Na polu chway 
Rozdzia pierwszy 
Zima z roku 1682 na 1683 bya tak mrona, e nawet bardzo starzy ludzie nie pamitali 
podobnej. Jesieni paday dugie deszcze, a w poowie listopada przyszed pierwszy mrz, ktry 
spta wody i powlk drzewa jakby szklann skorup. W borach zd osiada na sosnach i 
pocza ama gazie. W pierwszych dniach grudnia ptactwo po ponownych mrozach jo si 
zlatywa do wsi i miasteczek, a nawet leny zwierz wychyla si z gstwiny i zblia do mieszka 
ludzkich. Jednake koo w. Damazego niebo zacigno si chmurami, a nastpnie nieg wali 
przez dziesi dni nieustannie. Pokry krain na par okci grubo, pozasypywa drogi lene i 
opotki, a nawet okna w chaupach. Ludzie rozgarniali opatami zaspy, aby z domu dosta si do 
stajen i obr, a gdy wreszcie nieg usta, chwyci znw trzaskajcy mrz, od ktrego drzewa 
strzelay w lesie jak rusznice. 
Wwczas to chopi, skoro im wypado jecha do puszczy po drzewo, jedzili dla 
bezpieczestwa nie inaczej jak gromadnie, a i to baczc, by noc ich nie zaskoczya z dala ode 
wsi. Po zachodzie soca aden nie mia wyj na wasne podwrze bez wide lub siekiery, a psy 
poszczekiway do rana krtkim i przeraonym szczekaniem, jak zwykle na wilki. 
Jednake w tak to noc i mrz okrutny sun puszczaskim gocicem wielki broek na 
saniach, zaprzony w cztery konie i otoczony ludmi. Przed komi jecha na krpej szkapie 
czeladnik z kafarkiem, to jest z elaznym koszykiem osadzonym na dugiej tyczce, w ktrym 
pono smolne uczywo  nie dla rozwiecenia drogi, bo widno byo od ksiyca, ale dla 
straszenia wilkw. Na kole siedzia wonica, na siodowym koniu fory, a po bokach karocy 
capao na podjezdkach dwch pachokw zbrojnych w garacze i kicienie. 
Cay ten orszak posuwa si bardzo wolno z powodu mao przetartej drogi i zasp nienych, 
ktre gdzieniegdzie, zwaszcza na zakrtach, wznosiy si na ksztat waw w poprzek drogi. 
Powolno ta niecierpliwia, a zarazem niepokoia Gedeona Pgowskiego, ktry dufajc w 
liczb i dobre uzbrojenie czeladzi, postanowi by puci si w drog, chocia w Radomiu 
ostrzegano go o niebezpieczestwie, a to tym bardziej, e do Beczczki trzeba byo jecha przez 
Puszcz Kozienick. 
Ogromne te bory rozpoczynay si w owych czasach znacznie jeszcze przed Jedlni, a szy 
daleko a za Kozienice, do Wisy, w stron lecej na tamtym brzegu Stycy, a na pnoc a do 
Ryczywoa. 
Zdawao si panu Gedeonowi, e wyjechawszy przed poudniem z Radomia, stanie jak nic na 
zachd soca w domu. Tymczasem w kilku miejscach trzeba byo rozkopywa drog w 
opotkach, na czym schodzio po kilka godzin, tak e Jedlni przejechali ju o zorzy wieczornej. 
Tam ostrzegano ich jeszcze raz, e lepiej zosta na nocleg, ale e u kowala znalazo si uczywo, 
ktrym mona byo sobie wieci w drodze, kaza pan Pgowski rusza dalej. 
I oto noc zaskoczya ich w puszczy. 
Trudno byo jecha prdzej z przyczyny zasp coraz wikszych, wic pan Gedeon niepokoi si 
coraz bardziej, a wreszcie pocz kl, ale po acinie, aby nie przestraszy swej krewnej, pani 
Winnickiej, i swej przybranej crki, panny Sieniskiej, ktre jechay z nim razem. 
Panna Sieniska bya moda, niefrasobliwa, wic nie bardzo si baa. Owszem, odsunwszy 
skrzan firank w oknie karocy i rozkazawszy jadcemu w pobok pachokowi, by nie 
przesania widoku, wesoo patrzya na zaspy i na pnie sosen pokrytych dugimi rzutami niegu, 
po ktrych pegay czerwone blaski uczywa czynic wraz z zielonym wiatem ksiyca mi dla 
oczu igraszk. Wycignwszy nastpnie usta na ksztat dzibka, pocza chucha i bawio j to, 
e oddech jej by widzialny i od ognia rowy. 
Lecz bojaliwa i wiekowa pani Winnicka pocza biada: 
 Dlaczego byo wyjeda z Radomia albo przynajmniej nie zanocowa w Jedlni, gdzie 
ostrzegano ich o niebezpieczestwie? Wszystko przez czyj upr. Do Beczczki jeszcze kawa 
drogi i samym borem, wic wilcy zastpi im niezawodnie, chybaby archanio Rafa, patron 
podrnych, zmiowa si nad zbkanymi, czego na nieszczcie nie s wcale godni. 
Syszc to pan Pgowski zniecierpliwi si do ostatka. Tego tylko brako, by o zbkaniu 
gada. 
Gociniec przecie jak strzeli, a co do wilkw, zastpi albo i nie zastpi. Pachokw jest 
kilku dobrych, a przy tym wilk nierad zastpuje onierzowi  i nie tylko dlatego, e si go boi 
wicej od pospolitego czeka, ale i z jakowego afektu, i jako bestia majca bystry dowcip. 
Rozumie wilk dobrze, e ni mieszczanin, ni chop nic mu darmo nie da i tylko onierz nieraz 
godnie go poywi, albowiem wojn nie na prno ludzie wilczym niwem nazywaj. 
Jednake pan Pgowski mwic tak, a zarazem schlebiajc po trochu wilkom, niezupenie by 
ich afektw pewny; zamyli si wic, czyby nie kaza jednemu z czeladnikw zle z konia i 
usi koo panienki. W takim razie on sam broniby jednych drzwiczek karocy, a pacho 
drugich, nie mwic o tym, e pozostawiony ko pomknby prawdopodobnie w ty lub naprzd 
i mgby pocign za sob wilki. 
Ale zdawao si panu Gedeonowi, e na to jeszcze czas. 
Tymczasem pooy na przednim siedzieniu, koo panny Sieniskiej, par krcic i n, ktre 
chcia mie na podordziu, albowiem nie majc lewej rki, mg si posugiwa tylko praw. 
Przejechali wszelako spokojnie kilka staja. 
Gociniec pocz si rozszerza. 
Pgowski, ktry zna t drog doskonale, odetchn jakby z poczuciem ulgi i rzek: 
 Niedaleko Malikowa polana. 
Spodziewa si bowiem, e na otwartym miejscu bd co bd bezpieczniej jest ni w borze. 
Ale wanie w tej chwili pachoek jadcy na przedzie z kafarkiem zawrci nagle konia, 
poskoczy ku karocy i pocz mwi co szybko do wonicy i do czeladnikw, ktrzy 
odpowiadali mu urywanymi sowy, jak si mwi w chwilach, w ktrych nie ma czasu do 
stracenia. 
 Co tam?  zapyta pan Pgowski. 
 Coci sycha, panie, od polany. 
 Wilki? 
 Jakowy haas. Bg wie co! 
Pan Pgowski ju mia da rozkaz, aby czeladnik jadcy z kafarkiem skoczy naprzd i 
zobaczy, co si dzieje, ale pomyla, e w takich razach lepiej nie zostawa bez ognia i trzyma 
si kupy, a dalej, e na widnej polanie obrona atwiejsza ni wrd boru, wic kaza jecha dalej. 
Po chwili jednak pachoek znw pojawi si przy oknie karocy. 
 Dziki, panie  rzek. 
 Dziki? 
 Sycha okrutne rechtanie na prawo od drogi. 
 To chwaa Bogu! 
 Ale moe je wilcy napadli. 
 To te chwaa Bogu. Przejedziem mimo bez zaczepki. Rusza! 
Jako przypuszczenie czeladnika okazao si suszne. 
Wyjechawszy na polan ujrzeli na jakie dwa lub trzy strzelania z uku przed sob, na prawo od 
drogi, zbit kup dzikw, ktr otacza ruchliwy wieniec wilkw. Straszliwe rechtanie, w ktrym 
nie byo trwogi, ale wcieko, rozlegao si coraz potniej. Gdy karoca posuna si ku 
rodkowi polany, pachokowie, pogldajc z koni, dostrzegli, e wilki nie miay jeszcze rzuci 
si na stado, naciskay je tylko coraz mocniej. 
Dziki ustawiy si w okrg kup, jarczaki w rodku, tgie sztuki na obwodzie, tworzc jakby 
ruchom fortec, gron, poyskujc biaymi kami, nieprzeaman i nieustraszon. 
Tote midzy wiecem wilkw a ow cian kw i ryjw wida byo biae, niene kolisko, 
owiecone, jak i caa polana, jasnym wiatem ksiyca. 
Niektre tylko wilki doskakiway do stada, ale wnet cofay si, jakby przeraone kapaniem 
szabel i jeszcze groniejszymi wybuchami rechtania. 
Gdyby wilki byy si ju zwizay ze stadem, walka pochonaby je cakowicie i karoca 
moga przejecha wwczas nie zaczepiona; skoro jednak si to nie stao, bya obawa, e porzuc 
niebezpieczny atak, aby poprbowa innego. 
Jako po chwili niektre poczy odrywa si od gromady i biec ku karocy. Za nimi poszy 
inne. Ale widok zbrojnych ludzi stropi je. 
Jedne poczy si zbiera za orszakiem, inne osadzay si na kilkanacie krokw lub te 
obiegay naokoo w szalonym pdzie, jakby chcc si przez to podnieci. 
Pachokowie chcieli strzela, lecz pan Pgowski zabroni w obawie, aby strzay nie cigny 
caej gromady. 
Tymczasem konie, lubo zwyczajne wilkw, poczy wspiera si bokami i wykrca w bok 
gowy z gonym chrapaniem, a po chwili zaszed gorszy wypadek, ktry stokrotnie powikszy 
niebezpieczestwo. 
Oto mody podjezdek, na ktrym siedzia pachoek z kafarkiem, wspi si nagle raz i drugi, a 
potem rzuci w bok. 
Czeladnik rozumiejc, e gdyby spad, zostanie natychmiast rozszarpany, chwyci si ku, ale 
jednoczenie upuci tyczk z kafarkiem, ktry pogry si gboko w nieg. 
uczywo zaiskrzyo si, po czym zgaso, i tylko wiato ksiyca zalewao teraz polan. 
Wonica, rodem Rusin spod pomorzaskiego zamku, pocz si modli, pachocy 
Mazurowie  kl. 
Omielone ciemnoci wilki nacieray zuchwaej, a od strony walki z dzikami nadbiegay 
inne. Niektre przypaday do blisko, kapic zbami, ze zjeon szczecin na karkach. lepia 
ich poyskiway krwawo i zielono. 
Nastaa chwila po prostu straszna. 
 Strzela, panie?  zapyta jeden z pachokw. 
 Krzykiem straszy  odrzek pan Pgowski. 
Rozlego si wnet przeraliwe: a hu! a hu! Koniom przybyo serca, a wilki, na ktrych gos 
ludzki robi wraenie, cofny si o kilkanacie krokw. 
Ale staa si rzecz jeszcze dziwniejsza. 
Oto nagle echa lene powtrzyy za karoc krzyk czeladzi, lecz z wiksz moc, potniej; 
rozlegy si przy tym jakby wybuchy dzikiego miechu, a w chwil pniej gromada konnych 
zaczerniaa po obu stronach broka i skoczya caym pdem koni ku stadu dzikw i otaczajcym 
je wilkom. 
W mgnieniu oka i jedne, i drugie nie dotrzymawszy pola rozproszyy si po polanie, jakby je 
wicher rozegna. Rozlegy si strzay, krzyki i znw owe dziwne wybuchy miechu. Pachokowie 
pana Pgowskiego skoczyli take za jedcami, tak e przy karocy zosta tylko wonica i 
pachoek siedzcy na lejcowym koniu. 
W karocy zapanowao tak wielkie zdumienie, e przez pewien czas nikt nie mia ust 
otworzy. 
 A sowo stao si ciaem!  zawoaa wreszcie pani Winnicka.  Z nieba to chyba pomoc. 
 Niech si wici, skdkolwiek jest  odrzek pan Pgowski.  le ju byo z nami. 
Panna Sieniska za, chcc take wtrci swko, dodaa: 
 Bg zesa tych modych rycerzy! 
Z czego panna Sieniska moga pomiarkowa, e to byli rycerze, a do tego jeszcze modzi 
trudno byo odgadn, gdy jedcy przesunli si jak wicher koo sani; ale nikt jej o to nie 
zapyta, bo oboje starsi zbyt byli przejci tym, co zaszo. 
Tymczasem na polanie brzmiay jeszcze przez kilka pacierzy odgosy pocigu, a niezbyt 
daleko od karety jeden wilk, majcy widocznie zamany grzbiet od uderzenia kicienia, siedzia 
na zadzie i wy z blu tak strasznym gosem, e a mrowie przechodzio po skrze. 
Fory zeskoczy na ziemi i poszed go dobi, bo konie poczy si rzuca tak, e a dyszel 
chrupn. 
Ale po pewnym czasie oddzia jezdnych zaczernia znw na nienej rwninie. 
Szli kup bezadn we mgle, bo cho noc bya jasna i przejrzysta, zmachane konie dymiy na 
mrozie jak kominy. 
Jedcy zbliali si ze miechem i piewaniem, a gdy byli ju blisko, jeden z nich poskoczy 
ku brokowi i zapyta dwicznym, wesoym gosem: 
 Kto jedzie? 
 Pgowski z Beczczki. Komu ratunek zawdziczam? 
 Cyprianowicz z Jedlinki! 
 Bukojemscy! 
 Dziki waszmociom! W por was Bg zesa. Dziki! 
 Dziki!  powtrzy mody niewieci gos. 
 Chwali Boga, e w por!  odrzek Cyprianowicz uchylajc futrzanej czapki. 
 Skdecie si waszmociowie o nas dowiedzieli? 
Nie mwi nam nikt, jeno wilki e zbiy si w kupy, wyjechalimy ludzi ratowa, midzy 
ktrymi e tak znamienita persona si znalaza, tym wiksza nasza rado i przed Bogiem zasuga 
 rzek grzecznie Cyprianowicz. 
A jeden z panw Bukojemskich doda: 
 Nie liczc skr. 
 Prawdziwie kawalerska to robota  odpowiedzia pan Gedeon  i pikny uczynek, za ktry, 
daj Bg, jak najprdzej si wywdziczy. Myl te, e i wilkom odesza ochota na ludzkie miso 
i e bezpiecznie dojedziemy do domu. 
Nie cakiem to pewne. Zwabi si znw wilcy niebawem i mogliby powtrnie zastpi. 
 To i nie ma rady. Nie damy si! 
 Jest rada, a mianowicie ta, abymy waszmoci do samego domu odprowadzili. Zdarzy si 
te moe uratowa jeszcze kogo na gocicu. 
 Nie miaem o to prosi, ale skoro aska waszmociw, to nieche ju tak bdzie, bo i moje 
niewiasty bd si mniej bay. 
 Ja si i tak nie boj, alem z caej duszy wdziczna!  ozwaa si panna Sieniska. 
Pan Pgowski da rozkaz i ruszono. Ale ledwie przejechali kilkanacie krokw, nadamany 
dyszel pk do reszty i karoca stana. 
Nastaa nowa mitrga. 
Pachokowie mieli wprawdzie powrozy i poczli zaraz naprawia poamane czci, ale nie 
wiadomo byo, czy taka dorywcza robota nie popsuje si znowu po ujechaniu kilku stai. 
Wic mody Cyprianowicz zastanowi si nieco, po czym uchyliwszy znw kopaka, rzek: 
 Do Jedlinki przez p bliej ni do Beczczki. Uczye wasza mo naszemu domowi t 
ask i zajed na nocleg do nas. Nie wiem, co by nas w gbi boru spotka mogo  i czy nie 
okazaoby si, e jeszcze nas za mao przeciw tym wszystkim bestiom, ktre si z caej puszczy 
na gociniec pewnikiem zbiegn. Karoc jako zacigniem, a im bliej, tym atwiej. Po prawdzie, 
zaszczyt bdzie nad zasug, ale to prawie dura necessitas, wic zbytnio w pych nie uroniem. 
Pan Pgowski nie odpowiedzia od razu na te sowa, albowiem poczu w nich wymwk. 
Przypomnia sobie, e gdy stary Cyprianowicz przyjecha przed dwoma laty pokoni mu si 
w Beczczce, przyj go wprawdzie grzecznie, ale z pewn dum  i wzajem w odwiedziny do 
niego wcale nie pojecha, a to z tego powodu, e to by homo novus  z rodu uszlachconego 
dopiero w drugim pokoleniu  i z pochodzenia Ormianin, ktrego dziad jeszcze kupczy 
bawatami w Kamiecu. 
Syn tego bawatnika Jakub suy ju pod wielkim Chodkiewiczem w artylerii i pod 
Chocimiem tak znaczne odda usugi, e za protekcj Stanisawa Lubomirskiego otrzyma 
szlachectwo i krlewszczyzn Jedlink w doywocie. Doywocie owo zmieniono nastpnie w 
zastaw jego nastpcy, Serafinowi, za poyczk udzielon po inkursji szwedzkiej skarbowi 
Rzeczypospolitej. 
Modzian, ktry przyby z tak skuteczn pomoc podrnym, by wanie synem Serafina. 
Poczu wic pan Pgowski wymwk tym atwiej, e sowa zbytnio w pych nie uroniem 
wypowiedzia mody Cyprianowicz nieco hardo i z umylnym naciskiem. 
Ale wanie ta kawalerska fantazja podobaa si staremu szlachcicowi, a e przy tym trudno 
byo odmwi swemu zbawcy i e do Beczczki droga bya istotnie duga i niebezpieczna, wic 
nie wahajc si ju duej, rzek: 
 Bez wacinej pomocy wilcy by si teraz moe o nasze koci gryli  nieche cho dobr 
wol odpac... Jedmy! 
Cyprianowicz kaza wiza karoc. 
Dyszel zamany by, jakby kto toporem obci, wic poprzywizywano powrozy jednym 
kocem do pozw, drugim do kulbak  i ruszono rano w duej a wesoej kupie, przy okrzykach 
jedcw i piewach panw Bukojemskich. 
Do Jedlinki, ktra bya wicej osad len ni wsi, nie byo zbyt daleko. Wkrtce wic 
otworzya si przed podrnymi obszerna, kilkadziesit staja liczca polana, a raczej 
przestronne, zamknite z czterech stron borem pole, a na nim kilkanacie domostw, ktrych 
dachy, pokryte niegiem, byszczay i iskrzyy si w wietle ksiyca. 
Nieco dalej, za chopskimi chatami, wida byo zabudowania folwarczne, krgiem wok 
dziedzica stojce, a w gbi dwr, bardzo nieksztatny, bo przerobiony przez Cyprianowiczw z 
dworku, w ktrym niegdy mieszkali lenicy krlewscy, ale obszerny, jak na tak ma osad. 
Z okien jego bio jasne wiato rowiejc niegi przed przyzb, krzewy rosnce przed domem 
i urawie studzienne sterczce po prawej stronie obejcia. 
Wida stary Cyprianowicz oczekiwa syna, a moe i goci z gocica, ktrzy wraz z nim 
przyby mogli, zaledwie bowiem karoca dotara do bramy, na ganek wybiego kilku pachokw z 
pochodniami, a za sub i sam gospodarz w kunim toubie i asiczym kopaku, ktry zdj zaraz 
na widok karocy. 
 Jakiche to miych goci Bg nam zesa na nasze lene pustkowie? zapyta zstpujc ze 
schodw ganku. 
Mody Cyprianowicz, ucaowawszy rk ojca, oznajmi, kogo przywiz, a pan Pgowski, 
wysiadszy z karocy, rzek: 
 Dawno chciaem to uczyni, do czego mnie ciki termin dzi przymusi, wic tym bardziej 
bogosawi tej niewoli, ktra tak exquisite si z wol moj zgodzia. 
 Rne wydarzaj si ludziom przygody, ale dla mnie szczliwa to przygoda, za czym z 
radoci prosz do komnat. 
To powiedziawszy pan Serafin skoni si znw  i poda rami pani Winnickiej, za ktr 
reszta gromady wesza do domu. 
Zaraz na wstpie ogarno goci to uczucie zadowolenia, jakie ogarnia zawsze podrnych, 
ktrzy z ciemnoci i mrozu wchodz do ciepych i widnych komnat. Jako i w sieni, i w innych 
pokojach buzowa si w przestronnych kaflowych kominach ogie, a prcz tego suba pocza 
zapala tu i owdzie jarzce wiece. 
Pan Pgowski rozglda si naok z pewnym zdziwieniem, albowiem zwykym dworom 
szlacheckim daleko byo do dostatku, ktry bi w oczy w domu Cyprianowiczw. 
Przy blasku ognia i wiec wida byo we wszystkich pokojach sprzty, jakich nie znalazby 
nawet i w niejednym zameczku: skrzynie i krzesa woskie z rzebionego drzewa, tu i owdzie 
zegar i szko weneckie, wieczniki odlane z zacnego mosidzu, bro wschodni sadzon 
turkusami, a porozwieszan na dzianych srebrnymi nimi makatkach. Na podogach mikkie 
krymskie kilimy, a na dwch dunych cianach dwa arrasy, ktre by u kadego magnata mogy 
stanowi ozdob komnaty. 
 Z kupiectwa im to przyszo  pomyla z pewnym gniewem pan Pgowski  a teraz mog si 
nad szlacht wynosi i puszy bogactwy zdobytymi nie orem. 
Lecz uprzejmo i szczera gocinno Cyprianowiczw rozbroiy starego szlachcica, a gdy w 
chwil potem usysza brzk naczy w przylegej stoowni, udobrucha si zupenie. 
Aby rozgrza przybyych z mrozu goci, podano tymczasem gorce wino z korzeniem. 
Rozpocza si rozmowa o minionym niebezpieczestwie. Pan Pgowski chwali bardzo modego 
Cyprianowicza, e zamiast w ciepej izbie siedzie, ratowa ludzi na gocicach, nie baczc na 
okrutne mrozy, na trud i niebezpieczestwo. 
 Zaprawd  mwi  tak dawniej czynili owi sawni rycerze, ktrzy jedc po wiecie, 
bronili ludzi od smokw, od jdzonw i rnych innych bestii. 
 A jeli za udao si ktremu wybawi jak cudn krlewn  odrzek mody Cyprianowicz 
 to taki by szczliwy, jako my jestemy w tej chwili. 
 Prawda! aden cudniejszej nie wybawi! Jak mi Bg miy! Sprawiedliwie mwi!  zawoali 
z zapaem czterej bracia Bukojemscy. 
A panna Sieniska umiechna si mile, tak e na policzkach utworzyy si jej dwa 
wdziczne doeczki  i spucia oczy. 
Lecz panu Pgowskiemu komplement wyda si troch za poufay, albowiem panna Sieniska, 
lubo sierota bez majtku, pochodzia jednak z magnackiego rodu, wic odwrci rozmow i 
zapyta: 
 I dawno tak wapanowie jedzicie po gocicach? 
 Od czasu wielkich niegw, a bdziem jedzili, pki mrozy nie popuszcz  odpowiedzia 
mody Stanisaw Cyprianowicz. 
 I siaecie wilkw ju nabili? 
 Starczy dla wszystkich na wilczury. 
Tu panowie Bukojemscy poczli si mia tak rozgonie, jakby cztery konie ray, a gdy si 
nieco uspokoili, najstarszy, Jan, rzek: 
 Bdzie krl jegomo rad ze swoich lenikw. 
 Prawda  odpowiedzia pan Pgowski.  A syszaem, e wapanowie jestecie nadlenymi 
w tutejszej krlewskiej puszczy. Ale przecie Bukojemscy pochodz z Ukrainy? 
 My z tych samych. 
 Prosz... prosz.... dobry rd, JeoBukojemscy... S tam koligacje nawet z wielkimi 
domami... 
 I z witym Piotrem!  zawoa ukasz Bukojemski. 
 H?  spyta pan Pgowski. 
I pocz spoglda surowo a podejrzliwie na braci, jakby chcc zbada, czy nie pozwalaj 
sobie z niego drwi. Lecz oni mieli oblicza pogodne i z gbokim przekonaniem kiwali gowami, 
przywiadczajc w ten sposb sowom brata. Wic zdumia si wielce pan Pgowski i powtrzy: 
 Krewni witego Piotra? A to quo modo? 
 Przez Przegonowskich! 
 Prosz! A za Przegonowscy? 
 Przez Uwiatw! 
A Uwiatowie znowu tam przez kogoodrzek ju z umiechem stary szlachcic  i tak 
dalej, a do Pana Chrystusowego narodzenia... Tak!... Dobrze i w ziemskim senacie mie 
krewnych, a c dopiero w niebieskim... Tym pewniejsza promocja... Ale jakime sposobem 
zawdrowalicie wapanowie z Ukrainy a do naszej Puszczy Kozienickiej, bo jako syszaem, to 
ju od kilku lat tu jestecie? 
Od trzech. Ukrainne majtnoci rebelia dawno ju z ziemi zrwnaa, a potem i granica si 
tam zmienia. Nie chcielimy w czambuach poganom suy, wic naprzd sugiwalimy 
wojskowo, potem chodzilimy dzierawami, a wreszcie krewny nasz, pan Malczyski, 
nadleniczymi nas tu uczyni. 
 Tak  rzek stary Cyprianowicz.  A mi dziwno, emy si tak w tej puszczy obok siebie 
znaleli, bo pono wszyscy jestemy nietutejsi, jeno nas zmienno ludzkich losw tu przyniosa. 
Dziedzictwo waszmoci pana (tu zwrci si do Pgowskiego) te, jako mi wiadomo, na Rusi, 
wedle pomorzaskiego zamku, ley. 
Drgn na to pan Pgowski, jakoby go kto w niezasch ran urazi. 
 Miaem i mam tam majtno  rzek  ale mi obrzydy tamte strony, bo tam jeno 
nieszczcia we mnie jako pioruny biy. 
 Wola boska  odrzek Cyprianowicz. 
 Pewnie, e prno w grodzie przeciw niej protestowa, ale te i y ciko... 
 Waszmo, jako wiadomo, duszy czas wojskowo sugiwae. 
 Pkim rki nie straci. Mciem si krzywd ojczyzny i wasnych. A jeli Pan Jezus odpuci 
mi jeden grzech za kad pogask gow, to ywi nadzieja, e pieka moe nie obacz. 
 Pewnie, pewnie! I suba zasuga, i bole zasuga. Najlepiej smutnych myli poniecha. 
 Ja bym rad ich poniecha, jeno one nie chc mnie poniecha. Ale do o tym. Ostawszy 
kalek, a zarazem i opiekunem tej oto panny, przeniosem si na staro do spokojniejszego 
kraju, do ktrego czambuy nie dochodz, i siedz, jako waszmo widzisz, w Beczczce. 
 Susznie, i ja tak samo  rzek stary Cyprianowicz.  Modzi, chocia tam teraz spokojnie, 
rwi si w nadziei przygd na szlaki, ale przecie okropne i aobne to strony, w ktrych kady 
kogo opakuje. 
Pan Pgowski przyoy rk do czoa i trzyma j tak przez dusz chwil, po czym ozwa 
si smutnym gosem: 
 Naprawd to w tamtych stronach moe si osta tylko chop albo magnat. Chop dlatego, e 
gdy przyjdzie nawaa pogaska, to umknie w lasy i potrafi tam y jako dziki zwierz przez cae 
miesice, a magnat, bo ma warowne zamki i wasne chorgwie, ktre go broni... A i to 
jeszcze!... Byli kiewscy i wyginli, byli Daniowicze i wyginli. Z Sobieskich zgin brat 
miociwie nam dzi panujcego krla Jana... A ilu innych!... Jeden z Winiowieckich wi si na 
haku w Stambule... Korecki drgami elaznymi zabit... Zginli Kalinowscy, a przedtem pacili 
danin krwi Herburtowie i Jazowieccy. Polego te w rnych czasach kilku Sieniskich, ktrzy 
drzewiej ca prawie tamtejsz krain wadali... Co za cmentarz! Do rana bym nie skoczy chcc 
wszystkich wymieni... A gdyby nie tylko magnatw, ale i szlacht cytowa, toby i miesica nie 
byo dosy. 
 Prawda! prawda! Ale te i to czeku a dziwno, jak Pan Bg to plugastwo tatarskie i tureckie 
rozmnoy. Bo przecie i ich tylu tam nabito, e gdy chop wiosn orze, to mu co krok czerepy 
pogaskie pod soch zgrzytaj... Miy Boe! ilu ich tam wygnit choby dzisiejszy nasz Pan... 
Na dobr rzek by krwi tej starczyo, a oni lez i lez! 
Bya to prawda. 
Rzeczpospolita, trawiona nierzdem i swawol, nie moga zdoby si na potne armie, ktre 
by zdoay w jednej wielkiej wojnie skoczy raz na zawsze z tureckotatarsk nawa. 
Zreszt na tak armi nie moga zdoby si caa Europa. 
Ale natomiast t Rzeczpospolit zamieszkiwa lud zuchway, ktry bynajmniej nie poddawa 
dobrowolnie garda pod n wschodnich najedcw. Owszem, na owo straszne, zjeone 
mogiami i zbroczone krwi pogranicze, wic: na Podole, na Ukrain i Ru Czerwon, napyway 
coraz nowe fale polskich osadnikw, ktrych nie tylko ncia urodzajna ziemia, ale wanie dza 
ustawicznej wojny, bitew i przygd. 
Polacy  pisa stary kronikarz  id na Ru dla harcw z Tatary.1 
Pynli wic chopi z Mazowsza, pyna bitna szlachta, ktrej wstyd byo w ou zwyk 
mierci umiera, wyrastali wreszcie na tych Czerwonych Ziemiach potni magnaci, ktrzy nie 
poprzestajc na odporze w domu, szli nieraz a hen  do Krymu lub na Wooszczyzn, szuka 
tam wadzy, zwycistw, mierci, zbawienia i chway. 
Mwiono nawet, i nie chc Polacy jednej wielkiej wojny, aby jej cigle zaywa. Ale chocia 
nie bya to prawda, niemniej jednak mia bya hardemu plemieniu ciga zawierucha  i najezdnik 
krwawo paci czasem za sw zuchwao. 
Ani ziemie dobrudzkie, ani biaogrodzkie, ani zwaszcza bezpodne komysze krymskie nie 
mogy wyywi swych dzikich mieszkacw, wic gd gna ich na bujne pogranicze, gdzie 
czeka ich up obfity, ale rwnie czsto mier. 
uny poarw owiecay tam nieznane w dziejach pogromy. Pojedyncze puki roznosiy w 
puch i proch na szablach i kopytach dziesikro liczniejsze czambuy. Tylko niezmierna 
szybko obrotw ratowaa najezdnikw, w ogle bowiem kady czambu dognany przez 
regularne wojska Rzeczypospolitej by tym samym zgubiony bez ratunku. 
Byway wyprawy, zwaszcza mniejsze, z ktrych nie wraca do Krymu nikt. Straszne swego 
czasu byy Tatarom i Turkom imiona Pretwica i Chmieleckiego. Z mniejszych rycerzy krwawo 
zapisali si w ich pamici: Woodyjowski, Peka i starszy Ruszczyc, ktrzy od kilkunastu lub 
kilku ju lat spoczywali w mogiach i w sawie. Lecz nawet i z wielkich aden nie wytoczy tyle 
krwi z wyznawcw Islamu, ile wczesny krl Jan III Sobieski. 
Pod Podhajcami, Kauszem, Chocimiem i Lwowem leay dotychczas nie pogrzebione stosy 
koci pogaskich, od ktrych rozlege pola bieliy si jak pod niegiem. 
1 Kromer 
A wreszcie postrach pad na wszystkie ordy. 
Odetchno wwczas pogranicze, a gdy i nienasycona potga turecka atwiejszych pocza 
szuka podbojw, odetchna i caa skoatana Rzeczpospolita. 
Zostay tylko bolesne wspomnienia. 
Daleko od teraniejszej siedziby Cyprianowiczw, w ssiedztwie pomorzaskiego zamku, sta 
na wzgrzu wysoki krzy z dwiema wczniami, ktry wznis przed dwudziestu kilku laty pan 
Pgowski na miejscu spalonego dworu  wic ilekro pomyla o tym krzyu i tych wszystkich 
drogich sercu gowach, ktre na tamtym miejscu utraci, skowyczao w nim jeszcze teraz z blu 
stare serce. 
Ale e to by czowiek twardy dla samego siebie i dla innych i e si przed obcymi ez 
wstydzi i taniej litoci nie znosi, wic nie chcia duej mwi o swoich nieszczciach  pocz 
wypytywa gospodarza, jak mu si te yje na lenej dziedzinie. 
A w rzek: 
 Ot cisza, cisza! Gdy br nie szumi i wilcy nie wyj, to ledwie e nie syszysz, jak nieg 
pada. Jest spokj, jest ogie na kominie i dzbaniec grzanego wina wieczorem  staroci wicej 
nie trzeba. 
 Pewnie. Ale synowi? 
 Mody ptak prdzej, pniej z gniazda wyleci. A szumi nam tu jako drzewa o wielkiej 
wojnie z pogany! 
 Na t wojn i siwe sokoy wylec. Poleciabym z innymi i ja, gdyby nie to, ot!... 
Tu pan Pgowski potrzsn pustym rkawem, w ktrym tylko kawaek ramienia przy karku 
pozosta. 
A Cyprianowicz nala mu wina: 
 Za pomylno chrzecijaskiego ora! 
 Daje Boe! Do dna. 
Tymczasem mody Cyprianowicz czstowa z rwnie dymicego dzbana pani Winnick, 
pann Sienisk i czterech braci Bukojemskich. Panie ledwie e dotykay ustami brzegw 
szklenic, natomiast panowie Bukojemscy nie dali si prosi, skutkiem czego wiat wydawa si 
im coraz weselszy, a panna Sieniska coraz adniejsza. Wic nie mogc znale odpowiednich 
sw na wyraenie swego zachwytu, poczli spoglda na ni ze zdumieniem, sapa i trca si 
okciami. 
Na koniec najstarszy, Jan, rzek: 
 Nie dziwowa si wilkom, e chciay kosteczek i misa wapanny poprbowa, bo nawet i 
dzika bestia wie, co prawdziwy specja!... 
A trzej inni  Mateusz, Marek i ukasz  nu bi si domi po udach: 
 Utrafi! w sedno utrafi! 
 Specja! nic innego! 
 Marcepan! 
Syszc to panna Sieniska zoya rce i udajc przestrach, rzeka do modego 
Cyprianowicza: 
 Ratuje wapan, bo widz, e ichmociowie dlatego jeno mnie od wilkw ratowali, aby 
mnie sami zjedli. 
 Mocia panno  odpowiedzia wesoo Cyprianowicz  pan Jan Bukojemski mwi: nie 
dziwowa si wilkom! a ja rzekn: nie dziwowa si panom Bukojemskim. 
 To ju zaczn chyba mwi: Kto si w opiek... 
 Jeno nie artuj z rzeczy witych!  zawoaa pani Winnicka. 
 Hej! gotowi ci kawalerowie i ciotuchn razem ze mn zje. Nieprawda? 
Ale pytanie to pozostao przez chwil bez odpowiedzi. Owszem, atwo byo z twarzy panw 
Bukojemskich wyczyta, e znacznie mniejsz maj do tego ochot. Jednake ukasz, ktry mia 
dowcip od braci bystrzejszy, rzek: 
 Niech Jan mwi; on starszy brat. 
A Jan zakopota si nieco i odrzek: 
 Kto tam wie, co go jutro spotka! 
 Roztropna to uwaga  zauway Cyprianowicz  ale do czego j wapan stosujesz? 
 Bo co? 
 Bo nic: jeno pytam, czemu to o jutrze wspominasz? 
 A to wa nie wiesz, e afekt gorszy od wilka, gdy wilka mona zabi, a afektu nie 
zabijesz? 
 Wiem, ale to znw inna materia. 
 Byle dowcip dopisa, mniejsza o materi... 
 Ha! jeli tak, to Boe dopom dowcipowi. 
Panna Sieniska pocza si mia w pistk, za ni Cyprianowicz, a w kocu i panowie 
Bukojemscy. Lecz dalsz rozmow przerwaa suka proszc na wieczerz. 
Starszy pan Cyprianowicz poda rami pani Winnickiej, po nich szed pan Pgowski, mody 
za Cyprianowicz prowadzi pann Sieniska. 
 Trudna dysputa z panem Bukojemskim  rzeka rozweselona panienka. 
 Bo jego racje s jako narowiste konie, z ktrych kady cignie w inn stron; wszelako 
powiedzia on dwie prawdy, ktrym trudno negowa. 
 Jaka jest pierwsza? 
 e nikt nie wie, co go jutro spotka, jako i jam na przykad nie wiedzia, e oczy moje ujrz 
dzisiaj wapann. 
 A druga? 
 e atwiej wilka zabi ni afekt... Wielka to prawda. To rzekszy westchn mody pan 
Cyprianowicz, a panienka spucia na oczy cieniste swe powieki i zamilka. Po chwili dopiero, 
gdy ju siadali do stou, rzeka: 
 A wapanowie prdko przyjedcie do Beczczki, aby za opiekun mg wam wdziczno 
za ratunek i za gocin okaza. 
Pospny humor pana Pgowskiego poprawi si znacznie przy wieczerzy, a gdy gospodarz 
wnis w ozdobnych sowach naprzd zdrowie niewiast, a nastpnie zacnego gocia, stary 
szlachcic odpowiedzia bardzo uprzejmie, dzikujc za wybawienie z cikich terminw i 
zapewniajc o swej wiekuistej wdzicznoci. 
Mwiono potem de publicis: o krlu, o jego zwycistwach, o sejmie, ktry w kwietniu mia 
si zebra, i o wojnie, ktra grozia cesarstwu niemieckiemu ze strony sutana tureckiego, a na 
ktr zaciga ju ochotnikw w Polsce pan Hieronim Lubomirski, kawaler maltaski. 
Panowie Bukojemscy suchali z niema ciekawoci, jako tam w Niemczech przyjmowano z 
otwartymi rkoma kadego Polaka; albowiemTurcy lekcewayli jazd niemieck, polska za 
budzia w nich naleyty postrach. 
Pan Pgowski gani nieco dum kawalera Lubomirskiego, ktry mawia o grafach 
niemieckich: dziesiciu takich w jedn moj rkawic wlezie, ale chwali jego przewagi 
rycerskie, niezmiern odwag i wielk biego w sztuce wojennej. 
Syszc to ukasz Bukojemski owiadczy w imieniu swoim i braci, e niech tylko wiosna 
uczyni si na wiecie, to nie wytrzymaj, jeno do pana kawalera pod, ale pki mrozy mocne, 
bd jeszcze bili wilki, aby si za pann Sienisk godnie pomci. Bo chocia powiedzia Jan, 
e nie ma co si wilkom dziwowa, przecie gdy si pomyli, e taki gobek niewinny sta si 
mg ich pastw, to a serce pod szyj podchodzi od wciekoci, a zarazem trudno utrzyma ez. 
 Szkoda  mwi  e skry wilcze takie tanie, ie ydy zaledwie za trzy talara daj, ale ez 
trudno utrzyma i nawet lepiej po prostu im pofolgowa, gdy kto by nie poaowa ucinitej 
niewinnoci i cnoty, ten okazaby si barbarusem, niegodnym rycerskiego i szlacheckiego 
imienia. 
To rzekszy pofolgowa istotnie zom, a za jego przykadem poszli zaraz i inni bracia, chocia 
bowiem wilki mogy w najgorszym razie grozi yciu, nie za cnocie panny Sieniskiej, jednake 
tak ich wzruszya wymowa brata, e serca zmiky w nich jak wosk przygrzany. 
Chcieli te po wieczerzy pali z pistoletw na cze panienki, ale sprzeciwi si temu 
gospodarz mwic, e ma w domu borowego, czowieka wielkich zasug, ktren jest chory i 
potrzebuje spokoju. 
Mniema pan Pgowski, i to moe jaki zuboay krewny domu, a w najgorszym razie 
szlachcic z zacianka, wic przez grzeczno pocz si o niego wypytywa; dowiedziawszy si 
jednake, i to jest chop suebny, wzruszy ramionami i spojrzawszy niechtnym i zdziwionym 
okiem na starego Cyprianowicza, rzek: 
 A tak! zapomniaem, co o wacinym zbyt ludzkim sercu opowiadaj. 
 Daj Boe  odpowiedzia pan Serafin  aby nie opowiadali nic gorszego. Sia temu 
czowiekowi zawdziczam, a moe i kademu si to trafi, gdy on wybornie zna si na zioach i 
kadej chorobie umie zaradzi. 
 To ju mi tylko to dziwne, e skoro innych tak uzdrawia, siebie nie uzdrowi. Przylij go 
waszmo kiedy tej oto mojej krewniaczce, pani Winnickiej, ktra z zi rozmaite extracta 
wyciga i ludzi nimi morzy; ale tymczasem niech nam wolno bdzie pomyli o spoczynku, bo 
mnie droga okrutnie strudzia, a i wino nieco rozebrao, rwnie jak panw Bukojemskich. 
Bukojemskim rzeczywicie kurzyo si z czupryn, a oczy mieli mgliste i rozrzewnione, wic 
gdy mody Cyprianowicz poprowadzi ich do oficyny, gdzie mia razem z nimi nocowa, to szli 
za nim wielce niepewnym krokiem po skrzypicym od mrozu niegu, dziwic si, e miesic 
mieje si do nich i siedzi na dachu stodoy, zamiast wieci na niebie. 
Lecz panna Sieniska tak gboko zapada im w serca, e chciao im si jeszcze o niej mwi. 
Mody Cyprianowicz nie czu take ochoty do snu, kaza wic przynie gsior miodu, po 
czym zasiedli wedle wielkiego komina i przy jaskrawym wietle uczywa pili z pocztku w 
milczeniu, suchajc tylko wierszczw grajcych w izbie. 
Wreszcie najstarszy, Jan, nabra w piersi powietrza, po czym wydmuchn je w komin z tak 
si, e a si pomie pochyli, i rzek: 
 O Jezu! Bracia moi mili, zapaczcie nade mn, bo przyszed na mnie termin aosny! 
 Jaki termin? mw, nie ukrywaj! 
 A to przecie miuj tak, e ae mi kolana mdlej. 
 A ja, to mylisz, nie miuj?  zawoa ukasz. 
 A ja?  krzykn Mateusz. 
 A ja?  zakoczy Marek. 
Jan chcia im co odpowiedzie, ale zrazu nie mg, albowiem porwaa go czkawka. 
Wytrzeszczy tylko oczy z wielkiego zdziwienia i pocz spoglda na nich tak, jakby ich 
pierwszy raz w yciu widzia. 
Wreszcie gniew odbi si na jego obliczu. 
 Jak to, tacy synowie  zawoa  to starszemu bratu chcecie w drog wchodzi i 
szczliwoci go pozbawia? 
 O wa!  odpowiedzia ukasz  to c? Zali to panna Sieniska jakowa ordynacja, e j 
tylko starszy ma bra? Z jednegomy ojca i matki, przeto jeli nas takimi synami zowiesz, to 
rodzicielom w grobie uchybiasz. Kademu wolno miowa. 
 Wolno kademu, ale wam wara, bocie mi oboedientiam powinni. 
 Mamy cae ycie koskiego ba sucha? Co? 
 Blunisz, poganinie, jako pies! 
 Ty sam blunisz. Bo Jacobus modszy by od Ezawa, a Jzef najmodszy z braci, wic ty 
Pismu witemu przyganiasz i przeciw wierze szczekasz. 
Przycinity tymi argumentami do muru, Jan nie umia na razie znale odpowiedzi, a gdy 
jeszcze Mateusz wspomnia co o Kainie, jako starszym bracie, wwczas cakowicie straci 
gow. 
Gniew wzbiera si w nim coraz wikszy, a na koniec pocz prawic szuka szabli, ktrej 
zreszt nie mia przy boku. 
I nie wiadomo, do czego byoby doszo, gdyby nie Marek, ktry trzymajc od pewnego czasu 
palec przy czole, jak gdyby si pora z jak myl, nagle wykrzykn ogromnym gosem: 
 Jam najmodszy z braci, jam jest Jzef, wic dla mnie panna Sieniska! 
A inni zaraz zwrcili si do niego, ze wzburzeniem w obliczach i skrami w oczach: 
 Co? Dla ciebie? Dla ciebie, ty gsie jaje, ty somiana kuko, ty koska zozo, suszykuflu, ty 
opoju!... Dla ciebie? 
 Stulcie gby, skoro tak stoi w Pimie! 
 W jakim Pimie, gbie? 
 Wszystko jedno, ale stoi. Samicie si popili, nie ja! Lecz tu wda si midzy nich Stanisaw 
Cyprianowicz. 
 Czy wam nie wstyd  mwi  szlacht i brami bdc, ktni wszczyna? Take to 
obserwujecie mio bratersk? I o co ktnia? Czy to panna Sieniska jest grzyb, ktry ten do 
kobiaki schowa, kto go pierwszy w borze zdybie? Zali taki jest midzy pelikanami obyczaj, 
ktrzy to pelikanowie nie bdc ani szlacht, ani nawet ludmi, przecie z rodzinnych afektw 
jedne drugim we wszystkim ustpuj, a gdy ryb nie naowi, to si krwi wasn wzajemnie 
karmi? Wspominacie zmarych rodzicw waszych, ale oni tam zami si zalewaj widzc 
niezgod synw, ktrym pewnie co innego pod bogosawiestwem nakazywali. Ju im tam i 
pasza niebieska nie smakuje, i oczu nie miej podnie na owych czterech ewangelistw, 
ktrych imiona na chrzcie witym wam podawali. 
Tak mwi Staszko Cyprianowicz i cho z pocztku chciao mu si cokolwiek mia, jednake 
w miar jak mwi, coraz wicej si wasn wymow przejmowa, albowiem dla kompanii take 
by nieco podpi. Atoli panowie Bukojemscy rozrzewnili si w kocu jego przemwienia 
niezmiernie i zapakali wreszcie wszyscy czterej, a najstarszy, Jan, zawoa: 
 O dla Boga, zabijcie mnie, ale nie nazywajcie mnie Kainem! 
Na to Mateusz, ktry by o Kainie wspomnia, rzuci mu si w objcia. 
 Bracie, katu za to mnie odda! 
 Wybacz, bo si z alu rozpukn  woa ukasz. 
Marek za: 
 Szczekaem przeciw przykazaniu jako pies. 
I poczli si ciska, lecz Jan uwolniwszy si wreszcie z obj braci siad nagle na awie, 
rozpi upan, rozgarn koszul i obnaywszy pier pocz mwi przerywanym gosem: 
 Macie! oto jako pelikan!... macie! 
A tamci nu jeszcze bardziej szlocha: 
 Pelikan! czysty pelikan!... Jak mi Bg miy!  pelikan! 
 Bierzcie pann Sienisk! 
 Twoja ona! ty j bierz. 
 Modsi niech bior... 
 Nigdy! Nie moe by! 
 Jecha j sk! 
 Jecha j sk! 
 Nie chcemy jej! 
A wtem ukasz uderzy si domi po udach, a rozlego si po izbie. 
 Wiem!  zakrzykn. 
 Co wiesz? Mw, nie ukrywaj! 
 Niech j Cyprianowicz bierze! 
Usyszawszy to tamci a zerwali si z aw, tak im trafia do serca myl braterska, i otoczyli 
Cyprianowicza. 
 Bierz j, Staszku. 
 Najlepiej nas pogodzisz. 
 Jak nas kochasz! 
 Dla nas to uczy! 
 Niech ci Bg bogosawi  woa Jan wznoszc oczy do nieba i wycigajc nad nim rce. 
A Cyprianowicz spon na twarzy i sta zdumiony, powtarzajc: 
 Bjcie si ran boskich!... 
Lecz serce drgno mu w piersiach na sam myl, bo siedzc od dwch lat przy ojcu wrd 
gbokich lasw i mao ludzi widujc, od dawna nie napotka tak cudnej dziewczyny. 
Widywa podobne niegdy w Brzeanach, gdy ojciec odda go na tamtejszy dwr, aby nabra 
ogady i znajomoci spraw publicznych. Lecz wwczas by jeszcze pacholciem  i czas zatar te 
dawne wspomnienia. 
A oto teraz, gdy wrd borw ujrza znw niespodzianie taki kwiat liczny, ludzie mwi mu 
od razu: bierz go!... 
Wic zmiesza si okrutnie i raz jeszcze powtrzy: 
 Bjcie si Boga! gdzie wam albo mnie do niej! 
Lecz oni, jako to zwykle pijany adnej przeszkody nie widzi, poczli nalega: 
 Nie bdzie aden z nas drugiemu zazdroci  mwi ukasz  a ty j bierz! Mielimy i tak 
na wojn i, bo do nam tego lenego strowania. Trzydzieci talerw na cay boy rok. Na 
napitki nie starczy, a coe na ochdostwo? Konie posprzedawalimy i na twoich za wilkami 
jedzimy, rzdy te... Wiadomo, e ciko sierotom. Lepiej na wojnie zgin a ty j bierz, jak 
nas kochasz! 
 Bierz j!  woa Jan  a my do Rakusz, do kawalera Lubomirskiego pocigniem. 
Niemiaszkom pomaga pogan uszczy. 
 Bierz j zaraz... 
 Jutro! Do kocioa!... 
Lecz Cyprianowicz ochon ju ze zdumienia i wytrzewia tak, jakby nic od rana w ustach 
nie mia. 
 Ludzie, zastanwcie si, co mwicie! Zali to tylko waszej albo mojej woli do tego potrzeba? 
A c ona sama? A c pan Pgowski, ktry jest czowiek dumny i nieuyty? Choby te i panna 
staa mi si z czasem przyjacielem, wolaby on moe, by rut siaa, ni aby zostaa on takiego 
chudopachoka jako ja albo i ktren z was. 
 O wa!  zawoa Jan.  A c to pan Pgowski  kasztelan krakowski czy hetman wielki? 
Jeli dla nas dobry, to i jemu wara nosem krci. Za mali mu na swatw Bukojemscy? A wiera! 
Stary jest, niedugo mu do mierci, nieche si strzee, aby mu wity Piotr palcw we wrotach 
niebieskich nie przyskrzybn. Ujmije ty si za nimi, wity Pietrze, i powiedz mu tak: Nie 
umiae, o taki synu, za ycia mojej krwi uszanowa, cauje psa w nos! Tak mu po mierci 
powiedz! Ale my si i za ycia nie pozwolim spostponowa. Jak to? To dlatego, e nie stao 
fortuny, maj nas poniewiera i jako chopw traktowa?... Taka ma by zapata za nasze suby 
ojczynie, za nasz krew, za nasze rany? O bracia moi, sieroty wy boe! niejedna krzywda nas w 
yciu spotkaa, ale ciszej nikt nam nigdy nie wyrzdzi. 
 Prawda, prawda!  woali aloliwie ukasz, Marek i Mateusz. 
I zy alu popyny im znw obficie po policzkach, lecz wypakawszy si poczli si burzy, 
albowiem zdawao im si, i takiej obrazy nie wolno ludziom urodzonym puszcza w niepami. 
Marek, ktry by najbardziej z braci porywczy, pierwszy sobie o tym przypomnia. 
 Trudno go na szable pozywa  rzek  bo stary jest i lewej rki nie ma, ale jeliby nam 
wzgard jakow okaza, trzeba si pomci. Co mam czyni? pomylcie!... 
 Nogi mi zmarzy na mrozie  odrzek ukasz  a teraz mnie pal okrutnie. eby nie to, zaraz 
bym co obmyli. 
 A mnie eb pali, nie nogi. 
 Z pustego i tak nie nalejesz. 
 Kaczan gbowi przygarnia!  rzek Jan. 
 Bdziecie mi tu ktni zaczyna, zamiast odpowied obmyla! zawoa z gniewem 
Marek. Lecz tu wda si midzy nich Cyprianowicz. 
 Odpowied?  zapyta  a komu? 
 Pgowskiemu. 
 A na co chcecie odpowiada? 
 Na co? Jak to: na co? 
I poczli na si spoglda z niemaym zdumieniem, a potem zwrcili si do Marka. 
 Czego ty od nas chcesz? 
 A czego wy chcecie?... 
 Do jutra sesja  zawoa Cyprianowicz.  Ot, i ogie ju w grabie przygasa, i pnoc dawno 
mina. oa tam pod cian gotowe, a spoczynek susznie nam si naley, bomy si spracowali 
na mrozie. 
Ogie przygas istotnie i pociemniao w izbie, wic rada gospodarza trafia do przekonania 
panw Bukojemskich. 
Chwil jeszcze trwaa rozmowa, ale coraz mniej ywa, a potem zaszemra w izbie szept 
pacierzy odmawianych to ciszej, to goniej, a przerywanych gbokimi westchnieniami. 
Gownie w kominie poczy pokrywa si popioem i czernie; czasem zapiszczao co w 
dogasajcym ognisku i wierszcze ozway si po ktach aosnym wierkaniem, jakby z alu za 
wiatem. 
Rozleg si jeszcze w pomroku stukot butw zrzucanych z ng na podog, po czym krtki 
czas cisza, a nastpnie ogromne chrapanie czterech upionych braci. 
Lecz mody Cyprianowicz nie mg zasn, albowiem wszystkie jego myli kryy koo 
panny Sieniskiej, jak wawe pszczoy wok kwiatu. 
Gdzie tam spa z takim rojem w gowie! 
Przymkn wprawdzie powieki raz i drugi, lecz widzc, e to na nic, pomyla: 
 Pjd obaczy, czy si u niej wieci jeszcze. 
I wyszed. 
W oknie panny Sieniskiej nie byo wiata, tylko blask miesica drga na nierwnych szybach 
jak na biecej wodzie. 
wiat by cichy i upiony tak gboko, e nawet niegi zdaway si spa w zielonawej topieli 
ksiycowego wiata. 
Czy ty wiesz, e mi ci raj?  szepn mody Cyprianowicz patrzc w srebrne okno 
dziewczyny. 
Rozdzia drugi 
Starszy pan Cyprianowicz i gwoli wasnej przyrodzonej mu gocinnoci, i wedle zwyczaju nie 
szczdzi prb i zakl, aby gocie zostali duej w Jedlince. Klka nawet przed pani 
Winnick, co z powodu lekkiej jeszcze, ale ju nieco dokuczliwej pedogry nie przychodzio mu 
atwo. Wszystko to jednak nic nie pomogo. Pan Pgowski upar si jecha przed poudniem do 
domu  i w kocu trzeba si byo na to zgodzi, gdy na jego owiadczenie, e spodziewa si 
goci, nie byo co rzec. Wyruszyli tedy przed poudniem w dzie jasny, mrony i w cudn 
pogod. Oki na drzewach i niegi na polach byy obsypane jakby tysicami iskier, ktre 
migotay tak w socu, i ledwie oczy mogy znie owe blaski bijce z nieba i z ziemi. Konie 
szy tgo ryci, a gray w nich ledziony; pozy sanic wistay po twardym niegu; firanki po 
bokach byy odsunite  i co chwila to w jednym okienku, to w drugim ukazywaa si rowa 
twarz panny Sieniskiej z wesoymi oczkami i z zaczerwienionym od mrozu noskiem, wanie 
jakby wdziczny obrazek w ramach. 
I jechaa jakby krlewna, bo karoc otaczaa salwagwardia zoona z panw 
Bukojemskich i modego Cyprianowicza. Ci siedzc na dzielnych szkapach z jedlinkowskiej 
stajni (bo swoje posprzedawali lub pozastawiali wraz z lepszymi szablami panowie Bukojemscy), 
rwali po bokach, to wspinajc konie, to puszczajc je naprzd takim pdem, e a wiry niene, 
wyrywane kopytami ze zmarzej drogi, warczay w powietrzu jak kamienie. 
Moe i niekoniecznie rad by z tej przybocznej stray pan Pgowski  i w chwili wyjazdu 
prosi nawet kawalerw, aby si nie trudzili, bo droga w dzie bezpieczna a o osacznikach w 
puszczy nie sycha, ale gdy uparli si, aby stanowczo niewiasty odprowadzi, nie pozostao mu 
nic innego, jak pacc grzecznoci za grzeczno zaprosi ich do Beczczki. Uzyska te i 
obietnic starszego pana Cyprianowicza, e go odwiedzi, ale dopiero za kilka dni, albowiem 
starszemu czowiekowi trudno byo tak obcesowo wyrywa si z domu. 
Prdko schodzia podr: kawalerom na konnych popisach, a pannie Sieniskiej na 
pokazywaniu si w okienkach karocy. Zatrzymali si dopiero w poowie drogi, aby da 
odetchn koniom, przy puszczaskiej karczmie zwanej do zowrogo Rozbj, obok ktrej 
bya kunia i szopa. Kowal ku konia na dworze przed kuni, a wedle karczmy stao kilkoro sani 
chopskich zaprzonych w poszerszeniae i okryte sdzielizn chude szkapita, z ogonami 
wtulonymi midzy zadnie nogi i z wyobroczonymi torbami na gowach. 
Ludzie wysunli si z karczmy patrzy na karoc otoczon przez jedcw i stanli opodal. 
Byli to nie chopi, tylko mieszczaniezduni z Kozienic, ktrzy letni por robili garnki, a zim 
podczas sanny rozwozili je po wsiach, a szczeglniej na odpusty w okolicy. Wydawao si im, e 
to jaki wielki dygnitarz musi jecha w tej karocy otoczonej przez tak dorodn szlacht, wic 
mimo mrozu pozdejmowali czapki i patrzyli z ciekawoci. 
Podrni, przybrani ciepo, nie wysiadali z karocy, jedcy pozostali take na koniach; 
poszed tylko pachoek pana Pgowskiego z gsiorkiem wina i z sagankiem, aby je zagrza dla 
pastwa przy ogniu w karczmie. Tymczasem pan Pgowski kaza si zbliy yczkom i pocz 
ich wypytywa, skd s, dokd jad i czy nie grozio im gdzie niebezpieczestwo od zwierza. 
 Gdzie tam nie grozio, wasza mio  odpowiedzia stary mieszczanin jeno e kup 
jedziemy i we dnie. Czekamy tu na naszych od Przytyka i z innych stron. Chopw moe si te 
co cignie i jeli si zbierze z pitnacie albo.dwadziecia wozw, to pojedziem na noc  a jeli 
nie, to nie, chocia bez paek nie jedzimy. 
 A z ludmi nie zdarzy si jakowy wypadek? 
 Zagryzy wilki yda podobno w biay dzie. Jecha z gsiami, bo pierze zostao na gocicu, 
a z czowieka i z konia jeno gnaty. Tylko po krymce poznali ludzie, e to by yd. A dzi rano 
przyszed tu piechot szlachcic, ktry ca noc na sonie przesiedzia. Powiada, e ko mu pad i 
wilcy go w jego oczach zarnli. Skostnia ci tak na drzewie, e ledwie mg mwi, a teraz pi. 
 Jak si zwa? Nie mwi, skd jest? 
 Nie. Piwa si jeno grzanego napi i zaraz potem pad jak nieywy na aw. 
Pan Pgowski zwrci si do kawalerw: 
 Syszycie, wapanowie? 
 Syszymy. 
 Bo trzeba go bdzie chyba obudzi i rozpyta. Bez konia zosta, jake go tu poniecha. 
Mgby pachoek mj na drugiego lejcowego sie w parze z forysiem, a jemu swego odda. 
Powiadaj, e szlachcic... Moe z daleka? 
I pilno mu musiao by  odrzek Stanisaw Cyprianowicz  skoro noc jecha, i do tego 
sam jeden. Pjd, rozbudz go i rozpytam. 
Lecz ch ta okazaa si zbyteczn, albowiem w tej chwili z karczmy wyszed pachoek niosc 
stolnic, a na niej dymice kubki wina  i doszedszy do karocy rzek: 
 Prosz waszej mioci, pan Taczewski tu jest. 
 Pan Taczewski? A on tu co, u licha, robi? 
 Pan Taczewski?  powtrzya panna Sieniska. 
 Ogarnie si i zaraz wyjdzie  rzek pacho.  Mao mi stolnicy z winem nie wytrci, jak si 
dowiedzia, e pastwo tu s... 
 A ciebie kto pyta o stolnic?... 
Pachoek umilk, jakby gos straci, a pan Pgowski wzi kubek wina, pocign raz i drugi, 
po czym rzek do Cyprianowicza jakby z pewn niechci: 
 To nasz znajomek i niby ssiad... spod Czarnej... At!... troch wartogw i szaawia. Z tych 
tutejszych Taczewskich, co to niegdy w caym pono wojewdztwie... 
Dalsze objanienia przerwao ukazanie si pana Taczewskiego, ktry wybiegszy popiesznie 
z karczmy, szed ku karocy zamaszystym krokiem, ale z pewn niemiaoci w obliczu. By to 
mody szlachcic, redniego wzrostu, z piknymi, czarnymi oczyma, ale chudy jak trzaska; gow 
mia pokryt magierk pamitajc bodaj czasy Batorego, na sobie szary kubrak podbity baranem 
i te szwedzkie buty z ogromnymi cholewami zakrywajcymi nawet i uda. Nikt takich w Polsce 
ju nie nosi, byo wic widoczne, e to jest chyba jaka stara zdobycz wojenna z czasw Jana 
Kazimierza, wycignita z lamusa z koniecznoci. Idc patrzy na przemian to na pana 
Pgowskiego, to na pann Sieniska i umiecha si pokazujc przy tym biae, zdrowe zby, ale 
umiech mia smutny i twarz zmieszan, a nawet troch zawstydzon. 
 Ciesz si okrutnie  rzek stanwszy przy karocy i kaniajc si grzecznie magierk  e 
widz w dobrym zdrowiu wapani, wapann i waszmo pana dobrodzieja mego, gdy droga 
niebezpieczna, o czym sam miaem sposobno si przekona. 
 Nakryj acan gow, bo ci uszy zmarzn  rzek szorstko pan Pgowski.  Dzikujem za 
troskliwo. A czego to acan wczysz si po puszczy? 
Taczewski spojrza bystro na panienk, jakby chcia zapyta: moe ty wiesz, dlaczego?  ale 
widzc, e panienka oczy ma spuszczone i zabawia si przygryzaniem wstek od kapturka, 
odrzek nieco twardym gosem: 
 At, przysza mi fantazja popatrzy na miesic nad borem. 
 Pikna fantazja. A konia ci wilcy zarnli? 
 Dornli jeno, bom sam z niego dusz wypar... 
 Wiemy. I przesiedziae noc na sonie, jak wrona. Tu panowie Bukojemscy buchnli tak 
ogromnym miechem, a im konie poprzysiaday na zadach, a Taczewski odwrci si i pocz 
ich kolejno liczy oczyma majc w renicach byski zimne jak ld i zarazem ostre jak 
brzeszczot.. Po czym rzek do Pgowskiego: 
 Nie jak wrona, ale jak szlachcic bez konia, z ktrego waszmoci dobrodziejowi mia si 
wolno, ale komu innemu moe by niezdrowo. 
 Oho! oho! oho! jli powtarza panowie Bukojemscy przysuwajc ku niemu konie. Twarze 
ich zmierzchy w jednej chwili i wsy poczy si porusza zowrogo, a on znw pocz ich 
liczy zadzierajc w gr gow. 
Lecz pan Pgowski ozwa si tak surowym i rozkazujcym gosem, jakby nad wszystkimi mia 
komend: 
 Prosz mi tu adnych zwad!... To jest pan Taczewski  rzek po chwili agodniej, zwracajc 
si do kawalerw  a to pan Cyprianowicz i panowie Bukojemscy, ktrym, mog rzec, i ycie 
zawdziczamy, bo i nas wczoraj wilcy napadli. Insperate przyszli nam z pomoc, ale skutecznie i 
w por. 
 W por  powtrzya z naciskiem panna Sieniska wydymajc nieco usta i spogldajc 
wdzicznie na Cyprianowicza. A Taczewskiemu zakwity jagody, na twarzy odbio si jakby 
upokorzenie, oczy zamgliy si i z niezmiernym alem w gosie odrzek: 
 W por! bo ich kupa i szczliwi, e na dobrych koniach, a mojemu wooszynowi wilcy ju 
zbami dzwoni i ostatniego przyjaciela mi zbrako.  Ale  i tu spojrza yczliwiej na 
Bukojemskich  nieche si wic rce waszmociom, bocie uczynili to, co i ja z caej duszy 
bybym chcia uczyni, jeno Bg nie pozwoli... 
Panna Sieniska zmienna bya widocznie, jak kada biaogowa, a moe te al jej si 
uczynio pana Taczewskiego, bo nagle oczki jej stay si sodkie i migotliwe, powieki jy si 
mruy raz po raz i cakiem ju innym gosem zapytaa: 
 Stary wooszyn?... Mj Boe, takem go lubia i on mnie zna. Mj Boe!... 
Taczewski spojrza zaraz na ni z wielk wdzicznoci. 
 Zna, mocia panno, zna... 
 Wapan, panie Jacku, nie martw si tak okrutnie... 
 Martwiem si ju i przedtem, jeno e konno, a teraz si bd martwi na piechot. Ale Bg 
wapannie zapaci za dobre sowo... 
 Tymczasem siadaj acan na myszatego  rzek pan Pgowski.  Czeladnik sidzie obok 
forysia albo stanie z tyu za karoc. A jest tam i zapana burka w trokach, to si odziej, bo marz 
ca noc, a teraz znw mrz bierze. 
 Nie  odpowiedzia.  Umylniem nie wzi szuby i ciepo mi! 
 No, to w drog! 
I po chwili ruszyli. Jacek Taczewski zaj miejsce przy lewym okienku karocy, Stanisaw 
Cyprianowicz przy drugim, tak e siedzca na przedzie panienka moga, nie obracajc gowy, 
swobodnie na obydwch spoglda. 
Rozdzia trzeci 
Lecz panowie Bukojemscy nieradzi byli z Taczewskiego i gniewao ich to, e zaj miejsce 
przy boku karocy, wic zebrawszy w kup konie, tak e niemal stykay si bami, poczli 
rozmawia i radzi. 
 Hardo ci na nas spoglda  mwi Mateusz.  Jak Bg w niebie, chcia nas spostponowa. 
 Teraz za konia zadem do nas obrci. C wy na to? 
 Juci bem nie moe obrci, bo ko tyem jako rak nie chodzi. Ale e on si ma do tej 
panny, to pewna  zauway Marek. 
 To dobrze rozpozna. Widzicie, jako si nadstawia i przegina. eby si tak pulisko urwao, 
toby zlecia. 
 Nie zleci, taki syn, bo dobrze siedzi i w puliskach zdrowy rzemie. 
 Przeginaj si, przeginaj, pki my ci nie przegniem! 
 Obaczcie no! Znw si do niej umiecha! 
 C, bracia rodzeni? Pozwolim na to? 
 Nigdy, jako ywo! Nie dla nas dziewka, dobrze! ale pamitacie, comy wczoraj uradzili? 
 Jake! Musia on si tego domyli, bo chytra wida sztuka  i teraz na zo nam si do niej 
zaleca. I na wzgard naszemu sieroctwu i ubstwu. 
 O wa! wielki mi magnat  na cudzym podjezdku!  Ba! przecie i my nie na swoich. 
 Ale jedna szkapa nam zostaa, to jak trzech w domu siedzi, czwarty moe jecha choby na 
wojn, a w i sioda wasnego nie ma, bo mu je wilcy zbami porozrywali. 
 I nosa jeszcze zadziera. Co on do nas cierpi? powiedzcie! 
 To si go spyta. 
 Zaraz? 
 Zaraz, ale politycznie, by starego Pgowskiego nie urazi. Dopiero wyrozumiawszy, co 
odpowie, wyzwa. 
 I wtedy ju bdzie nasz. 
 Ktry ma z nas to uczyni? 
 Juci ja, bom najstarszy. Sople jeno sobie z wsw wykrusz i nu! 
 Jeno zapamitaj dobrze, co ci rzeknie. 
 Jako pacierz wam powtrz. 
To rzekszy najstarszy z panw Bukojemskich pocz wyciera rkawic grudki lodu osiade 
na wsach, a potem przysun konia do podjezdka Taczewskiego i ozwa si: 
 Mosanie? 
 A co?  zapyta Taczewski odwracajc niechtnie gow od karocy. 
 Co wapan do nas cierpisz? 
Taczewski popatrzy na niego przez ma chwilk ze zdziwieniem, po czym rzek: 
 Nic. 
I ruszywszy ramionami, zwrci si znw ku karocy. 
Bukojemski jecha czas jaki w milczeniu, rozwaajc, czy ma wrci i zda braciom relacj z 
odpowiedzi, czy mwi dalej. Ta ostatnia myl wydaa mu si jednak lepsz, wic ozwa si 
znowu: 
 Bo jeli mylisz, e co wskrasz, to ja ci rzek to, co i ty mnie: nic! 
Na twarzy Taczewskiego odbia si nuda i przymus, zrozumia bowiem, e szukaj z nim 
zaczepki, na ktr nie mia najmniejszej ochoty w tej chwili odpowiada. Jednake pomyla, e 
trzeba co odpowiedzie i to co takiego, co by mogo rozmow zakoczy. 
Wic zapyta: 
 A czy tamci bracia take?... 
 A jake! ale co take? 
 To si wa domyl, a teraz nie przerywaj mi milszego dyskursu. 
Bukojemski przejecha jeszcze w pobok krokw dziesi lub pitnacie, ale wreszcie cign 
konia. 
 Co ci rzek? mw otwarcie!  pytali bracia. 
Starszy powtrzy. Nie byli radzi. 
 Bo go nie umia zay  rzek ukasz.  Trzeba mu byo konia strzemieniem w brzuch 
poechta albo skoro wiedzia, e mu na imi Jacek, powiedzie: naci placek! 
 Albo powiedzie mu tak: zjedli wilcy konia, to kup sobie koz w Przytyku. 
 To nie przepado, ale co oznaczyo to, co rzek: czy tamci bracia take? 
 Moe chcia spyta: czy take kpy? 
 Pewnie! Jak mi Bg miy!  zawoa Marek.  Nic innego nie mg pomyli! A teraz co? 
 Jego mier albo nasza. Dla Boga, to to jawne kacerstwo, o ktrym i Stachowi trzeba 
powiedzie. 
 Nie powiadaj nic, bo skoro Stachowi pann oddajem, to Stach musiaby go wyzwa, a tu 
chodzi, eby my pierwej. 
 Kiedy? 
 U Pgowskiego nie idzie. A tu ju Beczczka. 
Rzeczywicie Beczczka bya ju niedaleko. Na skraju lasu sta krzy fundacji pana 
Pgowskiego, z blaszanym Zbawicielem wrd dwch wczni; na prawo, kdy droga skrcaa 
si za borem, wida byo ki obszerne ze wstg olszyn rosncych wzdu rzeczki; zza olszyn, 
po drugiej, wyszej stronie, wida byo bezlistne korony wysokich drzew i dymy chat. 
Wkrtce orszak znalaz si wrd chat, a gdy min opotki i zabudowania folwarczne, przed 
oczami jedcw ukaza si dwr pana Pgowskiego. 
Obszerny dziedziniec otoczony by starym, sprchniaym, a miejscami powywracanym 
czstokoem. Nie dochodzi do tych stron od prastarych czasw aden nieprzyjaciel, nikt przeto 
nie dba o naleyt obronno siedliska. Na obszernym dziedzicu byy a dwa gobniki. Po 
jednej stronie staa oficyna, po drugiej lamus, spichrz i dua sernica, sklecona w krat z cienkich 
bierwion i desek. Przed domem i wok dziedzica tkwiy supki z elaznymi kkami do 
przywizywania koni; na kadym supku siedziaa czapka zmarzego niegu. Domostwo byo 
stare, obszerne, z niskim dachem somianym. Po dziedzicu wasay si gocze, a midzy nimi 
przechadza si bezpiecznie oswojony bocian ze zamanym skrzydem, ktren widocznie opuci 
przed chwil ciep izb, aby zay ruchu i powietrza na mrozie. 
W domu czekano ich, albowiem pan Pgowski wyprawi by pacholika przodem z 
oznajmieniem. Tene sam pachoek wyszed teraz na ich spotkanie i pokoniwszy si rzek: 
 Pan starosta rajgrodzki Grothus przyjecha. 
 Dla Boga!  zawoa pan Pgowski  dawnoe czeka? 
Nie ma i godziny. Chcia wyjeda, alem mu rzek, e waszej mioci tylko co nie wida z 
powrotem. 
 To dobrze rzek. Po czym do goci: 
 Prosz waszmociw. Pan Grothus to mj krewny przez on. Wraca wida tdy do 
Warszawy od brata, bo jest deputatem na sejm. Prosz! prosz. 
Po chwili znaleli si w izbie stoowej wobec starosty rajgrodzkiego, ktry gow niemal 
dotyka puapu, bo wzrostem przewysza nieco nawet panw Bukojemskich, a w caym 
domostwie komnaty byy nadzwyczaj niskie. Pan Grothus by to okazay szlachcic z mdrym 
wejrzeniem, z twarz i ysin statysty i z czoem przecitym tu nad nosem midzy brwiami. 
Blizna ta, podobna do zmarszczki, nadawaa jego obliczu surowy i jakby gniewny wyraz. 
Umiechn si jednak uprzejmie do pana Pgowskiego i otworzy rce mwic: 
 Tak, to ja, go, witam w jego wasnym domu gospodarza. 
A pan Pgowski otoczy jego szyj rk i mwi: 
 Ot go, ot miy go! Daj ci, Boe, zdrowie, panie bracie, e wstpi. Co tam sycha? 
 De privatis dobrze, a de publicis te dobrze, bo wojna. 
 Wojna! Jak to? ju? My? 
 My jeszcze nie, ale przymierze z jegomocia cesarzem bdzie w marcu podpisane, a potem 
wojna pewna. 
Jakkolwiek jeszcze przed Nowym Rokiem chodziy pogoski o przyszej wojnie z Turkami i 
nawet byli tacy, ktrzy uwaali j za niezawodn, jednake potwierdzenie tych wieci z ust osoby 
tak znakomitej i tak blisko ze sprawami publicznymi obeznanej, jak pan Grothus, wielkie 
uczynio wraenie i na panu Pgowskim, i na jego modych gociach. Zaledwie te gospodarz 
przedstawi ich starocie, rozpocza si rozmowa o wojnie, o Tekelim i o krwawych zapasach na 
Wgrzech, od ktrych, jak od ogromnego poaru, una bia ju na kraje rakuskie i na Polsk. 
Miaa to by wojna straszna, przed ktr dra cesarz rzymski i wszystkie ziemie niemieckie. 
Mwi biegy w polityce pan Grothus, e Porta poruszy poow Azji i ca Afryk, aby wystpi 
z tak si, jakiej wiat dotd nie oglda; ale przewidywania te nie popsuy nikomu humoru; 
owszem, z radoci suchaa tego bitna modzie, ktrej przykrzy si duszy domowy 
wypoczynek, ktrej wojna otwieraa pole do sawy, zasugi, a nawet i korzyci. 
Tote pan Mateusz Bukojemski usyszawszy sowa starosty rajgrodzkiego uderzy si doni 
w kolano, a rozlego si po komnacie, i rzek: 
 P Azji i kogo tam jeszcze? O wa! Albo to nam pierwszyzna! 
 Nie pierwszyzna, susznie wa mwisz!  odrzek gospodarz, ktrego pospna zwykle 
twarz zapona przelotn radoci. 
 Jeli to jest rzecz ju niechybna, to pewno i listy zapowiednie zostan wkrtce wydane i 
zacigi si rozpoczn. Daj Bg! daj Bg jak najprdzej. By stary Dziewitkiewicz pod 
Chocimiem, lepy na oba oczy. Synowie mu kopi do ataku nastawiali  i uderza w janczarw 
jak i inni. Ale ja nie mam syna! 
 Ju to, panie bracie, jeli kto ma prawo w domu osta, to wy  rzek starosta.  le nie mie 
syna na wojnie, gorzej nie mie oczu, ale pono najgorzej nie mie rki. 
 Przyuczyem do szabli obie rce  odpowiedzia pan Gedeon  a cugle mona i w zbach 
trzyma. Wreszcie... Chciaoby si polec  przeciw poganom  w polu... I nie dlatego jeno, e mi 
potargali szczcie ywota... Nie z jakowej zemsty prywatnej... nie!... Ale ot! szczerze mwi; 
stary ju jestem, siam widzia, siam rozmyla i tylem si napatrzy na zo ludzk, na prywat, 
na niead w tej naszej Rzeczypospolitej, na nasz swawol, na rwanie sejmw, na 
nieposuszestwo, na wszelkie bezprawia, e powiem waciom, nieraz pytaem w desperacji Pana 
Boga: po co ty, Panie, stworzy t nasz Rzeczpospolit i ten nasz nard? A dopiero gdy to 
morze pogaskie wzbiera, gdy w sprony smok otwiera paszcz, aby pokn wiat cay i 
chrzecijastwo, gdy jako wa mwisz, cesarz rzymski i wszystkie ziemie niemieckie dr przed 
ow nawanic  to wtedy dopiero wiem, po co nas Bg stworzy i jaki woy na nas obowizek. 
Sami Turkowie mwi o tym. Nieche dr inni  my nie zadrym, jakemy i pierwej nie dreli; 
nieche si leje ta nasza szczera krew choby do ostatniej kropli  i niech si moja z ni poczy 
 amen! 
Tu rozbysy oczy pana Pgowskiego i wzruszy si bardzo, ale jednak zom nie pozwoli 
wypyn na policzki, moe dlatego, e wszystkie ju dawniej wypaka, a moe dlatego, e by 
to czowiek i dla siebie, i dla innych twardy. Jednake pan Grothus obj go za szyj, ucaowa w 
oba policzki i tak rzek: 
 Prawda, prawda! Wiele u nas zego i tylko t krwi moem przed obliczem Pana nasz zo 
odkupi. To suba, to stra, ktr nam Bg powierzy, to przeznaczenie naszego narodu. I id 
ju czasy, w ktrych zoym wiadectwo tej suby... Tak jest! s wieci od pogan, e na Wiede 
zwrci si nawaa. Tedy tam pjdziem i wobec wiata caego pokaem, emy nie co innego, 
jeno onierze Chrystusowi, na obron wiary i krzya stworzeni. Wszystkie narody, ktre 
dotychczas yy bezpiecznie za naszymi plecami, bd widziay w jasny boy dzie, jak ow 
stra sprawujem, i da Bg, e pki ziemia nie przeminie, pty nie przeminie nasza zasuga i 
sawa. 
Na te sowa zapa ogarn modych. Panowie Bukojemscy zerwali si z krzese i poczli 
wielkimi gosami woa: 
 Daj Bg! Na kiedy zacigi? Daj Bg! A Cyprianowicz rzek: 
 A dusza si rwie! Gotowimy choby dzi! 
Jeden Taczewski milcza i nie rozchmurzy oblicza, a te wieci, ktre napeniy radoci 
wszystkie serca, byy dla niego rdem tylko blu i goryczy. Jego myl i jego oczy biegy do 
panny Sieniskiej, krztajcej si wesoo wedle zastawy stoowej, i mwiy do niej z wymwk i 
alem niezmiernym: 
Gdyby nie ty, bybym pojecha na jaki dwr paski i  chobym tam fortuny nawet nie 
znalaz  miabym przynajmniej zbroiczk grzeczn i konia, i ot, zacignbym si teraz pod 
chorgiew szuka tam mierci albo chway. Twoja to gadko, twoje spojrzenia, twoje dobre 
sowa, co mi je jak jamun czasem rzucaa, sprawiy, em tu siedzia na tych kilku ostatnich 
zagonach i prawie godem przymiera. I wiatam przez ciebie nie pozna, i nijakiego poloru nie 
nabra. Com ja ci zawini, e mnie z dusz i ciaem jakoby w jasyr zabraa?... A to bym umrze 
wola, ni ci przez rok jeden nie widzie. I ostatniegom konia straci, na ratunek ci pieszc, ty 
za jeszcze si miaa i wdzicznie na innego spogldasz... A teraz co poczn? Idzie wojna. Zali 
za pachoka si zgodz albo si w piechocie pohabi? Com ci takiego uczyni, e miosierdzia 
nade mn nigdy nie miaa? 
W taki to sposb biada Jacek Taczewski, ktry niedol sw czu tym boleniej, e by 
szlachcicem wielkiego rycerskiego rodu, cho strasznie biednym. A jakkolwiek nie bya to 
prawda, e panna Sieniska nigdy nie miaa nad nim miosierdzia, bya natomiast prawda, e z jej 
przyczyny nie wyruszy nigdzie w wiat i siedzia jakoby na wygonie, o dwch chopach, nie 
majc czsto na pierwsze potrzeby ycia. Siedemnacie lat mia, a ona trzynacie, gdy j 
pokocha bez pamici  i od piciu lat kocha, z kadym rokiem wicej i z kadym rokiem 
smutniej, bo bez nadziei. Pan Pgowski przygarnia go z pocztku chtnie, jako potomka wielkiej 
rodziny, do ktrej ongi naleay w tych stronach cae powiaty; ale pniej, gdy zmiarkowa, jak 
rzeczy stoj, pocz by dla niego szorstki, a czasem nawet okrutny. Nie zamyka mu wprawdzie 
domu, ale trzyma go z dala od panienki, majc zgoa inne dla niej nadzieje i widoki. A sama 
panienka dowiadczaa na nim swej mocy i bawia si jego mioci tak wanie, jak kada 
dziewczyna bawi si kwiatami na ce. Czasem si nad ktrym pochyli, czasem ktry zerwie, 
czasem wplecie w warkocz, pniej rzuci, pniej nie myli, a pniej znw wraca szuka 
nowych. Nigdy Taczewski nie mwi jej o swojej mioci, ale ona wiedziaa o niej doskonale, 
cho udawaa, e nie wie  i e w ogle nie chce wiedzie o niczym, co si w nim dzieje. 
Wydziwiaa z nim, jak jej si podobao. Raz, gdy goniy j pszczoy, przypada do niego pod 
opocz i przytulia mu si do serca, ale potem przez dwa dni nie chciaa mu tego przebaczy. 
Traktowaa go chwilami niemal pogardliwie, a gdy zdawao mu si ju, e wszystko ostatecznie 
przepado, jednym sodkim spojrzeniem, jednym serdecznym sowem napeniaa mu serce 
niezmierzon radoci i nadziej. Jeli czasem, czy to z powodu jakiego wesela, czy to imienin 
lub oww w ssiedztwie, nie byo go przez kilka dni w Beczczce, tsknia za nim porzdnie, 
ale gdy wrci, mcia si za t swoj tsknot i dokuczaa mu dugo. Najcisze chwile 
przechodzi, gdy w domu byli gocie, a midzy nimi zdarzy si jaki modzian i urodziwy, i 
dorzeczny. Wwczas to myla Jacek Taczewski, e nie ma w jej sercu nawet prostej litoci. Tak 
wanie myla teraz z powodu Cyprianowicza  a wszystko to, co pan Grothus opowiada o 
przyszej wojnie, dolewao jeszcze goryczy do i tak a zbyt przepenionego kielicha jego myli. 
Taczewski przywyk ogromnie w domu pana Pgowskiego do panowania nad sob, jednake 
przy wieczerzy zaledwie mg wysiedzie suchajc rozmowy panienki ze Stanisawom 
Cyprianowiczem. Nieszczsny modzian spostrzeg, e ten podoba si jej naprawd, by bowiem 
istotnie dzielnym, miym i wcale niegupim chopcem. Rozmowa przy stole toczya si wci o 
przyszych zacigach. Cyprianowicz dowiedziawszy si od pana Grothusa, e moe on sam 
bdzie zaciga w tych stronach, zwrci si nagle do panienki i zapyta: 
 Jakie wapanna wolisz chorgwie? 
A panienka spojrzaa mu na ramiona i odrzeka: 
 Usarskie. 
 Wedle skrzyde? 
 Tak. Raz widziaam usarzy i mylaam, e to chyba niebieskie wojsko. nili mi si potem 
przez dwie noce. 
 Nie wiem, czy si przyni ostawszy usarzem, ale e wapanna mi si nieraz przyni, to 
pewna  i te ze skrzydami. 
 A czemu tak? 
 Jako wanie anio. 
Panna Sieniska spucia na to oczy, a cie od rzs pad na jej rane policzki, i po chwili 
odrzeka: 
 Osta wapan husarzem. 
Taczewski zaci zby i przecign doni po spoconym czole, ale przy wieczerzy nie 
doczeka si ani swka, ani spojrzenia. Dopiero gdy wszyscy stawali ju od stou i w komnacie 
uczyni si rum krzese, sodki, ukochany gos zaszemra mu nad uchem: 
 A wapan pjdziesz take na wojn? 
 By polec! by polec!  odpowiedzia pan Jacek. I w tej odpowiedzi byt taki prawdziwy i 
szczery jk blu, e ukochany gos ozwa si znw, jakby ze wzruszeniem: 
 Po co ludzi zasmuca? 
 Nie bdzie nikt po mnie paka. 
 Skd wapan wiesz?  zaszemra po raz trzeci gos dziewczyny. Po czym przesuna si do 
innych goci tak szybko jak cudne senne widzenia i zakwita jak rany kwiat w drugim kocu 
komnaty. 
Tymczasem starsi panowie zasiedli sobie po posiku nad kubkami z miodem i nagadawszy si 
do woli o sprawach publicznych, poczli gwarzy o prywatnych. Pan Grothus wodzi czas jaki 
rozczulonymi oczyma za pann Sieniska, po czym rzek: 
 To ci wieca! Popatrz no wa, panie bracie, na tych modych, ktrzy jak my do ognia lec! 
Ale nie dziwota, bo gdyby nie to, e czeku lata s, leciaby tak samo. 
Lecz pan Pgowski machn niechtnie rk. 
 my te to, szare my, nic innego. 
 Jake? Przecie chyba Taczewski nie szarak. 
 Ale chudopachoek. Bukojemscy take nie szaraki. Nawet si krewnymi witego Piotra 
powiadaj, co moe im do promocji w niebie dopomc, ale tymczasem na ziemi, w leniczwce 
krlewskiej, we czterech siedz, po prostu jako gajowi. 
Pana Grothusa zadziwio pokrewiestwo Bukojemskich nie mniej ni w swoim czasie pana 
Pgowskiego, wic pocz o nie szczegowo wypytywa, a w kocu rozmia si i tak rzek: 
 wity Piotr wielki to aposto i nie chc ja mu czci umkn, a to tym bardziej, e czujc si 
starym, wkrtce bd jego laski potrzebowa, ale mwic midzy nami jako parantela... no  to 
tam nie bardzo znw jest si czym chwali...Juci rybitwa bynic wicej... wity Jzef, ktren 
od Dawida si wywodzi  ba! o takim to mi wa gadaj! 
 Ja jeno mwi, e nie masz tu dla tej dziewki nikogo odpowiedniego  i nie tylko midzy 
tymi, ktrych wa teraz widzisz pod moim dachem, ale i w caej okolicy. 
 A we, ktren siedzi przy pani Winnickiej?... Grzeczny wydaje si kawaler. 
 Cyprianowicz? Tak! grzeczny ci on jest, ale to rd ormiaski, od trzech czy te czterech 
dopiero pokole uszlachcony. 
 To czemu ich wa prosisz? Kupido zdradny jest, i ani si obejrzysz, jak ci tu kaszy 
nawarzy. 
Pan Pgowski, ktren ju przy przedstawieniu kawalerw wspomnia, ile im zawdzicza, 
opowiedzia jeszcze raz szczegowo o napadzie wilkw i o pomocy, jakiej dozna, wskutek 
czego przez sam wdziczno musia zbawcw swych do domu zaprosi. 
 Prawda, prawda  potwierdzi pan Grothus  ale swoj drog Amor moe ci tu kaszy 
nawarzy, bo i w dziewczynie krew nie woda. 
 Ej! wykrtna to asica  odpowiedzia pan Pgowski.  Uksi, to ona moe i potrafi, ale 
sama si spomidzy palcw wywinie  i nie byle kto j przychwyci. Taka to ju przyrodzona 
cnota wielkiej krwi, e nie poddawa si, jeno panowa i rzdzi musi. Nie nale ja tam do 
takich, ktrych atwo za nos wodzi, a wszelako nieraz i ja jej ustpi. Prawda, em duo 
Sieniskim powinien, ale chobym nie by powinien, to jak ci stanie przede mn, a pocznie 
warkocz z ramienia na rami przekada, a gow przechyla, a spoglda, najczciej zrobi, co 
zechce. I jeszcze nieraz pomyl, jaki to zaszczyt i jakie bogosawiestwo boskie, e ostatnie 
dziecko, ostatnia dziedziczka takiego rodu pod moim dachem si znajduje... Bo przecie wapan o 
Sieniskich wiesz... cae Podole byo ich. Po prawdzie to i Daniowicze, i kiewscy, i Sobiescy 
z nich wyroli... Krl jegomo powinien o tym pamita, tym bardziej, e z tych niezmiernych 
majtnoci nic prawie nie ostao i e dziewka, jeli co bdzie miaa, to tylko to, co po mnie 
zostanie... 
 A co krewni powiedz? 
 Pgowscy s jeno bardzo dalecy, ktrzy si nie wylegitymuj. Wszelako nieraz nie daje mi 
spokoju myl, e po mojej mierci mog by jakowe trudnoci, procesy, zwady... jak to u nas 
zwykle. Chodzi mi zwaszcza o krewnych ony, po ktrej mam cz majtnoci i t oto wanie 
Beczczk. 
 Ja tam z procesem nie wystpi  odrzek umiechajc si pan Grothus  ale za innych nie 
zarczam. 
 Ot to! Ot to... Mylaem wanie w tych czasach jecha do Warszawy i samego krla 
prosi o opiek nad sierot w przyszoci, ale on ma gow teraz czym innym zaprztnit. 
 eby tak wa mia syna, byaby prosta rzecz da mu dziewk... Na to pan Pgowski 
spojrza na starost rajgrodzkiego wzrokiem tak bolesnym, e w urwa w poowie zdanie. Przez 
duszy czas milczeli obaj; po czym pan Gedeon rzek przerywanym ze wzruszenia gosem: 
Mgbym ci, panie bracie, powiedzie z Wirgiliuszem: infadum iubes renovare dolorem... 
Tak... byaby prosta rzecz... I powiem ci, e gdyby nie ta prosta rzecz, to bybym moe sczez od 
dawna. Mj syn dzieckiem zagarnity by przez ord. Trafiao si nieraz, e wracali ludzie z 
niewoli pogaskiej wtedy, kiedy i pami o nich zgina... Lata cae czekaem cudu, lata cae 
yem t nadziej. Dzi jeszcze, kiedy podpij, myl sobie: a nu! Bg wikszy ni 
spodziewanie ludzkie. Ale te chwile nadziei s krtkie, a bl jest dugi, codzienny... Nie! Po co 
mam samego siebie zwodzi? Nie poczy si krew moja z krwi Sieniskich, a jeli krewni 
rozdrapi moj fortun, to i to ostatnie dziecko z rodu, ktremu wszystko zawdziczam, ostanie 
bez chleba na wiecie! 
Pili znw obaj w milczeniu. Pan Grothus rozmyla, jak by zaagodzi bl, ktry niechccy 
gospodarzowi zada, i czym by go w strapieniu pocieszy. A wreszcie przyszo mu co do 
gowy, co poczyta za bardzo szczliwy pomys. 
 Ej  rzek  na wszystko jest sposb: i wa, panie bracie, moesz dziewczynie kawaek 
chleba bez wszelkich przeszkd zapewni. 
 Jaki to sposb?  zapyta z pewnym niepokojem pan Pgowski. 
 Albo to raz si trafia, e starzy ludzie bior za ony niedorose nawet dziewki. Exemplum z 
historii wielki hetman Koniecpolski, ktren starszym bdc od ciebie, zielon jeszcze pann 
polubi. Prawda i to, e zbyt wiele odmadzajcej driakwi spoywszy zmar w pierwsz noc po 
lubie, ale ani pan Makowski, pocillator wasz radomski, ani pan owczy Rudnicki nie zmarli, 
cho obaj mieli po siedemdziesitce... Wa te czek jary... Jeliby Pan Bg jeszcze 
pobogosawi, to tym lepiej, a jeli nie, to we wszelakim spokoju i dostatku mod wdow 
zostawisz, ktra wwczas wybierze sobie takiego ma, jakiego zechce. 
Czy panu Pgowskiemu przychodziy kiedy takie myli do gowy, trudno powiedzie, do e 
wysuchawszy sw starosty rajgrodzkiego zmiesza si bardzo, drc nieco rk nala miodu 
starocie, przela kubek, a zacny napitek zacz cieka po stole na podog, i rzek: 
 Napijmy si!... Za pomylno ora chrzecijaskiego. 
 To swoj drog  odpowiedzia pan Grothus idc dalej za biegiem wasnych myli  a swoj 
drog wa zastanw si nad tym, com powiedzia  bo tak mi si widzi, em utrafi. 
 Ale co za! Gdzie tam co do czego! Napij si wa jeszcze. Dalsz rozmow przerwao im 
poruszenie krzese przy wikszym stole. Pani Winnicka i panna Sieniska chciay si uda na 
spoczynek. Dwiczny, jak srebrny dzwonek gos panienki pocz powtarza: dobranoc 
wapanu, dobranoc wapanu  potem dygna piknie panu Grothusowi, pocaowaa w rk 
pana Pgowskiego, otara si jak kotka czoem i noskiem o jego rami i posza. Cyprianowicz, 
Bukojemscy i Taczewski wyszli te zaraz za paniami. W izbie pozostali tylko dwaj starzy i 
gwarzyli dugo, albowiem pan Pgowski kaza poda nowy gsiorek jeszcze zacniejszego miodu. 
Rozdzia czwarty 
Czy to byt czysty przypadek, czy figiel panienki  nie wiadomo, do e umieszczono w 
oficynie czterech panw Bukojemskich w jednej wielkiej izbie, a w drugiej, mniejszej, 
Cyprianowicza i Taczewskiego razem. Zmieszao ich to niepomau, wic eby do siebie nie 
gada, poczli zaraz pacierze i odmawiali je duej ni zwykle. Jednake gdy je ukoczyli, 
nastao kopotliwe milczenie, ktre ciyo obom, bo chocia nie ywili dla si przyjaznych 
uczu, czuli, e nie wypada si z tym zdradza i e trzeba do czasu, a zwaszcza w domu pana 
Pgowskiego, nadrabia polityk. 
Taczewski odpasa szabl, wydoby j z pochwy, popatrzy na ostrze pod wiato komina i 
pocz je chustk przeciera. 
 Po mrozie  rzek na wp do siebie, na wp do Cyprianowicza zapoci si w ciepej izbie 
i rdza od razu gotowa. 
 A zeszej nocy musiaa dobrze zmarzn  odpowiedzia Cyprianowicz. 
I rzek to bez adnej zoliwej intencji, dlatego tylko, i przyszo mu na myl, e Taczewski 
spdzi istotnie ow noc na trzaskajcym mrozie; lecz w opar zaraz koniec szerpentyny o 
podog i pocz mu patrzy bystro w oczy. 
 Wa do tego pijesz, em siedzia na sonie? 
 Tak  odrzek z prostot Stanisaw  ju ci tam komina nie byo. 
 A co byby na moim miejscu uczyni? Cyprianowicz chcia ju odpowiedzie: to samo  
ale e pytanie zadane byo gosem ostrym, wic rzek: 
 A po co mam sobie nad tym gow ama, kiedym tam nie by. Gniew mign na twarzy 
pana Jacka, wic eby si pohamowa, pocz chucha na szabl i wyciera j jeszcze mocniej; 
wreszcie wsun j na powrt w pochw i rzek:  Bg zsya przygody i szkody. 
I byszczce przed chwil oczy przyobleky mu si znw zwykym smutkiem, bo wspomnia 
na jedynego przyjaciela, konia, ktrego wilcy rozerwali. 
Tymczasem drzwi si otwary i weszli ze dwora czterej panowie Bukojemscy. 
 Mrz zela i niegi dymi  rzek Mateusz. 
 Bdzie mga  doda Jan. 
A wtem ujrzeli Taczewskiego, ktrego w pierwszej chwili nie spostrzegli. 
 O!  zawoa zwrciwszy si do Cyprianowicza ukasz  to ty w takiej kompanii? 
Wszyscy czterej wsparli si w boki i poczli patrzy wyzywajcym wzrokiem na pana Jacka.
w za chwyci stoek i wysunwszy go na rodek izby obrci nagym ruchem ku panom 
Bukojemskim, po czym okraczy go jak konia, wspar okcie na porczy, podnis gow i 
odpowiedzia im rwnie wyzywajcym wzrokiem. 
I w ten sposb tkwili naprzeciw siebie: on z szeroko rozstawionymi nogami, w swoich 
szwedzkich butach, oni za stojc rami przy ramieniu, ogromni, groni i zaczepni. 
Cyprianowicz widzia, e zanosi si na ktni, ale zarazem chciao mu si mia. Mniemajc 
te, e w kadej chwili potrafi zwadzie zapobiec, pozwoli im tymczasem patrzy na siebie. 
 Ej, zuchwaa jaka sztuka!  mwi sobie mylc o Taczewskim  nic si jako nie 
konfunduje. 
Tymczasem milczenie trwao dalej, zarazem nieznone i mieszne. Odczu to i pan Jacek, 
albowiem pierwszy je przerwa: 
 Siadajcie, mopankowie  rzek  nie tylko przyzwalam, ale prosz. Bukojemscy spojrzeli na 
siebie ze zdziwieniem, zmieszani niespodziewanym zwrotem. 
 Jak to? C to? Co on sobie myli?... 
 Prosz, prosz!...  powtrzy Taczewski wskazujc na zydle. 
 Stojem, bo nam si podoba  rozumiesz? 
 Zbytek ceremonii. 
 Jakich ceremonii?  krzykn ukasz.  C to biskupa czy senatora udajesz, ty  ty 
Pompejuszu jaki... 
Taczewski nie ruszy si z krzesa, tylko grzbiet pocz mu drga jakby z nagego miechu. 
 A czemu acan zowiesz mnie Pompejuszem?  zapyta. 
 Bo tego godzien. 
 A moe dlatego, e kiep? 
 Bij, kto w Boga wierzysz!  zawoa Jan. Lecz pan Jacek mia ju widocznie te dosy 
rozmowy, bo nagle poderwao go co z miejsca i skoczy jak kot ku Bukojemskim. 
 Suchajcie, zawalidrogi  rzek zimnym jak stal gosem  czego wy ode mnie chcecie? 
 Krwi!  zawoa Mateusz Bukojemski. 
 Nie wywiniesz si!  krzykn Marek. 
 Wychod zaraz!...  dorzuci chwytajc si za bok Mateusz. 
Lecz Cyprianowicz wsun si szybko midzy nich. 
 Nie pozwol!  zawoa.  To cudzy dom. 
 Tak!  przywiadczy Taczewski  to cudzy dom i nie uczyni tego panu Pgowskiemu, 
abym was mia pod jego dachem popata, ale jutro znajd was! 
 To my ci jutro poszukamy!  hukn Mateusz. 
 Szukalicie zaczepki, dawalicie okazje cay dzie, dlaczego?  nie wiem, bom was nie zna 
ani wy mnie, ale przypacicie mi to, bo za moj obraz nie czterem, ale dziesiciu do oczu stan. 
 O wa! o wa! do bdzie jednego. Wida to, e o Bukojemskich nie sysza  zawoa Jan. 
Lecz Taczewski zwrci si nagle do Cyprianowicza. 
 Mwiem o czterech  rzek  ale moe i wapan czysz si z tymi kawalerami? 
Cyprianowicz skoni si grzecznie. 
 Skoro wa o to pytasz... 
Ale my pierwsi i po starszestwie. Od tego nie odstpim. Obiecalimy ci j i usieczem 
kadego, ktry ci w drog wejdzie. 
Taczewski spojrza bystro na Bukojemskich, w jednej chwili domyli si, o co chodzi, i 
przyblad. 
 To tak! panie kawalerze?  rzek znw do Cyprianowicza  to masz najmitw i za ich 
szablami si chowasz? A wiera, e to i pewnie, i przezpiecznie, ale czy po lachecku i po 
rycersku, to inna rzecz! Tfu! w jakiejem si to znalaz kompanii! 
Cyprianowicz, lubo z natury dusz mia agodn, usyszawszy tak haniebny posd, obla si 
krwi, yy wystpiy mu na czoo, oczy poczy ciska byskawice, zazgrzyta okropnie zbami i 
chwyci za rkoje szabli. 
 Wychod! wychod w tej chwili!  zawoa zdawionym przez gniew gosem. 
Zabysy szable i w izbie rozwidnio si od stali, na ktr pada blask poncego w kominie 
uczywa. Lecz trzej panowie Bukojemscy, skoczywszy midzy przeciwnikw, stanli murem 
midzy nimi, czwarty za chwyci w ramiona Cyprianowicza i pocz woa: 
 Staszku, na miy Bg, pohamuj si! My pierwej! 
 My pierwej!  powtrzyli inni. 
 Puszczaj!  rzzi Cyprianowicz. 
 My pierwej! 
 Puszczaj!... 
 Trzymajcie Staszka, a ja tymczasem si sprawi!  woa Mateusz. I chwyciwszy za rk 
Taczewskiego, pocz go cign na stron, aeby zaraz zacz, lecz w ochon ju, wic 
wyszarpn do, wbi szabl do pochwy i rzek: 
 Moja wola, kto pierwej i kiedy! Za czym wam mwi: jutro, i nie tu, jeno w Wyrbkach. 
 O, nie wymigasz si. Zaraz! zaraz! 
Lecz Taczewski skrzyowa rce na piersiach. 
 Ha! jeli pod cudzym dachem chcecie mnie bez bitwy mordowa, to dobrze. 
Na to wcieko porwaa braci. Poczli bi napitkami o podog, szarpa wsy i sapa jak 
niedwiedzie. 
Ale aden nie.mia si ju porwa na Taczewskiego, aby haby na si nie cign!
w za sta jeszcze czas jaki, jakby czekajc, czy ku niemu nie skocz, wreszcie chwyci za 
magierk, wtuli j na czupryn i rzek: 
 Tedy wam zapowiadam: jutro! Panu Pgowskiemu powiedzcie, e w goci do mnie idziecie 
 a pytajcie o drog do Wyrbek. Za strug bdzie Mka Paska z czasw zarazy. Tam was w 
poudnie czekam... Bodaj was zabito! 
I ostatnie sowa wymwi jakby z alem, po czym otworzy drzwi i wyszed. 
Na dziedzicu opady go pieski i znajc go dobrze, poczy si do niego asi. On spojrza 
mimo woli na supki pod oknami, jakby szukajc swego konia; przypomnia sobie, e go ju nie 
ma na wiecie, wic westchn i poczuwszy chodny powiew wiatru, rzek sobie w duszy: 
 Biednemu wiatr w oczy! Pjd piechot!... A tymczasem w izbie mody Cyprianowicz ama 
rce z blu, z gniewu i z okropn gorycz mwi do panw Bukojemskich: 
 Kto was o to prosi? Najwikszy wrg nie pogryby mnie gbiej ni wy razem z wasz 
przysug. Oni za aowali go bardzo i poczli go ciska jeden po drugim. 
 Staszku  mwi Mateusz.  Przysali nam gsiorek na noc do izby. Na Boga, pociesz si!... 
Rozdzia pity 
Szaro jeszcze byo na wiecie, gdy ksidz Woynowski capa przez wysoki nieg z latark do 
swoich zajcy, do gobi i kuropatw, ktre w spichlerku w osobnej zagrodzie hodowa. 
Oswojona liszka z dzwoneczkiem na szyi sza za nim w trop, a obok niej szpic aciasty i je, 
ktrego w ciepej ksiej izbie nie zmorzy sen zimowy. Czwrka owa, przeszedszy z wolna 
dziedziniec, zatrzymaa si pod somianym okapem spichlernym, z ktrego zwieszay si dugie 
sople lodu. Tam zakoysaa si latarka, zaskrzypia klucz w kdce, szczkn skobel, 
zaskrzypiay jeszcze mocniej od klucza drzwi i staruszek wraz ze zwierzty wszed do rodka. Po 
chwili, siadszy na pieku, postawi na drugim latark i wziwszy przed si pcienn torb z 
ziarnem i z pachncymi piwnic limi kapusty, pocz, ziewajc gono, miota je przed siebie 
na polep. 
Ale zanim jeszcze do tego si zabra, z ciemnych ktw komrki przykicay zaraz trzy zajce, 
a potem zamigotay w wietle latarki na ksztat byszczcych paciorkw oczka gobi i rdzawych 
kuropatw, ktre przysuny si zbitym stadkiem, koyszc gwkami na gitkich szyjach. 
Gobie, jako mielsze, wnet zaczy ku dziobkami w polep, kuropatwy za zbliay si 
ostroniej, spogldajc to na padajce ziarno, to na ksidza, to na liszk, z ktr opatrzyy si 
zreszt od dawna, bo schwytane jeszcze latem piskltami i hodowane w domu od malekoci, 
widyway j codziennie. 
Ksidz za sypa wci ziarno i zarazem mrucza pacierz poranny: 
 Pater noster, qui es in coelis, sanctificetur nomen... Tu przerwa i zwrci si do liszki, ktra 
opierajc si o niego bokiem, dygotaa, jakby j febra trzsa... 
 A zawsze skra na tobie dry, skoro je ujrzysz... Co dzie to samo... Naucze si 
przyrodzone dze hamowa, bo wikt masz zacny i godu nie cierpisz. Na czymem stan?... 
Tu przymkn oczy, jakby czekajc na jakow odpowied, a e jej nie usysza, wic zacz 
od pocztku: 
 Pater noster, qui es in coelis, sanctificetur nomen tuum, adveniat regnum tuum... I znw 
przerwa. 
 Wijesz si, wijesz  mwi kadc rk na grzbiecie liszki.  Taka ju paskudna w tobie 
natura, e ci nie tylko je, ale i zabija trzeba. Chwy j, Filu, za kit, a jeli ci co 
niepolitycznego pod nos uczyni, to j ugry... Adveniat regnum tuum... O taka crko! wiem, co 
by odrzeka, e i czek libenter perdices manducat, ale to wiedz, e czek chocia w post daje im 
spokj, a w tobie chyba spronego Lutra dusza siedzi, bo ty by i w Wielki Pitek miso ara. 
Fiat voluntas tua... Tru! tru! tru!... sicut in coelo naci jeden z drugim jeszcze po kaczanie!... 
et in terra... 
I tak mwic rzuca gbiki, a nastpnie znw miota ziarno, zrzdzc troch i na gobie, e 
cho wiosna jeszcze nie blisko, a one ju co nadto koo siebie zachodz i depc, i gruchaj. 
Wreszcie gdy ju torba wyprnia si zupenie, wsta, podnis latarni i zabiera si do wyjcia, 
gdy wtem na progu spichrza ukaza si Taczewski. 
 A! Jacu  zawoa ksidz  a ty tu co tak rano robisz? Taczewski ucaowa go w rami i 
odrzek: 
 Do spowiedzi, dobrodzieju, przyjechaem, a w czasie rannej mszy chciabym do Stou 
Paskiego przystpi. 
 Do spowiedzi? Dobrze, ale c ci tak przypilio? Gadaj no zaraz, bo to nie bez kozery! 
 Powiem szczerze. Mam si dzi pojedynkowa, a e z pici mami atwiej o przygod ni 
z jednym, wic chciabym dusz oczyci. 
 Z pici mami? Rany boskie! a ty im co uczyni? 
 Ot, wanie, e im nic nie uczyniem. Sami szukali zwady i sami mnie pozwali. 
 C to za jedni? 
 Bukojemscy leniczowie i Cyprianowicz z Jedlinki. 
 To ja ich znam. Pjde na plebani, powiesz mi, jako co byo. I wyszli. Ale na rodku 
obejcia ksidz Woynowski zatrzyma si nagle, spojrza bystro w oczy Taczewskiego i rzek: 
 Suchaj, Jacek, w tym jest mulier? 
A w umiechn si smutno. 
 I jest, i nie ma  rzek  bo w rzeczy o ni poszo, ale ona temu nie winna. 
 Aha! niewinna! wszystkie one niewinne. A czy ty wiesz, co mwi Eklezjasta o niewiastach? 
 Nie pamitam, dobrodzieju. 
 I ja nie pamitam, ale czego sobie nie przypomn, to ci w domu przeczytam. Inveni 
(powiada) amariorem morte mulierem, quae laqueus (powiada) venatorum est et sagena cor 
eius. I co tam dalej powiada, ale w kocu mwi: qui placet Deo, effugiet illam, qui autem 
peccator est, capietur (powiada) ab illa. Ostrzegaem ci nie raz i nie dziesi razy, eby w tym 
domu nie przesiadywa  a teraz masz. 
 Oj! atwiej ostrzega, nili tam nie bywa  odpowiedzia z westchnieniem Taczewski. 
 Nic ci tam dobrego nie spotka. 
 Pewnie  odrzek cicho mody rycerz. 
I szli ku plebanii w milczeniu, a ksidz z twarz stroskan, bo kocha Jacka z caej duszy. Gdy 
po mierci ojca, ktren umar z zarazy, modzieczyk pozosta sam na wiecie, bez bliskich 
krewnych, bez mienia, na kilku chopach w Wyrbkach, staruszek otoczy go tkliw opiek. 
Majtku da mu nie mg, bo majc dusz anielsk, rozdawa biednym wszystko, co mu uboga 
parafia przynosia, ale jednake skrycie mu pomaga, a przy tym pilnowa go, uczy  i to nie 
tylko na ksice, ale i sztuki rycerskiej. By to bowiem swego czasu zawoany onierz, jeden z 
przyjaci i kommilitonw sawnego Woodyjowskiego, i czarniecczyk, ktry ca wojn 
szwedzk odby i dopiero po jej ukoczeniu przywdzia, wskutek pewnej okropnej przygody, 
sukni kapask. Pokochawszy Jacka ceni w nim nie tylko potomka znamienitego rycerskiego 
rodu, ale i dusz szlachetn i smutn, tak jak bya jego wasna. Wic bola i nad jego 
niezmiernym ubstwem, i nad jego nieszczsn mioci, z powodu ktrej modzian, zamiast 
szuka sawy i chleba na szerokim wiecie, marnia w zapadym wyczku prowadzc na wp 
chopskie ycie. Std czu pewn niech dla caego domu w Beczczce, majc i to za ze panu 
Gedeonowi Pgowskiemu, e by dla kmieciw przyostry. 
On za miowa owych robakw ziemnych jak renic oka, ale prcz nich kocha take 
wszystko, co yje na wiecie: i te zwierzta, na ktre zrzdzi, i ptaki, i ryby, a nawet i abi 
nard, ktry rechocze i kumka latem w przygrzanych socem wodach. 
Jednake w tej kapaskiej sukni chodzi nie tylko anio, ale i dawny onierz, wic gdy teraz 
dowiedzia si, i Jacek ma si z piciu mami potyka, myla ju tylko o tym, jak si te 
modzian popisze i czy wyjdzie ze sprawy bez szwanku. Zatrzyma si przeto jeszcze przy 
samych drzwiach plebanii i rzek: 
 Ale si przecie nie dasz? Bo, com sam umia i co mi Woodyjowski pokaza, tegom ci nie 
ukrywa. 
 Nie chciabym, by mnie na mier usiekli  odpowiedzia skromnie Taczewski  bo idzie 
wielka wojna z Turczynem. 
Na to zawieciy jak gwiazdy oczy staruszka, w jednej chwili chwyci Jacka za ptlic od 
kubraka i pocz pyta: 
 Pochwalone imi Paskie! Skd wiesz? kto ci mwi? 
 Pan starosta Grothus  odpowiedzia modzieniec. Dugo trwaa rozmowa Jacka z ksidzem, 
dugo spowied przede msz, a gdy wreszcie znaleli si obaj po mszy na plebanii i zasiedli do 
piwnej polewki, staruszkowi wci jeszcze nie schodzia z myli wojna z pogany i pocz z tego 
powodu narzeka na zepsucie obyczajw i na upadek pobonoci w Rzeczypospolitej. 
 Mj Boe  mwi  toe to pole chway i zbawienia otwarte... a wy wolicie prywatnych 
spraw dochodzi i wzajem si szczerbi. Mogc krew przela w obronie krzya i wiary, 
gotowicie bratni przelewa. I dla kogo? dla czego? dla uraz prywatnych albo dla niewiast i tym 
podobnych marnoci wiatowych. Wiem ci ja, e w Rzeczypospolitej stary to nag  i mea 
culpa, bom za czasw grzesznej i pochej modoci sam mu podlega. Na leach zimowych, gdy 
wojska jeno prniactwem i pijastwem zajte, nie masz dnia bez pojedynkw, ale przecie i 
Koci je karci, i prawo ich broni; Grzech te to jest zawsze, a przed wojn tureck grzech tym 
wikszy, bo tam kada szabla potrzebna i kada wierze prawdziwej i prawdziwemu Bogu suy. 
Dlatego to krl nasz, ktren jest defensor fidei, nienawidzi pojedynkw, a wobec nieprzyjaci, w 
polu, gdy prawo wojenne sprawuje, to i surowo za nie karze. 
 Krl te w modoci nie jeden i nie dwa odby pojedynki  odpowiedzia Taczewski.  
Wreszcie, c robi, ojcze wielebny? Nie ja przecie pozwaem, ale mnie pozwano. Zali mog nie 
stan?! 
 Prawda, nie moesz! i dlatego te smuci si dusza moja. Ha! Bg bdzie przy niewinnoci. 
Taczewski pocz si z nim egna, bo do poudnia nie byo wicej jak dwie godziny, a drog 
mia przed sob znaczn. 
 Czekaje  ozwa si ksidz Woynowski.  Tak ci przecie nie puszcz. Ka czeladnikowi 
sanie z drabkami wymoci som i pojecha ku bojowisku. Bo jeli u Pgowskiego nic o 
pojedynku nie wiedz, to i pomocy nie pol, a jako bdzie, jeli ktry z tamtych albo i ty cik 
ran poniesiesz? Pomylae o tym? 
 Nie pomylaem, a pewnie tamci te nie pomyl. 
 A widzisz! Pojad te i sam, ale na placu nie bd, jeno si w Wyrbkach u ciebie 
zatrzymam. Wiatyk i chopca z dzwonkiem te wezm, bo kto wie, co si moe zdarzy. Nie 
przystoi, nie przystoi duchownemu by wiadkiem takich rzeczy, ale gdyby nie to, to chtnie 
bym tam by, choby dlatego, eby i tobie ducha doda. 
A Taczewski spojrza na niego swymi sodkimi jak u dziewczyny oczyma. 
 Bg zapa  rzek  ale ja ducha nie trac, bo choby przyszo naoy gow, to... 
 Milczaby lepiej  przerwa ksidz.  A nie al by ci to byo na Turka nie i i sawniejsz 
mierci nie gin? 
 Prawda, dobrodzieju, postaram si te, aby mnie te ludojady od razu nie pokny. 
Lecz ksidz Woynowski zamyli si przez chwil, po czym rzek: 
 Ale gdybym tak pojecha na miejsce i przedstawi im, jaka nagroda moe ich spotka w 
niebie, jeli z pogaskiej rki zgin, moe by ci zaniechali? 
 Nieche Bg broni!  zawoa ywo Jacek.  Myleliby, e z mojej namowy. Nieche Bg 
broni! Lepiej mi zaraz jecha, ni takich rzeczy sucha. 
 Ha! to nie ma co! Jedziem!  rzek ksidz. 
I zawoawszy czeladnika, wyda mu rozkaz, by zakadano co ducha do sani, po czym obaj z 
Taczewskim wyszli z plebanii, aby osobicie pomaga w zaprzganiu. 
Lecz na podwrzu staruszek na widok konia, na ktrym pan Jacek przyjecha, a cofn si ze 
zdumienia i zawoa: 
 W imi Ojca i Syna, a ty skd wzi takiego chmyza. I rzeczywicie pod potem staa z 
nisko zwieszonym i obronitym na szczkach bem poszerszeniaa szkapina, niewiele wiksza 
od rosej kozy. 
 Od chopa poyczyem  odpowiedzia Taczewski.  Ot, jakbym na wypraw tureck 
jecha... 
I pocz si mia z bolesnym przymusem. A na to ksidz: 
 Mniejsza, na jakim pojedziesz, byle na tureckim wrci, co daj ci Boe, Jacu, ale 
tymczasem prze kulbak na mego podjezdka, bo tak si nie mona tamtej szlachcie 
prezentowa. 
Po czym przygadzili jeszcze, co potrzeba, i ruszyli: ksidz, chopak kocielny z dzwonkiem i 
wonica na saniach, a Taczewski konno. Dzie byt chmurny i nieco mglisty, albowiem na 
wiecie uczynia si odwil. nieg lea na zmarznitej ziemi, ale z wierzchu zmik znacznie, tak 
e kopyta koskie pogray si w nim bez odgosu, a pozy cicho suny po rwnej drodze. 
Zaraz za Jedlni spotkali kilkanacie fur z drzewem, a przy nich chopw idcych pieszo, ktrzy 
klkali na odgos dzwonka, mniemajc, e ksidz jedzie gdzie z Panem Bogiem do konajcego. 
Potem zaczy si przedlene pola przysonite mg, puste, biae, nad ktrymi przecigay stada 
wron. W miar jak zbliali si ku lasom, mga gstniaa coraz bardziej, toczya si doem, 
napeniaa przestrze i sza ku grze, tak e po pewnym czasie syszeli nad sob krakanie, ale nie 
mogli dojrze ptactwa. Przydrone krze wyglday jak duchy. wiat straci zwyk rzeczywisto 
i zmieni si w jak krain niepewn, obdn, z zatartym, majaczcym pobliem i zupenie 
niewiadom dal. 
Jacek jecha na podjezdku po cichych niegach, rozmyla o czekajcej go bitwie, a wicej 
jeszcze o pannie Sieniskiej, i tak na wp do siebie, na wp do niej przemawia w duszy: Moje 
kochanie dla ci zawsze jednakie, jeno adnej radoci w sercu z niego nie mam. Ej! po prawdzie 
mao ja jej miaem i przedtem. A teraz, gdybym to cho te twoje noyny mg obj albo dobre 
sowo od ciebie usysze, albo cho wiedzie, e poaujesz, jeli mnie spotka przygoda, ale to 
wszystko jest jako ta mga... i ty sama jakoby za mg, i nie wiem, co jest, i nie wiem, co bdzie 
ni co mnie spotka, ni co si stanie  nic nie wiem. 
I poczu Jacek, e wielki smutek osiada mu na duszy, tak jak wilgo osiadaa na jego ubraniu, 
wic westchn gboko i rzek: 
 Ale ju wol, e si to raz skoczy! 
A ksidza Woynowskiego rwnie niewesoe opady myli. Nabiedowao si chopczysko  
mwi sobie  modoci nie uyo, nagryzo si z przyczyny tych nieszczsnych amorw, a teraz 
co? Jeszcze mi go te zabijaki Bukojemscy usiek. Niedawno w Kozienicach poszczerbili po 
odpucie pana Korzybskiego... A choby mi Jacka nie usiekli, to te nic dobrego z tego nie 
wypadnie. Mj Boe! dy to chop jako najszczersze zoto  i z wielkiego rycerskiego rodu 
ostatni odziomek, ostatnia ywica kropla krwi... eby si cho teraz przypilnowa... w Bogu 
nadzieja, e nie zapomnia tych dwch cioswjednego mylonego pod zastaw z uskoczeniem 
w bok, drugiego  z myca przez policzek... Jacku! 
Lecz Jacek nie dosysza, bo by naprzd odjecha, a staruszek nie powtrzy woania. 
Owszem, stropi si bardzo, gdy przyszo mu na myl, e nie wypada duchownemu, ktry jedzie 
z sakramentami, o takich rzeczach rozmyla. Pocz si tedy kruszy i przeprasza Pana Boga. 
Ale na duszy byo mu coraz ciej. Opanowao go nagle ze przeczucie, ktre zmienio si 
niemal w pewno, e ten dziwny pojedynek bez wiadkw skoczy si jak najgorzej dla Jacka. 
Tymczasem dojechali do poprzecznej drogi, ktra w prawo sza do Wyrbek, w lewo do 
Beczczki. Wonica, jak mia rozkaz, stan. Taczewski przysun si do sani i zeskoczy z 
podjezdka. 
 Pjd pod figur piechot  rzek  bo nim sanie jegomoci odwioz i ku nam wrc, nie 
wiedziabym, co z koniem uczyni. Oni tam moe ju s. 
 Jeszcze nie ma poudnia, ale blisko  odpowiedzia ksidz zmienionym nieco gosem.  A 
jaka mga! Po omacku bdziecie si bili. 
 Ej, do wida! 
Krakanie niewidzialnych wron czy krukw znw ozwao si nad ich gowami. 
 Jacku!  rzek ksidz. 
 Sucham. 
 Bo skoro ju ma do tego przyj, to pamitaj na rycerzy z Taczewa. 
 Nie powstydz si mnie, ojcze, nie! 
Jako staruszek zauway, e rysy modzieca jak gdyby stwardniay, a oczy nie pozbyy si 
wprawdzie smutku, ale nie miay ju takiej dziewczcej sodyczy jak zwykle. 
Wic rzek: 
 To dobrze, ale klknij, to ci przeegnam i sam si przeegnaj przed samym rozpoczciem. 
To rzekszy nakreli palcami znak krzya na gowie Jacka, ktry uklk na niegu. Nastpnie 
przywiza podjezdka za saniami obok chmyza, ucaowa rk ksidza i poszed w stron 
Beczczki., 
 A wracaj mi zdrowo!  zawoa za nim ksidz. 
Pod krzyem nie byo jeszcze nikogo. Taczewski obszed kilka razy figur, po czym siad na 
kamieniu lecym u jej podstawy i czeka. 
Naok panowaa ogromna cisza; tylko wielkie, podobne do ez krople, utworzone z wilgotnej 
mgy, spadajce z ramion krzya, uderzay z cichym szelestem o mikki nieg. Ta cisza pena 
jakowego smutku i ta mglista pustka zapeniy now fal alu serce Jacka. Poczu si tak 
samotny, jak nigdy dotd:,,Prawdziwie jestem ci jako ten koek na wiecie!  rzek sobie  i taka 
te bdzie dola moja a do mierci. 
I machn rk. 
 Tote niech si raz skoczy! 
I z coraz wiksz gorycz myla, e przeciwnikom nie pilno, bo im weselej, bo oto siedz 
sobie teraz w Beczczce, rozmawiaj z ni i mog na ni patrzy do woli. 
Ale myli si, bo im byo take pilno. Po chwili doszed go gwar gonej rozmowy i w 
biaawym tumanie zamajaczyy cztery ogromne postacie Bukojemskich i pita, mniejsza, 
Cyprianowicza. 
Rozmawiali tak gono dlatego, e kcili si o to, ktry pierwszy ma si rba z Taczewskim. 
Bukojemscy swarzyli si zreszt zawsze i o wszystko midzy sob, ale tym razem spr szed z 
Cyprianowiczem, ktry dowodzi, e bdc najciej obraony, koniecznie powinien przed nimi 
stan. Umilkli dopiero na widok krzya oraz stojcego pod nim pana Jacka i uchylili czapek, nie 
wiadomo, czy przez uszanowanie dla Mki Paskiej, czy dla powitania przeciwnika. 
Taczewski skoni im si w milczeniu i doby szabli, ale serce poczo mu w pierwszej chwili 
bi niespokojnie w piersi, albowiem byo ich przecie piciu przeciw jednemu, a przy tym 
Bukojemscy wygldali po prostu strasznie: chopy due, barczyste, o wsach jak mioty, na 
ktrych mga osiada siw ros, i o brwiach namarszczonych  w twarzach mieli jak ponur, 
zbjeck rado, jakby cieszyli si ze sposobnoci do rozlania krwi ludzkiej. 
 Po co ja kad zdrow gow pod ewangeli?  pomyla Jacek. Lecz po owej chwili 
niepokoju poczo go ogarnia oburzenie na tych opojw, ktrych prawie nie zna i ktrym nie 
uczyni adnej krzywdy, a ktrzy Bg wie dlaczego przyczepili si do niego i oto teraz przyszli 
nastawa na jego ycie. Wic w duszy tak do nich przemwi: 
 Czekajciee, zawalidrogi. Przynielicie tu i swoje gowy! 
I policzki zakwity mu, a zby zacisny si z gniewu. Oni tymczasem poczli zrzuca 
opocze i zawija rkawy u upanw, co czynili niepotrzebnie wszyscy od razu, ale czynili 
dlatego, e kady myla, i od niego si rozpocznie. Wreszcie stanli rzdem, ju z goymi 
szablami, a Taczewski, postpiwszy ku nim, stan rwnie i patrzyli na si w milczeniu. 
Przerwa je Cyprianowicz: 
 Ja pierwszy su wapanu. 
 Nie! Ja pierwszy, ja pierwszy!  powtrzyli razem Bukojemscy. 
I gdy Cyprianowicz wysun si naprzd, tamci pochwycili go zaraz za okcie. Pocza si 
znw ktnia, w ktrej Cyprianowicz wymyla im od hajdamakw, a oni jemu od gadyszw, 
sobie za wzajem od psubratw. Zgorszy si ni niezmiernie pan Jacek i rzek: 
 Takich kawalerw w ycium jeszcze nie widzia. I zasun szabl do pochwy. 
 Wybierzcie, bo odejd!  rzek podniesionym, twardym gosem. 
 Wybierz ty sam!  zawoa Cyprianowicz w nadziei, e wybr na niego padnie. 
Mateusz Bukojemski pocz krzycze, e na to nie pozwoli, by lada chystek mia nim 
rozporzdza, i krzycza tak, e a przednie zby, ktre mia przydugie, jak u zajca, byskay 
mu spod wsw: ale umilk, gdy Taczewski, wydobywszy znw szabl, wskaza go jej krzywcem 
i rzek: 
 Acana wybieram. 
Pozostali bracia wraz z Cyprianowiczem usunli si te zaraz, widzc, e inaczej nigdy do 
adu nie dojd, tylko oblicza im posmutniay, albowiem znajc si Mateuszow, byli niemal 
pewni, e nie zostanie im nic po nim do roboty. 
 Poczynajcie!  rzek Cyprianowicz. 
Taczewski odczu take si przeciwnika zaraz przy pierwszym zoeniu, bo a szabla zadraa 
mu w doni, odbi jednak cicie, odbi drugie, po trzecim za rzek sobie w duszy: 
 Nie tak ci on sprawny jak mocny. I przykucnwszy nieco dla lepszego skoku, natar z 
impetem. Inni bracia, pospuszczawszy koce szabel ku doowi, ledzili z otwartymi ustami 
przebieg walki, poznali bowiem, e i Taczewski zna si na rzeczy i e nie bdzie z nim tak 
atwo. Po chwili pomyleli, e zna si nawet bardzo dobrze, i oblicza ich stay si niespokojne, 
gdy pomimo cigych ktni miowali si niezmiernie midzy sob. To jednemu, to drugiemu 
okrzyk: ha! wyrywa si z piersi przy kadym tszym ciciu. A tymczasem cicia staway si 
szybsze i szybsze, podobne do byskawic. 
Taczewski nabiera widocznie coraz wicej pewnoci siebie. By spokojny, ale skaka jak bik 
i z oczu szy mu skry zowrogie. 
 le  pomyla Cyprianowicz. 
A wtem rozleg si krzyk, szabla Mateusza zwisa, a on podnis obie rce do twarzy, ktra w 
jednej chwili zalaa si cakiem krwi  i run na ziemi. 
Ryknli jak byki na w widok modsi bracia i w mgnieniu oka rzucili si z wciekoci na 
Jacka, nie z tym zapewne rozmysem, eby go razem we trzech napa; ale dlatego, e kady 
chcia pierwszy pomci najstarszego. 
I byliby go moe roznieli na szablach, gdyby nie Cyprianowicz, ktry skoczywszy mu na 
pomoc, krzykn co gosu w piersiach: 
 Haba! precz! Zbje, nie szlachta! Haba! precz! To i ze mn, zbje! precz! 
I pocz si wrcz z nimi cina, pki si nie opamitali. Tymczasem Mateusz przypodnis 
si na rkach i zwrci ku nim oblicze pokryte jakby mask krwi, wic Jan chwyci go pod pachy 
i posadzi na niegu, ukasz popieszy mu rwnie na pomoc. 
A Taczewski posun si do zgrzytajcego zbami Marka i j powtarza prdkim gosem, 
jakby w obawie, eby wsplny napad nie powtrzy si po raz drugi: 
 Prosz! prosz! 
I szable zaszczkay znw zowrogo. Ale z Markiem, ktry o ile jeszcze by od Mateusza 
silniejszy, o tyle mniej zrczny, ma Taczewski mia robot. Marek miga ogromnym 
szabliskiem jak cepem, wic pan Jacek zaraz w trzecim zoeniu ci go w prawy obojczyk, 
przeci ko i ubezwadni. 
Poznali teraz i ukasz, i Jan, e zdarzy im si casus wielce paskudny i e ten chudy 
modzieczyk jest w istocie rzeczy os, ktrej lepiej byo nie drani. Ale z tym wiksz 
zapalczywoci stanli z nim do walki, ktra skoczya si dla nich rwnie le jak dla starszych; 
albowiem ukasz, city przez policzek a do dzise, przewrciwszy si z wielkim impetem, 
potuk si w dodatku o kamienie ukryte pod niegiem, a Janowi, lubo, najbieglejszemu z braci, 
szabla wraz z palcem upada po chwili na ziemi. 
Taczewski, ani dranity, patrzy teraz na swoje dzieo jakby ze zdziwienieniem  i owe skry, 
ktre przed chwil byszczay mu w renicach, poczy stopniowo gasn. Lew rk poprawi 
magierk, ktra zesuna mu si cokolwiek na prawe ucho podczas walki, po czym zdj j 
cakiem, odetchn gboko raz i drugi, zwrci si do krzya i rzek na wp do Cyprianowicza, 
na wp do siebie: 
 Bg mi wiadek, e ja nie winien. 
A na to Stanisaw Cyprianowicz: 
 Moja kolej teraz, ale wapan zziajany, to moe wypoczniesz, a ja tymczasem 
poprzykrywam opoczami towarzyszw, aby ich zamrz nie chwyci, nim pomoc przyjdzie. 
 Pomoc blisko  odpowiedzia Taczewski  bo tam we mgle stoj sanie z drabkami, ktre 
podesa ksidz Woynowski, a sam jest u mnie. Pozwl wapan, e pjd po sanie, na ktrych 
ichmociom bdzie lepiej ni na niegu. 
I odszed, a Cyprianowicz zabra si tymczasem do okrywania Bukojemskich, ktrzy siedzieli 
rami przy ramieniu w niegu, z wyjtkiem Jana, ten bowiem, najlej ranny, klcza przed 
Mateuszem i trzymajc praw do do gry, aby krew zbyt nie uchodzia z odcitego palca, lew 
obmywa niegiem oblicze najstarszego. 
 Jake wam?  zapyta Cyprianowicz. 
 A poksa nas, taki syn  odpowiedzia ukasz wypluwajc obficie krew  ale si jeszcze 
pomcimy. 
 Cakiem rk nie wadn, bo mi ko nadwery  dorzuci Marek. Oj, pies!... Oj! 
 A Mateusz nade brwiami city  rzek Jan.  Trzeba by chlebem z pajczyn ran zaoy, 
ale tymczasem i niegiem tamuj. 
 eby nie to, e mi lepie zalao...  ozwa si Mateusz  bybym... Lecz nie mg dokoczy, 
bo osab z utraty krwi  i przerwa mu ukasz, ktrego porwaa naga zo: 
 A chytry, psiakrew  rzek  bo patrzy jak panna, a dga jak gad. 
 Tej chytroci wanie mu nie daruj!  zakrzykn Jan. 
Lecz dalsz rozmow przerwao im parskanie koni. We mgle zamajaczay sanie, po czym 
stany tu przy Bukojemskich. Ze sani wyskoczy Taczewski i kaza wonicy zazi. 
Chop spojrza na Bukojemskich, obrzuci bystrym spojrzeniem Taczewskiego 
Cyprianowicza i nie ozwa si ani sowem, tylko na twarzy odbio mu jakby zgorszenie i 
odwrciwszy si na chwil do koni, przeegna si. 
Po czym we trzech zaczli podnosi rannych i przenosi ich na opoczy. Bukojemscy 
protestowali zrazu przeciw udziaowi pana Jacka w tych przenosinach, ale w rzek im: 
 A gdybycie wapanowie mnie usiekli, zali zostawilibycie mnie bez pomocy? To to 
szlachecka usuga, ktrej nie godzi si nie odda ani te nie przyj. 
Wic umilkli, bo ich nieco uj tymi sowy, i po chwili legli w obszernych drabkach na somie, 
gdzie zaraz uczynio im si cieplej. 
 Dokd jecha?  zapyta chop. 
 Czekaj. Wemiesz jeszcze jednego  odpowiedzia Cyprianowicz. 
I zwrciwszy si do Jacka: 
 No! moci panie!  rzek  czas i nam. 
Lecz Taczewski spojrza na niego niemal przyjaznym wzrokiem. 
 Ej! lepiej nam si zaniecha. I tamto Bg wie dlaczego si przygodzio, a wapan stane 
przy mnie, gdy ci ichmociowie kup na mnie natarli. Po co my si mamy bi? 
 Bdziemy i musimy  odpar zimno Cyprianowicz.  Wapan mi hab zadae, a gdyby i 
nie zada, to teraz idzie o moj reputacj, rozumiesz? Chobym mia gardo da, choby to miaa 
by ostatnia moja godzina  musimy si bi! 
 Ha! nieche i tak bdzie, ale to przeciw mojej woli!  odpowiedzia Jacek. 
Rozdzia szsty 
I poczli si cina. Cyprianowicz, lubo mniej silny od Bukojemskich, by jednake od nich 
bieglejszy. Zna byo, e uczyli go lepsi mistrze i e praktykowa nie tylko po jarmarkach i 
zajazdach. Naciera roztropniej, a odbija cilej i umiejtniej. Taczewski, w ktrego sercu nie 
byo ju adnej zawzitoci i ktry wolaby by poprzesta na nauce danej panom Bukojemskim, 
pocz go chwali. 
 Z wapanem zgoa inna rzecz  ozwa si.  Nie byle kto waci rk ukada. 
 Szkoda, e nie wapan!  odpowiedzia Cyprianowicz. 
I uradowa si podwjnie: naprzd z pochway, a po wtre z tego, i odpowiedzia, albowiem 
na rozmow w czasie walki pozwalali sobie tylko najzawoasi rbacze, a grzeczna rozmowa 
uwaana bya przy tym za szczyt dwornoci. Wszystko to podnosio Cyprianowicza we wasnych 
oczach. Natar wic znw z dobr otuch. Wszelako po kilku jeszcze zoeniach musia uzna w 
duszy wyszo przeciwnika. Taczewski odbija jakby od niechcenia, ale z najwiksz atwoci 
 i w ogle zachowywa si tak, jakby chodzio nie o pojedynek, ale o szermierk dla wprawy. 
Widocznie pragn przekona si, co te Cyprianowicz umie i o ile wyszy jest od 
Bukojemskich, a zbadawszy t rzecz dokadnie, by ju zupenie siebie pewny. Zrozumia to i pan 
Stanisaw, a przeto i rado jego znika i pocz atakowa gorcej. A wtem Taczewski skrzywi 
si, jakby ju mia dosy zabawy, odbi cios zwany mylnym  i natar, a po chwili uskoczy w 
bok. 
 Dostae wa!  rzek. 
Cyprianowicz poczu istotnie jakby zimno w ramieniu, ale odrzek: 
 Nic mi! Dalej! 
I przyci znw, lecz w tej chwili koniec szabli Taczewskiego roztworzy mu doln warg i 
skr na brodzie. Pan Jacek uskoczy po raz wtry. 
 Broczysz!  rzek. 
 Nic i to! 
 Jeli nic, to chwaa Bogu!  odpar Taczewski  ale ja mam ju do, a do waci rk 
wycigam. Wapan prawdziwie po kawalersku stawae. 
Cyprianowicz podniecony bardzo, ale zarazem ujty sowami pana Jacka, sta przez chwil, 
jakby wahajc si, czy ma da pokj, czy naciera dalej  wreszcie jednak schowa szabl do 
pochwy i wycign do. 
 Nieche i tak bdzie. Co prawda, to i brocz jak si patrzy. To rzekszy dotkn lew rk 
brody i pocz spoglda jakby ze zdziwieniem na krew, ktra poplamia mu obficie do i palce. 
 Trzymaj nieg na ranie, bo spuchnie!  rzek pan Jacek  i chod do woza. 
To rzekszy wzi go pod rami i poprowadzi do Bukojemskich, ktrzy spogldali na niego w 
milczeniu, nieco zdziwionym, a zarazem osowiaym wzrokiem. Pan Jacek budzi w nich teraz 
rzetelny szacunek, nie tylko jako mistrz w szable, ale jako kawaler grnych manier, takich 
wanie, jakich im brako. 
Wic dopiero po chwili Mateusz zwrci si do Cyprianowicza: 
 Jako ci jest, Stachu? 
 Dobrze. Mgbym i piechot pj, ale wol na saniach, bo bdzie prdzej. 
A Taczewski przysiad si bokiem przy nim i zawoa na wonic: 
 Do Wyrbek! 
 Dokd?  zapyta Cyprianowicz. 
 Do mnie. Nie bdzie tam waszmociom wygodnie, ale trudno. W Beczczce postrachayby 
si niewiasty, a u mnie jest ksidz Woynowski, ktry waciw opatrzy, bo si na ranach zna 
wybornie. Po konie waszmociw mona posa, a potem uczynicie, co zechcecie. Ksidza te 
uprosz, eby pojecha do Beczczki i oznajmi ostronie, co si stao. 
Tu zamyli si pan Jacek, a po chwili rzek: 
 Oj! nie przedtem bya bieda, ale teraz bdzie bieda... Bogdaje waszmociw, ecie si tego 
pojedynku naparli. 
 Prawda! napieralimy si  odrzek Cyprianowicz.  To ja powiadcz i panowie 
Bukojemscy powiadcz. 
 Powiadczym, cho mi rami okrutnie dolega  ozwa si stkajc nieco Marek.  Oj, to 
nas wapan ufetowa, niech ci kule bij!... 
Do Wyrbek nie byo daleko. Wkrtce te wjechali w opotki, wrd ktrych spotkali 
brncego w niegu ksidza Woynowskiego; w bowiem, niespokojny o to, co si stanie, nie mg 
ju duej wysiedzie i wyszed naprzeciw. 
Taczewski zeskoczy na jego widok z sani, a ksidz posun si te ywiej ku niemu i widzc, 
e zdrw i cay, zawoa: 
 No, co tam? 
 A przywo ichmociw  odpowiedzia Jacek. Twarz staruszka rozjania si na chwil, ale 
spowaniaa zaraz, gdy na saniach dostrzeg umazanych krwi Bukojemskich i Cyprianowicza. I 
a klasn w donie. 
 Wszystkich piciu!  zawoa. 
 A piciu!... 
 Obraza boska! 
Po czym do rannych: 
 Jake waciom? 
Oni pokonili mu si czapkami, prcz Marka, ktry majc przecity obojczyk, nie mg nie 
tylko praw, ale i lew rk porusza. Wic tylko stkn i rzek: 
 Ha, godnie nas opieprzy, nie ma co! 
 Nic to!  ozwali si inni. 
 W Bogu nadzieja, e nic  odpowiedzia staruszek.  Do domu teraz! Do domu jak 
najprdzej! Wnet si was opatrzy. 
I kaza rusza saniom, sam za poszed za nimi z Taczewskim tak pospiesznie, jak tylko mg. 
Na chwil jednak zatrzyma si, rado zamigotaa mu znw w twarzy, nagle obj za szyj 
Taczewskiego i rzek: 
 Jacu! nieche ci uciskam. A to pene sanie ich przywiz, jak snopw! 
Taczewski za pocaowa go w rk i odpowiedzia: 
 Sami chcieli, dobrodzieju. 
A ksidz pooy mu jeszcze do na gowie, jakby chcc go pobogosawi, ale wnet si 
pomiarkowa, e rado sukni nie przystoi, wic spojrza surowiej i rzek: 
Jeno nie myl, e ci to pochwalam. Twoje szczcie, e sami chcieli, ale zgorszenie jest! 
I weszli na podwrze, po czym Jacek skoczy ku saniom, aby wraz z wonic i jedynym 
czeladnikiem, jakiego posiada, pomc rannym do wysiadania. 
Ale oni wysiedli bez pomocy, z wyjtkiem Marka, ktremu trzeba byo rami podtrzymywa 
 i po chwili znaleli si w izbie. Soma tam bya ju przygotowana, a nawet i ko 
Taczewskiego, pokryte bia, troch wytart skr kosk i z wojokiem pod gow. Na stole, 
przy oknie, wida byo chleb zagnieciony z pajczyn, wyborny do tamowania krwi, i rwnie 
wyborne balsamy ksidza Woynowskiego do gojenia. 
Staruszek zdjwszy sutann zabra si wraz do opatrywania ran, z ca wpraw starego 
onierza, ktry ich tysice w yciu widzia i ktry z dugoletniej praktyki zna si na opatrunku 
lepiej od niejednego medyka. Prdko te poszo, bo nie liczc Marka, inni lekko tylko byli 
poszczerbieni. Obojczyk Markowy duszej znacznie wymaga roboty, ale gdy wreszcie i on 
zosta zestawiony, odetchn ksidz Woynowski i zatar ubabrane rce. 
 No  rzek  dziki Panu Jezusowi, obyo si bez cikiej przygody. Pewnie si te 
waszmociowie lepiej zaraz czujecie. 
 Pi si chce!  odrzek Mateusz Bukojemski. 
 Nie zaszkodzi! Ka, Jacku, przynie wody. 
Lecz Mateusz a przypodnis si na somie. 
 Jak to wody?  zapyta zamanym gosem. 
A Marek lec na wznak na Jackowym ku i stkajc nieco, ozwa si niespodziewanie:  
Ksidz dobrodziej chce pewnie rce umy. 
Na to Jacek spojrza z prawdziw rozpacz na ksidza, a w pocz si mia i rzek: 
 Oto szczerzy onierze! Mona te i wina, mona, ale niewiele. 
Lecz Taczewski zacign go za rkaw do alkierza. 
 Dobrodzieju  szepn  co ja poczn! W spiarni pustki, w piwnicy pustki, ja sam coraz to 
pasa dociskam. Co ja im dam! 
 Jest! jest!  odszepn staruszek.  Wyjedajc daem dyspozycj i ju przywieli, a jak nie 
starczy, to poprosz u piwowarw w Jedlni... Dla siebie niby, oczywicie... dla siebie... Kae im 
da zaraz po szklenicy, aby si za pocieszyli po przygodzie. 
Usyszawszy to Jacek zawin si prdko i wkrtce panowie Bukojemscy zaczli si pociesza 
wzajemnie. Wzrastaa te z kad chwil i ich yczliwo dla Jacka. 
 Bilimy si, bo to si kademu trafi  mwi Mateusz  ale ja zaraz pomylaem, e wa 
godny kawaler. 
 A nieprawda, bom ja to pierwszy pomyla  ozwa si ukasz. 
 Ty pomyla? Albo to potrafisz co pomyle? 
 A wanie myl, e kiep, wic potrafi, ale mnie gba boli. 
I poczynali si ju kci. Ale tymczasem w oknie zaczernia jedziec na koniu. 
 Kto przyjecha  rzek ksidz. 
Jacek poszed zobaczy kto i po chwili powrci stropiony. 
 Pan Pgowski przysa czeladnika  rzek kaza powiedzie, e czeka z obiadem. 
 Nieche go sam zje  ozwa si Jan. 
 Co mu rzec?  zapyta Jacek patrzc na ksidza. 
 Najlepiej prawd  odrzek staruszek.  Ale to ju lepiej ja sam odpowiem. 
I wyszedszy do pachoka, rzek: 
 Powiedz panu Pgowskiemu, e ani pan Cyprianowicz, ani panowie Bukojemscy nie 
przyjad, bo wszyscy ranni w pojedynku, na ktry pana Taczewskiego wyzwali, ale nie zapomnij 
powiedzie, e nie bardzo ranni. Ruszaj! 
Czeladnik ruszy z kopyta, a ksidz wrciwszy pocz uspokaja Jacka, ktry okrutnie by 
poruszony. Nie ba si on z picioma mami potyka, ale ba si pana Pgowskiego, a jeszcze 
wicej, co powie i pomyli panna Sieniska. 
Ksidz za mwi: 
 Przecie by si i tak wydao, a nieche si jak najprdzej dowiedz, e nie twoja wina... 
 Waszmociowie zawiadczycie?  zapyta Jacek zwracajc si jeszcze raz do rannych. 
 Pi si chce, ale zawiadczymy  odpowiedzia Mateusz Bukojemski. 
Jednake niepokj Jacka wzrasta coraz bardziej, a wkrtce potem, gdy sanie z panem 
Pgowskim i panem starost Grothusem zatrzymay si przed gankiem, serce zamaro w nim 
zupenie. Skoczy jednake wita i pochyli si panu Pgowskiemu do kolan, ale w ani spojrza, 
jakby go cakiem nie widzia, i z ponur, surow twarz wszed do izby. 
W izbie pokoni si pan Pgowski ksidzu z powag, ale z daleka, gdy od czasu jak 
staruszek wystrofowa go raz z ambony za zbytni surowo dla ludzi, nie mg mu tego 
zawzity szlachcic przebaczy, wic i teraz, po owym zimnym ukonie, zwrci si zaraz do 
rannych, chwil popatrzy na nich, a potem rzek: 
 Moci panowie! Po tym, co zaszo, nie przestpibym ja zaiste progu tego domu, gdyby nie 
ch powiedzenia waszmociom, jak okrutnie dotkna mnie wasza krzywda. Oto na co wam 
wysza moja gocinno, oto nagroda, jaka w domu moim moich zbawcw spotkaa. Ale to wam 
jeno rzek, e kto was pokrzywdzi, mnie pokrzywdzi, kto wasz krew przela, gorzej, niliby 
moj przela, bo mnie pohabi, kto pod moim dachem was pozwa... 
Tu nagle przerwa Mateusz: 
 My jego wyzwali, nie on nas! 
 Tak jest, moci dobrodzieju  doda Stach Cyprianowicz.  Nie masz w tym, co si stao, 
winy tego kawalera, jeno nasza, za ktr pokornie waszmo pana przepraszamy. 
 Godzio si te sdziemu zapyta wiadkw, nim wyrok wyda  rzek powanie ksidz 
Woynowski. 
ukasz chcia si te odezwa, ale e mia policzek i dzisa a do zbw przecite, przeto 
zabolao go okrutnie, gdy poruszy brod, wic doni tylko zakry ma, ktra ju pocza bya 
przysycha, i pgbkiem zawoa: 
 Niech diabli porw wyroki i moj szczk razem!... 
Stropi si nieco tymi gosami pan Pgowski, ale jednake nie ustpi. Owszem, potoczy 
surowymi oczyma, jakby chcia w ten sposb niem przygan dla obrocw Jacka wyrazi, i tak 
rzek: 
 Nie mnie przystoi moim zbawcom przebacza. Waszmociw winy nie ma; owszem, 
rozumiem ja to i pojmuj, bom doskonale widzia, jak was umylnie postponowano. Zaiste, ta 
sama zazdro, ktra na zdechym koniu ywych wilkw nie moga dogoni, dodaa pniej do 
zemsty ochoty. Nie ja jeden zauwayem, jako w kawaler, ktrego tak wspaniaomylnie 
bronicie, od pierwszej chwili spotkania nieustannie waszmociom dawa okazje i wszystko 
czyni, aby was do takowego postpku przywie. Moja to raczej wina, em mu folgowa i em 
mu nie rzek, aby na jarmarku lub w karczmie susznej dla siebie poszuka kompanii. 
Taczewskiemu, gdy to usysza, twarz poblada jak ptno, ksidzu Woynowskiemu za 
przeciwnie  krew uderzya do gowy. 
 Wyzwany by! co mia uczyni? Wstyd si wapan!  zawoa. 
Lecz pan Pgowski spojrza na niego z gry i odrzek: 
 wieckie to s sprawy, ktrych wieccy ludzie tak samo jak duchowni albo i wicej s periti, 
ale i na to odpowiem, aby mnie tu nikt o niesprawiedliwo nie posdza. Co mia uczyni? Jako 
modszy starszemu, jako go gospodarzowi, jako czowiek, ktry tyle razy chleb mj jad, 
swego wasnego nie majc, powinien by przede wszystkim mnie rzecz oznajmi, a ja bybym j 
swoj powag gospodarsk zagodzi i nie dopuci do tego, by moi zbawcy, a tak godni 
kawalerowie, tu, w tej chaupie, we krwi wasnej, na somie jako w chlewie leeli. 
 Mylaby waszmo, e mnie tchrz oblecia!  wola amic rce i trzsc si jak w febrze 
Taczewski. 
Pan Gedeon nie odpowiedzia mu ani sowem, gdy od pocztku udawa, e go nie widzi, 
natomiast zwrci si do Cyprianowicza. 
 Panie kawalerze  rzek  eo instante jedziemy z panem starost Grothusem do wacinego 
ojca, do Jedlinki, aby mu kondolencj wyrazi. Nie wtpi, e przyjmie on gocin moj w 
Beczczce, wic i wapana wraz z towarzyszami prosz z powrotem do siebie. Przypominam 
wam te, e znajdujecie si tu tylko przypadkiem, a w rzeczy moimi przecie gomi jestecie, 
ktrym ja chciabym caym sercem wdziczno okaza. Ojciec wapana, panie Cyprianowicz, 
nie moe przecie zajecha do sprawcy ran twoich, a pod moim dachem lepsze mie bdziecie 
wygody i z godu nie pomrzecie, co by was tu snadnie spotka mogo. 
Cyprianowicz zakopota si wielce i przez chwil waha si z odpowiedzi i ze wzgldu na 
Taczewskiego, i dlatego, e bdc modzianem wielce przystojnym, dba o to, jak si wyda, a 
tymczasem warga i broda, ktre ju nabrzmiay pod plastrem, szpeciy go okrutnie. 
 Godu i pragnienia bymy tu nie doznali  rzek  co ju i probatum fuit, ale w samej rzeczy 
gomi waszmoci dobrodzieja jestemy, i mj ojciec, nie wiedzc, jak co byo, moe by i nie 
chcia tu zajecha. Jeno jake to nam stan przed obliczem krewniaczek waszej moci z tak 
szpetnymi gbami, ktre tylko abominacj wzbudza mog? 
To rzekszy skrzywi si, bo go zabolaa od duszego przemwienia warga  i istotnie niezbyt 
piknie przy tym wyglda. 
Lecz pan Pgowski odrzek: 
 O to si wa nie frasuj. Czuj moje krewniaczki abominationem, ale nie do ran 
waszmociw, po ktrych zagojeniu prdko wrci dawna uroda. Wnet tu zajad trzy pary sani ze 
sub, a w domu ju was oa wygodne czekaj. Tymczasem bywajcie zdrowi, bo czas z panem 
starost do Jedlinki. Czoem! 
I skoni si wszystkim, osobno ksidzu, tylko Jackowi gow nie kiwn. Gdy tedy by ju 
blisko drzwi, zbliy si do niego ksidz i rzek: 
 Wapan masz za mao miosierdzia i sprawiedliwoci. A pan Pgowski odpowiedzia: 
 Moje grzechy wyznawam tylko na spowiedzi. 
I wyszed, za nim pan starosta Grothus. 
Jacek sta cay czas jak na mkach. Twarz mu si zmienia i sam chwilami nie wiedzia, czy 
skoczy panu Pgowskiemu do ng z prob o przebaczenie, czy do garda za te wszystkie 
upokorzenia, ktrych dozna. Jednake pamita, e by u siebie  i e stoi przed nim opiekun 
panienki. Wic gdy tamci wyszli, wyskoczy i on za nimi, nie zdajc sobie wcale sprawy z tego, 
co czyni, ale i dla zwyczaju, ktry nakazywa goci odprowadza, i w jakiej lepej nadziei, e 
moe cho na samym odjezdnym zawzity pan Pgowski bodaj gow mu skinie. Ale i to go 
zawiodo, tylko pan Grothus, czowiek wida dobry i wyrozumiay, cisn mu do na ganku i 
szepn: 
 Nie desperuj, kawalerze, pierwszy gniew minie i wszystko si naprawi. 
Lecz Jacek tak nie myla, a byby cakiem pewny, i wszystko raz na zawsze przepado, 
gdyby by wiedzia, e pan Pgowski, jakkolwiek szczerze by oburzony i zagniewan, to jednake 
jeszcze wikszy gniew udawa, ni czu. Cyprianowicz i Bukojemscy byli istotnie jego 
zbawcami, ale przecie Taczewski mu ich nie wymordowa, a pojedynek sam w sobie by rzecz 
nadto zwyk, aby a tak nieubagan zawzito mia rozbudzi. 
Ale pan Pgowski od chwili gdy mu Grothus powiedzia, e i starzy ludzie si eni, a czasem 
nawet miewaj potomstwo, spojrza innymi oczyma na pann Sienisk. To, o czym przedtem 
nigdy nie pomyla, wydao mu si nagle moliwym, a zarazem i pontnym. Na myl o 
wdzikach cudnej jak ra dziewczyny rozgrzaa si w nim dusza, a jeszcze daleko silniej zagraa 
duma. To by to zazieleni si i rozkwit na nowo rd Pgowskich, do tego jeszcze urodzonych z 
takiej patrycjuszki, jak Sieniska, nie tylko pokrewnej wszystkim wielkim domom w 
Rzeczypospolitej ale ostatniej latoroli rodu, z ktrego fortuny wyroli w znacznej czci 
kiewscy, Daniowicze, Sobiescy i wielu innych. Panu Pgowskiemu a w gowie zakrcio si 
na t myl i poczu, e nie tylko jemu, ale i caej Rzeczypospolitej powinno na takich Pgowskich 
zalee. Wic zaraz potem przysza obawa, e si to moe nie sta przez to, e panna moe kogo 
innego pokocha i komu innemu odda rk. Godniejszego od siebie w okolicy nie widzia, ale 
byli modsi. Wic kto? Cyprianowicz? Tak! ten byt mody, gadki i wielce zamony, ale dopiero 
w trzecim pokoleniu z uszlachconych Ormian szlachcic. eby taki homo novus mia naprawd 
uderzy o pann Sienisk, to si w gowie pana Pgowskiego nie mogo adn miar pomieci. 
O Bukojemskich, chocia byli szlacht dobr, a powiadali si krewnymi witego Piotra, miech 
byo pomyle. Pozostawa wic tylko jeden Taczewski, wprawdzie Lazarus, goy jak mysz 
kocielna, ale z odwiecznego rodu potnych rycerzy z Taczewa herbu Powaa, z ktrych jeden, 
prawdziwy olbrzym i uczestnik strasznego pogromu Niemcw pod Grunwaldem, sawny by nie 
tylko w Rzeczypospolitej, ale i na dworach zagranicznych. Tylko Taczewski mg si z 
Sieniskimi porwna, a przytym by mody, odwany, urodziwy, smutny (co czsto niewiecie 
serca porusza) i zadomowiony w Beczczce, a z pann jakoby przyjaciel albo i brat. Pocz wic 
sobie pan Pgowski rne rzeczy przypomina: to niby jakowe niesnaski i dsy modych, to ich 
zgody i przyja, to rne spojrzenia i sowa, a smutki, a wsplne radoci, a umiechy. I 
wszystko to, na co dawniej ledwie e zwraca uwag, wydao mu si naraz podejrzane. Tak! 
niebezpieczestwo tylko z tej strony mogo grozi. Pomyla te stary szlachcic, e i tego 
pojedynku moga by przynajmniej w czci powodem panna Sieniska, i zlk si w duszy. By 
za zapobiec niebezpieczestwu, postara si przede wszystkim o to, aby przedstawi jak 
najmocniej ca bezecno Jackowego uczynku panience i wzbudzi w niej gniew naleyty, a 
nastpnie, by przez udanie jeszcze wikszego gniewu, ni go czu i ni sprawa bya warta, spali 
mosty midzy Beczczk i Wyrbkami i upokorzywszy niemiosiernie Jacka, zamkn mu tym 
samym drzwi domu. 
I celu tego dopi. Jacek wrciwszy sprzed ganku siad przy stole, palce wbi w czupryn, 
podpar gow okciami i milcza, jakby mu z blu mow odjo. 
A ksidz Woynowski zbliy si i pooy mu do na ramieniu. 
 Jacu, co masz przecierpie, przecierp  rzek  ale noga twoja nie powinna posta w 
tamtym domu. 
 Tak i bdzie  odpar gucho Taczewski. 
 Ale i boleci si nie daj. Pomyl, kto jest. 
A w zacisn zby: 
 Pamitam, ale wanie dlaczego piecze! 
A wtem ozwa si Cyprianowicz: 
 Nikt tu tego panu Pgowskiemu nie pochwali, bo inna jest rzecz przygani, a inna po czci 
depta! 
Na to poruszyli si i Bukojemscy, a Mateusz, ktremu najmniej dokuczao mwienie, rzek: 
 U niego w domu nic mu nie powiem, ale jak wyzdrowiej a spotkam go kiedy na drodze 
albo u somsiada, to mu wrcz rzek, eby pocaowa psa w nos. 
 O jej!  doda Marek.  Takiego godnego kawalera spostponowa! Przyjdzie czas, e mu si 
tego nie daruje. 
Tymczasem nadeszy trzy pary wymoszczonych dywanami sani z trzema pachokami, prcz 
wonicw, ktrzy mieli rannych przenosi. Taczewski nie mia ich zatrzymywa ze wzgldu na 
spodziewany przyjazd starszego Cyprianowicza i ze wzgldu na to, e byli rzeczywicie gomi 
Pgowskiego, oni za nie byliby zostali, zasyszawszy o wielkim ubstwie Jacka, aby mu ciaru 
nie przyczynia. Poczli jednak egna si z nim i dzikowa mu za gocin tak szczerze, jak 
gdyby nic midzy nimi nigdy nie zaszo. 
Gdy jednak Cyprianowicz mia wsiada na ostatnie sanie, zerwa si nagle pan Jacek i rzek: 
 Jad z wapanami! Nie wytrzymam tak! Nie wytrzymam! Pki Pgowski nie wrci, musz  
ostatni raz!... 
A ksidz Woynowski, cho znajc Jacka wiedzia, e wszelkie perswazje nie pomog, 
zacign go jednak do alkierza i pocz przekada: 
 Jacku, Jacku! Znw mulier! Bogdajby ci tam jeszcze wiksza krzywda nie spotkaa. 
Pamitaj, Jacku, co mwi Eklezjasta: Virum de mille unum reperi, mulierem ex omnibus non 
inveni! Pamitaj i miej nad sob zmiowanie. 
Lecz by to groch na cian. Po chwili siedzia ju Taczewski w saniach obok Cyprianowicza i 
ruszyli. Mg tymczasem poskrca wiatr wschodni, popdzi j na puszcz i z bkitnego nieba 
wyjrzao jasne soce. 
Rozdzia sidmy 
Nie zmyla pan Pgowski mwic o abominacji, jak czuj dla zwycizcy obie niewiasty w 
Belczczce. Przekona si o tym Jacek od jednego na nie spojrzenia. Pani Winnicka wysza 
naprzeciw z twarz zgorszon i umkna mu doni, gdy j chcia na powitanie pocaowa, a 
panienka nie ualia si te jego strapienia, jego pomieszania, nie odpowiedziaa na jego ukon i 
zaja si cakiem Cyprianowiczem. Nie skpic mu tkliwych spojrze i troskliwych zapyta 
posuna do tego stopnia pieczoowito, e gdy Cyprianowicz wsta z krzesa w stoowej izbie, 
aby przej do przeznaczonego dla rannych pokoju, podpara go pod rami i chocia si wzdraga 
i wymawia, odprowadzia go a do drzwi. 
 Nic tu po tobie, wszystko przepado!  woaa na taki widok rozpacz i zazdro w sercu 
Jacka. Bl jego by tym wikszy, e dotychczas ani si domyla, jak ta sama dziewczyna, ktra 
dla niego miewaa zmienne humory i na jedno przychylniejsze sowo mwia mu zwykle dziesi 
obojtnych albo zgoa zoliwych  umiaa by sodka, dobra i anielska dla kochanego 
prawdziwie czowieka. Bo e panna Sieniska kocha Cyprianowicza, nie wtpi ju o tym 
nieszczsny Jacek wcale. A on przecie ponisby nie tylko tak ran jak Cyprianowicz, ale z 
radoci wytoczyby wszystk krew, eby cho raz w yciu przemwia do niego takim gosem i 
spojrzaa na niego takimi oczyma. Wic obok blu chwyci go zarazem i al niezmierny, bijcy 
potokiem ez do oczu, ktre jeli si z nich nie wydostan i po policzkach nie spyn, to zalej 
serce i napeni cae jestestwo czowiecze. Takie wypenienie piersi zami czu teraz Jacek, a na 
dobitk nigdy nie wydaa mu si panna Sieniska tak bez adnej miary pikna jak teraz, z 
poblad twarzyczk i z koron powych wosw rozpierzchych nieco ze wzruszenia.,,Anielska 
ci ona  woa w nim ten al ale nie dla ci! cudna, ale j inny wemie! I chcia jej do ng 
pada, i u jej stp wyzna ca mk i mio, a jednoczenie czu, e zwaszcza po tym, co 
zaszo, czyni tego nie naley i e jeli si sam nie opamita i nie potumi w sobie dusznej 
rozterki, to jej powie co innego, ni chce, i pogry si w jej oczach do ostatka. 
A tymczasem pani Winnicka, jako osoba wiekowa i znajca si na lekach, wesza wraz z 
Cyprianowiczem do drugiej izby, a panna wrcia ode drzwi. Jacek rozumiejc, e trzeba 
korzysta z czasu, posun si ku niej. 
 Chciabym swko wapannie rzec  przemwi drcym i jakby nie swoim gosem, silc si 
na spokj. 
A ona spojrzaa na niego z zimnym zdziwieniem: 
 Czego wapan sobie yczysz? 
Jackowi za rozwieci twarz umiech tak bolesny, e prawie mczeski. 
Czego ja sobie ycz, to si nie stanie, chobym i zbawienie duszy za to odda  mwi 
kiwajc gow  ale o jedno wapanny prosz: nie winuj mnie, nie miej do mnie urazy, miej 
troch miosierdzia, bo i ja nie z drewna ani z elaza... 
 Ja wapanu nie mam nic do powiedzenia  odrzeka  i nie pora po temu. 
 Hej! ludzkie dobre sowo rzec czowiekowi, ktremu ciko na wiecie  zawsze pora. 
 Czy za to, e wapan moich zbawcw porani? 
 Bo Bg stoi przy niewinnoci. Czeladnik, ktren przyjecha po tych kawalerw do Wyrbek, 
powinien by powiedzie, co mu ksidz Woynowski przykaza, em ja ich pierwszy nie wzywa. 
Zali wapanna wiedziaa o tym? 
Wiedziaa. Czeladnik, jako czek prosty, nie powtrzy wprawdzie dokadnie sw ksidza i 
zakrzykn tylko, e mody pan z Wyrbek wszystkich posieka; natomiast pan Pgowski 
wracajc z Wyrbek wpad po drodze do domu i powiedzia, jak co byo. Po prostu obawia si, 
aby wiadomo, e to Jacek by wyzwany, nie dosza do panny z innych ust i nie osabia jej 
gniewu, wic wola sam spraw oznajmi, przy czym nie omieszka doda, e Taczewski srogimi 
obelgami zmusi tamtych do wyzwania. Liczy te i na to, e panna Sieniska, po kobiecemu 
rzeczy biorc, bdzie zawsze po stronie tych, ktrzy ucierpieli wicej. 
Wszelako Jackowi zdawao si, e ukochane oczy spojrzay na niego mniej surowo, wic 
powtrzy pytanie: 
 Wapanna wiedziaa o tym? 
 Wiedziaam  odrzeka  alem pamitaa o tym, o czym i wapan byby nie zapomnia, 
gdyby mia cho troch dla mnie yczliwoci: e tym kawalerom ycie zawdziczam. Wiem i to 
take od opiekuna, e musieli wapana wyzwa. 
 Ja nie mam dla wapanny yczliwoci? A to niech ju Bg sdzi, ktren patrzy w serca 
ludzkie... 
Oczy dziewczyny poczy si nagle mruy raz po raz. Nagie wstrzsna gow, a warkocz 
przesun si jej na drugie rami, i rzeka: 
 Tak!... 
A on mwi dalej, nieco zdyszanym i gboko smutnym gosem: 
 Ale prawda! prawda! Powinienem si by pozwoli posieka, byle wapanny nie zasmuca. 
Nie byaby popyna ta krew, ktra ci milsza... Ale na to ju nie ma rady! I na nic ju nie ma 
rady! Opiekun mwi wapannie, em ja ich zmusi do wyzwania. To zdaj te na sd boy. Ale 
czy powiedzia, e mnie pod moim wasnym dachem bez miary i miosierdzia insultowa? 
Przyjechaem jeszcze, bom wiedzia, e go tu teraz nie zastan. Przyjechaem, aby moje 
nieszczsne oczy ostatni raz widokiem wapanny nasyci. Wiem, e to wapannie wszystko 
jedno, alem myla, e cho... 
Tu urwa Jacek, bo mu zy gos zdawiy. Usta panny Sieniskiej poczy te drga i coraz 
bardziej przybiera ksztat podkwki  i tylko hardo, a zarazem niemiao dziewczca 
walczya w niej ze wzruszeniem. Pohamowaa je jednak, moe dlatego, e nie wierzya, aby on 
naprawd mia pj sobie i wicej nie wrci. Nieraz ju byway midzy nimi nieporozumienia, 
nieraz i pan Pgowski wyrzdza mu wielkie przykroci, a jednake po krtkich gniewach 
nastpoway milczce lub gone przeprosiny i wszystko pozostawao po staremu. 
 Tak i teraz bdzie!  mylaa panna Sieniska. 
e za sodko jej byo go sucha i sodko patrzy na t wielk mio, ktra lubo nie miaa 
wypowiedzie si wyranymi sowy, bia jednak od niego z rwn pokor jak moc, przeto 
chciaa, aby mwi tak do niej jak najduej swoim cudnym gosem i jak najduej pokada u jej 
ng mode, rozkochane i zbolae serce. 
Lecz on, niedowiadczony w rzeczach mioci i lepy jak wszyscy zakochani, nie dostrzeg i 
nie zrozumia, co si w niej dzieje. Milczenie jej poczyta za zatwardzia obojtno  i gorycz 
pocza mu stopniowo zalewa dusz. Spokj, z jakim mwi pierwej, j go opuszcza, oczy 
nabieray innego blasku, krople zimnego potu uperliy mu skronie. Co rwao mu si i amao w 
duszy. Chwytaa go taka rozpacz, w ktrej czowiek o nic nie pyta i gotw wasnymi rkoma 
rozdrapywa wasne serdeczne rany. 
Mwi jeszcze niby spokojnie, ale ju i gos jego brzmia inaczej, twardziej, chrapliwiej. 
 Tak!  rzek  ani jednego sowa?... Panna Sieniska wzruszya tylko ramionami. 
 Ha! prawd powiedzia ksidz, e mnie tu jeszcze wiksza spotka krzywda! 
 W czym ja wapana krzywdz?  spytaa, przykro dotknita niespodzian zmian, jaka w 
nim zasza. 
Lecz on brn ju na olep dalej: 
 Gdybym nie wiedzia, jaka bya dla Cyprianowicza, mylabym, e serca w piersiach nie 
masz. Ale ty masz serce, jeno dla niego, nie dla mnie! Spojrza jeno na ci i dosy. 
I nagle schwyci si obu rkoma za czupryn. 
 Bodajem go by na mier usiek! 
A przez pann Sieniska przelecia od razu jakby pomie. Policzki jej zakwity, w oczach 
zamigota gniew, zarwno na Jacka, jak i na siebie sam, za to, e przed chwil gotowa si bya 
rozpaka. Gboka a naga uraza chwycia jej serce. 
 Wapan oszala!  zawoaa podnoszc gow i odrzucajc w ty warkocz. 
I chciaa odej, lecz to wanie doprowadzio Jacka do zupenego zapamitania. Porwa jej 
obie rce i zatrzyma: 
 Nie ty odejdziesz, ja odejd!  mwi z zacinitymi zbami jeno to ci jeszcze powiem, e 
chociaem ci od lat caych miowa bardziej ni zdrowie, bardziej ni ycie, bardziej ni dusz 
wasn, nie wrc tu wicej. Pici z boleci pogryz, a nie wrc  tak mi dopom Bg! 
I pozostawiwszy na pododze sw wytart magierk, skoczy do drzwi, i po chwili mign w 
oknach, skrcajc do ogrodu, przez ktry bliej byo do Wyrbek, i znikn. 
A panna Sieniska staa czas jaki, jakby piorun w ni uderzy. Myli jej rozleciay si na 
wszystkie strony na ksztat ptactwa i przez chwil nie wiedziaa nic, co si stao. Lecz gdy 
wrciy, znik jej gniew, znika bez ladu uraza, a w uszach brzmiay tylko sowa Jacka: 
Miowaem ci wicej ni zdrowie, wicej ni ycie, wicej ni dusz wasn  i nie wrc!... 
Teraz uczua, e on naprawd nie wrci, wanie dlatego, e tak okropnie j kocha. Czemu nie 
powiedziaa mu cho jednego dobrego sowa, o ktre, zanim go porwao szalestwo, ebra jak o 
jamun albo jak o kawaek chleba na drog? I chwyci j zarazem niezmierny al i strach. 
Polecia w blu, w szalestwie  moe gdzie padnie po drodze, moe co zego sobie z desperacji 
uczyni, a przecie jedno serdeczne sowo mogo wszystko zaagodzi i naprawi. Niechby cho 
gos jej usysza. 
I zerwawszy si wybiega do sadu. nieg gboki lea na rodkowej ulicy, ale lady Jacka 
byy w nim widoczne, biega wic po nich zapadajc chwilami do kolan, gubic po drodze 
raniec, chustk, woreczek z nimi i zdyszana, dopada wreszcie do ogrodowej furty. 
 Panie Jacku!... 
Ale ka za furtk bya ju pusta. Przy tym ten sam wiatr, ktry rozwiewa mg porann, 
czyni teraz szum wielki midzy gaziami grusz i jaboni. Jej saby gos znikn zupenie w tym 
szumie. Wwczas, nie zwaajc na chd i na lekk sw odzie pokojow, siada na awce przy 
furtce i pocza paka. 
zy wielkie jak pery spyway jej po ranych policzkach, a ona nie majc nic innego do ich 
obtarcia, pocza obciera je warkoczem. 
 Nie wrci. 
Wiatr tymczasem szumia coraz mocniej, strzsajc mokry nieg z czarnych gazi. 
Rozdzia smy 
Gdy Taczewski wpad jak wicher, bez czapki i z rozwian czupryn do dworku w Wyrbkach, 
ksidz Woynowski domyli si, co si stao, i rzek: 
 Praedixi! Boe ci dopom, Jacku! ale o nic nie pytam, pki si nie opamitasz i nie 
uspokoisz... 
 Skoczone! wszystko skoczone!  odpowiedzia Taczewski. 
I pocz chodzi po izbie jak dziki zwierz po klatce. Ksidz nie odzywa si, nie przeszkadza 
mu wcale i dopiero po duszym czasie wsta, obj go ramionami, ucaowa w gow, a 
nastpnie, wziwszy go za rk, poprowadzi do alkierza. 
Tam klkn przed krzyykiem, ktry wisia nad Jackowym kiem, a gdy modzian klkn 
przy nim, pocz mwi: 
 Panie, Ty wiesz, co jest bole, bo sam na krzyu za grzechy ludzkie cierpia... 
...Wic oto przynosz Ci krwawe serce moje i u stp Twoich przebitych bagam, aby mia 
miosierdzie nade mn... 
...A za nie woam na Ci: we mj bl, ale woam: dodaj mi mocy, abym go przenis... 
...Bom ci jest onierz na Twoim ordynansie, o Panie, i chciabym Tobie i matce mojej, 
Rzeczypospolitej suy... 
...A jako to uczyni, gdy mdleje serce moje i osaba prawica moja?!... 
...Przeto spraw, abym o sobie samym zabaczy, a tylko o chwale Twojej i o zbawieniu matki 
pamita, ktre to sprawy s wiksze ni bole lichego jak ja robaka... 
...I umocnij mnie, Panie, w siodle moim, abym przeciw poganom czynic, zajecha do 
chwalebnej mierci i do nieba... 
Przez Twoj koron cierniow  wysuchaj mnie! Przez ran w boku Twoim  wysuchaj 
mnie! Przez przebite gwodmi rce i nogi  wysuchaj mnie! Po czym klczeli jeszcze przez 
dusz chwil, ale ju w poowie modlitwy wida byo, e bl zaama si Jackowi w piersiach, 
bo nagle zakry twarz rkoma i pocz szlocha. Wic gdy wstali i przeszli do pierwszej izby, 
westchn gboko ksidz Woynowski i tak mwi: 
 Mj Jacku, sia ja w yciu za moich onierskich czasw przeszedem i cisza od twojej 
przygoda mnie spotkaa, o ktrej nie chc opowiada, ale to ci tylko powiem, e w chwili 
najsroszego blu uoyem t oto wanie modlitw i e ratunek jej zawdziczam. Nieraz odtd 
j powtarzaem w kadym nieszczciu, a zawsze z ulg wielk. Dlatego odmwiem j i teraz. I 
jake? Zali ci nie popucio? Powiadaj! 
 aonie mi jest, ale mniej piecze  odrzek Taczewski. 
 A widzisz! Teraz napij si wina, ja za powiem ci, a raczej poka jeszcze co takiego, co ci 
powinno doda otuchy. Patrz. 
I pochyliwszy gow, pokaza straszliw na niej szram, bia midzy biaymi wosami, a 
biegnc przez ca czaszk  i rzek: 
 Maom z tego nie umar. Rana bolaa okrutnie, ale blizna nie boli. Tak zawsze bywa, Jacku. 
Twoja rana te bole przestanie, gdy z czasem w blizn si przemieni. Powiadaj teraz co 
spotkao. 
Jacek pocz opowiada, ale mu nie szo. Nie mia on tego w naturze, aby zmyla, przesadza 
lub dodawa, wic teraz dziwi si sam, e to wszystko, co go tak bolenie dotkno, w 
opowiadaniu wydaje si mniej okrutne. Jednake ksidz Woynowski, czowiek widocznie 
dowiadczony i znajcy wiat, wysuchawszy go do koca, rzek: 
 Rozumiem, e trudno wyda w sowach spojrzenia alboli te gesta, ktre mog by zgoa 
pogardliwe i uwaczajce. Nieraz te o jedno spojrzenie albo machnicie rki do pojedynkw i do 
krwi przelewu przychodzi. Gwna rzecz, ie tej pannie zapowiedzia, e wicej tam nie 
wrcisz. Modo bywa pocha, a gdy ni tsknota powoduje, tak si jako miesic na niebie 
odmienia. I mio jest te jako luna mendax, ktra gdy pokazuje, e si zmniejsza, to wanie 
ronie i do peni si przyblia. Jake wic? masze szczer intencj dotrzyma tego, co 
zapowiedzia? 
 Powiedziaem: tak mi dopom Bg, a jeli chcecie, ojcze, to takow przysig zaraz na 
krzyu powtrz. 
 A co zamierzasz z sob czyni? 
 I w wiat. 
 Tego czekaem, bom ci ju dawno to radzi. Wiedziaem, co ci tu trzyma, ale teraz, gdy si 
powrz urwa  tak!  id w wiat. Niczego tu nie doczekasz, nic ci dobrego nie spotkao i nie 
spotka. To bya zguba dla ciebie! Szczcie, em by oto blisko i em ci chocia w acinie i w 
robieniu szabl troch wywiczy  inaczej byby tu schopia. Nie dzikuj, Jacu, bo to byo ze 
szczerego afektu. Tskno mi te bdzie bez ciebie, ale nie o mnie chodzi. Idziesz w wiat, bo, jak 
rozumiem, znaczy, e chcesz si do wojska zacign. To najprostsza i najgodniejsza droga, 
zwaszcza e wojna z pogany idzie. Piro i kancelaria pewniejsza, powiadaj, promocja od szabli, 
ale mniej to przystoi takiej jak twoja krwi... 
 Nie mylaem te o innej subie  odrzek Taczewski.  Ale przecie do piechoty si nie 
zacign, a nijak mi do gmiejszych chorgwi, bom hoysz. 
 Szlachcic, ktry ma acin w gbie, a szabl w doni, zawsze sobie da rady  przerwa ksidz 
 wszelako nie ma gadania, e poczet zacny musisz mie. Trzeba si o tym naradzi. Tymczasem 
powiem ci rzecz, o ktrej dotd nie mwiem. Mam dla ci dziesi czerwonych zotych, ktre 
nieboszczka matka twoja u mnie zoya, i list jej, w ktrym prosi, abym ci ich nie dawa, eby 
si nie rozeszy, jeno w nagej potrzebie, gdyby przyszed na ci wz albo przewz. No i 
przyszed! Zacn, witobliw, ale i nieszczliw miae matk, bo gdy umieraa nieboga, 
niedostatek by ju w domu wielki, i to, co u mnie zoya, od ust sobie odejmowaa... 
 Wieczny odpoczynek racz jej da. Panie  odrzek Jacek.  Nieche za te czerwone zote 
msze za jej dusz si odprawuj, a ja Wyrbki sprzedam, choby za byle co. 
Rozczuli si usyszawszy to ksidz Woynowski, a za zabysa mu w oku, i znw uciska 
Jacka. 
 Zacna i w tobie krew  rzek  ale nie wolno ci matczynego daru odrzuca, nawet na tak 
intencj. Mszy te nieboszczce nie zabraknie, tego bd pewien, bo cho ona pewnie nie bardzo 
ich potrzebuje, ale si innym duszom w czycu bdcym przydadz. Co do Wyrbkw, lepiej by 
byo w zastaw je odda, ile e na szlachcica, choby najmniejszy spachetek ziemi posiada, 
zawsze inaczej patrz, gdy jest possesionatus. 
 Jeno e pilno. Chciabym bogdaj dzi jecha. 
Dzi nie pojedziesz, chocia im prdzej, tym lepiej. Ale ci pierwej musz listy wygotowa do 
moich komilitonw i znajomkw. Trzeba bdzie take z piwowarami w Jedlni pogada, u 
ktrych i mieszki pene, i konie takie, e niejeden towarzysz pancerny nie ma lepszego. Znajdzie 
si te u mnie w plebanii jakowa stara zbroiczka i kilka szabel, nie tyle ozdobnych, jak 
wyprbowanych na szwedzkich i na tureckich karkach... 
Tu spojrza ksidz w okno i doda: 
 Ale ot! sanie gotowe, a komu w drog, temu czas... Lecz po twarzy Jacka bole przemkna 
na nowo, pocaowa ksidza w rk i rzek: 
Jedn jeszcze mam prob, ojcze i dobrodzieju mj, abym mg z wami jecha teraz i 
pozosta a do wyjazdu w plebanii... Std tamte dachy wida i tu mi... za blisko... 
 Jake! sam chciaem ci to proponowa i z ust mi to wyje. Nic tu po tobie  i z duszy ci 
bd rad. Hej, Jacu, bd dobrej myli! Nie koczy si wiat w Beczczce, jeno stoi szeroko 
przed tob otworem. Gdy raz na konia sidziesz, Bg wie dokd dojedziesz. Wojna ci czeka! 
sawa ci czeka, a co dzi boli, to przyschnie. Widz ju, jak ci skrzyda u barkw rosn: lee, 
boy ptaku, bo na to stworzon i przeznaczon. 
I rado jak promie soca rozwiecia zacn twarz ksidza. Uderzy si po oniersku doni 
w udo i zawoa: 
 A teraz bierz czapk i jedmy! 
Ale drobne rzeczy staj czsto na przeszkodzie wikszym, a mieszne plcz si ze smutnymi. 
Jacek obejrza si po izbie, potem spojrza zakopotanym wzrokiem na ksidza i powtrzy: 
 Czapk? 
 Juci! Z go gow nie pojedziesz. 
Ba! 
 No, co? 
 A! kiedy zostaa w Beczczce. 
 Masz babo amory! C bdzie? 
 Co bdzie?... Choby od czeladnika wzi  w chopskiej nie mog jecha. 
 W chopskiej nie moesz jecha!  powtrzy ksidz  ale polij chopca po swoj do 
Beczczki. 
 Za nic!  zawoa Jacek. 
Lecz staruszek pocz si niecierpliwi. 
 A u licha! wojna, sawa, szeroki wiat  wszystko dobre, ale i czapka potrzebna. 
 Jest na dnie w skrzyni jaki stary kapelusz, co go ojciec zdoby na jednym oficyjerze 
szwedzkim pod Trzemesznem. 
 To go we  i jazda! 
Jacek znikn w alkierzu i po chwili wrci przybrany w rajtarski ty kapelusz, za duy na 
jego gow. Rozweselony tym widokiem, ksidz Woynowski chwyci si za lewy bok, niby 
szukajc szabli, i rzek: 
 Dobrze jeszcze, e to szwedzki kapelusz, a nie turecki zawj. Ale i tak czyste zapusty! Jacek 
umiechn si w odpowiedzi i rzek: 
 Na sprzczce s jakowe kamuszki, moe co warte. Po czym siedli i pojechali. Zaraz za 
opotkami wida byo przez bezlistny olszak Beczczk i dwr w niej jak na doni  wic ksidz 
pilnie uwaa na Jacka, ale w nacisn tylko na oczy swj za duy szwedzki kapelusz i ani 
spojrza, cho tam zostaa nie tylko jego magierka. 
Rozdzia dziewity 
Nie wrci, wszystko przepado!  mwia sobie w pierwszej chwili panna Sieniska. I dziwna 
rzecz! w domu byo piciu kawalerw, z ktrych jeden mody; przystojny, a prcz pana starosty 
Grothusa mia jeszcze przyjecha starszy Cyprianowicz, sowem, rzadko kiedy byo tylu goci w 
Beczczce, tymczasem panience wydao si, e otoczya j nagle pustka i jaki ogromny brak, e 
dom jest pusty, ogrd pusty, ona sama tak samotna, jakby w bezludnym stepie  i e ju tak 
zostanie na zawsze. 
Wic serce jej cisno si cikim alem, jakby po stracie kogo najbliszego. Bya pewna, e 
Jacek nie wrci, tym bardziej i opiekun obrazi go miertelnie, zarazem jednak nie umiaa sobie 
wyobrazi, jak to bdzie bez niego, bez jego twarzy, sw, miechu, spojrze, co bdzie jutro, 
pojutrze, za tydzie i za miesic, dlaczego rankami ma wstawa z ka, dlaczego zaplata 
warkocze, dla kogo przybiera si i trefi, po co y? 
I doznaa takiego uczucia, jak gdyby jej serce byo wiec, na ktr kto nagle dmuchn i 
zgasi. 
Nic, jeno ciemno i pustka! 
Lecz gdy wszedszy do pokoju zobaczya na pododze magierk Jacka, wszystkie te 
niewyrane uczucia ustpiy prostej a ogromnej za nim tsknocie. Rozrzewnio si w niej znw 
serce i pocza go woa po imieniu. Jednoczenie jaki bysk nadziei przelecia przez jej dusz. 
Podnisszy czapk, przycisna j niby niechccy do piersi, po czym schowaa w rkaw i tak 
pocza rozmyla: 
 Nie bdzie po dawnemu bywa co dzie w Beczczce, ale zanim opiekun z panem 
Grothusem i panem Cyprianowiczem zd przyjecha z Jedlinki, musi wrci po czapk, wic 
go zobacz i powiem mu, e by okrutny i niesprawiedliwy i e nie powinien by tak postpi. 
Ale nie bya sama ze sob szczera, albowiem chciaa mu powiedzie wicej  znale jakie 
ciepe, serdeczne sowo, ktre by nawizao na nowo zerwane midzy nimi nici. Byle si to stao, 
byle si mogli widywa bez gniewu w kociele albo czasem u ssiadw  to w przyszoci 
znajdzie si jaki sposb, aby wszystko obrcio si na dobre... Jaki to mia by sposb i co miao 
by tym dobrem, nad tym nie zastanawiaa si w tej chwili panna Sieniska, albowiem mylaa 
przede wszystkim o tym, aby jak najprdzej Jacka zobaczy. 
Tymczasem z pokoju, w ktrym leeli ranni, wysza pani Winnicka i ujrzawszy wzburzon 
twarz i zaczerwienione oczy dziewczyny, pocza j uspokaja: 
 Nie bj si, nic im nie bdzie. Jeden tylko z Bukojemskich ciej troch poszwankowan, ale 
i temu nic nie bdzie. Inni mao co. I opatrzy ich dobrze ksidz Woynowski, tak e nic zmienia 
nie trzeba. Dobrej s te myli i weseli. 
 Chwaa Bogu. 
 A Taczewski pojecha? Czego tu chcia? 
 Odwiz rannych... 
 No  ale kto by si tego po nim spodziewa? 
 Sami go wyzwali. 
 Tego si te nie zapieraj,.ale e on wszystkich posieka  piciu! jednego po drugim. A 
mylaaby, e on i kwoczce od kurczt ustpi. 
 To go ciotuchna nie zna. Aha!  odrzeka z pewn dum w gosie panna Sieniska. 
Ale i w gosie pani Winnickiej byo tyle samo prawie zdziwienia, co przygany, gdy urodzona 
i wychowana w stronach podlegych cigym napadom tatarskim, od maego przyuczya si 
uwaa odwag i sprawno do szabli za pierwsz cnot msk. Wic gdy pierwszy strach o 
goci przeszed, pocza na cay ten pojedynek patrze nieco inaczej. 
 Wszelako  mwia dalej  musz i im przyzna, e godni kawalerowie, bo nie tylko zoci 
do niego nie czuj, ale go jeszcze chwal, a zwaszcza ten Cyprianowicz. e to (powiada) 
urodzony onierz. I gniewno im nawet na jegomoci, ktren (mwi) przebra w Wyrbkach 
miar. 
 Ciotuchna te nie lepiej pana Jacka przyja. 
 Bo zasuy. A ty to niby dobrze go przyja! 
Ja? 
 A ty. Widziaam, jake si na niego oda. 
 Moja ciotuchno... 
Tu dziewczyna urwaa nagle, bo czua, e si rozpacze. Jednake wskutek tej rozmowy Jacek 
urs jeszcze w jej oczach. Sam jeden przeciw takim wiczonym mom  i wszystkich posieka, 
wszystkich zwyciy. Mawia on wprawdzie, e z oszczepem na odyce jedzi, ale przecie 
chopi po brzegu puszczy osiedli jedzili nawet z konicami, wic nie byo to nikomu dziwne. 
Natomiast piciu rycerskiej szlachty pokona mg tylko rycerz jeszcze od nich wikszy i 
dzielniejszy. Pannie Sieniskiej wydao si to wprost dziwne, eby czowiek, ktry mia takie 
smutne i agodne oczy, mg by tak strasznym w bitwie. Wic to jej tylko tak si podda, tylko 
od niej tak wszystko znosi, tylko dla niej by taki sodki i ustpujcy. Dlaczego? Bo j kocha 
nad zdrowie, nad szczcie, nad zbawienie wasne. Przed godzin sam jej to wyzna. 
I znw tsknota za nim napyna jej ogromn fal do serca. Czua jednak, e i midzy nimi 
co si zmienio i e jeli go ujrzy, a potem widywa bdzie czsto, ju nie pozwoli sobie z nim 
tak igra, jak igraa dawniej, to pogra go w smutek, to rozwesela i dodawa otuchy, to go 
odpycha, to pociga  czua, e mimo woli bdzie na patrze jakby z wikszym respektem i 
stanie si bardziej ostron i pokorniejsz. 
Chwilami jeszcze jaki gos odzywa si w niej, e po prawdzie, to Jacek postpi z ni zbyt 
zapalczywie, e nagada jej wicej gorzkich i obraliwych sw ni ona jemu, ale gos w stawa 
si coraz, coraz sabszy, a ch pojednania si coraz silniejsza. 
Byle wrci, nim tamci przyjad z Jedlinki. 
Ale tymczasem upyna godzina, dwie i trzy, a on nie wraca. Wwczas przyszo jej na myl, 
e ju jest za pno i e sam ju nie przyjdzie, ale przyle kogo po magierk. 
Wic postanowia mu j odesa wraz z listem, a w nim wypowiedzie wszystko, co jej 
ciyo na sercu. e jednak posaniec mg lada chwila nadej, wic chcc przygotowa 
wszystko zawczasu, zamkna si w swojej panieskiej izdebce i zabraa si do roboty. 
,,Niech wapanu Bg odpuci ten smutek i to zmartwienie, w jakim mnie zostawie, bo 
gdyby mg przejrze serce moje, nie byby tak postpi. Dlatego ja nie tylko odsyam 
wapanow magierk, ale przydaj i to dobre sowo, eby by szczliwy i eby zapomnia... 
Tu spostrzega si, e nie pisze tego, co myli i czego chce, bo wcale nie chodzio jej o to, 
eby on zapomnia, wic przekreliwszy kartk pocza pisa drug, z wikszym jeszcze 
wzruszeniem i rozaleniem: 
Odsyam wapanow magierk, gdy wiem, e ju nigdy nie zobacz wapana w Beczczce 
i e za nikim tu, a tym bardziej za mn sierot nie zapaczesz, czego te ja z przyczyny twojej 
niesprawiedliwoci, choby za nie wiem jak byo al, take nie uczyni... 
Ale tym sowom zaprzeczy od razu uczynek i wielkie zy splamiy nagle papier. Jake mu tu 
taki dowd posya, zwaszcza jeli j cakiem z serca wyrzuci? Po chwili przyszo jej znw na 
myl, e moe by mu ju lepiej o tej jego niesprawiedliwoci i zapalczywym postpku nie pisa, 
bo gotw si jeszcze bardziej zawzi. Tak mylc pocza szuka trzeciej kartki, ale pokazao 
si, e jej nie ma. Wobec tego stana bezradna, albowiem gdyby chciaa poyczy papieru u pani 
Winnickiej, nie obeszoby si bez pyta na ktre nijak jej byo odpowiada. Czua przy tym, e 
traci gow i e w adnym razie nie potrafi wypisa Jackowi akuratnie tego wszystkiego coby 
pragna wypisa, wic zatroskaa si okrutnie, wic szukajc niewiecim sposobem ulgi w 
strapieniu, daa znw folg zom. 
A tymczasem ciemnio si, przed gankiem zabrzky dzwonki od sanek i pan Pgowski 
powrci z gomi. W pokojach suba pozapalaa wszdy wiata, gdy ciemno si zwikszya. 
Dziewczyna otara zy i wesza dc gocinnej komnaty z pewn obaw, e wszyscy poznaj zaraz, 
i pakaa  i Bg wie co pomyl albo te bd j drczyli pytaniami. Lecz w komnacie by tylko 
pan Pgowski i pan Grothus, bez pana Cyprianowicza, o ktrego te, chcc odwrci od siebie 
uwag, pocza zaraz wypytywa. 
 Poszed do syna i do Bukojemskich  odpowiedzia pan Pgowskiale ju w drodze 
uspokoiem go, e nic si zego nie stao. 
Po czym popatrzy na ni uwanie, ale jego pospna zwykle twarz i siwe surowe oczy 
rozbysy jak wyjtkow dobroci. 
Zbliywszy si pooy rk na jasnych wosach dziewczyny i rzek: 
A i ty niepotrzebnie si frasujesz. Za par dni bd wszyscy zdrowi. No, no! do tego! 
Winnimy im wdziczno  prawda!  i dlatego si za nimi ujem, ale w rzeczy to przecie 
ludzie obcy i do mizernej kondycji. 
 Mizernej kondycji?  powtrzya jak echo, dlatego tylko, aby co powiedzie. 
 A tak, bo Bukojemscy hoysze, a Cyprianowicz homo novus. Wreszcie, co mi tam! Pojad 
sobie i bdzie spokj po dawnemu. 
Panna Sieniska pomylaa sobie, e bdzie nawet za wiele spokoju, gdy zostan tylko we 
troje w Beczczce, ale nie wypowiedziaa gono tej myli. 
 Pjd  rzeka  zakrztn si koo wieczerzy. 
 Id, gospochno, id!  odpowiedzia pan Pgowski.  Z ciebie jest i rado w domu, i 
poytek. 
Po czym doda: 
 A talerze ka da srebrne, aby pokaza temu Cyprianowiczowi, e godny statek nie tylko u 
uszlachconych Ormian si znachodzi. 
Panna Sieniska skoczya do czeladnej, ale e chciaa jeszcze przed wieczerz zaatwi inn, 
waniejsz dla niej spraw, wic zawoawszy suebnego wyrostka rzeka mu: 
 Suchaj, Wojtuszku, skoczysz do Wyrbkw i powiesz panu Taczewskiemu, e panienka 
bardzo si kania i odsya mu t oto magierk. Naci tynfa za drog, a powtrz, co masz 
powiedzie? 
 e panienka si kania i odsya magierk. 
 Nie, e si kania, jeno e bardzo si kania, rozumiesz? 
 Rozumiem. 
 To ruszaj! a kouch we, bo na noc znw mrz bierze. Psy niech te pjd z tob. Bardzo 
si kania  pamitaj i wracaj zaraz, chybaby pan chcia da odpowied. 
Tak zaatwiwszy t spraw udaa si do kuchni, aeby zaj si wieczerz, ktra poniewa 
spodziewano si powrotu pana z gomi, bya ju prawie gotowa. Potem przybrawszy si i 
przygadziwszy wosy, zesza do stoowej izby. 
Stary Cyprianowicz powita j dobrotliwie, albowiem jej modo i uroda bardzo mu byy 
jeszcze w Jedlince przypady do serca. e za o syna by ju zupenie spokojny, wic gdy siedli 
do wieczerzy, pocz rozmawia z ni wesoo, starajc si nawet i z pomoc artw rozproszy t 
jakow trosk, ktr widzia na jej czole, a ktrej przyczyn przypisywa wanie temu, co 
zaszo. 
Lecz wieczerza nie miaa skoczy si pomylnie dla dziewczyny, gdy zaraz po drugim 
daniu w progu izby pojawi si Wojtuszek i chuchajc w zamarznite palce, pocz woa: 
 Prosz panienki, czapk zostawiem, ale pana Taczewskiego nie ma w Wyrbkach, bo 
pojecha z ksidzem Woynowskim. 
Usyszawszy to pan Pgowski zdumia si, zmarszczy natychmiast brwi i utkwiwszy swe 
elazne oczy w pachoku, zapyta: 
 Co to jest? co za czapk? A ciebie kto posa do Wyrbkw? 
 Panienka  odpowiedziao ze strachem pachol. 
 Ja  powtrzya panna Sieniska. 
I widzc skierowane na si wszystkie spojrzenia, zmieszaa si okrutnie, ale nie na dugo, 
gdy wykrtny dowcip niewieci wnet przyszed jej z pomoc. 
 Pan Taczewski odwiz tu rannych  rzeka  ale e obie z ciotuchn lemy go przyjy, 
wic si rozgniewa i bez czapki polecia do domu, a ja mu czapk odesaam. 
 Prawda, emy go niezbyt wdzicznie przyjy  ozwaa si pani Winnicka. 
Pan Pgowski odetchn i twarz staa mu si mniej grona. 
 Dobrzecie zrobiy!  rzek.  A czapk bybym mu sam odesa, bo pewnie nie ma drugiej. 
Lecz zacny i wyrozumiay pan Cyprianowicz pocz si ujmowa za Taczewskim. 
 Mj syn  rzek  nie ma do niego nijakiej urazy. Sami go do bitwy zmusili, a on ich potem 
jeszcze do siebie zawiz, opatrzy i ugoci. Bukojemscy te to samo powiadaj, z tym 
dodatkiem, e to jest gracz na szable, ktry gdyby by chcia, byby ich godniej poszczerbi. Ha! 
chcieli da nauk, a sami znaleli nauczyciela. Jeli prawda, e krl jegomo na Turka ruszy, to 
przyda si tam taki Taczewski. 
Pan Pgowski nierad sucha tych sw, a w kocu rzek: 
 Jego ksidz Woynowski tych sztuk wyuczy. 
 Ksidza Woynowskiego widziaem tylko raz na odpucie  mwi pan Cyprianowicz  ale 
syszaem o nim wiele jeszcze za moich wojskowych czasw. mieli si z niego na odpucie inni 
ksia mwic, e jego plebania jest jako arka i e wszelkie animalia, jako Noe, hoduje. Wiem 
wszelako, e to bya szabla wielka, a teraz jest cnota wielka, czego jeli pan Taczewski te si od 
niego wyuczy, tobym chcia, eby mj syn, gdy si wygoi, innej amicycji nie szuka... 
 Mwi, e sejm si zaraz aukcj wojska zajmie  rzek chcc zmieni rozmow pan Gedeon. 
 Tak jest, wszyscy si ju tym zajmuj  potwierdzi starosta Grothus. 
I rozmowa potoczya si dalej o wojnie. Ale po wieczerzy panna Sieniska upatrzywszy 
stosown chwil zbliya si do Cyprianowicza i podnisszy na niego swe modre oczka rzeka: 
 Waszmo pan jeste dobry, bardzo dobry. 
 A czemu to?  zapyta Cyprianowicz. 
 e si za panem Jackiem uj. 
 Za kim?  spyta Cyprianowicz. 
 Za panem Taczewskim. Jemu Jacek na imi! 
 Ba, a sama wapanna tak go surowie skarcia. Po co tak byo? 
 Gorzej go skarci opiekun. Ale przyznaj waszmo panu, e nie postpilimy 
sprawiedliwie, i myl, e naley mu si jakowa pociecha... 
 On te pewnie rad j z rk wapanny przyjmie. 
A dziewczyna potrzsna sw zot gwk na znak przeczenia. 
 Ej nie  odrzeka ze smutnym umiechem ju on si na nas na wieki rozgniewa... 
Cyprianowicz popatrzy na ni prawdziwie dobrym, ojcowskim wzrokiem: 
 Kto by si tam na ciebie, wdziczny kwiatuszku, potrafi na wieki rozgniewa. 
 O! on potrafi!... Ale co do pociechy, to byaby dla niego najlepsza, gdyby waszmo pan 
sam mu powiedzia, e urazy do niego nie masz i e niewinno jego widzisz. Wtedy by ju i 
opiekun musia mu jak sprawiedliwo wyrzdzi, a ta mu si od nas naley. 
 Widz, e wapanna nie bya tak znw bardzo dla niego ostra, skoro si teraz za nim z takim 
gorcym sercem ujmujesz. 
 Bo mam wyrzuty sumienia, i e nie chc niczyjej krzywdy, i e on jest sam na wiecie, i e 
jest bardzo, bardzo ubogi. 
 Tedy powiem wapannie, em to ju sobie w duszy postanowi. Wapanny opiekun, jako 
gocinny ssiad, zapowiedzia mi, e mnie nie puci, pki mi si syn nie wygoi, ale i Stacha, i 
Bukojemskich mona by choby jutro zabra do domu. Przedtem jednak z pewnoci bd i u 
pana Taczewskiego, i u ksidza Woynowskiego, a to nie przez adn dobro, ale przez 
zrozumienie, e im si to ode mnie naley. Ja nie mwi, e jestem zy, jeno tak myl, e jeli 
tu kto jest naprawd dobry, to nie ja, ale wapanna. Nie przecz! 
Ona jednak przeczya, bo czua, e nie o sam sprawiedliwo wzgldem Jacka jej chodzi, ale 
i o inne sprawy, o ktrych nie wtajemniczony w jej dziewczce rachuby, pan Cyprianowicz nie 
mg nic wiedzie. Serce jej jednak wezbrao wdzicznoci dla niego i na dobranoc pocaowaa 
go w rk, za co rozgniewa si na ni pan Pgowski. 
 To to trzecie dopiero pokolenie, a przedtem kupcy  mwi. Pamitaj, kto jest! 
Rozdzia dziesity 
W dwa dni pniej wyjecha Jacek z dziesiciu dukatami do Radomia, aby si ogarn 
przystojnie przed podr, a ksidz Woynowski zosta na plebanii i rozmyla, skd by wzi 
wicej pienidzy na cay moderunek onierski, na wozy, na konie, na poczet i na czelad  co 
wszystko towarzysz musia mie, jeli powag kocha i jeli nie chcia, aby jego samego miano 
za hetkptelk. 
Zwaszcza wypadao tak wystpi Taczewskiemu, ktry nosi wielkie i sawne, lubo ju nieco 
zapomniane w Rzeczypospolitej nazwisko. 
Pewnego dnia zasiad wic ksidz Woynowski do stolika, namarszczy brwi, e a biaa 
czupryna zsuna mu si na czoo, i rachowa, ile na co bdzie potrzeba. Animalia, to jest pies 
Filu, oswojona liszka i borsuk trzeci, przewracay kulki bawic si u jego ng, ale on na nie nie 
zwaa, tak okrutnie by zajty i zafrasowany, gdy kalkulacje wcale nie chciay dobrze 
wypada i rway si co chwila. Nie stawao nie tylko na rzeczy pomniejsze, ale i na gwne. 
Staruszek tar czoo coraz mocniej, a w kocu zacz sam z sob gono rozmawia. 
 Wzi dziesi  dobrze. Pewno nic mu nie ostanie. Liczmy dalej: od piwowara Kondrata na 
borg pi, od Soninki trzy, to om. Od Dudy talarw bitych pruskich sze i ko podjezdek na 
borg. Spaci si jczmieniem, jeli urodzi. Razem om czerwonych zotych i sze talarw i 
dwadziecia zotych moich. Mao! Chobym mu odda waacha pod czeladnika, to bdzie 
dopiero, liczc z podjezdkiem, koni dwa, a do wozu trzeba jeszcze dwa  i dla Jacka samych 
podwodnych najmniej dwa. Pauca! a mniej nie mona, bo jeli mu jeden padnie, musi mie inne 
na odmian. A barwa dla czeladzi, a zapasy na wz, a koty, a opony, a puzdra! Tfu! Z takimi 
pienidzmi chyba do dragonw i. Po czym zwrci si do zwierzt, ktre znaczny czyniy 
haas. 
 Cicho tam, odmiece, bo skry z was ydom posprzedaj. I znw zacz ze sob 
rozmawia. 
Jacek ma suszno, e Wyrbki trzeba sprzeda. Jeno e to potem, gdy zapytaj, skd 
jeste?  nie ma co rzec. Skd? Z Wiatrowa. Z jakiego Wiatrowa? Z Wiatrowa w polu. Zaraz 
kady lekce sobie takiego way. Lepiej by zastawi, byle si zastawnik znalaz. Pgowskiemu 
byoby najporczniej, ale Jacek by o tym sysze nie chcia i ja sam nie wszczbym z nim tej 
materii... Mj Boe! Niesusznie ludzie mwi: ubogi jak mysz kocielna!  Czeku czasem 
wiksza bieda. Mysz kocielna na wity Szczepan2 godnie yje, a wosk ma o kadej porze. 
Panie Jezu, ktry pomnoy chleb i ryby, pomne tych kilka czerwonych zotych i tych kilka 
talarw, bo Tobie, miociwy Panie, nic nie ubdzie, a ostatniemu Taczewskiemu dopomoesz... 
Tu przyszo mu do gowy, e pruskie talary, jako z luterskiego kraju pochodzce, abominacj 
tylko w niebie wzbudzi mog, ale co do czerwonych zotych zawaha si, czyby ich na noc pod 
nki Chrystusowi nie podoy  nu nazajutrz znajdzie si ich wicej! Nie czu si jednak 
godnym cudu i nawet kilkakrotnie uderzy si w piersi w skrusze za myl zuchwa. Ale duej 
nie mg o tym rozmyla, gdy kto zajecha przed plebani. 
2 Na w. Szczepana lud rzuca wszelakim ziarnem na ksidza przy otarzu, na pamitk ukamienowania tego 
witego. 
Po chwili otwary si drzwi i do izby wszed wysoki, siwy m z czarnymi oczyma patrzcymi 
mdrze i dobrotliwie. M w skoni si w progu i rzek: 
 Jestem Cyprianowicz z Jedlinki. 
 Jake, widziaem waszmo pana na odpucie w Przytyku, ale jeno z daleka, bo zjazd by 
srogi  zawoa ksidz posuwajc si ywo ku gociowi. 
 Witam waszmoci z radoci w moich niskich progach. 
 I ja te z radoci tu przybywam  odpowiedzia Cyprianowicz. Wielki to i miy 
obowizek pokoni si tak znakomitemu rycerzowi i tak witemu kapanowi. 
To rzekszy ucaowa staruszka w rami i w rk, cho w broni si mwic: 
 At, co za wito! Moe oto te bestiae maj wicej zasugi przed Bogiem ni ja. 
Ale Cyprianowicz mwi z tak prostot i szczeroci, e od razu tym uj ksidza 
Woynowskiego, poczli wic wzajem mwi sobie sowa przychylne i z serca pynce. 
 Poznaem i syna waszmoci  rzek staruszek  zacny to kawaler i grnych manier. Owi 
Bukojemscy przy nim ledwo jak jego dworzanie. To powiadam wapanu, e Jacek Taczewski tak 
go od razu pokocha, e nic, tylko go wci wychwala. 
 I mj Stach rwnie. Czsto to bywa, e si ludzie bij, a potem kochaj. Nikt z nas nie 
tylko adnej urazy do pana Taczewskiego nie ywi, ale wszyscy chcielibymy rzeteln amicycj 
z nim zawrze. Byem te u niego w Wyrbkach i stamtd jad. Mylaem, e go tu znajd, i 
chciaem zaprosi do Jedlinki was, ksie dobrodzieju mj, i jego. 
 Jacek jest w Radomiu, ale jeszcze tu wrci i pewnie chtnie suy bdzie... Ale patrze 
waszmo pan, jako to si tam z nim obeszli w Beczczce. 
 Sami si w tym spostrzegli  odrzek pan Cyprianowicz  i ju tego auj: nie pan 
Pgowski, ale niewiasty. 
 Pan Pgowski to czek zawzity jak mao kto, i ciki kiedy zda z tego rachunek przed 
Bogiem, a co do niewiast  Bg z nimi... Co tu ukrywa, e caego tego pojedynku przyczyna  
to jedna z nich. 
 Ja si tego te domylaem, zanim mi syn potwierdzi. Ale to niewinna przyczyna. 
 Wszystkie one niewinne... A czy waszmo wiesz, co Eklezjasta mwi o niewiastach? 
Pan Cyprianowicz nie wiedzia, wic ksidz Woynowski zdj z pki Wulgat i odczyta 
ustp z Eklezjasty, po czym rzek: 
 A co? 
 Bywaj i takie  odpowiedzia pan Cyprianowicz. 
 Jacek te nie z innej przyczyny rusza w wiat. Ale tego wcalem mu nie odradza. Owszem! 
 Jake to? zaraz rusza? Wojna latem si dopiero rozpocznie. 
 Wiesz wapan na pewno? 
 Wiem, bo dopytuj, a dopytuj dlatego, e i mojego syna nie utrzymam. 
 Od tego szlachcic. Jacek za zaraz rusza, bo mwic prawd, bolenie mu tu zostawa. 
 Rozumiem, rozumiem wszystko. Popiech  najlepsze to w takich terminach lekarstwo. 
 Tote tyle tylko czasu jeszcze w tych stronach zabawi, ile bdzie trzeba, aby Wyrbki 
przeda lub zastawi. Nieduy to wyczek, ale przecie radz Jackowi, by wolej zastawi, ni 
sprzedawa. Choby te nie mia nigdy ju do nich wrci, zawsze si moe z nich pisa, a to jest 
przystojniej dla czowieka z jego krwi i nazwiskiem. 
 Zali koniecznie musi sprzedawa albo zastawia? 
 Musi. Czowiek jest ubogi, cakiem ubogi. Waszmo wiesz, ile kada wyprawa kosztuje, a 
on w byle dragaskim regimencie suy nie moe. 
Pan Cyprianowicz zastanowi si przez chwil, po czym rzek: 
 To wiecie co, dobrodzieju, moe ja bym wzi w zastaw Wyrbki? Ksidz Woynowski 
zarumieni si jak panna, ktrej modzieniec wyznaje niespodziewanie to, co jak najmocniej 
pragna usysze; ale rumiece owe przeleciay mu tak szybko przez twarz, jak letnia 
byskawica przelatuje przez wieczorne niebo, po czym spojrza bystro na Cyprianowicza i 
zapyta: 
 A waszmoci co po tym? 
Lecz w odpowiedzia z ca szczeroci zacnej duszy: 
Co mi po tym? To, e chc zacnemu modzianowi przysug bez straty dla siebie odda, za 
ktr jeszcze sobie wdziczno jego zaskarbi. Nie bjcie si, ojcze dobrodzieju, mam przy tym 
i swoje w tym wyrachowanie. Oto wyprawi jedynaka do tej samej chorgwi, w ktrej bdzie 
suy pan Taczewski, i tusz, e mj Stach znajdzie w nim godnego kompaniona i przyjaciela. 
Wiecie, jaka to wana rzecz kompania i co to jest wierny przyjaciel przy boku i w obozie, gdzie 
tak atwo o zwad, i na wojnie, gdzie atwiej jeszcze o mier. Bg mi fortuny nie poskpi, a 
dziecko da tylko jedno. Pan Taczewski jest mny, trzewy, mistrz, jako si pokazao, do szabli 
 i cnotliwy, bo wycie go hodowali! Nieche bd ze Stachem jako Orestes i Pylades. Oto moje 
wyrachowanie. 
Ksidz Woynowski otworzy mu szeroko ramiona. 
 A to Bg waci zesa! Za Jacka ja rcz jak za siebie samego. Zoto to chop i serce ma 
wdziczne jak pszenna ziemia. Bg waci zesa! Bdzie teraz mogo moje chopczysko pokaza 
si, jak na Taczewskiego Powa przystoi  i co najwaniejsza, moe ujrzawszy szeroki wiat, 
zapomni o tej dziewce, dla ktrej tyle lat zmarnowa i tyle przecierpia. 
 Take to j od dawna miowa? 
 Ba, prawd mwic, od maego dziecka. A i teraz nie mwi nic, zby zacina, ale wije si 
jako wgorz na trzonie... A nieche jedzie jako najprdzej, bo z tego nie mogo i nie moe nic 
by. Nastaa chwila milczenia. 
 Trzeba jednak acuratissime o tych sprawach pogada  rzek wreszcie staruszek.  Ile 
waszmo pan moesz da na zastaw Wyrbkw? Lichy to pachetek. 
 Choby i sto dukatw. 
 Bje si waszmo Boga! 
 A czemu? Jeli pan Taczewski spaci mi to kiedy, to wszystko jedno, ile dam, a jeli nie 
spaci, to take wyjd na swoje, bo tu wkoo ziemie liche, a to nowina po lesie, ktra przeto musi 
by dobra. Ja dzi zabieram Stacha i Bukojemskich z powrotem do Jedlinki, a waszmociowie 
bdcie na nas askawi, jak tylko pan Taczewski, z Radomia wrci. Pienidze bd gotowe. 
 Z nieba si waszmo wzi razem ze swoj fortun i ze swoim zotym sercem  
odpowiedzia ksidz Woynowski. 
Po czym kaza przynie miodu, sam ponalewa kusztyczki i pili z ochot, jak pij ludzie 
majcy rado w sercu. Przy trzecim jednak kusztyczku spowania ksidz i rzek: 
 Za pomoc, za dobre sowo, za wapanow poczciwo niech cho dobr rad zapac. 
 Sucham. 
 Nie osadzaj wa syna w Wyrbkach. Dziewka jest gadka nad wszelk imaginacj. Moe 
by przy tym sama w sobie i zacna, nie przecz, ale to Sieniska, z czego nie ona sama, ale pan 
Pgowski jest tak pyszny, e gdyby o ni posun  bo ja wiem?  choby sam nasz krlewicz 
Jacobus, jeszcze by si to staremu nie wydao zanadto. Strzee wa syna, nie pozwl mu, aby 
sobie o t pych mode serce podrapa albo i miertelnie, jak Jacek, porani. Ze szczerej i 
yczliwej przyjani to waci mwi, chcc dobrym za dobre zapaci. 
Pan Cyprianowicz przecign doni po czole i tak rzek: 
 Spadli nam do Jedlinki z powodu podrnej przygody, jakoby z chmur. Ja byem kiedy w 
domu pana Pgowskiego z ssiedzkimi odwiedzinami, ale on nie by u mnie. Wymiarkowawszy 
std jego pych, wicej jego przyjani i znajomoci nie szukaem. Samo to przyszo. Syna 
jednake w Wyrbkach nie osadz ani te baamuci mu si w Beczczce nie pozwol. Nie tak 
my stara szlachta jak Sieniscy ani moe jak Pgowscy, ale szlachta, i to wyrosa z wojny, z tego, 
co boli, jako mawia pan Czarniecki. Godno nasz potrafimy zachowa  i mj syn nie mniej 
ode mnie jest na to czuy. Strzay Kupidyna trudno si modemu ustrzec, ale powiem wam, 
dobrodzieju, co mi Stach rzek, gdym go teraz w Beczczce o dziewk rozpytywa: Wol  
powiada jabka nie urwa, ni za wysoko podskakiwa, bo jak nie doskocz, to wstyd. 
 O, to dobrze ma w gowie!  zawoa ksidz. 
 Taki on by od maego  odrzek z pewn dum Cyprianowicz.  Przy tym powiedzia i to 
jeszcze, e gdy teraz dowiedzia si, czym ta dziewka bya dla Taczewskiego i co on dla niej 
przeszed, nie chciaby za nic tak godnemu kawalerowi w drog wchodzi. Nie, moci 
dobrodzieju, nie dlatego ja bior w zastaw Wyrbki, by synowi memu byo do Beczczki blisko. 
Niech mi Bg chopca strzee i od wszelkiego zego go uchroni! 
 Amen. Wierz, jakoby mi anio powiada. A t pann niech kto trzeci wemie, choby 
jeden z panw Bukojemskich, ktrzy szczyc si tak wielk parantel. 
Cyprianowicz pocz si mia, po czym dopi miodu, poegna si i odjecha. Ksidz 
Woynowski uda si do kocioa, aby Bogu podzikowa za niespodzian pomoc, po czym 
niecierpliwie czeka na Taczewskiego. 
A gdy nareszcie Jacek wrci, wybieg do niego a na podwrze, chwyci go w ramiona i 
pocz woa: 
 Jacku! za jedno podogonie moesz dziesi dukatw zapaci. Sto czerwonych masz jakoby 
na stole i Wyrbki przy tobie zostaj! 
A Taczewski utkwi w niego zapade z mki i bezsennoci oczy i zapyta ze zdziwieniem: 
 Co si stao? 
Rozdzia jedenasty 
Sta si istotnie rzecz dobra, bo pynca z uczciwego ludzkiego serca. Z najwiksz te 
pociech zauway ksidz Woynowski, e Jacek mimo cikiego strapienia i wszystkich 
serdecznych udrcze nabra jakby nowego ducha na wiadomo o ukadzie z Cyprianowiczem. 
Przez kilka dni mwi i myla tylko o koniach, wozach, o wojennym rynsztunku i czeladzi, tak i 
zdawao si, e w jego duszy nie masz ju na nic innego miejsca. 
 To ci lekarstwo, to ci balsam, to ci driakiew  powtarza sobie w duchu ksidz Woynowski  
bo eby kto nie wiem jak by przez niewiast usidlon, eby nie wiem jaki nieszcznik, to 
przecie, jeli na wojn idzie, musi obaczy, czy nie dychawicznego albo nie wogawego konia 
kupuje, musi midzy szablami wybra, a pancerza przymierzy, a kopi si raz i drugi zoy, 
przez co animus zaraz si od niewiasty odwrci i przystojniejszymi rzeczami zajty, sercu te 
ulg zapewni. 
I wspomina, jako niegdy, za modych lat, sam szuka w wojnie zapomnienia albo mierci. 
Ale e teraz wojna jeszcze nie rozkwita, wic Jackowi w kadym razie byo do mierci daleko, a 
tymczasem cay zaprztnity by wypraw i zwizanymi z ni sprawami. 
Byo za czynnoci duo. 
Obaj Cyprianowicze przyjechali znw do ksidza Woynowskiego, u ktrego mieszka Jacek. 
Po czym wszyscy razem udali si do grodu, aby spisa akt zastawu. Tame sporzdzona zostaa 
cz Jackowej wyprawy, ktrej reszt dowiadczony i przezorny ksidz Woynowski radzi 
zaatwi w Warszawie albo w Krakowie. Wypenio to kilka dni od rana do wieczora, przy czym 
wygojony ju prawie zupenie po nieznacznym skaleczeniu Stanisaw Cyprianowicz pomaga 
gorliwie Jackowi, z ktrym coraz cilejsz zawizywa znajomo i przyja. Cieszyli si na w 
widok starzy, albowiem obu wielce na tym zaleao. Zacny pan Serafin pocz nawet aowa, e 
Jacek tak prdko odjeda, i namawia ksidza, aby zbyt wyjazdu jego nie przyspiesza. 
 Rozumiem  mwi  rozumiem dobrze, dlaczego bycie go chcieli, ojcze dobrodzieju, jako 
najprdzej wyprawi, ale po sprawiedliwoci musz powiedzie, e ja o tej pannie Sieniskiej le 
nie myl... Juci prawda, e w pierwszej chwili niezbyt wdzicznie Jacka po pojedynku przyja, 
ale pomylcie, e Stach i Bukojemscy dopiero co i j, i pani Winnick z wilczej paszczki 
wyrwali; c wic dziwnego, e na widok ich ran i krwi chwyci j gniew, ktry jako wiem, 
ekscytowa w niej umylnie i Pgowski. To  to zawzity prawdziwie czek, ale dziewczynina, 
gdym tam u nich by, przysza ju do mnie cakiem skruszona: Przyznaj  powiada  e nie 
postpilimy sprawiedliwie i e si panu Jackowi naley jakowa od nas pociecha. I zaraz ci jej 
oczka zmoky, a mi si zrobio al, e to przy tym liczko nad miar gadkie. Ale dusz to ona ma 
sprawiedliw i krzywd czuje... 
 Na miy Bg, nieche Jacek o tym nie wie, bo zaraz by mu serce znw pod gardo podeszo, 
a ledwie a pocz lepiej dycha. Uciek stamtd bez czapki, przysig, e nie wrci, i niech go 
Bg od tego broni. Niewiasty, widzisz waszmo, s jako te ogniki, co w Jedlni na tustych 
botach nocami chodz. Gonisz go  ucieka; uciekasz  on ci goni... Ot co!... 
 Mdra to jest sentencja, ktr musz dla Stacha zakonotowa  rzek pan Serafin. 
 A Jacek niech jedzie jak najprdzej. Wygotowaem mu ju listy do rnych znajomych i 
dygnitarzy, ktrych znaem, gdy nie byli jeszcze dygnitarzami, i do onierzy co 
znamienitszych... W tych listach polecam i wacinego syna jako godnego kawalera, a gdy 
przyjdzie na niego czas wyruszy, to mu jeszcze dam osobne, cho to moe i zbyteczna, bo mu 
ju tam Jacek drog utoruje. Niech su razem. 
 Dzikuj wam, ojcze dobrodzieju, z caej duszy. Tak! niech su razem i niech do koca 
ycia w staej amicycji dotrwaj. Mwilicie o chorgwi krlewicza Aleksandra, ktra pod 
Zbierzchowskim chodzi. Grna to chorgiew, moe i najpierwsza w usarii, wic bym dla 
Stanisawa okrutnie by rad, ale on mi powiedzia tak: Lekka jazda na sze dni w tygodniu, a 
usarze tylko jakoby na niedziel. 
 Generaliter prawd powiedzia  odrzek ksidz.  Juci, usarzy na podjezdy nie posyaj i 
rzadko te ktry na harc wyjeda, e to takiemu onierzowi nie przystoi z byle kim si potyka; 
ale te za to, jak przyjdzie ich niedziela, to si nabij a natratuj, e inni i przez sze dni tyle 
krwi nie wytocz. Zreszt nie wojnie rozkazuj, ale wojna rozkazuje, wic czasem si trafi, e i 
usarze maj powszedni robot. 
 Ojciec dobrodziej wiesz to najlepiej... 
Ksidz Woynowski przymkn na chwil oczy, jakby chcc przypomnie sobie dokadniej 
czasy ubiege, po czym podnis szklenic, spojrza pod wiato na mid, pocign jeden i drugi 
yk i rzek: 
 Tak byo, gdymy pod koniec wojny szwedzkiej poszli pokara zdrajc elektora za zmow z 
Carolusem. Ponis pan marszaek Lubomirski ogie i miecz pod sam Berlin. Byem wtedy 
towarzyszem w jego wasnej usarskiej chorgwi, ktrej Wiktor porucznikowa. Zastawia nam si 
Brandenburczyk jako mg: to piechot, to pospolitym ruszeniem, w ktrym bya szlachta 
niemiecka  i mwi waci, e nam usarzom, tak samo jak i nadwornym kozakom, ledwie e w 
kocu ramiona w zawiasach chodziy... 
 Taka to bya cika robota? 
 Nie bya cika, bo na sam nasz widok tak niebotom muszkiety i dzidy w rkach si 
trzsy jako gazie na wietrze  ale bya co dzie od rana do wieczora. Czy kopi wraasz w 
piersi czy w plecy, jednako si strudzisz. Hej, mia to bya wyprawa, bo jako si rzeko  
pracowita, a swoj drog w yciu ja si tyle ludzkich i koskich zadw nie napatrzy, ile 
wwczas. Spustoszylimy te z poow Brandenburgii tak godnie, e a Luter w piekle paka. 
 Mio wspomnie, e zdrada suszn otrzymaa kar. 
 Pewnie, e mio. Przyjecha potem elektor do pana Lubomirskiego prosi miru. Jam tego nie 
widzia, ale powiadali potem onierze, e pan marszaek chodzi po majdanie wsparty w boki, a 
elektor drepta cigiem za nim i kania si tak, e bez maa peruk do ziemi dostawa, i pod 
kolana marszaka chyta  ba! mwili nawet, e i caowa, gdzie popado; ale temu to i nie bardzo 
daj wiary, gdy pan marszaek, majc serce pyszne, lubi nieprzyjaciela przygi, ale czowiek 
by przy tym polityczny  i nie byby na nic podobnego zezwoli. 
 Daj Bg; aby teraz z Turkami tak poszo, jak wonczas z Brandenburczykiem. 
 Niewysoka ci jest moja eksperiencja, ale za to duga, powiem tedy szczerze waszmoci, i 
myl, e pjdzie albo tak, albo jeszcze i lepiej. Pan marszaek by wojennik dowiadczony i 
zwaszcza fortunny, ale przecie z naszym Jegomoci, dzi szczliwie nam panujcym, 
porwna go nie mona. 
Po czym wspominali wszystkie zwycistwa krlewskie i bitwy, w ktrych sami jeszcze brali 
udzia, pijc za zdrowie krla i cieszc si, e pod takim wodzem modzi nie tylko wojny zayj, 
ae i sawy niezmiernej nabd, zwaszcza e wojna miaa by z odwiecznym nieprzyjacielem 
krzya. 
Wprawdzie nikt nic o niej dobrze nie wiedzia. 
Nie byo te jeszcze wiadomo, czy potga turecka zwrci si naprzd na Rzeczpospolit, czy 
na cesarza. Sprawa przymierza z dworem rakuskim miaa by dopiero na sejmie poruszona. Ale 
ju na zjazdach szlacheckich i sejmikach powiatowych mwiono tylko o wojnie. Statyci, ktrzy 
bywali w Warszawie i przy dworze, przepowiadali j bez pochyby, a prcz tego cay nard 
ogarno jakowe przeczucie, e musi ona nastpi  przeczucie niemal od samej pewnoci 
silniejsze, a wysnute z dotychczasowych czynw krlewskich jak i z powszechnej woli i z 
przeznacze narodowych. 
Rozdzia dwunasty 
W drodze z Radomia zaprosi ksidz Woynowski Cyprianowiczw, aby wstpili dla 
wytchnienia na plebani, po czym mia wraz z Jackiem uda si do nich do Jedlinki. Tymczasem 
zajechali go niespodziewanie trzej panowie Bukojemscy. 
Marek, ktry mia przecity obojczyk, nie mg si jeszcze rusza, ale Mateusz, ukasz i Jan 
przybyli pokoni si staruszkowi i podzikowa mu za opatrunek. Janowi brako wprawdzie 
maego palca, a starsi mieli potne kresy  jeden na czole, drugi na policzku  ale zreszt 
wygoili si cakiem i byli zdrowi jak rydze. 
Przed dwoma dniami wyprawili si ju do puszczy na owy i podkurzywszy pic 
niedwiedzic w barogu, skuli j oszczepami, a piastuna przywieli w darze ksidzu, ktrego 
mio dla lenych bestii znana bya powszechnie. 
Staruszek, ktremu przypadli do serca jako chopy szczere, ucieszy si i do nich, i do 
niedwiadka  i a popaka si ze miechu, gdy w porwawszy jeden z kusztykw nalanych dla 
goci miodem, pocz rycze wniebogosy dla wzbudzenia naleytego postrachu i zabezpieczenia 
sobie upu. 
Po czym widzc, e mu nikt nie odbiera, stan na zadnich nogach i wypi jak czowiek, co 
jeszcze wiksz wzbudzio rado. 
 Nie uczyni go ani piwniczym, ani bartnikiem  mwi rozbawiony ksidz. 
 Ha!  woa miejc si Stanisaw Cyprianowicz  krtko by w szkole u Bukojemskich, ale 
przez jeden dzie tyle skorzysta, ile by si w boru przez cae ycie nie nauczy. 
 A nieprawda  odrzek ukasz  gdy to jest bestia, ktra z przyrodzenia ma ten dowcip, e 
wie, co jest dobre. Ledwiemy go z lasu przywieli, zaraz si gorzaki napi, jakby co rano w 
lesie pija, a potem psu da w pysk: naci (powiada) nie obwchuj  i poszed spa. 
 Dziki waszmociom szczer bd mia z niego pociech  rzek ksidz  ale go piwniczym 
nie uczyni, bo cho na napitkach zna si dobrze, zbyt by gorliwie koo nich chodzi. 
 Niedwied niejedno potrafi  zauway Jan.  U ksidza Gomiskiego w Przytyku jest 
taki, o ktrym powiadaj, e do organw kalikuje. Ale niektrzy si tym gorsz, bo czasem te i 
sam ryknie, zwaszcza gdy go drgiem poekscytuj. 
 Nie masz w tym nijakiego zgorszenia  odpowiedzia ksidz  ptacy sobie gniazda w 
kocioach czyni i na chwa bosk piewaj, a nikt si tym nie gorszy. Kady zwierz to te 
suka boy, a Zbawiciel w stajence si narodzi. 
 Mwi przy tym  rzek Mateusz  e Pan Jezus mynarza w niedwiedzia zmieni, wic 
moe si w nim i dusza ludzka ostaa. A na to starszy Cyprianowicz: 
 Tocie mynarzow w takim razie zabili, za co musicie odpowiada. Krl jegomo bardzo o 
swoje niedwiedzie zazdrosny i nie po to leniczych trzyma, aby mu je zabijali. 
Usyszawszy to trzej bracia zatroskali si rzetelnie i dopiero po duszym namyle Mateusz, 
chcc co powiedzie na obron wsplnego uczynku, rzek: 
 Ba, albomy to nie szlachta? Tacy dobrzy Bukojemscy jak i Sobiescy. 
Lecz ukaszowi przysza do gowy szczliwsza myl, wic zaraz rozpogodzi oblicze. 
 Dalimy kawalerski parol  rzek  e nie bdziem niedwiedzi strzela  prawda?! Tote 
nie strzelamy, jeno kujem. 
 Nie o niedwiedziach teraz krl jegomo myli  zauway Jan  a przy tym nikt mu nie 
doniesie. Niechby ktry borowy mia... Ha! szkoda wszelako, emy si panu Pgowskiemu i 
panu Grothusowi z tym pochwalili, bo pan Grothus wanie do Warszawy jecha, a e krla 
czsto widuje, to moe tam przypadkiem si wygada. 
 A kiedyecie Pgowskiego spotkali?  zapyta ksidz. 
 Wczoraj. Wanie pana Grothusa odprowadza. Wiecie, dobrodzieju, gdzie jest karczma, co 
si Mordownia nazywa? Zajechali tam koniom wytchn i nas zastali. Pocz tedy Pgowski o 
rne rzeczy wypytywa, a i o Jacka te. 
 O mnie?  zapyta Taczewski. 
 Tak. Czy prawda (pyta), e Taczewski do chorgwi jedzie? 
 Powiadamy: Prawda! 
 A kiedy? 
 Pono wkrtce.  Tak Pgowski znw mwi: To dobrze, ale chyba do piechoty. 
Na to rozgniewalimy si wszyscy, a Mateusz powiada: 
 Jegomo takich rzeczy nie suponuj, bo Jacek teraz nasz przyjaciel i musielibymy si za 
nim uj. I e to zaczlimy troch sapa, wic on si pomiarkowal i rzek: 
 Nie mwi ja tego z jakiej osobliwej nieyczliwoci, jeno wiem, e Wyrbki  nie 
starostwo. 
 Starostwo czy nie starostwo, a jemu zasi!  zawoa ksidz.  Nieche sobie tym gowy nie 
zaprzta. 
Widocznie jednak pan Pgowski odmiennego w tej sprawie by zdania i zaprzta sobie gow 
Jackiem, albowiem w godzin pniej pachoek przynis razem z nowym gsiorkiem miodu list 
z pieczci i rzek: 
 Jest posaniec do jegomoci z Beczczki. 
Ksidz Woynowski wzi list, odpiecztowa, rozwin, uderzy wierzchem doni w arkusz i 
zbliywszy si do okna, pocz czyta. 
A Jacek a przyblad ze wzruszenia i patrzy jak w tcz w ow kart, albowiem przeczucie 
mwio mu, e o nim w niej bdzie mowa. Myli jak jaskki przelatyway mu przez gow: nu 
stary si skruszy, nu to s przeprosiny? Tak powinno bv i nawet nie moe by nic innego. 
Pgowski nie mia jeszcze prawa gniewa si o to, co zaszo, wicej od tych, ktrzy w zajciu 
ucierpieli. Wic oto ozwao si sumienie: pozna niesprawiedliwo swego postpku, zrozumia, 
jak ciko niewinnego czowieka pokrzywdzi, i pragnie krzywd naprawi. 
Serce poczo w Jacku bi jak motem:  Och, pojad  mwi sobie w duszy  nie dla mnie 
tamto szczcie, a cho i przebacz, to ju zapomnie nie potrafi, ale by raz ujrze jeszcze przed 
wyjazdem t tak okrutn, a tak umiowan Anul, raz si jej jeszcze napatrzy, raz jeszcze gos 
jej usysze  tego mi, miosierny Boe, nie odmawiaj! 
I myli leciay szybciej jeszcze od jaskek, ale nim przeleciay, stao si co cakiem 
niespodzianego, bo oto nagle ksidz Woynowski zmi list w rku i chwyci si za lewy bok, 
jakby szukajc szabli. Oblicze zaszo mu krwi, szyja napczniaa, a oczy ciskay byskawice. 
By po prostu tak straszny, e Cyprianowicze i Bukojemscy patrzyli na niego z takim 
zdumieniem, jak gdyby przez jakie czary zmieni si nagle w innego czowieka. 
W izbie zapanowao guche milczenie. 
Tymczasem ksidz pochyli si ku oknu, jakby na co przez nie wyglda, po czym odwrci 
si, spojrza naprzd po cianach, potem na goci, ale widocznie zwalczy si ju i opamita, bo 
twarz mu zblada i pomie przygas w oczach. 
 Moci panowie  rzek  to czowiek nie tylko zapalczywy, lecz i zgoa zy. Bo powiedzie 
w zapalczywoci wicej ni suszno pozwala, to si kademu trafi, ale w zawzitoci krzywdzi 
dalej i depta po pokrzywdzonym, to ju nieszlachecka i niekatolicka rzecz. 
To rzekszy pochyli si, podnis zmity list i zwrci si do Taczewskiego: 
 Jacku, jeli ci jeszcze drzazga jaka w sercu zostaa, to tym noem j wykroisz. Czytaj, 
niebo, czytaj w gos, bo nie ty si wstydzi powiniene, ale ten, kto taki list napisa. Niech si 
ichmociowie dowiedz, jaki jest pan Pgowski. 
Jacek chwyci drcymi rkoma kart, rozwin j i czyta: 
Mnie wielce miociwy ksie proboszczu Dobrodzieju 
etc. etc. 
Dowiedziawszy si, i Taczewski z Wyrbek, ktren bywa w moim domu, ma si w tych 
czasiech do wojska uda, przez pami na chleb, ktrym go w ubstwie jego karmiem, i dla 
posug, do ktrych czasami trafiao mi si go uywa, posyam mu podjezdka i dukat na 
podkowy z zaleceniem, aby go na inne niepotrzebne rzeczy nie przetrwoni. 
Polecajc zarazem chtne a gorliwie suby moje, pisz si... etc. etc. 
Jacek zblad tak bardzo po przeczytaniu listu, e a obecni zlkli si o niego, zwaszcza 
ksidz, ktry nie by pewien, czy ta blado nie jest zwiastunk szalonego wybuchu, a wiedzia, 
jak straszny bywa w gniewie ten tak agodny zwykle modzian. Pocz go te od razu hamowa: 
 Pgowski stary jest i nie ma rki  mwi popiesznie  wyzwa go nie moesz!... 
Lecz Taczewski nie wybuchn, albowiem niezmierne i bolesne zdumienie wzio w nim w 
pierwszej chwili gr nad wszelkimi innymi uczuciami. 
 Wyzwa go nie mog  powtrzy jak echo  ale dlaczego on jeszcze depce po mnie? 
Na to podnis si starszy Cyprianowicz, wzi obie rce Jacka, potrzsn nimi silnie, po 
czym ucaowa go w czoo i rzek: 
 Sobie jeno Pgowski tym ubliy, nie tobie, a jeli zemsty poniechasz, tym bardziej bdzie 
kady podziwia twoj wspania i godn wielkiej krwi dusz. 
 Oto mdre sowa!  zawoa ksidz  ktrych musisz okaza si godnym... Z kolei uciska 
Jacka Stanisaw Cyprianowicz. 
 Prawd mwic  rzek  to coraz wicej ci kocham... 
Lecz panom Bukojemskim, ktrzy od chwili wysuchania listu nie przestawali zgrzyta, taki 
obrt rzeczy nie by wcale po myli. Za przykadem Stanisawa poczli i oni ciska Jacka. 
 Niech ta bdzie, jak chce  ozwa si wreszcie ukasz  ale na miejscu Jacka inaczej ja bym 
sobie poradzi. 
 Jak?  zapytali z ciekawoci dwaj bracia. 
 Wanie, e nie wiem jak, ale bym si namyli i swego bym nie darowa. 
 Skoro nie wiesz, to si nie odzywaj. 
 A wy to niby wiecie? 
 Cicho wa!  rzek ksidz.  Juci bez odpisu tego listu nie ostawim, ale zemsty poniecha  
chrzecijaska i katolicka rzecz. 
 Ba! a jegomo te si w pierwszej chwili za bok porwa. 
 Bom za dugo przy nim szabl nosi. Mea culpa! A jakom rzek, zachodzi jeszcze i ta 
okoliczno, e Pgowski jest stary i bez rki. Na nic tu elazne racje... I powiem waciom, e 
wanie dlatego brzydnie mi do ostatka ten zacieky czek, e w tak paskudny sposb z 
bezkarnoci korzysta. 
 Bdzie mu wszelako przyciasno w naszej okolicy  rzek Jan Bukojemski. 
 Ju to nasza gowa w tym, eby ywa noga pod jego dachem nie postaa... 
 Tymczasem trzeba odpisa  przerwa ksidz  i to zaraz. Jednake przez chwil jeszcze 
namylali si, kto ma odpisa: czy Jacek, dla ktrego by list przeznaczony, czy ksidz, do 
ktrego by przesany. Stano na tym, e ksidz; sam Taczewski rzecz rozstrzygn rzekszy: 
 Dla mnie cay ten dom i wszyscy ludzie jakoby wymarli, i szczcie dla nich, em to sobie w 
duszy powiedzia. 
 Tak ci i jest! mosty spalone  dorzuci ksidz szukajc pir i papieru. 
Na to Jan Bukojemski: 
 To dobrze, e mosty spalone, ale lepiej by byo, eby i Beczczka posza z dymem! Bywao 
tak u nas na Ukrainie, gdy si jaki obcy przybda osiedli, a z ludmi y nie umia, to si 
samego usieko, majtek za puszczao si z dymem. 
Nikt jednake nie zwrci uwagi na te sowa, prcz starszego Cyprianowicza, ktry machn 
niecierpliwie rk i odpar: 
Wapanowie przybylicie w te strony z Ukrainy, ja spod Lwowa, a pan Pgowski spod 
Pomorzan, to, wedle wacinego dowcipu, pan Taczewski mgby nas wszystkich za przybdw 
uwaa; ale wiedz o tym, e Rzeczpospolita to jest wielki dom, w ktrym mieszka familia 
szlachecka i w ktrego kadym kcie szlachcic jest u siebie... 
Nastao milczenie, z alkierza dochodzio tylko skrzypienie pira i wymawiane pgosem 
sowa, ktre ksidz sam sobie dyktowa. 
Taczewski wspar czoo na doniach i czas jaki siedzia bez ruchu; nagle wyprostowa si, 
spojrza po obecnych i przemwi: 
 Jest co takiego, czego ja wyrozumie nie mog. 
 My te nie rozumiemy  odrzek ukasz Bukojemski  ale jeli si miodu napijesz, to i my 
si napijem. 
Jacek nala machinalnie miodu w kusztyki, jednoczenie za idc za biegiem wasnych myli 
mwi dalej: 
 Bo e si pojedynek pocz w jego domu, za to Pgowski  chocia takie rzeczy przytrafiaj 
si wszdy  mg si obrazi. Ale on teraz wie, e nie ja wyzwaem, wie, e mi niesusznie pod 
moim wasnym dachem ubliy, wie, em z wapanami ju w zgodzie, wie, e si wicej u niego 
w domu nie poka  i jeszcze mnie ciga, jeszcze podepta usiuje... 
 Prawda, e to jaka osobliwa zacieko  rzek stary Cyprianowicz. 
 Ha! waszmo te mniemasz, e w tym co jest? 
 W czym?  zapyta ksidz, ktry wyszedszy'z gotowym listem z alkierza, usysza ostatnie 
sowa. 
 W tej osobliwej dla mnie nienawici. 
Ksidz spojrza na pk, na ktrej stao rd kilku innych ksig Pismo wite, i rzek: 
 To ja ci powiem, com zreszt dawno mwi: w tym jest mulier. Tu zwrci si do obecnych: 
 Czym wapanom zacytowa, co mwi o niewiecie Eklezjasta?... 
Lecz nie mg skoczy, gdy Jacek zerwa si, jakby sparzony ywym ogniem, wbi palce w 
czupryn i pocz prawie krzycze z blem niezmiernym: 
 Tym bardziej nie rozumiem, bo jeli kto w wiecie... bo jelim komu w wiecie... bo jeli 
jest kto taki... to przecie dusz ca... 
I nie mg nic wicej powiedzie, gdy serdeczna bole chwycia mu gardo jakby w kleszcze 
i zebraa si w oczach w postaci dwch wielkich a gorzkich i palcych ez, ktre spyny mu po 
policzkach. 
Lecz ksidz zrozumia go doskonale. 
 Mj Jacku  rzek  lepiej ran wypali, choby z najwikszym blem, ni eby si jtrzya; 
dlatego nie oszczdzam ci. Hej! i ja swego czasu byem wieckim onierzem, przeto wiele 
rzeczy rozumiem. Wiem, i bywa tak, e pami i al, choby czowiek najdalej odjecha, wlok 
si za, nim jako psi i po nocach wyjc spa mu nie daj. Wic co? wic lepiej od razu je zabi. Ty 
w tej chwili czujesz, e byby tam odda wszystk krew, z ktrej przyczyny tak ci dziwno i 
straszno, e wanie zemsta ci z tamtej strony ciga. I rzecz wydaje ci si niepodobna, a przecie 
jest podobna... Bo jeli tam niewieci pych i niewiecie samolubstwo zadrani, jeli liczono, 
e bdziesz skomla, a ty nie skomla, jeli ci wybito, a ty si nie asi, jeno za acuch targn 
i zerwa, to wiedz, e ci to nigdy nie bdzie wybaczone i e zacieklejsza, nili bywa mska, 
nienawi ciga ci bdzie zawsze. A na to rada jest tylko jedna: zama afekt, choby o wasne 
serce, i cisn daleko od siebie jako pknity uk  ot co! 
I znw nastaa chwila milczenia. Stary Cyprianowicz kiwa gow przytwierdzajc ksidzu i 
jako czowiek dowiadczony, podziwiajc mdro jego sw. 
Jacek powtrzy: 
 Prawda jest, em za acuch targn i em go zerwa... Tak, to nie Pgowski mnie ciga! 
 Ju wiem, co bym zrobi  ozwa si nagle ukasz Bukojemski. 
 Mw, nie ukrywaj!  zawoali dwaj bracia. 
 A wiecie, co powiada zajc? 
 Jaki zajc? czy si upi? 
 A ten, co pod miedz. 
I widocznie podochocony, wsta, wzi si w boki i zacz piewa: 
Siedzi sobie zajc pod miedz, Pod miedz, 
A myliwi o nim nie wiedz, Nie wiedz. 
Siedzi sobie, lamentuje I testament zapisuje 
Pod miedz. 
Tu zwrci si do braci i zapyta: 
 A wiecie, jaki jest tenor testamentu? 
 Wiemy, ale mio posucha! 
 To suchajcie: 
Pocaujciee mnie wszyscy, 
Dojedacze i myliwcy, 
Pod miedz... 
...Ot, to bym ja na miejscu Jacka wszystkim w Beczczce napisa, a jeli on tego nie uczyni, 
niech mnie pierwszy janczar wypatroszy, jeeli ja tego w moim i waszym imieniu Pgowskiemu 
na poegnanie nie napisz. 
 O, jak mi Bg miy, to jest przednia myl!  zawoa z radoci Jan. 
 I z fantazj, i do rzeczy! 
 Niech Jacek tak odpisze! 
 Nie  rzek ksidz, ktrego zniecierpliwia rozmowa braci  nie Jacek odpisuje, jeno ja, a 
mnie si poycza terminw od waszmociw nie godzi. 
Tu zwrci si do Cyprianowiczw i do Jacka: 
 Materia bya trudna, to trzeba byo i zoci rogw przytrze, i z polityk si nie rozmin, i 
pokaza, e si domylamy, skd wysuno si, do. Przeto posuchajcie, a jeliby ktry z 
waszmociw grzeczn jak uwag uczyni, to i owszem. 
I pocz czyta: 
Wielmony moci dobrodzieju, a mnie wielce miy Panie i Bracie... 
Tu uderzy wierzchem doni w kart i rzek: 
 Uwacie waszmociowie, e mu nie pisz: a mnie wielce miociwy, jeno: mnie wielce 
miy... 
 Bdzie mia do!  rzek pan Serafin  czytaj dobrodziej dalej. 
 Tedy suchajcie: 
Wiadoma to jest rzecz wszystkim obywatelom w Rzeczypospolitej naszej zamieszkaym, e 
ci tylko w kadym zdarzeniu przystojn polityk conservare et applicare umiej, ktrzy albo od 
modoci z politycznymi przestawali ludmi, albo ktrzy z wielkiej krwi pochodzc, z 
przyrodzenia ju j na wiat z sob przynieli. Co e ani jedno, ani drugie nie przypado W. 
Moci Panu Dobrodziejowi w udziale, przeto W. Pan Jacek Taczewski, ktry ex contrario Wa 
M. Panu i krew, i dusz odziedziczy po sawnych przodkach wspania, odpuszcza mu jego 
prostackie sowa, a rwnie prostackie dary odsya. e za, jako caupones, ktrzy gospody w 
miastach albo zajazdy po drogach trzymaj, za gocinno, ktrej W. Pan Jacek Taczewski w 
domu W. Moci doznawa, jakoby rachunek podajesz, z takowej racji gotw jest W. Taczewski 
wszelkie expensa zwrci, z odpowiednim przyrodzonej swej hojnoci suplementem... 
 O, jak mi Bg miy  przerwa starszy Cyprianowicz  chyba Pgowskiego krew zaleje! 
 Ha! trzeba byo pych upokorzy, a e si przy tym pali mosty, sam Jacek tego chcia. 
 Tak! tak!  zawoa gorczkowo Taczewski. 
 A teraz suchajcie, co mu ju od siebie dopisuj: 
Do ktrej wyrozumiaoci ja sam skoniem W. Taczewskiego w tej myli, e wprawdzie uk 
jest wacin, ale zatruta strzaa, ktr zacnego modziana ugodzi chciae, moe i nie z wacinego 
sajdaka pochodzi. Rozum bowiem, rwnie jak sia w kociach, sabnie z wiekiem i niedona 
staro, atwo cudzym podszeptom si poddajc, tym samym na wiksze pobaanie zasuguje. W 
tej myli kocz, przydajc jeszcze, jako kapan i suga boy, t uwag, e im wiek pniejszy a 
kres bliszy, tym mniej przystoi suy pysze i nienawici, a natomiast tym wicej myle o 
zbawieniu dusznym, ktrego sobie i W. Moci ycz. Amen. Przy czym pozostajc, etc. pisz si, 
etc. 
 Wszystko jest accurate wypisane  rzek pan Serafin  nic doda, nic uj. 
 Ha!  rzek ksidz.  I mylisz wapan, e ma, na co zasuy? 
 Oj! a mi si gorco przy niektrych terminach czynio. 
 I mnie  doda ukasz Bukojemski.  Prawdziwie, e jak czowiek takie rzeczy syszy, to 
mu si pi jak w czasie upau zachciewa. 
 Bde, Jacku, rad ichmociom, a ja pismo zapiecztuj i odel. To rzekszy zdj sygnet z 
palca i poszed do alkierza. Jednake przy piecztowaniu listu widocznie jakie inne myli 
przyszy mu do gowy, bo gdy wrci, rzek: 
 Jest. Skoczona sprawa. Ale, czy aby nie za ostro? Stary czek; nu zdrowiem przypaci? 
Vulnera zadane pirem nie mniej bol ni te, ktre czyni miecz albo kula. 
 Prawda! prawda!  ozwa si na to Taczewski. I zacisn zby. 
Lecz wanie ten mimowolny okrzyk blu rozstrzygn spraw. Starszy Cyprianowicz rzek: 
 Ksie dobrodzieju, zacne to s skrupuy, ale Pgowski ich nie mia. Jego list godzi prosto w 
serce, a wasz tylko w pych i zo; mniemam przeto, i powinien by wysany. 
I list zosta wysany, po czym jeszcze popieszniej czyniono przygotowania do odjazdu 
Taczewskiego. 
Rozdzia trzynasty 
Nie przewidzieli jednake przyjaciele Jacka, e list ksidza bdzie pod pewnym wzgldem na 
rk panu Gedeonowi Pgowskiemu i posuy jego domowej polityce. 
Nie przyj on go wprawdzie bez gniewu. Jacek, ktry by mu dotd tylko przeszkod, sta si 
odtd, chocia nie by autorem listu, przedmiotem nienawici. Nienawi owa rozkwita w 
zawzitym, starym sercu jak zatruty kwiat, jednake przemylny rozum postanowi skorzysta z 
ksiej odpowiedzi. 
Pohamowa wic pan Gedeon wcieky gniew, przybra twarz w wyraz pogardliwej litoci i 
uda si z listem do panny Sieniskiej. 
 Za twoje myto jeszcze ci wybito  rzek.  Jam tego czyni nie chcia, bom czowiek 
dowiadczony i znajcy ludzi, ale jak zacza skada rce a prawi, e mu si krzywda staa, 
em by za ostry i e ty bya zbyt ostra, e lepiej, by w gniewie nie odjeda, takem ustpi: 
posaem zasiek w pienidzach, posaem konia, posaem polityczny list; mylaem, e 
przyjedzie, pokoni si, podzikuje, poegna si, jak przystao temu, kto tyle czasu pod tym 
dachem spdzi  a tymczasem patrz, jak mi przysano odpowied! 
To rzekszy wycign zza pasa list ksidza i poda go panience. 
Ona pocza czyta i wnet ciemne jej brwi cigny si gniewnie, ale gdy dosza do tego 
miejsca, w ktrym ksidz mwi, i pan Pgowski chcia upokorzy Jacka dziki cudzym 
podszeptom  zadray jej rce i twarz oblada si przelotnym szkaratnym rumiecem, a potem 
zblada jak ptno i tak pozostaa. 
Lecz pan Gedeon, lubo zwaa na wszystko, uda, e tego nie zauway. 
Niech im tam Bg przebaczy to, co mi ad personam wypisuj  ozwa si po chwili 
milczenia  bo On jeden wie, czy Pgowscy tak wiele gorsi od Taczewskich, o ktrych 
znakomitoci wicej ludzie baj ni prawda. Czego jednak nie mog im darowa, to tego, e 
tobie, niebogo moja, za twoje szczere anielskie serce tak si odpacaj niewdzicznoci. 
 To nie pan Jacek odpisywa, jeno ksidz Woynowski  odpowiedziaa panna Sieniska 
chwytajc jakby za ostatni desk ratunku. Na to westchn stary szlachcic i zapyta: 
 Wierzysz ty, dziewczyno, e ci kocham? 
 Wierz  odrzeka pochylajc si i caujc jego rk. 
A on z wielk tkliwoci pocz j gaska po jasnej gwce. 
 Chocia wierzysz  mwi  ale i tak nie wiesz, jak bardzo. Ty caa moja pociecha. Rzadko 
ja sobie na takie sowa pozwalam i rzadko wypowiadam, co czuje serce, bo mam w nim dawn 
bole zamknit. Ale to powinna rozumie, e ja mam ciebie jedn na wiecie. Nie frasunku i 
zmartwienia, a tym bardziej blu, jeno radoci i szczcia chciabym ci w kadej godzinie ycia 
przymnoy. Nie chc wypytywa, co tam poczo w twoim sercu kiekowa, ale ci powiem tak: 
czy to by, jako mniemam, siostrzany czysto afekt, czy co wicej  niegodzien tego w modzian, 
ktry za nasz szczer amicycj niewdzicznoci nas nakarmi. Moja Anulko, to by sama 
siebie udzia, gdyby mniemaa, e to bez wiedzy Taczewskiego ksidz tak odpisa. We dwch 
oni ukadali odpowied i wiesz, dlaczego odpowiedzieli tak hardo? Bo jakem sysza, Taczewski 
od tego tam Ormianina z Jedlinki pienidzy dosta. Ot, czego mu byo trzeba, a gdy to ma, o nic i 
o nikogo wicej nie dba. Taka jest prawda  i ty sama w duszy musisz przyzna, e inaczej 
myle to byoby dobrowolnie si oszukiwa. 
 Przyznaj  szepna panienka. 
Pan Gedeon zamyli si przez chwil, jakby si nad czym zastanawia, po czym rzek: 
 Nie! Powiadaj, e to nag starszych ludzi chwali dawne, a przygania nowszym czasom. 
Ale nie! To nie nag!... Psuje si wiat, psuj ludzie i za moich czasw nikt by jak Taczewski 
nie postpi. Bo wiesz, jaki jest tego wszystkiego pierwszy pocztek? To ten nocleg na drzewie, 
ktren pana kawalera na pomiewisko ludzkie narazi... pieszy niby komu z pomoc, a 
samemu wazi ze strachu na drzewo, to si moe przytrafi, ale lepiej si w takim razie nie 
chwali, bo e to rzecz mieszna, to mieszna. Ja przecie Bukojemskich ani Cyprianowicza za 
adnych bohaterw nie podaj: pijacy s, zawalidrogi i kostery  wiem! Wicej im te pono o 
wilcze ni o nasze skry chodzio. Ale w Taczewskim taka si gniedzi invidia, e ju im i tej 
mimowolnej pomocy nie mg darowa. Std wyrs ten pojedynek. Nieche mnie Bg sdzi, 
czym nie mia susznoci si gniewa. Ha! pogodzili si potem, bo wida kawaler zrozumia, e u 
Cyprianowiczw mona pienidzy dosta, wic wola zo ku nam zwrci. Pycha, zo, 
chciwo i niewdziczno  oto, co si w nim pokazao. I nic wicej! Mnie pokrzywdzi  Bg z 
nim! ale za co ciebie, mj kwiatuszku? Cae lata ssiedztwa, cae lata gociny, codzienne 
bywanie!... Cygan si w takich kondycjach przywie, jaskka do strzechy przywyknie, bocian 
si do gniazda naoy, a on plun na nasz dom, jak tylko grosz ormiaski w kalecie poczu... 
Nie! nie! tak by za moich czasw nikt nie postpi! 
Panna Sieniska suchaa z domi przy skroniach i z oczyma wbitymi nieruchomo przed 
siebie, wic Pgowski przerwa i spojrzawszy na ni raz i drugi, zapyta: 
 Czego si zapamitywasz? 
 Ja si nie zapamitywam  odrzeka jeno mi tak smutno, e i sw nie mam... 
I nie znalazszy sw, znalaza zy. Pan Gedeon pozwoli jej si wypaka do woli. 
 Lepiej  rzek wreszcie  eby ci ten smutek zami spyn, ni eby si mia w sercu 
zaskali. Ha, trudno! niech sobie jedzie, niechaj cudzymi talarami brzka, niech tyftyki z konia 
po bocie wczy, pana udaje i warszawskim gamratkom dworuje. A my sobie tu ostaniem, moja 
dziewczyno... I zapewne  nie wielka to pociecha, ale przecie pociecha, gdy sobie pomylisz, e 
ci tu nikt nie zawiedzie, nikt nie urazi, nikt serca ci nie okaleczy, e tu bdziesz zawdy okiem w 
gowie kademu i e twoja szczliwo to bdzie najpierwsza sprawa, a zarazem i ostatnia myl 
mego ycia.  Chod... 
I wycign ku niej ramiona, a ona pada mu na piersi rozalona, ale zarazem i wdziczna, tak 
jak crka ojcu, ktry j w chwili strapienia pociesza. Pan Pgowski pocz znw gadzi sw 
jedyn doni jej pow gwk i dugi czas siedzieli tak w milczeniu. 
Tymczasem ciemniao; potem zamarze szyby zalniy miesicznym wiatem i psy ozway 
si tu i owdzie z podwrza przecigym szczekaniem. 
Ciepo dziewczcego ciaa przenikno a do serca pan Gedeona, ktre, poczo bi ywiej, 
ale e ba si zdradzi przedwczenie, wic nie chcia duej naraa si na pokus. 
 Wsta, dziecko  rzek.  Nie bdziesz ju paka? 
 Nie bd  odpowiedziaa caujc go w rk panienka. 
 A widzisz! Oj tak! Pamitaj zawsze, gdzie pewna ostoja i gdzie cicho ci bdzie i przytulnie. 
Bo kady modzik rad wia jak wiatr po caym wiecie, a dla mnie ty jedna. To sobie dobrze 
zakonotuj!... Nieraz moe mylaa: Opiekun spoglda jak wilk surowie, rad patrzy, kogo 
skrzycze, i na moj modo nie ma wyrozumienia, a wiesz ty, o czym ten opiekun myla i 
myli? Czsto o swoim minionym szczciu, czsto o tej boleci, ktra mu jako grot tkwi w sercu 
 prawda, ale prcz tego  tylko o tobie, tylko o twojej przyszej doli, tylko o tym, jakby ci 
wszystkiego dobrego przysporzy. Z panem Grothusem tomy caymi godzinami tak gadali, a 
si i czasem mia, e to (powiada) jedna mi tylko myl ostaa. A mnie chodzio o to, eby ci po 
mojej mierci chocia kawaek chleba spokojny i dostatni zapewni. 
 Nie daj Bg mi tego doczeka  zawoaa panienka pochylajc si znw ku doni pana 
Gedeona. I w gosie jej tyle byo szczeroci, e surowa twarz starego szlachcica zajaniaa na 
chwil prawdziw radoci. 
 Miujesze mnie cho dziebo? 
 Oj, opiekunie! 
 Bg ci zapa, dziecko. Wiek mj niezbyt jeszcze podeszy i ciao gdyby nie rany w sercu 
i na skrze  byoby dosy czerstwe. Ale mwi, e mier siedzi zawsze pod wrotami, a do 
domu zapuka, kiedy zechce. W takim razie zostaaby na wiecie jeno z pani Winnick. Pan 
Grothus dobry czowiek i mony, ktry moj wol i mj testament zawsze uszanuje, ale co do 
innych krewnych nieboszczki ony... kto ich tam wie! A Beczczk wziem po onie. Nuby 
chcieli si spiera, nu procesowa... Trzeba wszystko przewidzie. Pan Grothus dawa i na to 
rad  pewnie e skuteczn, ale dziwn  i dlatego nie bd ci o niej mwi... Chciabym krla 
jegomoci zobaczy, aby ciebie i mj testament jego opiece poleci. Ale krl teraz sejmem i 
przysz wojn zajty. Mwi pan Grothus, e jeli bdzie wojna, to wojska pod hetmanami 
pierwsze rusz, a sam Jegomo w Krakowie przyzostanie... Moe wwczas... Moe razem si 
wybierzemy... Ale co bd nastpi, wiedz o tym, dziecko, e wszystko, co mam, jest i bdzie 
twoje  chobym mia pj w ostatku za pana Grothusow rad. Ba!... choby i na godzin 
przed mierci!... Tak mi dopom Bg. Jam przecie nie wiater w polu, nie pustak, nie 
uszczymieszek, nie Taczewski. 
Rozdzia czternasty 
Panna Sieniska wrcia do siebie pena wdzicznoci dla opiekuna, ktry nigdy dotychczas 
nie przemawia do niej tak serdecznie, a zarazem rozalona, pena goryczy i zniechcenia do 
ludzi i do caego wiata. W pierwszych chwilach nie moga i nie umiaa myle spokojnie, miaa 
tylko poczucie, e wyrzdzono jej cik krzywd, wielk niesprawiedliwo i e spotka j 
okrutnie bolesny zawd. 
Za jej serce, za jej al, za tsknot, za to wszystko, co uczynia, aby zwiza na nowo 
potargane wzy, zapacono jej tylko nienawistnym podejrzeniem. I nie byo ju na to adnej 
rady. Nie moga przecie pisa po raz wtry do Jacka, tumaczy si i usprawiedliwia. Na sam 
myl o tym biy na jej twarz rumiece upokorzenia i wstydu. Bya przy tym prawie pewna, e 
Jacek ju pojecha... 
A potem przyjdzie wojna, moe nie zobacz si wicej w yciu, moe on polegnie  i polegnie 
z przekonaniem, e w jej piersiach bije ze i przewrotne serce. Nagle chwyci j al niezmierny: 
Jacek stan przed jej oczyma jak ywy, ze swoj smag twarz i z tymi smutnymi oczyma, 
ktre wymiewaa nieraz, e byy takie jak panieskie. 
Myl dziewczyny leci jak jaskka chybka za podrnikiem i woa na niego: Jacku! jam ci 
za nie chciaa! Jacku, Bg widzi moje serce! Tak to ona na niego woa, a on ani pyta: jedzie 
przed siebie, a co o niej wspomni, to jeno zmarszczy si a splunie. 
I znw uperliy si jej rzsy. Przysza na ni jaka niemoc i chwila rozczulenia, i chwila 
rezygnacji, w ktrej pocza sobie mwi: Ha! to trudno!... Niech mu Bg odpuci i niech go 
prowadzi, a o mnie mniejsza!... 
Jednake usta jej drgay jak u dziecka, oczy patrzyy jak oczy udrczonego ptaka i gdzie tam, 
w skrytym kciku swej czystej jak za duszy, skarya si po cichutku Bogu na to, co j spotkao. 
Bya teraz pewna, e Jacek nigdy jej nie kocha, i nie moga zrozumie, dlaczego nie kocha 
ani troch. 
 Opiekun susznie mwi!  mylaa. Lecz potem przyszo zastanowienie. 
 Nie! to jednak nie mogo by. 
Naraz przypomniaa sobie te sowa Jacka, ktre wyryy si w jej pamici jak w marmurze: 
Nie ty odejdziesz, ja odejd, jeno to ci jeszcze powiem, e chociaem ci od lat caych miowa 
bardziej ni dusz wasn, nie wrc tu wicej: pici z boleci pogryz, a nie wrc  tak mi 
dopom Bg! I blady by jak ciana, gdy to mwi, a prawie oszalay z gniewu i blu. 
 Nie wrci  prawda! nie pokaza si wicej, zaniecha jej, wyrzek si, opuci j, 
skrzywdzi niegodziwym podejrzeniem, uoy razem z ksidzem ten okrutny list  wszystko 
prawda i w tym opiekun mia suszno; ale eby mia jej nigdy nie kocha, eby dostawszy 
pienidzy, mia wyjeda z lekkim i radosnym sercem, eby przesta cakiem o niej myle, to 
przecie byo zupenie do wiary niepodobne. 
Troskliwo opiekuska moga tak mniema, ale prawda bya inna. Nie blednieje, nie zgrzyta 
zbami, nie gryzie pici z blu i nie szarpie sobie duszy ten, ktry wcale nie kocha... 
Pomylaa wprawdzie panna, e jeli tak, to jest tylko ta rnica, e dwoje cierpi, niejedno, ale 
przecie wstpia w ni pewna otucha, a nawet jakowa nadzieja. 
Dni i miesice, ktre miay nadej, wyday jej si moe jeszcze bardziej smutne, ale mniej 
gorzkie. Sowa listu przestay j te tak piec jak rozpalone elazo, bo chocia nie wtpia, e 
Jacek bra w pisaniu udzia, przecie inna jest rzecz, gdy czowiek co czyni z rozalenia i blu, a 
inna gdy z zimnej zoci... 
Wic ogarna j z now si wielka lito dla Jacka, tak wielka, a zwaszcza tak gorca, e 
moga to by nie tylko sama lito. Myli jej poczy si snu i skrca w jak zot ni, ktra 
gina w przyszoci, ale zarazem rzucaa na ni blask weselszy. 
Wojna si skoczy, rozka take. 
 Nie wrci wprawdzie ten okrutny Jacek do Beczczki  o nie!  bo taki zawzitnik, jak 
sobie co raz powie, to dotrzyma, ale wrci w te strony, do Wyrbek, bdzie mieszka blisko, a 
potem stanie si, co Pan Bg zechce. Wyjeda moe ze zami, moe w blu, moe amic rce 
 nieche go Bg pocieszy! 
Do domu wraca si jednak zawsze z wezbranym sercem i z radoci, i zwaszcza po wojnie z 
wielk saw... 
Tymczasem ona bdzie tu siedzie cicho w Beczczce, gdzie dla niej opiekun taki dobry, 
bdzie temu opiekunowi powoli tumaczya, e Jacek nie taki zepsuty jak inni modzi, i bdzie 
snua dalej t zot ni, ktra pocza si znw nawija koo jej serca. 
Gil w gdaskim zegarze wygwizda w gocinnej komnacie pn godzin, ale sen odbiea 
cakiem panienki. 
Lec ju w ku, utkwia jasne oczy w puap i rozwaaa, jak tu sobie tymczasem poradzi 
w trosce i frasunku. Jeeli Jacek ju wyjecha, to przecie tylko dlatego, eby od niej uciec, bo do 
wojny byo jeszcze, wedle tego co syszaa, daleko. Opiekun nic o tym nie wspomnia, aby mody 
Cyprianowicz i Bukojemscy mieli ju take wyjecha, wic naleao si z nimi porozumie, 
dowiedzie si czego o Jacku i rzec jakie dobre sowo ktre by go przez nich doszo choby w 
dalekich obozach, w czasie wojny. 
Panienka nie bardzo si spodziewaa, aby przybyli do Beczczki, wiadomo jej bowiem byo, 
e przeszli na Jackow stron i e od pewnego czasu krzywo troch spogldaj na pana 
Pgowskiego, ale liczya na co innego. 
Oto za kilka dni przypadaa uroczysto Najwitszej Panny i wielki odpust w kociele 
parafialnym w Przytyku, na ktry zjedaa wszystka szlachta okoliczna z onami i dziemi. Tam 
musiaa spotka Cyprianowicza i Bukojemskich, jeli nie przed kocioem, to na obiedzie u 
proboszcza, ktry w tym dniu wszystkich podejmowa. 
Spodziewaa si te, e w tumie potrafi si swobodnie z nimi rozmwi i e nie znajdzie w 
tym przeszkody ze strony opiekuna, ktry lubo od pewnego czasu niezbyt im chtny, nie mg 
jednake przez pami na usug, jak mu oddali, zerwa z nimi zupenie. 
Do Przytyka z Beczczki droga bya do daleka i pan Gedeon, ktry nie lubi si pieszy, 
odbywa j zwykle z noclegiem w Radomiu albo te, jeli wybra drog na Jedlisk, to w 
Jedlisku. 
Tym razem z powodu wd rozlanych wybrali duszy, ale bezpieczniejszy gociniec radomski 
i ruszyli na dzie przed odpustem  na koach, nie saniami, bo zima przeamaa si nagle 
zupenie. Szy za nimi dwie ciko adowne podwody ze sub, z zapasami ywnoci, tudzie z 
pociel i dywanami do jakiego takiego przybrania stancji w zajazdach. 
Gdy wyjedali, gwiazdy mrugay jeszcze z wysoka, a niebo ledwo poczynao blednc na 
wschodzie. Pani Winnicka pocza piewa w mroku godzinki, a panienka i pan Gedeon 
wtrowali jej bardzo jeszcze sennymi gosami, gdy zeszego wieczora z powodu przygotowa 
podrnych pno udali si na spoczynek. Dopiero za wsi i za maym borem, w ktrym tysice 
wron miao swoje noclegi, rumiany wit rozwieca rwnie rumian twarz i zaspane oczki panny 
Sieniskiej. Usta jej ukaday si jeszcze do ziewania, ale gdy strzeli pierwszy promie soca i 
rozwieci pola i lasy, pocza si otrzsa z sennoci i raniej rozglda si wokoo, gdy jasny 
ranek napeni jak dobr nadziej i jakowym weselem jej dusz. Dzie zapowiada si istotnie 
cudny, bo ciepy a pogodny. W powietrzu jakby byo pierwsze tchnienie przedwczesnej wiosny. 
Po niebywaych mrozach i niegach nastay naraz, ku wielkiemu podziwowi ludzi, dni soneczne 
i ciepe. Mwiono, e zim od Nowego Roku jakby kto noem uci!, a pastuchowie 
przepowiadali z ryku byda tsknicego po oborach, e zima wicej nie wrci. Jako bya ju 
waciwie wiosna. W bruzdach, w lasach, pod lasami od strony pnocnej i wzdu rzeczuek 
leay jeszcze wielkie pachty niegu, ale soce przygrzewao je z gry, a doem wyciekay spod 
nich cae strugi i potoki tworzc w nizinnych miejscach obszerne rozlewy, w ktrych przeglday 
si jak w zwierciadach mokre, bezlistne drzewa. Wilgotne garby zagonw wieciy si jak zote 
pasy w blaskach sonecznych. Chwilami powstawa wiatr duy, ale tak przejty radosnym 
ciepem, jakby wia wprost od soca  i lecc nad polami, marszczy wody, strcajc zarazem 
tysice pere z cienkich, czarnych gazek. 
Z powodu roztopw i klejowatoci gocica tudzie z powodu ciaru kolaski, ktr sze 
koni cigno z niemaym trudem, posuwali si bardzo wolno. W miar jak soce szo wyej i 
wyej, uczynio si tak ciepo, e panna Sieniska rozwizaa wstki kapturka, sam kapturek 
odsuna na ty gowy i pocza rozpina na przedzie asicz szubk. 
 Take ci to dogrzewa?  spytaa pani Winnicka. 
 Wiosna, ciotuchno! szczera wiosna!  odpowiedziaa. I taka bya cudna ze sw wysunit z 
kapturka jasn, nieco roztargan gow, ze miejcymi si oczyma i row twarz, e surowe 
oczy Pgowskiego zagodniay take. Przez czas jaki patrzy na ni, jakby j po raz pierwszy w 
yciu widzia, po czym rzek jakby na wp do niej, na wp do siebie: 
 No, ale i ty nie gorsza! dalibg! 
A ona umiechna si do niego w odpowiedzi. 
 O, jak to wolno jedziem!  rzeka po chwili.  Okrutnie cika droga. Prawda, jegomo, e 
jeli kto ma dug podr przed sob, to chyba musi czeka, a drogi troch obeschn? 
Na to zmierzcha znw twarz pana Gedeona, wic nie odpowiedzia na pytanie, tylko 
wyjrzawszy z karety, rzek: 
 Jedlnia. 
 To moe wstpim do kocioa?  zapytaa pani Winnicka. 
 Nie wstpim, naprzd dlatego, e koci pewno zamknity, bo ksidz te pojecha chyba do 
Przytyka, a po wtre, e mnie ciko obrazi i umkn mu rki, jeli si do mnie zbliy. 
Po czym doda: 
 A wapani i ciebe, Anulu, prosz, abycie si w adne rozmowy z nim nie wdaway. 
Nastaa chwila milczenia. Nagle za karet rozlegy si capania koskie i odgosy bota 
zwierajcego si jakby ze strzelaniem w miejscach, z ktrych konie wycigay grzznce nogi  
po czym donone sowa zabrzmiay z obu stron kolaski: 
 Czoem! czoem!... 
Byli to panowie Bukojemscy. 
 Czoem!  odpowiedzia pan Pgowski. 
 Waszmo pan do Przytyka? 
 Jako co rok. Myl, e i wapanowie te na odpust? 
 Juci  odpowiedzia Marek.  Trzeba si przed wypraw z grzechw oczyci. 
 A czy to jeszcze nie za wczenie? 
 Dlaczego ma by za wczenie?  zapyta ukasz.  Co si dotychczas nagrzeszyo, to po 
odpucie z plecw spadnie, bo od tego i odpust; a co si potem narobi, to ju ksidz wobec 
nieprzyjaciela in partykulo mortis odpuci. 
 Chcesz wapan powiedzie: in articulo. 
 Wszystko jedno, byle pokuta bya szczera. 
 Jak to wapan rozumiesz?  zapyta rozbawiony pan Pgowski. 
 Jak rozumiem? Kaza ostatnim razem po spowiedzi ksidz Wir, ebymy sobie dali po 
trzydzieci dyscyplin, a mymy sobie dali po pidziesit. Bo mylelimy tak: skoro to 
niebieskim potgom smakuje, no! to nich si najedz! 
Na to umiechna si nawet powana pani Winnicka, a panna Sieniska pochowaa cakiem 
twarz w zarkawek, jakby chcc sobie nosek rozgrza. 
Spostrzeg to ukasz, spostrzegli i inni bracia, e odpowied miech wzbudzia, wic umilkli, 
nieco uraeni, i przez czas jaki sycha byo tylko zgrzyt acuchw w kolasce, parskanie koni, 
chlupot bota pod kopytami i krakanie wron, ktrych ogromne stada pawiy si w socu, lecc 
od miasteczek i wsi do borw. 
Hej! czuj ju, e bdzie arcia w brd!  rzek wiodc za nimi oczyma najmodszy 
Bukojemski. 
 Ba! wojna dla nich niwo!  zauway Mateusz. 
 Jeszcze one jej nie czuj, bo do niej daleko  rzek pan Pgowski. 
 Daleko czy blisko, ale pewna! 
 A skd wapan wiesz? 
 Przecie wszyscy wiemy, o czym bya mowa na sejmiku i jakie instrukcje pjd na sejm. 
 Prawda, ale nie wiadomo, czy wszdzie byo tak samo. 
 Pan Przyubski, ktry sia kraju zjedzi, mwi, e wszdy. 
 Co za pan Przyubski? 
Z Olkuskiego... ktren zaciga dla ksidza biskupa krakowskiego. 
 To ju ksidz biskup krakowski jeszcze przed sejmem kaza zacigi czyni? 
 A widzisz waszmo! Jeszcze i jak! Najlepszy w tym dowd, e wojna pewna. Ksidz 
biskup chce grzeczn chorgiew lekkiej jazdy postawi... no, i pan Przyubski umylnie w te 
strony przyjecha... e to troch o nas sysza. 
 Ho! ho!... Szeroko wida sawa wapanw chodzi po wiecie... I zacignlicie si? 
 A rozumie si! 
 Wszyscy? 
 Dlaczego by nie wszyscy? Dobrze na wojnie mie w pobok przyjaci, a jeszcze lepiej braci. 
 No, a mody Cyprianowicz? 
 Cyprianowicz bdzie suy razem z Taczewskim. Pan Pgowski spojrza bystro na siedzc 
na przedzie panienk, po ktrej policzkach przelecia nagy pomie, i pyta dalej: 
 Tacy to ju konfidenci? A pod kime maj suy? 
 Pod panem Zbierzchowskim. 
 C to, dragonia? 
 Dla Boga! co waszmo mwisz? Dy to usarska chorgiew krlewicza Aleksandra. 
 Prosz! prosz!... Nie byle chorgiew... 
 Taczewski te nie byle kto. 
Pan Gedeon ju mia na ustach sowa, e taki pachoek w usarskiej chorgwi chyba 
pocztowym, nie towarzyszem, moe zosta, ale si wstrzyma z t uwag bojc si, aby nie 
wyszo na jaw, e jego list nie by taki polityczny ani jego pomoc tak znaczna, jak to mwi 
pannie Sieniskiej, wic nachmurzy si tylko i rzek: 
 A syszaem o zastawie Wyrbek. Za ile poszy? 
 Za wicej, niby waszmo da  odpar szorstko Marek. Oczy Pgowskiego zabysy na 
chwil srogim gniewem, pohamowa si jednake po raz wtry, albowiem przyszo mu na myl, 
e dalsza rozmowa moe posuy jego zamiarom. 
 Tym lepiej  rzek  musi by kawaler rad. 
A Bukojemscy, chocia dowcip mieli z przyrodzenia do tpy, poczli zaraz jeden przez 
drugiego zmyla, wanie dlatego, by pokaza Pgowskiemu, jak mao sobie Taczewski i z 
niego, i ze wszystkich w Beczczce robi. 
 Oj jej!  rzek ukasz jak wyjeda, to mao nie oszala z radoci. A piewa ci tak, e 
a si ojwki w karczmie przewracay. Prawda, e i podpilimy na walet. 
Pan Pgowski znw spojrza na pann Sienisk i spostrzeg, e rumiana, pena ycia i 
modoci jej twarz nagle jakby skamieniaa. Kapturek zesun si jej cakiem z gowy, oczy miaa 
zmruone jak we nie i tylko z ruchu nozdrzy i nieznacznego drenia brody mona byo pozna, 
e nie pi, ale sucha i pilnie sucha. 
I a lito braa patrzy na ni, lecz nieubagany szlachcic pomyla: 
 Jeli jeszcze tkwi drzazga w sercu, to ci j wyrw. A gono rzek: 
 Takem si i spodziewa... 
 Czego si waszmo spodziewa? 
 Ze wapanowie podpijecie na walet i e pan Taczewski wyjedzie std piewajcy... Ha! kto 
fortun goni, musi si pieszy, a komu si ona umiecha, ten j moe i zapie. 
 Oj jej!  powtrzy ukasz. 
Na to za Marek: 
 Da mu ksidz Woynowski listy do pana Zbierzchowskiego, jako jego znajomek i przyjaciel, 
a tam, w Zbierzchowie, ziemia taka, e wszdy cebul mona sia  i panna jedynaczka, co jej 
dopiero pitnacie lat. Ju te si waszmo o Taczewskiego nie frasuj. Da on sobie rady i bez 
waszmoci, i bez tutejszych radomskich piaskw. 
 Ja te si nie frasuj  odpar sucho Pgowski  ale moe i acpanom pilna droga, a kolaska 
idzie jako w po tym bocie. 
 A no to czoem! 
 Czoem. Czoem. Sugam wapanw. 
 I my te!... 
To rzekszy ruszyli komi ywiej, ale odjechawszy na strzelanie z uku od karocy, zwolnili 
znw i poczli ywo rozprawia. 
 Widzielicie?  pyta ukasz  dwa razy powiedziaem: oj jej! i dwa razy jakobym mu 
miecz w serce wrazi... mao si nie rozpukn... 
 Jam im lepiej dogodzi  rzek Marek  bo i staremu, i dziewce. 
 Czym? mw, nie ukrywaj!  zawoali bracia. 
 A to nie syszelicie? 
 Syszelim, ale ty powtrz. 
 Tym, com o pannie Zbierzchowskiej powiedzia. Uwaalicie, jak dziewka zaraz zbielaa. 
Patrz: rk trzyma na kolanie i to j otworzy, to zamknie, to otworzy, to zamknie!... cakiem jak 
kot, ktren chce drapa. Tak w niej wida zo nurtowaa... 
Lecz Mateusz wstrzyma konia i rzek: 
 A mnie jej byo al... Taki ci jaki kwiatuszek... I pamitacie, co stary Cyprianowicz 
mwi?... 
 Co?  zapytali z wielk ciekawoci ukasz, Marek i Jan, wstrzymujc take konie. 
On za spoglda na nich przez chwil swymi wypukymi oczyma, po czym rzek jakby z 
alem: 
 A kiedym zapomnia. 
Tymczasem w karocy nie tylko Pgowski, ale nawet i pani Winnicka, ktra zwykle nie bardzo 
wiedziaa, co si wok niej dzieje, zwrcia jednak uwag na zmienione lica panienki i zapytaa: 
 A tobie co, Anulko? nie zimno ci? 
 Nie  odrzeka dziewczyna jakim sennym, nieswoim gosem.  Nic mi nie jest, jeno mnie 
to powietrze rozebrao tak dziwnie... 
I chocia gtos zaama si jej nagle, nie miaa jednak w oczach ez. Przeciwnie: w suchych 
renicach wieciy jej jakie iskry, szczeglne, niezwyke, i twarz staa si jakby starsza. Co 
widzc pan Pgowski rzek sobie w duchu: 
 Czyby za nie ku elaza, pki gorce? 
Rozdzia pitnasty 
Na odpust zjechaa licznie szlachta z poblia i nawet z dalszych okolic. Byli Kochanowscy, 
Podgajeccy, Silniccy, Potworowscy, Sulgostowscy, Cyprianowicz z synem, Bukojemscy i wielu 
innych. 
Ale najwiksze zajcie rozbudzio przybycie pana wojewody sandomierskiego, 
Czartoryskiego, ktry zatrzyma si w Przytyku w przejedzie na sejm do Warszawy i, w 
oczekiwaniu na odpust, od kilku ju dni zaywa naboestwa. Radzi z niego byli wszyscy, bo 
przydawa blasku uroczystoci, a zarazem mona si byo od niego de publicis niemao 
dowiedzie. Sam on rozmawia chtnie. Prawi o krzywdach, jakie wyrzdzia Porta 
Rzeczypospolitej przy rozgraniczeniu Podola, o czambuach, ktre wbrew traktatowi spustoszyy 
znw ziemie ruskie  i zapowiada pewn wojn. Twierdzi, e przymierze z cesarzem stanie 
niezawodnie i e nawet stronnicy francuscy nie wystpi przeciw niemu otwarcie, poniewa i 
sam dwr francuski, cho generaliter cesarstwu nieprzyjazny, rozumie jednak niebezpieczestwo, 
w jakim si Rzeczpospolita znajduje. Czy Turcy rzuc si naprzd na Krakw, czy na Wiede, 
tego nie umia ksi Micha powiedzie, wiadomym mu natomiast byo, e nieprzyjaciel pod 
Adrianopolem arma virosque parat i e prcz tych, ktrzy ju s przy Tekelim, pod Koszycami, 
ba, w caych Wgrzech, ciga tysicami lud z Rumelii, z Azji, a hen, znad Eufratu i Tygru, a 
take i z Afryki, od brzegw Czerwonego Morza a po way niezmierzonego oceanu. Suchaa 
tego szlachta polska chciwie: starsi, ktrzy wiedzieli, jak olbrzymia jest potga pogaska  z 
trosk w obliczach, modsi  z ogniem w oczach i zmarszczonymi brwiami. Przewaaa jednak 
otucha i zapa, wiea bya bowiem pami Chocimia, pod ktrym tene sam miociwie dzi 
panujcy krl, a wwczas hetman, na czele mniejszych si polskich obieg wiksze tureckie i 
roznis je na szablach i kopytach. Pocieszano si myl, e w Turkach, ktrzy z niepohamowan 
odwag rzucali si na wszelkie wojska innych narodw, mdlao jednak serce, gdy w czystym 
polu przyszo im stan oko w oko strasznej jedzie Lechistanu. Jeszcze wiksz otuch i jeszcze 
wikszy zapa wzbudzio kazanie ksidza Woynowskiego. 
Obawia si troch pan Pgowski, e moe w tym kazaniu bd jakie wytykania grzechw i 
jakowe przygany, ktre by mg do siebie i do swego postpowania z Taczewskim stosowa, ale 
nie byo tego nic. Ca dusz i serce ksidza porwaa wojna i posannictwo Rzeczypospolitej. 
Ciebie (mwi) Chrystus midzy wszystkimi narodami wybra, ciebie na stry innych postawi, 
tobie pod swym krzyem kaza si pooy i broni wiary krwi, ycia fundamentem, do ostatniej 
kropli, do ostatniego tchu. Przed tob pole chway, wic cho ci boki krwi opywaj, chocia 
tkwi w tobie strzay i dziryty, powsta, lwie boy, potrznij grzyw i zagrzmij, by a od tego 
grzmotu strach zwarzy szpik w kociach pogaskich i pady pksiyce a buczuki, jako w br 
pod wichrem!... 
Tak to on mwi do swych rycerskich suchaczw, e za by stary onierz, e cae ycie sam 
praktykowa i wiedzia, jako jest w polu, wic gdy zacz o samej wojnie mwi, obecnym si 
zdao, e patrz na owe obrazy w zamku krlewskim w Warszawie, na ktrych rozliczne bitwy i 
Wiktorie polskie byy jak ywe namalowane: Oto ruszaj si chorgwie, ju zoyy kopie w p 
koskiego ucha, ju pochyliy si w kulbakach, krzyk trwogi midzy pogany, a w niebie rado. 
Leci Matka Najwitsza co duchu do okienka i woa: Bywaj, synaczku, obacz, jako Polacy 
atakuj! Pan Jezus krzyem witym ich przeegna: Na rany boskie  krzyknie to, to mi 
szlachta! to mi onierze! i od tu dla nich ju gotowy! A wity Micha Archanio ae si 
domi po udach uderza: W nich psubratw! Bij! Tak to oni si tam raduj, a ci tu gol i gol, 
wal ludzie, konie, chorgwie, id po brzuchach janczarskich, po dziaach zdobytych, po 
stratowanych pksiycach  id ku chwale, ku zasudze, ku spenionej misji, ku zbawieniu i ku 
niemiertelnoci... 
Wic gdy nareszcie skoczy sowami: I was Chrystus ju woa, i wam czas na pole chway! 
 uczyni si w kociele okrzyk i trzaskanie szablami, a za w czasie naboestwa, gdy przy 
ewangelii wszystkie szerpetyny zazgrzytay w pochwach i stal rozbysa w blasku sonecznym, 
czuym niewiastom wydao si, e ju wojna rozpoczta, i poczy szlocha polecajc ojcw, 
mw i braci opiece Najwitszej Panny. 
Wtedy to poszeptawszy ze sob bracia Bukojemscy lubowali, e zaraz po odpucie rusz i e 
a do Wielkiej Nocy ani wody, ani mleka, ani nawet piwa do ust nie wezm, tymi tylko 
napitkami si komentujc, ktre gorco krwi, a zatem i odwag podtrzymuj. 
Zapa powszechny by tak wielki, e nie opar mu si nawet surowy i zimny pan Pgowski. 
Pomyla przez chwil, e cho mu brak lewej rki, mgby przecie cugle zbami trzyma, a 
praw pomci si raz jeszcze w yciu za wasne krzywdy, ktrych od przekltego plemienia 
dozna, a przy tym i dawne zasugi wzgldem Rzeczypospolitej na nowo pozoci. 
Lecz lubu adnego nie uczyni zostawiajc t rzecz do dalszego zastanowienia. 
Tymczasem naboestwo odbywao si wspaniale. Na cmentarzu bito z dziaek, ktrych na 
wielkie uroczystoci poyczali panowie Kochanowscy. Na dzwonnicy huczay rozkoysane 
dzwony; chowany niedwied kalikowa na chrze do organw z takim rozmachem, e mao 
oowiane rury nie wylatyway z obsady; koci napeni si dymem kadzide i a dra od gosw 
ludzkich. Sum celebrowa praat Tworkowski z Radomia, ksidz uczony, peen sentencyj, cytat, 
przysw i przypowieci, a zarazem wesoy i znajcy wiat wybornie, dla ktrej to przyczyny we 
wszystkich sprawach udawano si do niego po rad. 
Tak te uczyni i pan Pgowski, tym bardziej e by jego przyjacielem. W wigili odpustu by 
u niego u spowiedzi, ale gdy przy konfesjonale pocz mu wyznawa swoje zamiary, ktrych 
celem bya panna Sieniska, ksidz odoy to do pniejszej osobnej rozmowy, mwic, e mu 
ledwie starczy czasu do wysuchania grzechw ludzkich. Kaza mu tedy, by w powrotnej drodze 
z odpustu wyprawi niewiasty do Beczczki, a sam zatrzyma si u niego w Radomiu, gdzie 
procul negotiis bdzie mg go swobodnie wysucha. 
Tak si te stao  i w dzie pniej zasiedli obaj przed gsiorem zacnego wgrzyna i talerzem 
podpraonych migdaw, ktre ksidz praat rad przy winie spoywa. 
 Conticeo  rzek  intentumque os teneo, mw wa! Pan Gedeon pocign z kielicha i 
spojrza swymi elaznymi oczyma jakby z pewn niechci na praata  za to, e mu rozmowy 
odpowiednim wstpem nie uatwia. 
 Hm! jako mi niesporo i widz, ze bdzie trudniej, niem myla. 
 To ja waci pomog. Czy nie o jednym ze witych chcesz wa mwi? 
 O witym? 
 Tak. O takim, ktry ma dwie gowy i cztery nogi. 
 C to za wity?  zapyta ze zdumieniem pan Gedeon. 
 To zagadka. Zgadnij, jegomo! 
 Mj ksie praacie, komu powane rzeczy w gowie, ten na zagadki nie ma czasu. 
 Ba, pomyl wa!... 
 wity, co ma dwie gowy i cztery nogi?!... 
 A tak! 
 Dalibg, nie wiem. 
 No! wity stan maeski. Zali tak nie jest? 
 Jak mi Bg miy, prawda! Tak, tak, wanie w tej materii chc mwi... 
 Chodzi o Anulk Sienisk. 
 O ni wanie. Widzicie dobrodzieju, ona mi bogdaj nie krewna albo jeli krewna, to tak 
daleka, e tego nikt ju nie wylegitymuje... Ale przywizaem si do niej, bom j hodowa i 
winienem wdziczno jej rodowi, bo co Pgowscy mieli na Rusi, to tak samo jak kiewscy, 
jak Daniowicze i jak Sobiescy mieli od Sieniskich albo po Sieniskich... Chciabym sierocie 
ostawi to, co mam, ale naprawd to fortuna Pgowskich sczeza od inkursji tatarskich, a zostaa 
tylko majtno onina... Moja ona jest, bo mnie zapisana, ale krewnych oninych jest peno. 
Naprzd pan Grothus, starosta rajgrodzki... No! tego jeszcze si nie obawiam, bo czowiek jest 
dobry i mony nad potrzeb... Sam on mi wreszcie t myl podda, ktra przedtem mi nieraz 
wprawdzie przychodzia do gowy, bo ch drzemaa na dnie serca... ale on j rozbudzi... 
Wszelako prcz pana Grothusa s Sulgostowscy, s Krzepeccy, s Zabierzowscy... Ci ju dzi 
niechtnie na dziewczyn patrz, a c bdzie po mojej mierci! Uczyni testament, zapisz jej, 
to pjd do sdw, bd procesy, wczenia po trybunaach jake ona, nieboga, da sobie rady? 
A przecie nie mog jej tak ostawi... Jest przywizanie, jest lito, jest wdziczno  silne to 
ogniwa, dla ktrych ze szczerym sumieniem zapytuj: zali nie powinienem jej ubezpieczy 
choby i takim sposobem?... Ksidz rozgryz migda, a drug poow pokaza panu Gedeonowi. 
 Wiesz wa, dlaczego mi ten migdal smakuje? Bo dobry! eby by sparciay, to bym go nie 
zjad. 
 Wic co? 
 Wic Anulka smakuje waci, bo to te migda... Hej, jeszcze i jaki! Ale eby tak miaa z 
pidziesit lat, pewnie by wacine sumienie nie troszczyo si tak o jej przyszo. Zmiesza si 
na to pan Pgowski, ksidz za rzek: 
 Wcale ja tego waci za ze nie bior, bo juci we wszystkim musi by dobra racja i takie jest 
ju rozporzdzenie boskie, e kady woli mod rzep od starej. Z winem tylko jest inaczej, 
dlatego te co do wina chtnie godzimy si na wyroki Opatrznoci... 
 Tak, prawda! lepsze zawsze to, co mode, z wyjtkiem wina, i pan Kochanowski artem jeno 
napisa, e stary m rwnie jak stary db wzwy modego. Chodzi mi tylko o to, e gdy 
ostawi jej majtek jako mojej onie, to nikt nie bdzie mia i palcem ruszy, a jeli jako 
wychowance  wraz bd spory, ktnie, procesy, a moe i zajazdy, przed ktrymi kt j osoni? 
Juci nie pani Winnicka! 
 Tak to i jest... 
 Ale jako nie poch ani aden pustak, nie chciaem tego wasn gow stanowi i dlatego 
przyjechaem do was, abycie mnie utwierdzili w przekonaniu, i dobrze czyni, i rad wiat 
wsparli. 
Ksidz pomyla i rzek: 
 Widzisz wapan: w takiej materii rada jest trudna i nieraz potem powtrzy sobie czowiek 
razem z Boeciusem: Si tacuisses, philosophus mansisses... albo te z Hiobem: Stultus quoque 
si tacuerit, sapiens reputabitur... Intencja waci, o ile afektem gorcym zapon, jest 
usprawiedliwiona, a o ile pynie przy tym z troski o dobro dziewczynyto nawet i chwalebna. 
Ale nie staniee si przy tym dziewce jakowa krzywda, nie trzeba jej bdzie przyniewala albo 
grobami lub strachem ad altare prowadzi? Bo syszaem, e oni si z Jackiem Taczewskim 
kochaj, a szczerze i bez ogrdki mwic, tom to i nieraz, czstym gociem u was bywajc, 
widzia. 
 Cocie widzieli?  zapyta porywczo Pgowski. 
 Nie adne grzeszne rzeczy, ale takowe signa, po ktrych si konfidencj i mio poznaje: 
widziaem nieraz, jak si za rce przyduej, ni wypadao, trzymali, jako za sob oczyma 
wodzili; widziaem, jako on raz na drzewie siedzia i winie jej do fartuszka spuszcza, a tak si 
oboje w siebie zapatrzyli, e winie obok fartuszka na ziemi paday; widziaem, jako na lecce 
bociany spogldajc ona si cakiem, niby niechccy, na nim wspara, a potem (niewiasta zawsze 
chytra) jeszcze go wyajaa, e si nadto przybliy... I c wicej?  i rozmaite takie 
experimenta, ktre o utajonych dzach wiadcz. Powiesz waszmo, e to nic? Juci: nic! Ale 
e ona czua bo wol ku niemu tak alboli i gortsz ni on ku niej, tego lepy chyba mg nie 
widzie i dziwi si, e wapan nie widzia, a jeszcze bardziej, jeeli  widzc  wobec swoich 
zamiarw nie hamowa. Pan Pgowski widzia i wiedzia, a jednake sowa praata wywary na 
okrutne wraenie. 
Co innego jest, gdy si co bolesnego w sercu tai, a co innego, gdy wsunie si do piersi obca 
rka i tym blem potrznie. Tote twarz mu sczerwieniaia, oczy nabiegy krwi, grube wzy y 
wystpiy na czoo i pocz sapa nagle i oddycha tak szybko, e a zaniepokojony praat 
zapyta: 
 Co waci jest? 
On da znak rk, e nic, ale nie odpowiedzia. 
 Napij si wa wina  zawoa ksidz. 
Pgowski wycign rami, drc doni wzi kielich i ponis do ust, po czym napi si, 
parskn i szepn: 
 Zamroczyo mnie troch. 
 Z przyczyny tego, com powiedzia?... 
 Nie. To mi si od pewnego czasu czsto przytrafia, a teraz fatigatus jestem postem, drog i 
t wczesn, niespodzian wiosn. 
 Tedy lepiej moe nie czekajc maja krew puci. 
 Tak te uczyni, a teraz jeno odpoczn chwil i powrcimy do materii. Upyn jednak do 
dugi czas, zanim Pgowski przyszed cakiem do siebie; wreszcie jednak ochon, yy sfolay 
mu na czole, serce poczo bi zwykym ruchem i rzek: 
 Nie powiem, eby mi brako si, i gdybym t oto doni, ktra mi zostaa, cisn dobrze ten 
srebny kusztyczek, myl, ebym go zgnit z atwoci. Ale zdrowie i siy to nie to samo, cho 
jedno i drugie w rku boskim. 
 Krucha to rzecz ycie ludzkie! 
Ale wanie dlatego, jeli ma co do czego przyj, to trzeba si pieszy. Mwicie, 
dobrodzieju, o Taczewskim i o afektach, jakie modzi wzajem dla si czu mogli. Powiem 
szczerze: nie byem lepy. Widziaem i ja, co si zaczyna, ale dopiero w ostatnich czasach. Bo 
pamitajcie, e do niedawna zielona to bya jagoda, ktra jeszcze i teraz nie prawie dojrzaa. 
Przychodzi co dzie, prawda! ale e w domu moe i nie bardzo mia co je, przetom go jakoby 
z litoci przyjmowa. Ksidz Woynowski wiczy go w acinie i w szabli, ajam mu dawa je. 
Ot, i wszystko. On te dopiero przed rokiem wyrs na modziana. Takem na nich patrzy jak na 
dzieci, ktrym e si rnych krotofil i figlw zachciewao, uwaaem za zwyk rzecz. Ale eby 
taki pauper mia pomyle  i jeszcze o kim? o pannie Sieniskiej, to, przyznaj, nigdy mi do 
gowy nie przyszo, i ledwiem w ostatnich czasach co pomiarkowa. 
 Ba! co pauper, to pauper, ale Taczewski. 
 Na Godomorach!... Nie, dobrodzieju! taki, ktry cudzy rondel wylizuje, psa chyba moe do 
kompanii zaprasza. Tedy, gdym pomiarkowa, jako co jest, pilniej poczem na niego zwaa i 
wiecie, com odkry? oto, e to nie tylko fircyk i hoysz, ale i gad jadowity, gotw zawsze gn 
rk, ktra go karmia. Chwali Boga, nie ma go, pojecha, ale na walet gn nie tylko mnie, ale 
i t niewinn dziewk. 
 Take to jest?  spyta praat. 
A pan Pgowski pocz mu opowiada, jak i co byo, malujc tak czarno uczynek 
Taczewskiego, e choby zaraz kata woa. 
 Nie bjcie si, dobrodzieju  rzek w kocu  doleli do pena Anulce Bukojemscy w czasie 
naszej drogi do Przytyka; ha! tak do pena, e si przelao, i teraz tak jest, e nigdy ta dziewczyna 
do adnego boskiego stworzenia podobnej abominacji nie czua, jak do tego chystka, do tego 
wyrodka, do tego hultaja! 
 Miarkuj si wa, bo znw krew w sobie wzburzysz. 
 Prawda. I nie o nim chciaem mwi, jeno o tym, e ja ni krzywdy nijakiej nie chc dziewce 
wyrzdzi, ni te musu uywa. Namowa co innego. Ale to powinien uczyni czek postronny, 
jej i mj przyjaciel, a zarazem czek synny z powagi i z wielkiego dowcipu, ktry i grzecznych 
terminw uy, i serce poruszy, i rozum przekona potrafi. Dlatego chciaem was o to prosi, 
mj osobliwy dobrodzieju. Jue mi te nie odmwicie, nie tylko per amicitiam dla mnie, ale z 
takowej racji, e rzecz jest suszna i godziwa. 
 O jej i o wasze dobro chodzi, wic nie odmawiam  rzek praat jeno chciabym mie czas 
zastanowi si, jak to najacniej uczyni...  To ja wraz do cyrulika pjd i ka sobie krew 
puci, aby z trzewiejszym umysem do domu wrci, a wy koncept sobie ucie. Nietrudno to 
wam bdzie, a tak myl, e i z tamtej strony nie znajdzie si aden szkopu. 
 Szkopu moe by tylko jeden, panie bracie. 
 Jaki? 
 Przyja powinna prawd mwi, wic wam szczerze powiem. Zacny z was czowiek, 
wiem!  ale troch przytwardy. Tak macie reputacj, a macie j dlatego, e wszyscy, ktrzy od 
was zale, boj si was okrutnie. Nie tylko chopi, o ktrych pornilicie si z ksidzem 
Woynowskim, nie tylko czelad i oficjalici, ale i domowi. Ba si was Taczewski, boi si pani 
Winnicka, boi si i dziewczyna. Dwch zwykle swatw przyjeda, wic ja zrobi, co bd mg, 
ale czy ten drugi nie popsuje mi roboty  nie rcz. 
Oczy Pgowskiego zabysy przez chwil gniewem, bo nie lubi, gdy mu wobec mwiono 
prawd, ale nad gniewem przemogo zdziwienie, wic zapyta: 
 O czym mwicie? Jaki drugi swat? A ksidz odrzek: 
 Strach. 
Rozdzia szesnasty 
Nie mogli jednak wyjecha tego samego dnia do Beczczki, albowiem Pgowski po 
puszczeniu krwi zesab znacznie i sam mwi, e mu potrzeba wypoczynku. Nazajutrz za to czu 
si trzewiejszy, jakby odmodzony, i z dobr otuch, chocia z pewnym niepokojem, zblia si 
do domu. Zajty cakiem swymi mylami, mao rozmawia z ksidzem przez drog, lecz gdy 
wjedali ju do wsi i gdy uczu, e w niepokj coraz bardziej go ogarnia, rzek: 
A mi to dziwno. Drzewiej wracaem ci zawsze do mojej siedziby jako czowiek, ktry u 
siebie jest panem, i inni troszczyli si o to, jakim ich powitam obliczem, a teraz ja si troszcz, 
jak te mnie powitaj. 
 Powiedzia Wirgili  rzek na to ksidz  amor omnia vincit, a zapomnia doda, e i 
mutat. Wosw nie ostrzye ci ta Dalila, bo wapan ysy, ale e ja ci jeszcze obacz 
przdcego kdziel u jej ng, jako Herkules przd u ng Omfalii, to pewna. 
 Ej, nie taka moja natura! i umiaem zawsze trzyma w garci i czelad, i famili. 
 Tak ludzie mwi, ale wanie dlatego tym bardziej si to wapanu naley, eby ci wzi 
kto w karby. 
 Mie to karby!  odrzek z niezwyk sobie wesooci Pgowski. Jechali bardzo wolno, bo 
we wsi boto byo okrutne, e za z Radomia wyruszyli nierycho z poudnia, wic zapada ju 
noc. W chatach po obu stronach wiecio z okien uczywo, od ktrego kady si w poprzek drogi 
czerwone smugi. Gdzieniegdzie przy pocie zamajaczya jaka posta ludzka baby lub chopa, 
ktry ujrzawszy jadcych, co prdzej zdejmowa czapk i kania si w pas. Wida byo zaraz z 
tych zbyt niskich ukonw, e Pgowski umia trzyma w garci ludzi, ba, nawet e ich trzyma 
zanadto i e ksidz Woynowski nie bez przyczyny gromi go za zbytni surowo. Ale w tej 
chwili stary szlachcic miksze czu ni zwykle w piersiach serce, wic spogldajc na owe 
pochylone postacie i na zapade w ziemi okienka chaup, rzek: 
 Uczyni si te jak ask poddastwu, za ktrym zawsze si ona wstawiaa. 
 Oj, to, to!  odrzek praat. 
I umilkli. Pan Gedeon rozprawia si czas jaki z wasnymi mylami, po czym ozwa si 
znowu: 
 Wiem, e wam, dobrodzieju, rad dawa nie trzeba, ale to musicie jej powiedzie, e to dla 
niej gotuje si dobrodziejstwo i e ja przede wszystkim o niej myl; a w razie oporu (ktrego si 
nie spodziewam, ale nu!) choby i fukn troch... 
 Powiedziae wapan, e nie chcesz jej zmusza... 
 Powiedziaem, ale co innego, gdybym ja grozi i fuka, a co innego, gdy jej niewdziczno 
wytknie kto inny, a do tego osoba duchowna. 
 Zostawe mnie wapan t spraw, ktrej poniewaem si podj, tedy doo stara, by j z 
jak najlepszym skutkiem przeprowadzi. To wszelako wapanu powiem, e przemwi do 
dziewki delicatissime... 
 Dobrze, dobrze! Jedno tylko jeszcze sowo. Wielk ona czuje do Taczewskiego abominacj, 
ale gdyby przygodzia si o nim wzmianka, warto by co jeszcze przeciw niemu dorzuci... 
 Jeli tak postpi, jak wapan mwie, to nequam jest. 
 Dojedamy. No! W imi Ojca i Syna... 
 I Ducha witego  amen! 
Dojechali; ale nikt nie wyszed na ich spotkanie, bo z powodu bota koa nie czyniy turkotu, a 
psy nie szczekay na znajomych ludzi i konie. W sieni byo ciemno, bo czelad widocznie 
siedziaa w kuchni, i zdarzyo si tak. e na pierwsze zawoanie pana Pgowskiego:  jest tam 
kto?  nie ukaza si nikt, a na powtrne ostrzejszym ju gosem uczynione, wysza sama 
panienka. 
Wysza ogarniajc rk wiec, ale poniewa bya w blasku, a oni w cieniu, wic nie 
dojrzawszy ich zrazu, zatrzymaa si koo drzwi. A oni te nie odezwali si przez chwil, bo 
naprzd wydao im si to jak osobliwsz wrb, e ona pierwsza ku nim wychodzi, a po 
wtre, e uroda jej zdumiaa ich tak, jakby jej przedtem nigdy nie widzieli. Palce, ktrymi 
ogarniaa wiec, wydaway si rowe i przezrocze; blask pega po piersiach, rozwieca usta i 
ma twarz, ktra wydawaa si troch senna i smutna, moe dlatego, e oczy pozostaway we 
wgbionym cieniu. Czoo i liczne jasne wosy, tworzce nad nim jakby koron, byy znw 
skpane w blasku. I otoczona naok mrokiem, a sama wietlista i cicha, staa tak przed nimi 
podobna po prostu do anioa stworzonego z rowej jasnoci. 
 O, jak mi Bg miy, czyste objawienie!  rzek praat. 
A Pgowski zawoa: 
 Anulu! 
Wwczas podbiega ku nim i postawiwszy wiece na przymurku komina, pocza ich wita z 
radoci. Pgowski przycisn j czule do serca, kaza jej si cieszy z przybycia tak zacnego 
gocia i sawnego we wszystkich sprawach konsyliarza, a gdy po skoczonych powitaniach 
weszli do stoowej izby, zapyta: 
 Tocie ju po wieczerzy? 
 Nie. Wanie czelad miaa przynosi z kuchni i dlatego nikogo w sieni nie byo. 
A ksidz spojrza na starego szlachcica i zapyta: 
 To moe by nie czekajc? 
 Nie, nie  rzek prdko Pgowski.  Pani Winnicka wnet si tu zakrztnie. 
Jako pani Winnicka zakrztna si skutecznie  i w kwadrans pniej zasiedli do grzanego 
wina i jajecznicy. Ksidz Tworkowski jad i pi dobrze, lecz przy kocu wieczerzy spowaniao 
mu oblicze i rzek zwracajc si do panienki: 
 Moja mocia panno! Bg wie, dlaczego ludzie zowi mnie konsyliarzem i dlaczego si mnie 
tak czsto radz, ale skoro i opiekun wapanny tak czyni, tedy musz pomwi z ni w pewnej 
wanej sprawie, ktr memu lichemu dowcipowi powierzy. 
Panu Pgowskiemu, gdy to usysza, nabray znw yy na czole, a panna przyblada nieco i 
podniosa si niespokojna, gdy nie wiadomo dlaczego, wydao jej si, e ksidz bdzie z ni 
mwi o Jacku. 
Praat za rzek:  Prosz na osobno! 
I wyszli. 
Pan Pgowski odetchn gboko raz i drugi, zabbni palcami po stole, po czym wsta i czujc 
potrzeb zagadania byle jakimi sowy wewntrznego wzruszenia, rzek do pani Winnickiej: 
 Czy te wapani kiedy zauwaya, jak wszyscy krewni mojej nieboszczki ony nienawidz 
Anulki? 
 Szczeglniej Krzepeccy  odrzeka pani Winnicka. 
 Ha! ledwie nie zgrzytaj na jej widok, ale zazgrzytaj oni wkrtce jeszcze lepiej! 
 Czemu za?... 
 Dowiesz si wapani take wkrtce, a tymczasem trzeba o noclegu dla praata pomyle! 
I po chwili pan Pgowski zosta sam. Dwaj pachokowie weszli, by uprztn naczynia po 
wieczerzy, ale on kaza im, z nagym wybuchem gniewu, pj precz, i w komnacie uczynio si 
cicho, tylko wielki zegar gdaski powtarza gono i powanie: tik, tak! tik, tak!... Pgowski 
pooy rk na ysinie i pocz chodzi po izbie. Zbliy si do drzwi, za ktrymi praat 
rozmawia z pann Sienisk, ale usysza tylko szmer, w ktrym rozpozna wprawdzie gos 
ksidza, ale nie mg usysze wyrazw. Wic na przemian to chodzi, to si zatrzymywa. 
Podszed ku oknu, bo mu si zdawao, e mu tam bdzie mniej duszno, i patrzy troch 
bezmylnymi oczyma na niebo, po ktrym wiatr pdzi podarte wiosenne chmury o 
rozjanionych grzywach, po ktrych blady ksiyc zdawa si wspina wyej i wyej. Ilekro si 
przesoni, chwytay pana Pgowskiego ze przeczucia. Widzia przez okno czarne gazie 
pobliskich drzew, chybotajce si jakby w mce na wichrze, i tak samo chybotay si jego myli, 
bezadne, ze, podobne do wyrzutw sumienia, do guchych poczu, e staje si rzecz niedobra, 
za ktr czeka go jaka bliska kara... Lecz gdy rozjanio si na dworze, wstpowaa w niego 
znw lepsza otucha. Kady ma przecie prawo myle o swojej szczliwoci  a co do 
Taczewskiego, wielka rzecz! czy to jeszcze takich ludzie uywaj sposobw! O co tu chodzi? o 
dobro i o spokojn przyszo dziewczyny, a e przy tym i jemu umiechnie si troch ycie na 
staro  to mu si i naley. I to jedno jest prawda, a reszta wiatr! wiatr!... 
Uczu znw zawrt gowy i czarne patki jy mu skaka przed oczyma, ale trwao to bardzo 
krtko. Pocz znw chodzi i zblia si do drzwi, za ktrymi wayy si jego losy. Tymczasem 
wiece na stole dostay dugich knotw i w izbie pociemniao. Chwilami gos ksidza stawa si 
doniolejszy, tak e moe i wyrazy dochodziyby do ucha Pgowskiego, gdyby nie owo gone i 
cige tiktak! zegara. atwo byo zrozumie, e taka rozmowa nie moe skoczy si 
prdko, a jednak niepokj pana Gedeona wzrasta i wzrasta, przybierajc ksztaty jakby jakich 
dziwnych pyta zwizanych z przeszoci, ze wspomnieniami nie tylko dawnych blw i 
nieszcz, ale take dawnych, nie zmazanych dotychczas win, dawnych cikich grzechw  i 
wieych krzywd wyrzdzonych nie tylko Taczewskiemu, ale i innym ludziom. 
 Za co i dlaczego ty masz by jeszcze szczliwy?  pytao go sumienie. 
I daby w tej chwili nie wiedzie co, eby cho pani Winnicka wrcia do izby i eby nie 
potrzebowa zostawa sam na sam z tymi mylami. Ale pani Winnicka zajta bya robot gdzie 
tam, na drugim kocu domu, a w tej izbie tylko zegar powtarza tiktak! tiktak! i sumienie 
pytao: 
 Za co ci Bg ma nagradza? 
Czu za pan Pgowski, e teraz, jeli go ta dziewczyna, podobna razem do kwiatu i do anioa, 
ominie  to ju w yciu jego uczyni si zmierzch trwajcy a do tej godziny, w ktrej nastanie 
noc mierci... 
A wtem drzwi otworzyy si nagle i wesza panna Sienisk, blada, ze zami w oczach, a za 
ni ksidz. 
 Paczesz?  zapyta chrapliwym, zduszonym gosem pan Pgowski. 
 To z wdzicznoci, opiekunie!  zawoaa wycigajc ku niemu rce. 
I przypada do jego kolan. 
Rozdzia siedemnasty 
Tego wieczora, ale ju pno w noc, pani Winnicka przysza do pokoiku krewniaczki i 
zastawszy panienk jeszcze nie rozebran, pocza z ni rozmawia. 
 Nie mog ochon ze zdziwienia  rzeka  bo prdzej bym si mierci spodziewaa, ni 
eby jegomoci co podobnego przyszo do gowy. 
 I ja si nie spodziewaam. 
 Jake tedy? i tak ju naprawd? Sama nie wiem, co myle  radowa si czy nie?... Bo 
juci ksidz praat, jako persona duchowna, lepszy ma od wieckich ludzi rozum i to suszna, co 
powiada, e bdziesz miaa nad gow do mierci dach i do tego swj, nie cudzy; ale z drugiej 
strony, jegomo leciwy czek i (tu pani Winnicka zniya gos)... czy ci go troch nie strach? 
 Stao si, i nie ma ju e czym myle!  odrzeka panna Sieniska. 
 Jake to mwisz? 
 Mwi, em mu za przytuek, za kawaek chleba wdziczno powinna i e licha to zapata 
 moja osoba, ktrej nikt inny by nie chcia, ale skoro on chce, to jeszcze jego aska! 
 On dawno ju chcia  rzeka tajemniczo staruszka.  Zawoa mnie dzi po rozmowie z 
tob; mylaam, e byo co zego w wieczerzy i e bdzie aja  a on nic! Widz, e jaki wes  
i nage powiada mi nowin. A pode mn a nogi zadray. Dopiero on mwi: Czemu to wacani 
jak ona Lota  w sup soli si zmienia  cem to taki grzyb?  Nie! powiadam jeno, 
e to taka niespodziewana rzecz! A on znw: Dawna to myl (mwi), tylko e bya jako ryba 
na dnie, dopki nie znalaz si kto, co jej pomg na wierzch wypyn... I wiesz acani kto? 
Byam pewna, e to ksidz praat Tworkowski, ale on rzek: Wcale nie ksidz Tworkowski, jeno 
pan Grothus... 
Nastaa chwila milczenia. 
 A ja mylaam, e to pan Taczewski  rzeka przez zacinite usta panna Sieniska. 
 Co znowu? Dlaczego Taczewski? 
 Aby pokaza, e o mnie nie dba. 
 Ale przecie wiesz, e Taczewski nie widywa si z jegomocia. A ona pocza powtarza 
gorczkowo: 
 Tak! wiem! co innego mia w gowie! Mniejsza z tym! Nie chc nic wiedzie. Nie chc! nie 
chc! Stao si ju i dobrze si stao! 
Suchy, spazmatyczny pacz wstrzsn jej piersi. Przez chwil powtarzaa jeszcze: dobrze 
si stao!, po czym uklka nagle do pacierzy, ktre codziennie zwyky byy razem odmawia. 
I na drugi dzie zesza ze spokojn ju twarz do wietlicy. Co jednak si w niej zmienio, 
co pozostao niedomwionym; co si zamkno. Nie bya smutna, ale staa si nagle jakby o 
kilka lat starsza i miaa w sobie jak cich powag, tak, e pan Pgowski, ktry dotychczas 
liczy si tylko z sob, pocz si mimo woli liczy i z ni. W ogle nie mg si w tym 
wszystkim poapa, a szczeglnie dziwnym wydao mu si to, e czu jakby jak swoj od niej 
zaleno. Pocz si obawia tych myli, ktrych ona nie wypowiadaa, ale ktre moga w duszy 
zamyka  i stara si im zapobiega, a na ich miejsce podsuwa inne, takie, jakich by sobie w 
niej yczy. Nawet milczenie pani Winnickiej ciyo mu i wydawao si podejrzanym, wic 
nadrabia fantazj, zagadywa, artowa, ale chwilami byski niecierpliwoci migotay mu w 
stalowych oczach. 
Tymczasem wie o jego owiadczynach rozesza si po okolicy. Nie robi zreszt on z nich 
tajemnicy, owszem, oznajmi rzecz listownie Cyprianowiczowi w Jedlince i najbliszym 
ssiadom oraz rozpisywa listy do Kochanowskich, do Podlodowskich, do Sulgostowskich, do 
pana Grothusa i do Krzepeckich, a nawet do dalszych oninych krewnych, z zaproszeniem na 
zrkowiny, po ktrych zaraz mia lub nastpi. 
Wolaby by wprawdzie pan Pgowski uzyska dyspens nawet i od zapowiedzi, na 
nieszczcie jednak by to czas wielkiego postu i trzeba byo czeka, a przyjd i przejd wita. 
Zabra wic obie niewiasty i pojecha z nimi do Radomia, gdzie panna miaa robi wypraw, a on 
kupowa konie, paradniejsze od tych, ktre byy w stajniach beczckich. 
Dochodziy go tam suchy, e midzy krewnymi, ktrzy spodziewali si wzi wszystko nie 
tylko po jego nieboszczce onie, ale nawet i po nim  wre jak w ulu, ale cieszyo go to, gdy 
wszystkich z duszy nienawidzi i zawsze rozmyla o tym, jakby im szkod wyrzdzi. Wieci te 
o zjazdach, szeptach i naradach skracay mu czas w Radomiu, a gdy na koniec wyprawa zostaa 
ukoczona i cugi wraz z nowymi chomtami kupione, wrcili do Beczczki na sam Wielkanoc. 
Gocie te poczli si zjeda prawie rwno z nimi, gdy zrkowiny miay si odby w trzecie 
wito. 
Pierwsi przybyli Krzepeccy, najblisi zarazem ssiedzi i krewni: ojciec, starzec blisko 
omdziesitki, z twarz spa, synny ze skpstwa; trzy crki, z ktrych najmodsza Tekla, hoe i 
wesoe dziewcz  i dwie starsze, Agnieszka i Joanna, niemode, zapalczywe pannice z 
wiecznymi wypiekami na policzkach, a wreszcie syn Marcjan, przezywany w okolicy Pniakiem. 
I susznie nosi to przezwisko, albowiem na pierwszy rzut oka by istotnie do grubego pnia 
podobny. Piersi i bary mia potne, ale nogi pakowate i tak krtkie, e wyglda prawie na 
kara. Rce natomiast dochodziy mu a do kolan. Niektrzy mieli go za garbatego, nie by on 
jednake garbaty, tylko gow mia tak pozbawion szyi i tak nisko osadzon w kadubie, e 
wysokie barki dochodziy mu prawie do uszu. Z tej gowy patrzyy wypuke, lubiene oczy i 
twarz mia do kolej gowy podobn; podobiestwo to powikszaa jeszcze niewielka broda, 
ktr jakby umylnie i wbrew powszechnemu zwyczajowi nosi. 
Wojskowo nie sugiwa, bo go w chorgwiach wymiewano, z ktrego powodu liczne 
odbywa swego czasu pojedynki. W krtkim, pkatym ciele posiada niezwyk si i ludzie 
obawiali si go powszechnie, by to bowiem burda i zawalidroga, ktren rad okazji szuka, a we 
wszelkich zajciach okazywa jak zwierzc zapalczywo. Raz porani ciko w Radomiu 
swego stryjecznego brata, Krzepeckiego, piknego i dobrego modziana, ktren omal z ran nie 
umar. Bay si go siostry, a nawet i ojciec  on za czu respekt tylko przed Taczewskim, o 
ktrego biegoci w szermierce wiedzia, i przed Bukojemskimi, z ktrych jeden, a mianowicie 
ukasz, przerzuci go niegdy jak wizk somy przez wysoki parkan w Jedlni. 
Reputacj mia wielkiego lubienika  i to bya prawda. Pan Pgowski wyuskn go przed 
kilkoma laty z domu za to, e w zbyt koli sposb patrzy na ma jeszcze wwczas pann 
Sienisk. Ale e od owego zajcia upyno kilka lat i e spotykali si potem i w Radomiu, i w 
domach ssiedzkich, przeto zaprosi go teraz wraz z ca rodzin na uroczysto familijn. 
Zaraz po Krzepeckich przyjechali Sulgostowscy, dwaj bracia bliniacy, tak do siebie podobni, 
e gdy woyli jednakie kontusze, nikt ich nie umia rozrni; potem troje dalszych 
Sulgostowskich zza Przytyka  i liczna, bo z dziewiciu osb zoona, a urodziwa rodzina 
Zabierzowskich. Z ssiedztwa przyby pan Cyprianowicz, ale sam, bo syn wyruszy ju do 
chorgwi; pan starosta Podlodowski, niegdy plenipotent potnego pana na Zamociu; pastwo 
Kochanowscy, ksia z Przytyka, ksidz praat Tworkowski z Radomia, ktry mia piercionki 
bogosawi  i sporo pomniejszej szlachty z bliszych i dalszych stron; niektrzy nawet bez 
zaproszenia, w tej susznej myli, e go, choby cakiem nieznany, zawsze bdzie z otwartymi 
rkoma przyjty  i e gdy zdarza si sposobno jedzenia i picia, to nie naley jej opuszcza. 
Zaroi si tedy podwrzec w Beczczce od bryk i powozw, stajnie od koni, oficyny od 
wszelakiej suby, a dwr od barwnych kontuszw, od szabel, od golonych bw, i peno w nim 
byo aciny, niewieciego szczebiotania, lamwek, robronw i rozmaitych angaantw. Latay 
dziewki suebne z gorc wod, pijana czelad z gsiorami win zacnych, z kuchni dymio si od 
rana do wieczora jak ze smolarni, a okna dworu wieciy i pony wieczorami tak, e a na 
caym dziedzicu byo widno. A rd tego rozgardiaszu chodzi po pokojach pan Pgowski, 
troch pyszny, powany, ale zarazem jakby odmodniay, strojny w karmazyny i z szabl jasn od 
klejnotw, ktr panna Sienisk po monych niegdy przodkach jako jedyne wiano 
odziedziczya. Chodzi, zaprasza, czasem gdy chwyta go zawrt gowy, opiera si rkoma o 
porcz krzese, i znw chodzi, czstowa gocipersonatw, szurga nogami, zbliajc si do 
starszych niewiast, ale przede wszystkim wodzi coraz bardziej rozkochanymi oczyma za swoj 
Anul, ktra w tym tumie rnobarwnym, rd spojrze czsto niechtnych, czsto 
zazdrosnych, a czasem i podliwych, kwita biaa jak lilia, sodka, moe troch smutna, a moe 
tylko wanoci tego, co j miao spotka, przejta. 
A wieczorem trzeciego wita, we wtorek, zagrzmiay z dziedzica domowe modzierze 
oznajmiajc gociom i woci, e chwila uroczysta zrkowin nadesza. 
Ustawili si tedy w wietlicy pkolem wszyscy gocie: niewiasty i mczyni, we 
wspaniaych strojach grajcych jak tcza przy blasku wiec jarzcych, a naprzeciw nich stan 
pan Pgowski z pann Ann Sienisk. 
Uczynia si cisza, tylko oczy wszystkie utkwione byty w oblubienic, ktra ze spuszczonymi 
oczyma, ze skupieniem i powag na twarzy, bez umiechu, ale i nie aosna, wygldaa jakby 
upiona. Ksidz praat Tworkowski, majc przy sobie Teci Krzepeck trzymajc srebrn tack 
z piercieniami, sam przybrany w kom, wysun si z pkola i rozpocz przemow do 
przyszych nowoecw. Mwi uczenie, dugo i wymownie, wywodzc co to byy sponsalia de 
futuro i jak wielk wag przywizywa do zrkowin Koci od pierwszych czasw 
chrzecijastwa. Cytowa Tertuliana i sobr trydencki, i opinie rnych uczonych kanonistw, po 
czym dopiero zwrciwszy si do pana Pgowskiego i do panny Sieniskiej j przekada im, jak 
mdre byo ich postanowienie, jak wielkie wiadcz sobie wzajem dobrodziejstwo i jak przysza 
ich szczliwo od nich samych tylko zaley. Suchali tego z podziwem zgromadzeni, ale 
zarazem i niecierpliwoci, gdy jako krewni, ktrym wymykao si dziedzictwo, niechtnie 
patrzyli na w zwizek. Sam pan Gedeon, ktry od duszego stania dostawa zawrotu gowy, 
pocz przestpowa z nogi na nog i dawa znaki oczyma praatowi, by skoczy, co w 
nierycho spostrzegszy pobogosawi wreszcie piercionki i zaoy je na palce oblubiecw. 
Wwczas zagrzmiay znw armatki na dziedzicu, a z chru w izbie stoowej ozwaa si hucznie 
kapela zoona z piciu grzecznie grajcych ydkw radomskich. Gocie przychodzili teraz 
kolejno skada yczenia gospodarzowi i pannie  po najwikszej czci kwane i nieszczere. 
Dwie starsze panny Krzepeckie dygay wprost drwico przed wujn, a pan Marcjan caujc jej 
rce poleca si jej przyszym askom z tak kolim wzrokiem, e pan Pgowski powinien by go 
by na dobr spraw powtrnie z domu wyuska. 
Lecz inni  dalsi krewni a lepsi i mniej chciwi ludzie  yczyli szczerzej i gorcej. 
Tymczasem otworzono szeroko drzwi do izby stoowej; pan Pgowski poda rami narzeczonej, a 
za nimi ruszyy inne pary, wrd migotania i chwiejby pomykw od wiec, ktr spowodowa 
nagy, wpadajcy a do sieni, chodny przewiew powietrza. Z tej sieni napywaa czelad, ju na 
wp pijana, z niezliczon iloci potraw i gsiorw z winem. W izbie stoowej od cigego 
otwierania drzwi panowa chd tak mocny, e biesiadnikw, gdy siedli za stoem, a dreszcz 
przej w pierwszej chwili, a z powodu cigej chwiejby pomykw wiec caa izba, mimo 
piknej zastawy, wydaa si im do ciemn i ponur. Lecz naleao si spodziewa, e wino 
prdko rozgrzeje krew w yach, a wina nie poaowa pan Pgowski. By to czek raczej skpy 
na co dzie, natomiast w wyjtkowych okazjach lubi popisa si tak, by dugo o nim mwili. 
Zdarzyo si to i teraz. Za kadym biesiadnikiem sta pacho z omszaym gsiorem, a nawet i pod 
stoem byo ukrytych kilkunastu czeladzi z butlami, aby na wypadek gdy go nie mogcy pi 
wicej wsunie kielich midzy kolana, napeni mu go natychmiast. Olbrzymie pijackie szklenice, 
roztruhany, kusztyki lniy przed kadym nakryciem, tylko przed niewiastami stay mniejsze, 
woskie albo te francuskie kieliszki. 
Gocie nie obsiedli jednake caego stou, gdy pan Pgowski kaza da wicej nakry, ni 
byo biesiadnikw. Ksidz praat rzuci oczyma na owe puste miejsca i pocz chwali 
gocinno domu i gospodarza, ale poniewa gos mia zawsze bardzo donony, a przy tym 
podnis si w tej chwili nieco z krzesa, chcc sobie uoy wygodniej fady sutanny, wic 
obecni sdzili, e chce wznie pierwszy toast, i uciszyli si wszyscy. 
 Suchamy!  ozwao si kilka gosw. 
 Ej, nie ma czego  odrzek wesoo ksidz.  Nie toast to jeszcze aden, cho wkrtce 
przyjdzie i na to pora, bo widz, jak niektrzy z ichmociw tr sobie zawczasu czupryny, a pan 
Kochanowski ju szepce do siebie, i na palcach co liczy. Trudno, moci panie! od kog, jak nie 
od Kochanowskiego, rytmw wyglda. Ja jeno chciaem rzec, i chwalebny to jest staropolski 
zwyczaj te nakrycia dla niespodzianych goci. 
 Ba  rzek pan Pgowski  jak si dom w nocy wieci, to z ciemnoci zawsze kto moe 
nadjecha... 
 A moe kto i jedzie  ozwa si pan Kochanowski. 
 Moe pan Grothus? 
 Nie... pan Grothus na sejmie. Jeli kto nadjedzie, to cakiem nieoczekiwany. 
 Ale go nie usyszymy, bo ziemia mikka. 
 A no! pies pod oknem szczeka. Nu si kto zjawi. 
 Z tej strony nikt si nie zjawi, bo to okna na sad. 
 I co prawda, to pies wyje, nie szczeka. 
Jako tak byo. Pies ozwa si raz, drugi i trzeci, po czym szczekanie jego zmienio si w 
niskie, pospne wycie. 
Pan Pgowski wzdrygn si mimo woli, przypomnia sobie bowiem, jak przed wielu, wielu 
laty, w innych okolicach, w jego dworze lecym o mil od zamku pomorzaskiego, na Rusi, tak 
samo psy wyy przed nagym napadem Tatarw. 
A pannie Sieniskiej przysza do gowy myl, e ju jej nikogo czeka nie wolno i e 
ktokolwiek by nadjecha z ciemnoci do owieconego dworu, to ju nadjedzie za pno. 
Lecz i innym uczestnikom uczynio si jako dziwnie, tym bardziej e do pierwszego psa 
przyczy si drugi  i za oknem rozlego si podwjne wycie. 
Wic mimo woli suchali w przykrym milczeniu, ktre dopiero po chwili przerwa Marcjan 
Krzepecki. 
 Nic nam po takim gociu, na ktrego psi wyj  rzek. 
 Wina!  zawoa pan Pgowski. 
Ale puchary byy pene, wic nie trzeba byo nalewa. Stary Krzepecki, ojciec Marcjana, 
podnis si ociale z krzesa, chcc widocznie przemwi. Wszyscy zwrcili na niego oczy, a 
starsi poczli otacza domi uszy, aby lepiej dosysze, co powie, lecz on j tylko porusza 
przez dusz chwil ustami, przy czym broda schodzia mu si prawie z nosem, albowiem wcale 
nie mia zbw. 
Tymczasem, pomimo e na dworze bya odwil i ziemia mikka, z drugiej strony dworu da 
si sysze jakby guchy turkot  i rozlega si do dugo, jakby kto dwa razy objeda 
dziedziniec. Wic stary Krzepecki, ktry ju by podnis kielich, postawi go znw na stole i 
pocz patrzy na drzwi. 
A za nim uczynili to wszyscy inni. 
 Zobaczy, kto przyjecha!  rzek do czeladnika pan Pgowski. Pachoek skoczy i zaraz 
potem powrci. 
 Nie masz nikogo  rzek. 
 To dziwne  ozwa si praat Tworkowski  sycha byo wyranie. 
 Wszyscy syszelimy  odrzek jeden z bliniakw Sulgostowskich. 
 I psy przestay wy  doda drugi. 
Wtem drzwi od sieni, widocznie le zamknite przez czeladnika, otworzyy si same i do izby 
wpad znowu powiew tak silny, e zgasi od razu kilkanacie wiec. 
 Co to jest? zamyka drzwi! wiece gasn!  ozwao si kilka gosw. 
Lecz wraz z powiewem wlecia do pokoju jakby przestrach. Pani Winnicka, osoba bojaliwa i 
przesdna, pocza si egna gono: 
 W imi Ojca i Syna, i Ducha... 
 Cicho, acani!  rzek pan Pgowski. 
Po czym zwrciwszy si do panny Anny ucaowa jej rk. 
 Nie pomiesza mi radoci byle zgaszona wieca  rzek  i daj Bg by jeno do koca ycia 
tak szczliwym, jako w tej chwili jestem, prawda, Anulko? 
A ona rwnie pochylia si do jego doni. 
 Prawda, opiekunie  rzeka. 
 Amen!  dokoczy praat. I powstawszy pocz mwi: 
 Moci pastwo! skoro w niespodziany odgos powariowa widocznie koncept panu 
czenikowi Krzepeckiemu, nieche ja pierwszy bd tumaczem tych afektw, ktrymi gorej dla 
przyszych nowoecw nasze corda. Wic zanim zawoamy: o Hymen, o Hymenaios, zanim, 
rzymskim obyczajem, Thalassiusa, nadobnego modziana, przyzywa zaczniemy, co daj Bg, aby 
jak najprdzej si stao, wzniemy ex imo ten pierwszy toast za ich pomylno i za ich przysz 
szczliwo: vivant, crescant, floreant! 
 Vivant! vivant!  zagrzmiay wszystkie gosy. 
Ozwaa si wraz radomska kapela, a za oknami wonice poczli pali w ciemnoci z batw. 
Czelad podniosa te okrzyk w caym domu, a w izbie, wrd cigych wiwatw, gray ykajce 
wino krtanie: 
 Vivant, crescant! floreant!... 
Dugo trway okrzyki, tupania nogami, dwiki z trb i palba z batw i uciszyo si dopiero, 
gdy pan Pgowski wsta, podnis kielich i ozwa si gromkim gosem: 
 Mnie wielce miociwi, a najmilsi sercu mojemu gocie i krewni!... Zanim moj ca 
wdziczno niedonymi sowy wypowiem, naprzd uderz wam czoem za ona yczliwo 
bratersk i ssiedzk, ktrcie mi okazali zebrawszy si tak licznie pod moim ubogim dachem... 
Lecz sowa: pod moim ubogim dachem wymwi jakim dziwnym, cichszym i jakby 
pokorniejszym gosem, po czym siad znowu i pochyli gow tak, e czoem wspar si istotnie o 
st  a gocie a si zdziwili, e czowiek zwykle tak chodny i dumny ozwa si z tak 
serdecznoci. 
Pomyleli jednak, e wielkie szczcie roztapia choby najtwardsze serca  i czekajc, co 
dalej powie, patrzyli tymczasem na jego siw czupryn, wci o krawd stou opart. 
 Cicho! suchamy!  ozway si gosy. I rzeczywicie zapada gboka cisza. Lecz pan 
Pgowski nie poruszy si wcale. 
 Co waci? co to jest?... Na Boga! 
 Mw wa!  zawoa praat. 
Ale pan Pgowski odpowiedzia tylko okropnym chrapniciem, przy czym kark i ramiona 
poczty mu drga nagle. 
Panna Sieniska zerwaa si z miejsca blada jak ciana i zaczta krzycze przeraonym 
gosem: 
 Opiekunie! Opiekunie!... 
Przy stole uczyni si rum i zamieszanie. Zabrzmiay okrzyki i pytania. Otoczono 
Pgowskiego koem, praat chwyci go za ramiona i przechyli na porcz krzesa; inni jli go 
zlewa wod, inni wrzeszczeli, by przenie go na oe i puszcza mu krew co prdzej. Niektre 
z niewiast poklkay, niektre biegay jak szalone po izbie z przeraliwym lamentem i jkami  a 
pan Pgowski z zadart w ty gow, z nabranymi jak postronki yami na czole i zamknitymi 
oczyma chrapa i rzzi coraz rozgoniej... 
Nieoczekiwany go przyby istotnie z ciemnoci i wstpi do jego dworu  straszny i 
nieubagany. 
Rozdzia osiemnasty 
Czelad na rozkaz ksidza pochwycia chorego i przeniosa na drugi koniec domu, do 
kancelarii, ktra suya panu Pgowskiemu zarazem i za sypialni. Posano tymczasem po 
kowala na wie, ktry umia puszcza krew i puszcza j te zwykle, zarwno ludziom, jak 
zwierztom. Pokazao si po chwili, e znajdowa si on przed domem wraz z ca gromad 
zebran na poczstunek  ale na nieszczcie by zupenie pijany. Pani Winnicka przypomniaa 
sobie, e ksidz Woynowski synie na ca okolic jako zawoany doktor, wyprawiono wic i po 
niego co ko wyskoczy kaamaszk, chocia wydawao si rzecz oczywist, e to wszystko na 
nic si nie zda i e dla chorego nie masz ju adnego ratunku. 
Jako tak byo. Prcz panny Sieniskiej, pani Winnickiej, dwch panw Krzepeckich i pana 
Zabierzowskiego, ktry bawi si troch w medyka, nie puci ksidz Tworkowski nikogo wicej 
do kancelarii, aby natok nie przeszkadza ratunkowi. Ale wszyscy inni biesiadnicy, zarwno 
niewiasty, jak mczyni, zebrali si w ssiedniej wielkiej izbie gocinnej, gdzie byy 
przygotowane posania dla mczyzn, i stali zupenie jak stado trwonych owiec, peni 
niepokoju, obawy, ciekawoci, i spogldajc na drzwi czekali nowin, a niektrzy robili po cichu 
uwagi nad okropnym zdarzeniem i nad prognostykami, ktre zapowiedziay nieszczcie. 
Uwaalicie, jak migotay wiece i pomienie byy jakie czarniawe? to ju. wida mier je 
przesaniaa  ozwa si szeptem jeden z Sulgostowskich. 
 Bya midzy nami, a mymy o tym nie wiedzieli. 
 Psy na ni wyy. 
 A w hurkot? moe to wanie ona zajechaa? 
 Bg wida nie chcia dopuci do tego maestwa, ktre byoby z krzywd dla familii. 
Dalsze szepty przerwao ukazanie si pani Winnickiej i Marcjana Krzepeckiego. 
Ona przebiega chyo izb, pieszc po relikwie bronice przystpu zym duchom, a jego 
otoczono zaraz kotem. 
 Co tam? Jak si ma? 
A Marcjan ruszy ramionami, podnis je tak, e gowa znalaza mu si prawie na piersiach, i 
odrzek: 
 Rzzi jeszcze. 
 Nie ma ratunku? 
 Nie ma! 
Wtem przez uchylone drzwi doszy wyranie uroczyste sowa praata Tworkowskiego: 
 Ego te absolvo a peccatis tuis  et ob omnibus censuris, in nomine Patris et Filii et Spiritus 
Sancti. Amen. 
Wic poklkali wszyscy i zaczli si modli. Pani Winnicka przesza midzy klczcymi 
trzymajc obu domi relikwie. Marcjan uda si za ni i zamkn drzwi. 
Lecz nie pozostay ju dugo zamknite, po kwadransie bowiem ukaza si w nich znowu i 
zawoa swym skrzypicym, klarnetowym gosem: 
 Skoczy! 
Wwczas ze sowami wieczny odpoczynek ruszyli jedni po drugich do kancelarii, by rzuci 
ostatnie poegnalne spojrzenie na nieboszczyka. 
A tymczasem na drugim kocu domu, w izbie stoowej, poczy si dzia rzeczy ohydne. 
Suba w Belczczce o tyle wanie nienawidzia Pgowskiego, o ile si go baa, wic wydao si 
jej, e wraz z jego mierci nastaje czas ulgi, radoci i bezkarnej swawoli. Subie przyjezdnej 
zdarzaa si sposobno do pohulanki, wic cala czelad, zarwno miejscowa, jak obca, pijana 
mniej lub wicej ju od poudnia, rzucia si teraz na potrawy i wino. Pachokowie przechylali do 
ust cae flasze wdek gdaskich, petercymentw, mamazji i wgrzyna; inni, bardziej chciwi 
najado, wyrywali sobie kaway misiwa i ciast. nieny obrus ubroczy si w mgnieniu oka 
kauami wielorakich pynw. W zamieszaniu poprzewracano krzesa i wieczniki na stole. 
Rznite ozdobnie kielichy i szklenice wymykay si z pijackich rk i rozbijay z brzkiem o 
podog. Tu i wdzie powstay ktnie, bijatyki; niektrzy rabowali wprost zastaw stoow. 
Sowem, rozpocza si orgia, ktrej odgosy doleciay a na drug stron domu. 
Wpad na owe krzyki Marcjan Krzepecki, za nim dwch Sulgostowskich, mody Zabierzowski 
i jeszcze jeden z goci, a widzc, co si dzieje, porwali si do szabel. W pierwszej chwili 
zamieszanie powikszyo si jeszcze bardziej. Sulgostowscy poprzestali na pazowaniu pijakw, 
lecz Marcjana Krzepeckiego ogarn szal wciekoci. Wypuke oczy wylazy mu jeszcze 
bardziej na wierzch, zby bysny spod wsw i pocz po prostu sieka, kto mu si nawin. 
Kilku sug zalao si krwi, inni chronili si pod st, reszta stoczya si w bezadnej ucieczce we 
drzwiach, a on bil w kup, krzyczc: 
 Hultaje! psubraty! ja tu pan! ja tu gospodarz! I wyjecha na nich do sieni, skd doszed 
jeszcze jego przeraliwy gos: 
 Kijw, rzeg!... 
A ci tu w izbie stali, jak wrd rumowiska, patrzc na siebie zgorszonym wzrokiem i kiwajc 
gowami. 
 Jeszczem te takich rzeczy w yciu nie widzia  ozwa si jeden z Sulgostowskich. A drugi 
rzek: 
 Dziwna mier i dziwne jej okolicznoci. Patrzcie, to tu, rzekby: Tatarzy wtargnli. 
 Albo ze duchy  doda Zabierzowski.  Straszna jakowa noc. Kazali jednak wyle ukrytej 
pod stoem czeladzi, by uczyni w izbie ad jaki taki. Pachokowie wyszli, wytrzewieni zupenie 
ze strachu, i rczo wzili si do roboty, a tymczasem powrci Marcjan. By ju spokojniejszy, 
tylko jeszcze wargi trzsy mu si ze zoci. 
 Popamitaj!  rzek zwrciwszy si do obecnych.  Ale dzikuj wapanom, ecie mi 
pomogli do ukarania tych ajdakw. Nie luniej im tu bdzie ni za nieboszczyka! moja w tym 
gowa! 
Na to spojrzeli na niego zaraz bystro obaj Sulgostowscy i jeden rzek: 
 Tak samo wapan nie masz nam za co dzikowa, jak my jemu. 
No? 
 I dlaczego si tu na jedynego sdziego sposobisz?  zapyta drugi z bliniakw. 
A on pocz natychmiast podskakiwa na swoich krtkich, pakowatych nogach do gry, 
jakby im chcia do oczu doskoczy, i odrzek; 
 Bo mam prawo! mam prawo! mam prawo! 
 Jakie prawo? 
 Lepsze od waszego! 
 A c to? czytae testament? 
 Co mi testament? (tu dmuchn na do) ot co? wiatr! Komu zapisa? onie? A gdzie jaka 
ona? Ot co? ja tu najbliszy! my  Krzepeccy  nie wy! 
 A to obaczym. Bogdaj ci zabito! 
 Bogdaj was zabito! Idcie precz! 
 Ty kole, ty pniaku! Doczekasz! Precz, mwisz, mamy i?... Pilnuj ty lepiej swego koziego 
ba! 
 Grozicie? 
Tu trzasn pan Marcjan szabl i posun si ku braciom, a oni te chwycili za rkojeci. Lecz 
w tej chwili ozwa si za nimi zgorszony gos ksidza Tworkowskiego: 
 Moci panowie! Nieboszczyk jeszcze nie ostyg. 
Wic Sulgostowscy zawstydzili si ogromnie i Jeden z nich rzek: 
 Ksie praacie, o nic nam tu nie chodzi, bo swj kawaek chleba mamy i cudzego nie 
pragniem. Ale ta mija ju tu ga poczyna i ludzi chce rugowa. 
 Jakich ludzi? Kogo? 
 Kogo popadnie. Dzi nas, ktrym ju kaza i precz, a jutro moe te niewiastysieroty, 
pod tym dachem yjce. 
 A nieprawda! nieprawda!  zawoa Marcjan. 
I zwinwszy si nagle w kbek, umiechn si, pocz zaciera rce, kania si i mwi z 
jak jadowit uprzejmoci: 
 Owszem, owszem! prosz wszystkich na pogrzeb i styp, prosz pokornie, prosimy obaj z 
ojcem, a co si tyczy panny Sieniskiej, zawsze tu znajdzie dach i opiek, zawsze! zawsze! 
To rzekszy zaciera dalej z wielk radoci rce. 
Rozdzia dziewitnasty 
Jako postanowi Marcjan sam owiadczy pannie Sieniskiej, e Beczczk moe zawsze 
uwaa za dom wasny, ale odoy t rozmow a do czasu ukoczenia ceremonii 
pogrzebowych, pierwej bowiem chcia pogada z ojcem, ktren z powodu procesw, jakie przez 
cae ycie prowadzi, zna si na prawie i umia zapobiega z gry wszelkim trudnociom. Obaj 
byi zreszt przekonani, e sprawa ich jest dobra, wic na drugi dzie po wypadku wanie w 
chwili gdy pana Pgowskiego wkadano w trumn, zamknli si w bocznej izbie i poczli z 
rwnie dobr otuch uradza. 
 Opatrzno nad nami!  mwi stary  nic, tylko Opatrzno, i Pgowski ciko odpowie 
przed ni za t krzywd, ktr nam chcia wyrzdzi. 
 A niech odpowiada  odrzek Marcjan.  Nasze szczcie, e tylko chcia, a nie zdy, bo 
teraz wszystko wemiemy w rce. Ju si Sulgostowscy skcili ze mn, ale pierwej ja im dusz 
wydr, ni oni nam jeden zagon z Beczczki. 
 Ha, szelmy! tacy synowie! bodaj ich skrzywio!... Wszelako nie ich si boj, jeno 
testamentu. Wypytywae ksidza Tworkowskiego? Jeli kto co wie, to on. 
Nijak mi byo wczoraj, bo zdybal mnie przy ktni z Sulgostowskimi i rzek 
nam:,,Nieboszczyk jeszcze nie ostyg... potem wyjech po trumn i po ksiy  a dzi nie byo 
czasu. 
 Nu Pgowski tej tam kozie wszystko zapisa. 
 Nie mia prawa, bo to majtek po nieboszczce, naszej najbliszej krewnej. 
 Tote si testament zwali, ale bd koszta, jazdy do trybunaw... Bg wie co! 
 Ojciec do procesw zwyczajny, ja za uoyem sobie w gowie co takiego, e nie bdzie 
potrzeba adnych procesw; tymczasem beatus qui tenet, przeto ja si ju z Beczczki nie 
rusz i po czelad nasz ju posaem. Niech mnie potem ruguj  Sulgostowscy albo 
Zabierowscy! 
Ale ze strony dziewki, jeli jej zapisano? 
 A kto si za ni ujmie? Dziewka jak palec na wiecie: ni krewnych, ni przyjaci  
zwyczajnie sierota. Komu si zechce karku dla niej nadstawia, naraa si na zwady, na 
pojedynki, na ekspensa? Co ona kogo obchodzi? Taczewski si w niej kocha, ale Taczewskiego 
nie ma; moe wcale nie wrci, a choby wrci, to golec  i na procesach tyle si rozumie, co 
mj ko. Prawd rzekszy, to pooenie jest takie, e choby jej nie Pgowski, ale rodzony ojciec 
Beczczk zapisa, to jeszcze moglibymy tu zjecha i rzdzi, jak nam si podoba, pod pozorem 
opieki nad sierot. Ja myl, e Pgowski chcia jej dopiero w intercyzie poczyni zapisy, wic 
albo testamentu wcale si nie znajdzie, albo jeli si znajdzie, to taki stary, z zapisem dla panny 
Sieniskiej, jako dla wychowanki... 
 A taki da si zwali  rzek stary  moja w tym gowa! Chocia procesu si nie uniknie. 
 Czemu za? Ja sucham, co ojciec mwi, ale myl, e si uniknie. 
 Kiedy, bo to, mwic midzy nami, nieboszczka Pgowska (gupia bya... Panie, wie nad 
jej dusz!) zapisaa wszystko mowi, wic i on mia prawo zapisa, komu chcia. 
Ostatnie sowa wypowiedzia starszy pan Krzepecki rozgldajc si na wszystkie strony i 
prawie szepcc, chocia wiedzia, e w izbie prcz nich nie ma nikogo wicej. 
Lecz syn zapyta: 
 Jak ona moga mu zapisa, skoro zgina nag mierci?... 
 Data jest w rok po lubie: wida Pgowski to z niej wydurzy dlatego, e tam, gdzie 
mieszkali, niebezpieczne strony i nikt nie wie, kiedy mu Tatary requiem zawyj. Wzajem sobie 
zapis uczynili i testamenta byy zoone w grodzie w Pomorzanach, skd je Pgowski tu 
przywiz. Chciaem si wtedy z nim prawowa, alem wiedzia, e nie wskram. Teraz co 
innego... 
 Teraz tak myl, e obejdziemy si cakiem bez procesu. 
 Jeli si obejdzie, to tym lepiej, ale trzeba by gotowym... 
 Ej! nie trzeba. 
 Jako ma by? 
 Ju ja bez ojca poradz. 
Usyszawszy to stary pan Krzepecki rozgniewa si. 
 Ty poradzisz? co? jak? Jeno mi ty roboty nie psuj. On poradzi!... Albo to nie radzi, ebym 
z Silnickimi o Drkw da spokj, bo nie sposb!... Nie sposb?... Dlaczego?... Zaprzysigano 
wiadkw na gruncie  wielka rzecz! Kazaem ludziom nabra w buty ziemi z mego podwrza, 
no i co? I poszli na grunt Silnickich i aden faszywie nie przysiga, gdy mwi: 
Przysigam, e ta ziemia, na ktrej stoj, jest pana Krzepeckiego! A ty by rok myla i nic 
takiego by nie wymyli. Ty poradzisz? patrzcie go!... 
I pocz z gniewu porusza bezzbnymi szczkami, jakby co u, przy czym broda zbiegaa 
mu si zupenie z zakrzywionym jak u drapienego ptaka nosem. 
A syn rzek: 
 Odsapnij ojciec i posuchaj. Jak chodzi o to, by lege agere cum aliquo, to ja zawdy ojcu 
ustpi, ale co si tknie dziewek, to moja esperiencja wiksza i sobie wicej ufam. 
 No?... 
Przeto jeli przyjdzie do procederu z pann Sienisk, to nie w adnym trybunale. 
 Coe zamylasz? 
 Nietrudno zgadn. Albo mi to nie czas? albo to tak drug dziewk znajdziesz ojciec w 
caej okolicy? 
To rzekszy pan Marcjan zadar gow do gry i pocz patrzy ojcu w oczy, a w patrzy na 
niego take pytajcym wzrokiem i u szczkami, a potem spyta: 
 To tak? 
 Czemu by nie? Mnie to ju od wczoraj chodzi po gowie! 
 Hm! czemu nie? Dlatego, e goa jak Lazarus. 
 Ale do Beczczki przyjd piewajcy, bez adnych impedymentw. Goa jest, ale to 
dziewka z wielkiej krwi... A pamita ojciec, co Pgowski powiada, e gdyby si tak w papierach 
Sieniskich rozpatrzy, to mona by z p wojewdztwa wyprocesowa? Przecie i Sobiescy na 
nich wyroli, wic byaby i protekcja krlewska. Sam krl powinien o jakowej oprawie 
pomyli... A mnie dziewka dawno w oko wpada, bo te akomy to ksek, akomy! akomy! 
I pocz podskakiwa na swych krtkich nogach, oblizujc si zarazem po wsach, przy czym 
wyglda tak szpetnie, e stary Krzepecki rzek: 
 Nie zechce ci. 
 A starego Pgowskiego chciaa? co? a mao byo takich, co mnie chciay? Sia poszo 
modych chopw do chorgwi, to dziewki mona bdzie na kopy kupowa, jak ufnale. Wiedzia 
stary Pgowski, dlaczego mnie z domu przepdzi  i nie byby przepdzi, gdyby si o dziewk 
nie ba. 
 Ale suponujc, e ci nie zechce, to wwczas co? 
Ze byski migny w oczach Marcjana. 
 To wwczas  odrzek z naciskiem  z dziewk bez adnej opieki mona tak postpi, e 
jeszcze sama bdzie si do kocioa prosi... 
Lecz stary przestraszy si tymi sowami. 
 H?  zapyta.  A wiesz ty, e to gardowa sprawa? 
 Wiem, e za Sienisk nikt by si nie uj! 
 A ja ci mwi: wara! I tak ju s na ciebie krzyki. Proces o majtek wygrasz czy przegrasz, 
bezecnym nie zostaniesz, a to krymina  rozumiesz? 
 Bo te do tego i nie przyjdzie, chyba eby sama chciaa. Ale wy mi nie przeszkadzajcie, jeno 
zrbcie tak, jak powiem. We ojciec po pogrzebie Teci do domu, a jeli si pozr jakowy 
znajdzie, to i star Winnick, ja za tu przy dziewce ostan z Agnieszk i Joann. Gadziny to s, 
zawzite na kad, ktra od nich modsza i urodziwsza. Ju one wczoraj zaczy t niebog 
dami ga, a c dopiero bdzie, gdy pod jednym dachem z ni zamieszkaj. To j bd ku, 
to ksa, to poniewiera, to askawy chleb wymawia! Tak to widz, jakobym w ksice 
czyta  a to woda na mj myn. 
 C na nim zmielesz? 
 Co zmiel? To, e czsto umylnie na ktni wpadn, tamte mije zwymylam, czasem 
ktrej w pysk dam: a zasi!  a j po rkach, ba, i po kolanach wycauj: Jam twj defensor, 
jam brat, jam prawdziwy przyjaciel  ty tu prawdziwa pani! I mylisz, ojciec, e si w niej 
serce nie rozpynie, e nie pokocha tego, kto jej bdzie tarcz i obron, i kto jej bdzie obciera 
zy, kto bdzie nad ni w dzie i w noc czuwa? A jeli w rozaleniu, w zapamitaniu i we zach 
przyjdzie do jakowej ekstraordynaryjnej konfidencji, to tym lepiej, tym lepiej! tym lepiej! 
Tu Marcjan pocz zaciera rce i patrzy na ojca tak kolimi oczyma, e stary a splun. 
 Tfu! poganinie! Tobie zawsze jedno na myli. 
 Bo a po mnie mrowie chodzi, jak na ni spojrz. Nie darmo mnie Pgowski std wymiata. 
Nastaa chwila milczenia. 
 To tedy powiesz Joannie i Agnieszce, by w myl twoj czyniy? 
 Im? Im nie trzeba nic mwi ani niczego uczy, bo ich natura wystarczy. Jedna Tecia gob, 
a to kanie. 
Jako nie myli si pan Marcjan, albowiem siostry jego ju poczy, kada po swojemu, 
opiekowa si pann Sienisk. Tecia braa j co chwila w ramiona i pakaa z ni razem, a 
Joanna i Agnieszka pocieszay j take, ale inaczej. 
 Co si nie udao, to si nie udao  mwia starsza  ale wapanna si uspokj. Nie bdziesz 
nam wujn, bo Pan Bg tego nie chcia, ale nikt ci tu krzywdy nie uczyni i kawaka chleba nie 
poauje. 
 I do adnej roboty nikt ci nie bdzie napdza  cigna druga  bo wiemy, e tego 
niezwyczajna. Jak ochoniesz, a sama zechcesz, to co innego, ale poczekaj z tym, a ci al 
przejdzie, bo w samej rzeczy wielkie spotkao ci nieszczcie. Miaa tu by pani, miaa mie 
ma, a teraz nie masz nikogo prcz nas; ale wierzaj, e chociaemy nie krewni, bdziemy dla 
ci jakby krewni. 
Po czym znw Joanna: 
 I zgd si z wol bosk. Bg ci w tym dowiadczy, ale za to inne grzechy ci odpuci. Bo 
jeli moe nadto dufaa w urod albo podaa bogactw i strojw (wszyscy my przecie grzeszni 
 i dlatego tylko to mwi), to si jedno za drugie policzy. 
 Amen  zakoczya Agnieszka.  Daj za dusz nieboszczyka na koci jak lamwk albo 
may klejnocik, bo ci teraz nic po wyprawie, a ju my uprosimy naszego ojca, eby ci na to 
pozwoli. 
Tak mwic poczy bacznymi oczyma spoglda na szaty lece na stole i na skrzynie, w 
ktrych bya wyprawa. Braa je ciekawo tak niezwalczona zobaczy, co tam jest, e wreszcie 
Joanna rzeka: 
 Moe by ci trocha w szukaniu dopomc? 
 po tych sowach obie rzuciy si na skrzynie, na puzdra, na uby, w ktrych leay jeszcze nie 
wypakowane po powrocie z Radomia szaty, i nu je wydostawa, nu rozkada, nu oglda do 
wiata i pod wiato, nu przymierza. 
A panna Sienisk siedziaa w ramionach sodkiej Teci jak odurzona  nic nie syszc i nie 
widzc, co si z ni i koo niej dzieje. 
Rozdziadwudziesty 
Ju jako narzeczona doznawaa takiego uczucia, e co si w jej yciu zmierzcha, co ganie i 
przecina si, i zamyka, wic to narzeczestwo nie budzio w jej sercu radoci. Zgodzia si na nie 
tylko dlatego, e taka bya wola Pgowskiego i e tak jej nakazywaa wdziczno za opiek, a 
bardziej jeszcze z tego powodu, e po odjedzie Jacka zostaa w jej sercu tylko gorycz i al, i 
uraza, i ta bolesna myl, e prcz tego opiekuna nie ma nikogo i e gdyby nie on, byaby jak 
podrna sierota, zabkana wrd ludzi obcych i nieprzyjaznych. A oto nagle grom uderzy i w 
to ognisko, przy ktrym miaa zasi w jakim takim, chociaby w smutnym pokoju, i nie stao 
jedynego czowieka, ktry by dla niej czym na wiecie. Nic dziwnego, e w grom oguszy j 
w pierwszej chwili i e wszystkie myli popltay si w jej gowie, a w sercu zapieko si jeno 
uczucie alu za t jedyn blisk dusz, w poczeniu z uczuciem zdumienia i przestrachu. 
Wic sowa dwch starszych panien Krzepeckich, ktre poczy grabi wypraw, odbijay si 
o jej uszy jako dwiki bez znaczenia. Przyszed potem Marcjan, kania si, zaciera rce, 
podskakiwa, prawi co dugo, ale ona nie rozumiaa zarwno jego, jak i wszystkich innych 
goci, ktrzy, wedle zwyczaju, zbliali si ze sowami tym wymowniejszego wspczucia, im 
mniej go mieli w sercach. Dopiero gdy pan Cyprianowicz pooy jej po ojcowsku rk na gowie 
i rzek: Bg bdzie nad tob, sieroto, poruszyo si w niej co nagle i do oczu napyny jej zy. 
Pierwszy te raz przysza jej do gowy myl, e jest jako li marny, zdany na wol wichru. 
Tymczasem rozpoczy si ceremonie pogrzebowe, ktre  poniewa pan Pgowski by 
czowiekiem znacznym w swej okolicy  trway, wedle zwyczaju, okoo dni dziesiciu. W 
zrkowinach brali udzia, z niewielkimi wyjtkami, tylko gocie proszeni, na pogrzeb za 
zjechao cae blisze i dalsze ssiedztwo, wic dom roi si od ludzi, a przyjcia, mowy, wyjazdy 
na naboestwa i powroty z kocioa nastpoway jedne za drugimi. W pierwszych dniach uwaga 
powszechna zwracaa si wycznie na niedosz wdow po nieboszczyku, lecz pniej, gdy 
ludzie spostrzegli, e Krzepeccy objli cakiem dom i e oni wystpuj jako gospodarze, 
przestano na ni zwaa i pod koniec uroczystoci pogrzebowych nie zwaano ju wicej ni na 
zwyk rezydentk domow. 
Myla o niej tylko pan Cyprianowicz, ktrego ujy jej zy i wzruszya jej dola. Suba 
pocza ju szepta o tym, e dwie panny Krzepeckie rozerway ca wypraw, a starszy pan 
pochowa do szkatuy klejnociki  i e w domu poczynaj panienk pomiata. Wic gdy te 
suchy doszy do uszu pan Serafina, poruszyo si nimi jego dobre serce i postanowi pogada o 
tym z ksidzem Woynowskim. 
Lecz ksidz Woynowski uprzedzony by wielce z powodu Taczewskiego do panny Sieniskiej 
i zaraz z pocztku rozmowy rzek: 
 al mi jej, bo biedna, nieboga, i w czym bd mg, to jej pomog, ale e (mwic midzy 
nami) Bg j za mojego Jacka pokara, to pewna. 
 No, ale Jacek pojecha, jako i mj Stanisaw, a ona tu ostaa sierot. 
 Juci pojecha, ale jak? Wapan widziae go w chwili odjazdu, a ja odprowadzaem go dalej 
 i powiem waci, e chopczysko jeno zby ciska, a serce to tak krwawio mu w piersiach, e i 
sowa nie mg przemwi. Oj! Miowa ci on t dziewczyn, jak tylko dawniej ludzie umieli 
miowa, a dzi ju nie umiej. 
 Ale przecie rkoma jeszcze moe rusza, bom sysza, e zaraz za Radomiem mia zwad i 
poszczerbi przejezdnego szlachcica czy nawet dwch. 
 Ba, przeto e ma paniesk twarz, kady zawalidroga myli, e tanio si z nim wywinie. 
Szukali z nim jacy pijacy okazji, to i c mia robi? Zgani ci ja mu to, zgani, ale pomyl 
wa, e czek z rozdartym przez afekt sercem jest jako leo, quaerens quem devoret. 
 Prawda jest, ale co do dziewczyny, ej, dobrodzieju! Bg wie, czy ona tu tyle winna, ilemy 
myleli. 
 Mulier est insidiosa. 
 Insidiosa nie insidiosa, a mnie, jakem si tylko dowiedzia, e Pgowski chce si eni, 
zaraz przyszo na myl, e to moe on gwny sprawca wszystkiego, bo sia musiao mu na tym 
zalee, eby si raz na zawsze Jacka pozby! Lecz ksidz potrzsn gow. 
 Nie. Wymiarkowalimy to expedite z jego listu, e by z jej poduszczenia napisany. 
Pamitam go doskonale i mgbym waszmoci kade sowo powtrzy. 
 Pamitam i ja, ale tego nie moglimy wiedzie, co jej Pgowski mwi i jak jej uczynki 
Jackowe prezentowa. Bo na przykad Bukojemscy przyznali mi si, e spotkawszy j wraz z 
nieboszczykiem na drodze do Przytyka, umylnie mwili im, e Jacek odjecha po obfitym 
strzemiennym, miejcy si, wesoy i ekstraordynaryjnie ciekaw crki pana Zbierzchowskiego, 
do ktrego jegomo dae mu listy. 
 Ot to nagali! i po co? 
 Ano, niby eby pokaza dziewce i Pgowskiemu, i Jacek sobie nic z nich nie robi. Ale 
pomiarkuj z tego jegomo, e jeli Bukojemscy tak gadali przez przyja dla Jacka, co mg jej 
nieboszczyk nagada przez nieprzyja. 
 Pewnie, e nie musia go szczdzi. Ale choby ona bya mniej winna, niemy myleli, 
powiedz mi wapan, co z tego? Jacek pojecha i moe zgoa nie wrci, bo ile go znam, to mniej 
jeszcze bdzie szczdzi ycia ni pan Pgowski jego reputacji. 
 Taczewski byby w kadym razie pojecha  odrzek pan Cyprianowicz. 
 I jeli nie wrci nie rozedr na sobie sutanny. mier za ojczyzn i przeciw mahometowej 
bezecnoci  godny to chrzecijaskiego rycerza koniec i godne wielkiego rodu skoczenie. Ale 
bym wola, eby by odjecha nie z tak bolesnym grotem, jaki w nim tkwi  i oto wszystko. 
I mj jedynak adnego osobliwego szczcia w yciu nie zazna a take poszed i take 
moe nie wrci  odpar pan Cyprianowicz. 
I zadumali si obaj, bo i jeden, i drugi, ca dusz miowali tych modziankw. 
Trafi na t zadum ksidz praat Tworkowski i dowiedziawszy si, e przed chwil mwili o 
przyszej doli panny Sieniskiej rzek: 
 Powiem wapastwu, ale nieche to bdzie tajemnic, e nieboszczyk nijakiego testamentu 
nie zostawi i e Krzepeccy mieli prawo obj majtno. Wiem, e chcia intercyz uczyni na 
korzy ony i wszystko jej zapisa, ale nie zdy. Nie wygadajcie si jeno z tym przed 
Krzepeckimi! 
To ksidz praat nic im nie mwi? 
A po co? To twardzi ludzie, a mnie chodzio o to, eby nie byli dla niej zbyt twardzi, wic 
nie tylkom im nic nie powiedzia, ale jeszcze rzekem tak: Nie tylko Bg czeka, ale i czek 
czeka chce czasem wyprbowa co usyszawszy oni zaniepokoili si wielce i nu 
wypytywa: A jako jest? azali jegomo co wiesz? Na to ja znw: Co ma si pokaza, to si 
pokae; pamitajcie za tylko to jedno, e nieboszczyk mia prawo zapisa ca posiado komu 
by mu si ywnie podobao. 
Tu praat pocz si mia i zaoywszy rce za fioletowy pas, tak mwi dalej: 
 To powiem wapastwu, pod starym Krzepeckim a si ysty zatrzsy, gdy to usysza. 
Pocz przeczy: O! (prawi) nie moe by! Nie mia prawa. Ni Bg, ni ludzie na to by si nie 
zgodzili. A ja spojrzaem na surowic i rzek: e Boga wspominasz, to dobrze czynisz, bo w 
wapanowym wieku suszna dba o jego miosierdzie, ale do ludzkich trybunaw si nie 
odwouj, bo snadnie mgby koca nie doczeka. 
 Zlk si tedy okrutnie, a jam doda: I dla sieroty bdcie dobrzy, aby za Bg was prdzej, 
ni mylicie, nie pokara. 
Na to ksidz Woynowski ktrego litociwe serce wzruszyo si ju dol dziewczyny, wzi 
zaraz praata w objcia. 
Dobrodzieju!  zawoa  kanclerzem wam by z wasz gow. Rozumiem, rozumiem! 
Nicecie nie rzekli, z prawd si nie zminli, a zaniepokoilicie Krzepeckich, ktrzy 
przypuszczaj, e moe testament jest, ba, e moe nawet w waszych rkach; musz si z tym 
liczy i w postpkach wzgldem sieroty si miarkowa. 
A praat, rad z pochway, postuka si knykciem w gow i rzek: 
 Nie cakiem jest dziurawy orzech, co? 
 Ba, tyle w niej rozumu, e mu si trudno pomieci. 
 Ha! pknie, kiedy Bg zechce, ale tymczasem mniemam, em istotnie sierot zabezpieczy. 
Z drugiej strony musz wszelako przyzna, e Krzepeccy nad moje spodziewanie ludzko i 
przychylnie mwili o Sieniskiej. Pannice tam pono zagrabiy jakie fataaszki, ale i to stary 
mwi, e kae odda. 
 Choby Krzepeccy byli najgorsi  ozwa si pan Cyprianowicz  nie omiel si uczyni 
krzywdy sierocie, nad ktr czuwaj oczy tak mdrego i dobrego kapana. Ale, dobrodzieju, o co 
innego chciaem wasz przewielebno prosi: uczycie mi t ask i zajedcie teraz do Jedlinki; 
nieche mam ten honor, abym mg ugoci pod moim dachem tak znakomit person, z ktr 
rozmowa jest wanie jako mid polityki i mdroci. Ksidz Woynowski ju mi si obieca, wic 
we trzech pogadamy de publicis et privatis. 
 Wiem, jaka jest waszmoci gocina  odrzek uprzejmie praat  i wyrzec si jej byoby to 
prawdziwe umartwienie, a e czas postu, ktren jest czasem umartwienia, min, chtnie przeto 
do waszmoci na dzionek zajad. Pjdmy tedy poegna si z Krzepeckimi, ale najprzd z 
sierot, eby Krzepeccy widzieli, w jakiej j mamy estymie. 
I poszli, a zastawszy j sam, poczli jej mwi sowa dobre, serdeczne, dodajce otuchy i 
odwagi. Pan Cyprianowicz pogadza j po jasnej gowinie, tak wanie, jak czyni matka, ktra 
chce uspokoi rozalone dziecko; praat Tworkowski uczyni to samo, a poczciwego ksidza 
Woynowskiego tak wzruszya jej zmizerowana twarz i jej smutna uroda przywodzca na myl 
jakby kwiat polny za wczenie kos podcity, e rwnie cisn po ojcowsku jej skronie i majc 
zawsze myl zajt Taczewskim, rzek na wp do niej, na wp do siebie: 
 Dziwi旿e si tu Jackowi, kiedy to taki obrazek... Zegali te Bukojemscy, e on wes 
odjecha, oj! jak zegali! 
A ona usyszawszy to, przytulia nagle usta do jego doni i dugo nie moga ich oderwa. 
kanie serdeczne poczo wstrzsa jej drobn pier  i zostawili j tak w paczu ogromnym, 
nieutulonym. 
A w godzin pniej znaleli si w Jedlince, gdzie czekay ich dobre nowiny. Przyjecha 
czeladnik wysany z listem od Stanisawa. Mody Cyprianowicz donosi, e obaj z Jackiem 
zacignli si do chorgwi usarskiej krlewicza Aleksandra, e s zdrowi, i e Jacek lubo smutny 
zawsze, nabra troch ducha i nie zapamitywa si ju tak jak w pierwszych dniach. Bya przy 
tym w licie obok sw mioci synowskiej, jeszcze jedna wiadomo, ktra przeja zdziwieniem 
pana Serafina: 
Jeli, Najukochaszy i Wielmony Ojcze Dobrodzieju (pisa Stanisaw), zobaczycie z 
powrotem Bukojemskich, to nie dziwujcie si i poratujcie ich z aski swojej, bo dziwne spotkay 
ich przygody, w ktrych my nie moemy ju im by pomoc; oni za, gdyby na wojn mieli nie 
i, toby chyba pomarli z frasunku, ktren i tak omal ju ich nie umorzy. 
Rozdzia dwudziesty pierwszy 
W cigu nastpnych miesicy odwiedza pan Cyprianowicz kilkakrotnie Beczczk, chcc si 
dowiedzie, co si dzieje z pann Sienisk. Nie powodoway nim adne osobiste widoki, bo 
Stanisaw, syn jego, si w niej nie kocha, a z Jackiem wszystko byo zerwane; wic czyni to 
tylko z dobroci serca, a po trosze i z ciekawoci, pragn bowiem sprawdzi, w jaki sposb i o ile 
dziewczyna przyczynia si do potargania wzw tej przyjani. 
Szo to jednak oporem. Krzepeccy szanowali go wprawdzie dla jego wielkiej zamonoci, 
wic przyjmowali go gocinnie, ale bya to jaka dziwnie czujna gocinno, tak pilna i 
nieodstpna, e pan Cyprianowicz nie mg ani na chwil pozosta sam na sam z panienk. 
Rozumia, e nie chc, aby j wypytywa, jak si z ni obchodz, i dawao mu to do mylenia, 
jakkolwiek nie zauway, eby obchodzono si z ni le lub posugiwano si zbytecznie. Obaczy 
j wprawdzie raz i drugi czyszczc skrk od chleba hatias na biaych trzewikach takich 
rozmiarw, e nie mogy by z jej nogi, lub cerujc wieczorami poczochy; ale panny 
Krzepeckie czyniy to samo, wic nie mogo by w tym chci upokorzenia sieroty jak 
suebnicz robot. Pannice byway te czasem uszczypliwe i kujce na wzr pokrzyw, 
pomiarkowat jednak wkrtce pan Serafin, e taka bya ich natura i e nie zawsze mogy si 
powstrzyma od dogryzania nawet bratu, ktrego zreszt bay si do tego stopnia, e do mu 
byo popatrzy na ktr, aby zaraz schowaa wysunite ju na wp do. Sam Marcjan grzeczny 
i uprzejmy byt dla panny Sieniskiej, ale bez natarczywoci, a po wyjedzie starego 
Krzepeckiego i Teci sta si jeszcze uprzejmiejszy. 
Wyjazd ten nie podoba si jednak panu Cyprianowiczowi, chocia bya rzecz prosta, e starca 
podupadego ju nieco na nogi nie podobna byo zostawi bez niewieciej opieki i e wobec 
dwch gospodarstw dom Krzepeckich musia si rozdzieli. Wolaby by jednake pan Serafin, 
eby wanie Tecia zostaa z sierot, lecz gdy przy sposobnoci rzek co z daleka o 
najodpowiedniejszym wieku dziewczt, wzmianka ta zostaa jak najgorzej przez starsze siostry 
przyjt. 
 Panna Sieniska  rzeka Joanna  pokazaa ju wiatu, e jej o wiek nie chodzi, czego 
dowodem nieboszczyk wuj i pani Winnicka, przeto i my dla niej nie za stare. 
 Tyle samo my od niej starsze, ile Tecia modsza, a i to nie wiem dodaa druga  a w 
ostatku, nasza w tym gowa, jak sobie radzi w gospodarstwie. 
Lecz Marcjan wtrci si do rozmowy i rzek: 
 Ojcu najmilsze Teci usugi, miuje j te najwicej, w czym mu si dziwi nie mona. 
Mylelimy te, eby pann Sienisk wysa razem z nimi, ale ona do tego domu przywyka  i 
tak myl, e jej tu lepiej, a co do naszej opieki, czyni, co w mojej mocy, aby jej zbytnio nie 
ciya. 
To rzekszy zbliy si, szurgajc nogami, do panny i chcia pocaowa j w rk, ktr ona 
cofna jednak w pierwszej chwili jakby z trwog. Pan Serafin pomyla, e nie naleao zabiera 
z domu pani Winnickiej, ale zachowa t uwag dla siebie, nie chcc wdawa si w nie swoje 
sprawy. 
Zauway on to nieraz, e na twarzy panny Sieniskiej maluje si obok smutku i boja, ale 
nie dziwi si temu zbytnio, bo dola jej staa si rzeczywicie cik. Sierota, bez ywej bliskiej 
duszy, bez wasnego dachu nad gow, zmuszona y na asce ludzi sobie niemiych, a w ogle 
majcych niedobr saw, musiaa bole nad minion janiejsz przeszoci i trwoy si o 
teraniejszo. A przy tym, choby komu byo jak najgorzej, ten ma jeszcze jakow pociech, 
jeli moe mie nadziej lepszej przyszoci. Ale ona nie moga spodziewa si i nie spodziewaa 
si niczego. Jutro miao by dla niej takie same jak dzi, a dalsze lata wiecznie jednakim cigiem 
sieroctwa, samotnoci i ycia na cudzym, askawym chlebie. 
Rozmawia o tym czsto pan Serafin z ksidzem Woynowskim, z ktrym obecnie widywali 
si prawie co dzie, albowiem mio im byo rozmawia o swoich modziankach. Ale ksidz 
Woynowski wzrusza tylko ramionami ze wspczuciem  i uwielbia polityk ksidza 
Tworkowskiego, ktry zawiesiwszy grob testamentu, jakoby miecz Damoklesa, nad gowami 
Krzepeckich, zabezpieczy przynajmniej sierot od zbyt zego traktowania. 
 Taki polityk!  mwi.  Tu go trzymasz, tu go nie masz. Ja czasem myl, e on i nam nie 
powiedzia caej prawdy i e moe istnieje testament w jego rku, z ktrym niespodzianie 
wystpi. 
 Przychodzio i mnie to na myl, ale dlaczegoby go ukrywa? 
Nie wiem, moe dla wyprbowania natury ludzkiej. To tylko myl, e nieboszczyk 
Pgowski byt czowiek wielce przezorny, i w gowie mi si to nie mieci, aby on dawno ju nie 
spisa jakowego rozporzdzenia. 
Lecz po pewnym czasie umysy obu staruszkw zwrciy si w inn stron, albowiem 
przyjechali, a raczej przyszli piechot z Radomia, bracia Bukojemscy. Zjawili si jednego 
wieczora w Jedlince, przy szablach wprawdzie, ale w obdrapanych upanach, w niezbyt caych 
butach i z tak strapionymi twarzami, e gdyby pan Serafin nie by si ich od dawna spodziewa, 
byby si przerazi okrutnie, mylc, e mu wie o mierci syna przynosz. 
Wic poczli go kolejno obejmowa za kolana i caowa po rkach, a on patrzc na ich bied, 
a uderzy si po aksamicie i zawoa: 
 Pisa mi Stach, e z wami le, ale bjciee si Boga! 
 Zgrzeszylim dobrodzieju!  odpowiedzia bijc si w piersi Marek. A za jego przykadem 
inni poczli zaraz powtarza: 
 Zgrzeszylim, zgrzeszylim, zgrzeszylim! 
 Mwcie jak? co? jak si ma Stach? Pisa mi, e was ratowa. C si stao? 
 Stach zdrw, dobrodzieju, i obaj z Taczewskim wiec si jak dwa soca... 
 To chwaa Bogu! chwaa Bogu! Dziki za dobr nowin. Listu nie macie? 
 Pisa, ale nam nie da, e to (powiada) moe zgin. 
 A nie godnicie? Bjciee si Boga! Jakoby czterech piotrowinw mam przed sob. 
 Nie godnimy, bo gocina u kadego szlachcica gotowa, ale nieszczliwi. 
 Siadajcie. Napijcie si czego ciepego, a nim zagrzej, prawcie, co was spotkao. 
Gdzieecie byli? 
 W Warszawie  odrzek Mateusz  ale to paskudne miasto. 
 Czemu za? 
Bo si tam roi od kosterw i pijakw, a na Dugiej i na Stary m Miecie, co rusz  to 
wiecha3. 
I co? 
3 Wiecha bya oznak sklepw, w ktrych sprzedawano wino. 
 I namwi jeden taki syn ukasza, eby z nim gra w koci. Bogdaj go byli poganie na pal 
pierwej wbili! 
 I zgra go? 
 Wygra, co ukasz mia gotowizn, a potem to, co my. Desperacja nas ogarna i chcielimy 
si odegra, ale on wygra jeszcze konia  z siodem i z pistoletami w olstrach... To mwi 
jegomoci, mylelimy, e ukasz noem si pchnie... I co robi? jake brata nie pocieszy? wic 
przedalimy i drugiego konia, by ukasz cho mia towarzysza na piechot. 
 Rozumiem ju, co si stao. 
 A tak, dobrodzieju... Jakemy wytrzewieli, jeszcze wiksze zmartwienie, e ju dwch koni 
nie ma  zatem jeszcze potrzebniejsza pociecha... 
 I takecie si pocieszali a do czwartego konia... 
 A do czwartego! zgrzeszylim. zgrzeszylim!  poczli powtarza skruszeni bracia. 
 Czy aby si na tym skoczyo?  zapyta pan Cyprianowicz. 
 Gdzie tam! ojcze nasz i osobliwy dobrodzieju! Spotkalimy owego koster, niejakiego 
Poradzkiego, ktry pocz nam urga. Tak (powiada) kpw strzyg! ale ecie chopy due. 
wic przyjm was (powiada) za pachokw, gdy si wanie do chorgwi zacigam. Zapaka 
na to ukasz, e w na pomiewisko nas podaje, i kiedy to nie wytnie go szabl przez pysk  
pad! Skoczyli tamtemu na pomoc przyjaciele, a my ukaszowi, i nu si sieka, a tu nadchodzi 
stra marszakowska i w nas! Dopiero tamci poczn woa: Moci panowie, wolno tu 
oprymuj i ca Rzeczpospolit w naszych osobach krzywdz  pogdmy si. Tak si te stao 
i Bg zaraz pobogosawi, albowiem usieklimy w mig omiu pachokw, z tych trzech na 
mier, a reszta, co ich byo jeszcze z piciu w nogi!... 
Pan Cyprianowicz a si za gow schwyci, a Marek mwi dalej: 
 Tak! teraz wiemy. Bg patrzy na nasz niewinno, a dopiero, kiedy poczli ludzie 
krzycze, e to pod bokiem krla krymina, e to gardowa sprawa  zlklimy si i poczli 
ucieka. Chcieli nas ima, ale gdy si po staremu rozdao temu i owemu to po bie, to po karku, 
ucieklimy. 
Stanisaw poratowa nas komi swojej czeladzi, ale i tak ledwiemy gowy unieli, bo pocig 
by a do Skocina  i gdyby konie byty lichsze, byoby po nas. Szczciem, nikt tam naszego 
nazwiska nie wiedzia, wic te sprawy z tego nie bdzie. Nastaa duga chwila milczenia, po 
czym pan Serafin zapyta: 
 Gdzie te konie Stanisawa? 
A bracia nu po raz trzeci powtarza: 
 Zgrzeszylim, dobrodzieju! zgrzeszylim!... Cyprianowicz pocz chodzi wielkimi krokami 
po izbie. 
 To teraz rozumiem  rzek  dlaczegocie nie przywieli listu od Stacha. Pisa ci on mi, e 
was spotkay rne aosne przygody, i przepowiada wasz powrt w tej myli, e bdziecie 
potrzebowali pienidzy na konie i rynsztunek, ale tego jak si to skoczy, nie mg przewidzie... 
 Tak jest, dobrodzieju  odpowiedzia Jan. 
Tymczasem przyniesiono wino grzane, do ktrego bracia zabrali si z wielk ochot, 
albowiem znueni byli drog. Niepokoio ich jednak milczenie gospodarza, ktry wci chodzi 
po komnacie z obliczem zasmuconym i surowym. Wic Marek znw pocz mwi: 
 Pytasz si waszmo dobrodziej o konie Stanisawa? Dwa ochwaciy si nim dojechalimy 
do Grjca, bomy jechali wci w skok i w czasie okrutnego wichru. Przedalimy je za byle co 
ydomfurmanom. bo i tak nic by ju z nich nie byo, a nie mielimy ani szelga przy duszy, ile 
e z przyczyny nagej ucieczki nie mia Stanisaw czasu nas wspomc. Pokrzepiwszy si tedy co 
nieco, jechalimy dalej po dwch na jednym koniu. Ale to jegomo rozumie! Pokae si z 
przeciwka na drodze jaki lachcic i zaraz si w boki bierze: C to (pyta) za hierozolimska 
lachta? A my z tej okrutnej aoci to ju bylimy na wszystko gotowi. Wic cigle zwady. 
bjki! A w Biaobrzegach dla miego spokoju przedalimy i te ostatnie dwie szkapy: kto za si 
dziwowa, e idziem piechot, temu odpowiadalimy, e to wedle lubu pobonego... Ju te, mj 
jegomo! wybaczcie nam po ojcowsku, bo nieszczliwszych ludzi nie ma chyba na wiecie. 
 Prawda! prawda!  zawoali ukasz i Mateusz. A najmodszy Jan, rozczulony 
wspomnieniami przebytych nieszcz i winem, podnis w gr rce i zakrzykn: 
 Sieroty my boe! C nam na wiecie pozostao? 
 Nic prcz mioci braterskiej  odpowiedzia Marek. I poczli si ciska wylewajc 
zarazem zy rzewne, a potem ruszyli wszyscy do pana Serafina. 
Marek pierwszy obj go za kolana. 
Ojcze  mwi  opiekunie nasz pierworodny, nie miejcie do nas urazy. Poyczcie nam 
jeszcze raz na zacig, to z upw, da Bg, oddamy; nie poyczycie  i tak dobrze, jeno si nie 
gniewajcie, jeno nam wybaczcie! wybaczcie dla owej wielkiej amicycji, ktr dla waszego 
Stacha ywim, bo to wam szczerze powiem, e niechby kto na niego palec zakrzywi, to bymy 
go na szablach roznieli! Nieprawda, bracia najmilsi! na szablach!... 
 Dawajcie go sam, takiego syna!  zawoali Mateusz, ukasz i Jan. A pan Cyprianowicz 
stan przed nimi, przyoy rk do czoa i tak mwi pocz: 
 Gniewno mi, prawda! ale jeszcze wicej smutno ni gniewne. Bo gdy pomyl, e takich jak 
wy wielu jest w tej Rzeczypospolitej, to mi si serce ciska i w duszy zadaj pytanie: zdoali ta 
matka nasza przy takich dzieciach oprze si wszystkim nawanociom, ktre jej gro? Wy mnie 
chcecie przeprasza i mojego przebaczenia wygldacie? Ale  na ywy Bg! nie o mnie tu i o 
moje konie chodzi, jeno o co stokro wikszego, bo o dobro publiczne, i o przyszo tej 
Rzeczypospolitej, a e wy tego nie rozumiecie, e wam nawet taka myl do gowy nie przysza i 
e takich jak wy s tysice  tym ciszy al, tym boleniejsza troska, tym wiksza desperacja i 
moja. i kadego zacnego syna tej ojczyzny. 
 Dla Boga, dobrodzieju! czymemy przeciw ojczynie tak zgrzeszyli? 
 Czym? Bezprawiem, swawol, rozpust i pijastwem... Oj! lekko u nas ludzie takowe rzeczy 
bior i nie wiedz, jak si szerzy ta zaraza, nie widz, jako rysuj si mury tej wspanialej budowli 
i puap grozi naszym gowom. Oto wojna nad nami, oto nie wiadomo jeszcze, czy nie przeciw 
nam zwrci poganin sw potg, a wy  onierze chrzecijascy  c najlepszego czynicie? 
Woaj ju trby do boju, a wam jeno w gowie wino i swawola. I z wesoym sercem siekacie 
strw tego prawa, ktre jakiego takiego adu broni. Kt owe prawa postanowi? Szlachta! A 
kto je depce? Szlachta! Jako wystpi na pole chway w kraj, owo antemurale Christianitatis, 
gdy nie onierze, jeno pijacy, nie obywatele, jeno swawolnicy i warchoowie w nim 
mieszkaj?... 
Tu przerwa pan Serafin przycisnwszy rk do czoa, znw pocz chodzi wielkimi krokami 
po izbie, a oni spogldali na si w zdumieniu i pomieszaniu, albowiem nie spodziewali si nic 
podobnego z ust jego usysze. 
Lecz on westchnwszy, tak mwi dalej: 
 Wezwanicie byli przeciw krwi pogaskiej, a rozlelicie chrzecijask; wezwanicie byli na 
obron tej ojczyzny, a wystpilicie jako jej wrogowie, bo oczywiste, e im wikszy niead w 
fortecy, tym i forteca sama sabsza... S jeszcze, na szczcie, i zacne dzieci tej matki, ale e i 
takich jak wy jest, jakom rzek, legion, e tu nie wolno, jeno swawola kwitnie, nie posuch, 
jeno bezkarno, nie surowy obyczaj, ale rozpusta, nie mio ojczyzny, jeno prywata, e tu si 
sejmy rw, e skarb pustoszeje, e bezad si podnosi i wojny domowe jako rozkieznane konie 
tratuj t ojczyzn, e ojej losach pijane gowy stanowi, e jest ucisk poddastwa i od grv do 
dou bezprawie  przeto si krwawi moje serce i klsk, i gniewu boego si boj... 
 Dla Boga! to si nam chyba powiesi czy co?  zawoa ukasz. 
A pan Cyprianowicz przemierzy kilkakro jeszcze krokami izb i mwi dalej, ale ju jakby 
nie do Bukojemskich, tylko do siebie: 
 Jak Rzeczpospolita duga i szeroka  jedna wielka uczta, a na cianie nieznana rka pisze 
ju: Mane... Tekel... Fares! Leje si wino, a poleje si krew i zy. Nie ja jeden to widz, nie ja 
jeden to przepowiadam, ale prno lepemu wiec przed oczy stawia albo guchemu pieni 
piewa... 
Nastao milczenie. Bracia wci patrzyli to na siebie, to na pana Serafina, w coraz wikszej 
konfuzji, wreszcie ukasz szepn: 
 Niech si rozpukn, jeli co rozumiem. 
 I ja. 
 I ja. 
 Bo, emy par razy podpili... 
 Cicho, nie wspominaj... 
 Jedmy do domu... 
 Jedmy. 
 Czoem waszmoci dobrodziejowi!  rzek Marek wysuwajc si naprzd i pochylajc si do 
kolan pana Serafina. 
 A dokd? 
 Do leniczwki. Bg nas wspomoe... 
 I ja wspomog  odrzek pan Cyprianowicz jeno mi si al zebra w sercu i musiaem go 
wyla. Idcie wapanowie na gr, spocznijcie; pniej dowiecie si, com postanowi. 
I w godzin pniej kaza zaprzc i pojecha do ksidza Woynowskiego. 
Ksidz zgorszy si take niepomau uczynkami Bukojemskich. ale chwilami nie mg si te 
wstrzyma od miechu, albowiem dugie lata suc wojskowo, pamita i przypomina sobie 
rne przygody, jakie przytrafiay si i jemu samemu, i towarzyszom. Jednake przepicia koni 
nie mg braciom darowa. 
 onierz czsto poswawoli  rzek  ale tego nadto, gdy kto konia zbdzie, ten sub 
zdradza. Bukojemskim rzekn, e bybym rad. gdyby im sd marszakowski by z karkw 
postrca  i pewno, e przykad przydaby si swawolnikom, ale waci wyznam, e byoby mi 
ich al, bo wszyscy czterej chopy jako si patrzy. Znam ja si na tym z dawnych czasw i z gry 
powiem, co kto wart. Ow co do Bukojemskich  niezdrowo bdzie tym poganom, ktrzy si w 
ataku pier w pier z nimi uderz. C wapan wzgldem nich zamylasz? 
 Juci bez poratowania ich nie zostawi, ale tak myl, e gdybym ich samych wysa, to 
moe im si to samo po raz wtry przytrafi... 
 Prawda!  rzek ksidz. 
 Przeto przyszo mi do gowy, eby razem z nimi pojecha i wprost rotmistrzowi ich w rce 
odda. Raz pod chorgwi i w karbach  nie bd ju sobie mogli na nic podobnego pozwoli. 
 Prawda! to arcygrzeczna myl. Odprowad ich wapan do Krakowa, bo tam si bd 
chorgwie cigay. Ba! za jedn drog moe i ja si z waci wybior, bo w ten sposb naszych 
chopakw obaczym, a potem raniejsi wrcimy. 
Na to umiechn si pan Cyprianowicz i rzek: 
 Sam tylko jegomo wrcisz. 
 Czemu za? 
 Bo ja si te zacign... 
 Wapan chcesz jeszcze suy wojskowo?  zapyta ze zdziwieniem ksidz Woynowski. 
 I tak, i nie, bo co innego jest zacign si do komputu i ze suby zawd sobie uczyni, a co 
innego ruszy na jedn wypraw. Stary ju jestem  prawda, ale i starsi ode mnie stawali nieraz 
w szeregach na odgos trby Gradywa. Posaem syna jedynaka  i to prawda, ale przecie 
ojczynie nie mona za duo ofiarowa! Tak myleli i ojce moi, za co te wynagrodzia ich ta 
matka nasza najwikszym zaszczytem, jaki da moga. Wic dla niej choby ostatni grosz! 
choby ostatnia kropla krwi! A gdyby przyszo i polec  pomyl jegomo, jaka pikniejsza 
mier, jakie wiksze szczcie spotka mnie moe. Raz trzeba umrze, a czy nie milej na polu 
chway, przy boku syna, ni na ou  i od szabli lub kuli ni od choroby, a w dodatku przeciw 
poganom za wiar i ojczyzn!... 
Tu wzruszy si wasnymi sowy pan Cyprianowicz i rozoywszy donie, pocz powtarza: 
Daj to Bg! daj to Bg!, a ksidz Woynowski wzi go w objcia i wyciskawszy, tak mwi: 
 Daj te i to Bg, aby jak najwicej obywateli byo podobnych w tej Rzeczypospolitej do 
wapana, bo tak zacnych znajdzie si niewielu, a zacniejszego to ju chyba wcale nie ma. 
Pewnie, e przystojniej szlachcicowi w polu ni na ou umiera i dawniej wszyscy tak myleli, 
ale dzi gorsze nastay czasy. Ojczyzna i wiara to jeden wielki otarz, a czek to dbo mirry, 
ktrej przeznaczeniem spali si na chwa otarza... Ale tak! dzi gorsze czasy... Wojna te 
waci nie nowina, prawda? 
Pan Serafin pomaca si po piersiach. 
 A mam ci troch blizn od szabel i postrzaw z dawnych lat. 
 Milej byoby i mnie chorgwie ogania, ni tu babskich grzechw sucha!... A to niejedna 
byle co prawi, cakiem tak, jakby przysza pchy przy konfesjonale wytrzsa. Chop jak 
zgrzeszy, to ju przynajmniej ma co wyznawa... a onierz tym bardziej! Ju po wziciu tej oto 
sukienki kapaskiej byem kapelanem przy usarskiej chorgwi pana Modliszewskiego... Mile 
sobie to wspominam... Midzy jednym a drugim grzechw odpuszczeniem podnioso si jeszcze 
czasem strzelb do zbw albo si i szerpetyny wydobyo... Ha! kapelanw teraz pilno potrzeba. 
Chciaoby si te ruszy, ale parafia wielka, roboty huk, wikary trocha niemrawy  a najgorszy to 
taki jeden postrza, ktry dawno, dawno otrzymaem, a ktry mi duej jak godzin nie pozwala 
na szkapie dosiedzie. 
 Szczliw bybym majc takiego towarzysza  odrzek pan Serafin  ale rozumiem, e 
choby i nie ten postrza, to jegomo nie mgby parafii opuci. 
 A no, obaczym... Sid przez par dni na mierzynka i poprbuj, jak dugo si na terlicy 
utrzymam. Moe by si tam jako zadzio. Ale u waci kt w domu ostanie na gospodarce? 
 Mam jednego borowego, ktry jest prostak, ale tak zacny czek, e prawie wity... 
 Wiem, to ten, co za nim bestie lene chodz. Inni powiadaj, e czarownik, wapan 
wszelako wiesz lepiej. Ale to stary czek i chory. 
 Mam te ch przyj tego Wilczopolskiego, ktry poprzednio u Pgowskiego suy. Moe 
jegomo pamitasz? mody szlachcic, bez nogi, ale tgi czowiek i miay. Krzepecki oddali go, 
bo mu si hardo stawia. By u mnie dwa dni temu, ofiarujc si do suby  i dzi pewno si z 
nim ugodz. Pgowski te nie bardzo go lubi, gdy chopak nie da sobie w kasz dmucha, ale 
chwali jego wierno i zaradno. 
 A co tam sycha w Beczczce? 
 Do dawnom tam nie by. Wilczopolski oczywicie nie chwali Krzepeckich, ale tak 
szczegowie nie miaem czasu go o wszystko wypyta. 
 Zajrz ja tam jutro, cho oni niezbyt radzi mnie widz, a potem przyjad do waszmoci 
natrze uszu Bukojemskim. Ka im si stawi do spowiedzi, a za pokut plecy bd w robocie. 
Niech sobie dadz wzajemnie po jakich pidziesit kaczugw, to si im przyda. 
 Pewnie, e si przyda, ale teraz musz ju jegomoci z przyczyny tego Wilczopolskiego 
poegna. 
To rzekszy pan Cyprianowicz przykrci rapci, aby mu szabla przy wsiadaniu na wasg nie 
zawadzaa, i w chwil pniej jecha ju do swojej Jedlinki, rozmylajc po drodze o przyszej 
wyprawie i umiechajc si na myl, e bdzie strzemi w strzemi ze swoim jedynakiem 
przeciw poganom czyni. Minwszy Beczczk spostrzeg dwa konie juczne i bryk z tubami, w 
ktrej jecha Wilczopolski. 
Kaza mu si tedy przesi do siebie i zapyta: 
 To ju z Beczczki? 
A Wilczopolski wskaza na uby i chcc zaznaczy, e jakkolwiek chodzi po subie, nie jest 
jednak zupenym prostakiem rzek: 
 A oto, wasza mio: omnia mea mecum porto. 
 Take to ju byo pilno? 
 Nie byo pilno, ale byo trzeba; dlatego te na wszystkie kondycje waszej mioci z radoci 
przystaj i w razie wyjazdu, o ktrym wasza mio wspomina, domu i majtnoci wiernie 
ustrzeg. 
Panu Serafinowi podobaa si odpowied i dziarska, zuchowata twarz chopca, wic po chwili 
namysu rzek: 
 O wiernoci nie wtpi, bo wiem, e szlachcic, jeno niedowiadczenia i nieostronoci si 
boj. W Jedlince trzeba kamieniem siedzie i dzie, i noc czuwa, dlatego e to prawie w 
puszczy, a w wielkich borach zwyczajnie i osacznikw nie brak ktrzy czasem i na domy 
napadaj. 
 Dla Jedlinki nie ycz napadu, ale dla siebie tobym go chcia, aby przekona wasz mio, 
e mi stanie czujnoci i serca... 
 Po prawdzie tak te wygldasz  odrzek pan Cyprianowicz. I umilk, a po chwili tak znw 
mwi pocz: 
 Jeszcze jedna wana rzecz, w ktrej ci musz przestrzec. Pan Pgowski na sdzie boskim i 
de mortuis nihii nisi bene; ale to wiadomo, e dla poddastwa byt ciki. Strofowa go o to i 
ksidz Woynowski, z czego wynika ich niezgoda. Nie aowano tam chopskiego potu, a kary 
byy ostre i sprawa zawsze krtka. Powiedzmy prawd; by ucisk  i oficjalici przywykli te 
zbyt ostro z ludmi postpowa. Ot zapowiadam acanu, e tego u mnie nie ma. Karno musi 
by, ale ojcowska, wszelako zbytni srogo uwaam za ciki grzech przeciw Bogu i ojczynie. 
Zakonotuj to sobie dobrze, e kmie to nie twarg i zbytnio go wyciska nie wolno. Ja ludzkimi 
zami nie yj  i o tym pamitam, e przed Bogiem wszyscymy rwni. 
Nastaa chwila milczenia, po czym Wilczopolski chwyci rk pana Serafina i podnis j do 
ust. 
A w rzek: 
 To widz, e mnie rozumiesz. 
 Rozumiem, mj jegomo  odrzek modzian  i to jeno odpowiem: mao sto razy chciaem 
do oczu panu Pgowskiemu powiedzie, eby innego szuka ekonoma, mao sto razy chciaem 
sub porzuci, ale c! nie mogem. 
 Czemu za? pracy po wiecie nie brak. 
A Wilczopolski zmiesza si i pocz mwi jakby zajkliwie: 
 Nie... zdarzyo si... nie mogem... tak ot, z dnia na dzie si zostawao. Przy tym... bya 
srogo i nie byo srogoci... 
 Jak to? 
 e do roboty zbyt gnano  prawda, i na to nikt nie mg zaradzi, ale co do kar, co do bicia 
ludzi, powiem krtko: zamiast rzeg byy somiane powrsa... 
 Kt by taki litociwy? acan? 
 Nie. Jenom wola anielskiej ni diabelskiej woli sucha. 
 Rozumiem, ale mw: czyjej woli? 
 Panny Sieniskiej. 
 A a!... Taka to ona bya? 
 Jako wanie anio. Ona si take baa nieboszczyka, ktren dopiero w ostatnich czasach 
zacz na jej kade sowo zwaa. Ale ju j tam wszyscy miowali, e kady wola si na gniew 
nieboszczyka narazi, ni jej proby nie usucha. 
 Nieche j za to Bg bogosawi! Takocie si tedy przeciw Pgowskiemu zmawiali? 
 Tak, wasza mio. 
 I nie wydao si nigdy? 
 Raz si wydao, alem panienki nie zdradzi. Nieboszczyk sam mnie owiczy, bom mu 
powiedzia, e jeli kto inny to zrobi albo jeli mi, jako szlachcicowi, kobierca nie podo, to 
dom z dymem puszcz, a jego samego zastrzel. I tak by byo, chobym potem mia do 
osacznikw w puszczy przysta! 
 Za to mi si podobasz  odrzek pan Serafin. A Wilczopolski mwi dalej: 
 Ciko nieraz bywao z panem Pgowskim, ale by w domu  ot, po prostu  cherubin boy i 
dlatego chcia czowiek odchodzi  i zostawa. Pniej te, gdy panienka wyrosa, wicej na ni 
zwaa nieboszczyk, a w ostatnich czasach to ju cakiem. Wiedzia, bywao nieraz, e to 
biednych zboem ze spichrza kae wspomc, to jako rzekem, rzgi na powrsa zmieni, to 
dzie paszczyzny odpuci  i udawa, e nie widzi. W kocu wstydzi si ju jej tak, e nie 
potrzebowaa nic robi w ukryciu. Prawdziwa to bya ordowniczka ludzka i dlatego nieche jej, 
jako wasza mio powiedziaa. Bg bogosawi i niech j poratuje. 
 Dlaczego mwisz: poratuje?  zapyta pan Cyprianowicz. 
 Dlatego, e jej gorzej, ni byo. 
 Bje si Boga! No, co? 
 Panny s jdze, a sam mody Krzepecki niby je hamuje, ale ja wiem dlaczego  i nieche si 
strzee, eby mu kto w eb jak psu nie strzeli. 
Noc ju bya gboka, ale bardzo widna, bo na niebie wieci ksiyc w peni i przy jego 
blasku ujrza pan Cyprianowicz, e oczy modego ekonoma zaiskrzyy si jak wilcze. 
 C o tym wiesz?  zapyta z ciekawoci. 
 Wiem, e on nie tylko dla hardoci mojej mnie wydali, ale i dlatego, em patrzy i sucha 
pilnie, co ludzie w domu mwi... Odszedem, bom musia, ale do Beczczki niezbyt daleko i w 
razie czego... 
Tu umilk  i na drodze sycha byo tylko szum sosen poruszanych nocnym powiewem. 
Rozdzia dwudziesty drugi 
A w Beczczce byo pannie nie tylko le, ale i coraz gorzej. Upyno ju sporo czasu od 
owej chwili, w ktrej stary Pgowski spostrzegszy, e Marcjan Krzepecki spoglda na 
niedoros jeszcze dziewczyn zbyt kolim wzrokiem, wyrzuci go z domu. 
Ale on widywa j potem w kociele, a niekiedy i u ssiadw, i zawsze jej wioniana uroda 
budzia w nim na nowo dze. Teraz za gdy zamieszka pod jednym dachem, gdy widywa j 
codziennie, pokocha j po swojemu, to jest tak zapalczyw i zwierzc mioci, do jakiej 
jedynie by zdolny. Zaszy te zmiany w jego postanowieniach. Z pocztku amierza po 
zhabieniu dziewczyny oeni si z ni tylko w razie, gdyby znalaz si testament na jej korzy. 
Teraz gotw by stan z ni przed otarzem w kadym razie, byle j posi i posiada na 
zawsze. Rozum, ktry gdy go dza podbije, staje si jej usunym poplecznikiem, mwi mu 
przy tym, e panna, ktra nosi nazwisko Sieniskich, jest, choby bez majtku, wielk i wielce 
korzystn parti. Lecz gdyby nawet rozum mwi przeciwnie, Marcjan nie byby go ju sucha, 
albowiem z kadym dniem traci panowanie nad sob. Gorza, szala i jeli dotychczas 
powstrzyma si jeszcze od czynw przemocy, to tylko dla tej przyczyny, dla ktrej 
najzapalczywsza nawet dza chce i pragnie dobrowolnej zgody, dobrowolnego oddania si i 
lubuje si myl o wzajemnoci, i w niej widzi rozkosz najwiksz, a udzi si nawet wwczas, 
gdy nie ma do tego adnej podstawy. Tak udzi si Krzepecki i tak lubowa si myl o tej 
szczsnej chwili, w ktrej panna sama, rozpomieniona i chtna, pochyli si w jego objcia. 
Ba si jednake, by postawiwszy od razu wszystko na los szczcia  nie przegra, a gdy 
czyni sobie w duszy pytanie, coby wwczas mogo nastpi, bra go lk i przed samym sob, i 
przed groz, jaka by nad nim zawisa, albowiem prawa Rzeczypospolitej chronice cze 
niewieci byy straszne a wokoo byy setki szabel szlacheckich, ktre niezawodnie zabysyby 
nad jego gow. Lecz jednoczenie czu, e moe przyj taka godzina, w ktrej nie bdzie ju na 
nic zwaa, e za w jego dzikiej i zuchwaej duszy tkwia ch walki i gd niebezpieczestw, 
wic znw nie bez pewnej ponty bya dla niego myl o tumie szlacheckim oblegajcym 
Beczczk, o unie poarnej nad gow i o czerwonym kacie stojcym z toporem w rku gdzie 
tam, jakby za mg, w jakim dalekim miecie. 
I tak dza, obawa, a zarazem ochota do walki miotay nim jakby trzy wichry. Tymczasem, 
chcc da ujcie tej burzy, a zarazem ochodzi krew, ktra wrzaa w nim jak ukrop, biesi si, 
nurza w rozpucie po wiejskich karczmach, zajeda konie, zaczepia ludzi i pi na umor we 
wszystkich gospodach, jakie byy w Jedlni, w Radomiu i w Przytyku. Zebra tam sobie kompani 
zawalidrogw, ktrzy nie pocignli na wojn z powodu zbyt zej sawy lub z przyczyny 
niedostatku, za ktr paci i ktr tyranizowa. Czyni to te w mniemaniu, e taka kompania 
moe mu si w przyszoci przyda. Jednake nikogo z niej nie dopuszcza do poufaoci i nigdy 
nie wymawia wobec tych kompanionw imienia dziewczyny, a gdy raz niejaki Wysz z nie 
wiadomo gdzie lecego Wyszkowa wspomnia o niej w grubiaski i sprony sposb, chlasn go 
szabl przez pysk i zala krwi. 
Wraca zwykle do domu o pierwszym brzasku, pdzc na zamanie karku, ale ta szalona jazda 
wytrzewiaa go zupenie. Pada wwczas w ubraniu na skr kosk, ktr przykryte byo oe, i 
zasypia jak kamie; spa kilka godzin, a po obudzeniu si wdziewa najpikniejsze suknie, szed 
do niewiast i stara si przypodoba pannie, z ktrej nie spuszcza oczu ani na chwil i pezajc 
wzrokiem po caej jej postaci, podnieca w sobie dze. I nieraz gdy zostawa z ni sam na sam, 
wargi wysuway mu si naprzd, potwornie dugie ramiona drgay, jakby nie mogy si oprze 
chci chwycenia jej w objcia, gos stawa si zdawiony, sowa mtne, zuchwae i dwuznaczne, 
w ktrych na przemian wio si pochlebstwo i gucho warczaa hamowana z trudem groba. 
A panna Sieniska baa si go po prostu tak, jakby si baa hodowanego wilka lub 
niedwiedzia  i z trudnoci krya w sobie wstrt, ktrym przepenia j jego widok. Mimo 
bowiem papuzich barw, w ktre rad si przebiera, mimo klejnotw byszczcych mu pod szyj i 
bogatego czekana, ktrego nigdy z rk nie wypuszcza, wyglda z kadym dniem gorzej i 
szpetniej. Bezsenne noce, rozpusta, pijastwo i pomienne dze wycisny na nim sw piecz: 
wychud, barki mu opady, przez co jego dugie z natury rce uczyniy si jeszcze dusze, tak e 
donie sigay ponad czowiecze proporcje a za kolana. Olbrzymi jego tuw sta si podobny do 
skatego kloca, a krtkie, pakowate nogi wygiy si od szalonej jazdy konnej jeszcze bardziej. 
Przy tym skra na twarzy nabraa jakiej zielonawej bladoci, a z powodu zapadnitych 
policzkw wypuke oczy i wargi wysuny si do reszty naprzd. Zwaszcza w chwilach, w 
ktrych si mia, stawa si wprost straszny, albowiem spod rozbynitych miechem renic 
przegldaa mu jaka zapalczywa, niepohamowana zo i groba. 
Lecz poczucie swej niedoli, gboka tsknota i nieszczcie wyrobiy w pannie Sieniskiej 
jak powag, ktrej ani ladu nie miaa dawniej, a ktra imponowaa Krzepeckiemu. Nigdy 
bya to szczebiotliwa dziewczyna, terkocca po caych dniach jak mynek, teraz za nauczya si 
milcze i oczy jej nabray pewnej staoci wejrzenia. Wic cho nieraz serce jej drao z bojani 
wobec Krzepeckiego, hamowaa go milczeniem i spokojnym wzrokiem, a on cofa si wwczas, 
jakby lkajc si obrazi jaki majestat. Wydawaa mu si wprawdzie tym bardziej podan, ale 
zarazem i trudniej dostpn. 
Zreszt przeczuwajc, e grozi jej z jego strony ogromne niebezpieczestwo, a pniej majc 
zupen pewno, e tak jest, staraa si go unika, zostawa z nim jak najkrcej sam na sam, 
odwraca rozmow od rzeczy takich, ktre mogyby mu uatwi wyznanie, a wreszcie omielaa 
si czasem nadmienia i o tym, e nie jest tak dalece opuszczon przez wszystkich na wiecie i 
zdan na ask i nieask losu, jak si wydaje. 
Unikaa jednake wspomnie o Jacku Taczewskim, rozumiejc, e po tym, co midzy nimi 
zaszo, nie moe on ju by i nie bdzie nigdy dla niej adn obron. Czua przy tym, e kade 
sowo o nim budzioby gniew i zo w Marcjanie. Lecz zauwaywszy, e Krzepeccy wystrzegaj 
si ksidza Tworkowskiego i patrz na niego jakby z tajon obaw, dawaa czsto do 
zrozumienia, e jest pod jego szczegln opiek, wynikajc z tajnej umowy, ktr na wszelki 
wypadek by z nim zawar nieboszczyk pan Pgowski. Praat za, ktry od czasu do czasu 
odwiedza Krzepeckich, pomaga jej w tym znakomicie, bawi si bowiem z nimi dla wasnej 
przyjemnoci w polityk, wyraa si tajemniczo, cytowa dwuznaczne sentencje aciskie i 
pozwala si domyla Marcjanowi rnych rzeczy, ktre w mg sobie dowolnie tumaczy. 
Lecz przede wszystkim kochaa panienk suba i caa wie. Ludzie uwaali Krzepeckich za 
intruzw, j za praw dziedziczk. Marcjana bali si wszyscy z wyjtkiem Wilczopolskiego. Ale 
nawet po oddaleniu modego szlachetki otaczaa dziewczyn jakby niewidzialna opieka ludu i 
Marcjan rozumia, e strach; jaki wzbudza, ma swoj granic, poza ktr zaczoby si dla niego 
prawdziwe niebezpieczestwo. Domyla si take, e Wilczopolski, ktremu zuchwale patrzyo 
z oczu, daleko nie odejdzie i e w razie gdyby panna potrzebowaa obrony, nie cofnie si przed 
niczym  wic w duszy przyznawa, e nie jest ona istotnie tak przez wszystkich opuszczona, jak 
sam z pocztku myla i jak o tym w swoim czasie ojca zapewnia. 
 Kto si za ni ujmie? nikt  mwi wwczas ojcu, gdy ten przykazywa mu pamita o 
strasznych karach, jakimi prawa Rzeczypospolitej groziy za zamach na honor niewieci. 
A teraz rozumia, e tacy by si znaleli. 
Stanowio to jedn trudno wicej, wszelako trudnoci i niebepieczestwa byy tylko 
podniet dla takiej jak Marcjanowa natury. udzi si jeszcze, e potrafi pann przejedna i 
rozkocha, przychodziy jednak chwile, w ktrych jasno jak na doni widzia, e nic nie wskra  
i wwczas biesi si, jak mwili towarzysze jego nocnych hulanek, szala i gdyby nie jakie 
przeczucie guche, ale silne i nieprzeparte, e gdy si porwie na dziewczyn, to j na zawsze 
straci, byby od dawna rozpta w sobie dzikiego zwierza. 
I w takich to wanie chwilach pi bez miary i upamitania. 
A tymczasem stosunki w Beczczce stay si nieznone  zaprawne jadem i zoci. Panny 
Krzepeckie znienawidziy dziewczyn nie tylko dlatego, e bya od nich modsza i urodziwsza, 
ale dlatego, e kochali j ludzie i e Marcjan ujmowa si za ni z lada powodu, a nawet i bez 
powodu. Zapony w kocu nieubagan nienawici przeciw bratu, ale spostrzegszy, e panna 
Sieniska nie skary si nigdy, dokuczay jej tym zawziciej. Raz Agnieszka sparzya, j, niby 
niechccy, rozpalonym pogrzebaczem. Marcjan, dowiedziawszy si o tym przez sub, poszed 
przeprasza pann i zaklina j, by zawsze szukaa u niego obrony, lecz zarazem pocz tak 
apczywie i obmierzle caowa jej rk i tak przysuwa si do niej, e ucieka nie mogc potumi 
wstrtu. Wwczas wpad w wcieko i zbi siostr tak, i przez dwa dni potem udawaa chor. 
Obie pannice,jak je zwano w Beczczce, nie szczdziy dziewczynie kujcych sw, 
otwartych wymysw i upokorze, mszczc si w ten sposb na niej za wszystko, co musiay 
znosi od brata. Ale z nienawici ku Marcjanowi ostrzegay j przed nim, a jednoczenie 
posdzay j o powolno jego dzom, spostrzegy bowiem, e niczym nie zdoaj jej zrani i 
upokorzy boleniej. Wic dom stawa si dla niej piekem, a kada przeyta w nim godzina 
mk. Nienawi do tych ludzi, ktrzy sami si midzy sob nienawidzili, pocza zatruwa jej 
serce. Pocza myle o klasztorze, ale taia si z t myl, wiedziaa bowiem, e jej nie puszcz i 
e rozptawszy gniew Marcjana, narazi si na straszne niebezpieczestwo. Cierpienie i trwoga 
zamieszkay stale w jej sercu i zrodziy ch, ktra nigdy w niej dotychczas nie pozostaa  ch 
mierci. Tymczasem kady dzie dolewa nowe krople goryczy do kielicha. Raz wczesnym 
rankiem Agnieszka sposzya Marcjana zagldajcego przez dziur od zawory we drzwiach do 
pokoju sieroty. On cofn si zgrzytnwszy zbami i pogroziwszy pici, lecz pannica 
zawoaa zaraz siostry i obie, zastawszy dziewczyn nie ubran, poczy si znca nad ni jak 
zwykle. 
 Wiedziaa, e on tam stoi  mwia starsza  bo podoga za drzwiami trzeszczy i sycha, 
gdy si kto zatrzyma, ale i tobie to wida te po myli. 
 Ba! oblizywa si na specjay, a ona mu ich nie krya  przerwaa Joanna  zali ty si Boga 
nie boisz, bezwstydnico? 
 Przed kocioem tak do kuny wstawi! 
 I z domu wywieci. Sodoma i Gomora! 
 Tfu! 
 A kiedy trza bdzie po niewiast do Radomia posia? 
 A jak bsiowi dasz na imi? 
 Tfu! cierka! 
I poczy na ni plu. Ale w niej wzburzyo si serce, albowiem miara bya przebrana. 
 Precz!  zawoaa ukazujc rk na drzwi. 
Lecz twarz jej poblada jak ptno, w oczach pociemniao, przez chwil zdao jej si, e leci 
gdzie w jak przepa bez dna, po czym stracia czucie, pami i wiadomo tego, co si z ni 
dzieje. 
Zbudzia si oblana wod i z poszczypan piersi. Pochylone nad ni twarze panien 
Krzepeckich wyraay przestrach, lecz po chwili widzc, e dziewczyna odzyskaa przytomno, 
uspokoiy si znowu. 
 Poskar si, poskar!  mwia Joanna.  Twj gach ujmie si za tob. 
 A ty mu si po swojemu wywdziczysz... 
Lecz ona, cisnwszy zby, nie odpowiadaa ju ani sowem. 
Marcjan jednak domyli si i bez skargi, co musiao dzia si na grze, gdy w kilka godzin 
pniej z kancelarii, w ktrej zamkn si z siostrami, doszy wycia, od ktrych struchla cay 
dom. 
Po poudniu, gdy przyjecha stary Krzepecki, obie panny przypady z krzykiem do jego kolan 
zaklinajc go, by je zabra z tej jaskini rozpusty i mk; lecz on, o ile kocha najmodsz crk, 
o tyle nienawidzi starszych, wic nie tylko si nie ulitowa nad nieszczsnymi jdzami, ale 
pocz woa jeszcze o batog i kaza im zosta. 
Jedyn istot w tym strasznym domu, w ktrej Joanna i Agnieszka gdyby chciay by dla 
niej dobre i przyjazne  mogy znale lito, wspczucie, a nawet i ochron, bya wanie panna 
Sieniska. Ale one wolay dokucza jej i pastwi si nad ni, bo z wyjtkiem Teci bya to 
rodzina, w ktrej kady czonek czyni wszystko, co byo w jego mocy, by innym zatru ycie i 
powikszy niedol. Lecz panna Sieniska baa si mioci Marcjana bardziej jeszcze ni 
nienawici jego sistr. A on coraz bardziej si jej narzuca, coraz bezczelniej si przysuwa, coraz 
by natarczywszy i coraz akomiej na ni spoglda. Czu byo, e ju przestaje cakiem panowa 
nad sob, e dzika dza targa nim jak wicher drzewem i e lada chwila wybuchnie. 
Jako chwila ta nastpia ju wkrtce. 
Raz, gdy po nastaniu ciepych dni panna Sieniska posza witaniem wykpa si w 
ocienionej strudze, zanim zacza si jeszcze rozbiera, ujrzaa po drugiej stronie wychylajce si 
ze zbitej gstwiny oblicze Marcjana. Wwczas pocza ucieka bez tchu, a on pogoni za ni, 
lecz chcc przeskoczy strug, nie doskoczy, wpad w wod, ledwo si wygrzeba i wrci do 
domu przemoczony do nitki i wcieky. Przed obiadem zbi kilku ludzi do krwi, a podczas obiadu 
nie ozwa si do nikogo ani sowem i dopiero pod koniec zwrci si do sistr i rzek: 
 Ostawcie mnie sam na sam z pann Sieniska, gdy mam z ni o wanych rzeczach 
pomwi! 
Siostry, usyszawszy to, poczy na si znaczco spoglda, a panna poblada z wraenia, gdy 
dawniej stara si wprawdzie chwyci kad chwil, w ktrej mg by z ni sam na sam, ale tak 
otwarcie nigdy nie pozwala sobie tego da. 
Wic gdy siostry wyszy, wsta, zajrza za jedne i za drugie drzwi, by si przekona, czy go 
nie podsuchuj, po czym zbliy si do dziewczyny i rzek: 
 Podaj mi wapanna rk... na zgod. 
A ona mimo woli cofna obie rce i odsuna si od niego. Marcjan za usiowa widocznie 
zdoby si na spokj, podskoczy jednak dwukrotnie na swych pakowatych nogach, albowiem 
od tego przyzwyczajenia nie mg si nigdy wstrzyma  i ozwa si przyciszonym gosem: 
 Nie chcesz! A ja dla wapanny maom si rano nie utopi. Ja wapann przepraszam za w 
przestrach, ale nie stao si to z przyczyny jakowej spronoci, jeno e psy wcieke wcz si 
od wczoraj midzy Beczczk a Wyrbkami, wicem poszed z rusznic czuwa nad 
przezpiecznoci wapanny. 
Pod ni kolana poczy troch dygota, ale odrzeka do przytomnie i spokojnie: 
 Nie chc ja takiej obrony, ktrej bym si wstydzi musiaa. 
 A ja chciabym wapanny nie tylko teraz, ale i zawsze broni, do mierci! i bez obrazy 
boskiej, jeno z boskim bogosawiestwem... Rozumiesz wapanna? 
Nastaa chwila ciszy. Przez otwarte okna dochodzi tylko z podwrza odgos rbania drzewa, 
ktrym stary, kulawy parobek zajty by przy kuchni. 
 Nie rozumiem  odrzeka dziewczyna. 
 Bo nie chcesz  odpar Marcjan.  Widzisz to od dawna, e nie mog bez ciebie y. Tak mi 
ci trzeba, jako tego powietrza dla oddechu. Cudna mi i mia nad wszystko w wiecie. Nie 
mog!... zgorzej bez ciebie! sczezn! ebym si nie hamowa, bybym ci od dawna chwyci, 
jako wanie jastrzb gobia. W gardle mi bez ciebie schnie jak bez wody... Wszystko we mnie 
do ciebie dry. Nie mog spa ni y... Patrz, oto i teraz... 
I przerwa, bo zby zaczy mu szczka jak w gorczce. Skurczy si, chwyci kocistymi 
rkoma za porcz krzesa, jakby si obawia upa i sapa czas jaki rozgonie. 
Po czym znw zacz mwi: 
 Brak ci fortuny  nic to!... Ja mam do. Ciebie mi trzeba, nie fortuny. Chcesz by pani w 
tym domu? Miaa za Pgowskiego wyj  jam przecie nie gorszy. Jeno mi nie mw: nie! na 
Boga ywego, nie mw mi: nie, bo nie wiem, co si stanie. Ty cudna! ty moja!... 
To rzekszy klkn nagle, obj rkoma jej kolana i pocz je przyciska do piersi. Lecz  
nadspodziewanie dla niej samej  przestrach jej przeszed w tej strasznej chwili bez ladu. 
Zagraa w niej rycerska krew, zbudzia si gotowo do walki do ostatniego tchu. Pocza z caej 
siy odpycha domi jego zroszone potem czoo, ktre tulio si do jej kolan. 
 Nie! nie! wolaabym umrze tysic razy. Nie! 
Wwczas wsta blady, ze zjeon czupryn, peen zimnej wciekoci; przez czas jaki drgay 
mu wsy, spod ktrych przebyskiway dugie, popsute zby. Lecz jeszcze panowa nad sob, 
jeszcze przytomno nie odbiega go zupenie. Jednake gdy panna cofna si nagle ku drzwiom, 
zaskoczy jej drog. 
 Tak?  zapyta chrapliwym gosem.  Nie chcesz mnie? Powtrz mi to jeszcze do oczu! nie 
chcesz? 
 Nie chc! I wapan mi nie gro, bo si nie boj. 
 J nie gro, jeno ci chc za on bra  ba! jeszcze prosz: opamitaj si! na ywy Bg! 
opamitaj si! 
 W czym mam si opamita? Wolna mi wola, bom szlachcianka  i wapanu do oczu 
powiadam: nigdy! 
A on zbliy si ku niej tak, e twarz przysun tu do jej twarzy, i mwi: 
 To moe, miast tu by pani, wolisz drwa do kuchni nosi? Te nie chcesz? To jake bdzie, 
szlachcianko?... Do ktrych swoich woci std pojedziesz? A jeli ostaniesz, to czyj tu chleb 
bdziesz je? na czyjej bdziesz asce? W czyjej bdziesz mocy?... Czyje oe i czyj ten alkierz, 
w ktrym sypiasz? Co bdzie, jak ka odj zawor? A ty pytasz, w czym si masz opamita? 
W tym: co wybra!... albo lub, albo bez lubu!... 
 Pody!  krzykna panna Sieniska. 
Lecz wwczas stao si co niesychanego. Ogarnity nag furi, Krzepecki rykn 
nieludzkim gosem i schwyciwszy dziewczyn za wosy, pocz j z jak dzik, zwierzc 
rozkosz bi bez miosierdzia i pamici. Im duej panowa nad sob poprzednio, tym bardziej 
szalestwo jego stawao si teraz straszne i lepe. I byby j zabi niechybnie gdyby nie to, e na 
jej krzyk o ratunek poczli si zbiega domownicy. Pierwszy w str, ktry rba drzewo pod 
kuchni, wpad z siekier do pokoju przez okno, za nim nadbiegli kuchenni, obie panny 
Krzepeckie, piwniczy i dwch z dawnej czeladzi pana Pgowskiego. 
Piwniczy, ktry by szlachcic z dalekiego zacianka na Mazurach, a przy tym czek niezwykej 
siy, cho stary, chwyci Marcjana z tyu za ramiona, cign je tak, e a okcie niemal zetkny 
si ze sob na plecach, i rzek: 
 Tak nie wolno, wasza mio! wstyd!... 
 Puszczaj!  rycza Krzepecki. 
Lecz elazne donie trzymay go jakby w kleszczach i pospny, przyciszony gos ozwa mu si 
tu za uszami: 
 Wasza mio, pohamuj si, bo... koci poami! Tymczasem panny Krzepeckie porway 
dziewczyn i wyprowadziy, a raczej wyniosy j z izby stoowej. 
Piwniczy mwi dalej: 
 Pozwl, wasza mo, do kancelarii... odpocz! Bardzo tak radz... I pocz go popycha 
przed sob jak dzieciaka, a w kapa wprawdzie zbami, wywija krtkimi nogami, woa o 
powrozy i kata, lecz nie mg si oprze, bo zreszt w chwil pniej zesab nagle po wybuchu 
do tego stopnia, e i na nogach nie mgby si by o wasnej mocy utrzyma. 
Tote gdy w kancelarii piwniczy rzuci go na kosk skr, ktr pokryte byo ko, nie 
prbowa si nawet podnie i leg nieruchomie jak pie drzewa, ziejc tylko i robic bokami jak 
przesilony ko. 
 Pi!  zakrzykn. 
Piwniczy uchyli drzwi, wezwa pachoka i szepnwszy mu po cichu kilka sw, wrczy 
klucze, a w wrci niebawem, niosc gsior z okowit i pkwartow szklenic. 
Szlachcic nala j do pena, powcha i zbliywszy si do Marcjana rzek: 
 Pij, wasza mo. 
Krzepecki chwyci j obiema rkami, ale dray mu tak, e pyn pocz mu si rozlewa na 
piersi, wic piwniczy podnis go na ou, przystawi mu j do ust i pocz przechyla. 
Marcjan pi i pi, przytrzymujc chciwie szklank, gdy szlachcic prbowa j odsuwa od jego 
ust. 
Wreszcie wyprni j do dna i  pad na wznak. 
 Moe bdzie za duo  rzek piwniczy  ale waszmo zesab bardzo. 
Marcjan chcia odpowiedzie, lecz wcign tylko z sykiem powietrze, jak czowiek, ktry 
poparzy usta zbyt gorcym pynem. 
Szlachcic za mwi dalej: 
 Hej! winiene mi waszmo dobry munsztuuk, bom waszmoci niema odda przysug... 
Niechby, bro Boe, co do czego... to za takie sprawy topr i kat, nie mwic ju o tym, e i 
zaraz mogoby si nieszczcie przygodzi. Ludzie tu okropnie pann miuj... I przed ksidzem 
Tworkowskim trudno bdzie ukry, cho ja subie naka milczenie. Jak si waszmo czujesz? 
A Marcjan patrzy na niego zbielaymi renicami, apic wci w otwarte usta powietrze. Raz i 
drugi chcia jakby co przemwi, po czym chwycia go czkawka, oczy stany mu w sup, 
zamkn nagle powieki i pocz chrapa jak konajcy. 
A piwniczy popatrzy chwil na niego, po czym mrukn: 
 pij albo i zdychaj, psie plugawy. 
I wyszed z izby na folwark, po upywie jednak p godziny wrci do dworu, zapuka do 
pokoiku panny Sieniskiej i zastawszy tam obie siostry Marcjana, rzek im: 
 Waszmo panny moe by troch do kancelarii do modego pana zajrzay, bo okrutnie 
zesab. Tylko jeli pi, to nie trza go budzi. 
Po czym zostawszy sam na sam z pann Sienisk, pochyli si do jej kolan i rzek: 
 Panienko, trzeba ucieka z tego domu. Wszystko gotowe. A ona, lubo zbita i ledwie na 
nogach si trzymajca, zerwaa si w jednej chwili. 
 Dobrze, i ja gotowa. Ratujcie mnie! 
 Zaprzony wasg stoi za strug. Ja panienk przeprowadz. Przyodziewek jeszcze dzi w 
nocy odwioz, bo pan Krzepecki si spi jak bela i do jutra bdzie lea jako nieboszczyk. We 
jeno panienka jubk i chodmy. Nikt nas nie wstrzyma, nie bj si. 
 Bg zapa! Bg zapa!  powtarzaa gorczkowo. I wyszli kierujc si przez sad do tej 
furtki, przez ktr zwykle przychodzi z Wyrbek Taczewski. Po drodze piwniczy mwi: 
 Dawno to Wilczopolski uoy. Umwi si z ludmi tak, e gdyby tu na panienk by jaki 
zamach, to maj podpali gumna. 
Pan Krzepecki musiaby skoczy do ognia, a panienka miaaby czas wymkn si przez sad za 
strug, gdzie umylny mia czeka z wzkiem. Ale lepiej, e si bez podpalenia obejdzie  bo to 
zawsze krymina. Mwi, e Krzepecki bdzie do jutra lea jako kamie, przeto i nijakiego 
pocigu niech si panienka nie boi. 
 Dokd mam jecha? 
 Do pana Cyprianowicza, bo tam o obron nietrudno. Jest Wilczopolski, s panowie 
Bukojemscy i lenicy. Krzepecki bdzie pewnikiem chcia panienk odbiera, ale nie wskra. A 
gdzie potem pan Cyprianowicz panienk odwiezie, czy do Radomia, czy dalej, to si o tym z 
ksimi naradzi... Ot i wasg. Pocigu si panienka nie bj! Do Jedlinki niedaleko i wieczr 
da Pan Bg cudny. Ja przyodziewek dzi jeszcze przywioz, a gdyby chcieli broni, nie bd 
zwaa. Niech ci prowadzi Matka Najwitsza, opiekunka i ordowniczka sierot. 
To rzekszy wzi j jak dziecko na rce i usadziwszy w wasgu, krzykn na pacholika: 
 Ruszaj! 
Na wiecie by ju mrok i zorza wieczorna gasa, tylko od ostatnich jej blaskw rowiy si 
na pogodnym niebie gwiazdy. Cichy wieczr przepojony by zapachami ziemi, lici i bzw 
kwitncych, a sowiki zaleway piewem, jakby ciepym ddem wiosennym, sad, olszyn i ca 
okolic. 
Rozdzia dwudziesty trzeci 
W taki to wieczr siedzia na przyzbie domu pan Cyprianowicz goszczc ksidza 
Woynowskiego, ktren po nieszporach przyjecha go odwiedzi, i czterech panw Bukojemskich 
stale przebywajcych w Jedlince. Przed nimi sta na krzyakach st, na nim agiewka miodu i 
szklenice, a oni suchajc cichego szumu puszczy, popijali z wolna, podnoszc oczy ku niebu, na 
ktrym byszcza mocno sierp ksiyca, i rozmawiajc o wojnie. 
 Dziki Bogu i waszmoci dobrodziejowi, e wkrtce znw bdziem gotowi do drogi  
mwi Mateusz Bukojemski.  Co tam byo, to byo. I wici nawet grzeszyli, a c dopiero 
uomny czowiek, ktren bez aski boskiej nic nie wskra. Ale jak spojrz na w miesic, ktren 
jest tureckim znakiem, to mnie tak zaraz ta pi swdzi, jakby mija komary pociy. No! daj Bg 
jak najprdzej, to sobie czek uly. 
Najmodszy Bukojemski zamyli si troch i rzek: 
 Czemu to, ksie dobrodzieju, Turkowie jakowe naboestwo do miesica maj i na 
chorgwiach go nosz? 
 A psi to nie maj naboestwa do miesica?  zapyta ksidz. 
 Pewnie, e tak, ale dlaczego Turcy? 
 Wanie dlatego, e psubraty. 
 A, jak mi Bg miy, racja!  odrzek modzian spogldajc z podziwieniem 
na ksidza. 
 Ale miesic temu nie winien  zauway gospodarz  i mio patrzy, kiedy tak w cichoci 
nocnej omaci swoim wiatem drzewa, jakoby je kto srebrem obsypa. Lubi ja okrutnie siedzie 
sobie w tak noc, spoglda ku niebu i wszechmocno bosk podziwia. 
 A no pewnie, e dusza ludzka leci wwczas niby na skrzydach ku swemu stwrcy  odpar 
ksidz.  Bg miosierny stworzy tak samo miesic jako i soce  i to jest wielkie 
dobrodziejstwo... Bo jeszcze co do sonka, no  to w dzie przecie i tak widno, ale eby nie byo 
miesica, to by dopiero ludzie, jedc po nocy, karkw nakrcili, nie mwic o tym, e w 
zupenych ciemnociach i swawola diabelska byaby jeszcze wiksza. 
Na chwil umilkli i wodzili oczyma po pogodnym niebie, po czym ksidz zay tabaki i doda: 
 Zakonotujcie sobie wapanowie w pamici, jak to dobrotliwa Opatrzno myli nie tylko o 
potrzebach, ale i o wygodzie ludzkiej. 
Dalsz rozmow przerwa im turkot k, ktren w ciszy nocnej wyranie dolecia do ich uszu. 
Pan Cyprianowicz przypodnis si z przyzby i rzek: 
 Jakiego gocia Bg prowadzi, bo swoi wszyscy w domu. Ciekaw jestem, kto to moe by? 
 A nu kto z wiadomociami od naszych chopakw!  odpowiedzia ksidz. 
I powstali wszyscy, a tymczasem wasg zaprzony w par koni wjecha w otwarty koowrt. 
 Niewiasta jakowa na siedzeniu!  zawoa ukasz Bukojemski. 
 Prawda! 
Bryczka objechawszy p dziedzica zatrzymaa si przed gankiem. Pan Serafin spojrza na 
twarz przyjezdnej niewiasty, rozpozna j przy blasku ksiyca i zakrzykn: 
 Panna Sieniska! 
I prawie na rkach wynis j z wasgu, a ona pochylia mu si zaraz do kolan i wybuchna 
paczem. 
 Sierota  rzeka  ktra o przytuek prosi i o ratunek!... 
To rzekszy pocza tuli si do jego kolan, obejmowa je coraz silniej i ka coraz aoniej. 
Ogarno wszystkich tak wielkie zdumienie, e przez chwil nikt sowa nie mg przemwi, 
wreszcie pan Cyprianowicz podnis j, przycisn do serca i zawoa: 
 Pki mi tchu w nozdrzach, bd ci ojcem, sierotko. Ale c si stao? Wypdzili ci z 
Beczczki czy jak? 
 Krzepecki mnie zbi i hab grozi  odrzeka ledwie dosyszalnym gosem. 
Lecz ksidz Woynowski, ktry sta tu przy panu Serafinie, usysza odpowied, wic porwa 
si za bia czupryn i zakrzykn: 
 Jezusie Narazeski, krlu ydowski!... 
A czterej panowie Bukojemscy spogldali z otwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczyma, nic 
nie rozumiejc. Serca ich poruszy wprawdzie od razu pacz sieroty, ale z drugiej strony 
pamitali, e panna Sieniska uczynia srog krzywd ich przyjacielowi Taczewskiemu, 
pamitali rwnie nauki ksidza Woynowskiego, e przyczyn wszelkiego zego na wiecie 
bywa mulier; wic poczli nastpnie patrzy na si pytajcym wzrokiem, jakby w nadziei, e jeli 
nie jednemu, to drugiemu przyjdzie jakowa wyraniejsza myl do gowy. 
Wreszcie Marek rzek: 
 A no, juci ci Krzepeccy... to my tego Marcjana w kadym razie... czy co? 
I chwyci si za lewy bok, a za jego przykadem pozostali trzej bracia poczli take maca 
rkojeci szabel. 
Tymczasem pan Cyprianowicz wprowadzi panienk do pokoi i poleci gospodyni, pani 
Dzwonkowskiej, osobie czuego serca i niepohamowanej wymowy, aby si ni zaja jak 
najznakomitszym gociem. Rozkaza odda jej wasn sypialn komnat, nanieci wiata w 
domu, ognia w kuchni, wyszuka driakwi uspokajajcej spazmy i smarowide na sice, 
nagotowa polewki winnej i rnych specjaw, samej za dziewczynie radzi, by pooya si do 
ka, dokd wszystko miao jej by podane  i wypocz, odkadajc szczegow rozmow do 
jutra. 
Lecz ona chciaa otworzy zaraz serce przed tymi ludmi, u ktrych szukaa ratunku. Chciaa 
od razu wyrzuci z duszy cay ten bl, ktry si w niej nagromadzi od dawna, i t niedol, i 
wstyd, i upokorzenia, i mk, w ktrej ya w Beczczce. Wic zamknwszy si z ksidzem 
Woynowskim i z panem Serafinem, mwia jakby ze spowiednikiem i z ojcem. Wyznaa 
wszystko: i swj al za Jackiem, i to, e chciaa wyj za opiekuna tylko dlatego, i sdzia, e 
Jacek ni pogardzi, i e syszaa od Bukojemskich, jakoby mia eni si z pann 
Zbierzchowsk; wreszcie opowiedziaa, jakie byo jej ycie, a raczej jaka mka w Beczczce, 
wic i dokuczliw zo panien Krzepeckich, i straszne zaloty Marcjana, i to, co zaszo w dniu 
ostatnim i co byo ostatecznym powodem jej ucieczki. 
A oni brali si za gowy suchajc. Ksidz Woynowski, dawny onierz, mimo woli siga rk 
wzorem Bukojemskich do lewego boku, cho ju dawno przy nim szabli nie nosi, a zacny pan 
Serafin co chwila obejmowa drcymi ze wzruszenia domi skronie dziewczyny i powtarza: 
 A niech sprbuj ci odebra. Miaem jeno syna, a teraz Bg mi da crk... 
Lecz ksidza Woynowskiego uderzyo najbardziej to, co dziewczyna mwia o Jacku. 
Pamitajc wszystko, co zaszo, nie mg si w tym teraz poapa. 
Wic myla, myla, gadzi ca szerokoci doni mleczn czupryn, wreszcie zapyta: 
 Czy wapanna wiedziaa o licie, jaki nieboszczyk Pgowski napisa do Jacka? 
 Samam uprosia opiekuna, aby go napisa. 
 To ju nic nie rozumiem. Czemu tak? 
 Bom chciaa, by wrci. 
 Jako mia wrci?  zawoa z pewnym gniewem ksidz.  List by taki, e wanie po nim 
Jacek wyjecha z rozdartym sercem na kraj wiata, aby zapomnie i ten afekt, ktry wapanna 
podeptaa, wyrzuci z serca. 
A ona pocza mruga ze zdziwienia oczyma i zoya jak do modlitwy rce. 
 Opiekun mi mwi, e to by ojcowski list... Matko Najwitsza! co w nim byo? 
 Wzgarda, obelgi i deptanie po ubstwie i czci, rozumiesz? Na to z ust dziewczyny wyrwa 
si krzyk tak bolesny i prawdziwy, e w ksidzu zadrao uczciwe serce. Zbliy si do 
dziewczyny, rozchyli jej donie, ktrymi zakrya sobie twarz, i zawoa: 
 To nie wiedziaa? 
 Nie wiedziaam, nie wiedziaam! 
 I chciaa, by Jacek wrci? 
 Tak! 
 Na Boga! czemu tak? 
Wwczas poczy si jej znw spod przymknitych powiek sypa zy, prdkie i obfite, a due 
jak pery; twarz jej spona dziewczcym wstydem; pocza owi w rozchylone usta powietrze, 
serce bio w niej jak w schwytanym ptaku i wreszcie wyszeptaa z wysileniem: 
 Bo go... kocham!... 
 Bje si Boga, dziecko!  zakrzykn ksidz. 
Lecz gos zaama mu si w piersi, bo go te dawiy zy. Ogarna go zarazem i rado, i 
niezmierna lito dla dziewczyny, i zdumienie, e mulier nie jest w tym razie przyczyn 
wszelkiego zego, ale niewinnym jagniciem, na ktre Bg wie dlaczego spady takie cierpienia. 
Wic chwyci j w ramiona, przycisn do serca i pocz powtarza raz po raz: 
 Dziecko moje! dziecko moje! 
A panowie Bukojemscy przenieli si tymczasem wraz ze szklenicami i z agiewk do 
stoowej izby, wypili sumiennie do dna mid i czekali na ksidza i pana Serafina w nadziei, e za 
ich przybyciem bdzie podana wieczerza. 
Owi wrcili wreszcie ze wzruszeniem w obliczach i ze zroszonymi oczyma. Cyprianowicz 
odetchn gboko raz i drugi, po czym rzek: 
 Pani Dzwonkowska kadzie teraz do ka niebotko... Prawdziwie uszom si nie chce 
wierzy... Jest i nasza wina, ale Krzepeccy  to ju po prostu haba! wstyd! i tego bezkarnie 
puci nie mona. 
 A to i owszem  odpowiedzia Marek.  Pogadamy o tym z Pniakiem. Oj, oj! Po czym 
zwrci si do ksidza Woynowskiego: 
 Szczerze nam jej al, ale tak przecie myl, e j Bg za Jacka pokara. Nieprawda? A na to 
ksidz: 
 Gupi wapan! 
 No to jake? Co? 
Wic staruszek, ktry mia pene piersi alu, pocz mwi prdko i zapalczywie o 
niewinnoci i mce dziewczyny, jakby chcc w ten sposb wynagrodzi jej za t 
niesprawiedliwo, jakiej si wzgldem niej dopuci; lecz po upywie pewnego czasu przerwao 
mu opowiadanie przybycie pani Dzwonkowskiej, ktra wpada nagle jak bomba do fortecy. 
Pani Dzwonkowska miaa twarz tak zalan zami, jakby j zanurzya w penym wiadrze, i 
zaraz od proga pocza krzycze z wycignitymi przed si rkoma: 
 Ludzie, kto w Boga wierzy! pomsty, sprawiedliwoci! Na Boga! pleczyki cae w sicach, 
bieluchne pleczyki jak opatek... woski ma garciami powyrywane, zociste woski... gobek 
mj najmilszy, kwiatuszek taki kochany! owieczka moja niewinna... 
Co usyszawszy, wzruszony ju opowiadaniem ksidza, Mateusz Bukojemski kiedy nie 
ryknie, kiedy nie zawtrz mu Marek, ukasz i Jan... a suba zleciaa si do izby, a psy poczy 
szczeka w sieni. Lecz Wilczopolski, ktry w chwil potem powrci z objazdu nocnego stogw, 
trafi ju na inny humor braci. Czupryny ich by zjeone, oczy zbielay z wciekoci, prawice 
gnioty rkojeci szabel. 
 Krwi!  wola ukasz. 
 Dawajcie sam takiego syna! 
 Bij! 
 Na szable! 
I ruszyli jak jeden m ku wyjciu, lecz pan Cyprianowicz zaskoczy im ode drzwi. 
 Stj!  krzykn  kata, nie szabli, on godzien! 
I dugo musia pan Serafin uspokaja rozsierdzonych braci. Tumaczy im, e gdyby zaraz 
usiekli Marcjana Krzepeckiego, nie byby to szlachecki, ale zbjecki uczynek.  Wpierw  mwi 
 trzeba ssiedztwo objecha, porozumie si z ksidzem Tworkowskim, mie za sob opini 
szlachty i duchowiestwa, pociga wiadectwa suby z Beczczki, nastpnie wnie spraw 
do trybunau, a dopiero gdy wyrok zapadnie, si go poprze.  Gdybycie (mwi) zaraz 
Marcjana na szablach roznieli, nie omieszkaby ojciec Krzepecki rozgosi, ecie to uczynili w 
zmowie z pann Sienisk, przez co reputacja jej mogaby ucierpie, a was by stary pozwa i 
zamiast na wypraw i, musielibycie po sdach si wczy, bo nie bdc jeszcze pod 
inkwizycj hetmask, nie moglibycie si od terminw uchyli. Ot, co jest. 
 Jake?  pyta z alem Jan.  To mamy pazem puci krzywd tego gobka? 
 Za mylicie  zauway ksidz  e Marcjanowi Krzepeckiemu mile bdzie ycie, gdy nad 
nim infamia albo i topr katowski zawinie, a do tego, gdy go wzgarda powszechna otoczy? 
Gorsza to mka ni prdka mier i nie chciabym ja za wszystkie srebro olkuskie siedzie teraz 
w jego skrze. 
 A jeli si wykrci?  spyta Marek. Ojciec jego stary frant, ktren ju niejeden proces 
wygra. 
 Jeli si wykrci, to mu Jacek po powrocie do ucha swko szepnie... Wy jeszcze Jacka nie 
znacie! dziewczyskie on ma oczy, ale przezpieczniej spod niedwiedzicy niedwiadki wyciga, 
nieli jemu do ywego doj. 
Na to Wilczopolski, ktry dotychczas milcza, ozwa si ponurym gosem: 
 Pan Krzepecki ju na si wyrok napisa i kto wie, czy powrotu pana Taczewskiego doczeka. 
Ale inn rzecz powiem: bdzie on pewnikiem chcia zbrojn rk pann na powrt bra i wtedy... 
 Wtedy obaczym!  przerwa pan Cyprianowicz.  A niech jeno sprbuje! To co innego! 
I trzasn gronie szabl, a Bukojemscy poczli wraz zgrzyta i powtarza: 
 Niech sprbuje! niech sprbuje! 
Lecz Wilczopolski rzek: 
 Jeno e waszmociowie na wojn wyjedacie... 
 To si zaradzi!  odpowiedzia ksidz Woynowski. Dalsz rozmow przerwao przybycie 
piwniczego. Przywiz on uby z rzeczami panienki, co, jak mwi, nie przyszo mu bez 
trudnoci. Panny Krzepeckie usioway broni i chciay nawet budzi brata, by te nie dawa. Ale 
dobudzi si go nie mogy, szlachcic za wmwi w nie, e trzeba to uczyni i dla ich wasnego, i 
dla braterskiego dobra, inaczej bowiem oskarone bd o grabie cudzego mienia i wzite na 
mki w sdzie. Zlky si tedy, jako niewiasty nie znajce si na prawie, i przyzwoliy. Piwniczy 
mniema take, e Marcjan bdzie usiowa koniecznie odzyska pann, ale nie przypuszcza, by 
od razu uciek si do przemocy. 
 Powstrzyma go od tego  mwi  stary pan Krzepecki, ktry rozumie, czym pachnie raptus 
puellae! Nic on jeszcze nie wie, co si stao, ale ja std wprost pojad i ca spraw mu 
przedstawi, a to z dwch przyczyn: raz dlatego, by pohamowa pana Marcjana, a po wtre, e 
nie chc by jutro w Beczczce w chwili, w ktrej pan Marcjan si przebudzi i dowie si, em to 
ja uatwi panience wyjazd. Porwaby si na mnie niechybnie i wwczas jednemu z nas mgby 
si casus paskudeus przytrafi. 
Pan Serafin i ksidz Woynowski pochwalili roztropno piwniczego i widzc, e czowiek jest 
yczliwy, a przy tym dowiadczony, ktren z niejednego pieca chleb jada i ktremu nawet i 
prawo jest nieobce zaprosili go do wsplnego sprawy rozwaania. Uczyniy si tedy dwie 
narady, bo drug zoyli w oficynie panowie Bukojemscy na wasn rk. 
Pan Cyprianowicz wiedzc, w jaki sposb najatwiej mona pohamowa ich mobjcze 
zamiary i zatrzyma ich w domu, podesa im do oficyny spory gsior zacnego zieleniaka, ktry 
te zaraz radzi obsiedli i poczli wzajem do siebie przepija. Serca mieli wzruszone, a na myl 
mimo woli nasuway im si wspomnienia owej nocy, w ktrej panna Sienisk po raz pierwszy 
przestpia progi domu w Jedlince. Jli sobie teraz przypomina, jak to si w niej natychmiast 
zakochali i jako si przez ni skcili, a potem unanimitate przeznaczyli j Stanisawowi 
Cyprianowiczowi, czynic z wasnych dz cik dla przyjani ofiar. 
Wreszcie Mateusz pocign wina, wspar gow na doni, westchn i rzek: 
 Jacek tej nocy na drzewie jako wiewrka siedzia. Kt si mg wwczas domyli, e to 
jemu wanie j Pan Bg przeznaczy? 
 A nam w sieroctwie trwa kaza  doda Marek. 
 Pamitacie  zapyta ukasz  jak to wtedy pojaniao od niej we wszystkich izbach? Nie 
uczynioby si janiej od stu wiec jarzcych. A ona to ci sobie wstaa, to ci sobie siada, to ci si 
umiechna... A co na ci spojrzaa, to ci si tak ciepo w doyszku robio, jako by si grzanego 
wina napi... Napijmy si i teraz na t nasz tskno okrutn. 
Napili si znw, po czym Mateusz uderzy pici w st i zakrzykn: 
 Ej! eby ona tak tego Jacka nie miowaa! 
 To i co?  zapyta oburkliwie Jan  to mylisz, eby si zaraz w tobie zakochaa. Patrzcie, 
jaki mi gadysz! 
 Dobrze, e ty nie kostropaty!  odpar Mateusz. I poczli na si nieyczliwie spoglda. 
Lecz ukasz, cho zwykle do zwady wielce pochopny, pocz ich godzi. 
Ni dla ci, ni dla ci, ni dla kadego z nas  rzek.  Inszy j dostanie i do otarza powiedzie. 
 A nam jeno al i zy  rzek Marek. 
 To si przynajmniej wzajem kochajmy. Nikt nas na wiecie nie kocha! nikt... 
 Nikt! nikt!  powtarzali na przemian, mieszajc wino ze zami. 
 A ona tam sobie pi  ozwal si nagle Jan. 
 pi niebotko!  przywtrzy ukasz  ley jako ten kwiatuszek kos podcity, jako ta 
owieczka od bezecnego wilka podarta. Bracia rodzeni, zali tego wilka nikt nawet i za kudy nie 
wytarga? 
 Nie moe by!  zawoali Mateusz, Marek i Jan. I poczli znw si burzy, a im wicej pili, 
tym czciej zazgrzyta to jeden, to drugi albo te pici w st uderzy. 
 Mam myl!  zawoa nagle najmodszy. 
 Mw! miej Boga w sercu! 
 Ono, widzicie tak! Przyrzeklim panu Cyprianowiczowi, e Pniaka nie rozsiekamy, 
prawda? 
 Prawda, ale ty gadaj, nie pytaj! 
 Wszelako pomci si za nasz panienk trzeba. Przyjedzie tu, jako mwili, stary Krzepecki 
prbowa, czy mu pan Cyprianowicz dobrowolnie panny nie wyda. Ale my wiemy, e nie wyda! 
co? 
 Nie wyda! nie wyda! 
 Ow, jak mylicie? nie wyskoczyli Marcjan na spotkanie wracajcego ojca, eby 
obaczy i rozpyta, czy co wskra? 
 Jak Bg na niebie, tak wyskoczy. 
 A no jest na w p drogi midzy Beczczk a Jedlink smolarnia tu przy gocicu. A 
ebymy tak zaczekali na Marcjana w tej smolarni?... 
 Dobrze! Ale po co? 
 Jeno sza! cicho! 
 Sza!... 
I poczli oglda si po izbie  cho wiedzieli, e prcz nich nie ma w niej ywego ducha  a 
potem szepta. Szeptali dugo, to goniej, to ciszej, wreszcie rozpromieniy im si oblicza, dopili 
duszkiem wina, uciskali si wzajemnie i po cichu, gsiego, jeden za drugim wynieli si z izby. 
Posiodali w najwikszej ciszy konie i wyprowadzili je za uzdy z podwrza. Minwszy koowrt 
siedli i jechali strzemi w strzemi a do wielkiego gocica; tam dopiero Jan, ktry lubo 
najmodszy, obj tym razem komend nad brami, rzek: 
 To ja z Markiem zaraz ruszamy do smolarni, a wy tamt beczk przywiecie jeszcze przed 
dniem. 
Rozdzia dwudziesty czwarty 
Stary Krzepecki, zgodnie z przewidywaniem piwniczego, przyjecha do Jedlinki zaraz 
nastpnego dnia po poudniu, ale nad wszelkie spodziewanie przyjecha z tak wesoym i 
dobrodusznym obliczem, e pan Cyprianowicz, ktry majc zwyczaj drzema po obiedzie, by 
troch senny, a roztrzewi si ze zdziwienia na w widok. Stary lis pocz te od samego 
niemal progu mwi o ssiedzkiej przyjani i o tym, jak pociech byyby dla jego staroci 
czstsze odwiedziny wzajemne; dzikowa za gocinne przyjcie i dopiero po skoczonej 
wymianie grzecznoci przystpi do samej sprawy. 
 Ssiedzie dobrodzieju  rzek  przyjechaem z powinnym pokonem, ale zarazem  jak to 
musielicie si ju domyli  i z prob, ktrej, ze wzgldu na mj wiek, tusz, e zechcecie 
askawie wysucha. 
 Rad uczyni zado kademu susznemu daniu waszmoci  odpowiedzia pan Serafin. 
A stary pocz zaciera rce: 
 Wiedziaem!... z gry wiedziaem!  rzek.  Bodaj to mie z kim rzetelnie mdrym do 
czynienia! Od razu czek trafi do adu. Powiedziaem te mojemu synowi tak: Zdaj to na mnie! 
Ju (powiadam) jak z panem Cyprianowiczem sprawa, to wszystko pjdzie dobrze, bo nie tylko 
tak rozumnego, ale i tak zacnego obywatela nie masz drugiego w caej okolicy. 
 Zbyt mi waszmo pochlebiasz. 
 Nie, nie! za mao jeszcze mwi!... Ale przystpmy do sprawy. 
 Przystpmy. 
Stary Krzepecki przez chwil milcza, jakby szukajc sw, i tylko porusza szczkami, tak e 
broda schodzia mu si z nosem, wreszcien umiechn si wesoo, przyoy do do kolan pana 
Serafina i rzek: 
 Dobrodzieju... oto wiecie, e uciek nam szczygie z klatki. 
 Wiem. Pono si kota przelk. 
Nie mio to z takimi rozmawia!?zawoa zacierajc rce starya to dowcip! Ksidz 
Tworkowski pknie z inwidii, jak mi Bg miy! 
 Sucham waszmoci... 
 Ow, ad rem i prosto z mostu: chcielibymy onego szczygieka wzi z powrotem. 
 Czemu by nie? 
Pan Krzepecki poruszy raz i drugi brod w stron nosa, bo zaniepokoio go to, e sprawa 
idzie zbyt gadko. Jednake klasn w donie i zawoa z udan radoci: 
 No, to i rzecz skoczona! Bodaj si tacy ludzie na kamieniu rodzili! 
 Ze mn skoczona  odrzek pan Serafin.  Trzeba by si tylko tej ptaszyny spyta, czy 
zechce wrci, a to dzi jest niepodobna, bo j waszmocin syn tak przydusi, e ledwo tchnie... 
 Chora jest? 
 Chora, ley w ku. 
 A nie udaje? 
Oblicze pana Serafina zaspio si nagle i rzek: 
 Mj moci panie, mwmy powanie. Niegodnie, nie po ludzku, nie po lachecku i zgoa 
haniebnie sobie wacin Marcjan z pann Sienisk postpi a i waszmo ciko zawinie przed 
Bogiem i ludmi, e sierot w takie rce odda i takiemu bezwstydnemu okrutnikowi j 
powierzy. 
 Nie ma i wierci prawdy w tym, co ona mwi!  zawoa stary. 
 Jak to? przecie wa nie wiesz, co ona mwi, a ju przeczysz. Nie ona mwi, jeno sice i 
lady razw za ni mwi, ktre moja klucznica na jej modym ciele widziaa, a co do Marcjana 
 widziaa caa suba w Beczczce jego zaloty, a potem jego okruciestwo, i wiadczy w razie 
potrzeby gotowa. Jest u mnie Wilczopolski, ktry dzi jeszcze wyjedzie do Radomia opowiedzie 
ksidzu Tworkowskiemu, co si stao. 
 Ale waszmo mi obieca, e dziewk oddasz. 
Nie! mwiem jeno, e nie bd wstrzymywa. Zechceli wrci, dobrze! Zechce u mnie 
zamieszka  drugie dobrze! Tego jednak wapan ode mnie nie wymagaj, abym ja sierocie 
srodze pokrzywdzonej dachu i kawaka chleba odmawia. 
uchwy starego Krzepeckiego poczy si porusza raz po razu. Przez chwil milcza, po 
czym rzek: 
 Wapan masz suszno  i nie masz susznoci. Sierocie dachu i chleba wzbroni  
niegodny byby to uczynek, ale jako czek roztropny, rozwa sobie, e co innego jest gocinnoci 
nie odmawia, a co innego rebeli przeciw powadze rodzicielskiej popiera. Szczerze ja miuj 
moj najmodsz crk, Tek, ale przecie zdarzy si, e jej czasem dam szturchaca. 
Wic jake? To gdyby, skarcona przeze mnie, ucieka do waszmoci  nie pozwoliby mi jej 
zabra albo zdaby to na jej zgod? Pomyl wapan... Jaki to byby porzdek na wiecie, gdyby 
biaogowy chciay mie wasn wol? Przecie i ta, ktra jest zamna, choby i stara, musi 
mowi ulega i jego rozkazw sucha, a c dopiero nieletnia dziewka rozkazw ojca albo 
opiekuna? 
 Panna Sieniska nie jest waszmoci crk ani nawet krewn. 
 Alemy opiek nad ni po panu Pgowskim odziedziczyli. Gdyby pan Pgowski by 
dziewczyn pokara, pewnie by wapan nie mia ni sowa do powiedzenia; wic te to samo jest 
i co do mnie, i co do mego syna, ktremu rzdy w Beczczce zwierzyem. To trudno! kto musi 
rzdzi, kto musi mie prawo kary! Nie przecz, e Marcjan, jako mody a porywczy, moe i 
przebra miar, zwaszcza gdy go niewdzicznoci nakarmia. Ale to moja rzecz! Obacz, 
osdz i ukarz  ale dziewk z powrotem zabior, i tak myl, e z przeproszeniem waszmoci, 
nawet i sam krl jegomo nie miaby prawa w tym mi jakowych przeszkd czyni. 
 Wapan mwisz jak w trybunale  odrzek pan Cyprianowicz  i nie neguj, e masz za sob 
pozory. Ale pozr co innego, a co innego istna prawda. Ja waszmoci nie chc w niczym 
przeszkadza, jeno powiem szczerze, jaka jest ludzka opinia, z ktr i wam radz si liczy. 
Wapanu nie chodzi o pann Sieniska ani o opiek nad ni, jeno podejrzewasz, e u ksidza 
Tworkowskiego moe si znale testament z zapisem dla dziewczyny, przeto boisz si, aby ci 
si razem z ni i Beczczka nie wymkna. Niedawno jeszcze syszaem, jako jeden z ssiadw 
mwi tak: eby nie ta niepewno, pierwsi by oni sierot z domu wygnali, bo ci ludzie Boga w 
sercu nie maj. Okrutnie mi to ciko mwi wapanu takie rzeczy w moim domu, ale trzeba, 
eby to wiedzia. 
W oczach starego Krzepeckiego zabysy pomienie gniewu, ale przemg si jeszcze i odrzek 
spokojnym, lubo nieco przerywanym gosem: 
 Zo ludzka! poda zo  nic wicej, a w dodatku i bezrozum. Jake? To niby mielibymy 
wypdza z domu dziewk, z ktr Marcjan chce si eni? Zastanw si wapan, na miy Bg! 
Dy to si jedno drugiego nie trzyma. 
 Powiadaj tak: jeli si pokae, e Beczczka dla niej, to si Marcjan z ni eni, a jeli nie  
to j jeno pohabi. Ja nie jestem niczyim sumieniem, wic jeno powtarzam, co mwi, z tym 
wszelako wasnym dodatkiem, e syn waszmociw grozi dziewczynie hab. To wiem pewnie, 
i wapan, ktry Marcjana i jego sprone dze znasz, wiesz take, e tak byo... 
 Wiem ci ja to i owo, ale nie wiem, do czego wapan zmierzasz. 
 Do czego zmierzam? Ot, do tego, com ju waci rzek. Jeli panna Sieniska zgodzi si 
wrci do was, tedy nie mam adnego prawa ani waszej, ani jej woli si przeciwi, ale jeli nie, 
to jej z domu nie wypdz, bom jej to ju obieca. 
 Nie o to idzie, by j wapan wypdza, jeno o to, by j wzi dozwoli, tak samo jakby 
dozwoli, gdyby chodzio o ktr z moich crek. O to tylko prosz, by nam w poprzek nie 
stawa. 
 Tedy powiem wyranie: na aden gwat nie pozwol! W domu moim ja pan, i waszmo, 
ktry o krlu wspomina, powiniene rozumie, e tego prawa nawet krl jegomo negowa mi 
nie moe. 
Usyszawszy to pan Krzepecki zacisn pici tak, e a paznokcie wbiy mu si w donie i 
rzek: 
 Gwat? Tego Wanie si boj. Ja, jelim mia co przeciw ludziom (a kt nie mia do 
czynienia ze zoci ludzk?), tom przeciw nim prawem, a nie gwatem zawdy czyni. Ale to 
nieprawda, co przysowie mwi, e jabko niedaleko pada od jaboni... Czasem pada daleko... Ja 
dla dobra i dla przezpieczestwa waszmoci chciaem zgodnie zaatwi spraw... Wapan tu 
bezbronny w lesie siedzisz, a Marcjan...  ciko ojcu o synu to mwi  nie cakiem wda si we 
mnie... Wstyd mi wyzna, ale ja rczy zgoa za niego nie mog... Boi si cay powiat jego 
zapalczywoci  i susznie, bo on na nic gotw nie zwaa, a ma z pidziesit szabel na 
zawoanie... Wapan za... wapan bezbronny, repeto, w lesie siedzisz... i z tym radz si 
policzy... Ja sam si boj... 
Na to wsta pan Cyprianowicz i zbliywszy si do Krzepeckiego, spojrza mu w same biaka 
oczu. 
 Wa chcesz mnie przestraszy?  zapyta. 
 Ja sam si boj...  powtrzy stary Krzepecki. 
Lecz dalsz rozmow przerway im nage krzyki z podwrza od strony lamusa i kuchni, wic 
skoczyli do otwartego okna i w pierwszej chwili skamienieli ze zdumienia. Oto wrd opotkw 
bieg ze strasznym impetem w stron koowrotu i dziedzica jaki nadzwyczajny potwr, 
niepodobny do adnego ze stworze na ziemi widywanych, a za nim na rozhukanych koniach 
pdzili czterej Bukojemscy krzyczc i wywijajc w powietrzu harapami. Potwr pierwszy wpad 
w podwrze, a za nim zwalili si podobni do piekielnych szczwaczy bracia i poczli go gna 
wok wirydarza. 
 Jezusie, Mario!  krzykn pan Cyprianowicz. I wypad na ganek, a za nim pody w te 
pdy stary Krzepecki. Wwczas dopiero mogli si lepiej przypatrzy. Potwr mia pozr 
olbrzymiego ptaka, ale zarazem i jedca na koniu, bieg bowiem z jakow postaci na 
grzbiecie, i na czterech nogach. Ale i jedziec, i ko byli do tego stopnia puchem pokryci, e 
gowy ich wyglday jakby dwa kby pierzaste. Nie byo zreszt monoci nic dokadnie 
rozezna, bo bachmat bieg jak wicher w krg dziedzica, a panowie Bukojemscy dojedali go z 
bliska, nie szczdzc razw, od ktrych odryway si puchy i spaday na ziemi lub te kryy 
na ksztat niegowych patkw w powietrzu. 
Przy tym potwr rycza jak ranny niedwied, bracia rwnie, i w oglnym wrzasku giny 
gosy pana Cyprianowicza i starego Krzepeckiego, ktrzy woali ile si w pucach: 
 Stjcie! na rany boskie, stjcie! 
Lecz tamci pdzili, jakby ogarno ich szalestwo, i obiegli z pi razy dziedziniec. Jednake 
z kuchni, z oficyn, ze stajen, od strony stod i gumna zbiega si liczna suba, ktra syszc 
okrzyk: stjcie, powtarzany jakby z desperacj przez pana Serafina, skoczya ku koniom 
panw Bukojemskich i pocza je hamowa chwytajc za uzdy i wdzida. Osadzono wreszcie 
bachmaty braci, lecz z pierzastym koniem bya trudno najwiksza. Bez uzdy, ocity batokami, 
zhukany i przeraony wspina si na widok ludzi lub byskawicznym ruchem zawraca w bok, tak 
e zatrzymano go dopiero wwczas, gdy zebrawszy si w sobie, gotowa si do przeskoczenia 
potu. Jeden z czeladzi porwa go za chmyza midzy uszami, drugi za chrapy, kilku za grzyw: 
nie mg z takim ciarem przeskoczy i pad na przednie nogi; zerwa si wprawdzie zaraz, ale 
ju nie prbowa si wyrywa, tylko pocz dre na caym ciele. 
Zdjto wwczas jedca, ktry dlatego, jak si pokazao, nie zlecia, e mia nogi silnie pod 
koskim brzuchem skrpowane, i obtarto mu twarz z puchu. Ale pod puchem okazaa si twarz 
cakiem pokryta gst smo, tak e rysw niepodobna byo rozezna. Jedziec dawa zreszt 
sabe ycia oznaki, wic dopiero gdy przyniesiono go na ganek, pozna go stary Krzepecki, 
pozna take pan Serafin i obaj krzyknli z przeraeniem: 
 Marcjan! 
 A ten ci to paskudnik jest!  rzek na to, dyszc, Mateusz Bukojemski skaralimy go co 
nieco i przygnali tutaj, aby panna Sieniska wiedziaa, e s jeszcze czue dusze na wiecie. 
A pan Cyprianowicz a porwa si za gow: 
 Jecha was sk z takimi czuymi duszami! zbje jedni! Po czym zwrciwszy si do pani 
Dzwonkowskiej, ktra nadbiegszy wraz z innymi, egnaa si raz po raz krzyem witym, 
zawoa: 
 Wdki mu do gby nala, otrzewi  i do ka! 
Uczyni si ruch i zamieszanie. Jedni skoczyli gotowa oe, inni po grzan wod, inni po 
wdk, kilku obdzierao puch z Marcjana, w czym pomaga im stary Krzepecki zgrzytajc 
zbami i powtarzajc: 
 yje?... nie yje? yje! Pomsty! pomsty... Po czym zerwa si nagle, przyskoczy do pana 
Serafina i zakrzywiwszy palce na ksztat szponw przed samymi jego oczyma, pocz krzycze: 
 Bye w zmowie! zabie mi syna, zbju ormiaski! A Cyprianowicz poblad bardzo i 
chwyci za szabl, lecz w tej samej chwili wspomnia, e jest gospodarzem, a Krzepecki gociem; 
wic puci rkoje, a natomiast podnis dwa palce w gr i rzek: 
 Na tego Boga, ktry jest nad nami, przysigam, em o niczym nie wiedzia  i na krzyu 
gotowem zaprzysic  amen! 
 My wiadkami  zawoa Marek Bukojemski. 
Cyprianowicz za doda: 
 Bg waci skara, bo to wa mi grozi, jako bezbronnemu starcowi, zapalczywoci swego 
syna. Ot, masz jego zapalczywo! 
 Krymina!  rycza stary  kat na was i pod miecz wasze gowy! Pomsty! 
Sprawiedliwoci!... 
 Ot, czegocie narobili!  rzek pan Serafin zwracajc si do Bukojemskich. 
 Mwilim, e lepiej od razu usiec  ozwa si ukasz. 
Lecz tymczasem nadbiega pani Dzwonkowska z wdk gdask i pocza j la z flaszki w 
otwarte usta Marcjana, w zakrztusi si i zaraz otworzy oczy. Ojciec przypad ku niemu. 
 yjesz! yjesz?  zawoa z wybuchem dzikiej radoci. 
Lecz Marcjan nie mg jeszcze da odpowiedzi i lea jak wielki puchacz, ktry postrzele z 
rusznicy, padnie na grzbiet i dyszy na rozoonych skrzydach. Jednake przytomno mu 
wracaa, a z ni i pami. Wzrok jego przeszed z twarzy ojca na oblicze pana Serafina, a potem 
zatrzyma si na Bukojemskich i sta si tak straszny, e gdyby w sercach braci byo choby 
najmniejsze miejsce na boja, byby ich dreszcz przeszed od stp do gw. 
Ale oni postpili tylko jeszcze krokiem ku niemu, na ksztat czterech bykw b gotowych, a 
Mateusz zapyta: 
 Czego? Mao ci? 
Rozdzia dwudziesty pity 
Kilka godzin pniej stary Krzepecki zabra Marcjana do Beczczki, lubo ten nie mg si 
jeszcze trzyma na nogach i nie bardzo wiedzia, co si z nim dzieje. Poprzednio suba wykpaa 
go, wymya z wielkim trudem i przebraa w wie bielizn, ale wanie po ukoczeniu tych 
wszystkich czynnoci przyszo na osabienie tak wielkie, e kilkakrotnie zemdla i e dziki 
tylko wdkom pani Dzwonkowskiej, nalewanym na dzigiel i na kufrze ziele, przyprowadzony 
by do przytomnoci. Pan Serafin radzi pooy go do ka i czeka z wyjazdem tak dugo, pki 
cakiem nie wydobrzeje, lecz rozwcieczony w sercu stary Krzepecki nie chcia si na to zgodzi, 
aby nie zaciga dugu wdzicznoci wzgldem czowieka, przeciw ktremu zamierza z powodu 
zatrzymania panny Sieniskiej prawem czyni. Kaza tedy wymoci skarbniczek sianem i 
uoywszy Marcjana na kilimie jak na ou, ruszy, wrd pogrek na Bukojemskich i na 
samego gospodarza, do Beczczki. Byo przy tym a mieszne, e mwic cigle o pomcie, 
musia jednak przyjmowa pomoc Cyprianowicza, i zapoycza od niego szat, bielizny i siana; 
ale zalepiony gniewem, wcale tego nie czu, a panu Serafinowi byo te nie do miechu, 
albowiem uczynek czterech braci wielce go skopota i zaniepokoi. 
Tymczasem nadjecha wezwany umylnie listem ksidz Woynowski. Bukojemscy, wielce 
skonfundowani, siedzieli w oficynie, nie pokazujc nosa, wic pan Cyprianowicz sam musia 
opowiada wszystko, co zaszo, a ksidz sucha, sucha, od czasu do czasu uderza si domi 
po poach sutanny, ale nie gorszy si tak bardzo, jak pan Serafin przypuszcza. 
A wreszcie rzek: 
 Jeeli Marcjan umrze, to Bukojemskim bdzie bieda, ale jeli, jak mniemam, si wylie, w 
takim razie prdzej bym przypuci, e bdzie si mci prywatnie, ni eby mia im spraw 
wytacza. 
 Czemu za tak?  zapyta pan Serafin. 
 Bo to niemia rzecz na miech si caej Rzeczypospolitej podawa. Przy tym musiaby wyj 
na jaw i jego proceder z pann Sienisk, a to te nie przyczynioby mu dobrej sawy. 
Niechwalebne on ycie pdzi, przeto lepiej mu nie naraa si na to, aby wiadkowie coram 
publice musieli wyznawa wszystko, co o nim wiedz. 
 To moe i susznie  rzek Cyprianowicz  ale przecie Bukojemskim trudno wybaczy tak 
swawol. A ksidz machn tylko rk. 
 Bukojemscy jak to Bukojemscy! 
 C?  zapyta ze zdziwieniem pan Serafin  mylaem, e jegomo bardziej si zgorszysz. 
 Mj moci panie  odpar staruszek  wa sugiwae wojskowo, ale nie tak dugo jak ja. A 
jam si przez cay bieg ywota tylu onierskim swawolom napatrzy, e. mnie ju byle jaka nie 
zadziwi. le jest, e tak jest, i zgani ja ci to Bukojemskim, ale widywaem rzeczy gorsze, tym 
bardziej, e tu chodzio o sierot. Ba! powiem szczerze, i bardziej bym si gorszy, gdyby 
Marcjanowi uszy cakiem pazem jego uczynki. Pomyl wa, emy starzy, ale gdybymy byli 
modzi, toby nam te zawrzay serca. Oto, dlaczego nie mog cakiem potpi Bukojemskich. 
 Zapewne, zapewne  wszelako Marcjan moe i jutra nie doyje. 
 W boskim to rku, ale mwie wapan, e nie ranny?. 
 Nie, jeno jak jeden siniec  i cigle mdla. 
 To si i wylie, a mdla z fatygi. Ale trzeba pj do Bukojemskich i rozpyta, jak co byo. 
I poszed. Bracia przyjli go z radoci, albowiem mieli nadziej, e wstawi si za nimi do 
pana Cyprianowicza. Poczli si te zaraz kci o to, ktry ma zdawa relacj  i przestali 
dopiero wwczas, gdy ksidz przyzna pierwszestwo Mateuszowi. 
Wic w zabra gos i tak prawi: 
 Ojcze dobrodzieju, Bg patrzy na nasz niewinno!... Bo kiedymy si dowiedzieli od pani 
Dzwonkowskiej, e sierotka cae ciaeczko ma w sicach, przyszlimy do tej tu oficyny w takiej 
aoci, e gdyby nie dzbaniec wina, ktren gospodarz nam podesa, chybaby nam si byy serca 
rozpuky. To mwi jegomoci  pilim i pakalim, pilim i pakalim!... A i to te mielimy na 
pamici, e to nie byle dziewka, ale panna z senatorskiego rodu... Dy wiadomo, e na ten 
przykad: ko  im wikszej krwie, tym na nim skra ciesza. Smagnij batem zwykego 
podjezdka, to ledwie poczuje, a na szlachetnym rumaku zaraz ci prga wyskoczy... Pomylcie 
tedy, ojcze dobrodzieju, jak to musi mie skreczk i na plecach, i wszdy takie panitko? czy 
nie jak opatek?  sami powiedzcie? 
 A co mnie tam do jej skry  odrzek opryskliwie ksidz Woynowski. Mwcie lepiej, 
jakecie Marcjana przyapili. 
 Przysiglimy panu Cyprianowiczowi, e go nie rozsiekamy, alemy wiedzieli, e stary 
Krzepecki tu przyjedzie i wraz przyszo nam do gowy, e Marcjan wyskoczy naprzeciw. Tedy, 
wedle umowy, dwch z nas przytaszczyo jeszcze do dnia wielk solwk z dartym pierzem od 
jednej lenikowej do smolarni, a dwch wybrao na miejscu beczk co gstszej smoy  i 
czekalimy przy chaupie. Patrzym  jedzie stary Krzepecki, nic to! niech jedzie! Czekamy, 
czekamy, a nam si przykrzy i ju mylimy, czyby nie jecha do Beczczki, a wtem pachoek 
od smolarza daje zna, e nadjeda Marcjan gocicem. Wyjechalim i my, stanlim w poprzek 
na drodze:  Czoem!  Czoem!  A dokd to?  Przed siebie (powiada), prosto borem.  A na 
czyj szkod?  Na szkod (powiada) czy na korzy, odczepcie si!  I do szabli. A my go za 
kark. O! nie moe by! W mig cignlimy z konia, ktrego Jan pochwyci, i wleczem. Pocz 
krzycze, wywija nogami, ksa, zgrzyta, a my go piorunem do beczek, ktre stay jedna przy 
drugiej, i prawim:  O! taki synu! to sieroty bdziesz krzywdzi, panienkom hab grozi, na 
wielk krew nie zwaa, na pleckach smaga i mylisz, e nikt si za nimi nie ujmie: poznaj, e s 
litociwe serca. I buch go bem na d w smo. Wydobylim i znw:  Poznaj, e s czue dusze! 
I buch go w pierze!  Poznaj kawalersk fantazj!  buch go drugi raz w smo!  Poznaj 
Bukojemskich!  buch go znw w pierze! Chcielim i trzeci raz, ale smolarz pocz krzycze, e 
si zatknie, a on te oblepi si godnie, tak e mu ni nosa, ni oczu nie byo wida. Wtedy 
posadzilimy go na terlic i przywizali nogi ciasno pod brzuchem, eby nie zlecia. Konia 
pomalowalimy kwaczem i posypali te puchem, a potem do dzikiego z przyrodzenia bachmata 
wysmagalimy batogami i zdjwszy mu uzd, pognali przed si. 
 I przygnalicie go tu? 
 Jako osobliwego zwierza, bo chcielimy cho troch panienk pocieszy i pokaza jej nasze 
braterskie afekta. 
 A adniecie j pocieszyli! Ujrzawszy go przez okno, mao ze strachu nie umara. 
 No, ale jak ochonie, to przecie wdzicznie o nas pomyli. Sierocie zawsze mio czu nad 
sob opiek. 
 Wicej wycie jej zego ni dobrego uczynili. Kto wie, czy jej teraz Krzepeccy nie odbior. 
 Jakoe? na miy Bg! Albo to my damy! 
 A kto bdzie dziewki broni, gdy was do wiey zamkn? 
Usyszawszy to bracia stropili si wielce i poczli spoglda na si frasobliwymi oczyma. 
Wreszcie jednak ukasz uderzy si w czoo i rzek: 
 Do wiey nie zamkn, bo pierwej na wypraw ruszymy, ale jeli tak, jeli o bezpieczestwo 
panny Sieniskiej chodzi, to i na to znajdzie si rada. 
 Oj, oj!  zawoa Marek. 
 Jaka rada?  zapyta ksidz. 
 Polemy parol Marcjanowi, jak tylko ozdrowieje. Nie wyjdzie yw z naszych rk! 
 A jeli zaraz umrze? 
 Tedy zaradzi Bg. 
 Ale wy gardem przypacicie! 
 Przedtem Turkw nauszczymy, za co Pan Jezus nam nagrodzi. Niech tylko jegomo 
wstawi si za nami do pana Cyprianowicza, bo eby Stach tu by, toby te kpa Marcjana razem 
z nami. 
 A Jacek to niby nie?  zapyta Mateusz. 
 Jacek sprawi mu lepsz ani!  zawoa jakby mimo woli ksidz. 
 A widzi jegomo. 
Dalsz rozmow przerwao przybycie pana Cyprianowicza, ktry widocznie przychodzi z 
jakim wanym i gotowym ju postanowieniem, albowiem ozwa si z wielk powag: 
 Mylaem o tym, co nam czyni naley  i wiesz jegomo, com obmyli? Oto trzeba nam 
wszystkim do Krakowa wraz z pann Sienisk jecha. Nie wiem, czy tam obaczym naszych 
chopakw, bo nikt nie wie, gdzie chorgwie bd i wedle jakiej dyspozycji w pole rusz, ale 
trzeba dziewczyn pod opiek krla albo krlowej jejmoci odda lub gdyby si to nie udao, to 
choby w jakowym klasztorze j na czas ubezpieczy. Postanowiem, jako jegomoci wiadomo, 
zacign si na stare lata, aby razem z synem suy albo, jeli taka wola boska, razem i zgin. 
Podczas naszej nieobecnoci nie byoby dziewczynie bezpiecznie nawet i w Radomiu, pod opiek 
ksidza Tworkowskiego... Tym ichmociom (tu wskaza na Bukojemskich) trza te prdko 
znale si pod inkwizycj hetmask. Tu nie wiadomo, co si stanie... Mam znajomych na 
dworze: pana Matczyskiego, pana Gniskiego, pana Grothusa  i myl, e potrafi ich 
protekcj dla sieroty pozyska, co gdy si stanie, rozpytam o chorgiew Zbierzchowskiego i 
prosto do syna rusz, gdzie te i jegomocinego Jacka zobacz. Co? 
 Dla Boga!  zawoa ksidz Woynowski  to jest arcyprzednia myl. I ja z wami! i ja z 
wami!... do Jacka!... A co do panny Sieniskiej juci! Sia Sobiescy Sieniskim powinni! 
Bdzie jej w Krakowie bezpiecznie  i bliej... Bo i Jacekjestem pewiennie zapomnia... A 
po wojnie, co Bg da, to bdzie... Dadz mi tu zastpc z Radomia do parafii  a ja z wami!... 
 Wszyscy razem!  huknli z radoci Bukojemscy  do Krakowa! 
 I na pole chway!  zakoczy ksidz. 
Rozdzia dwudziesty szsty 
Nastay narady o wyprawie, nie tylko bowiem aden gos nie odezwa si przeciw niej, ale 
nawet i ksidz Woynowski pocz stara si o drugiego wikarego w Radomiu. Zreszt byo to 
postanowienie dawniejsze, zmienione tylko o tyle, e obecnie przyczy si do niego zamiar 
odwiezienia panny Sieniskiej do Krakowa i zabezpieczenia jej przed pocigiem Krzepeckich za 
pomoc opieki krlewskiej lub klasztornej. Przewidywa pan Cyprianowicz, e krlowi, zajtemu 
wojn, nie pora bdzie mwi o sprawach prywatnych, ale pozostawaa krlowa, do ktrej atwo 
byo znale wstp przez znajomych dygnitarzy, spokrewnionych po najwikszej czci z 
domami Sieniskich i Taczewskich. 
Byy obawy rwnie, aby na Jedlink nie napadli po wyjedzie gospodarza i Bukojemskich 
Krzepeccy i nie zrabowali wielkich dostatkw w sprztach i srebrach, znajdujcych si we 
dworze. Ale Wilczopolski zarcza, e si z czeladzi i z borowymi obroni i niczego tkn nie da. 
Srebra wywiz jednake pan Serafin do Radomia i w depozycie w klasztorze bernardynw 
zostawi, gdzie ju i poprzednio ulokowa by znaczne sumy, nie chcc ich trzyma w domu 
lecym wrd rozlegej Puszczy Kozienickiej. 
Tymczasem nadstawia pilnie ucha pan Serafin na wieci z Beczczki, duo bowiem od nich 
zaleao. Gdyby Marcjan umar, spadaby na Bukojemskich cika odpowiedzialno; w 
przeciwnym razie bya nadzieja, e nawet i procesu nie bdzie, trudno bowiem byo przypuci, 
aby Krzepeccy chcieli dobrowolnie wystawia si na pomiewisko. Za pewniejsz jeszcze rzecz 
uwaa pan Cyprianowicz, e i stary Krzepecki nie zostawi go z powodu panny Sieniskiej w 
spokoju; myla jednak, e gdy sierota raz znajdzie si pod opiek krlewsk, to tym samym 
zbraknie treci do sprawy. 
Wiedzieli tedy przez piwniczego, e Krzepecki ojciec jedzi do Radomia i do Lublina, ale 
jako krtko tam bawi. 
Co do Marcjana, przez pierwszy tydzie po wypadku chorza ciko i bya obawa, e smoa, 
ktrej napi si obficie, zadawi go albo cakiem pozatyka mu wntrznoci. Lecz w drugim 
tygodniu uczynio mu si lepiej. Nie opuszcza wprawdzie oa, albowiem nie mg trzyma si 
na nogach, koci bolay go okrutnie i czu si in summo grado fatigatus, ale pocz ju zion 
przeklestwa na Bukojemskich i rozkoszowa si myl o pomcie. Jako po upywie dwch 
niedziel pocza si zjeda do niego jego radomska kompania: rozmaici obwiesie z szablami 
na konopnych rapciach, w dziurawych butach i z zapadymi brzuchami, wiecznie godni i 
spragnieni. A on uradza z nimi i co knowa, nie tylko przeciw Bukojemskim i panu 
Cyprianowiczowi, ale take przeciw pannie Sieniskiej, o ktrej bez zgrzytania nie wspomina i 
takie potwarze na ni wymyla, e a ojciec musia go przestrzega, i to ju kryminaem 
pachnie. 
Echa tych knowa i grb dochodziy do Jedlinki i rozmaite na rne osoby czyniy wraenie. 
Pan Serafin, czowiek odwany, ale i rozwany, troch si nimi niepokoi, zwaszcza gdy 
przychodzio mu na myl, e ta nieprzyja ludzi zych i niebezpiecznych spadnie take i na jego 
syna. Ksidz Woynowski, ktry mia gortsz krew w yach, oburza si wielce i prorokowa, e 
Krzepeccy le skocz, a zarazem, lubo ju cakiem przejednany dla panienki, zwraca si 
jednake od czasu do czasu to do pana Cyprianowicza, to do Bukojemskich i mwi: 
 Kto wznieci wojn trojask? mulier! Kto zawdy przyczyn bitew i ktni? mulier! I tym 
razem tak jest! Winna czy niewinna, ale mulier! 
Lecz Bukojemscy lekce sobie wayli niebezpieczestwo groce wszystkim od strony 
Marcjana, a nawet rne sobie obiecywali z tej przyczyny uciechy. Ostrzegano ich jednak z wielu 
stron bardzo powanie. Panowie Sulgostowscy, panowie Silniccy, Kochanowscy i inni, wszyscy 
wielce oburzeni przeciw Marcjanowi, przyjedali kolejno do Jedlinki z wiadomociami, e w 
kup zbiera i pono osacznikw z puszczy nawet zaciga. Ofiarowali te pomoc, ale bracia nie 
chcieli pomocy i ukasz, ktry najczciej w imieniu wszystkich przemawia, tak raz 
odpowiedzia Rafaowi Silnickiemu, ktry zaklina ich, by si mieli na bacznoci: 
 Oj jej! Nie zawadzi przed wojn przypomnie sobie proceder i rce, ktre nam ju 
pordzewiay troch, rozprostowa i wprawi. Beczczka nie adna forteca, przeto niech Marcjan 
o wasnym bezpieczestwie myli, bo kt wie, co go moe jeszcze spotka, a jeli nas chce 
niewdzicznoci nakarmi, to owszem! niech sprbuje! 
Spojrza na to z pewnym zdziwieniem po braciach pan Silnicki i odrzek: 
 Niewdzicznoci nakarmi? No! juci wdzicznoci on chyba wapanom nie winien. Lecz 
ukasz oburzy si szczerze: 
 Jak to nie winien? Zali to nie moglimy go rozsieka? Kt go urodzi? Raz pani Krzepecka, 
a drugi raz nasza dyskrecja, ale jeli cigle bdzie na ni liczy, to powiedz mu wapan, e si 
pomyli. 
 I do, e tyle pann Sienisk zobaczy, ile wasne uszy  doda Marek. 
A Jan zakoczy: 
 Dlaczego nie? Nietrudno obcite uszy obaczy. 
I na tym skoczya si rozmowa. Bracia powtrzyli j pannie Sieniskiej, aby j uspokoi; co 
jednake byo zbyteczne, albowiem panienka nie bya z natury bojaliwa, a przy tym, o ile baa 
si Krzepeckich, a w szczeglnoci Marcjana, w Beczczce, o tyle bya przekonana, e w 
Jedlince nic jej ju nie grozi. Ujrzawszy przez okno na drugi dzie po przybyciu do Jedlinki 
Marcjana w pierzu, w postaci jakby jakiego szkaradnego zwierza gnanego batami przez 
Bukojemskich, po pierwszych chwilach okrutnego przeraenia, pomieszanego ze zdumieniem, a 
nawet litoci, nabraa takiej ufnoci w potg i moc braci, e nie umiaa sobie nawet wyobrazi, 
jak ktokolwiek mg ich si nie ba. Marcjan uchodzi przecie za czowieka gronego i za 
zabijak, a oto, co oni z nim zrobili. Wprawdzie poszczerbi ich wszystkich w swoim czasie 
Jacek  ale Jacek przerasta cakiem teraz w jej oczach zwykych ludzi i w ogle pokaza si jej 
przed ostatni rozk ze strony tak nieznanej, e wcale nie wiedziaa, jak go mierzy miar. 
Wzmianki, jakie czynili o nim sami Bukojemscy i pan Cyprianowicz, wraz ze sowami ksidza, 
ktry najczciej o nim wspomina, utwierdziy w niej tylko podziw dla tego przyjaciela lat 
dziecinnych, ktry niegdy by jej tak bliskim, a teraz sta si tak dalekim i odmiennym. 
Utwierdziy one w niej i tsknot za nim, i to sodsze jeszcze uczucie, z ktrego raz 
wyspowiadawszy si w chwili uniesienia ksidzu Woynowskiemu, zamkna si znw w gbi 
serca, jak bywa zamknita pera w muszli. 
Miaa przy tym jak niezachwian niczym pewno w duszy, e musi si z nim spotka i e 
go nawet wkrtce zobaczy. e za wyrwaa si z domu Krzepeckich, e czua nad sob potn 
opiek ludzi yczliwych, wic ta pewno staa si otuch i radoci jej ycia. Wrcio jej 
zdrowie, wrcia wesoo  i zakwita znw jak kwiat na wiosn. Stao si od niej janiej w 
caym tak dotychczas powanym dworze jedliskim. Pozbada zupenie pani Dzwonkowsk, 
pana Cyprianowicza i Bukojemskich. Byo jej wszdzie peno, a gdzie pokaza si jej zadarty 
nosek i zawieciy jej mode, wesoe oczy, tam rado i umiechy pojawiay si na wszystkich 
twarzach. Baa si tylko troch ksidza Woynowskiego, albowiem zdawao si jej, e on trzyma 
w rku losy i jej, i Jacka. Patrzya te na niego jakby z pewn pokor, ale i on, majc serce 
litociwe i w ogle jak wosk dla wszelkiego boego stworzenia mikkie, polubi j szczerze, a co 
wicej, poznawszy j bliej, cho czasem przezywa j krask i wiewirk, e to, jak mwi: tu 
jest, tu jej nie ma  coraz wicej ceni jej czyst dusz. 
Po owym pierwszym wyznaniu nie mwili jednak, jakby na skutek jakowej wsplnej umowy, 
o Jacku. Oboje czuli, e to zbyt,,delikatna materia. Pan Serafin nie mwi o nim z ni take 
nigdy przy ludziach, natomiast we cztery oczy wcale si nie krpowa i gdy pewnego razu 
zapytaa go, czy zaraz w Krakowie spotka si z synem, odpowiedzia rwnie pytaniem: 
 A czy wapanna nie yczyaby te sobie z kim si tam spotka? I myla, e wykrci si 
artem, lecz na jej jasnej twarzy ukaza si cie smutku i odrzeka powanie: 
 Komum uczynia krzywd, tego bym rada przeprosi jak najrychlej... 
Wic popatrzy na ni z pewnym wzruszeniem, ale po chwili inna wida myl przysza mu do 
gowy, bo pogadzi j po ranym policzku i rzek: 
 Ej! masz ty czym nagrodzi, e i sam krl lepiej nie potrafi, no! 
A ona usyszawszy to, spucia oczy i staa przed nim cudna i rumiana jak zorza ranna. 
Rozdzia dwudziesty sidmy 
Przygotowania do wyprawy szy szparko. Czelad wybrano starannie, ludzi silnych, zdrowych 
i trzewych. Bro, konie, wozy i bryki byy gotowe. Nie przepomniano, wczesnym zwyczajem, 
nawet i o chartach, ktre w czasie pochodu szy pod wozami, a ktrymi na postojach szczwano 
liszki i zajce. Wielo przygotowa i zapasw dziwia pann Sienisk, ktra nie spodziewaa 
si, e wyprawa wojenna tylu wymaga zachodw  i przypuszczajc, e wszystko to czyni si 
moe dla jej bezpieczestwa, pocza rozpytywa o te rzeczy pana Serafina. 
On za, jako czowiek roztropny i dowiadczony, tak na jej pytania odpowiedzia: 
 Pewnie, e i osob twoj mamy na wzgldzie, gdy tak myl, e ze strony Marcjana nie 
obejdzie si bez jakowego gwatu. Syszaa, e zabijakw zbiera, zmawia si z nimi i pije. Juci 
haba byaby to dla nas, gdybymy pozwolili, aby ci nam z rk wydar. Co bdzie, to bdzie, ale 
chobymy mieli jeden na drugim pa, musimy odwie ci przezpiecznie do Krakowa. 
Na to panna pocaowaa go w rk, mwic, e niewarta jest, by dla niej zdrowie naraali, a 
on machn tylko rk; 
 Ju bymy te nie mieli oczu ludziom pokaza  rzek  a przy tym tak si skada, e jedno 
da si doskonale z drugim pogodzi, bo na wojenn wypraw nie do jest i, ale trzeba j i 
roztropnie przygotowa. Ty si dziwujesz, e na kadego z nas po trzy i cztery konie wraz z 
czeladzi wypada, ale to wiedz, e ko na wojnie grunt. Wiele ich pada przez same pochody, 
przez przeprawy po rzekach i botach albo z rnych przygd obozowych. A potem co? Kupisz w 
prdkoci innego konia, ktry ma rozmaite vitia i narowy, i ten ci w naciszej chwili 
zawiedzie. Dlatego, chocia sowite poczty, a w nich zacne konie powiedli ze sob i mj syn, i 
Jacek Taczewski, jednake na wszelki wypadek pomylelimy, eby jeszcze po jednym rumaku 
dla kadego z nich przyprowadzi; a ksidz Woynowski, nad ktrego nie masz wikszego 
znawcy, kupi za tanie pienidze u starego pana Podlodowskiego takiego turka dla Jacka, e i 
hetman nie powstydziby si na nim pokaza. 
 Ktrene jest przeznacze dla syna waszmoci?  zapytaa panna. Pan Cyprianowicz 
popatrzy na ni, ruszy gow, umiechn si i rzek: 
Wszelako ksidz Woynowski ma racj w tym, co o niewiastach mwi. Choby to licho byo 
najpoczciwsze, to i takie bdzie chytre. Pytasz, ktren ko jest dla mego syna? Tedy ci 
odpowiem tak: dla Jacka jest ten cisawy ze strzak na czole i bia zadni lew pcin. 
 Wapan mi dokuczasz!  zawoaa panienka. 
I prychnwszy na niego jak kotka, zakrcia si na miejscu i znika. Lecz tego samego dnia 
poginy orodki z buek i sl z solniczek, a na drugi dzie zobaczy pan ukasz Bukojemski 
rzecz wielce ciekaw: oto przy studni na podwrzu cisawy rumak trzyma nozdrza ukryte w 
biaych rczkach panny Sieniskiej, a gdy nastpnie odprowadzano go do stajni, oglda si za 
ni raz po raz, wyraajc krtkim urywanym reniem swoj tsknot. Pan ukasz nie mg 
wwczas zapyta o przyczyn tej konfidencji, gdy wielce by adowaniem wozu zajty, wic 
dopiero po poudniu zbliy si do dziewczyny z oczyma penymi zachwytu i rzek: 
 Czy wapanna zauwaya jedn rzecz? 
 Jak?  spytaa panienka. 
 e nawet i bydl pozna si na tym, co jest prawdziwy specja... A ona zapomniawszy, e j 
rano widzia, i widzc w zachwyt w jego oczach, podniosa ze zdumieniem swe liczne brwi i 
spytaa: 
 Kogo wapan ma na myli? 
 Kogo?  powtrzy Bukojemski.  Jackowego konia. 
 Ach, konia!... 
To rzekszy parskna miechem i ucieka z ganku do pokoju, on za zosta, zdziwiony i troch 
zmieszany, nie rozumiejc, dlaczego ucieka i skd jej si wzia tak naga wesoo. 
Upyn jeszcze tydzie  i przygotowania dobiegy koca, ale panu Cyprianowiczowi jako 
niepilno byo w drog. Odkada z dnia na dzie, poprawia rozmaite drobiazgi, narzeka na 
upay, a w kocu sta si cakiem frasobliwy. Panienka tsknia do wyjazdu. Bukojemscy poczli 
si cakiem niecierpliwi, a wreszcie i ksidz Woynowski uzna, e dalsza zwoka byaby tylko 
prn strat czasu. 
Lecz pan Serafin tak im na ich przynaglania odpowiedzia: 
Mam wiadomo, i krla jegomoci nie masz jeszcze w Krakowie i nie zaraz tam bdzie; 
tymczasem wojska tam maj cign, ale nie wszystkie i nie wiadomo kiedy. Przykazaem 
Stanisawowi, aby co miesic przysa mi pachoka z listem i z dokadnym wskazaniem, gdzie 
chorgiew stoi, ktrdy pjdzie i pod czyj komend. Ow upyno ju siedem niedziel bez 
nijakiej wieci. Listu spodziewam si lada dzie i dlatego zwcz, a powiem wapastwu, e i 
troch si niepokoj. Bo nie wyobraajcie sobie, abymy ich koniecznie mieli zasta w 
Krakowie. Ba! moe si zdarzy, e ich tam wcale nie bdzie. 
 Jak to?  spytaa z niepokojem panna Sieniska. 
 Tak, e chorgwie wcale niekoniecznie potrzebuj przez Krakw przechodzi. Gdzie ktra 
stoi, stamtd moe i prosto, jako sierpem rzuci, a gdzie znajduje si teraz pan Zbierzchowski  
nie wiem. Nu go wysano gdzie nad lsk granic albo do wojsk hetmana wielkiego, ktre od 
strony Rusi cign. Czsto tak bywa, e przed wojn przerzucaj chorgwie z jednego miejsca w 
drugie, choby dlatego, by je do pochodw wdroy. W cigu siedmiu niedziel rozmaite mogy 
przyj rozkazy, o ktrych powinien mnie by Stanisaw zawiadomi, a e nie zawiadomi, przeto 
si i troskam, bo i to te wiadomo, e w obozach czste bywaj zwady i pojedynki. Nu si co 
stao! Ale choby i nie, trzeba nam przecie wiedzie, gdzie jest chorgiew i skd wyruszy. 
Zasmucili si tymi sowy wszyscy, lecz ks. Woynowski rzek: 
Chorgiew przecie nie pilka ani te nie guzik, ktry jeli si od kapoty oberwie a w traw 
wpadnie, to go i odnale trudno. Ju si te waszmo nie troszcz! W Krakowie prdzej si o 
niej dowiemy ni w Jedlince. 
 Ale si moem z listem zmin. 
 To ostawi Wilczopolskiemu rozkaz, by list za nami posa. Ot, co jest! a przez ten czas w 
Krakowie obmylemy przezpieczne schronienie dla panny Sieniskiej i gdy przyjdzie ruszy, 
bdziem ju mieli woln gow. 
 Racja! Racja! 
 Tedy tak radz. Jeli do jutra nic nie bdzie, to wieczorem ruszymy chodkiem do Radomia, 
a potem dalej na Kielce, Jdrzejw i Miechw. 
 A moe by do Radomia pojutrze witaniem, eby za przez lasy noc nie przejeda i 
zasadzki ze strony Krzepeckich unikn. 
 O nie wadzi nic! Lepiej chodkiem!  zawoa Mateusz Bukojemski. Jeeli maj napa, 
to tak samo napadn w dzie jak i w nocy, a noce teraz widne. 
To rzekszy pocz zaciera z zadowoleniem donie, a trzej pozostali bracia poszli zaraz za 
jego przykadem. 
Lecz ksidz Woynowski innego by zdania. Wtpi on bardzo, aby Krzepeccy odwayli si na 
publiczn napa. Marcjan  moe, ale stary Krzepecki zbyt jest na to mdry i nadto dobrze wie, 
czym taka sprawa pachnie i jak ju niejeden gwatownik przypaci raptus puellae. Wreszcie 
wobec ich siy i Marcjan nie mgby liczy na zwycistwo, a natomiast mgby w kadym razie 
liczy na pomst ze strony Jacka i Stanisawa. 
Bukojemskim bardzo popsuy rado sowa ksidza, ale pocieszy ich Wilczopolski, ktry 
pocz zaprzecza, trz gow, stuka swoj drewnian nog w podog, a wreszcie rzek: 
 Choby do Radomia, ba, do Kielc i do Miechowa nie spotkaa waszmociw adna 
przygoda, radz a do samych bram krakowskich adnej ostronoci nie poniecha, bo bory 
wszdy po drodze s, a ja, jako najlepiej modego Krzepeckiego znajcy, zupenie jestem pewien, 
e ten diabe co obmyli. 
Rozdzia dwudziesty smy 
Nadszed wreszcie dzie odjazdu. Orszak wyruszy z Jedlinki witaniem, o cudnej pogodzie, 
w okazaej liczbie ludzi i koni. Prcz kolaski obitej blach i skr, przeznaczonej dla panny 
Sieniskiej z pani Dzwonkowsk i dla ksidza Woynowskiego na wypadek, gdyby dawny 
postrza zbyt mu na koniu dokucza, szo trzy bryki mocno adowne, zaprzone w cztery konie; 
przy kadej, liczc z wonic, trzech czeladzi. Za panem Serafinem Cyprianowiczem szeciu 
konnych pachokw, przybranych w turkusow barw, powodowao konie zapane. Ksidz mia 
dwch, panowie JeoBukojemscy po dwch, prcz jednego lenika, ktry pilnowa wzka z 
ubami, razem wic trzydziestu czterech ludzi dobrze zbrojnych w szable i bandolety ruszyo w 
dalek drog. Wprawdzie w razie jakowego napadu kilkunastu spomidzy nich nie mogoby 
wzi udziau w obronie, albowiem musieliby pilnowa wozw i koni, ale i tak panowie 
Bukojemscy byli przekonani, e w takiej liczbie mogliby wiat przejecha i e niezdrowo byoby 
ich zaczepi choby trzykro i czterykro liczniejszej kupie. Serca ich rozpieraa rado tak 
wielka, e ledwie mogli usiedzie na koniach. Czynili oni swego czasu mnie przeciw Tatarom i 
Kozakom, ale byy to lada jakie wojny, potem za, gdy osiedli w puszczy, modo schodzia im 
jeno na lustracjach ostpw, na niedbaym pilnowaniu borowych, na biciu niedwiedzi, ktrych 
obowizani byli strzec dla krla, i na pijastwie w Kozienicach, w Radomiu i w Przytyku. I teraz 
dopiero, gdy jeden drugiego trca strzemieniem, gdy szli na wielk wojn z ca niezmierzon 
potg tureck, czuli, e to wanie jest ich prawdziwe przeznaczenie, e dawne ycie byo marne 
i liche, a ninie zaczyna si prawdziwe i cne, i icie takie, do jakiego Bg Ojciec szlachcica 
polskiego stworzy. Syn Boy odkupi, a Duch wity owieci. Nie umieli tego sobie jasno 
pomyli ani wyrazi sowy, albowiem w tym nie byli nigdy zbyt mocni, ale chciao im si a 
krzycze z radoci. Pochd wydawa im si zbyt wolny. Ot! wypuci by im konie wichrem i 
lecie ku temu wielkiemu przeznaczeniu, ku wielkiej bitwie Polakw z pogany, ku tryumfowi 
przez polskie rce krzya nad pksiycem, ku chwalebnej mierci, ku wiekopomnej sawie. 
Czuli si jacy wysi, czystsi, zacniejsi i jeszcze bardziej w swym szlachectwie uszlachceni. O 
Marcjanie Krzepeckim i o jego hultajskiej kompanii, o zawadach i przeszkodach na drodze 
prawie e nie myleli. Wydawao im si to jakie maluchne, marne i niewarte uwagi. A to, 
gdyby im cae zastpy stany na drodze, przeszliby po nich jak burza, przejechaliby im jakby 
mimochodem po brzuchach i poszli dalej. Rozbudziy si w nich przyrodzone lwie dze i 
bojowa rycerska krew pocza w nich gra z tak si, e gdyby kazano im skoczy we czterech 
na ca gwardi sutask, nie zawahaliby si ani chwili. 
A podobne i w dodatku jeszcze osnute na dawnych wspomnieniach uczucia napeniay serca i 
pana Serafina, i ksidza Woynowskiego. Ksidz kwiat ycia spdzi w polu z szabl albo kopi w 
rku. Pamita cae szeregi klsk i zwycistw. Pamita straszliw rebeli Chmielnickiego, te 
Wody, Korsu, Piawce, przesawny Zbara i olbrzymi bitw beresteck. Pamita najcie 
szwedzkie z nieskoczon iloci walk i napad Rakoczego. By w Danii, gdy zwyciski nard, 
nie kontentujc si pogromem i wygnaniem Szwedw z ojczyzny, posa za nimi niezwycione 
puki Czarnieckiego a hen, nad dalekie morza; bra udzia w rozgromi Chowaskiego i 
Dogorukiego, zna najwikszych mw i najwikszych rycerzy, by uczniem niemiertelnego 
Woodyjowskiego, kocha si w bitwach, rzeziach, szturmach i przelewach krwi, ale wszystko to 
pty trwao, pki nie zamaa na duszy prywatna niedola i pki nie zosta ksidzem. Od tego 
czasu zmieni si do gruntu i gdy zwracajc si sprzed otarza do ludu, mwi:,,Pokj z wami! to 
mniema, e wypowiada najwiksze Chrystusowe przykazanie i e wszelka wojna, jako temu 
przykazaniu przeciwna, jest jednak dyzgustem Bogu i grzechem przeciw miosierdziu, i zaka 
dla ludw chrzecijaskich. Dla jednej wszelako czyni wyjtek: dla wojny z Turczynem. Bg 
posadzi na koniu nard polski  mawia  i zwrciwszy go piersi ku wschodowi, tym samym 
mu jego przeznaczenie i swoj wol oznajmi. Wiedzia, dlaczego nas wybra, a innych za 
plecami naszymi umieci, przeto jeli chcemy nasz misj jak rwnie jego rozkaz godnie 
speni, to wiecznie nam tam stercze ska ku temu morzu i plugawe jego fale piersi rozbija. 
Sdzi te ksidz Woynowski, e Bg umylnie posadzi na tronie takiego krla, ktren ju jako 
hetman tyle krwi pogaskiej wytoczy, aby przez jego rce ostateczny cios tej strasznej potdze 
zada i raz na zawsze zgub od chrzecijaskiego wiata odwrci. Zdawao mu si, e wanie 
teraz wielka godzina przeznacze i spenienia woli boej nadesza, wic patrzy na t wojn jak 
na wit wypraw krzyow i radowa si myl, e wiek, trudy i rany nie tak jeszcze zupenie 
przycisny go do ziemi, aby nie mg w niej wzi udziau. 
Potrafi jeszcze chorgwie ogania, potrafi jeszcze, dawny onierz na Chrystusowym 
ordynansie, wspi konia i skoczy z krzyem w rku w najwiksz gstw bitwy, z t pewnoci 
w sercu, e w lad za nim i za krzyem tysic kopii wrazi si w ciaa pogan lub tysic szabel 
zazgrzyta na ich czerepach. Wreszcie poczy mu nadlatywa do gowy i bardziej osobiste, 
zgodne z dawn natur myli. Krzy przecie mona trzyma w lewej rce, a w prawej szabl. Nie 
podnisby jej ju, jako kapan, przeciw adnemu narodowi chrzecijaskiemu, ale przeciw 
Turkom! godzi si! godzi!... Ot dopiero pokae modym, jako si gasi pogaskie wiece, jako 
si goli, jako si kosi, jacy to byli dawniej onierze. Ba! podziwiano go tam niegdy na 
niejednym polu, moe si teraz i sam jegomo krl zadziwi! I ta myl tak wielk przeja go 
uciech, e pocz si myli w racu: 
Zdrowa Maria... bij! morduj!... aski pena  w nich!... Pan z Tob rnij! A si 
wreszcie opamita: Tfy! do licha! sawa dym... Czy mnie ta giez uksi? Non nobis! non nobis, 
sed nomini tuo... I j uwaniej przesuwa paciorki. 
Pan Serafin odmawia take poranne pacierze, ale od czasu do czasu spoglda wesoymi 
oczyma to na ksidza, to na panienk, to na panw Bukojemskich, ktrzy obok niej toczyli 
komi, to na drzewa i polanki lene skpane w rosie. Wreszcie, gdy skoczy ostatni zdrowak, 
zwrci si do staruszka i odetchnwszy gboko, rzek: 
 Jegomo wydajesz si mi jako dobrej myli? 
 I waszmo take  odrzek ksidz. 
 Bo pewnie. Pki czek nie wyruszy, to si krzta, zabiega i troska; dopiero gdy go wiatr w 
polu obwieje, zaraz mu lekko na sercu. Pamitam, e jakemy dziesi lat temu szli pod Chocim, 
to taka jaka dziwna ochota bya we wszystkich ludziach, e cho to dziao si w listopadzie i w 
srogie niepogody, niejeden i opocz z siebie zrzuci z przyczyny tej gorcoci, ktra mu sza od 
serca. No  i Bg, ktry da wwczas tak wielk Wiktori, daj chyba i teraz, bo przecie wdz 
ten sam, a wigor i mstwo nie mniejsze. 
Chwal, wiem ci ja, ludzie to szwedzkie wojska, to francuskie, ba, nawet i Niemcw, ale 
przeciw Turkom nie masz nad naszego onierza! 
 Syszaem, jak krl jegomo raz to samo mwi  odpowiedzia ksidz.  Niemcy (mwi) 
cierpliwie w ogniu stoj, ale atakujc mru oczy, a moich (powiada) bylem nos w nos 
doprowadzi, to ju jestem spokojny, bo mi tak wygol, jak adna jazda nie wygoli. I prawda. 
Hojnie nas Pan Jezus co do tego obdarzy, a nawet nie tylko szlacht, ale i chopw. A na 
przykad nasze anowe piechoty? Jak splun w garci, a pjd z muszkietami naprzd, to im i 
najtsze janczary nie dostoj. Widzielimy to obaj nieraz. 
 Byle Bg Stacha i Jacka w zdrowiu zachowa, to rad jestem, ze w pierwszym polu przeciw 
Turkom bd czynili. Ale jak te jegomo miarkujesz, przeciw komu Turczyn najwiksz 
potg obrci? 
 Wedle mego mniemania przeciw cesarzowi, bo z nim ju wojuje wspierajc rebelizantw 
wgierskich, ale Turczyna sta na dwie i trzy armie i dlatego nie wiadomo, gdzie si nam z nim 
ostatecznie spotka przyjdzie. 
 Z tego te zapewne powodu nie masz u nas dotychczas generalnego obozu, a chorgwie, 
stosownie do wieci, jakie nadchodz, cigle przenosz si z jednego miejsca na drugie. Stoj 
puki z panem Jabonowskim pod Trembowl; inne cign ku Krakowu, inne jak ktremu 
wypadnie. Nie wiem, gdzie jest w tej chwili wojewoda woyski i gdzie chorgiew 
Zbierzchowskiego. Czasem myl, e Stach dlatego tak dawno nie pisa, e moe puk zblia si 
w te strony. 
 Jeli ma rozkaz pj ku Krakowowi, to pewnie, e niedaleko musi przeciga: zaley gdzie 
przedtem sta i skd wyruszy. Moe w Radomiu zasigniemy jakich wieci. Wszake w Radomiu 
pierwszy nocleg? 
 Tak jest. Chciabym te, by praat Tworkowski dziewczyn zobaczy i ostatecznej rady 
udzieli. Ma nam da listy w jej sprawie do Krakowa. 
Rozmowa urwaa si na chwil, po czym pan Cyprianowicz podnis znw oczy na ksidza 
Woynowskiego i zapyta: 
 A co te jegomo mylisz, co bdzie, jeli si oni z Jackiem w Krakowie spotkaj? 
 Nie wiem: spotkaj si albo i nie spotkaj... Bdzie, jak Bg zechce. Jacek mgby tam z 
czasem przez maestwo fortun rodow restaurowa, a ona goa jak wita turecka... Bogactwo 
samo w sobie furda, jeno e o splendor rodu chodzi... 
 Ale i ona familiantka. I nie mwic ju o tym, e dziewka jak zoto, to przecie wiadoma 
rzecz, e oni si na umor kochaj. 
 O! zaraz na umor!... 
I widocznie niezbyt chtnie mwi o tej materii, bo pocz o czym innym: 
 Ot  rzek  lepiej pamitajmy o tym, e na to zoto czyha rabu. Pamitasz waszmo, co 
mwi Wilczopolski? 
Pan Serafin rozejrza si na wszystkie strony po gbiach lenych i rzek: 
 Nie omiel si Krzepeccy, nie omiel! Kupa nas grzeczna  i patrz jegomo, jak naok 
wszystko spokojnie. Chciaem, by dziewczyna siada dla bezpieczestwa do kolaski, ale si 
wypraszaa... Nic si nie boi... 
 No! krew bo w niej dobra  mrukn ksidz.  Ale te uwaam, e wapana to ju ona 
cakiem pozbada. 
 E! troch i jegomoci  odpar Cyprianowicz  ale co do mnie, to po prostu przyznaj. Jak 
zacznie o co prosi, to tak jako osobliwie umie lepkami mruga, e ani rusz odmwi. Rne 
sposoby maj niewiasty, a czy jegomo zauway, e ona ma wanie to mruganie, przy ktrym 
rce skada? W pobliu Beczczki ka jej wle do kolaski, ale tymczasem chciao jej si 
koniecznie jecha na podjezdku, e to (powiada) zdrowiej. 
 I na taki czas pewnie, e zdrowiej. 
 Patrz; jegomo, jaka to ju rowa  jak wilcze yko. 
 A co mnie po jej rowoci?!  rzek ksidz  ale e dzionek pikny, to prawda. 
Jako pogoda bya istotnie cudna, a ranek wiey, rosisty. Pojedyncze krople na igach sosen 
byszczay tcz jak diamenty. Wntrze lasu byo jasne od leszczyny przetykanej promiemi 
rannego soca. W gbinach gwizday wesoo wiwilgi. Naok pachniao igliwiem  i caa 
ziemia zdawaa si radowa socu i powietrznemu bkitowi bez chmurki. 
Tak posuwajc si naprzd, dotarli nareszcie do owej smoami, przy ktrej Bukojemscy 
pojmali niedawno Marcjana Krzepeckiego. Obawy jednake, e w tym miejscu bdzie urzdzona 
jaka zasadzka, okazay si ponne. Wedle studni stao tylko dwa wzki chopskie adowne smo 
i zaprzone w liche konita ze bami poukrywanymi w torbach z obrokiem. 
Wonice stali obok koni, poywiajc si chlebem i serem, ale na widok okazaego orszaku 
pochowali czym prdzej ywno i pozdejmowawszy czapki przypatrywali si z ciekawoci 
przejezdnym. Na pytanie, czy nie widzieli zbrojnych ludzi, odrzekli, e od rana czeka tu jaki 
jedziec, ktry przed chwil, ujrzawszy z dala orszak, puci si co ko wyskoczy w przeciwn 
stron. Wiadomo ta zaniepokoia pana Serafina, sdzi bowiem, e by to czowiek wysany na 
zwiady przez Krzepeckich. Wic, jako dowdca, podwoi baczno. Dwom pachokom kaza 
zjecha na boki, aby zbada br cigncy si po obu stronach gocica, dwch wysa naprzd z 
rozkazem, aby jeli dostrzeg jakow kup zbrojn, dali ognia z bandoletw i wracali co 
najpieszniej ku wozom. Upyna jednak godzina bez adnego alarmu. Orszak posuwa si 
wolno naprzd, pilnie spogldajc przed si, za si i na boki, ale w boru byo cicho. Fiukay tylko 
wci wiwilgi, a tu i owdzie odzywao si pukanie pracowitych kowalikw lenych, dziciow. 
Wysunli si wreszcie na obszern polan, przed ktr pan Cyprianowicz i ksidz kazali 
koniecznie panience zle z podjezdka i wsi do kolaski, albowiem mieli przejeda teraz 
niedaleko Beczczki, ktrej drzewa, a nawet i ukryty midzy nimi dwr mona byo dojrze 
goym okiem. Panna Sieniska spogldaa ze wzruszeniem na w dom, w ktrym upyno tyle 
lepszych i gorszych lat jej ycia. Chciao jej si te popatrzy przede wszystkim na Wyrbki, ale 
zasaniay je lipy beczckie, tak e z powozu nie mona byo nic zobaczy. Przyszo jej jednake 
na myl, e moe tych miejsc nigdy w yciu ju nie zobaczy, wic westchna cicho i 
posmutniaa. 
Panowie Bukojemscy poczli spoglda bystro i wyzywajco na dwr, na wie i na okolic  
ale wszdy panowa spokj najwikszy. Po przestronnych, zatopionych w wietle sonecznym 
ugorach pasy si owce i krowy pilnowane przez kupki dzieci i psy; gdzieniegdzie bielay stadka 
gsi, ktre gdyby nie upa letni, mona byo z dala poczyta za szmaty niegu lece na 
pochyociach; zreszt okolica wydawaa si nawet pusta. Pan Cyprianowicz, ktremu nie brako 
kawalerskiej fantazji, chcc pokaza Krzepeckim, jak mao sobie z nich robi, nakaza umylnie w 
tym miejscu pierwszy postj, aby da oddech koniom. Stan wic orszak wrd przyginanych 
wiatrem, szeleszczcych lekko anw yta i wrd ciszy polnej, mconej tylko parskaniem koni. 
 Zdrw! zdrw!  odpowiadali im czeladnicy. 
Jednake najmodszy z braci Bukojemskich, Jan, ktremu wcale nie w smak by ten spokj, 
zwrci si w stron dworu i pocz, wymachujc rk, woa nieobecnych Krzepeckich. 
 A pjdcie tu ino, tacy synowie! poka no ino Pniaku, swoj psi mord, wnet ci tu j 
szablami okrzeszem! 
Po czym pochyli si do kolaski: 
 Widzisz, wapanna  rzek  niepieszno byo na nas napada ni Marcjanowi ze swoj 
kompani, ni osacznikpm w puszczy. 
 To i osacznicy napadaj?  zapytaa panienka. 
Oj! oj! ale nie na nas. Mao to ich w Kozienickiej Puszczy i w lasach ku Krakowu. eby 
tak krl jegomo darowanie win ogosi, starczyoby samych tutejszych na dwa grzeczne 
regimenty piechoty. 
 Wolaabym spotka osacznikw ni t kompani pana Marcjana Krzepeckiego, o ktrej tyle 
razy w Beczczce straszne rzeczy ludzie rozpowiadali. Nie syszaam, eby osacznicy napadli 
kiedy na jaki dwr. 
 Bo zbj ma ten sam rozum co wilk.Uwa wapanna, e wilk nigdy nie zarnie owcy albo 
bydlcia w tej wsi, w ktrej ma gniazdo. 
 A jake! dobrze mwi!  zawoali inni bracia. 
Jan za, rad z pochway, tumaczy dalej: 
 Zbj te nigdy nie napada na wsie i dwory w tej puszczy, w ktrej ywie, a to z tej 
przyczyny, e gdyby si miejscowi ludzie na niego zawzili, to  jako wiadomi borw i 
wszelkich w nich kryjwek  atwiej by go wytropili. Przeto osacznicy albo w dalsze strony 
wyprawy czyni, albo te na przejezdnych nastpuj, nie zwaajc, czy wiksza, czy mniejsza 
kupa idzie. 
 Nie boj si? 
 Boga si nie boj, a mieliby si ludzi ba? 
Lecz panna Sieniska mylaa ju o czym innym, wic gdy pan Serafin zbliy si do kolaski, 
zacza mruga po swojemu i prosi: 
 A po co ja w kolasce, skoro adna napa nie grozi? Monali na podjezdka? mona mi? 
 A po co?  odpowiedzia pan Serafin  sonko wysoko i opalioby liczko wapanny. Nu by 
kto z tego by nierad? 
Usyszawszy to panienka cofna si nagym ruchem w gb kolaski, a pan Cyprianowicz 
zwrci si do braci: 
 Czy nieprawda? 
Lecz oni, nie majc nad miar bystrych umysw, nie zrozumieli, o co chodzi, i poczli pyta: 
 Kto? kto? 
Wic pan Cyprianowicz wzruszy ramionami i rzek: 
 Ksidz biskup krakowski, cesarz niemiecki i krl francuski. 
Po czym da znak i kawalkada ruszya dalej. 
Minli Beczczk i jechali znw wrd pl uprawnych, ugorw, k i rozlegych 
powietrznych przestrzeni obramowanych na widnokrgu sin wstg lasu. W Jedlni zatrzymali 
si na drugi postj, w czasie ktrego piwowarowie miejscowi oraz mieszczanie i chopi egnali 
si z ksidzem Woynowskim  i przed wieczorem stanli na pierwszy nocleg w Radomiu. 
Marcjan Krzepecki nie da najmniejszego znaku ycia. Dowiedzieli si, e poprzedniego dnia 
by w Radomiu i pi z kompani, ale na noc wrci do domu; wic ksidz i pan Cyprianowicz 
odetchnli swobodniej, sdzc, e adne ju niebezpieczestwo nie zagraa im po drodze. 
Rozdzia dwudziesty dziewity 
Praat Tworkowski zaopatrzy ich w listy do ksidza Hackiego, do podkanclerza Gniskiego, o 
ktrym wiedzia, e ca chorgiew wasnym kosztem na przysz wojn zaciga, i do pana 
Matczyskiego. By te wielce rad i pannie Sieniskiej, i ksidzu Woynowskiemu, dla ktrego 
wiele mia przyjani, i panu Cyprianowiczowi, w ktrym ceni dobrego acinnika, rozumiejcego 
wszelkie cytaty i maksymy. Sysza i on o grobach Marcjana Krzepeckiego, ale niewiele z nich 
sobie robi sdzc, e gdyby w mia istotnie zamiar napa na orszak, to byby napad zaraz w 
Puszczy Kozienickiej, ktra lepiej si nadawaa do tego rodzaju przedsiwzicia ni lasy lece 
za Radomiem ku Kielcom. Mody was nie napadnie  mwi panu Cyprianowiczowi  a stary 
wapana nie pozwie, albowiem miaby ze mn do czynienia, wie za, e ja prcz cenzur 
duchownych mam i inne na niego sposoby. Goci ich tedy przez cay dzie, a puci dopiero 
przed wieczorem. Poniewa za wszelkie niebezpieczestwo zdawao si by stanowczo 
usunite, wic pan Cyprianowicz zgodzi si na nocn podr, tym bardziej e rozpoczy si 
srogie upay. 
Jednake pierwsz mil ujechali jeszcze za dnia. Nad rzek Oronk, tworzc gdzieniegdzie 
bagna, zaczynay si znw w owych czasach rozlege sosnowe bory, otaczajce Orosk, Such, 
Krogulcz i cignce si a do Szydowca i dalej  do Mroczkowa i Bzina, a hen, ku Kielcom. 
Posuwali si z wolna, albowiem stary gociniec szed miejscami wrd wydm i piachw, 
miejscami za, zniajc si znacznie, zmienia si w groble botniste i wymoszczone wrd 
trzsawisk, przez ktre ni wz, ni konny czowiek nie mg przedosta si nigdy, a pieszy tylko 
w lata bardzo suche. Te okolice nie cieszyy si te dobr saw, ale oni, czujc si w mocy, nie 
bardzo o to dbali, radzi, e jad chodkiem, gdy upa nie dokucza ludziom, a lepaki koniom. 
Noc zaskoczya ich niebawem, ale pogodna i jasna. Bya penia. Sponad boru podnis si 
ogromny, czerwony ksiyc, ktren zmniejsza si i blad w miar tego, jak coraz wyej wzbija 
si ku grze, po czym zbielawszy cakiem, pyn jak srebrny abd po granatowej toni nocnego 
nieba. Wiatr usta. Nieruchomy br pogrony by w zupenej ciszy, ktr przeryway tylko gosy 
bkw, dochodzce z odlegych staww, i derkaczy grajcych wrd traw na bliszych kach. 
Ksidz Woynowski zaintonowa: Zawitaj, Panno mdra, domie Bogu miy, na co cztery 
basy panw Bukojemskich i gos pana Cyprianowicza odpowiedziay mu zaraz: ktry zoty st 
i siedm kolumn ozdobiy; do chru przyczya si panna Sieniska, za ni czelad i przez czas 
jaki brzmia br pieni pobon. Lecz gdy odpiewali cae godzinki i odmwili wszystkie 
zdrowaki, zapada znw cisza. Ksidz, bracia i pan Serafin rozmawiali jeszcze czas jaki 
znionymi gosami, nastpnie poczli drzema, a w kocu posnli na dobre. 
Nie syszeli te ani przyciszonych: wio! wio! wonicw, ani parskania koni, ani cmoktania 
bota pod kopytami na dugiej grobli, idcej przez grzskie, pokryte sitowiem i tatarakiem 
trzsawisko, na ktr wkrtce przed pnoc wjechali. Zbudzi ich dopiero krzyk pachoka 
jadcego na przedzie: 
 Stj! stj! 
Wszyscy pootwierali oczy. Panowie Bukojemscy wyprostowali si na kubakach i ywo 
poskoczyli przed si. 
 A co tam? 
 Droga zagrodzona! Rw w poprzek, a za rowem zasiek! Szable braci zazgrzytay w 
pochwach i rozbysy przy wietle miesica. 
 Do broni! zasadzka! 
Pan Cyprianowicz w jednej chwili znalaz si przed przeszkod i zrozumia: nie byo si co 
udzi! grobla bya przekopana szerokim rowem, za rowem za leay w poprzek cae sosny wraz 
z konarami, spitrzone w olbrzymi zawa. Ludzie, ktrzy zamknli w ten sposb drog, mieli 
widocznie zamiar wpuci orszak na grobl, z ktrej nie byo zjazdu na boki, a nastpnie napa 
go z tyu. 
 Do rusznic! do bandoletw!  zagrzmia gos ksidza Woynowskiego. Id!... 
Jako o sto krokw za nimi jakie ciemne postacie, dziwne, kwadratowe, cakiem do ludzkich 
niepodobne, poczy pojawia si na grobli i biec szybko ku wozom. 
 Ognia!  skomenderowa ksidz. 
Rozleg si huk i jaskrawe rzuty pomienia rozdary nocn pomrok. Jedna tylko posta 
potoczya si na ziemi, inne natomiast poczy biec tym prdzej ku taborowi, a za nimi 
pokazyway si coraz gstsze kupy. 
Dowiadczony przez cae lata wojen, ksidz Woynowski domyli si zaraz, e ludzie ci nios 
przed sob pki trzcin, oziny lub somy i e dlatego pierwsza salwa wywara tak may skutek. 
 Ognia! Kolejno! po czterech! i w kolana!  zakrzykn. Dwch pachokw miao gardacze 
ponabijane siekacami. Ci gdy, zrwnawszy si z innymi, plunli po kolanach napastnikw, 
rozleg si krzyk boleci i tym razem cay pierwszy szereg pkw run w boto na grobl, lecz 
nastpny przeskakujc przez lecych, zbliy si jeszcze bardziej ku wozom. 
 Ognia!  rozlega si po raz trzeci komenda. 
I znw zagrzmiaa salwa, tym razem jeszcze skuteczniejsza, albowiem atak zosta na chwil 
powstrzymany, a w gromadzie uczynio si zamieszanie. 
Ksidz nabra ducha, zrozumia bowiem, e napastnicy przemdrowali w wyborze miejsca. 
Wprawdzie, w razie ich zwycistwa, ywa dusza z taboru nie zdoaaby si im wymkn, i to 
gwnie mieli na uwadze, ale natomiast nie mogc otoczy taboru ze wszystkich stron zmuszeni 
byli atakowa tylko przez grobl, zatem wskim szeregiem, co znowu nadzwyczajnie uatwiao 
obron. W ten sposb piciu lub szeciu ludzi mnych i silnych mogo broni przystpu choby 
przez ca noc. 
Napastnicy poczli take strzela, ale z powodu lichych widocznie strzelb nie przyczynili 
wielkiej szkody. Po pierwszym ogniu postrzelili tylko konia i jednego pachoka glutem w udo. 
Wwczas panowie Bukojemscy jli prosi, aby wolno im byo skoczy na nieprzyjaciela, 
urczajc, e zmiot wszystkich na prawo i lewo w bagno, a kogo nie zmiot, to go wtratuj w 
botnist grobl. Ksidz jednake, zachowujc sobie w sposb na ostatni wypadek, nie chcia na 
to zezwoli, kaza im natomiast, jako wybornym strzelcom, pray napastnikw z daleka, a panu 
Cyprianowiczowi pilnowa dobrze od strony rowu i zasieku. 
 Jeli z tej strony nas nie napadn  rzek  to nic nam nie uczyni, ale i tak tanio nas nie 
kupi. 
Po czym popieszy na chwil do kolaski, w ktrej siedziaa z pani Dzwonkowsk panna 
Sieniska. Obie odmawiay gosem pacierz, ale bez wielkiego strachu. 
 Nic to!  rzek  nie bjcie si! 
 Nie boim si  odpowiedziaa dziewczyna.  Chciaabym jeno przesi... 
Strzay zaguszyy dalsze jej sowa. Zmieszani chwilowo napastnicy parli znw grobl z 
dziwn i wprost lep odwag, jasnym bowiem byo, e z tej strony niewiele bd mogli 
wskra. 
 Hm!  pomyla ksidz  gdyby nie niewiasty, mona by ku nim skoczy. 
I pocz zastanawia si, czyby nie puci czterech braci Bukojemskich z tak iloci 
dobrych pachokw, gdy wtem spojrza na boki i zadra. 
Oto z obu stron na trzsawie pojawiy si gromady ludzi i skaczc z kpy na kp lub po 
wizkach trzcin, umylnie gsto powrzucanymi zawczasu w bagno, poczy biec ku taborowi. 
Ksidz zwrci ku nim co prdzej dwa szeregi pachokw, lecz poj zarazem cay ogrom 
niebezpieczestwa. Tabor otoczony zosta teraz z trzech stron. Czelad bya wprawdzie dobrana, 
zoona z ludzi, ktrzy bywali ju nieraz w rnych okazjach, ale nie do liczna, tym bardziej e 
cz musiaa pilnowa koni zapanych. Stawao si wic widocznym, e po pierwszym, 
niedostatecznym ze wzgldu na liczb napastnikw, wydaniu ognia, zanim bro zostanie 
powtrnie nabit  przyjdzie do walki rcznej, w ktrej sabsi ulegn. 
Pozostawao zatem jedno: otworzy sobie drog z powrotem przez grobl, to si znaczy wozy 
zostawi, kaza Bukojemskim zmie wszystko przed sob i przedrze si tu za nimi, majc 
niewiasty w rodku midzy komi. Wic podczas gdy z bokw dawano jeszcze ognia na obie 
strony, kaza ksidz przesi si niewiastom na podjezdki i sformowa szyk do ataku. W 
pierwszym szeregu stano czterech braci, za nimi szeciu pachokw, potem panna Sieniska i 
pani Dzwonkowsk, a po bokach ksidz i pan Serafin, tu za nimi znw omiu pachokw, po 
czterech w rzdzie. Po uderzeniu i przedostaniu si za grobl, mia zamiar staruszek dopa do 
pierwszej wsi, zebra wszystkich chopw i powrci z nimi dla odzyskania wozw. 
Waha si jednak jeszcze przez chwil i dopiero gdy napastnicy byli ju po obu stronach na 
kilkanacie krokw od grobli i gdy niespodzianie ozway si dzikie wrzaski i z zasieku  
zakrzykn: 
 Bij! 
 Bij!  huknli panowie Bukojemscy i ruszyli jak huragan, ktry w pdzie niszczy wszystko 
przed sob. Dobiegszy wspili konie i runli w zbit kup zabijakw tratujc ludzi, spychajc 
ich w bagno, obalajc cae szeregi i tnc szablami bez miosierdzia, bez wytchnienia. Uczyni si 
krzyk i ciki pluskot cia padajcych w kaue przy grobli, a oni parli naprzd, machajc 
ramionami na ksztat mig wiatraka, ktre coraz wikszy podmuch coraz szybciej rozpdza. 
Niektrzy z napastnikw dobrowolnie skakali na boki w bagno, by si przed strasznymi 
jedcami uchroni; inni zastawiali si im widiami i drgami. Paki i oszczepy wznosiy si 
przeciw Bukojemskim, lecz oni znw wspinali konie i amic wszystko przed sob, szli naprzd, 
jak idzie wicher przez miody las. 
I gdyby nie wsko drogi, gdyby nie to, e rbani ludzie nie mieli gdzie pierzcha, i gdyby 
stojcy z tyu nie popychali przodowych, byliby panowie Bukojemscy przeszli grobl. Lecz e 
niejeden ze zbjw wola si bi ni topi w bagnie, przeto opr trwa i co wiksza, czyni si 
coraz zacitszy. Rozpaliy si serca i u napastnikw. Poczli walczy nie tylko ju dla upu lub 
dla porwania kogokolwiek, ale i z wciekoci. W chwilach gdy milky okrzyki, sycha byo 
zgrzytanie zbw i przeklestwa. Pd Bukojemskich zosta wreszcie wstrzymany. Przyszo im 
wwczas na myl, e moe i zgin przyjdzie. 
A gdy nagle rozleg si przed nimi ttent koni, a za gromkie okrzyki ozway si na caym 
okrgu zaroli otaczajcych trzsawiska, byli ju pewni, e chwila zguby nadchodzi, wic poczli 
tym okropniej omota, aby przynajmniej tanio ycia nie sprzeda. 
Lecz nagle stao si co dziwnego. Oto z tylu za opryszkami rozlegy si liczne gosy: Bij!; 
szable zamigotay w blasku miesica. Jacy jedcy poczli ama i ci z przeciwnej strony 
napastnikw, ktrych wobec niespodziewanego ataku w jednej chwili ogarno przeraenie. 
Tylne ujcie grobli byo zamknite, nie pozostao im wic nic innego, jak chroni si na boki. 
Tote niektrzy tylko dawali jeszcze rozpaczliwy opr, liczniejsi skakali jak kaczki na obie 
strony w torfowisko, ktre przerywao si pod ich ciarem. Wic czepiali si szuwarw, sitowia, 
trzcin, przyczajali za kpami lub kadli na brzuchach, by si od razu nie zapa. 
Jedna tylko maa gromadka, zbrojna w osadzone sztorcem kosy, bronia si czas jaki 
zaciekle, wskutek czego kilku jedcw zostao rannych, ale wreszcie i owa garstka widzc, e 
nie masz dla niej adnego ratunku, rzucia bro i pada na kolana ebrzc aski. Wzito ich 
ywcem dla zezna. 
Wwczas jedcy z obu stron stanli naprzeciw siebie i zaraz podniosy si gosy: 
 Stj! stj! Co za ludzie? 
 A wy kto? 
 Cyprianowicz z Jedlinki. 
 Dla Boga! nasi! 
I dwch jedcw wysuno si nagle z szeregw. Jeden pochyli si ku kowi pana 
Cyprianowicza i chwyciwszy jego do, pocz j okrywa pocaunkami, drugi rzuci si w 
ramiona ksidza. 
 Stanisaw!  zawoa pan Serafin. 
 Jacek!  zakrzykn ksidz. 
Chwil trway uciski i powitania, po czym pan Cyprianowicz pierwszy odzyska mow: 
 Dla Boga, skd wycie si tu wzili? 
 Chorgiew nasza idzie do Krakowa. My z Jackiem mielimy ju permisj, eby jecha do 
Jedlinki, tymczasem w Radomiu na popasie dowiedzielimy si, e i ojciec dobrodziej, i ksidz 
Woynowski, i Bukojemscy ruszyli przed godzin gocicem ku Kielcom... 
 Ksidz Tworkowski wam mwi? 
 Nie! ydzi w Radomiu. Ksidzamy nie widzieli. Jak tedy nam to powiedzieli, nie 
jechalimy ju do Jedlinki, jeno razem z chorgwi, w tej myli, e nijak si z wami nie zminiem. 
A tu po pnocy syszym nagle strzay... Wic skoczylimy wszyscy na pomoc mylc, e 
osacznicy jakich podrnych napadli. Nie przyszo do gowy, e to was. Bogu dziki, Bogu 
dziki, e nie przybylimy za pno! 
 Nas nie osacznicy napadli, jeno Krzepeccy. Chodzio o Sienisk, ktra tu jest. 
 Na Boga!  zawoa Stanisaw  to chyba z Jacka dusza wyjdzie!... 
 Pisaem ci o niej, ale wida list ci nie doszed. 
 Bomy ju od trzech niedziel w pochodzie: dlatego i ja w ostatnich czasach nie pisaem, em 
mia sam przyjecha... 
Okrzyki tryumfu panw Bukojemskich, pachokw i onierzy przerway dalsz rozmow. W 
tej chwili nadbiegli te czeladnicy z pozapalanymi pochodniami, ktrych cay zapas kaza wzi 
pan Cyprianowicz, aby w ciemne noce byo czym wieci. Na grobli uczynio si widno jak w 
dzie  i wrd tych jasnych blaskw ujrza Taczewski siwego podjezdka, a na nim pann 
Sienisk. 
I oniemia na ten widok; ksidz Woynowski za widzc zdumienie modzieca rzek: 
 Tak jest. I ona z nami. 
Wwczas Jacek posun konia i stan przed dziewczyn, po czym odkry gow i sta tak 
przed ni  zapatrzony  bez sowa, niemal bez oddechu w piersi, z bia jak kreda twarz. 
I po chwili czapka wysuna mu si z doni na ziemi, oczy przymkny si, a gowa pochylia 
ku grzywie koskiej. 
 Dy on ranny!  zawoa ukasz Bukojemski. 
Rozdzia trzydziesty 
Jacek ranny by rzeczywicie. Jeden z bronicych si do ostatka napastnikw zaci go 
osadzon sztorcem kos w lewe rami, e za onierze byli w pochodzie bez pancerzy i 
naramiennikw, przeto sam koniec eleca przedar mu do gboko rk od barku a do okcia. 
Skaleczenie nie byo zbyt cikie, ale krwawio ogromnie, skutkiem czego modzian zemdla. 
Dowiadczony ksidz Woynowski kaza go uoy na wozie i opatrzywszy mu ran, poleci go 
opiece niewiast. Zaraz te potem otworzy Jacek oczy i pocz znw patrzy jak w tcz w 
pochylon nad nim twarz panny Sieniskiej. 
Tymczasem czelad w mig zasypaa rw i rozebraa zasiek. Tabor i chorgiew przeszy za 
grobl na such drog, gdzie zatrzymano si dla odpoczynku, dla wprowadzenia adu w obozie i 
wybadania jecw. Ksidz od Taczewskiego uda si do panw Bukojemskich, aby zobaczy, 
czy nie ponieli jakiego szwanku. Lecz nie! Konie mieli podrapane, a nawet i pokute, lubo 
nieszkodliwie, widami, sami za byli nie tylko zdrowi, ale i w wybornych humorach, albowiem 
podziwiano powszechnie ich mstwo, e natukli jeszcze przed wojn tylu ludzi, ilu niejeden 
onierz przez cae lata wojaczki nie nabije. 
 Nu bycie wapanowie zacignli si pod pana Zbierzchowskiego mwili ci i owi z 
towarzystwa  z dawna wiadomo, a Bg da, e znw si pokae, ie nasza chorgiew nawet 
midzy usarskimi prym dziery, tote nie byle kogo i nieatwo do niej pan Zbierzchowski 
przyjmuje, ale tak godnych kawalerw i on chtnie przygarnie, i my radzi z serca wapanom 
bdziemy. 
Panowie Bukojemscy wiedzieli, e nie mogo to by, gdy nie sta ich byo ani na 
odpowiednie poczty, ani na wypraw konieczn do chorgwi tak grnej; jednake z rozkosz 
suchali namw i gdy manierki poczty chodzi z rk do rk, nie dali si i na tym polu nikomu 
przewyszy. 
Kiedy to si dziao, onierze wycigali za by z bota i przyprowadzali przed pana 
Zbierzchowskiego, pana Cyprianowicza i przed ksidza pochwytanych napastnikw. Nie uszed z 
nich po prostu aden, albowiem w potnej chorgwi liczcej prcz trzystu towarzystwa, 
dziewiset pocztowych. do byo ludzi do otoczenia caego trzsawiska i obu wylotw grobli. 
Widok jecw zdziwi jednak wielce pana Serafina. Spodziewa si znale pomidzy nimi, jak 
zapowiedzia synowi, Marcjana Krzepeckiego i jego radomsk kompani szlacheck, tymczasem 
mia przed sob umazan w bocie i cuchnc torfem, obdart gromad zbjw, zoon jak 
wszystkie podobne  ze zbiegw z wybranieckiej piechoty, z wyrzutkw, z prywatnej czeladzi, z 
poddastwa, sowem: z wszelkiego rodzaju dzikich i zowrogich hultajw trudnicych si 
rozbojem w puszczach i borach. Grasowao takich kup duo, zwaszcza w lesistym 
wojewdztwie sandomierskim, a poniewa zacigali si do nich ludzie gotowi na wszystko i 
ktrym w dodatku groziy w razie ujcia straszne kary, wic i napady ich byy nadzwyczaj 
zuchwae, i bitwy z nimi szczeglnie zacite. 
Przez jaki czas trwao jeszcze poszukiwanie po trzsawiskach, poczym pan Cyprianowicz 
zwrci si do Zbierzchowskiego i rzek: 
 Moci pukowniku, mylelimy, e to cakiem kto inny, a to zwyczajni osacznicy i zwyky 
napad zbjecki. Niemniej wszelako wdzicznym sercem dzikujemy waszmoci i caemu 
towarzystwu za skuteczn pomoc, bo bez niej nie ogldalibymy ju moe dzisiejszego wschodu 
soca. 
A pan Zbierzchowski umiechn si i odpowiedzia: 
 Bogdaj to nocne pochody! I upa nie dokuczy, i przysug mona komu odda. Chcesz 
waszmo zaraz bada tych ludzi? 
 Jakem si im z bliska przyjrza, to niekoniecznie. Sd ich i tak w grodzie zbada, a kat im 
powieci. 
Na to wysoki kocisty chop o pospnej twarzy i jasnych kudach wysun si z szeregu 
jecw i pochyliwszy si do strzemienia pana Cyprianowicza, rzek: 
 Wielmony panie, darujcie nas zdrowiem, to powiemy prawd. My zwyczajni osacznicy, ale 
napa nie bya zwyczajna. 
Usyszawszy to ksidz i pan Serafin spojrzeli po sobie z zaciekawieniem. 
 Kto ty jeste?  zapyta ksidz. 
 Starszy. Byo nas dwch, bo i kup byo poczonych dwie, ale drugi zabit. Darujcie nam, 
wielmoni panowie, to powiem wszystko. Ksidz zastanowi si przez chwil, po czym rzek: 
 Prawu nie moemy was odj, ale i tak lepiej wam dobrowolnie wyzna prawd, ni 
ebycie j mieli na mkach wyznawa. Moe te w takowym razie i ludzki, i boski sd bdzie 
dla was askawszy. 
Chop pocz spoglda po swoich, niepewny, czy ma mwi, czy milcze, a tymczasem 
ksidz doda: 
 I jeli prawd szczer wyznacie, to jeszcze jedno moemy dla was uczyni, mianowicie 
wstawi si za wami do krla i jego miosierdziu was poleci, ktren poniewa grzecznych 
pachokw do piechoty potrzebuje, przeto czsto teraz sdom askawo poleca. 
 Jak tak, to powiem wszystko  odrzek chop.  Ja si zw Obuch, a starszym drugiej kupy 
by Kos, i obu nas naj jeden szlachcic, abymy wasze miocie napadli. 
 A wiecie, jako si w szlachcic zowie? 
 Jam go przedtem nie zna, bom z dalszych stron, ale Kos go zna i mwi, e si zowie 
Wysz. 
Ksidz i Cyprianowicz znw spojrzeli na si ze zdziwieniem. 
 Wysz, powiadasz? 
 Tak jest. 
 A nie byo z nim nikogo? 
 By drugi, cienki, chudy, mody. 
Pan Serafin zwrci si do ksidza i szepn: 
 To nie oni... 
 Ale moe by Marcjanowa kompania. Po czym gono do chopa: 
 C wam przykazali? 
 Powiedzieli nam tak: Co z ludmi uczynicie, to wasza rzecz; wozy i up wasze. Ale w 
taborze jest panna, ktr macie chwyci i manowcami midzy Radomiem i Zwoleniem ku 
Policznej prowadzi. Za Policzn napadnie na was nasza kompania i pann odbije. Wy jej niby 
brocie, ale tak, by szkody nijakiej w ludziach nam nie przyczyni. Dostaniecie za to po talarze 
na gow prcz tego, co w wozach znajdziecie. 
 To ju jako na doni!  rzek ksidz. 
I po chwili znw pyta: 
 To tylko ci dwaj z wami gadali? 
 Przyjecha pniej z nimi trzeci w nocy, ktry da nam po zotemu zadatku, ale cho ciemno 
byo jak w piwnicy, pozna go jeden mj czowiek, bo by z jego poddanych, i mwi, e to pan 
Krzepecki. 
 Ha! ot i on!  zawoa pan Cyprianowicz. 
 A ten czowiek jest tu, czyli te leg?  pyta ksidz. 
 Jestem!  ozwa si opodal jaki gos. 
 A pjd ino bliej. Ty pozna pana Krzepeckiego? A to jakim sposobem, skoro tak byo 
ciemno, e cho w pysk bij? 
 Dy ja go od maoci znam. Poznaem i po pakowatych nogach, i po gowie, co mu jakoby 
w dole midzy garbami siedzi, i po gosie. 
 To gada do was? 
 Mwi i z nami, a potem syszaem, jak gada do tych, co z nim przyjechali. 
 C im powiedzia? 
 Powiedzia tak: eby wam mona byo pienidze zawierzy, to ja bym tu nie przyjeda, 
choby noc bya jeszcze ciemniejsza... 
 I zeznasz to przed burmistrzem albo przed starost w grodzie? 
 Zeznam. 
Usyszawszy to pan Zbierzchowski zwrci si do pocztowych: 
 Tego czowieka mi osobliwie strzec. 
Rozdzia trzydziesty pierwszy 
Po czym jli radzi. Bukojemscy byli tego zdania, by przebra w szatki panieskie pierwsz 
lepsz spotkan bab, wsadzi na podjezdka, otoczy czeladzi i pocztowymi poprzebieranymi za 
osacznikw i i na umwione z Marcjanem miejsce, a gdy w uczyni wrzekomy napad, otoczy 
go i albo zaraz pomsty nad nim dokona, albo te do Krakowa go wzi i tam sdom odda. Sami 
ofiarowali si z wielk ochot poprowadzi wypraw i przysigali, e rzuc zwizanego 
Marcjana pod nogi pannie Sieniskiej. Zamiar w podoba si w pierwszej chwili wielce, gdy 
jednak poczto go pilniej rozwaa, wykonanie jego okazao si trudne, a spenienie 
niekonieczne. Pan Zbierzchowski mg i mia prawo ratowa w niebezpieczestwie ludzi 
spotkanych wypadkowo w pochodzie, ale nie mia prawa i nie chcia wysya onierzy na 
prywatne ekspedycje. Z drugiej strony, skoro znalaz si midzy napastnikami czowiek, ktry 
zna i gotw by wskaza sdom gwnego sprawc napaci, to owego sprawc mona byo w 
kadej chwili pocign do odpowiedzialnoci i uzyska na wyrok habicy. Z tego powodu i 
pan Serafin, i ksidz Woynowski doszli do przekonania, e do bdzie na to czasu po wojnie, 
albowiem nie byo obawy, aby Krzepeccy, posiadajcy znaczne majtnoci, opucili je i zbiegli. 
Nie podobao si to tylko panom Bukojemskim, mieli bowiem yw ch zaatwi spraw od 
razu. Owiadczyli te nawet, e skoro tak, to sami pojad ze swymi pachokami po Marcjana, ale 
nie pozwoli im na to pan Cyprianowicz, a powstrzyma ostatecznie Jacek, ktren zakl ich na 
wszystkie witoci, aby jemu wycznie pozostawili Krzepeckiego. 
 Ja tam  mwi  prawem przeciw niemu nie bd czyni, ale po tym, co tu od waszmociw 
syszaem, jeli na wojnie nie legn, to go, jako Bg na niebie, odnajd  i dopiero si pokae, 
czyby kondemnata nie bya mu lejsza i milsza. 
I jego dziewczyskie oczy zawieciy przy tym tak strasznie, e panw Bukojemskich, lubo 
kawalerowie byli nieustraszeni, a dreszcz przeszed; wiedzieli bowiem, w jak dziwny sposb 
splata si w duszy Jackowej agodno z zapalczywoci i ze zowrog pamici doznanych 
krzywd. 
A on jeszcze powtrzy kilka razy: gorze mu! gorze mu!  i znw poblad z poprzedniej 
utraty krwi. Jeszcze przedtem rozedniao ju zupenie. Zorza poranna pomalowaa wiat ran i 
zielon barw i roziskrzya si w kroplach rosy wiszcych na trzcinach, na sitowiu i na liciach 
drzew, a take na igach karowatych sosen rosncych tu i wdzie po brzegach trzsawiska. Pan 
Zbierzchowski kaza jeszcze jecom pochowa ciaa polegych, co prdko poszo, albowiem torf 
atwo ustpowa pod opatami  i gdy na grobli nie pozosta aden lad bitwy, pochd ruszy 
dalej, ku Szydowcu. 
Pannie Sieniskiej radzi pan Cyprianowicz, aby znw przesiada do kolaski, w ktrej moe 
zay smacznego snu przed popasem, ale owiadczya tak stanowczo, e nie odstpi Jacka, i 
nawet ksidz Woynowski nie prbowa odwie jej od tego przedsiwzicia. Jechali tedy razem i 
prcz wonicy we dwoje tylko, gdy pani Dzwonkowsk morzy sen tak okrutnie, e po maej 
chwili przeniosa si do kolaski. 
Jacek lea na wznak na wizkach siana poukadanych po jednej stronie wzdu wozu, a ona 
siedziaa po drugiej, pochylajc si co chwila ku jego zranionej rce i baczc, czy krew nie 
przedostaje si na opatrunek. Chwilami przykadaa rannemu do ust bukak ze starym winem, 
ktre widocznie dziaao wybornie, gdy po pewnym czasie sprzykrzyo mu si lee i kaza 
wonicy powyciga wizki siana, na ktrych wspiera nogi. 
 Wol jecha siedzcy  rzek  bo ju si cakiem czuj na siach. 
 A rana? nie bdzie tak wapanu bardziej dolega? Jacek zwrci oczy ku jej ranej twarzy i 
pocz mwi gosem cichym i smutnym: 
 Odpowiem wapannie tak, jak dawno, dawno temu odpowiedzia pewien rycerz, ktren gdy 
go krl okietek ujrza na pobojowisku przebodzonego krzyackimi wczniami i zapyta, czy 
bardzo cierpi, pokaza na swe rany i rzek: To mniej boli. 
Panna Sieniska spucia powieki. 
 A co wicej boli?  szepna. 
 Wicej boli stsknione serce i rozka, i pami krzywd doznanych. 
Przez chwil panowao milczenie, tylko serca poczy bi w obojgu z coraz wiksz moc, 
albowiem zrozumieli, e nadchodzi chwila, w ktrej mog i powinni wypowiedzie wszystko, co 
przeciw sobie maj. 
 Prawda  rzeka panienka  pokrzywdziam wapana wwczas, gdym go po owym 
pojedynku przyja z gniewn twarz i nieludzko... Ale to byo raz jedyny, i cho Bg jeden wie, 
jakom potem tego aowaa, to przecie mwi: moja wina! i przepraszam wapana z caej duszy. 
A Jacek przyoy zdrow do do czoa. 
 Nie to  odpowiedzia  byo mi cierpieniem, nie to najwiksz boleci! 
 Wiem: nie to, jeno list pana Pgowskiego... Jak to? wic wapan moge mnie posdzi, em 
ja o nim wiedziaa albo przyczynia si do niego? 
I pocza opowiada przerywanym gosem, jak wwczas byo: jak bagaa pana Pgowskiego, 
by krok do zgody uczyni, jak jej obieca, e napisze list ojcowski i serdeczny, napisa zgoa 
przeciwny, o ktrym dopiero pniej dowiedziaa si od ksidza Woynowskiego, a z ktrego 
pokazao si, e pan Pgowski, majc ju inne zamiary, chcia wanie rozdzieli ich raz na 
zawsze. 
Przy czym, poniewa sowa jej byy poniekd wyznaniem, a zarazem odnow wspomnie 
przykrych i bolesnych, wic z przymusu i ze wstydu jasne rumiece rozkwitay co chwila na jej 
policzkach, a oczy miy si zami. 
 Zali ksidz Woynowski  spytaa w kocu  nie napisa wapanu, em ja o niczym nie 
wiedziaa i e nie mogam nawet zrozumie, dlaczego za moje szczere serce tak otrzymaam 
zapat? 
 Ksidz Woynowski  odrzek Jacek  donis mi jeno, e wapanna za m za pana 
Pgowskiego wychodzi. 
 Ale nie donis, em si na to zgodzia z blu, z sieroctwa, w opuszczeniu  i jeno z 
wdzicznoci dla pana Pgowskiego... Bom wwczas jeszcze nie wiedziaa, jak on z wapanem 
postpi, a wiedziaam to jedno, e mn wzgardzono i e o mnie zapomniano... 
Usyszawszy to Jacek przymkn oczy i tak pocz mwi z wielkim smutkiem: 
 e ci zapomniano?... Bogdaj tak!... Byem w Warszawie, byem na dworze krlewskim, 
jedziem z chorgwi po kraju, ale cokolwiek mi czyni wypado i wszdy, gdzie byem, ani na 
chwil nie schodzia mi z pamici i z serca... Sza za mn, jako idzie cie za czowiekiem... I 
nieraz w strapieniu, w boleci, po prostu z umczeniem woaem do ci wrd bezsennych nocy: 
Zlituj si! pofolguj! daj o sobie zapomnie! Ale ty nie odstpowaa nigdy: ni w dzie, ni w 
nocy, ni w polu, ni pod dachem... Aem wreszcie zrozumia, e tylko wtedy mgbym ci 
wyrwa z serca, gdybym i samo serce wyrwa z piersi... 
Tu przerwa, gdy gos zdawio mu wzruszenie, ale po chwili mwi dalej: 
 ... Wic potem nieraz mwiem przy pacierzu: Daj, Boe, polec, bo sam widzisz, e mi i do 
niej nie la, i bez niej nie la... I ju anim si spodziewa tej aski, e ci jeszcze w yciu 
zobacz... ty jedyna w wiecie... ty umiowana! 
To rzekszy pochyli si ku niej i opar skro o jej rami. 
 Ty  szepta  jako ta krew, ktra daje ycie, ty jak to soce na niebie... Miosierdzie boe 
jest nade mn, e ci jeszcze widz... umiowana! umiowana!... 
A jej wydao si, e Jacek piewa jak pie cudn. Oczy jej zalaa fala ez, a serce fala 
szczcia. Uczynio si midzy nimi znw milczenie, tylko dziewczyna pakaa dugo tak 
sodkim paczem,jakim nie pakaa dotychczas nigdy w yciu. 
 Jacku  rzeka wreszcie  po comy si tak namartwili oboje? 
A on odrzek: 
 Bg nagrodzi stokrotnie. 
I po raz trzeci zapada midzy nimi cisza, jeno wz skrzypia posuwajc si z wolna po 
piachach szerokiego gocica. Za borem wyjechali na obszerne, skpane w socu pola, szumice 
ytem, utkane bogato kranymi makami i modrym chabrem. By wielki spokj. Nad ztymi ju 
gdzieniegdzie poletkami tkwiy w grze nieruchome, rozpiewane skowronki, na kracach pl 
migotay w oddali sierpy, z dalekich, zielonych grudzi dochodziy pokrzyki i pieni pastusze. A 
im obojgu zdao si, e dla nich szumi to yto, dla nich migoc maki i chabry, dla nich dzwoni 
skowronki, pokrzykuj pastusi i e cay w soneczny spokj polny i wszystkie te gosy wtruj 
tylko ich szczciu i upojeniu. 
Z zapamitania rozbudzi ich dopiero ksidz Woynowski, ktry przysunwszy si 
niepostrzeenie do wozu, zapyta: 
 Jakoe ci tam, Jacu? 
Jacek drgn i spojrza na niego byszczcymi oczyma, jakby zbudzony ze snu: 
 Co, dobrodzieju? 
 Jakoe ci jest? 
 Ej! ju i w raju nie bdzie lepiej! 
Ksidz popatrzy uwanie naprzd na niego, potem na pann. 
 Tak?...  rzek. 
I pocwaowa z powrotem do kompanii. 
Lecz ich obja na powrt radosna rzeczywisto: poczli spoglda na si i ton sobie 
wzajem w renicach. 
 Ty... nienapatrzona!...  rzek Jacek. 
Ona za spuciwszy oczy ja umiecha si kcikami ust, tak e a doki utworzyy si na jej 
rowych policzkach. 
 A panna Zbierzchowska zali nie gadsza?  spytaa cicho. 
Jacek spojrza na ni ze zdumieniem: 
 Jaka panna Zbierzchowska?... 
Wwczas nie odrzeka nic, tylko pocza si mia w pistk dwicznym jak srebrny 
dzwonek miechem. 
Tymczasem, gdy ksidz przycwaowa do kompanii, towarzysze, ktrzy lubili Jacka, poczli o 
niego dopytywa: 
 No, co tam? jako nasz ranny? 
 Ju go na wiecie nie ma!  odrzek ksidz. 
 Na Boga! co si stao? jak to go nie ma? 
 Bo powiada, e ju w raju. Mulier!!!... 
Panowie Bukojemscy, jako ludzie pomiernie z natury przywykli do prdkiego pojmowania 
tego, co sysz, nie przestali spoglda na ksidza z przeraeniem i zdjwszy czapki, ju, ju, 
mieli rozpocz,,wieczny odpoczynek, gdy wtem oglny wybuch miechu pomiesza im te 
pobone myli i zamiary. Ale w tym miechu towarzystwa bya szczera yczliwo i szczere 
wspczucie dla Jacka. Wiedzieli ju niektrzy od Stanisawa Cyprianowicza, jak czuy by to 
kawaler, domylali si wszyscy, jak srodze musia by utrapion, wic sowa ksidza uradoway 
wszystkich wielce. Zaraz te ozway si gosy: 
 Dlaboga! widzielimy przecie, jako si z afektem boryka, jako na pytania nie do rzeczy 
odpowiada, jako sprzczek na sobie nie dopina, jako si przyjadle, a nawet i piciu zapamitywa 
i jako nocami na ksiyc oczy przewraca: niezawodne to byy nieszczsnej mioci signa! 
Inni za mwili: 
 Wiera, e mu teraz jak w raju, bo jeli adne rany gorzej od ran przez Amora zadanych nie 
bol, to natomiast nie masz sodszego nad wzajemno specjau. 
Takie to i tym podobne uwagi czynili towarzysze Jacka. Niektrzy wszake dowiedziawszy 
si, przez jakie terminy przesza panna i jak haniebnie obszed si z ni Krzepecki, poczli 
trzaska szablami i woa: 
Dawajcie go sam!; niektrzy rozczulali si nad dziewczyn, niektrzy dowiedziawszy si, 
co spotkao Marcjana od Bukojemskich, wynosili pod niebiosa ich przyrodzony dowcip i 
mstwo. 
Lecz po chwili oglna uwaga skupia si znowu na dwojgu zakochanych. 
 Nue!  woano  zakrzykniem im na zdrowie, na cze et felices rerum successus!  i wraz 
ruszono komi tumnie i haaliwie ku bryce. 
W mig caa niemal chorgiew otoczya Jacka i pann Sienisk. Zagrzmiay gromkie gosy: 
vivant! floreant!, inni za przed czasem jeszcze woali: crescite et multiplicamini! 
Czy panna Sienisk naprawd bya tymi krzykami przelkniona, czy te, jako mulier 
insidiosa, udawaa tylko przestrach  tego by i ksidz Woynowski nie zdoa odgadn, do e 
przytuliwszy sw jasn gwk do zdrowego ramienia Jacka, zacza pyta zawstydzona i 
pomieszana: 
 Co to, Jacku? co to si dzieje? 
A on otoczy j ramieniem i odrzek: 
 Ludzie mi ci daj, a ja ci wezm, kwiatuszku mj najmilejszy. 
 Po wojnie?... 
 Przed wojn. 
 Dlaboga, czemu tak prdko? 
Lecz Jacek widocznie nie dosysza pytania, albowiem zamiast na nie odpowiedzie, rzek: 
 Pokomy si i podzikujmy miym towarzyszom za yczliwo. Wic poczli si kania 
na obie strony, co wzbudzio jeszcze wikszy zapa wrd rycerzy. Widzc tedy sponion i 
liczn jak zorza ranna twarz dziewczyny, onierze a bili si domi z podziwu po udach. 
 Na miy Bg!  woali  dy to oln mona po prostu! 
 Anio by si zakocha, a c dopiero czek grzeszny. 
 Nie dziw, e z alu po niej marnia! 
I znw setne gosy hukny jeszcze potniej: 
 Vivant! crescant! floreant!... 
Wrd tych okrzykw i w obokach zotej kurzawy wjechali do Szydowca. 
Zlkli si w pierwszej chwili mieszkacy i porzuciwszy stojce przed domami warsztaty, na 
ktrych wykrawali z piaskowca oseki, pouciekali do izb. Lecz wkrtce poznawszy, e s to 
okrzyki wesela, nie gniewu, wylegli hurmem na ulice i poczyli si z wojskiem. Uczyni si tum 
ludzi i koni. Ozway si husarskie koty, trby i krzywuy. Ochota staa si powszechn. Nawet 
ydkowie, ktrych strach najduej zatrzyma w izbach, krzyczeli: wiwajt!, cho wielu nie 
wiedziao dobrze, o co chodzi. 
A Taczewski mwi do panny Sieniskiej: 
 Przed wojn! przed wojn, choby w godzin pniej zgin przyszo! 
Rozdzia trzydziesty drugi 
Jake to  mwi ksidz Woynowski na uczcie, ktr dla Jacka wyprawio towarzystwo.  Za 
pi albo sze dni ruszamy, moesz na wojnie zgin; zali tedy opaci ci si bra lub przed 
wypraw, zamiast szczliwego koca jej doczeka i dopiero potem spokojnie si oeni? 
Lecz towarzysze, usyszawszy te roztropne sowa, nu w miech; niektrzy a brali si za 
boki, inni za poczli chrem woa: 
 Oj! opaci si, dobrodzieju! a wanie dlatego, e moe zgin, tym wicej si opaci! 
Ksidz gniewa si nieco, lecz gdy trzystu drubw spod chorgwi, nie wyczajc pana 
Cyprianowicza, nalegao, a Jacek ani chcia sysze o zwoce, musiao tak by, jak sobie yczy. 
Odnowione stosunki z dworem i aska obojga krlestwa uatwiy wielce spraw; krlowa jejmo 
owiadczya bowiem, e przysza pani Taczewska zostanie przez cay czas wojny pod jej opiek i 
przy jej boku, a sam jegomo obieca by z asystencj na lubie i o grzecznym wianie przy 
wolniejszej gowie pomyli. Pamita on, ile majtnoci Sieniskich przeszo swego czasu do 
Sobieskich i jak przodkowie jego na tym wyroli, czu si wic zobowizany wzgldem sieroty, 
ktra prcz tego uja go sw urod, a zarazem wzbudzia w nim lito niedol i nieszczciami, 
przez ktre przesza. 
Pan Matczyski, przyjaciel z dawnych lat ksidza Woynowskiego, a zarazem i krlewski, 
obieca te czsto dziewczyn panu przypomina, ale po wojnie, gdy teraz, gdy na barkach Jana 
III spoczyway losy caej Europy i caego chrzecijastwa, nie wolno go byo adn prywat 
zajmowa. Ksidz Woynowski ucieszy si jednak z tej obietnicy tak, jakby Jacek ju zacne 
starostwo otrzyma, wiedziano bowiem powszechnie, e na kadym sowie pana Matczyskiego 
mona byo polega jak na sowie Zawiszy. On te, waciwie mwic, by sprawc wszelkiego 
tego dobra, ktre pann Sienisk w Krakowie spotkao, on przypomnia ksidza Woynowskiego 
krlestwu, on wreszcie zjedna dla dziewczyny krlow, ktra lubo w upodobaniach zmienna i 
kapryna, od pierwszej chwili pocza okazywa jej szczegln, a prawie zbyt nag przyja i 
ask. 
Otrzymanie indultu od zapowiedzi poszo przy protekcji dworu i asce ksidza biskupa 
krakowskiego atwo. Przedtem jeszcze pan Serafin wystara si dla przyszych pastwa modych 
o pikn kwater u pewnego kupca krakowskiego, ktrego dziadowie handlowali swego czasu z 
Cyprianowiczami, gdy ci jeszcze mieszkali we Lwowie i sprowadzali bawaty ze Wschodu. 
Pikna te to bya kwatera, jakiej przy natoku cywilnych i wojskowych dygnitarzy w miecie nie 
mia niejeden wojewoda. Stanisaw Cyprianowicz, ktry postanowi sobie, aby tych kilka dni 
przed wypraw przyjaciel Jacek spdzi tak wanie jakoby w prawdziwym niebie, ozdobi j 
nadzwyczajnie makatami i wieym kwieciem; inni za towarzysze pomagali mu w tym gorliwie, 
wypoyczajc co kto mia najlepszego z tyftykw, kobiercw i tym podobnych kosztownych 
rzeczy, ktre w bogatych chorgwiach husarskich zabierano nawet w pochd ze sob. 
Jednym sowem, wszyscy okazywali modej parze jak najwiksz yczliwo i pomagali jej, 
jak kto mg i w czym by mocen, z wyjtkiem tylko czterech panw Bukojemskich. Ci w 
pierwszych dniach po przybyciu do Krakowa przychodzili czasem i po dwa razy na dob do 
Cyprianowiczw, do Jacka i pod wiechy do kupcw, u ktrych pio towarzystwo spod chorgwi 
krlewicza Aleksandra, ale potem jak w wod wpadli. Ksidz Woynowski myla, e pij po 
przedmieciach, gdzie ich istotnie czelad pewnego wieczora widziaa  gdzie miody i wina byy 
tasze ni w samym miecie  ale wanie zaraz potem such o nich zagin. Ksidza i panw 
Cyprianowiczw gniewao to ich postpowanie, mieli bowiem dla pana Serafina obowizki 
wdzicznoci, o ktrych nie powinni byli zapomina. 
 onierze mog by z nich dobrzy  mwi ksidz  ale to lekkoduchy, na ktrych 
stateczno wcale liczy nie mona. Znaleli pewnie jak hultajsk kompani, w ktrej im lepiej 
ni midzy nami. 
Posdzenie to okazao si jednak niesuszne, gdy wanie w wigili lubu Jacka, gdy w 
kwaterze peno byo znajomych, ktrzy przychodzili skada yczenia i podarki, czterej bracia 
pojawili si przybrani w najpikniejsze, jakie mieli, szaty, uroczycie i z twarzami spokojnymi, 
ale penymi tajemniczoci. 
 C si takiego z wami dziao?  zapyta pan Serafin. 
 Szlakowalimy zwierza!  odrzek ukasz. 
Lecz Mateusz dal mu w tej samej chwili sojk w bok i rzek: 
 Cicho! nie powiadaj przed czasem. 
Po czym spojrza na ksidza, na obu Cyprianowiczw, wreszcie zwrciwszy si do Jacka, 
pocz odchrzkiwa jak czowiek, ktry zamierza duej przemwi. 
 Nue! poczynaj wraz!  zachcali go bracia. 
Lecz on spojrza na nich osowiaymi oczyma i zapyta: 
 Jake miao by?... 
 Ce to? zapomnia?... 
 Zacio mi si... 
 Czekaj... ju wiem  zawoa Jan  zaczynao si: Przezacny nasz... Dalej! 
 Przezacny nasz Piacie...  pocz Mateusz. 
 Dlaczego: Piacie?  przerwa ksidz  moe byo: Pyladzie? 
 W sedno dobrodziej utrafi!  krzykn Jan  byo: Pyladzie, jako ywo!... 
 Zacny nasz Pyladzie!  zacz z otuch ponownie Mateusz.  Choby nie elazny Borysten, 
ale sam zotonony Tagus przez rodzinne nasze ziemie przepywa, to jako exulowie spod najcia 
barbarorum, nic prcz serc naszych gorejcych przyjani ofiarowa bymy ci nie mogli, ni te 
adnym wdzicznym upominkiem nie zdoalibymy dnia dzisiejszego uczci naleycie... 
 Tak ci gada, jakby orzechy gryz!  zawoa z zapaem ukasz. Lecz Mateusz powtrzy 
jeszcze kilka razy: naleycie... naleycie... naleycie...  i wanie zaci si, pocz wic 
spoglda na braci, wzywajc oczyma ich ratunku, ale i oni zapomnieli w zb, co miao by 
dalej. 
Towarzysze poczli si mia, a panowie Bukojemscy marszczy, co widzc pan Serafin 
postanowi im przyj z pomoc. 
 Kto wam t mow uoy?  zapyta. 
 Pan Gromyka spod chorgwi pana Szumlaskiego  odrzek Mateusz. 
 Ot to. Cudzy ko najatwiej dba stanie i na miejscu si zatnie; ucinijcie tedy Jacka i 
powiedzcie po prostu, co macie powiedzie. 
 Pewnie, e tak najlepiej. 
I poczli kolejno bra Taczewskiego w objcia, po czym Mateusz rzek: 
 Jacu! nam wiadomo, e nie aden Piat, a tobie wiadomo, e po odpadniciu 
Kijowszczyzny chude z nas pachoki, a krtko mwic, golcy. Masze! przynosim ci, na co nas 
sta, a ty przyjmij cho i to wdzicznym sercem. 
To rzekszy wrczy mu jaki przedmiot zawinity w kawaek czerwonego atasu, a przez ten 
czas trzej modzi bracia powtarzali z rozrzewnieniem: 
 Przyjmij, Jacusiu! przyjmij! przyjmij! 
 Przyjmuj i Bg wam zapa!  odpowiedzia Jacek. Tak mwic pooy przedmiot na stole 
i pocz odwija atas; nagle cofn si i zakrzykn: 
 Dlaboga! ucho ludzkie! 
 A wiesz czyje? Marcjana Krzepeckiego!  zagrzmieli bracia. 
Ha! 
Obecni zdumieli si tak okrutnie, e nastaa chwila milczenia. 
 Tfu!  zakrzykn wreszcie ksidz Woynowski. I przemierzywszy jednego po drugim 
surowym wzrokiem, nabra ich z gry. 
 Cecie to, Turcy, abycie mieli uszy pobitych nieprzyjaci prezentowa? Wstyd czynicie 
temu chrzecijaskiemu wojsku i wszystkiej szlachcie. Choby Krzepecki sto razy na mier 
zasuy, choby nawet heretykiem albo zgoa poganinem by, jeszcze byaby niewypowiedziana 
haba tak rzecz czyni. O, tocie Jacka udelektowali, e a spluwa t lin, ktra mu do gby 
napyna! Ale ja wam powiadam, e za takowy uczynek nie adnej wdzicznoci, jeno wzgardy 
si spodziewajcie, a w dodatku haby; bo nie masz takiej chorgwi w caej jedzie, ba, nawet 
takiego regimentu w piechocie, ktry by podobnych barbarusw jako komilitonw przyj 
zechcia! 
Na to Mateusz wystpi przed braci i ponc wielkim gniewem, tak mwi pocz: 
 Oto wdziczno, oto zapata, oto sprawiedliwo ludzka i sd ludzki, ktren gdyby kto 
wiecki wypowiedzia, toby si pewnie i drugie ucho znalazo z pierwszym do pary, ale gdy 
osoba duchowna tak mwi, to nieche j Pan Jezus sdzi i za niewinnoci si ujmie! Pytasz, 
jegomo: cecie to, Turcy?, a ja spytam: c to jegomo mylisz, e mymy trupowi ucho 
obcili?... Bracia rodzeni! sieroty wy niewinne, na to wam przyszo, eby z was Turkw, 
nieprzyjaci wiary, czyniono!... Co? 
Tu gos mu zadra, albowiem ao gniew przemoga, pozostali za bracia, wzruszeni 
niesusznym posdzeniem, poczli woa rwnie aonie: 
 Turkw z nas uczyniono! 
 Nieprzyjaci wiary! 
 Pogan bezecnych!... 
 To powiadajcie, u licha, jako byo!  rzek ksidz. 
 ukasz obci Marcjanowi ucho w pojedynku. 
 Skd si Krzepecki tu wzi? 
 Przyjecha. Od piciu dni ju tu by... Za nami przyjecha... 
 Niech jeden mwi. 
Tu ksidz zwrci si do najmodszego, Jana: 
 Mw ty, jeno do rzeczy! 
 Znajomek nasz, towarzysz z chorgwi ks. biskupa sandomierskiego pocz Jan  
powiedzia nam przypadkiem przed trzema dniami, e widzia w winiarni na Kazimierzu jakowe 
dziwo: lachcic  powiada jak pie, z ogromn gow, tak wcinit w kadub, e mu 
ramiona do uszu sigaj, na krtkich (powiada), krzywych nogach, a pi jak smok. 
Bezecniejszej mapy (powiada) w yciu nie widziaem! A my, jakoe nam Pan Jezus to ju z 
urodzenia da, ie w lot wszystko pomiarkujem, zaraz spojrzelim po sobie: Nu to to Krzepecki? 
Dopiero ja do towarzysza: Zaprowadzisz do winiarni? Zaprowadz. I zaprowadzi. Ciemno 
ju byo, ale patrzym, a tu czerni si co w jednym kcie za stoem. ukasz podszed i nu 
krzesa iskry przed samymi lepiami temu, co si tam kry: Krzepecki!  krzyknie  i cap go za 
kark! My do szabel, ale w si wyrwa i widzc, e nie ma rady, bomy byli od strony drzwi, 
kiedy to nie zacznie skaka przed nami! To tak ci podskakiwa raz po raz jak kogut!  C 
(powiada) zabijaki, mylicie, e si boj?! W pojedynk jeno ze mn, nie kup! chyba ecie 
zbjcy, nie szlachta? 
 Szelma!  przerwa ksidz  a sam to c lepszego z nami chcia uczyni? 
 Tak mu te rzek ukasz. O! takiej matki synu  powiada  kt to ca watah zbjw na 
nas naj? Katu (powiada) warto by ci za to odda, jeno e krcej bdzie tak!... To 
powiedziawszy zaraz natar  i poczli si cina. Za trzecim czy czwartym zoeniem kiedy to 
nie zajedzie mu w bok gowy! Patrzym, a ucho na ziemi. Podnis je zaraz Mateusz i krzyczy: 
Nie obcinaj drugiego, ostaw nam. To (powiada) bdzie dla Jacka, a tamto dla panny 
Sieniskiej. Ale Marcjan opuci szabl, bo go krew okrutnie zacza uchodzi  i omdla. 
Lelimy mu na eb wod, a w gb wino, mylc, e si ocknie i nastpnemu stanie, wszelako nie 
mogo to by! Ockn ci si wprawdzie i powiedzia tak: Skorocie sami sprawiedliwo 
uczynili, to innej szuka wam nie wolno  potem znw omdla. Mymy te poszli aujc 
drugiego ucha. ukasz powiada, e mg go zabi, ale nie uczyni tego umylnie, eby si dla 
nas, a w kocu i dla Jacka zostao... I nie wiem, czyby kto potrafi postpi polityczniej, bo nie 
grzech to tak gadzin zgnie, ale wida  nie paci teraz polityka, skoro za ni jeszcze cierpie 
musimy i sucha, jak nas poganami nazywaj. 
 Prawda! susznie mwi!  woali inni bracia. 
 No!  rzek ksidz jeli tak, to co innego, ale zawsze niesmaczne to jest donum. Bracia 
poczli spoglda na si ze zdziwieniem. 
 Jak to niesmaczne?  zapyta Marek  dy my nie do zjedzenia Jackowi to ucho przynieli. 
 Dzikuj wam z duszy za wasz yczliwo  odpowiedzia Taczewski  gdy tak 
mniemam, e nie przynielicie tego i do schowania. 
 Juci, e troch pozieleniao; chybaby w dymie uwdzi! 
 Niech je pachoek zaraz zagrzebie  rzek surowo ksidz  bo zawdy chrzecijaskie to 
ucho. 
 Lepsze my rzeczy w Kijowszczynie widzieli  mrukn Mateusz. 
 Krzepecki niechybnie po to przyjecha  rzek Jacek  aby nowy jaki zamach na Anulk 
uczyni! 
 Z dworu krlowej jejmoci przecie jej nie porwie  odpowiedzia roztropny pan Serafin  
ale nie myl, eby on po to tu przyjeda. Napa mu si nie udaa, wic suponuj, e chcia si 
tylko przekona, czy wiemy, e to on j urzdzi, i czymy go ju oskaryli, czy nie. Stary 
Krzepecki moe o imprezie synowskiej nie wiedzia, ale moe i wiedzia, a jeli tak, to wielce 
obaj musz by teraz niespokojni i wcale mi to nie dziwno, e si Marcjan na zwiady tu wybra. 
Stanisaw Cpyrianowicz pocz si mia. 
 No  rzek  ale e nie ma on szczcia do Bukojemskich, to nie ma! 
 Bg z nim!  zawoa Taczewski  bo jam mu dzi gotw wszystko przebaczy. 
Wic Bukojemscy i Stanisaw Cyprianowicz, ktrzy znali zawzito modego kawalera, 
spojrzeli na niego ze zdziwieniem, a on, jakoby w odpowiedzi im, doda: 
 Bo Anulka wraz bdzie moja, a jutro rycerzem bd chrzecijaskim i wiary obroc, ktry 
serce powinien mie wszelkich nienawici i prywat prne. 
 To ci za to Bg pobogosawi  zawoa ksidz. 
Rozdzia trzydziesty trzeci 
Nadszed wreszcie dla Jacka Taczewskiego dawno upragniony dzie szczcia. W Krakowie 
midzy mieszczastwem jeszcze poprzednio rozesza si wie, powtarzana ze zdziwieniem, e 
znajduje si w wojsku pewien rycerz, ktren jednego dnia si eni, a drugiego siada na ko. Gdy 
za si roznioso, e oboje krlestwo maj asystowa przy lubie, tumy poczy si od rana 
zbiera w kociele i pod kocioem. Przyszo w kocu do tego, e trabanci krlewscy musieli 
czyni na miejscu porzdek, aby dla weselnikw pozosta przejazd wolny. Koledzy 
Taczewskiego zebrali si jak jeden czowiek, co uczynili zarwno z yczliwoci i przyjani dla 
niego jak i dlatego, e mio byo kademu by widzianym w orszaku, w ktrym uczestniczy sam 
krl, i nalee do jego jakby prywatnej kompanii. Stawio si te i wielu dygnitarzy, nawet 
takich, ktrzy nigdy o Jacku Taczewskim nie syszeli, albowiem wiadomo byo, e krlowa 
proteguje to maestwo  duo za zaleao na dworze od jej przychylnoci i aski. 
Lecz niektrym z panw wydawao si to nie mniej dziwne ni mieszczastwu, e krl, na 
ktrego barkach spoczyway w tej chwili losy niemal caego wiata i do ktrego dzie w dzie 
przylatywali na spienionych koniach kurierowie zagraniczni, znajduje jednak czas, aby by na 
lubie prostego towarzysza. Wic jedni tumaczyli to sobie dobroci pask i chci ujcia 
wojska, drudzy czynili przypuszczenia, e moe pomidzy jegomoci a Taczewskim istniej 
jakie bliskie, a trudne do wyznania wzy rodzinne; inni na koniec mieli si z tych 
przypuszcze, susznie mwic, e w takim razie krlowa, tak mao pobaliwa, e nawet i za 
kawalerskie grzechy musia nieraz krl przed ni odpowiada, nie zajaby si tak gorliwie 
poczeniem kochankw. 
Ludzie zapomnieli ju troch o Sieniskich, wic by zapobiec wszelkim potwarzom i plotkom, 
przypomnia krl umylnie, ile Sobiescy byli temu rodowi winni. Wwczas poczto zajmowa 
si pann Sienisk i jak to bywa na dworach, to litowa si nad ni, to rozczula si jej 
przygodami, to wychwala jej cnot i pikno. Wieci o jej urodzie rozchodziy si szeroko 
wrd mieszczan i mieszczek, ale te gdy j wreszcie ujrzano, nikt nie dozna zawodu. 
Przybya ona do kocioa wraz z krlow, wic w pierwszej chwili wszystkie spojrzenia 
zwrciy si na pani, ktrej wdziki wieciy jeszcze caym blaskiem przedwieczornego soca; 
gdy jednak skieroway si na oblubienic, wszdy  midzy dygnitarzami, midzy wojskowymi, 
szlacht i mieszczastwem  ozway si szepty, a nawet i gone uwagi: 
 Cudna, cudna! Wiele oczom powinien, kto tak raz w yciu obaczy. 
I bya to prawda. Nie zawsze w owych czasach ubierano dziewczyny biao do lubu, ale j 
panny z fraucymeru przybray biao, bo taka bya najlepsza jej suknia  i takie yczenie. Wic w 
bieli, z zielonym wianuszkiem na zotych wosach, z twarz troch zmieszan i poblad, ze 
spuszczonymi oczyma, cicha, smuka, wygldaa jak nieny abd albo po prostu jak lilia biaa. 
Zdumia si jej widokiem i sam Jacek Taczewski, ktremu wydaa si jaka inna ni zwykle. 
 Dlaboga!  rzek sobie  jako ja do niej przystpi! To to istne krlewitko albo i zgoa 
anio, do ktrego grzech inaczej ni na kolanach gada. 
I zlk si prawie w duszy. Lecz gdy wreszcie klkn z ni przed otarzem, gdy usysza 
wzruszony gos ksidza Woynowskiego, ktren zacz przemow od sw: Dziemi was znaem 
oboje, gdy stua zwizaa im rce, gdy usysza ciche wyrazy: Bior ciebie sobie za maonka, 
a w chwil potem buchna z chru pie: Veni, Creator, wtedy zdawao si Jackowi, e chyba 
szczcie rozsadzi mu piersi, i to tym atwiej, e nie mia na nich pancerza. Kocha j od dawna, 
od pacholcych lat, i wiedzia, e kocha, ale teraz dopiero zrozumia, jak bez miary i bez granic j 
miuje. I znw pocz sobie mwi: 
 Chyba polegn, bo gdyby czowiek za ycia by tak szczliw, to c by byo w niebie? 
Ale pomyla, e nim polegnie, musi si przedtem Panu Bogu odwdziczy i nagle przeleciay 
mu przed oczyma duszy tumy Turkw, brody, turbany, zawoje, krzywe szable, chorgwie, 
buczuki. Wic z serca wyrwa mu si ku Bogu okrzyk: 
 Odwdzicz si! odwdzicz! 
I uczu, e dla tych nieprzyjaci krzya i wiary stanie si lwemniszczycielem. 
Trwao to widzenie tylko przez mgnienie oka, po czym zalaa mu na nowo piersi niezmierna 
fala szczcia i kochania. 
Tymczasem ceremonia bya skoczona; orszak ruszy do mieszkania przygotowanego dla 
pastwa modych przez Cyprianowiczw, a ozdobionego przez towarzyszw spod chorgwi. Na 
chwil tylko mg tam Jacek przycisn mod pani Taczewsk do serca, albowiem wnet 
musieli oboje wybiec naprzeciw krlestwa, ktrzy nadjechali z kocioa. Dwa wysze krzesa 
byy przygotowane dla nich za stoem, wic po bogosawiestwie, przy ktrym oboje pastwo 
modzi przyklkli przed majestatem, prosi Jacek miociwego pana i pani na uczt weseln, lecz 
krl odmwi. 
 Miy towarzyszu  rzek  rad bym z tob pogwarzy, ba, i z tob, krewniaczko (tu zwrci 
si do pani Taczewskiej), o przyszym wianie pogada, ale mi nijak. Chwil ostan i zdrowie 
wasze wypij, siada wszelako nie mog, bo tyle mam na gowie, e mi kada godzina droga. 
 A wiera!  zawoao kilkadziesit gosw. 
Taczewski podj pod nogi pana, a on wzi ze stou nalany kieliszek. 
 Moci panowie!  zawoa  zdrowie pastwa modych! 
Uczyni si krzyk: vivant, crescant! floreant!, po czym krl znw gos zabra: 
 Uywaje wczasu i szczliwoci swojej  rzek do Taczewskiego  bo warto, a dugo tego 
nie bdzie. Juci trzeba ci kilka dni zostawi, ale potem pilnie nas musisz goni, bo my tu na 
ciebie nie bdziem czeka. 
 atwiej jejmo wytrzyma bez ciebie ni Wiede bez nas  rzek miejc si pan Marek 
Matczyski. 
 A przecie kawaler Lubomirski ju tam Turkw uszczy  zauway jeden z towarzyszw 
usarskich. 
 I mam dobre o naszych wiadomoci  rzek krl  ktre kazaem Matczyskiemu wzi ze 
sob, aby je umylnie waszmociom przeczyta, na pociech dla onierskich serc. Oto, co mi 
pisze o bitwie pod Presburgiem ksi Lotaryski, cesarski generalissimus. 
I pocz czyta, troch powoli, gdy czyta dla szlachty po polsku, a list by pisany po 
francusku: 
Kawaleria cesarska sza dzielnie i z zapaem, ale akcji dokonali tylko Polacy, ktrzy 
Niemcom nic nie zostawili do roboty. Nie mog znale do sw pochway dla dzielnoci, siy i 
zachowania si pana Lubomirskiego, oficerw i onierzy, ktrymi dowodzi.4 
4 Carolus Dux Lotharingiae Joanni III Poloniae Regi etc. Julius 31 1683. 
Toute la Cavalerie de lEmpereur allait avec fermet et joie, mais laction sest pass seule entre les Polonais, qui 
 Oto, co pisze ksi Lotaryski. Bitwa bya wielka i chwaa naszych niemaa! 
 Popiszemy si i my niezgorzej  woali onierze. 
 Wierz i ufam, jeno trzeba popiechu, bo pniejsze listy le wr. Wiede ledwie ju 
dysze, a cae chrzecijastwo ma oczy na nas zwrcone: nadym czy nie nadym. 
 Niewiele tu ostao chorgwi, a gwne wojska, jako syszaem, czekaj ju pod hetmanami 
w Grach Tarnowskich  rzek ksidz Woynowski ale pod Wiedniem, cho i potrzebne nasze 
rce, ale nie tyle, ile obecno takiego wodza, jak wasza krlewska mo. 
Umiechn si na to krl i rzek: 
 Sowo w sowo pisze mi to samo.ksi Carolus. Trzymajcie tedy wapanowie cugle w rku, 
bo lada godzina ka trbi przez munsztuk! 
 Kiedy, miociwy panie?  spytao kilka gosw. A krl spowania nagle. 
 Jutro ruszam te chorgwie, ktre jeszcze przy mnie zostay. Po czym spojrza bystro na 
Taczewskiego, jakby go chcc wybada, i rzek: 
 Ale e i krlowa jejmo odprowadzi nas a do Tarnowskich Gr, gdzie bdzie rewia, przeto 
jeli nie bdziesz nas prosi o zgoa inn funkcj, to moesz tu jeszcze przyzosta, byle nas 
prdko dogoni. 
A Jacek otoczy on rk, przysun si wraz z ni o krok do krla i rzek: 
 Miociwy panie! eby mi za ni cesarstwo niemieckie albo nawet i krlestwo francuskie 
ofiarowali. Bg, ktry patrzy w serce moje, widzi, e nie oddabym jej za adn koron ni za 
adne na wiecie klejnoty. Ale ebym mia dla szczliwoci mojej suby zaniecha, okazj 
straci, wojny za wiar poniecha, wodza odstpi  nie daj tego Bg, bo sam bym sob 
wzgardzi i ona, jako j znam, take by mn wzgardzia. Nu by, miociwy panie, trafia si jaka 
przygoda, jakowa napa, ktra by mi przecia drog, chybabym zgorza ze wstydu i boleci... 
Tu oczy zamiy mu si zami, na policzkach wykwity rumiece i tak dalej mwi drgajcym 
ze wzruszenia gosem: 
Jam dzi przed otarzem pobluni, bom rzek Bogu:,,odwdzicz si! A czym? zali 
zdrowiem, zali yciem, zali krwi mona si wywdziczy za takie szczcie, jakie mnie 
spotkao?... Ale wanie dlatego o adn inn funkcj nie bd prosi i gdy ty wyruszysz, 
miociwy krlu i wodzu mj, nie ostan ani na jeden dzie, jeno pjd z tob, choby mi jutro 
lec przyszo. I klkn u ng pana, a w pochyli si i ucisnwszy go za gow, rzek: 
 Takich mi wicej, a zagrzmi na wiat imi polskie! 
Ksidz Woynowski mia zy w oczach, Bukojemscy pakali jak bobry, wzruszenie i zapa 
ogarny wszystkich obecnych. 
 Na pogan! za wiar!  zagrzmiay liczne gosy. I poczo si trzaskanie szablami. 
A gdy uciszyo si troch, pani Taczewska pochylia si do ucha ma i pocza szepta 
zbladymi ustami: 
 Nie dziwuj si moim zom, Jacku, bo gdy pjdziesz, moe ci nie zobacz wicej, ale id. 
nont vien laiss a faire aux Allemands etc. etc. etc. 
Rozdzia trzydziesty czwarty 
Jednake dwa dni pozostali jeszcze ze sob razem. Dwr wyruszy wprawdzie nastpnego 
dnia, ale e krlowa z caym fraucymerem i mnstwo dygnitarzy wieckich i duchownych 
odprowadzao krla do obozu, do Gr Tarnowskich, gdzie zapowiedziany by wielki przegld 
wojsk, przeto tak liczny orszak, ktren z koniecznoci musia porusza si powoli, atwo byo 
dogoni. Nastpny pochd samych wojsk z krlem na czele, od granicy a po Wiede, mia 
zadziwi wiat popiechem, zwaszcza e krl nada w przedzie przed gwn armi, ale do 
Gr Tarnowskich wloka si krlowa jejmo z dworem przez dni sze. Pastwo Taczewscy 
dogonili wic orszak drugiego dnia, po czym moda pani przesiada si do karoc krlewskich, a 
Jacek skoczy na noc do obozu, by poczy si ze swoj chorgwi. Chwila rozstania zbliaa 
si. Dwudziestego drugiego sierpnia krl poegna si uroczycie ze sw ukochan Marysiek i 
wczesnym rankiem wsiad na ko, aby przed jej oczyma sprawi wojsko, a nastpnie ruszy na 
jego czele do Gliwic. 
Zauwaono, e jakkolwiek rozstawa si z ni zawsze z najwiksz przykroci, miujc j 
bowiem jak renic oczu, bola nawet nad krtkim rozstaniem, tym razem mia twarz promienn. 
Wic wieckim i duchownym dygnitarzom, ktrzy wiedzieli, jak straszna jest wojna z tym 
nieprzyjacielem, ktry przy tym nigdy dotychczas nie wystpi z tak potg, przybyo zaraz 
serca. Poruszyli wprawdzie Turcy (mwiono sobie) trzy czci wiata, ale jeli pan nasz, 
najwikszy ich pogromca i niszczyciel, z tak radoci idzie na t wojn, to ju i my nie mamy 
si o co troszczy. I otucha napeniaa piersi, a widok wojsk powiksza j jeszcze bardziej i 
zmienia w zupen pewno zwycistwa. Wojska wraz z penym czeladzi taborem wydaway si 
bardzo znaczne. Jak wzrok mg sign, wida byo rozbyski soca na hemach, na 
pancerzach, szablach, na lufach muszkietw i dzia. Blask by tak mocny, e oczy mruyy si 
pod jego nadmiarem. Nad wojskiem graa w bkitnym powietrzu tcza chorgwi i chorgiewek. 
Warczenie bbnw po pukach pieszych mieszao si z odgosem trb, kotw, krzywu, z 
piekielnym haasem kapeli janczarskich i ze reniem koni. Zaraz z pocztku rewii ruszy bokiem 
sam tabor, by nie tamowa ruchw wojsk, i dopiero potem rozpocz si waciwy przegld. 
Powozy krlewskie stay na niezbyt wyniosej rwninie, nieco w prawo od drogi, ktr miay 
przechodzi puki. W pierwszym siedziaa krlowa, przybrana w pira, koronki i aksamity, 
byszczca od klejnotw, pikna i okazaa, z pen majestatu twarz kobiety, ktra posiada w 
yciu wszystko, czego tylko w najmielszych zamysach moga poda, bo koron i 
niewypowiedzian mio najsawniejszego ze wspczesnych monarchw. Rwnie jak 
dygnitarze z najbliszego otoczenia krlewskiego, bya i ona pewna, e gdy krl jej maonek 
 raz sidzie na ko, to w lad za nim pjdzie, jak dotychczas zawsze szo, zwycistwo i pogrom. 
I czua, e w tej chwili oczy caego wiata, poczwszy od Carogrodu a do Rzymu, Madrytu i 
Parya, s na niego zwrcone, e cae chrzecijastwo wyciga do niego rce i w nim jeno i w 
tych elaznych jego wojskach widzi ratunek, wic serce jej wzbierao dum niewieci. Potga 
nasza wzronie, a sawa wyniesie nas nad wszystkie inne krle  mwia sobie w duszy  i 
dlatego, cho w maonek prowadzi zaledwie dwadziecia kilka tysicy ludzi przeciw 
nieprzeliczonym zastpom tureckim, pier jej zalewaa rado i adna chmura obawy lub 
niepokoju nie zaspiaa jej biaego czoa. Patrzcie na zwycizc, patrzcie na krlaojca  
mwia do dzieci wypeniajcych tak powz, jak pisklta wypeniaj gniazdo  gdy wrci, wiat 
uklknie przed nim w podzice. 
W samych powozach wida byo to wdziczne twarze panien dworskich, to infuy biskupie, to 
powane i surowe oblicza senatorw, ktrzy zostawali w domu, by sprawowa rzdy w 
zastpstwie pana. Sam krl by ju przy wojsku, ale wida go byo dobrze opodal na wzgrzu, 
wrd hetmanw i jeneraw, midzy ktrymi czyni wraenie siedzcego na koniu olbrzyma. 
Wojska miay przechodzi poniej, jakby u jego stp. 
Wic przetoczya si naprzd z guchym turkotem i ze zgrzytem acuchw artyleria pana 
Marcina Kckiego. Po niej szy regimenty piesze z muszkietami na ramionach, pod wodz 
oficerw zbrojnych w szable, w bandolety i w dugie trzciny, ktrymi ad czynili wrd 
szeregw. Szy te puki w czworobokach, do ruchomych fortec podobne, krokiem pod miar, 
rwnym i grzmicym. Kady przechodzc wedle powozu krlowej wita j gromkim okrzykiem i 
znia chorgiew na znak czci. Byy midzy nimi niektre lepiej od innych przybrane i do 
okaza czynice posta, lecz najokazalej przedstawi si regiment kaszubski, w bkitnych 
koletach z tymi adownicami, zoony z tgich na schwa chopw, rosych i tak dobranych, e 
jeden wydawa si by drugiemu bratem. Cikie muszkiety poruszay si w ich potnych 
doniach jak trzciny. Na gos piszczaki stanli przed krlem jak jeden m i sprezentowali bro 
tak sprawnie, e krl umiechn si z zadowoleniem, a dygnitarze poczli do si mwi: 
Ej! z tymi to i gwardii sutaskiej niezdrowo si bdzie spotka! lwy to prawdziwe, nie 
ludzie!. 
Lecz zaraz za nimi poczy przeciga chorgwie lekkiej jazdy polskiej! Rzekby, 
hipocentaury, tak kady czowiek i ko jedn stanowili cao: nieodrodni synowie owych 
elearw, ktrzy swego czasu stratowali cae Niemcy, roznoszc na szablach i kopytach puki, ba, 
nawet i cae armie wyznawcw Lutra. Najcisza obca jazda nie moga si im w rwnej sile 
oprze, najlejsza  uciec przed nimi. O nich to po Chocimiu mwi sam krl: Byle 
doprowadzi, to wytn wszystko jako kosiarze traw. I cho w tej chwili przecigali wolno 
przed powozami, kady, nawet wcale nieobyty z wojn czowiek acnie odgadywa, e w danym 
razie, chyba wicher jeden mg szybciej od nich pdzi, zwraca si i uderza. Krzywuy i koty 
grzmiay przed nimi, a oni szli, chorgiew za chorgwi, z goymi szablami, ktre w drgajcym 
blasku sonecznym wydaway si jak miecze ogniste. Minwszy powozy dworskie zakoysali si 
nagle jak fala i ruszyli ryci, potem cwaem i zatoczywszy olbrzymie koa przeszli znw, ale ju 
jak huragan, koo krlowej z przeraliwym okrzykiem: bij, morduj!, z szablami w 
wycignitych prawicach jak do ataku, na koniach o rozdtych chrapach, rozwianych grzywach i 
jakoby oszalaych od pdu. I przeszli tak jeszcze raz drugi, a dopiero za trzecim nawrotem 
zatrzymali si prawie nagle, nie amic szeregw, tak rwno, zgodnie i dokadnie, e 
cudzoziemcy, ktrych wielu byo przy dworze, a zwaszcza ci, ktrzy po raz pierwszy widzieli w 
polu jazd polsk, poczli spoglda na si ze zdumieniem, jakby oczom wasnym nie wierzc. 
Po czym zamigotao i zakwito jakby kwieciem cae pole od dragonw. Niektre ich puki 
przyszy pod panem Jabonowskim spod Trembowli, niektre wystawili magnaci, a jeden  sam 
krl, z wasnej szkatuy, ktrym pan de Maligny, brat krlowej, dowodzi. Suy w dragonach po 
wikszej czci lud prosty, ale do konia od dziecka zaprawny, wiczony w rnych bojach, w 
ogniu uporczywy, wrcz mniej od szlachty straszny, ale karny i na trudy wojenne 
najwytrzymalszy. 
Lecz najwiksza rozkosz dla dusz i oczu pocza si dopiero wwczas, gdy ruszyy si 
chorgwie usarskie. Posuway si one spokojnie, jak na tak grne puki przystao. Trzymane w 
gr kopie sterczay nad nimi jak las, a w grze drgaa poruszana lekkim powiewem, tczowa 
chmura proporcw. Konie ich, wiksze ni w innych chorgwiach, zbroje stalowe nabijane 
zotem, na plecach skrzyda, w ktrych pira czyniy nawet w spokojnym pochodzie taki szum, 
jaki sysze mona midzy gaziami w gbi boru, wielka bijca od nich powaga i jakby duma  
wszystko to czynio takie wraenie, e krlowa, damy dworskie, senatorowie, a zwaszcza 
zagraniczni gocie a powstali w powozach, by im si lepiej przypatrzy. Byo co gronego w 
tym ich powolnym pochodzie, mimo woli bowiem przychodzio kademu na myl, e gdy taka 
awica elazna runie przed siebie  wwczas zmiady, rozniesie, zetrze wszystko przed sob i e 
nie masz siy ludzkiej, ktra by si jej oprze moga. I bya to prawda. Nie tak to dawne byy 
czasy, gdy trzy tysice takiej jazdy staro na proch pi razy liczniejsze zastpy szwedzkie; 
jeszcze mniej dawne, gdy jedna taka chorgiew przesza jak duch zniszczenia przez ca armi 
Karola Gustawa, a cakiem wiee, gdy pod Chocimiem ta sama husaria, pod wodz tego 
samego krla, stratowaa gwardie janczarskie tak atwo jak an zboa. Wielu z tych, ktrzy brali 
udzia w owym pogromie chocimskim, suyo dotychczas pod dawnymi znakami i ci szli teraz 
pod mury obcej stolicy, dumni, pewni siebie, spokojni  na nowe niwo. 
Sia i groza zdawaa si by dusz tych chorgwi. Wsta nagle za nimi poudniowy wiatr, 
zafurkota w proporce, zwia ku przodowi trefione grzywy koskie i uczyni szum tak mocny w 
skrzydach, e a andaluzy w powozach zaczy przysiada na zadach. Chorgwie zbliyy si na 
krokw dwadziecia do karoc, po czym zwrciy si w bok i szwadronami poczy przechodzi 
mimo. 
Wwczas to pani Taczewska ujrzaa ma po raz ostatni przed wypraw. Jecha z brzegu, w 
drugim szeregu, cay w elazie, ze skrzydem na zbroi i w hemie, ktrego nausznice zakryway 
mu cakiem policzki. 
Rosy, zotogniady natolski ko nis go lekko mimo cikiej zbroi, rzucajc gow, dzwonic 
wdzidem i parskajc rozgonie, jakby na dobr wrb dla rycerza. 
Jacek zwrci sw okryt elazem gow w stron ony i poruszy ustami, jakby szepcc, lecz 
cho adne wyrane sowo nie doszo do jej uszu, odgada przecie, e mwi jej ostatnie bd 
zdrowa!  i taki poryw mioci i tsknoty chwyci j za serce, e gdyby bya moga za cen ycia 
zmieni si na przykad w jaskk, usi na jego ramieniu lub na proporcu jego kopii i 
towarzyszy mu w drog, nie byaby si wahaa ani chwili. 
 Bd zdrw, Jacku! niech ci Bg strzee...  zawoaa wycigajc ku niemu ramiona. 
I oczy jej zrosiy si zami, a on przejecha  byszczcy w socu, jaki uroczysty i jakby 
uwicony t sub, ktr mia odsuy. 
Za chorgwi krlewicza Aleksandra nadcigny i przeszy inne, rwnie wietne i rwnie 
straszne, po czym, ladem innych pukw, zatoczywszy wielki krg, ustawiy si na rwninie 
prawie na tych samych miejscach, z ktrych wyruszyy w czasie rewii, ale ju w szyku 
pochodowym. 
Z powozw, stojcych na wyniesieniu, wzrok mg ogarn cae niemal wojsko. W pobliu i 
w dali wida byo byszczce zbroje, krane mundury, byskania mieczw, sterczce lasy dzid, 
chmury proporcw, a nad nimi wielkie chorgwie na ksztat olbrzymich kwiatw. Od stojcych 
bliej pukw powiew donosi zapach potu koskiego  i dochodziy krzyki komendantw, 
guche odgosy kotw i wist piszczaek. A w tych odgosach, w tych okrzykach, w tej radoci i 
ochocie bojowej byo co zwyciskiego. Zupena pewno zwycistwa krzya nad pksiycem 
spyna na wszystkie serca. 
Krl zabawi jeszcze przez mgnienie oka przy powozie krlowej, po czym ruszy w skok do 
wojska, egnany krzyem z relikwiami przez biskupa krakowskiego. Po chwili przeraliwy 
dwik trb targn powietrzem i masy ludzi i koni zakolebay si i poczy z wolna wydua, a 
wreszcie ruszyy przed si ku zachodowi. Na przedzie wida byo znaki lekkich chorgwi, za 
nimi szy husarie, pochd zamykali dragoni. 
Ksidz biskup krakowski podnis obiema rkoma krzy z relikwiami jak najwyej nad gow: 
 Boe Abraamw, Boe Izaakw, Boe Jakubw, zmiuj si nad ludem twoim! 
A w tej chwili z przeszo dwudziestu tysicy rycerskich piersi zabrzmiaa pie, ktr 
podobno pan Kochowski umylnie na t wypraw uoy: 
Dla Ciebie, Panno Czysta, 
Matko Niepokalana, 
Idziemy broni Chrysta, 
Naszego Pana. 
Dla ci, Ojczyzno droga, 
I dla ci, Orle biay, 
Idziemy gromi wroga 
Na polu chway. 
