiu, adnie! Szkot, Szkot, kot, kot!
Tu Basia pocza przysuwa palec do oczu towarzyszki.
- Basiu! - zawoaa Drohojowska.
- Szkot, Szkot, kot, kot!
- Jaka ja nieszczliwa, jaka ja nieszczliwa! - wykrzykna nagle
Krzysia i zalaa si zami.
Po chwili Baka zacza j pociesza, ale to nic nie pomogo i dziewczyna
rozlochaa si jak nigdy przedtem w yciu.
Rzeczywicie w caym tym domu nie wiedzia nikt, jak dalece bya
nieszczliwa. Od kilku dni bya w gorczce, twarz jej zblada, oczy
zapady, pier poruszaa si krtkim i przerywanym oddechem, stao si z
ni co dziwnego; zapada jakby w gwatown niemoc, i nie przyszo to z
wolna, stopniowo, ale od razu; porwao j to jak wicher, jak burza;
rozarzyo jej krew jak pomie; olnio jej wyobrani jak byskawica.
Ani chwili nie moga stawi oporu tej sile, tak nielitociwie nagej.
Spokojno opucia j. Wola jej bya jako ptak ze zamanymi
skrzydami...
Sama nie wiedziaa, czy kocha Ketlinga, czy go nienawidzi, i strach
niezmierny ogarnia j przed tym pytaniem; ale to czua, e serce jej bije
tak szybko tylko przez niego; e gowa myli tak bezadnie tylko o nim;
e peno go w niej, koo niej, nad ni. I ani sposb od tego si obroni!
atwiej by go nie kocha ni o nim nie myle, bo upoiy si jego
widokiem oczy, zasuchay si w jego gos uszy, nasikna nim dusza
caa... Sen nie uwalnia j od tego natrtnika, bo ledwie zamkna oczy,
natychmiast twarz jego pochylaa si nad ni szepcc: "Wol ci ni
krlestwo, ni sceptr, ni saw, ni bogactwa..." I gowa ta bya blisko,
tak blisko, e nawet w ciemnoci krwawe rumiece obleway czoo
dziewczyny. Bya to Rusinka o krwi
gorcej, wic jakie ognie nieznane wstaway w jej piersi, ognie, o
ktrych nie wiedziaa dotd, e istnie mog, a pod arem ktrych
ogarnia j zarazem i strach, i wstyd, i wielka niemoc, i jaka omdlao,
zarazem bolesna i luba. Noc nie przynosia jej spoczynku. Opanowywao
j coraz wiksze zmczenie, jakoby po pracy cikiej.
- Krzysiu ! Krzysiu ! co si z tob dzieje! -woaa sama na siebie. Lecz
bya jakoby w odurzeniu i w zapamitaniu nieustajcym. Nic si jeszcze
nie stao, nic nie zaszo, z Ketlingiem nie zamienili dotychczas dwch
sw na osobnoci, a cho myl o nim ogarna j cakowicie, przecie
jaki instynkt szepta jej ustawicznie: "Strze si! Unikaj go!..." I
unikaa...
O tym, e bya zmwiona z Woodyjowskim, nie mylaa dotd, i to byo
jej szczcie; nie mylaa za dlatego wanie, e dotd nic si nie stao i
e nie
mylaa o nikim; ni o sobie, ni o innych, tylko o Ketlingu! Ukrywaa te
to w duszy najgbiej i myl, e nikt si tego nie domyla, co si w niej
dzieje, e nikt si ni i Ketlingiem razem nie zajmuje, przynosia jej ulg
niema. Nagle sowa Basi przekonay j, e jest inaczej, e ju si ludzie
na nich patrz, e ich ju cz w myli, e odgaduj. Wic frasunek,
wstyd i bl, razem wzite, przezwyciyy jej wol i rozpakaa si jak
mae dziecko.
Sowa Basi byy jednake dopiero pocztkiem tych rozlicznych
przytykw, tych znaczcych spojrze, mruga oczyma, potrzsa gow,
tych wreszcie sw obosiecznych, ktre musiaa przenie. Rozpoczo
si to zaraz przy obiedzie. Pani stolnikowa ja przenosi wzrok z niej na
Ketlinga i z Ketlinga na ni, czego nie czynia dawniej. Pan Zagoba
chrzka znaczco. Chwilami rozmowa przerywaa si nie wiadomo
dlaczego i nastawao milczenie, a raz w czasie takiej przerwy roztrzepana
Basia zawoaa na cay st:
- Wiem co, ale nie powiem !
Krzysia spona natychmiast, a potem zaraz zblada, jakby jakie grone
niebezpieczestwo przeleciao koo niej; Ketling schyli take gow.
Oboje czuli doskonale, e si to do nich stosuje, i chocia unikali ze sob
rozmowy, cho ona strzega si, eby na niego nie spojrze, przecie
jasnym byo dla obojga, e midzy nimi co si staje, e wytwarza si
jakowa nieokrelona wsplno konfuzji, ktra ich czy, a zarazem i
oddala, bo przez ni trac cakiem swobod i nie mog by ju sobie
zwykymi przyjacimi. Szczciem dla nich nikt nie zwrci uwagi na
sowa Basi, bo pan Zagoba wybiera si do miasta i mia wrci z liczn
rycersk kompani, tym wic wszyscy byli zajci.
Jako wieczorem dworek Ketlinga zajania wiatem; przybyo kilkunastu
wojskowych i muzyka, ktr uprzejmy gospodarz dla rozrywki pa
sprowadzi. Tacw nie mona wprawdzie byo wyprawi, bo wielki post
i aoba Ketlinga stay na przeszkodzie, ale suchano kapeli i zabawiano
si rozmow. Panie przybray si odwitnie; pani stolnikowa wystpia
we wschodnich jedwabiach, hajduczek wystroi si pstro i rwa oczy
onierskie swoj row buzi i jasn czupryn, ktra spadaa co chwila
na oczy; budzi miech rezolutnoci mowy i dziwi manierami, w ktrych
kozacza miao mieszaa si z wdzikiem niewymownym. Krzysia,
ktrej aoba po ojcu bya ju przy kocu, miaa na sobie sukni bia,
przetykan srebrem. Rycerze porwnywali j jedni do Junony, drudzy do
Diany, ale nikt nie przysuwa si do niej zbyt blisko nikt nie krci wsa,
nie szurga nogami i nie zarzuca wylotw; aden nie spoglda na ni
iskrzcymi oczyma i o afektach nie zaczyna rozmowy. Natomiast zaraz
zauwaya, e ci, ktrzy spogldaj z podziwem i uwielbieniem na ni,
spogldaj potem na Ketlinga; e niektrzy zbliywszy si do niego
ciskaj mu rk, jakby czego winszujc i yczc; e on podnosi
ramiona i rozkada donie, jakby si czego wypiera.
Krzysia, ktra z natury bya czujn i przenikliw, bya prawie pewn, e
to o niej do niego mwi, e j niemal za jego narzeczon uwaaj. A
poniewa nie moga przewidzie, e pan Zagoba szepn ju kademu z
ichmociw co do ucha, wic zachodzia w gow, skd si owe ludzkie
przypuszczenia bior.
"Czy ja mam co na czole napisanego?" - mylaa z niepokojem,
zawstydzona i stroskana.
A wtem i sowa zaczy j dolatywa przez powietrze, niby nie do niej
mwione, ale gone: "Szczliwy Ketling!..." "W czepku si rodzi..."
"Nie dziw, bo i on gadysz!..." i tym podobne.
Inni, grzeczni kawalerowie, chcc j zabawi i co miego jej rzec,
rozmawiali z ni o Ketlingu chwalc go niezmiernie, wynoszc jego
mstwo, uczynno i dworskie obyczaje, i rd staroytny. A Krzysia,
rada nierada, musiaa sucha i oczy jej mimo woli szukay tego, o ktrym
bya mowa, a czasem spotykay si z jego oczyma. Wwczas czar
ogarnia j z now si i sama o tym nie wiedzc, upajaa si jego
widokiem. Bo jake rni si Ketling od tych wszystkich szorstkich
postaci onierskich! "Krlewicz midzy swymi dworzany" - mylaa
Krzysia patrzc na t szlachetn, arystokratyczn gow i na te anielskie
oczy, pene jakowej przyrodzonej melancholii, i nato czoo ocienione
powym, bujnym wosem. Serce poczynao w niej mdle i zamiera,
jakby to bya dla niej najdrosza w wiecie gowa. On to widzia i nie
chcc powiksza jej zmieszania, nie zblia si, chyba e kto inny
siedzia obok. Gdyby te bya krlow, nie mgby otacza j wiksz
czci i wikszymi atencjami, ni to czyni. Mwic do niej schyla gow i
zasuwa
za siebie jedn nog, jakby na znak, e przyklkn w kadej chwili
gotw; mwi za z powag, nigdy artobliwie, chocia na przykad z
Bak rad artowa. W obchodzeniu si jego z ni obok czci najwikszej
by raczej pewien odcie penego sodyczy smutku. Dziki tej powadze
nikt inny nie pozwoli sobie rwnie ni na sowa zbyt wyrane, ni na art
zbyt miay, jak gdyby wszystkim udzielio si przekonanie, e to jest
panna godnoci i urodzeniem od wszystkich wysza, z ktr nigdy nie
do polityki.
Krzysia bya mu za to serdecznie wdziczna. W ogle wieczr ten
upyn dla niej kopotliwie, ale sodko. Gdy si zbliya pnoc, kapela
ustaa gra, panie poegnay towarzystwo, a midzy rycerstwem poczy
kry gsto kielichy i rozpocza si szumniejsza zabawa, w ktrej
godno hetmask obj pan Zagoba.
Baka posza na gr wesoa jak ptak, bo wybawia si okrutnie, wic
zanim klkna do pacierza, pocza szale, terkota, naladowa rnych
goci, wreszcie rzeka do Krzysi klaszczc w rce:
- Doskonale, e ten twj Ketling przyjecha! Przynajmniej na onierzach
nie zbraknie! Oho! niech si jeno post skoczy, zatacuj si na umor.
To bdziem uyway! A na twoich zrkowinach z Ketlingiem, a na twoim
weselu! No, jeli domu nie przewrc, to niech mnie Tatarzy w jasyr
wezm! Co by to byo, eby nas tak wzili? To by dopiero byo! ha!
Dobry etling! Dla ciebie to on muzykusw sprowadza, ale przy tobie i ja
uywam. Bdzie on dla ciebie coraz nowe dziwy wyprawia, pki nie
zrobi tak!..
To rzekszy Baka rzucia si nagle na kolana przed Krzysi i objwszy j
wp rkoma, pocza mwi udajc niski gos Ketlinga:
- Wapanno! Tak wapann miuj, e dycha nie mog... Miuj
wapann i piechot, i na koniu, i na czczo, i po jedzeniu, i na wieki, i po
szkocku... Chcesz-li by moj?...
- Baka! bd si gniewa! - woaa Krzysia:
Ale zamiast si gniewa chwycia j w ramiona i niby usiujc j podnie
pocza caowa jej oczy.
 Rozdzia XIII 
Pan Zagoba wiedzia doskonale, e may rycerz mia si wicej ku Krzysi
ni ku Bace, ale wanie dlatego postanowi Krzysi usun. Znajc na
wskro Woodyjowskiego by przekonany, e ten, byle nie mia wyboru,
zwrci si niechybnie ku Basi, w ktrej sam stary szlachcic tak si
zalepi, i w gowie nie chciao mu si pomieci, jak ktokolwiek mg
inn nad ni przekada. Rozumowa te sobie, e nie moe odda
Woodyjowskiemu wikszej przysugi nad zaswatanie mu swego
hajduczka, i rozpywa si na myl o tym stadle. Na Woodyjowskiego by
zy, na Krzysi take; wolaby wprawdzie, eby pan Micha oeni si z
Krzysi ni z nikim, ale postanowi uczyni wszystko, eby si oeni z
hajduczkiem.
I wanie dlatego, e wiadomy mu by pocig maego rycerza do
Drohojowskiej, postanowi co prdzej Ketlingow z niej uczyni.
Jednake odpowied, jak w kilkanacie dni pniej odebra od
Skrzetuskiego, zachwiaa go nieco w postanowieniu.
Skrzetuski radzi mu w nic si nie wdawa, obawia si bowiem, e w
przeciwnym razie snadnie wielkie niesnaski midzy przyjacimi
wynikn mog. Tego i pan Zagoba sobie nie yczy, wic oto ozway si
w nim pewne wyrzuty, ktre uspokaja nastpujcym rozumowaniem :
- Gdyby to ju sobie Micha z Krzysi obiecali i gdybym wwczas
Ketlinga midzy nich jako klin wbija, to nie mwi! Salomon powiada :
"Nie wcibiaj nosa do cudzego trzosa" - i ma racj. Ale yczy kademu
wolno. Zreszt waciwie biorc, c to ja takiego uczyniem? Niech mi
kto powie, co?
To rzekszy pan Zagoba wzi si w boki i wysunwszy warg pocz
spoglda wyzywajco na ciany swojej izby, jakby od nich spodziewa
si zarzutw, ale e ciany nie odrzeky nic, wic sam mwi dalej:
- Powiedziaem Ketlingowi, e hajduczka przeznaczam dla Michaa. Albo
to mi nie wolno? Moe nieprawda? Jeli Michaowi kogo innego ycz, to
niech mnie pedogra uksi!...
ciany przyznay zupenym milczeniem suszno panu Zagobie.
On za cign:
- Powiedziaem hajduczkowi, e Ketling przez Drohojowsk ustrzelon,
moe nieprawda? Zali sam si nie przyzna, zali nie wzdycha siedzc
przy piecu, a popi wylatywa na izb? A com widzia, tom i innym
powiedzia. Skrzetuski jest realista, ale te i moim dowcipem za psami
nikt nie ciska. Sam wiem, co mona powiedzie, a o czym lepiej
zamilcze.:. Hm! pisze, eby si w nic nie wdawa! Moe i to by. Tak
dalece nie bd si w nic wdawa, e jak kiedy zostaniem samotrze z
Krzysi i Ketlingiem w izbie, to sobie pjd, a ich samych ostawi. Niech
sobie radz beze mnie. Ba, myl, e i poradz. Nie trzeba im adnej
pomocy, bo ju i tak prze ich jedno ku drugiemu, e im oczy bielej. A w
dodatku idzie wiosna,w ktrej to porze nie tylko soce, ale i dze
zaczynaj mocniej przypieka... Dobrze! zaniecham, jeno obaczym, co z
tego wyniknie...
Jako wynik mia wkrtce nastpi. Na czas Wielkiego Tygodnia cae
towarzystwo z Ketlingowego dworu przenioso si do Warszawy i stano
w gospodzie przy ulicy Dugiej, aby by w pobliu kociow i
naboestwa zay do woli, a zarazem nasyci oczy witecznym
gwarem miejskim.
Ketling i tu czyni honory gospodarskie, bo cho cudzoziemiec z
pochodzenia, najlepiej zna stolic i wszdy mia peno znajomych, przez
ktrych wszystko mg uatwi. Przesadza si w uprzejmociach i prawie
myli towarzyszek zgadywa, a zwaszcza Krzysine. Wszystkie te
pokochay go szczerze; pani Makowiecka za, uprzedzona ju poprzednio
przez pana Zagob, spogldaa na niego i na Krzysi coraz
przychylniejszym okiem i jeli nic dotd nie mwia z dziewczyn, to
tylko dlatego, e i on dotd milcza. Ale zdawao si zacnej "ciotuli"
rzecz i naturaln, i przystojn, e kawaler wysuguje si panience,
zwaszcza e to by kawaler prawdziwie wietny, ktrego na kadym
kroku spotykay oznaki szacunku i przyjani nie tylko od niszych, ale od
wyszych, tak wszystkich umia sobie zjedna swoj istotnie cudn
urod, obyczajami, powag, hojnoci, sodycz
w czasie pokoju, mstwem w czasie wojny.
"Bdzie, co Bg da i mj m postanowi - mylaa sobie pani stolnikowa
- ale nie bd im przeszkadzaa." Dziki temu postanowieniu Ketling
czciej teraz przestawa z Krzysi i duej z ni przebywa ni we
wasnym domu. Zreszt cae towarzystwo chodzio cigle razem. Zagoba
podawa zwykle rami samej stolnikowej, Ketling Krzysi, a Basia, jako
najmodsza, biega luzem, to zapdzajc si nadto naprzd, to
zatrzymujc si przed bazarami dla pogapienia si na towary i rne
zamorskie dziwa, ktrych nigdy dotd nie widziaa. Krzysia oswoia si z
wolna z Ketlingiem i gdy teraz wspieraa si na jego ramieniu, gdy
suchaa jego rozmowy lub patrzya w jego szlachetn twarz, serce nie
tuko si ju z dawnym niepokojem w jej piersi, nie odchodzia od niej
przytomno, nie ogarniaa jej konfuzja, ale niezmierna i upajajca
sodycz. Byli cigle ze sob: klkali obok siebie w kocioach, gosy ich
mieszay si w modlitwie i piewach pobonych. Ketling zna dobrze stan
swego serca; Krzysia bd z braku odwagi, bd dlatego, e sama siebie
chciaa oszuka, nie powiedziaa sobie: "kocham go" - ale pokochali si
bardzo mocno. e za obok tego zawizaa si midzy nimi wielka
przyja, e poza mioci jeszcze si lubili niezmiernie, a o samej mioci
nic dotd sobie nie rzekli, przeto czas im schodzi jak sen i pogoda bya
nad nimi.
Wkrtce miay j dla Krzysi przesoni chmury wyrzutw, ale obecnie
bya pora spoczynku. Wanie przez zblienie si do Ketlinga, przez
oswojenie si z nim, przez ow przyja, jaka razem z mioci midzy
nimi zakwita, skoczyy si Krzysine niepokoje, wraenia nie byy tak
gwatowne, uciszyy si rozterki krwi i wyobrani. Oto byli siebie blisko,
byo im przy sobie dobrze i Krzysia, oddawszy si ca dusz tej
wdzicznej obecnoci, nie chciaa myle o tym, e ona skoczy si
kiedykolwiek i e do rozproszenia uudy potrzeba tylko jednego sowa
Ketlinga: "Kocham!" Sowo to zostao wkrtce wymwione. Raz, gdy
stolnikowa z Basi byy
u chorej krewnej, namwi Ketling Krzysi i pana Zagob do zwiedzenia
zamku krlewskiego, ktrego Krzysia nie znaa dotd, a o ktrego
osobliwociach dziwy opowiadano w caym kraju. Udali si wic we
troje.
Hojno Ketlingowa otworzya im wszystkie wejcia i Krzysi witay tak
unione ukony odwiernych, jak gdyby bya krlow i do wasnej
wstpowaa rezydencji. Ketling, znajcy doskonale zamek, oprowadza j
po wspaniaych salach i komnatach. Ogldali teatrum, anie krlewskie;
zatrzymywali si przed obrazami przedstawiajcymi bitwy i zwycistwa
Zygmunta i Wadysawa, odniesione nad wschodni dzicz; przeszli na
tarasy, z ktrych wzrok ogarnia niezmiern przestrze kraju. Krzysia nie
moga wyj z podziwu, on za tumaczy jej kad rzecz i przedstawia,
a od czasu do czasu milkn i spogldajc w jej ciemnoniebieskie oczy
zdawa si mwi wzrokiem: "Co znacz te wszystkie cuda wobec ciebie,
cudzie! Co znacz te skarby wobec ciebie, skarbie!"
Panna za rozumiaa t cich mow. Za czym wwid j do jednej z
komnat krlewskich i stanwszy przed ukrytymi drzwiami w cianie,
rzek:
- Tdy a do katedry doj mona. Jest tu dugi korytarz, ktry si
koczy ganeczkiem niedaleko wielkiego otarza. Z onego ganeczku
krlestwo mszy zwykle suchaj.
- Znam dobrze t drog - odpowiedzia Zagoba - bo em to by z Janem
Kazimierzem konfident i Maria Ludowika pasjami mnie kochaa, wic
czsto mnie oboje na msz ze sob zapraszali, a to eby si moj
kompani cieszy i pobonoci budowa.
- Chcesz wapanna wstpi? - pyta Ketling dajc znak odwiernemu, by
drzwi otworzy.
- Wejdmy - rzeka Krzysia.
- Idcie sami - ozwa si pan Zagoba - modzicie i macie dobre nogi, a
jam si ju dosy nadrepta. Idcie, idcie, ja tu z odwiernym zostan.
Chobycie te i po par pacierzy zmwili, nie bd gniewny na mitrg,
bo sobie przez ten czas wypoczn.
Wic weszli.
On wzi jej rk i prowadzi dugim korytarzem. Rki tej nie przyciska
do serca; szed spokojny i skupiony. Boczne okienka rozwiecay raz w
raz ich postaci, po czym znowu pograli si w mroku. Jej nieco serce
bio, bo oto pozostali pierwszy raz sam na sam, ale jego spokj i sodycz
uspokajay i j take. Weszli na koniec na ganeczek, umieszczony w
prawej cianie kocielnej, ju za stallami, nie opodal wielkiego otarza.
Wic naprzd klkli i poczli si modli. Koci by cichy i pusty. Dwie
wiece paliy si przed wielkim otarzem, jednak caa ta gbsza cz
nawy pogrona bya w uroczystym pcieniu. Tylko od szyb tczowych
wchodziy blaski rozmaite i paday na te dwie przecudne twarze
pogrone w modlitwie, spokojne, podobne do twarzy cherubinw.
Ketling podnis si pierwszy i pocz szepta, bo w kociele nie mia
podnosi gosu :
- Patrz pani na one aksamitne oparcia: s na nich lady, gdzie wspieray
si gowy obojga krlestwa. Krlowa siadaa z tej strony, bliej otarza.
Odpocznij pani na jej miejscu...
- Zali prawda, e ona cae ycie bya nieszczliwa? - szepna siadajc
Krzysia.
- Histori jej syszaem jeszcze dzieckiem, bo opowiadano j po
wszystkich rycerskich zamkach. By moe, e bya nieszczliwa, gdy
nie moga zalubi tego, ktrego pokochao jej serce.
Krzysia opara gow o to samo miejsce, na ktrym byo wgbienie
wytoczone przez gow Marii Ludwiki, i przymkna oczy; jakie bolesne
uczucie cisno jej pier; jaki chd wion nagle z pustej nawy i zmrozi
ten spokj, ktry przed chwil jeszcze przepenia ca jej istot. Ketling
patrzy na ni w milczeniu; zrobia si cisza prawdziwie kocielna.
Po czym obsun si z wolna do ng Krzysinych i tak mwi pocz
gosem wzruszonym, lecz spokojnym 
- Nie grzech to, e w witym miejscu przed tob klkam, bo gdzie, jeli
nie do kocioa, czysta mio po bogosawiestwo przychodzi. Miuj ci
wicej ni zdrowie, miuj ci nad wszelkie dobro ziemskie, miuj ci
dusz, miuj ci sercem i tu, wobec tego otarza, mio ci moj
wyznawam!...
Twarz Krzysi pobielaa jak ptno. Wsparta gow na aksamicie porczy
nie uczynia nieszczsna panna adnego ruchu, on za mwi dalej:
- Wic nogi twoje obejmuj i o wyrok ci bagam : mamli odej z
radoci niebiask czy te z alem nieznonym, ktrego zgoa przey
nie zdoam?...
Tu chwil czeka odpowiedzi, lecz gdy jej nie byo, skoni gow tak, e
prawie dotykaa stp Krzysinych, i wzruszenie widocznie opanowywao
go coraz wiksze, bo gos mu drga, jak gdyby piersiom jego brako
oddechu.
- W rce twoje oddaj szczcie i ycie moje. Zmiowania wygldam, bo
mi ciko okrutnie...
- Mdlmy si o boskie miosierdzie! -zawoaa nagle Krzysia obsuwajc
si na kolana.
Ketling nie zrozumia, ale nie mia si tej intencji sprzeciwi, wic peen
oczekiwania, niepokoju, klkn przy niej i znw si poczli modli.
W pustym kociele sycha byo chwilami podnoszce si gosy, ktrym
echo nadawao dwiki dziwne i aobne.
- Boe, bd miociw! - ozwaa si Krzysia.
- Boe, bd miociw! - powtrzy Ketling.
- Zmiuj si nad nami!
- Zmiuj si nad nami!
Dalej modlia si ju cicho, ale widzia Ketling, e pacz wstrzsa ca jej
postaci. Dugo nie moga si uspokoi, potem uspokoiwszy si, dugo
jeszcze klczaa bez ruchu wreszcie podniosa si i rzeka:
- Pjdmy...
Wyszli znw na w dugi korytarzyk. Ketling spodziewa si, e w drodze
otrzyma od niej jakow odpowied, i patrzy w jej oczy, ale na prno.
Sza piesznie, jakby pragnc co prdzej znale si w komnacie, w
ktrej czeka na nich pan Zagoba.
Wic gdy ju drzwi byy o kilkanacie krokw, rycerz uchwyci za kraj
jej sukni.
- Panno Krystyno! - rzek - na wszystko, co wite...
Wwczas Krzysia odwrcia si i chwyciwszy tak szybko jego do, e
nie mia czasu postawi najmniejszego oporu, przycisna j w mgnieniu
oka do ust.
- Miuj ci z caej duszy, ale nigdy nie bd twoj! - rzeka.
I nim zdumiony Ketling zdoa wymwi sowo, dodaa jeszcze:
- Zapomnij o wszystkim, co byo!...
Po chwili znaleli si oboje w komnacie.
Odwierny spa w jednym krzele, a pan Zagoba w drugim. Jednak
wejcie modych zbudzio ich. Zagoba otworzy oko i pocz nim mruga
na wp przytomnie. Z wolna jednak wrcia mu pami czasu i osb.
- Ha! to wy! - rzek obcigajc pas ku doowi. - nio mi si, e nowy
elekt stan, ale to by Piast. Bylicie na ganeczku?
- Tak jest.
- A dusza Marii Ludowiki nie ukazaa si wam przypadkiem?
- Owszem! - odrzeka gucho Krzysia.
 Rozdzia XIV 
Po wyjciu z zamku Ketling potrzebujc zebra myli i otrzsn si ze
zdumienia, w ktre wprawio go postpowanie Krzysi, poegna j i
Zagob zaraz przed bram, oni za oboje udali si z powrotem do
gospody. Basia z pani stolnikow ju byy od chorej wrciy take i pani
stolnikowa przywitaa pana Zagob nastpujcymi sowy:
- Miaam pismo od ma, ktren przy Michale w stanicy dotd bawi.
Zdrowi s obaj i niedugo si tu obiecuj. Jest list od Michaa do
wapana, a do mnie tylko podskryptum w mowskim. Pisze te m, e
dyferencj, ktra bya z ubrami o jedn Basin majtno, szczliwie
ukoczy. Teraz ju tam sejmiki z bliska... Powiada, e tam imi pana
Sobieskiego okrutnie znaczy, wic i sejmik po jego myli wypadnie. Kto
yw, na elekcj si wybiera, ale nasze strony bd z panem marszakiem
koronnym. Ciepo ju tam i dde chodz... W Werchutce u nas spaliy
si zabudowania...
Czeladnik ogie zapuci, a e,wiatr by...
- Gdzie list Michaowy do mnie? - spyta pan Zagoba przerywajc potok
nowin wypowiadanych jednym tchem przez zacn pani stolnikow.
- Ot, jest! - odrzeka podajc mu pismo pani stolnikowa.- e wiatr by, a
ludzie na jarmarku...
- Jake si te listy tu dostay? - spyta znw Zagoba.
- Przyszy do pana Ketlingowego dworca, a stamtd czeladnik odnis...
e za, powiadam, wiatr by...
- Chcesz wapani dobrodziejka posucha?
- Owszem, bardzo prosz.
Pan Zagoba zama pieczcie i pocz czyta, naprzd pgosem dla
samego siebie, potem gono dla wszystkich:
"Pierwsze to pismo do was posyam, ale bogdaj drugiego nie bdzie, bo
tu i poczty niepewne, i sam personaliter niedugo si midzy wami stawi.
Dobrze tu w polu, ale przecie do was serce okrutnie mnie cignie i
rozmylaniom a wspominkom koca nie masz, kwoli ktrym solitudo
milsza mi od kompanii. Robota obiecana mina, bo ordy cicho siedz,
jeno mniejsze kupy w kach buszuj, ktre te dwukrotnie podeszlimy
tak fortunnie, e ni wiadek klski nie osta."
- O, to ich przygrzali ! - zawoaa z radoci Basia. - Nie masz nad stan
onierski !
"Ci z Doroszekowej hassy (czyta dalej Zagoba) radzi by z nami
pohaasowa, ale im bez ordy nijak. Jecy zeznaj, e znikd si aden
wikszy czambu nie ruszy, za i ja tak myl, bo miaobyli co z tego by,
to by ju byo, gdy trawy od tygodnia zieleniej i jest czym konie
popa. W jarach tu i owdzie jeszcze si co niegu przytaio, ale wysoki
step zielony i wiatr ciepy wieje, od ktrego konie poczynaj lenie, a to
najpewniejsze wiosny signum. Po permisj ju posaem, ktra lada dzie
nadejdzie, i zaraz rusz...Pan Nowowiejski zastpi mnie w strowaniu,
przy ktrym tak mao roboty, emy z Makowieckim liszki po caych
dniach szczwali dla samej uciechy, bo futro ku wionie nicpotem. Jest
te sia dropiw, a czeladnik mj ustrzeli pelikana z guldynki. ciskam
wapana z caego serca, pani siostrze rce cauj, a take pannie Krzysi,
ktrej przychylnoci fortissime si polecam, o to gwnie Boga proszc,
abym j niezmienion zasta i tej
samej pociechy mg zaywa. Poko si wapan ode mnie pannie Basi.
Nowowiejski zo za mokotowsk rekuz kilkakrotnie na karkach
hultajskich wywiera, ale jeszcze si zapamitywa; zna nie ze wszystkim
mu ulyo. Bogu i Jego przenajwitszej asce was polecam.
P. scriptum: Kupiem od przejezdnych Ormianw bam gronostajw
bardzo zacny; ten gocicem pannie Krzysi przywioz, a i dla naszego
hajduczka znajd si bakalijki tureckie."
- Niech sobie je pan Micha sam zje, bom ja nie dziecko! - ozwaa si
Basia, ktrej policzki zapony jakoby od nagej przykroci.
- To nierada go zobaczysz? Gniewasz si na niego? - spyta Zagoba.
Lecz ona mrukna co tylko z cicha i naprawd pogrya si w gniewie,
rozmylajc troch o tym, jak pan Micha lekko j traktuje, a toch o
dropiach i o owym pelikanie, ktry szczeglnie podnieci jej ciekawo.
Krzysia podczas czytania siedziaa z zamknitymi oczyma, odwrcona od
wiata, byo za to prawdziwe szczcie, e obecni nie mogli widzie jej
twarzy, gdy zaraz poznaliby, e si dzieje z ni co nadzwyczajnego.
To, co zaszo w kociele, a nastpnie list pana Woodyjowskiego to byy
dla niej jakoby dwa uderzenia obucha. Sen cudny pierzchn i od tej
chwili stana dziewczyna twarz w twarz rzeczywistoci cikiej jak
nieszczcie. Na poczekaniu nie moga zebra myli i tylko niewyrane,
mgliste uczucia wichrzyy w jej sercu. Woodyjowski razem ze swoim
listem, razem z zapowiedzi przyjazdu i z bamem gronostajw wyda jej
si tak paskim, e prawie wstrtnym. Natomiast nigdy Ketling nie by jej
droszym. Drog jej bya sama myl o nim, drogie jego sowa, kochana
jego twarz, drogim jego
smutek. I oto trzeba bdzie odej od kochania, od uwielbienia, od tego,
do ktrego rwie si serce, wycigaj ramiona ; zostawi umiowanego
czowieka w desperacji, w wiecznym smutku, w zmartwieniu, a odda
dusz i ciao innemu, ktren dla tego samego, e jest innym, staje si
niemal nienawistnym.
"Nie zmog si, nie zmog si!" - woaa w duszy Krzysia.
I czua to, co czuje branka, ktrej wi rce, a jednak sama si ona
zwizaa, bo przecie moga powiedzie swego czasu Woodyjowskiemu,
e mu bdzie siostr, niczym wicej.
Tu przyszed jej na pami w pocaunek przyjty i oddany, wic ogarn
j wstyd i pogarda dla samej siebie. Zali kochaa ju wwczas
Woodyjowskiego? - Nie! W sercu jej nie byo mioci, tylko prcz
wspczucia ciekawo i baamuctwo, pozorami siostrzeskiego afektu
pokryte. Teraz dopiero poznaa, e midzy pocaowaniem z wielkiej
mioci a pocaowaniem z popdu krwi jest taka rnica, jak midzy
anioem i diabem. Obok pogardy wezbra gniew w Krzysi, atoli pocza
si w niej dusza burzy i przeciw Woodyjowskiemu. On take by
winien, czemu caa pokuta i zgryzota, i zawd ma spada na ni?
Czemu by i on nie mia zakosztowa tego gorzkiego chleba? Zali ona nie
ma prawa powiedzie mu, gdy powrci:
- Zmyliam si... lito nad wapanem wziam za afekt; zmylie si i ty;
teraz poniechaj mnie, jako ja ciebie poniechaam !...
Nagle strach j porwa za wosy przed zemst gronego ma, strach nie
o siebie, ale o gow ukochan, na ktr ta zemsta spadaby niechybnie.
W wyobrani ujrzaa Ketlinga stawajcego do walki z tym zowrogim
szermierzem nad szermierze i nastpnie padajcego, jak pada kwiat
podcity kos; ujrzaa jego krew, jego wyblad twarz, jego zamknite na
wieki oczy i cierpienia jej przeszy miar wszelk.
Wstaa czym prdzej i wysza do swojej izby, by zej ludziom z oczu,
by nie sucha rozmowy o Woodyjowskim i o jego bliskim powrocie. W
sercu jej wzbieraa coraz wiksza przeciw maemu rycerzowi zawzito.
Ale zgryzota i al poszy w trop za ni; nie opuciy j w czasie pacierzy;
siady na jej ku, gdy pooya si w nie zmoona saboci, i poczy
przemawia do niej :
- Gdzie on? - pyta al. - Patrz, nie wrci dotd do gospody; chodzi po
nocy i rce amie. Chciaaby mu nieba przychyli, oddaaby za niego
krew serdeczn, a napoia go trucizn, n wepchna mu w serce...
- Gdyby nie twoja pocho, gdyby nie ch wabienia kadego, ktrego
spotkasz! - mwia zgryzota - inaczej by wszystko by mogo, a teraz
jeno desperacja ci zostaje. Twoja wina! twoja wielka wina! Nie ma ju
rady, nie ma ju dla ci ratunku, jeno wstyd a bl, a pakanie...
- Jak to on w kociele klcza przed tob - mwi znw al. - Dziw, e ci
serce nie pko, kiedy ci w oczy patrzy i zmiowania prosi. Suszna byo
nad obcym si zlitowa, a c dopiero nad nim, nad kochanym, nad
najmilszym!
Boe mu bogosaw, Boe go pociesz!
- Gdyby nie twoja pocho, mg w radoci odej ten najmilszy-
powtarzaa zgryzota - i ty mu moga w ramiona pj jako wybrana,
jako ona...
- I wiecznie z nim by! - dodawa al
A zgryzota :
- Twoja wina!
A al :
- Krzysiu, pacz !
Wic znw zgryzota :
- Tym winy nie zmaesz!
Wic znw al :
- Uczy, co chcesz, a pociesz go.
- Woodyjowski go zabije! - odpowiedziaa natychmiast zgryzota.
Zimny pot obla Krzysi i siada na ku. Mocne wiato ksiyca
wpadao do izby, ktra w tych biaych blaskach wydawaa si jako
dziwnie i straszno.
"Co to jest? - mylaa Krzysia - oto tam Basia pi, widz j, bo miesic
jej w twarz wieci, a ani wiem, kiedy przysza, kiedy si rozebraa i
pooya. Nie spaam przecie ani chwili, ale wida, e moja biedna gowa
ju na nic..."
Tak rozmylajc pooya si znowu, lecz wnet al i zgryzota zasiady
take na krawdzi jej ka, zupenie jakby jakie dwie boginki, ktre
wedle woli zanurzay si w blasku ksiycowym lub te wypyway z tej
srebrnej topieli na powrt.
- Nie bd dzi wcale spaa ! - rzeka sobie Krzysia.
I pocza rozmyla o Ketlingu, a przy tym cierpie coraz bardziej.
Nagle, wrd ciszy nocnej, ozwa si aosny gos Basi:
- Krzysiu !
- Nie pisz?
- Bo mi si przynio, e jakowy Turczyn pana Michaa strza przeszy.
Jezu Chryste! sen mara! Ale a mnie febra trzsie. Zmwmy litani, by
Bg nieszczcie odwrci!
Krzysi przeleciaa przez gow byskawic myl: "Bogdaj go kto ustrzeli!"
Ale natychmiast przerazia si wasn zoci, wic cho trzeba si jej
byo zdoby na nadludzk si, aby w tej wanie chwili modli si o
szczliwy powrt Woodyjowskiego, jednak odrzeka:
- Dobrze, Basiu !
Za czym podniosy si obie z ek i klknwszy nagimi kolankami na
zalanej ksiycowym wiatem pododze, poczy odmawia litani.
Gosy ich odpowiaday sobie wzajemnie, to podnoszc si, to zniajc;
rzekby: izba zmienia si w cel klasztorn, w ktrej dwie biae
mniszeczki odprawiaj nocne modlitwy.
 Rozdzia XV 
Nazajutrz dzie bya ju Krzysia spokojniejsza, albowiem wrd
popltanych cieek i manowcw wybraa sobie drog cik niezmiernie,
ale nie bdn. Wstpujc na ni wiedziaa przynajmniej, dokd dojdzie.
Przede wszystkim jednak postanowia widzie si z Ketlingiem i
rozmwi si z nim po raz ostatni, aby go od wszelakiej przygody
zasoni. Przyszo jej to nieatwo, bo Ketling nie pokaza si przez kilka
nastpnych dni i na noc nie wraca.
Krzysia pocza wstawa do dnia i chodzi do pobliskiego kocioa
Dominikanw w tej nadziei, e ktregokolwiek ranka spotka go i
rozmwi si z nim bez wiadkw. Jako w kilka dni pniej spotkaa go
w samej bramie. On spostrzegszy j zdj kapelusz i schyliwszy w
milczeniu gow sta bez ruchu; twarz mia zmczon bezsennoci i
cierpieniem, oczy zapade, na skroniach zotawe pitna; delikatna cera
jego staa si woskow i wyglda po prostu jak cudny kwiat, ktry
widnie. Krzysi na jego widok rozdaro si na dwoje serce, wic cho
kady krok stanowczy kosztowa j bardzo wiele, bo z natury bya
niemia, jednak pierwsza wycigna do rk i rzeka:
- Niech wapana Bg pocieszy i zele mu zapomnienie.
Ketling wzi jej rk, przyoy j sobie do rozpalonego czoa, potem do
ust, do ktrych przyciska j dugo i z caej mocy, wreszcie ozwa si
gosem penym miertelnego smutku i rezygnacji:
- Nie masz dla mnie pociechy ni zapomnienia!..
Bya chwila, e Krzysia potrzebowaa caej mocy nad sob, by nie
zarzuci mu z alu rk na szyj i nie zakrzykn: "Kocham ci nad
wszystko! Bierz mnie !" Czua, e jeli porwie j pacz, to ona tak uczyni
; wic dugi czas staa przed nim w milczeniu, pasujc si ze zami.
Jednak si wreszcie zmoga i pocza mwi spokojnie, chocia bardzo
prdko. bo tchu jej brako:
- Moe to przyniesie jakow ulg, gdy powiem, e nie bd niczyj...
Id za krat... Wapan mnie nigdy nie sd le, bom i tak ju
nieszczliwa!
Wapan mi przyrzeknij, daj mi parol, e si z afektu dla mnie nie
spucisz nikomu... e si nie przyznasz... e tego, co byo, nie odkryjesz
ni przyjacielowi, ni krewnemu. To moja ostatnia proba. Przyjdzie ten
czas, e wapan bdziesz wiedzia, dlaczego to czyni... Ale i wtedy miej
wyrozumienie. Dzi nie powiem wicej, bo od alu zgoa nie mog.
Wapan mi to przyrzeknij, to mnie pocieszysz, a inaczej chyba zamr!
- Przyrzekam i parol daj! - odpowiedzia Ketling.
- Bg wapanu zapa, a ja z caego serca dzikuj! Ale i przy ludziach
spokojn twarz pokazuj, by si za kto czego nie domyli. Czas mi
odej. Wapan jeste taki dobry, e sw brak. Odtd si ju osobno nie
bdziem widzieli, jeno przy ludziach. Powiedze mi jeszcze, e do mnie
urazy nie chowasz... Bo mka co innego, a uraza co innego... Bogu mi
ustpujesz, nie komu innemu... pamitaj!
Ketling chcia co przemwi, ale e cierpia nad miar, wic tylko jakie
niewyrane dwiki podobne do jczenia wyszy z jego ust; nastpnie
dotkn palcami Krzysinych skroni i trzyma je tak czas jaki na znak, e
jej przebacza i e j bogosawi.
Po czym si rozstali; ona posza do kocioa, a on znw w ulic, by nie
spotka si z kim ze znajomych w gospodzie. Krzysia wrcia dopiero w
poudnie, a wrciwszy znalaza znamienitego gocia : by to ksidz
podkanclerzy Olszowski. Przyjecha on niespodzianie w odwiedziny do
pana Zagoby pragnc, jak sam powiada, pozna tak wielkiego kawalera,
"ktrego przewagi wojenne s wzorem, a rozum przewodnikiem dla
caego rycerstwa w tej wspaniaej Rzeczypospolitej". Pan Zagoba by po
prawdzie wielce zdumiony, lecz nie mniej kontent, i go tak wielki honor
wobec niewiast spotyka; puszy si wic niezmiernie, czerwieni, poci, a
jednoczenie stara si okaza pani stolnikowej, i przywyk do
podobnych odwiedzin ze strony najwikszych dostojnikw w kraju i e
nic sobie z nich nie robi. Krzysia, przedstawiona praatowi i ucaowawszy
pobonie jego rce, usiada przy Basi, rada, i nikt na jej twarzy ladu
niedawnych wzrusze nie wyczyta.
Tymczasem ksidz podkanclerzy obsypywa pochwaami pana Zagob
tak obficie i tak atwo, i zdawao si, e coraz nowe ich zapasy
wydobywa ze swych fioletowych, poobszywanych koronkami rkaww.
- Waszmo nie myl - mwi - i mnie tu sama ciekawo poznania
pierwszego midzy rycerstwem ma przygnaa, bo jakkolwiek podziw
susznym jest dla bohaterw hodem, jednake gdzie obok mstwa
eksperiencja i bystry rozum sedes sobie obray, tam ludzie i dla wasnej
korzyci odprawowa zwykli pielgrzymki.
- Eksperiencja - rzek skromnie pan Zagoba - szczeglniej w wojennym
rzemiole, z samym wiekiem przyj musiaa i moe dlatego jeszcze
nieboszczyk pan Koniecpolski, ojciec chorego, czasem o rad mnie
pyta, potem za: i pan Mikoaj Potocki, i ksi Jeremi Winiowiecki, i
pan Sapieha, i pan Czarniecki, ale co do przezwiska Ulisses, temu si
zawsze przez modesti oponowaem.
- A jednak tak ono z waci zwizane, e czasem i prawdziwego
nazwiska kto nie powie, jeno rzeknie: "nasz Ulisses", i wszyscy wraz
odgadn, kogo orator chcia wyrazi. Wic te w dzisiejszych trudnych a
przewrotnych czasach, gdy niejeden waha si w umyle i nie wie, gdzie
ma si obrci, przy kim stan, rzekem sobie: "Pjd! zdania
wysucham, wtpliwoci si pozbd, wiat rad si owiec."
Zgadujesz waszmo, i o bliskiej elekcji chc mwi, wobec ktrej
kada censura candidatorum ku czemu dobremu przywie moe, a c
dopiero taka, ktra z ust waszmociowych wypynie. Syszaem ju
midzy rycerstwem z najwikszym aplauzem powtarzane, e wa nierad
owych cudzoziemcw widzisz, ktrzy si na
nasz tron wspaniay cisn. W yach Wazw (miae waszmo
powiedzie) pyna krew Jagielloska, przeto za obcych nie mogli by
uwaani, ale ci cudzoziemcy (miae waszmo powiedzie) ani naszych
staropolskich obyczajw nie znaj, ani naszych wolnoci uszanowa nie
potrafi i atwo absolutum dominium wynikn std moe. Przyznaj
waszmoci, i gbokie to sowa, ale wybacz, jeeli spytam : zali istotnie
je wypowiedziae, czyli te opinio publica wszystkie gbsze sentencje
tobie w pierwszym rzdzie ze zwyczaju ju przypisuje?
- wiadkiem te biaogowy - odpowiedzia Zagoba - a cho niestosowna
to dla nich materia, niechaj mwi, skoro Opatrzno w niezbadanych
swych wyrokach dar mowy na rwni z nami im przyznaa!
Ksidz podkanclerzy mimo woli spojrza na pani Makowieck, a
nastpnie na dwie przytulone do siebie panienki.
Nastaa chwila ciszy.
Nagle rozleg si srebrzysty gos Basi :
- Ja nie syszaam !
Za czym Basia zmieszaa si okrutnie i zaczerwienia si po same uszy,
zwaszcza e pan Zagoba zaraz rzek:
- Wybacz wasza dostojno! Mode to, wic poche! Ale quod attinet
kandydatw, nieraz mwiem, e na tych cudzoziemcw bdzie pakaa
wolno polska.
- Boj si i ja tego - odpar ksidz Olszowski - lecz chobymy chcieli
jakowego Piasta, krew z krwi, ko z koci naszych, obra, powiedz
waszmo, w ktr stron serca nasze zwrci si maj? Sama
waszmocina myl o Piacie jest wielka i jako pomie szerzy si po
kraju, bo sysz, e wszdy na sejmikach, gdzie jeno korupcji nie
pobrano, jeden gos sycha:
Piast! Piast!...
- Susznie! susznie! - przerwa Zagoba.
- Wszelako - cign dalej podkanclerzy - atwiej jest obwoywa Piasta
ni tak podanego znale, wic nie dziwuj si waszmo, e ci spytam
: kogo miae na myli?
- Kogo miaem na myli? - powtrzy nieco zakopotany Zagoba.
I wysunwszy warg zmarszczy brwi. Ciko mu byo zdoby si na
prdk odpowied, bo dotychczas nie tylko nikogo nie mia na myli, ale
w ogle nie mia wcale i tych myli, ktre zrczny ksidz podkanclerzy
ju mu by wmwi. Zreszt sam wiedzia o tym i rozumia, e
podkanclerzy cignie go w jakow stron, ale umylnie cign si
pozwoli, bo mu to pochlebiao wielce.
- Twierdziem tylko in principio, e nam potrzeba Piasta - odrzek
wreszcie - ale co prawda, tom nikogo dotd nie wymieni.
- Syszaem o ambitnych zamiarach ksicia Bogusawa Radziwia!-
mrukn jakby sam do siebie ksidz Olszowski.
- Pki tchu w nozdrzech moich, pki ostatnia kropla krwi w piersi-
zawoa z si gbokiego przekonania Zagoba - nic z tego! y bym w
tak pohabionym narodzie nie chcia, ktry by zdrajc i judasza swego
krlem w nagrod kreowa!
- Gos to nie tylko rozumu, ale i obywatelskiej cnoty! - mrukn znw
podkanclerzy.
"Ha! - pomyla Zagoba - chcesz ty mnie pocign, pocign ja ciebie."
Na to znw Olszowski:
- Kdy tedy zapyniesz, skoatana nawo ojczyzny mojej! Jakie ci
burze, jakie ci skay czekaj? Zaprawd, le bdzie, gdy cudzoziemiec
sternikiem twoim zostanie, ale wida tak musi by, gdy nie masz midzy
twymi synami godniejszego!
Tu rozoy biae rce zdobne byszczcymi piercieniami i schyliwszy
gow rzek z rezygnacj:
- Zatem Kondeusz, Lotaryczyk lub ksi Neyburski?... Nie masz innej
rady!
- Nie moe by! Piast! - odpowiedzia Zagoba.
- Kto? - spyta ksidz.
I nastao milczenie.
Za czym znw zabra gos podkanclerzy:
- Czy jest aby jeden, na ktrego zgodziliby si wszyscy? Gdzie jest taki,
ktry by od razu tak przypad rycerstwu do serca, by nikt nie mia
przeciw wyborowi jego szemra?... By jeden taki, najwikszy,
najzasueszy, twj, zacny rycerzu, przyjaciel, ten, ktry w sawie jak w
socu chodzi... By taki...
- Ksi Jeremi Winiowiecki! - przerwa Zagoba.
- Tak jest! Ale on w grobie...
- yje syn jego! - odpowiedzia Zagoba.
Podkanclerzy zamruy oczy i siedzia czas jaki w milczeniu; nagle
podnis gow, spojrza na pana Zagob i pocz mwi z wolna:
- Dzikuj Bogu, e mnie natchn myl poznania waszmoci. Tak jest!
ywie syn wielkiego Jeremiego, mode i pene nadziei ksi, wzgldem
ktrego ma Rzeczpospolita nie uiszczony, dotd dug do spacenia. Ale z
olbrzymiej fortuny nic mu nie zostao, jeno sawa jako jedyna spucizna.
Wic w dzisiejszych zepsutych czasach, gdy kady oczy tam tylko
kieruje, gdzie je zoto przyciga, kto wymwi jego imi, kto bdzie mia
odwag jego kandydatur postawi? Wapan? - tak! Zali jednak znajdzie
si takich wielu? Niedziwno, e ten, komu wiek ycia w bohaterskich
zapasach na wszystkich polach przemin, nie ulknie si i na elekcyjnym
polu hod gono susznoci odda... Ale czy inni pjd za nim?.
Tu podkanclerzy zamyli si, po czym wznis oczy i dalej mwi:
- Bg nad wszystkich mocniejszy. Kto wie, jakie s jego wyroki? kto
wie?
Skoro pomyl, jak cae rycerstwo wierzy i ufa wapanu, zaprawd
spostrzegam ze zdumieniem, e jakowa nadzieja wstpuje mi w serce.
Powiedz mi wapan szczerze, zali niepodobiestwa istniay dla ci
kiedykolwiek?
- Nigdy! - odrzek z przekonaniem Zagoba.
- Zbyt ostro jednak tej kandydatury stawia od razu nie naley. Niech si
to imi o uszy ludzkie odbija, ale niech nie wydaje si przeciwnikom zbyt
grone; niech lepiej miej si i szydz, by zbyt silnych nie stawiali
impedimentw... Moe te Bg da, e nagle wypynie, gdy tamte partie
wzajem zniwecz swoje zabiegi... Toruj mu waszmo z wolna drog i
nie ustawaj w pracy, bo to kandydat twj, godny twego rozumu i
dowiadczenia... Boe ci bogosaw w tych zamiarach...
- Mame suponowa - spyta Zagoba - e wasza dostojno take o
ksiciu Michale zamyla?
Ksidz podkanclerzy wydoby zza rkawa ma ksieczk, na ktrej
czernia grubymi literami wybity tytu Censura candidatorum, i rzek:
- Czytaj waszmo, niech to pismo za mnie odpowie!
To rzekszy ksidz podkanclerzy pocz si zbiera, lecz pan Zagoba
zatrzyma go i rzek:
- Pozwolisz wasza dostojno, e ja jeszcze co odpowiem. Wic
naprzd dzikuj Bogu, e mniejsza piecz w takich znajduje si rkach,
ktre umiej na wosk ludzi ugniata.
- Jak to? - spyta zdziwiony podkanclerzy.
- Po drugie, z gry powiadam waszej dostojnoci, e kandydatura ksicia
Michaa bardzo do serca mi przypada, bom jego ojca zna i miowa, i
biem si pod nim wraz z mymi przyjacimi, ktrzy take dusznie si
uraduj na myl, e synowi bd mogli okaza t mio, jak dla
wielkiego ojca mieli.
Przeto chwytam si tej kandydatury oburcz i dzi jeszcze pomwi z
panem podkomorzym Krzyckim, familiantem wielkim i moim
znajomkiem, ktry ma niepoledni mir u szlachty, bo trudno go nie
kocha. Obaj tedy bdziem czyni, co w mocy naszej, i Bg da, e co
wskramy.
- Niech was anioowie prowadz - odrzek ksidz - jeli tak, to o nic
wicej nie chodzi.
- Za pozwoleniem waszej dostojnoci. Mnie chodzi jeszcze o jedn rzecz:
mianowicie, eby wasza dostojno nie pomylaa sobie tak: "Swoje
wasne desiderata w gb mu woyem, wmwiem w niego, e to on z
wasnego rozumu invenit ksicia Michaow kandydatur, krtko mwic:
ugniotem kpa w rku, jakby by z wosku..." Wasza dostojno! Bd
promowa ksicia Michaa dlatego, e mi do serca przypad - ot, co!... e
waszej dostojnoci take, jako widz, przypada - ot, co!... Bd
promowa dla ksinej wdowy, dla moich przyjaci, dla ufnoci, jak
mam w rozumie (tu pan Zagoba skoni si), z ktrego ta Minerwa
wyskoczya, ale nie dlatego, em sobie da wmwi jako mae dziecko, e
to moja inwencja; nie dlatego wreszcie, em kiep, ale dlatego, e jak mi
kto mdry co mdrego mwi, to stary Zagoba powiada: Zgoda!
Tu skoni si szlachcic raz jeszcze i umilk. Ksidz podkanclerzy
zmiesza si, byo, z pocztku znacznie, ale widzc i dobry humor
szlachcica, i to, e sprawa tak podany obrt bierze, rozmia si z caej
duszy, za czym chwyciwszy si za gow, j powtarza:
- Ulisses, jak mi Bg miy, czysty Ulisses. Panie bracie, kto chce co
dobrego sprawi, rnie ludzi obchodzi musi, ale z wami, widz, trzeba
prosto w sedno. Okrutniecie mi do serca przypadli!
- Jako mnie ksi Micha!
- Nieche wam Bg da zdrowie! Ha! pobitym, alem rad! Sia musielicie
szpakw zje za modu... A ten sygnecik, gdyby si na pamitk
naszego colloquium przygodzi...
Na to Zagoba:
- A ten sygnecik niech na miejscu ostanie...
- Ju to dla mnie uczycie...
- adnym sposobem nie moe by! Chyba innym razem... kiedy
pniej... po elekcji...
Zrozumia ksidz podkanclerzy i nie nalega duej, wyszed jednak z
promieniejc twarz.
Pan Zagoba odprowadzi go a za bram i wracajc mrucza:
- Ha! daem mu nauk! Trafi frant na franta... Ale honor jest! Bd si
tu dygnitarze na wyprzodki przed t bram zjedali... Ciekawym, co tam
biaogowy sobie myl?
Biaogowy pene byy istotnie podziwu i pan Zagoba urs, zwaszcza w
oczach pani Makowieckiej, do puapu, tote zaledwie si pokaza, zaraz
zakrzykna z wielkim zapaem:
- Wapan Salomona rozumem przeszed!
A on rad by bardzo:
- Kogo, mwisz wapani, przeszedem? Poczekaj wapani: obaczysz tu i
hetmanw, i biskupw, i senatorw; nieledwie trzeba si bdzie od nich
opdza; chyba si za kotark chowa przyjdzie...
Dalsz rozmow przerwao wejcie Ketlinga.
- Ketling, chcesz promocji? - zawoa pan Zagoba, upojony jeszcze
wasnym znaczeniem.
- Nie! - odpar ze smutkiem rycerz - bo mi znw na dugo wyjecha
przyjdzie.
Zagoba spojrza na niego uwaniej.
- Co ty taki z ng city?
- Wanie dlatego, e wyjedam.
- Dokd?
- Odebraem listy ze Szkocji, od dawnych przyjaci ojca i moich.
Sprawy moje wymagaj, abym si tam uda koniecznie, moe na dugo...
al mi si z wapastwem rozstawa, ale - musz!
Zagoba, wyszedszy na rodek izby, spojrza na pani Makowieck,
kolejno na panny i spyta:
- Syszaycie? W imi Ojca i Syna, i Ducha witego, amen!
 Rozdzia XVI 
Jakkolwiek pan Zagoba przyj ze zdumieniem wie o wyjedzie
Ketlinga, jednake nie przyszy mu do gowy adne podejrzenia, atwo
bowiem byo przypuci, e Karol II przypomnia sobie usugi, jakie
rodzina Ketlingw w czasach burzy tronowi oddaa, i e zapragn okaza
wdziczno ostatniemu tej rodziny potomkowi. Dziwniejszym nawet
mogoby si zdawa, gdyby miao by inaczej. Ketling w dodatku pokaza
panu Zagobie jakie "zamorskie listy" i przekona go ostatecznie.
Swoj drog wyjazd w zagrozi wszystkim planom starego szlachcica,
tote z niepokojem myla, co bdzie dalej. Woodyjowski, miarkujc z
jego listu, mg wrci lada godzina - a wiatry mu tam w stepie resztki
alu wywiay (myla pan Zagoba). Wrci rezolutem wikszym, ni
wyjecha, e za do Krzysi mocniej go jako licho cigno, zaraz
deklarowa gotw... a potem?... - Potem Krzysia odpowie zgod, bo
jakeby takiemu kawalerowi i przy tym bratu pani Makowieckiej
odpowiedzie moga, i biedny, najmilszy hajduczek ostanie na lodzie.
Pan Zagoba za z zawzitoci waciw starym ludziom upar si
koniecznie poczy Basi z maym rycerzem. Nie pomogy ostatecznie
ani perswazje Skrzetuskiego, ani te, ktre sam sobie od czasu do czasu
czyni. Chwilami obiecywa sobie wprawdzie nie miesza si ju wicej
do niczego, nastpnie za wraca mimo woli do myli skojarzenia tej pary
z tym wikszym uporem. Rozwaa po caych dniach, jak rki do tego
przyoy; tworzy plany, ukada fortele. I przejmowa si tym tak
dalece, e gdy mu si wydao, i wynalaz sposb, wwczas wykrzykiwa
gono, jakby po dokonanej ju sprawie:
- Nieche was Bg bogosawi !
Ale obecnie ujrza przed sob niemal ruin swoich ycze. Nie
pozostawao mu nic innego, jak tylko zaniecha wszelkich usiowa i
przyszo zda na wol bo, bo w cie nadziei, e Ketling uczyni
przed wyjazdem jaki krok stanowczy wzgldem Krzysi, nie mg si
dugo w gowie pana Zagoby osta. Wic z alu ju tylko i ciekawoci
postanowi wybada bliej modego rycerza tak o sam termin wyjazdu,
jak rwnie o to, co przed opuszczeniem Rzeczypospolitej uczyni
zamierza.
Zawezwawszy go wic na rozmow rzek mu ze zmartwion wielce
twarz:
- Trudno! kady sam najlepiej rozumie, co mu czyni przystoi, nie bd
ja ci przeto namawia, aby zosta, ale chciabym si przynajmniej
czego o powrocie twoim dowiedzie...
- Zali ja mog odgadn, co mnie tam czeka, gdzie jad - odrzek Ketling
- jakie sprawy i jakie przygody?... Wrc kiedy, jeli bd mg; zostan
tam na zawsze, jeli bd musia.
- Obaczysz, e ci i serce bdzie do nas cigno.
- Bogdaj grb mj by nie gdzie indziej, ale na tej ziemi, ktra wszystko
mi daa, co da moga.
- A widzisz! W innych stronach cudzoziemiec do mierci pasierzbem
zostaje, a nasza matka to ci zaraz wycignie ramiona i jak swego przytuli.
- Prawda, wielka prawda! Ej, ebym tylko mg... Bo wszystko moe mi
si w starej ojczynie przygodzi, jeno szczcie si nie przygodzi.
- Ha! mwiem ci: ustal si, oe, nie chciae sucha. A onatym bdc,
choby wyjecha, to by wrci musia, chybaby i on przez rozbujae
flukta chcia przewozi, a tego nie suponuj. Raiem ci, c! nie chciae
sucha!
Tu pan Zagoba pocz uwanie wpatrywa si w twarz Ketlinga, chcc
wyranie jakowych od niego objanie, ale Ketling milcza, gow tylko
spuci i oczy wbi w podog.
- C ty na to? h? - rzek po chwili Zagoba.
- Nie byo do tego nijakiego podobiestwa - odpar z wolna mody rycerz.
Zagoba pocz chodzi po izbie, potem stan przed Ketlingiem, zaoy
rce w ty i rzek:
- A ja ci powiadam, e byo! Jeli nie byo, to niech od dzi dnia nigdy
tego oto brzucha tym oto pasem nie obwi. Krzysia jest ci przyjacielem
!
- Da Bg, e i zostanie, chocia nas morza przedziel!
- Wic co?
- Nic wicej! nic wicej!
- Pytae si jej?
- Daj wapan spokj! Ju mi i tak smutno, e odjedam !
- Ketling! chcesz, ebym ja jeszcze, pki czas, spyta?
Ketling pomyla, e jeli Krzysia tak bardzo yczya sobie, aby ich
uczucia pozostay w ukryciu, to moe bdzie rada, gdy si trafi
sposobno zaprzeczenia ich otwarcie, wic odrzek:
- Ja waci upewniam, e to si na nic nie zdao, i sam jestem pewien tak
dalece, em uczyni wszystko, eby sobie ten afekt z gowy wybi, ale
jeli wapan cudu si spodziewasz, to pytaj !
- Ha ! jeli ty j sobie z gowy wybi- rzek z pewn gorycz pan Zagoba
- w takim razie istotnie nie ma co robi. Tylko pozwl sobie powiedzie,
em ci za stateczniejszego uwaa kawalera.
Ketling wsta i wycignwszy gorczkowo obie rce ku grze, odrzek z
niezwyk sobie gwatownoci:
- Co mi pomoe ktrej z tych tam gwiazd poda? Ni ja do niej wzlecie
mog, ni ona do mnie nie zejdzie! Gorze takim, ktrzy do srebrnej luny
wzdychaj !
Lecz pan Zagoba rozgniewa si take i sapa pocz. Przez chwil nie
mg nawet mwi i dopiero opanowawszy zo tak odpar
przerywanym gosem :
- Mj kochany, nie czye mnie kpem i masz mi racje dawa, to dawaj
jak czowiekowi, co si ywi chlebem i misem, nie za szalejem... Bo
ebym ja teraz sfiksowa i powiedzia sobie, e moja ta czapka jest luna,
ktrej rk nie dosign, to bym z goym ysem po miecie chodzi i mrz
by mnie w uszy ksa jak pies. Ja takimi racjami nie wojuj, jeno to
wiem, e ta dziewka std o trzy izby siedzi, e je, pije, e jak chodzi, to
nogami przebiera musi; e na mrz nos jej czerwienieje, a w upa jej
gorco; e jak j komar utnie, to j swdzi, i e do luny w tym chyba
podobna, i brody nie ma. Ale w taki sposb, w jaki ty mwisz, mona
take powiedzie, e rzepa to astrolog. Co si za Krzysi tyczy, jeli nie
prbowa, jeli nie pyta, to twoja sprawa, ale jeli dziewk rozkocha, a
teraz odjedasz powiedziawszy sobie "luna", to uczciwo swoj,
rwnie jak rozum, lada straw nakarmi moesz. Ot! w czym rzecz !
Na to Ketling:
- Nie sodko mi, ale gorzko w gbie od tej strawy, ktr si karmi. Jad,
bo musz; nie spytam, bo nie mam o co. Ale wa mnie krzywo
sdzisz... Bg widzi, jak krzywo!
- Ketling! ja przecie wiem, e ty porzdny czowiek, tylko tych waszych
manier wyrozumie nie mog. Za moich czasw szo si do dziewki i
mwio si jej w oczy tym rytmem : "Chcesz, to bdziem yli w kupie, a
nie, to ja ci nie kupi!" I kady wiedzia, czego si trzyma... Kto za
by ciemiga i sam nie mia gada, to mwniejszego od siebie posya.
Ofiarowaem ci si i jeszcze ofiaruj. Pjd, przemwi, respons ci
odnios, a ty wedle tego pojedziesz albo zostaniesz...
- Pojad! nie moe inaczej by i nie bdzie!
- To wrcisz.
- Nie! Uczye mi wapan ask i nie mwmy o tym wicej. Chcesz
wapan rozpyta dla wasnej ciekawoci, dobrze, ale nie w moim
imieniu...
- Dla Boga! chyba e ju pyta?
- Nie mwmy o tym! Uczy mi wapan t ask!
- Dobrze, mwmy o aurze... Nieche was piorun zatrzanie razem z
waszymi manierami! Tak, ty musisz jecha, a ja kl!
- egnam wapana.
- Czekaj, czekaj! Zaraz mnie cholera minie! Mj Ketling! czekaj, bo
miaem z tob pomwi. Kiedy jedziesz?...
- Jak tylko sprawy zaatwi. Chciabym si z Kurlandii wierci
dzierawnej doczeka, a dworek ten, w ktrym mieszkalimy,
sprzedabym chtnie, gdyby si kto ochotny do kupna trafi.
- Niech Makowiecki kupuje albo Micha! Na Boga! przecie bez
poegnania si z Michaem nie wyjedziesz?
- Rad bym go z duszy poegna!
- Lada moment bdzie! lada moment! Moe on ci do Krzysi namwi...
Tu urwa pan Zagoba, bo go nagle ogarn jaki niepokj.
"Przysugiwaem si Michaowi w dobrej chci - pomyla - ale diablo
wbrew jego chci; miaaby za discordia z tego pomidzy nim a
Ketlingiem wynikn, to niech sobie Ketling lepiej jedzie..."
Tu pan Zagoba pocz pociera rk ysin, wreszcie rzek:
- Mwi si to i owo ze szczerej yczliwoci ku tobie. Takem ci
pokocha, e rad bym ci wszelkimi sposobami zatrzyma, wic ci
Krzysi jako sonink nastawiem... Ale to jeno z yczliwoci... C mnie
staremu do tego!... Naprawd to jeno yczliwo... nic wicej. Ja
przecie swatami si nie trudni, bo gdybym chcia swata, to bym by
siebie wyswata... Daj, Ketling, pyska... a nie gniewaj si...
Ketling wzi w objcia pana Zagob, ktry rozczuli si istotnie i zaraz
gsiorek kaza poda mwic:
- Ju te z okazji tego odjazdu co dzie taki jeden wypijem.
I wypili, po czym Ketling poegna si i odszed. Wino tymczasem
podnioso fantazj w panu Zagobie; pocz bardzo tgo rozmyla o
Basi, o Krzysi, o Woodyjowskim i o Ketlingu; pocz czy ich w pary,
bogosawi, wreszcie zatskni do dziewczyn i rzek sobie:
- Ano, pjd zobaczy te kozy...
Panny siedziay w izbie po drugiej stronie sieni i szyy. Pan Zagoba
powitawszy je j chodzi po izbie wlokc za sob nieco nogi, bo mu ju,
zwaszcza po winie, nie suyy jak dawniej. Chodzc spoglda na
dziewczyny, ktre siedziay bliziutko jedna drugiej, tak e jasna gwka
Basi prawie wspieraa si o ciemn Krzysin. Basia wodzia za nim
oczyma, a Krzysia wyszywaa tak pilnie, e ledwie mona byo uchwyci
okiem migotanie jej igy.
- Hum! - ozwa si Zagoba.
- Hum! - powtrzya Basia.
- Nie przedrzeniaj mnie, bom gniewny!
- Pewnie szyj utnie! - zawoaa udajc przestrach Basia.
- Koat! koat! koatko! Jzyk ci uci! ot, co!
To rzekszy pan Zagoba zbliy si tu do panienek i wziwszy si nagle
w boki, spyta bez adnego wstpu:
- Chcesz Ketlinga za ma?
- I takich piciu ! - ozwaa si zaraz Basia.
- Cicho bd, mucho, nie do ciebie mwi! Krzysiu, do ciebie mowa.
Chcesz Ketlinga za ma?
Krzysia przyblada nieco, chocia z pocztku sdzia, e pan Zagoba
Basi, nie j zapytuje; za czym podniosa na starego szlachcica swoje
liczne ciemnoniebieskie oczy.
- Nie! - odrzeka spokojnie.
- Ano prosz! Nie! przynajmniej krtko! Prosz! prosz! I czemu to
wapanna jego z aski swojej nie chcesz?
- Bo ja nikogo nie chc.
- Krzychna! powiedz to komu innemu! - wtrcia Basia.
- C to stan maeski w tak abominacj podao? - pyta dalej pan
Zagoba.
- To nie abominacja, jeno mam do zakonu wol - odrzeka Krzysia.
Bya w jej gosie taka powaga i taki smutek, e i Basia, i pan Zagoba na
chwil nawet nie przypucili, e to arty. Zdumienie tylko ogarno oboje
tak wielkie, e poczli spoglda to na siebie, to na Krzysi, jak bdni.
- H? - rzek pierwszy Zagoba.
- Mam wol do zakonu! - powtrzya ze sodycz Krzysia.
Basia spojrzaa na ni raz i drugi, nagle zarzuciwszy jej rce na szyj
przytulia swoje rane usta do jej policzka i pocza mwi prdko:
- Krzysiu, bo bekn! Powiedz zaraz, e jeno na wiatr tak mwisz, bo
bekn, jak Bg na niebie, bekn!
 Rozdzia XVII 
Po widzeniu si z Zagob Ketling by jeszcze u pani Makowieckiej,
ktrej owiadczy, e dla pilnych spraw musi pozosta w miecie, a moe
i wyjecha jeszcze przed gwn podr na kilka tygodni do Kurlandii,
e zatem nie bdzie mg podejmowa pani stolnikowej nadal osobicie w
swym wiejskim dworku. Jednake baga j, by w dworek chciaa, jak i
dotd, uwaa za swoj rezydencj i wraz z mem i panem Michaem w
nim w czasie bliskiej ju elekcji zamieszka. Pani Makowiecka zgodzia
si, poniewa w przeciwnym razie dworek staby pustk i nikomu by
poytku nie przynis.
Po owej rozmowie Ketling znikn i nie pokazywa si wicej ani w
gospodzie, ani pniej w okolicach Mokotowa, gdy pani Makowiecka
wraz z pannami na wie wrcia. Lecz jedna tylko Krzysia odczuwaa t
nieobecno, pan Zagoba bowiem cay zajty by zbliajc si elekcj,
za Basia i stolnikowa tak dalece wziy do serca nage postanowienie
Krzysine, e nie mogy o niczym innym myle. Jednake pani
Makowiecka nie prbowaa nawet odmawia Krzysi od tego kroku i
wtpia, czy m bdzie odmawia; w owych czasach bowiem
sprzeciwianie si podobnym przedsiwziciom wydawao si ludziom
krzywd i obraz bo.
Jeden pan Zagoba, przy caej swej pobonoci, miaby by odwag
protestowa, gdyby mu cokolwiek na tym zaleao, ale e mu nic nie
zaleao, wic cicho siedzia; owszem, kontent by w duszy, e rzeczy
ukaday si w ten sposb, i Krzysia usuwaa si spomidzy
Woodyjowskiego a hajduczka. Teraz pan Zagoba by przekonany o
pomylnym spenieniu si swych najtajniejszych ycze i z ca swobod
odda si pracom elekcyjnym; objeda szlacht przyby do stolicy lub
spdza czas na rozmowach z ksidzem Olszowskim, ktrego w kocu
polubi bardzo i sta si poufaym wsplnikiem.
Po kadej te takiej rozmowie wraca do domu coraz gorliwszym
partyzantem "Piasta", a coraz zacitszym wrogiem cudzoziemcw.
Stosujc si do instrukcji ksidza podkanclerzego, cicho z tym jeszcze
siedzia, ale nie upyn dzie, by kogo dla tej kryjcej si kandydatury
nie skaptowa- i stao si to, co zwykle w takich razach si dzieje: oto
zacietrzewi si sam tak dalece, e ta kandydatura staa si - obok
poczenia Basi z Woodyjowskim - drugim w yciu jego celem.
Tymczasem do elekcji byo coraz bliej.
Ju wiosna rozptaa wody z lodw; ju poczy wia wiatry ciepe, due,
pod ktrych oddechem drzewa obsypuj si pkami, a acuchy jaskek
rozczepiaj si, wedle wiary prostactwa, by lada chwila wychyn z
zimnej topieli na jasny wiat soneczny. Wic razem z jaskkami i innym
wdrownym ptactwem poczli ciga gocie na elekcj.
Naprzd kupcy, ktrym znaczyo si obfite niwo zysku tam, gdzie miao
si zgromadzi przeszo p miliona ludu liczc panw, ich poczty,
szlacht, sugi, wojsko. Cignli tedy Anglicy, Holendrzy, Niemcy,
Moskale, cignli Tatarzy, Turcy, Ormianie, Persowie nawet, przywoc
sukna, ptna, adamaszki i zotogowy, futra, klejnoty, wonnoci, bakalie.
Poustawiano budy na ulicach i za miastem, a w nich wszelaki towar.
Niektre "bazary" poustawiay si nawet we wsiach podmiejskich,
wiadomo bowiem byo, e gospody stoeczne nie obejm dziesitej czci
elektorw, ale e ogromna ich wikszo stanie obozem za obrbem
murw, jak zreszt zawsze czyniono podczas elekcji.
Pocza wreszcie ciga i szlachta tak rojnie, tak tumno, e gdyby
podobnie u zagroonych granic Rzeczypospolitej stawaa, nigdy by ich
noga nieprzyjacielska nie moga przekroczy.
Chodziy suchy, e elekcja bdzie burzliw, bo cay kraj by rozdarty
midzy trzech gwnych kandydatw: Kondeusza, ksicia Neyburskiego i
Lotaryskiego. Mwiono, e kada partia bdzie si staraa choby si
przeprowadzi swego kandydata.
Niepokj ogarnia serca, dusze rozpaliy si stronnicz zawzitoci.
Niektrzy przepowiadali wojn domow, a wieci te znajdoway wiar
wobec olbrzymich druyn wojennych, jakimi otaczali si magnaci.
Cignli i oni na wczesny termin, by mie czas do praktyk wszelakich.
Gdy Rzeczpospolita bywaa w potrzebie, gdy nieprzyjaciel ostrze do
garda jej przykada, nie mg krl, nie mogli hetmani wicej jak lich
gar wojska przeciw niemu wyprowadzi; teraz za sami Radziwiowie
przycignli- wbrew prawu i postanowieniom - z armi kilkanacie
tysicy ludzi liczc.
Pacowie rwn niemal wiedli ze sob si; z nie mniejsz gotowali si
potni Potoccy; z niewiele mniejsz inne "krlewita" polskie, litewskie i
ruskie. "Kdy zapyniesz, skoatana ojczyzny nawo?" - powtarza coraz
czciej ksidz Olszowski, ale on sam prywat mia w sercu; o sobie i
potdze domw wasnych mylao tylko zepsute, z maymi wyjtkami, do
szpiku koci monowadztwo, gotowe w kadej chwili wznieci wichur
wojny domowej.
Tumy szlachty rosy z kadym dniem i zna ju byo, e gdy po sejmie
sama elekcja si pocznie, przerosn choby najwiksz moc magnack.
Ale i te tumy niezdolne byy szczliwie naw Rzeczypospolitej na ciche
wody pokierowa, bo gowy ich pogrone byy w mroku i ciemnoci, a
serca przewanie popsute.
Wic elekcja zapowiadaa si potwornie i nikt nie przewidywa, e
wypadnie tylko ndznie, bo prcz pana Zagoby ci nawet, ktrzy
pracowali dla "Piasta", nie mogc odgadn, o ile im bezmylno
szlachecka i praktyki magnackie pomog, niewiele mieli nadziei, by mogli
przeprowadzi takiego, jak ksi Micha, kandydata. Lecz pan Zagoba
pywa w tym morzu jak ryba. Z chwil rozpoczcia sejmu zamieszka
stale w miecie i w dworku Ketlingowym bywa tylko o tyle, o ile
zatskni czasem za swoim hajduczkiem, lecz e i Basia wielce z powodu
Krzysinego postanowienia stracia na wesooci, zabiera j czasem pan
Zagoba do miasta, aby si moga
rozerwa i oczy widokiem bazarw rozweseli.
Wyjedali zwykle z rana, a odwozi j pan Zagoba nieraz pnym
dopiero wieczorem. Po drodze i w samym miecie cieszyo si serce
dziewczynine widokiem rzeczy i ludw nieznanych, tumw
rnobarwnych, wojsk pysznych.
Wwczas oczy jej poczynay wieci jak dwa wgielki, gowa obracaa
si jak na rubkach; nie moga si napatrze, naoglda i zasypywaa pana
Zagob tysicami pyta, on za rad odpowiada, bo mg przez to swe
dowiadczenie i uczono okaza. Nieraz te i grzeczna kompania
wojskowych otaczaa skarbniczek, w ktrym jedzili; podziwiao wielce
rycerstwo Basin urod, bystro dowcipu i rezolutno, a pan Zagoba
jeszcze im zawsze histori Tatara ustrzelonego kaczym rutem
opowiada, by ich do reszty w osupieniu i zachwycie pogry.
Pewnego razu wracali bardzo pno, bo im cay dzie ogldanie pocztw
pana Feliksa Potockiego zajo. Noc bya widna i ciepa; nad kami
porozwieszay si biae tumany. Pan Zagoba, lubo zawsze ostrzega, e
przy takim zbiorowisku ludzi suebnych i onierstwa piln trzeba
zwraca uwag, by na hultajw nie trafi, zasn by mocno; drzema i
wonica, sama tylko Basia nie spaa, bo przez gow przesuwao si jej
tysice obrazw i myli. Nagle do uszu jej doszed tupot kilku koni. Wic
pocignwszy pana Zagob za rkaw rzeka:
- Jedcy jakowi sadz za nami!
- Co? jak? kto? - spyta zaspany pan Zagoba.
- Jedcy jakowi sadz !
Pan Zagoba zbudzi si zupenie.
- O! zaraz "sadz"! Sycha ttent, moe kto jedzie t sam drog...
- Pewna jestem, e zbje!
Basia dlatego tak bya pewna, e w duszy bardzo sobie przygody, zbjw
i sposobnoci do okazania swej odwagi yczya, tote gdy pan Zagoba
sapic i mruczc pocz wyciga z siedzenia krcice, ktre zawsze "od
trafunku" ze sob wozi, ona zaraz ja si napiera, by jej jedn odda.
- Ju ja pierwszego, ktry si zbliy, nie chybi. Ciotka okrutnie z
bandoleciku strzela, ale ona w nocy nie widzi. Przysigabym, e to
zbje! Aj, Boe, eby cho nas zaczepili! Dawaj wapan prdzej krcic!
- Dobrze - odrzek Zagoba - ale mi przyrzekniesz, e przede mn i pki
nie powiem : "pal !", nie strzelisz. Da tobie bro, to gotowa wygarn
do pierwszego lepszego szlachcica, nie spytawszy si pierwej: "werdo", a
pniej sprawa!
- To naprzd spytam: "werdo?"
- Ba, a jak pijacy bd przejeda i poznawszy niewieci gos, co
niepolitycznego ci odpowiedz?
- Gruchn wtedy z krcicy! Dobrze?
- No! bierze tu czeku tak paliwod do miasta ! Powiadam ci, e nie
masz strzela bez komendy!
- Spytam: "werdo", ale tak grubo, e nie poznaj.
- Nieche i tak bdzie! Ha ! sysz ju ich z bliska. Bd pewna, e to
jacy stateczni ludzie, bo otrzykowie wypadliby znienacka z rowu. e
jednak hultajstwo wczyo si istotnie po drogach i nieraz sycha byo o
wypadkach, kaza pan Zagoba powocemu czeladnikowi nie wjeda
midzy drzewa czernice si tu na zakrcie, ale stan na dobrze
owieconym miejscu.
Tymczasem czterech jedcw zbliyo si na kilkanacie krokw.
Wwczas Basia zdobywszy si na bas, ktry jej samej wyda si godnym
dragona, spytaa gronie:
- Werdo?
- A czego to stoicie na drodze? - odrzek jeden z jedcw, ktremu
widocznie przyszo do gowy, e podrnym musiao si co popsu w
zaprzgu lub wozie.
Lecz na ten gos Basia opucia zaraz krcic i rzeka pospiesznie do pana
Zagoby :
- Doprawdy, e to wujko!... O dla Boga!...
- Jaki wujko?
- Makowiecki...
- Hej tam ! - krzykn Zagoba - a czy to nie pan Makowiecki z panem
Woodyjowskim?
- Pan Zagoba? - ozwa si may rycerz.
- Michale!
Tu pan Zagoba pocz z wielkim popiechem przekada nogi przez
porcz skarbniczka, lecz nim przeoy jedn, Woodyjowski zeskoczy z
konia i ju by przy wasgu. Poznawszy przy wietle ksiyca Basi,
chwyci j za obie rce i zawoa:
- Witam wapann caym sercem! A gdzie panna Krzysia? Siostra?
Zdrowi wszyscy?
- Zdrowi, dzikowa Bogu! e to na koniec wapan przyjecha!- odrzeka
z bijcym sercem Basia. - Wujko jest take? Wujku !
To rzekszy chwycia za szyj pana Makowieckiego, ktry wanie
nadszed do skarbniczka, a pan Zagoba otworzy tymczasem
Woodyjowskiemu ramiona. Po dugich powitaniach nastpia prezentacja
pana stolnika Zagobie, nastpnie za obaj przyjezdni panowie oddawszy
konie czeladnikom siedli do wasgu; Makowiecki z Zagob zajli
poczesne siedzenie, za Basia z Woodyjowskim usadowili si na
przodku.
Nastpiy krtkie zapytania i krtkie odpowiedzi, jako zwyczajnie bywa,
gdy si ludzie po dugim niewidzeniu spotykaj.
Wypytywa wic pan Makowiecki o on, a Woodyjowski raz jeszcze o
zdrowie panny Krzysi; za czym zdumia si nad Ketlingowym bliskim
wyjazdem, ale nie mia czasu nad nim si zastanawia, bo zaraz musia
opowiada, co tam w kresowej stanicy porabia, jako ordziskich
grasantw podchodzi, jak mu byo tskno, ale zdrowo starego ycia
zakosztowa.
- Ot! zdawao mi si - mwi - e ubniaskie czasy nie miny, emy
to jeszcze razem ze Skrzetuskim i Kuszlem, i Wierszuem... Dopiero jak
mi rankiem wiadro wody do umywania przynosili, a siwe wosy na
skroniach w nim ujrzaem, dopiero czek si opamitywa, e ju nie ten,
co by dawniej, chocia z drugiej strony przychodzio znw do gowy, e
pki ochota ta sama, to i czek ten sam.
- O! to w sedno utrafi! - odrzek Zagoba - wida, e ci si tam na
wieych trawach i dowcip odpas, bo dawniej nie by taki rczy. Ochota
to grunt! i nie masz lepszej na melankoli driakwi.
- e prawda, to prawda - doda pan Makowiecki. - Sia tam w
Michaowej stanicy urawi studziennych, bo ywej wody w pobliu
brakuje. To powiadam wapanu, e kiedy witaniem onierze poczn
owymi urawiami skrzypie, budzisz si waszmo z tak ochot, e ci
si chce zaraz Bogu dzikowa za to tylko, e yjesz.
- Ha! ebym cho na dzie moga tam by! - zawoaa Basia.
- Jeden na to sposb - odrzek Zagoba - wyjd za rotmistrza straowego.
- Pan Nowowiejski prdzej, pniej rotmistrzem zostanie - wtrci may
rycerz.
- Ju! - zawoaa gniewnie Basia - nie prosiam wapana, by mi pan
Nowowiejskiego zamiast gocica przywozi!
- Ja te co innego przywiozem, bo bakalijki zacne. Bdzie pannie Basi
sodko, a onemu biedakowi tam gorzko.
- To trzeba mu byo bakalijki odda, niechby je zjad, pki mu wsy nie
urosn.
- Imainuj sobie wapan - rzek do Makowieckiego pan Zagoba -to tak oni
ze sob zawsze! Szczciem, e proverbium powiada: "Kto si czubi, ten
si lubi."
Basia nic nie odrzeka, pan Woodyjowski za, jakby oczekujc
odpowiedzi, spojrza wesoo na jej maluchn, owiecon jasnym wiatem
twarzyczk, ktra wydaa mu si tak adn, e mimo woli pomyla:
"Ale i to licho tak gadkie, e mona by oczy zgubi!..."
Lecz widocznie zaraz co innego musiao mu przyj na myl, bo odwrci
si do wonicy.
- A porachuj no tam biczem konie - rzek - i jed ywiej.
Wartko potoczy si skarbniczek po tych sowach, tak wartko, e jadcy
czas jaki siedzieli w milczeniu i dopiero gdy wjechali na piaski,
Woodyjowski ozwa si znowu :
- Ale mi ten wyjazd Ketlingowy po gowie chodzi! e te mu wypado
pod sam mj przyjazd i pod elekcj... 
- Tyle Angielczykowie na nasz elekcj zwaaj, ile na twj przyjazd-
odpar Zagoba. - Ketling sam z ng city, e musi wyjeda i nas
zostawi...
Basia ju miaa na jzyku : "Szczeglniej Krzysi", ale co nagle tkno
j, eby o tym, rwnie jak i o niedawnym postanowieniu Krzysi nie
wspomina. Instynktem niewiecim odgada, e tak jedno, jak drugie
moe zaraz na wstpie pana Michaa dotkn, zabole, i sam j co
zaraz zabolao, wic mimo caej swej porywczoci zamilka.
"O intencjach Krzysinych i tak on si dowie - pomylaa sobie - ale wida
lepiej o tym teraz nie mwi, skoro i pan Zagoba adnym swkiem nie
wspomnia."
Tymczasem Woodyjowski znw zwrci si do wonicy.
- Jed no ywiej! - rzek.
- Konie i rzeczy zostawilimy na Pradze - mwi pan Makowiecki do
Zagoby - a jeno samoczwart ruszylimy, cho i pod noc, bo i mnie, i
Michaowi okrutnie byo pilno.
- Wierz - odrzek Zagoba - widziae waszmo, jakie to tumy zjechay
si do stolicy? Za rogatkami obozy i bazary stoj, e i przejecha trudno.
Dziwne te rzeczy opowiadaj ludzie o tej przyszej elekcji, ktre
wapanu w domu sposobnym czasem powtrz...
Tu poczli rozmow o polityce. Pan Zagoba stara si z lekka
wyrozumie opinie stolnika, w kocu za zwrci si do
Woodyjowskiego i spyta bez ogrdki:
- A ty, Michale, komu dasz kresk?
Lecz Woodyjowski zamiast odpowiedzi drgn jakby rozbudzony i rzek:
- Ciekawym, czy te pi i czy je dzisiaj jeszcze ujrzymy?
- Pewnie pi - odrzeka sodkim i jakby sennym gosem Basia - ale si
rozbudz i niechybnie przyjd waszmociw powita.
- Tak wapanna mylisz? - spyta z radoci may rycerz.
I znw spojrza na Basi, i znw mimo woli pomyla: "Ale to licho
wdziczne w tym wietle miesica !"
Blisko ju byo do Ketlingowego dworu i po chwili zajechali.
Pani stolnikowa i Krzysia spay ju, czuwaa tylko suba, czekano
bowiem na Basi i na pana Zagob z wieczerz. Wnet uczyni si w
domu ruch niemay: Zagoba rozkaza zbudzi wicej ludzi, by ciepa
strawa i dla goci bya podana.
Pan stolnik chcia zaraz i do ony, ale ona dosyszaa ju niezwyky
skrzt i domyliwszy si, kto przyjecha, w chwil pniej zbiega na d
w zarzuconej naprdce sukni, zdyszana, ze zami radoci w oczach i
penymi umiechw ustami; poczy si powitania, uciski i bezadna
rozmowa, przerywana okrzykami.
Pan Woodyjowski spoglda ustawicznie na drzwi, w ktrych znika
Basia, a w ktrych lada chwila spodziewa si ujrze ukochan Krzysi,
promienn od cichej radoci, jasn, z byszczcymi oczyma i rozwizan
z popiechu kos; ale tymczasem gdaski zegar stojcy w jadalnej izbie
gdaka i gdaka, czas upywa, podano wieczerz, a ukochana i droga dla
pana Michaa dziewczyna nie ukazywaa si w komnacie.
Wesza wreszcie Basia, ale sama, powana jaka i zaspiona, zbliya si
do stou i ogarniajc rczk wiec zwrcia si do pana Makowieckiego.
- Wujku! - rzeka - Krzysia troch niezdrowa i nie przyjdzie, ale prosi,
aby wujko cho pode drzwi podszed, eby go moga powita.
Pan Makowiecki wsta zaraz i wyszed, a Basia za nim.
Spospnia may rycerz okrutnie i rzek:
- Tegom si nie spodziewa, ebym panny Krzysi nie mia dzi ujrze.
Zali naprawd chora?
- E! zdrowa - odrzeka pani Makowiecka - ale ona teraz nie do ludzi.
- Czemu to?
- To jegomo pan Zagoba nie wspomina ci o jej intencji?
- O jakiej intencji, na rany boskie?!
- Ona do zakonu idzie...
Pan Micha pocz mruga oczyma, jak czowiek, ktry nie dosysza, co
do niego mwi, potem zmieni si na twarzy, wsta, usiad znowu; pot w
jednej chwili okry mu perami czoo, wic pocz je domi obciera.
W izbie nastao guche milczenie.
- Michale - ozwaa si pani stolnikowa.
A on patrzc bdnie to na ni, to na Zagob rzek wreszcie strasznym
gosem :
- Czy kltwa ciy nade mn?!
- Miej Boga w sercu! - zakrzykn Zagoba.
 Rozdzia XVIII 
Odgadli po owym wykrzyku Zagoba z pani Makowieck tajemnic
serca maego rycerza i gdy on, zerwawszy si nagle, opuci izb,
spogldali czas jaki na si w osupieniu i niepokoju, a na koniec pani
Makowiecka rzeka :
- Dla Boga! id wapan za nim, perswaduj, pociesz, a nie, to ja pjd.
- Nie czy tego wapani - odrzek Zagoba. - Nie adnego z nas, ale
Krzysi tam by potrzeba, co gdy nie moe by, lepiej go w samotnoci
ostawi, bo pociecha nie w por do wikszej jeszcze desperacji
doprowadza.
- To ju widz jako na doni, e on do Krzysi chcia. Patrze wapan
Wiedziaam, e lubi j bardzo i kompanii jej rad szuka, ale eby si tak
w niej zapamita, to mi nie przyszo do gowy.
- Musia tu z gotowym przedsiwziciem przyjecha, w ktrym
szczliwo swoj upatrywa, a tymczasem jakoby piorun w to strzeli.
- To czemu o tym nikomu nie wspomnia, ni mnie, ni wapanu, ani
Krzysi samej? Byaby moe dziewczyna nie uczynia lubu...
- Dziwna to jest rzecz - odrzek Zagoba - ze mn on przecie konfident i
ufa mojej gowie wicej jak swojej, a nie tylko mi nic o owym afekcie nie
wyzna, ale rzek mi nawet kiedy, e to jest amicycja, nic wicej.
- Zawsze on by skryty!
- To wapani, chociae siostra, chyba go nie znasz. Serce u niego, jak
oczy u karasia, na samym wierzchu. Nie spotkaem czeka szczerszego.
Ale przyznaj, e teraz postpi inaczej. Jeno czy wapani jeste pewna,
e on i z Krzysi nic nie mwi?
- Mocny Boe! Krzysia pani swej woli, bo mj m, jako opiekun, tak
jej powiedzia: "Byle czek by godny i krwi zacnej, moesz i na
substancj nie zwaa." Gdyby Micha by z ni przed wyjazdem mwi,
to by mu odpowiedziaa: tak! albo: nie! - i wiedziaby, czego si
spodziewa.
- Prawda, e to niespodzianie w niego uderzyo. Wapani dajesz swoje
biaogowskie racje wcale do rzeczy.
- Co tam racje! Tu radzi trzeba!
- Niech bierze Basi!
- Kiedy tamt wida woli... Ha! eby mi to cho do gowy przyszo!
- Szkoda, e wapani nie przyszo.
- Jake mnie miao przyj, gdy i takiemu Salomonowi jak wapan nie
przyszo?
- A skd wapani wiesz?
- Bo Ketlinga rai.
- Ja? Bg mi wiadek, nikogom nie rai. Mwiem, e si ma ku niej, bo
bya prawda; mwiem, e Ketling godny kawaler, bo bya i jest prawda;
ale swaty biaogowom zostawuj. Moja pani! to na mojej gowie p
Rzeczypospolitej spoczywa! Zali ja mam nawet czas myle o czym
innym jak de publicis. yki strawy nie mam oto czsto czasu do gby
wzi...
- Rad wapan teraz, na miosierdzie boe! Wszak naokoo sysz, e nie
masz gowy nad wapanow.
- Bez przestanku o tej mojej gowie gadaj. Mogliby da spokj. Co do
rady, s dwie: albo niech Micha Basi bierze, albo niech Krzysia intencj
odmieni. Intencja to nie lub!
Tu nadszed pan Makowiecki, ktremu ona powiedziaa zaraz wszystko.
Stropi si bardzo szlachcic, bo pana Michaa nadzwyczaj lubi i ceni, ale
na razie nic wymyli nie mg.
- Jeli Krzysia si zatnie - mwi trc czoo - to jak tu nawet tak rzecz
perswadowa?..
- Krzysia si zatnie! - odrzeka pani stolnikowa. - Krzysia zawsze bya
taka !
Na to stolnik:
- Co Michaowi byo w gowie, e si przed wyjazdem nie upewni? To
mogo si jeszcze gorzej zdarzy: mg kto inny przez ten czas serce
dziewki pozyska...
- To by do klasztoru wtenczas nie sza - odrzeka pani stolnikowa.-
Przecie wolna jest.
- Prawda ! - odrzek stolnik.
Ale Zagobie poczo ju w gowie wita. Gdyby sekret Krzysi i
Woodyjowskiego by mu znany, wszystko byoby mu od razu jasne, ale
bez tej znajomoci istotnie trudno byo cokolwiek zrozumie. Jednake
bystry dowcip pana Zagoby pocz przebija mg i odgadywa istotne
powody i intencji Krzysi, i rozpaczy Woodyjowskiego. Po chwili by ju
pewien, e Ketling tkwi w tym, co si stao. Przypuszczeniom jego brako
tylko pewnoci, postanowi wic pj do Michaa
i zbada go bliej. Po drodze ogarn go niepokj, bo tak sobie pomyla:
"Mojej w tym duo roboty. Chciaem zasyci miodu na Basine i Michaa
wesele, ale nie wiem, jelim - zamiast miodu - kwanego piwa nie
nawarzy, bo nu Micha do dawnego postanowienia wrci i idc ladem
Krzysi, habit wdzieje..."
Tu a zimno uczynio si panu Zagobie, wic przyspieszy kroku i po
chwili by w izbie pana Michaa.
May rycerz chodzi po komnacie jak zwierz dziki po klatce. Czoo mia
gronie namarszczone, oczy szklane - cierpia niezmiernie. Ujrzawszy
pana Zagob stan nagle przed nim i zaoywszy rce na piersiach,
zakrzykn:
- Powiedz mi wapan, co to wszystko znaczy?
- Michale! - odrzek Zagoba - pomyl, ile to dziewek co rok do
klasztorw wchodzi. Zwyczajna rzecz. S takie, ktre wbrew woli
rodzicielskiej id dufajc, e Pan Jezus bdzie po ich stronie, a c
dopiero taka, ktra jest wolna...
- Nie masz ju duej tajemnicy! - zawoa pan Micha. - Ona nie jest
wolna, bo mi afekt i rk przed odjazdem przyrzeka!
- Ha! - rzek Zagoba - tegom nie wiedzia.
- Tak jest! - powtrzy may rycerz.
- Moe tedy perswazji usucha?
- Nie dba ju o mnie! Nie chciaa mnie widzie! - zawoa z gbokim
alem Woodyjowski. - Jam tu dzie i noc dy, a ona ju mnie i widzie
nie chce! Com ja takiego uczyni! Jakie grzechy na mnie ci, e mnie
gniew boy ciga, e mn wiatr jakoby liciem zeschym enie? Jedna
umara, druga do klasztoru idzie, obie Bg mi sam odj, bom wida
przeklty, bo dla kadego jest zmiowanie, dla kadego aska, jeno nie dla
mnie!...
Pan Zagoba zadra w duszy, by may rycerz, alem uniesion, znw
bluni nie zacz jako niegdy po mierci Anusi Borzobohatej, wic by
myl jego w inn stron odwrci, ozwa si:
- Michale, nie wtp, e i nad tob jest miosierdzie, bo to grzech, a
przecie nie moesz tego wiedzie, co ci jutro czeka? Moe ta sama
Krzysia, wspomniawszy na twoje sieroctwo, jeszcze intencj odmieni i
sowo ci zdziery? Po wtre, suchaj mnie, Michale, zali i to nie pociecha,
e ci one gobie sam Bg, nasz Ojciec miosierny, zabiera, nie za m
po ziemi chodzcy? Sam powiedz, czyliby tak byo lepiej?
Na to may rycerz pocz straszliwie wsikami rusza, zgrzyt doby si z
jego zbw i zakrzykn przyduszonym i urywanym gosem:
- Gdyby to by czek ywy? - ha!... niechby si taki znalaz! wolabym !...
zostaaby pomsta...
- A tak zostaje modlitwa! - rzek Zagoba. - Suchaj mnie, stary
przyjacielu, bo lepszej rady nikt ci nie da... Moe te Bg zmieni jeszcze
wszystko na dobre. Ja sam... wiesz... innej ci yczyem, ale widzc twoj
bole, bolej razem z tob i razem z tob bd Boga prosi, by ci
pocieszy i serce tej nieuytej panny ku tobie znowu nakoni.
To rzekszy pan Zagoba pocz ociera zy; byy to za zy szczerej
przyjani i politowania. Gdyby to byo w mocy pana Zagoby, byby w tej
chwili odrobi wszystko, co dla usunicia Krzysi uczyni, i pierwszy rzuci
j w ramiona Woodyjowskiemu.
- Suchaj ! - rzek po chwili - rozmw si jeszcze z Krzysi, przedstaw jej
swj lament, swoj bole nieznon i niech ci Bg bogosawi. Chybaby
w niej byo serce z kamienia, gdyby nie miaa si nad tob ulitowa. Ale
dufam, e tego nie uczyni. Chwalebna to rzecz habit, ale nie z krzywdy
ludzkiej uszyty. Powiedz jej to. Obaczysz... Ej, Michale! dzi paczem, a
jutro moe bdziem na zrkowinach pili. Pewien jestem, e tak bdzie!
Pannisko si stsknio i dlatego jej habit do gowy przyszed. Pjdzie ona
do klasztoru, ale do takiego, w ktrym ty bdziesz na chrzciny dzwoni...
Moe te istotnie trocha sabuje, a nam o habicie gadaa dlatego jeno,
eby nam oczy zamydli. Przecie z jej gby tego nie syszae, a da Bg, i
nie usyszysz! Ha! umwilicie tajemnic, a ona nie chciaa jej zdradzi i
klimkiem w oczy! klimkiem w oczy! Jako ywo, nic to innego, jeno
niewiecia chytro!
Sowa pana Zagoby podziaay jak balsam na stroskane serce maego
rycerza; nadzieja wstpia we na nowo, oczy wezbray zami, i dugi
czas nic mwi nie mg; dopiero gdy zy pohamowa, rzuci si w
ramiona pana Zagoby i rzek:
- Bodaj si tacy przyjaciele na kamieniu rodzili! Czy aby tak bdzie, jak
wapan mwisz?
- Nieba bym ci przychyli! Bdzie tak! zali pamitasz, ebym kiedy
faszywie prorokowa, zali nie ufasz mojej eksperiencji i dowcipowi?...
- Bo wapan nie imainujesz sobie nawet, jak ja t pann miuj. Nie,
ebym o tamtej kochanej niebodze zapomnia, co dzie si za ni modl!
Ale i do tej tak serce przywaro jako huba do drzewa. Moje to kochanie!
Co ja si o tej niebodze tam w trawach namylaem, i rankiem, i
wieczorem, i w poudnie! W kocu tom ju do siebie gada pocz, ile e
konfidenta adnego nie miaem. Jak mi Bg miy, e gdy si ordyca
goni w burzanach przygodzio, tom ju w pdzie jeszcze o niej myla.
- Wierz. Mnie z paczu za jedn dziewk oko w modoci wypyno, a
jeli nie wypyno cakiem, to bielmem zaszo.
- Nie dziwuj si wapan; przyjedam, ledwie tchu mi staje, a tu
pierwsze sowo: klasztor. Ale przecie w perswazj ufam i w jej serce, i
sowo. Jak to wapan powiedziae? "Dobry habit..." ale z czego?
- Ale nie z krzywdy ludzkiej...
- Wybornie powiedziane! e to ja nigdy adnej maksymy nie mogem
uoy. W stanicy byaby rozrywka gotowa. Niepokj siedzi wci we
mnie, ale przecie otuch mi wapan wlae. Uoylimy z ni istotnie,
eby rzecz w tajemnicy zostaa, wic to suszne, e dziewka moga jeno
dla pozoru o habicie mwi... Jeszcze jakowe walne argumentum
wapan przytoczye, ale nie mog sobie przypomnie... Znacznie mi
ulyo.
- To chod do mnie albo tu ka gsiorek przynie. Po drodze si
przygodzi!...
Poszli i pili znacznie do pna.
Nazajutrz przybra pan Woodyjowski ciao w pikne suknie, a twarz w
powag, uzbroi si we wszystkie argumenta, ktre mu do gowy samemu
przyszy, i w te, ktre mu pan Zagoba podda, i tak uzbrojony zeszed do
jadalnej izby, gdzie wszyscy zwykle zgromadzali si na niadanie. Z caej
kompanii brako te tylko Krzysi, lecz i ona nie daa na si dugo czeka,
zaledwie bowiem may rycerz zdoa przekn dwie yki polewki, gdy
przez otwarte drzwi da si sysze szelest sukni i dziewczyna wesza do
pokoju.
Wesza bardzo prdko, raczej wpada. Policzki jej pony, powieki miaa
spuszczone, w twarzy pomieszanie, przymus i boja. Zbliywszy si do
Woodyjowskiego, podaa mu obie rce, ale nie podniosa na wcale
oczu, i gdy on pocz caowa z zapaem te rce, zblada zaraz bardzo,
przy tym nie zdobya si ani na jedno sowo powitania.
A jego serce przepenia wnet mio, niepokj i zachwycenie na widok
tej twarzy delikatnej a mienicej si jak cudowny obraz; na widok tej
postaci wysmukej a lubej, od ktrej bio jeszcze ciepo niedawnego snu;
wzruszyo go nawet jej pomieszanie i owa boja malujca si w obliczu.
"Kwiatuszku najdroszy! - pomyla sobie w duszy - czego si boisz?
To ja bym ycie i krew odda za ciebie..."
Ale nie powiedzia tego gono, tylko swoje spiczaste wsiki przyciska
tak dugo i silnie do jej rk atasowych, e a lady czerwone na nich
zostawi. Basia, patrzc na to wszystko, umylnie nagarna sobie pow
czupryn na oczy, by nikt wzruszenia jej nie dostrzeg, ale nikt na ni nie
zwraca w tej chwili uwagi; wszyscy spogldali na tamt par i nastao
kopotliwe milczenie.
Przerwa je pierwszy pan Micha.
- Noc mi w smutku i niepokoju zesza - rzek - bom wszystkich wczoraj
widzia prcz wapanny i takie mi okrutne wieci o niej powiedziano, e
mi do pakania wicej ni do snu byo.
Krzysia syszc tak otwart mow przyblada jeszcze mocniej, tak e
Woodyjowski przez chwil pomyla, i j omdlenie chwyci, wic rzek
popiesznie:
- Musimy si w tej materii rozmwi, ale teraz o nic nie bd wicej
pyta, eby si wapanna uspokoi i ochon moga. To ja nie aden
barbarus ani wilk jestem, a Bg widzi, ile mam yczliwoci dla
wapanny.
- Dzikuj! - szepna Krzysia.
Pan Zagoba, stolnik i jego ona poczli bezprzestannie zamienia ze sob
spojrzenia, jakby zachcajc si wzajemnie do poczcia zwykej
rozmowy, ale dugo adne nie mogo si jako na to odway, dopiero
pierwszy pan Zagoba zacz.
- Trzeba - rzek zwracajc si do przybyych - ebymy pojechali dzi do
miasta. Wre ju tam przed elekcj jak w ukropie, bo kady swego
kandydata zaleca. Po drodze powiem waszmociom, komu, moim
zdaniem, powinnimy da kresk. Nikt si nie ozwa, wic pan Zagoba
potoczy osowiaym okiem naokoo, wreszcie zwrci si do Basi :
- A ty, chrzszczu, pojedziesz z nami?
- Pojad choby na Ru! - odrzeka szorstko Basia.
I znw nastao milczenie. Na takich prbach klejenia rozmw, ktre nie
chciay si klei, przeszo cae niadanie.
Na koniec uczestnicy wstali.
Wwczas Woodyjowski zbliy si natychmiast do Krzysi i rzek:
- Musz z wapann sam na sam pomwi.
Po czym poda jej rami i wyprowadzi j do przylegej izby, do tej
samej, ktra bya wiadkiem pierwszego ich pocaunku.
Posadziwszy Krzysi na sofie, sam siad przy niej i pocz gaska j
doni po wosach, jakoby gaska mae dziecko.
- Krzysiu! - ozwa si wreszcie agodnym gosem. - Zali ci konfuzja
przesza? Moesze mi spokojnie i przytomnie odpowiada?
Jej konfuzja przesza, a prcz tego wzruszya j jego dobro, wic po raz
pierwszy podniosa na niego na chwil oczy:
- Mog - odrzeka cicho.
- Zali prawda, e ty si ofiarowaa do zakonu?
Na to Krzysia zoya rce i pocza szepta bagalnie:
- Nie bierz mi tego wapan za ze, nie przeklinaj mnie, ale tak!
- Krzysiu ! - rzek Woodyjowski - godzi to si depta po szczliwoci
ludzkiej, jako ty po mojej depcesz? Gdzie twoje sowo, gdzie nasza
umowa? Ja z Bogiem wojny prowadzi nie mog, ale to ci naprzd
powiem, co pan Zagoba wczoraj do mnie powiedzia, e habit nie
powinien by z krzywdy ludzkiej zszywany. Krzywd moj chway boej
nie pomnoysz, bo Pan Bg nad caym wiatem krluje; jego s narody
wszelkie, jego ldy i morza, i rzeki, i ptactwo powietrzne, i zwierz leny, i
soca, i gwiazdy; on ma wszystko, co ci tylko na myl przyj moe, i
jeszcze wicej, a ja jeno ciebie jedn, kochan i drog; ty moje
szczcie, ty moje mienie cae. I czyli ty moesz przypuci, e Pan Bg
potrzebuje, on, taki bogacz, jedyny skarb ubogiemu onierzowi
wydziera?... e on w dobroci swojej si na to zgodzi,
e si uraduje, nie obrazi?... Patrze, co mu dajesz - siebie? Ale ty moja,
bo mi sama przyrzeka, wic cudze mu dajesz, nie wasne; dajesz mu
moje pakanie, moj bole, moe mier moj. Masze do tego prawo?
Rozwa to w sercu i w umyle, w kocu spytaj sumienia wasnego... Bo
ebym ci by obrazi, ebym si w kochaniu sprzeniewierzy, ebym ci
zapomnia, ebym si win jakowych i zbrodni dopuci - ha! nie mwi,
nie mwi! Alem ja pojecha do ordy nasuchiwa, grasantw
podchodzi, ojczynie krwi, zdrowiem i wczasem suy, a ciebiem
kocha, o tobiem po dniach caych i nocach przemyliwa i jako jele do
wd, jako ptak do powietrza, jako dziecko do matki i jak rodzic do
dziecka, takem do ciebie tskni!... I za to wszystko takie mi powitanie,
tak mi nagrod zgotowaa?... Krzysiu najmilsza, mj przyjacielu, moje
kochanie wybrane, powiedz mi, skd si to
wzio? Wymie mi swoje racje rwnie szczerze, rwnie otwarcie, jak ja
ci swoje racje i swoje prawa przytaczam; dochowaj mi wiary, nie
ostawiaj mnie samego jeno z nieszczciem. Sama mi daa prawo - nie
czy mnie banitem!...
Nie wiedzia nieszczsny pan Micha, e jest prawo wiksze i starsze od
wszelkich ludzkich, na mocy ktrego serce za mioci tylko i musi i
idzie, a ktre kocha przestaje, to ju tym samym najgbszego
wiaroomstwa si dopuszcza, cho czsto tak niewinnie, jak niewinnie
ganie lampa, w ktrej si olej wypali.
Wic nie wiedzc o tym Woodyjowski za kolana Krzysi obj i prosi, i
baga, a ona odpowiadaa mu tylko potokami ez, bo wanie ju sercem
odpowiedzie nie moga.
- Krzysiu - rzek wreszcie, wstajc, rycerz - we zach twoich szczliwo
moja uton moe, a ja ci nie o to, jeno o ratunek prosz!
- Nie pytaj mnie wapan o racje! - odrzeka kajc Krzysia - nie pytaj o
przyczyny, bo to ju tak by musi i inaczej by nie moe. Nie wartam
takiego, jak wapan, czowieka i nigdy nie byam warta... Wiem, jak
wapanu krzywd czyni, i to mnie boli tak okrutnie, e ot! rady da
sobie nie mog!... Ja wiem, e to krzywda... O Boe wielki, serce si
kraje! Wybacz wapan, nie opuszczaj mnie w gniewie, odpu, nie
przeklinaj!
To rzekszy Krzysia rzucia si przed Woodyjowskim na kolana.
- Wiem, e ci krzywdz, ale aski wapanowej i zmiowania prosz!
Tu ciemna gwka Krzysi schylia si a do podogi. Woodyjowski
podnis w jednej chwili przemoc biedn paczk i posadzi j na powrt
na sofie, sam za pocz chodzi jak bdny po komnacie. Czasami stawa
nagle i pici do skroni przykada, to znw chodzi, na koniec stan
przed Krzysi.
- Zostawe sobie czas, a mnie jakow nadziej - rzek. - Pomyl; e i ja
nie z kamienia. Czemu mi rozpalone elazo bez adnej litoci
przykadasz? To chobym nie wiem jak by cierpliwy, przecie gdy skra
zasyczy, to i mnie bole przejmie... Ja nie umiem nawet powiedzie,
jak mi boleno... Dalibg, nie umiem!... Prostak, widzisz, jestem i lata w
wojnie zeszy... O dla Boga! O Jezu miy! W tej samej izbie my si
kochali! Krzychna! Krzychna! Mylaem, e po wiek bdziesz moja, a
teraz nic, nic! Co si z tob stao? Kto ci serce odmieni? Krzysiu, toe
ja ten sam!... I tego nie wiesz, e dla mnie to gorszy cios ni dla innego,
bom ja ju jedno kochanie straci. Jezu, co ja jej powiem, eby jej serce
poruszy?... Czek si tylko mczy, i tyle. Ostawe mi cho nadziej! Nie
odbieraj wszystkiego od razu!...
Krzysia nie odrzeka nic, tylko kanie wstrzsao ni coraz wiksze, may
rycerz za sta przed ni hamujc z pocztku al, a potem gniew straszny
i dopiero gdy go w sobie zama, powtrzy:
- Ostawe mi cho nadziej! Syszysz?
- Nie mog, nie mog! - odpowiedziaa Krzysia.
Na to pan Woodyjowski poszed do okna i gow do zimnej szyby
przyoy. Dugi czas sta tak bez ruchu, na koniec odwrci si i
postpiwszy par krokw ku Krzysi rzek bardzo cicho:
- Bd wapanna zdrowa! Nic tu po mnie. Oby ci byo dobrze, jako mnie
bdzie le! Wiedz o tym, e ci usty zaraz odpuszczam, a jak Bg da, to ci
i sercem odpuszcz... Miej jeno wicej miosierdzia nad mk ludzk i
drugi raz nie przyrzekaj. Nie ma co gada, nie wynosz szczcia z tych
progw!... Bd zdrowa !
To rzekszy ruszy wsikami, skoni si i wyszed. W przylegej komnacie
zasta oboje stolnikostwo i Zagob, ktrzy porwali si zaraz, jakby chcc
wypytywa, ale on tylko rk machn.
- Na nic wszystko! - rzek. - Ostawcie mnie w spokoju!...
Z tej komnaty wski korytarzyk prowadzi do jego izby; w korytarzyku
owym, przy schodach do panieskiej kwatery, Basia zastpia maemu
rycerzowi drog.
- Niech wapana Bg pocieszy i odmieni Krzysine serce! - zawoaa
drgajcym od ez gosem.
On przeszed mimo, nawet nie spojrzawszy na ni, nie powiedziawszy ni
sowa. Nagle porwa go gniew szalony, gorycz wezbraa w piersi, wic
zawrci si i stan przed niewinn Basi ze zmienion i pen
szyderstwa twarz.
- Przyrzecz wapanna Ketlingowi rk - rzek chrapliwie - rozkochaj go,
a potem podepcz, rozedrzyj mu serce i id do klasztoru!
- Panie Michale! - zawoaa ze zdumieniem Basia.
- Wygd sobie, zakosztuj pocaowa, a potem id pokutowa!... Bodaj
was zabito!...
Tego byo ju Basi zanadto. Bg jeden wiedzia, ile byo zaparcia si
siebie w tym yczeniu, jakie Woodyjowskiemu wypowiedziaa, by Bg
odmieni Krzysine serce - i za to spotykao j niesuszne posdzenie,
szyderstwo, obelga w chwili wanie, w ktrej byaby oddaa krew, by
pocieszy niewdzicznika.
Wic wzburzya si w niej natychmiast prdka jak pomie duszka,
policzki zapaay, rozdy si rowe nozdrza i bez chwili namysu
zawoaa potrzsajc pow czupryn:
- Wiedz wapan, e dla Ketlinga nie ja id do klasztoru!
To rzekszy skoczya na schody i znika sprzed oczu rycerza. A on stan
jak sup kamienny, potem zacz wodzi rkoma po twarzy i przeciera
sobie oczy na ksztat czowieka, ktry si budzi ze snu. Wtem zabieg
krwi, chwyci si za szabl i zakrzykn strasznym gosem :
- Gorze zdrajcy!
I w kwadrans pniej pdzi do Warszawy, a wiatr wy mu w uszach, a
grudki ziemi leciay stadem spod kopyt jego konia.
 Rozdzia XIX 
Ujrzeli go odjedajcego stolnikostwo, a take pan Zagoba, i niepokj
ogarn wszystkie serca, wic pytali si wzajemnie oczyma, co si stao i
dokd jedzie?
- Boe wielki ! - zawoaa pani stolnikowa - jeszcze gdzie na Dzikie Pola
ruszy i nie ujrz go wicej w yciu!
- Albo w klasztorze za przykadem tamtej banicy si zamknie! - rzek
zdesperowany pan Zagoba.
- Tu trzeba radzi! - doda stolnik.
Wtem otworzyy si drzwi i do pokoju wpada jak wicher Basia,
wzburzona, blada i zatkawszy oczy palcami, tupic zarazem na rodku
izby jak mae dziecko zacza piszcze:
- Rety! ratujcie! Pan Micha pojecha zabi Ketlinga! Kto w Boga wierzy,
niech leci za nim hamowa! Rety! rety!...
- Co ci jest, dziewczyno? - zawoa chwytajc jej rce Zagoba.
- Rety! Pan Micha zabije Ketlinga! Przeze mnie krew si poleje, a
Krzysia umrze, wszystko przeze mnie!
- Gadaj! - krzykn potrzsajc ni Zagoba. - Skd wiesz? Dlaczego
przez ciebie?
- Bom mu w zoci powiedziaa, e oni si miuj, e Krzysia dla Ketlinga
idzie za krat. Kto w Boga wierzy, niech leci, hamuje! Jed wapan co
prdzej, jedcie wszyscy, jedmy wszyscy!
Pan Zagoba, nieprzywyky czasu w takich wypadkach traci, wypad na
podwrzec i natychmiast kaza zaprzga do karabona.
Pani stolnikowa chciaa wypytywa Basi o zdumiewajc nowin, ani
si bowiem dotychczas domylaa jakichkolwiek midzy Krzysi i
Ketlingiem afektw, lecz Basia wypada za panem Zagob, aby nad
zaprzganiem czuwa, pomagaa wyprowadza konie, zakada je do
dyszla, na koniec zajechaa na kole z go gow przed ganek, na ktrym
dwaj mowie, ju przybrani, czekali.
- Wya - rzek do niej Zagoba.
- Nie wylaz!
- Wya! mwi ci!
- Nie wylaz! Siadajcie, macie siada, a nie, to sama pojad!
To mwic zebraa lejce, a oni widzc, e upr dziewczyny znaczn
mgby spowodowa mitrg, przestali j wzywa, by zlaza.
Tymczasem nadbieg z biczem czeladnik, a pani stolnikowa zdoaa
jeszcze wynie Basi szubk i kopaczek, bo dzie by chodny. Po czym
ruszyli.
Basia pozostaa na kole; pan Zagoba pragnc si z ni rozmwi,
wzywa j, by si przesiada na przednie siedzenie, ale i tego nie chciaa
uczyni, moe ze strachu, by jej nie ajano; wic musia wypytywa z
daleka, a ona odpowiadaa mu nie odwracajc gowy.
- Skd ty wiesz - rzek - o tym, co o tamtych dwojgu Michaowi
powiedziaa?
- Ja wszystko wiem !
- Czy Krzysia powiedziaa ci cokolwiek?
- Krzysia nic mi nie mwia.
- To moe Szkot?
- Nie, ale ja wiem, e on dlatego do Anglii wyjeda. Wszystkich
wywid w pole prcz mnie.
- Zadziwiajca rzecz! - rzek Zagoba.
A Basia:
- Wapana to robota; nie trzeba ich byo ku sobie popycha.
- Cicho tam sied i nie wtrcaj si w nie swoje rzeczy! - odpar Zagoba,
ktrego ubodo to najwicej, e przy stolniku latyczowskim spotkaa go ta
wymwka.
Wic po chwili jeszcze doda:
- Ja popychaem kogo !.ja raiem? Ot, to! lubi takie supozycje!
- Aha? moe nie? - odrzeka dziewczyna.
I dalej jechali w milczeniu.
Pan Zagoba nie mg jednak opdzi si myli, e Basia ma suszno i
e wszystkiemu, co zaszo, on winien jest w znacznej czci. Myl ta
gryza go niepomau, a e i karabon trzs przy tym okrutnie, wic stary
szlachcic wpad w jak najgorszy humor i nie szczdzi sam sobie
wyrzutw.
"Suszna by bya rzecz - myla - gdyby Woodyjowski z Ketlingiem uszy
obcili mi na wspk. eni kogo wbrew woli to to samo, co by mu
kaza na koniu twarz do ogona jedzi. Ma racj ta mucha! Jeli si
tamci pobij, krew Ketlingowa spadnie na mnie. O, tom si na staro w
praktyki wda! Tfu, do licha! Jeszcze mnie w ostatku mao w pole nie
wywiedli, bom si ledwie domyla, czemu Ketling chce za morze, a
tamta kawka do klasztoru, tymczasem hajduczek wszystko, jak si
pokazuje, od dawna spenetrowa..."
Tu zamyli si pan Zagoba, po chwili za mrukn:
- Szelma, nie dziewczyna! Micha od raka oczu poyczy, eby tak dla
tamtej kuky spostponowa!
Tymczasem dojechali do miasta, ale tu dopiero zaczy si trudnoci, bo
adne z nich nie wiedziao, ani gdzie mieszka obecnie Ketling, ani te
dokd mg uda si Woodyjowski, szuka za w takim tumie ludzi byo
to szuka ziarna w korcu maku.
Naprzd wic udali si na dwr hetmana wielkiego. Tam powiedziano im,
e Ketling wanie tego ranka ma wyjecha w zamorsk podr.
Woodyjowski za by rozpytujc si o niego, ale gdzie si uda, nikt nie
wiedzia.
Przypuszczano, e moe do chorgwi stojcych w polu za miastem. Pan
Zagoba kaza nawrci ku obozowi, ale i tam nie mona byo zapa
jzyka. Objechali jeszcze wszystkie gospody przy ulicy Dugiej, byli na
Pradze, wszystko na prno.
Tymczasem zapada noc, a e o gospodzie nie byo co i myle, musieli
wraca do domu.
Wracali w strapieniu, Basia popakiwaa troch, pobony stolnik
odmawia pacierze, Zagoba naprawd by niespokojny. Prbowa jednak
pocieszy siebie i kompani.
- Ha ! kopoczemy si - rzek - a tam Micha moe ju w domu?
- Albo usieczon! - rzeka Basia.
I pocza wi si na bryce powtarzajc ze zami:
- Uci mi jzyk! moja wina! moja wina! O Jezu! ja chyba zwariuj!
A Zagoba :
- Cichaj, dziewczyno! nie twoja wina! I to wiedz, e jeli kto usieczon, to
nie Micha!
- Mnie i tamtego al! Pikniemy mu zapacili za gocinno, nie ma co
mwi. Boe! Boe!
- Prawda by bya ! - dorzuci pan Makowiecki.
- Dajcie, do licha, spokj ! Ketling pewnie ju tam bliej Prus ni
Warszawy. Przecieecie syszeli, e wyjecha. Mam te w Bogu
nadziej, e choby si i spotkali z Woodyjowskim, wspomn na star
przyja, na odbywane razem suby. To oni strzemi w strzemi
jedzili, sypiali na jednej kulbace, razem chodzili na podjazdy, w jednej
krwi maczali rce. W caym wojsku amicycja ich tak bya sawna, e
Ketlinga z uwagi na jego gadko nazywali on Woodyjowskiego.
Niepodobiestwo, eby im to na myl nie przyszo, gdy si ujrz!
- Czasem to jednak i tak bywa - rzek roztropny stolnik - e wanie
najwiksza przyja w najwiksz zawzito si przeradza. Tak w
moich stronach pan Deyma usiek pana Ubysza, z ktrym dwadziecia lat
w najwikszej y konkordii. Mog waszmoci szczegowie ten
nieszczliwy przypadek opowiedzie.
- eby myl bya swobodniejsza, chtnie bym posucha, tak samo jak rad
sucham jejmoci dobrodziejki, waszmocinej maonki, ktra take ma
zwyczaj dokumentnie opowiada, nie odkadajc genealogii na stron; ale
mi to w gowie utkwio, co wa o przyjani i zawzitoci rzek. Niech
Bg broni, niech Bg broni, by i teraz tak by miao!
Stolnik na to:
- Jeden zwa si pan Deyma, drugi pan Ubysz! Obaj godni ludzie i
komilitoni...
- Oj! oj! oj! - rzek ponuro pan Zagoba. - Ufajmy w miosierdziu boym,
e teraz tak nie bdzie, ale jeli si zdarzy, to w takim razie Ketling trup!
- Nieszczcie! - rzek po chwili milczenia stolnik. - Tak! tak! Deyma
i Ubysz! Jak dzi pamitam! A szo take o biaogow.
- Wiecznie te biaogowy! Pierwsza lepsza kawka takiego ci piwa
nawarzy, e kto wypije, temu po nim bdzie niestrawno - mrukn
Zagoba.
- Wapan na Krzysi nie napadaj! - zawoaa nagle Basia.
Na to Zagoba:
- Bogdaj si by Micha w tobie zakocha, nie byoby tego wszystkiego...
Tak rozmawiajc dojechali do domu. Serca zabiy im na widok wiata w
oknach, bo pomyleli, e moe Woodyjowski ju wrci.
Tymczasem przyja ich sama pani stolnikowa niespokojna bardzo i
stroskana. Dowiedziawszy si, e wszelkie poszukiwania na nic si nie
przyday, zalaa si rzewnymi zami i pocza wyrzeka, e brata ju
wicej nie obaczy; Basia zawtrowaa jej zaraz w lamentach, rwnie
Zagoba nie mg sobie da rady ze strapienia.
- Pojad jeszcze jutro do dnia, ale sam - rzek - moe si czego o nich
dowiem.
- Bdziem szuka lepiej we dwch - wtrci stolnik.
- Nie! waszmo zosta przy niewiastach. Jeli Ketling yw, dam wam
zna.
- Dla Boga! To my w domu tego czowieka mieszkamy! - rzek znw
stolnik. - Jutro trzeba bdzie jakkolwiek gospod znale, a niechby i
namioty w polu rozbi, byle tu duej nie mieszka!
- Czekajcie wieci ode mnie, bo si znw pogubimy! - rzek Zagoba.-
Jeli Ketling usieczon...
- Ciszej wa mw, na rany boskie! - zawoaa stolnikowa - bo suba co
usyszy i jeszcze Krzysi doniesie, a ona i tak ledwie ywa.
- Pjd do niej - rzeka Basia.
I skoczya na gr. Tamci zostali w trosce i bojani. Nikt nie spa w
caym domu. Myl, e Ketling moe ju jest trupem, strachem napeniaa
ich serca. W dodatku noc uczynia si duszna, ciemna, grzmoty poczy
hucze i przewala si po niebie, a pniej jaskrawe byskawice
rozdzieray co chwila ciemno. O pnocy pierwsza tej wiosny burza
rozszalaa si nad ziemi. Pobudzia si nawet suba. Krzysia i Basia
zeszy z panieskiej izby do jadalnej komnaty. Tam cae towarzystwo
poczo odprawia modlitwy i potem siedziao w milczeniu, powtarzajc
chrem, wedle zwyczaju, za kadym uderzeniem pioruna: "A sowo stao
si ciaem!"
W powistach wichru sycha byo czasami co jakby ttent, a wwczas
zgroza i przestrach podnosiy wosy na gowie Basi, stolnikowej i obu
starszych mw, bo im s zdawao, e lada chwila drzwi si otworz i
wejdzie Woodyjowski umazany w krwi Ketlingowej.
agodny zwykle i zacny pan Micha pierwszy raz w yciu zaciy jak
kamie na sercach ludzkich tak, e sama myl o nim napeniaa je
przeraeniem.
Noc jednak zesza bez wieci o maym rycerzu. witaniem, gdy burza
uspokoia si nieco, pan Zagoba ruszy po raz drugi do miasta.
Cay ten dzie by dniem ciszego jeszcze niepokoju. Basia a do
wieczora przesiadywaa w oknie lub przed bram, spogldajc na drog,
ktr pan Zagoba mg nadjecha.
Tymczasem czelad z rozkazu pana stolnika pakowaa z wolna uby do
drogi.
Krzysia zajta bya pilnowaniem owej roboty, gdy tym sposobem moga
si trzyma opodal obojga pastwa Makowieckich i pana Zagoby.
Jakkolwiek bowiem pani stolnikowa nie wspomniaa przy niej dotd ani
jednym sowem o bracie, jednake samo to milczenie przekonywao
Krzysi, e i mio pana Michaa dla niej, i dawniejsze tajemne ich
ukady, i wiea jej odmowa na jaw wyszy. A wobec tego trudno byo
przypuszcza, aby ci ludzie, Woodyjowskiemu najblisi, nie mieli do niej
alu i urazy.
Biedna Krzysia czua, e tak by musi, e tak jest, e odsuny si od niej
te kochajce dotychczas serca, wic i sama wolaa cierpie na uboczu.
Pod wieczr uby byy gotowe, tak e od biedy mona byo tego samego
dnia wyruszy. Ale pan Makowiecki czeka jeszcze wieci od Zagoby.
Podano wreszcie wieczerz, ktrej nikt je nie chcia, i wieczr pocz
si wlec ciko, nieznonie, a tak gucho, jak gdyby wszyscy
nasuchiwali, co zegar szepce.
- Przejdmy do bawialni - rzek wreszcie stolnik. - Niepodobna ju tu
wytrzyma. Przeszli i siedli, ale nim zdoa ktokolwiek pierwsze sowo
przemwi, za oknem poczy si odzywa psy.
- Jedzie kto! - zawoaa Basia.
- Psy naszczekuj jak na swego! - zauwaya pani stolnikowa.
- Cicho no! - rzek stolnik. - Sycha turkot!...
- Cicho! - powtrzya Basia. - Tak, sycha coraz lepiej... to pan Zagoba.
Basia i stolnik porwali si na rwne nogi i wybiegli; stolnikowej poczo
bi serce, ale zostaa z Krzysi, aby zbytnim popiechem nie zdradzi, e
pan Zagoba jakie zbyt wane nowiny przywozi.
Tymczasem turkot rozleg si tu pod oknami, a potem usta nagle. Jakie
gosy day si sysze w sieni i po chwili do komnaty wpada jak huragan
Basia z tak zmienion twarz, jak gdyby ujrzaa widmo.
- Basiu, co to? kto to? - spytaa z przeraeniem pani Makowiecka.
Lecz nim Basia zdya zapa oddech i odpowiedzie, drzwi otwary si i
weszli przez nie naprzd stolnik, potem Woodyjowski, na koniec
Ketling.
 Rozdzia XX 
Ketling by tak zmieszany, e ledwie zdoa skoni si nisko paniom, po
czym stan nieruchomie, z kapeluszem przy piersiach, z przymknitymi
oczyma, podobny do cudownego obrazu; Woodyjowski za ucisn po
drodze siostr i zbliy si do Krzysi. Twarz dziewczyny bya biaa jak
ptno, a lekki meszek nad jej ustami
wyda si ciemniejszy ni zwykle; pier jej wznosia si i opadaa
gwatnie, lecz Woodyjowski wzi agodnie jej rk i do ust przycisn;
po czym rusza czas jaki wsikami, jakby zbierajc myli, na koniec
ozwa si z wielkim smutkiem, ale i z wielkim spokojem:
- Moja mocia panno albo lepiej: moja Krzysiu kochana! Wysuchaj mnie
bez trwogi, bom te nie jakowy Scyta ani Tatarzyn, ani dzik, jeno
przyjaciel, ktry chocia sam nie bardzo szczliwy, przecie twojego
szczcia pragnie. Ju si wszystko wydao, e wy si z Ketlingiem
miujecie. Panna Basia mi to gniewie susznym w oczy rzucia, ja si za
nie wypieram, em wypad z tego domu w furii i leciaem szuka pomsty
nad Ketlingiem... Kto wszystko utraci, tym atwie zemsta targnie, a ja,
jak mi Bg miy, tak ci okrutnie kochaem i nie tylko jako kawaler
pann... Bo gdybym ju by onaty i gdyby mnie Pan Bg chopyszka
jedynego da albo dziewczyn, a potem zabra, to bym te ich tak moe
nie aowa, jakom ciebie aowa...
Tu zbrako na chwil gosu panu Michaowi, ale wnet si pohamowa i
ruszywszy kilkakro wsikami, tak dalej mwi:
- No, al alem, a rady nie ma. e ci Ketling pokocha, nie dziwota !
Kto by ci nie pokocha?! A e ty jego pokochaa, to taki ju mj los, ale
dziwi si take nie ma czemu, bo gdzie mnie tam do Ketlinga! W polu,
niech on sam powie, przeciem nie gorszy; wszelako to co innego, a to co
innego!... Pan Bg jednego ozdobi, drugiemu uj, ale zastanowieniem
nagrodzi. Tak i mnie, jak tylko wiatr w drodze obwia, a pierwsza furia
mina, zaraz sumienie rzeko: za co ich bdziesz kara? za co rozlejesz t
krew przyjacielsk? Pokochali si, to wola boska. Najstarsi ludzie mwi,
e przeciw sercu i hetmaski rozkaz na nic. Wola boska, e si pokochali,
ale e nie zdradzili, to ich poczciwo... eby cho Ketling by wiedzia,
e mi przyrzeka, moe bym mu zakrzykn: "gas !" - ale on i tego nie
wiedzia. Co winien? - nic. A ty co winna? - nic! On chcia wyjecha, ty
chciaa do Boga... Dola moja winna, nikt wicej, bo to ju wida palec
boy w tym, bym ja w sieroctwie
pozosta... No, zmogem si! zmogem!..
Pan Micha znw urwa i pocz oddycha szybko jak czek, co po
dugim nurkowaniu z wody na powietrze wychyn, po czym wzi
Krzysi rk.
- Tak miowa - rzek - eby dla siebie wszystkiego chcie, nie sztuka.
Trojgu nam si serce rozdziera - pomylaem - nieche lepiej jedno
przycierpi, a tamtym pociech sprawi. Daj ci Boe, Krzysiu, szczcie z
Ketlingiem... Amen... daj ci Boe, Krzysiu, szczcie z Ketlingiem!...
Mnie trocha boli, ale to nic... Daj ci Boe... Dalibg, to nic!... Zmogem
si!...
Mwi onierzysko: "nic!", a przecie a zby cisn i sycze pocz, a z
drugiego koca izby ozwao si wycie Basi.
- Ketling, bywaj bracie! - krzykn Woodyjowski.
Ketling zbliy si, klkn, otworzy rce i w milczeniu, w najwikszej
czci i mioci obj kolana Krzysi.
A Woodyjowski pocz mwi przerywanym gosem :
- cinij mu gow! Nacierpiao si chopisko te... Boe wam
bogosaw!... Nie pjdziesz do klasztoru... Wol, e mnie bdziecie
bogosawi, ni ebycie mieli przeklina... Pan Bg nade mn, cho mi
teraz ciko...
Basia, nie mogc wytrzyma duej, wypada z izby, co spostrzegszy pan
Woodyjowski zwrci si do stolnika i siostry:
- Idcie do drugiej izby - rzek- a ich ostawcie... Ja sobie te pjd gdzie
indziej, bo trocha sobie przyklkn i Panu Jezusowi si polec...
I wyszed.
W p korytarzyka spotka przy schodach Basi, w tym samym miejscu,
w ktrym uniesiona gniewem, zdradzia tajemnic Krzysi i Ketlinga. Ale
teraz Basia staa oparta o mur zanoszc si od paczu.
Rozczuli si na ten widok pan Micha nad wasnym losem; wstrzymywa
si dotd, jak mg, ale w tej chwili pky tamy alu i zy potokiem
popyny mu z oczu.
- Czego wapanna paczesz? - zawoa aonie.
Basia podniosa gwk i wtykajc jak dziecko to jedn, to drug pistk
w oczy, zanoszc si i chwytajc w otwarte usta powietrze odpowiedziaa
mu ze kaniem:
- Tak mi al!... O dla Boga! o Jezu!... Pan Micha taki zacny, taki
poczciwy!... O dla Boga!..
Wwczas on schwyci jej rce i pocz caowa z wdzicznoci i
rozrzewnienia.
- Bg ci zapa! Bg ci zapa za serce! - rzek. - Cicho, nie pacz!
Lecz Basia tym bardziej pocza ka i zanosi si. Kada yka trzsa si
w niej z alu, ustami pocza chwyta coraz spieszniej powietrze, na
koniec, tupic nkami z uniesienia, ja woa tak gono, a rozlegao
si po caym korytarzu :
- Gupia Krzysia! ja bym wolaa jednego pana Michaa ni dziesiciu
Ketlingw! Ja pana Michaa kocham z caej siy... lepiej ni ciotk,
lepiej... ni wujka... lepiej ni Krzysi!...
- Dla Boga! Basiu! - zawoa may rycerz.
I chcc pohamowa jej uniesienie chwyci j w objcia, a ona przytulia
si z caej siy do jego piersi, tak e uczu jej serce bijce jak w
zmczonym ptaku, wic obj j jeszcze krzepciej i tak trwali.
Nastao dugie milczenie.
- Basiu ! zechcesze ty mnie? - ozwa si may rycerz.
- Tak! tak! tak! - odpowiedziaa Basia.
Na t odpowied i jego z kolei chwycio uniesienie, przycisn usta do jej
ranych dziewiczych ustek i znw tak trwali.
Tymczasem zaturkotaa bryczka i pan Zagoba wpad do sieni, nastpnie
do jadalnej izby, w ktrej siedzieli stolnik z on.
- Nie ma Michaa ! - krzykn jednym tchem. - Szukaem wszdzie ! Pan
Krzycki mwi, e widzia ich z Ketlingiem! Pewno si bili!
- Micha jest - odpowiedziaa pani stolnikowa - przywiz Ketlinga i odda
mu Krzysi!
Sup soli, w ktry ona Lota zostaa zamieniona, pewnie mniej osupia
mia min ni w tej chwili pan Zagoba. Czas jaki trwao zupene
milczenie, po czym stary szlachcic przetar oczy i spyta:
- H?
- Krzysia z Ketlingiem tu obok siedz, a Micha poszed si modli-
odrzek stolnik.
Pan Zagoba wszed bez chwili wahania si do izby i cho ju wiedzia o
wszystkim, zdumia si powtrnie, widzc Ketlinga i Krzysi siedzcych
czoem w czoo. Oni zerwali si, zmieszani bardzo i nie umiejcy sowa
przemwi, zwaszcza e za panem Zagob weszli i stolnikostwo.
- ycia nie starczy na wdziczno Michaowi! - rzek wreszcie Ketling.
- Jego to dzieo szczcie nasze !
- Szcz wam Boe! - rzek stolnik. - Michaowi nie bdziem si
przeciwi!
Krzysia osuna si w objcia pani stolnikowej i poczy paka obie. Pan
Zagoba by jakby oguszony. Ketling pochyli si do kolan stolnikowych
jak yn do ojcowskich, w za podnis go i - wida z nawau myli albo
konfuzji - rzek:
- A pana Ubysza pan Deyma usiek! Michaowi dzikuj, nie mnie!
Po chwili za spyta:
- ono, jak to byo owej biaogowie na przezwisko?
Lecz pani stolnikowa nie miaa czasu na odpowied, bo w tej chwili
wbiega asia, bardziej zadyszana ni zwykle, bardziej rowa ni zwykle,
z czupryn padnit na oczy bardziej ni zwykle, przyskoczya do
Ketlinga i Krzysi podsuwajc palec to jednemu, to drugiemu do oczu,
pocza woa:
- Aha! dobrze! wzdychajcie, kochajcie si! ecie! Mylicie, e pan
Micha am zostanie na wiecie?! Ot nie, bo ja si za niego machn, bo
go ocham i sama mu to powiedziaam. Pierwsza mu to powiedziaam, a
on pyta, czy go chc, a ja mu powiedziaam, e go wol od dziesiciu
innych, o go kocham i bd najlepsz on, i nie odstpi go nigdy, i
bdziem azem wojowali. Ja go z dawna kochaam, chociaem nie mwia
nic, bo on ajzacniejszy i najlepszy, i kochany... A teraz si sobie ecie, a
ja si za pana Michaa machn choby jutro... bo...
Tu zbrako tchu Basi.
Spogldali na ni wszyscy nie rozumiejc, czy oszalaa, czy te prawd
mwi; nastpnie zaczli spoglda na siebie, a wtem we drzwiach ukaza
si za Basi Woodyjowski.
- Michale! - spyta stolnik, gdy przytomno gos mu wrcia - zali to
prawda, co my syszym?
Na to may rycerz z powag wielk:
- Bg cud uczyni i to jest moja pociecha, moje kochanie, mj skarb
najwikszy!
Po tych sowach skoczya znw Basia ku niemu jak sarna.
Tymczasem maska zdumienia opada z twarzy pana Zagoby, a natomiast
biaa broda pocza mu si trz, otworzy szeroko ramiona i rzek:
- Dalibg, rykn!... hajduczku, Michale, pjdcie tu!...
 Rozdzia XXI 
On j kocha okrutnie, a ona jego, i dobrze im byo razem, tylko chocia
czwarty rok ju yli ze sob - dzieci nie mieli. Natomiast gospodarowali
zawzicie. Woodyjowski zakupi za swoje i Basine sumy kilka wiosek w
pobliu Kamieca, za ktre tanio zapaci, bo ju si byli pochliwsi ludzie
pod strachem naway tureckiej radzi w tamtych stronach wyprzedawali.
W tych majtnociach ad i rygor onierski wprowadza, niespokojn
ludno w kluby bra, popalone chaty wznosi, "fortalicje", to jest dwory
obronne, fundowa, w ktrych tymczasow zaog onierstwo stawao,
sowem: jak dawniej dzielnie kraju broni, tak teraz dzielnie gospodarzy
pocz, szabli zreszt z rki nie wypuszczajc. Sawa jego imienia
najlepsz bya jego majtnoci ochron. Z niektrymi murzami wod na
szabl la i pobratymstwo zawar. Innych bija. Kupy swawolne kozackie,
lune watahy ordyskie, rozbjnicy ze stepw i opryszkowie z odajw
besarabskich dreli na wspomnienie "Maego Sokoa"- wic stada jego
koni i owiec, jego bawoy i wielbdy chodziy bezpiecznie
po stepie. Nawet ssiadw jego szanowano. Mienie jego przy pomocy
dzielnej niewiasty roso. Otoczya go cze i mio ludzka. Ziemia
rodzinna przyozdobia go urzdem, hetman go kocha, basza chocimski
ustami nad nim cmoka, w dalekim Krymie, w Bachczysaraju,
powtarzano ze czci jego imi.
Gospodarka, wojna i mio - oto byy trzy przdki jego ywota.
Znojne lato roku 1671 zastao pastwa Woodyjowskich w dziedzicznej
Basinej wsi Sokole. Sok w by per midzy ich majtnociami.
Podejmowali tam oni huczno i dworno pana Zagob, ktren na trudy
podry ni na wiek swj niezwyky nie baczc, przyby do nich w
odwiedziny, speniajc solenne przyrzeczenie na lubie pastwa
Woodyjowskich dane. Wszelako szumne gody i rado z drogiego gocia
gospodarzy wkrtce zostay zerwane rozkazem hetmaskim nakazujcym
Woodyjowskiemu obj komend w Chreptiowie, tame nad granic
modawsk czuwa, gosw od strony pustyni nasuchiwa, strowa,
lunym czambuom
zabiega i okolic z hajdamakw oczyci.
May rycerz, jako onierz do posug Rzeczypospolitej zawsze chtny,
wnet nakaza, aby czelad cigna stada z ugw, wywiuczya wielbdy
i sama w zbrojnym pogotowiu stana.
Rozdzierao si wszelako jego serce na myl rozstania si z on, bo j
tak kocha, i mioci ma, i ojca, e prawie dycha bez niej nie mg, a
bra j w dzikie i guche puszcze uszyckie i na niebezpieczestwa
przerne naraa - nie chcia.
Lecz ona upieraa si z nim jecha.
- Pomyl - mwia -jeeli bezpieczniej bdzie mi tu pozosta nili tam,
pod oson wojska, przy tobie zamieszka? Nie chc ja innego dachu,
jako twj namiot, bom po to za ciebie posza, by si z tob i niewczasem,
i trudem, i niebezpieczestwy podzieli. Tu by mnie niepokj zgryz, a
tam, przy takim onierzu, bd si czua bezpieczniejsza nieli krlowa
w Warszawie; trzeba za bdzie z tob w pole wyruszy, to wyrusz.
Snu tu nie zaznam bez ciebie, jada do gby nie wezm, a w kocu nie
wytrzymam, lecz i tak do Chreptiowa polec, a nie kaesz mnie
puszcza, to bd u bram nocowa i pty ci prosi, pty paka, a si
zlitujesz.
Widzc Woodyjowski taki afekt, chwyci on w ramiona i chciwie
pocaunkami row twarz jej okada pocz, ona za oddawaa mu wet
za wet.
- Ja bym si nie wzdraga - rzek wreszcie - gdyby o proste strowanie i
podchody przeciw ordycom chodzio. Ludzi istotnie bdzie do, bo
pjdzie ze mn chorgiew generaa podolskiego, a druga pana
podkomorzyska, prcz tego za Motowido z semenami i dragani
Linkhauzowi. Bdzie ze szeset onierzy, a z ciurami do tysica. Tego
si wszelako obawiam, czemu gbacze sejmowi w Warszawie wierzy
nie chc, a czego my, kresowi, lada godzina si spodziewamy: oto
wielkiej wojny z ca potencj tureck. To i pan Myliszewski
potwierdzi, i basza chocimski co dzie powtarza, i hetman w to wierzy,
e stutan Doroszeki bez pomocy nie ostawi, jeno wielk wojn
Rzeczypospolitej wypowie, a wtedy co ja
z tob zrobi, mj kwiatuszku najmilejszy, moje praemium z rki boskiej
dane?
- Co si stanie z tob, to si stanie i ze mn. Nie chc innego losu, jeno
takiego, ktry tobie przypadnie...
Tu pan Zagoba przerwa milczenie i zwrciwszy si do Basi rzek:
- Jeli was Turczyni pojmaj, to czy chcesz, czy nie chcesz, twj los
bdzie zgoa inszy jak Michaowy. Ha! Po Kozakach, Szwedach,
septentrionach i brandenburskiej psiarni - Turczyn! Mwiem ksidzu
Olszowskiemu:
"Doroszeki do desperacji nie przywdcie, bo on jeno z musu do
Turczyna si nakoni." No, i co? - nie posuchali! Hanek przeciw
Doroszowi wystawili, a teraz Dorosz, chce czy nie chce, musi w gardo
Turczynowi le i na nas w dodatku go prowadzi. Pamitasz, Michale,
e przy tobie ksidza Olszowskiego ostrzegaem?
- Musiae go wapan ostrzega kiedy indziej, bo sobie nie przypominam,
eby to byo przy mnie - odrzek may rycerz. - Ale co mwisz o
Doroszece, to wita prawda, gdy i pan hetman tego samego jest
mniemania, a nawet powiadaj, e ma listy od Dorosza w tyme wanie
sensie pisane. Jak tam zreszt jest, tak jest - do, e teraz ju za pno
na ukady.
Wszelako wapan masz tak bystry rozum, e chtnie jego zdania
zasign: mamli bra Bak do Chreptiowa czy te lepiej j tu zostawi?
Musz jeno to doda, e pustynia to okrutna. Wioszczyna zawsze bya
licha, a od dwudziestu lat tyle razy przeszy przez ni watahy kozackie i
czambuy, e nie wiem, czy dwie belki zbite do kupy znajd. Sia tam
jarw puszcz porosych, schowek, pieczar gbokich i rnych ukrytych
miejsc, w ktrych zbjcy setkami si chowaj, nie mwic o tych, ktrzy
z Wooszy przychodz.
- Zbjcy przy takiej sile to furda - odrzek Zagoba - czambuy take
furda, bo jeli nadcign potne, to bdzie o nich gono, a jeli
mniejsze, to wygnieciesz.
- A co! - zawoaa Basia - a czy nie furda! Zbjcy furda! Czambuy
furda! Z tak si Micha mnie przed ca potg krymsk obroni!
- Nie przeszkadzaj mi w deliberacji - odrzek pan Zagoba - bo przeciw
tobie rozsdz.
Basia pooya prdko obie donie na usta i gwk wtulia w ramionka
udajc, e si okrutnie pana Zagoby boi -a on, cho widzia, e
kobiecinka artuje, przecie mu to pochlebio, wic pooy zgrzybia rk
na jasnej gowie Basinej i rzek:
- No, nie bj si, pociech ci sprawi!
Basia zaraz ucaowaa go w rk, bo naprawd duo od jego rad zaleao,
ktre byy tak niemylne, e nikt si na nich nigdy nie zawid; on za
zaoy obie rce za pas i spogldajc bystrze zdrowym okiem to na
jedno, to na drugie, rzek nagle:
- A potomstwa jak nie ma, tak nie ma ! - co?
Tu wysun naprzd doln warg.
- Boa wola, nic wicej! - odrzek wznoszc oczy Woodyjowski.
- Boa wola, nic wicej! - odrzeka spuszczajc oczy Basia.
- A chcielibycie mie? - spyta Zagoba.
Na to may rycerz:
- Powiem waci szczerze: nie wiem, co bym za to da, ale czasem myl,
e to prne wzdychanie. I tak zesa mi Pan Jezus tak szczliwo
dajc mi tego oto kociaka, czyli, jak j wapan zwae: hajduczka, e gdy
przy tym jeszcze i na sawie, i na substancji pobogosawi, nie miem go
o nic wicej molestowa. Bo widzisz wa, nieraz przychodzio mi to do
gowy, e gdyby wszystkie ludzkie yczenia spenia si miay, nie byoby
adnej rnicy midzy t ziemsk Rzeczpospolit a niebiesk, ktra
sama jedna zupen szczliwo da moe. Tak sobie tedy tusz, e jeli
si tu jednego albo dwch chopakw nie doczekam, tedy mnie tam nie
min i po staremu pod niebieskim hetmanem, witym Michaem
archanioem, bd suyli, i saw si na wyprawach przeciw paskudztwu
piekielnemu okryj, i do szary zacnych dojd.
Tu rozczuli si wasnymi sowy i t myl pobony chrzecijaski rycerz
i znowu oczy wznis do nieba, ale pan Zagoba sucha obojtnie i nie
przesta mruga surowo, wreszcie odrzek:
- Bacz, eby nie pobluni. Bo e ty sobie pochlebiasz, i tak dobrze
zamiary Opatrznoci odgadujesz, to moe by grzech, za ktry popray
si jakowy czas musisz, jako groch na gorcym trzonie. Pan Bg szersze
ma rkawy ni ksidz biskup krakowski, ale nie lubi, eby mu w nie
zagldano, co tam dla ludziskw nagotowa, i uczyni, co zechce, a ty
patrz tego, co do ciebie naley; jeeli tedy chcecie mie potomstwo, to
zamiast si rozcza powinnicie si kupy trzyma.
Usyszawszy to Basia wyskoczya z radoci na rodek pokoju i skaczc
jak pauper, a klaszczc w rce, pocza powtarza:
- A co ! kupy si trzymajmy! Wraz odgadam, e jegomo stanie po
mojej stronie! wraz odgadam! Jedziemy do Chreptiowa, Michale! Cho
raz mi wemiesz na Tatary! jedyny razik! mj drogi! mj zoty!
- Masze j wapan! Ju jej si na podchody zachciewa! - zawoa may
rycerz.
- Bo przy tobie nie ulkabym si choby caej ordy!..
- Silentium! - rzek Zagoba wodzc rozmiowanymi oczyma, a raczej
rozmiowanym okiem za Basi, ktr lubi niezmiernie. - Dufam, e
przecie Chreptiw, do ktrego wreszcie nie tak daleko, nie bdzie ostatni
stanic od Dzikich Pl.
- Nie! Komendy bd dalej stay, w Mohilowie, Jampolu, a ostatnia ma
by w Raszkowie - odrzek may rycerz.
- W Raszkowie? To my Raszkw znamy. Stamtd my Halszk
Skrzetusk wywozili, z onego waadynieckiego jaru, pamitasz, Michale?
pamitasz, jakom owo monstrum zaciuka, Czeremisa czy diaba, ktry
jej pilnowa. Ale skoro ostatnie praesidium stanie a w Raszkowie, tedy
jeli si Krym ruszy albo caa potencja turecka, to oni tam wprdce
wiedzie bd i wczenie do Chreptiowa zna dadz, zatem i
nieprzezpieczestwa wielkiego nie ma, bo Chreptiw nie moe by nagle
ubieon. Dalibg, nie wiem, dlaczego by Baka nie miaa tam z tob
zamieszka? Szczerze to mwi, a przecie wiesz, e wolabym sam
starym bem naoy, nili j na jakowy szwank wystawi. Bierz j !
Bdzie wam obojgu na zdrowie. Baka jeno musi przyrzec, e w razie
wielkiej wojny pozwoli si bez oporu choby do Warszawy odesa, bo
wwczas nastan pochody okrutne, bitwy zawzite, oblenia taborw,
moe i gody, jako pod Zbaraem, a w takich potrzebach mowi trudno
gow ochroni, a c dopiero niewiecie.
- Rada bym ja choby polec przy Michaowym boku - odpara Basia- ale
przecie rozum mam i wiem, e jak nie mona, to nie mona. Zreszt
Michaowa wola, nie moja. Przecie on w tym ju roku pod panem
Sobieskim na wypraw chodzi, a napieraam si z nim jecha? Nie.
Dobrze! byle mi teraz nie byo wzbronno do Chreptiowa z Michaem i,
to w razie wielkie wojny odelecie mnie wapanowie, gdzie wam si
podoba.
- Jegomo pan Zagoba ci odprowadzi a na Podlasie do Skrzetuskich -
rzek may rycerz - tam przecie Turczyn nie dojdzie!
- Pan Zagoba! pan Zagoba! -odpar przedrzeniajc stary szlachcic.-
Czy to ja wojski? Nie powierzajcie no tak on panu Zagobie, dufajc, e
stary, bo si moe zgoa co innego pokaza. Po wtre: czy to mylisz, e
w razie wojny z Turczynem bd si ju za podlaski piec chowa i na
pieczywo spoglda, eby si za nie przepalio? Jeszczem nie kosztur i
mog si do czego innego przyda. Po stoku na konia ju siadam-
assentior! Ale gdy raz sid, tak dobrze na nieprzyjaciela skocz jak
kady modzik! Jeszcze si ni piasek, ni trociny, chwali Boga, ze mnie
nie sypi. Na proceder z Tatary ju nie wyjd, w Dzikich Polach wietrzy
nie bd, bom
te i nie goczy, natomiast w generalnym ataku trzymaj si przy mnie,
jeli potrafisz, a piknych rzeczy si napatrzysz.
- Chciaeby wa jeszcze w pole wyruszy?
- Zali mylisz, e nie zechc sawn mierci sawnego ywota
zapiecztowa po tylu latach suby? A co mi si godniejszego zdarzy
moe? Znae pana Dziewitkiewicza? Ten, prawda, e nie wyglda
wicej jak na sto czterdzieci lat, ale mia sto czterdzieci dwa i jeszcze
suy.
- Tyle nie mia.
- Mia! ebym si z tego zydla nie ruszy! Na wielk wojn id, i kwita!
A teraz do Chreptiowa z wami jad, bo si w Bace kocham !
Baka skoczya rozpromieniona i pocza ciska pana Zagob, on za
coraz to podnosi w gr gow powtarzajc:
- Mocniej! Mocniej!
Wszelako Woodyjowski rozwaa jeszcze wszystko czas jaki i wreszcie
rzek :
- Niepodobiestwo to jest, abymy mieli zaraz wszyscy jecha, bo tam
szczera pustynia i dachu kawaka nad gow nie znajdziem. Pojad ja
naprzd, miejsce na majdan opatrz, fortalicj grzeczn zbuduj i domy
dla onierzy, a te szopy dla koni towarzystwa, ktre, jako zacniejsze,
od zmiennoci aury zmarnie by mogy; te studnie pokopi, drog
przetr, jary z hultajstwa rozbjniczego jako tako oczyszcz; dopiero
wam tu eskort przystojn przyl i przyjedziecie. Cho ze trzy niedziele
musicie tu poczeka.
Basia chciaa protestowa, ale pan Zagoba uznawszy suszno sw
Woodyjowskiego rzek:
- Co mdrze, to mdrze! Baka, my sobie tu w kupie na gospodarstwie
ostaniem i nie bdzie si nam le dziao. Trzeba te i zapasik jaki taki
przygotowa, bo i tego pewnie nie wiecie, e miody a wina nigdzie si tak
dobrze jako w pieczarach nie konserwuj...
 Rozdzia XXII 
Woodyjowski sowa dotrzyma; we trzy tygodnie z budynkami si uadzi
i eskort znamienit przysa: stu Lipkw z chorgwi pana
Lanckoroskiego i stu Linkhauzowych draganw, ktrych przyprowadzi
pan Snitko, herbu Miesic Zatajony. Lipkom przewodzi setnik Azja
Mellechowicz, ktry si z Tatarw litewskich wyprowadza, czek bardzo
mody, bo ledwie dwadziecia kilka lat wieku liczcy. Ten przywiz list
od maego rycerza, ktry pisa do ony, co nastpuje:
"Sercem ukochana Bako! Jue przyjedaj, bo bez ciebie jako bez
chleba i jeli do tego czasu nie uschn, to ci on rany pysio ze szcztem
zacauj. Ludzi przysyam nieskpo i oficyjerw dowiadczonych, ale
prym we wszystkim oddawajcie panu Snitce i do kompanii go
przypuszczajcie, bo to jest bene natus i posesjonat, i towarzysz; a
Mellechowicz dobry onierz, ale Bg wie kto. Ktry by te w adnej
innej chorgwi, jak u Lipkw, oficyjerem nie mg zosta, bo atwie by
kademu przyszo imparitatem mu zada.
ciskam ci z caej mocy, rczuchny i noyny ci cauj. Fortalicj
wzniosem z okrglakw setn; kominy okrutne. Dla nas kilka izb w
osobnym domie. ywic wszdy pachnie i wierszczw sia nalazo, ktre
jak wieczorem poczn gra, to a psi si ze snu zrywaj. eby troch
grochowin, prdko by si ich mona pozby, ale chyba ty kaesz nimi
wozy wymoci. Szyb znikd; mecherami okna zasaniamy; natomiast
pan Biaogowski ma w swojej komendzie, midzy draganami, szklarza.
Szka moesz w Kamiecu u Ormian dosta, jeno, na Boga, ostronie
wie, eby si nie potuko. Komnatk twoj kazaem kilimkami obi i
zacnie si prezentuje. Zbjw, comy ich w jarach uszyckich przyapili,
kazaem ju dziewitnastu powiesi, a nim przyjedziesz, do p kopy
docign. Pan Snitko opowie ci, jak tu yjemy. Bogu i Najwitszej
Pannie ci polecam, duszo ty moja myekaja."
Basia po przeczytaniu listu oddaa go panu Zagobie, ktry przejrzawszy
pismo, zaraz pocz panu Snitce wiksze honory czyni, nie tak wielkie
jednak, aby w nie mia si spostrzec, i ze znamienitszym wojownikiem
i wikszym personatem rozmawia, ktry przezaskawo tylko do
poufaoci go przypuszcza. Zreszt pan Snitko by to onierz
dobroduszny, wes, a subista wielki, bo mu wiek ycia w szeregach
upyn. Dla Woodyjowskiego mia cze wielk, a wobec sawy pana
Zagoby czu si maym i nie myla si nadstawia.
Mellechowicza przy czytaniu listu nie byo, gdy oddawszy go wyszed
zaraz niby na ludzi spojrze, a w gruncie rzeczy z obawy, by mu do
czeladnej odej nie kazano. Zagoba mia jednak czas przypatrzy mu
si i majc wieo w gowie sowa Woodyjowskiego, rzek do Snitki:
- Radzimy wapanu! prosz!... Pan Snitko... znaem!... znaem!... herbu
Miesic Zatajony! Prosz! godny klejnot... Ale ten Tatar, jake mu tam
na przezwisko?
- Mellechowicz.
- Ale ten Mellechowicz wilkiem jako patrzy. Pisze Micha, e to czek
niepewnego pochodzenia, co i dziwna, bo wszyscy nasi Tatarzy szlachta,
cho bisurmanie. Na Litwie widziaem cae wsie przez nich zamieszkae.
Tam ich zowi Lipkami, a tutejsi Czeremisw nosz miano. Dugi czas
wiernie suyli Rzeczypospolitej, za chleb si jej wywdziczajc, ale ju
za czasw inkursji chopskiej wielu ich do Chmielnickiego poszo, a teraz,
sysz, poczynaj si z ord obwchiwa... Ten Mellechowicz wilkiem
patrzy... Dawno pan Woodyjowski jego zna?
- Z czasw ostatniej wyprawy - odrzek pan Snitko zasuwajc nogi pod
stoek - gdymy z panem Sobieskim, przeciw Doroszece i ordzie
czynic, Ukrain przejechali.
- Z czasw ostatniej wyprawy! Nie mogem w niej udziau bra, bo mi
pan Sobieski inn funkcj powierzy, cho pniej tskno mu beze mnie
byo... A waszmoci klejnot Miesic Zatajony? prosz!... Skde on jest,
ten Mellechowicz?
- Powiada si Tatarem litewskim, ale to dziw, e go aden z Tatarw
litewskich poprzednio nie zna, cho wanie w ich chorgwi suy. Ex
quo wieci o jego niepewnym pochodzeniu, ktrym jego do grne
maniery przeszkodzi nie zdoay. onierz zreszt wielki, cho
maomwny. Pod Bracawiem i pod Kalnikiem sia posug odda, dla
ktrych go pan hetman setnikiem mianowa, mimo e by w caej
chorgwi wiekiem najmodszy. Lipkowie wielce go miuj, ale midzy
nami miru nie ma - a czemu? Bo czek ponury, i jak susznie wasza mo
zauway, wilkiem patrzy.
- Jeli to onierz wielki i krew przelewa - ozwaa si Basia - godzi si go
do kompanii przypuci, czego te mi pan mj maonek w licie nie
broni.
Tu zwrcia si do pana Snitki:
- Waszmo pozwolisz?
- Suga pani pukownikowej dobrodziejki! - zawoa pan Snitko.
Basia znika za drzwiami, a pan Zagoba odsapn i spyta pana Snitk:
- No, a jake si waci pani pukownikowa udaa?
Stary onierz, zamiast odpowiedzie, wsadzi pici w oczy i
przechyliwszy si w krzele, j powtarza:
- Aj! aj! aj!
Po czym wytrzeszczy oczy, zatkn szerok doni usta i zamilk, jakby
zawstydzon wasnym zachwytem.
- Marcypan, co? - rzek Zagoba.
Tymczasem "marcypan" ukaza si znw we drzwiach, wiodc za sob
Mellechowicza, nastroszonego jak dziki ptak, i mwic:
- I z listu ma, i od pana Snitki tyle nasuchalimy si o wacinych
mnych uczynkach, e radzimy go bliej pozna. Prosim do kompanii,
a i do stou zaraz podadz.
- Prosim, chod acan bliej! - ozwa si pan Zagoba.
Pospna, acz urodziwa twarz modego Tatara nie rozchmurzya si
zupenie, wida jednak byo, e wdziczny jest za dobre przyjcie i za to,
e mu nie kazano zosta w czeladnej.
Basia za umylnie staraa si by dla niego dobr, acno bowiem sercem
kobiecym odgada, e jest podejrzliwy, dumny i e upokorzenia, jakie
zapewne czsto z racji swego niepewnego pochodzenia znosi musia,
bol go mocno. Nie czynic tedy midzy nim a Snitk innej rnicy, jak
tylko tak, jak dojrzalszy wiek Snitki czyni nakazywa, wypytywaa
modego setnika o owe usugi, gwoli ktrym pod Kalnikiem wysz
szar otrzyma.
Pan Zagoba odgadujc yczenia Basi odzywa si do niego rwnie do
czsto, a on, chocia zrazu nieco si dziczy, dawa jednake odpowiedzi
dorzeczne, a maniery jego nie tylko nie zdradzay prostaka, ale dziwiy
nawet pewn dwornoci.
"Nie moe to by chopska krew, bo fantazja byaby nie taka" - pomyla
sobie Zagoba.
Po czym spyta gono:
- Rodzic wapana w ktrych stronach ywie?
- Na Litwie - odpar czerwienic si Mellechowicz.
- Litwa szeroki kraj. To tak samo jak gdyby mi acan odpowiedzia, "w
Rzeczypospolitej".
- Teraz ju nie w Rzeczypospolitej, bo tamte strony odpady. Mj rodzic
wedle Smoleska ma majtno.
- Miaem i ja tam znaczne posiadoci, ktre mi po bezdzietnym krewnym
przypady, alem je wola opuci i przy Rzeczypospolitej si oponowa.
- Tak te i ja czyni - odrzek Mellechowicz.
- Godnie wa czynisz! - wtrcia Basia.
Lecz Snitko suchajc rozmowy wzrusza nieznacznie ramionami, jakby
chcia mwi: "Bg tam raczy wiedzie, co ty za jeden i skd jeste!"
Pan Zagoba za spostrzegszy to zwrci si znw do Mellechowicza:
- A wapan - spyta - Chrystusa wyznajesz czyli te, bez urazy mwic,
w spronoci yjesz?
- Przyjem chrzecijask wiar, dla ktrego powodu musiaem ojca
opuci.
- Jeli go dlatego opuci, to za to ci Pan Bg nie opuci, a pierwszy
dowd aski jego, e wino pi moesz, ktrego, w bdach trwajc,
byby nie zazna.
Snitko rozmia si, ale Mellechowiczowi nie w smak byy widocznie
pytania tyczce jego osoby i pochodzenia, bo si nastroszy znowu.
Pan Zagoba mao jednak na to zwaa, tym bardziej e mody Tatar nie
bardzo mu si podoba, chwilami bowiem, nie twarz wprawdzie, ale
ruchami i spojrzeniem, przypomina synnego wodza Kozakw, Bohuna.
Tymczasem podano obiad.
Reszt dnia zajy ostatnie przygotowania do drogi, ruszono za nazajutrz
skoro wit, a nawet w nocy jeszcze, aby jednym dniem stan w
Chreptiowie.
Wozw zebrao si kilkanacie, postanowia bowiem Basia suto
chreptiowskie komory zaopatrzy; szy wic take za wozami mocno
wywiuczone i wielbdy, i konie, uginajc si pod ciarem krup i wdlin;
szo na kocu karawany kilkadziesit wow stepowych i czambulik
owiec. Pochd otwiera Mellechowicz ze swoimi Lipkami, dragoni za
jechali tu przy krytym karabonie, w ktrym siedzieli Basia z panem
Zagob. Jej chciao si bardzo powodnego dzianecika dosi, ale stary
szlachcic prosi jej, eby tego rzynajmniej z pocztku i na kocu podry
nie czynia.
- eby to spokojnie usiedziaa - mwi - nie przeciwibym si, ale wnet
poczniesz buszowa i koniem czwani, a to powadze pani
komendantowej nie przystoi.
Basia bya szczliwa i jak ptak wesoa. Od czasu swego zampjcia
miaa ona wyciu dwa najwiksze pragnienia: jedno, da Michaowi syna;
drugie, zamieszka z maym rycerzem choby na rok w jakiej stanicy
przylegej do Dzikich Pl i tam na kracu pustyni y yciem
onierskim, wojny i przygd zay, w podchodach udzia bra, wasnymi
oczyma ujrze te stepy, dowiadczy tych niebezpieczestw, o ktrych
tyle si nasuchaa od najmodszych lat. Marzya o tym bdc jeszcze
dziewczyn, i oto marzenia miay si teraz urzeczywistni, a w dodatku
przy boku kochanego czowieka i najsawniejszego w Rzeczypospolitej
zagoczyka, o ktrym mwiono, e umie nieprzyjaciela choby spod
ziemi wykopa.
Czua te moda pukownikowa skrzyda u ramion i tak wielk rado w
piersi, e chwilami braa j ochota krzycze i skaka, ale
powstrzymywaa j myl o powadze. Bo obiecywaa sobie by stateczn i
zyska okrutn mio onierzy.
Zwierzaa si z tych myli panu Zagobie, a on umiecha si pobaliwie i
mwi:
- Ju e tam bdziesz oczkiem w gowie i osobliwoci wielk, to pewna!
Niewiasta w stanicy - to to rarytet!...
- A w potrzebie i przykad im dam.
- Czego?
- A mstwa! O jedno si tylko boj, e za Chreptiowem stan jeszcze
komendy w Mohilowie i Raszkowie, a hen, ku Jahorlikowi, i e Tatarw
na lekarstwo nawet nie ujrzymy.
- A ja si jeno tego boj, oczywicie nie dla siebie, ale dla ci, e ich za
czsto bdziem widywa. C to, mylisz, e czambuy maj obowizek
koniecznie na Raszkw i Mohilw i? Mog przyj wprost od
wschodu, ze stepw, alboli te modawsk stron Dniestru cign i
wychyli si w granice Rzeczypospolitej, gdzie zechc, choby i w grze
za Chreptiowem. Chybaby si bardzo rozgosio, e ja w Chreptiowie
zamieszkaem, to go bd omijali, bo mi z dawna znaj.
- A Michaa to niby nie znaj? A Michaa to niby nie bd omijali?
- I jego bd omijali, chyba e w wielkiej potdze nadcign, co si moe
przygodzi. Wreszcie sam on ich poszuka.
- Ot to, tego byam pewna! Szczerali tam ju w Chreptiowie pustynia?
Bo to tak niedaleko!
- e i szczersza by nie moe. Niegdy, za czasw jeszcze mojej
modoci, bya to strona ludna. Jechao si z chutoru do chutoru, z wsi do
wsi, z miasteczka do miasteczka. Znaem, bywaem ! Pamitam, gdy
Uszyca bya walnym grodem co si zowie ! Pan Koniecpolski ojciec na
starostwo mnie tu promowa. Ale potem nastaa inkursja hultajska i
wszystko poszo w ruin. Kiedymy oto po Halszk Skrzetusk tdy
jechali, to ju bya pustynia, a potem jeszcze ze dwadziecia razy
przeszy tdy czambuy... Teraz pan Sobieski kozactwu i tatarstwu znw
te strony wydar jako psu z garda... Ale ludzi tu jeszcze mao, jeno zbje
w jarach siedz...
Tu pocz si pan Zagoba rozglda po okolicy i kiwa gow, dawne
czasy
wspominajc.
- Mj Boe - mwi - wwczas gdymy po Halszk jechali, widziao mi
si, e staro za pasem, a teraz myl, em by mody, bo to przecie
temu blisko dwadziecia cztery lat. Micha by jeszcze mokos i niewiele
wicej mia wosw na gbie ni u mnie na pici. A tak mi ta okolica w
pamici stoi, jakby to byo wczora! Chaszcze tylko i bory wiksze
porosy, odkd agricolae si wynieli... Jako za Kitajgrodem wjechali
zaraz w due bory, ktrymi wwczas tamta strona po wikszej czci
bya pokryta. Gdzieniegdzie jednak, zwaszcza w okolicach Studzienicy,
zdarzay si i pola odkryte, a wwczas widzieli brzeg Dniestrowy i kraj
cigncy si hen, z tamtej strony rzeki, a do wyyn zamykajcych po
modawskiej stronie widnokrg.
Gbokie jary, siedziby dzikiego zwierza i dzikszych jeszcze ludzi,
przecinay im drog, czasem wskie i urwiste, czasem otwartsze, o
bokach lekko pochyych i poronitych guch puszcz. Mellechowiczowi
Lipkowie zagbiali si w nie ostronie i gdy koniec konwoju by jeszcze
na wysokim skraju, pocztek jego zstpowa jakby pod ziemi. Czsto
przychodzio Basi i panu Zagobie wysiada z karabonu, bo chocia
Woodyjowski przetar jako tako drog, przejazdy jednak byway
niebezpieczne. Na dnie jarw biy krynice lub pyny szeleszczc po
kamieniach bystre strumienie, wzbierajce wiosn wod ze stepowych
niegw. Chocia soce dogrzewao jeszcze borom i stepom mocno,
surowy chd tai si w tych kamiennych gardzielach i chwyta
niespodzianie przejedajcych. Br wyciea skaliste boki i-pitrzy si
jeszcze na brzegach, pospny i czarny, jakby chcia owe zapade wntrza
przed zotymi promiemi soca zasoni. Miejscami jednak cae jego
szmaty byy poamane, zwalone, pnie ponarzucane jedne na drugie w
dzikim bezadzie, gazie zwichrzone i zbite w kupy, zesche zupenie lub
te pokryte zrudziaym liciem i iglicami.
- Co si z tym borem stao? - pytaa pana Zagoby Basia.
- Miejscami mog to by stare zasieki, czynione albo przez dawnych
mieszkacw przeciw ordzie, albo te przez hultajstwo przeciw naszym
wojskom; miejscami znw to wichry modawskie tratuj tak po lesie, w
ktrych wichrach, jako starzy ludzie powiadaj, upiory albo zgoa diabli
harce wyprawuj.
- A waszmo widziae kiedy diabelskie harce?
- Widzie nie widziaem, alem sysza, jako diabli pokrzykiwali sobie z
uciechy: "u-ha! u-ha!" Spytaj si Michaa, bo i on sysza.
Basia, lubo odwana, baa si jednak troch zych duchw, wic zaraz
pocza si egna.
- Straszne to strony! - rzeka.
I rzeczywicie w niektrych jarach byo straszno, bo nie tylko mroczno,
ale i gucho. Wiatr nie wia, licie i gazie drzew nie czyniy szelestu:
sycha byo jeno tupot i parskanie koni, skrzyp wozw i okrzyki, ktre
wydawali wonice w niebezpieczniejszych miejscach. Czasem te
zapiewali Tatarzy lub dragoni, ale sama puszcza nie odzywaa si
adnym ludzkim ni zwierzcym gosem. Jeli jednak jary pospne czyniy
wraenie, natomiast grny kraj, nawet tam gdzie cigny si bory,
wesoo otwiera si przed oczyma karawany.
Pogoda bya jesienna, cicha. Soce chodzio po niebieskim stepie nie
splamionym adn chmurk, lejc blask obfity na skay, pola i lasy. W
tym blasku sosny wydaway si czerwone i zote, a nitki pajcze,
pouczepiane do gazek drzew, do burzanw i traw, wieciy tak mocno,
jak gdyby byy same ze sonecznych promieni utkane. Padziernik
dobiega do poowy dni swoich, wic wiele ptactwa, zwaszcza co
czulszego na chody, poczo ju z Rzeczypospolitej ku Czarnemu Morzu
wdrowa: na niebie wida byo i klucze urawiane z dononym
okrzykiem lecce i gsi, i stada cyranek. Tu i owdzie, wysoko, wysoko,
tkwiy w bkicie na rozpostartych skrzydach grone dla powietrznych
mieszkacw ory; gdzieniegdzie chciwe poowu jastrzbie zataczay
powolne koa. Atoli zwaszcza w goych polach nie brako i tego ptactwa,
ktre ziem i si trzyma i w trawach wyniosych rade si
kryje. Co chwila spod kopyt lipkowskich bachmatw zryway si z
szumem stada rdzawych kuropatw; kilkakro te ujrzaa Basia, lubo z
daleka, stojce na stray dropie, na ktrych widok pony jej policzki, a
oczy poczynay wieci.
- Bdziem je z Michaem chartami szczwali ! -woaa klaszczc w donie.
- eby to twj m by jakowy domator - mwi Zagoba - prdko by
mu z tak on broda posiwiaa, ale ja wiedziaem, komu mam ci odda.
Inna byaby cho wdziczna, h?
Basia ucaowaa zaraz oba policzki pana Zagoby, a rozczuli si i rzek:
- Na staro kochajce serca tak czeku mie jako ciepy przypiecek.
Po czym zamyli si i doda:
- To dziw, jakem ja cae ycie t biaogowsk pe lubi, a eby tak
powiedzie za co, to sam nie wiem, bo to licho bywa i zdradliwe, i
poche... Jeno e to mde jako dzieci, wic nieche ktr krzywda
jakowa spotka, to a ci serce z mizerykordii piszczy. Uciskaje mnie
jeszcze czy co!
Basia rada by bya cay wiat uciska, wic natychmiast uczynia zado
yczeniu pana Zagoby i jechali dalej w wybornych humorach. Jechali
bardzo wolno, bo woy idce z tyu nie mogy prdzej nady, a
niebezpiecznie je byo z ma liczb ludzi wrd tych lasw zostawia.
W miar jak zbliali si do Uszycy, kraj stawa si nierwniejszy, puszcza
guchsza, a jary gbsze. Coraz co psuo si w wozach, to znw narowiy
si konie, przez co znaczne zdarzay si mitrgi. Stary gociniec, idcy
niegdy do Mohilowa, od dwudziestu lat zars lasem tak, e ledwie
gdzieniegdzie wida byo jego lady, wic musieli si trzyma szlakw,
ktre przetary dawniejsze i ostatnie przechody wojskowe, wic czsto
bdnych, a zawsze bardzo trudnych. Nie obyo si te i bez wypadku.
Pod Mellechowiczem, jadcym na czele Lipkw, zwiza si ko na
pochyoci jaru i zwali si na dno kamieniste nie bez szwanku dla
jedca, ktry tak silnie rozci sobie sam wierzch gowy, e a
przytomno na czas pewien go odbiega. Basia z Zagob przesiedli si
zaraz na podwodne dzianety, Tatara za kazaa moda pani
komendantowa uoy na karabonie i wie ostronie. Odtd przy kadej
krynicy zatrzymywaa pochd i wasnymi rkoma obwizywaa mu gow
szmatami zmaczanymi w zimnej, rdlanej wodzie. On lea czas jaki z
zamknitymi oczyma, w kocu jednak otworzy je, a gdy pochylona nad
nim Basia pocza wypytywa, jak mu jest, zamiast odpowiedzi chwyci
jej rk i przycisn do swych zbielaych warg. Po chwili dopiero, jakby
zebrawszy myli i przytomno, odrzek po maorusku:
- Oj, dobre, jako dawno nie buwao!
W takim pochodzie zeszed im cay dzie. Soce poczerwieniao
wreszcie i przetoczyo si ogromne na multask stron; Dniestr pocz
wieci jak ognista wstga, a ze wschodu, od Dzikich Pl, nadcigaa
zwolna pomroka. Chreptiw nie by ju zbyt daleko, ale trzeba byo da
wypocznienie koniom, wic zatrzymali si na duszy postj. Ten i w
dragon pocz piewa godzinki. Lipkowie pozsiadali z koni i
rozcignwszy na ziemi runa owcze, jli modli si na klczkach, z
twarzami zwrconymi ku wschodowi. Gosy ich to podnosiy si, to
zniay; chwilami : "Aa! Aa!" brzmiao przez cae szeregi, to znw
cichli, wstawali i trzymajc donie odwrcone do gry tu przy twarzach,
trwali w skupionej modlitwie, powtarzajc tylko od czasu do czasu sennie
i jakby z westchnieniem: "ochiczmen, ach ochiczmen!" Promienie
soca paday na nich coraz czerwiesze, wsta powiew od zachodu, a z
nim razem szum wielki w drzewach, jakby i one chciay uczci przed
noc tego, ktry na ciemne niebo wytacza tysice migotliwych gwiazd.
Basia przypatrywaa si z ciekawoci wielk modlitwie Lipkw, ale serce
ciskao si jej na myl, e tylu oto dobrych pachokw po yciu penym
mozow dostanie si wraz ze mierci w ogie piekielny, a to tym
bardziej, e stykajc si codziennie z ludmi prawdziw wiar
wyznajcymi trwaj jednak dobrowolnie w zatwardziaoci. Pan Zagoba,
wicej z tymi rzeczami obyty, wzrusza tylko ramionami na pobone
Basine uwagi, mwic:
- I tak by tych kozich synw do nieba nie puszczono, aby insektw
plugawych ze sob nie naprowadzili.
Potem wdzia na si przy pomocy pachoka tuzuczek wyporkami
podbity, na chody wieczorne wyborny, i rusza kaza, lecz ledwie
pochd si rozpocz, na przeciwlegym wzgrzu ukazao si piciu
jedcw. Lipkowie rozstpili si im zaraz.
- Micha! - krzykna Basia widzc pdzcego na czele. 
I rzeczywicie by to Woodyjowski, ktry w kilka koni na spotkanie
ony wyjecha.
Skoczywszy do siebie, poczli si wita z wielk radoci, a nastpnie
opowiada sobie, co si im wzajemnie przez czas rozki przygodzio.
Opowiadaa wic Basia, jak im droga posza i jako pan Mellechowicz
"rozum sobie o kamienie nadwery" - a may rycerz zdawa spraw z
czynnoci swych w Chreptiowie, w ktrym, jak zapewnia, wszystko ju
stoi i na przyjcie czeka, bo piset siekier przez trzy tygodnie nad
budynkami pracowao.
Podczas tej rozmowy rozkochany pan Micha przechyla si co chwila z
kulbaki i bra mod on w ramiona, ktra wida nie bardzo gniewaa si
o to, bo jechaa tu przy nim, tak e ich konie niemal ocieray si bokami.
Koniec podry by ju niedaleki, ale tymczasem zapada noc pogodna,
ktrej przywieca miesic wielki i zoty. Blad on jednak coraz bardziej,
w miar jak od stepu ku niebu si podnosi, a w kocu blask jego
przymia una, ktra jaskrawym wiatem zapona przed karawan.
- Co to jest? - pytaa Basia.
- Obaczysz - rzek poruszajc wsikami Woodyjowski - jak w tylko
borek przejedziem, ktry od Chreptiowa nas dzieli.
- To ju Chreptiw?
- Widziaaby go jako na doni, jeno drzewa zasaniaj.
Wjechali w lasek, lecz nim dojechali do poowy, na drugim jego kocu
ukaza si rj wiate niby rj czerwi witojaskich albo gwiazd
migotliwych! Gwiazdy owe poczy si zblia z wielk szybkoci i
nagle cay borek zatrzs si od gromkich okrzykw:
- Vivat, nasza pani! vivat, wielmona komendantowa! vivat! vivat!
Byli to onierze, ktrzy biegli Bak powita. Setki ich pomieszay si w
jednej chwili z Lipkami. Kady trzyma na dugim drku ponce
uczywo osadzone w rozszczypanym tego drka kocu. Niektrzy nieli
na tykach elazne kagace, z ktrych ponca ywica spadaa na ziemi
w postaci dugich ez ognistych. Wnet otoczyy Basi tumy twarzy
wsatych, gronych, nieco dzikich, ale rozpromienionych radoci.
Wiksza ich cz nie widziaa Basi nigdy w yciu, wielu wyobraao
sobie, i stateczn ujrz ju niewiast, wic rado ich staa si tym
wiksza na widok tego prawie dziecka, ktre jadc na biaym dzianeciku
schylao w podzice na wszystkie strony swoj cudn twarz row,
drobniuchn, radosn, a zarazem zmieszan bardzo tak niespodzianym
przyjciem.
- Dzikuj waszmociom - ozwaa si Basia -wiem, e to nie dla mnie...
Ale srebrzysty jej gosik zgin w wiwatach, a od okrzykw dra br.
Towarzystwo spod chorgwi pana generaa podolskiego i pana
podkomorzego przemyskiego, Kozacy Motowidy, Lipkowie i Czeremisi
pomieszali si ze sob. Kady chcia widzie mod pukownikow,
zbliy si do niej; niektrzy, co gortsi, caowali kraj jej jubki lub nog
w strzemieniu. Bo te dla tych pdzikich zagoczykw, przywykych do
podchodw, oww na ludzi, przelewu krwi i rzezi, byo to zjawisko tak
nadzwyczajne, tak nowe, e na jego widok poruszyy si ich twarde
serca, a jakie nowe, nieznane uczucia zbudziy si w ich piersiach.
Wyszli j wita z mioci dla Woodyjowskiego, chcc mu sprawi
rado, a moe i pochlebi, a owo nagle rozrzewnienie chwycio ich
samych. Ta umiechnita, sodka i niewinna
twarz z byszczcymi oczyma i rozdtymi chrapkami staa im si drog w
jednej chwili. "Detyna to nasza!" -woali starzy Kozacy, prawdziwi wilcy
stepowi. "Cheruwym kae, pane regimentar!" "Zorza poranna!
Kwiatuszek on kochany! - wrzeszczeli towarzysze - jeden na drugim za
ni polegniem!..." A Czeremisy cmokali ustami przykadajc donie do
szerokich piersi: "Aa! Aa!..."
Woodyjowski wzruszon by bardzo, ale rad, wzi si w boki i pyszni si
ze swojej Baki.
Okrzyki rozlegay si cigle. Karawana wytoczya si wreszcie z lasku i
wnet oczom nowo przybyych ukazay si potne drewniane budowle,
krgiem na wzgrzu powznoszone. Bya to stanica chreptiowska, widna
jak we dnie, bo na zewntrz czstokou paliy si olbrzymie stosy, na
ktre powrzucano cae pnie. Lecz i majdan peny by ognisk, tylko e
mniejszych, aby poaru nie uczyni. onierze pogasili teraz uczywo,
natomiast kady cign z ramienia to muszkiet, to piszczel, to guldynk
i nu grzmie na powitanie pani.
Wyszy przed czstok i kapele: wic towarzyska z krzywu zoona,
kozacka z litaurw, bbnw i rnych wielostrunnych instrumentw, a
wreszcie lipkowska, w ktrej, mod tatarsk, przeraliwe piszczaki prym
trzymay. Szczekanie psw onierskich i ryk przestraszonego byda
powikszay jeszcze harmider.
Konwj pozosta teraz w tyle, a na przodku jechaa Basia majc z jednej
strony ma, a z drugiej pana Zagob. Nad bram, piknie jedlinowymi
gazkami przyozdobion, czernia na pcherzowych, ojem
wysmarowanych i owieconych od wewntrz, bonach napis:
Niech Kupido chwil szczsnych hojnie wam przyczyni,
Crescite, mili gocie - multiplicamini!
- Vivant ! floreant ! - krzyczeli onierze, gdy may rycerz z Basi
zatrzymali si dla odczytania napisu.
- Dla Boga! - rzek pan Zagoba - przecie ja take go, ale jeeli to
yczenie multyplikacji i do mnie si stosuje, tedy niech mnie krucy
zdziobi, jeeli wiem, co mam z nim robi.
Pan Zagoba znalaz jednak osobny transparent dla siebie przeznaczony i
z niemaym zadowoleniem przeczyta na nim:
Niech nam yje wielmony Onufry Zagoba,
Wszystkiego kawalerstwa najwiksza ozdoba!
Woodyjowski rozochoci si bardzo i oficerw tudzie towarzystwo
zaprosi na wieczerz do siebie, a dla onierzy rozkaza wytoczy jedn i
drug beczuk palanki. Pado te kilka wow, ktre wnet piec przy
ogniskach poczto. Starczyo dla wszystkich obficie: dugo w noc stanica
brzmiaa okrzykami i wystrzaami z muszkietw, a strach zdj kupy
opryszkw ukryte w jarach uszyckich.
 Rozdzia XXIII 
Pan Woodyjowski nie prnowa w swojej stanicy, a i ludzie jego yli w
ustawicznej pracy. Sto, czasem mniej ludzi zostawao na zaodze w
Chreptiowie, reszta bya w ustawicznych rozjazdach. Najznaczniejsze
oddziay komenderowane byy do przetrzsania jarw uszyckich, i te yy
jakoby w wojnie ustawicznej, kupy bowiem zbjeckie, czstokro liczne
bardzo, silny daway opr i nieraz trzeba byo z nimi stacza formalne
bitwy.
Wyprawy takie trway po kilka i kilkanacie dni; mniejsze poczty
wyprawia pan Micha hen, a ku Bracawiu, po nowiny od ordy i
Doroszeki. Pocztw tych zadaniem byo sprowadzanie jzykw, a
zatem owienie ich w stepach; inne chodziy w d Dniestru do Mohilowa
i Jampola, aby utrzyma zwizek z komendami w tych miejscach
stojcymi; inne nasuchiway od wooskiej strony, inne wznosiy mosty,
naprawiay dawny gociniec.
Kraj, w ktrym panowa ruch tak znaczny, uspokaja si z wolna;
mieszkacy, co spokojniejsi, mniej rozmiowani w rozboju, wracali z
wolna do opuszczonych siedzib, z pocztku chykiem, pniej coraz
mielej. Do samego Chreptiowa przycigno troch ydkw
rzemielnikw; czasem zajrza i znaczniejszy kupiec Ormianin, coraz
czciej zagldali kramnicy; mia wic pan Woodyjowski nieponn
nadziej, e jeli mu Bg i hetman duszy czas na komendzie zosta
pozwol, owe zdziczae strony zgoa inn z czasem przybior posta.
Obecnie byy to dopiero pocztki, sia jeszcze pozostawao do roboty;
drogi nie byy jeszcze bezpieczne; rozwydrzony lud chtniej ze zbjcami
ni z wojskiem w komityw wchodzi i za lada przyczyn znw kry si
w gardziele skaliste; przez Dniestrowe brody czsto przekraday si
watahy zoone z Woochw, Kozakw, Wgrzynw, Tatarw i Bg wie
nie kogo; te zapuszczay zagony po kraju, napadajc po tatarsku wsie,
miasteczka i zgarniajc wszystko, co si zgarn dao; chwili jeszcze nie
mona byo w tych stronach szabli z rki popuci ani muszkietu na
gwodziu zawiesi, jednake pocztek ju by uczyniony i przyszo
zapowiadaa si pomylnie.
Najczujniej trzeba byo nadstawia ucha od wschodniej strony. Z
Doroszekowej bowiem hassy i pomocniczych czambuw odryway si
co chwila wiksze lub mniejsze zagony i podchodzc pod komendy
polskie, roznosiy razem spustoszenie i poog w okolicy. Ale poniewa
byy to watahy, pozornie przynajmniej na swoj tylko rk dziaajce,
wic may komendant gromi je bez obawy cignicia na kraj wikszej
burzy, a nie poprzestajc na oporze, sam szuka ich w stepie tak
skutecznie, e z czasem zbrzydzi najzuchwalszym wyprawy.
Tymczasem Basia rozgospodarowywaa si w Chreptiowie. Cieszyo j
niezmiernie owo ycie onierskie, ktremu nigdy nie przypatrywaa si
dotd tak blisko: ruch, pochody, powroty z wypraw, widok jecw.
Zapowiadaa te Woodyjowskiemu, e w jednej przynajmniej musi
wzi udzia; ale tymczasem musiaa poprzestawa na tym, e czasem
siadszy na bachmacika zwiedzaa w towarzystwie ma i pana Zagoby
okolice Chreptiowa; szczwali na takich wycieczkach liszki i dropie;
niekiedy basir wychyn z traw i mkn rozogami - to go goniono, a
Basia, o ile moga, na przedzie, tu za chartami, aby pierwsza dopa
zmczonego zwierza i z bandoleciku mu midzy czerwone lepie hukn.
Pan Zagoba najbardziej rad polowa z sokoy, ktrych kilka par, bardzo
doskonaych, mieli ze sob oficerowie.
Basia towarzyszya mu take, a za Basi posya pan Micha ukradkiem
kilkunastu ludzi, aby bya pomoc w nagym razie, bo cho w Chreptiowie
wiadomo byo zawsze, co si na dwadziecia mil wkoo w pustyni dzieje,
jednak wola pan Micha by ostronym. onierze z kadym dniem
kochali Basi wicej, bo te si troszczya o ich jado i napitek, dogldaa
chorych i rannych. Nawet ponury Mellechowicz, ktry na gow cigle
chorza, a ktry serce twardsze i dziksze mia od innych, rozjania si na
jej widok. Starzy onierze rozpywali si nad jej
kawalersk fantazj i wielk znajomoci rzeczy onierskich.
- Gdyby Maego Sokoa zbrako - mwili - ona mogaby komend obj i
nie al by byo pod takim regimentarzem zgin.
Czasem te bywao, e gdy pod niebytno Woodyjowskiego jaki
nieporzdek w subie si zdarzy, burczaa Basia onierzy i posuch
przed ni by wielki, a przygan z jej ust wicej starzy zagoczykowie do
serca brali ni kary, ktrych subisty pan Micha za uchybienia przeciw
dyscyplinie nie szczdzi.
Wielka karno panowaa zawsze w komendzie, bo Woodyjowski, w
szkole ksicia Jeremiego wychowan, umia trzyma elazn rk
onierzy, ale przecie obecno Basi zagodzia jeszcze nieco dzikie
obyczaje. Kady stara si jej przypodoba, kady dba o jej wczas i
spokj, wic wystrzegano si wzajem wszystkiego, co by je mogo
zamci.
W chorgwi lekkiej pana Mikoaja Potockiego byo wielu towarzyszw,
ludzi bywaych i dwornych, ktrzy chocia zdziczeli wrd cigych
wojen i przygd, grzeczn stanowili jednak kompani. Ci wraz z
oficerami spod innych chorgwi czsto spdzali wieczory u pukownika,
opowiadajc o dawnych dziejach i wojnach, w ktrych sami brali udzia.
Prym midzy nimi trzyma pan Zagoba. On by najstarszy, najwicej
widzia i sia dokaza, lecz gdy po jednym i drugim kielichu zdrzemn si
w wygodnym, obitym safianem zydlu, ktry umylnie dla niego stawiano,
wwczas zabierali gos i inni.
A mieli co opowiada, byli bowiem midzy nimi tacy, ktrzy odwiedzili
Szwecj i Moskw; byli tacy, ktrzy mode lata na Siczy jeszcze przed
chmielnicczyzn spdzili; byli, ktrzy swego czasu w Krymie owiec jako
niewolnicy strzegli; ktrzy w Bachczysaraju studnie, w niewoli bdc,
kopali; ktrzy zwiedzili Azj Mniejsz; ktrzy po Archipelagu na galerach
tureckich wiosowali; ktrzy w Jerozolimie czoem o grb Chrystusa bili;
ktrzy dowiadczyli wszelkich przygd i wszelkich niedoli, a przecie
jeszcze pod chorgwie wrcili broni do koca ycia, do ostatniego tchu
tych krain pobrzenych, krwi zlanych.
Gdy w listopadzie wieczory uczyniy si dusze, a od szerokiego stepu
byt spokj, bo trawy zwidy, w domu pukownika zbierano si
codziennie. Przychodzi pan Motowido, dowdca semenw, rodem
Rusin, m chudy jak szczypka, a dugi jak kopia, niemody ju, od
dwudziestu przeszo lat z pola nie schodzcy; przychodzi pan Deyma,
brat owego, ktry pana Ubysza usiek; z nimi pan Muszalski, czek
niegdy mony, ale ktren w rannych latach w jasyr wzity, na galerach
tureckich wiosowa, a wyrwawszy si z niewoli, majtnoci poniecha i z
szabl w rku krzywd swych mci si na Mahometowym plemieniu. By
to ucznik niezrwnany, ktry czapl w wysokim locie na danie strza
przeszywa. Przychodzili rwnie dwaj zagoczykowie, pan Wilga z
panem Nienaszycem, onierze wielcy, i pan Hromyka, i pan
Bawdynowicz, i wielu innych. Ci gdy zaczynali opowiada, a gsto
sowami rzuca, widziao si w ich opowiadaniach cay w wiat
wschodni: Bachczysaraj i Stambu, i minarety, i witynie faszywego
proroka, i bkitne wody Bosforu, i fontanny, i dwr sutaski, i mrowia
ludzkie w kamiennym grodzie, i wojska, i janczarw, i derwiszw, i t
ca szaracz straszn, a jak tcza wiecc, przed ktr ruskie krainy, a
za nimi wszystkie krzye i kocioy w caej Europie osaniaa
skrwawionymi piersiami Rzeczpospolita.
Krgiem zasiadali w obszernej izbie starzy onierze, na ksztat stada
bocianw, ktre, zmczone lotem, sid na jakiej stepowej mogile i
wielkim odzywaj si klekotem. Na kominie paliy si kody smolne
rzucajc rzsiste blaski na ca izb. Modawskie wino grzao si z
rozkazu Basi przy arze, a pachokowie czerpali je cynowymi
kusztyczkami i podawali rycerzom. Zza cian dochodzio nawoywanie
stray; wierszcze, na ktre skary si pan Woodyjowski, gray w izbie,
a czasem powistywa w szparach mchem tkanych wiatr listopadowy,
ktry dmuchajc z pnocy, stawa si coraz zimniejszy.
W takie to zimna najmilej byo siedzie w zacisznej a widnej izbie i
sucha przygd rycerskich.
W taki te wieczr opowiada raz pan Muszalski, co nastpuje:
- Niech Najwyszy ma w opiece swojej witej ca Rzeczpospolit, nas
wszystkich, a midzy nami szczeglnie jejmo pani tu obecn, godn
naszego komendanta maonk, na ktrej splendory lepia nasze
spoglda niemal niegodne. Nie chc ja w paragon wchodzi z panem
Zagob, ktrego przygody Dydon sam i jej wdziczny fraucymer w
najwikszy podziw wprawi by mogy, ale gdy sami wapastwo dacie
casus cognoscere meos, nie bd si ociga, aby zacnej kompanii nie
ubliy.
W modoci odziedziczyem na Ukrainie, koo Taraszczy, substancj
znaczn. Miaem i dwie wioski po matce w spokojnym kraju, wedle
Jasa, alem w ojcowinie rezydowa wola, e to od ordy bliej i o
przygod atwiej. Fantazja kawalerska cigna mnie na Sicz, ale nie tam
ju byo po nas; jednake w Dzikie Pola w kompanii niespokojnych
duchw chodziem i rozkoszy zaznaem. Dobrze mi byo na majtnoci,
to tylko dolegao mi srodze, i miaem lichego ssiada. By to prosty chop
spod Biaocerkwi, ktren z modu na Siczy by, tam si do szary
atamana kurzeniowego dosuy i do Warszawy od kosza posowa, gdzie
te i uszlachcon zosta. Zwa on si Dydiuk. A trzeba wapastwu
wiedzie, e my si od pewnego wodza Samnitw wyprowadzamy,
zwanego Musca, co po naszemu "mucha" znaczy. w Musca po
nieszczliwych przeciw Rzymianom imprezach na dwr Ziemowita,
syna Piastowego, przyby, ktren przezwa go dla wikszej wygody
Muscalskim, co potem potomno na Muszalskiego przerobia.
Poczuwajc ja si tedy do krwi tak zacnej, z wielk abominacj
patrzyem na owego Dydiuka. Bo eby szelma umia ten honor, ktren go
spotka, szanowa i wiksz doskonao stanu szlacheckiego nad
wszelkie inne uzna, moe bym nic nie mwi. Ale on, ziemi jako
szlachcic trzymajc, z samej godnoci jeszcze si naigrawa i czsto to
mwi: "Zali mj cie teraz wikszy? Kozak ja by i Kozakiem ostan, a
szlachectwo i wszystkie wrae Lachy - ot mnie..." Nie mog wapastwu
tego powiedzie, jakie w tym miejscu gesta plugawe czyni, bo obecno
jejmo pani zgoa mi na to nie pozwala. Ale pasja trawia mi dzika i
poczem go gnbi. Nie zlk si, czek by miay, z nawizk paci. Na
szable byby wyszed, alem ja tego nie chcia majc nikczemno krwi
jego na uwadze. Znienawidziem go jak zaraz i on mnie nienawici
ciga. Raz w Taraszczy na rynku strzeli do mnie, o wos nie zabi, ja
zasi rozszczepiem mu gow obuszkiem. Dwakro zajedaem go z
dworskimi ludmi, dwakro on mnie z hultajstwem. Nie zmg mnie, ale i
ja przecie nie mogem mu da rady. Chciaem prawem przeciw niemu
czyni - ba! co tam za prawa na Ukrainie, w ktrej jeszcze gruzy z miast
dymi. Kto tam hultajw skrzyknie, moe o ca Rzeczpospolit nie
dba. Tak on czyni blunic w dodatku przeciw wsplnej matce i wcale
na to niepamitny, e ona to do stanu szlacheckiego go podnoszc, do
piersi tym samym go przycisna, przywileje mu daa, z mocy ktrych
dziery ziemi i t wolno, a zbytni, ktrej by pod adnym innym
wadaniem nie zay. Gdybymy si to mogli po ssiedzku spotyka,
pewnie by mi argumentw nie zbrako, ale my si nie widywali inaczej,
jak z rusznic w jednym, a gowni w drugim rku. Odium roso we mnie
z kadym dniem, aem pok. Cigle o tym jeno mylaem, jako by go
schwyta. Czuem przecie, e nienawi - to grzech, wic chciaem mu
tylko naprzd za to wyrzekanie si szlachectwa batogami skr zora, a
potem odpuciwszy mu wszystkie grzechy, jak na prawego chrzecijanina
przystao, kaza go po prostu zastrzeli.
Ale Pan Bg zrzdzi inaczej.
Miaem za wsi pasiek zacn i raz poszedem j oglda. Byo to pod
wieczr. Zabawiem tam ledwie z dziesi pacierzy, a tu clamor jakowy
o uszy moje uderza. Obejrz si: dym jako obok nade wsi. Po chwili
lec ludzie: Orda! orda! a tu za ludmi - ma, powiem acastwu! Strzay
lec, jakoby deszcz zacina, i gdzie nie spojrz, baranie kouchy i
diabelskie mordy ordyskie. Ja do konia! Nimem nog strzemienia
dotkn, ju mnie z pi albo sze arkanw chwycio. Rwaem je
przecie, silny byem... Nec Hercules!... W trzy miesice potem
znalazem si z innym jasyrem za Bachczysarajem, we wiosce tatarskiej
Suhajdzig zwanej. Panu memu byo na przezwisko Sama-bej. Bogaty by
Tatarzyn, ale nieludzki i dla niewolnikw ciki. Musielimy pod
batogami studnie kopa i w polu pracowa. Chciaem si wykupi,
miaem za co. Przez pewnego Ormianina pisaem listy do moich
majtnoci pod Jasem. Nie wiem, czyli listy nie doszy, czy okup w
drodze przejto, do, e nic nie przyszo... Powieli mnie do Carogrodu i
na galery sprzedali.
Sia by o tym miecie opowiada, od ktrego nie wiem, jeeli jest wiksze
i ozdobniejsze na wiecie. Ludzi tam jako traw w stepie albo kamieni w
Dniestrze... Mury na Jedykule srogie. Wiea przy wiey. W grodzie
razem z ludmi psi si bkaj, ktrym Turcy krzywdy nie czyni, dlatego
wida, e si do pokrewiestwa poczuwaj, sami psubratami bdc... Nie
masz midzy nimi innych stanw, jeno panowie a niewolnicy, za nad
pogask nie masz ciszej niewoli. Bg wie, czy to prawda, ale tak na
galerach syszaem, e wody tamtejsze, jako jest Bosfor i Zoty Rg,
ktren w gb miasta zachodzi, z ez niewolnikw powstay. Niemao tam
i moich si polao...
Straszna jest potencja turecka i adnemu z potentatw tak wielu krlw,
jako sutanowi, nie podlega. Sami za Turcy powiadaj, e gdyby nie
Lechistan (tak oni matk nasz nazywaj), tedyby ju orbis terrarum
dawno panami byli. "Za plecami Lacha (powiadaj) reszta wiata w
nieprawdzie yje, bo w (prawi) jako pies przed krzyem ley, a nas po
rkach ksa... I maj suszno, bo przecie tak byo i tak jest... A my tu
w Chreptiowie i dalsze komendy w Mohilowie, w Jampolu, w
Raszkowie, c innego czynimy? Sia jest zego w naszej
Rzeczypospolitej, ale przecie tak myl, e nam ow funkcj i Bg kiedy
policzy, i ludzie moe policz. Ale owo wracam do tego, co mi si
przygodzio. Ci niewolnicy, ktrzy na ldzie, w miastach i po wsiach yj,
w mniejszej jcz opresji od tych, ktrzy na galerach wiosowa musz.
Bo onych galernikw raz na brzegu nawy wedle wiosa przykuwszy, nie
odkuwaj ju nigdy, ani na noc, ani na dzie, ani na wita - i do mierci
w acuchach y tam trzeba; a tonieli okrt in pugna navali, to owi z nim
razem ton musz. Nadzy s wszyscy, zimno ich mrozi, deszcz moczy,
gd gniecie, a na to nie masz innej rady, jeno zy i praca okrutna, bo
wiosa s tak wielkie i cikie, e dwch ludzi do jednego trzeba..."
A mnie przywieli w nocy i zakuli posadziwszy naprzeciw jakiego
towarzysza niedoli, ktrego in tenebris pozna nie mogem. Kiedym to
usysza w stukot mota i dzwonienie kajdankw - miy Boe! zdawao
mi si, e wieki w moj trumn zabijaj, chocia i to bym wola.
Modliem si, ale nadzieja w sercu jakoby j wiatr zwia... Jki moje
kawadzi batogami potumi, wic przesiedziaem cicho ca noc pki nie
zaczo wita.. Spojrz ja wtedy na tego, kto ma ze mn wiosem robi -
Jezu Chryste miy! - zgadnijcie acastwo, kto by naprzeciw mnie? -
Dydiuk! Poznaem go zaraz, chocia by goy, wychud i broda urosa mu
w pas, bo ju dawniej by na galery zaprzedan... Poczem si na niego
patrze, on na mnie; pozna mnie take... Nie mwilimy do siebie nic...
Ot, na co nam obum przyszo! Ale przecie taka jeszcze bya w nas
zawzito, e nie tylko nie powitalimy si po boemu, ale uraza
buchna w nas jak pomie i a rado chwycia za serce kadego, e i
jego wrg tak samo cierpie musi...
Tego samego dnia nawa ruszya w drog. Dziwno byo z najwikszym
nieprzyjacielem za jedno wioso ima, z jednej misy ochapy je,
ktrych by psi u nas je nie chcieli, jedno tyrastwo znosi, jednym
powietrzem dycha, razem cierpie, razem paka... Pynlimy po
Hellesponcie, a potem po Archipelagu... Insula tam przy insuli, a
wszystko w mocy tureckiej...
Oba brzegi tako... wiat cay!... Ciko byo. W dzie znj
niewypowiedziany. Soce tak pali, e a woda zda si od niego pon, a
kiedy owe blaski poczn drga i skaka na fluktach, rzekby: deszcz
ognisty pada. Pot si z nas la, a jzyk przysycha nam do podniebienia...
W nocy zimno ksao jak pies... Pociechy znikd - nic, jeno strapienie,
al za utraconym szczciem, strapienie i mordga. Sowa tego nie
wypowiedz... W jednej ostoi, ju na ziemi greckiej, widzielimy z
pokadu one sawne ruinas wity, ktre jeszcze Graeci staroytni
wznieli... Kolumna stoi tam przy kolumnie, jakoby ze zota, a to marmur
tak pok od staroci. Wida za dobrze, bo to na wzgrzu nagim i
niebo tam jako turkus... Potem poeglowalimy naok Peloponezu.
Dzie szed za dniem, tydzie za tygodniem, mymy z Dydiu-kiem sowa
do siebie nie rzekli, bo jeszcze hardo i zawzito mieszkaa w naszych
sercach... Ale poczlimy z wolna krusze pod rk bo. Z trudu i
zmiennoci aury grzeszne cielsko jo nam prawie odpada od koci; rany
surowcem zadane gnoiy si na socu. W nocy modlilimy si o mier.
Co si zdrzemn, to sysz, jako Dydiuk mwi : "Chryste pomyuj !
wiataja Preczystaja, pomyuj! daj umerty!" On te sysza i widzia,
jakom ja do Bogarodzicielki i jej Dziecitka rce wyciga... A tu jakoby
wiatr morski uraz z serca zwiewa... Coraz mniej, coraz mniej... W
kocu, jakem nad sob paka, tom i nad nim paka. Juemy te oba
spogldali na siebie inaczej... Ba! poczlimy sobie wiadczy. Jak na
mnie przyszy poty i miertelne znuenie, to on sam wiosowa; jak na
niego, to ja... Przynios mis, kady uwaa, eby i drugi mia. Ale
patrzcie acastwo, co to natura ludzka! Po prostu mwic, miowalimy
si ju, ale aden nie chcia tego pierwszy powiedzie... Szelma w nim
bya, ukraiska dusza!... Dopiero kiedy okrutnie nam byo le i ciko,
a mwili w dzie, e nazajutrz spotkamy si z wenecjask flot.
ywnoci te byo skpo i wszystkiego nam aowali prcz bicza.
Przysza noc: jczymy z cicha i - on po swojemu, ja po swojemu -
modlimy si jeszcze arliwiej; patrz ja przy wietle miesica, a jemu zy
ciurkiem na brod lec. Wezbrao mi serce, wic mwi: "Dydiuk, to
my z jednych stron, odpumy sobie winy." Jak to usysza - miy Boe! -
kiedy chopisko nie ryknie, kiedy si nie zerwie, a acuchy zabrzky.
Przez wioso padlimy sobie w ramiona, caujc si i paczc... Nie
umiem rzec, jakemy si dugo trzymali, bo tam ju i pami nas odesza,
jenomy si trzli ode kania.
Tu przerwa pan Muszalski i co koo oczu palcami przebiera pocz.
Nastaa chwila ciszy, jeno zimny wiatr pnocny powistywa midzy
bierwionami, a w izbie ogie sycza i wierszcze gray. Za czym pan
Muszalski odsapn i tak dalej prawi: - Pan Bg, jako si okae,
pobogosawi nas i ask swoj okaza, ale na razie gorzko przypacilimy
w braterski sentyment. Oto trzymajc si w objciach popltalimy tak
acuchy, emy ich odczepi nie mogli. Przyszli dozorcy i dopiero nas
rozczepili, ale kaczug wicej godziny wista nad nami. Bito nas nie
patrzc gdzie. Popyna krew ze mnie, popyna z Dydiuka, pomieszaa
si i posza jednym strumieniem w morze. No! Nic to! stare dzieje... na
chwa bo!.. Od tej pory nie przyszo mi do gowy, e ja od Samnitw
pochodz, a on chop biaocerkiewski, niedawno uszlachcon. I brata
rodzonego nie mgbym wicej miowa, jakom jego miowa. Choby te
i nie by uszlachcon, jedno by mi byo - cho wolaem, e by. A on, po
staremu, jako niegdy nienawi, tak teraz mio oddawa z nawizk.
Tak ju mia natur...
Nazajutrz bya bitwa. Wenecjanie rozegnali nasz flot na cztery wiatry.
Nasza galera, potrzaskana srodze z kolubryn, zataia si przy jakowej
pustej wysepce, po prostu skale z morza sterczcej. Trzeba j byo
reperowa, a e onierze poginli i rk brako, musieli nas rozku i
siekiery nam da. Jakomy tylko na ld wysiedli, spojrz na Dydiuka, a u
niego ju to samo w gowie, co u mnie. "Zaraz?" - pyta mnie. "Zaraz!" -
mwi i nie mylc duej, w eb Czubaczego; wtem on samego kapitana.
Za nami inni jako pomie! W godzin skoczylimy z Turkami, potem
zadzilimy jako tako galer i siedli na ni bez acuchw, a Bg
miosierny kaza wiatrom przywia nas do Wenecji. O ebranym chlebie
dostalimy si do Rzeczypospolitej. Podzieliem si z Dydiukiem
podjasielsk substancj i oba zacignlimy si znowu, eby za nasze zy
i nasz krew zapaci. Podczas podhajeckiej Dydiuk poszed na Sicz do
Sirki, a z nim razem do Krymu. Co tam wyrabiali i jak znaczn uczynili
dywersj, o tym acastwo wiecie. W czasie powrotu Dydiuk, syt zemsty,
od strzay poleg. Ja ostaem i teraz oto, ilekro uk nacigam, czyni to
na jego intencj, a em tym sposobem nieraz ju dusz jego uradowa, na
to wiadkw w tej zacnej kompanii nie braknie.
Tu znowu umilk pan Muszalski i znw sycha byo tylko powist
pnocnego wiatru i trzaskanie ognia. Stary wojownik utkwi wzrok w
ponce kody i po dugim milczeniu tak skoczy:
- By Nalewajko i oboda, bya chmielnicczyzna, a teraz jest Dorosz;
ziemia z krwi nie osycha, kcim si i bijem, a przecie Bg posia w serca
nasze jakowe semina mioci, jeno e one jakoby w ponnej glebie le i
dopiero gdy je zy a krew podleje, dopiero pod uciskiem i pod
kaczugiem pogaskim, dopiero w tatarskiej niewoli niespodziane wydaj
frukta.
- Cham chamem ! - rzek nagle budzc si pan Zagoba
 Rozdzia XXIV 
Mellechowicz z wolna przychodzi do zdrowia, ale e w podjazdach
jeszcze udziau nie bra i siedzia zamknity w izbie, przeto nikt sobie nim
gowy nie zaprzta, gdy nagle zaszed wypadek, ktry zwrci na
powszechn uwag.
Oto Kozacy pana Motowidy chwycili Tatara, dziwnie jako koo stanicy
myszkujcego, i przyprowadzili go do Chreptiowa. Po doranym
zbadaniu jeca pokazao si, i by to Lipek, ale z tych, ktrzy niedawno
suby i siedziby w Rzeczypospolitej porzuciwszy, pod wadz sutask
si udali. Przybywa on z tamtej strony Dniestru i mia ze sob listy od
Kryczyskiego do Mellechowicza. Pan Woodyjowski zaniepokoi si tym
bardzo i zaraz zwoa starszyzn na narad.
- Moci panowie - rzek - wiecie dobrze, jako wielu Lipkw, nawet z
takich, ktrzy od niepamitnych lat na Litwie, i tu na Rusi siedzieli, teraz
do ordy przeszo, zdrad si za dobrodziejstwa Rzeczypospolitej
wywdziczajc. Ow suszna jest: wszystkim nie nazbyt ufa i bacznym
okiem na uczynki ich poglda. Mamy i tu chorgiewk lipkowsk, sto
pidziesit koni dobrych liczc, ktrej Mellechowicz przywodzi. Tego
Mellechowicza ja nie od dawna znam; wiem jeno to, e go hetman za
znamienite usugi setnikiem uczyni i tu mi go z ludmi przysa. Dziwno
mi te byo, e go nikt z waszmociw dawniej, przed jego do suby
wstpieniem, nie zna i o nim nie sysza... e go Lipkowie nasi nad miar
miuj i lepo suchaj, to sobie mstwem jego i sawnymi akcjami
tumaczyem, ale i oni pono nie wiedz, skd on jest i co za jeden. Nie
podejrzewaem go dotd o nic anim te wypytywa na poleceniu
hetmaskim poprzestajc, chocia on jakow tajemnic si osania.
Rne ludzie miewaj humory, a mnie do niczyjego nic, byle kaden
sub peni. Oto jednak ludzie pana Motowidy zowili Tatarzyna, ktry
list od Kryczyskiego do Mellechowicza przywiz, a nie wiem, czy
waciom wiadomo, kto jest Kryczyski?
- Jake! - rzek pan Nienaszyniec. - Kryczyskiego znaem osobicie, a
teraz go wszyscy ze zej sawy znaj.
- Razememy do szk... -zacz pan Zagoba, ale uci nagle,
pomiarkowawszy, e w takim razie Kryczyski musiaby mie
dziewidziesit lat, a w takim wieku ludzie zwykle ju nie wojuj.
- Krtko mwic - rzek may rycerz - Kryczyski Tatar polski. By on
pukownikiem jednej z naszych lipkowskich chorgwi, za czym ojczyzn
zdradzi i do dobrudzkiej ordy przeszed, gdzie jako syszaem, wielkie ma
znaczenie, bo tam si wida spodziewaj, e on i reszt Lipkw na
pogask stron przecignie. Z takim to czowiekiem Mellechowicz w
praktyki wchodzi, a najlepszym dowodem ten list, ktrego tenor jest
nastpujcy.
Tu may pukownik rozwin karty listu, uderzy po nich wierzchem doni
i czyta pocz: "Wielce miy duszy mojej bracie! Posaniec twj dosta
si do nas i pismo odda..."
- Po polsku pisze? - przerwa pan Zagoba.
- Kryczyski, jako wszyscy nasi Tatarzy, jeno po rusisku i po polsku
umia - odrzek may rycerz - a Mellechowicz te pewnie po tatarsku nie
ugryzie. Suchajcie waszmociowie nie przerywajc: "..i pismo odda,
Bg sprawi, e wszystko bdzie dobrze i e dokaesz, czego zechcesz.
My si tu z Morawskim, Aleksandrowiczem, Tarasowskim i Grocholskim
czsto naradzamy, a do innych braci pisujemy, rady ich take zasigajc
nad sposobem, jakoby to, czego ty, miy, chcesz, jak najprdzej sta si
mogo. e za na zdrowiu, jako nas wie dosza, szwank ponis,
przeto czowieka posyam, aby ci, miy, oczyma ujrza i pociech nam
przynis. Tajemnicy pilno przestrzegaj, bo bro Bg, aby za wczenie
si wydao. Niech Bg rozmnoy pokolenie twoje jako gwiazdy na niebie.
Kryczyski"
Pan Woodyjowski skoczy i pocz oczyma wodzi po obecnych, a gdy
milczeli cigle, pilnie wida tre pisma rozwaajc, rzek:
- Tarasowski, Morawski, Grocholski i Aleksandrowicz, wszystko to
dawni rotmistrze tatarscy i zdrajcy.
- To samo Poturzyski, Tworowski i Adurowicz - doda pan Snitko.
- Co acastwo o tym licie mwicie?
- Zdrada jawna; tu nie ma nad czym deliberowa - rzek pan Muszalski.
- Po prostu wchaj si z Mellechowiczem, aby i naszych Lipkw na ich
stron przeprowadzi, a on si zgadza.
- Dla Boga ! co za periculum dla caej komendy - zawoao kilka gosw.
- To Lipkowie dusz za Mellechowicza by oddali i jak on im rozkae, to
w nocy nas napadn.
- Najczarniejsza zdrada pod socem! - woa pan Deyma.
- I sam hetman tego Mellechowicza setnikiem uczyni! - rzek pan
Muszalski.
- Panie Snitko - ozwa si Zagoba - com mwi, kiedym Mellechowicza
obaczy? Czym wapanu nie powiedzia, e renegat i zdrajca oczyma tego
czowieka patrzy? Ha! do mi na niego byo spojrze! Wszystkich mg
oszuka, ale nie mnie! Powtrz wa moje sowa, panie Snitko, nic nie
zmieniaj. Nie powiedziaem, i to jest zdrajca?
Pan Snitko wsun nogi pod aw i skoni gow.
- Podziwia istotnie naley przenikliwo waszmo pana, chocia, co
prawda, to nie pamitam, eby go waszmo pan zdrajc nazwa.
Powiedziae tylko waszmo pan, i mu wilkiem z oczu patrzy.
- Ha! wic acan utrzymujesz, e pies zdrajca, a wilk nie zdrajca, e wilk
nie uksi rki, ktra go gadzi i je mu daje? Wic to pies zdrajca? Moe
wapan jeszcze i Mellechowicza bdziesz broni, a nas wszystkich
zdrajcami uczynisz?...
Skonfundowany w ten sposb pan Snitko otworzy szeroko oczy i usta i
tak zdumia, e sowa przez czas jaki przemwi nie mg.
Tymczasem pan Muszalski, ktry prdkie mia zdanie, zaraz rzek:
- Naprzd naley nam Panu Bogu podzikowa, i tak niecne praktyki si
odkryy, a potem szeciu draganw wykomenderowa z Mellechowiczem
i kul w eb!
- Potem tylko innego setnika mianowa - doda pan Nienaszyniec.
- Zdrada tak jawna, e i pomyki by nie moe.
Na to Woodyjowski :
- Naprzd naley Mellechowicza wybada, a potem panu hetmanowi o
tych praktykach dam zna, bo jako mnie pan Bogusz z Zibic powiada,
wielce Lipkowie panu marszakowi koronnemu na sercu le.
- Ale waszej moci - rzek zwracajc si do maego rycerza pan
Motowido - cakowita wzgldem Mellechowicza przysuguje inkwizycja,
gdy on nigdy towarzyszem nie by.
- Moje prawo znam - odpar Woodyjowski - i nie potrzebujesz mi go
wapan przypomina.
Wtem inni poczli woa
- Nieche nam stanie do oczu w taki syn, w przedawczyk i zdrajca!
Gromkie woania zbudziy pana Zagob, ktren by si nieco zdrzemn,
co mu si ju ustawicznie przytrafiao; wic przypomnia sobie prdko, o
czym bya mowa, i rzek:
- Nie, panie Snitko, miesic si w klejnociku zatai, ale dowcip
wapanowy jeszcze si lepiej zatai, bo i ze wiec nikt go nie znajdzie.
Mwi, e pies, canis fidelis, zdrajca, a wilk nie zdrajca! Pozwl
asindziej! wapan ju zupenie w pitk gonisz! Pan Snitko podnis oczy
do nieba na znak, jak niewinnie cierpi, ale nie chcia sprzeczk drani
staruszka, a wtem te Woodyjowski kaza mu i po Mellechowicza,
wic wyszed spiesznie, kontent, e tym sposobem wymkn si moe.
Po chwili wrci prowadzc modego Tatara, ktren widocznie nic o
zowieniu Lipka jeszcze nie wiedzia, bo wszed miao. Smaga i pikna
jego twarz wyblada wielce, ale zdrw ju by i gowy nawet nie
obwizywa chustami, tylko j przykrywa krymk z czerwonego
aksamitu.
Oczy wszystkich wpatrzone byy w niego jak w tcz, on za skoni si
maemu rycerzowi do nisko, reszcie kompanii do hardo.
- Mellechowicz! - rzek Woodyjowski utkwiwszy w Tatara bystre swe
renice - czy znasz pukownika Kryczyskiego?
Przez twarz Mellechowicza przelecia cie nagy i grony.
- Znam! - odrzek.
- Czytaj! - rzek may rycerz podajc mu list znaleziony przy Lipku.
Mellechowicz pocz czyta i nim skoczy, spokj wrci mu na lica.
- Czekam rozkazu - rzek zwracajc list.
- Jak dawno zdrad zamierzye i jakich masz tu w Chreptiowie
wsplnikw?
- Tom o zdrad oskaron?
- Odpowiadaj, nie pytaj! - rzek gronie may rycerz.
- Za czym taki dam respons: zdrady nie zamierzyem, wsplnikw nie
miaem; a jelim mia, to takich, ktrych wapanowie sdzi nie
bdziecie.
Usyszawszy to onierze poczli zgrzyta i zaraz kilka gronych gosw
ozwao si: - Pokorniej, psi synu, pokorniej! Przed godniejszymi od siebie
stoisz!
Na to Mellechowicz pocz spoglda na nich wzrokiem, w ktrym
byszczaa chodna nienawi.
- Wiem, com panu komendantowi powinien, jako zwierzchnoci mojej-
odrzek kaniajc si powtrnie Woodyjowskiemu - wiem i to, em od
wapanw taszy, dlatego ich kompanii nie szukam; wasza mio (tu
zwrci si znw do maego rycerza) pytaa mnie o wsplnikw; mam ich
w mojej robocie dwch: jeden jest pan podstoli nowogrodzki, Bogusz, a
drugi pan hetman wielki koronny. 
Usyszawszy te sowa zdumieli si wszyscy bardzo i przez chwil
panowao milczenie, na koniec pan Woodyjowski wsikami ruszy i
spyta:
- Jake to?
- Takim sposobem - odrzek Mellechowicz - e wprawdzie Kryczyski,
Morawski, Tworowski, Aleksandrowicz i wszyscy inni do ordy przeszli i
sia ju zego ojczynie uczynili, ale szczcia w nowej subie nie
znaleli. Moe te i sumienie ich ruszyo, do, e im si i suba, i miano
zdrajcw przykrzy.
Pan hetman dobrze o tym wie i panu Boguszowi, a take i panu
Myliszewskiemu poleci na powrt ich pod chorgwie Rzeczypospolitej
spraktykowa, pan Bogusz za mnie do tego uy i porozumiewa mi si
z Kryczyskim rozkaza. Mam w kwaterze listy od pana Bogusza, ktre
okaza mog, a ktrym lepiej od moich sw wasza mio uwierzysz.
- Id z panem Snitk po owe listy i przynie je natychmiast.
Mellechowicz wyszed.
- Moci panowie - rzek prdko may rycerz - wielcemy pono tego
onierza zbyt rychym posdzeniem pokrzywdzili, bo jeli on te listy ma i
prawd mwi -a poczynam myle, e tak jest - tedy to nie tylko kawaler
akcjami wojennymi wsawiony, ale czowiek na dobro ojczyzny czuy, i
nagroda, nie krzywe sdy, powinna go za to spotka. Dla Boga? Trzeba
to bdzie prdko naprawi!
Inni pogreni byli w milczeniu, nie wiedzc, co rzec, pan Zagoba za
przymkn oczy i tym razem udawa, e drzemie.
Tymczasem wrci Mellechowicz i poda Woodyjowskiemu list Bogusza.
May rycerz pocz czyta, co nastpuje:
"Ze wszystkich stron sysz, e nikogo nad ci przydatniejszego do takiej
posugi nie ma, a to dla dziwnej mioci, ktr oni k'tobie pon. Pan
hetman gotw im przebaczy i przebaczenie Rzeczypospolitej na si
bierze. Z Kryczyskim si zno jako najczciej przez ludzi pewnych i
praemium mu obiecuj. Tajemnic pilnie obserwuj, bo dla Boga, zgubiby
ich wszystkich. Panu Woodyjowskiemu jednemu arcana dywulgowa
moesz, bo to twj zwierzchnik i sia uatwi ci potrafi. Trudu i starania
nie auj baczc, e finis coronat opus, i bd pewien, e za ow
yczliwo matka nasza rwn ci mioci nagrodzi."
- Ot mi nagroda! - mrukn ponuro mody Tatar.
- Na miy Bg! czemue nikomu sowem nie wspomnia? -zakrzykn
Woodyjowski.
- Waszej mioci chciaem wszystko powiedzie, alem nie mia jeszcze
kiedy, bom po owym szwanku chorowa; przed ichmociami (tu
Mellechowicz zwrci si ku oficerom) miaem tajemnic nakazan,
ktren nakaz milczenia zechcesz pewnikiem wasza mio teraz znw
ichmociom wyda, aby tamtych nie zgubi.
- Dowody twojej cnoty s tak oczywiste, e i lepy by im zaprzeczy nie
mg - rzek may rycerz. - Prowad dalej dzieo z Kryczyskim. adnej
przeszkody mie w tym nie bdziesz, chyba pomoc, na co ci moj rk,
jako zacnemu kawalerowi, daj. Przyjde dzi do mnie na wieczerz.
Mellechowicz ucisn podan mu rk i skoni si po raz trzeci. Z ktw
ruszyli si ku niemu i inni oficerowie mwic:
- Tomy si na tobie nie poznali, ale nie umknie ci dzi rki, kto cnot
kocha.
Lecz mody Lipek wyprostowa si nagle i przechyli w ty gow jak ptak
drapieny dzioba gotowy.
- Przed godniejszymi stoj - rzek.
Po czym wyszed z izby.
Uczynio si gwarno po jego wyjciu. "Nic dziwnego - mwili midzy
sob oficerowie - burzy mu si jeszcze serce o to posdzenie, ale to
minie. Trzeba nam inaczej go traktowa. Fantazj ma on prawdziwie
kawalersk! Wiedzia hetman, co robi! Dziwy si dziej, no, no!..."
Pan Snitko triumfowa po cichu i w kocu nie mg wytrzyma, lecz
zbliywszy si do pana Zagoby, skoni mu si i rzek:
- Pozwl waszmo pan, a tak i w wilk nie zdrajca...
- Nie zdrajca? - odpar Zagoba - zdrajca, jeno cnotliwy zdrajca, bo nie
nas, ale ord zdradza... Nie tra wapan nadziei, panie Snitko, bd si
co dzie modli za waci dowcip, moe si Duch wity zlituje!
Basia cieszya si wielce, gdy jej pan Zagoba o caej sprawie
opowiedzia, bo miaa dla Mellechowicza yczliwo i lito.
- Trzeba - mwia - abymy oboje z Michaem na pierwsz niebezpieczn
ekspedycj umylnie z nim pojechali, bo tym sposobem najlepiej mu
ufno okaem. Ale may rycerz pocz gadzi po rowej twarzy Bak
i odrzek:
- O, mucho utrapiona, znaj ci! Nie o Mellechowicza ani o ufno ci
chodzi, jeno by ci si chciao w step lecie i bitwy zay! Nic z tego...
To rzekszy pocz j raz po razu caowa w usta.
- Mulier insidiosa est! - rzek z powag Zagoba.
Tymczasem Mellechowicz siedzia z owym przysanym Lipkiem w
swojej kwaterze i rozmawiali po cichu. Siedzieli tak blisko siebie, e
prawie czoem w czoo. Kaganek z baraniego oju pon na stole,
rzucajc te blaski na twarz Mellechowicza, ktra bya mimo caej swej
piknoci po prostu straszna, taka malowaa si w niej zawzito,
okruciestwo i dzika rado.
- Halim, suchaj! - szepta Mellechowicz.
- Effendi - odrzek posaniec.
- Powiedz Kryczyskiemu, e mdry, bo w pimie nie byo nic, co by
mnie mogo zgubi. Powiedz mu, e mdry. Niech nigdy wyraniej nie
pisuje... Oni mi teraz bd jeszcze bardziej ufali... wszyscy! sam hetman,
Bogusz, Myliszewski, tutejsza komenda - wszyscy! Syszysz? Niech ich
mr wydusi!
- Sysz, effendi.
- Ale naprzd w Raszkowie musz by, a potem tu wrci.
- Effendi, mody Nowowiejski ci pozna.
- Nie pozna. Widzia mnie ju pod Kalnikiem, pod Bracawiem i nie
pozna. Patrzy we mnie, brwi marszczy, ale nie poznaje. On mia
pitnacie lat, jak z domu uciek. Om razy zima od tego czasu stepy
pokrya. Zmieniem si. Stary by mnie pozna, ale mody nie pozna... Z
Raszkowa dam ci zna. Niech Kryczyski bdzie gotw i blisko si
trzyma. Z perkuabami musicie porozumienie mie. W Jampolu take
nasza chorgiew jest. Boguszowi wmwi, eby u hetmana ordynans dla
mnie do Raszkowa wyrobi, e stamtd atwiej mi bdzie Kryczyskiego
praktykowa. Ale tu musz wrci... musz!... Nie wiem, co si zdarzy,
jako si uoy... Ogie mi pali, w nocy sen ode mnie ucieka... Gdyby nie
ona, bybym zmar...
- Bogosawione jej rce.
Wargi Mellechowicza poczy si trz i pochyliwszy si jeszcze bliej
ku Lipkowi, j szepta jakoby w gorczce:
- Halim! bogosawione jej rce, bogosawiona gowa, bogosawiona
ziemia, po ktrej chodzi, syszysz, Halim! Powiedz tam im, em ju
zdrw- przez ni...
 Rozdzia XXV 
Ksidz Kamiski, za modych lat onierz i kawaler wielkiej fantazji,
siedzia pod staro w Uszycy i parafi restaurowa. Ale e koci by w
zgliszczach, a parafian brako, zajeda w proboszcz bez owieczek do
Chreptiowa i po caych tygodniach tam przesiadujc, rycerstwo
pobonymi naukami budowa.
Wysuchawszy wic z uwag opowieci pana Muszalskiego, w kilka
wieczorw pniej tak ozwa si do zgromadzonych:
- Lubiem ja zawsze sucha takowych opowiada, w ktrych aosne
przygody szczliwy swj koniec maj, gdy widoczna z nich, e kogo
boa rka piastuje, tego z owczych obiey wyzu kadego czasu potrafi i
choby z Krymu pod spokojny dach zaprowadzi. Dlatego niech kady z
waciw raz na zawsze to sobie zakonotuje, i dla Pana Boga nie masz
nic niepodobnego, i nieche w najciszych nawet terminach ufnoci w
jego miosierdzie nie traci. Ot, co jest! Chwali si to panu Muszalskiemu,
e prostego czeka bratersk mioci pokocha. Przykad tego da nam
sam Zbawiciel, ktry z krlewskiej krwi pochodzc, przecie prostakw
kocha, wielu z nich apostoami mianowa i do promocji im dopomg, tak
e owi teraz w senacie niebieskim zasiadaj. Lecz co inszego jest mio
prywatna, a co inszego generalna jednej nacji ku drugiej, ktr to
generaln pan nasz Zbawiciel nie mniej pilnie obserwowa nakaza. A
gdzie ona? Kiedy, czeku, rozgldniesz si po wiecie, to taka wszdy
zawzito w sercach, jakoby ludzie diabelskich, nie boskich przykaza
suchali.
- Mj jegomo - odrzek pan Zagoba - trudno nas przekonasz, abymy
Turczyna, Tatara lub innych barbarw miowa mieli, ktrymi i sam Pan
Bg zgoa brzydzi si musi.
- Do tego ja waci nie namawiam, jeno to utrzymuj, e dzieci eiusdem
matris kocha si powinny, a ow zamiast tego od chmielnicczyzny,
czyli od trzydziestu lat, wszystkie te kraje z krwi nie osychaj.
- A z czyjej winy?
- Kto si pierwszy do niej przyzna, temu pierwszemu Bg j odpuci.
- Jegomo dzi szatki duchowne nosisz, a za modu bijae rebelizantw,
jakomy syszeli, wcale niezgorzej...
- Bijaem, bom by powinien, jako onierz, i nie to mj grzech, ale to,
em ich przy tym jako zarazy nienawidzi. Miaem swoje prywatne racje,
o ktrych nie bd wspomina, bo to dawne czasy i rany owe zaschy. W
tym si kajam, em nad powinno czyni. Miaem pod swoj komend
sto ludzi z chorgwi pana Niewodowskiego i czsto luzem chodzc, z
nimim pali, cina, wiesza... Waszmociowie wiecie, jakie to byy czasy.
Palili i cinali Tatarzy przez Chmiela na pomoc wezwani, palilimy i
cinali my. Kozactwo te wod a ziemi tylko wszdy zostawiao,
gorszych jeszcze dopuszczajc si od nas i od Tatarw okruciestw. Nie
masz nic straszniejszego nad wojn domow... Co to byy za czasy, tego
nikt nie wypowie, do, e my i oni bylimy do psw wciekych ni do
ludzi podobniejsi... Raz dano zna do naszej komendy, e hultajstwo
pana Rusieckiego w jego fortalicji oblega. Posano mnie z moimi ludmi
na ratunek. Przyszedem za pno. Fortalicja bya ju z ziemi zrwnana.
Napadem jednak na chopstwo pijane i znacznie wyciem, cz si
tylko w zbou zataia; tych kazaem ywcem bra, by ich dla przykadu
obwiesi. Ale gdzie? atwiej byo zamierzy ni dokona: w caej wsi nie
zostao ani jednego budynku, ani jednego drzewa, nawet hrykowe
grusze na miedzach samotnie stojce byy pocinane. Nie miaem czasu
szubienicy stawia; lasu te, jako to w kraju stepowym, nigdzie w
pobliu. Co robi? Bior ja moich jecw i id. Ju te przecie znajd
gdzie jaki dbczak rosochaty. Id mil, id dwie - step i step, cho kul
potoczy. Trafiamy wreszcie na lady jakiej wioski, byo to pod
wieczr; patrz, ogldam si: tu i owdzie kupa wgli, a zreszt siwy
popi; znowu nic! Na wzgrku maluchnym krzy przecie zosta, duy,
dbowy, niedawno wida uczyniony, bo drzewo nic jeszcze nie
sczerniao i wiecio si przy zorzy,
jakoby z ognia. Chrystus by na nim z blachy wycity i tak wanie
pomalowany, e dopiero z boku zaszedszy i cienko blachy widzc
poznae, i nieprawdziwe ciao wisi; ale z przodu twarz mia jakoby
yw, od boleci jeno nieco przyblad, i cierniow koron, i oczy do
gry podniesione z okrutnym smutkiem i aoci. Gdym tedy ujrza w
krzy, migna mi przez gow myl: "Ot drzewo, inszego nie masz" -
alem si zaraz zlk. W imi Ojca i Syna! na krzyu ich nie bd wiesza!
Ale zrozumiaem, e uciesz oczy Chrystusowe, gdy w jego oblicznoci
ka tych, ktrzy tyle krwi niewinnej przelali, pocina, i mwi tak:
"Panie miy, nieche ci si zdaje, e to owi ydowinowie, ktrzy ciebie
na krzy przybili, bo ci od nich nie lepsi." Wtem kazaem ich po jednemu
porywa, na mogik pod krzy podprowadza i cina. Byli midzy nimi
starzy, siwi chopi i pacholta! Pierwszy tedy, ktrego przyprowadzono,
mwi: "Przez mk Pask, przez tego Chrysta, pomiuj panie!" A ja na
to: "Po szyi go!"
Dragon ci i ci... Przyprowadzono drugiego, ten to samo: "Przez tego
Chrystusa miosiernego pomiuj!" A ja znw: "Po szyi go!" To samo z
trzecim, czwartym, pitym; byo ich czternastu, a kady mi przez
Chrystusa zaklina... Ju i zorze zgasy, gdymy skoczyli. Kazaem ich
pooy krgiem koo stp krzya... Gupi ! Mylaem, e tym widokiem
Syna Jedynego udelektuj, oni za ruchali czas jaki to rkami, to
nogami, czasem rzuci si ktry jako ryba z wody wyjta, ale krtko tego
byo; niebawem wigor opuci ich ciaa i leeli wianuszkiem cicho. e to
ju ciemno uczynia si zupena, postanowiem zosta na nocleg,
chocia ognisk nie byo z czego rozpali. Noc Bg da ciep, wic moi
ludzie radzi pokadli si na derach, ja za poszedem sobie jeszcze pod
krzy, u nek Chrystusowych zwyczajne pacierze odmwi i
miosierdziu jego si poleci. A mylaem, e modlitwa moja tym
wdziczniej zostanie przyjta, e mi- dzie zeszed w pracy i w takich
uczynkach, ktre za zasug sobie po czytywaem. Czsto si
utrudzonemu onierzowi przytrafia, e poczwszy wieczorne pacierze,
unie. Trafio si to i mnie. Dragoni widzc, jakom klcza z gow opart
o krzy, rozumieli, em si w pobonych rozmylaniach zatopi, i aden
mi ich przerywa nie chcia; moje oczy za zaraz si przymkny i sen
dziwny zeszed na mnie od tego krzya. Nie powiem, e miaem
widzenie, bom go i by, i jestem niegodzien, ale pic twardo, widziaem
jakoby na jawie ca mk Pask... Na widok tedy opresji Baranka
niewinnego skruszao we mnie serce, luzy puciy mi si z oczu i ao
zdja mnie niezmierna: "Panie - mwi - mam oto gar dobrych
pachokw: chceszli widzie, co nasza jazda, ski jeno gow, a ja tych
takich synw, twoich katw, w mig na szablach roznios." Ledwiem to
rzek, zniko mi wszystko z oczu, zosta tylko sam krzy, a na nim
Chrystus krwawymi zami paczcy... Obejmuj ja wic podnek
drzewa witego i te locham. Jak to dugo trwao, nie wiem, ale po
owym czasie, uspokoiwszy si nieco, znw rzekn: "Panie, Panie!
przecze wrd zatwardziaych ydowinw nauk twoj wit
opowiada? eby by z Palestyny do naszej Rzeczypospolitej przyszed,
pewnie nie bylibymy ci na krzy przybijali, ale wdzicznie przyjli,
wszelakim dobrem obdarzyli i indygenat ci dali dla tym wikszego twojej
boskiej chway pomnoenia. Czemu tak nie uczyni, o Panie?" Rzekszy
podniosem oczy ku grze (we nie to zawsze byo, pamitajcie
acastwo) i c widz? Oto Pan nasz spoglda na mnie surowie, brwi
marszczy i nagle wielkim gosem tak odrzecze: "Tanie teraz wasze
szlachectwo, bo je czasw wojny szwedzkiej kady yk mg kupi; ale
mniejsza z tym! Warcicie siebie wzajem i wy, i hultajstwo, a jedni i
drudzy gorsicie od ydowinw, bo wy mi tu co dzie na krzy
przybijacie... Zalim to nie nakaza mioci nawet dla nieprzyjaci i
przebaczania win, a wy, jakoby wcieke zwierza, wntrznoci targacie
sobie wzajem. Na co ja patrzc mk nieznon cierpi. Ty za sam,
ktry mnie chcia odbija, a potem do Rzeczypospolitej zaprasza, ce
uczyni? Oto trupy tu naok krzya mego le i krew obryzgaa mu
podne, a przecie byli midzy nimi niewinni, pacholta mode, albo
ludzie zalepieni, ktrzy rozgarnicia nijakiego nie majc za innymi jako
gupie owce poszli. Miae nad nimi miosierdzie, sdzie ich przed
mierci? Nie! Kazae ich wszystkich pocina i jeszcze myla, e mnie
tym ucieszysz. Zaprawd, co inszego jest karci i kara, tak jako ojciec
syna karze, tak jako starszy brat modszego karci, a co inszego mci si,
sdu nie dawa, miary w karaniu i okruciestwie nie zna. Do tego ju
doszo, e na tej ziemi wilcy miosierniejsi od ludzi, e tu trawy krwaw
ros si poc, wichry nie wiej, ale wyj, rzeki zami pyn i ludzie do
mierci rce wycigaj mwic: <<Ucieczko nasza!...>>"
- Panie! - zawoaem - zali oni lepsi od nas? Kto najwiksze okruciestwa
czyni? Kto pogan sprowadza?...
- Miujcie ich nawet karzc - odrzek Pan - a wwczas bielmo spadnie z
ich oczu, zatwardziao ustpi z serc i miosierdzie moje bdzie nad
wami. Inaczej przyjdzie nawaa tatarska i yka naoy wam i im - i
nieprzyjacielowi bdziecie musieli suy w umartwieniu, w pogardzie, we
zach, a do dnia, w ktrym pokochacie si wsplnie. Jeli za miar w
zawzitoci przebierzecie, tedy nie bdzie ani dla jednych, ani dla drugich
zmiowania i poganin posidzie t ziemi na wieki wiekw! Struchlaem
suchajc takowych zapowiedzi i dugi czas sowa nie mogem
przemwi, dopiero rzuciwszy si na twarz pytaem:
- Panie, co ja mam czyni, aby grzechy moje zmaza?
Na to Pan rzek:
- Id, powtarzaj sowa moje, go mio!
Po tej odpowiedzi sny moje zniky. e to noc latem krtka, obudziem si
ju o brzasku i cay ros okryty. Spojrz: gowy wiankiem okoo krzya
le, jeno ju posiniae. Dziwna rzecz, wczoraj radowa mnie ten widok,
dzi zgroza mi chwycia, zwaszcza na widok gowy jednego pacholcia
lat moe siedmnastu, ktre nad miar byo pikne. Kazaem onierzom
pogrze przystojnie ciaa pod tym samym krzyem i odtd - byem ju
nie ten.
Z pocztku, bywao, mylaem sobie: sen mara! Ale przecie tkwi on mi w
pamici i jakoby jestestwo cae coraz bardziej ogarnia. Nie miaem
suponowa, eby sam Pan ze mn gada, bo jakom ju rzek: nie czuem
si godnym, ale mogo by to, e sumienie, ktre si byo czasu wojny
przytaio w duszy jako Tatar w trawach, teraz ozwao si nagle wol mi
bosk oznajmujc. Poszedem do spowiedzi: ksidz potwierdzi to
mniemanie. "Jawna (powiada) wola i przestroga boa, suchaj ich, bo
bdzie z tob le." Odtd poczem gosi mio.
Ale towarzystwo i oficyjerowie mieli mi si w oczy. "A co to (prawi)
ksidz, eby nam nauki dawa? Maoto owi psubratowie dyzgustw
Bogu naczynili, mao napalili kociow, mao nahabili krzyw? Mamy
si za to w nich kocha?" Sowem, nikt mnie nie sucha.
Wic po beresteckiej wdziaem te oto szatki duchowne, aby z wiksz
powag sowo i wol bo ogasza. Od dwudziestu przeszo lat czyni to
bez spoczynku. Ju mi i wosy pobielay... Bg miociw nie ukarze mnie
za to, e gos mj by dotychczas gosem woajcego na puszczy. Moci
panowie, miujcie nieprzyjaci waszych, karzcie ich, jako ojciec karze,
karcie jako brat starszy karci, inaczej gorze im, ale gorze i wam, gorze
caej Rzeczypospolitej.
Patrzcie, co za skutek owej wojny i zawzitoci brata przeciw bratu? Oto
pustyni staa si ta ziemia, mogiy mam w Uszycy za parafian; w
zgliszczach kocioy, miasta, wsie, a pogaska potga wzbiera i ronie
nad nami na ksztat morza, ktre i ciebie, kamieniecka opoko, pokn
gotowe...
Pan Nienaszyniec sucha z wielkim wzruszeniem mowy ksidza
Kamiskiego, a mu pot wystpi na czoo, potem tak ozwa si wrd
powszechnego milczenia:
- e s midzy kozactwem godni kawalerowie, przykadem tu obecny
pan Motowido, ktrego wszyscy kochamy i szanujem. Ale co do mioci
generalnej, o ktrej tak wymownie mwi ksidz Kamiski, przyznaj, e
w cikim grzechu dotd yem, bo jej we mnie nie byo i nie staraem
si, eby j mie. Teraz ksidz jegomo nieco mi oczy otworzy. Bez
szczeglnej jednak aski boskiej ja tej mioci w sercu nie znajd, bo
pami okrutnej krzywdy w nim nosz, ktr krzywd pokrtce tu
opowiem.
- Napijmy si czego ciepego - przerwa Zagoba.
- Dorzucie ognia do gruby - rzeka do pacholikw Basia.
I wkrtce potem obszerna izba zajaniaa na nowo wiatem, a przed
kadym z rycerzy postawi pacho kwart z piwem grzanym. Wszyscy
zaraz chtnie umoczyli w nim wsy, a gdy pocignli raz i drugi, pan
Nienaszyniec zabra znw gos i tak mwi, jak gdyby wz turkota:
- Matka umierajc polecia mej opiece siostr. Halszka jej byo na imi.
Nie miaem ony, dzieci, wic miowaem on dziewczyn jak renic
oka. Bya dwadziecia lat modsza ode mnie i na rkum j nosi. Po
prostu: za dzieckom wasne j uwaa. Potem poszedem na wypraw, a
j ogarna orda. Gdym wrci, tukem bem o ciany. Majtno w
czasie inkursji przepada, alem sprzeda, com mia: ostatni rzd na konia! i
pojechaem z Ormiany, by j wykupi. Znalazem j w Bachczysaraju.
Bya przy haremie, nie w haremie, bo miaa dopiero dwanacie lat. Nie
zapomn nigdy, Halszko, tej chwili, kiedym ci odnalaz, jako mi za
szyj obja, jako mnie w oczy caowaa! Ale c! Pokazao si, e mao
byo tego, com przywiz.
Dziewka bya pikna. Jehu-aga, ktren j porwa, trzy razy tyle da!
Chciaem siebie odda w dodatku. Nie pomogo i to. W moich oczach
kupi j na targu wielki Tuhaj-bej, w wrg nasz przesawny, ktren
chcia j ze trzy lata przy haremie potrzyma, a pniej on sw z niej
uczyni.
Wracaem do kraju wosy rwc. Po drodze dowiedziaem si, e w
jednym ausie przymorskim przemieszkuje jedna z on Tuhaj-beja z jego
ulubionym synalkiem, Azj... Tuhaj-bej po wszystkich miastach i wielu
wsiach trzyma ony, aby wszdy mia swj wczas pod wasnym
dachem. Dowiedziawszy si ja o owym synaczku, pomylaem, e Bg
ukazuje mi ostatni sposb ratunku dla Halszki, i zaraz postanowiem
maego Azj porwa, a potem za moj dziewczynin go wymieni. Ale
sam tego uczyni nie mogem. Trzeba byo na Ukrainie albo w Dzikich
Polach watah skrzykn, co nie byo atwe, bo raz, e imi Tuhaj-beja
straszne byo na wszystkiej Rusi, a po wtre, one kozactwu przeciw
nam pomaga. Jednak niemao po stepach wczy si moojcw, ktrzy
tylko wasnej korzyci patrz i dla upu wszdy i gotowi. Tych
zebraem kup znaczn. Comy przeszli, pki czajki nie wypyny na
morze, tego jzyk nie wysowi, bo i przed starszyzn kozack kry nam
si byo trzeba. Ale Bg pobogosawi. Azj porwaem, z nim upy
znamienite. Pocig nas nie dogna i dostalimy si szczliwie na Dzikie
Pola, skd chciaem do Kamieca zdy, by zaraz rozpocz przez
kupcw tamecznych ukady. Rozdzieliem wszystkie upy midzy
moojcw, sobie tylko Tuhajowe szczeni zostawujc. A em tak
szczerze i hojnie z tymi ludmi postpi, em poprzednio tylu przygd z
nimi dozna, em razem z nimi przymiera godem i ba za nich
nadstawia, rozumiaem, e kady z nich w ogie by za mn skoczy, em
sobie ich serca na wieki zjedna. Gorzkom wkrtce mia za to
odpokutowa!
Nie przyszo mi do gowy, e oni wasnych atamanw w sztuki
rozdzieraj, by si upem po nich podzieli; zapomniaem, e nie masz
midzy tymi ludmi wiary, cnoty, wdzicznoci ni sumienia... Blisko ju
Kamieca skusia ich nadzieja bogatego za Azj okupu. W nocy napadli
na mnie jak wilcy, sznurem dusili za szyj, noami popruli ciao,
wreszcie, majc mnie za zdechego, porzucili w pustyni, a sami z
dzieckiem uszli. Bg mi zesa ratunek i wrci zdrowie; ale moja Halszka
przepada na wieki. Moe tam yje gdzie jeszcze, moe po mierci
Tuhajowej inny j poj pohaniec, moe Mahometa przyja, moe o
bracie zgoa zapomniaa, moe jej syn krew moj kiedy wytoczy... Ot,
moja historia! Tu umilk pan Nienaszyniec i pocz ponuro w ziemi
patrzy.
- Ile naszej krwi i ez za te krainy wycieko! - ozwa si pan Muszalski.
- Bdziesz miowa nieprzyjacioy twoje - wtrci ksidz Kamiski.
- A przyszedszy do zdrowia nie szukae wapan owego szczeniaka?-
spyta pan Zagoba.
- Jakem si pniej dowiedzia - odrzek pan Nienaszyniec - na moich
zbjw inna kupa zbjw napada, ktra ich w pie wycia. Ci wraz z
upami i dziecko porwa musieli. Szukaem wszdzie; ale jakoby kamie
w wod wpado.
- Moe je wapan pniej gdzie i spotka, ale go pozna nie moge?-
rzeka pani Basia.
- Dzieciak, nie wiem, czy mia trzy lata. Ledwie wiedzia, e Azja byo
mu imi. Alebym go by pozna, bo mia nad kad piersi ryb wykut i
sin barw napuszczon.
Nagle Mellechowicz, ktry dotd siedzia spokojnie, ozwa si dziwnym
gosem z kta izby:
- Po rybie by go waszmo nie pozna, bo wielu Tatarw moe takowy
znak nosi, zwaszcza z tych, ktrzy przy brzegach mieszkaj.
- Nieprawda - odpar sdziwy pan Hromyka - po beresteckiej ogldalimy
cierwo Tuhaj-bejowe, bo na placu zostao, i wiem, e mia ryby na
piersiach, a wszyscy inni polegli insze nosili znaki.
- A ja wapanu mwi, e ryb nosi wielu.
- Tak, ale z wraego Tuhaja pokolenia.
Dalsz rozmow przerwao wejcie pana Lelczyca, ktren rankiem na
podjazd przez Woodyjowskiego wysany, teraz wanie z niego
powraca.
- Panie komendancie - rzek zaraz we drzwiach - u Sierocego Brodu, po
multaskiej stronie, kupa jakowa ley i ku nam zamyla.
- Co za ludzie? - spyta pan Micha.
- otrzykowie. Jest troch Wooszy, trocha Wgrzynw, a najwicej
lunej ordy, razem ze dwiecie ludzi.
- To ci sami, o ktrych miaem wiadomo, e po wooskiej stronie
pldrowali - rzek Woodyjowski. - Perkuab musia ich tam nacisn,
wic si do nas wymykaj; ale tam samej ordy bdzie ze dwiecie. W
nocy si przeprawi, a witaniem im zastpim. Pan Motowido i
Mellechowicz bd od pnocka gotowi. Stadko wow na przynt
podegna, a teraz do kwater.
onierze poczli si rozchodzi, ale nie wszyscy jeszcze opucili izb,
gdy Basia podbiegszy do ma zarzucia mu rce na szyj i pocza co
szepta w ucho. On umiecha si i trzs odmownie gow, ona za
widocznie nalegaa, coraz mocniej zaciskajc rce koo jego szyi. Widzc
to pan Zagoba rzek:
- Uczye jej raz t satysfakcj, to i ja stary z wami poczapi.
 Rozdzia XXVI 
Lune watahy, ktre trudniy si rozbojem po obu stronach Dniestru,
skaday si z ludzi wszelkich narodowoci okoliczne kraje
zamieszkujcych. Przewaali w nich zawsze tatarscy zbiegowie z ordy
dobrudzkiej i biaogrodzkiej, dziksi jeszcze i mniejsi od swych
krymskich pobratymcw, ale nie brako te i Woochw, i kozactwa, i
Wgrzynw, i czeladzi polskiej, zbiegej ze stanic nad brzegiem Dniestru
lecych. Buszowali oni to po polskiej, to po wooskiej stronie,
przechodzc raz w raz graniczn rzek, w miar jak przyciskali ich
perkuabowie lub komendanci Rzeczypospolitej. W jarach i lasach, w
jaskiniach mieli oni swe kryjwki niedostpne. Gwnym celem ich
napadw byy stanicze stada wow i koni, ktre nawet w zimie nie
schodziy ze stepw, same sobie poywienia pod niegami szukajc. Ale
prcz tego napadali na wsie, miasteczka, osady, na pomniej- sze
komendy, na kupcw polskich, a nawet tureckich, na porednikw z
okupem do Krymu jadcych. Miay owe kupy swj ad i swych wodzw,
ale czyy si rzadko. Czstokro zdarzao si nawet, e mniej liczne
byy wycinane przez liczniejsze. Namnoyo si ich wszdy w krajach
ruskich bardzo wiele, zwaszcza od czasu wojen kozacko - polskich, gdy
wszelkie bezpieczestwo w owych stronach zniko. Naddniestrzaskie
watahy podsycane przez zbiegw ordziskich szczeglniej byy grone.
Widywano niektre do piciuset gw liczce. Przywdcy ich przybierali
tytu bejw. Pustoszyli oni kraj sposobem zupenie tatarskim i nieraz
istotnie sami komendanci nie wiedzieli, czy maj robot ze zbjami, czy
te z przodowymi czambuami caej ordy. Komputowym wojskom,
zwaszcza jedzie Rzeczypospolitej, kupy owe nie byy zdolne w polu
dosta, ale zapdzone w matni, biy si po desperacku, wiedzc dobrze,
e wzitych w niewol czeka powrz. Bro ich bya rozmaita. ukw i
strzelb im brako, ktre zreszt do nocnych napadw mao byyby im
przydatne. Wiksza cz zbrojna bya w handary i jatagany tureckie, w
kicienie, w szable tatarskie i w pszczki koskie wpuszczane w mode
dbczaki i umocnione powrzkiem. Owa ostatnia bro w silnym rku
straszliwe oddawaa posugi, bo kruszya kad szabl. Niektrzy mieli
widy, bardzo dugie, ostro elazem okute; niektrzy wreszcie rohatyny.
Te w nagych razach przeciw jedzie nadstawiali.
Wataha, ktra zatrzymaa si u Sierocego Brodu, musiaa by bardzo
liczn albo w ostatnich znale si na multaskiej stronie terminach,
skoro odwaya si podej pod chreptiowsk komend mimo postrachu,
jaki samo imi pana Woodyjowskiego we wszystkich obubrzenych
rabusiach obudzao. Jako drugi podjazd przywiz wiadomo, e
skadaa si ona z czterystu przeszo gw pod wodz Azba-beja,
synnego grasanta, ktry od kilku lat napenia postrachem i polsk, i
multask stron.
Ucieszy si pan Woodyjowski, gdy dowiedzia si, z kim bdzie mia do
czynienia, i zaraz stosowne wyda rozkazy. Prcz Mellechowicza i pana
Motowidy posza chorgiew pana generaa podolskiego i pana podstolego
przemyskiego. Poszy one jeszcze w nocy i rzekomo w rne strony, ale
jako rybacy szeroko zao niewodem, aby nastpnie zej si przy
jednej przerbli, tak i owe chorgwie, rozlegym idc koliskiem, miay si
zej o brzasku przy Sierocym Brodzie. Basia asystowaa z bijcym
sercem wyjciu wojsk, jako e miaa to by jej pierwsza wiksza
wyprawa, i roso jej owo serce na widok sprawnoci tych starych wilkw
stepowych. Wychodzili tak cicho, e w samej fortalicji mona ich byo
nie dosysze. Nie zabrzczay munsztuki, strzemi nie szczkno o
strzemi, szabla o szabl, ko nie zara. Noc bya pogodna i nadzwyczaj
widna, bo czas peni. Ksiyc owieca dobrze wzgrze staniczne i step
lekko ze wszystkich stron pochyy; a jednak ledwie co ktra chorgiew
wysza za czstok, ledwie zamigotaa srebrnymi iskrami, ktre ksiyc z
szabel wykrzesywa, ju nika z oczu, jakby stado kuropatw w fali traw
nurkujce. Byo co tajemniczego w tym pochodzie. Basi zdawao si, e
to myliwi wyjedaj na jakowe owy majce si o witaniu rozpocz i
dlatego tak id cicho i ostronie, aby zwierza przedwczenie nie
sposzy... Wic wielka ochota wstpia w jej serce, aby w tych owach
wzi udzia.
Pan Woodyjowski nie sprzeciwi si temu, bo go Zagoba do zgody
skoni. Wiedzia wreszcie, e kiedy i tak trzeba bdzie chci Basinej
zadouczyni, wola wic zaraz, zwaszcza e grasanci ukw i
samopaw nie mieli zwyczaju uywa. Ruszyli jednak dopiero we trzy
godziny po wyjciu pierwszych chorgwi, bo tak by cae dzieo pan
Micha uoy. Poszed z nimi pan Zagoba, pan Muszalski i dwudziestu
Linkhauzowych dragonw z wachmistrzem, samych Mazurw, ludzi na
schwa, za ktrych szabliskami bya wdziczna komendantowa rwnie
jak w maeskiej komnacie bezpieczna.
Sama ona, majc jecha na mskiej kulbace, przybrana bya
odpowiednio: miaa wic szarawarki perowego koloru, aksamitne, bardzo
obszerne, podobiestwo spdnicy czynice, a wpuszczone w safianowe
te buciki: to kubraczek rwnie szarej barwy, biaym krymskim
barankiem podbity i na szwach ozdobnie bramowany; to adowniczk
srebrn roboty wybornej; lekk szabelk tureck na jedwabnych rapciach
i pistolety w olstrach. Gow jej przybiera kopaczek z wierzchem z
weneckiego aksamitu, pirkiem czaplim ozdobion, a biczym futrem
naok obszyty; spod kopaczka wygldaa jasna, rowa twarz, prawie
dziecinna, i dwoje oczu ciekawych a wieccych jak wgielki.
Tak przybrana i siedzc na cisawym bachmaciku, chybkim jak sarna i jak
arna agodnym, zdawaa si by hetmaskim dzieckiem, ktre pod opiek
starych wojennikw na pierwsz nauk jedzie. Oni te si dziwili jej
postaci; pan Zagoba z panem Muszalskim szturchali si okciami, caujc
od czasu do czasu kady swoj pi na znak nadzwyczajnego dla Basi
uwielbienia, obaj za wraz z Woodyjowskim uspokajali jej obawy co do
spnionego wyjazdu.
- Na wojnie si nie rozumiesz - mwi may rycerz - i dlatego nas
posdzasz, e ci dopiero po wszystkim chcemy na miejsce
przyprowadzi. Jedne chorgwie id jako sierpem rzuci, inne za musz
okada, aby szlaki poprzecina - i dopiero si bd cichaczem do kupy
cigay, w matni nieprzyjaciela biorc. A my przyjedziemy na czas i
bez nas nic si nie rozpocznie, bo tam kada godzina obrachowana.
- A jak si nieprzyjaciel spostrzee i midzy chorgwiami si przemknie?
- Chytry on jest i czujny, ale i nam taka wojna nie nowina.
- Michaowi wierz - zawoa Zagoba - bo nie masz nad niego wikszego
praktyka. Zy los przygna tu tych skurczybykw.
- W ubniach byem modzik - odrzek pan Micha - a ju mi podobne
funkcje powierzano. Teraz za, em ci to widowisko chcia wyprawi,
jeszczem staranniej wszystko rozdysponowa. Chorgwie razem si
nieprzyjacielowi uka, razem si okrzykn i razem skocz, jakoby kto z
bicza trzasn.
- I! i! - pisna z radoci Basia i stanwszy w strzemionach, chwycia
maego rycerza za szyj. - A mnie wolno bdzie skoczy, co? Michaku,
co? - pytaa z iskrzcymi oczyma.
- W tok ci nie pozwol, bo w toku o przygod atwo, nie mwic, e
ko moe szwankowa, ale daem instrukcj, by po rozbiciu kup jak na
nas nagnano, wwczas rozpucim konie i moesz dwu albo trzech sobie
ci, a zajedaj zawsze z lewej, bo tym sposobem ciganemu
niezrcznie ci przez konia siga, a ty go masz na odlew.
Basia na to:
- Ho! ho! nie boj si! Sam mwie, e ju szabl robi daleko lepiej od
wujcia Makowieckiego; nie da mi aden rady!
- Uwaaj, eby cugle mocno trzyma -wtrci pan Zagoba. - Oni maj
swoje sposoby i moe by tak: ty go gonisz, a on nagle konia zwrci i
osadzi, wtedy go miniesz z rozpdu, ale nim miniesz, ju on ci signie.
Stary praktyk nigdy nadto konia nie rozpuszcza, jeno wedle potrzeby go
miarkuje.
- I szabli nigdy bardzo nie podnosi, aby do sztychu przej atwo - rzek
pan Muszalski.
- Bd ja przy niej od wypadku - odpowiedzia may rycerz. - Widzisz, w
bitwie caa trudno w tym, e trzeba o wszystkim pamita: o koniu
swoim i nieprzyjacielu, o cuglach, o szabli, o ciciu i sztychu - wszystko
naraz! Kto si wprawi, to mu to samo przez si przychodzi, ale z
pocztku znamienici nawet szermierze czsto bywaj niezgrabni i lada
chmyz, byle by praktyk, bieglejszego od si nowicjusza z konia zsadzi...
Dlatego to bd ci przy boku.
- Jeno mnie nie wyrczaj i ludziom przyka, aby mnie nikt nie wyrcza
bez potrzeby.
- No, no! obaczym jeszcze, czy ci animuszu stanie, jak przyjdzie co do
czego! - odpar umiechajc si may rycerz.
- Albo jeeli si ktrego z nas za po nie uapisz! - skoczy Zagoba.
- Obaczym ! - rzeka z oburzeniem Basia.
Tak rozmawiajc wjechali w okolic tu i wdzie chaszczami pokryt. Do
brzasku byo ju niedaleko, ale tymczasem uczynio si ciemniej, bo
ksiyc zaszed. Od ziemi poczyna te wstawa lekki opar i przesania
dalsze przedmioty. W owej leciuchnej mgle i mroku majaczce opodal
zarola przybieray w podnieconej wyobrani Basi ksztaty ywych istot.
Nieraz zdawao si jej, e widzi wyranie ludzi i konie.
- Michale, co to jest? - pytaa szepczc i ukazujc palcem na majak.
- Nic, krze.
- Mylaam, e jedcy. Prdko zajedziem?
- Za jakie ptorej godziny to si i rozpocznie.
- Ha!
- Boisz si?
- Nie, jeno mi serce bije z wielkiej ochoty! Miaabym si ba! Nic a nic!
Patrz, jaki tu szron ley... Wida, cho ciemno.
Rzeczywicie wjechali na szmat stepu, na ktrym dugie i wysche odygi
burzanw szronem siwym byy pokryte. Pan Woodyjowski spojrza i
rzek:
- Tdy Motowido przechodzi. Nie dalej jak o p mili musi lee
przytajony. wita ju!
Jako robi si pierwszy brzask. Pomroka rzeda. Niebo i ziemia staway
si szare, powietrze blado, czuby drzew i zaroli powczyy si jakby
srebrem. Dalsze kpy poczy si odsania, jakoby kto zason kolejno
podnosi. Wtem z bliszej kpy wychyli si nagle jedziec na koniu.
- Pana Motowidy? - spyta Woodyjowski, gdy semen osadzi konia tu
przy nim.
- Tak jest, wasza mio!
- Co sycha?
- Przeszli Sierocy Brd; potem kierujc si na ryk wow poszli ku
Kausikowi. Woy pobrali i stoj na Jurkowym polu.
- A gdzie pan Motowido?
- Zaoy od wzgrza, a pan Mellechowicz od Kausika. Inne chorgwie
nie wiem.
- Dobrze - rzek Woodyjowski - ja wiem; ruszaj do pana Motowidy i
ka zamyka. A pojedynczych ludzi niech rozsypie na p drogi od pana
Mellechowicza. Ruszaj!
Semen pooy si na kulbace - ruszy, a ledziona w koniu z miejsca
zagraa, i wkrtce znikn. Oni za pojechali dalej, jeszcze ciszej, jeszcze
ostroniej... Rozwidnio si tymczasem zupenie. Mga, ktra o brzasku
wstaa bya od ziemi, opada cakiem na d, a na wschodniej stronie
nieba ukazaa si duga wstga wietlista i rowa, ktrej wiato i
rowo poczy zabarwia powietrze, wzgrza, zrby odlegych jarw i
szczyty. Wtem do uszu jedcw doszy od strony Dniestru liczne
zmieszane krakania i wysoko przed nimi ukazao si lecce ku zorzy
ogromne stado krukw. Pojedyncze ptaki odryway si co chwila od
stada i zamiast lecie wprost przed si poczynay zatacza nad stepem
koa, jak czyni upatrujc zdobyczy kanie i jastrzbie.
Pan Zagoba podnis szabl do gry, ukaza ostrzem na kruki i rzek do
Basi:
- Dziwuj si zmylnoci tych ptakw. Niech jeno gdziekolwiek ma
przyj do bitwy, zaraz ze wszystkich stron nadlatuj, jakoby je kto z
worka wysypa. Gdy samo jedno wojsko cignie albo przyjacielskie maj
si spotka, nie masz tego, tak to bestie umiej odgadn intencje ludzkie,
cho si im nikt nie oznajmia. Sama sagacitas narium tego nie
wytumaczy, dlatego susznie dziwi si moesz. Tymczasem ptaki,
kraczc coraz mocniej, zbliyy si znacznie, wic pan Muszalski zwrci
si do maego rycerza i rzek uderzajc doni po uku :
- Panie komendancie, a nie wzbronno bdzie cign jednego na uciech
dla pani komendantowej? Haasu to przecie nie uczyni?
- cignij wa choby dwa - rzek Woodyjowski wiedzc, jak stary
onierz ma sabo popisywania si celnoci swych grotw.
Na to niezrwnany ucznik sign rk za plecy i wydoby strza
pierzast, za czym naoy j na ciciw i podnisszy w gr uk i gow,
czeka. Stado byo coraz bliej. Wszyscy wstrzymali konie i patrzyli
ciekawie ku niebu. Nagle rozleg si aony jk ciciwy, niby wiegot
jaskki, i strzaa wybiegszy znika pod stadem.
Przez chwil mona byo pomyle, e pan Muszalski chybi, lecz oto
jeden ptak zwin koza i zniy si wprost nad gowami ku ziemi,
nastpnie, koziokujc cigle, znia si coraz bardziej, wreszcie pocz
spada z rozpostartymi skrzydami, zupenie jak li dajcy opr
powietrzu.
Po chwili spad na kilka krokw przed koniem Basi. Strzaa przeszya go
na wylot tak, e grot wieci powyej grzbietu.
- Na szczliw wrb! - rzek kaniajc si Basi pan Muszalski. - Bd
ja mia z daleka na pani komendantow, a wielk moj dobrodzik, oko
i w nagym razie znowu, daj Boe szczliwie, strzaeczk wypuszcz.
Cho tam i bzyknie blisko, upewniam, e nie zrani.
- Nie chciaabym ja by tym Tatarem, ktrego waszmo na cel
wemiesz! - odrzeka Basia.
Lecz dalsz rozmow przerwa pan Woodyjowski, ktry, ukazawszy na
do znaczne wzniesienie odlege na kilka stai, rzek:
- Tam staniem...
Po tych sowach ruszyli rysi. W p wzniesienia may rycerz kaza
zwolni kroku, a wreszcie niedaleko wierzchoka zatrzyma konie.
- Nie bdziem do samego szczytu dojeda - rzek - bo przy tak jasnym
ranku z daleka mona by nas wzi na oko, ale zsiadszy z koni
przybliym si tak do zrbu, by gowy niewiele wystaway.
To rzekszy zeskoczy z konia, a za nim Basia, pan Muszalski i kilku
innych. Dragoni pozostali pod szczytem, trzymajc rumaki, oni za
posunli si a do miejsca, w ktrym wzniesienie zapadao si cian
prawie prostopad ku doowi. U stp tej ciany, wysokiej na kilkadziesit
okci, rosy do gsto wskim pasem chaszcze, dalej za cign si step
niski, rwny, ktrego z tej wysokoci ogromn przestrze mogli obj
oczyma.
Rwnina owa, przecita niewielkim strumieniem biegncym w stron
Kausiku, bya rwnie, jak i spd skay, pokryta kpami zaroli. Z
najwikszej kpy cienkie smugi dymu unosiy si ku niebu.
- Widzisz - rzek do Basi Woodyjowski - to nieprzyjaciel si tam przytai.
- Widz dymy, ale nie widz ni ludzi, ni koni - odrzeka z bijcym sercem
Basia.
- Bo ich zarola skrywaj, chocia wprawne oko ich dojrzy. Ot tam,
patrz: dwa, trzy, cztery, ca kup koni wida; jeden srokaty, jeden
cakiem biay, a std wydaje si jak niebieski.
- Prdko do nich zjedziem?
- Nam ich tu przygnaj, ale mamy czas, bo do owej kpy bdzie z wier
mili.
- A gdzie nasi?
- Widzisz, tam ot, hen, skrawek boru? Pana podkomorska chorgiew
powinna teraz wanie siga ju brzegu. Mellechowicz wynurzy si z
wtej strony bodaj za chwil. Druga towarzyska chorgiew wemie ich
od tego kamienia. Dostrzegszy ludzi oni sami rusz ku nam, bo tdy
mona dobrze ku rzece pod wiszarem przejecha, a za z tamtego boku
jest jar okrutnie przepacisty, przez ktry nikt nie przejedzie.
- To s w matni?
- Jako widzisz.
- Dla Boga ! ledwo ju stoj! - zakrzykna Basia.
Lecz po chwili:
- Michaku, eby byli mdrzy, to by co zrobili?
- To by poszli jak w dym na podkomorsk i przejechali im po brzuchach.
Wtedy byliby wolni, ale tego nie uczyni, bo naprzd nie lubi oni jedzie
regularnej w oczy le, po wtre, bd si bali, e wicej wojska w lesie
czyha, wic pomkn ku nam.
- Ba! Ale my ich nie zatrzymamy: mamy jeno dwudziestu ludzi.
- A Motowido?
- Prawda! Ha! gdzie on jest?
Woodyjowski zamiast odpowiedzie zakwili nagle, jak kwili jastrzb
albo sok.
Wnet liczne kwilenia odpowiedziay mu od stp wzgrza. Byli to
semenowie Motowidy, ktrzy tak dobrze przyczaili si w chaszczach, e
Basia, stojc tu nad nimi, wcale ich nie ujrzaa.
Wic przez chwil spogldaa ze zdumieniem to w d, to na maego
rycerza, nagle policzki jej zapaay ognicie i za szyj chwycia ma.
- Michaku! ty najwikszy wdz w wiecie.
- Jeno e wprawy troch mam - odrzek umiechajc si Woodyjowski.
- Ale ty nie trzepotaj mi si tu z radoci i pomnij, e grzeczny onierz
powinien by spokojny.
Ale nic nie pomoga przestroga. Basia bya jakby w gorczce. Chciao si
jej zaraz na ko siada i ze wzgrza zjeda, by si z oddziaem
Motowidy poczy. Ale Woodyjowski zatrzyma j jeszcze, bo chcia,
eby pocztek dobrze widziaa.
Tymczasem soce poranne wstao nad step i powloko chodnym,
blado-zotym wiatem ca rwnin. Pobliskie kpy rozjaniy si wesoo,
dalsze i mniej wyrane zarysoway si wyraniej; szron miejscami w
doach lecy pocz si skrzy migotliwie, powietrze stao si bardzo
przezrocze i wzrok mg lecie w dal prawie bez granic.
- Podkomorska z borku wychodzi - ozwa si pan Woodyjowski- widz
ludzi i konie!
Rzeczywicie, jedcy poczli si wynurza ze skraju lasu i czernie
dug lini na pokrytej mocno szronem podlenej ce. Biaa przestrze
midzy nimi a lasem pocza si z wolna powiksza. Wida nie spieszyli
si zbytnio, chcc da czas innym chorgwiom. Woodyjowski zwrci si
teraz w lew stron.
- Jest i Mellechowicz! - rzek.
A po chwili znowu:
- I pana owczego przemyskiego ludzie nadjedaj. Nikt dwch pacierzy
nie uchybi.
Tu wsiki jego poruszyy si ywo.
- Noga nie powinna uj! Na ko teraz!
Szybko zwrcili si ku dragonom i skoczywszy na kulbaki, zjechali
bokiem wzniesienia midzy rosnce w dole chaszcze, gdzie znaleli si
wrd semenw pana Motowidy.
Zatem ca mas ju zbliyli si do skraju zaroli i stanli w miejscu,
pogldajc przed siebie. Nieprzyjaciel dojrza widocznie zbliajc si
podkomorsk chorgiew, bo w teje chwili sypny si z gstwiny
rosncej w rodku rwniny kupy jezdnych, tak jakoby kto stado sarn
ruszy. Z kad chwil wysypywao si ich coraz wicej. Zwarszy si w
acuch szli oni z pocztku stpem brzegiem gstwiny; jedcy pokadli
si na karkach koskich, tak i z daleka mona byo mniema, e to sam
tabun cignie dug lini wzdu kpy. Widocznie nie mieli jeszcze
pewnoci, czy owa chorgiew na nich idzie i widzi ich ju, czy te to jest
oddzia przegldajcy tylko okolic. W tym ostatnim wypadku mogli
spodziewa si, e zarola skryj ich jeszcze przed oczyma
nadjedajcych.
Z miejsca, gdzie sta Woodyjowski na czele ludzi Motowidy, wida byo
doskonale ruchy niepewne i wahajce si owego czambuu, podobne
zupenie do ruchw dzikich zwierzt, ktre ju zwietrzyy
niebezpieczestwo. Dojechawszy do pkpy, poczli i prdzej lekkim
cwaem. Naraz, gdy pierwsze szeregi signy otwartego stepu,
wstrzymay nagle konie, a z nimi zatrzymaa si caa wataha.
Oto dojrzeli cigncy z tej strony oddzia Mellechowicza.
Wwczas zatoczyli pkolem w bok od kpy i oczom ich przedstawia si
w caej peni przemyska chorgiew idca ju rysi. Teraz stao si dla
nich jasnym, e wszystkie chorgwie wiedz o nich i jad na nich. Dzikie
krzyki ozway si wrd kupy i wszczo si zamieszanie.
Chorgwie, okrzyknwszy si take, przeszy w cwa, a rwnina
zagrzmiaa od ttentu. Widzc to czambu wycign si w mgnieniu oka
w aw i gna ile tchu w piersiach koskich ku wzgrzu, pod ktrym sta
may rycerz z panem Motowid i jego ludmi.
Przestrze dzielca jednych od drugich pocza si zmniejsza z
przeraajc szybkoci.
Basia przyblada nieco zrazu ze wzruszenia i serce tuko si w jej
piersiach coraz silniej, widzc jednak, e patrz na ni i nie dojrzawszy
na adnej twarzy najmniejszego niepokoju, opanowaa si prdko. Za
czym zbliajca si jak wicher hurma zaja ca jej uwag. Przykrcia
cugle, cisna mocniej szabelk i krew od serca napyna znw wielkim
pdem do jej twarzy.
- Dobrze! - rzek may rycerz.
Ona spojrzaa tylko na niego i poruszya chrapkami, szepnwszy
jednoczenie:
- Prdko skoczym?
- Jeszcze czas! - odrzek pan Micha.
A tamci gnali, gnali, jak szarak, ktry czuje psy za sob. Ju nie wicej
jak p staja dzieli ich od chaszczw, ju wida wycignite by koskie z
potulonymi uszami, a nad nimi twarze tatarskie jakby przyrose do
grzywy. S bliej i bliej... Sycha chrapanie bachmatw, ktrych
wyszczerzone zby i wytrzeszczone oczy wiadcz, e id takim pdem,
a im dech zapiera...
Woodyjowski daje znak i pot piszczeli semeskich pochyla si ku
nadbiegajcym.
- Ognia!
Huk, dym i jakoby wicher uderzy w kup plewy.
W jednym mgnieniu oka wataha rozlatuje si na wszystkie strony, wyjc
i wrzeszczc.
Wtem may rycerz wysuwa si z gstwiny, a jednoczenie podkomorska,
przemyska i lipkowska, zamykajc krg koa, zganiaj rozproszonych ku
rodkowi znw w jedn kup. Prno ordycy szukaj na pojedynk
wyjcia, prno si krc, zabiegaj w prawo, lewo, naprzd, w ty, koo
ju zwarte, wic i wataha zbija si mirno woli coraz cianiej, a wtem
nadbiegaj chorgwie i rozpoczyna si straszliwe omotanie.
Zrozumieli grasanci, e ten tylko wyjdzie yw z owego skrztu, kto si
przebije, wic cho bez adu i kady na swoj rk, jli si broni z
rozpacz i wciekoci. Zaraz te z pocztku gsto usali pole, tak wielka
bya furia uderzenia. onierze, naciskajc ich i mimo ciasnoty prc konie
naprzd, siekli i bodli z t nieubagan a straszliw wpraw, jak tylko
onierz z rzemiosa mie moe. Odgos tuzania rozlega si nad tym
ludzkim koliskiem, podobien do odgosu cepw bijcych gromadnie a
szybko w klepisko. Bito ordycw i cito przez by, przez karki, przez
plecy, przez rce, ktrymi okrywali gowy, bito ze wszystkich stron, bez
odpoczynku, bez pardonu, bez miary i zmiowania. Oni te poczli razi,
czym kto mg: handarami, szablami, w kicieniem, w szczk
kosk. Konie ich, spychane do rodka, osiaday na zadach lub waliy si
na wznak. Inne gryzc si i kwiczc wierzgay w toku, powodujc
nieopisany zamt. Po krtkiej walce w milczeniu wycie wyrwao si ze
wszystkich piersi tatarskich; gniota je wiksza liczba, lepsza bro,
wiksza biego. Zrozumieli, e nie ma dla nich ratunku, e nie ujdzie
nikt nie tylko z upami, lecz nawet z yciem. onierz, rozgrzewajc si
stopniowo, grzmoci coraz potniej. Niektrzy z rabusiw pozeskakiwali
z kulbak pragnc przemkn si midzy nogami rumakw. Tych
tratoway kopyta, a czasem onierz odwrci si i sztychem z gry zbiega
przeszywa; niektrzy padali na ziemi w tej nadziei, e gdy chorgwie
posun si ku rodkowi, wwczas zostawszy na zewntrz koa bd
mogli ratowa si ucieczk.
Jako kupa zmniejszaa si coraz bardziej, bo z kad chwil ubywao
ludzi i koni. Widzc to Azba-bej zbi, o ile mg, ludzi w klin i rzuci si
ca si na semenw Motowidy pragnc koniecznie rozerwa piercie.
Lecz ci osadzili go na miejscu i wwczas rozpocza si rzeba straszliwa.
W tym samym czasie Mellechowicz, szalejc jak pomie, rozerwa kup
i zostawiwszy jej poow dwom towarzyskim chorgwiom, sam siad na
karki tym, ktrzy cinali si z semenami. Cz wprawdzie rabusiw
wymkna si przez w ruch w pole i rozleciaa si po rwninie jak stado
lici, ale onierze z tylnych szeregw, ktrzy przystpu do bitwy dla zbyt
maego miejsca znale nie mogli, pucili si za nimi natychmiast, po
dwch, potrzech lub pojedynczo. Natomiast ci, ktrzy nie zdoali si
wymkn, szli pod miecz mimo zapalczywej obrony i kadli si pokotem
jak an zboa, ktry niwiarze z dwch stron  napoczn. Basia ruszya
wraz z semenami, piszczc cienkim gosem dla dodania sobie fantazji, bo
w pierwszej chwili pociemniao jej nieco w oczach zarwno od pdu, jak
z wielkiego wzruszenia. Dopadszy te ju nieprzyjaciela, widziaa przed
sob z pocztku tylko ciemn mas, ruchliw, rozkoysan. Porwaa j
nieprzezwyciona ch, by zupenie zamkn oczy. Opara si
wprawdzie tej chci, lecz i tak machaa szabelk troch na olep. Ale
krtko to trwao. Odwaga jej wzia wreszcie gr nad konfuzj i zaraz
przejrzaa janiej. Naprzd dostrzega by koskie, za nimi rozpalone a
dzikie twarze; jedna z nich bysna przed ni tu, tu; Basia cia
zamaszycie i twarz znika nagle, jakby bya widziadem.
Wwczas do uszu Basinych doszed spokojny gos ma:
- Dobrze!
Gos w nadzwyczajnej doda jej otuchy, pisna jeszcze cieniej i pocza
klski szerzy z zupen ju umysu przytomnoci. Oto znowu szczerzy
przed ni zby jaka straszliwa gowa o paskim nosie i wystajcych
policzkach: Basia mach! po niej!... Tam znowu rka kicie podnosi:
Basia mach! po niej; widzi jakie plecy w toubie: sztychem w nie; za
czym tnie w prawo, w lewo, wprost, a co tnie, to czek leci na ziemi
zdzierajc udzienic konia. Basi a dziw, e to tak atwo. Ale atwo
dlatego, e z jednej strony jedzie strzemieniem w strzemi may rycerz, z
drugiej - pan Motowido. Pierwszy pilnie baczy na swoje kochanie - i to
zgasi tak czeka jak wiec, to pytkim sztychem odwali rami wraz z
broni, to czasem wetknie ostrze midzy Basi a nieprzyjaciela i wraa
szabla wyleci nagle tak w gr, jakby bya ptakiem skrzydlatym, Pan
Motowido, onierz flegmatyk, pilnowa drugiego boku mnej pani. I
jako pracowity sadownik idc wrd drzew raz w raz odetnie lub
pokruszy such ga, tak on raz w raz strca ludzi na skrwawion
ziemi, walczc z tak flegm i spokojem, jak gdyby o czym innym
myla. Obaj wiedzieli, kiedy Basi samej pozwoli na natarcie, a kiedy j
uprzedzi lub zastpi. Czuwa nad ni z daleka i kto trzeci, ucznik
niezrwnany, ktren stojc umylnie opodal, co chwila bet strzay do
ciciwy przykada i puszcza niechybnego posaca mierci w tok
najwikszy. Lecz tok uczyni si tak srogi, e Woodyjowski nakaza
Basi cofn si wraz z kilkoma ludmi z zamtu, zwaszcza e pdzikie
konie ordycw jy gry i wierzga. Basia za usuchaa niezwocznie,
bo jakkolwiek zapa j unosi i mne serce do dalszej zachcao walki,
przecie jej niewiecia natura pocza bra gr nad uniesieniem i
wzdraga si wrd tej rzezi, na widok krwi, wrd wycia, jkw,
chrapania konajcych, w powietrzu przesikym zapachem surowicy i
potu. Cofajc wic z wolna konia, wkrtce znalaza si za koem
walczcych, za pan Micha i pan Motowido, uwolnieni od pilnowania,
mogli wreszcie da zupen swej ochocie onierskiej folg.
Tymczasem pan Muszalski, stojcy dotychczas opodal, zbliy si do
Basi.
- Wapani dobrodzika prawdziwie po kawalersku stawaa- rzek jej.-
Kto nie wiedzcy mylaby, e archanio Micha zstpi z niebios midzy
semenw i psubratw gromi... Co za honor dla nich gin z takiej oto
rczki, ktr przy okazji niech mi ucaowa bdzie niewzbronno.
To rzekszy pan Muszalski chwyci rk Basi i przycisn do niej wsiska.
- Wapan widziae? Istotnie dobrze stawaam? - spytaa Basia chwytajc
w otwarte nozdrza i usta powietrze.
- e i kot lepiej przeciw szczurom nie staje. Serce mi tu roso, jak Pana
Boga kocham! Ale wapani susznie uczynia cofajc si z bitwy, bo pod
koniec zwykle o przygod najatwiej.
- M mi kaza, a ja na wyjezdnym przyrzekam mu, e go wraz
usucham.
- Moe uk swj zostawi? Nie! na nic mi on teraz, bo te z szabl
skocz. Widz trzech ludzi nadjedajcych, ktrych pewnie pan
pukownik dla pilnowania jej dostojnej osoby przysya. Inaczej ja bym
przysa; ale ciel si do stp, bo tam ju koniec niedugo bdzie, i trzeba
mi si spieszy.
Trzech dragonw istotnie nadjechao dla pilnowania Basi, co widzc pan
Muszalski rozpuci konia i skoczy, Basia wahaa si przez chwil, czy
zosta na miejscu, czy objechawszy urwist cian wspi si na
wzgrze, z ktre- go przed bitw spogldali na rwnin. Lecz czujc
zmczenie wielkie postanowia zosta. Niewiecia natura odzywaa si w
niej coraz silniej. O jakie dwiecie krokw docinano bez litoci reszty
grasantw i czarna kupa walczcych wichrzya si coraz gwatowniej na
krwawym pobojowisku. Krzyki rozpaczliwe wstrzsay powietrzem, a
Basi, niedawno jeszcze tak penej zapau, uczynio si jako mdo i sabo.
Zdj j strach wielki, by nie omdlaa cakiem, i tylko wstyd przed
dragonami podtrzymywa j na kulbace; odwracaa jednak starannie od
nich twarz, by nie dojrzeli na niej bladoci. wiee powietrze wracao jej
z wolna siy i animusz, nie do tego jednak stopnia, by miaa ochot
skoczy znw midzy walczcych. Byaby to uczynia chyba dlatego, by
prosi o zmiowanie nad ostatkami ordycw. Wiedzc zreszt, e na nic
by si to nie zdao, wygldaa z upragnieniem koca bitwy.
A tam bito i bito. Odgos rbaniny i krzyki nie ustaway ani na chwil.
Upyno moe p godziny: chorgwie staczay si coraz mocniej. Nagle
kupka grasantw liczca moe dwudziestu jedcw wyrwaa si z
morderczego koliska i pocza biec jak wicher ku wzgrzu.
Pomykajc wzdu urwiska mogli istotnie dobra si do miejsca, gdzie
wzgrze agodnie zlewao si z rwnin, i znale na wysokim stepie
ocalenie. Ale na ich drodze staa z trzema dragonami Basia. Widok
niebezpieczestwa wla w tej chwili moc do jej serca i przytomno do jej
umysu. Zrozumiaa, e zosta jest zgub, bo kupa owa samym pdem
obali ich i roztratuje, nie mwic o tym, e na szablach zostan
rozniesieni.
Stary wachmistrz dragoski widocznie tego samego by zdania, bo
chwyci rk za cugiel Basinego dzianecika, zawrci go ku ucieczce i
krzykn desperackim niemal gosem:
- W konie, jasna pani!
Basia pomkna jak wicher, ale sama; wierni trzej onierze stanli murem
na miejscu, by cho przez chwil powstrzyma nieprzyjaciela i da
ukochanej pani czas odsadzenia si na wiksz odlego.
Tymczasem za ow kup skoczyli natychmiast w pocigu onierze, ale
piercie otaczajcy dotd szczelnie grasantw tym samym przerwa si,
wic poczli si wymyka po dwch, po trzech, potem coraz liczniej.
Ogromna wikszo ich leaa ju pokotem, ale kilkudziesiciu, wraz z
Azba- bejem, zdoao zbiec. Wszystkie te kupy pdziy co ko wyskoczy
ku wzgrzu.
Trzej dragoni nie zdoali zatrzyma wszystkich uciekajcych, zreszt po
krtkiej walce spadli z kulbak, hurma za biegc ladem Basi zawrcia
na skonie wzgrza i wydostaa si na step wysoki. Polskie chorgwie, a
w przodzie najblisza lipkowska, pdziy co ko wyskoczy o kilkadziesit
krokw za nimi.
Na wysokim stepie poprzecinanym gsto zdradliwymi rozpadlinami i
jarami utworzy si z jedcw jakoby w olbrzymi: gow jego
stanowia Basia, szyj grasanci, a dalszy cig cielska Mellechowicz z
Lipkami i dragoni, na ktrych czele pdzi Woodyjowski z ostrogami
wbitymi w boki konia i przeraeniem w duszy. W chwili kiedy owa gar
zbjw wyrwaa si z koa, by on zajty z drugiej jego strony, dlatego
Mellechowicz uprzedzi go w pocigu. Teraz wic wos stawa dbem na
gowie maego rycerza na myl, e Basia moe by przez zbiegw
ogarnita, e moe utraci przytomno i umyka wprost w stron
Dniestru, e ktrykolwiek ze zbjw moe przy wymijaniu dosign j
szabl, handarem lub kicieniem. I serce zamierao w nim z obawy o
ycie ukochanego stworzenia. Lec prawie na karku koskim, wyblady,
ze cinitymi zbami, z wichrem okropnych myli w gowie, bd
rumaka zbrojnymi pitami, okada go pazem i lecia jak drop, nim zerwie
si do lotu. Przed nim migay baranie kapuzy Lipkw.
- Boe daj, by Mellechowicz nady. On na dobrym koniu, Boe daj!-
powtarza z rozpacz w duszy.
Lecz obawy jego byy ponne, a niebezpieczestwo nie tak wielkie, jak
si rozkochanemu rycerzowi zdawao. Tatarom nadto chodzio o wasn
skr; nadto blisko czuli za plecami Lipkw, by mieli ciga
pojedynczego jedca, choby ten jedziec by najpikniejsz hurys z
Mahometowego raju i umyka w paszczu cakiem klejnotami wyszytym.
Basia potrzebowaa tylko zatoczy koem w stron Chreptiowa, by si
pozby pogoni, tamci bowiem z pewnoci nie zawracaliby za ni w
paszcz Iwu, majc wprost przed sob rzek wraz z jej komyszami, w
ktrych si ukry mogli. Lipkowie, majc konie lepsze, i tak zbliali si
do nich coraz wicej. Basia za siedziaa na dzianecie nieporwnanie
ciglejszym od zwykych, kudatych bachmacikw ordyskich, bardzo
wytrwaych w biegu, ale nie tak rczych jak konie wysokiej krwi. Na
koniec, nie tylko nie stracia przytomnoci, ale zuchowata natura ozwaa
si w niej z ca si i krew rycerska zagraa na nowo w jej yach.
Dzianet jej wycign si jak sarna, wiatr wiszcza jej w uszach i zamiast
strachu ogarno j pewne uczucie upojenia.
"Rok cay mog mnie goni i nie zgoni - pomylaa sobie. - Popdz
jeszcze, a potem zawrc i albo ich puszcz przed siebie, albo - gdyby
mnie ciga nie przestali - pod szable ich podprowadz."
Przyszo jej na myl, i jeli jadcy za ni grasanci rozproszyli si zbyt po
stepie, to moe przy zawrocie przyjdzie jej natkn si na ktrego i
pojedyncz walk stoczy.
- Ba! to i c! - rzeka na ow myl do swej walecznej duszy. - Micha
tak mnie ju wyuczy, e miao mog si way, a inaczej pomyl
jeszcze, e ze strachu uciekam, i na drug ekspedycj nie wezm, a przy
tym pan Zagoba bdzie ze mnie dworowa...
To sobie rzekszy obejrzaa si za otrzykami, ale ci uciekali kup. Do
walki pojedynczej nie byo adnego podobiestwa, lecz Basi zachciao si
koniecznie zoy na oczach caego wojska dowd, e nie ucieka na olep
i w zapamitaniu. W tym celu wspomniawszy, i ma w olstrach dwa
pistoleciki wyborne, a przed odjazdem przez samego Michaa starannie
nabite, pocza wstrzymywa dzianeta, a raczej zawraca go, hamujc, w
stron Chreptiowa.
Lecz o cudo, na ten widok caa kupa grasantw zmienia nieco kierunek
ucieczki, biorc si wicej w lewo, ku brzegowi wzgrza. Basia,
podpuciwszy ich : a kilkadziesit krokw, wypalia po dwakro do
najbliszych koni, nastpnie zatoczywszy koo skoczya caym pdem w
stron Chreptiowa.
Lecz zaledwie dzianet przebieg z szybkoci jaskki kilkanacie krokw,
gdy nagle zaczerniaa przed nim szeroka rozpadlina stepowa. Basia
wspia go ostrogami bez namysu i szlachetny zwierz nie odmwi skoku.
Ale przednie tylko jego kopyta zachwyciy nieco przeciwlegego brzegu,
wic przez chwil szuka gwatownie tylnymi podparcia na stromej
cianie, za czym nie do zmarznita jeszcze ziemia obsuna mu si spod
ng i run w szczelin wraz z Basi.
Na szczcie nie przygnit jej, bo pierwej jeszcze zdoaa wyrzuci nogi
ze strzemion i przechyli si w bok z caej mocy. Pada te na gruby
pokad mchu wycieajcego niby futrem dno szczeliny, ale wstrznienie
byo tak silne, e zemdlaa.
Woodyjowski nie dojrza wypadku, bo mu horyzont przesaniali
Lipkowie, natomiast Mellechowicz wrzasn okropnym gosem na ludzi,
by nie zatrzymujc si cigali dalej grasantw, sam za dobiegszy do jaru
stoczy si na eb w d.
W mgnieniu oka zeskoczy z kulbaki i porwa Basi w ramiona. Sokole
oczy jego objy j ca w jednej chwili, baczc, czy nie dojrz gdzie
krwi, potem byskawic pady na mchy. Zrozumia, e one to uchroniy
od mierci i j, i dzianeta.
Przyguszony okrzyk radoci wyrwa si z ust modego Tatara.
Basia jednak ciya mu na rkach, wic przycisn j z caej mocy do
piersi, potem zbladymi wargami pocz caowa raz po raz jej oczy,
potem przywar ustami do jej ust, jakby dusz z niej wypi pragn,
wreszcie wiat cay zakrci si z nim szalonym wirem, zatajona na dnie
piersi, jak smok w jaskini, namitno porwaa go jak burza.
W tej chwili jednak ttent licznych koni rozleg si echem z wysokiego
stepu i zblia si coraz bardziej. Liczne gosy poczy woa: "Tu! w tym
jarze! Tu!"
Mellechowicz zoy Basi na mchach i ozwa si nadjedajcym:
- Bywaj ! Tu ! bywaj !
W minut pniej Woodyjowski skoczy na dno jaru, za nim pan
Zagoba, Muszalski, Nienaszyniec i kilku innych oficerw.
- Nic jej! - zakrzykn Tatar. - Mchy j ocaliy.
Woodyjowski porwa omdla on na rce, inni skoczyli po wod,
ktrej w pobliu nie byo. Zagoba chwyciwszy skronie omdlaej pocz
woa:
- Basiu! Baka najmilsza! Baka!
- Nic jej! - powtrzy blady jak trup Mellechowicz.
Tymczasem Zagoba uderzy si po boku, chwyci manierk, nala
gorzaki na do i pocz Basine skronie ni wyciera, nastpnie przechyli
manierk do jej ust, co widocznie poskutkowao, bo nim inni nadbieeli z
wod, ona otworzya oczy i pocza chwyta powietrze ustami,
pokasujc przy tym, bo jej gorzaka palia podniebienie i gardo. W kilka
minut przysza zupenie do siebie.
Woodyjowski, nie zwaajc na obecno oficerw i onierzy, to
przyciska j do piersi, to okrywa pocaunkami jej rce mwic:
- A moje ty kochanie. Mao dusza ze mnie nie wysza. Nice ci? Nic ci
nie boli? 
- Nic mi! - odrzeka Basia. - Aha! widz teraz, e mnie zamroczyo, bo
ko si ze mn opsn... Zali to ju po bitwie?
- Ju. Azba-bej usieczon. Wracajmy teraz prdko, bo si boj, aby mi
nie zachorzaa od fatygi.
- Wcale adnej fatygi nie czuj! - rzeka Basia.
Po czym spojrzawszy bystro po obecnych rozda chrapki.
- Tylko nie mylcie wapanowie, em uciekaa ze strachu. Oho! ani mi
si nio. Jak Michaa miuj, tak sobie dla uciechy gnaam przed nimi, a
potem z pistoletw wypaliam.
- Ko od owych wystrzaw jeden postrzelon i zbja wzilimy ywcem
- wtrci Mellechowicz.
- A co? - odrzeka Basia. - Taki szwank przy skoku kademu moe si
przytrafi, prawda? adna eksperiencja od tego nie obroni, e si ko
czasem opsnie. Ha ! dobrze, ecie mnie wapanowie postrzegli, bo
mogabym tu dugo polee.
- Pierwszy dostrzeg ci pan Mellechowicz i pierwszy ratowa, bo mymy
za nim pdzili - odrzek Woodyjowski.
Basia usyszawszy to zwrcia si do modego Lipka i wycigna do
niego rk.
- Dzikuj wapanu za yczliwo.
On nic nie odrzek, tylko przycisn do ust jej rk, a potem pochyli si i
obj z pokor jej stopy, jak chop.
Tymczasem coraz wicej chorgwi cigao nad brzeg szczeliny; bitwa
bya skoczona, wic pan Woodyjowski wyda tylko rozkazy
Mellechowiczowi, aby urzdzi obaw na tych kilkunastu ordycw,
ktrzy zdoali ukry si przed pocigiem, i zaraz wszyscy ruszyli do
Chreptiowa. Po drodze widziaa Basia raz jeszcze ze wzniesienia
pobojowisko.
Trupy ludzkie i koskie leay miejscami w kupach, miejscami
pojedynczo. Po bkicie niebieskim pyny ku nim coraz liczniej, z
wielkim krakaniem stada krukw i siaday opodal, czekajc, by pocztowi
krccy si jeszcze po rwninie odjechali.
- Ot, onierscy grabarzowie! - rzek wskazujc ptactwo krzywcem szabli
Zagoba - a niech jeno odjedziem, przyjad tu wilcy z kapel i zbami
bd tym nieboszczykom dzwoni. Znaczna to jest wiktoria, cho nad
tak nikczemnym nieprzyjacielem odniesiona, bo w Azba od kilku lat to
tu, to tam grasowa. Polowali na niego komendanci jak na wilka, zawsze
na prno, a wreszcie na Michaa trafi i przysza na czarna godzina.
- Azba-bej usieczon?
- Mellechowicz go pierwszy dojecha i powiadam ci, kiedy go nie wyci
nad uchem, to a mu szabla do zbw dosza.
- Mellechowicz dobry onierz! - rzeka Basia.
Tu zwrcia si do pana Zagoby:
- A wapan sia dokazywae?
- Nie piszczaem jako wierszcz, nie skakaem jako pcha ani jako cyga,
bo takow uciech insektom zostawuj, ale te za to nie szukano mnie
midzy mchami jako grzyba, za nos mnie nikt nie cign ani te w gb
mi nikt nie dmucha...
- Wapana nie kocham! - odrzeka Basia wysuwajc naprzd usta i
sigajc mimo woli do swego rowego noska.
A on patrzy na ni, umiecha si i mrucza nie przestajc dworowa:
- Bia si walecznie - rzek - umykaa walecznie, przewrcia koza
walecznie, a teraz bdziesz si od blu w kociach kasz okadaa take
walecznie; my za musimy ci pilnowa, aby ci razem z twoj
walecznoci wrble nie zdziobay, gdy one na kasz wielce akome.
- Wapan ju w to godzisz, eby mnie Micha na drug ekspedycj nie
zabra. Wiem doskonale!
- Owszem, owszem, bd go prosi, eby ci zawsze na orzechy bra, bo
misterna i ga si pod tob nie zamie. Mj Boe, to mi wdziczno!
A kt Michaa namawia, by z nami jechaa? Ja! Srodze sobie to teraz
wyrzucam, zwaszcza e mi tak moj yczliwo pacisz. Czekaj!
Bdziesz teraz drewnian szabelk badyle na chreptiowskim majdanie
cina! Ot, dla ciebie ekspedycja! Inna by starego uciskaa, a to licho
kliwe naprzd mi strachu narobio, a ninie jeszcze na mnie nastaje!
Basia niewiele mylc uciskaa zaraz pana Zagob, ktren uradowa si
z tego wielce i rzek:
- No, no! przyzna musz, e si cokolwiek do dzisiejszej wiktorii
przyczynia, bo onierze, e to kaden chcia si popisa, z okrutn furi
si bili.
- Jako ywo! -zawoa pan Muszalski. - Nie al czeku i zgin, gdy takie
oczy na niego patrz!
- Vivat nasza pani ! - zakrzykn pan Nienaszyniec.
- Vivat! - powtrzyo sto gosw.
- Daj jej Boe zdrowie!
A pan Zagoba pochyli si ku Basi i mrukn:
- Po saboci !
I jechali wesoo dalej, pokrzykujc, pewni uczty wieczorem. Pogoda
uczynia si cudna. Trbacze zagrali po chorgwiach, dobosze uderzyli w
koty i z wielkim gwarem wjechali wszyscy do Chreptiowa.
 Rozdzia XXVII 
W Chreptiowie nad wszelkie spodziewanie zastali pastwo
Woodyjowscy goci. Przyby pan Bogusz, ktry na kilka miesicy tu
sobie rezydencj wybra postanowi dla traktowania przez Mellechowicza
z rotmistrzami tatarskimi: Aleksandrowiczem, Morawskim, Tworowskim,
Kryczyskim i innymi, bd z Lipkw, bd z Czeremisw, ktrzy w
sutask sub przeszli. Do pana Bogusza przyczy si stary pan
Nowowiejski z crk Ew, wreszcie pani Boska, osoba stateczna,
rwnie z crk, modziuchn jeszcze i bardzo urodziw pann Zosi.
Widok biaogw w pustynnym i dzikim Chreptiowie uradowa, ale
jeszcze wicej zdziwi onierzy. One take byy zdziwione i widokiem
pana komendanta, i pani komendantowej. Pierwszego bowiem, sdzc z
rozgonej a straszliwej sawy, wyobraay sobie jako jakiego
wielkoluda, ktry samym spojrzeniem ludzi przeraa, drug - jako
olbrzymk o wiecznie zmarszczonej brwi i grubym gosie. Tymczasem
ujrzay przed sob drobnego onierzyka z twarz uprzejm, pogodn - i
rwnie drobn a row jak kukeczka kobiecink, ktra w swych
szerokich szarawarach i przy szabelce wygldaa raczej na urodziwe nad
miar pachol ni na doros osob. Niemniej oboje gospodarstwo
przyjli goci z otwartymi ramionami; Basia ucaowaa serdecznie jeszcze
przed prezentacj wszystkie trzy niewiasty, potem za gdy powiedziay
jej, kto s i skd jad, rzeka :
- Rada bym nieba przychyli wapani i wapannom! Okrutniem wam
rada! Dobrze, e jakowa przygoda nie spotkaa was w drodze, bo o to w
naszej pustyni nietrudno, ale wanie dzi do szcztumy grasantw
wygnietli.
Widzc za, e pani Boska spoglda na ni ze wzrastajcym zdumieniem,
uderzya si po szabelce i dodaa z wielk chepliwoci:
- I ja byam w bitwie! A jake! Tak to u nas! Dla Boga, pozwle mi
wapani odej, szatki przystojniejsze dla mojej pci wdzia i troch rce
ze krwi obmy, bo  okrutnej bitwy wracamy. Oho! eby Azba nie by
zniesion, moe by wapani nie dotara szczliwie do Chreptiowa. W
mig wracam, a Micha bdzie przez ten czas suy wapani.
To rzekszy znika za drzwiami, a may rycerz, ktry ju by powita pana
Bogusza i pana Nowowiejskiego, przysun si do pani Boskiej.
- Bg mi takow niewiast da - rzek jej - ktra nie tylko w domu sodk
towarzyszk, ale i w polu mnym towarzyszem by umie. Teraz za z
jej rozkazu suby moje wapani dobrodziejce polecam.
Na to pani Boska:
- Nieche jej Bg bogosawi we wszystkim, jako na urodzie jej
pobogosawi. Jestem Antoniowa Boska; nie po to ja tu przyjechaam,
eby sub od waszej moci wymaga, jeno eby go o pomoc i ratunek w
nieszczciu moim na kolanach prosi. Zoka ! klknij i ty przed tym
rycerzem, bo jeli on nie poradzi, nikt nie poradzi!
To rzekszy pani Boska rzucia si istotnie na kolana, a urodziwa Zosia
posza za jej przykadem i obie zalawszy si rzewnymi zami, poczy
woa:
- Ratuj, rycerzu! miej lito nad sierotami!
Hurma oficerw zbliya si zaciekawiona, widzc klczce niewiasty, a
zwaszcza e ich widok urodziwej Zosi pocign, may rycerz za,
zmieszany wielce, pocz pani Bosk podnosi i usadza na awie.
- Na Boga - mwi - co wapani czynisz? Jam to prdzej klkn
powinien, jako przed biaogow stateczn. Mwe wapani, w czym
mog pomoc swoj okaza, a jako Bg na niebie, nie omieszkam !
- Uczyni on to; i ja si z mojej strony doo! Zagoba sum! do wapani
wiedzie! - zawoa, wzruszony zami niewiast, stary wojownik.
Wwczas pani Boska skina na Zosi, ta za wydobya prdko zza
stanika list i podaa go maemu rycerzowi.
w spojrza na pismo i rzek:
- Od pana hetmana !
Po czym rozerwa piecz i czyta pocz:
"Mnie wielce miy i kochany Woodyjowski! Przez pana Bogusza z drogi
posyam ci mj szczery afekt i instrukcje, ktre pan Bogusz personaliter
ci oznajmi. Teraz, ledwo po fatygach w Jaworowie stanem, zaraz si
druga sprawa nadarza. Wielce mi za ona na sercu ley, a to z
yczliwoci, jak mam dla onierzw, o ktrych gdybym zapomina, to
by Pan Bg o mnie zapomnia. Pana Boskiego, kawalera wielkiej
zacnoci i najmilszego towarzysza, orda ogarna temu kilka lat pod
Kamiecem. on jego i crk w Jaworowie przytuliem, ale im serca
pacz, tej za mem, a tej za ojcem.
Pisaem przez Piotrowicza do pana Zotnickiego, naszego rezydenta w
Krymie, aby tam Boskiego wszdy szukali. Podobno, e i znaleli, ale go
schowano, wic wydany z innymi jecami by nie mg i pewnie
dotychczas na galerach wiosuje. Niewiasty w desperacji cakiem
utraciwszy nadziej ju mnie i molestowa przestay, ale ja, wieo
wrciwszy i widzc ten ich al nieutulony, przenie tego na sobie nie
mog, aby przecie jakowego ratunku nie przedsiwzi. Ty tam blisko
jeste i z wieloma murzami, jako wiem, pobratymstwo zaware. Posyam
ci tedy niewiasty, a ty pomoc im daj. Piotrowicz bdzie wkrtce jecha.
Daje mu listy do pobratymcw. Ja do wezyra ni do chana pisa nie
mog, bo mi nieyczliwi, a przy tym boj si o to, eby z uwagi na moje
listy za jak zbyt znamienit osob Boskiego nie poczytali i wykupu nad
miar nie podnieli. Piotrowiczowi pilno t spraw pole i przyka, eby
bez Boskiego nie wraca, a pobratymcw wszystkich porusz. Zawsze oni,
cho poganie, wiary poprzysionej dotrzymuj, a dla ciebie respekt
wielki mie musz. Czy wreszcie, co chcesz; jed choby do Raszkowa,
obiecnij trzech znaczniejszych na wymian, byle Boski koniecznie, jeli
yw, wrci. Nikt lepiej nad ciebie wszystkich sposobw nie zna, bo jako
sysz, krewnych jue wykupywa. Bg ci pobogosawi, a ja jeszcze
lepiej pokocham, bo mi si serce kraja przestanie. O twoim
gospodarstwie chreptiowskim syszaem, e tam ju spokojnie. Tegom si
spodziewa. Na Azb jeno baczenie dawaj. De publicis pan Bogusz
wszystko ci opowie. Na Boga, od Wooszy pilno nasuchujcie, bo pono
wielka nawaa nas nie minie. Polecajc twojemu sercu i usilnoci pani
Bosk, pisz si etc."
Pani Boska pakaa cigle w czasie czytania listu, a Zosia wtrowaa jej
wznoszc swoje modre oczka ku niebu.
Tymczasem, nim pan Micha skoczy, wbiega Basia, ju przybrana w
szatki niewiecie, i widzc zy w oczach kobiet, pocza troskliwie
dopytywa, o co chodzi. Wic pan Micha przeczyta jej raz jeszcze list
hetmaski, ona za, wysuchawszy go uwanie, z zapaem natychmist
popara hetmaskie i pani Boskiej proby.
- Zote serce pana hetmana! - zawoaa ciskajc ma - ale i my nie
okaem gorszego, Michaku! Pani Boska zabawi tu u nas do czasu
powrotu ma, a ty onego we trzy miesice z Krymu sprowadzisz. We
trzy albo we dwa, co, prawda?
- Albo jutro, albo za godzin! - odrzek przekomarzajc si pan Micha.
Tu zwrci si do pani Boskiej:
- Prdka, jako wapani widzisz, u mojej ony rezolucja.
- Nieche j za to Bg bogosawi! - powtrzya pani Boska, - Zosiu,
ucauj rce pani komendantowej.
Ale pani komendantowa ani mylaa dawa rk do caowania, natomiast
uciskay si z Zosi raz jeszcze, bo jako od razu przypady sobie do
serca.
Po czym Basia zwrcia si do ma, do pana Zagoby i innych oficerw.
- Do rady, moci panowie! Do rady, do rady, a ywo!
- ywo, bo gowa gore! - mrukn pan Zagoba.
A Basia potrzsna pow czupryn:
- Nie mnie gowa, ale tym paniom serca z alu gor!
- Nikt si twojej poczciwej intencji nie przeciwi - rzek Woodyjowski-
trzeba tylko naprzd szczegowie relacji pani Boskiej wysucha.
- Zosiu, powiadaj wszystko, jak byo, bo ja od ez nie mog - rzeka
matrona.
Zosia spucia oczy w ziemi, zakrywszy je cakiem powiekami, po czym
zarumienia si jak winia, nie wiedzc, od czego pocz, i zawstydzona
bardzo, e jej w tak licznym gronie przychodzi gos zabra.
Lecz pani Woodyjowska przysza jej z pomoc.
- Zoka, a kiedy pana Boskiego w jasyr wzito?
- Pi lat temu, w szedziesitym sidmym - odrzeka cienkim gosikiem
Zosia nie podnoszc swych dugich rzs z oczu.
I nastpnie zacza ju jednym tchem recytowa:
- Nie byo wtedy sychu o zagonach, a chorgiew tatusiowa staa pod
Paniowcami. Tatu z panem Buajowskim mieli nadzr nad czeladzi, co
w kach stad pilnowaa, a tymczasem przyszli Tatarzy z wooskiego
szlaku i ogarnli tatusia razem z panem Buajowskim, ale pan Buajowski
ju dwa lata temu powrci, a tatu nie powrci.
Tu dwie drobniutkie ezki poczy pyn po Zosinych jagodach, a
rozczuli si tym widokiem pan Zagoba i rzek:
- Biedna trusia... Nie bj si, dziecko, wrci tatu i jeszcze bdzie na
twoim weselu tacowa.
- A hetman pisa do pana Zotnickiego przez Piotrowicza? - spyta pan
Woodyjowski.
- Pan hetman pisa o tatusia do pana miecznika poznaskiego przez pana
Piotrowicza - recytowaa dalej Zosia - i pan miecznik z panem
Piotrowiczem znaleli tatusia u agi Murzy-beja.
- Dla Boga! ja tego Murz-beja znam ! Z bratem jego byem
pobratymcem - zawoa Woodyjowski. - Nie chciae on pana Boskiego
wyda?
- Byo rozkazanie chanowe, eby tatusia wyda, ale Murza-bej, srogi,
okrutny, tatusia ukry, a panu Piotrowiczowi powiedzia, e go ju dawno
do Azji przeda. Ale inni bracy mwili panu Piotrowiczowi, e to
nieprawda i e Murza umylnie jeno tak mwi, eby si mg duej nad
tatusiem znca, bo on ze wszystkich Tatarw dla jecw
najokrutniejszy. Moe by, e tatusia wtedy nie byo w Krymie, bo
Murza ma swoje galery i do wiose ludzi potrzebuje, ale sprzedany tatu
nie by; wszyscy to mwili, e Murza woli zabi jeca nieli go
sprzedawa.
- wita prawda - rzek pan Muszalski. -Tego Murz ag-beja w caym
Krymie znaj. Wielce bogaty to Tatarzyn, ale dziwnie przeciw narodowi
naszemu zawzity, bo czterech jego braci na wyprawach przeciw nam
polego.
- A nie ma on czasem midzy naszymi pobratymca? - spyta
Woodyjowski.
- Wtpliwa jest rzecz! - odpowiedziano ze wszystkich stron.
- Wytumaczcie mi raz, co to jest one pobratymstwo! - rzeka Basia.
- To widzisz - odrzek Zagoba - kiedy po wojnie zaczynaj si jakowe
traktaty, tedy si wojska wzajem nawiedzaj i w komityw ze sob
wchodz. Trafia si wwczas, e towarzysz jaki upodoba sobie murz, a
murza jego, to sobie amicycj dozgonn lubuj, ktra si
pobratymstwem zowie. Im za kto sawniejszy, jako na przykad Micha,
ja albo pan Ruszczyc teraz w Raszkowie komend majcy, tym bardziej
jego pobratymstwo podane. Oczywista, e taki nie bdzie ci go
zawiera z lada chmyzem, tylko te midzy najsawniejszymi murzami
poszuka. Obyczaj jest ten, e wod na szable lej i wzajem sobie
przyja zaprzysigaj, rozumiesz?
- A jak do wojny potem przyjdzie?
- W generalnej wojnie mog si bi, ale jeli si sam na sam zjad albo
jako harcownicy na si nastpi, tedy si powitaj i w zgodzie rozjad.
To gdy jeden dostanie si do niewoli, drugi powinien mu j sodzi, a w
najgorszym razie i okup za niego zapaci, ha ! bywali tacy, ktrzy si i
majtnoci dzielili. Gdy chodzi o przyjaci albo znajomkw, czy to
kogo wyszuka, czy komu pomc, to si te pobratymcy do
pobratymcw udaj i justycja nakazuje przyzna, e aden nard lepiej
od Tatarw podobnych juramentw nie zachowuje. Sowo u nich grunt! i
na takiego przyjaciela pewnikiem Liczy moesz.
- A Micha sia ma takich?
- Mam trzech murzw monych - odrzek Woodyjowski - a jednego
jeszcze z ubniaskich czasw. Raz go u ksicia Jeremiego wyprosiem.
Aga-bej mu na przezwisko, ktry teraz, choby gow za mnie naoy
przyszo, naoy. Inni dwaj rwnie pewni.
- Ha! - rzeka Basia - chciaabym zawrze pobratymstwo z samym
chanem i wszystkich jecw uwolni.
- On by te by nie od tego - rzek pan Zagoba - nie wiadomo tylko,
jakiego by praemium wzajem od ciebie zada?
- Pozwlcie wapastwo - rzek Woodyjowski - radmy, co nam czyni
przystoi. Ow suchajcie: mam wiadomo z Kamieca, e za dwie
niedziele najdalej przyjedzie tu Piotrowicz z licznym pocztem. Jedzie on
do Krymu za wykupnem kilku kupcw ormiaskich z Kamieca, ktrzy
przy zmianie chana zostali zupieni i w jasyr wzici. Ot! przygodzio si to
i Seferowiczowi, bratu Pretora. Wszystko to ludzie wielce moni;
pienidzy nie poauj i Piotrowicz pojedzie dobrze opatrzon. Przygoda
nie grozi mu adna, bo naprzd, zima blisko i nie pora na czambuy, a po
wtre, jedzie z nim Nawiragh, delegat patriarchy uzmiadziskiego, i
dwch Anardratw z Kaffy, ktrzy glejty od modego chana maj. Dam
tedy Piotrowiczowi listy i do rezydentw Rzeczypospolitej, i do moich
pobratymcw. Prcz tego wiadomo wapastwu, e pan Ruszczyc,
komendant raszkowski, ma rodzonych w ordzie, ktrzy dziemi
ogarnici, cakiem potatarzeli i do dostojestw doszli. Ci wszyscy ziemi i
niebo porusz, ukadw sprbuj, w razie uporu Murzy samego chana
przeciw niemu nastawi albo moe i Murzie gdzie tam po cichu eb
ukrc. Mam przeto nadziej, e jeli, co daj Boe, pan Boski yw, to za
par miesicy niechybnie go wydostan, jako mi to pan hetman i moja tu
obecna blisza komenda (tu Woodyjowski skoni si onie) przykazuje...
"Blisza komenda" skoczya znowu ciska maego rycerza. Pani i panna
Boska rce tylko skaday dzikujc Bogu, e im do takich serdecznych
ludzi trafi pozwoli. Poweselay te obie znacznie.
- eby to stary chan y - rzek pan Nienaszyniec - atwiej by jeszcze
wszystko poszo, gdy pan to by wielce nam yczliwy, a o modym
przeciwnie powiadaj. Jako i tych kupcw ormiaskich, po ktrych pan
Zachariasz Piotrowicz ma jecha, ju za panowania modego w samym
Bakczysaraju uwiziono, co podobno stao si za jego moci chanowym
rozkazaniem.
- Zmieni si mody, jako si zmieni i stary, ktry nim si o naszej
poczciwoci przekona, najzawzitszym by imienia polskiego wrogiem-
rzek Zagoba - ja to najlepiej wiem, bom u niego siedm lat w niewoli
siedzia.
To rzekszy przysiad si do pani Boskiej.
- Niech mj widok doda wapani otuchy. Siedm lat! nie art, a dlategom
wrci i tylem si tych psubratw natuk, e za kaden dzie mojej
niewoli co najmniej dwch do pieka posaem, a na niedziele i wita, kto
wie, czy trzech albo czterech nie wypadnie, ha!
- Siedm lat! - powtrzya z westchnieniem pani Boska.
- Niech skonam, jelim dzie doda. Siedm lat w samym paacu chaskim
- potwierdzi pan Zagoba mrugajc tajemniczo oczyma. - I trzeba
wapani wiedzie, e ten mody chan to mj...
Tu poszepn co do ucha pani Boskiej, nagle wybuchn gonym "cha,
cha, cha!" i pocz domi po kolanach si trzepa, wreszcie w zapale
poklepa i kolana pani Boskiej mwic:
- Dobre byy czasy! co? W modoci, co na placu, to nieprzyjaciel, a co
dzie, to nowy figiel, ha !
Stateczna matrona zmieszaa si bardzo i odsuna si nieco od wesoego
rycerza; mode niewiasty pospuszczay oczy domyliwszy si acno, e
figle, o ktrych mwi pan Zagoba, czym przeciwnym przyrodzonej ich
skromnoci by musz, zwaszcza e onierze wybuchnli wielkim
miechem.
- Trzeba bdzie prdko do pana Ruszczyca posa - rzeka Basia - eby
pan Piotrowicz zasta ju listy gotowe w Raszkowie.
Na to pan Bogusz:
- pieszcie si wapastwo z ca t spraw, pki zima, bo raz, e wtedy
adne czambuy nie wychodz i drogi bezpieczne, a po wtre, a po
wtre, wiosn Bg wie co si moe przygodzi.
- Miaeby pan hetman jakie wiadomoci z Carogrodu? - spyta
Woodyjowski.
- Mia, i o takowych z osobna musimy pogada. To pewna, e i z owymi
rotmistrzami trzeba pilno koczy. Kiedy Mellechowicz wrci, bo od
niego sia zaley?
- Ma on tam tylko reszt grasantw wyci, a pniej ciaa pogrze.
Powinien wrci jeszcze dzi albo jutro rano. Kazaem mu tylko naszych
pogrze, a Azbowych niekoniecznie, e to zima idzie i przed zaraz nie
ma strachu. Wreszcie wilcy ich uprztn.
- Prosi pan hetman - rzek pan Bogusz - aby Mellechowicz adnej tu
przeszkody w swojej robocie nie mia; ile razy zechce do Raszkowa
pojecha, tyle razy niech jedzie. Prosi te pan hetman, eby onemu we
wszystkim ufa, gdy pewien jest jego dla nas mioci. Wielki to onierz i
wiele dobrego moe sprawi.
- Niech sobie jedzi do Raszkowa i dokd chce - odrzek may rycerz.-
Od chwili jakemy Azb znieli, niezbyt on mi nawet potrzebny. adne
ju wiksze kupy teraz si nie pojawi a do pierwszej trawy.
- Take to Azba zniesion? - spyta pan Nowowiejski.
- Tak zniesion, e nie wiem, czy dwudziestu piciu ludzi uszo, a i tych
si po jednemu wyowi, jeli ju ich Mellechowicz nie wyowi.
- Okrutnie si z tego ciesz - odrzek pan Nowowiejski - bo teraz
pewnie mona bdzie bezpiecznie do Raszkowa jecha.
Tu zwrci si do Basi :
- Moemy listy do pana Ruszczyca zabra, o ktrych jejmo pani
dobrodziejka wspominaa.
- Dzikujem - odrzeka Basia - cigle s tu okazje, bo umylnych si
posya.
- Wszystkie komendy cigy zwizek midzy sob utrzymywa musz-
objani pan Micha. - Ale, prosz, to waszmo do Raszkowa z t oto
pikn pann jedziesz?
- Muc to sobie zwyczajny, nie adna pikno, moci dobrodzieju-
odrzek pan Nowowiejski - a do Raszkowa jedziem, bo tam syn mj
niecnota pod chorgwi pana Ruszczycow suy. Lat blisko dziesi, jak
z domu uciek i listami jeno do mojej ojcowskiej klemencji puka.
Woodyjowski a w rce klasn:
- Zarazem si domyli, e waszmo pana Nowowiejskiego modego
rodzic, i wanie pyta miaem, tylko emy to byli aoci jejmoci pani
Boskiej zajci. Zarazem si domyli, bo i rysw jest podobiestwo!
Prosz, to on waszmoci syn!...
- Tak mnie nieboszczka jego matka zapewniaa, a e niewiasta bya
cnotliwa, wic nie mam przyczyny wtpi.
- Podwjniem z takiego gocia rad! Dla Boga! tylko nie nazywaje mi
wa syna niecnot, bo to znamienity onierz i godny kawaler, ktren
zaszczyt najwikszy waszmoci przynosi. Po panu Ruszczycu pierwszy
to w caej chorgwi zagoczyk; chyba waszmo nie wiesz, e to oczko
w gowie hetmana! Cae komendy ju mu powierzano i z kadej funkcji z
niepomiern saw si wywizywa.
Pan Nowowiejski pokrania z zadowolenia.
- Moci pukowniku - rzek - nieraz po to jeno ojciec dziecko przygani,
by kto jego sowom zaprzeczy, i tak mniemam, e nie mona
rodzicielskiego serca bardziej udelektowa, jak przyganie negujc. Ju
mnie te suchy o chwalebnych Adaszkowych subach dochodziy, ale
teraz dopiero prawdziwie mi pocieszno, gdy potwierdzenie tej famy z tak
sawnych ust sysz. Powiadaj, e nie tylko ma by mny onierz, ale i
stateczny, co mi nawet dziw, bo zawsze by wicher. Ochot do wojny od
maego, szelma, mia, a najlepszy dowd, e pacholciem uciek z domu.
Przyznaj, e gdybym go by wwczas zapa, bybym mu by pro
memoria nie aowa, ale teraz trzeba bdzie, widz, zaniecha, bo mi si
znowu na jakie dziesi lat pochowa, a staremu tskno.
- e to jednak przez tyle lat do domu nie zajrza?...
- Bom mu wzbroni. Atoli do mi tego i teraz pierwszy przyjedam,
gdy on, na subie bdc, nie moe. Chciaem im pastwa askawcw
moich o gocinno dla dziewki prosi, a sam do Raszkowa jecha, skoro
jednak powiadacie, e wszdy bezpieczno, to wezm i j ze sob.
Ciekawa wiata sroka, niech mu si napatrzy.
- I ludzie niech jej si napatrz! - wtrci Zagoba.
- Nie mieliby na co! - odrzeka panna, ktrej miae czarne oczy i zoone
jakby do causa usta mwiy zreszt co innego.
- Muc to zwyczajny, nic wicej jak muc! - rzek pan Nowowiejski. - Ba,
ale jak gadkiego oficera zobaczy, to a j podrzuca. Z tej przyczyny
wolaem j ze sob zabra ni zostawi, zwaszcza e samej dziewce w
domu niebezpieczno. Ale jeli mi przyjdzie bez niej do Raszkowa jecha,
nieche j jejmo pani na sznurku kae przywiza, inaczej brykn
gotowa.
- Ja sama nie byam lepsza - odrzeka Basia.
- Dawali jej kdziel prz - ozwa si Zagoba - a ona z ni tacowaa,
jak nie miaa z kim lepszym ! Ale wapan wesoy czowiek, panie
Nowowiejski. Baka! chciabym si z panem Nowowiejskim stukn, bo i
ja te lubi czasem krotochwile...
Tymczasem, nim podano wieczerz, otworzyy si drzwi i wszed
Mellechowicz. Pan Nowowiejski nie spostrzeg go od razu, bo zagada si
z panem Zagob, natomiast spostrzega go Ewka i pomienie uderzyy jej
na twarz, a potem zblada nagle.
- Panie komendancie! - rzek do Woodyjowskiego Mellechowicz.- Wedle
rozkazu, tamci wyapani.
- Dobrze ! Gdzie s?
- Podug rozkazu: kazaem ich powiesi.
- Dobrze! A twoi ludzie wrcili?
- Cz ostaa dla grzebania cia, reszta jest ze mn.
W tej chwili pan Nowowiejski podnis gow i nadzwyczajne zdumienie
odbio si na jego obliczu.
- Dla Boga! co ja widz! - rzek.
Po czym wsta, poszed wprost przed Mellechowicza i zakrzykn:
- Azja! A ty tu co robisz, hultaju?!
I podnis rk chcc chwyci za konierz Lipka, lecz w wzburzy si w
jednej chwili, jak gdyby kto garci prochu w pomie cisn, poblad jak
trup i chwyciwszy elazn doni rk Nowowiejskiego, rzek:
- Nie znam waci! Co za jeden?!
I odepchn go silnie, a pan Nowowiejski potoczy si na rodek izby.
Przez czas jaki z wciekoci sowa nie mg przemwi, lecz
chwyciwszy dech pocz krzycze:
- Moci komendancie! to mj czowiek, i do tego zbieg ! W moim domu
od maego!... Hultaj! zapiera si! To mj czowiek! Ewa! kto to jest?
gadaj!
- Azja! - rzeka, drc caa, panna Ewa.
Mellechowicz ani na ni spojrza. Oczy wpi w pana Nowowiejskiego i
opocc nozdrzami, patrzy w starego szlachcica z nieopisan nienawici,
ciskajc rk gowni noa. Przy czym od ruchu nozdrzy wsy jego
poczy drga, a spod tych wsw przebyskiway biae ky, zupenie jak
u rozwcieczonego zwierza. Oficerowie stanli koem. Basia wyskoczya
na rodek midzy Mellechowicza a Nowowiejskiego.
- Co to znaczy? - spytaa marszczc brwi.
Widok jej uspokoi nieco przeciwnikw.
- Panie komendancie - rzek Nowowiejski -to znaczy, com rzek: to jest
mj czowiek imieniem Azja - i zbieg. Suc z modych lat wojskowo na
Ukrainie, znalazem go pywego w stepie i przygarnem. To
Tatarczuk. Chowa si przez dwadziecia lat w domu moim i uczy si
razem z synem. Gdy syn uciek, w wyrcza mnie w gospodarstwie,
pki mu si amorw z Ewuch nie zachciao, co ja spostrzegszy kazaem
go wychosta; on zasi potem zbieg. Jak on si tu zwie?
- Mellechowicz!
- To sobie przybra przezwisko. On zwie si Azja, nic wicej! Powiada,
e mnie nie zna, ale ja go znam i Ewucha take.
- Dla Boga! - rzeka Basia - to syn waszmociw wielekro go u nas
widzia. Jake go nie pozna?
- Syn mg go nie pozna, bo gdy uciek z domu, obaj mieli po pitnacie
lat, a ten sze jeszcze u mnie siedzia, przez ktry czas odmieni si
znacznie i dors, i wsy mu wyrosy. Ale Ewucha wraz go poznaa.
Moci pastwo, ju te prdzej obywatelowi dacie wiar nili temu
przybdzie z Krymu!
- Pan Mellechowicz jest hetmaskim oficerem - rzeka Basia - nic nam do
niego!
- Pozwl wa, e go wypytam. Audiatur et altera pars!- ozwa si may
rycerz.
Lecz pan Nowowiejski wpad w zo.
- Pan Mellechowicz! Jaki on pan! mj pacho, ktry si pod cudze
nazwisko podszy. Jutro tego p a  a psiarkiem moim uczyni, pojutrze
baty temu p a  u ka da, i w tym sam hetman mi nie przeszkodzi,
bom szlachcic i swoje prawa znam!
Na to pan Micha ruszy wsikami i rzek ju ostrzej:
- A jam nie tylko szlachcic, ale i pukownik, i moje prawa take znam.
Czeka swojego prawem moesz wa dochodzi i do inkwizycji
hetmaskiej si uda, ale rozkazuj tutaj ja, nikt inny!
Pan Nowowiejski pomiarkowa si zaraz, wspomniawszy, e mwi nie
tylko do komendanta, ale i do zwierzchnika wasnego syna, a przy tym
najsawniejszego w Rzeczypospolitej rycerza.
- Panie pukowniku - rzek agodniejszym ju tonem. - Ja go wbrew woli
waszmociowej nie wezm, jeno prawa swoje wywodz, ktrym prosz,
aby bya wiara dana.
- Mellechowicz, co ty na to? - spyta Woodyjowski.
Tatar wbi oczy w ziemi i milcza.
- Bo imi ci Azja, to wszyscy wiemy! - doda Woodyjowski.
- Co tu innych dowodw szuka! - rzek Nowowiejski. - Jeli to mj
czowiek, to ryby ma sin farb na piersiach wykute!
Usyszawszy to pan Nienaszyniec otworzy szeroko oczy i usta, nastpnie
porwa si za gow i zakrzykn:
- Azja Tuhaj-bejowicz!
Wszystkie oczy zwrciy si na niego, ten za a trzs si cay, jakby
wszystkie rany otworzyy mu si na nowo, i powtarza:
- To mj jasyr! To Tuhaj-bejowicz! Na Boga! to on!
A mody Lipek podnis dumnie gow, powid swym biczym
wzrokiem po zgromadzeniu i nagle rozerwawszy upan na swej szerokiej
piersi rzek:
- Ot, ryby sin barw wykute!... Jam jest syn Tuhaj-beja!...
 Rozdzia XXVIII 
Umilkli wszyscy, tak wielkie imi strasznego wojownika uczynio
wraenie. One to przecie wesp z gronym Chmielnickim ca
Rzeczpospolit potrzsa; on wyla morze krwi polskiej; on Ukrain,
Woy, Podole i ziemie halickie kopytami koskimi stratowa, zamki i
grody poburzy, wsie ogniem nawiedzi, dziesitki tysicy ludzi w jasyr
wzi. Syn takiego czowieka sta oto teraz przed zgromadzeniem w
chreptiowskiej stanicy i mwi ludziom do oczu: "Ja mam sine ryby na
piersiach, jam jest Azja, ko z koci Tuhaj-bejowej." Lecz taka bya w
wczesnych ludziach cze dla krwi znamienitej, i mimo zgrozy, jak
imi przesawnego murzy musiao w duszy kadego onierza wywoa,
Mellechowicz wyrs w ich oczach, jakby ca wielko ojcowsk wzi
w siebie.
Patrzyli wic na niego ze zdumieniem, a gwnie niewiasty, dla ktrych
wszelka tajemnica najwiksz stanowi pont; w za, jakby i we
wasnych oczach przez wyznanie wyrs, sta hardo, gowy nie spuszcza,
i wreszcie rzek :
- w szlachcic (tu wskaza na Nowowiejskiego) prawi, em ja jego czek,
a ja mu na to rzekn, i rodzic mj po lepszych grzbiecie na ko siada.
Prawd zreszt mwi, em u niego by, bom by, i pod jego puh grzbiet
mi krwi spyn, czego nie zapomn, tak mi dopom Bg !...
Mellechowiczem nazwaem si, eby jego pocigu unikn. Ale teraz,
cho mogem do Krymu zbiec, tej ojczynie krwi i zdrowiem su, wic
niczyj ja, jeno hetmaski. Mj ojciec chanom pokrewny i w Krymie
bogactwa a rozkosze mi czekay; ja za tu zostaem we wzgardzie, bo t
ojczyzn miuj i pana hetmana miuj, i tych miuj, ktrzy mi nigdy
kontemptu nie okazali.
To rzekszy skoni si Woodyjowskiemu, schyli si przed Basi tak
nisko, i gow dotkn niemal jej kolan, zreszt nie spojrzawszy na
nikogo wicej wzi szabl pod pach i wyszed.
Przez chwil trwao jeszcze milczenie; pierwszy pan Zagoba ozwa si:
- Ha! gdzie to pan Snitko! Mwiem, e temu Azji wilkiem z oczu patrzy,
a to i wilczy syn !
- Lwi syn ! - odrzek Woodyjowski - i kto wie, czy w ojca nie poszed!
- Dla Boga! uwaalicie wapastwo, jak to mu zby byskay, zupenie
jak staremu Tuhaj-bejowi, gdy by w gniewie! - rzek pan Muszalski. - Po
tym jednym bym go pozna, bom te starego Tuhaj-beja czsto widywa.
- Nie tak czsto jak ja! - odpowiedzia pan Zagoba.
- Teraz rozumiem - wtrci pan Bogusz - dlaczego on ma taki mir midzy
Lipkami i Czeremisami. Oni to przecie Tuhaj-bejowe imi jako wite
wspominaj. Przez Bg ywy! gdyby ten czowiek chcia, mgby ich co
do jednego w sutask sub zaprowadzi i sia klsk nam przyczyni.
- Tego on nie uczyni - odpar Woodyjowski - bo to, co rzek, e t
ojczyzn i hetmana miuje, to prawda: inaczej by nie suy midzy nami,
mogc do Krymu i i tam we wszystko opywa. Ju te rozkoszy u nas
nie zazna!
- Nie uczyni - powtrzy pan Bogusz - bo gdyby chcia, to by ju uczyni.
adnej do tego nie mia przeszkody.
- Przeciwnie-doda Nienaszyniec - wierz teraz, e on owych zdrajcw
rotmistrzw na powrt do Rzeczypospolitej skaptuje.
- Panie Nowowiejski - rzek nagle Zagoba - eby tak wapan by
wiedzia, e to Tuhaj-bejowicz, moe by tego... moe by tak... co?
- Kazabym mu zamiast trzysta - tysic trzysta puh da. Niech mnie
piorun trzanie, jelibym tego nie zrobi! moi moci panowie! Dziwno mi
to, e on, bdc Tuhaj-bejowym szczeniciem, do Krymu nie zbieg.
Chyba e si niedawno o tym dowiedzia, bo u mnie nic nie wiedzia.
Dziwno mi to, powiadam, ale dla Boga, nie ufajciee mu! To ja go
dawniej od ichmociw znam i powiem tylko tyle: diabe nie jest tak
przewrotny, wcieky pies nie tak zapalczywy, wilk mniej zawzity i
okrutny od tego czowieka. Jeszcze on nam tu wszystkim sada za skr
zaleje!
- Co wa mwisz! - rzek Muszalski. - My jego przy robocie pod
Kalnikiem, Humaniem, Bracawiem i w stu innych potrzebach widzieli.
- Nie daruje on swego! zemci si!
- A dzi Azbowych grasantw jak goli! Co wa prawisz!
Tymczasem Basia caa bya w ogniach, tak j ta Mellechowiczowska
historia zaja; ale chciao si Basi, eby i koniec by godny pocztku,
wic potrzsajc Ew Nowowiejsk szeptaa jej do ucha:
- Ewka, a ty jego miowaa? przyznaj si, nie zapieraj! Miowaa, ha?
jeszcze miujesz, co? jestem pewna! Bd ze mn szczera. Komu si
zwierzysz, jeli nie mnie, niewiecie? Widzisz! Prawie krlewska krew w
nim! Pan hetman mu dziesi indygenatw, nie jeden, wyrobi. Pan
Nowowiejski si nie sprzeciwi. Niechybnie i Azja ci jeszcze miuje! Ju
ja wiem, ju wiem. Nie bj si! On we mnie ufno ma. Zaraz go wezm
na pytki. Bez przypiekania powie. Miowaae go okrutnie? Miujesze
go jeszcze?
Ewka bya jakby odurzona. Gdy Azja po raz pierwszy skonno ku niej
okaza, bya jeszcze niemal dzieckiem, potem nie widziaa go przez lat
wiele i przestaa o nim myle. 2ostao jej po nim wspomnienie
zapalczywego wyrostka, ktry by na wp towarzyszem jej brata, a na
wp czowiekiem suebnym. Ale teraz, gdy po dugiej rozce ujrzaa go
znowu, stan przed ni junak pikny i grony jak sok, oficer i synny
zagoczyk, a do tego syn, wprawdzie obcego, lecz ksicego rodu. Wic
i jej mody Azja przedstawi si zupenie inaczej, wic widok jego
oszoomi j, a zarazem olni i upoi. Wspomnienia ockny si ze snu.
Serce jej nie mogo pokocha junaka w jednej chwili, ale w jednej chwili
poczua w nim lub do tego gotowo.
Basia nie mogc dopyta si zabraa j wraz z Zosi Bosk do alkierza i
na nowo zacza nalega:
- Ewka! gadaj prdko, ogromnie prdko! Miujesz go?
Pannie Ewie una bia na twarz. Bya to czarnowosa i czarnooka panna o
krwi gorcej, ktra krew na kad wzmiank o kochaniu fal uderzaa jej
na jagody.
- Ewka! - powtrzya po raz dziesity Basia - miujesz go?
- Nie wiem - odrzeka po chwili wahania panna Nowowiejska.
- Ale nie przeczysz? Oho! to ju wiem! Jeno si nie wzdragaj! Jam
pierwsza powiedziaa Michaowi, e go kocham - i nic! i dobrze!
Musielicie si dawniej okrutnie kocha! Ha! teraz rozumiem! To on z
tsknoci za tob taki zawsze ponury jak wilk chodzi. onierzysko mao
nie uscho! Co midzy wami byo, powiadaj!
- W lamusie mi powiedzia, e mnie miuje - szepna panna
Nowowiejska.
- W lamusie!... to dopiero!... A potem co?
- Potem mnie uapi i pocz caowa - cigna jeszcze ciszej panna.
- Niech go nie znam, tego Mellechowicza! A ty co?
- A ja baam si krzycze.
- Baa si krzycze! Zoka, syszysz!... Kiedy si wasze kochanie
wykryo?
- Ojciec nadszed i zaraz go obuszkiem uderzy, potem mnie bi i jego
kaza tak bi, tak bi, e dwie niedziele lea!
Tu panna Nowowiejska rozpakaa si po czci z alu, a po czci z
konfuzji. Na ten widok zazawiy si zaraz i modre oczka czuej Zosi
Boskiej, atoli Basia pocza Ew pociesza:
- Wszystko to si skoczy dobrze, moja w tym gowa ! I Michaa do
roboty zaprzgn, i pana Zagob. Ju ja ich namwi, nie bj si! Przed
pana Zagoby dowcipem nic si nie ostoi. Ty jego nie znasz! Nie pacz,
Ewka, bo czas na wieczerz...
Mellechowicza na wieczerzy nie byo. Siedzia w swojej izbie i grza sobie
na ogniu gorzak z miodem, ktr nastpnie przelewa do mniejszej
blaszanki i popija przegryzajc sucharem.
Pan Bogusz przyszed do niego pn ju noc, aby si z nim o nowinach
rozmwi. Tatar posadzi go zaraz na zydlu obitym owcz skr i
postawiwszy przed nim peny kusztyczek gorcego napoju, spyta:
- A pan Nowowiejski zawszeli chce chopa swego ze mnie uczyni?
- Ju o tym mowy nie ma -odpar pan podstoli nowogrodzki.-Prdzej by
pan Nienaszyniec mg si do ciebie przyzna, ale i jemu nic po tobie, bo
tam ju siostra jego albo zmara, albo zgoa nie yczy sobie w losie
odmiany. Pan Nowowiejski nie wiedzia, kto by, gdy ci za konfidencj
z crk kara. A teraz i on jako oguszony chodzi, bo cho ojciec twj sia
zego ojczynie naszej wyrzdzi, przecie wojownik by znakomity, i
zawsze co krew, to krew. Dla Boga ! nikt tu palca na ci nie zakrzywi,
pki tej ojczynie wiernie suysz, zwaszcza e wszdy masz przyjaci.
- Dlaczego bym jej nie mia wiernie suy? - odpar Azja. - Mj ojciec
was bi, ale on by poganin, ja za Chrystusa wyznaj.
- Ot to jest! oto jest! Nie moesz ty ju do Krymu wraca, chyba z
utrat wiary, e za musiaaby i za tym i utrata zbawienia, wic adne
dobra ziemskie ani godnoci wynagrodzi by ci tego nie mogy. Po
prawdzie, to ty wdziczno winien i panu Nienaszycowi, i panu
Nowowiejskiemu, bo pierwszy z nich spomidzy pogan ci wydoby, a
wtry w prawdziwej wierze wyhodowa.
Na to Azja :
- Ja wiem, e ja im wdziczno winien, i postaram si wypaci.
Susznie waszmo zauway, e sia tu dobrodziejw znalazem !
- Tak to mwisz, jakby ci gorzko w gbie byo, a przecie policz sam
yczliwych.
- Jegomo pan hetman i waszmo w pierwszym rzdzie: to do mierci
bd powtarza. Kto wicej; to nie wiem...
- A komendant tutejszy? Czy ty mylisz, eby on ci w czyjekolwiek rce
wyda, choby nie by Tuhaj-bejowym synem? A ona ! a pani
Woodyjowska! Syszaem przecie, co o tobie przy wieczerzy mwia...
Ba! a jeszcze przedtem, gdy Nowowiejski ci pozna, zaraz za tob
pocza si oponowa ! Pan Woodyjowski wszystko by dla niej uczyni,
bo on wiata za ni nie widzi, siostra za brata nie moe wicej miowa
jako ona ciebie. Przez ca wieczerz z gby jej nie schodzio twoje
imi...
Mody Tatar pochyli nagle gow i pocz dmucha w pkwaterek
gorcego napoju; przy czym gdy do odmuchania wyd sinawe nieco
wargi, twarz uczynia mu si tak dzika i tak tatarska, e a pan Bogusz
rzek:
- Dalibg, jaki ty wszelako w tej chwili do starego Tuhaj-beja podobny,
to przechodzi imaginacj. Znaem go przecie doskonale, widywaem go i
na chaskim dworze, i w polu; jedziem do jego siehenia mao
dwadziecia razy.
- Niech Bg bogosawi sprawiedliwym, a zaraza niech wydusi
krzywdzicieli! - odrzek Azja. - Zdrowie hetmaskie!
Pan Bogusz wypi i rzek:
- Zdrowie i dugie lata ! Gar nas wprawdzie tych, ktrzy przy nim
stoimy, ale prawdziwych onierzy. Da Bg, nie damy si tym
uszczybochenkom, co sejmikowa tylko umiej i panu hetmanowi
zdrad przeciw krlowi zadawa. Szelmy! To my w stepie dzie i noc
czoem do nieprzyjaciela stoim, a oni dzieki pene bigosu i jagie wo, a
ykami w nie bbni! Ot, ich robota! Pan hetman posa za posem le, o
pomoc dla Kamieca prosi, jako Kasandra upadek Ilium i narodu Priama
przepowiada, a ci o niczym nie myl, jeno cigle dochodz, kto przeciw
krlowi zawini.
- O czym waszmo mwisz?
- Et, nic! Uczyniem comparationem naszego Kamieca z Troj, ale ty
pewnie o Troi nie sysza. Niech si jeno uspokoi troch, a pan hetman
indygenat ci wyrobi, szyj daj! czasy id takie, e okazji ci nie zbraknie,
jeli szczerze chcesz si saw okry.
- Albo ja si saw pokryj, albo mnie ziemia pokryje. Usyszysz wa o
mnie, jako Bg na niebie!
- A c tamci? co Kryczyski? wrc? nie wrc? Co teraz czyni?
- Po sieheniach stoj: jedni w Udrzyjskim Stepie, inni dalej. Ciko im si
ze sob porozumie, bo daleko. Maj rozkaz na wiosn do Adrianopola
wszyscy rusza i ywnoci co najwicej ze sob bra.
- Na Boga! to jest wane, bo jeli w Adrianopolu bdzie wielki wojskowy
congressus, to wojna z nami pewna. Trzeba pana hetmana zaraz o tym
uwiadomi. On te myli, e wojna nastpi, ale to byby ju niechybny
znak.
- Halim mwi mi, i tam midzy nimi mwi, jakoby i sam sutan do
Adrianopola mia zjecha.
- Pochwalone imi Paskie! A tu u nas wojska ledwie gar. Caa
nadzieja w opoce kamienieckiej. Zali Kryczyski stawia jakie nowe
kondycje?
- Wicej oni wypisuj skarg, nili stawiaj kondycyj: powszechna amnes-
tia, przywrcenie do praw i przywilejw szlacheckich, jakie za dawnych
czasw mieli, zatrzymanie szary dla rotmistrzw - oto, czego chc. Ale
e sutan wicej im ju przyzna, wic si wahaj.
- Co prawisz! Jake sutan wicej im moe przyzna nili
Rzeczpospolita? W Turczech jest absolutum dominium i wszystkie prawa
od jednej sutaskiej fantazji zale. Choby i ten, ktry obecnie ywie i
panuje, wszystkich obietnic dotrzyma, to nastpca zamie je albo
podepce, kiedy zechce. Tymczasem u nas przywilej wita rzecz- i kto
szlachcicem zostanie, temu sam krl nie moe nic odj.
- Oni powiadaj, e szlacht byli, a dlatego ich na rwni z dragonami
traktowano, a starostowie kazali im nieraz rozmaite powinnoci odbywa,
od ktrych nie tylko szlachta jest wolna, ale nawet i bojarzynkowie putni.
- Skoro im hetman przyrzeka...
- aden z nich o wspaniaomylnoci hetmaskiej nie wtpi i wszyscy go
po cichu w sercu kochaj, ale myl sobie tak: hetmana samego zdrajc
hassa szlachecka okrzykuje; na dworze u krla go nienawidz; sdem mu
konfederacja grozi - jake on potrafi co wskra?
Pan Bogusz pocz trze czupryn.
- Wic co?
- Wic sami nie wiedz, co maj czyni.
- I u sutana zostan?
- Nie.
- Ba! kto im rozkae wrci do Rzeczypospolitej?
- Ja!
- Jake to !
- Tuhaj-bejowym jestem synem !
- Mj Azja! - rzek po chwili pan Bogusz - nie neguj, e oni mog si w
twojej krwi i sawie Tuhaj-bejowej kocha, chocia oni s nasi Tatarzy, a
Tuhaj-bej by naszym wrogiem. Takie rzeczy ja rozumiem, bo i u nas
jest szlachta, ktra z pewn chlub opowiada, e Chmielnicki by
szlachcicem i nie z kozackiego, ale z naszego narodu pochodzi, z
Mazurw... No! Przecie taki szelma by, e w piekle gorszego nie
znale, ale e znamienity wojennik, wic radzi si do niego przyznaj.
Taka ju natura ludzka! eby jednak twoja Tuhaj-bejowa krew dawaa ci
prawo rozkazywa wszystkim Tatarom, do tego susznych racji nie
widz.
Azja czas jaki milcza, potem wspar donie na udach i rzek:
- To ja wam powiem, panie podstoli, dlaczego Kryczyski mnie sucha i
inni mnie suchaj. Bo oprcz tego, e oni proste Tatarczuchy, a ja knia,
jest jeszcze we mnie rada i moc... No! ani wy nie wiecie, ani sam pan
hetman nie wie...
- Jaka rada, jaka moc?
- Ja toho skazaty ne umiju - odrzek po rusisku Azja. - A czemu ja na
takie rzeczy gotw, na ktre inny by si nie way? Czemu ja to
pomyla, czego by inny nie pomyla?
- Co gadasz? O czyme pomyla?
- Ja pomyla o tym, e gdyby mi pan hetman wol a prawo da, tak ja by
nie tylko tych rotmistrzw wrci, ale p ordy na usugi hetmaskie
postawi. Mao to pustej ziemi na Ukrainie i w Dzikich Polach? Niech
hetman jeno ogosi, e ktry Tatar przyjdzie do Rzeczypospolitej, ten
szlachcicem zostanie, w wierze ucisku nie bdzie mia, a we wasnych
chorgwiach bdzie suy, e wszyscy wasnego hetmana bd mie,
jako Kozacy maj, a moja gowa, e wnet si caa Ukraina zamrowi.
Przyjd Lipkowie i Czeremisy, przyjd od Dobrudy i Biaogrodu,
przyjd z Krymu - i stada przypdz, i ony z dziemi na arbach
przywioz. Waszmo nie trz gow: przyjd! jako dawniejsi przyszli,
ktrzy przez wieki Rzeczypospolitej wiernie suyli. W Krymie i wszdy
chan i murzowie ich gnbi, a tu szlacht zostan i szable bd mie, i
pod wasnym hetmanem w pole chodzi. Przysign waszmoci, e
przyjd, bo tam godem czasem przymieraj. A gdy si midzy ausami
rozgosi, e ja z mocy pana hetmana woam, e Tuhaj-beja syn woa,
tedy tysice tu stan.
Pan Bogusz porwa si za gow:
- Na rany boskie, Azja ! skd tobie takie myli przychodz? Co by to
byo?!
- Byby na Ukrainie nard tatarski, jako jest kozacki ! Kozakom
przyznalicie i przywileje, i hetmana, czemu bycie nam nie mieli
przyzna? Waszmo pytasz, co by byo? Chmielnickiego by drugiego nie
byo, bobymy nog Kozakom na gardziel zaraz nastpili, buntw
chopskich by nie byo, rzezi ani spustoszenia, ani Doroszeki by nie
byo, bo niechby si podnis, pierwszy bym go na smyczy hetmanowi
pod nogi przywid. A chciaaby potga turecka na was i, to bymy
sutana bili; chciaby chan zagony puszcza, to chana. Nie take dawniej
Lipkowie i Czeremisi czynili, chocia w Mahometowej wierze trwali?
Czemu bymy mieli inaczej czyni, my, Tatarowie Rzeczypospolitej! my,
szlachta!... Teraz wapan licz: Ukraina spokojna, kozactwo w ryzie
utrzymane, od Turka zasona, kilkadziesit tysicy wojska wicej - ot,
com pomyla- ot, co mnie do gowy przyszo, ot, dlaczego mnie
Kryczyski, Adurowicz, Morawski, Tworowski suchaj - ot, dlaczego,
gdy krzykn, p Krymu na one stepy si zwali!
Pan Bogusz tak by zdumiony i przygnieciony sowami Azji, jak gdyby
ciany tej izby, w ktrej siedzieli, rozstpiy si nagle i nowe, nieznane
ukazay si oczom jego krainy.
Przez dugi czas sowa nie mg przemwi i tylko patrzy na modego
Tatara, a w pocz chodzi wielkimi krokami po izbie, wreszcie rzek:
- Beze mnie by si ta rzecz sta nie moga, bom ja syn Tuhaj-beja, a od
Dniepru do Dunaju nie masz goniejszego midzy Tatary imienia.
Po chwili za doda:
- Co mi Kryczyski, Tworowski i inni! Nie o nich samych, nie o kilka
tysicy Lipkw i Czeremisw, ale o ca Rzeczpospolit chodzi. Mwi,
e z wiosn wielka wojna z sutask potencj nastanie, ale pozwlcie mi
jeno, a ja takiego waru midzy tatarstwem nagotuj, e sam sutan rce
poparzy.
- Dla Boga! Kto ty jest, Azja? - wykrzykn pan Bogusz.
A w podnis gow:
- Przyszy hetman tatarski!
Blask pomienia pada w tej chwili na Azj owiecajc jego twarz okrutn
i pikn zarazem, a panu Boguszowi zdawao si, e jaki inny czowiek
przed nim stoi, taka wielko i pycha biy od postaci modego Tatara.
Uczu te pan Bogusz, e Azja prawd mwi. Gdyby podobne wezwanie
hetmaskie zostao opublikowane, Lipkowie i Czeremisi wrciliby
niechybnie wszyscy, a i dzikich Tatarw pocignoby za nimi bardzo
wielu. Stary szlachcic zna wybornie Krym, w ktrym po dwakro by
niewolnikiem, a potem, wykupiony od hetmana, posowa; zna dwr
bachczysarajski, zna ordy siedzce od Donu do Dobrudy; wiedzia, e
zim liczne ausy z godu przymieraj; wiedzia, e murzom przykrzy si
despotyzm i zdzierstwo chaskich baskakw, e w samym Krymie czsto
przychodzi do buntw - wic zrozumia od razu, e yzne ziemie i
przywileje znciyby niechybnie tych wszystkich, ktrym w starych
siedzibach byo le, ciasno lub niebezpiecznie. Znciyby tym bardziej,
gdyby pocz ich woa syn Tuhaj-beja. On jeden mg tego dokona,
nikt inny. On saw swego ojca mg wzburzy ausy, uzbroi jedn
poow Krymu przeciw drugiej poowie, pocign dzikie ordy
biaogrodzkie i zatrz ca potg chanow, ba, nawet sutask!
Gdyby hetman chcia korzysta z okazji, to Tuhaj-bejowego syna mg
uwaa jako czowieka przez sam Opatrzno zesanego.
Wic pan Bogusz pocz innym na Azj patrze okiem i zdumiewa si
coraz bardziej, jak takie myli mogy si w gowie jego wylgn? I a pot
uperli rycerzowi czoo, tak mu si zday ogromne. Jednake duo jeszcze
wtpliwoci zostao mu w duszy, wic tak ozwa si po chwili :
- A wiesz ty, e o tak rzecz musiaaby by wojna z Turkiem?
- Wojna i tak bdzie! Czemu by kazali ordom pod Adrianopol i? Wtedy
chyba wojny nie bdzie, jak niesnaski w sutaskim pastwie powstan;
jeeli za i przyjdzie ruszy w pole, poowa ordy bdzie po naszej stronie.
"Na kad rzecz ma szelma argument!" - pomyla pan Bogusz.- W
gowie si krci ! - rzek po chwili. - Widzisz, Azja, w kadym razie to
nieatwa rzecz. Co by to powiedzia krl, co kanclerz, a stany? a
wszystka szlachta, po wikszej czci panu hetmanowi teraz nieyczliwa.
- Mnie jeno pozwolenia hetmaskiego na pimie trzeba; a jak tu raz
sidziem, nieche nas potem ruguj! Kto bdzie rugowa i czym? Radzi
bycie Zaporocw z Siczy wyen, ale wam nijak.
- Pan hetman zlknie si odpowiedzialnoci.
- Za panem hetmanem pidziesit tysicy szabel ordyskich stanie prcz
wojska, ktre ma w rku.
- A Kozacy? O Kozakach zapominasz? Ci poczn si natychmiast
oponowa.
- Na to my tu i potrzebni, eby by miecz nad szyj kozack zawieszony.
Czym Dorosz stoi? Tataramil Niech Tatarw ja wezm w rce, wwczas
Dorosz musi hetmanowi czoem uderzy.
Tu Azja wycign donie i palce w ksztacie szponw orlich rozoy, za
czym chwyci za rkoje szabli.
- Ot, my Kozakom prawo pokaem! W chopy oni pjd, a my bdziem
dziery Ukrain. Sysz, panie Bogusz, wy myleli, e ja may czek, a ja
nie taki may, jako si Nowowiejskiemu, tutejszemu komendantowi,
oficyjerom i wam, panie Bogusz, wydao! Ot, ja nad tym dzie i noc
myla, a wychud, a mi twarz wpada - patrz waszmo! - i sczerniaa.
Ale com wymyli, tom dobrze wymyli, i dlatego rzekem wam, e we
mnie jest moc i rada. Wapan sam widzisz, e to wielkie rzeczy; jed do
pana hetmana, a ywo! Przedstaw mu, niech mi da na pimie, a ja o
stany nie
bd dba. Hetman ma dusz wielk, hetman bdzie wiedzia, e to i moc,
i rada! Powiedz hetmanowi, em Tuhaj-beja syn, e ja jeden to uczyni
mog; przedstaw, niech si zgodzi; jeno, na Boga! byle na czas, byle pki
niegi w stepie, byle przed wiosn, bo na wiosn wojna bdzie ! Jed
wraz i wraz wracaj, abym za prdko wiedzia, co mi wypadnie uczyni.
Pan Bogusz nie spostrzeg si nawet, e Azja mwi tonem
rozkazujcym, jakby ju by hetmanem i swemu oficerowi wydawa
polecenia.
- Przez jutro wypoczn - rzek - a pojutrze rusz. Daj Bg, abym
hetmana w Jaworowie znalaz! Prdka u niego decyzja i wnet bdziesz
mia odpowied.
- Jak waszmo mylisz, czy pan hetman si zgodzi?
- By moe, e ci kae do siebie przyjecha, dlatego do Raszkowa teraz
nie wyjedaj, bo std prdzej staniesz w Jaworowie. Czy si zgodzi, nie
wiem, ale wemie on to pod piln uwag, bo potne racje przytaczasz.
Przez Bg ywy, anim si tego po tobie spodziewa, ale teraz widz, e
niezwyczajny czek i e ci Pan Bg do wielkoci przeznaczy. No, Azja,
Azja! Namiestnik w chorgwi lipkowskiej, nic wicej, a takie rzeczy w
gowie mu siedz, od ktrych strach czeka bierze. Ju teraz nie bd si
dziwowa, chobym czaple piro na twoim kopaku, a nad tob buczuk
zobaczy... Wierz i w to, co powiadasz, e ci owe myli po nocach
ary... Zaraz pojutrze rusz, jeno wypoczn nieco, a teraz id ju, bo
pno i w gowie mi szumi jak we mynie. Ostawaj z Bogiem, Azja... W
skroniach mnie upie, jakobym si upi... Ostawaj z Bogiem, Azja, synu
Tuhaj-bejowy!
Tu pan Bogusz ucisn wychudzon do Tatara i zawrci si ku
drzwiom, ale w progu jeszcze stan i rzek: .
- Jake to?... Nowe dla Rzeczypospolitej wojska... gotowy miecz nad
szyj kozack... Dorosz upokorzon... niesnaski w Krymie... potencja
turecka osabiona... koniec zagonom na Ru... Dla Boga! dla Boga!
To rzekszy wyszed, a Azja popatrzy jeszcze chwil za nim i poszepn:
- A dla mnie buczuk, buawa i... z wol albo bez woli - ona! Inaczej
gorze wam !
Po czym dopi gorzaki z blaszanki i rzuci si na pokryty skrami
tapczan, stojcy w kcie izby. Ogie na kominie przygas, a natomiast
przez okno weszy jasne blaski ksiyca, ktry wysoko ju wybi si na
chodne zimowe niebo.
Azja lea czas jaki spokojnie, lecz widocznie nie mg zasn. Wreszcie
wsta, zbliy si ku oknu i wpatrzy si w miesic, pyncy jak samotny
korab po niezmiernych niebieskich samotniach.
Mody Tatar patrzy we dugo, na koniec zoy pici tu przy piersiach,
podnis oba wielkie palce ku grze i z ust jego, ktre zaledwie przed
godzin Chrystusa wyznaway, wyszed ppiew, pprzeciga mowa o
smutnej nucie:
- Lacha i Lallach, Lacha i Lallach - Mahomet Rossullach!...
 Rozdzia XXIX 
Atoli Basia od rana nazajutrz odbywaa narad z mem i panem
Zagob, jak by dwa serca kochajce si i ucinione poczy. Oni obaj
mieli si z jej zapau i nie przestawali jej drani, jednake ustpujc jej
ze zwyczaju we wszystkim jak rozpieszczonemu dziecku, obiecali jej w
kocu pomaga.
- Najlepiej - mwi Zagoba - namwi starego Nowowiejskiego, eby
dziewki ze sob do Raszkowa nie bra, e to i chody ju id, i droga nie
cakiem bezpieczna; natenczas modzi czsto si tu ze sob bd widywa
i rozamoruj si w sobie do reszty.
- O, to jest wyborna myl ! - zawoaa Basia.
- Wyborna, niewyborna - odrzek Zagoba - ale ty ich swoj drog z oczu
nie spuszczaj. Ty jest baba - i tak myl, e w kocu ich zlutujesz, bo
baba zawsze zrobi swoje; pilnuj jeno, eby i diabe przy tym swego nie
zrobi. Byby ci wstyd, e to z twojej porki.
Basia pocza naprzd prycha na pana Zagob jak kotka, po czym
rzeka :
- Wapan si chwalisz, e by za modu Turek, i mylisz, e kady
Turek!... Azja nie taki!
- Nie Turek, tylko Tatar. adna kuka! Ona bdzie za tatarskie afekta
rczy!
- Oni oboje o pakaniu najwicej myl, a to ze srogiej aoci... Ewa
przy tym najzacniejsza dziewka!
- Jeno tak ma twarz, jakoby jej kto na czole napisa: "naci gby!" Hu!
kawka to jest! Wczorajem to sobie zakonotowa, e gdy przy stole
naprzeciw gadkiego chopa siedzi, to tak dycha, e a raz w raz talerz
odrzuca i musi go sobie przysuwa. Czysta kawka, mwi ci!
- Wapan chcesz, ebym sobie posza?
- Nie pjdziesz, jak o swaty chodzi. Znaj ci, nie pjdziesz! A pono ci
jeszcze za wczenie ludzi swata, bo to sdziwych niewiast rzemioso.
Pani Boska mwia mi wczoraj, e gdy ci powracajc z wyprawy w
hajdawerkach postrzega, rozumiaa, e synalka pani Woodyjowskiej
widzi, ktren si na podjezdku koo potw wprawia. Nie kochasz ty
powagi, ale i powaga ciebie nie kocha, co si zaraz z twojej misternej
postaci okazuje. Czysty ak, jak mi Bg miy! Inne teraz niewiasty na
wiecia! Za moich czasw, gdy podwika na awie siada, to a awa
zaskrzypiaa, jakby kto psu na ogon nastpi, a ty by moga na kocie
oklep jedzi, bez wielkiej dla onej bestii fatygi... Mwi te, e
niewiasty, ktre zaczynaj swata, potomstwa mie nie bd.
- Zali naprawd tak mwi? - spyta zaniepokojony may rycerz.
Lecz pan Zagoba pocz si mia, a Basia przyoywszy swoj row
twarz do twarzy ma rzeka pgosem:
- Et, Michaku! Sposobn por ofiarujemy si do Czstochowy, to moe
Najwitsza Panna odmieni!
- Najlepszy to istotnie sposb - rzek Zagoba.
Na to tamci uciskali si zaraz, po czym Basia rzeka:
- A teraz mwmy o Azji i o Ewuni, jak by im pomc. Nam dobrze, niech
i im bdzie dobrze!
- Jak Nowowiejski wyjedzie, bdzie im lepiej- rzek may rycerz - bo przy
nim nijak byoby si im widywa, zwaszcza e Azja starego nienawidzi.
Ale gdyby mu stary Ewk odda, moe by przepomniawszy dawnych
uraz poczli si wzajem miowa jako te z ziciem. Wedug mojej
gowy tedy nie w tym rzecz, eby modych zblia, bo oni i tak si
kochaj, ale w tym, by starego przejedna.
- Nieuyty to czowiek! - rzeka pani Woodyjowska.
Na to Zagoba:
- Baka! imainuj sobie, e masz crk i e trzeba ci j za jakowego
Tatarzyna wyda?
- Azja knia - odrzeka Basia.
- Nie neguj, e Tuhaj-bej z wielkiej krwi pochodzi, ale owo i Hassling
by szlachcic, a przecie by Krzysia Drohojowska nie posza za niego,
gdyby by naszego indygenatu nie mia.
- To wystarajcie si dla Azji o indygenat!
- atwa to rzecz! Choby go kto i do herbu przypuci, sejm takow wol
musi potwierdzi, a do tego trzeba i czasu, i protekcji.
- Tego nie lubi, e czasu trzeba, bo protekcja by si znalaza. Pewnie by
jej pan hetman Azji nie odmwi, bo on si w ludziach wojennych kocha.
Michale! pisz do hetmana ! Chcesz inkaustu, pir, papieru? Zaraz pisz!
Ot, ja ci wszystko przynios, i wiec, i piecz, a ty sidziesz i nie
mieszkajc napiszesz!
Woodyjowski pocz si mia.
- Boe Wszechmogcy! - rzek - prosiem ci o stateczn realistk za
on, a ty mi wicher da!
- Mw tak, mw, to ci zamr!
- A niedoczekanie twoje! - krzykn ywo may rycerz. - Niedoczekanie
twoje ! tfu ! tfu ! na psa urok.
Tu zwrci si do pana Zagoby:
- Wapan nie wiesz jakich sw od uroku?
- Wiem i juem je powiedzia! - odrzek Zagoba.
- Pisz! - zawoaa Basia - bo ze skry wyskocz!
- Ja bym i dwadziecia listw napisa, byle ci dogodzi, chocia nie wiem,
na co si to przyda, bo tu i sam hetman nie poradzi, a z protekcj wtedy
dopiero moe wystpi, jak bdzie pora. Moja Basiu, panna
Nowowiejska spucia ci si z tajemnicy, dobrze! Ale z Azj nic nie
mwia i tego nawet dotychczas nie wiesz, czy on wzajemnym afektem
dla Nowowiejskiej ponie.
- Ale! nie ponie! jake nie ma pon, kiedy j w lamusie pocaowa!
Aha!
- Dusza zota! - rzek miejc si Zagoba. - Takie to jak nowo narodzone
dziecko, jeno e tym jzykiem lepiej obraca. Moja kochana, ebymy si
chcieli, ja i Micha, ze wszystkimi eni, ktre caowa si przygodzio,
tedy trzeba by nam zaraz Mahometow wiar przyj i mnie by
padyszachem, a jemu chanem krymskim, co, Michale, co?
- Na Michaa miaam raz podejrzenie, jeszcze wtedy, kiedy nie byam
jego! - rzeka Basia.
I przysunwszy mu paluszek do oczu pocza si przekomarza:
- Ruszaj wsikami, ruszaj! Nie zaprzesz si! Wiem, wiem! i ty wiesz!.. u
Ketlinga!... May rycerz rzeczywicie rusza wsikami, aeby sobie doda
fantazji, a zarazem zmieszanie pokry, wreszcie chcc zwrci rozmow
na co innego rzek:
- A tak i nie wiesz, czy Azja w Nowowiejskiej rozkochan?
- Czekajcie, wezm ja go na cztery oczy i wypytam. Ale on rozkochany!
musi by rozkochany! Inaczej nie chc go zna!
- Dalibg, gotowa w niego wmwi! - rzek Zagoba.
- I wmwi, chobym si miaa co dzie z nim zamyka!
- Wpierw go wybadaj - rzek may rycerz. - By moe, e on si od razu
nie przyzna, bo to dzikus. Nic to! Powoli w konfidencj z nim wejdziesz,
poznasz go lepiej, wyrozumiesz i wwczas dopiero bdziesz wiedziaa, co
czyni.
Tu may rycerz zwrci si do pana Zagoby:
- Ona zdaje si pocha, a bystra jest!
- Kozy bywaj bystre! - rzek z powag pan Zagoba.
Dalsz rozmow przerwa pan Bogusz, ktry wpad jak bomba i zaledwie
zdywszy ucaowa Basine rce pocz krzycze:
- A niech tego Azj kule bij! Ca noc nie mogem oka zmruy, niech
jego las ogarnie!
- Co pan Azja waszmoci zawini? - pytaa Basia.
- Wiecie wapastwo, comy wczoraj robili?
I pan Bogusz wytrzeszczywszy oczy j wodzi nimi po obecnych.
- Co?
- Histori! jak mi Bg miy, nie , histori!
- Jak histori?
- Histori Rzeczypospolitej. To po prostu wielki czowiek. Sam pan
Sobieski si zdumieje, gdy mu Azjowe myli przedo. Wielki czowiek,
powtarzam acastwu i auj, e wicej nie mog powiedzie, bo jestem
pewien, e zdumielibycie si, jako ja si zdumiaem. Tyle mog
powiedzie, e jeli to si uda, co on zamierza, wwczas Bg wie gdzie
zajdzie!
- Na ten przykad ! - rzek Zagoba. - Hetmanem zostanie?
A pan Bogusz wzi si w boki :
- Tak jest! hetmanem zostanie! auj, e nie mog wicej powiedzie...
hetmanem zostanie, i kwita!
- A to moe psim? albo bdzie za woami chodzi? Czabanowie maj te
swoich hetmanw! Tfu! Co te waszmo prawisz, panie podstoli? Boe
on Tuhaj-bejowicz, dobrze! ale jeliby mia hetmanem zosta, to czyme
ja ostan, czym ostanie Micha i waszmo sam? Chyba Trzej Krlami
po Boym Narodzeniu zostaniemy, poczekawszy na Kacpra, Melchiora i
Baltazara abdykacj. Mnie tam przynajmniej szlachta regimentarzem
kreowaa, tylko em po przyjani panu Pawowi1 godnoci ustpi, ale
wapaskich wrb, dalibg, zgoa nie rozumiem!
- A ja waci powiadam, e Azja wielki czowiek!
- Mwiam! - rzeka Basia zwracajc si ku drzwiom, przez ktre poczli
wchodzi inni gocie stanicowi.
Wesza wic naprzd pani Boska z modrook Zosi i pan Nowowiejski z
Ewk, ktra po le przespanej nocy wygldaa jeszcze bardziej wieo i
pontnie ni zwykle. &#143;le spaa, bo niepokoiy j sny dziwne; ni jej
si Azja, tylko pikniejszy i natarczywszy ni dawniej. Ewie krew bia na
twarz na wspomnienie tego snu, bo jej si zdao, e kady go z jej oczu
odgadnie. Lecz nikt na ni nie zwaa, wszyscy bowiem poczli mwi
pani komendantowej "dzie dobry", po czym zaraz pan Bogusz zacz na
nowo opowiadanie o wielkci i wielkich przeznaczeniach Azji, a Basia
rada bya, e tego i Ewa, i pan Nowowiejski sucha musz. Jako stary
szlachcic wyburzy si od chwili pierwszego spotkania z Tatarem i
znacznie by spokojniejszy. Ju si o niego nie upomina jako o swego
czowieka. Prawd rzekszy, odkrycie, e Azja jest tatarskim kniaziem i
synem Tuhaj-beja, zaimponowao i jemu niepomiernie. Z podziwem te
sucha o jego nadzwyczajnym mstwie i o tym, e sam hetman tak
znakomit powierzy mu funkcj, jak cignicie na powrt do suby
Rzeczypospolitej wszystkich Lipkw i Czeremisw. Chwilami zdawao
si nawet panu Nowowiejskiemu, e o kim innym mowa, tak wyrasta w
jego oczach w Azja na niepospolitego czeka.
A pan Bogusz coraz to powtarza z min wielce tajemnicz:
- Nic to jeszcze wobec tego, co go czeka, jeno e mi mwi o tym nie
wolno!
Gdy za inni trzli z powtpiewaniem gowami, zakrzykn:
- Dwch jest najwikszych ludzi w Rzeczypospolitej: pan Sobieski i w
Tuhaj-bejowicz!
- Na miy Bg! - rzek wreszcie zniecierpliwiony pan Nowowiejski- knia
on, nie knia, ale czyme moe by w tej Rzeczypospolitej szlachcicem
nie bdc; przecie dotychczas indygenatu nie ma?
- Pan hetman mu dziesi wyrobi! - zawoaa Basia.
Panna Ewa suchaa tych pochwa z przymknitymi oczyma i z bijcym
sercem. Trudna wiedzie, czy bioby ono rwnie gorco dla biednego i
nieznanego Azji, jak dla Azji rycerza i wielkiego w przyszoci czowieka.
Lecz w blask podbi je, a dawne wspomnienia pocaunkw i wiee sny
przejmoway teraz dreszczem rozkoszy panieskie ciao.
"Tak wielki, tak znamienity! - mylaa Ewa. - C dziwnego, e
porywczy jak ogie."
 Rozdzia XXX 
Basia tego samego dnia wzia Tatara na pytki, idc jednak za rad ma
i przestrzeona o Azjowej dzikoci, postanowia nie naciera zbyt od razu
Mimo tego, zaledwie przed ni stan, rzeka zaraz prosto z mostu:
- Pan Bogusz powiada, e wapan znamienity czowiek, ale ja tak myl;
e i najznamienitszy kochaniu si nie wybiega.
Azja przymkn oczy i skoni gow.
- Wasza mio ma suszno! - rzek.
- Bo widzi wapan, z sercem to tak: pc! i ju! To rzekszy Basia pocza
potrzsa swoj pow czupryn i mruga oczyma, chcc przez to
okaza, e i sama zna si wybornie na tego rodzaju sprawach, i zarazem
ma nadziej, e do niewiadomego nie mwi. Azja za podnis gow i
ogarn wzrokiem jej wdziczn posta. Nigdy nie wydawaa mu si tak
cudn jak teraz, gdy oto oczki byszczay jej ciekawoci i oywieniem, a
zarumieniona, dziecica twarz podnosia si ku niemu pena umiechw.
Ale wanie im wicej byo w niej niewinnoci, tym wicej widzia w niej
Azja ponty, tym wicej dz wstawao w jego duszy, tym mio
ogarniaa go silniej, i upaja si ni jak winem, i zby wszystkich chci
prcz tej jednej: odebra j mowi, porwa dla siebie, trzyma po wieki
przy piersi, usta przycisn do jej ust, uczu jej rce splecione na swojej
szyi - i kocha, i kocha, choby zapamita si, choby zgin samemu,
choby zgin obojgu. Na myl o tym wiat cay krci si z nim; coraz
nowe dze wypezay z jaski jego duszy jak we z rozpadlin skalnych;
ale by to czowiek posiadajcy zarazem straszn si nad samym sob,
wic rzek sobie w duszy: "Nie Ia jeszcze!", i trzyma swe dzikie serce
na woli jak rozhukanego konia na arkanie.
Sta przed ni pozornie chodny, cho pomie mia w ustach i oczach, a
przepaciste jego renice mwiy jej wszystko, czego nie wypowiaday
zacinite usta.
Lecz Baka majc dusz po prostu tak czyst jak woda w rdle, a przy
tym i umys zupenie czym innym zajty, wcale nie rozumiaa tej mowy;
mylaa oto w tej chwili, co dalej Tatarowi powiedzie, i wreszcie,
podnisszy palec do gry rzeka:
- Niejeden nosi w sercu ukryty afekt i nie mie z nikim o nim mwi, a
gdyby szczerze wyzna, moe by si czego dobrego dowiedzia.
Twarz Azji pociemniaa; przez chwil szalona nadzieja przeleciaa mu na
ksztat byskawicy przez gow, ale si opamita i spyta:
- O czym wasza mio chce mwi?
Basia za na to:
- Inna by do wapana obcesem, jako e biaogowy bywaj niecierpliwe i
nierozwane, ale ja nie taka. Pomc to bym pomoga chtnie, ale
konfidencji od razu nie dam; powiadam tylko wapanu tak: nie
chowaje si i przychod do mnie choby co dzie, bo ja ju o tym z
mem mwiam; powoli to si wapan i oswoisz, i moj yczliwo
poznasz, i bdziesz wiedzia, e ja nie przez poch ciekawo wypytuj,
jeno z komizeracji i dlatego, e jeli mam pomaga, to musz i
wapanowych afektw by pewn. Przecie zreszt wapanu pierwszemu
wypada je okaza; jak mnie wapan wyznasz, to moe i ja wapanu
wtedy co powiem. Tuhaj-bejowicz zrozumia teraz od razu, jak ponn
bya ta nadzieja, ktra przez chwil bysna mu w gowie, domyli si
nawet natychmiast, e chodzi o Ew Nowowiejsk, i wszystkie
przeklestwa na ca rodzin, jakie czas nagromadzi w jego mciwej
duszy, napyny mu do ust. Nienawi buchna w nim jak pomie tym
wiksza, im bardziej odmienne przed chwil koysay go uczucia. Lecz
opamita si. Posiada on nie tylko wadz nad sob, ale i przebiego
ludzi wschodnich. W jednej chwili poj, i jeli bryzgnie jadem na
Nowowiejskich, utraci ask Basi i mono widywania jej codziennie;
lecz z drugiej strony uczu, e si nie zmoe, przynajmniej teraz, a do
tego stopnia, iby tej umiowanej skama wbrew duszy wasnej, e inn
kocha.
Wic z istnej rozterki wewntrznej i niekamanej mki rzuci si nagle do
ng Basinych i caujc jej stopy, tak mwi pocz:
- W rce waszej mioci oddaj dusz moj, w rce waszej mioci oddaj
los mj; nie chc nic innego czyni, jeno to, co mi wasza mio nakae,
nie chc zna innej woli! Wasza mio czy ze mn, co chcesz! W mce
yj i strapieniu, ja nieszczsny! Wasza mio zlituj si nade mn! Bodaj
mi przepa i zgin!
To rzekszy pocz jcze, bo czu bl niezmierny i nie wyznane dze
paliy go ywym pomieniem. A Basia poczytaa te jego sowa za wybuch
dugo i bolenie tajonej mioci dla Ewki, wic lito zdja j nad
junakiem i dwie ezki zabysy w jej oczach.
- Wsta, Azja! - rzeka do klczcego Tatara. - Jam dla wapana zawsze
bya yczliwa i chc szczerze wapanu dopomc; wapan z wielkiej krwi
pochodzisz, a za twoje zasugi pewnie indygenatu ci nie odmwi, pan
Nowowiejski da si ubaga, bo on ju innymi na wapana patrzy
oczyma, a Ewka...
Tu Basia powstaa z awy, podniosa sw row, umiechnit
twarzyczk i wspiwszy si na palce szepna do ucha Azji:
- Ewka wapana kocha !
Owemu za pomarszczya si twarz jak gdyby wciekoci; obu rkoma
chwyci si za oseedec i zapomniawszy o zdumieniu, jakie okrzyk jego
mg wywoa, powtrzy kilkakro chrapliwym gosem:
- Aa ! Aa ! Aa !
Po czym wypad z izby.
Basia popatrzya za nim przez chwil; okrzyk nie zdziwi jej zbytnio, bo
go czsto polscy nawet onierze uywali, lecz widzc tak gwatowno
modego Lipka rzeka sobie w duchu:
- Ogie to prawdziwy! Szaleje za ni!
Po czym pomkna jak wicher, aby co prdzej mowi, panu Zagobie i
Ewce zda spraw. Woodyjowskiego zastaa w kancelarii, zajtego
regestrami chorgwi stojcych w chreptiowskiej fortalicj;. Siedzia i pisa,
lecz ona przypadszy do niego zawoaa:
- Wiesz! mwiam z nim! Do ng mi upad! Szaleje za ni!
May rycerz pooy piro i pocz patrze na on. Tak bya oywiona i
adna, e oczy poczy mu byszcze i mia si do niej, nastpnie
wycigny si ku niej rce, ona za bronic si troch, powtrzya raz
jeszcze :
- Azja szaleje za Ewk!
- Jak ja za tob! - odrzek may rycerz obejmujc j mocniej.
Tego samego dnia i pan Zagoba, i Ewka Nowowiejska wiedzieli jak
najdokadniej o caej rozmowie z Azj. Panieskie serce oddao si teraz
zupenie sodkiemu uczuciu i bio jak motem na myl o pierwszym
spotkaniu, a jeszcze bardziej na myl o tym, co bdzie, gdy z czasem
zdarzy si jakowe sam na sam? I widziaa ju smagaw twarz Azji u
swoich kolan, i czua ju jego pocaunki na swoich rkach i ow
omdlao, w czasie ktrej gowa panieska pochyla si na ukochane
rami, a usta szepc:
- I ja kocham !
Tymczasem ze wzruszenia i niepokoju caowaa sama gwatownie rce
Baine i co chwila spogldaa ku drzwiom, czy nie ujrzy w nich
mrocznej, lecz piknej postaci Tuhaj-bejowicza.
Azja jednak nie pokazywa si w fortalicji, bo przyby do niego Halim,
dawny suga rodzicielski, a obecnie sam znaczny murza u Dobrudan.
Halim przyby teraz zupenie otwarcie, gdy wiedziano ju w
Chreptiowie, e jest porednikiem midzy Azj a owymi rotmistrzami
Lipkw i Czeremisw, ktrzy przyjli sutask sub. Obaj zamknli si
zaraz z Azj w kwaterze, gdzie Halim, wybiwszy winne Tuhaj-bejowemu
synowi pokony, skrzyowa rce na piersiach i z pochylon gow czeka
na zapytania.
- Listy jakowe masz? - pyta go Azja.
- Nie mam adnych, effendi. Kazali mi sowami wszystko powiedzie!
- Nue, mw!
- Wojna pewna. Z wiosn wszyscy mamy i pod Adrianopol Siana i
jczmienie kazali ju tam Bugarom zwozi.
- A chan gdzie bdzie?
- Chan przez Dzikie Pola pjdzie wprost na Ukrain do Dorosza.
- Co w koszach sysza?
- Ciesz si na wojn i do wiosny wzdychaj, bo teraz bieda w koszach,
cho zimy dopiero pocztek.
- Zali wielka bieda?
- Koni sia pado. W Biaogrodzie ju si niektrzy w niewol sami
zaprzedaj, aby jeno wyy do wiosny. Koni sia pado, effendi, bo
jesieni byo skpo traw w stepach... Soce wypalio...
- A o Tuhaj-bejowym synu syszeli?
- Ile pozwoli mwi, tylem mwi. Rozesza si wie od Lipkw i
Czeremisw, ale nikt prawdy dobrze nie wie. Mwi take i o tym, e im
Rzeczpospolita wol i ziemi chce da i na sub pod Tuhaj-bejowiczem
wezwa. Na sam wie wszystkie co ubosze ausy si wzburzyy.
Chc, effendi, chc ! jeno im inni tumacz, e to wszystko nieprawda, e
w Rzeczypospolitej wojska na nich wyl, a Tuhaj-bejowicza nie masz
wcale. Byli od nas kupcy z Krymu, mwili, e tam take jedni powiadaj:
"Jest Tuhaj-bejowicz", i burz si; drudzy mwi: "Nie ma", i onych
wstrzymuj. Ale gdyby si roznioso, e wasza mio na wol, ziemi i
sub wzywa, mrowie by si ruszyo... Niech mi jeno bdzie wolno
mwi... Twarz Azji pojaniaa z zadowolenia i pocz chodzi wielkimi
krokami po izbie, po czym rzek:
- Bd pozdrowion, Halim, pod moim dachem! Siadaj i jedz!
- Psem i sug twoim jestem, effendi - odrzek stary Tatar.
Tuhaj-bejowicz zaklaska w donie, na ktry znak wszed Lipek-ordynans
i wysuchawszy rozkazu, przynis po chwili posiek: wic gorzak,
wdzone miso, chleb, nieco bakalii i kilka przygarci suszonych ziarnek
od kawonw, wielce - obok ziarnek sonecznikowych - ulubionego przez
wszystkich Tatarw przysmaku.
- Przyjacielem, nie sug jeste - rzek po wyjciu ordynansa Azja- bd
pozdrowion, bo dobre nowiny przynosisz: siadaj i jedz!
Halim pocz je i pki nie skoczy, nie mwili do siebie nic, ale posili
si prdko i j wodzi oczyma za Azj, czekajc, a ten przemwi.
- Ju tu wiedz, ktom jest - rzek wreszcie Tuhaj-bejowicz.
- I co, effendi?
- I nic. Jeszcze mnie lepiej szanuj. Jakby do roboty przyszo, i tak
musiabym powiedzie. Zwczyem tylko, bom czeka na wieci od ord i
chciaem, eby hetman pierwszy wiedzia, ale przyjecha Nowowiejski i
ten mnie pozna.
- Mody? - pyta z przestrachem Halim.
- Stary, nie mody. Aa mi tu ich wszystkich zesa, bo i dziewka jest.
Bogdaj w nich zy duch wstpi. Niech jeno hetmanem zostan; poigram
z nimi. Dziewk mi tu swataj, dobrze! W haremie i niewolnice
potrzebne!
- Stary swata ?
- Nie!... Ona!... Ona myli, e ja nie j, ale tamt miuj!
- Effendi! - rzek oddajc pokon Halim - jam rab twego domu i nie mam
prawa mwi w oblicznoci twojej; ale jam ci midzy Lipkami pozna,
jam pod Bracawiem powiedzia ci, kto jest, i od tej pory su ci
wiernie; jam innym powiedzia, e ci za pana maj uwaa, ale chocia
oni ci miuj, nikt ci nie miuje tak jak ja; zali mi wolno mwi?
- Mw.
- Ty si maego rycerza strze. Straszny on, sawny w Krymie i na
Dobrudy.
- A ty, Halim, sysza o Chmielnickim?
- Syszaem i suyem u Tuhaj-beja, ktry z Chmielnickim wojn na
Lachw chodzi, zamki burzy, dobro bra...
- A wiesz ty, e Chmielnicki Czaplisk Czapliskiemu wzi i sam j
poj, i dzieci z ni mia? C? Bya wojna i wszystkie wojska hetmaskie
a krlewskie, a Rzeczypospolitej nie wydary mu jej. On pobi i
hetmanw, i krla, i Rzeczpospolit, bo mu ojciec mj pomg, a oprcz
tego on by hetman kozacki. A ja bd kto? - hetman tatarski. Ziemi
musz mi da bogato i grd jakowy na stolic, wkoo za grodu ausy
stan na ziemi, na bogatej, a w ausach dobrzy ordycy z szablami -
mnogo ukw i mnogo szabel ! A jak ja j nawczas porw do grodu
mego i za on j, krasawic, pojm, i hetmanow uczyni, to przy kim
bdzie sia? Przy mnie! Kto si o ni upomni? may rycerz!... Jeli bdzie
yw... Choby za si by yw i jako wilk wy, i samemu krlowi ze
skarg bi czoem, zali ty mylisz, e oni wojn ze mn o jedn jasn kos
rozpoczn? Mieli ju tak wojn i p Rzeczypospolitej ogniem spono.
Kto mi zdziery? hetman? To ja si z Kozaki pocz, z Doroszem
pobratymstwo zawr, a ziemi sutanowi oddam. Ja drugi Chmielnicki, ja
lepszy ni Chmielnicki, we mnie lew mieszka! Niech mi j dadz wzi,
to bd im suy, Kozakw bi, chana bi i sutana bi, a nie, to cay
Lechistan kopytami stratuj, hetmanw w yka wezm, wojska roznios,
grody jak pomie popal, ludzi wytrac, ja Tuhaj-beja syn, ja, lew!..
Tu oczy Azji zapony czerwonym wiatem, biae ky poczy mu
byska jak ongi Tuhaj-bejowi, rk podnis w gr i potrzsa gronie
doni w stron pnocy, i wielki by, i straszliwy, i pikny, tak e Halim
j co prdzej bi mu pokony i powtarza cichym gosem:
- Allach kerim! Allach kerim!
Przez dugi czas trwao milczenie; Tuhaj-bejowicz uspokaja si z wolna,
wreszcie rzek:
- Bogusz tu przyjeda. Temu odkryem moj moc i rad, aby na
Ukrainie obok kozackiego narodu by nard tatarski, a obok kozackiego
hetmana- hetman tatarski. - w za zgodzi si?
- w za za gow si bra i czoem mi prawie bi, a na drugi dzie do
hetmana ze szczsn nowin poskoczy.
- Effendi! - rzek niemiao Halim - a jeli Wielki Lew si nie zgodzi?
- Sobieski?
- Tak jest.
Czerwone wiato poczo znw byska w oczach Azji, ale trwao to
tylko przez jedno mgnienie oka.
Twarz jego uspokoia si natychmiast, za czym siad na awie i wsparszy
gow na okciach, zamyli si gboko.
- Rozwaaem w rozumie swoim - rzek wreszcie - co wielki hetman
moe powiedzie, gdy mu Bogusz szczsn nowin oznajmi. Hetman
mdry i zgodzi si. Hetman wie, e z sutanem bdzie na wiosn wojna,
na ktr nie ma tu w Rzeczypospolitej ani pienidzy, ani ludzi, a gdy i
Doroszeko z Kozaki po sutaskiej stronie stoi, ostatnia zagada moe
przyj na cay Lechistan, tym bardziej e ni krl, ni stany w wojn nie
wierz i ku gotowoci si nie kwapi. Ja tu na wszystko mam pilne ucho,
wiem wszystko i Bogusz tajemnicy przede mn nie czyni, co si na
hetmaskim dworze gada. Pan Sobieski wielki m, on si zgodzi, bo
wie, e gdy Tatarzytu na wol i ziemi przyjd, to i na Krymie, i na
Dobrudzkich Stepach wojna domowa moe si rozpocz, potga ord
zesabnie i sam sutan najpierwej o uciszeniu onej zawieruchy musi
myle... Tymczasem bdzie mia hetman czas przygotowa si lepiej;
tymczasem Kozacy i Dorosz w wiernoci dla sutana si zawahaj.
Jedyne to zbawienie dla Rzeczypospolitej, ktra jest tak saba, e i
powrt kilku tysicy Lipkw ju dla niej sia znaczy. Hetman wie o tym,
hetman mdry, hetman si zgodzi...
- Korz si przed rozumem twoim, effendi - odrzek Halim - lecz co
bdzie, jeli Allach odejmie Wielkiemu Lwu wiato lub jeli szatan tak
pych go olepi, e twoje zamysy odrzuci?
Azja przysun swoj dzik twarz do ucha Halima i szepta pocz:
- Ty teraz zosta tu, pki odpowied od hetmana nie przyjdzie, a i ja si
wczeniej do Raszkowa nie rusz. Jeli tam on zamysy moje odrzuci,
tedy ci do Kryczyskiego i innych wyl. Ty im rozkaz dasz, by si tu
tamt stron rzeki a pod Chreptiw posunli i w gotowoci byli, a ja tu z
mymi Lipkami pierwszej lepszej nocy na komend uderz i sprawi im,
ot co!
Tu Azja przecign palcem po szyi i po chwili doda:
- Ksim ! ksim ! ksim !
Halim wsun gow w ramiona i na jego zwierzcej twarzy zajania
zowrogi umiech.
- Aa! I Maemu Sokoowi... tak?
- Tak! Jemu pierwszemu!
- A potem w sutaskie ziemie?
- Tak!... Z ni!...
 Rozdzia XXXI 
Luta zima pokrya grub okici lasy i wypenia jary po brzegi zwaami
niegu, tak i kraj cay zdawa si by jedn bia rwnin. Przyszy nagle
zawieje mocne, w czasie ktrych gin ludzie i stada pod nienym
caunem, drogi stay si bdne i niebezpieczne, jednake pan Bogusz
zda wszystkimi siami do Jaworowa, aby si co prdzej z hetmanem
wielkimi zamysami Azjowymi podzieli. Szlachcic z rubiey,
wychowany w cigej grozie kozackiej i tatarskiej, przejty myl o
niebezpieczestwach, jakie ojczynie od buntw, od zagonw i od caej
potgi tureckiej groziy, widzia w tych zamysach niemal zbawienie
ojczyzny, wierzy wicie, e uwielbiany przez niego, jak i przez
wszystkich kresowcw, hetman ani chwili si nie zawaha, gdy o
pomnoenie potgi Rzeczypospolitej chodzi, wic jecha z radoci w
sercu mimo zawiei, bdnych drg i nawanoci. Spad wreszcie ktrej
niedzieli razem ze niegiem do Jaworowa i zastawszy szczliwie
hetmana, kaza mu si zaraz oznajmi, cho go przestrzegano, e hetman
dzie i noc zajty ekspedycjami i pisaniem listw, prawie e na posiek
nawet nie ma czasu. Lecz hetman kaza go nadspodzianie woa zaraz.
Wic po maej jeno chwili czekania midzy dworskimi skoni si stary
onierz do kolan swemu wodzowi. Znalaz pana Sobieskiego
zmienionego bardzo i z obliczem penym troski, bo te to byy prawie
najcisze lata jego ywota. Imi jego nie rozegrzmiao jeszcze po
wszystkich kracach wiata chrzecijaskiego, ale w Rzeczypospolitej
otaczaa go ju sawa wielkiego wodza i gronego bisurmastwa
pogromcy.
Gwoli tej sawie powierzono mu w swoim czasie wielk buaw i obron
granicy wschodniej, ale do godnoci hetmaskiej nie dodano ni wojsk, ni
pienidzy. Zwycistwo jednak szo mimo tego a dotd tak wiernie w
jego lady, jak idzie cie za czowiekiem. Z garci wojska zbi pod
Podhajcami, z garci wojska przeszed jak pomie wzdu i wszerz
Ukrain, cierajc w proch wielotysiczne czambuy, zdobywajc
buntownicze grody, szerzc postrach i groz polskiego imienia. Ale teraz
zawisa nad nieszczsn Rzeczpospolit wojna z najstraszliwsz z
wczesnych potg, bo wojna z caym wiatem muzumaskim. Nie byo
ju dla Sobieskiego tajemnic, e gdy Doroszeko podda Ukrain i
Kozakw sutanowi, ten obieca poruszy Turcj, Azj mniejsz, Arabi,
Egipt, a do wntrza Afryki, ogosi wojn wit i i wasn osob
upomnie si u Rzeczypospolitej o nowy "paszalik". Zagada unosia si
jak ptak drapieny nad ca Rusi, a tymczasem w Rzeczypospolitej by
niead, szlachta burzya si w obronie swego niedonego elekta i
zebrana w zbrojne obozy, jeli na jak, to na domow chyba wojn bya
gotowa. Wyczerpany niedawnymi wojnami i konfederacjami
wojskowymi kraj zuboa; wichrzya w nim zawi, wzajemna nieufno
jtrzya serca. W wojn z potg mahometask nikt nie chcia wierzy i
posdzano wielkiego wodza, e umylnie wieci o niej puszcza, by
umysy od spraw domowych odwrci; posdzano go okrutniej jeszcze,
e sam Turkw wezwa gotw, byle zwycistwo swemu stronnictwu
zapewni; czyniono go zdrajc po prostu i gdyby nie wojsko, nie wahano
by si go przed sd pocign.
On za wobec przyszej wojny, na ktr od wschodu krocie tysicy
dzikiego ludu miay pocign, sta bez wojska, z garci tylko tak ma,
e dwr sutaski wicej sug liczy; bez pienidzy, bez rodkw do
opatrzenia zrujnowanych fortec, bez nadziei zwycistwa, bez monoci
obrony, bez przekonania, e mier jego, jak ongi mier kiewskiego,
przebudzi zdrtwiay kraj i zrodzi mciciela. Tote troska osiada na jego
czole, a wspaniaa twarz, podobna do twarzy tryumfatorw rzymskich z
czoem w wawrzynach, nosia lady tajonego blu i nieprzespanych nocy.
Na widok jednak pana Bogusza dobrotliwy umiech rozjani oblicze
hetmana; kaniajcemu si do kolan pooy rce na ramionach i rzek:
- Witaj, onierzu, witaj ! Nie spodziewaem si ujrze ci tak prdko, ale
tym milszy mi w Jaworowie. Skd jedziesz? Z Kamieca?
- Nie, janie wielmony panie hetmanie. Nawet-em nie wstpowa do
Kamieca, jad prosto z Chreptiowa.
- Co tam mj may onierzyk porabia? Zdrwli i czy uszyckie puszcze
cho trocha oczyci?
- Puszcze ju tak spokojne, e dziecko moe nimi i bezpiecznie.
otrzykowie wywieszani, a w ostatnich dniach Azba-bej z ca watah
tak zniesion, e i wiadek klski nie pozosta. Przyjechaem wanie tego
dnia, kiedy go zniesiono.
- Poznaj Woodyjowskiego. Jeden Ruszczyc w Raszkowie moe si z
nim porwna. A co tam stepy gadaj? S jakie wiee wieci od
Dunaju?
- S, ale ze. W Adrianopolu ma by na ostatnie dni zimy wielki wojska
congressus. - To ju wiem. Nie ma teraz innych wieci, jeno ze: ze z
kraju, ze z Krymu i ze Stambuu.
- Wszelako nie ze wszystkim, janie wielmony panie hetmanie, bo ja
sam tak szczsn przywo, e gdybym by Turkiem albo Tatarzynem,
pewnie bym si o munsztuuk upomnia.
- A to mi z nieba spad! Nue! mw prdko, rozpd frasunki!
- Kiedym tak zmarz, wasza wielmono, e a mi rozum we bie
skostnia.
Hetman zaklaska w donie i kaza pacholikowi przynie miodu. Po
chwili przyniesiono omszay gsiorek, a z nim razem i wieczniki z
jarzcymi wiecami, bo chocia byo jeszcze wczenie, nieyste chmury
uczyniy dzie tak pospny, e i na dworze, i w komnatach panowa
jakoby zmierzch.
Hetman nala i przepi do gocia, w za, skoniwszy si nisko, wychyli
swoj szklenic i rzek:
- Pierwsza nowina, e ten Azja, ktren to mia rotmistrzw lipkowskich i
czeremiskich nazad do suby naszej przywie, nie nazywa si
Mellechowicz, ale jest synem Tuhaj-beja!
- Tuhaj-beja?... - spyta ze zdziwieniem pan Sobieski.
- Tak jest, wasza wielmono. Wykryo si, e jego pan Nienaszyniec
dzieckiem jeszcze z Krymu porwa, ale go w powrocie postrada, a Azja
dosta si do panw Nowowiejskich i u nich si hodowa, w
niewiadomoci, e od takiego ojca pochodzi.
- Dziwne mi to byo, e on, tak mody, ma taki mir u Tatarw. Ale teraz
rozumiem : przecie i Kozacy, ci nawet, ktrzy wierni Matce zostali,
Chmielnickiego za jakow wito uwaaj i nim si szczyc.
- A owo wanie, a owo wanie! To samo mwiem Azji! - rzek pan
Bogusz.
- Dziwne sdy boe - odpowiedzia po chwili hetman - stary Tuhaj rzeki
krwi z ojczyzny naszej wytoczy, a mody jej suy, a przynajmniej dotd
wiernie suy, bo nie wiem, jeeli teraz nie zechce mu si krymskiej
wielkoci zakosztowa.
- Teraz? Teraz on jeszcze wierniejszy - i tu si druga moja nowina
pocznie, w ktrej by moe, e i moc, i rada, i ratunek dla utrapione
Rzeczypospolitej si zawiera. Tak mi dopom Bg, jakom dla tej
wanie nowiny na fatygi i nieprzezpieczestwa nie zwaa, by jako
najprdzej z gby j wypuci i stroskane serce waszej wielmonoci
pocieszy.
- Sucham pilnie - rzek pan Sobieski.
Bogusz pocz przedstawia zamysy Tuhaj-bejowicza, a przedstawia z
takim zapaem, e istotnie sta si wymowny. Od czasu do czasu drc
ze wzruszenia rk nalewa sobie szklanic miodu, przelewajc
szlachetny napitek przez brzegi, i mwi, mwi...
Przed zdumionymi oczyma wielkiego hetmana przesuway si jakoby
jasne obrazy przyszoci : wic tysice i dziesitki tysicy Tatarw
cigny wraz z onami, z dziemi i ze stadami na ziemi i wol; wic
przeraeni Kozacy, widzc t now si Rzeczypospolitej, bili kornie
czoem przed ni, przed krlem i przed hetmanem; wic nie byo ju
wicej buntw na Ukrainie, wic starymi szlakami nie szy niszczce jak
pomie lub powd zagony na Ru, a natomiast obok wojsk polskich i
kozackich buszoway po niezmiernych stepach, z graniem trb i hukiem
kotw, czambuy ukraiskiej szlachty-Tatarw...
I przez lata cae cigny arby za arbami, a na nich, wbrew rozkazom
chana i sutana, mnogi lud, ktry prawo i wol nad uciemienie,
czarnoziem ukrainny i chleb nad godne dotychczasowe siedziby
przeoy... I dawna wroga sia sza na usugi Rzeczypospolitej - Krym si
wyludnia; chanowi i sutanowi wymykaa si z rk dawna potga i strach
ich zdejmowa, bo od stepw, od Ukrainy, patrzy im gronie w oczy
nowy hetman nowej tatarskiej szlachty, Rzeczypospolitej str i wierny
obroca, straszliwego ojca sawny syn - mody Tuhaj-bejowicz.
Rumiece wybiy na twarz Boguszow; zdawao si, e upajay go wasne
sowa, wic w kocu obie rce podnis do gry i zakrzykn:
- Oto, co przywo! Oto, co owo smocze szczeni wylgo w puszczach
chreptiowskich. A teraz trzeba mu jeno pisma i pozwolenia waszej
wielmonoci, by puci gos do Krymu i nad Dunaj! Wasza
wielmono! Choby Tuhaj-bejowicz nic nie uczyni nad to, e war w
Krymie i nad Dunajem uczyni, e niesnaski sprowadzi, hydr wojny
domowej rozbudzi, jedne ausy przeciw drugim uzbroi, to i tak, w
przededniu wojny, w przededniu wojny, powtarzam - wielk i
niemierteln Rzeczypospolitej odda przysug!
Lecz pan Sobieski chodzi wielkimi krokami po komnacie, milczc.
Wspaniaa twarz jego bya mroczna, prawie grona; chodzi i wida, w
duszy rozmawia - nie wiadomo, z sob czy z Bogiem.
Nareszcie rozdare w swej duszy jakow kart, wielki hetmanie, bo si
do mwcy w te oto ozwa sowa :
- Bogusz, ja takiego pisma i takiego pozwolestwa, chobym je mia
prawo da, pkim yw, nie dam!
Sowa pady tak ciko, jakby z roztopionego oowiu albo elaza byy
ulane, i przycisny tak Bogusza, e a na chwil oniemia, gow pochyli
i po dugiej dopiero chwili wyjka:
- Dlaczego to, wasza wielmono, dlaczego?...
- Naprzd odpowiem ci jako statysta: imi Tuhaj-bejowicza mogoby
wprawdzie certum quantum Tatarw pocign, gdyby si im przy tym
ziemi, wol i przywileje szlacheckie obiecao. Ale nie przyszoby ich
tylu, ilucie sobie uroili. A krom tego, szalony to byby uczynek: Tatarw
na Ukrain woa, nowy nard tam osadza, gdy i z samymi Kozakami
rady sobie da nie moemy. Mwisz, e midzy nimi zaraz by powstay
zwady i wojny, e byby gotowy miecz na szyj kozack, a kto ci urczy,
czyby si w miecz i w polskiej krwie nie ubroczy? Ja tego Azj dotd
nie znaem, teraz za widz, e w jego piersi mieszka smok pychy i
ambicji, wic powtrnie pytam: kto ci urczy, e w nim drugi Chmielnicki
nie siedzi? Bdzie on bi Kozakw, lecz gdy Rzeczpospolita w
czymkolwiek go nie ukontentuje lub za jakowy gwatowny uczynek
prawem i kar mu zagrozi, to on si wanie wwczas z Kozaki poczy,
nowe mrowia ze Wschodu tak powoa, jak Chmielnicki Tuhaj-beja woa;
samemu sutanowi si podda, jako Doroszeko si podda, i zamiast
pomnoenia naszej potgi nowy krwi przelew nastpi, nowe klski na nas
spadn.
- Wasza wielmono! Tatarzy, szlacht zostawszy, wiernie si
Rzeczypospolitej trzyma bd.
- Lipkw i Czeremisw mao byo? Od dawna szlacht byli i dlatego na
sutask stron przeszli.
- Lipkom nie dotrzymano przywilejw.
- A co bdzie, jeli szlachta, jak to jest rzecz pewna, z gry si takowemu
rozszerzeniu prerogatyw szlacheckich sprzeciwi? I jakim czoem, jakim
sumieniem chcesz dzikim i drapienym tumom, ktre dotd ustawicznie
t ojczyzn nasz niszczyy, dawa moc i prawo, by o losie jej teraz
stanowiy, krlw obieray, deputatw sa na sejmy? Za co im dawa
tak nagrod? Co za szalestwo przyszo temu Lipkowi do gowy i jaki
zy duch ciebie, stary onierzu, opta, e si da tak pobaamuci i
uwie, e w tak niepoczciwo i w takie niepodobiestwo uwierzy.
Bogusz spuci oczy i odrzek niepewnym gosem:
- Wasza wielmono! Wiedziaem ja o tym z gry, e stany si
sprzeciwi, ale ow Azja powiada, e gdy Tatarzy raz za pozwoleniem
waszej wielmonoci osid, tedy si rugowa nie dadz.
- Czowieku ! Wic on ju grozi, ju mieczem nad Rzeczpospolit
potrzsa, a ty si na tym nie pozna?
- Wasza wielmono! - odrzek z desperacj Bogusz - mona by
wreszcie wszystkich Tatarw szlacht nie czyni, chyba znaczniejszych,
a reszt wolnymi ludmi ogosi. I tak oni na wezwanie Tuhaj-bejowicza
przycign.
- To czemu lepiej Kozakw wszystkich wolnymi ludmi nie ogosi?
Przeegnaj si, stary onierzu; bo mwi ci, i ci zy duch opta.
- Wasza wielmono...
- I to ci jeszcze dodam - tu pan Sobieski zmarszczy swoje lwie czoo i
oczy mu zabysy - e choby wszystko miao by tak, jak mwisz,
choby potga nasza miaa przez to urosn, choby wojna z Turczynem
zostaa przez to odwrcona, choby szlachta sama o to woaa, jeszcze,
pki ta oto rka szabl wadnie i znak krzya uczyni moe, przenigdy!
Tak mi dopom Bg! tego nie dopuszcz!
- Dlaczego, wasza wielmono? - powtrzy amic rce pan Bogusz.
- Bom ja jest hetman nie tylko polski, ale chrzecijaski; bo na stray
krzya stoj! A choby te Kozacy okrutniej jeszcze wntrznoci
Rzeczypospolitej szarpali, ja karkw zalepionego, ale chrzecijaskiego
ludu pogaskim mieczem nie bd cina. Bo czynic to, ojcom i dziadom
naszym, dziadom moim wasnym, popioom ich, krwi, zom, caej dawnej
Rzeczypospolitej powiedziabym: "rakka!". Na Boga! jeli nas zguba
czeka, jeli imi nasze ma by imieniem zmarych, nie yjcych, to
nieche sawa po nas ostanie i wspominek onej suby, ktr nam Bg
wyznaczy; nieche potomni patrzc na one krzye i mogiy powiedz:
"Tu chrzecijastwa, tu krzya przeciw mahometaskiej sprosnoci, pki
tchu w piersi, pki krwie w yach bronili i za inne narody polegli." To
suba nasza, Bogusz! Otomy forteca, w ktrej Chrystus mk swoj
zatkn na murze, a ty mnie prawisz, abym ja,. onierz boy, ba,
komendant, pierwszy bram otwiera i pogan jako wilkw do owczarni
puszcza, i Jezusowe owieczki na rze wydawa?! Wolej nam od
czambuw cierpie, wolej nam bunty znosi, wolej na ow straszn
wojn pocign, wolej polec mnie i tobie, wolej caej Rzeczypospolitej
zgin nili imi pohabi, sawy zby i owo strowanie, ow sub
bo zdradzi!
To rzekszy wyprostowa si pan Sobieski w caej swej wielkoci i na
twarzy mia zorz tak, jak musia mie Godfryd de Bouillon, gdy na
mury Jerozolimy z okrzykiem: "Bg tak chce!", wpada; a pan Bogusz
wyda si sam sobie wobec tych sw prochem i Azja wyda mu si
wobec pana Sobieskiego prochem, a pomienne modego Tatara zamysy
sczerniay i stay si nagle w Boguszowych oczach czym nieuczciwym i
zgoa bezecnym.
C bo mg rzec po owiadczeniu hetmaskim, e lepiej polec nili
sub bo zdradzi? Jaki jeszcze przytoczy argument? Wic sam nie
wiedzia biedny szlachcic, czy do kolan hetmaskich przypa, czy w
piersi si bi powtarzajc: "Mea culpa, mea maxima culpa!" A wtem w
pobliskiej dominikaskiej kolegiacie rozleg si odgos dzwonw.
Dosyszawszy go pan Sobieski rzek:
- Dzwoni na nieszpr! Bogusz, pjdmy si Bogu poleci.
 Rozdzia XXXII 
O ile pan Bogusz spieszy si jadc z Chreptiowa do hetmana, o tyle
jecha z wolna z powrotem. W kadym wikszym miecie popasa
tydzie lub dwa, wita spdzi we Lwowie i tame go zasta Nowy Rok.
Wiz on wprawdzie instrukcje hetmaskie dla Tuhaj-bejowicza, ale e
zawieray one tylko polecenie prdkiego koczenia sprawy z lipkowskimi
rotmistrzami i suchy, a nawet grony rozkaz poniechania wielkich
zamysw, nie mia wic powodu z nimi si kwapi, bo i tak Azja nie
mg nic poczyna midzy Tatarami nie posiadajc w rku hetmaskiego
dokumentu.
Wlk si wic pan Bogusz nawiedzajc czsto po drodze kocioy i
pokut czynic za swoje.do Azjowych zamysw przystpienie. A
tymczasem Chreptiw zaraz po Nowym Roku zaroi si od goci.
Przyjecha z Kamieca Nawiragh, delegat patriarchy uzmiadziskiego, z
nim dwch Anardratw, biegych teologw z Kaffy, i suba liczna.
Dziwili si wielce onierze ich strojom cudacznym, fioletowym i
czerwonym krymkom, dugim szalom z aksamitu i atasu, czarniawym
obliczom i powadze wielkiej, z ktr chodzili jakoby dropie albo urawie
po chreptiowskiej stanicy. Przyby pan Zachariasz Piotrowicz, synny ze
swoich ustawicznych do Krymu, ba! do samego Carogrodu, podry, a
synniejszy jeszcze z gorliwoci, z jak odszukiwa i wykupywa jecw
na rynkach wschodnich; ten towarzyszy jako przewodnik Nawiraghowi i
Anardratom. Pan Woodyjowski wyliczy mu zaraz kwot potrzebn na
pana Boskiego wykupienie; e za wdowa nie miaa do pienidzy, wic
ze swego dooy, a Basia po cichu swoje zauszniczki z perami przydaa,
aby strapionej wdowie i miej Zosi tym skuteczniej dopomc. Przyjecha
take pan Seferowicz, pretor kamieniecki, bogaty Ormianin, ktrego brat
jcza w tatarskich ykach, i dwie niewiasty, mode jeszcze i urody do
niepoledniej, cho czarniawe: Neresewiczowa i Kieremowiczowa.
Obydwom o zabranych maonkw chodzio.
Byli to wszystko gocie po wikszej czci strapieni, ale i wesoych nie
brako, bo ksidz Kamiski przysa na zapusty do Chreptiowa - pod
Basin opiek - swoj synowic, pann Kamisk, owczego
zwinigrodzkiego crk, a oprcz tego pewnego dnia spad jak piorun
mody pan Nowowiejski, ktry, dowiedziawszy si o pobycie ojca w
Chreptiowie, natychmiast wzi od pana Ruszczyca permisj i na
spotkanie pospieszy.
Mody pan Nowowiejski zmieni si wielce przez ostatnich lat kilka, bo
naprzd, wierzchnia jego warga ju zacienia si mocno wsem, krtkim,
biaych, wilczych zbw nie przysaniajcym, ale piknym i krconym.
Po wtre, zawsze chop by duy, ale teraz rozrs si prawie w
olbrzyma.
Zdawao si, e tak gsta i zwichrzona czupryna tylko na tak ogromnej
gowie rosn moe, a tak ogromna gowa tylko w tak bajecznych barach
naleyt znajduje podpor. Twarz mia zawsze czarn, wichrami spalon,
oczy jarzce jak wgle; zawadiactwo jakby wypisane na twarzy. Gdy
chwyci spore jabko, ukrywa je tak atwo w swojej potnej doni, e
mg si w "zgaduj zgadula" bawi, a gdy gar orzechw pooy sobie
na udzie i rk przycisn, to potem tabak wydobywa. Wszystko poszo
w nim w si, bo zreszt chudy by i brzuch mia wpadnity, jedno piersi
nad nim jak kaplic. Podkowy ama z atwoci, nie bardzo si natajc;
to prty elazne onierzom na szyi zawizywa, a wydawa si jeszcze
wikszy, ni by w istocie; gdy stpi, trzeszczay pod nim deski, a gdy
przypadkiem o aw zawadzi, to szczap z awy odupywa. Sowem, by
to chop setny, w ktrym ycie, zdrowie, odwaga i sia kipiay, jak kipi
war w saganie, nie mogc si w tak nawet ogromnym ciele pomieci.
Zdawao si, e pomie ma w piersi i w gowie, i mimo woli patrzye,
czy mu si ju z czupryny nie dymi: Jako dymio si czsto, bo i do
wypitki by dobry. Do bitwy szed ze miechem przypominajcym renie
koskie i wali tak, e onierze po kadym spotkaniu umylnie trupy jego
ogldali, aby nadzwyczajne cicia podziwia. Zreszt, od dziecka do
stepu, strowania i wojny nawyky, mimo caej zapalczywoci czujny
by i przezorny: zna wszystkie tatarskie fortele, a po panu
Woodyjowskim i Ruszczycu uchodzi za najlepszego zagoczyka.
Stary Nowowiejski, wbrew pogrkom i zapowiedziom, nie przyj syna
zbyt surowo, bo ba si, e w, zraony, znw sobie pjdzie i nie pokae
si przez drugich lat jedenacie. A w gruncie rzeczy szlachcic-samolub
kontent by z tego syna, ktry pienidzy z domu nie bra, sam dawa
sobie doskonale rady na wiecie, pozyska saw midzy towarzyszami,
ask hetmask i szar oficersk, ktrej niejeden mimo protekcji nie
mg si dochrapa. Wyrachowa te sobie ojciec, e zdziczay w stepach
i w wojnie modzian moe nie ugi si przed powag ojcowsk, a w
takim razie lepiej jej na prb nie wystawia.
Syn, lubo pad mu do ng jak przystao, przecie w oczy miele patrzy i
bez ogrdki na pierwsze przygany odrzek:
- Ojciec przygan masz w gbie, w sercu rado ze mnie, i susznie, bom
zakay nie przynis, a em do chorgwi uciek, po tom szlachcic.
- Ale moe bisurmanin - odrzek stary - skoro przez jedenacie lat w
domu si nie pokaza?
- Nie pokazaem si z bojani kary, ktra by mojej oficerskiej szary i
powadze bya przeciwn. Czekaem listu z darowaniem win. Nie byo
listu, nie byo i mnie.
- A teraz to si nie boisz?
Mody pokaza swe biae zby w umiechu:
- Tu wojskowa wadza rzdzi, przed ktr choby i rodzicielska ustpi
musi. Wiecie co, dobrodzieju, ot, lepiej uciskajcie mnie, bo duszn do
tego macie ochot! To rzekszy ramiona otworzy, a pan Nowowiejski
ojciec sam nie wiedzia, co ma czyni. Jako nie mg si poapa z tym
synem, ktry pacholciem z domu wyszed, a teraz wraca dojrzaym
mem i oficerem otoczonym saw bojow. I to, i owo pochlebiao
wielce ojcowskiej dumie pana Nowowiejskiego, wic istotnie rad by by
syna przycisn do piersi, tylko si jeszcze ze wzgldu na powag waha.
Lecz w go porwa. Zatrzeszczay w tym niedwiedzim ucisku koci
szlachcica, i to rozczulio go do reszty.
- Co robi - zawoa sapic - czuje szelma, e na swoim wasnym koniu
siedzi, i ani dba! Prosz! eby to byo w domu u mnie, pewnie bym tak
nie zmik, ale tu, co robi? A pjd no jeszcze!
I uciskali si po raz drugi, za czym mody j spiesznie wypytywa o
siostr.
- Przykazaem jej na uboczu si trzyma, pki nie zawoam - odrzek
ojciec - dziewka tam ledwie ze skry nie wyskoczy.
- Dla Boga! gdzie ona jest? - zakrzykn syn.
I otworzywszy drzwi pocz woa tak gromko, a echo odpowiadao mu
ze cian :
- Ewka ! Ewka !
Ewka, ktra czekaa z bijcym sercem w przylegej izbie, wpada
natychmiast, lecz zaledwie zdoaa zakrzykn: "Adam!" - ju potne
ramiona porway j i podniosy od ziemi. Brat kocha j zawsze bardzo;
czstokro, za dawnych jeszcze czasw, chronic j od tyranii ojca,
nieraz bra na si jej winy i nalen jej chost. W ogle pan Nowowiejski
by w domu despot, prawie okrutnym, wic teraz dziewka witaa w tym
potnym bracie nie tylko brata, ale przysz swoj ucieczk i ochron.
On za caowa j po gowie, po oczach i po rkach, chwilami za
odsuwa j od siebie, patrzy w twarz i wykrzykiwa ochoczo:
- Harna dziewka! jak mi Bg miy!
Po czym znw:
- Oto wyrosa ! Piec, nie dziewka !
Jej za oczy miay si do niego. Poczli nastpnie rozmawia bardzo
prdko o dugiej rozce, o domu i o wojnach. Stary pan Nowowiejski
chodzi koo nich i pomrukiwa. Syn imponowa mu wielce, ale chwilami
chwyta go jakby niepokj o przysze panowanie. Byy to ju czasy
wielkiej wadzy rodzicielskiej, ktra w przyszoci urosa a do
bezgranicznej przewagi, lecz ten syn by to zagoczyk, onierz z dzikich
stanic, ktry, jak to pan Nowowiejski od razu zrozumia, na swoim
wasnym koniu jedzi. Pan Nowowiejski zazdrosny by o swe
panowanie. Mia przecie pewno, e syn uszanuje go zawsze, odda mu,
co powinien, ale czy si bdzie gi jak wosk, czy zniesie wszystko, jak
znosi, gdy by wyrostkiem?
"Ba - myla stary szlachcic - czy ja sam odwa si traktowa go jak
wyrostka? Jucha, porucznik imponuje mi, jak Pana Boga kocham!"
Na dobitk czu przy tym pan Nowowiejski, e mu afekt ojcowski z
kad minut w sercu ronie i e bdzie mia sabo do tego olbrzymiego
synala. Tymczasem Ewka szczebiotaa jak ptak, zarzucajc brata
pytaniami: a kiedy wrci, a czy si nie osiedli, a czy si nie oeni? Ona bo
wprawdzie nie wie dobrze, i nie jest pewna, ale jak tatk kocha, tak
syszaa, e onierze bywaj kochliwi. Ba, nawet przypomina sobie, e to
jej pani Woodyjowska mwia.
Jaka ona liczna i dobra ta pani Woodyjowska ! Gadszej i lepszej ze
wiec w caej Polsce nie znale! Chyba jedna Zosia Boska moe si z
ni porwna.
- Co za Zosia Boska? - pyta Adam.
- Ta, ktra tu z matk bawi, co to jej ojca orda ogarna. Obaczysz j
sam i polubisz!
- Dawajcie t Zosi Bosk! - pocz woa mody oficer.
Ojciec i Ewka mieli si z takiej gotowoci, syn za rzek im:
- Jake! kochanie jak i mier nikogo nie minie. Goowsem jeszcze
byem, a pani Woodyjowska pann, gdym si w niej okrutnie rozkocha!
Ej, miy Boe! jakem ja t Bak kocha! Ale c! powiadam jej to
kiedy, a tu jakby mi kto w pysk da: Zasie kocie od mleka ! Pokazao
si, e ona ju pana Woodyjowskiego miowaa - i - co tu gada, miaa
suszno!
- Czemu to? - spyta stary pan Nowowiejski.
- Czemu? Oto dlatego, e ja bym - nie chwalc si - kademu na szable
wytrzyma, a on jeden i dwch pacierzy by si ze mn nie zabawi. A
przy tym zagoczyk to jest incomparabilis, przed ktrym sam pan
Ruszczyc czapk zdejmuje. Co pan Ruszczyc! Tatarowie nawet si w
nim kochaj.
Najwikszy to onierz w Rzeczypospolitej!
- A jak oni si z on kochaj! Aj! aj! a oczy bol patrzy! - wtrcia
Ewka.
- Oskoma ci bierze! Ha! oskoma ci bierze! bo ci te ju i czas! -zawoa
Adam. 
I wziwszy si w boki, pocz nad siostr rzuca gow jak ko i mia
si, ona za odrzeka skromnie:
- Mnie tam to nie w myli.
- A tu przecie oficerw i towarzystwa grzecznego nie brak!
- Ale! - rzeka Ewka - nie wiem, czy ci ojciec wspomina, e Azja tu jest.
- Azja Mellechowicz, Lipek? Znam go, to dobry onierz!
- Nie wiesz jeno - rzek stary pan Nowowiejski - e on nie Mellechowicz,
tylko w nasz Azja, ktry si z tob chowa.
- Dla Boga ! co sysz ! Patrzcie si ! Mnie to czasem po gowie chodzio,
ale powiedzieli mi, e ten si zwie Mellechowicz, wic myl sobie: no, to
nie tamten, a e Azja, to u nich imi powszechne. Tyle lat go nie
widziaem, nie dziw, em nie by pewien! Nasz by do szpetny i
przysadzisty, a w jest chop gadysz!
- Nasz to, nasz! - rzek stary Nowowiejski - a raczej nie nasz ju, bo
wiesz, co si pokazao? Czyj to syn?
- Skd mam wiedzie?
- Wielkiego Tuhaj-beja!
Mody uderzy si potnymi domi po kolanach, a si rozlego.
- Uszom nie wierz! Wielkiego Tuhaj-beja? A to on knia i chanom
pokrewny! Nie masz przedniejszej krwi w Krymie nad Tuhaj-bejow!
- Wraa to krew!
- Wraa bya w ojcu, ale syn nam suy! Sam go mao dwadziecia razy
w potrzebach widziaem! Ha! Teraz rozumiem, skd w nim ta diabelska
odwaga si bierze! Pan Sobieski - e jego wobec caego wojska wysawia
i setnikiem go mianowa. Rad z duszy go powitam ! Tgi onierz! Z
caego serca go powitam!
- Jeno si z nim nie spoufalaj zbytecznie!
- A to czemu? Czy on mj suga albo nasz? Ja onierz, on onierz, ja
oficer, on oficer. Ba! eby to jaki yk od piechoty, co trzcin regiment
sprawuje, nie mwi; ale jeli on Tuhaj-bejowicz, to przecie nie lada jaka
krew w nim pynie. Knia, i kwita, a o szlachectwie sam hetman dla niego
pomyli. Jake mnie nosa nad nim zadziera, gdy ja z Kuak-murz
pobratym, z Bakczy-ag pobratym, z Sukymanem pobratym, a ci
wszyscy nie wstydziliby si owiec u Tuhaj-bejowicza pasa! Ewka uczua
nagle ochot ucaowania na nowo brata, po czym siadszy tu blisko,
pocza go gadzi pikn rk po wichrowatej czuprynie.
Wejcie pana Woodyjowskiego przerwao te pieszczoty.
Mody Nowowiejski zerwa si na rwne nogi wita starszego oficera i
zaraz tumaczy si pocz, dlaczego najpierw komendantowi powinnych
sub nie zoy; mianowicie, e wanie nie po subie, ale jako prywatny
przyjecha.
Woodyjowski za uciska go askawie i odrzek:
- A kto by ci mia za ze, miy towarzyszu, e po tylu leciech rozki
najpierw do kolan rodzicielskich przypad! Co innego, gdyby o sub
chodzio, ale pewnie polecenia adnego od Ruszczyca nie masz?
- Jeno ukony. Pan Ruszczyc te hen! ku Jahorlikowi ruszy, bo mu dali
zna, e na niegu sia ladw koskich. Pisanie waszej moci mj
komendant odebra i zaraz do ordy posa, do swoich rodzonych i
pobratymcw, eby tam szukali i pytali, ale sam nie odpisuje, bo
powiada, e ma rk za cik i eksperiencji w tej sztuce adnej.
- Nie lubi on tego, wiem - rzek umiechajc si pan Woodyjowski.-
Szabla dla niego zawsze grunt!
Tu ruszy wsikami i po chwili doda nie bez pewnej chepliwoci:
- A przecie za Azb-bejem ganialicie si ze dwa miesice na prno.
- Ale wasza mo go pokn jak szczuka klenia - zawoa z zapaem pan
Nowowiejski. - No! Bg mu chyba rozum pomiesza, e on, panu
Ruszczycowi si wymknwszy, pod wasz mo poszed. To trafi, ha !
Mile poechtay maego rycerza te sowa i chcc polityk za polityk
odpaci, zwrci si do pana Nowowiejskiego i rzek:
- Mnie Pan Jezus nie da dotd syna, ale gdyby kiedykolwiek uyczy, to
bym chcia, eby by do tego oto kawalera podobny!
- Nic tam takiego! Nic tam takiego! - odpar stary szlachcic - Nequam, i
kwita.
I pomimo tych sw, a sapa pocz z zadowolenia.
- Wielki mi znw rarytet!...
Tymczasem may rycerz j gadzi po twarzy Ewk i rzek do niej:
- Widzi wapanna, ja nie jestem aden modzik, ale Baka moja nieledwie
w wapanny leciech, dlatego poczuwam si w tym, aby za miaa czasem
jakow uciech grzeczn, a modemu wiekowi przystojn... Prawda, e
j tu wszyscy nad podziw miuj, ale spodziewam si, i wapanna
przyznasz, e jest za co?
- Boe kochany! - zawoaa Ewka - nie ma na wiecie takiej drugiej!
Dopiero co tom powiedziaa !
May rycerz uradowa si niezmiernie, a mu twarz pojaniaa, i odrzek:
- Powiedziaae to istotnie wapanna? Aha ! co?
- Jako ywo powiedziaa! - zawoali razem ojciec i syn.
- No, to przystrje si wapanna jako najozdobniej, bom w tajemnicy
przed Bak kapel dzi z Kamieca sprowadzi. Kazaem im instrumenta
w som pochowa, a jej powiedziaem, e to Cygany do koni kucia
przyjechali. Dzi wieczr tace okrutne wyprawuj. Lubi to ona, lubi,
chocia powan matron rada udaje.
To rzekszy pan Micha pocz zaciera rce i bardzo by z siebie
zadowolony.
 Rozdzia XXXIII 
nieg sypa tak gsty, e wypeni cakiem rw staniczny i waem osiad
na czstokole. Na dworze bya noc i zawieja, a gwna izba
chreptiowskiej fortalicji gorzaa od wiate. Byo dwch skrzypkw, trzeci
basetlista, dwch czekanistw i jeden z waltorni. Skrzypkowie cili od
ucha, a chwilami ich zawracao, owym za grajcym na czekanach i
waltorni nabrzmieway policzki i oczy krwi zachodziy. Najstarsi z
oficerw i towarzystwa poobsiadali awy pod cianami, jeden przy
drugim, jako siwe gobie obsiadaj zrby dachu, i popijajc mid a wino
spogldali na tacujcych.
W pierwsz par szed pan Muszalski, mimo podeszych lat tancerz tak
zawoany, jak i ucznik, z Basi. Ona, przybrana w sukni ze srebrnej
lamy obszyt gronostajowym szlakiem, wygldaa tak, jakoby kto wie
r w wiey nieg zatkn. Dziwili si jej urodzie starzy i modzi, a
okrzyk: "rety!", wyrywa si mimo woli z wielu piersi, bo chocia
Nowowiejska i Boska byy od niej nieco modsze i nad zwyk miar
urodziwe, przecie ona bya midzy nimi najpikniejsz. W oczkach palia
jej si rado i ochota; przesuwajc si obok maego rycerza, dzikowaa
mu za uciech umiechem, a przez rozchylone rowe usta byskay biae
jej jak pery zbki i lnic si caa w swej srebrnej lamie, migocc jak
promie lub gwiazdka, olniewaa zarazem oczy i serca urod dziecka,
niewiasty i kwiatu.
Goniy za ni rozcite rkawy kontusika, podobne do skrzyde duego
motyla, a gdy podnoszc rkoma poy jubki czynia dyg przed tancerzem,
to mylae, e w ziemi spywa jako zjawisko jakie lub jak owe poniki,
co w letnie jasne noce nad brzegami jarw skacz.
Zewntrz pocztowi przyciskali do szyb owieconych srogie, wsate
twarze i paszczc sobie o nie nosy, zagldali do rodka. Wielce to
pochlebiao im, e uwielbiana pani gasi wszystkie inne urod, bo wszyscy
trzymali zapamitale za Basi, wic nie szczdzc przytykw ni
Nowowiejskiej, ni Boskiej gromkim krzykiem witali kade jej zblienie
si do okna.
Woodyjowski rs jak na drodach i gow w takt Basinym ruchom
kiwa; pan Zagoba, stojc z kuflem obok niego, przytupywa i roni pyn
na podog, a chwilami zwracali si z maym rycerzem ku sobie i patrzyli
na si milczc z nadzwyczajnego zachwytu i sapic.
A Baka migaa i migaa po caej izbie, coraz weselsza, coraz
wdziczniejsza. To jej dopiero bya pustynia ! Raz bitwa, to znw owy,
to uciecha i tace, i kapela, i onierzy moc - i m najwikszy midzy
nimi, a kochajcy i kochany; czua Basia, e j lubi wszyscy, e j
podziwiaj, wielbi, e may rycerz coraz przez to szczliwszy, wic i
sama czua si tak szczliwa jak ptaki, gdy za nadejciem wiosny bujaj
w majowym powietrzu krzyczc mocno a radonie.
W drug par za Basi taczya przybrana w karmazynowy kubraczek
Nowowiejska z Azj. Mody Tatar nic do niej nie mwi, upojony
zupenie biaym zjawiskiem byszczcym w pierwszej parze, lecz ona
mylaa, e to wzruszenie tak tamuje mu gos w piersiach, i lekkimi z
pocztku, a potem coraz mocniejszymi ucinieniami doni staraa si
doda mu odwagi. Azja te czasem oddawa jej owe uciski tak silnie, e
ledwie okrzyk blu moga stumi, lecz czyni to mimo woli, bo o niczym
nie myla, tylko o Basi, niczego nie widzia poza Basi, a w duszy
powtarza sobie straszn obietnic, e choby mu przyszo p Rusi
spali, to ona musi by jego. Chwilami za, gdy wracao mu nieco
przytomnoci, mia ochot porwa Ewk za gardo i dusi, i pastwi si
nad ni za jej ucinienia doni i za to, e stawaa midzy jego mioci i
Basi. Wwczas przeszywa biedn pann swym sokolim, okrutnym
wzrokiem, a jej serce poczynao bi mocniej, bo mylaa, e on z mioci
patrzy na ni tak drapienie. W trzeci za par tacowa mody pan
Nowowiejski z Zosi Bosk. Ta, podobna do niezapominajki, dreptaa ze
spuszczonymi oczyma obok niego, a on wyglda jak rozhukany
tabuczyk i skaka jak rozhukany tabuczyk. Spod okutych pit jego
leciay drzazgi, czupryna wichrem podniosa si do gry, lice ubarwio si
rumiecami, rozd szerokie chrapy jak turecki bachmat i zakrca Zosi,
jak wieja krci liciem, i unosi, j w powietrzu.
Rozochocia si w nim dusza bez miary, a e siedzc na kracu Dzikich
Pl, po caych miesicach niewiast nie widywa, wic mu Zoka tak od
razu przypada do serca, e w jednej chwili na umr si w niej rozkocha.
Od czasu do czasu spoglda na jej spuszczone oczka, to na rumiane
policzki, to na krgy gorsik, i a parska na w luby widok, i tym mocniej
skry podkwkami krzesa, i tym mocniej na zwrotach przygarnia j do
swej szerokiej piersi, i miechem ogromnym z nadmiaru ochoty
wybucha, i kipia, i coraz mocniej kocha.
A Zosia a zalka si w lubym serduszku, jeno e nie by to przykry
strach, bo spodoba si jej take ten wicher, ktry j oto porwa i nosi.
Czysty smok! Widywaa ona rnych kawalerw w Jaworowie, ale tak
ognistego nie widziaa dotychczas, i aden tak nie tacowa,.i aden tak
nie przygarnia. Naprawd, czysty smok!... Co z takim robi, kiedy
niepodobna mu si oprze...
W nastpnej parze tacowaa z grzecznym towarzyszem panna
Kamiska, a dalej panie Kieremowiczowa i Neresewiczowa, ktre, cho
mieszczki, zaproszono jednak do kompanii, bo obie byy niewiasty do
dwornych manier i wielce zamone. Powany Nawiragh i dwaj Anardraci
patrzyli ze wzrastajcym zdziwieniem na polskie plsy; starzy przy
miodzie czynili gwar coraz mocniejszy, podobny do gwaru, jaki czyni
koniki polne na ciernisku. Kapela jednak guszya wszystkie gosy - w
rodku za izby ochota w sercach rosa i rosa. Wtem Baka opucia
swego tancerza i przybiegszy zdyszana do ma zoya przed nim rce.
- Michaku! - rzeka - onierzom tam zimno za oknami, ka im da
beczk!
w za, rozweselony nadzwyczajnie, pocz j caowa po pistkach i
zakrzykn:
- Ja bym i krwi nie aowa, byle ci ucieszy!
Po czym sam skoczy na dwr, by powiedzie onierzom, za czyj
instancj bd mie beczk, bo chcia, eby Basi byli wdziczni i tym
bardziej j kochali.
Wic gdy w odpowiedzi uczynili krzyk tak okrutny, e a nieg pocz si
sypa z dachu, may rycerz zawoa jeszcze:
- A hukn tam z muszkietw! pani na wiwat!
Wrciwszy do izby zasta Basi taczc z Azj. Lipkowi, gdy obj
ramionami t sodk posta, gdy uczu bijce ciepo od niej i tchnienie jej
na swojej twarzy, renice ucieky prawie cakiem pod czaszk i wiat cay
zakrci mu si w oczach; w duszy wyrzeka si raju, wiecznoci i za
wszystkie rozkosze, za wszystkie hurysy chcia tej jednej.
Wtem Basia ujrzawszy w przelocie karmazynowy kubrak Nowowiejskiej
i zaciekawiona, czy Azja nie wyzna ju mioci dziewczynie, spytaa :
- Nie deklarowae wapan?
- Nie!
- Czemu ?
- Jeszcze nie czas! - odrzek z dziwnym wyrazem twarzy Tatar.
- A bardzo si wa kochasz?
- Na mier, na mier! - zawoa Tuhaj-bejowicz cichym, ale
chrapliwym, podobnym do krakania kruka gosem.
I taczyli dalej, zaraz za Nowowiejskim, ktren wysun si w pierwsz
par. Inni pozmieniali ju tanecznice, lecz on dotd Zosi nie puci,
chwilami tylko sadza j na awie, by wypocz i oddech zapa moga, a
potem znw hula. Na koniec stan przed kapel i objwszy jedn rk
Zosi, drug wsparszy si w bok, krzykn na muzykantw:
- Krakowskiego, grajki! Nue!
Ci za, baczni na komend, od razu ucili krakowskiego. Wwczas pan
Nowowiejski przytupywa pocz i zapiewa ogromnym gosem:
Pyn jasne zdroje,
Potem w Dniestrze gin,
Tak w tobie, dziewczyno,
Ginie serce moje!
U-ha!
I owo: "U-ha!", wrzasn tak po kozacku, e a Zosieka, nieboga,
przysiada ze strachu. Ulk si take stojcy w pobliu powany
Nawiragh, zlkli si dwaj uczeni Anardraci, a pan Nowowiejski powid
taniec dalej, dwakro zatoczy wok izby i stanwszy przed muzyk,
znw tak o sercu zapiewa:
Ginie, lecz nie zginie
Na przekr Dniestrowi,
I jeszcze w gbinie
Piercionek wyowi!
U-ha!
- Bardzo grzeczne rytmy! - zawoa pan Zagoba. - Ja si najlepiej znam
na tym, bom te ich niemao uoy! Doawiaj, kawalerze, doawiaj! A jak
si piercienia doowisz, to ja ci wwczas zapiewam w takim sensie:
Kada dziewka hubka,
Kady chop krzesiwo,
Bdzie iskier kupka,
Jeno krzeszcie ywo!
U-ha!
- Vivat! vivat pan Zagoba ! - krzyknli tak ogromnym gosem oficerowie
i towarzysze, e a zlk si powany Nawiragh, zlkli si dwaj uczeni
Anardraci i z nadzwyczajnym zdumieniem poczli na si spoglda.
A pan Nowowiejski zatoczy jeszcze dwa koa i posadzi wreszcie na
awie zarwno zdyszan, jak i przestraszon miaoci kawalera Zosi.
Miy on jej by bardzo, taki dzielny i szczery, istny pomie, ale wanie
dlatego, e takich nie spotykaa dotd, ogarno j wielkie zmieszanie,
wic spuciwszy jeszcze niej oczki, siedziaa cichutko jak trusia.
- Czego wapanna milczysz? - czego smutna, co? - spyta pan
Nowowiejski.
- Bo tatu w niewoli! - odpowiedziaa cienkim gosikiem Zosia.
- Nic to ! - odrzek junak - godzi si potacowa! Spjrz wapanna po tej
izbie: jest nas tu kilkadziesit kawalerstwa i bodaj aden swoj mierci
nie umrze, jeno od strza pogaskich albo w ykach. Temu dzi, temu
jutro!
Kaden te tu na tych kresach kogo ze swoich utraci, a dlatego si
weselim, eby Pan Bg nie mniema, e si na sub skarym ! Ot, co !
Godzi si potacowa! Umiechnij si wapanna, poka oczka, bo
pomyl, e mnie nienawidzisz!
Zosia nie podniosa wprawdzie oczek, ale za to poczy si podnosi
kciki jej ust i dwa doeczki ukazay si na jej rumianych policzkach.
- Lubisz e mnie wapanna cho trocha? - spyta znw kawaler.
A Zosia na to jeszcze cieszym gosikiem :
- I... owszem.
Usyszawszy to pan Nowowiejski podskoczy na awie, a porwawszy rce
Zosi, pocz okrywa je pocaunkami i mwi:
- Przepado! nie ma co! Rozkochaem si w wapannie na mier! Nie
chc nikogo, jeno wapanny! Moje licznoci najmilejsze! Rety! jak ja
wapann kocham! Jutro matce padn do ng! Co to jutro! dzi padn,
bylem mia pewno, e mi przyjacielem!
Huk straszliwy wystrzaw za oknem zguszy odpowied Zosi. To
uradowani onierze palili tak Bace na wiwat; zadray szyby, zatrzsy
si ciany. Zlk si po raz trzeci powany Nawiragh, zlkli si dwaj
uczeni Anardraci, lecz stojcy obok Zagoba pocz ich po acinie
uspokaja.
- Apud Polonos - rzek im - nunquam sine clamore et strepitu gaudia
fiunt.
Jako zdawao si, e wszyscy czekali tylko na w huk rusznic, aby
rozweseli si do najwyszego stopnia. Zwyka szlachecka dworno
pocza teraz ustpowa stepowej dzikoci. Kapela zagrzmiaa; tace
zerway si znw jak burza, oczy stay si rozpalone i ogniste, opar unosi
si z czupryn.
Najstarsi nawet pucili si w taniec, gromkie okrzyki rozlegay si co
chwila i pito, hulano, speniano zdrowie z trzewika Basi, palono z
pistoletw do korkw Ewki i hucza tak, i brzmia, i piewa Chreptiw do
samego rana, a zwierz w przylegych puszczach ukry si ze strachu w
najgbsze gszcze.
A e byo to niemal w wigili straszliwej wojny z potg tureck, e nad
tymi wszystkimi ludmi wisiaa groza i zagada, wic dziwi si
niezmiernie tym polskim onierzom powany Nawiragh, a nie mniej
dziwili si dwaj uczeni Anardraci.
 Rozdzia XXXIV 
Spali wszyscy nazajutrz do pna prcz onierzy straowych i maego
rycerza, ktry nigdy dla adnej uciechy suby nie zaniedba. Mody pan
Nowowiejski zerwa si take do wczenie, bo mu Zosia Boska od
wywczasu milsz bya. Przybrawszy si wic od rana piknie, poszed do
owej izby, w ktrej wczoraj taczono, nasuchiwa, czy w przylegych
niewiecich komorach nie ma jeszcze ruchu i krztaniny. W izbie zajtej
przez pani Bosk sycha ju byo ruch, ale niecierpliwemu modzianowi
tak pilno byo Zosi zobaczy, e chwyciwszy za kinda, pocz nim
mech i glin midzy belkami wyupywa, aby bodaj przez
szparutk jednym okiem na Zosi spojrze. Zasta go przy tej robocie pan
Zagoba, ktry wanie z racem nadszed, i poznawszy zaraz, co si
wici, zbliy si na palcach i pocz okada sandaowymi paciorkami
plecy rycerza. w ucieka, wykrca si, niby si miejc, ale zmieszany
bardzo, stary za goni i bi powtarzajc:
- A Turku jaki, a Tatarzynie, a naci! a naci! exorciso te! A gdzie
mores? To niewiasty bdziesz podglda? A naci, a naci!
- Dobrodzieju! - woa pan Nowowiejski - nie godzi si ze witych
paciorkw kaczuga czyni! Zaniechajcie mnie, bom grzesznej intencji
nie mia !
- Nie godzi si, mwisz, witymi paciorkami bi? Nieprawda! Palma w
kwietni niedziel te wita, a przecie ni bij! Ha! to by dawniej
pogaski raniec i do Supankazego nalea, alem mu go pod Zbaraem
wydar, a potem nuncjusz apostolski go powici. Patrz, sanda
prawdziwy!
- Jeli prawdziwy sanda, to pachnie.
- Mnie pachnie raniec, a tobie dziewczyna. Musz ci jeszcze dobrze
plecy przetrzepa, bo wanie do wypdzenia diaba z ciaa nie masz nad
wite paciorki! - Nie miaem grzesznej intencji, ebym tak zdrw by!...
- Jeno przez pobono dziurk dubae, co?
- Nie przez pobono, ale przez mio tak ekstraordynaryjn, e nie
wiem, jeeli mnie nie rozsadzi jako granat! Co tu klimkiem rzuca, kiedy
prawda! Bki tak konia latem nie wicz, jako mnie afekty wicz!
- Patrz, eby to nie byy grzeszne dze, bo kiedym tu wszed, to usta
nie mg, jeno tak pit o pit tuke, jakoby na gowniach sta.
- Nie widziaem nic, jak Boga najszczerzej kocham, bom przecie dopiero
szparutk duba!
- Ha! modo!... krew nie woda!... Ja si te czasem dotd hamowa
musz, bo jeszcze we mnie leo mieszka, qui querit quem devoret ! Jeli
masz czyste intencje, to o oenku mylisz?
- Czy o oenku myl? Mocny Boe! A o czyme bym myla? Nie tylko
myl, ale tak mi jest, jakby mnie kto szydem ekscytowa! To wasza
mo chyba nie wiesz, e ja ju wczoraj pani Boskiej deklarowaem i od
ojca konsens mam?
- Z siarki i prochu chop! daj ci katu! Kiedy tak, to co innego, ale
powiadaj, jak to byo?
- Pani Boska posza wczoraj do komory chust dla Zosieki przynie, ja
za ni! Obrci si: "Kto tam?" - A ja buch do ng! "Bijcie, matko, ale
Zok dajcie, moj szczliwo, moje kochanie!" Pani Boska za
ochonwszy tak rzecze: "Wszyscy waci chwal i za godnego kawalera
go maj: mj m w niewoli, a Zoka bez opieki na tym wiecie;
wszelako ja dzi responsu nie dam ani te jutro, jeno pniej -waszmo
za te pozwolestwa rodzicielskiego potrzebujesz." To powiedziawszy
posza mylc, e moe po pijanemu to czyni. Jako miaem w gowie...
- Nic to! wszyscy mieli w gowie! Uwaae, jako owemu Nawiraghowi i
Anardratom spiczaste czapki w kocu na bakier zjechay?
- Nie uwaaem, bom sobie ju w duszy ukada, jak by najatwiej od ojca
konsens uzyska.
- A ciko przyszo?
- Nad ranem poszlimy oba do kwatery, a e to elazo pty dobrze ku,
pki gorce, pomylaem sobie wraz, e trzeba cho z daleka wymaca,
jak te ojciec imprez przyjmie. Wic mwi mu : "Suchaj, ojciec, chc
Zoki na gwat i konsensu mi trzeba, a nie da ojciec, to bogdaj do
Wenecjanw pjd suy i tyle mnie bdziecie widzieli." Kiedy to nie
wpadnie na mnie z wielk furi: "O taki synu! - powiada - umiesz ty si
bez pozwolestwa obchodzi! Id do Wenecjanw albo bierz dziewk, to
jeno ci zapowiadam, e grosza nie dam nie tylko z mego, ale i z
macierzystego, bo to wszystko moje ! "
Pan Zagoba wysun naprzd doln warg:
- O, le!
- Czekaj wa. Jakem to usysza, tak zaraz mwi: "A czy to ja prosz
albo potrzebuj? Bogosawiestwa mi trzeba, niczego wicej, bo tego
dobra pogaskiego, co na moj szabl wypado, na dobr dzieraw, ba!
Na chudopacholsk wie wstrzyma ! Co jest macierzystego, to niech
bdzie dla Ewki na wiano, jeszcze przygarstk jedn i drug turkusw
doo i hatasw, i lamy sztuczyn, a przyjdzie zy rok, to i ojca gotwk
poratuj."
Dopiero ojciec rozciekawi si okrutnie:
- Takie bogaty? - pyta. - Dla Boga ! skd? z upw? Bo wyjecha jak
wity turecki!
- Bj si ojciec Boga! - odpowiem - to jedenacie lat t pici macham i
jako powiadaj, niezgorzej - i nie miao si zebra? Byem przy szturmie
zrebelizowanych grodw, w ktrych hultajstwo i tatarstwo kupy upw
co najprzedniejszych nagromadzio; bio si murzw i watahy zbjeckie,
a zdobycz sza i sza. Braem jeno to, co mi przyznano - bez niczyjej
krzywdy - ale roso, i gdyby czek nie hula, byoby na dwie takie
substancje, jako jest wasza rodzicielska.
- C stary na to? - pyta rozweselony Zagoba.
- Ojciec zdumia, bo si tego nie spodziewa, i zaraz na moje
marnotrawstwo narzeka pocz: "Byaby (prawi) krescytywa, ale taki
pdziwiatr, taki odmigba, co tylko puszy lubi a za magnata si
wydawa, wszystko zmarnuje, niczego nie utrzyma." Potem ciekawo
go, przemoga i pocz wypytywa szczegowie, co mam, a ja widzc,
e t smo smarujc prdko zajad, nie tylkom nic nie utai, alem jeszcze
doga troch, cho zwykle nierad koloryzuj, bo tak sobie myl, e
prawda to owies, a garstwo sieczka. Ojciec za gow si bra i nu w
zamysy: "To a to by si dokupio (prawi), ten a ten procesik poparo;
mieszkalibymy o miedz, a pod niebytno twoj ja bym wszystkiego
doglda." I zapakao poczciwe ojczysko: "Adam! - powiada - ta dziewka
okrutnie mi si dla ciebie spodobaa, ile e ona pod pana hetmanow
opiek, z czego take moe by korzy; Adam ! - powiada - jeno ty mi
t moj drug crk szanuj i nie zmarnuj mi jej, bobym ci w godzin
mierci nie przebaczy." A ja, moci dobrodzieju, na sam supozycj
Zosinej krzywdy, jak rykn! Padlimy sobie z ojczyskiem w ramiona i
pakalimy acurate do pierwszych kurw!
- Szelma stary! - mrukn Zagoba.
Po czym gono doda:
- Ha! wprdce moe by weselisko i nowa w Chreptiowie uciecha,
zwaszcza, e to misopust!
- Jutro by byo, eby ode mnie zaleao -zawoa porywczo Nowowiejski
- ale ot co, dobrodzieju! Mnie si permisja niedugo koczy, a suba
sub i wraca do Raszkowa musz. No! pan Ruszczyc da mi drug
permisj, wiem ! Alem niepewien, czy ze strony niewiast zwoki nie
bdzie. Bo co do matki sun, ta mwi: "M w niewoli" - co do crki, ta
prawi: "Tatu w niewoli." A c to? ja tego tatusia w ykach trzymam czy
co? Okrutnie si takich impedymentw boj, bo eby nie to, to bym
ksidza Kamiskiego za sutann zapa i pty nie puszcza, pki by nas z
Zok nie zwiza. Ale jak sobie co baby wbij w gow, obcgami nie
wycigniesz. Ostatni grosz bym odda, poszedbym sam po tatusia, ale nie
ma jak! Nikt przecie nie wie, gdzie on jest, moe zmar, i masz robot!
Jak mi ka na niego czeka, to do ostatniego sdu bd czeka!
- Piotrowicze z Nawiraghem i Anardratami jutro w drog ruszaj; prdka
bdzie wiadomo.
- Jezu, ratuj! Ja mam dopiero na wiadomoci czeka! Przed wiosn nie
moe nic by, a tymczasem uschn, jak mi Bg miy! Dobrodzieju!
Wszyscy w wasz rozum i eksperiencj wierz, wybijcie wy babom z
gowy to czekanie! Dobrodzieju, na wiosn wojna! Bg wie, co si stanie;
przecie ja si z Zok chc eni, nie z tatusiem, za c mam do niego
wzdycha?
- Namw niewiasty, by do Raszkowa pojechay i tam osiady. Tam i o
wiadomo atwiej, a jeli Piotrowicz znajdzie Boskiego, to mu bdzie do
was blisko. Po wtre: ja uczyni, co zdoam, ale ty pro i pani Baki,
eby si za tob wstawia.
- Nie zaniecham, nie zaniecham, bo mnie diabl...
Wtem drzwi skrzypny i wesza pani Boska. Lecz zanim pan Zagoba
zdoa si obejrze, mody Nowowiejski ju grzmotn si do jej ng jak
dugi i zajwszy ogromn przestrze podogi swym olbrzymim ciaem,
pocz woa :
- Jest konsens rodzicielski! Dawajcie, matko, Zok! Dawajcie, matko,
Zok! Dawajcie, matko, Zok!
- Dawajcie, matko, Zok! - zawtrowa basem Zagoba.
Haasy owe wywabiy ludzi z przylegych komr; wesza Baka, wyszed
z kancelarii pan Micha, a wkrtce po nich ukazaa si i Zosia.
Dziewczynie nie wypadao si niby domyla, o co chodzi, ale oblaa si
natychmiast psem i zoywszy co prdzej rce w madrzyk, a buzi w
dugi ciup, stana ze spuszczonymi oczyma pod cian. Za Basia
popara z miejsca prob junaka, pan Micha skoczy po starszego pana
Nowowiejskiego. Ten przybywszy zgorszy si bardzo, e syn nie
powierzy mu funkcji i nie zostawi sprawy jego wymowie, jednake
przyczy si do proby.
Pani Boska, ktrej istotnie brako jakiejkolwiek bliszej na wiecie opieki,
rozpakaa si wreszcie i zgodzia zarwno na prob pana Adama, jak i
na to, e do Raszkowa z Piotrowiczami wyjedzie i tam na ma czeka
bdzie. Dopiero, zalana zami, zwrcia si do crki.
- Zoka - rzeka - a tobie po serculi panw Nowowiejskich zamysy?
Wszystkie oczy zwrciy si na Zosi, a ona, stojc przy cianie; oczy
trzymaa, wedle zwyczaju, wbite w podog i dopiero po chwili milczenia,
caa sponiona do szcztu, wyrzeka ledwie dosyszalnym gosikiem :
- Chc do Raszkowa!...
- Moje licznoci! - hukn pan Adam i skoczywszy do niej porwa
dziewczyn w ramiona.
Potem za krzycze pocz, a ciany drgay:
- Moja ju Zoka, moja! moja!...
 Rozdzia XXXV 
Mody pan Nowowiejski wyjecha zaraz po owiadczynach do
Raszkowa, aby tam kwater jakow dla pani i panny Boskiej wynale i
opatrzy; w dwa tygodnie za po jego wyjedzie ruszya caa karawana
dotychczasowych goci chreptiowskich. Skadali j Nawiragh, dwaj
Anardraci, Kieremowiczowa, Neresewiczowa, Seferowicz, panie Boskie,
dwch panw Piotrowiczw i stary pan Nowowiejski, nie liczc kilku
Ormian kamienieckich i licznych sug oraz zbrojnych pachokw do
pilnowania wozw i pocigowego, a take jucznego byda. Piotrowicze i
duchowni delegaci patriarchy uzmiadziskiego mieli tylko wypocz w
Raszkowie, zasign tam wieci o drodze i dalej do Krymu rusza.
Reszta kompanii postanowia osi na czas w Raszkowie i czeka
przynajmniej do pierwszych roztopw na powrt jecw, mianowicie
Boskiego, modszego Seferowicza i dwch kupcw, ktrych stroskane
maonki w tsknocie od dawna oczekiway. Droga to bya trudna, bo
sza przez guche puszcze i przepaciste jary. Szczciem, obfite a suche
niegi usay sann wyborn, obecno za komend wojskowych w
Mohilowie, Jampolu i Raszkowie zapewniaa bezpieczestwo. Azba-bej
by zniesion, zbjcy wywieszani lub rozproszeni, a Tatarzy zimow por
dla braku traw nie zapuszczali si na zwyke szlaki. Wreszcie pan
Nowowiejski obieca, jeli tylko pozwolenie od pana Ruszczy- ca
otrzyma, wyskoczy w kilkadziesit koni na spotkanie. Jechano zatem
rano i ochotnie. Zosia gotowa bya za panem Adamem na koniec wiata
jecha. Pani Boska i dwie niewiasty ormiaskie spodzieway si wkrtce
mw odzyska. W strasznych puszczach na kracu chrzecijastwa
lea wprawdzie w Raszkw, ale przecie nie jechano tam na cae ycie
ani nie na dugi pobyt. Z wiosn miaa by wojna; mwiono o niej na
rubieach powszechnie, wic trzeba byo, odzyskawszy kochanych, z
pierwszym cieplejszym powiewem wraca, by gowy od zagady
uchroni.
Ewka zostaa w Chreptiowie, zatrzymana przez pani Woodyjowsk.
Ojciec nie napiera te bardzo, by j wzi ze sob, zwaszcza
zostawiajc j w domu ludzi tak zacnych.
- Ju ja j przezpiecznie odel albo i sama odwioz - mwia mu Baka -
prdzej za sama odwioz, bo raz w yciu chciaabym widzie cae owo
straszne pogranicze, o ktrym si tyle od maoci nasuchaam. Na
wiosn, gdy si szlaki zaczerni od czambuw, m mi nie pozwoli, ale
teraz, jeli Ewka tu zostanie, bd miaa dobry pozr. Za jakie dwie
niedziele zaczn si napiera, a za trzy pewnikiem pozwolestwo
otrzymam.
- M te, spero, bez zacnej eskorty wapani i w zimie nie puci.
- Jeli bdzie mg, to sam ze mn pojedzie, a jeli nie, to nas odprowadzi
Azja w jakie dwiecie albo wicej koni, bo syszaam i tak, e on ma by
do Raszkowa komenderowany.
Na tym skoczya si rozmowa i Ewka zostaa. Basia jednak prcz
istotnych powodw, ktre panu Nowowiejskiemu wyuszczya, miaa i
inne wyrachowanie. Oto chciaa uatwi Azji zblienie si do Ewy, bo
mody Tatar poczyna j niepokoi. Ilekro by z ni, na jej pytania
odpowiada wprawdzie, e Ewk kocha, e dawny afekt w nim nie
wygas, ale ilekro znalaz si z Ewk- milcza. Tymczasem dziewczyna
rozkochaa si w nim na tym chreptiowskim odludziu bez pamici. Jego
dzika, ale przepyszna uroda, jego dziecistwo pod tward rk pana
Nowowiejskiego spdzone, jego ksice pochodzenie, ta duga
tajemnica, ktra nad nim ciya, a wreszcie sawa wojenna oczaroway
j zupenie. I czekaa tylko chwili, by mu otworzy serce gorce jak
pomie, by mu powiedzie: "Azja! jam ci od dziecka kochaa!" - by
pa w jego ramiona i przysic mu mio do zgonu. Tymczasem on
zaciska zby i milcza.
Ewka mylaa z pocztku,. e obecno jej ojca i brata wstrzymuje Azj
od wyznania. Pniej jednak ogarn i j niepokj, bo jeli ze strony ojca
i brata trafiyby si niezawodnie przeszkody, zwaszcza dopki Azja
indygenatu nie posiada, to przecie mg chocia przed ni sam serce
otworzy i powinien by otworzy tym spieszniej, tym szczerzej, im
wicej przeszkd jeyo si na ich drodze.
A on milcza.
Wtpliwoci wkrady si wreszcie w dusz dziewczyny i pocza skary
si na swoj niedol przed Basi, ta za uspokajaa j mwic:
- Nie neguj ci, e to jest czowiek dziwny i okrutnie skryty, ale jestem
pewna, e ci miuje, bo naprzd, mnie to wielekro razy powtrzy, a po
wtre, inaczej na ci patrzy ni na innych.
A na to Ewka potrzsajc smutnie gow:
- Inaczej, to pewno, ale nie wiem, czy to jest kochanie, czy te nienawi
w tym patrzeniu.
- Mia Ewko, oto nie ple, za c by ci mia nienawidzie?
- A za co ma mnie kocha?
Tu Basia pocza j gaska drobn rczk po twarzy.
- A za co mnie Micha kocha? A za co twj brat, ledwie obaczy Zok,
ju j pokocha?
- Adam zawsze by prdki.
- Azja zasi jest pyszny i odmowy si boi, zwaszcza ze strony twojego
ojca, bo brat, sam pokochawszy, snadniej by mk afektw wyrozumia.
Oto co jest! Nie bd gupia, Ewka, i nie bj si. Zburcz ja dobrze Azj i
obaczysz, jaki bdzie rezolut.
Jako tego samego dnia Baka widziaa si z Azj, po ktrym widzeniu
wbiega wielkim pdem do Ewki.
- Ju! - zawoaa w progu.
- Co? - pytaa ponc Ewka.
- Powiedziaam mu tak: "Co to wapan sobie mylisz? Niewdzicznoci
mnie nakarmi czy co? Umylnie zatrzymaam Ewk, aby mg
korzysta z okazji, ale jeli nie skorzystasz, to wiedz, e za dwie, najdalej
trzy niedziele odel j do Raszkowa i moe sama z ni pojad, a wapan
na koszu zostaniesz." Jemu twarz si zmienia, gdy usysza o tym
wyjedzie do Raszkowa, i a mi czoem zacz bi do ng. Pytam go
tedy, co myli, a on na to: "W drodze (powiada) wyznam, co mam w
piersi. W drodze (powiada) bdzie najlepsza okazja, w drodze si stanie,
co si ma sta, co przeznaczono. Wszystko (powiada) wyznam,
wszystko odkryj, bo mi nie y duej z t mk!" I a mu si wargi
poczy trz, ile e poprzednio by strapiony, bo jakowe listy
niepomylne dzi rano z Kamieca odebra. Mwi mi, e do Raszkowa i
tak by musia i, e jest na to dawny u mego ma hatmaski rozkaz,
jeno pory w rozkazie nie ma wskazanej, bo to zaley od ukadw, ktre
on tam z rotmistrzami lipkowskimi prowadzi. "A wanie (powiada) pora
si zblia i ja musz a za Raszkw ku nim podej, wic za jedn drog
i wasz mio, i pann Ew odprowadz." Powiedziaam mu na to, e
nie wiadomo, czyli i ja pojad, bo to bdzie zaleao od Michaowego
pozwolestwa. Usyszawszy to zlk si bardzo. Ha ! Oj, gupia ty, Ewka
! Mwisz, e on ci nie kocha, a on mi do ng pad i jak mnie zacz
prosi, ebym take jechaa, to powiadam ci, skomla po prostu, a mi si
paka nad nim chciao. A wiesz, dlaczego to uczyni? Zaraz mi
powiedzia: "Ja (mwi) wyznam, co w sercu, ale bez instancji waszej
mioci nic u panw Nowowiejskich nie wskram, jeno gniew i nienawi
i w nich, i w sobie rozbudz. W rku waszej mioci mj los, moja mka,
moje zbawienie, bo jeli wasza mio nie pojedzie, to wolej by mnie
ziemia poara albo ywy ogie spali!" Tak to on ciebie miuje. Strach po
prostu myle! A eby go widziaa, jak wtedy wyglda, zlkaby si!
- Nie, ja si go nie boj! - odrzeka Ewka.
I pocza caowa po rku Basi.
- Jed z nami, jed z nami! - powtarzaa w uniesieniu -jed z nami! Ty
jedna moesz nas poratowa, ty jedna nie bdziesz si baa powiedzie
ojcu, ty jedna co wskra moesz! Jed z nami ! Do ng panu
Woodyjowskiemu upadn, eby ci da pozwolestwo. Bez ciebie ojciec z
Azj z noami do siebie skocz! Jed z nami, jed z nami!
I to mwic obsuna si do kolan Basinych i pocza je z paczem
obejmowa: - Da Bg, pojad! - odrzeka Basia. - Michaowi wszystko
przedstawi i molestowa go nie przestan. Bezpiecznie teraz cho samej
jecha, a c dopiero z tak stra liczn. Moe i Micha pojedzie, a nie,
to on ma serce, zgodzi si. Zrazu zakrzyknie, ale niech si jeno zasmuc,
zaraz zacznie koo mnie chodzi, a w oczy mi zaglda i zgodzi si.
Wolaabym, eby i sam mg jecha, bo mi okrutnie bdzie bez niego
tskno, ale c robi i tak pojad, by wam jakow ulg przynie... To
tu ju nie o zachcenie moje chodzi, ale o dol was obojga. Micha ciebie
lubi i Azj lubi - zgodzi si.
Azja za po owym widzeniu si z Basi polecia do swojej izby tak peen
radoci i otuchy, jakoby po cikiej chorobie nagle do zdrowia przyszed i
ody. Przed chwil bowiem wcieka rozpacz targaa jego dusz. Oto
wanie tego ranka odebra suchy i krtki list od pana Bogusza
nastpujcej treci:
"Mj kochany Azja! Zatrzymaem si w Kamiecu i do Chreptiowa teraz
nie przyjedam, raz dlatego, e mnie fatygi zmogy, a po wtre, e nie
mam po co. W Jaworowie byem. Pan hetman nie tylko e ci pozwolenia
na pimie nie daje i swoj powag osania twoich szalonych zamysw
nie myli, ale surowie i pod utrat aski przykazuje ci, aby ich
natychmiast poniecha. Ja si te zreflektowaem, e to wszystko, co mi
mwi, nic po tym, bo chrzecijaskiemu, politycznemu narodowi
wdawa si w takie praktyki z poganstwem grzech, a byoby i wstydliwie
wobec caego wiata szlacheckie przywileje zodziejom, drapienikom i
przelewcom niewinnej krwie nadawa. W czym si sam zmiarkuj i o
hetmastwie nie myl, bo ci nie do tego, chociae Tuhaj-beja syn. A
chceszli rycho ask hetmask restaurowa, to si swoj szar
kontentuj, a szczeglniej tamt robot z Kryczyskim, Tworowskim,
Adurowiczem i innymi przyspiesz, bo tym si najlepiej zasuysz.
Konotatk hetmask, co masz czyni, posyam ci z tym pismem, a panu
Woodyjowskiemu rozkazanie od buawy, aby ci wyjeda i przyjeda
wraz z twoimi ludmi nie byo nigdy wzbronno. Na spotkanie owych
rotmistrzw pewnie wyskoczy musisz - a spiesz si - i dono mi do
Kamieca pilnie, co tam na drugiej stronie sycha. Przy czym polecajc
ci opiece boskiej, pozostaj z nieodmienn yczliwoci Marcin Bogusz
z Ziblic, podstoli nowogrodzki."
Mody Tatar, gdy odebra ten list, wpad w furi straszliw: naprzd
pismo star w rku na proch, potem kindaem st raz przy razie dzioba,
wreszcie grozi wasnemu yciu i wiernemu Halimowi, ktry go na
klczkach baga, aby nie przedsibra nic, zanim nie ochonie z gniewu i
desperacji. Bo te w list by dla niego istotnie ciosem okrutnym.
Gmachy, jakie wznosia jego pycha i ambicja, zostay jakoby prochem
wysadzone, zamysy zniszczone.
Oto mg zosta trzecim w Rzeczypospolitej hetmanem i poniekd
dziery jej losy w rku, a teraz ujrza, e musi pozosta nieznanym
oficerem, dla ktrego szczytem ambicji bdzie indygenat. Oto w ognistej
swej wyobrani widywa co dzie tumy bijce mu czoem, a teraz jemu
wypadnie czoem bi przed innymi.
I na nic mu si to nie zdao, e by Tuhaj-bejowiczem, e krew wadnych
wojownikw pyna w jego yach, e wielkie myli zrodzi w duszy - na
nic!- wszystko na nic! Bdzie y zapoznany i umrze w jakiej odlegej
fortalicji zapomniany. Jedno sowo pokruszyo mu skrzyda, jedno "nie!"
sprawio, e odtd nie bdzie mu wolno szybowa jako orom pod
niebem, jeno musi peza jako robak po ziemi.
Lecz to wszystko jeszcze jest niczym w porwnaniu do szczcia, jakie
utraci. Ta, za ktrej posiadanie oddaby krew i wieczno, ta, dla ktrej
pon jak ogie, ktr umiowa oczyma, sercem, dusz, krwi - nie
bdzie ju nigdy jego. Ten list odbiera mu j tak samo jak i hetmask
buaw. Bo mg Chmielnicki porwa Czaplisk, mg rwnie potny
Azja, Azja-hetman, porwa cudz on i obroni, choby nawet przeciw
caej Rzeczypospolitej, ale jakim sposobem wydrze j Azja, porucznik
lipkowski pod komend jej ma sucy?...
Gdy o tym myla, wiat czernia mu w oczach, stawa si pusty,
pospny. I nie wiedzia Tuhaj-bejowicz, zali nie lepiej bdzie mu umrze
ni y bez racji do ycia, bez szczcia, bez nadziei, bez ukochanej
niewiasty? Przygnioto go to tym straszniej, e si takiego ciosu nie
spodziewa, owszem, biorc poprzednio pod uwag stan
Rzeczypospolitej, grob przyszej wojny, sabo wojsk hetmaskich i
korzyci, jakie by z jego zamysw moga odnie Rzeczpospolita, z
kadym dniem utwierdza si w przekonaniu, e hetman na te zamysy si
zgodzi. Tymczasem rozwiay si nadzieje jak mga pod wichrem. Co mu
zostawao? Wyrzec si sawy, wielkoci, szczcia. Ale on nie by do tego
zdolny. W pierwszej chwili porwa go sza gniewu i rozpaczy. Ogie
pocz mu chodzi po kociach i pali go bolenie, wic wy i zgrzyta, a
rwnie ogniste i mciwe myli przelatyway mu przez gow. Chcia
zemsty nad Rzeczpospolit, hetmanem, Woodyjowskim, nad Basi
nawet. Chcia podnie swych Lipkw, wyci w pie zaog, wszystkich
oficerw, cay Chreptiw, zabi Woodyjowskiego, a Bak porwa i uj
z ni za multaski brzeg, a potem hen, na Dobrud i dalej, choby do
samego Carogrodu, choby w azjatyckie pustynie.
Lecz wierny Halim czuwa nad nim, a i on sam ochonwszy z pierwszej
furii i rozpaczy uzna cae niepodobiestwo tych zamysw.
Azja i w tym jeszcze podobny by do Chmielnickiego, e jak w
Chmielnickim tak i w nim mieszka zarazem lew i w. Uderzy z
wiernymi Lipkami na Chreptiw - i c std? Zali czujny jak uraw
Woodyjowski da si zej niespodzianie, a choby i tak, zali da si
pokona ten przesawny zagoczyk, majc zwaszcza wiksz liczb i
lepszych onierzy pod rk? Wreszcie; gdyby go Azja nawet pokona, co
potem uczyni? Pjdzie w d rzeki, hen ku Jahorlikowi, to po drodze
musi zetrze komendy w Mohilowie, Jampolu i Raszkowie. Przejdzie na
multaski brzeg, tam perkuaby, przyjaciele Woodyjowskiego i sam
Habareskul, pasza chocimski, jego druh zaklty. Pjdzie ku Doroszowi,
tam pod Bracawiem komendy polskie, a w stepie zim nawet peno
podjazdw. Wobec tego wszystkiego uczu Tuhaj-bejo-wicz swoj
bezsilno i zowroga dusza jego, wyrzuciwszy naprzd pomienie,
pogrya si w guchej rozpaczy, jak ranny dziki zwierz pogra si w
ciemnej pieczarze skalnej - i pozostaa cich. I jako bl nadmierny sam
siebie zabija i w odrtwieniu znika, tak i on zdrtwia wreszcie.
Wtedy to wanie dano mu zna, e pani komendantowa yczy sobie z
nim mwi. Halim nie pozna Azji, gdy w wrci z tej rozmowy.
Odrtwiao znika z twarzy Tatara, oczy gray mu jak u dzikiego
zdebia, twarz bya blaskw pena, a biae ky poyskiway mu spod wsa -
i w dzikiej swej urodzie zupenie by podobny do strasznego Tuhaj-beja.
- Panie mj - spyta Halim - jakim sposobem Bg pocieszy dusz twoj?
A Azja na to:
- Halim! po ciemnej nocy Bg dzie na ziemi czyni i socu z morza
wstawa kae. Halim ! (tu chwyci starego Tatara za ramiona) za miesic
ona bdzie moja na wieki! I taki blask szed od jego czarniawej twarzy,
e sta si pikny, a Halim pocz mu pokony wybija.
- Synu Tuhaj-beja, ty wielki, potny i zo niewiernych nie zmoe ci!
- Suchaj! - rzek Azja.
- Sucham, synu Tuhaj-beja!
- Pojedziem nad morze sine, gdzie niegi jeno na grach le, a jeli
wrcim kiedy w te strony, to na czele czambuw, jako piasek
nadmorski, jako licie w tych puszczach nieprzeliczonych - miecz a ogie
niosc. Ty, Halim, synu Kurdukowy, dzi jeszcze ruszysz w drog.
Znajdziesz Kryczyskiego i powiesz mu, aby pod Raszkw z tamtej
strony ze swoim ciahem podemkn. A Adurowicz, Morawski,
Aleksandrowicz, Grocholski, Tworowski i ktry yw z Lipkw i
Czeremisw, niech mi take ze ciahami pod wojska podejd. A
czambuom, co przy Doroszu na zimownikach s, niech dadz zna, aby
od strony Humania wielki niepokj nagle uczyniy, by wyszy lackie
komendy z Mohilowa, Jampola i Raszkowa i poszy w step daleki. Niech
na tej drodze, ktr ja rusz, wojsk nie bdzie, to wwczas, gdy z
Raszkowa wyjad, jeno popioy i zgliszcza po mnie zostan!
- Boe ci dopom, panie! - odrzek Halim.
I pocz bi pokony, a Tuhaj-bejowicz pochyli si nad nim i powtrzy
jeszcze kilkakro:
- Gocw rozsyaj, gocw rozsyaj, bo miesic czasu tylko zostaje.
Po czym odprawi Halima i pozostawszy sam, modli si pocz, bo mia
piersi przepenione szczciem i wdzicznoci dla Boga.
A modlc si spoglda mimo woli przez okno na swych Lipkw, ktrzy
wanie wyprowadzali konie, by je napoi przy studniach. Majdan
zaczerni si od tego tumu. Lipkowie, piewajc z cicha monotonne swe
pieni, poczli cign skrzypice urawie i wychlustywa wod w
koryta. Para wychodzia dwoma supami z nozdrzy kadego konia i
przesaniaa nieco obraz.
Nagle z gwnego budynku wyszed pan Woodyjowski przybrany w
kouch i jaowicze buty, a zbliywszy si do Lipkw pocz co mwi.
Oni za suchali go prostujc si i zdejmujc, przeciw wschodniemu
obyczajowi, z gw kapuzy. Na jego widok Azja przesta si modli i
pomrukn:
- Sok ty jeste, ale nie dolecisz tam, gdzie ja dolec, i pozostaniesz sam
w Chreptiowie, w aoci i zgryzocie!
Pan Woodyjowski, rozmwiwszy si z onierzami, zawrci do izby i na
majdanie na nowo rozlegy si piewy Lipkw, parskanie koni i skrzyp
aosny a przeraliwy studziennych urawi.
 Rozdzia XXXVI 
May rycerz zgodnie z przewidywaniem Basi, zakrzykn zrazu, gdy si o
jej zamiarach dowiedzia, e nigdy si na nie nie zgodzi, bo sam jecha
nie moe, a bez siebie jej nie puci, lecz wwczas zaczy si ze
wszystkich stron proby i nalegania, ktre wkrtce zachwia miay jego
postanowieniem.
Basia nalegaa wprawdzie mniej, ni si spodziewa, bo jej si bardzo
chciao z mem jecha, a bez niego wyprawa stracia dla niej cz
powabu, lecz Ewka klkaa przed nim i caujc go po rkach, zaklinaa na
jego afekt dla Basi, by pozwoli.
- Nikt inny do mego ojca nie odway si przystpi - mwia mu- i
takow rzecz oznajmi: ni ja, ni Azja, ni nawet mj brat; jedna pani Basia
moe to uczyni, bo on jej niczego nie odmwi!
Na to Woodyjowski :
- Bace si w swaty nie bawi! A oprcz tego, przecie wraca musicie
tdy, nieche to za waszym powrotem uczyni. 
Ewka odpowiedziaa paczem. Bg wie, co si do powrotu stanie, i jest
nawet pewna, e zamrze ze strapienia; ale dla takiej sieroty, nad ktr
nikt nie ma miosierdzia, tak bdzie najlepiej.
May rycerz posiada niezmiernie czue serce, wic poczyna wsikami
rusza i po izbie chodzi. ywnie nie chciao m u si ze swoj Bak
rozcza choby na jeden dzie, a c dopiero na par tygodni. Jednake
widocznie bardzo go owe proby poruszay, bo w par dni po tych
szturmach ozwa si ktrego wieczora:
- ebym mg razem jecha, nie mwi! Ale nie moe to by, bo mnie tu
suba trzyma!
Basia skoczya do niego i przyoywszy rane swe usta do jego policzka,
pocza powtarza :
- Jed, Michaku, jed, jed!
- adn miar nie moe by! - odrzek stanowczo Woodyjowski. I znw
upyno dni par. Przez ten czas radzi si may rycerz pana Zagoby, co
mu czyni przystoi? Lecz w rady odmwi.
- Jeli nie ma innych przeszkd, jeno twj sentyment - rzek - to co ja
mam gada? Sam postanw. Juci pustka tu bdzie po hajduczku. eby
nie mj wiek i trudna droga, to i ja bym pojecha, bo bez niej nijak.
- A widzisz, wasze! Przeszkd istotnie nie ma: pora troch mrona, ot i
wszystko; zreszt spokojnie i komendy wszdzie po drodze, tylko bez
niej nijak.
- Tedy ci wanie mwi: sam postanw!
Po tej rozmowie na nowo pocz si pan Micha waha i na dwoje rzecz
rozwaa. Ewki byo mu al. Zastanawia si take nad tym, czy wypada
sam dziewczyn wysya z Azj w tak dug drog, a jeszcze wicej nad
tym, czy godzi si yczliwym ludziom nie dopomc, skoro zdarza si
sposobno tak atwa? O c bowiem chodzio? O wyjazd Basi na dwa
lub trzy tygodnie. A choby szo tylko o dogodzenie Basi, by moga
widzie Mohilw, Jampol i Raszkw, to i czemu by jej nie dogodzi?
Azja czy tak, czy owak musi i ze swoj chorgwi do Raszkowa,
bdzie wic ochrona wszelka, a nawet zbyteczna wobec zupenego
wyniszczenia zbjw i zimowego spokoju od ordy.
Chwia si wic coraz bardziej may rycerz, co spostrzegszy niewiasty
ponowiy nalegania: jedna przedstawiajc t wypraw jako dobry
uczynek i swj obowizek, druga paczc i lamentujc. Pokoni si
wreszcie komendantowi i Tuhaj-bejowicz. Mwi, i wie, e niegodzien
takiej aski, ale tyle przecie okaza i wiernoci, i przywizania do obojga
pastwa Woodyjowskich, e mie o ni prosi. Wielkie on ma dugi
wdzicznoci dla obojga, bo nie pozwolili nim poniewiera i wwczas,
gdy jeszcze nie wiadomo byo, e jest Tuhaj-bejowym synem. Nie
zapomni nigdy, e pani komendantowa opatrywaa jego rany i bya mu
nie tylko pani askaw, ale i jakoby matk.
Dowody swej wdzicznoci zoy on ju w bitwie z Azb-bejem, wic i
w przyszoci, nie daj Bg okazji, w potrzebie z radoci naoy za sw
pani gow i ostatni kropl krwi wyleje. Potem j opowiada o swej
dawnej, nieszczsnej dla Ewki mioci. Nie y mu bez tej dziewki !
Miowa j przez cae lata rozki, chocia bez jakiejkolwiek nadziei, i
miowa jej nigdy nie przestanie. Ale midzy nim a starym panem
Nowowiejskim jest dawna nienawi i dawny stosunek sugi i pana
rozdziela ich jakoby jarem szerokim. "Pani" jedna mogaby ich zadzi, a
jeli i tego uczyni nie zdoa, zasoni przynajmniej drog dziewk przed
ojcowskim tyrastwem, przed zamkniciem i kaczugiem. Woodyjowski
wolaby by moe, eby Baka nie wdawaa si w t spraw, ale e sam
lubi ludziom dobrze czyni, wic si i sercu ony nie dziwi. Wszelako
nie odpowiedzia jeszcze Azji zgod, opar si nawet nowym zom Ewki,
tylko w kancelarii si zamyka i rozmyla. A wreszcie pewnego dnia
wyszed na wieczerz z pogodn twarz i po wieczerzy spyta nagle
Tuhaj-bejowicza:
- Azja, a kiedy ci termin rusza?
- Za tydzie, wasza wielmono! - odrzek niespokojnie Tatar. - Halim
musia ju tam pokoczy ukady z Kryczyskim.
- Kae i wielkie sanie wymoci, bo dwie biaogowy powieziesz do
Raszkowa.
Usyszawszy to Basia pocza w rce klaska i obces do ma. Za ni
skoczya Ewka; za ni schyli si do jego kolan z szalonym wybuchem
radoci i Azja, a may rycerz musia im si opdza.
- Dajcie spokj! - mwi - c znowu! Jak mona ludziom pomc, to i
ciko nie pomc, chybaby kto cakiem by zatwardziay; ja za przecie
nie aden tirannus. Ty oto, Baka, wracaj, kochanie, prdko, a ty, Azja,
opiekuj si ni szczerze, tym mi najlepiej podzikujecie. No, no! dajcie
spokj!
Tu pocz wsikami mocno rusza, po czym rzek ju weselej dla
dodania sobie fantazji:
- Najgorsze te babskie luzy. Jak jeno luzy obacz, zaraz nic po mnie! A
ty, Azja, masz dzikowa nie tylko mnie i mojej onie, ale i tej oto
panience, ktra tu za mn jako cie chodzia, ao swoj cigle przed
moje oczy wystawujc. Musisz jej za takowy afekt zapaci!
- Zapac, zapac! -odrzek dziwnym gosem Tuhaj-bejowicz i
porwawszy rce Ewki, pocz je caowa tak gwatownie, i mona by
myle, e je chcia raczej poksa.
- Michale! - zawoa nagle Zagoba ukazujc na Basi. - Co my tu
bdziem robi bez tego kociaka?
- Ano, ciko bdzie! - odrzek may rycerz - dalibg, ciko!
Po czym doda ciszej:
- Ale moe Pan Bg dobry uczynek pniej pobogosawi... rozumiesz
wa?...
Tymczasem "kociak" wsun midzy nich sw ciekaw, jasn gwk.
- Co powiadacie?...
- I... nic! - odrzek Zagoba - mwimy, e na wiosn bociany pewnie
przylec...
Baka pocza si ociera twarzyczk o twarz ma, jak kot prawdziwy.
- Michaku! ja tam nie bd dugo siedziaa - rzeka z cicha.
I po tej rozmowie zaczy si znw narady kilka dni trwajce, ale ju nad
podr.
Pan Micha sam wszystkiego doglda, sanie kaza adzi przy sobie i
wymoci je skrami uszczwanych jesieni liszek. Pan Zagoba tuzuczki
wasne znosi, by byo czym w drodze nogi przykry. Miay pj wozy z
pociel i ywnoci; mia pj i dzianecik Basi, aby w miejscach
zatoczystych i niebezpiecznych moga si na niego z sani przesi, bo
szczeglniej ba si pan Micha zjazdu do Mohilowa, do ktrego si
istotnie na zamanie karku zjedao.
Jakkolwiek nie byo najmniejszego prawdopodobiestwa jakiego napadu,
przykaza may rycerz Azji wszelkie ostronoci zachowa, kilkunastu
ludzi na par stai naprzd zawsze wysya i na noclegi nie stawa nigdzie
po drodze, jeno tam, gdzie s komendy; wyjeda skoro wit, stawa
przed noc, a w drodze nie marudzi. Tak dalece o wszystkim myla
may rycerz, e wasn rk nabi krciczki do olster przy Basinej
kulbace.
Nadesza na koniec chwila wyjazdu. Jeszcze ciemno byo, gdy dwiecie
koni Lipkw stano w pogotowiu na majdanie. W gwnej izbie
komendanckiego domu panowa ju take ruch. Na kominach buzoway
si jasnym pomieniem smolne szczapy. Wszyscy oficerowie: wic may
rycerz i pan Zagoba, i pan Muszalski, i pan Nienaszyniec, i pan
Hromyka, i pan Motowido, a z nimi towarzysze spod grnych chorgwi
zebrali si na poegnanie. Baka i Ewka, ciepe jeszcze i zarumienione od
snu, piy winn polewk na drog.
Woodyjowski siedzia obok ony obejmujc j wp; Zagoba sam
nalewa polewk powtarzajc za kadym dolaniem: "Jeszcze, bo
mrozik!", i Basia, i Ewka ubrane byy po msku, bo tak zwykle
podroway na kresach niewiasty; Basia bya przy szabelce; szubk na
sobie miaa bicz, asicami bramowan; gronostajowy z uszami
kopaczek; hajdawerki bardzo obszerne, ksztat spdnicy czynice, i buty
do kolan, mikkie, podszyte wyporkami. Na to wszystko miay pj
jeszcze ciepe delijki i szuby z kapturami do osonicia twarzy.
Tymczasem jednak twarz ta bya jeszcze odsonita i dziwili si, jako
zwykle, jej urodzie onierze; inni za spogldali akomie na Ewk, ktra
miaa usta wilgotne, jakby do pocaunku zoone; inni wreszcie nie
wiedzieli, na ktr patrze, i tych a cigoty bray po kocach izby, tak
im obie byy pontne, a szeptali za jeden drugiemu w ucho:
- Ciko czeku y na takim odludziu. Szczsny komendant! Szczsny
Azja... Uch!...
Ogie na kominach trzaska wesoo, a po zapociach poczo si pianie
kurw. Z wolna wstawa dzie, do mrony i pogodny. Pokryte grubym
niegiem dachy szop i kwater onierskich stay si jasnorowe. Z
majdanu dochodzio parskanie koni i skrzyp chodzcych pieszo onierzy
z chorgwi towarzyskich, a rwnie dragoskich, ktrzy zebrali si z szop
i karczem, by poegna Basi i Lipkw.
Na koniec Woodyjowski rzek:
- Czas !
Usyszawszy to Baka porwaa si z miejsca i pada w ramiona
mowskie. On przycisn usta swoje do jej ust, potem, tulc j ze
wszystkich si do piersi, caowa jej oczy i czoo, i znw usta. Duga bya
ta chwila, bo kochali si oboje niezmiernie. Po maym rycerzu przysza
kolej na pana Zagob, nastpnie inni oficerowie przystpowali do
caowania Basinej rki, a ona powtarzaa co chwila swoim dwicznym
jak srebro, dziecinnym gosikiem:
- Ostawajcie, wapanowie, w zdrowiu! Ostawajcie w zdrowiu!...
I obie z Ewk poszy przywdzia delijki z otworami na rce zamiast
rkaww, na to kapturzaste szuby, a cakiem zniky w tych ubiorach.
Otworzono im szeroko drzwi, przez ktre wpada zaraz para mrona - i
cae zgromadzenie znalazo si na majdanie.
Na wiecie czynio si coraz widniej od niegu i zorzy. Szad obfita
osiada na szerci lipkowskich bachmatw i na kouchach onierzy, tak
i zdao si, e caa chorgiew biao jest przybrana i na biaych koniach
siedzi.
Baka z Ewk wsiady do wymoszczonych skrami sani. Dragoni i
pocztowi z towarzyskich chorgwi zakrzyknli na szczsn drog
odjedajcym. Na w odgos liczne stada wron i krukw, ktre sroga
zima przygnaa w poblie zabudowa ludzkich, zerway si z dachw i z
wielkim krakaniem poczy kry w ranym powietrzu.
May rycerz pochyli si nad saniami i pogry twarz w kapturek
okrywajcy gow ony. Duga bya ta chwila - wreszcie oderwa si od
Basi i czynic znak krzya
rk, zawoa:
- W imi boe!
Wwczas Azja podnis si w strzemionach. Dzika twarz jego
promieniaa od radoci i zorzy. Machn buzdyganem, a burka podniosa
mu si w ksztacie skrzyde drapienego ptaka, i krzykn przeraliwym
gosem:
- Rusza-a-a-aj!
Zaskrzypiay w niegu kopyta. Par obficiej wyszed z nozdrzy koskich.
Pierwsze szeregi Lipkw ruszyy z wolna; za nimi drugie, trzecie,
czwarte- za nimi sanie, za nimi nastpne szeregi - i cay oddzia pocz
oddala si po pochyym majdanie ku wrotom. .
May rycerz egna ich krzyem witym, wreszcie, gdy sanie miny ju
bram, zoy rce przy ustach i zawoa:
- Bywaj zdrowa, Baka!
Ale odpowiedziay mu tylko gosy piszczaek i wielkie krakanie czarnego
ptactwa.
 Rozdzia XXXVII 
Oddzia Czeremisw kilkanacie koni liczcy szed w mili naprzd, by
drog opatrywa i komendantw o przejedzie pani Woodyjowskiej
uprzedza, aby kwatery wszdy mieli gotowe. Za owym oddziaem
postpowaa gwna sia Lipkw, za ni sanie z Basi i Ewk, drugie z
usug niewieci i znw pomniejszy oddzia zamykajcy pochd. Droga
bya do cika z powodu zasp nienych. Bory sosnowe, nie tracc na
zim swego iglastego poszycia, mniej przepuszczaj niegw na podoe,
lecz puszcza cignca si wzdu Dniestrowego brzegu, zoona po
najwikszej czci z dbw i innych drzew liciastych, obnaona teraz ze
swego przyrodzonego sklepienia, zasypana bya do p pni. nieg zapeni
rwnie co wsze jary; miejscami wznosi si na ksztat fal morskich,
ktrych spitrzone czuby zwieszay si tak, jakby miay run za chwil i
spyn si z ogln bia powierzchni. W czasie przejazdu trudnych
jarw i na pochyociach Lipkowie podtrzymywali sanie powrozami tylko
na wysokich rwninach, na ktrych wiatry wygadziy skorup nien,
jechali szybko ladem tej karawany, ktra wraz z Nawiraghem i dwoma
uczonymi Anardratami wyruszya przedtem z Chreptiowa. Droga bya
cika, nie tak jednake, jak czasem bywaa w tych puszczaskich,
penych rozpadlin, rzek, strumieni i jarw krainach, wic si cieszyli, e
nim zapadnie noc gboka, potrafi zdy do przepacistego jaru, na
dnie ktrego lea Mohilw. Przy tym zanosio si na dug pogod. Po
rumianej zorzy wstao soce i wnet w jego promieniach rozbysy jary,
rwnie i puszcza. Gazie drzew zdaway si skrami oblepione; skry
Lniy na niegu, a oczy bolay od blaskw. Z wysokich miejsc przez
polany, jakby przez okna puszczy, wzrok lecia a hen ! ku Multanom, i
gubi si na biaym i sinawym a zalanym socem widnokrgu.
Powietrze byo suche, rane. W tak pogod ludzie, zarwno jak i
zwierzta, czuj krzepko i zdrowie; tote konie parskay okrutnie po
szeregach, wyrzucajc z nozdrzy kby pary, a Lipkowie, cho mrz
szczypa ich po nogach tak, e podkurczali je ustawicznie pod chaaty,
piewali wesoo pieni. Soce weszo wreszcie na sam szczyt
niebieskiego namiotu i jo nieco przygrzewa. Basi i Ewce a zbyt ciepo
byo pod skrami w saniach, wic rozluniwszy wizania na gowach i
odsunwszy kaptury, ukazay na wiat swoje rowe twarze i poczy si
rozglda: Baka po okolicy, a Ewka za Azj, ktrego przy saniach nie
byo. Jecha on w przodzie z tym oddziakiem Czeremisw, ktren
rozpatrywa drog, a w potrzebie rozgarnia niegi.
Ewka zacza si nawet chmurzy z tego powodu, lecz pani
Woodyjowska, znajca na wylot sub wojskow, rzeka jej na
pociech:
- Tacy oni wszyscy. Kiedy suba, to suba ! Michalisko moje te ani na
mnie spojrzy, kiedy funkcja wojskowa przyjdzie. I le, eby byo inaczej,
bo jeli onierza kocha, to dobrego.
- Ale na popasie on bdzie z nami? - pytaa Ewka.
- Patrz, eby go nie miaa nadto. Zakonotowaa, jaki by radosny, gdy
wyjeda. A od niego una bia.
- Widziaam! Bardzo by radosny!
- A co dopiero bdzie, kiedy pozwolestwo od pana Nowowiejskiego
otrzyma !
- Oj ! co mnie jeszcze czeka! Dziej si wola boa ! chocia serce zamiera
we mnie, gdy o ojcu pomyl. Nu zakrzyknie, nu si zatnie i
pozwolestwa odmwi? Bd si miaa potem z pyszna, gdy do domu
wrcim.
- Wiesz, Ewka, co ja myl?
- A co?
- Bo to z Azj nie ma artw! Brat twj mgby si si sprzeciwi, ale
ojciec twj komendy nie ma. Ot ja myl, e jeli od razu si zatnie, to
ci Azja i tak wemie.
- Jake to?
- Ot, po prostu, porwie ci. Mwi, e z nim nie ma artw...
Tuhaj-bejowa krew... Wemiecie lub u pierwszego ksidza po drodze...
Gdzie indziej to trzeba zapowiedzi, metryk; pozwolestwa, ale tu dzikie
strony, tu wszystko trocha po tatarsku...
Rozjania si twarz Ewki.
- Tego si boj! Azja gotw na wszystko, tego si boj! - rzeka.
A Baka, zwrciwszy gow, popatrzya na ni bystrzej i nagle wybucha
wym dwicznym, dziecinnym miechem.
- Tak ty si tego boisz jako wanie mysz soninki! O! znaj ci! Ewka,
zarumieniona od chodnego powietrza, zarumienia si jeszcze bardziej i
odrzeka:
- Przeklestwa ojcowskiego bym si baa, a wiem, e Azja gotw na nic
nie zwaa.
- Bd dobrej myli - rzeka jej na to Basia. - Prcz mnie masz brata do
pomocy. Prawdziwe amory zawsze postawi na swoim. Powiedzia mi to
pan Zagoba wtedy jeszcze, kiedy Michaowi ani si nio o mnie. I
rozgadawszy si poczy na wycigi mwi, jedna o Azji, druga o swoim
ichale. Tak upyno par godzin, pki karawna nie zatrzymaa si na
pierwszy krtki popas w Jaryszowie. Z miasteczka, zawsze do
ndznego, zostaa po inkursji chopskiej jedna tylko karczma, ktr
odrestaurowano od czasu, jak czste przechody onierskie zysk poczy
obiecywa pewny. Basia i Ewka znalazy w niej przejezdnego kupca
ormiaskiego, rodem
z Mohilowa, ktren wiz safiany do Kamieca. Azja chcia go wyrzuci
na dwr wraz z Woochami i Tatarami, ktrzy mu towarzyszyli, lecz
niewiasty pozwoliy mu pozosta i tylko sama stra musiaa si usun.
Kupiec dowiedziawszy si, e podrna pani jest pani Woodyjowsk,
pocz bi jej czoem i pod niebiosa ma jej wysawia, czego suchaa z
radoci wielk.
Na koniec poszed do wiukw i wrciwszy ofiarowa jej czuhub
osobliwszych bakalii i mae puzderko pene wonnej driakwi tureckiej,
wielce przeciw rnym chorobom pomocnej.
- To ja przez wdziczno skadam - mwi. - Ju my tu wcale przedtem
z Mohilowa nie mieli gowy wychyli, tak Azba-bej grasowa i tylu
zbjw we wszystkich jarach i po tamtej stronie w odojach siedziao, a
teraz droga bezpieczna i targ bezpieczny. Teraz my znowu jedzim.
Niech Bg pomnoy dni chreptiowskiego komendanta, a kady dzie
uczyni tak dugim, aby wystarczy na drog z Mohilowa do Kamieca, a
kad godzin dnia niech take tak przyduy, by si dniem wydawaa.
Nasz komendant, pan pisarz polny, woli w Warszawie siedzie, a pan
komendant chreptiowski sam czuwa i zbjw wymit tak, i teraz
milsza im mier od Dniestru.
- To pana Rzewuskiego nie ma w Mohilowie? - pytaa Basia.
- On tylko wojsko przyprowadzi i nie wiem, czyli trzy dni sam bawi.
Niech wasza wielmono pozwoli, tu jest suchy winograd w tym
czuhubie, a z tego brzegu takowy owoc, ktrego i w Turcji nie ma, jeno z
Azji z daleka przychodzi, a tam na palmach ronie... Pana pisarza nie ma,
a teraz i jazdy wcale nie ma, bo ku Bracawiu wczoraj nagle posza... I tu
s daktyle, aby obum waszym wielmonociom byy na zdrowie... Zosta
tylko pan Gorzeski z piechot, a jazda wszystka wysza...
- Dziwno mi to, e jazda wszystka wysza - rzeka Basia spogldajc
pytajcym wzrokiem na Azj.
- Posza, by si konie nie odstay - odpowiedzia Tuhaj-bejowicz - teraz
spokojnie!
- W miecie mwili, e Dorosz si ruszy niespodzianie - rzek kupiec.
Azja rozemia si.
- A czym bdzie konie pas, niegiem? - rzek do Basi.
- Pan Gorzeski najlepiej wasze wielmonoci objani - doda kupiec.
- Ja te myl, e to nic - odrzeka po chwili namysu Basia - bo eby co
byo, to by mj m najpierwszy wiedzia.
- Nieodmiennie w Chreptiowie najpierw byaby wiadomo - rzek Azja -
niech si wasza mio nie boi.
Basia podniosa sw jasn twarz ku Tatarowi i poruszya nozdrzami.
- Ja si boj! To wyborne ! Co wapanu w gowie? Syszysz, Ewka, ja
mam si ba!
Ewka nie od razu moga odpowiedzie, bo bdc z natury do akom i
lubic nad miar sodycze usta miaa pene daktylw, co zreszt nie
przeszkadzao jej wpatrywa si chciwie w Azj, wic dopiero
przeknwszy je odrzeka :
- Przy takim oficyjerze i ja si nic nie boj!
Po czym spojrzaa czule i znaczco w oczy Tuhaj-bejowicza, lecz od
czasu, jak mu zacza by przeszkod, mia tylko dla niej tajony wstrt i
gniew, wic zachowujc nieruchom postaw odrzek ze spuszczonymi
oczyma :
- W Raszkowie si pokae, czylim na ufno zasuy!
I byo w jego gosie co niemal gronego. Ale obie niewiasty tak ju byy
przyzwyczajone do tego, e mody Lipek we wszystkim, co mwi i
czyni, zupenie odrnia si od innych, e nie zwrcio to ich uwagi.
Zreszt Azja pocz zaraz nalega, by jechano dalej, bo przed
Mohilowem byy gry wielce strome i do przebycia trudne, ktre naleao
przeby za dnia.
Niebawem ruszono dalej.
Jechali bardzo szybko a do owych gr. Tam Basia chciaa przesiada si
na ko, lecz z namowy Tuhaj-bejowicza zostaa dla towarzystwa Ewki w
saniach, ktre wzito na arkany i z najwikszymi ostronociami
spuszczano z pochyoci. Azja przez cay ten czas szed pieszo przy
saniach, lecz nie rozmawia prawie wcale ni z Basi, ni z Ewk, cay
zajty ich bezpieczestwem i w ogle komend. Soce zaszo jednake,
nim zdoali przeby gry, ale wwczas oddzia Czeremisw, idcy w
przodku, pocz roznieca ognie wzdu przetartej drogi. Przy kadym
ognisku zostawa jeden Czeremis, ktry ustawicznie dorzuca w pomie
suchych gazi. Posuwali si tedy wrd czerwonych ogni i stojcych
przy nich dzikich postaci. Za tymi postaciami wida byo w mroku
nocnym i w pwietle pomienia grone urwiska o niepewnych,
strasznych zarysach. Wszystko to byo nowe, ciekawe, wszystko miao
pozr jakowej niebezpiecznej i tajemniczej ekspedycji, dlatego dusza
Basina bya w sidmym niebie, a serce wzbierao wdzicznoci i dla
ma, e na wypraw do nieznanych krain pozwoli, i dla Azji, e t
wypraw tak wie umia. Teraz dopiero zrozumiaa Basia, co to s
pochody onierskie, o trudnociach
ktrych tyle si nasuchaa od wojskowych, co drogi przepaciste a
zawrotne. Ogarna j te szalona wesoo. Byaby z pewnoci
przesiada si na dzianeta, gdyby nie to, e siedzc koo Ewki, moga z
ni rozmawia i straszy j. Wic gdy w zawrocistych wwozach idce w
przodzie oddziay niky z oczu i poczynay si obwoywa dzikimi
gosami, ktrych przytumione echo rozbrzmiewao wrd wiszarw,
Baka zwracaa si do Ewki i chwytajc jej rce mwia:
- Oho! lewensy z odojw albo orda!
Lecz Ewka, co wspomniaa na Azj, syna Tuhaj-bejowego, to uspokajaa
si natychmiast.
- Jego i lewensy, i ordy szanuj i boj si go! - odpowiadaa. A pniej
pochylajc si do ucha Baki:
- Choby do Biaogrodu, choby do Krymu, byle z nim!...
Ksiyc wypyn ju wysoko na niebo, gdy wyjedali z gr. Wwczas
ujrzeli hen, w dole, jakoby na dnie niezgbionej przepaci, kup
wiateek.
- Mohilw pod nogami - ozwa si jaki gos za Basi i Ewk.
Obejrzay si: by to Azja stojcy z tyu sani.
- To tak na dnie jaru w grd ley? - pytaa Basia.
- Tak jest. Gry cakiem go od zimnych podmuchw zasaniaj - mwi
wsunwszy gow midzy ich gowy - niech wasza mio zauway, e tu
i aura inna : zaraz cieplej i zaciszniej. Wiosna te tu o dziesi dni
wczeniej przychodzi ni z tamtej strony gr i drzewa prdzej lici
dostaj. To szare, co na pochyociach wida, to winograd, jeno teraz
jeszcze pod niegiem.
nieg lea wszdy, ale istotnie byo tu i cieplej i zaciszniej. W miar jak
spuszczali si z wolna ku doowi, jedne wiata pokazyway si za drugimi
i byo ich coraz wicej.
- Zacne jakie miasto i dosy ogromne - rzeka Ewka.
- Bo go Tatarzy czasu inkursji chopskiej nie spalili, gdy tu wojska
kozackie zimoway, a Lachw tu prawie nigdy nie byo.
- Kt tu ywie?
- ywi Tatarzy, ktrzy swj minarecik drewniany maj, bo w
Rzeczypospolitej wolno kademu swoj wiar wyznawa. ywi Woosi,
Ormianie i Grecy.
- Grekw raz w Kamiecu widziaam - rzeka Basia - bo chocia daleko
oni mieszkaj, ale za handlem wszdy trafi.
- Miasto te inaczej ni wszystkie inne stawiane - rzek Azja. - Sia tu
ludu rnego za handlem przychodzi. Ta osada, comy j z dala na
uboczu po drodze widzieli, zowie si Serby.
- Ju wjedamy - rzeka Basia.
Jako wjedali. Dziwny zapach skr i kwasu uderzy zaraz na wstpie
ich nozdrza. By to zapach safianu, ktrego wyrobem trudnili si po
trochu wszyscy mieszkacy Mohilowa, a w szczeglnoci Ormianie. Jak
zapowiada Azja, byo to miasto zupenie od innych rne. Domy,
budowane mod azjatyck, miay okna przysonite gst drewnian
krat; w wielu brako zupenie okien wychodzcych na ulic i tylko z
podwrcw wzbija si blask ognisk. Ulice nie byy brukowane, cho
przecie kamienia w okolicy nie brako. Gdzieniegdzie wznosiy si
budowle dziwnego ksztatu, o cianach kratowych, przezroczystych. Byy
to suszarnie, w ktrych wiey winograd zmienia si na rodzynki.
Zapach safianu napenia cae miasto.
Pan Gorzeski, dowdca piechoty, uprzedzony przez Czeremisw o
przybyciu pani komendantowej chreptiowskiej, wyjecha konno na jej
spotkanie.
By to czowiek niemody i zajkliwy, a szeplenicy, bo twarz mia z
janczarki przestrzelon, dlatego te, gdy pocz, zacinajc si co chwila,
prawi o gwiedzie: "ktra wesza na mohilowskie niebiosy" - Basia omal
nie parskna miechem. Ale on podejmowa j, jak umia najgocinniej.
W fortalicji czekaa wieczerza i nocleg arcywygodny, w puchach
wieych i czystych, u najbogatszych Ormian w sekwestr wzitych. Przy
tym pan Gorzeski jka si wprawdzie, ale przed noc opowiada przy
wieczerzy rzeczy tak ciekawe, e warto ich byo posucha.
Wedug niego, jaki niespokojny wiatr powia naraz nagle a
niespodziewanie od stepw. Przyszy posuchy, e potny czambu ordy
krymskiej stojcy przy Doroszu ruszy nagle ku Hajsyniowi i w gr od
tego miasta, z czambuem za poszo na kilka tysicy kozackiej hassy.
Prcz tego nadesano ni std, ni zowd wiele innych niepokojcych
wiadomoci, pan Gorzeski nie przywizywa jednak do nich wielkiej
wiary.
- Bo zima jest - mwi - a od czasu jak Pan Bg ten oto okrg ziemski
ufundowa, Tatarzy ruszali si zawsze jeno na wiosn, gdy oni taborw
nie maj i komunikiem chodz, przeto spyy dla koni nigdy nie bior i
bra nie mog. Wiemy to ju wszyscy, e wojn z potencj tureck mrz
jeno na smyczy trzyma i e po pierwszych trawach bdziem mieli goci,
ale eby teraz miao co by, nigdy temu nie uwierz.
Basia czekaa cierpliwie i dugo, nim pan Gorzeski swoje wypowie, on
za zacina si poruszajc co chwila ustami, jak gdyby co jad.
- Co wasza mo tedy o owym poruszeniu si ordy ku Hajsyniowi
rozumiesz? - spytaa wreszcie.
- Rozumiem, e tam, gdzie stali, musiay konie wszystk traw spod
niegu wygrzeba, wic chc w innym miejscu kosz zaoy. Przy tym
by moe, e orda, stojc w pobliu Doroszowych, wadzi si z nimi:
zawsze tak bywao. Niby to oni sprzymierzecy i wsplnie wojuj, a
niech tylko siehenie obok zatocz, to si na pastwiskach i na bazarku
zaraz bij.
- Pewnie tak jest - rzek Azja.
- Bo i co jeszcze - mwi dalej pan Gorzeski - te wieci nie szy directe
przez zagoczykw, ale to chopi je przywozili, to Tatarzy tutejsi
poczynali gada ni std, ni zowd. Dopiero trzy dni temu przywiz pan
Jakubowicz ze stepu jzykw, ktrzy je potwierdzili, i dlatego caa jazda
zaraz wysza.
- To wasza mo tylko z piechot zostae? - pyta Azja.
- Poal si Boe! Czterdziestu ludzi! Ledwie jest komu fortalicji ustrzec, i
gdyby si ci tylko Tatarzy ruszyli, ktrzy tu w Mohilowie mieszkaj, nie
wiem, jako bym si obroni.
- Ale ci si przecie nie rusz? - spytaa Basia.
- Nie rusz si, bo im nijak. Wielu z nich stale w Rzeczypospolitej
zamieszkuje z onami i dziemi, i ci s nasi, a co jest obcych, to dla
handlu tu siedz, nie dla wojny. To dobry lud.
- Ja waszej moci pidziesit koni moich Lipkw zostawi - rzek Azja.
- Bg zapa! Wielce mi tym waszmo wygodzisz, bo bd mia kogo
pod nasz jazd po wiadomoci wysya, ale moesze zostawi?
- Mog. Przyjd do Raszkowa ciahy tych rotmistrzw, ktrzy swego
czasu do sutana przeszli, a teraz do posuszestwa Rzeczypospolitej chc
wrci. Przyjdzie Kryczyski na pewno w trzysta koni, a moe i
Adurowicz, inni za pniej nadejd. Nad wszystkimi ja mam z polecenia
hetmaskiego obj komend i do wiosny caa dywizja si zbierze.
Pan Gorzeski skoni si Azji. Zna on go z dawna, ale mniej ceni, jako
czowieka niepewnego pochodzenia. Teraz jednak wiedzia ju, e to jest
Tuhaj-bejowicz, bo wie o tym pierwsza karawana przyniosa, ta, w
ktrej jecha Nawiragh; wic pan Gorzeski uczci teraz w modym Lipku
krew wielkiego, cho nieprzyjaznego wojownika, a oprcz tego uczci w
nim i oficera, ktremu hetman tak znaczne funkcje powierza.
Azja za wyszed, aby wyda rozkazy, i zawoawszy setnika Dawida
rzek mu:
- Dawidzie, synu Skanderowy, zostaniesz z pidziesici koni w
Mohilowie i bdziesz oczyma patrzy, a. uszami sucha, co si wedle
ciebie dzieje. A jakby May Sok jakowe pisma z Chreptiowa za mn
wysya, to posaca zatrzymasz, pisma mu odejmiesz i przez swojego
czowieka mi je przeszlesz. Zostaniesz za tu, pki ja rozkazu nie
przyszl, by wraca; wwczas, jeli posaniec powie, e jest noc, to
cicho wyjdziesz, a jeli powie, e dzie blisko, to miasto podpalisz, a
sam na multaski brzeg przejdziesz i pjdziesz, gdzie ci naka...
- Rzeke, panie! - odpowiedzia Dawid - oczyma bd patrzy, a uszami
sucha: posacw od Maego Sokoa zatrzymam i pisma im odjwszy,
tobie je przez naszego czowieka przeszl. Zostan tu, pki rozkazu nie
odbior, a wwczas, jeli posaniec twj powie mi, e noc - spokojnie
wyjd, powieli za, e dzie blisko -to miasto podpal, sam na multaski
brzeg przejd i pjd, gdzie mi naka.
Nazajutrz witaniem karawana, zmniejszona o pidziesit koni, ruszya
w dalsz drog. Pan Gorzeski przeprowadza Basi a za mohilowski
wd. Tam wyjkawszy poegnaln oracj, wrci do Mohilowa, oni za
jechali ku Jampolowi bardzo spiesznie.
Azja wes by nadzwyczajnie i tak gna ludzi, e a to zdziwio Basi.
- Czemu to wapanu tak pilno? - spytaa.
On za odrzek:
- Kademu do szczliwoci pilno, moja za rozpocznie si w Raszkowie.
Ewka, biorc te sowa do siebie, umiechna si czule i zebrawszy
odwag odrzeka :
- Jeno mj ojciec...
- Pan Nowowiejski w niczym mi nie przeszkodzi - odrzek Tatar.
I ponura byskawica przeleciaa mu przez twarz.
W Jampolu nie zastano prawie wcale wojska - piechoty tam nie byo
nigdy, a jazda wysza wszystka, ledwie kilkunastu ludzi zostao w
zameczku, raczej w jego ruinach... Nocleg by przygotowany, ale Basia
le spaa, bo j te wieci poczy niepokoi. Zwaszcza rozmylaa o tym,
jak niespokojny bdzie may rycerz, jeeli si okae, e czambu
Doroszekowy ruszy istotnie; krzepia si tylko myl, e to moe
nieprawda.
Przychodzio jej do gowy, czyby wziwszy dla bezpieczestwa cz
Azjowych onierzy, lepiej nie wrci - rne jednak nastrczay si
przeszkody. Naprzd Azja, majc rozkaz wzmocni zaog raszkowsk,
mgby niewielk tylko przyda jej stra, wic w razie rzeczywistego
niebezpieczestwa stra ta moga si okaza niedostateczn; po wtre,
dwie trzecie drogi byy ju uczynione, w Raszkowie za by znajomy
oficer i silna zaoga, ktra wzmocniona oddziaem Tuhaj-bejowicza i
ciahami owych rotmistrzw, do wcale powanej moga urosn siy.
Biorc to
wszystko na uwag postanowia Basia jecha dalej.
Lecz spa nie moga. Pierwszy raz wczasie tej drogi chwyci j taki
niepokj, jakby zawiso nad ni nieznane niebezpieczestwo. By moe,
e przyczynia si take do owych niepokojw nocleg w Jampolu, byo to
bowiem miejsce straszne i krwawe. Basia znaa je z opowiada ma i
pana Zagoby. Tu czasw chmielnicczyzny staa gwna sia podolskich
rezunw pod Burajem; tu sprowadzano jecw i sprzedawano ich na
targi wschodnie lub morzono okrutn mierci; tu wreszcie wiosn 1651
roku podczas tumnego jarmarku wpad pan Stanisaw Lanckoroski,
wojewoda bracawski, i uczyni rze straszn, ktrej pami wiea bya
na caym Podniestrzu. Wic wszdy, nad ca osad, unosiy si krwawe
wspominki, wic tu
i owdzie czerniay jeszcze zgliszcza, wic ze cian p zrujnowanego
zameczku zdaway si spoglda biae twarze pornitych Kozakw i
Polakw.
Basia bya odwana, ale baa si duchw, mwiono za, e w Jampolu
samym, przy ujciu Szumiwki i na pobliskich Dniestrowych porohach,
co pnoc sycha pacz wielki i jki, woda za przy ksiycu mieni si na
czerwono, jakoby krwi zabarwiona. Myl o tym przepeniaa przykr
trwog Basine serce. Mimo woli nasuchiwaa, czy w ciszy nocnej nie
usyszy wrd poroanego szumu paczu i jkw. Sycha byo tylko
przecige "czuwaj-aj" onierzy. Wic przysza na myl Basi cicha
wietlica chreptiowska, m, pan Zagoba, przyjacielskie twarze pana
Nienaszyca, Muszalskiego, Motowidy, Snitki i innych - i pierwszy raz
poczua, e jest od nich daleko, bardzo daleko, w obcej stronie, i wzia
j taka tsknica za
Chreptiowem, e jej si paka chciao. Zasna nad ranem dopiero, ale
miaa dziwne sny. Buraj, rezuny, Tatary, krwawe obrazy rzezi
przesuway si przez jej senn gow, a w tych obrazach widziaa cigle
twarz Azji, lecz nie by to ten sam Azja, tylko niby Kozak, niby dziki
Tatar, niby sam Tuhaj-bej.
Wstaa rano, rada, e si skoczya noc i przykre widziada. Pozosta
drog postanowia odbywa na dzianecie, raz dlatego, eby ruchu zay,
po wtre, eby da sposobno do swobodnej rozmowy Azji i Ewce,
ktrzy ze wzgldu na blisko Raszkowa potrzebowali zapewne si
naradzi, jakim sposobem oznajmi wszystko staremu panu
Nowowiejskiemu i pozwolenie onego uzyska. Azja, podawszy jej
wasn rk strzemi, sam nie siad jednak do sanek z Ewk, ale zrazu
wyjecha na czoo oddziau, potem trzyma si w pobliu Basi. Ona za
spostrzegszy natychmiast, e jad znw w szczuplejszej liczbie, nili
przyjechali do Jampola, zwrcia si do modego Tatara i rzeka:
- Widz, e wapan i w Jampolu cz swoich ludzi ostawi.
- Pidziesit koni, tak samo jak i w Mohilowie - odrzek Azja.
- Na c to?
On umiechn si osobliwie; wargi jego podniosy si tak jak u zego psa,
ktry pokazuje zby - i po chwili dopiero odpowiedzia:
- Bo chc te komendy mie w mojej mocy i drog powrotn waszej
mioci zabezpieczy.
- Jeli wojska wrc ze stepw, to i tak tam sia bdzie.
- Wojska tak prdko nie wrc.
- Skd wapan wiesz?
- Bo si pierwej musz dobrze upewni, co si u Dorosza dzieje, a to im
ze trzy albo cztery niedziele zabierze.
- Jeli tak, to dobrze wapan uczyni, ludzi owych zostawiajc.
Jechali czas jaki w milczeniu. Azja spoglda co chwila na row twarz
Basi, na wp zakryt przez podniesiony konierz delijki i kopaczek, a za
kadym spojrzeniem przymyka oczy, jakby chcia lepiej sobie wrazi w
pami wdziczny jej wizerunek.
- Wapan powiniene si rozmwi z Ewk - rzeka wszczynajc na
nowo rozmow Basia. - Wapan zgoa za mao z ni rozmawiasz, a jej
dziwno to bywa. Niedugo przed obliczem pana Nowowiejskiego
staniecie... Mnie sam niepokj chwyta... Powinnicie si naradzi, jak
sobie pocz?
- Ja najpierw z wasz mioci chciabym si rozmwi - odrzek
dziwnym gosem Azja.
- To czemu wa nie zaczynasz?
- Bo czekam na posaca z Raszkowa... Mylaem, e go ju w Jampolu
znajd. Co chwila go wygldam.
- A co si ma posaniec do rozmowy?
- Myl, e owo on jedzie! - odrzek unikajc odpowiedzi mody Tatar.
I skoczy naprzd, lecz po chwili wrci.
- Nie! to nie on! - rzek.
W caej jego postaci, w mowie, w spojrzeniu, w gosie byo co tak
niespokojnego i gorczkowego, e w niepokj udzieli si i Basi.
Najmniejsze jednak podejrzenie nie postao dotd w jej gowie. Niepokj
Azji da si doskonale wytumaczy bliskoci Raszkowa i gronego ojca
Ewki, jednake Basi byo czego tak ciko, jakby o jej wasne losy
chodzio. Zbliywszy si do sani przez kilka godzin jechaa w pobliu
Ewki rozmawiajc z ni o Raszkowie, o starym i modym panu
Nowowiejskim, o Zosi Boskiej, wreszcie o okolicy, ktra stawaa si
coraz dziksz i straszniejsz pustyni. Bya ona po prawdzie pustyni
zaraz za Chreptiowem, ale tam przynajmniej od czasu do czasu podnosi
si na widnokrgu sup dymu oznajmujcy jaki chutor, jak osad
ludzk. Tu nie byo nigdzie ladw czowieka i gdyby Baka nie
wiedziaa, e jedzie do Raszkowa, gdzie yj ludzie i stoi zaoga polska,
mogaby mniema, e wiod j gdzie w nieznane pustynie, do cudzych
ziem, na kraniec wiata.
Rozgldajc si po okolicy wstrzymywaa mimowolnie konia i wkrtce
zostaa w tyle za saniami i oddziaem. Azja przyczy si do niej po
chwili, a e okolic zna dobrze, wic j jej wskazywa rozmaite miejsca,
wymieniajc ich nazwy. Nie trwao to jednak dugo, bo ziemia pocza
dymi. Zima nie miaa widocznie w tej poudniowej stronie tej samej, co
w lesistym Chreptiowie, mocy. Leao wprawdzie nieco niegu w
wdoach, rozpadlinach, na krawdziach ska, a take i na obrconych ku
pnocy upazach wzgrz, ale w ogle ziemia nie bya nim pokryta i
czerniaa chaszczami lub poyskiwaa wilgotn, zwid traw. Z tych to
traw podnosi si teraz lekki, biaawy opar i rozciga si tu przy ziemi,
czynic w dalekociach podobiestwo wielkich wd wypeniajcych
doliny i szeroko rozlanych po rwninach; nastpnie opar w podnosi si
coraz wyej ku grze, zakrywajc blask soneczny i zmieniajc pogodny
dzie na mglisty i pospny.
- Jutro deszcz bdzie - rzek Azja.
- Byle nie dzi. Jak daleko jeszcze do Raszkowa?
Tuhaj-bejowicz popatrzy na najblisz, zaledwie widn ju wrd mgy
okolic i odrzek:
- Std ju bliej do Raszkowa ni z powrotem do Jampola.
I odetchn gboko, jak gdyby wielki ciar spad mu z piersi.
W tej chwili ttent konia rozleg si od strony oddziau i jaki jedziec
zamajaczy w tumanie.
- Halim! Poznaj go! - zawoa Azja.
Rzeczywicie by to Halim, ktry dopadszy Azji i Basi zeskoczy z
bachmata i pocz bi czoem w strzemi modego Tatara.
- Z Raszkowa? - spyta Azja.
- Z Raszkowa, panie mj! - odpowiedzia Halim.
- Co tam sycha?
Stary podnis szpetn, wychudzon od niesychanych trudw gow ku
Basi, jakby chcia spyta, czy moe przy niej mwi, lecz
Tuhaj-bejowicz rzek zaraz:
- Mw miele! Wojska wyszy?
- Tak jest, panie. Gar zostaa.
- Kto powid?
- Pan Nowowiejski.
- Piotrowicze za wyjechali do Krymu?
- Ju dawno. Ostay tylko dwie niewiasty i stary pan Nowowiejski z nimi.
- Gdzie Kryczyski?
- Na drugiej stronie rzeki. Czeka!
- Kto z nim jest?
- Jest Adurowicz ze swoim ciahem. Obaj ci gow do strzemienia bij,
synu Tuhaj-bejowy, i pod rk twoj si oddaj - oni - i wszyscy, ktrzy
jeszcze nie nadyli.
- Dobrze! - rzek z ogniem w oczach Azja. - Le do Kryczyskiego
natychmiast i ka im, by zajmowali Raszkw.
- Wola twoja, panie!
Po chwili Halim skoczy na konia i znikn jak widmo w tumanie...
Straszny i zowrogi blask bi od twarzy Azji. Chwila stanowcza, chwila
oczekiwana, chwila najwikszego dla niego szczcia - nadesza... Serce
bio mu jednak tak, e tchu mu brako... Czas jaki jecha w milczeniu
koo Basi i dopiero gdy poczu, e gos go nie zawiedzie, zwrci ku niej
oczy niezgbione a wietliste i rzek:
- Teraz mi rozmwi si szczerze z wasz mioci...
- Sucham - odrzeka Basia patrzc na niego pilnie, jak gdyby chciaa
czyta w jego zmienionej twarzy.
 Rozdzia XXXVIII 
Azja przysun swego konia do dzianeta Basi tak blisko, e niemal
strzemieniem dotkn jej strzemienia, i jeszcze kilkanacie krokw jecha
w milczeniu. Przez ten czas stara si uspokoi do reszty i dziwi si,
dlaczego ten spokj z takim wysikiem mu przychodzi, skoro Basi mia
w rku, skoro nie byo ju adnej siy ludzkiej, ktra zdoaaby bya mu j
odj. Ale on sam nie wiedzia, e w duszy jego, wbrew wszelkiemu
prawdopodobiestwu i mimo przeciwnej oczywistoci, tlia jaka skra
nadziei, e podana niewiasta odpowie mu wzajemnoci. Jeli za ta
nadzieja bya saba, to natomiast pragnienie, aby to si stao, byo tak
silne, e potrzsao nim jak febra. Nie otworzy ta podana rk, nie rzuci
mu si w ramiona, nie powie tych sw, o ktrych ni po nocach caych:
"Azja, jam twoja !" - nie zawinie ustami na jego ustach - o tym
wiedzia... Ale jak przyjmie jego sowa? Co powie? Czy straci czucie
wszelkie, jak gob w pazurach drapienika, i pozwoli mu si tak
chwyci, jak wanie gob bezradny oddaje si jastrzbiowi? Czy bdzie
ebra o miosierdzie zami, czy krzykiem przestrachu napeni t
pustyni? Czy stanie si od tego wszystkiego co wicej, czy co
mniej?...
Takie pytania wichrzyy si w gowie Tatara. A przecie przyszed czas, w
ktrym trzeba odrzuci udawanie, pozory i pokaza jej prawdziw,
straszn twarz... Ot, strach! ot, niepokj! ot, chwila jeszcze - i speni si
wszystko !
Wreszcie jednak ta duszna trwoga pocza zmienia si w Tatarze w to,
w co zmienia si najczciej trwoga dzikiego zwierzcia, to jest we
wcieko... I pocz si sam podnieca t wciekoci. "Cokolwiek si
stanie - pomyla - ona moja, moja caa jest i moja bdzie dzi jeszcze, i
moja bdzie jutro, a potem ju nie wrci jej do ma, jeno i za
mn..."
Na t myl dzika rado porwaa go za wosy i nagle ozwa si gosem,
ktry jemu samemu wyda si obcy:
- Wasza mio nie znaa mnie dotd!...
- W tej mgle tak si waci gos zmieni - odrzeka nieco niespokojnie
Basia - i istotnie zdaje mi si, e kto inny mwi.
- W Mohilowie wojsk nie ma, w Jampolu nie ma, w Raszkowie nie ma !
Ja tu jeden pan !... Kryczyski, Adurowicz i owi inni - raby moje, bo ja
kniazia, ja wadyki syn - ja im wezyr, ja im murza najwyszy, ja im
wdz, jako Tuhaj-bej by wdz - ja im chan, ja jeden mam si, wszystko
tu w mocy mojej...
- Czemu za wapan to mwisz?
- Wasza mio nie znaa mnie dotd... Raszkw ju niedaleko... Ja chcia
hetmanem tatarskim by i Rzeczypospolitej suy, ale pan Sobieski nie
dozwoli... Nie by mi duej Lipkiem, nie suy pod niczyj komend,
jeno samemu wielkie czambuy wodzi, na Dorosza albo na
Rzeczpospolit, jak wasza mio chcesz, jak wasza mio. rozkaesz!...
- Jak ja rozka?... Azja, co z tob?
- To ze mn, e tu wszyscy moje raby, a jam twj rab! Co mnie hetman!
Pozwoli czy nie pozwoli! Sowo, wasza mio, rzeknij, a ja waszej
mioci Akerman pod nogi poo i Dobrud poo- i te ordy, ktre tu
ausy maj - i te, ktre w Dzikich Polach koczuj - i te, co wszdy tu w
zimownikach le, bd raby twoje, jako ja twj rab!... Kaesz - chana
krymskiego nie usucham i sutana nie usucham, i mieczem ich bd
wojowa, i pomoc Rzeczypospolitej dam, i now ord w tych stronach
zao, a nad ni ja bd chanem, a nade mn ty bdziesz jedna, tobie
jednej bd pokony bi, twojej aski i zmiowania prosi!
To rzekszy przechyli si na kulbace i porwawszy wp przeraon i
jakoby oguszon sowami jego niewiast, tak dalej mwi prdkim,
chrapliwym gosem :
- Zali nie widziaa, em ja ci jedn miowa!... A nacierpia si!... Ja ci i
tak wezm!... Ty moja ju i bdziesz moja !... Nikt ci tu nie wyrwie z
moich rk! Ty moja! ty moja! ty moja!
- Jezus, Maria ! - zawoaa Basia.
Lecz on j cisn tak w ramionach, jakby chcia zadawi... Krtki oddech
wydobywa si z jego warg; oczy zachodziy mu mg, wreszcie wywlk
j ze strzemion, z kulbaki i wzi przed siebie cisnc jej piersi do swoich, i
sinawe wargi jego, otwierajc si akomie jak usta ryby, poczy szuka
jej ust. Ona nie wydaa ani okrzyku, lecz pocza si opiera z
niespodziewan si. Zacza si midzy nimi walka, w ktrej sycha
byo tylko zdyszane ich oddechy. Gwatowne ruchy i blisko jego
twarzy wrciy jej przytomno. Przysza na ni chwila takiego
jasnowidzenia, jaka przychodzi na toncych.
Od razu z najwiksz jasnoci odczua wszystko. Wic naprzd, e
ziemia zarwaa si pod jej nogami i otworzya si w jar bezdenny, do
ktrego on j cign koniecznie; ujrzaa jego mio, jego zdrad, swj
straszny los, swoj niemoc i bezradno, odczua trwog, odczua
okropn bole i al- i jednoczenie buchn w niej pomie
niezmierzonego oburzenia i wciekoci, i zemsty.
Taka bya dzielno tej duszy rycerskiego dziecka, tej wybranej ony
najdzielniejszego w Rzeczypospolitej rycerza, e w tej oto straszliwej
chwili pomylaa naprzd: "Pomci si!", potem dopiero: "Ratowa si!
"Wszystkie wadze jej umysu napryy si tak, jak wos napra si z
przeraenia na gowie, i ta jasno widzenia toncych staa si w niej
niemal cudown. Rce jej wrd szarpaniny poczy szuka przy nim
broni i trafiy wreszcie na kociany eb wschodniego pistoletu; ale
jednoczenie miaa przytomno pomyle i o tym, e choby pistolet by
nabity, choby zdoaa odwie skak, nim przegnie do, nim skieruje
luf ku jego gowie, on chwyci niechybnie jej rk i odbierze jej ostatni
sposb ratunku -wic postanowia uderzy inaczej.
Trwao to wszystko jedno mgnienie oka. On istotnie przewidzia zamach i
wycign do tak szybko, jak szybko migoce byskawica, ale nie zdoa
obrachowa jej ruchu, tote rce ich miny si i Basia z ca rozpaczliw
si swej modej i dzielnej pici uderzya go, jak gromem, kocian
gowni pistoletu midzy oczy. Cios by tak straszny, e Azja nie zdoa
nawet krzykn i pad na wznak, pocigajc j za sob w upadku.
Basia podniosa si w jednej chwili i skoczywszy na swego dzianeta
pomkna jak wicher w przeciwn stron od Dniestru, ku szerokim
stepom. Zasona mgy zamkna si za ni. Dzianet stuliwszy uszy bieg
na olep wrd ska, rozpadlin, jarw, wyrw. Lada chwila mg run w
jak szczelin, lada chwila mg rozbi siebie i jedca o skaliste rogi:
Lecz Basia nie zwaaa ju na nic; najstraszliwszym niebezpieczestwem
byli dla niej Lipkowie i Azja... Dziwna rzecz! Teraz, gdy uwolnia si z
rk drapienika i gdy w lea prawdopodobnie martwy wrd ska, nad
wszystkimi jej uczuciami zapanowaa trwoga. Lec twarz na grzywie
dzianeta, mknc w tumanie jak sarna cigana przez wilki, teraz pocza
si ba Azji wicej ni w tej chwili, gdy bya w jego objciach - i czua
strach, i czua niemoc,
i czua to, co czuje dziecko sabe, zabkane, na woli boej, samotne i
opuszczone. Jakie gosy paczce wstay w jej sercu i poczy z jkiem,
z bojani, ze skarg i aoci wzywa opieki :
- Michale, ratuj!... Michale, ratuj!..
A dzianet mkn i mkn; cudownym wiedzion instynktem, przeskakiwa
wyrwy, omija gibkim ruchem wyskakujce kanty ska, a wreszcie
kamienny pokad przesta dzwoni pod jego kopytami : widocznie wpad
na jeden z tych otwartych "ugw", ktre tu i owdzie cigny si midzy
jarami. Pot go okrywa, nozdrza poczy oddycha gono, lecz bieg i
bieg. "Dokd ucieka?" - pomylaa Basia.
I w tej chwili odpowiedziaa sobie:
"Do Chreptiowa!"
Lecz nowa trwoga cisna jej serce na myl o tej dalekiej przez straszne
pustynie wiodcej drodze. Natychmiast te przypomniao si jej, e Azja
pozostawia oddziay Lipkw w Mohilowie i Jampolu. Niezawodnie
wszyscy Lipkowie byli zmwieni; wszyscy suyli Azji, a zatem
schwytaliby j niechybnie i odwiedli do Raszkowa, naleao zatem
zapuci si gboko w step i dopiero obrci na pnoc, omijajc
naddniestrzaskie osady. Naleao postpi tak tym bardziej, e jeli
bdzie pocig, to pjdzie niezawodnie brzegiem, a tymczasem na
szerokich stepach mona bdzie spotka ktr z polskich komend
wracajc do fortalicji. Bieg dzianeta wolnia stopniowo. Basia bdc
dowiadczonym jedcem rozumiaa natychmiast, e trzeba da mu czas
wytchnienia, inaczej padnie. A czua i to, e jeli zostanie wrd tych
pusty bez konia, to jest zgubiona. Wstrzymaa wic bieg i czas jaki
jechaa stp. Mga rzeda, ale z biednego dzianeta podnosia si chmur
gorca para.
Basia pocza si modli.
Nagle renie koskie ozwao si wrd mgy o kilkaset krokw za ni.
Wwczas wosy zjeyy si jej na gowie.
- Mj padnie, ale i tamte padn! - rzeka gono.
I znw pomkna.
Czas jaki dzianet bieg lotem gobia ciganego przez raroga i bieg znw
dugo, prawie do ostatka si, lecz renie odzywao si cigle za nim w
oddali. Byo w tym reniu dochodzcym z tumanu co zarazem
niezmiernie tsknego i gronego. Jednake po pierwszej chwili trwogi
przyszo Basi na myl, e gdyby na tym cigajcym j koniu siedzia
ktokolwiek, to by w ko nie ra, bo jedziec nie chcc zdradza
pocigu zahamowaby renie.
"Nie moe by, tylko to bachmat Azji biey za moim" - pomylaa Basia.
Dla ostronoci wycigna obie krcice z olster, lecz bya to zbytnia
ostrono. Po chwili zaczerniao co w rzedncej mgle i bachmat Azjw
nadbieg z rozwian grzyw i rozdtymi chrapami. Ujrzawszy dzianeta
pocz zblia si ku niemu w podskokach, wydajc krtkie i urywane
renie, a dzianet odpowiedzia mu natychmiast.
- osz! osz! - zawoaa Basia.
Zwierz, przyuczony do rki ludzkiej, zbliy si i pozwoli schwyta si za
uzd. Basia podniosa oczy ku niebu i rzeka:
- Opieka boska!
Rzeczywicie schwytanie Azjowego rumaka byo dla niej okolicznoci
ze wszech miar pomyln. Naprzd, dwa najlepsze z caego oddziau
rumaki byy w jej rku; po wtre, miaa konia do zmiany, po trzecie na
koniec, obecno jego upewniaa j, e pocig nieprdko wyjdzie. Gdyby
bachmat pobiea by za caym oddziaem, Lipkowie, zaniepokojeni jego
widokiem, niechybnie wrciliby natychmiast szuka swego wodza;
obecnie za byo do przewidzenia, e do gowy im nie przyjdzie, by
cokolwiek mogo si przygodzi Azji, i e wyrusz na poszukiwanie
dopiero wtedy, gdy zaniepokoj si zbyt dug jego nieobecnoci. "A
wwczas ja bd ju daleko!" - dokoczya w myli Basia. Tu
przypomniao si jej po raz wtry, e oddziay Azjowe stoj w Jampolu i
Mohilowie. "Trzeba mija szerokim stepem i nie zblia si do rzeki
pierw, a si w okolicy Chreptiowa znajd. Chytrze ten straszny czek
pozastawia obiee, ale mnie Bg z nich wyratuje!"
Tak pomylawszy nabraa ducha i pocza czyni przygotowania do
dalszej drogi. Przy terlicy Azjowej znalaza muszkiet, rg z prochem,
worek z kulami i worek z siemieniem konopnym, ktre Tatar mia
zwyczaj gry ustawicznie. Basia, przykrcajc strzemiona bachmata na
miar swej nogi, pomylaa sobie, e przez ca drog bdzie si ywi
jako ptak tym siemieniem, i zachowaa je starannie przy sobie.
Postanowia omija ludzi, chutory, bo na tych pustyniach od kadego
czeka zego raczej ni dobrego mona si byo spodziewa. Serce jej
ciskaa obawa, czym bdzie konie karmi. Same one bd wygrzebywa
traw spod niegu i wyskubywa mchy ze szczelin skalistych, ale nu
padn od zej strawy i uciliwych pochodw? Przecie nie moga ich
oszczdza...
Druga obawa bya, czy si nie zabka w pustyni. atwo byo nie zbdzi
jadc brzegiem Dniestrowym, ale tej drogi nie moga obra. Co bdzie,
gdy wjedzie w puszcze mroczne, ogromne a bezdrone? jak pozna, czy
si kieruje na pnoc czy w inn stron, jeli przyjd dnie mgliste,
bezsoneczne i noce bez gwiazd? e puszcze roiy si od dzikiego
zwierza, mniej o to dbaa majc odwag w dzielnym sercu - i bro. Wilki,
chodzce gromadnie, mogy by wprawdzie niebezpieczne, ale w ogle
wicej si obawiaa ludzi ni zwierzt, a najbardziej zbkania.
- Ha! Bg mi drog wskae i do Michaa wrci pozwoli - rzeka gono. I
przeegnawszy si otara rkawem twarz z wilgoci, ktra zibia jej
poblade policzki, bystrymi oczyma rozejrzaa si po okolicy i wypucia
konie w skok.
 Rozdzia XXXIX 
Tuhaj-bejowicza nikt nie myla szuka, wic lea w pustkowiu, pki
sam nie oprzytomnia. Oprzytomniawszy siad i pragnc zrozumie, co si
z nim dzieje, pocz oglda si po okolicy. Ale widzia j jakoby w
mroku; nastpnie pozna, e widzi tylko jednym okiem, i to le. Drugie
byo wybite albo zalane krwi. Azja podnis rce do twarzy. Palce jego
trafiy na sople krwi okrzepej na wsach; usta mia take pene krwi,
ktra go dawia tak, e musia charka i odpluwa j kilkakrotnie;
straszliwy bl przeszy mu przy owym spluwaniu twarz; posun palce ku
grze od wsw, ale odj je natychmiast z jkiem boleci.
Uderzenie Basi zmiadyo mu grn cz nosa i nadweryo ko w
policzku. Chwil przesiedzia bez ruchu; nastpnie tym okiem, w ktrym
pozostao mu nieco wiata, pocz rozglda si dokoa, a ujrzawszy w
szczelinie pasmo niegu, przyczoga si do niego i chwyciwszy go pen
gar, przyoy do swej rozbitej twarzy. Przynioso mu to natychmiast
wielk ulg, wic gdy nieg topniejc spywa rowymi strumieniami na
jego wsy, znw go nabiera w gar i znw przykada. Prcz tego
pocz go je chciwie, i to rwnie przynosio mu ulg. Po pewnym
czasie w ciar niezmierny, ktry czu na swej gowie sta si o tyle
lejszy, e Azja przypomnia sobie wszystko, co si stao. Ale w
pierwszej chwili nie odczu ni wciekoci, ni gniewu, ni rozpaczy. Bl
cielesny zguszy wszystkie inne uczucia i pozostawi tylko jedn ch-
ch prdkiego ratunku.
Azja zjadszy jeszcze kilka przygarci niegu pocz oglda si za
koniem : konia nie byo; wwczas zrozumia, e jeli nie zechce czeka,
a Lipkowie po niego przyjad, to musi i piechot. Wic oparszy si
rkoma o ziemi, prbowa wsta, ale tylko zawy z blu i znw usiad.
Przesiedzia moe z godzin i znw j czyni usiowania. Tym razem
udao mu si o tyle, e wsta i oparty plecami o ska, zdoa utrzyma si
na nogach; ale gdy pomyla, e trzeba opuci podpor i da krok,
potem drugi i trzeci w pust przestrze, poczucie niemocy i strachu
owado nim tak silnie, e omal nie siad znowu. Jednake si przemg i
wydobywszy szabl wspar si na niej i posun si naprzd. Szo. Po
kilku krokach uczu, e nogi jego i cae ciao s silne, e wada nimi
doskonale, tylko gowa jest jakoby nie jego i na ksztat olbrzymiej wagi
chwieje mu si to w prawo, to w lewo -to w ty, to naprzd. Mia takie
poczucie, jakby t gow, zbyt cik i chwiejn, nis z nadzwyczajn
ostronoci i nadzwyczajn obaw, aby jej nie uroni na kamienie i nie
rozbi. Czasem te ta gowa zawracaa nim caym, jakby jej na tym
zaleao, by chodzi w kko. Chwilami czynio mu si ciemno w
jedynym wadnym oku; wwczas podpiera si obu rkoma na szabli.
Lecz zawrt gowy przechodzi z wolna - natomiast bl wzrasta cigle- i
wierci tak w czole, w oczach, w caej gowie, a skowytanie
wydobywao si z piersi Azji.
Echa ska powtarzay jego jki i szed wrd tej pustyni krwawy,
straszny, do upiora ni do czowieka podobniejszy. Mroczyo si ju, gdy
usysza przed sob ttent konia. By to dziesitnik lipkowski, ktry
przyjeda po rozkazy. Tego wieczora Azja znalaz jeszcze tyle siy, e
pocig zarzdzi, ale zaraz potem leg na skry i przez trzy dni nastpne
nikogo widzie nie mg prcz Greka cyrulika, ktry mu rany opatrywa, i
Halima, ktren cyrulikowi pomaga. Dopiero czwartego dnia odzyska
mow, a z ni i wiadomo tego, co zaszo.
I zaraz gorczkowa myl jego pobiega za Basi. Widzia j biegnc
przez skay i pustynie; wydawaa mu si ptakiem, ktry odlatywa raz na
zawsze; widzia j przybywajc do Chreptiowa; widzia j w objciach
ma, i na w widok porywa go bl sroszy ni od rany, a razem z
blem al, a z alem srom poniesionej klski.
- Ucieka, ucieka ! - powtarza ustawicznie i wcieko dawia go tak, e
chwilami przytomno zdawaa si go znw opuszcza.
- Gorze! - odpowiada Halimowi, gdy ten stara si go uspokaja i
zapewnia, e Basia przed pocigiem uj nie moe - i kopa nogami
skry, ktrymi stary Tatar go okrywa, i noem grozi jemu i Grekowi, i
wy jak dziki zwierz, i zrywa si chcc sam lecie, dogna j, schwyta,
a potem z gniewu i dzikiej mioci zadusi wasnymi rkoma. Chwilami
bredzi w gorczce: wic woa na Halima, by mu przynosi co prdzej
gow maego rycerza, a on jego, zwizan, zamkn obok w komorze.
Czasem rozmawia z ni, prosi, grozi; czasem wyciga ramiona, by j
przygarn; wreszcie zapad w gboki sen i spa dob ca.
Natomiast gdy si rozbudzi, gorczka opucia go zupenie i mg widzie
si z Kryczyskim i Adurowiczem.
Im za byo pilno do tego, bo nie wiedzieli, co pocz. Wojska, ktre
wyszy pod modym Nowowiejskim, nie miay wprawdzie wrci przed
dwoma tygodniami, ale jaki niespodziewany wypadek mg przyspieszy
ich powrt, a wwczas naleao wiedzie, jak si zachowa. Wprawdzie
Kryczyski i Adurowicz pozornie tylko chcieli wrci w sub
Rzeczypospolitej, ale Azja prowadzi ca spraw; on jeden mg im da
wskazwki, co maj na na razie czyni; on jeden mg objani, po ktrej
stronie bya wiksza korzy: czy zaraz wrci na sutask ziemi, czy
te udawa, i jak dugo jeszcze udawa, e su Rzeczypospolitej? Obaj
oni wiedzieli dobrze, e koniec kocem i Azja chce zdradzi
Rzeczpospolit, ale przypuszczali, e z ujawnieniem zdrady kae moe
im czeka a do wojny, by zdradzi jak najskuteczniej. Wskazwki jego
miay by przy tym dla nich rozkazem, bo im si narzuci na wodza, jako
gowa caej sprawy, czowiek najchytrzejszy, najbardziej wpywowy,
wreszcie jako Tuhaj-bejowicz, sawnego midzywszystkimi ordami
witezia syn.
Skwapliwie te stanli przy jego ou i bili mu pokony, on za wita ich
osabiony jeszcze, z przewizan twarz i jednym okiem, ale ju zdrw
zupenie. I zaraz na wstpie rzek im:
- Chory jestem. Niewiasta, ktr chciaem porwa i sobie zachowa,
wyrwaa si z rk moich, gowni od pistoletu mnie zraniwszy.
Komendanta Woodyjowskiego to bya ona... oby zaraza spada na niego
i cay jego rd!..
- Niech tak bdzie, jak rzeke! - odpowiedzieli dwaj rotmistrze.
- Niech Bg da wam, wiernym, szczcie i pomylno!...
- I tobie, panie!
Po czym jli zaraz rozmawia o tym, co im czyni naley.
- Nie mona zwczy ani sutaskiej suby a do wojny odkada- rzek
Azja - bo ju po tym, co si z niewiast ow zdarzyo, oni nam ufa nie
bd i szablami na nas uderz. Ale nim oni uderz, my na miasto
uderzmy i spalmy je na chwa Bogu ! A ow gar onierzy, ktra tu
zostaa, w jasyr wemiem, a mieszkacw, ktrzy s Rzeczypospolitej
poddani, take w jasyr wemiem, a dobrem Woochw, Ormian i
Grekw si podzielim i za Dniestr pjdziem, w sutaskie ziemie.
Kryczyskiemu i Adurowiczowi, ktrzy koczujc ju od duszego czasu
wrd najdzikszej ordy i grabic razem z ni, zdziczeli zupenie, oczy si
zawieciy.
- Dziki tobie, panie - rzek Kryczyski - puszczono nas do tego miasta,
ktre Bg nam teraz wydaje!...
- Nowowiejski nie czyni wam wstrtu? - pyta Azja.
- Nowowiejski wiedzia, e do Rzeczypospolitej przechodzimy, i wiedzia,
e ty nadchodzisz, aby si z nami poczy, wic nas uwaa za swoich,
jako ciebie za swego uwaa.
- Mymy stali po multaskiej stronie - wtrci Adurowicz - ale obaj z
Kryczyskim jedzilimy do niego w goci, a on nas jako szlacht
podejmowa, bo mwi tak: teraniejszym uczynkiem dawny grzech
zagadzacie, a e hetman wam za Azjowym porczeniem przebacza,
przeto i mnie si na was boczy nie godzi. Chcia nawet, abymy w
miecie stanli, alemy rzekli: "Nie uczynim tego, nim Azja
Tuhaj-bejowicz pozwolestwo hetmaskie nam przyniesie..." Wszelako,
gdy odchodzi, jeszcze nam uczt wyprawi i prosi, bymy nad miastem
czuwali...
- Na owej uczcie - doda Kryczyski - widzielimy ojca jego i staruch,
ktra ma z jasyru wyglda, i t pann, z ktr si Nowowiejski eni
zamyla.
- A! - rzek Azja -jeszczem nie pomyla, e oni tu s wszyscy... A pann
Nowowiejsk ja przywiozem !...
I zaklaska w rce, gdy za Halim ukaza si natychmiast, rzek mu :
- Niech moi Lipkowie, skoro pomie w miecie zobacz, zaraz na tych
onierzy; ktrzy s tu w fortalicji, uderz i garda im popodrzynaj;
niewiasty za i starego szlachcica niech zwi i strzeg, pki rozkazu nie
wydam.
To rzekszy zwrci si do Kryczyskiego i Adurowicza:
- Sam nie pomog, bom saby, ale sid na ko i cho popatrz, a wy,
towarzysze mili, poczynajcie, poczynajcie!
Kryczyski i Adurowicz rzucili si natychmiast we drzwi, on za wyszed
za nimi i kazawszy sobie konia poda, pojecha do czstokow spoglda
z bramy wysokiej fortalicji na to, co si w miecie dzia bdzie. Wielu
Lipkw poczo si take wdziera na wa przez czstokoy, aby oczy
swe widokiem rzezi nasyci. Ci onierze Nowowiejskiego, ktrzy w step
nie wyszli, widzc gromadzcych si Lipkw i sdzc, e jest co do
widzenia w miecie, pomieszali si zaraz z nimi bez cienia trwogi lub
podejrzenia. Zreszt byo tych piechurw zaledwie dwudziestu, reszta
bya w miecie, w szynkach.
Tymczasem ciahy Adurowicza i Kryczyskiego rozsypay si w
mgnieniu oka po miasteczku. Byli w tych ciahach niemal wycznie
Lipkowie i Czeremisy, zatem dawniejsi mieszkacy Rzeczypospolitej, po
wikszej czci szlachta, ale e dawno ju granice jej opucili, wic przez
ten czas tuaczki stali si wielce do dzikich Tatarw podobni. Dawniejsze
upany ich zdary si, powszechnie wic byli przybrani w touby baranie
wen do gry naoone na nagie, zawide od wichrw stepowych i
dymu ognisk ciaa; bro ich bya jednak lepsza od broni dzikich Tatarw;
wszyscy mieli szable, wszyscy uki w ogniu praone, a wielu samopay.
Twarze ich natomiast wyraay to samo okruciestwo i dz krwi co
twarze ich dobrudzkich, biaogrodzkich lub krymskich wspbraci.
Teraz rozsypawszy si po miasteczku poczli je przebiega w rnych
kierunkach, krzyczc przeraliwie i jak gdyby pragnc si tymi okrzykami
wzajemnie zachci i podnieci do mordw i grabiey. Ale mimo i wielu
powkadao ju obyczajem tatarskim noe w usta, ludno miejscowa,
zoona, jak i w Jampolu, z Woochw, Ormian, Grekw i czci z
Tatarw-kupcw, patrzya na nich bez adnej nieufnoci. Sklepy byy
pootwierane; kupcy siedzieli przed sklepami po turecku na awach,
przesuwajc paciorki racw. Krzyki Lipkw sprawiy tylko to, e
patrzono na nich ciekawiej, w przypuszczeniu, i igrzysko jakowe sobie
wyprawiaj. Nagle jednak na rogach rynku podniosy si dymy i z ust.
wszystkich Lipkw zabrzmiao wycie tak okropne, e blady przestrach
ogarn Woochw,
Ormian i Grekw, wszystkie ich niewiasty i dzieci. Naraz zabysy szable
i ulewa strza luna na spokojnych mieszkacw. Krzyki ich, huk
zamykanych naprdce drzwi i okiennic pomieszay si z ttentem koni i
wyciem grabienikw. Wtem rynek zawlk si dymami. Podniosy si
gosy: "Gore! gore!" Jednoczenie poczto odbija sklepy, domy,
wywczy za wosy przeraone niewiasty, wyrzuca na ulic statki,
safiany, towary sklepowe, pociel, z ktrej pira podniosy si zaraz
obokiem ku grze - rozlegy si jki wyrzynanych mw, lament, wycia
psw, ryk byda, ktre poar ogarnia w tylnych zabudowaniach;
czerwone jzyki ognia, widne nawet w dzie na tle czarnych kbw
dymu, strzelay coraz wyej ku niebu. W fortalicji za Azjowi jedcy
rzucili si zaraz z pocztku rzezi na bezbronnych po wikszej czci
piechurw. Nie byo tam prawie walki; kilkanacie now pogryo si
niespodzianie w kadej polskiej piersi; potem poobcinano gowy
nieszczsnym i zniesiono je do kopyt Azjowego konia.
Tuhaj-bejowicz pozwoli wikszej czci Lipkw i poczy si w
krwawej robocie ze wspbrami; sam za sta i patrzy. Dym przesania
robot Kryczyskiego i Adurowicza; swd spalenizny dolecia a do
fortalicji; miasto zapono jak stos olbrzymi i dymy przesaniay widok;
czasem tylko w tych dymach rozlega si wystrza samopau, jakoby
piorun w chmurze, czasem mign uciekajcy czowiek lub oddzia
Lipkw w pocigu.
Azja sta cigle i patrzy majc w sercu rado; srogi umiech rozszerza
mu wargi, spod ktrych byskay biae zby - umiech tym sroszy, e
pomieszany z blem przyschej rany. Prcz radoci i pycha wzbieraa w
sercu modego Lipka. Zrzuci oto z piersi w ciar udawania i pierwszy
raz da folg nienawici ukrywanej przez dugie lata; teraz czu si sob,
czu si prawdziwym Azj, synem Tuhaj-bejowym. Lecz jednoczenie
wsta w nim dziki al, e Basia nie oglda tego poaru, tej rzezi, e go nie
moe widzie w nowym jego zawodzie. Kocha j, a jednoczenie
rozpierao go dzikie pragnienie zemsty nad ni.
"Staaby oto tu, przy koniu! - myla sobie - i za wosy bym j trzyma, i
ng by mi si czepiaa, a potem bym j wzi i usta bym jej wycaowa, i
byaby moja, moja, moja... niewolnica!.."
Od desperacji wstrzymywaa go tylko nadzieja, e moe oddziay posane
w pocig albo te, ktre zostawi po drodze, sprowadz j na powrt.
Nadziei tej uczepi si jak toncy deski, i to dodawao mu siy. Nie mg
myle wycznie o stracie jej, bo zbyt wiele myla o chwili, w ktrej j
odzyska i wemie.
Sta wedle bramy, pki wyrzynane miasto nie ucicho, co wprdce si
stao, bo ciahy Adurowicza i Kryczyskiego tyle prawie liczyy gw, ile
cae miasteczko - wic poar tylko przetrwa jki ludzkie i hucza jeszcze
do wieczora. Azja zlaz z konia i poszed wolnym krokiem do obszernej
izby; tam na rodku nasano mu skr baranich, na ktrych zasiad i czeka
przybycia dwch rotmistrzw. Ci nadeszli niebawem, a z nimi setnicy.
Wszystkich twarze byy uradowane, bo up przeszed oczekiwania.
Miasteczko podnioso si ju wielce od czasw inkursji chopskiej i byo
zamone. Wzito te okoo stu modych niewiast i gromad dzieci od lat
dziesiciu, ktre mona byo pomylnie sprzeda we wschodnich
bazarach. Mczyzn, stare niewiasty i zbyt mae, niezdolne do drogi
dzieci wycito. Rce Lipkw dymiy od krwi ludzkiej, a w swych
toubach wnieli zapach spalenizny. Wszyscy zasiedli naok Azji i
Kryczyski przemwi:
- Kupa popiow jeno po nas zostanie... Nim komendy wrc,
moglibymy jeszcze na Jampol ruszy. Dobra tam wszelkiego tyle albo
wicej nili w Raszkowie.
- Nie! - odrzek Tuhaj-beja syn - w Jampolu s moi ludzie, ktrzy miasto
zagn, a nam czas w chanowe i sutaskie ziemie.
- Jak przykaesz! Wrcimy ze saw i upem! - ozwali si rotmistrze i
dziesitnicy.
- Tu, w fortalicji, s jeszcze niewiasty i w szlachcic, ktry mnie hodowa
- rzek Azja - suszna-naley mu si nagroda.
To rzekszy zaklaska w rce i kaza sprowadzi jecw.
Sprowadzono ich niebawem: pani Bosk, zalan zami Zosi, blad jak
chusta Ewk i starego pana Nowowiejskiego. Ten mia rce i nogi ykami
skrpowane. Wszyscy byli przeraeni, ale jeszcze wicej zdumieni tym,
co si stao, a co byo zupenie dla nich niezrozumiae. Ewka jedna, lubo
gubic si w domysach, co przygodzio si z pani Woodyjowsk,
dlaczego Azja nie pokazywa si dotd, dlaczego uczyniono rze w
miecie, a ich jako niewolnikw wizano, domylaa si jednak, e idzie o
jej porwanie, e Azja wciek si po prostu z mioci dla niej i nie chcc w
pysze swej prosi o jej rk ojca, postanowi si j porwa. Byo to
wszystko samo przez si straszne, ale Ewka przynajmniej nie draa o
ycie wasne. Jecy wprowadzeni nie poznali Azji, bo twarz jego bya
niemal zupenie zawizana. Lecz przestrach tym bardziej schwyta za
kolana niewiasty, w pierwszej chwili bowiem sdziy, e to dzicy Tatarzy
jakim niepojtym sposobem starli Lipkw i zawadnli Raszkowem.
Dopiero widok Kryczyskiego i Adurowicza przekona je, e wanie
znajduj si w rku Lipkw. Czas jaki patrzyli w milczeniu jedni na
drugich, wreszcie stary pan Nowowiejski ozwa si niepewnym, ale
silnym gosem :
- W jakiche jestemy rkach?
Azja pocz odkrca z gowy nawizki i wkrtce ukazaa si spod nich
twarz jego, niegdy pikna, cho dzika, teraz oszpecona raz na zawsze,
ze zamanym nosem i czarnosin plam zamiast jednego oka; twarz
straszna skupiona zimn zemst i umiechem do konwulsyjnego
wykrzywienia podobnym.
Przez chwil jeszcze milcza, po czym utkwi swe jarzce oko w starym
szlachcicu i odrzek:
- W moim: w Tuhaj-bejowego syna!
Ale stary Nowowiejski pozna go, nim si wymieni, poznaa i Ewka, cho
serce cisno si jej przeraeniem i wstrtem na widok tej potwornej
gowy. Dziewka zakrya oczy nie zwizanymi rkoma, a szlachcic
otworzy usta, pocz mruga ze zdumienia oczyma i powtarza:
- Azja ! Azja !
- Ktrego wapan hodowa, ktremu by ojcem i ktremu pod tw
rodzicielsk rk grzbiet krwi opyn...
Szlachcicowi krew napyna do gowy.
- Zdrajco! - rzek- przed sdem odpowiesz za swe uczynki!... mijo!...
Mam jeszcze syna...
- I masz crk - odpowiedzia Azja - za ktr mnie puh na mier kaza
wiczy, a t crk ja teraz ostatniemu ordycowi daruj, aby za mia w
niej sug i rozkosz!
- Wodzu! daruj j mnie - ozwa si nagle Adurowicz.
- Azja! Azja! jam ciebie zawsze... - krzykna Ewka rzucajc si do jego
ng.
Lecz on j kopn nog, a Adurowicz chwyci j za ramiona i pocz
cign ku sobie po pododze. Pan Nowowiejski sta si z czerwonego
siny. yka skrzypiay na jego rkach, tak je napra, a z ust
wydobyway si niezrozumiae sowa.
Azja podnis si ze skr i szed ku niemu, z pocztku wolno, potem
coraz prdzej, jak dzikie zwierz pragnce rzuci si na zdobycz. Na
koniec przyszedszy blisko, schwyta go zakrzywionymi palcami swej
chudej doni za wsy, drug za pocz go bi bez miosierdzia po twarzy
i gowie. Chrapliwy ryk wyrywa si z jego gardzieli, na koniec, gdy
szlachcic pad na ziemi, Tuhaj-bejowicz klkn mu na piersi i nagle
jasny blask noa rozwieci mrok izby.
- Miosierdzia! ratunku! -wya Ewka.
Lecz Adurowicz uderzy j w gow, a potem sw szerok do pooy
na jej usta; Azja tymczasem zarzyna pana Nowowiejskiego. Widok by
tak straszny, e nawet dziesitnikom lipkowskim uczynio si zimno w
piersiach, Azja bowiem z wyrachowanym okruciestwem z wolna wodzi
noem po gardle nieszczsnego szlachcica, a w rzzi i chrapa okropnie.
Z otwartych y krew bluzgaa coraz silniej na rce rezuna i strumieniem
cieka na podog. Wreszcie rzenie i chrapanie cicho stopniowo, tylko
powietrze poczo wista w przecitej gardzieli, a nogi
umierajcego, drgajc konwulsyjnie, kopay ziemi. Azja wsta.
Oko jego pado teraz na blad i sodk twarzyczk Zosi Boskiej, ktra
zdawaa si zmar, bo zemdlona, zwieszaa si przez rami
podtrzymujcego j Lipka - i rzek:
- T dziewk zachowuj sobie, pki jej nie daruj lub nie przedam. Po
czym zwrci si do Tatarw:
- A teraz, jeno pocig wrci, pjdziem na sutask ziemi.
Pocig wrci w dwa dni pniej, ale z prnymi rkoma. Wic poszed
Tuhaj-bejowicz na sutask ziemi z rozpacz i wciekoci w sercu,
zostawujc po sobie szar i niebieskaw kup popiow.
 Rozdzia XL 
Dziesi do dwunastu mil ukraiskich oddzielao owe miasta, przez ktre
przejedaa Basia z Chreptiowa do Raszkowa, czyli caa owa droga
dniestrzaskim szlakiem wynosia okoo trzydziestu. Prawda, e z
noclegw wyruszano jeszcze po ciemku i nie zatrzymywano si a pn
noc- jednake cay pochd wraz z popasami, mimo trudnych przepraw i
przejazdw, odby si w trzy dni. wczeni ludzie i wczesne wojska nie
czyniy zwykle pochodw tak szybkich, ale kto chcia lub musia- mg je
czyni. Biorc to na uwag Basia wyrachowywaa sobie, e odwrotna
droga, droga do Chreptiowa, powinna jej zabra jeszcze mniej czasu,
zwaszcza e odbywaa j konno i e droga ta bya ucieczk, w ktrej
ratunek od szybkoci zalea.
Pierwszego jednak dnia pomiarkowaa zaraz, e si udzi, bo nie mogc
ucieka dniestrzaskim szlakiem, jeno koujc stepami, musiaa nadkada
ogromnie drogi. W dodatku moga zbdzi i byo prawdopodobnym, e
zbdzi; moga trafi na odtajae rzeki, na nieprzebyte gszcze lene, na
bota zim nawet nie zamarzajce, na przeszkody od ludzi lub zwierza,
wic chocia i nocami zamierzya wci pdzi, mimo chci utwierdzaa
si w przekonaniu, e nawet gdyby jej szo pomylnie, Bg wie kiedy
stanie w Chreptiowie.
Udao jej si wyrwa z ramion Azji, lecz co dalej bdzie? Niewtpliwie
wszystko byo lepsze od tych ohydnych ramion, jednake na myl, co j
czeka, krew cinaa jej si lodem w yach. Oto przyszo jej zaraz do
gowy, e jeli bdzie szczdzi konie, moe zosta docignit. Lipkowie
znali te stepy na wylot, i skry si w nich przed ich okiem, przed pogoni,
byo prawie niepodobiestwem. Oni to przecie po caych dniach cigali
nawet wiosn i latem Tatarw, gdy kopyta koskie nie zostawiay ladw
w niegu, w rozmikej ziemi; oni czytali w stepie jak w otwartej ksidze;
oni przezierali te rwnie jak ory, umieli w nich wietrzy jak psy gocze;
im ycie cae schodzio na pocigach. Prno Tatarzy szli nieraz
strumieniami, by nie zostawi ladw- Kozacy, Lipkowie i Czeremisy,
zarwno jak i polscy stepowi zagoczycy, umieli ich odnale,
"sposobami" na ich "sposoby" odpowiedzie i wpa tak nagle, jakby
spod ziemi wyroli. Jake tu ucieka przed takim ludem? Chyba zostawi
ich tak daleko za sob, by sama odlego uczynia pocig niemoliwym.
Ale w takim razie popadaj konie.
"Popadaj niechybnie, jeli cigle bd tak i jak dotd" - mylaa z
przeraeniem Basia spogldajc na mokre, dymice ich boki i na pian,
ktra patami spadaa na ziemi. Wic chwilami zatrzymywaa bieg i
poczynaa sucha, ale wwczas w kadym powiewie wiatru, w szmerze
lici obrastajcych jary, w suchym szelecie, z jakim uderzay o si
wysche odygi stepowych badylw, w szumie skrzyde przelatujcego
ptaka, nawet w ciszy pustynnej dzwonicej w uszach, syszaa odgosy
pogoni. I przeraona, znw wypuszczaa konie i biega szalonym pdem,
pki chrapanie ich nie oznajmio, e nie mog tak biec dalej. Ciar
samotnoci i niemocy przygniata j coraz silniej. Ach ! jak czua si
sierot, jaki al, rwnie ogromny jak niesuszny, wzbiera w jej sercu do
wszystkich ludzi, do najbliszych i najdroszych, e j tak opucili!
Potem pomylaa jeszcze, e to pewnie Bg j karze za jej dz
przygd, za jej wyrywanie si na wszystkie owy, na wyprawy wbrew
nieraz chciom ma, za pocho i brak statku. Pomylawszy to
rozpakaa si serdecznie i podnisszy gwk do gry, ja powtarza
chlipic:
- Ukarz, ale nie opu! Michaa nie karz, Micha niewinny!
Tymczasem zbliaa si noc, a z ni chd, pomroka, niepewno drogi i
niepokj. Przedmioty poczy si zaciera, mci, traci okrelone
ksztaty, a zarazem jakby si oywia tajemniczo i czai. Nierwnoci na
zrbach wysokich ska wyglday jakby gowy poprzybierane w czapki
spiczaste i okrge, ktre wychylaj si zza jakich olbrzymich murw i
spogldaj cicho a zoyczliwie, kto tam przejeda doem. Gazie
drzew, poruszane powiewem, miay jakie ruchy ludzkie: jedne kiway na
Basi, niby chcc j przywoa i tajemnic jak straszn jej powierzy;
drugie zdaway si mwi i ostrzega: "Nie zbliaj si!" Skarpy
przewrconych drzew podobne byy do jakich potwornych istot
skurczonych do skoku. Basia bya odwana, bardzo odwana, ale jak
wszyscy wczeni ludzie - przesdna. Tote gdy pomroka zapada
zupenie, wos wypra si jej na gowie, a dreszcz przechodzi przez
ciao na myl o nieczystych siach, ktre mog zamieszkiwa te strony.
Baa si szczeglniej upiorw. Wiara w nie bya szczeglniej
rozpowszechniona po caym Naddniestrzu z powodu ssiedztwa Multan i
wanie te strony, koo Jampola i Raszkowa, miay pod tym wzgldem z
saw. Tylu tu ludzi schodzio ustawicznie ze wiata nag mierci, bez
spowiedzi, rozgrzeszenia. Basia przypomniaa sobie wszystkie opowieci,
ktre wieczorami w Chreptiowie prawili przy ogniu rycerze: wic o
dolinach przepacistych, w ktrych gdy wiatr powia, zryway si nagle
jki: "Jezu, Jezu!"- o pomieniach bdnych, w ktrych co chrapao - o
miejcych si skaach - o bladych dzieciach "sysunach" z zielonymi
oczyma i potwornej gowie, ktre prosiy, by je zabra na ko, a zabrane
poczynay wysysa krew - wreszcie o gowach bez kadubw chodzcych
na pajczych nogach i o najstraszniejszych z tych wszystkich okropnoci,
dorosych upiorach, czyli tak zwanych z wooska "brukoakach", ktre
wprost rzucay si na ludzi.
Basia pocza si egna znakiem krzya i nie ustawaa dopty, dopki
nie zemdlaa jej rka, ale i wwczas odmawiaa litani, bo adn inn
broni przeciw nieczystym siom nie mona byo nic poradzi. Otuchy
dodaway jej konie, ktre nie okazujc adnej trwogi, parskay rano.
Chwilami doni klepaa kark swego dzianeta, jakby chcc si tym
sposobem przekona, e si na rzeczywistym znajduje wiecie.
Noc, z pocztku bardzo ciemna, stawaa si z wolna janiejsz i wreszcie
przez rzadk mg zamigotay gwiazdy. Dla Basi bya to okoliczno
nadzwyczaj pomylna, bo naprzd, strach jej zmniejszy si, a po wtre,
patrzc na Wielki Wz moga si kierowa ku pnocy, czyli w stron
Chreptiowa. Rozgldajc si po okolicy, wyrachowaa sobie, e oddalia
si ju znacznie od Dniestru, bo mniej tu byo ska, kraj rozoysty,
wicej obych wzgrz poronitych dbin i czste obszerne rwnie.
Raz po raz jednak musiaa przebywa jary i spuszczaa si w nie zawsze
z obaw w sercu, w gbiach ich bowiem byo ciemno i chd tam lea
surowy, przenikliwy. Niektre tak byy strome, i naleao je objeda,
z czego wynikaa wielka strata czasu i nadkadanie drogi. Gorzej jednak
byo ze strumieniami i rzeczkami, ktrych sie caa pyna od wschodu
ku Dniestrowi. Wszystkie byy ju rozmarznite i konie chrapay
bojaliwie wchodzc noc w nieznane, o niewiadomej gbinie wody.
Basia przeprawiaa si tylko w tych miejscach, gdzie rozoysty brzeg
pozwala przypuszcza, e rozlana szeroko woda jest pytka. Jako po
wikszej czci tak bywao; na niektrych jednak przeprawach woda
dochodzia do poowy brzuchw koskich; Basia wwczas klkaa
obyczajem onierskim na kulbace i trzymajc si rkoma za przedni
kul, staraa si nie zamoczy ng. Jednake nie ze wszystkim jej si to
udao i wkrtce zimno dotkliwe chwycio j od stp do kolan.
- Daj Boe dzie, pojad raniej! - powtarzaa sobie co chwila.
Na koniec wyjechaa na obszern rwni poros rzadkim lasem i widzc,
e konie ledwie ju nogi wlok, zatrzymaa si na wypoczynek. Oba
rumaki powycigay w tej chwili szyje ku ziemi i wysuwajc jedn z ng
przednich, poczy skuba chciwie mchy i zwid traw. W lesie bya
zupena cisza, ktr przerywa tylko donony oddech koni i chrupotanie
traw w ich potnych szczkach. Zaspokoiwszy, a raczej oszukawszy
pierwszy gd, oba rumaki miay widocznie ochot si wytarza, ale Basia
nie moga dogodzi tej ich chci. Nie miaa nawet popuci poprgw i
sama zle na ziemi, bo chciaa by w kadej chwili do dalszej ucieczki
gotow.
Przesiada si jednak na Azjowego bachmata, bo dzianet nis j ju od
ostatniego poudniowego popasu, a lubo dzielny i szlachetn krew w
yach majcy, by jednak od bachmata delikatniejszy. Urzdziwszy to,
po pragnieniu, ktre gasia kilkakrotnie w czasie przepraw, poczua gd,
wic zacza je owo siemi, ktrego woreczek znalaza przy kulbace
Tuhaj-bejowicza. Wydao si jej bardzo dobre, cho nieco zgorzkniae,
wic jada dzikujc Bogu za ten niespodziany posiek. Lecz jada
oszczdnie, by starczyo a do Chreptiowa. Potem zaraz sen j klei z
nieprzepart si jej powieki, ale jednoczenie, gdy ruch koski przesta j
rozgrzewa, przejo j dotkliwe zimno. Nogi miaa zupenie skostniae;
czua te niezmierne znuenie w caym ciele, szczeglniej w krzyu i w
ramionach wysilonych pasowaniem si z Azj. Ogarna j wielka sabo
i oczy jej przymkny si.
Lecz po chwili otworzya je przemoc.
"Nie! W dzie, w czasie jazdy, spa bd - pomylaa - bo jeli teraz
zasn, to zmarzn..."
Jednake myli jej mciy si coraz bardziej lub zachodziy jedne na
drugie, przedstawiajc bezadne obrazy, w ktrych puszcza, ucieczka,
pogo, Azja, may rycerz, Ewka i ostatnie zdarzenia mieszay si ze sob
w psen, w pjaw. Wszystko to gdzie biego naprzd, jak biegnie fala
gnana wiatrem, a ona, Basia, biega razem, bez strachu, bez radoci,
jakoby z umowy. Azja niby j goni, ale jednoczenie rozmawia z ni i
frasowa si o konie; pan Zagoba gniewa si, e wieczerza wystygnie,
Micha pokazywa drog, a Ewka jechaa za nimi w saniach, jedzc
daktyle.
Potem te osoby zacieray si coraz bardziej, jak gdyby je pocza
przesania mglista zasona lub pomroka - i stopniowo niky; zostaa tylko
ciemno jaka dziwna, bo lubo wzrok nie przebija jej wcale, wydawaa
si jednak pust i idc niezmiernie daleko... Przenikaa ona wszdy,
przenikaa nastpnie do gowy Basi i pogasia w niej wszystkie widzenia,
wszystkie myli, jak powiew wiatru gasi palce si noc na otwartym
powietrzu pochodnie.
Basia usna, ale moe na szczcie dla niej, zanim chd zdoa zwarzy
krew w jej yach, obudzi j niezwyky haas. Konie szarpny si nagle:
widocznie dziao si w puszczy co nadzwyczajnego. Basia odzyskawszy
w jednej chwili przytomno, chwycia Azjowy muszkiet i pochylona na
koniu, ze skupion uwag i rozdtymi nozdrzami pocza nasuchiwa.
Bya to tego rodzaju natura, e kade niebezpieczestwo w pierwszym
mgnieniu oka budzio w niej czujno, odwag i gotowo do obrony.
Lecz tym razem, przysuchawszy si pilniej, uspokoia si zaraz. Odgosy,
ktre j zbudziy, byy rechtaniem dzikich wi. Czy basiory podbieray
si ku warchlakom, czy te odyce poczy si ci o samury, do, e
naraz rozebrzmiaa caa puszcza. w warcho odbywa si niezawodnie
do daleko, ale wrd ciszy nocnej i powszechnego upienia wydawa
si tak bliskim, i Basia syszaa nie tylko rechtanie i kwiki, ale wist
gony oddychajcych gwatownie nozdrzy. Nagle rozleg si omot,
ttent, trzask amanych chrustw i cae stado, lubo niewidzialne dla Basi,
przeleciawszy w pobliu, pogryo si w gbiach puszczy. A w onej
niepoprawnej Basi, mimo jej strasznego pooenia, zbudzia si na
mgnienie powieki yka myliwska i zrobio si jej al, e nie widziaa
przelatujcego stada.
"Czowiek by si trocha przypatrzy - rzeka sobie w duszy - ale nic to!
Jadc tak lasami, pewnie jeszcze co zobacz..."
I dopiero po tej uwadze przypomniawszy sobie, e lepiej nic nie widzie,
a jak najprdzej ucieka, pucia si w dalsz drog. Nie mona byo sta
duej jeszcze i dlatego, e chd ogarnia j coraz dotkliwszy, a ruch koni
rozgrzewa j znacznie, mao stosunkowo nuc. Konie za to, ktre nieco
tylko mchu i zmarzych traw zdoay uszczkn, ruszyy wielce niechtnie
i z pospuszczanymi gowami. Szron w czasie postoju okry im boki i
zdawao si, e ledwie nogi wlok. Szy przecie od poudniowego popasu
niemal bez wytchnienia. Przejechawszy polan, z oczyma utkwionymi w
Wielki Wz na niebie, Basia pogrya si w puszcz, niezbyt gst, ale
pagrkowat, poprzecinan wskimi jarami. Stao si te i ciemniej, nie
tylko z powodu cienia, jakie rzucay rozoyste drzewa, ale take i
dlatego, e opary podniosy si z ziemi i skryy gwiazdy. Trzeba byo
jecha na olep. Jedne tylko jary daway Basi jakkolwiek wskazwk,
e posuwa si w susznym kierunku, bo to wiedziaa, e wszystkie one
cign si od wschodu ku Dniestrowi, e wic przebywajc coraz nowe,
zda wci ku pnocy. Pomylaa jednak, e mimo tej wskazwki grozi
jej zawsze: albo zbytnie oddalenie si od Dniestru, albo zbytnie zblienie
si ku niemu. I jedno, i drugie mogo by niebezpieczne, bo w pierwszym
razie wypadoby naoy ogromnie drogi, w przeciwnym - moga
wyjecha na Jampol i tam wpa we wrae rce. Czy za bya jeszcze
przed Jampolem, czy wanie na jego wysokoci, czy te zostawia go ju
za sob, o tym nie miaa najmniejszego pojcia.
"Prdzej bd wiedziaa, kiedy omin Mohilw - mwia sobie - bo ten
ley w jarze wielkim i cigncym si daleko, ktren moe poznam."
Po czym spojrzawszy w niebo mylaa dalej: "Daj mi Boe przebra si
jeno za Mohilw, bo tam zaczyna si ju Michaowe panowanie, tam
mnie ju nic nie ustraszy..." Tymczasem noc staa si jeszcze
ciemniejsz. Szczciem, na podou lenym lea tu ju nieg, na ktrego
biaym tle mona byo odrnia ciemne pnie drzew, nisze konary i
omija je. Natomiast musiaa Basia jecha wolniej i skutkiem tego na
dusz jej pady znw te strachy przed si nieczyst, ktre na pocztku
nocy cinay jej krew lodem.
"Jeli zobacz wiecce lepie nisko - rzeka do swej strwoonej duszy-
nic to! to bdzie wilk; ale jeli na wysokoci czowieka..." I w tej samej
chwili krzykna gono:
- W imi Ojca i Syna!...
Bo czy to byo zudzenie czy moe dziki zdeb siedzia na gazi, do, e
Basia wyranie ujrzaa par byszczcych lepiw na wysokoci
czowieka. Z trwogi jej samej zaszy oczy pomrok, ale gdy przejrzaa
znowu, nie byo ju nic wida, tylko jaki szelest da si sysze midzy
konarami, tylko jej serce tuko si w piersiach tak gono, jak gdyby
chciao pier rozsadzi. I jechaa dalej, dugo, dugo wzdychajc do
wiata dziennego. Noc duya si jednak niezmiernie. Wkrtce potem
znw rzeka przegrodzia jej drog. Basia bya ju do daleko za
Jampolem, nad brzegiem Rosawy, ale nic nie wiedziaa, gdzie jest,
odgadywaa tylko, e jednak posuwa si wci na pnoc, skoro
napotkaa now rzek. Odgadywaa take, e noc musi ju by na
schyku, bo chd powikszy si znacznie; widocznie bra mrz, tuman
opad i gwiazdy ukazay si znowu, jeno bledsze, niepewnym wiatem
wiecce. Na koniec ciemno pocza bledn stopniowo. Pnie, gazie i
gazki staway si widoczniejsze. W lesie zapanowaa zupena cisza -
dniao. Po pewnym czasie Basia moga ju odrni ma koni. Na
koniec na wschodzie midzy gaziami drzew ukazaa si tama wietlista
- czyni si dzie, i to dzie pogodny. Wwczas Basia poczua niezmierne
znuenie. Usta jej otwieray si przecigym poziewaniem, a oczy kleiy
si; niebawem zasna mocno, ale na krtko, bo zbudzia j ga, o ktr
zawadzia gow. Szczciem, konie szy niezmiernie wolno, poskubujc
po drodze mchy, wic uderzenie byo tak lekkie, i nie przyczynio jej
adnej szkody. Soce wstao ju i blade, liczne jego promienie
przedzieray si przez bezlistne gazie. Na w widok otucha wstpia w
serce Basi; midzy sob a pogoni zostawia ju przecie tyle stepu, tyle
gr, jarw i ca noc.
"Byle mnie nie schwycili ci z Jampola lub z Mohilowa, to tamci ju chyba
nie zgoni" - rzeka sobie.
Liczya i na to, e w pocztku ucieczki jechaa skalistym podoem, za
czym kopyta nie mogy zostawia ladw. Lecz wkrtce znw ogarno
j zwtpienie.
"Lipkowie i na skaach, i na kamieniach ladw dopatrz, a bd ciga
zawzicie, chyba e im konie popadaj."
To ostatnie przypuszczenie byo najprawdopodobniejsze. Do Basi byo
spojrze na swoje konie. I dzianet, i bachmat miay boki wpade, gowy
pospuszczane, wzrok zgasy. Idc, raz w raz schylay by ku ziemi, by
zachwyci nieco mchu, lub skubay mimochodem rude licie widnce tu
i owdzie na niskich krzach dbowych. Musiaa te trawi je gorczka, bo
u wszvstkich przepraw piy chciwie. Mimo tego Basia, wydostawszy si
na nieporonite pole midzy dwoma borami, pucia znowu w skok
utrudzone rumaki i pdzia taka do drugiego boru.
Po przejechaniu onego trafia na drug polan, jeszcze obszerniejsz i
wzgrzyst. Za wzgrzami, w odlegoci mniej wicej wierci mili, wida
byo dym podnoszcy si strzelicie jak sosna ku niebu. Byo to pierwsze
zamieszkae miejsce, na jakie trafia Basia, bo zreszt kraj ten z
wyjtkiem samego pobrzea by, a raczej zmieniony zosta na pustyni,
nie tylko wskutek napadw tatarskich, ale wskutek cigych wojen
polsko-kozackich. Po ostatniej wyprawie pana Czarnieckiego, ktrej
ofiar pada Busza, miasteczka zeszy na liche osady, wsie pozarastay
modym lasem. A przecie po panu Czarnieckim tyle jeszcze byo
wypraw, tyle bitew, tyle rzezi, a do ostatnich czasw, w ktrych wielki
Sobieski wydar te kraje nieprzyjacielowi. ycie poczynao si w nich
znw z wolna pleni, ten jednak szlak, ktrym jechaa Basia, szczeglniej
by pusty; kryli si w nim tylko zbje, lecz i tych wygnioty ju prawie
zupenie komendy stojce w Raszkowie, Jampolu, Mohilowie i
Chreptiowie.
Pierwsz myl Basi na widok owego dymu byo jecha ku niemu,
odnale chutor czy te szaas, czy wreszcie proste ognisko, ogrza si
przy nim i poywi! Lecz wkrtce przyszo jej do gowy, e w tych
stronach lepiej spotka si ze stadem wilkw ni z ludmi; ludzie byli tu
dziksi i okrutniejsi od zwierzt. Owszem, naleao pogna konie i mija
czym prdzej to lene ludzkie schronisko, bo tylko mier moga w nim
czeka. Na samym skraju przeciwlegego boru spostrzega Basia may
stg siana, wic nie zwaajc ju na nic zatrzymaa si przy nim, by
konie pokarmi. Te jady chciwie, zanurzajc gowy razem z uszami w
stg i wycigajc spore wiechetki siana. Na nieszczcie przeszkadzay im
wielce munsztuki; ale Basia nie chciaa ich rozkiezna, tak sobie susznie
rozumujc:
"Tam, gdzie byo dym wida, musi by jaki chutor, e za tu stg stoi,
wic w chutorze maj konie, na ktrych mogliby mnie ciga, za czym
trzeba by gotow." Spdzia jednak przy stogu z godzin czasu, tak e
konie podjady niele, a i ona sama poywia si siemieniem. Ruszywszy
dalej i przejechawszy kilka staja spostrzega nagle przed sob dwch
ludzi nioscych pki chrustu na plecach. Jeden by czowiek niestary, ale
nie pierwszej ju modoci, z twarz poznaczon osp i z kosymi
oczyma, szpetny, straszny, o okrutnym, zwierzcym wyrazie oblicza;
drugi, mody wyrostek, by obkany. Mona to byo pozna na pierwszy
rzut oka po jego gupkowatym umiechu i nieprzytomnym wzroku.
Obaj na widok jedca i koni porzucili pki chrustu na ziemi i widocznie
zlkli si bardzo. Ale spotkanie byo tak niespodziane i stali tak blisko, e
nie mogli ucieka. - Sawa Bohu! - ozwaa si Basia.
- Na wiki wikw!
- A jako si zwie w chutor?
- A po co on si ma nazywa. Ot, chata!
- Daleko za do Mohilowa?
- My ne znajem...
Tu starszy pocz si pilnie przypatrywa twarzy Basi. Poniewa miaa na
sobie mski ubir, wzi j za wyrostka, i zaraz na twarzy jego na
miejscu dawnego strachu pojawia si zuchwao i okruciestwo.
- A szczo wy takij moodenkij, pane ycar?
- A tobi szczo?
- I sami jedziecie? - mwi chop postpujc krok naprzd.
- Wojsko za mn idzie.
w zatrzyma si, popatrzy na ogromn polan i odpar:
- Nieprawda. Nikogo nie ma.
To rzekszy postpi jeszcze par krokw; kose oczy zawieciy mu
ponuro, a jednoczenie, zoywszy usta, pocz naladowa gos
przepirki, widocznie chcc kogo w ten sposb przywabi.
Wszystko to wydao si Basi nader zowrogim, wic bez wahania
wymierzya mu krcic w piersi.
- Milcz, bo zginiesz!
Chop zamilk, a co wicej, rzuci si natychmiast plackiem na ziemi. To
samo uczyni obkany wyrostek, ale w pocz przy tym wy ze strachu
jak wilk. By moe, e w swoim czasie umys jego obka si z jakiego
postrachu, bo teraz wycie jego brzmiao okropnym przeraeniem. Basia
wypucia konie i pomkna jak strzaa. Szczciem, las by niepodszyty,
a drzewa stay rzadko. Wkrtce te zawiecia nowa polana, wska, ale
bardzo duga. Konie, podjadszy przy stogu, nabray nowych si i gnay
wichrem.
"Dopdz do domu, sid na konie i bd mnie cigali" - mylaa Basia.
Pocieszao j tylko to, e konie dobrze id i e od miejsca, w ktrym
spotkaa owych ludzi, do chutoru byo do daleko. "Nim dojd do chaty,
nim konie wyprowadz, ja tak jadc bd od nich w mili albo we
dwch."
Istotnie tak byo. Ale gdy upyno kilka godzin i Basia przekonawszy si,
e nie jest cigan, zwolnia biegu, wielki przestrach, wielkie pognbienie
opanoway jej serce, a do oczu cisny si przemoc zy. Spotkanie owo
nauczyo j, czym s ludzie w tych stronach i czego mona si byo od
nich spodziewa. Wprawdzie nie byo to dla niej niespodziane. I z
wasnego dowiadczenia, i z opowiada chreptiowskich wiedziaa, e
dawni spokojni osadnicy albo wynieli si z tych pusty, albo ich wojna
poara, ci za, co pozostali, yjc w ustawicznych trwogach wojennych,
wrd okropnej zawieruchy domowej i tatarskich napadw, w
stosunkach, w ktrych czowiek czowiekowi by wilkiem, bez kociow,
wiary, bez innych przykadw, jak przykady mordu i poogi, nie znajc
innego prawa nad pi, wyzbyli si wszelkich uczu ludzkich i zdziczeli
na podobiestwo zwierza lenego. Basia wiedziaa o tym dobrze;
jednake czowiek samotny, w pustyniach zabkany, w ucisku od godu i
chodu zostajcy, mimowiednie przede wszystkim od pokrewnych sobie
istot pomocy wyglda. Tak i ona ujrzawszy w dym, siedlisko ludzkie
oznaczajcy, mimowiednie, idc za pierwszym porywem serca, chciaa
tam biec, imieniem boskim mieszkacw przywita i pod ich dachem
zmczon gow przytuli. Tymczasem okrutna rzeczywisto
wyszczerzya zaraz na ni zby jak zy pies; dlatego serce jej wezbrao
gorycz i zy alu a zawodu napyny do oczu.
"Znikd pomocy, jedno od Boga - pomylaa - bogdaj mi ju ludzi nie
napotka." Po czym ja rozwaa, czemu w chop pocz udawa
przepirk; niechybnie w pobliu byli jeszcze jacy ludzie i w przywoa
ich pragn. Przyszo jej do gowy, e jest na szlaku zbjw, ktrzy
wyparci z jarw nadrzecznych, widocznie schronili si do puszcz, gbiej
w kraju lecych, w ktrych ssiedztwo szerokich stepw zapewniao im
wiksze bezpieczestwo i atwiejsz w potrzebie ucieczk.
"Ale co bdzie - pytaa Basia - gdy ich spotkam kilku lub kilkunastu?
Muszkiet - to jeden, dwie krcice - to dwch, szabla - niechby dwch
jeszcze, jeli jednak bdzie ich wicej, zgin straszn mierci." I o ile
poprzednio, wrd nocy i jej trwg, yczya sobie, by dzie uczyni si
jak najprdzej, tak teraz z tsknot wygldaa pomroki, ktra moga skry
j atwiej przed zymi oczyma. Dwakro jeszcze w czasie wytrwaej
jazdy zdarzyo jej si przejeda w pobliu ludzi. Raz ujrzaa na skraju
wysokiej rwni kilkanacie chat. Moe nawet nie mieszkali w nich zbje
z rzemiosa, ale wolaa je min skokiem, wiedzc, e i wieniacy
niewiele s lepsi od zbjw; drugi raz do uszu jej doszed odgos siekier
rbicych drzewo. Upragniona noc okrya wreszcie ziemi. Basia tak ju
bya znuona, e gdy dostaa si na goy, nie obronity lasem step, rzeka
sobie:
"Tu nie rozbij si o drzewa, za czym usn teraz, chobym miaa i
zmarzn." Gdy przymykaa ju oczy, zdao jej si, e hen, w oddali, na
biaym niegu widzi kilka czarnych punktw, ktre poruszaj si w
rnych kierunkach. Przez chwil jeszcze przezwyciya sen. - To
pewnie wilki! - mrukna z cicha.
Nim jednak przejechaa kilkadziesit krokw, owe punkta zniky, wic
usna zaraz tak mocno, e zbudzia si dopiero, gdy bachmat Azjw, na
ktrym siedziaa, zara pod ni. Basia obejrzaa si wkoo: bya na skraju
lasu i zbudzia si w por, inaczej
bowiem mogaby si rozbi o drzewo. Nagle spostrzega, e drugiego
konia nie masz przy niej.
- Co si stao? - zawoaa z trwog wielk.
Staa si jednak rzecz bardzo prosta : oto Basia uwizaa wprawdzie lejce
od uzdy dzianeta do kuli kulbaki, na ktrej siedziaa sama, ale skostniae
rce le jej posuyy i nie zdoay zadzierzgn silnie wza; nastpnie
lejce rozwizay si i znuony ko zosta, by szuka karmu pod niegiem
lub pooy si.
Na szczcie Basia miaa krcic nie w olstrach, ale za pasem; rg z
prochem i woreczek z resztk siemienia take byy przy niej. Ostatecznie
nieszczcie nie byo zbyt straszne, bo bachmat Azjw, jeli nawet
ustpowa w szybkoci dzianetowi, to natomiast niezawodnie przewysza
go wytrwaoci na trud i zimno. Jednake Bace al si zrobio
ulubionego rumaka i w pierwszej chwili postanowia go odszuka.
Zdziwio j to jednak, gdy obejrzawszy si na step, nie ujrzaa go wcale,
cho noc bya nadzwyczaj widna.
"Pozosta pozosta - pomylaa - nie popdzi z pewnoci naprzd, ale
musia si pooy w jakim wgbieniu i dlatego go nie widz."
Bachmat zara drugi raz, przy czym zatrzs si jako i uszy pooy na
karku, lecz od strony stepu odpowiedziao mu milczenie.
"Pojad, poszukam!" - rzeka Basia. I ju zwrcia konia, gdy naraz
niespodziewana trwoga schwycia j, zupenie jakby gos ludzki zawoa:
"Basiu, nie wracaj!"
Jako w tej chwili cisz zmciy inne zowrbne gosy, bliskie, a
wychodzce niby spod ziemi: byy to wycia, charkotania, skomlenia, jki,
wreszcie kwik okropny, krtki, urwany... Byo to wszystko tym
straszniejsze, e na stepie nic nie byo wida. Basi zimny pot obla od
stp do gowy, a z jej zsiniaych warg wyrwa si okrzyk:
- Co to jest? co si dzieje?
Odgada wprawdzie od razu, e wilki zarzynaj jej konia, lecz nie moga
zrozumie, dlaczego tego nie widzi, kiedy - sdzc po odgosach - dziao
si to nie dalej jak o jakie piset krokw od niej.
Nie czas jednak byo lecie na ratunek, bo ko musia by ju
rozszarpany, a zreszt trzeba byo myle o wasnym ocaleniu; wic
Basia, wypaliwszy na postrach z krcicy, ruszya w dalsz drog. Jadc
rozmylaa o tym, co si stao, i przez chwil przemkno jej przez gow,
e to moe nie wilki porway jej konia, skoro owe gosy sycha byo
spod ziemi. Na t myl mrwki poczy zaraz chodzi jej po krzyach,
lecz zastanowiwszy si lepiej, przypomniaa sobie, i we nie majaczyo
si jej, e zjeda z gry. a potem znw wdziera si na gr.
"Tak musiao by - rzeka sobie - musiaam pic przejecha jaki jar
mao stromy, tam zosta mj dzianet i tam napadli go wilcy."
Reszta nocy zesza bez przygody. Bachmat, podjadszy nieco sianem
zeszego ranka, szed bardzo wytrwale, tak i sama Basia podziwiaa jego
si. By to tatarski ko "wilczar", wielkiej urody i wytrwaoci prawie bez
granic. W czasie krtkich postojw, ktre czynia Basia, ar wszystko
nie przebierajc: mchy, licie, obgryza nawet kor drzewn i szed a
szed. Na polanach puszczaa go w skok. Wwczas stka nieco i
oddycha rozgonie; powstrzymywany - sapa, trzs si i spuszcza nisko
gow ze znuenia, ale nie pada. Dzianet, choby nie zgin pod wilczymi
zbami, i tak by nie wytrzyma takiej drogi. Nazajutrz Basia,
odmwiwszy ranne pacierze, pocza czyni rachunek czasu: "Azji
wyrwaam si w czwartek z poudnia - mwia sobie - i jechaam w skok
do nocy; potem przesza w drodze jedna noc, potem cay dzie, potem
znw caa noc i teraz zacz si trzeci dzie. Chyba pogo, choby i bya,
musiaa ju wrci i Chreptiw powinien by niedaleko, bo przecie nie
aowaam koni."
Po chwili za dodaa:
"Oj, czas, czas ju! Boe, zmiuj si nade mn!"
Chwilami braa j ch zbliy si ku rzece, bo przy brzegu prdzej by
pomiarkowaa, gdzie jest, ale baa si pomnc, e pidziesiciu
Azjowych Lipkw zostao u pana Gorzeskiego w Mohilowie.
Przychodzio jej na myl, e koujc tak bardzo, moga jeszcze nie
przejecha Mohilowa. W drodze, o ile sen nie zamyka jej oczu, staraa
si wprawdzie uwaa pilnie, czy nie trafi na jar bardzo obszerny,
podobny do tego, w ktrym lea Mohilw, ale nie zauwaya nic takiego;
jar zreszt mg si zwa i wyglda zupenie inaczej przy Mohilowie
ni w gbi, mg si i koczy albo skrca o kilkanacie staja za
miastem, sowem, Basia nie miaa najmniejszego pojcia, gdzie si
znajduje.
Prosia tylko nieustannie Boga, eby to byo ju blisko, bo czua, e
niedugo ju wytrzyma trudy, zimno, bezsenno i wreszcie gd ; od
trzech dni ywia si tylko siemieniem, a chocia oszczdzaa go bardzo,
jednak ostatnie ziarnko zjada tego ranka i nic nie byo ju w woreczku.
Teraz moga si tylko ywi i rozgrzewa nadziej, e Chreptiw blisko.
Prcz nadziei rozgrzewaa j zapewne i gorczka. Basia czua doskonale,
e j ma, bo jakkolwiek na wiecie byo coraz zimniej, a nawet po prostu
mrono, rce jej i nogi, o ile byy na pocztku podry skostniae, o tyle
teraz rozpalone, i pragnienie dokuczao jej wielkie.
"Byle przytomnoci nie utraci - mwia sobie - byle cho na ostatnie
tchnienie zdy do Chreptiowa, zobaczy Michaa, potem dziej si wola
boa..."
Przyszo jej znowu przeprawia si przez liczne strumienie i rzeki, ale
albo byy pytkie, albo zamarznite; na niektrych wierzchem pyna
woda, a spodem by ld twardy i mocny. Jednake najbardziej ze
wszystkiego baa si tych przepraw, dlatego e i bachmat, jakkolwiek
nieustraszony, ba si ich widocznie. Wchodzc w wod lub na ld,
chrapa, tuli uszy, czstokro opiera si, a zmuszony, wchodzi
ostronie, stawiajc z wolna nog przed nog i wietrzc rozdtymi
nozdrzami. Byo ju dobrze z poudnia, gdy Basia, jadc gstym borem,
stana przed jak rzek, wiksz od innych, a zwaszcza znacznie
szersz. Wedle jej przypuszczenia moga by to Ladawa albo Kausik. Na
ten widok zabio jej serce radoci. W kadym razie Chreptiw musia
by niedaleko; choby go za Basia i mina, zawsze moga si uwaa za
ocalon, bo tam i kraj by wicej osiady, i ludzi mniej si naleao
obawia. Rzeka, jak Basia moga sign okiem, miaa brzegi strome, w
jednym tylko miejscu widocznie by szczerk i sptana lodem woda
zachodzia agodnie na brzeg, jak gdyby rozlana w pytkim a rozoystym
naczyniu. Brzegi byy zupenie zmarznite, rodkiem tylko pyna
szeroka wstga wody; lecz Basia spodziewaa si, e znajdzie pod ni ld,
jak zwykle. Bachmat wszed opierajc si nieco, jak przy kadej
przeprawie, ze zgitym karkiem i obwchujc nozdrzami nieg przed
sob. Przybywszy do biecej wierzchem wody Basia uklka, wedle
zwyczaju, na kulbace, dzierc si obu rkoma za przedni kul. Woda
zachlupotaa pod kopytami. Ld by istotnie pod ni twardy, obmoczony;
kopyta uderzay we jakby w kamie, lecz widocznie hacele podkw
stpiy si przez dug a miejscami skalist drog, bo wnet bachmat
pocz si lizga; nogi rozchodziy mu si, jak gdyby uciekay spod
niego; nagle pad na przd, a nozdrza zamoczyy mu si w wodzie, wic
zerwa si, pad znw na zad, znw si zerwa, lecz przeraony, pocz
rzuca si i bi kopytami rozpaczliwie. Basia szarpna za uzd, a wtem
da si sysze guchy trzask i zadnie nogi konia a do kbw zapady w
gbin.
- Jezus, Jezus! - krzykna Basia.
Rumak, stojc jeszcze przednimi nogami na twardym gruncie, uczyni
straszne wysilenie, lecz widocznie kaway lodu, na ktrych si wspiera,
jy si teraz wysuwa spod jego ng, bo zapad gbiej i pocz jcze
chrapliwie. Basia miaa jeszcze tyle czasu i tyle przytomnoci, e
chwyciwszy za grzyw rumaka, po jego karku wydostaa si na ld
niepoamany, lecy przed koniem. Tam upada i zamoczya si w
wodzie. Lecz podnisszy si i uczuwszy twardy grunt pod nogami,
wiedziaa, e jest ocalon. Chciaa nawet jeszcze ratowa konia, wic
przechyliwszy si chwycia za lejce i cofajc si ku drugiemu brzegowi
pocza je cign z caej mocy.
Ale bachmat zasuwa si w gbin i nie mg ju wydosta z niej nawet
przednich ng, by je zaczepi o nie pokruszony dotd zrb lodu. I lejce
wypray si coraz silniej, a on pogra si coraz bardziej. Wreszcie
zanurzy si zupenie, tylko szyja i eb wystaway mu nad lodem. Pocz
na koniec stka prawie ludzkim gosem, wyszczerzajc przy tym zby;
oczy jego patrzyy w Basi z nieopisanym smutkiem, jakby jej chcia
mwi: "Nie ma ju dla mnie ratunku; pu lejce, bo i ciebie jeszcze
wcign..."
Jako nie byo dla niego ratunku, i Basia musiaa puci lejce. Po czym
gdy zupenie skry si pod lodem, posza na drugi brzeg, tam siada pod
ogooconym z lici krzem i pocza szlocha jak dziecko. Energia jej bya
chwilowo zupenie zamana. A prcz tego ta gorycz i to rozalenie, ktre
po spotkaniu si z ludmi napeniy jej serce, zalay je teraz jeszcze
silniej. Oto wszystko byo przeciw niej: bdno drg, ciemno,
ywioy, czowiek, zwierz, jedna tylko rka boa zdawaa si nad ni
czuwa. W tej dobrej, sodkiej, ojcowskiej opiece zoya ca sw ufno
dziecinn, a obecnie i to j zawiodo. Byo to uczucie, ktrego Basia nie
wypowiedziaa sobie tak wyranie, ale natomiast tym silniej odczuwaa
sercem. C jej pozostawao? Skarga i zy! A przecie zdobya si na tyle
dzielnoci, na tyle odwagi, na tyle wytrwania, na ile takie biedne, sabe
stworzenie zdoby si mogo. I oto ko jej si utopi, ostatnia nadzieja
ratunku, ostatnia deska ocalenia - jedyne ywe stworzenie, ktre byo
przy niej. Bez tego konia nie tylko czua si bezsiln wobec tej nieznanej
przestrzeni, ktra j oddzielaa od Chreptiowa, wobec borw, jarw i
stepw, nie tylko bezbronn wobec pocigu ludzi i zwierza, ale daleko
wicej samotn, daleko bardziej opuszczon.
Pakaa, pki jej nie zbrako ez. Potem przyszo wyczerpanie, zmczenie
i poczucie bezradnoci tak silne, e niemal podobne do spokoju. Wic
westchnwszy gboko raz i drugi, rzeka sobie: "Przeciw woli boskiej nie
poradz... tu ju zamr..."
I zmruya oczy, tak dawniej jasne i wesoe, a dzi zgoa zapadnite,
podkrojone. Swoj drog, lubo ciao jej stawao si z kad chwil coraz
bardziej ociae, myl bia si jednak w jej gowie jak trwony ptak - i
tak samo serce. eby to jej nikt nie kocha na wiecie, mniejszy byby al
umiera, ale przecie j tak bardzo wszyscy kochali!
I wyobrazia sobie, co bdzie, jak ju zdrada Azji i jej ucieczka stan si
gone; jak bd jej szukali, jak znajd wreszcie siniuchn, zmarznit,
pic snem wiecznym pod owym krzem nad rzek. I nagle ozwaa si
gono:
- O! to bdzie Michalisko desperowa! Aj! aj!
Potem zacza go przeprasza, e to nie jej wina.
"Ja, Michaku - mwia obejmujc go w myli rkoma za szyj-
uczyniam wszystko, co w mocy mojej, ale trudno, mj drogi, Pan Bg
nie chcia..."
I naraz owadna ni taka serdeczna mio do ukochanego czowieka,
taka ch, by chocia umrze w pobliu tej drogiej gowy, e zebrawszy
siy podniosa si znad brzegu i posza. Z pocztku szo jej niezmiernie
trudno. Nogi jej odwyky podczas dugiej jazdy od chodzenia, doznawaa
takiego uczucia, jakby sza na cudzych. Szczciem, nie byo jej zimno,
byo jej nawet do ciepo, bo gorczka nie opuszczaa jej ani na chwil.
Pogrywszy si w las, sza wytrwale naprzd, uwaajc, aby soce
mie po lewej rce. Przeszo ono ju istotnie na multask stron, bo
bya to druga poowa dnia, godzina moe czwarta. Basia mniej teraz
zwracaa uwagi na to, by nie zbliy si do Dniestru, bo cigle zdawao
jej si, e jest ju za Mohilowem.
"Gdyby tak wiedzie na pewno, gdyby tak wiedzie! - powtarzaa
podnoszc sw zsinia, a jednoczenie rozpalon twarzyczk ku niebu. -
Gdyby zwierz jaki lub jakie drzewo przemwio i rzeko: do Chreptiowa
mila, dwie - jeszcze bym moe dosza...
Ale drzewa milczay, owszem, zdaway si jej by nieprzyjazne i
zagradzay korzeniami drog. Basia potykaa si co chwila o
przyprszone niegiem wzy i odskoki tych korzeni. Po pewnym czasie
stao jej si nieznonie ciko, wic zrzucia z ramion ciep delijk i
pozostaa w samym kubraczku. Ulywszy sobie w ten sposb, sza i sza
jeszcze spieszniej, to potykajc si, to chwilami upadajc na gbszym
niegu. Buciki z cienkiego safianu podszytego futrem, bez osobnych
podeszew, wyborne do sani lub konnej jazdy, nie chroniy dostatecznie
jej stp przed uderzeniami o kamienie i odziomki, a przy tym zmoczone
wielokrotnie na przeprawach i utrzymywane w stanie wilgoci przez ciepo
rozpalonych teraz gorczk ng, prdko mogy si zedrze w lesie.
"Dojd bosa albo do Chreptiowa, albo do mierci" - mylaa Basia. I
umiech aosny rozwieca jej twarzyczk, bo cieszyo j jednak, e
idzie tak wytrwale i e jeli zamrze w drodze, to Micha nie bdzie mg
jej pamici nic a nic zarzuci. I poniewa teraz rozmawiaa ju cigle z
mem, wic zaraz rzeka:
"Oj, Michaku, inna by i tyle nie dokazaa, na przykad Ewka... O Ewce
przychodzio jej nieraz myle w czasie tej ucieczki, nieraz te modlia si
za ni, bo to byo dla niej jasne, e jeli Azja nie kocha tej dziewczyny,
tedy los jej i wszystkich innych jecw w Raszkowie pozostaych bdzie
straszny.
"Gorzej im ni mnie" - powtarzaa sobie co chwila i na myl o tym
nabieraa nowych si. Ale teraz, gdy upyna jedna godzina, druga i
trzecia, si tych ubywao za kadym krokiem. Powoli soce zatoczyo si
za Dniestr i oblawszy niebo zorz czerwon zgaso. nieg nabra
fioletowego odblasku. Potem owa zocista i purpurowa topiel zrz
pocza ciemnie i zwa si coraz bardziej; z morza rozlanego do wp
nieba zmienia si w jezioro, z jeziora w rzek, z rzeki w strumie, na
koniec zabyszczaa jak wietlista ni rozcignita na zachodzie - i ustpia
ciemnoci. Nastaa noc. Upyna jeszcze godzina. Br sta si czarny i
tajemniczy, a nie poruszony adnym powiewem, milcza, jakby si
skupia rozwaa, co ma uczyni z tym oto biednym, zabkanym
stworzeniem. Nie byo jednak nic dobrego w tej jego martwocie i ciszy,
owszem, bya nieczuo i zdrtwiao. Basia sza cigle, chwytajc
coraz szybciej spieczonymi ustami powietrze, padaa te coraz czciej i z
powodu ciemnoci, i braku si.
Gwk miaa zadart do gry, ale nie patrzya ju na przewodni Wielki
Wz, bo stracia zupenie poczucie kierunku. Sza, eby i. Sza dlatego,
e poczy na ni nadlatywa przedmiertne widzenia, bardzo jasne i
sodkie. Oto na przykad cztery strony boru poczynaj si zbiega
szybko, cz si w cztery ciany i tworz wietlic chreptiowsk. Basia
jest w niej i widzi wszystko wyranie. Na kominie pali si wielki ogie, a
na awach siedz, jako zwykle, oficerowie; pan Zagoba przekomarza si
z panem Snitk; pan Motowido siedzi milczcy i patrzy w pomie, a gdy
w pomieniu co zapiszczy, to mwi swym przecigym gosem: "Duszo
czycowa, czego potrzebujesz?" Pan Muszalski i pan Hromyka graj w
koci z Michaem. Basia przychodzi ku nim i mwi: "Michaku, sid na
awie i trocha si przytul, bo mi nieswojo." Micha wnet j obejmuje:
"Co ci, kocie? a moe?..." I pochyla si do jej ucha, i co szepce, a ona
odpowiada : "Oj, jak mi nieswojo!" Co to za jasna i spokojna wietlica,
jaki kochany ten Micha- jeno Basi co tak nieswojo, e a j trwoga
bierze...
Basi jest tak dalece nieswojo, e gorczka opuszcza j nagle, bo ju
zmogo j przedmiertne osabienie. Widzenia znikaj. Przytomno, a z
ni pami wraca. "Uciekam przed Azj - mwi sobie Basia - jestem w
lesie, w nocy, nie mog doj do Chreptiowa i umieram."
Po gorcu chd obejmuje j teraz szybko i przedostaje si przez ciao a
do koci. Nogi uginaj si pod ni i klka wreszcie w niegu, przed
drzewem. Najmniejsza chmurka nie zaciemnia teraz jej umysu. al jej
ycia okrutnie, ale wie doskonale, e umiera, i pragnc poleci dusz
Bogu, poczyna mwi przerywanym gosem :
- W imi Ojca i Syna...
Dalsz modlitw przerywaj jej naraz jakie gosy dziwaczne, ostre,
przeraliwe i skrzypice; rozlegaj si one przykro i dononie w ciszy
nocnej. Basia otwiera usta. Pytanie: "Co to jest?", zamiera jej na
wargach. Na chwil przykada drce palce do twarzy, jakby si chciaa
rozbudzi, jakby uszom wasnym nie chciaa da wiary, i z ust jej
wyrywa si nagle krzyk:
- O Jezu, o Jezu! to urawie studzienne, to Chreptiw! o Jezu!
Po czym ta konajca przed chwil istota zrywa si i dyszc, drc, z
oczyma wezbranymi zami, z falujc piersi pdzi przez las, upada i
podnosi si znowu, powtarzajc:
- Tam konie poj! To Chreptiw! to nasze urawie! Chocia do bramy!
cho do bramy... O Jezu!... Chreptiw, Chreptiw!..
A tu las rzednie, odkrywa si niene pole i wzgrze, z ktrego
kilkanacie par byszczcych oczu spoglda na biegnc Basi. Lecz to
nie oczy wilcze... Ach, to okna chreptiowskie migoc sodkim, jasnym i
zbawczym wiatem - to fortalicja, tam na wzgrzu, wanie t wschodni
stron zwrcona do lasu. Byo jeszcze drogi na stajanie, ale Basia nie
wiedziaa ju, kiedy j przebiega. onierze stojcy od strony wsi przy
bramie nie poznali jej po ciemku, ale pucili sdzc, e to pachoek za
czym wysany wraca do komendanta; wic ostatnim tchem wpada do
rodka, przebiega przez majdan obok urawianych studni, przy ktrych
dragoni, wrciwszy przed chwil z objazdu, poili na noc konie - i stana
we drzwiach gwnego domu. May rycerz z panem Zagob siedzieli
wanie konno na awie przed ogniem i popijajc krupnik rozmawiali o
Basi, mniemajc, e ona tam hen, gdzie, zagospodarowywa si w
Raszkowie. Obaj byli markotni, bo im tskno byo za ni okrutnie, i obaj
co dzie spierali si o termin jej powrotu.
- Bro Boe nagych odwily, ddw i roztopw, to Bg wie, kiedy
wrci - mwi pospnie pan Zagoba.
- Zima jeszcze zdziery - odrzek may rycerz - a za jakie om albo
dziesi dni bd ju coraz to spoglda ku Mohilowu.
- Wolabym, eby nie bya wyjedaa. Nic tu po mnie bez niej w
Chreptiowie.
- A czemu wapan radzi?
- Nie zmylaj, Michale! Twoj si to gow stao...
- Byle tylko zdrowo wrcia!
Tu westchn may rycerz i doda:
- Zdrowo i jako najprdzej!..
Wtem skrzypny drzwi i jakie mae, ndzne, obdarte, pokryte niegiem
stworzenie poczo piszcze aonie u proga:
- Michale, Michale!...
May rycerz zerwa si, ale w pierwszej chwili tak zdumia, e stan jak
skamieniay na miejscu, rce otworzy, oczyma j mruga - i sta. Lecz
ona zbliya si mwic z wysileniem, a raczej jczc:
- Michale!... Azja zdradzi... mnie chcia porwa... alem ucieka i... ratuj!
To rzekszy pocza chwia si i pada jak martwa na ziemi; wtedy on
skoczy, porwa j jak pirko na rce, krzyknwszy przeraliwie:
- Chryste miosierny!
Lecz jej biedna zsiniaa gwka zwisa bez ycia na jego ramieniu, wic
sdzc, e trupa ju tylko trzyma w objciu, pocz rycze okropnym
gosem :
- Baka umara!... umara!... rety!...
 Rozdzia XLI 
Wieci o przybyciu Basi piorunem rozleciay si po Chreptiowie, ale nikt
prcz maego rycerza, pana Zagoby i niewiast suebnych nie widzia jej
ni tego wieczora, ni nastpnych. Po owym omdleniu przy progu izby
odzyskaa jeszcze do tyla przytomno, e moga przynajmniej w kilku
sowach powiedzie, jak i co si zdarzyo, lecz wnet poczy si nowe
omdlenia, a w godzin pniej, lubo j cucono wszelkimi sposobami,
ogrzewano, pojono winem, prbowano karmi, nie poznawaa ju nawet
ma i nie byo wtpliwoci, e poczyna si dla niej duga i cika
choroba. Tymczasem jednak ruch uczyni si w caym Chreptiowie.
onierze dowiedziawszy si, e "pani" wrcia pywa, wysypali si na
majdan jak rj pszcz; oficerowie zebrali si wszyscy w wietlicy i
szepczc z cicha, wygldali niecierpliwie nowin z alkierza, w ktrym
zoono Basi. Przez dugi czas jednak nie mona si byo niczego
dowiedzie. Wprawdzie chwilami przemykay pdem przez wietlic
suebne niewiasty, to do kuchni po grzan wod, to do apteczki po
plastry, macie i driakwie, ale te nie pozwalay si zatrzymywa.
Niepewno zaciya oowiem na wszystkich sercach. Coraz wiksze
tumy, nawet ze wsi, zbieray si na majdanie; pytania kryy z ust do
ust; rozesza si wie o zdradzie Azji i o tym, e "pani" ocalia si
ucieczk, ale e uciekaa cay tydzie bez jada i spania. Na ow wie
podnosiy si piersi wciekoci. Wreszcie ogarno gromady onierzy
dziwne a straszne wrzenie, bo tumione obaw, by gonym wybuchem
nie narazi zdrowia chorej.
Na koniec po dugim oczekiwaniu wyszed do oficerw pan Zagoba z
czerwonymi oczyma i zjeonymi resztkami wosw na gowie, a oni
skoczyli ku niemu hurmem i sypny si wnet ciche, gorczkowe pytania:
- yje ? yje ?
- yje - odpar staruszek - ale Bg raczy wiedzie, czy za godzin...
Tu gos mu uwiz w gardzieli, dolna warga pocza mu si trz i
chwyciwszy si nagle rkoma za gow, usiad ciko na awie. Po czym
tumione kania poczy porusza jego pier. Na w widok pan Muszalski
chwyci w objcia pana Nienaszyca, cho go zwyczajnie mniej lubi, i
zawy z cicha, a pan Nienaszyniec zawtrowa mu zaraz. Pan Motowido
oczy wybauszy, jakby chcia co pokn i nie mg, pan Snitko pocz
drcymi rkoma upan rozpina, a pan Hromyka rce podnis do gry i
tak chodzi po izbie. Dojrzeli onierze przez okna te oznaki desperacji,
wic sdzc, e pani ju umara, wszczli gwar i lament. Pan Zagoba,
posyszawszy ten haas, wpad nagle w furi i wyskoczy jak z procy na
majdan.
- Cicho, szelmy! eby was pioruny potrzaskay! -zawoa przyduszonym
gosem. Oni za umilkli wraz, zrozumiawszy, e jeszcze nie czas na
lament, ale nie schodzili z majdanu. Pan Zagoba za wrci do wietlicy
uspokojony nieco i znw siad na awie. W tej chwili niewiasta suebna
pokazaa si znowu we drzwiach alkierza. Pan Zagoba zerwa si ku niej.
- Co tam?
- pi.
- pi? Chwaa Bogu!
- Moe Bg da...
- Co pan komendant robi?
- Pan komendant przy ou.
- To dobrze! ruszaj, po co posano!
Tu pan Zagoba zwrci si ku oficerom i rzek powtarzajc sowa
niewiasty:
- Moe Bg Najwyszy si zmiuje. pi! Jakowa nadzieja we mnie
wstpuje... Uf!...
I oni odetchnli rwnie gboko. Potem zbili si naok pana Zagoby w
ciasne kko i poczli dopytywa:
- Dla Boga! jake si to stao? Co to byo? Jakime sposobem piechot
ucieka?
- Z pocztku nie piechot uciekaa - odszepn pan Zagoba - jeno na
dwch koniach, bo i tego psa, eby go mr pobi, zrzucia z kulbaki.
- Uszom nie wierzym!
- Gowni od pistoletu daa mu midzy oczy, a e si wonczas
przyzostali, nikt nie widzia i nikt nie goni. Jednego konia wilcy jej
zarnli, drugi si utopi pod lodem. O Chryste miosierny! Szo
niebotko samo przez bory nic nie jedzc, nic nie pijc!...
Tu rykn znowu pan Zagoba i przerwa na czas jaki opowiadanie, a
oficerowie take, a si pokadali na awy i z podziwu, i ze zgrozy, i z
alu nad ukochan przez wszystkich niewiast.
- Przyszedszy pod Chreptiw - cign po chwili pan Zagoba - nie
poznaa ju miejsca i gotowaa si zamrze, dopiero usyszawszy
skrzypienie studni pomiarkowaa, e blisko ju, i dowloka si ostatnim
tchem...
- Bg j strzeg w takich terminach - rzek pan Motowido, obcierajc
mokre wsy - ustrzee jej i dalej.
- Tak bdzie! w sedno wapan ugodzi! - poszepno kilka gosw.
Wtem z majdanu doszed znowu gwar goniejszy, pan Zagoba znw si
zerwa ze wciekoci i wypad przed drzwi.
Gowa tam staa przy gowie; onierze na widok pana Zagoby i dwch
innych oficerw cofnli si pkolem.
- Cicho mi, sobacze dusze! - zacz pan Zagoba - bo ka...
Lecz z pkola wystpi Zydor Lunia, wachmistrz dragoski, szczery
Mazur, ulubiony onierz Woodyjowskiego, i postpiwszy par krokw
wyprostowa si jak struna i rzek stanowczym gosem :
- A to, prosz waszej mioci, inaczej nie ma by, jeno skoro ten taki syn
pani nasz chcia ukrzywdzi, to my na niego chcemy ruszy, by te
mie pomst. Co ja gadam, tego wszyscy prosz. A jak pan pukownik
sam nie moe, to my i pod inn komend pjdziem, choby do samego
Krymu, byle onego dosta i za nasz pani nie darowa!...
Zawzita, zimna, chopska groba brzmiaa w gosie wachmistrza; inni za
dragoni i pocztowi z towarzyskich chorgwi poczli zgrzyta zbami, i z
cicha w szable trzaska, i sapa, i mrucze. Guchy ten pomruk, jak
pomruk niedwiedzia w mroku nocnym, mia w sobie co po prostu
strasznego. Wachmistrz sta wyprostowany i czeka odpowiedzi, za nim
czekay cae szeregi i zna w nich byo upr i zacieko tak wielk, e
wobec niej nie ostaa si nawet zwyka karno onierska. Przez chwil
trwao milczenie. Nagle gos jaki w dalszych szeregach ozwa si:
- Krew onego najlepsze dla "pani" lekarstwo!
Gniew pana Zagoby opad, bo rozczulio go to przywizanie onierstwa
do Basi, a przy tym na wzmiank o lekarstwie zawita mu w gowie inny
zamiar, mianowicie sprowadzenia medyka do Basi. W pierwszej chwili w
pustynnym Chreptiowie nikt o tym nie pomyla, ale przecie w Kamiecu
mieszkao kilku medykw, midzy nimi za jeden Grek, czek sawny,
bogaty, kamienic kilka majcy, a tak uczony, e niemal za
czarnoksinika powszechnie go uwaano. Bya tylko wtpliwo, czy -
bdc bogatym- chciaby jecha za jak bd cen w dalek pustyni, on,
ktrego nawet magnaci "acanem" tytuowali.
Pan Zagoba zaduma si przez ma chwil, po czym rzek:
- Suszna pomsta tego arcypsa nie minie; ja wam to przyrzekam, a
wolaby on pewnie, eby mu krl jegomo pomst poprzysig nili
Zagoba. Jeno nie wiadomo, czy yw jeszcze, bo go pani, wyrywajc mu
si z rk, gowni od pistoletu w sam rozum ugodzia. Teraz wszelako nie
czas o tym myle, bo naprzd trzeba pani ratowa.
- My by choby wasnym zdrowiem radzi! - odpar Lunia.
A tumy znw zamruczay na potwierdzenie sw wachmistrza.
- Suchaj, Lunia - rzek Zagoba. - W Kamiecu mieszka medyk
Rodopu. Pojedziesz do niego; powiesz mu, e pan genera podolski zaraz
pod miastem nog wykrci i ratunku czeka. A gdy w jeno za murem
bdzie, chwycisz go za eb, wsadzisz na ko albo do worka i
przywieziesz jednym pdem do Chreptiowa. Konie ka co par staja
porozstawia i bdziecie w skok jecha. Bacz tylko, by go ywego
dowiz, bo nic nam po umarym.
Pomruk zadowolenia da si sysze ze wszystkich stron, Lunia za
ruszy srogimi wsami i rzek:
- Ju ja jego dostan i nie uroni, a w Chreptiowie!
- Ruszaj !
- Prosz waszej mioci?
- Czego jeszcze?
- A jakby potem skapia?
- Niech skapieje, byle dojecha yw! Bierz szeciu ludzi i ruszaj!
Lunia skoczy. Inni radzi, e mog co dla pani uczyni, rzucili si konie
kulbaczy i w kilka pacierzy szeciu ludzi ruszyo do Kamieca, za nimi
za inni prowadzili lune konie, by je porozstawia po drodze. Pan
Zagoba, zadowolony ze siebie, wrci do wietlicy. Po chwili wyszed z
alkierza Woodyjowski, zmieniony, pprzytomny, obojtny na sowa
wspczucia i pociechy. Owiadczywszy panu Zagobie, e Basia pi
cigle, siad na awie i patrzy jak bdny we drzwi, za ktrymi leaa.
Zdawao si oficerom, e nasuchuje, wic wszyscy dech wstrzymywali, i
w izbie zapanowaa cisza zupena. Po upywie pewnego czasu Zagoba
zbliy si na palcach do maego rycerza.
- Michale - rzek- posaem po medyka do Kamieca, ale... ale moe by
jeszcze po kogo posa?...
Woodyjowski patrzy, zbiera myli i widocznie nie rozumia.
- Po ksidza - rzek Zagoba. - Ksidz Kamiski na rano mgby zdy?
Wwczas may rycerz zamkn oczy, odwrci poblad jak chusta twarz
do komina i pocz powtarza prdkim szeptem :
- O Jezu, Jezu, Jezu!
Wic pan Zagoba, nie pytajc wicej, wyszed i wyda rozporzdzenia.
Gdy wrci, Woodyjowskiego nie byo ju w wietlicy. Oficerowie
powiedzieli panu Zagobie, e chora pocza woa ma, nie wiadomo:
czy w gorczce, czy przytomnie. Stary szlachcic przekona si niebawem
naocznie, e byo to w gorczce. Policzki Basi kwity jasnymi
rumiecami; pozornie wydawaa si zdrow, ale oczy jej, jakkolwiek
byszczce, byy mtne, jak gdyby renice rozpuciy si w biaku; biedne
jej rce szukay czego przed sob jednostajnym ruchem na kodrze.
Woodyjowski lea u jej ng pywy. Od czasu do czasu chora
mruczaa co z cicha lub wymawiaa goniej niektre wyrazy, midzy
innymi za "Chreptiw" powtarza si najczciej. Widocznie chwilami
zdawao si jej, e jest jeszcze w podry. Pana Zagob szczeglniej
zaniepokoi w ruch rk na kodrze, bo w jego bezwiadomej
jednostajnoci widzia oznak zbliajcej si mierci. Czek by
dowiadczony i wielu ludzi umierao w jego oczach, lecz nigdy serce nie
krajao mu si takim alem, jak na widok tego kwiatka widncego tak
wczenie. Wic zrozumiawszy, e Bg jeden moe uratowa to gasnce
ycie, klkn przy ou i pocz modli si arliwie.
Tymczasem oddech Basi stawa si coraz ciszy, a stopniowo zmienia
si w rzenie. Woodyjowski zerwa si od jej ng. Zagoba wsta z
klczek; obaj nie rzekli do si ani sowa, tylko spojrzeli sobie w oczy, a w
spojrzeniu tym byo przeraenie. Zdawao si im, e ju kona. Ale trwao
to tylko chwil. Wkrtce oddech jej uspokoi si i nawet zwolnia.
Odtd byli cigle midzy obaw a nadziej. Noc wloka si leniwie.
Oficerowie nie poszli take na spoczynek, ale siedzieli w wietlicy, to
spogldajc na drzwi alkierza, to szepcc midzy sob, to drzemic.
Pacho wchodzi co pewien czas dorzuca drzewa na komin, a za kadym
poruszeniem klamk oni zrywali si z aw sdzc, e to wchodzi
Woodyjowski lub Zagoba i e usysz straszne sowa:
-Ju nie yje!
Tymczasem kury poczy pia, a ona tam jeszcze zmagaa si z gorczk.
Nad ranem zerwa si wicher okrutny z deszczem i hucza w belkach, wy
w dachu, chwilami chwia pomieniem w kominie, wyrzucajc na izb
kby dymu i skry. O pierwszym brzasku pan Motowido wyszed po
cichu, bo mia jecha na objazd. Na koniec wsta dzie blady, chmurny i
owieci twarze zmczone.
Na majdanie pocz si zwyky ruch, sycha byo wrd powistw
wichru tupot koski po stajennych dylach i cignienie urawi, i gosy
onierskie, lecz wkrtce ozwa si dzwonek: przyjecha ksidz Kamiski.
Gdy wszed, przybrany w bia kom, oficerowie poklkali. Zdao si
wszystkim, e nastaa uroczysta chwila, po ktrej niewtpliwie mier
musi nadej. Chora nie odzyskaa przytomnoci, wic ksidz nie mg
jej spowiada. Da jej tylko ostatnie namaszczenie, po czym zacz
maego rycerza pociesza i namawia, by podda si woli boej. Atoli
temu nic byo po tej pociesze, bo adne sowa nie mogy przez jego
bole przenikn. Przez cay dzie mier krya nad Basi. Jak pajk,
ukryty gdzie w mrocznym kcie puapu, wypeznie czasem na wiato i
na niewidzialnej nici spuszcza si ku doowi, tak ona zdawaa si
chwilami zstpowa tu nad gow Basi. I nieraz widziao si obecnym,
e ju cie jej pada na Basine czoo, e ta duszka jasna ju, ju roztwiera
skrzyda, aby ulecie z Chreptiowa gdzie w nieskoczone przestrzenie,
na drug stron ycia; po czym znw mier, jak pajk, krya si pod
puapem i nadzieja napeniaa serca. Bya to jednak niezupena i czasowa
tylko nadzieja, bo tego, eby Basia miaa przey t chorob, nikt nie
mia si spodziewa. Nie spodziewa si i Woodyjowski, tote bole
jego staa si tak wielka, e pan Zagoba, acz sam srodze strapiony,
pocz si lka i poleca go opiece oficerw.
- Dla Boga ! pilnujcie go - mwi - bo si noem pchnie!
Woodyjowskiemu wprawdzie nie przychodzio to do gowy, ale w tej
targaninie alu i blu pyta si jednake siebie ustawicznie:
"Jake to ja mam zostawa, kiedy ona odchodzi? Jake mi puszcza
samo to kochanie najdrosze? Co ona powie, gdy obejrzawszy si tam za
mn, nie znajdzie mnie koo siebie."
I tak rozmylajc pragn umrze z ni razem ze wszystkich si duszy, bo
rwnie, jak sobie nie wyobraa ycia na ziemi bez niej, tak samo nie
rozumia, aby ona w tamtym yciu moga by szczliw bez niego i za
nim nie tskni. Po poudniu zowrogi pajk skry si znowu pod
puapem, rumiece Basi przygasy i gorczka zmniejszya si do tyla, e
chorej wrcio nieco przytomnoci. Czas jaki leaa z zamknitymi
oczyma, po czym otworzywszy je, popatrzya uwanie w twarz maego
rycerza i spytaa :
- Michaku, czy ja w Chreptiowie?
- Tak jest, kochanie! - odrzek zaciskajc zby Woodyjowski.
- I ty naprawd stoisz przy mnie?
- Tak jest! Jak si czujesz?
- Oj, dobrze!...
Wida sama nie bya pewna, czy to nie gorczka stawia jej przed oczy
zudne widzenia. Ale od tej chwili odzyskiwaa coraz wicej
przytomnoci. Wieczorem nadjecha wraz z ludmi wachmistrz Lunia i
wytrzsn z worka przed fortalicj kamienieckiego medyka wraz z
lekarstwami. w ledwie y. Ale poznawszy, i nie jest w zbjeckim, jak
mniema, rku, ale e do chorej zosta w ten sposb zaproszony,
wkrtce, po przemijajcych mdociach, zabra si ywo do ratunku,
zwaszcza e mu pan Zagoba pokaza w jednej rce mieszek peen
cztych, w drugiej nabity pistolet, mwic:
- To nagroda za ycie, a to za mier!
I tej samej nocy jeszcze, prawie o samym witaniu, zowrogi pajk skry
si gdzie raz na zawsze; natomiast wyrok medyka: "Bdzie dugo
chorowa, ale ozdrowieje" - rozebrzmia radosnym echem po caym
Chreptiowie. Gdy go pierwszy raz Woodyjowski usysza, pad na ziemi
i rozszlocha si tak, i zdawao si, e kania piersi mu rozerw; pan
Zagoba zesab cakiem z radoci, a twarz pokrya mu si potem i ledwie
zdoa zawoa: "pi!"
Oficerowie brali si wzajem w ramiona.
A na majdanie zebrali si znw dragoni, pocztowi i Kozacy pana
Motowidy. Ledwie ich mona byo wstrzyma od okrzykw. Chcieli
koniecznie czymkolwiek okaza sw rado i poczli prosi o kilku
uwizionych w chreptiowskich piwnicach lewensw, aby ich na intencj
"pani" powiesi. Ale may rycerz odmwi.
 Rozdzia XLII 
Przez tydzie jeszcze Basia chorzaa tak ciko, e - gdyby nie
zapewnienie medyka - i may rycerz, i pan Zagoba byliby przypuszczali,
e pomyk jej ycia zganie lada chwila. Dopiero po upywie tego czasu
uczynio si jej znacznie lepiej; przytomno wrcia jej zupenie i chocia
medyk przewidywa, e przyjdzie jej z miesic albo ptora lee, przecie
byo ju rzecz pewn, e do zupenego zdrowia powrci i dawne siy
odzyska. Woodyjowski, ktry w czasie choroby krokiem niemal nie
odchodzi od jej wezgowia, pokocha j po tych terminach - o ile to byo
moliwe- jeszcze ogniciej i wiata za ni nie widzia. Chwilami, gdy
siedzia przy niej, gdy patrzy w t twarzyczk, wychud jeszcze i
mizern, ale weso, w te oczy, ktrym z kadym dniem powraca dawny
ogie, braa go ochota i mia si, i paka, i krzycze z radoci:
- Zdrowieje moja Baka jedyna, zdrowieje!
I rzuca si do jej rk, a czasem caowa te biedne, mae stopki, ktre tak
walecznie brny przez niegi gbokie do Chreptiowa, sowem, kocha j
i czci nadzwyczajnie. Czu si te okrutnie dunym Opatrznoci i
pewnego razu rzek wobec pana Zagoby i oficerw:
- Chudym pachoek, ale chobym mia rce do okci urobi, jue si
przecie na kocioek, bogdaj drewniany, zdobd. Bo ile razy w nim
dzwony zadzwoni, tyle razy wspomn miosierdzie boskie i dusza zgoa
rozpynie si we mnie z wdzicznoci !
- Daj Boe wpierw szczliwie tureck wojn przeby - odrzek mu na to
pan Zagoba.
Na to may rycerz ruszy wsikami i odpowiedzia:
- Pan Bg najlepiej wie, co go wicej udelektowa moe: zechceli
kocika, to mi uchroni, a jeli bdzie wola krew moj, to mu jej te
nie poskpi, jak mi Bg miy! Basia wraz ze zdrowiem odzyskiwaa i
humor. W dwa tygodnie pniej kazaa odchyli nieco wieczorem drzwi
do alkierza i gdy oficerowie zebrali si w wietlicy, ozwaa si do nich
swym srebrzystym gosem :
- Dobry wieczr wapanom! Ju nie zamr, aha!
- Bogu Najwyszemu dziki! - odpowiedzieli chrem onierze.
- Sawa Bohu, detyno myenkaja! - zawoa osobno pan Motowido, ktry
szczeglniej ojcowskim afektem Basi kocha, a ktry w chwilach
wielkiego wzruszenia zawsze mwi po rusisku.
- Patrzcie, wapanowie - mwia dalej Basia - co to si stao! Kto by si
by tego spodziewa? Szczcie, e si jeszcze tak skoczyo!
- Bg czuwa nad niewinnoci - ozwa si znw chr przeze drzwi.
- A pan Zagoba nieraz mnie wymiewa, e to do szabli mam wicej
ochoty ni do kdzieli. Dobrze! Sia by mi pomoga kdziel albo iga!
A przecieem si wcale po kawalersku spisaa, nieprawda?
- e i anio by si lepiej nie spisa!
Dalsz rozmow przerwa pan Zagoba zamkniciem drzwi od alkierza,
bo si obawia zbytniego zmczenia dla Basi. Lecz ona pocza na niego
prycha jak kotka, bo miaa ochot do dalszej gawdki, a zwaszcza do
suchania dalszych pochwa swego mstwa i dzielnoci. Teraz, gdy
niebezpieczestwo przeszo i stao si tylko wspomnieniem, bya bardzo
dumna ze swego postpku z Azj i wymagaa koniecznie pochwa.
Niejednokrotnie te zwracaa si do maego rycerza i dotykajc palcem
jego piersi mwia z min rozpieszczonego dziecka:
- Chwali za mstwo !
A on, posuszny, chwali, a on pieci, caowa po oczach i po rkach, a
pan Zagoba, lubo sam rozczula si nad ni w duszy niepomiernie, udajc
zgorszenie poczyna mrucze:
- Ha! rozpuci si to do reszty jak dziadowski bicz!...
Rado ogln w Chreptiowie z powodu ocalenia Basi mcia tylko myl
o szkodzie, jak zdrada Azji Tuhaj-bejowicza wyrzdzia
Rzeczypospolitej, i o strasznym losie starego pana Nowowiejskiego,
obydwch pa Boskich i Ewki. Basia trapia si tym niepomau, a z ni i
wszyscy, bo ju zdarzenia raszkowskie wiadome byy dokadnie nie tylko
w Chreptiowie, ale nawet w Kamiecu i dalej. Przed kilku dniami
zatrzyma si wanie w Chreptiowie pan Myliszewski, ktry pomimo
zdrady Azji, Kryczyskiego i Adurowicza, nie traci nadziei, e mu si
jeszcze uda przecign na polsk stron innych lipkowskich
rotmistrzw. W te lady za panem Myliszewskim przyjecha pan
Bogusz, a po nich przyszy wiadomoci wprost z Mohilowa, z Jampola i z
samego Raszkowa.
W Mohilowie pan Gorzeski, widocznie lepszy onierz ni mwca, nie
da si podej. Przejwszy rozkaz Azji do pozostaych zaog Lipkw,
sam napad na nich z garci mazurskiej piechoty i wyci lub w niewol
zabra; oprcz tego wysa ostrzeenie do Jampola, przez co i to drugie
miasto ocalao. Potem wkrtce wrciy wojska. Tak wic jeden tylko
Raszkw pad ofiar. Woodyjowski odebra stamtd wanie list od pana
Biaogowskiego donoszcy o tamtejszych zdarzeniach i innych sprawach
dotyczcych caej Rzeczypospolitej.
"Dobrze, em przyjecha (pisa midzy innymi pan Biaogowski), gdy
Nowowiejski, ktry mnie zastpowa, teraz nie byby w stanie tej funkcji
peni. Ju on do kocieja podobniejszy ni do czowieka i pewnikiem
wielkiego kawalera stracimy, bo go bole nad miar si przycisna. Ojca
mu zarnito, siostra w ostatnim pohabieniu, przez Azj Adurowiczowi
darowana, a pann Bosk Azja wzi sobie. Nic ju po nich, choby si i
udao je z jasyru wydoby. Wiemy o tym od jednego Lipka, ktry przy
przeprawie przez rzek karku sobie nadkrci i uchwycon przez naszych,
na wglach wszystko dywulgowa. Azja Tuhaj-bejowicz, Kryczyski i
Adurowicz poszli a hen, pod Adrianopol. Nowowiejski wydziera mi si
za nimi koniecznie, mwic, e Azj musi choby ze rodka sutaskiego
obozu wzi i za swoje mu zapaci. Zawsze on by zawzity i rezolut, a
teraz mu si nie dziwi, ile e o pann Bosk chodzi, ktrej zy termin
zami rzewnymi wszyscy oblewamy, bo dziewka bya sodka i nie wiem,
ktrego by serca tu sobie nie zjednaa. Ja przecie Nowowiejskiego
hamuj i powiadam, e Azja sam do niego przyjdzie, bo wojna pewna, a
rwnie i to pewne, e ordy przodem rusz. Mam wiadomoci z Multan
od perkuabw, ba ! i od kupcw tureckich, e pod Adrianopolem wojska
ju poczynaj si zbiera. Ordy moc. ciga te jazda turecka, jako to
oni nazywaj: <<spahisy>>, a sam sutan ma nadcign z janczarami.
Dobrodzieju ! mrowie bdzie nieprzebrane, bo cay Wschd wyruszy, a u
nas wojska gar. Caa nadzieja w opoce kamienieckiej, ktr, daj Bg,
aby przystojnie opatrzono. W Adrianopolu ju wiosna, a u nas omal, bo
dde id okrutne i trawa si pokazuje. Ja id do Jampola, bo Raszkw
jeno kupa popiou, i nie masz gdzie gowy skoni ani co w gb woy.
Przy tym tak myl, e wkrtce nas ze wszystkich tych komend
pocigaj." May rycerz mia swoje wiadomoci, rwnie pewne, a
nawet jeszcze pewniejsze, bo z Chocimia pochodzce, e wojna
nieunikniona. Niedawno nawet posa je hetmanowi. Jednake list
Biaogowskiego, jako z ostatniej rubiey pochodzcy, wanie dlatego e
te wiadomoci potwierdza, silne na nim uczyni wraenie. Nie wojny
jednak obawia si may rycerz, ale chodzio mu o Basi.
- Rozkaz hetmaski, aby komendy ciga - mwi do pana Zagoby-
moe przyj lada dzie i - suba sub - trzeba bdzie rusza nie
mieszkajc, a tu Baka ley i czas zy.
- eby i dziesi rozkazw przyszo - odrzek pan Zagoba - Baka grunt.
Bdziem siedzie, pki cakiem nie ozdrowieje. Wojna przecie si nie
zacznie nie tylko przed kocem zimy, ale i przed kocem roztopw, tym
bardziej e armat cik bd przeciw Kamiecowi prowadzi.
- Kiedy w wapanu to zawsze stary wolentariusz siedzi - odpar
niecierpliwie may rycerz - wapan mylisz, e rozkaz mona dla prywaty
spostponowa.
- Ha ! jeli milszy rozkaz od Baki, to j pakuj na wz i jed. Wiem,
wiem, ty j dla rozkazu gotw choby widami podsadza, jeli si
pokae, e o wasnej mocy do bryki si nie zdoa. Nieche was kaduk
porwie z tak dyscyplin! Po staremu czowiek robi, co mg, a czego
nie mg, tego i nie uczyni. W gbie masz miosierdzie, ale niech jeno
krzykn: "Hajda na Turka!" - to je wypluniesz jak pestk, a t niebog
przy koniu na arkanie poprowadzisz!
- Ja nie mam miosierdzia dla Basi?! Bje si wapan ran
Ukrzyowanego! - zakrzykn may rycerz.
Pan Zagoba sapa czas jaki gniewnie, dopiero spojrzawszy na strapion
twarz Woodyjowskiego tak przemwi:
- Michale, wiesz, e co mwi, to mwi z afektu icie rodzicielskiego dla
Baki. Inaczej, czybym ja tu jeszcze siedzia pod obuchem tureckim,
zamiast wczasu w bezpiecznej stronie zaywa, czego by mi w moich
leciech i nikt za ze mie nie mg? A kto ci Bak zaswata? Jeli si
pokae, e nie ja, to mi rozka wypi kad wody, niczego dla smaku do
niej nie przylawszy.
- yciem si wapanu za to nie wypac! - odrzek may rycerz.
I wzili si w ramiona, po czym zapanowaa zaraz midzy nimi najlepsza
zgoda.
- Ju ja sobie tak uoyem - rzek may rycerz - e gdy przyjdzie wojna,
wapan zabierzesz Bak i pojedziesz z ni do Skrzetuskich, do ziemi
ukowskiej. Tam przecie czambuy nie dojd.
- Uczyni to dla ciebie, chocia na Turka znalazaby si ochotka, bo nie
masz dla mnie nic bezecniejszego nad ten wiski nard wina nie pijcy!
- Jednego si tylko boj, oto, e Baka naprze si do Kamieca, eby by
przy mnie. Skra mi cierpnie, gdy o tym pomyl, a jak Bg Bogiem,
bdzie si napieraa.
- To nie pozwolisz. Mao to ju zego z tego wyniko, e jej we
wszystkim folgujesz i e na ow ekspedycj raszkowsk pozwoli,
chociaem od razu przeciw niej zakrzykn!
- A nieprawda! Powiedziae wapan, e nie chcesz radzi.
- Skoro ja mwi, e nie chc radzi, to gorzej, nibym odradza.
- Powinna mie Baka nauk, ale co to z ni! Jak bdzie widziaa miecz
nad moj gow, uprze si!
- To nie pozwolisz, powtarzam! Dla Boga! co za somiany m!
- Kiedy, confiteor, e jak ona pistki w oczy wsadzi a pocznie paka
albo niechli tylko zacznie pacz symulowa, oho! ju we mnie serce jako
maso na patelni. Nie moe by inaczej, tylko musiaa mi co zada.
Odesa j, odel, bo mi jej przezpieczestwo od wasnego zdrowia
milsze, ale gdy pomyl, e przyjdzie j tak zmartwi - dalibg - dech mi
z aoci zapiera.
- Michale, mieje Boga w sercu, nie daj si za nos wodzi!
- Ba, nie daj si! Kt i tak mwi, jeli nie wapan, e miosierdzia
adnego nad ni nie mam?
- H? - rzek Zagoba.
- Wapanu niby na przemylnoci nie zbywa, a sam si teraz za ucho
skrobiesz!
- Bo si namylam, jakiej najlepiej perswazji zay.
- A jak od razu pistki w oczy wsadzi?
- Wsadzi, jak mi Bg miy! - rzek z widoczn obaw pan Zagoba.
I tak si kopotali obaj, bo prawd rzekszy, Basia pozbada zupenie ich
obydwch. Rozpiecili j do ostatka w chorobie i tak kochali, e
konieczno postpienia wbrew jej sercu i chci napeniaa ich
przestrachem. e Basia oporu nie stawi i podda si z pokor wyrokowi, o
tym wiedzia dobrze jeden i drugi, ale nie mwic ju o Woodyjowskim,
nawet pan Zagoba wolaby uderzy samotrze na cay puk janczarw
ni widzie j wsadzajc pistki do oczu.
 Rozdzia XLIII 
Tymczasem tego samego dnia nadesza im niezawodna, jak sdzili,
pomoc w osobach niespodzianych a miych nad wszystko goci. Oto pod
wieczr przyjechali bez adnego poprzednio oznajmienia oboje
Ketlingowie. Rado i zdumienie na ich widok byy w Chreptiowie
nieopisane; oni za dowiedziawszy si od pierwszego pytania, e Basia
przychodzi ju do zdrowia, ucieszyli si rwnie bardzo. Krzysia
skoczya zaraz do alkierza i w teje chwili wychodzcy stamtd pisk i
okrzyki oznajmiy rycerzom o uszczliwieniu Basi. Ketling z
Woodyjowskim trzymali si dugi czas w objciach, to odsuwajc si
wzajem od siebie na dugo ramienia, to znw czc si w ucisku.
- Dla Boga! - rzek wreszcie may rycerz - Ketling! Do buawy mniej bym
si ucieszy ni do ciebie, ale co porabiasz w tych stronach?
- Pan hetman mnie przeoonym nad artyleri kamienieck uczyni-
odrzek Ketling - wic przyjechalimy z on do Kamieca. Tam
dowiedziawszy si o terminach, ktre was spotkay, wybralimy si bez
zwoki do Chreptiowa. Chwaa Bogu, mj Michale, e si wszystko
szczliwie zakoczyo. Jechalimy w strapieniu wielkim i w niepewnoci,
bomy jeszcze nic nie wiedzieli, czy tu na rado, czy na smutki
przyjedamy.
- Na uciech, na uciech! - wtrci pan Zagoba.
- Jake to si stao? - pyta Ketling.
May rycerz i pan Zagoba poczli na wyprzodki opowiada, a Ketling
sucha, oczy i rce do gry wznosi i Basine mstwo podziwia.
Nagadawszy si do syta, j may rycerz wypytywa Ketlinga, co si z
nim dziao, a w szczegowie zdawa spraw. Po lubie mieszkali na
pograniczu Kurlandii. Byo im ze sob tak dobrze, e i w niebie nie mogo
by lepiej. Ketling biorc Krzysi wiedzia doskonale, e "nadziemsk
istot" bierze, i tego zdania dotychczas nie zmieni. Panu Zagobie i
Woodyjowskiemu przypomnia si po tym wyraeniu dawny Ketling,
zawsze wyraajcy si dwornie a grno - i poczli go na nowo ciska, a
gdy ju tymi uciskami nasycili sw przyja dostatecznie, stary szlachcic
spyta:
- Zali tej nadziemskiej istocie nie przytrafi si jakowy ziemski casus,
ktry nogami wierzga i palcem w gbie zbw szuka?
- Bg nam da syna! - odrzek Ketling - a teraz znowu...
- Zauwayem - przerwa Zagoba. - A tu u nas wszystko po staremu!
To rzekszy utkwi swoje zdrowe oko w maym rycerzu, w za pocz
raz po razu wsikami rusza. Dalsz rozmow przecio wejcie Krzysi,
ktra ukazawszy si we drzwiach, rzeka 
- Baka prosi.
Ruszyli zaraz wszyscy do alkierza i tam zaczy si nowe powitania.
Caowa Ketling rce Basi, a Woodyjowski znw Krzysine, zarazem za
przypatrywali si sobie wszyscy ciekawie, jak ludzie, ktrzy nie widzieli
si dawno. Ketling nie zmieni si prawie nic: wosy mia tylko krtko
obcite i to czynio go modszym; natomiast Krzysia bya zmieniona,
przynajmniej w owym czasie, niepomiernie. Nie bya tak wiotka i
wysmuka jak dawniej i na twarzy bya bledsza, przez co meszek nad jej
ustami wydawa si ciemniejszy.
Zostay jej tylko dawne przeliczne oczy z niezmiernie dugimi rzsami i
dawna w obliczu pogoda. Ale rysy jej, niegdy tak cudne, straciy dawn
subtelno: Mogo to by wprawdzie chwilowe tylko, jednake
Woodyjowski, spogldajc na ni i porwnujc j ze sw Bak, mimo
woli mwi sobie:
- Dla Boga ! jak ja mogem w tej si kocha tam, gdzie obie byy razem?
Gdzie ja miaem oczy?
Przeciwnie za Baka wydawaa si Ketlingowi przeliczn. Bo te bya
liczna ze swoj pow, wichrowat czupryn nasunit na brwi, ze swoj
cer, ktra straciwszy nieco rumiecw, staa si po chorobie do listka
biaej ry podobna. Teraz jednak twarzyczka jej bya zarumieniona
cokolwiek z radoci i delikatne jej chrapki poruszay si szybko.
Wydawaa si tak moda, e prawie niedorosa, i na pierwszy rzut oka
mona byo sdzi, e jest o jakie dziesi lat od Ketlingowej modsza.
Ale jej pikno podziaaa tylko w ten sposb na czuego Ketlinga, e z
jeszcze wiksz tkliwoci pocz myle o onie, bo czu si wzgldem
niej winnym.
Obie niewiasty wypowiedziay sobie ju wszystko, co w tak krtkim
przecigu czasu mona byo wypowiedzie, wic teraz caa kompania
zasiadszy przy ku Basi pocza wspomina dawne czasy. Ale ta
rozmowa nie sza jako, byy bowiem w tych dawniejszych czasach
rne draliwe materie: byy konfidencje pana Michaowe z Krzysi i
obojtno maego rycerza wzgldem ukochanej teraz Baki, i rne
przyrzeczenia, i rne desperacje. Pobyt w Ketlingowym dworku mia dla
wszystkich urok i wdziczn pozostawi po sobie pami, ale mwi o
tym byo niezrcznie. Wkrtce te Ketling rozpocz z innej beczki.
- Nie wspominaem jeszcze - rzek - iemy po drodze wstpowali do
pastwa Skrzetuskich, ktrzy nas przez dwie niedziele puci nie chcieli i
tak podejmowali, e i w niebie nie mogoby nam by lepiej.
- Na miy Bg! jak si maj Skrzetuscy? - zawoa pan Zagoba. - To i
jegocie w domu zastali?
- Zastalimy, bo na czas od pana hetmana z trzema starszymi synami
przyjecha, ktrzy w kompucie su.
- Skrzetuskich nie widziaem od czasu naszego wesela - rzek may
rycerz. - By on tu z chorgwi w Dzikich Polach i synowie byli z nim
razem, ale nie przygodzio si spotka.
- Okrutnie tam wszyscy tskni za jegomoci ! - rzek Ketling zwracajc
si do pana Zagoby.
- Ba! a ja za nimi ! - odpar stary szlachcic. - Ale to tak: siedz tu, kuczy
mi si bez nich; pojad tam, bdzie mi si kuczy bez tej asicy... Takie
to ycie ludzkie, e nie w jedno, to w drugie ucho wiatr wieje... A
najgorzej sierocie, bo ebym ja mia co swego, to bym cudzego nie
kocha.
- Wapana by i rodzone dzieci wicej od nas nie mioway - odrzeka
Basia. Usyszawszy to pan Zagoba uradowa si bardzo i porzuciwszy
tskne myli, wpad zaraz w jowialny humor, wic posapawszy nieco,
odrzek:
- Ha! gupi byem wtedy u Ketlinga, em oto i Krzyk, i Bak wam
swata, a o sobie nie pomyla! Jeszcze by czas...
Tu zwrci si do niewiast:
- Przyznajcie si, e obie kochaycie si we mnie i e kada wolaaby za
mnie i ni za Michaa albo Ketlinga.
- Ma si rozumie! - zawoaa Basia.
- Halszka Skrzetuska te by mnie bya w swoim czasie wolaa. Ha! Stao
si! To mi dopiero niewiasta stateczna, nie adna powsinoga, co Tatarom
zby wybija! A zdrowa tam ona?
- Zdrowa, jeno nieco strapiona, bo im dwch rednich z ukowa ze szk
do wojska ucieko - odrzek Ketling - sam Skrzetuski jeszcze rad, e to w
wyrostkach taka fantazja, ale matka, zwyczajnie matka!
- Sia tam wszystkich dzieci? - spytaa z westchnieniem Baka.
- Chopcw jest dwunastu, a teraz pocza si pe nadobna - odrzek
Ketling. 
Na to pan Zagoba:
- Ha ! szczeglne bogosawiestwo boe nad tym domem ! Wszystkom
to pohodowa na wasnym onie jako pelikan... Musz redniakom uszu
nakrci, bo jeli mieli ucieka, niechby byli tu do Michaa uciekli...
Czekajcie no, to musia drapn Michako z Jakiem? Takie tam tego
mrowie, e samemu ojcu imiona si mieszay. A wrony to na p mili
naok nie ujrzysz, bo wszystko, szelmy, z guldynek wystrzelay. Ba, ba
! drugiej takiej niewiasty ze wiec szuka! Co jej, bywao, powiem:
"Halszka! basayki mi dorastaj, trzeba mi nowej uciechy!" -to niby na
mnie fuknie, a na termin jest! jakoby kto zapisa! Imainujecie sobie: do
tego doszo, e jak ktra podwika w okolicy nie moga si konsolacji
doczeka, to szat od Halszki poyczaa - i pomagao, jak mi Bg miy!...
Wszyscy zdziwili si bardzo, tak e nastaa chwila milczenia - po czym
ozwa si nagle gos maego rycerza:
- Baka ! syszysz?
- Micha, bdziesz cicho? - odpowiedziaa Basia.
Lecz Micha nie chcia by cicho, bo mu rne chytre myli przyszy do
gowy, zwaszcza za wydao mu si, e przy tej sprawie mona bdzie i
drug, rwnie wan zaatwi, wic pocz mwi, niby tak sobie, od
niechcenia, jako o rzeczy w wiecie najzwyczajniejszej:
- Dalibg, warto by te Skrzetuskich odwiedzi! No, jego nie bdzie, bo
on do hetmana ruszy, ale ona przecie ma rozum i Pana Boga kusi nie
zwyka, wic ostanie w domu.
Tu zwrci si do Krzysi :
- Idzie wiosna i aura bdzie pikna. Teraz dla Baki jeszcze za wczenie,
ale pniej nieco, dalibg, moe bym si nie przeciwi, bo to przyjacielski
obowizek. Pan Zagoba by was tam obie odwiz, a na jesie, jak si tu
uspokoi, to i ja bym za wami cign...
- A to jest arcyprzednia myl! - zawoa pan Zagoba. - Ja i tak musz
jecha, bom ju ich niewdzicznoci nakarmi. Ha! zapomniaem, e
yj na wiecie ! a mi i wstyd !
- Co wapani na to? - pyta Woodyjowski patrzc pilnie w Krzysine
oczy. Lecz ta najniespodzianiej odrzeka e zwykym sobie spokojem :
- Rada bym, ale nie moe to by, bo ja w Kamiecu przy mu zostan i
adn miar go nie odstpi.
- Dla Boga, co sysz! - zawoa Woodyjowski. - Wapani w fortecy
zostaniesz, ktra na pewno oblegana bdzie i to przez nieprzyjaciela,
adnej dyskrecji nie znajcego. Nie mwi jeszcze, eby z jakim
politycznym nieprzyjacielem miaa by wojna, ale tu przecie z
barbarzystwem sprawa. Aza wapani wiesz, co to zdobyte miasto? co to
turecki albo tatarski jasyr? Uszom swoim nie wierz!
- A wszelako nie moe inaczej by! - odrzeka Krzysia.
- Ketling! - zawoa w rozpaczy may rycerz - take to dae si ju
opanowa? - Czowieku, miej Boga w sercu !
- Deliberowalimy dugo - odrzek Ketling - i na tym stano.
- I syn nasz ju w Kamiecu jest, pod opiek jednej mojej powinowatej.
Zali to Kamieniec koniecznie ma by zdobyty?
Tu Krzysia podniosa swe pogodne renice do gry.
- Bg i od Turka mocniejszy, ufnoci naszej nie zawiedzie! A em
przysiga mowi, i go do mierci nie opuszcz, przeto moje miejsce
przy nim.
May rycerz zmiesza si okropnie, bo wanie zgoa czego innego od
Krzysi oczekiwa.
Basia za, ktra od samego pocztku rozmowy spostrzegszy zaraz,
dokd Woodyjowski zda, umiechaa si chytrze, teraz utkwia w
niego bystre swe oczka i rzeka :
- Michale, syszysz?
- Baka! bdziesz cicho! - zawoa w najwyszej konfuzji may rycerz.
To rzekszy pocz rzuca desperackie spojrzenia na pana Zagob, jakby
oczekujc od niego ratunku, lecz w zdrajca powsta nagle i rzek:
- Trzeba te o jakowym posiku pomyle, bo nie samym sowem
czowiek yje. 
I wyszed z alkierza.
Pan Micha pogna wkrtce za nim i zastpi mu drog.
- No i co teraz? - spyta Zagoba.
- No i co?
- A niech t Ketlingow kule bij. Dla Boga ! jak nie ma gin ta
Rzeczpospolita, kiedy biaogowy w niej rzdz?...
- Nice wapan nie wymylisz?
- Jak ty si ony boisz, co ja ci na to wymyl? Ka si kowalowi
podku- ot, co!
 Rozdzia XLIV 
Ketlingowie zabawili okoo trzech tygodni. Po upywie tego czasu Basia
prbowaa powsta z ka, ale pokazao si, i jeszcze nie moe
utrzyma si na nogach. Zdrowie wracao jej wczeniej od si - i medyk
rozkaza jej lee, pki cakiem czerstwo nie wrci. A tymczasem
uczynia si wiosna. Naprzd wsta od strony Dzikich Pl i Czarnego
Morza duy a ciepy wiatr, porozrywa i poszarpa opon chmur jakby
zetla ze staroci szat, a potem pocz owe chmury zgania i rozgania
po niebie, rwnie jak pies owczarski zgania i rozgania stada owiec.
Chmury, uciekajc przed nim, zleway czsto ziemi ddem obfitym o
grubych jak jagody kroplach. Roztopione resztki niegu i lodu utworzyy
na rwnym stepie jeziora; z wiszarw poczy spywa wsteczki wody,
w jarach na dnie wezbray strumienie, a wszystko to leciao z szumem,
gwarem i haasem do Dniestru, tak wanie, jak dzieci lec radonie do
matki. W przerwach midzy chmurami przewiecao co chwila soce,
jasne i odmodzone, a jakie mokre, jak gdyby w tej powszechnej topieli
wykpane. Potem jasnozielone dba trawy poczy si wychyla z
rozmikej ziemi; cienkie gazki drzew i krzw nabrzmiay obfitym
pkowiem. Soce dogrzewao coraz mocniej; na niebie pojawiy si stada
ptactwa; wic klucze urawi, dzikich gsi, bocianw, za czym wiatr
pocz przywiewa chmury jaskek; zarzechotay aby wielkim chrem
w ugrzanej wodzie; rozpiewa- o si a do zapamitania drobne, szare
ptastwo - i przez bory, przez lasy, przez stepy i jary poszed jeden wielki
rozgos, jakoby cae przyrodzenie krzyczao w radoci i uniesieniu:
- Wiosna ! u-ha ! wiosna !
Lecz dla tych nieszczsnych krain wiosna przynosia aob, nie rado- i
mier, nie ycie. W kilka dni po wyjedzie Ketlingw may rycerz
odebra nastpujc wiadomo od pana Myliszewskiego:
"Na boniu kuczunkauryjskim coraz wikszy wojska congressus Sutan
posa znaczne sumy do Krymu. Chan w pidziesit tysicy ordy idzie w
pomoc Doroszece. Nawaa, jak tylko wody obeschn, ruszy szlakiem
Czarnym i Kuczmeskim: Niech Bg zmiuje si nad Rzeczpospolit!"
Woodyjowski posa natychmiast pachoka swego Pitk z t
wiadomoci do hetmana.
Sam jednak nie spieszy si z Chreptiowa. Naprzd, jako onierz, nie
mg owej stanicy bez rozkazu hetmaskiego opuszcza, po wtre, zbyt
wiele lat spdzi na "procederze" z Tatary, aby nie mia wiedzie, e
czambuy tak prdko nie rusz. Jeszcze wody nie opady, jeszcze trawy
nie wyrosy dostatecznie, jeszcze i Kozacy na zimownikach stali. Turkw
spodziewa si may rycerz chyba dopiero latem, bo chocia zbierali si
ju pod Adrianopolem, ale tak olbrzymi tabor, takie tumy wojsk, sug
obozowych, ciarw, koni, wielbdw i bawow mogy si posuwa
bardzo wolno. Komunika tatarskiego naleao wyglda wczeniej, bo w
kocu kwietnia lub na pocztku maja. Wprawdzie przed gwnym
sieheniem, liczcym dziesitki tysicy wojownikw, spaday zawsze na
kraj lune czambuliki i mniej, wicej liczne watahy, jak pojedyncze
krople ddu spadaj przed waln ulew. Ale tych nie ba si may rycez,
nawet wyborowy komunik tatarski nie by w stanie dotrzyma w
otwartym polu jedzie Rzeczypospolitej, a c dopiero takie kupy, ktre
na sam wie o zblianiu si wojsk rozpraszay si jak kurzawa przed
wichrem. W kadym razie byo czasu do, a gdyby go nawet nieco
zbrako, nie byby pan Woodyjowski bardzo od tego, aby otrze si o
jakowe czambuy w sposb rwnie dla nich dotkliwy, jak pamitny. By
to onierz z krwi i koci, onierz z zawodu, wic blisko wojny budzia
w nim gd na krew nieprzyjacielsk, a jednoczenie wracaa mu spokj.
Pan Zagoba, jakkolwiek z wielkimi niebezpieczestwy przez dugie ycie
niezmiernie ju otrzaskany, mniej jednak by spokojny. W nagych razach
umia on znale odwag; wyrobi j wreszcie w sobie przez dug, cho
czsto mimowoln praktyk; znacznych w yciu przewag dokona,
zawsze jednak pierwsza wie o wojennej grozie czynia na nim wielkie
wraenie. Lecz gdy may rycerz wyoy mu swj sposb widzenia,
nabra i on lepszej otuchy, a nawet pocz wyzywa cay Wschd i
odgraa si na niego.
- Gdy chrzecijaskie nacje ze sob wojuj - mwi - i Pan Jezus smutny,
i wszyscy wici si w gow skrobi, bo tak zwykle bywa, e gdy
frasobliwy pan, frasobliwa i czelad; ale kto Turka bije, nie moe milszej
rzeczy niebu uczyni. Syszaem to od pewnej duchownej persony, e
wici to po prostu mdoci na widok onych psubratw dostaj, przez co
niebieskie jado i napitki nie id im na poytek i nawet wiekuista
szczliwo si psowa.
- Pewnie tak musi by - odrzek may rycerz. - Tylko e potga turecka
niezmierna, a nasze wojsko w przygar mona by zmieci.
- Przecie caej Rzeczypospolitej nie zwojuj. Mao to mia potgi Carolus
Gustavus: pod te czasy byy wojny i z Septentrionami, i z Kozaki, i z
Rakoczym, i z elektorem, a dzi gdzie oni? Jeszczemy do ich domowych
pieleszy ogie a miecz ponieli...
- Prawda jest. Personaliter nie babym ja si tej wojny, zwaszcza e,
jako mwiem, musz czego znacznego dokaza, aby si Panu Jezusowi
i Najwitszej Pannie za miosierdzie nad Bak wypaci. Daj Bg jeno
sposobno!... Ale o te ziemie mi chodzi, ktre wraz z Kamiecem
snadnie w rce pogaskie przej, choby na czas, mog. Wyimaginuj
sobie wapan, co to bdzie za pohabienie kociow Paskich i ucisk
ludu chrzecijaskiego!
- Jeno mi o kozactwie nie gadaj! Szelmy! To przeciw matce rce
podnosili, nieche ich spotka to, czego sami chcieli. Najwaniejsza rzecz,
eby Kamieniec si opar! Co mylisz, Michale, oprze si?
- Myl, e pan genera podolski nie opatrzy go naleycie, a mieszczanie,
ubezpieczeni pooeniem, nie uczynili te tego, co powinni. Ketling
mwi, e przyszy tam regimenty ksidza biskupa Trzebickiego, bardzo
moderowne. Dla Boga! oparlimy si pod Zbaraem tylko za lichym
waem rwnie wielkiej przemocy, powinnimy si oprze i teraz, bo to
orowe gniazdo ten Kamieniec...
- Ha! orowe gniazdo, ale nie wiadomo, czy si orze w nim znajdzie,
jako by Winiowiecki, czy jeno wrona? Znaszli pana generaa
podolskiego?
- Mony pan i dobry onierz, ale trocha niedbay.
- Wiem, znam. Nierazem mu to wyrzuca. Panowie Potoccy chcieli
swego czasu, ebym z nim za granic dla jego edukacji jecha, eby to
piknych manier przy mnie nabra. Ale ja powiedziaem : "Nie pojad
wanie dla jego niedbaoci, bo on u adnego buta dwch uszu nie ma i
w moich by si po dworach prezentowa, a safian drogi." Potem przy
Marii Ludowice po francusku chodzi, ale cigle go poczochy opaday i
goymi ydkami wieci. Nie doronie on i do pasa Winiowieckiemu!
- yczkowie kamienieccy take wielce si oblenia boj, bo w czasie
oblenia handel stoi. Woleliby oni i do Turkw nalee, byle sklepw
nie zamyka.
- Szelmy! - rzek Zagoba.
I obaj z maym rycerzem zakopotali si srodze przyszym losem
Kamieca; chodzio im prywatnie i o Basi, ktra w razie poddania
twierdzy musiaaby los wszystkich mieszkacw podzieli. Lecz po
chwili pan Zagoba uderzy si w czoo. - Dla Boga! - rzek - czego my si
frasujem? A po co nam do tego parszywego Kamieca chodzi i w nim
si zamyka? Nie lepiej ci to przy hetmanie zosta i w polu przeciw
nieprzyjacielowi czyni? A w takim razie Baka przecie si do chorgwi
nie zacignie i musi gdzie odjecha, ale nie do Kamieca, jeno gdzie
daleko, chociaby do Skrzetuskich. Michale! Bg patrzy w moje serce i
widzi, jak mam przeciw poganom dz, ale ju dla ciebie i dla Baki to
uczyni, e j odwioz.
- Dzikuj wapanu - odrzek may rycerz. - Juci, ebym ja nie mia by
w Kamiecu, nie napieraaby si tam i Baka, ale co zrobi, jak rozkaz od
hetmana przyjdzie?
- Co zrobi, jak rozka przyjdzie?... Bodaj kaduk porwa wszystkie
rozkazy!... Co zrobi... Czekaj! poczynam myle bystrze. Oto trzeb
rozkaz uprzedzi!
- Jake to ?
- Napisz zaraz do pana Sobieskiego, niby o nowinach mu donoszc, a w
kocu powiedz, e coram bliskiej wojny chciaby z mioci, jak dla
niego masz, przy jego osobie zostawa i w polu czyni. Na rany boskie!
To jest arcyprzednia myl! Bo naprzd i to jest niepodobne, eby takiego
zagoczyka, jak ty jeste, za murem zamykano, zamiast go w polu
zaywa, a po wtre, za list takowy hetman jeszcze bardziej ci pokocha
i zechce przy sobie mie. Bdzie on take potrzebowa wiernych
onierzy... Suchaj tylko : jeli si Kamieniec obroni, to sawa na pana
generaa podolskiego spadnie, a czego w polu dokaesz, to na chwa
hetmask pjdzie. Nie bj si! hetman ci generaowi nie odda!...
Prdzej by kadego innego odda, ale ciebie ni mnie nie odda!... Pisz list!
Przypomnij si mu! Ha! wart mj dowcip jeszcze czego lepszego, ni
eby go kury na mieciach dziobay! Michale,
napijmy si przy tej okazji - albo co! Pisz list! 
Woodyjowski uradowa si istotnie bardzo; uciska pana Zagob i
pomylawszy chwil rzek:
- I ani Pana Boga, ani ojczyzny, ani hetmana przy tym nie oszukam, bo
pewnie e w polu sia bd mg dokaza. Dzikuj waci z serca! Tak i
ja myl, e hetman zechce mnie mie pod rk, zwaszcza po licie: Ale
eby i Kamieca nie zaniecha, wiesz wapan, co uczyni? Oto przygar
piechoty swoim sumptem wymoderuj i Kamiecowi pol. Zaraz do
hetmana i o tym napisz.
- Jeszcze lepiej! Ale. Micha, skde ludzi wemiesz?
- Mam w piwnicach ze czterdzieci zbjw i lewensw, tych wezm.
Baka (e to, ile razy kazaem kogo powiesi, zawsze mnie molestowaa,
bym go darowa zdrowiem) nieraz mi ju radzia, ebym ze zbjw
onierzy uczyni. Nie chciaem, bo trzeba byo przykadu. Ale teraz
wojna na karku i wszystko mona. Chopy to okrutne, ktrzy ju proch
wchali. Rozgosz przy tym, e kto dobrowolnie do regimentu z jarw
albo z odojw si stawi, temu bd dawne zbjeckie uczynki darowane.
Zbierze si ze sto ludzi. Baka te bdzie kontenta. Wielki ciar wapan
zdje mi z serca!...
I tego samego dnia may rycerz wyprawi nowego posaca do hetmana,
zbjom za ogosi ask i darowanie ycia, jeli do piechoty si zacign.
Ci przystali radonie i obiecali innych pocign. Basia uradowaa si
niezmiernie. Sprowadzono krawcw z Uszycy, z Kamieca, i skd byo
mona, dla szycia barwy. Dawni zbje musztrowali si co dzie na
chreptiowskim majdanie, pan Woodyjowski za radowa si w sercu na
myl, e sam w polu przeciw nieprzyjacielowi bdzie czyni, ony na
niebezpieczestwa oblenia nie narazi, a przecie Kamiecowi i ojczynie
znaczn przysug odda. I owe roboty trway ju przez kilka tygodni, gdy
pewnego wieczora wrci posaniec z listem od pana hetmana
Sobieskiego. Hetman pisa, co nastpuje: "Mj kochany i wielce mi miy
Woodyjowski! e mi tak pilno wszystkie nowiny przysyasz, za to i ja
wdzicznoci dochowam, i ojczyzna wdziczna ci by powinna. Wojna
pewna. Mam i skdind wieci, e na Kuczunkaurach stoi ju potga
okrutna; z ord bdzie na trzysta tysicy. Ordy rusz lada chwila. O nic
tak sutanowi nie chodzi jako o Kamieniec. Zdrajcy Lipkowie wszystkie
drogi Turkom poka i o Kamiecu ich naucz. Mam nadziej, e owego
mij Tuhaj-bejowicza Bg wyda w twoje rce albo Nowowiejskiego,
nad ktrego krzywd szczerze bolej. Quod attinet tego, aby ty przy
mnie by. Bg widzi, jakobym rad, ale nie moe to by. Pan jenera
podolski rn mi wprawdzie po elekcji yczliwo okazvwa, ja za
najlepszego onierza chc mu posa, bo mi o ow opok kamienieck
jako o renic oka chodzi. Bdzie tam sia ludzi, ktrzy raz albo dwa razy
w yciu wojny zaznali, ale tak, jakoby kto osobliwsz potraw niegdy
jad, ktr potem cae ycie wspomina; czowieka za, ktry by jej jako
chleba powszedniego zaywa i dowiadczon rad mg posuy -
zbraknie albo jeli tacy bd, to bez naleytej powagi. Przeto ja ciebie
tam posyam, bo Ketling dobry onierz, ale mniej znany, na ciebie za
tamtejsze obywatelstwo bdzie miao oczy obrcone i tak myl, e
chocia komenda ostanie przy kim innym, jednako co powiesz, tego
chtnie posuchaj. Niebezpieczna to moe by ta suba w Kamiecu,
wszelako my ju do tego przywykli, e na owym deszczu mokniem,
przed ktrym si inni chowaj. Nam do nagrody w sawie i wdzicznej
pamici, ale gwna rzecz ojczyzna, do ktrej ratowania ekscytowa ci
nie potrzebuj."
List ten, czytany w gronie oficerw, wielkie uczyni wraenie, bo
wszyscy oni woleliby suy w polu nili w twierdzy. Woodyjowski
schyli gow.
- Co mylisz, Michale? - spyta Zagoba.
w za podnis twarz, ju uspokojon, i odrzek rwnie spokojnym
gosem, jakby adnego zawodu w nadziejach nie dozna:
- Pjdziem do Kamieca... Co mam myle?
I mogo si zdawa, e nic innego nigdy nie postao mu w gowie.
Po chwili jednk ruszy wsikami i rzek:
- Hej! towarzysze mili, pjdziem do Kamieca, ale go nie damy, chyba
e sami polegniem!
- Chyba e polegniem! - powtrzyli oficerowie. - Raz czeku mier.
Pan Zagoba milcza czas jaki, wodzc oczyma po obecnych i widzc, e
wszyscy czekaj na to, co chce powiedzie, nagle odsapn i rzek:
- Id z wami. Niech diabe porwie!
 Rozdzia XLV 
 Za gdy ziemia obescha i pobujniay trawy, ruszy chan wasn
 osob w pidziesit tysicy ordy krymskiej i astrachaskiej na
 pomoc Doroszowi i zbuntowanym Kozakom. I sam chan, i jego
 krewni sutankowie, i wszyscy znaczniejsi murzowie, i bejowie
 mieli na sobie kaftany w podarunku od padyszacha przysane i
 szli na Rzeczpospolit nie tak ju, jako chodzili zwykle po up i
 jasyr, ale na wojn wit, na ksim i pohybel Lechistanowi i
 chrzecijastwu. Druga, jeszcze wiksza burza zbieraa si pod
 Adrianopolem, a przeciw tej powodzi sterczaa jedna
 kamieniecka opoka, zreszt, Rzeczpospolita leaa jak step
 otwarty albo jak czowiek chory, niemocen nie tylko si broni,
 ale i powsta na nogi. Wyczerpay j poprzednie, chocia przy
 kocu zwyciskie, wojny szwedzkie, pruskie, moskiewskie,
 kozackie, wgierskie; wyczerpay konfederacje wojskowe i
 bunty przekltej pamici Lubomirskiego, a teraz do reszty
 osabiy j domowe rozterki, niedostwo krlewskie, niezgody
 monych, zalepienie bezmylnej szlachty i groza domowej
 wojny. Prno wielki Sobieski ostrzega przed zatraceniem, nikt
 w wojn wierzy nie chcia; zaniechano rodkw obrony, wic
 skarb nie mia pienidzy, hetman wojsk. Potdze, ktrej by
 przymierze wszystkich chrzecijaskich ludw zaledwie
 sprosta mogo, zdolen by hetman przeciwstawi ledwie kilka
 tysicy ludzi.
 Tymczasem na Wschodzie, gdzie wszystko stawao si wol
 padyszacha, a ludy byy jako miecz w rku jednego czowieka,
 dziao si zgoa inaczej. Z chwil gdy tylko rozwinito wielk
 chorgiew proroka i rozwieszono buczuki na serajowej bramie
 i wiey seraskieratu, a ulemowie poczli gosi wojn wit,
 poruszyo si p Azji i caa pnoc Afryki. Sam padyszach
 stan o wionie na kuczunkauryjskim boniu i j zgromadza
 niewidzialn od dawna w wiecie potg. Sto tysicy spahw i
 janczarw, wyboru tureckiego wojska, stano przy jego witej
 osobie, a potem zaczy ciga wojska ze wszystkich
 najdalszych krajw i posiadoci. Ktrzy zamieszkiwali Europ,
 ci stanli najwczeniej. Przyszy zastpy konnych begw
 boniackich, barw do zorzy, furi do byskawicy podobnych;
 przyszli dzicy wojownicy albascy, handarami piechot
 walczcy; przyszy watahy poturczecw serbskich; nadcign
 lud, ktry nad brzegami Dunaju zamieszkiwa i niej, z tej i
 tamtej strony Bakanw, i jeszcze niej, a do gr greckich.
 Kady basza wid armi ca, ktra sama jedna zdolna by bya
 zala bezbronn Rzeczpospolit. Przyszli Woochowie i
 Multaczycy, stanli w sile Tatarzy dobrudzcy i biaogrodzcy;
 stano kilka tysicy Lipkw i Czeremisw, ktrym straszny
 Azja Tuhaj-bejowicz przewodzi, a ktrzy przewodnikami po
 nieszczsnej dobrze sobie znanej krainie by mieli. Potem za
 jo pyn pospolite ruszenie z Azji. Baszowie Siwasu, Brussy,
 Alepu, Damaszku, Bagdadu prcz regularnych wojsk
 przyprowadzili ze sob tumy orne poczwszy od dzikich
 grali z cedrem okrytych gr Azji Mniejszej, skoczywszy na
 smagych mieszkacach pobrzey Eufratu i Tygru. Stanli na
 wezwanie kalifa i Arabowie, ktrych burnusy pokryy jakoby
 niegiem kuczunkauryjskie bonie; byli midzy nimi i
 koczownicy z pusty piaszczystych, i mieszkacy miast od
 Medyny do Mekki. Nie zostaa w domowych pieleszach i
 hodownicza egipska potga. Ktrzy w rojnym Kairze siedzieli,
 ktrzy co wieczora patrzyli w ponce zorz piramidy, ktrzy
 bdzili po tebaskich ruinach, ktrzy mieszkali w owych
 mrocznych krajach, skd wity Nil wypywa, ktrym soce
 spalio na kolor sadzy skr- ci wszyscy tkwili teraz ornie na
 adrianopolskiej grudzi, modlc si co wieczora o zwycistwo
 dla Islamu, o zagad dla krainy, co sama jedna zasaniaa od
 wiekw przed wyznawcami proroka reszt wiata. Byy krocie
 zbrojnego ludu, setki tysicy koni ray na boniu, setki tysicy
 bawow, owiec i wielbdw pasy si obok stad koskich.
 Mona byo mniema, e z rozkazu boego anio wypdzi ludy
 z Azji jak niegdy Adama z raju, i kaza im i w strony, w
 ktrych soce bledsze i step niegiem si zim pokrywa. Wic
 szli, wraz ze stadami, mrowiem nieprzebranym, biali, ciemni i
 czarni wojownicy. Ile tam byo sycha jzykw, ile strojw
 odmiennych byszczao w wiosennym socu ! Narody dziwiy
 si na rodom ; obce byy jednym drugich obyczaje, nieznana
 bro, odmienne wojowania sposoby i tylko wiara czya te
 wdrowne pokolenia, tylko gdy muezini poczli wzywa na
 modlitw, wwczas te rnojzyczne zastpy zwracay si
 twarz ku wschodowi, jednym gosem wzywajc Allacha.
 Samej suby przy sutaskim dworze byo wicej ni
 wszystkich wojsk w Rzeczypospolitej. Za wojskiem i zbrjn
 ochotnicz hass cigny tumy bazarnikw przedajcych
 towar wszelaki; wozy ich wraz z wojskowymi pyny rzek.
 Dwch trjbuczucznych baszw na czele dwch wojsk nie
 miao innej roboty, jeno dostarcza spyy tej mie ludzkiej - i
 bya wszystkiego obfito. Sangrytaski sandak czuwa nad
 caym olbrzymim taborem prochw. Z wojskiem szo dwiecie
 dzia, z tych dziesi "burzcych", tak wielkich, jakich aden
 krl chrzecijaski nie posiada. Beglerbejowie azjatyccy stali
 na prawym skrzydle, europejscy za na lewym. Namioty
 zajmoway tak wielk przestrze, e wobec nich Adrianopol
 wydawa si niezbyt wielkim grodem. Same sutaskie, lnice
 od purpury, jedwabnych sznurw, atasw i zotych haftw,
 stanowiy jakby osobne miasto. Wrd nich mrowiy si zbrojne
 strae, czarni rzezacy z Abisynii, w kaftanach tych i
 niebieskich; olbrzymi hamalowie z kurdyjskich plemion,
 przeznaczeni do noszenia ciarw; mode pacholta z pokole
 Uzbekw, o twarzach nad miar piknych, poprzysanianych
 jedwabnymi frdzlami i mnstwo innej suby, pstrej i barwnej
 jako kwiaty stepowe, to masztalerskiej, to stoowej, to do
 noszenia lamp, to wreszcie do posugi waniejszym dworzanom
 oddanej. Na obszernym majdanie naok sutaskiego dworu,
 ktry przepychem i rozkosz raj obiecany wiernym
 przypomina, stay nie tak okazae, ale krlewskim rwne
 dwory wezyra, ulemw i anatolskiego baszy, modego
 kajmakana Kara Mustafy, na ktrego i sutaskie, i wszystkie w
 caym obozie oczy zwrcone byy, jako na przysze "soce
 wojny". Przed namiotami padyszacha wida byo wietne strae
 "polachskiej" piechoty przybranej w zawoje tak wysokie, e
 ludzie noszcy je wydawali si olbrzymami. Zbrojna ona bya w
 dziryty osadzone na dugich ratyszczach i krtkie, krzywe
 miecze. Pcienne jej schroniska dotykay do schronisk
 sutaskich rzemielnikw. Dalej szed obz straszliwych
 janczarw zbrojnych w muszkiety i wcznie, jdro potgi
 tureckiej stanowicych. Ni cesarz niemiecki, ni krl francuski
 nie mg si pochlubi piechot rwn tej w liczbie i bojowej
 sprawnoci. W wojnach z Rzeczpospolit mikszy w ogle lud
 sutaski nie mg si mierzy w rwnej sile z komputowymi
 wojskami - i czasem tylko niezmiern przewag liczebn
 przygniata je i zwycia. Lecz janczarowie nawet regularnym
 chorgwiom jazdy omielali si stawia czoo. Budzili oni
 postrach w caym chrzecijaskim wiecie, a nawet w samym
 Carogrodzie. Czstokro i sam sutan dra przed tymi
 pretorianami, a gwny aga tych "barankw" bywa jednym z
 najwyszych dygnitarzy w dywanie. Za janczarami stali
 spahowie, za nimi regularne wojska baszw, a dalej
 pospolitacka hassa. Cay ten obz od kilku miesicy sta ju pod
 Konstantynopolem, czekajc, a si potga uzupeni
 przybywajcymi z najdalszych stron tureckiego wadztwa
 zastpami i a soce wiosenne, wyssawszy wilgo z ziemi,
 uatwi pochd do "Lechistanu". Soce za, jakoby take woli
 sutana podlege, wiecio pogodnie. Od pocztku kwietnia do
 maja zaledwie kilka razy dde ciepe zrosiy kuczun-
 kauryjskie bonie, zreszt nad namiotami sutana zwiesza si
 bkitny boy namiot bez chmurki. Blaski dzienne gray na
 biaych ptnach, na bombiastych zawojach, na rnobarwnych
 kefijach, na ostrzach hemw, chorgwi i dzirytw, zatapiajc
 wszystko - i obz, i namioty, i ludzi, i stada- w morzu jasnego
 wiata. Wieczorem na pogodnym niebie poyskiwa nie
 przesonity tumanem sierp ksiyca i patronowa cicho tym
 tysicom, ktre pod jego znakiem cigny na zdobywanie ziem
 coraz nowych; potem wybija si coraz wyej na niebo i blad
 przy unie ognisk. Lecz gdy one rozbysy na caej tej
 niezmiernej przestrzeni, gdy piesi Arabowie z Damaszku i
 Alepu, zwani mianem massaa-dziarw, pozapalali zielone,
 czerwone, te i bkitne lampy wedle sutaskich i wezyrskich
 namiotw, zdawa si mogo, e to szmat nieba upad na ziemi
 i e to gwiazdy tak si mieni i migoc na boniu. Wzorowy ad
 i posuch panoway wrd tych zastpw. Baszowie gili si,
 jak trzcina pod wichrem, przed wol sutask, przed nimi gio
 si wojsko. Nie zbrako spyy dla ludzi i stad. Wszystkiego
 dostarczano nad miar, wszystkiego w por. We wzorowym
 rwnie porzdku przechodziy godziny wicze wojennych,
 godziny posiku i modlitwy. W chwilach gdy muezini poczli
 wzywa z pobudowanych naprdce drewnianych wieyczek na
 modlitw, cae wojsko obracao si twarz ku wschodowi,
 kady rozciea przed sob skr lub dywanik i cae wojsko
 padao jak jeden czowiek na kolana. Na widok za owego adu
 i owych karbw rosy serca w tumach i dusze napeniay si
 pewn nadziej zwycistwa. Sutan, przybywszy do obozu pod
 koniec kwietnia, nie od razu w pochd wyruszy. Czeka
 przeszo miesic, eby wody obeschy; tymczasem wojsko
 wiczy, do obozowego ycia je wezwyczaja, rzdzi, posw
 przyjmowa i roki pod purpurowym baldachimem odprawia.
 Cudna jak sen pierwsza maonka, Kasseka, towarzyszya mu
 na wypraw, a z ni szed rwnie do rajskiego snu podobny
 dwr. Zocony wz wiz pani pod namiotem z purpurowego
 tyftyku, za nim szy inne wozy i biae syryjskie wielbdy, take
 purpur kryte, juki niosce. Hurysy i bajadery pieway jej
 pieni przez drog. Sodkie tony cichych instrumentw
 odzyway si natychmiast, gdy zmczona drog, przymykaa
 jedwabiste zasony swych oczu - i koysay j do snu. W czasie
 znoju dziennego powieway nad ni wachlarze z pir strusich i
 pawich; wschodnie bezcenne wonie pony w indyjskich
 czarach przed jej namiotami. Towarzyszyy jej wszystkie
 skarby, cuda i bogactwa, na jakie tylko Wschd i potga
 sutaska zdoby si mogy. Hurysy, bajadery, czarni rzezace,
 suebne, do aniow podobne pacholta, syryjskie wielbdy,
 konie z pusty Arabii, sowem, cay orszak poyskiwa od
 bisiorw, lam, zotogowiw, lni si jak tcza od diamentw,
 rubinw, szmaragdw i szafirw. Paday przed nim na twarz
 narody nie mic spojrze w to oblicze, do ktrego jeden tylko
 padyszach mia prawo - i zdawa si w orszak albo
 nadziemskim widzeniem, albo rzeczywistoci przez samego
 Allacha ze wiata tych widze i sennej uudy na ziemi
 przeniesion. Lecz soce grzao coraz silniej i nadeszy
 nareszcie dni znojne. Wic pewnego wieczora zacignito
 chorgiew na wysoki maszt przed sutaskim namiotem i
 wystrza z dziaa zwiastowa wojskom i ludom, i pochd do
 Lechistanu si rozpoczyna. Zahucza wielki wity bben,
 hukny wszystkie inne, ozway si przeraliwymi gosami
 piszczaki, zawyli poboni pnadzy derwisze i rzeka ludzka
 ruszya pod noc, dla uniknicia sonecznego skwaru. Ale samo
 wojsko miao dopiero w kilka godzin od ogoszenia pierwszego
 hasa wyruszy. Najpierw poszed tabor, poszli ci baszowie,
 ktrzy spy dla wojska obmylali, poszy legie cae
 rzemielnikw, ktrzy mieli rozpina namioty, poszy stada ju
 to juczne, ju na rze przeznaczone.
 Pochd mia trwa sze godzin i tej nocy, i nastpnych, a za
 odbywa si w takim porzdku, aby onierz przyszedszy na
 postj zastawa zawsze posiek i spoczynek zapewniony.
 Gdy wreszcie nadszed czas ruszy i na wojsko, sutan
 wyjecha na wzgrze, aby ca sw potg okiem obj i
 widokiem jej si nacieszy. By z nim wezyr i ulemowie, i
 mody kajmakan, Kara Mustafa, "wschodzce soce wojny", i
 stra z kompanii "polachskiej" piechoty zoona. Noc bya
 pogodna i widna; ksiyc wieci bardzo jasno - i mgby sutan
 obj okiem wszystkie swoje zastpy, gdyby nie to, e adne
 oko ludzkie nie zdoaoby ich naraz ogarn, bo rozcignwszy
 si w pochodzie, cho idc do ciasno, kilka mil zajmoway.
 Jednake radowa si w sercu i przesuwajc wonne, z
 sandaowego drzewa paciorki raca, wznosi oczy ku niebu w
 podzice Allachowi, i go panem tylu wojsk i tylu ludw
 uczyni. Nagle, gdy ju czoo taboru zasuno si w dal prawie
 zupenie, przerwa modlitw i zwrciwszy si do modego
 kajmakana Czarnego Mustafy, rzek:
 - Przepomniaem, kto idzie w przedniej stray?
 - wiatoci rajska! - odrzek Kara Mustafa - w przedniej stray
 id Lipkowie i Czeremisy, a wiedzie ich twj pies, Azja syn
 Tuhaj-beja... 
 Rozdzia XLVI 
 Azja Tuhaj-bejowicz po dugim postoju na kuczunkauryjskim
 boniu rzeczywicie ruszy z Lipkami na czele pochodu
 wszystkich wojsk tureckich ku granicom Rzeczypospolitej. Po
 cikiej porace, jak z dzielnej rki Basi poniosy jego zamiary
 i jego osoba, pomylna gwiazda zdawaa si mu znw wieci.
 Naprzd wyzdrowia. Uroda jego bya wprawdzie raz na
 zawsze zniszczona: jedno oko wypyno mu zupenie, nos by
 zmiadony, a twarz jego, niegdy do sokolej gowy podobna,
 staa si potworna i straszna. Ale wanie w postrach, jakim
 przejmowaa ludzi, czyni mu jeszcze wikszy mir midzy
 dzikimi dobrudzkimi Tatary. Przybycie jego miao wielki
 rozgos w caym obozie, a czyny jego w opowiadaniu ludzkim
 rosy i olbrzymiay. Mwiono, e przywid wszystkich Lipkw
 i Czeremisw w sutask sub; e podszed Lachw, jak nikt
 nigdy nie podszed; e popali wszystkie miasta na
 dniestrzaskim szlaku, wyci ich zaogi i wzi upy znamienite.
 Ci, ktrzy mieli dopiero i do Lechistanu; ci, ktrzy
 nadcignwszy z dalekich ktw Wschodu nie zaznali dotd
 "lackiego" ora; ci, ktrym serca biy niespokojnie na myl, e
 wkrtce przyjdzie im stan oko w oko strasznej jedzie
 niewiernych - widzieli w modym Azji wojownika, ktry ju
 "Lachom" stawi czoo, ktry si ich nie ulk, owszem,
 zwyciy ich i uczyni szczliwy wojny pocztek. Widok
 "bagadyra" napenia po prostu serca otuch; e za Azja by
 synem strasznego Tuhaj-beja, ktrego imi grzmiao na caym
 Wschodzie, wic tym bardziej zwracay si na wszystkie oczy.
 - Lachy go chowali - mwiono - ale on syn lwa : poksa ich i
 wrci na sub padyszacha.
 Sam wezyr zapragn go widzie, a "wschodzce soce
 wojny", mody kajmakan Kara Mustafa, rozkochany w sawie
 wojennej i dzikich.wojownikach, pokocha go. Obaj pilnie
 wypytywali go o Rzeczpospolit, hetmana, wojska, Kamieniec i
 radowali si z jego odpowiedzi, widzc z nich, e wojna bdzie
 atw, e sutanowi zwycistwo, Lachom klsk, im za obum
 miano ghazich, to jest zdobywcw, przynie musi. Wic
 pniej czsto miewa Azja sposobno pada na twarz przed
 wezyrem, siadywa u proga kajmakanowego namiotu i liczne
 od obydwch odebra dary w wielbdach, koniach i broni.
 Wielki wezyr darowa mu kaftan ze srebrnej lamy, ktrego
 posiadanie wywyszyo go w oczach wszystkich Lipkw i
 Czeremisw. Kryczyski, Adurowicz, Morawski, Grocholski,
 Tworowski, Aleksandrowicz, sowem, wszyscy ci rotmistrze,
 ktrzy niegdy w Rzeczypospolitej mieszkali i jej suyli, a teraz
 do sutana wrcili, poddali si bezspornie pod komend
 Tuhaj-bejowicza, czczc w nim zarwno kniae pochodzenie,
 jaki wojownika, ktry kaftan otrzyma. Zosta wic murz
 znacznym i przeszo dwa tysice wojownikw, nieporwnanie
 dzielniejszych od zwykych Tatarw, suchao jego skinienia.
 Nadchodzca wojna, w ktrej modemu murzy
 atwiej ni komu innemu byo si odznaczy, moga go wynie
 wysoko; mg w niej znale dostojestwa, saw, wadz.
 A jednak Azja nosi trucizn w duszy. Naprzd pych jego
 bodo to, e Tatarzy wobec Turkw samych, zwaszcza wobec
 janczarw i spahw, niewiele wicej znacz ni gocze psy
 wobec myliwych. Sam on znaczy; ale Tatarw w ogle za
 nikczemny uwaano komunik. Turczyn potrzebowa ich,
 czasem si obawia, ale w obozie nimi pogardza. Azja
 spostrzegszy to wyczy swoich Lipkw z oglnej tatarskiej
 hassy, jakby osobny a lepszy rodzaj wojska, lecz zaraz oburzy
 tym na si innych dobrudzkich i biaogrodzkich murzw, nie
 zdoa za wpoi przekonania w rozmaitych tureckich oficerw,
 aby Lipkowie mieli by czym istotnie od czambuowych
 ordycw lepszym. Z drugiej strony, wychowany w kraju
 chrzecijaskim, ,wrd szlachty i rycerstwa, nie mg
 przywykn do obyczajw Wschodu. W Rzeczypospolitej by
 tylko zwykym oficerem, i to poledniejszego znaku, a przecie
 stykajc si ze starszyzn i z samym hetmanem nie
 potrzebowa si tak unia jak tu, bdc murz i wodzem
 wszystkich lipkowskich ciahw. Tu przed wezyrem trzeba
 byo na twarz pada, w kajmakana przyjacielskim namiocie
 czoem do ziemi bi, paszczy si przed baszami, przed
 ulemami, przed gwnym ag janczarskim. Azja do tego nie
 przywyk; pamita o tym, e by witeziowym synem, dusz
 mia dzik i pen pychy, tak wysoko mierzc, jak ory mierz,
 wic bola srodze.
 Lecz najbardziej palio go ogniem wspomnienie Basi. Mniejsza
 ju o to, e jedna saba rka zwalia z konia jego, ktry pod
 Bracawiem, pod Kalnikiem, i w stu innych miejscach wyzywa
 na harc i rozciga trupem najgroniejszych harcownikw
 zaporoskich; mniejsza o wstyd, mniejsza o hab! Ale on t
 niewiast miowa bez miary, bez pamici, chciaby j posiada
 w swoim namiocie, patrzy na ni, bi, caowa. Gdyby mu
 dano do wyboru padyszachem zosta i rzdzi poow wiata
 albo j wzi w ramiona, czu sercem ciepo jej krwi, twarz
 jej oddech, wargami jej wargi - to by j wola ni Carogrd,
 Bosfor i miano kalifa. Pragn jej, bo j kocha; pragn jej, bo
 j nienawidzi; im bardziej bya cudz, tym pragn jej wicej;
 im czystsz, wierniejsz, bardziej niepokalan, tym pragn jej
 wicej. Nieraz gdy w namiocie wspomina, e raz ju w yciu
 caowa w parowie, po bitwie
 z Azb-bejem, jej oczy, e pod Raszkowem ju czu pier jej
 na swojej, to porywao go szalestwo dz. Nie wiedzia nic, co
 si z ni stao, czy wrcia do Chreptiowa, czy zgina w
 drodze. Czasem doznawa ulgi na myl, e zmara ; czasem
 chwyta go al niezgbiony. Byy chwile, e myla, i lepiej
 byo nie porywa jej, nie pali Raszkowa, lepiej byo nie
 przychodzi tu, zosta Lipkiem w Chreptiowie - byle na ni
 cho patrze. Natomiast nieszczsna Zosia Boska bya u niego
 w namiocie. ycie jej pyno w niewolniczych posugach, w
 habie i cigym przeraeniu, bo w sercu Azji nie byo dla niej
 kropli litoci. Po prostu znca si nad ni za to tylko, e nie
 bya Basi. Miaa ona wszake sodycz i urok polnego kwiatu,
 miaa modo i pikno, wic on nasyca si jej piknoci,
 lecz z lada powodu kopa j nogami lub smaga puh biae jej
 ciao. y w gorszym piekle nie moga, bo ya bez nadziei.
 ycie jej wanie zakwito w Raszkowie, jak wiosna, kwieciem
 mioci dla modego Nowowiejskiego. Kochaa go z caej duszy,
 kochaa ze wszystkich si t rycersk, szlachetn i poczciw
 zarazem natur, a oto bya igraszk i niewolnic tego
 potwornego lepca; drca jak bity pies, musiaa si czoga u
 jego stp i patrzy mu w twarz, i patrzy na rce, czy nie
 chwytaj za batog z surowca - i tamowa dech - i tamowa zy.
 Wiedziaa o tym dobrze, e nie ma i nie moe by nad ni
 miosierdzia, bo choby jaki cud wyrwa j z tych strasznych
 rk, ju ona nie bya dawn Zosi, bia jak pierwsze niegi,
 zdoln zapaci czystym sercem za kochanie. Wszystko to
 mino bezpowrotnie. A e w tym ogromnym pohabieniu, w
 ktrym ya teraz, nie byo jej najmniejszej winy, e,
 przeciwnie, bya przedtem zawsze dziewczyn bez zmazy jak
 baranek, dobr jak gob, ufn jak dziecko, prost, kochajc -
 wic nie rozumiaa, dlaczego dzieje si jej taka straszna
 krzywda, ktra ju nie moe by nagrodzon, dlaczego ciy
 nad ni taki nieubagany gniew boy - i ta rozterka duszna
 zwikszaa jej bl, jej rozpacz.
 Tak jej poczy pyn dni, tygodnie i miesice. Azja w zimie
 jeszcze przyby na kuczunkauryjskie bonie, a pochd do granic
 Rzeczypospolitej rozpocz si dopiero w czerwcu. Cay ten
 czas upyn Zosi w habie, w mce i pracy. Poniewa Azja
 mimo jej piknoci i sodyczy, mimo i trzyma j w namiocie,
 nie tylko nie kocha jej, ale raczej nienawidzi za to, e nie bya
 Basi, i uwaa za prost niewolnic, zatem musiaa i pracowa
 jak niewolnica Ona poia jego konie i wielbdy w rzece; ona
 nosia wod na ablucje, drwa na ogie; ona rozcieaa skry na
 noc; ona warzya straw. W innych oddziaach wojsk tureckich
 niewiasty nie wychodziy z namiotw ze strachu przed
 janczarami lub ze zwyczaju, ale lipkowski obz sta opodal,
 obyczaj za ukrywania niewiast nie by midzy Lipkami
 rozpowszechniony, bo mieszkajc niegdy w Rzeczypospolitej,
 do czego innego przywykli. Niewolnice prostych onierzy, o ile
 ktry z nich brank posiada, nie zakryway nawet twarzy
 jaszmakami. Niewiastom nie wolno byo wprawdzie wydala
 si z granic lipkowskiego majdanu, gdy poza tymi granicami
 porwano by je niezawodnie, ale w samym majdanie mogy
 wszdy chodzi bezpiecznie i zajmowa si obozow
 gospodark.
 Mimo cikiej pracy byo to dla Zosi nawet pewn pociech
 wyj po drwa lub ku rzece, do "poiska" z komi, z
 wielbdami, bo w namiocie baa si paka, a przez drog
 moga da folg zom bezkarnie. Raz, idc z narczem drzew,
 spotkaa matk, ktr by Azja Halimowi darowa. Pady sobie
 w objcia i si je trzeba byo rozrywa, a cho Azja wysmaga
 potem Zosi nie szczdzc uderze puhy nawet po gowie,
 jednak byo to sodkie spotkanie. Drugi raz, piorc chusty i
 onuce Azjowe u brodu, ujrzaa Zosia z daleka Ewk idc z
 wiadrami wody. Ewka stkaa pod ciarem wiader; posta jej
 bya ju mocno zmieniona i ociaa, ale rysy, lubo przysonite
 jaszmakiem, przypomniay Zosi Adama - i taki bl chwyci jej
 serce, e przytomno opucia j na chwil. Wszelako nie
 mwiy do siebie nic ze strachu. Strach w przytumia i
 opanowywa stopniowo wszystkie uczucia Zosi, a wreszcie
 zosta sam jeden na miejsce pragnie, nadziei, pamici. Nie by
 bit - to stao si jej celem. Basia na jej miejscu byaby zabia
 Azj jego wasnym noem pierwszego dnia, bez wzgldu na to,
 co by j potem spotka mogo; lecz bojaliwa Zosia, pdziecko
 jeszcze, nie miaa Basinej dzielnoci.
 I oto przyszo w kocu do tego, e uwaaa za ask, gdy
 straszny Azja pod wpywem chwilowej dzy zblia czasem
 swoj zeszpecon twarz do jej ust. Siedzc w namiocie, nie
 spuszczaa oczu ze swego pana, pragnc pozna, czy gniewny,
 czy niegniewny, ledzc jego ruchy, starajc si odgadn
 chci. A gdy, bywao, odgada le i gdy mu spod wsw, jak
 ongi staremu Tuhaj-bejowi, poczynay byska ky, wwczas
 bezprzytomna prawie z przeraenia czogaa mu si u ng
 przyciskajc zblade wargi do jego butw, obejmujc
 konwulsyjnie kolana i krzyczc jak gnbione dziecko:
 - Nie bij mnie, Azja! nigdy nie bd! daruj, nie bij!
 On nie przebacza prawie nigdy, pastwi si za nad ni nie
 tylko z tego powodu, e nie bya Basi. Oto bya niegdy
 narzeczon Nowowiejskiego.
 Azja mia dusz nieulknion - jednak tak straszne byy midzy
 nim a Nowowiejskim rachunki, e na myl o tym olbrzymie z
 zapiek w sercu zemst ogarnia modego Lipka pewien
 niepokj. Miaa by wojna, mogli si spotka i byo
 prawdopodobnym, e si spotkaj. Azja nie mg tego dokaza,
 eby o tym nie myle, e za myli owe przychodziy mu do
 gowy na widok Zosi, wic si mci na niej za to, jakby wasny
 niepokj chcia razami puhy rozpdzi.
 Nadesza wreszcie chwila, e sutan wyda rozkaz pochodu.
 Oczywicie Lipkowie, a za nimi caa ma Tatarw dobrudzkich
 i biaogrodzkich miaa i w przedniej stray. Byo to uoone
 midzy sutanem, wezyrem i kajmakanem. Lecz z pocztku,
 zwaszcza do Bakanw, szli wszyscy razem. Pochd by
 wygodny, bo dla rozpoczynajcych si upaw szli tylko w
 nocy, po sze godzin od postoju do postoju. Beczki smolne
 pony po ich drodze, a massa - dziarowie przywiecali
 barwnymi kaganka - sutanowi. Mrowie ludzkie pyno na
 ksztat fali przez nieprzejrzane rwniny, napeniao jak
 szaracza wgbienia dolin, pokrywao cae gry. Za zbrojnym
 ludem szy tabory, w nich haremy, za taborem nieprzeliczone
 stada.
 Tymczasem w przedbakaskich mokradach zocisty i
 purpurowy wz Kasseki ugrzz tak, e dwadziecia bawow
 nie mogo go z bota wycign. "Za to wrba, panie, i dla
 ciebie, i dla caego wojska!" - rzek sutanowi najwyszy mufty.
 "Za wrba!" - jli powtarza w obozie pobkani derwisze.
 Wic sutan zlk si i postanowi wszystkie niewiasty wraz z
 cudn Kassek wyprawi z obozu. Rozkaz zosta ogoszony
 wojskom. Ci z onierzy, ktrzy nie mieli gdzie wyprawi
 niewolnic, a z mioci nie chcieli ich na rozkosz obcym
 przedawa, woleli je wycina. Inne kupowali na tysice
 bazarnicy z Karawanseraju, by potem przedawa na rynkach
 Stambuu i wszystkich miast pobliskiej Azji 
 Trzy dni z rzdu trwa jak gdyby wielki jarmark. Azja wystawi
 bez wahania na sprzeda Zosi, ktr wnet i za dobre pienidze
 kupi bogaty a stary stambulski kupiec bakalij dla swego syna.
 By to czowiek dobry, bo na zy i zaklcia Zosi kupi take od
 Halima- prawda, e za bezcen - jej matk. Na drugi dzie
 powdroway obie w stron Stambuu wraz z czered innych
 niewiast. W Stambule los Zosi nie przestajc by haniebnym
 poprawi si. Nowy waciciel pokocha j i po upywie kilku
 miesicy do godnoci maonki podnis. Matka nie rozczaa
 si z ni wicej.
 Wiele ludzi, midzy nimi wiele niewiast, po dugiej nawet
 czasem niewoli wracao do kraju. By podobno kto, co
 wszelkimi sposoby, przez Ormian, przez kupcw Grekw,
 przez sugi posw Rzeczypospolitej, szuka i Zosi, ale
 bezskutecznie. Potem szukania te urway si nagle i Zosia nie
 obaczya nigdy ni rodzinnego kraju, ni twarzy drogich. ya do
 mierci w haremie.
 Rozdzia XLVII 
 Jeszcze przed wyruszeniem Turkw spod Adrianopola ruch
 wielki uczyni si we wszystkich naddniestrzaskich stanicach.
 Szczeglniej do najbliszego od Kamieca Chreptiowa
 przybiegali raz w raz hetmascy gocy przywoc rozmaite
 rozkazy, ktre may rycerz albo sam wykonywa, albo, o ile go
 nie dotyczyy, dalej przez pewnych ludzi rozsya. Wskutek
 tych rozkazw zmniejszya si znacznie zaoga chreptiowskiej
 fortalicji. Pan Motowido poszed ze swymi semenami a pod
 Huma w pomoc Hanece, ktren z garci wiernych
 Rzeczypospolitej Kozakw dua si jak mg z Doroszem i
 poczon z nim ord krymsk. Pan Muszalski, ucznik
 niezrwnany, pan Snitko, herbu Miesic Zatajony, pan
 Nienaszyniec i pan Hromyka powiedli towarzysk chorgiew i
 Linkhauzowskich dragonw do nieszczsnej pamici Batoha,
 gdzie sta pan uecki majcy wraz z Hanek dawa baczenie
 na Doroszekowe obroty. Pan Bogusz dosta rozkaz, aby
 dotrzymywa w Mohilowie dopty, dopki goym okiem nie
 bdzie mg dojrze czambuw. Szukay pilnie polecenia
 hetmaskie i przesawnego pana Ruszczyca, nad ktrym jeden
 tylko Woodyjowski jako zagoczyk growa, ale pan Ruszczyc
 poszed na czele kilkudziesiciu ludzi w stepy i jak w wod
 wpad: Zasyszano o nim dopiero pniej, gdy si rozeszy
 dziwne wieci, e naokoo Doroszowego taboru i ordyskich
 sieheniw kry jakoby zy duch, ktry codziennie
 pojedynczych wojownikw i pomniejsze watahy porywa.
 Domylano si, e to pan Ruszczyc musi nieprzyjaciela
 podchodzi, bo nikt inny za wyjtkiem maego rycerza nie
 potrafiby tak podchodzi. Jako by to pan Ruszczyc.
 Woodyjowski mia po staremu i do Kamieca, bo go tam
 potrzebowa hetman wiedzc, e to jest onierz, ktrego widok
 wleje otuch w serca i podniesie ducha tak mieszkacw, jak i
 zaogi. Hetman by przekonany, i si Kamieniec nie utrzyma,
 chodzio mu o to tylko, by si trzyma jak najduej, mianowicie
 dopty, dopki by Rzeczpospolita nie zgromadzia
 jakichkolwiek si na obron. W tym przekonaniu posya jakoby
 na oczywist mier najsawniejszego Rzeczypospolitej
 kawalera i ulubionego onierza. Na mier posya
 najsawniejszego onierza i nie al mu go byo. Hetman myla
 to zawsze, co pniej pod Wiedniem powiedzia, e pani
 Wojnina moe rodzi ludzi, ale wojna ich tylko gubi. Sam by
 gotw polec i mniema, e polec to najprostszy obowizek
 onierza, a gdy w mierci swoj moe znamienit przysug
 odda, to mu mier jest ask i wielk nagrod. Wiedzia te
 pan hetman, e may rycerz jednakiego z nim jest mniemania.
 Wreszcie, nie czas mu byo o oszczdzaniu pojedynczych
 onierzy myle, gdy zatracenie szo na kocioy, miasta, kraje,
 na ca Rzeczpospolit, gdy Wschd podnosi si z niepamitn
 potg przeciw Europie na podbicie caego chrzecijastwa,
 ktre zasonite piersi Rzeczypospolitej, nie mylao jej i w
 pomoc. Chodzi hetmanowi mogo tylko o to, aby naprzd
 Kamieniec zasoni Rzeczpospolit, pniej Rzeczpospolita
 reszt chrzecijastwa. Co by i mogo si sta, gdyby miaa siy,
 gdyby nie trawi jej nierzd. Ale hetman nie posiada do
 wojsk nawet na podjazdy, nie dopiero na wojn. Jeli w jedno
 miejsce pchn kilkudziesiciu onierzy, zaraz w drugim czynia
 si wyrwa, przez ktr fala najezdnicza moga si wla bez
 przeszkody. Strae, ktre sutan rozstawia noc w swoim
 obozie, byy liczniejsze od hetmaskich chorgwi. Nawaa sza
 z dwch stron, od Dniepru ! od Dunaju. Poniewa Dorosz z
 ca ord krymsk byli bliej i ju zalewali kraj palc i cinajc,
 wic przeciw nim poszy gwnie chorgwie, a w drug stron
 brako po prostu ludzi nawet na zwiady.
 W tych cikich terminach napisa hetman do Woodyjowskiego
 nastpnych kilka sw:
 "Juem na dwoje way, czy ci a hen, do Raszkowa, pod
 nieprzyjaciela nie wysa, alem si zlk, e gdy orda siedmiu
 brodami z multaskiego brzegu si wleje i kraj zajmie, nie
 zdoasz potem do Kamieca si przedosta, a tam ci
 koniecznie trzeba. Dopierom sobie wczora Nowowiejskiego
 przypomnia, ktry jest onierz dowiadczony i rezolut, a e
 czek w desperacji na wszystko si way, przeto tak myl, e
 mi dobrze posuy. Co moesz lekkiej jazdy mu posa, to
 podelij, on za niechaj idzie jako najdalej i wszdy si
 pokazuje, o wielkich wojskach naszych gosi, a gdy ju
 nieprzyjaciel bdzie w oczach, niech mu si te tu i owdzie
 miga, ogarn si nie dajc. Wiadomo, jako bd szli, ale
 jeliby co nowego postrzeg, zaraz ma ci dawa zna, a ty, nie
 mieszkajc, jzyka pchniesz do mnie i do Kamieca.
 Nowowiejski prdko niech rusza, a i ty bd do Kamieca w
 gotowoci, ale czekaj, pki wieci z Multan i od
 Nowowiejskiego nie przyjd."
 Poniewa Nowowiejski bawi chwilowo w Mohilowie i
 mwiono, e mia i tak przyby do Chreptiowa, przeto may
 rycerz da mu tylko zna, eby si z przyjazdem pokwapi, bo
 czeka na niego z ramienia hetmana funkcja w Chreptiowie.
 Nowowiejski przyjecha trzeciego dnia. Znajomi ledwie go
 poznali i pomyleli, e pan Biaogowski susznie nazwa go
 kociejem. Nie by to ju w chop na schwa, bujny, wesoy,
 ktry niegdy rzuca si na nieprzyjaciela z wybuchami miechu
 podobnymi do renia koskiego i tuza z takim wanie
 rozmachem, z jakim obracaj si skrzyda wiatraka. Wychud,
 zk, sczernia, a w tej chudoci wydawa si jeszcze bardziej
 olbrzymi. Na ludzi spoglda mrugajc oczyma, jakby
 najlepszych znajomych nie poznawa; trzeba mu te byo
 powtarza dwa razy jedn i t sam rzecz, bo zdawa si od
 razu nie rozumie. Widocznie w yach zamiast krwi pyna
 mu zgryzota; widocznie o niektrych rzeczach stara si nie
 myle i wola si zapamitywa, eby nie oszale. Wprawdzie
 w tych stronach nie byo czowieka, nie byo rodziny, w wojsku
 nie byo jednego oficera, ktrego by nie dotkno nieszczcie z
 pogaskich rk, ktry by nie opakiwa kogo ze znajomych,
 przyjaci, bliskich, drogich; ale nad Nowowiejskim oberwata
 si po prostu caa chmura nieszcz. Jednego dnia straci ojca,
 siostr i narzeczon, ktr kocha ze wszystkich si swej bujnej
 duszy. Wolej by ta siostra i tamta sodka, kochana dziewczyna
 zmary; wolej by zginy od noa i pomienia. Lecz los ich by
 taki, e w porwnaniu z myl o nim najwiksza mka bya dla
 Nowowiejskiego niczym. Stara si nie myle o nim, bo czu,
 e to rozmylanie graniczy z szalestwem, jednak nie mg tego
 dokaza.
 Jako spokj jego by pozorny. W duszy jego nie byo wcale
 rezygnacji i na pierwszy rzut oka kady mg odgadn, e pod
 t martwot tai si co zowrogiego i straszliwego, co jeli
 wybuchnie, to w olbrzym speni jakie okropne czyny, jak
 rozszalay ywio. Byo to tak wyranie wypisane na jego czole,
 e nawet przyjaciele zbliali si do niego z pewn obaw, w
 rozmowie za z nim unikali wzmianki o tym; co si stao.
 Widok Basi w Chreptiowie poruszy widocznie w nim zapieke
 ble, bo caujc na powitanie jej rce pocz nagle stka jak
 dobijany ubr, przy czym oczy zaszy mu krwi i yy na szyi
 nabrzmiay jak powrozy. A gdy Basia zalaa si zami i z
 uczuciem matki cisna mu rczkami gow, pad jej do ng i
 dugo nie mona go byo oderwa. Natomiast dowiedziawszy
 si, jak funkcj hetman mu przeznacza, oywi si wielce;
 pomie zowrogiej radoci zabysn mu w twarzy i rzek:
 - Uczyni to, uczyni i wicej!
 - A jeli spotkasz tamtego wciekego psa, daje mu upnia!
 -wtrci pan Zagoba. Nowowiejski zrazu nic nie odrzek,
 patrzy tylko na pana Zagob; nagle obkanie zawitao mu w
 oczach, podnis si i pocz i ku staremu szlachcicowi, jakby
 si chcia na niego rzuci.
 - Czy wapan wierzysz - rzek - e ja temu czeku nie
 uczyniem nigdy za i em mu by zawsze yczliwy?
 - Wierz, wierz! - odrzek pospiesznie pan Zagoba cofajc si
 roztropnie za maego rycerza. - Sam bym poszed z tob, ale
 mnie pedogra po nogach ksa.
 - Nowowiejski! - rzek may rycerz - kiedy chcesz ruszy?
 - Dzi na noc.
 - Dam ci stu ludzi dragonw. Sam tu z drugim stem prcz
 piechoty ostan. Chod na majdan!
 I wyszli, eby wyda rozkazy.
 Przy progu czeka wyprostowany jak struna Zydor Lunia. Ju
 wie o ekspedycji rozesza si po majdanie, wic wachmistrz
 w swoim i swojej kompanii imieniu zacz prosi maego
 pukownika, by mu z Nowowiejskim i pozwoli:
 - Take to? chcesz ode mnie odej? - pyta zdziwiony
 Woodyjowski.
 - Panie komendancie, my temu takiemu synowi lubowali. A
 moe przyjdzie na nasze rce!
 - Prawda jest! Mwi mi o tym pan Zagoba - odrzek may
 rycerz.
 Lunia zwrci si do Nowowiejskiego:
 - Panie komendancie!
 - Czego chcesz?
 - Jeli my jego dostaniem, eby ja go mg opatrzy...
 I taka sroga, zwierzca zawzito odmalowaa si w twarzy
 Mazura, e Nowowiejski skoni si zaraz Woodyjowskiemu i
 rzek proszc:
 - Wasza mio, pozwl mi tego czeka!
 Woodyjowski nie myla si sprzeciwia i tego samego
 wieczora pod noc sto koni z Nowowiejskim na czele ruszyo w
 drog. Szli znanym szlakiem na Mohilw, Jampol. W Jampolu
 zetknli si z dawn raszkowsk zaog, z ktrej dwustu ludzi
 na mocy rozkazania hetmaskiego poczyo si z
 Nowowiejskim, reszta za pod wodz pana Biaogowskiego
 miaa i do Mohilowa, w ktrym sta pan Bogusz.
 Nowowiejski za pocign w d, a do Raszkowa. Okolice
 Raszkowa byy ju zupen pustyni; samo miasteczko zmienio
 si w kup popiow, ktre wiatry zdoay ju rozwia na cztery
 strony wiata, nieliczni za mieszkacy pouciekali przed
 spodziewan burz. By to ju bowiem pocztek maja i orda
 dobrudzka moga kadej chwili ukaza si w tych stronach,
 wic niebezpiecznie byo w nich dosiadywa. W rzeczywistoci
 ordy stay jeszcze wraz z Turkami na kuczunkauryjskim boniu,
 ale nie wiedziano o tym w raszkowskich odojach, wic kady z
 dawnych mieszkacw Raszkowa, ocalaych po ostatniej rzezi,
 unosi wczenie gow, dokd mu si widziao. Lunia przez
 drog ukada sobie sposoby i fortele, jakich, wedle jego zdania,
 powinien si by chwyci pan Nowowiejski, jeli chcia
 szczliwie i skutecznie nieprzyjaciela podchodzi. Mylami
 tymi dzieli si askawie z szeregowcami.
 - Wy koskie by - mwi im - wy si na tym nie znacie, ale ja
 stary, ja si znam. Pjdziem do Raszkowa, tam zataimy si w
 odojach i bdziemy czeka. Przyjdzie orda do brodu, to
 naprzd przeprawi si mae zagony, jako to u nich zwyczaj, e
 czambu stoi i czeka, a mu owi dadz zna, czy przezpiecznie.
 Dopiero my chykiem ruszymy za nimi i pognamy przed sob
 a hen, chociaby do Kamieca.
 - A tak i tamtego psubrata moem nie dosta! - zauway jeden
 z szeregowych.
 - Stul gb! - odpar Lunia. - Kt pjdzie przodem, jeli nie
 Lipki?
 Jako przewidywania wachmistrza zdaway si sprawdza.
 Nowowiejski dotarszy do Raszkowa da wypoczynek
 onierzom. Byli ju wszyscy pewni, e nastpnie pjd ku
 pieczarom, ktrych peno byo w caej okolicy, i tam zataj si
 a do przybycia pierwszych nieprzyjacielskich zagonw. Lecz
 drugiego dnia postoju komendant podnis chorgiew na nogi i
 powid j za Raszkw.
 "A do Jahorlika pjdziemy czy co?" - mwi sobie wachmistrz.
 Tymczasem zaraz za Raszkowem zbliyli si tu do rzeki, a w
 kilka pacierzy pniej stanli nad tak zwanym "krwawym
 brodem". Wwczas Nowowiejski nie rzekszy ni sowa wpar
 konia w wod i j si przeprawia na drug stron.
 onierze poczli spoglda na siebie ze zdumieniem.
 - Jake to? Do Turczech idziem? - pyta jeden drugiego.
 Ale nie byli to "mocipanowie" z pospolitego ruszenia, gotowi
 do narad i protestw, jeno onierze prostacy, wzwyczajeni do
 elaznej, stanicznej karnoci; wic za komendantem wpar
 konie w wod pierwszy szereg, za nim drugi, trzeci. Nie byo
 najmniejszego wahania. Dziwili si, e w trzysta koni id do
 pastwa tureckiego, ktremu cay wiat nie moe podoa, ale
 szli. Wkrtce rozkoysana woda zacza chlupa koo koskich
 bokw, wic i przestali si dziwi, a myleli jeno o tym, eby
 sakw ze spy dla siebie i koni nie zamoczy 
 Dopiero na drugim brzegu poczli znw spoglda po sobie.
 - Dla Boga! to my ju w Multanach! - zabrzmiay ciche szepty.
 I jaki taki obejrza si za siebie, na Dniestr, ktry w
 zachodzcym socu byszcza jak zota i czerwona wstga.
 Skay nadbrzene, pene pieczar, take skpane byy w
 jaskrawych blaskach. Wznosiy si one jak mur, ktry oto w tej
 chwili przedzieli t gar ludzi od ojczyzny. Dla wielu z nich
 byo to zapewne ostatnie poegnanie. Przez gow Luni
 przesza myl, e moe komendant oszala, ale komendanta
 rzecz byo rozkazywa, jego sucha.
 Tymczasem konie wyszedszy z wody poczy w szeregach
 parska okrutnie.
 - Zdrw! zdrw! - rozlegy si gosy onierskie.
 Poczytano to za dobr wrb i jakowa otucha wstpia w
 serca.
 - Ruszaj ! - zakomenderowa Nowowiejski.
 Szeregi ruszyy i poszy ku zachodzcemu socu i ku owym
 tysicom, ku owemu rojowisku ludzkiemu, ku owym narodom
 stojcym na Kuczunkaurach.
 Rozdzia XLVIII 
 Przejcie Nowowiejskiego przez Dniestr i pochd jego w
 trzysta szabel przeciw potdze sutaskiej, setki tysicy
 wojownikw liczcej, byy to czyny, ktre czowiek wojny
 niewiadom za proste szalestwo mgby poczyta.
 Tymczasem byy one tylko zuchwa wypraw wojskow
 majc widoki powodzenia.
 Naprzd nieraz zdarzao si wczesnym zagoczykom i
 przeciw stokrotnie liczniejszym czambuom, stan im na
 oczach, a potem pomyka przed nimi odcinajc si krwawo
 pocigowi. Wanie jak wilk wywabia czasem psy za sob, aby
 w sposobnej chwili odwrci si i zarn najzuchwalej
 docierajcego pokurcza, tak czynili i oni. Zwierz w
 okamgnieniu stawa si myliwcem: pomyka, kry si, przytaja,
 ale goniony, sam goni, napada znienacka i ksa na mier. By
 to tak zwany "proceder z Tatary", w ktrym przecigano si w
 fortelach, podejciach, zasadzkach. Syn z owego procederu
 najbardziej pan Woodyjowski, po nim pan Ruszczyc, po nim
 pan Piwo i pan Motowido, lecz i Nowowiejski, praktykujc od
 dziecistwa w stepach, nalea do tych, ktrych midzy
 najsawniejszymi wymieniano, dlatego te byo wielce
 prawdopodobnym, e stanwszy na oczach ordy, ogarn si
 jej nie pozwoli.
 Wyprawa jego miaa take widoki powodzenia i z tego powodu,
 e za Dniestrem cigny si kraje pustynne, w ktrych zatai
 si byo atwo. Gdzieniegdzie tylko na porzeczach wznosiy si
 osady ludzkie, ale w ogle kraj by mao zamieszkay, bliej
 brzegu skalisty i wzgrzysty, dalej stepowy lub lasami pokryty,
 w ktrych bkay si liczne stada zwierza, poczwszy od
 zdziczaych bawow do jeleni, sarn i dzikich wi. Poniewa
 sutan pragn przed wypraw "poczu si w potdze" i
 porachowa swe siy, wic mieszkajce wedle Dniestrowego
 Niu ordy biaogrodzkie i dalsze jeszcze, dobrudzkie,
 pocigny z rozkazania padyszacha hen, za Bakany, za nimi
 poszli i karaaszowie multascy, tak e kraj opustosza jeszcze
 bardziej i mona nim byo cign tygodnie cae nie bdc przez
 nikogo widzianym. Natomiast zbyt dobrze zna pan
 Nowowiejski obyczaje tatarskie, aby nie mia wiedzie, e gdy
 czambuy przekrocz raz granic Rzeczypospolitej, bd ju i
 ostronie, pilne dajc baczenie na wszystkie strony; tu za, w
 swoim jeszcze kraju, pjd szerok aw, adnych ostronoci
 nie zachowujc. I istotnie tak byo; spotkanie mierci wydaoby
 si Tatarom prawdopodobniejsze ni spotkanie w gbi
 Besarabii, na samych tatarskich rubieach, wojsk tej
 Rzeczypospolitej, ktra ich nie miaa dosy na obron wasnych
 granic.
 Ufa wic pan Nowowiejski, e wyprawa jego naprzd
 zdumieje nieprzyjaciela, a zatem wiksze jeszcze poytki
 przyniesie, ni si pan hetman spodziewa; po wtre, e dla Azji
 i Lipkw zgubn sta si moe. atwo byo modemu
 porucznikowi odgadn, i Lipkowie i Czeremisy, jako znajcy
 wybornie Rzeczpospolit, pjd w przedniej stray, i na tej
 pewnoci gwn nadziej zakada. Wpa niespodzianie
 i.schwyta wraego Azj, odbi moe siostr i Zosi - wyrwa
 je z niewoli, zemsty dokona, potem samemu na wojnie zgin
 - oto byo wszystko, czego jeszcze pragna rozdarta dusza
 Nowowiejskiego.
 Pod wpywem tych myli i nadziei Nowowiejski otrzsn si z
 martwoty i oy. Pochd przez nieznane drogi, cikie trudy,
 szeroki powiew stepowy i niebezpieczestwa zuchwaej
 wyprawy wzmocniy mu zdrowie i powrciy dawn si.
 Zagoczyk pocz bra w nim gr nad nieszcznikiem.
 Przedtem nie byo w nim miejsca na nic innego, jak na
 wspominki i mk, teraz musia rozmyla po caych dniach,
 jak nieprzyjaciela podej i poszarpa.
 Przeszedszy Dniestr, szli na ukos i w d ku Prutowi,
 zapadajc czsto dniem w lasach i oczeretach, noc za czynic
 spieszne a tajemnicze pochody. Kraj, dzi jeszcze niezbyt
 osiady a wwczas zamieszkay przewanie przez
 koczownikw, po wikszej czci by pusty. Bardzo rzadko
 napotykali pola kukurydzane, a przy nich osady. Idc tajemnie,
 starali si unika wikszych osad, ale zajedali czstokro
 miao do mniejszych, zoonych z jednej, dwu, trzech lub
 nawet kilkunastu chat, wiedzc, e nikomu z mieszkacw nie
 przyjdzie na myl biec przed nimi ku Budziakowi i ostrzega
 tamtejszych Tatarw. Lunia pilnowa zreszt, aby to si nie
 stao, lecz wkrtce i tej ostronoci zaniecha, przekona si
 bowiem, e ci nieliczni osadnicy, chocia niby sutascy
 poddani, sami z trwog oczekuj nadejcia wojsk sutaskich, a
 po wtre, e nie maj adnego pojcia, co to za ludzie do nich
 przychodz, i cay oddzia bior za jakowych karaaszw,
 ktrzy za innymi na rozkaz sutana cign. Dostarczano te im
 bez oporu kukurydzowych plackw, suszonego dereniu i
 suszonego bawolego misa. Kady chutornik mia swe gromady
 owiec, bawow i koni, poukrywane przy rzekach. Od czasu do
 czasu napotykali te bardzo liczne stada pzdziczaych
 bawow, ktrych pilnowao po kilkunastu pastuchw. Ci
 koczowali na stepie, w namiotach, pozostawali za na miejscu
 dopty tylko, dopki pasza znajdowaa si w obfitoci.
 Czstokro byli nimi starzy Tatarowie. Nowowiejski otacza
 owych "czabaczykw" z takimi ostronociami, jakby o
 czambu chodzio; otoczonych nie ywi, aby nie pucili
 rozgosu hen, ku Budziakowi, o jego pochodzie. Szczeglniej
 Tatarw, wypytawszy ich wprzd o drogi, a raczej bezdroa,
 cina kaza bez miosierdzia, tak aby noga nie usza. Nastpnie
 bra ze stada tyle sztuk, ile mu byo potrzeba, i szed dalej.
 W miar jak szli na poudnie, stada przytrafiay si czciej, a
 pilnowali ich sami niemal Tatarowie, w kupach do
 znacznych. W cigu dwutygodniowego pochodu otoczy
 Nowowiejski i wygnit trzy watahy pastusze od stad owczych,
 po kilkudziesiciu ludzi liczce. Dragoni zabierali im wszawe
 kouchy i oczyciwszy je nad ogniem, sami przystrajali si w
 nie, aby si sta podobnymi do dzikich czabaczykw i
 owczarw. W drugim tygodniu wszyscy ju byli z tatarska
 przybrani i wygldali zupenie na czambu. Zostaa im tylko
 jednostajna bro regularnej jazdy, kolety za zachowali w
 trokach, aby si w nie przebra za powrotem. Z bliska, po
 powych mazurskich wsiskach i bkitnych oczach, mona by
 ich pozna, co zacz s, lecz z daleka najwprawniejsze oko
 mogo si na ich widok omyli, zwaszcza e pdzili jeszcze
 przed sob i stada, ktre im byy na spy potrzebne.
 Zbliywszy si do Prutu, szli w d lewym brzegiem. Poniewa
 szlak kuczmaski zbyt by ogodzony, atwo byo przewidzie,
 e zastpy suta- skie, a przed nimi ordy pjd na Falezi,
 Husz, Kotimore i potem dopiero szlakiem wooskim - i albo
 skrc ku Dniestrowi, albo jeszcze pocign wprost, jak
 sierpem rzuci, przez ca Besarabi, by dopiero koo Uszycy
 wynurzy si w granice Rzeczypospolitej. Nowowiejski tak by
 tego pewien, e szed coraz wolniej, nic na czas nie zwaajc, i
 coraz ostroniej, aby si zbyt nagle na czambuy nie natkn.
 Wszedszy wreszcie midzy widy rzeczne utworzone przez
 Sarat i Tekicz zapad tam na dugo raz dlatego, eby da
 wypoczynek koniom i ludziom, a po wtre, aby w dobrze
 osonitym miejscu oczekiwa na przedni stra ordzisk.
 Miejsce za byo dobrze osonite i dobrze wybrane, cae
 bowiem widy rzeczne i zewntrzne brzegi byy poronite
 czci zwyczajnym dereniem, czci widw. Gaj w
 rozciga si jak okiem sign pokrywajc grunt miejscami
 zbitym gszczem, miejscami za tworzc kpy, midzy ktrymi
 szarzay puste przestrzenie przydatne do zaoenia majdanu. O
 tej porze drzewa i krze ju okwity, wczesn wiosn jednak
 musiao tu by cae morze tych i biaych kwiatw. Gaj by
 zupenie bezludny, natomiast roi si od wszelkiego rodzaju
 zwierza, jako to: jeleni, sarn, zajcy i wszelkiego rodzaju
 ptastwa. Tu i owdzie nad brzegami rde onierze odkryli
 take lady niedwiedzi. Jeden z nich w dwa dni po przybyciu
 podjazdu zabi par owiec, wskutek czego Lunia obiecywa
 sobie urzdzi na niego owy, e jednak Nowowiejski, chcc
 lee skrycie, nie pozwoli uywa muszkietw, onierze
 wybierali si na rabusia z oszczepami i siekierami.
 Pniej znaleziono przy rdach take i lady ognisk, ale stare,
 prawdopodobnie zeszoroczne. Widocznie czasem zagldali tu
 koczownicy ze stadami lub moe Tatarzy przychodzili wycina
 dereniowe pdy na kicienie. Jednako najstaranniejsze
 poszukiwania nie zdoay wykry yjcej ludzkiej istoty.
 Nowowiejski postanowi nie i dalej i tu czeka na przybycie
 wojsk tureckich. Zaoono wic majdan. Pobudowano szaasy i
 poczo si oczekiwanie. Na kracach gaju stany strae, z
 ktrych jedne spoglday dzie i noc ku Budziakowi, drugie na
 Prut, w ston Falezi. Nowowiejski wiedzia, e po pewnych
 oznakach odgadnie zblianie si wojsk sutaskich, zreszt
 wysya i mae podjazdy, na ktrych czele sam stawa
 najczciej. Pogoda sprzyjaa wybornie postojowi w tym
 suchym kraju. Dnie byy znojne, ale w cieniu gstwy atwo si
 byo przed upaem uchroni, noce - jasne, ciche, ksiycowe, w
 czasie ktrych chaszcze trzsy si od piewania sowikw. W
 czasie takich to nocy najwicej cierpia Nowowiejski, bo spa
 nie mogc rozmyla - i o dawnym szczciu, i o teraniejszych
 czasach klski wspomina. y tylko myl, e gdy serce zemst
 nasyci, bdzie szczliwszy i spokojniejszy. Tymczasem zblia
 si termin, w ktrym mia albo tej zemsty dokona, albo zgin.
 Tydzie pyn im za tygodniem na gospodarstwie w pustyni i
 na czuwaniu. Przez ten czas przeznali wszystkie szlaki, jary,
 bonia, rzeki i strumienie, zagarnli znw kilka stad, wycili
 kilka nielicznych kup koczownikw i czyhali wci w tej
 gstwie, jak dziki zwierz czyha na up. Na koniec chwila
 oczekiwana nadesza. Pewnego poranku ujrzeli stada ptastwa
 cigncego niebem i ziemi. Dropie, pardwy, bkitnonogie
 przepirki suny trawami ku gszczom, w grze za leciay
 kruki, wrony, a nawet botne ptastwo, widocznie poszone nad
 brzegami Dunaju lub na botach dobrudzkich. Na w widok
 spojrzeli po sobie dragoni i wyraz: "Id! id!" - przelecia z ust
 do ust. Twarze oywiy si zaraz, wsy poczy si porusza,
 oczy byszcze, ale w tym oywieniu nie byo najmniejszego
 niepokoju, byli to wszystko ludzie, ktrym wiek ycia zbieg na
 "procederze", czuli wic tylko tyle, co czuj psy myliwskie,
 gdy ju zwierza zawietrz. Ogniska zostay w tej chwili zalane,
 aby dym nie zdradzi obecnoci ludzkiej w gszczach, konie
 posiodane- i cay oddzia stan w gotowoci do pochodu.
 Naleao teraz wymiarkowa tak czas, aby wpa na
 nieprzyjaciela w chwili, gdy bdzie czyni postj. Nowowiejski
 rozumia dobrze, e wojska sutaskie nie id z pewnoci zbit
 mas, tym bardziej e s w kraju swoim, w ktrym
 jakiekolwiek niebezpieczestwo byo zupenie
 nieprawdopodobnym. Wiedzia przy tym, e przednie strae
 zawsze chodz w mili albo we dwch przed ca potg,
 spodziewa si za susznie, e w pierwszej stray pjd
 Lipkowie.
 Przez pewien czas waha si, czy i im na spotkanie
 tajemnymi a dobrze ju znanymi mu drogami, czy czeka na
 ich przybycie w dereniowej puszczy. Wybra to ostatnie,
 poniewa z puszczy atwiej byo wypa w kadej chwili
 niespodzianie. Upyn jeszcze cay dzie, potem noc, w czasie
 ktrej nie tylko ptactwo, ale i zwierz ziemny cign stadami ku
 gstwie. Nastpnego poranku nieprzyjaciel ju by widoczny.
 Na poudnie od kraca dereniowego gaju cigno si obszerne,
 lubo pagrzyste bonie gubice si hen, na widnokrgu. Na tym
 to boniu ukaza si nieprzyjaciel i zblia si ku Tekiczowi do
 szybko. Dragoni patrzyli z chaszczw na ow czarniaw mas,
 ktra ju to nika chwilami z oczu, zakrywana przez garby
 gruntu, ju ukazywaa si znowu w caej swej rozcigoci.
 Lunia, ktry mia wzrok nadzwyczajny, wpatrywa si czas
 jaki z nateniem w owe zbliajce si kupy, po czym zbliy
 si do Nowowiejskiego.
 - Panie komendancie! - rzek - ludzi tam nie masz wiele: to jeno
 stada wyganiaj na pasz.
 Nowowiejski po maej chwili przekona si, e Lunia ma
 suszno, i twarz rozjania mu si radoci.
 - To znaczy, e postj wypad im na mil albo ptory od tych
 chaszczw? - rzek.
 - Tak jest - odpar Lunia. - Id wida nocami, by si upaw
 uchroni, a w dzie spoczywaj ; konie za wysyaj a do
 wieczora na pastwiska.
 - Sia widzisz stray przy koniach?
 Lunia wysun si znw na brzeg zaroli i nie powraca przez
 czas duszy. Na koniec jednak pokaza si znowu i rzek:
 - Bdzie koni z ptora tysica, a ludzi przy nich ze dwudziestu
 piciu. W swoim s kraju i nie boj si niczego, wic i stray
 wikszych nie stawiaj.
 - A ludzi moge rozezna?
 - Jeszcze s opodal, ale to Lipki, panie! Ju oni nasi!..
 - Tak jest! - rzek Nowowiejski.
 Jako by ju pewien, e mu ywa noga z tych ludzi nie ujdzie.
 Dla takiego zagoczyka, jakim by, i dla takich onierzy, jakim
 przywodzi, byo to zadanie zbyt atwe.
 Tymczasem koniuchowie pdzili stado bliej i bliej pod
 dereniowe chaszcze. Lunia jeszcze raz wysun si na brzeg i
 jeszcze raz wrci. Twarz jego janiaa radoci i
 okruciestwem.
 - Lipki, panie, na pewno! - szepn.
 Usyszawszy to Nowowiejski zakwili jak jastrzb i wnet
 oddzia dragonw cofn si w gbokie gszcze. Tam rozpad
 si na dwa oddziay, z ktrych jeden zapad zaraz w wwz, by
 wynurzy si z niego dopiero z tyu stada i Lipkw, drugi
 uformowa pkole i czeka.
 Wszystko to odbyo si tak cicho, e najwprawniejsze ucho nie
 mogoby adnego szmeru uowi; nie zabrzczaa szabla ni
 ostroga, ko nie zara; gste trawy, ktrymi gaj by podszyty,
 tumiy tupot kopyt. Wreszcie i konie zdaway si rozumie, e
 powodzenie napadu od ciszy zaley, bo i one nie pierwszy raz
 peniy podobn sub. Z wwozu i z gszczw odzyway si
 tylko kwilenia jastrzbia, coraz cichsze i coraz rzadziej. Stado
 lipkowskie zatrzymao si przed gajem i rozrzucio wikszymi
 lub mniejszymi kupami po boniu. Sam Nowowiejski by teraz
 na skraju i ledzi wszystkie ruchy koniuchw. Dzie by
 pogodny, godzina przedpoudniowa, ale ju soce stao wysoko
 i sypao arem na grud. Konie poczy si tarza, nastpnie
 zbliyy si do chaszczw. Koniuchowie przyjechali na skraj
 gaju, tam pozsiadawszy z koni pucili je na arkanach, sami za,
 szukajc cienia i chodu, weszli w zarola i rozoyli si pod
 wikszym krzem na spoczynek.
 Wkrtce buchno pomieniem ognisko, gdy za suche patyki
 zwgliy si ju i obsypay popioem, koniuchowie pooyli na
 wglach p rebicia, sami za usiedli opodal dla ochrony od
 aru. Niektrzy powycigali si na murawie, niektrzy
 rozmawiali siedzc w kuczki, po turecku; jeden pocz gra na
 piszczace. W gstwie panowaa cisza zupena, czasem tylko
 jastrzb zakwili.
 Zapach przypalonego misa oznajmi wreszcie, i piecze
 gotowa, wic dwch wycigno j z popiou i zawloko pod
 kierz cienisty. Tam obsiedli j wszyscy wkoo i rozdarszy
 noami, arli ze zwierzc arocznoci wpsurowe ochapy, z
 ktrych krew osiadaa im na palcach i ciekaa po brodach.
 Nastpnie, opiwszy si kwanego kobylego mleka z bukakw,
 poczuli syto w brzuchach. Chwil rozmawiali jeszcze, po
 czym gowy ich i czonki stay si ociae.
 Przyszo poudnie. ar lecia z nieba na ziemi coraz wikszy.
 Grunt leny upstrzy si wietlistymi, drgajcymi plamami
 utworzonymi przez promienie soca przenikajce w gstw.
 Umilko wszystko, nawet jastrzbie przestay kwili. Kilku
 Lipkw wstao i powloko si ku skrajowi, by popatrzy na
 konie, inni powycigali si na ksztat trupw na pobojowisku i
 wkrtce zmorzy ich sen. Lecz sen po obarciu i opiciu si
 musia by jaki ciki, a zowrogi, bo czasem ktry jkn
 gboko, czasem inny otworzy na chwil powieki i powtrzy :
 - Aa, Bismia !...
 Nagle ze skraju lasu da si sysze jaki odgos cichy, ale
 straszny, jakby krtkie rzenie duszonego czowieka, ktry nie
 mia czasu zawy. Czy uszy koniuchw byy tak czujne, czy
 jaki instynkt zwierzcy ostrzeg ich przed niebezpieczestwem,
 czy wreszcie mier tchna na nich lodowatym tchnieniem,
 do, e w jednej chwili porwali si wszyscy ze snu.
 - Co to jest? Gdzie tamci od koni? - poczli pyta jedni drugich.
 Wtem z dereniowego krza ozwa si jaki gos po polsku :
 - Tamci nie wrc!
 I w tej chwili sto pidziesit ludzi runo koem na koniuchw
 przeraonych tak strasznie, e krzyk zamar im w piersi.
 Ledwie ktry zdoa chwyci za handar. Koo napastnikw
 zalao ich i pokryo zupenie. Kierz trzs si pod parciem cia
 ludzkich, ktre kotoway si w bezadnej kupie. Sycha byo
 wist ostrzy, sapanie, czasem jk lub chrapnicie, ale trwao to
 wszystko jedno mgnienie oka. Po czym ucicho wszystko.
 - Ilu ywych? - spyta jaki gos wrd napastnikw.
 - Piciu, panie komendancie.
 - Obejrzy ciaa, by si ktren nie zatai, i kademu noem dla
 pewnoci da po gardle, a jecw do ogniska!
 Rozkaz zosta w jednej chwili speniony. Trupy
 poprzygwadano do murawy ich wasnymi noami; jecw,
 przywizawszy im nogi do kijw, pokadziono wok ogniska,
 ktre Lunia rozgarn tak, aby wgle ukryte pod popioem
 znajdoway si na wierzchu.
 Jecy patrzyli na te przygotowania i na Luni bdnymi
 oczyma. Byo midzy nimi trzech chreptiowskich Lipkw i ci
 znali wachmistrza doskonale. w pozna ich take i rzek:
 - No, kamraty! trzeba teraz bdzie piewa, a nie, to na
 praonych podeszwach pjdziecie na tamten wiat. Po starej
 znajomoci wgli nie poauj !
 To rzekszy dorzuci na wgle suchych gazi, ktre buchny
 zaraz wysokim pomieniem.
 Lecz nadszed Nowowiejski i bada pocz. Z zezna jecw
 okazao si to, co po czci odgad ju mody porucznik.
 Lipkowie i Czeremisi szli w przedniej stray, przed ord i przed
 wszystkimi sutaskimi wojskami. Wid ich Azja
 Tuhaj-bejowicz, ktremu wszystkie ciahy oddano pod
 komend. Szli, z powodu upaw, tak jak i cae wojsko,
 nocami, na dzie za wysyali stada na pasz. Nie strzegli si,
 bo nikt nie przypuszcza, eby jakiekolwiek wojsko mogo na
 nich wpa nawet w pobliu Dniestru, a c dopiero nad
 Prutem, tu obok ordziskich siedzib; szli tedy wygodnie, ze
 stadami i wielbdami, ktre niosy namioty dla starszyzny.
 Murzy Azji namiot atwo pozna, bo na wierzchu ma buczuk
 zatknity i ciahy chorgwie w czasie postoju przy nim
 zatykaj. Siehe lipkowski zosta o ma mil; jest w nim okoo
 dwch tysicy gw, ale cz ludzi zostaa przy biaogrodzkiej
 ordzie, ktra cignie znw o mil od lipkowskiego czambuu.
 Nowowiejski wypytywa jeszcze o drogi, ktrymi do siehenia
 najatwiej si dosta, nastpnie, jak stoj namioty, wreszcie
 pocz bada o to, o co mu chodzio najwicej.
 - Niewiasty jakowe s w namiocie? - spyta.
 Lipkowie zadreli o wasn skr. Ci z nich, ktrzy dawniej
 suyli w Chreptiowie, wiedzieli doskonale, e Nowowiejski by
 bratem jednej z tych niewiast, a narzeczonym drugiej, rozumieli
 wic, co za wcieko musi go ogarn, gdy dowie si caej
 prawdy.
 Wcieko ta moga spa naprzd na nich, wic poczli si
 waha, ale Lunia rzek zaraz:
 - Panie komendancie, ogrzejem psubratom podeszwy, to bd
 mwi!
 - Wsu im nogi w wgle! - rzek Nowowiejski.
 - Pomiujcie! - zawoa Eliaszewicz, stary chreptiowski Lipek -
 powiem wszystko, na co patrzyy oczy moje...
 Lunia spojrza na komendanta, czy mimo tej zapowiedzi nie
 kae speni groby, lecz w skin rk i rzek do Eliaszewicza:
 - Mw, co widzia?
 - My niewinni, panie - odpowiedzia Eliaszewicz - my za
 komend szli.
 Murza nasz darowa siostr waszej mioci panu Adurowiczowi,
 ktren j w namiocie mia. Ja j na Kuczunkaurach widzia, jak
 po wod z wiadrami chodzia, i pomaga jej dwiga, bo
 ciarna chodzia...
 - Gorze! - szepn Nowowiejski.
 - A drug pann murza nasz sam w namiocie mia. My jej tak
 czsto nie widywali, ale nieraz syszeli, jak krzyczaa, bo
 murza, cho j dla rozkoszy trzyma, przecie j co dzie puh
 bija i nogami kopa...
 Wargi Nowowiejskiego pobielay i poczy si trz.
 Eliaszewicz zaledwie dosysza pytanie:
 - Gdzie one teraz?
 - Sprzedane do Stambuu.
 - Komu?
 - Murza sam pewnie nie wie. Wyszo rozkazanie od
 padyszacha, by w obozie nie byo niewiast. Sprzedawali
 wszyscy na bazarze, to i murza przeda. Badanie si skoczyo i
 przy ognisku zapanowaa cisza. Tylko od niejakiego czasu wsta
 gorcy poudniowy wiatr i trzs gaziami dereniu, ktre
 szumiay coraz mocniej. Powietrze uczynio si duszne; na
 kracu widnokrgu ukazao si kilka chmur, ciemnych w
 rodku, a poyskujcych miedziano na brzegach.
 Nowowiejski odszed od ogniska i szed jak bdny, nie zdajc
 sobie sprawy, dokd zda. Na koniec rzuci si twarz na
 ziemi i pocz drze paznokciami ziemi, pniej ksa wasne
 rce i chrapa, jak gdyby kona. Kurcz wstrzsa jego
 olbrzymim ciaem, i lea tak przez cae godziny. Dragoni
 patrzyli na niego z dala, ale nawet Lunia nie mia si zbliy.
 Natomiast wymiarkowawszy, e komendant nie bdzie si
 gniewa za nieoszczdzanie Lipkw, straszliwy wachmistrz
 wprost z wrodzonego okruciestwa ponatyka im murawy do
 ust, eby wrzaskom zapobiec, i pozarzyna ich jak woy.
 Oszczdzi tylko jednego Eliaszewicza przypuszczajc, e w
 bdzie jako przewodnik potrzebny. Skoczywszy robot
 poodciga drgajce jeszcze trupy od ogniska i uoy je
 szeregiem, sam za poszed spoglda na komendanta.
 - Choby oszala - mrukn sobie - i tak tamtego musim dosta;
 Poudnie przeszo, popoudniowe godziny rwnie - i dzie
 pocz si chyli ku zachodowi. Lecz owe mae z pocztku
 chmury zajy ju prawie cae niebiosa i staway si coraz
 gstsze i ciemniejsze nie tracc owego miedzianego blasku po
 brzegach. Olbrzymie ich kby obracay si ociale, na ksztat
 kamieni myskich, naok wasnych osi, nastpnie zachodziy
 na siebie, pary jedne na drugie i spychajc si wzajem z
 wysokoci, staczay si zbitym tumem niej i niej ku ziemi.
 Wiatr uderza czasem jak drapieny ptak skrzydem, przygina
 derenie i widwy do ziemi, porywa tuman lici i roznosi go z
 wciekoci; chwilami ustawa, jakby w ziemi zapad. A w
 tych chwilach ciszy sycha byo w kbicych si chmurach
 jakie zowrogie charczenie, syk, szum, rzekby: zbieraj si w
 nich zastpy gromw, szykuj si do bitwy- i warczc gucho,
 podniecaj w sobie zacieko i gniew, nim wybuchn i uderz
 zapamitale na struchla ziemi.
 - Burza! burza idzie! - szeptali do siebie dragoni.
 Burza sza. Czynio si coraz ciemniej.
 Wtem na wschodzie, od strony Dniestru, wsta grzmot i pocz
 toczy si ze straszliwym oskotem po niebie, a hen, ku
 Prutowi; tam umilk na chwil, lecz zerwa si znowu, run na
 budziackie stepy i wreszcie j przewala si naok caego
 widnokrgu.
 Pierwsze wielkie krople ddu upady na spieczon muraw. W
 tej chwili przed dragonami pojawi si Nowowiejski.
 - Na ko! - krzykn grzmicym gosem.
 I po upywie takiego czasu, jakiego potrzeba na odmwienie
 krtkiego pacierza, ruszy na czele stu pidziesiciu jedcw.
 Wyjechawszy z gaju, poczy si przy stadzie z drug poow
 swych ludzi, pilnujc od pola, by aden z koniuchw nie
 wymkn si ukradkiem do obozu. Dragoni obegnali w
 mgnieniu oka stado i wydawszy dziki, waciwy tatarskim
 koniuchom okrzyk, ruszyli naprzd, pdzc przed sob
 zhukany tabun.
 Wachmistrz trzyma na arkanie Eliaszewicza i krzycza mu do
 ucha chcc przekrzycze oskot grzmotw:
 - Prowad, psiakrew, a prosto, bo noem w gardo!
 Tymczasem chmury stoczyy si tak nisko, e prawie dotykay
 ziemi. Nagle buchno jakby arem z pieca i zerwa si wcieky
 huragan; wkrtce raca wiato rozdara ciemno: run
 grom, za nim drugi, trzeci, w powietrzu rozszed si zapach
 siarki i znw uczynia si ciemno. Przeraenie ogarno tabun.
 Konie, gnane z tyu przez dzikie okrzyki dragonw, pdziy z
 otwartymi nozdrzami i rozwian grzyw, nie; tykajc ziemi w
 pdzie, grzmot nie ustawa ani na chwil, wiatr wy, a oni gnali
 bez pamici w tym wichrze, w tej pomroce, wrd oskotu, od
 ktrego ziemia zdawaa si pka, gnani sami przez burz i
 przez zemst, podobni na tym pustym stepie do strasznego
 korowodu upiorw lub zych duchw. Przestrze uciekaa za
 nimi. Nie potrzebowali i przewodnika, bo stado biego wprost
 do obozowiska Lipkw, ktre byo bliej i bliej. Lecz nim
 dobiegli, burza rozptaa si tak, jakby niebo i ziemia oszalay.
 Cay widnokrg zapon ywym ogniem, przy ktrego blasku
 dojrzeli ju z dala stojce na stepie namioty; wiat trzs si od
 huku gromw; zdawao si, e kby chmur zarw si lada
 chwila i zwal si na ziemi. Jako otworzyy si ich upusty i
 potoki ddu zaczy zalewa step. Fala przesonia wiat tak, i
 na kilka krokw nie byo nic wida, a z rozpalonej od aru
 sonecznego ziemi wsta wnet gsty opar.
 Chwila jeszcze i stado, a z nim dragoni, bd ju w
 obozowisku. Lecz tabun przed samymi namiotami rozbieg si
 w dzikim popochu na obie strony; wwczas trzysta piersi
 wydao straszliwv krzyk, trzysta szabel zamigotao od ognia
 byskawic i dragoni wpadli w namioty. Lipkowie przed
 wybuchem ulewy widzieli w wietle byskawic nadbiegajce
 stado, lecz aden z nich nie domyli si, jak straszni pdz je
 koniuchowie. Chwycio ich tylko zdziwienie i niepokj,
 dlaczego tabun pdz tak wprost na namioty, wic poczli
 krzyka, aby zestraszy konie. Sam Azja Tuhaj-bejowicz
 uchyli skrzydo pcienne i mimo ddu wyszed na zewntrz z
 gniewem w swej gronej twarzy. Lecz wanie w tej chwili
 tabun rozbieg si, a wrd strug deszczu i w oparach
 zaczerniay jakie straszne postacie, wielekro razy od koniu-
 chw liczniejsze, i zagrzmia straszliwy krzyk:
 - Bij, morduj!...
 Nie byo ju czasu na nic, nawet na to, by pomyle, co si
 stao; nawet na to, by si przerazi. Orkan ludzki, straszniejszy
 i bardziej wcieky od burzy, zwali si na obozowisko.
 Zanim Tuhaj-bejowicz zdoa jednym krokiem cofn si ku
 namiotowi, rzekby: nadludzka sia porwaa go i podniosa od
 ziemi; nagle uczu, e cisn go jakie straszne objcia, e od
 tego ucisku gn si jego koci, pkaj ebra, przez chwil
 dojrza jakby we mgle twarz, od ktrej wolaby widzie
 szatask, i omdla.
 A tymczasem rozpocza si bitwa, a raczej rze okropna.
 Burza, ciemno, nieznana liczba napastnikw, nago napadu
 i rozegnanie koni sprawiy, e Lipkowie nie bronili si niemal
 wcale. Ogarno ich po prostu szalestwo strachu. Nikt nie
 wiedzia, dokd ucieka, gdzie si chroni; wielu nie miao przy
 sobie broni, wielu napad pochwyciwe nie -wic odurzeni,
 obkani z przeraenia, zbijali si w gste kupy toczc si,
 przewracajc, depcc. Pary ich i obalay piersi koskie, ciy
 szable, miadyy kopyta. Nie tak wicher amie, niszczy i
 pustoszy mody br, nie tak wilcy weraj si w stado olepych
 owiec, jak tratowali i cili ich dragoni. Z jednej strony obd, z
 drugiej wcieko i zemsta dopeniay rozmiaru klski. Potoki
 krwi pomieszay si z deszczem. Lipkom zdawao si, e niebo
 si na nich wali, e ziemia rozstpuje si pod ich nogami.
 oskot grzmotw, huk piorunw, szum ddu, ciemno, groza
 burzy wtroway strasznymi odgosami rzezi. Konie dragoskie,
 ogarnite rwnie przeraeniem, rzucay si jak szalone w
 gstw ludzk, rozrywajc j, amic i cielc pokotem na
 ziemi.
 Wreszcie mniejsze kupy poczy pierzcha, ale do tego stopnia
 straciy wiadomo miejsca, e uciekay koem po
 pobojowisku, zamiast ucieka przed siebie - i uderzajc czsto
 o siebie, jak dwie przeciwlege fale, biy si ze sob,
 przewracay si wzajem i szy pod miecz.
 Wreszcie rozproszono resztki zupenie, rozegnano i cito w
 ucieczce i w pogoni bez miosierdzia, nie biorc nikogo
 ywcem, dopki trbki w obozowisku nie odwoay pocigu.
 Nigdy napad nie by bardziej niespodziany, ale te nigdy klska
 straszniejsz. Trzystu ludzi rozpdzio w cztery strony wiata
 blisko dwa tysice wybornej jazdy przewyszajcej
 nieskoczenie sprawnoci zwyke czambuy. Wiksza cz jej
 leaa mostem wrd czerwonych kau utworzonych przez
 deszcz i krew. Reszta w rozproszeniu uchronia gowy dziki
 ciemnoci i umykaa pieszo, na olep, nie wiedzc, czy nie
 biegnie znw pod n. Zwycizcom pomoga burza i pomroka,
 jakby gniew boy walczy po ich stronie przeciw zdrajcom.
 Noc ju zapada zupena, gdy Nowowiejski wyruszy na czele
 dragonw na powrt ku granicom Rzeczypospolitej. Midzy
 modym porucznikiem a wachmistrzem Luni szed ko
 tabunny, na ktrego grzbiecie lea skrpowany powrozami
 wdz wszystkich Lipkw, Azja Tuhaj-bejowicz, omdlay i z
 poamanymi ebrami, ale yw. Oni za obaj spogldali na niego
 co chwila tak uwanie i troskliwie, jakby skarb wieli i bali si
 go uroni.
 Burza pocza przechodzi; po niebie cwaoway jeszcze
 gromady chmur, ale w przerwach midzy nimi poczy wieci
 gwiazdy, odbijajc si w jeziorkach wody utworzonych na
 stepie przez ulew. W oddali, w stronie granic
 Rzeczypospolitej, hucza jeszcze od czasu do czasu grzmot.
 Rozdzia XLIX 
 Zbiegowie lipkowscy dali zna o klsce ordzie biaogrodzkiej,
 goce za od niej ponieli wie do Orduihamajunu, to jest do
 cesarskiego obozu, w ktrym nadzwyczajne uczynia wraenie.
 Pan Nowowiejski nie potrzebowa, prawd mwic, umyka
 zbyt spiesznie ze swoim upem do Rzeczypospolitej, bo nie
 tylko w pierwszej chwili, ale i przez dwa nastpne dni nikt go
 nie goni. Sutan zdumia si tak, e nie wiedzia, co pocz. Na
 razie wysa czambuy biaogrodzkie i dobrudzkie, by
 sprawdziy, jakie wojska s w okolicy. Te poszy niechtnie, bo
 im o wasn skr chodzio. Tymczasem wie, podawana z ust
 do ust, urosa do rozmiarw znacznej klski. Tych z
 mieszkacw gbokiej Azji lub Afryki, ktrzy nigdy dotd nie
 chodzili na wojn do Lechistanu, a syszeli z opowiada o
 strasznej jedzie niewiernych; zdj strach na myl, e ju
 znajduj si wobec tego nieprzyjaciela, ktry nie czeka na nich
 w swych granicach, ale szuka ich w samym pastwie
 padyszacha. Sam wielki wezyr i "przysze soce wojny",
 kajmakan Czarny Mustafa, nie wiedzieli rwnie, co o tym
 napadzie myle. Jakim sposobem ta Rzeczpospolita, o ktrej
 bezsilnoci mieli jak najdokadniejsze relacje, wystpowaa
 nagle zaczepnie, tego nie umiaa odgadn adna turecka gowa,
 do, e pochd okaza si by odtd mniej pewnym i mniej do
 atwego triumfu podobnym. Sutan na radzie wojennej przyj i
 wezyra, i kajmakana z gronym obliczem.
 - Zwiedlicie mnie - mwi - nie musz Lachowie by tak sabi,
 skoro sami nas a tu szukaj. Mwilicie, e Sobieski nie bdzie
 Kamieca broni, a ow pewnie to on z caym wojskiem przed
 nami...
 Wezyr i kajmakan prbowali tumaczy panu, e moga to by
 jaka luna wataha zbjecka, ale wobec znalezionych
 muszkietw i trokw, w ktrych byy kolety dragoskie, sami
 w to nie wierzyli. Niedawna, nad wszelk miar zuchwaa, a
 jednak zwyciska wypraw Sobieskiego na Ukrain pozwalaa
 przypuszcza, e grony wdz i teraz wola zaskoczy
 nieprzyjaciela. - Nie ma on wojsk - mwi po wyjciu z rady
 wielki wezyr do kajmakana - ale lew w nim mieszka trwogi nie
 znajcy; jeli cho kilkanacie tysicy zebra i jest tu, tedy w
 krwi pjdziemy do Chocimia.
 - Chciabym si z nim zmierzy - rzek mody Kara Mustafa.
 - Oby Bg odwrci wwczas od ciebie nieszczcie! -
 odpowiedzia wielki wezyr.
 Powoli jednak czambuy biaogrodzkie i dobrudzkie przekonay
 si, e nie tylko wikszych, ale i adnych wojsk w pobliu nie
 masz. Odkryto natomiast lady oddziau liczcego okoo
 trzechset koni, ktry spiesznie dy ku Dniestrowi. Ordycy
 majc w pamici los Lipkw nie cigali go z obawy zasadzki.
 Napad na Lipkw pozosta czym zdumiewajcym i
 niewytumaczonym, ale spokj wraca powoli w
 Orduihamajunie - i wojska padyszacha rozpoczy znw
 pochd, podobny do powodzi.
 Tymczasem Nowowiejski wraca bezpiecznie ze swoim ywym
 upem do Raszkowa. Wraca spiesznie, ale dowiadczeni
 zagoczycy ju drugiego dnia poznali, e nie s cigani, szli
 wic mimo popiechu tak, aby nie zdroy zanadto koni. Azja
 jecha cigle midzy Nowowiejskim a Luni, przykrpowany
 sznurami do grzbietu bachmata. Poniewa dwa ebra mia
 zamane i osab srodze, bo i rany zadane przez Basi w twarz
 otworzyy mu si wskutek szamotania si z Nowowiejskim, a
 nastpnie wskutek jazdy ze zwieszon gow, wic straszny
 wachmistrz mia o nim staranie, aby nie umar przed
 przybyciem do Raszkowa i nie udaremni zemsty. Mody Tatar
 chcia za umrze wiedzc, co go czeka. Naprzd postanowi
 si zamorzy godem i nie chcia przyjmowa pokarmw, lecz
 Lunia podwaa mu zacinite zby noem i wlewa przemoc
 do ust gorzak i modawskie wino zasypane startym na proch
 sucharem. Na popasach oblewa mu te czsto twarz wod, aby
 rany w oku i w nosie, na ktrych podczas jazdy siaday gsto
 muchy i bki, nie poczy gni i nie przyprawiy o zbyt wczesn
 mier nieszczsnego junaka.
 Nowowiejski nie mwi do niego przez drog; raz tylko, na
 pocztku podry, gdy Azja za cen swej wolnoci i ycia
 obiecywa zwrci Zosi i Ewk, porucznik odrzek mu :
 - esz, psie! Sprzedae obie do Stambuu kupcowi, ktry je
 odprzeda tam na bazarze.
 I wnet postawiono mu do oczu Eliaszewicza, ktry powtrzy
 mu wobec wszystkich:
 - Tak jest, effendi! sprzedae j, sam nie wiesz komu, a
 Adurowicz sprzeda siostr bagadyra, chocia bya ju z nim
 ciarna...
 Po tych sowach zdawao si przez chwil Azji, i Nowowiejski
 pokruszy go natychmiast w swoich strasznych rkach; wic
 potem, gdy ju utraci wszelk nadziej, postanowi
 doprowadzi do tego modego olbrzyma, aby go zabi w
 uniesieniu i oszczdzi mu tym sposobem przyszych mk; e
 za Nowowiejski, nie chcc go spuszcza z oczu, jecha cigle
 tu przy nim, w przeto pocz si chepi okropnie i
 bezwstydnie wszystkim, czego dokona. Mwi, jak zarzeza
 starego Nowowiejskiego, jak Zosi Bosk mia w namiocie, jak
 nasyca si jej niewinnoci, jak wreszcie dar jej biae ciao
 puh i kopa j nogami. Nowowiejskiemu pot w gstych
 kroplach spywa po bladej twarzy; sucha, nie mia siy, nie
 mia chci odjecha; sucha chciwie, rce mu drgay, ciao
 wstrzsay konwulsje, lecz panowa nad sob i nie zabija.
 Zreszt Azja drczc nieprzyjaciela drczy i sam siebie, bo
 wasne jego opowiadania przywodziy mu na myl dzisiejsz
 niedol. Oto niedawno jeszcze rozkazywa, y w rozkoszy, by
 murz, ulubiecem wadnego kajmakana, a teraz jecha, do
 koskiego grzbietu przywizany i jedzon ywcem przez muchy,
 na straszn mier! Najlej mu teraz byo, gdy z blu, ran i
 zmczenia omdlewa. Przytrafiao si to coraz czciej, tak e
 Lunia pocz si obawia, czy go ywego dowiezie. Lecz
 jechali dniem i noc, tyle tylko koniom wypoczywajc, ile byo
 koniecznie potrzeba - i Raszkw coraz by bliej. Rogata dusza
 tatarska nie chciaa jednak opuci sturbowanego ciaa.
 Natomiast przez ostatnie dni by w cigej gorczce, a chwilami
 zapada w ciki sen. Nieraz w tej gorczce lub nie marzyo
 mu si, e jest jeszcze w Chreptiowie i e razem z
 Woodyjowskim ma ruszy na wielk wojn; to znw, e
 odprowadza Basi do Raszkowa; to znw, e j ju porwa i
 ma j w swoim namiocie; czasem widywa w malignie bitwy i
 rzezie, w ktrych, jako hetman polskich Tatarw, wydawa
 spod buczuka rozkazy. Lecz przychodzio przebudzenie, a z
 nim przytomno; wwczas otworzywszy oczy spostrzega
 twarz Nowowiejskiego, Luni, hemy dragonw, ktrzy ju
 pozrzucali baranie czapki koniuchw - i t ca rzeczywisto
 tak straszn, e wanie wydawaa mu si zmor senn. Kady
 ruch konia przeszywa go blem, rany pieky go coraz bardziej i
 znw mdla, a trzewiony, cuci si, by zapa w gorczk, z
 niej w sen - i znw si obudzi.
 Byy chwile, w ktrych wydawao mu si niepodobiestwem,
 by on, taki ndzarz, mia by Azj, synem Tuhaj-beja, i by jego
 ycie nadzwyczajnych zdarze pene, ktre jakie wielkie
 przeznaczenia zdawao si zapowiada, miao si skoczy tak
 prdko i tak strasznie. Czasem przychodzio mu take do
 gowy, e zaraz po mce i mierci pjdzie do raju, ale e sam
 niegdy wiar chrzecijask wyznawa i y dugo midzy
 chrzecijany, wic bra go strach na myl o Chrystusie. Ten nie
 bdzie mia dla niego miosierdzia; gdyby zasi prorok by od
 Chrystusa mocniejszy, to by go w rce Nowowiejskiego nie
 wyda. By moe jednak, e prorok okae nad nim jeszcze
 miosierdzie i wyjmie z niego dusz, nim go mk zmorz.
 Ale tymczasem Raszkw by tu. Wjechali w kraj skalisty,
 blisko Dniestru oznajmujcy. Azja pod wieczr wpad w stan
 pgorczkowy, pprzytomny, w ktrym mary mieszay si z
 rzeczywistoci. Wic owo zdawao mu si, e przyjechali, e
 staj, e syszy koo siebie powtarzany wyraz:
 "Raszkw, Raszkw!" Nastpnie zdao mu si, e syszy odgos
 siekier rbicych drzewo.
 Wtem poczu, e mu gow ochlustywaj zimn wod, a potem
 dugo i dugo lej w usta gorzak. Wtedy ockn si zupenie.
 Noc bya nad nim gwiadzista, a tu koo niego migotao
 kilkanacie pochodni. Do uszu jego doszy sowa :
 - Przytomny?
 - Przytomny. Patrzy rozumnie...
 I w tej chwili ujrza nad sob twarz Luni.
 - No, bratku - mwi wachmistrz spokojnym gosem - czas na
 ci!
 Azja lea na wznak i oddycha dobrze, albowiem ramiona mia
 wycignite po obu stronach gowy, przez co rozszerzona pier
 jego poruszaa si swobodniej i nabieraa wicej powietrza ni
 wwczas, kiedy lea przykrpowany do grzbietu bachmata.
 Rkoma nie mg jednak poruszy, bo byy przywizane nad
 gow do dbczaka idcego wzdu jego plecw i okrcone
 umaczan w smole som. Tuhaj-bejowicz domyli si zaraz,
 dlaczego to uczyniono, lecz w tej chwili spostrzeg i inne
 przygotowania, ktre zwiastoway, e mka jego bdzie dug i
 okropn. Oto od poowy ciaa a do stp by rozebrany i
 unisszy nieco gowy, ujrza midzy swymi nagimi kolanami
 wieo obrobione siekier ostrze pala. Grubszy koniec tego pala
 oparty by o pie drzewa. Od kadej nogi Azji szed powrz
 koczcy si orczykiem, do ktrego przyprzony by ko.
 Azja przy blasku pochodni dojrza tylko zady koskie i
 stojcych nieco dalej dwch ludzi, ktrzy widocznie trzymali
 konie przy pysku. Nieszczsny junak obj wszystkie te
 przygotowania jednym rzutem oka, potem spojrzawszy nie
 wiadomo dlaczego ku grze, dostrzeg nad sob gwiazdy i
 byszczcy sierp ksiyca.
 "Bd mnie nawleka" - pomyla.
 I zacisn zby zaraz tak silnie, e a kurcz chwyci go za
 szczki. Pot wystpi mu na czoo, a jednoczenie uczynio mu
 si zimno w twarz, bo krew z niej ucieka. Potem zdao mu si,
 e ziemia ucieka spod jego plecw i e ciao jego leci i leci w
 jak niezgbion przepa. Na chwil straci wiadomo
 czasu, miejsca i tego, co si z nim dzieje. Wachmistrz podway
 mu zby noem i znw pocz la gorzak w jego usta. Azja
 krztusi si i wypluwa palcy pyn, lecz musia go take i
 poyka. Wwczas wpad w dziwny stan : nie by pijany,
 przeciwnie, nigdy rozeznanie jego nie byo janiejsze, umys
 bystrzejszy. Widzia, co si dzieje, rozumia wszystko, tylko
 ogarno go jakby nadzwyczajne podniecenie i jakby
 niecierpliwo, e to wszystko trwa tak dugo i e nic si
 jeszcze nie rozpoczyna.
 Wtem obok day si sysze cikie kroki i stan nad nim
 Nowowiejski. Na ten widok zadygotay w Tatarze wszystkie
 yy. Luni nie ba si, zbyt nim pogardza, ale Nowowiejskim
 nie pogardza, bo nie mia za co; natomiast kade spojrzenie na
 jego twarz napeniao dusz Azji jakim zabobonnym strachem,
 wstrtem, ohyda. Pomyla sobie w tej chwili: "Jestem w jego
 mocy i boj si go!" - a byo to tak straszne uczucie, e pod
 jego wpywem wosy wypray si na gowie Tuhaj-bejowicza.
 A Nowowiejski rzek:
 - Za to, co uczyni, w mce zginiesz!
 Lipek nie odrzek nic, tylko pocz sapa gono.
 Nowowiejski usun si na bok, nastaa cisza, ktr przerwa
 Lunia:
 - I na pani podniose rk - rzek ochrypym gosem - ale pani
 teraz ju u pana w komorze, a ty w naszych rkach! Przyszed
 twj czas!
 Od tych sw akt mki dla Azji ju si rozpocz. Oto straszny
 ten czowiek w godzin mierci dowiadywa si, e zdrada jego
 i wszystkie okruciestwa na nic si nie przyday. Gdyby cho
 Basia zmara w drodze, miaby t pociech, e nie bdc jego,
 nie bdzie niczyj. I t to pociech odjto mu teraz wanie, gdy
 ostrze pala byo o okie odlege od jego ciaa. Wszystko na
 prno! Tyle zdrad, tyle krwi i tyle bliskiej kary-za nic! za nic
 zupenie!...
 Lunia ani wiedzia, o ile cisz uczyniy mier Azji te sowa:
 gdyby by wiedzia, byby je powtarza przez ca drog.
 Lecz teraz nie byo ju czasu na duszn zgryzot, bo wszystko
 musiao ustpi wobec egzekucji. Lunia pochyli si i wziwszy
 w obie rce biodra Azji, tak aby mg nimi kierowa, zawoa
 na ludzi trzymajcych konie:
 - Ruszaj! a powoli, razem!
 Konie ruszyy: wyprone sznury pocigny za nogi Azji. Ciao
 jego suno si przez mgnienie oka po ziemi i trafio na
 zadzierzyste ostrze. Wwczas ostrze poczo si w nim
 pogra i jo si dzia co strasznego, co przeciwnego
 naturze i czowieczym uczuciom! Koci nieszcznika
 rozstpoway si, ciao daro si na dwie strony; bl
 niewypowiedziany, tak straszny, e graniczcy niemal z
 potworn rozkosz, przenikn jego jestestwo. Pal pogra si
 gbiej i gbiej. Tuhaj-bejowicz zwar szczki, wreszcie jednak
 nie wytrzyma - zby jego wyszczerzyy si okropnie, a z
 gardzieli wydoby si krzyk: A! a! a! - do krakania kruka
 podobny. - Wolno! - skomenderowa wachmistrz.
 Azja powtarza swj straszny krzyk coraz szybciej.
 - Kraczesz? - spyta wachmistrz.
 Po czym krzykn na ludzi:
 - Rwno! stj! Ot, i ju! - doda zwracajc si do Azji, ktry
 umilk nagle i tylko rzzi gucho.
 Szybko wyprzono konie, za czym podniesiono pal, grubszy
 jego koniec spuszczono w umylnie przygotowany d i poczto
 obsypywa go ziemi. Tuhaj-bejowicz patrzy ju z wysoka na
 t czynno. By przytomny. Straszliwy ten rodzaj kary by tym
 straszniejszy, e ofiary nawleczone na pal yy czasem przez
 trzy dni. Azji gowa zwisa na piersi, wargi jego poruszay si
 mlaszczc, jakby co u i smakowa; czu teraz wielk
 omdlao i widzia przed sob jakby niezmiern, biaaw mg,
 ktra nie wiadomo dlaczego wydawaa mu si okropn, ale w
 tej mgle rozeznawa twarze wachmistrza i dragonw, wiedzia,
 e jest na palu, e ciarem ciaa obsuwa si coraz gbiej na
 ostrze; zreszt pocz drtwie od ng i stawa si coraz
 nieczulszy na bl.
 Chwilami ciemno przesaniaa mu t okropn biaaw mg;
 wwczas mruga swoim jedynym okiem, chcc patrzy i
 widzie wszystko a do mierci. Wzrok jego przechodzi ze
 szczegln uporczywoci z pochodni na pochodni, bo
 wydawao mu si, e koo kadego pomienia tworzy si jakby
 tczowe kolisko. Lecz mka jego nie bya skoczona; po chwili
 wachmistrz zbliy si do pala ze widrem w rku i zawoa na
 stojcych obok dragonw:
 - Podsadcie mnie!
 Dwch silnych chopw podnioso go ku grze. Azja pocz
 teraz patrze na niego z bliska, mrugajc cigle, jakby chcia
 pozna, co to za czowiek wspina si a do jego wysokoci.
 Tymczasem wachmistrz rzek:
 - Pani wybia ci jedno oko, a ja sobie lubowaem, e ci
 wywierc drugie.
 I to rzekszy zapuci ostrze w renic, zakrci raz i drugi, a
 gdy powieka i delikatna skra otaczajca oko owiny si ju
 naok skrtw widra- szarpn. Wwczas z obu jam ocznych
 Azji wypyny dwa strumienie krwi i pyny jakby dwa
 strumienie ez po jego twarzy. Twarz sama zbielaa i stawaa si
 coraz bielsza. Dragoni poczli gasi w milczeniu pochodnie,
 jakby wstydzc si, e wiato owieca dzieo tak okropne.- i
 tylko od ksiycowego sierpa szy srebrne, lecz niezbyt jasne
 blaski na ciao Azji. Gowa jego pochylia si zupenie na piersi,
 tylko przywizane do dbczaka i owinite smoln som rce
 sterczay ku grze, jakby ten syn Wschodu wzywa zemsty
 tureckiego pksiyca na swych oprawcw.
 - Na ko ! - rozleg si gos Nowowiejskiego.
 Przed samym wsiadaniem wachmistrz zapali jeszcze ostatni
 pochodni owe wzniesione rce Tatara, po czym oddzia ruszy
 ku Jampolowi, a wrd gruzw Raszkowa, wrd nocy i pustki
 zosta tylko na wysokim palu sam Azja, syn Tuhajbeja - i
 wieci dugo...
 Rozdzia L 
 W trzy tygodnie pniej o poudniu stan pan Nowowiejski w
 Chreptiowie. Drog z Raszkowa odbywa dlatego tak dugo, e
 czstokro jeszcze przeprawia si na drug stron Dniestru,
 podchodzc czambuy i perkuabskich ludzi wzdu rzeki po
 rnych stanicach stojcych. Ci opowiadali potem
 nadcigajcym sutaskim wojskom, e wszdzie widzieli
 polskie oddziay, a syszeli o wielkich wojskach, ktre pewnie
 nie czekajc na przybycie Turkw pod Kamieniec, same drog
 im zaskocz i w walnej bitwie si z nimi zmierz.
 Sutan, ktrego zapewniano o bezsilnoci Rzeczypospolitej,
 bardzo si zdumiewa i wysyajc naprzd Lipkw, Woosz i
 naddunajskie ordy, sam posuwa si powoli naprzd, bo
 pomimo swej niezmiernej potgi, bitwy z regularnymi wojskami
 Rzeczypospolitej wielce si obawia. W Chreptiowie nie zasta
 pan Nowowiejski Woodyjowskiego, gdy may rycerz
 pocign za panem Motowid do pana podlaskiego przeciw
 krymskiej ordzie i Doroszece. Tam now saw do dawnej
 dodajc, wielkich przewag dokona: srogiego Korpana rozgromi
 i ciao jego na pastw zwierza w dzikim polu zostawi; to
 gronego Drozda rozgromi, to mne- go Mayszk, to
 dwch braci Sinych, synnych kozackich zagoczykw, to
 wiele pomniejszych watah i czambuw.
 Pani Woodyjowska za w chwili przybycia Nowowiejskiego
 zbieraa si wanie z reszt ludzi i taboru do Kamieca, bo
 Chreptiw trzeba ju byo wobec zbliajcej si nawanoci
 zostawi. Z alem wyjedaa pani Woodyjowska z tej
 drewnianej fortalicji, w ktrej licznych wprawdzie przygd
 doznaa, ale w ktrej najszczliwsza pora jej ycia spyna -
 przy mu, wrd sawnych onierzy i wrd serc
 kochajcych. Teraz na wasn prob miaa wyjecha do
 Kamieca na nieznane losy i niebezpieczestwa, jakimi
 oblenie grozio.
 Lecz serce mne majc nie poddawaa si alowi, natomiast
 pilnie dogldaa przygotowa czuwajc nad onierzami i
 taborem. Pomagali jej w tym pan Zagoba, ktry w kadej
 przygodzie rozumem wszystkich przenosi, oraz pan Muszalski,
 ucznik niezrwnany, a przy tym onierz dzielnej rki i
 niepomiernego dowiadczenia. Wielce si oni wszyscy
 przybyciem pana Nowowiejskiego ucieszyli, cho zaraz z
 twarzy modego rycerza poznali, e ni Ewki, ni sodkiej Zosi z
 niewoli pogaskiej wydoby nie zdoa. zami te rzewnymi
 Basia losy obydwch panien oblaa, bo ju je za stracone
 naleao uwaa. Sprzedane nie wiadomo komu, mogy ze
 stambuskiego rynku by uwiezione do Azji Mniejszej, na
 wyspy pod rzdem tureckim bdce albo do Egiptu, i tam w
 haremach zamknitych trzymane. A wobec tego nie tylko ich
 wykupi, ale dopyta si o nie byo niepodobiestwem. Pakaa
 Basia, paka roztropny pan Zagoba, paka i pan Muszalski,
 ucznik niezrwnany - jeden tylko pan Nowowiejski oczy mia
 suche, bo ju mu brako ez. Lecz gdy zacz opowiada, jako
 hen, ku Dunajowi, a pod Tekicz poszed i tam Lipkw pod
 bokiem ordy i sutana rozgromi, a zowrogiego Azj
 Tuhaj-bejowicza schwyta, obadwaj starzy rycerze poczli w
 szable trzaska i woa:
 - Dawajcie go sam! Tu, w Chreptiowie, zgin powinien!
 Na to odrzek pan Nowowiejski:
 - Nie w Chreptiowie, ale w Raszkowie zgin, bo tam by
 powinien, a mk mu wachmistrz tutejszy obmyla, ktra nie
 bya lekka.
 Tu opowiedzia, jak mierci umar Azja Tuhaj-bejowicz, a
 oni suchali w zgrozie, lubo bez litoci.
 - e Pan Bg zbrodnie ciga, wiadomo - rzek wreszcie pan
 Zagoba- ale to dziw, e diabe tak licho swoich sug broni !
 Basia westchna pobonie, podniosa oczy w gr i po maej
 chwili rozwagi odrzeka :
 - Bo mu potgi brak, ktra by mocy boej zdziery moga!
 - O, tu wapani utrafia! - zawoa pan Muszalski - bo gdyby,
 czego Boe bro, diabe by od Pana Boga mocniejszy, tedyby
 wszelka justycja, a z ni i Rzeczpospolita sczezn musiaa!
 - Przeto ja si i Turkw nie boj, gdy to primo: tacy synowie,
 a secundo: synowie Beliala! - odpar Zagoba.
 I przez chwil milczeli wszyscy. Nowowiejski siedzia na awie
 z domi na kolanach, patrzc szklanymi oczyma w ziemi,
 wic pan Muszalski zwrci si do niego:
 - Musiao ci jednako uly - rzek - bo niepomierna to jest
 konsolacja grzecznej zemsty dokona.
 - Mw wapan, zali ci istotnie ulyo? zali lepiej ci teraz? -
 pytaa Basia penym litoci gosem.
 Olbrzym milcza jeszcze czas jaki, jakby si z wasnymi
 mylami pasowa, nareszcie odrzek jakby ze zdziwieniem
 wielkim i tak cicho, e prawie szepcc:
 - Imainujcie sobie wapastwo, jak mi Bg miy, takem sam
 myla, e mi bdzie lepiej, gdy go zgadz... I widziaem go na
 palu, widziaem, gdy mu oko widrem wykrcano, wmawiaem
 sam w siebie, e mi lepiej, tymczasem nieprawda! nieprawda!...
 Tu pan Nowowiejski obj nieszczsn gow rkoma i mwi
 przez zacinite zby: - Lepiej byo jemu na palu, lepiej ze
 widrem w oczach, lepiej z ogniem na doniach nili mnie z
 tym, co we mnie siedzi, co we mnie rozmyla i pamita. Jedna
 mier mi konsolacja, mier, mier - ot, co!...
 Usyszawszy to Basia, serce dzielne i onierskie, wstaa nagle i
 pooywszy nieszcznikowi rk na gow, rzeka:
 - Daje ci j Bg pod Kamiecem, bo prawd mwisz, e to
 jedyna konsolacja! On za oczy przymkn i j powtarza:
 - O tak! o tak! Bg zapa!...
 I tego samego wieczora ruszyli wszyscy do Kamieca. Basia,
 wyjechawszy za koowrt, dugo, dugo jeszcze ogldaa si na
 fortalicj byszczc w wietle zorzy wieczornej, wreszcie
 przeegnawszy j krzyem witym, rzeka:
 - Bodaj nam przyszo jeszcze wrci z Michaem do ci, miy
 Chreptiowie!... Bodaj nas nic gorszego nie czekao!...
 I dwie zy stoczyy si po jej ranej twarzy. Smutek jaki
 dziwny cisn wszystkie serca - i jechali dalej w milczeniu.
 Tymczasem zapad zmrok.
 Do Kamieca jechali wolno, bo tabor posuwa si bardzo
 powoli. Szy w nim wozy, stada koni, woy, bawoy, wielbdy;
 czelad wojskowa czuwaa nad stadami. Niektrzy z czeladzi i
 z onierzy poenili si w Chreptiowie, wic i niewiast nie
 brako w taborze. Wojska byo tyle, co pod Nowowiejskim, a
 oprcz tego dwiecie piechoty wgierskiej, ktry to oddzia
 may rycerz wasnym kosztem wystawi i wywiczy.
 Patronowaa im Basia, a dowodzi nimi oficer dobry,
 Kauszewski. Wgrzynw prawdziwych nie byo wcale w tej
 piechocie, ktra tylko dlatego zwaa si wgiersk, i
 moderunek miaa madziarski. Podoficerami byli "suali"
 onierze z dragonw, szeregowcy za skadali si z dawnych
 "zbjw" i grasantw, pochwytanych z upienych watah i
 skazanych na postronek. Tym darowano ycie pod warunkiem,
 e bd w piechocie suyli i wiernoci a mstwem dawne
 grzechy zgadz. Nie brako te midzy nimi i ochotnikw,
 ktrzy porzuciwszy jary, odoje i tym podobne zbjeckie
 komysze, woleli na sub do chreptiowskiego "Maego Sokoa"
 przysta ni czu miecz jego zawieszony nad gowami. By to
 lud niezbyt sforny i nie do jeszcze wywiczon, ale mny,
 przywyky do niewygd, niebezpieczestw i krwi przelewu.
 Basia nadzwyczaj kochaa t piechot, jako dzieo Michaowe,
 a i w ich dzikich sercach prdko zrodzio si przywizanie do
 cudnej i dobrej pani. Teraz wic szli naok jej kolaski, z
 samopaami na ramionach i szablami przy bokach, dumni z
 tego, e pani strzeg, i gotowi broni jej zaciekle na wypadek,
 gdyby jaki czambu zabieg im drog.
 Lecz droga bya jeszcze wolna, bo pan Woodyjowski
 przezorniejszy by od innych, a przy tym zbyt on miowa,
 aby przez zwok mia j narazi na niebezpieczestwo. Podr
 odbya si wic spokojnie. Wyjechawszy po poudniu z
 Chreptiowa, jechali do wieczora, nastpnie ca noc - i drugie-
 go dnia, rwnie po poudniu, ujrzeli ju wyniose skay
 kamienieckie. Na ich widok, a take na widok baszt i rondeli
 fortecznych zdobicych szczyty ska wielka otucha wstpia im
 zaraz w serca. Albowiem wydawao si niepodobnym, aby jaka
 inna rka prcz boskiej moga zburzy to orle gniazdo na
 szczycie otoczonych ptlic rzeki wiszarw uwite. Dzie by
 letni i cudny; wiee kociow i cerkwi wygldajce spoza
 wiszarw wieciy jak olbrzymie wiece; spokj, pogoda i
 wesoo unosiy si nad jasn krain. 
 - Baka - rzek Zagoba - nieraz ju poganie gryli te mury i
 zawsze poamali sobie na nich zby! Ha! ile razy sam
 widziaem, jak umykali std trzymajc si za pyski, bo ich
 bolay. Da Pan Bg, e i teraz tak bdzie!
 - Pewnie, e tak! - odpowiedziaa rozpromieniona Baka.
 - A to przecie by tu ju jeden ich cesarz, Osman. Byo to,
 pamitam jak dzi, w roku 1621. Przyjeda, jucha, owo
 wanie z tamtej strony Smotrycza, od Chocimia; wybauszy
 lepie, otworzy gb, patrzy, patrzy- i wreszcie pyta: "A t
 twierdz (powiada) kto tak obwarowa?" "Pan Bg!" - odpowie
 wezyr. "To nieche j Pan Bg zdobywa, bo ja nie gupi !" I
 zaraz si wrci.
 - Ba, prdko nawet wracali ! - wtrci pan Muszalski.
 - Wracali prdko - odrzek pan Zagoba - bomy ich kopiami w
 sabizn ekscytowali, a mnie potem rycerstwo na rkach przed
 pana Lubomirskiego przynioso.
 - To wapan by pod Chocimiem? - spyta ucznik
 niezrwnany.- Wierzy mi si nie chce, jak pomyl, gdzie
 wapan nie by i czego nie dokaza!
 Pan Zagoba urazi si nieco i odrzek:
 - Nie tylkom by, ale i ran-m otrzyma, ktr wapanu ad
 oculos, jeli tak ciekaw, zaraz sprezentowa mog, ale na
 stronie, bo wobec pani Woodyjowskiej chlubi mi si ni nie
 wypada.
 Synny ucznik wnet pozna, i z niego zadrwiono, e jednak nie
 czu si na siach i o lepsz z dowcipem pana Zagoby, wic
 nie dopytywa wicej i zwrci rozmow.
 - To, co wapastwo mwicie, to prawda - rzek - jak czek z
 daleka i syszy ludzkie gadania: "Kamieniec nie opatrzon,
 Kamieniec upadnie"- to i strach bierze, a jak Kamieniec
 zobaczy, dalibg, otucha wstpuje.
 - I jeszcze Micha bdzie w Kamiecu! - zawoaa Basia.
 - I pan Sobieski moe sukurs przysa!
 - Chwaa Bogu! nie tak le z nami! nie tak le! ha! gorzej
 bywao, a nie dalimy si!
 - Choby te i najgorzej byo, rzecz w tym, eby fantazji nie
 traci! Nie zjedli nas i nie zjedz, pki duch ywie! - zakoczy
 pan Zagoba.
 Pod wpywem tych radosnych myli zamilkli, lecz to milczenie
 w bolesny zostao przerwane sposb. Oto nagle do kolaski
 Basinej przysun si z koniem pan Nowowiejski. Twarz jego,
 tak zwykle straszna i pospna, bya teraz umiechnita i
 pogodna. Zapatrzone oczy utkwi w skpanym w blaskach
 sonecznych Kamiecu i umiecha si cigle.
 Dwaj rycerze i Basia patrzyli na niego ze zdziwieniem, bo nie
 mogli zrozumie, jakim sposobem widok twierdzy zdj tak
 nagle wszelki ciar z jego duszy, w za rzek:
 - Pochwalone imi Paskie! Sia byo zmartwienia, ale ot, i
 rado gotowa !
 Tu zwrci si do Basi :
 - One obie s u wjta lackiego Tomaszewicza, i dobrze, e si
 tam schroniy, bo w takiej fortecy nic im ten zbj nie uczyni !
 - O kim wapan mwisz? - pytaa z przestrachem Basia.
 - O Zosi i Ewce.
 - Boe ci dopom! - zawoa Zagoba - nie daj si diabu!
 Nowowiejski za mwi dalej:
 - Bo to, co o ojcu moim powiadaj, e go Azja zarzeza, to te
 nieprawda !
 - Rozum mu si pomiesza! - szepn pan Muszalski.
 - Wapani pozwolisz - rzek znw Nowowiejski - e pojad
 przodem. Tyle czasu czek ich nie widzia, to mu i tskno! Oj,
 kuczy si z dala od kochania, kuczy!
 To rzekszy pocz kiwa na obie strony swoj olbrzymi
 gow, nastpnie za cisn konia pitami i ruszy.
 Pan Muszalski, kiwnawszy na kilku dragonw, ruszy za nim,
 aby mie oko na szaleca.
 Basia skrya w doniach swoj ran twarz i wkrtce zy
 gorce poczy jej przecieka przez palce, pan Zagoba za
 rzek:
 - Chop by jak zoto, ale nie w miar czeku takowe
 nieszczcia. Przy tym sam zemst dusza nie wyyje...
 W Kamiecu wrzay przygotowania do obrony. Na murach w
 starym zamku i przy bramach, szczeglniej przy bramie
 Ruskiej, pracoway "nacje" miasto zamieszkujce, pod swymi
 wjtami, midzy ktrymi wjt lacki Tomaszewicz pierwsze bra
 miejsce, a to dla swej znanej odwagi i wielkiej biegoci w
 strzelaniu z dzia. Tymczasem pracowano opatami i taczkami,
 a Lachowie, Rusini, Ormianie, ydzi i Cygany szli ze sob w
 zawody. Oficerowie rozmaitych regimentw mieli dozr nad
 robot, wachmistrze i onierze pomagali mieszczastwu,
 pracowaa nawet szlachta przepomniawszy, e Bg jej rce
 tylko do szabli stworzy, wszelk za inn prac zda na ludzi
 "nikczemnego" stanu. Przykad dawa sam pan Wojciech
 Humiecki, chory podolski, ktrego widok a zy wyciska, bo
 wasnymi rkoma kamienie taczk wozi. Robota wrzaa i w
 miecie, i w zamku. Midzy tumami krcili si dominikanie,
 jezuici, braciszkowie w. Franciszka i karmelici, bogosawic
 wysiki ludzkie. Niewiasty donosiy ywno i trunki
 pracujcym: pikne Ormianki, ony i cry bogatych kupcw, i
 jeszcze pikniejsze ydwki z Karwaserw, waca,
 Zinkowiec, Dunajgrodu zwracay na si oczy onierskie. Lecz
 uwaga tumw najbardziej zwrcia si na wjazd Basi. Byo
 zapewne wiele dostojniejszych niewiast w Kamiecu, lecz nie
 byo adnej, ktrej by ma okrywaa wiksza chwaa wojenna.
 Syszano rwnie w Kamiecu i o samej pani Woodyjowskiej
 jako o niewiecie chrobrej, ktra nie strachaa si mieszka w
 pustynnej stranicy, wrd dzikiego ludu, ktra z mem
 chodzia na wyprawy, a porwana przez Tatara, zdoaa go
 pogromi i wyj cao z jego rk drapienych. Sawa jej bya
 take niepomierna. Ale ci, ktrzy jej nie znali i nie widzieli
 dotd, wyobraali sobie, e musi to by jaka olbrzymka,
 amica podkowy i rozdzierajca pancerze. Jakie wic byo ich
 zdziwienie, gdy ujrzeli wychylajc si malek i row, na
 poy dziecinn twarzyczk.
 - Samae to jest pani Woodyjowska alboli tylko jej crka? -
 pytano w tumach.
 - Sama jest - odpowiadali znajomkowie.
 Za czym podziw ogarnia mieszczan, niewiasty, ksiy, wojsko.
 Pogldano z nie mniejszym podziwem na "niezwycion"
 chreptiowsk komend, na dragonw, midzy ktrymi jecha
 spokojnie, umiechnity, z bdnymi oczyma, Nowowiejski, i
 na grone twarze opryszkw przerobionych w wgiersk
 piechot. Szo jednak z Basi kilkuset ludzi na schwa,
 wojennikw z rzemiosa, wic zaraz serca przybyo
 mieszczanom.
 - To sia niepowszednia, ci Turkom miele zajrz w oczy! -
 woano w tumach. Niektrzy z mieszczan, a nawet i z
 onierzy, szczeglniej z regimentu ksidza biskupa
 Trzebickiego, ktry to regiment wieo przyby do Kamieca,
 myleli, e i sam pan Woodyjowski znajduje si w orszaku,
 wnet te podniosy si krzyki:
 - Niech yje pan Woodyjowski!
 - Niech yje obroca nasz! Najsawniejszy kawaler!
 - Vivat Woodyjowski! vivat!
 Basia suchaa i serce jej roso, bo nic nie moe by milszego
 niewiecie nad saw ma, zwaszcza gdy brzmi ni usta
 ludzkie w wielkim grodzie.
 "Tylu tu rycerzy - mylaa Basia - a przecie adnemu nie
 krzycz, jeno mojemu, jeno Michaowi !"
 I sama miaa ochot zakrzykn z chrem: "Vivat
 Woodyjowski!" - lecz pan Zagoba reflektowa j, i powinna
 zachowa si, jak na dostojn person przystoi, i kania si na
 obie strony, wanie jak czyni krlowe wjedajc do stolicy.
 Sam si te kania to czapk, to rk, a gdy znajomkowie i na
 jego cze poczli wiwatowa, wwczas ozwa si do tumw:
 - Moci panowie! Kto Zbara wytrzyma, wytrzyma i w
 Kamiecu. Wedle instrukcji Woodyjowskiego orszak zajecha
 przed nowo zbudowany klasztor panien dominikanek. Mia ci
 may rycerz swj wasny dworek w Kamiecu, ale e klasztor
 lea w miejscu zacisznym, do ktrego kule dziaowe z
 trudnoci mogy dochodzi, wola wic w nim Bak swoj
 mi umieci, tym bardziej e jako dobrodziej klasztoru,
 spodziewa si dobrego przyjcia. Jako ksieni, matka Wiktoria,
 crka Stefana Potockiego, wojewody bracawskiego, przyja
 Basi z otwartymi rkoma. Z tych obj posza zaraz w drugie i
 kochane bardzo ciotuli Makowieckiej, z ktr nie widziaa si
 od lat dawnych. Pakay te obie, paka i pan stolnik
 latyczowski, ktrego Basia bya zawsze ulubienic. Ledwie zy
 rozczulenia wszyscy obtarli, nadbiega Krzysia Ketlingowa i
 nowe poczy si powitania, po czym otoczyy Basi siostry
 zakonne i szlachcianki tak znajome, jak i nieznajome; wic pani
 Marcinowa Boguszowa, pani Stanisawska, pani Kalinowska,
 pani Chocimierska, pani Wojciechowa Humiecka, ona pana
 chorego podolskiego, kawalera wielkiego. Jedne, jak pani
 Boguszowa, dopytyway o mw, inne: co Basia myli o
 nawanoci tureckiej i czy, wedle jej opinii, Kamieniec
 utrzyma si zdoa.
 Basia z radoci wielk spostrzega, e poczytuj j za jakow
 powag wojenn i wygldaj z jej ust pociechy. Wic te jej nie
 skpia.
 - Ani mowy o tym nie masz - rzeka - bymy si Turczynowi
 obroni nie zdoali. Micha tu przyjedzie dzi, jutro, najdalej za
 par dni, a jak on si zajmie obron, moecie wapanie spa
 spokojnie, ile e i forteca; jako wiadomo, okrutna, na czym si,
 dzikowa Bogu, znam trocha!
 Pewno Basi wlaa pociech w niewiecie serca, a zwaszcza
 uspokoia je obietnica przyjazdu pana Woodyjowskiego. Imi
 jego byo istotnie tak szanowane, e wnet, chocia ju wieczr
 zapad, poczli przychodzi z powinnym czoem do Basi
 oficerowie miejscowi, kaden za z nich zaraz po pierwszych
 powitaniach wypytywa, kiedy may rycerz wraca i czy istotnie
 zamkn si w Kamiecu zamierza? Basia przyja tylko
 majora Kwasibrockiego, ktren piechot ksidza biskupa
 krakowskiego dowodzi, pana pisarza Rzewuskiego, jen po
 panu czyskim, a raczej w jego zastpstwie, by na czele
 regimentu - i Ketlinga. Przed innymi nie otworzono ju drzwi
 tego dnia, bo pani bya zdroona, a przy tym musiaa si zaj
 panem Nowowiejskim. Nieszczsny w modzian przed samym
 klasztorem spad z konia i ju bez przytomnoci by do celi
 odniesiony.
 Posano zaraz po medyka, tego samego, ktren Basi w
 Chreptiowie leczy, a ktren cik chorob mzgu
 zapowiedzia i o yciu sab nadziej dawa Do pnego
 wieczora Basia, pan Muszalski i pan Zagoba rozmawiali o tym
 zdarzeniu, rozmylajc nad nieszczsnym losem rycerza.
 - Medyk powiada mi - rzek Zagoba -e jeli wyyje, to po
 skutecznych krwie upustach rozum mu si nie pomiesza i
 potem lejszym sercem bdzie nieszczcie znosi.
 - Nie masz ju dla niego pociechy! - odrzeka Basia.
 - Czstokro lepiej by dla czowieka byo, eby pamici nie
 posiada- zauway pan Muszalski - ale animalia nawet od tego
 nie s wolne.
 Lecz staruszek zgromi za t uwag sawnego ucznika.
 - Gdyby wapan pamici nie posiada, tedyby do spowiedzi
 chodzi nie mg - rzeki - a wwczas byby lutrom rwny i
 godzien ognia piekielne- go. Wapana ju i ksidz Kamiski
 przestrzega w blunieniu, ale: mw wilkowi pacierz, a wilk woli
 kozi macierz!
 - Co ja za wilk! - rzek sawny ucznik - ot, Azja to by wilk!
 - A czy ja tego nie mwiem? - spyta Zagoba. - Kto pierwszy
 powiedzia: to wilk? - Nowowiejski mnie mwi - rzeka Basia -
 e po dniach i po nocach syszy, jako Ewka i Zosia woaj na
 niego: "ratuj" - a tu jak ratowa?
 Musiao si na chorobie skoczy, bo nikt by takiej boleci nie
 wytrzyma. mier by ich przey - haby nie mg.
 - Ley teraz jak kawa drewna, o boym wiecie nic nie wie -
 rzek Muszalski - a szkoda, bo harcownik z niego przedni!
 Dalsz rozmow przerwa pachoek, ktry przyszed z
 doniesieniem, e w miecie znw gwar okrutny, bo si ludzie
 zbiegaj patrzy na pana jeneraa podolskiego, ktry dopiero co
 wjecha z dworem do zacnym i kilkudziesiciu piechoty.
 - Komenda do niego naley - rzek Zagoba. - Cnotliwie to ze
 strony pana Mikoaja Potockiego, e woli tu by ni gdzie
 indziej, ale po staremu, wolabym, eby go tu nie byo. Ha!
 przeciwny by hetmanowi i on! w wojn nie wierzy, a teraz kto
 wie, czy nie przyjdzie mu gow naoy!
 - Moe i inni panowie Potoccy za nim cign - rzek pan
 Muszalski.
 - To ju wida Turcy niedaleko! - odpowiedzia pan Zagoba. -
 W imi Ojca i Syna, i Ducha witego! Bogdaj pan jenera by
 drugim Jeremim, a Kamieniec drugim Zbaraem.
 - Musi tak by albo pierwej zginiem! - rzek jaki gos od proga.
 Basia skoczya na dwik tego gosu i krzyknwszy: "Micha" -
 rzucia si maemu rycerzowi w ramiona.
 Pan Woodyjowski przywiz z pola wiele wanych nowin,
 ktre zanim na radzie wojennej oznajmi, wpierw onie w
 zacisznej celi opowiada. Sam on znis doszcztnie kilka
 pomniejszych czambulikw i z wielk saw tu pod koszem
 krymskim i Doroszekowym si uwija. Jecw te
 przyprowadzi kilkudziesiciu, od ktrych mona byo zasign
 jzyka co do si chaskich i Doroszowych. Innym
 zagoczykom mniej si natomiast udao. Pan podlaski, stojcy
 na czele znaczniejszych si, zniesion zosta w morderczej
 bitwie; pana Motowido, ktry pocign ku wooskiemu
 szlakowi, rozbi Kryczyski z pomoc ordy biaogrodzkiej i
 resztek Lipkw pozostaych po tekickim pogromie.
 Woodyjowski, zanim do Kamieca przyby, wyboczy do
 Chreptiowa, bo- jak mwi - chcia jeszcze raz na to miejsce
 szczliwoci swojej spojrze.
 Byem tam - rzek - tu po waszym odjedzie, jeszcze i miejsce
 po was nie ostygo i mogem wasacno dogoni, alem si w
 Uszycy na multaski brzeg przeprawi, by tam ucha od stepw
 nadstawi. Niektre czambuy ju przeszy i boj si, e na
 Pokucie wychynwszy, na "niespodzianych" ludzi uderz. Inne
 zasi id przed tureckim wojskiem i niedugo tu bd. Bdzie
 oblenie, gobiu mj najmilszy, nie ma na to rady, ale si nie
 damy, bo tu kaden nie tylko ojczyzny, ale i swego prywatnego
 dobra broni. To rzekszy ruszy kilkakro wsikami, a potem
 on za ramiona wzi i pocz caowa po policzkach. Tego
 dnia nie mwili ze sob wicej. Nazajutrz pan Woodyjowski
 powtrzy swe nowiny u ksidza biskupa Lanckoroskiego
 przed rad wojenn, do ktrej prcz biskupa naleeli: pan
 genera podolski, pan podkomorzy podolski Lanckoroski, pan
 pisarz podolski Rzewuski, pan chory Humiecki, Ketling, pan
 Makowiecki, major Kwasibrocki i kilku innych wojskowych.
 Nie podobao si to naprzd panu Woodyjowskiemu, e pan
 genera podolski owiadczy, i komendy nie chce na si bra,
 ale j radzie powierza.
 - W nagych razach musi by jedna gowa i jedna wola! -
 odrzek may rycerz. - Pod Zbaraem byo trzech regimentarzy,
 ktrym z urzdu naleaa si wadza, a przecie oddali j
 ksiciu Jeremiemu Winiowieckiemu, susznie sdzc, i w
 nibezpieczestwie lepiej jednego sucha.
 Sowa te nie przyday si na nic. Prno uczony Ketling
 Rzymian jako przykad cytowa, ktrzy najwikszymi
 wojennikami w wiecie bdc, dyktatur wymylili. Ksidz
 biskup Lanckoroski, ktry Ketlinga nie lubi, bo nie wiadomo
 dlaczego uoy sobie, i w, jako Szkot z pochodzenia, na dnie
 duszy heretykiem by musi, odpar, i Polacy nie potrzebuj od
 przybyszw historii si uczy, a1e te, majc wasny rozum,
 nie potrzebuj i Rzymian naladowa, ktrym zreszt w
 mstwie i wymowie nic zgoa albo bardzo mao ustpuj. "Jako
 z caego narcza drzewa (mwi) wiksze jest pomi nili z
 jednej szczapy, tak z wielu gw baczniejsza nili z jednej
 rada." Przy czym chwali modesti pana generaa podolskiego,
 chocia inni rozumieli, e to jest raczej strach przed
 odpowiedzialnoci - i od siebie ukady radzi. Gdy wyraz ten
 zosta wymwiony, porwali si onierze z siedze, jakby
 ogniem sparzeni, pan Woodyjowski, Ketling, Makowiecki,
 Kwasibrocki, Humiecki, Rzewuski, i poczli zgrzyta a
 szablami trzaska. "A wier!"- ozway si gosy "Nie na ukady
 my tu przyszli!" "Mediatora suknia duchowna broni!"
 Kwasibrocki zawoa nawet: "Do kruchty, nie do rady!"
 I sta si huczek. Na to biskup wsta i rzek wielkim gosem :
 - Pierwszym gotw da gardo za kocioy i za moje owieczki, a
 jeli o ukadach wspominam i temporyzowa bym pragn, to
 niech mnie Bg sdzi - nie dlatego, by twierdz podda, jeno
 eby hetmanowi da czas do zebrania posikw. Straszne jest
 poganom imi pana Sobieskiego i choby susznych si nie mia,
 niech jeno rozgos si rozlegnie, e idzie - wnet bisurman
 Kamieca poniecha.
 A gdy tak potnie przemwi, umilkli wszyscy, niektrzy za
 ucieszyli si nawet widzc, e poddania nie mia ksidz biskup
 na myli. Wtem Woodyjowski rzek:
 - Nieprzyjaciel, nim Kamieniec oblegnie, musi wprzd waniec
 pokruszy, bo mu nijak obronny zamek za plecami sobie
 zostawia. Ow za pozwolestwem pana podkomorzego
 podolskiego ja si podejmuj w wacu zamkn i trzyma si
 wanie przez taki czas, jaki ksidz biskup za pomoc ukadw
 zyska zamierza. Ludzi wiernych wezm i pki bdzie mego
 ycia, pty bdzie i waca!
 Na to zakrzyknli wszyscy:
 - Nie moe by! Ty tu potrzebny! Bez ciebie i mieszczastwo
 ducha utraci, i onierze z tak ochot stawa nie bd. adn
 miar nie moe by!
 Kto tu ma wicej eksperiencji? Kto Zbara odby? A jak do
 wycieczki przyjdzie, kto poprowadzi? Ty zgorzejesz w
 wacu, a my tu zgorzejem bez ciebie!
 - Komenda mn rzdzi - odpowiedzia Woodyjowski.
 - Do waca modego by jakiego rezoluta posa, ktry by mi
 by pomocnikiem - ozwa si podkomorzy podolski.
 - Niech Nowowiejski idzie! - ozwao si kilka gosw.
 - Nowowiejski i nie moe, bo mu gowa gorzeje - odpar
 Woodyjowski - ley on na ou i o boym wiecie nie wie!
 - Tymczasem radmy: gdzie kto ma stan i ktrej bramy
 broni?- ozwa si ksidz biskup.
 Wszystkie oczy zwrciy si na generaa podolskiego, w za
 rzek:
 - Zanim rozkazy wydam, rad zdania dowiadczonych onierzy
 posucham, e za eksperiencj wojenn pan Woodyjowski tu
 gruje, jego pierwszego do gosu wzywam.
 Woodyjowski radzi przede wszystkim zamki przed miastem
 lece dobrze osadzi, bo mniema, i wanie na owe zamki
 zwrci si gwnie impet nieprzyjacielski. Inni poszli za jego
 mniemaniem. Byo tysic szedziesit piechoty, ktr
 rozdzielono w taki sposb, i praw stron zamku obsadzi pan
 Myliszewski, lew pan Humiecki, sawny ze swoich przewag
 pod Cudnowem. Od Chocimia, w miejscu
 najniebezpieczniejszym, stan sam pan Woodyjowski, niej
 umieszczono oddzia Serdiukw, stron od Zinkowic osania
 major Kwasibrocki, poudnie pan Wsowicz, a bok od dworca
 kapitan Bukar z ludmi pana Krasiskiego. Byli to wszystko nie
 wolentarze jakowi, ale onierze z zawodu, wyborni i w boju
 tak wytrzymali, e nie atwiej inni znosili upa soneczny ni oni
 ogie z dzia. Prcz tego w wojskach Rzeczypospolitej, zawsze
 nielicznych, suc, przywykli od modych lat dawa odpr
 dziesikro potniejszemu nieprzyjacielowi i za rzecz
 naturaln to uwaali. Oglny nadzr nad zamkow artyleri
 mia urodziwy Ketling, ktry biegoci w kierowaniu armat
 wszystkich przewysza.
 Komenda gwna w zamku miaa by przy maym rycerzu,
 ktremu zarazem pan genera podolski pozostawi wolno
 czynienia wycieczek, ilekro zdarzy si potrzeba i sposobno.
 Owi zasi, dowiedziawszy si, gdzie ktry bdzie sta;
 uradowali si w sercach i krzyk znaczny podjwszy oraz
 trzaskanie rapierami uczyniwszy, tym sposobem swoj ochot
 okazali. Syszc to pan genera podolski rzek do wasnej duszy:
 "Nie wierzyem, bymy si obroni zdoali, i bez wiary tu
 przybyem, sumienia jeno suchajc, ale przecie kto wie, czy z
 takimi onierzami nie zdoamy odbi nieprzyjaciela? Sawa na
 mnie spadnie i za drugiego Jeremiego mnie ogosz, a w takim
 razie bogdaj jeeli nie szczliwa przywioda mnie tu gwiazda!"
 I jak dawniej wtpi o obronie, tak teraz pocz wtpi o
 zdobyciu Kamieca, za czym fantazja jego wzrosa i raniej ju
 o obsadzeniu samego miasta naradza si pocz.
 Uradzili wic, aby w samym miecie, przy bramie Ruskiej
 stan pan Makowiecki z garci szlachty, polskich mieszczan,
 w bitwie od innych wytrzymalszych, tudzie z kilkudziesici
 Ormian i ydw. Za bram uck oddano panu Grodeckiemu,
 przy ktrej rzd nad armat pan uk i pan Matczyski objli.
 Za stra placow przed ratuszem obj pan ukasz
 Dziewanowski; za pan Chocimirski za Rusk bram nad
 haaliwym ludem Cyganw wzi dowdztwo. Za od mostu,
 a po dwr pana Sinickiego, zawiadowa straami pan
 Kazimierz Humiecki, brat mnego Wojciecha.
 A dalej mieli mie kwatery pan Staniszewski i nad Lack bram
 pan Marcin Bogusz, a przy baszcie Spiowej mia stan pan
 Jerzy Skarzyski z panem Jackowskim, tu wedle biaobockiej
 dziury. Pan Dubrawski z Pietraszewskim objli baszt
 Rzenika. Wielki szaniec miejski oddano Tomaszewiczowi,
 wjtowi jurysdykcji polskiej, mniejszy panu Jackowskiemu; za
 by rozkaz, by usypa i trzeci, z ktrego pniej yd pewien,
 biegy puszkarz, wielce Turkom dokucza. Tak si
 rozporzdziwszy, na wieczerz wszyscy radni do pana generaa
 podolskiego poszli, ktry szczeglniej podczas tej ochoty uczci
 pana Woodyjowskiego, i miejscem, i winem, i potrawami, i
 mow, przewidujc, i po obleniu do przezwiska "maego
 rycerza" miano "Hektora kamienieckiego" przez potomno
 dodane bdzie. w za owiadczy, e szczerze suy zamyla
 i w tym celu pewnym lubem w katedrze zwiza si zamierza,
 za czym prosi ksidza biskupa, aby mu to jutro uczyni byo
 nie wzbronno. Ksidz biskup widzc, i z tego lubu poytek
 publiczny wyrosn moe, przyrzek chtnie.
 Nazajutrz wielkie byo w katedrze naboestwo. Suchali go w
 skupieniu i podniosoci ducha rycerze, szlachta, onierstwo i
 lud pospolity. Pan Woodyjowski z Ketlingiem leeli krzyem
 przed otarzem; Krzysia i Basia klczay tu za stallami,
 paczc, bo wiedziay, i lub w na niebezpieczestwo ycie
 ich mw poda moe. Po ukoczeniu mszy ksidz biskup
 obrci si do ludu z monstrancj; wwczas may rycerz wsta i
 klknwszy na stopniach otarza, tak rzek wzruszonym, cho
 spokojnym gosem :
 - Za osobliwe dobrodziejstwa i szczeglniejsz protekcj, jakm
 ja od Pana Boga Najwyszego i Syna Jego Jedynego otrzyma,
 do rwnie szczeglniejszej poczuwajc si wdzicznoci,
 lubuj i poprzysigam, i jako On i Syn Jego mnie wspomogli,
 tako i ja do ostatniego tchu Krzya witego bd broni. A
 majc komend starego zamku sobie powierzon, pkim yw i
 rkoma a kolanami rucha mogc, pogaskiego nieprzyjaciela w
 sprosnoci yjcego do zamku nie puszcz, ni z murw nie
 ustpi, ni szmaty biaej nie zatkn, choby mi te pod gruzami
 pogrze si przyszo... Tak mi dopom Bg i wity Krzy -
 Amen!
 Cisza uroczysta nastaa w kociele, po czym da si sysze gos
 Ketlinga:
 - lubuj - rzek w - za szczeglne dobrodziejstwa, ktrych w
 tej ojczynie doznaem, do ostatniej kropli krwie zamku broni i
 pierwej si pod gruzami jego pogrze, zanimby noga
 nieprzyjacielska miaa w jego mury wstpi. A jako ze
 szczerego serca i szczerej wdzicznoci przysig ow skadam,
 tako mi dopom Bg i wity Krzy - Amen!
 Tu ksidz biskup pochyli monstrancj i da j do ucaowania
 naprzd panu Woodyjowskiemu, potem Ketlingowi. Na w
 widok liczni rycerze uczynili gwar w kociele. Rozlegy si
 gosy:
 - Wszyscy przysigamy! Jeden na drugim polegniem! Nie
 upadnie ta twierdza! przysigamy! przysigamy! Amen! Amen!
 Amen!
 Szable i rapiery wyszy ze zgrzytem z pochew i w kociele
 uczynio si jasno od stali. Blask w rozwieci grone twarze,
 rozpalone oczy i zapa wielki, niewypowiedziany ogarn
 szlacht, onierzy, lud.
 Wtem uderzono we wszystkie dzwony, hukn organ, ksidz
 biskup zaintonowa: Sub Tuum praesidium - sto gosw
 zabrzmiao mu w odpowiedzi - i tak modlono si za twierdz,
 ktra bya stranic chrzecijastwa i kluczem
 Rzeczypospolitej.
 Po ukoczonym naboestwie Ketling z Woodyjowskim
 wyszli z kocioa trzymajc si pod rce. egnano i
 bogosawiono ich po drodze, bo nikt nie wtpi, e pierwej
 polegn, nim zamek oddadz. Ale nie mier, jeno zwycistwo i
 sawa zdaway si nad nimi unosi - i prawdopodobnie wrd
 tych wszystkich tumw oni jedni tylko wiedzieli, jak straszn
 zwizali si przysig. Moe take przeczuway zagad, jaka
 zawisa nad ich gowami, dwa kochajce niewiecie serca, bo ni
 Basia, ni Krzysia nie mogy si uspokoi, a gdy wreszcie
 Woodyjowski znalaz si w klasztorze przy onie, ta, zanoszc
 si i kajc jak mae dziecko, przytulia si do jego piersi i tak
 rzeka przerywanym gosem:
 - Pamitaj... Michaku, e... bro Boe na ciebie nieszczcia...
 ja... ja... nie wiem... co... si... ze mn... stanie!...
 I pocza si trz z uniesienia; may rycerz wzruszon by
 take bardzo. te jego wsiki wysuway si i cofay przez
 chwil, wreszcie rzek:
 - Ano, Baka... trzeba byo, no!..
 - Wolaabym umrze! - rzeka Basia.
 Usyszawszy to may rycerz pocz jeszcze prdzej wsikami
 rusza i powtrzywszy kilkakrotnie: "Cicho, Baka !... cicho!" -
 tak wreszcie ozwa si dla uspokojenia kochanej nad wszystko
 niewiasty:
 - A pamitasz, jak mi ci Pan Bg wrci, com powiedzia?
 Powiedziaem tak: "Na jak mnie, Panie Boe, kontentacj
 sta, tak ci obiecuj. Po wojnie, jeli ostan yw, kaplic bd
 erygowa, ale czasu wojny musz czego znacznego dokaza,
 aby ci niewdzicznoci nie nakarmi!" Co tam zamek! mao i
 tego za takowe dobrodziejstwo! Przysza pora! Zali godzi si,
 aby Zbawiciel powiedzia sobie: "Obiecanka cacanka"? Niechby
 mnie wprzd kamienie zamkowe potuky, nim bym mia
 kawalerski parol Bogu dany zama! Trzeba, Baka! - i caa
 rzecz!... Bogu, Baka, ufajmy!...
 Rozdzia LI 
 Tego dnia jeszcze pan Woodyjowski wyjecha z chorgwiami
 na pomoc modemu panu Wasilkowskiemu, ktry ku
 Hryczukowi skoczy, bo przysza wie, i tam Tatarowie
 wpadli torhakiem, ludzi krpujc, bydo biorc, ale wsi dla
 niepoznaki nie palc. Pan Wasilkowski wnet ich rozgromi,
 jasyr odebra i jecw wzi. Tych pan Woodyjowski do
 waca powid poleciwszy panu Makowieckiemu na pytki ich
 wzi i zeznania ich rzdnie spisa, tak aby hetmanowi i
 krlowi mogy by odesane. Tatarzy zeznali, i z rozkazania
 perkuabskiego granic przeszli majc sobie dodanego w pomoc
 rotmistrza Styngana z Woosz. Natomiast, lubo przypiekani,
 nie umieli powiedzie, jak daleko mg znajdowa si w tej
 chwili cesarz turecki z ca potg, gdy idc niesfornymi
 kupami przodkiem, nie utrzymywali z caym obozem zwizku.
 Wszyscy jednak zgodnie zeznali, e cesarz potg poruszy, e
 do Rzeczypo- spolitej cignie i prawdopodobnie wkrtce stanie
 ju pod Chocimiem. Nie byo w tych zeznaniach nic nowego
 dla przyszych obrocw Kamieca, poniewa jednak w
 Warszawie, na dworze krlewskim, jeszcze nie wierzono w
 wojn, przeto postanowi pan podkomorzy podolski wyprawi
 jecw wraz z ich nowinami do Warszawy.
 Podjazdy wrciy zadowolone z pierwszej ekspedycji.
 Tymczasem wieczorem przyby do Woodyjowskiego sekretarz
 jego pobratymca, Habareskula, starszego perkuaba
 chocimskiego. Nie przywiz on adnego listu, bo perkuab ba
 si pisa, natomiast poleci powiedzie ustnie swemu
 pobratymcowi Woodyjowskiemu, "renicy oka" i "kochaniu
 serca", aby si na bacznoci mia i jeli Kamieniec nie ma do
 wojsk do obrony, by pod jakimkolwiek pozorem miasto
 opuci, bo cesarz ju drugiego dnia w Chocimiu z ca potg
 spodziewan.
 Woodyjowski kaza podzikowa perkuabowi i nagrodziwszy
 sekretarza wysa go z powrotem, sam za zawiadomi
 natychmiast komendantw o zbliajcym si
 niebezpieczestwie. Wie, lubo spodziewano si jej kadej
 godziny, wielkie uczynia wraenie. Zdwojono gorliwo przy
 robotach miejskich, pan Hieronim Lanckoroski za ruszy bez
 chwili zwoki do swojego waca, by stamtd na Chocim mie
 oko.
 Czas jaki upyn na oczekiwaniu, na koniec w Porcjunku 2
 sierpnia sutan stan pod Chocimiem. Rozlay si puki jako
 morze bezbrzene - i na widok ostatniego grodu lecego w
 granicach wadzy padyszacha okrzyk:
 "Allach! Allach!", wyrwa si z setek tysicy gardzieli. Po
 drugiej stronie Dniestru leaa bezbronna Rzeczpospolita, ktr
 te niezmierne wojska miay zala jak powd lub pore jak
 pomie. Tumy wojownikw, nie mogc si pomieci w
 grodzie, rozoyy si na polach, na tych samych, gdzie
 kilkadziesit lat temu rwnie liczn armi proroka rozgromiy
 polskie szable. Teraz zdawao si, e nadszed czas zemsty, i
 nikt w tych dzikich zastpach, poczwszy od sutana,
 skoczywszy na ciurze obozowym, nie przeczuwa, e te pola
 po dwakro bd dla pksiyca zowrogie. Nadzieja, ba!
 Nawet pewno zwycistwa oywiaa wszystkie serca.
 Janczarowie i spahisowie, tumy pospolitego ruszenia z
 Bakanw, z gr Rodopu, z Rumelii, z Pelionu i Ossy, z
 Karmelu i Libanu, z pusty arabskich, znad brzegw Tygru, z
 nizin nilowych i spiekych piaskw afrykaskich, wydajc
 dzikie okrzyki domagay si, by ich natychmiast na "niewierny
 brzeg" prowadzi. Lecz tymczasem muezinowie z chocimskich
 minaretw poczli woa na modlitw, wic uciszyo si
 wszystko. Morze gw w zawojach, kapuzach, fezach,
 burnusach, kefiach i stalowych hemach pochylio si ku ziemi i
 przez pola poszed guchy pomruk modlitwy, na ksztat
 brzczenia niezmiernego roju pszcz - i porwany przez
 powiew, lecia za Dniestr ku Rzeczypospolitej.
 Za czym ozway si bbny, krzywuy i piszczaki, dajc znak
 wytchnienia. Lubo wojska szy z wolna i wygodnie, chcia
 przecie padyszach da im po dugiej drodze a z Adrianopola
 dorzeczny wypoczynek. Sam on odby ablucje w jasnym rdle
 niedaleko miasta pyncym i do chocimskiego konaku odjecha,
 na polach za poczto rozpina dla pukw namioty, ktre
 wkrtce okryy jakoby niegiem nieprzejrzan przestrze
 okolicy.
 Dzie by pikny i koczy si pogodnie. Po ostatnich
 wieczornych modlitwach obz pocz odpoczywa. Zabyso
 tysice i setki tysicw ognisk, na ktrych migotanie spogldano
 trwonie z przeciwlegego wanieckiego zameczku, bo tak byy
 rozlege, e onierze, ktrzy chodzili na podjazd, zdajc
 spraw z tego, co widzieli, mwili, i zdawao im si, "e cae
 Multany w ogniskach". Lecz w miar jak jasny miesic
 wytacza si coraz wyej na gwiadziste niebo, ogniska, prcz
 straowych, gasy, obz ucisza si i tylko wrd milczenia nocy
 rozlegao si renie koni i ryk bawow pascych si na
 tarabaskich boniach.
 Lecz nazajutrz skoro wit sutan ordynowa janczarw,
 Tatarw i Lipkw, by przeszli Dniestr i zajli waniec, tak
 miasteczko, jak i zamek. Nie czeka ich mny pan Hieronim
 Lanckoroski za murami, lecz majc przy boku czterdziestu
 swoich Tatarw, omdziesiciu Kijanw i jedn wasn
 chorgiew towarzysk, uderzy na janczarw u przeprawy i
 pomimo gstego ognia z rusznic zmiesza t najprzedniejsz
 piechot tak, i si w rozsypce pocza cofa w wod. Lecz
 tymczasem czambu wspomagany przez Lipkw,
 przeprawiwszy si bokiem, wdar si do miasta. Dymy i krzyki
 ostrzegy mnego pana podkomorzego, i miasto jest ju w
 rkach nieprzyjaciela, wic kaza si cofa od przeprawy, aby
 nieszczsnym mieszkacom przyj w pomoc. Janczarzy, jako
 piechota, nie mogli go ciga, on za bieg caym pdem na
 ratunek. I ju dobiega, gdy nagle nadworni jego Tatarowie
 cisnwszy swe chorgwie przeszli na stron nieprzyjaciela.
 Nastaa chwila wielce niebezpieczna: czambu wspomagany
 przez Lipkw, w przypuszczeniu, e zdrada wywoa
 zamieszanie, uderzy wrcz i z wielkim impetem na pana
 podkomorzego. Na szczcie Kijanie, zachceni przykadem
 wodza, dali dzielny opr, chorgiew za towarzyska zamaa
 wkrtce nieprzyjaciela, ktry zreszt nie by w stanie da
 regularnej polskiej jedzie odporu. Grud przed miastem wnet
 pokrya si trupami, szczeglniej Lipkw, ci bowiem wytrwalej
 od zwykych ordycw dotrzymywali pola.
 Nacito ich sporo jeszcze i w ulicach, po czym pan
 Lanckoroski widzc, e od wody zbliaj si janczarowie,
 schroni si za mury, wysawszy wprzd do Kamieca o posiki.
 Padyszach nie myla zrazu tego dnia zdobywa wanieckiego
 zamku, mniemajc susznie, e go w mgnieniu oka przy oglnej
 wojsk przeprawie pokruszy. Chcia tylko zaj miasto i w
 przypuszczeniu, e oddziay, jakie wysa, s na to zupenie
 wystarczajce, nie wysya wicej ni janczarw, ni ordy. Ci za,
 ktrzy ju na tej stronie rzeki byli, po cofniciu si pana
 podkomorskim w mury zajli ponownie miasto i nie palc
 onego, aby w przyszoci za schronisko im samym i innym
 oddziaom suy mogo, poczli w nim gospodarzy szabl i
 kindaem. Janczarowie chwytali mode niewiasty na oniersk
 swawol, mw za i dzieci rbali siekierami; Tatarzy braniem
 upu byli zajci.
 Wtem z baszty zameczku ujrzano, i od strony Kamieca
 zblia si jakowa jazda. Zasyszawszy o tym pan
 Lanckoroski wyszed sam na baszt majc przy sobie kilku
 towarzyszw i wysadziwszy perspektyw przez strzelnic,
 patrzy dugo i uwanie w pole, wreszcie rzek:
 - To lekka jazda z chreptiowskiego prezydium, ta sama jazda,
 na ktrej czele Wasilkowski do Hryczuka chodzi. Pewnie i
 teraz jego samego wysano.
 Po czym znw j patrze:
 - Widz wolentarzy; pewnie Humiecki Wojciech!
 A po chwili:
 - Chwaa Bogu! jest i sam Woodyjowski, bo wida dragonw.
 Moci panowie, wyskoczym i my zza murw i z bo pomoc
 wyeniem nieprzyjaciela nie tylko z miasta, ale cakiem za
 wod.
 To rzekszy zbieg co duchu na d, by swych Kijanw i
 towarzystwo sprawi. Tymczasem w miecie pierwsi Tatarowie
 dojrzeli nadcigajce chorgwie i aakujc przeraliwie, poczli
 si zbiera w czambu. Po wszystkich ulicach rozleg si odgos
 bbnw i szypuszw; janczarowie stanli wnet sfornie z ca t
 szybkoci, w jakiej mao ktra w wiecie piechota moga im
 dorwna.
 Czambu wylecia, jakby wichrem wywiany, za miasto i skoczy
 na lekk chorgiew. Sam czambu prcz Lipkw, ktrych pan
 Lanckoroski napsu wiele, by przecie trzykto liczniejszy od
 zaogi wanieckiej i nadcigajcych posikowych chorgwi, dla
 ktrej to przyczyny nie zawaha si skoczy na pana
 Wasilkowskiego. Lecz pan Wasilkowski, niepohamowany
 modzik, ktry rwnie chciwie, jak lepo rzuca si na wszelkie
 niebezpieczestwa, kaza natychmiast ludziom wzi impet
 najwikszy i lecia jako trba powietrzna, ani dbajc na liczb
 nieprzyjaci.
 Stropia taka odwaga Tatarw, nie lubicych w ogle spotkania
 wrcz. Wnet te mimo krzyku jadcych z tyu murzw, mimo
 przeraliwego wistu piszczaek i gosu bbna huczcego na
 ksim - to jest na cinanie gw niewiernych - poczli konie
 zdziera, hamowa; widocznie mdlay w nich serca i ochota
 coraz bardziej, wreszcie na odlego strzelenia z uku przed
 chorgwi rozbiegli si na dwie strony, wypuciwszy m strza
 na pdzcych jedcw.
 Pan Wasilkowski, nie wiedzc nic o janczarach, ktrzy
 sforowali si z drugiej strony domw ku rzece, pogna z ludmi
 tyme impetem za Tatarami, a raczej za poow czambuu,
 zgoni j wkrtce i pocz siec tych, ktrzy konie gorsze majc
 niesporo uciekai. Wwczas druga poowa czambuu zwrcia
 si chcc go otoczy, ale w tej chwili naskoczyli wolentarze,
 jednoczenie za wypad pan podkomorzy z Kijanami. Tatarzy,
 nacinici z kilku stron, rozproszyli si jak piasek, w mgnieniu
 oka - i rozpoczo si przebieganie, to jest gonitwa kupy za
 kup, ma za mem, przy czym orda padaa gstym trupem,
 szczeglniej z rki pana Wasilkowskiego, ktry w zalepieniu
 sam jeden na cae gromady uderza, tak wanie jako kobuz
 uderza na stado wrbli lub trznadli.
 Lecz pan Woodyjowski, onierz przezorny i zimny, dragonw
 z rki nie puci. Rwnie jak ten, ktry sfor ocitnych kondli
 na tgich rzemieniach trzymajc, nie puszcza ich na lada
 zwierza, lecz wwczas dopiero, gdy iskrzce lepie i biae ky
 srogiego odyca zobaczy, tak i may rycerz, gardzc
 pierzchliw ord, wyglda, czyli za ni nie masz spahisw,
 janczarw lub innego jakiego wyborowego komunika. Wtem
 przypad do niego pan Hieronim Lanckoroski ze swoimi
 Kijany.
 - Dobrodzieju! - zawoa - janczary maj si ku rzece,
 przyciniem ich!
 Woodyjowski wydoby rapier z pochwy i skomenderowa:
 - Naprzd!
 Kady z dragonw cign lejce, by konia pewniej mie w
 rku, po czym szereg pochyli si nieco i ruszy przed si tak
 sprawnie jak gdyby na mustrze. Szli z pocztku rysi, potem w
 skok, ale nie wypuszczali jeszcze koni do najwikszego biegu.
 Dopiero minwszy domostwa pooone ku wodzie, na wschd
 od zamku, ujrzeli biae pilniowe czapki janczarw i poznali, i
 to nie z damakami, ale z regularnymi janczarami bdzie
 sprawa.
 - Bij! - krzykn Woodyjowski.
 I konie wycigny si, brzuchami szorujc niemal po ziemi i
 wyrzucajc kopytami grudy stwardniaego gruntu.
 Janczarowie nie wiedzc, jaka sia nadchodzi w pomoc
 wacowi, mieli si istotnie ku rzece. Jeden ich oddzia,
 dwiecie kilkadziesit ludzi liczcy, by ju u brzegu i pierwsze
 jego szeregi poczy wanie wstpowa na promy; drugi
 oddzia, rwnie silny, nada chyo, lecz w doskonaym
 ordynku, gdy ujrza pdzc jazd. Wwczas zatrzyma si i w
 jednym mgnieniu oka obrci czoo ku nieprzyjacielowi.
 Rusznice pochyliy si potem i hukna salwa jakby na
 mustrze. Co wicej, zaciekli wojownicy liczc, i towarzysze
 znad brzegu popr ich ogniem, nie tylko nie pierzchli po
 wystrzale, ale okrzyknwszy si ruszyli za dymem i uderzyli z
 furi szablami na jazd. Byo to zuchwalstwo, do ktrego jedni
 janczarowie byli zdolni, ale za ktre te przypacili ciko, bo
 jazda nie mogc, choby chciaa, powstrzyma koni, uderzya
 w nich jak motem i zamawszy w mig, rozniosa postrach i
 zgub.
 Pod si natarcia pooy si pierwszy szereg jak an pod
 wichrem. Prawda, e wielu pado tylko od impetu i ci
 zerwawszy si biegli w rozproszeniu ku rzece, od ktrej drugi
 oddzia dawa ognia raz po razu, mierzc wysoko, by ponad
 gowami swoich razi dragoni. Przez chwil midzy
 janczarami. stojcymi przy promach wida byo wahanie si i
 niepewno, czy wsiada na promy, czy te, idc za
 przykadem drugiego oddziau, uderzy wrcz na jazd. Lecz
 od tego ostatniego kroku powstrzymywa ich widok
 uciekajcych kup, ktre jazda para koskimi piersiami i cia
 tak okrutnie, e zapamitao jej chyba z jej biegoci moga
 by porwnana. Czasem kupa taka, gdy j zbyt nacinito,
 odwracaa si z desperacji i poczynaa ksa, jak ksa przyparty
 zwierz, skoro widzi, e nie masz ju dla niego ucieczki. Ale
 wanie wwczas stojcy u brzegu mogli pozna jasno jak na
 doni, e tej jedzie na bia bro niepodobna dotrzyma, tak
 dalece w uyciu jej gruje. Cito bronicych si przez by,
 pyski i karki z tak wpraw i szybkoci, e ruchu szabel oko
 niemal nie mogo pochwyci. Jak gdy czelad w zamonym
 gospodarstwie, mcc groch dobrze wyschnity, bije gorliwie a
 prdko w klepisko; tak i caa stodoa brzmi odgosami razw, a
 wyuszczone ziarno pryska na wszystkie strony - tak i od
 odgosu szabel brzmiao cae nadrzecze, a kupy janczarw,
 uszczone bez miosierdzia, rozpryskiway si na wszystkie
 strony.
 Pan Wasilkowski rzuca si na czele swej lekkiej jazdy, nic o
 wasne ycie nie dbajc. Lecz o ile biegy kosiarz przewyszy
 silniejszego od si, lecz mniej wprawnego do koby parobka, bo
 gdy w zmacha si ju i obfitym potem pokryje, tamten idzie
 wci naprzd, rwno przed sob cielc pokosy- o tyle
 wanie pan Woodyjowski przewyszy zapamitaego
 modzieca. Przed samym zderzeniem si z janczarami puci
 on dragonw naprzd, sam za nieco z tyu pozosta, aby na
 ca bitw mie oko. Tak z dala stojc, pilnie patrzy, co chwila
 za rzuca si w war, uderza, naprawia, to znw pozwala, by
 bitwa odsuna si od niego, i znw patrzy, znw uderza.
 Jak zwykle w bitwie z piechot tak i wwczas trafio si, e
 jazda w zapdzie pomina uciekajcych. Kilkunastu z nich, nie
 majc przed sob drogi do rzeki, zwrcio si w ucieczce do
 miasta, aby ukry si w sonecznikach tu przed domostwami
 rosncych. Lecz zauway ich pan Woodyjowski, dogna
 dwch pierwszych i rozda midzy nich dwa lekkie cicia, a oni
 padli araz i kopic ziemi nogami, dusze wraz z krwi przez
 otwarte rany yzionli. Widzc to trzeci strzeli do maego
 rycerza z janczarki i chybi, may rycerz trzasn go ostrzem
 midzy nos a usta, i w ten sposb lubego ycia pozbawi. Po
 czym nie zwczc skoczy za innymi i nie tak prdko yrostek
 wiejski pozbiera grzyby w kupie rosnce, jako on pozbiera ich,
 im do sonecznikw dopadli. Dwch tylko ostatnich pochwycili
 wanieccy udzie, ktrym may rycerz ywcem ich zachowa
 rozkaza. Sam za rozgrzawszy si nieco, gdy ujrza, e
 janczarw znacznie ju do rzeki przyparto, skoczy w war
 bitwy i zrwnawszy si z dragonami, pracowa pocz.
 Chwilami przed si uderza, chwilami zwraca si w prawo lub
 w lewo, dawa szacht pytki i nie patrzy wicej, a za kadym
 razem biaa kapuza obsuwaa si na ziemi. Janczary z
 wrzaskiem toczy si w trwodze przed nim poczli, on za
 szybko ci zdwoi i cho sam spokojny pozosta, jednak
 adne oko nie mogo ju za ruchami jego rapiera nady i
 rozezna, kiedy ciciem, a kiedy sztychem uderza, bo szabla
 jedno wietliste kolisko naok jego osoby czynia.
 Pan Lanckoroski, ktry z dawna o nim jako o mistrzu nad
 mistrzami sysza, ale go przy robocie dotd nie widzia, a
 walczy poprzesta i patrzy zdumiony, nie mogc oczom
 uwierzy, aby jeden czowiek, choby mistrz, choby za
 najpierwszego kawalera ogoszon, tyle mg sprawi i dokona.
 Wic si za gow wzi i naok syszeli tylko towarzysze, jak
 ustawicznie powtarza: "Mao jeszcze mwiono, dla Boga!" Inni
 za krzyczeli: "Patrzcie, bo tego w wiecie nie ujrzycie!"
 Woodyjowski za pracowa dalej. Zepchnito wreszcie
 janczarw ku rzece, ktrzy teraz bezadnie na promy pcha si
 poczli. Lecz e promw byo do, a ludzi mniej wracao, ni
 przyszo, pomiecili si szybko a snadnie. Wnet poruszyy si
 cikie wiosa i midzy jazd a janczarami utworzya si wodna
 przerwa, ktra rozszerzaa si z kad chwil... Lecz z promw
 poczy grzmie janczarki, ktrym dragonia hukna w
 odpowied z bandoletw; dymy wzniosy si chmur nad wod,
 potem rozcigny si w dugie szlaki. Promy, a z nimi
 janczarowie oddalali si coraz bardziej. Dragoni, otrzymawszy
 pole, podnieli srogi krzyk i wygraajc piciami
 odjedajcym, woali za nimi:
 - A pjdziesz, sobaka! a pjdziesz!...
 Pan Lanckoroski, lubo kule pluskay jeszcze tu przy brzegu,
 wzi w ramiona Woodyjowskiego.
 - Oczom nie wierzyem ! - rzek - mirabilia to s, dobrodzieju,
 zotego pira warte ! Woodyjowski za :
 - Przyrodzona sposobno i wprawa, ot caa rzecz! Ile to si ju
 wojen odbyo !
 Tu oddawszy ucisk panu Lanckoroskiemu uwolni si z jego
 obj i spojrzawszy na brzeg, wykrzykn:
 - Patrz, wasza mio, bo inn osobliwo zobaczysz!...
 Podkomorzy zwrciwszy si spostrzeg oficera nacigajcego
 uk nad brzegiem. By to pan Muszalski.
 Przesawny ucznik walczy dotd z innymi, wrcz cinajc si
 z nieprzyjacielem, lecz teraz, gdy janczarowie oddalili si ju
 tak, e kule z janczarek i bandoletw nie donosiy, wycign
 uk spod uda i stanwszy w miejscu, gdzie brzeg by
 wyniolejszy, naprzd sprbowa palcem ciciwy, po czym,
 gdy ozwaa mu si dononie, przytkn do niej pierzast strza i
 wymierzy. W tej chwili obejrzeli si na niego Woodyjowski z
 Lanckoroskim. Pikny by to obraz! ucznik siedzia na koniu,
 lew rk trzyma prosto, w niej uk jakby w kleszczach, praw
 za do przyciga coraz silniej do brodawki piersi, a yy
 wystpiy mu na czoo - i mierzy spokojnie.
 W oddali wida byo pod chmur dymw kilkanacie promw
 suncych po rzece, bardzo z powodu topnienia niegw w
 grach wezbranej, a tak tego dnia przeroczej, e odbijay si w
 niej promy i siedzcy na nich janczarzy. Bandolety z brzegu
 umilky; oczy zwrciy si na pana Muszalskiego lub szy w
 kierunku, w jakim zabjcza strzaa miaa pody.
 Wtem zadwiczaa rozgonie ciciwa i pierzasty posaniec
 mierci wypad z uku. adne oko nie mogo jego lotu
 pochwyci, lecz wszyscy ujrzeli doskonale, jak stojcy przy
 wiole tgi janczar rozoy nagle rce i okrciwszy si na
 miejscu, chlupn w wod. Prysna pod jego ciarem to
 przerocza, za pan Muszalski rzek:
 - Dla ciebie, Dydiuk!..
 Po czym sign po drug strza.
 - Na cze pana hetmana! - ozwa si do towarzyszw.
 Owi dech zaparli; po chwili znw zawiszczao powietrze i
 drugi janczar obsun si na dno promu.
 Na wszystkich promach wiosa poczy porusza si ywiej i
 tuky gwatownie jasn fal, lecz ucznik niezrwnany zwrci
 si teraz z umiechem do maego rycerza :
 - Na cze godnej maonki waszej moci!
 I po raz trzeci uk nacign, po raz trzeci wypuci gorzk
 strza, a ta po raz trzeci pogrya si do p brzechwy w ciele
 ludzkim. Okrzyk tryumfu zagrzmia na brzegu, okrzyk
 wciekoci z promw, po czym cofn si pan Muszalski, a
 jego ladem cofnli si inni dnia dzisiejszego zwycizcy- i
 podyli do miasta.
 Wracajc spogldali z zadowoleniem na niwo dnia
 dzisiejszego. Ordycw mao zgino, bo ani razu dobrze si nie
 zwarli - i przeposzeni, wnet przeprawili si przez rzek; ale
 natomiast janczarowie leeli w liczbie kilkudziesiciu na ksztat
 snopw piknie powrsami zwizanych. Niektrzy rzucali si
 jeszcze, ale wszyscy byli ju obdarci przez czelad pana
 podkomorsk.
 Spogldajc na nich pan Woodyjowski rzek:
 - Mna to piechota i idzie na dym jako odyniec, ale przez p
 tyle nie umie, ile szwedzka.
 - Jednak dali salw, jakoby kto orzech zgryz - zauway pan
 podkomorzy.
 - Ale stao si to samo przez si, nie za przez ich sprawno,
 bo pospolicie musztry oni nijakiej nie robi. To bya gwardia
 sutaska i ci si jeszcze jako tako wicz, prcz nich za s i
 janczarowie nieregularni, znacznie gorsi.
 - Dalimy im pro memoria! Bg askaw, e od tak znacznej
 wiktorii wojn t rozpoczynamy!
 Lecz dowiadczony Woodyjowski innego by zdania.
 - Maa to jest wiktoria, nie znaczna - odrzek. - Dobre i to dla
 podniesienia ducha w ludziach nieobytych i w mieszczastwie,
 ale innego skutku mie nie bdzie.
 - Zali waszmo mylisz, e w poganach fantazja nie skruszeje?
 - W poganach fantazja nie skruszeje - rzek Woodyjowski.
 Tak rozmawiajc dojechali do miasta, gdzie yczkowie oddali
 im owych dwch ywcem pochwyconych janczarw, ktrzy
 przed szabl pana Woodyjowskiego chcieli si w soneczniki
 schroni.
 Jeden by postrzelon nieco, drugi zdrw zupenie i peen
 okrutnej fantazji. Stanwszy na zamku kaza go may rycerz
 panu Makowieckiemu bada, sam bowiem, chocia rozumia
 dobrze jzyk turecki, jednak nim biegle nie mwi. Wypytywa
 wic pan Makowiecki, czy sutan jest ju wasn osob w
 Chocimiu oraz jak prdko do Kamieca zamyla?
 Turczyn zeznawa jasno, lecz hardo.
 - Padyszach jest wasn osob - mwi. -W obozie gadali, e
 jutro Halil i Murad baszowie maj si przeprawi na drug
 stron, mehentysw ze sob wziwszy, ktrzy wnet rowy rn
 poczn. Jutro lub pojutrze przyjdzie na was czas zatracenia. Tu
 jeniec wzi si w boki i dufny w groz sutaskiego imienia, tak
 dalej mwi:
 - Szaleni Lachowie! jake to omielilicie si pod bokiem pana
 napada ludzi jego i szarpa? Zali mylicie, i sroga kara was
 minie? Zali ten zameczek was obroni zdoa? Czyme za kilka
 dni bdziecie, jeli nie niewolnikami? Czyme jestecie dzi,
 jeli nie psami miotajcymi si na pask obliczno?
 Pan Makowiecki pilnie wszystko spisywa, lecz pan
 Woodyjowski, chcc zuchwalstwo jeca poskromi, w pysk go
 po ostatnich sowach uderzy. Stropi si Turczyn i zaraz nabra
 dla maego rycerza szacunku, a i w ogle przystojniej wyraa
 si pocz. Po skoczonym badaniu, gdy wyprowadzono go z
 sali, pan Woodyjowski rzek:
 - Trzeba tych jecw i ich zeznania w skok do Warszawy
 wysa, bo tam na dworze krlewskim jeszcze nie wierz w
 wojn.
 - Co to s mehentysy, z ktrymi Halil i Murad maj si
 przeprawia?- spyta Lanckoroski.
 - Mehentysy s to inynierowie, ktrzy zasony i nasypy pod
 armaty bd przygotowywali - odpar Makowiecki.
 - A jak waszmociowie mylicie, prawdli ten jeniec powiada
 czy te zgoa ga?
 - Jeli si waszmociom podoba - odrzek Woodyjowski -
 mona mu bdzie pity przypali. Mam ja wachmistrza, ktry
 Azj Tuhaj-bejowicza oprawia i ktry w tych rzeczach jest
 exquisitissimus, ale, moim zdaniem, janczar prawd we
 wszystkim mwi; przeprawa wnet si rozpocznie, ktrej
 przeszkodzi nie zdoamy, ba! choby nas byo sto razy wicej!
 Przeto nie pozostaje nam nic innego, jak si zabiera i do
 Kamieca z gotow wieci jecha.
 - Tak mi dobrze pod wacem poszo, e rad bym si w
 zameczku zawrze - rzek pan podkomorzy - bylem mia
 pewno, e mi waszmo od czasu do czasu na pomoc z
 Kamieca wyskoczysz. Niechby potem byo, co ma by !
 - Maj dwiecie dzia - odrzek Woodyjowski - a gdy dwie
 cikie armaty przeprawi, zamek w dnia jednego nie
 wytrzyma. Sam chciaem si w nim zawrze, ale teraz, gdym
 go opatrzy, widz, e to na nic. 
 Inni przyczyli si do zdania maego rycerza. Pan
 Lanckoroski upiera si jeszcze czas jaki dla fantazji, e w
 wacu zostanie, ale zbyt by dowiadczonym onierzem, aby
 nie przyzna susznoci Woodyjowskiemu. Wreszcie rozmysy
 jego przeci pan Wasilkowski, ktry przybywszy z pola, wpad
 spiesznie do zamku.
 - Moci panowie - rzek- rzeki nie wida, bo cay Dniestr pod
 tratwami.
 - Przeprawiaj si? - spytali wszyscy razem.
 - Jako ywo! Turcy na tratwach, a czambuy w brd za
 ogonami.
 Pan Lanckoroski nie waha si ju duej, jeno natychmiast
 kaza topi stare haubice zamkowe; rzeczy za, co si dao,
 kry lub wywozi do Kamieca. Woodyjowski za skoczy na
 ko i ruszy na czele swych ludzi patrzy z dalekiej wyniosoci
 na przepraw.
 Halil i Murad baszowie przeprawiali si rzeczywicie. Jak okiem
 sign, wida byo promy i tratwy, ktrych wiosa tuky
 miarowym ruchem jasn wod. Jechali janczarowie i spahisy od
 razu w wielkiej liczbie, bo statki przewozowe przygotowywano
 od dawna ju w Chocimiu. Prcz tego stay nad brzegiem
 opodal wielkie masy wojsk. Woodyjowski przypuszcza, i
 rozpoczynaj budow mostu. Jednake sutan nie ruszy jeszcze
 gwnej potgi. Tymczasem nadjecha pan Lanckoroski ze
 swymi ludmi i obaj z maym rycerzem ruszyli do Kamieca.
 W miecie oczekiwa ich pan Potocki. W kwaterze jego peno
 byo wyszych oficerw, a przed kwater stay tumy obojej
 pci, niespokojne, stroskane, ciekawe.
 - Nieprzyjaciel przeprawia si i waniec zajty! - rzek may
 rycerz.
 - Roboty ukoczone i czekamy! - odrzek pan Potocki.
 Wie dostaa si do tumw, ktre poczy szumie jak fala.
 - Do bram! do bram! - woano po miecie - nieprzyjaciel w
 wacu!
 Mieszczanie i mieszczanki biegli na rondele forteczne w
 mniemaniu, e z nich dojrz nieprzyjaciela, ale onierze nie
 chcieli ich puszcza na miejsca pod sub przeznaczone.
 - Idcie do domw! - woali do tumw - bdziecieli
 przeszkadza obronie, to ony wasze wprdce Turkw z bliska
 obacz!
 Zreszt nie byo trwogi w grodzie, bo go ju obiega wie o
 dzisiejszym zwycistwie, i naturalnie wie przesadzona. Do
 przesady przyczyniali si i onierze opowiadajc dziwy o
 spotkaniu.
 - Pan Woodyjowski rozbi janczarw, sam gwardi sutask
 - powtarzay wszystkie usta. - Nie poganom mierzy si z
 panem Woodyjowskim !
 Samego basz usiek. Nie tak diabe straszny, jak go maluj! A
 przecie naszemu wojsku nie dotrzymali! Dobrze wam psubraty!
 Na pohybel wam i waszemu sutanowi!
 Mieszczanki raz jeszcze ukazay si przy szacach, przy
 basztach i rondelach, ale obadowane flaszkami gorzaki, wina i
 miodu. Tym razem przyjto je chtnie i ochota rozpocza si
 midzy onierstwem. Pan Potocki nie przeciwi si jej, chcc
 utrzyma w onierzach ducha i wesoo, poniewa za
 amunicji bya w miecie i zamku obfito nieprzebrana,
 pozwoli i salwy dawa, w nadziei, e owe odgosy radoci
 niemao skonfunduj nieprzyjaciela, jeeli je usyszy.
 Tymczasem pan Woodyjowski, doczekawszy zmierzchu w
 kwaterze generaa podolskiego, siad na ko i chykiem
 przemyka si w towarzystwie czeladnika ku klasztorowi, chcc
 jako najprdzej znale si przy onie. Ale na nic przyday si
 przebiegi. Poznano go i wnet liczne tumy otoczyy jego konia.
 Rozpoczy si okrzyki i wiwaty. Matki podnosiy ku niemu
 dzieci.
 - w to jest! patrzcie i pamitajcie! - powtarzay liczne gosy.
 Podziwiano go wic niezmiernie, ale najbardziej zdumiewaa
 ludzi niewiadomych wojny jego drobna postawa. W gowie si
 to nie mogo pomieci yczkom, jakim sposobem czowiek tak
 may, z tak weso i agodn twarz, mg by
 najstraszniejszym onierzem Rzeczypospolitej, z ktrym nikt
 nie mg si mierzy. On za jecha wrd tumw, od czasu do
 czasu porusza tymi wsikami i umiecha si, bo jednak by
 kontent. Przyjechawszy wreszcie do klasztoru wpad w otwarte
 ramiona Baki. Wiedziaa ona ju o jego czynach dzisiejszych i
 o wszystkich mistrzowskich ciciach, bo przed chwil by u niej
 pa podkomorzy podolski i jako naoczny wiadek, zda jej
 obszern relacj.
 Baka zaraz z pocztku opowiadania zwoaa obecne w
 klasztorze niewiasty, wic pann ksieni Potock, pani
 Makowieck, Humieck, Ketlingow, Chocimirsk,
 Boguszow, i w miar jak pan podkomorzy opowiada, pocza
 wobec nich puszy si niezmiernie. Woodyjowski nadszed
 wanie w chwil po rozejciu si niewiast. Za czym, kiedy si
 nasycili powitaniem, siad strudzony may rycerz do wieczerzy.
 Baka za, siadszy koo niego, sama nakadaa mu jado na
 talerze i dolewaa miodu do kubka. w jad i pi chtnie, bo
 przez cay dzie nic prawie nie mia w ustach. W przerwach
 opowiada te nieco, a Baka, suchajc z roziskrzonymi
 oczyma, potrzsaa wedle zwyczaju gow, dopytujc:
 - Aha! No i co? no i co?
 - Silne bywaj midzy nimi chopy i srogie okrutnie, ale na
 Turka fechmistrza trudno trafi - mwi may rycerz.
 - To i ja mogabym si z kadym zmierzy?
 - Jako ywo! jeno si nie zmierzysz, bo ci nie wezm!...
 - eby cho jednego w yciu ! Wiesz, Michaku, jak ty idziesz
 za mury, to ja nawet nie jestem niespokojna. Ja wiem, e ciebie
 nikt nie dosie...
 - Albo to nie mog mi ustrzeli?
 - Cicho bd, albo to nie ma Pana Boga? Usiec si nie dasz, to
 grunt!
 - Jednemu ni dwom si nie dam.
 - Ni trzem, Michaku, ni czterem !
 - Ni czterem tysicom! - rzek przedrzeniajc Zagoba. - eby
 wiedzia, Michale, co ona wyrabiaa w czasie opowiadania pana
 podkomorzego! Mylaem, e ze miechu si rozpukn. Jak mi
 Bg miy! Nosem to tak ci fyrkaa jak koza, a patrzya w twarz
 kadej babie po kolei, czy naleycie si delektuje. W kocu
 juem si zlk, e kozy zacznie macha, ktren widok nie
 byby zbyt polityczny.
 May rycerz przecign si troch po jedzeniu, bo by znacznie
 utrudzon, nagle przygarn on do si i rzek:
 - Moja kwatera na zamku ju gotowa, ale tak si nie chce
 wraca!... Baka, chyba e ju tu ostan?..
 - Jak wolisz, Michaku! - odpowiedziaa spuszczajc oczy
 Basia.
 - Ha ! - zawoa Zagoba - ju mi za grzyba, nie za ma tu
 uwaaj, bo mi ksieni pozwala mieszka w klasztorze. No, ale
 zapacze ona na to, moja w tym gowa ! Uwaalicie, jak pani
 Chocimirska na mnie mruga?... Wdwka jest... dobrze!... nic
 wicej nie powiem!
 - Dalibg, e chyba ostan! - rzek may rycerz.
 Na to Basia:
 - Byle si wywczasowa dobrze!
 - Czemu si nie ma wywczasowa? - pyta Zagoba.
 - Bo bdziem gadali, gadali, gadali!
 A pan Zagoba pocz szuka czapki, aby te pj na
 spoczynek, wreszcie znalazszy j, naoy na gow i odrzek:
 - Nie bdziecie gadali, gadali, gadali!
 I wyszed. 
 Rozdzia LII 
 Nazajutrz skoro wit pojecha may rycerz pod Kniachin, gdzie
 ze spahisami si potyka i Buuk-basz, znacznego midzy
 Turkami wojownika, pochwyci. Dzie cay zeszed mu w
 pracy, w polu, cz nocy na naradzie u pana Potockiego i
 dopiero o pierwszych kurach strudzon gow nieco do snu
 przyoy. Ledwie jednak usn smacznie a gboko, gdy zbudzi
 go huk dzia. Jednoczenie czeladnik Pitka, mudzin, wierny
 Woodyjowskiego suga i prawie przyjaciel, wszed do izby.
 - Jegomo! - zawoa - nieprzyjaciel pod miastem !..
 Zerwa si na rwne nogi may rycerz.
 - A jakie dziaa sycha?
 - Nasi poganw posz. Jest znaczny podjazd, ktry bydo z
 pola zabiera.
 - Janezaryli czy jazda?
 - Jazda, panie. Sami czarni. Krzyem witym ich posz, bo
 kto wie, czy nie diabli? - Diabli czy nie diabli, a trzeba nam ku
 nim - odrzek may rycerz. - Ty pjdziesz do pani i oznajmisz,
 em w polu. Jeliby chciaa do zamku przyj patrzy, to moe,
 byle z panem Zagob, gdy na jego przezorno najbardziej
 licz. I w p godziny potem wypad pan Woodyjowski w pole
 na czele dragonw i ochotnikw szlachty, ktrzy liczyli, i na
 harcach mona si bdzie popisa. Ze starego zamku wida
 byo doskonale kawaleri nieprzyjacielsk w liczbie okoo
 dwch tysicy, zoon w czci ze spahisw, przewanie za z
 egipskiej gwardii sutaskiej. W tej ostatniej suyli moni i
 wielkoduszni mamelukowie znad Nilu. Byszczce ich
 karaceny, jaskrawe, zotem tkane kefie na gowach, biae
 burnusy i bro sadzona klejnotami czyniy z nich
 najwietniejsz jazd w wiecie. Zbrojni byli w dziryty
 osadzone na kolankowych trzcinach, w bardzo krzywe buaty i
 noe. Siedzc na koniach jak wiatr cigych przelatywali na
 ksztat tczowego oboku pole, wyjc i krcc midzy palcami
 zabjcze wcznie. Widokiem ich nie mogli si z zamku
 nasyci.
 Lecz pan Woodyjowski sun ku nim z jazd. Trudno jednak
 byo jednym i drugim zewrze si ze sob w bitwie na bia
 bro, albowiem armaty zamkowe powstrzymyway Turkw; ci
 za zbyt byli liczni, aby may rycerz mg skoczy ku nim i
 rozprawi si z nimi poza doniosoci swoich dzia. Czas wic
 jaki jedni i drudzy krcili si z daleka, wytrzsajc na si
 broni i krzyczc gromko. Wreszcie jednak ognistym synom
 pusty sprzykrzyy si widocznie prne przegraania, bo nagle
 pojedynczy jedcy zaczli si odrywa od masy i przyblia
 wyzywajc gosem przeciwnikw. Wnet rozproszyli si po polu
 i migotali na nim na ksztat kwiatw, ktre wiatr enie w rne
 strony. Woodyjowski spojrza po swoich:
 - Moci panowie! zapraszaj nas! A kto na harcownika?
 Skoczy pierwszy ognisty kawaler pan Wasilkowski, za nim pan
 Muszalski, ucznik niechybny, ale i w rcznym spotkaniu
 harcownik wyborny, za nimi sun pan Miazga herbu Prus,
 ktry w caym pdzie konia umia wczni piercie przeniza;
 za panem Miazg skoczy pan Topr-Paderewski i pan
 Oziewicz, i pan Szmud-Pocki, i knia Owsiany, i pan
 Markos-Szeluta, i kilkunastu innych dobrych kawalerw, a za
 dragonw posza rwnie kupka, bo ich nadzieja bogatego upu
 ncia, gwnie za bezcenne konie Arabw. Na czele dragonw
 jecha srogi Lunia i przygryzajc powy ws, z dala ju sobie
 najbogatszego wypatrywa.
 Dzie by pikny, wida ich byo doskonale. Dziaa na waach
 milky kolejno, a nareszcie wszystkie umilky, gdy puszkarze
 bali si kogo ze swoich obrazi, przy tym woleli take patrzy
 na bitw ni strzela do rozproszonych harcownikw. Owi za
 jechali ku sobie krokiem, nie spieszc si, potem rysi, i nie w
 linii, ale w rozproszeniu, jak ktremu byo dogodniej. Na koniec
 przyjechawszy blisko jedni ku drugim, zatrzymali konie i
 poczli si ly wzajem dla rozbudzenia w sercach gniewu i
 mstwa.
 - Nie utyjecie nami, psy pogaskie! -woali polscy harcownicy.
 -Sam tu! Nie ochroni was wasz prorok bezecny!
 Tamci za krzyczeli po turecku i po arabsku. Wielu midzy
 polskimi harcownikami rozumiao oba jzyki, bo wielu, za
 przykadem przesawnego ucznika, cik odbyo niewol,
 wic e poganie szczeglniej hardo Najwitszej Pannie
 blunili, wnet gniew pocz podnosi wosy na gowach sug
 Marii i ruszyli komi, chcc pomci zniewag jej imienia.
 Kt tam kogo naprzd dosign i miego ycia pozbawi? Oto
 pan Muszalski porazi naprzd strza modego beja w
 purpurowej kefii na gowie i w srebrnej jak wiato miesica
 karacenie. Boleny grot pod lewym mu okiem utkwi i do p
 brzechwy wbi si w gow, a on przegiwszy w ty urodziw
 twarz i rozoywszy rce lecia z konia. Lecz ucznik uk pod
 udo schroniwszy skoczy ku niemu i szabl go jeszcze przeszy,
 po czym bro mu wyborn zabrawszy, konia jego pogna
 pazem ku swoim, sam za pocz woa po arabsku:
 - Bogdaj to by sutana syn! Zgniby tutaj, nim kindi ostatni
 zagracie! 
 Usyszawszy to Turcy i Egipcjanie zmartwili si okropnie i
 zaraz dwch bejw skoczyo ku panu Muszalskiemu, lecz z
 ukosa zabieg im drog Lunia, do wilka srogoci podobny, i w
 mgnieniu oka uksi jednego na mier. Naprzd zaci go w
 rk, a gdy w si pochyli za wyuskwion szabl, strasznym
 ciciem w kark prawie zupenie odczepi mu gow. Drugi to
 widzc zwrci szybkiego jak wicher konia do ucieczki, ale
 tymczasem pan Muszalski znw uk spod uda wydoby zdoa i
 posa za uciekajcym strza, ta za docigna go w biegu i
 wbia mu si prawie po bet midzy opatki.
 Trzeci za pokona swego przeciwnika pan Szmud-Pocki
 nadziakiem ostrym go po misiurce uderzywszy. Pucio od
 ciosu srebro i aksamit, ktrym blacha bya podszyta, a
 zakrzywiony koniec nadziaka utkwi w koci tak silnie, e pan
 Szmud-Pocki czas jaki wydoby go wcale nie mg. Inni
 walczyli z rozmaitym szczciem, jednak zwycistwo byo po
 wikszej czci po stronie biegej w szermierce szlachty. Lego
 natomiast dwch dragonw z rki potnego Hamdi-beja,
 ktren nastpnie kniazia Owsianego krzywym buatem przez
 pysk chlastn i rozcign na ziemi. Knia ziemi rodzinn
 krwi swoj kniaziowsk polewa. Hamdi za zwrci si ku
 panu Szelucie, ktremu ko nog w dziur skrzeczkow zapad.
 Pan Szeluta, widzc mier nieuchronn, zeskoczy z konia
 pragnc si na piechot ze strasznym jedcem spotka. Lecz
 Kamdi przewrci go piersiami koskimi i upadajcego - samym
 kocem buata w rami dosign. Owemu rka natychmiast
 zwisa, bej za skoczy dalej w pole szukajc przeciwnikw.
 Lecz wielu nie starczyo serca, by si z nim zmierzy, tak
 bardzo i widocznie potg nad wszystkimi growa. Wiatr
 podnosi mu biay burnus na plecach i rozwija go na ksztat
 skrzyde drapienego ptaka, pozocista karacena rzucaa
 zowrogi blask na jego twarz, cakiem niemal czarn, o oczach
 dzikich i wieccych, a krzywa szabla byszczaa nad jego
 gow, wanie jak byszczy sierp ksiyca w noc pogodn.
 Przesawny ucznik dwie ju na strzay wypuci, lecz obie
 zadwiczay tylko jkliwie na karacenie i zesuny si bezsilnie
 na traw; wic na dwoje pocz way myli pan Muszalski:
 czy trzeci jeszcze strza w szyj dzianeta wypuci, czy z
 szabl na beja natrze? Lecz gdy tak rozwaa, w dostrzeg go i
 pierwszy wypuci na swego czarnego rebca. Obaj natarli na
 si w rodku pola. Chcia pan Muszalski si sw wielk si
 popisa i ywcem Hamdiego pochwyci, wic podbiwszy mu
 silnym ciciem od dou buat w gr, sczepi si z nim, jedn
 rk pochwyci go za gardo, drug za ostrze misiurki i cign
 potnie ku sobie. Wtem pk mu popr u terlicy, wic
 niezrwnany ucznik przekrci si z ni razem i zwali si na
 ziemi. Upadajcego za Hamdi uderzy rkojeci buata w
 gow i oguszy na miejscu. Zakrzyknli z radoci spahisy i
 mamelukowie, ktrzy ju byli o Hamdiego si zlkli: bardzo si
 zmartwili Polacy, po czym zapanicy skoczyli ku sobie gstymi
 kupami, jedni, aby ucznika porwa, drudzy, aby cho ciao
 jego obroni.
 May rycerz nie bra dotd w harcach udziau, bo mu na to nie
 pozwalaa jego pukownikowska powaga, lecz widzc upadek
 pana Muszalskiego i przewagi gronego Hamdi-beja, postanowi
 pomci ucznika, a zarazem swoim serca doda. Oywion t
 myl, wspi ostrogami konia i sun ukosem w pole tak
 szybko, jak sunie krogulec ku stadu siewek krccych si nad
 ryskiem. Dostrzega go przez perspektyw Baka, stojca na
 blankach starego zamku i krzykna zaraz do stojcego obok
 pana Zagoby:
 - Micha leci! Micha leci!
 - Tu go poznasz! - zawoa stary wojownik - patrz pilnie, patrz,
 gdzie naprzd uderzy! Nie bj si !
 Perspektywa trzsa si w rku Basi. Poniewa nie strzelano ju
 w polu ni z ukw, ni z janczarek, wic niezbyt trwoya si o
 ycie ma, ale ogarn j zapa, ciekawo i niepokj. Dusza i
 serce wyszy z niej w tej chwili i leciay za mem. Pier jej
 pocza oddycha szybko, jasne rumiece oblay twarz. W
 jednej chwili przechylia si przez blanki tak, i Zagoba musia
 j chwyci wp w obawie, by nie spada w fos - i krzykna :
 - Dwch leci na Michaa!
 - Dwch bdzie mniej! - odpowiedzia pan Zagoba.
 Istotnie dwch rosych spahw wysforowao si przeciw
 maemu rycerzowi. Sdzc ze stroju, poznali, e to kto
 znaczniejszy, a widzc drobn posta jedca, sdzili, e tanio
 saw uzyszcz. Gupi! lecieli na oczywist mier, gdy bowiem
 zwarli si opodal innych jedcw, may rycerz nawet konia nie
 powstrzyma, ale mimochodem rozda midzy nich dwa
 uderzenia na pozr tak lekkie, jak gdyby matka rozdaa
 mimochodem dzieciom po szturchau, a owi padli na ziemi i
 wpiwszy si w ni palcami, poczli drga jak para rysiw,
 ktrych miertelne strzay jednoczenie dosign.
 May rycerz za polecia dalej, ku jedcom wichrzcym si po
 polu, i pocz szerzy klski okropne. Jak gdy po ukoczonej
 mszy wejdzie chopiec i blaszan pokrywk, osadzon na kiju,
 gasi jedn po drugiej palce si przed otarzem wiece, a otarz
 w cie si pogra -tak i on gasi na prawo i lewo wietnych
 tureckich i egipskich jedcw, ci za pograli si w mrok
 mierci. Poznali poganie mistrza nad mistrzami i omdlay w nich
 serca. Ten i w zdar konia, by ze strasznym mem si nie
 spotka; may rycerz za rzuca si za uciekajcymi na ksztat
 zjadliwego szerszenia i coraz to innego jedca dem
 przeszywa.
 onierze od armaty zamkowej poczli krzycze radonie na
 w widok. Niektrzy biegli do Basi i uniesieni zapaem, caowali
 kraj jej sukni, inni urgali Turkom.
 - Baka, hamuj si! - woa co chwila pan Zagoba trzymajc
 cigle wp pani Woodyjowsk, pani Woodyjowska za miaa
 ochot i mia si, i paka, i w rce klaska, i krzycze, i
 patrzy, i lecie za mem w pole.
 w dalej porywa spahw i egipskich bejw, a wreszcie
 woania : "Hamdi ! Hamdi !" - rozlegy si po caym polu. To
 wyznawcy proroka przywoywali wielkimi gosami najtszego
 ze swych wojownikw, aby nareszcie zmierzy si z tym
 straszliwym maym jedcem, ktry zdawa si by mierci
 wcielon.
 Hamdi dostrzeg ju maego rycerza od dawna, ale widzc jego
 czyny, zlk si po prostu w pierwszej chwili. Strach mu byo
 postawi na raz saw wielk i mode ycie przeciw tak
 zowrogiemu przeciwnikowi, wic umylnie uda, e go nie
 widzi, i na drugim kracu pola kry pocz. Tam porwa
 wanie pana Jabrzyka i pana Kosa, gdy desperackie woania:
 "Hamdi! Hamdi!" - obiy si o jego uszy. Pozna wwczas, e
 duej kry si niepodobna i e trzeba albo saw niezmiern
 uzyska, albo gow naoy. W tej chwili wyda krzyk tak
 przeraliwy, e wszystkie wiszary ozway mu si echem, i
 wypuci ku maemu rycerzowi podobnego do wichru konia.
 Woodyjowski dojrza go z dala i cisn rwnie pitami swego
 gniadego wooszyna. Inni zawiesili orn rozpraw. Na zamku
 Basia, ktra poprzednio widziaa wszystkie przewagi gronego
 Hamdi-beja, mimo caej lepej wiary w niezwycion
 szermierk maego rycerza, przyblada nieco, lecz pan Zagoba
 by zupenie spokojny.
 - Wolabym by spadkobierc tego poganina nili nim samym -
 rzek sentencjonalnie do Basi.
 Pitka za, powolny mudzin, tak by pewien swego pana, e
 najmniejsza troska nie zaspia jego oblicza, owszem,
 ujrzawszy pdzcego Hamdiego pocz sobie piewa
 narodow piosenk:
 Oj ty durna, durna piesa,
 Szak to idzie wika z lesa,
 Czemu jemu zagibujesz,
 Kiedy jemu nie zdoujesz?
 Tamci za zwarli si w rodku pola, wrd dwch z dala
 patrzcych szeregw. Serca wszystkim zamary na chwil.
 Wtem byskawica wowa migna w jasnym socu nad
 gowami walczcych: to krzywy buat wylecia, jakby podbita
 ciciw strzaa, z rk Hamdiego, ten za pochyli si w kulbace,
 jakby ju ostrzem przeszyty, i zamkn oczy, lecz pan
 Woodyjowski ucapi go lew rk za kark i przyoywszy mu
 sztych rapiera do pachy, pogna ku swoim. Hamdi oporu nie
 stawia, owszem, sam pitami konia pogania, bo czu ostrze
 midzy pach a karacen - i jecha jak oguszony, rce tylko
 zwisay mu bezwadnie, a z oczu poczy pyn zy. Woody-
 jowski odda go srogiemu Luni, sam za nawrci ku polu.
 Lecz w druynach tureckich ozway si trby i piszczaki; by to
 znak dla harcownikw, e czas ciga si z pola do kupy, wic
 poczli pomyka ku swoim, unoszc w sercach wstyd, frasunek
 i wspomnienie straszliwego jedca.
 - Szejtan to by! - mwili midzy sob spahisy i mamelukowie.
 - Kto si z nim zetrze, temu mier przeznaczona! Szejtan, nikt
 inny!
 Harcownicy polscy postali jeszcze chwil, aby okaza, i
 odzieryli pole, za czym wydawszy po trzykro okrzyk
 zwycistwa, cofnli si pod zason dzia, z ktrych pan
 Potocki na nowo bi kaza. Lecz i Turcy poczli cakiem
 ustpowa. Czas jaki migay jeszcze w socu ich burnusy,
 barwne kefie i byszczce misiurki, po czym przesoni ich
 bkit. Na pobojowisku zostali tylko pocici mieczami Turcy i
 Polacy. Wysza z zamku czelad, by zebra i pogrze swoich.
 Potem przyleciay kruki, by si pogrzebem pogan zaj, ale
 nieduga bya ich stypa, bo jeszcze tego wieczora sposzyy ich
 nowe zastpy proroka.
 Rozdzia LIII 
 Nastpnego dnia przyjecha pod Kamieniec sam wezyr na czele
 licznego wojska spahisw, janczarw i pospolitego ruszenia z
 Azji. Zrazu, sdzc po wielkiej liczbie si, mniemano, e szturm
 przypuci, lecz jemu tylko chodzio o zlustrowanie murw.
 Przybyli z nim inynierowie ogldali fortec i nasypy ziemne.
 Naprzeciw wezyrowi wyszed tym razem pan Myliszewski z
 piechot i oddziaem konnych ochotnikw. Zwodzono znw
 harce - i dla oblonych pomylnie, lecz nie tako wietnie jak
 dnia zeszego. Wreszcie wezyr rozkaza janczarom ruszy na
 prb pod mury. Huk dzia wstrzsn zaraz miastem i
 zamkami. Janczarowie, podszedszy pod kwater pana
 Podczaskiego, naraz z wielkim wrzaskiem wszyscy dali ognia,
 ale e i pan Podczaski odpowiedzia natychmiast z gry bardzo
 celnymi strzaami i bya obawa, e jazda moe zajecha w bok
 janczarom, przeto ci nie zwczc ruszyli drog wanieck i
 wrcili do gwnego wojska. 
 Wieczorem przekrad si do miasta Czech pewien, ktry u
 janczar-agi by pajukiem i zbieg po otrzymanych kijach w
 pity. Dowiedziano si od niego, i nieprzyjaciel obwarowa si
 ju w wacu i zaj rozlege pola od wsi Duka. Wypytywano
 troskliwie zbiega, jakie te jest powszechne mniemanie midzy
 Turkami : czy Kamieniec zdobd, czy nie? w odpowiedzia,
 e duch w wojsku panuje dobry, a wrby byy pomylne.
 Przed paru dniami przed sutaskim namiotem podnis si
 nagle z ziemi jakoby sup dymu, cienki u dou, a rozszerzajcy
 si na ksztat olbrzymiej kici ku grze.
 Muftowie wytomaczyli, e zjawisko owo oznacza, i sawa
 padyszacha niebios dosignie i e on wanie bdzie tym
 wadc, ktry skruszy nie zdobyt dotd kamienieck zapor.
 Podnioso to wielce serca w wojsku. Turcy (mwi dalej zbieg)
 obawiaj si pana hetmana Sobieskiego i odsieczy, z dawna
 bowiem zostaa u nich pami o niebezpieczestwie mierzenia
 si w otwartym polu z wojskami Rzeczypospolitej - i chtniej
 gotowi si potyka z Wenecjanami, z Wgrami lub
 jakimkolwiek innym narodem. Lecz e maj wiadomoci, i
 wojsk w Rzeczypospolitej nie masz, przeto tusz powszechnie,
 e Kamieniec, cho nie bez trudu, zdobd. Czarny Mustafa,
 kajmakan, radzi wprost szturmem na mury uderzy, lecz
 roztropniejszy wezyr woli regularnymi robotami miasto otoczy
 i zasypa pociskami z dzia. Sutan, po pierwszych utarczkach,
 przechyli si do zdania wezyra, dlatego naley si spodziewa
 regularnego oblenia. Tak mwi zbieg. Suchajc tych
 wiadomoci zmartwi si wielce pan Potocki i ksidz biskup, i
 pan podkomorzy podolski, i pan Woodyjowski, i wszyscy inni
 starsi oficerowie. Liczyli oni bowiem na szturmy i spodziewali
 si, e przy obronnoci miejsca zdoaj je z wielkimi stratami
 dla nieprzyjaciela odeprze. Ot wiadomo im byo z
 dowiadczenia, e przy szturmach oblegajcy ponosz straty
 niezmierne, e kady odbity atak wtli w nich ducha i dodaje
 odwagi oblonym. Rwnie jak zbarascy rycerze zakochali si
 wreszcie w oporze, w bitwach, wycieczkach, tak mogli nabra
 zamiowania do boju i mieszczanie kamienieccy, zwaszcza
 gdyby kady zamach turecki koczy si klsk Turkw,
 zwycistwem kamieczan. Natomiast regularne oblenie, w
 ktrym kopanie aproszw, min i zaciganie dzia na pozycje
 wszystko znaczy, mogo tylko znuy obleonych, zwtli ich
 ducha i skonnymi do ukadw ich uczyni. Trudno za byo
 liczy na wycieczki, bo nie godzio si ogaaca murw z
 onierzy, czelad za lub yczkowie, wyprowadzeni za mury, z
 trudem zdoaliby zdziery janczarom. Rozwaajc to wszystko
 starsi oficerowie bardzo si pomartwili i szczliwy rezultat
 obrony mniej prawdopodobnym im si wyda. Jako i by mao
 prawdopodobny nie tylko ze wzgldu na siy tureckie, ale i ze
 wzgldu na nich samych. Pan Woodyjowski by to onierz
 niezrwnany i przesawny, ale nie mia w sobie majestatu
 wielkoci. Kto w sobie soce nosi, ten zdoa od razu
 wszystkich rozgrza, kto za jest pomieniem, choby
 najgortszym, ten rozgrzewa tylko najbliszych. Tak byo z
 maym rycerzem. Nie umia on i nie mg przela w innych
 swego ducha, tak samo jak swej biegoci w szermierce. Pan
 Potocki, wdz naczelny, nie by wojownikiem, a przy tym
 brako mu wiary w siebie, w drugich i Rzeczpospolit. Ksidz
 biskup liczy gwnie na ukady; brat jego mia cik rk, ale
 umys nie lejszy. Odsiecz bya niepodobn, bo hetman, pan
 Sobieski, cho by wielkim, by nawczas bezsilnym. Bezsilnym
 by rwnie krl, bezsiln caa Rzeczpospolita.
 Dnia 16 sierpnia nadcign chan z ord i Doroszeko ze swymi
 Kozaki. Obaj zalegli ogromn przestrze na polach od Orynina.
 Sufankaz-aga wezwa tego dnia pana Myliszewskiego na
 rozmow i radzi, by si miasto poddao, bo jeli to bez zwoki
 uczyni, moe uzyska kondycje tak askawe, o jakich w
 dziejach oble nie syszano. Ksidz biskup ciekawy by
 dowiedzie si o tych askach, lecz zakrzyknito na niego w
 radzie i posano odpowied odmown.
 Dnia 18 sierpnia poczli nadciga Turcy, a z nimi sam cesarz.
 Szli jako morze niezmierzone. Piechota polachska, janczary,
 spahy. Kady pasza prowadzi wojska swego paszaliku: wic
 szli mieszkace Europy, Azji, Afryki. Za nimi cign tabor
 olbrzymi z adownymi wozami zaprzonymi w muy i bawoy.
 Mrowie to stubarwne w rozlicznych zbrojach i ubiorach
 cigno si bez koca. Od witu do nocy, bez przestanku,
 wchodzili, przenosili si z miejsca na miejsce, rozstawiali
 wojska, krcili si po polach, ustawiali namioty, ktre tak
 przestrze zalegy, e z wie i najwyszych miejsc Kamieca
 wcale nie byo mona dojrze wolnego od pcien pola.
 Ludziom zdao si, e niegi spady i ca okolic pokryy.
 Rozstawianie taboru odbywao si przy huku strzelb, albowiem
 zasaniajcy t robot oddzia janczarw nie przestawa ku
 murom strzela; z murw za odpowia- dano nieustajcym
 ogniem dziaowym. Grzmiao echo po skaach, dymy unosiy
 si ku grze i zakryy bkit niebieski. Do wieczora Kamieniec
 by tak zamknity, e chyba jedne gobie mogy si ze
 wydosta. Ogie ucich dopiero, gdy pierwsze gwiazdy bysny
 na niebie.
 Przez kilka nastpnych dni ogie z murw i do murw trwa
 cigle z wielk dla oblegajcych szkod; skoro tylko wiksza
 kupa janczarw zebraa si na donioso strzau, wnet biay
 dym wykwita na murze, kule paday midzy janczarw, oni
 za rozpraszali si jako stado wrbli, gdy kto z guldynki
 przygar drobnego rutu midzy nie wypuci. Turcy przy tym
 nie wiedzc widocznie, i na obu zamkach i w samym miecie
 s dalekonone dziaa, porozbijali zbyt blisko namioty. Za rad
 maego rycerza pozwolono im to uczyni - i dopiero gdy z
 nadejciem chwili spoczynku onierze chronic si przed
 upaem napenili ich wntrza, mury ozway si nieustajcym
 grzmotem. Powsta popoch: kule rozryway ptna i drgi raziy
 onierzy, rozrzucay ostre okruchy ska. Janczarowie cofali si
 w zamieszaniu i nieadzie, krzyczc wielkimi gosami, i w
 ucieczce przewracali dalsze namioty, roznoszc wszdy trwog.
 Na tak pomieszanych wypad pan Woodyjowski z jazd i siek,
 pki potne hufy jazdy nie przyszy im w pomoc. Ketling
 kierowa gwnie tym ogniem, a obok niego lacki wjt Cyprian
 najwikszych naczyni midzy pogany spustosze. Sam on
 pochyla si nad kadym dziaem, sam lont przykada;
 nastpnie przykrywszy oczy rk, patrzy na skutek strzau i
 radowa si w sercu, e tak poytecznie pracuje.
 Lecz i Turcy kopali aprosze, sypali szace i zacigali na nie
 cikie dziaa. Zanim jednak bi z nich poczli, podjecha pod
 way pose turecki i zatknwszy na trzcinow dzid pismo
 cesarskie, ukaza je oblonym. Wysani dragoni porwali
 natychmiast czausza i przywiedli go na zamek. Cesarz wzywa
 miasto do poddania, wynoszc pod niebiosa potg sw i
 askawo. "Wojsko moje (pisa) moe by z limi na drzewie
 i z piaskiem nadmorskim porwnane. Spojrzyjcie noc w niebo
 i gdy ujrzycie gwiazdy nieprzeliczone, tedy wzbudcie strach w
 sercach i powiedzcie jeden drugiemu: Oto jest potga wiernych!
 Ale iem jest nad inne krle krl askawy i wnuk prawdziwego
 Boga, przeto od Boga swoje sprawy poczynam. Wiedzcie, i
 czeka hardego nienawidz, wy tedy, nie sprzeciwiajc si woli
 mojej, miasto wasze poddajcie. Chcecieli ze mn uporem i,
 wszyscy pod mieczem zginiecie, a przeciw mnie aden gos
 ludzki wznie si nie omieli."
 Namylano si dugo, jaki da na owo pismo respons - i
 odrzucono niepolityczn rad pana Zagoby, aby psu ogon uci
 i takowy w odpowiedzi odesa. Wysano wreszcie sprawnego
 czeka Juryc, umiejcego dobrze jzyk turecki, z listem, ktry
 brzmia, jak nastpuje:
 "Cesarza gniewa nie chcemy, ale i sucha go nie mamy
 obowizku, bomy nie jemu, jeno naszemu panu przysigali.
 Kamieca nie damy, gdy nas przysiga wie twierdzy i
 kociow do mierci broni."
 Po tej odpowiedzi rozeszli si oficerowie na mury, z czego
 skorzysta ksidz biskup Lanckoroski i pan genera podolski, i
 nowy list do sutana wysali proszc go o armistycjum na cztery
 tygodnie. Gdy wie o tym rozesza si po bramach, pocz si
 huk i trzaskanie szablami.
 - A wier - powtarza ten i w - to my tu przy dziaach
 gorzejem, a tam za naszymi plecami listy l bez naszej wiedzy,
 chocia do rady naleym!
 I po wieczornej "kindii" oficerowie gromadnie udali si do pana
 jeneraa majc na swym czele maego rycerza i pana
 Makowieckiego, obydwch wielce tym, co si stao,
 strapionych.
 - Jake to? - zawoa stolnik latyczowski - zali ju o poddaniu
 mylicie, ecie nowego posa wysali? Czemu to stao si bez
 naszej wiedzy?
 - Zaiste - doda may rycerz - skoromy na rad zostali
 wezwani, bez nas listw sa si nie godzi. O poddaniu te
 mwi nie pozwolim; kto by za sobie tego yczy, to niech si
 z rzdu usunie!
 To mwic, gronie wsikami rusza, bo to by onierz
 niezmiernie karny i z wielk boleci przychodzio mu odzywa
 si przeciw starszynie. Lecz e zaprzysig broni zamku do
 mierci, sdzi, e tak mu mwi naley. Zmiesza si pan
 genera podolski i odrzek:
 - Mniemaem, i to byo za oglnym konsensem.
 - Nie masz konsensu! Tu zgorze chcemy! - zawoao
 kilkanacie gosw.
 Na to jenera:
 - Rad to sysz, bo i mnie wiara od ycia milsza, a tchrz mnie
 nie oblatywa nigdy i nie bdzie. Ostacie, waszmociowie, na
 wieczerz, to atwie do zgody przyjdziem...
 Lecz oni pozosta nie chcieli.
 - Przy bramach nasze miejsce, nie za stoem! - odpar may
 rycerz.
 Tymczasem nadjecha ksidz biskup i dowiedziawszy si, o co
 rzecz idzie, zwrci si zaraz do pana Makowieckiego i do
 maego rycerza.
 - Zacni ludzie! - rzek- kaden ma w sercu to, co i wy, i o
 poddaniu nikt nie wspomina. Posaem prosi o armistycjum na
 cztery niedziele. Napisaem tak: przez ten czas o odsiecz do
 naszego krla wylemy i instrukcji si od niego doczekamy, a
 dalej bdzie, co Bg da.
 Usyszawszy to may rycerz pocz znowu wsikami rusza, ale
 tym razem dlatego, e porwaa go jednoczenie zo i pusty
 miech nad takim pojmowaniem spraw wojennych. On,
 onierz od lat dziecinnych, uszom swoim nie wierzy, eby
 kto proponowa nieprzyjacielowi zawieszenie broni dlatego, by
 by czas po odsiecz posa.
 Pocz wic may rycerz spoglda na pana Makowieckiego i
 innych oficerw, oni za spogldali na niego.
 - arty, nie arty? - spytao kilka gosw.
 Po czym umilkli wszyscy.
 - Wasza wielebno! - rzek wreszcie Woodyjowski. -Odbyem
 wojny tatarskie, kozackie, moskiewskie, szwedzkie, a o takich
 racjach nie syszaem. Bo nie po to tu sutan przyby, aby nam,
 jeno po to, aby sobie wygodzi. Jake to on ma da konsens na
 armistycjum, jeli mu si pisze, e przez ten czas na odsiecz
 sobie wygodnie poczekamy?
 - Jeli si nie zgodzi, to nie bdzie nic innego, jak jest! - odrzek
 ksidz biskup.
 Na to Woodyjowski:
 - Kto o armistycjum baga, ten swj strach i swoj niemoc
 jawnie pokazuje, a kto na odsiecz liczy, ten wida wasnym
 siom nie dufa.
 Dowiedzia si teraz o tym z owego listu pies pogaski i przez
 to szkoda staa si nieobliczona.
 Zasmuci si usyszawszy to ksidz biskup.
 - Mogem by gdzie indziej - rzek - a iem nie opuci w
 potrzebie mojej owczarni, przeto wymwki znosz.
 Maemu rycerzowi zaraz uczynio si al godnego praata, wic
 pod nogi go podj, potem za ucaowa w rk i odpowiedzia:
 - Bro mnie Bg, abym ja tu wymwki jakowe dawa, jeno e
 jest consilium, wic mwi, co mi eksperiencja dyktuje.
 - Co tedy czyni? Niech bdzie mea culpa, ale co czyni? Jak
 ze naprawi? - pyta biskup.
 - Jak ze naprawi? - powtrzy pan Woodyjowski.
 I zamyli si trocha, po czym podnis wesoo gow.
 - Ano, mona! Moci panowie, prosz za sob!
 I wyszed, za nim oficerowie. W kwadrans potem cay
 Kamieniec zatrzs si od huku dzia. Pan Woodyjowski za
 wypad z ochotnikami za mury i napadszy na upionych w
 aproszach janczarw siek ich, pki nie rozpdzi i do taboru nie
 odegna.
 Po czym wrci do pana generaa, u ktrego zasta jeszcze
 ksidza Lanckoroskiego.
 - Wasza wielebno! - rzek wesoo - a ot, rada!
 Rozdzia LIV 
 Po owej wycieczce noc przesza na strzelaninie, ale dorywczej;
 witaniem dano zna, e kilku Turkw stoi podle zamku
 czekajc, by przeciw nim do traktowania wysano. Bd co
 bd, trzeba byo wiedzie, czego chc, wic starszyzna na
 radzie wyznaczya pana Makowieckiego i pana
 Myliszewskiego, by si z pogany porozumieli.
 W chwil pniej poczy si z nimi pan Kazimierz Humiecki i
 poszli. Turkw byo trzech: Muchtar-bej, Salomi pasza
 ruszczucki i trzeci Kozra, tumacz. Spotkanie nastpio pod
 goym niebem, za bram zamkow. Turcy na widok posw
 poczli kania si przykadajc zarazem koce palcw do
 serca, ust i czoa. Polacy za witali ich uprzejmie, pytajc, z
 czym by przyszli.
 Na to Salomi rzek:
 - Mili! wielka staa si krzywda panu naszemu, nad ktr
 wszyscy sprawiedliwo miujcy paka musz, a za ktr i
 sam Przedwieczny was ukarze, jeli prdko jej nie naprawicie.
 Oto sami przysalicie Juryc, ktry czoem naszemu wezyrowi
 bi i o zawieszenie broni go prosi, potem za, gdymy ufajc
 waszej cnocie, wychylili si zza ska i szacw, poczlicie z
 dzia do nas bi, a wypadszy za mury trupami wiernych
 usalicie drog a po namioty padyszacha. Ktren postpek
 bez kary zosta nie moe, chyba e zaraz zamki i miasto
 poddajc, al wielki i zmartwienie, mili, okaecie. Na to pan
 Makowiecki odpowiedzia:
 - Juryca jest pies, ktry instrukcje przekroczy, bo i bia
 chorgiew pachokowi swemu wywiesi kaza, za co sdzony
 bdzie. Ksidz biskup pyta prywatnie od siebie, czyliby
 armistycjum stan mogo, ale e i wy nie przestalicie w czasie
 wysyki owych listw do szacw strzela (a ja sam wiadek,
 bo mnie kamienie rozprynite w gb obraziy), przeto i od nas
 przerwy w strzelaniu nie mielicie prawa wymaga. Jeli teraz
 przychodzicie z gotowym armistycjum, to dobrze, a jeli nie, to
 powiedzcie, mili, panu swemu, e po staremu bdziem zamkw
 i miasta broni, pki nie zgorzejem, albo co pewniejsza, pki
 wy w tych skaach nie zgorzejecie. Nic wicej nie mamy wam,
 mili, do powiedzenia prcz ycze, aby Bg pomnoy wasze
 dni i pnej staroci doy wam pozwoli.
 Po tej rozmowie wysacy rozjechali si zaraz. Turcy wrcili
 do wezyra, za panowie Makowiecki, Humiecki i Myliszewski
 do zamku, gdzie obrzucono ich pytaniami, jako tych posw
 odprawili. Owi opowiedzieli deklaracj tureck.
 - Nie przyjmiecie jej, bracia kochani - rzek pan Kazimierz
 Humiecki.- Krtko mwic: ci psi chc, bymy do wieczora
 klucze miasta oddali.
 Na to ozway si liczne gosy powtarzajc ulubione wyraenie:
 - Nie utyje nami ten pies pogaski. Nie damy si, z konfuzj go
 odgonim ! Nie chcemy!
 Po takim postanowieniu rozeszli si wszyscy i zaraz strzelanina
 si rozpocza. Ju Turcy zdoali pozaciga wiele cikich dzia
 na pozycje i kule ich mijajc "brustwery" jy wpada w
 miasto. Puszkarze w miecie i na zamkach pracowali w pocie
 czoa przez reszt dnia i ca noc. Ktren poleg, nie byo go
 kim zastpi, brako rwnie i szafarzw od ku i prochu.
 Dopiero przed witaniem haasy nieco ustay.
 Lecz ledwie dzie zacz szarze, a na wschodzie pokaza si
 rowy, bramowany zotem pas jutrzenki, gdy w obu zamkach
 uderzono na alarm. W miecie, kto spa, ten si rozbudzi,
 rozespane tumy poczy pojawia si na ulicach, nasuchujc
 pilnie.
 - Szturm si gotuje! - mwili jedni drugim, ukazujc w stron
 zamkw.
 - A pan Woodyjowski tam jest? - pytay niespokojne gosy.
 - Jest! jest! - odpowiadali inni.
 W zamkach za bito w kaplicach we dzwony, prcz tego
 warczenie bbnw odzywao si ze wszystkich stron. W
 pwicie, pmroku porannym, gdy miasto byo stosunkowo
 ciche, brzmiay te gosy tajemniczo i uroczycie. W teje chwili
 Turcy "kindi" zagrali; jedna kapela podawaa dwiki drugiej,
 one za tak biegy, jak echo, przez cay tabor niezmierny.
 Mrowie pogaskie poczo si porusza koo namiotw. Przy
 wstajcym dniu wychylay si z pomroki spitrzone szace,
 szaczyki i aprosze, cignce si dug lini podle zamku. Naraz
 na caej tej dugoci rykny cikie dziaa tureckie, odhukny
 im gromkim echem skay Smotrycza i sta si grzmot tak
 okropny i straszliwy, jakby w lamusie niebieskim zapaliy si
 wszystkie pioruny na skadzie lece i zlatyway razem ze
 sklepieniem obokw na ziemi.
 Bya to wielka artyleria. Miasto i zamki odpowiedziay potnie.
 Wkrtce dymy przesoniy soce, wiat i nie byo wida
 fortyfikacji tureckich, nie byo wida Kamieca, tylko jedn
 szar, olbrzymi chmur, pen w rodku gromw i oskotu.
 Lecz dziaa tureckie dononiejsze byy od miejskich. Wkrtce
 mier w miecie pocza kosi. Kilka kartaunw rozbito. Z
 obsugi przy hakownicach po dwch i trzech naraz gino. Ojcu
 franciszkanowi, ktry po szacu chodzc, dziaa bogosawi,
 klin spod armaty oberwa nos i cz gby; przy nim dwch
 ydw, wielkich rezolutw, do rychtowania pomagajcych,
 upado.
 Lecz gwnie biy dziaa w szaniec miejski. Pan Kazimierz
 Humiecki siedzia tam, jako salamandra, w najwikszym ogniu i
 dymie; poowa z sotni jego polega, pozostali wszyscy niemal
 byli ranni. On sam zaniemwi i oguch, lecz przy pomocy
 lackiego wjta zmusi do milczenia baterie nieprzyjacielskie,
 dopty przynajmniej, dopki na miejsce dawnych rozbitych
 dzia nie pozacigano nowych.
 Upyn dzie, drugi, trzeci, a owo straszliwe colloquium armat
 nie ustawao ani na chwil. U Turkw zmieniali si puszkarze
 cztery razy na dob, lecz w miecie jedni i ci sami musieli
 wytrwa bez snu, prawie bez jedzenia, na wp uduszeni od
 dymu, wielu rannych od rozprynitych kamieni i zomkw
 lawet. onierze wytrwali, ale w mieszczanach poczo sabn
 serce.
 Trzeba ich byo w kocu nagania kijami do armat, przy
 ktrych zreszt gstym padali trupem. Na szczcie wieczorem
 i przez noc trzeciego dnia, z czwartku na pitek, gwny impet
 zwrci si na zamki. Zasypywano oba, a szczeglniej stary,
 granatami z wielkich modzierzw, ktre jednak "mao co
 psoway, gdy w ciemnoci kady granat jest znaczny i
 czowiek przed nim atwo umkn potrafi". Dopiero nad ranem,
 gdy ludzi ogarno tak wielkie znuenie, i ze snu walili si z
 ng, poczli gin do gsto. May rycerz, Ketling,
 Myliszewski i Kwasibrocki odpowiadali z zamkw na ogie
 turecki. Pan genera podolski raz w raz do nich zaglda i
 chodzi wrd gradu kul frasobliwy, ale na niebezpieczestwo
 nie baczcy.
 Wszelako ku wieczorowi, gdy ogie jeszcze si powikszy, pan
 Potocki zbliy si do Woodyjowskiego.
 - Moci pukowniku - rzek - nie utrzymamy si tu.
 - Pki poprzestaj na strzelaniu - odrzek may rycerz - pty si
 utrzymamy, ale oni minami nas std wysadz, bo kuj.
 - Zali kuj istotnie? - spyta niespokojnie pan genera.
 Na to Woodyjowski:
 - Siedmdziesit armat gra i grzmot jest prawie nieustajcy, ale
 przecie zdarzaj si chwile cichoci. Jak taka nadejdzie, niech
 jeno wasza dostojno dobrze nadstawi ucha, a usyszy.
 Na ow chwil nie potrzebowali istotnie dugo czeka, tym
 bardziej e wypadek przyszed im w pomoc. Oto jedno z dzia
 burzcych tureckich pko. Sprowadzio to pewne zamieszanie;
 z innych szacw posano pyta, co si dzieje, i nastaa przerwa
 w strzelaniu.
 Wwczas pan Potocki z Woodyjowskim zbliyli si do samego
 koca jednego z zamkowych wyczkw i poczli sucha. Po
 pewnym czasie uszy ich uowiy dosy wyranie dwikliwe
 odgosy kilofw bijcych w skaln cian.
 - Kuj - rzek pan Potocki.
 - Kuj - powtrzy may rycerz.
 Po czym zamilkli. Wielki niepokj pojawi si w twarzy
 generaa; podnis rce i skronie domi przycisn. Widzc to
 Woodyjowski rzek:
 - Zwyczajna to rzecz w kadym obleniu. Pod Zbaraem ryli
 pod nami dzie i noc. Pan jenera podnis gow.
 - Co Winiowiecki na to robi?
 - Przenosilimy si z obszerniejszych waw w coraz
 cianiejsze.
 - A nam co czyni przystoi?
 - Nam naley dziaa, a z nimi co mona zabra i do starego
 zamku si przenie, bo stary na takich skaach fundowan, e i
 minami ich nie rozsadz. Zawszem tak mniema, e nowy
 posuy tylko na to, eby da pierwszy wstrt nieprzyjacielowi,
 potem trzeba nam go bdzie samym od czoa prochami
 wysadzi i prawdziwa obrona pocznie si dopiero w starym.
 Nastaa chwila milczenia i jenera pochyli znw stroskan
 gow.
 - A jeli nam i ze starego zamku przyjdzie ustpi? Gdzie
 ustpimy?- pyta zamanym gosem.
 Na to wyprostowa si may rycerz, ruszy wsikami i ukaza
 palcem na ziemi.
 - Ja jeno tam ! - rzek.
 W tej chwili dziaa zaryczay na nowo i cae stada granatw
 poczy lecie na zamek, ale e ju mrok by na wiecie, wic
 byo je wida doskonale. Pan Woodyjowski, poegnawszy si
 z generaem, poszed wzdu murw i przechodzc od jednej
 baterii do drugiej, wszdy zachca, rady dawa, wreszcie
 spotkawszy si z Ketlingiem rzek:
 - A co?
 w umiechn si sodko.
 - Widno od granatw jak w dzie - rzek ciskajc rk maego
 rycerza- nie auj nam ognia!
 - Dziao im znaczne pko. Ty wysadzi?
 - Ja.
 - Spa mi si chce okrutnie.
 - I mnie, ale nie czas.
 - Ba - rzek Woodyjowski - i oniska musz by niespokojne;
 na t myl sen odbiega.
 - Modl si za nas - rzek Ketling wznoszc oczy ku leccym
 granatom.
 - Daje Bg zdrowie mojej i twojej!
 - Midzy ziemiankami - pocz Ketling - nie ma...
 Lecz nie dokoczy, bo may rycerz, zwrciwszy si w tej
 chwili ku wntrzu zamku, krzykn nagle wielkim gosem:
 - Dla Boga! rety! co ja widz!
 I skoczy przed siebie. Ketling obejrza si ze zdziwieniem: o
 kilkanacie krokw na podworcu zamkowym ujrza Bak w
 kompanii pana Zagoby i mudzina Pitki.
 - Pod mur! pod mur! - krzycza may rycerz cignc ich co
 prdzej pod przykrycie blankowe. - Dla Boga!...
 - Ha! - mwi przerywanym gosem, sapic, pan Zagoba -daj tu
 sobie z tak rady! Prosz, perswaduj: "Zgubisz siebie i mnie!"
 - klkam, nic!
 Miaem j sam puci, co?... Uf! nic nie pomaga! nic nie
 pomaga! "Pjd i pjd!" Masz j!
 Basia miaa przestrach w twarzy i brwi jej drgay jak do paczu.
 Ale nie granatw si baa, nie grzmotu kul, nie rozprynitych
 kamieni, tylko gniewu ma. Wic rce zoya jak dziecko
 obawiajce si kary i pocza woa kajcym gosem :
 - Nie mogam, Michaku! jak ciebie kocham, nie mogam! Mj
 Michaku, nie gniewaj si! Ja nie mog tam siedzie, kiedy ty tu
 gorzejesz, nie mog, nie mog!... On zacz si w istocie
 gniewa, ju zakrzykn: "Baka, Boga si nie boisz!" - lecz
 nagle porwao go rozczulenie, gos mu uwiz w gardle i dopiero
 gdy ta najdrosza jasna gowa spocza na jego piersiach, ozwa
 si:
 - Mj ty przyjacielu wierny do mierci, mj ty!...
 I obj j rkoma.
 A tymczasem Zagoba, wcisnwszy si w zaamanie muru,
 mwi pospiesznie do Ketlinga:
 - I twoja chciaa i, jenomy j zwiedli, e nie idziemy. Jake!
 w takowym stanie... jenera artylerii ci si urodzi, szelm
 jestem, jeli nie jenera... Ha! na most od miasta do zamku
 padaj granaty jak gruszki... Mylaem, e si rozpukn... ze
 zoci, nie ze strachu... Przewrciem si na ostre czerepy i
 podarem sobie tak skr, e przez tydzie bez blu nie usid.
 Zakonnice musz mnie smarowa, na modesti nie uwaajc...
 Uf! A te szelmy strzelaj i strzelaj, eby ich pioruny
 wystrzelay!... Pan Potocki mnie komend chce odda... Dajcie
 pi onierzom, bo nie wytrzymaj... Patrzcie na ten granat!
 Dalibg! blisko tu gdzie padnie... Osocie Bak! Dalibg,
 blisko!...
 Lecz granat upad daleko, nie blisko, bo a na dach kaplicy
 luterskiej w starym zamku. Tam, e sklepienie byo bardzo
 mocne, zniesiono amunicj, lecz pocisk przebi sklepienie i
 zapali prochy. Huk potny, silniejszy od grzmotu dzia,
 wstrzsn posadami obu zamkw. Z blankw ozway si gosy
 przeraenia - armaty i polskie, i tureckie umilky.
 Ketling porzuci Zagob, pan Woodyjowski Basi i co siy w
 nogach skoczyli obaj na mury. Przez chwil sycha byo, jak
 obaj wydawali zdyszanymi piersiami rozporzdzenia, lecz
 komend ich zguszyo warczenie bbnw w szacach
 tureckich.
 - Do ataku pjd! - szepn Zagoba Basi.
 Jako Turcy usyszawszy wybuch wyobrazili sobie widocznie,
 e oba zamki musz by zrujnowane, a obrocy czci
 zagrzebani w gruzach, czci przejci strachem. W tej myli
 gotowali si do szturmu. Gupi! nie wiedzieli, i sama tylko
 kaplica luterska wyleciaa w powietrze, wybuch za prcz
 wstrznienia nie przyczyni innych szkd i nawet adne dziao
 nie wypado z oa na nowym zamku. Atoli w szacach
 warczenie bbnw stao si coraz gortsze. Tumy janczarw
 zsuny si z szacw i biegy kusem ku zamkowi. Ognie na
 zamku i w przykopach tureckich pogasy wprawdzie, ale noc
 uczynia si pogodna i przy wietle ksiyca wida byo zbit
 mas biaych czapekjanczarskich koyszc si od biegu na
 ksztat fali poruszanej wiatrem. Szo kilka tysicy janczarw i
 kilkaset "damaku". Wielu z nich nie miao nigdy ju ujrze
 stambulskich minaretw, jasnych wd Bosforu i ciemnych
 cyprysw cmentarnych, ale teraz biegli z zaciekoci i nadziej
 pewnego zwycistwa w sercach.
 Woodyjowski bieg, jak duch, wzdu murw.
 - Nie strzela! Czeka komendy! - woa przy kadym dziale.
 Dragoni z muszkietami pooyli si wiankiem na blankach
 dyszc zawzitoci. Nastaa cisza, sycha byo tylko odgos
 szybkiego stpania janczarw, jak przyguszony grzmot. Im byli
 bliej, tym byli pewniejsi, e jednym zamachem ogarn oba
 zamki. Wielu mniemao, e resztki obrocw cofny si ju do
 miasta i e na blankach pustka. Dobiegszy do fosy poczli j
 zarzuca faszyn, worami baweny, pkami somy i zarzucili w
 mgnieniu oka.
 Na murach bya cigle cisza.
 Lecz gdy pierwsze szeregi wstpiy ju na podciel, ktr
 zarzucona bya fosa, w jednym wrbie blankowym hukn
 wystrzaz pistoletu, a jednoczenie prawie przeraliwy gos
 zawoa:
 - Ognia !
 I zaraz oba wyczki i czce je wyduenie czoowe zawieciy
 dug byskawic pomienia; rozleg si grzmot dzia,
 grzechotanie samopaw i muszkietw, wrzask obrocw,
 wrzask napastnikw. Jak kiedy dziryt, rzucony rk tgiego
 osacznika, uwinie do poowy w brzuchu niedwiedzia, w
 zwija si w kb, ryczy, rzuca si, miota, wypra i znw si
 zwija- tak wanie skbiy si tumy janczarw i damaku. Ni
 jeden strza przeciwnikw nie by daremny. Dziaa nabite
 kartaczami po prostu kady ludzi mostem, jak wiatr gwatowny
 kadzie za jednym podmuchem an zboowy.
 Ci, ktrzy uderzyli na wyduenie czce wyczki, znaleli si
 w trzech ogniach - i ogarnici przeraeniem, poczli zbija si w
 bezadn kup do rodka, cielc si tak gstym trupem, i
 tworzyy si z nich drgajce wzgrza. Ketling miesza
 kartaczami z dwch dzia w tej kupie, wreszcie gdy poczli
 ucieka, zamkn deszczem elaza i oowiu wskie ujcie
 midzy wyczkami.
 Atak zosta na caej linii odparty, wic gdy janczarowie i
 damak, odbieawszy fosy, uciekali jak obkani z rykiem
 przestrachu - w szacach tureckich poczto ciska zapalone
 manice, pochodnie oraz pali sztuczne ognie prochowe, dzie
 z nocy czynice, aby uciekajcym drog owieci i
 spodziewanej wycieczce pocig utrudni.
 Tymczasem pan Woodyjowski, widzc ow kup zamknit
 midzy wyczkami, skrzykn dragonw i spuci si wraz z
 nimi ku niej. Owi nieszczni raz jeszcze prbowali wydosta
 si przez ujcie, lecz Ketling zasypywa je tak okropnie, e
 wnet zatkao si stosem trupw jak wa wysokim. ywym
 pozostawao tylko zgin, bo obrocy nie chcieli bra jecw,
 wic poczli si broni okropnie. Tgie chopy zbijajc si w
 mae gromadki, po dwch, trzech, po piciu - i podpierajc
 jeden drugiego plecami, zbrojni w dzidy, berdysze, jatagany i
 szable, siekli zapamitale. Strach, przeraenie, pewno mierci,
 rozpacz zmieniy si w nich w jedno uczucie wciekoci.
 Ogarno ich uniesienie bojowe. Niektrzy rzucali si w
 zapamitaniu pojedynczo na dragonw. Tych roznoszono w
 mgnieniu oka na szablach. Bya to walka dwch furii, bo i
 dragonw z trudu, bezsennoci, godu ogarna zwierzca
 zawzito na tego nieprzyjaciela, e za przewyszali go
 biegoci w walce na bia bro, wic szerzyli klski okropne.
 Ketling, ze swej strony, chcc rozwidni pole walki rozkaza
 take pozapala manice ze smo i przy ich blasku wida byo
 niepohamowanych Mazurw cinajcych si z janczarami na
 szable, wodzcych si za by i za brody. Szczeglniej srogi
 Lunia szala na ksztat rozhukanego byka. Na
 kocu drugiego skrzyda walczy sam pan Woodyjowski,
 wiedzc za, e Baka spogldaa na niego z murw, przeszed
 sam siebie. Jak gdy zjadliwa asica wdarszy si w stert zboa,
 przez rojowisko myszy zamieszka, czyni w nich rze
 straszliw, tak i may rycerz rzuca si na podobiestwo ducha
 zniszczenia midzy janczarami. Ju imi jego znane byo
 midzy Turkami i z poprzednich walk, i z opowiada Turkw
 chocimskich; ju byo powszechne mniemanie, e aden
 czowiek, ktry si z nim spotka, nie odejmie si mierci; wic
 niejeden z tych janczarw zamknitych teraz w wyczkach,
 ujrzawszy go nagle przed sob nie broni si nawet, ale
 przymknwszy oczy kona pod ciosem rapiera, ze sowem
 "kiszmet" na ustach. Wreszcie opr ich osab; reszta rzucia si
 pod w wa trupw zagradzajcy ujcie i tam ich docito.
 Dragoni wrcili teraz przez wymoszczon fos ze piewem i
 krzykiem, zziajani, pachncy krwi; nastpnie dano jeszcze
 kilka strzaw dziaowych z szacw tureckich i z zamku, po
 czym nastaa cisza. Tak skoczya si owa walka armat od
 kilku dni trwajca, a ukoronowana przez szturm janczarw.
 - Chwaa Bogu - rzek may rycerz - bdzie spoczynek
 przynajmniej do jutrzejszej "kindii", a naley si nam
 sprawiedliwie.
 Lecz by to wzgldny spoczynek, bo gdy noc staa si jeszcze
 gbsza, w ciszy rozleg si znowu dwik kilofw bijcych w
 skaln cian.
 - Gorsze to od dzia! - rzek nasuchujc Ketling.
 - Ot, wycieczk by wyprowadzi - zauway may rycerz - ale
 niepodobna, ludzie zbyt fatigati. Nie spali i nie jedli, cho byo
 co, bo czasu nie starczyo. Zreszt przy grnikach stoi zawsze
 na stray kilka tysicy damaku i spahw, aby za nie mieli
 jakowej z naszej strony przeszkody. Nie ma innej rady, jeno
 sami musimy nowy zamek wysadzi, a do starego si schroni.
 - Nie dzi to ju - odpowiedzia Ketling. - Patrz, ludzie popadali
 jak snopy i pi kamiennym snem. Dragoni nawet szabel nie
 obtarli.
 - Baka, do miasta i spa! - rzek nagle may rycerz.
 - Dobrze, Michaku - odpowiedziaa pokornie Basia - pjd, jak
 kaesz. Ale tam klasztor ju zamknity, wic wolaabym tu
 osta i nad twoim snem czuwa.
 - Dziw to jest - rzek may rycerz - po takim trudzie sen mnie
 odbiea i wcale si nie chce gowy przytuli...
 - Bo w sobie krew rozbuja, z janczary si zabawiajc- rzek
 Zagoba.- Tak i ze mn zawsze bywao. Po bitwie nijak spa
 nie mogem. Ale co si tycze Baki, co si ma po nocy wlec do
 zamknitej furty; niech ju tu lepiej do porannej "kindii"
 zostanie.
 Basia uciskaa z radoci pana Zagob, may za rycerz widzc,
 jak bardzo jej o to chodzi, rzek:
 - To pjdmy do komnat.
 I poszli. Lecz pokazao si, i w komnatach peno byo kurzawy
 wapiennej, ktrej naczyniy kule wstrzsajc cianami.
 Niepodobna w nich byo wytrzyma, wic po niejakim czasie
 Basia z mem wyszli na powrt ku murom i umiecili si w
 niszy po zamurowaniu starej bramy pozostaej.
 Tam on siad i wspar si o mur, a ona przytulia si do niego
 jak dziecko do matki. Noc bya sierpniowa, ciepa i sodka.
 Ksiyc owieca srebrnym wiatem wgbienie, tak e twarze
 maego rycerza i Basi byy skpane w blasku. Poniej, na
 podwrzu zamkowym, wida byo upione kupy onierzy, a
 take i ciaa zabitych podczas dziennej strzelaniny, bo nie
 znaleziono dotd czasu na ich pogrzebanie. Ciche wiato
 miesica pezao po tych kupach, jakby w samotnik niebieski
 chcia wiedzie, kto pi tylko ze znuenia, a kto ju usn snem
 wiecznym. Dalej rysowaa si ciana gwnej budowy
 zamkowej, od ktrej pada czarny cie na poow podwrza.
 Z zewntrz murw, gdzie midzy wyczkami leeli pocici
 mieczami janczarowie, dochodziy gosy mskie. To ciurowie i
 ci z dragonw, ktrym up milszy by od snu, obdzierali ciaa
 polegych. Latarki ich migotay po pobojowisku na ksztat
 czerwi witojaskich. Niektrzy nawoywali si z cicha, a
 jeden piewa pgosem pie sodk i nie licujc z zajciem,
 ktremu si w tej chwili oddawa:
 Nic mi po rebrze, nic mi po zocie,
 Nic po chudobie-
 Niech z godu zamr przy krzywym pocie,
 Byle przy tobie!
 Lecz po niejakim czasie ruch w pocz ustawa i nareszcie
 usta zupenie. Uczynia si cisza, ktr przeryway tylko
 dalekie odgosy kilofw amicych wci ska i nawoywania
 stray na murach. Ta cisza, wiato i noc przepyszna upoiy
 maego rycerza i Basi. Stao im si nie wiadomo dlaczego
 tskno i troch smutno, chocia bogo. Baka pierwsza
 podniosa oczy na ma i widzc, e ma renice otwarte,
 spytaa:
 - Michaku, nie pisz?
 - A dziwno, ale nic si nie chce.
 - A dobrze ci tu jest?
 - Dobrze. A tobie?
 Baka pocza krci jasn gwk.
 - Oj, Michaku, tak dobrze, oj! oj! Syszae, co w tam
 piewa?
 Tu powtrzya ostatnie sowa piosenki:
 Niech z godu zamr przy krzywym pocie,
 Byle przy tobie!
 Nastaa chwila milczenia, ktr przerwa may rycerz:
 - Baka ! - rzek - suchaj no, Baka !
 - Co, Michaku?
 - Bo prawd rzekszy, okrutnie nam dobrze ze sob i tak myl,
 e gdyby jedno z nas polego, to by drugie bez miary tsknio. 
 Basia doskonale zrozumiaa, e may rycerz mwic: "gdyby
 jedno z nas polego" zamiast: "umaro" - siebie mia na myli.
 Przyszo jej do gowy, e on moe nie spodziewa si wyj
 ywym z tego oblenia, e chce j oswoi z tym terminem,
 wic straszne przeczucie cisno jej serce i zoywszy rce
 rzeka:
 - Michale, miej miosierdzie nad sob i nade mn!
 Gos maego rycerza by nieco wzruszony, cho spokojny.
 - A widzisz, Baka, e nie masz susznoci - rzek - bo tak
 wziwszy tylko na rozum, c to jest to ycie doczesne? Przez
 co tu kark krci? Komu tu bdzie dostatkiem smakowa
 szczliwo i kochanie, kiedy wszystko kruche jako zescha
 ga, co?
 Lecz Basia pocza si trz z paczu i powtarza:
 - Nie chc, nie chc, nie chc!
 - Jak mi Bg miy, tak nie masz susznoci - powtrzy may
 rycerz.- Ot, uwaasz, tam w grze, za onym cichym
 miesicem, jest kraina wiekuistej szczliwoci. O takiej to mi
 gadaj ! Kto si na tamt lewad dostanie, ten dopiero sobie
 odsapnie, jakby po dugiej drodze - i pasie si spokojnie. Jak na
 mnie termin przyjdzie (a to przecie onierska rzecz), zaraz
 sobie powinna powiedzie: "Nic to!" Po prostu powinna sobie
 powiedzie:
 "Micha odjecha, prawda, e daleko, dalej jak std na Litw,
 ale nic to! Bo i ja za nim pod." Baka, no, cicho, nie pacz!
 Ktre pierwsze odjedzie, to drugiemu kwater przygotuje - i
 caa sprawa. Tu przyszo na niego jakby widzenie rzeczy
 przyszych, bo oczy podnis ku miesicznemu blaskowi i tak
 dalej mwi:
 - Co to doczesno! Dajmy, e ja ju tam bd, a tu kto puka
 do niebieskich podwoi. wity Piotr otwiera; patrz ja: kto?
 moja Baka! Rety! o! to dopiero skocz! o! to dopiero
 zakrzykn! Miy Boe! sw w gbie brak! I nie bdzie
 pakania, jeno wieczne wesele, i nie bdzie pogan ni armat, ni
 min pod murami, jeno spokj i szczliwo! Ej, Baka,
 pamitaj: nic to!
 - Michale, Michale! - powtarzaa Basia.
 I znowu nastaa cisza, przerywana tylko odlegym monotonnym
 dwiczeniem kilofw.
 Wreszcie Woodyjowski ozwa si:
 - Baka, zmwimy sobie teraz pacierz.
 I te dwie dusze, czyste jak zy, poczy si modli. W miar jak
 odmawiali pacierze, spywa na oboje spokj, a potem zmorzy
 ich sen i usnli a do pierwszego brzasku. Pan Woodyjowski
 odprowadzi nastpnie Basi, jeszcze przed "kindi" porann,
 a do mostu czcego stary zamek z miastem, na odchodnym
 za rzek jej :
 - Pamitaj, Baka: nic to!
 Rozdzia LV 
 Grzmot dzia wstrzsn zaraz po "kindii" zamkami i miastem.
 Ju Turcy wyryli fos wzdu zamku na piset okci dug, w
 jednym miejscu za ju si przy samym murze w gb
 dobywali. Z fosy owej szed na mury nieustanny ogie
 janczarek. Obleni czynili zasony ze skrzanych worw
 wypchanych wen, lecz e z szacw miotano bezustannie
 faskule i granaty, przeto koo armat pada trup bardzo gsto.
 Przy jednym dziale granat zabi od razu szeciu ludzi z piechoty
 Woodyjowskiego, przy innych raz w raz padali puszkarze. Do
 wieczora spostrzegli przywdcy, e trzyma si duej
 niepodobna, zwaszcza e i miny mogy ju lada chwila
 wybuchn. W nocy wic zeszli si rotmistrzowie ze swymi
 sotniami i do rana przenoszono wrd cigej strzelaniny
 wszystkie armaty, prochy i zapasy ywnoci na stary zamek.
 Ten, i na opoce by fundowany, duej mg wytrzyma, a
 zwaszcza trudniej byo pod niego si podkopa. Pan
 Woodyjowski, zapytywany o to na radzie, rzek, i byle nikt
 ukadw nie poczyna, gotw i rok si broni. Sowa jego
 doszy do miasta i wlay niezmiern otuch w serca, wiedziano
 bowiem, e may rycerz sowo zdziery, choby yciem mia za
 to przypaci.
 Opuszczajc jednak nowy zamek, podoono silne miny pod
 oba wyczki i front. Miny wybuchy z wielkim hukiem okoo
 poudnia, lecz nie przyczyniy wielkiej szkody Turkom, bo ci,
 pamitajc wczorajsz nauk, jeszcze si nie byli omielili zaj
 opuszczonego miejsca. Natomiast oba wyczki, front i gwna
 cz nowego zamku utworzyy jeden olbrzymi wa gruzw.
 Gruzy owe utrudniay wprawdzie przystp do starego, ale
 daway doskona zason strzelcom, a co gorzej grnikom,
 ktrzy nie zraeni widokiem potnej opoki, wnet now min
 wierci poczli. Czuwali nad t prac biegli inynierowie woscy
 i wgierscy, na subie sutaskiej bdcy, i praca sza sporo.
 Obleni nie mogli "zraa" nieprzyjaciela ni z dzia, ni z
 muszkietw, bo go wida nie byo. Zamyla pan Woodyjowski
 o wycieczce, lecz zaraz nie mona byo jej przedsibra.
 onierze zbyt byli strudzeni. Dragonom porobiy si na
 prawych ramionach od ustawicznego przykadania kolb sine
 narywy, tak wielkie jak bochny chleba. Niektrzy prawie
 zupenie nie mogli rk poruszy; tymczasem stao si
 widoczne, i jeli kowanie miny potrwa jeszcze jaki czas bez
 przerwy, to gwna brama zamkowa niechybnie w powietrze
 zostanie wysadzona. Przewidujc to pan Woodyjowski kaza
 za t bram sypa wysoki wa i nie tracc otuchy mwi:
 - A co mi tam! wyleci brama, to si zza wau bdziem broni;
 wyleci wa, to przedtem usypiem drugi - i tak dalej, pki okie
 gruntu bdziem czu pod nogami. Lecz pan jenera podolski
 utraciwszy wszelk nadziej pyta:
 - A gdy i okcia zbraknie?
 - To i nas zbraknie! - odpowiedzia may rycerz.
 Tymczasem kaza miota na nieprzyjaciela rczne granaty,
 ktre wiele szkd czyniy. Najsprawniejszym w tej robocie
 okaza si pan porucznik Dbiski, ktry bez liku Turkw nabi,
 pki mu zbyt wczenie zapalony granat nie pk w rku i
 cakiem onej nie urwa. W ten sposb poleg i kapitan Szmit.
 Wielu gino od dziaowego ognia, wielu od rcznej broni, z
 ktrej strzelali janczarowie wrd gruzw nowego zamku
 ukryci. Przez ten czas z dzia zamkowych mao strzelano, czym
 niepomau stropili si panowie rada w miecie. - Nie strzelaj,
 to ju wida i sam Woodyjowski zwtpi o obronie - takie byo
 powszechne mniemanie. Z wojskowych aden nie mia
 pierwszy wypowiedzie, e pozostaje ju tylko najlepsze
 kondycje uzyska; ale ksidz biskup, pren rycerskich ambicji,
 gono to
 wypowiedzia. Przedtem jednak posano jeszcze pana
 Wasilkowskiego do generaa po wiadomoci z zamku. w
 odpisa: "Zdaniem moim zamek i do wieczora si nie utrzyma,
 ale tu myl inaczej."
 Po przeczytaniu tej odpowiedzi nawet i wojskowi poczli
 mwi:
 - Czynilimy, comy mogli, nikt tu siebie nie oszczdza, ale jak
 nie mona, to nie mona - i trzeba si o kondycj uoy.
 Sowa te wydostay si na miasto i spowodoway wielkie
 zbiegowisko. Tum sta przed ratuszem niespokojny; milczcy,
 raczej nieprzychylny ni przychylny ukadom. Kilku bogatych
 kupcw ormiaskich cieszyo si po cichu w sercach, e
 oblenie si skoczy, a targi si rozpoczn; lecz inni Ormianie,
 z dawien dawna w Rzeczypospolitej osiedli i wielce jej
 przychylni, a dalej Lachowie i Rusini chcieli si broni.
 - Mielimy si poddawa, to lepiej byo od razu - szemrano tu i
 owdzie - bo wtedy sia daoby si byo uzyska, a teraz
 kondycje nie bd askawe, wic lepiej si pod gruzem
 pogrzeba.
 I pomruk niezadowolenia stawa si coraz goniejszy, a nagle i
 niespodzianie zmieni si w okrzyki uniesienia i wiwaty.
 Co si stao? Oto na rynku pojawi si pan Woodyjowski w
 towarzystwie pana Humieckiego, bo ich jenera umylnie
 wysa, aby sami zdali spraw z tego, co si w zamku dzieje.
 Tumy ogarn zapa. Niektrzy krzyczeli tak, jakby ju Turcy
 wdarli si do miasta; innym zy napyway do oczu na widok
 uwielbionego rycerza, na ktrym zna byo trudy
 nadzwyczajne. Twarz mia sczernia od dymu prochowego i
 wychud, oczy czerwone i wpadnite, lecz spoglda wesoo.
 Gdy obaj z Humieckim przedarli si wreszcie przez
 zbiegowisko i weszli na rad, i tam powitano ich radonie,
 ksidz biskup za rzek zaraz:
 - Bracia kochani! Nec Hercules contra pluresl Pisa nam ju pan
 jenera, e musicie si podda.
 Na to Humiecki, ktry by czowiek bardzo ywy, a do tego
 mony familiant, nie ogldajcy si na ludzi, odrzek ostro:
 - Pan jenera gow straci; ma jeno t cnot, e jej nadstawia.
 Co do obrony, odstpuj gosu panu Woodyjowskiemu, bo
 lepiej ode mnie potrafi o tym powiedzie.
 Wszystkie oczy zwrciy si na maego rycerza, on za ruszy
 tymi wsikami i odrzek:
 - Dla Boga! kto tu o poddaniu wspomina? Alboemy to nie
 przysigli Bogu ywemu, e jeden na drugim padniem?
 - Przysigalimy, e uczynim, co w mocy naszej, i uczynilimy
 wszystko! - odrzek ksidz biskup.
 - Kto co obiecywa, niech za to odpowiada! Jam z Ketlingiem
 przysiga, e do mierci zamku nie damy - i nie damy, bo
 jelim ja obowizany kademu czowiekowi sowa
 kawalerskiego dotrzyma, to c dopiero Bogu, ktren szar
 wszystkich przenosi?
 - No, a jak z zamkiem? Syszelimy, e mina pod bram?
 Dugo wytrzymacie? - pytay liczne gosy.
 - Mina pod bram jest albo bdzie, ale te ju i wa przed
 bram grzeczny si wznosi, i hakownice kazaem na niego
 pozaciga. Bracia kochani, bjcie si ran boskich; pomylcie,
 e poddajc si trzeba bdzie kocioy w rce pogan odda,
 ktrzy je na meczety pozamieniaj, aby w nich sprosnoci
 odprawowa! Jake to z tak lekkim sercem o poddaniu
 mwicie? Jakim sumieniem chcecie otworzy furt srogiemu
 nieprzyjacielowi do serca ojczyzny? Ja w zamku siedz i min
 si nie boj, a wy si ich w miecie, opodal, boicie? Na miy
 Bg! nie dajmy si, pkimy ywi! Niech pami tej obrony
 midzy potomnymi zostanie, jako zbaraska zostaa! 
 - Zamek w kup gruzw Turcy obrc ! - odrzek jaki gos.
 - To niech obrc! Z kupy gruzw te si broni mona!
 Tu zbrako nieco cierpliwoci maemu rycerzowi:
 - I bd si z kupy gruzw broni, tak mi dopom Bg!
 Wreszcie powiadam tak: zamku nie poddam! Syszycie?
 - I miasto zgubisz? - pyta ksidz biskup.
 - Mali na Turka pj, to wol je zgubi! Przysigem! Wicej
 sw nie bd traci i id sobie z powrotem midzy armaty, bo
 te Rzeczypospolitej broni, zamiast j przedawa!
 To rzekszy wyszed, a za nim Humiecki trzasn drzwiami na
 odchodnym i obaj bardzo spieszyli, byo im bowiem istotnie
 lepiej wrd gruzw, trupw, kul ni wrd ludzi maej wiary.
 Po drodze dogna ich pan Makowiecki.
 - Micha - rzek - powiadaj prawd, zali dla dodania serca tylko
 o oporze mwi, czyli te naprawd potrafisz w zamku
 wytrzyma?
 May rycerz ramionami ruszy.
 - Jak mi Bg miy! Niech miasta nie poddaj, a bd si rok
 broni!
 - Czemu nie strzelacie? Ludzie si tym strasz i dlatego o
 poddaniu gadaj.
 - Nie strzelamy, bomy rzucaniem rcznych granatw byli
 zabawni, ktre te znaczne szkody w grnikach uczyniy.
 - Suchaj, Micha, macieli w zamku takowe obrony, bycie i w
 ty od Ruskiej bramy bili? Gdyby bowiem (uchowaj Boe!)
 Turcy tam przerwali, to si do bramy dostan. Ja ze
 wszystkich si pilnuj, ale z samymi mieszczany, bez onierzy,
 rady nie dam.
 Na to may rycerz:
 - Nie frasuje si, miy bracie! Ju ja pitnacie dzia od tej
 strony wyrychtowa. O zamek take bdcie spokojni. Nie
 tylko sami si obronim, ale jak bdzie trzeba, to i wam do bram
 posiek damy.
 Usyszawszy to pan Makowiecki uradowa si bardzo i ju
 chcia odchodzi, gdy may rycerz zatrzyma go jeszcze i spyta:
 - Powiedz, ty czciej tam na tych radach bywasz, chcli oni
 tylko nas dowiadczy czyli te naprawd Kamieniec wyda w
 rce sutaskie zamierzaj?
 Makowiecki spuci gow.
 - Micha - rzek - powiedz ty teraz szczerze, zali si na tym nie
 musi skoczy? Czas jaki bdziem si opiera, tydzie, dwa,
 miesic, dwa miesice, ale koniec bdzie jednaki.
 Spojrza na niego ponuro Woodyjowski, po czym podnisszy
 rce zakrzykn:
 - I ty, Brutusie, przeciw mnie? Ha! sami wwczas swoj hab
 spoywa bdziecie, bom ja do takiej strawy nie przywyk!
 I rozstali si z gorycz w sercach.
 Mina pod gwn bram starego zamku wybucha wkrtce po
 przybyciu Woodyjowskiego. Leciay cegy, kamienie, wstaa
 kurzawa i dym. Przestrach na chwil opanowa serca
 kanonierw. Turcy te sypnli si zaraz do wyomu, jak
 wsypuje si stado owiec przez otwarte drzwi do owczarni, gdy
 pastuch i potrzdkowie napdzaj je z tyu biczami. Lecz
 Ketling dmuchn w ow kup kartaczami z szeciu dzia
 przygotowanych poprzednio na wale; dmuchn raz, drugi,
 trzeci i wymit j z podwrca. Woodyjowski, Humiecki,
 Myliszewski nadbiegli z piechot i dragonami, ktrzy pokryli
 wa tak gsto, jak muchy pokrywaj w upalny dzie letni
 cierwo wou lub konia. Rozpocza si teraz walka muszkietw
 i janczarek. Kule paday na wa na ksztat deszczu lub ziarn
 zboa, ktre tgi chop szufl w gr wyrzuca. Turcy roili si w
 gruzach nowego zamku : w kadym doku, za kadym zamem,
 za kadym kamieniem, w kadej rozpadlinie ruin siedziao ich
 po dwch, trzech, piciu, dziesiciu i strzelali bez chwili
 spoczynku. Od strony Chocimia napyway im coraz nowe
 posiki. Puki szy za pukami i przypadszy midzy gruzy
 rozpoczynay natychmiast ogie. Cay nowy zamek by jak
 wybrukowany zawojami. Chwilami owe masy zawojw
 zryway si nagle z okropnym wrzaskiem i biegy do wyomu,
 lecz wwczas Ketling zabiera gos; bas dzia guszy
 grzechotanie samopaw, a stada kartaczy z wistem i
 straszliwym furkotaniem miesiy w tum, kady go mostem na
 ziemi i zamykay wyom drgajcymi kupami ludzkiego misa.
 Czterykro razy zrywali si janczarowie i czterykro Ketling
 odrzuca ich i rozprasza, jak burza rozprasza chmar lici. Sam
 on wrd ognia, dymu, rozprynitych grud ziemi i pkajcych
 granatw sta, do anioa wojny podobny. Oczy jego utkwione
 byy w wyom, a na jasnym czole nie byo zna najmniejszej
 troski. Czasem sam porywa lont od puszkarza i do dziaa
 przykada, czasem osania oczy rk i na skutek strzau
 spoglda, chwilami zwraca si z umiechem do pobliskich
 oficerw i mwi:
 - Nie wejd!
 Nigdy zacieko ataku nie rozbia si o tak furi obrony.
 Oficerowie i onierze szli ze sob w zawody. Zdawao si, e
 uwaga tych ludzi zwrcona jest na wszystko z wyjtkiem na
 mier. Ona za kosia gsto. Leg pan Humiecki, pan
 Mokoszycki, komendant Kijanw.Wreszcie schwyta si z
 jkiem za piersi biaowosy pan Kauszowski, stary
 Woodyjowskiego przyjaciel, onierz jak baranek agodny, jak
 lew straszliwy. Woodyjowski podtrzyma upadajcego, w za
 rzek:
 - Daj rk, daj prdko rk!
 Po czym doda:
 - Chwaa Bogu ! - i twarz staa mu si tak biaa jak broda i
 wsy.
 Byo to przed czwartym atakiem. Wataha janczarw dostaa si
 wwczas za wyom, a raczej nie moga si z przyczyny zbyt
 gsto leccych pociskw na powrt wydosta. Skoczy na nich
 na czele piechurw pan Woodyjowski i wybito ich w mgnieniu
 oka kolbami i onikami.
 Pyna godzina za godzin, ogie nie sab. Lecz tymczasem
 rozniosa si po miecie wie o bohaterskiej obronie i wzniecia
 zapa i bojow ochot. Lackie mieszczastwo, szczeglniej
 modzi, poczli skrzykiwa si po miecie, spoglda po sobie i
 podnieca si wzajemnie.
 - Pjdziem z pomoc na zamek! Pjdziem, pjdziem! Nie
 damy braciom gin! Dalej, chopcy!
 Takie gosy rozlegay si na rynku, przy bramach i wkrtce
 kilkuset ludzi, zbrojnych lada jako, ale z odwag w sercu,
 ruszyo ku mostowi. Turcy skierowali na natychmiast
 straszliwy ogie, tak e wnet usa si trupami, lecz cz
 przesza i zaraz pocza z wau przeciw Turkom z wielk
 ochot pracowa.
 Odbito wreszcie w czwarty atak z tak straszn dla Turkw
 szkod, i zdawao si, e musi nadej chwila wytchnienia.
 Prna nadzieja! Grzechot janczarek nie usta do wieczora.
 Dopiero gdy wieczorn "kindi" zagrano, armaty umilky i
 Turcy opucili gruzy nowego zamku. Pozostali oficerowie zeszli
 wwczas z wau na drug stron. May rycerz, nie tracc chwili
 czasu, rozkaza zaoy wyom, czym byo mona, wic
 kodami drzewa, faszyn, gruzem, ziemi. Piechota,
 towarzystwo, dragoni, szeregowcy i oficerowie pracowali a
 wycigi, bez rnicy szary. Spodziewano si, e lada chwila
 ozw si znw dziaa tureckie, ale ostatecznie dzie w by
 dniem wielkiego zwycistwa oblonych nad oblegajcymi,
 wic wszystkie twarze byy jasne, a dusze pony nadziej i
 chci dalszych zwycistw. Ketling z Woodyjowskim,
 wziwszy si po ukoczeniu roboty przy wyomie pod rce,
 obchodzili majdan i mury, wychylali si przez blanki, by
 spoglda na dziedzice nowego zamku, i radowali si niwem
 obfitym.
 - Trup tam ley przy trupie! - rzek ukazujc na gruzy may
 rycerz- a przy wyomie stosy takie, e cho drabin
 przystawiaj. Ketling! twoich to armat robota!...
 - Najlepsze to - odrzek rycerz - iemy tak w wyom zaoyli,
 e Turcy znw maj dostp zamknity i musz now min
 podkada. Potga ich jako morze nieprzebrana, ale takie
 oblenie za jaki miesic, dwa, musi si i mu przykrzy.
 - Przez ten czas pan hetman nady. Wreszcie, co bd si
 stanie, mymy przysig zwizani - rzek may rycerz.
 W tej chwili spojrzeli sobie w oczy, po czym Woodyjowski
 pyta ciszej:
 - A uczynie, com ci powiedzia?
 - Wszystko przygotowane - odszepn Ketling - ale myl, e
 do tego nie przyjdzie, bo naprawd moemy si tu jeszcze
 trzyma bardzo dugo i mie wiele dni takich jak dzisiejszy.
 - Daj, Boe, takie jutro!
 - Amen! - odrzek Ketling wznoszc ku niebu oczy.
 Dalsz rozmow przerwa im huk dzia. Granaty poczy znw
 i na zamek. Kilka ich pko jednak w grze i zgaso
 natychmiast na ksztat letnich byskawic.
 Ketling popatrzy okiem znawcy.
 - Na tym owo szacu, z ktrego wanie strzelaj - rzek -
 knoty maj przy granatach zbytnio wysiarkowane.
 - Zaczyna dymi i na innych! - odrzek Woodyjowski.
 I rzeczywicie tak byo. Jak gdy jeden pies ozwie si wrd
 cichej nocy, inne poczynaj mu wnet wtrowa, i w kocu caa
 wie brzmi szczekaniem -tak jedno dziao w szacach tureckich
 zbudzio wszystkie ssiednie i oblone miasto otoczy wieniec
 grzmotw. Tym razem strzelano jednak gwnie na miasto, nie
 na zamek. Natomiast z trzech stron ozwao si kowanie min.
 Widocznie, mimo i potna opoka udaremniaa niemal prac
 grnikw, Turcy postanowili koniecznie wysadzi to skalne
 gniazdo w powietrze.
 Z rozkazu Ketlinga i Woodyjowskiego poczto znw ciska
 rczne granaty kierujc si odgosem kilofw. Lecz po nocy nie
 mona byo pozna, czy ten sposb obrony przynosi jakow
 szkod oblegajcym. Przy tym wszyscy zwrcili oczy i uwag
 na miasto, na ktre leciay cae stada pomienistego ptactwa.
 Niektre pociski pkay w grze, lecz inne, zakreliwszy ognist
 krzywizn na niebie, wpaday midzy dachy domostw. Naraz
 krwawa una rozdara w kilku miejscach ciemnoci. Pon
 koci w. Katarzyny, cerkiew w. Jura w dzielnicy ruskiej, a
 wkrtce zapona i katedra ormiaska, ktra zreszt zapalona
 zostaa jeszcze w dzie, obecnie za rozgorzaa tylko pod
 granatami na nowo. Poar potnia z kad chwil i rozwidnia
 ca okolic.
 Krzyk z miasta dochodzi a do starego zamku. Mona byo
 mniema, e cae miasto si pali.
 - &#143;le to jest - mwi Ketling - bo w mieszczanach serce
 upadnie.
 - Niech wszystko sponie - odrzek may rycerz - byle opoka nie
 skruszaa, z ktrej si mona broni!
 Tymczasem krzyk wzmaga si coraz bardziej. Od katedry
 zajy si ormiaskie skady kosztownych towarw, zbudowane
 na rynku do tej narodowoci nalecym. Pony tam bogactwa
 wielkie w zocie, srebrze, dywanach, skrach i drogich
 materiach. Po chwili tu i owdzie jzyki ognia poczy si
 ukazywa nad domami.
 Woodyjowski zatrwoy si wielce.
 - Ketling! - rzek - pilnuj rzucania granatw i psowaj, co
 moesz, w robocie min, ja zasi poskocz do miasta, bo mi o
 panny dominikanki serce cierpnie. Bogu chwaa, e zamek
 ostawili w spokoju i e si oddali mog...
 W zamku nie byo istotnie w tej chwili wiele do roboty, wic
 may rycerz siad na ko i odjecha. Wrci dopiero po dwch
 godzinach w towarzystwie pana Muszalskiego, ktry ju po
 owym szwanku, poniesionym z rki Hamdiego, wydobrza, a
 teraz na zamek przybywa mniemajc, e przy szturmach
 bdzie mg ukiem znaczn klsk poganom zada i saw
 niepomiern uzyska.
 - Witajcie! - rzek Ketling - juem by niespokojny. Co tam u
 dominikanek?
 - Wszystko dobrze - odrzek may rycerz. -Ni jeden granat tam
 nie pk. Miejsce jest zaciszne i przezpieczne.
 - To chwaa Bogu! A Krzysia si tam nie trwoy?
 - Spokojna, jakoby u siebie w domu. Obie z Bak siedz w
 jednej celi, a pan Zagoba z nimi. Jest tam i Nowowiejski,
 ktremu przytomno wrcia. Prosi si ze mn na zamek, ale
 na nogach jeszcze nie moe dugo usta. Ketling, jed tam
 teraz, a ja ci tu zastpi.
 Ketling uciska Woodyjowskiego, bo go bardzo serce do
 kochanej Krzysi cigno, i zaraz sobie kaza konia podawa.
 Lecz nim go przyprowadzono, wypytywa jeszcze maego
 rycerza, co w miecie sycha?
 - Mieszczanie gasz ogie bardzo odwanie - odrzek may
 rycerz-ale bogatsi kupcy ormiascy widzc, e im si skady
 pal, wysali do ksidza biskupa deputacj z naleganiem, eby
 miasto podda. Dowiedziawszy si o tym, chociaem sobie
 obiecywa, e na te narady ich wicej nie pjd, poszedem.
 Tam daem w pysk jednemu, ktren najbardziej o poddanie
 nalega, za co ksidz biskup by na mnie krzyw. &#143;le,
 bracia! ju tam tchrz coraz bardziej ludzi oblatuje i coraz
 tasza im nasza do obrony gotowo.
 Gani nas tam, nie chwal, bo powiadaj, e na prno miasto
 naraamy. Syszaem take, e na Makowieckiego napadano za
 to, i si ukadom przeciwi. Sam ksidz biskup powiedzia mu:
 "Wiary ni krla nie odstpujemy, a na c dalszy opr przyda
 si moe? Widzisz (powiada), std zhabione witynie, panny
 poczciwe zniewaone i dziatw niewinn w jasyr wleczon? Z
 traktatem za (powiada) moem jeszcze los ich zapewni, a dla
 siebie wolny przechd warowa!" Tak mwi ksidz biskup, a
 pan jenera gow kiwa i powtarza: "Wolej bym zgin, ale to
 prawda!"
 - Dziej si wola boa ! -odpowiedzia Ketling.
 A Woodyjowski rce zaama.
 - I eby to cho bya prawda! - zakrzykn - ale Bg wiadek,
 e moemy si jeszcze broni!
 Tymczasem przyprowadzono konia. Ketling pocz siada
 pospiesznie. Woodyjowski za rzek mu na drog:
 - Ostronie przez most, bo tam gsto granaty padaj !
 - Za godzin wrc - rzek Ketling.
 I odjecha.
 Woodyjowski wraz z Muszalskim poczli obchodzi mury. W
 trzech miejscach ciskano rczne granaty, bo w trzech miejscach
 odzywao si kowanie. Po lewej stronie zamku kierowa t
 robot Lunia.
 - A jak tam idzie? - spyta Woodyjowski.
 - &#143;le, panie komendancie! - odrzek wachmistrz - juchy
 ju w skale siedz i ledwie przy wejciu czasem ktrego
 skorupa zawadzi. Niewielemy wskrali...
 W innych miejscach szo jeszcze gorzej, tym bardziej e niebo
 zaspio si i pocz pada deszcz, od ktrego zamakay knoty
 w granatach. Ciemno zawadzaa take robocie.
 Woodyjowski odprowadzi pana Muszalskiego nieco na stron i
 zatrzymawszy si rzek nagle:
 - Suchaj wapan! A ebymy tak poprbowali onych kretw w
 norach wydusi?
 - Widzi mi si: mier to pewna, bo przecie cae puki
 janczarskie ich strzeg ! Ha ! poprbujmy !
 - Puki ich strzeg, prawda, ale noc bardzo ciemna i atwo ich
 konfuzja ogarnie. A pomyl no wapan: w miecie o poddaniu
 myl; dlaczego? Bo mwi: "Miny pod wami, nie obronicie
 si!" - To by im si gby zamkny, gdyby tak jeszcze dzi w
 nocy posa z wieci: "Nie masz ju min!" Dla takiej sprawy
 wartoli gow naoy czyli nie warto?
 Pan Muszalski pomyla chwil, wreszcie zawoa:
 - Warto! dalibg, warto!
 - W jednym miejscu niedawno zaczli kowa - rzek
 Woodyjowski- i tych ostawim w spokoju, ale ot, z tej i z
 tamtej strony bardzo ju si wryli. Wemiesz wa
 pidziesiciu dragonw, wezm ja tylu i poprbujem ich
 przydusi. Masz wa ochot?
 - Ano, jest! ronie, ronie! Wezm za pas kilka gwodzi
 zadzierystych do gwodenia armat, moe si w drodze na
 jak hakownic natkniem.
 - Czy si natkniem, wtpi, cho kilka hakownic blisko stoi, ale
 wewa. Poczekamy tylko na Ketlinga, bo on lepiej od innych
 bdzie wiedzia, jak nam w nagym razie przyj w pomoc.
 Ketling przyjecha, jak obieca, jednej minuty nie uchybi, a w
 p godziny potem dwa oddziay dragonw, po pidziesit
 ludzi kady, zbliyy si do wyomu i poczy si przelizgiwa
 cicho na drug stron. Po czym znikli w ciemnoci. Ketling
 kaza rzuca jeszcze czas jaki granaty, ale krtko, wreszcie
 zawiesi robot i czeka. Serce bio mu niespokojnie, bo
 rozumia dobrze, jak zuchwae jest to przedsiwzicie. Upyn
 kwadrans, p godziny, godzina; zdawao si, e ju powinni
 byli doj i poczyna, tymczasem przyoywszy ucho do ziemi
 mona byo doskonale usysze spokojne kowanie.
 Nagle u stp zamku ozwa si z lewej strony wystrza
 pistoletowy, ktry zreszt w wilgotnym powietrzu i wobec
 strzelaniny z szacw nie rozleg si zbyt gono i byby moe
 przebrzmia bez zwrcenia na si uwagi zaogi, gdyby nie
 wrzawa straszliwa, jaka nastaa zaraz potem. "Doszli! -
 pomyla Ketling - ale czy wrc?" A tam zagrzmiay krzyki
 ludzkie, warczenie bbnw, wist piszczaek, wreszcie grzmot
 janczarek, pospieszny a bardzo bezadny. Strzelano ze
 wszystkich stron i tumnie; widocznie cae oddziay nadbiegy w
 pomoc grnikom, lecz jak przewidywa pan Woodyjowski,
 powsta zamt i konfuzja ogarna janczarw, ktrzy w obawie,
 aby wzajem si nie razi, obwoywali si wielkimi gosami,
 palc na olep i po czci w gr. Wrzaski i strzelanina
 wzmagay si z kad chwil. Jak gdy akome krwi kuny wedr
 si wrd guchej nocy do upionego kurnika, w cichym
 budynku powstaje nagle niezmierny harmider i wrzawa, i
 gdakanie - taki warcho uczyni si nagle wok zamku. Z
 szacw poczto ciska na mury granaty, aby rozwidni
 ciemno. Ketling, wyrychtowawszy kilkanacie dzia w
 kierunku straowych wojsk tureckich, odpowiedzia kartaczami.
 Rozgorzay aprosze tureckie, rozgorzay mury. W miecie
 poczto bi w dzwony na trwog, powszechne bowiem byo
 mniemanie, e Turcy wdarli si ju do fortecy. W szacach
 sdzono przeciwnie, i potna wycieczka oblonych atakuje
 wszystkie naraz roboty - i rozleg si alarm powszechny. Noc
 sprzyjaa zuchwaemu przedsiwziciu pana Woodyjowskiego i
 Muszalskiego, bo uczynia si bardzo ciemna. Wystrzay
 armatnie i granaty rozdzieray tylko na chwil pomrok, ktra
 potem stawaa si jeszcze czarniejsz. Na koniec upusty
 niebieskie otworzyy si nagle i poczy la potoki ddu.
 Grzmoty zguszyy strzelanin i zataczajc si koem, dudnic,
 huczc, budziy straszne echo w skaach. Ketling zeskoczy z
 waw, pobieg na czele kilkunastu ludzi do wyomu i czeka.
 Lecz nie czeka ju dugo. Wkrtce ciemne postacie zaroiy si
 midzy belkami, ktrymi zasonity by otwr.
 - Kto idzie? - krzykn Ketling.
 - Woodyjowski! - brzmiaa odpowied.
 I dwaj rycerze padli sobie po chwili w objcia.
 - C, jak tam? - pytali oficerowie, ktrych coraz wicej
 zbiegao si do wyomu.
 - Chwaa Bogu! grnicy wybici do nogi, narzdzia poamane i
 rozrzucone, na nic ich robota!
 - Chwaa Bogu ! chwaa Bogu !
 - A Muszalski ze swoimi jest ju?
 - Nie masz go jeszcze.
 - Moe by skoczy im w pomoc? Moci panowie! komu wola?
 Ale w tej chwili wyom zaroi si na nowo. To ludzie
 Muszalskiego wracali z popiechem i w znacznie pomniejszonej
 liczbie, bo ich sia od kul polego.
 Wracali jednak radonie, bo z rwnie pomylnym skutkiem.
 Niektrzy onierze poprzynosili kilofy, widry, oskardy do
 amania skay, na dowd, e byli w samej minie.
 - A gdzie pan Muszalski? - spyta Woodyjowski.
 - Prawda! Gdzie pan Muszalski? - powtrzyo kilka gosw.
 Ludzie spod komendy przesawnego ucznika poczli na si
 spoglda, wtem jeden dragon, mocno ranny, ozwa si sabym
 gosem:
 - Pan Muszalski poleg. Widziaem, jak pad, ja te padem koo
 niego, alem si podnis, on za osta...
 Rycerze bardzo si zmartwili usyszawszy o mierci ucznika,
 by to bowiem jeden z pierwszych kawalerw w wojskach
 Rzeczypospolitej. Wypytywano jeszcze dragona, jak si to
 stao, lecz w odpowiada nie mg, gdy krew ciurkiem z
 niego uchodzia, a wreszcie zwali si jak snop na ziemi.
 Rycerze za biada poczli z alu po panu Muszalskim.
 - Zostanie pami jego w wojsku - mwi pan Kwasibrocki - a
 kto to oblenie przeyje, ten imi jego bdzie wysawia.
 - Nie narodzi si ju taki drugi ucznik! - rzek jaki gos.
 - By to m najsilniejszy w rku w caym Chreptiowie - ozwa
 si may rycerz. - Talara on, palcem przycisnwszy, w wie
 desk cakiem wpycha. Jeden tylko pan Podbipita, Litwin, si
 go przenosi, ale w pod Zbaraem zabit, a z ywych chybaby
 pan Nowowiejski na rk mu wytrzyma.
 - Wielka, wielka strata - mwili inni. - Tylko dawniej rodzili si
 tacy kawalerowie. Tak uczciwszy pami ucznika poszli na
 wa. Woodyjowski wnet pchn goca z wiadomoci do pana
 generaa i ksidza biskupa, e miny popsowane, a grnicy przez
 wycieczk pobici.
 Z wielkim zdumieniem przyjto t nowin w miecie, ale - kt
 by si spodziewa! - z tajon niechci. I pan genera, i ksidz
 biskup byli zdania, e te chwilowe tryumfy miasta nie uratuj, a
 rozdrani tylko tym wicej srogiego lwa. Mogy by one
 poyteczne tylko w takim razie, gdyby mimo nich zgodzono si
 na poddanie, tote obaj gwni przywdcy postanowili dalej
 traktaty prowadzi.
 Lecz ani pan Woodyjowski, ani Ketling nie przypuszczali
 nawet na chwil, by taki tylko skutek miay wywrze przysane
 przez nich szczsne wieci. Byli, owszem, pewni, e teraz
 otucha wstpi w najsabsze serca i e wszyscy now ochot do
 zaciekego oporu rozgorzej. Bo miasta niepodobna byo wzi
 nie zdobywszy pierwej zamku, wic jeli zamek nie tylko si
 opiera, ale w dodatku gromi, obleni nie mieli najmniejszej
 potrzeby ucieka si do ukadw. Zapasw by dostatek,
 prochw take; wobec tego naleao tylko pilnowa bram i
 gasi poary w miecie.
 Podczas caego oblenia bya to najradoniejsza noc dla
 maego rycerza i dla Ketlinga. Nigdy nie mieli tak wielkiej
 nadziei, e i sami wyjd zdrowo z tych tureckich obiey, i
 rwnie zdrowo najdrosze gowy wyprowadz. 
 - Jeszcze par szturmw - mwi may rycerz - a jak Bg na
 niebie, Turcy si zniechc i godem bd nas chcieli zniewoli.
 A ow zapasw jest do. September ci to przy tym za pasem
 : za dwa miesice poczn si soty i zimna, niezbyt to
 wytrzymae wojska; niech raz dobrze przemarzn, to i odejd.
 - Wielu z nich z krain etiopskich pochodzi - odrzek Ketling -
 albo z rnych takich, w ktrych pieprz ronie, i tych lada
 zamrz zwarzy. Dwa miesice w najgorszym razie, nawet przy
 szturmach wytrzymamy. Niepodobna te przypuci, aby
 adna odsiecz nie przybya. Ocknie si wreszcie
 Rzeczpospolita, choby za nawet pan hetman wielkiej potgi
 nie zebra, podjazdami bdzie Turkw nka.
 - Ketling! tak mi si widzi, e nie wybia jeszcze nasza godzina.
 - W mocy to boej, ale i mnie si tak widzi, e do tego nie
 przyjdzie.
 - Chybaby ktren poleg, jak pan Muszalski! Ano! trudna rada!
 Szkoda mi okrutna pana Muszalskiego, cho kawalersk poleg
 mierci!
 - Nie daj nam Boe gorszej, byle nie zaraz, bo powiem ci,
 Micha, i al by mi byo... Krzysi.
 - Ba, a mnie Basi... No! pracujem szczerze, ale te miosierdzie
 jest nad nami. Okrutnie mi jako wesoo w duszy! Trzeba te
 bdzie i jutro czego znacznego dokaza!
 - Turcy porobili drewniane zasony z belek na szacach.
 Obmyliem taki sposb, jaki bywa do zapalania okrtw
 uywany: szmaty mocz si ju w smole i mam nadziej, e
 jutro do poudnia spal te wszystkie roboty.
 - Ha! - rzek may rycerz. - To ja wycieczk poprowadz. Przy
 poarze i tak si uczyni konfuzja, a przy tym w dzie do gowy
 im nie przyjdzie, by wycieczka moga nastpi. Jutro moe by
 lepsze ni dzi, Ketling...
 Tak to oni rozmawiali majc serca wezbrane, po czym udali si
 na spoczynek, bo wielce byli znueni. Lecz may rycerz nie spa
 i trzech godzin, gdy rozbudzi go wachmistrz Lunia.
 - Panie komendancie, nowiny s! - rzek.
 - Co tam? - zawoa czujny onierz zrywajc si w jednej
 chwili na rwne nogi.
 - Pan Muszalski jest!
 - Dla Boga! co powiadasz?
 - Jest! Staem przy wyomie, wtem sysz, woa kto z drugiej
 strony po naszemu: "Nie strzela, to ja!" Patrz, a tu pan
 Muszalski, za janczara przebrany, wraca!
 - Bogu chwaa! - rzek may rycerz.
 I skoczy wita ucznika. Dniao ju. Pan Muszalski sta z tej
 strony wau w biaej kapuzie i karacenie, tak do prawdziwego
 janczara podobny, e oczom nie chciao si wierzy. Ujrzawszy
 maego rycerza skoczy ku niemu i poczli si wita radonie.
 - Juemy waci opakali! - zawoa Woodyjowski.
 Wtem nadbiego kilku innych oficerw, midzy nimi Ketling.
 Wszyscy, zdumiewali si nadzwyczajnie, za czym jli
 wypytywa na wycigi ucznika, jakim sposobem w tureckim
 przebraniu si znalaz, w za zabra gos i tak mwi:
 - Przewrciem si, wracajc, przez janczarskiego trupa i gow
 o kul lec wyciem, a cho czapk miaem drutem
 przeszywan, zamroczyo mnie zaraz, ile e od owego
 uderzenia, ktrem od Hamdiego otrzyma, rozum miaem
 jeszcze zbyt na wszelaki szwank czuy. Budz si tedy potem :
 le ja ci na janczarze zabitym, jak na ku. Macam gow,
 boli nieco, ale nawet i guza nie ma. Zdjem czapk, deszcz mi
 wychodzi czupryn i myl sobie: dobra nasza ! Wtem
 przyszo mi do gowy: nubym z owego janczara moderunek
 cay zdj i midzy Turkw poszed? Przecie ja po turecku tak
 jak po polsku gadam i nikt mnie po mowie nie pozna, z gby
 te janczara nie odrni. Pjd, posucham, co gadaj. Strach
 chwilami bra, bo mi si dawna niewola przypomniaa, alem
 poszed. Noc ciemna, ledwie si tam gdzieniegdzie u nich
 wiecio, to, powiadam waciom, em tak sobie midzy nimi
 chodzi jak midzy swymi. Wielu z nich w rowach pod
 przykrywkami leao; poszedem i tam. Ten i w mnie pyta:
 "Czego si wczysz?" - a ja na to: "Bo mi si nie chce spa!"
 Inni te gwarzyli kupami o obleniu. Konsternacja midzy
 nimi wielka. Na wasne uszy syszaem, jak na obecnego tu
 naszego chreptiowskiego komendanta wyrzekali. (Tu pan
 Muszalski skoni si Woodyjowskiemu.) Powtrz ich
 ipsissima verba, bo to przecie wraa przygana na najwiksz
 pochwa wychodzi. "Dopki (mwili) ten may pies (tak
 psubraci wasz mo nazywali), dopki ten may pies zamku
 broni, nie zdobdziem go nigdy." Inny mwi: "Jego si kula i
 elazo nie ima, a mier od niego na ludzi wieje jak zaraza." Tu
 poczli wszyscy w kupie narzeka: "My jedni si bijem
 (prawi), a inne wojska nic nie robi; damak ley brzuchami
 do gry, Tatarowie rabuj, spahia po bazarze si wczy. Nam
 padyszach mwi: <<Moi mili barankowie>,, ale wida niezbyt
 jestemy mili, skoro nas tu na jatki przyprowadzono.
 Wytrzymamy (prawi), ale niedugo, potem za do Chocimia
 si wrcim, a jeli pozwolestwa nie dostaniem, to mog i jakie
 znaczne gowy spa w ostatku."
 - Syszycie, waszmociowie! - krzykn Woodyjowski. - Gdy
 si janczary zbuntuj, wraz si sutan przelknie i oblenia
 zaniecha!
 - Jak mi Bg miy, tak szczer prawd powiadam! - mwi pan
 Muszalski. - Midzy janczarami nietrudno o rebeli, a ju im
 bardzo mruczno. Tak myl, e jeszcze jednego albo dwch
 szturmw sprbuj, a potem zby na janczar-ag, na
 kajmakana, ba! na samego sutana wyszczerz.
 - Tak bdzie! - zawoali oficerowie.
 - Niech sprbuj jeszcze i dwudziestu szturmw, gotowimy! -
 mwili inni. 
 I poczli w szable trzaska, rozpalonymi oczyma ku szacom
 spoglda i sapa, co syszc may rycerz szepn w uniesieniu
 do Ketlinga:
 - Nowy Zbara! nowy Zbara!...
 Lecz pan Muszalski zabra na nowo gos:
 - Oto, com sysza. al mi byo odchodzi, bo mogem i wicej
 usysze, alem si ba, e mnie dzie zaskoczy. Poszedem tedy
 ku tym szacom, z ktrych nie strzelano, eby si w pomroce
 przemkn. Patrz, a tam nie ma porzdnych stray, jeno
 kupam i si janczarowie wcz, jako i wszdzie.Podchodz do
 srogiej armaty, nikt nie woa. A to pan komendant wie, em
 zabra ze sob na wycieczk zadziory do gwodenia armat.
 Wsun prdko jeden w zapa - nie lezie, bo chcc, eby wlaz,
 trzeba motkiem uderzy. Ale e to Pan Bg niejak si w rku
 da (bocie i wapanowie moje eksperymenta nieraz widzieli),
 kiedy nie przycisn doni, zazgrzytao troch, ale gwd wlaz
 po gowic!... Uradowaem si okrutnie!...
 - Dla Boga! wapan to uczyni? wapan wielk armat
 zagwodzi?- pytano ze wszystkich stron.
 - Uczyniem i to, i drugie, bo jak tak gadko poszo, znowu al
 byo odchodzi i poszedem do drugiego dziaa. Boli troch
 rka, ale gwodzie wlazy !
 - Moci panowie ! - zawoa Woodyjowski - nikt tu wikszej
 rzeczy nie dokaza, nikt si tak saw nie okry! Vivat pan
 Muszalski !
 - Vivat! vivat!- powtrzyli oficerowie.
 Za oficerami poczli krzycze onierze. Usyszeli w szacach
 te okrzyki Turcy i zlkli si - i tym bardziej im serca ubyo;
 ucznik za kania si, peen radoci, oficerom i pokazujc sw
 potn do opaty podobn do, na ktrej wida byo dwie sine
 plamy, mwi:
 - Dalibg, prawda! Macie, wapanowie, wiadectwo!
 - Wierzym! - woali wszyscy. - Chwali Boga, e nam
 szczliwie wrci!
 - Przemknem si przez belkowanie - odpar ucznik. - Chciao
 si owe roboty podpali, ale nie byo czym.
 - Wiesz co, Micha - zawoa Ketling - moje szmaty gotowe.
 Zaczn ja o tym belkowaniu myle. Niech wiedz, e pierwsi
 zaczepiamy.
 - Poczynaj! poczynaj! - krzykn Woodyjowski.
 Sam za skoczy do cekhauzu i wysa now wiadomo do
 miasta:
 "Pan Muszalski na wycieczce nie zabit, bo wrci, dwa wielkie
 dziaa zagwodziwszy. By midzy janczarami, ktrzy o buncie
 zamylaj. Za godzin spalimy belkowania, a jeli bdzie mona
 przy tym wyskoczy, to wyskocz." Jako goniec nie przebieg
 jeszcze przez most, gdy mury zadray od huku dzia. Zamek
 pierwszy tym razem rozpoczyna grzmic rozmow. W
 bladym wietle poranku leciay pomienne pachty na ksztat
 poncych chorgwi - i paday na belkowania. Nie pomoga nic
 wilgo, ktr nocny deszcz nasyci drzewo. Belki zajy si
 wkrtce i poczy si pali. Za pachtami j Ketling sypa
 granaty. Znuone tumy janczarw opuciy w pierwszej chwili
 szace. Nie grano "kindii". Nadjecha sam wezyr na czele
 nowych zastpw wojsk, lecz zwtpienie wkrado si widocznie
 i do jego serca, bo paszowie syszeli, jak mrucza:
 - Milsza im bitwa ni spoczynek! Co to za ludzie w tym zamku
 mieszkaj?
 W wojsku za sycha byo na wszystkie strony trwone gosy
 powtarzajce:
 - May pies ksa poczyna! May pies ksa poczyna!
 Rozdzia LVI 
 A gdy przesza owa szczliwa noc pena wrb zwycistwa,
 nasta po niej dzie 26 sierpnia, ktry mia si sta przewanym
 w dziejach onej wojny. W zamku oczekiwano jakiego
 wielkiego wysiku ze strony tureckiej. Jako o wschodzie soca
 rozlego si znw kowanie po lewej stronie zamku, tak gone i
 silne jak nigdy dotd. Widocznie Turcy wiercili z popiechem
 now min, najpotniejsz ze wszystkich. Wielkie oddziay
 wojsk strzegy opodal tej roboty. Na szacach mrowie poczo
 si rusza. Z mnstwa barwistych sandakw, ktrymi jakby
 kwieciem zakwito pole od strony Duka, poznano, i sam
 wezyr podjeda, aby kierowa szturmem. Na szace
 janczarowie pozacigali nowe dziaa; prcz tego nieprzeliczone
 ich tumy pokryy nowy zamek chronic si w jego fosach i
 gruzach, aby by w gotowoci do rcznego ataku.
 Jako si rzeko, zamek pierwszy rozpocz armatni rozmow, i
 tak skutecznie, e chwilowy popoch powsta w szacach. Lecz
 bimbaszowie sprawili na powrt w mgnieniu oka janczarw,
 jednoczenie za ozway si wszystkie tureckie dziaa. Leciay
 kule, granaty, kartacze; lecia na gowy bronicych si gruz,
 cegy, tynk; dym pomiesza si z kurzaw, ar ognia z arem
 sonecznym. Piersiom brako powietrza, oczom widoku; huk
 armat, pkanie granatw, zgrzyt kul po kamieniach, wrzaski
 tureckie, okrzyki obrocw utworzyy jedn straszliw kapel,
 ktrej do wtru brzmiay echa ska. zasypywano pociskami
 zamek, zasypywano miasto, wszystkie bramy, wszystkie
 baszty. Lecz zamek broni si zaciekle, piorunami na pioruny
 odpowiada, trzs si, wieci, dymi, hucza, zia ogniem i
 mierci, i zniszczeniem, jakby go jowiszowy gniew unis,
 jakby si zapamita wrd pomieni, jakby chcia zguszy
 tureckie gromy i w ziemi si zapa lub zwyciy. Wrd
 zamtu, wrd leccych kul, ognia i kurzawy, i dymu may
 rycerz rzuca si od dziaa do dziaa, od jednych murw do
 drugich, od rogu do rogu, sam do niszczcego pomienia
 podobny. Zdawa si dwoi i troi; by wszdzie, zachca,
 krzycza, gdzie pad kanonier, tam on go zastpowa- i wlawszy
 otuch w piersi, znw bieg gdzie indziej. Zapa jego udzieli si
 onierzom. Uwierzyli, i to ostatni szturm, po ktrym spokj i
 sawa nastpi - wiara w zwycistwo przepeniaa ich piersi,
 serca stay si harde i zacieke, sza bojowy ogarn umysy.
 Okrzyki i wyzywania wyryway si co chwila z ich gardzieli.
 Niektrych chwytaa taka wcieko, i darli si za mur, by z
 bliska sczepi si z janczarami.
 Owi dwakro, pod zason dymw, poszli zbit mas do
 wyomu i dwakro, wymociwszy ciaami ziemi, cofnli si w
 popochu. O poudniu pchnito im w pomoc masy pospolitego
 ruszenia i damaku, lecz mniej wiczone tumy, lubo
 pobudzane z tyu wczniami, wyy tylko okropnymi gosami i
 nie chciay i przeciw zamkowi. Nadjecha kajmakan - nic nie
 pomogo.
 Lada chwila grozi powszechny, graniczcy z obdem popoch,
 wic w kocu ludzi cofnito i tylko dziaa po staremu
 pracoway bez wytchnienia, miotajc grom za gromem,
 byskawic za byskawic.
 Tak upyway cae godziny. Soce ju zeszo z zenitu i
 spogldao na ow walk bezpromienne, czerwone, zadymione,
 jakby srzeog przesonite. Okoo trzeciej z poudnia huk dzia
 doszed do takiej potgi, i najgoniej krzyczanych w ucho
 sw nie mona byo w murach dosysze. Powietrze stao si w
 zamku gorce jak w piecu. Woda, ktr polewano rozpalone
 dziaa, buchaa w nich par, mieszajc si z dymem i
 przesaniajc wiat, lecz dziaa grzmiay cigle.
 Zaraz po trzeciej rozbito dwie najwiksze kolubryny tureckie.
 Modzierz stojcy obok nich pk, uderzony faskul, w kilka
 pacierzy pniej. Kanonierowie ginli jak muchy. Z kad
 chwil stawao si widoczniejszym, e w niepokonany
 piekielny zamek bierze gr w walce, e przekrzyczy tureckie
 grzmoty i e on wypowie ostatnie sowo... zwycistwa.
 Ogie turecki pocz z wolna sabn.
 - Koniec bdzie! - krzykn z caych si Woodyjowski w ucho
 Ketlinga, chcc, aeby go ten wrd huku dosysza.
 - I ja tak myl! - odrzek Ketling. - Do jutra czy na duej?
 - Moe na duej. Dzi przy nas wiktoria!
 - I przez nas.
 - O tej nowej minie musim pomyle.
 Ogie turecki osab jeszcze bardziej.
 - Bijmy dalej z dzia! - zawoa Woodyjowski.
 I skoczy midzy kanonierw.
 - Ognia, chopcy! - krzykn - pki ostatnie dziao tureckie gra
 nie ustanie! Na chwa Bogu i Przenajwitszej Pannie! na
 chwa Rzeczypospolitej ! Ognia ! onierze za widzc, e i
 ten szturm ma si ju ku kocowi, ozwali si gromkim,
 radosnym okrzykiem i z tym wikszym zapaem poczli wali
 ku szacom tureckim. - "Kindi" wam wieczorn, psubraty,
 zagramy, "kindi" - woay liczne gosy.
 Nagle stao si co dziwnego. Oto wszystkie dziaa tureckie
 zamilky od razu, jakby kto noem uci. Zamilk rwnie
 grzechot janczarek w nowym zamku. Stary zamek grzmia
 jeszcze czas jaki, lecz w kocu poczli oficerowie spoglda
 po sobie i pyta si wzajemnie:
 - Co to jest? co si stao?
 Ketling, zaniepokojony nieco, powstrzyma rwnie strzelanin.
 Jeden z oficerw ozwa si wwczas gono:
 - Chyba mina jest pod nami, ktr zaraz podpal!...
 Woodyjowski przeszy mwicego gronym wzrokiem.
 - Mina niegotowa, a choby bya gotowa, wyleci od niej tylko
 lewa ciana zamku - i z gruzw bdziem si bronili, pki tchu w
 nozdrzach- rozumiesz wa?
 Po czym nastaa cisza. Nie zmci jej ani jeden wystrza, ni z
 miasta, ni z szacw. Po huku i grzmotach, od ktrych trzsy
 si mury i ziemia, byo w tej ciszy co uroczystego, ale zarazem
 i zowrogiego. Oczy wszystkich wytay si ku szacom, lecz
 zza chmury dymu nie byo nic wida. Nagle rozlegy si od
 lewej strony miarowe uderzenia kilofw.
 - Mwiem, e min kuj dopiero! - ozwa si Woodyjowski.
 Tu zwrci si do Luni:
 - Wachmistrz! wemiesz dwudziestu ludzi i wyjrzysz mi na
 nowy zamek.
 Lunia prdko speni rozkaz, wzi dwudziestu ludzi, a po
 chwili znikn z nimi za wyomem 
 Nastao znw milczenie, przerywane tylko odzywajcym si tu
 i owdzie chrapaniem lub czkawk konajcych, a take
 odgosem kilofw.
 Czekano do dugo, wreszcie wachmistrz zjawi si z
 powrotem.
 - Panie komendancie - rzek - w nowym zamku nie ma ywej
 duszy.
 Woodyjowski spojrza ze zdziwieniem na Ketlinga:
 - Czyby od oblenia ju odstpili czy co? Przez dymy nic nie
 mona dojrze!
 Lecz dymy, zwiewane powiewem, rzedy i wreszcie opona ich
 przerwaa si nad miastem.
 W tej samej chwili jaki gos okropny i przeraony pocz
 krzycze z baszty:
 - Nad bramami biae chorgwie! Poddajem si!
 Usyszawszy to onierze, oficerowie zwrcili si ku miastu.
 Straszliwe zdumienie odbio si na twarzach, sowa zamary
 wszystkim na ustach i przez smugi dymu patrzyli ku miastu.
 A w miecie, na bramie Ruskiej i Lackiej, powieway istotnie
 biae chorgwie, dalej wida byo jeszcze jedn na baszcie
 Batorego.
 Wwczas twarz maego rycerza staa si tak bia jak te
 chorgwie kolebice si na wietrze.
 - Ketling, widzisz? - szepn zwracajc si do przyjaciela:
 Ketlingowi take twarz poblada.
 - Widz - rzek.
 I czas jaki patrzyli sobie w oczy mwic nimi wszystko, co
 mogli powiedzie tacy dwaj onierze bez plamy i bojani,
 ktrzy nigdy w yciu nie zamali sowa, a ktrzy przed otarzem
 przysigli wpierw zgin, niby mieli zamek podda. I oto teraz,
 po takiej obronie, po takiej walce, ktra zbaraskie dzieje
 przypominaa, po odbitym szturmie i po zwycistwie, kazano
 im zama przysig, wyda zamek i y! Jak niedawno
 zowrogie kule przelatyway nad zamkiem, tak teraz zowrogie
 myli przelatyway im tumem przez gow. I al ciska im
 serca po prostu bezdenny, al dwch ukochanych istot i al
 ycia i szczcia, wic spogldali na si jak bdni, jak martwi, a
 czasem zwracali wzrok peen rozpaczy ku miastu, jakby si
 chcc przekona, czy ich oczy nie zwodz i czy istotnie godzina
 wybia.
 A tymczasem od strony miasta zattniay kopyta koskie i po
 chwili wpad Horaim, rkodajny modzian pana generaa
 podolskiego.
 - Rozkaz do komendanta! - krzykn osadzajc bachmata.
 Woodyjowski wzi rozkaz, przeczyta go w milczeniu i po
 chwili wrd grobowej ciszy ozwa si do oficerw:
 - Moci panowie! Komisarze przejechali cznem rzek i ju
 udali si do Duka dla podpisania ugody. Za chwil bd tedy
 wraca. Do wieczora mamy wyprowadzi wojsko z zamku, a
 bia chorgiew zatkn nie mieszkajc...
 Nikt nie ozwa si sowem. Sycha byo tylko szybkie oddechy
 i sapanie. Wreszcie Kwasibrocki przemwi:
 - Trzeba chorgiew zatkn. Ludzi zaraz zgromadz!...
 Wnet tu i owdzie rozlegy si sowa komendy. onierze poczli
 si zwiera w szeregi i bra na rami bro. Dwik muszkietw
 i miarowe ich stpania budziy echa w milczcym zamku.
 Ketling przysun si do Woodyjowskiego.
 - Czas? - spyta.
 - Czekaj na komisarzy, dowiemy si kondycyj... Wreszcie ja
 sam tam zejd.
 - Nie! ja zejd, ja lepiej lochy znam i wiem, gdzie co jest.
 Dalsz rozmow przerway im gosy woajce:
 - Komisarze wracaj! komisarze wracaj!
 Jako po niejakim czasie trzej nieszczni wysannicy ukazali
 si na zamku. Byli to: sdzia podolski Gruszecki, stolnik
 Rzewuski i chory czernihowski pan Myliszewski. Szli
 ponuro, z pospuszczanymi gowami. Na grzbietach ich mieniy
 si kaftany ze zotogowiu, ktre w darze od wezyra dostali.
 Woodyjowski czeka ich oparty o ciepe jeszcze i dymice
 dziao skierowane ku Dukowi: Wszyscy trzej powitali go w
 milczeniu, a on spyta:
 - Jakie kondycje?
 - Miasto nie bdzie rabowane, mieszkacom ycie i mienie
 zapewnione. Kaden, kto nie zechce zosta, ma prawo wyj i
 uda si, gdzie mu si bdzie podobao.
 - A Kamieniec i Podole?
 Komisarze pospuszczali gowy:
 - Na sutana... po wieki wiekw!...
 Po czym komisarze odeszli nie ku mostowi, bo tam ju tumy
 ludu zawaliy drog, ale w bok, przez poudniow bram.
 Zeszedszy na d, siedli w czno, ktrym a do Lackiej bramy
 mieli dojecha. W nizinie lecej midzy opokami wzdu rzeki
 zaczli si ju pokazywa janczarowie. Z miasta napyway
 coraz wiksze fale ludu i zajy plac naprzeciw starego mostu.
 Wielu chciao biec na zamek, lecz wychodzce regimenta
 powstrzymay ich z rozkazu maego rycerza.
 w sprawiwszy wojsko przywoa pana Muszalskiego i rzek
 mu :
 - Stary przyjacielu, oddaje mi jedn przysug: id zaraz do
 ony mojej i powiedz jej ode mnie...
 Tu gos uwiz na chwil w gardle maemu rycerzowi.
 - I powiedz jej ode mnie: Nic to! - doda prdko.
 ucznik odszed. Za nim wychodzio powoli wojsko.
 Woodyjowski siad na konia i czuwa nad wymarszem. Zamek
 oprnia si, ale marudnie, z przyczyny zawadzajcego gruzu i
 zamw.
 Ketling zbliy si do maego rycerza.
 - Schodz! - rzek zaciskajc zby.
 - Id, jeno zwlecz, pki wojsko nie wyjdzie... Id!...
 Tu wzili si w ramiona i przez pewien czas tak trwali. Oczy
 obydwom byszczay nadzwyczajnym wiatem... Ketling
 skoczy wreszcie w kierunku lochw...
 Woodyjowski za zdj hem z gowy; chwil spoglda jeszcze
 na t ruin, na to pole chway swojej, na gruzy, trupy, odamy
 murw, na wa i na dziaa, nastpnie podnisszy oczy w gr,
 pocz si modli...
 Ostatnie jego sowa byy:
 - Daj jej, Panie, moc, by za cierpliwie to zniosa, daj jej
 spokj!...
 Ach!... Ketling pospieszy si, nie czekajc nawet na wyjcie
 regimentw, bo w tej chwili zakoysay si bastiony, huk
 straszliwy targn powietrzem: blanki, wiee, ciany, ludzie,
 konie, dziaa, ywi i umarli, masy ziemi- wszystko to porwane
 w gr pomieniem, pomieszane, zbite jakby w jeden straszliwy
 adunek, wyleciao w powietrze...
 Tak zgin Woodyjowski, Hektor Kamieniecki, pierwszy
 onierz Rzeczypospolitej.
 W kolegiacie stanisawowskiej sta na rodku kocioa wysoki
 katafalk rzsicie obstawiony wiecami, a na nim lea w dwch
 trumnach, oowianej i drewnianej, pan Woodyjowski. Wieka
 byy ju zabite i wanie odprawiano pogrzeb. yczeniem
 serdecznym wdowy byo, by ciao spoczo w Chreptiowie, lecz
 e cae Podole byo w rkach nieprzyjacielskich, wic
 tymczasowo miano je pochowa w Stanisawowie, do tego
 bowiem miasta odesani zostali pod konwojem tureckim
 kamienieccy exules i tu wydani w rce wojsk hetmaskich.
 Wszystkie dzwony biy w kolegiacie. Koci zapeniony by
 tumem szlachty i onierzy, ktrzy ostatni raz chcieli rzuci
 okiem na trumn Hektora Kamienieckiego i pierwszego
 Rzeczypospolitej kawalera. Szeptano, e sam hetman ma na
 pogrzeb przyjecha, e jednak nie byo go dotd wida, a lada
 chwila mogli nadej czambuem Tatarzy, przeto postanowiono
 nie odkada ceremonii. Starzy onierze, przyjaciele lub
 podkomendni nieboszczyka, stanli wiecem koo katafalku.
 Byli midzy innymi obecni: pan Muszalski ucznik, i pan
 Motowido, i pan Snitko, i pan Hromyka, i pan Nienaszyniec, i
 pan Nowowiejski, i wielu innych, dawnych oficerw ze stanicy.
 Dziwnym trafem nie brako prawie nikogo z tych, ktrzy
 niegdy zasiadali wieczorami awy przy ognisku chreptiowskim;
 wszyscy wynieli cao gowy z tej wojny, tylko w, ktry im
 by wodzem i wzorem, w rycerz dobry i sprawiedliwy,
 straszny dla nieprzyjaci, sodki dla swoich, tylko w,
 szermierz nad szermierze z sercem gobia - lea oto wysoko,
 wrd wiata, w chwale niezmiernej, ale w ciszy mierci.
 Zatwardziae przez wojn serca kruszyy si z alu na w
 widok; te byski od wiec owiecay srogie, strapione twarze
 wojownikw i odbijay si byszczcymi skrami we zach
 pyncych z oczu. W rodku onierskiego koa leaa krzyem
 na pododze Basia, a obok niej stary, zniedoniay, zamany i
 trzscy si pan Zagoba. Ona przysza tu piechot z Kamieca
 za wozem wiozcym najdrosz trumn, a teraz wanie
 przysza chwila, e trzeba byo t trumn odda ziemi. Przez
 ca drog idc nieprzytomna, jakby nie do tego wiata naleca
 - i teraz, przy tym katafalku, powtarzaa bezwiadomymi usty:
 "Nic to!" - powtarzaa, bo tak jej kaza ten ukochany, bo to
 byy ostatnie wyrazy, ktre jej przesa; ale w tym powtarzaniu i
 w tych wyrazach byy tylko dwiki bez treci, bez prawdy,
 bez znaczenia i otuchy. Nie "nic to" byo - jeno al, ciemno,
 rozpacz, martwota, jeno nieszczcie niepowrotne, jeno ycie
 zabite i zamane, jeno bdna wiadomo, e ju nie ma nad
 ni ni miosierdzia, ni nadziei, a jest tylko pustka i bdzie
 pustka, ktr wypeni moe jeden Bg, kiedy mier zele.
 Dzwony biy; u wielkiego otarza koczya si msza. Na koniec
 zabrzmia wysoki, jakby z otchani woajcy gos ksidza:
 "Requiescat in pace!" Drgania febryczne wstrzsny Basi, a w
 nieprzytomnej gowie zerwaa si tylko jedna myl: "Ju, ju mi
 go zabior!..." Lecz nie by to jeszcze koniec ceremonii.
 Rycerstwo przygotowao liczne mowy, ktre miay by
 wypowiedziane przy spuszczaniu trumny w d, tymczasem za
 wyszed na ambon ksidz Kamiski, ten sam, ktry dawniej w
 Chreptiowie czsto przesiadywa i ktry w czasie choroby Basi
 na mier j dysponowa.
 W kociele poczli ludzie chrzka i kasa, jako zwykle przed
 kazaniem, po czym ucichli i wszystkie oczy zwrciy si na
 ambon.
 Wtem z ambony ozwao si warczenie bbna.
 Zdumieli si suchacze. Ksidz Kamiski za bi w bben, jakby
 na trwog; nagle urwa i nastaa cisza miertelna. Po czym
 warczenie ozwao si po raz drugi, trzeci; nagle ksidz
 Kamiski cisn paeczki na podog kocieln, podnis obie
 rce w gr i zawoa:
 - Panie pukowniku Woodyjowski!
 Odpowiedzia mu krzyk spazmatyczny Basi. W kociele
 uczynio si po prostu straszno. Pan Zagoba podnis si i na
 wspk z panem Muszalskim wynieli omdla niewiast z
 kocioa.
 Tymczasem ksidz woa dalej:
 - Dla Boga, panie Woodyjowski! Larum graj! wojna!
 Nieprzyjaciel w granicach! a ty si nie zrywasz! szabli nie
 chwytasz? na ko nie siadasz? Co si stao z tob, onierzu?
 zali swej dawnej przepomnia cnoty, e nas samych w alu
 jeno i trwodze zostawiasz?
 Wezbray rycerskie piersi i pacz powszechny zerwa si w
 kociele, i zrywa si jeszcze kilkakrotnie, gdy ksidz cnot,
 mio ojczyzny i mstwo zmarego wysawia, a i kaznodziej
 porway wasne sowa. Twarz mu poblada; czoo okryo si
 potem, gos dra. Unis go al nad zmarym rycerzem, al nad
 Kamiecem, al nad zgnbion rkoma wyznawcw ksiyca
 Rzeczpospolit, i tak wreszcie koczy swoj mow
 modlitw:
 - Kocioy, o Panie, zmieni na meczety i Koran piewa bd
 tam, gdziemy dotychczas Ewangeli piewali. Pogrye nas,
 Panie, odwrcie od nas oblicze Twoje i w moc sprosnemu
 Turczynowi nas podae. Niezbadane Twoje wyroki, lecz kto, o
 Panie, teraz opr mu stawi? Jakie wojska na kresach wojowa
 go bd? Ty, dla ktrego nic nie jest w wiecie zakryte. Ty
 wiesz najlepiej, e nie masz nad nasz jazd! Ktra ci, Panie,
 tak skoczy, jako nasza skoczy potrafi? Takiche obrocw si
 pozbywasz, za ktrych plecami cae chrzecijastwo mogo
 wysawia imi Twoje? Ojcze dobrotliwy! nie opuszczaj nas!
 oka miosierdzie Twoje! zelij nam obroc, zelij sprosnego
 Mahometa pogromc, niech tu przyjdzie, niech stanie midzy
 nami, niech podniesie upade serca nasze, zelij go, Panie!...
 W tej chwili rum uczyni si przy drzwiach i do kocioa wszed
 pan hetman Sobieski. Oczy wszystkich zwrciy si na niego,
 dreszcz jaki wstrzsn ludmi, a on szed z brzkiem ostrg
 ku katafalkowi, wspaniay, z twarz rzymskiego cezara,
 ogromny...
 Zastp elaznego rycerstwa szed za nim.
 - Salvator! - krzykn w proroczym uniesieniu ksidz.
 A on klkn przy katafalku i pocz si modli za dusz
 Woodyjowskiego.
 Epilog 
 W rok przeszo po upadku Kamieca, gdy uciszyy si jako
 tako niezgody stronnictw, wystpia nareszcie Rzeczpospolita w
 obronie swych granic wschodnich.
 I wystpia zaczepnie. Wielki hetman Sobieski poszed w
 trzydzieci jeden tysicy jazdy i piechoty w sutaskie ziemie,
 pod Chocim, by uderzy na potniejsze nierwnie zastpy
 Husseina-baszy stojcego pod tyme zamkiem. Imi pana
 Sobieskiego byo ju straszne nieprzyjacielowi. Przez w rok
 po upadku Kamieca, majc zaledwie kilka tysicy wojska, tyle
 dokaza, tak poszarpa niezliczon armi padyszacha, tyle
 wygnit czambuw, tak wielkie odbi tumy jasyru, e stary
 Hussein, lubo liczb wojsk potniejszy, lubo na czele
 wyborowego komuniku stojcy, lubo przez Kapana-basz
 wspomagany, nie mia hetmanowi stawi czoa w otwartym
 polu i w warownym postanowi si broni obozie. Hetman
 otoczy wojskami w obz i wiadomo byo powszechnie, i
 chce wstpnym bojem go zdoby. Mniemali wprawdzie
 niektrzy, i niesychane to jest w dziejach wojen
 przedsiwzicie, by z mniejsz si porywa si na wiksz,
 ktrej w dodatku way i rowy broni. Hussein mia sto
 dwadziecia dzia, w caym za polskim obozie byo ich tylko
 pidziesit. Piechoty tureckie trzykro przenosiy potg
 hetmaskie; samych janczarw, tak strasznych w rcznym
 boju, stao w tureckich waach przeszo omnacie tysicy.
 Lecz hetman wierzy w swoj gwiazd, urok swego imienia - i
 na koniec w wojska, ktre prowadzi.
 Szy bowiem pod nim puki dowiadczone i hartowane w ogniu,
 ludzie, ktrzy od dziecinnych lat we wrzawie wojennej wzroli,
 odbyli niezliczon ilo pochodw, wypraw, oble, bitew.
 Wielu pamitao jeszcze straszne Chmielnickiego czasy, Zbara
 i Beresteczko; wielu przetrwao wszystkie wojny: szwedzkie,
 pruskie, moskiewskie, domowe, duskie i wgierskie.
 Byy tam poczty paskie z samych weteranw zoone, byli
 onierze ze stanic, dla ktrych wojna staa si tym, czym dla
 innych pokj: zwykym stanem i trybem ycia. Pod wojewod
 ruskim stao pitnacie chorgwi husarii, jazdy nawet przez
 cudzodziemcw za nieporwnan uwaanej; byy chorgwie
 lekkie, te same wanie, na ktrych czele takie klski zada
 hetman ju po upadku Kamieca rozproszonym czambuom
 tatarskim; byy na koniec piechoty anowe, ktre z kolbami, bez
 wystrzau, umiay si rzuca na janczarw.
 Hodowaa tych ludzi wojna, bo hodowaa ona w
 Rzeczypospolitej cae pokolenia; lecz byli dotychczas
 rozproszeni albo w usugach wrogich stronnictw. Teraz, gdy
 zgoda wewntrzna powoaa ich do jednego obozu i pod jedn
 komend, spodziewa si hetman zgnie nimi potniejszego
 Husseina i rwnie potnego Kapana. Prowadzili tych ludzi
 dowiadczeni przywdcy, ktrych imiona zapisane byy
 rwnie niejednokrotnie w dziejach ostatnich wojen, w
 zmiennej kolei klsk i zwycistw.
 Sam hetman jako soce sta na czele wszystkich i wol swoj
 tysicami kierowa, lecz jacy byli inni przywdcy, ktrzy przy
 tym chocimskim obozie niemierteln mieli si okry saw?
 Oto byo tam dwch hetmanw litewskich: wielki - Pac i polny
 - Micha Kazimierz Radziwi. Ci na kilka dni przed bitw
 poczyli si z wojskami koronnymi, a teraz z rozkazu pana
 Sobieskiego stanli na wyniach czcych Chocim ze
 wacem. Dwanacie tysicy wojownikw suchao ich
 rozkazw, midzy nimi za byo dwa tysice wybornej
 piechoty. Od Dniestru ku poudniowi stay sprzymierzone puki
 wooskie, ktre w przededniu bitwy opuciy obz turecki, aby
 si z chrzecijany poczy. Obok Woochw sta z artyleri
 pan Ktski, w zdobywaniu obronnych miejsc, sypaniu waw i
 kierowaniu armat nieporwnany. W cudzoziemskich krajach
 on si w tej sztuce wiczy, lecz wkrtce i cudzoziemcw ni
 przewyszy. Za panem Ktskim stay piechoty ruskie i
 mazurskie Koryckiego; dalej pan hetman polny Dymitr
 Winiowiecki, chorego krla brat stryjeczny. Ten jazd lekk
 mia pod sob. Obok niego osadzi si z wasnymi chorgwiami
 piechoty i jazdy pan Jdrzej Potocki, niegdy hetmana
 przeciwnik, dzi wielkoci jego wyznawca. Za nim i za
 Koryckim stano pod panem Jabonowskim, wojewod
 ruskim, pitnacie chorgwi husarskich, w byszczcych
 pancerzach, w hemach rzucajcych grone cienie na twarze, ze
 skrzydami u ramion. Las wczni stercza nad nimi, lecz oni
 stali w spokoju, ufni w si nieprzeaman i pewni, e im
 przyjdzie zwycistwo rozstrzygn. Z mniejszych za - nie
 mstwem, ale znaczeniem - wojownikw by pan kasztelan
 podlaski uecki, ktremu brata w Bodzanowie Turcy cili, za
 co im wieczn zemst poprzysig; by pan Stefan Czarniecki,
 wielkiego Stefana synowiec, pisarz polny koronny. On w czasie
 oblenia Kamieca, pod Gobiem na czele hassy szlacheckiej
 po stronie krla stojc, ledwie e wojny domowej nie wznieci,
 teraz za mstwem pragn na lepszym polu zabysn. By pan
 Gabriel Silnicki; ktremu wiek ycia zszed na wojnach, a
 staro ubielia ju gow; byli rni inni wojewodowie i
 kasztelanowie, mniej z poprzednich wojen znani, mniej sawni,
 lecz tym bardziej sawy chciwi.
 A midzy rycerstwem w senatorskie godnoci nie
 przystrojonym byszcza nad innych pan pukownik Skrzetuski,
 synny zbaraczyk, onierz na wzr rycerstwu podawany,
 wszystkich wojen, jakie od trzydziestu lat prowadzia
 Rzeczpospolita, uczestnik. Sdzielizna pokrywaa mu ju
 gow, lecz za to otaczao go szeciu synw si do szeciu
 dzikw podobnych. Z tych starsi poznali ju wojn, dwaj
 najmodsi za prymicje dopiero odby mieli i dlatego tak wielk
 do bitwy ponli dz, i ojciec roztropnymi sowy
 niecierpliwo ich hamowa musia.
 Z wielkim szacunkiem patrzyli towarzysze na ojca i synw, lecz
 wikszy jeszcze podziw wzbudza pan Jarocki, ktry na oba
 oczy lepym bdc, wzorem owego krla czeskiego, Jana, na
 wypraw jednak pocign. Dzieci ni krewnych on nie mia,
 pachokowie prowadzali go pod ramiona, mia tylko nadziej, e
 w bitwie gow zoy, ojczynie si przysuy i saw pozyska.
 Tame by pan Rzeczycki, ktremu ojciec i brat w cigu tego
 roku polegli. Tame by pan Motowido, ktry wieo z niewoli
 tatarskiej si wyrwawszy, w pole zaraz wycign na wspk z
 panem Myliszewskim. Pierwszy bowiem za niewol chcia si
 pomci, drugi za krzywd, jakiej w Kamiecu dozna, gdy
 wbrew ukadom i godnoci szlacheckiej kijami przez janczarw
 by zbity. Byli i rycerze dawni ze stanic naddniestrzaskich,
 wic zdziczay pan Ruszczyc i niezrwnany ucznik, pan
 Muszalski. w z Kamieca zdrow gow wynis dlatego, i
 go may rycerz do ony z wieci wysa; by pan Snitko i pan
 Nienaszyniec, i pan Hromyka, i najnieszczliwszy ze
 wszystkich mody pan Nowowiejski.
 Temu przyjaciele nawet i krewni mierci yczyli, albowiem nie
 byo ju dla niego pociechy. Po przyjciu do zdrowia przez cay
 rok czambuy znosi, szczeglniej za Lipkw ciga zawzicie.
 Po rozbiciu pana Motowidy przez Kryczyskiego - za
 Kryczyskim Podole cae zjedzi odetchn mu nie dajc i
 ciki mu by niezmiernie. W tych wyprawach Adurowicza
 schwyta i ze skry obedrze go kaza, jecw nie ywi, lecz
 ulgi w boleci nie znalaz.
 Na miesic przed t bitw do husarii pana wojewody ruskiego
 si zacign. Z takim to rycerstwem stan pod Chocimiem pan
 Sobieski. Za krzywdy Rzeczypospolitej w pierwszym rzdzie,
 lecz i za swoje prywatne pragnli si mci ci onierze,
 albowiem w cigych z pogastwem walkach na tej krwi
 przesiknitej ziemi niemal kady jakie kochane gowy utraci,
 jakich strasznych nieszcz nosi w sobie wspomnienie.
 Kwapi si wic do bitwy hetman wielki widzc, i zacieko w
 sercach jego onierzy do zaciekoci lwicy moe by
 porwnan, ktrej niebaczni myliwi mae wybrali z komyszy.
 Dnia 9 listopada 1673 roku od harcw pocza si wyprawa.
 Gromady Turkw wychyliy si od rana zza waw, gromady
 polskiego rycerstwa pospieszyy ku nim chciwie. Padali ludzie z
 obu stron, z wiksz jednak tureck szkod. Znacznych
 wszelako kilku tylko i Turkw, i Polakw polego. Pana Maja
 zaraz z pocztku potyczki olbrzymi spahia sztychem krzywej
 szabli przeszy, lecz za to najmodszy Skrzetuski jednym
 ciciem cakiem prawie owem u gow odci, czym na
 pochway roztropnego ojca i na saw znaczn zarobi.
 Tak to oni potykali si kupami lub pojedynczo, w innych za
 patrzcych na walk roso serce i ochota coraz wiksza
 wzbieraa. Tymczasem oddziay wojska rozstawiay si naok
 obozu tureckiego, gdzie ktremu hetman naznaczy. Sam on
 stojc za piechot Koryckiego, na starej drodze jasskiej,
 obejmowa oczyma cay ogromny obz Husseina i na twarzy
 mia ten pogodny spokj, jaki ma mistrz pewny swej sztuki,
 zanim do dziea przystpi. Od czasu do czasu ordynansw z
 rozkazami wysya, to zamylonym wzrokiem spoglda na
 walk harcownikw. Pod wieczr przyjecha do niego
 wojewoda ruski.
 - Way tak obszerne - rzek - i niepodobna naraz ze wszystkich
 stron nastpi.
 - Jutro bdziem na waach, a pojutrze we trzy kwatery wytniem
 tych ludzi - odrzek spokojnie pan Sobieski.
 Tymczasem zasza noc. Harcownicy cignli z pola. Hetman
 rozkaza przybliy si w ciemnociach wszystkim oddziaom
 do waw, czemu Hussein przeszkadza, ile mg, z dzia
 wielkiego kalibru, ale bez skutku. Nad ranem znw poruszyy
 si nieco naprzd polskie oddziay. Piechoty poczy sypa
 przed sob szaczyki. Niektre regimenta "przytary na dobre
 strzelenie z muszkietu". Jako janczarowie jli gsto dawa
 ognia ze strzelb.
 Z rozkazu hetmana nie odpowiadano jednak na w ogie
 prawie wcale, natomiast piechota przygotowywaa si do ataku
 wrcz. onierze czekali tylko rozkazu, by rzuci si
 zapalczywie naprzd. Nad wyduon ich lini przelatyway
 rwnie ze wistem i szumem kartacze, jakoby stada ptastwa.
 Artyleria pana Ktskiego, rozpoczwszy walk o wicie, nie
 zmilka dotd ani na jedn chwil. Po bitwie dopiero okazao
 si, jak wielkie spustoszenia uczyniy jej pociski padajc na
 miejsca najgciej obstawione namiotami spahii i janczarw.
 Tak zeszo do poudnia, ale e dzie, jako w listopadzie, by
 krtki, wic naleao si spieszy. Naraz hukny wszystkie
 bbny, koty, krzywuy. Kilkanacie tysicy gardzieli zawrzaso
 jednym gosem i piechoty, wspomagane przez nastpujc tu
 lekk jazd, ruszyy gstym tumem do ataku. "Naraz z pici
 stron zaatakowa Turkw Jegomo." - Jan Dennemark i
 Krzysztofor de Bohan, wojownicy dowiadczeni, wiedli
 cudzoziemskie puki. Pierwszy, zapalczywy z natury bdc,
 gna tak zaciekle, i przed innymi dotar do waw i o mao
 regimentu nie zgubi, gdy salw kilkunastu tysicy samopaw
 wytrzyma musia. Sam leg; onierze chwia si poczli, lecz
 wanie w tej chwili przyszed im w pomoc de Bohan i popoch
 powstrzyma. w spokojnym, jakoby na mustrze i do taktu
 kapeli zastosowanym krokiem przeby ca przestrze a do
 tureckich waw, na salw salw odpowiedzia, a gdy
 zarzucono faszynami fos, pierwszy j pod gradem kul przeby,
 skoni si janczarom kapeluszem i pierwszy szpad chorego
 na wylot przeszy. Skoczyli, uniesieni przykadem takiego
 pukownika, onierze i rozpoczy si straszliwe zapasy, w
 ktrych sforno i wiczenie szy z dzikim mstwem janczarw
 o lepsz.
 A spieszonych dragonw prowadzili od strony wioski
 Tarabanw Tetwin i Doenhoff, drugi za regiment Aswer
 Greben i Hajdepol, wszyscy onierze wyborni, ktrzy prcz
 Hajdepola jeszcze pod panem Czarnieckim w Danii saw
 niepomiern si okryli. Lud pod nimi szed rosy i city,
 wybrany z poddanych po krlewszczyznach, wielce do pieszej i
 jezdnej walki sprawny. Bramy przeciw nim broni damak, to
 jest nieregularni janczarowie, dlatego te, cho tumy ich byy
 ogromne, wnet poczli si miesza i ustpowa, gdy za do
 rcznej pracy przyszo, bronili si o tyle tylko, o ile nie mogli do
 odwrotu znale miejsca. Brama ta najpierw te zostaa
 zdobyta i najpierw moga przez ni jazda do rodka obozu
 przenikn.
 A na czele piechoty anowej polskiej uderzyli na okopy w
 trzech innych miejscach panowie Kobyecki, Micha ebrowski,
 Piotrkowczyk i Gaecki. Najstraszliwsza walka zawrzaa przy
 gwnej bramie, na drog jassk wychodzcej, gdzie
 Mazurowie zwarli si z gwardi Husseina-baszy. Gwnie jemu
 o t bram chodzio, albowiem przez ni moga si wla do
 obozu jazda polska, dlatego postanowi broni jej
 najuporczywiej i ustawicznie pcha ku niej oddziay janczarw.
 anowe piechoty, opanowawszy zrazu bram, wytay
 nastpnie wszystkie siy, by si przy niej utrzyma.
 Spdzay ich dziaa i grad kul ze strzelby rcznej, a do tego z
 kbw dymu wychylay si coraz to nowe watahy
 wojownikw biegncych do ataku. Wwczas pan Kobyecki nie
 czekajc, a dojd, rzuca si ku nim na ksztat rozjuszonego
 niedwiedzia i dwie ciany ludzkie pary si i przepychay w
 cisku, zamcie, zwichrzeniu, w potokach krwi i na stosach
 trupw ludzkich. Bito si tam na wszelk bro: na szable, noe,
 kolby od muszkietw, na opaty, drgi, oniki; godzono w siebie
 kamieniami; wreszcie tok czyni si chwilami tak straszliwy, e
 ludzie chwytali si wp i walczyli na pici i zby. Hussein
 prbowa dwakro zama za pomoc impetu jazdy piechot,
 lecz piechurowie za kadym razem wpadli na ni z tak
 "ekstraordynaryjn rezolucj", i musiaa si cofa w nieadzie.
 Uali si wreszcie ich pracy pan Sobieski i posa im wszystk
 czelad obozow na pomoc. Na czele stan pan Motowido.
 Haastra ta, zwykle nie uywana do boju i zbrojna w bro lada
 jak, skoczya jednak z tak ochot, i obudzia podziw w
 samym hetmanie. By moe, i zagrzewaa ich chciwo
 upw, by moe, i ogarn ich zapa, jaki oywia dnia tego
 cae wojsko, do, e uderzyli jak w dym na janczarw i
 poczli si z nimi zmaga tak zaciekle, i w pierwszym impecie
 zepchnli ich na odlego strzau muszkietowego od bramy.
 Hussein rzuci w zamt bojowy nowe puki i walka,
 odnowiwszy si w mgnieniu oka, trwaa cae godziny. Lecz
 przez ten czas Korycki na czele wybranych pukw osadzi
 silnie bram, z dala poruszya si husaria, na ksztat
 olbrzymiego ptaka zrywajcego si leniwie do lotu, i pocza
 sun ku bramie.
 Jednoczenie te przybieg ordynans do hetmana od wschodniej
 strony obozu.
 - Pan wojewoda beski w waach! - krzykn zdyszan piersi.
 Po nim drugi:
 - Panowie hetmani litewscy w waach.
 Po nich nadbiegli inni, cigle z t sam wieci. Mrok ju czyni
 si na wiecie, ale od twarzy hetmana bio wiato. Zwrci si
 do pana Bidziskiego, ktry w tej chwili by przy nim, i rzek:
 - Teraz na jazd kolej, ale to si dopiero jutro stanie.
 Nikt jednak i w polskim wojsku, i w tureckim nie wiedzia i nie
 przypuszcza, e hetman oglny atak wszystkich si zamierza do
 nastpnego rana odoy. Owszem, oficerowie ordynansowi
 skoczyli do rotmistrzw z poleceniem, by kadej chwili byli
 gotowi. Piechota staa w zwartych szeregach, jedzie paliy si
 rce, szable i kopie. Wszyscy oczekiwali rozkazu z
 niecierpliwoci, bo ludzie byli wygodniali i zzibnici. Lecz
 rozkaz nie przychodzi, a tymczasem upyway godziny. Noc
 staa si czarna jak kir. Ju w czasie dnia rozpocza si sota, o
 pnocku za zerwa si wicher z lodowatym deszczem i
 niegiem. Uderzenia jego mroziy szpik w kociach; konie
 ledwie mogy usta na miejscu, ludzie drtwieli. Najwikszy
 mrz, byle suchy, nie mgby by tyle dokuczliwym, ile ten
 wicher, nieg i deszcz, zacinajcy jak biczem. W oczekiwaniu
 ustawicznym hasa ani byo mona myle o jedzeniu, piciu lub
 rozpaleniu ogniska. Z kad godzin czas stawa si
 straszniejszy. Bya to pamitna noc, "noc mki i szczkania
 zbami". Gosy rotmistrzw: "Sta! sta!" - odzyway si co
 chwila i przyuczony do karnoci onierz sta w najwikszej
 gotowoci, bez ruchu, ale cierpliwie.
 Naprzeciw za, w ddu, wichrze i pomroce, stay w tej samej
 gotowoci skostniae puki tureckie.
 I midzy nimi nikt nie pali ognia, nikt nie jad, nie pi. Atak
 wszystkich si polskich lada chwila by spodziewany, wic
 spahia nie moga popuci szabel z rki, janczarowie za stali
 murem z samopaami gotowymi do strzau. Wytrzymay
 onierz polski, przywyky do srogoci zimy, mg tak noc
 przetrzyma, ale ci ludzie wyhodowani w sodkim klimacie
 Rumelii lub wrd palm Azji Mniejszej cierpieli wicej, ni siy
 ich znie mogy.
 Husseinowi stao si na koniec jasnym, dlaczego Sobieski nie
 poczyna ataku: oto ten zlodowaciay deszcz z wichrem by
 najlepszym lackim sprzymierzecem. Rzecz bya widoczna, i
 jeli spahia i janczarowie postoj tak dwanacie godzin, to
 nazajutrz bd si kadli jak snopy, nie probujc si nawet
 broni, pty przynajmniej, pki ich ar samej bitwy nie
 rozgrzeje.
 Zrozumieli to i Polacy, i Turcy. Koo godziny czwartej w nocy
 przybyli do Husseina dwaj baszowie: Janisz-basza i Kiaja,
 dowdca janczarw, wojownik stary, dowiadczony i
 znakomity. Twarze obydwch pene byy smutku i troski.-
 Panie ! - rzek pierwszy Kiaja -jeli "barankowie" moi do witu
 tak postoj, nie trzeba bdzie na nich ni kul, ni mieczw!
 - Panie! - rzek Janisz-basza - spahia mi wymarznie i jutro bi
 si nie bdzie ! Hussein targa si za brod, przewidujc klsk i
 wasn zgub. Co jednak mia robi? Gdyby cho na minut
 pozwoli rozluni szyk bojowy i ludziom rozpali ognie, ogrza
 si ciep straw, atak nastpiby w tej samej chwili. I tak od
 czasu do czasu od strony waw odzyway si trbki, jakby
 jazda ju rusza miaa.
 Kiaja i Janisz-basza widzieli tylko jedn rad: oto nie czeka na
 atak i samym natychmiast uderzy z ca si na nieprzyjaciela.
 Nic to, e stoi w gotowoci, bo jednak sam chcc atakowa, nie
 spodziewa si ataku. Moe si go uda wyprze z waw; w
 ostatnim razie, w nocnej bitwie klska jest prawdopodobn, w
 jutrzejszej dziennej pewn.
 Lecz Hussein nie mia i za rad starych wojownikw.
 - Jak to? - mwi- porznlimy majdan rowami, w nich widzc
 jedyny przed t piekieln jazd ratunek, teraz za mamy sami
 przechodzi rowy, by si na zgub oczywist naraa? Wasza
 to bya rada i wasze przestrogi, teraz za co innego mwicie!
 I rozkazu nie wyda. Kaza tylko z dzia ku waom bi, na co
 pan Ktski odpowiedzia w tej chwili z wielkim skutkiem.
 Deszcz czyni si coraz bardziej lodowaty i zacina coraz
 okrutniej, wiatr szumia, wy, przejmowa ubranie, skr i
 mrozi krew w yach. Tak przesza ta duga listopadowa noc,
 w czasie ktrej zwtlay siy wojownikw islamu i rozpacz wraz
 z przeczuciem klski owadna ich sercami.
 Na samym witaniu Janisz-basza raz jeszcze uda si do
 Husseina z rad, by cofn si w bojowym porzdku a do
 mostu na Dniestrze i tam ostronie poczyna gr wojenn. "Bo
 jeli (mwi) wojska nie opr si zapdowi jazdy, wtedy przez
 most na drug stron si schroni i rzeka da im zason."
 Kiaja, dowdca janczarw, by jednak innego zdania. Sdzi on,
 e ju na Janiszow rad za pno, a przy tym obawia si, i
 gdy rozkaz cofania si zostanie ogoszony, wnet popoch
 ogarnie cae wojsko. "Spahia przy pomocy damaku powinna
 wytrzyma na sobie pierwszy impet jazdy niewiernych, choby
 te wszystka przy tym wygin miaa. Przez ten czas
 janczarowie przybd jej w pomoc, a gdy pierwszy impet
 niewiernych zostanie powstrzymany, by moe, i Bg zele
 zwycistwo."
 Tak radzi Kiaja i Hussein poszed za jego rad. Konne tumy
 komunika tureckiego wysuny si naprzd, janczarowie za i
 damak stanli w sprawie za nimi, koo namiotw Husseina.
 Gbokie ich zastpy wspaniay i grony przedstawiay widok.
 Biaobrody Kiaja, "lew boy", ktry a dotd do zwycistw
 tylko prowadzi onierzy, przelatywa zwarte ich szeregi,
 krzepic, ducha podnoszc, dawne boje i dawne przewagi
 wspominajc. Im za take milsz bya bitwa ni owo
 bezczynne stanie w socie, ddu, w oczekiwaniu i na wichrze
 przejmujcym ciao do koci; wic cho zgrabiae ich rce
 zaledwie utrzyma mogy janczarki i dzidy, cieszyli si jednak,
 i si w walce rozgrzej. Z daleko mniejszym sercem czekaa
 na atak spahia, raz dlatego, e na ni mia przyj pierwszy
 zapd, a po wtre, e suyo w niej wielu mieszkacw Azji
 Mniejszej oraz Egipcjan, ktrzy nadzwyczaj na chody czuli,
 zostali pywi po owej nocy. Konie ucierpiay take niemao i
 lubo w wietne przyodziane rzdy, stay z pozwieszanymi ku
 ziemi nozdrzami, z ktrych buchay kby pary. Ludzie z
 twarzami sinymi o zgasym spojrzeniu ani myleli o
 zwycistwie. Myleli tylko, e mier lepsza od takiej mki, w
 jakiej zesza noc ostatnia, a najlepsza - ucieczka do domowych
 pieleszy, pod gorce promienie soca.
 W polskich wojskach kilkunastu ludzi nie majcych
 dostatecznej odziey zmarzo nade dniem przy waach, w
 oglnoci jednak piechoty i jazda przetrzymay zimno daleko
 lepiej od Turkw, bo ich krzepia nadzieja zwycistwa i wiara
 lepa niemal, e skoro hetman postanowi, by kostnieli na
 socie, to niechybnie ta mka im na dobro, Turkom na zo i
 zgub wyj musi. Powitali wszelako i oni pierwsze blaski
 poranku z radoci.
 O tej samej porze pan Sobieski pojawi si w waach. Zorzy nie
 byo tego dnia na niebie, ale zorza bya w jego twarzy, bo gdy
 zmiarkowa, i nieprzyjaciel chce mu wyda bitw w obozie,
 ju by pewien, e dzie ten straszliw klsk Mahometowi
 przyniesie. Wic jedzi od puku do puku powtarzajc: "Za
 kocioy pohabione! za blunierstwa Najwitszej Pannie w
 Kamiecu! za krzywdy chrzecijastwa i Rzeczypospolitej! za
 Kamieniec!" onierze za spogldali gronie, jakby chcc
 mwi: "Ledwie ju stoim ! Pu, wielki hetmanie, a
 obaczysz!" Blade i szarawe wiato poranku stawao si z kad
 chwil janiejsze; z tumanu wychylay si coraz wyraniej
 szeregi bw koskich, postacie ludzkie, kopie, proporce,
 wreszcie regimenta piechoty. Naprzd te one poczy porusza
 si i pyny we mgle ku nieprzyjacielowi jakby dwiema
 rzekami po bokach jazdy; potem ruszya lekka jazda
 zostawujc tylko rodkiem szeroki szlak, ktrym w chwili
 stosownej miaa skoczy husaria.
 Kady dowdca regimentu w piechocie, kady rotmistrz mia
 ju instrukcje i wiedzia, co mu czyni naley. Artyleria pana
 Ktskiego pocza odzywa si coraz potniej, wywoujc ze
 strony tureckiej rwnie potne odpowiedzi. Wtem zagrzmiaa
 muszkietowa palba, okrzyk ogromny rozleg si po caym
 obozie - atak by rozpoczty. Przesaniao widok mgliste
 powietrze, ale odgosy walki dochodziy do miejsca, w ktrym
 staa husaria. Sycha byo strzay, szczk broni, krzyki ludzkie.
 Pan hetman, ktry a dotd przy husarii pozosta i z panem
 wojewod ruskim rozmawia, umilk nagle i pocz nasuchiwa,
 po czym rzek do wojewody:
 - Piechoty z damakiem si bij, ktren w szaczykach, w
 przedzie, rozrzucon. Po chwili odgos strzaw pocz
 stopniowo sabn, gdy wtem niespodzianie hukna jedna
 ogromna salwa, za ni bardzo prdko druga. Widocznym stao
 si, e lekkie chorgwie przepary spahi i znalazy si wobec
 janczarw.
 Hetman wielki, wspiwszy konia, ruszy jak byskawica na
 czele kilkudziesiciu przybocznych ludzi ku bitwie; pan
 wojewoda ruski zosta sam z pitnastoma chorgwiami husarzy,
 ktre stojc w sprawie, czekay tylko na znak, by skoczy i
 losy walki rozstrzygn.
 Czekali jeszcze do dugo, a tymczasem w gbi obozu wrzao
 i huczao coraz straszliwiej. Bitwa chwilami zdawaa si
 przewala to w prawo, to w lewo, to ku stronie wojsk
 litewskich, to ku stronie pana wojewody beskiego, tak wanie,
 jak w czasie burzy przewalaj si grzmoty po niebie. Armatmi
 ogie turecki stawa si nieregularny, natomiast artyleria pana
 Ktskiego bia ze zdwojon si. Po upywie godziny zdao si
 panu wojewodzie ruskiemu, i ciar bitwy przenis si znw
 do rodka, wanie na wprost jego husarii.
 W tej samej chwili przybieg na czele swoich ludzi pan hetman
 wielki. Z cz strzela mu pomie. Osadzi konia przy
 wojewodzie ruskim i krzykn:
 - W nich teraz z pomoc bo!
 - W nich! - zawrzasn wojewoda ruski.
 A za nim powtrzyli komend rotmistrze. Ze straszliwym
 szumem pochyli si od jednego zamachu las wczni ku bom
 koskim i pitnacie chorgwi tej jazdy, ktra nawyka ama
 wszystko po drodze, ruszyo, na ksztat olbrzymiej chmury,
 naprzd. Od czasu gdy w trzydniowej bitwie pod Warszaw
 husaria litewska pod wodz Poubiskiego rozszczepia jakby
 klinem ca armi szwedzk i przesza na wylot, nie pamitano
 ataku prowadzonego z tak potg. Rysi z miejsca ruszyy
 chorgwie, lecz na przestrzeni dwustu krokw rotmistrze
 zakomenderowali: "W skok!" - ludzie za, obezwawszy si
 okrzykiem:
 "bij! zabij!" - pochylili si w kulbakach i konie wziy impet
 najwikszy. Wwczas ta awa gnajcych wichrem rumakw,
 elaznych mw, pochylonych kopii miaa w sobie co z siy
 rozhukanego ywiou. I sza jak burza lub jak rozhukana fala, z
 oskotem, z szumem. Ziemia jczaa pod jej ciarem i byo
 widocznym, e choby nikt z nich kopi si nie zoy, choby
 nikt szabli nie wydoby, samym swym rozpdem i wag poo,
 zgniot i stratuj wszystko przed sob, tak jak trba powietrzna
 amie i kadzie br. Tak dobiegli a do krwawego usanego
 trupami pola, na ktrym wrzaa bitwa. Lekkie chorgwie amay
 si jeszcze na skrzydach z jazd tureck, ktr ju zdoay
 znacznie w ty odepchn; lecz w rodku stay jeszcze na
 ksztat niepoytego muru gbokie szeregi janczarw. Kilkakro
 ju rozbiy si o nie pojedyncze lekkie chorgwie, jak fala
 przychodzca z roztoczy rozbija si o brzeg skalisty. Ich
 zama, ich pooy byo teraz zadaniem husarii.
 Kilkanacie tysicy janczarek gruchno naraz, "jakoby jeden
 czek strzeli". Chwila jeszcze: janczary ustawiaj si silniej na
 nogach; niektrzy mru oczy na widok straszliwej naway,
 niektrym dr rce trzymajce dzidy, serca wszystkie wal jak
 motem, zaciskaj si zby, piersi dysz gwatownie. Tamci ju,
 ju dobiegaj, ju sycha grzmicy oddech koni -zniszczenie
 leci, zguba leci, mier leci!
 "Allach!... Jezus Maria !" - dwa te okrzyki tak okropne, jakby
 nie z ludzkich piersi wysze, mieszaj si ze sob. ywy mur
 kolebie si, ugina, pka; suchy trzask amanych kopii guszy na
 chwil wszystkie inne odgosy, po nim rozlega si zgrzyt elaza,
 dwik jakby tysica motw z ca si w kowada bijcych,
 uderzenia jakby tysica cepw w klepisko, pojedyncze i
 gromadne krzyki, jki, oderwane strzay rusznic i pistoletw,
 wycie przeraenia. Napastnicy i napastowani, zmieszani ze
 sob, kbi si w niepojtym zwichrzeniu; nastpuje rze, spod
 wiru krew wypywa ciepa, dymica, napeniajc surow woni
 powietrze.
 Pierwsze, drugie, trzecie i dziesite szeregi janczarw le
 mostem obalone, stratowane kopytami, pobodzone wczniami,
 pocite mieczem. Lecz biaobrody Kiaja, "lew boy", rzuca
 wszystkie nastpne w war bitwy. Nic to, e kad si pokotem
 jak an pod burz - walcz. Wcieko ich ogarnia, mierci
 dysz i mierci pragn. awa koskich piersi prze ich,
 przechyla, obala, wic bod noami brzuchy koskie; tysice
 szabel tnie ich bez wytchnienia; ostrza wznosz si jak
 byskawice i spadaj na gowy, karki, rce - i oni tn jezdnych
 po nogach, po kolanach, wij si i ksaj na ksztat jadowitego
 robactwa - gin i mszcz si. Kiaja, "lew boy", coraz nowe
 szeregi rzuca w paszcz mierci; krzykiem zachca do boju i
 sam ze wzniesion krzyw szabl rzuca si w odmt. Wtem
 olbrzymi husarz, niszczc wszystko przed sob jak burza,
 dopada do biaobrodego starca, staje w strzemionach, by ci
 tym okropniej, i ze strasznym zamachem spuszcza ostrze
 koncerza n sdziw gow. Nie wytrzymaa cicia ni szabla, ni
 kuta w Damaszku misiurka - i Kiaja, rozcity niemal do ramion,
 pada, jakby strcony gromem, na ziemi.
 Pan Nowowiejski, on to by bowiem, straszne ju szerzy
 poprzednio zniszczenie, bo nikt si jego sile i ponurej
 wciekoci oprze nie mg, lecz teraz najwiksz odda w
 bitwie przysug zwaliwszy starca, ktry sam jeden
 podtrzymywa dotychczas walk zacit. Krzyknli strasznym
 gosem na widok mierci wodza janczarowie i kilkunastu z nich
 wymierzyo janczarki w pier modego rycerza, on za zwrci
 si ku nim - do nocy pospnej podobny. I zanim inni rycerze
 zdoali na nich uderzy, hukny strzay, po ktrych pan
 Nowowiejski zdar konia i przechyli si na kulbace. Dwch
 towarzyszw pochwycio go w ramiona, lecz owemu umiech,
 go dawno nie byway, rozjani twarz ponur i zaraz renice
 przekrciy mu si w ty gowy, a zbielae usta poczy szepta
 jakie sowa, ktrych w zgieku bitwy nie mona byo
 dosysze. Tymczasem zachwiay si ostatnie szeregi
 janczarskie. Waleczny Janisz-basza chcia jeszcze bitw
 odnowi, lecz ju sza strachu ogarn ludzi, ju nie pomogy
 wysilenia; zmieszay i zwichrzyy si szeregi, a parte, bite,
 tratowane, cite, nie mogy przyj do sprawy. Wreszcie pky,
 jak pka zbyt naprony acuch i ludzie, jak pojedyncze
 ogniwa, rozlecieli si na wszystkie strony, wyjc, krzyczc,
 rzucajc bro i osaniajc gowy rkoma. Jazda biega za nimi, a
 oni nie znajdujc do przestrzeni do lunej ucieczki staczali
 si chwilami w jedn zbit mas, na ktrej karkach jechali
 jedcy pawic si we krwi. Walecznego Janisza-basz grony
 ucznik pan Muszalski ci szabl po karku, a szpik pacierzowy
 wytrysn owemu z przecitych krgw i poplami jedwabie
 oraz srebrn usk karaceny. Janczarowie, pobity przez
 piechot polsk damak i cz rozproszonej ju z samego
 pocztku bitwy jazdy, sowem : caa tuszcza turecka uciekaa
 teraz w przeciwn stron obozu, gdzie nad gbok przepaci
 stercza stromy, na kilkadziesit stp wysoki wiszar. "Tam
 strach pdzi szalonych." Wielu rzucao si w przepa "nie
 dlatego, by uj mierci, lecz by nie polec od rki Polakw".
 Tej rozpaczliwej rzeszy zabieg drog pan Bidziski, stranik
 koronny, lecz nawanica ludzka porwaa go wraz z ludmi i
 strcia na dno przepaci, ktra po krtkim czasie wypenia si
 prawie po brzegi stosami zabitych, rannych i zduszonych.
 Z dna podnosiy si jki okropne, ciaa drgay w konwulsjach,
 kopic si wzajem nogami lub drc pazurami w skurczach
 konania. Do wieczora brzmiay te jki i do wieczora poruszaa
 si masa cia, lecz coraz wolniej, coraz nieznaczniej, a o
 pierwszym zmroku ucicha. Straszne byy skutki uderzenia
 husarii. Om tysicy janczarw pocitych mieczami leao przy
 rowie otaczajcym namioty Husseina-baszy nie liczc tych,
 ktrzy zginli w ucieczce lub na dnie przepaci. Jazda polska
 bya w namiotach, pan Sobieski tryumfowa. Trby i krzywuy
 gosiy ju chrapliwymi dwikami zwycistwo, gdy wtem
 najniespodzianiej bitwa zawrzaa na nowo.
 Oto wielki hetman turecki Hussein-basza na czele swych
 konnych gwardii i reszty wszystkiej jazdy pierzchn po
 zamaniu janczarw przez bram do Jass wiodc, lecz gdy tam
 pochwyciy go chorgwie Dymitra Winiowieckiego, hetmana
 polnego, i poczy siec bez litoci, wrci nazad do obozu, by
 szuka innego wyjcia, zupenie jak zwierz, otoczony w kniei,
 szuka, ktrym by si mg wymkn przesmykiem. Wrci za
 z takim impetem, e rozbi w mgnieniu oka lekk chorgiew
 semesk, zamiesza piechot po czci ju rabunkiem obozu
 zajt - i dotar "na p strzelenia z pistoletu" do samego pana
 hetmana.
 "Ju w samym obozie bylimy bliscy przegranej - pisa pniej
 pan Sobieski - co, e si nie stao, przypisa to naley
 ekstraordynaryjnej rezolucji husarzy." Rzeczywicie natarcie
 Turkw byo straszne, bo dokonane pod wpywem najwyszej
 rozpaczy - i tym straszniejsze, e zupenie niespodziewane.
 Lecz husaria, nie ostygszy jeszcze z bojowego aru, ruszya ku
 nim z miejsca w najwikszym pdzie. Pierwsza uderzya
 chorgiew Prusinowskiego, i ta osadzia atakujcych; za ni
 run ze swoimi Skrzetuski, po czym w caym wojsku jazda,
 piechota, ciury obozowe, jak kto sta, gdzie kto by, wszyscy
 rzucili si z najwiksz zaciekoci na nieprzyjaciela i
 wywizaa si bitwa nieco bezadna, lecz furi nie ustpujca
 atakowi husarzy na janczarw.
 Z podziwieniem wspominali po ukoczonej walce rycerze
 mstwo Turkw, ktrzy gdy Winiowiecki i hetmani litewscy
 nadbiegli, otoczeni ze wszystkich stron, bronili si tak
 zapamitale, i lubo hetman pozwoli ju ywcem bra, zdoano
 zaledwie gar jecw pochwyci. ;Gdy cikie chorgwie
 rozbiy ich na koniec po pgodzinnej walce, pojedyncze kupy,
 a nastpnie pojedynczy jedcy wzywajc Allacha walczyli
 jeszcze do ostatniego tchu. Tame dokonano wielu czynw
 wietnych, ktrych pami midzy ludmi nie zagina. Tam
 hetman polny litewski wasn rk ci potnego basz; w
 przedtem pochwyci pana Rudomin, pana Kimbara i pana
 Rdutowskiego, lecz hetman, zajechawszy mu od oczu, jednym
 zamachem odci mu gow. Tame pan Sobieski spahisa,
 ktren z pistoletu do niego strzeli, w oczach caego wojska
 ci raczy; tam pan Bidziski, stranik koronny, wydobywszy
 si cudem z przepaci, lubo potuczon i ranny, natychmiast w
 wir walki si rzuci i walczy, pki z wyczerpania nie zemdla.
 Dugo on potem chorowa, lecz po kilku miesicach
 odzyskawszy zdrowie, dalej na wojn z wielk sw chwa
 chadza.
 Z pomniejszych za szala najbardziej pan Ruszczyc porywajc
 tak jedcw, jak wilk porywa weniste barany stadem
 chodzce. Sia dokaza take pan Skrzetuski, koo ktrego
 synowie na ksztat lwit rozartych walczyli. Ze smutkiem i
 aoci rozmylali potem ci rycerze, czego by w takim dniu nie
 dokaza szermierz nad szermierze, pan Woodyjowski, gdyby
 nie to, e od roku ju w Bogu, w sawie i w ziemi spoczywa.
 Inni wszake, ktrzy w jego szkole uczyli si walczy, zebrali
 do chway dla niego i dla siebie na owym krwawym polu.
 W tej wznowionej bitwie z dawnych chreptiowskich rycerzy,
 prcz pana Nowowiejskiego, dwch polego: pan Motowido i
 grony ucznik, pan Muszalski. Panu Motowidle kilka naraz kul
 pier przeszyo, a on zwali si jak db, ktry kresu dobieg.
 Naoczni wiadkowie mwili, i poleg z rk tych braci
 Kozakw, ktrzy pod wodz Hohola przy Husseinie do ostatka
 przeciw matce i chrzecijastwu walczyli. Pan Muszalski za -
 rzecz dziwna! - od strzay zgin, ktr jakowy Turczyn w
 ucieczce na wypuci. Gardo mu ona na wskro przebia w
 chwili wanie, gdy po zupenym ju pogromie pogan siga rk
 do sahajdaka chcc jeszcze kilku niechybnych gocw mierci
 za pierzchajcymi wypuci. Jego si dusza musiaa z dusz
 Dydiuka poczy, aby zawart na galerze tureckiej przyja
 wzami wiecznoci utrwali. Dawni kompanowie chreptiowscy
 odnaleli po bitwie trzy ciaa i rzewnymi je egnali zami,
 chocia zazdrocili im tak sawnej mierci. Pan Nowowiejski
 mia umiech na ustach i cich pogod w twarzy; pan
 Motowido zdawa si spa spokojnie, a pan Muszalski oczy
 mia wzniesione w gr, jakby si modli. Pochowano ich razem
 na tym sawnym chocimskim polu, pod ska, na ktrej na
 wieczn rzeczy pami kazano wyry trzy ich nazwiska pod
 krzyem. Wdz caej armii tureckiej, Hussein-basza, ocali si
 na szybkim natolskim koniu ucieczk, lecz po to tylko, by w
 Stambule sznurek jedwabny z rk sutana otrzyma. Ze
 wietnej armii tureckiej mae tylko watahy zdoay wynie
 zdrowe gowy z pogromu. Ostatnie zastpy Husseinowej jazdy
 wojska Rzeczypospolitej podaway sobie w rce w ten sposb,
 e hetman polny nagania je wielkiemu, ten hetmanom
 litewskim, tamci znw polnemu, i tak szo koleja, pki nie
 wyginli prawie wszyscy. Z janczarw nie ocali si niemal nikt.
 Cay ogromny obz spyn krwi pomieszan z deszczem i
 niegiem, trupa za tyle leao, e tylko mrozy, krucy i wilcy
 zapobiegli zarazie, jaka z cia gnijcych wstawa zwyka.
 Polskie wojska wpady w tak wielki zapa bojowy, e jeszcze
 nie odsapnwszy dobrze po bitwie, Chocim zdobyy. W samym
 obozie upy wzito niezmierne. Sto dwadziecia dzia, a z nimi
 trzysta chorgwi i znakw przesa hetman wielki z owego pola,
 na ktrym po raz ju drugi w cigu wieku szabla polska wicia
 tryumf znamienity.
 Sam pan Sobieski stan w kapicym od zota i bisiorw
 namiocie Husseina-baszy i z niego wieci o szczliwym
 zwycistwie na wszystkie strony przez lotnych gocw
 rozsya. Za czym zebray si jazda i piechota, wszystkie
 chorgwie polskie, litewskie i kozackie, cae wojsko stano w
 bojowej sprawie. Odprawiano dzikczynne naboestwo - i na
 tym samym majdanie, na ktrym jeszcze dnia wczorajszego
 muezinowie wykrzykiwali: "Lacha il Allach!" - brzmiaa pie:
 Te Deum laudamus. Hetman sucha mszy i pieni krzyem
 lec, a gdy powsta, zy radoci cieky mu po dostojnym
 obliczu. Na w widok zastpy rycerstwa, nie otarte jeszcze z
 krwi, drce jeszcze z wysilenia po bitwie, wyday po trzykro
 gromki okrzyk:
 - Vivat Joannes victor!!!
 A w dziesi lat pniej, gdy majestat krla Jana III obali w
 proch potg tureck pod Wiedniem, okrzyk w powtarzano od
 mrz do mrz, od gr do gr, wszdy po wiecie, gdzie tylko
 dzwony woay wiernych na modlitw...
 Na tym koczy si ten szereg ksiek pisanych w cigu kilku lat
 i w niemaym trudzie - dla pokrzepienia serc. 
