POTOP
Tom I
Wstp
By na mudzi rd mony Billewiczw, od Mendoga si wywodzcy, wielce skoligacony i w
caym Rosieskiem nad wszystkie inne szanowany. Do urzdw wielkich nigdy Billewiczowie nie
doszli, co najwyej powiatowe piastujc, ale na polu Marsa niepoyte krajowi oddali usugi, za
ktre rnymi czasami hojnie bywali nagradzani. Gniazdo ich rodzinne, istniejce do dzi, zwao
si take Billewicze, ale prcz nich posiadali wiele innych majtnoci i w okolicy Rosie, i dalej ku
Krakinowu, wedle Laudy, Szoi, Niewiay  a hen, jeszcze za Poniewieem. Potem rozpadli si na
kilka domw, ktrych czonkowie potracili si z oczu. Zjedali si wszyscy wwczas tylko gdy w
Rosienicach, na rwninie zwanej Stany, odbywa si popis pospolitego ruszenia mudzkiego. Czciowo
spotykali si take pod chorgwiami litewskiego komputu i na sejmikach, a e byli zamoni,
wpywowi, wic liczy si z nimi musieli sami nawet wszechpotni na Litwie i mudzi Radziwiowie.
Za panowania Jana Kazimierza patriarch wszystkich Billewiczw by Herakliusz Billewicz,
pukownik lekkiego znaku, podkomorzy upicki. Ten nie mieszka w gniedzie rodzinnym, ktre
dziery pod owe czasy Tomasz, miecznik rosieski; za do Herakliusza naleay Wodokty, Lubicz
i Mitruny, lece w pobliu Laudy, naok, jakby morzem, ziemiami drobnej szlachty oblane.
Prcz Billewiczw bowiem kilka byo tylko wikszych domw w okolicy, jako Soohuby,
Montwiowie, Schyllingowie, Koryznowie, Sicicsy (cho i drobnej braci tyche nazwisko nie
brako), zreszt cae porzecze Laudy usiane byo gsto tak zwanymi okolicami albo mwic
zwyczajnie: zaciankami zamieszkaymi przez sawn i gon w dziejach mudzi szlacht laudask.
W innych okolicach kraju rody bray nazw od zaciankw albo zacianki od rodw, jako bywao
na Podlasiu; tam za, wzdu laudaskiego porzecza, byo inaczej. Tam mieszkali w Morezach
Stakjanowie, ktrych swego czasu Batory osadzi za mstwo okazane pod Pskowem. W
Womontowiczach na dobrej glebie roili si Butrymowie, najdusze chopy z caej Laudy, synni z
maomwnoci i cikiej rki, ktrzy czasy sejmikw, zjazdw lub wojen murem w milczeniu i
zwykli. Ziemie w Droejkanach i Mozgach uprawiali liczni Domaszewiczowie, synni myliwi; ci
puszcz Zielonk a do Wikomierza tropem niedwiedzim chadzali. Gasztowtowie siedzieli na
Pacunelach; panny ich syny piknoci, tak i w kocu wszystkie gadkie dziewczta w okolicy
Krakinowa, Poniewiea i Upity pacunelkami nazywano. Soohubowie Mali byli bogaci w konie i
bydo wyborne, na lenych pastwiskach hodowane; za Gociewicze w Goszczunach smo w lasach
pdzili, od ktrego zajcia zwano ich Gociewiczami Czarnymi albo dymnymi.
Byo i wicej zaciankw, byo i wicej rodw. Wielu z nich nazwy istniej jeszcze, ale po
wikszej czci i zacianki nie le tak, jak leay, i ludzie innymi w nich imionami si woaj.
Przyszy wojny, nieszczcia, poary, odbudowywano si nie zawsze na dawnych pogorzeliskach,
sowem: zmienio si wiele. Ale czasu swego kwitna jeszcze stara Lauda w pierwotnym bycie i
szlachta laudaska do najwikszej dosza wzitoci, gdy przed niewiel laty, czynic pod ojowem
przeciw zbuntowanemu kozactwu, wielk si saw pod wodz Janusza Radziwia okrya.
Suyli za wszyscy laudascy w chorgwi starego Herakliusza Billewicza; wic bogatsi jako
towarzysze na dwa konie, ubosi na jednego, najubosi z pocztowych. W ogle szlachta to bya
wojenna i w zawodzie rycerskim szczeglnie rozmiowana. Natomiast na tych sprawach, ktre
zwykle materi sejmikw stanowiy, mniej si znali. Wiedzieli, e krl jest w Warszawie, Radziwi
i pan Hlebowicz, starosta na mudzi, a pan Billewicz w Wodoktach na Laudzie. To im wystarczyo,
i gosowali tak, jak ich pan Billewicz nauczy, w przekonaniu, e on tego chce, czego i pan
Hlebowicz, ten znw z Radziwiem idzie w ordynku, Radziwi jest rk krlewsk na Litwie i
mudzi, krl za maonkiem Rzeczypospolitej i ojcem rzeszy szlacheckiej.
Pan Billewicz by zreszt wicej przyjacielem ni klientem potnych oligarchw na Birach  i
to wielce cenionym, bo na kade zawoanie mia tysic gosw i tysic szabel laudaskich, a szabel
w rkach Stakjanw, Butrymw, Domaszkiewiczw lub Gasztowtw nie lekceway jaszcze w tym
czasie nikt na wiecie. Pniej dopiero. Pniej dopiero zmienio si wszystko, wanie wwczas,
gdy pana Herakliusza Billewicza nie stao.
Nie stao za tego ojca i dobrodzieja szlachty laudaskiej w roku 1654. Rozpalia si wwczas
wzdu caek wschodniej ciany Rzeczypospolitej straszna wojna. Pan Billewicz ju na ni nie poszed,
bo nie pozwoli mu na to wiek i gupota, ale laudascy poszli. Ow, gdy przysza wie, e
Radziwi pobity zosta pod Szkowem, a laudaska chorgiew w ataku na najemn piechot francuska
prawie w pie wycita  stary pukownik, raony apopleksj, dusz odda.
Wie t przywiz niejaki pan Micha Woodyjowski, mody, ale bardzo wsawiony onierz,
ktren w zastpstwie pana Herakliusza laudaskim z ramienia Radziwia przewodzi. Resztki ich
przybyy take do zagrd ojczystych, znkane, pogbione, zgodzone i ladem caego wojska na
hetmana wielkiego narzekajce, e ufny w groz swego imienia, w urok zwycizcy, z ma si na
dziesikro liczniejsz potg si rzuci, a przez to pogry wojsko, kraj cay.
Lecz wrd oglnych narzeka ani jeden gos nie podnis si przeciw modemu pukownikowi,
panu Jerzemu Michaowi Woodyjowskiemu. Owszem, ci, co uszli z pogromu , wysawiali go pod
niebiosa, cuda opowiadajc o jego dowiadczeniach wojskowych i czynach. I jedyn to byo pociech
dla laudaskich niedobitkw wspomina o przewagach, ktrych pod przewodem pana Woodyjowskiego
dokonali: jako w ataku przebili si, niby przez dym, przez pierwsze kupy poledniejszego
onierza; jak potem na francuskich najemnikw wpadszy cay regiment najprzedniejszy w
puch na szablach roznieli, gdy czym pan Woodyjowski wasn rk ci tego regimentu
oberszta; jako koniec, otoczeni i w cztery ognie wzici, salwowali si po desperacku z zamtu, gstym
trupem padajc i nieprzyjaciela amic.
Suchali z alem, ale i dum owych opowiada ci z laudaskich. Ktrzy, wojskowo w kompucie
litewskim nie suc, obowizani byli tylko w pospolitym ruszeniu stawia. Spodziewano si te
powszechnie, e pospolite ruszenie, ostateczna kraju obrona, wkrtce zostanie zwoane. Bya ju z
gry umowa, e w takim razie pan Woodyjowski zostanie obrany laudaskim rotmistrzem, bo
cho si do miejscowego obywatelstwa nie liczy, nie byo ode midzy miejscowym obywatelstwem
sawniejszego. Niedobitkowie mwili jeszcze o nim, e samego hetmana z toni wyrwa.
Tote caa Lauda na rku go prawie nosia, a okolica wydzieraa okolicy. Kcili si zwaszcza Butrymi,
Domaszewicze i Gasztowtowie, u ktrych ma zosta najduej gocin. On za sobie ow
bitn szlacht upodoba, e gdy okruchy wojsk radziwiowskich cigny do Bir, by tam jako tako
po klsce przyj do sprawy  on z innymi nie odszed, a jedc z zacianku do zacianku , w Pacunelach
u Gasztowtw wreszcie sta rezydencj zaoy, u pana Pakosza Gasztowta, ktry nad
wszystkimi w Pacunelach mia zwierzchno.
Co prawda, nie mgby by pan Woodyjowski adn miar Bir jecha, gdy zachorowa obonie:
naprzd przyszy na ze gorczki, potem od kontuzji, ktr by pod Cybichowem jeszcze
otrzyma, odjto mu praw rk. Trzy panny Pakoszwny, synne z urody pacunelki, wziy go w
czu opiek i poprzysigy tak sawnego kawalera do pierwotnego zdrowia doprowadzi, szlachta
za, kto yw by, zaja si pogrzebem dawnego swego wodza, pana Herakliusza Billewicza.
Po pogrzebie otwarto testament nieboszczyka, z ktrego pokazao si, i stay pukownik dziedziczk
caej fortuny, z wyjtkiem wsi Lubicza, uczyni wnuczk sw Aleksandr Billewiczwn,
owczank upick, opiek za nad ni, dopki by za m nie posza, powierzy caej szlachcie laudaskiej.
...Ktrzy, jako mnie yczliwymi byli (gosi testament) i mioci za mio pacili, nieche i
sierocie tak bd, a w tych czasiech zepsucia i przewrotnoci, gdy przed swawol i zoci ludzk
nikt bezpieczen ani pren bojani by nie moe  niechaj sieroty przez pami moj od przygody
strzeg.
Baczy take maj, aby fortuny w bezpiecznoci zaywaa z wyjtkiem wsi Lubicza, ktr panu
Kmicicowi, modemu choremu orszaskiemu, dawam, darowuj i zapisuje, aby w tym przeszkody
jakiej nie mia. Kto by za si tej przychylnoci mojej dla W-nego Andrzeja Kmicica dziwowa
albo w tym krzywd wnuczki mojej urodzonej Aleksandry upatrywa, wiedzie ma i powinien,
iem od ojca urodzonego Jdrzeja Kmicica jeszcze z modych lat, a do dnia mierci, przyjani i
zgoa braterskiego afektu doznawa. Z ktrym wojny odprawowaem i ycie mi po wielekro ratowa,
a gdy zo i invidia panw Siciskich wydrze mi fortun chciay  i do niej mi dopomg.
Tedy ja, Herakliusz Billewicz, podkomorzy upicki, a razem grzesznik niegodny, przed srogim sdem
boym dzi stojcy, przed czterema laty (yw jeszcze i nogami po nizinie ziemskiej chodzc)
do pana Kmicica ojca, miecznika orszaskiego, si udaem, aby wdziczno i przyja stateczn
lubowa. Tame za wspln zgod postanowilimy obyczajem dawnym szlacheckim i chrzecijaskim,
e dzieci nasze, a mianowicie syn jego Andrzej z wnuczk moj Aleksandra, owczank,
stado uczyni maja, aby z nich potomstwo na chwa bo i poytek Rzeczypospolitej wyroso.
Czego sobie najmocniej ycz i wnuczk moj do posuszestwa tu wypisanej woli obowizuj,
chybaby pan chory orszaski (czego Bg nie daj) szpetnymi uczynkami saw sw splami i bezecnym
by ogoszony. A jeliby substancj sw rodzinn utraci, co przy tamtej cianie wedle Orszy
acnie zdarzy si moe, tedy go ma pod bogosawiestwem za ma mie, choby te i od
Lubicza odpad, nic na to nie zwaa.
Wszelako, jeliby za szczegln ask Boga wnuczka moja chciaa na chwa Jego paniestwo
swe ofiarowa i zakonny habit przywdzia, tedy wolno jej to uczyni, albowiem chwaa boa przed
ludzk i powinna...
W taki to sposb rozporzdzi fortun i wnuczk pan Herakliusz Billewicz, czemu nikt si za
bardzo nie dziwi. Panna Aleksandra z dawna wiedziaa, co j czeka, i szlachta z dawna o przyjani
midzy Billewiczem a Kmicicami syszaa  zreszt umysy w czasach klski czym innym byy
zajte, tak e wkrtce i o testamencie mwi przestano.
Mwiono tylko o Kmicicach nieustannie we dworze w Wodoktach, a raczej o panu Andrzeju, bo
stary miecznik nie y ju take. Modszy pod Szkowem z wasn chorgiewk i orszaskimi wolentarzami
stawa. Pniej znikn z oczu, ale nie przypuszczano eby zgin, gdy mier tak
znacznego kawalera pewnie by nie usza niepostrzeenie. Familianci to bowiem byli w Orszaskiem
Kmicice i panowie znacznych fortun, ale tamte strony pomie wojny zniszczy. Powiaty i
ziemie cae zmieniay si w guche pola, kruszyy si fortuny, ginli ludzie. Po zamaniu Radziwia
nikt ju silniejszego oporu nie dawa. Gosiewski, hetman polny, si nie mia; koronni hetmanowie
wraz z wojskami na Ukrainie ostatkiem wojsk walczyli i wspomc go nie mogli, rwnie jak i
Rzeczpospolita, przez wojny kozackie wyczerpana. Fala zalewaa kraj coraz dalej, gdzieniegdzie
tylko o warowne mury si odbijajc, ale i mury paday jedne za drugimi, jak upad Smolesk. Wojewdztwo
smoleskie, w ktrym leay fortuny Kmicicw, uwaano za stracone. W powszechnym
zamieszaniu, w powszechnej trwodze rozproszyli si ludzie jak licie wichrem rozegnane i nikt nie
wiedzia, co si z modym chorym orszaskim stao.
Ale do starostwa mudzkiego wojna jeszcze nie dosza, ochona z wolna szlachta laudaska po
klsce szkowskiej. Okolice poczy zjeda i naradza tak o rzeczy publicznej, jak o sprawach
prywatnych. Butrymowie, najskorsi do boju, przebkiwali, e trzeba bdzie na congressus pospolitego
ruszenia do Rosie jecha, a potem do Gosiewskiego, by pomci szkowsk przegran;
Domaszewicze Myliwi poczli si zapuszcza lasami, Puszcz Rogowsk, a po zastpy nieprzyjacielskie,
wieci z powrotem przywoc; Gociewicze Dymni w dymach miso na przysz wypraw
wdzili. W sprawach prywatnych postanowiono bywaych i dowiadczonych ludzi na odszukanie
pana Andrzeja Kmicica posa.
Skadali owe rady starsi laudascy pod przewodem Pakosza Gasztowta i Kasjana Butryma,
dwch patriarchw okolicznych  wszystka za szlachta, ktrej ufno, jak w niej pooy zmary
pan Billewicz, wielce pochlebia, poprzysiga sobie wiernie sta przy literze testamentu i pann
Aleksandr prawie rodzicielsk opiek otoczy. Tote gdy czasu wojny, nawet w stronach, do ktrych
wojna nie dosza, zryway si niesnaski i zawichrzenia, na brzegach Laudy wszystko pozostao
spokojnie. adnych dyferencji nie podniesiono, nie byo adnego worywania si w granice
majtnoci modej dziedziczki; nie poprzesypywano kopcw, nie wycito cechowanych sosen na
rubieach lasw, nie zajechano pastwisk. Owszem, wspomagano zasobn sam przez si dziedziczk,
czym ktra okolica moga. Wic Stakjanowie nadrzeczni dosyali ryby solonej, z Womontowicz
od mrukliwych Butrymw przychodziy zboa, siano od Gasztowtw, zwierzyna od
Domaszewiczw Myliwych, smoa i dziegie od Gociewiczw Dymnych. O pannie Aleksandrze
nikt w zaciankach nie mwi, jak nasza panna, a pikne pacunelki wyglday pana Kmicica
bogdaj tak samo niecierpliwie jak ona.
Tymczasem przyszy wici zwoujce szlacht  wic poczto rusza na Laudzie. Kto z pacholcia
wyrs na ma, kogo nie pochyli wiek, ten na ko siada musia. Jan Kazimierz przyby go
Grodna i tam miejsce jeneralnego zbioru naznaczy. Tam te cignito. Ruszyli w milczeniu pierwsi
Butrymowie, za nimi inni, a Gasztowtowie na ostatku, jak zawsze czynili, bo im od pacunelek
al byo odjeda. Szlachta z innych stron kraju w maej tylko stawia si liczbie i kraj pozosta
bez obrony, a Lauda pobona stana w caoci.
Pan Woodyjowski nie ruszy, bo nie mg jeszcze rk wada, wic wanie jakoby wojski
midzy pacunelkami pozosta. Opustoszay okolice i jeno starcy z biaogowami zasiadali wieczorem
przy ogniskach. Cicho byo w Poniewieu i Upicie  czekano wszdy na nowiny.
Panna Aleksandra rwnie zamkna si w Wodoktach, nikogo prcz sug i swych opiekunw
laudaskich nie widujc.
ROZDZIA I
Przyszed nowy rok 1655. Stycze by mrony, ale suchy; zima tga przykrya mud wit
grubym na okie, biaym kouchem; lasy giy si i amay pod obfit okici, nieg olniewa
oczy w dzie przy socu, a noc przy ksiycu migotay jakoby iskry niknce po staej od mrozu
powierzchni; ziwerz zblia si do mieszka ludzkich, a ubogie, szare ptactwo stukao dziobami do
szyb szedzi i nienymi kwiatami okrytych.
Pewnego wieczora siedziaa panna Aleksandra w izbie czeladnej wraz z dziewcztami dworskimi.
Dawny to by zwyczaj Billewiczw, e gdy goci nie byo, to z czeladzi spdzali wieczory
piewajc pieni pobone i przykadem swym prostactwo budujc. Tak te czynia i panna Aleksandra,
a to tym acniej, e midzy jej dziewkami dworskimi same byy prawie szlachcianki, sieroty
bardzo ubogie. Te robot wszelk, choby najgrubsz, speniay i przy paniach suebnymi
byy, a w zamian za to wiczyy si w obyczajnoci, lepszego doznajc od prostych dziewek traktowania.
Byy jednak midzy nimi i chopki, mow gwnie si rnice, bo wiele z nich po polsku
nie umiao.
Panna Aleksandra wraz z krewn sw pann Kulwiecwn siedziay porodku, a dziewczta po
bokach na awach; wszystkie kdziel przdy. Na potnym kominie ze zwieszonym okapem paliy
si kody sosnowe i karpy, to przygasajc, to znw strzelajc jasnym, wielkim pomieniem lub
skrami, w miar jak stojcy wedle komina wyrostek przyrzuca drobniejszych brzeniakw i uczywa.
Gdy pomie strzeli janiej, wida byo ciemne drewniane ciany ogromnej izby z nadzwyczaj
niskim, belkowanym sufitem. U belek wisiay na niciach rnokolorowe gwiazdki uczynione z
opatkw, krcce si w cieple, a zza belek wyglday motki czesanego lnu, zwieszajce si na
obie strony jakby tureckie zdobyczne buczuki. Cay niemal puap by nim zaoony. Po cianach
ciemnych byszczay jakoby gwiazdy statki cynowe, wiksze i mniejsze, stojce lub poopierane na
dugich pkach dbowych.
W gbi, przy drzwiach, kudaty mudzin hucza gwatownie arnami mruczc pod nosem pie
monotonn, panna Aleksandra przesuwaa w milczeniu paciorki raca, przdki przdy, nic jedna
do drugiej nie mwic.
wiato pomienia padao na ich mode, rumiane twarze, one za z rkoma wzniesionymi ku kdzielom,
lew podszczypujc len mikki, praw krcc wrzeciona, przdy gorliwie jakby na wycigi,
surowymi spojrzeniami panny Kulwiecwny podniecane. Czasem te spoglday na si bystrymi
oczkami, a czasem na pann Aleksandr, jakby w oczekiwaniu , rycholi mudzinowi mle
zakae i pie pobon rozpocznie; ale z robot nie ustaway i przdy, przdy; wiy si nici, warczay
wrzeciona, migotay druty w rku panny Kulwiecwny, a kudaty mudzin w arna hucza.
Chwilami jednak przerywa robot, widocznie co si w arnach psuo, bo jednoczenie rozlega
si jego gniewny gos:
 Padas!
Panna Aleksandra podnosia gow, jakby rozbudzona cisz, ktra nastpowaa po okrzykach
mudzina; wwczas pomie owieca jej bia twarz i powane, bkitne oczy, patrzce spod brwi
czarnych.
Bya to urodziwa panna o powych wosach, bladawej cerze i delikatnych rysach. Miaa pikno
biaego kwiatu. aobna suknia dodawaa jej powagi. Siedzc przed tym kominem bya tak w
mylach pogrona jak w nie; zapewne nad dol wasn rozmylaa, gdy losy jej byy w zawieszeniu.
Testament przeznacza j na on czowieka, ktrego nie widziaa od lat dziesiciu, a e dobiegaa
dopiero dwudziestu, wiec pozostao jej tylko niejasne wspomnienie dziecinne jakiego burzli-
wego wyrostka, ktry za czasu swego pobytu z ojcem w Wodoktach wicej z rusznic po bagnach
lata, ni na ni patrzy.
Gdzie on jest i jaki on jest teraz?  oto pytania, ktre cisny si na myl powanej pannie.
Znaa go w prawdzie jeszcze z opowiada nieboszczyka podkomorzego, ktry na cztery lata
przed mierci przedsiwzi by dalek i trudn podr do Orszy. Ot, wedle tych opowiada,
mia to by wielkiej fantazji kawaler, cho gorczka okrutny. Po owym ukadzie o maestwo
dzieci, zawartym midzy starym Billewiczem a Kmicicem ojcem, mia w kawaler przyjecha zaraz
do Wodoktw akomodowa si pannie; tymczasem wybucha wielka wojna i kawaler zamiast
do panny pocign na pola beresteckie. Tam postrzelon, leczy si w domu; potem ojca schorzaego
i bliskiego mierci pilnowa; potem znw bya wojna  i tak zeszy owe cztery lata. Teraz od
mierci starego pukownika upyn ju kawa czasu, a o Kmicicu such przepad.
Miaa tedy o czym myle panna Aleksandra, a moe tsknia do nieznanego. W sercu czystym,
wanie dlatego e jeszcze mioci nie zaznao, nosia wielk gotowo do kochania. Iskry tylko
trzeba byo, eby na tym ognisku rozpali si pomie spokojny, ale jasny, rwny, silny i jak znicz
litewski niegasncy.
Wic niepokj ogarn j, czasem luby, a czasem przykry, i dusza jej cigle zadawaa sobie pytania,
na ktre nie byo odpowiedzi, a raczej dopiero miaa nadej z pl dalekich. Wic pierwsze
pytanie byo: zali on z dobrej woli j zalubi i gotowoci na jej gotowo do kochania odpowie?
W owych czasach ukady rodzicielskie o maestwo dzieci byway rzecz zwyk, a dzieci, choby
po mierci rodzicw, zwizane pod bogosawiestwem, dotrzymyway najczciej ukadu. W
samym wic zaswataniu jej nie widziaa panienka nic nadzwyczajnego, ale e dobra wola nie zawsze
z obowizkiem chodzi w parze, wic i ta troska obciya pow gwk panny: Czy on mnie
pokocha? I potem ju stado myli opado j, jak stado ptastwa opada drzewa samotnie na rozlegych
polach stojce: Kto ty jest? jaki jest? yw chodzisz po wiecie? czy moe ju gdzie tam
polege?... Daleko ty? czy blisko?... Otwarte serce panny, jak drzwi otwarte na przyjcie miego
gocia, mimo woli woao ku dalekim stronom., ku lasom i polom nienym, noc przykrytym:
Bywaj, junaku! bo nie masz nic gorszego na wiecie nad oczekiwanie!
Wtem, jakby odpowied woaniu, z zewntrz, wanie z owych nienych dalekoci noc pokrytych,
doszed gos dzwonka.
Panna drgna, lecz oprzytomniawszy wnet przypomniaa sobie, e to Pacunelw przysano kadego
prawie wieczora do apteczki po leki dla modego pukownika; myl t potwierdzia panna
Kulwiecwna mwic:
 To od Gasztowtw po driakiew.
Nieregularny gos dzwonka targanego przy dyszlu brzmia coraz wyraniej; na koniec ucich nagle,
widocznie sanki zatrzymay si przed domem.
 Obacz, kto przyjecha  rzeka panna Kulwiecwna do obracajcego arna mudzina.
mudzin wyszed z czeladnej, lecz po maej chwili pojawi si z powrotem i biorc znw za
drg od aren rzek z flegm:
 Panas Kmitas.
 A sowo stao si ciaem!  wykrzykna panna Kulwiecwna.
Przdki zerway si na rwne nogi; kdziele i wrzeciona pospaday na ziemi.
Panna Aleksandra wstaa take; serce jej bio jak motem, na twarz wystpoway rumiece, a po
nich blado; ale odwrcia si umylnie od komina, eby wzruszenia nie okaza.
Wtem we drzwiach pojawia si wyniosa jaka posta w sztubie i czapce futrzanej na gowie.
Mody mczyzna postpi na rodek izby i poznawszy, e znajduje si w czeladnej, spyta
dwicznym gosem, nie zdejmujc czapki:
 Hej! a gdzie to wasza panna?
 Jestem  odpowiedziaa do pewnym gosem Billewiczwna.
Usyszawszy to przybyy zdj czapk, rzuci j na ziemi i skoniwszy si rzek:
 Jam jest Andrzej Kmicic.
Oczy panny Aleksandry spoczy byskawic na twarzy Kmicica, a potem znw wbiy si w
ziemi; przez ten czas jednak zdoaa panienka dojrze pow jak yto, mocno podgolon czupryn,
smag cer, siwe oczy bystro przed si patrzce, ciemny ws i twarz mod, orlikowat, a weso i
junack.
On za w bok uj lew rk, praw do wsa podnis i tak mwi:
 Jeszczem w Lubiczu nie by, jeno tu ptakiem pieszyem do ng panny owczanki si pokoni.
Prosto z obozu mnie tu wiatr przywia, daj Boe, szczliwy.
 Wapan wiedziae o mierci dziadziusia podkomorzego?  spytaa panna.
 Nie wiedziaem, alem go zami rzewnymi opaka, dobrodzieja mojego, gdym si o jego zgonie
od owych szaraczkw dowiedzia, ktrzy z tych stron do mnie przybyli. Szczery to by przyjaciel,
nieledwie brat mego nieboszczyka rodzica. Pewnie wapannie wiadomo dobrze, e przed
czterema laty a po Orsz do nas przyby. Wtedy mi to wapann obieca i konterfekt pokaza, do
ktrego po nocach wzdychaem. Bybym tu wczeniej przyjecha, ale wojna nie matka: ze mierci
jeno ludzi swata.
 To wapan jeszcze swojego Lubicza nie widzia?
 Czas na to bdzie. Tu pierwsze suby i droszy legat, ktry naprzd chciabym odziedziczy.
Jeno mi si wapanna tak od komina odwracasz, em dotd i w oczy spojrze nie mg. Ot! tak!
Odwr si wapanna, a ja od komina zajd!  ot  tak!
To rzekszy miay onierz chwyci nie spodziewajc si takiego postpku Olek za rce i ku
ognisku odwrci, tak ni jak fryg zakrciwszy.
Ona za zmieszaa si jeszcze bardziej i nakrywszy oczy dugimi rzsami staa tak wiatem i
wasn piknoci zawstydzona. Kmicic puci j wreszcie i uderzy po kontuszu.
 Jak mi Bg miy, rarytet! Dam na sto mszy po moim dobrodzieju, e mi ci zapisa. Kiedy
lub?
 Jeszcze nieprdki, jeszczem nie wapana  odrzeka Oleka.
 Ale bdziesz, chobym ten dom mia podpali! Na Boga! mylaem, e konterfekt pochlebiony,
ale to, widz, malarz wysoko mierzy, a chybi. Sto bizunw takiemu  i piece mu malowa, nie
one specjay, ktrymi oczy pas. Mio to taki legat dosta, niech mnie kule bij!
 Dobrze nieboszczyk dziadziu mi powiada, e wapan gorczka.
 Tacy u nas wszyscy w Smoleskiem, nie jak wasi mudzini. Raz, dwa!  i musi by, jak
chcemy, a nie, to mier!
Oleka umiechna si i rzeka ju pewniejszym gosem podnoszc na kawalera oczy:
 Ej! to chyba Tatarzy u was mieszkaj?
 Wszystko jedno! a wapanna moj jeste z woli rodzicw i po sercu.
 Po sercu, to jeszcze nie wiem.
 Niechby nie bya, to bym si noem pchn!
 miejcy si to wapan mwisz... ale my to jeszcze w czeladnej!...Prosz do komnat. Po dugiej
drodze pewnie si i wieczerza przygodzi  prosz!
Tu Oleka zwrcia si do panny Kulwiecwny:
 Ciotuchna pjdzie z nami?
Mody chory spojrza bystro:
 Ciotuchna?  spyta  jaka ciotuchna?
 Moja, panna Kulwiecwna.
 A to i moja  odpar zabierajc si do rk caowania.  Dla Boga! to ja mam w chorgwi towarzysza,
ktry si zwie Kulwiec-Hippocentaurus. Czy nie krewniak, prosz?
 To z tych samych!  odrzeka dygajc stara panna.
 Dobry chop, a wicher jak i ja!  doda Kmicic.
Tymczasem wyrostek ukaza si ze wiatem, wic przeszli do sieni, gdzie pan Andrzej szub z
siebie zrzuci, a potem na drug stron, do komnat gocinnych.
Zaraz po ich odejciu przdki zbiy si w ciasn gromadk i nu jedna przez drug gada a uwagi
czyni. Strojny modzian podoba si im bardzo, wic i nie szczdziy mu sw, wzajemnie si w
pochwaach przesadzajc.
 una od niego bije  mwia jedna.  Kiedy wszed, mylaam, e krlewicz.
 A oczy ma jak ry, a nimi kuje  odrzeka druga.  Takiemu si nie przeciw!
 Najgorzej si przeciwia!  odpowiedziaa trzecia.
 Pann jak wrzecionem okrci! Ale ju to zna, e mu si udaa bardzo, bo i komu by si ona
nie udaa?
 Ale i on nie gorszy, nie bj si! eby ci si taki zdarzy, poszaby i do Olszy, cho to podobno
na kocu wiata.
 Szczliwa panna!
 Bogatym zawsze lepiej na wiecie. Ej, ej! zoto to, nie rycerz!
 Mwiy pacunelki, e i ten rotmistrz, ktren jest w Pacunelach, u starego Pakosza, pikny kawaler.
 Nie widziaam ja go, ale gdzie jemu do pana Kmicica! Ju takiego chyba na wiecie nie ma!
 Padas!  zawoa nagle mudzin, ktremu znw si co w arnach popsuo.
 A nie pjdziesz, ty kudaty, ze swoimi wymysami! Daje ju spokj, bo si i dosysze nie
mona!...Tak, tak! trudno lepszego ni pan Kmicic na caym wiecie znale! Pewnie i w Kiejdanach
takiego nie ma!
 Taki to si i przyni!
 Niechby si cho przyni...
W taki to sposb rozprawiay ze sob szlachcianki w czeladnej. Tymczasem nakrywano co duchu
w izbie stoowej, a w gocinnej siedzia panna Aleksandra sam na sam z Kmicicem, bo ciotka
Kulwiecwna posza krzta si wedle wieczerzy.
Pan Andrzej nie zdejmowa wzroku z Oleki i oczy iskrzyy mu si coraz bardziej, na koniec
rzek:
 S ludzie, ktrym majtno nad wszystko milsza, inni za zdobycz na wojnie goni, inni si
w koniach kochaj, ale ja bym wapanny za adne skarby nie odda! Dalibg, im wicej patrz,
tym wiksza ochota do eniaczki, eby cho i jutro! Ju t brew to chyba wapanna korkiem przypalonym
malujesz?
 Syszaam, e tak poche czyni, ale jam nie taka.
 A oczy jakoby z nieba! Od konfuzji sw mnie brakuje.
 Nie bardzo wapan skonfundowany, gdy tak obcesem na mnie nastajesz, a mnie i dziwno.
 To te obyczaj nasz smoleski: do niewiast czy w ogie i miao. Musisz krlowo, do tego
przywykn, bo tak zawsze bdzie.
 Musisz wapan odwykn, bo nie moe tak by.
 Moe si i poddam, niech mnie usiek! Wierz, wapanna, nie wierz, ale rad bym ci nieba
przychyli! Dla ciebie, mj krlu, gotwem si i obyczajw innych uczy, bo wiem to do siebie,
em onierz prostak i w obozie wicej bywaem nili na pokojach dworskich.
 Eje, nic to nie szkodzi, bo i mj dziadziu onierzem by, ale dzikuj za dobr ch!  odrzeka
Oleka i oczy jej spojrzay tak sodko na pana Andrzeja, e mu od razu serce jak wosk stopniao
i odrzek:
 Wapanna mnie na nitce bdziesz wodzi!
 Oj, niepodobny wapan do takich, ktrych na nitce wodz! Najtrudniej to z niestatecznymi.
Kmicic ukaza biae, jakoby wilcze, eby w umiechu.
 Jak to?  rzek  mao to ojcowie naamali na mnie rzg w konwencie, abym do statku przyszed
i rne pikna maksymy spamita, przewodniczki ywota...
 A ktre najlepiej spamita?
 Kiedy kochasz, padaj do ng  ot tak!
To rzekszy pan Kmicic ju by na kolanach, panienka za woaa chowajc nogi pod stoek:
 Dla Boga! tego w konwencie nie uczynili! Daj wapan spokj, bo si rozgniewam...i ciotka
zaraz przyjdzie...
On za, klczc cigle, podnis gow w gr i w oczy jej patrzy.
 A niech i caa chorgiew ciotek nadcignie, nie zapr si ochoty!
 Wstae pan.
 Ju wstaj.
 Siadaj wapan.
 Ju siedz.
 Zdrajca z wapana, Judasz!
 A nieprawda, bo jak cauj, to szczerze!... Chcesz si przekona!
 Ani si wapan wa!
Panna Aleksandra miaa si jednak, a od niego a una bia modoci i wesooci. Nozdrza mu
latay jak modemu rebcowi szlachetnej krwi.
 Aj! aj!  mwi  co to za oczki, jakie liczko! Ratujcie mnie, wszyscy wici, bo nie usiedz!
 Nie trzeba wszystkich witych wzywa. Siedziae wapan cztery lata, ani tu zajrza, to sied
i teraz!
 Ba! Znaem jeno konterfekt. Kae tego malarza w smo, a potem w pierze wsadzi i po rynku
w Upicie biczem pdza. Ju powiem wszystko szczerze: chcesz wapanna, to przebacz!  nie, to
szyj utnij! Mylaem sobie tedy na w konterfekt pogldajc: gadka, gadzina, bo gadka, ale
gadkich nie brak na wiecie  mam czas! Ojciec nieboszczyk napdza, eby to jecha, a ja zawsze
jedno: Mam czas! eniaczka nie przepadnie! Panny na wojn nie chodz i nie gin. Nie przeciwiem
si wszystkim woli ojcowskiej, Bg mi wiadek, ale chciaem wpierw wojny zay, jako na
wasnej skrze praktykowaem. Teraz dopiero poznaj, em by gupi, bo mogem i eniaty na wojn
i, a tu mnie delicje czekay. Chwaa Bogu, e cakiem mnie nie usiekli. Pozwl wapanna
rczki ucaowa.
 Lepiej nie pozwol.
 Tedy nie bd pyta. U nas w Orszaskim mwi: Pro, a nie daj, to sam we!
Tu pan Andrzej przypi si do rczki panienki i caowa j pocz, a panienka nie wzbraniaa
si zanadto, eby nieyczliwoci nie okaza.
Wtem wesza panna Kulwiecwna i widzc, co si dzieje, podniosa oczy do gry. Nie zdaa jej
si ta konfidencja, ale nie miaa strofowa, natomiast zaprosia na wieczerz.
Poszli tedy oboje, wziwszy si pod rce jakby rodzestwo, do jadalnej izby, w ktrej sta st
nakryty, a na nim wszelkich potraw obficie, zwaszcza wdlin wybornych, i omszay gsiorek wina
moc dajcego. Dobrze byo ze sob modym, rani i wesoo. Panna ju bya po wieczerzy, wic
tylko pan Kmicic zasiad i je pocz z t sam ywoci, z jak przedtem rozmawia.
Oleka spogldaa na z boku, rada, e je i pije, potem za, gdy nasyci pierwszy gd, zacza
wypytywa:
 To wapan nie spod Orszy jedziesz?
 Bo ja wiem skd?!... Dzi tu bywaem, jutro tam! Takem pod nieprzyjaciela podchodzi jako
wilk pod owce i co tam mona byo urwa, tom urywa.
 A e si to wapan way takiej potdze oponowa, przed ktr sam hetman wielki musia
ustpi?
 em si way? Jam na wszystko gotw, taka ju we mnie natura!
 Mwi to i nieboszczyk dziadziu... Szczcie, e wapan nie zgin.
 Ej! nakrywali mnie czapk i rk jako ptaka w gniedzie, ale co nakryli, tom uskoczy i gdzie
indziej uksi. Naprzykrzyem si tak, e cena na moj gow... Wyborny ten pgsek!
 W imi Ojca i Syna!  zawoaa z nieudanym przeraeniem Oleka spogldajc jednoczenie z
uwielbieniem na tego modziana, ktry razem mwi o cenie na swoj gow i pgsku.
 Chyba mia wapan potg wielk do obrony?
 Miaem dwiecie swoich dragonikw, bardzo przednich, ale mi si w miesic wykruszyli. Potem
z wolentarzami chodziem, ktrych zbieraem, gdziem mg, nie przebredzajc. Dobrzy pachokowie
do bitwy, ale otry na otrami! Ci, co nie poginli, prdzej pniej pjd wronom na frykasy...
To rzekszy pan Andrzej znw si rozmia, wychyli kielich wina i doda:
 Takich drapichrustw jeszcze wapanna w yciu nie widziaa. Niech mi kat wieci! Oficyjerowie
 wszystko szlachta z naszych szlachta z naszych stron, familianci, godni ludzie, ale prawie
na kadym jest kondemnatka. Siedz teraz w Lubiczu, bo co miaem innego z nimi zrobi?
 To wapan ca chorgwi do nas przycign?...
 Tak jest. Nieprzyjaciel zamkn si w miastach, bo zima okrutna! Moi ludzie te si zdarli jako
mioty od cigego zamiatania, wic mi ksie wojewoda hiberny w Poniewieu naznaczy. Dalibg,
dobrze to zasuony odpoczynek!
 Jedz wapan, prosz.
 Ja bym dla wapanny i trucizn zjad!... Zostawiem tedy cz mojej hooty w Poniewieu,
cz w Upicie, a godniejszych kompanw do Lubiczam w gocin zaprosi... Ci przyjad wapannie
czoem bi.
 A gdzie wapana laudascy ludzie znaleli?
 Oni mnie znaleli, gdym i tak ju do Poniewiea na hiberny szed. Bybym bez nich tu przycign.
 Pij no wapan...
Ja bym dla wapanny i trucizn wypi...
 Ale o mierci dziadziusia i o testamencie to laudascy dopiero wapanu powiedzieli?
 A, o mierci to oni. Panie, wie nad dusz mego dobrodzieja! Czy to wapanna wysaa do
mnie tych ludzi?
 Tego sobie wapan nie myl. O aobie mylaam, o modlitwie, wicej o niczym...
 Oni te to samo mwili... Ho! Harde jakie szaraki!... Chciaem im da nagrod za fatyg, to
jeszcze si na mnie achnli i nu przymawia, e to moe orszaska szlachta munsztuuki bierze,
ale laudaska nie! Bardzo mi szpetnie przymawiali! Co ja syszc myl sobie tak: nie chcecie pienidzy,
ka wam da po sto bizunw.
Na to panna Aleksandra chwycia si za gow.  Jezus Maria! i wapan to uczyni?
Kmicic spojrza zdziwiony.
 Nie przestraszaj si wapanna. Nie uczyniem, cho si dusza zawsze we mnie na takich szlachetkw
przewraca, ktrzy rwnymi nam si by mieni. Alem sobie pomyla: okrzycz mnie
niewinnie w okolicy za gwatownika i jeszcze przed wapann obmwi.
 Wielkie to szczcie!  rzeka oddychajc gboko Oleka  bo inaczej na oczy bym wapana
widzie nie moga.
 A to jakim sposobem?
 Maa to szlachta, ale staroytna i sawna. Dziadu nieboszczyk zawsze si w nich kocha i na
wojn z nimi chodzi. Wiek ycia razem przesuyli, a czasu pokoju w dom ich przyjmowa. Stara
to domu naszego przyja, ktr wapan szanowa musisz. Masz przecie serce i nie popsujesz tej
witej zgody, w ktrej ylimy dotd!
 To ja o niczym nie wiedziaem! niech mnie usiek, jelim wiedzia! A przyznaj, e ta bosa
szlachetczyzna jako mi nie idzie do gowy. U nas: kto chop, to chop, a szlachta wszystko familianci,
ktrzy po dwch na jedn koby nie siadaj... Dalibg, e takim szerepetkom nic do Kmicicw
ani do Billewiczw, jak piskorzom nic do szczuk, cho i to, i to ryba.
 Dziadu powiada, e substancja nic nie stanowi, jeno krew i poczciwo, a to poczciwi ludzie,
inaczej by ich dziadu opiekunami moimi nie czyni.
Pan Andrzej zdumia si i otworzy szeroko oczy.
 Ich? opiekunami wapanny dziadu uczyni? wszystk szlacht laudask?...
 Tak jest. Wapan si nie marszcz, bo nieboszczyka wola wita. Dziwno mi to, e wysacy
tego wapanu nie powiedzieli?
 Bybym ich... Ale nie moe to by! Przecie tu jest kilkanacie zaciankw... wszyscy to oni
nad wapann sejmuj? Zali i nade mn bd sejmikowa, czym po ich myli, czy nie?... Ej! nie
artuj no wapanna, bo si we mnie krew burzy!
 Panie Andrzeju, ja nie artuj... wit i szczer prawd mwi. Nie bd oni sejmikowali nad
wapanem; ale jeli im ojcem za przykadem dziadusia bdziesz, jeli ich nie odepchniesz, pychy
nie okaesz, to nie tylko ich, ale i mnie za serce ujmiesz. Bd razem z nimi wapanu dzikowaa,
cae ycie... cae ycie, panie Andrzeju...
Gos jej brzmia jak proba pieciwa, ale on nie rozmarszcza brwi i chmurny by. Gniewem
wprawdzie nie wybuchn, cho chwilami przelatyway mu jakby byskawice po twarzy, ale odrzek
z wyniosoci i dum:
 Tegom si nie spodziewa! Szanuj wol nieboszczyka i tak myl, e pan podkomorzy mg
ten drobiazg szlachecki do czasu mego przybycia opiekunami wapanny uczyni, ale gdym tu ju
raz nog stan, nikt inny prcz mnie opiekunem nie bdzie. Nie tylko owe szaraki, ale i sami Radziwiowie
birascy nie tu do opieki nie maj!
Parna Aleksandra spowaniaa i odrzeka po krtkiej chwili milczenia:
 le wapan czynisz, e si dum unosisz. Kondycje dziada nieboszczyka albo trzeba wszystkie
przyj, albo wszystkie odrzuci  rady innej nie widz. Laudascy nie bd si przykrzy ani
te narzuca, bo to godni ludzie i spokojni. Tego wapan nie przypuszczaj, eby oni ci cicy byli.
Gdyby tu jakie niesnaski powstay, tedyby mogli sowo rzec, ale tak mniemam, e wszystko pjdzie
zgodnie i spokojnie, a wtedy taka to bdzie opieka, jakby jej nie byo...
On .pomilcza jeszcze chwil, potem rk kiwn i rzek:
 Prawda to, e lub wszystko zakoczy. Nie ma si o co spiera, niech jeno siedz spokojnie i
nie wtrcaj si do mnie, bo dalibg, nie dam sobie w wsy dmucha; zreszt, mniejsza o nich!
Przyzwl wapanna na lub prdki, to bdzie najlepiej!
 Nie wypada teraz o tym mwi w czasie aoby...
 Aj! a dugo bd musia czeka?
 Sam dziadu napisa, eby nie duej jak p roku.
 Wyschn do tego czasu jak trzaska. Ale si ju nie gniewajmy. Jue wapanna tak zacza na
mnie surowie spoglda jak na winowajc. Bogdaje ci, mj krlu zoty! Com ja winien; kiedy
natura we mnie taka: gdy mnie gniew na kogo uchwyci, to bym go rozdar, a gdy przejdzie, to bym
zszy!
 Strach z takim y  odrzeka ju weselej Oleka.
 No! zdrowie wapanny! Dobre to wino, a u mnie szabla i wino to grunt. Jaki tam strach ze
mn y! Wapanna to mnie usidlisz swoimi oczami i w niewolnika obrcisz, mnie, ktrym nikogo
nad sob znosi nie chcia. Ot, i teraz! wolaem z chorgiewk na wasn rk chodzi ni panom
hetmanom si kania... Mj krlu zoty! jeli si co we mnie nie spodoba, to i przebacz, bom si
manier pod harmatami uczy, nie we fraucymerach  w zgieku onierskim, nie przy lutni. U nas
tam niespokojna strona, szabli z rki nie popu. Tote, cho tam i kondemnatka jaka na kim ciy,
cho go i wyrokami cigaj  nic to! Ludzie go szanuj, byle fantazj mia kawalersk. Exemplum:
moi kompanionowie, ktrzy gdzie indziej dawno by w wieach siedzieli... swoj drog godni kawalerowie!
Nawet biaogowy u nas w butach i przy szabli chodz i partiom hetmani, jako pani
Kokosiska, stryjna mego porucznika, czynia, ktra teraz kawalersk mierci polega, a synowiec
pod moj komend za ni si mci, cho jej za ycia nie kocha. Gdzie nam dwornoci si uczy,
choby najwikszym familiantom? Ale to rozumiemy: wojna  to stawa, sejmik  to gardowa, a
mao jzyka  to daleje szabl! Ot, co jest! takiego mnie nieboszczyk podkomorzy pozna i takiego
dla wapanny wybra!
 Jam zawsze za wol dziadusia sza chtnie odpara spuszczajc oczy panienka.
 A daje jeszcze rczyny ucaowa, moja sodka dziewczyno! Dalibg, okrutnie mi do serca
przypada. Tak mnie sentyment rozebra, e nie wiem, jak do owego Lubicza trafi, ktregom jeszcze
nie widzia.
 Dam wapanu przewodnika.
 Ej, obejdzie si. Ju ja przywykem tuc si po nocach. Mam pachoka z Poniewiea, ktry
powinien drog zna. A tam mnie Kokosiski z kompanami czeka... wielcy to familianci u nas Kokosiscy,
ktrzy si Pypk piecztuj... Tego niewinnie bezecnym ogoszono za to, e panu Orpiszewskiemu
dom spali i dziewk porwa, a ludzi wyci... Godny towarzysz!... Daje jeszcze rczyny.
Czas, widz, jecha!
Wtem pnoc pocza bi z wolna na wielkim gdaskim zegarze w jadalnej izbie stojcym.
 Dla Boga! czas! czas!  zawoa Kmicic.  Nic tu ju nie wskram! Miujesze mnie cho na
obwinicie palca?
 Kiedy indziej odpowiem. Przecie bdziesz mnie wapan odwiedza?
 Co dzie! chybaby si ziemia pode mn rozpada. Niech mnie usiek!...
To rzekszy Kmicic wsta i wyszli oboje do sieni. Sanki czekay ju przed gankiem, wic ubra
si w szub i egna j pocz proszc, by do komnat wrcia, bo z ganku zimno leci.
 Dobranoc, krlowo mia  mwi  pij smaczno, bo ja to chyba oka nie zmru o twojej gadkoci
rozmylajc!
 Byle wapan czego szpetnego nie upatrzy. Ale lepiej dam wapanu czowieka z kagankiem,
bo to i wilkw pod Womontowiczami nie brak.
 A c to ja koza, ebym si wilkw mia ba? Wilk onierzowi przyjaciel, bo czsto si z jego
rki poywi. Wzio si te i bandolecik do sanek. Dobra-noc, najmilsza, dobranoc!
 Z Bogiem!
To rzekszy Oleka cofna si, a pan Kmicic ruszy ku gankowi. Ale po drodze, w szparze
uchylonych
drzwi do czeladnej, dojrza kilka par oczu dziewczt, ktre spa si nie pokady, aby go ujrze
raz jeszcze. Tym posa pan Jdrzej onierskim obyczajem causa od ust rk i wyszed. Po chwili
zabrzcza dzwonek i j brzcze zrazu gono, potem coraz bardziej mdlejcym dwikiem, coraz
sabiej, wreszcie usta.
Cicho si zrobio w Wodoktach, a ta cisza zdziwia pann Aleksandr; w uszach jej jeszcze
brzmiay sowa pana Andrzeja, syszaa jeszcze jego miech szczery, wesoy, w oczach staa bujna
posta modzieca, a teraz, po tej burzy sw, miechu i wesooci, takie dziwne nastao milczenie.
Panienka nadstawia uszu, czy nie dosyszy jeszcze cho tego dzwonka od sanek. Ale nie! ju on
tam dzwoni gdzie w lasach, pod Womontowiczami. Wic mocna tsknota ogarna dziewczyn 
i nigdy nie czua si tak samotn na wiecie.
Z wolna wziwszy wiec, przesza do izby sypialnej i klka do pacierzy. Zaczynaa je z pi
razy, nim wszystkie z naleyt powag odmwia. Ale potem jej myli jakby na skrzydach pognay
do tych sanek i do tej postaci w nich siedzcej... Br z jednej strony, br z drugiej, w rodku szeroka
droga, a on sobie jedzie... pan Andrzej! Tu Olece wydao si, e widzi jak na jawie pow czupryn,
siwe oczy i miejce si usta, w ktrych byszczay biae jak u modego psiaka zby. Trudno
bowiem miaa przed sob zapiera powana panna, e jej si okrutnie podoba w rozhukany kawaler.
Zaniepokoi j troch, troch przestraszy, ale jake pocign zarazem wanie t fantazj, t
weso swobod i szczeroci. A si wstydzia, e jej si podoba nawet ze swojej pychy, kiedy to
na
wzmiank o opiekunach gow jakby turecki dzianet podnis i mwi: Sami nawet Radziwiowie
birascy nic tu do opieki nie maj...  To nie niewieciuch, to m prawdziwy!  mwia
sobie panna.  onierz jest, jakich dziadu najwicej miowa... Bo i warto!
Tak rozmylaa panienka  i to j ogarniaa bogo niczym nie zmcona, to niepokj, ale i ten
niepokj by jaki luby. Potem zacza si rozbiera, gdy drzwi skrzypny i wesza ciotka Kulwiecwna
ze wiec w rku.
 Straszniecie dugo siedzieli!  rzeka.  Nie chciaam modym przeszkadza, ebycie si sami
pierwszym razem nagadali. Grzeczny wydaje si kawaler. A tobie jak si uda?
Panna Aleksandra zrazu nic nie odpowiedziaa, jeno bosymi ju nkami przybiega do ciotki,
zarzucia jej rce na szyj, a zoywszy sw jasn gow na jej piersiach rzeka pieszczotliwym
gosem:
 Ciotuchna, aj, ciotuchna!
 Oho!  mrukna stara panna podnoszc w gr oczy i wiec.
ROZDZIA II
We dworze w Lubiczu; gdy przede pan Andrzej zajecha, okna gorzay i gwar dochodzi a na
podwrze. Czelad usyszawszy dzwonek wypada przed sie, by pana wita, bo wiedziano od
kompanionw, e przyjedzie. Witano go zatem pokornie, caujc po rkach i podejmujc pod nogi.
Stary wodarz Znikis sta w sieni z chlebem i sol i bi pokony czoem; wszyscy pogldali z niepokojem
i ciekawoci, jak te przyszy pan wyglda. On za kiesk z talarami na tac rzuci i o towarzyszw
pyta, zdziwiony, e aden naprzeciw jego gospodarskiej moci nie wyszed.
Ale oni nie mogli wyj, bo ju ze trzy godziny byli za stoem, zabawiajc si kielichami, i moe
nawet nie zauwayli brzczenia dzwonkw za oknem. Gdy jednak wszed do izby, ze wszystkich
piersi wyrwa si gromki okrzyk: Haeres! haeres przyjecha!  i wszyscy kompanionowie zerwawszy
si z miejsc poczli i do niego z kielichami. On za wzi si pod boki i mia si poznawszy,
jako sobie ju dali rady w jego domu i zdyli podpi, nim przyjecha. mia si coraz
mocniej, widzc, e przewracaj zydle po drodze i saniaj si, i id z powag pijack. Przed innymi
szed olbrzymi pan Jaromir Kokosiski, Pypk si piecztujcy, onierz i burda sawny, ze
straszliw blizn przez czoo, oko i policzek, z jednym wsem krtszym, drugim duszym, porucznik
i przyjaciel pana Kmicica, godny kompanion, skazany na utrat czci i garda w Smoleskiem
za porwanie panny, zabjstwo i podpalenie. Jego to teraz osaniaa przed kar wojna i protekcja
pana Kmicica, ktry by mu rwienikiem, i fortuny ich w Orszaskiem, pki swojej pan
Jaromir nie przehula, leay o miedz. Szed on tedy teraz trzymajc w obu rkach roztruchanik,
uszniak. dbniakiem wypeniony. Za nim szed pan Ranicki, herbu Suche Komnaty, rodem z wojewdztwa
mcisawskiego, z ktrego by banitem za zabjstwo dwch szlachty posesjonatw.
Jednego w pojedynku usiek, drugiego bez boju z rusznicy zastrzeli. Mienia nie posiada, cho
znaczne ziemie po ojcach odziedziczy. Wojna go take przed katem chronia. Zawadiaka to by, w
rcznym spotkaniu niezrwnany. Trzeci z kolei szed Reku-Leliwa, na ktrym krew nie ciya,
chyba nieprzyjacielska. Fortun on za to w koci przegra i przepi  od trzech lat przy panu Kmicicu
si wiesza. Z nim szed czwarty, pan Uhlik, take Smoleszczanin, za rozpdzenie trybunatu
bezecnym ogoszony i na gardo skazany. Pan Kmicic go ochrania, gdy na czekaniku piknie
grywa. By prcz nich i pan Kulwiec-Hippocentaurus, wzrostem Kokosiskiemu rwny, si jeszcze
go przewyszajcy  i Zend, kawalkator, ktry zwierza i wszelkie ptactwo udawa umia,
czowiek niepewnego pochodzenia, cho si szlachcicem kurlandzkim powiada; bdc bez fortuny,
konie Kmicicowe ujeda, za co laf pobiera.
Ci tedy otoczyli miejcego si pana Andrzeja; Kokosiski podnis uszniak do gry i zaintonowa:
Wypije z nami, gospodarzu miy,
gospodarzu miy!
By pi mg z nami ae do mogiy,
ae do mogiy!
Inni powtrzyli chrem, po czym pan Kokosiski wrczy Kmicicowi uszniak, a jemu samemu
poda zaraz inny pucharek pan Zend.
Kmicic podnis w gr roztruchan i zakrzykn:
 Zdrowie mojej dziewczyny!
 Vivat! Vivat!  krzykny wszystkie gosy, a szyby poczy dre w oowianych oprawach.
 Vivat! Przejdzie aoba, bdzie weselisko!
Pytania poczy si sypa:
 A jako wyglda? Hej! Jdru! bardzo gadka? Czy taka, jak sobie imaginowae? Jestli druga
taka w Orszaskiem?
 W Orszaskiem?  zawoa Kmicic.  Kominy przy niej naszymi orszaskimi pannami zatyka!...
Do stu piorunw! nie masz takiej drugiej na wiecie!
 Tegomy dla ci chcieli!  odpowiedzia pan Ranicki.  Ano, kiedy wesele?
 Jak si aoba skoczy.
 Furda aoba! Dzieci si czarne nie rodz, jeno biae!
 Jak bdzie wesele, to nie bdzie aoby. Ostro, Jdrusiu!
 Ostro, Jdrusiu!  poczli woa wszyscy razem.  Ju tam chortom orszaskim tskno z
nieba na ziemi!  krzykn Kokosiski.
 Nie daj czeka niebotom!
 Moci panowie!  rzek cienkim gosem Reku-Leliwa  popijem si na weselu jak nieboskie
stworzenia!
 Moi mili barankowie  odpowiedzia Kmicic pofolgujcie mi albo lepiej mwic: idcie do stu
diabw, nieche si po moim domu obejrz!
 Na nic to!  odpar Uhlik.  Jutro ogldziny, a teraz pospou do stou; jeszcze tam par gsiorkw
z penymi brzuchami stoi.
 My tu ju za ciebie ogldziny odprawili. Zote jabko ten Lubicz!  rzek Ranicki.
 Stajnia dobra!  wykrzykn Zend -jest dwa bachmaty, dwa husarskie przednie, para mudzinw
i para kamukw, i wszystkiego po parze jak oczu w gowie. Stadnin jutro obejrzym.
Tu Zend zara jak ko, a oni si dziwili, e tak doskonale udaje, i mieli si.
 Takie tu porzdki?  spyta uradowany Kmicic.
 I piwniczka jako si patrzy  zapiszcza Reku  ankary smoliste i gsiory spleniae jakoby
chorgwie w ordynku stoj.
 To chwaa Bogu! siadajmy do stou!  Do stou! do stou!
Ale zaledwie siedli i ponalewali kielichy, gdy Ranicki znw zerwa si.
 Zdrowie podkomorzego Billewicza!
 Gupi!  odpar Kmicic.  Jake to? Nieboszczyka zdrowie pijesz?
 Gupi!  powtrzyli inni.  Zdrowie gospoilarskie!
 Wasze zdrowie!...
 By nam si w tych komnatach dobrze dziao! Kmicic rzuci mimo woli okiem po izbie jadalnej
i ujrza na poczerniaej ze staroci modrzewiowej cianie rzd oczu surowych w siebie utkwionych.
Oczy te patrzyy ze starych portretw billewiczowskich wiszcych nisko, na dwa okcie od ziemi;
bo i ciana bya niska. Nad obrazami dugim, jednostajnym szeregiem wisiay czaszki ubrze, jelenie,
osie, w koronach z rogw, niektre ju sczerniae, widocznie bardzo stare, inne poyskujce
biaoci. Wszystkie cztery ciany byy nimi ubrane.
 owy tu musz by przednie, bo widz i zwierza dostatek!  rzek Kmicic.
 Jutro zaraz pojedziem albo pojutrze. Trzeba i okolic pozna  odpar Kokosiski.  Szczliwy
ty, Jdrusiu, e masz gdzie gow przytuli!
 Nie tak jak my!  jkn Ranicki.
 Wypijmy na pocieszenie!  rzek Reku.
 Nie! nie na pocieszenie!  odpowiedzia Kulwiec-Hi.ppocentaurus  ale jeszcze raz za zdrowie
Jdrusia, naszego rotmistrza kochanego! On to, moi moci panowie, przytuli nas tu w swoim Lubiczu,
nas, biednych exulw, bez dachu nad gow.
 Susznie mwi!  zawoao kilka gosw. Nie taki gupi Kulwiec, jak si wydaje.
 Cika nasza dola!  piszcza Reku.  W tobie caa nadzieja, e nas za wrota, sierot biednych,
nie wygonisz.
 Dajcie spokj!  mwi Kmicic  co moje, to i wasze!
Na to powstali wszyscy ze swych miejsc i poczli go w ramiona bra. zy rozczulenia pyny
po tych twarzach srogich i pijackich.
 W tobie caa nadzieja, Jdrusiu!  woa Kokosiski  cho na grochowinach pozwl si przespa,
nie wyganiaj!
 Dajcie spokj!  powtarza Kmicic.
 Nie wyganiaj! i tak nas wygnali, nas, szlacht i familiantw!  woa aonie Uhlik.
 Do stu kadukw! Kt was wygania? jedzcie, pijcie, pijcie, czego, u diaba, chcecie?
 Nie przecz, Jdrusiu  mwi Ranicki, na ktrego twarz wystpiy ctki jak na skrze rysia nie
przecz, Jdrusiu, przepadlimy z kretesem...
Tu si zaci, przyoy palec do czoa, jakby gow wysila, i nagle rzek spojrzawszy baranimi
oczyma na obecnych:
 Chyba, e si fortuna odmieni!
A wszyscy zawrzali zaraz chrem:
 Co si nie ma odmieni!
 Jeszcze za swoje zapacimy.  I do fortun dojdziem.
 I do godnoci!
 Bg niewinnym bogosawi. Dobra nasza, moci panowie!
 Zdrowie wasze!  zawoa Kmicic.
 wite twoje sowa, Jdrusiu!  odpar Kokosiski nadstawiajc mu swe pucoowate policzki.
Bogdaj nam si lepiej dziao!
Zdrowia zaczy kry, czupryny dymi. Gadali wszyscy jeden przez drugiego, a kady siebie
tylko sucha, z wyjtkiem pana Rekucia, bo ten gow spuci na piersi i drzema. Po chwili Kokosiski
j piewa: Len mdlia na mdlicy!  co widzc pan Uhlik doby z zanadrza czekanika i
nu wtrowa, a pan Ranicki, wielki fechmistrz, fechtowa si go rk z niewidzialnym przeciwnikiem,
powtarzajc pgosem:
 Ty tak, ja tak! ty tniesz, ja mach! raz! dwa! trzy!  szach!
Olbrzymi Kulwiec-Hippocentaurus wytrzeszcza oczy i przypatrywa si pilnie czas jaki Ranickiemu,
na koniec kiwn rk i rzek:
 Kiep z ciebie! Machaj zdrw, a tak i Kmicicowi na szable nie dotrzymasz.
 Bo jemu nikt nie dotrzyma; ale ty si sprbuj!  I ze mn na pistolety nie wygrasz.
 O dukat strza!
 O dukat! A gdzie i do czego?
Ranicki powlk wzrokiem naokoo, na koniec wykrzykn ukazujc na czaszki:
 Midzy rogi! o dukat!
 O co?  spyta Kmicic.
 Midzy rogi! o dwa dukaty! o trzy! Dawajcie pistolety!
 Zgoda!  krzykn pan Andrzej.  Niech idzie o trzy. Zend! po pistolety!
Poczli krzycze wszyscy coraz goniej i targowa si ze sob; tymczasem Zend wyszed do
sieni i po maej chwili wrci z pistoletami, workiem kul i rogiem z prochem.
Ranicki chwyci za pistolet.  Nabity?  spyta.
 Nabity!
 O trzy! cztery! pi dukatw!  wrzeszcza pijany Kmicic.
 Cicho! Chybisz, chybisz!
 Utrafi, patrzcie!... at! do tej czaszki, midzy rogi... raz, dwa!...
Wszyscy zwrcili uwag na potn czaszk osi wiszc wprost Ranickiego; on za wycign
rk. Pistolet chwia mu si w doni.
 Trzy!  wykrzykn Kmicic.
Strza hukn, izba napenia si dymem prochowym.
 Chybi, chybi! ot, gdzie dziura!  woa Kmicic ukazujc rk na ciemn cian, z ktrej kula
odupaa wir janiejszy.
 Do dwch razy sztuka!
 Nie!... dawaj mnie!  woa Kulwiec.
W tej chwili wpada na odgos strzau przeraona czelad.
 Precz! precz!  krzykn Kmicic.  Raz! dwa! trzy!...
Znw hukn strza, tym razem drzazgi posypay si z koci.
 A. dajcie i nam pistolety!  zakrzyknli wszyscy naraz.
I zerwawszy si poczli grzmoci piciami po karkach pachokw, chcc ich do popiechu zachci.
Nim upyn kwadrans, caa izba grzmiaa wy strzaami. Dym przesoni wiato wiec i
postacie strzelajcych. Hukom wystrzaw towarzyszy gos Zenda, ktry kraka jak kruk, kwili
jak sok, wy jak wilk, rycza jak tur. Co chwila przerywa mu wist kul; drzazgi leciay z czaszek,
wiry ze cian i z ram portretw; w zamieszaniu postrzelano i Billewiczw, a Ranicki wpadszy w
furi siek ich szabl.
Zdumiona i wylka czelad staa jakby w obkaniu, pogldajc wytrzeszczonymi oczyma na t
zabaw, ktra do napadu tatarskiego bya podobna. Psy poczy wy i szczeka. Cay dom zerwa
si na nogi. Na podwrzu zebray si kupki ludzi. Dziewki dworskie biegy pod okna i przykadajc
twarze do szyb, paszczc nosy spoglday, co si dzieje we rodku.
Dojrza je na koniec pan Zend; wistn tak przeraliwie, e a w uszach wszystkim zadzwonio,
i krzykn:
 Moci panowie! sikorki pod oknami! sikorki!  Sikorki! sikorki!
 Dalej w plsy!  wrzeszczay niesforne .gosy. Pijana czereda skoczya przez sie na ganek.
Mrz nie otrzewi gw dymicych. Dziewczta krzyczc wniebogosy rozbiegy si po caym
podwrzu; oni za gonili je i kad schwytan odprowadzali do izby. Po chwili poczy si plsy
wrd dymu, zamkw koci, wirw, wok stou, na ktrym porozlewane wino utworzyo cae
jeziora.
Tak to bawili si w Lubiczu pan Kmicic i jego dzika kompania.
ROZDZIA III
Przez nastpne dni kilka codziennie bywa pan Andrzej w Wodoktach i co dzie wraca wicej
rozkochany, i coraz bardziej podziwia swoj Olek. Przed kompanionami te j pod niebiosa wychwala,
a pewnego dnia rzek im:
 Moi mili barankowie, pojedziecie dzi czoem bi, potem za umwilimy si z dziewczyn,
e do Mitrunw wszyscy wyruszymy, aby sanny w lasach zay i t trzeci majtno obaczy.
Ona te nas tam podejmowa bdzie gocinnie, a wy si przystojnie zachowajcie, bo na bigos posiekam,
ktren by jej w czymkolwiek uchybi...
Kawalerowie chtnie skoczyli si ubiera i wkrtce cztery pary sani wiozo ochocz modzie
do Wodoktw. Pan Kmicic siedzia w pierwszych, bardzo ozdobnych, ksztat niedwiedzia srebrzystego
majcych. Cigno je trzy kamuki zdobyczne w pstr uprz przybrane, we wstki i
pira pawie, wedle mody w Smoleskiem, ktr od dalszych ssiadw Smoleszczanie przejli.
Powozi pachoek siedzcy w szyi niedwiedziej. Pan Andrzej, przybrany w zielon aksamitn bekiesz
spinan na zote ptlice a podbit sobolami i w soboli kopaczek z czaplim wichrem, wes
by, ochoczy i tak mwi do siedzcego obok pana Kokosiskiego:
 Suchaj, Kokoszko! Podswawolilimy pono przez te wieczory nad miar, a zwaszcza pierwszego,
gdy si to czaszkom i portretom dostao. Ba, dziewczta byy jeszcze gorsze. Zawsze diabe
Zenda podnieci, a potem na kim si skrupi?  na mnie! Boj si, eby ludzie nie rozgadali, bo tu
chodzi o moj reputacj.
 Powiee si na twojej reputacji, bo na nic innego niezdatna, tak jak i nasze.
 A kto temu winien, jeli nie wy? Pamitaj, Kokoszko, e to i w Orszaskiem mieli mnie przez
was za niespokojnego ducha, i jzyki na mnie ostrzyli jako noe na osece.
 A kto pana Tumgrata na mrozie przy koniu prowadzi? Kto owego koroniarza usiek, ktren
si pyta, czy w Orszaskiem ju na dwch nogach chodz, czyli jeszcze na czterech? Kto panw
Wyziskich, ojca i syna, poszczerbi? Kto sejmik ostatni rozpdzi?
 Sejmik rozpdziem w Orszaskiem, nie gdzie indziej, to domowa rzecz. Pan Tumgrat odpuci
mi umierajc, a co do reszty, to nie wymawiaj, gdy pojedynek najniewinniejszemu si zdarzy.
 Jam ci te wszystkich nie wymieni, o inkwizycjach wojskowych take nie wspomniaem, ktrych
dwie ci w obozie czeka.
 Nie mnie, ale was, bom ja tyle jeno winien, em wam obywatelw rabowa dozwoli. Ale
mniejsza z tym. Stule pysk, Kokoszko, i nie powiadaj o niczym sowa Olece, ani o pojedynkach,
ani zwaszcza 0 owym strzelaniu do portretw i o dziewcztach. Gdyby si wydao, na was win
zo. Czeladzi ju wspomniaem i dziewkom, e niechby ktre sowem wspomniao, ka pasy
drze.
 Ka si podku, Jdrusiu, kiedy si tak dziewczyny boisz. Inny ty bye w Orszaskiem. Widz
to ju, widz, e bdziesz na pasku chodzi, a to na nic! Ktry filozof staroytny powiada:
Jak nie ty Kachn, to Kachna ciebie! Dae si ju we wszystkim usidli.
 Gupi, Kokoszko! .A co do Oleki, bdziesz i ty z nogi na nog przestpowa, jak j zobaczysz,
bo biaogowy z tak grzecznym umysem drugiej nie znale. Co dobre, to ona wraz pochwali,
a co ze, tego zgani nie omieszka, bo wedle cnoty sdzi i w niej ma gotow miar. Tak j
ju nieboszczyk ;podkomorzy wychowa. Zechcesz przed ni fantazj kawalersk okaza i pochwalisz
si, e prawo zdepta, to ci potem jeszcze wstyd: bo zaraz rzeknie, e zacny obywatel
tego czyni nie powinien, gdy to jest przeciw ojczynie... Tak ona rzeknie, a tobie jakby kto w
pysk da i a ci dziwno, e wprzdy sam tego nie rozumia... Tfu! wstyd! warcholilimy si okrutnie,
a teraz trzeba przed cnot i niewinnoci oczami wieci... Najgorsze byy te dziewczta!...
 Wcale nie byy najgorsze. Syszaem, e tu po zaciankach szlachcianki jako krew z mlekiem i
podobno zgoa nieoporne.
 Kto ci to powiada?  spyta ywo Kmicic.
 Kto powiada? Kto, jeli nie Zend! Wczoraj dzianeta dereszowatego probujc pojecha do
Womontowicz; przejecha jeno drog, ale widzia sia sikorek, bo z nieszporw wracay. Mylaem
 powiada  e z kania zlec, tak chdogie i gadkie. A co na ktr spojrza, to mu zaraz
wszystkie zby pokazaa. I nie dziw! Co tsze chopy midzy szlacht to do Rosie poszli, a sikorkom
przykrzy si samym.
Kmicic trci kuakiem w bok towarzysza:
 Pojedziemy, Kokoszko, kiedy wieczorem, niby zbdziwszy  co?
 A twoja reputacja?
 O, do diaba! Stule gb! Jedcie sami, kiedy tak; albo lepiej zaniechajcie i wy! Nie obeszoby
si bez haasw, a z tutejsz szlacht chc zgodnie y, bo ich opiekunami Oleki nieboszczyk
podkomorzy wyznaczy.
 Mwie o tym, alem nie chcia wierzy. Skd mu taka konfidencja z szarakami?
 Bo na wojn z nimi chadza, i to syszaem jeszcze w Orszy, jak mawia, e cnotliwa krew w
tych laudaskich. Ale eby ci prawd, Kokoszko, powiedzie, to i mnie zrazu dziwno byo, bo to
tak, jakoby ich strami nade mn uczyni.
 Musisz si im akomodowa i do wiechciw w butach kania.
 Wpierw ich powietrze wydusi. Cicho bd, bo mi gniewno! Oni to bd mi si kaniali i suyli.
Chorgiew to gotowa na kade zawoanie.
 Ju tam kto inny bdzie tej chorgwi rotmistrzowa. Powiada Zend, e tu jest jaki pukownik
midzy nimi... Zapomniaem przezwiska... Woodyjowski czy kto? On pod Szkowem im przywodzi.
Dobrze podobno stawali, ale ich tam i wyczesano!
 Syszaem ja o jakim Woodyjowskim, sawnym onierzu... Ale oto Wodokty ju wida.
 Hej, dobrze tu ludziom na tej mudzi, bo wszdy okrutne porzdki. Stary musia by zawoany
gospodarz... I dwr, widz, jak si patrzy. Ich tu rzadziej nieprzyjaciel pali, to si i budowa
mog.
 Myl, e o tej swawoli w Lubiczu nie moe ona jeszcze wiedzie  rzek jakby do siebie samego
Kmicic.
Po czym zwrci si do towarzysza:
 Moja Kokoszko, zapowiadam tobie, a ty powtrz jeszcze raz innym, e tu musicie si przystojnie
zachowa, a niech ktry sobie w czymkolwiek pofolguje, jak mi Bg miy, na sieczk potn.
 No! ale ci osiodali!
 Osiodali, nie osiodali  tobie zasi!
 Nie patrz mi na Kasi, bo ci do niej zasi  rzek flegmatycznie Kokosiski.
 Pal z bata!  krzykn na wonic Kmicic. Pachoek, stojcy w szyi srebrzystego niedwiedzia,
zakrci batem i wystrzeli bardzo sprawnie, inni wonice poszli za jego przykadem i zajechali
wrd trzaskania, rano, wesoo, jakoby kulig.
Wysiadszy z sanek weszli naprzd do sieni, ogromnej jak spichrz, nie bielonej, a std prowadzi
pan Kmicic do jadalnej izby, przybranej jak w Lubiczu w czaszki pobitych zwierzt. Tu si zatrzymali
pogldajc pilnie i ciekawe na drzwi do ssiedniej komnaty, z ktrej wyj miaa panna
Aleksandra. Tymczasem, majc widocznie w pamici ostrzeenie pana Kmicica, rozmawiali ze
sob tak cicho jak w kociele.
 Ty chop mowny  szepta pan Uhlik do Kokosiskiego  ty j powitasz od nas wszystkich.
 Ukadaem sobie przez drog  odrzek pan Kokosiski  ale nie wiem, czyli bdzie do
gadko, ba mi Jdru do konceptu przeszkadza.
 Byle z fantazj! co ma by, niech bdzie! Ot, idzie ju!...
Panna Aleksandra wesza rzeczywicie i zatrzymaa si troch u proga, jakby zdziwiona tak
liczn kompani, a i pan Kmicic sta przez chwil jak wryty od podziwu nad jej urod, bo j dotd
tylko wieczorami widywa, a przy dniu wydawaa si jeszcze pikniejsza. Oczy jej miay barw
chabru, czarna brew nad nimi odbijaa od biaego czoa jak heban, a powy wos lni si jakby korona
na gowie krlowej. I patrzya miao, oczu nie spuszczajc, jako pani w swoim domu goci
przyjmujca, z jasn twarz, odbijajc jeszcze janiej od czarnej jubki obramowanej gronostajami.
Tak powanej i wyniosej panny nie widzieli jeszcze ci zabijakowie, przywykli do innego pokroju
niewiast, tote stali szeregiem, jakoby na popisie chorgwi, i szurgajc nogami kaniali si take
szeregiem, a pan Kmicic sun naprzd i ucaowawszy kilkanacie razy rk panienki rzek:
 Otom ci przywiz, mj klejnocie, komilitonw moich, z ktrymi ostatni wojn odbywaem.
 Honor to dla mnie niemay  odrzeka Billewiczwna  przyjmowa w domu tak godnych kawalerw,
o ktrych cnocie i wybornych obyczajach ju od pana chorego syszaam.
To powiedziawszy uchwycia si koniuszkami palcw za sukni i podnoszc j nieco, dygna z
nadzwyczajn p()wag, a pan Kmicic wargi przygryz, ale jednoczenie a pokrania, e tak jego
dziewczyna mwia miao.
Godni kawalerowie, szurgajc wci nogami, trcali, jednoczenie pana Kokosiskiego.
 Hajda! wystp!
Pan Kokosiski posun si krok naprzd, chrzk n i tak rozpocz:
 Janie wielmona panno podkomorzanko...  owczanko  poprawi Kmicic.
 Janie wielmona panno owczanko, a nam wielce miociwa dobrodziejko!  powtrzy zmieszany
pan Jaromir  wybacz wapanna, jeelim si w godnoci pomyli...
 Niewinna to omyka  odrzeka panna Aleksandra  i nic ona tak wymownemu kawalerowi nie
ujmie...
 Janie wielmona panno owczanko dobrodziko, a nam wielce miociwa pani!... Nie wiem, co
mi w imieniu caego Orszaskiego wicej wysawia przystoi, czy nadzwyczajn wapanny dobrodziki
urod i cnot, czy niewypowiedzian szczliwo rotmistrza i komilitona naszego, pana
Kmicica, bo chociabym si wzbi pod oboki, chociabym samych obokw dosign... samych,
mwi, obokw...
 A zlee ju raz z tych obakw!  zakrzykn Kmicic.
Na to kawalerowie parsknli jednym ogromnym miechem i nagle, wspomniawszy na przykaz
Kmicica, chwycili si rkoma za wsy.
Pan Kokosiski zmiesza si do najwyszego stopnia, zaczerwieni si i rzek:
 Witajciee sami, poganie, kiedy mnie konfundujecie!
Wtem panna Aleksandra uja si znowu koniuszkami palcw za sukni.
 Nie sprostaabym ja wapanom w wymowie rzeka  ale to wiem, em niegodna tych hodw,
ktre mi w imieniu caego Orszaskiego skadacie.
I znowu dygna z nadzwyczajn powag, a orszaskim zabijakam jako nieswojsko byo wobec
tej dwornej panny. Starali si pokaza jako ludzie grzeczni i nie szo im w ad. Wic poczli cign
si za wsy, mrucze, ka rce na szable, a Kmicic rzek:
 Przyjechalimy tu niby kuligiem w tej myli, eby wapann zabra i do Mitrunw przez lasy
przewie, jako wczoraj bya ugoda. Sanna okrutna, a i pogod Bg zdarzy mron.
 Juem ja ciotk Kulwiecwn do Mitrunw wysaa, eby nam posiek przyrzdzia. A teraz
maluczko wapanowie poczekacie, jeno si nieco cieplej przyodziej.
To rzekszy zawrcia si i wysza, a Kmicic skoczy do towarzyszy.
 A co, mili barankowie? nie ksina?... A co, Kokoszko? to mnie, mwie, osiodaa, a czemu
to jako ak przed ni stae?... Gdzie tak widzia?
 Nie trzeba mi byo w gb dmucha, cho nie neguj, em si do takiej persony mwi nie
spodziewa.
 Nieboszczyk podkomorzy  rzek Kmicic wicej z ni w Kiejdanach na dworze ksicia wojewody
albo u pastwa Hlebowiczw przesiadywa ni w domu, i tam to tych grnych manier nabraa.
A uroda  co?... Pary jeszcze nie umiecie z gby puci!
 Pokazalimy si jak kpy!  rzek ze zoci Ranicki  ale najwikszy kiep Kokosiski!
 O zdrajco! Mnie to okciem pcha  trzeba ci byo samemu ze swoj ctkowan gb wystpi!
 Zgod, barankowie, zgod!  rzek Kmicic. Dziwi si wam wolno, ale nie kci.
 Ja bym za ni w ogie skoczy!  zawoa Reku.  Zetnij, Jdrusiu, ale tego nie zapr!
Kmicic jednak nie myla cina, owszem, kontent by, wsa pokrca i triumfalnie na towarzyszw
poglda. Tymczasem wesza panna Aleksandra ubrana ju w kuni kopaczek, pod ktrym
jasna jej twarz wydawaa si jeszcze janiejsz. Wyszli na ganek.
 To tymi saniami pojedziem?  pytaa panienka ukazujc na srebrzystego niedwiedzia  jeszczem
te suszniejszych sani w yciu nie widziaa.
 Nie wiem, kto tam nimi przedtem jedzi, bo zdobyczne. Teraz my we dwoje bdziemy jedzili,
i bardzo si nadadz, gdy i u mnie w herbie panna na niedwiedziu si prezentuje. S inni
Kmicicowie, ktrzy si Chorgwiami piecztuj, ale ci id od Filona Kmity Czarnobylskiego, a ten
za znw nie by z tego domu, z ktrego wielcy Kmitowie si wywodzili.
 A onego niedwiadka kiedye wapan zdoby?  A teraz, w tej ju wojnie. My biedni exules,
ktrzymy od fortun odpadli, to jeno mamy, co wojna upem da. A em tej pani wiernie suy,
wic i nagrodzia.
 Daby Bg szczliwsz, bo ta jednego nagrodzi, a caej ojczynie miej zy wyciska.
 Bg to odmieni i hetmani.
To mwic Kmicic otula panienk fartuchem od sani, piknym, z biaego sukna i biaymi wilkami
podszytym; potem sam siad, krzykn na wonic: Ruszaj!  i konie zerway si z miejsca
do biegu.
Zimne powietrze pdem uderzyo o ich twarze; wic zaniemwili i sycha byo tylko wist
zmarzego niegu pod pozami, parskanie koni, ttent i krzyk wonicy.
Wreszcie pan Andrzej pochyli si ku Olece:
 Dobrze wapannie?
 Dobrze  odrzeka podnoszc zarkawek i przytulajc go do ust, by pd powietrza zatamowa.
Sanie gnay jak wicher. Dzie by jasny, mrony.
nieg migota, jakby kto na iskry sypa; z biaych dachw chat podobnych do kup nienych
strzelay wysokimi kolumnami dymy rowe. Stada wron polatyway przed saniami wrd bezlistnych
drzew przydronych z krakaniem dononym.
O dwie staje za Wodoktami wpadli na szerok dro g, w ciemny br, ktry sta guchy, sdziwy
i cichy, jakby spa pod obfit okici. Drzewa, migotajc w oczach, zdaway si ucieka gdzie
w ty za sanie, a oni lecieli coraz prdzej i prdzej, jak gdyby rumaki skrzyda miay. Od takiej jazdy
gowa si zawraca i upojenie ogarnia, wic ogarno i pann Aleksandr. Przechyliwszy si w
ty, zamkna oczy, cakiem pdowi si oddajc. Poczua sodk niemoc i zdao jej si, e ten bojarzyn
orszaski porwa j . i pdzi wichrem, a ona, mdlejca, nie ma siy si oprze ani krzykn... I
lec, lec coraz szybciej... Oleka czuje, e obejmuj j jakie rce... czuje wreszcie na wargach
jakoby piecz rozpalon i palc... oczy si jej nie chc odemkn, jakoby w nie. I lec  lec!
Senn pann zbudzi dopiero gos pytajcy:
 Miujesze mnie? Otworzya oczy:
 Jako dusz wasn!
 A ja na mier i ywot!
Znowu soboli kopak Kmicica pochyli si nad kunim Oleki. Sama teraz nie wiedziaa, co j
upaja wicej: pocaunki czy ta jazda zaczarowana?
I lecieli dalej, a cigle borem, borem! Drzewa uciekay w ty caymi pukami. nieg szumia,
konie parskay, a oni byli szczliwi.
 Chciabym do koca wiata tak jecha!  zawoa Kmicic.
 Co my czynimy? to grzech!  szepna Oleka.
 Jaki tam grzech! Daj jeszcze grzeszy.
 Ju nie mona. Mitruny ju niedaleko.
 Daleko czy blisko  wszystko jedno!
I Kmicic podnis si w saniach, wycign rce do gry i pocz krzycze, jakoby w penej
piersi radoci nie mg pomieci:
 Hej  ha! hej  ha!
 Hej, a hop! hop! ha!  odezwali si towarzysze z tylnych sani.
 Czego wapanowie tak pokrzykujecie?  pytaa panna.
 A ot tak! z radoci! A zakrzyknij no i wapanna!
 Hej  ha!  rozleg si dwiczny, cieniutki gosik.
 Moja ty krlowo! Do ng ci padn!
 Kompania si bd mieli.
Po upojeniu ogarna ich wesoo szumna, szalona, jako i jazda bya szalona. Kmicic pocz
piewa:
Patrzy dziewczyna, patrzy ze dworu,
Na bujne pola!
Matu! rycerze id od boru,
Oj, moja dola!
Cru, nie patrzaj  rczkami oczy
Zatknij biaymi,
Bo ci serduszko z piersi wyskoczy
Na wojn z nimi!
 Kto wapana wyuczy tak wdzicznych pieni?  pytaa panna Aleksandra.
 Wojna, Oleko. W obozie my to sobie z tsknoci piewali.
Dalsz rozmow przerwao gwatowne woanie z tylnych sani:
 Stj! stj! hej tam  stj!
Pan Andrzej odwrci si gniewny i zdziwiony, skd towarzyszom przyszo do gowy woa na
nich i wstrzymywa, gdy wtem o kilkadziesit krokw za saniami dojrza jedca zbliajcego si
co ko wyskoczy.
 Na Boga! to mj wachmistrz Soroka; co si musiao tam sta!  rzek pan Andrzej.
Tymczasem wachmistrz zbliywszy si osadzi konia tak, e ten a przysiad na zadzie, i pocz
mwi zdyszanym gosem:
 Panie rotmistrzu!...  Co tam, Soroka?
 Upita si pali; bij si!
 Jezus Maria!  zakrzykna Oleka.
 Nie bj si wapanna... Kto si bije?
 onierze z mieszczanami. W rynku poar! Mieszczanie si zasiekli i po prezydium do Poniewiea
posiali, a jam tu skoczy do waszej mioci. Ledwie tchu mog zapa...
Przez czas tej rozmowy sanie idce z tyu nadjechay; Kokosiski, Ranicki, Kulwiec-
Hippocentaurus, Uhlik, Reku i Zend wyskoczywszy na nieg otoczyli koem rozmawiajcych.
 O co poszo?  pyta Kmicic.
 Mieszczanie nie chcieli obrokw dawa ani koniom, ani ludziom, e to asygnacji nie byo;
onierze poczli gwatem bra. Obleglimy burmistrza i tych, ktrzy si w rynku zatarasowali.
Poczto ognia dawa i zapalilimy dwa domy; teraz gwat okrutny i we dzwony bij...
Oczy Kmicica poczy wieci gniewem.
 To i nam trzeba na ratunek!  zakrzykn Kokosiski,
 Wojsko yczkowie oprymuj!  woa Ranicki, ktremu plamy czerwone, biae i ciemne ca
twarz zaraz pokryy.  Szach, szach! moci panowie!
Zend zamia si zupenie tak, jak mieje si puszczyk, a si konie zestraszyy, a Reku podnis
oczy w gr i piszcza:
 Bij! kto w Boga wierzy! z dymem ykw!
 Milcze!  hukn Kmicic, a las odegrzmia, a stojcy najbliej Zend zatoczy si jak pijany.
Nic tam po was! nie potrzeba tam siekaniny! Siada wszyscy w dwoje sani, mnie jedne zostawi i
jecha do Lubicza! Tam czeka, chybabym przysa po sukurs.
 Jak to?  zaoponowa Ranicki.
Ale pan Andrzej pooy mu rk pod szyj i tylko oczyma straszniej jeszcze zawieci.
 Ni pary z gby!  rzek gronie.
Umilkli; wida si go bali, chocia tak zwykle byli z nim poufale.
 Wracaj, Oleko, do Wodoktw  rzek Kmicic  albo jed po ciotk Kulwiecwn do Mitrunw.
Ot! i kulig si nie uda. Wiedziaem, e oni tam spokojnie nie usiedz... Ale zaraz tam bdzie
spokojniej, jeno bw kilka zleci. Bd wapanna zdrowa i spokojna, pilno mi bdzie z powrotem...
To rzekszy ucaowa jej rce i otuli w wilczur; potem siad do innych sani i zakrzykn na
wonic:
 Do Upity!
ROZDZIA IV
Upyno kilka dni, a Kmicic nie wraca, ale za t4 do Wodoktw przyjechao trzech szlachty
laudaskiej na zwiady do panienki. Przyjecha wic Pakosz Gasztowt z Pacunelw, ten, ktry goci
u siebie pana Woodyjowskiego, patriarcha zacianka, synny z bobactw i szeciu crek z tych
trzy byy za trzema Butrymami, a dostay kada po sto bitych talarw wiana prcz wyprawy i inwentarzy.
Drugi przyjecha Kasjan Butrym, najstarszy czowiek na Laudzie, dobrze Batorego pamitajcy,
z nim zi Pakosza, Jzwa Butrym. Ten, cho w sile wieku, nie mia bowiem wicej jak
lat pidziesit, a na popis pospolitego ruszenia do Rosie nie poszed, albowiem w wojnach kozackich
kula armatnia stop mu urwaa. Zwano go take z tego powodu kuternog albo Jzw Beznogim.
By to straszliwy szlachcic, siy niedwiedziej i wielkiego rozumu, ale surowy, zgryliwy,
ostro ludzi sdzcy. Z tego powodu obawiano si go nieco w okolicach, bo przebacza ani sobie,
ani innym nie umia. Bywa take niebezpieczny, gdy podpi, ale zdarzao mu si to rzadko.
Ci tedy przyjechali do panny, ktra przyja ich wdzicznie, cho od razu domylia si, e na
zwiady przyjedaj i usysze co od niej o panu Kmicicu pragn.
 Bo my do niego chcemy jecha z pokonem, ale to podobno jeszcze z Upity nie wrci  mwi
Pakosz  tak do ciebie przyjechali pyta, kochanie ka, kiedy mona?
 Myl, e tylko co go nie wida  odrzek panna.  Rad on wam, opiekunowie, bdzie z cae
duszy, bo sia dobrego sysza o was, i dawniej o dziadusia, i teraz ode mnie.
 Byle nas nie chcia przyj, jak Domaszewicz przyj, gdy do niego z wieci o mierci pukownik
przyjechali!  mrukn ponuro Jzwa.
Panna dosyszaa i odpara zaraz ywo:
 Wy o to nie bdcie krzywi. Moe i nie do p litycznie ich przyj, ale ju tu swoj omyk
wyzna Trzeba te pamita, e z wojny szed, na ktrej tyl trudw i zmartwie przeby! onierzowi
si nie dzi wi, cho i na kogo fuknie, bo to u nich humory jak szable ostre.
Pakosz Gasztowt, ktry z caym wiatem zawsze chcia by w zgodzie, kiwn rk i rzek:
 My te si i nie dziwili! Dzik na dzika fuknie, jak go z naga zobaczy, czemu by czek na czeka
nie mia fukn! My pojedziem po staremu do Lubicza pokoni si panu Kmicicowi, aby z nami
y, na wojn i do puszczy chodzi jako nieboszczyk pan podkomorzy.
Tak ju powiedz, kochanieka: uda ci si czy nie uda#?  pyta Kasjan Butrym.  Ta to nasza
powinno pyta!...
 Bg wam zapa za troskliwo. Zacny to kawaler pan Kmicic, a chobym te co przeciw
upatrzya, nie godzioby mi si o tym mwi.
 Ale nic nie upatrzya, duszo ty nasza najmilejsza?
 Nic! Zreszt nikt go tu nie ma prawa sdzi, a bro Boe nieufno okaza! Bogu lepiej dzikujmy!
 Co tu zawczasu dzikowa?! Jak bdzie za co,to i dzikowa, a nie, to nie dzikowa  odpowiedzia
pospny Jzwa, ktry jako prawdziwy mudzin bardzo by ostrony i przewidujcy.
 A o lubie wy mwili?  pyta znw Kasjan.
Oleka spucia oczy.
 Pan Kmicic chce jak najprdzej...
 Ot, co! jeszcze by nie kcia...  mrukn Jzwa  chybaby gupi! A ktry to niedwied nie
kce miodu z barci? Ale po co si spieszy? czy to nie lepiej zobaczy, co zacz czowiek jest? Ojcze
Kasjanie, ta ju powiedzcie, co macie na jzyku, nie drzemcie jako zajc o poudniu pod skib!
 Ja nie drzemi, jeno sobie w gow patrz, co by rzec  odpowiedzia staruszek.  Pan Jezus
powiedzia tak: Jak Kuba Bogu, tak Bg Kubie! My te panu Kmicicowi za nie yczym, aby i on
nam nie yczy, co daj Boe, amen!
 Byle by po naszej myli!  doda Jzwa.
Billewiczwna zmarszczya swe sobole brwi i rzeka z pewn wyniosoci:
 Pamitajcie, asanowie, e nie sug mamy przyjmowa. On tu panem bdzie, i jego wola ma
by, nie nasza. On i w opiece musi wapanw zastpi.
 To znaczy, eby my si ju nie wtrcali?  pyta Jzwa.
 To znaczy, ebycie mu przyjacimi byli, jako on chce by wam przyjacielem. Przecie on tu
wasnego dobra strzee, ktrym kady wedle upodobania rzdzi. Zali nie prawda, ojcze Pakoszu?
 wita prawda!  odrzek pacunelski staruszek.
A Jzwa znw zwrci si do starego Butryma:
 Nie drzemcie, ojcze Kasjanie!
 Ja nie drzemi, jeno w gow patrz.  To mwcie, co widzicie.
 Co widz? ot, co widz... Familiant to jest pan Kmicic, z wielkiej krwi, a my chudopachoki!
onierz przy tym sawny; sam on jeden oponowa si nieprzyjacielowi, gdy wszyscy rce opucili.
Daj Boe takich jak najwicej. Ale kompani ma nicpotem!... Panie ssiedzie Pakoszu, cecie to
od Domaszewiczw syszeli?  e to wszystko ludzie bezecni, przeciw ktrym infamie s i kondemnaty,
i protesta, i inkwizycje. Katowskie to syny! Cicy byli nieprzyjacielowi, ale i obywatelstwu
cicy. Palili, rabowali, gwaty czynili! ot, co jest! eby to tam kogo usiekli albo zajechali, to
si i zacnym zdarza, ale oni podobno zgoa tatarskim procederem yli i dawno by im po wieach
gni przyszo, gdyby nie protekcja pana Kmicica, ktren jest mony pan! Ten ich miuje i osania, i
przy nim si wieszaj jak latem bki przy koniu. A teraz tu przyjechali i ju wszystkim wiadomo,
co zacz s. To pierwszego dnia w Lubiczu z bandoletw palili  i do kogo?  do wizerunkw nieboszczykw
Billewiczw, na co pan Kmicic nie powinien by pozwoli, bo to jego dobrodzieje.
Oleka zatkaa oczy rkoma.  Nie moe by! nie moe by!
 Moe, bo byo! Dobrodziei pozwoli postrzela, z ktrymi w pokrewiestwo mia wej! A
potem dziewki dworskie powcigali do izby dla rozpusty!...
Tfu! obraza boska! Tego u nas nie bywao!... Pierwszego dnia zaczli od strzelania i rozpusty!
Pierwszego dnia!...
Tu stary Kasjan rozgniewa si i pocz stuka kijem w podog; na twarz Oleki biy ciemne
rumiece, a Jzwa ozwa si:
 A to wojsko pana Kmicicowe, ktre w Upicie zostao, to lepsze? Jacy oficyjerowie, takie i
wojsko! Panu Soohubowi bydo zrabowali jacy ludzie, mwi, e pana Kmicica; chopw mejszagolskich,
ktrzy smo wieli, na gocicu pobili. Kto? Te oni. Pan Soohub pojecha do pana
Hlebowicza po sprawiedliwo, a teraz znw w Upicie gwat! Wszystko to przeciw Bogu! Spokojnie
tu bywao jak nigdzie, a teraz cho rusznic na noc nabijaj i strauj a czemu? bo pan Kmicic z
kompani przyjecha!
 Ojcze Jzwa! nie mwcie tak! nie mwcie!  zawoaa Oleka.
 A jak mam mwi? Jeli pan Kmicic nie winien, to po co takich ludzi trzyma, po co z takimi
yje? Wielmona panna mu powiedz, eby on ich przepdzi albo katu odda, bo inaczej nie bdzie
spokoju. A sychana to rzecz strzela do wizerunkw i rozpust jawnie podzi? To caa okolica
jeno o tym gada!
 Co ja mam czyni?  pytali Oleka.  Moe to i li ludzie, ale on z nimi wojn odprawia. Zali
wypdzi ich na moj prob?
 Jeli nie wypdzi  mrukn z cicha Jzwa to sam taki!
Wtem w pannie pocza si krew burzy przeciw tym towarzyszom, zabijakom i kosterom.
 Zreszt, niech tak bdzie! Musi ich wypdzi! Niech wybiera mnie albo ich! Jeli to prawda,
co mwicie, a dzi jeszcze bd wiedziaa, czy prawda, to im tego nie daruj, ani strzelania, ani
rozpusty. Jam sama jedna i saba sierota, ich kupa zbrojna, ale si nie ulkn...
 My ci pomoem!  rzek Jzwa.
 Dla Boga!  mwia Oleka unoszc si coraz bardziej  niech sobie czyni, co chc, ale nie
tu, w Lubiczu... Niech bd, jacy chc, ich to rzecz, ich szyje odpowiedz, ale niech pana Kmicica
nie podmawiaj... do rozpusty... Wstyd! haba!... Mylaam, e to onierze niezgrabni, a to, widz,
zdrajcy niegodni, ktrzy i siebie, i jego plami. Tak jest! le im z oczu patrzyo, ale ja, gupia, nie
poznaam si na tym. Dobrze! dzikuj wam, ojcowie, ecie mi oczy na tych judaszw otworzyli...
Wiem, co mi czyni przystoi.
 To! to! to!  rzek stary Kasjan.  Cnota przez ci mwi, a my ci pomoem.
 Wy pana Kmicica nie winujcie, bo choby co i przeciw statecznoci uczyni, to mody jest, a
oni go kusz, oni podmawiaj, oni zachcaj do rozpusty przykadem i hab na jego imi cigaj!
Tak jest! pkim ywa, nie bdzie tego dugo!
Gniew wzbiera coraz wicej w sercu Oleki i zawzito przeciw towarzyszom para Kmicica
wzrastaa, jak wzrasta bl w ranie wieo zadanej. Bo te zraniono w niej okrutnie i mio wasn
kobiec, i t ufno, z jak cae czyste uczucie oddaa panu Andrzejowi. Wstyd jej byo za niego i
za siebie, a w gniew i wstyd wewntrzny szuka przede wszystkim winnych.
Szlachta za rada bya, widzc swoj pukownikwn tak gron i do stanowczej wojny warchow
orszaskich wyzywajc.
Ona za mwia dalej z roziskrzonym wzrokiem:
 Tak jest! oni winni i musz pj precz, nie tylko z Lubicza, ale z caej okolicy.
 My te pana Kmicica nie winujem, serce ty nasze  mwi stary Kasjan.  My wiemy, e to
oni go kusz. Nie ze zoci my tu i jadem przeciw niemu przyjechali, jeno z alem, e zbytnikw
przy sobie trzyma. To i wiadomo, e mody, gupi. I pan starosta Hlebowicz za modu by gupi, a
teraz nami wszystkimi rzdzi.
 A pies?  mwi wzruszonym gosem pacunelski agodny staruszek.  Pjdziesz z modym w
pole, a on, durny, zamiast za zwierzem i, to ci koo ng, pado, swawoli i za poy ci ciga.
Oleka chciaa co mwi, ale nagle zalaa si zami.
 Nie pacz!  rzek Jzwa Butrym.
 Nie pacz, nie pacz!...  powtarzali dwaj starcy.
I tak j pocieszali, ale nie mogli pocieszy. Po ich odjedzie zostaa troska, niepokj i jakby uraza
i do nich, i do pana Andrzeja. Dumn pann bolao coraz gbiej to, e trzeba byo go broni,
usprawiedliwia i tumaczy. A ta kompania! Drobne rce panny zaciskay si na myl o nich. W
oczach jej staway jakby na jawie twarze pana Kokosiskiego, Uhlika, Zenda, Kulwieca-
Hippocentaura i innych  i dostrzega w nich, czego pierwej nie widziaa: e byy to bezczelne twarze,
na ktrych bazestwo, rozpusta i zbrodnia wycisny pospou swe pieczcie. Obce Olece
uczucie nienawici poczo j opanowywa jak parzcy ogie.
Lecz w tej rozterce wzrastaa zarazem z kad chwil uraza i do pana Kmicica.
 Wstyd! sromota!  szeptaa do si dziewczyna zbladymi usty.  Co wieczora wraca ode mnie
do dziewek czeladnych!...
I czua si sama upokorzona. Nieznone brzemi tamowao jej oddech w piersiach.
Mroczyo si na dworze. Panna Aleksandra chodzia po izbie pospiesznym krokiem i w duszy
wrzao jej cigle. Nie bya to natura zdolna znosi przeladowania losu i nie broni si im. Rycerska
krew krya w tej dziewczynie. Chciaaby natychmiast rozpocz walk z t zgraj zych duchw
 natychmiast! AIe co jej pozostaje!... Nic! jeno zy i proba, by pan Andrzej rozpdzi na
cztery wiatry tych habicych kompanionw. A jeli tego uczyni nie zechce?...
 Jeli nie zechce...
I nie miaa jeszcze myle o tym.
Rozmylania panienki przerwa pachoek, ktren wnis narcz jaowcowych drewek do kominka
i rzuciwszy je wedle trzonu, pocz wygarnia wgle spod starego popiou. Nage postanowienie
przyszo do gowy Olece.
 Kostek!  rzeka  sidziesz mi zaraz na ko i pojedziesz do Lubicza. Jeli pan ju wrci,
pro, eby tu przyjecha, a jeli go nie masz, to niech wdarz, stary Znikis, siada z tob i wraz do
mnie przybywa  a ywo!
Chopak rzuci szczypek smolnych na wgle, przysypa je pniakami suchego jaowcu i skoczy
ku drzwiom.
Jasne pomienie poczy hucze i strzela w kominie. Olece stao si zaraz nieco lej na duszy.
Moe to Pan Bg jeszcze odmieni!  pomylaa sobie.  A moe to i nie tak le byo, jak opiekunowie
mwili... Obaczym!
I po chwili przesza do czeladnej siedzie odwiecznym obyczajem billewiczowskim ze sub,
przdek' pilnowa, pieni pobone piewa.
Po dwch godzinach wszed zmarznity Kostek.
 Znikis jest w sieni!  rzek.  Pana nie masz jeszcze w Lubiczu.
Panna zerwaa si ywo. Wdarz w sieni schyli si jej do ng.
 A jak tobie zdrowie, jasna dziedziczko?... Bg daj najlepsze! ! Przeszli do izby stoowej;
Znikis stan przy drzwiach.
 Co u was sycha?  pytaa panienka. Chop kiwn rk.
 At! pana nie ma...
 To wiem, e jest w Upicie. Ale w domu co si dzieje?
 At!...
 Suchaj, Znikis, mw miele, wos ci z gowy nie spadnie. Mwi, e pan dobry, jeno kompania
swawolniki?
 eby to, jasna panieka, swawolniki!
 Mw szczerze.
 Kiedy, panieka, mnie nie wolno... ja si boja... Mnie zakazali.
 Kto zakaza?
 Pan...
 Tak?!  rzeka panna.
Nastaa chwila milczenia. Ona chodzia spiesznie po pokoju, ze cinitymi ustami i namarszczon
brwi, on ledzi za ni oczyma.
Nagle stana przed nim.
 Czyj ty jeste?
 A billewiczowski. Ja z Wodoktw, nie z Lubicza.
 Nie wrcisz wicej do Lubicza... tu zostaniesz. Teraz rozkazuj ci gada wszystko, co wiesz!
Chop, jak sta w progu, tak rzuci si na kolana.
 Panieka jasna, ja tam nie kc wraca, tam sdny dzie!... To, panieka, zbje i zbereniki,
tam czek dnia i godziny niepewny.
Billewiczwna zakrcia si w miejscu, jakby strza ubodzona. Poblada bardzo, ale spytaa
spokojnie;
 Prawdali to, e strzelali w izbie do wizerunkw?
 Jak nie strzelali! I dziewki cigali po komnatach, i co dzie ta sama rozpusta. We wsi pacz,
we dworze Sodoma i Gomora! Woy id na st, barany na st!... Ludzie w ucisku... Stajennego
wczoraj niewinnie rozszczepili.
 I stajennego rozszczepili?...
 A jake! A najgorzej dziewcztom si krzywda dzieje. Ju im dworskich nie do i po wsi owi...
Nastaa znowu chwila milczenia. Gorce rumiece wystpiy na twarz panny i nie znikay ju
wicej.
 Kiedy si tam pana spodziewaj z powrotem?...
 Oni, panieka, nie wiedz, jeno syszaem, jak mwili midzy sob, e trzeba jutro caej kompanii
do Upity ruszy. Kazali, eby konie byy gotowe. Maj tu wstpi i panieki o czelad prosi
i o prochy, e tam :nog by potrzebne.
 Maj tu wstpi?... to dobrze. Id teraz, Znikis, do kuchni. Ju nie wrcisz do Lubicza.
 Aeby tobie Bg da zdrowie i szczcie!...
Panna Aleksandra wiedziaa, co chciaa, ale te wiedziaa, jak jej naley postpi.
Nazajutrz bya niedziela. Rankiem, nim panie z Wodoktw wyjechay do kocioa, przybyli panowie:
Kokosiski, Uhlik, Kulwiec-Hippocentaurus, Ranicki, Rku i Zend, a za nimi czelad lubicka,
zbrojno i konno, postanowili bowiem kawalerowie i w pomoc panu Kmicicowi do Upity.
Panna wysza przeciw nim spokojna i wyniosa, zupenie inna od tej, ktra ich witaa po raz
pierwszy przed kilku dniami; ledwie gow kiwna w odpowiedzi na unione ich ukony, ale oni
myleli, e to nieobecno pana Kmicica czyni j tak ostron, i nie poznali si na niczym.
Zaraz tedy wystpi pan Jarosz Kokosiski, mielszy ju jak za pierwszym razem, i rzek:
 Janie wielmona panno owczanko dobrodziko! My tu po drodze do Upity wstpujemy, aby
wapannie dobrodzice do stpek upa i o auxilia prosi: jako o prochy, strzelby, i eby wapanna
czeladzi swej na ko sie kazaa i z nami jecha. Wemiemy szturmem Upit i yczkom troch
krwi upucimy.
 Dziwi mnie  odrzeka Billewiczwna  e wapanowie do Upity jedziecie, gdy sama syszaam,
jak pan Kmicic wam spokojnie w Lubiczu siedzie przykaza, a tak myl, e jemu przystoi
rozkazywa, a waszmociom sucha, jako podkomendnym.
Kawalerowie usyszawszy te sowa spojrzeli na siebie ze zdumieniem. Zend wysun wargi, jak
gdyby chcia po ptasiemu zagwizda, Kokosiski pocz si gaska szerok doni po gowie.
 Jako ywo!  rzek  mylaby kto, e wapanna do ciurw pana Kmicica mwisz. Prawda
jest, emy mieli w domu siedzie, ale gdy czwarty dzie idzie, a Jdrusia nie ma, przyszlimy do
takowej konwikcji, e si tam mg znaczny jaki tumult uczyni, w ktrym i nasze szable si
przygodz.
 Pan Kmicic nie na bitw pojecha, jeno onierzy swawolnikw kara, co by si atwo i wapanom
przytrafi .mogo, gdybycie przeciw rozkazowi wystpili. Zreszt prdzej by si tam tumult
i siekanina przy was moga zdarzy.
 Trudno nam z wapann deliberowa. Prosim tylko o prochy i ludzi.
 Ludzi i prochw nie dam, syszysz mnie wapan!
 Czy ja dobrze sysz?  rzek Kokosiski. Jak to wapanna nie dasz? Kmicicowi, Jdrusiowi,
na ratunek bdziesz wapanna aowa? Wolisz, eby go co zego spotkao?
 Co go moe najgorszego spotka, to wapanw kompania!
Tu oczy dziewczyny poczy ciska byskawice i podnisszy gow postpia kilka krokw ku
zabijakom, a oni cofali si przed ni w zdumieniu.
 Zdrajcy!  rzeka  wy to go jak ze duchy do grzechu kusicie, wy go namawiacie! Ale znam
ju was, wasz rozpust, wasze bezecne uczynki. Prawo was ciga, ludzie si od was odwracaj, a
ohyda na kogo pada?  na niego  przez was, banitw i infamisw!
 Hej! na rany boskie, towarzysze! syszycie? zakrzykn Kokosiski.  Hej! co to jest? zali nie
pimy, towarzysze?
Billewiczwna postpia krok jeszcze i ukazujc rk na drzwi:
 Precz std!  rzeka.
Warchoowie pobledli trupio i aden z nich nie zdoby si na sowo odpowiedzi. Jeno zby ich
poczy zgrzyta, rce drga ku rkojeciom, a oczy ciska ze byskawice.. Ale po chwili dusze w
nich upady z trwogi. To ten dom by pod opiek potnego Kmicica, to ta zuchwaa panna bya
jego narzeczon.
Wic zgryli w milczeniu gniew, a ona cigle staa z roziskrzonym okiem, ukazujca palcem na
drzwi.
Na koniec pan Kokosiski rzek przerywanym wciekoci gosem:
 Kiedy nas tu tak wdzicznie przyjto... to... nie pozostaje nam nic innego... jak pokoni si...
polity , cznej gospodyni i pj... dzikujc za gocin...
To rzekszy skoni si czapk z umyln unionoci a do ziemi, a za nim kaniali si i inni i
wychodzili kolejno. Gdy drzwi zamkny si za ostatnim, Oleka upada, wyczerpana, na krzeso,
dychajc ciko, . bo nie miaa tyle si, ile odwagi.
Oni za zgromadzili si na rad przed gankiem, naok koni, ale aden nie chcia pierwszy
przemwi. Wreszcie Kokosiski rzek:
 C, mili barankowie?
 A c?
 Dobrze wam?
 A tobie dobrze?
 Ej, eby nie Kmicic! ej, eby nie Kmicic! rzek Ranicki zacierajc konwulsyjnie rce  pohulalibymy
tu z panienk po naszemu!...
 Id, zadrzyj z Kmicicem!  zapiszcza Reku. Sta mu!
Ranickiego twarz, jak skra rysia, caa bya ju pokryta pitnami.
 I jemu stan, i tobie, warchole, gdzie chcesz!
 A to i dobrze!  rzek Reku.
Obaj porwali si do szabel, ale olbrzymi Kulwiec -Hippocentaurus wtoczy si pomidzy nich.
 Na t pi!  rzek potrzsajc jakoby boch nem chleba  na t pi!  powtrzy  pierwsze
mu, ktry szabl wycignie, eb roztrzaskam!
To rzekszy poglda to na jednego, to na drugiego, jakby pytajc niemo, ktry pierwszy zechce
popr bowa; ale oni, tak zagadnici, uspokoili si zaraz.
 Kulwiec ma racj!  rzek Kokosiski.  Moi mili barankowie, potrzeba nam teraz zgody wicej
ni kiedykolwiek... Ja bym radzi rusza co prdzej do Kmicica, eby za ona go prdzej nie
obaczya, bo opisaaby nas jak diabw. Dobrze, e tam aden na ni nie warkn, cho mnie samemu
wierzbiay rce i jzyk... Ruszajmy do Kmicica. Ma ona go na nas podbechta, to lepiej my
go wpierw podbechtajmy. Nie daj Bg, aby nas opuci. Zaraz by tu obaw na nas, jak na wilkw,
uczyniono.
 Furda!  rzek Ranicki.  Nic nam nie uczyni. Teraz wojna; mao to ludzi po wiecie bez dachu
i chleba si wczy? Zbierzem sobie parti, towarzysze mili, i niech nas wszystkie trybunay
cigaj! Daj rk, Reku, odpuszczam ci!
 Bybym ci uszy obci  zapiszcza Reku  ale ju pogdmy si! wsplna nas konfuzja spotkaa.
 Kaza pj precz takim jak my kawalerom!  rzek Kokosiski.
 I mnie, w ktrym senatorska krew pynie!  doda Ranicki.
 Ludziom godnym! familiantom!  onierzom zasuonym!
 I exulom!
 Sierotom niewinnym!
 Mam buty wyporkiem podszyte, ale ju mi nogi marzn  rzek Kulwiec.  Co bdziemy jak
dziady pod tym domem stali, nie wynios nam tu piwa grzanego! Nic tu po nas! Siadajmy i jedmy.
Czelad lepiej odesa, bo co po nich bez strzelb i broni, a sami jedmy.
 Do Upity!
 Do Jdrusia, przyjaciela zacnego! Przed nim si poskarym.
 Bylebymy go nie minli.
 Na ko, towarzysze! na ko!
Siedli i ruszyli stp, gniew i wstyd przeuwajc. Za bram Ranicki, ktrego zo trzymaa
jeszcze jak za gardo, odwrci si i pogrozi pici dworowi.
 Ej, krwi mi! ej, krwi!
 Niechby si tylko z Kmicicem pokcili!  rzek Kokosiski  przyjechalibymy tu jeszcze z
hubk.
 Moe to by.
 Boe nam pom!  doda Uhlik.
 Pogaska crka, ciecirka zacieka!...
Tak klnc i sierdzc si na pann, a czasem na siebie samych warczc, dojechali do lasu. Ledwie
minli pierwsze drzewa, ogromne stado wron zawichrzyo si nad ich gowami. Zend pocz zaraz
kraka przeraliwie; tysice gosw odpowiedziao mu  gry. Stado zniyo si tak, e a konie
poczy si lka szumu skrzyde..
 Stul gb!  krzykn na Zenda Ranicki. Jeszcze nieszczcie wykraczesz! Kracz nad nami te
wroska, jakby nad padlin...
Ale inni mieli si, wic Zend kraka cigle. Wrony; zniay si coraz bardziej i tak jechali jak
wrd burzy. Gupi! nie umieli odgadn zej wrby.
Za lasem ukazay si ju Womontowicze, ku ktrym kawalerowie ruszyli rysi, bo mrz by
srogi: i zmarzli bardzo, a do Upity byo do jeszcze daleko.: Ale w samej wsi musieli zwolni. Na
szerokiej drodze zacianku peno byo ludzi, jako zwyczajnie przy niedzieli. Butrymowie i Butrymwny
wracali piechot i saniami z Mitrunw, z odpustu. Szlachta pogldaa ciekawie na nieznanych
jedcw, w p si domyla jc, co to za jedni. Mode szlachcianki syszay juz o rozpucie
w Lubiczu i o sawnych jawnogrzesznikach, ktrych pan Kmicic przyprowadzi, wic przy patryway
im si jeszcze ciekawiej. Oni za jechali dumnie, w piknych postawach onierskich, w zdobycznych
aksamitnych ferezjach, w kopakach rysich i na dzielnych koniach. Zna byo jednak, e
to onierze zawoani: miny rzsiste i harde, prawe rce wparte w boki, gowy podniesione. Nie
ustpowali te nikomu jadc szeregiem i pokrzykujc od czasu da czasu: Z drogi! Jaki taki z Butrymw
spojrza pospnie spode ba, ale ustpi; oni za gwarzyli midzy sob o zacianku.
 Uwacie, moci panowie  mwi Kokosiski  jakie tu chopy rose; jeden w drugiego jak
tur, a kady wilkiem patrzy.
 eby nie ten wzrost i eby nie szabliska, mona by ich wzi za chamw  rzek Uhlik.
 Obaczcie no te szablice! czyste powyrki, jak mi Bg miy!  zauway Ranicki.  Chciabym
si z ktrym poprobowa!
Tu pan Ranicki pocz go doni szermowa.
 On by tak, ja bym tak! On by tak, ja bym tak  i szach!
 atwo sobie moesz owo gaudium uczyni zauway Reku.  Z nimi nie trzeba wiele.
 Wolabym si ja z tymi oto dziewcztami poprobowa!  rzek nagle Zend.
 wiece, nie panny!  wykrzykn z zapaem Reku.
 Co wa mwisz:  wiece?  sosny! A pyski u kadej jakoby krokoszem malowane.
 Ciko i na szkapie usiedzie na taki widok!
Tak rozmawiajc wyjechali z zacianka i znw ruszyli rysi. Po p godziny drogi przybyli do
karczmy zwanej Doy, ktra leaa na p drogi midzy Womontowiczami i Mitrunami. Butrymi i
Butrymwny zatrzymywali si w niej zwykle, idc i wracajc z kocioa, aby odpocz i rozgrza
si w czasie mrozw. Tote przed zajazdem spostrzegli kawalerowie kilkanacie sani wysanych
grochowinami i tyle koni posiodanych.
 Napijmy si gorzaki, bo zimno!  rzek Kokosiski.
 Nie zawadzi!  odpar chr jednogony.
Zsiedli z koni, zostawili je u supw, a sami weszli do szynkownej izby, ogromnej i ciemnej.
Zastali tu moc ludzi. Szlachta, siedzc na awach lub stojc gromadkami przed szynkwasem, popijaa
piwo grzane, a niektrzy krupniczek warzony z masa, miodu, wdki i korzeni. Sami to byli
Butrymowie, chopy due, ponure i tak maomwne, e w izbie prawie nie sycha byo gwaru.
Wszyscy ubrani w szare kapoty z samodziau albo rosieskiego pakaku, podbite baranami, w pasy
skrzane, przy szablach w czarnych elaznych pochwach; przez t jednostajno ubioru czynili
pozr wojska. Ale byli to po czci ludzie starzy, od lat szedziesiciu, lub wyrostkowie, do dwudziestu.
Ci dla omotw zimowych w domach zostali; reszta, mczyni w sile wieku, ruszyli do
Rosie.
Ujrzawszy orszaskich kawalerw odsunli si troch od szynkwasu i poczli im si przypatrywa.
Pikny moderunek onierski podoba si tej wojowniczej szlachcie; czasem te ktry sowo
puci. To z Lubicza?  Tak, pana Kmicicowa kompania! To ci?  A jake!
Kawalerowie pili gorzak, ale krupniczek zbyt pachnia. Zwietrzy go pierwszy Kokosiski i
kaza da. Obsiedli tedy st, a gdy przyniesiono dymicy saganek, poczli pi spogldajc na izb,
na szlacht i przymruajc oczy, bo w izbie byo ciemnawo. Okna nieg zasu, a dugi, niski otwr
gruby, w ktrej pali si ogie, pozasaniay cakiem jakie figury plecami ku izbie odwrcone.
Kiedy ju krupnik pocz kry w yach kawalerw, roznoszc po ich ciaach ciepo przyjemne,
oywiy im si zaraz humory, strapione po przyjciu w Wodoktach, i Zend pocz nagle kraka
jak wrona, tak dokadnie, e wszystkie twarze zwrciy si ku niemu.
Kawalerowie mieli si, szlachta pocza si zblia, rozweselona, zwaszcza modsi, potni
wyrostkowie o szerokich barach i pucoowatych policzkach. Siedzce przy grubie przed ogniem
postacie odwrciy si ku izbie i Reku pierwszy dostrzeg, i byy to niewiasty.
A Zend zamkn oczy i kraka, kraka  nagle przesta, i po chwili obecni usyszeli gos duszonego
przez psy zajca; zajc becza w ostatniej agonii, co-raz sabiej, ciszej, potem zawrzasn rozpaczliwie
i zamilk na wieki  a na jego miejscu rogacz odezwa si potnie, jak z rykowiska.
Butrymowie stali zdumieni, chocia Zend ju przesta. Spodziewali si jeszcze co usysze, ale
tymczasem usyszeli tylko piskliwy gos Rekucia:
 Sikorki siedz wedle gruby!
 A prawda!  rzek Kokosiski przysaniajc oczy rk.
 Jako ywo!  przywtrzy Uhlik  jeno w izbie tak ciemno, em nie mg rozezna.
 Ciekaw jestem, co one tu robi?
 Moe na tace przychodz.
 A poczekajcie, spytam!  rzek Kokosiski.
I podnisszy gos pyta:
 Mie niewiasty, a ce tam czynicie wedle gruby?
 Nogi grzejem!  ozway si cienkie gosy.
Wwczas kawalerowie wstali i zbliyli si do ogniska. Siedziao przy nim na dugiej awie z
dziesi niewiast, starszych i modszych, trzymajcych bose nogi na klocu lecym wedle ognia. Z
drugiej strony kloca suszyy si przemoke od niegu buty.
 To wapanny nogi grzejecie?  pyta Kokosiski.
 Bo zmarzy.
 Bardzo grzeczne nki!  zapiszcza Reku pochylajc si ku klocowi.
 At! odczep si waszmo!  rzeka jedna z szlachcianek.
 Rad bym ja si przyczepi, nie odczepi, ile e mam sposb pewny, lepszy od ognia na zmarze
nki, ktren sposb jest nastpujcy: jeno potacowa z ochot, a zamrz pjdzie precz!
 Kiedy potacowa, to potacowa!  rzek pan Uhlik.  Nie potrzeba ni skrzypkw, ni basetli,
bo ja wam zagram na czekaniku.
I wydobywszy ze skrzanej pochewki, wiszcej przy szabli, nieodstpny instrument, gra pocz,
a kawalerowie sunli w podrygach do dziewczt i nu je ciga z awy. One niby si broniy,
ale wicej krzykiem ni rkoma, bo naprawd nie byy bardzo od tego. Moe i szlachta rozochociaby
si z kolei, bo przeciw potacowaniu w niedziel, po mszy i w zapusty, nikt by bardzo nie
protestowa, ale reputacja kompanii bya ju zbyt znana w Womontowiczach, wic pierwszy
olbrzymi Jzwa Butrym, ten, ktry stopy nie mia, wsta z awy i zbliywszy si do Kulwieca-
Hippocentaura, chwyci go za pier, zatrzyma i rzek ponuro:
 Jeli si waszmoci chce taca, to moe ze mn?
Kulwiec-Hippocentaurus oczy przymruy i pocz wsami rusza gwatownie.
 Wol z dziewczyn  odrzek  a z waci to chyba potem...
Wtem podbieg Ranicki z twarz ju poctkowan plamami, bo ju burd poczu.
 Co za jeden, zawalidrogo?  pyta chwytajc za szabl.
Uhlik przesta gra, a Kokosiski zakrzykn:
 Hej, towarzysze! do kupy! do kupy!
Ale ju za Jzw sypnli si Butrymowie; starcy potni i wyrostki ogromne; poczli si tedy
take skupia pomrukujc jak niedwiedzie.
 Czego chcecie? guzw szukacie?  pyta Koko,siski.
 At! co gada! poszli precz!  rzek z flegm Jzwa.
Na to Ranicki, ktremu chodzio o to, aby czasem nie obyo si bez bjki, uderzy Jzw rkojeci
w piersi, a si rozlego w caej izbie, i krzykn: .
 Bij!
Rapiery zabysy, rozleg si wrzask niewiast, szczk szabel i zgiek, i zamieszanie. Wtem olbrzymi
Jzwa wycofa si z potyczki, porwa stojc. wedle stou z gruba ciosan aw i podnisszy
j jakby. leciuchn deseczk zakrzykn:
 Rum! rum!
Kurz wsta z podogi i przesoni walczcych, jeno w zamcie jki poczy si odzywa...
ROZDZIA V
Tego samego dnia wieczorem przyjecha pan Kmicic do Wodoktw na czele stu kilkunastu ludzi,
ktrych ze sob z Upity przyprowadzi, eby ich do Kiejdan hetmanowi wielkiemu odesa,
sam uzna bowiem, e w tak maym miasteczku nie masz dla wikszej liczby ludzi pomieszczenia i
e po ogodzeniu mieszczan onierz musi si ucieka do gwatw, zwaszcza taki onierz, ktren
tylko strachem przed dowdc w karnoci moe by utrzymany. Do bowiem byo spojrze na
wolentarzy pana Kmicica, eby doj do przekonania, i gorszego gatunku ludzi trudno byo w
caej Rzeczypospolitej znale: I Kmicic nie mg mie innych. Po pobiciu hetmana wielkiego nieprzyjaciel
zala cay kraj. Resztki wojsk regularnych litewskiego komputu cofny si na pewien
czas do Bir i Kiejdan, aby tam przyj do sprawy. Szlachta smoleska, witebska, poocka, mcisawska
i miska albo pocigna za wojskiem, albo chronia si w wojewdztwach jeszcze nie
zajtych.
Ludzie mielszego ducha midzy szlacht zbierali si do Grodna, do pana podskarbiego Gosiewskiego,
tam bowiem naznaczay punkt zborny uniwersay krlewskie zwoujce pospolite ruszenie.
Niestety! mao byo takich, ktrzy usuchali uniwersaw, ci za nawet, co poszli za gosem
obowizku, cigali si tak opieszale, e tymczasem naprawd nikt oporu nie dawa prcz pana
Kmicica, ktren czyni to na wasn rk, pobudzany wicej fantazj rycersk ni patriotyzmem.
atwo jednak zrozumie, e w braku wojsk regularnych i szlachty  bra ludzi, jakich mg znale,
wic takich, ktrych obowizek do hetmanw nie cign i ktrzy nie mieli nic do stracenia.
Nagarno si tedy do niego zawalidrogw bez dachu i domu, ludzi niskiego stanu, zbiegej z wojska
czeladzi, zdziczaych borowych, pachokw miejskich lub otrzykw prawem ciganych. Ci
pod chorgwi spodziewali si znale ochron, a przy tym upami si poywi. W elaznych rkach
Kmicicowych zmienili si oni w miaych onierzy, miaych a do szalestwa, i gdyby sam
Kmicic by statecznym czowiekiem, mogli byli znaczne Rzeczypospolitej odda przysugi. Ale
Kmicic by sam swawolnikiem, w ktrym dusza kipiaa ustawicznie; zreszt skd mia bra prowiant
i bro, i konie, gdy jako wolentarz, nie posiadajcy nawet listw zapowiednich, nie mg ze
skarbu Rzeczypospolitej adnej spodziewa si pomocy. Bra wic gwatem, czsto na nieprzyjacielu,
czsto i na swoich. Oporu nie znosi i za najmniejszy kara srodze.
W ustawicznych podjazdach, walkach i napadach zdzicza, przyzwyczai si do krwi przelewu
tak, e nie lada co mogo poruszy w nim, dobre zreszt z natury, serce. Zakocha si w ludziach
gotowych na wszystko i niepohamowanych. Imi jego zasyno wkrtce zowrogo. Mniejsze oddziay
nieprzyjacielskie nie miay si wychyla z miast i obozw w stronach, w ktrych straszliwy
partyzant grasowa. Ale i miejscowe obywatelstwo, zniszczone przez wojn, bao si jego ludzi
mao mniej ni nieprzyjaci. Zwaszcza gdzie oko Kmicica osobicie nie spoczywao nad nimi,
gdzie komend brali jego oficerowie: Kokosiski, Uhlik, Kulwiec, Zend, a szczeglniej najdzikszy
i najokrutniejszy, lubo z wysokiej krwi pochodzcy, Ranicki  tam zawsze mona byo pyta:
obrocyli to czy napastnicy? Kmicic kara czasem i swoich ludzi, gdy mu nie pod humor co przyszo,
bez miosierdzia; ale czciej stawa po ich stronie nie dbajc na prawa, na zy i ycie ludzkie.
Kompanionowie prcz Rekucia, na ktrym krewniewinna nie ciya, jeszcze podmawiali modego
wodza, by coraz bardziej cuglw swej bujnej naturze popuszcza.
Takie to byo Kmicicowe wojsko.
Teraz wanie zabra on sw hoot z Upity, by j do Kiejdan odesa. Gdy si tedy zatrzymali
przed dwo- rem w Wodoktach, panna Aleksandra a przerazia si ujrzawszy ich przez okno, tak
byli do hajdamakw podobni. Kady inaczej zbrojny: jedni w hemach pobranych na nieprzyjacielu,
drudzy w czapkach kozackich, w kapuzach, w kapturach, niektrzy w wypowiaych ferezjach,
inni w kouchach, z rusznicami, spisami, ukami i berdyszami, na chudych, poszerszeniaych koniach
ubranych w rzdziki polskie, moskiewskie, tureckie. Uspokoia si dopiero Oleka, gdy pan
Andrzej, hoy i wesoy jak zawsze, wpad do izby i zaraz z niezmiern ywoci do rk jej przypad.
Ona za, cho poprzednio postanowia przy j go z powag i zimno, jednak nie moga zapanowa
nad radoci, ktr jej sprawio jego przybycie. Przy tym moe i chytro niewiecia graa w
tym pewn rol, bo trzeba byo powiedzie panu Andrzejowi o wypdzeniu za drzwi kompanii,
wic chciaa go sobie przebiega dziewczyna naprzd zjedna. A zreszt, tak j wita szczerze,
z.tak mioci, e resztki urazy stopniay jak nieg przy pomieniu.
Miuje mnie! nie masz wtpliwoci!  pomylaa. A on mwi:
 Juem si tak stskni, em ca Upit chcia spali, byle do ci jak najprdzej lecie. Nieche
ich tam mrz cinie tych ykw!
 Jam te bya niespokojna, eby tam do bitwy nie przyszo. Chwaa Bogu, e wapan przyjecha.
 I! co za bitwa! onierze poczli troch yczkw tarmosi...
 Ale to wapan uspokoi?
 Zaraz ci powiem wszystko, jak si zdarzyo, mj klejnocie, jeno sobie usid troch, bom si
strudzi.
Ej! ciepo tu, ej! mio w tych Wodoktach, jako wanie w raju. Rad by tu czowiek po wiek siedzia
i w one liczne oczy patrzy, i nigdy nie wyjeda... Ale napi si czego ciepego take by nie
zawadzio, bo na dworze mrz okrutny.
 Zaraz ka wapanu wina z jajami zgrza i sama przynios.
 A daje i moim wisielcom jak baryczyn gorzaki i ka ich do obory puci, eby si jeno od
paru bydlcego nieco rozgrzeli. Touby maj wiatrem podszyte i srodze pokostnieli.
 Niczego im nie poauj, bo to wapascy onierze.
To rzekszy umiechna si tak, a Kmicicowi w oczach pojaniao, i wysuna si jak kotka cicho,
by w czeladnej wszystko zarzdzi.
Kmicic chodzi po izbie i po czuprynie si gaska, to wsa modego pokrca namylajc si: jak
jej opowiedzie, co si w Upicie zdarzyo.
 Trzeba szczer prawd wyzna  mrucza pod nosem  nie ma rady, choby kompania mieli
si mia, e mnie tu ju na pasku wodz...
I znw chodzi, i znw czupryn na czoo nagarnia, wreszcie zniecierpliwi si, e dziewczyna
dugo nie wraca.
Tymczasem pacholik wnis wiato, pokoni si w pas i wyszed, a potem zaraz wesza
wdziczna gosposia niosc sama w obu rkach byszczc cynow tac, na niej garnuszek, z ktrego
wychodzia wonna para zagrzanego wgrzyna, i pucharek rnity ze szka, z herbem Kmicicw.
Stary Billewicz dosta go w swoim czasie od ojca pana Andrzeja, gdy u niego w gocinie bawi.
Pan Andrzej, ujrzawszy gosposi, poskoczy ku niej.
 Hej!  zawoa  rczyny obiedwie zajte, nie wymkniesz mi si!
I przechyli si przez tac, a ona cofaa sw jasn gwk bronion tylko przez opar wychodzcy
z garnuszka.
 Zdrajca! daje wapan spokj, bo upuszcz polewk...
Ale on si groby nie ulk, po czym zakrzykn:
 Jak Bg w niebie, od takich delicyj rozum moe si pomiesza!
-Wapanu dawno ju si pomiesza... Siadaj, siadaj!
Usiad posusznie, ona za nalaa mu polewki w pucharek.
 Mwe teraz, jake to w Upicie winnych sdzi?
 W Upicie? Jako Salomon!
 To i chwaa Bogu!... Na sercu mi to, eby wszyscy w okolicy mieli wapana za statecznego i
sprawiedliwego czowieka. Jake to tedy byo?
Kmicic pocign dobrze polewki, odetchn i rzek:  Musz opowiada od pocztku. Byo tak:
Upominali si yczkowie z burmistrzem o asygnacje na prowianty od hetmana wielkiego albo od
pana podskarbiego. Wapanowie (mwili onierzom) jestecie wolentarzami i eksakcji nie moecie
czyni. Kwatery dajem z aski, a prowianty damy wtedy, gdy si okae, e nas zapac.
 Mieli suszno czy nie mieli?
 Suszno wedle prawa mieli, ale onierze mieli szable, a po staremu, kto ma szabl, ten ma
zawsze lepsz racj. Powiadaj tedy yczkom: Zaraz my tu na waszej skrze wypiszemy asygnacje!
I wnet sta si tumult. Burmistrz z yczkami zatarasowali si w ulicy, a moi ich dobywali; nie
obeszo si bez strzelaniny. Zapalili niebota onierze dla postrachu par stod, kilku te yczkw
uspokoili...
 Jak to uspokoili?
 Kto wemie szabl po bie, to i spokojny jak trusia:
 Dla Boga! to to zabjstwo!
 Waniem na to przyjecha. onierze zaraz do mnie z narzekaniem i skargami na opresj, w
jakiej yj, e to ich niewinnie przeladuj. Brzuchy mamy puste  mwili  co nam czyni? Kazaem
burmistrzowi, by si stawi. Namyla si dugo, ale wreszcie przyszed z trzema innymi.
Kiedy to nie zaczn paka: Niechby ju i asygnacji nie dawali  prawi  ale czemu bij, czemu
miasto pal? Je i pi bylibymy dali za dobre sowo, ale oni chcieli soniny, miodw, specjaw, a
my sami, ubodzy ludzie, tego nie mamy. Prawem si bdziem broni, a wasza mo przed sdem za
swoich onierzw odpowiesz.
 Bg wapana bdzie bogosawi  zawoaa Oleka  jeli sprawiedliwo, jako si godzi,
uczyni!
 Jelim uczyni?...
Tu pan Andrzej skrzywi si jak student, ktry ma si do winy przyzna, i czupryn pocz rk
na czoo nagarnia.
 Mj krlu!  zawoa wreszcie aosnym gosem  mj klejnocie!... nie gniewaj si na mnie...
 Ce znw wapan uczyni?  pytaa niespokojnie Oleka.
 Kazaem da po sto batokw burmistrzowi i radnym! - wyrecytowa jednym tchem pan Andrzej.
Oleka nie odrzeka nic, jeno rce wspara na ko
lanach, gow spucia na piersi i pogrya si w milczeniu.
 Zetnij szyj!  woa Kmicic  ale nie gniewaj si!... Jeszczem wszystkiego nie wyzna...
 Jeszcze?  jkna panna.
 Bo to oni potem posali do Poniewiea o pomoc. Przyszo sto gupich pachokw z oficyjerami.
Tych przeposzyem, a oficyjerw... na Boga, nie gniewaj si!... kazaem goych pogna kaczugami
po niegu, tak jakem raz panu Tumgratowi w Orszaskiem uczyni...
Billewiczwna podniosa gow; surowe jej oczy paay gniewem, a purpura wystpia na policzki.
 Wapan nie masz wstydu i sumienia!  rzeka. Kmicic spojrza zdziwiony, zamilk na
chwil, po czym spyta zmienionym gosem:
 Prawdli mwisz czy udajesz?
 Prawd mwi, e hajdamaki godny to uczynek, nie kawalera!... Prawd mwi, bo mi reputacja
wapana na sercu ley, bo mi wstyd, e ledwie przyjecha, ju ci cae obywatelstwo ma za
gwatownika i palcami ukazuje!...
 Co mi tam wasze obywatelstwo! Dziesiciu chaup jeden pies strzee i jeszcze niewiele ma
roboty.
 Ale nie masz infamii na tych chudopachokach, nie masz haby na niczyim imieniu. Nikogo tu
sdy ciga nie bd prcz wapana!
 Ej, nieche ci o to gowa nie boli. Kady sobie pan w naszej Rzeczypospolitej, kto jeno ma
szabl w garci i lada jak parti zebra potrafi. Co mi uczyni? kogo ja si tu boj?
 Jeli wapan nikogo si nie boisz, to wiedz o tym, e ja si boj gniewu boego... i ez ludzkich
si boj, i krzywd! A hab z nikim dzieli si nie chc; chociaem niewiasta saba, przecie mi
mia cze imienia moe wicej ni niejednemu, ktry si kawalerem powiada.
 Na Boga! nie groe mi rekuz, bo mnie jeszcze nie znasz...
 O, wierz, e i mj dziad wapana nie zna!
Oczy Kmicica poczy skry sypa, ale i w niej si rozigraa krew billewiczowska.
 Rzucaj si wapan, zgrzytaj!  mwia miao dalej  ja si nie ulkn, chociaem sama, a
wa masz ca chorgiew rozbjnikw pod sob; niewinno moja mnie broni!... -Mylisz, e nie
wiem, iecie w Lubiczu wizerunki postrzelali i e dziewczta na rozpust cigacie?... Wa to
mnie nie znasz, jeli mylisz, e zmilcz pokornie. Chc poczciwoci od wapana i tego wymaga
aden mi testament nie zabroni... Owszem, wola mojego dziada jest, ebym tylko poczciwego on
bya...
Kmicic widocznie zawstydzi si tych sprawek lubickich, bo spuciwszy gow spyta cichszym
ju gosem:
 Kto ci o owym strzelaniu mwi?
 Wszystka szlachta z okolicy o tym mwi.
 Zapac ja tym szarakom, zdrajcom, za yczliwo!  odpar pospnie Kmicic.  Ale to stao
si po pijanemu... w kompanii... jako e onierze pohamowa si w ochocie nie umiej. A co do
dziewczt, to jam ich nie ciga.
 Wiem, e to owi bezwstydnicy, owi zbje do wszystkiego wapana podmawiaj...
 To nie zbje, to moi oficyjerowie...
 Jam tym wapana oficyjerom kazaa pj precz z mego domu!
Oleka spodziewaa si wybuchu, tymczasem z najwikszym zdziwieniem spostrzega, e wiadomo
o wypdzeniu kompanionw adnego na Kmicicu nie uczynia wraenia, a nawet, przeciwnie,
zdawaa mu si humor poprawia.
 Kazaa im pj precz?  spyta.  Tak jest.
 A oni poszli?  Tak jest.
 Dalibg, kawalerska w tobie fantazja! Okrutnie mi si to podoba, bo niebezpieczna rzecz z takimi
ludmi zadrze. Niejeden ju ciko za to zapaci. Ale i oni znaj mores przed Kmicicem!...
Widzisz! wynieli si pokornie jak barankowie  widzisz! a czemu? bo si mnie boj!
Tu pan Andrzej spojrza chepliwie na Olek i wsa pocz pokrca; j za rozgniewaa do
reszty ta zmienno humoru i ta niewczesna chepliwo, wic rzeka wyniole i z naciskiem:
 Wapan musisz wybra midzy mn i nimi, nie moe inaczej by!
Kmicic zdawa si nie spostrzega tej stanowczo- ci, z jak Oleka mwia, i odpowiedzia niedbale,
prawie wesoo:
 A po co mnie wybiera, kiedy ja i ciebie mam, i ich mam! Wapanna moesz sobie w Wodoktach
czyni, co si podoba; ale jeeli moi kompanionowie adnej tu krzywdy ani swawoli si
nie dopucili, to za c mam ich wygania? Wapanna tego nie rozumiesz; co to jest suy pod
jedn chorgwi i wojn razem odbywa... adne krewiestwo tak nie zwizuje jak wsplna suba.
Wiedz o tym, e oni mao tysic razy ratowali mi ycie, ja im tako; a e teraz s bez dachu, e
ich prawo ciga, to tym bardziej musz im da przytuek. Szlachta to przecie wszystko i familianci
.za wyjtkiem Zenda, ktren jest niepewnego pochodzenia, ale takiego kawalkatora nie masz w
caej Rzeczypospolitej. Prcz tego, gdyby go wapanna syszaa, jak zwierza i ptactwo wszelakie
udaje, sama by go polubia.
Tu pan Andrzej rozmia si, jakby aden gniew, adne nieporozumienie nie miao nigdy miejsca
midzy nimi, a ona a zaamaa rce widzc, jak z rk jej si wymyka ta wichrowata natura.
Wszystko to, co mwia mu o opinii ludzkiej, o potrzebie statku, o niesawie, zelizgiwao si po
nim jak tpy grot po pancerzu. Nie rozbudzone sumienie tego onierza nie umiao odczu jej oburzenia
na kad niesprawiedliwo, na kad bezecn swawol. Jake tu do niego trafi, jak przemwi?
 Niech si dzieje wola boa!  rzeka wreszcie.  Skoro si mnie wapan wyrzekasz, to ide
swoj drog! Bg zostanie nad sierot!
 Ja si ciebie wyrzekam?  pyta Kmicic z najwikszym zdumieniem.
 Tak jest! jeli nie sowy, to uczynkami; jeli nie ty mnie, to ja ciebie... Bo nie pjd za czowieka,
na ktrym ci꿹 zy ludzkie i krew ludzka, ktrego palcami wytykaj, banitem, rozbjnikiem
zowi i za zdrajc maj!
 Za jakiego zdrajc?... Nie przywode mnie do szalestwa, abym za czego nie uczyni, czego
bym potem aowa. Nieche we mnie piorun zaraz trzanie, niech mnie czarci dzi obuszcz, jelim
ja zdrajca, ja, ktrym przy ojczynie wtedy stawa, kiedy wszyscy rce opucili!
 Wapan przy niej stajesz, a czynisz to, co i nieprzyjaciel, bo j depcesz, bo ludzi w niej katujesz,
bo na prawa boskie i ludzkie nie dbasz. Nie! choby mi si i serce rozdaro, nie chc ci mie
takiego, nie chc!...
 Nie gadaj mi o rekuzie, bo si wciekn! Ratujcie mnie, anieli! Nie zechcesz mnie po dobrej
woli, to ci i tak wezm, choby tu wszystka hoota z zaciankw, choby sami Radziwiowie, sam
krl i wszyscy diabli rogami przystpu bronili, chobym mia dusz czartu zaprzeda...
 Nie wzywaj zych duchw, bo ci usysz! zakrzykna Oleka wycigajc przed siebie rce.
 Czego ode mnie chcesz?
 Bd uczciwy!...
Umilkli oboje i nastaa cisza. Sycha byo tylko sapanie pana Andrzeja. Ostatnie sowa Oleki
przedary jednak pancerz pokrywajcy jego sumienie. Czu si upokorzony. Nie wiedzia, co jej
odrzec, jak si broni. Potem pocz chodzi szybkimi krokami po izbie; ona siedziaa nieruchomie.
Zawisa nad nimi niezgoda, rozjtrzenie i al. Byo im ze sob ciko, i to dugie milczenie stawao
im si coraz nieznoniejsze.
 Bd zdrowa!  rzek nagle Kmicic.
 Jed wapan i niech ci Bg natchnie inaczej!  odrzeka Oleka.
 Pojad! Gorzki mi by twj napitek, gorzki chleb! ci i octem mnie tu napojono!
 A wapan to mylisz, e mnie sodycz napoi?  odrzeka gosem, w ktrym drgay zy.
 Bd zdrowa!
 Bd zdrw...
Kmicic postpi ku drzwiom, nagle zwrci si i poskoczywszy ku niej, chwyci j za obie rce:
 Na rany Chrystusa! Czy ty chcesz, ebym trupem w drodze z konia spad?
Wwczas Oleka wybuchna paczem; on obj j i trzyma w ramionach ca dygocc, powtarzajc
przez zacinite zby:
 Bije mnie, kto w Boga wierzy! Bij, nie auj!
Na koniec wybuchn:
 Nie pacz, Oleka! Dla Boga, nie pacz! Com ci winien? Uczyni wszystko, co chcesz. Tamtych
wyprawi... w Upicie zaagodz... bd y inaczej... bo ci miuj... Dla Boga! serce mi si
rozpuknie... uczyni wszystko, jeno nie pacz... i miuj mnie jeszcze...
Tak on j uspokaja i pieci; ona za wypakawszy si rzeka:
 Jed ju wapan. Bg zgod midzy nami uczyni. Ja nie mam urazy, jeno bl w sercu...
Ksiyc wytoczy si ju wysoko nad biae pola, gdy pan Andrzej ruszy z powrotem do Lubicza,
a za nim pocapali onierze rozcignwszy si wem po szerokim gocicu. Jechali nie przez
Womontowicze, ale krtsz drog, bo mrz popta bagna i mona byo po nich przejeda bezpiecznie.
Wachmistrz Soroka przybliy si do pana Andrzeja.
 Panie rotmistrzu  spyta  a gdzie nam stan w Lubiczu?
 Ruszaj precz!  odpowiedzia Kmicic.
I jecha na przedzie nic do nikogo nie mwic. W sercu nurtowa mu al, chwilami gniew, ale
przede wszystkim zo na samego siebie. Pierwsza to bya noc w jego yciu, w ktrej czyni rachunek
sumienia, i rachunek ten ciy mu gorzej od najciszego pancerza. Oto przyjecha w te
strony z nadszarpnit reputacj i c uczyni, aby j poprawi? Pierwszego dnia pozwoli na
strzelanie i rozpust w Lubiczu i zmyli, e do niej nie nalea, bo nalea; potem pozwala kadego
dnia. Dalej: onierze skrzywdzili mieszczan, a on tej krzywdy dopeni. Gorzej! rzuci si na
prezydium poniewieskie, pobi ludzi, puci goych oficerw na niegi... Uczyni mu proces przegra.
Ska go na utrat majtku, czci, moe i garda. A przecie nie bdzie mg, jak dawniej, zebrawszy
parti zbrojnej hooty drwi sobie z praw, bo zamierza si oeni, osi w Wodoktach,
suy nie na wasn rk, ale w kompucie; tam prawo go znajdzie i dosignie. Prcz tego, choby
mu uszo bezkarnie, jest co szpetnego w tych postpkach, jest co niegodnego rycerza. Moe
swawola da si zaagodzi, ale pami jej zostanie i w sercach ludzkich, i w jego wasnym sumieniu,
i w sercu Oleki... Tu, gdy wspomnia, e ona jednak nie odepchna go jeszcze, e wyjedajc
czyta w jej oczach przebaczenie, wydaa mu si tak dobr jak anieli niebiescy. I ot! braa go
ochota wrci nie jutro, ale zaraz, wrci co ko wyskoczy i pa jej do ng, i prosi o zapomnienie,
i caowa te sodkie oczy, ktre zami zrosiy dzi jego twarz.
Chciao mu si samemu rykn paczem i czu, e tak miuje t dziewczyn, jak nigdy w yciu
nikogo nie miowa. Na Pann Najwitsz!  myla w duszy  uczyni, co ona zechce; opatrz
kompanw suto i wyprawi na kraj wiata, bo prawda jest, e oni mnie do zego podniecaj.
Tu przyszo mu do gowy, e przybywszy do Lubicza zastanie ich najpewniej pijanych albo z
dziewcztami i chwycia go taka zo, e chciao mu si szabl uderzy na kogokolwiek, choby
na tych onierzy, ktrych prowadzi, i siec ich bez miosierdzia.
 Dam ja im!  mrucza targajc ws  jeszcze mnie takim nie widzieli, jak zobacz...
Tu zacz konia z szalestwa ostrogami b i za trzl targa i szarpa, a rumak rozhuka si, a
Soroka widzc to mrucza do onierzy:
 Rotmistrz si zbiesi. Nie daj Bg mu pod rk wpa...
Jako pan Andrzej biesi si rzeczywicie. Naok by wielki spokj. Ksiyc wieci pogodnie;
niebo iskrzyo si tysicami gwiazd, najmniejszy wiatr nie porusza gazi na drzewach  jeno w
sercu rycerza wrzaa burza. Droga do Lubicza wydaa mu si tak duga jak nigdy. Jaka nie znana
dotd trwoga zacza na nadlatywa z mroku, z gbin . lenych i z pl zalanych zielonawym
wiatem ksiyca. Wreszcie zmczenie ogarno pana Andrzeja, gdy zreszt, co prawda, ca
zesz noc spdzi w Upicie na pijatyce i hulance. Ale chcia trud trudem zabi, otrzsn si z niepokoju
szybk jazd, zwrci si wic do onierzy i zakomenderowa:
 W konie!...
Pomkn jak strzaa, a za nim cay oddzia. I w tych lasach, i na pustych polach lecieli jak w orszak
piekielny rycerzy krzyackich, o ktrych lud powiada na mudzi, e czasami, wrd jasnych
nocy miesicznych, zjawiaj si i pdz przez powietrze zwiastujc wojn i klski nadzwyczajne.
Ttent lecia przed nimi i za nimi; z koni zacza para bucha i dopiero gdy niegiem pokryte dachy
lubickie ukazay si na zawrocie, zwolnili biegu.
Koowrot zastali otwarty szeroko. Kmicica zdziwio, e gdy podwrzec zaroi si ludmi i komi,
nikt nie wyszed zobaczy ani spyta, co s za jedni. Spodziewa si zasta okna byszczce od
wiate, usysze gos Uhlikowego czekanika, skrzypkw albo wesoe okrzyki biesiady; tymczasem
w dwch tylko oknach izby jadalnej migotao niepewne wiateko, zreszt byo ciemno, cicho, gucho.
Wachmistrz Soroka zeskoczy pierwszy z konia, by podtrzyma strzemi rotmistrzowi.
 I spa!  rzek Kmicic.  Kto si zmieci w czeladnej, niech pi w czeladnej, a inni w stajniach.
Konie wstawi do obr, stod i przynie im siana z odryny.
 Sucham!  odpowiedzia wachmistrz.
Kmicic zlaz z konia. Drzwi od sieni byy otwarte na rozcie, a sie wyzibiona.
 Hej tam! jest tam kto?  woa Kmicic.
Nikt si nie ozwa.
 Hej tam!  powtrzy goniej.
Milczenie.
 Popili si...  mrukn pan Andrzej.
I ogarna go taka wcieko, e pocz zbami zgrzyta. Jadc wstrzsa si z gniewu na myl,
e zastanie pijatyk i rozpust, teraz ta cisza drania go jeszcze bardziej.
Wszed do izby jadalnej. Na ogromnym stole pali si kaganek ojowy czerwonym, dymicym
wiatem. Pd powietrza, ktre wpado z sieni, chwia pomieniem tak, i przez chwil nie mg
pan Andrzej nic dojrze. Dopiero gdy migotanie uspokoio si, dojrza szereg postaci lecych
rwno pod cian.
 Popili si na umor czy co?  mrukn niespokojnie.
Nastpnie zbliy si niecierpliwie do pierwszej postaci z brzegu. Twarzy jej nie mg widzie,
bo bya pogrona w cieniu, ale po biaym skrzanym pasie i po biaej pochwie na czekanik pozna
pana Uhlika i pocz go trca bez ceremonii nog.
 Wstawajcie, tacy synowie! wstawajcie!...
Ale pan Uhlik lea nieruchomy, z rkoma opadymi bezwadnie po bokach ciaa, a za nim leeli
inni; aden nie ziewn, nie drgn, nie przebudzi si, nie mrukn. W teje chwili pan Kmicic spostrzeg,
e wszyscy le na wznak, w jednakowej pozycji, i jakie straszne przeczucie chwycio go
za serce.
Poskoczywszy do stou porwa drc rk kaganek i przysun go ku twarzom lecych.
Wosy powstay mu na gowie, tak straszny widok uderzy jego oczy... Uhlika wycznie mg
pozna po biaym pasie, bo twarz i gowa przedstawiay jedn bezksztatn mas, krwaw, ohydn,
bez oczu, nosa i ust  tylko wsy ogromne sterczay z tej okropnej kauy. Pan Kmicic wieci dalej...
Drugi z kolei lea Zend z wyszczerzonymi zbami i wyszymi na wierzch oczyma, w ktrych
zeszklio si przedmiertne przeraenie. Trzeci z kolei, Ranicki, oczy mia przymknite, a po caej
twarzy ctki biae, krwawe i ciemne. Pan Kmicic wieci dalej... Czwarty lea pan Kokosiski,
najmilszy Kmicicowi ze wszystkich towarzyszw, bo dawny ssiad bliski. Ten zdawa si spa
spokojnie, jeno z boku, w szyi, wida mu byo du ran, zapewne sztychem zadan. Pity z kolei
lea olbrzymi pan Kulwiec-Hippocentaurus z upanem podartym na piersiach i posiekan gstymi
razami twarz. Pan Kmicic przyblia kaganek do kadej twarzy, a gdy wreszcie szstemu, Rekuciowi,
w oczy zawieci, zdao mu si, e powieki nieszczsnego zadrgay troch od blasku.
Wic postawi na ziemi kaganek i zacz wstrzsa z lekka rannym.
 Reku, Reku!  woa  to ja, Kmicic!...
Za powiekami pocza drga i twarz, oczy i usta otwieray si i zamykay na przemian.
 To ja!  rzek Kmicic.
Oczy Rekucia otwary si na chwil zupenie pozna twarz przyjaciela i jkn z cicha:
 Jdru!... ksidza!...
 Kto was pobi?!  krzycza Kmicic chwytajc si za wosy.
 Bu-try-my...  ozwa si gos tak cichy, e ledwie dosyszalny.
Po czym Reku wypry si, zesztywnia, otwarte oczy stany mu w sup  i skona.
Kmicic poszed w milczeniu do stou, postawi na nim kaganek  sam siad na krzele i pocz
rkoma wodzi po twarzy jak czowiek, ktry, ze snu si zbudziwszy, sam nie wie, czy ju si rozbudzi,
czy widzi jeszcze senne obrazy przed oczyma.
Nastpnie znw spojrza na lece w mroku ciaa. Zimny pot wystpi mu na czoo, wosy zjeyy
si na gowie i nagle krzykn tak strasznie, e a szyby zadrgay w oknach:
 Bywaj, kto yw! bywaj!
onierze, ktrzy roztasowywali si w czeladnej, posyszeli w krzyk i pdem wpadli do izby.
Kmicic ukaza im rk na lece pod cian trupy.
 Pobici! pobici!  powtarza chrapliwym gosem.
Oni rzucili si patrze; niektrzy nadbiegli z uczywem i poczli w oczy wieci nieboszczykom.
Po pierwszej chwili zdumienia wszcz si gwar i zamieszanie. Przylecieli i ci, ktrzy ju si
byli pokadli w stajniach i oborach: Dom cay zajania wiatem, zaroi si ludmi, a wrd tego
zamtu, nawoywa, pyta jedni tylko pobici leeli pod cian rwno i cicho, obojtni na wszystko
i  przeciw swej naturze  spokojni. Dusze z nich wyszy, a cia nie mogy rozbudzi ani surmy do
bitwy, ani brzk kielichw do uczty.
Tymczasem w gwarze onierskim coraz bardziej przemagay okrzyki groby i wciekoci.
Kmicic, ktry dotd by jakby nieprzytomny, zerwa si nagle i zakrzykn:
 Na ko!...
Ruszyo si, co yo, ku drzwiom. Nie upyno i p godziny, ju stu przeszo jedcw leciao
na zamanie karku po szerokiej, nienej drodze, a na ich czele lecia pan Andrzej, jakby go zy
duch opta, bez czapki, z go szabl w rku. W ciszy nocnej rozlegay si dzikie okrzyki:
 Bij! morduj!...
Ksiyc dosign wanie najwyszej wysokoci w swej drodze niebieskiej, gdy nagle blask jego
pocz si miesza i zlewa z rowym wiatem wychodzcym jakby spod ziemi; stopniowo
niebo czerwieniao coraz bardziej, rzekby, od zorzy wstajcej, a wreszcie krwawa czerwona una
oblaa ca okolic. Jedno morze ognia szalao nad olbrzymim zaciankiem Butrymw, a dziki onierz
Kmicicowy, wrd dymu, poogi i skier buchajcych supami do gry, mordowa w pie
przeraon i olep z trwogi ludno...
Zerwali si ze snu mieszkacy pobliskich zaciankw. Wiksze i mniejsze gromady Gociewiczw
Dymnych, Stakjanw, Gasztowtw i Domaszewiczw zbieray si na drogach, przed domami,
i pogldajc w stron poaru podaway sobie z ust do ust trwoliwe wieci: Chyba nieprzyjaciel
wtargn i pali Butrymw... To niezwyczajny poar!
Huk rusznic dochodzcy od czasu do czasu z oddali potwierdza te przypuszczenia.
 Pjdmy na pomoc!  woali mielsi  nie dajmy braciom gin...
A gdy tak mwili starsi, ju modsi, ktrzy dla omotw zimowych nie poszli do Rosie, siadali
na ko. W Krakinowie i w Upicie poczto bi w dzwony po kocioach.
W Wodoktach ciche pukanie do drzwi zbudzio pann Aleksandr.
 Oleko! wstawaj!  woaa panna Franciszka Kulwiecwna.
 Niech ciotuchna wejdzie!  Co tam si dzieje?
 Womontowicze si pal!
 W imi Ojca i Syna, i Ducha witego!
 Strzay a tu sycha, tam bitwa! Boe, zmiuj si nad nami!
Oleka krzykna strasznie, po czym wyskoczya z ka i pocza spiesznie szaty narzuca.
Ciao jej dygotao jak we febrze. Ona jedna domylia si od razu, co to za nieprzyjaciel napad
nieszczsnych Butrymw.
Po chwili wpady rozbudzone niewiasty z caego domu z paczem i szlochaniem. Oleka rzucia
si na kolana przed obrazem, one poszy za jej przykadem i wszystkie poczy odmawia gono
litani za konajcych.
Byy zaledwie w poowie, gdy gwatowne koata- nie wstrzsno drzwiami od sieni. Niewiasty
zerway si na rwne nogi, okrzyk trwogi wyrwa si im z piersi:
 Nie otwiera! nie otwiera!
Koatanie ozwao si z podwjn si, rzekby: drzwi wyskocz z zawias. Tymczasem midzy
zgromadzone niewiasty wpad pacholik Kostek.
 Panieka!  woa  jaki czek stuka; otwiera czy nie?
 Samli jest?
 Sam.
 Id, otwrz!
Pachoek skoczy, ona za chwyciwszy wiec przesza do izby jadalnej, za ni panna Franciszka
i wszystkie przdki.
Zaledwie zdoaa postawi wiec na stole, gdy w sieni da si sysze szczk elaznej zawory,
skrzypienie otwieranych drzwi i przed oczyma niewiast ukaza si pan Kmicic, straszny, czarny od
dymu, krwawy, zadyszany i z obkaniem w oczach.
 Ko mi pod lasem pad!  krzykn  cigaj mnie!...
Panna Aleksandra utkwia we oczy:  Wa spalie Womontowicze?
 Ja!... Ja!...
Chcia co dalej mwi, gdy wtem od strony drogi i lasu doszed odgos okrzykw i ttent koni,
ktry zblia si z nadzwyczajn szybkoci.
 Diabli po m dusz!... dobrze!  krzykn jakby w gorczce Kmicic.
Panna Aleksandra w teje chwili zwrcia si do przdek:
 Jeli bd pyta, powiedzie, e nie masz tu nikogo, a teraz do czeladnej i ze wiatem tu
przyj!... Po czym do Kmicica:
 Wa tam!  rzeka ukazujc na przyleg izb. I prawie przemoc wepchnwszy go przez
otwarte drzwi, zamkna je natychmiast.
Tymczasem zbrojni ludzie zapenili podwrzec i w mgnieniu oka Butrymi, Gociewicze, Domaszewicze
i inni wpadli do domu. Ujrzawszy pann wstrzymali si w izbie jadalnej  ona za stojc
ze wiec w rku zamykaa sob drog do dalszych drzwi.
 Ludzie! co si dzieje? czego tu chcecie?  pytaa nie mruc oczu przed gronymi spojrzeniami
i zowrogim blaskiem goych szabel.
 Kmicic spali Womontowicze!  krzykna chrem szlachta.  Pomordowa mw, niewiasty,
dzieci! Kmicic to uczyni!...
 My ludzi jego wybili!  rozleg si gos Butryma Jzwy  a teraz jego gowy chcemy!...
 Jego gowy! krwi! Rozsieka zbjc!
 Gocie go!  zawoaa panna.  Czeg tu stoicie? gocie!
 Zali nie tu si schroni? My konia pod lasem znaleli...
 Nie tu! Dom by zawarty! Szukajcie w stajniach i oborach.
 W las uszed!  zawoa jaki szlachcic.  Heje, panowie bracia!
 Milcze!  hukn potnym gosem Jzwa Butry m. Po czym zbliy si do panny.
 Panno!  rzek.  Nie ukrywaj go!... To czek przeklty!
Oleka podniosa obie rce nad gow.  Przeklinam go wraz z wami!...
 Amen!  krzykna szlachta.  Do zabudowa i w las! Odnajdziem go! Haje na zbja!
 Haje! Haje!
Szczk szabel i stpanie rozlego si na nowo. Szlachta wypada przed ganek i siadaa co prdzej
na ko. Cz jej szukaa jeszcze czas jaki w zabudowaniach, w stajniach, oborach, w odrynie 
potem gosy poczy si oddala w stron lasu.
Panna Aleksandra nasuchiwaa, dopki zupenie nie zniky, po czym zapukaa gorczkowo do
drzwi komnaty, w ktrej ukrya pana Andrzeja.
 Nie ma ju nikogo! wychod wa!
Pan Kmicic wytoczy si z izby jak pijany.
 Oleka!...  zacz.
Ona wstrzsna rozpuszczonymi wosami, ktre pokryway niby paszczem jej plecy.
 Nie chc ci widzie, zna! Bierz konia i uchod std!...
 Oleka!  jkn Kmicic wycigajc rce.
 Krew na wapana rku jako na Kainowym! krzykna odskakujc jakby na widok wa. 
Precz, na wieki!...
ROZDZIA VI
Dzie wsta blady i owieci kup gruzw w Womontowiczach, zgliszcza domw, zabudowa
gospodarskich, popalone lub pocite mieczami trupy ludzkie i koskie. W popioach, wrd dogasajcych
wgli, gromadki wybladych ludzi szukay cia nieboszczykw lub ostatkw mienia. By
to dzie aoci i klski dla caej Laudy. Rojna szlachta odniosa wprawdzie zwycistwo nad oddziaem
Kmicica, ale cikie i krwawe. Prcz Butrymw, ktrych pado najwicej, nie byo zacianka,
w ktrym by wdowy nie opakiway mw, rodzice synw lub dzieci ojcw. Tym trudniej
przyszo laudaskim pokona napastnikw, e co najtsi mowie byli nieobecni, jeno starcy
lub modziecy w zaraniu modoci brali udzia w walce. Jednake z Kmicicowych ludzi nie ocala
aden. Jedni dali garda w Womontowiczach, bronic si tak zaciekle, i ranni jeszcze walczyli,
innych wyowiono nastpnego dnia po lasach i wybito bez litoci. Sam Kmicic jak w wod wpad.
Gubiono si w przypuszczeniach, co si z nim stao? Niektrzy twierdzili, e si zasiek w Lubiczu,
ale zaraz okazao si to nieprawd; wic przypuszczano, e si dosta do puszczy Zielonki, a stamtd
do Rogowskiej, gdzie chyba jedni Domaszewicze mogli go wyledzi. Wielu twierdzio te, e
do Chowaskiego zbiegnie i nieprzyjaci naprowadzi, ale byy to co najmniej obawy przedwczesne.
Tymczasem niedobitki Butrymw pocigny do Wodoktw i stany tam jakby obozem. Dom
peen by niewiast i dzieci. Co si nie zmiecio, poszo do Mitrunw, ktre panna Aleksandra cae
pogorzelcom oddaa. Prcz tego okoo stu zbrojnych ludzi, ktrzy si zmieniali kolejno, stano w
Wodoktach dla obrony; spodziewano si bowiem, e pan Kmicic nie da za wygran i lada dzie o
pann zbrojno moe si pokusi. Przysay i znaczniejsze w okolicy domy, jako Schyllingowie,
Soohuby i inni, kozaczkw nadwornych i hajdukw. Wodokty wyglday jakby miasto spodziewajce
si oblenia. A za midzy zbrojnymi ludmi, midzy szlacht, midzy gromadami niewiast
chodzia aobna panna Aleksandra, blada, bolesna, suchajc ludzkiego paczu i ludzkich
przeklestw na pana Kmicica, ktre jakby mieczami przeszyway jej serce, bo przecie ona byka
poredni przyczyn wszelkich nieszcz. Dla niej to przyby w te okolice w m szalony, ktry
zburzy ich spokj i krwaw pami po sobie zostawi, prawa podepta, ludzi pobi, wsie jak bisurmanin
nawiedzi ogniem i mieczem. A dziw byo, e jeden czowiek mg tyle zego w tak krtkim
przecigu czasu uczyni, i to czowiek ani zy zupenie, ani zupenie zepsuty. Jeli kto, to panna
Aleksandra, ktra najbliej go poznaa, wiedziaa o tym najlepiej. Bya caa przepa midzy
samym panem Kmicicem a jego uczynkami. Ale wanie dlatego, jaki bl sprawiaa pannie Aleksandrze
myl, e ten czowiek, ktrego pokochaa caym pierwszym impetem modego serca, mg
by inny; e mia w sobie takie przymioty, ktre mogy go uczyni wzorem rycerza, kawalera, ssiada;
e mg zyska zamiast wzgardy  podziw i mio ludzk, zamiast przeklestw  bogosawiestwa.
Wic chwilami zdawao si pannie, e to jakie nieszczcie, jaka sia wielka a nieczysta popchna
go do tych wszystkich gwatw, ktre speni, a wwczas chwyta j al prawdziwie niezmierzony
nad tym nieszcznikiem i niewygasa mio nurtowaa na nowo w sercu, podsycana
wieym wspomnieniem jego postaci rycerskiej, sw, zakl, kochania.
Tymczasem sto protestw oblatowano przeciw niemu w grodzie, sto procesw mu grozio, a pan
starosta Hlebowicz wysa pachokw do chwytania przestpcy.
Prawo musiao go potpi.
Jednake od wyrokw do ich wykonania byo jeszcze daleko, bo bezad wzrasta coraz bardziej
w Rzeczypospolitej. Wojna straszliwa zawisa nad krajem i zbliaa si krwawymi krokami ku
mudzi. Potny Radziwi biraski, ktry sam jeden mg prawo zbrojn rk poprze, zbyt by
sprawami publicznymi zajty, a jeszcze bardziej pogrony w wielkich zamysach tyczcych domu
wasnego, ktry chcia wynie nad wszystkie inne w kraju, choby kosztem dobra publicznego.
Inni te magnaci wicej o sobie ni o Rzeczypospolitej myleli. Pkay ju bowiem od czasw
wojny kozackiej wszystkie spojenia w potnej budowie tej Rzeczypospolitej.
Kraj ludny, bogaty, peen dzielnego rycerstwa stawa si upem postronnych, a natomiast samowola
i swawola podnosiy coraz bardziej gow i mogy urga prawu  byle si czuy za sob.
Ucinieni przeciw uciskajcym najlepsz i niemal jedyn we wasnych szablach mogli znale
obron; wic te i Lauda caa, protestujc si przeciw Kmicicowi w grodach, dugo jeszcze nie
zsiadaa z konia, gotowa przemoc przemoc odeprze.
Ale upyn miesic, a o Kmicicu nie byo wieci. Ludzie jli lej oddycha. Moniejsza
szlachta odwoaa zbrojn czelad, ktr na stra do Wodoktw bya wysaa. Drobniejszej braci
tskno byo do robt i wczasw po zaciankach, wic take poczli si z wolna rozjeda. A gdy
wojenne humory uspokajay si w miar, jak czas pyn, coraz wiksza przychodzia owej ubogiej
szlachcie ochota prawem nieobecnego nka i w trybunaach swoich krzywd dochodzi. Bo cho
samego Kmicica nie mogy wyroki dosign, pozosta przecie Lubicz, wielka i pikna majtno,
gotowa za poniesione szkody nagroda i zapata. Ochot do procesw podtrzymywaa przy tym w
laudaskiej braci bardzo gorliwie panna Aleksandra. Dwakro zjedali si do niej na narady starsi
laudascy, a ona w owych naradach nie tylko braa udzia, ale przewodniczya im, zadziwiajc
wszystkich zgoa nie niewiecim umysem i sdem tak trafnym, i mg jej go niejeden palestrant
pozazdroci. Chcieli tedy starsi laudascy Lubicz zbrojno zaj i Butrymom go odda, ale panienka
odradzia stanowczo.
 Nie pacie gwatem za gwat  mwia  bo i wasza sprawa za bdzie; niechaj caa niewinno
stanie po waszej stronie. On, czowiek mony i skoligacony, znajdzie i w trybunaach poplecznikw,
a gdy najmniejszy pozr dacie, moecie now krzywd ponie. Nieche wasza racja
bdzie tak jasna, aby kady sd, choby z braci jego zoony, nie mg inaczej, jeno na wasz stron
przysdzi. Mwcie Butrymom, by ani statkw, ani byda nie brali i cakiem Lubicz w spokoju
zostawili. Co im potrzeba, to im z Mitrunw dam, gdzie wicej jest wszelkiego dobra, .i kiedykolwiek
byo w Womontowiczach. A jeliby pan Kmicic na powrt si tu zjawi, nieche i jego
zostawi w spokoju, pki wyrokw nie bdzie, ani niech na jego zdrowie nie godz. Pomnijcie, e
pty tylko, pki on yw, macie na kim krzywd waszych poszukiwa.
Tak mwia mdra panna ze statecznym umysem, a oni sawili jej mdro nie zwaajc, e
odwoka moe wyj take i na korzy pana Andrzeja, a przynajmniej, e mu ycie zabezpiecza.
Moe te i chciaa Oleka to ycie niefortunne przed nag przygod zabezpieczy? Ale szlachta
usuchaa jej, bo przywyka z dawnych, przedawnych czasw wszystko; co wychodzi z ust billewiczowskich,
za ewangeli uwaa; i Lubicz pozosta nietknity  i pan Andrzej, gdyby si by zjawi,
mgby by do czasu spokojnie w Lubiczu osi.
Lecz on si nie zjawi. Natomiast w ptora miesica pniej przyszed do panienki posaniec z
listem, jaki obcy czowiek, nikomu nie znany. List by od Kmicica, pisany w nastpujce sowa:
Sercem ukochana, najdrosza, nieodaowana Oleko! Wszelkiemu to jest przyrodzone stworzeniu,
a zwaszcza czowiekowi, choby i najlichszemu, e za krzywdy swoje mci si musi, a
kto by mu co zego uczyni, tedy on mu tym samym rad paci. A e ja wyciem t hard szlacht,
to Bg widzi, i nie stao si to z adnego okruciestwa, ale dlatego, e towarzyszw moich 
wbrew prawom boskim i ludzkim  bez uwagi na ich modo i wysokie urodzenie, tak nielitociw
mierci pomordowali, jaka by ich nigdzie, nawet u Kozakw lub Tatarw, spotka nie moga. Nie
bd te zaprzecza, e i gniew mnie pracvie nadludzki opanowa, ale kt bdzie si dziwi gniewowi,
ktry w krwi przyjacielskiej rozlanej pocztek bierze? Duchy to p. Kokosiskiego, Ranichiego,
Uhlika, Rekucia, Kulwieca i Zenda, w kwiecie wieku i sawy niewinnie posieczonych,
uzbroiy rami moje wtedy wanie, gdym  wiadcz si Bogiem! o zgodzie jeno i przyjani ze
wszystk szlacht laudask zamyla, chcc ywot mj cale odmieni, wedle sodkich rad twoich.
Suchajc skarg przeciw mnie nie odrzucaj i mojej obrony i osd sprawiedliwie. al mnie teraz
tych ludzi w zacianku, bo moe i niewinnym si dostao, ale onierz, mszczc si krwi bratniej,
niewinnych od winnych odrni nie umie i nikogo nie respektuje. Bogdajby si to nie stao, co mi
w twoich oczach zaszkodzi mogo. Za cudze grzechy i winy, za gniew sprawiedliwy najcisza
dla mnie pokuta, bo straciwszy ciebie, w desperacji sypiam i w desperacji si budz, nie mogc
ciebie ani kochania zapomnie. Nieche mnie, nieszczsnego, trybunay osdz, niech sejmy wyroki
potwierdz, niech wo mnie do trby, do infamii, niech ziemia rozstpi si mi pod nogami 
wszystko znios, wszystko przecierpi, jeno ty, na Boga! nie wyrzucaj mnie z serca. Uczyni
wszystko, co zechc, oddam Lubicz, oddam po ewakuacji nieprzyjacielskiej i majtnoci orszaskie;
mam ruble zdobyczne w lasach zakopane, i te niech bior, byle mi rzeka, e mi wiary dotrzymasz,
jako ci dziad nieboszczyk z tamtego wiata nakazuje. Ocalia mi ycie, ocale i dusz
moj, daj krzywdy nagrodzi, pozwl ywot na lepsze odmieni, bo ju to widz, e gdy ty mnie
opucisz, to mnie Pan Bg opuci i desperacja popchnie mnie do gorszych jeszcze uczynkw...
Ile tam gosw litosnych podnioso si w duszy Oleki na obron pana Andrzeja, kt zgadnie,
kt wypisa potrafi! Mio jako nasionko lene z wiatrem szybko leci, ale gdy drzewem w sercu
wyronie, to chyba razem z sercem wyrwa j mona. Billewiczwna bya z tych, co sercem
uczciwym mocno kochaj, wic zami oblaa ten list Kmicicw. Ale nie moga przecie za pierwszym
sowem o wszystkim zapomnie, wszystko przebaczy. Skrucha Kmicica bya zapewne
szczer, ale dusza pozostaa dzik i natura niepohamowana pewno nie zmienia si tak przez owe
wypadki, aby o przyszoci mona byo myle bez trwogi. Nie sw, ale uczynkw trzeba byo na
przyszo ze strony pana Andrzeja. Zreszt, jake to moga powiedzie czowiekowi, ktry
okrwawi ca okolic, ktrego imienia nikt po obu brzegach Laudy nie wymawia bez przeklestwa:
Przybywaj, za trupy, poog, krew i zy ludzkie oddaj ci sw mio i swoj rk.
Wic odpisaa mu inaczej:
Jakom wapanu rzeka, e nie chc ci zna i widzie, tak wytrwam w tym, choby mi si serce
miao rozedrze. Krzywd takich, jakie tu wapan ludziom wyrzdzie, nie paci si ni majtnoci,
ni pienidzmi, bo umarych wskrzesi nie mona. Nie majtno te wapan utracie, ale saw.
Nieche ci ta szlachta, ktr popali i pomordowa, przebaczy, to ci i ja przebacz; niech ona ci
przyjmie, to i ja przyjm; niech ona pierwsza za tob si wstawi, tedy jej ordownictwa wysucham.
A jako si to nigdy sta nie moe, tak i wapan szukaj gdzie indziej szczcia, najpierw za
boskiego, nie ludzkiego, przebaczenia, bo ci boskie potrzebniejsze...
Panna Aleksandra polaa zami kade sowo listu, potem przypiecztowaa go billewiczowskim
sygnetem i sama wyniosa go posacowi.
 Skd jeste?  pytaa obrzucajc wzrokiem t dziwaczn posta p-chopa, p-sugi.
 Z lasu, panoczka.  A gdzie twj pan?
 Tego mnie nie wolno powiedzie... Ale on std daleko; ja pi dni jecha i szkap zmordowa.
 Masz talara!  rzeka Oleka.  A twj pan nie w chorobie?
 Zdrowy on junak jak tur.
 A nie w godzie? nie w ubstwie?
 On bogaty pan.
 Id z Bogiem.
 Kaniam do ng.
 Powiedz panu... czekaj... powiedz panu... niech go Bg wspomaga...
Chop odszed  i znowu zaczy pyn dnie, tygodnie bez wieci o Kmicicu; przychodziy za
to publiczne, jedna od drugiej nieszczliwsze, Wojska Chowaskiego coraz szerzej zaleway
Rzeczpospolit. Nie liczc ziem ukrainnych, w samym Wielkim Ksistwie wojewdztwa: poockie,
smoleskie, witebskie, mcisawskie, miskie i nowogrodzkie, byy zajte; jeno cz wileskiego,
brzesko-litewskie, trockie i starostwo mudzkie oddychay jeszcze woln piersi, ale i te z dnia na
dzie spodzieway si go ci.
Na ostatni, wida, szczebel niemocy zesza Rzeczpospolita, gdy nie moga da oporu tym wanie
siom, ktre lekcewaono a dotd i z ktrymi zawsze rozprawiano si zwycisko. Prawda, e
siy te wspomaga nieugaszony i odradzajcy si cigle bunt Chmielnickiego, prawdziwa hydra
stugowa; pomimo jednak buntu, pomimo wyczerpania si w poprzednich wojnach, i statyci, i
wojownicy urczali, e samo tylko Wielkie Ksistwo mogo i byo w stanie nie tylko napr odeprze,
ale jeszcze chorgwie swe zwycisko poza wasne granice przenie. Na nieszczcie, niezgoda
wewntrzna stawaa owej monoci na przeszkodzie, paraliujc usiowania tych nawet
obywateli, ktrzy ycie i .mienie w ofierze nie byli gotowi.
Tymczasem w ziemiach jeszcze nie zajtych chroniy si tysice zbiegw, tak ze szlachty, jak
ludu prostego. Miasta, miasteczka i wsie na mudzi pene byy ludzi przywiedzionych klskami
wojny do ndzy i rozpaczy. Miejscowa ludno nie moga ani pomieci wszystkich, ani da im
dostatecznego poywienia  wic nieraz marli z godu, mianowicie ludzie niskiego stanu; nieraz
przemoc brali to, czego im odmawiano, std zamieszki, bitwy i rozboje staway si coraz czstsze.
Zima bya nadzwyczajna w swej surowoci. Przyszed wreszcie kwiecie, a niegi leay grubo
nie tylko w lasach, ale i na polach. Gdy zeszoroczne zapasy wyczerpay si, a nowych jeszcze nie
byo, pocz grasowa gd, brat wojny, i rozpociera swe panowanie coraz szerzej. Wyjechawszy
z domu nietrudno byo spotka trupy ludzkie lece po polach, przy drogach, skostniae, ogryzione
przez wilki, ktre, rozmnoywszy si nadzwyczajnie, caymi stadami podchodziy pod wsie i zacianki.
Wycie ich mieszao si z woaniem ludzkim o lito; po lasach bowiem, po polach i tu
koo wsi licznych poyskiway nocami ogniska, przy ktrych ndzarze rozgrzewali przemarze
czonki, a gdy kto przejeda, tedy biegli za nim proszc o grosz, o chleb, o miosierdzie, jczc,
przeklinajc i groc zarazem. Strach zabobonny zdj umysy ludzkie. Wielu mwio, e te wojny
tak niepomylne i te nieszczcia dotd niebywae do imienia krlewskiego s przywizane. Tumaczono
chtnie, e litery: J. . ., wybite na pienikach, znacz nie tylko Joannes Casimirus
Rex, ale i Initium Calam.itatis Regni. A jeli w prowincjach jeszcze przez wojn nie zajtych powstawa
taki przestrach i bezad, atwo si domyli, co dziao si w tych, ktre ju deptaa ognista
stopa wojny. Caa Rzeczpospolita bya rozprzona, targana przez partie, chora i w gorczce, jak
czowiek przed mierci. Przepowiadano take nowe wojny zewntrzne i domowe. Jako powodw
nie brako. Rne potne w Rzeczypospolite j domy, ogarnite wichrem niezgody, poglday na
si jakby nieprzyjacielskie pastwa, a za nimi cae ziemie i powiaty tworzyy przeciwne obozy. Tak
wanie byo na Litwie, gdzie wa sroga midzy Januszem Radziwiem, hetmanem wielkim, a
Gosiewskim, hetmanem polnym, a zarazem podskarbim Wielkiego Ksistwa Litewskiego, prawie
w otwart zmienia si wojn. Po stronie podskarbiego stanli moni Sapiehowie, ktrym od dawna
bya sol w oku potga radziwiowskiego domu. Tych stronnicy cikim' zaiste wielkiego hetmana
obarczali zarzutami: i pragnc tylko sawy dla siebie, wojsko pod Szkowem wytraci i kraj na up
wyda; e wicej ni szczcia Rzeczypospolitej poda dla swego domu prawa zasiadania w sejmach
cesarstwa niemieckiego; e nawet o udzielnej koronie zamyla, e katolikw przeladowa.:.
I przychodzio nieraz ju do bitew midzy partyzantami stron obu, niby bez wiedzy patronw,
patronowie za sali na si skargi do Warszawy, wa ich odbijaa si i na sejmach  na miejscu za
rozprzgaa swawol i zapewniaa bezkarno, bo taki Kmicic pewny mg by opieki jednego z
tych potentatw, skoro by po jego stronie przeciw drugiemu stan.
A tymczasem nieprzyjaciel szed naprzd, gdzieniegdzie si tylko o zamki odbijajc, zreszt
swobodnie i bez oporu.
W takich okolicznociach wszyscy w laudaskiej stronie musieli y w czujnoci i pod broni,
zwaszcza e hetmanw nie byo w pobliu, obaj bowiem ucierali si z wojskami nieprzyjacielskimi,
niewiele wprawdzie wskra mogc, ale przynajmniej podjazdami je szarpic i przystp do
wolnych jeszcze wojewdztw tamujc. Osobno i Pawe Sapieha odpr dawa i saw zyskiwa. Janusz
Radziwi, wojownik wsawiony, ktrego imi samo a do szkowskiej przegranej grone byo
nieprzyjacielowi, odnis nawet kilka znaczniejszych korzyci. Gosiewski to bi si, to ukadami
prbowa napr wstrzymywa; obaj wodzo- wie cigali wojska z le zimowych i skd mogli, wiedzc,
e z wiosn wojna rozgorzeje na nowo. Ale wojsk byo mao, skarb pusty, a pospolite ruszenie
z wojewdztw ju zajtych ciga si nie mogo, bo je nieprzyjaciel hamowa. Trzeba byo o
tym przed szkowsk potrzeb pomyle  mwili gosiewszczycy  teraz za pno. I istotnie byo
za pno. Koronne wojska przyj z pomoc nie mogy, bo wszystkie byy na Ukrainie i w cikiej
pracy przeciw Chmielnickiemu, Szeremetowi i Buturlinowi.
Wieci tylko o walkach bohaterskich, dochodzce z Ukrainy, o miastach zdobytych, o pochodach
niebywaych krzepiy nieco upade serca i do obrony zachcay. Brzmiay te gon saw
imiona hetmanw koronnych, a obok nich imi pana Stefana Czarnieckiego coraz si czciej na
ustach ludzkich zjawiao, ale sawa za wojska ani za pomoc starczy nie moga, wic hetmani litewscy
ustpowali z wolna, nie przestajc kci si ze sob po drodze.
Wreszcie Radziwi stan na mudzi. Wraz z nim powrci chwilowy spokj w stronie laudaskiej.
Jeno kalwini, omieleni bliskoci swego naczelnika, podnosili po miastach gowy, krzywdy
czynic i na kocioy napadajc, ale za to przywdcy rozmaitych watah wolentarskich i partyj nie
wiadomo czyich, ktrzy pod barw Radziwia, Gosiewskiego lub Sapiehw kraj niszczyli, pokryli
si w lasy, rozpucili swych otrzykw  i ludzie spokojni lej odetchnli.
A poniewa od zwtpienia atwe jest przejcie do nadziei, wic z naga lepszy duch zapanowa
na Lau dzie. Panna Aleksandra siedziaa spokojnie w Wodoktach. Pan Woodyjowski, ktry wci
mieszka w Pacunelach, a teraz wanie z wolna do zdrowia powraca pocz, rozpuszcza wieci,
e krl na wiosn przyjdzie z zacinymi chorgwiami, po czym wnet caa wojna inny obrt wemie.
Pokrzepiona szlachta pocza wychodzi z pugami w pola. niegi te potajay i na brzezinie
ukazay si pierwsze pdy. Lauda rozlaa szeroko. Pogodniejsze niebo janiao nad okolic. Lepszy
duch wstpowa w ludzi.
Wtem zaszed wypadek, ktry znw zamci laudask cisz, rce oderwa od lemieszw i nie
pozwoli szablom pokry si rdz czerwon.
ROZDZIA VII
Pan Woodyjowski, sawny i stary onierz, cho czowiek mody, siedzia, jako si rzeko, w
Pacunelach u Pakosza Gasztowta, patriarchy pacunelskiego, ktren mia reputacj najbogatszego
szlachcica midzy wszystk drobn braci laudask. Jako trzy crki, ktre byy za Butrymami,
wyposay hojnie dobrym srebrem, dawszy kadej po talarw sto prcz inwentarzy i wyprawy tak
piknej, e i niejedna szlachcianka familiantka lepszej nie miaa. Inne trzy crki byy w domu pannami
i te pilnoway pana Woodyjowskiego, ktremu rka to przychodzia do zdrowia, to martwiaa
znowu, gdy zdarzyy si soty na wiecie. Wszyscy laudascy zajmowali si wielce t rk, bo j
widzieli przy robocie pod Szkowem i Sepielowem, i oglne byo mniemanie, e lepszej trudno
byo znale na caej Litwie. Otaczano te modego pukownika we wszystkich okolicach czci
nadzwyczajn. Gasztowtowie, Domaszewicze, Gociewicze i Stakjanowie, a za nimi inni dosyali
wiernie do Pacunelw ryby, grzyby i zwierzyn, i siano dla koni, i smo do kaamaszek, aby rycerzowi
i jego czeladzi na niczym nie zbywao. Ilekro czu si sabszym, jedzili na wycigi po cyrulika
do Poniewiea  sowem, wszyscy przesadzali si w usugach.
Panu Woodyjowskiemu tak te byo dobrze, e cho w Kiejdanach mg mie i wygody lepsze,
i medyka sawnego na zawoanie, przecie w Pacunelach siedzia, a stary Gasztowt rad go podejmowa
i prawie prochy przed nim zdmuchiwa, bo podnosio to nadzwyczajnie jego znaczenie w
caej Laudzie, i tak znamienitego ma gocia, ktren by i samemu Radziwiowi honoru mg
przymnoy.
Po pobiciu i wpdzeniu Kmicica posza rozmiowana w panu Woodyjowskim szlachta po rozum
do gowy i uczynia projekt oenienia go z pann Aleksandr. Co bdziem dla niej ma po
wiecie szuka!  mwili starzy na umylnej sesji, na ktrej on spraw roztrzsano.  Gdy tamten
zdrajca bezecnymi uczynkami tak si splami, i jeli jest yw, katu oddany by powinien, tedy i
panna musiaa go ju z serca wyrzuci, bo tak byo i w testamencie, w osobnej klauzuli przewidziane.
Nieche pan Woodyjowski si z ni eni. Jako opiekunowie, moem na to pozwoli, a tak i
ona zacnego kawalera, i my ssiada i wodza dostaniem.
Gdy zdanie to jednogonie zawotowane zostao, pojechali starsi naprzd do pana Woodyjowskiego,
ktren niewiele mylc na wszystko si zgodzi, a potem do panienki, ktra jeszcze mniej
mylc, stanowczo si sprzeciwia. Lubiczem  rzeka  jeden tylko nieboszczyk mia prawo rozrzdza
i majtno nie prdzej moe by panu Kmicicowi odjta, a sdy na utrat garda go ska,
a co si tyczy mego zampjcia, nawet o tym nie wspominajcie. Za duo mam w sobie boleci,
ebym o czym podobnym myle moga... Tamtego z serca wyrzuciam, a tego, choby by
najgodniejszy, nie przywocie, bo wcale do niego nie wyjd.
Nie byo co rzec na tak stanowcz odmow i szlachta wrcia do domw wielce zmartwiona:
mniej zmartwi si pan Woodyjowski, a najmniej mode Gasztowtwny: Terka, Maryka i Zonia.
Rose to byy dziewczta i rumiane, miay wosy jak len, oczy jak niezabudki, a plecy szerokie.
Pacunelki w ogle syny z piknoci; gdy szy kup do kocioa, rzekby: kwiaty na ce! A te
trzy byy midzy pacunelkami najpikniejsze; do tego stary Gasztowt i na edukacj nie aowa.
Organista z Mitrunw nauczy je sztuki czytania, pieni kocielnych, a najstarsz, Terk, i gry na
lutni. Majc dobre serca, tkliwie opiekoway si panem Woodyjowskim, jedna starajc si ubiec
drug w czujnoci i staraniach. O Maryce mwiono, e zakochana w modym rycerzu; wszelako
nie byo w tej gadaninie caej prawdy, gdy wszystkie trzy, nie ona jedna, byy na zabj zakochane.
On te lubi je bez miary, szczeglniej Maryk i i oni, bo Terka na zdradliwo msk zbytnio
miaa zwyczaj narzeka.
Nieraz, bywao, dugimi wieczorami zimowymi stary Gasztowt podpiwszy krupniczkiem spa
idzie, a one z panem Woodyjowskim sid wedle konina; nieufna Terka kdziel przdzie, sodka
Marysia darciem kwapiu si zabawia, a Zonia nici z wrzecion na motki nawija. Lecz gdy pan Wo-
odyjowski zacz.:ie opowiada o wojnach, ktre przeby, albo o dziwach, ktre widzia w rnych
magnackich dworach, to robota ustanie, dziewczta w niego jak w tcz patrz i coraz to ktra
wykrzyknie z podziwu: Ach! ja nie yj na wiecie! Kochaniecy wy moi!  a druga odpowie:
Caa noc oka nie zmru!
Pan Woodyjowski za, w miar jak do zdrowia przychodzi i szabl ju chwilami zupenie swobodnie
zacz wada, coraz by weselszy i coraz chtniej opowiada. Pewnego tedy wieczora zasiedli,
jako zwykle po wieczerzy, przed okapem, spod ktrego rane wiato padao na ca ciemn
izb, ale zrazu zaczli si przekomarza. Chciay dziewczta opowiadania, a pan Woodyjowski
prosi Terk, eby mu te co zapiewaa przy lutni.
 Sam waszmo zapiewaj!  odpowiedziaa odpychajc instrument, ktry jej pan Woodyjowski
podawa  ja mam robota. Bywajc po wiecie musiae si rnych pieni wyuczy.
 Pewnie, em si wyuczy. Ale ju dzi niech tak bdzie: ja zapiewam naprzd, a wapanna po
mnie. Robota nie przepadnie. eby tak biaogowa jaka pro
sia, pewnie by si nie przeciwia, a mczynie zawsze oporna.
 Bo warto.
 Zali i mn tak wapanna pogardzasz?  At, gdzie tam! piewaj ju wasza mo.
Pan Woodyjowski zabrzdka w lutni, nastroi pocieszn min i zaintonowa faszywym gosem:
Przyjechaem w takie miejsce,
Gdzie mnie adna panna niej-chce!...
 O, to niesprawiedliwie!  przerwaa Marysia zarumieniwszy si jak malina.
 To jest onierska piosenka  rzek pan Woo dyjowski  ktrmy piewali na hibernach,
chcc, eby si jaka dobra dusza nad nami ualia.
 Ja bym si pierwsza ualia.
 Dzikuj wapannie. Kiedy tak, to nie mam f co duej piewa i lutni w godniejsze rce oddaj.
Terka tym razem nie odepchna instrumentu, bo
j poruszya pie pana Woodyjowskiego, w ktrej istotnie byo wicej chytroci ni prawdy,
wic uderzya zaraz w struny i zoywszy buzi w ciupo pocza piewa:
Nie kod do lasu czypa bzu
Z nie wierz kopcu jako psu!
Bo kady kopiec ma w sobie jad,
Kiedy ci kocha, powiedz mu: at!
Pan Woodyjowski tak si rozweseli, e a si za boki uchwyci z radoci i zakrzykn:
 Wszyscy to chopcy zdrajcy? A wojskowi, moja dobrodziko?
Panna Terka silniej zesznurowaa buzi i odpiewaa z podwjn energi:
Jeszcze gorsze psy, jeszcze gorsze psy!
 Nie uwaaj, wasza mo, na Terk, ona zawsze taka!  rzeka Marysia.
 Jak nie mam uwaa  rzecze pan Woodyjowski  gdy caemu stanowi wojskowemu tak
szpetnie przymwia, e ze wstydu nie wiem, gdzie oczy podzia.
 Wasza mo chcesz, ebym piewaa, a potem sobie ze mnie dworujesz i wymiewasz  odpowiedziaa
nadsana Terka.
 Nie napadam ja na piewanie, jeno na sens dla wojskowych okrutny  odpar rycerz.  Co do
piewania, musz przyzna, em i w Warszawie tak wybornych gorgw nie sysza. Wapann tyl-
ko w pluderki przybra, a mogaby u witego Jana piewa, ktren koci jest katedralny i krlestwo
maj w nim swj ganeczek.
 A czemu by to j w pluderki trzeba ubiera? spytaa najmodsza, Zonia, zaciekawiona
wzmiank o Warszawie i o krlestwie.
 Bo tam w chrze biaogowy nie piewaj, jeno mczyni i mode chopcy: jedni grubymi
gosami, jak aden tur nie zaryczy; inni cienko, e i na skrzypcach cieniej nie mona. Syszaem ich
wielekro, gdymy z naszym wielkim i nieodaowanym wojewod ruskim na elekcj teraniejszego
pana naszego miociwego przyjechali. Cuda to prawdziwe, a dusza z czowieka ucieka! Sia
tam muzykantw: jest Forster, sawny subtelnymi gorgami, i Kapua, i Dan Batysta, i Elert,
przedni do lutni, i Marek, i Milczewski grzecznie komponujcy. Ci wszyscy, kiedy to razem w kociele
hukn, to jakoby chry serafiskie na jawie sysza.
 Ot, to i pewno! jako ywo!  rzeka skadajc rce Marysia.
 A krla wasza mo czsto widywa?  pytaa Zonia.
 Tak z nim gadaem jak z wapann. Po beresteckiej potrzebie za gow mi cisn. Mny to
pan i tak miociwy, e kto go raz ujrza, musi go pokocha.
 My go i nie widziawszy kochamy!... A koron zali zawsze ma. na gowie?
 Za by tam co dnia w koronie chadza! elaznej by na to trzeba gowy. Korona sobie w kociele
wypoczywa, od czego i powaga jej ronie, a krl jegomo kapelusz czarny nosi, brylantami
zdobiony, od ktrych wiato na cay zamek bije...
 Powiadaj, e zamek krlewski to nawet i od kiejdaskiego wspanialszy?
 Od kiejdaskiego? Fraszka przy nim kiejdaski! Srogi to budynek, cay murowany, e drzewa
i nie upatrzysz. Naokoo s dwa rzdy pokojw, jeden od drugiego zacniejszy. W nich to wapanny
ujrzycie rozmaite wojny i wiktorie, pdzlem na cianach wyobraone, jako to: sprawy Zygmunta
III i Wadysawa; napatrzy si temu nie mona, bo wszystko jakoby ywe; dziw, e si nie rusza i
e ci, co si bij, krzyku nie czyni. Ale ju tego nikt uda nie potrafi, choby najlepszy malarz.
Niektre za komnaty cae od zota; krzesa i awy bisiorem albo lam kryte, stoy z marmuru i alabastru,
a co sepetw, puzder, zegarw, w dzie i w nocy czas pokazujcych, tego by na woowej
skrze nie spisa. Dopiero krl z krlow po onych komnatach chodz i dostatkiem si ciesz; a
wieczorem maj teatrum kwoli wikszej jeszcze rozrywki...
 C to takiego teatrum?
 Jakeby to wapannom powiedzie... To jest takie miejsce, gdzie komedie graj i skoki woskie
misterne wyprawuj. Komnata to tak wielka, jak niejeden koci, caa w zacne. kolumny. Po
jednej stronie siedz ci, co chc si dziwowa, a po drugiej stronie kunszty s ustawione. Te podnosz
si i schodz na d; inne rubami w rozmaite obracaj si strony; raz okazuj ciemno z
chmurami, znw przyjemn wiato; na wierzchu niebo ze socem albo z gwiazdami, spodem
ujrzysz czasem pieko okropne...
 O Jezu!  zawoay pacunelki.
 ...z diabami. Czasem morze niezmierne, na nim okrty i syreny. Jedne persony spuszczaj si
z nieba, inne wychodz z ziemi.
 Jeno bym pieka widzie nie chciaa!  zakrzykna Zonia  i dziwno mi to, e ludzie na tak
okropny widok nie pouciekaj.
 Nie tylko nie uciekaj, ale jeszcze przyklepuj od uciechy  odrzek pan Woodyjowski  bo to
wszystko udane, nie prawdziwe, i przeegnawszy, nie znika. Nie masz w tym sprawy zego ducha,
jeno ludzka przemylno. Nawet i biskupi tam z krlestwem przychodz, i rozmaici dygnitarze,
ktrzy potem razem z krlem przed spaniem do uczty siadaj.  A z rana i w dzie co czyni?
 To zaley od humorw. Rano wstawszy, ani zaywaj. Jest tam taka komnata, w ktrej nie
masz podogi, jeno cynowy d jako srebro byszczcy, a w tym dole woda.
 Woda w komnacie... syszaycie?
 Tak jest... i przybywa jej albo ubywa, wedle woli; moe te by ciepa albo zgoa zimna, bo
tam s rury z kuraskami, tak i owak niosce. Pokrcisz wapanna kuraskiem, a tu si leje, e i
pywa mona w komnacie jako w jeziorze... aden krl nie ma takiego zamku jak nasz pan miociwy,
to wiadoma rzecz, i posowie zagraniczni to samo powiadaj; aden te nad tak zacnym
narodem nie panuje, bo cho s rne grzeczne nacje na wiecie, przecie Bg nasz szczeglnie w
miosierdziu swoim przyozdobi.
 Szczliwy nasz krl!  westchna Terka.
 Pewnie, e byby on szczliwy, gdyby nie sprawy publiczne, gdyby nie, wojny niefortunne,
ktre Rzeczpospolit gnbi za grzechy i niezgod nasz. Wszystko to na barkach krlewskich, i
wymwki mu jeszcze za nasze winy na sejmach czyni. A co on winien, e go sucha nie chc?...
Cikie czasy nadeszy na ojczyzn i tak cikie, jakich jeszcze nie bywao. Najlichszy nieprzyjaciel
ju nas lekceway, nas, ktrzymy z cesarzem tureckim szczliwie do niedawna wojowali.
Tak to Bg pych karze. Chwaa
Mu, e mi ju rka chodzi dobrze w zawiasiech... bo czas, wielki czas, za mi ojczyzn si
upomnie i w pole ruszy. Grzech w takich terminach prnowa.
 Jeno wapan o wyjedzie nie wspominaj.
 Trudno ma by inaczej. Dobrze mi tu midzy wapannami, ale im mi lepiej, tym mi gorzej.
Niech tam mdrzy na sejmach racje daj, a onierzowi tskno w pole. Pki ycia, pty suby. Po
mierci Bg, ktry w serca patrzy, najlepiej takich nagrodzi, co nie dla promocji, ale z afektu dla
ojczyzny su... a podobno coraz mniej takich i dlatego przysza na nas czarna godzina.
Oczy Marysi poczy wilgotnie, a w kocu zami wezbray, ktre wypyny na rumiane jagody.
 Wapan pjdziesz i zapomnisz, a my tu ju chyba poschniemy. Kt nas tu bdzie broni od
napastnikw?
 Pojad, ale wdziczno zachowam. Rzadko tak uczciwych ludzi jak w Pacunelach!... Wapanny
zawsze si tego Kmicica boicie?
 Pewnie, e si boimy. Dzieci nim tu matki strasz jak wilkoakiem.
 Nie wrci on ju, a choby i wrci, nie bdzie mia ze sob tych swawolnikw, ktrzy, miarkujc
z tego, co ludzie mwi, gorsi byli od niego. Szkoda to nawet jest, e tak dobry onierz tak
si splami i saw, i majtno utraci.
 I pann.
 I pann. Sia o niej dobrego powiadaj.
 Po caych dniach ona, nieboga, teraz jeno pacze i pacze...
 Hm!  rzek pan Woodyjowski  przecie nie po Kmicicu pacze?
 Kto to wie!  rzeka Marysia.
 To tym gorzej dla niej, bo on ju nie wrci; pan hetman odesa cz laudaskich do domu, to
i siy teraz s. Bez sdu bymy go zaraz rozsiekali. Musi on o tym wiedzie, e laudascy wrcili, i
ani nosa nie pokae.
 Maj podobno nasi znowu ruszy  rzeka Terka  bo jeno na krtko dostali do domu pozwolenie.
 E!  rzecze pan Woodyjowski  hetman rozpuci ich, bo pienidzy w skarbie nie masz. Desperacja
prawdziwa! Gdy ludzie najpotrzebniejsi, to trzeba ich odsya... Ale ju dobranoc wapannom,
czas spa. A niech si tam ktrej pan Kmicic z mieczem ognistym nie przyni...
To rzekszy pan Woodyjowski wsta z awy i zabiera si do odejcia, ale zaledwie uczyni krok
ku alkierzowi, kiedy nagle uczyni si haas w sieni i gos jaki pocz krzycze za drzwiami przeraliwie:
 Hej tam! na miosierdzie boskie! otwrzcie prdzej, prdzej!...
Dziewczta przeraziy si okropnie; pan Woodyjowski skoczy po szabl do alkierza, ale nie
zdoa jeszcze z ni wrci, gdy Terka odsuna i do izby wpad nieznany czek, ktry rzuci si do
ng rycerza.
 Ratunku, janie pukowniku!... panna porwana!...
 Jaka panna?
 W Wodoktach...
 Kmicic!  wykrzykn pan Woodyjowski.
 Kmicic!  zawoay dziewczta.
 Kmicic!  powtrzy posaniec.
 Kto ty jest?  pyta pan Woodyjowski.
 Wdarz z Wodoktw.
 My jego znamy!  rzeka Terka  on driakiew dla waszej moci wozi.
Wtem zza pieca wylaz rozespany stary Gasztowt, a we drzwiach ukazao si dwch czeladnikw
pana Woodyjowskiego, ktrych haas zwabi do izby.
 Konie sioda!  krzykn pan Woodyjowski.  Jeden niech do Butrymw rusza, drugi konia
mnie podaje!
 U Butrymw ja ju by  rzek wdarz  bo tam najbliej. Oni mnie do waszej mioci przysali.
 Kiedy panna porwana?  pyta Woodyjowski. - Dopiero co... Tam jeszcze czelad rn... ja
konia dopad.
Stary Gasztowt przetar oczy.
 Co? panna porwana?
 Tak jest... Kmicic j porwa!  rzek pan Woodyjowski
 Jedziem z pomoc!
To rzekszy zwrci si do posaca:
 Ruszaj do Domaszewiczw  rzek  niech z rusznicami przybywaj!
 Nue i wy, kozy!  krzykn nagle stary na crki.-Nue, kozy! rusza na wie, budzi szlacht,
niech si szabel imaj! Pann porwa Kmicic... co?... Boe odpu! zbj, warcho... co?
 Pjdmy i my budzi  rzek Woodyjowski  bdzie prdzej. Chod wasze! Konie, sysz, ju
s.
Jako po chwili siedli na ko, z nimi dwch czeladnikw: Ogarek i Syru. Wszyscy pucili si
drog midzy chatami zacianku, bijc we drzwi, w okna i krzyczc wniebogosy:
 Do szabel! do szabel! Panna w Wodoktach porwana! Kmicic w okolicy!...
Syszc te woania jaki taki wypada z chaty patrze, co si dzieje, a zrozumiawszy, o co rzecz
idzie, poczyna sam wrzeszcze: Kmicic w okolicy! Panna porwana!  i tak wrzeszczc rusza na
eb na szyj ku zabudowaniom konia kulbaczy albo do chaty szabliska po cianie w ciemnoci
maca. Coraz wicej gosw powtarzao: Kmicic w okolicy!  ruch czyni si w zacianku, wiata
poczy byska, rozleg si pacz kobiet, szczekanie psw. Na koniec, szlachta wysypaa si na
drog, po czci konno, a w czci pieszo. Nad gromad gw ludzkich poyskiway w cieniu szable,
piki, rohatyny, a nawet i widy elazne.
Pan Woodyjowski rzuci okiem na oddzia, wnet rozesa kilkunastu w rne strony, a sam z
reszt ruszy naprzd.
Jezdni szli na czele, piesi za nimi, 1 cignli ku Womontowiczom, by si z Butrymami poczy.
Godzina bya dziesita z wieczora, noc jasna, lubo ksiyc jeszcze nie zeszed. Ci ze szlachty,
ktrych wieo z wojny hetman wielki odesa, zaraz zwarli si w szeregi; inni, mianowicie piesi,
szli mniej sprawnie, czynic brzk broni, gawdzc i ziewajc gono, a chwilami klnc wraego
Kmicica, ktry ich sodkiego wczasu pozbawi; tak doszli a pod Wornontowicze, przed ktrymi
wysun si ku nim zbrojny oddzia.
 Stj! kto jedzie?  poczy woa gosy z owego oddziau.
 Gasztowtowie!
 My Butrymi, Domaszewicze ju s.
 Kto u was dowodzi?  pyta pan Woodyjowski.
 Jzwa Beznogi, do usug pana pukownika.
 Macie wieci?
 Do Lubicza j porwa. Przeszli bagnami, by przez Womontowicze nie przechodzi.
 Do Lubicza?  pyta ze zdziwieniem pan Woodyjowski.  C on si tam myli broni? Przecie
Lubicz nie forteca?
 W si, wida, ufa. Ludzi przy nim ze dwiecie! Pewnie te dostatki chce z Lubicza zabra;
wozy maj ze sob i koni lunych kup. Musia nie wiedzie o powrocie naszym z wojska, bo
miao sobie poczyna.
 Dobra nasza!  rzek pan Woodyjowski.  To nam si nie wymknie. Strzelby ile u was?
 U nas, Butrymw, sztuk ze trzydzieci, u Domaszewiczw dwa razy tyle.
 Dobrze. Niech pidziesit ludzi ze strzelbami ruszy pod waszeci broni przepraw na bagnach
ywo! Reszta pjdzie ze mn. O siekierach pamita!
 Wedle rozkazu!
Uczyni si ruch; may oddzia ruszy truchtem ku bagnom pod Jzw Beznogim.
Tymczasem nadjechao kilkunastu Butrymw rozesanych poprzednio do innej szlachty.
 Gociewiczw nie wida?  pyta pan Woodyjowski.
 A! to wasza mo pan pukownik!... Chwaa Bogu!  zawoali nowo przybyli. -- Gociewicze
id ju... sycha ich. przez las. Wasza mo wie, e do Lubicza j porwa?
 Wiem. Niedaleko z ni zajedzie.
Rzeczywicie Kmicic nie obliczy jednego niebezpieczestwa swej zuchwaej wyprawy; oto nie
wiedzia, e znaczne siy szlachty przybyy wanie do domw. Sdzi, e zacianki s puste, jak
byo za czasw jego pierwszego pobytu w Lubiczu; tymczasem teraz, liczc z Gociewiczami, bez
Stakjanw, ktrzy nie mogli przyby na czas, pan Woodyjowski mg wyprowadzi przeciw niemu
okoo trzystu szabel i to ludzi przywykych do boju i wywiczonych.
Jako coraz wicej szlachty nadcigao do Womontowicz. Przyszli wreszcie i Gociewicze, za
ktrymi si dotd ogldano. Pan Woodyjowski sprawi oddzia i a mu serce roso na widok
wprawy i atwoci, z jak stanli w ordynku. Na pierwszy rzut oka poznae byo mona, e to onierze,
nie zwyczajna niesforna szlachta. Pan Woodyjowski ucieszy si jeszcze i dlatego, bo sobie
pomyla, e wkrtce dalej j poprowadzi.
Poszli tedy rysi ku Lubiczowi owym borem, przez ktry Kmicic dawniej codziennie przelatywa.
Byo ju dobrze po pnocy. Ksiyc wypyn wreszcie na niebo i owieci las, drog i cigncych
wojownikw, rozama blade promienie na ostrzach pik, odbija si w szablach byszczcych.
Szlachta gwarzya z cicha o nadzwyczajnym zdarzeniu, ktre ich wyrwao z pocieli.
 Chodzili tu rozmaici ludzie  mwi jeden z Domaszewiczw.  Mylelimy, e to zbiegowie,
a to pewnie byli .jego szpiegi.
 A jake. Co dzie te obce dziady zachodziy do Wodoktw niby po jamun  odrzek drugi.
 Co to za onierz przy Kmicicu?
 Czelad z Wodoktw mwi, e Kozacy. Pewnie si Kmicic z Chowaskim albo z Zotarek
zwcha. Dotd by zbjem, teraz zdrajca to ju oczywisty.
 Jakeby to on mg Kozakw a tu przyprowadzi?
 Z tak wielk watah nieatwo si przemkn. To pierwsza lepsza nasza chorgiew byaby go
zatrzymaa po drodze.
 Po pierwsze, mg lasami i, a po drugie, mao to panw z dworskimi Kozakami si uwija?
Kto ich tam odrni od nieprzyjaci! jeli ich pytano, to si nadwornymi semenami powiadali.
 Bdzie on si broni  mwi jeden z Gociewiczw  bo czek jest mny i rezolutny, ale nasz
pukownik da sobie z nim rady.
 Butrymowie te sobie zaprzysigli, e choby mieli jeden na drugim pa, ju on im nie ujdzie
std ywy. Oni na niego najzawzitsi.
 Ba! a jak go usieczem, to na kim bd swoich krzywd dochodzi? Lepiej by byo ywcem go
pojma i sprawiedliwoci odda.
 Co tam teraz o sdach myli, kiedy wszyscy gowy potracili! Czy waszmociom wiadomo, co
lu dzie mwi, e i od Szwedw moe przyj wojna?
 Nieche Bg zachowa!... Moskiewska potencja i Chmielnicki! Szwedw tylko brak, a ju by
ostatni termin na Rzeczpospolit przyszed.
Wtem pan Woodyjowski, jadcy na przodzie, odwrci si i rzek:
 Cicho tam, waszmociowie!
Szlachta umilka, bo Lubicz ju byo wida. Po kwadransie drogi przysunli si o nieca staj
ode dworu. Wszystkie okna byy owiecone; jasno bia a na podwrze, na ktrym peno byo
zbrojnych ludzi i koni. Nigdzie adnych stray, adnych ostronoci  widocznie pan Kmicic ufa
a nadto swym siom. Zbliywszy si jeszcze wicej, pan Woodyjowski za jednym rzutem oka
pozna Kozakw, z ktrymi tyle si nawojowa jeszcze za ycia wielkiego Jeremiego, a pniej pod
Radziwiem, wic mrukn z cicha sam do siebie:
 Jeli to s obcy Kozacy, to ten warcho przebra miar!
I patrzy dalej, zatrzymawszy cay oddzia. Na podwrzu krztanina bya okrutna. Jedni Kozacy
wiecili pochodniami, inni biegali na wszystkie strony, wychodzili z domu i wchodzili na powrt,
wynosili rzeczy, pakowali toboy na wozy; inni wyprowadzali konie ze stajen, bydo z obr; krzyki,
nawoywania i rozkazy krzyoway si na wszystkie strony. Blask pochodni owieca jakoby przeprowadzk
witojask dzierawcy do nowego majtku.
Krzysztof Domaszewicz, starszy midzy Domaszewiczami, przysun si do pana Woodyjowskiego.
 Wasza mo!  rzek  cay Lubicz chc zapakowa na wozy.
 Nie wywioz  odpar pan Woodyjowski nie tylko Lubicza, ale i skry wasnej. Nie poznaj
jednak Kmicica, ktry jest onierz dowiadczony. Ani jednej stray!
 Bo potg ma wielk; widzi mi si, bdzie nad trzysta ludzi. ebymy byli z wojska nie wrcili,
mgby w biay dzie przej z wozami przez wszystkie zacianki.
 Dobrze!  odrzek pan Woodyjowski.  Wszak to do dworu ta jedna droga prowadzi?
 Ta jedna, bo z tyu stawy i bagna.
 To dobrze... Z koni, waszmociowie!
Posuszna rozkazowi szlachta wnet zeskoczya z kulbak; nastpnie szeregi piesze zwary si w
dug lini i poczy otacza dom wraz z zabudowaniami.
Pan Woodyjowski z gwnym oddziaem zbliy si wprost do koowrotu.
 Czeka komendy!  rzek z cicha.  Nie strzela przed rozkazem!
Kilkadziesit zaledwie krokw dzielio szlacht od koowrotu, gdy spostrzeono ich wreszcie z
podwrca. Kilkunastu ludzi skoczyo razem do potw i przechylio si przez nie, pilnie wpatrujc
si w ciemno, a grone gosy woa poczy:
 Hej, a szto za lude?
 Alt!  zakrzykn pan Woodyjowski.  Ognia!
Wystrzay ze wszystkich rusznic, jakie miaa szlachta, hukny naraz; ale jeszcze echo ich nie
odbio si o zabudowania, gdy znw rozleg si gos pana Woodyjowskiego:
 Biegiem!
 Bij, zabij!  odkrzyknli laudascy rzucajc si naprzd jak potok.
Kozacy odpowiedzieli strzaami, lecz nie mieli ju czasu nabi powtrnie. Hurma szlachty przypada
do koowrotu, ktry wnet run pod parciem zbrojnych mw. Walka zawrzaa na podwrzu,
wrd wozw, koni, tobow. Naprzd szli murem potni Butrymowie, najsrosi w rcznym
spotkaniu i najzacieklejsi przeciw panu Kmicicowi. Szli, jak stado odycw idzie przez mode krze
lene, amic, depcc, niweczc i tnc zapamitale; za nimi walili Domaszewicze i Gociewicze.
Kmicicowi bronili si mnie zza wozw i pak; poczto te strzela ze wszystkich okien domu i
z dachu, ale rzadko, bo pochodnie, zdeptane, zagasy i trudno byo swoich od nieprzyjaci odrni.
Po chwili wyparto kozactwo z podwrza ku domowi i stajniom; rozlegy si krzyki o lito.
Szlachta triumfowaa.
Ale gdy zostaa sama na podwrzu, wnet oywi si ogie z domu. Wszystkie okna zjeyy si
rurami muszkietw i grad kul pocz sypa si na podwrze. Najwiksza cz Kozakw schronia
si do domu.
 Pod dwr! do drzwi!  zawoa pan Woodyjowski.
Rzeczywicie, pod samymi cianami strzay szkodzi nie mogy ani z okien, ani z dachu. Pooenie
jednak oblegajcych byo trudne. O szturmie do okien niepodobna im byo pomyle, bo tam
przywitaby ich ogie w same twarze: kaza wic pan Woodyjowski drzwi rba.
Ale i to nie szo atwo, byy to bowiem raczej wrzecidze ni drzwi, zbudowane z dbowych
krzyniakw nabijanych raz przy razie olbrzymimi gwodziami, na ktrych potnych bach
szczerbiy si siekiery nie mogc drzewa zachwyci. Najsilniejsze chopy parli od czasu do czasu
ramionami  i to prno! Drzwi miay z tyu elazne sztaby, a oprcz tego podparto je od wewntrz
drgami. Butrymowie jednak rbali z wciekoci. Do drzwi kuchennych i wiodcych ze skarbczyka
szturmowali Domaszewicze i Gociewicze.
Po godzinie prnych usiowa zmienili si ludzie przy siekierach. Niektre krzyniaki wypady,
ale na ich miejsce ukazay si rury muszkietw. Hukny znw strzay. Dwch Butrymw pado
na ziemi z przestrzelon piersi. Inni, zamiast si zmiesza, rbali tym zacieklej.
Z rozkazu pana Woodyjowskiego pozatykano otwory kbami uczynionymi z kapot. W tyme
czasie nowe okrzyki ozway si od strony drogi, to Stakjanowie przybywali na pomoc braci, a za
nimi zbrojni chopi z Wodoktw.
Przybycie tych nowych posikw strwoyo widocznie oblonych, bo wnet jaki gos pocz
woa gromko za drzwiami:
 Stj tam! nie rb! suchaj... Stj, do stu diabw!... rozmwmy si.
Woodyjowski kaza przerwa robot i spyta:
 Kto mwi?
 Chory orszaski, Kmicic!  brzmiaa odpowied.  A z kim mwi?
 Pukownik Micha Jerzy Woodyjowski.
 Czoem!  ozwa si gos zza drzwi.
 Nie czas na powitania... Czego wa chcesz?
 Mnie by suszniej zapyta: czego wa chcesz? Nie znasz mnie, ja ciebie... czemu mnie napadasz?
 Zdrajco!  zakrzykn pan Micha.  Ze mn s ludzie laudascy, ktrzy z wojny wrcili, i ci
maj z tob obrachunki za rozbj i za krew niewinnie przelan, i za t pann, ktr teraz porwa!
A wiesz, co to jest raptus puellae? Musisz tu gardo da!
Nastaa chwila milczenia.
 Nie nazwaby mnie drugi raz zdrajc  rzek znw Kmicic  gdyby nie te drzwi, ktre nas
dziel.
 To je otwrz... tego ci nie broni!
 Pierwej jeszcze niejeden kondel laudaski nogami si nakryje. Nie wemiecie mnie ywym!
 To ci zdechego za eb wywleczem. Wszystko nam jedno!
 Suchaj wa dobrze i zakonotuj, co powiem. Jeli nas nie poniechacie, mam tu baryk prochu
i loncik ju tlejcy; dom wysadz, wszystkich, co tu s, i siebie... tak mi dopom Bg! Chodcie
mnie teraz bra!
Tym razem nastaa jeszcze dusza chwila milczenia. Pan Woodyjowski szuka na prno odpowiedzi.
Szlachta pocza spoglda po sobie przeraona. Tyle byo dzikiej energii w sowach
Kmicica, e w grob uwierzyli wszyscy. Cae zwycistwo mogo by jedn iskr w proch rozwiane
i Billewiczwna stracona na wieki.
 Dla Boga!  mrukn ktry z Butrymw to szalony czek! On to gotw uczyni.
Nagle panu Woodyjowskiemu przysza szczliwa, jak mu si zdawao, myl do gowy.
 Jest inny sposb!  zakrzykn.  Wychod ze mn, zdrajco, na szable! Pooysz mnie, to odjedziesz
wolno!
Przez jaki czas nie byo odpowiedzi. Serca laudaskich biy niespokojnie.
 Na szable?  spyta wreszcie Kmicic.  Moe to by!
 Jeli tchrz nie oblatuje, to i bdzie!
 Parol kawalerski, e odjad wolno?
 Parol...
 Nie moe by!  krzykno kilka gosw midzy Butrymami.
 Cicho waciowie, do stu diabw!  hukn pan Woodyjowski  a nie, to niech siebie i was
prochem wysadza.
Butrymowie zamilkli, po chwili jeden z nich rzek:
 Bdzie tak, jak wasza mo chce...
 A c tam?  pyta szyderczo Kmicic.  Szaraczki si zgadzaj?
 I zaprzysign na mieczach, jeeli wa chcesz.
 Niech przysigaj!
 Kup tu, waszmociowie, kup!  woa pan Woodyjowski na szlacht stojc pod cianami i
otaczajc cay dom.
Po chwili wszyscy zebrali si pod gwnymi drzwiami i wnet wie, e Kmicic chce si prochami
wysadzi, rozniosa si na wszystkie strony. Stali tedy jak w kamienie zmienieni ze zgrozy;
tymczasem pan Woodyjowski podnis gos i mwi wrd ciszy grobowej:
 Wszystkich tu obecnych waszmociw bior na wiadki, em pana Kmicica, chorego orszaskiego,
wyzwa na bitw samowtr i to mu przyrzekem, i jeli mnie pooy, odjedzie wolno,
nie doznajc w tym od waszmociw przeszkody, co mu na rkojeciach zaprzysic musicie na
Boga Najwyszego i wity Krzy...
 Poczekajcie jeno!  zawoa Kmicic  wolno ze wszystkimi ludmi odjad i pann ze sob zabior.
 Panna tu zostanie  odpar pan Woodyjowski  a ludzie w jasyr do szlachty pjd.
 Nie moe by!
 To si prochami wysadzaj! Ju my jej odaowali, a co do ludzi, to si ich spytaj, co wol...
Nastaa znw cisza.
 Nieche tak bdzie  rzek po chwili Kmicic.
Nie dzi j porw, to za miesic. Nie skryjecie jej ni pod ziemi! Przysigajcie!
 Przysigajcie!  powtrzy pan Woodyjowski.
 Przysigamy na Boga Najwyszego i wity Krzy. Amen!
 No, wychod, wychod wa!  rzek pan Micha.
 Pilno waszmoci na tamten wiat?  Dobrze, dobrze! jeno prdzej.
Sztaby elazne, trzymajce drzwi od wewntrz, poczy szczka.
Pan Woodyjowski usun si w ty, a za nim szlachta, by miejsce uczyni. Wnet drzwi otworzyy
si i ukaza si w nich pan Andrzej, rosy, smuky jak topola. Brzask ju by na wiecie i
pierwsze blade wiateka dnia pady na jego twarz hard, rycersk a mod. Stanwszy we drzwiach
spojrza miao na czered szlachty i rzek:
 Zaufaem waszmociom... Bg wie, czym dobrze uczyni, ale mniejsza z tym!... Ktry tu pan
Woodyjowski?
May pukownik wysun si naprzd.
 Jam jest  odrzek.
 Ho! nie na wielkoluda waszmo wygldasz  rzek Kmicic czynic przymwk do wzrostu
rycerza.  Spodziewaem si zacniejsz figur znale, cho ci to musz przyzna, e wida onierz
dowiadczony.
 Nie mog tego waci przyzna, bo stray zaniedba. Jeli taki do szabli jak do komendy, to i
nie bd mia roboty.
 Gdzie staniemy?  spyta ywo Kmicic.
 Tu... podwrzec rwny jak st.
 Zgoda! gotuj si na mier!
 Taki wa pewien?
 Wida, e w Orszaskiem nie bywa, skoro o tym wtpisz... Nie tylkom pewien, _ ale i al mi
wapana, bom o tobie jako o sawnym onierzu sysza. Dlatego ostatni raz mwi: zaniechaj
mnie! Nie znamy si... po co mamy sobie w drog wchodzi? Czemu na mnie nastajesz?... Dziewka
testamentem mi przynaley, jako i ta majtno, i Bg widzi, swe o tylko dochodz... Prawda
jest, em szlacht w Wornontowiczach wysiek, ale nieche Bg sdzi, kto tu pierwej zosta
skrzywdzony. Swawolnicy byli moi oficyjerowie czy nie swawolnicy, mniejsza z tym, do e tu
nikomu za nie uczynili, a wybito ich do nogi jako psw wciekych za to, e z dziewcztami w
karczmie chcieli potaczy. Nieche bdzie krew za Krew! Potem mi i onierzy wysieczono. Na
rany boskie zaprzysign, em tu bez zych chci w te ,trony przyjecha, a jake mnie tu przyjto?...
Ale niech bdzie krzywda za krzywd. Jeszcze swego dolo, szkody nagrodz... po ssiedzku.
Lepiej wol tak jak inaczej...
 A jacy to ludzie z wapanem teraz przyszli? Skde wzie tych pomocnikw?  pyta pan
Wo odyjowski.
 Skd wziem, to wziem. Nie przeciw ojczynie ich zacignem, ale by prywaty swojej dochodzi.
 Taki to?... Wic dla prywaty z nieprzyjacielem si poczye? A czyme mu za on usug
zapacisz, jeli nie zdrad?... Nie, bratku, nie przeszkadzabym ja ci ukada si z t szlacht, ale
wezwa nieprzyjaciela w pomoc  inna rzecz. Nie wykrcisz si sianem. Stawaj no teraz, stawaj,
bo wiem, e ci tchrz oblatuje, cho si za orszaskiego mistrza podajesz.
 Chciae!  rzek Kmicic stajc w pozycji.
Ale pan Woodyjowski nie spieszy si i nie wydobywajc jeszcze szabli, obejrza si naokoo
po niebie. witao ju. Na wschodzie pierwsza zota i bhitna wstka rozcigna si wietlistym
pasmem, na podwrzu jednak do byo jeszcze ciemno, zwaszcza za przed domem mrok panowa
zupeny.
 Dobrze si dzie zaczyna  rzek pan Woodyjowski  ale soce nieprdko jeszcze wejdzie.
Moe wa yczysz, eby nam powiecili?
 Wszystko mi jedno.
 Moci panowie!  zawoa pan Woodyjowski zwracajc si do szlachty  a skoczy no po
wiechetki i po uczywo, bdzie nam janiej w tym orszaskim tacu.
Szlachta, ktrej artobliwy ton modego pukownika dziwnie dodawa otuchy, kopna si ranie
ku kuchni; niektrzy poczli zbiera podeptane w czasie bitwy pochodnie i po niejakim czasie blisko
pidziesit czerwonych pomieni zamigotao w bladym mroku porannym. Pan Woodyjowski
ukaza je szabl Kmicicowi.
 Patrz wa, istny kondukt!
A Kmicic odpar od razu:
 Pukownika chowaj, to i pompa by musi!
 Srogi smok z waci!...
Tymczasem szlachta zatoczya w milczeniu krg naok rycerzy; wszyscy podnieli zapalone
drzazgi w gr, za nimi umiecili si inni, ciekawi i niespokojni; w rodku przeciwnicy mierzyli si
oczyma. Cisza uczynia si okrutna, jeno wgielki spalone obsuway si z szelestem na ziemi. Pan
Woodyjowski wes by jak szczygie w pogodny ranek.
 Zaczynaj wa!  rzek Kmicic.
Pierwszy szczk ozwa si echem w sercach wszystkich patrzcych; pan Woodyjowski przyci
jakby z niechcenia, pan Kmicic odbi i przyci z kolei, pan Woodyjowski znw odbi. Suchy
szczk stawa si coraz szybszy. Wszyscy dech wstrzymali. Kmicic atakowa z furi, pan Woodyjowski
za lew rk w ty zaoy i sta spokojnie, niedbale czynic ruchy bardzo mae, prawie
nieznaczne; zdawao si, e chcia siebie tylko osoni, a zarazem oszczdzi przeciwnika  czasem
cofn si o may krok w ty, czasem postpi naprzd  widocznie bada biego Kmicica. Tamten
rozgrzewa si, ten by chodny jak mistrz probujcy ucznia i coraz spokojniejszy; wreszcie, ku
wielkiemu zdumieniu szlachty, przemwi:
 Pogawdzimy  rzek  nie bdzie nam si czas duy... Aha! to to orszaska metoda?.., wida,
tam sami musicie groch mci, bo wapan machasz jak cepem... Okrutnie si zmachasz. Zali
to naprawd w Orszaskiem najlepszy?... Ten cios jeno u pachokw trybunalskich w modzie...
Ten kurlandzki... dobrze si nim od psw odpdza. Uwaaj wapan na koniec szabli... Nie wyginaj
tak doni, bo patrz, co si stanie... Podnie!...
Ostatnie sowo wymwi pan Woodyjowski dobitnie, jednoczenie zatoczy pkole, do i szabl
pocign ku sobie i nim patrzcy zrozumieli, co znaczy: podnie!  ju szabla Kmicica, jak
wywleczona iga. z nitki, furkna nad gow pana Woodyjowskiego i upada mu za plecami; on
za rzek:
 To si nazywa: wyuskiwa szabl.
Kmicic sta blady, z obkanymi oczyma, chwiejcy si, zdumiony nie mniej od szlachty laudaskiej;
may pukownik za usun si w bok i ukazawszy na lec na ziemi szerpentyn powtrzy
po raz drugi:  Podnie!
Przez chwil zdawao si, e Kimicic rzuci si na niego z goymi rkoma... Ju, ju byk gotw
do skoku, ju pan Woodyjowski, przysunwszy rkoje do piersi, nadstawi ostrze, ale pan Kmicic
rzuci si na szabl i wpad z ni znw na straszliwego przeciwnika.
Szmery gone poczy si zrywa w kole patrzcych i koo cieniao si coraz bardziej, a za
nim uformowao si drugie, trzecie. Kozacy Kmicicowi utykali gowy midzy ramiona szlachty,
jakby cae ycie w najlepszej z ni yli zgodzie. Mimowolne okrzyki wyryway si z ust widzw;
czasem rozlega si wybuch niepohamowanego, nerwowego miechu, poznali wszyscy mistrza nad
mistrzami.
Ten za bawi si okrutnie, jak kot z mysz  i pozornie coraz niedbaej robi szabl. Lew rk
wysun zza plecw i wsun w kiesze hajdawerw. Kmicic pieni si, rzzi, na koniec chrapliwe
sowa wyszy mu z gardzieli przez zacinite usta:
 Kocz... wa!... wstydu... oszczd!...
 Dobrze!  rzek Woodyjowski.
Da si sysze wist krtki, straszny, potem stumiony krzyk... jednoczenie Kmicic rozoy rce.
szabla wypada mu z nich na ziemi... i run twarz do ng pukownika...
 yje!  rzek Woodyjowski  nie pad na wznak!
I zagiwszy po Kmicicowego upana pocz ni ociera szabl.
Zawrzasa szlachta jednym gosem, w tych za krzykach brzmiao coraz wyraniej:
 Dobi zdrajc... dobi!... rozsieka!
I kilku Butrymw biego z dobytymi szablami. Nagle stao si co dziwnego; oto, rzekby:
may pan Woodyjowski urs w oczach  szabla najbliszego Butryma wyleciaa mu z rki ladem
Kmicicowej, jakby j wicher porwa  pan Woodyjowski za krzykn z iskrzcymi oczyma:
 Wara!... wara!... Teraz on mj, nie wasz!... Precz!...
Umilkli wszyscy bojc si gniewu ma, on za rzek:
 Nie potrzeba mi tu jatek!... Waszmociowie szlacht bdc powinnicie rozumie kawalerski
obyc;.aj, aby rannego nie dobija. Nieprzyjacielowi nawet tego si nie czyni, a c dopiero przeciwnikowi
w pojedynku zwycionemu.
 On zdrajca!  mrukn ktry z Butrymw.  Takiego godzi si bi.
 Jeli on zdrajca, tedy panu hetmanowi oddany by powinien, aby kar ponis i stan za przykad
innym. Zreszt, jakom wam rzek: mj on teraz, nie wasz. Jeli wyyje, to wam wolno bdzie
krzywd waszych przed sdem dochodzi i z ywego lepsz mie bdziecie satysfakcj ni z umarego.
A kto tu umie rany opatrywa?
 Krzych Domaszewicz. On z dawna wszystkich na Laudzie opatruje.
 Nieche go zaraz opatrzy, potem na oe go przenie, a ja pjd t nieszczsn pann pocieszy.
To rzekszy pan Woodyjowski zasun szabelk do pochwy i wszed przez porbane drzwi do
domu. Szlachta pocza owi i wiza rapciami ludzi Kmicicowych, ktrzy odtd mieli ora rol w
zaciankach. Poddawali si te bez oporu; ledwo kilkunastu wypadszy przez tylne okna domu skoczyo
ku stawom, ale tam wpadli w rce czekajcych Stakjanw. Jednoczenie szlachta wzia si
do rabunku wozw, na ktrych up znalaz si do obfity; niektrzy radzili zrabowa i dom, ale
bano si pana Woodyjowskiego, a moe obecno w domu Billewiczwny wstrzymywaa zuchwalszych.
Swoich polegych, midzy ktrymi byo trzech Butrymw i dwch Domaszewiczw,
zoya szlachta na wozy, aby ich po chrzecijasku pochowa, dla zabitych Kmicicowych kazano
kopa chopom rw za ogrodem.
Pan Woodyjowski za szukajc panny przetrzsn cay dom i znalaz j dopiero w skarbczyku
pooonym w rogu, do ktrego prowadziy malekie, a cikie drzwi z izby sypialnej. Bya to maa
komnatka o wskich grubo kratowanych oknach, zbudowana w kwadrat z murw tak potnych, e
pan Woodyjowski pozna natychmiast, i choby Kmicic by wysadzi dom prochem, ta izba byaby
oca1aa z pewnoci. To dao mu lepsze o Kmicicu mniemanie. Panna siedziaa na skrzyni niedaleko
drzwi, z gow spuszczon, z twarz prawie zasonit wosami, i cakiem nie podniosa jej
syszc wchodzcego rycerza. Mylaa zapewne, e to sam Kmicic lub kto z jego ludzi. Pan Woodyjowski
stan we drzwiach, zdj czapk, chrzkn raz i drugi, a widzc, i i to nie pomaga,
ozwa si:
 Mocia panno... wolna jeste!...
Wwczas spod narzuconych wosw spojrzay na rycerza oczy bkitne, a potem wychylia si z
nich twarz liczna, cho blada i jakby nieprzytomna. Pan Woodyjowski spodziewa si podzikowa,
wybuchu radoci, tymczasem panna siedziaa nieruchomie i tylko patrzya na bdnie; wic
rycerz ozwa si po raz drugi:
 Przyjd wapanna do siebie, Bg wejrza na niewinno... Jeste wolna i moesz wraca do
%odoktw.
Tym razem w spojrzeniu Billewiczwny wicej byo przytomnoci. Powstawszy ze skrzyni
strzsna w ty wosy i spytaa:
 Kto wapan jeste?
 Micha Woodyjowski, pukownik dragoski wojewody wileskiego.
 Syszaam bitw... strzay?... Mw wapan...
 Tak jest. My to przyszli wapannie na ratunek...
Billewiczwna oprzytomniaa zupenie.
 Dzikuj waci!  rzeka pospiesznie cichym gosem, w ktrym przebija si miertelny niepokj.
 A z tamtym co si stao?...
 Z Kmicicem? Nie bj si wapanna: ley bez duszy na podwrzu... i jam to, nie chwalc si,
sprawi.
Woodyjowski wyrzek to z pewn chepliwoci, ale jeli spodziewa si podziwu, to zawid
si srodze. Billewiczwna nie odrzeka ani sowa, natomiast zachwiaa si na nogach i rkoma pocza
szuka oparcia za sob, na koniec siada ciko na teje samej skrzyni, z ktrej przed chwil
si podniosa.
Rycerz poskoczy ku niej ywo.
 Co wapannie jest?
 Nic... nic... Czekaj wa... pozwl... To pan Kmicic zabity?...
 Co mnie pan Kmicic!  przerwa Woodyjowski  tu o wapann chodzi!
Wwczas siy jej nagle wrciy, bo si podniosa znowu i spojrzawszy mu wprost w oczy, wykrzykna
z gniewem, zniecierpliwieniem i rozpacz:
 Na Boga ywego, odpowiadaj! zabity?...
 Pan Kmicic ranny  odpowiedzia zdumiony pan Woodyjowski.
 yje?...
 yje.
 Dobrze! Dzikuj waci...
I chwiejnym jeszcze krokiem skierowaa si ku drzwiom. Woodyjowski sta przez chwil ruszajc
mocno wsikami i krcc gow; nastpnie mrukn sam do siebie:
 Zali mi ona dzikuje za to, e Kmicic ranny, czy za to, e yje?
I wyszed za ni. Zasta j w przylegej izbie sypialnej, stojc porodku, jakby skamienia.
Czterech szlachty wnosio wanie Kmicica; dwch pierwszych, postpujc bokiem, ukazao si we
drzwiach, a midzy ich rkoma zwieszaa si ku ziemi blada gowa pana Andrzeja, z zamknitymi
oczyma i soplami czarnej krwi we wosach.
 Wolno tam!  mwi idcy za nimi Krzych Domaszewicz  wolno przez prg. Niech mu tam
ktry gow podtrzyma. Wolno!...
 A czym bdziem trzyma, kiedy rce zajte odpowiedzieli idcy w przedzie.
W tej chwili panna Aleksandra zbliya si ku nim, blada tak jak i Kmicic, i podoya mu obie
rce pod martw gow.
 To panienka!...  rzek Krzych Domaszewicz.
 To ja... ostronie!...  odrzeka cichym gosem. Pan Woodyjowski patrzy i wsikami srodze
rusza.
Tymczasem zoono Kmicica na ou. Krzych Domaszewicz pocz obmywa mu gow wod,
potem przyoy przygotowany poprzednio plaster do rany i rzek:
 Teraz jeno niech ley spokojnie... Ej, elazna to gowa, e od takiego ciosu na dwoje nie pka.
Moe i bdzie zdrw, bo mody. Ale tgo dosta...
Nastpnie zwrci si do Oleki:
 Daj panienka rce umy... Ot, tu jest woda. Miosierne w tobie serce, e dla tego czeka nie
baa si pokrwawi.
Tak mwic wyciera jej donie chust, a ona blada i mienia si w oczach. Woodyjowski znw
poskoczy ku niej.
 Nic tu po wapannie! Okazaa chrzecijaskie miosierdzie nad nieprzyjacielem... wracaj do
domu. I poda jej rami; ale ona nawet nie spojrzaa na
niego, natomiast zwrciwszy si do Krzycha Domaszewicza rzeka:
 Panie Krzysztofie, wyprowad mnie!
Wyszli oboje, a i pan Woodyjowski za nimi. Na podwrzu szlachta pocza krzyka na jej widok
wiwatowa, a ona sza blada, chwiejca si, z zacinitymi ustami i ogniem w oczach.
 Niech yje nasza panna! Niech yje nasz pukownik!  woay potne gosy.
W godzin pniej wraca pan Woodyjowski na czele laudaskich ku zaciankom. Soce ju
weszo, ranek na wiecie by radosny, prawdziwie wiosenny. laudascy capali kup bezadn po
gocicu, gwa c o wypadkach ubiegej nocy i sawic pod niebiosa pana Woodyjowskiego, a
on jecha zamylony milczcy. Z myli nie schodziy mu te oczy patrz
ce spoza rozpuszczonych wosw, ta posta wysmuka wspaniaa, cho zgita smutkiem i blem.
 Dziw, jak cudna!  mrucza sam do siebie -asina ksiniczka... Hm! ocaliem jej cnot, a pewnie
i ycie, bo choby prochy nie wysadziy skarbczyka, byaby z samego strachu umara... Powinna
by wdziczna... Ale kto tam biaogow wyrozumie... Patrzya na mnie jak na pacholika, nie
wiem, czy z dumy jakowej, czy z konfuzji...
ROZDZIA VIII
Te myli spa mu nie day nastpnej nocy. Przez kilka dni cigle jeszcze rozmyla o pannie
Aleksandrze i pozna, e mu gboko w serce zapada. przecie to szlachta laudaska chciaa go z
ni eni! Ona wprawdzie zrekuzowaa go bez namysu, ale wtedy ani go znaa, ani widziaa. Teraz
zupenie co innego. On j wyrwa po kawalersku z rk gwatownika, naraajc si na kule i szable;
po prostu zdoby j jak fortec... Czyja ona, jeli nie jego? Moeli mu czegokolwiek odmwi,
choby i rki? Nu by poprbowa? Nu by z wdzicznoci narodzi si w niej afekt, jak si to czsto
na wiecie zdarza, e ocalona panna zaraz rk i serce zbawcy oddaje! Gdyby zreszt nawet nie
czua dla niego zrazu afektu, to tym bardziej naley mu si o to postara.
,,A jeli ona tamtego jeszcze pamita i miuje?
 Nie moe by!  powtrzy sobie pan Woodyjowski  gdyby go nie odpalia, to by jej gwatem
nie bra.
Okazaa wprawdzie nad nim miosierdzie niezwyczajne, ale niewiecia to rzecz litowa si nad
rannymi, choby nieprzyjacimi.
Moda jest, bez opieki, czas jej za m. Do klasztoru widocznie nie ma wokacji, bo ju by posza.
Byo czasu do. Tak gadk pann ustawicznie bd rozmaici kawalerowie turbowali: jedni
dla majtku, drudzy dla urody, trzeci dla zacnoci krwi. Eje, mia jej bdzie mie tak obron,
ktrej skuteczno wasnymi oczyma oglda moga.
 A i tobie czas si ustatkowa, Michaku!  mwi do siebie pan Woodyjowski.  Mody jeszcze,
ale lata prdko biegn. Fortuny si nie dosuysz, chyba wicej ran w skrze. A baamuctwom
koniec bdzie.
Tu panu Woodyjowskiemu przesun si przez pami cay szereg panien, do ktrych ju
wzdycha  yciu. Byy midzy nimi i bardzo urodziwe, i z wielkiej krwi idce, ale milszej nie
byo i zacniejszej, i godniejszej. To ten rd i t pann ludzie sawili w caej okolicy i z oczu jej
patrzya taka uczciwo, e nie daj Panie Boe nikomu gorszej ony.
Czu pan Woodyjowski, e mu si trafia gratka, jaka si drugi raz moe nie trafi, a to tym bardziej,
e pannie tak niepospolit usug odda.
 Co tu zwczy!  mwi sobie.  Czego lepszego si doczekam? Trzeba tentowa.
Ba! ale tu wojna za pasem. Rka zdrowa. Wstyd rycerzowi w zaloty chodzi, gdy ojczyzna rce
wyciga i ratunku prosi. Pan Micha mia zacne serce onierskie i cho od pacholcia prawie suy,
cho we wszystkich wojnach, jakie za jego czasw byy, udzia bra  wiedzia przecie, co ojczynie
winien, i o spoczynku nie myla.
Ale wanie dlatego, e nie dla zyskw, zasug, chlebw, jeno z duszy caej ojczynie suy i
sumienie mia pod tym wzgldem czyste, czu swoj warto i to dodawao mu otuchy.
Inni si warcholili, a jam si bi  myla sobie. Pan Bg onierzykowi nagrodzi i teraz mu dopomoe.
Pozna jednak, e skoro nie byo czasu na zaloty trzeba byo prdko dziaa i wszystko od razu 
hazard wystawi: pojecha, owiadczy si z miejsc i albo po przyspieszonych zapowiedziach lub
wzi albo zje arbuza.
 Jadem nieraz, zjem i teraz!  mrucza pan, Woodyjowski ruszajc tymi wsikami.  Co mi
szkodzi!
Bya jednak pewna strona w tym nagym postanowieniu, ktra mu si nie podobaa. Oto zadawa
sobie pytanie: czy jadc z owiadczeniem tak zaraz po uratowaniu panny, nie bdzie podobny do
natrtnego wierzyciela, ktry chce, by mu jak najprdzej i z lichw dug spacono?
 Moe to i nie bdzie po kawalersku?
Ba! ale za c da wdzicznoci, jeli nie za usug? A jeli w popiech nie pjdzie po sercu
pannie, jeli si na skrzywi, to jej przecie mona powiedzie: Mocia panno, rok bym w zaloty
jedzi i w lepki ci patrzy, alem onierz, a tam trby na wojn graj!
 Tak i pojad!  mwi sobie pan Woodyjowski. Lecz po chwili znowu inna myl przysza mu
do gowy. A jeli ona odpowie: Ide wapan na wojn, moci onierzu, a po wojnie bdziesz rok
do mnie jedzi i w lepki mi patrzy, bo ja czowiekowi, ktrego nie znam, duszy i ciaa od razu
nie oddam.
Wtedy wszystko przepadnie.
e przepadnie, czu to pan Woodyjowski doskonale; bo pominwszy pann, ktr przez ten
czas inny wzi moe, nie by pan Woodyjowski pewny wasnej staoci. Sumienie mu to mwio,
e w nim samym afekt zapala si, bywao, tak jak soma, ale i gas jak soma.
Wtedy wszystko przepadnie!... I koataje si dalej, onierzu-tuaczu, z obozu do obozu, z bitwy
na bitw, bez dachu na wiecie, bez duszy ywej bliskiej. Rozgldaj si po wojnie na cztery
strony wiata, nie wiedzc, gdzie gow poza cekhauzem zoy!
Ostatecznie pan Woodyjowski nie wiedzia, co czyni.
Ciasno mu si jako uczynio w pacunelskim dworku i duszno, wic wzi czapk, by wyj troch
na drog i soca majowego zay. W progu natkn si na jednego z ludzi Kmicicowych w
niewol wzitych, ktren staremu Pakoszowi przypad w udziale. Kozak grza si na socu i na
bandurze brzdka.
 A co ty tu robisz?  pyta pan Woodyjowski.
 Hraju, pane  odpowiedzia Kozak podnoszc wyndznia twarz.
 Skd ty jeste?  pyta dalej pan Micha, kontent, e ma jakow w rozmylaniach przerw.
 Z daleka, pane, spod Zwiahla.
 Czemue to nie umkn jako reszta twoich towarzyszw? O, tacy synowie! Darowaa was
szlachta yciem w Lubiczu, by mie robocizn, a wycie zaraz poumykali, ledwie z was yka zdjto.
 Ja nie uciekn. Tu zdechn jak sobaka.
 Take tu sobie upodoba?
 Komu lepiej na polu, to umyka, a mnie tu lepiej. Ja mia nog przestrzelon, a tu mnie j obwina
szlachcianka, starego crka, i dobre sowo rzeka. Takiej ja krasawicy na oczy nie widzia...
Na co mnie odchodzi?
 Ktra ci tak dogodzia?
 Marysia.
 I ty ju ostaniesz?
 Jeli zdechn, to i wynios, a nie, to ostan.
 Zali mylisz u Pakosza crk wysuy?
 Ne znaju, pane.
 Pierwej by takiemu hoyszowi mier da ni crk.
 U mnie czerwoce w lesie zakopane: dwie garci.
 Z rozboju?
 Z rozboju, pane.
 Choby i garniec mia, to chop, a Pakosz szlachcic.
 Ja z bojarw putnych.
 Jeli ty z bojarw putnych; to gorzej ni chop, bo zdrajca. Jake to moge nieprzyjacielowi
suy?
 Ja mu i nie suy.
 A skde was pan Kmicic bra?
 Z gocica. Ja suy u pana hetmana polnego, ale potem chorgiew rozlaza si, bo nie byo
co je. Do domu nie miaem po co wraca, bo spalony. Inni na gociniec poszli rozbija, tak i ja z
nimi poszed.
Pan Woodyjowski zdziwi si mocno, gdy a dotd sdzi, e pan Kmicic napad Olek z siami
poyczonymi u nieprzyjaciela.
 To pan Kmicic nie od Trubeckiego was dosta?  Byo midzy nami najwicej takich, co
przedtem u Trubeckiego i Chowaskiego suyli, ale tak i od nich zbiegli na gocice.
 I dlaczego wy za panem Kmicicem poszli?
 Bo on sawny ataman. Nam mwili, e na kogo on krzyknie, eby za nim szed, to jakby mu
talarw w mieszek nasypa. Dlatego my poszli. No, Bg nie poszczci!
Pan Woodyjowski pocz gow krci i rozmyla, e jednak tego Kmicica zanadto uczerniono:
potem spojrza na wybladego bojarzynka i znw gow pokrci.
 Take ty j miujesz?
 Oj! tak, pane!
Pan Woodyjowski odszed, a odchodzc pomyla sobie: Ot! rezolutny czowiek. Ten sobie
gowy nie ama: pokocha i zostaje. Tacy najlepsi... Jeli naprawd on z putnych bojarw, to to
tene gatunek co i zaciankowa szlachta. Jak swoje czerwoce wygrzebie, moe mu star y Marysi
odda. A czemu? Bo w palce nie stuka, jeno si zawzi, e j dostanie. Zawezm si i ja!
Tak rozmylajc szed pan Woodyjowski drog po socu, czasem stawa i w ziemi oczy wbija
lub je w niebo podnosi; to znw szed dalej, a nagle ujrza lecce po niebie stadko dzikich kaczek.
Wwczas pocz sobie z nich wry: jecha, nie jecha?... Wypado mu, eby jecha.
 Pojad, nie moe inaczej by!
To rzekszy zawrci do domu; ale po drodze wstpi jeszcze do stajenki, przed ktr dwch
czeladniczkw jego w koci grao.
 Syru  rzek pan Woodyjowski  a grzywa u Basiora zapleciona?
 Zapleciona, panie pukowniku!
Pan Woodyjowski wszed do stajni. Basior odezwa mu si od drabinki; rycerz zbliy si, poklepa!
go po boku, nastpnie j liczy warkocze na karku.
 Jecha... nie jecha... jecha!...
Wrba wypada znw pomylnie.
 Konie sioda i samym si przybra uczciwie! zakomenderowa pan Woodyjowski.
Za czym prdko ju poszed do domu i pocz si stroi. Wdzia buty wysokie, rajtarskie, te,
z klapkami na podbiciu i zoconymi ostrogami, a mundur nowy, czerwony; do tego rapierek w stalowej
pochwie, przedni, z gard zotem przerabian; do tego ppancerzyk z jasnej stali pokrywajcy
tylko wierzchni cz piersi pod szyj; mia i kopaczek rysi z piknym pirem czaplim, ale e
ten do polskiego , tylko ubioru pasowa, wic go zostawi w skrzyni, a na gow wdzia hem
szwedzki z czenkiem i wy , szed przed ganek.
 Gdzie to wasza mio jedzie?  pyta go stary Pakosz siedzcy na przyzbie.
 Gdzie jad? Suszna, abym tej tam waszej panny o zdrowie spyta, bo za grubianina by mnie
wzi moga.
 Od waszej mioci a una bije. Kiep kaden gil! Ju by chyba panna oczu nie miaa, eby si
zaraz nie zakochaa...
W tem nadbiegy dwie modsze panny Pakoszwny wracajce z poudniowego udoju, kada ze
skopkiem w rku. Ujrzawszy pana Woodyjowskiego stany jak wryte ze zdziwienia.
 Krl, nie krl?  rzeka Zonia. .
 Wasza mio jak na wesele!  dodaa Maryka.
 Moe z tego i wesele by  zamia si stary Pakosz  bo do panny naszej jedzie.
Nim stary skoczy, napeniony skopek wylecia z rk Marysi i struga mleka polaa si a pod
nogi pana Woodyjowskiego.
 Uwaaj na to, co trzymasz!  rzek gniewliwie Pakosz  ot, koza!
Marysia nie odrzeka nic, podniosa skopek i odesza cicho.
Pan Woodyjowski siad na ko, za nim uszykowao si dwch jego czeladnikw i ruszyli trjk
ku Wodoktom. Dzie by pikny. Soce majowe grao na napierniku i hemie pana Woodyjowskiego
tak, i gdy z daleka migota midzy wierzbami, zdawao si, e to drugie soce posuwa si drog.
 Ciekaw jestem, czy bd wraca z piercionkiem czy harbuzem?  rzek do siebie rycerz.
Co wasza mio mwi?  spyta pachoek Syru.
 Gupi.
Pachoek cign na powrt w ty konia, a pan Woodyjowski mwi dalej:
 Cae szczcie, e to nie pierwszyzna.
Ta myl dodawaa mu nadzwyczajnej otuchy.
Gdy przybyli do Wodoktw, panna Aleksandra nie poznaa go w pierwszej chwili, a jej musia
nazwisko swoje powtrzy. Wwczas powitaa go uprzejmie, ale powanie i z pewnym przymusem;
on za wcale zrcznie si przedstawi, bo cho onierz, nie dworak, dugo jednak na rnych
dworach przebywa i midzy ludmi si ociera. Skoni si jej wic ze czci wielk i rk na sercu
pooywszy, tak mwi:
 Przybyem tu o zdrowie wapanny dobrodziejki si wywiedzie, czyli od strachu jakiego
szwanku nie ponioso, co powinien bym by na drugi dzie uczyni, ale nie chciaem si naprzykrza.
 Bardzo to piknie ze strony waszmoci, e ocaliwszy mnie z takiej toni, jeszcze mnie w pamici
zachowa... Siadaj waszmo, bo mi wdzicznym gociem.
 Moja mocia panno!  odpowiedzia pan Micha.  Gdybym ja o wapannie zapomnia, tedy
nie bybym godny tej aski, jak Bg na mnie zesa pozwalajc mi tak godn person sekundowa.
 Nie! Jam to winna Bogu dzikowa naprzd, a waszmoci zaraz potem...
 Kiedy tak, to ju dzikujmy oboje, bo ja o nic wicej Go nie prosz, jeno ebym i nadal mg
broni wapanny, ile razy bdzie potrzeba.
To rzekszy pan Woodyjowski ruszy woskowanymi wsikami, ktre mu wyej nosa sterczay 
bo kontent by z siebie, e od razu wszed in medias res i swj sentyment jakoby na stole pooy.
Ona za siedziaa zmieszana i milczca, ale tak pikna jak dzie wiosenny. Sabe rumiece wystpiy
jej na policzki, a oczy nakrya dugimi rzsami, od ktrych paclay cienie na jagody.
Dobry znak ta konfuzja  pomyla pan Woodyjowski.
I odchrzknwszy mwi dalej:
 Wapanna wiesz, em ja po jej dziadku laudaskimi ludmi dowodzi?
 Wiem  odpowiedziaa Oleka  dziadu nieboszczyk sam na ostatni wypraw i nie mg,
ale okrutnie by rad syszc, komu ksi wojewoda wileski t chorgiew odda, i mwi, e zna
wapana  reputacji jako sawnego onierza.
 Take to o mnie mwi?
 Sama syszaam, jak waci pod niebiosa wynosi, a potem laudascy ludzie to samo po wyprawie
czynili.
 Prosty ja onierz, niegodzien, eby mnie wynoszono nie tylko pod niebiosa, ale i wyej od innych.
Wszelako rad jestem, em dla wapanny niezupenie: obcy, bo ju nie pomylisz, e ci nie
znany i niepewny go razem z deszczem ostatnim z chmur upad. Milej to zawsze wiedzie, z kim
si ma do czynienia. Sia ludzi si wczy, ktrzy si familiantami powiadaj i w godnoci stroj, a
Bg wie kim s, moe czsto i nie szlacht.
Pan Woodyjowski umylnie tak nakierowa rozmow, aby osobie mg powiedzie, co zacz
jest, jako Oleka zaraz odrzeka:
 Wapana o to nikt nie posdzi, bo i tu na Litwie jest szlachta tego samego imienia.
 Ale ci si Ozori piecztuj, a jam jest Korczak Woodyjowski i my si z Wgier wywodzimy,
od pewnego dworzanina Attyli, ktren dworzanin, cigany
Bdc od nieprzyjaci, lub Najwitszej Pannie uczyni, i si z pogaskiej wiary na katolick
nawrci, jeli z ywotem ujdzie. Tej obietnicy potem dotrzyma, gdy trzy rzeki szczliwie przeby,
te same wanie ktre w herbie nosimy.
 To wapan nie z tych stron rodem?
 Nie, mocia panno. Ja z Ukrainy, z ruskich Woodyjowskich, i do tej pory mam tam wioszczyn,
ktr teraz nieprzyjaciel zaj, ale ja wojskowo od modu su, mniej dbajc o substancj ni o
despekta ojczynie przez postronnych czynione. Suyem od najmodszych lat u wojewody ruskiego,
naszego nieopakanego ksicia Jeremiasza, z ktrym te wszystkie wojny odprawowaem. Byem
i pod Machnwk, i pod Konstantynowem, i zbaraskie z innymi wytrzymywaem gody, a po
beresteckiej sam nasz pan miociwy za gow mnie cisn. Bg mi wiadek, mocia panno, e nie
przyjechaem si tu chwali, ale chc, by wapanna wiedziaa, em nie uszczybochenek aden,
ktren krzykiem nadrabia, a krwi auje, jeno e mi ycie w uczciwej subie zbiego, w ktrej si
troch sawy uszczkno, a sumienia niczym nie zbrudzio. Tak mi Panie Boe dopom! A oprcz
tego mog to i godni ludzie powiadczy!
 eby to wszyscy byli do wapana podobni!  westchna panna.
 Wapannie pewnie na myli stoi w gwatownik, ktry na ni bezbon rk mia podnie?
Panna Aleksandra wbia oczy w podog i nie odrzeka ani sowa.
 Ma on za swoje  mwi dalej pan Woodyjowski  cho mi mwiono, e zdrw bdzie, to
jednak od kary si nie wywinie. Wszyscy zacni ludzie go potpili, i a nadto, bo powiadaj, e si z
nieprzyjacielem zwiza, aby od niego posiki otrzyma, co jest nieprawda, gdy ci ludzie, z ktrymi
wapann napad, wcale nie od nieprzyjaciela pochodz, jeno z gocica nazbierani.
 Skd to wapan wiesz?  spytaa ywo panna podnoszc na pana Woodyjowskiego swoje
niebieskie oczy.
 Od samych tych ludzi. Dziwny to czowiek w Kmicic, bo gdym mu sam zdrad przed pojedynkiem
zada, tedy nie zaprzeczy, chocia niesusznie go posdziem. Pycha wida w nim diabelska.
 I wapan to mwisz wszdy, e on nie zdrajca?  Nie mwiem, bom sam nie wiedzia, ale teraz
bd mwi. To nie godzi si choby na najwikszego wroga takiego oszczerstwa rzuca.
Oczy panny Aleksandry spoczy po raz wtry na maym rycerzu z wyrazem sympatii i wdzicznoci.
 Z wapana tak zacny czowiek, tak zacny, jak rzadko!...
Pan Woodyjowski zacz raz po raz rusza wsikami z ukontentowania.
Do rzeczy, Michaku! Do rzeczy, Michaku! rzek do siebie w myli.
Po czym gono do panny:
 Wicej wapannie powiem!... Sposb pana Kmicica gani, ale nie dziwi mu si, e si dobija
o wapann, przy ktrej by sama Wenus za dziewk suy moga. Desperacja to go popchna do
zego uczynku i pewnie raz jeszcze go popchnie, jeli mu si sposobno nadarzy. Jake to przy tak
nadzwyczajnej urodzie sama i bez opieki zostaniesz? Wicej jest takich Kmicicw na wiecie, wicej
zapaw wzbudzisz, na wicej przygd cnot sw narazisz. Bg mi zesa ask, iem mg ci
uwolni, ale ju mnie trby Gradywa woaj... Kt nad tob bdzie czuwa?... Moja mocia panno!
posdzaj onierzw o pocho, ale niesusznie.  u mnie serce nie ze skay, i obojtne na tyle
wybornych wdzikw zosta nie mogo...
Tu pan Woodyjowski upad na oba kolana przed Olek.
 Moja mocia panno!  mwi klczc.  Dziedziczyem chorgiew po twoim dziadku, dozwle
mi i wnuczk odziedziczy. Zdaj mnie opiek nad sob, dozwl pokosztowa sodkoci
wzajemnego afektu, we mnie za staego opiekuna, a bdziesz i spokojna, i bezpieczna, bo cho
odjad na wojn, samo imi broni ci bdzie.
Panna zerwaa si z krzesa i suchaa ze zdumieniem pana Woodyjowskiego, a on tak jeszcze
mwi dalej:
 Ubogim onierz, alem szlachcic i czek uczciwy, i na to ci przysigam, e ni na mojej tarczy,
ni na moim sumieniu najmniejszej plamy nie znajdziesz. Grzesz moe popiechem, ale i to wyrozumiej,
bo mnie ojczyzna woa, ktrej dla cielcie nawet nie odstpi... Nie pocieszysze mnie? nie
dodasz otuchy? nie rzekniesz dobrego sowa?
 Wapan dasz ode mnie niepodobiestwa... Na Boga! Nie moe to by!  odpowiedziaa ze
strachem Oleka.
 Od twojej woli zaley...
 Wanie dlatego wrcz wapanu odpowiadam: nie!
Tu panna zmarszczya brwi.
 Moci panie! winnam ci wiele, nie zapieram. daj, czego chcesz, wszystkom odda gotowa,
prcz rki.
Pan Woodyjowski wsta.
 Wapanna mnie nie chcesz? h?
 Nie mog!
 I to ostatnie sowo wapanny?
 Ostatnie i nieodwoalne.
 A moe jeno popiech si wapannie nie podoba? Daje mnie nadziej!
 Nie mog, nie mog...
 Nie masz tedy tu dla mnie szczcia, jako go i gdzie indziej nie byo! Moja mocia panno, nie
ofiaruje mi zapaty za usug, bom nie po ni przyjecha, a em rki prosi, to nie za zapat, jeno
po dobrej woli. Gdyby mi rzeka, e j oddajesz, bo musisz, to take bym nie przyj. Jak nie ma
woli, to nie ma i doli. Wzgardzia mn... bodaj ci si nikt gorszy nie trafi. Wychodz z tego domu,
jak i wszedem... jeno e nie wrc wicej. Za nic mnie tu maj. Niech i tak bdzie. Bde szczliwa,
choby z tym samym Kmicicem, bo moe wanie o to gniewna, em midzy was szabl
woy. Kiedy on ci lepszy, to ty istotnie nie dla mnie.
Oleka chwycia si rkoma za skronie i powtrzya kilkakrotnie:
 Boe, Boe, Boe!
Ale ta jej bole nie przejednaa pana Woodyjowskiego, ktry skoniwszy si wyszed zy i
gniewny; po czym zaraz siad na ko i odjecha.
 Noga moja wicej tam nie postoi  rzek gono.
Pachoek Syru, jadcy z tyu, przysun si zaraz.  Co wasza mo mwi?
 Gupi!  odpowiedzia pan Woodyjowski.
 To ju mnie wasza mo powiedzia, jakemy w tamt stron jechali.
Nastao milczenie; po czym pan Micha znw mrucze pocz:
 Niewdzicznoci mnie tam nakarmiono... Wzgard za afekt zapacono... Przyjdzie chyba do
mierci w kawalerstwie suy. Tak ju napisano... Jechae sk taki los!... Co rusz, to rekuza... Nie
masz sprawiedliwoci na tym wiecie!... Co ona sobie przeciw mnie upatrzya?
Tu pan Woodyjowski zmarszczy brwi i pocz silnie pracowa gow; nagle uderzy si doni
po nodze.
 Wiem ju!  zakrzykn  ona tamtego jeszcze miuje... nie moe inaczej by.
Ale ta uwaga nie rozjania mu twarzy.
Tym ci gorzej dla mnie  pomyla po chwili bo jeli ona go po tym wszystkim jeszcze miuje,
to i nie przestanie go miowa. Co mia uczyni najgorzego, to ju uczyni. Na wojn ruszy, sawy
nabdzie, reputacj poprawi... I nie przystoi mu w tym przeszkadza... raczej trzeba dopomc, bo to
dla ojczyzny korzy... Ot, co jest! onierz on dobry... Ale czym j tak skaptowa? kto zgadnie...
Inni maj ju takowe szczcie, e byle na niewiast spojrza, ta i w ogie za nim gotowa... eby
tak wiedzie, czym si to dzieje, albo jakowego inkluza dosta, moe by i czowiek co wskra.
Zasug do niczego z biaogow nie dojdziesz! Dobrze powiada pan Zagoba, e liszka a niewiasta
to najzdradliwsze stworzenia na wiecie. A taki al mi, e wszystko przepado! Okrutnie to
gadka podwika i cnotliwa, jak powiadaj. Ambitne to wida jak licho... Kto to wie, czy ona za
niego pjdzie, chocia go miuje, bo j ciko zawid i obrazi... Przecie on mg spokojnie do niej
doj, a wola si warcholi... Gotowa si cakiem wyrzec i zampjcia, i dzieci... Mnie ciko,
ale i jej, niebodze, moe jeszcze ciej...
Tu pan Woodyjowski rozczuli si nad dol Oleki i pocz gow krci, ustami cmoka,
wreszcie rzek:
 Niech jej tam Bg sekunduje! Nie mam do niej urazy! Nie pierwsza to dla mnie rekuza, a dla
niej pierwsza bole. Niebotko ledwie zipie od troskw, jeszczem jej oczy wyku tym Kmicicem
i do reszty ci napoi. Nie godzio mi si tego czyni i naprawi wypada. Bodaj mnie kule biy,
bom po grubiasku postpi. Napisz do niej list, eby odpucia, a potem w czym bd mg, to i
pomog.
Dalsze rozmylania pana Woodyjowskiego przerwa pachoek Syru, ktry przysunwszy si
znw rzek:
 Prosz waszej moci, to to tam na grze pan Charamp z kim drugim jedzie.
 Gdzie?
 A ot, tam!
 Prawda, e dwch jedcw wida, ale pan Charamp zosta si przy ksiciu wojewodzie wileskim.
Po czyme ty go z tak daleka poznajesz?
 A po buance. Dy j cae wojsko zna.
 Jako ywo, e konia wida buanego... Ale moe by inny.
 Kiedy ja i chd jej poznaj... Ju to pan Charamp z pewnoci.
Popdzili obaj konie, a jadcy naprzeciw uczynili to samo i wkrtce pan Woodyjowski pozna,
e to istotnie pan Charamp nadjeda.
By to porucznik piatyhorskiej chorgwi litewskiego komputu, dawny znajomy pana Woodyjowskiego,
stary onierz i dobry. Niegdy wadzili si mocno z maym rycerzem, ale potem, suc
razem i wojny odbywajc, polubili si wzajemnie. Pan Woodyjowski poskoczy tedy ywo i otworzywszy
rce woa:
 Jake si miewasz, Nosaczu?! Skde si tu wzi?
Towarzysz, ktry istotnie na przezwisko Nosacza zasugiwa, bo nos mia potny, wpad w objcia
pukownika i witali si radonie; po czym odsapnwszy rzek:
 Do ciebiem umylnie przyjecha z ekspedycj i z pienidzmi.
 Z ekspedycj i z pienidzmi? A od kogo?
 Od ksicia wojewody wileskiego, naszego hetmana. Przysya ci list zapowiedni, aby zaraz
zacz zacig czyni, i drugi dla pana Kmicica, ktry te si ma w tej okolicy znajdowa.
 I dla pana Kmicica?... Jake to we dwch bdziem w jednej okolicy zacigali?
 On ma jecha do Trokw, a ty masz zosta w to j okolicy.
 Skde to wiedzia, gdzie mnie szuka?
 Sam pan hetman pilnie o ciebie wypytywa, a mu ludzie tutejsi, ktrzy tam jeszcze su, powiedzieli,
gdzie ci znale, i ja jechaem na pewno... W wielkich tam zawsze jeste faworach!...
Syszaem ksicia naszego pana, jak sam mwi, e nie spodziewa si po wojewodzie ruskim niczego
odziedziczy, a tymczasem najwikszego rycerza odziedziczy.
 Daby mu Bg i szczcie wojenne odziedziczy... Wielki to dla mnie honor, e mam zacig
czyni, i zaraz si do tego wezm... Ludzi wojennych tu nie brak, byle byo za co ich na nogi postawi.
A pienidzy sia przywioze?
 Jak przyjedziesz do Pacunelw, to policzysz.
 To i do Pacunelw ju trafi? Strze si jeno, bo tam adnych dziewczt jak maku w ogrodzie.
 Dlatego to i pobyt ci tam smakowa!... Czekaje, mam i drugi list, prywatny, hetmana do ciebie.
 To dawaj!
Pan Charamp wyj pismo z ma pieczci radziwiowsk, a pan Woodyjowski otworzy i zacz
czyta:
Moci panie pukowniku Woodyjowski!
Znajc szczer Wapana suenia ojczynie intencj posyam Ci list zapowiedni, aby zacig
czyni, i nie tak, jako si zwyczajnie czyni, ale z pilnoci wielk, bo periculum in mora. Chceszli
nas uradowa, to nieche chorgiew na koniec lipca, najdalej na p sierpnia bdzie ju na nogach i
do pochodu gotowa. Kopotliwo nam to, skd Waszmo koni dobrych wemiesz, zwaszcza e i
pienidzy posyamy skpo, gdy wicej na panu podskarbim, po staremu nam nieprzyjaznym, nie
moglimy wydbi. Poow z tych pienidzy panu Kmicicowi J. M. P. oddaj, dla ktrego pan
Charamp take list zapowiedni wiezie. Spodziewamy si po nim, i gorliwie nam w tym usuy.
Ale e uszu naszych dosza wie o jego swawolach w Upickiem, tedy najlepiej Wapan list dla
niego przeznaczony od Charampa odbierz i sam uznaj, czy mu go odda. Jeliby uwaa zbytnie
na nim gravamina, hab czynice, tedy nie oddawaj! obawiamy si bowiem, aby nieprzyjaciele
nasi, jako pan podskarbi i pan wojewoda witebski, krzykw nie podnieli, e podobne funkcje niegodnym
osobom powierzamy. Gdyby jednak, uznawszy, e tam nic wielkiego nie ma, list odda,
nieche si Kmicic stara najwiksz w subie usilnoci winy swe zmaza, a na adne terminy w
sdach nie staje, bo on do naszej, hetmaskiej,, naley inkwizycji i my go sdzi bdziem, nikt inny,
ale po funkcji spenionej. Polecenie to nasze uwaaj W. Mo zarazem za dowd zaufania, jakie
w rozumie i wiernych subach W. Moci pokadamy.
Janusz Radziwi,
ksi na Birach i Dubinkach,
wojewoda wileski.
 Okrutnie si tam pan hetman o konie dla ciebie troszczy  rzek pan Charamp, gdy may rycerz
skoczy czyta.
 Pewnie, e o konie bdzie trudno  odpowiedzia pan Woodyjowski.  Tutejszej maej
szlachty sila stanie na pierwszy odgos, ale oni jeno mierzyny mudzkie maj, nie bardzo do suby
zdatne. Na dobr spraw, trzeba by im wszystkim da inne.
 To dobre konie, znam ja je z dawna, okrutnie wytrwae i zwrotne.
 Ba!  rzek pan Woodyjowski  ale urody mae?, a lud tutejszy rosy. Jak ci na takich koniach
w szyku stan, to rzekby: chorgiew na psach siedzi. Ot, kopot!... Wezm ja si gorliwie do roboty,
bo i samemu mi pilno. Zostawe mnie list zapowiedni do Kmicica, jako pan hetman nakazuje,
sam mu go oddam. Bardzo mu w por przyszed.
 A czemu?
 Bo tu tatarsk mod sobie poczyna i panny w jasyr bra. Tyle nad nim procesw i terminw,
ile ma wosw na gowie. Nie masz tygodnia, jak si z nim w szable biem.
 E!  rzek Charamp  jeli ty si z nim w szable bi, to on teraz ley.
 Ale ju si ma lepiej. Za jaki tydzie, dwa zdrw bdzie. Co tam sycha de publacis?
 le, po staremu... Pan podskarbi Gosiewski zatt,-`ze z naszym ksiciem w emulacji, a jak hetmani
niezgodni, to i sprawy adem nie id. Przecie trochmy si poprawili, i tak myl, e byle
zgody, to sobie z tym nieprzyjacielem rady damy. Bg pozwoli, e szcze na ich karkach pojedziemy
a do ich pastwa. Wszystkiemu winien pan podskarbi!
 A inni powiadaj, e wanie hetman wielki.
 To zdrajcy. Wojewoda witebski to tak powiada bo oni si z dawna z panem podskarbim powchali.
 Wojewoda witebski zacny obywatel.
 Zali i ty po sapieyskiej stronie przeciw Radziwiom stoisz?
 Ja stoj po stronie ojczyzny, po ktrej wszyscy sta powinni. W tym to i zo, e si nawet i
onierze na strony dzielim, zamiast bi. A e Sapieha zacny obywatel, to bym i przy samym ksiciu
powiedzia, chocia pod nim su.
 Prbowali ludzie godni zgod czyni, ale to na nic!  rzek Charamp.  Okrutnie teraz posacy
od krla do naszego ksicia lataj... Mwi, e co si tam nowego na wiecie kluje. Spodzie-
walimy si pospoitego ruszenia z krlem jegomoci  nie przyszo! Powiadaj, e gdzie indziej
moe by potrzebne.
 Chyba na Ukrain.
 Bo ja wiem? Jeno raz Brochwicz porucznik powiada, co na wasne uszy sysza. Przyjecha od
krla Tyzenhauz do naszego hetmana i co tam, zamknwszy si, dugo ze sob gadali, czego Brochwicz
nie mg uowi, ale gdy wychodzili, tedy na wasne uszy, powtarzam, sysza, jak pan
hetman mwi: Z tego moe by nowa wojna. Okrutniemy tam wszyscy w gow zachodzili, co
to mogo znaczy.
 Pewnie si przesysza! Z kime by nowa wojna? Cesarz lepiej nam teraz yczy ni naszym
nieprzyjacioom, jako e wypada mu za politycznym narodem si ujmowa. Ze Szwedem rozejm
jeszcze nie wyszed i do szeciu lat nie wyjdzie, a Tatarowie nam na Ukrainie pomagaj, czego by
bez woli Turczyna nie czynili.
 Nie moglimy te i my niczego dociec!
 Bo i nic nie byo. Ale ja chwal Boga, e mam now robot. Ju mi si i tskno czynio za
wojn.
 To ty chcesz sam list zapowiedni Kmicicowi zawie?
 Przeciem ci mwi, e pan hetman tak nakazuje. Wypadnie mi Kmicica odwiedzi, jako kawalerski
jest zwyczaj, a majc list bd mia lepsze jeszcze zamwienie. Czy mu list oddam, to
inna rzecz; namyl si, bo to woli mojej zostawiono.
 Mnie to i na rk, ile e mi w drog pilno. Mam i trzecie zapowiednie pismo do pana Stankiewicza;
potem do Kiejdan kazano mi jecha, armat, ktra tam przyjdzie, odebra; potem do Bir,
obaczy, czy wszystko gotowe w zamku do obrony.
 I do Bir?
 Tak jest.
 To mi i dziwno. adnych nowych wiktoryj nieprzyjaciel nie otrzyma, wic mu i do Bir, na
kurlandzk granic, daleko. A e, jako widz, nowe chorgwie stawi na nogi, wic bdzie komu
broni na-: wet i tych krajw, ktre ju pod moc nieprzyjacielsk; wpady. Kurlandczycy przecie o
wojnie z nami nie myl. Dobrzy to onierze, ale ich mao, i sam tylko Radziwi mgby ich jedn
rk przydusi.
 I mnie to dziwno  odpowiedzia Charamp tym bardziej e mi take popiech zalecono i tuk
dano instrukcj, ibym jeli co znajd nie w porzdku, zaraz ksiciu Bogusawowi dawa zna,
ktrry Petersona inyniera ma przysa.
 Co by to mogo by?! Oby si tylko na jak wojn domow nie zanosio. Nieche nas Bg od
tego strzee! Ju jak tam tylko ksi Bogusaw do roboty wchodzi, to diabu bdzie z tego uciecha.
 Nie mw na niego nic. To mny pan!
 Nie neguj ja mu mstwa, ale wicej w nim Niemca czyli jakowego Francuza ni Polaka... I o
Rzeczpospolit zgoa nie dba, jeno o dom radziwilowski, eby to go jak najwyej wynie, a
wszystkich innych poniy. On to i w ksiciu wojewodzie wileskim, naszym hetmanie, pych
podnieca, ktrej mu i bez tego nie brak, i owe ktnie z Sapiehami i Gosiewskim jego to sadzenia
drzewa i frukta.
 Wielki z ciebie, jak widz, statysta. Powiniene si, Michaku, co prdzej oeni, eby taki rozum
nie przepad.
Woodyjowski spojrza przecigle na towarzysza.
 Oeni?... H?
 Juci! A moe ty tu gdzie w konkury jedzisz, bo, widz, strojny jak na parad.
 Daby spokj!
 Ej, przyznaj si...
 Kady niech swoje arbuzy zjada, a ty o cudze nie pytaj, bo te niejednego dosta. Wanie te
czas teraz o oenku myle, gdy mam zacig na gowie.
 A bdziesz na lipiec gotowy?
 Na koniec lipca bd, chobym mia konie spod ziemi wykopa. Bogu dzikuj, e mi ta robota
przysza, bo inaczej byaby mnie melankolia zjada.
Jako wieci od hetmana i widoki pracy cikiej wielk sprawiy panu Woodyjowskiemu ulg, i
nim dojechali do Pacunelw, prawie nie myla ju o konfuzji, jaka go przed godzin spotkaa.
Wie o licie zapowiednim szybko si rozleciaa po caym zacianku. Przysza zaraz szlachta pyta,
czy prawda, a gdy pan Woodyjowski potwierdzi, wielkie to uczynio wraenie. Ochota bya
powszechna, lubo turbowali si niektrzy, e to w kocu lipca, przed niwami, trzeba bdzie wyruszy.
Pan Woodyjowski rozesa te gocw i do innych okolic, i do Upity, i do znaczniejszych
domw szlacheckich. Wieczorem przyjechao kilkunastu Butrymw, Stakjanw i Domaszewiczw.
Dopiero poczto si zachca wzajem i coraz wiksz okazywa ochot, i odgraa si na nieprzyjaci,
i zwycistwa sobie obiecywa. Jedni tylko Butrymowie milczeli, ale im tego za ze nie
brano, bo wiadomo byo, e jak jeden czowiek stan. Nazajutrz zawrzao we wszystkich zaciankach
jak w ulach. Ludzie nie gadali ju o panu Kmicicu ni o pannie Aleksandrze, tylko o przyszej
wyprawie. Pan Woodyjowski z serca take odpuci Olece rekuz pocieszajc si przy tym myl,
e to nieostatnia, jako i afekt nieostatni. Tymczasem namyla si troch, co ma z listem dla
Kmicica uczyni.
ROZDZIA IX
Zaczy si tedy dla pana Woodyjowskiego czasy cikiej pracy, rozpisywania listw i rozjazdw.
Nastpnego tygodnia przenis si ju na rezydencj do '. Upity i tam zacig rozpocz. Sypaa
si do niego szlachta chtnie, wiksza i mniejsza, bo saw mia gon. Szczeglniej jednak
szli laudascy, ktrym w konie trzeba byo obmyla. Krci si te pan Woo dyjowski jak w
ukropie, ale e by obrotny i trudwnie aowa, szo mu do sporo. W tyme czasie odwiedzi i
pana Kmicica w Lubiczu, ktry znacznie ju do zdrowia przyszed, i chocia z oa jeszcze nie
wstawa, wiadomo ju byo, e zdrw bdzie. Wido cznie, o ile pan Woodyjowski mia szabl
cit, o tyle rk lekk.
Pozna go pan Kmicic natychmiast i przy blad troch na jego widok. Rk nawet mimo woli do
szabli wiszcej nad oem sign, ale ochonwszy, widzc umiech na twarzy gocia, wycign
ku niemu wyehud do i rzek:
 Dzikuj waszmoci za odwiedziny. Godna to takiego kawalera polityka.
 Przyjechaem spyta, czy wa urazy do mnie nie chowasz?  spyta pan Micha.
 Urazy nie chowam, bo mnie nie lada kto zwyciy, ale gracz pierwszej wody. Ledwie em si
wyliza!
 A jake zdrowie waszmocine?
 Wapanu dziw pewno, em spod jego rki yw wyszed? Sam te sobie przyznaj, e niemaa
to sztuka.
Tu pan Kmicic umiechn si.
 No, niestracona sprawa. Dokoczysz mnie, kiedy zechcesz!
 Wcale nie w tym zamiarze tu przyjechaem...
 Chyba waszmo diabe  przerwa Kmicic  albo masz inkluza. Bg widzi, daleko mi teraz
do samochwalstwa, bo z tamtego wiata wracam, alem to sobie przed spotkaniem wapana zawsze
myla: jeelim nie pierwszy w Rzeczypospolitej na szable, tom drugi. Tymczasem niesychana
rzecz! To ja bym pierwszego cicia nie odbi, gdyby wapan chcia. Powiedz mi, gdzie si tak
wyuczy?
 Miao si trocha przyrodzonych zdolnoci  odrzek pan Micha  i ojciec od maego wkada,
ktren nieraz mi mwi: Da ci Bg nikczemn posta, jeli si ludzie nie bd ciebie bali, to si
bd z ciebie mieli. Potem te u wojewody ruskiego w chorgwi suc douczyem si reszty.
Byo tam kilku mw, ktrzy miao mogli mi stawi czoo.
 Aza mogli by tacy?
 Mogli, bo byli. By pan Podbipita. Litwin, wielki familiant, ktry w Zbarau poleg... Panie
wie nad jego dusz!... czek tak olbrzymiej siy, e mu si niepodobna byo zastawi, bo mg
przeci zastaw i przeciwnika. Potem by jeszcze i Skrzetuski. przyjaciel mj serdeczny i konfident,
o ktrym wa musiae sysze.
 Jake! On to ze Zbaraa wyszed i przez Kozakw si przedar. Kto o nim nie sysza!... To
wa z takiej sfory?! i zbaraczyk?... Czoem! czoem! Czekaje!... przecie i ja o wapanu u wojewody
wileskiego syszaem. Wszak waszmoci Micha na imi?
 Waciwie to ja jestem Jerzy Micha, ale e wity Jerzy smoka tylko roztratowa, a wity
Micha caemu komunikowi niebieskiemu przewody: i tyle ju nad piekielnymi chorgwiami odnis
wiktoryj, przeto jego wol mie za patrona.
 Pewnie, e Jerzemu nie rwna si z Michaem. To to wapan ten sam Woodyjowski, o ktrym
powiadano, e Bohuna usiek?
 Jam jest.
 No, od takiego nie al po bie dosta. Daby Bg, ebymy przyjacimi mogli zosta. Wapan
to mnie wprawdzie zdrajc okrzykne, ale si w tym pomyli.
To rzekszy pan Kmicic cign brwi, jakby go rana na nowo zabolaa.
 Przyznaj, em si pomyli  odrzek pan Woodyjowski  ale nie od wapana o tym dopiero
si dowiaduj, bo mi to ju ludzie twoi powiadali. I wiedz waszmo o tym, e inaczej nie bybym
tu przyjeda.
 Ju ostrzyli, bo ostrzyli tu na mnie jzyki!  mwi z gorycz Kmicic.  Niech bdzie, co chce.
Niejedna jest kreska na mnie, przyznaj, ale te i w tej okolicy ludzie niewdzicznie mnie przyjli...
 Wa sobie najwicej zaszkodzie tym spaleniem Womontowicz i ostatnim raptem.
 Tote mnie procesami gnbi. Le ju u mnie terminy do sdw. Choremu przyj do zdrowia
nie dadz. Spaliem Womontowicze, prawda, i ludzi co si wysieko; nieche mnie jednak
Bg sdzi, jelim to ze swawoi uczyni. Tej samej nocy, przed spale:ziem, lub sobie zrobiem: y
ze wszystkimi w zgodzie, zjedna sobie owych tutejszych szaraczkw, zaagodzi nawet yczkw
w Upicie, bo tam istotnie podswawoliem. Wracam tedy do dom i c zastaj? Oto moich kompanionw
pornitych jak woy, lecych pod cian! Gdym si dowiedzia, e to Butrymowie uczynili,
wtedy diabe we mnie wstpi... i zemciem si srogo... Czy wa uwierzy, za co ich pornito?...
Sam si o tym pniej dowiedziaem od jednego z Butrymw, ktrego w lasach napadem:
oto za to, e potacowa w karczmie z szlachciankami chcieli... Kto by si nie mci?
 Mj moci panie!  odpowiedzia Woodyjowski  prawda, e za ostro postpiono z wapana
kompanami, ale czy to ich szlachta pobia? Nie! Pobia ich dawniejsza reputacja, jak tu ze sob
gotow przywieli, bo eby tak grzecznym jakim onierzom zachciao si potacowa, pewnie by
ich za to nie sieczono.
 Niebota!  mwi Kmicic idc za swoj myl  gdym teraz oto w gorczce lea, co wieczora
wchodzili tymi oto drzwiami z tamtej izby... Widziaem ich koo oa, jako na jawie, sinych,
zbitych, a cigle jczeli: Jdru! daj na msz za nasze dusze, bo mki cierpimy! To mwi waci,
wosy mi na gowie powstaway, bo i siark od nich w izbie pachniao... Na msz ju tlaem, oby
im to co pomogo!
Nastaa chwila milczenia.
 A co do raptu  mwi dalej Kmicic  wapanu o tym nikt nie mg powiedzie, e ona ocalia
mi wprawdzie ycie, gdy mnie szlachta cigaa, ale potem kazaa i precz i nie pokazywa si na
oczy. Co mi wwczas pozostao?!
 Zawsze to tatarski by sposb.
 Chyba wapan nie wiesz, co jest afekt i do jakiej desperacji czowiek przyj moe, gdy to, co
najwicej umiowa, utraci.
 Ja nie wiem, co jest afekt?  zakrzykn z oburzeniem pan Woodyjowski.  Od czasu jak szabl
poczem nosi, zawsze byem zakochany... Prawda, e si subiectum zmieniao, bo nigdy mi
wzajemnoci nie wypacono. Gdyby nie to, nie byoby wierniejszego nade mnie Troia.
 Taki tam i afekt, gdy si subiectum zmienia!  rzek Kmicic.
 Tedy waci powiem co innego, na co wasnymi oczyma patrzyem. Oto pierwszego czasu
chmielnicczyzny Bohun, ten sam, ktren dzi po Chmielnickim najwiksz cieszy si midzy kozactwam
powag, porwa Skrzetuskiemu umiowan nad wszystko dziewk, kniaziwn Kurcewiczwn.
To by dopiero afekt! Cae wojsko pakao widzc Skrzetuskiego desperacj, bo mu broda
w dwudziestym ktrym roku ycia zbielaa, a on, zgadnij wa, co uczyni?
 Skd mam wiedzie!
 Oto, e ojczyzna bya w potrzebie, w ponieniu, e okrutny Chmielnicki tryumfowa, wic on
wcale nie poszed dziewki szuka. Bole Bogu ofiarowa i bi si we wszystkich bitwach pod ksiciem
Jeremim, a pod Zbaraem tak nadzwyczajn chwa si okry, e dzi imi jego wszyscy ze
czci powtarzaj. Przye wapan teraz jego uczynek do swojego i poznaj rnic.
Kmicic milcza i gryz wsy, Woodyjowski mwi dalej:
 Tote Skrzetuskiego Bg wynagrodzi i dziewk mu odda. Zaraz po Zbarau si pobrali i ju
troje dzieci spodzili, chocia on suy nie przsta. A waszmo zamieszki czynic pomagae tym
samym nieprzyjacielowi i mao ywota nie utraci, nie mwic o tym, e przed paru dniami moge
pann na zawsze utraci.
 Jakim sposobem?  rzek siadajc na ku Kmicic  co si z ni dziao?
 Nic si z ni nie dziao, jeno znalaz si m, ktren j o rk prosi i za on chcia poj.
Kmicic poblad bardzo, zapadnite jego oczy poczy ciska pomienie. Chcia wsta, zerwa si
nawet na chwil i zakrzykn:
 Kto by ten wray syn? Na ywy Bg, mw waszmo!
 Ja  rzek pan Woodyjowski.
 Wapan? wapan?  pyta ze zdumieniem Kmicic.  Jak to?...
 Tak jest.
 Zdrajco! nie ujdzie ci to!... I ona?... na ywy Bg, mw ju wszystko!.., ona ci przyja?...
 Odpalia z miejsca i bez namysu.
Nastaa chwila milczenia. Kmicic oddycha ciko i oczyma wpija si w Woodyjowskiego, ten
za rzek;  Czemu to mnie zdrajc nazywasz? Zalim ci brat albo swat? Zalim ci wiar zama?
Zwyciyem ci w rwnym boju i mogem czyni, co mi si podobao.  Po staremu jeden by z
nas to krwi zapiecztowa. Nie szabl, to z rusznicy bym wapana ustrzeli i niechby mnie diabli
potem wzili.
 Chybaby mnie z rusznicy zastrzeli, bo gdyby mnie nie bya odpalia, to bym i pojedynku
drugiego nie przyj. Po co miabym si bi? A wiesz, czemu mnie odpalia?
 Czemu?  powtrzy jak echo Kmicic.
 Bo ciebie miuje.
Byo to wicej, ni sabe siy chorego znie mogy. Gowa Kmicica opada na poduszki, na
czoo wystpi mu pot obfity i lea czas jaki w milczeniu.
 Okrutnie mi sabo  rzek po chwili.  Skde... to wa wiesz, e ona... mnie miuje?
 Bo mam oczy i patrz, bo mam rozum i miarkuj; teraz zwaszcza, gdym rekuz dosta, zaraz
mi si w gowie rozjanio. Naprzd tedy, gdym po pojedynku przyszed jej powiedzie, e jest
wolna, bom wapana usiek, wnet j zamroczyo i zamiast wdziczno mi okaza, cakiem mnie
spostponowaa; po wtre: gdy ci tu Domaszewicze dwigali, to ci gow jako matka unosia; a po
trzecie, e gdym si jej owiadczy, tak mnie przyja, jakoby mi kto w pysk da. Jeli te racje wapanu
nie wystarczaj, to chyba dlatego, e przez rozum zacity i na umyle szwankujesz.
 Gdyby to bya prawda!  odrzek sabym gosem Kmicic  tedy... rne mi tu maci na rany
przykadaj... ale nie byoby lepszego balsamu od sw waszmoci.
 Zdrajcae ci to taki balsam przykada?
 Przebacz ju wa. W gowie mi si takie szczcie nie mieci, eby ona mnie jeszcze chciaa.
 Powiedziaem, e wapana miuje, nie powiedziaem, e ci zechce... To wcale co innego.
 Jeli mnie nie zechce, to sobie ten eb o cian rozbij. Nie moe inaczej by.
 Mogoby by, gdyby wapan mia szczer intencj zmazania win. Teraz wojna, moesz i,
moesz posugi znaczne miej ojczynie odda, mstwem si wsawi, reputacj poata. Kt to
jest bez grzechu? Kto nie ma win na sumieniu? Kady ma... Ale do pokuty i poprawy kademu
otwarta droga. Wa grzeszye swawol, to jej odtd unikaj; grzeszye przeciw ojczynie, zamieszki
w czasie wojennym czynic, to j teraz ratuj; czynie krzywdy ludziom, to je nagrd...
Ot, droga dla waszmoci lepsza i pewniejsza ni rozbijanie sobie ba.
Kmicic patrzy uwanie na Woodyjowskiego, potem rzek:
 Wapan mwisz jak mj szczery przyjaciel.
 Nie jestem wapanu przyjacielem, ale po prawdzie nie jestem i nieprzyjacielem, a tej panny
mnie al, chocia mnie odpalia, bom jej te sowo ostre niesusznie rzek na odjezdnym. Od rekuzy
si nie powiesz, nie pierwszyzna mi, a uraz nie zwykem chowa. Jeli wic wapana na dobr
drog namwi, to bdzie take moja wzgldem ojczyzny zasuga, bo onierz dobry i dowiadczony.
 Zali mnie czas jeszcze na t drog wraca? Tyle terminw na mnie czeka! Z oa trzeba do sdu
zaraz... Chybabym std ucieka, a tego nie chc. Tyle terminw! A co sprawa, to i wyrok pewny
na potpienie.
 Ot, tu jest na to lekarstwo!  rzek pan Woodyjowski wydobywajc list zapowiedni.
 List zapowiedni!  wykrzykn Kmicic  dla kogo?
 Dla wapana. A teraz wiedz, e majc funkcj wojskow, nie potrzebujesz do adnych sdw
stawa, bo do hetmaskiej inkwizycji naleysz; suchaj za, co ksi wojewoda mi pisze.
Tu pan Woodyjowski odczyta Kmicicowi prywatny list Radziwia, odetchn, ruszy wsikami
i rzek:
 Ow, jak wapan widzisz, ode mnie zaley: albo ci list zapowiedni odda, albo go schowa.
Niepewno, trwoga i nadzieja odbiy si na twarzy Kmicica.
 A wapan co uczynisz?  pyta cichym gosem.
 A ja waszmoci list oddaj  rzek pan Woodyjowski.
Kmicic nic zrazu nie odrzek, gow opuci na poduszki i patrzy czas jaki w puap. Nagle oczy
poczy mu wilgotnie i gocie nieznani w tych oczach, zy, zawisy na rzsach.
 Nieche mnie komi rozerw!  rzek wreszcie  niech mnie ze skry obuszcz, jelim ja widzia
zacniejszego czowieka od waszmoci... Jeeli przeze mnie rekuz dosta, jeli mnie Oleka
jeszcze, jako powiadasz, miuje, inny tym bardziej by si mci, tym gbiej mnie pogry... A
waszmo mi rk podajesz i jako z grobu mnie wycigasz!
 Bo nie chc dla prywaty ojczyzny miej powica, ktrej waszmo znaczne jeszcze posugi
moesz odda. Ale to waszmoci powiem, e gdyby by owych Kozakw od Trubeckiego albo
Chowaskiego poyczy, tedybym list zatrzyma. Cae to szczcie, e tego nie uczyni!
 Przykad, przykad z wapana innym bra!  odrzek Kmicic.  Daje mi rk, Bg mi pozwoli
czym dobrym si waszmoci wypaci, bo mnie na mier i ycie zobowiza.
 To i dobrze, potem o tym! A teraz... uszy waszmo do gry! Nie potrzeba ci do adnych sdw
stawa, jeno do roboty si bra. Zasuysz si ojczynie, to ci i ta szlachta odpuci, bo to ludzie
na honor ojczyzny bardzo czuli... Moesz jeszcze winy zmaza, reputacj odzyska i w sawie
jako w socu chodzi, a ju tam znam jedn pann, ktra ci nagrod za ycia obmyli.
 E!  zakrzykn z uniesieniem Kmicic  co ja tu bd w ou gni, gdy nieprzyjaciel ojczyzn
depcze. Hej! jest tam ktry? Sam tu! pachoek, buty podawaj!... Sam tu!... Nieche mnie piorun w
tych betach ustrzeli, jeli bd duej w nich parcia!
Umiechn si na to z zadowoleniem pan Woodyjowski i rzek:
 Duch w waci od ciaa silniejszy, bo ciao jeszcze ci nie dopisze.
To rzekszy pocz egna si, a Kmicic nie pusz. cza, dzikowa i winem chcia traktowa.
Jako dobrze ju miao si ku wieczorowi, gdy may rycerz opuci Lubicz i do Wodoktw pody.
 Najlepiej j za ostre sowa nagrodz  mwi sam do siebie  gdy jej powiem, e Kmicic nie
tylko z oa, ale i z niesawy powstaje... Nie do szcztu to jeszcze zepsuty czowiek, jeno gorczka
wielki. Okrutnie j tym pociesz i tak myl, e mnie teraz lepiej przyjmie ni wtedy, kiedym jej
samego siebie ofiarowa...
Tu westchn poczciwy pan Micha i mrukn:
 eby to wiedzie, czy jest jaka na wiecie i dla mnie przeznaczona?
Wrd podobnych rozmyla dojecha do Wodoktw. Kudaty mudzin wybieg do koowrotu,
ale nie spieszy si otwiera, jeno rzek:
 Dziedziczki nie ma w domu.
 To wyjechaa?
 A wyjechaa.
 Gdzie?
 Kto j wie!
 A kiedy wrci?
 Kto j wie!
 Gadaje po ludzku! Nie mwia, kiedy wrci?  Bogdaj wcale nie wrci, bo z wozami wyjechaa
i z toboami. Z tego miarkuj, e daleko i na dugo.
 Tak?  mrukn pan Micha.  Ot, com najlepszego sprawi!...
ROZDZIA X
Zwyczajnie, gdy cieplejsze promienie soca poczynaj przedziera si przez zimow chmur
opon i gdy pierwsze pdy ukazuj si na drzewach, a zielona ru zb kiekuje na wilgotnych polach,
wstpuje i lepsza nadzieja w serca ludzkie. Ale wiosna 1655 roku nie przyniosa zwykej pociechy
dla strapionych w Rzeczypospolitej ludzi. Caa jej wschodnia granica, od pnocy a po
Dzikie Pola na poudniu, bya opasana jakby wstg ognist i wiosenne ulewy nie mogy pogasi
poaru, owszem, wstga owa stawaa si coraz szersz i coraz rozleglejsze zajmowaa kraje. A
oprcz tego na niebie pojawiy si znaki zej wrby zwiastujce wiksze jeszcze klski i nieszczcia.
Raz wraz z chmur przelatujcych niebiosa tworzyy si jakoby wiee wysokie, jakoby flanki
forteczne, ktre nastpnie zawalay si z oskotem. Pioruny biy w ziemi, jeszcze niegiem pokryt,
lasy sosnowe ky, a gazie drzew skrcay si w dziwne, chorobliwe ksztaty; zwierzta i
ptaki paday od jakiej nieznanej choroby. Na koniec dostrzeono i na socu plamy niezwyczajne,
majce ksztat rki jabko trzymajcej, serca przebitego i krzya. Umysy trwoyy si coraz bardziej,
a zakonnicy gubili si w dociekaniach, co by owe znaki mogy znaczy. Dziwna jaka niespokojno
ogarniaa wszystkie serca.
Przepowiadano nowe wojny i nagle, Bg wie skd, zowroga wie pocza kry z ust do ust
po wsiach i miastach, e od strony Szwedw zbliaa si nawanica. Na pozr nie nie zdawao si
potwierdza tej wieci, gdy rozejm ze Szwecj zawarty mia jeszcze na sze lat si, a jednak
mwiono o niebezpieczestwie wojny i na sejmie, ktry krl Jan Kazimierz zoy 19 maja w Warszawie.
Coraz wicej niespokojnych oczu zwracao si ku Wielkopolsce, na ktr burza najpierw moga
si zwali. Leszczyski, wojewoda czycki, i Naruszewicz, pisarz polny litewski, wyjechali w poselstwie
do Szwecji; ale wyjazd ich, zamiast uspokoi strwoonych, roznieci wikszy jeszcze niepokj.
Legacja ta wojn pachnie  pisa Janusz RadziwiI.
 Gdyby nawala nie grozia z tamtej strony, c by ich wysyano?  mwili inni.  Wszake ledwie
wrci ze Sztokholmu poprzedni pose Kanazyl; ale wida to jasno, e nic nie sprawi, skoro
zaraz po nim tak powanych wysano senatorw.
Wszelako rozsdniejsi ludzie nie wierzyli jeszcze w moliwo wojny.
 adnej  twierdzili  Rzeczpospolita nie daa przyczyny, a rozejm trwa w caej sile. Jakeby to
podeptano przysigi, zgwacono najwitsze umowy i napadnito po zbjecku bezpiecznego ssiada?
Szwecja przy tym pamita jeszcze rany polsk szabl zadane pod Kircholmem, Puckiem i
Trzcian! Wszake to i Gustaw Adolf, ktry w caej Europie nie znalaz przeciwnika, uleg kilkakro
panu Koniecpolskiemu. Nie bd Szwedzi tak wielkiej sawy wojennej, w wiecie nabytej, na
niepewny hazard wystawia z przeciwnikiem, ktremu nigdy w polu dosta nie mogli. Prawda, e i
wojn wyczerpana, i osabiona jest Rzeczpospolita; ale z samych Prus i samej WieIkopolski, ktra
w wojnach ostatnich wcale nie ucierpiaa, wystarczy ten godny nard przepdzi i za morza do
bezpodnych ska odeprze. Nie bdzie wojny!
Na to odpowiadali znw trwoliwi, e jeszcze przed sejmem warszawskim radzono ju z namowy
krla na sejmiku w Grodnie o obronie pasw granicznych wielkopolskich, e rozpisywano podatki
i onierza, czego by przecie nie czyniono, gdyby niebezpieczestwo nie byo bliskie.
I tak chwiay si umysy pomidzy obaw a nadziej, cika niepewno przygniataa dusze
ludzkie, gdy nagle pooy jej koniec uniwersa Bogusawa Leszczyskiego, jeneraa wielkopolskiego,
zwoujcego pospolite ruszenie szlachty wojewdztw poznaskiego i kaliskiego dla obrony
granic od grocej naway szwedzkiej...
Wszelka wtpliwo znika. Okrzyk: Wojna!  rozleg si po caej Wielkopolsce i wszystkich
ziemiach Rzeczypospolitej.
Bya to nie tylko wojna, ale nowa wojna. Chmielnicki, wspomagany przez Buturlina, sroy si
na poudniu i wschodzie; Chowaski i Trubecki na pnocy i wschodzie, Szwed zblia si z zachodu!
Ognista wstga zmieniaa si w koo ogniste.
Kraj by jak obz oblony.
A w obozie le si dziao. Jeden ju zdrajca, Radziejowski, uciek z niego i by w namiocie napastnikw.
On to prowadzi ich na up gotowy, on wskazywa sabe strony, on mia kusi zaog. A
oprcz tego nie brako ni niechci, ni zawici; nie brako magnatw midzy sob zwanionych lub
za odmwione urzdy na krla krzywych i w kadej chwili spraw publiczn dla swej prywaty powici
gotowych; nie brako dysydentw pragncych triumf swj choby na grobie ojczyzny
uwici; a jeszcze wicej byo swawolnikw i ospaych, i leniwych, i w sobie samych, we wasnych
wczasach i dostatkach zakochanych.
Jednake zasobna i wojn dotd nie poterana kraina wielkopolska nie aowaa przynajmniej
pienidzy na obron. Miasta i wsie szlacheckie dostarczyy piechotnego onierza tyle, ile go rozpisano,
i zanim szlachta ruszya wasnymi osobami do obozu, cigny ju tam pstre puki anowej
piechoty pod wodz rotmistrzw przez sejmik wyznaczonych z ludzi w rzemiole wojennym dowiadczonych.
Wid wic pan Stanisaw Dbiski anowcw poznaskich; pan Wadysaw Wostowski kociaskich,
a pan Golc, sawny onierz i inynier, waeckich. Nad kaliskimi chopy dziery rotmistrzowsk
buaw pan. Stanisaw Skrzetuski, z rodu dzielnych wojownikw, stryjeczny Jana, synnego
zbaraczyka. Pan Kacper ychliski prowadzi koniskich mynarzy i sotysw. Spod Pyzdrw
cign pan Stanisaw Jaraczewski, ktry modo w cudzoziemskich wojskach spdzi; spod
Kcyni pan Piotr Skoraszewski, a pan Kwilecki spod Naka. Nikt jednak w dowiadczeniu wojennym
nie mg wyrwna panu Wadysawowi :~koraszewskiemu, ktrego gosu nawet sam jenera
wielkopolski i wojewodowie suchali.
W trzech miejscach: pod Pi, Ujciem i Wieleniem, zalegli rotmistrzowie pasy nadnoteckie
czekajc na przybycie szlachty na pospolite ruszenie zwoanej. Piechurowie sypali szace od rana
do wieczora, ustawicznie ogldajc si za siebie, czy podana konnica nie nadciga.
Tymczasem nadjecha pierwszy z dygnitarzy, pan Andrzej Grudziski, wojewoda kaliski, i stan
w domu burmistrza z licznym pocztem sug przybranych w biae i bkitne barwy. Spodziewa
si, e wnet osoczy go szlachta kaliska, gdy jednak nikt si nie zjawia, posa po rotmistrza, pana
Stanisawa Skrzetuskiego, zajtego sypaniem szaczykw nad rzek.
 A gdzie to moi ludzie?  pyta po pierwszych powitaniach rotmistrza, ktrego zna od dziecka.
 Jacy, ludzie?  rzek pan Skrzetuski.
 A pospolite ruszenie kaliskie?
Ppogardliwy, pbolesny umiech pojawi si na czerniawej twarzy onierza.
 Janie wielmony wojewodo!  rzek  przecie to czas strzyy owiec, a za le umyt wen nie
chc w Gdasku paci. Kady teraz jegomo nad stawem przy myciu albo nad wag stoi, susznie
mniemajc, e Szwedzi nie uciekn.
 Jake to?  odpar zafrasowany wojewoda nie masz jeszcze nikogo?
 ywego ducha prcz piechoty anowej... A potem niwa bliskie. Dobry gospodarz z domu nie
wy;jeda w takim czasie!
 Co mi wapan prawisz?
 A Szwedzi nie uciekn, jeno jeszcze bliej przyjd  powtrzy rotmistrz.
Dziobata twarz wojewody poczerwieniaa nagle.
 Co mi Szwedzi!... Ale to dla mnie wstyd wobec innych panw bdzie, gdy sam si tu jako palec
ostan
Skrzetuski znw si umiechn.
 Wasza mio pozwoli sobie powiedzie rzek  e Szwedzi tu rzecz gwna, a wstyd potem.
Zreszt nie bdzie go, bo nie tylko kaliskiej, ale i adnej innej szlachty jeszcze nie ma.
 Powariowali!  rzek pan Grudziski.
 Nie, jeno tego pewni, e jeli oni nie zechc do Szwedw, to Szwedzi nie omieszkaj do nich.
 Czekaj wa!  rzek wojewoda.
I klasnwszy na pachoka kaza sobie poda inkaustu pir i papieru  nastpnie usiad i pocz
pisa.
Po upywie p godziny zasypa kart, uderzy po niej rk i rzek:
 Posyam jeszcze wezwanie, by si najpniej pro die 27 praesentis stawili, i tak myl, e
przynajmniej w tym ostatnim terminie zechc non deesse patriae. A teraz powiedz mi wapan: macieli
jakie wieci o nieprzyjacielu?
 Mamy. Wittenberg wojska swoje pod Dam na gach musztruje.
 Sia ich?
 Jedni mwi, e siedmnacie tysicy, drudzy, e wicej.
 Hm! to nas i tyle nie bdzie. Jak wa sdzisz; zdoamy si oprze?
 Jeli si szlachta nie stawi, to i nie ma o czym mwi...
 Stawi si, co si nie ma stawi! Wiadoma to rzecz, e pospolite ruszenie zawsze marudzi. Ale
ze szlacht damy sobie rad?
 Nie damy  rzek chodno Skrzetuski.  Janie wielmony wojewodo, to my wcale onierzy
nie mamy.
 Jak to: nie mamy onierzy?
 Wasza mio wie tak dobrze jak ja, e co jest wojska, to wszystko na Ukrainie. Nie przysano
nam tu ani dwch chorgwi, cho Bg jeden wie teraz, ktra burza groniejsza.
 Ale piechota, ale pospolite ruszenie?
 Na dwudziestu chopw ledwie jeden wojn w;_ dzia, a na dziesiciu jeden wie, jak rusznic
trzyma. Po pierwszej wojnie bd z nich dobrzy onierze, ale nie teraz. A co do pospolitego ruszenia,
spytaj wasza mio kadego, kto si cho troch na wojnie zna, czy pospolite ruszenie moe
dotrzyma regularnym wojskom, jeszcze takim jak szwedzkie, weteranom z caej luterskiej wojny
i do zwycistw przywykym.
 Take to wa wysoko Szwedw nad swoich wynosisz?
 Nie wynosz ja ich nad swoich, bo gdyby tu byo z pitnacie tysicy takich ludzi, jacy pod
Zbaraem byli, kwarcianych i jazdy, tedybym si ich nie ba, ale z naszymi, daj Boe, abymy co
znaczniejszego wskra mogli.
Wojewoda pooy rce na kolanach i spojrza bystro wprost w oczy Skrzetuskiemu, jakby
chcia w nich jak ukryt myl wyczyta.
 Tedy po co my tu przyszli? Czy wapan nie mylisz, e lepiej si podda?
Zapon na to pan Stanisaw i odrzek:
 Jeli mi taka myl w gowie powstaa, kae mnie wasza mio na pal wbi. Na pytanie, czy
wierz w wiktori, odpowiadam jako onierz: nie wierz!  ale po comy tu przyszli, to inna materia,
na ktr jako obywatel odpowiadam: po to, abymy nieprzyjacielowi wstrt pierwszy dali, abymy
zatrzymawszy go na sobie, pozwolili reszcie kraju opatrzy si i wystpi, abymy ciaami
naszymi wstrzymali najazd pty, pki jeden na drugim nie padniem!
 Chwalebna to intencja waszmoci  odpowiedzia chodno wojewoda  ale atwiej wam, onierzom,
o mierci mwi ni nam, na ktrych caa odpowiedzialno za tyle krwi szlacheckiej
darmo przelanej spadnie.
 Po to i ma szlachta krew, aby j przelewaa.
 Tak to, tak! Wszyscy gotowimy polec, bo zreszt to najatwiejsza rzecz. Wszelako obowizek
kae nam, ktrych Opatrzno naczelnikami uczynia, nie samej tylko chway szuka, ale i za poytkiem
si oglda. Wojna ju tak jak zaczta, to prawda, ale przecie Carolus Gustavus pana naszego
krewny i musi mie na to wzgld. Dlatego naley i paktowania poprbowa, bo czasem wicej
sowem mona wskra nili orem.
 To do mnie nie naley!  odrzek sucho pan Stanisaw.
Wojewodzie w teje chwili widocznie to samo na myl przyszo, bo skin gow i poegna
rotmistrza. Skrzetuski jednake do poowy tylko mia su
szno w tym, co mwi o opieszaoci szlachty na pospolite ruszenie powoanej. Prawd istotnie
bowiem byo, e do ukoczenia strzyy owiec mao kto cign do obozu midzy Pi a Ujciem;
ale pod 27 czerwca, to jest na termin w ponownym wezwaniu oznaczony, zaczto zjeda
si do licznie.
Codziennie tumany kurzu, podnoszce si z powodu suchej i staej pogody, zwiastoway zblianie
si coraz nowych zastpw. I jechaa szlachta szumnie, konno i koleno, z pocztami sug, z kredensami,
z wozami i obfitoci na nich wygd wszelkich, a obciona tak broni, i niejeden za
trzech wszelakiego dwiga ora, poczwszy od kopij, rusznic, bandoletw, szabel, koncerzy i
zarzuconych ju w owym czasie motkw husarskich do rozbijania zbroi sucych. Starzy praktycy
zaraz po tym uzbrojeniu poznawali ludzi nieobytych z wojn i niedowiadczonych.
Ze wszystkiej bo wiem szlachty zamieszkujcej obszary Rzeczypospolitej wielkopolska wanie
najmniej bya wojownicza. Tatarzy, Turcy i Kozacy nie deptali nigdy tych okolic, ktre od czasw
krzyackich zapomniay niemal, jak wyglda wojna w kraju. Kto ze szlachty wielkopolskiej czu w
sobie bojow ochot, ten si zaciga do komputu wojsk koronnych i tam stawa tak dobrze jak
kady inny; ale ci natomiast, ktrzy w domach woleli siedzie, na prawdziwych si te domatorw
zmienili, kochajcych si w dostatkach, we wczasach, na zawoanych gospodarzy zasy. pujcych
sw wen i zwaszcza swoim zboem rynk miast pruskich.
Teraz wic, gdy burza szwedzka oderwaa ich od spokojnych zaj, zdawao im si, e na wojn
nie mona si zanadto broni najey ani zapasami zaopatrzy, ani za wielu wzi pachokw,
ktrzy by ciaa i sprztw pana strzegli.
Dziwni to byli onierze, z ktrymi rotmistrzowie nieatwo do sprawy przyj mogli. Stawa na
przykad towarzysz z kopi na dziewitnacie stp dug y i w pancerzu na piersiach, ale w somianym
kapeluszu dla chodu na gowie; inny w czasie musztry na gorco narzeka, inny ziewa, jad
lub pi, inny pachoka woa, a wszyscy w szeregu nie poczytywali za rzecz zdron gawdzi tak
gono, e rozkazw oficerw nikt dosysze nie mg. I trudno byo dy scyplin wprowadza, bo
si o ni bracia uraaa, mocno, jako godnoci obywatelskiej przeciwn. Ogaszano wprawdzie
artykuy, ale ich sucha nie chciano.
Kul elazn u ng tego wojska by nieprzeliczo ny zastp wozw, koni zapanych i pocigowych,
byda przeznaczonego na spy, a zwaszcza sug pilnujcych namiotw, sprztw, jagie,
krup i bigosw, a wszczynajcych z lada powodu ktnie i zamieszanie.
Przeciw takiemu to wojsku zblia si od strony Szczecina i nadodrzaskich gw Arwid Wittenberg,
stary wdz, ktremu modo na wojnie trzydziestoletniej zbiega, prowadzc siedmnacie
tysicy weteranw, w elazn dyscyplin ujtych.
Z jednej strony sta bezadny obz polski, do zbiegowiska jarmarcznego podobny, haaliwy,
peen dysput, rozpraw nad rozporzdzeniami wodzw i niezadowolenia, zoony z poczciwych
wieniakw na poczekaniu w piechot zmienionych i z jegomociw prosto od strzyy owiec oderwanych;
z drugiej, maszeroway grone, milczce czworoboki, na jedno skinienie wodzw rozcigajce
si z regularnoci m..-.chin w linie i pkola; zwierajce si w kliny i trjkty tak sprawne
jak miecz w rku szermierza; najeone rurami muszkietw i wczni, prawdziwi 1udzie wojny,
zimni, spokojni, istni rzemielnicy, ktrzy do mistrzostwa doszli w rzemiole. Kt z ludzi dowiadczonych
mg wtpi, jaki bdzie rezultat spot kania i na czyj stron musi pa zwycistwo?
Jednake szlachty cigao si coraz wicej a przedtem jeszcze poczli si zjeda dygnitarz
wielkopolscy i innych prowincji, z pocztami przybocznych wojsk i sug. Wkrtce po panu Grudziskim
zjecha do Piy potny wojewoda poznaski, pan Krzysztof Opaliski. Trzystu hajdukw
przybranych w te z czerwonym barwy i uzbrojonych w muszkiety szo przed wojewodzisk
karet; tum dworzan, szlachty otacza jego dostojn osob; za nimi w szyku bojowym cigna oddzia
rajtarw w takie barwy jak i hajducki przybranych; a sam wojewoda jecha w karecie majc
przy sobie bazna, Stacha Ostrok, ktrego obowizkiem byo pospnego pana przez drog rozwesela.
Wjazd tak znamienitego dygnitarza doda wszystkim serca i otuchy; tym bowiem, ktrzy spogldali
na monarszy niemal majestat wojewody, na t twarz wspania, w ktrej spod wysokiego
jak sklepienie czoa wieciy oczy rozumne i surowe, na senatorsk powag caej postawy, zaledwie
w gowie mogo si pomieci, by jaki niefortunny los mg przypa w udziale takiej potdze.
Ludziom przywykym do czci dla urzdu i osoby wydawao si, e i sami Szwedzi nie bd
chyba mieli wznie witokradzkiej rki na takiego magnata. Owszem, ci, ktrym trwoliwsze
serce bio w piersiach, uczuli si zaraz bezpieczniejsi pod jego skrzydami. Witano wic go radonie
i gorco; okrzyki brzmiay wzdu ulicy, ktr orszak posuwa si z wolna ku domowi burmistrza,
a gowy chyliy si przed wojewod, widnym jak na doni przez szyby pozocistej karety. Na
owe ukony odpowiada wraz z wojewod Ostroka, z tak godnoci i powag, jakby wycznie
jemu byy skadane.
Zaledwie kurz opad po przejedzie wojewody poznaskiego, gdy gocy nadbiegli z oznajmieniem,
e jedzie stryjeczny jego brat, wojewoda podlaski Piotr Opaliski ze swym szwagrem, panem
Jakubem Rozdraewskim, wojewod inowrocawskim. Ci przywiedli kady po sto pidziesit
ludzi zbrojnych prcz dworzan i sug. Potem nie mija dzie, by kto z dygnitarzy nie zjecha: jako
pan Sdziwj Czarnkowski, szwagier Krzysztofa, a sam kasztelan poznaski, za czym Stanisaw
Pogorzelski, kasztelan kaliski; Maksymilian Miaskowski, kasztelan krzywiski, i Pawe Gbicki,
pan midzyrzecki. Miasteczko napenio si tak dalece ludmi, e domw zbrako na pomieszczenie
samych tylko dworzan. Przylege ki upstrzyy si namiotami pospolitego ruszenia. Rzekby,
e wszystkie ptactwo rnobarwne zleciao si do Piy z caej Rzeczypospolitej.
Migotay barwy czerwone, zielone, niebieskie, bkitne, biae na katankach, upanach, kubrakach
i kontuszach, bo pominwszy pospolite ruszenie, w ktrym co szlachcic, to inny strj nosi 
pominwszy sub pask  i piechota kadego powiatu w inne przybran bya kolory.
Nadjechali i bazarnicy, ktrzy nie mogc si w rynku pomieci wybudowali rzd szop wedle
miasteczka. Sprzedawano w nich przybory wojskowe o;l szat do broni i jada. Polowe garkuchnie
dymiy przez dzie i noc roznoszc w dymach zapach bigosw, jagie, pieczeni  w innych sprzedawano
trunki_ Przed szopami roia si szlachta, zbrojna nie tylko w miecze, ale i w yki, jedzc,
popijajc i rozprawiajc to o nieprzyjacielu, ktrego jeszcze nie byo wida, to o nadjedajcych
dygnitarzach, ktrym nie aowano przymwek.
Midzy grupami szlachty chodzi Ostroka przybrany w odzie zeszyt z pstrych gagankw, z
berem zdobnym dzwonkami i min z gupia frant. Gdzie si pokaza, otaczano go wnet koem, on
za podlewa oliwy do ognia, pomaga obmawia dygnitarzy i zadawa zagadki, nad ktrymi
szlachta tym bardziej braa si za boki, im bardziej byy zjadliwe.
Nie szczdzono w nich nikogo.
Pewnego popoudnia nadszed przed bazary sam wojewoda poznaski i wmiesza si midzy
szlacht rozmawiajc askawie z tym, z owym lub ze wszystkimi i skarc si troch na krla, e
wobec zbliajcego si nieprzyjaciela nie przysa ani jednej chorgwi kwarcianej.
 Nie myl o nas, moci panowie  mwi i bez pomocy nas zostawiaj. Powiadaj w Warszawie,
e na Ukrainie i tak wojska za mao i e hetmani nie mog sobie da rady z Chmielnickim. Ha,
trudno! Milsza wida Ukraina jak Wielkopolska... W nieasce jestemy, moci panowie, w nieasce!
Jako na jatki nas tu wydali.
 A kto winien?  pyta pan Szlichtyng, sdzia wschowski.
 Kto wszystkim nieszczciom Rzeczypospolitej winien?  odpar wojewoda  juci nie my,
bracia szlachta, ktrzy j piersiami naszymi zasaniamy.
Suchajcej go szlachcie pochlebio to wielce, e hrabia na Bninie i Opalenicy sam si na
rwni z ni stawia i do braterstwa si przyznaje, wic zaraz pan Koszucki odpowiedzia:
 Janie wielmony wojewodo! Gdyby tam wicej takich konsyliarzw byo przy majestacie, jak
wasza mio, pewnie by tu nas na rze nie wydano... Ale tam podobno ci rzdz, co si niej kaniaj.
 Dzikuj, panie bracie, za dobre sowo!... Wina tego, kto zych doradcw sucha. Wolnoci to
tam nasze sol w oku stoj. Im wicej szlachty wyginie, tym absolutum dominium bdzie do przeprowadzenia
atwiejsze.
 Zali po to mamy gin, aby dzieci nasze w niewoli jczay?
Wojewoda nic nie odrzek, a szlachta pocza spoglda po sobie i zdumiewa si.
 Wic to tak?  woay liczne gosy.  Wic po to nas tu pod n wysano? A wiernym! Nie od
dzi to o absolutum dominium mwi!... Ale skoro na to idzie, to i my potrafimy o naszych gowach
pomyle!
 I o naszych dzieciach!
 I o naszych fortunach, ktre nieprzyjaciel igne et ferro bdzie pustoszy.
Wojewoda milcza.
W dziwny sposb ten wdz dodawa ducha swym onierzom.
 Krl to wszystkiemu winien!  woano coraz liczniej.
 A pamitacie wapanowie dzieje Jana Olbrachta?  spyta wojewoda.
 Za krla Olbrachta wygina szlachta! Zdrada, panowie bracia!
 Krl, krl zdrajca!  zakrzykn jaki miay gos.
Wojewoda milcza.
Wtem Ostroka, stojcy przy boku wojewody, uderzy si kilkakro rkoma po udach i zapia
jak kogut tak przeraliwie, e wszystkie oczy zwrciy si na niego.
Nastpnie zakrzykn:
 Moci panowie! bracia, serdeka! posuchajcie mojej zagadki!
Z prawdziw zmiennoci marcowej pogody oburzenie pospolitakw zmienio si w jednej
chwili w ciekawo i ch usyszenia jakiego nowego dowcipu bazna.
 Suchamy! suchamy!  ozwao si kilkanacie giosw.
Bazen pocz mruga oczyma jak mapa i recytowa piskliwym gosem:
Po bracie si pocieszy koron i on,
Lecz pozwoli, by saw z bratem pogrzebiono;
Podkanclerza wypdzi  i z tego dzi synie,
e sam jest podkanclerzym... przy podkanclerzynie.
 Krl! krl! jako ywo! Jan Kazimierz!  poczto woa ze wszystkich stron.
I miech ogromny jak grzmot rozleg si w zgromadzeniu.
 Niech go kule bij, jak to misternie uoy!  woaa szlachta.
Wojewoda mia si z innymi; nastpnie, gdy uciszyo si nieco, rzek powaniej:
 I za t to spraw my musimy teraz krwi i gowami nakada... Ot, do czego doszo!... Ale
masz; banie, dukata za dobr zagadk.
 Krzysztofku! Krzychu najmilszy!  odrzek Ostroka  czemu to na innych napadasz, e trefnisiw
trzymaj, kiedy sam nie tylko mnie trzymasz. ale osobno za zagadki dopacasz?... Daje
mnie jeszcze dukata, to ci powiem drug zagadk.
 Tak sam dobr?
 Jeno dusz.. Daj naprzd dukata.
 Masz!
Bazen znw wstrzsn rkoma jak kogut skrzy dami, znw zapia i zakrzykn:
 Moci panowie, suchajcie! Kto to taki?
Na prywat narzeka, udawa Katona,
Od szabli wola piro z gsiego agona;
Po zdrajcy chcia spucizny, a gdy jej nie dosta,
Wnet totam Rempublicam astrym rytmem schosta.
Bodajby szabl kocha, mniej byaby biedy,
Bo si satyr na pewno nie ulkn Szwedy.
On za, ledwie wojennych skosztowa kopotw,
Ju za zdrajcy przykadem krla zdradzi gotw.
Wszyscy obecni odgadli tak dobrze t zagadk, jak i poprzedni. Dwa czy trzy zduszone w teje
chwili miechy ozway si w zgromadzeniu, po czym zapada cisza gboka.
Wojewoda sta si czerwony i tym bardziej si zmiesza, e wszystkie oczy byy w niego
utkwione, a bazen spoglda to na jednego szlachcica, to na drugiego, wreszcie ozwa si:
 Nikte z waszmociw nie odgaduje, kto to taki? A gdy milczenie byo jedyn odpowiedzi,
wwczas Ostroka zwrci si z najbezczelniejsz min do wojewody:
 A ty, Krzychu, zali take nie wiesz, o jakim to hultaju bya mowa?... Nie wiesz? to pa dukata!
 Masz!  odrzek wojewoda.
 Bg ci zapa!... Powiedz no mi, Krzychu: nie starae si ty przypadkiem o podkanclerstwo
po Radziejowskim?
 Nie pora na krotofile!  odpar Krzysztof Opaliski.
I skoniwszy si czapk wszystkim obecnym:
 Czoem waszmociom!... Pora mi na rad wojenn.
 Na rad familijn, chciae, Krzychu, powiedzie  doda Ostroka  bo tam wszyscy krewni
radzi bdziecie, jak by da drapaka.
Po czym zwrci si do szlachty i naladujc wojewod w ukonie, doda:
 A wapanom w to graj!
I oddalili si obaj; ale ledwie uszli kilkanacie krokaw, jeden ogromny wybuch miechu obi si
o uszy wojewody i brzmia jeszcze dugo, zanim uton w oglnym gwarze obozu.
Rada wojenna istotnie miaa miejsce i wojewoda poznaski na niej prezydowa. Bya to szczeglna
rada! Brali w niej udzia sami tacy dygnitarze, ktrzy si na wojnie nie znali. Bo magnaci
wielkopolscy nie szli i nie mogli i za przykadem owych krlewit litewskich lub ukrainnych
yjcych w ustawicznym ogniu jak salamandry.
Tam co wojewoda lub kasztelan to by wdz, ktremu pancerz wygniata na ciele nigdy nie
schodzce czerwone prgi, ktremu modo zbiegaa na stepach lub w lasach od wschodniej strony,
wrd zasadzek, walk, gonitew, w obozach lub taborach. Tu byli to dygnitarze pilnujcy urzdw,
a cho w chwilach potrzeby chodzili i oni na pospolite ruszenie, jednake nigdy nie zajmowali
naczelnych w czasie wojen stanowisk. Gboki spokj upi wojowniczego ducha i potomkw
tych rycerzy, ktrym niegdy elazne hufce krzyackie nie mogy dotrzyma pola, zmieni w statystw,
uczonych i literatw. Dopiero twarda szkoa szwedzka nauczya ich, czego zapomnieli.
Ale tymczasem zgromadzeni na narad dygnitarze spogldali na si niepewnymi oczyma i kady
ba si pierwszy odezwa, czekajc, co powie Agamemnon, wojewoda poznaski.
Agamemnon za sam nie zna si po prostu na niczym i mow swoj rozpocz znw od narzeka
na niewdziczno i ospao krlewsk, na lekkie serce, z jakim ca Wielkopolsk i ich
pod miecz wydano. Ale za to jake by wymowny; jake wspania czyni posta, prawdziwie
rzymskiego senatora godn: gow przy mwieniu trzyma wzniesion, czarne jego oczy ciskay
byskawice, usta pioruny, a siwiejca broda trzsa si z uniesienia, gdy przysze klski ojczyzny
malowa.
 W czyme bowiem ojczyzna cierpi?  mwi jeeli nie w synach swoich... a my tu najpierw
ucierpimy. Po naszych to ziemiach, po naszych prywatnych fortunach, zasugami i krwi przodkw
zdobytych, przejdzie naprzd noga tych nieprzyjaci, ktrzy jako burza zbliaj si ku nam od
morza. I za co my cierpimy? Za co zajm nasze trzody, wydepcz zboa, popal wsie prac nasz
zbudowane? Czy mymy krzywdzili Radziejowskiego, ktry, niesusznie osdzony i jako zbrodniarz
cigany, obcej protekcji szuka musia? Nie!... Czy my nastajemy, aby ten prny tytu krla
szwedzkiego, ktry ju tyle krwi kosztowa, by w podpisie naszego Jana Kazimierza zachowany?
Nie!... Dwie wojny pal si na dwch granicach  trzeba byo wywoa i trzeci?... Kto winien,
niech go Rg, niech go ojczyzna sdzi!... My umyjmy rce, bomy niewinni tej krwi, ktra bdzie
przelan...
I tak dalej piorunowa wojewoda; ale gdy przyszo do waciwej materii, nie umia rady podanej
udzieli.
Posano tedy po rotmistrzw anow piechot dowodzcych, a szczeglniej po pana Wadysawa
Skoraszewskiego, ktren by nie tylko rycerz sawny i niezrwnany, ale stary praktyk wojenny
znajcy wojn jak pacierz. Rad jego istotni nawet wodzowie nieraz suchali; tym wic skwapliwiej
podano ich teraz.
Pan Skoraszewski radzi tedy zaoy trzy obozy: pod Pi, Wieleniem i Ujciem, tak blisko, aby
w razie napadu mogy sobie wzajem przychodzi z pomoc; a oprcz tego ca nadrzeczn przestrze,
ukiem obozw objt, obsypa szacami, ktre by nad przeprawami panoway.
 Gdy si ju okae  mwi pan Skoraszewski w ktrym miejscu nieprzyjaciel bdzie przeprawy
tentowa, tedy si tam ze wszystkich trzech obozw w kup zbierzemy, aby mu da wstrt naleyty.
Ja ja, za zezwoleniem janie wielmonych moci panw, pjd z maym pocztem do Czaplinka.
Stracona to pozycja i w czas si z niej cofn, ale tam najpierw dowiem si o nieprzyjacielu i
janie wielmonym panom dam zna o nim.
Wszyscy zgodzili si na ow rad i poczto nieco wawiej krzta si w obozie. Szlachty zjechao
si wreszcie do pitnastu tysicy. anowi sypali szace na przestrzeni szeciu mil.
Ujcie, gwn pozycj, zaj ze swymi ludmi pan wojewoda poznaski. Cz rycerstwa zostaa
w Wieleniu, cz w Pile, a pan Wadysaw Skoraszewski odjecha do Czaplinka, by stamtd
dawa baczenie na nieprzyjaciela.
Rozpocz si lipiec; dnie byy cigle pogodne i gorce. Soce dopiekao na rwninach tak
mocno, i szlachta chronia si po lasach, midzy drzewami, pod ktrych cieniem niektrzy kazali
rozbija swe namioty. Tam te wyprawiano uczty gwarne i haaliwe, a jeszcze wicej haasu czynia
suba, zwaszcza przy pawieniu i pojeniu kom, ktrych po kilka tysicy naraz pdzono trzy
razy dziennie do Noteci i Gdy, kcc si i bijc o najlepszy przystp do brzegu.
Duch jednak, pomimo i sam wojewoda poznaski dziaa raczej w ten sposb, aby go osabi,
by z pocztku dobry.
Gdyby Wittenberg by nadszed w pierwszych dniach lipca, byby prawdopodobnie napotka
mocny opr, ktry w miar rozgrzewania si ludzi w boju mgby si zmieni w niezwalczon zacieko,
jak tego czsto byway przykady. Bo przecie w yach tych ludzi, jakkolwiek odwykych
od wojny, pyna krew rycerska.
Kto wie, czy drugi Jeremi Winiowiecki nie zmieniby Ujcia w drugi Zbara i nie zapisa w
tych okopach nowej wietnej karty rycerskiej. Ale wanie wojewoda poznaski, na nieszczcie,
mg tylko pisa, nie walczy.
Wittenberg, czowiek nie tylko wojn znajcy, ale i ludzi, moe umylnie si nie spieszy. Dowiadczenie
dugoletnie uczyo go, i nowo zaciny onierz najniebezpieczniejszy jest w pierwszej
chwili zapau i e czstokro nie mstwa mu brak, ale onierskiej cierpliwoci, ktr tylko
praktyka wyrabia. Potrafi on nieraz uderzy jak nawanica na najstarsze puki i przej po ich trupach.
Jest to elazo, ktre pki czerwone, drga, yje, sypie iskry, pali, niszczy, a gdy wystygnie,
jest tylko martw bry.
Jako gdy ubieg tydzie i drugi, a zaczyna si trzeci, duga bezczynno pocza ciy pospolitemu
ruszeniu. Upay byy coraz wiksze. Szlachta nie chciaa wychodzi na musztry tumaczc
si tym, e konie, cite przez bki, nie chc usta na miejscu, a jako e w botnistej okolicy od
komarw wytrzyma nie mona...
Czelad wszczynaa coraz wiksze ktnie o miejsca cieniste, o ktre i midzy panami przychodzio
do szabel. Jaki taki, skrciwszy wieczorem do wody, wyjeda chykiem z obozu, aby nie wrci wicej.
Nie brako i z gry zego przykadu. Pan Skoraszewski da wanie zna z Czaplinka, e Szwedzi
ju niedaleko, gdy na radzie wojennej uwolniono do domu pana Zygmunta z Grudnej Grudziskiego,
starocica redzkiego, o co stryj Andrzej, pan wojewoda kaliski, wielce nastawa.
 Jeli ja mam tu gow zoy i gardo da mwi  nieche synowiec po mnie pami i saw
odziedziczy, by zasuga moja nie przepada.
Tu pocz roztkliwia si nad modym wiekiem i niewinnoci synowca oraz wynosi jego hojno,
z jak sto piechoty bardzo porzdnej dla Rzeczypospolitej na ten termin wystawi. I rada wojenna
zgodzia si na proby stryja.
Z rana 16 lipca wyjeda pan staroci w kilkanacie sug otwarcie z obozu do domu, w wigili
niemal oblenia i bitwy. Tumy szlachty przeprowadzay go wrd szyderskich okrzykw a za
obz, a tumom tym przywodzi Ostroka, ktry krzycza z daleka za odjedajcym:
 Moci panie starocicu, daj ci do herbu i nazwiska przydomek: Deest!
 Vivat Deest-Grudziski!  krzyczaa szlachta.  A nie pacz za stryjcem!  woa dalej Ostroka
 rwny on ma z tob kontempt dla Szwedw i niech si jeno poka, pewnie si plecami do nich obrci!
Modemu magnatowi krew bia do twarzy, ale udawa, e obelg nie syszy, jeno konia bd
ostrogami i tumy rozpiera, by jak najprdzej znale si poza obozem i swymi przeladowcami,
ktrzy w kocu, bez uwagi na rd i godno odjedajcego, poczli rzuca grudkami ziemi i krzycze:
 Masz grudk, Grudziski! A ho! a huzia! hoc! hoc! szarak! kot!
Uczyni si taki tumult, e a wojewoda poznaiski nadbieg z kilku rotmistrzami uspokaja i
tumaczy, e starocic tylko na tydzie, dla bardzo pilnych spraw, wzi permisj.
Jednake zy przykad podziaa  i tego samego dnia znalazo si kilkuset szlachty, ktrzy nie
chcieli by gorszymi od pana starocica, lubo wymykali si i mniejsz asystencj i ciszej. Pan Stanisaw
Skrzetuski, rotmistrz kaliski, a stryjeczny synnego zbaraczyka Jana, wosy rwa na gowie,
bo i jego anowcy, idc za przykadem towarzystwa, poczli wycieka z obozu. Zoono znw
rad wojenn, w ktrej tumy szlacheckie koniecznie chciay wzi udzia. Nastaa noc burzliwa,
pena krzykw, swarw. Podejrzywano si wzajemnie o zamiar ucieczki. Okrzyki: Albo wszyscy,
albo nikt  przelatyway z ust do ust.
Co chwila zryway si wieci, e wojewodowie uchodz  i powstawa taki rozruch, e wojewodowie
musieli si ukazywa po kilkakro wzburzonym tumom. Kilkanacie tysicy ludzi stao do
witania na koniach, wojewoda poznaski za jedzi midzy nimi z odkryt gow, podobien do
senatora rzymskiego, i powtarza co chwila wielkie sowa:
 Moci panowie! z wami y i umiera. Przyjmowano go w niektrych miejscach wiwatami,
w innych brzmiay szyderskie okrzyki. On za ledwie uciszy tumy, wraca na rad spracowany,
zachrypy, upojony wielkoci wasnych sw i przekonany, e tej nocy niepoyte ojczynie odda
usugi.
Ale na radzie mniejsze mia sowa na ustach, bo si za brod i za chocho targa z rozpaczy powtarzajc:
 Radcie waszmociowie, jeli umiecie... Ja umywam rce od tego, co si stanie, bo z
takim onierzem niepodobna si broni.
 Janie wielmony wojewodo!  odpowiada pan Stanisaw Skrzetuski.  Sam nieprzyjaciel
powcignie t swawol i te rozruchy. Niech jeno armaty zagraj, niech przyjdzie do obrony, oblenia,
ta sama szlachta w sprawie wasnego garda musi u waw suy, nie w obozie si warcholi.
Tak ju nieraz bywao!
 Z czym si broni? Armat nie mamy, jeno na sze wiwatwki, dobre do pukania w czasie uczt.
 Pod Zbaraem Chmielnicki mia siedmdziesit dzia, a ksi Jeremi jeno kilkanacie oktaw i
granatnikw.
 Ale mia wojsko, nie pospolitakw; swoje chorgwie, w wiecie sawne, nie ichmociw od
strzyy owiec. Z takach to on ichmociw onierzy uczyni.
 Posa po pana Wadysawa Skoraszewskiego  rzek pan Sdziwj Czarnkowski, kasztelan
poznaski.  Uczyni go obonym. On ma mir u szlachty i m ryzie utrzyma j potrafi.
 Posa po Skoraszewskiego! Po co on ma w Drahimiu czy w Czaplinku siedzie!  powtrzy
pan Jgrzej Grudziski, wojewoda kaliski.
 Tak jest! to najlepsza rada!  zawoay inne gosy. I wysano goca po pana Wadysawa Skoraszewkiego
 innych postanowie na radzie nie powzito, natomiast mwiono i narzekano wiele
na krla, krlow, na brak wojska i opuszczenie.
Ranek nastpny nie przynis ni pociechy, ni uspo , kojenia. Owszem, bezad sta si jeszcze
wikszy. ?to puci nagle wie, e rnowiercy, mianowicie kalwini, sprzyjaj Szwedom i gotowi
s przy pierwszej sposobnoci przej do nieprzyjaci. Co wicej, ? wieci tej nie zaprzeczyli ani
pan Szlichtyng, ani panowie Kurnatowscy, Edmund i Jacek, rwnie kalwini, ale ludzie szczerze
ojczynie oddani. Sami owszem potwierdzili, e rnowiercy tworz osobne koio i zmawiaj si ze
sob pod wodz znanego warchoa i okrutnika pana Reja, ktry za modu suc w Niemczech jako
ochotnik po stronie luterskiej, wielkim by Szwedw przyjacielem. Zaledwie tedy te podejrzenia
rozbiegy si midzy szlacht, natychmiast kilkanacie tysicy szabel zabyso i prawdziwa burza
rozptaa si w obozie.
 Zdrajcw karmimy! mije karmimy, gotowe ksa ono rodzicielki!  woaa szlachta.
 Dawajcie ich sam!
 W pie ich!... Zdrada najzaraliwsza, moci panowie!... Wyrwa kkol, bo inaczej zginiemy
wszyscy!
Wojewodowie i rotmistrze znw musieli uspokaja, ale przyszo im to jeszcze trudniej ni dnia
poprzedniego. Sami zreszt byli przekonani, e pan Rej gotw najotwarciej zdradzi ojczyzn, bo
to by czowiek zupenie scudzoziemczony i prcz mowy nie mia w sobie nic polskiego. Uchwalono
te wysa go z obozu, co zaraz uspokoio nieco wzburzonych. Jednake dugo jeszcze zryway
si okrzyki:
 Dawajcie ich sam! Zdrada! zdrada!
Dziwne usposobienie zapanowao w kocu w obozie. Jedni upadli na duchu i pogryli si w
smutku, Ci chodzili w milczeniu bdnymi krokami wzdu waw, puszczajc trwoliwy i pospny
wzrok na rwniny, ktrymi mia nadcign nieprzyjaciel, lub udzielali sobie szepcc coraz gorszych
nowin.
Innych opanowaa szalona, desperacka jaka wesoo i gotowo na mier. Wskutek tej gotowoci
wyprawiano uczty i pijatyki, by wesoo ostatnich dni ycia uy. Niektrzy te myleli o
zbawieniu i czas spdzali na modlitwach. Nikt tylko w caym tym ludzkim tumie nie myla o
zwycistwie, jakby ono wcale byo niepodobnym, a jednak nieprzyjaciel nie mia si przewyszajcych:
mia wicej dzia i wojska lepiej wiczone, i wodza, ktry wojn rozumia.
A gdy tak z jednej strony obz polski wrza, hucza, ucztowa, wzburza si, ucisza jak morze
wichrem smagane, gdy pospolite ruszenie sejmikowao niby w czasie elekcji krla  z drugiej strony,
po roztoczystych, zielonych gach nadodrzaskich, posuway si spokojnie zastpy szwedzkie.
Sza wic naprzd brygada gwardii krlewskiej; wid j Benedykt Horn, grony onierz, ktrego
imi ze strachem w Niemczech powtarzano; lud doborny, rosy, ubrany w grzebieniaste hemy
z cznami zachodzcymi na uszy, w te skrzane kaftany, zbrojny w rapiery i w muszkiety,
zimny i uparty w boju, i na kade skinienie wodza gotowy.
Karol Schedding, Niemiec, wid nastpn brygad westgotlandzk, zoon z dwch pukw
piechoty i jednego cikiej rajtarii przybranej w pancerze bez naramiennikw; poowa piechurw
miaa muszkiety, druga wcznie; przy pocztku bitwy muszkietnicy stawali w czele, a w razie ataku
jazdy cofali si za wcznikw, ktrzy utkwiwszy jeden koniec wczni w ziemi, drugi nadsta-
wiali przeciw pdzcym koniom. Pod Trzcian, za czasw Zygmunta III, jedna chorgiew husarii
rozniosa na szablach i kopytach t sam westgotlandzk brygad, w ktrej obecnie suyli przewanie
Niemcy.
Dwie brygady smalandzkie wid Irwin zwany Bezrkim, bo by prawic w swoim czasie, bronic
chorgwi, utraci  za to w lewej mia tak si, e jednym zamachem odcina eb konia; by to
onierz ponury, kochajcy tylko wojn i rozlew krwi, surowy i dla siebie, i dla onierzy. Gdy inni
kapitanowie wyrobili si w ustawicznej wojnie na ludzi rzemiosa, wojn dla wojny kochajcych,
on pozosta zawsze tym samym fanatykiem i mordowa ludzi piewajc psalmy pobone.
Brygada westmanlandzka sza pod Drakenborgiem, a helsingerska, zoona ze strzelcw w
wiecie sawnych, pod Gustawem Oxenstiern, krewnym sawnego kanclerza, modym onierzem
wielkie rokujcym nadzieje. Nad ostgotlandzk pukownikowa Fersen, a neriksk i wermlandzk
sprawowa sam Wittenberg, ktry zarazem by naczelnym wodzem caej armii.
Siedmdziesit dwa dzia wytaczao bruzdy po wilgotnych gach, a wszystkich onierzy byo
17 tysicy, gronych upienikw caych Niemiec, a w boju tak sprawnych, e zwaszcza z piechot
zaledwie krlewskie francuskie gwardie mogy si porwna. Za pukami cigny wozy i
namioty, a puki szy w szyku, w kadej chwili do boju gotowe.
Las wczni stercza nad mas gw, hemw i kapeluszy, a midzy tym lasem pyny ku polskiej
granicy wielkie chorgwie bkitne z biaymi krzyami w porodku.
Z kadym dniem zmniejszaa si odlego dzielca dwa wojska.
Na koniec, w dniu 21 lipca, w lesie pod wsi Heinrichsdorfem ujrzay zastpy szwedzkie po raz
pierwszy sup graniczny polski. Na ten widok cae wojsko uczynio okrzyk ogromny, zagrzmiay
trby, koty i bbny i rozwiny si wszystkie chorgwie. Wittenberg wyjecha naprzd w asystencji
wietnego sztabu, a wszystkie puki przechodziy przed nim prezentujc bro, jazda z dobytymi
rapierami, dziaa z zapalonymi lontami. Godzina bya poudniowa, pogoda przepyszna. Powietrze
lene pachniao ywic.
Szara, zalana promieniami soca droga, ktr przechodziy szwedzkie chorgwie, wybiegajc z
heinrichsdorfskiego lasu, gubia si na widnokrgu. Gdy idce ni wojska przeszy wreszcie las,
wzrok ich odkry krain weso, umiechnit, poyskujc tawymi anami zb wszelakich,
miejscami usian dbrowami, miejscami zielon od k. Tu i owdzie z kp drzew, za dbrowami,
hen! daleko, podnosiy si dymy ku niebu; na potrawach widniay pasce si trzody. Tam gdzie na
kach przewiecaa woda rozlana szeroko, chodziy spokojnie bociany.
Jaka cisza i sodycz rozlana bya wszdzie po te j ziemi mlekiem i miodem pyncej. I zdawaa
si roztacza coraz szerzej i otwiera ramiona przed wojskami, jakby nie najezdnikw witaa, ale
goci z Bogiem przybywajcych.
Na ten widok nowy okrzyk wyrwa si z piersi wszystkich odakw, mianowicie rodowitych
Szwedw przywykych do nagiej, biednej i dzikiej przyrody w kraju ojczystym. Serca upieskiego
a ubogiego ludu wezbray pragnieniem zagarnicia tych skarbw i dostatkw, ktre wpaday im
pod oczy. Zapa ogarn szeregi.
Ale spodziewali si ci odacy zahartowani w ogniu trzydziestoletniej wojny, e nie przyjdzie im
to atwo, bo t ziemi zbon zamieszkiwa lud rojny a rycerski, ktry umia jej broni, ya jeszcze
w Szwecji pami straszliwego pogromu pod Kircholmem, gdzie trzy tysice jazdy pod Chodkiewiczem
staro na proch omnacie tysicy najbitniejszego szwedzkiego wojska. W chatach Westgotlandu,
Smalandu do Dalekarlii opowiadano o tych rycerzach skrzydlatych jak o wielkoludach
z sagi. wiesza bya jeszcze pami walk za Gustawa Adolfa, bo nie wymarli ludzie, ktrzy brali
w nich udzia. Wszake w orze skandynawski, zanim przelecia cae Niemcy, po dwakro poama
szpony na zastpach Koniecpolskiego.
Wic z radoci czya si w sercach szwedzkich i pewna obawa, ktrej nie by pren sam
wdz naczelny, Wittenberg. Patrzy on na przechodzce puki piechoty i rajtarii takim okiem, jakim
pasterz patrzy na sw trzod; nastpnie zwrci si do otyego czowieka przybranego w kapelusz z
pirem i jasn peruk spadajc na ramiona.
 Wasza mio upewniasz mnie  rzek  e z tymi siami mona zama wojska stojce pod
Ujciem?
Czowiek w jasnej peruce umiechn si i rzek:  Wasza mio zupenie moe polega na
mych sowach, za ktre gow rczy gotowym. Gdyby pod Ujciem byy wojska regularne i ktrykolwiek
z hetmanw, tedybym pierwszy radzi nie kwapi si i poczeka, a jego krlewska
mo z ca armi nadcignie; ale przeciw pospolitemu ruszeniu i tym panom wielkopolskim siy
nasze a nadto wystarcz.
 A nie przyle im jakowych posikw?
 Posikw nie przyl z dwch powodw: po pierwsze, dlatego e wojska wszystkie, ktrych w
ogle jest niewiele, zajte s na Litwie i na Ukrainie; po wtre, e w Warszawie ani krl Jan Kazimierz,
ani panowie kanclerze, ani senat do tej porynie chc wierzy, aby jego krlewska mo Karol
Gustaw, wbrew rozejmowi i mimo ostatnich poselstw, mimo gotowoci do ustpstw, naprawd
rozpoczyna wojn. Ufaj, e pokj jeszcze w ostatnie j chwili bdzie uczyniony... cha! cha!
Tu otyy czowiek zdj kapelusz, otar z potu czerwon twarz i doda:
 Trubecki i Dogoruki na Litwie, Chmielnicki na Ukrainie, a my wchodzimy do Wielkopolski.:.
Oto do czego doprowadziy rzdy Jana Kazimierza!
Wittenberg spojrza na niego dziwnym wzrokiem i zapyta:
 A wasza mio radujesz si t myl?
 A ja raduj si t myl, bo moje krzywdy i moja niewinno bd pomszczone; a oprcz tego
widz ju jak na doni, e szabla waszej mioci i moje rady wo t now, najpikniejsz w
,wiecie koron na gow Karola Gustawa.
Wittenberg zapuci wzrok w dal, obj nim lasy, dbrowy, gi i ani zbone i po chwili rzek:
 Tak jest! pikny to kraj i yzny... Wasza mio moesz te by pewien, e po wojnie jego
krlewska mo nikomu innemu wielkorzdztwa tu nie powierzy.
Otyy czowiek zdj znw kapelusz.
 I ja te nie chc innego mie pana  dodaj wznoszc oczy ku niebu.
Niebo byo jasne i pogodne, aden piorun nie spadl i nie skruszy na proch zdrajcy, ktry swj
kraj, jczcy ju pod dwoma wojnami i wyczerpany, wydawa na tej granicy w moc nieprzyjaciela.
Czowiek bowiem rozmawiajcy z Wittenbergiem by to Hieronim Radziejowski, byy podkanclerzy
koronny, obecnie Szwedom przeciw ojczynie zaprzedany.
Stali czas jaki w milczeniu; tymczasem ostatnie dwie brygady, nerikska i wermlandzka, przeszy
granic, za nimi poczy si wtacza dziaa, trby cigle jeszcze gray, a huk kotw i warczenie
bbnw guszyo kroki onierzy i napeniao las zowrogimi echami. Wreszcie ruszy i sztab.
Radziejowski jecha koo Wittenberga.
 Oxenstierny nie wida  rzek Wittenberg boj si, czy go jaka przygoda nie spotkaa. Nie
wiem, jeeli to dobra bya rada posya go jako trbacza z listami pod Ujcie.
 Dobra  odpar Radziejowski  bo obz zlustruje, wodzw zobaczy i wyrozumie, co tam myl,
a tego by lada ciura nie uczyni.
 A jeli go poznaj?
 Jeden pan Rej go tam zna, a on nasz. Zreszt, choby go poznali, nie uczyni mu nic zego,
jeszcze na drog opatrz i nagrodz... Znam ja Polakw i wiem, e gotowi na wszystko, byle si
przed obcymi jako polityczny nard pokaza. Caa usilno nasza w tym, aby nas obcy chwalili. O
Oxenstiern moesz by wasza mio spokojny, bo wos mu z gowy nie spadnie. Nie wida go,
bo i czas by na powrt za krtki.
 A jak wasza mio sdzisz: sprawi nasze listy jaki skutek?
Radziejowski rozmia si.
 Jeli pozwolisz mi wasza mio by prorokiem, to przepowiem, co si stanie. Pan wojewoda
poznaski polityczny to czek i uczony, wic nam bardzo politycznie i bardzo grzecznie odpisze;
ale e lubi za Rzymianina uchodzi, tedy jego odpowied okrutnie bdzie rzymska; powie naprzd,
e woli ostatni kropl krwi wyla ni podda si, e mier lepsza od niesawy, a mio, jak ywi
dla ojczyzny, nakazuje mu pa na granicy.
Radziejowski pocz si mia jeszcze goniej, surowa twarz Wittenberga rozjania si take.
 Wasza mio nie sdzisz, aby on by gotw tak uczyni, jak pisze?  pyta.
 On?  odrzek Radziejowski.  Prawda, e ywi mio do ojczyzny, ale inkaustem, a e niezbyt
to posilna potrawa, wic i jego mio chudsza nawet od jego bazna, ktry mu pomaga rytmy
ukada. Jestem pewny, e po onej rzymskiej odmowie nastpi yczenia zdrowia, pomylnoci,
polecanie si subom, a na koniec proba, bymy dobra jego i krewnych oszczdzali, za co znw
bdzie ywi dla nas wdziczno  wraz ze wszystkimi swymi krewnymi.
 A jaki bdzie w ostatku skutek naszych listw?  e zwtl ducha do ostatka, e panowie senatorowie
rozpoczn z nami ukady i e ca Wielkopolsk, bodaj po kilku wystrzaach na wiatr,
zajmiemy.
 Oby wasza mio by prawdziwym prorokiem...
 Pewien jestem, e tak bdzie, bo znam tych ludzi, mam te przyjaci i stronnikw w caym
kraju i wiem, jak sobie poczyna... A e niczego nie omieszkam, rczy za to krzywda, ktra mnie
od Jana Kazimierza spotkaa, i mio dla Karola Gustawa. Czulsi u nas teraz ludzie na wasne
fortuny ni na cao Rzeczypospolitej. Wszystkie te ziemie, po ktrych teraz i bdziem, to fortuny
Opaliskich, Czarnkowskich, Grudziskich, a e oni to wanie stoj pod Ujciem, wic te i
miksi bd przy ukadach. Co do szlachty, byle jej wolno sejmikowania zarczy, pjdzie i ona
ladem panw wojewodw.
 Wasza mio niepoyte swoj znajomoci kraju i ludzi oddajesz jego krlewskiej moci
usugi, ktre nie mog by bez rwnie znamienitej nagrody. Z tego, co od waszej mioci sysz,
wnioskuj, e mog t ziemi jako nasz uwaa.
 Moesz wasza mio! moesz! moesz!  powtrzy skwapliwie po kilkakro Radziejowski.
 A wic zajmuj j w imieniu jego krlewskiej moci Karola Gustawa  odpar powanie Wittenberg.
Gdy tak szwedzkie wojska poczy depta za He ;,.richsdorfexn ziemi wielkopolsk, poprzednio
jeszcze, bo w dniu 18 lipca, przyby do obozu polskiego trbacz szwedzki z listami do wojewodw
od Radziejowskiego i Wittenberga.
Pan Wadysaw Skoraszewski sam poprowadzi do wojewody poznaskiego, a szlachta z pospolitego
ruszenia gapia si ciekawie na pierwszego Szweda, podziwiajc jego dzieln postaw,
twarz msk ty ws, zaczesany w kocach do gry w szerok szczotk, i min prawdziwie pask.
Tumy przeprowadzay go do wojewody, znajomi zwoywali si nawzajem, pokazywano go
palcami, miano si troch z butw, zakoczonych ogromn kolist cholew, i z dugiego, prostego
rapiera, ktry ronem przezywa; ;, wiszcego na pendencie, suto srebrem haftowanym Szwed za
rzuca take ciekawie oczyma spod szerokiego kapelusza, jakby chcia obz zlustrowa i siy przeliczy,
to znw przypatrywa si tumom szlachty, ktrej wschodni ubir widocznie by dla niego
nowoci.
Na koniec wprowadzono go do wojewody, u ktrego zgromadzeni byli wszyscy dygnitarze
znajdujcy si w obozie.
Wnet przeczytano listy i rozpocza si narada, trbacza za poleci pan wojewoda swym dworzancon,
aby uczstowano go po oniersku; od dworzan odebraa go szlachta i podziwiajc go cigle
jako osobliwo, pocza z nim pi na umr.
Pan Skoraszewski przypatrywa mu si rwnie pilnie, ale z tego powodu, i podejrzewa, e to
jaki oficer za trbacza przebrany; poszed nawet z t myl wieczorem do pana wojewody; ten
jednake odrzek, i to jest wszystko jedno, i aresztowa go nie pozwoli.
 Choby to by i sam Wittenberg  rzek  jako pose tu przyby i bezpiecznie odjecha powinien...
Jeszcze mu ka da dziesi dukatw na drog.
Trbacz tymczasem gawdzi aman niemczyzn z tymi ze szlachty, ktrzy ten jzyk przez stosunki
z miastami pruskimi rozumieli, i opowiada im o zwycistwach przez Wittenberga w rnych
krajach odniesionych, o siach, jakie ku Ujciu id, a zwaszcza o dziaach nie znanej dotd doskonaoci,
ktrym nie masz sposobu si opiera. Stropia si tym te szlachta niemao i rne przesadzone
wieci poczy wnet kry po obozie.
Tej nocy prawie nikt nie spa w caym Ujciu, bo najprzd, koo pnocy, nadeszli ci ludzie, ktrzy
dotychczas w osobnych stali obozach pod Pi i Wieleniem. Dygnitarze radzili nad odpowiedzi
do biaego dnia, a szlachcie czas schodzi na opowiadaniach o potdze szwedzkiej.
Z pewn gorczkow ciekawoci wypytywano trbacza o wodzw, wojsko, bro, sposb walczenia
i podawano sobie z ust do ust kad jego odpowied. Blisko szwedzkich zastpw dodawaa
niezwykego interesu wszelkim szczegom; ktre nie byy tego rodzaju, aby mogy doda
otuchy.
O witaniu nadjecha pan Stanisaw Skrzetuski z wieci, e Szwedzi przycignli ju pod
Wacz, o jeden dzie marszu od polskiego obozu. Powstaa natychmiast sroga krtanina; wikszo
koni wraz ze sub bya na paszy na kach, wic posyano po nie na gwat. Powiaty siaday na
ko i staway chorgwiami. Chwila przed bitw bywa dla niewywiczonego onierza najstraszniejsz;
wic zanim rotmistrze zdoali wprowadzi jaki taki porzdek, przez dugi czas panowao
przeraajce zamieszanie.
Nie sycha byo ni komendy, ni trbek, tylko gosy woajce ze wszystkich stron: Janie! Pietrze!
Onufry! bywaj!... eby ci zabito! dawaj konie!... Gdzie moja suba!... Janie! Pietrze! Gdyby
w takiej chwili rozleg si jeden strza dziaowy, zamieszanie atwo by w popoch zmieni si
mogo.
Z wolna jednak powiaty staway w ordynku. Przyrodzone usposobienie szlachty do wojny zastpio
poniekd brak dowiadczenia i okoo poudnia przedstawia ju obz do imponujcy widok.
Piechota staa przy waach, podobna do kwiatw w swych rnobarwnych kabatach; dymy
unosiy si z zapalonych lontw, a na zewntrz waw, pod zason dzia; gi i rwnina zaroiy si
powiatowymi chorgwiami jazdy w szyku stojcej, na dzielnych koniach, ktrych renie budzio
echa w pobliskich lasach i napeniao serca zapaem wojennym.
Tymczasem wojewoda poznaski wyprawi trbacza z odpowiedzi na listy, brzmic mniej
wicej tak, jak przepowiada Radziejowski, a zatem polityczn zarazem i rzymsk; po czym postanowi
wysa podjazd na pnocny brzeg Noteci dla pochwycenia nieprzyjacielskiego jzyka.
Piotr Opaliski, wojewoda podlaski, stryjeczny wojewody poznaskiego, mia ruszy wasn
osob z podjazdem wraz ze swymi dragonami, ktrych sto pidziesit pod Ujcie przyprowadzi, a
oprcz tego polecono panom rotmistrzom, Skoraszewskiemu Wadysawowi i Skrzetuskiemu, wezwa
ochotnika ze szlachty do pospolitego ruszenia nalecej, aby i ona zajrzaa ju przecie w oczy
nieprzyjacielowi.
Jedzili tedy obaj przed szeregami czynic rozkosz oczom swym moderunkiem i postaw; pan
Stanisaw, czarny jak uk na podobiestwo wszystkich Skrzetuskich, z twarz msk, gron i
ozdobion dug ukon blizn od cicia miecza pozosta, z krucz, rozwian na wiatr brod; pan
Wadysaw, tustawy, z dugimi jasnymi wsami, z odwinit warg doln i oczyma w czerwonych
obwdkach, agodny i poczciwy, mniej przypomina Marsa, ale niemniej bya to szczera dusza onierska,
jak salamandra w ogniu si kochajca, rycerz znajcy wojn jak swoje dziesi palcw i
odwagi nieporwnanej. Obaj przejedajc szeregi wycignite w dug lini powtarzali co chwila:
 A nue, moci panowie, kto na ochotnika pod Szweda? Kto rad prochu powcha? Nue, moci
panowie, na ochotnika!
I tak przejechali ju spory kawale  bez skutku, bo z szeregw nie wysuwa si nikt. Jeden oglda
si na drugiego. Byli tacy, ktrzy mieli ochot, i nie strach przed Szwedami, ale niemiao
wobec swoich ich wstrzymywaa. Niejeden trca ssiada okciem i mwi: Pjdziesz ty, to i ja
pjd.
Rotmistrze poczynali si niecierpliwi, a nagle, gdy przyjechali przed powiat gnienieski, jaki
czowiek pstro ubrany wyskoczy na kucu nie z szeregu, ale zza szeregu i krzykn:
 Moci panowie pospolitaki, ja zostaj ochotnikiem, a wy baznami!
 Ostroka! Ostroka!  zawoaa szlachta.
 Taki dobry szlachcic jak i kady!  odpowiedzia bazen.
 Tfu! do stu diabw!  zawoa pan Rosiski, podsdek  do bazestw! id ja!
 I ja!... i ja!  zawoay liczne gosy.
 Raz mnie matka rodzia, raz mi mier!
 Znajd si tacy dobrzy jak i ty!
 Kademu wolno! Niech si tu nikt nad drugich nie wynosi.
I jak poprzednio nikt nie stawa, tak teraz pocza si sypa szlachta ze wszystkich powiatw
przeciga komi, zawadza jedni o drugich i kci naprdce. Stano w mgnieniu oka z piset
koni, a jeszcze cigle wyjedano z szeregw. Pan Skoraszewski pocz si mia swoim szczerym,
poczciwym miechem i woa:
 Dosy, moci panowie, dosy! Nie moemy i wszyscy!
Po czym obaj ze Skrzetuskim sprawili ludzi i ruszyli naprzd.
Pan wojewoda podlaski poczy si z nimi przy wyjciu z obozu. Widziano ich jak na doni,
przeprawiajcych si przez Note  po czym zamigotali jeszcze kilkakrotnie na skrtach drogi i
znikli z oczu.
Po upywie p godziny pan wojewoda poznaski kaza rozjeda :4 ludziom do namiotw,
uzna bowiem, e niepodobna ich trzyma w szeregach, gdy nieprzyjaciel jeszcze o dzie drogi
odlegy. Porozstawiano jednak liczne strae; nie pozwolono wygania koni na pasz : wydano rozkaz,
e za pierwszym cichym zatrbieniem przez munsztuk wszyscy maj siada na ko i stawa w
gotowoci.
Skoczyo si oczekiwanie, niepewno, skoczyy si zaraz swary, ktnie; owszem: blisko
nieprzyjaciela, jak przepowiada pan Skrzetuski, podniosa ducha. Pierwsza szczliwa bitwa moga
go nawet podnie bardzo wysoko, i wieczorem zdarzy si wypadek, ktry zdawa si by now
szczliw wrb.
Soce wanie zachodzio owiecajc ogromnym, racym oczy blaskiem Note i zanoteckie
bory, gdy po drugiej stronie rzeki ujrzano naprzd tuman kurzu, a potem poruszajcych si w tumanie
ludzi. Wylego, co yo, na way, patrze, co to za gocie; wtem od stray nadbieg dragon z
chorgwi pana Grudzi skiego dajc zna, e podjazd wraca.
 Podjazd wraca!... wracaj szczliwie!... Nie z jedli ich Szwedzi!  powtarzano z ust do ust w
obozie.
Oni tymczasem w jasnych kbach kurzu zbliali si coraz bardziej, idc wolno, nastpnie przegr
awili si przez Note.
Szlachta przypatrywaa im si z rkoma nad oczami, bo blask czyni si coraz wikszy i cae
powietrze przesycone byo zotym i purpurowym wiatem.
 Hej! co ich kupa wiksza, ni wyjechaa! rzek pan Szlichtyng.
 Jecw chyba prowadz, jak mnie Bg miy!  zakrzykn jaki szlachcic, widocznie tchrzem
podszy ty, ktry oczom swoim wierzy nie chcia.
 Jecw prowadz! jecw prowadz!...
Oni tymczasem zbliyli si ju tak, e twarze mona byo rozrni. Na przedzie jecha pan
Skoraszewski kiwajc swym zwyczajem gow i gawdzc wesoo ze Skrzetuskim, za nimi duy
oddzia konny otacza kilkudziesiciu piechurw przybranych w koliste kapelusze. Byli to istotnie
jecy szwedzcy.
Na ten widok nie wytrzymaa szlachta i pucia si naprzeciw wrd okrzykw:
 Vivat Skoraszewski! Vivat Skrzetuski!
Gste tumy otoczyy wnet cay oddzia. Jedni patrzyli na jecw, drudzy wypytywali si: Jak
to byo? - inni wygraali Szwedom.
 A hu! A co?! Dobrze wam tak, psiajuchy!... Z Polakami zachciao si wam wojowa? Macie
teraz Polakw!
 Dawajcie ich sam!... Na szable ich!... Bigosowa!...
 Ha, szodry! ha, pludraki! poprbowalicie polskich szabel?!
 Moci panowie, nie krzyczcie jak wyrostki, bo jecy pomyl, e wam wojna pierwszyzna! 
rzek I pan Skoraszewski.  Zwyczajna to rzecz, e si jecw w czasie wojny bierze.
Ochotnicy, ktrzy naleeli do podjazdu, spogldali z dum na szlacht, ktra zarzucaa ich pytaniami:
 Jake to? atwo si wam dali? Czy musielicie si zapoci? Dobrze si bij?
 Dobrzy pachokowie  odpar pan Rosiski i bronili si znacznie, ale przecie nie z elaza. Szabla
si ich ima.
 Tak i nie mogli wam si oprze, co?
 Impetu nie mogli wytrzyma.
 Moci panowie, syszycie, co mwi: impetu nie mogli wytrzyma!... A co?... Impet to
grunt!...
 Pamitajcie, bye z impetem!.. Najlepszy to sposb na Szweda!
Gdyby tej szlachcie kazano w tej chwili skoczy na nieprzyjaciela, niechybnie nie zabrakoby jej
impetu, ale tymczasem nieprzyjaciela nie byo wida natomiast dobrze ju w noc rozleg si gos
trbki przed forpocztami. Przybywa drugi trbacz z listem od Wittenberga wzywajcym szlacht
do poddania si. Tumy dowiedziawszy si o tym chciay posaca rozsieka, ale wojewodowie
wzili list do deliberacji, cho tre jego bya bezczelna.
Jenera szwedzki owiadcza, e Karol Gustaw przysya swe wojska krewnemu Janowi Kazimierzowi
jako posiki przeciw Kozakom, e zatem Wielkopolanie powinni si podda bez oporu. Pan
Grudziski czytajc to pismo nie mg wstrzyma oburzenia i pici w st uderzy, ale wojewoda
poznaski wnet uspokoi go pytaniem:
 Wierzysz waszmo w zwycistwo?... Ile dni moem si broni?... Chceszli wzi odpowiedzialno
za tyle krwi szlacheckiej, ktra jutro moe by przelan?...
Po duszej naradzie postanowiono nie odpowiada i czeka, co si stanie. Nie czekano ju dugo.
W sobot, dnia 24 lipca, strae day zna, e cae wojsko szwedzkie ukazao si naprzeciw Piy.
W obozie zawrzao jak w ulu wili wyroju.
Szlachta siadaa na ko, wojewodowie przebiegali szeregi, wydajc sprzeczne rozkazy, a dopiero
pan Wadysaw wzi wszystko w rce i przyprowadziwszy do porzdku wyjecha na czele
kilkuset ochotnikw, by poprbowa harcw za rzek i ludzi z widokiem nieprzyjaci oswoi.
Sza z nim jazda do ochotnie, bo harce skaday si zwykle z szeregu walk prowadzonych
niewielkimi kupami lub pojedynczo, a takich walk wiczona = sztuce robienia szabl szlachta nie
lkaa si wcale. Wyszli wic za rzek i stanli w obliczu nieprzyjaciela, ktry zblia si coraz
bardziej i czernia dug lini na horyzoncie jakoby br wieo z ziemi wyrosy. Rozwijay si wic
puki konne, piesze, ogarniajc coraz szersz przestrze.
Szlachta spodziewaa. si, e lada chwila sypn si ku niej harcownicy, rajtarzy, ale tymczasem
nie byo ich wida. Natomiast na wzgrzach odlegych o kilkaset krokw zatrzymay si niewielkie
kupki, w kt
rych wida byo ludzi i konie, i poczty krci si na miejscu, co ujrzawszy pan Skoraszewski
zakomenderowa bez zwoki:
 Lewo  w ty!
Ale jeszcze nie przebrzmia gos komendy, gdy na wzgrkach wykwity dugie biae smugi dymu
i niby ptastwo jakie przeleciao ze wistem midzy szlacht, potem huk wstrzsn powietrzem,
a jednoczenie rozlegy si krzyki i jki kilku rannych.
 Stj!  krzykn pan Wadysaw.
Ptastwo przeleciao po raz drugi i trzeci  i znw wistowi zawtroway jki. Szlachta nie usuchaa
komendy naczelnika, owszem, ustpowaa coraz szybciej, krzyczc i pomocy niebieskiej
wzywajc  nastpnie oddzia rozproszy si w mgnieniu oka po rwninie i ruszy skokiem ku obozowi.
Pan Skoraszewski kl  nic nie pomogo.
Zegnawszy tak atwo harcownikw Wittenberg posuwa si dalej, a wreszcie stan naprzeciw
Ujcia, wprost przed szacami bronionymi przez szlacht kalisk. Polskie armaty poczy gra w
teje chwili, ale zrazu nie odpowiadano na owe salwy ze strony szwedzkiej. Dymy ukaday si
spokojnie w jasnym powietrzu w dugie pasma rozcigajce si midzy wojskami, a przez luki
midzy nimi widziaa szlachta puki szwedzkie, piechoty i jazdy, rozwijajce si ze straszliwym
spokojem, jak gdyby pewne zwycistwa.
Na wzgrzach, zataczano armaty, podsypywano szaczyki, sowem, nieprzyjaciel szykowa si
nie zwracajc najmniejszej uwagi na kule, ktre nie dolatujc do niego obsypyway jeno piaskiem i
ziemi pracujcych przy szaczykach.
Wyprowadzi jeszcze pan Stanisaw Skrzetuski dwie chorgwie kaliszanw, chcc miaym atakiem
zmiesza Szwedw, ale nie poszli ochotnie; oddzia rozcign si zaraz w bezadn kup, bo
gdy odwaniejsi parli konie naprzd, tchrzliwsi wstrzymywali je umylnie. Dwa puki rajtarii wysanej
przez Wittenberga po krtkiej walce spdziy z pola szlacht i gnay pod obz.
Tymczasem zapad mrok i zakoczy bezkrwaw walk.
Strzelano jednak z dzia a do nocy, po czym strzay umilky, ale w obozie polskim podniosa
si taka wrzawa, e sycha j byo na drugim brzegu Noteci. Powstaa ona naprzd z tego powodu,
e kilkaset pospolitakw prbowao wymkn si w ciemnociach z obozu. Inni, spostrzegszy to,
poczli grozi i nie puszcza. Brano si do szabel. Sowa: Albo wszyscy, albo nikt  znowu
przelatyway z ust do ust. Lecz z kad chwil stawao si prawdopodobniejszym, e ujd wszyscy.
Wybucho wielkie niezadowolenie z wodzw: Wysano nas z goymi brzuchami przeciw armatom!
 woali pospolitacy.
Oburzano si rwnie i na Wittenberga, e nie szanujc zwyczajw wojennych, przeciw harcownikom
nie harcownikw wysya, ale z armat ognia do nich niespodzianie kae dawa. Kady
poczyna sobie, jak mu lepiej  mwiono  ale wiskiego to narodu obyczaj czoem do czoa nie
stan. Inni rozpaczali otwarcie. Wykurz nas std jak jawca z ja:ny  mwili desperaci.
Obz le zatoczony, szace le usypane, miejsce do obrony niestosowne. Od czasu do czasu odzyway
si gosy: Panowie bracia! ratujcie si! A inne woay: Zdrada! zdrada!
Bya to noc straszna: zamieszanie i rozprzenie wzrastao z kad chwil; rozkazw nikt nie
sucha. Wojewodowie potracili gowy i nie prbowali nawet przywrci adu. Niedostwo ich i
niedostwo pospolitego ruszenia okazywao si jasno jak na doni. Wittenberg mgby by tej nocy
wzi wstpnym bojem obz z najwiksz atwoci.
Nasta wit.
Dzie czyni si blady, chmurny i owieci chaotyczne zbiorowisko ludzi upadych na duchu,
lamentujcych, w znacznej czci pijanych, gotowszych na hab ni na walk. Na domiar zego
Szwedzi przeprawili si noc pod Dzibowem na drug stron Noteci i otoczyli obz polski.
Z tej strony nie byo prawie wcale szacw i nie byo zza czego si broni. Naleao otoczy si
waem bez straty chwili czasu. Skoraszewski i Skrzetuski zaklinali, by to uczyniono, ale nikt ju
nie chcia o niczym wiedzie.
Wodzowie i szlachta mieli na ustach jedno sowo: paktowa! Wysano parlamentarzy. W odpowiedzi
przyby z obozu szwedzkiego wietny orszak, na czele ktrego jechali: Radziejowski i
jenera Wirtz, obaj z zielonymi gaziami w rku.
Jechali ku domowi, w ktrym sta wojewoda poznaski, ale po drodze zatrzymywa si Radziejowski
wrd tumw szlachty, kania si gazi i kapeluszem, umiecha si, wita znajomych i
mwi dononym gosem:
 Moci panowie, bracia najmilsi! Nie trwcie si! Nie jako wrogowie tu przybywamy. Od was
samych zaley, by kropla krwi wicej nie bya wytoczona.. Jeli chcecie zamiast tyrana, ktry nastaje
na wolnoci wasze, ktry o dominium absolutum zamyla, ktory ojczyzn do ostatniej zguby
przywid, jeli chcecie, powtarzam, pana dobrego, wspaniaego, wojownika tak niezmiernej sawy,
e na samo imi jego pierzchn wszyscy nieprzyjaciele Rzeczypospolitej to oddajcie si w
protekcj najjaniejszemu Karolowi Gustawowi... Moci panowie, bracia najmilsi! Oto wioz ze
sob porczenie wszelkich swobd waszych, waszej wolnoci, religii. Od was samych ocalenie
wasze zaley... Moci panowie! Najjaniejszy krl szwedzki podejmuje si przytumi rebeli kozack,
zakoczy wojn litewsk, i on jeden to uczyni potrafi. Ulitujcie si nad ojczyzn nieszczsn,
jeli nad sob nie macie litoci...
Tu gos zdrajcy zadrga, jakoby zami przyduszony. Suchaa szlachta w zdumieniu, gdzieniegdzie
rzadkie gosy zakrzykny: Vivat Radziejowski, nasz podkanclerzy!  a on przejeda dalej
i znw si kania nowym tumom, i znw sycha byo jego tubalny gos: Moci panowie, bracia
najmilsi! Na koniec obaj z Wirtzem i caym orszakiem znikli w domu wojewody poznaskiego.
Szlachta stoczya si przed domem tak ciasno, e po gowach mona by byo przejecha, bo
czua to i rozumiaa, e tam, w tym domu, toczy si sprawa nie tylko o ni, ale o ca ojczyzn.
Wyszli sudzy wojewodziscy w szkaratnych barwach i poczli zaprasza powaniejszych personatw
do rodka. Ci weszli skwapliwie, za nimi wdaro si kilku mniejszych, a reszta staa pod
drzwiami, toczya si do okien, przykadaa uszy nawet do cian.
Milczenie panowao w tumach gbokie. Stojcy bliej okien syszeli od czasu do czasu gwar
dono nych gosw wydobywajcych si z wntrza izby, jakoby echa ktni, dysput, sporw...
Godzina upywaa za godzin  koca tej naradzie nie byo.
Nagle drzwi wchodowe otworzyy si z trzaskiem i wypad z nich pan Wadysaw Skoraszewski.
Obecni cofnli si w przeraeniu.
Ten czowiek, zwykle tak spokojny i agodny, o ktrym mwiono, e rany mogy si goi pod
jego rk, wyglda teraz strasznie. Oczy mia czerwone, wzrok obkany, odzie rozchestan na
piersiach; obu rkoma trzyma si za czupryn i tak wpadszy jak piorun midzy szlacht krzycza
przeraliwym: gosem:
 Zdrada! morderstwo! haba! Jestemy Szwecj ju, nie Polsk! Matk tam morduj w tym
domu!
I pocz rycze okropnym, spazmatycznym paczem i rwa wosy jak czowiek, ktry rozum traci.
Grobowe milczenie panowao dokoa. Straszne jakie uczucie ogarno wszystkie serca.
Skoraszewski za zerwa si nagle, pocz biega midzy szlacht i woa gosem najwyszej
rozpaczy:  Do broni! do broni, kto w Boga wierzy! Do broni! do broni!
Wwczas jakie szmery poczy przelatywa po tumach, jakie szepty chwilowe, nage, urwane,
jak pierwsze uderzenia wiatru przed burz. Wahay si serca, wahay umysy, a w tej rozterce
powszechnej uczu tragiczny gos woa cigle:
 Do broni! do broni!
Wkrtce zawtroway mu dwa inne: pana Piotra Skoraszewskiego i pana Skrzetuskiego  za nimi
nadbieg i Kodziski, dzielny rotmistrz powiatu poznaskiego.
Coraz wiksze koo szlachty poczo ich otacza. Czyni si naokoo szmer grony, pomienie
przebiegay twarze i strzelay z oczu, trzaskano szablami. Wadysaw Skoraszewski opanowa
pierwsze uniesienie i pocz mwi ukazujc na dom, w ktrym odbywaa si narada:
 Syszycie, moci panowie, oni tam ojczyzn zaprzedaj jak judasze i habi! Wiedzcie, e ju
nie naleym do Polski. Mao im byo wyda w rce nieprzyjaciela was wszystkich, obz, wojsko,
dziaa. Bogdaj ich zabito!  oni jeszcze podpisali w swoim i waszym imieniu, e wyrzekamy si
zwizku z ojczyzn, wyrzekamy si pana, e caa kraina, grody warowne i my wszyscy bdziem po
wieczne czasy do Szwecji nalee. e si wojsko poddaje, to bywa; ale kto ma prawo ojczyzny i
pana si wyrzeka?! Kto ma prawo prowincj odrywa, z obcymi si czy, do innego narodu
przechodzi, krwi wasnej si wyrzeka?! Moci panowie, to haba, zdrada, morderstwo, parrycydium!...
Ratujcie ojczyzn, panowie bracia! Na imi Boga! kto szlachcic, kto cnotliwy, ratunku dla
matki! ycie dajmy, krew wylejmy! Nie chciejmy by Szwedami! nie chciejmy, nie chciejmy!...
Bogdaj si nie rodzi, kto krwi teraz poskpi!... Ratujmy matk!
 Zdrada!  krzykno ju kilkadziesit gosw.  Zdrada! rozsieka!
 Do nas, kto cnotliwy!  krzycza Skrzetuski.
 Na Szweda! na mier!  doda Kodziski.
I poszli dalej w obz krzyczc: Do nas! do kupy! zdrada!  a za nimi ruszyo ju kilkuset
szlachty z goymi szablami.
Ale wikszo niezmierna zostaa na miejscu, a i z tych, co poszli, jaki taki spostrzegszy, e ich
niewiede, poczyna si oglda i przyzostawa.
A tymczasem drzwi radnego domu otworzyy sil znowu i ukaza si w nich pan wojewoda poznaski,
Krzysztof Opaliski, majc po prawej stronie jeneraa Wirtza, po lewej Radziejowskiego.
Za nimi szli: Andrzej Karol Grudziski, wojewoda kaliski, Maksymilian Miaskowski, kasztelan
krzywiski, Pawe Gbicki, kasztelan midzyrzecki, i Andrzej Supecki:
Krzysztof Opaliski trzyma w rku zwj pergaminowy ze zwieszajcymi si pieczciami; gow
mia podniesion, ale twarz blad, a wzrok niepewny, cho widocznie sili si na wesoo.
Ogarn oczyma tumy i wrd ciszy miertelnej pocz mwi dobitnym, lubo nieco zachrypym
gosem:
 Moci panowie! W dniu dzisiejszym poddalimy si pod protekcj najjaniejszego krla
szwedzkiego, Vivat Carolus Gustavus rex!
Cisza odpowiedziaa wojewodzie; nagle zabrzmia jaki pojedynczy gos:
 Veto!
Wojewoda powlk oczyma w kierunku tego gosu' i odrzek:
 Nie sejmik tu, wic i veto nie na miejscu. A kto chce wetowa, nieche idzie na armaty
szwedzkie ku nam wymierzone, ktre w godzin z caego obozu jedno rumowisko uczyni mog.
Tu umilk, a po chwili spyta:
 Kto mwi: veto?
Nikt si nie ozwa.
Wojewoda znw zabra gos i mwi jeszcze dobitniej:
 Wszelkie wolnoci szlachty i duchowiestwa bd zachowane, podatki nie bd powikszone,
a i wybierane bd w tene sam sposb, jak poprzednio... Nikt nie bdzie cierpia krzywd ani grabiey;
wojska jego krlewskiej moci nie maj prawa do konsystencji w dobrach szlacheckich ani
do innej egzakcji ni taka, z jakiej komputowe polskie chorgwie ko rzystay...
Tu umilk i sucha chciwie szmeru szlacheckiego, jakby chcia wyrozumie jego znaczenie, po
czym skin rk:
 Prcz tego mam sowo i obietnic jeneraa Wittenberga, dan w imieniu jego krlewskiej moci,
i jeli cay kraj pjdzie za naszym zbawiennym przykadem, wojska szwedzkie wnet rusz na
Litw i Ukrain i nie wprzd ustan wojowa, a wszystkie ziemie i wszystkie zamki bd Rzeczypospolitej
powrcone: Vivat Carolus Gustavus rex!
 Vivat Carolus Gustavus rex!  zawoao kilkaset gosw.
 Vivat Carolus Gustnvus rex!  brzmiao coraz dononiej w caym obozie.
Tu na oczach wszystkich wojewoda poznaski zwrci si do Radziejowskiego i uciska go
serdecznie, po czym uciska Wirtza; po czym wszyscy poczli si ciska ze sob. Szlachta posza
za przykadem dygnitarzy i rado staa si powszechn. Wiwatowano ju tak, e a echa rozbrzmieway
w caej okolicy. Ale wojewoda poznaski poprosi jeszcze miociw bra o chwil
ciszy i rzek serdecznym tonem:
 Moci panowie! Jenera Wittenberg prosi nas dzi na uczt do swego obozu, abymy przy kielichach
sojusz braterski z mnym narodem zawarli.
 Vivat Wittenberg! vivat! vivat! vivat!
 A potem, moci panowie  doda wojewoda rozjedziem si do domw i przy boej pomocy
rozpoczniem niwa z t myl, emy w dniu dzisiejszym ojczyzn ocalili.
 Potomne wieki oddadz nam sprawiedliwo rzek Radziejowski.
 Amen!  dokoczy wojewoda poznaski.
Wtem spostrzeg, e oczy mnstwa szlachty patrz i przypatruj si czemu wyej, ponad jego
gow.
Odwrci si i ujrza swego bazna, ktry wspinajc si na palce i trzymajc si jedn rk za
odrzwia pisa wglem na cianie radnego domu, tu nad drzwiami:
Mane-Tekel-Fares.
Na wiecie niebo pokryo si chmurami i zbierao si na burz.
ROZDZIA XI
We wsi Burzec, pooonej w ziemi ukowskiej, na pograniczu wojewdztwa podlaskiego, a nalecej
podwczas do pastwa Skrzetuskich, w sadzie midzy . dworem a stawem siedzia na awie
stary czowiek, a przy nogach jego bawio si dwch chopakw: jeden picio-, drugi czteroletni,
czarnych i opalonych jak Cyganitka, a rumianych i zdrowych. Stary czek rwnie czerstwo jeszcze
wyglda jak tur. Wiek nie zgarbi szerokich jego ramion; z oczu, a raczej z oka, bo jedno mia
bielmem przykryte, patrzyo mu zdrowie i dobry humor; brod mia bia, ale min gst i twarz
czerwon, zdobn na czole w szerok blizn, przez ktr byo wida ko czaszki.
Oba chopaki chwyciwszy za uszy od cholewy jego buta cigny je w przeciwne strony, a on
patrzy na staw owiecony blaskami sonecznymi, w ktrym ry by rzucay si gsto, amic gadk
powierzchni toni.
 Ryby tacuj  mrucza sam do siebie.  Nie bjcie si, bdziecie wy jeszcze lepiej tacoway
po spucie albo gdy was kucharka bdzie noem skrobaa. Po czym zwrci si do chopakw:
 Odczepcie si, basayki, od cholewy, bo jak ktry ucho urwie, to i ja mu urw. Co za bki
uprzykrzone! Idcie kulki przewraca po trawie i dajcie mi spokj! Longinkowi si nie dziwi, bo
modszy, ale Jaremka powinien mie ju rozum. Wezm ktrego utrapieca i w staw wrzuc!
Ale stary widocznie okrutnie by zawojowany przez chopakw, bo aden z nich nie ulk si
gro by; natomiast starszy, Jaremka, pocz go jeszcze silniej cign za cholew, tupa nogami i
powtarza:
 eby dziadzio by Bohunem i porwa Longinka!
 Odczep si, ty uku, mwi ci, ty smyku, ty gomko!
 eby dziadzio by Bohunem!
 Dam ja ci Bohuna, poczkaj, jeno matki zawoam! _
Jaremka spojrza na drzwi wychodzce z domu na ogrd, ale ujrzawszy, e zamknite, i nie widzc
nigdzie matki powtrzy po raz trzeci, wysuwajc buzi naprzd:
 eby dziadzio by Bohunem!
 Zamcz mnie te knoty, nie moe inaczej by... Dobrze; bd Bohunem, ale raz jeden tylko.
Skaranie boe! Pamitaj, eby si wicej nie naprzykrza.
To rzekszy stary stkn troch, podnis si z awki, nagie porwa maego Longinka i wydajc
dzikie okrzyki pocz go unosi w kierunku stawu.
Longinek jednak mia dzielnego obroc w osobie Jaremki, ktry w takich razach nie nazywa
si Jaremk; ale panem Michaem Woodyjowskim, rotmistrzem dragoskim.
Pan Micha tedy, zbrojny w patyk lipowy zastpujcy w nagym razie szabl, puci si z impetem
za otyym Bohunem, dogna go wkrtce i pocz sieka po nogach bez miosierdzia.
Longinek, grajcy rol mamy, wrzeszcza, Bohun wrzeszcza, Jeremka-Woodyjowski wrzeszcza;
ale mstwo. w kocu przemogo i Bohun, upuciwszy sw ofiar, pocz zmyka z powrotem
pod lip, na koniec dopadszy awki pad na ni sapic straszliwie i powtarzajc:
 Ha, basayki!... Cud bdzie, jeli si nie zatkn...
Lecz nie tu by jeszcze koniec jego mki, 'gdy w chwil pniej stan przed nim Jaremka, zarumieniony,
z rozwian czupryn i rozdtymi nozdrzami, podobny do maego czupurnego jastrzbka,
i j powtarza z wiksz jeszcze ni poprzednio energi:
 eby dziadzio by Bohunem!
Po wielu naleganiach i uroczystym przyrzeczeniu zoonym przez obydwch chopakw, e tym
razem bdzie to na pewno ostatni raz, historia powtrzya si znowu z ca dokadnoci; po czym
ju siedli we trzech na awie i Jaremka pocz nalega:
 Dziadziu! powiedzie, kto by najmniejszy!
 Ty, ty!  odrzek staruszek.
 I wyrosn na rycerza?
 Pewnie, e wyroniesz, bo dobra w tobie krew onierska. Daj ci Boe, eby by do ojca podobny,
bo przy mstwie mniej byby uprzykrzony... Rozumiesz?
 Powiedzie: ilu tata zabi?
 Mao sto razy mwiem! Prdzej bycie licie na tej lipie policzyli ni tych wszystkich nieprzyjaci,
ktrychemy obaj z waszym ojcem zgadzili. Gdybym mia tyle wosw na gowie, ilum
sam pooy, balwierze w ukowskiem porobiliby fortuny -nic, tylko na podgalaniu mi czupryny.
Szelm jestem, jelim ze...
Tu pan Zagoba  on to by bowiem  spostrzeg, i nie wypada mu ani zaklina si, ani przeklina
wobec chopakw, wic chocia z braku innych suchaczw lubi i dzieciom opowiada o
swych dawniejszych przewagach, zamilk tym razem, zwaszcza e ryby w stawie poczy si rzuca
z podwjn si.
 Trzeba bdzie powiedzie ogrodniczkowi rzek  aby wicierze na noc zastawi; sia zacnych
ryb przy samym brzegu si tucze.
Wtem drzwi domu wychodzce na ogrd otworzyy si i ukazaa si w nich kobieta, pikna jak
poudniowe soce, wysoka, tga, czarnowosa, z ciemnymi rumiecami na twarzy i oczyma jak
aksamit. Trzeci chopak, trzylatek, czarny jak kulka agatu, trzymal si za jej sukni, a ona nakrywszy
oczy rk pocza patrze w kierunku lipy.
Bya to pani Helena Skrzetuska z domu kniaziw Buyhw-Kurcewiczw.
Ujrzawszy pana Zagob z Jaremk i Longinkiem pod lip posuna si kilka krokw ku fosie
wypenionej wod i zawoaa:
 A bywajcie no, chopcy! Pewnie tam dziadusiowi dokuczacie?
 Co maj dokucza! Wcale si tu przystojnie zachowali  odpowiedzia pan Zagoba.
Chopaki skoczyy ku matce, a ona rzeka:
 Co tatu woli dzi pi, dbniaczek czyli mid?
 winina bya na obiad, to mid bdzie grzeczniejszy.
 Zaraz przyl. Ale niech jeno tatu nie drzemie na powietrzu, bo febra pewna.
 Dzi ciepo i wiatru nie ma. A gdzie to Jan, cruchno?
 Poszed do stod.
Pani Skrzetuska mwia panu Zagobie: ojcze, a on jej: cruchno, cho wcale nie byli krewni.
Jej rodzina mieszkaa na Zadnieprzu, w dawnym pastwie winiowieckim, a co do niego, Bg jeden
wiedzia, skd by rodem, gdy sam rozmaicie o tym powiada. Ale za czasw, gdy jeszcze
bya pann, Zagoba znamienite jej odda usugi i ze straszliwych niebezpieczestw ratowa, wic
te oboje z mem czcili go jako ojca i w caej okolicy niezmiernie by od wszystkich szanowany,
tak dla obrotnego rozumu, jak i dla nadzwyczajnego mstwa, ktrego liczne w rnych wojnach, a
mianowicie w kozackich, da dowody.
Imi jego gone byto w caej Rzeczypospolitej sam krl kocha si w jego opowiadaniach i
dowcipie, a w ogle wicej o nim mwiono ni nawet o panu Skrzetuskim, chocia pan Skrzetuski
przedar si w swoim czasie z oblonego Zbaraa przez wszystkie wojska kozackie.
W chwil po odejciu pani Skrzetuskiej pacholik przynis pod lip gsiorek i szklanic. Pan
Zagoba nala, nastpnie zamkn oczy i pocz prbowa pilnie.
 Wiedzia Pan Bg, dlaczego pszczoy stworzy!  mrukn pod nosem.
I j popija z wolna, oddychajc przy tym gboko i spogldajc na staw i za staw, hen, na
czarne i sine bory cignce si, jak okiem dojrze, po drugim brzegu. Godzina bya druga po poudniu,
a niebo bez chmurki. Kwiat lipowy spywa bez szelestu na ziemi, a na lipie midzy limi
piewaa caa kapela pszcz, ktre wnet poczy siada na zrbku szklanicy i zgarnia sodki pyn
kosmatymi nkami.
Nad wielkim stawem, z trzcin odlegych, przesonitych mg oddalenia, podnosiy si czasem
stada kaczek, cyranek lub dzikich gsi i szyboway w b kitnym przezroczu, podobne do czarnych
krzyykw; czasem klucz urawi zaczernia wysoko na niebie, grajc dononym krzykiem 
zreszt cicho byo naokoo i spokojnie, i soneczno, i wesoo, jak to bywa v w pierwszych dniach
sierpnia, gdy zboa ju dojrzay, a soce sypie jakoby zoto na ziemi.
Oczy starego czowieka to podnosiy si ku niebu v cigajc stada ptactwa, to znowu giny w
oddali, ale coraz senniejsze, w miar jak miodu w gsiorku ubywao, i powieki ciyy mu coraz
bardziej  pszczoy pieway na rne tony sw piosenk jakoby umylnie do poobiedniej drzemki.
 Tak, tak, da Pan Bg pikny czas na niwa mrukn pan Zagoba.  I siano dobrze zebrane, i
niwa duchem pjd... Tak, tak...
Tu przymkn oczy, po czym otworzy je znowu na chwil, mrukn jeszcze: Zmczyy mnie
dzieciska...  i usn na dobre.
Spa do dugo, ale po pewnym czasie zbudzi go ~ . lekki powiew chodniejszego powietrza
oraz rozmowa i kroki dwch mw zbliajcych si szybko pod lip. Jeden z nich by to pan Jan
Skrzetuski, synny zbaraczyk, ktry od miesica wrciwszy od hetmanw z Ukrainy bawi w domu,
leczc si z febry upartej; drugiego nie zna pan Zagoba, chocia wzrostem, postaw i nawet
rysami twarzy wielce by do Jana podobny.
 Przedstawiam wam, ojcaszku  rzek Jan stryjecznego mego, pana Stanisawa Skrzetuskiego
ze Skrzetuszewa, rotmistrza kaliskiego.
 Waszmo pan tak do Jana podobny  odpar Zagoba mrugajc oczyma i strzsajc resztki
snu z powiek  e gdzie bym waszmoci spotka, zaraz bym powiedzia: Skrzetuski! Hej, co za
go w domu!
 Mio mi zabra znajomo z wapanem dobrodziejem  odpar Stanisaw  tym bardziej e
imi znane mi byo dobrze, bo je rycerstwo w caej Rzeczypospolitej ze czci powtarza i za przykad
podaje.
 Nie chwalc si, robio si, co mogo, pki si si czuo w kociach. Jeszcze i teraz rad by
czek wojny pokosztowa, bo consuetudo altera natura. Ale czemu to wapanowie tak strapieni jestecie,
a Janowi oblicze poblado?
 Stanisaw straszne przywiz wieci  odrzek Jan.  Szwedzi weszli do Wielkopolski i ju j
cakiem zajli.
Pan Zagoba zerwa si z awy, jakby mu czterdzieci lat ubyo, otworzy szeroko oczy i pocz
mimo woli maca si po boku jakby szukajc szabli.
 Jak to?  rzek  jak to: ca j zajli?
 Bo j wojewoda poznaski i inni wydali pod Ujciem w rce nieprzyjaciela  odpar Stanisaw
Skrzetuski.
 Dla Boga!... Co wapan mwisz!... Poddali si?!...  Nie tylko si poddali, ale podpisali ugod,
w ktrej wyrzekli si krla i Rzeczypospolitej... Odtd tam ma ju by Szwecja, nie Polska.
 Na miosierdzie boskie!... Na rany Ukrzyowanego!... To si chyba wiat koczy?... Co ja sysz?...
Jeszczemy wczoraj z Janem mwili o tej grobie od Szweda, bo byy wieci, e id, ale
obaj bylimy pewni, e to si na niczym skoczy, a co najwicej na wyrzeczeniu si tytuu krla
szwedzkiego przez naszego pana, Jana Kazimierza.
 A tymczasem zaczo si od utraty prowincji, a skoczy si Bg wie na czym.
 Przesta wapan, bo mnie krew zaleje!... Jake?... I wapan by pod Ujciem?... i wapan patrzy
na to wszystko wasnymi oczyma?!... To to po prostu zdrada bya najzaraliwsza, w dziejach
niesychana!
 I byem, i patrzyem, a czy to bya zdrada, sam waszmo, gdy wszystko usyszysz, osdzisz.
Stalimy pod Ujciem, pospolite ruszenie i piechota anowa, razem z pitnacie tysicy ludzi, i zalegalimy
pasy nad Noteci ab incursione hostili. Prawda, e wojska byo mao, a waszmo, jako
dowiadczony onierz, wiesz najlepiej, czy pospolite ruszenie moe je zastpi, a tym bardziej
wielkopolskie, gdzie szlachta znacznie od wojny odwyka. Jednake, gdyby si wdz by znalaz,
mona byo po staremu da wstrt nieprzyjacielowi i przynajmniej zatrzyma go, pki by Rzeczpospolita
jakich posikw nie obmylia. Ale ledwie si Wittenberg pokaza, zaczto zaraz paktowa,
nim si kropla krwi polaa. Potem przyjecha Radziejowski i swymi namowami sprawi to, co mwiem,
to jest i nieszczcie, i hab, jakiej przykadu dotd nie byo.
 Jake? nikt si nie opiera?... Nikt nie protestowa? Nikt zdrady na oczy tym szelmom nie wyrzuci?...
Wszyscy si na zdrad ojczyzny i pana zgodzili?...
 Ginie cnota, a z ni i Rzeczpospolita, bo prawie wszyscy si zgodzili... Ja, dwch panw Skoraszewskich,
pan Ciwicki i pan Kodziski czynilimy, comy mogli, aby ducha midzy szlacht
do oporu pobudzi. Pan Wadysaw Skoraszewski mao nie oszala; latalimy po obozie od powiatu
do powiatu, i Bg widzi, nie byo tych zakl, ktrych bymy nie uyli. Ale c to pomogo, gdy
wikszo wolaa jecha z ykami na bankiet, ktry im Wittenberg obieca, ni z szablami na bitw.
Widzc to cnotliwsi rozjechali si na wszystkie strony  jedni do domw, drudzy do Warszawy.
Panowie Skoraszewscy ruszyli wanie do Warszawy i pierwsi wiadomo krlowi przywioz,
a ja, nie majc ony ni dzieci, tu przyjechaem do brata w tej myli, e si przecie razem na nieprzyjaciela
wybierzemy. Szczciem, em waszmociw w domu zasta!
 To waszmo prosto spod Ujcia?
 Prosto. Tylem tylko po drodze wypoczywa, ile byo trzeba dla koni, a i to jeden mi pad ze
zmczenia. Szwedzi musz ju by w Poznaniu i stamtd prdk si po caym kraju rozlej.
Tu umilkli wszyscy. Jan siedzia z domi opartymi na kolanach, oczy wbi w ziemi i zamyli
si ponuro, pan Stanisaw wzdycha, a pan Zagoba, nie ochonwszy jeszcze, spoglda osupiaym
wzrokiem to na jednego, to na drugiego.
 Ze to s znaki  rzek w kocu pospnie Jan.  Dawniej na dziesi zwycistw przychodzia
jedna klska i wiat dziwilimy mstwem. Dzi przychodz nie tylko klski, ale i zdrady  nie tylko
pojedynczych osb, ale caych prowincji. Niech Bg zmiuje si nad ojczyzn!...
 Dla Boga  rzek Zagoba  widziaem na wiecie duo, sysz, rozumiem, a jeszcze mi si
wierzy nie chce.
 Co mylisz czyni, Janie?  rzek Stanisaw.
 Pewnie, e w domu nie ostan, chocia mnie zimno jeszcze trzsie. on i dzieci trzeba bdzie
gdzie bezpiecznie umieci. Pan Stabrowski, mj krewny, jest owczym krlewskim w Puszczy
Biaowieskiej i w Biaowiey mieszka. Choby caa Rzeczpospolita wpada w moc nieprzyjaci, to
przecie tam nie trafi. Jutro zaraz on i dzieci wyl
 I nie bdzie to zbytnia ostrono  odrzek Stanisaw  bo cho z Wielkopolski tutaj daleko,
kto wie, czy pomie wkrtce i tych stron nie ogarnie.
 Trzeba bdzie szlachcie da zna  rzek Jan aeby si kupili i o obronie myleli, bo tu jeszcze
nikt o niczym nie wie.
Tu zwrci si do pana Zagoby:
 A wy, ojcze, pjdziecie z nami, czyli te Helenie zechcecie do puszczy towarzyszy?
 Ja?  odpowiedzia pan Zagoba  czy pjd? chybaby mi nogi korzenie w ziemi puciy,
wtedy bym nie poszed, a i to jeszcze prosibym kogo, eby mnie wykarczowa. Tak mi si chce
szwedzkiego misa znowu pokosztowa jak wilkowi baraniny! Ha! szelmy, pludraki, poczoszniki!...
Pchy im po ydkach inkursj czyni, wic nogi ich swdz i przez to w domu usiedzie nie
mog, jeno do cudzych krajw lez... Znam ja ich, takich synw, bom jeszcze pod panem Koniecpolskim
przeciw nim czyni  a chcecie waszmociowie wiedzie, kto wzi w jasyr Gustawa Adolfa,
to si nieboszczyka pana Koniecpolskiego spytajcie. Nic wicej nie powiem! Znam ja ich, ale i
oni mnie znaj... Nie moe by inaczej, tylko si, szelmy, zwiedzieli, e Zagoba si zestarza. Tak?
Poczekajcie! zobaczycie go jeszcze!... Panie! Panie wszechmogcy! czemu to tak t nieszczsn
Rzeczpospolit rozgrodzi, e wszystkie winie ssiedzkie wa do niej teraz i trzy najlepsze prowincje
ju spyskay! Ot, co jest! Ba! ale kt temu winien, jeli nie zdrajcy? Nie wiedziaa zaraza,
kogo bra, i zacnych ludzi pobraa, a zdrajcw zostawia. Daje Boe jeszcze raz powietrze na pana
wojewod poznaskiego i na kaliskiego, a zwaszcza na Radziejowskiego z ca rodzin. A jeli
chcesz wicej obywatelw pieku przysporzy, to polij wszystkich tych, ktrzy on kapitulacj
pod Ujciem podpisali. Zestarza si Zagoba? zestarza? Zobaczycie! Janie! radmy prdzej; co
czyni, bo ju bym chcia na koskim grzbiecie siedzie!
 Pewnie, e trzeba radzi, gdzie i. Na Ukrain do hetmanw ciko si przedosta, bo ich tam
nieprzyjaciel odci od Rzeczypospolitej i tylko do Krymu maj woln drog. Szczcie, e teraz
Tatarzy po naszej stronie. Wedle mojej gowy, trzeba nam bdzie do krla do Warszawy ruszy,
pana kochanego broni!
 Byle by na to czas  odrzek Stanisaw. Krl jegomo musi tam na gwat zbiera chorgwie i
wprzd nim przyjdziemy, na nieprzyjaciela pocignie, a moe i spotkanie ju nastpi.
 I to by moe.
 Jedmy tedy ku Warszawie, byle spiesznie rzek Zagoba.  Posuchajcie, wapanowie...
Prawda, e nasze imiona grone s nieprzyjacielowi, ale przecie we trzech niewiele wskramy,
wic ja bym radzi tak: Skrzyknijmy szlachty na ochotnika, ile si da, eby tak cho z chorgiewk
panu przyprowadzi! atwo ich do tego namwimy, bo i tak musz ruszy, gdy przyjd wici na
pospolite ruszenie, wic im to wszystko jedno  a powiemy, e kto przed wiciami dobrowolnie
stanie, mi panu rzecz uczyni. Z wiksz si wicej mona bdzie sprawi, i przyjm nas z
otwartymi rkoma.
 Nie dziw si waszmo moim sowom  rzek pan Stanisaw  ale po tym, com widzia, takiego
do pospolitego ruszenia nabraem wstrtu, e wol sam i nieli z tumem ludzi wojny nie
znajcych.
 To waszmo nie znasz tutejszej szlachty. Tu jednego takiego nie upatrzysz, ktren by w wojsku
nie sugiwa. Wszystko ludzie dowiadczeni i dobrzy onierze.
 Chyba e tak.
 Za miaoby by inaczej? Ale poczekajcie no! Jan to ju wie, e gdy raz poczn gow robi,
to mi sposobw nie brak. Dlatego w wielkiej yem konfidencji z wojewod ruskim, ksiciem Jeremim.
Niech Jan zawiadczy, ile razy ten najwikszy w wiecie wojownik szed za moj rad i
zawsze na tym wygrywa.
 Mwcie no, ojcze, co chcecie powiedzie, bo czasu szkoda  rzek Jan.
 Co chciaem powiedzie? Oto, co chciaem powiedzie: nie ten broni ojczyzny i krla, kto si
krla za poy trzyma, ale ten, kto nieprzyjaciela bije; a bije ten najlepiej, kto pod wielkim wojownikiem
suy. Po co mamy na niepewne do Warszawy chodzi, kiedy krl jegomo wanie moe
ju do Krakowa, do Lwowa albo na Litw wyjecha; ja waszmociom radz, abymy bez zwoki
udali si pod chorgwie hetmana wielkiego litewskiego, ksicia Janusza Radziwia. Szczery to pan
i wojenny. Chocia go o pych pomawiaj, pewnie nie bdzie on przed Szwedami kapitulowa. To
przynajmniej wdz i hetman, jak si naley. Ciasno tam bdzie, prawda, bo z dwoma nieprzyjacimi
robota; ale za to pana Michaa Woodyjowskiego zobaczymy, ktry w kompucie litewskim
suy, i znw po staremu do kupy si zbierzem jako za dawnych czasw. Jeli niedobrze radz,
nieche mnie pierwszy Szwed za rapcie w jasyr poprowadzi.
 A kto wie? a kto wie?  odrzek ywo Jan. Moe tak bdzie najlepiej.
 I jeszcze Halszk z dziemi po drodze odprowadzimy, bo wanie przez puszcz przyjdzie
nam jecha...
 I w wojsku, nie midzy pospolitakami, bdziem suyli  doda Stanisaw.
 I bdziem si bi, nie sejmikowa ani kury po wsiach i twarogi wyjada.
 Waszmo to, widz, nie tylko w wojnie, ale i w radzie prym moesz trzyma  rzek pan Stanisaw.
 Co? ha?
 Istotnie, istotnie!  rzek Jan.  Najlepsza to rada. Po staremu, kup z Michaem pjdziemy.
Poznasz, Stanisawie, najwikszego onierza w Rzeczypospolitej i przyjaciela mego szczerego,
brata. Pjdmy teraz do Halszki powiedzie jej, eby si te w drog szykowaa.
 Aza wie ona ju o wojnie?  zapyta pan Zagoba.
 Wie, wie, bo przy niej najpierwej Stanisaw opowiada. Caa we zach, nieboga... Ale gdym jej
rzek, e trzeba i, zaraz mi powiedziaa: Id!
 Chciabym jutro ju ruszy!  zakrzykn Zagoba.
 Tote wyruszymy jutro, i to do dnia  rzek Jan.  Ty, Stanisawie, musisz by fatigatus wielce
po drodze, ale do jutra wywczasujesz si, jak bdziesz mg. Ja dzi jeszcze konie wyl z pewnymi
ludmi do Biaej, do osic, do Drohiczyna i do Bielska, eby wszdzie wiee byy na przeprzk.
A za Bielskiem puszcza tu. Wozy z zapasami wyjd take dzisiaj! al z kochanego kta
rusza w wiat, ale wola boska! Tym si pocieszam, e o on i dziatki bd bezpieczny, bo puszcza
najlepsza to w wiecie forteca. Chodcie, waszmociowie, do domu, bo czas si ekspedycj
zaj.
Poszli. Pan Stanisaw, zdroony wielce, ledwie si posiliwszy i napiwszy, zaraz spa poszed, a
pan Jan z panem Zagob zakrztnli si okoo wyprawy. I e ad by u pana Jana wielki, wic wozy
i ludzie ruszyli tego jeszcze wieczora na noc, a nazajutrz w dzie pocigna za nimi kolaska,
w ktrej siedziaa Helena z dziemi i jedna stara panna, rezydentka. Pan Stanisaw, pan Jan wraz z
picioma pachokami jechali konno koo kolaski. Cay orszak posuwa si ywo, bo po miastach
wiee konie czekay.
Tak jadc i nie wypoczywajc nawet nocami, pitego dnia dojechali do Bielska, a szstego pogryli
si ju w puszcz od strony Hajnowszczyzny.
Objy ich wraz mroki olbrzymiego boru, ktry podwczas kilkadziesit mil kwadratowych
okrywa, czc si z jednej strony pasmem nieprzerwanym a hen, z puszcz Zielonk i Rogowsk,
z drugiej z pruskimi borami.
aden najezdnik nie depta nigdy nog tych ciemnych gbin, w ktrych czek nieobeznany
mg zabdzi i bka si wkoo, a pki nie pad z wysilenia lub nie poszed na up drapienym
zwierztom. Nocami odzyway si tu ryki ubrw i niedwiedzi wraz z wyciem wilkw i beczeniem
chrapliwym rysiw. Niepewne drogi wiody wrd gstwy lub gooborza obok zwaw, wykrotw,
bagien i straszliwych pi.. cych jeziorek do rozrzuconych wsi budnikw, smolarzy i
osacznikw, ktrzy czstokro przez cae ycie nie wychylali si z puszczy. Do Biaowiey tylko
samej prowadzi szerszy gociniec przezywany Such Drog, ktr krlowie jedzili na owy. Tdy
te od strony Bielska i Hajnowszczyzny jechali Skrzetuscy.
Pan Stabrowski, owczy krlewski, stary samotnik i kawaler, siedzcy ustawicznie jak ubr w
puszczy, przyj ich z otwartymi rkami; dzieci za mao nie zdusi w pocaunkach. y bowiem
tylko z osacznikami, szlacheckiej twarzy nie widujc, chyba wtedy, gdy dwr zjecha na owy.
On to zawiadowa caym gospodarstwem myliwskim i wszystkimi smolarniami puszczy. Wielce
si strapi wieci o wojnie, o ktrej si dopiero z ust pana Skrzetuskiego dowiedzia.
Czstokro bowiem tak bywao, e w Rzeczypospolitej palia si wojna, umiera krl, a do puszczy
wie o tym nawet nie dochodzia; dopiero pan owczy przywozi nowiny, gdy od pana podskarbiego
litewskiego wraca, ktremu raz do roku rachunki z puszczaskiego gospodarstwa obowizany
by skada.
 Nudno tu bdzie, bo nudno!  mwi pan Stabrowski do Heleny  ale przezpiecznie, jak by
nigdzie na wiecie nie byo. aden nieprzyjaciel nie przedrze si przez te ciany, a choby i prbowa,
to by mu osacznicy wszystkich ludzi w lot wystrzelali. atwiej Rzeczpospolit ca zawojowa
 czego Boe nie daj!  ni puszcz. Dwadziecia lat ju tu yj, a i ja jej nie znam, bo s
miejsca, gdzie dostpi nie mona i gdzie zwierz tylko mieszka, a moe i ze duchy maj swoje
stacje, do ktrych si przed gosami dzwonw kocielnych chroni. Ale my yjem po boemu, bo
we wsi jest kaplica, do ktrej ksidz z Bielska raz na rok zjeda. Bdzie wam tu jak w niebie, jeli
nuda nie dokuczy. Za to drzew na opa nie zbraknie...
Pan Jan rad by z caej duszy, e takie schronisko dla ony wynalaz; ale prno go pan Stabrowski
zatrzymywa i ugaszcza.
Przenocowawszy tylko, ruszyli rycerze nazajutrz witaniem na wskr puszczy w dalsz drog,
prowadzeni w labiryncie lenym przez przewodnikw, ktrych pan owczy dostarczy.
ROZDZIA XII
Gdy pan Jan Skrzetuski ze stryjecznym Stanisawem i panem Zagob po uciliwej drodze z
puszczy przybyli wreszcie do Upity, pan Micha Woodyjowski mao nie oszala z radoci, zwaszcza
e dawno ju nie mia o nich adnej wieci, o Janie za myla, e znajduje si z chorgwi
krlewsk, ktrej porucznikowa, na Ukrainie u hetmanw.
Bra ich te z kolei w ramiona i wyciskawszy, znowu ciska i rce zaciera; a gdy mu powiedzieli,
e pod Radziwiem chc suy, uradowa si jeszcze bardziej na myl, e nieprdko si
rozcz.
 Chwaa Bogu, e do kupy si zbieramy, starzy zbaraczykowie  mwi.  Czowiek i do wojny
wiksz ma ochot, gdy czuje konfidentw koo siebie.
 To bya moja myl  rzek pan Zagoba  bo oni do krla chcieli lecie... Ale ja powiedziaem:
A czemu to nie mamy sobie z panem Michaem starych czasw przypomnie? Jeli nam Bg tak
poszczci, jak z Kozakami i Tatarami szczci, to niejednego Szweda wkrtce mie bdziem na
sumieniu.
 Bg waci natchn t myl!  rzek pan Micha.
 Ale to mi dziwno  rzek Jan  ecie o Ujciu i o wojnie ju wiedzieli. Stanisaw ostatnim
koskim tchem do mnie przyjecha, a my tak samo tu jechali mylc, e pierwsi bdziem nieszczcie
zwiastowa.
 Musiaa przez ydw wie tutaj przyj rzek Zagoba  bo oni zawsze wszystko najpierwsi
wiedz i taka midzy nimi korespondencja, e jak ktren rano kichnie w Wielkopolsce, to ju wieczorem
mwi mu na mudzi i na Ukrainie: Na zdrowie!
 Nie wiem, jak to byo, ale od dwch dni wiemy  rzek pan Micha  i konsternacja tu okrutna...
Pierwszego dnia jeszczemy nie bardzo wierzyli, ale drugiego ju nikt nie negowa... Co wicej
wam powiem: jeszcze wojny nie byo, a rzekby, ptaki o niej pieway w powietrzu, bo wszyscy
naraz i bez powodu poczli o niej gada. Nasz ksi wojewoda musia si te jej spodziewa i
co przed innymi wiedzie, bo si krci jak mucha w ukropie i w ostatnich czasach do Kiejdan
przylecia. Zacigi od dwch miesicy z jego rozkazu czyniono. Zacigaem ja, Stankiewicz i niejaki
Kmicic, chory orszaski, ktren jako syszaem, ju gotowiuk chorgiew do Kiejdan odprowadzi.
Ten si najpierwej z nas wszystkich uwin...
 Znasze ty, Michale, dobrze ksicia wojewod wileskiego?  pyta Jan.
 Jak go nie mam zna, kiedym ca wojn teraniejsz pod jego komend odbywa.
 Co wiesz o jego zamysach? Zacny to pan?
 Wojownik jest doskonay; kto wie, czy po mierci ksicia Jeremiego w Rzeczypospolitej nie
najwikszy... Pobili go, prawda, teraz, ale mia sze tysicy wojska na omdziesit... Pan podskarbi
i pan wojewoda witebski okrutnie go za to potpiaj mwic, i przez pych to z tak ma si si
porwa na ow niezmiern potg, aeby si z nimi wiktori nie dzieli. Bg raczy wiedzie, jak
byo... Ale stawa mnie i sam ycia nie szczdzi... A ja, ktrym na wszystko patrzy, tyle tylko
powiem, i gdyby mia dosy wojska i pienidzy, noga nieprzyjacielska by z tego kraju nie usza.
Tak myl, e szczerze on si teraz wemie do Szwedw i pewno ich tu nie bdziem czeka, ale do
Inflant ruszymy.
 Z czego to suponujesz?
 Z dwch powodw: raz, e ksi bdzie chcia reputacj sw, nieco po cybichowskiej bitwie
zachwian, poprawi, a po wtre, e wojn kocha...
 Tak jest  rzek Zagoba  znam ja go z dawna, bomy razem w szkoach byli i pensa za niego
odrabiaem. Zawsze si kocha w wojnie i dlatego lubi ze mn lepiej ni z innymi kompani trzyma,
bom ja take wola konia i dzidk ni acin.
 Z pewnoci, e to nie wojewoda poznaski, z pewnoci, e to zgoa inny czowiek  rzek
pan Stanisaw Skrzetuski.
Woodyjowski pocz go wypytywa o wszystko, co si pod Ujciem zdarzyo, i za czupryn si
targa suchajc opowiadania; wreszcie, gdy pan Stanisaw skoczy, rzek:
 Masz waszmo suszno! Nasz Radziwi do takich rzeczy niezdolny. Pyszny on jak diabe i
zdaje mu si, e w caym wiecie wikszego rodu od radziwiowskiego nie ma, prawda! Oporu on
nie znosi, prawda  i na pana podskarbiego Gosiewskiego, zacnego czeka, o to zagniewan e ten
nie skacze, jak mu Radziwiy zagraj. Na krla jegomoci take krzyw, e mu buawy wielkiej
litewskiej do prdko nie da... Wszystko to prawda, jak i to, e woli w bezecnych bdach kalwiskich
y ni do prawdziwej wiary si nawrci; e katolikw, gdzie moe, cinie; e zbory heretykom
stawia... Ale za to przysign, e wolaby ostatni kropl swojej pysznej krwi wytoczy ni
tak kapitulacj, jak pod Ujciem, podpisa... Bdziem mieli wojny w brd, bo nie skryba, ale wojownik
bdzie nam hetmani.
 W to mi graj!  rzek Zagoba.  Niczego wicej nie chcemy. Pan Opaliski skryba, i zaraz si
pokazao, do czego zdatny... Najpodlejszy to gatunek ludzi! Kady z nich niech jeno piro z kupra
gsi wycignie, to zaraz myli, e wszystkie rozumy pojad... i taki syn innym przymawia, a jak
przyjdzie do szabli, to go nie masz. Sam za modu rytmy ukadaem, aby biaogowskie serca
kaptowa, i bybym pana Kochanowskiego w kozi rg z jego fraszkami zapdzi, ale potem onierska
natura wzia gr.
 Przy tym jeszcze i to wam powiem  rzek Woodyjowski  e skoro si tu szlachta ruszy, to
si kupa ludzi zbierze, byle pienidzy nie zabrako, bo to rzecz najwaniejsza.
 Na Boga, nie chc pospolitakw!  zakrzykn pan Stanisaw.  Jan i jegomo pan Zagoba
znaj ju mj sentyment, a waszmoci powiem, e wol by ciur w regularnej chorgwi ni hetmanem
nad caym pospolitym ruszeniem.
 Tutejszy lud mny  odrzek pan Woodyjowski  i bardzo sprawny. Mam tego przykad z
mego zacigu. Nie mogem pomieci wszystkich, ktrzy si garnli, a midzy tymi, ktrych przyjem,
nie masz i jednego takiego, co by poprzednio nie suy. Poka waciom t chorgiewk i
upewniam, e gdybycie nie wiedzieli ode mnie, to bycie nie poznali; e to nie starzy onierze.
Kaden bity i kuty w ogniu jak stara podkowa, a w szyku stoj jako triarii rzymscy. Nie pjdzie z
nimi tak atwo Szwedom jak pod Ujciem z Wielkopolanami.
 Mam nadziej, e to Bg wszystko jeszcze odmieni  rzek Skrzetuski.  Mwi, e Szwedzi
dobrzy pachokowie, ale przecie nigdy nie mogli naszym wojskom komputowym wytrzyma. Bilimy
ich zawsze  to ju wyprbowana rzecz - bilimy ich nawet wtedy, gdy im przywodzi najwikszy
wojownik, jakiego kiedykolwiek mieli.
 Co prawda, to okrutniem ciekawy, co te umiej  odpowiedzia pan Woodyjowski  i gdyby
nie to, e dwie inne wojny jednoczenie ojczyzn gnbi, wcale bym si o t szwedzk nie rozgniewa.
Prbowalimy i Turkw, i Tatarw, i Kozakw, i Bg wie nie kogo  godzi si teraz
Szwedw poprbowa. W Koronie z tym tylko moe by kopot, e wszystkie wojska z 'hetmanami
na Ukrainie zajte. Ale tu, widz ju co si stanie. Oto ksi wojewoda dotychczasow wojn panu
podskarbiemu Gosiewskiemu, hetmanowi polnemu, zostawi, a sam si Szwedami szczerze zajmie.
Ciko bdzie, prawda! Wszelako miejmy nadziej, e Pan Bg pomoe.
 Jedmy tedy nie mieszkajc do Kiejdan! rzek pan Stanisaw.
 Dostaem te rozkaz, eby chorgiew mie w pogotowiu; a samemu si w trzech dniach w
Kiejdanach stawi  odpowiedzia pan Micha.  Ale musz te'z waciom ten ostatni rozkaz pokaza,
bo ju z niego znaczno, e tam ksi wojewoda myli o Szwedach.
To rzekszy pan Woodyjowski otworzy kluczem sepecik stojcy pod oknem na awie, wydoby
z niego papier zoony na dwoje i rozwinwszy pocz czyta:
Moci panie Woodyjowski, pukowniku!
Z wielk radoci odczytalimy raport Waszmoci, e chorgiew ju na nogach i w kadej
chwili moe w pochd ruszy. Trzymaj j Wapan w czujnoci i pogotowiu, bo przychodz tak
cikie czasy, jakich jeszcze nie bywao, sam za przybywaj jak najspieszniej do Kiejdan, gdzie go
niecierpliwe oczekiwa bdziemy. Gdyby Waszmoci dochodziy jakie wieci tym nie wierz, a
wszystko z naszych ust usyszysz. Postpimy tak, jak nam Bg i sumienie nakazuje, bez uwagi na
to, co zo i nieyczliwo ludzka moe na nas wymyli. Ale zarazem cieszymy si, i nadchodz
takie terminy, w ktrych pokae si dowodnie, kto jest szczerym i prawdziwym przyjacielem radziwiowskiego
domu i kto nawet in rebus adversis suy mu gotw. Kmicic, Niewiarowski i
Stankiewicz przyprowadzili tu ju swoje chorgwie; waszmocina niech w Upicie zostanie, bo tam
moe by potrzebna, a moe przyjdzie wam ruszy na Podlasie pod komend brata mojego stryjecznego,
janie owieconego ksicia Bogusawa, koniuszego litewskiego, ktry tam znaczn parti
naszych si ma pod sob. O tym wszystkim dowiesz si dokadnie z ust naszych, tymczasem za
polecamy wiernoci waszej pilne roz ' kazw spenienie i oczekujemy ci w Kiejdanach.
Janusz Radziwi,
ksi na Birach i Dubinkach,
wojewoda wileski, hetman w. litewski.
 Tak jest! widoczna ju z tego listu nowa wojna!  rzek Zagoba.
 A e ksi pisze, i postpi, jak mu Bg i sumienie nakazuje, to znaczy, e bdzie bi Szweda
doda pan Stanisaw.
 Dziwno mi tylko to  rzek Jan Skrzetuski e pisze o wiernoci dla radziwiowskiego domu,
nie ., dla ojczyzny, ktra wicej od Radziwiw znaczy i pilniejszego ratunku potrzebuje.
 To taka ich paska maniera  odpar Woody-jowski  cho i mnie sig to zaraz nie spodobao,
bo i ja ojczynie, nie Radziwiom su.
 A kiedy ten list odebra?  pyta Jan.
 Dzi rano i wanie po poudniu chciaem ruszy. Wy si przez ten wieczr wywczasujecie po
podry, a ja jutro pewnie wrc i zaraz z chorgwi ruszymy, gdzie nam ka.
 Moe na Podlasie?  rzek Zagoba.
 Do ksicia koniuszego!  powtrzy pan Stanisaw.
 Ksi koniuszy Bogusaw take teraz w Kiejdanach  odpar Woodyjowski.  Ciekawa to
persona i pilnie mu si przypatrujcie. Wojownik wielki i rycerz jeszcze wikszy, ale nie masz w
nim za grosz Polaka. Z cudzoziemska si nosi i po niemiecku albo zgoa po francusku gada, jakoby
kto orzechy gryz, ktrej mowy godzin moesz sucha i nic nie wyrozumiesz.
 Ksi Bogusaw pod Beresteczkiem piknie sobie poczyna  rzek Zagoba  i poczet pikny
niemieckiej piechoty wystawi.
 Ci, co go bliej znaj, nie bardzo go chwal -mwi dalej Woodyjowski  bo si jeno w
Niemcach i Francuzach kocha, co nie moe inaczej by, gdy si z Niemkini rodzi, elektorwny
brandenburskiej, za ktr ojciec jego nieboszczyk nie tylko e wiana adnego nie wzi, ale jak to
wida  u tych ksitek chuda fara, jeszcze dopaci musia. Ale Radziwiom chodzi o to, by w
Rzeszy Niemieckiej, ktrej s ksitami, suffragia mieli, i dlatego radzi z Niemcami si cz.
Powiada mi o tym pan Sakowicz, dawny suga ksicia Bogusawa, ktremu ten starostwo
oszmiaskie puci. On i pan Niewiarowski, pukownik, bywali z ksiciem Bogusawem za granic
po rnych zamorskich krajach i zawsze mu za wiadkw do pojedynkw sugiwali.
 Tyle to on pojedynkw odbywa?  pyta Zagoba.
 Ile ma wosw na gowie! Rnych on tam ksit i grafw zagranicznych, francuskich i niemieckich,
sia poszczerbi, bo to, mwi, czek bardzo zapalczywy a mny i o lada sowo na pole
wyzywa.
Pan Stanisaw Skrzetuski rozbudzi si z zamylenia i rzek:
 Syszaem i ja  ksiciu Bogusawie, bo to od nas do elektora niedaleko, u ktrego on cigle
przesiaduje. Pamitam i to jeszcze, co ojciec wspomina, e jak si rodzic ksicia Bogusawa z
elektorwn eni, to ludzie sarkali, e tak wielki dom jak radziwiowski z obcymi si czy, ale
bogdaje lepiej si stao, gdy teraz elektor, jako radziwiowski koligat, tym yczliwszy powinien
by Rzeczypospolitej, a od niego teraz sia zaley. To, co waszmo powiadasz, e u nich chuda
fara, to tak nie jest. Pewnie, e gdyby kto Radziwiw wszystkich sprzeda, to by za nich elektora z
caym ksistwem kupi, ale dzisiejszy ; kurfirst Fryderyk Wilhelm zebra ju niemao grosza i ma
dwadziecia tysicy wojska bardzo porzdnego, z ktrym miao mgby si Szwedom zastawi, co
jako lennik Rzeczypospolitej powinien uczyni, jeli Boga ma w sercu i pamita wszystkie dobrodziejstwa,
ktre Rzeczpospolita jego domowi wiadczya.
 Zali on to uczyni?  pyta Jan.
 Czarna byaby to niewdziczno i wiaroomstwo z jego strony, gdyby inaczej postpi!  odpar
Stanisaw.
 Ciko to na wdziczno cudz liczy, a zwaszcza na heretyck  rzek pan Zagoba.  Pamitam
jeszcze wyrostkiem tego waszego kurfirsta, zawsze to mruk by, rzekby: cigle sucha,
co mu diabe do ucha szepce. Powiedziaem mu to w oczy, gdymy z panem Koniecpolskim nieboszczykiem
w Prusach byli. Taki on luter, jak i krl szwedzki. Daj Boe, eby si jeszcze ze sob
przeciw Rzeczypospolitej nie sprzymierzyli...
 Wiesz co, Michale?  rzek nagle Jan.  Nie bd dzi wypoczywa, ale pojad z tob do Kiejdan.
Teraz nocami lepiej jecha, bo we dnie upa, a pilno mi ju wyj z niepewnoci. Na wypoczynek
bdzie czas, bo pewnie ksi jutro jeszcze nie ruszy.
 Tym bardziej e chorgiew kaza w Upicie zatrzyma  odrzek pan Micha.
 Dobrze mwicie!  zawoa pan Zagoba  pojad i ja!
 To jedmy wszyscy razem  doda Stanisaw.
 Akurat na jutro rano bdziemy w Kiejdanach  rzek pan Woodyjowski  a w drodze i na kulbakach
mona si sodko przedrzema.
We dwie godzin pniej, podjadszy i podpiwszy nieco; ruszyli rycerze w podr i jeszcze przed
zachodem soca stanli w Krakinowie.
Przez drog opowiada im pan Micha o okolicy, o sawnej szlachcie laudaskiej, o Kmicicu i o
wszystkim, co si od pewnego czasu zdarzyo. Przyzna si i do afektu swego dla panny Billewiczwny,
nieszczliwego jak zwykle.
 Caa rzecz, e wojna bliska  mwi  bo inaczej srodze bym si martwi, gdy czasem myl,
e takie to ju moje nieszczcie i e chyba przyjdzie mi i umrze w kawalerskim stanie.
 Nie stanie ci si krzywda  rzek pan Zagoba  bo zacny to jest stan i Bogu miy. Umyliem
te trwa w nim do koca ycia. Czasem i al, e nie bdzie komu sawy i imienia przekaza, bo
chocia miuj dzieci Jana jak swoje, wszelako Skrzetuscy to nie Zagobowie.
 O niecnoto!  rzek Woodyjowski.  Take si wapan wczenie z tym postanowieniem wybra,
:jak wilk, ktren lubowa owiec nie dusi, gdy mu wszystkie zby wypady.
 A nieprawda!  rzek Zagoba.  Nie tak to dawno, panie Michale, jakemy ze sob na elekcji
w Warszawie byli. Za kime si wszystkie podwiki oglday, jeli nie za mn?... Pamitasz, jake
to narzeka, e na ciebie adna i nie spojrzy? Ale jeli tak masz ochot do stanu maeskiego, to
si nie martw. Przyjdzie i twoja kolej. Na nic tu szukanie i wanie wtedy znajdziesz, kiedy nie bdziesz
szuka. Teraz czasy wojenne i sia zacnych kawalerw co rok ginie. Niech jeno jeszcze i ta
szwedzka wojna potrwa, to dziewki do reszty staniej i bdziemy je na tuziny na jarmarkach kupowali.
 Moe i mnie zgin przyjdzie  rzek pan Micha.  Do mam tego koatania si po wiecie.
Nigdy waciom tego nie zdoam wypowiedzie, jak zacna jest i urodziwa panna ta Billewiczwna.
Byby j czowiek miowa i houbi jakby co najlepszego... Nie! musieli diabli przynie tego
Kmicica... Chyba on jej co zada, nie moe inaczej by, bo gdyby nie to, pewnie by mnie nie przepdzia.
Ot, patrzcie! Wanie tam zza grki Wodokty wida, ale w domu nie masz nikogo, bo ona
pojechaa Bg wie gdzie...
Moje to byoby schronisko; niechbym by tu ywota dokona... Niedwied ma swj barg,
wilk swoj jam, a ja, ot! jeno t szkap i t kulbak, na ktrej siedz...
 To widz, e ci jak cier zakua?  rzek pan Zagoba.
 Pewnie, e jak sobie wspomn albo, mimo przejedajc, Wodokty zobacz, to mi jeszcze
al... Chciaem klin klinem wybi i pojechaem do pana Schyllinga, ktry ma crk bardzo urodziw.
Raz j w drodze z daleka widziaem i okrutnie mi w oko wpada. Pojechaem tedy  i c wapastwo
powiecie? ojcam w domu nie zasta, a panna Kachna mylaa, e to nie pan Woodyjowski,
tylko pachoek pana Woodyjowskiego przyjecha... Takem ten afront wzi do serca, em si
tam wicej nie pokaza.
Zagoba pocz si mia.
 Bodaje ci, panie Michale! Gaa rzecz w tym, eby znalaz on tak nikczemnej urody, jak
sam jeste. A gdzie si to ona bestyjka podziaa, co to przy ksinie Winiowieckiej respektow
bya, z ktr to nieboszczyk pan Podbipita  Panie, wie nad jego dusz  mia si eni? Ta
miaa urod w sam raz dla ciebie, bo istna to bya pestka, cho jej si oczy okrutnie wieciy.
 To Anusia Borzobohata-Krasieska  rzek pan Jan Skrzetuski.  Wszyscymy si w niej swego
czasu kochali i Micha take. Bg raczy wiedzie, co si z ni teraz dzieje.
 eby j tak odszuka a pocieszy!  rzek pan Micha.  Jakecie j wspomnieli, a mi si ciepo
koo serca uczynio. Najzacniejsza to bya dziewka. Bg by mi da j spotka!... Ej, dobre to
byy dawne ubniaskie czasy, ale si ju nigdy nie wrc. Nie bdzie te ju chyba nigdy takiego
wodza, jak by nasz ksi Jeremi. Czowiek wiedzia, e po kadym spotkaniu wiktoria nastpi.
Radziwi wielki wojownik, ale nie taki, i ju nie z tym sercem mu si suy, bo on i tego ojcowskiego
afektu dla onierzy nie ma, i do konfidencji nie dopuszcza, majc si za jakowego monarch,
cho przecie Winiowieccy nie gorsi byli od Radziwiw.
 Mniejsza z tym  rzek Jan Skrzetuski.  w jego rku teraz zbawienie ojczyzny, a e gotw za
ni ycie odda, niech mu Bg bogosawi.
Tak to rozmawiali rycerze jadc wrd nocy i to dawne sprawy wspominali, to mwili o teraniejszych
cikich czasach, w ktrych trzy wojny naraz zwaliy si na Rzeczpospolit.
Pniej zabrali si do pacierzy wieczornych i do odaiawiania litanii, a gdy j skoczyli, sen ich
zmorzy i zaczli drzema i kiwa si na kulbakach.
Noc bya pogodna, ciepa, gwiazdy migotay tysicami na niebie; oni, jadc noga za nog, spali
smaczno, a dopiero, gdy poczo wita, zbudzi si pierwszy pan Micha.
 Moci panowie, otwrzcie oczy, Kiejdany ju wida!  zakrzykn.
 Co? h?  rzek Zagoba.  Kiejdany? gdzie?
 A ot, tam! Wiee wida.
 Zacne jakie miasto  rzek Stanisaw Skrzetuski.
 Bardzo zacne  odpowiedzia Woodyjowski i po dniu jeszcze lepiej si waszmociowie o tym
przekonacie.
 Wszake to dziedzictwo ksicia wojewody?
 Tak jest. Przedtem byo Kiszkw, od ktrych je ojciec teraniejszego ksicia otrzyma w posagu
za Ann Kiszczank, crk wojewodzica witebskiego. W caej mudzi nie masz tak Porzdnego
miasta, bo Radziwiowie ydw nie puszczaj, chyba za osobnym pozwoleniem. Miody tu sawne.
Zagoba przetar oczy.
 A to jacy grzeczni ludzie tu mieszkaj. Co to za okrutn budowl wida tam na podniesieniu?
 To zamek wieo zbudowany, ju za panowania Janusza.
 Obronny?,
 Nie, ale rezydencja wspaniaa. Nie czyniono go warownym, bo nieprzyjaciel nigdy nie zachodzi
w te strony od czasw krzyackich. Ten spiczasty szczyt, ktry tam w rodku miasta widzicie,
to od kocioa farnego. Krzyacy go wznieli jeszcze za czasw pogaskich, pniej by kalwinom
oddany, ale go ksidz Kobyliski znowu dla katolikw wyprocesowa od ksicia Krzysztofa.
 To i chwaa Bogu!
Tak rozmawiajc dojechali bliej do pierwszych domkw przedmiecia.
Tymczasem stawao si coraz janiej na wiecie i soce poczynao wschodzi. Rycerze przygldali
si z ciekawoci nie znanemu miastu, a pan Woodyjowski dalej opowiada:
 To jest ulica ydowska, w ktrej mieszkaj ci z ydw, ktrzy maj pozwolenie. Jadc tdy,
dostaniem si a na rynek. Oho! ju ludzie budz si i po czynaj z domw wychodzi. Patrzcie!
sia koni przed kuniami i czelad nie w barwach radziwiowskich. Musi by jaki zjazd w Kiejdanach.
Peno tu zawsze szlachty i panw, a czasem a z obcych krajw przyjedaj, bo to jest stolica
heretykw ze wszystkiej mudzi, ktrzy tu pod oson Radziwiw bezpiecznie swoje gusa i
praktyki zabobonne odprawiaj. Ot, i rynek! Uwacie, waszmociowie, jaki zegar na ratuszu! Lepszego
pono i w Gdasku nie masz. A to, co bierzecie za koci o czterech wieach, to jest zbr
helwecki, w ktrym co niedziela Bogu bluni a tamto koci luterski. Mylicie za, e tu mieszczanie
Polacy albo Litwini  wcale nie! Sami Niemcy i Szkoci, a Szkotw najwicej! Piechota z
nich bardzo przednia, szczeglniej berdyszami siek okrutnie. Ma te ksi jegomo regiment
jeden szkocki z samych ochotnikw kiejdaskich. Hej! co wozw z uba na rynku! Pewnie zjazd
jaki. Gospody adnej  masz w tym miecie, jeno znajomi do znajomych jedaj, a szlachta do
zamku, w ktrym s oficyn dugie na kilkadziesit okci, tylko dla goci przeznaczone. Tam podejmuj
uczciwie kadego, choby i przez rok, na koszt ksicia pana, a s tacy, ktrzy cae ycie
siedz.
 Dziwno mi to, e piorun tego zboru helweckiego nie zapali?  rzek Zagoba.
 Jakby wa wiedzia, e si to zdarzyo. W rodku, midzy czterema wieami, bya kopua
jako czapka, w ktr kiedy jak trzaso, tak si nic z niej nie zostao. Tu, w podziemiach, ley ojciec
ksicia koniuszego Bogusawa, Janusz, ten, ktry do rokoszu przeciw Zygmuntowi III nalea.
Wasny hajduk mu czaszk rozpata, i tak zgin marnie, jak i y grzesznie.
 A to co za rozlega budowla, do szopy murowanej podobna?  pyta Jan.
 To jest papiernia od ksicia zaoona, a tu obok drukarnia, w ktrej si ksigi heretyckie drukuj.
 Tfe!  rzek Zagoba  zaraza na to miasto, gdzie czowiek innego powietrza jak heretyckie do
brzucha nie wciga. Lucyper mgby tu tak dobrze panowa jak i Radziwi.
 Moci panie!  odpowiedzia Woodyjowski nie blu Radziwiowi, bo moe wkrtce ojczyzna
zbawienie bdzie mu winna...
I dalej jechali w milczeniu, pogldajc na miasto i dziwic si jego porzdkom, bo ulice cakiem
byy brukowane kamieniami, co w owych czasach za osobliwo uchodzio.
Przejechawszy rynek i ulic Zamkow ujrzeli na podniesieniu wspania rezydencj, wieo
przez ksicia Janusza wzniesion, nieobronn istotnie, ale ogromem nie tylko paace, lecz i zamki
przewyszajc. Gmach sta na wywyszeniu i patrzy na miasto, jakoby u stp jego lece. Z obu
stron gwnego korpusu biegy dwa skrzyda nisze, zaamujc si pod ktami prostymi i tworzc
olbrzymi dziedziniec zamknity od przodu krat elazn, nabijan dugimi kolcami. W rodku
kraty . wznosia si potna brama murowana, na niej herby radziwiowskie i herb miasta Kiejdan,
przedstawiajcy nog orl ze skrzydem czarnym w zotym polu, a u nogi podkow o trzech krzyach,
czerwon. Nisko w bramie by odwach i trabanci szkoccy stra tam trzymali, dla parady, nie
dla obrony przeznaczon.
Godzina bya ranna, ale na dziedzicu ruch ju panowa, albowiem przed gwnym korpusem
musztro-. wa si puk dragonw przybrany w bkitne koletyi szwedzkie hemy. Dugi ich szereg
sta wanie nie ruchomie z goymi rapierami w rku, oficer za prze-jedaje przed frontem
mwi co do onierzy. Naokoo szeregu i dalej pod cianami mnstwo czeladzi w rozmaitych
barwach gapio si na dragonw czynic , sobie wzajem rozmaite uwagi i spostrzeenia.
 Jak mi Bg miy!  rzek pan Micha  to to pan Charamp puk musztruje.
 Jak to?  zawoa Zagoba  tene to sam, z ktrym miae si pojedynkowa w czasie elekcji
w Lipkowie?
 Tene sam. Ale my od tego czasu w dobrej ko-mitywie yjemy.
 A prawda!  rzek pan Zagoba  poznaj go po nosie, ktry mu spod hemu sterczy. Dobrze,
e przybice wyszy z mody, bo ten rycerz nie mgby adnej zamkn; ale on i tak osobnej zbroi
na nos potrzebuje.
Tymczasem pan Charamp spostrzegszy Woodyjowskiego puci si ku niemu rysi.
 Jak si miewasz, Michaku?  zawoa.  Dobrze, e przyjecha!
 Lepiej, e ciebie pierwszego spotykam. Oto jest pan Zagoba, ktrego w Lipkowie pozna, ba,
przedtem jeszcze w Siennicy, a to panowie Skrzetuscy: Jan, rotmistrz krlewskiej husarskiej chorgwi,
zbaraczyk...
 Na Boga! to ja najwikszego w Polsce rycerza widz!  zakrzykn Charamp.  Czoem,
czoem!
 A to Stanisaw, rotmistrz kaliski  mwi dalej pan Woodyjowski  ktry spod Ujcia wprost
jedzie.
 Spod Ujcia?... Na okrutn tedy hab wapan patrzye... Wiemy ju, co si tam stao.
 Wanie dlatego, e si tam to stao, ja tu przyjechaem w tej nadziei, e tu nic podobnego si
nie stanie.
 Moesz waszmo by pewien. Radziwi ta nie Opaliski.
 To samo wczoraj mwilimy w Upicie.
 Witam waszmociw najradoniej imieniem wasnym i ksicym. Rad ksi wojewoda bdzie,
gdy takich rycerzy zobaczy, bo mu ich bardzo potrzeba. Chodciee do mnie, do cekhauzu,
gdzie jest moja kwatera. Pewnie zechcecie si przebra i posili, a ja bd wam te towarzyszy,
bom ju musztr skoczy.
To rzekszy pan Charamp skoczy znw do szeregu i zakomenderowa krtkim, dononym gosem:
 Lewo! zwrot  w ty!
Kopyta zadwiczay po bruku. Szereg rozama si na dwoje, poowy rozamay si znowu, a
wreszcie sformoway si czwrki, ktre wolnym krokiem poczy oddala si w stron cekhauzu.
 Dobrzy onierze  rzek Skrzetuski patrzc okiem znawcy na mechaniczne ruchy dragonw.
 Sama to drobna szlachta i bojarzynkowie putni w tej broni su  odpar Woodyjowski.
 O Boe! zaraz zna, e to nie pospolitaki!  zawoa pan Stanisaw.
 Ale e to Charamp im porucznikuje?  pyta Zagoba.  Czyli si myl, ale pamitam, e on w
piatyhorskiej chorgwi suy i srebrn ptelk nosi na ramieniu?
 Tak jest  rzek Woodyjowski.  Ale ju z par lat, jak pukiem dragoskim dowodzi. Stary to
onierz i kuty.
Tymczasem Charamp odesawszy dragonw zbliy si do naszych rycerzy.
 Prosz waszmociw za mn... Ot, tam cekhauz za paacem.
W p godziny pniej siedzieli ju w piciu nad mis piwa grzanego, dobrze zabielonego
mietan, i rozmawiali o nowej wojnie.
 A u was tu co sycha?  pyta Woodyjowski.
 U nas sycha co dzie co innego, bo si ludzie gubi w domysach i coraz to inne nowiny
puszczaj  odpar Charamp.  A naprawd to jeden ksi wie, co si stanie. Way on co w -
umyle, bo cho symuluje wesoo i na ludzi tak askaw, jak nigdy, to przecie okrutnie zamylony.
Po nocach, powiadaj, nie sypia, jeno po wszystkich komnatach cikim krokiem chodzi i sam ze
sob gono gada, a we dnie przez cae godziny naradza si z Harasimowiczem.
 C to za Harasimowicz?  spyta Woodyjowski.
 To gubernator z Zabudowa, z Podlasia; niewielka figura i tak wyglda, jakby diaba za pazuch
hodowa; ale ksicia pana poufny i podobno wszystkie jego arkana znajcy. Wedle mojej gowy,
to okrutna i mciwa wojna ze Szwedem z tych narad wyniknie, do ktrej wojny wszyscy
wzdychamy. Tymczasem listy tu lataj: od ksicia kurlandzkiego, od Chowaskiego i od elektora.
S tacy, ktrzy powiadaj, e ksi z Moskw paktuje, by j do ligi przeciw Szwedowi wcign;
inni, e przeciwnie; ale zdaje si, e z nikim ligi nie bdzie, jeno wojna, jak rzekem, z tymi i z
owymi. Wojsk coraz wicej przychodzi, rozpisuj listy do szlachty co najwierniejszej dla radziwiowskiego
domu, aby si zjedaa. Wszdy peno zbrojnego luda... Ej, moci panowie! na kim
si skrupi, na tym si zmiele, ale rce bdziem mie po okcie czerwone, bo jak Radziwi raz ruszy
w pole, to nie bdzie artowa.
 Oj, to! oj, to!  rzek Zagoba zacierajc donie.  Przyscho ju niemao krwi szwedzkiej na
moich rkach i jeszcze niemao przyschnie... Niewielu ju tych starych onierzy yje, ktrzy mnie
pod Puckiem i pod Trzcian pamitaj; ale ci, ktrzy dotd yj, nigdy nie zapomn.
 A ksi Bogusaw tu jest?  pyta Woodyjowski.
 A jake. Prcz tego dzi spodziewamy si jakich wielkich goci, bo pokoje grne wyprztaj,
a wieczorem ma by bankiet w zamku. Wtpi, Michale, czy si dzi do ksicia dostaniesz.
 Same on mnie na dzi wezwa.
 To nic, ale okrutnie zajty... Przy tym... nie wiem; czy mog waszmociom o tym mwi...
wszelako za godzin i tak wszyscy o tym wiedzie bd... wic powiem... Tu si nadzwyczajne
jakie rzeczy dziej...
 Co takiego? co takiego?  pyta Zagoba.
 Ow trzeba wapanom wiedzie, e przed dwoma dniami przyjecha tu pan Judycki, kawaler
maltaski, o ktrym musielicie sysze.
 A jake  rzek Jan  wielki to rycerz!
 Zaraz za po nim nadjecha i pan hetman polny Gosiewski. Dziwilimy si wielce, bo wiadoma
rzecz, w jakiej emulacji i nieprzyjani pan hetman polny yje z naszym ksiciem. Niektrzy
tedy cieszyli si, e zgoda nastpia midzy panami, i mwili, e to j wanie inkursja szwedzka
sprowadzia. Sam tak mylaem; tymczasem wczoraj zamknli si we trzech na narad; pozamykali
wszystkie drzwi, nikt nic nie mg sysze; o czym radzili; jeno pan Krepsztu, ktren wart za
drzwiami trzyma, mwi nam, e okrutnie gono rozprawiali, a zwaszcza hetman polny. Pniej
sam ksi odprowadzi ich do komnat sypialnych, a w nocy, imainujcie sobie (tu pan Charamp
zniy gos), wart kademu przy drzwiach postawili:
Pan Woodyjowski a si zerwa z miejsca.
 Na Boga! nie moe by!
 A przecie tak jest... Przy jednych i przy drugich drzwiach Szkoci z rusznicami stoj i maj
rozkaz pod gardem nikogo nie wpuszcza i nie wypuszcza...
Rycerze spogldali na si w zdumieniu, a pan Charamp nie mniej by zdumiony wasnymi sowami
i patrzy na nich wytrzeszczajc oczy, jakoby czeka od nich wyjanienia zagadki.
 To si znaczy, e pan podskarbi w areszt wzity?... Hetman wielki aresztowa polnego?  mwi
Zagoba  co to jest?
 Albo ja wiem. I Judycki, taki rycerz!
 Musieli przecie oficerowie ksicy mwi ze so-b o tym, zgadywa powody... Nice nie
sysza?  Pytaem jeszcze wczoraj w nocy Harasimowicza...
 I c wapanu powiedzia?  pyta Zagoba.
 Nic nie chcia mwi, jeno palec na gbie poo i rzek: To zdrajcy!
 Jak to zdrajcy?... jak. to zdrajcy?  woa biorc si za gow Woodyjowski.  Ani pan podskarbi
Gosiewski nie zdrajca, ani pan Judycki nie zdrajca To ich caa Rzeczpospolita zna jako
zacnych ludzi i ojczyzn kochajcych.
 Dzi nikomu nie mona wierzy  odpar posp nie Stanisaw Skrzetuski.  Albo to Krzysztof
Opa liski nie uchodzi za Katona? Albo nie wyrze innym przywar, wystpkw, prywaty?...
A gdy przy szo co do czego, pierwszy zdradzi, i nie wasn tylko osob, ale ca prowincj do
zdrady pocign.
 Ale ja za pana podskarbiego i za pana Judy ckiego gow daj!  woa Woodyjowski.
 Nie dawaj, Michaku, gowy za nikogo  o rzek Zagoba.  Juci, nie bez kozery ich areszto
wano. Musieli w jakie konszachty wchodzi, nie mo e inaczej by... Jak to? ksi gotuje si na
wojn okrutn i kada pomoc mu mia... Kogo wic moe w takiej chwili w areszt bra, jeli nie
tych, co mu do` wojny przeszkadzaj?... Co jeli tak jest, jeli ci dwaj panowie istotnie przeszkadzali,
to chwaa Bogu, e ich uprzedzono. Warci w podziemiu siedzie... Ha! szelmy!... W takiej
chwili praktyki czyni, z nieprzyjacielem si znosi, na ojczyzn nastawa, wielkiemu wojownikowi
w imprezie przeszkadza! Na Matk Najwitsz, mao i tego, co ich spotkao!
 Dziwy to s, takie dziwy, e w gowie si nie chc pomieci  rzek Charamp  bo ju pominwszy,
e to tak wielcy dygnitarze, aresztowano ich bez sdu, bez sejmu, bez woli Rzeczypospolitej
caej, czego i sam krl nie ma prawa czyni.
 Jako ywo!  zakrzykn pan Micha.
 Wida ksi jegomo rzymskie chce u nas zaprowadzi zwyczaje  rzek Stanisaw Skrzetuski
 i dyktatorem w czasie wojny zosta.
 A niech bdzie i dyktatorem, byle Szwedw bi  odpowiedzia Zagoba.  Ja pierwszy votum
za tym daj, aby mu dyktatura zostaa powierzona.
Jan Skrzetuski zamyli si i rzek po chwili:
 Byle nie chcia zosta protektorem jako w Angielczyk Kromwel, ktren na pana wasnego
nie waha si witokradzkiej rki podnie.
 Ba, Kromwel! Kromwel heretyk!  zakrzykn Zagoba.
 A ksi wojewoda?  spyta powanie pan Jan Skrzetuski.
Na to umilkli wszyscy i ze strachem przez chwil patrzyli w przyszo ciemn, tylko pan
Charamp nasroy si zaraz i rzek:
 Suyem pod ksiciem wojewod z modych lat, cho maom modszy od niego, bo naprzd,
modzikiem jeszcze, by moim rotmistrzem, potem hetmanem polnym, a dzi jest wielkim. Znam
go lepiej od wapanw, a zarazem czcz i miuj, dlatego prosz, nie rwnajcie go z Kromwelem,
abym za nie musia wam na to powiedzie czego, czego mi, jako gospodarzowi w tej izbie, mwi
nie wypada...
Tu pan Charamp pocz okrutnie wsiskami rusza i troch spode ba spoglda na pana Jana
Skrzetuskiego, co widzc pan Woodyjowski utkwi znw w pana Charampa wzrok zimny i bystry,
jakby mu chcia rzec:
 Warknij no tylko!
Wsal pomiarkowa si zatem natychmiast, bo pana Michaa mia w nadzwyczajnej estymie, a
zreszt niebezpiecznie byo si z nim gniewa, wic mwi dalej tonem daleko ju agodniejszym:
 Kalwin ksi jest, ale przecie wiary prawdziwej dla bdw nie porzuci, jeno si w nich urodzi.
Nigdy on nie zostanie ani Kromwelem, ani Radziejowskim, ani Opaliskim, choby Kiejdany
miay si w ziemi zapa. Nie taka to krew, nie taki to rd!
 Jeli jest diabem i ma rogi na gowie  rzek pan Zagoba  to tym lepiej, bo bdzie mia czym
Szwedw b.
 Ale e pan Gosiewski i pan kawaler Judycki aresztowani?... no, no!  mwi krcc gow
Woodyjowski.  Nie bardzo ksi na swych goci, ktrzy mu zaufali, askaw.
 Co mwisz, Michale!  odpar Charamp. Tak askaw, jak nigdy w yciu nie by... Ojciec to teraz
prawdziwy dla rycerstwa. Pamitasz, jak to dawniej mia wiecznie koza na czole, a w gbie
jedno sowo: suba! Wikszy strach bra zbliy si do jego majestatu ni do krlewskiego  a
dzi kadego dnia midzy porucznikami i towarzystwem chodzi, a rozmawia, a kadego pyta o
famili, o dzieci, o fortun i po nazwisku kademu mwi, a rozpytuje, czy si komu w subie
krzywda nie dzieje. On, ktry pomidzy najwikszymi panami nie chce mie rwnych, wczoraj 
nie! onegdaj!  chodzi pod rk z modym Kmicicem, aemy wszyscy oczom wierzy nie chcieli,
bo cho wielki to rd Kmicica, ale to cakiem modziak i podobno sia grawaminw na nim ciy, o
czym ty wiesz najlepiej.
 Wiem, wiem  rzek Woodyjowski.  To Kmicic dawno tu jest?
 Teraz go nie ma, bo wczoraj pojecha do Czejkiszek po regiment piechoty, ktry tam stoi. Nikt
teraz nie: jest w takich faworach u ksicia, jak Kmicic. Gdy odjeda, ksi spoglda za nim
przez chwal; a potem rzek: Do wszystkiego ten to czowiek . i gotw samego diaba za ogon
przytrzyma, gdy mu ka! Syszelimy to na wasne uszy. Prawda, e -tak chorgiew Kmicic
przyprowadzi, jakiej drugiej w caym wojsku nie masz. Ludzie i konie jak smoki:
 Nie. ma co i gada, dzielny to onierz i naprawd gotw na wszystko!  odrzek pan Micha.
 Cudw pono dokazywa w ostatniej wojnie, a cen na jego gow naoono, bo wolentarzami
dowodzi i na wasn rk wojowa.
Dalsz rozmow przerwao wejcie nowej postaci. By to:: szlachcic lat okoo czterdziestu, may,
suchy, ruchliwy, wijcy si jak piskorz, z drobn twarz, cienkimi wargami, porosymi rzadkim
wsem, i troch kosymi oczyma. Ubrany by tylko w upan drelichowy. z tak dugimi rkawami, e
zupenie pokryway mu donie. Wszedszy zgi si we dwoje, potem wyprostowa si nagle jakby
spryn podrzucony, potem: znw schyli si w niskim ukonie, zakrci gow; jakby j wydobywa
spod wasnej pachy, i zacz mwi szybko, gosem przypominajcym skrzypienie. zardzewiaej
chorgiewki:
 Czoem, panie Charamp, czoem, ach! czoem, panie pukowniku, najniszy suga!
 Czoem, panie Harasimowicz  odrzek Charamp.  A czego to wa yczysz?
 Bg da goci, znamienitych goci! Przyszedem sub; ofiarowa i o godno spyta.
 Zali do ciebie przyjechali, panie Harasimowicz?
 Pewnie, e nie do mnie, bom tego i niegodzien... Ale:e to marszaka nieobecnego zastpuj,
wic przyszedem powita; nisko powita!
 Daleko wapanu do marszaka  odrzek Charamp .  bo marszaek jest personat i posesjonat,
a wapan sobie, z przeproszeniem, podstaroci zabudowski.
 Suga sug radziwiowskich! Tak jest, panie Charamp. Nie zapieram, Boe mnie chro... Ale
ksi dowiedziawszy si o gociach przysa mnie pyta, co za jedni, wic wa odpowiesz, panie
Charamp, odpowiesz zaraz, chobym by nawet hajdukiem, nie tylko podstarocim zabudowskim.
 Nawet i mapie bym odpowiedzia, gdyby do mnie z rozkazem przysza  rzek nosacz.  Suchaj
wic wa i zakonotuj sobie nazwiska, jeli ci gowy nie staje, aby spamita. To jest pan
Skrzetuski, w zbaraczyk, i jego stryjeczny, Stanisaw.
 Wielki Boe, co sysz!  zakrzykn Harasimowicz.
 To pan Zagoba.
 Wielki Boe! co sysz!...
 Jeli si wapan tak skonfundowa usyszawszy moje nazwisko  rzek Zagoba  zrozum, jak
nieprzyjaciele w polu musz si konfundowa.
 A to pan pukownik Woodyjowski  dokoczy Charamp.
 I to gona szabla, a przy tym radziwiowska rzek z ukonem Harasimowicz.  Ksiciu panu
gowa pka od roboty, ale przecie dla takich rycerzy znajdzie czas, niezawodnie znajdzie... Tymczasem,
czym mona suy waszmociom? Cay zamek na usugi miych goci i piwniczka take.
 Syszelimy o sawnych miodach kiejdaskich  rzek pospiesznie Zagoba.
 A tak!  odrzek Harasimawicz  sawne miody w Kiejdanach, sawne! Zaraz tu przyl do
wyboru. Mam nadziej, e waszmociowie dobrodzieje duej tu zabawicie.
 Po to my tu i przyjechali, eby od boku ksicia wojewody nie odstpowa  rzek pan Stanisaw.
 Chwalebna intencja waszmociw, tym chwalebniejsza, e takie cikie czasy id.
To rzekszy Harasimowiez skurczy si i sta si tak may, jakby go okie ubyo.
 Co sycha?  pyta pan Charamp.  S jakie nowiny?
 Ksi oka ca noc nie zmruy, bo przyjechao dwch posacw. le sycha i coraz gorzej.
Carolus Gustavus ju wszed za Wittenbergiem do Rzeczypospolitej; Pozna ju zajty, caa Wielkopolska
zajta, Mazowsze wkrtce bdzie zajte; Szwedzi ju s w owicz, tu pod Warszaw.
Nasz krl uciek z Warszawy, ktr bez obrony zostawi. Dzi, jutro Szwedzi do niej wejd. Mwi,
e i bitw znaczn przegra, e do Krakowa chce umyka, a stamtd do cudzych krajw, o
pomoc prosi. le, moci panowie dobrodzieje! Cho s tacy, ktrzy mwi, e to dobrze; bo
Szwedzi adnych gwatw nie czyni, umw wicie dochowuj, podatkw nie wybieraj, wolnoci
obserwuj, w wierze przeszkody nie czyni. Dlatego to wszyscy chtnie przyjmuj protekcj
Karola Gustawa... Zawini bo nasz pan, Jan Kazimierz, srodze zawini... Przepado ju wszystko
dla niego, przepado!... Paka si chce, ale przepado, przepado!
 Czego si wapan, u diaba, tak wijesz jak piskorz, gdy go w garnek kad!  hukn Zagoba i
o nieszczciu mwisz, jakby by z niego rad?
Harasimowicz uda, e nie syszy, i wznisszy oczy w gr, powtrzy jeszcze kilkakrotnie:
 Przepado wszystko, na wieki przepado!... Trzem wojnam nie oprze si Rzeczpospolita...
Przepado!... Wola boska!... Wola boska!... Jeden nasz ksi moe Litw ocali...
Zowrogie sowa jeszcze nie przebrzmiay, gdy Harasimowicz znikn tak szybko za drzwiami,
jakby si w ziemi zapad, a rycerze siedzieli pospnie, brzemieniem strasznych wieci przygnieceni.
 Zwariowa przyjdzie!  zakrzykn wreszcie Woodyjowski.
 Susznie wapan mwisz  rzek Stanisaw. Daje Boe wojn, wojn jak najprdzej, w ktrej
czowiek w domysach si nie gubi, duszy w desperacj nie podaje, jeno si bije.
 Przyjdzie aowa pierwszych czasw Chmielnickiego:  rzek Zagoba  bo wtedy byy klski,
ale zdrajcw przynajmniej nie byo.
 Takie straszne trzy wojny, gdy po prawdzie na jedn si nam brak!  rzek Stanisaw.
 Nam nie si brak, jeno ducha. Niecnot ginie ojczyzna. Daj Bg, abymy si tu czego lepszego
doczekali  mwi pospnie pan Jan.
 Nie odetchn, a w polu  rzek Stanisaw.
 eby to ju prdzej tego ksicia zobaczy!  zakrzykn Zagoba.
yczenia jego sprawdziy si niebawem, gdy po godzanie czasu przyszed znw pan Harasimowicz
z niszymi jeszcze ukonami i z oznajmieniem, e ksi ;pilno da widzie ichmociw.
Porwali si tedy zaraz, bo ju byli przybrani, i poszi. Harasimowicz wyprowadziwszy ich z
cekhauzu poprowadzi przez dziedziniec, na ktrym peno byo ju wojskowych i szlachty. W niektrych
miejscach rozprawiano tumnie, widocznie nad tymi samymi nowinami, ktre rycerzom
przynis podstaroci zabudowski. Na wszystkich twarzach malowa si ywy niepokj i jakie
oczekiwanie gorczkowe. Pojedyncze grupy oficerw i szlachty suchay mwcw, ktrzy, stojc
porodku, gestykulowali gwatownie. Po drodze sycha byo sowa: Wilno si pali! Wilno spalone!...
Ni ladu, ni popiou! Warszawa wzita!... Nieprawda, jeszcze nie wzita!... Szwedzi ju w
Maopoisce! Sieradzanie opr dadz!... Nie dadz! pjd ladem Wielkopolanw! Zdrada! Nieszczcie!
O Boe, Boe! Nie wiadomo, gdzie rce i szabl wetkn!
Takie to sowa, jedne od drugich straszniejsze, odbijay si o uszy rycerzy, a oni szli przeciskajc
si za Harasimowiczem z trudnoci przez wojskowych i szlacht. Miejscami znajomi witali
pana Woodyjowskiego: Jak si masz, Michale? le z nami! Giniemy! Czoem, moci pukowniku!
A co to za goci prowadzisz do ksicia?  Pan Micha nie odpowiada chcc zwoki unikn i
tak doszli a do gwnego korpusu zamkowego, w ktrym janczarowie ksicy, przybrani w kolczugi
i olbrzymie biae czapki; stra trzymali.
W sieni i na gwnych schodach, obstawionych pomaraczowymi drzewami, cisk by jeszcze
wikszy ni na podwrzu. Rozprawiano tu o aresztowaniu: Gosiewskiego i kawalera Judyckiego,
bo rzecz ju si bya wydaa i poruszya do najwyszego stopnia, umysy. Zdumiewano si, gubiono
w przypuszczeniach, oburzano si lub chwalono ksic przezorno; wszyscy za spodziewali
si usysze wyjanienie zagadki z ust samego ksicia, dlatego rzeka gw pyna po szerokich
schodach na gr, do sali audiencjonalnej, w ktrej w tej chwili ksi przyjmowa pukownikw i
znakomitsz szlacht. Trabanci rozstawieni wzdu kamiennych porczy pilnowali, aby nie byo
zbyt wielkiego toku, powtarzajc co chwila: Z wolna, moci panowie! z wolna!  a tum posuwa
si lub zatrzymywa chwilami, gdy trabant zagradza drog halabard, aby idcy naprzd mieli
czas wej do sali.
Na koniec lazurowe sklepienia sali zabysy przez otwarte drzwi i nasi znajomi weszli. Wzrok
ich pad naprzd na wzniesienie ustawione w gbi sali zajte przez wietny orszak rycerstwa i panw
w pysznych, rnobarwnych strojach. Na przedzie stao puste krzeso, wysunite wicej od
innych, z wysokim tylnym oparciem zakoczonym zocon mitr ksic, spod ktrej spywa na
d amarantowy aksamit obramowany gronostajami.
Ksicia nie byo jeszcze w sali, ale Harasimowicz, wiodc cigle za sob rycerzy, przecisn si
przez zebran szlacht a do maych drzwi ukrytych w cianie obok wzniesienia; tam kaza si im
zatrzyma, a sam znikn za drzwiami.
Po chwili wrci z doniesieniem, e ksi prosi.
Dwaj Skrzetuscy z Zagob i Woodyjowskim weszli teraz do niewielkiej komnatki, bardzo
widnej, obitej skr wytaczan w zociste kwiaty, i zatrzymali si widzc w gbi, za stoem pokrytym
papierami, dwch ludzi piln zajtych rozmow. Jeden z nich, mody jeszcze, przybrany w
strj cudzoziemski .i peruk o dugich lokach spadajcych na ramiona, szepta co do ucha starszego
towarzysza, ten za sucha ze zmarszczon brwi i kiwa od czasu do czasu gow, tak zajty
przedmiotem rozmowy, e nie zwrci zrazu uwagi na przybyych.
By to czowiek czterdziestokilkoletni, postaci olbrzymiej i barczysty. Ubrany by w strj szkaratny
polski, spity pod szyj kosztownymi agrafami. Twarz mia ogromn, o rysach, z ktrych bia
pycha, powaga i potga. Bya to gniewliwa, lwia twarz wojownika i wadcy zarazem. Dugie, zwieszajce
si w d wsy nadaway jej wyraz pospny i caa w swej potdze i ogromie bya jakby
wykuta wielkimi uderzeniami mota z marmuru. Brwi mia w tej chwili zmarszczone z powodu
natonej uwagi, ale zgade atwo, e gdy je zmarszczy gniew, wwczas biada tym ludziom, tym
wojskom, na ktrych gromy owego gniewu spadn.
Byo co tak wielkiego w tej postaci, e patrzcym na ni rycerzom wydawao si, i nie tylko
owa komnata, ale i cay zamek dla niej za ciasny; jako nie mylio ich pierwsze wraenie, albowiem
siedzia przed nimi Janusz Radziwi, ksi na Birach i Dubinkach, wojewoda wileski i
hetman wielki litewski, pan tak potny i dumny, e mu byo w caej niezmiernej fortunie, we
wszystkich godnociach, ba! nawet na mudzi i w Litwie za ciasno.
Modszy jego towarzysz, w dugiej ,peruce i w cudzoziemskim stroju, by to ksi Bogusaw,
stryjeczny Janusza, koniuszy Wielkiego Ksistwa Litewskiego.
Przez chwil szepta on jeszcze co do ucha hetmana, na koniec rzek gono:
 Zostawiam wic swj podpis na dokumencie i wyjedam.
 Skoro nie moe by inaczej, to jed wasza ksica mo  rzek Janusz  cho wolabym, eby
zosta, bo nie wiadomo, co si sta moe.
 Wasza ksica mo obmylie wszystko jak naley, za tam pilniej trzeba w sprawy wejrze,
a zatem Bogu wasz ksic mo polecam.
-. Niech Bg ma w opiece cay nasz dom i chway mu przyczyni.
 Adieu, mon frere.
 Adieu.
Dwaj ksita podali sobie rce, po czym koniuszy wyszed piesznie, a hetman wielki zwrci
si do przybyych.
 Wybaczcie, waszmociowie, e pozwoliem czeka  rzek niskim, powolnym gosem  ale teraz
i uwaga, i czas rozerwane na wszystkie strony. Syszaem ju nazwiska waszmociw i ucieszyem
si z duszy, e Bg w takich chwilach zsya mi takich rycerzy. Siadajcie, mili gocie. Ktry
z waszmociw jest pan Jan Skrzetuski?
 Jam jest, do usug waszej ksicej moci rzek Jan.
 To waszmo jeste starost... bogdaje ci... zapomniaem...
 adnym starost nie jestem  odrzek Jan.
 Jak to?  rzek ksi marszczc swe potne brwi  waci nie dali starostwa za to, co pod
Zbaraem uczyni?
 Nigdym o to nie zabiega.
 Bo ci powinni byli da bez starania. Jak to? Co wapan mwisz? Niczym nie nagrodzono?
Zapomniano zgoa? To mi i dziwno. Ale ba! le mwi, nie powinno to nikogo dziwi, bo teraz
tacy tylko otrzymuj nagrody, ktrzy maj grzbiet wierzbowy, atwo si gncy. Waszmo nie je-
ste starost, prosz!... Nieche Bogu bd dziki, e tu przyjecha, bo tu nie mamy tak krtkiej
pamici i adna zasuga nie pozostanie bez nagrody  jako i twoja, moci pukowniku Woodyjowski.
 Na nic jeszcze nie zasuyem...
 Zostaw to mnie, a tymczasem we ten doku ment, w Rosieniach ju roborowany, ktrym-ci
Dy dkiemie w doywocie puszczam. Niezy to kawa ziemi i sto pugw wychodzi w nim co wiosn
ora. Wee i to, bo nie moem da wicej, a powiedz panu Skrzetuskiemu, e Radziwi nie
zapomina swych przyjaci ani tych, ktrzy ojczynie pod jego wodz oddali usugi.
 Wasza ksica mo...  wyjka zmieszany pan Micha.
 Nie mw nic i wybaczaj, e tak mao, ale powiedz, powiedz ichmociom, e nie zginie, kto
swoj fortun na zo i na dobro z radziwiowsk poczy, Nie jestem krlem, ale  gdybym nim
by  Bg mi wiadek, e nie zapomniabym nigdy takiego Jana Skrzetuskiego ani takiego Zagoby...
 To ja!  rzek Zagoba wysuwajc si rano naprzd, bo ju go to niecierpliwi zaczynao, e
nie byo o nim dotd wzmianki.
 Zgaduj, e to waszmo, gdy mi powiadano, e czek w lata podeszy.
 Do szk z dostojnym rodzicem waszej ksicej moci chodziem, a jako rycerska w nim bya
od dziecistwa inklinacja, przeto mnie do poufaoci przypuszcza, bo i ja wolaem dzidk od aciny.
Panu Stanisawowi Skrzetuskiemu, ktry Zagob mniej zna, dziwno to byo sysze, gdy
wczorajszego jeszcze dnia Zagoba mwi w Upicie, e nie z nieboszczykiem ksiciem Krzysztofem,
ale z samym Januszem do szk chodzi, co byo niepodobne, bo ksi Janusz znacznie by
modszy.
 No, prosz  rzek ksi  to wapan z Litwy rodem?
 Z Litwy!  odrzek bez zajknienia pan Zagoba.
 To zgaduj, e i waszmo adnej nagrody nie otrzyma, bo my, Litwini, ju przywykli do tego,
e nas niewdzicznoci karmi... Dla Boga! gdybym waszmociom to da, co im si susznie
naley, tedyby dla mnie samego nic nie zostao. Ale taki to los! My niesiem krew, ycie, fortuny i
nikt nam za to gow nie kiwnie. Ha? trudno? jakie ziarno siej, taki plon bd zbierali... Tak kae
Bg i sprawiedliwo... . Wapane to usieke przesawnego Buraja i cige trzy gowy pod
Zbaraem?
 Buraja ja usiekem, wasza ksica mo rzek Zagoba  bo powiadali, e z nim si aden
czowiek mierzy nie moe, wic chciaem pokaza modszym, e mstwo nie cakiem jeszcze wygaso
w Rzeczypospolitej... A co do trzech gw, mogo 'si to w gstwie bitwy przytrafi... ale pod
Zbaraem uczyni to kto inny.
Ksi zamilk na chwil, po czym odezwa si znowu:
 Zali nie bolesna waszmociom ta wzgarda;` jak wam zapacono?
 Co czyni, wasza ksica mo, cho czowiekowi i markotno!  odpar Zagoba.
 Pocieszciee si, bo si to musi zmieni... Ju za to, ecie tu przyjechali, dunikiem waszym
jestem, a chociaem nie krl, przecie si u mnie na obietnicach nie koczy.
 Wasza ksica mo  rzek na to ywo i troch dumnie pan Skrzetuski  nie po nagrody i
fortuny my tu przyjechali... Jeno e nieprzyjaciel  szed ojczyzn, wic chcemy jej zdrowiem naszym
i w pomoc pod wodz tak wsawionego wojownika. Brat mj, Stanisaw, patrzy pod Ujciem
na boja; niead, hab i zdrad, a w kocu na triumf nieprzyjaciela. Tu pod wielkim wodzem
i wiernym obroc ojczyzny i majestatu suy bdziem. Tu nie wiktorie, nie triumfy, ale
klski i mier czekaj na wieprzyjaci... Ot, dlaczego suby nasze waszej ksicej moci przybylimy
ofiarowa. My, onierze, bi si chcemy, i pilno nam do boju.
 Jeli taka wasza ch, tedy i w niej bdziecie mieli ukontentowanie  odpar ksi powanie.
Nie bdziecie dugo czekali, cho naprzd na innego nieprzyjaciela ruszymy, bo nam popioy wileskie
pomci trzeba. Dzi, jutro ruszymy w tamt stron i da Bg, z nawizk krzywdy zapa-
cim... Nie zatrzymuj duej waszmociw, bo i wy wypoczynku potrzebujecie, i mnie robota pali.
A przyjdciee wieczorem na pokoje, moe si i jaka suszna zabawa przed pochodem zdarzy, bo
sia biaogw pod nasze skrzyda do Kiejdan si przed wojn zjechao. Moci pukowniku Woodyjowski,
podejmuje drogich goci jakoby w domu wasnym i pamitajcie, e co moje, to i wasze!...
Panie Harasimowicz, powiedz tam w sali zebranym panom braciom, e nie wyjd, bo czasu
nie mam, a dzi wieczr dowiedz si wszystkiego, co chc wiedzie... Bdcie waszmociowie
zdrowi i bdcie Radziwiowi przyjacimi, gdy mu sia teraz na tym zaley.
To rzekszy w potny i dumny pan pocz podawa z kolei rk panu Zagobie, dwom Skrzetuskim,
Woodyjowskiemu i Charampowi, jakby sobie rwnym. Pospne oblicze rozjanio mu si
serdecznym i askawym umiechem i owa nieprzystpno, otaczajca go zwykle jakoby ciemn
chmur, znika zupenie.
 To wdz! to wojownik!  mwi Stanisaw, gdy z powrotem przeciskali si przez tum
szlachty zebrany w sali audiencjonalnej.
 W ogie bym za niego poszed!  zawoa Zagoba.  Uwaalicie, jak wszystkie moje przewagi
na pami umie?... Ciepo bdzie Szwedom, gdy ten lew zaryczy, a ja mu zawtruj. Nie
masz takiego drugiego pana w Rzeczypospolitej, a z dawnych jeden tylko ksi Jeremi, a drugi
pan Koniecpolski ojciec mogli z nim wej w paragon. To nie lada kasztelanina, co to pierwszy z
rodu na senatorskim krzele zasiad i hajdawerw jeszcze sobie na nim nie wytar, a ju nosa zadziera
i szlacht modsz braci nazywa, i swj konterfekt zaraz kae malowa, aby nawet jedzc
mia swoje senatorstwo przed sob, gdy si go za sob dopatrzy nie moe... Panie Michale, doszede
do fortuny!... Ju tak wida jest, e kto si o Radziwia otrze, ten sobie wytarty kubrak zaraz
ozoci. atwiej tu, widz, o promocj ni u nas o kwart gniek. Wsadzisz rk w wod z zamknitymi
oczami i ju szczupaka dzierysz. To mi pan z panw! Szcz ci Boe, panie Michale.
Skonfundowae si jak panna po lubie; ale to nic!... Jake si to twoje doywocie nazywa? Dudkowo
czy jak?... Pogaskie nazwy w tej krainie. Jak orzechami o cian rzucisz, to wanie imi
wioski albo szlachcica uczynisz. Ale byle intrata bya dobra, to nie al i jzr sobie wystrzpi.
 Skonfundowaem si okrutnie, przyznaj  rzecze pan Micha  bo to, co wapan mwisz, e
tu tak o promocj atwo, to nieprawda. Nieraz ja syszaem starych onierzy pomawiajcych ksicia
o awarycj, a teraz zaczynaj si niespodzianie aski sypa jedna za drug.
 Zatknije sobie ten dokument za pas, uczy to dla mnie... A jeeli kto jeszcze bdzie na niewdziczno
ksic narzeka, to go zza pasa wycignij i daj mu nim w pysk. Lepszego argumentu
nie znajdziesz.
 Jedno widz jasno, e ksi sobie ludzi kaptuje  rzek Jan Skrzetuski  i e chyba jakie zamiary
tworzy, do ktrych mu pomoc potrzebna.
 Albo to nie sysza o tych zamiarach?  odrzek. Zagoba.  Albo to nie powiedzia, e mamy
i popioy wileskie pomci?... Powiadali na niego, e Wilno zrabowa, a on chce pokaza, e
nie tylko cudzego nie potrzebuje, ale i swoje gotw jeszcze odda... Pikna to ambicja, panie Janie.
Daj nam Boe wicej takich senatorw!
Tak rozmawiajc znaleli si znowu na dziedzicu zamkowym, na ktry wjeday co chwila to
oddziay konnych wojsk, to gromady zbrojnej szlachty, to kolaski wiozce personatw okolicznych
z onami i dziemi. Postrzegszy to pan Micha pocign wszystkich ze sob do bramy, aby si
wjedajcym przyparywa.
 Kto wie, panie Michale, dzi twj fortunny dzie... Moe tu i ona dla ciebie pomidzy tymi
szlachciankami jedzie  rzek pan Zagoba.  Obacz! ot, jaka kolaska odkryta si tu zblia, a w
niej co biaego siedzi...
 Nie panna to jeszcze jedzie, ale ten, ktry mi moe lub z ni da  odrzek bystrooki pan
Woodyjowski  gdy z daleka poznaj, e to ksidz biskup Parczewski nadjeda z ksidzem
Biaozorem, archidiakonem wileskim.
 Zali oni ksicia, cho kalwina, odwiedzaj?
C maj czyni? Gdy tego potrzeba dla praw publicznych, musz ze sob politykowa.
 Ej, rojno te tu! ej, gwarno!  rzek z radoci pan Zagoba. = Czowiek ju zardzewia na wsi
jak stary klucz w zamku... Tu si lepsze czasy przypomn. Szelm jestem, jeeli dzisiaj do jakiej
dziewki-gladyszki w zaloty si nie puszcz!
Dalsze sowa pana Zagoby przerwali onierze trzymajcy stra w bramie, ktrzy, wypadszy z
odwachu, stanli w dwa szeregi na przyjcie ksidza biskupa; on za przejecha czynic krzy rk
na obie strony, bogosawic onierzy i zebran w pobliu szlacht.
 Polityczny to pan, ksi  rzek Zagoba  e tak ksidza biskupa honoruje, chocia sam
zwierzchnoci kocielnej nie uznaje. Daby Bg, eby to by pierwszy krok do nawrcenia.
 E! nie bdzie z tego nic. Niemao o to starali czynia pierwsza jego ona i nic nie wskraa, 'a
umara ze zmartwienia... Ale czemu to Szkoty z warty nie schodz? Wida, znowu kto godny bdzie
przejeda.
Jako w dalekoci ukaza si cay orszak zbrojnych onierzy.
 To dragony Ganchofa, poznaj  rzek Woodyjowski  ale jakie karety w rodku id!
Wtem bbny poczy warcze.
 Oho! to, wida, kto wikszy od ksidza biskupa mudzkiego!  zawoa Zagoba.
 Czekaj wa, ju s.
 Dwie karety w porodku.
 Tak jest. W pierwszej to pan Korf, wojewoda wendeski.
 Jake!  zakrzykn Jan  to znajomy ze Zbaraa....
Jako wojewoda pozna ich, a najpierwej Woodyjowskiego, ktrego widocznie czciej widywa;
wic przejedajc wychyli si z kolaski i zakrzykn:
 Witam waszmociw, starzy towarzysze!... Ot, goci wieziem!
W drugiej karecie, z herbami ksicia Janusza, zaprzgnitej w cztery biae ogiery, siedziao
dwch panw wspaniaej postaci, ubranych z cudzoziemska, w kapelusze o szerokich koliskach,
spod ktrych jasne pukle Peruk spyway im a na ramiona, na koronkowe szerokie konierze. Jeden,
bardzo otyy, nosi spiczast pow brod i wsy rozstrzpione na kocaeh i podniesione do
gry; drugi, modszy, ubrany cakiem czarno, mniej rycersk mia postaw, ale moe wyszy jeszcze
urzd, gdy na szyi byszcza mu zoty acuch zakoczony jakim orderem. Obaj widocznie
byli cudzoziemcami, spogldali bowiem ciekawie na zamek, na ludzi i na ubiory.
 Co za diaby?  pyta Zagoba.
 Nie znam ich, nigdy nie widziaem!  odrzek Woodyjowski.
Wtem karoca przejechaa i pocza okra dziedziniec; by zajecha przed gwny korpus zamkowy,
dragoni: za zatrzymali si przed bram.
Woodyjowski pozna dowodzcego nimi oficera.
 Tokarzewicz!  zakrzykn  a bywaj no waszmo!
 Czoem, moci pukowniku!
 A jakich to szodrw wieziecie?  To Szwedzi.
 Szwedzi?
 Tak jest, i znaczni ludzie. Ten gruby to hrabia Loewenhaupt, a w cieszy to Benedykt Shitte
baron von Duderhoff.
 Duderhoff?  rzek Zagoba.
 A czego oni tutaj chc?  pyta pan Woodyjowski.
 Bg ich wie!  odpowiedzia oficer. - My ich' od Bir eskortujem. Pewnie paktowa z naszym
ksiciem przyjechali, bo tam w Birach syszelimy, e ksi wielkie wojsko zbiera i e ma
Inflanty najecha.
 Ha, szelmy, tchrz was oblatuje!  woa Zagoba.  To Wielkopolsk najedacie, krla rugujecie,
a tu kaniacie si Radziwiowi, by was w In v flanty nie poechta. Poczekajcie! bdziecie
zmyka do waszych Duderhoffw, a wam poczochy opadn! , Zaraz my tu z wami podunderujemy.
Niech yje Radziwi!
 Niech yje!  powtrzya stojca przy bramie szlachta.
 Defensor patriae! Obroca .nasz! Na Szweda, moci panowie! na Szweda!
Uczynio si koo. Coraz wicej szlachty zbierao si z dziedzica, co widzc Zagoba skoczy
na wystajcy cok bramy i pocz woa:
 Moci panowie, suchajcie! Kto mnie nie zna, temu powiem, em jest stary zbaraczyk, ktry
Buraja, najwikszego hetmana po Chmielnickim, t oto star rk usiek; kto za nie sysza o Zagobie,
ten, wida, czasu pierwszej kozackiej wojny groch uszczy, kury maca albo cielta pasa,
czego po tak zacnych kawalerach si nie spodziewam.
 Wielki to rycerz!  ozway si liczne gosy. Nie masz w Rzeczypospolitej wikszego!... Suchajcie!
 Suchajcie, moci panowie! Starym kociom chciao si wypoczynku; lepiej by mi byo po
piekarniach si wylega, twarg ze mietan jada, po sadach chodzi i jabka zbiera albo, rce w
ty zaoywszy, nad niwakami sta lub dziewki po opatkach poklepywa. Pewnie i nieprzyjaciel
byby mnie dla wasnego dobra ostawi w spokoju, bo i Szwedzi, i Kozacy wiedz, e mam rk
przycik, i daby Bg, aby moje imi tak byo znane wapanom, jak hostibus jest znane.
 A co to za kur tak grnie pieje?  spyta nagle jaki gos.
 Nie przerywaj! bodaj ci zabito!  woali inni. Lecz Zagoba dosysza.
 Wybaczcie, wapanowie, temu kogutkowi!  zakrzykn  bo on jeszcze nie wie, z ktrej strony
ogon, a z ktrej gowa.
Szlachta wybuchna ogromnym miechem, a zmieszany preopinant cofa si prdzej poza tum,
aby uj szyderstw, ktre poczy si sypa na jego gow.
 Wracam do materii!  mwi Zagoba. - Ow, repeto, naleaby mi si wypoczynek, ale e
ojczyzna w paroksyzmie, e nieprzyjaciel depce nasz zimi, przetom tu jest, moci panowie, aby
razem z wami oponowa si hostibus w imi tej matki, ktra nas wszystkich wykarmia. Kto przy
niej dzi nie stanie, kto jej na ratunek nie pobiey, ten nie syn, ale pasierb, ten niegodzien jej mioci.
Ja, stary, id, niech si dzieje wola boa, a jeli zgin przyjdzie, tedy ostatnim tchem bd
woa: Na Szweda! panowie bracia! na Szweda!... Poprzysignijmy sobie, e nie prdze j popucimy
szable z doni, a ich z ojczyzny wyeniem!...
 My i bez przysig na to gotowi!  zawoay liczne gosy.  Pjdziem, gdzie nas nasz hetman
ksi poprowadzi; zajedziem, gdzie potrzeba.
 Moci panowie bracia!... Widzielicie, jako dwch pludrakw przy jechao w zocistej karecie.
Wiedz oni, e nie z Radziwiem to igra. Bd za nim po komnatach chodzi i w okcie go caowa,
by im da pokj. Ale ksi, moci panowie, od ktrego z narady wracam, upewni mnie
imieniem caej Litwy, e nic z paktw, nic z pergaminw, jeno wojna i wojna!
 Wojna! wojna!  powtrzyy jak echa gosy suchaczy.
 Lecz e i wdz  mwi dalej Zagoba  tym mielej sobie poczyna, im swoich onierzy pewniejszy,
okamy tedy, moci panowie, nasze sentymenta. A nue! Pjdmy pod paskie okna zakrzykn:
Haje na Szweda! Za mn, moci panowie!
To. rzekszy zeskoczy z cokou i ruszy naprzd, a tum za nim, i tak przyszli pod same okna
czynic gwar coraz wikszy, ktry w kocu zla si w jeden olbrzymi okrzyk:
 Na Szweda! na Szweda!
Po chwili wypad z sieni pan Korf, wojewoda wendeski, zmieszany bardzo, za nim Ganchof,
pukownik rajtarw ksicych, i obaj poczli hamowa szlacht, ucisza, prosi, eby si rozesza.
 Na. Boga!  mwi pan Korf  tam na grze a szyby dr, a wapanowie ani wiecie, jakecie
si nie w por-z waszymi okrzykami wybrali. Jake to moecie postom zniewagi czyni, przykad
niekarnoci dawa! Kto was do tego pobudzi?
 Ja!  odrzek Zagoba.  Powiedz wasza mio lksiciu panu w imieniu nas wszystkich, e go
prosimy, aby by twardy, bo do ostatniej kropli krwi gotowimy przy nim wytrwa.
 Dzikuj waszmociom w imieniu pana hetmana, dzikuj waszmociom, ale ju si rozejdcie.
Rozwagi, moci panowie! Na ywy Bg, rozwagi, bo ojczyzn do reszty pogrycie! Niedwiedzi
przysug ojczynie oddaje, kto dzi posw zniewaa.
 Co nam do posw! Chcemy si bi, nie paktowa!
 Cieszy mnie animusz waszmociw! Przyjdzie na to pora niedugo, bogdaje i bardzo prdko.
Wypocznijcie teraz przed wypraw. Pora na gorzak i przeksk! le si bi o pustym brzuchu.
 Prawda, jako ywo!  zawoa pierwszy pan Zagoba:
 Prawda, w sedno utrafi. Skoro ksi zna nasze sentymenta, to nie mamy tu co robi!
I tum pocz si rozprasza, najwikszy za pyn do oficyn, w ktrych liczne stoy byy ju
zastawione. Pan Zagoba szed na czele  pan Korf za wraz z pukowikiem Ganchofem udali si
do ksicia, ktry siedzia na naradzie z posami szwedzkimi, z ksidzem biskupem Parczewskim, z
ksidzem Biaozorem, z panem Adamem Komorowskim i z panem Aleksandrem Mierzejewskim,
dworzaninem krla Jana Kazimierza, czasowo bawicym w Kiejdanach.
 Kto tam by sprawc tej wrzawy?  pyta ksi, z ktrego lwiej twarzy gniew jeszcze nie
ustpi.
 To w szlachcic wieo przybyy, sawny pan Zagoba!  odpowiedzia wojewoda wendeski.
 Mny to rycerz  odpar ksi  ale za wczenie mi si rzdzi poczyna.
To rzekszy skin na pukownika Ganchofa i pocz mu co szepta do ucha.
Pan Zagoba tymczasem, rad z siebie, szed do sal dolnych uroczystym krokiem, majc przy sobie
panw Skrzetuskich i pana Woodyjowskiego, do ktorych mwi z cicha:
 A co, amici? ledwiem si pokaza, juem afekt w tej sz.achcie ku ojczynie rozbudzi. atwieje
teraz ksiciu odprawi z niczym posw, bo si na nasze suffragia potrzebuje tylko powoa.
Nie bdzie to, jak myl, bez nagrody, cho najwicej mi o honor chodzi. Czegoe tak stan,
panie Michale, jak skamieniay i oczy utkwie w on kolask przy bramie?
 To ona!  rzek ruszajc wsikami pan Micha. - Na Boga ywego, ona sama?
 Kto. taki?
 Billewiczwna...
 Ta, ktra ci daa rekuz?
 Tak jest. Patrzcie, waszmociowie, patrzcie! Nie zmarniee tu czeku od aoci?
 A poczekajcie no!  rzek Zagoba  trzeba si przyjrzy.
Kolaska tymczasem, zatoczywszy koo, zbliya si do rozmawiajcych. Siedzia w niej okazay
szlachcic z siwiejcym wsem, a obok niego panna Aleksandra, pikna jak zawsze, spokojna i powana.
Pan Micha utkwi w ni wzrok rozalony i skoni si nisko kapeluszem, ale ona nie dostrzega
go w tumie. Zagoba za rzek spogldajc na jej delikatne, szlachetne rysy:
 Paskie to jakie dziecko, panie Michale, i za misterna dla onierza. Przyznaj, e gadka, ale
ja wol takie, co to i zrazu nie poznasz: armata czy biaogowa?
 Nie wiesz waszmo, kto to przyjecha?  spyta pan Micha stojcego obok szlachcica.
 Jake nie wiem?!  odpar szlachcic - to pan Tomasz Billewicz, miecznik rosieski. Wszyscy
go tu znaj, bo to dawny radziwiowski suga i przyjaciel.
ROZDZIA XIII
Ksi nie pokaza si tego dnia szlachcie a do wieczora, obiadowa bowiem z posami i kilku
dygnitarzami, z ktrymi poprzednio narad by skada. Przyszy jednak rozkazy do pukownikw,
eby nadworne puki radziwiowskie, a zwaszcza regimenty piechoty pod cudzoziemskimi oficerami,
stay w pogotowiu. W powietrzu pachniao prochem. Zamek, lubo nieobronny, otoczony by
wojskiem, jak gdyby pod jego murami miano bitw stoczy. Spodziewano si pochodu najpniej
na jutrzejszy ranek i byy tego widome oznaki, niezliczona bowiem czelad ksica zajta bya
adowaniem na wozy broni, kosztownych sprztw i ksicego skarbca.
Harasimowicz opowiada szlachcie, e wozy pjd do Tykocina na Podlasie, bo niebezpiecznie
by byo, aby skarbiec zostawa w nieobronnym kiejdaskim zamku. Przygotowywano i rekwizyta
wojenne, ktre miay i za wojskiem.
Rozeszy si wieci, e hetman polny Gosiewski dlatego zosta aresztowany, e nie chcia poczy
swych chorgwi, stojcych w Trokach, z radziwiowskimi, przeto na jawn zgub ca wypraw
wystawia. Zreszt przygotowania do pochodu, ruch wojsk, turkot armat wytaczanych z
zamkowego arsenau i w rozgardiasz towarzyszcy zawsze pierwszym chwilom wojennych wypraw
odwrci uwag w inn stron i kaza zapomnie rycerstwu o aresztowaniu pana Gosiewskiego
i kawalera Judyckiego.
Obiadujca w olbrzymich dolnych salach oficyn szlachta o niczym nie rozprawiaa, jeno o wojnie,
o poarze Wilna, ktre ju dziesi dni gorzao, coraz sroszym palc si poarem, o wieciach
z Warszawy, o postpach Szwedw i o Szwedach samych, przeciw ktrym, jako przeciw wiaroomcom,
napadajcym ssiada wbrew traktatowi, majcemu jeszcze na sze lat si, burzyy si
serca, umysy i wzrastaa w duszach zawzito.Wieci o szybkich postpach, o kapitulacji Ujcia,
zalaniu Wielkopolski wra ze wszystkimi miastami, o grocym najciu Mazowsza i nieuniknionym
wziciu Warszawy nie tylko nie budziy trwogi, ale przeciwnie, podniecay odwag i ochot
do boju. Dziao si to dlatego, e jasne ju byy dla wszystkich przyczyny tego szwedzkiego powodzenia.
Oto dotychczas nie zetknli si jeszcze ani razu z wojskiem ani z wodzem prawdziwym.
Radziwi by pierwszym wojownikiem z rzemiosa, z ktrym mieli si zmierzy, a ktry tymczasem
wbudza absolutn ufno w swe zdolnoci wojenne w zebranej szlachcie, zwaszcza e i pukownicy
jego zarczali, i pobij Szwedw w otwartym polu.
 Nie moe by inaczej!  mwi pan Micha Stankiewicz, stary i dowiadczony onierz.  Pamitam
wojny dawniejsze i wiem, e bronili si zawsze w zamkach, w warownych obozach, zza
szaczykw; nigdy nie mieli stawi si nam w otwartym polu, bo si jazdy okrutnie bali, a gdzie
dufajc w si wystpili, tam suszne otrzymali wiczenie. Nie wiktoria to daa w ich rce Wielkopolsk,
ale zdrada i pospolitego ruszenia niedostwo.
 Tak jest!  rzecze pan Zagoba.  Mdy to nard, bo ziemia tam okrutnie nieurodzajna i chleba
nie maj, bo jeno szyszki sosnowe miel, z takiej to mki podpomyki czynic, ktre ywic mierdz.
Inni nad morzem chodz i co tylko fala wyrzuci, to r, jeszcze si z sob o owe specjay bijc.
Hoota tam okrutna, dlatego nie masz narodu na cudze apczywszego, bo nawet Tatarzy koskiego
misa ad libitum maj, a oni czasem po roku misa nie widuj i cigle godem przymieraj, chyba
e pow ryb zdarzy si obfity.
Tu Zagoba zwrci si do pana Stankiewicza:
 A waszmo to kiedy ze Szwedami si zapozna?
 Pod ksiciem Krzysztofem, ojcem teraniejszego pana hetmana.
 A ja pod panem Koniecpolskim, ojcem dzisiejszego chorego. Srodzemy kilkakro Gustawa
Adolfa w Prusach porazili i jecw niemaomy nabrali; tamem ich na wylot przezna i wszelkie
ich sposoby. Nacudowali si nad nimi nasi chopcy niemao, bo trzeba waszmociom wiedzie, e
Szwedzi, jako to nard ustawicznie w wodzie brodzcy i z morza najwiksze cigncy intraty, nur-
kowie s exquisitissimi. Tomy si im popisywa kazali  i co waszmociowie na to powiecie: rzucisz
szelm w jedn przerbel, to on ci drug wypynie i jeszcze ledzia ywego w pysku trzyma...
 Na Boga, co waszmo mwisz?!
 Niech tu trupem padn, jelim tego mao sto razy na wasne oczy nie widzia i innych dziwnych
ich obyczajw. Pamitam i to, e tak si na pruskim chlebie spali, i potem wraca nie
chcieli. Susznie jegomo pan Stankiewicz mwi, e nietdzy z nich onierze. Piechot maj jak
tak, ale jazd, Boe si poal, bo koni w ich ojczynie nie masz i z modu nie mog do jazdy nawykn.
 Podobno najpierw nie na nich pjdziemy -mwit pan Szczyt  jeno za Wilno pomci?
 Tak jest. Sam to ksiciu radziem, gdy si pyta, co w tej materii myl  odpar Zagoba. 
Ale skoczywszy z jednymi, pjdziemy wnet na drugich. Musz si tam ci posekowie poci.
 Politycznie ich przyjmuj  rzek pan Zaski  ale nic, chudzitka, nie wskraj, a najlepszy
dowd  rozkazy wojsku dane.
 Miy Boe, miy Boe!  mwi pan Twarkowski, sdzia rosieski  jak to wraz z niebezpieczestwy
ochoty przybywa... Juemy mao nie zdesperowali, z jednym nieprzyjacielem do czynienia
majc, a teraz nam na obydwch.
 Nie moe by inaczej = odpar Stankiewicz. Nieraz to bywa, e si pozwolisz bi pty, pki ci
cierpliwoci nie zbraknie, a potem, ni std, ni zowd, znajdzie si i wigor, i fantazja. Maomy to
ucierpieli, mao przenieli?!... Spuszczalimy si na krla i pospolite ruszenie koronne, na wasne
siy nie liczc, a wreszcie mamy wz i przewz: trzeba albo obydwch bi, albo zgin z kretesem...
 Bg nam pomoe! Dosy tego zwlekania!
 Sztych nam do garda przyoyli!
 Przymy im i my! Pokaemy koroniarczykom, jacy to tu onierze! Nie bdzie u nas Ujcia,
jaki Bg w niebie!
I w miar kielichw rozgrzeway si czupryny i rosy humory wojenne. Tak nad brzegiem przepaci
ostatni wysiek czstokro o ocaleniu stanowi. Zrozumiay to te tumy onierzy i owa
szlachta, ktr tak niedawno jeszcze Jan Kazimierz do Grodna wzywa przez rozpaczliwe uniwersay
na pospolite ruszenie. Teraz wszystkie serca, wszystkie umysy zwrcone byy ku Radziwiowi;
wszystkie usta powtarzay to grone imi, z ktrym do niedawna zawsze zwycistwo szo w
parze. Jako od niego tylko zaleao zebra rozproszone, poruszy upione siy kraju i stan na
czele potgi dostatecznej do pomylnego rozstrzygnicia obydwch wojen.
Po obiedzie wzywano do ksicia kolejno pukownikw: Mirskiego, ktry w pancernej hetmaskiej
chargwi porucznikowa, a po nim Stankiewicza, Ganchofa, Charampa, Woodyjowskiego i
Soohuba. Zdziwili si troch starzy onierze, e ich pojedynczo, nie wsplnie, na narad zapraszaj;
ale mie to byo zdziwienie, kady bowiem odchodzi z jak nagrod, z jakim widocznym
dowodem ksicego faworu; w zamian za da tylko ksi wiernoci i ufnoci, ktre i tak
wszyscy z duszy serca mu ofiarowali. Wypytywa si te pan hetman troskliwie, czy pan Kmicic
nie wrci, i kaza sobie da zna, gdy wrci.
Jako wrci, ale dopiero pnym wieczorem, gdy ju sale byy owietlone i gocie poczli si
zbiera. W cekhauzie, dokd przyszed si przebra, zasta pana Woodyjowskiego i poznajomi si
z reszt kompanii.
 Okrutniem rad, e waszmoci widz i sawnych przyjaci  rzek wstrzsajc rk maego rycerza.
 Jakobym brata zobaczy! Moesz w to waszmo wierzy, bo ja symulowa nie umiem.
Prawda, e mnie szpetnie przez eb przejecha, ale mnie potem na nogi postawi, czego do mierci
nie zapomn. Przy wszystkich to mwi, e gdyby nie waszmo, to bym si teraz za krat koata.
Bodaj si tacy ludzie na kamieniu rodzili. Kto inaczej myli, ten kiep, i niech mnie diabe porwie,
jeli mu uszw nie obetn
 Daj wa pokj.
 W ogie za wapanem pjd, bodajem przepad! Wychod, kto nie wierzy!
Tu pan Andrzej pocz toczy wyzywajcym wzrokiem po oficerach, ale nikt nie zaprzeczy, bo
zreszt wszyscy lubili i szanowali pana Michaa; jeno Zagoba rzek:
 Siarczysty jaki onierz, daj go katu! Widzi mi si, e srodze polubi wapana za ten afekt do
pana Michaa, bo mnie si dopiero spyta, ile on wart.
 Wicej ni my wszyscy!  odrzek Kmicic ze zwyk sobie porywczoci.
Po czym spojrza na panw Skrzetuskich, na Zagob i doda:
 Przepraszam waszmociw, nie chc nikomu ubliy, bo wiem, ecie cnotliwi ludzie i wielcy
rycerze... Nie gniewajcie si, bo ja bym z serca chcia na przyja wapastwa zasuy.
 Nic nie szkodzi  rzek Jan Skrzetuski  co w sercu, to w gbie.
 Daj no wapan pyska!  rzek pan Zagoba.
 Nie mnie dwa razy tak rzecz powtarza!
I padli sobie w objcia. Po czym pan Kmicic zakrzykn:
 Musimy dzi podpi, nie moe by inaczej!
 Nie mnie dwa razy tak rzecz powtarza! rzek jak echo Zagoba.
 Wymkniemy si wczeniej do cekhauzu, a o napitkach pomyl.
Pan Micha pocz rusza mocno wsikami.
Nie bdziesz ty si mia ochoty wymyka - po-myla sobie w duchu, spogldajc na Kmicica
 jeno zobaczysz, kto tam na pokojach dzisiaj bdzie...
I ju usta otwiera, aby powiedzie Kmicicowi, e pan miecznik rosieski z Olek przyjechali
do Kiejdan, ale zrobio mu si jako mdo na sercu, wic zwrci rozmow.
 A wacina chorgiew gdzie jest?  pyta.
 Tu. Gotowiuka! By u mnie Harasimowicz i przynis mi rozkaz od ksicia, by o pnocku
ludzie byli na koniach. Pytaem go, czy to mamy wszyscy rusza, powiedzia: nie!... Nie rozumiem,
co to znaczy. Z innych oficerw jedni maj ten sam rozkaz, inni nie maj. Ale piechota cudzoziemska
wszystka otrzymaa.
 Moe cz wojsk dzi pjdzie na noc, cz jutro  rzek Jan Skrzetuski.
 W kadym razie ja tu z waszmociami podpij, a chorgiew niech sobie rusza... Potem w godzin
j dogoni.
W tej chwili wpad Harasimowicz.
 Janie wielmony chory orszaski!  woa kaniajc si we drzwiach.
 A co? czy si pali? jestem!  rzek Kmicic.
 Do ksicia pana! do ksicia pana!
 Zaraz, jeno szaty zawdziej. Chopi! kontusz i pas, bo zetn!
Pachoek w mig poda reszt ubioru i w kilka minut pniej pan Kmicic, strojny jak na wesele,
ruszy do ksicia. una od niego bia, tak wyda si urodziwy. upan mia z lamy srebrnej, dierzgany
w rzuty gwiedziste, od ktrych szed blask na ca posta, a zapity wielkim szafirem pod szyj.
Na to kontusz z bkitnego aksamitu, pas biay, ceny niezmiernej, tak subtelny, e przez piercie
mona go byo przewlec. Srebrzysta szabla usiana szafirami zwieszaa si u pasa na jedwabnych
rapciach, za pas za zatkn i buzdygan rotmistrzowski, majcy powag osoby oznacza.
Dziwnie zdobi ten strj modego rycerza i pikniejszego ma trudno by byo w caym tym niezmiernym
tumie zebranym w Kiejdanach znale.
Pan Micha westchn patrzc na niego i gdy Kmicic znikn za drzwiami cekhauzu, rzek do
pana Zagoby:
 Z takim przy biaogowie ani rady!
 Ujmij mi jeno trzydzieci lat!  rzek Zagoba.
Ksi ju by take ubrany, gdy wszed Kmicic, i wanie szatny w towarzystwie dwch Murzynw
wyszed by z komnaty. Zostali sam na sam.
 Daj ci Boe zdrowie, e pospieszy!  rzek ksi.
 Do usug waszej ksicej moci.
 A chorgiew?
 Wedle rozkazu
 Pewni te to ludzie?
 W ogie, do pieka pjd!
 To dobrze! Takich Ludzi mi potrzeba... i takich jak ty na wszystko gotowych... Cigle to powtarzam,
e na nikogo wicej ni na ciebie nie licz.
 Wasza ksica mo! nie mog si moje zasugi rwna z zasugami starych onierzy, ale jeli
mamy na nieprzyjaci ojczyzny ruszy, tedy Bg widzi, nie pozostan w tyle.
 Nie ujmuj ja starym zasug  rzek ksi chocia... mog przyj takie pericula, tak cikie
terminy, e i najwierniejsi si zachwiej.
 Niech ten zginie marnie, kto od osoby waszej ksicej moci w niebezpieczestwie odstpi!
Ksi spojrza bystro w twarz Kmicica.
 A ty... nie odstpisz?...
Mody rycerz zapon.
 Wasza ksica mo!...
 Co chcesz mwi?
 Wyspowiadaem si waszej ksicej moci ze wszystkich grzechw moich, i taka ich kupa, e
jeno ojcowskiemu sercu waszej ksicej moci zawdziczam przebaczenie... Ale w tych wszystkich
grzechach jednego nie masz: niewdzicznoci.
 Ani wiaroomstwa... Wyspowiadae si przede mn jak przed ojcem, a jam ci nie tylko jak ojciec
przebaczy, alem ci pokocha jak syna... ktrego Bg mi nie da i dlatego ciko mi nieraz na
wiecie. Bde mi przyjacielem!
To rzekszy ksi wycign rk, a mody rycerz uchwyci j i bez wahania do ust przycisn.
Milczeli obaj przez dug chwil; nagle ksi utkwi oczy w oczach Kmicica i rzek:
 Billewiczwna tu jest!
Kmicic poblad i pocz jka co niezrozumiale.
 Umylniem po ni posa, eby si ta niezgoda midzy wami skoczya. Zobaczysz j zaraz,
bo jej aoba po dziadzie ju wysza. Dzi take, cho Bg widzi, e gowa pkaa mi od roboty,
mwiem z panem miecznikiem rosieskim.
Kmicic porwa si za gow.
 Czym ja si waszej ksicej moci odpac? Czym ja odpac?...
 Powiedziaem wyranie panu miecznikowi, e taka moja wola, abycie si najprdzej pobrali, i
nie bdzie ci przeciwny. Przykazaem mu te, aby dziewk z wolna do tego przygotowa. Mamy
czas. Od ciebie wszystko zaley, a ja szczliwy bd, jeli ci nagroda z rk moich dojdzie i daj
Boe doczeka, wiele innych, bo ty powinien pj wysoko. Grzeszye, bo mody, ale ju saw
na polu zdoby niepoledni... i wszyscy modzi gotowi wszdy i za tob. Dla Boga, powiniene
pj wysoko! Nie dla takiego to rodu, jak twj, urzdy powiatowe... Zali wiesz, e ty Kiszkw
krewny, a z Kiszczanki ja si rodz... Trzeba ci jeno statku, na co oenek najlepsza rzecz. Bierze
on dziewczyn, kiedy ci do serca przypada, i pamitaj, kto ci j daje.
 Wasza ksica mo, ja chyba oszalej!... ycie, krew moja do waszej ksicej moci nale!...
Co mam czyni, aby si wywdziczy? co? Mw wasza ksica mo! rozkazuj!
 Dobrem za dobro mi odpa... Miej wiar we mnie, miej ufno, e co uczyni, to dla dobra
publicznego uczyni. Nie odstpuj mnie, gdy bdziesz widzia zdrad i odstpstwo innych, gdy si
zo wzmoe, gdy mnie samego...
Tu ksi urwa nagle.
 Przysigam!  rzek z zapaem Kmicic  i parol kawalerski daj do ostatniego tchnienia sta
przy osobie waszej ksicej moci, mego wodza, ojca i dobnodzieja!
To rzekszy Kmicic spojrza oczyma penymi ognia na ksicia i a strwoy si zmian, ktra
nagle zasza w jego twarzy. Twarz ta bya czerwona, yy na niej nabray, krople potu gsto osiady
na wyniosym czole, a oczy rzucay blask niezwyky.
 Co waszej ksicej moci jest?  pyta niespokojnie rycerz.
 Nic, nic!...
Radziwi wsta, ruszy spiesznym krokiem do klcznika i zerwawszy z niego krucyfiks pocz
mwi gwatownym, przytumionym gosem:
 Na ten krzy przysignij, e mnie nie opucisz do mierci!...
Mimo caej gotowoci i zapau Kmicic spoglda przez chwil na niego ze zdumieniem.
 Na t mk Chrystusa... przysignij!...  nalega hetman.
 Na t mk Chrystusa... przysigam!  rzek Kmicic kadc palce na krucyfiksie.
 Amen!  doda uroczystym gosem ksi.
Echo wysokiej komnaty powtrzyo gdzie pod sklepieniem: Amen, i nastaa duga cisza. Sycha
byo tylko oddech potnej radziwiowskie j piersi. Kmicic nie odrywa od hetmana zdumionych
oczu.
 Teraz jue mj...  rzek wreszcie ksi.
 Zawszem do waszej ksicej moci nalea odpar skwapliwie mody rycerz  ale racz mi wasza
ksica mo powiedzie, racz mnie objani, co si dzieje? Dlaczego wasza ksica mo
wtpie o tym? Czyli grozi co dostojnej osobie? Aza zdrada jaka, jakowe machinacje zostay odkryte?
 Zblia si czas prby  rzek ponuro ksi a co do nieprzyjaci, nie wieszli to, e pan Gosiewski,
pan Judycki i pan wojewoda witebski radzi by mnie na dno przepaci pogry? Tak jest!
Wzmaga si nieprzyjaciel domu mego, szerzy si zdrada i gro klski publiczne. Dlatego mwi:
zblia si czas prby...
Kmicic zamilk, ale ostatnie sowa ksicia nie rozproszyy ciemnoci, jakie obsiady jego umys,
i prno pyta sam siebie, co moe grozi w tej chwili potnemu Radziwiowi? Wszake sta na
czele wikszych si ni kiedykolwiek. W samych Kiejdanach i w okolicy stao tyle wojska, e gdyby
by ksi mia podobn potg, zanim pod Szkw ruszy, los caej Wojny wypadby niezawodnie
inaczej.
Gosiewski i Judycki byli mu wprawdzie niechtni, ale obydwch mia w rku i pod wart, a co
do wojewody witebskiego, zbyt to by cnotliwy czowiek, zbyt dobry obywatel, aby w przeddzie
nowej -wyprawy przeciw nieprzyjacioom mona si byo obawia z jego strony jakichkolwiek
przeszkd i machinacji.
 Bg widzi, nic nie rozumiem!  zakrzykn Kmicic nie umiejcy w ogle utrzyma swoich
myli.  Dzi jeszcze zrozumiesz wszystko  odpar spokojnie Radziwi.  A teraz pjdmy do
sali.
I wziwszy pod rk modego pukownika skierowa si z nim ku drzwiom.
Przeszli kilka komnat. Z daleka, z olbrzymiej sali, dochodziy dwiki kapeli, ktrej przewodzi
Francuz sprowadzony umylnie przez ksicia Bogusawa. Grano te menueta, ktrego wwczas na
dworze francuskim tacowywano. agodne tony mieszay si z gwarem licznych gosw ludzkich.
Ksi Radziwi zatrzyma si i sucha.
 Daj Boe  rzek po chwili  aby ci wszyscy gocie, ktrych pod dach przyjmuj, nie przeszli
jutro do moich nieprzyjaci.
 Moci ksi  odpar Kmicic  mam nadziej, e nie masz midzy nimi szwedzkich stronnikw...
Radziwi drgn i wstrzyma si nagle.
 Co ty chcesz powiedzie?
 Nic, moci ksi, jeno, e tam zacni onierze si wesel.
 Chodmy... Czas pokae i Bg osdzi, kto zacny... Chodmy!
Przy samych drzwiach stao dwunastu paziw, cudnych chopit przybranych w pira i aksamity.
Ujrzawszy hetmana sformowali si w dwa szeregi, ksi za zbliywszy si pyta:
 Jej ksica mo wesza ju na sal?
 Tak jest, moci ksi!  odpowiedzieli chopcy
 A ichmociowie posowie?
 S take.
 Otwieraj!
Obie potowy drzwi rozwary si w mgnieniu oka, potok wata lun przez nie i owieci olbrzymi
posta hetmana, ktry majc za sob pana Kmicica i paziw wszed na podniesienie, na
ktrym krzesa dla przedniejszych goci byy zastawione.
Wnet ruch uczyni si w sali, wszystkie oczy zwrciy si na ksicia, potem jeden okrzyk wyrwa
si z setek piersi rycerskich.
 Niech yje Radziwi! Niech yje! Niech nam hetmani! Niech yje!
Ksi kania si gow i rk, nastpnie j wita goci zebranych na estradzie, ktrzy podnieli
si w chwili, gdy wchodzi. Byli tam midzy znakomitszymi, oprcz samej ksinej, dwaj posowie
szwedzcy, pose moskiewski, pan wojewoda wendeski, ksidz biskup Parczewski, ksidz
Biaozor, pan Komorowski, pan Mierzejewski, pan Hlebowicz, starosta mudzki., . szwagier hetmaski,
jeden mody Pac, oberszt Ganchof, pukownik Mirski, Weissenhoff, pose ksicia kurlandzkiego,
i kilka pa z otoczenia ksinej.
Pan hetman, jako przystao na gocinnego gospodarza, pocz powitania od posw, z ktrymi
kilkanacie sw uprzejmych zamieni, po czym wita innych, a skoczywszy zasiad na krzele z
gronostajowym baldachimem i spoglda na sal, w ktrej jeszcze.brzmiay okrzyki:
 Niech yje!... Niech nam hetmani!... Niech yje!...
Kmicic, ukryty za baldachimem, patrzy rwnie na tumy. Wzrok jego przeskakiwa z twarzy
na twarz, szukajc wrd nich ukochanych rysw tej, ktra w tej chwili zajmowaa ca dusz i
serce rycerza. Serce bio mu jak motem...
Ona tu jest! Za chwil j ujrz, przemwi do niej!,  powtarza sobie w myli... I szuka,
szuka coraz chciwiej, coraz niespokojniej. Ot, tam! ponad pirami wachlarza wida jakie brwi
czarne, biae czoo i jasne wosy. To ona!
Kmicic dech wstrzymuje, jakby w obawie, eby nie sposzy zjawiska, ale tymczasem poruszaj
si pira, twarz si odsania  nie! to nie Oleka, to nie ta mia i najmilejsza. Wzrok leci dalej,
obejmuje wdziczne postacie, lizga si po pirach, atasach, rozkwitych jak kwiaty twarzach, i
udzi si co chwila. Nie ona i nie ona! A wreszcie, hen! w gbi, wedle framugi okna, zamajaczyo
co biaego i rycerzowi pociemniao w oczach  to Oleka, to ta mia i najmilejsza...
Kapela poczyna gra na nowo, tumy przechodz, krc si damy, migoc strojni kawalerowie, a
on, jak lepy i guchy, nic nie widzi, tylko j, i patrzy tak chciwie, jakby j pierwszy raz widzia.
Niby to ta sama Oleka z Wodoktw, a inna. W tej ogromnej sali i w tym tumie wydaje si jaka
mniejsza i twarzyczk ma drobniejsz, rzekby: dziecinn. Ot! wziby ca na rce i przytuli! A
przecie znowu ta sama, cho inna: te same to rysy, te sodkie usta, takie rzsy, cie rzucajce na
policzki, i to czoo jasne, spokojne, kochane... Tu wspomnienia jak byskawice poczynaj si przesuwa
przez gow pana Andrzeja: owa czeladna w Wodoktach, gdzie j ujrza po raz pierwszy, i te
ciche komnatki, w ktrych przesiadywali razem. Co za sodycz, choby tylko wspomina!... A ta
sanna do Mitrunw, podczas ktrej on j caowa!... Potem ju ludzie poczli ich rozdziela i burzy
j przeciw niemu.
A! eby to pioruny zatrzasy!  zakrzykn w duszy pan Kmicic.  Co ja miaem i com ja utraci!
Jaka ona bya bliska, a jaka teraz daleka!
Siedzi oto z dala, jak obca, ani wie, e on tu jest. I gniew, ale zarazem al niezmierny pochwyci
pana Andrzeja, al, dla ktrego innych sw nie znalaz, jeno wykrzyk w duszy, ktry przez usta
nie przeszed:
Ej, ty! Oleka! ej, ty!...
Nieraz pan Andrzej wcieka si na siebie za swoje dawne postpki, e miewa ochot kaza si
ludziom wasnym rozcign i sto bizunw wyliczy, ale nigdy nie wpad w taki gniew jak teraz,
gdy j znw ujrza po dugim niewidzeniu, cudniejsz jeszcze ni zwykle, cudniejsz nawet, ni
sobie wyobraa. W tej chwili chciaby si pastwi nad sob, ale e by midzy ludmi, w dostoj-
nym towarzystwie, wic tylko zby zaciska i jakoby chcc sobie umylnie jeszcze wikszy bl
zada, powtarza w duchu:
Dobrze ci tak, kpie! Dobrze ci!
Tymczasem dwiki kapeli umilky znowu i zamiast nich usysza pan Andrzej gos hetmana:
 Chod za mn!
Kmicic zbudzi si jakby ze snu.
Ksi zeszed ze wzniesienia i wmiesza si midzy goci. Na twarzy mia umiech agodny i
dobrotliwy, ktry zdawa si jeszcze podnosi majestat jego postaci. By to ten sam wspaniay pan,
ktry czasu swego przyjmujc krlow Mari Ludwik w Nieporcie dziwi, zdumiewa i gasi
dworakw francuskich nie tylko przepychem, ale i dwornoci swych obyczajw; ten sam, o ktrym
z takim uwielbieniem pisa Jan Laboureur w relacji ze swej podry. Teraz wic zatrzymywa
si co chwila przy powaniejszych matronach, przy zacniejszej szlachcie i pukownikach, majc dla
kadego z goci jakie askawe sowo, dziwic obecnych sw pamici i jednajc w mgnieniu oka
wszystkie serca. Oczy obecnych biegay za nim, gdzie si tylko poruszy, on za z wolna zbliy si
do pana miecznika rosieskiego Billewicza i rzek:
 Dzikuj ci, stary przyjacielu, e przyby, chocia miabym si prawo i gniewa. Nie o sto mil
Billewicze od Kiejdan, a z ciebie rara avis pod moim dachem.
 Wasza ksica mo  odpowiedzia pan miecznik kaniajc si nisko  krzywd ojczynie
czyni, kto waszej ksicej moci czas zabiera.
 A ja ju mylaem si zemci i najecha ci w Billewiczach, a przecie myl, e przyjby
wdzicznie starego kompana obozowego?
Syszc to pan miecznik a zarumieni si ze szczcia, a ksi mwi dalej:
 Jeno czasu, czasu zawsze nie staje!... Ale jak krewniaczk, wnuczk nieboszczyka pana Herakliusza,
bdziesz za m wydawa, to ju na weselisko koniecznie zjad, bom wam to obydwom
powinien.
 Daje Boe dziewce jak najprdzej!  zawoa pan miecznik.
 Tymczasem przedstawiam ci pana Kmicica, chorego orszaskiego, z tych Kmicicw, co to
Kiszkom, a przez Kiszkw i Radziwiom krewni. Musiae to nazwisko od Herakliusza sysze, bo
on Kmicicw jak braci kocha...
 Czoem, czoem!  powtrzy pan miecznik, ktremu . zaimponowaa nieco wielko rodu
modego kawalera goszona przez samego Radziwia.
 Witam pana miecznika dobrodzieja i subie si jego polecam  rzek miao i nie bez pewnej
dumy pan Andrzej.  Pan pukownik Herakliusz by mi ojcem i dobrodziejem, a cho si pniej
popsowaa jego robota, to jednak nie przestaem miowa wszystkich Billewiczw, jakoby wasna
moja krew w nich pyna.
 Szczeglnie  rzek ksi kadc poufale rk na .ramieniu modzieca  nie przesta miowa
jedne Billewiczwny, z czym mi si dawno zwierzy.
 I kademu do oczu to powtrz!  rzek zapalczywie Kmicic.
 Powoli, powoli!  odpowiedzia ksi.  To, widzisz moci mieczniku, z siarki i ognia jest
kawaler, przez co i nabroi troch; ale e mody i pod moj szczeglniejsz jest protekcj, przeto
tusz, e jak we dwch zaczniem baga, tak i otrzymamy zdjcie kondemnaty przed onym
wdzicznym trybunaem.
 Wasza ksica mo uczyni, co zechce!  odrzek pan miecznik.  Nieszczsna dziewka musi
zakrzykn jak ona kapanka pogaska Aleksandrowi: Kt ci si oprze!
 A my jako w Macedoczyk, poprzestaniem na tej wrbie  mwi miejc si ksi.  Ale
do tego! Prowade nas teraz do swej krewniaczki, bo i ja rad j obacz. Nieche si naprawi ta
robota pana Herakliusza, ktra si popsowaa.
 Su waszej ksicej moci!... Tam oto dziewczyna siedzi pod opiek pani Wojniowiczowej,
naszej krewnej. Jeno bagam o przebaczenie, jeli si skonfunduje, bom te jeszcze nie mia
czasu jej ostrzec.
Przewidywania pana miecznika byy suszne. Na szczcie Oleka nie w tej dopiero chwili ujrzaa
pana Andrzeja przy boku hetmaskim, wic moga nieco przyj do siebie, ale na razie o mao
nie opucia jej przytomno. Poblada jak ptno, nogi zadray pod ni i patrzya tak na modego
rycerza, jakby patrzya na ducha zjawiajcego si z tamtego wiata. I dugo oczom nie chciaa wierzy.
To ona sobie wyobraaa, e w nieszcznik albo tua si gdzie po lasach, bez dachu nad
gow, opuszczony od wszystkich, cigany jak dziki zwierz przez sprawiedliwo; albo zamknity
w wiey, spoglda rozpaczliwym wzrokiem przez elazn krat na wesoy wiat boy. Bg jeden
wiedzia, jak straszny nieraz al gryz jej serce i oczy za tym stracecem; Bg jeden mg policzy
zy, ktre w samotnoci nad jego losem, tak okrutnym, cho tak zasuonym, wylaa  a tymczasem
on znalaz si w Kiejdanach, wolny, przy boku hetmaskim, dumny i strojny w lamy i aksamity, z
pukownikowskim buzdyganem za pasem, ze wzniesionym czoem, z rozkazujc hard twarz
junack i sam hetman wielki, sam Radziwi, kad mu rk poufale na ramieniu. Dziwne a sprzeczne
uczucia sploty si naraz w sercu dziewczyny; wic jaka wielka ulga, jakby jej kto brzemi
zdj z ramion; wic jaki al, e tyle litoci i zmartwienia poszo na prno; wic i ten zawd, jakiego
doznaje kada uczciwa dusza na widok bezkarnoci zupenej za cikie grzechy i wystpki;
wic i rado, i poczucie wasnej niemocy, i graniczcy z przestrachem podziw dla tego junaka,
ktry po. trafi z takiej toni wypyn.
Tymczasem ksi, miecznik i Kmicic skoczyli rozmow i poczli si zblia. Dziewczyna nakrya
oczy powiekami i podniosa tak ramiona jak ptak skrzyda, kiedy chce gow midzy nimi
ukry. Bya zupenie pewna, e id ku niej. Nie patrzc widziaa ich, czua, e s bliej i bliej, e
ju nadchodz, e zatrzymali si. Tak bya tego pewna, e nie podnoszc powiek wstaa nagle i
zoya gboki ukon ksiciu.
On za istotnie sta ju przed ni i przemwi:
 Na mk Pask!... Teraz si modemu nie dziwi, bo cudnie to kwiecie rozkwito... Witam
ci, moja panienko, witam z caego serca i duszy kochan wnuczk mojego Billewicza. Poznajesze
mnie?
 Poznaj, wasza ksica mo!  odrzeka dziewczyna.
 A ja bym ci nie pozna, bom ci jeszcze mdk nierozkwit ostatni raz widzia, nie w tej
ozdobie, w jakiej teraz chodzisz... Podnie no jeno one firanki z oczu... Dla Boga! szczliwy nurek,
ktry tak per wyowi; nieszczsny, ktry j mia i straci!... Ow stoi tu przed tob taki
desperat w osobie teko kawalera. Poznajesze i jego?
 Poznaj  szepna Oleka nie podnoszc oczu.
 Wielki to grzesznik i do spowiedzi ci go przy prowadzam... Zadaj mu pokut, jak chcesz, ale
rozgrzeszenia nie odmawiaj, eby go desperacja do ciszych jeszcze grzechw nie przywioda.
Tu ksi zwrci si do pana miecznika i do pani Wojniowiczowej:
 Zostawmy modych, mociwi pastwo, bo nie wypada przy spowiedzi asystowa, a mnie i
moja wiara tego zakazuje.
Po chwili pan Andrzej i Oleka zostali sami.
Serce jej tuko si w piersi jak w gobiu, nad ktrym jastrzb zawisn, a i on by wzruszony.
Opucia go zwyka miao, porywczo i pewno siebie. Przez dugi czas milczeli oboje.
Nareszcie on pierwszy ozwa si niskim, przytumionym gosem:
 Nie spodziewaa si mnie widzie, Oleka?
 Nie  szepna dziewczyna.
 Na Boga! gdyby tu Tatar stan koo ciebie, mniej by bya trwona. Nie bje si! Patrz, ilu tu
ludzi. adna krzywda nie spotka ci ode mnie. A chobymy sami byli, nie miaaby si czego ba,
bom sobie zaprzysig szanowa ci. Mieje ufno we mnie!
Na chwil podniosa oczy i spojrzaa na niego.
 Skd mam mie ufno?
 Prawda, grzeszyem; ale to ju mino i nie powtrzy si wicej... Gdym po owym pojedynku
z Woodyjowskim na ou lea bliski mierci, wtedym sobie powiedzia: nie bdziesz jej bra
przemoc, szabl, ogniem, jeno zacnymi uczynkami na ni zasuysz i przebaczenie wyjednasz!...
To i w niej serce nie z kamienia i zawzito jej przeminie; ujrzy popraw, to wybaczy!... Wicem
sobie zaprzysig popraw i dotrzymam... Zaraz mnie te Bg pobogosawi, bo przyjecha Woodyjowski
i przywiz mi list zapowiedni. Mg go nie da, a da; zacny czowiek! Przez to ju i do
sdw nie potrzebowaem stawa, bom pod hetmask inkwizycj przeszed. Wyspowiadaem si
ksiciu ze wszystkich grzechw jako ojcu; on za nie tylko przebaczy, ale obieca wszystko zaagodzi
i broni mnie od nieyczliwoci ludzkiej. Niech mu Bg bogosawi... Nie bd banitem,
Oleka, z ludmi si pojednam, saw odzyszcz, ojczynie si zasu, krzywdy naprawi... Oleka!
A ty co na to?!... Nie rzekniesze mi dobrego sowa?
I pocz patrze na ni pilnie, i rce skada, jakby si do niej modli.
 Mog ja wierzy?  odrzeka dziewczyna.
 Moesz, jak mi Bg miy, powinna!  odpar Kmicic.  Patrzaj, e w to uwierzyli i ksi
hetman, i pan Woodyjowski. To wszystkie postpki moje im znane, a uwierzyli... Widzisz!...
Czemu by to ty jedna miaa mi nie ufa?
 Bom zy ludzkie widziaa z powodu wapana wylewane... Bom groby widziaa, jeszcze traw
nie porose...
 To i porosn, a one zy sam obetr.
 Naprzd to wapan uczy.
 Daj mi jeno nadziej, e jak uczyni, to i ciebie odzyszcz... Dobrze ci mwi: Naprzd to
uczy... A nu ja uczyni, a ty za innego przez ten czas pjdziesz? Boe ratuj! Boe uchowaj od
takiej rzeczy, bo chybabym oszala. Na imi boskie bagam ci, Oleka, daje mi pewno; e ci
nie utrac, zanim z tamt wasz szlacht do zgody przyjd. Pamitasz? sama m4 to napisaa, a ja
on list chowam i jak mi bardzo na duszy ciko, to go sobie odczytuj. Niczego wicej nie chc,
tylko mi jeszcze powtrz, e czeka bdziesz, e za innego nie pjdziesz!...
 Wapan wiesz, e mi wedle testamentu uczyni tego nie wolno. Jeno do klasztoru mog si
schroni.
 O, to by mnie uczstowaa! Przez Bg ywy, daj sobie pokj z klasztorem, bo mnie mrowie
na sam myl przechodzi. Daje pokj, Oleka, a nie, to ci tu przy wszystkich do ng padn i bd
baga, aby tego nie czynia. Pana Woodyjowskiego odmwia, wiem, bo sam mi o tym powiada.
On to mnie zachca, abym ci dobrymi uczynkami zdoby... Ale na co by si ta zdao, gdyby
miaa do zakonu wstpowa? powiesz mi, e cnot dla cnoty trzeba praktykowa... a ja ci odpowiem,
e miuj ci jak desperat i nie chc o niczym wicej wiedzie. Kiedy wyjechaa z Wodoktw,
ledwiem z oa powsta, juem ci szuka zacz. Stawiaem chorgiew na nogi, kad chwil
miaem zajt, nie miaem czasu strawy zje, nocy przespa, a przeciera szukania nie zaniecha.
Tak ju przyszo na mnie, e mi bez ciebie ani ycia, ani spokoju! Tak si ju uczepio! Nic, tylko
wzdychaniami yem. Dowiedziaem si wreszcie, e u pana miecznika w Billewiczach. To, powiadam
ci, pasowaem si z mylami jakoby z niedwiedziem: jecha, nie jecha?... Alem nie
mia jecha, eby mnie ci nie napojono. Powiedziaem sobie wreszcie: nie uczyniem jeszcze
nic dobrego... nie pojad... A ksi, ojciec mj kochany, ulitowa si nade mn i posa prosi
was do Kiejdan, abym cho oczy swoim kochaniem mg napeni... ile e na wojn ruszamy. Nie
dam, aby jutro zaraz za mnie sza... Ale bogdaj sowo dobre od ciebie usysz, bogdaj si zapewni,
bdzie mi lej... Moja ty duszo jedyna... Nie chc zgin, ale w bitwie kademu si to
moe przytrafi, bo przecie nie bd si za innych chowa... wic mi powinna odpuci, jako si
umierajcemu odpuszcza.
 Niech wapana Bg ochrania i wyprowadzi odpara dziewczyna mikkim gosem, po ktrym
zaraz pozna pan Andrzej, e sowa jego wywary skutek.
 Moje ty zoto szczere! Dzikuj i za to. A nie pjdziesz do klasztoru?
 Jeszcze nie pjd.
 Bodaje ci Bg bogosawi!
I jak na wiosn niegi taj, tak midzy nimi pocza topnie nieufno i czuli si blisi sobie ni
przed chwil. Serca mieli lejsze, w oczach im pojaniao. A przecie ona nic nie obiecaa i on mia
ten rozum, e niczego na razie nie da. Ale czua to sama, e jej nie wolno, e nie godzi si zamyka
mu drogi do poprawy, o ktrej mwi tak szczerze. O jego szczeroci nie wtpia ju ani na
chwil, bo to nie by czowiek, ktry by co udawa umia. Lecz gwny powd, dla ktrego nie
odtrcia go na nowo, dla ktrego zostawia mu nadziej, by ten, e w gbi serca kochaa jeszcze
tego junaka. Mio t przywalia gra goryczy, rozczarowania i boleci, ale mio ya, gotowa
zawsze wierzy i przebacza bez koca.
On lepszy od swoich uczynkw  mylaa dziewczyna  i nie ma ju tych, ktrzy go do wystpkw
popychali; mgby si chyba z desperacji czego znowu dopuci, nieche nie desperuje
nigdy.
I poczciwe serce uradowao si wasnym przebaczeniem. Na jagody Oleki wystpiy rumiece
tak wiee jak ra pod rann ros; oczy miay blask sodki a ywy, i rzekby: jasno bia od nich
na sal. Przechodzili ludzie i dziwili si cudnej parze, bo te takich dwojga panitek trudno byo ze
wiec znale w caej tej sali, w ktrej przecie zebrany by kwiat szlachty i szlachcianek.
Oboje przy tym, jak gdyby si umwili, jednako byli ubrani, gdy i ona miaa sukni ze srebrnej
lamy, spit szafirem, i bkitny z aksamitu weneckiego kontusik. Chyba brat i siostra!  mwili
ci, ktrzy ich nie znali, ale inni zaraz na to czynili uwag: Nie moe by, bo mu si oczy nadto do
niej jarz.
Tymczasem w sali marszaek da zna, e czas do stou siada, i zaraz uczyni si ruch niezwyczajny.
Hrabia Loewenhaupt, cay w koronkach, szed naprzd pod rk z ksin, ktrej powok
paszcza nioso dwch paziw przelicznych; za nim baron Shitte prowadzi pani Hlebowiczow,
tu szed ksidz biskup Parczewski z ksidzem Biaozorem, obaj jakby czym zmartwieni i zaspieni.
Ksi Janusz, ktry w pochodzie ustpowa pierwszestwa gociom, ale za stoem bra obok
ksinej miejsce najwysze, wid pani Korfow, wojewodzin wendesk, bawic ju od tygodnia
w Kiejdanach. I tak sun cay szereg par jako w stubarwny i rozwija si, i mieni. Kmicic
wid Olek, ktra leciuchno wspara rami na jego ramieniu, on za spoglda bokiem na jej delikatn
twarz, szczliwy, jako pochodnia paajcy, najwikszy magnat midzy tymi magnatami, bo
najwikszego skarbu bliski.
Tak idc posuwisto przy dwikach kapeli weszli do sali jadalnej, ktra wygldaa jak cay
gmach osobny. St zastawiony by w podkow, na trzysta osb, i gi si pod srebrem i zotem.
Ksi Janusz, jako cz majestatu krlewskiego w sobie majcy i tylu krlom pokrewny, wzi
obok ksinej miejsce najwysze, a wszyscy przechodzc mimo kaniali si nisko i zasiadali wedle
godnoci.
Lecz widocznie, jak zdawao si obecnym, pamita hetman, e to ostatnia uczta przed straszn
wojn, w ktrej si losy olbrzymich pastw rozstrzygn, bo nie mia w twarzy spokoju. Udawa
umiech i wesoo, a tak wyglda, jakby palia go gorczka. Czasami widoczna chmura osiadaa
mu na gronym czole i siedzcy bliej mogli dostrzec, e czoo to byo gsto kroplami potu okryte;
czasem wzrok jego biega szybko po zebranych twarzach i zatrzymywa si badawczo na obliczach
rnych pukownikw; to znw marszczy nagle lwie brwi, jakby go boleci przeszyway lub jakby
ta czy owa twarz budzia w nim gniew. I dziwna rzecz, e dygnitarze siedzcy obok ksicia, jako:
posowie, ksidz biskup Parczewski, ksidz Biaozr, pan Komorowski, pan Mierzejewski, pan
Hlebowicz, pan wojewoda wendeski i inni, rwnie byli roztargnieni i niespokojni. Dwa ramiona
olbrzymiej podkowy brzmiay ju weso rozmow i zwykym gwarem przy ucztach, szczyt jej
milcza pospnie lub szepta rzadkie sowa, lub zamienia roztargnione i jakoby trwone spojrzenia.
Ale nie byo w tym nic dziwnego, bo niej siedzieli pukownicy i rycerze, ktrym bliska wojna
co najwicej mierci grozia. atwieje polec w wojnie ni dwiga odpowiedzialno za ni na
ramionach. Nie zatroszczy si dusza onierska, gdy odkupiwszy krwi grzechy leci z pola ku niebu
 ten tylko schyla ciko gow, ten rozprawia w duszy z Bogiem i sumieniem, kto w wili dnia
stanowczego nie wie, jaki puchar poda jutro ojczynie do wypicia.
Tak te i tomaczono sobie na niszych kocach niePokj ksicia.
 Zawsze on taki przed kad wojn, e z wasn dusz gada  mwi stary pukownik Stankiewicz
do Zagoby  ale im pospniejszy, tym gorzej dla nieprzyjaci, bo w dzie bitwy bdzie wes
z pewnoci.
 To i lew przed walk pomrukuje  odpar Zagoba  eby w sobie tym wiksz abominacj
przeciw nieprzyjacielowi zbudzi, co za do wielkich wojownikw, kady ma swj obyczaj. Hannibal
podobno koci rzuca, Scipio Africanus rytmy recytowa, pan Koniecpolski, ojciec, o biaogowach
zawsze rozmawia, a ja rad snu przed bitw przez jak godzin zaywam, chocia i od
kielicha z dobrymi przyjaciomi nie stroni.
 Obaczcie, wapanowie, e to i ksidz biskup Parczewski blady jak karta papieru!  rzek Stanisaw
Skrzetuski.
 Bo za kalwiskim stoem siedzi i snadnie co nieczystego w potrawach pokn moe  wyjani
cichym gosem Zagoba.  Do trunkw, powiadaj starzy ludzie, nie ma licho przystpu, i te
wszdy pi moesz, ale jada, a szczeglniej zupy, trzeba si wystrzega. Tak byo i w Krymie za
czasw, gdym tam w niewoli siedzia. Tatarscy muowie, czyli ksia, umieli baranin z czosnkiem
tak przyrzdza, e kto pokosztowa, zaraz od wiary gotw by odstpi i ich szelmowskiego
proroka przyj.
Tu Zagoba zniy gos jeszcze bardziej:
 Nie na kontempt ksiciu panu to mwi, ale radz wapanom jado przeegna, bo strzeonego
Pan Bg strzee.
 Co za wapan mwisz!... Kto si Bogu poleci przed jedzeniem, temu si nic nie stanie; u nas
w Wielkopolsce lutrw i kalwinw co niemiara, ale nie syszaem o tym, eby mieli jado czarowa.
 U was w Wielkopolsce lutrw co niemiara, tote si ze Szwedami zaraz powchali  odrzek
Zagoba  i teraz w komitywie z nimi chodz. Ja bym na miejscu ksicia i tych tam oto posw
psami wyszczu, nie specjaami kiszki im nadziewa. Patrzcie no na tego Loewenhaupta. Tak re,
jakby za miesic mili go na jarmark na postronku za nog uwizanego pogna. Jeszcze dla ony i
dla dzieci w kieszenie bakaliw natka... Zapomniaem, jak si ten drugi zamorek nazywa Bodaje
ci...
 Spytaj, ociec, Michaa  rzek Jan Skrzetuski. Pan Micha siedzia niedaleko, ale nic nie sysza,
nic nie widzia, bo siedzia midzy dwoma pannami; po lewej rce mia pann Elbiet Sielawsk,
godn pann, lat koo czterdziestu, a po prawej Olek Billewiczwn, za ktr siedzia
Kmicic. Panna Elbieta trzsa gow, przybran w pira, nad maym rycerzem i opowiadaa mu
co bardzo ywo, on za spoglda na ni od czasu do czasu osowiaym wzrokiem, odpowiada co
chwila: Tak, mocia panno, jako ywo!, i nie rozumia ani sowa, bo caa jego uwaga bya wanie
po drugiej stronie. Uchem owi szmer sw Oleki, chrzst jej lamowej sukni i wsikami tak z
alu rusza, jakby chcia nimi pann Elbiet odstraszy.
Ej, cudna to dziewczyna!... Ej, gadyszka to! mwi sobie w duszy.  Wejrzyje, Boe, na
moj ndz, bo ju nie masz wikszego sieroty nade mnie. Dusza a piszczy we mnie, eby to mie
swoj niewiast kochan, a co na ktr spojrz, to ju tam inny onierz kwater stoi. Gdzie ja si,
nieszczsny tuacz, podziej?...
 A po wojnie co wapan mylisz czyni?  spytaa nagle panna Elbieta Sielawska zoywszy
buzi w ciup i wachlujc si mocno.
 Do zakonu pj!  odpar opryskliwie may rycerz.
 A kto tam o zakonie przy uczcie wspomina? zawoa wesoo Kmicic przechylajc si przez
Olek.  Hej! to pan Woodyjowski!
 Waci to nie w gowie? A wierz!  rzek pan Micha.
Wtem sodki gos Oleki zabrzmia mu w uszach:
 Bo i wapanu nie trzeba o tym myle. Bg ci da on po sercu, kochan i zacn, jako sam jeste
zacny.
Poczciwy pan Micha zaraz rozczuli si:
 eby mi kto na fletni gra, nie byoby mi mile j sucha!
Gwar coraz wzmagajcy si przy stole przerwa dalsz rozmow, bo te ju i do kielichw przyszo,
Humory oywiay si coraz bardziej. Pukownicy dysputowali o przyszej wojnie, marszczc
brwi i ciskajc ogniste spojrzenia.
Pan Zagoba opowiada na cay st o obleniu Zbaraa, a suchaczom a krew bia na twarze, a
w sercach rs zapa i odwaga. Zdawa si mogo, e duch niemiertelnego Jaremy nadlecia do
tej sali i tchnieniem bohaterskim napeni dusze onierzy.
 To by wdz!  rzek znamienity pukownik Mirski, ktry ca husari radziwiowsk dowo-:
dzi.  Raz go tylko widziaem i w chwili mierci bd jeszcze pamita.
 Jowisz z piorunami w rku!  zakrzykn stary Stankiewicz.  Nie przyszoby do tego, gdyby
y!...
 Ba! przecie on za Romnami lasy rba kaza, by sobie gociniec do nieprzyjaci otworzy.
- Jego to przyczyn staa si berestecka wiktoria.
 I w najciszej chwili Bg go zabra...
 Bg go zabra  powtrzy podniesionym gosem pan Skrzetuski  ale testament po nim zosta
dla przyszych wodzw, dygnitarzy i caej Rzeczypospolitej: oto eby z adnym nieprzyjacielem
nie paktowa, ale wszystkich bi!...
 Nie paktowa! Bi!  powtrzyo kilkanacie silnych gosw.  Bi, bi!
W sali upa sta si wielki i burzy krew w wojownikach, wic poczy pada spojrzenia jak byskawice,
a podgolone by dymiy.
 Nasz ksi, nasz hetman bdzie tego testamentu egzekutorem!  rzek Mirski.
Wtem olbrzymi zegar, umieszczony w chrze sali, pocz bi pnoc, a jednoczenie wstrzsy
si mury zadwiczay aonie szyby i huk wystrzau wiwatowego rozleg si na dziedzicu.
Rozrmowy umilky, nastaa cisza.
Nagle u szczytu stou poczto woa:
Ksidz biskup Parczewski zemdla! Wody!
Uczynio si zamieszanie. Niektrzy zerwali si z siedze, by si lepiej przyjrze, co zaszo. Biskup
nie zemdla, ale osab bardzo, a marszaek podtrzymywa go na krzele za ramiona, podczas
gdy pani wojewodzina wendeska pryskaa mu wod na twarz.
W te j chwili drugi wystrza dziaowy wstrzsn szybami, za nim trzeci, czwarty...
 Vivat Rzeczpospolita! pereant hostes  zakrzykn Zagoba.
Lecz dalsze wystrzay zguszyy jego mow. Szlachta pocza je liczy:
 Dziesi, jedenacie, dwanacie...
Szyby za kadym razem odpowiaday jkiem aosnym. Pomienie wiec chwiay si od wstrznie.
 Trzynacie! czternacie!... Ksidz biskup huku niezwyczajny. Popsu przez swj strach zabaw,
bo i ksi si zatroska. Patrzcie, moci panowie, jaki odty siedzi... Pitnacie, szesnacie...
Hej, wal jakby w bitwie! Dziewitnacie, dwadziecia!
 Cicho tam! ksi chce przemwi!  poczto woa naraz w rnych kocach stou.
 Ksi chce przemwi!
Uciszyo si zupenie i wszystkich oczy zwrciy si na Radziwia, ktry sta, podobny do olbrzyma,
z kielichem w rku. Lecz c za widok uderzy oczy ucztujcych!...
Twarz ksicia bya w tej chwili po prostu straszna, bo nie blada, ale sina i wykrzywiona jak
konwulsj umiechem, ktry ksi usiowa na usta przywoa. Oddech jego, zwykle krtki, sta
si jeszcze krtszy, szeroka pier wzdymaa si pod zotogowiem, a oczy nakry do poowy powiekami
i zgroza jaka bya w tej potnej twarzy, i lodowato, jakie bywaj w krzepncych rysach w
chwili skonu.
 Co jest ksiciu? co tu si dzieje?  szeptano naok niespokojnie.
I zowrogie przeczucie cisno wszystkie serca; trwoliwe oczekiwanie osiado na obliczach.
On tymczasem mwi pocz krtkim, przerywanym przez astm gosem:
 Moci panowie!... Wielu spomidzy was... zdziwi... albo zgoa przestraszy ten toast... ale... kto
mi ufa i wierzy... kto prawdziwie chce dobra ojczyzny... kto wiernym mojego domu przyjacielem...
ten go wzniesie ochotnie... i powtrzy za mn:
 Vivat Carolus Gustavus rex... od dzi... od dzi dnia askawie nam panujcy!
 Vivat!  powtrzyli dwaj posowie Loewenhaupt i Shitte oraz kilkunastu oficerw cudzoziemskiego
autoramentu.
Lecz w sali zapanowao guche milczenie. Pukownicy i szlachta spogldali na siebie przeraonym
wzrokiem, jakby pytajc si wzajem, czy ksi zmysw nie utraci. Kilka gosw ozwao si
wreszcie w rnych miejscach stou:
 Czy my dobrze syszym? Co to jest? Potem znw nastaa cisza.
Zgroza niewypowiedziana w poczeniu ze zdumieniem odbia si na twarzach i oczy wszystkich
znw zwrciy si na Radziwia, a on sta cigle i oddycha gboko, rzekby: niezmierny
jaki ciar zrzuci z piersi. Barwa wracaa mu z wolna na twarz; nastpnie zwrci si do pana
Komorowskiego i rzek:
 Czas promulgowa ugod, ktrmy dzi podpisali, aby ichmociowie wiedzieli, czego si
maj trzyma. Czytaj wasza mio!
Komorowski wsta, rozwin lecy przed sob pergamin i pocz czyta straszn ugod rozpoczynajc
si od sw:
Nie mogc lepiej i dogodniej postpi w najburzliwszym teraniejszym rzeczy stanie, po utraceniu
wszelkiej nadziei na pomoc najjaniejszego krla, my, panowie i stany Wielkiego Ksistwa
Litewskiego, koniecznoci zmuszeni, poddajemy si pod protekcj najjaniejszego krla szwedzkiego
na tych warunkach:
1) cznie wojowa przeciw wsplnym nieprzyjacioom, wyjwszy krla i Koron Polsk.
2) Wielkie Ksistwo Litewskie nie bdzie do Szwecji wcielone, lecz z ni takim sposobem poczone,
jak dotd z Koron Polsk, to jest, aby nard narodowi, senat senatowi, a rycerstwo rycerstwu
we wszystkim byo rwne.
3) Wolno gosu na sejmach nikomu nie ma by bronion.
4) Wolno religii ma by nienaruszona...
I tak dalej czyta pan Komorowski wrd ciszy i zgrozy, a gdy doszed do ustpu: ...Akt w
stwierdzamy podpisami naszymi za nas i potomkw naszych, przyrzekamy i warujemy  szmer
uczyni si w sali, jakby pierwsze tchnienie burzy wstrzsno borem. Lecz nim burza wybucha,
siwy jak gob pukownik Stankiewicz zabra gos i pocz baga:
 Moci ksi! Uszom wasnym wierzy nie chcerny! Na rany Chrystusa! take to ma pj
wniwecz dzieo Wadysawowe i Zygmunta Augusta? Zali mona, zali godzi si braci odstpowa,
ojczyzny odstpowa i z nieprzyjacielem uni zawiera? Moci ksi, wspomnij na imi, ktre
nosisz, na zasugi, ktre ojczynie oddae, na saw niepokalan dotd rodu twego i zedrzyj, i podepcz
ten dokument haniebny! Wiem, e nie w swoim imieniu tylko prosz; ale w imieniu wszystkich
tu obecnych wojskowych i szlachty. To i nam prawo suy o losie naszym stanowi. Moci
ksi! nie czy tego, czas jeszcze!... Zmiuj si rad sob, zmiuj si nad nami, zmiuj si nad Rzeczpospolit!
 Nie czy tego! Zmiuj si, zmiuj!  ozway si setne gosy.
I wszyscy pukownicy zerwali si z miejsc swoich, i szli ku niemu, a sdziwy Stankiewicz klkn
na rodku sali, midzy dwoma ramionami stou, i coraz potniej brzmiao naokoo:
 Nie czy tego! Zmiuj si nad nami!
Radziwi podnis swoj potn gow i byskawice gniewu poczy przelatywa mu po czole;
nagle wybuchn:
 Waszmociome to przystoi pierwszym dawa przykad niekarnoci? Wojskowyme to przystoi
wodza, hetmana odstpowa i protestacj zanosi? Wy to chcecie by moim sumieniem? Wy
chcecie uczy mnie, jak dla dobra ojczyzny postpi naley? Nie sejmik to i nie na wota was tu
wezwano, a przed Bogiem ja bior odpowiedzialno!
I doni uderzy si w pier szerok pogldajc iskrzcym wzrokiem na onierzy, a po chwili
zakrzykn:
 Kto nie ze mn, ten przeciw mnie! Znaem was, wiedziaem, co bdzie!... A wy wiedzcie, e
miecz wisi nad waszymi gowami!...
 Moci ksi! hetmanie nasz!  baga stary Stankiewicz  zmiuj si nad sob i nad nami!
Lecz dalsze jego sowa przerwa Stanisaw Skrzetuski, ktry, porwawszy si obu rkoma za
wosy, pocz woa rozpaczliwym gosem:
 Nie bagajcie go, to na nic! On tego smoka od dawna w sercu hodowa!... Biada ci, Rzeczpospolito!
Biada nam wszystkim!
 Dwch dygnitarzy na dwch kracach Rzeczypospolitej zaprzedaje ojczyzn!  ozwa si Jan..
Przeklestwo temu domowi, haba i gniew boy!
Syszc to pan Zagoba otrzsn si ze zdumienia i wybuchn:
 Pytajcie si go, jakie korupcje wzi od Szweda? Ile mu wyliczono? Co mu jeszcze obiecano?
Moci panowie, oto Judasz Iskariota! Bodaje kona w rozpaczy! bodaj rd twj wygas! bodaj
diabe dusz z ciebie wywlk... zdrajco! zdrajco! po trzykro zdrajco!
Wtem Stankiewicz w uniesieniu rozpaczy wycign pukownikowsk buaw zza pasa i cisn
j z trzaskiem do ng ksicia. Drugi cisn Mirski, trzeci Jzefowicz, czwarty Hoszczyc, pity, blady
jak trup pan Woodyjowski, szsty Oskierko  i toczyy si po pododze buawy, a jednoczenie
w tej lwiej jaskini, lwu do oczu, coraz wicej ust powtarzao straszliwy wyraz:
 Zdrajca!... zdrajca!...
Wszystka krew napyna do gowy dumnemu magnatowi; zsinia, rzekby: za chwil zwali si
trupem pod st.
 Ganchof i Kmicic do mnie!.  rykn straszliwym gosem.
W tej chwili czworo podwoi wiodcych do sali rozwaro si naraz z oskotem i oddziay szkockiej
piechoty wkroczyy grone, milczce, z muszkietami w rku. Od gwnych drzwi wid je
Ganchof.
 Stj!  krzykn ksi.
Po czym zwrci si do pukownikw:
 Kto za mn, niech przejdzie na praw stron sli!
 Ja onierz, hetmanowi su!... Bg niech mnie sdzi!...  rzek Charamp przechodzc na
praw stron.
 I ja!  doda Mieleszko.  Nie mj bdzie grzech!
 Protestowaem jako obywatel, jako onierz sucha musz  doda trzeci, Niewiarowski, ktry
chocia poprzednio buaw rzuci, teraz widocznie ulk si Radziwia.
Za nimi przeszo kilku innych i spora wizka szlachty; lecz Mirski, najwyszy godnoci, i
Stankiewicz, najstarszy wiekiem, i Hoszczyc, i Woodyjowski, i Oskierko pozostali na miejscu, a z
nimi dwch Skrzetuskich, pan Zagoba i ogromna wikszo tak towarzyszw rozmaitych powanych
i lekkich chorgwi, jak i szlachty.
Szkocka piechota otoczya ich murem.
Kmicic od pierwszej chwili, w ktrej ksi wznis toast na cze Karola Gustawa, zerwa si
wraz ze wszystkimi z miejsca, oczy postawi w sup i sta jak skamieniay, powtarzajc zbladymi
wargami:
 Boe!... Boe!... Boe!... com ja uczyni?...
Wtem gos cichy, ale dla jego ucha wyrany, zaszepta blisko:
 Panie Andrzeju!...
On chwyci si nagle rkoma za wosy:
 Przekltym na wieki!... Bogdaj mnie ziemia poara!...
Na twarz Billewiczwny wystpiy pomienie, a oczy jak gwiazdy jasne utkwia w Kmicicu:
 Haba tym, ktrzy przy hetmanie staj!... Wybieraj!... Boe wszechmogcy!... Co wapan
czynisz?!... Wybieraj!...
 Jezu! Jezu!  zakrzykn Kmicic.
Tymczasem sala rozlega si okrzykami, inni wanie rzucali buawy pod nogi ksicia, ale Kmicic
nie przyczy si do nich; nie ruszy si i wwczas, gdy ksi zakrzykn: Ganchof i Kmicic
do mnie! ani gdy piechota szkocka wesza ju do sali  i sta targany boleci i rozpacz, z obkanym
wzrokiem, z zsiniaymi usty.
Nagle zwrci si do Billewiczwny i wycign do niej rce:
 Oleka!... Oleka!...  powtrzy z jkiem aosnym, jak dziecko, ktre krzywda spotyka.
Lecz ona cofna si ze wstrtem w twarzy i zgroz.  Precz... zdrajco!  odpowiedziaa dobitnie.
W tej chwili Ganchof skomenderowa: Naprzd!  i oddzia Szkotw otaczajcy winiw ruszy
ku drzwiom.
Kmicic pocz i za nimi jak nieprzytomny, nie wiedzc, dokd i po co idzie.
Uczta bya skoczona...
ROZDZIA XIV
Tej samej jeszcze nocy ksi dugo naradza si z panem Korfem, wojewod wendeskim, i z
posami szwedzkimi. Rezultat ogoszenia umowy zawid jego oczekiwania i odsoni mu gron
przyszo. Umylnie chcia ksi, by promulgacja nastpia w czasie uczty, gdy umysy s podniecone,
ochocze i do wszelkiej zgody skonne. Spodziewa si w kadym .razie oporu, ale liczy i
na stronnikw, tymczasem energia protestu przesza jego oczekiwania. Prcz kilkudziesiciu
szlachty kalwinw i garci oficerw obcego pochodzenia, ktrzy, jako cudzoziemcy, nie mogli
mie w tej sprawie gosu  wszyscy owiadczyli si przeciw ukadowi z Karolem Gustawem, a
raczej z feldmarszakiem jego i szwagrem, Pontusem de la Gardie, zawartemu.
Ksi kaza wprawdzie aresztowa oporn starszyzn wojskow, ale c z tego? Co na to rzekn
chorgwie komputowe?... Czy si o swoich pukownikw nie upomn? Czy si nie zbuntuj i
nie bd chciay si ich odbi?
A w takim razie c zostanie dumnemu ksiciu prcz kilku regimentw dragoskich i cudzoziemskiej
piechoty?
Potem... pozostaje jeszcze cay kraj, wszystka zbrojna szlachta  i Sapieha, wojewoda witebski,
grony przeciwnik radziwiowskiego domu, gotw na wojn z caym wiatem w imi caoci Rzeczypospolitej.
Owi pukownicy, ktrym nie mona przecie szyi poucina, owe chorgwie polskie,
pjd do niego i Sapieha stanie na czele wszystkich si kraju, a ksi Radziwi ujrzy si bez wojska,
bez stronnikw, bez znaczenia... C wwczas si stanie?...
Byy to pytania straszne, bo i pooenie byo straszne. Ksi rozumia dobrze, e wwczas i
umowa, nad ktr w skrytoci tyle pracowa, si rzeczy straci wszelkie znaczenie, a wwczas i
Szwedzi lekcewaygo bd albo nawet mci si za doznany zawd, Wszake odda im swe Bire
w zakad wiernoci, ale przez to tym wicej si osabi.
Karol Gustaw gotw by sypa obu rkoma nagrody i zaszczyty dla potnego Radziwia  sabym
i opuszczonym od wszystkich wzgardzi. A jeli odmienna szczcia kolej zele zwycistwo
Janowi Kazimierzowi, wwczas ostatnia zguba nastanie dla tego pana, ktry dzi jeszcze rano nie
mia rwnego sobie w caej Rzeczypospolitej.
Po odjedzie posw i wojewody wendeskiego ksi chwyci brzemienne troskami czoa w
obie donie i pocz chodzi szybkimi krokami po komnacie... Z zewntrz dochodziy gosy wartownikw
szkockich i turkot odjedajcych kolasek szlacheckich. Odjeday tak szybko jako i
pospiesznie, jakby zaraza pada na wspaniay kiejdaski zamek. Straszliwy niepokj targa dusz
Radziwia.
Zdawao mu si chwilami, e prcz niego jest jeszcze kto i chodzi za nim, i szepce mu do ucha:
Opuszczenie, ubstwo, a do tego haba... Wszake on, wojewoda wileski i hetman wielki, ju
by zdeptany i upokorzony! Kto by przypuszcza wczoraj, e w caej Koronie i Litwie, ba! w caym
wiecie, znajdzie si czowiek, ktry by mia zakrzykn mu do oczu: Zdrajca! A przecie on
tego wysucha i yw dotd, i ci, ktrzy w wyraz wymwili, ywi take. Moe, gdyby wszed do
owej sali, w ktrej odbywaa si uczta, usyszaby jeszcze, jak echo wrd gzymsw i pod sklepieniami
powtarza: Zdrajca! zdrajca!
I gniew szalony, wcieky chwyta chwilami za pier oligarchy. Nozdrza jego rozdymay si,
oczy ciskay byskawice, yy wystpoway na czole. Kto tu mie stawia opr jego woli?... Rozszalaa
myl stawiaa mu przed oczy obraz kar i mk dla buntownikw, ktrzy omielili si nie i
jak pies za jego nogami. I widzia krew ich ciekajc z katowskich toporw, sysza chrupot koci,
amanych kaem, i kpa si, i lubowa, i nasyca krwawymi widziadami.
Lecz gdy trzewiejsza rozwaga przypomniaa mu, e za tymi buntownikami stoi wojsko, e nie
mona bezkarnie bw im poskrca, wwczas niepokj nieznony, piekielny wraca i napenia
jego dusz, a kto znw poczyna szepta mu do ucha:
Opuszczenie, ubstwo, sd i haba...
Jake to? Wic Radziwiowi nawet nie wolno stanowi o losie kraju? utrzyma go przy Janie
Kazimierzu lub da Karolowi Gustawowi? da, przekaza, darowa, komu zechce?
Magnat spojrza ze zdumieniem przed siebie.
Wic c s Radziwiowie? wic czyme byli wczoraj? co mawiono powszechnie na Litwie?...
Zali to w czystko byo zudzeniem? Zali przy hetmanie wielkim nie stanie ksi Bogusaw ze
swoimi pukami, za nim wuj elektor brandenburski, a za wszystkimi trzema Karol Gustaw, krl
szwedzki, z ca zwycisk potg, przed ktr niedawno jeszcze dray Niemcy jak dugie i szerokie?
To i ta Rzeczpospolita Polska wyciga ku nowemu panu rce, i ona poddaje si na sam
wie o zblianiu si pnocnego lwa. Kt stawi opr tej sile niepohamowanej?
Z jednej strony krl szwedzki, elektor brandenburski, Radziwiowie, w potrzebie i Chmielnicki
z ca Potg, i hospodar wooski, i Rakoczy siedmiogrodzki; p niemal Europy!  z drugiej pan
wojewoda witebski z panem Mirskim, z panem Stankiewiczem, z ow trjk szlachty przybyej
spod ukowa i z kilku zbuntowanymi chorgwiami!... Co to jest?  arty? krotofila?...
Tu nagle ksi zacz si mia gono:
 Przez Lucypera i cay sejm piekielny, chybam oszala!... Niech i wszyscy pjd do wojewody
witebskiego!
Po chwili jednak twarz jego zaspia si znowu:
 Ci potni tylko potnych do spki przypuszcz, Radziwi rzucajcy Litw pod szwedzkie
nogi bdzie podany... Radziwi wzywajcy pomocy przeciw Litwie bdzie lekcewaony.
Co czyni?
Oficerowie cudzoziemscy wytrwaj przy nim, ale siy ich niedostateczne, i jeli polskie chorgwie
przejd do wojewody witebskiego, wtedy on bdzie mia losy kraju w rku. Zreszt kady z
tych oficerw speni wprawdzie rozkazy, ale nie polubi sprawy radziwiowskiej ca dusz, nie
odda si jej z zapaem, nie tylko jako onierz, lecz jako stronnik.
Tu koniecznie trzeba mie nie cudzoziemcw, ale ludzi swoich, ktrzy by mogli pocign innych
nazwiskiem, mstwem, saw, zuchwaym przykadem, gotowoci na wszystko... Trzeba
mie w kraju stronnikw, choby dla pozoru.
Kt za z tych swoich opowiedzia si przy ksiciu? Charamp, stary, zuyty onierz, dobry do
suby i do niczego wicej; Niewiarowski, nie lubiany w wojsku i bez wpywu; za nimi kilku innych
mniejszego jeszcze znaczenia. Nikt z innych, nikt z takich, za ktrym by poszo wojsko, nikt z
takich, ktry by mg by propagatorem sprawy.
Pozostawa Kmicic, mody, przedsbiorczy, zuchway, okryty wielk saw rycersk, noszcy
znamienite nazwisko, stojcy na czele potnej chorgwi, czci wasnym kosztem wystawionej,
czowiek jakby stworzony na wodza wszystkich zuchwaych i niespokojnych duchw na Litwie, a
przy tym peen zapau. Gdyby on chwyci si sprawy radziwiowskiej, to chwyciby si jej z wiar,
jak daje modo, szedby za swym hetmanem na lepo i apostoowaby w jego imieniu, a taki
aposto znaczy wicej ni cae puki, ni cae regimenty cudzoziemcw. Sw wiar potrafiby wla
w serca modego rycerstwa, pocign je za sob i wypeni ludmi radziwiowski obz.
Lecz i on zawaha si widocznie. Nie rzuci wprawdzie swej buawy pod nogi hetmana, ale nie
stan przy nim w pierwszej chwili.
Na nikogo nie mona liczy, nikogo nie mona by pewnym  pomyla pospnie ksi. 
Wszyscy oni przejd do wojewody witebskiego i nikt nie zechce si ze mn podzieli...
 Hab!  poszepno sumienie.
 Litw!  odpowiedziaa z drugiej strony pycha. W komnacie pociemniao, bo na knotach wiec
osiady grzyby, jeno przez okna wpywao srebrne wiato ksiyca. Radziwi wpatrzy si w te
blaski i zamyli si gboko.
Z wolna poczo si co mci w tych blaskach, wstaway jakie postacie i coraz ich byo wicej,
a w kocu ujrza ksi jakoby wojska idce ku sobie z grnych szlakw szerok ksiycow
drog. Id puki pancerne, husarskie i lekkie petyhorskie, las chorgwi pynie nad nimi, a na czele
jedzie jaki czowiek bez hemu na gowie, widocznie triumfator wracajcy po wojnie zwyciskiej.
Cisza naokoo, a ksi syszy wyranie gos wojska i ludu: Vivat defensor patriae! vivat defensor
patriae! Wojska zbliaj si coraz wicej; ju twarz wodza mona rozpozna. Buaw trzyma w
rku; z liczby buczukw mona pozna, e to hetman wielki.
 W imi Ojca i Syna!  woa ksi  to Sapieha, to wojewoda witebski! A gdzie ja jestem? i
co mnie przeznaczono?
 Hab!  szepce sumienie.  Litw!  odpowiada pycha.
Ksi zaklasn w donie; czuwajcy w przylegej komnacie Harasimowicz ukaza si natychmiast
we drzwiach i zgi si we dwoje.
 wiata!  rzek ksi.
Harasimowicz poobjania knoty od wiec, po czym wyszed i po chwili wrci ze wiecznikiem
w rku.
 Wasza ksica mo!  rzek  czas na spoczynek, ju drugie kury piay!
 Nie chc!  rzek ksi.  Zdrzemnem si i zmora mnie dusia. Co tam nowego?
 Jaki szlachcic przywiz list z Niewiea od ksicia krajczego, ale nie miaem wchodzi nie
przyzwany.
 Dawaj co prdzej list!
Harasimowicz poda zapiecztowane pismo, ksi otworzy i pocz czyta, co nastpuje:
Niech Wasz Ksic Mo Bg broni i powstrzyma od takowych zamysw, ktre wieczn
hab i zniszczenie domowi naszemu przynie mog. Za sam takowy zamiar nie o panowaniu, ale
 wosiennicy myle. Mnie te wielko naszego domu na sercu ley, a najlepszy dowd w staraniach,
jakie w Wiedniu czyniem, abymy suffragia w sejmach Rzeszy mie mogli. Ale ojczyzny
ani. pana swojego za adne nagrody i potg ziemsk nie zdradz, abym za po takiej siejbie niwa
haby za ycia i potpienia po mierci nie zebra. Wejrzyj Wasza Ks. Mo na zasugi przodkw i
na saw niepokalan i opamitaj si, na miosierdzie boskie, pki czas po temu suy. Nieprzyjaciel
oblega mnie w Niewieu i nie wiem, zali to pismo dojdzie rk Waszej Ks. Moci; ale chocia
kada chwila zgub mi grozi, nie o ocalenie Boga prosz, jeno aby Wasz Ks. Mo od tych zamysw
powstrzyma i na drog cnoty naprowadzi. Choby si ju co zego uczynio, jeszcze recedere
wolno i prdk popraw zgadzi grzechy potrzeba. A ode mnie nie spodziewajcie si pomocy, bo
to z' gry owiadczam, e bez wzgldu na zwizek krwi ja siy swoje z panem podskarbim i z wojewod
witebskim pocz i or mj sto razy prdzej przeciw Waszej Ks. Moci zwrc, zanimbym
do tej haniebnej zdrady mia dobrowolnie przyoy rki. Bogu Wasz Ksic Mo polecam.
Micha Kazimierz Radziwi,
Ksi na Niewieu i Oyce,
Krajczy W. Ks. Litewskiego.
Hetman skoczywszy list opuci go na kolana i pocz kiwa gow z bolesnym na twarzy
umiechem.
-. I ten mnie opuszcza, wasna krew mnie si wypiera za to, em chcia dom nasz nie znanym
dotd blaskiem przyozdobi!... Ha! trudno! Pozostaje Bogusaw, i ten mnie nie opuci... Z nami
elektor i Carolus Gustavus, a kto nie chce sia, ten i zbiera nie bdzie...
 Haby!  szepno sumienie.
 Wasza ksica mo raczy da odpowied?  pyta Harasimowicz.
 Nie bdzie odpowiedzi.
 Mog odej i pokojowych przysa?
 Czekaj... Czy warty pilno rozstawione?
 Tak jest.
 Ordynanse do chorgwi rozesane?
 Tak jest.
 Co robi Kmicic?
 bem o cian bi i krzycza o potpieniu. Wi si jak piskorz. Chcia ucieka za Billewiczami,
warty go nie puciy. Porwa si do szabli, musiano go zwiza. Teraz ley spokojnie.
 Miecznik rosieski wyjecha?
 Nie byo rozkazu, eby go wstrzyma.
 Zapomniaem!  rzek ksi.  Otwrz okna, bo duszno i astma mnie dusi. Charampowi powiedz,
eby do Upity po chorgiew rusza i zaraz j tu sprowadzi. Pienidzy mu da, niech pierwsz
wier ludziom zapaci i podochoci im pozwoli... Powiedz mu, e Dydkiemie w doywocie po
Woodyjowskim wemie. Astma mnie dusi... Czekaj!
 Wedle rozkazu waszej ksicej moci.
 Co robi Kmicic?
 Jako rzekem waszej ksicej moci, ley spokojnie.
 Prawda! mwie... Ka go tu przysa. Potrzebuj z nim mwi. Wizy ka mu zdj.
 Wasza ksica mo, to czowiek szalony...
 Nie bj si, ruszaj!
Harasimowicz wyszed; ksi za wyj z weneckiego biurka pudeko z pistoletami, otworzy je
i pooy sobie pod rk, na stole, przy ktrym usiad.
Po kwadransie czasu wszed Kmicic wprowadzony przez czterech trabantw szkockich. Ksi
kaza odejS onierzom. Zostali sam na sam.
Zdawao si, e nie ma ani jednej kropli krwi w twarzy junaka, tak bya blada; oczy tylko wieciy
mu gorczkowo, ale zreszt by spokojny, zrezygno wany, lubo zdawa si by pogrony w
bezgranicznej rozpaczy.
Przez chwil milczeli obaj. Przemwi pierwszy ksi:
 Przysige na krucyfiksie, e nie opucisz mnie!  Potpiony bd, gdy tej przysigi nie dotrzymam;
potpiony bd, gdy jej dotrzymam!  rzek Kmicic.  Wszystko mi jedno!
 Chobym ci do zego prowadzi, nie ty bdziesz odpowiada.
 Przed miesicem groziy mi sdy i kary za zabjstwa... dzi wydaje mi si, em wonczas by
niewinny jak dziecko!
 Nim wyjdziesz z tej komnaty, bdziesz si czu rozgrzeszony ze wszystkich swych win dawniejszych
 rzek ksi.
Nagle zmieniwszy ton spyta z pewn poufa dobrodusznoci:
 Co te sdzisz, co ja powinienem by uczyni wobec dwch nieprzyjaci, stokro potniejszych,
przeciwko ktrym obroni tego kraju nie mogem?
 Zgin!  odpowiedzia szorstko Kmicic.
 Zazdroci wam, onierzom, ktrym wolno tak atwo zrzuci gniotce brzemi. Zgin! Kto
mierci w oczy patrzy i nie boi si jej, temu nic prostszego w wiecie. Was gowa nie boli o to i
adnemu na myl nie przyjdzie, e gdybym ja teraz wojn zaciek roznieci i nie zawarszy ukadu
zgin, tedyby mie na kamieniu z tego kraju nie pozosta. Nie daj Bg, aby si to stao, bo i w niebie
nie znalazaby dusza moja spoczynku. O, terque quaterque beati, ktrzy moecie zgin!... Zali
to mylisz, e i mnie ywot ju nie ciy, em niegodny wiekuistego snu i odpocznienia? Ale trzeba
kielich ci i goryczy wychyli do dna. Trzeba ratowa ten nieszczliwy kraj i dla jego ratunku
pod nowym ugi si ciarem. Niech zazdroni posdzaj mnie o pych, niech mwi, e ojczyzn
zdradzam dlatego, aby siebie wynie  Bg mnie widzi, Bg sdzi, czy pragn tego wyniesienia
i czybym si nie zrzek, gdyby inaczej by mogo... Znajdcie wy, ktrzy mnie odstpujecie,
rodek ratunku; wskacie drog wy, ktrzycie mnie zdrajc mianowali, a dzi jeszcze podr
ten dokument i wszystkie chorgwie ze snu rozbudz, aby na nieprzyjaciela ruszy.
Kmicic milcza.
 No! czemu milczysz?  zawoa podniesionym gosem Radziwi  czyni ci na moim miejscu
hetmanem wielkim i wojewod wileskim, a ty nie gi, bo to nie sztuka, ale ratuj kraj: bro
wojewdztw zajtych, pomcij popioy Wilna, bro mudzi przeciw szwedzkiemu najciu, ba!
bro caej Rzeczypospolitej, wye z granic wszystkich nieprzyjaci!... Porwij si samotrze na
tysice i nie gi!... i nie gi, bo ci nie wolno, ale ratuj kraj!...
 Nie jestem hetmanem i wojewod wileskim odpar Kmicic  i co do mnie nie naley, to nie
moja gowa... Ale jeli chodzi o to, by si porwa samotrze na tysice, to si porw!
 Suchaj tedy, onierzu: skoro nie twoja gowa ma ratowa kraj, to zostaw to mojej i ufaj!
 Nie mog!  rzek ze cinitymi zbami Kmicic.
Radziwi potrzsn gow:
 Nie liczyem na tamtych, spodziewaem si tego, co si stao, alem si na tobie zawid. Nie
przerywaj i suchaj... Postawiem ci na nogi, uwolniem od sdu i od kary, przygarnem do serca
jak syna. Czy wiesz dlaczego? Bom myla, e masz dusz mia, do wielkich przedsiwzi gotow.
Potrzebowaem takich ludzi, tego nie ukrywam. Nie byo koo mnie nikogo, kto by mia w
soce spojrze nieulkym okiem... ,Byli ludzie maego ducha i maej fantazji. Takim nie ukazuj
nigdy innej drogi, jak ta, po ktrej oni sami i ich ojcowie chodzi zwykli, bo ci zakracz, e ich na
manowce prowadzisz. A przecie gdzie, jeeli nie do przepaci, doszlimy wszyscy owymi starymi
drogami? Co si dzieje z t Rzeczpospolit, ktra niegdy wiatu przegraa moga?
Tu ksi gow wzi w rce i powtrzy po trzykro:
 Boe! Boe! Boe!...
Po chwili tak mwi dalej:
 Nadeszy czasy gniewu boego, czasy takich klsk i takiego upadku, e zwykymi sposoby ju
nam si nie podnie z tej choroby, a gdy ja chc uy nowych, jedynie salutem przynie mogcych,
tedy mnie opuszczaj nawet ci, na ktrych gotowo liczyem, ktrzy powinni mi byli ufa,
ktrzy mi ufno na krucyfiksie zaprzysigli.:. Przez krew i rany Chrystusa! Zali ty mylisz, e ja
na wieki poddaem si pod protekcj Karola Gustawa, e ja ten kraj naprawd myl ze Szwecj
poczy, e ten ukad, za ktry zdrajc mnie okrzyknito, duej jak rok trwa bdzie?... Czego to
spogldasz zdumionymi oczyma?... Wicej si jeszcze zdumiejesz, gdy wszystkiego wysuchasz...
Wicej si przerazisz, bo tu stanie si co takiego, czego nikt si nie domyla, nikt nie przypuszcza,
czego umys zwyczajnego czeka obj nie zdoa. Ale mwi ci, nie dryj, bo w tym zbawienie
tego kraju, nie cofaj si, bo gdy nikogo nie znajd do pomocy, tedy moe zgin, ale ze mn zginie
Rzeczpospolita i wy wszyscy  na wieki! Ja jeden uratowa j mog, ale na to musz zgnie i
zdepta wszystkie przeszkody. Biada temu, kto mi si oprze, bo sam Bg go przeze mnie zetrze,
czy to bdzie pan wojewoda witebski, czy pan podskarbi Gosiewski, czy wojsko, czy szlachta
oporna. Chc ratowa ojczyzn, i wszystkie drogi, wszystkie sposoby do tego mi dobre... Rzym w
chwilach klski mianowa dyktatorw  takiej, ba! wikszej, trwalszej wadzy mi potrzeba... Nie
pycha mnie do niej cignie kto si czuje na siach, niech j za mnie bierze! Ale gdy nie ma nikogo,
ja j wezm, chyba mi te mury pierwej upadn na gow!...
To rzekszy ksi wycign obie rce do gry, jakby naprawd chcia podeprze walce si
sklepienie i byo w nim co tak olbrzymiego, e Kmicic otworzy szeroko oczy i patrzy na, jakby
go nigdy dotd nie widzia  a na koniec spyta zmienionym i gosem:
 Dokd wasza ksica mo dysz?... Czego chcesz?...
 Chc... korony!  zakrzykn Radziwi.
 Jezus Maria!...
Nastaa chwila guchej ciszy -jeno puszczyk na wiey zamkowej pocz si mia przeraliwie.
 Suchaj  rzek ksi  czas powiedzie ci wszystko... Rzeczpospolita ginie... i zgin musi.
Nie masz dla niej na ziemi ratunku. Chodzi o to, by naprzd ten kraj, t nasz ojczyzn blisz,
ocali z rozbicia... a potem... potem wszystko odrodzi z popiow, jako si feniks odradza... Ja to
uczyni... i t koron, ktrej chc, wo jako ciar na gow, by z onej wielkiej mogiy ywot
nowy wyprowadzi... Nie dryj! ziemia si nie rozpada, wszystko stoi na dawnym miejscu, jeno
czasy nowe przychodz... Oddaem ten kraj Szwedom, aby ich orem drugiego nieprzyjaciela pohamowa,
wyen go z granic, odzyska, co stracone, i w jego wasnej stolicy mieczem traktat
wymusi... Syszysz ty mnie? Ale w onej skalistej, godnej Szwecji nie masz do ludzi, do si,
do szabel, aby t niezmiern Rzeczpospolit zagarn. Mog zwyciy raz i drugi nasze wojsko;
utrzyma nas w posuszestwie nie zdoaj... Gdyby kadym dziesiciu ludziom tutejszym doda
za stranika jednego Szweda, jeszcze by dla wielu dziesitkw stranikw nie stao... I Karol Gustaw
wie o tym dobrze, i nie chce, i nie moe zagarn caej Rzeczy pospolitej... Zajmie Prusy
Krlewskie, cz Wielkopolski co najwicej  i tym si bdzie kontentowa. Ale aby owymi nabytkami
mg na przysze czasy bezpiecznie wadn, musi sojusz Korony z nami rozerwa, bo
inaczej nie osiedziaby si w tamtych prowincjach. C si wic stanie z tym krajem? Komu go
oddadz? Oto, jeli ja odrzuc t koron, ktr mi Bg i fortuna na gow kad, tedy oddadz go
temu, kto go w tej chwili istotnie opanowa... Lecz Karol Gustaw nierad tego czyni, by ssiedzkiej
potgi zbytnio nie utuczy i gronego sobie nieprzyjaciela nie stworzy. Chyba, e ja koron odrzuc,
wwczas musi tak by ... Zali wic mam prawo j odrzuca? Zali mog pozwoli, aby stao
si to, co ostatni zgub grozi? Po raz dziesity i setny pytam: gdzie inny rodek ratunku? Niech si
wic dzieje wola boa! Bior ten ciar na ramiona. Szwedzi s za mn, elektor, nasz krewny, pomoc
przyrzeka. Uwolni kraj od wojny! Od zwycistw i rozszerzenia 'granic rozpoczn panowanie
domu mego. Zakwitnie spokj i pomylno, ogie nie bdzie pali wsi i miast. Tak bdzie i tak
by musi... Tak mi dopom Bg i wity Krzy bo czuj w sobie si i moc z nieba mi dan, bo
chc szczcia tej krainy, bo nie tu jeszcze koniec moich zamysw... I na te wiata niebieskie
przysigam, na te drgajce gwiazdy, e niech jeno si i zdrowia mi starczy, a cay ten gmach walcy
si dzisiaj odbuduj na nowo i potniejszym ni dotd go uczyni.
Ogie bi ze renic i oczu ksicia i ca jego posta otacza jaki blask niezwyky.
 Wasza ksica mo!  zakrzykn Kmicic umys obj tego nie moe, gowa pka, oczy boj
si patrzy przed siebie!
 Potem  mwi dalej Radziwi, jakby idc za dalszym biegiem wasnych myli  potem... Jana
Kazimierza nie pozbawi Szwedzi pastwa ni panowania, ale go w Mazowszu i Maopolsce zostawi.
Bg mu nie da potomstwa. Potem przyjdzie elekcja... Kog na tron wybior, jeli chc dalszy
sojusz z Litw utrzyma? Kiedy to tamta Korona dosza do potgi i zgniota moc krzyack?
Oto gdy na jej tronie zasiad Wadysaw Jagieo. I teraz tak bdzie... Polacy nie mog kogo innego
na tron powoa, jeno tego, kto tu bdzie panowa. Nie mog i nie uczyni tego, bo zgin, bo im
midzy Niemcami i Turczynem powietrza w piersi nie stanie, gdy i tak rak kozacki pier t toczy!
Nie mog! lepy, kto tego nie widzi; gupi, kto tego nie rozumie! A wwczas obie krainy znowu
si pocz i zlej si w jedn potg w domu moim! Wwczas obaczym, czy oni krlikowie skandynawscy
ostoj si przy dzisiejszych pruskich i wielkopolskich nabytkach. Wwczas powiem im:
quos ego!, i t stop wychude ebra im przycisn, i stworz tak potg, jakiej wiat nie widzia,
o jakiej dzieje nie pisay, a moe do Konstantynopola krzy, miecz i ogie poniesiem i grozi bdziem
nieprzyjacioom, spokojni wewntrz! Wielki Boe, ktry obracasz gwiazd krgi, daje mi
ocali t nieszczsn krain na chwa Twoj i caego chrzecijastwa, daje mi ludzi; ktrzy by
zrozumieli myl moj i do zbawienia chcieli rk przyoy. Otom jest!...
Tu ksi rozoy rce i oczy podnis do gry:
 Ty mnie widzisz! Ty mnie sdzisz!...
 Moci ksi! Moci ksi!  zawoa Kmicic.
 Id! opu mnie! rzu mi buzdygan pod nogi! zam przysig! przezwij zdrajc!... Niech w tej
koronie cierniowej, ktr mi na gow woono, adnego ciernia nie zbraknie! Zgubcie kraj, pogrcie
go w Przepa, odtrcie rk, ktra go zbawi moe, i na sd boy idcie... Tam niechaj
nas rozsdz...
Kmicic rzuci si na kolana przed Radziwiem.
 Moci ksi! ja z tob do mierci! ojcze ojczyzny! zbawco!
Radziwi zoy mu obie rce na gowie i znw nastaa chwila milczenia. Jeno puszczyk mia
si cigle na wiey.
 Wszystko otrzymasz, czego pragn i poda -.. rzek uroczycie ksi.  Nic ci nie minie,
a wicej spotka, ni ci ojciec i matka yczyli... Wsta, przyszy hetmanie wielki i wojewodo wileski!...
Na niebie poczo wita.
ROZDZIA XV
Pan Zagoba mocno ju mia w gowie, gdy po trzykro rzuci strasznemu hetmanowi w oczy
sowo: zdrajca! Ow w godzin pniej, gdy wino wyparowao mu z ysiny i gdy znalaz si
wraz z oboma Skrzetuskimi i panem Michaem w kiejdaskim zamkowym podziemiu, pozna poniewczasie,
na jaki hazard wystawi szyj wasn i towarzyszw, i zafrasowa si wielce.
 A co teraz bdzie?  pyta pogldajc osowiaym wzrokiem na maego rycerza, w ktrym
szczeglniejsz w cikich razach pokada ufno.
 Niech diabli porw ycie! Wszystko mi jedno!  odpowiedzia Woodyjowski.
 Doyjemy takich czasw i takiej haby, jakiej wiat i ta korona dotd nie widziaa!  rzek Jan
Skrzetuski.
 ebymy aby doyli  odpowiedzia Zagoba  moglibymy dobrym przykadem cnot w innych
restaurowa... Ale czy doyjemy? To grunt...
 Straszna rzecz, wiar przechodzca!  mwi Stanisaw Skrzetuski.  Gdzie si co podobnego
dziao? Ratujcie mnie, moci panowie, bo czuj, e mi si w gowie miesza... Dwie wojny, trzecia
kozacka... a do tego zdrada jak zaraza: Radziejowski, Opaliski, Grudziski, Radziwi. Nie moe
by inaczejkoniec wiata nastaje i dzie sdu! Nieche si ziemia rozstpi pod naszymi nogami.
Jak mi Bg miy, zmysy trac!
I zaoywszy rce na ty gowy pocz chodzi wzdu i wszerz piwnicy jako dziki zwierz po
klatce.
 Zacznijmy pacierze czy co?  rzek wreszcie. Boe miosierny, ratuj!
 Uspokj si wapan!  rzek Zagoba  tu nie czas desperowa!
Pan Stanisaw nagle zby cisn, wcieko go porwaa.
 Bodaj ci zabito!  krzykn na Zagob  twj to pomys: jazda do tego zdrajcy! Bodaj was
obu pomsta dosiga!
 Opamitaj si, Stanisawie!  rzek surowo Jan.  Tego, co si siao, nikt nie mg przewidzie...
Cierp, bo nie ty jeden cierpisz, a to wiedz, e nasze miejsce tu, a nie gdzie indziej... Boe
miosierny! zmiuj si nie nad nami, ale nad t ojczyzn nieszczsn!
Stanisaw nic nie odpowiedzia, jeno donie ama, a w stawach trzeszczao.
Umilkli. Jeno pan Micha gwizda po desperacku przez zby i zdawa si by obojtny na
wszystko, co si koo niego dziao, cho w gruncie rzeczy cierpia podwjnie, bo naprzd, nad nieszczciem
ojczyzny, a po wtre, i hetmanowi posuszestwo zama. Dla tego onierza do szpiku
koci bya to okropna rzecz: Wolaby zgin tysic razy.
 Nie gwid, panie Michale!  rzek do niego Zagoba.
 Wszystko mi jedno!
 Jake to? aden z was nie pomyli, czy nie ma jakowego rodka ratunku? A przecie warto nad
tym dowcip wysili! Zali mamy gni w tej piwnicy, gdy kada rka ojczynie potrzebna? Gdy jeden
cnotliwy musi za dziesiciu zdrajcw wystarczy?!!
 Ojciec ma suszno!  rzek Jan Skrzetuski.
 Ty jeden nie ogupiae od boleci. Jak suponujesz? Co ten. zdrajca myli z nami uczyni? Na
gardle nas przecie nie ukarze?
Pan Woodyjowski wybuchn nagle desperackim miechem.
 A to dlaczego? ciekawym!... Zali nie przy nim inkwizycja? Zali nie przy nim miecz? Chyba
nie znacie Radziwia?
 Co tam prawisz! Jakie to mu prawo przysuguje?...
 Nade mn  hetmaskie, a nad wami  gwat!
 Za ktry musiaby odpowiada...
 Przed kim? Przed krlem szwedzkim?
 A to piknie mnie pocieszasz! Nie ma co mwi!
 Ja te nie myl waci pociesza.
Umilkli i przez jaki czas sycha byo tylko miarowe kroki piechurw szkockich za drzwiami
piwnicy.
 Nie ma co!  rzek Zagoba  tu trzeba fortelu zay.
Nikt mu nie odpowiedzia, wic po niejakim czasie znw mwi zacz:
 Nie chce si w to wierzy, abymy mieli by na gardle skazani. eby za kade sowo w prdkoci
i po pijanemu wymwione szyj ucina, tedyby ani jeden szlachcic w tej Rzeczypospolitej z
gow nie chodzi. A neminem captivabimus? Czy to furda?
 Masz wa przykad na sobie i na nas!  rzek Stanisaw Skrzetuski.
 Bo to si stao z prdkoci, ale wierz w to mocno, e si ksi zreflektuje. My, obcy ludzie,
adnym sposobem pod jego jurysdykcj nie podchodzimy. Musi na opini zwaa i od gwatw nie
moe poczyna, aby sobie szlachty nie naraa. Jako ywo! za wielka nas kupa, aby wszystkim
gowy postrca. Nad oficyjerami ma prawo, temu nie mog negowa, ale tak myl, e si na wojsko
bdzie oglda, ktre pewnie o swoich nie omieszka si upomnie... A gdzie twoja chorgiew,
panie Michale?
 W Upicie!
 Powiedz mi jeno, jeste pewny, e twoi ludzie wiernie przy tobie stan?
 Skd mam wiedzie? Miuj mnie dosy, ale wiedz, e hetman nade mn.
Zagoba zamyli si na chwil.
 Daje mnie do nich ordynans, aby mnie we wszystkim suchali jako ciebie samego, jeli si
wrd nich uka.
. Wapanu si zdaje, e ju wolny!
 Nie wadzi nic. Bywao si w gorszych opaach i Bg ratowa. Daj ordynans dla mnie i dla
obydwch panw Skrzetuskich. Kto pierwszy si wymknie, ten zaraz do chorgwi ruszy i innym j
na ratunek przyprowadzi.
 Co wa bredzisz! Szkoda czasu na gadanie! Kto si tu wymknie! Na czym zreszt dam rozkaz?
Masz wa papier, inkaust, pira? Wa gow tracisz.
 Desperacja!  rzek Zagoba.  Daje mnie cho swj piercie!
 Masz wapan i daj mnie pokj!  rzek pan Micha.
Pan Zagoba wzi piercie, wsadzi go na may palec i pocz chodzi w zamyleniu.
Tymczasem dymny kaganek zagas i ogarna ich ciemno zupena; tylko przez kraty wysokiego
okna wida byo par gwiazd migoccych na pogodnym niebie. Oczy Zagoby nie schodziy z
tej kraty.
 Gdyby nieboszczyk Podbipita y i by z nami  mrukn stary  byby wyszarpn krat i w
godzin obaczylibymy si za Kiejdanami.
 A podsadzisz mnie do okna?  rzek nagle Jan Skrzetuski.
Zagoba z panem Stanisawem ustawili si pod cian, po chwili Jan stan na ich ramionach.
 Trzeszczy! jak mi Bg miy trzeszczy!  zawoa Zagoba.
 Co ojciec mwisz!  odpowiedzia Jan  jeszczem nie zacz cign.
 Wlecie we dwch z bratankiem, ju was tam jako udwign... Nieraz aowaem pana Michaa,
e taki misterny, a teraz auj, e jeszcze nie misterniejszy, bo mgby si jako serpens
przelizn.
Lecz Jan zeskoczy z ramion.
 Szkoci stoj z tamtej strony!  rzek.
 Bodaj si w supy soli zmienili jako ona Loto wa. Ciemno tu, cho w pysk daj. Niedugo
wita pocznie. Myl, e nam jakowe alimenta przynios, bo tego i lutrzy nie czyni, eby jecw
mieli godem morzy. Moe te Bg zeszle na hetmana upamita nie. W nocy nieraz sumienie
si w czeku budzi i diabli grzesznikw inkomoduj. Zali to moe by, aby do tej piwnicy jedno
byo wejcie? Po dniu obejrzym. Gowa mi jako ciy i adnego fortelu wymyli nie mog  ju-
tro Bg dowcipowi pomoe, a teraz pocznijmy pacierze mwi, moci panowie, i polemy si Najwitszej
Pannie w tym heretyckim wizieniu.
Jako po chwili poczli odmawia pacierze i litani do Matki Boskiej, po czym obaj Skrzetuscy
i Woodyjowski umilkli majc pene piersi nieszczcia, Zagoba za pomrukiwa z cicha:
 Nie moe inaczej by  mrucza  tylko jutro pewnie powiedz nam: aut, aut!  bdcie z Radziwiem,
a przebacz wam wszystko, jeszcze nagrodz! Tak? Dobrze! Bd z Radziwiem! Jeno
zobaczymy, kto kogo oszuka. To do wizienia szlacht pakujecie, na wiek i na zasugi nie macie
wzgldu?dobrze! Komu szkoda, temu pacz! Gupi bdzie pod spodem, a mdry na wierzchu. Przyrzekn,
co chcecie, ale tego, czego wam dotrzymam, na zaatanie butw nie starczy. Jeli wy ojczynie
nie dotrzymujecie, to cnotliwy ten, kto wam nie dotrzyma. Ale to pewna, e przychodzi
ostatnia zguba na Rzeczpospolit, skoro najprzedniejsi jej dygnitarze z nieprzyjacielem si cz...
Tego w wiecie jeszcze nie bywao i pewnie, e mentem mona straci. Zali jest w piekle dosy
mk na takowych zdrajcw? Czego takiemu Radziwiowi brako? Mao mu ta ojczyzna wywiadczya,
e j jako Judasz zaprzeda, i to wanie w czasie najwikszych klsk, w czasie trzech wojen?...
Suszny, suszny gniew twj, Boe, daj jeno kar najprdzej! Nieche tak bdzie! Amen!
Byle si std jak najprdzej na wolno wydosta  narobi ja ci partyzantw, moci hetmanie!
Poznasz, jako to fructa zdrady smakuj. Bdziesz ty mnie jeszcze za przyjaciela uwaa, ale jeli
lepszych przyjaci nie znajdziesz, to nie poluj nigdy na niedwiedzia, chyba ci skra niemia...
Tak to rozprawia ze sob pan Zagoba. Tymczasem upyna jedna i druga godzina, a w kocu
poczo wita. Szare blaski wpadajce przez krat rozpraszay z wolna ciemno panujc w piwnicy
i wydobyy z niej pospne postacie rycerskie siedzce pod cianami. Woodyjowski i dwaj
Skrzetuscy drzemali ze znuenia, ale gdy rozwidnio si lepiej, z poilwrca zamkowego doleciay
odgosy krokw onierskich, chrzst broni, ttent kopyt i dwik trb przy bramie. Rycerze zerwali
si na rwne nogi.
 Poczyna nam si dzie niezbyt pomylnie! szek Jan.
 Daj Boe, eby si skoczy pomylniej  odpowiedzia Zagoba.  Wiecie, wapanowie, com
w nocy obmyli? Oto pewnie poczstuj nas darowaniem ywota, jeeli sub u Radziwia przyj
i jeszcze w zdradzie pomaga zechcemy; my za powinnimy si na to zgodzi, aby z wolnoci
skorzysta i za ojczyzn stan.
 Nieche mnie Bg broni, abym mia zdrad podpisywa  odpar Jan  bo chobym potem
zdrajcy odstpi, ju by moje nazwisko na hab moim dzieciom midzy zdrajcami pozostao. Nie
uczyni ja tego, wol umrze.
 Ani ja!  rzek Stanisaw.
 A ja z gry was uprzedzam, e uczyni. Na forte1
fortel, a potem bdzie, co Bg da. Nikt nie pomyli, em to z dobrej woli albo szczerze
uczyni. Niech tego smoka Radziwia diabli wezm! Zobaczymy jeszcze, czyje bdzie na wierzchu.
Dalsz rozmow przerway krzyki dochodzce z po dwrza. Sycha w nich byo zowrogie
akcenta gnie wu i wzburzenia. Jednoczenie rozlegay si pojedyn cze gosy komendy i echa
krokw caych tumw, i ciki hurkot, jakoby przetaczanych dzia.
 Co tam si dzieje?  pyta Zagoba.  Dalibg, moe to jaka pomoc dla nas.
 Pewnie, e niezwyczajne to haasy  odrzek Woodyjowski.  A podsadcie no mnie do okna,
bo ja najprdzej rozeznam, co to jest...
Jan Skrzetuski wzi go pod boki i podnis jak dziecko do gry, pan Micha chwyci si kraty i
pocz pilnie wyglda na podwrzec.
 Jest co, jest!  rzek nagle ywo  widz wgiersk nadworn chorgiew piechoty, ktr
Oskierko dowodzi. Okrutnie go miowali, a on take pod aresztem; pewnie si o niego dopominaj.
Dalibg stoj w szyku bojowym. Porucznik Stachowicz jest z nimi, to przyjaciel Oskierki.
W tej chwili krzyki jeszcze si wzmogy.
 Ganchof przed nich przyjecha... Mwi co ze Stachowiczem... A jaki krzyk!... Widz, moci
panowie, Staehowicz z dwoma oficerami odchodz od chorgwi. Id pewnie do hetmana w deputacji.
Jak mi Bg miy, bunt szerzy si w wojsku. Armaty naprzeciw Wgrom zatoczone i regiment
szkocki take w szyku bojowym. Towarzystwo spod polskich chorgwi zbiera si przy Wgrach.
Bez nich nie mieliby tej miaoci, bo w piechocie dyscyplina okrutna...
 Na Boga!  krzykn Zagoba.  W tym nasze zbawienie!... Panie Michale, a sia te polskich
chorgwi?... Bo e te si zbuntuj, to zbuntuj.
 Husarska Stankiewicza i pancerna Marskiego stoj o dwa dni drogi od Kiejdan  odpowiedzia
Woodyjowski.  Gdyby tu byy, nie miano by ich aresztowa. Czekaje wa... Jest dragonia
Charampa, jeden regiment, Mieleszki drugi; te stoj przy ksiciu... Niewiarowski opowiedzia si
take przy ksiciu, ale jego puk daleko... Dwa regimenty szkockie...
 To cztery przy ksiciu.
 I artyleria pod panem Korfem: dwa regimenty.
 Oj! co duo!
 I Kmicicowa chorgiew, okrutnie okryta... szeset ludzi.
 A Kmicic po ktrej stronie? -. Nie wiem.
 Nie widzielicie go? Rzuci wczoraj buaw czy nie rzuci?
 Nie wiemy.
 Kto tedy przeciw ksiciu? jakie chorgwie?
 Naprzd widocznie ci Wgrzyni. Ludzi dwiecie. Potem kupa lunego towarzystwa spod buawy
Mirskiego i Stankiewicza. Szlachty troch... i Kmicic, ale ten niepewny.
 Bodaj go!... Na mio bosk... Mao!... Mao!...
 Ci Wgrzyni za dwa puki stan. Stary onierz i wywiczony! Czekajcie no... Lonty zapalaj
u armat, na bitw si zanosi...
Skrzetuscy milczeli, Zagoba krci si jak w gorczce.
 Bije zdrajcw! Bij psubratw! Ej, Kmicic! Kmicic! Wszystko od niego zaley. miay to
onierz?
 Jak diabe... Gotw na wszystko.
 Nie moe by inaczej, tylko on po naszej stronie stanie.
 Bunt w wojsku! Ot, do czego hetman doprowadzi!  zakrzykn Woodyjowski.
 Kto tu buntownik? Wojsko czy hetman, ktry si przeciwko wasnemu panu zbuntowa? 
pyta Zagoba.
 Bg to osdzi. Czekajcie. Znowu tam jaki ruch. Cz dragonii Charampowej staje przy Wgrach.
Sama dobra szlachta w tym regimencie suy. Syszycie, jak krzycz?
 Pukownikw! Pukownikw!  woay grone gosy z podwrca.
 Panie Michale! na rany boskie, krzyknij im, eby posali po twoj chorgiew i po towarzystwo
pancerne i husarskie.
 Cicho wa!
Zagoba sam pocz krzycze:
 A polijcie po reszt polskich chorgwi i pie zdrajcw!
 Cicho, wa!
Nagle, nie na podwrzu, ale na tyach zamku zabrzmiaa krtka urwana salwa muszkietw...
 Jezus Maria!  krzykn Woodyjowski.
 Panie Michale, co to jest?
 Rozstrzelali niezawodnie Stachowicza i dwch oficerw, ktrzy poszli w deputacji  mwi
gorczkowo Woodyjowski.  Nie moe inaczej by!
 Mko Pana naszego! Tedy adnej klemencji nie mona si spodziewa.
Huk wystrzaw zguszy dalsz rozmow. Pan Micha chwyci konwulsyjnie za krat i przycisn
do niej czoo, ale przez chwil nic nie mg dojrze prcz ng szkockich piechurw ustawionych
tu za oknem. Salwy muszkietw stay si coraz gstsze, na koniec ozway si i armaty. Su-
che uderzenia kul o cian nad piwnic sycha byo doskonale jakoby uderzenia gradu. Zamek
trzs si w posadach.
 Michale, zeskocz, zginiesz tam!  zawoa Jan.
 Za nic. Kule id wyej, a z armat wanie w przeciwn stron. Za nic nie zejd.
I pan Woodyjowski, chwyciwszy jeszcze silniej za krat, wcign si cay we wgbienie okna,
gdzie ju nie potrzebowa ramion Skrzetuskiego do podpory. W piwnicy uczynio si wprawdzie
ciemno, okienko byo mae i pan Micha cho szczupy prze soni je cakowicie, ale natomiast
towarzysze pozostali na dole mieli kadej minuty wiee wiadomoci z pola bitwy.
 Widz teraz!  krzykn pan Micha. grzyni o cian si wsparli, stamtd strzelaj... Ha!... baem
si, eby si w kt nie zatoczyli, bo armaty by ich w mig zniszczyy. Sprawny onierz! Jak mi
Bg iy! Bez oficerw wie, co trzeba. Dym znowu! Nie widz nic.
Strzay poczy sabn.
 Boe miosierny! nie odkadaj kary!  wola Zagoba.
 A co, Michale?  pyta Skrzetuski.
 Szkoci id do ataku.
 Pioruny siarczyste! e musimy tu siedzie!  zakrzykn Stanisaw.
 Ju s! Halabardnicy! Wgrzym na szable ich bior! Ach! Boe! e nie moecie widzie! Co
za onierze!
 I ze sob si bij, zamiast z nieprzyjacielem.
 Wgrzyni gr! Szkoci od lewego cofaj si. Jak Boga kocham! Dragoni Mieleszki przechodz
na ich stron!... Szkoci we dwch ogniach. Korf nie moe z dzia razi, bo i Szkotw by psowa.
Widz ju i Ganchofowe mundury midzy Wgrami. Id do ataku na bram. Chc si wydosta
std. Id jak burza! Wszystko ami!
 H? Jak to? Wolabym, eby zamek zdobyli krzykn Zagoba.
 Nic to! Jutro powrc z chorgwiami Mirskiego i Stankiewicza... Hej! Charamp zgin!...
Nie! Wstaje, ranny... Ju, ju s przy bramie. Co to jest? Chyba i szkocka stra w bramie przechodzi
do Wgrw, bo otwieraj wrzecidze.. Kurz si kbi z tamtej strony. Kmicica widz! Kmicic!
Kmicic z jazd wali przez bram!
 Po czyjej stronie? Po czyjej stronie?  krzycza Zagoba.
Przez chwil pan Micha nie da odpowiedzi, ale przez ma chwilk; zgiek, szczk broni i
krzyki rozlegy si tymczasem ze zdwojon si.
 Ju po nich!  krzykn przeraliwie Woodyjowski.
 Po kim? Po kim?
 Po Wgrach! Jazda rozbia ich, tratuje, siecze! Banderia w Kmicicowym rku!... Koniec, koniec!
To rzekszy pan Micha zesun si z framugi okienka i wpad w ramiona Jana Skrzetuskiego.
 Bijciee mnie  woa  bijcie, bo ja tego czowieka miaem pod szabl i ywym go puciem;
ja odwiozem mu list zapowiedni! Przeze mnie zacig n t chorgiew, z ktr teraz przeciw ojczynie
bdzie walczy. Wiedzia, kogo zaciga, psubratw, wisielcw, zbjw, rakarzy takich,
jaki sam. Bogdajem go raz jeszcze z szabl spotka. Boe! przedu mi ycie na pohybel tego zdrajcy,
bo przysigam, e wicej z rk moich nie wyjdzie...
Tymczasem krzyki i ttent kopyt i salwy wystrzaw brzmiay jeszcze z ca si; ale stopniowo
poczy sabn i w godzin pniej cisza zapanowaa na kiejdaskim zamku, przerywana tylko
miarowymi krokami patrolw szkockich i odgosami komendy.
 Panie Michale! wyjrzyj no jeszcze, co si stao  baga Zagoba.
 Po co?  odpowiedzia may rycerz.  Kto wojskowy, ten zgadnie, co si stao. Zreszt widziaem
ich rozbitych... Kmicic tu triumfuje!
 Bogdaj go komi szarpano, warchoa, piekielnika! Bogdaj mu przyszo haremu u Tatarw pilnowa!
ROZDZIA XVI
Pan Micha mia suszno! Kmicic triumfowa. Wgrzy ,i cz dragonw Mieleszki oraz
Charampa, ktra poczya si z nimi, zalegli gstym trupem kiejdaskie dziedzice. Zaledwie
kilkudziesiciu wymkno si i rozproszyo w okolicach zamku i miasta, gdzie ich cigaa jazda.
Wyowiono jeszcze wielu, inni nie oparli si zapewne a w obozie Pawa Sapie
hy wojewody witebskiego, ktremu pierwsi musieli przynie straszn wie o zdradzie hetmana
wielkiego o przejciu jego do Szwedw, o uwizieniu pukownikw i oporze chorgwi polskich.
Tymczasem Kmicic, cay okryty krwi i kurzaw, stawi si z wgiersk banderi w rku przed
Radziwiem, ktry przyj go z otwartymi rkoma. Ale pana Andrzeja nie upoio zwycistwo.
Owszem, chmurny by i zy, jakby przeciw sercu postpi.
 Wasza ksica mo!  rzek  nie chc sucha pochwa i wolabym sto razy z nieprzyjacielem
ojczyzny walczy ni z onierzami, ktrzy by si jej przyda mogli. Czeku si zdaje, e sam
sobie krwi upuci.
 A czyja wina, jeli nie tych buntownikw? odpar ksi.  Wolabym i ja ich pod Wilno poprowadzi,
i tak miaem uczyni... Oni za woleli przeciw zwierzchnoci si porwa. Co si stao,
to si nie odstanie. Trzeba byo i trzeba bdzie da przykad.
 Co wasza ksica mo mylisz robi z jecami?
 Co dziesitemu kula w eb. Reszt pomiesza z innymi pukami. Pojedziesz dzi do chorgwi
Mirskiego i Stankiewicza, zawieziesz im rozkaz mj, by do pochodu byli gotowi. Czyni ci regimentarzem
nad tymi dwiema chorgwiami i nad trzeci Woodyjowskiego. Namiestnicy maj ci
podlega i we wszystkim sucha. Chciaem do tej chorgwi Charampa naprzd posa, ale on do
niczego... Rozmyliem si.
 A w razie oporu? Bo to u Woodyjowskiego laudascy ludzie, ktrzy okrutnie mnie nienawidz.
 Ogosisz, e Mirski, Stankiewicz i Woodyjowski natychmiast bd rozstrzelani.
 Tedy oni mog pj zbrojno na Kiejdany, aby ich odbi. U Mirskiego wszystko znaczna
szlachta suy.
 Wemiesz ze sob regiment piechoty szkockiej i regiment niemieckiej. Naprzd otoczysz ich,
potem ogosisz rozkaz.
 Jak wola waszej ksicej moci!
Radziwi wspar donie na kolanach i zamyli si.
 Mirskiego i Stankiewicza rozstrzelabym chtnie, gdyby nie to, e oni nie tylko w swoich chorg
 wiach, ale w caym wojsku, ba, w caym kraju mir maj... Boj si wrzawy i otwartego buntu,
ktrego przykad mielimy ju przed oczyma... Szczciem, dziki tobie, dobr dostali nauk i dwa
razy pomyli kada chorgiew, nim si na nas porwie. Trzeba tylko szybko dziaa, aby oporni nie
przeszli do pana wojewody witebskiego.
 Wasza ksica mo mwie tylko o Mirskim i Stankiewiczu, a nie wspomniae o Woodyjowskim
i Oskierce.
 Oskierk musz take oszczdzi, bo to czek znaczny i szeroko spokrewniony; ale Woodyjowski
z Rusi pochodzi i nie ma tu relacyj. Dzielny to onierz, prawda! Liczyem te na niego...
Tym ci gorzej, em si zawid. Gdyby diabe nie by przynis tych przybdw, jego przyjaci,
moe inaczej by postpi; ale po tym, co si stao, czeka go kula w eb, jak rwnie tych dwch
Skrzetuskich i tego trzeciego byka, ktry pierwszy zacz rycze: zdrajca! zdrajca!
Pan Andrzej zerwa si, jakby go elazem przypieczono.
 Wasza ksica mo! onierze mwi, e Woodyjowski ycie waszej ksicej moci pod
Cybichowem uratowa.
 Speni swoj powinno i za to Dydkiemie mu w doywocie chciaem puci... Teraz mi
zdradzi i za to ka go rozstrzela.
Oczy Kmicica zaiskrzyy si, a nozdrza poczy lata.
 Wasza ksica mo! Nie moe to by!
 Jak to nie moe by?  spyta Radziwi marszczc brwi.
 Bagam wasz ksic mo - mwi w uniesieniu Kmicic  aby Woodyjowskiemu wos z
gowy nie spad. Wasza ksica mo mi przebaczy..; bagam!... Woodyjowski mg mi nie odda
zapowiedniego listu, bo go wasza ksica mo na jego rce przysa i do woli mu zostawi.
A odda!... Wyrwa mnie z toni... Przez to przeszedem pod wasze j ksicej moci inkwizycj...
Nie waha si mnie ratowa, chocia o t sam pann tentowa... Winienem mu wdziczno i zaprzysigem
sobie, e mu si wypac!.. Wasza ksica mo uczyni to dla mnie, aby ni jego, ni
jego przyjaci adna nie dosiga kara. Wos im nie ma spa z gowy i na Boga! nie spadnie, pkim
ja yw!... Bagam wasz ksic mo!
Pan Andrzej prosi i rce skada, ale w sowach jego brzmiay mimo woli akcenta gniewu i
groby i oburzenia. Niepohamowana natura braa gr. I stan nad Radziwiem z twarz podobn
do gowy rozdranionego drapienego ptaka, z roziskrzonymi oczami. Hetman za mia rwnie
burz w obliczu. Przed jego elazn wol i despotyzmem gio si dotychczas wszystko na Litwie i
Rusi  nikt nigdy nie mia mu si sprzeciwi, nikt prosi o ask dla raz skazanych, a teraz Kmicic
prosi tylko pozornie --w rzeczywistoci da. I pooenie byo takie, e prawie niepodobna byo
mu odmwi.
Despota zaraz na pocztku zawodu zdrajcy poczu, e nieraz przyjdzie mu ulega despotyzmowi
ludzi i okolicznoci, e bdzie zalenym od wasnych stron-nikw daleko mniejszego znaczenia, e
ten Kmicic-. ktrego chcia zmieni w wiernego psa, bdzie raczej chowanym wilkiem, ktry rozdraniony
gotw chwyci zbami za rk pana.
Wszystko to wzburzyo dumn krew radziwiowsk. Postanowi si opiera, bo i wrodzona
straszna mciwo pchaa go do oporu.
 Woodyjowski i tamci trzej musz da garda! . rzek podniesionym gosem.
Lecz byo to dorzuci prochu do ognia.
 Gdybym by Wgrw nie rozbi, nie oni daliby garda!  zakrzykn Kmicic.
 Jake to? Ju mi wymawiasz swoje usugi?  pyta gronie hetman.
 Wasza ksica mo!  rzek porywczym gosem pan Andrzej  nie wymawiam... Prosz...
Bagam... Ale to si nie stanie. Ci ludzie na ca Polsk sawni... Nie moe by! Nie moe by!...
Nie bd Judaszem dla Woodyjowskiego. Pjd za wasz ksic mo w ogie, ale nie odmawiaj
mi tej aski...
 A jeli odmwi?
 Tedy mnie ka wasza ksica mo rozstrzela!... Nie chc y!... Niech mnie pioruny zatrzasn!...
Niech mie diabli ywcem do pieka wezm!
 Opamitaj si, nieszczsny, przed kim to mwisz?
 Wasza ksica mo nie przyprowadzaj mnie do desperacji!
 Do proby mogem nakoni ucha, na groby nie bd zwaa.
 Ja prosz... Bagam!...
Tu pan Andrzej rzuci si na kolana.
 Pozwl mi wasza ksica mo sercem, nie z musu sobie suy, bo inaczej zwariuj!
Radziwi nie odrzek nic. Kmicic klcza, blado i rumiece przelatyway mu jak byskawice
przez twarz. Widocznym byo, e jeszcze chwila, a wybuchnie w straszliwy sposb.
 Wsta!  rzek Radziwi.
Pan Andrzej wsta.
 Umiesz broni przyjaci  rzek ksi  mam prb, e i mnie bdziesz umia broni i nie
odstpisz nigdy. Jeno Bg ci stworzy z saletry, nie z misa, i bacz, aby nie spon. Nie mog ci
niczego odmwi. Suchaje mnie: Stankiewicza, Mirskiego i Oskierk chc Szwedom do Bir
odesa; nieche Skrze
tuscy dwaj i Woodyjowski id z nimi. Gw im tam nie pourywaj, a e czas wojny w spokoju
posiedz, to lepiej.
 Dzikuj waszej ksicej moci, ojcu mojemu!  zakrzykn pan Andrzej.
 Powoli...  rzek ksi.  Uszanowaem twoj przysig a nadto, teraz ty uszanuj moj...
Temu staremu szlachcicowi... zapomniaem, jak mu na przezwisko... temu ryczcemu diabu, ktry
tu ze Skrzetuskimi przyby, zapisaem mier w duszy. On to pierwszy nazwa mnie zdrajc, on o
wzicie korupcji posdzi, on podnieci innych, bo moe nie przyszoby do tego oporu, gdyby nie
jego zuchwalstwo! (Tu ksi uderzy pici w st.) Pierwej mierci, pierwej koca wiata bym
si spodziewa, ni eby kto mnie, Radziwiowi, mia do oczu zakrzykn: Zdrajca! Do oczu
wobec ludzi! Nie ma takiej mierci, nie ma takich mk, ktrych by do byo za tak zbrodni. Nie
pro mnie o niego, bo to na nic.
Ale pan Andrzej nieatwo si zraa, gdy sobie co przedsiwzi. Jeno nie gniewa si ju ani
wybucha. Owszem, chwyciwszy na nowo rk hetmask, pocz okrywa j pocaunkami i prosi
tak serdecznie, jak tylko sam umia.
 adnym powrozem ani acuchem nie przywizalby wasza ksica mo tak serca mego, jak
t ask. Ale nie czy jej w poowie ni w czci, jeno ca. Wasza ksica mo! Co ten szlachcic
wczoraj mwi, to myleli wszyscy. Ja sam to samo mylaem, pki mi wasza ksica mo oczu
nie otworzy... Niech mnie ogie spali, jelim tego nie myla... Czek temu nie winien, e gupi.
Ten szlachcic by do tego pijany i co mia na sercu, to i zakrzykn. Myla, e w obronie ojczyzny
wystpuje, a trudno kogo kara za sentyment dla ojczyzny. Wiedzia, e gardo naraa, a dlatego
zakrzykn, co mia w gbie i sercu. Ni on mnie grzeje, ni zibi, ale to panu Woodyjowskiemu
jako brat albo zgoa ojciec. Ju by te desperowa po nim bez miary, a ja tego nie chc. Taka ju we
mnie natura, e jak komu dobra ycz, to du-sz bym za niego odda. eby mnie kto oszczdzi, a
przyjaciela mi zabi, niechby go diabe za tak ask porwa. Wasza ksica mo! Ojcze mj,
dobrodzieju, askawco, uczye ca ask, daruj mi tego szlachcica, a ja ci wszystk krew moj
daruj, choby jutro, dzi, zaraz!
Radziwi zagryz wsy.
 Zapisaem mu wczoraj mier w duszy.
 Co hetman i wojewoda wileski zapisa, to wielki ksi litewski, a daj Boe, w przyszoci
krl polski, jako askawy monarcha, przekreli moe...
Pan Andrzej mwi szczerze, co czu i myla, ale gdyby by najzrczniejszym dworakiem, nie
mgby potniejszego argumentu na obron swych przyjaci znale. Dumna twarz magnata
rozjania si i oczy przymkn, jakby lubujc si dwikiem tych tytuw, ktrych jeszcze nie posiada.
Po chwili rzek:
 Take mnie zagad, e niczego nie mog ci odmwi. Pjd wszyscy do Bir. Nieche tam odpokutuj
u Szwedw za winy, a potem, gdy si to stanie, co rzek, daj nowej dla nich aski.
 Jako ywo, e zadam, daj Boe najprdzej! odrzek Kmicic.
 Ide teraz, zanie im dobr nowin!
 Nowina dobra dla mnie, nie dla nich, bo oni pewnie nie przyjm jej z wdzicznoci, zwaszcza
e si nie spodziewali tego, co im grozio. Nie pjd, wasza ksica mo, bo to tak by wygldao,
jakbym si im chcia zaraz z moj instancj chwali.
 Czye, jak chcesz. Ale kiedy tak, to czasu nie tra i ruszaj po chorgwie Mirskiego i Stankiewicza,
bo zaraz potem czeka ci inna ekspedycja, od ktrej pewnie nie bdziesz si wybiega.
 Jaka, wasza ksica mo?
 Pojedziesz zaprosi ode mnie pana Billewicza, miecznika rosieskiego, aby razem z krewniaczk
do mnie, do Kiejdan, przyjecha i tu na czas wojny osiad. Rozumiesz?
Kmicic zmiesza si.
 On tego uczyni nie zechce... Z wielk furi Kiejdany opuci.
 Spodziewam si, e go furia ju opucia; w kadym razie wemiesz ludzi ze sob i jeeli nie
zechc po dobrej woli tu przyby, to ich wsadzisz w kolask, otoczysz dragonami i przywieziesz.
Szlachcic mikki by jak wosk; gdym z nim gada, poni si jak panna i kania do ziemi; ale i on
zlk si imienia szwedzkiego jak diabe wiconej wody i odjecha. Potrzebuj go tu mie i dla
siebie, i dla ciebie. Mam nadziej, e jeszcze ulepi z tego wosku tak wiec, jak zechc, i komu
zechc, j zapal. Tym lepiej bdzie, jeli si tak stanie... Ale jeli nie, tedy bd mia zakadnika.
Billewiczowie duo mog na mudzi, bo prawie ze wszystk szlacht spokrewnieni. Gdy jednego,
i to najstarszego, dostan w rce, inni dwa
I razy pomyl, nim co przeciw mnie przedsiwezm. A przecie to za nimi i za t twoj dziewczyn
stoi cae mrowie laudaskie, ktre gdyby poszo do obozu pana wojewody witebskiego,
pewnie by ich z otwartymi rkoma przyj... Wana to jest rzecz, tak wana, e si namylam, czy
nie od Billewiczw poczyna.
 W chorgwi Woodyjowskiego sami laudascy ludzie.
 Opiekunowie twojej dziewki. Kiedy tak, pocznije od tego, by j tu sprowadzi. Tylko e suchaj:
ja podejmuj si pana miecznika na nasz wiar nawrci, ale dziewk to sobie ju ty sam
kaptuj, jak umiesz. Gdy ja miecznika nawrc, on ci pomoe dziewk nawraca. Zgodzi si, to wyprawi
wam nie mieszkajc wesele... Nie zgodzi si, bierz j i tak. Jak bdzie po harapie, to bdzie
po wszystkim... Z niewiastami najlepszy to sposb. Popacze, podesperuje, gdy j do otarza powlok,
ale na drugi dzie pomyli, e nie taki diabe straszny, jak go maluj, a trzeciego bdzie
rada. Jakecie si wczoraj rozstali?
 Jakoby mi w pysk daa!
 C rzeka?
 Nazwaa mnie zdrajc... Mao mnie parali nie trzas.
 Taka to zacieka? Jak bdziesz jej mem, po wiedze jej, e niewiastom kdziel lepiej przystoi
ni sprawy publiczne, i trzymaj j krtko.
 Wasza ksica mo jej nie zna. U niej wszystko zaraz: cnota albo niecnota, i wedle tego sdzi;
a rozumu niejeden m mgby jej pozazdroci. Nim si czowiek obejrzy, ona ju w sedno
utrafi.
 Utrafia ci te w serce... Staraj si take j utrafi.
 Bg by to da, wasza ksica mo. Raz ju braem j zbrojn rk, alem sobie potem przyrzek,
e wicej tego nie uczyni... I co mi wasza ksica mo mwi, eby j choby gwatem do
otarza prowadzi, to mi nie idzie po sercu, bom sobie i jej przyrzek, e gwatu wicej nie uyj...
Caa nadzieja, e wasza ksica mo wyperswaduje panu miecznikowi, i nie tylko zdrajcami nie
jestemy, ale zbawienia ojczyzny chcemy... Gdy on si przekona, to i j przekona, a wtenczas inaczej
bdzie na mnie patrzya. Teraz do Billewicza pojad i sprowadz ich tu oboje, bo mi strach,
eby si ona do zakonu gdzie nie schronia... Ale powiem waszej ksicej moci szczer prawd,
e cho wielkie to szczcie dla mnie patrze na t dziewczyn, wolabym na ca potg szwedzk
uderzy ni przed ni teraz stan, bo ona nie zna moich cnotliwych chci i za zdrajc mnie poczytuje.
 Jeeli chcesz, to tam kogo innego wyszl, Charampa albo Mieleszk.
 Nie! Pojad lepiej sam... Charamp zreszt ranny.
 To i lepiej... Charampa chciaem wczoraj wysa do chorgwi Woodyjowskiego, by nad nimi
komend obj, a w potrzebie do posuszestwa zmusi: ale to czek niezgrabny i pokazao si, e
wasnych ludzi nie umie utrzyma. Nic mi po nim. Jede naprzd po miecznika i dziewczyn, a
potem do tamtych chorgwi. W ostatnim razie nie szczd krwi, bo trzeba pokaza Szwedom, e
mamy si i nie ulkniemy si buntu. Pukownikw zaraz pod eskort odeszl; spodziewam si, e
Pontus de la Gardie poczyta to za dowd szczeroci mojej... Mieleszko ich odprowadzi. Ciko z
pocztku idzie! Ciko! Ju widz, e z p Litwy stanie przeciw mnie.
 Nic to, wasza ksica mo! Kto ma czyste sumienie, ten si nikogo nie ulknie.
 Mylaem, e przynajmniej Radziwiowie stan wszyscy po mojej stronie, tymczasem, patrz,
co mi pisze ksi krajczy z Niewiea.
Tu hetman poda Kmicicowi list Kazimierza Michaa.
Kmicic przebieg oczyma pismo.
 ebym nie zna intencji waszej ksicej moci, mylabym, e ma racj i e najcnotliwszy to
w wiecie pan. Boe, daj mu wszystko dobre!... Mwi, co myl.
 Jed ju!  rzek z pewn niecierpliwoci hetman.
ROZDZIA XVII
Kmicic jednak nie wyruszy ani tego dnia, ani nastpnego, bo grone wieci poczy nadchodzi
zewszd do Kiejdan. Oto pod wieczr przybieg goniec z doniesieniem, e chorgwie Mirskiego i
Stankiewicza same ruszaj ku rezydencji hetmaskiej, gotowe zbrojn rk upomnie si o swych
pukownikw, e wzburzenie panuje midzy nimi straszne i e towarzystwo wysao deputacje do
wszystkich chorgwi stojcych w pobliu Kiejdan i dalej, a na Podlasie do Zabudowa, z doniesieniem
o zdradzie hetmaskiej i wezwaniem, by si czyy w kup dla obrony ojczyzny. atwo
byo przy tym przewidzie, e mnstwo szlachty zleci si do zbuntowanych chorgwi i wytworzy
powan si, przeciwko ktrej trudno si bdzie opiera w nieobronnych Kiejdanach, zwaszcza e
nie na wszystkie puki, ktre ksi Radzwi mia pod rk, mona byo liczy z pewnoci.
Zmienio to wyrachowania i wszystkie plany hetmaskie, ale zamiast osabi w nim ducha,
zdawao si go jeszcze podnieca. Postanowi sam na czele wiernych szkockich regimentw, rajtarii
i artylerii wyruszy przeciw buntownikom i zdepta ogie w zarodku. Wiedzia, e onierze bez
pukownikw s tylko tuszcz niesforn, ktra rozproszy si przed groz samego imienia hetmaskiego.
Postanowi te nie szczdzi krwi i przerazi przykadem cae wojsko, wszystk szlacht, ba!
ca Litw, aby nie miaa drgn nawet pod elazn j.ego rk. Miao si speni wszystko, co
zamierzy, i speni si wasnymi jego siami.
Tego dnia jeszcze wyjechao kilku oficerw cudzoziemskich do Prus czyni tam nowe zacigi,
a Kiejdany wrzay zbrojnym ludem. Regimenta szkockie, rajtaria cudzoziemska, dragoni Mieleszki
i Charampa i lud ognisty pana Korfa gotoway si do wyprawy. Hajducy ksicy, czelad,
mieszczanie z Kiejdan mieli wzmocni siy ksice, a na koniec postanowiono przypieszy wysanie
uwizionych pukownikw do Bir, gdzie bezpieczniej byo ich trzyma nieli w otwartych
Kiejdanach. Ksi spodziewa si susznie, e wysanie do tej odlegej fortecy, w ktrej wedle
ukadu musiaa ju sta zaoga szwedzka, zniweczy nadziej uwolnienia ich w umysach zbuntowanych
onierzy i pozbawi sam bunt wszelkiej podstawy.
Pan Zagoba, Skrzetuscy i Woodyjowski mieli dzieli losy innych.
Wieczr ju by, gdy do piwnicy, w ktrej siedzieli, wszed oficer z latarni w rku i rzek:
 Zbierajcie si, waszmociowie, i ze mn.
 Dokd?  pyta niespokojnym gosem pan Zagoba.
 To si pokae... Prdzej! prdzej!
 Idziemy.
Wyszli. Na korytarzu otoczyli ich onierze szkoccy zbrojni w muszkiety. Zagoba coraz by
niespokojniejszy.
 Przecie na mier by nas nie prowadzili bez ksidza, bez spowiedzi?  szepn do ucha Woodyjowskiego.
Po czym zwrci si do oficera:  Jake godno, prosz?
 A waci co do mojej godnoci?
 Bo mam wielu krewnych na Litwie i mio wiedzie, z kim si ma do czynienia.
 Nie pora sobie wiadczy, ale kiep ten, kto si swego nazwiska wstydzi... Jestem Roch Kowalski,
jeli wapan chcesz wiedzie.
 Zacna to rodzina! Mowie dobrzy onierze, niewiasty cnotliwe. Moja babka bya Kowalska,
ale osierocia mnie, nimem na wiat przyszed... A wapan z Wieruszw czyli z Korabiw Kowalskich?
 Co mnie tu wa bdziesz po nocy indagowa!
 Bo mi pewno krewniak, gdy i struktura w nas jednaka. Grube masz wapan koci i bary zupenie
jak moje, a ja wanie po babce urod odziedziczyem.
 No, to si w drodze wywiedziemy... Mamy czas!  W drodze?  rzek Zagoba.
I wielki ciar spad mu z piersi. Odsapn jak miech i zaraz nabra fantazji.
 Panie Michale  szepn  nie mwiem ci, e nam szyi nie utn?
Tymczasem wyszli na dziedziniec zamkowy. Noc ju zapada zupena. Tu i owdzie tylko pony
czerwone pochodnie lub migotay latarki rzucajc niepewne blaski na grupy onierzy konnych
i pieszych rozmaitej broni. Cay dziedziniec zatoczony by wojskiem. Gotowano si widocznie
do pochodu, bo wszdy zna byo ruch wielki. Tu i owdzie w ciemnociach majaczyy wcznie
i rury muszkietw, kopyta koskie szczkay po bruku; pojedynczy jedcy przebiegali pomidzy
chorgwiami; zapewne byli to oficerowie rozwocy rozkazy.
Kowalski zatrzyma konwj i winiw przed ogromnym wozem drabiniastym zaprzonym we
cztery konie.
 Siadajcie, waszmociowie!  rzek.
 Tu ju kto siedzi  rzek gramolc si Zagoba.  A nasze uby?
 uby s pod som  odrzek Kowalski  prcrvej! prdzej!
 A kto tu siedzi?  pyta Zagoba wpatrujc si w ciemne postacie wycignite na somie.
 Mirski, Stankiewicz, Oskierko!  ozway si gosy.
 Woodyjowski, Jan Skrzetuski, Stanisaw Skrzetuski, Zagoba!  odpowiedzieli nasi rycerze.
 Czoem! czoem!
 Czoem! W zacnej kompanii pojedziem. A gdzie nas wioz, nie wiecie waszmociowie?
 Jedziecie waszmociowie do Bir!  rzek Kowalski.
To powiedziawszy da rozkaz. Konwj pidziesiciu dragonw otoczy wz i ruszyli.
Winiowie poczli rozmawia z cicha.
 Szwedom nas wydadz!  rzek Mirski.  Tegom si spodziewa.
 Wol siedzie midzy nieprzyjaciomi ni midzy zdrajcami!  odpowiedzia Stankiewicz.
 A ja bym wola kul w eb!  zawoa Woodyjowski  ni siedzie z zaoonymi rkami w
czasie takiej wojny nieszczsnej.
 Nie blu, panie Michale  odpowiedzia Zagoba  bo z woza, byle pora sposobna przysza,
moesz da nura, z Bir take, a z kul we bie ciko ucieka. Ale ja wiedziaerm z gry, e si na
to ten zdrajca nie omieli.
 Radziwi by si nie mia na co omieli! rzek Mirski.  Wida, e wa z daleka przyjecha i
e Tego nie znasz. Komu on zemst poprzysie, ten jakoby by ju w grobie; a nie pamitam
przykadu, eby komu najmniejsz krzywd odpuci.
 A tak i nie mia na mnie podnie rki!  odpowedzia Zagoba.  Kto wie, czy nie mnie i
waszmociowie szyje zawdziczacie.
 A to jakim sposobem?
 Bo mnie chan krymski okrutnie miuje za to, em spisek na jego szyj odkry, gdym w niewoli
w Krymie siedzia. A i nasz pan miociwy Joannes Casimirus take si we mnie kocha. Nie chcia,
taki syn, Radziwi, z dwoma potentatami zadziera, gdy i na Litwie mogliby go dosign.
 I! Co wapan gadasz! Nienawidzi on krla, jak diabe wiconej wody, i jeszcze by by na waci
zawzitszy, gdyby wiedzia, e krlowi konfident odpowiedzia Stankiewicz.
 A ja tak myl  rzek Oskierko  e nie chcia hetman sam nasz krwi si maza; eby
odium na siebie nie cign, ale przysigbym, e ten oficer wiezie rozkaz do Szwedw w Birach,
eby nas natychmiast rozstrzelali.
 Oj!  rzek Zagoba.
Umilkli na chwil; tymczasem wz wtoczy si ju na rynek kiejdaski. Miasto spao, w oknach
nie byo wiate, jeno psy przed domami ujaday zapalczywie na przecigajcy orszak.
 Wszystko jedno!  rzek Zagoba.  Zawszetny zyskali na czasie, moe i przypadek nam posluy,
a moe i fortel jaki przyj do gowy.
Tu zwrci si do starych pukownikw:
 Waszmociowie mao mnie znacie, ale spytajcie si moich towarzyszw, w jakich bywaem
opaach, a dlategom si zawdy wydosta na pole. Powiedzcie no mnie, co to za oficer, ktren nad
konwojem ma komend? Zaliby mu nie mona wyperswadowa, eby si zdrajcy nie trzyma, jeno
przy ojczynie stan i z nami si poczy?
 To Roch Kowalski z Korabiw Kowalskich odrzek Oskierko.  Ja go znam. Tak samo mgby
waszmo jego koniowi perswadowa, bo dalibg, nie wiem, ktry gupszy.
 A e to zrobili go oficerem?
 On u Meleszki w dragonach chorgiew nosi, do czego rozumu nie potrzeba. A zrobili go oficerem,
bo si ksiciu z pici podoba, gdy podkowy amie i z chowanymi niedwiedziami wp si
bierze, a takiego jeszcze nie znalaz, ktrego by nie rozcign.
 Taki to z niego osiek?
 e osiek, to osiek, a przy tym, eby mu zwierzchnik powiedzia: rozwal bem cian  to bez
chwili namysu zaczby zaraz w ni tryka. Przykazano mu, by nas do Bir odwiz, to i odwiezie,
choby si ziemia zapa miaa.
 Prosz!  rzek Zagoba, ktry z wielk uwag sucha tej rozmowy  rezolutny to jednak
chop!
 Bo u niego rezolutno z gupot jedno stanowi. Zreszt, jak ma czas, a nie je, to pi. Zadziwiajca
rzecz, ktrej bycie wapanowie nie uwierzyli: przecie on raz czterdzieci om godzin w
cekhauzie przespa i ziewa jeszcze, gdy go z tapczana cignli.
 Okrutnie mi si ten oficer podoba  rzek Zagxoba  bo zawsze lubi wiedzie, z kim mam
spraw.
To rzekszy zwrci si do Kowalskiego.
 A przybli no si wapan!  zawoa protekcjonalnym tonem.
 Czego?  pyta Kowalski zwracajc konia.  Nie masz no gorzaki?
 Mam.  Dawaj!
 Jak to: dawaj?
 Bo widzisz, moci Kowalski, eby to byo nie wolno, to by mia rozkaz nie dawa, a e nie
masz rozkazu, wic dawaj.
 H?  rzek zdumiony pan Roch  jako ywo! a c to mi  mus?
 Mus nie mus, ale ci wolno, a godzi si krewnego wspomc i starszego, ktren gdyby si by z
wacin matk oeni, mgby jak nic by twoim ojcem.
 Jaki mi tam wapan krewny!
 Bo s podwjni Kowalscy. Jedni si Wieruszow piecztuj, na ktrej kozie w tarczy jest
wyimaginowany z podniesion zadni nog, a drudzy Kowalscy maj za klejnot Korab, na ktrym
przodek ich Kowalski z Anglii przez morze do Polski przyjecha, i ci s moi krewni, a to przez
babk, i dlatego, e ja take Korabiem si piecztuj.
 Dla Boga! to wa naprawd mj krewniak!
 Albo Korab?
 Korab.
 Moja krew, jak mi Bg miy!  zawoa Zagoba.  Dobrze, emy si spotkali, bo ja tu w rzeczy
samej na Litw do Kowalskich przyjechaem, a chociaem w opresji, a ty na koniu i na wolnoci,
chtnie bym ci wzi w ramiona, bo co swj, to swj.
 C ja wapanu poradz? Kazali ci odwie do Bir, to odwioz... Krew krwi, a suba
sub.
 Mw mi: wuju!  rzek Zagoba.
 Masz wuj gorzaki!  rzek pan Roch.  To mi wolno.
Zagoba przyj chtnie manierk i napi si do woli. Po chwili mie ciepo poczo mu si rozlewa
po wszystkich czonkach, w gowie uczynio mu si jasno, a i umys sta si jasny.
 Zle no z konia  rzek do pana Rocha i przysid si troch na wz, pogawdzimy, bo chciabym,
eby mi co o rodzinie opowiedzia. Szanuj ja sub, ale to ci przecie wolno.
Kowalski przez chwil nie odpowiada.
 Nie byo zakazu  rzek wreszcie.
I wkrtce potem siedzia ju na wozie koo pana Zagoby, a raczej rozcign si na somie, ktr
wz by wyadowany.
Pan Zagoba uciska go serdecznie.
 Jake si miewa twj stary?... bodaje ci!... zapomniaem, jak mu na imi.
 Te Roch.
 I susznie, i susznie. Roch spodzi Rocha... To jest wedle przykazania. Powiniene swego syna
take Rochem nazwa, aby kady dudek mia swj czubek. A onaty jeste?
 Pewnie, e onaty! Ja jestem Kowalski, a to jest pani Kowalska, innej nie chc.
To rzekszy mody oficer podnis do oczu panu Zagobie gowni cikiej dragoskiej szabli i
powtrzy:
 Innej nie chc!
 Susznie!  rzek Zagoba.  Okrutnie mi si podobasz, Rochu, synu Rocha. onierz najlepiej
akomodowany, gdy nie ma innej ony jak taka; i to ci jeszcze powiem, e prdzej ona po tobie ni
ty po niej owdowiejesz. Szkoda jeno, e modych Rochw mie z ni nie bdziesz, bo widz, e
bystry kawaler i szkoda by byo, gdyby taki rd mia zagin.
 O wa!  rzek Kowalski.  Jest nas szeciu braci.
 I wszystko Rochy?
 Jakby wuj wiedzia, e kaden, jeli nie na pierwsze; to na drugie ma Roch, bo to nasz szczeglniejszy
patron.
 A napijmy si no jeszcze!  A dobrze.
Zagoba znw przechyli manierk, ale nie wypi caej, jeno odda j oficerowi i rzek:
 Do dna, do dna!
 Szkoda, e ci nie mog widzie!  mwi dalej.  Noc tak ciemna, cho w pysk daj. Wasnych
palcw by nie pozna. Suchaj no, moci Rochu, a gdzie to te wojsko miao wychodzi z
Kiejdan, gdymy wyjedali?
 A na buntownikw.
 Bg najwyszy wie, kto tu buntownik: czy ty, czy oni?
 Ja buntownik? Jake to? Co mnie mj hetman kae, to czyni.
 Ale hetman nie czyni tego, co mu krl jegomo kae, bo pewnie mu nie kaza ze Szwedami
si czy. Nie wolaeby to Szwedw bi ni mnie, krewnego, w rce im wydawa?
 Moe bym i wola, ale co. rozkaz, to such!
 I pani Kowalska by wolaa. Znam ja j. Midzy nami mwic: hetman si przeciw krlowi i
ojczynie zbuntowa. Nie powtarzaj tego nikomu, ale tak jest. I wy, co mu suycie, take si buntujecie.
 Tego mnie si sucha nie godzi. Hetman ma swoj zwierzchno, a ja mam swoj, wanie
hetmask, i Bg by mnie skara, gdybym si jej przeciwi. Niesychana to rzecz!
 Zacnie mwisz... Ale uwa no, Rochu: gdyby tak wpad w rce onych buntownikw, to i ja
bym by wolny, i nie twoja by bya wina, bo nec Hercules contra plures!... Nie wiem, gdzie si tam
te chorgwie znajduj, ale ty musisz wiedzie... i widzisz, moglibymy troch ku nim nawrci.
 Jake to?
 A eby tak umylnie ku nim zjecha? Nie byoby twojej winy, jeliby nas odbili. Nie miaby
mnie na sumieniu... a mie krewniaka na sumieniu, wierzaj mi, straszny to ciar!
 At! co wuj gadasz! Dalibg, zlez z woza i na konia sid. Nie ja bd mia wuja na sumieniu,
jeno pan hetman. Pkim yw, nie bdzie z tego nic!
 Nie, to nie!  rzek Zagoba.  Wol to, e szczerze mwisz, chocia pierwej byem twym
wujem ni Radziwi twoim hetmanem. A czy ty wiesz, Rochu, co to jest wuj?
 Wuj  to wuj.
 Bardzo to roztropnie wykalkulowa, ale prze cie, gdzie ojca nie ma, tam, Pismo mwi: wuja
sucha bdziesz. Jest to jakby rodzicielska wadza, ktrej grzech, Rochu, si sprzeciwi... Bo nawet
i to zauwa, e kto si oeni, ten snadnie ojcem by moe; ale w wuju pynie ta sama krew, co w
matce. Nie jestem ci wprawdzie bratem twej matki, ale moja babka musiaa by ciotk twej babki;
wic poznaj to, e powaga kilku pokole we mnie spoczywa, bo jako wszyscy na tym wiecie jestemy
miertelni, tedy wadza z jednych na drugich przechodzi i ani hetmaska, ani krlewska nie
moe jej negowa, ani nikogo zmusza, eby si oponowa. Co prawda, to wite! Mali hetman
wielki, czy te, dajmy na to, polny prawo nakaza, nie ju szlachcicowi i towarzyszowi, ale lada
jakiemu ciurze, eby si na ojca, matk, na dziada albo na star ociemnia babk porywa? Odpowiedz
na to, Rochu! Mali prawo?
 H?  spyta sennym gosem Kowalski.
 Na star ociemnia babk!  powtrzy pan Zagoba.  Kto by si wonczas chcia eni i
dzieci podzi albo si wnukw doczeka?... Odpowiedz i na to, Rochu!
 Ja jestem Kowalski, a to pani Kowalska  mwi coraz senniej oficer.
 Kiedy chcesz, niech i tak bdzie!  odpowiedzia Zagoba.  Lepiej to nawet, e nie bdziesz
mia dzieci, bo mniej kpw bdzie po wiecie grasowao..Nieprawda, Rochu?
Zagoba nadstawi ucho, ale nie usysza ju adnej odpowiedzi.
 Rochu! Rochu!  zawoa z cicha.
Pan Roch spa jak zabity.
 pisz?...  mrukn Zagoba.  Czekaje, zdejm ci ten elazny garnek z gowy, bo ci niewygodnie.
Opocza dusi ci pod szyj, jeszcze by ci krew zalaa. Co bym by za krewniak, ebym ci
nie mia ratowa.
Tu rce pana Zagoby poczy porusza si z lekka koo gowy i szyi Kowalskiego. Na wozie
spali wszyscy gbokim snem, onierze kiwali si take na kulbakach, inni, jadcy w przedzie,
podpiewywali z cicha, wypatrujc zarazem pilno drogi, bo noc, cho nieddysta, bya bardzo
ciemna.
Jednake po niejakim czasie onierz prowadzcy tu za wozem konia ujrza w ciemnociach
opocz i jasny hem swego oficera. Kowalski nie zatrzymujc wozu zsun si i kiwn, by mu
podano rumaka.
Po chwili siedzia ju na nim.
 Panie komendancie, a gdzie staniemy na popas?  pyta wachmistrz zbliywszy si ku niemu.
Pan Roch nie odpowiedzia ani sowa i ruszy naprzd, min z wolna jadcych na przedzie i
znik w ciemnociach.
Nagle do uszu dragonw doszed ttent szybkiego biegu konia.
 Skokiem komendant ruszy!  mwili midzy sob.  Pewnie chce obaczy, czy jakiej karczmy
nie ma blisko. Czas by ju koniom popasa, czas!
Tymczasem upyno p godziny, godzina, dwie, a pan Kowalski cigle, wida, jecha naprzd,
bo go nie byo jako wida. Konie znuyy si bardzo, zwaszcza przy wozie, i poczy si wlec
wolno. Gwiazdy schodziy z nieba.
 Skocz no ktry do komendanta  rzek wachmistrz  powiedz mu, e szkapy ledwie nogi cign,
a wozowe ustay.
Jeden z onierzy wyruszy naprzd, ale po godzinie wrci sam.
 Komendanta ani ladu, ani popiou  rzek. Musia z mil naprzd wyjecha.
onierze poczli mrucze z nieukontentowaniem.
 Dobrze mu, bo si przez dzie wyspa i teraz na wozie  a ty si, czeku, koacz po nocy ostatnim
tchem koskim i swoim.
 To tu karczma o dwie staje  mwi ten sam onierz, ktry jedzi naprzd  mylaem, e
go tam znajd, ale gdzie tam!... Suchaem, czy konia nie usysz... Nic nie sycha, diabli wiedz,
gdzie zajecha.
 Staniem tam i tak!  rzek wachmistrz. Trzeba szkapom wytchn.
Jako zatrzymali wz przed karczemk. onierze pozazili z koni i jedni poszli koata do
drzwi, drudzy odpasywali wizki siana wiszce za kulbakami, aby konie cho z rk pokarmi.
Jecy na wozie rozbudzili si, gdy ruch wozu usta  A gdzie to jedziemy?  pyta stary pan
Stankiewicz.
 Po nocy nie mog rozezna  odpar Woodyjowski  zwaszcza e nie na Upit jedziemy.
 Wszake to do Bir na Upit z Kiejdan si jedzie?  spyta Jan Skrzetuski.
 Tak jest. Ale w Upicie stoi moja chorgiew, o ktr ksi, wida, obawia si, by nie oponowaa,
wic kaza inn drog jecha. Zaraz za Kiejdanami w5-krcilimy do Dalnowa i Krokw,
stamtd pojedziemy pewnie na Bejsago i Szawle. Troch to z drogi, ale przez to Upita i Poniewie
zostan na prawo. Po drodze nie ma tam adnych chorgwi, bo wszystkie, co byy, cignito
ku Kiejdanom, aby je mie pod rk.
 A pan Zagoba  rzek Stanisaw Skrzetuski pi smaczno i chrapie, zamiast o fortelach myle;
jak to sobie obiecywa.
 Niech pi... Zmorzya go, wida, rozmowa z tym gupim komendantem, do ktrego krewiestwa
si przyznawa. Wida chcia go sobie skaptowa, ale to na nic. Kto dla ojczyzny Radziwia
nie opuci, ten go pewnie dla dalekiego krewnego nie opuci.
 Zali oni naprawd s krewni?  zapyta Oskierko.
 Oni? Tacy oni krewni jak ja z wapanem  odpowiedzia Woodyjowski  gdy co pan Zagoba
mwi o wsplnoci klejnotu, to i to nieprawda, bo ja wiem dobrze, e jego klejnot woa si
Wczele.
 A gdzie to pan Kowalski?
 Musi by przy ludziach albo w karczmie.
 Chciabym go prosi, by mi pozwoli na konia ktrego onierskiego si  mwi Mirski 
bo mi koci zdrtwiay.
 Na to si pewnie nie zgodzi  odpar Stankiewicz  bo noc ciemna, atwo by szkapie ostrogi
da i czmychn. Kto by tam i dogoni!
 Dam mu kawalerski parol, e nie bd ucieczki tentowa, zreszt ju i wita zapewne zacznie.
 onierzu! a gdzie to komendant?  pyta Woodyjowski stojcego w pobliu dragona.
 A kto jego wie?
 Jak to: kto jego wie? Kiedy ci mwi, eby go zawoa, to go zawoaj.
 Kiedy my sami nie wiemy, panie pukowniku, gdzie on jest  odrzek dragon.  Jak zlaz z
wozu i ruszy naprzd, tak do tej pory nie wrci.
 Powiedze mu, jak wrci, e chcemy z nim mwi.
 Wedle woli pana pukownika!  odrzek onierz.
Jecy umilkli.
Od czasu do czasu tylko gone poziewanie rozlegao si na, wozie; obok konie chrupotay siano.
onierze koo wozu, wsparci na kulbakach, drzemali. Inni gwarzyli z cicha lub posilali si,
czym kto mia. bo pokazao si, e karczemka bya opuszczona i e nikt w niej nie mieszka.
Ju te i noc pocza bledn. Na wschodniej stronie ciemne to nieba poszarzao nieco, gwiazdy
gasy z wolna i wieciy migotliwym, niepewnym wiatlem. A za tym i dach karczemki posiwia,
drzewa przy niej rosnce jy si bramowa srebrem. Konie i ludzie zdawali si wynurza z cienia.
Po chwili ju i twarze mona byo rozezna, i t barw opoczy. Hemy poczy odbija blask
poranny.
Pan Woodyjowski roztworzy rce i przecign si ziewajc przy tym od ucha do ucha, po
czym spojrza na upionego pana Zagob; nagle rzuci si w ty i zakrzykn:
 Nieche go kule bij! Na Boga! moci panowiel patrzcie!
 Co si stao?  pytali pukownicy otwierajc oczy.
 Patrzcie! patrzcie!  woa Woodyjowski ukazujc palcem upion posta.
Jecy zwrcili wzrok we wskazanym kierunku i zdumienie odbio si na wszystkich twarzach:
pod burk i w czapce pana Zagoby spa snem sprawiedliwego pan Roch Kowalski, Zagoby za nie
byo na wozie.
 Umkn, jak mi Bg miy!  mwi zdumiony Mirski ogldajc si na wszystkie strony, jakby
oczom wasnym jeszcze nie wierzy.
 To kuty frant! Niech go kaduk!  zakrzykn Stankiewicz.
 Zdj hem i t opocz z tego kpa i umkn na jego wasnym koniu!
 Jako w wod wpad!
 A zapowiedzia, e si fortelem wydostanie.
 Tyle go bd widzieli!
 Moci panowie!  mwi z uniesieniem Woodyjowski  nie znacie jeszcze tego czeka, a ja
ju wam dzi przysign, e on i nas jeszcze wydostanie. Nie wiem jak, kiedy, jakim sposobem, ale
przysign!
 Dalibg! oczom si wierzy nie chce  mwi Stanisaw Skrzetuski.
Wtem onierze spostrzegli, co si stao. Uczyni si midzy nimi gwar. Jedni przez drugich biegli
do wozu i wybauszali oczy na widok swego komendanta przybranego w wielbdzi burk, w
rysi kopaczek i upionego gboko.
Wachmistrz pocz go szarpa bez ceremonii.
 Panie komendancie! panie komendancie!
 Ja jestem Kowalski... a to pani Kowalska airucza pan Roch.
 Panie komendancie, wizie uciek!
Kowalski siad na wozie i otworzy oczy.
 Czego?...
 Wizie uciek, ten gruby szlachcic, ktry z panem komendantem rozmawia!
Oficer oprzytomnia.
 Nie moe by!  zakrzykn przeraonym gosem.  Jak to?! Co si stao? Jakim sposobem
uciek?
 W hemie i w opoczy pana 'komendanta; onierze go nie poznali, noc bya ciemna.
 Gdzie mj ko?  krzykn Kowalski.
 Nie ma konia. w szlachcic wanie na nim uciek.
 Na moim koniu?
 Tak jest!
Kowalski wzi si za gow.
 Jezusie Nazareski! Krlu ydowski!..
Po chwili krzykn:
 Dawajcie tego psiawiar, tego takiego syna, ktry mu konia poda!
 Panie komendancie! onierz nic nie winien. Noc bya ciemna, cho w pysk daj, a on zdj
waszej moci hem i opocz. Przejeda tu koo mnie i jam nie pozna. eby wasza mo nie
bya siadaa na wz, nie mgby on tego dokaza.
 Bije mnie! bije mnie!  woa nieszczliwy oficer.
 Co czyni, wasza mo?
 Bij go! apaj!
 To si na nic nie zdao. On na koniu waszej moci, a to najlepszy ko. Nasze zdroone okrutnie,
on za o pierwszych kurach umkn. Nie zgonim!
 Szukaj wiatru w polu!  rzek Stankiewicz.
Kowalski zwrci si ku winiom z wciekoci.
 Waszmoiowie pomoglicie mu do ucieczki! Ja waciom!...
Tu zoy olbrzymie pici i pocz zblia si ku nim.
Wtem Mirski rzek gronie:
 Nie krzycz wa i bacz, e do starszych od siebie mwisz!
Pan Roch drgn i mimo woli wyprostowa si, bo rzeczywicie jego powaga wobec takiego
Mirskiego bya adna i wszyscy owi jecy przenosili go o gow godnoci i znaczeniem.
Stankiewicz doda:
 Gdzie aspanu kazali nas wie, to wie, ale gosu nie podno, bo jutro moesz i pod komend
kadego z nas.
Pan Roch wytrzeszcza oczy i milcza.
 Nie ma co, panie Rochu, podrwie gow rzek Oskierko.  To, co mwisz, emy mu pomogli;
to gupstwo, bo naprzd, spalimy jako i ty, a po wtre, kady by pierwej sobie pomg ni
innemu.. Ale aspan podrwile gow! Niczyjej tu winy nie ma,, jeno twoja. Pierwszy kazabym ci
rozstrzela za to,, bo eby oficer rozsypia si jako borsuk, a winiowi pozwoli uciec w swoim
wasnym hemie i opoczy,! ba, na swoim wasnym koniu, to to niesychana; rzecz, ktra si od
pocztku wiata nie zdarzya!
 Stary lis wyprowadzi modego w pole!  rzek Mirski.
 Jezus Maria! to ja i szabli nie mam!  krzykn Kowalski.
 Albo si jemu szabla nie przyda?  mwi, umiechajc si Stankiewicz.  Susznie pan
Oskierko mwi: podrwie gow, kawalerze. Pistoleciska te;: musiae mie w olstrach?
 A byy!...  rzek, jak nieprzytomny, Kowalski.
Nagle porwa si obu rkoma za gow.
 I list ksicia pana do komendanta biraskiego! Co ja, nieszczsny, teraz uczyni?!... Zginem
na wieki!... Bogdaj mi kula w eb!...
 To ci nie minie!  rzek powanie Mirski. Jake to nas bdziesz teraz do Bir wiz?... Co si'
stanie, jeli ty powiesz, e nas jako winiw przy-wozisz, a my, starsi godnoci, powiemy, e to
ty, masz by do lochu wrzucon? Komu, mylisz, dadz, wiar?... Zali mniemasz, e komendant
szwedzki zatrzyma nas dlatego tylko, e go pan Kowalski bdzie o to prosi? Prdzej nam zawierzy
i ciebie w podziemiu zamknie.
 Zginem! zginem!  jcza Kowalski.
 Gupstwo!  rzek Woodyjowski.
 Co robi, panie komendancie?  pyta wachmistrz.
 Ruszaj do wszystkich diabw!  krzykn Kowalski.  Zali ja wiem, co robi?... gdzie jecha?...
Bodaj ci pioruny zabiy!
 Jed, jed do Bir!... obaczysz  rzek Mirski.
 Zawracaj do Kiejdan!...  krzykn Kowalski.
 Jeli ci tam pod murem nie postawi i nie rozstrzelaj, to niech mnie szczecina pokryje! 
rzek Oskierko.  Jake to przed obliczem hetmaskim staniesz?! Tfu! Haba ci czeka i kula w
eb, nic wicej!
 Bom nic wicej niewart!  zakrzykn nieszczliwy modzian.
 Gupstwo, panie Rochu! My jedni moem ci ratowa  mwi Oskierko.  Znasz, emy z
hetmanem gotowi byli i na kraniec wiata i zgin. Wicej mielimy zasug, wiksz szar od
ciebie. Wylewalimy nieraz krew za ojczyzn i zawsze chtnie j wylejem; ale hetman zdradzi
ojczyzn, wyda ten kraj w rce nieprzyjaci, sprzymierzy si z nimi przeciw miociwemu panu
naszemu, ktremumy wierno zaprzysigli. Zali to mylisz, e onierzom jak my atwo przyszo
wypowiedzie obediencj zwierzchnoci, postpi przeciw dyscyplinie, hetmanowi wasnemu si
oponowa? Ale kto dzi z hetmanem, ten przeciw ojczynie! Kto dzi z hetmanem, ten przeciw
majestatowi! Kto dzi z hetmanem, ten zdrajca krla i Rzeczypospolitej!... Dlatego to rzucilimy
buawy pod nogi hetmaskie, bo cnota i obowizek, i wiara, i honor tak nakazyway. I kt to
uczyni?  zali ja jeden? Nie! i pan Mirski, i pan Stankiewicz, najlepsi onierze, najcnotliwsi ludzie!...
Kto przy nim zosta?  warchoy!... A ty czemu nie idziesz ladem lepszych od ciebie i mdrzejszych,
i starszych? Chcesz hab cign na wasne imi? zdrajc by ogoszony?... Wejd w
siebie, zapytaj sumienia, co ci czyni naley: czy przy Radziwille zdrajcy  zdrajc zosta, czyli i
z nami, ktrzy ostatni dech chcemy za ojczyzn puci, ostatni kropl krwi za ni wyla?... Bodaj-
by ziemia nas poara, nimemy hetmanowi obediencj wypowiedzieli... Ale bogdajby dusze nasze
z pieka nie wyjrzay, jeelibymy krla i ojczyzn dla prywaty Radziwia mieli zdradzi!...
Mowa ta wielkie na panu Rochu zdawaa si czyni wraenie. Oczy wytrzeszczy, usta otworzy
i po chwili rzek:
 Czego waszmociowie ode mnie chcecie?
 By z nami razem poszed do wojewody witebskiego, ktry przy ojczynie bdzie si oponowa.
 Ba! kiedy ja mam rozkaz do Bir waszmociw odwie.
 Gadaje z nim!  rzek Mirski.
 Tote chcemy, by nie usucha rozkazu!... by  hetmana opuci i z nami poszed, zrozume! 
rzek zniecierpliwiony Oskierko.
 Mwcie sobie, wasze mocie, co chcecie, a z tego nie bdzie nic... Ja onierz! co by ja by
wart, gdybym hetmana opuci. Nie mj rozum, tylko jego; nie moja wola, tylko jego. Jak on
zgrzeszy, to on bdzie i za mnie, i za siebie odpowiada, a moja psia powinno jego sucha!... Ja
tam prosty czowiek, cze o rk nie zrobi, tego i gow... Ale to wiem, em sucha powinien, i
kwita.
 Rbe, co chcesz!  zakrzykn Mirski.
 Ju to mj grzech  mwi dalej Roch  e ja do Kiejdan kaza nawraca, bo mnie kazali do
Bir jecha... Jeno em zgupia przez tego szlachcica, ktry cho krewny, a tak rzecz mi uczyni,
ktrej by i obcy nie uczyni... eby to nie krewny!  ale krewny! Boga on w sercu nie mia, e i
szkap mi zabra, i aski ksicej mnie pozbawi, i kar na szyj sprowadzi. Taki to krewny! A
waszmociowie do Bir pojedziecie, niech potem bdzie, co chce!
 Szkoda czasu, panie Oskierko  rzek Woodyjowski.
 A zawraca do Bir, kondle!  krzykn na dragonw Kowalski.
I zawrcili znw do Bir. Pan Roch kaza jednemu z dragonw si na wz, sam za usadowi
si na jego koniu i jecha tu przy winiach, powtarzajc jeszcze przez pewien czas:
 Krewny  i eby tak rzecz uczyni! Winiowie, syszc to, chocia niepewni swego losu i
zmartwieni ciko, nie mogli przecie wstrzyma miechu, a na koniec pan Woodyjowski rzek:
 Pociesze si wapan, moci Kowalski, bo nie takich jak ty na hak w m prowadzi... Samego
Chmielnickiego on chytroci przewyszy i ju co do fortelw, nikt nie moe i z nim w paragon.
Kowalski nie odrzek nic, jeno odjecha troch od wozu bojc si szyderstw. Wstydzi si zreszt
i winiw, i wasnych onierzy, i tak by strapiony, e a al byo na niego patrze.
Tymczasem pukownicy rozmawiali o panu Zagobie i jego cudownej ucieczce.
 Zadziwiajca to jest rzecz w istocie  mwi pan Woodyjowski  e nie masz w wiecie takowych
terminw, z ktrych by ten czowiek nie potrafi si salwowa. Gdzie mstwem i si nie
poradzi, tam si fortelem wykrci. Inni trac fantazj, gdy im mier nad szyj zawinie, albo polecaj
si Bogu czekajc, co si stanie; a on zaraz poczyna gow pracowa i zawsze co wymyli.
Mny on w potrzebie bywa jako Achilles, ale woli Ulissesa i ladem.
 Nie chciabym ja jego pilnowa, choby go acuchami sptano  rzek Stankiewicz  bo to
nic, e ucieknie, ale jeszcze na miech i na konfuzj czeka narazi.
 A jake!  rzek pan Micha.  Bdzie on tezaz Kowalskiego do koca ycia wymiewa, a
niech Bg broni dosia si na jego jzyk, bo ostrzejszego w caej Rzeczypospolitej nie ma... A gdy
jeszcze zacznie, jako ma zwyczaj, koloryzowa rzecz swoj, tedy od miechu ludzie pkaj...
 Ale w potrzebie, mwisz wapan, e i szabl potrafi si zastawi?  pyta Stankiewicz.
 Jake! To on na oczach caego wojska usiek pod Zbaraem Buraja.
 Nie! dalibg!  zakrzykn Stankiewicz  takiego jeszcze nie widziaem!
 Wielk on ju nam przysug odda swoj ucieczk  mwi Oskierko  bo listy hetmaskie
zabra, a kto wie, co tam w nich byo przeciw nam napisano... Nie wierz ja w to, iby komendant
szwedzki w Birach mia da ucho nam, nie Kowalskiemu. 'tego nie bdzie, gdy my przyjedziem
jako winiowie, a on jako dowodzcy konwojem... Ale e tam nie bd wiedzieli, co z nami czyni,
to rzecz pewna. W kadym razie gw nam nie poucinaj, a to grunt.
 Ja te tak tylko mwiem  odpowiedzia Mirski  aby Kowalskiego do reszty skonfundowa...
Ale co waszmo mwisz, e nam gw nie poucinaj, to dalibg, niewielka pociecha. Wszystko
si tak skada, e lepiej nie y, bo to ju pewno, e teraz jeszcze jedna wojna, i to domowa, wybuchnie,
a to u bdzie ostatnia zguba. Po co ja, stary, mam na te rzeczy patrzy?
 Albo ja, ktry inne czasy pamitam!  rzek Stankiewicz.
 Tegocie waszmociowie nie powinni mwi, bo miosierdzie boskie wiksze od ludzi;iej zoci,
a Jego ka wszechmocna moe nas z toni wyrwa wanie wtedy, kiedy si najmniej bdziem
spodziewali.
 wite sowa wapana  rzek Jan Skrzetuski.  I nam, ludziom spod chorgwi ksicia nieboszczyka
Jeremiego, ciko y teraz, bomy do zwycistw przywykli, a przecie chce si jeszcze
ojczynie posuy, byle Pan Bg da wreszcie wodza, nie zdrajc, ale takiego, ktremu by czowiek
mg caym sercem i ca dusz zaufa.
 Oj, prawda, prawda!  rzek pan Woodyjowski.  Czek by si bi dzie i noc.
 A to ja waciom powiem, i to najwiksza desperacja  rzek Mirski  bo przez to kady jakoby
w ciemnoci brodzi i sam siebie pyta: co czyni?... i niepewno go dusi jako zmora. Nie wiem,
jak tam waszmociw, ale mnie i duszny niepokj targa... 1 gdy pomyl, e to ja buaw pod nogi
hetmanowi rzuciem, em do oporu i buntu by przyczyn, to mi resztki siwizny na bie ze strachu
staj. Tak jest!... Ale co czyni wobec jawnej zdrady? Szczliwi, ktrzy podobny ch pyta nie
potrzebowali sobie zadawa i responsu w duszy szuka!
 Wodza, wodza daj nam. Panie miosierny! mwi Stankiewicz wznoszc oczy ku niebu.
 Mwi, e wojewoda witebski okrutnie zacny pan?  pyta Stanisaw Skrzetuski.
 Tak jest!  odpar Mirski.  Ale on buawy ni wielkiej, ni polnej nie ma, i zanim go krl jegomo
godnoci hetmask nie przyozdobi, moe tylko na wasn rk poczyna. Nie pjdzie on do
Szwedw ani gdzie indziej, to pewna!
 Pan Gosiewski, hetman polny, w niewoli u Radziwia.
 Bo on te zacny czowiek  odpar Oskierko. Jak mnie wie o tym dosza, aem zmartwia i
zaraz przeczuwaem co zego.
Pan Micha zamyli si i po chwili rzek:
 Byem raz w Warszawie i poszedem na krlewskie pokoje, a pan nasz miociwy, jako si w
onierzach kocha i e to chwali mnie po potrzebie beresteckiej, tak tedy pozna mnie od razu i
kaza przyj na obiad. Na onym obiedzie widziaem take pana Czarnieckiego, bo waciwie dla
niego bya uczta. Podochoci tedy sobie krl jegomo i pocz pana Czarnieckiego za gow ciska,
a w kocu rzek: Choby takie czasy przyszy, eby mnie wszyscy opucili, ty mi wiary dochowasz!
Na wasne uszy syszaem, jakoby proroczym duchem wymwione. Pan Czarniecki od
afektu prawie mwi nie mg, jeno powtarza: Do ostatniego tchu! do ostatniego tchu! A wonczas
krl jegomo zapaka...
 Kto wie, czy nie prorocze to byy sowa, bo czasy klski ju nadeszy!  rzek Mirski.
 Pan Czarniecki wielki onierz!  odpar Stankiewicz.  Nie masz ju takiej gby w Rzeczypospolitej,
ktra by jego imienia nie powtarzaa.
 Powiadaj  mwi Skrzetuski  e Tatarowie, ktrzy pana Rewer Potockiego przeciw
Chmielnickiemu posikuj, tak si w panu Czarnieckim kochaj, i nie chc i tam, gdzie jego nie
ma.
 Szczera to prawda  rzek Oskierko.  Syszaem, jak to w Kiejdanach przy ksiciu hetmanie
powiadano; wszyscymy wwczas pana Czarnieckiego okrutnie sawili, a ksiciu byo to nie w
smak, bo si zmarszczy i rzek: Jest obonym koronnym, ale tak samo mgby by u mnie w Tykocinie
podstarocim.
 Invidia wida go ju ksaa.
 Wiadoma to rzecz, e wystpek znie wiata cnoty nie moe.
Tak to rozmawiali uwizieni pukownicy; po czym znw rozmowa zwrcia si na pana Zagob.
Pan Micha Woodyjowski zarcza, e mog si od niego pomocy spodziewa, bo to nie taki
czowiek, eby mia przyjaci w nieszczciu opuszcza.
 Pewien jestem  mwi  e on do Upity uciek, gdzie moich ludzi znajdzie, jeeli ich jeszcze
nie rozbito lub do Kiejdan przemoc nie cignito. Z nimi na ratunek sam wyruszy, chybaby nie
chcieli i, czego si po nich nie spodziewam, bo w chorgwi laudaskich ludzi najwicej, a ci
mnie miuj.
 Ale to i radziwiowscy dawni klienci?  zauway Mirski.
 Prawda, wszelako jak si o wydaniu Litwy Szwedom dowiedz, o uwizieniu pana hetmana
polnego, pana kawalera Judyckiego, waszmociw i mnie, okrutnie to ich serca od Radziwia odwrci.
To uczciwa szlachta, a ju tam pan Zagoba niczego nie zaniedba, aby sadzami hetmana
odmalowa, i lepiej to potrafi ni kady z nas.
 Ba!  rzek Stanisaw Skrzetuski  a my tymczasem w Birach staniemy.
 To nie moe by, bo my koujem, by Upit omin, a z Upity prosta droga, jakoby kto sierpem
cisn. Choby ruszyli dniem pniej, dwoma nawet, to jeszcze by mogli by w Birach przed nami
i drog nam zastpi. To my do Szawlw teraz dopiero jedziem i stamtd bdziem do Bir prostowa,
a trzeba wapanu wiedzie, i z Upity do Bir bliej ni z Szawlw.
 Jako ywo, e bliej i droga lepsza, bo gociniec!  rzek Mirski.
 Ot, macie. A my jeszcze nie w Szawlach.
Jako dopiero pod wieczr ujrzeli gr zwan Satuwes-Kanas, pod ktr wznosz si Szawle.
Po drodze zauwayli, e ju niepokj panowa we wszystkich wsiach i miasteczkach, ktre przyszo
im przejeda. Widocznie wie o przejciu hetmana do Szwedw rozbiega si ju po caej
mudzi. Gdzieniegdzie wypytywano onierzy, czy prawda, e kraj ma by przez Szwedw zajty;
gdzieniegdzie widziano masy chopstwa opuszczajcego wsie z onami, dziemi i dobytkiem i dcego
w gbie lasw, ktrymi cay kraj obficie by pokryty. Miejscami postawa chopstwa bya
niemal grona, widocznie bowiem brano dragonw za Szwedw. Po zaciankach szlacheckich wypytywano
ich wprost, kto s i gdzie jad, a gdy Kowalski, zamiast odpowiada, kaza ustpowa z
drogi, przychodzio do haasw i odgrek, tak dalece, e zaledwie nastawione do strzau muszkiety
mogy otworzy przejcie.
Wielka droga idca z Kowna na Szawle do Mitawy pokryta bya wozami i kolaskami, w ktrych
jechay ony i dzieci szlacheckie, pragnce schroni si przed wojn w posiadociach kurlandzkich.
W samych Szawlach, ktre stanowiy ekonomi krlewsk, nie by , o adnych chorgwi
hetmaskich prywatnych ani komputowych; tu natomiast uwizieni pukownicy ujrzeli po raz
pierwszy oddzia szwedzki zoony z dwudziestu piciu rajtarw, ktry jako podjazd z Bir wyjecha.
Tumy ydw i mieszczastwa gapiy si w rynku na nieznanych ludzi, a i pukownicy pogldali
na nich z ciekawoci, a zwaszcza pan Woodyjowski, ktry nigdy dotd Szwedw nie
widzia; obejmowa wic ich chciwie akomymi oczyma, jakimi wilk patrzy na stado owiec, i wsikami
przy tym rusza.
Pan Kowalski porozumia si z oficerem, oznajmi si, kto jest, dokd jedzie, kogo prowadzi, i
zada, by oficer przyczy swoich ludzi do jego dragonw dla wikszego bezpieczestwa w podry.
Ale oficer odpowiedzia, e ma rozkaz jak najdalej w gb kraju dotrze, aby si o jego stanie
przekona, e przeto nie moe do Bir wraca; natomiast upewni, i droga wszdy bezpieczna,
bo mae oddziay wysane ' z Bir przebiegaj kraj we wszystkich kierunkach, niektre za a do
Kiejdan s ekspediowane. Wypoczwszy tedy dobrze a do pnocy i konie, wielce zdroone, popasszy
ruszy pan Roch wraz ze swymi winiami w dalsz drog, skrcajc z Szawel na wschd
przez Johaniszkiele i Poswt ku Birom, aby dosta si na prosty gociniec idcy z Upity i Poniewiea.
 Jeli pan Zagoba przyjdzie nam na ratunek rzek o witaniu Woodyjowski  to na tym gocicu
najacniej mu bdzie drog zastpi, bo z Upity ju mg nady.
 Moe on tam gdzie czyha!  rzek Stanisaw Skrzetuski.
 Miaem nadziej, pkim Szwedw nie zobaczy  odpowiedzia Stankiewicz  ale teraz ju mi
si wydaje, e nie masz dla nas rady...
 Gowa Zagoby w tym, eby ich omin albo okpi, a on to potrafi.
 Jeno e kraju nie zna...
 Ale ludzie laudascy znaj, bo piek i waczos, i smo a do Rygi wo, a w mojej chorgwi
takich nie brak.
 Musz ju Szwedzi koo Bir wszystkie miasteczka zajmowa.
 Pikni onierze  ci, ktrychemy w Szawlach widzieli, trzeba przyzna  mwi may rycerz
chop w chopa na schwa!... Uwaalicie przy tym, jakie konie maj spase?
 To inflanckie konie, nader silne  rzek Mirski.  I nasze towarzystwo husarskie i pancerne w
Inflanciech szuka koni, bo to u nas szkapiny drobne. ,
 Gadaj mi wa o szwedzkiej piechocie!  wtrci Stankiewicz.  Jazda, cho wspania czyni
posta, mniej cnotliwa. Bywao, e jak nasza chorgiew, a zwaszcza z powanego znaku, runie na
tych rajtarw, to i dwch pacierzy nie wytrzymaj.
 Waszmociowie juecie ich kosztowali za dawnych czasw  odrzek may rycerz  a ja jeno
musz lin yka. -To mwi wapastwu, gdym ich teraz w Szawlach ujrza i te ich te brody
jako kdziele, a mi mrwki zaczy po palcach chodzi. Ej, rada by dusza do raju, a tu sied na
wozie i zdycha j!...
Pukownicy umilkli, ale widocznie nie sam tylko pan Woodyjowski pon tak przyjaznymi dla
Szwedw uczuciami, bo wkrtce uszu winiw dosza nastpujca rozmowa dragonw otaczajcych
wz:
 Widzielicie tych psiawiarw pogaskich? mwi jeden onierz  mielimy si z nimi bi, a
teraz bdziem im konie czycili...
 eby to najjaniejsze pioruny zatrzasy!  mrukn drugi dragon.
 Cicho bd! bdzie ci Szwed miot po bie w stajni moresu uczy!
 Albo ja jego.
 Gupi! Nie tacy jak ty chcieli si na nich porwa, i masz, co si stao!
 Najwikszych rycerzy im odwozimy jakoby psu , w gardo. Bd si nad nimi, ydowskie ich
macie, znca.
 Bez yda si z takim szodr nie rozmwisz. To i komendant zaraz w Szawlach po yda musia
posa.
 eby ich mr pobi!
Tu pierwszy onierz zniy nieco gos i pyta:
 Mwi, e wszyscy co lepsi onierze nie chc z nimi przeciw panu wasnemu suy?
 A jake! Albo to nie widzia Wgrzynw, albo to pan hetman nie pocign z wojskiem na
opornych. Nie wiadomo jeszcze, co si stanie. To i naszych dragonw kupa si za Wgrzynami
uja, ktrych pono wszystkich rozstrzelaj.
 Ot, im nagroda za wiern sub!
 Do diaba taka robota!
 ydowska suba!...
 Stj  rozleg si nagle gos jadcego w przedzie pana Rocha.
 Bodaj ci kula w pysku stana!  mrukn gos przy wozie.
 Co tam?  pytali onierze jedni drugich.
 Stj!  zabrzmiaa powtrnie komenda.
Wz stan. onierze wstrzymali konie. Dzie by pogodny, jasny. Soce ju weszo i przy jego
blaskach wida byo na gocicu w przedzie wznoszce si kby kurzawy, jakoby stada albo
wojsko szo naprzeciw.
Wkrtce w kurzawie poczo byska, rzekby, e kto iskry wrd kbw rozsypuje, i wiateka
migotay coraz wyraniej niby wiece jarzce, dymem otoczone.
 To groty poyskuj!  zawoa pan Woodyjowski.
 Wojsko idzie.
 Pewnie szwedzki jaki oddzia.
 U nich tylko piechota ma wcznie, a tam kurzaw a szybko si porusza. To jazda, to nasi!
 Nasi, nasi!  powtrzyli dragoni.
 Formuj si!  zabrzmia gos pana Rocha. Dragoni otoczyli koem wz. Pan Woodyjowski
mia pomie w oczach.
 To moi laudascy ludzie z Zagob! Nie moe inaczej by!
Ju tylko staje drogi dzielio zbliajcych si od wozu i odlego zmniejszaa si z kad chwil,
bo przeciwny oddzia nadchodzi rysi. Na koniec z kurzawy wysun si potny oddzia wojska
idcego w dobrym szyku, jakoby do ataku. Po chwili byli jeszcze bliej. W pierwszym szeregu,
nieco od prawej strony, uwija si pod buczukiem jaki potny m z buaw w rku. Ledwie go
pan Woodyjowski wzi na oko, wnet zakrzykn:
 To pan Zagoba! Jak Boga kocham, pan Zagoba! Umiech rozjani twarz Jana Skrzetuskiego.
 On! nie kto inny!  rzek  i pod buczukiem! Ju si na hetmana kreowa. Poznabym go po
tej fantazji wszdzie... Ten czowiek takim umrze, jakim si urodzi.
 Nieche mu Pan Bg da zdrowie!  rzek Oskierko. Po czym zoy rce koo ust i pocz woa:
 Moci Kowalski! To krewniak przyjeda do ci w odwiedziny!
Ale pan Roch nie sysza, bo wanie ogania swoich dragonw. I trzeba mu byo odda t sprawiedliwo,
e lubo gar mia ludzi, a tam caa chorgiew na niego walia, przecie si nie zmiesza
ani serca nie straci. Wysun dragonw we dwa szeregi przed wz, a tamci rozcignli si tymczasem
i poczli go zajeda tatarsk mod, pksiycem, z obu stron pola. Lecz widocznie chcieli
naprzd paktowa, bo poczli macha chorgwi i krzycze:
 Stj! stj!
 Naprzd! stp!  zakrzykn pan Roch.
 Poddaj si!  woano z drogi.
 Ognia!  zakomenderowa w odpowiedzi Kowalski.
Zapado guche milczenie: ani jeden dragon nie wystrzeli.
Pan Roch oniemia rwnie na chwil; nastpnie rzuci si jakby wcieky na wasnych dragonw.
 Ognia, psiawiary!  rykn straszliwym gosem i jednym zamachem pici zwali z konia najbliszego
onierza.
Inni poczli si cofa przed wciekoci ma, ale aden nie usucha komendy. Nagle rozsypali
si, jak sposzone stado kuropatw w mgnieniu oka.
 Tych onierzy kazabym jednak rozstrzela! mrukn Mirski.
Tymczasem Kowalski, widzc, e wani ludzie opucili go, zwrci konia ku atakujcym szeregom.
 Tam mi mier!-zakrzykna okropnym gosem. I skoczy ku nim jak piorun.
Ale nim przebieg poow drogi, w szeregach Zagoby hukn wystrza z garacza; siekace zaszumiay
na gocicu, ko pana Rocha zary nozdrzami w kurzaw i pad przywalajc jedca.
W tej samej chwili jaki onierz z chorgwi Woodyjowskiego wysun si byskawic naprzd
i ucapi za kark podnoszcego si z ziemi oficera.
 To Jzwa Butrym!  zawoa Woodyjowski. -Jzwa Beznogi!
Pan Roch chwyci z kolei Jzw za po i poa zostaa mu w rku; po czym jli si wodzi jak
dwa sczepione jastrzbie, bo obadwaj olbrzymi obdarzeni byli si. Strzemi Butrymowi pko, a
sam zlecia na ziemi i przewrci si, ale pana Rocha nie puci, i obaj utworzyli jakoby jedn kul,
ktra przewracaa si na gocicu.
Nadbiegli inni. Ze dwadziecia rk chwycio pana Kowalskiego, ktry targa si i szarpa jak
niedwied w matni; rzuca ludmi jak odyniec psami, podnosi si znw i nie dawa za wygran.
Chcia zgin, a tymczasem naok sysza dziesitki gosw powtarzajcych sowa: ywcem!
ywcem!
Wreszcie siy go opuciy i omdla.
Tymczasem pan Zagoba ju by przy wozie, a raczej na wozie, i chwyta w objcia Skrzetuskich,
maego rycerza, pana Mirskiego, pana Stankiewicza i Oskierk, przy czym woa zdyszanym
gosem:
 Ha! przyda si na co Zagoba! Damy teraz Radziwiowi dzigielu! Moci panowie, wolni jestemy
i ludzi mamy! Zaraz ruszymy dobra mu pustoszy! A co! uda si fortel?... Nie tym, to innym
sposobem bybym si wydosta i wapanw take!... Cakiem mnie zatkao, e tchu nie mog
zapa! Na radziwiowskie dobra, moci panowie, na radziwiowskie dobra! Jeszcze wszystkiego
o nim nie wiecie, co ja wiem!...
Dalsze wybuchy zostay przerwane przez ludzi laudaskich, ktrzy biegli jeden przez drugiego
wita swego pukownika. Butrymi, Gociewicze Dymni, Domaszewicze, Stakjanowie, Gasztowtowie
 cisnli si naokoo wozu, a potne gardziele ryczay nieustannie:
 Vivat! vivat!
 Moci panowie!  rzek may rycerz, gdy uciszyo si nieco  towarzysze najmilsi! dzikuj
wam za afekt!... Straszna to rzecz, e musimy hetmanowi posuszestwo wypowiada i rk na
podnosi, ale gdy zdrada jawna, nie moe by inaczej! Nie odstpim ojczyzny i pana naszego miociwego...
Vivat Joannes Casimirus rex!...
 Vivat Joannes Casimirus rex!  powtrzyo trzysta gosw.
 Dobra radziwiowskie zajecha!  krzycza Zagoba.  Spiarnie i piwnice mu wypuka!
 Koni nam!  zawoa may rycerz. Skoczono po konie.
Tymczasem Zagoba rzek:
 Panie Michale! Hetmaniem tym ludziom w zastpstmetwoim i przyznaj im chtnie, e mnie
sobie poczynali... Ale gdy teraz wolny, zdaj wadz w twoje rce.
 Nieche wasza mio komend bierze, jako godnoci najstarszy  rzek pan Micha zwracajc
si do Mirskiego.
 Ani myl! a mnie co po tym!  odrzek stary pukownik.
 To jegomo pan Stankiewicz...
 Ja mam swoj chorgiew i cudzej nie bd bra! Osta waszmo przy komendzie; ceremonia
sieczka, satysfakcja owies! Znasz ty ludzi, ludzie ciebie, i naj-lepiej przy tobie bd stawali.
 Uczy tak, Michale, uczy, bo to i nieakoma rzecz!  mwi Jan Skrzetuski.
 Nieche i tak bdzie.
To rzekszy pan Micha wzi buaw z rk Zagoby, uszykowa w mig chorgiew do pochodu i
ruszy wraz z towarzyszami na jej czele.
 A gdzie pjdziemy?  pyta Zagoba.
 eby tak waciom prawd powiedzie, to sam nie wiem, bom jeszcze o tym nie pomyla 
odpar pan Micha.
 Warto si nad tym naradzi, co nam czyni''' przystoi  rzek Mirski  i musimy bezzwocznie
do'' rady przystpi. Jeno pierwej niech mi wolno bdzie zoy jegomoci panu Zagobie w imieniu
wszystkich podzik, e nas nie zapomnia i in rebus angustis tak skutecznie ratowa.
 A co?  rzek z dum Zagoba podnoszc gow i zakrcajc wsa.  Beze mnie bylibycie w
Birach!... Justycja nakazuje przyzna, e kto czego nie': wymyli, to Zagoba wymyli... Panie
Michale, nie w takich to bywalimy opaach! Pamitasz, jakom ci '' ratowa, gdymy to z Halszk
przed Tatarami uciekaii, co?
Pan Micha mgby by odpowiedzie, e wwczas nie pan Zagoba jego, ale on pana Zagob
ratowa, wszelako milcza i pocz tylko wsikami rusza. Stary za szlachcic mwi dalej:
 Nie potrzeba dzikowa, bo co wam dzi, to mnie jutro, i pewnie nie opucicie mnie te w potrzebie.
Tak jestem rad, e was wolnych widz, jakobym najwalniejsz wiktori odnis. Pokazuje
si, e nie zestarzaa si jeszcze zbyt ani gowa, ani rka.
 To tedy wapan zaraz do Upity trafi?  pyta pan Micha.
 A gdzie miaem trafi? do Kiejdan? wilkowi w gardo le? Juci, e do Upity, i moecie mi
wierzy, em szkapy nie aowa, a dobra bya bestia! Wczoraj rano ju byem w Upicie, a w poudnie
ruszylimy ku Birom, w t stron, w ktrej spodziewaem si ichmociw spotka.
 A e to ludzie moi tak od razu wapanu uwierzyli?  mwi pan Micha  bo ci nie znali, z
wyjtkiem dwch czy trzech, ktrzy ci u mnie widzieli?
 Co prawda, nie miaem z tym najmniejszej trudnoci, bo naprzd, miaem twj piercie, panie
Michale, a po wtre, ludzie wanie tylko co si byli dowiedzieli o waszym aresztowaniu i o
zdradzie hetmana. Zastaem deputacj do nich od chorgwi pana Mirskiego i pana Stankiewicza,
eby si do kupy przeciw hetmanowi, zdrajcy, zbierali. Jakem im tedy oznajmi, e was do Bir
wioz, jakoby kto w mrowisko ki j wsadzi. Konie byy na potrawach, posali zaraz pachokw, by
je sprowadzi, i w poudnie ruszylimy ju w drog. Oczywicie objem komend, bo mi si to
naleao.
 A skde ojciec buczuka wzi?  pyta Jan Skrzetuski.  Mylelimy z daleka, e to hetman.
 Co? Pewnie, em nie gorzej wyglda! Skdem buczuka wzi? Oto razem z deputacjami od
spornych chorgwi przyjecha i ad hetmana pan Szczyt z rozkazem do laudaskich, by do Kiejdan
szli, i z buczukiem dla wikszej powagi rozkazu. Kazaem go zaraz aresztowa, a buczuk nad
sob nosi, eby Szwedw na ten przypadek omyli.
 Dalibg, jak wszystko mdrze obmyli!  zawoa Oskierko.
 Jako Salomon!  doda Stankiewicz.
Pan Zagoba rs jak na drodach.
 Radmy teraz, co nam czyni przystoi?  rzek wreszcie.  Jeeli wapastwo zechcecie mnie
posu , cha cierpliwie, to powiem, com sobie przez drog obmyli. Z Radziwiem tedy nie radz
wojny rozpoczyna, a to dla dwojakich powodw: naprzd, e nie przymierzajc on jest szczupak,
a my okoni. Lepiej dla okoniw nigdy si gow do szczuki nie zwraca, bo snadnie pokn moe,
jeno ogonem, bo wtedy ostre skrzela broni. Niech go tam diabe na roen widzieje jak najprdzej i
smo polewa, aby si zbyt nie przypali.
 Po wtre?  pyta Mirski.
 Po wtre  odrzek Zagoba  e gdybymy przez jakowy casus dostali si w jego rce, to by
nam takiego upnia zada, e wszystkie sroki na Litwie miayby o czym skrzecze... ,Patrzcie
waszmociowie, co stao w tym licie, ktry Kowalski wiz do komendanta szwedzkiego do Bir,
i poznajcie pana wo jewod wileskiego, jelicie go dotd nie znali!
To rzekszy odpi upan i wydobywszy z zanadrza pismo poda je Mirskiemu.
 Ba! po niemiecku czy po szwedzku?  odrzek stary pukownik.  Ktry z waciw to pismo
przeczyta'?
Pokazao si, e jeden pan Stanisaw Skrzetuski troch po niemiecku umia, gdy czsto z domu
do Torunia jedzi, ale pisanego i on nie mg przeczyta.
 To ja waciom tenor opowiem  rzek Zagoba.  Gdy w Upicie onierze posali po konie na
ki, byo troch czasu, kazaem sobie tedy sprowadzi za pejsy yda, ktrego tam wszyscy okrutnie
mdrym powiadaj, i ten, majc szabl na karku, wyczyta wszystko expedite, co tam stoi, i
mnie wyuszczy.. Ow pan hetman poleca komendantowi biraskiemu i dla dobra jegomoci
krla szwedzkiego nakazuje, aeby, odprawiwszy wprzd konwj, kaza potem nas wszystkich, nie
wyczajc nikogo, rozstrzela, jeno tak, aby si wie nie rozesza.
Pukownicy a rkoma poczli klaska, z wyjtkiem jednego Mirskiego, ktry pokiwawszy
gow rzek:
 Mnie te, co go znam, dziwno to byo i w gowie nie chciao si pomieci, e on nas ywych
z Kiejdan wypuszcza. Musiay by chyba jakie powody, ktrych nie znamy, a dla ktrych sam nie
mg nas na mier skaza.
 Pewnie chodzio mu o opini ludzk?  Moe.
 Jednake dziw, jak to jest zawzity pan! rzek may rycerz.  Bo przecie, nie wymawiajc, ja
mu ycie tak jeszcze niedawno na wspk z Ganchofem ratowaem.
 A ja pod jego ojcem, a potem pod nim trzydzieci pi lat ju su!  rzek Stankiewicz.
 Straszny czek!  doda Stanisaw Skrzetuski.
 Ow takiemu lepiej w paszczk nie le rzek Zagoba.  Niech go diabli wezm! Unikajmy
z nim bitwy, a natomiast majtnoci, ktre po drodze si trafi, accurate mu wypuczemy. Idmy do
wojewody witebskiego, eby to mie jak ochron, jakowego pana za sob, a po drodze bierzmy,
co si da, ze spiarniw, ze  ta jen, obr, spichrzw, piw nic. A mi si dusza do tego mieje, i ju
to pewna, e nikomu nie dam si w tym wyprzedzi. Co z pienidzy po ekonomiach bdziemy mogli
wzi, to bierzmy take. Im huczniej i okryciej przyjdziem do wojewody witebskiego, tym
wdziczniej nas przyjmie.
 On i tak nas wdzicznie przyjmie  odrzek Oskierko.  Ale dobra rada, eby do niego i, i
lepszej teraz nikt nie wymyli.
 Wszyscy gosy za tym dadz  doda Stankiewicz.
 Jako ywo!  rzek pan Micha.  Tak tedy do wojewody witebskiego! Nieche on bdzie
owym wo-dzem, o ktregomy Boga prosili.
 Amen!  rzekli inni.
I jechali czas jaki w milczeniu, a wreszcie pan Micha j si krci na kulbace.
 A eby tak gdzie Szwedw po drodze skubn?  spyta wreszcie, zwracajc oczy na towarzyszw.
 Moja rada jest, e jeli si zdarzy, to dlaczego nie?  odpar Stankiewicz.  Pewnie tam Radziwi
upewnia Szwedw, e ca Litw .ma w rku i e wszyscy chtnie opuszcz Jana Kazimierza;
nieche si pokae, e to nieprawda.
 I susznie!  rzek Mirski.  Jeeli jaki oddzia wlezie nam w drog, to mu po brzuchach przejecha.
Zgadzam si rwnie, aby si na samego ksi-. cia nie porywa, bo mu nie zdzierymy.
Wojownik to wielki! Ale unikajc bitwy warto by z par dni koo Kiejdan si pokrci.
 Aby mu majtnoci spustoszy?  spyta Zagoba.
 Nie to! Jeno aby ludzi wicej zebra. Moja cho-rgiew i pana Stankiewicza ku nam si przymkn.
Jeeli za ju rozbite, co by moe, to take ludzie bd pojedynczo do nas si kupili. Nie
bez tego, eby co i szlachty nie napyno. Przyprowadzimy panu Sapiee wiksz si, z ktr
snadniej bdzie mg co pocz.
Rzeczywicie, wyrachowanie to byo dobre, a jako pierwszy przykad mogli posuy dragoni
pana Rocha, ktrzy wszyscy z wyjtkiem jego samego przeszli bez wahania do pana Michaa. Takich
mogo si znale w szeregach radziwiowskich wicej. Mona byo przy tym przypuszcza,
e pierwsze uderzenie na Szwedw wywoa oglne powstanie w kraju.
Postanowi wic pan Woodyjowski ruszy na noc w stron Poniewiea, zagarn jeszcze, co
mona, szlachty laudaskiej w okolicach Upity i stamtd zanurzy si w Puszcz Rogowsk, do
ktrej, jak si spodziewa, resztki rozbitych opornych chorgwi bd si chroniy. Tymczasem stan
na wypoczynek wedle rzeki aweczy, aby ludzi i konie pokrzepi.
Tam stali do nocy pogldajc z gszczy leszczynowych na wielk drog, po ktrej cigny coraz
to nowe gromady chopstwa uciekajcego w lasy przed spodziewanym najciem szwedzkim.
onierze wysyani na drog sprowadzali od czasu do czasu pojedynczych chopw, aby zasign
jzyka o Szwedach, ale niewiele mona si byo od nich wywiedzie.
Chopstwo byo przeraone i kady pojedynczo powtarza, e Szwedzi tu, tu, ale dokadnych
objanie nikt nie umia udzieli.
Gdy ciemnio si zupenie, pan Woodyjowski kaza ludziom siada na ko, lecz zanim ruszyli,
do uszu wszystkich doszed dosy wyranie odgos dzwonw.
 Co to jest?  pyta Zagoba  przecie na Anio Paski za pno!
Pan Woodyjowski sucha przez chwil pilno.
 To na trwog!  rzek.
Po czym puci si wzdu szeregu.
 A nie wie tam ktry  pyta  co to za wie czyli miasteczko w tamtej stronie?
 Klewany, panie pukowniku!  odpowiedzia jeden z Gociewiczw  my tamtdy z potaem
jedzim.
 Syszycie dzwony?
 Syszymy! To niezwyczajna rzecz!
Pan Micha skin na trbacza i wnet cichy gos trbki zabrzmia wrd ciemnych gstwin. Chorgiew
posuna si naprzd.
Oczy wszystkich utkwione byy w kierunku, skd coraz gwatowniejsze dochodzio dzwonienie;
jako nie na prno patrzono, bo wkrtce byso na horyzoncie czerwone wiato i powikszao si
z kad chwil.
 una!  szeptano w szeregach.
Pan Micha pochyli si ku Skrzetuskiemu.
 Szwedzi!  rzek.
 Skosztujem!  odpar pan Jan.
 Dziwno mi to jeno, e pal.
 Musia szlachcic opr da albo chopstwo si ruszyo, jeli na koci nastpili.
 Ano, zobaczym!  rzek pan Micha.
I sapn z zadowoleniem.
Wtem pan Zagoba przycapa ku niemu:
 Panie Michale?
 A co?
 Ju widz, e ci szwedzkie miso zapachniao. Pewnie bitwa bdzie, co?
 Jak Bg zdarzy! jak Bg zdarzy!
 A kto bdzie jeca pilnowa?
 Jakiego jeca?
 Juci, nie mnie, jeno Kowalskiego. Widzisz, panie Michale, to jest okrutnie wana rzecz, eby
on nie uciek. Pamitaj, e hetman nie wie o niczym, co si stao, i od nikogo si nie dowie, jeeli
Kowalski mu nie doniesie. Trzeba jakowym pewnym ludziom kaza go pilnowa, bo w czasie bitwy
atwo da drapaka, zwaszcza e i fortelw moe si chwyci.
 Tyle on zdatny do fortelw, ile ten wz, na ktrym siedzi. Ale masz wa suszno, e trzeba
kogo koo niego zostawi. Chcesz wa mie go przez ten czas na oku?
 Hm! bitwy mi al!... Prawda, e w nocy przy ogniu prawie nic nie widz. ebymy si mieli
po dniu bi, nigdy by mnie na to nie namwi... Ale skoro publicum bonum tego wymaga, nieche
ju tak bdzie!
 Dobrze. Zostawi waszmoci z piciu ludzi do pomocy, a jakby chcia umyka, to mu w eb
palcie.
 Ugniot ja go w palcach jak wosk, nie bj si!... Ale to tam una coraz wiksza. Gdzie mam si
zatrzyma z Kowalskim?
 Gdzie wa chcesz. Nie mam teraz czasu!  rzek pan Micha.
I wyjecha naprzd.
Poar rozlewa si coraz szerzej. Wiatr powia od strony ognia i razem z gosem dzwonw przynis
echa wystrzaw.
 Rysi!  skomenderowa pan Woodyjowski.
ROZDZIA XVIII
Dojechawszy bliej wsi zwolnili kroku i ujrzeli szerok ulic owiecon tak pomieniem, i
szpilki mona by na niej zbiera, bo po obu stronach palio si kilka chaup, a inne zajmoway si
od nich z wolna, gdy wiatr by do silny i nis iskry, ba! cae snopki, podobne do ptakw ognistych,
na przylege dachy. Na ulicy pomie owieca wiksze i mniejsze gromadki ludzi poruszajce
si szybko w rne strony. Krzyk ludzki miesza si z odgosem dzwonw ukrytego wrd
drzew kocioa, z rykiem byda, ze szczekaniem psw i rzadkimi wystrzaami z broni palnej.
Podjechawszy bliej onierze pana Woodyjowskiego ujrzeli rajtarw przybranych w koliste
kapelusze, ale niezbyt wielu. Niektrzy ucierali si z gromadami chopw zbrojnych w cepy i widy,
strzelajc do nich z pistoletw i wypierajc za chaupy, na ogrody; inni wypdzali na drog
rapierami woy, krowy i owce. Inni, ktrych zaledwie mona byo rozezna wrd caych kbw
pierza, poobwieszali si ptactwem domowym, trzepoccym jeszcze skrzydami w przedmiertnych
podrygach. Kilkunastu trzymao konie, kady po dwa lub trzy, nalece do towarzyszw zajtych
widocznie rabunkiem chaup.
Droga do wsi schodzia nieco z gry, wrd brzezinowego lasku, tak e laudascy, sami nie bdc
widziani, widzieli jakoby obraz, przedstawiajcy najcie wsi przez nieprzyjaciela, owiecony
poarem, w ktrego blaskach dokadnie mona byo odrni obcych onierzy, wieniakw, niewiasty
cignione przez rajtarw i bronicych si bezadnymi kupami mw. Wszystko to poruszao
si gwatownie, na ksztat lalek w jasekach, krzyczc, klnc, lamentujc.
Poar nad wiosk trzs ca grzyw pomienia i hucza coraz straszliwiej.
Pan Woodyjowski, zbliywszy si z chorgwi do roztwartego na ocie koowrotu, kaza
zwolni kroku. Mg on uderzy i jednym zamachem zgnie nie spodziewajcych si niczego napastnikw;
ale may rycerz postanowi sobie pokosztowa Szwedw w bitwie otwartej, zupenej,
wic naumylnie czyni tak, aby go spostrzeono.
Jako kilku rajtarw, stojcych wedle koowrotu, spostrzego naprzd zbliajc si chorgiew.
Jeden z nich skoczy do oficera, ktry sta z goym rapierem wrd wikszej kupy jedcw na
rodku drogi, i pocz mwi co do niego ukazujc rk w t stron, z ktrej spuszcza si ze
swymi ludmi pan Woodyjowski. Oficer przysoni oczy rk i patrzy przez chwil, nastpnie
skin i wnet donony odgos trbki zabrzmia wrd rozmaitych krzykw ludzkich i zwierzcych.
A tu rycerze nasi mogli podziwia sprawno szwedzkiego onierza; zaledwie bowiem rozlegy
si pierwsze tony, gdy jedni z rajtarw poczli wypada co duchu z chaup, drudzy porzucali zrabowane
rzeczy, woy, owce i biegli do koni.
W mgnieniu oka stanli w sprawnym szeregu, na ktrego widok wezbrao podziwem serce maego
rycerza, tak lud by dobrany. Chopy wszystko rose i tgie, przybrane w kaftany ze skrzanymi
pasami przez rami, w jednostajne czarne kapelusze z podniesionym koliskiem z lewej strony;
wszyscy mieli jednakie gniade konie i stanli murem, z rapierami przy ramieniu, pogldajc
bystro, ale spokojnie, w stron drogi.
Jednake z szeregu wysun si oficer z trbaczem chcc widocznie zapyta, co by byli za ludzie
zbliajcy si tak wolno.
Widocznie sdzi, i to jaka radziwiowska chorgiew, od ktrej nie spodziewa si zaczepki.
J tedy macha rapierem i kapeluszem, a trbacz trbi cigle na znak, i chc rozmowy.
 A wypal no ktry ku nim z garacza  rzek may rycerz  aby wiedzieli, czego si maj od nas
spodziewa!
Strza hukn, ale siekace nie doszy, bo byo zbyt daleko. Oficer widocznie myla jeszcze, i
to jakie nieporozumienie, gdy pocz tylko mocniej krzycze i kapeluszem macha.
 Dajciee mu drugi raz!  zakrzykn pan Woodyjowski.
Po drugim strzale oficer zawrci i ruszy, cho niezbyt pospiesznie, ku swoim, ktrzy takie
zbliyli si rysi ku niemu.
Pierwszy szereg laudaskich ludzi wjeda ju w koowrot.
Oficer szwedzki zakrzykn, dojedajc, na swoich ludzi; rapiery sterczce a do tej chwili
przy ramionach rajtarw pochyliy si i zwisy na pendentachnatomiast wszyscy naraz wydobyli
pistolety z olster i wsparli je na kulach od kulbak, trzymajc lufy do gry.
 Doskonay onierz!  mrukn Woodyjowski widzc szybko i jednoczesno prawie mechaniczn
ich ruchw.
To rzekszy obejrza si na swoich ludzi, czy szeregi w porzdku, poprawi si w kulbace i
krzykn:
 Naprzd!
Laudascy pochylili si ku szyjom koskim i ruszyli jak wicher.
Szwedzi przypucili ich blisko i naraz dali ognia z pistoletw, lecz salwa niewiele zaszkodzia
ukrytym za bami koskimi laudaskim, wic zaledwie kilku wypucio z rk trzle i przechylio
si w ty, inni dobiegli i uderzyli si z rajtarami pier o pier.
Litewskie lekkie chorgwie uyway jeszcze kopij, ktre w koronnym wojsku suyy tylko husarii,
ale pan Woodyjowski, spodziewajc si bitwy w ciasnocie, kaza je zatkn poprzednio przy
drodze, wic zaraz przyszo do szabel.
Pierwszy impet nie zdoa rozerwa Szwedw, lecz zepchn ich w ty, tak i poczli si cofa
siekc i bodc rapierami, laudascy za parli ich zapamitale przed sob wzdu ulicy. Trup pocz
pada gsto. Ciba czynia si coraz wiksza, szczk szabel wyposzy chopstwo z szerokiej ulicy,
w ktrej gorco od poncych domw byo nie do wytrzymania, lubo domy ode drogi i opotkw
oddzielone byy sadami.
Szwedzi, parci coraz potniej, cofali si z wolna, ale zawsze w dobrym porzdku. Trudno im
zreszt byo si rozproszy, poniewa silne poty zamykay drog z obu stron. Chwilami prbowali
zatrzyma si, ale nie mogli podoa.
Bya to dziwna bitwa, w ktrej z przyczyny waskiego stosunkowo miejsca walczyy wycznie
pierwsze szeregi, nastpne za mogy tylko pcha stojcych w przedzie. Ale przez to wanie walka
zmienia si w rze zaciek.
Pan Woodyjowski, uprosiwszy wprzd starych pukownikw i Jana Skrzetuskiego, aby w samej
chwili ataku mieli dozr nad ludmi, uywa do woli w pierwszym szeregu. I co chwila jaki kapelusz
szwedzki zapada przed nim w cib, jakoby nurka dawa pod ziemi; czasami rapier, wytrcony
z rk rajtara, wylatywa furkoczc nad szereg, a jednoczenie odzywa si krzyk ludzki
przeraliwy i znw kapelusz zapada; zastpowa go drugi, drugiego trzeci, lecz pan Woodyjowski
posuwa si cigle naprzd, mae jego oczki wieciy jak dwie skry zowrogie, i nie unosi si, i nie
zapamitywa, nie macha szabl jak cepem; chwilami, gdy nie mia nikogo na dugo szabli przed
sob, zwraca twarz i kling nieco w prawo lub w lewo i strca w mgnieniu oka rajtara ruchem na
pozr nieznacznym, i straszny by przez te ruchy mae, a byskawiczne, prawie nieczowiecze.
Jak niewiasta rwca konopie zanurzy si w nie tak, i j zupenie zasoni, ale po zapadaniu kici
poznasz atwo jej drog, tak i on nikn chwilowo z oczu w tumie rosych mw, lecz tam,
gdzie padali jako kos pod sierpem niwiarza podcinajcego dba od dou, tam wanie on by.
Pan Stanisaw Skrzetuski i pospny Jzwa Butrym zwany Beznogim szli tu za nim.
Na koniec szwedzkie tylne szeregi poczy wysuwa si z opotkw na obszerniejszy wirydarz
przed kocioem i dzwonnic, a za nimi wysuny si przednie. Rozlega, si komenda oficera, ktry
pragn widocznie wprowadzi wszystkich naraz ludzi do boju, i wy duony a dotd prostokt
rajtarw rozcigna si w mgnieniu oka wszerz, w dug lini, chcc caym frontem stawi czoo.
Lecz Jan Skrzetuski, ktry nad oglnym przebiegiem bitwy czuwa i czoem chorgwi dowodzi,
nie poszed za przykadem szwedzkiego kapitana, natomiast ruszy naprzd caym impetem w cienionej
kolumnie, ktra trafiwszy na sabsz ju cian szwedzk rozbia j w mgnieniu oka jakoby
klinem i zwrcia si pdem ku kocioowi, ku prawej stronie, biorc tym ruchem ty jednej poo-
wie Szwedw, a na drug skoczy li z rezerw Mirski i Stankiewicz majc pod sob cz laudaskich
i wszystkich dragonw Kowalskiego.
Zawrzay teraz dwie bitwy, lecz nie trway ju dugo. Lewe skrzydo, na ktre uderzy Skrzetuski,
nie zdyo si sformowa i rozproszyo si najpierwej; prawe, w ktrym by sam oficer, duej
dawao opr, lecz rozcignite zbytecznie, poczo si ama, miesza, na koniec poszo za przykadem
lewego.
Wirydarz by obszerny, lecz na nieszczcie zagrodzony ze wszystkich stron wysokim potem, a
przeiwlegy koowrot suba kocielna widzc, co si dzieje, zamkna i podpara.
Rozproszeni tedy Szwedzi biegali wkoo, a laudascy updzali si za nimi. Gdzieniegdzie bito
si wikszymi kupami, po kilkunastu, na szable i rapiery, gdzieniegdzie bitwa zmienia si w szereg
pojedynkw i m potyka si z mem, rapier krzyowa si z szabl, czasem strza pistoletowy
buchn. Tu i owdzie rajtar, wymknwszy si spod jednej szabli, bieg jak pod smycz pod drug.
Tu i owdzie Szwed lub Litwin wydobywa si spod obalonego rumaka i pada zaraz pod ciciem
czekajcej na szabli.
rodkiem wirydarza biegay rozhukane konie bez jedcw, z rozdtymi od strachu chrapami i
rozwiar grzyw, niektre gryzy si ze sob, inne, olepe i rozszalae, zwracay si zadem do kup
walczcych i biy w nie kopytami.
Pan Woodyjowski, strcajc mimochodem rajtarw, szuka oczyma po caym wirydarzu oficera;
na koniec spostrzeg go bronicego si przeciw dwom Butrymom i skoczy ku niemu.
 Na bok!  krzykn na Butrymw  na bok! Posuszni onierze odskoczyli  may rycerz za
przybieg i starli si ze Szwedem, a konie przysiady na zadach.
Oficer chcia widocznie sztychem zsadzi przeciwnika z konia, lecz pan Woodyjowski podstawi
rkoje swego dragoskiego paasza, zakrci byskawicowym pkolem i rapier prysn. Oficer
schyli si do olster, lecz w tej chwili, city przez jagod, wypuci lejce z lewicy.
 ywym bra!  krzykn Woodyjowski na Butrymw.
Laudascy chwycili rannego i podtrzymali chwiejcego si na kulbace, may rycerz za sun w
gb wirydarza i jecha dalej na rajtarach gaszc ich przed sob jak wiece.
Lecz ju powszechnie poczli Szwedzi ulega bieglejszej w szermierce i pojedynczej walce szlachcie.
Niektrzy chwytajc za ostrza rapierw wycigali je rkojeci ku przeciwnikom, inni rzucali
bro pod nogi: sowo pardon! brzmiao coraz czciej na pobojowisku. Lecz nie zwaano na to,
bo pan Micha kilku tylko kaza oszczdzi, wic inni widzc to zrywali si znw do bitwy i marli,
jak na onierzy przystao, po rozpaczliwej obronie, okupujc obficie krwi mier wasn.
W godzin pniej docinano ostatkw.
Chopstwo rzucio si hurmem, drog ode wsi, na wirydarz, chwyta lonie, dobija rannych i
obdziera polegych.
Tak skoczyo si pierwsze spotkanie Litwinw ze Szwedami.
Tymczasem pan Zagoba, stojc opodal w brzezinie z wozem, na ktrym lea pan Roch, musia
sucha gorzkich jego wymwek, e cho krewny, tak niegodnie z nim postpi.
 Zgubia mnie duj z kretesem, bo nie tylko, e mnie kula w eb w Kiejdanach czeka, ale i haba
wiekuista na moje imi spadnie. Odtd kto zechce powiedzie: kiep, to moe mwi: Roch Kowalski.
 I co prawda niewielu znajdzie, ktrzy by mu chcieli negowa  odpar Zagoba  a najlepszy
dowd, i si dziwujesz, em ci na hak przywid, ja, ktrym chanem krymskim tak krci jak
kuk. C to sobie, chmyzie, mylae, e ci si pozwol do Bir odprowadzi w kompanii zacnych
ludzi i Szwedom w paszczk nas wrazi, najwikszych mw, decus tej Rzeczypospolitej?
 To ja nie z wasnej woli waszmociw tam odwoziem!
 Ale by pachokiem katowskim, i to jest dla szlachcica wstyd, to jest haba, ktr obmy musisz,
inaczej wypr si ciebie i wszystkich Kowalskich. By zdrajc to gorzej ni rakarzem, ale by
pomocnikiem kogo gorszego od rakarza to ostatnia rzecz!
 Ja hetmanowi suyem!
 A hetman diabu! Masz teraz!... Gupi jest, Rochu, wiedz o tym raz na zawsze i w dysputy si
nie wdawaj, a mnie si trzymaj za po, to jeszcze na czowieka wyjdziesz, bo to wiedz, e ju niejednego
promocja przeze mnie spotkaa.
Dalsz rozmow przerwa im huk wystrzaw, bo wanie bitwa si we wsi rozpoczynaa. Potem
strzay umilky, ale gwar trwa cigle i krzyki dochodziy a do owego ustronia w brzezinie.
 Ju tam pan Micha pracuje  rzek Zagoba. Niewielki on, ale kliwy jak gadzina. Nauszcz
tam tych zamorskich diabw jak grochu. Wolabym ja tam by ni tu, a przez ciebie musz jeno
nasuchiwa z tej brzeziny. Taka to twoja wdziczno? Te to jest uczynek godny krewnego?
 A za co ja mam by wdziczny?
 Za to, e tob zdrajca nie orze jak woem, chociae do orki najzdolniejszy, bo gupi, a
zdrw, rozumiesz?... Ej, coraz tam gorcej... Syszysz? To chyba Szwedy tak rycz jak cielta na
pastwisku.
Tu pan Zagoba spowania, bo troch by niespokojny; nagle rzek patrzc w oczy bystro panu Rochowi:
 Komu yczysz wiktorii?
 Juci, naszym.
 A widzisz! A czemu nie Szwedom?
 Bo te bym wola ich pra. Co nasi, to nasi!
 Sumienie si w tobie budzi... A jake to mg wasn krew Szwedom odwozi?
 Bom mia rozkaz.
 Ale teraz nie masz rozkazu?
 Juci, prawda.
 Twoja zwierzchno to teraz pan Woodyjowski, nikt wicej!
 Ano... niby to prawda!
 Masz to czyni, co ci pan Woodyjowski kae.
 Bo musz.
 On ci tedy kae wyrzec si naprzd Radziwia i nie suy mu wicej, jeno ojczynie.
 Jake to?  pyta pan Roch drapic si w gow.
 Rozkaz!  zakrzykn Zagoba.
 Sucham!  odrzek pan Roch.
 To dobrze! W pierwszej okazji bdziesz Szwedw pra!
 Jak rozkaz, to rozkaz!  odpowiedzia Kowalski i odetchn gboko, jakby mu wielki ciar
spad z piersi.
Zagoba rwnie by zadowolony, bo mia swoje na pana Rocha widoki. Poczli wic sucha
zgodnie nadlatujcych odgosw bitwy i suchali z godzin jeszcze, pki wszystko nie ucicho.
Zagoba coraz by niespokojniejszy.
 Zaliby si im nie powiodo?
 Wuj stary wojskowy i moesz takie rzeczy mwi! Gdyby ich rozbito, to by wedle nas wracali
kupami...
 Prawda!... Widz, e si i twj dowcip na co przyda.
 Syszysz wuj ttent? Wolno id. Musieli Szwedw wyci.
 Oj! a czy to jeno nasi? Podjad albo co?
To rzekszy pan Zagoba spuci szabl na temblak, wzi pistolet w gar i ruszy naprzd. W
krtce zobaczy przed sob czarniaw mas poruszajc si z wolna drog; jednoczenie doszed go
gwar rozmw.
Na przedzie jechao kilku ludzi, rozprawiajc ze sob gono, i wnet o uszy pana Zagoby odbi
si znany mu gos pana Michaa, ktry mwi:
 Dobre pachoki! Nie wiem, jaka tam piechota, ale i jazda doskonaa!
Zagoba uderzy konia ostrogami.
 Jak si macie?! jak si macie?! ju mnie niecierpliwo braa i chciaem w ogie lecie... A nie
ranny ktry?
 Wszyscy zdrowi, chwaa Bogu!  odrzek pan Micha  alemy dwudziestu kilku dobrych onierzy
stracili.
 A Szwedzi?
 Pooylimy ich mostem.
 Panie Michale, musiae tam uywa jak pies w studni. A godzio si to mnie, starego, na stray
tu zostawia? Mao dusza ze mnie nie wysza, tak mi si chciao szwedziny. Surowych bym ich jad!
 Moesz wapan dosta i pieczonych, bo si tam kilkunastu w ogniu przypalio.
 Niech ich psi jedz. A jecw wzilicie co?  Jest rotmistrz i siedmiu rajtarw.
 A co mylisz z nimi czyni?
 Kazabym ich powiesi, bo jako zbjcy niewinn wie napadli i ludzi wycinali... Ale Jan powiada,
e to nie idzie.
 Suchajcie mnie waszmociowie, co mi tu do govvy przez ten czas przyszo. Na nic ich wiesza
przeciwnie, puci ich do Bir co prdzej.
 Czemu to?
 Znacie mnie jako onierza, poznajcie jako statyst. Szwedw pumy, ale nie powiadajmy im,
kto jestemy. Owszem, mwmy, emy radziwiowscy ludzie, e z rozkazu hetmana wycilimy
ten oddzia i dalej bdziemy wycinali wszystkie, ktre spotkamy, bo hetman tylko przez fortel symulowa,
e do Szwedw przechodzi. Bd si tam oni za by brali i okrutnie kredyt hetmaski
przez to podkopiemy. Dalibg, jeli ta myl nie jest warta wicej od waszego zwycistwa, to niech
mi ogon jak koniowi wyronie. Bo uwacie tylko, e i w Szwedw to ugodzi, i w Radziwia. Kiejdany
od Birw daleko, a Radziwi od Pontusa jeszcze dalej. Nim sobie wytumacz, jak i co si
stao, gotowi si pobi! Powanimy zdrajc z najezdnikami, moci panowie, a kto najlepiej wyjdzie
na tym, jeli nie Rzeczpospolita?
 Grzeczna to jest rada i pewnie zwycistw a warta, niech kule bij!  rzek Stankiewicz.
 U waci kanclerski rozum  doda Mirski bo e im to pomiesza szyki, to pomiesza.
 Pewnie, e tak trzeba bdzie uczyni  rzek pan Micha.  Zaraz jutro ich puszcz, ale dzi nie
chc o niczym wiedzie, bom okrutnie zmachany... Gorco tam byo na drodze jak w piekarni... Uf!
cakiem mi rce zemdlay... Oficer nie mgby nawet dzisiaj jecha, bo w pysk zacity.
 Po jakiemu im tylko to wszystko powiemy? Co ojciec radzisz?  pyta Jan Skrzetuski.
 Juem i o tym pomyla  odpowiedzia Zagoba.  Kowalski mi mwi, e midzy jego dragonami
jest dwch Prusakw, dobrze umiejcych po niemiecku szwargota i ludzi roztropnych.
Nieche oni im to powiedz po niemiecku, ktry jzyk pewnie Szwedzi umiej, tyle lat si w
Niemczech nawojowawszy. Kowalski ju nasz dusz i ciaem. Setny to chop i niemay bd mia z
niego poytek.
 Dobrze!  rzek Woodyjowski.  Bde ktry z waszmociw askaw tym si zaj, bo ja ju
i gosu w gbie nie mam od fatygi. Oznajmiem ju ludziom, e zostaniemy tu w tej brzezinie do
rana. Je nam ze wsi przynios, a teraz spa! Nad straami bdzie mia mj porucznik oko. Dalibg,
e ju waszmociw nie widz, bo mi si powieki zamykaj...
 Moci panowie  rzek pan Zagoba  jest tu stg niedaleko za brzezin, pjdziemy do stoga,
wywczasujemy si jako susy, a jutro w drog... Nie wrcimy tu ju, chyba z panem Sapieh na
Radziwia.
ROZDZIA XIX
Rozpocza si wic na Litwie wojna domowa, ktra, obok dwch najazdw w granice Rzeczypospolitej
i coraz zacitszej wojny ukraiskiej, wypenia miar niedoli.
Wojsko komputowe litewskie, jakkolwiek tak nieliczne, e adnemu po szczegle nieprzyjacielowi
nie mogo da skutecznego oporu, rozdzielio si na dwa obozy. Jedni, a zwaszcza roty cudzoziemskie,
stanli przy Radziwille; drudzy, i tych byka wikszo, goszc hetmana za zdrajc,
protestowali ornie przeciw unii ze Szwecj, lecz bez jednoci, wodza, planu. Wodzem mg by
pan wojewoda witebski, ale on zbyt by w tej chwili zajty obron Bychowa i rozpaczliw walk w
gbi kraju, aeby od razu na czele ruchu przeciw Radziwiowi mg stan.
Tymczasem i najezdnicy, uwaajc kady ca krain za sw wasno, poczli sa wzajem do
si grone poselstwa. Z tych ich niesnasek mogo w przyszoci wypyn ocalenie Rzeczypospolitej,
ale zanim do krokw nieprzyjacielskich midzy nimi przyszo, na calej Litwie zapanowa najstraszliwszy
chaos. Radziwi, zawiedziony w rachubie na wojsko, postanowi przemoc zmusi je
do posuszestwa.
Zaledwie pan Woodyjowski przycign ze swym oddziaem po bitwie klewaskiej do Poniewiea,
gdy do uszu jego dosza wie o zniszczeniu przez hetmana chorgwi Mirskiego i Stankiewicza.
Cz ich zostaa przemoc wczona do wojsk radziwiowskich, cz wybita lub rozpdzona
na cztery wiatry. Resztki tuay si pojedynczo lub niewielkimi kupami po wsiach i lasach,
szukajc, gdzie by gow przed zemst i pogoni uchroni.
Z kadym dniem zbiegowie napywali do oddziau pana Michaa, zwikszajc jego si, a zarazem
przynoszc najrozmaitsze nowiny.
Najwaniejsz z nich bya wiadomo o buncie chorgwi komputowych, stojcych na Podlasiu,
wedle Biaegostoku i Tykocina. Po zajciu Wilna przez wojska moskiewskie miay owe chorgwie
stamtd przystp do krajw koronnych osania. Lecz dowiedziawszy si o zdradzie hetmana,
utworzyy konfederacj, na ktrej czele stanli dwaj pukownicy: Horotkiewicz i Jakub Kmicic,
stryjeczny najwierniejszego poplecznika radziwiowskiego, Andrzeja.
Imi tego ostatniego powtarzay ze zgroz usta onierskie. On to gwnie przyczyni si do rozbicia
chorgwi Stankiewicza i Mirskiego, on rozstrzeliwa bez litoci schwytanych towarzyszw.
Hetman ufa mu lepo i w ostatnich wanie czasach posa go przeciw chorgwi Niewiarowskiego,
ktra nie idc za przykadem swego pukownika wypowiedziaa posuszestwo.
Tej ostatniej relacji wysucha z wielk uwag pan Woodyjowski, po czym zwrci si do wezwanych
na rad towarzyszw i rzek:
 Co bycie waszmociowie powiedzieli na to, gdybymy zamiast pod Bychw, do wojewody
witebskiego spieszy, poszli na Podlasie do owych chorgwi, ktre konfederacj uczyniy?
 Z gby mi to wyje!  rzek Zagoba.  Bdzie czek bliej swoich stron, a ju tam zawsze
midzy swoimi raniej.
 Powiadali te zbiegowie  rzek Jan Skrzetuski  e syszeli, jakoby krl jegomo chorgwiom
niektrym kaza z Ukrainy wraca, aby nad Wis opr Szwedom da. Jeli to si sprawdzi,
tedy moglibymy midzy starymi towarzyszami si znale, zamiast tu si z kta w kt tuc...
 A kto ma nad tymi chorgwiami regimentowa? Nie wiecie, waszmociowie?
 Powiadaj, e pan obony koronny  odrzek pan Woodyjowski  ale to wicej ludzie zgaduj,
anieli wiedz, gdy pewne wieci nie mogy jeszcze nadej.
 Jakkolwiek jest  rzek Zagoba  radz na Podlasie si przemkn. Moemy tam owe zbuntowane
chorgwie radziwiowskie porwa za sob i krlowi jegomoci przyprowadzi, a wtedy
pewnie nie pozostanie to bez nagrody.
 Nieche tak bdzie!  rzekli Oskierko i Stankiewicz.
 Rzecz nie jest atwa  mwi may rycerz przebra si na Podlasie, bo trzeba si bdzie hetmanowi
midzy palcami przemyka, ale sprobujemy.
Gdyby tak fortuna przy tym zdarzya Kmicica gdzie po drodze ucapi, powiedziabym mu do
ucha par sw, od ktrych skra by na nim pozieleniaa...
 Wart on tego!  rzek Mirski.  Bo e tam niektrzy starzy onierze, ktrzy wiek ycia pod
Radziwiami przesuyli, z hetmanem trzymaj, to im si mniej dziwi, ale w warcho suy tylko
dla wasnej korzyci i z rozkoszy, jak w zdradzie znajduje.
 Tak tedy na Podlasie?  pyta Oskierko.
 Na Podlasie! Na Podlasie!  zakrzyknli wszyscy spoem.
Ale rzecz nie bya mniej trudna, jak to mwi pan Woodyjowski, bo chcc si na Podlasie dosta,
trzeba byo przechodzi w pobliu Kiejdan, jakoby wedle jamy, w ktrej lew kry.
Drogi i pasy lene, miasteczka i wsie byy w rku Radziwia; nieco za Kiejdanami sta Kmicic z
jazd, piechot i armatami. Wiedzia ju te hetman o ucieczce pukownikw, o zbuntowaniu chorgwi
Woodyjowskiego, o bitwie klewaskiej, i ta ostatnia szczeglnie przywioda go do takiego
gniewu, e si o ycie jego obawiano, albowiem straszliwy atak astmy oddech mu na czas jaki
zatamowa.
Jako suszne mia powody gniewu, a nawet rozpaczy, gdy bitwa owa sprowadzia na jego
gow ca burz szwedzk. Naprzd, zaraz po niej, poczto tu i owdzie wycina mae oddziay
szwedzkie. Czynili to chopi i pojedyncza szlachta na wasn rk, ale Szwedzi kadli to na karb
Radziwia, zwaszcza e oficer i onierze, po bitwie do Bir odesani, zeznali przed komendantem,
i to radziwiowska chorgiew z jego rozkazu na nich uderzya.
W tydzie przyszed list do ksicia od komendanta biraskiego, a w dziesi dni od samego
Pontusa de la Gardie, gwnodowodzcego wojskiem szwedzkim.
Albo Wasza Ksica Mo si i znaczenia nie masz  pisa ten ostatni  a w takim razie jak
moge ukad w imieniu caego kraju zawiera!  albo chcesz podstpem o zgub wojsko jego krlewskiej
moci przyprawi! Jeli tak jest, aska mojego pana odwraca si od W. Ks. Moci i kara
rycho ci dosignie, jeli skruchy i pokory nie okaesz i wiern sub winy swojej nie zatrzesz...
Radziwi wysa natychmiast gocw z wyjanieniem, jak i co si stao, ale grot utkwi w dumnej
duszy i rana palca pocza si jtrzy coraz sroej. On, ktrego sowo niedawno w posadach
ten kraj, wikszy od caej Szwecji, wstrzsao; on, za ktrego poow dbr wszystkich panw
szwedzkich kupi by mona; on, ktry wasnemu krlowi stawia czoo, monarchom sdzi si by
rwnym, zwycistwami rozgos w caym wiecie sobie zjedna i w pysze wasnej jak w socu chodzi
 musia teraz sucha grb jednego generaa szwedzkiego, musia sucha lekcji pokory i
wiernoci. Wprawdzie w genera by szwagrem krlewskim, ale kime by sam w krl, jeeli nie
przywaszczycielem tronu nalecego si z prawa i krwi Janowi Kazimierzowi?
Przede wszystkim jednak wcieko hetmaska zwrcia si przeciw tym, ktrzy owego upokorzenia
byli powodem, i zaprzysig sobie zdepta nogami pana Woodyjowskiego, tych pukownikw,
ktrzy przy nim byli, i ca chorgiew laudask. W tym celu ruszy przeciw nim i jako br
otaczaj myliwi sieciami, aby gniazdo wilcze wyowi, tak on otoczy ich i pocz gna bez wytchnienia.
Tymczasem dosza wie, e Kmicic zgnit chorgiew Niewiarowskiego, towarzystwa rozprszy
lub wyci, pocztowych wczy do wasnej chorgwi, wic hetman kaza mu odesa sobie
cz si, aby tym pewniej uderzy.
Ludzie ci  pisa hetman  o ktrych ycie tak natarczywie na nas nastawae, a gwnie Woodyjowski
z onym drugim przybd, wyrwali si w drodze do Bir. Posalimy umylnie z nimi
najgupszego oficera, aby go przekabaci nie mogli, ale i ten albo zdradzi, albo go w pole wywiedli.
Dzi Woodyjowski ma pod sob ca chorgiew laudask i zbiegowie go podsycaj. Szwedw
sto dwadziecia pod Klewanami w pie wycili goszc, e to z naszego rozkazu czyni, z
czego wielkie powstay midzy nami a Pontusem dyfidencje. Cae dzieo moe si popsowa przez
tych zdrajcw, ktrym bez twojej protekcji kazalibymy, jako Bg w niebie, szyje po ucina. Tak
to za klemencj pokutowa nam przychodzi, cho mamy w Bogu nadziej, e rycho pomsta ich
dosignie. Doszy nas te wiadomoci, e w Billewiczach, u miecznika rosieskiego, szlachta si
zbiera i przeciw nam praktyki czyni  trzeba temu zapobiec. Jazd wszystk nam odelesz, a piechot
do Kiejdan wyekspediujesz, aby zamku i miasta pilnowaa, bo od tych zdrajcw wszystkiego
spodziewa si mona. Sam udaj si w kilkadziesit koni do Billewicz i miecznika wraz z krewniaczk
do Kiejdan przywie. Teraz nie tylko tobie, ale nam na tym zaley, gdy kto ma ich w rku,
ten ma ca laudask okolic, w ktrej szlachta przeciw nam za przewodem Woodyjowskiego
burzy si poczyna. Harasimowicza wysalimy do Zabudowa z instrukcjami, jak ma sobie z tamtymi
konfederatami poczyna. Stryjeczny twj, Jakub, wielk ma midzy nimi powag, do ktrego
napisz, jeli mylisz, e pismem co z nim wskra moesz.
Oznajmiajc ci stateczn ask nasz, boskiej opiece ci polecamy.
Kmicic przeczytawszy w list kontent by w duszy, e pukownikom udao si wymkn z rk
szwedzkich, i yczy im po cichu, aby i z radziwiowskich wymkn si mogli  jednake speni
wszystkie rozkazy ksice: jazd odesa, piechot Kiejdany obsadzi, a nawet szaczyki wedle
zamku i miasta sypa pocz obiecujc sobie w duszy zaraz po ukoczeniu tej roboty do Billewicz
po pana miecznika i dziewczyn ruszy.
 Przymusu nie uyj, chyba w ostatecznoci mwi sobie  a w adnym razie nie bd na Olek
nastawa. Zreszt nie moja wola, tylko ksicy rozkaz! Nie przyjmie mnie ona wdzicznie,
wiem o tym, ale Bg da, e si z czasem o moich intencjach przekona, jako e nie przeciw ojczynie,
ale dla ratunku jej Radziwiowi su.
Tak rozmylajc pracowa gorliwie nad umocnieniem Kiejdan, ktre w przyszoci rezydencj
jego Oleki by miay.
Tymczasem pan Woodyjowski umyka przed hetmanem, a hetman go goni zaciekle. Byo jednak
panu Michaowi za ciasno, bo od Bir posuny si ku poudniowi znaczne oddziay wojsk
szwedzkich, wschd kraju zajty by przez zastpy carskie, a na drodze do Kiejdan czyha hetman.
Pan Zagoba bardzo nierad by z takowego stanu rzeczy i coraz czciej zwraca si do pana
Woodyjowskiego z pytaniami:
 Panie Michale, na mio bosk, przebijam si czy nie przebijam?
 Tu o przebiciu si i mowy nie ma!  odpowiada may rycerz.  Wiesz waszmo, e mnie
tchrzem nie podszyto i uderz, na kogo chcesz, choby na samego diaba... Ale hetmanowi nie
zdzier, bo nie mnie si z nim rwna!... Same rzek, i my okonie, a on szczuka. Uczyni, co w
mojej mocy, aby si wymkn, ale jeli do bitwy przyjdzie, tedy mwi otwarcie, e on nas pobije.
 A potem kae porutowa i psom da. Dla Boga! w kade inne rce, byle nie w radziwiowskie!...
A czyby ju w takim razie nie lepiej do pana Sapiehy nawrci?
 Teraz ju za pno, bo nam i hetmaskie wojska, i szwedzkie drog zamykaj.
 Diabe mnie skusi, em do Radziwia Skrzetuskich namwi!  desperowa pan Zagoba.
Lecz pan Micha nie traci jeszcze nadziei, zwaszcza e szlachta i chopstwo nawet ostrzegao
go o ruchach hetmaskich, wszystkie bowiem serca odwrciy si byy od Radziwia. Wykrca si
wic pan Micha, jak umia, a wietnie umia, albowiem niemal od dziecinnych lat wezwyczai si
do wojen z Tatarami i Kozakami. Sawnym go te uczyniy niegdy w wojsku Jeremiego owe pochody
przed czambua_ mi, podjazdy, niespodziane napady, byskawicowe zwroty, w ktrych nad
innymi oficerami celowa.
Obecnie zamknity midzy Upit i Rogowem z jednej strony a Niewia z drugiej, kluczy na
przestrzeni kilku mil unikajc cigle bitwy, mczc radziwiowskie chorgwie, a nawet skubic je
po trosze, jak wilk przez ogary cigany, ktry nieraz w pobliu strzelcw si przemknie, a gdy psy
zbyt blisko go nacieraj, to si odwrci i bynie biaymi kami.
Lecz gdy jazda Kmicicowa nadesza, hetman zatka ni najcianiejsze szczeliny i sam pojecha
pilnowa, by dwa skrzyda niewodu zeszy si ze sob.
Byo to pod Niewia.
Puki Mieleszki, Ganchofa i dwie chorgwie jazdy pod wodz samego ksicia utworzyy jakoby
uk, ktrego ciciw bya rzeka. Pan Woodyjowski ze swoim pukiem by w rodku uku. Mia
wprawdzie przed sob jedyn przepraw, jaka wioda przez bagnist rzek, ale wanie z drugiej
strony przeprawy stay dwa regimenty szkockie i dwiecie radziwiowskicli Kozakw oraz sze
polowych armatek wykierowanych w ten sposb, e nawet pojedynczy czowiek nie zdoaby si
pod ich ogniem przeprawi na drug stron.
Wwczas uk pocz si zaciska. rodek jego wid sam hetman.
Na szczcie dla pana Woodyjowskiego noc i burza z deszczem ulewnym przerway pochd,
ale za to uwizionym nie pozostawao ju wicej nad par stai kwadratowych ki zaronitej ozin,
midzy ppiercieniem wojsk radziwiowskich a rzek pilnowan z drugiej strony przez
Szkotw.
Nazajutrz ledwie brzask ranny ubieli wierzchy z, puki ruszyy dalej i szy  doszy a do rzeki
i stany nieme z podziwu.
Pan Woodyjowski w ziemi si zapad  w ozinie nie byo ywego ducha.
Sam hetman zdumia si, a potem prawdziwe gromy spady na gowy oficerw dowodzcych
pukami pilnujcymi przeprawy. I znw atak astmy uchwyci ksicia, tak silny, e obecni dreli o
jego ycie. Ale gniew astm nawet przemg. Dwch oficerw, ktrym czaty nad brzegiem byy
powierzone, miao by rozstrzelanych, lecz Ganchof uprosi wreszcie ksicia, by przynajmniej zbadano
pierwej, jakim sposobem zwierz z matni uj zdoa.
Jako pokazao si, e Woodyjowski korzystajc z ciemnoci i ddu wprowadzi z ozy ca
chorgiew w rzek i pync lub brodzc z jej biegiem, przelizn si tu koo prawego skrzyda
radziwiowskiego, ktre dotykao koryta. Kilka koni, zapadych po brzuchy w bota, wskazywao
miejsce, w ktrym wyldowa na prawy brzeg.
Z dalszych tropw atwo byo doj, e rusza caym tchem koskim w stron, Kiejdan. Hetman
odgad natychmiast z tego, e pragn przebra si do Horotkiewicza i Jakuba Kmicica na Podlasie.
Lecz czy przechodzc koo Kiejdan nie podpali miasta lub nie pokusi si o rabunek zamku?
Straszna obawa cisna serce ksicia. Wiksza cz gotowizny jego i kosztownoci bya w
Kiejdanach. Kmicic powinien by wprawdzie ubezpieczy je piechot, ale jeli tego nie uczyni,
nieobronny zamek atwo sta si mg upem zuchwaego pukownika. Bo Radziwi nie wtpi, i
odwagi nie zbraknie Woodyjowskiemu, by targn si na sam rezydencj kiejdask. Mogo mu
nie zabrakn i czasu, gdy wymknwszy si z pocztku nocy, zostawi pogo najmniej o sze
godzin drogi za sob.
W kadym razie naleao spieszy co tchu na ratunek Kiejdanom. Ksi zostawi piechot i ruszy
z ca jazd.
Przybywszy do Kiejdan Kmicica nie znalaz, lecz zasta wszystko w spokoju i opinia, jak mia
o sprawnoci modego pukownika, wzrosa podwjnie w jego umyle na widok usypanych szaczykw
i stojcych na nich dzia polowych. Tego samego dnia jeszcze oglda je razem z Ganchofem,
a wieczorem rzek , do:
 Na wasny to domys zrobi, bez mojego rozkazu, a tak dobrze je usypa, e dugo by tu si
nawet przeciw artylerii broni mona. Jeli ten czowiek nie skrci karku za modu, to moe pj
wysoko.
By i drugi czowiek, na wspomnienie ktrego nie mg si oprze hetman pewnego rodzaju podziwowi,
ale podziw w miesza si z wciekoci, gdy czowiekiem owym by pan Micha Woodyjowski.
 Prdko bym z buntem skoczy  mwi do Ganchofa  gdybym mia dwch takich sug...
Kmicic moe jeszcze rzutniejszy, ale nie ma tego dowiadczenia  i tamten w szkole Jeremiego za
Dnieprem wychowany.
 Wasza ksica mo nie kae go ciga?  pyta Ganchof.
Ksi spojrza na i rzek z przyciskiem:
 Ciebie pobije, przede mn ucieknie.
Po chwili jednak zmarszczy czoo i rzek:
 Tu teraz wszystko spokojnie, ale trzeba nam bdzie na Podlasie wkrtce ruszy, z tamtymi
skoczy.
 Wasza ksica mo!  rzek Ganchof  jak tylko nog std ruszymy, wszyscy tu za bro
przeciw Szwedom pochwyc.
 Jacy wszyscy?
 Szlachta i chopstwo. A zarazem, nie poprzestajc na Szwedach, przeciwko dysydentom si
zwrc, naszym bowiem wyznawcom ca win tej wojny przypisuj, emy to do nieprzyjaciela
przeszli, a nawet go sprowadzili.
 Idzie mi o brata Bogusawa. Nie wiem, czy sobie tam, na Podlasiu, z konfederatami da rad.
 Idzie o Litw, by j w posuszestwie nam i krlowi szwedzkiemu utrzyma.
Ksi pocz chodzi po komnacie mwic:
 Gdyby Horotkiewicza i Jakuba Kmicica jakim sposobem dosta w rce!... Dobra mi tam zajad,
zniszcz, zrabuj, kamienia na kamieniu nie zostawi.
Chybaby si z generaem Pontusem porozumie, by tu wojska na ten czas, gdy my bdziem na
Podlasiu, jak najwicej przysa.
 Z Pontusem... nigdy!  odrzek Radziwi, ktremu fala krwi napyna do gowy.  Jeeli z
kim, to z samym krlem. Nie potrzebuj ze sugami traktowa, mogc z panem. Gdyby krl da
rozkaz Pontusowi, aby mi ze dwa tysice jazdy przysa pod rk, to co innego... Ale Pontusa nie
bd o to prosi. Trzeba by kogo wysa do krla, czas z nim samym ukady zacz.
Chuda twarz Ganchofa zarumienia si z lekka, a oczy zawieciy mu si z dzy.
 Gdyby wasza ksica mo rozkazaa...
 To ty by pojecha, wiem; ale czyby dojecha, to inna rzecz. Wa jeste Niemiec, a obcemu
niebezpiecznie zapuszcza si w kraj wzburzony. Kto tam wie, gdzie krl osob swoj w tej chwili
si znajduje i gdzie si bdzie za p miesica lub za miesic znajdowa? Trzeba po caym kraju
jedzi... Przy tym... nie moe by!... wa nie pojedziesz, bo tam wypada swojego posa i familianta,
aby si krl jegomo przekona, e nie wszystka szlachta mnie opucia.
 Czowiek niedowiadczony sia moe zaszkodzi  rzek niemiao Ganchof.
 Tam pose nie bdzie mia innej roboty, jeno listy moje odda i respons mi przywie, a to
wytumaczy, e nie ja kazaem bi Szwedw pod Klewanami, kady potrafi.
Ganchof milcza.
Ksi znw pocz chodzi niespokojnymi krokami po komnacie i na czole jego zna byo cig
walk myli. .jako od chwili ukadu ze Szwedami nie zana chwili spokoju. ara go pycha,
gryzo sumienie, gryz opr niespodziany kraju i wojska; przeraaa go niepewno przyszoci,
groba ruiny. Targa si, szarpa, noce spdza bezsennie, zapada na zdro wiu. Oczy mu wpady,
wychud; twarz, dawniej czerwona, staa si sinawa, a z kad niemal godzin przybywao mu
srebrnych nici w wsach i czuprynie. Sowem, y w mce i gi si pod brzemieniem.
Ganchof ledzi go oczyma, chodzcego wci po komnacie; mia jeszcze troch nadziei, e
ksi namyli si i jego wyle.
Ale ksi zatrzyma si nagle i uderzy doni w czoo.
 Dwie chorgwie jazdy na ko natychmiast! Ja sam poprowadz.
Ganchof spojrza na ze zdziwieniem.
 Ekspedycja?  pyta mimo woli.
 Ruszaj!  rzek ksi.  Daj Bg, by nie byo za pno.
ROZDZIA XX
Kmicic ukoczywszy szaczyki i ubezpieczywszy od niespodziewanego napadu Kiejdany nie
mg ju duej odkada wyprawy do Billewicz po pana miecznika rosieskiego i Olek, zwaszcza
e i rozkaz ksicy brzmia wyranie, aby ich do Kiejdan sprowadzi. Ale niesporo jednak
byo panu Andrzejowi, i gdy wreszcie wyruszy na czele pidziesiciu dragonw, ogarn go taki
niepokj, jakby na stracon stra jecha. Czu, e tam nie bdzie wdzicznie przyjty, a dra
przed myl, e szlachcic moe si zechce opiera nawet i zbrojn rk i e w takim razie trzeba
bdzie uy siy.
Postanowi jednak pierwej namawia i prosi. W tym celu, aby przybyciu swemu odj wszelkie
pozory zbrojnego napadu, pozostawi dragonw w karczmie odlegej z p stai od wsi, a dwie od
dworu; sam za z wachmistrzem tylko i jednym pachokiem ruszy naprzd, przykazawszy umylnie
przygowanej kolasce nadjecha wkrtce za sob.
Godzina bya popoudniowa i soce chylio si ju dobrze ku zachodowi, ale po nocy ddystej
i burzliwej dzie by pikny i niebo czyste, gdzieniegdzie tylko upstrzone na zachodniej stronie
maymi rowymi obokami, ktre zasuway si z wolna za widnokrg, podobne do stada owiec
schodzcego z pola. Kmicic jecha przez wie z bijcym sercem i tak niespokojnie jak Tatar, ktry
wjedajc pierwszy przed czambuem do wsi, rozglda si na wszystkie strony, czy nie ujrzy
gdzie mw zbrojnych, ukrytych w zasadace. Ale trzech jedcw nie zwrcio niczyjej uwagi,
jeno dzieciaki chopskie umykay z drogi bosymi nogami przed komi; chopi za widzc piknego
oficera kaniali mu si czapkami do ziemi. On za jecha naprzd i minwszy wie ujrza przed sob
dwr, stare gniazdo billewiczowskie, a za nim rozlege sady koczce si hen, a na niskich kach.
Kmicic zwolni jeszcze kroku i pocz rozmawia sam ze sob; widocznie ukada sobie odpowiedzi
na pytania, a tymczasem poglda zamylonym okiem na wznoszce si przed nim budowle.
Nie bya to wcale paska rezydencja, ale na pierwszy rzut oka odgade, i musia tu mieszka
szlachcic wicej ni redniej fortuny. Sam dom, zwrcony tyem do ogrodw, a przodem do gwnej
drogi, by ogromny, ale drewniany. Sosny na cianach pociemniay ze staroci tak, i szyby w
oknach wydaway si przy nich biae. Nad zrbem cian pitrzy si olbrzymi dach z czterema
dymnikami w porodku i dwoma gobnikami po rogach. Cae chmury biaych gobi kbiy si
nad dachem, to zrywajc si z opotaniem skrzyde, to spadajc na ksztat nienych patkw na
czarne gonty, to trzepoczc si naokoo supw podpierajcych ganek.
Ganek w, ozdobiony szczytem, na ktrym herby billewiczowskie byy malowane, psu proporcj,
bo nie sta w porodku, ale z boku. Widocznie dawniej dom by mniejszy, ale pniej dobudowano
go z jed nej strony, lubo i cz dobudowana sczerniaa ju tak z biegiem lat, e nie rnia
si niczym od starej, Dwie oficyny, niezmiernie dugie, wznosiy si po obu stronach waciwego
dworu, stykajc si z nim bokami i tworzc jakby dwa ramiona podkowy.
Byy w nich gocinne pokoje, uywane w chwilach wielkich zjazdw, kuchnie, lamusy, wozownie,
stajnie dla cugowych koni, ktre gospodarze lubili mie pod rk, mieszkania dla oficjalistw,
suby i dworskich kozakw.
Na rodku rozlegego dziedzica rosy stare lipy, na nich gniazda bocianie; niej, wrd drzew,
niedwied siedzcy na kole. Dwie studnie urawiane po bokach dziedzica i krzy z Mk Pask,
wrd dwch wczni u wjazdu, dopeniay obrazu owej rezydencji zamonego rodu szlacheckiego.
Po prawej stronie domu, wrd gstych lip, wznosiy si somiane dachy stod, obr,
owczarni i spichrzw.
Kmicic wjecha bram otwart na obiedwie poowy, jak ramiona szlachcica czekajcego na
przyjcie gocia. Jako wnet psy legawe, wczce si po podwrzu, oznajmiy obcego i z oficyny
wypado dwch pachokw dla potrzymania koni.
Jednoczenie we drzwiach gwnego domu pokazaa si jaka posta niewiecia, w ktrej w jednej
chwili Kmicic pozna Olek. Wic serce zabio mu ywiej i rzuciwszy pachokowi lejce szed
do ganku z go gow, trzymajc w jednej rce szabl, w drugiej czapk.
Ona staa przez chwil jak wdziczne zjawisko, przysoniwszy oczy doni przeciw zachodzcemu
socu, i nagle znika, jak gdyby przeraona widokiem zbliajcego si gocia.
le!  pomyla pan Andrzej  chowa si przede mn!
Uczynio mu si przykro, i tym przykrzej, e poprzednio w pogodny zachd soca, widok tego
dworu i spokoju, jaki rozlany by dokoa, napeniy jego serce otuch, cho moe pan Andrzej sam
sobie z tego sprawy nie zdawa.
Mia oto jakoby zudzenie, e zajeda do narzeczonej, ktra przyjmie go z byszczcymi od radoci
oczyma i rumiecami na jagodach.
I zudzenie rozwiao si. Zaledwie go ujrzaa, pierzcha jak na widok zego ducha, natomiast
wyszed naprzeciw pan miecznik, z twarz niespokojn i chmurn zarazem.
Kmicic pokoni mu si i rzek:
 Dawno chciaem waszmoci dobrodziejowi zoy suby powinne, ale wczeniej w tych niespokojnych
czasach nie mogem, chocia pewnie na chci mi nie brako.
 Wielcem waszmoci wdziczny i prosz do komnat  odpowiedzia pan miecznik gadzc
czuba na gowie, co zwyk by czyni, gdy by zmieszany lub siebie niepewien.
I usun si ode drzwi, aeby gocia puci naprzd.
Kmicic za przez chwil nie chcia wej pierwszy, i kaniali si sobie wzajem w progu; wreszcie
pan Andrzej wzi krok przed miecznikiem i po chwili znaleli si w komnacie.
Zastali tam dwch szlachty: jeden, czek w sile wieku, by pan Dowgird z Plemborga, bliski ssiad
Billewiczw, drugi  pan Chudzyski, dzierawca z Ejragoy. Kmicic zauway, e ledwie
usyszeli jego nazwisko, gdy twarze im si zmieniy i najeyli si obaj jako brytany na widok wilka;
on za spojrza na nich wyzywajco, po czym postanowi sobie udawa, e ich nie widzi.
Nastao kopotliwe milczenie.
Pan Andrzej poczyna si niecierpliwi i wsy gryz, gocie spogldali wci na niego spode ba,
a pan miecznik czub gadzi.
 Napijesz si waszmo z nami szklaneczk ubogiego, szlacheckiego miodu  rzek wreszcie,
ukazujc na gsiorek i szklanki.  Prosz! Prosz!...
 Napij si z waszmo panem!  rzek do szorstko Kmicic.
Pan Dowgird i Chudzyski poczli sapa biorc odpowied za pogard dla siebie, ale nie chcieli
w przyjacielskim domu ktni zaraz od pocztku za czyna i to jeszcze z zawadiak majcym
straszn staw na caej mudzi. Jednake jtrzyo ich to lekcewaenie.
Tymczasem pan miecznik zaklaska w donie na pachoka i kaza mu poda czwart szklenic,
nastpnie nala j, podnis swoj do ust i rzek:
 W rce waszmoci... Rad wapana widz w domu moim.
 Rad bym szczerze, by tak byo!
 Go gociem...  odrzek sentencjonalnie pan miecznik.
Po chwili, poczuwajc si widocznie jako gospodarz do obowizku podtrzymania rozmowy,
spyta:
 A co sycha w Kiejdanach? Jake zdrowie pana hetmana?
 Nietgie, panie mieczniku dobrodzieju  odpo wiedzia Kmicic  i w tych niespokojnych
czasach nie moe inaczej by... Sia zmartwie i zgryzot ma ksi.
 A wierzym!  rzek pan Chudzyski.
Kmicic popatrzy na niego przez chwil, po czym zwrci si znw do miecznika i tak dalej
mwi:
 Ksi, majc auxilia przyrzeczone od najjaniejszego krla szwedzkiego, spodziewa si nie
mieszkajc na nieprzyjaciela pod Wilno ruszy i popioy tamtejsze jeszcze nie ostyge pomci.
To waszmoci musi by wiadomo, e dzi Wilna w Wilnie trzeba szuka, bo si siedemnacie dni
palio. Powiadaj, e wrd gruzw jeno jamy piwnic czerniej, z ktrych cigle si jeszcze dymi...
 Nieszczcie!  rzek pan miecznik.
 Pewnie, e nieszczcie, ktremu jeli nie byo mona zapobiec, to naleao je pomci i podobne
ruiny z nieprzyjacielskiej stolicy uczyni. Jako nie byoby ju od tego daleko, gdyby nie
warchoowie, ktrzy najzacniejsze cnotliwego pana intencje podejrzewaj, zdrajc go ogosili i
opr zbrojny mu stawi, zamiast i z nim razem na nieprzyjaciela. Nie dziwi si przeto, e zdrowie
ksicia szwankuje, gdy on, ktrego Bg do wielkich rzeczy przeznaczy, widzi, i zo ludzka
coraz nowe impedimenta mu gotuje, przez ktre cae przedsiwzicie sczezn moe., Najlepsi
przyjaciele ksicia zawiedli, ci, na ktrych najwicej liczy, opucili go lub do wrogw jego przeszli.
 Tak si stao!  rzek powanie pan miecznik.  Wielka te to jest bole  odpar Kmicic i
sam syszaem ksicia, gdy mwi: Wiem, e i zacni le mnie sdz, ale czemu to do Kiejdan nie
przyjad, czemu do oczu nie wypowiedz mi, co przeciw mnie maj, i moich racji nie chc wysucha?
 Kogo to ksi ma na myli?  pyta pan miecznik.
 W pierwszym rzdzie waszmo pana dobrodzieja, dla ktrego ksi rzetelny ma szacunek, a
podejrzywa, e do jego nieprzyjaci si liczysz...
Pan miecznik pocz szybko gadzi czupryn, wreszcie widzc, e rozmowa bierze niepodany
kierunek, zaklaska w donie.
Pachoek ukaza si we drzwiach.
 A to nie widzisz, e si mroczy?... wiata!  zakrzykn pan miecznik.
 Bg widzi  mwi Kmicic  e miaem i sam intencj powinno suby waszmoci zoy, ale
przybyem zarazem i z rozkazu ksicia, ktry sam by si. do Billewicz wybra, gdyby pora bya
sposobniejsza...
 Za niskie progi!  rzek miecznik.
 Tego waszmo pan nie mw, gdy zwyczajna to, rzecz, e si ssiedzi odwiedzaj, jeno ksi
chwili wolnej nie ma, wic tak mi rzek: Wytumacz mnie przed Billewiczem, e sam do niego
nie mog, ale niech on do mnie przyjeda z krewn, i to koniecznie zaraz, bo jutro lub pojutrze nie
wiem, gdzie bd! Ot, masz waszmo, z zaprosinami przyjedam i ciesz si, ecie oboje pastwo
w dobrym zdrowiu, bo gdym tu zajecha, pann Aleksandr we drzwiach widziaem, jeno e
znika zaraz jako tuman na ce.
 Tak jest  rzek miecznik  sam j wysaem by wyjrzaa, kto przyjecha.
 Czekam na odpowied, panie mieczniku dobrodzieju!  rzek Kmicic.
W tej chwili pachoek wnis wiato i postawi je na stole; przy blasku wiec wida byo twarz
pana miecznika zmieszan bardzo.
 Zaszczyt to dla mnie niemay  rzek  ale... zaraz nie mog... Widzisz waszmo, e mam goci...
Zechciej mnie przed ksiciem hetmanem wyekskuzowa...
 Ju te, panie mieczniku, zgoa to nie przeszkoda, bo przecie ichmociowie ksiciu panu
ustpi.
 Sami mamy jzyki w gbie i moemy za siebie odpowiada!  rzek pan Chudzyski.
 Nie czekajc, co kto o nas postanowi!  doda pan Dowgird z Plemborga.
 Widzisz, panie mieczniku  odrzek Kmicic udajc, e bierze za dobr monet burkliwe sowa
szlachty  wiedziaem, e polityczni to kawalerowie. Zreszt, by im w czym nie ubliy, prosz ich
take w imieniu ksicia do Kiejdan.
 Zbytek aski!  odrzekli obaj  mamy co innego do roboty.
Kmicic spojrza na nich szczeglnym wzrokiem, a potem rzek zimno, jak gdyby do czwartej jakiej
osoby:
 Gdy ksi prosi, nie wolno odmawia! Na to tamci podnieli si z krzese.
 Wic to przymus?  rzek pan miecznik.
 Panie mieczniku dobrodzieju  odpar ywo Kmicic.  Tamci ichmociowie pojad, czy chc,
czy nie chc, bo mnie si tak spodobao, ale wzgldem waszmoci nie chc siy uywa i prosz
najuprzejmiej, by woli ksicia zado uczyni raczy. Ja jestem na subie i mam rozkaz wapana
przywie, ale pki nie strac nadziei, e prob co wskram, pty prosi nie przestan... i na to
waszmoci przysigam, e wos ci tam z gowy nie spadnie. Ksi chce si rozmwi z tob i
chce, aby w tych czasach niespokojnych, w ktrych nawet chopstwo w kupy zbrojne si zbiera i
rabuje, w Kiejdanach zamieszka. Ot, caa rzecz! Bdziesz tam wapan traktowany z naleytym
szacunkiem, jako go i przyjaciel, daj na to parol kawalerski.
 Jako szlachcic protestuj!  rzek pan miecznik  i prawo mnie broni!
 I szable!  zakrzyknli Chudzyski i Dowgird.
Kmicic pocz si mia, zmarszczy brwi i rzek:
 Wapanowie, schowajcie te szable, bo ka obydwch pod stodo postawi i kul w eb!
Na to struchleli tamci i poczli spoglda na siebie i na Kmicica, a pan miecznik zakrzykn:
 Gwat najokropniejszy przeciw wolnoci szlacheckiej, przeciw przywilejom!
 Nie bdzie gwatu, jeeli waszmo dobrowolnie usuchasz  odpar Kmicic  i masz
waszmo w tym dowd, em dragonw we wsi zostawi, a przybyem tu sam prosi ci jako ssiada
do ssiada. Nie chcieje odmawia, bo czasy teraz takie, e trudno mie wzgld na odmow.
Sam ksi waszmoci si z tego wyekskuzuje, i bd pewien, e przyjty bdziesz jak ssiad i
przyjaciel. Zrozum i to, e gdyby miao by inaczej, tedy wolabym sto razy dosta kul w eb ni
tu po wapana przyjeda. Wos nie spadnie z adnej billewiczowskiej gowy, pkim yw! Pomyl
wapan, ktom jest, wspomnij na pana Herakliusza, na jego testament i zastanw si, czyby
ksi hetman mnie wybra, gdyby nieszczerze z waszmoci zamierza postpi.
 To czemu gwatu uywa, czemu pod przymusem mam jecha?... Jake to mam mu zaufa, gdy
caa Litwa mwi o opresji, w jakiej obywatele zacni w Kiejdanach jcz?
Kmicic odetchn, bo ze sw i gosu pozna, e pan miecznik poczyna si chwia w uporze.
 Moci dobrodzieju!  rzek prawie wesoo. Midzy ssiadami przymus czstokro w afektach
initium bierze. A gdy waszmo miemu gociowi koa u skarbniczka kaesz zdejmowa i wasg w
spichrzu zamykasz, zali to nie przymus? A gdy mu pi kaesz, cho mu ju nosem wino ucieka,
zali to nie przymus? A tu wiedz waszmo, e choby mi przyszo ci zwiza i midzy dragonami
zwizanego wie do Kiejdan, to jeszcze bdzie dla twego dobra... Pomyl jeno: zbuntowani onierze
si wcz i bezprawia czyni, chopstwo si kupi, szwedzkie wojska si zbliaj, a wa
mniemasz, e w tym ukropie uchronisz si od przygody, e ci dzi lub jutro jedni albo drudzy nie
zajad, nie zrabuj, nie spal, na majtnoci i na osob wacin si nie targn?... A c to, Billewicza
forteca? Obronisz si w nich? Czego tedy ksi chce dla waszmoci? Bezpieczestwa, bo w
jednych Kiejdanach nic ci nie grozi, a tu stanie zaoga ksica, ktra bdzie substancji wacinej
strzega jako oka w gowie od wszelkiej swawoli onierskiej, i jeeli jedne widy zgin, to mi wa
zasekwestruj ca fortun.
Miecznik pocz chodzi po komnacie.
 Mog ja ufa sowu waszmoci?
 Jako Zawiszy!  odpar Kmicic.
W tej chwili panna Aleksandra wesza do komnaty. Kmicic zbliy si szybko ku niej; lecz nagle
wspomnia, co zaszo w Kiejdanach, i jej twarz zimna przykua go na miejscu, wic skoni si w
milczeniu z daleka.
Miecznik stan przed ni.
 Mamy jecha do Kiejdan!  rzek.
 A to po co?  spytaa.
 Bo ksi hetman prosi...
 Bardzo uprzejmie!... po ssiedzku!...  doda Kmicic.
 Tak! bardzo uprzejmie  rzek z pewn gorycz pan miecznik  ale jeeli nie pojedziem dobrowolnie,
to ten kawaler ma rozkaz dragonami nas otoczy i si wzi.
 Nieche Bg broni, aby do tego przyszo!  rzek Kmicic,
 Nie mwiame stryjowi  rzeka panna Aleksandra  uciekajmy jak najdalej, bo nas tu nie zostawi
w spokoju... Ot, i sprawdzio si!
 C robi? c robi? na gwat nie masz lekarstwa!  zawoa miecznik.
 Tak jest  rzeka panna  ale my do tego haniebnego domu nie powinnimy dobrowolnie jecha.
Nieche fas zbjcy bior, wi i wioz... Nie my jedni bdziem cierpieli przeladowanie, nie
nas jednych pomsta zdrajcw dosignie; ale niech wiedz, e wolimy mier ni hab.
Tu zwrcia si z wyrazem najwyszej pogardy do Kmicica.
 Zwie nas, panie oficerze czy panie kacie, i przy koniach poprowad, bo inaczej nie pojedziem!
Krew uderzya do twarzy Kmicica; zdawao si przez chwil, e wybuchnie straszliwym
gniewem, lecz si przemg.
 Ach! mocia panno!  odrzek stumionym ze wzruszenia gosem  nie mam w twych oczach
aski, skoro chcesz ze mnie uczyni zbja, zdrajc i gwatownika. Niech nas Bg sdzi, kto ma
suszno: czy ja hetmanowi suc, czy ty jak psa mnie poniewierajc. Bg ci da urod, ale serce
zawzite i nieubagane. Rada sama przycierpie, by komu wiksz jeszcze bole sprawi. Przebierasz
miar, panno, jako ywo; przebierasz miar, a to nic po tym!
 Dobrze dziewka mwi!  zakrzykn pan miecznik, ktremu nagle odwagi przybyo  nie pojedziem
dobrowolnie!... Bierz nas wa dragonami.
Lecz Kmicic nie uwaa na niego wcale, tak by wzburzony i gboko dotknity.
 Kochasz si w ludzkiej mce  mwi dalej do Oleki  i zdrajc mnie zakrzykna bez sdu,
racyj nie wysuchawszy, nie pozwoliwszy mi sowa na wasn obron powiedzie. Niech i tak bdzie!...
Ale do Kiejdan pojedziesz... z wol, bez woli, wszystko jedno! Tam moje intencje na jaw
wyjd, tam poznasz, czyli mnie susznie skrzywdzia, tam ci sumienie powie, kto z nas czyim by
katem! Innej pomsty nie chc. Bg z tob, ale takow musz mie. I niczego wicej ju od ci nie
chc, bo gia uk, pki go nie zamaa... W pod twoj gadkoci jako pod kwieciem siedzi!
Bogdaj ci! bogdaj ci!
 Nie pojedziemy!  powtrzy jeszcze rezolutniej pan miecznik.
 Jako ywo!  zakrzyknli panowie Chudzyski z Ejragoy i Dowgird z Plemborga.
Wwczas Kmicic zwrci si ku nim, ale ju bardzo by blady, bo go gniew dawi i zby szczkay
mu jak w febrze.
 Eje!  mwi  eje, nie prbujcie!... Konie sycha, moi dragoni jad! Powiedz no ktry
jeszcze sowo, e nie pojedziesz!
Istotnie, za oknem sycha byo ttent licznych jedcw. Ujrzeli wszyscy, e nie ma rady, a
Kmicic rzek:
 Panno! za dwa pacierze masz by w kolasce, inaczej stryjaszek kul w eb dostanie!
I wida, coraz bardziej ogarnia go dziki sza gniewu, bo nagle krzykn, a szyby zadray w
oknach:
 W drog!
Lecz jednoczenie drzwi do sieni otworzyy si cicho i jaki obcy gos spyta:
 A dokd to, panie kawalerze?
Wszyscy skamienieli z podziwu i wszystkie oczy zwrciy si ku drzwiom, w ktrych sta jaki
may czowieczek w pancerzu i z go szabl w doni.
Kmicic cofn si krokiem, jakoby widmo zobaczy.
 Pan... Woodyjowski!  zakrzykn.
 Do usug!  odpar may czowieczek.
I posun si na rodek izby; za nim weszli hurmem: Mirski, Zagoba, dwaj Skrzetuscy, Stankiewicz,
Oskierko i pan Roch Kowalski.
. Ha  rzek Zagoba  zapa Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za eb trzyma.
Miecznik rosieski pocz mwi:
 Ktokolwiek jestecie, rycerze, ratujcie obywatela, ktrego wbrew prawu, urodzeniu, urzdowi
chc aresztowa i wizi. Ratujcie, moci panowie bracia, wolno szlacheck!
 Nie bj si wa!  odpar Woodyjowski  ju dragoni tego kawalera w ykach, a ratunku on
wicej teraz od wapana potrzebuje.
 A najwicej ksidza!  rzek pan Zagoba.
 Panie kawalerze  mwi Woodyjowski zwracajc si do Kmicica  nie masz do mnie szczcia,
bo ci drugi raz drog zachodz... Nie spodziewae si mnie?
 Tak jest  rzek Kmicic  mylaem, e wa w rku ksicia.
 Waniem z tych rk si wylizn... a to wiesz, e na Podlasie tdy droga... Ale mniejsza z
tym. Gdy pierwszy raz t pann porwa, wyzwaem ci na szable... prawda?
 Tak jest  rzek Kmicic sigajc mimo woli doni do gowy.
 Teraz inna sprawa. Wwczas bye zabijak, co si midzy szlacht zwykle trafia i ostatniej
haby nie przynosi... Dzi jue niegodzien, aby ci uczciwy czowiek pole dawa.
 A to czemu?  rzek Kmicic.
I podnis dumn gow do gry, i pocz patrze panu Woodyjowskiemu prosto w oczy.
 Bo zdrajca i renegat  odpar pan Woodyjowski  bo onierzw zacnych, ktrzy si przy
ojczynie oponowali, jako kat wycina, bo waszym to dzieem ta nieszczsna kraina pod nowym
jarzmem jczy!. Krtko mwic: obieraj mier, gdy jako Bg w niebie, twoja ostatnia godzina
nadesza.
 Jakim to prawem chcecie mnie sdzi i egzekwowa?  pyta Kmicic.
 Moci panie  odpowiedzia powanie Zagoba  pacierz mw, zamiast nas o prawo pyta... A
jeli masz co powiedzie na swoj obron, to mw prdko, bo ywej jednej duszy nie znajdziesz,
ktra by si za tob uja. Raz ci ju, syszaem, ta panna tu obecna wyprosia z rk pana Woodyjowskiego,
ale po tym, co teraz uczyni, pewnie i ona nie ujmie si za tob.
Tu oczy wszystkich zwrciy si mimo woli na Billewiczwn, ktrej twarz bya w tej chwili
jakby z kamienia wykuta. I staa nieruchomie, ze spuszczonymi powiekami, lodowata, zimna, ale
nie postpia kroku naprzd, nie rzeka ni sowa.
Cisz przerwa gos Kmicica:
 Ja tej panny o instancj nie prosz!
Panna Aleksandra milczaa.
 Bywaj!  krzykn Woodyjowski zwrciwszy si ku drzwiom.
Rozlegy si cikie stpania, ktrym wtrowa ponuro brzk ostrg, i szeciu onierzy, z
Jzw Butrymem na czele, weszo do komnaty.
 Wzi go  zakomenderowa Woodyjowski wyprowadzi za wie i kul w eb!
Cika rka Butryma spocza na konierzu Kmicica, za ni dwie inne uczyniy to samo.
 Nie pozwl mnie szarpa jak psa!  rzek do Woodyjowskiego pan Andrzej  sam pjd.
May rycerz skin na onierzy, ktrzy pucili go natychmiast, ale otoczyli dokoa; on te wyszed
spokojnie, nic ju do nikogo nie mwic, jeno pacierz cicho szepczc.
Panna Aleksandra wysuna si take przeciwnymi drzwiami do dalszych komnat. Przesza jedn
i drug, wycigajc przed sob w ciemnociach rce; nagle w gowie jej si zakrcio, w piersiach
tchu zbrako i pada jak martwa na podog.
A midzy zgromadzonymi w pierwszej izbie guche przez czas jaki panowao milczenie; przerwa
je na koniec miecznik rosieski:
 Zali ju nie ma dla niego miosierdzia?  spyta.
 al mi go  odpar Zagoba  bo rezolutnie szed na mier!
Na to Mirski:
 On kilkunastu towarzystwa spod mojej chorgwi rozstrzela, prcz tych, ktrych wstpnym
bojem pooy.
 I z mojej!  rzek Stankiewicz.  A Niewiarowskiego ludzi w pie podobno wyci.
 Musia mie rozkazy Radziwia  rzek pan Zagoba.
 Moci panowie, pomst Radziwia na moj gow cigniecie!  zauway miecznik.
 Waszmo musisz ucieka. My jedziem na Podlasie, bo tam si chorgwie przeciw zdrajcom
podniosy, a wapastwo zabierajcie si zaraz z nami. Nie ma innej rady. Moecie si do Biaowiey
schroni, gdzie krewny pana Skrzetuskiego, owczy dworski, przesiaduje. Tam was nikt nie
znajdzie.
 Ale substancja moja przepadnie.
 To Rzeczpospolita wapanu wrci.
 Panie Michale  rzek nagle Zagoba  skocz obaczy, czy nie ma przy tym nieszczniku jakich
rozkazw hetmaskich? Pamitacie, com przy Rochu Kowalskim znalaz?
 Siadaj wa na ko. Jeszcze czas, bo pniej si papiery okrwawi. Kazaem go umylnie za
wie wyprowadzi, by si tu panna huku muszkietw nie przelka, jako e niewiasty bywaj czue
i pochliwe.
Zagoba wyszed i po chwili rozleg si ttent konia, na ktrym odjeda, za pan Woodyjowski
zwrci si do miecznika:
 A co robi krewna wapana?
 Modli si pewnie za t dusz, ktra przed sd boski idzie...
 Niech mu Bg da wieczne odpocznienie!  rzek Jan Skrzetuski.  Gdyby nie dobrowolna jego
przy Radziwille suba, pierwszy bym za nim przemwi, ale on, jeli nie chcia przy ojczynie
stan, to przynajmniej mg duszy Radziwiowi nie zaprzedawa.
 Tak jest!  rzek Woodyjowski.
 Winien on i zasuy na to, co go spotkao! rzek Stanisaw Skrzetuski  ale wolabym, eby na
jego miejscu by Radziwi albo Opaliski!... och, Opaliski! !
 Jak dalece winien, to w tym macie wapanowie najlepszy dowd  wtrci Oskierko  e ta
panna, ktrej by narzeczonym, sowa dla niego nie znalaza. Uwaaem ci ja dobrze, i w mce
bya, ale milczaa, bo jak tu za zdrajc si ujmowa?!
 A miowaa go niegdy szczerze, wiem o tym! rzek miecznik.  Pozwlcie wapastwo, e
pjd obaczy, co si tam z ni dzieje, bo to dla niewiasty ciki termin.
 A szykuj si wapan do drogi!  zawoa may rycerz  bo my, jeno koniom wytchniemy, ruszamy
dalej. Za blisko tu Kiejdany, a Radziwi musia tam ju wrci.
 Dobrze!  rzek szlachcic.
I wyszed z komnaty.
Po chwili rozleg si jego krzyk przeraliwy. Rycerze skoczyli za gosem, nie rozumiejc, co si
stao, zbiega si te suba ze wiatem, i ujrzano pana miecznika dwigajcego Olek, ktr by
znalaz lec bez zmysw na pododze.
Woodyjowski skoczy mu pomaga i obaj zoyli j na sofie, nie dajc znakw ycia. Zaczto
cuci. Nadbiega stara klucznica z kordiaami i wreszcie panienka otworzya oczy.
 Nic tu po wapanach  rzeka stara klucznica.  Idcie do tamtej izby, a my damy ju sobie rady.
Miecznik wyprowadzi goci.
 Wolabym, eby tego wszystkiego nie byo  mwi skopotany gospodarz.  Waszmociowie
moglibycie zabra ze sob tego nieszcznika i gdzie tam po drodze go zgadzi, a nie u mnie.
Jake tu teraz jecha, jak ucieka, gdy dziewka ledwie ywa?... Gotowa si rozchorowa.
 Stao si  rzek Woodyjowski.  Wsadzim pann w kolask, bo ucieka wapastwo musicie,
gdy zemsta radziwiowska nikogo nie oszczdza.
 Moe te i panna do si wprdce przyjdzie? rzek Jan Skrzetuski.
 Kolaska wygodna jest gotowa i zaprzona, bo Kmicic j ze sob przyprowadzi  rzek Woodyjowski.
 Id wapan, panie mieczniku, powiedz pannie, jak si rzecz ma i e nie mona
ucieczki zwczy, niech siy zbierze. My musimy jecha, a do jutra rana mog tu radziwiowscy
nadcign.
 Prawda  rzek miecznik  id!
Poszed i po pewnym czasie wrci z krewniaczk, ktra nie tylko siy odzyskaa, ale bya ju
przybrana do drogi. Na twarzy jeno miaa silne rumiece i oczy byszczce gorczkowo.
 Jedmy, jedmy!...  powtrzya wszedszy do izby.
Woodyjowski wyszed na chwil do sieni, by ludzi wysa po kolask, po czym wrci i wszyscy
poczli si zbiera do drogi.
Zanim upyn kwadrans, za oknami rozleg si hurkot k i tupotanie kopyt koskich po bruku,
ktrym droga przed gankiem bya wymoszczona.
 Jedmy!  rzeka Oleka.
 W drog!  zawoali oficerowie.
Wtem drzwi roztwary si na rozcie i pan Zagoba wpad jak bomba do komnaty.
 Wstrzymaem egzekucj!  zakrzykn.
Oleka z rumianej zrobia si w jednej chwili biaa jak kreda; zdawao si, e znw zemdleje,
lecz nikt nie zwrci na ni uwagi, bo wszystkie oczy zwrcone byy na Zagob, ktry oddycha
tymczasem jak wieloryb, starajc si dech zapa.
 Wstrzymae wapan egzekucj?  pyta zdziwiony Woodyjowski.  A to czemu?
 Czemu?... Niech odsapn... Oto temu, e gdyby nie w Kmicic, e gdyby nie w zacny kawaler,
to bymy wszyscy, jak tu jestemy, wisieli wypaproszeni na kiejdaskich drzewach... Uf... Dobrodzieja
naszego chcielimy zabi, moci panowie!... Uf!...
 Jak to moe by?  zakrzyknli wszyscy razem.
 Jak moe by? Czytajcie ten list, bdziecie mieli odpowied.
Tu pan Zagoba poda pismo Woodyjowskiemu, w za .pocz je czyta przerywajc co chwila
i spogldajc na towarzyszw, by to bowiem w list, w ktrym Radziwi wymawia gorzko Kmicicowi,
e na jego natarczywe instancje uwolni ich od mierci w Kiejdanach.
 A co?  powtarza za kad przerw pan Zagoba.
List koczy si, jak wiadomo, poleceniem, by Kmicic miecznika i Olek do Kiejdan sprowadzi.
Pan Andrzej mia go widocznie dlatego przy sobie, aby w razie potrzeby okaza go miecznikowi,
lecz do tego nie przyszo.
Przede wszystkim jednak nie pozostawa aden cie wtpliwoci, e gdyby nie Kmicic, obaj
Skrzetuscy, pan Woodyjowski i Zagoba byliby bez miosierdzia pomordowani w Kiejdanach,
zaraz po owym synnym ukadzie z Pontusem de la Gardie.
 Moci panowie!  rzek Zagoba jeli teraz jeszcze kaecie go rozstrzela, to, jak ani Bg miy,
porzuc wasz kompani i zna was nie chc!...
 Tu nie ma o tym mowy  odpowiedzia Woodyjowski.
 Aj!  rzek Skrzetuski biorc si oburcz za gow  jakie to szczcie, e ojciec zaraz tam
list przeczyta, zamiast si z nim wraca do nas...
 Waci szpakami musieli za modu karmi!  zawoa Mirski.
 Ha! co?_  zawoa Zagoba.  Kady inny wpierw by wrci z wami list czyta, a tamtemu by
przez ten czas w eb oowiu napchano. Ale jak mi tylko przyniesiono papier, ktry przy nim znaleziono,
tak zaraz mnie co tkno, i e to z przyrodzenia mam do wszystkiego ciekawo. A tam
dwch z latarkami szo naprzd i ju byli na ce. Mwi im tedy: Powiecie no mi, niech wiem,
co tu stoi... I zaczem czyta... To mwi wapanom, a mnie zmroczyo, jakoby mnie kto pici
w ysin buchn. Na Boga!  mwi  panie kawalerze, czemu to tego listu nie pokazae?
A on na to: Bo mi si nie spodobao! Taka jucha harda, nawet w godzin mierci. Ale ja, kiedy to
go nie porw, kiedy nie zaczn obejmowa. Dobrodzieju  mwi  eby nie ty, ju by nas wrony
strawiy! Kazaem go tedy nazad bra i tu prowadzi, a sam ledwiem z konia ducha nie wypar,
aeby wam jak najprdzej powiedzie, co si przygodzio... Uf!...
 Dziwny to jest czowiek, w ktrym, wida, tyle dobrego, co i zego mieszka  rzek Stanisaw
Skrzetuski.  Gdy by tacy nie chcieli...
Lecz zanim skoczy, drzwi si otworzyy i onie rze wprowadzili Kmicica.
 Wolny jeste, panie ,kawalerze  rzek od razu Woodyjowski  i pkimy ywi, aden z nas
si na ciebie nie targnie. Ce za desperat, e tego listu od razu nie pokaza? Nie bylibymy ci
turbowali.
Tu zwrci si do onierzy:
 Odstpi i na ko wszyscy siada!
onierze cofnli si i pan Andrzej zosta sam na rodku izby. Twarz mia spokojn, ale chmurn,
i nie bez dumy patrzy na oficerw przed nim stojcych.
 Wolny jest!  powtrzy Woodyjowski wracaj, dokd chcesz, choby do Radziwia, lubo
bolesno to jest widzie kawalera z zacnej krwi, zdrajcy przeciw ojczynie pomagajcego.
 Namyl si wic wapan dobrze  rzek Kmicic  bo z gry zapowiadam, e nie gdzie indziej,
jeno do Radziwia wrc!
 Przysta do nas, niech piorun w tego kiejdaskiego tyrana trzanie!  zawoa Zagoba.  B
dziesz nam przyjacielem i towarzyszem najmilszym a ojczyzna matka przebaczy ci, co przeciw
niej zawini!
 Za nic!  rzek z energi Kmicic.  Bg to rozsdzi, kto lepiej ojczynie suy, czy wy wojn
domow na wasn odpowiedzialno wszczynajc, czy ja suc panu, ktry sam jeden uratowa
t nieszczsn Rzeczpospolit moe. Idcie w swoj drog, ja pjd w swoj! Nie pora was nawraca
i na nic ta robota, jeno to wam z gbi duszy mwi: wy to ojczyzn gubicie, wy w poprzek jej
ratunkowi stajecie. Zdrajcami was nie nazw, bo wiem, e intencje wasze zacne, ale, ot! co jest:
ojczyzna tonie. Radziwi jej rk wyciga, a wy mieczami t rk bodziecie i w zalepieniu zdrajcami
czynicie jego i tych wszystkich, ktrzy przy niej stawiaj.
 Dla Boga!  rzek Zagoba  gdybym nie widzia, jake wapan rezolutnie szed na mier,
mylabym, e strach zmysy ci pomiesza. Komue przysiga: Radziwiowi czy Janowi Kazimierzowi?
Szwecji czy Rzeczypospolitej? Zmysy wapan stracie!
 Wiedziaem, e na nic si nie przyda was nawraca!... Bdcie zdrowi!
 Czekaj no jeszcze  rzek Zagoba  bo tu o wan rzecz chodzi. Powiedz no, panie kawalerze,
czy Radziwi przyrzek ci, e nas oszczdzi, gdy go o to w Kiejdanach prosi?
 Tak jest!  rzek Kmicic.  Mielicie przez czas wojny w Birach zostawa.
 Poznaje twojego Radziwia, ktry nie tylko ojczyzn, nie tylko krla, ale wasnych sug
zdradza. Oto jest pismo do komendanta biraskiego, ktrem znalaz przy oficerze nad konwojem
komend majcym. Czytaj!
To rzekszy pan Zagoba poda list hetmaski Kmicicowi. w wzi go do rk i pocz przebiega
oczyma a w miar jak czyta, krew mu napywaa do twarzy i rumieniec wstydu za swego wodza
coraz silniej oblewa czoo. Nagle zmi list w rku i rzuci na ziemi.
 Bdcie zdrowi!  rzek.  Lepiej mi byo Zgin z rk waszych!
I wyszed z izby.
 Moci panowie  rzek po chwili milczenia Skrzetuski  trudna z tym czowiekiem sprawa, bo
jako Turek w swego Mahometa, tak on wierzy w swego Radziwia. Sam mylaem jako i wy, e
mu dla korzyci albo dla ambicji suy, ale to tak nie jest. Nie zy to czowiek, jeno obkany.
 Jeli swego Mahometa dotd wyznawa  rzek Zagoba  tom diablo w nim ow wiar podkopa.
Widzielicie, jak nim rzucio, skoro list przeczyta. Bdzie tam midzy nimi szarwark niemay,
bo to kawaler gotw samemu diabu, nie tylko Radziwiowi do oczu skoczy. Jak mi Bg
miy, eby mi kto stado tureckie darowa, nie ucieszybym si tak, jak z tego, em go od mierci
wybawi.
 Prawda jest  rzek pan miecznik  wapanu on ycie zawdzicza, nikt tego nie bdzie negowa.
 Bg z nim!  rzek Woodyjowski  radmy teraz, co czyni.
 A c? siada i jecha w drog... Koniska te si troch wydychay  odpowiedzia Zagoba.
 Tak jest. Jecha nam jak najprdzej! A waszmo pojedziesz z nami?  zapyta miecznika
Mirski.
 Nie osiedz ja si tu spokojnie i musz jecha take... Ale jeli waszmociowie zaraz chcecie
rusza w drog, to powiem szczerze, e mi to nie na rk zaraz z wami si zrywa. Skoro tamten
ywy odjecha, to mnie tu zaraz nie spal ani nie zamorduj, a do takiej drogi trzeba si w to i owo
zaopatrzy. Bg raczy wiedzie kiedy wrc... Trzeba tym i owym rozporzdzi, co lepsze rzeczy
ukry, inwentarze wysa do ssiadw, uby spakowa. Mam te i troch gotowizny, ktr bym te
chcia na wz zabra. Da jutra do witu bd gotw, ale tak ap cap nie mog,
 My te nie moem czeka, bo miecz wisi nad nami  odrzek Woodyjowski.  A wapan
gdzie si chcesz schroni?
 W puszczy, wedle waszej rady... Dziewczyn przynajmniej tam zostawi, bom sam jeszcze
niestary i moja szablina przyda si ojczynie i krlowi jegomoci moe.
 To tedy bd waszmo zdrw... Daj Bg, abymy si w lepszych czasach spotkali.
 Niech Bg nagrodzi waszmociw za to, ecie mi na ratunek przyszli. Pewnie si tam gdzie
w polu obok siebie zobaczymy.
 Dobrego zdrowia!
 Szczliwej drogi!
I poczli si egna z sob, a potem kady przychodzi kania si pannie Aleksandrze.
 on moj wapanna w puszczy zobaczysz i chopczyskw, uciskaj ich tam ode mnie i kwitnij
w dobrym zdrowiu  rzek Jan Skrzetuski.
 A wspomnij czasem onierza, ktry cho nie mia do ci szczcia, rad ci zawsze nieba przychyli!
 doda Woodyjowski.
Po nich zbliali si inni. Wreszcie przyszed i pan Zagoba.
 Przyjm, wdziczny kwiatuszku, i od starego poegnanie! Uciskaj pani Skrzetusk i moich
basaykw. Setne to chopy!
Zamiast odpowiedzi Oleka chwycia go za rk i przycisna j w milczeniu do ust.
ROZDZIA XXI
Teje nocy, najdalej we dwie godziny po odjedzie oddziau Woodyjowskiego, przyby do Billewicz
na czele jazdy sam Radziwi, ktry Kmicicowi na odsiecz szed bojc si, by ten nie wpad w rce
Woodyjowskiego. Dowiedziawszy si, co zaszo, zagarn miecznika wraz z Olek i do Kiejdan,
nie wypoczwszy nawet koniom, wraca.
Hetman niezmiernie by wzburzony suchajc opowieci z ust miecznika, ktry wszystko szeroko
opowiada chcc od siebie uwag gronego magnata odwrci. Nie mia te protestowa dla tej
samej przyczyny przeciw wyjazdowi do Kiejdan i rad by w duszy, e si na tym burza skoczya.
Radziwi za, chocia pana miecznika o praktyki i zmowy podejrzywa, mia istotnie zbyt wiele
trosk, aeby o tym w tej chwili pamita.
Ucieczka Woodyjowskiego moga zmieni rzeczy na Podlasiu. Horotkiewicz i Jakub Kmicic,
ktrzy tam stali na czele chorgwi skonfederowanych przeciw hetmanowi, byli to dobrzy onierze,
ale nie do powani, skutkiem czego caa konfederacja nie miaa powagi. Tymczasem z Woodyjowskim
uciekli tacy ludzie, jak Mirski, Stankiewicz i Oskierko, nie liczc samego maego rycerza,
wszyscy oficerowie wyborni i otoczeni mirem powszechnym.
Wszake by na Podlasiu i ksi Bogusaw, ktry z nadwornymi chorgwiami opiera si konfederatom,
oczekujc przy tym cigle pomocy od wuja elektora; ale wuj elektor marudzi, widocznie
czeka na wypadki; oporne za wojska rosy w si i co dzie przybywao im stronnikw.
Hetman przez jaki czas chcia sam ruszy na Podlasie i jednym zamachem zgnie buntownikw,
ale wstrzymywaa go myl, e niech tylko nog z granie mudzi wyruszy, wnet cay kraj powstanie
i powaga radziwiowska zmaleje w takim wypadku w oczach szwedzkich do zera.
Namyla si wic ksi nad tym, czyby Podlasia cakiem na razie nie opuci i ksicia Bogusawa
na mud nie cign.
Byo to potrzebne i pilne, bo z drugiej strony dochodziy grone wieci o dziaaniach pana wojewody
witebskiego. Prbowa hetman pojedna si z nim i wcign go do swych planw, ale
Sapieha odesa listy bez odpowiedzi; mwiono natomiast, e si licy tuje, sprzedaje, co moe,
srebra przetapia na monet, stada za gotowy grosz oddaje, makaty i kobierce nawet ydom zastawia,
majtnoci wydzierawia, a wojska ciga.
Hetman, z natury chciwy i do ofiar pieninych niezdolny, wierzy pocztkowo nie chcia, by
kto bez wahania ca sw fortun na otarz ojczyzny rzuca; ale czas przekona go, e tak byo w
istocie, bo Sapieha z kadym dniem rs w wojskow potg. Garnli si do niego zbiegowie,
szlachta osiada, patrioci, nieprzyjaciele radziwiowscy, ba, gorzej  i dawniejsi przyjaciele, i jeszcze
gorzej, bo nawet krewni hetmascy, jako ksi owczy Micha, o ktrym przysza wiadomo,
i rozkaza, aby wszystkie intraty z dbr jego, jeszcze przez nieprzyjaciela nie zajtych, byy oddane
na wojsko wojewodzie witebskiemu.
Tak to rysowa si od fundamentw i chwia si gmach zbudowany przez pych Janusza Radziwia.
Caa Rzeczpospolita miaa si w tym gmachu zmieci, a tymczasem okazao si wprdce, e
jednej mudzi obj nie moe.
Pooenie coraz byo podobniejsze do bdnego koa, bo na przykad przeciw wojewodzie witebskiemu
mg Radziwi wezwa wojska szwedzkie, ktre coraz wicej kraju stopniowo zajmoway,
ale byoby to przyzna si do bezsilnoci. Zreszt stosunki hetmana z generalissimusem
szwedzkim byy od czasu klewaskiej potyczki, dziki pomysowi pana Zagoby, zachwiane i pomimo
wyjanie panowao pomidzy nimi rozdranienie i nieufno.
Hetman wyprawiajc si w pomoc Kmicicowi mia by nadziej, e jeszcze moe Woodyjowskiego
Pochwyci i zniesie, wic gdy i to wyrachowanie zawiodo, wraca do Kiejdan zy i chmurny.
Dziwio go to take, e Kmicica w drodze do Billewicz nie zdyba, co stao si dlatego, e pan An-
drzej, ktrego dragonw pan Woodyjowski nie omieszka zabra z sob, wraca sam jeden, wic
wybra si krtsz drog, lasami, omijajc Plemborg i Ejrago.
Po caej nocy spdzonej na koniu, w poudnie nastpnego dnia stan hetman wraz z wojskiem
na powrt w Kiejdanach i pierwsze jego pytanie byo o Kmicica. Odpowiedziano mu, e wrci, ale
bez onierzy. O tej ostatniej okolicznoci wiedzia ju ksi, ale ciekaw by usysze z ust samego
Kmicica relacj, wic kaza go natychmiast woa do siebie.
 Nie udao ci si jako i mnie  rzek, gdy Kmicic stan przed nim.  Mwi mi ju miecznik
rosieski, e wpad w rce tego maego diaba.
 Tak jest!  rzek Kmicic.
 I list mj ci wyratowa?
 O ktrym licie wasza ksica mo mwisz? Bo oni, przeczytawszy sami ten, ktry znaleli
przy mnie, przeczytali mi w nagrod drugi, ktry wasza ksica mo do komendanta biraskiego
pisa...
Ponura twarz Radziwia pokrya si jakoby krwawym obokiem.
 Wic ty wiesz?
 Wiem!  odrzek zapalczywie Kmicic.  Jak wasza ksica mo moge tak ze mn postpi?
Slachcicowi prostemu wstyd sowo ama, a c dopiero ksiciu i wodzowi...
 Milcz  rzek Radziwi.
 Nie zmilcz, bom tam przed tymi ludmi oczami za wasz ksic mo wieci musia! Cignli
mnie, ebym do nich przysta, a jam nie chcia i powiedziaem im: Radziwiowi su, bo
przy nim suszno, Przy nim cnota! Na to pokazali mi w list: Patrz, jaki twj Radziwi!  a
jam musia gb stuli i wstyd yka...
Wargi hetmana poczy drga z wciekoci. Ogarna go dzika dza skrci t zuchwa gow
z karku i ju, ju rce podnosi, aby na sub zaklaska.
Gniew zasania mu oczy, tamowa oddech w piersiach i pewnie drogo by przyszo Kmicicowi
zapaci za wybuch, gdyby nie nagy atak astmy, ktry w tej chwili pochwyci ksicia. Twarz mu
sczerniaa, zerwa si z krzesa i rkoma pocz bi powietrze, oczy wyszy mu na wierzch gowy, a
z gardzieli wydoby si chrapliwy ryk, w ktrym Kmicic zaledwie zrozumia sowo:
 Dusz si!...
Na uczyniony alarm zbiega si suba, nadworni medycy i poczto cuci ksicia, ktry zaraz
straci przytomno. Cucono z godzin, a gdy wreszcie pocz dawa lady ycia, Kmicic wyszed
z komnaty.
Na korytarzu spotka Charampa, ktry si by ju podleczy z ran i stucze otrzymanych w
bitwie ze zbuntowanymi Wgrami Oskierki.
 A co nowego?  spyta wsacz.
 Ju przyszed do siebie!  odpowiedzia Kmicic.
 Hm! Ale lada dzie moe nie przyj. Za nasza, panie pukowniku, bo jak ksi zemrze, to
si jego uczynki na nas skrupi. Caa nadzieja w Woodyjowskim, e starych towarzyszw bdzie
osania, dlatego te, powiem waszej moci (tu Charamp gos zniy), kontent jestem, e si wymkn.
 To ju mu tak ciasno byo?
 Co to ciasno! Imaginuj sobie wasza mo, w tej olszynie, w ktrejmy go otoczyli, wilki byy i
nie wymkny si, a on si wymkn. Niech go kule bij. Kto wie, kto wie, czy nie przyjdzie si go
za po uchwyci, bo jako tu koo nas kuso. Szlachta okrutnie si od naszego ksicia odwraca i
wszyscy mwi, e wol prawdziwego nieprzyjaciela, Szweda, Tatara nawet, ni renegata. Ot, co
jest! A tu precz ksi pan kae coraz wicej obywatelw apa i wizi co midzy nami rzekszy,
jest przeciw prawu i wolnoci. Przywieziono dzi pana miecznika rosieskiego...
 A? to go przywieziono?
 A jake, i z krewniaczk. Panna jako migda! powinszowa waszej moci!
Gdzie ich postawiono?
 W prawym skrzydle. Zacne pokoje im dano, nie mog si skary, chyba na to, e warta pode
drzwiami chodzi. A kiedy wesele, panie pukowniku?
 Jeszcze kapela na to wesele nie zamwiona. Bywaj wapan zdrw!  rzek Kmicic.
Kmicic poegnawszy Charampa uda si do siebie. Bezsenna noc, burzliwe jej wypadki i ostatnie
zajcie z ksiciem zmczyy go tak, e zaledwie na nogach mg usta. A przy tym, jako ciau
strudzonemu i zbitemu kade dotknicie bl sprawia, tak on dusz mia zbola. Proste pytanie
Charampa: Kiedy wesele?  ubodo go dotkliwie, bo wnet stana mu jako ywa przed oczyma
lodowata twarz Oleki i jej usta zacinite wwczas, gdy ich milczenie potwierdzao wyrok mierci
na niego. Mniejsza, czy sowo jej proby mogo go zbawi, czy pan Woodyjowski byby na nie
zwaa! Cay al i bl, jaki Kmicic odczuwa w tej chwili, tkwi w tym, e ona nie wymwia tego
sowa. A przecie po dwakro poprzednio nie wahaa si go ratowa. Taka to ju przepa bya
midzy nimi, tak dalece wygasa w jej sercu nie ju mio, lecz prosta yczliwo, ktr nawet dla
obcego mie mona, prosta lito, ktr dla kadego mie trzeba? Im wicej myla nad tym Kmicic,
tym okrutniejsz wydawaa mu si Oleka, tym wikszy czu do niej al, tym gbsz uraz. 
Cem takiego uczyni  pyta sam siebie  aby mn tak, jak przekltym przez koci, pogardzano?
Choby i le byo Radziwio-wi suy, to przecie czuj si w tym niewinnym, bo z rk na
sumieniu powiedzie mog, e nie dla promocyj, nie dla zyskw, nie dla chlebw mu su, je-no
e korzy dla ojczyzny w tym widz  za c bez sdu mnie potpiono?...
 Dobrze, dobrze! Nieche tak bdzie! Nie pjd z win nie popenionych si oczyszcza ani
miosier dzia prosi!  powtarza sobie po tysic razy.
A jednak bl nie ustawa, owszem, wzmaga si coraz bardziej. Wrciwszy do swych komnat
rzuci si pan Andrzej na oe i prbowa zasn, lecz mimo caego umczenia nie mg. Po chwili
wsta i pocz chodzi po komnacie. Od czasu do czasu rce do czoa przykada i mwi do siebie
gono:
 Nie moe by inaczej, jeno serce w tej dziewce zawzite!
I znowu:
 Tegom si po tobie, panno, nie spodziewa... Bogdaj ci Bg za to zapaci!
Na takich rozmylaniach upyna mu godzina jedna i druga, na koniec znuy si do reszty i
drzema pocz siedzc na ou, lecz nim zasn, zbudzi go dworzanin ksicy, pan Szkid, i
wezwa do ksicia.
Radziwi czu si ju lepiej i oddycha swobodniej, ale na oowianej jego twarzy zna byo
osabienie wielkie. Siedzia w gbokim krzele skr obitym, majc przy sobie medyka, ktrego
zaraz, rwno z wejciem Kmicica, odesa.
 Byem ju jedn nog na tamtym wiecie, i przez ciebie!  rzek do pana Andrzeja.
 Moci ksi, nie moja wina; powiedziaem, com myla.
 Nieche tego wicej nie bdzie. Nie dorzucaj cho ty ciaru do brzemienia, ktre dwigam, i
to wiedz, e co tobie przebaczyem, innemu bym nie przebaczy.
Kmicic milcza.
 Jeli kazaem  rzek po chwili ksi  tych ludzi w Birach egzekwowa, ktrym na twoj
prob przebaczyem w Kiejdanach, to nie dlatego, em ci chcia zwodzi, jeno by ci boleci
oszczdzi. Ulegem pozornie, bo mam dla ciebie sabo... A ich mier bya konieczna. Czy tom
ja kat, czy mylisz, e krew rozlewam dlatego jeno, by oczy czerwon barw napa?... Ale gdy
poyjesz duej, poznasz, e gdy kto chce czego na wiecie dokaza, temu nie wolno ni wasnej,
ni cudzej saboci folgowa, nie wolno wikszych spraw dla mniejszych powica. Ci ludzie powinni
byli zgin tu w Kiejdanach, bo patrz, co si przez twoj instancj stao: w kraju opr podsycony,
wojna domowa rozpoczta, dobra przyja ze Szwedami zachwiana, zy przykad innym dany,
od ktrego bunt jako zaraza si szerzy. Mao tego: sam osob swoj musiaem pniej wypraw
na nich czyni i konfuzji wobec wszystkiego wojska si naje, ty ledwie z ich rk nie zgin, a
teraz pjd na Podlasie i gowami buntu si stan. Patrz i ucz si! Gdyby zginli w Kiejdanach, nie
byoby tego wszystkiego. Ale ty, proszc za nich, o afektach wasnych tylko myla, ja za posa-
em ich po mier do Bir, bom dowiadczony, bo dalej widz, bo wiem to z praktyki, e kto w
pdzie chocia .o may kamie si potknie, ten atwo upadnie, a kto upadnie, ten moe si wicej
nie podnie, i tym snadniej, im przedtem bieg szybciej... Niech Bg broni, ile zego narobili ci
ludzie!
 Tyle oni nie zawa, aby mogli cae przedsiwzicie waszej ksicej moci popsowa.
 Choby nic wicej nie uczynili nad to, e za ich przyczyn dyfidencje midzy mn a Pontusem
powstay, ju szkoda byaby nieoszacowana. Rzecz si ju wyjania, e to byli nie moi ludzie, ale
list z pogrkami, ktry do mnie Pontus napisa, pozosta i tego listu mu nie daruj... Jest Pontus
szwagrem krlewskim, ale to jeszcze wtpliwa, czy moim mgby zosta i czyby radziwiowskie
progi nie byy dla niego za wysokie...
 Wasza ksica mo niech z samym krlem, nie z jego sugami, traktuje.
 Tak chc uczyni... I jeli zgryzoty mnie nie zabij, naucz tego Szwedzika modestii... Jeli
zgryzoty mnie nie zabij, a bodaj czy si na tym skoczy, bo mi tu cierniw ani boleci nikt nie
szczdzi... Ciko mi! ciko!... Kto by uwierzy, em jest ten sam, ktry byem pod ojowem, pod
Rzeczyc, Mozyrem, Turowem, Kijowem i Beresteczkiem?... Caa Rzeczpo spolita patrzya jeno
we mnie i w Winiowieckiego jako w dwa soca!... Wszystko drao przed Chmielnickim, a on
dra przede mn. I te same wojska, ktre w czasach powszechnej klski od wiktorii do wiktorii
wiodem, dzi mnie opuciy i rk na mnie, jako parrycydowie, podnosz...
 Przecie nie wszyscy, bo s tacy, ktrzy w wasz ksic mo jeszcze wierz!  rzek do
porywczo Kmicic.
 Jeszcze wierz... pki nie przestan!  odpowiedzia z gorycz Radziwi.  Wielka ichmociw
aska!... Daby Bg, ebym si ni nie otru... Sztych za sztychem kady z was wbija we
mnie, cho niejednemu to na myl nie przychodzi...
 Wasza ksica mo na intencje zwaaj, nie na sowa.
 Dzikuj za rad... Odtd pilnie bd zwaa, jak mi kaden gemajna twarz pokazuje... i pilnie
zabiega, aby si wszystkim spodoba...
 Gorzkie to sowa; wasza ksica mo.
 A ycie sodkie?... Bg mnie do wielkich rzeczy stworzy, a ja musz, ot! wykrusza siy w
powiatowej wojnie, jak zacianek z zaciankiem mgby prowadzi. Chciaem z monarchami potnymi
si mierzy, a upadem tak nisko, e musz jakiego pana Woodyjowskiego po moich
wasnych majtnociach owi. Zamiast wiat dziwi moj si, dziwi go moj saboci; zamiast
za popioy Wilna popioami Moskwy zapaci, musz ci dzikowa, e Kiejdany szaczykami
obsypa... Ciasno mi... i dusz si... nie tylko dlatego, e astma mnie dusi..: Niemoc mnie zabija...
Bezczynno mnie zabija... Ciasno mi i ciko!... Rozumiesz?...
 Mylaem i ja, e pjdzie inaczej!...  rzek ponuro Kmicic.
Radziwi pocz oddycha z wysileniem.
 Przedtem, nim inna mnie korona dojdzie, cierniow mi woono. Kazaem ministrowi Adersowi
w gwiazdy patrzy... Zaraz erygowa figur i mwi, e ze s koniunktury, ale e to przejdzie.
Tymczasem mki cierpi... W nocy co mi spa nie daje, co chodzi po komnacie... Jakowe twarze
zagldaj mi do oa, a czasem chd si nagy czyni... To znaczy, e mier koo mnie przechodzi...
Mki cierpi... Musz by jeszcze na zdrady i odstpstwa gotowy, bo wiem, e s tacy, ktrzy
si chwiej...
 Nie ma ju takich!  odpowiedzia Kmicic.  Kto mia odstpi, to ju sobie precz poszed!
 Nie zwd, sam to widzisz, e reszta polskich ludzi poczyna si oglda za siebie.
Kmicic wspomnia na to, co od Charampa sysza, i umilk.
 Nic to!  rzek Radziwi  ciko, straszno, ale trzeba przetrwa... Nie mw nikomu o tym,
co tu ode mnie sysza... Dobrze, e ten atak choroby dzi na mnie przyszed, bo ju si nie powtrzy,
a na dzi wanie si mi potrzeba, bo chc uczt wyprawi i weso twarz pokazywa, by ducha
w ludziach pokrzepi... I ty si rozpogd, a nie mw nic nikomu, bo co ja ci mwi, to jeno dlatego,
aby cho ty mnie nie drczy... Gniew mnie dzi unis... Pilnuj, aby si to nie powtrzyo, bo
o gow twoj chodzi. Alem ci ju przebaczy... Tych szaczykw, ktrymi Kiejdany obsypa, sam
Peterson by si nie powstydzi... Id teraz, a przylij mi Mieleszk. Sprowadzono dzi zbiegw
spod jego chorgwi, samych gemajnw. Ka mu ich powiesi co do jednego... Trzeba przykad
da... Bd zdrw... Ma dzi by wesoo w Kiejdanach!...
ROZDZIA XXII
Miecznik . rosieski cik mia przepraw z pann Aleksandr, zanim zgodzia si pj na
ow uczt, ktr hetman dla swych ludzi wyprawi. Musia tedy baga prawie ze zami uporn a
mia dziewczyn i zaklina, e tu o jego gow chodzi, e wszyscy, nie tylko wojskowi, ale i
obywatele zamieszkali w okolicy Kiejdan, na dugo ramienia .Radziwia, maj si stawi pod
grob gniewu ksicego, jake wic opiera si mog ci, ktrzy na ask i nieask strasznego
czowieka s wystawieni. Panna nie chcc naraa stryja ustpia.
Jako zjazd by niemay, bo wielu okolicznej szlachty wraz z onami i crkami przypdzi. Lecz
wojskowych byo najwicej, a zwaszcza oficerw cudzoziemskiego autoramentu, ktrzy prawie
wszyscy przy ksiciu wytrwali. Sam on, zanim ukaza si gociom, przygotowa twarz pogodn,
jak gdyby adna troska nie zaciya mu poprzednio  pragn bowiem t uczt nie tylko we wasnych
stronnikach i wojskowych ducha oywi, ale okaza, e og obywateli po jego stronie stoi 
a tylko swawolnicy opieraj si unii ze Szwecj; pragn okaza, e kraj cieszy si z nim razem,
wic nie szczdzi zabiegw ni kosztw, by uczta bya wspaniaa i by echo o niej rozeszo si jak
najdalej po kraju. Zaledwie wic mrok pokry ziemi, setki beczek zapono na drodze zamkowej i
dziedzicu, od czasu do czasu armaty grzmiay, a onierstwuprzykazano wydawa wesoe okrzyki.
Cigny tedy jedna za drug kolaski, karabony i bryki wiozce personatw okolicznych i tasz
szlacht. Dziedziniec zapeni si pojazdami, komi i sub, bd przyby z gomi, bd
miejscow. Tumy, strojne w aksamity i lamy, i kosztowne futra, zapeniy sal tak zwan zot, a
gdy ksi ukaza si wreszcie, cay janiejcy od drogich kamieni i z askawym umiechem na
ponurej zwykle, a przy tym wyniszczonej teraz chorob twarzy, pierwsi oficerowie zakrzyknli
jednogonie:
 Niech yje ksi hetman! Niech yje wojewoda wileski!
Radziwi rzuci nagle oczyma po zebranym obywatelstwie chcc si przekona, czy zawtruj
okrzykowi onierzy. Jako kilkanacie gosw z lkliwszych piersi powtrzyo okrzyk, za ksi
zaraz pocz kania si i dzikowa za afekt szczery i jednomylny.
 Z wami, moci panowie  mwi  damy rady tym, ktrzy chc zgubi ojczyzn! Bg wam
zapa! Bg wam zapa!...
I chodzi naok po sali, zatrzymywa si przed znajomymi, nie szczdzc w mowie tytuw:
panie bracie i miy ssiedzie  i niejedna twarz chmurna rozpogadzaa si pod wpywem ciepych
promieni aski paskiej.
 Ju te niepodobna  mwili ci, ktrzy do niedawna z niechci patrzyli na jego czyny  aby
taki pan i tak wysoki senator nieszczerze ojczynie yczy; albo wic nie mg inaczej postpi, jak
postpi, albo arcana w tym jakie tkwi, ktre na poytek Rzeczypospolitej wyjd.
 Jako od drugiego nieprzyjaciela mamy ju wicej wytchnienia, ktry nie chce si powadzi o
nas ze Szwedami.
 Daje Boe, aby wszystko zmienio si na lepsze!
Byli wszelako i tacy, ktrzy trzli gowami albo wzrokiem mwili sobie wzajem: Jestemy tu,
bo nam n na gardo pooono.
Lecz ci milczeli, gdy tymczasem inni, do przejednania atwiejsi, mwili gono, tak nawet gono,
eby ich ksi mg dosysze:
 Lepiej pana zmieni nieli Rzeczpospolit pogry.
 Nieche Korona myli o sobie, a my o sobie.
 Kto zreszt nam da przykad, jeli nie Wielkopolska?
 Extrema necessitas extremis nititur rationibus!
 Tentanda omnia!
 Ca ufno w naszym ksiciu pomy i na niego we wszystkim si zdajmy. Nieche Litw i
wadz ma w rku.
 Godzien on i jednej,.i drugiej. Jeli on nas nie wyratuje, zginiemy... W nim salus...
 Bliszy on nam ni Jan Kazimierz, bo to nasza krew!
Radziwi owi chciwym uchem te gosy, ktre dyktowaa boja lub pochlebstwo, i nie zwaa,
e wychodziy one z ust ludzi sabych, ktrzy w niebezpieczestwie pierwsi by go opucili; z ust
ludzi, ktrymi kady podmuch wiatru mg chwia jak fal. I upaja si tymi wyrazami, i sam siebie
oszukiwa lub wasne sumienie, powtarzajc z zasyszanych zda to, ktre zdawao si go najbardziej
uniewinnia:
 Extrema necessitas extrerrmis nititur rationibus! Lecz gdy przechodzc mimo licznej grupy
szlachty usysza jeszcze z ust pana Jurzyca: Bliszy on nam ni Jan Kazimierz!  wwczas
twarz jego wypogodzia si zupenie. Samo porwnanie i zestawienie go z krlem pochlebiao jego
dumie, wic zbliy si zaraz do pana Jurzyca i rzek:
 Macie racj, panie bracie, bo w Janie Kazimierzu na garniec krwi tylko kwarta litewskiej, a we
I mnie nie masz innej... Jeeli za dotd kwarta garncowi rozkazywaa, to od was, panw braci,
zaley to i zmieni.
 My te garncem gotowi pi zdrowie waszej ksicej moci!  odrzek pan Jurzyc.
 O, to mi wa w myl utrafi. Weselcie si, panowie bracia! Chciabym ca Litw tu sprosi.
 Trzeba by j na to jeszcze lepiej okroi  rzek pan Szczaniecki z Dalnowa, czowiek miay i
ostry, zarwno w jzyku, jak w szabli.
 Co wa przez to rozumiesz?  pyta ksi utkwiwszy w niego oczy.
 e serce waszej ksicej moci od Kiejdan obszerniejsze.
Radziwi umiechn si z przymusem i poszed dalej. W tej chwili te zbliy si do niego marszaek
z doniesieniem, e wieczerza gotowa. Tumy poczy pyn za ksiciem, jakoby rzeka, do
tej samej sali, w ktrej niedawno unia ze Szwecj zostaa ogoszona. Tam marszaek usadzi wedle
godnoci zaprszonych, wymieniajc kadego z imienia i urzdu. Ale wida, e rozkazy ksice
byy i pod tym wzgldem naprzd wydane, gdy Kmicicowi dostao si miejsce midzy miecznikiem
rosieskim a pann Aleksandr.
W obojgu a zadrgay serca, gdy usyszeli swe nazwiska razem wymienione, i oboje zawahali
si w pierwszej chwili: lecz przyszo im zapewne na myl, e opiera si byoby to samo, co ciga
na si oczy wszystkich obecnych, wic siedli obok siebie. Byo im le i ciko. Pan Andrzej
postanowi sobie by obojtnym, jakoby siedziaa koo niego obca osoba. Wkrtce jednak zrozumia,
e ani on nie potrafi by tak obojtnym, ani ta ssiadka nie jest tak obc, aby mogli zacz z
sob zwyczajn rozmow. Owszem, oboje to zmiarkowali, e w tym tumie osb i najrozmaitszych
uczu, spraw, namitnoci on myli tylko o niej, ona o nim, i wanie dlatego tak im trudno. Bo
oboja nie chcieli i nie mogli wypowiedzie szczerze, jasno i otwarcie wszystkiego, co im leao na
sercu. Mieli za sob przeszo, ale nie mieli przyszoci. Dawne uczucia, ufno, znajomo nawet,
wszystko byo potargane. Nie byo nic pomidzy nimi wsplnego oprcz uczucia zawodu i
alu. Gdyby i to ostatnie ogniwo pko, byliby wanie swobodniejsi; lecz czas tylko mg przynie
zapomnienie, obecnie byo na to za wczenie.
Kmicicowi tak byo le, e prawie mk cierpia, a jednak za nic w wiecie nie byby odstpi
tego miejsca, ktre mu marszaek wyznaczy. Uchem owi szelest jej sukni, baczy, udajc, e nie
baczy, na kady jej ruch; odczuwa ciepo bijce od niej i wszystko to razem sprawiao mu jak
bolesn rozkosz.
Po chwili pozna, e i ona rwnie jest czujna, cho niby na niego nie zwaa. Porwaa go nieprzezwyci
 ona ch spojrzenia na ni, wic zacz strzyc uko nie oczyma, polo nie ujrza jasnego
czoa, oczu nakrytych ciemnymi rzsami i biaej, nie pomalowanej barwiczk jak u innych pa twarzy.
Byo zawsze w tej twarzy co tak dla niego pocigajcego, e a serce w biednym kawalerze zadrgao
z alu i blu. eby za taka zawzito w tak anielskiej urodzie mieci si moga!  po-
myla sobie. Lecz uraza bya zbyt gboka, wic wkrtce doda w duszy: Nic mi po tobie, niech
ci inny bierze!
I nagle poczu, e gdyby w jaki inny sprbowa tylko skorzysta z jego pozwolenia, to by go
na sieczk posieka. Na sam myl o tym chwyci go gniew straszny. Uspokoi si dopiero, gdy
sobie przypomnia, e to przecie on sam, nie kto inny przy niej siedzi, i e nikt, przynajmniej w tej
chwili, o ni nie zabiega.
Tedy jeszcze raz na ni spojrz, a potem si w drug stron zwrc  pomyla.
I znw pocz strzyc ku niej z ukosa, ale wanie w tej chwili ona uczynia to samo, i oboje
spucili co prdzej oczy, upokorzeni ogromnie, jakoby na grzechu zapani.
Panna Aleksandra toczya rwnie walk z sob. Ze wszystkiego, co zaszo, z postpowania
Kmicica w Billewiczach, ze sw Zagoby i Skrzetuskiego, po znaa, e Kmicic bdzi, ale nie by
tyle winny, nie zasugiwa na tak pogard, na takie bezwgldne po-tpienie, jak poprzednio sdzia.
Przecie on to tam-tych zacnych ludzi od mierci uwolni, przecie tyle w nim byo jakiej wspaniaej
dumy, e wpadszy w ich rce, majc przy sobie list, ktry mg go uniewinni, a przynajmniej
od mierci uchroni, nie pokaza jednak tego listu, nie rzek ani sowa i poszed na mier z
podniesion gow.
Oleka, chowana przez starego onierza stawiaj cego pogard mierci na czele wszystkich innych
cnt, wielbia mstwo z caego serca, wic nie moga si oprze mimowolnemu podziwowi
dla tej rogatej, rycerskiej fantazji, ktr mona byo chyba razem z dusz z ciaa wypdzi.
Zrozumiaa i to, e jeli Kmicic Radziwiowi suy, to z zupen dobr wiar  jak wic
krzywd byo dla posdzenie o rozmyln zdrad! A jednak ona pierwsza wyrzdzia mu t
krzywd, nie oszczdzia mu ani obelgi, ani wzgardy  nie chciaa mu przebaczy nawet wobec
mierci!
Nagrd krzywd  mwio jej serce  wszystko si midzy wami skoczyo, ale mu to powinna
wyzna, e go niesprawiedliwie sdzia. Duna w tym jeszcze i sobie...
Lecz byo w tej pannie take dumy niemao, a moe nawet i nieco zawzitoci; wic wnet jej
przyszo na myl, e w kawaler pewnie ju o takie zadouczynienie nie stoi, i a rumiece na
twarz jej wytrysy.
Skoro nie stoi, nieche si obejdzie!  rzeka sobie w duszy.
Wszake sumienie mwio dalej, e czy pokrzywdzony o krzywd stoi, czy nie stoi, wynagrodzi
j trzeba; lecz z drugiej strony i duma przytaczaa coraz nowe argumenta:
Jeliby sucha  co by moe  nie chcia, przyszoby si tylko prno wstydu naje. A po
wtre: winien czy nie winien, rozmylnie czyni czy te przez zalepienie, do, e ze zdrajcami
trzyma, z nieprzyjacimi ojczyzny, i pomaga im j gubi. Na jedno ojczynie wyjdzie, czy mu
rozumu brak, czy uczciwoci. Bg go moe uniewinni, ludzie musz i powinni potpi, i miano
zdrajcy przy nim zostanie. Tak jest! Jeli i nie winien, azali nie suszna takim pogardza, ktry tyle
nawet rozmysu nie ma, eby zo od dobrego, wystpek od cnoty odrni?...
Tu gniew porwa pann i policzki jej poczy paa.
Zamilcz!  rzeka sobie.  Niech cierpi, na co zasuy. Pki skruchy nie widz, pty mam
prawo potpia...
Po czym zwrcia wzrok ku Kmicicowi, jakby chcc si przekona, czy skruchy ju w jego twarzy
nie wida. Wtedy to wanie nastpio spotkanie si ich oczu, po ktrym tak zawstydzili si
oboje.
Skruchy Oleka moe w twarzy kawalera nie dojrzaa, ale dojrzaa bl i zmczenie wielkie; dojrzaa,
e ta twarz bya tak wyblada jak po chorobie; wic lito j wzia gboka, zy jej napyway
przemoc do oczu i schylia si jeszcze mocniej nad stoem, aeby wzruszenia nie zdradzi.
A tymczasem uczta oywiaa si z wolna.
Z pocztku widocznie wszyscy byli pod cikim wraeniem, lecz w miar kielichw przybywao
fantazji ucztujcym. Gwar wzmaga si.
Na koniec ksi wsta:
 Moci panowie, prosz o gos!
 Ksi pan chce mwi!... Ksi pan chce mwi!  woano ze wszystkich stron.
 Pierwszy toast wznosz za zdrowie najjaniejszego krla szwedzkiego, ktry pomoc przeciw
nieprzyjacioom nam daje i wadnc tymczasem t krain, nie wprzd j zda, a spokj zaprowadzi.
Wstacie, moci panowie, bo to zdrowie pije si stojcy.
Biesiadnicy wstali prcz niewiast i spenili kielichy, ale bez okrzykw, bez zapau. Pan Szczaniecki
z Dalnowa pomrukiwa co do ssiadw, a ci gryli wsy, by si nie rozmia, widocznie
dworowa sobie z krla szwedzkiego.
Dopiero gdy ksi wnis drugie zdrowie kochanych goci, askawych na Kiejdany, ktrzy
przybyli nawet i z dalekich stron aby zawiadczy o ufnoci swej w zamiary gospodarza  odpowiedzia
mu gromki okrzyk:
 Dzikujemy! dzikujemy z serca!
 Zdrowie ksicia pana!
 Naszego Hektora litewskiego!
 Niech yje! Niech yje ksi hetman, wojewoda nasz!
Wtem pan Jurzyc, ju troch pijany, zakrzykn ca si puc:
 Niech yje Janusz Pierwszy, wielki ksi litewski!
Radziwi poczerwienia cay jak panna, ktr dziewosbi, ale zmiarkowawszy, e zgromadzeni
milcz gucho i pogldaj na niego ze zdumieniem, rzek:
 W waszej i to mocy, ale za wczenie mi wapan yczysz, panie Jurzyc, za wczenie!
 Niech yje Janusz Pierwszy, wielki ksi litewski!  powtrzy z, uporem pijanego pan Jurzyc.
Pan Szczaniecki wsta z kolei i wznis kielich.
 Tak jest!  rzek z zimn krwi.  Wielki ksi litewski, krl polski i cesarz niemiecki!
Znw nastaa chwila milczenia  nagle biesiadnicy wybuchli naraz miechem. Oczy wyszy im
na wierzch, wsy poruszay si na zaczerwienionych twarzach i miech wstrzsa ich ciaa, odbija
si od sklepie sali i trwa dugo, a jak nagle powsta, tak nagle i obumar na wszystkich ustach na
widok twarzy hetmaskiej, ktra mienia si jak tcza.
Radziwi pohamowa jednak straszny gniew, ktry pochwyci go za piersi, i rzek:
 Wolne arty, panie Szczaniecki!
Szlachcic wyd usta i nie zmieszany wcale odpowiedzia:
 I to tron elekcyjny, a ju te za wiele nie moem waszej ksicej moci yczy. Jeli jako
szlachcic moesz wasza ksica mo zosta krlem polskim, to jako ksi Rzeszy Niemieckiej
moesz i na godno cesarsk by podniesiony. Tak ci daleko lub blisko do jednego jak do drugiego,
a kto ci tego nie yczy, niech wstanie, wnet go tu na szable wemiem.
Tu zwrci si do biesiadnikw:
 Wsta, kto nie yczysz cesarskiej niemieckiej korony panu wojewodzie wileskiemu!
Oczywicie nikt nie wsta, nie miano si ju rwnie, bo w gosie pana Szczanieckiego tyle
byo bezczelnej zoliwoci, e wszystkich ogarn mimowolny niepokj, co te si stanie...
Lecz nie stao si nic, jeno ochota do uczty si po psua. Prno suba dworska napeniaa co
chwila kielichy. Wino nie mogo rozpdzi pospnych myli w gowach ucztujcych ani coraz
wikszego niepokoju. Radziwi z trudnoci rwnie pokrywa zo, bo czu, e dziki toastom
pana Szczanieckiego zmala w oczach zebranej szlachty i e umylnie lub niechccy szlachcic w
wszczepi przekonanie w zebran szlacht, i wojewodzie wileskiemu nie bliej do wielkoksicego
tronu jak do korony niemieckiej. Wszystko obrcone byo w art, w pomiewisko a przecie
uczta po to w znacznej czci bya wydana, aby umysy z przyszym panowaniem radziwiowskim
oswoi. Co wicej, chodzio Radziwiowi i o to, aby takie omieszenie jego nadziei nie oddziaao
le i na oficerw w spraw wtajemniczonych. Jako na ich twarzach malowao si gbokie zniechcenie.
Ganchof spenia kielich za kielichem i unika wzroku ksicego, a Kmicic nie pi, ale patrzy
w st przed sob z namarszczon brwi, jak gdyby rozmyla nad czym lub toczy walk we-
wntrzn. Radziwi zadra na myl, e w tym umyle lada chwila moe zabysn wiato i wydoby
prawd z cieniw, a wwczas ten oficer, stanowicy jedyne ogniwo czce resztki polskich
chorgwi ze spraw radziwiowsk, potarga owe ogniwo, choby z nim razem mia sobie i serce z
piersi wyszarpn.
Kmicic a nadto ciy ju Radziwiowi i gdyby nie to dziwne znaczenie, jakie nada mu zbieg
wypadkw, byby od dawna pad ofiar swej zuchwaoci i hetmaskiego gniewu. Ale ksi myli
si posdzajc go w tej chwili o wrogie sprawie myli, bo pan Andrzej cay by zajty Olek i ow
gbok rozterk, jaka ich rozdzielaa.
Chwilami wydawao mu si, e kocha t dziewczyn obok siedzc wicej ni wiat cay, to
znw tak,do niej odczuwa nienawi, e zadaby jej mier, gdyby mg  jej, ale zarazem i sobie.
ycie tak mu si powikao, e stao si dla tej prostej natury zbyt trudnym. Wic czu to, co
czuje dziki zwierz omotany sieci, z ktrej nie moe si wyplta.
Niespokojny i pospny nastrj caej uczty rozdrania go do najwyszego stopnia. Byo mu po
prostu nieznonie.
Uczta za pospniaa z kad chwil. Obecnym wydawao si, e ucztuj pod dachem z oowiu,
ktry wspiera si na ich gowach.
Tymczasem nowy go wszed do sali. Ksi ujrzawszy go zakrzykn:
 To pan Suchaniec, od brata Bogusawa! Pewno z listami?
Nowo przybyy skoni si nisko.
 Tak jest, janie owiecony ksi!... Jad prosto z Podlasia.
 Daje wapan listy, a sam siadaj za stoem. Ichmociowie wybacz, e czytania nie odo,
cho przy uczcie siedzimy, bo mog si znale nowiny, ktrymi si bd chcia z waszmociami
podzieli. Panie marszaku, prosz tam pamita o miym pole.
To mwic ksi wzi z rk pana Suchaca paczk listw i pocz pospiesznie ama piecz
pierwszego z brzegu.
Obecni utkwili ciekawe oczy w jego twarzy i starali si odgadn z niej tre pisma. Pierwszy
list jednake nie zwiastowa widocznie nic pomylnego, bo oblicze ksice zaszo krwi i oczy
zabysy mu dzikim gniewem.
 Panowie bracia!  rzek hetman  ksi Bogusaw donosi mi, e ci, co woleli si konfederowa
ni na nieprzyjaciela pod Wilno i, teraz woci moje na Podlasiu pustosz. atwieje po
wsiach z babami wojowa!... Godni rycerze!... ani sowa!... Nic to! Nagroda ich nie minie!...
Po czym wzi drugi list, ale zaledwie na okiem rzuci, twarz rozjania mu si umiechem
triumfu i radoci.
 Wojewdztwo sieradzkie poddao si Szwedom!  zakrzykn  i w lad za Wielkopolsk
przyjo protekcj Karola Gustawa.
A po chwili znowu:
 Ow ostatnia poczta! Dobra nasza, moci panowie! Jan Kazimierz pobit pod Widaw i arnowem.!...
Wojsko go odstpuje! Sam on na Krakw si cofa, Szwedzi id za nim. Pisze mi brat, e
i Krakw musi upa.
Cieszmy si, moci panowie!  rzek dziwnym gosem pan Szczaniecki.
 Tak, cieszmy si!  powtrzy hetman nie zauwaywszy tonu, jakim si Szczaniecki odezwa.
I rado bia od caej osoby ksicej, twarz staa si w jednej chwili jakby modsz, oczy nabray
blasku; drcymi ze szczcia rkoma rozerwa piecz ostatniego listu, spojrza, rozpromieni
si cay jak soce i krzykn:
 Warszawa wzita!... Niech yje Karol Gustaw! Tu dopiero spostrzeg, e wraenie, jakie owe
wiadomoci wywieraj na obecnych, jest zupenie inne od tego, jakiego sam doznawa. Wszyscy
bowiem niedzieli w milczeniu, spogldajc niepewnym wzrokiem przed siebie. Niektrzy marszczyli
brwi inni pozakrywali twarze rkoma. Nawet dworacy hetmascy, nawet ludzie sabego ducha
nie mieli naladowa radoci ksicej na wie, e Warszawa wzita, e Krakw upa musi
i e wojewdztwa jedno po drugim odstpuj prawego pana i poddaj si nieprzyjacielowi. Byo
przy tym co potwornego w tym zadowoleniu, z jakim naczelny wdz poowy wojsk Rzeczypospolitej
i jeden z najwyszych jej senatorw oznajmia o jej klskach. Ksi zmiarkowa, e trzeba
zagodzi wraenie.
 Moci panowie  rzek  pierwszy bym paka razem z wami, gdyby szo o szkod Rzeczypospolitej,
ale tu Rzeczpospolita szkody nie ponosi, jeno pana zmienia. Zamiast niefortunnego Jana
Kazimierza bdzie miaa wojownika wielkiego i szczliwego. Widz ju wszystkie wojny ukoczone
i nieprzyjaci pobitych.
 Ma wasza ksica mo racj!  odrzek Szczaniecki.  Kubek w kubek to samo powiadali
Radziejowski i Opaliski pod Ujciem. Cieszmy si, moci panowie! Na pohybel Janowi Kazimierzowi!...
To rzekszy pan Szczaniecki odsun z oskotem krzeso, wsta i wyszed z sali.
 Win najlepszych, jakie s w piwnicach!  zakrzykn ksi.
Pan marszaek pobieg speni rozkazy. W sali zawrzao jak w ulu. Gdy pierwsze wraenie mino,
szlachta pocza rozprawia nad wiadomociami i dyskutowa. Wypytywano pana Suchaca
o szczegy z Podlania i przylegego Mazowsza, ktre ju Szwedzi zajli.
Po chwili wtoczono do sali smoliste ankary i poczto odbija w nich gwodzie. Humory oywiy
si i stopniowo staway si coraz lepsze.
Coraz czstsze gosy jy powtarza: Stao si! nie ma ju rady!  Moe bdzie lepiej! Trzeba
si zgodzi z fortun!  Ksi nie da nas ukrzywdzi!  Lepiej nam ni innym... Niech yje
Janusz Radziwi, wojewoda nasz, hetman i ksi!
 Wielki ksi litewski!  krzykn znowu pan Jurzyc.
Ale tym razem nie odpowiedziao mu ju milczenie ani miech  owszem, kilkadziesit zachrypych
gardzieli rykno naraz:
 yczym tego! Z serca i duszy yczym! Niech nam yje! Niech panuje!
Magnat wsta z twarz czerwon jak szmat purpury.
 Dzikuj wam, panowie bracia!...  rzek powanie.
W sali od wiate i oddechw ludzkich uczynio si duszno jak w ani.
Panna Aleksandra przechylia si przez Kmicica ku miecznikowi rosieskiemu.
 Sabo mi  rzeka  chodmy std.
Jako twarz jej bya blada, a na czole lniy krople potu.
Lecz miecznik rosieski rzuci niespokojnym wzrokiem na hetmana w obawie, czy mu porzucenie
stou nie bdzie za ze poczytane. W polu by to odwany onierz, lecz z caej duszy ba si
Radziwila.
Tymczasem na domiar zego hetman rzek w tej chwili:
 Wrg mj, kto ze mn wszystkich toastw do dna nie speni, bom dzi wes!
 Syszaa?  rzek miecznik.
 Stryju, ja nie mog duej, mnie sabo!  rzeka bagalnym gosem Oleka.
 To odejd sama  odpowiedzia miecznik.
Panna wstaa usiujc wymkn si tak, aby niczyjej uwagi nie zwrci; lecz si jej brako i
chwycia w niemocy za porcz krzesa.
Nagle objo j silne rycerskie rami i podtrzymao ju prawie mdlejc.
 Ja wapann odprowadz!  rzek pan Andrzej.
I nie pytajc o pozwolenie obj jej kibi jakoby elazn obrcz, lecz ona ciya mu coraz bardziej,
wreszcie nim doszli do drzwi, zwisa bezwadnie na jego ramieniu.
Wwczas on wzi j na rce, tak lekko jak dziecko, i wynis z sali.
ROZDZIA XXIII
Tego wieczora, po skoczonej uczcie, pan Andrzej pragn koniecznie widzie si z ksiciem,
ale odpowiedziano mu, e ksi zajty jest tajemn rozmow z panem Suchacem.
Przyszed wic nazajutrz z rana i natychmiast zosta przed oblicze paskie przypuszczony.
 Wasza ksica mo  rzek  przyszedem z prob.
 Co chcesz, abym dla ci uczyni?
 Nie mog tu duej y. Kady dzie wiksza dla mnie mka. Nic tu po mnie w Kiejdanach.
Niech wasza ksica mo wymyli mi jak funkcj, niech mnie wyle, gdzie chce. Syszaem, e
puki maj na Zotarek rusza. Pjd z nimi.
 Rad by Zotareko pohaasowa z nami, ale mu nijak do nas, bo tu ju szwedzka protekcja, a
my te na niego bez Szwedw nie moemy... Graf Magnus okrutnie wolno si posuwa i wiadomo
dlaczego! Dlatego e mi nie ufa. Ale take ci to le w Kiejdanach przy naszym boku?
 Wasza ksica mo na mnie askaw, a przecie tak mi le, i i wypowiedzie nie umiem.
Prawd mwic, mylaem, e inaczej wszystko pjdzie... Mylaem, e bdziem si bili, e y
bdziem w ogniu i w dymie, na kulbace dzie i noc. Do tego mnie Bg stworzy. A tu sied, suchaj
rozpraw i dysput, gnij w bezczynnoci albo poluj na swoich, zamiast na nieprzyjaciela... Nie
mog wytrzyma, po prostu nie mog... Wol sto razy mier, jak mi Bg miy! czysta mka!
 Wiem ju, z czego ta desperacja pochodzi. Amory to, nic wicej! Gdy podstarzejesz, bdziesz
si mia z tych mk. Widziaem to wczoraj, ecie na siebie z t dziewczyn krzywi i coraz
krzywsi.
 Nic mi do niej, a jej do mnie. Co byo, to si i skoczyo!
 A co to, ona wczoraj zachorowaa?
 Tak jest.
Ksi milcza przez chwil.
 Radziem ci ju i jeszcze raz radz  rzek hetman  jeeli ci o ni chodzi, to j bierz, z jej
wol lub bez woli. Ka wam lub da. Bdzie troch krzy ku i paczu... Nic to! Po lubie wemiesz
j do swojej kwatery... i jeli nazajutrz jeszcze bdzie pakaa, to ba-i-bardzo!
 Ja prosz waszej ksicej moci o jak funkcj wojskow, nie o lub!  odrzek szorstko Kmicic.
 Tedy jej nie chcesz?
 Nie chc. Ni ja jej, ni ona mnie! Choby si te dusza we mnie podara, nie bd jej o nic prosi.
Chciabym jeno by jak najdalej, aeby o wszystkim zapomnie, pki mi si rozum nie pomiesza.
Tu nie ma nic do roboty, a bezczynno ze wszystkiego najgorsza, bo zmartwienie czowieka
trawi jako choroba. Niech wasza ksica mo przypomni sobie, jak jej wczoraj jeszcze byo ciko,
pki nowiny dobre nie przyszy... Tak mnie jest dzi i tak bdzie. Co mam robi? Za gow si
uapi, by jej gorzkie myli nie rozerway, i siedzie? Co tu wysiedz? Bg wie, co to za czasy,
Bg wie, co to za jaka wojna, ktrej zrozumie ani umysem obj nie mog... od czego jeszcze
ciej. Ot, jak mi Bg miy, jeli wasza ksica mo mnie jako nie uyjesz, tedy chyba ucielkn,
watah zbior i bd bi...
 Kogo?  spyta ksi.
 Kogo?  Pjd pod Wilno i bd urywa, jakom Chowaskiego urywa. Pu wasza ksica
mo ze mn moj chorgiew, to i wojna si zacznie!
 Twoja chorgiew tu mi potrzebna przeciw wewntrznemu nieprzyjacielowi.
 To to i bl, to to i mka w Kiejdanach z zaoonymi rkoma strowa albo si za jakim
Woodyjowskim ugania, ktrego by si przy strzemieniu za towarzysza mie wolao.
 Ja funkcj dla ciebie mam  rzek ksi. Pod Wilno ci nie puszcz ani chorwi ci nie dam.
Jeeli za wbrew mojej woli postpisz i zebrawszy watah pojedziesz, to wiedz, e tym samym
przestaniesz mi suy.
 Ale ojczynie si przysu!
 Ten ojczynie suy, kto mnie suy. Juem ci o tym przekona. Przypomnij sobie take, e
mi zap=zysig. Na koniec, gdy na wolentariusza wyjdziesz, to zarazem wyjdziesz spod mojej inkwizycji,
a tam sdy z wyrokami na ci czekaj... Dla wasnego dobra nie powiniene tego czyni.
 Co tam teraz sdy znacz!
 Za Kownem nic, ale tu, gdzie jeszcze kraj spokojny, nie ustay dotd funkcjonowa. Moesz
si wprawdzie nie stawi, ale wyroki zapadn i bd nad tob ciyy a do spokojniejszych czasw.
Kogo raz do trby wo, temu i w dziesi lat przypomn, a ju szlachta laudaska przypilnuje,
by ci nie przepomniano.
 eby prawd waszej ksicej moci powiedzie, jak przyjdzie pokuta, to si i poddam. Dawniej
gotw bylem z ca Rzeczpospolit wojn prowadzi i z wyrokw tyle sobie robi, ile nieboszczyk
pan aszcz, ktry kaza sobie nimi deli podszy... Ale teraz jakowa bolczka wyrosa
mi na sumieniu. Czek si boi zabrn dalej, niby chcia, i niepokj duszny o wszystko go toczy.
 Taki e skrupulat? Ale mniejsza z tym! Powiedziaem ci, e jeli chcesz std jecha, to funkcj
dla ciebie mam i bardzo zacn. Ganchof mi o ni w oczy lezie i przymawia si kadego dnia.
Ju mylaem, eby mu j da... Wszelako nie moe to by, gdy trzeba mi tam kogo znacznego, z
nie lada jakim nazwiskiem i nie obcym, ale polskim, ktre by samo przez si wiadczyo, e nie
wszyscy mnie opucili i e s jeszcze moni obywatele, ktrzy ze mn trzymaj... Ty mi wraz do
tego, ile e i fantazj masz dobr, i wolisz, eby si tobie kaniano, ni eby sam si mia kania.
 O co idzie waszej ksicej moci?
 Trzeba jecha w dalsz podr...
 Dzi gotowym!
 I swoim kosztem, bo u mnie z pienidzmi kuso. Jedne intraty nieprzyjaciel zaj, drugie swoi
pustosz, a wszystko nie dochodzi w por; cae za wojsko, ktre przy mnie jest, przeszo teraz na
mj koszt. Pewnie mi pan podskarbi, ktry u mnie pod kluczem siedzi, grosza nie uyczy, raz dlatego,
eby nie chcia, po wtre, e sam nie ma. Co jest grosza publicznego, to bior nie pytajc; ale
sia to go jest? od Szwedw za wszystkiego prdzej dostaniesz ni pienidzy, bo im si samym
na widok kadego szelga rce trzs.
 Wasza ksica mo niepotrzebnie si nad tym rozwodzi! Jeli pojad, to swoim kosztem.
 Ale tam trzeba znacznie wystpi, nie aowa!...
 Nic ja nie bd aowa!
Oblicze hetmana rozjanio si, bo rzeczywicie gotowizny nie mia, chocia niedawno Wilno
zrabowa, a przy tym chciwy by z natury. Prawd byo rwnie i to, e intraty z niezmierzonych
jego dbr, cigncych si od Inflant po Kijw i od Smoleska po Mazowsze, przestay w istocie
wpywa, a koszta na wojsko z kadym dniem rosy.
 To mi si podoba!  rzek.  Ganchof zaraz by mi zacz w skrzynie puka, a ty czek inny.
Suchaj tedy, o co chodzi.
 Sucham pilnie.
 Naprzd pojedziesz na Podlasie. Periculosa to droga, bo tam s konfederaci, ktrzy z obozu
wyszli i przeciw mnie czyni. Jak im si wykrcisz, to twoja rzecz. w Jakub Kmicic moe by ci
oszczdzi, ale strze si Horotkiewicza, eromskiego, a zwaszcza Woodyjowskiego z jego laudask
kompani.
 Byem ja ju w ich rku i nic mi si nie stao.
 To dobrze. Wstpisz do Zabudowa, gdzie siedzi Harasimowicz. Przykaesz mu, eby co
mona grosiwa z intrat, z podatkw publicznych i skd mona cign i mnie odesa, ale nie tu,
jeno do Tyly, gdzie s ju rzeczy moje. Co bdzie mg zastawi z dbr albo z inwentarzy, niech
zastawi! co bdzie mona wzi od ydw, niech wemie... Po wtre, niech a konfederatach my-
li, eby ich jako pogubi. Ale to ju nie twoja gowa, dam mu wasnorczn instrukcj. Ty mu list
oddaj i ruszaj zaraz do Tykocina, do ksicia Bogusawa.
Tu hetman przerwa i pocz oddycha gono, bo dusze mwienie mczyo go bardzo. Kmicic
wpatrywa si w niego chciwie, bo mu si dusza wydzieraa do odjazdu. I czu, e ta podr, pena
spodziewanych przygd, bdzie balsamem na jego wntrzne zgryzoty.
Hetman po chwili tak mwi pocz:
 Za gow si bior, dlaczego ksi Bogusaw siedzi jeszcze na Podlasiu?... Dla Boga! moe
zgubi mnie i siebie. Pilnie uwaaj na to, co mwi, bo chocia oddasz mu moje listy, trzeba, eby
umia ywym sowem je poprze i wytumaczy wszystko, co si napisa nie da. Ow wiedz o
tym, e wczorajsze wieci byy dobre, ale nie tak dobre, jakem szlachcie powiedzia, a nawet i nie
tak dobre, jakem sam zrazu myla. Szwedzi wprawdzie gr: zajli Wielkopolsk, Mazowsze,
Warszaw, wojewdztwo sieradzkie poddao im si, goni Jana Kazimierza pod Krakw i Krakw
oblegn, jak Bg w niebie. Czarniecki ma go broni, w wieo wypieczony senator, ale musz
przyzna, onierz dobry. Kto moe przewidzie, co si stanie?... Szwedzi wprawdzie umiej zdobywa
fortece, a nie byo nawet czasu na wzmocnienie Krakowa. Wszelako ten pstry kasztelanik
moe si trzyma miesic, dwa, trzy. Dziej si czasem takie cuda, jako wszyscy pamitamy pod
Zbaraem... Ow, jeli si bdzie zacicie trzyma, diabe moe wszystko na wspak obrci. Ucz
si arkanw polityki. Wiedz tedy naprzd, e w Wiedniu nie bd chtnym okiem patrze na rosnc
potg szwedzk i mog pomoc da... Tatarzy te, wiem to dobrze, skonni s pomaga Janowi
Kazimierzowi, na kozactwo i Moskw nawaem rusz, a wwczas wojska ukrainne pod Potockim
przyjd na pomoc... Desperat dzi Jan Kazimierz, a jutro moe jego szczcie przeway...
Tu ksi musia znw da wypoczynek strudzonym piersiom, a pan Andrzej dziwnego dowiadcza
uczucia, z ktrego sam sobie na razie nie umia sprawy zda. Oto on, stronnik radziwiowski
i szwedzki, czu jakby rado wielk na myl, e szczcie moe si od Szwedw odwrci.
 Mwi mi Suchaniec  rzek ksi  jak to byo pod Widaw i arnowem. Ow w pierwszym
spotkaniu przednie strae nasze... chciaem powiedzie: polskie... stary Szwedw na proch.
To nie pospolite ruszenie... i Szwedzi pono sia fantazji stracili.
 Ale przecie wiktoria tu i tam bya przy nich?
 Bya, bo si chorgwie Janowi Kazimierzowi pobuntoway, a szlachta owiadczya, e bdzie
sta w szyku, ale si bi nie chce. Wszelako to si pokazao, e w polu nie wicej Szwedzi od
kwarcianych umiej. Niech si trafi jedna i druga wiktoria, moe si duch zmieni. Niech przyjd
Janowi Kazimierzowi zasiki pienine, aby mg od zapaci, to si i nie bd buntowali. Potocki
nie ma sia ludu, ale srodze to wiczone chorgwie i zjadliwe jak osy. Tatarzy przyjd z nim, a
elektor nam w dodatku nie dopisuje.
 Jake to?
 Liczylimy obaj z Bogusawem, e zaraz ze Szwedami i z nami w lig wejdzie, bo wiemy, co
o jego afektach dla Rzeczypospolitej trzyma... Ale on zbyt ostrony i o wasnym dobru tylko myli.
Czeka, wida, co si stanie, a tymczasem wchodzi w lig, ale z miastami pruskimi, ktre wiernie
przy Janie Kazimierzu stoj. Myl, e w tym bdzie jakowa zdrada, chybaby elektor nie by
sob albo zgoa o szwedzkiej fortunie wtpi. Ale nim si to wyjani, tymczasem liga przeciw
Szwedom stoi, i niech im si w Maopolsce noga powinie, tedy zaraz si Wielkopolska i Mazury
podnios, Prusacy z nimi pjd, i moe si przytrafi...
Tu ksi wzdrygn si, jakby przeraony przypuszczeniem.
Co si moe przytrafi?  pyta Kmicic.
 e noga szwedzka z Rzeczypospolitej nie wy jdzie!  odpar ponuro ksi.
Kmicic zmarszczy brwi i milcza.
 Wwczas  mwi dalej niskim gosem hetman  i nasza fortuna spadaby tak nisko, jak
wprzd bya wysoko...
Pan Andrzej zerwa si z miejsca z iskrzcymi oczyma, z rumiecami na twarzy i zakrzykn:
 Wasza ksica mo! co to jest?... A czemu mi to wasza ksica mo mwi niedawno, e
Rzeczpospolita przepada i e tylko w spce ze Szwedami przez osob i przysze panowanie waszej
ksicej moci ratowa j mona?... Czemu mam wierzy? Czy temu, com wonczas sysza,
czy temu, co dzi? A jeli tak jest, jak wasza ksica mo dzi mwisz, to dlaczego trzymamy ze
Szwedami, zamiast ich bi?... To dusza do tego si mieje!
Radziwi wpatrzy si surowo w modzieca.  Zuchway jeste!  rzek.
Ale Kmicic jecha ju na wasnym uniesieniu jak na koniu.
 Potem o tym, jakim ja jest! Teraz daj mi wasza ksica mo respons na to, co pytam.
 Dam ci respons taki  rzek dobitnie Radziwi  jeli rzeczy tak si obrc, jak mwi, tedy
zaczniemy Szwedw bi.
Pan Andrzej przesta parska nozdrzami, natomiast paln si doni w czoo i zakrzykn:
 Gupim! gupim!
 Tego ci nie neguj  rzek ksi  i przydam, e miar w zuchwaoci przebierasz. Wiedze,
i po to ci wysyam, aby zmiarkowa, jak si fortuna obrci. Chc dobra ojczyzny, niczego wicej.
To, com mwi, s supozycje, ktre mog si nie sprawdzi i pewnie si nie sprawdz. Ale
ostronym trzeba by. Kto chce, by go woda nie porwaa, musi umie Pywa, a kto idzie lasem, w
ktrym drg nie ma, ten czsto musi stawa i miarkowa, w ktr mu stron i naley... Rozumiesz?
 Tak jasno, jakoby soce wiecio.
 Recedere nam wolno i trzeba, jeeli dla ojczyzny bdzie tak lepiej, ale nie bdziem mogli, jeli
ksi Bogusaw duej na Podlasiu bdzie siedzia. Gow, wida, straci czy co? Tam siedzc
musi si za jedn albo za drug spraw owiadczy: albo za Szwedem, albo za Janem Kazimierzem,
a to wanie byoby najgorzej.
 Gupim jest, wasza ksica mo, bo znowu nie rozumiem!
 Podlasie blisko Mazowsza, i albo Szwedzi je zajm, albo z miast pruskich przyjd posiki
przeciw Szwedom. Tedy trzeba bdzie wybiera.
 Ale czemu ksi Bogusaw nie ma wybiera?
 Bo pki on nie wybierze, pty Szwedzi bardziej si na nas ogldaj i musz nas ujmowa, to
samo elektor. Jeli za recedere przyjdzie i przeciw Szwedom si obrci, tedy on ma by ogniwem
midzy mn i Janem Kazimierzem... On ma mi powrt uatwi, czego by nie mg uczyni,
gdyby wprzd przy Szwedach si opowiedzia. e za na Podlasiu musi wkrtce koniecznie wybra,
niech jedzie do Prus, do Tyly, i tam czeka, co si stanie. Elektor siedzi w margrabstwie, tedy
Bogusaw bdzie najwiksz powag w Prusiech i cakiem moe Prusakw w rce wzi, i wojsko
pomnoy, i na czele znacznej potgi stan... A wonczas jedni i drudzy, co chcemy, dadz, byle
tylko nas dwch mie po sobie, i dom nasz nie tylko nie upadnie, ale si wzniesie, a to grunt.
 Wasza ksica mo mwie, e grunt dobro ojczyzny...
 Nie chwytaje mnie za kade sowo, gitym ci z gry rzek, e to wszystko jedno, i suchaj dalej.
Wiem to dobrze, e ksi Bogusaw, chocia i podpisa akt unii ze Szwecj tutaj w Kiejdanach,
jednake za stronnika ich nie uchodzi. Nieche puszcza wie, a i ty puszczaj po drodze, em
go zmusi do podpisania wbrew sercu. Ludzie snadnie temu uwierz, bo nieraz przytrafia si, e i
rodzeni bracia do rnych partyj nale. Ow tym sposobem bdzie mg wej w konfidencj z
konfederatami, sprosi naczelnikw do siebie, niby dla ukadw, a potem pochwyci i do Prus wywie.
Godziwy to bdzie sposb i dla ojczyzny zbawienny, bo inaczej ci ludzie cakiem j zgubi.
 To wszystko, co mam uczyni?  pyta z pewnym rozczarowaniem Kmicic.
 To cz zaledwie i nie najwaniejsza. Od ksicia Bogusawa pojedziesz z moimi listami do
samego Karolusa Gustawa. Ja tu nie mog z grafem Magnusem do adu doj od czasu onej bitwy
klewaskiej. Wci on na mnie zyzem patrzy i nie przestaje suponowa, e byle si Szwedom noga
polizna, byle Tatarzy rzucili si na tego drugiego nieprzyjaciela, to i ja si przeciw Szwedom
obrc.
 Wnoszc z tego, co wasza ksica mo przedtem mwi, to susznie suponuje.
 Susznie czy niesusznie, nie chc, aby tak byo i aby mi zaglda, jakie kozery mam w rku.
Zreszt i personaliter nieyczliwy to dla mnie czowiek. Pewnie on tam niejedno na mnie do krla
wypisuje, a jedno z dwojga z pewnoci: albo em saby, albo em niepewny. Trzeba temu zapobiec.
Listy moje kr lowi oddasz; gdyby si ciebie o klewask potrzeb wypytywa, powiesz, jak
prawda, nic nie dodasz, nic nie ujmiesz. Moesz mu si przyzna, e tych ludzi na mier skazaem,
a ty ich wyprosi. Nic ci si za to nie stanie, owszem, moe si szczero podoba. Magnusa
grafa wprost przed krlem nie bdziesz oskara, bo to jego szwagier... Ale gdyby ci krl, ot! tak
mimochodem pyta, co tu ludzie myl, powiedz mu, e auj, i graf Magnus nie do si hetmanowi
wypaca za szczer jego dla Szwedw przyja; e sam ksi (to jest ja) nad tym wielce boleje.
Gdyby Pyta dalej, czy prawda, e mnie wszystkie wojska komputowe opuciy, powiesz, e
nieprawda, i za dowd przytoczysz siebie. Powiadaj si pukownikiem, bo nim jeste... Mw, e to
partyzanci pana Gosiewskiego pobuntowali wojsko, ale dodaj, e midzy nami nieprzyja miertelna.
Mw, e gdyby graf Magnus przysa mi armat nieco i jazdy, dawno bybym ju zgnit
owych konfederatw... e to jest oglna opinia. Zreszt na wszystko zwaaj, dawaj ucho, co tam w
pobliu krlewskiej osoby mwi, i dono nie mnie, ale jeli si nadarzy okazja, ksiciu Bogusawowi
do Prus. Mona i przez elektorskich ludzi; jeli ich napotkasz. Ty podobno umiesz po niemiecku?
 Miaem towarzysza, szlachcica kurlandzkiego, niejakiego Zenda, ktrego mi laudascy ludzie
usiekli. Od niegom si niele po niemiecku poduczy. W Inflantach te czsto bywaem...
 To dobrze.
 A gdzie, wasza ksica mo, znajd krla szwedzkiego?
 Tam go znajdziesz, gdzie bdzie. Czasu wojny dzi moe by tu, jutro tam. Jeli trafisz go pod
Krakowem, to i lepiej, bo wemiesz listy i do innych osb, ktre w tamtych stronach rezyduj.
 To jeszcze do innych pojad?
 Tak jest. Musisz dotrze do pana marszaka koronnego Lubomirskiego, o ktrego bardzo mi
chodzi, aby do naszych zamysw przystpi. Mony to czek i w Maopolsce sia od niego zaley.
Gdyby on chcia szczerze stan przy Szwedach, tedyby Jan Kazimierz nie mia ju co robi w
Rzeczypospolitej. Krlowi szwedzkiemu tego nie ukrywaj, e ode mnie do niego jedziesz, aby go
dla Szwedw skaptowa... Nie chwal si z tym wprost, ale si niby z prdkoci wygadaj. Okrutnie
to go dla mnie zjedna. Daby Bg, eby pan Lubomirski chcia przy nas stan. Bdzie on si waha,
to wiem; wszelako spodziewam si, e moje listy wag przechyl, gdy jest przyczyna, dla
ktrej musi on o moj yczliwo dba wielce. Powiem ci, jak co jest, aby wiedzia, jak si tam
obraca. Ow dawno ju pan marszaek objeda mnie jako niedwiedzia w kniei i stara si z
daleka Wyrozumie, czybym jedynaczki swojej za syna jego, Herakliusza, nie odda. Dzieci to
jeszcze, ale mona by ukad uczyni, na ktrym panu marszakowi sia zaley, wicej ni mnie, bo
drugiej takiej dziedziczki nie masz w Rzeczypospolitej, a gdyby si dwie fortuny zczyy, to w
wiecie nie byoby rwnej... Smarowna to grzanka! A c dopiero, gdyby pan marszaek powzi
nadziej, e i koron wielkoksic mgby syn jego za moj crk wianem wzi. T nadziej w
nim obud, a skusi si, jak Bg na niebie, bo o domu wasnym wicej ni o Rzeczypospolitej myli.
 C mam mu mwi?
 To, czego ja nie bd mg napisa... Ale trzeba to misternie podsuwa... Niech ci Bg broni,
aby si wyda z tym, e ode mnie sysza, jakobym korony pragn. Na to jeszcze za wczenie...
Ale mw, e tu wszystka szlachta na mudzi i na Litwie o tym mwi i chtnie to widzi, e sami
Szwedzi gono o tym wspominaj; e to i przy osobie krla sysza... Bdziesz zwaa, kto tam z
dworzan z panem marszakiem konfident, i podsuniesz mu tak myl: niech Lubomirski przejdzie
do Szwedw, a w nagrod zada maestwa Herakliusza z Radziwiwn, a potem niech Radziwia
na Wielkie Ksistwo popiera, to Herakliusz je z czasem odziedziczy. Nie do na tym; podsu
i to, e gdyby Herakliusz raz litewsk woy koron, tedyby , go z czasem i na polski tron powoano,
a tak w dwch rodach dwie korony na powrt by si zczy mogy. Jeli si tam tej myli
oburcz nie pochwyc, to poka si maymi ludmi. Kto wysoko nie mierzy i wielkich zamysw
si zlknie, ten niech si lask, buawk, kasztelanijk kontentuje, niech suy i kark zgina, przez
pokojowcw na ask zarabia, bo niczego lepszego niewart!... Mnie do czego innego Bg stworzy
i dlatego miem wycign rk po wszystko, co tylko w mocy czowieczej, i doj a do tej granicy,
jak sam Bg potdze ludzkiej postawi!
Tu ksi wycign rzeczywicie rce, jakby chcia w nie jak niewidzialn koron pochwyci,
i rozgo rza cay jak pochodnia, ale wtem ze wzruszenia zno wu mu powietrza zabrako w
gardzieli.
Po chwili uspokoi si jednak i rzek przerywanym gosem:
 Ot... gdy dusza leci... jakoby do soca ... choroba mwi swoje memento... Niech si co chce
dzieje... Wol, eby mnie mier zastaa na tronie.... ni w krlewskiej antykamerze...
 Moe medyka zawoa?  pyta Kmicic. Radziwi pocz kiwa rk.
 Nie trzeba... nie trzeba..: Ju mi lepiej... Ot! i wszystko, co miaem ci powiedzie... Prcz tego
oczy miej otwarte, uszy otwarte. Bacz i na to, co Potocczyzna pocznie. Oni kup chodz, a Wazom
wierni... i potni... Koniecpolski a Sobiescy take nie wiadomo, jak si przechyl... Patrz i ucz
si... Ot, i duszno przesza... Zrozumiae wszystko expedite?
 Tak jest. Jeli w czym pobdz, to z wasnej winy.
 Listy ju mam popisane, jeno kilka zostaje. Kiedy chcesz ruszy?
 Dzi jeszcze! Jak najprdzej!...
 Nie masze jakiej proby do mnie?
 Wasza ksica mo!...  zacz Kmicic.
I urwa nagle.
Sowa z trudnoci wychodziy mu z ust, a na twarzy malowa si przymus i zmieszanie.
 Mw miao!  rzek hetman.
 Prosz  rzek Kmicic  aby tu miecznik rosieski i ona... jakowej krzywdy nie doznali!...
 Bd pewien. Ale to widz, e ty t dziewk jeszcze miujesz?
 Nie moe by!  rzek Kmicic.  Zali ja wiem!... Godzin j miuj, godzin nienawidz...
Diabe jeden wie! Skoczyo si wszystko, jakom rzek... jedna mka zostaa... Nie chc ja jej, ale
nie chc, by j inny bra... Wasza ksica mo niech tego nie dopuci... Sam nie wiem, co gadam...
Jecha mi, jecha jak najprdzej! Niech wasza ksica mo nie zwaa na moje sowa. Bg
mi wrci rozum, jeno za bram wyjad...
 Rozumiem to, e pki z czasem afekt nie ostygnie, to cho si samemu nie chce, przecie parzy
myl, e inny wemie. Ale bd o to spokojny, bo nikogo tu nie dopuszcz, a wyjecha std, nie
wyjad. Wkrtce wszdy peno bdzie obcego onierza i niebezpieczne!... Najlepiej j do Taurogw
wyprawi, pod Tyl, gdzie ksina bawi... Bd spokojny, Jdrek!... Id, gotuj si do drogi, a
przychod do mnie na obiad...
Kmicic skoni si i wyszed, a Radziwi pocz oddycha gboko. Rad by z wyjazdu Kmicica.
Zostawaa mu jego chorgiew i jego nazwisko, jako stronnika, a o osob mniej dba.
Owszem, Kmicic wyjechawszy mg mu odda znaczne posugi; w Kiejdanach ciy mu ju od
dawna. Hetman pewniejszym by go z daleka ni z bliska. Dzika fantazja i zapalczywo Kmicica
mogy lada chwila sprowadzi w Kiejdanach wybuch i zerwanie, nader niebezpieczne dla obydwch.
Wyjazd usuwa niebezpieczestwo.
 Jede, diable wcielony, i su!  mrukn ksi pogldajc na drzwi, ktrymi odszed chory
orszaski.
Nastpnie zawoa pazia i rozkaza prosi do siebie Ganchofa.
 Obejmiesz chorgiew Kmicicow  rzek mu i komend nad ca jazd. Kmicic wyjeda.
Przez zimn twarz Ganchofa przebieg jakoby bysk radoci. Omijaa go misja, ale spotykaa
wysza szara.
Skoni si wic w milczeniu i rzek:
 Wiern sub za ask waszej ksicej moci si wypac!
Po czym wyprostowa si i czeka.
-A,co powiesz wicej?  rzek ksi.
 Wasza ksica mo! przyjecha tu dzi rano szlachcic z Wikomierza, ktry przywiz wie,
e I pan Sapieha na wasz ksic mo z wojskami cignie.
Radziwi drgn, lecz w mgnieniu oka opanowa wraenie.
 Moesz odej!  rzek do Ganchofa.
Po czym zamyli si gboko.
ROZDZIA XXIV
Kmicic zaj si bardzo czynnie przygotowaniami do drogi oraz wyborem ludzi, ktrzy mieli mu
towarzyszy, postanowi bowiem nie jecha bez pewnej asystencji, raz dla bezpieczestwa wasnego,
a po wtre, dla powagi swojej poselskiej osoby. Pilno mu byo, wic chcia ruszy tego jeszcze
dnia na noc lub jeliby sota nie ustaa, nazajutrz rano. Ludzi wynalaz wreszcie szeciu pewnych,
ktrzy dawniej jeszcze pod nim suyli, w tych lepszych czasach, gdy si przed przyjazdem do Lubicza
pod Chowaskim uwija, starych zabijakw orszaskich, gotowych i za nim choby na kraj
wiata. Sama to bya szlachta i bojarowie putni, ostatnie resztki potnej niegdy watahy, przez
Butrymw wycitej. Na czele ich stan wachmistrz Soroka, dawny suga Kmicicw, onierz stary
i sprawny bardzo, chocia liczne wyroki, za liczniejsze jeszcze swawole, nad nim ciyy.
Po obiedzie da hetman panu Andrzejowi listy i glejt do komendantw szwedzkich, z ktrymi
mody pose mg si w znaczniejszych miastach spotyka; poegna go i wyprawi do czule,
prawie po ojcowsku, zalecajc ostrono i rozwag.
Tymczasem pod wieczr niebo poczo si wyjania, mde soce jesienne ukazao si nad
Kiejdanami i zaszo za czerwone chmury porozcigane dugimi pasmami na zachodzie.
Nic nie stawao na przeszkodzie do drogi. Kmicic popija wanie strzemiennego z Ganchofem,
Charampem i kilkoma innymi oficerami, gdy o zmroku ju wszed Soroka i spyta:
 Jedziemy, panie komendancie?
 Za godzin!  odpar Kmicic.
 Konie i ludzie gotowi, ju na dziedzicu...
Wachmistrz wyszed, a oni poczli si tym bardziej trca kielichami, lubo Kmicic wicej udawa,
e pije, ni pi w rzeczywistoci. Nie w smak mu byo wino i nie szo mu do gowy, nie rozweselao
humoru. a tymczasem tamtym kurzyo si ju z czupryn.
 Moci pukowniku!  mwi Ganchof.  Pole mnie asce ksicia Bogusawa... Wielki to kawaler,
jakiego drugiego nie masz w caej Rzeczypospolitej. Jak tam przyjedziesz, to jakoby do
Francji przyjecha. Inna mowa, inny obyczaj, a kady dwornoci tam si moe nauczy snadniej
jeszcze anieli na krlewskim dworze.
 Pamitam ksicia Bogusawa pod Beresteczkiem  rzek Charamp  mia jeden regiment dragonw,
cakiem na francuski ad musztrowany, ktrzy piesz i konn sub zarwno penili. Oficerowie
sami byli Francuzi, prcz kilku Olendrw, a i midzy onierzami wiksza bya cz
Francuzw. A wszystko franty. To tak od nich rnymi wonnociami pachniao, jakoby z apteki.
W bitwie rapierami okrutnie bodli i powiadali o nich, e co ktry czeka przebd, to mu mwi:
Pardonnez moi!  tak polityk nawet z hultajstwem obserwowali. A ksi Bogusaw z chustk na
szpadzie midzy nimi jedzi, zawsze umiechnity, choby w najwikszym ukropie, gdy taka jest
francuska moda, aby si mia wrd krwi rozlewu. Twarz mia te barwiczk pomalowan, a brwi
wgielkiem wyczernione, na co krzywili si starzy onierze i przezywali go koczotk. I zaraz po
bitwie kryzy nowe mu przynosili, eby to by zawsze strojny, jakoby na uczt, i wosy mu e lazkami
przypiekali, dziwne z nich czynic fircy fuszki. Ale mny to pan i pierwszy i w najwikszy
ogie szed. Pana Kalinowskiego te na rk wyzwa e mu tam co przymwi, a krl jegomo
musia godzi.
 Nie ma co!  mwi Ganchof.  Ciekawych si wa rzeczy napatrzysz i samego krla
szwedzkiego oblicze bdziesz widzia, ktry jest wojownik po naszym ksiciu w wiecie najwikszy.
 I pana Czarnieckiego  doda Charamp.  Coraz goniej o nim mwi.
 Pan Czarniecki stoi po stronie Jana Kazimierza i przez to jest naszym nieprzyjacielem!  odrzek
surowo Ganchof.
 Dziwne si rzeczy na wiecie dziej  rzek w zamyleniu Charamp.  Gdyby tak kto rok temu
albo dwa powiedzia, e Szwedzi tu przyjd, to bymy wszyscy myleli, e bdziem ich bi, a
tymczasem patrzcie waszmociowie...
 Nie my jedni, ale caa Rzeczpospolita ich z otwartymi rkami przyja!  rzek Ganchof.
 Tak jest! jako ywo!  wtrci w zamyleniu Kmicic.
 Prcz pana Sapiehy i pana Gosiewskiego, i pana Czarnieckiego, i hetmanw koronnych! 
rzek Charamp.
 Lepiej o tym nie mwi!  odpowiedzia Ganchof.  No! moci pukowniku, wracaje nam
zdrowo... promocje ci tu czekaj...
 I panna Billewiczwna  doda Charamp.
 Wapanu nic do panny Billewiczwny!  odrzek szorstko Kmicic.
 Pewnie, e nic, bom ju i za stary. Ostatni raz... Czekajcie, waszmociowie... kiedy to byo?...
Aha! ostatni raz w czasie elekcji dzi nam miociwie panujcego Jana Kazimierza...
 Waszmo od tego jzyk odzwyczaj!  przerwa Ganchof.  Dzi  panuje nam miociwie
Karol Gustaw.
 Prawda!... Consuetudo altera natura... Ow ostatni raz w czasie elekcji Jana Kazimierza, naszego
eks-krla i wielkiego ksicia litewskiego, okrutniem si zakocha w jednej pannie z fraucymeru
ksinej Jeremiowej. Wabna to bya bestyjka... Ale com jej chcia w oczy bliej spojrze, to
mi pan Woodyjowski szabl podstawia. Miaem si z nim bi, tymczasem Bohun wszed midzy
nas, ktrego Woodyjowski jak zajca wypatroszy. eby nie to, tyle bycie mnie waszmociowie
teraz ywego widzieli. Ale wonczas gotw byem si bi choby z diabem. Woodyjowski zreszt
per amicitiam si o ni tylko zastawia, bo ona bya z innym zmwiona, jeszcze gorszym zabijak...
Ej, mwi waciom, mylaem, e uschn... Ni mi byo do jada, ni do napitku... Dopiero jak mnie
ksi nasz z Warszawy a do Smoleska posa, tak i afekt wytrzsem po drodze. Nie masz jak
podr na takowe zgryzoty. W pierwszej mili ju mi si stao lej, a nim do Wilna dojechaem, ani
mi bya w gowie, i do tej pory w kawalerskim stanie wytrwaem. Ot, co! Nie masz jak droga na
nieszczliwe afekta!
 Takie to wa mwisz?  spyta Kmicic.
 Jako ywo! Niech tak czarni porw wszystkie gadyszki z caej Litwy i Korony! Ju mi one
niepotrzebne.
 I bez poegnania wa wyjechae?
 Bez poegnania, jenom tasiemk czerwon za sob rzuci, co mi jedna stara niewiasta, w rzeczach
afektu bardzo dowiadczona, doradzia.
 Zdrowie waszmoci  wtrci Ganchof zwracajc si znw do pana Andrzeja.
 Zdrowie!  odrzek Kmicic.  Dzikuj z serca!  Do dna! do dna! Waszmoci czas na ko, a i
nas te suba potrzebuje. Niech wasz mo Bg prowadzi i odprowadzi!
 Bywajcie zdrowi!
 Tasiemk czerwon rzuci za siebie - rzek Charamp  albo na pierwszym noclegu ognisko
wiadrem wody samemu zala. Pamitaj wa... jeeli chcesz zapomnie!
 Ostawaj wa z Bogiem!
 Nieprdko si obaczym!
 A moe gdzie na polu bitwy  dorzuci Ganchof.  Daj Boe, obok siebie, nie przeciw sobie.
 Nie moe inaczej by!  odrzek Kmicic.
I oficerowie wyszli.
Zegar bi sidm z wiey. Na dziedzicu konie stukay kopytami o kamienne pyty, a przez okno
wida byo ludzi czekajcych w gotowoci. Dziwny niepokj ogarn pana Andrzeja. Powtarza
sobie: Jad! jad! Wyobrania przesuwaa mu przed oczyma nieznane kraje i tum nieznanych
twarzy, ktre mia zobaczy, a jednoczenie chwytao go take zdziwienie na myl o tej drodze, jak
gdyby przedtem nigdy o niej nie myla.
Trzeba si na ko i ruszy, a co si zdarzy, to si zdarzy... Co bdzie, to bdzie!  myla
sobie. Teraz jednak, gdy konie parskay ju za oknem
i godzina odjazdu bia, czu, e tamto ycie bdzie obce, a wszystko, z czym si zy, do czego
si w ezwyczai, z czym zrs mimo woli dusz i sercem, to pozostanie w tym kraju, w tej okolicy,
w tym miecie. Dawny Kmicic take zostanie tu, a tam pojedzie jakoby inny czowiek, tak obcy
wszystkim, jak i wszyscy mu tam obcy. Trzeba mu tam bdzie zacz zupenie nowe ycie, a Bg
jeden raczy wiedzie, czy stanie na to ochoty.
Pan Andrzej by znuony na duszy miertelnie i dlatego w tej chwili czu si wobec tych nowych
widokw i nowych ludzi bezsilnym... Pomyla, e tu mu byo le i tam bdzie le, a przynajmniej
ciko bardzo.
Ale czas! czas! Trzeba czapk na gow woy i jecha!
Zali jednak bez poegnania?
Mona to by tak blisko, a potem tak daleko, by sowa nie rzec i odjecha? Ot, do czego doszo!
Ale co jej rzec?... Czy pj i powiedzie: Zepsowao si wszystko... id wapanna swoj
drog, ja pjd swoj! po co, po co to i mwi, gdy bez mwienia tak si stao. To on nie jest ju
jej narzeczonym, jako i ona nie jest i nie bdzie jego on. Przepado, zerwao si, co byo, i nie
wrci, i nie zwie si na nowo. Szkoda czasu, sw i nowej mki.
Nie pjd!  myla Kmicic.
Lecz z drugiej strony, czy ich jeszcze wola zmarego. Trzeba wyranie i bez gniewu umwi
si o wieczne rozstanie i powiedzie jej: Wapanna mnie nie chcesz, wic wracam ci sowo. Uwaajmy
oboje, jakoby testamentu nie byo... i niech kade szuka szczcia, gdzie moe.
Lecz ona moe odpowiedzie: Jam to ju dawno wapanu oznajmia, czemu mi teraz to powtarzasz?
 Nie pjd! Niech, co chce, bdzie!  powtrzy sobie Kmicic.
I nacisnwszy czapk na gow wyszed ze stancji na korytarz. Chcia wprost si na ko i co
prdzej znale si za bram.
Nagle na korytarzu jakoby go co za wosy chwycio...
Owadna go taka ch widzenia jej, przemwienia do niej, e przesta rozmyla: czy i, czy
nie i, przesta rozumowa i bieg, a raczej pdzi z zamknitymi oczyma, jakoby si chcia w wod
rzuci.
Przed samymi drzwiami, przed ktrymi warta ju bya zdjta, natkn si na pacholika pana
miecznika rosieskiego.
 Jest pan miecznik w stancji?  spyta.
 Pan miecznik jest pomidzy oficerami w cekhauzie.
 A panna?
 Panna jest.
 Ruszaj powiedzie, e pan Kmicic wyjeda w dug drog i chce pann widzie.
Pachoek usucha rozkazu, lecz nim wrci z odpo wiedzi, Kmicic pocisn klamk i wszed
bez pytania.
 Przychodz wapann poegna  rzek  bo nie wiem, czy si w yciu jeszcze obaczym.
Nagle zwrci si do pachoka:  Czego tu jeszcze stoisz?
 Moja mocia panno!  mwi dalej Kmicic, gdy drzwi za sug zamkny si.  Chciaem jecha
bez poegnania, ale nie mogem. Bg raczy wiedzie, kiedy wrc i czy wrc, bo i o przygod
nietrudno. Lepiej nie rozstawajmy si z gniewem w sercu i z uraz, aby kara boska na ktre z
nas nie spada. Ej! sia by mwi, sia by mwi, a tu jzyk wszystkiego nie wypowie. No! szczcia
nie byo, woli boej, wida, nie byo, a teraz, cho ty, czeku, i bem w mur bij, nie ma ju rady
nijakiej! Nie winuje mnie, wapanna, to i ja ci nie bd winowa. Ju na w testament nie trzeba
zwaa, bo jako rzekem: na nic ludzka wola przeciw boskiej. Daj ci Boe szczcie i spokojno.
Grunt, eby sobie winy odpuci. Nie wiem, co mnie tam spotka, gdzie jad... Ale ju mi duej nie
wysiedzie w mce, w ktni, w alu... Czek si o cztery ciany w izbie rozbija, bez rady, mocia
panno, bez rady!... Nie masz tu nic do roboty, jeno si ze zgryzot w bary bra, jeno myle po caych
dniach, a gowa boli, o nieszczsnych terminach i w kocu nic nie wymyli... Trzeba mi
tego wyjazdu, jako rybie wody, jako ptakowi powietrza, bo inaczej bym oszala.
 Daje Boe i wapanu szczcie!  odrzeka panna Aleksandra.
I staa przed nim, jakoby oguszona wyjazdem, widokiem i sowami pana Kmicica. Na twarzy
jej malowao si zmieszanie i zdziwienie, i widocznym byo, e walk ze sob toczy, aby przyj
do siebie; tymczasem za spogldaa szeroko otwartymi oczyma na modego junaka.
 Ja do wapana nie chowam urazy...  rzeka po chwili.
 Bodaj tego wszystkiego nie byo!  odrzek Kmicic.  Jakowy zy duch wszed midzy nas i
niby morzem nas rozdzieli. Ani tej wody przepyn, ani jej przebrn... Czek nie czyni tego, co
chcia, nie szed, gdzie zamierzy, jeno jakby go co popychao, a i zaszlimy oboje na bezdroe.
Ale skoro si mamy z oczu straci, to lepiej cho z dalekoci zakrzykn sobie: Bg prowad!
Trzeba te wapannie wiedzie, e uraza i gniew to co innego, a al co innego. Gniewum si wyzby,
ale al we mnie siedzi  moe nie do wapanny. Bo ja sam wiem do kogo i czego?... Mylc
nic nie wymyl, ale tak mi si zdaje, e lej bdzie i mnie, i wapannie, gdy si rozmwiem. Wapanna
masz mnie za zdrajc... i to mnie najgorzej kole, bo jak zbawienia duszy mojej pragn, tak
nie byem i nie bd zdrajc!
 Ju tego nie myl!...  rzeka Oleka.
 Oj! jake to moga myle cho godzin... To mnie znaa, e dawniej do swawoli byem
gotw: usiec, podpali kogo, zastrzeli to co innego; ale zdradzi dla zysku, dla promocji  nigdy!...
Broe mnie, Boe, i sd!... Wapanna jeste niewiasta i nie moesz rozumie, w czym
zbawienie ojczyzny, wic ci si nie godzi potpia ani wyrokw dawa. A czemu potpia?... A
czemu wyrok wydaa?..: Bg z tob!..: Wiedze o tym, e zbawienie w ksiciu Radziwille i w
Szwedach, a kto inaczej myli, a zwaszcza czyni, ten wanie ojczyzn gubi. Ale nie czas mi dyskursowa,
bo czas jecha. Wiedz tylko, em nie zdrajca, nie przedawczyk. Bodajem zgin, jeeli
nim kiedy bd!... Wiedz, e niesusznie mn pogardzia, niesusznie na mier skazaa... To ci
mwi pod przysig i na wyjezdnym, a mwi dlatego, aeby zarazem powiedzie: odpuszczam z
serca, ale za to i ty mnie odpu!
Panna Aleksandra przysza ju zupenie do siebie.  Co wapan mwisz, em ci niesusznie posdzaa,
to prawda, i wina moja, ktr wyznawam... i o przebaczenie prosz...
Tu gos jej zadrga i oczy niebieskie zaszy zami, a on pocz woa z uniesieniem:
 Odpuszczam! odpuszczam! ja bym ci mier moj odpuci!...
 Nieche wapana Bg prowadzi i nawrci na prawdziw drog, aby zszed z tej, po ktrej
bdzisz.
 Daj ju pokj! daj ju pokj!  zawoa gorczkowo Kmicic  aby znw niezgoda midzy nami
nie powstaa. Bdz czy nie bdz, nie mw o tym. Kady niech wedle sumienia idzie, a Bg
intencje osdzi. Lepiej, em tu przyszed, em nie wyjecha bez poegnania. Daje mi rk na drog...
Tyle mojego, bo jutro ju ci nie bd widzia ani pojutrze, ani za miesic, moe nigdy... Ej,
Oleka!... i w gowie si mci... Oleka! Zali si my ju nie obaczym?...
Obfite zy jak pery poczy spada jej z rzs na policzki.
 Panie Andrzeju!... odstp zdrajcw!... a wszystko moe by...
 Cicho!... a cicho!...  odrzek Kmicic przerywanym gosem.  Nie moe by!... Nie mog...
Lepiej nic nie mw... Bodaj mnie zabito! mniejsza byaby mka... Dla Boga! za co nas to spotyka?!...
Bde zdrowa!... ostatni raz!... A potem niech mi tam mier gdzie oczy stuli... Czego paczesz?...
Nie pacz, bo oszalej!.,.
I w najwyszym uniesieniu porwa j wp przemoc i cho si opieraa, pocz caowa jej
oczy, usta, potem do ng si rzuci  na koniec zerwa si jak szalony i chwyciwszy za czupryn
wybieg z komnaty krzyczc:
 Diabe tu nie pomoe, nie tylko czerwona nitka!...
Przez okno widziaa go jeszcze Oleka, jak na ko siada pospiesznie, potem siedmiu jedcw
ruszyo. Szkoci trzymajcy stra w bramie uczynili chrzst broni prezentujc muszkiety; nastpnie
brama zawara si za jedcami i ju ich nie byo wida na ciemnej drodze, midzy drzewami.
Noc te zapada zupena.
ROZDZIA XXV
Kowno i cay kraj po lewym brzegu Wilii oraz wszystkie drogi zajte byy przez nieprzyjaciela,
wic pan Kmicic, nie mogc na Podlasie jecha wielkim gocicem idcym z Kowna do Grodna, a
stamtd do Biaegostoku, puci si bocznymi drogami z Kiejdan wprost w d, z biegiem Niewiay,
a do Niemna, ktry przebywszy w pobliu Wilkw, znalaz si w wojewdztwie troskim.
Ca t niezbyt zreszt wielk cz drogi odby spokojnie, okolica ta bowiem leaa jakoby pod
rk Radziwia.
Miasteczka, a gdzieniegdzie i wsie, zajte byy przez nadworne chorgwie hetmaskie lub przez
mae oddziaki rajtarw szwedzkich, ktre hetman umylnie powysuwa tak daleko przeciw zastpom
Zotareki, stojcym tu za Wili, aby do zaczepki i do wojny atwiej znalaza si okazja.
Rad byby te i Zotareko pohaasowa  wedle sw hetmana  ze Szwedami, ale natomiast
ci, ktrych by pomocnikiem; nie chcieli z nimi wojny, a przynajmniej pragnli j odoy do najdalszego
terminu; odebra wic Zotareko najsurowsze rozkazy, by za rzek nie przechodzi, a w
razie gdyby sam Radziwi w spce ze Szwedami na niego ruszy, aby si cofa najprdzej.
Z tych to powodw kraj po prawej stronie Wilii by spokojny, ale e przez rzek spoglday na
si z jednej strony strae kozackie, z drugiej szwedzkie i radziwiowskie, wic lada chwila jeden
wystrza z muszkietu mg straszn wojn rozpta.
W przewidywaniu tego wczenie chronili si ludzie do miejsc bezpiecznych. Wic kraj by spokojny,
ale i pusty. Wszdy widzia pan Andrzej opustoszae miasteczka, popodpierane drgami
okiennice dworw i cae wsie wyludnione.
Pola byy rwnie puste, bo stert tego roku na nich nie stawiano. Prosty lud chroni si w niezgbione
lasy, do ktrych zabiera i spdza wszelki dobytek, szlachta za uciekaa do ssiednich
Prus elektorskich, na razie cakiem od wojny zabezpieczonych. Wic jeno na drogach i puszczaskich
szlakach ruch by niezwyky, bo liczb zbiegw powikszali ci jeszcze, ktrzy mogli z lewego
brzegu Wilii, spod ucisku Zotareki, si przeprawi.
Tych liczba bya ogromna, a mianowicie chopw, gdy szlachta, ktra nie zdoaa dotd z lewego
brzegu uskoczy, w jasyr posza lub garda na progach domw oddaa.
Spotyka wic pan Andrzej co chwila cae gromady chopstwa, z onami i dziemi, pdzce
przed sob trzody owiec, koni i byda. Ta cz wojewdztwa trockiego, dotykajca Prus elektorskich,
zamona bya i yzna, wic lud bogaty mia co chroni i przechowywa. Zbliajca si zima
nie odstraszaa zbiegw, ktrzy woleli czeka na lepsze dnie wrd mchw lenych, w szaasach
przykrytych niegami, ni we wsiach rodzinnych wyglda mierci z rk nieprzyjaciela.
Kmicic czstokro zblia si do uciekajcych gromad lub do ognisk nocami w gszczach lenych
byszczcych. Wszdy, gdzie tylko trafi na ludzi z lewego brzegu Wilii, spod Kowna albo z
dalszych jeszcze okolic, sysza straszne opowiadania o okruciestwach Zotareki i jego sprzymierzonych,
ktrzy wycinali w pie ludno bez uwagi na wiek i pe, palili wsie, wycinali nawet
drzewa w sadach, ziemi i wod tylko zostawujc. Nigdy zagony tatarskie nie zostawiay za sob
takich spustosze.
Nie sam mier tylko zadawano mieszkacom, bo wprzd mkami najwymylniejszymi ich
morzono. Wielu z tych ludzi uciekao w obkaniu umysowym. Ci nocami napeniali gbie lene
strasznymi krzykami; inni, cho ju przeszli na t stron Niemna i Wilii, cho ju lasy i gszcze, i
bagna przedzieliy ich od watah Zotareki, byli cigle jakby w gorczce i oczekiwaniu napadu.
Wielu wycigao rce do Kmicica i jego orszaskich jedcw, bagajc o ratunek i miosierdzie,
jak gdyby nieprzyjaciel sta tu nad nimi.
Uciekay ku Prusom i kolaski szlacheckie wiozce starcw, niewiasty i dzieci; za nimi cigny
wozy ze sub, dostatkami, zapasami ywnoci, dobytkiem i rzeczami. Wszystko w popochu,
przestrachu i aoci, e na tuaczk idzie.
Pan Andrzej pociesza czasem tych nieszczliwych mwic im, e rycho ju Szwedzi rzek
przejd i tamtego nieprzyjaciela het, daleko, wyen. Wwczas zbiegowie wycigali rce ku niebu
i mwili:
 Daj Bg zdrowie, daj Bg szczcie ksiciu wojewodzie za to, e polityczny nard na nasz
obron sprowadzi. Gdy Szwedzi wejd, wrcim do domw, do pogorzelisk naszych...
I bogosawiono ksicia powszechnie. Z ust do ust podawano sobie wiadomoci, e lada chwila
przejdzie Wili na czele wasnych i szwedzkich wojsk. Z gry wychwalano skromno szwedzk,
karno i dobre obchodzenie si z mieszkacami. Radziwia zwano Gedeonem litewskim,
Samsonem, zbawc. Ci ludzie, z okolic dymicych wie krwi i poarem, wygldali go jak zbawienia.
A Kmicic, syszc te bogosawiestwa, yczenia, te niemal mody, umacnia si w wierze
wzgldem Radziwia i powtarza sobie w duszy:
Takiemu to panu su! Zamkn oczy i pjd lepo za jego fortun. Straszny on czasem i niezbadany,
ale wikszy ma rozum od innych, lepiej wie, czego trzeba, i w nim jednym zbawienie.
Lej mu si zrobio i pogodniej w sercu na t myl, wic jecha dalej z wiksz otuch w sercu,
rozdzielajc duszy midzy tsknot po Kiejdanach a rozmylania o nieszczsnym stanie ojczyzny.
Tsknota wzmagaa si coraz bardziej. Czerwonej tasiemki za siebie nie rzuci, pierwszego
ogniska wiadrem wody nie zala, bo raz: czu, e to na nic, po wtre: nie chcia.
 Ej, eby ona tu bya, eby te pakania i jki ludzkie syszaa, nie prosiaby Boga, by mnie nawrci,
nie mwiaby mi, e bdz jako owi heretycy, ktrzy prawdziw wiar porzucili. Ale nic
to! Prdzej pniej ona si przekona, pozna, e jej to rozum szwankowa... A wtedy bdzie, co Bg
da... Moe si jeszcze w yciu spotkamy.
I tsknota wzmagaa si w modym kawalerze, ale zarazem przekonanie, e po prawdziwej, nie
bdnej drodze stpa, dao mu spokj od dawna nie znany. Targanina myli, zgryzoty, wtpliwoci
opuszczay go z wolna i jecha przed siebie, zanurza si w bezbrzene lasy prawie wesoo. Od czasu
jak po sawnych z Chowaskim gonitwach do Lubicza przyjecha, nie czu, aby mu tak rano
byo na wiecie.
W tym wsaty Charamp mia suszno, e nie masz jak droga na duszne troski i niepokoje.
Zdrowie mia pan Andrzej elazne, a fantazja wracaa mu z kad chwil i ch przygd. Widzia
je przed sob i umiecha si do nich, i gna konwj bez wytchnienia, ledwie si na krtkie noclegi
zatrzymujc.
Przed oczyma duszy staa mu ustawicznie Oleka, spakana, drca w jego ramionach jak ptak, i
mwi sobie: wrc.
Czasem przesuwaa si przed nim posta hetmana, pospna, ogromna, grona. Ale moe wanie
dlatego, e si od niej oddala coraz bardziej, ta posta stawaa mu si prawie drog. Dotychczas
ugina si przed Radziwiem, teraz zaczyna go kocha. Dotychczas Radziwi porywa go, jak
potny wir wodny porywa i przyciga wszystko, co si w jego kolisko dostanie; teraz Kmicic czu,
e chce pyn z nim razem z caej duszy.
I z odlegoci rs ten olbrzymi wojewoda coraz bardziej w oczach modego rycerza i prawie
nadludzkie przybiera rozmiary. Nieraz na noclegu, gdy pan Andrzej zamyka do snu oczy, widzia
hetmana siedzcego na tronie wyszym nad szczyty sosen. Korona na gowie jego, twarz ta sama,
pospna, ogromna, w rkach miecz i bero, a pod stopami caa Rzeczpospolita.
I bi czoem w duszy przed wielkoci.
Trzeciego dnia podry zostawili za sob daleko Niemen i weszli w kraj jeszcze lesistszy. Zbiegw
na drogach napotykali cigle cae gromady, a szlachta, ktra nie moga ora dwiga, uchodzia
prawie bez wyjtku do Prus przed podjazdami nieprzyjacielskimi, ktre nie utrzymywane
tutaj na wodzy, jak nad brzegami Wilii przez szwedzkie i radziwiowskie puki, zapuszczay si
czasem daleko w gb kraju, a pod sam granic Prus elektorskich. upie bywaa ich gwnym
celem.
Nieraz byy te to watahy niby do wojsk Zotareki nalece, a w rzeczy nie uznajce nad sob
niczyjej buawy  po prostu oddziay zbjeckie, tak zwane partie, nad ktrymi czasem i miejscowi
opryszkowie mieli komend. Te, unikajc spotkania w polu z wojskiem, a nawet z pachokami
miejskimi, napaday pomniejsze wsie, dwory i podrnikw.
Gromia ich szlachta na wasn rk ze swymi dworskimi ludmi i ubieraa nimi sosny przydrone,
jednake atwo byo w lasach natkn si na spore ich oddziay, i dlatego musia pan Andrzej
zachowywa teraz nadzwyczajn ostrono.
Lecz nieco dalej, w Pilwiszkach nad Szeszup, zasta ju pan Kmicic ludno spokojnie na miejscu
siedzc. Mieszczanie opowiedzieli mu jednak, e nie dawniej jak par dni temu napad na starostwo
potny oddzia Zotareki, do piciuset ludzi liczcy, ktry byby wedle zwyczaju w pie
wyci ludzi, a miasto puci z dymem, gdyby nie niespodziewana pomoc, ktra jakoby z nieba im
spada.
 Bogumy si ju polecali  mwi dzierawca zajazdu, u ktrego pan Andrzej kwater stan
gdy wtem wici Pascy zesali jakow chorgiew. Mylelimy zrazu, e nowy nieprzyjaciel, a to
byli swoi. Skoczyli tedy wraz na Zotarekowych hultajw i w godzin mostem ich pooyli, ile e
i z naszej strony pomoc bya.
 C to bya za chorgiew?  pyta pan Andrzej.
 Niech im Bg da zdrowie!... Nie opowiadali si, co za jedni, my te nie mieli pyta. Popali
koniom, wzili, co byo siana i chlebw, i pojechali.
 Ale skd przyszli i dokd poszli?
 Przyszli od Kozowej Rudy, a poszli na poudnie. My te, comy ju wprzd chcieli w lasy
ucieka, tomy rozmyliwszy si zostali, bo nam pan podstaroci powiedzia, e po takiej nauce
nieprdko nieprzyjaciel do nas zajrzy.
Kmicica mocno zainteresowaa wiadomo o owej bitwie, wic pyta dalej:
 I nie wiecie, kto tej chorgwi pukownikuje?
 Nie wiemy, alemy pukownika widzieli, bo na rynku z nami rozmawia. Mody on i misterny
jako iga. Nie wyglda na takiego wojownika, jakim jest...
 Woodyjowski!  zakrzykn pan Kmicic.
 Czy on Woodyjowski, czy nie, niech mu si rce wic, niechaj mu Bg hetmanem pozwoli
.zosta! Pan Andrzej zaduma si gboko. Widocznie szed
t sam drog, ktr kilka dni temu przecign pan Woodyjowski z laudaskimi ludmi. Jako
byo to naturalne, bo obaj zdali na Podlasie. Ale panu Andrzejowi przyszo na myl, e przyspieszajc
podr atwo mg natkn si na maego rycerza i wpa w jego rce, a w takim razie
wszystkie listy radziwiowskie dostayby si z nim razem w moc konfederatw. Wypadek podobny
mg zwichn ca jego misj i Bg wie jakie szkody przynie radziwiowskiej sprawie. Z
tego powodu postanowi pan Andrzej pozosta par dni w Pilwiszkach, aby laudaska chorgiew
miaa czas odjecha jak najdalej.
Ludzie te i konie, idce jednym niemal tchem Kiejdan (bo mae tylko popasy czynili dotd
przez
drog), potrzebowali odpoczynku, wic pan Andrzej kaza onierzom zdj juki z koni i roztasowa
si w karczmie na dobre.
Na drugi dzie przekona si, e uczyni nie tylko roztropnie, ale i mdrze, albowiem zaledwie
rano zdoa szaty przywdzia, gdy oberysta stan przed nim.
 Nowin przynosz waszej mioci  rzek.
 A dobr?
 Ni z, ni dobr, jeno e mamy goci. Okrutny dwr zjecha tu dzi rano i stan w starociskim
domu. Jest regiment piechoty, a co jazdy, karet, co suby!... Ludzie myleli, e to sam krl
przyjecha.
 Jaki krl?
Karczmarz pocz obraca czapk w rku.
 Prawda, e to mamy teraz dwch krlw, ale nie aden z nich przyjecha, jeno ksi koniuszy.
Kmicic zerwa si na rwne nogi.
 Co za ksi koniuszy? ksi Bogusaw?...
 Tak jest, wasza mio. Brat stryjeczny ksicia wojewody wileskiego.
Pan Andrzej a w rce klasn ze zdziwienia.  O, to si spotykamy!
Karczmarz zrozumiawszy, e jego go jest znajomym ksicia Bogusawa, skoni si niej ni
poprzedniego dnia i wyszed z izby, a Kmicic pocz ubiera si popiesznie i w godzin pniej
by ju przed domem starociskim.
W caym miasteczku roio si od onierzy. Piechota ustawiaa w kozy muszkiety na rynku;
jazda pozsiadaa ju z koni i zaja domostwa poboczne. onierze i dworzanie, w najrozmaitszych
ubiorach, stali przed domami lub przechadzali si po ulicach. Z ust oficerw sycha byo rozmow
francusk i niemieck. Nigdzie polskiego onierza, nigdzie polskiego moderunku, muszkietnicy i
dragonia przybrani byli dziwacznie, inaczej nawet od cudzoziemskich chorgwi, ktre pan Andrzej
w Kiejdanach widywa, bo nie na niemiecki, ale na francuski ad. onierz jednak pikny i tak okazay,
e kadego szeregowca za oficera mona byo poczyta, zachwyca oczy pana Andrzeja. Oficerowie
spogldali te na niego z ciekawoci, bo wystroi si odwitnie w aksamity i zotogw, a
szeciu ludzi przybranych w now barw szo dla asystencji za nim.
Na podwrzu starociskiegb dworu krcili si dworzanie, wszyscy postrojeni na francuski sposb:
wic paziowie w berecikach z pirami, rkodajni w aksamitnych kaftanach, masztalerze w
szwedzkich, wysokich butach z kolistymi cholewami.
Widocznie ksi nie mia zamiaru zatrzymywa si duej w Pilwiszkach i wstpi tylko na popas,
gdy karet nie pozataczano do wozowni, a konie karmili masztalerze na poczekaniu z blaszanych
sit, ktre trzymali w rku.
Kmicic oznajmi si oficerowi trzymajcemu stra przed domem, kto jest i z czym jedzie, ten
za poszed zda spraw ksiciu. Po chwili wrci popiesznie z zawiadomieniem, i ksi pilno
chce widzie wysannika hetmaskiego, i wskazujc Kmicicowi drog wszed wraz z nim do domu.
Przeszedszy sie, w pierwszej izbie stoowej zastali kilku dworzan siedzcych z powyciganymi
nogami na krzesach i drzemicych smaczno, bo wida, wczesnym rankiem musieli z ostatniego
popasu wyjecha. Przed drzwiami nastpnej komnaty oficer zatrzyma si i skoniwszy si panu
Andrzejowi, rzek po niemiecku:
 Tam jest ksi.
Pan Andrzej wszed i zatrzyma si w progu. Ksi siedzia przed lustrem ustawionym w rogu
komnaty i tak uwanie wpatrywa si w twarz swoj, wieo widocznie powleczon rem i bielidem,
e nie zwrci uwagi na wchodzcego. Dwch pokojowych, klczc przed nim, dopinao mu
sprzczki na przegubach ng u wysokich podrnych butw, on za rozczesywa z wolna palcami
bujn, rwno ucit nad czoem grzywk jasnozotej peruki lub te moe wasnych, obfitych wosw.
By to mody jeszcze czowiek, lat trzydziestu piciu, a wygldajcy najwyej na dwadziecia
pi. Kmicic zna go, ale zawsze spoglda na z ciekawoci, raz: dla wielkiej sawy rycerskiej,
jaka otaczaa ksicia Bogusawa, a jak zjednay mu gwnie pojedynki z rozmaitymi zagranicznymi
magnatami odbyte, po wtre: dla jego szczeglnej postawy, ktr gdy raz kto ujrza, na zawsze
musia zapamita. Ksi bowiem wysoki by i silnie zbudowany, ale nad szerokimi jego ramionami
wznosia si gowa tak maa, jak gdyby z innego ciaa zdjta. Twarz mia rwnie niezwykle
drobn, prawie modziecz, ale i w niej nie byo proporcji, nos mia bowiem duy, rzymski,
i ogromne oczy niewypowiedzianej piknoci i blasku, z orl prawie miaoci spojrzenia.
Wobec tych oczu i nosa reszta twarzy, okolonej w dodatku dugimi obfitymi puklami wosw, nika
prawie zupenie; usta mia niemal dziecinne, nad nimi may wsik, ledwie pokrywajcy grn warg.
Delikatno cery, podniesiona rem i bielidem, czynia go podobnym do panny, a jednoczenie
zuchwao, duma i pewno siebie, malujce si w obliczu, nie pozwalay zapomina, i jest
to w synny chercheur de noises, jako go przezywano na dworze francuskim, czowiek, u ktrego
ostre sowo atwo wychodzio z ust, ale szpada jeszcze atwiej z pochwy.
W Niemczech, w Holandii i we Francji opowiadano dziwy o jego czynach wojennych, ktniach,
zajciach i pojedynkach. On to w Holandii rzuca si w najwikszy war bitwy, midzy niezrwnane
puki piechoty hiszpaskiej, i wasn ksic rk zdobywa chorgwie i dziaa; on na
czele regimentw ksicia Oranii zdobywa baterie, przez starych wodzw uznane za niepodobne do
zdobycia; on nad Renem, na czele muszkieterw francuskich, rozbija cikie chorgwie niemieckie,
w trzydziestoletniej wojnie wywiczone: on rani w pojedynku, we Francji, najsynniejszego
miedzy kawalerami francuskimi fechmistrza, ksicia de Fremouille; drugi synny zabijaka, baron
von Goetz, prosi go na klczkach o darowanie ycia; on rani barona Grota, za co musia od brata
Janusza sucha gorzkich wymwek, i pospolituje godno sw ksic stawajc do walki z nierwnego
stanu ludmi; on wreszcie, wobec caego dworu francuskiego, na balu w Luwrze uderzy
w twarz margrabiego de Rieux za to, i mu szpetnie przymwi.
Pojedynki odbywane incognito po mniejszych miastach, oberach i zajazdach nie wchodziy
oczywicie w rachub.
Bya to mieszanina zniewieciaoci i nieokieznanej odwagi. W czasie odwiedzin rzadkich i
krtkich ojczystego kraju zabawia si zatargami z rodzin Sapiehw i owami. Ale wwczas leniczowie
musieli mu wyszukiwa niedwiedzice z maymi, jako bardziej niebezpieczne i zacieke, na
ktre szed zbrojny tylko oszczepem. Zreszt nudzi si w kraju i jako si rzeko, zjeda niechtnie,
najczciej czasu wojny; wielkim mstwem odznaczy si pod Beresteczkiem, Mohylewem,
Smoleskiem. Wojna bya jego ywioem, chocia umys bystry i gitki zarwno si do intryg i do
dyplomatycznych wybiegw nadawa.
W tych umia by cierpliwy i wytrway, daleko wytrwalszy ni w amorach, ktrych dugi szereg
dopenia historii jego ycia. Ksi na dworach, na ktrych przebywa, by postrachem mw
majcych pikne ony. Zapewne dlatego sam nie by dotd onaty, chocia zarwno wysokie urodzenie,
jak nieprzebrana niemal fortuna czyniy z niego jedn z najbardziej podanych partyj w
Europie. Swatali go sami krlestwo francuscy, Maria Ludwika polska, ksi Oranii i wuj elektor
brandenburski, ale on wola dotd swoj swobod.
 Wiana nie potrzebuj  mawia cynicznie a innych uciech i tak mi nie brak.
W ten sposb doszed trzydziestu piciu lat wieku. Kmicic, stojc w progu, przypatrywa si tedy
z cie
kawoci jego twarzy, ktr odbijao zwierciado, a on rozczesywa w zamyleniu wosy grzywki
nad czoem, na koniec, gdy pan Andrzej krzkn raz i drugi, rzek nie odwracajc gowy:
 A kto tam? Czy nie posaniec od ksicia wojewody?
 Nie posaniec, ale od ksicia wojewody!  odrzek pan Andrzej.
Wwczas ksi odwrci gow, a spostrzegszy wietnego modzieca pozna, e nie ze zwykym
sug ma do czynienia.
 Wybaczaj wapan, panie kawalerze  rzek uprzejmie  bo widz, em si co do szary osoby
omyli. Ale wszake twarz wapana mi znana, cho sobie nazwiska nie mog przypomnie. Wa
jeste dworzaninem ksicia hetmana?
 Nazywam si Kmicic  odpowiedzia pan Andrzej  a dworzaninem nie jestem, jeno pukownikiem,
od czasu jakem ksiciu hetmanowi wasn chorgiew przyprowadzi.
 Kmicic!  zawoa ksi  ten sam Kmicic, sawny z ostatniej wojny, ktry Chowaskiego
podchodzi, a pniej na wasn rk niezgorzej sobie radzi?... To ja sia o wapanu syszaem!
To rzekszy ksi pocz uwaniej i z pewnym upodobaniem spoglda na pana Andrzeja, bo z
tego, co o nim sysza, mia go za czeka wasnego pokroju.
 Siadaj, panie kawalerze  rzek.  Rad ci bliej poznam. A co tam sycha w Kiejdanach?
 Oto jest list ksicia hetmana  odrzek Kmicic. Pokojowi skoczywszy zapina ksice buty
wyszli, a ksi zama piecz i pocz czyta. Po chwili na twarzy jego odbia si nuda i zniechcenie.
Rzuci list przed lustro i rzek:
 Nic nowego! Radzi mi ksi wojewoda, abym si do Prus, do Tyly albo Taurogw przenis,
co jak wa widzisz, czyni wanie. Ma foi! nie rozumiem pana brata... Donosi mi, e elektor
w margrabstwie i e si do Prus przez Szwedw przebra nie moe, a pisze jednoczenie, i a
mu wosy na gowie powstaj, e si z nim de succursu ani de receptu nie znosz. A jake to ja
mam czyni? Jeli si kurfirst przez Szwedw nie moe przebra, to jake si mj posaniec przebierze?
Na Podlasiu siedziaem, bom nie mia nic innego do roboty. Powiem ci, mj kawalerze,
em si nudzi jak diabe na pokucie. Niedwiedzie, co byy blisko Tykocina, wykuem; biaogowy
tamtejsze kouchami cuchn, ktrego zapachu nozdrza moje znie nie mog... Ale!... Rozumiesze
ty, panie kawalerze, po francusku albo po niemiecku?
 Rozumiem po niemiecku  rzek Kmicic.
 To chwaa Bogu!... Bd mwi po niemiecku, bo mi od waszej mowy wargi pierzchn.
To rzekszy ksi wysun doln warg i pocz dotyka jej z lekka palcami, jakby chcc przekona
si, czy nie opierzcha lub nie popkaa; nastpnie spojrza w lustro i mwi dalej:
 Doszy mnie posuchy, e koo ukowa jaki szlachcic Skrzetuski ma on cudnej urody. Daleko
to!... Ale jednak posaem ludzi, eby mi j porwali i przywieli... Tymczasem, czy uwierzysz,
panie Kmicic, nie znaleziono jej w domu!
 Szczcie to  rzek pan Andrzej  bo to ona zacnego kawalera, sawnego zbaraczyka, ktren
ze Zbaraa przez wszystk potg Chmielnickiego si przedar.
 Ma oblegano w Zbarau, a ja bym on oblega w Tykocinie... Czy mylisz wapan, eby
si tak samo zcicie bronia?
 Wasza ksica mo rady wojennej by przy takim obleniu nie potrzebowa, nieche si i
bez mojej opinii obejdzie  odrzek szorstko pan Andrzej.
 Prawda! szkoda o tym mwi  odrzek ksi.  Wracam do sprawy: czy wapan masz jeszcze
jakie listy?
 Do waszej .ksicej moci co miaem, to oddaem, a oprcz tego mam do krla szwedzkiego.
Czy waszej ksicej moci nie wiadomo, gdzie go mam szuka?
 Nic nie wiem. Co ja mam wiedzie? W Tykocinie go nie ma, mog ci za to zarczy, bo gdyby
tam raz zajrza, to by si panowania nad ca Rzeczpospolit wyrzek. Warszawa ju w rkach
szwedzkich, jak to wam pisaem, ale tam te jego krlewskiej moci nie znajdziesz. Musi by pod
Krakowem albo w samym Krakowie, jeli si dotd do Prus Krlewskich nie wybra. W Warszawie
dowiesz si o wszystkim. Wedle mojego zdania musi Karol Gustaw o miastach pruskich pomyle,
bo ich za sob nie moe zostawia. Kto by si spodziewa, e gdy caa Rzeczpospolita odstpuje
pana, gdy wszystka szlachta czy si ze Szwedem, gdy wojewdztwa poddaj si jedne za drugimi
 wwczas wanie miasta pruskie, Niemcy i protestanci, nie chc o Szwedach sysze i do oporu
si gotuj. Oni chc wytrwa, oni Rzeczpospolit ratowa i Jana Kazimierza utrzyma! Zaczynajc
t robot mylelimy, e bdzie inaczej, e wanie przede wszystkim oni pomog nam i Szwedom
do pokrajania tego bochenka, ktry wasz Rzeczpospolit nazywacie. A tu ani rusz! Cae szczcie,
e ksi elektor ma tam na nich oko. Ofiarowa ju im pomoc przeciw Szwedom, ale
Gdaszczanie mu nie ufaj i mwi, e sami maj do si...
 Wiemy ju o tym w Kiejdanach!  rzek Kmicic.
 Jeeli nie maj do si, to w kadym razie maj dobry wch  mwi dalej, miejc si, ksi
bo wujowi elektorowi tyle, mniemam, chodzi o Rzeczpospolit, ile i mnie albo ksiciu wojewodzie
wileskiemu.
 Wasza ksica mo pozwoli, e zaneguj rzek porywczo Kmicic.  Ksiciu wojewodzie
wileskiemu tylko o Rzeczpospolit chodzi, dla ktrej w kadej chwili gotw wyda ostatnie
tchnienie i ostatni krew wyla.
Ksi Bogusaw pocz si mia.
 Mody jeste, kawalerze, mody! Ale mniejsza z tym! Ow wujowi elektorowi chodzi o to, by
mg Prusy Krlewskie zacapi, i dlatego tylko ofiaruje im swoj pomoc. Gdy je raz bdzie mia w
rku, gdy do miast swoje zaogi powprowadza, gotw nazajutrz zgodzi si ze Szwedami, ba, na-
wet z Turczynem i z diabami. Niechby mu jeszcze Szwedzi kawa Wielkopolski dodali, gotw im
pomaga ze wszystkich si do zabrania reszty. W tym tylko bieda, e i Szwedzi ostrz zby na Prusy
i std dyfidencje pomidzy nimi i elektorem.
 Ze zdumieniem sucham sw waszej ksicej moci!  rzek Kmicic.
 Diabli mnie brali na Podlasiu  odpowiedzia ksi  e musiaem tyle czasu bezczynnie siedzie...
Ale c miaem robi? Stan ukad midzy mn a ksiciem wojewod, e pki w Prusach
rzeczy si nie wyklaruj, ja nie przejd otwarcie na stron szwedzk. I to suszna, bo w ten sposb
furtka zostaje otwarta. Posaem nawet sekretnych gocw do Jana Kazimierza oznajmiajc, e
gotwem zwoa pospolite ruszenie na Podlasiu, byle mi manifest przysano. Krl, jak krl, daby
si moe wywie w pole, ale krlowa widocznie mi nie ufa i musiaa odradzi. eby nie baby, to
dzi stabym na czele wszystkiej szlachty podlaskiej, a co wiksza, konfederaci owi, ktrzy teraz
pustosz dobra ksicia Janusza, nie mieliby innej rady, jak pj pod moj komend. Gosibym si
stronnikiem Jana Kazimierza, a w rzeczy majc w rku si, targowabym si ze Szwedami. Ale ta
baba wie, jak trawa ronie, i najtajniejsz myl odgadnie. Krl to prawdziwy, nie krlowa! Wicej
ona ma dowcipu w jednym palcu ni Jan Kazimierz w caej gowie.
 Ksi wojewoda...  zacz Kmicic.
 Ksi wojewoda  przerwa z niecierpliwoci Bogusaw  wiecznie spnia si ze swymi
radami; pisze mi w kadym licie: zrb to a to, a ja wanie
ju to dawno zrobiem. Ksi wojewoda gow prcz tego traci... Bo, suchaj, kawalerze, czego
jeszcze ode mnie wymaga...
Tu ksi chwyci list i pocz czyta gono:
Sam WXM w drodze bd ostronym, a o tych frantach konfederatach, ktrzy si przeciw
mnie zbuntowali i na Podlasiu grasuj, dla Boga pomyl WXM, eby ich rozprszy, eby do
krla nie szli. Gotuj si na Zabudw, a tam piwa mocne; jako si popij, eby ich wyrnli, kady
gospodarz swego. Bo nie godzi si nic lepszego; ale capita uprztnwszy, poszoby to w rozdrb.
Tu Bogusaw rzuci z niechci list na st.
 Suchaje, panie Kmicic  rzek  wic ja mam razem wyjeda do Prus i razem urzdza
rze w Zabudowie? Razem udawa jeszcze stronnika Jana Kazimierza i patriot, i razem wycina
tych ludzi, ktrzy krla i ojczyzny nie chc zdradzi? Jeste ta sens? Zali to si jedno drugiego
trzyma? Ma foi! ksi hetman gow traci. To ja i teraz wanie spotkaem, ot, idc tu do Pilwiszek,
po drodze, ca jak zbuntowan chorgiew walc na Podlasie. Bybym im chtnie po brzuchach
przejecha, choby dlatego, aeby mie uciech; ale pki nie jestem otwartym szwedzkim
partyzantem, pki wuj elektor rzekomie jeszcze z miastami pruskimi, a zatem z Janem Kazimierzem
trzyma, nie mog sobie takich uciech pozwala, dalibg, nie mog... Co mogem najwicej
zrobi, to politykowa z tymi buntownikami,. jak i oni ze mn politykowali, podejrzywajc mnie
wprawdzie o praktyki z hetmanem, ale nie majc czarno na biaym.
Tu ksi rozpar si wygodnie w fotelu, wycign nogi i zaoywszy niedbale rce pod gow,
pocz powtarza:
 Ej, galimatias w tej waszej Rzeczypospolitej, galimatias!... W wiecie niczego podobnego nie
masz!... Po czym umilk na chwil; widocznie jaka myl przysza mu do gowy, bo si uderzy w
peruk i zapyta:
 A wapan nie bdziesz na Podlasiu?
 Jake!  rzek Kmicic.  Musz tam by, bo mam list z instrukcjami do Harasimowicza, podstarociego
w Zabudowie.
 Na Boga!  rzek ksi  Harasimowicz tu jest ze mn. Jedzie z rzeczami hetmaskimi do
Prus, bo tam balimy si, eby nie wpady w rce konfederackie. Czekaj wa, ka go zawoa.
Tu ksi zakrzykn na pokojowca i kaza mu woa podstarociego, sam za rzek:
 A to si dobrze skada! Oszczdzisz sobie wapan drogi... Chocia... moe i szkoda, e na
Podlasie nie pojedziesz, bo tam midzy gowami konfederacji jest i twj imiennik... Mgby go
skaptowa.
 Nie miabym na to czasu  rzek Kmicic  gdy mi do krla szwedzkiego i do pana Lubomirskiego
pilno.
 A, to masz listy i do pana marszaka koronnego? Ej, odgaduj, o co chodzi... Niegdy pan
marszaek myla swata synalka z crk Janusza... Czyby teraz hetman nie chcia delikatnie odnowi
rokowa?...
 O to wanie idzie.
 Dzieci to oboje zupene... Hm! delikatna to misja, bo hetmanowi nie wypada pierwszemu si
wprasza. Przy tym...
Tu ksi zmarszczy brwi.
 Przy tym nie bdzie z tego nic... Nie dla Herakliusza crka ksicia hetmana. Ja ci to mwi!
Ksi hetman powinien to rozumie, e jego fortuna musi zostawa w rku Radziwiw.
Kmicic spoglda ze zdziwieniem na ksicia, ktry chodzi coraz spieszniejszym krokiem po
izbie. Nagle zatrzyma si przed panem Andrzejem i rzek:
 Daj mi parol kawalerski, e odpowiesz prawd na moje pytanie.
 Moci ksi  rzek Kmicic   ci tylko, ktrzy si boj, a ja si nikogo nie boj.
 Czy ksi wojewoda kaza zachowa sekret przede mn o rokowaniach z Lubomirskim?
 Gdybym mia taki rozkaz, to bym o panu Lubomirskim wcale nie by wspomina.
 Mogo ci si wymkn. Daj parol!
 Daj  rzek Kmicic marszczc brwi.
 Ciar mi zdje z serca, bo mylaem, e ksi wojewoda i ze mn podwjn gr prowadzi.
 Nie rozumiem waszej ksicej moci.
 Nie chciaem eni si we Francji z Rohanwn, nie liczc z p kopy innych ksiniczek, ktre
mi swatano... Czy wiesz dlaczego?
 Nie wiem.
 Bo jest ukad pomidzy mn a ksiciem wojewod, e jego dziewka i jego fortuna dla mnie rosn.
Jako wierny suga Radziwiw, moesz wiedzie o wszystkim.
 Dzikuj za ufno... Ale wasza ksica mo mylisz si... Nie jestem sug Radziwiw.
Bogusaw otworzy szeroko oczy.  Kime ty jeste?
 Hetmaskim, nie dworskim, jestem pukownikiem, a w dodatku ksicia wojewody krewnym.
 Krewnym?
 Bom z Kiszkami spowinowacony, a hetman rodzi si z Kiszczanki.
Ksi Bogusaw popatrzy przez chwil na Kmicica, na ktrego twarz wystpiy lekkie rumiece.
Nagle wycign rk i rzek:
 Przepraszam ci, kuzynie, i winszuj paranteli Ostatnie sowa byy powiedziane z jak niedba
lubo wytworn grzecznoci, w ktrej jednak byo co wprost dla pana Andrzeja bolesnego.
Policzki jego zarumieniy si jeszcze bardziej i ju otwiera usta, aby co ywo powiedzie, gdy
drzwi otworzyy si i gubernator Harasimowicz ukaza si w progu.
 Jest list do waci  rzek ksi Bogusaw. Harasimowicz skoni si ksiciu, a nastpnie panu
Andrzejowi, ktry poda mu list ksicy.
 Czytaj wa!  rzek ksi Bogusaw. Harasimowicz pocz czyta:
Panie Harasimowicz! Teraz czas pokaza yczliwo dobrego sugi ku panu. Cokolwiek pienidzy
zebra moecie i wy w Zabudowie, i pan Przyski w Orlu...
 Pana Przyskiego konfederaci usiekli w Orlu  przerwa ksi  dlatego pan Harasimowicz
daje drapaka...
Podstaroci skoni si i czyta dalej:
...i pan Przyski w Orlu, cho publicznych podatkw, cho czynszw, arend...
 Ju je konfederaci wybrali  przerwa znw ksi Bogusaw.
...przesyajcie mi jak najprdzej (czyta dalej Harasimowicz). Moecieli i wsie jakie ssiadom
lub mieszczanom zastawi, biorc pienidze co najwicej na nie; i gdziekolwiek si jeno sposb
poda na dostanie onych, starajcie si i do mnie odsyajcie. Konie i rzeczy wszystkie, cokolwiek tam
jest, ba! i w Orlu lichtarz wielki, i co inszego, obrazy i ochdstwa, a najbardziej dziaa owe, co w
ganku stoj, przy ksiciu imci panu bracie wylijcie, bo alias rozbojw ba si trzeba...
 Znowu spniona rada, bo dziaa id ju ze mn!  rzek ksi.
...Jeliby z oami ciko byo, to same tylko dziaa bez ow, i to okry, eby nie wiedziano,
co wioz. A te rzeczy do Prus jak najprdzej wymkn, strzegc si najbardziej tych zdrajcw, co
w wojsku moim bunt podnisszy moje starostwa tocz...
 Oj, co tocz, to tocz! Wycisn je na twarg! przerwa znw ksi.
...starostwa moje tocz i na Zabudw si gotuj idc snad do krla. Z ktrymi bi si trudno,
bo przecie gromada, ale albo ich wpuciwszy, piknie popoi, a w nocy picych wyrn (kady
gospodarz uczyni to moe), albo ich w piwach mocnych potru.
albo o co tam nietrudno, swawoln take kup na nich zemkn, co by si na nich obowili...
 No, nic nowego!  rzek ksi Bogusaw. Moesz, panie Harasimowicz, jecha dalej ze
mn...
 Jest jeszcze suplement  odrzek podstaroci. I pocz czyta dalej:
...Win, jeli nie mona wywie (bo tu ju u nas nigdzie ich nie dostanie), tedy w skok za gotowe
posprzedawa...
Tu pan Harasimowicz sam przerwa i chwyci si za gow.
 Dla Boga! wina id o p dnia drogi za nami i pewno wpady w rce tej chorgwi zbuntowanej,
ktra koo nas przechodzia. Bdzie szkody na jakie tysic czerwonych zotych. Niech wasza
ksica mo wiadczy za mn, e sama mi kazaa czeka, a beczki na wozy wpakuj.
Strach pana Harasimowicza byby jeszcze wikszy, gdyby pan Harasimowicz zna pana Zagob
i gdyby wiedzia, e si wanie w owej chorgwi znajduje. Tymczasem jednak ksi Bogusaw
rozmia si i rzek:
 Niech im bdzie na zdrowie! Czyta; dalej! ...jeeli si za kupiec nie znajdzie...
Ksi Bogusaw wzi si a pod boki ze miechu:  Ju si znalaz  rzek  jeno trza mu bdzie
borgowa.
...jeeli si za kupiec nie znajdzie (czyta aosnym gosem Harasimowicz), tedy w ziemi pozakopywa,
byle nieznacznie, eby nad dwch o tym nie wiedziao. Beczk jednak jak i drug w
Orlu i w Zabudowie zostawi, a to z lepszych i sodszych, co by si uakomili na ni, a podprawi
mocno trucizn, eby starszyzna przynajmniej powyzdychaa, to si druyna rozbiey. Dla Boga,
yczliwie mi w tym posucie, a sekretnie, przez miosierdzie boe!... A palcie, co pisz, i ktokolwiek
o czym wiedzie bdzie, odsyajcie go do mnie. Albo sami najd i wypij, albo jednajc moe
im ten napj podarowa...
Podstaroci skoczy czyta i pocz patrzy na ksicia Bogusawa jakby czekajc instrukcji, a
ksi rzek:
 Widz, e tgo brat mj myli o konfederatach, szkoda tylko, e jak zwykle za pno!... eby
si by dwa tygodnie albo cho tydzie temu na w dowcip zdoby, mona by byo poprobowa. A
teraz ruszaj z Bogiem, panie Harasimowicz, bo ju ci nie potrzebujem.
Harasimowicz skoni si i wyszed.
Ksi Bogusaw stan przed zwierciadem i pocz si przyglda starannie wasnej postaci,
przy czym porusza z lekka gow w prawo i w lewo, to oddala si od lustra, to zblia, to potrzsa
puklami wosw, to strzyg oczyma z ukosa, nie zwaajc wcale na Kmicica, ktry siedzia w cieniu,
odwrcony plecami do okna.
Gdyby jednak by rzuci chocia jedno spojrzenie na twarz pana Andrzeja, poznaby, i w modym
pole dzieje si co dziwnego, twarz bowiem Kmicica bya blada, na czole osiady mu gste
krople potu, a rce drgay konwulsyjnie. Przez chwil podnis si z krzesa i znowu zaraz usiad,
jak czowiek, ktry walczy ze sob i przeamuje w sobie wybuch gniewu lub rozpaczy. Na koniec
rysy jego cigny si i zakrzepy; widocznie ca si potnej woli i energii nakaza sobie spokj
i zapanowa nad sob zupenie.
 Wasza ksica mo  rzek  z tego zaufania, jakim mnie ksi hetman obdarza, widzisz
wasza ksica mo, e tajemnicy nie chce z niczego przede mn robi. Nale dusz i mieniem
do jego robt; przy jego i waszej ksicej moci fortunie moe i moja wyrosn, dlatego gdzie wy
idziecie, tam i ja pjd... Na wszystkom gotw! Ale chocia w onych sprawach su i w nich si
obracam, przecie pewnie nie wszystko zgoa rozumiem ani te wszystkich arkanw wasnym sabym
dowcipem przenikn mog.
 Czego tedy yczysz, panie kawalerze, a raczej, pikny kuzynie?  spyta ksi.
 O nauk waszej ksicej moci prosz, bo te wstyd by mi byo, gdybym si przy takich statystach
niczego nie zdoa nauczy. Nie wiem, czy wasza ksica mo raczysz mi szczerze odpowiedzie?
 To bdzie zaleao od twego pytania i od mego humoru  odrzek Bogusaw nie przestajc patrze
I w lustro.
Oczy Kmicica bysny, przez chwil, lecz mwi dalej spokojnie:
 Ow tak jest: ksi wojewoda wileski wszystkie swe postpki dobrem i zbawieniem Rzeczypospolitej
osania. Ju te ta Rzeczpospolita z ust mu nie schodzi. Racze mi wasza ksica
mo szczerze powiedzie: pozoryli to tylko konieczne czyli naprawd ksi hetman ma tylko
dobro Rzeczypospolitej na celu?...
Bogusaw rzuci bystre, przelotne spojrzenie na pana Andrzeja.
 A jeelibym ci powiedzia, e to pozory, czyliby pomaga dalej?
Kmicic ruszy niedbale ramionami.
 Ba! jako rzekem, moja fortuna przy fortunie waszych ksicych mociw wyronie. Byle si
to stao, wszystko mi zreszt jedno!
 Wyjdziesz na czowieka! Pamitaj, e ci to przepowiadam. Ale czemu to brat nigdy z tob
szczerze nie mwi?
 Moe dlatego, e skrupulat, a moe, ot tak! nie zgadao si!
 Bystry masz dowcip, kawalerze, bo to szczera prawda, e on skrupulat i niechtnie prawdziw
skr pokazuje. Jak mi Bg miy, prawda! Taka ju jego natura. To on i ze mn gadajc, skoro si
tylko zapomni, zaraz zaczyna mow mioci dla ojczyzny koloryzowa. Dopiero jak mu si w
oczy rozmiej, to si opatrzy. Prawda! prawda!
 Wic to tedy jeno pozory?  pyta Kmicic.
Ksi przekrci krzeso, siad na nim jak na koniu i i wsparszy rce na porczy milcza chwil,
jakby si namylajc, po czym rzek:
 Suchaj, panie Kmicic! Gdybymy, Radziwiowie, yli w Hiszpanii, we Francji albo w Szwecji,
gdzie syn po ojcu nastpuje i gdzie prawo krlewskie z Boga samego wypywa, tedy, pominwszy
jakie wojny domowe, jakie rodu krlewskiego wyganicie, jakie nadzwyczajne zdarzenia,
suylibymy pewnie krlowi i ojczynie, kontentujc si jeno najwyszymi urzdami, ktre nam
si z rodu i fortuny przynale. Ale tu, w tym kraju, gdzie krl nie ma za sob boego prawa, jeno
go szlachta kreuje, gdzie wszystko in liberis suffragiis, susznie czynilimy sobie pytanie: dlaczego
to Waza, a nie Radziwi ma panowa?... Nic to jeszcze Waza, bo oni z krlw dziedzicznych rd
wiod, ale kto nam zarczy, kto nas upewni, e po Wazach nie przyjdzie szlachcie fantazja do gowy
posadzi na stolcu krlewskim i wielkoksicym choby pana Harasimowicza albo jakiego
pana Mieleszk, albo jakiego pana Piegasiewicza z Psiej Wlki. Tfu! czy ja wiem wreszcie kogo?...
A my? Radziwiowie i ksita Rzeszy Niemieckiej mamye po staremu przystpowa do
caowania jego krlewskiej-piegasiewiczowskiej rki?... Tfu! do wszystkich rogatych diabw,
kawalerze, czas z tym skoczy!... Spjrz przy tym na Niemcy, ilu tam ksit udzielnych mogoby,
z uwagi na fortun, na podstarocich do nas si zgodzi. A przecie maj swoj udzielno, a
przecie panuj, a przecie suffragia w sejmach Rzeszy maj, a przecie korony na gowach nosz i
miejsca przed nami bior, choby im suszniej wypadao ogony u naszych paszczw nosi. Czas z
tym skoczy, panie kawalerze, czas speni to, o czym ojciec mj ju zamyla!
Tu ksi oywi si, wsta z krzesa i pocz chodzi po komnacie.
 Nie obejdzie si to bez trudnoci i impedimentw  mwi dalej  bo oyccy i niewiescy Radziwiowie
nie chc nam pomaga. Wiem, e ksi Micha pisa do brata, e nam raczej o wosiennicy,
nie o paszczu krlewskim myle. Nieche sam o niej myli, niech pokuty odprawia,
niech na popiele siada, niech mu jezuici skr dyscyplinami garbuj; skoro kontentuje si krajczostwem,
nieche przez cae cnotliwe ycie a do cnotliwej mierci kapony cnotliwie kraje! Obejdziem
si bez niego i rk nie opucimy, bo teraz wanie pora. Rzeczpospolit diabli bior, bo ju
tak bezsilna, na takie psy zesza, e si nikomu nie moe opdzi. Wszyscy lez w jej granice jak
przez rozgrodzony pot. To, co tu si ze Szwedami stao, nie przytrafio si dotd nigdy na wiecie.
My, panie kawalerze, moem wprawdzie piewa: Te Deum laudamus!, a swoj drog to niesychana
i niebywaa rzecz... Jak to, najezdnik uderza na kraj, najezdnik znany z drapienoci, i nie
tylko nie znajduje oporu, ale kto yw opuszcza dawnego pana i spieszy do nowego: magnates,
szlachta, wojsko, zamki, miasta, wszyscy!... bez czci, sawy, honoru, wstydu!... Historia drugiego
takiego przykadu nie podaje! Tfu! tfu! panie kawalerze! kanalia w tym kraju ywie bez sumienia i
ambicji!... I taki kraj nie ma zgin? Na askawo si szwedzk ogldali! Bdziecie mie askawo!
Ju tam w Wielkopolsce Szwedzi szlachcie palce w kurki od muszkietw wkrcaj!... I tak
wszdy bdzie  nie moe by inaczej, bo taki nard musi zgin, musi pj w pogard i w sub
do ssiadw!...
Kmicic coraz by bledszy i resztkami si trzyma na wodzy wybuch szalestwa; ale ksi, cay
zatopiony w swej mowie, upaja si wasnymi sowami, wasnym rozumem, i nie zwaajc na suchacza
tak dalej mwi:
 Jest, panie kawalerze, zwyczaj w tym kraju, i gdy kto kona, to mu krewni w ostatniej chwili
poduszk spod gowy wyszarpuj, aeby si za duej nie mczy. Ja i ksi wojewoda wileski
postanowilimy t wanie przysug odda Rzeczypospolitej.
Ale e sia drapienikw czyha na spadek i wszystkiego zagarn nie zdoamy, przeto chcemy,
aby cho cz, i to nie lada jaka, dla nas przypada. Jako krewni, mamy do tego prawo. Jeli za
nie przemwiem ci tym porwnaniem do gowy i nie zdoaem w sedno utrafi, tedy powiem inaczej.
Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za ktre cign Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie,
Tatarzy, elektor i kto yw naokoo. A my z ksiciem wojewod wileskim powiedzielimy
sobie, e z tego sukna musi si i nam tyle zosta w rku, aby na paszcz wystarczyo;
dlatego nie tylko nie przeszkadzamy cign, ale i sami cigniemy. Niechaj Chmielnicki przy
Ukrainie si ostaje, niech Szwedzi z Brandenburczykiem o Prusy i wielkopolskie kraje si rozprawiaj,
niech Maopolsk bierze Rakoczy czy kto bliszy. Litwa musi by dla ksicia Janusza, a z
jego crk dla mnie!
Kmicic wsta nagle.
 Dzikuj waszej ksicej moci, to tylko chciaem wiedzie!
 Odchodzisz, panie kawalerze?
 Tak jest.
Ksi spojrza uwaniej na Kmicica i w tej chwili dopiero spostrzeg jego blado i wzburzenie.
 Co ci jest, panie Kmicic?  spyta.  Wygldasz jak Piotrowin...
 Fatygi z ng mnie obaliy i w gowie mi si krci. egnam wasz ksic mo, przed odjazdem
przyjd si jeszcze pokoni.
 To si spiesz, bo ja po poudniu ruszam take.
 Za godzin najdalej przybd.
To rzekszy Kmicic skoni si i wyszed.
W drugiej izbie pokojowcy podnieli si na jego widok, ale on przeszed jak pijany, nikogo nie
widzc. Na progu izby chwyci si obu rkami za gow i pocz powtarza z jkiem prawie:
 Jezusie Nazareski, Krlu ydowski! Jezus, Maria, Jzef!
Chwiejnym krokiem przeszed przez podwrzec okoo warty zoonej z szeciu halabardnikw.
Za koowrotem stali jego ludzie z wachmistrzem Sorok na czele.
 Za mn!  rzek Kmicic.
I ruszy przez miasto ku obery.
Soroka, dawny onierz Kmicica i znajcy go doskonale, zauway natychmiast, e z modym
pukownikiem dzieje si co niezwykego.
 Czuj duch!  rzek z cicha do ludzi  gorze temu, na kogo gniew jego spadnie!
onierze przyspieszali w milczeniu kroku, a Kmicic nie szed, ale bieg prawie naprzd, wymachujc
rkoma i powtarzajc bezadne sowa.
Do uszu Soroki dochodziy jeno oderwane wyrazy: Truciciele, wiaroomcy, zdrajcy... Zbrodzie
i zdrajca... Obaj tacy...
Potem pocz pan Kmicic wspomina dawnych kompanionw. Nazwiska: Kokosiski, Kulwiec,
Ranicki, Reku i inne, wypaday z jego ust jedno po drugim. Kilka razy wspomnia take Woodyjowskiego.
Sucha tego ze zdumieniem Soroka i trwoy si coraz bardziej, a w duszy myla:
Jaka krew si tu poleje... Nie moe by inaczej... Tymczasem przyszli do zajazdu. Kmicic
zamkn si natychmiast w izbie i z godzin nie dawa znaku ycia.
A onierze tymczasem bez rozkazu adowali wiuki i siodali konie.
Soroka mwi im:
 Nie zawadzi to, trzeba by na wszystko gotowym.
 My te gotowi!  odpowiadali starzy zabijakowie ruszajc wsami.
Jako pokazao si wkrtce, e Soroka dobrze zna swego pukownika, bo nagle Kmicic ukaza
si w sieni, bez czapki, w koszuli tylko i hajdawerach.
 Konie sioda!  krzykn.
 Posiodane.
 Wiuki adowa!
 Spakowane.
 Dukat na gow!  krzykn mody pukownik, ktry pomimo caej gorczki i wzburzenia spostrzeg,
e ci onierze w lot odgaduj jego myli.
 Dzikujemy, panie komendancie!  ozwali si wszyscy chrem.
 Dwch ludzi wemie konie wiuczne i wyjedzie natychmiast z miasta ku Dbowej. Przez miasto
jecha wolno, za miastem puci konie w skok i nie ustawa a w lasach.
 Wedle rozkazu!
 Czterej inni nabi garacze siekacami. Dla mnie dwa konie osioda, eby i drugi by w zupenej
gotowoci.
 Wiedziaem ja, e co bdzie!  mrukn Soroka.
 A teraz wachmistrz za mn!  krzykn Kmicic.
I jak by rozebrany, w hajdawerach tylko i rozchestanej na piersiach koszuli, wyszed z sieni, a
Soroka szed za nim, otwierajc szeroko oczy ze zdziwienia; tak doszli a do studni urawianej w
podwrzu zajazdu. Tu Kmicic zatrzyma si i ukazujc na wiadro wiszce przy urawiu rzek:
 Lej mi wod na eb!
Wachmistrz wiedzia z dowiadczenia, jak niebezpiecznie byo pyta dwa razy o rozkaz; chwyci
wic za drg i zanurzy wiadro w wodzie, nastpnie wycign je spiesznie i porwawszy w donie
chlusn zawart w nim wod na pana Andrzeja, a pan Andrzej pocz parska i prycha jakoby
wieloryb, domi przyklepywa mokre wosy, po czym zakrzykn:  Jeszcze!
Soroka powtrzy czynno raz, drugi i chlusta wod ze wszystkich si, jakoby chcia pomie
zagasi.
 Do!  rzek na koniec Kmicic.  Pjd za mn, szaty mi pomoesz wdzia!
I poszli obaj do zajazdu.
W bramie spotkali swoich dwch ludzi, wyjedajcych z wiucznymi komi.
 Wolno przez miasto, za miastem w skok!  powtrzy im na drog Kmicic.
I wszed do izby.
W p godziny pniej ukaza si znowu, cakiem przybrany ju jak do drogi: w wysokie jaowicze
buty i osiowy kaftan obcinity pasem skrzanym, za ktry zatknita bya krcica.
onierze zauwayli take, i spod kaftana wyglda mu brzeg drucianej kolczugi, jak gdyby
wybiera si na bitw. Szabl te mia przypit wysoko, by atwiej byo chwyci za rkoje;
twarz mia do spokojn, ale surow i gron.
Rzuciwszy okiem na onierzy, czy gotowi i zbrojni naleycie, siad na ko i cisnwszy dukata
gospodarzowi wyjecha z zajazdu.
Soroka jecha przy nim, trzej inni z tyu, prowadzc zapasowego konia. Wkrtce znaleli si na
rynku napenionym przez wojska Bogusawa. Ruch ju by midzy nimi, bo widocznie przyszy
rozkazy, aby si gotowano do drogi. Jazda docigaa poprgw u siode i kieznaa konie, piechota
rozbieraa muszkiety stojce w kozach przed domami, do wozw zakadano konie.
Kmicic obudzi si jakoby z zamylenia.
 Suchaj, stary  rzek do Soroki  wszake to od starociskiego dworu gociniec idzie dalej,
nie trzeba wraca przez rynek?
 A gdzie pojedziem, panie pukowniku?
 Do Dbowej!
 To wanie z rynku wedle dworu trzeba przejeda. Rynek zostanie za nami.
 Dobrze!  rzek Kmicic.
Po chwili mrukn sam do siebie pgosem:
 Ej, eby tamci yli teraz! Mao ludzi na tak imprez, mao!
Tymczasem przejechali rynek i poczli skrca ku starociskiemu domowi, ktry lea o ptora
stai dalej nad drog.
 Stj!  rzek nagle Kmicic.
onierze stanli, on za zwrci si ku nim.
 Gotowicie na mier?  spyta krtko.
 Gotowi  odpowiedzieli chrem orszascy zabijakowie.
 Lelimy Chowaskiemu w gardo i nie zjad nas... Pamitacie?
 Pamitamy!
 Trzeba si dzi way na wielkie rzeczy... Uda si, to miociwy krl nasz panw z was poczyni...
Ja w tym!... Nie uda si, pjdziecie na pal!
 Co si nie ma uda!  rzek Soroka, ktrego oczy poczy byska jak u starego wilka.
 Uda si!  powtrzyli trzej inni: Bious, Zawratyski i Lubieniec.
 Musimy porwa ksicia koniuszego!  rzek Kmicic.
I umilk chcc zbada wraenie, jakie szalona myl uczyni na onierzy. A oni umilkli take i
patrzyli w niego jak w tcz, tylko wsiska ruszay im si i tylko twarze stay si grone i zbjeckie.
 Pal blisko, nagroda daleko!  rzek Kmicic.
 Mao nas!  mrukn Zawratyski.
 To gorzej anieli z Chowaskim!  doda Lubieniec.
 Wojska wszystkie w rynku, a we dworze jeno stra i dworzan ze dwudziestu  rzek Kmicic 
ktrzy niczego si nie spodziewaj, nawet i szabel przy bokach nie maj.
 Wasza mio swoj gow stawi, czemu my nie mamy naszych postawi?  odpar Soroka.
 Sucha!  rzek Kmicic.  Jeli chytroci go nie wemiem, to inaczej wcale nie wemiem...
Sucha! Ja wejd do komnat i po chwili wyjd z ksiciem... Jeli ksi sidzie na mego konia,
tedy ja sid na drugiego i pojedziem... Jak odjedziemy ze sto albo z ptorasta krokw, tedy go we
dwch porwa pod pachy i w skok, co tchu w koniach!
 Wedle rozkazu!  rzek Soroka.
 Jeli nie wyjdziem  mwi dalej Kmicic a usyszycie strza w komnacie, tedy mi gruchn z
garaczy po stray i konia mi podawa, jak tylko wypadn ze drzwi.
 Tak i bdzie!-rzek Soroka.
 Naprzd!  skomenderowa Kmicic.
Ruszyli i w kwadrans pniej stanli przed koowrotem starociskiego dworu. Przy koowrocie,
po staremu, stao szeciu halabardzistw, a czterech we drzwiach sieni. Po podwrzu krcio si
przy karecie kilku masztalerzy i forysiw, ktrych doglda zacny jaki dworzanin, cudzoziemiec 
jak mona byo pozna ze stroju i peruki.
Dalej, wedle wozowni, zakadano konie do dwch jeszcze kolasek, olbrzymi pajukowie znosili
do nich uby i sepety. Nad tymi czuwa czowiek cay czarno ubrany, z twarzy wygldajcy na medyka
albo astrologa.
Kmicic oznajmi si, jak i poprzednio, przez dyurnego oficera, ktry po chwili wrci i wezwa
go do ksicia.
 Jak si masz, kawalerze?  rzek wesoo ksi.  Take mnie nagle opuci, em myla, i
skrupuy w tobie od moich sw rebelizoway, i nie spodziewaem si widzie ci wicej.
 Jakebym to nie mia si przed drog pokoni!  rzek Kmicic.
 No! przecie mylaem take, i wiedzia ksi wojewoda, kogo z poufn misj wysa. Skorzystam
i ja z ciebie, bo ci dam kilka listw do rnych znacznych osb i do samego krla szwedzkiego.
Ale ce to tak zbrojny jak do bitwy?
 Bo midzy konfederatw jad, a wanie i tu w miecie syszaem, i wasza ksica mo to
potwierdzi, e niedawno temu przechodzia tdy konfederacka chorgiew. Nawet tu, w Pilwiszkach,
okrutnie Zotarekowych ludzi przeposzyli, bo to zawoany onierz prowadzi ow chorgiew.
 Kt to taki?
 Pan Woodyjowski, a jest z nim i pan Mirski, i pan Oskierko, i dwch panw Skrzetuskich: jeden
w zbaraczyk, ktrego on chciae wasza ksica mo w Tykocinie oblega. Wszystko si
to przeciw ksiciu wojewodzie pobuntowao, a szkoda, bo tdzy onierze. C robi! S jeszcze
tacy gupi ludzie w tej Rzeczypospolitej, ktrzy nie chc za czerwone sukno wraz z Kozakami i
Szwedami cign.
 Gupich nigdzie na wiecie nie brak, a szczeglnie w ty m kraju!  rzek ksi.  Ot! masz listy,
a oprcz tego, jak zobaczysz jego szwedzki majestat, tedy wyznaj mu niby poufnie, em w
duszy taki sam jego stronnik jak i mj stryjeczny, jeno do czasu musz symulowa.
 Kto nie musi symulowa!  odpar Kmicic. Symuluje kady, zwaszcza jeli chce czego
znacznego dokona.
 Pewnie, e tak jest. Spraw si, panie kawalerze, dobrze, a bd ci wdziczny i nie dam si w
nagradzaniu ksiciu wojewodzie wileskiemu przecign.
 Jeli taka aska waszej ksicej moci, to z gry o nagrod poprosz.
 Masz tobie. Pewnie ci tam ksi wojewoda niezbyt suto na drog opatrzy. W u niego w
skrzyni siedzi.
 Nieche mnie Bg zachowa, abym mia pienidzy da, nie chciaem ich od ksicia hetmana,
nie wezm i od waszej ksicej moci. Na wasnym odzie jestem i na wasnym pozostan.
Ksi Bogusaw spojrza ze zdziwieniem na modego rycerza.
 E, to widz, Kmicicowie naprawd nie z tych, co ludziom w rce patrz. O co tedy idzie, panie
kawalerze?
 Rzecz jest taka, wasza ksica mo! Nie rozmyliwszy si dobrze w Kiejdanach, wziem ze
sob konia wielkiej krwi, eby to si przed Szwedami pokaza. Nie przesadz, jeli rzekn, e lepszego
w kiejdaskich stajniach nie masz. Teraz tedy mi go al i strach mi, eby si po drogach,
karczmach albo od niewczasw nie stera. A jako o przygod nietrudno, moe i w nieprzyjacielskie
rce wpa, choby tego pana Woodyjowskiego, ktry personaliter okrutnie na mnie zawzity.
Umyliem tedy prosi wasz ksic mo, aby go raczy na przechowanie wzi i zaywa,
pki si sposobniejsz por o niego nie upomn.
 To mi go lepiej przedaj.
 Nie moe by, bo to byoby, jakobym przyjaciela przedawa. Mao sto razy mnie ten ko z
najwikszego ukropu wynis, gdy i t ma cnot, e w bitwie ksa nieprzyjaci okrutnie.
 Taki to zacny ko?  pyta z ywym zajciem ksi Bogusaw.
 Czy zacny? Gdybym by pewien, e si wasza ksica mo nie rozgniewa, tedybym sto
czerwonych zotych stawi, e nie przymierzajc i wasza ksica mo nie posiada takiego w
swoich stajniach.
 Moe i ja bym stawi, gdyby nie to, e nie pora dzi konie w zawd puszcza. Chtnie go
przechowam, chocia jeli mi si uda, wolabym kupi. Ale gdzie si owo dziwo znajduje?
 A ot, przed koowrotem ludzie go trzymj! Ale e dziwo, to dziwo, bo nie koloryzujc sutan
moe takiego konia pozazdroci. Nietutejszy on  natolski, jeno myl, e i w Natolii jeden si
taki utrafi.
 To pjdmy obaczy.
 Su waszej ksicej moci.
Ksi wzi kapelusz i wyszli.
Przed koowrotem ludzie Kmicicowi trzymali dwa zapasowe, cakiem osiodane konie, z ktrych
jeden, istotnie bardzo rasowy, czarny jak kruk, ze strzak na czole i bia pcin u nogi
wcznej, zara lekko na widok swego pana.
 To ten! zgaduj!  rzek ksi Bogusaw. Nie wiem, czy takie dziwo, jake mwi, ale istotnie
zacny ko.
 A przeprowadzi no go!  krzykn Kmicic. Albo nie! czekaj, ja sam sid!
onierze podali konia i pan Andrzej siadszy pocz go objeda wedle koowrotu. Pod biegym
jedcem ko wyda si jeszcze dwakro pikniejszy. ledziona graa w nim, gdy szed rysi,
oczy wypuke nabray blasku, i zdawao si, e chrapami wyrzuca ogie wewntrzny, a grzyw
wiatr mu rozwia. Pan Kmicic zatacza koa, zmienia chody, na koniec najecha tu na ksicia, tak
e chrapy konia nie byy dalej jak o krok od jego twarzy, i krzykn:
 Alt?
Ko wspar si czterema nogami i stan jak wryty.
 A co?  rzek Kmicic.
 Jak to powiadaj: oczy i nogi jelenia, chd wilka, chrapy osia, a pier niewiasty!  rzek ksi
Bogusaw.  Jest wszystko, co potrzeba. I komend rozumie niemieck?
 Bo go objeda mj kawalkator, Zend, ktry by Kurlandczyk.
 A ciga szkapa?
 Wiatr waszej ksicej moci na nim nie dogoni! Tatarzyn przed nim nie ujdzie!
 Grzeczny musia by kawalkator, bo widz, e i wyjedony ko bardzo.
 Czy wyjedony? Wasza ksica mo nie uwierzy! Tak on chodzi w szeregu, e gdy szereg
idzie skokiem, moesz wasza ksica mo cugle puci, a on si o p chrapw z szeregu nie wysunie.
Jeli wasza ksica mo raczy sprbowa i jeli si na dwch stajach cho o p ba wysunie,
to go darmo oddam.
 To byoby najwiksze dziwo, eby si z puszczonymi cuglami nie wysun.
 I dziwo, i wygoda; bo obie rce wolne. Nieraz tak byo, em w jednej mia szabl, w drugiej
pistolet, a ko szed wolno.
 Ba, a jeli szereg zawraca?
 Tedy zawrci i on, nie popsowawszy linii.
 Nie moe by!  rzek ksi  tego aden ko nie uczyni. Widziaem we Francji konie muszkieterw
krlewskich, bardzo wiczone, umylnie, aby ceremonij dworskich nie psoway, ale przecie
trzeba je cuglami prowadzi.
 W tym koniu czowieczy dowcip... Nieche wasza ksica mo sam poprbuje.
 Dawaj!  rzek po chwili namysu ksi.
Sam Kmicic potrzyma konia do wsiadania, a ksi skoczy lekko na kulbak i pocz klepa
rumaka po lnicym karku.
 Dziwna rzecz!  rzek  najlepsze szkapy na jesie szerszeniej, ten za jakoby z wody wyszed.
A w ktr stron ruszymy?
 Ruszymy naprzd szeregiem, i jeli wasza ksica mo pozwoli, to w drug stron, ku lasowi.
Droga tam rwna i szeroka, a ku miastu mogyby nam jakowe wozy przeszkadza.
 Nieche bdzie ku lasowi!
 Ze dwie staje rwno! Pu wasza ksica mo cugle z miejsca i skokiem... Dwch ludzi z
kadej strony, ja troch z tyu pojad.
 Stawa!  rzek ksi.
Szereg stan i zwrci si gowami koskimi ku drodze od miasta. Ksi sta w rodku.
 Ruszaj!  rzek.  Z miejsca w skok!... Marsz! Szereg pomkn i po pewnej chwili szed jak
wicher. Tuman kurzu zasoni ich przed oczyma dorzan i masztalerzy, ktrzy zebrawszy si gromadk
przed koowrotem, przygldali si z ciekawoci biegowi. wiczone konie; w najwikszym
pdzie, chrapic z wysilenia, przebiegy ju staj lub wicej, i rumak ksicy, lubo nie trzymany
cuglami, nie wysun si istotnie ani na cal. Przebiegli i drug staj, nagle Kmicic zwrci si, a
widzc za sob jeno tumany kurzu, przez ktre zaledwie byo wida dwr starociski, a wcale
stojcych przed nim ludzi, krzykn straszliwym gosem:
 Bierz go!
W tej chwili Bious i olbrzymi Zawratyski chwycili ksicia za oba ramiona, a koci zatrzeszczay
mu w stawach, i trzymajc w elaznych piciach, poczli b ostrogami wasne konie.
Ksicy w rodku trzyma si cigle w szeregu, nie zostajc ani wysuwajc si na cal naprzd.
Zdumienie, przeraenie, wicher bijcy w twarz ksicia Boguslawa odebray mu w pierwszej chwili
mow. Szarpn si jeno raz i drugi, lecz bez skutku, bo tylko bl od wykrconych ramion przeszy
go na wylot.
 Co to jest? otry!... Nie wiecie, ktom jest!... krzykn wreszcie.
Wtem Kmicic trci go luf od krcicy midzy opatki.
 Na nic opr, bo kula w krzy!  zakrzykn.
 Zdrajco!  rzek ksi.
 A ty kto?  odpar Kmicic.. I mknli dalej.
ROZDZIA XXVI
Biegli dugo borem, pdzc tak, e sosny przydrone zdaway si ucieka w ty w popochu;
mijali karczmy, chaty poberenikw, smolarnie, a czasem wozy cignce pojedynczo lub po kilka
ku Pilwiszkom. Od chwili do chwili ksi Bogusaw przechyla si w kulbace, jakby chcc prbowa
oporu, ale wwczas ramiona jego wykrcay si jeno boleniej w elaznych rkach Kmicicowych
onierzy, a pan Andrzej przykada mu znw luf midzy opatki i biegli dalej. Kapelusz
ksiciu spad  wiatr rozwiewa bujne, jasne sploty jego peruki  i biegli dalej, a biaa piana pocza
spada patami z koni. Na koniec trzeba byo zwolni, bo ludziom i koniom tchu zbrako, a
Pilwiszki pozostay tak daleko, e wszelka moliwo pogoni znika. Jechali tedy czas jaki stp i
w milczeniu, przesonici tumanem pary, ktra buchaa z rumakw.
Ksi przez dugi czas nie odzywa si wcale, widocznie stara si uspokoi i odzyska zimn
krew, a gdy tego dokaza, wwczas spyta:
 Dokd mnie prowadzicie?
 Dowiesz si wasza ksica mo na kocu drogi  rzek Kmicic.
Bogusaw zamilk, a po chwili znowu:
 Ka mnie puci tym chamom, kawalerze, bo mi ramiona wykrc. Jeli to im kaesz uczyni,
bd po prostu wisie, inaczej, na pal pjd.
 To szlachta, nie chamy!  odrzek Kmicic a co do kary, jak im wasza ksica mo grozisz,
to nie wiadomo, kogo pierwej mier dosignie.
 Wiecie wy, na kogocie rce podnieli?  spyta ksi zwracajc si do onierzy.
 Wiemy  odpowiedzieli.
 Do miliona diabw rogatych!  zawoa z wybuchem Bogusaw  kaesz tym ludziom pofolgowa
mi czy nie?
 Ka waszej ksicej moci zwiza w ty rce, tak bdzie wygodniej.
 Nie moe by!... Do reszty mi rce wykrcicie!
 Innego kazabym uwolni na parol, e nie ucieknie, ale wy umiecie sowo ama!  odrzek
Kmicic.
 Ja inny parol daj  odrzek ksi  e nie tylko przy pierwszej sposobnoci umkn z twoich
rk, ale e ci ka komi rozerwa, gdy w moje wpadniesz!  Co ma Bg da, to da!  odrzek
Kmicic  ale wol szczer grob ni faszywe obietnice. Puci mu rce, konia jeno za cugle powodowa,
a wasza ksica mo patrz tu! Oto mi jeno za cyngiel ruszy, by ci kul w krzye
wpdzi, a dalibg, nie chybi, bo nigdy nie chybiam. Siede spokojnie na koniu, umyka nie
probuj!
 Nie dbam, panie kawalerze, o ciebie i twoj krcic...
To rzekszy ksi wycign zbolae rce, aby je wyprostowa i z odrtwienia otrzsn, onierze
tymczasem chwycili z dwch stron konia za cugle i wiedli dalej.
Bogusaw po chwili rzek:
 Nie miesz mi w oczy spojrze, panie Kmicic, z tyu si kryjesz.
 Owszem!  odpar pan Andrzej i popdziwszy konia, odsun Zawratyskiego, a sam chwyciwszy
za lejc ksicego rumaka spojrza Bogusawowi prosto w twarz.
 A jak tam moja szkapa? Zalim jej doga cho jedn cnot?
 Dobry ko!  odrzek ksi.  Chcesz, to go kupi.
 Bg zapa! Wart ten ko lepszego losu ni zdrajc do mierci nosi.
 Gupi, panie Kmicic!
 Bom w Radziwiw wierzy!
Znw nastaa chwila milczenia, ktr przerwa pierwszy ksi:
 Powiedz mi, panie Kmicic  rzek  czy ty pewien, e przy zdrowych zmysach i e ci si
rozum nie pomiesza? Czy zapyta samego 'siebie, co ty, szalony czecze, uczyni, kogo ty porwa,
na kogo rk podnis? Czy ci nie przyszo do gowy, e lepiej by dla ciebie teraz byo, eby
ci matka nie radzia? I e na tak zuchway postpek nie odwayby si nikt nie tylko w Polsce, ale
i w Europie caej?
 To wida niewielka fantazja w tej Europie, bo ja wasz ksic mo porwaem, trzymam i
nie puszcz.
 Nie moe by inaczej, tylko z szalonym sprawa!  zawoa jakby do siebie ksi.
 Mj moci ksi!  odrzek pan Andrzej.  Jeste w moim rku i z tym si zgd, a sw
prno nie tra! Pogo nie nadejdzie, bo tam twoi ludzie dotychczas myl, e dobrowolnie z nami
wyjecha. Kiedy ci moi ludzie pod okcie brali, nikt tego nie widzia, bo nas tuman przesoni, a
choby nie tuman, to z dalekoci ani masztalerze, ani stra by nie dojrzaa. Przez dwie godziny bd
ci czeka, przez trzeci si niecierpliwi, przez czwart i pit niepokoi, a w szstej wyl
ludzi na zwiady, a my tymczasem bdziem za Mariampolem.
 I co z tego?
 To z tego, e nie zgoni, a choby i zaraz byli zaczli goni, i tak by nie zgonili, bo wasze konie
prosto z drogi, a nasze wypoczte. Gdyby za jakim cudem zgonili, i to na nic, bo jak mnie tu
wasza ksica mo widzisz, tak bym jej eb roztrzaska... co i uczyni, jeli inaczej nie bdzie
mona. Ot, co jest! Radziwi ma dwr, wojsko, dziaa, dragonw, a Kmicic szeciu ludzi i pomimo
tego Kmicic Radziwia za kark trzyma.
 Co dalej?  rzek ksi.
 Nic dalej! Dalej pojedziem przed siebie tam, gdzie mi si spodoba. Dzikuj wasza ksica
mo Bogu, e yw dotd, bo eby nie to, em ja sobie kaza z dziesi wiader wody rano na eb
wychlusta, to by ju by na tamtym wiecie, alias w piekle, z dwch racyj: jako zdrajca, i jako
kalwin.
 I wayby si na to?
 Nie chwalc si nie znajdziesz wasza ksica mo atwo takowej imprezy, na ktr bym si
nie way, a masz najlepszy dowd na sobie.
Ksi spojrza uwaniej w oblicze junaka i rzek:  Diabe ci to, kawalerze, na twarzy napisa,
e na wszystko gotw  i to te racja, e mam dowd na sobie... Powiem ci nawet, e potrafi
mnie samego miaoci zadziwi, a to nieatwa rzecz.
 Wszystko mi jedno. Podzikuj wasza ksica mo Bogu, e dotd yw, i kwita!
 Nie, panie kawalerze! Przede wszystkim ty za to Bogu podzikuj... Bo gdyby jeden wos spad
z gowy mojej, to wiedz, e ci Radziwiowie znajd choby pod ziemi. Jeli liczysz na to, e
teraz niezgoda midzy nami i e ci niewiescy i oyccy ciga nie bd, to si mylisz. Krew radziwiowska
musi zosta pomszczona, przykad straszliwy musi by dany, inaczej nie y by nam
w tej Rzeczypospolitej. Za granic take si nie schronisz! Cesarz niemiecki ci wyda, bom ja ksi
Rzeszy Niemieckiej, elektor brandenburski mj wuj, ksi Oranii jego szwagier, krlestwo
francuscy i ich ministrowie moi przyjaciele. Gdzie si schronisz?... Turcy i Tatarzy ci sprzedadz,
chobymy mieli p fortuny im odda. Kta na ziemi nie znajdziesz ani takich puszcz, ani takich
ludw...
-Dziwno mi to  rzek Kmicic  e si wasza ksica mo o moje zdrowie z gry tak troszczysz,
wielka persona Radziwi!... A przecie mi tylko cyngla ruszy...
 Temu nie neguj. Nieraz si ju zdarzao w wiecie, e wielki czowiek gin z rk prostaka.
To i Pompejusza ciura zabi, to krlowie francuscy z rk ludzi niskiego stanu ginli, to nie dalej
szukajc i wielkiemu ojcu mojemu to samo si przygodzio... Jeno, pytam si ciebie, co dalej?
 Et! co mi tam! Nie dbaem ja nigdy o to wielce, co jutro bdzie. Przyjdzie ze wszystkimi Radziwiami
si zahaczy, to jeszcze Bg to wie, kto komu lepiej przygrzeje. Ju to dawno miecz mi
cigle wisia nad gow, a dlatego niech jeno oczy zmru, to i pi smaczno jak suse. W dodatku,
mao mi bdzie jednego Radziwia, to porw drugiego i trzeciego...
 Jak mi Bg miy, kawalerze, tak mi si podobasz!... Bo to ci powtarzam, e chyba ty jeden w
Europie moge si na co podobnego way. Ani si, bestia, zatroska, ani pomyli, co jutro bdzie!
Lubi miaych ludzi, a coraz ich mniej na wiecie... Ot, porwa sobie Radziwia i trzyma go jak
swego... Gdziee si taki uchowa, kawalerze? Skd jeste?
 Chory orszaski!
 Panie chory orszaski, al mi, e Radziwiowie trac takiego czowieka jak wapan, bo z
takimi ludmi sia mona dokaza. Gdyby nie o mnie chodzio... Hm! nie aowabym niczego, by
ci skaptowa...  Za pno!  rzek Kmicic.
 To si rozumie!  odpowiedzia ksi.  Wiele za pno! Ale to ci przyrzekam, e ka ci po
prostu rozstrzela, bo godzien oniersk mierci zgin... Co za diabe wcielony! Z porodka
moich ludzi mnie porwa!
Kmicic nie odrzek nic; ksi za zamyli si przez chwil, po czym zakrzykn:
 Wreszcie, pal ci sze! Jeeli pucisz mnie natychmiast, nie bd si mci! Dasz mi tylko parol,
e nikomu nie wspomnisz, co zaszo, i ludziom nakaesz milczenie.
 Nie moe by!  rzek Kmicic.
 Chcesz wykupu?
 Nie chc.
 Po ce, u diaba, mnie porwa? Nie rozumiem!
 Sia by gada! Dowiesz si wasza ksica mo pniej.
 A co mamy robi przez drog, jeli nie gada? Przyznaj si, kawalerze, do jednej rzeczy: e
mnie porwa w chwili cholery i desperacji... i teraz sam dobrze nie wiesz, co ze mn czyni.
 To moja rzecz!  odpowiedzia Kmicic  a czy nie wiem, co czyni, pokae si niebawem.
Niecierpliwo odbia si na twarzy ksicia Bogusawa.
 Niezbyt rozmowny, panie chory orszaski rzek  ale odpowiedz mi przynajmniej szczerze
na jedno pytanie: ali ju jecha do mnie na Podlasie z gotowy m zamiarem targnicia si na moj
osob czyli te pniej, w ostatniej chwili, przyszo ci to do gowy.
 Na to mog szczerze waszej ksicej moci odpowiedzie, bo i mnie samego w gb pali,
abym wam powiedzia, dlaczego porzuciem wasz stron i pkim yw, pki mi tchu w gardzieli
stanie, wicej do niej nie wrc. Ksi wojewoda wileski mnie zwid i naprzd na to mnie wycign,
em mu na krucyfiksie zaprzysig, jako go nie opuszcz do mierci...
 A to piknie dotrzymujesz... Nie ma co mwi!...  Tak jest!  zawoa gwatownie Kmicic. 
Jelim dusz straci, jeli musz by potpiony, to przez was... Ale miosierdziu boskiemu si oddaj...
i wol dusz straci, wol gorze wiekuicie ni duej grzeszy wiadomie i dobrowolnie,
ni duej suy wiedzc, e grzechowi i zdradzie su. Niech Bg zmiuje si nade mn... Wol
gorze! Wol stokro gorze... bo i tak bym gorza, gdybym przy was zosta. Nie mam nic do stracenia...
Ale to przynajmniej na sdzie boskim powiem: Nie wiedziaem, na com przysiga, a
gdym zmiarkowa, e na zdrad ojczynie, na zgub imieniowi polskiemu przysigem, tedym
przysig zama... Teraz mnie, Panie Boe, sd!
 Do rzeczy! do rzeczy!  rzek spokojnie ksi Bogusaw.
Lecz pan Andrzej oddycha ciko i jecha czas jaki w milczeniu, z namarszczon brwi i
okiem wbitym w ziemi, jak czowiek nieszczciem przygnieciony.
 Do rzeczy!  powtrzy ksi Bogusaw.
Kmicic zbudzi si jakoby ze snu, potrzsn gow i mwi:
 Wierzyem ksiciu hetmanowi, jakbym ojcu rodzonemu nie wierzy. Pamitam t uczt, gdy to
nam pierwszy raz powiedzia, e si ze Szwedem poczy. Com ja wtedy przecierpia, com przeszed,
Bg mi policzy! Inni, zacni ludzie, ciskali mu buawy pod nogi, przy ojczynie si oponujc,
a jam sta jak pie, z buaw, ze wstydem i z hab, w upokorzeniu, w mce... bo mi do oczu powiedziano:
zdrajca! I kto powiedzia!... Et!... lepiej nie wspomina, bym si za nie zapamita;
bym nie oszala i waszej ksicej moci zaraz tu w eb nie strzeli... Wycie to, wy, zdrajcy, sprzedawczyki,
wycie mnie do tego doprowadzili!
Tu pan Kmicic pocz patrze strasznym wzrokiem na ksicia i nienawi wybia mu z dna duszy
na twarz, na ksztat smoka, ktry wypezn z pieczary na wiato dzienne, a ksi Bogusaw
patrzy na junaka spokojnym, nieulkym okiem, na koniec rzek:
 Owszem, panie Kmicic, to mnie zajmuje... Mw dalej...
Kmicic puci cugle ksicego konia, zdj czapk, jakby chcc gorejc gow ochodzi.
 Tej samej nocy  mwi  poszedem do ksicia hetmana, bo i sam kaza mnie sprowadzi.
Mylaem sobie: wypowiem mu sub, zami przysig, udusz w tych oto rkach, prochami wysadz
Kiejdany, a potem niech si, co chce, dzieje! On te wiedzia, em na wszystko gotw  zna
mnie! Wdziaem to dobrze, i palcami w puzdrze przebiera, w ktrym byy pistolety. Nic to  myl
sobie albo mnie chybi, albo zabije! Ale on pocz mnie reflektowa, pocz mwi, takie perspektywy
mnie, prostakowi, pokazowa, za takiego zbawc si podawa, e wiesz wasza ksica
mo, co si stao?
 Przekona modzika!  rzek Bogusaw.
 em mu do ng pad  zakrzykn Kmicic i ojca, jedynego zbawc ojczyzny w nim widziaem,
em mu si odda jako diabu, z dusz, z kadubem, em by gotw za niego, za jego uczciwo, z
wiey kiejdaskiej na eb si rzuci!
 Domylaem si, e taki bdzie koniec!  zauway Bogusaw.
 Com straci w tej subie, o tym nie bd gada, ale oddaem mu wane usugi: utrzymaem w
posuszestwie moj chorgiew, ktra tam teraz zostaa, bogdaj mu na pohybel!  inne, ktre si
buntoway, znacznie wyciem... Zababraem rce w krwi bratniej, w tej myli, i sroga to dla ojczyzny
necessitas! Czsto mnie dusza bolaa, gdy dobrych onierzw rozstrzeliwa kaza; czsto
natura szlachecka rebelizowaa przeciw niemu, gdy raz i drugi przyrzek mi co, a potem nie dotrzyma.
Alem to myla: ja gupi, on mdry!  tak trzeba! Teraz dopiero, gdym si 0 onych truciach
z listw dowiedzia, a mi szpik w kociach zdrtwia! Jake to? Taka to wojna? To tru
chcecie onierzw? I to ma by po hetmasku? To ma by po radziwiowsku? Ja to mam takie
listy wozi?...
 Nie znasz si na polityce, kawalerze  przerwa Bogusaw.
 Nieche j pioruny zatrzasn! Nieche j podstpni Wochowie robi, nie szlachcic, ktrego
Bg zacniejsz od innych krwi przyozdobi, ale te i zobowiza, aby szabl, nie aptek, wojowa i
imienia nie habi!
 Te listy tedy tak ci zraziy, e postanowie Radziwiw opuci?
 Nie listy! Bybym je katu odda albo w ogie cisn, bo ja nie od takich funkcyj  ale nie listy!
Wyrzekbym si posowania, ale sprawy nie odstpi. Czy ja wiem?! Poszedbym cho w dragony
albo kup bym now zebra i znw Chowaskiego po staremu podchodzi. Ale ju mi zaraz przyszo
podejrzenie: a nu oni i ojczyzn chc otru tak jak tych onierzw?... Bg da, em nie wybuchn,
cho mi gowa jako granat gorzaa, em si opamita, em mia t moc powiedzie sobie:
cignije go za jzyk, a dowiesz si caej prawdy  nie zdrad, co masz w sercu, podaj si za zaprzaca,
za gorszego od samych Radziwiw, i cignij za jzyk.
 Kogo? mnie?
 Tak jest! i Bg mi pomg, em ja, prostak, statyst w pole wywid, e wasza ksica mo,
majc mnie za szelm ostatni, adnego szelmostwa waszego nie ukry, wszystko wyzna, wszystko
wypowiedzia, jakoby na doni wypisa! Wosy mi na bie dbem staway, alem sucha i wysucha
do koca!... O zdrajcy! O arcypiekielnicy! O parrycydowie!... Jake to piorun was dotd nie
pobi? Jake to ziemia was dotd nie poara?... To z Chmielnickim, ze Szwedami, z elektorem, z
Rakoczym i z samym diabem na zgub tej Rzeczypospolitej si zmawiacie?... To paszcz z niej
chcecie sobie wykroi? Zaprzeda? Rozdzieli? Rozerwa jako wilcy t matk wasz. Taka wasza
wdziczno za wszystkie dobrodziejstwa, ktrymi was obsypaa, za one urzdy, honory, godnoci,
substancje, starostwa, za takie fortuny, ktrych krlowie zagraniczni wam zazdroszcz?... I gotowicie
nie zwaa na onej zy, na mk, na ucisk? Gdzie w was sumienie? Gdzie wiara, gdzie uczciwo!...
Co za monstra na wiat was wyday?
 Panie kawalerze  przerwa zimno ksi Bogusaw  masz mnie w rku i moesz mnie zabi,
ale o jedno ci prosz; nie nud mnie!
Umilkli obaj.
Jednake ze sw Kmicica ukazywao si jasno, e onierz zdoa wycign ca nag prawd
z dyplomaty i e ksi popeni wielk nieostrono, wielki bd, zdradziwszy najtajniejsze zamysy
wasne i hetmaskie. Ubodo to jego mio wasn, wic te nie raczc ukrywa zego humoru
rzek:
 Nie przypisuj tylko tego wasnemu dowcipowi, panie Kmicic, jeeli ze . mnie prawd wydosta.
Mwiem otwarcie, bom myla, e ksi wojewoda lepiej zna si na ludziach i przyszle
czlowieka godnego ufnoci.
 Ksi wojewoda przysa czowieka godnego ufnoci  odpar Kmicic  alecie go ju stracili.
Odtd tylko szelmy suy wam bd!
 Jeeli sposb, w jaki mnie porwae, nie by szelmowska, to niech mi w pierwszej bitwie
szpada do rki przyronie.
 To fortel! W twardej ja si szkole ich uczy. Chciae wasza ksica mo pozna Kmicica,
masz go! Nie pojad z prnymi rkoma do naszego pana miociwego.
 I mylisz, e mi wos z gowy z rki Jana Kazimierza spadnie?
 To sdziw, nie moja sprawa!
Nagle Kmicic zatrzyma konia.
 Hej!  rzek.  A list ksicia wojewody? Masz go wasza ksica mo przy sobie?
 Chobym mia, to bym nie da!  rzek ksi.  Listy zostay w Pilwiszkach.
 Obszuka go!  krzykn Kmicic.
onierze porwali znw ksicia pod ramiona, Soroka za pocz szuka mu po kieszeniach. Po
chwili znalaz list.
 Oto jeden dokument przeciw wam i waszym robotom  rzek biorc go pan Andrzej.  Dowie
si z niego krl polski, co zamierzacie, dowie si i szwedzki, e chocia teraz mu suycie, przecie
ju ksi wojewoda zastrzega sobie wolno recedere, jeliby si noga Szwedom miaa powin.
Wyjd na jaw wszystkie wasze zdrady, wszystkie machinacje. A mam przecie i inne listy, do krla
szwedzkiego, do Wittenberga, do Radziejowskiego... Wielcy jestecie i potni, a przecie nie
wiem, czyli wam ciasno nie bdzie w tej ojczynie, gdy wam obaj krlowie godn waszych zdrad
rekompens obmyl.
Oczy ksicia Bogusawa zabysy zowrogim wiatem, ale po chwili opanowa gniew i rzek:
 Dobrze, kawalerze! Na mier i ycie midzy nami!... Spotkamy si!... Moesz przysporzy
nam troskw i sprawi wiele zego, ale to jeno powiem: nikt nie mia dotd tego uczyni w tym
kraju, co ty uczyni, i biada tobie i twoim.
 Ja sam mam szabl do obrony, a swoich mam czym wykupi!  rzek Kmicic.
 Ach! masz mnie jako zakadnika!  rzek ksi.
I mimo caego gniewu odetchn spokojnie; zrozumia jedno w tej chwili, e w adnym wypadku
yciu jego nic nie grozi, bo jego osoba zbyt jest Kmicicowi potrzebna. Postanowi z tego korzysta.
Tymczasem pucili si znw rysi i po godzinie drogi ujrzeli dwch jedcw, z ktrych kady
prowadzi po parze jucznych koni. Byli to ludzie Kmicicowi wysani naprzd z Pilwiszek.
 A co tam?  spyta ich Kmicic.
 Konie nam si zmachay okrutnie, wasza mio, bomy nie wypoczywali dotd.
 Zaraz spoczniemy!...
 Wida tu chaup na zakrcie, moe to karczma.
 Niech wachmistrz ruszy naprzd obroki przygotowa: Karczma czy nie karczma, trzeba stan!...
 Wedle rozkazu, panie komendancie.
Soroka wypuci konia, a oni podali za nim z wolna. Kmicic jecha z jednej strony ksicia,
Lubieniec z drugiej. Ksi uspokoi si zupenie i nie wyciga wicej na rozmow pana Andrzeja.
Zdawa si by zmczony drog czy te pooeniem, w jakim si znajdowa, i gow pochyli nieco
na piersi, a oczy mia przymknite. Jednake od czasu do czasu rzuca ukone spojrzenia, to na
Kmicica, to na Lubieca, ktrzy trzymali cugle jego konia, jakby upatrujc, ktrego atwiej bdzie
obali, aby si wyrwa na wolno.
Tymczasem zbliyli si do budowli lecej przy drodze, na cyplu lasu. Nie bya to karczma, ale
kunia i koodziejnia zarazem, w ktrej jadcy traktem zatrzymywali si dla przekuwania koni i
reparacji wozw. Midzy sam kuni a drog rozciga si niewielki majdan, nie ogrodzony potem,
z rzadka porosy wydeptan traw; szcztki wozw i popsowane koa leay rozrzucone tu i
owdzie na owym majdanie, ale z przejezdnych nie byo nikogo, jeno ko Soroki sta przywizany
do supa. Sam Soroka rozmawia przed kuni z kowalem Tatarem i dwoma jego pomocnikami.
 Niezbyt obfity bdziem mie popas  rzek umiechajc si ksi  niczego tu nie dostanie.
 Mamy ywno i gorzak ze sob  rzek pan Kmicic.
 To dobrze! Trzeba nam bdzie si nabra.
Tymczasem stanli. Kmicic zatkn za pas krcic, zeskoczy z kulbaki i oddawszy bachmata w
rce Saroki chwycil znw za cugle ksicego konia, ktrego zreszt Lubieniec nie popuszcza z
rki z drugiej strony.
 Wasza ksica mo zechce zej z konia!  rzek pan Andrzej.
 A to czemu? Bd jad i pi z kulbaki  rzek ksi pochylajc si ku niemu.
 Prosz na ziemi!  zawoa gronie Kmicic.
 A ty w ziemi!  krzykn straszliwym gosem ksi i wyrwawszy z szybkoci byskawicy
krcic zza pasa Kmicica, hukn mu w sam twarz.
 Jezus Maria!  zakrzykn Kmicic.
W tej chwili ko pod ksiciem. uderzony ostrogami, wspi si tak, i wyprostowa si prawie
zupenie, ksi za przekrci si jak wa w kulbace ku Lubiecowi i ca si potnego ramienia
pchn go luf midzy oczy.
Lubieniec wrzasn przeraliwie i spad z konia: Zanim inni mogli zrozumie, co si stao, zanim
odetchnli, zanim okrzyk zgrozy zamar na ich warach, Bogusaw roztrci ich jak burza, wypad
z majdanu na drog i pomkn wichrem ku. Pilwszkorn.
 apaj ! Trzymaj ! Bij!  rozlegy si dzikie gosy.
Trzej onierze, ktrzy jeszcze siedzieli na koniach, pucili si za nim; lecz Soroka chwyci
muszkiet oparty o cian i pocz mierzy do uciekajcego, a raczej do jego rumaka.
Rumak za wycign si jak sarna i bieg z szybkoci strzay wypuszczonej z ciciwy. Hukn
strza. Soroka rzuci si przez dym, aby skutek lepiej zobaczy; oczy przysoni rk, popatrzy
przez chwil i wreszcie wykrzykn:
 Chybiony!
W tej chwili Bogusaw znikn na zakrcie, a za nim zniknli gonicy.
Wwczas wachmistrz zwrci si do kowala i jego pomocnikw, ktrzy patrzyli a dotd z niemym
przeraeniem na to, co si stao, i zawoa:
 Wody!
Kowalczuki skoczyli cign urawia, a Soroka klkn przy lecym nieruchomie panu Andrzeju.
Twarz Kmicica bya pokryta sadz wystrzau i soplami krwi  oczy mia przymknite, lew
brew, powiek i lewy ws osmolone. Wachmistrz pocz naprzd dotyka z lekka palcami jego
czaszki. Dotyka dugo i ostronie, po czym mrukn:
 Gowa caa...
Lecz Kmicic nie dawa znaku ycia i krew wydobywaa mu si z twarzy obficie. Tymczasem
kowalczuki przynieli wiadro wody i szmaty do obcierania. Soroka z rwn powolnoci i uwag
zabra si do obmywania twarzy Kmicica.
Na koniec rana ukazaa si spod krwi i sadzy. Kula rozoraa gboko Kmicicowi lewy policzek i
zniosa zupenie koniec ucha. Soroka pocz bada, czy ko policzkowa nie jest strzaskana.
Po chwili przekona si, e nie, i odsapn gboko. Rwnoczenie Kmicic pod wpywem zimnej
wody i blu j dawa znaki ycia. Twarz pocza mu drga, piersi podnosiy si oddechem.
 yje!... Nic mu nie bdzie!  zawoa radonie Soroka.
I za stoczya si po zbjeckiej twarzy wachmistrza.
Tymczasem na zakrcie drogi ukaza si Bious, jeden z trzech onierzy, ktrzy pognali za ksiciem.
 A co?  spyta Soroka.
onierz kiwn rk.
 Nic!
 A tamci prdko wrc?
 Tamci nie wrc.
Wachmistrz zoy drcymi rkoma gow Kmicica na progu kuni i zerwa si na rwne nogi.
 Jake to?
 Panie wachmistrzu, to charakternik! Pierwszy dogoni go Zawratyski, bo mia najlepszego
konia, i dlatego e mu si pozwoli dogoni. W naszych oczach wydar mu szabl z rki i sztychem
przebi. Ledwie mielimy czas zakrzykn. Witkowski by bliej i skoczy na ratunek. A ten ci
go w moich oczach... Jakby go piorun zatrzasn!... Ani zipn... A jam nie czeka kolei... Panie
wachmistrzu! on tu gotw jeszcze wrci!
 Nic tu po nas!  krzykn Soroka.  Do koni! I w teje samej chwili poczli wiza nosze midzy
komi dla Kmicica.
Dwch ludzi z rozkazu Soroki stano z muszkietami na drodze, z obawy powrotu straszliwego
ma.
Lecz ksi Bogusaw, w przekonaniu, e Kmicic nie yje, wraca spokojnie do Pilwiszek.
O zmroku ju spotka go cay oddzia rajtarw wysany przez Patersona, ktry zaniepokoi si
dug nieobecnoci ksicia.
Oficer ujrzawszy ksicia skoczy ku niemu.
 Wasza ksica mo... Nie wiedzielimy...
 Nic to!  przerwa ksi Bogusaw.  Przejedaem konia w kompanii tego kawalera, od ktrego
go kupiem.
A po chwili doda:
 I zapaciem dobrze.
 KONIEC TOMU PIERWSZEGO
TOM II
ROZDZIA I
Wierny Soroka wiz swego pukownika przez lasy gbokie, sam nie wiedzc, dokd jecha,
co pocz, gdzie si obrci.
Kmicic nie tylko by ranny, ale i oguszony wystrzaem. Soroka od czasu do czasu macza
szmat w kuble wiszcym przy koniu i obmywa mu twarz; chwilami zatrzymywa si dla poczerpnicia
wieej wody przy strumieniach i jeziorkach lenych, ale ani woda, ani postoje, ani
ruch konia nie zdoay zrazu wrci panu Andrzejowi przytomnoci  i lea jak martwy, a onierze
jadcy razem, a mniej dowiadczeni w rzeczach ran od Soroki, poczli si troska, czy
yje.
 yje  odpowiada Soroka  za trzy dni tak bdzie na koniu siedzia jak kady z nas.
Jako w godzin pniej Kmicic otworzy oczy i z ust jego wydobyo si jedno tylko sowo:
 Pi!
Soroka przytkn blaszank z czyst wod do jego warg, lecz pokazao si; e otwarcie ust
sprawia panu Andrzejowi bl nieznony  i nie mg pi. Ale przytomnoci ju nie straci; jednake
o nic nie pyta, jak gdyby nic nie pamita; oczy mia szeroko otwarte i patrzy bezmylnie
na gbie lene, na szmaty bkitnego nieba, widne nad gowami midzy gstwin, i na swoich
towarzyszw; patrzy tak, jak czowiek zbudzony ze snu lub otrzewiony z upicia, i pozwoli, nie
mwic ani sowa, opatrywa si Soroce, nie jcza przy rozwizywaniu bandaw  owszem,
zimna woda, ktr wachmistrz obmywa ran, zdawaa si sprawia mu przyjemno, bo czasem
umiecha si oczyma.
A Soroka pociesza go:
 Jutro, panie pukowniku, dur przejdzie. Da Bg, e si uchronim.
Jako pod wieczr odurzenie poczo istotnie przechodzi, bo przed samym zachodem soca
Kmicic spojrza przytomniej i nagle spyta:
 Co tu taki szum?
 Jaki szum? Nie ma adnego  odpowiedzia Soroka.
I widocznie szumiao tylko w gowie pana Andrzeja, bo wieczr by pogodny. Zachodzce
soce, przenikajc skonymi promieniami w gstwin, przesycao zotymi blaskami mrok leny
i bramowao czerwone pnie sosen. Wiatr nie wia i tylko tu i wdzie z leszczyny, brzz i grabw
spyway licie na ziemi albo zwierz pierzchliwy czyni lekki szelest, pomykajc w gbiny
boru przed jezdnymi.
Wieczr by chodny, jednake gorczka pocza widocznie chwyta pana Andrzeja, bo po
kilkakro powtrzy:
 Moci ksi! midzy nami na mier i ycie!
ciemnio si wreszcie zupenie i Soroka myla ju o noclegu, ale e weszli w mokry br i
boto poczo chlupota pod kopytami, jechali wic dalej, aby dobra si do wysokich i suchych
czci lasu.
Jechali godzin i drug, nie mogc przebra si przez bagno. Tymczasem uczynio si znw
widniej, bo zeszed ksiyc w peni. Nagle Soroka jadcy na przedzie zeskoczy z kulbaki i pocz
pilno rozpatrywa grunt leny.
 Konie tdy szy  rzek  wida lady na bocie.
 Kto mg tdy przejeda, kiedy tu adnej drogi nie ma?  rzek jeden z onierzy podtrzymujcych
pana Kmicica.
 Ale lady s  i to kupa caa! Ot, tam, midzy sosnami, wida jasno jak na doni.
 Moe bydo chodzio.
 Nie moe by. Nie pora lenych pastwisk, wida wyranie kopyta, juci, jacy ludzie musieli
tdy przejeda. Dobrze by byo choby bud lenicz znale.
 To jedmy ladem.
 Jazda!
Soroka wskoczy znowu na konia i ruszyli. lady kopyt w torfiastym gruncie cigle byy wyrane,
a niektre, o ile przy wietle ksiyca mona byo miarkowa, wydaway si zupenie
wiee. Jednake konie zapaday do kolan i wyej. Ju obawiali si onierze, czy przebrn, czy
gbsze jeszcze topiele nie odkryj si przed nimi, gdy po upywie p godziny do nozdrzy ich
doszed zapach dymu i ywicy.
 Smolarnia tu musi by!  rzek Soroka.
 A ot! tam skry wida!  rzek onierz.
I rzeczywicie, w dali ukazaa si smuga czerwonawego, przesyconego pomieniem dymu,
okoo ktrej skakay iskry tlejcego pod ziemi ogniska.
Zbliywszy si ujrzeli onierze chat, studni i du szop, zbit z bierwion sosnowych. Konie,
zmczone drog, poczy re  liczne renia odpowiedziay im spod szopy, a jednoczenie
przed jezdnymi stana jaka posta ubrana w kouch przewrcony wen do gry.
 A sia koni?  spyta czowiek w kouchu.
 Chopie! Czyja to smolarnia?  rzek Soroka.
 Cocie wy za jedni? Skdecie si tu wzili?  pyta znowu smolarz gosem, w ktrym widoczny
by przestrach i zdziwienie.
 Nie bj si!  odpowiedzia Soroka  nie zbje!
 Jedcie w swoj drog, nic tu po was!
 Zamknij pysk i do chaty prowad, pki prosim. A nie widzisz, chamie, e rannego wieziem!
 Cocie za jedni?
 Pilnuj, abym ci z rusznicy nie odpowiedzia. Lepsi od ciebie, parobku! Prowad do chaty, a
nie, to ci we wasnej smole ugotujem.
 Jeden si przed wami nie obroni, ale bdzie nas wicej. Garda wy tu pooycie!
 Bdzie i nas wicej, prowad!
 To i chodcie, nie moja sprawa.
 Co masz je da, to daj  i gorzaki. Pana wieziemy, ktry zapaci.
 Byle std yw wyjecha.
Tak rozmawiajc weszli do chaty, w ktrej na kominie pali si ogie, a z garnkw postawionych
na trzonie rozchodzi si zapach duszonego misiwa. Izba bya do przestronna. Soroka
zaraz na wstpie zauway, i pod cianami stao sze tapczanw okrytych obficie baranimi
skrami.
 To tu jaka kompanija mieszka  mrukn do towarzyszw.  Podsypa rusznice i czuj
duch! Tego chama pilnowa, by nie umkn. Nieche dzisiejszej nocy kompanija pi na dworze,
bo my z izby nie ustpim.
 Panowie nie przyjad dzi  rzek smolarz.
 To i lepiej, bo nie bdziem si o kwater spierali, a jutro sobie pojedziem  odpar Soroka 
tymczasem wyki misiwo na mis, bomy godni, i koniom owsa nie auj.
 A skdby tu owsa wzi przy smolarni, wielmony panie onierzu?
 Syszelimy konie pod szop, to musi by i owies; smo ich nie ywisz.
 To nie moje konie.
 Czy twoje, czy nie twoje, je musz jako i nasze. ywo, chopie! ywo! jeli ci skra mia.
Smolarz nie odrzek nic. A tymczasem onierze zoyli picego pana Andrzeja na tapczanie
 po czym sami zasiedli do wieczerzy i jedli chciwie duszone misiwo wraz z bigosem, ktrego
obszerny sagan znalaz si na kominie. Byy take i jagy, a w komorze, przy izbie, znalaz Soroka
spory gsiorek gorzaki.
Jednake sam z lekka si tylko zakropi i onierzom pi nie da, bo postanowi mie si przez
noc na bacznoci. Ta oprniona chata z tapczanami na szeciu mw i z szop, w ktrej rao
stado koni, wydaa mu si dziwn i podejrzan. Sdzi po prostu, e to jest schronisko zbjeckie,
tym bardziej e w tej samej komorze, z ktrej wynis gsiorek, odkry sporo ora pozawiesza-
nego na cianach i beczk prochu oraz rozmaite rupiecie, widocznie w dworach szlacheckich
porabowane. Na wypadek gdyby nieobecni mieszkacy tej chaty wrcili, nie mona byo spodziewa
si od nich nie tylko gocinnoci, ale nawet miosierdzia; zamierzy wic Soroka zaj
zbrojn rk chat i trzyma si w niej przemoc lub drog ukadw.
Byo to konieczne i ze wzgldu na zdrowie Kmicica, dla ktrego podr moga sta si zgubn,
i ze wzgldu na wsplne wszystkich bezpieczestwo. Soroka by to onierz kuty i bity, ktremu
jedno tylko uczucie obcym byo, to jest uczucie trwogi. A jednak teraz, na wspomnienie
ksicia Bogusawa, strach go bra. Zostajc z dawnych lat w subie Kmicica, wierzy on lepo
nie tylko w mstwo, ale i w szczcie modego pana; widzia niejednokrotnie jego czyny przechodzce
zuchwalstwem miar wszelk i graniczce prawie z szalestwem, ktre jednak udaway
si i uchodziy pazem. Odby z Kmicicem wszystkie podchody pod Chowaskiego, bra
udzia we wszystkich zabijatykach, napadach, zajazdach, porwaniach i doszed do przekonania,
e mody pan wszystko moe, wszystko potrafi, z kadej toni si wyratuje i kadego, kogo zechce,
pogry. Kmicic tedy by dla niego uosobieniem najwikszej potgi i szczcia  a ow
widocznie teraz trafi swj na swego  nie! widocznie pan Kmicic trafi na lepszego od siebie...
Jak to? Jeden m, ktry by ju w rku Kmicica, porwany, bezbronny, zdoa wydosta si z
jego rk i mao tego: obali samego Kmicica, pogromi jego onierzy i przerazi ich tak, e
zbiegli bojc si jego powrotu? By to dziw nad dziwy i Soroka gow traci mylc o tym 
wszystkiego si bowiem na tym wiecie spodziewa, tylko nie tego, by znalaz si kto taki, kto
by po panu Kmicicu przejecha.
 Zali skoczyo si ju nasze szczcie?  mrucza do siebie rozgldajc si ze zdumieniem
dokoa.
Wic cho dawniej, bywao, szed z zamknitymi oczyma za panem Kmicicem na kwatery
Chowaskiego, otoczone omdziesiciotysiczn armi, teraz, na wspomnienie tego dugowosego
ksicia z panieskimi oczyma i row twarz, ogarnia go zabobonny przestrach. I sam nie
wiedzia, co czyni. Przeraaa go myl, e jutro lub pojutrze trzeba bdzie zjecha na bite trakty,
na ktrych moe ich spotka sam straszliwy ksi lub jego pogo. Dlatego to wanie zjecha z
drogi w gbokie lasy  a obecnie pragn zosta w onej lenej chacie, pki by si nie zmyliy i
nie znuyy pogonie.
Lecz e i to schronisko, z innych powodw, nie wydawao mu si bezpiecznym, chcia wiedzie,
czego si trzyma, i w tym celu kaza onierzom straowa przy drzwiach i oknach chaty,
a sam rzek do smolarza:
 We, chopie, latarni i chod ze mn.
 Chyba uczywem wielmonemu panu zawiec, bo nie masz latarni.
 To wie uczywem; spalisz szop i konie, wszystko mi jedno!
Na takie dictum, latarnia znalaza si zaraz w komorze. Soroka kaza chopu i naprzd, sam
za szed za nim z pistoletem w garci.
 Kto tu mieszka w tej chacie?  pyta po drodze.
 Panowie mieszkaj.
 Jak ich zowi?
 Tego mi nie wolno powiedzie.
 Widzi mi si, chopie, e wemiesz w eb!
 Mj jegomo  odpowiedzia smolarz  jelibym zega jakie przezwisko, to te musiaby
si jegomo kontentowa.
 Prawda jest! A sia tych panw?
 Jest stary pan i dwch paniczw, i dwch czeladzi.
 Jake to, szlachta?
 Pewnie, e szlachta.
 I tu mieszkaj?
 Czasem tu, a czasem Bg wie gdzie!
 A te konie skd?
 Panowie naprowadzaj, a skd, Bg wie!
 Rzeknij prawd: nie rozbijaj twoi panowie na gocicu?
 Czy ja, mj jegomo, wiem? Widzi mi si, e konie bior, a komu, to nie moja gowa.
 A co z komi robi?
 Czasem wezm sztuk dziesi, dwanacie, ile jest, i popdz  a dokd, to te nie wiem.
Tak rozmawiajc doszli do szopy, z ktrej sycha byo parskanie koni i weszli do rodka.
 wie!  rzek Soroka.
Chop podj latarni w gr i pocz owieca konie stojce szeregiem przy cianie. Soroka
opatrywa jednego po drugim okiem znawcy i gow krci, jzykiem mlaska i mrucza:
 Nieboszczyk pan Zend rad by by... S polskie, moskiewskie... a ten waach niemiec... i ona
klacz take... Zacne konie. A co im dajecie?
 eby nie zega, mj jegomo, tom tu dwie polanki owsem obsia jeszcze z wiosny.
 To twoi panowie od wiosny konie sprowadzaj?
 Nie, ale mi czeladnika z rozkazem przysali.
 To ty ich?
 Ja byem ich, nim na wojn poszli.
 Na jak wojn?
 Czy ja wiem, mj jegomo. Poszli daleko, jeszcze zeszego roku, a wrcili latem.
 A czyj teraz jeste?
 To krlewskie lasy.
 Kto ci tu osadzi na smolarni?
 Borowy krlewski, panw krewny, ktry z nimi te konie prowadza, ale jak raz z nimi pojecha,
tak i wicej nie wrci.
 A gocie jacy tu u panw nie bywali?
 Tu nikt nie trafi, bo bagna naokoo i tylko jedno przejcie; dziwno mi to, mj jegomo, ecie
trafili, bo kto nie trafi, tego i bagno wcignie.
Soroka chcia zrazu odpowiedzie, e i te lasy, i to przejcie zna dobrze, ale po chwili namysu
postanowi lepiej zamilcze, a natomiast spyta:
 A due to bory?
Chop nie zrozumia pytania.
 Jak to?
 Daleko id?
 Oj ! kto je tam przeszed: jedne si kocz, drugie zaczynaj, a Bg tam wie, gdzie ich nie
ma. Ja tam nie by.
 Dobrze!  rzek Soroka.
To rzekszy kaza chopu wrci i sam zawrci do chaty.
Po drodze rozmyla, co mu czyni przystoi, i waha si. Z jednej strony przychodzia mu
ochota, korzystajc z nieobecnoci mieszkacw chaty, bra konie jak swoje i z rabunkiem
umyka. up by cenny i konie bardzo przypady do serca staremu onierzowi, ale po chwili
zwalczy pokus. Wzi atwo, jeno co dalej czyni? Bagna naokoo, jedno wyjcie  jak do
niego trafi? Przypadek raz posuy, ale moe nie posuy drugi raz. I ladem kopyt na nic,
bo pewnie mieszkacy mieli tyle rozumu, e poczynili umylnie ladowe drogi faszywe i
zdradne, wiodce wprost do topieli. Soroka zna dobrze proceder ludzi, ktrzy konie kradn lub
upem bior.
Myla wic i rozwaa, nagle uderzy si pici w gow:
 Kiep ze mnie!  mrukn  to wezm chopa na postronek i ka si wyprowadzi na gociniec.
Nagle wstrzsn si wymwiwszy ostatni wyraz.
 Na gociniec? A tam ten ksi i pogo...
Pitnacie koni trzeba straci!  rzek sobie w duchu stary wyga z takim alem, jakby te konie
od maego wyhodowa.  Nie moe by inaczej, tylko skoczyo si nasze szczcie. Trzeba
siedzie w chacie, pki pan Kmicic nie wyzdrowieje, siedzie z wol mieszkacw albo bez
woli, a co potem bdzie, to ju pukownika gowa.
Tak rozmylajc wrci do chaty. Czujni onierze stali przy drzwiach i cho widzieli z dala
latark migocc w ciemnoci, t sam, z ktr Soroka i smolarz wyszli, przecie kazali im si
opowiedzie, kto s, zanim pucili ich do chaty. Soroka da ordynans, by straujcy zmienili si
o pnocku, sam za rzuci si na tapczan obok Kmicica.
W chacie uczynio si cicho, jeno wierszcze rozpoczy zwyk muzyk, w przylegej komrce
myszy chrobotay w nagromadzonych tam rupieciach, od czasu do czasu za chory budzi
si i marzy widocznie gorczkowo, bo do uszu Soroki dolatyway bezadne jego sowa:
 Miociwy krlu, odpu... Tamci zdrajcy... Wszystkie ich sekreta powiem... Rzeczpospolita
sukno czerwone... Dobrze, mam ci, moci ksi... Trzymaj!... Miociwy krlu!... Tdy, bo tam
zdrada!
Soroka podnosi si na tapczanie i sucha, lecz chory, zakrzyknwszy raz i drugi, zasypia, a
potem znw budzi si i woa:
 Oleka! Oleka, nie gniewaj si!...
Dopiero koo pnocy uspokoi si zupenie i zasn na dobre. Soroka te pocz drzema, ale
wnet zbudzio go ciche pukanie do drzwi chaty.
Czujny onierz otworzy oczy natychmiast i zerwawszy si na rwne nogi, wyszed z chaty.
 A co tam?
 Panie wachmistrzu, smolarz uciek.
 Do stu diabw! wnet on nam tu zbjw naprowadzi. A kto jego pilnowa?
 Bious.
 Poszedem z nim konie poi  rzek tumaczc si Bious.  Kazaem mu wiadro cign, a
sam szkapy trzymaem...
 I co? w studni skoczy?
 Nie, panie wachmistrzu, jeno midzy pnie, co ich wedle studni sia ley nacitych, i w karczowe
doy: Puciem konie, bo choby si rozbiegy, to tu s drugie, i skoczyem za nim, alem
w pierwszym dole utkn. Noc, ciemno, jucha, miejsce zna, tak i pomkn... eby go mr trafi!
 Naprowadzi on nam tu diabw, naprowadzi... eby go pioruny zatrzasy!...
Wachmistrz uci, a po chwili rzek:
 Nie bdziemy si kadli, trzeba czuwa do rana: lada chwila kupa nadej moe.
I dajc przykad innym, sam zasiad na progu chaty z muszkietem w rku, onierze za siedli
koo niego gwarzc midzy sob z cicha, to podpiewujc pgosem, to nasuchujc, czy wrd
nocnych odgosw boru nie dojdzie ich ttent i parskanie zbliajcych si koni.
Noc bya pogodna i ksiycowa, ale haaliwa. W gbinach lenych wrzao ycie. Bya to pora
bekowiska, wic puszcza brzmiaa naok gronymi rykami jeleni. Odgosy owe, krtkie,
chrapliwe, pene gniewu i zaciekoci, rozlegay si naokoo, we wszystkich czciach lasu, w
gbiach i bliej, czasem tu, tu, jakby o sto krokw za chat.
 Jeli oni nadejd, to te bd porykiwa, by nas zmyli  rzek Bious.
 E! tej nocy nie nadejd. Nim chop do nich zdy, to i dzie bdzie!  odrzek inny onierz.
 Po dniu, panie wachmistrzu, zdaoby si chat przetrz i pod cianami pokopa, bo jeli
zbje tu mieszkaj, to i skarby musz by.
 Najlepsze skarby w onej stajni  odpar Soroka wskazujc rk na szop.
 A pobierzem?
 Gupicie! tu wyjcia nie ma, jeno bagna wkoo.
 A przeciemy przyjechali.
 Bg nas przeprowadzi. ywa dusza tu nie przyjdzie ani nie wyjdzie, jeli drogi nie zna.
 Po dniu znajdziem.
 Nie znajdziem, bo umylnie nakluczono i lady s mylne. Nie trzeba byo chopa puszcza.
 Wiadomo, e gociniec o dzie drogi  rzek Bious  i w tamtej stronie...
Tu wskaza palcem na wschodni cz lasu.
 Bdziem jecha, pki nie przejedziem  ot co!
 To mylisz, e ju pan, jak bdziesz na trakcie? Lepsza ci tu kula rozbjnika ni tam stryczek.
 Jak to, ojcze?  rzek Bious.
 Bo tam ju pewno nas szukaj.
 Kto, ojcze?
 Ksi.
Tu Soroka umilk nagle, a za nim umilkli i inni, jakby zdjci przestrachem.
 Oj!  rzek wreszcie Bious.  Tu le i tam le; kruty ne werty!
 Nagnali nas jak siromachw w sieci; tu zbje, a tam ksi!  rzek inny onierz.
 Niech ich tam piorun zapali! Wol mie spraw ze zbjem ni z charakternikiem  odpowiedzia
Bious  bo e ten ksi niesamowity, to niesamowity. Zawratyski to przecie z
niedwiedziem wp si bra, a on mu szabl wydar jako dziecku. Nie moe inaczej by, tylko
go zaczarowa, bo i to jeszcze widziaem, e jak si potem na Witkowskiego rzuci, to w oczach
urs jak sosna. eby nie to, nie byby ja jego ywego puci.
 I tak kiep z ciebie, e na niego nie skoczy.
 Co miaem robi, panie wachmistrzu? Mylaem tak: siedzi na najlepszym koniu, wic jak
zechce, to ucieknie  a natrze, to si nie obroni, bo z charakternikiem nieludzka moc. W
oczach ci zginie albo kurzaw si zakrci...
 Prawda jest  rzek Soroka  e gdym do niego strzela, to go jakoby mg zasuo... i chybiem...
Z konia kademu si chybi trafi, gdy si szkapa krci, ale z ziemi to mi si od dziesiciu
lat nie zdarzyo.
 Co tu gada!  rzek Bious  lepiej policzy: Lubieniec, Witkowski, Zawratyski, nasz
pukownik  i wszystkich jeden m obali, i to broni nie majcy, takich ludzi, z ktrych kady z
czterema nieraz rady sobie dawa. Bez diabelskiej pomocy nie mgby on tego dokaza.
 Polemy dusze Bogu, bo jeli on niesamowity, to mu diabe i tu drog pokae.
 A i bez tego dugie on ma rce, jako pan taki...
 Cicho no!  rzek nagle Soroka  co tu po liciach szeleszcze.
onierze umilkli i nadstawili uszu. W pobliu istotnie day si sysze jakie cikie kroki,
pod ktrymi opade licie szeleciay bardzo wyranie.
 Konie sycha  szepn Soroka.
Lecz kroki poczy oddala si od chaty, a wkrtce potem rozlego si grone i chrapliwe beczenie
jelenia.
 To jelenie! Byk si aniom oznajmia albo drugiego rogala straszy.
 W caym lesie gody, jakoby si diabe eni.
Umilkli znowu i poczli drzema, jeno wachmistrz podnosi czasem gow i nasuchiwa
przez chwil, po czym gowa opadaa mu zaraz na piersi. Tak zesza godzina i druga, a na koniec
sosny najblisze z czarnych uczyniy si szare, a wierzchoki bielay coraz bardziej, jakoby
je kto roztopionym srebrem namaci. Ryki jelenie umilky i cisza zupena zapanowaa w gbiach
lenych. Z wolna brzask pocz przechodzi w witanie, biae i blade wiato jo wsika
w siebie rowe i zote blaski, na koniec nasta dzie zupeny i owieci znuone twarze onierzy
picych twardym snem pod chat.
Wtem drzwi si otwary, Kmicic ukaza si w progu i zawoa:
 Soroka! bywaj!
onierze zerwali si na rwne nogi.
 Dla Boga, to wasza mio na nogach?  rzek Soroka.
 A wy pospalicie si jak woy; mona by wam by poucina i za pot powyrzuca, nimby si
ktry rozbudzi.
 Czuwalimy do rana, panie pukowniku, zasnlimy dopiero o dniu biaym.
Kmicic rozejrza si dokoa.
 Gdzie jestemy?
 W lesie, panie pukowniku.
 To i ja widz. Ale co to za chaupa?
 Tego my sami nie wiemy.
 Chod za mn!  rzek pan Andrzej.
I cofn si do wntrza chaty. Soroka pody za nim.
 Suchaj  rzek Kmicic siadszy na tapczanie  wszake to ksi do mnie strzeli?
 Tak jest.
 A co si z nim stao?
 Uszed.
Nastaa chwila milczenia.
 To le!  rzek Kmicic  bardzo le! Lepiej byo go pooy ni ywego puszcza.
 My tak i chcieli, ale...
 Ale co?
Soroka opowiedzia pokrtce, co si stao. Kmicic sucha nad podziw spokojnie, jeno oczy
poczy mu gorze, a w kocu rzek:
 Tedy on gr, ale si jeszcze spotkamy. Czemu zjecha z gocica?
 Baem si pogoni.
 To i susznie, bo pewno bya. Za mao nas teraz na Bogusawow potg... diablo za mao!...
Przy tym on do Prus ruszy, tam nie moemy go ciga, trzeba czeka...
Soroka odetchn. Pan Kmicic widocznie nie obawia si znw tak bardzo ksicia Bogusawa,
skoro o pocigu mwi. Ta ufno udzielia si od razu staremu onierzowi przywykemu myle
gow swego pukownika i czu jego sercem.
Tymczasem pan Andrzej zamyli si gboko, nagle ockn si i j szuka czego koo siebie
rkoma.
 A gdzie to moje listy?  spyta.
 Jakie listy?
 Ktrem mia przy sobie... W pasie byy zatknite; gdzie pas?  pyta gorczkowo pan Andrzej.
 Pas ja sam odpiem z waszej mioci, eby waszej mioci lepiej byo dycha; ot, tam ley.
 Dawaj!
Soroka poda skrzany pas podszyty irch, w ktrej byy cigane na sznurki kieszenie. Kmicic
rozcign je i wydoby popiesznie papiery.
 To glejty do komendantw szwedzkich, a gdzie listy?  rzek penym niepokoju gosem.
 Jakie listy?  powtrzy Soroka.
 Do kroset piorunw! listy hetmana do krla szwedzkiego, do pana Lubomirskiego i te
wszystkie, ktre miaem...
 Jeeli w pasie ich nie ma, to nigdzie nie ma. Musiay zgin w czasie jazdy.
 Na ko i szuka!  krzykn straszliwym gosem Kmicic.
Lecz zanim zdumiony Soroka zdoa opuci izb, pan Andrzej zatoczy si na tapczan, jakby
mu si zbrako, i porwawszy si rkoma za gow, pocz powtarza jczcym gosem:
 Aj!... moje listy, moje listy!...
Tymczasem onierze odjechali, prcz jednego, ktremu Soroka rozkaza straowa przy
chaupie. Kmicic pozosta sam w izbie i pocz rozmyla nad wasnym pooeniem, ktre nie
byo godne zazdroci. Bogusaw uszed. Nad panem Andrzejem zawisa straszliwa i nieunikniona
zemsta potnych Radziwiw. I nie tylko nad nim, ale nad wszystkimi, ktrych kocha, a
krtko mwic nad Olek. Wiedzia to Kmicic, e ksi Janusz nie zawaha si uderzy go
tam, gdzie bdzie go mg zrani najboleniej, to jest wywrze zemst na osobie Billewiczwny.
A wszake Oleka bya w Kiejdanach, na asce i nieasce straszliwego magnata, ktrego serce
nie znao miosierdzia. Im wicej Kmicic rozmyla nad swym pooeniem, tym janiej dochodzi
do przekonania, e byo ono po prostu straszne. Po porwaniu Bogusawa Radziwiowie bd
go mieli za zdrajc; stronnicy Jana Kazimierza, ludzie sapieyscy i konfederaci zbuntowani
na Podlasiu maj go take za zdrajc, za potpion dusz radziwiowsk. Wrd licznych obozw,
stronnictw i obcych wojsk zalegajcych w tej chwili pola Rzeczypospolitej nie byo ani
jednego obozu, ani jednej partii, ani jednego wojska, ktre by go nie poczytywao za najwikszego
i najzacitszego wroga. Wszake istnieje nagroda wyznaczona przez Chowaskiego za
jego gow, a teraz wyznacz j Radziwiowie, Szwedzi  a kto wie, czy ju nie wyznaczyli i
stronnicy nieszczsnego Jana Kazimierza. O! tom piwa nawarzy, a teraz pi musz!  myla
Kmicic. Porywajc ksicia Bogusawa porwa go dlatego, by rzuci go pod nogi konfederatw,
przekona ich niezbicie, e z Radziwiami zrywa, i wkupi si midzy nich, zdoby sobie prawo
walczenia za krla i ojczyzn. Z drugiej strony, Bogusaw w jego rku by zakadnikiem bezpieczestwa
Oleki. Lecz teraz, gdy Bogusaw pogromi Kmicica i uszed, nie tylko zniko bezpieczestwo
Oleki, ale i dowd, e pan Kmicic szczerze porzuci radziwiowsk sub. Wszake
otwarta mu droga do konfederatw i jeli trafi na oddzia Woodyjowskiego i jego przyjaci
pukownikw, moe daruj mu ycie, ale czy za towarzysza przyjm, czy mu uwierz, czy nie
pomyl, e przyby na przeszpiegi albo dlatego, by ducha psu i ludzi do Radziwiw przeciga?
Tu wspomnia, e ciy na nim krew konfederacka, wspomnia, e on to pierwszy zbi
zbuntowanych Wgrw i dragonw w Kiejdanach, e rozprasza zbuntowane chorgwie lub
zmusza je do poddania, e rozstrzeliwa opornych oficerw i wycina onierzy, e szaczykami
otoczy i umocni Kiejdany, a przez to Radziwiowi tryumf na mudzi zapewni... Jake mi
tam i?  pomyla sobie  to by im zaraza milszym bya gociem ni moja osoba!... Z Bogusawem
na arkanie przy siodle  mona by, ale z gb tylko i z goymi rkoma!...
Gdyby mia cho owe listy, to choby si nimi do konfederatw nie wkupi, miaby przynajmniej
przez nie ksicia Janusza w rku, bo owe listy mogy podkopa kredyt hetmana nawet
u Szwedw... Wic za ich cen mona by byo Olek uratowa...
Lecz zy duch jaki sprawi, e i listy zginy.
Kmicic, gdy wszystko myl ogarn, porwa si raz drugi za gow.
 Zdrajcam dla Radziwiw, zdrajca dla Oleki, zdrajca dla konfederatw, zdrajca dla krla!...
Zgubiem saw, cze, siebie, Olek!...
Rana w twarzy palia go jeszcze, ale w duszy piek go ar stokro boleniejszy. Bo na dobitk
wszystkiego, cierpiaa w nim i mio wasna rycerska. By przecie przez Bogusawa sromotnie
pobity. Niczym byy owe cigi, ktre mu w Lubiczu sprawi pan Woodyjowski. Tam pokona
go m zbrojny, ktrego na parol wyzwa, tu jeniec bezbronny, ktrego mia w rku.
Z kad chwil roso w Kmicicu poznanie, w jak straszne i haniebne popad terminy. Im duej
w nie patrzy, tym janiej ich okropno widzia i coraz nowe czarne kty spostrzega, z ktrych
wyglday: haba, sromota, zguba dla niego samego, dla Oleki, krzywda dla ojczyzny  a
w kocu ogarn go przestrach i zdumienie.
 Zali ja to wszystko uczyniem?  pyta sam siebie.
I wosy powstay mu na gowie.
 Nie moe by! Chyba mnie jeszcze febris trzsie!  zakrzykn.  Matko Boa, nie moe
by!...
 lepy! gupi warchole!  rzeko mu sumienie  nie byo ci to przy krlu i ojczynie stan,
nie byo ci posucha Oleki!
I porwa go al jak wicher. Hej! eby tak sobie mg powiedzie: Szwedzi przeciw ojczynie,
ja na nich; Radziwi przeciw krlowi  ja na niego! Dopiero byoby mu w duszy jasno i przejrzysto!
Dopiero by kup zebra zabijakw spod ciemnej gwiazdy i hasa z nimi jak Cygan na
jarmarku, i podchodzi Szwedw, i po brzuchach im przejeda z czystym sercem, z czystym
sumieniem, dopiero by w sawie, jak w socu, stan kiedy przed Olek i rzek:
 Ju ja nie banit, ale defensor patriae, miuje mnie, jako ja ciebie miuj!
A dzi co?
Lecz harda dusza, przywyka sobie folgowa, nie chciaa zrazu cakiem przyzna si do winy:
Radziwiowie to tak go pogryli, Radziwiowie do zguby przywiedli, okryli niesaw, zwizali
rce, zbawili czci i kochania.
Tu zgrzytn pan Kmicic zbami, wycign rce ku mudzi, na ktrej Janusz, hetman, siedzia
jak wilk na trupie  i pocz woa przyduszonym wciekoci gosem:
 Pomsty! pomsty!
Nagle rzuci si w desperacji na kolana w porodku izby i pocz mwi:
 lubuj Ci, Chryste Panie, tych zdrajcw gnbi, zajeda!... prawem, ogniem i mieczem
ciga, pki mi pary w gbie, tchu w gardzieli i ywota na wiecie! Tak mi, Krlu Nazareski,
dopom! Amen!
A mu jaki gos wewntrzny rzek w tej chwili:
 Ojczynie su, zemsta na potem!...
Oczy pana Andrzeja pony gorczk, wargi mia spieke i dra cay jak we febrze; rkoma
wymachiwa i gadajc ze sob gono, chodzi, a raczej biega po izbie, potrca nogami tapczany,
a wreszcie rzuci si jeszcze raz na kolana.
 Natchnije mnie, Chryste, co mam czyni, abym za nie oszala!
Wtem doszed go huk wystrzau, ktry echo lene odrzucao od sosny do sosny, a przynioso
jakoby grzmot do chaty.
Kmicic zerwa si i chwyciwszy szabl wypad przed sie.
 Co tam?  spyta onierza stojcego u proga.
 Wystrza, panie pukowniku!
 Gdzie Soroka?
 Pojecha listw szuka.
 W ktrej stronie strzelono?
onierz ukaza wschodni cz lasu, zaronit gstymi chaszczami.
 Tam!
W tej chwili da si sysze ttent niewidzialnych jeszcze koni.
 Pilnuj!  krzykn Kmicic.
Lecz z zaroli ukaza si Soroka, pdzcy co ko wyskoczy, a za nim drugi onierz.
Obaj dobiegli do chaty i zeskoczywszy z koni, wymierzyli spoza nich, jakby spoza szacw,
muszkiety ku zarolom.
 Co tam?  spyta Kmicic.
 Kupa idzie!  odpar Soroka.
ROZDZIA II
Nastaa cisza, ale wkrtce w przylegych chaszczach zaczo co opota, jakoby dziki szy,
jednake opot w im by bliszy, tym stawa si wolniejszy. Potem znw nastaa cisza.
 Ilu ich tam jest?  spyta Kmicic.
 Bdzie ze szeciu, a moe i omiu, bom ich te nie mg dobrze zliczy  odpar Soroka.
 To dobra nasza! Nie zdzier nam!
 Nie zdzier, panie pukowniku, ale trzeba nam ywcem ktrego wzi i przypiec, by drog
pokaza.
 Bdzie na to czas. Pilnuj!
Zaledwie Kmicic wymwi pilnuj!  gdy smuga biaego dymu wykwita z zaroli i rzekby:
ptactwo zaszumiao po pobliskiej trawie, o jakie trzydzieci krokw od chaty.
 Hufnalami z garacza strzelono!  rzek Kmicic  jeli muszkietw nie maj, to nic nam nie
uczyni, bo z garaczy od zaroli nie doniesie.
Soroka, trzymajc jedn doni muszkiet oparty o kulbak stojcego przed nim konia, drug
do zwin w ksztacie trbki koo ust i pocz krzycze:
 A poka no si ktry z chaszczw, wnet si nogami nakryjesz!
Nastaa chwila ciszy, po czym w zarolach rozleg si grony gos:
 Cocie za jedni?
 Lepsi od tych, co po traktach grasuj.
 Jakim prawem naszlicie nasz siedzib?
 Zbj o prawo pyta! Nauczy was kat prawa, idcie do kata!
 Wykurzymy was std jak jawcw!
 A chod! Patrz jeno, by si tym dymem sam nie zadawi!
Gos w zarolach zamilk, widocznie napastnicy poczli si naradza, tymczasem Soroka
szepn do Kmicica:
 Trzeba tu bdzie ktrego zwabi i zwiza; bdziem mie i zakadnika, i przewodnika.
 Ba !  rzek Kmicic  jeeli ktry przyjdzie, to na parol.
 Ze zbjami godzi si i na parol nie zwaa.
 Lepiej nie da!  rzek Kmicic.
Wtem pytania nowe zabrzmiay od strony zaroli:
 Czego tu chcecie?
Tu sam Kmicic zabra gos:
 Jakemy przyjechali, tak bymy i pojechali, gdyby polityk, kpie, zna i od garacza nie zaczyna.
 Nie osiedzisz si tu, wieczorem przyjdzie nas sto koni!
 Przed wieczorem przyjdzie dwiecie dragonw, a bagna ci nie obroni; bo s tam tacy, ktrzy
przejad, jako i mymy przejechali.
 Tocie wy onierze?
 Juci, nie zbje.
 A spod jakiej chorgwi?
 A ce to, hetman? Nie tobie si bdziem sprawiali.
 Po staremu, wilcy tu was ogryz.
 A was kruki zdziobi.
 Gadajcie, czego chcecie, do stu diabw! Po cocie do naszej chaty wleli?
 A chod no sam! Nie bdziesz z chaszczw garda dar. Bliej! Bliej!
 Na parol?
 Parol dla rycerstwa, nie dla zbjw. Chcesz  wierz, nie chcesz  nie wierz!
 We dwch monali?
 Mona!
Po chwili z zaroli, odlegych na sto krokw, wynurzyo si dwch ludzi wysokich i pleczystych.
Jeden, nieco pochylony, musia by czekiem wiekowym, drugi szed prosto, jeno szyj
wyciga ciekawie ku chacie; obaj mieli na sobie pkouszki oszyte szarym suknem, jakie nosia
pomniejsza szlachta, wysokie jaowicze buty i kapuzy futrzane, nacinite na oczy.
 Kiej diabe!  mrukn Kmicic przypatrujc si pilnie dwom mom.
 Panie pukowniku  zawoa Soroka  cud chyba, ale to nasi ludzie!
Tamci tymczasem zbliyli si o kilka krokw, ale nie mogli rozpozna stojcych przy chacie,
bo ich zakryway konie.
Nagle Kmicic wysun si naprzd.
Wszelako nadchodzcy nie poznali go, bo twarz mia obwizan, wstrzymali si jednak i poczli
mierzy go ciekawie i niespokojnie oczyma.
 A gdzie drugi syn, panie Kiemlicz?  spyta pan Andrzej  czy aby nie poleg?
 Kto to? jak to? co? kto mwi? co?  rzek stary dziwnym, jakby przestraszonym gosem.
I stan nieruchomie, otworzywszy szeroko usta i oczy: wtem syn, ktry jako modszy, mia
wzrok bystrzejszy, zerwa nagle czapk z gowy.
 O dla Boga! Jezu!... Ociec, to pan pukownik!  zakrzykn.
 Jezu ! o sodki Jezu !  zawtrowa stary  to pan Kmicic!!
I obaj stanli w nieruchomej postawie, w jakiej podkomendni witaj swych naczelnikw, a na
twarzach ich maloway si rwnoczenie przestrach i zdumienie.
 Ha! tacy synowie!  rzek umiechajc si pan Andrzej  to z garacza mnie witacie?
Tu stary zerwa si i pocz krzycze:
 A bywajcie tu wszyscy! Bywajcie!
Z zaroli ukazao si jeszcze kilku ludzi, midzy ktrymi drugi syn starego i smolarz; wszyscy
biegli na zamanie karku z gotowymi broniami, nie wiedzieli bowiem, co zaszo, lecz stary
znw zakrzykn:
 Do kolan, szelmy! do kolan! to pan Kmicic! Ktry tam kiep strzeli? Dawaj go sam!
 Same ociec strzeli  rzek mody Kiemlicz.
 esz! esz jak pies! Panie pukowniku, kto mg wiedzie, e to wasza mio w naszej
sadybie! Dla Boga, oczom jeszcze nie wierz!
 Jam jest, we wasnej osobie!  rzek Kmicic wycigajc do rk.
 O Jezu!  odpowiedzia stary  taki go w boru! Oczom nie wierz! Czym my tu wasz
mio przyjmiemy? eby my si spodziewali, eby my wiedzieli!
Tu zwrci si do synw:
 Rusze si tam ktry, bawanie, do lochu, miodu wynie!
 Daj ociec klucz od kdki!  rzek jeden z synw.
Stary pocz szuka w pasie, a jednoczenie spoglda podejrzliwie na syna.
 Klucz od kdki? Ale! Znaj ci, cyganie; wicej sam wypijesz, ni tu przyniesiesz. Co?
sam pjd; klucza od kdki mu si chce! Idcie jeno pnie odwali, a otworz i wynios ja sam!
 To, widz, loszek pod pniami masz ukryty, panie Kiemlicz?  rzek Kmicic.
 Albo to mona co utrzyma z takimi zbjami!  odpowiedzia stary wskazujc na synw. 
Ojca by zjedli. Jeszczecie tu?! Idcie pnie odwali. Tak to suchacie tego, ktry was spodzi?
Modzi kopnli si ywo za chat, ku kupom nacitych pni.
 Po staremu, jak widz, z synami w niezgodzie?  pyta Kmicic.
 Kto by z nimi by w zgodzie... Bi to umiej, zdobycz bra umiej, ale jak przyjdzie z ojcem
si dzieli, to z garda im musz moj cz wydziera... Taka mi pociecha! A chopy jak
tury! Prosz wasz mio do chaty, bo tu chd ksa. Dla Boga! taki go, taki go! To my
pod komend waszej mioci wicej zdobyczy wzili ni przez ten cay rok... Chudzizna teraz!
bieda! ze czasy i coraz gorsze, a i staro nie rado!... Prosz do chaty, w niskie progi. Dla Boga!
kto by si tu waszej mioci spodziewa!...
Stary Kiemlicz mwi dziwnie prdkim i narzekajcym gosem, a mwic rzuca szybkie i
niespokojne spojrzenia na wszystkie strony. By to starzec kocisty i ogromny, z twarz wiecznie
skrzywion i tetryczn. Oczy mia kose, rwnie jak i jego dwaj synowie, brwi krzaczaste i takie
wsy, pod ktrymi sterczaa wysunita niezmiernie naprzd dolna warga, ktra gdy mwi,
zachodzia mu a pod nos, jak u ludzi nie majcych zbw. Zgrzybiao jego twarzy dziwne
czynia przeciwiestwo z czerstwoci jego postaci, zdradzajcej niezwyk si i wawo. Ruchy
mia szybkie, jakby go spryna poruszaa; gow cigle obraca starajc si obj oczyma
wszystko, co go otaczao, zarwno ludzi i rzeczy. Dla Kmicica z kad chwil stawa si unieszy,
w miar jak odzywaa si w nim subisto dla dawnego wodza, boja, a moe admiracja
albo i przywizanie.
Kmicic zna Kiemliczw dobrze, albowiem ojciec i dwaj synowie suyli pod nim za owych
czasw, gdy na Biaej Rusi prowadzi na wasn rk wojn z Chowaskim. Byli to onierze
mni i rwnie okrutni jak mni. Syn Kosma nosi czas jaki chorgiew w Kmicicowej kupie,
ale wkrtce zrzek si tej zaszczytnej szary, bo mu przeszkadzaa up bra. Midzy kosterami
hulajduszami, z jakich skadaa si Kmicicowa partia, ktrzy we dnie przepijali i tracili to, co
noc zdobyli krwawo na nieprzyjacielu, Kiemliczowie odznaczali si wielk chciwoci. Gromadzili
skrztnie up i kryli si po lasach. Brali szczeglnie apczywie konie, ktre sprzedawali
pniej po dworach i miasteczkach. Ojciec bi si nie gorzej od synw bliniakw, ale po kadej
bitwie wydziera im najznamienitsz cz upu, rozwodzc przy tym skargi i ale, e go krzywdz,
groc przeklestwem ojcowskim, jczc i narzekajc. Synowie warczeli na niego, ale do
gupowaci z natury, pozwolili si tyranizowa. Mimo ustawicznych ktni i swarw, w bitwie
stawa jeden za drugiego zaciekle, nie szczdzc krwi. Towarzysze nie lubili ich, ale obawiano
si ich powszechnie, w zajciach bowiem bywali straszni. Nawet oficerowie unikali z nimi zaczepki.
Jeden tylko Kmicic wzbudza w nich strach nieopisany, a po Kmicicu pan Ranicki, ktremu
gdy twarz w gniewie poctkowaa si plamami, wwczas dreli przed nim. Czcili te w
obydwch rd wysoki, bo Kmicicowie z dawnych czasw growali w Orszaskiem, a w Ranickim
pyna krew senatorska.
W partii mwiono, e zebrali wielkie skarby, ale nikt dobrze nie wiedzia, czy byo w tym co
prawdy. Pewnego dnia wysa ich Kmicic z kilku czeladzi i tabunem zdobycznym koni  od tej
pory znikli. Kmicic rozumia, e polegli, onierze mwili, e uszli z komi, gdy to bya za
wielka dla ich serc pokusa. Teraz, gdy ich pan Andrzej ujrza zdrowych, gdy w szopie podle
chaty ray jakie konie, a rado i uniono starego mieszaa si z niespokojnoci, pomyla
pan Andrzej, e onierze mieli suszno.
Tote gdy weszli do chaty, siad na tapczanie i wziwszy si w boki, pocz patrze prosto w
oczy staremu, nastpnie spyta:
 Kiemlicz! a gdzie to moje konie?
 O Jezu! sodki Jezu!  jkn stary.  Zotarekowi ludzie zabrali, pobili nas, poranili, rozproszyli,
gnali szesnacie mil, ledwiemy z yciem uszli. O Matko Najwitsza! Juemy ni waszej
mioci, ni partii nie mogli znale. Przygnali nas a tu, w te bory, na mizeri i gd, do tej
chaupy, do tych bagien... Bg askaw, e wasza mo ywie i zdrowy, cho widz, ranny. Moe
by opatrzy, zi odcigajcych przyoy... A ci moi synalowie poszli pnie odwala i zginli.
Co te szelmy tam robi? Gotowi drzwi wystawi i do miodu si dobra. Gd tu i mizeria  wicej
nic! Grzybami yjemy, ale dla waszej mioci znajdzie si co wypi i przeksi... Tamte konie
porwali nam, zagrabili... Nie ma o czym mwi! I nas suby u waszej mioci zbawili; kawaka
chleba na staro nie ma, chyba nas wasza cze przytuli i na powrt do suby przyjmie.
 Moe si i to zdarzy  odrzek Kmicic.
W tej chwili weszli dwaj synowie starego: Kosma i Damian, bliniacy, chopy due, niezgrabne,
z ogromnymi gowami, porosymi cakiem niezmiernie gstym i twardym jak szczecina
wosem, nierwnym, sterczcym koo uszu, tworzcym wichry i fantastyczne czuby na czaszkach.
Wszedszy stanli koo drzwi, bo w obecnoci Kmicica usi nie mieli, i Damian rzek:
 Loch odwalony.
 Dobrze  rzek stary Kiemlicz  pjd przynie miodu.
Tu spojrza na synw znaczco.
 A tamte konie Zotarekowi ludzie zabrali  rzek z przyciskiem.
I wyszed z izby.
Kmicic patrzy na dwch budrysw stojcych pode drzwiami, jakoby toporem z gruba z pni
wyciosanych, nagle spyta:
 Co wy teraz robicie?
 Konie bierzem!  odrzekli jednoczenie bliniacy.
 Komu?
 Komu popadnie.
 A najwicej?
 Zotarekowym.
 To dobrze, nieprzyjacioom wolno bra, ale jeeli i swoim bierzecie, tocie hultaje, nie
szlachta. Co z tymi komi czynicie?
 Ociec w Prusach sprzedaj.
 A Szwedom zdarzao si wam odbiera? Bo to tu gdzie niedaleko szwedzkie komendy?
Podchodzilicie Szwedw?
 Podchodzilim.
 Tocie na pojedynczych napadali albo na mae kupki! A gdy si bronili, c wy wwczas?
 Pralim.
 Aha! Pralicie! Tedy macie swj rachunek u Zotarekowych i u Szwedw, i pewnie by
wam na sucho nie uszo, gdybycie im w rce wpadli?
Kosma i Damian milczeli.
 Niebezpieczny prowadzicie proceder i godniejszy hultajw ni szlachty... Nie bez tego te
musi by, eby na was jakie wyroki z dawnych czasw nie ciyy?
 Jake nie!  odrzekli Kosma i Damian.
 Tak i mylaem. Z ktrych wy stron?
 My tutejsi.
 Gdzie ojciec przedtem mieszka?
 W Borowiczku.
 Jego bya wioska?
 W kolokacji z Kopystyskim.
 A co si z nim stao?
 Usieklim.
 I musielicie uchodzi przed prawem. Kuso z wami, Kiemlicze, i na gaziach pokoczycie!
Kat wam powieci, nie moe inaczej by!
Wtem drzwi do izby skrzypny i wszed stary niosc gsior miodu i dwie szklanki. Wszedszy
spojrza niespokojnie na synw i na pana Kmicica, a potem rzek:
 Idcie loch zawali.
Bliniacy wyszli natychmiast, ojciec za nala mid w jedn szklank, drug za zostawi
prn czekajc, czy mu Kmicic pi ze sob pozwoli.
Lecz Kmicic sam pi nie mg, bo i mwi nawet z trudnoci  tak mu rana dolegaa. Widzc
to stary rzek:
 Nie idzie mid na ran, chybaby sam zala, eby si prdzej wypalia. Wasza mio pozwoli
obejrze i opatrzy, bo to ja si nie gorzej cyrulika znam na tym?
Kmicic zgodzi si, wic Kiemlicz zdj obwizki i pocz patrze pilnie.
 Skra starta, nic to! Kula po wierzchu przesza, ale przecie napucho.
 Tote jeno dlatego dolega.
 Ale to i dwch dni nie ma. Matko Najwitsza! Musia kto okrutnie blisko do waszej mioci
strzeli.
 A po czym miarkujesz?
 Bo si i wszystek proch nie zdy spali i ziarnka, jako czarnuszka, pod skr siedz. To
waszej mioci ju zostanie. Teraz jeno chleba z pajczyn przyoy. Okrutnie blisko kto
strzeli, dobrze, e waszej mioci nie zabi!
 Nie byo mi jeszcze pisane. Zagniee chleba z pajczyn, panie Kiemlicz, i przy co prdzej,
bo mam z tob pogada, a szczki bol.
Stary spojrza podejrzliwie na pukownika, bo w sercu powstaa mu obawa, aby ta rozmowa
nie tyczya si znw koni, wrzekomo przez Kozakw pobranych, jednake zaraz zakrztn si;
zagnit naprzd zwilonego chleba, a gdy o pajczyn nie byo w chacie trudno, wnet opatrzy
Kmicica.
 Dobrze mi teraz  rzek pan Andrzej  siadaj, moci Kiemlicz.
 Wedug rozkazu pana pukownika  odpar stary siadajc na brzeku awki i wycigajc
niespokojnie sw siw, szczeciniast gow ku Kmicicowi.
Lecz Kmicic, zamiast pyta lub rozmawia, wzi gow w rce i zamyli si gboko. Po
czym wsta i pocz chodzi po izbie; chwilami zatrzymywa si przed Kiemliczem i patrzy na
niego roztargnionym wzrokiem, widocznie co rozwaa, ama si z mylami. Tymczasem
upyno z p godziny; stary krci si coraz niespokojniej.
Nagle Kmicic zatrzyma si przed nim.
 Moci Kiemlicz  rzek  gdzie tu najbliej stoj te chorgwie, ktre si przeciw ksiciu
wojewodzie wileskiemu zbuntoway?
Stary pocz mruga podejrzliwie oczyma.
 Czy wasza mio chce do nich jecha?
 Ja nie prosz, by pyta, jeno by odpowiada.
 Mwi, e w Szczuczynie jedna chorgiew stanie na kwaterach, ta, ktra ostatnio tdy ze
mudzi przechodzia.
 Kto mwi?
 Sami ludzie spod chorgwi.
 Kto j prowadzi?
 Pan Woodyjowski.
 To dobrze. Woaj mi Soroki!
Stary wyszed i po chwili wrci, z wachmistrzem.
 A listy znalazy si?  pyta Kmicic.
 Nie ma, panie pukowniku  odpowiedzia Soroka.
Kmicic strzepn palcami.
 Ej, bieda! bieda! Moesz odej, Soroka. Za te listy, ecie pogubili, warcicie wisie. Moesz
odej. Moci Kiemlicz, masz tu na czym pisa?
 Bodaj, e si znajdzie  odpar stary.
 Choby ze dwie karty i pir.
Stary znikn we drzwiach komory, ktra widocznie bya skadem wszelkiego rodzaju rzeczy,
ale szuka dugo. Kmicic tymczasem chodzi po izbie rozmawia sam ze sob.
 Czy listy s, czy ich nie ma (mwi), hetman nie wie, e zginy, i bdzie si ba, ebym ich
nie opublikowa. Mam go w rku... chytro na chytro! Zagro mu, e wojewodzie witebskiemu
pol. Tak jest! W Bogu nadzieja, e si tego zlknie.
Dalsze rozmylania przerwa mu stary Kiemlicz, ktry wyszedszy z komory, rzek:
 Kart jest trzy, ale nie ma pir i inkaustu.
 Nie ma pir? A ptactwa tu jakowego nie ma w lesie? Choby z rusznicy ustrzeli.
 Jest jastrzb przybity nad szop.
 Dawaj skrzydo, ruszaj!
Kiemlicz pomkn co prdzej, bo w gosie Kmicica bya niecierpliwo i jakoby gorczka. Po
chwili wrci ze skrzydem jastrzbim. Kmicic chwyci je, wyrwa lotk i pocz j temperowa
wasnym puginaem.
 Ujdzie!  rzek patrzc pod wiato  ale atwiej by ludziom zacina ni pira! A teraz trzeba
inkaustu.
To rzekszy odwin rkaw, zaku si silnie w rk i umoczy piro we krwi.
 Ruszaj sobie, moci Kiemlicz  rzek  i ostaw mnie.
Stary wyszed z izby, a pan Andrzej zaraz rozpocz pisa.
Wypowiadam sub W.X. Moci, bo zdrajcom i zaprzacom nie chc duej suy. A em
przysig na krucyfiksie, e W. X. Moci nie opuszcz, to mnie Bg z tego rozgrzeszy  choby
zasi i potpi, wol gorze za bd mj nieli za jawn i rozmyln zdrad ojczyzny i Pana mego.
W. X. Mo wywiode mnie w pole, em by jako lepy miecz w twoim rku, do rozlewania
krwi bratniej skory. Tedy na boski sd W. X. Mo wzywam, aby nas rozsdzono, po czyjej
stronie bya zdrada, a po czyjej czysta intencja. Jeeli si za spotkamy, wonczas, cho wy jestecie
potni i nie tylko prywatnego czeka, ale i ca Rzeczpospolit na mier uksi moecie, a
u mnie jeno szabla w garci, przecie si o swoje upomn i ciga W. X. Mo bd, do czego
mj al i moje zgryzoty siy mi dodadz. A to ju Wasza X. Mo wiesz, jeelim nie z takich, co
i bez chorgwi nadwornych, bez zamkw i armaty zaszkodzi mog. Pki mi tchu, pty pomsty
nad wami, e ani dnia, ani godziny pewni by nie moecie. Tak to pewno ma by, jako to jest
moja wasna krew, ktr pisz. Listy W. X. Moci mam, ktre W. X. Mo nie tylko u krla polskiego,
ale i u Szwedw pogry mog, bo w nich zdrada Rzeczypospolitej jawna, jako i to, e
Szwedw te gotowicie odstpi, byle im si noga posuna. Chobycie dwakro byli potniejsi
 zguba wasza w moim rku, bo podpisom i pieczciom kaden uwierzy musi. Tedy W.
X. Moci zapowiadam tak: jeliby tam wos mia spa z tych gw, ktre miuj, a ktre w
Kiejdanach ostay, owe listy i dokumenta do pana Sapiehy odsyam, a kopie drukowa ka i po
kraju rozrzuc. Masz W.X. Mo wz i przewz: albo po wojnie, gdy spokj w Rzplitej nastanie,
oddasz mi Billewiczw, a ja W. X. Moci listy, albo jelibym z nowin usysza, zaraz pan
Sapieha pokae je Pontusowi. Chce si W. X. Moci korony, jeno nie wiem, czy wwczas bdzie
j na co woy, gdy gowa od polskiego lub szwedzkiego topora upadnie. Lepiej, widzi mi si,
zamian uczyni  bo cho ja pomsty i potem nie zaniecham, ale ju si jeno privatim rozprawia
bdziem. Bogu bym W. X. Mo poleci, gdyby nie to, e sam diabelskie auxilia nad boskie
przekadasz:  Kmicic.
P. . Konfederatw W. X. Mo nie wytrujesz, bo bd tacy, co idc z diabelskiej suby w
bosk, ostrzeg ich, by ni w Orlu, ni w Zabudowie piwa nie pili.
Tu zerwa si pan Kmicic i pocz chodzi po izbie. Twarz mu paaa, bo go wasny list jako
ogie rozpali. List ten by jakoby manifestem wojny z Radziwiami, ale przecie czu pan Kmicic
w sobie jak nadzwyczajn si i gotw by choby w tej chwili stan oko w oko potnemu
rodowi, ktry trzs caym krajem. On, prosty szlachcic, prosty rycerz, on, banita prawem
cigany, on, ktry znikd nie spodziewa si pomocy, narazi si wszystkim tak, e wszdzie za
nieprzyjaciela by poczytywany; on, niedawno zwyciony, czu w sobie teraz tak potg, i
widzia ju jakby proroczym okiem upokorzenie ksit Janusza i Bogusawa i swoje zwycistwo.
Jak bdzie prowadzi wojn, gdzie znajdzie sprzymierzecw, w jaki sposb zwyciy, nie
wiedzia  co wicej: nie namyla si nad tym. Wierzy tylko gboko, e czyni to, co uczyni
powinien, e suszno i sprawiedliwo, zatem i Bg, bdzie z nim. To napawao go ufnoci
bez miary i granic. Uczynio mu si na duszy lej znacznie. Otwieray si przed nim jakby cakiem
jakie nowe krainy. Si tylko na ko i jecha mu tam, a dojedzie do czci, sawy i do
Oleki.
 Przecie jej wos z gowy nie spadnie  powtarza sobie z gorczkow jak radoci  listy
j obroni... Bdzie jej hetman strzeg jak oka w gowie... jak ja sam! O, tom sobie poradzi! Robak
ja lichy, a przecie si mego da ulkn.
Nagle przysza mu taka myl:
A eby i do niej napisa? Posaniec, ktry powiezie list do hetmana, moe i jej wrczy kart
sekretnie. Jake nie oznajmi jej, em z Radziwiami zerwa i e innej id szuka suby?
Ta myl trafia mu wielce zrazu do serca. Zaciwszy si na nowo w rk, umoczy piro i pocz
pisa: Oleko, ju ja nie radziwiowski, bom wreszcie przejrza... Lecz nagle przerwa 
pomyla chwil, a potem rzek sam do siebie:
 Nieche uczynki, nie sowa, wiadcz odtd za mnie; nie bd pisa!
I podar kart.
Natomiast napisa na trzeciej krtki list do Woodyjowskiego w nastpujcych sowach:
Moci pukowniku! Niej podpisany przyjaciel ostrzega, abycie si mieli na bacznoci, tak
W. M. Pan, jak i inni pukownicy. Byy listy hetmaskie do X. Bogusawa i p. Harasimowicza,
aby Waszmociw tru lub chopom na kwaterach kaza mordowa. Harasimowicza nie ma, bo
z X. Bogusawem do Prus, do Tyly, wyjecha, ale podobne rozkazy mog by i do innych ekonomw.
Tych si Waszmociowie strzecie, wic nic od nich nie przyjmujcie i po nocach bez
stray nie sypiajcie. Wiem to take pewno, e pan hetman pocignie wkrtce z wojskiem na
Waszmociw, czeka tylko na jazd, ktrej mu ptora tysica komunika ma jenera de la Gardie
nadesa. Tedy baczcie, aby was nie zaskoczy i pojedynczo nie znosi. A najlepiej polijcie
pewnych ludzi do pana wojewody witebskiego, aby osob sw co najprdzej nadjecha i komend
nad wszystkimi obj. yczliwy to radzi  wierzcie mu! Tymczasem kupy si trzymajcie, chorgiew
od chorgwi niedaleko kwatery wybierajc, abycie jedni drugim na pomoc i mogli.
Hetman mao ma jazdy, jeno troch dragonw i Kmicicowych ludzi, ale niepewnych. Kmicica
samego nie ma, ktremu hetman jak inn funkcj obmyli, bo podobno ju mu nie ufa. Ktren
te nie jest taki zdrajca, jak powiadaj, jeno uwiedziony. Bogu was polecam.  Babinicz.
Pan Andrzej nie chcia ka pod listem wasnego nazwiska, sdzi bowiem, e ono w kadym
musi wzbudzi wstrt, a zwaszcza nieufno. Jeeli rozumiej (myla sobie), e lepiej im bdzie
wymyka si przed hetmanem ni kup mu zaj drog, tedy, obaczywszy moje nazwisko,
zaraz bd podejrzewali, e umylnie w kup ich chc zebra, aby hetman jednym zamachem
mg z nimi skoczy; pomyl, e to nowa sztuka, a od jakiego Babinicza prdzej przyjm
przestrog.
Babiniczem za nazwa si pan Andrzej od miasteczka Babinicze, lecego niedaleko Orszy,
ktre od prastarych czasw do Kmicicw naleao.
Napisawszy wic w list, w ktrego kocu umieci kilka niemiaych sw na wasn obron,
dozna nowej w sercu pociechy na myl, e oto ju tym listem pierwsz oddaje usug nie tylko
panu Woodyjowskiemu i jego przyjacioom, ale wszystkim pukownikom, ktrzy ojczyzny dla
Radziwia nie chcieli porzuci. Czu przy tym, e ta ni bdzie si snua dalej. Terminy, w ktre
popad, byy istotnie cikie, niemal desperackie, ale przecie znalaza si jaka rada, jakowe
wyjcie, jaka wska cieka, ktra moga na gociniec wyprowadzi.
Lecz teraz, gdy wedle wszelkiego prawdopodobiestwa Oleka bya zabezpieczona od zemsty
ksicia wojewody, a konfederaci od niespodziewanego napadu, zada sobie pan Andrzej
pytanie, co sam bdzie czyni.
Zerwa ze zdrajcami, spali za sob mosty, chcia teraz suy ojczynie, ponie jej w ofierze
siy, zdrowie, gardo  ale jak to uczyni? jak zacz? do czego przyoy rki?
I znw mu przyszo do gowy:
I do konfederatw...
Lecz jeli nie przyjm, jeli zdrajc ogosz i usiek albo co gorzej, sromotnie wypdz?
 Wolejby usiekli!  zakrzykn pan Andrzej i spon ze wstydu i poczucia wasnej sromoty.
 Podobno to atwiej ratowa Olek, atwiej konfederatw ni saw wasn.
Tu dopiero rozpoczynay si prawdziwie desperackie terminy.
I znw junacka dusza pocza kipie.
 Albo to nie mog czyni, jakom przeciw Chowaskiemu czyni?  rzek do siebie.  Kup
zbior, bd Szwedw najeda, pali, cina. Nie nowina mi to! Nikt im si nie opar, ja si
opr, a przyjdzie chwila, e jako Litwa pytaa, tak caa Rzeczpospolita spyta: kto w junak,
ktry sam jeden mie lwu w paszcz wazi? Wtedy czapk zdejm i powiem: Patrzcie, to ja,
Kmicic!
I taka porwaa go ch palca do tej krwawej roboty, e ju chcia wypa z izby, kaza na
ko siada Kiemliczom, ich czeladzi, swoim i rusza.
Lecz nim doszed do drzwi, uczu nagle, jakoby go co pchno w piersi i odtrcio od proga.
Stan na rodku izby i patrzy przed siebie zdumiony.
 Jake to? Zali tym win nie zma?
I wnet pocz rozpraw z wasnym sumieniem.
A gdzie pokuta za winy?  pytao sumienie.  Tu trzeba czego innego!
Czego?  pyta Kmicic.
Czyme moesz zgadzi winy, jeli nie sub jakow cik i niezmiern, a uczciw i
czyst jako za?... Zali to suba zebra kup hultajw i buszowa z nimi jako wicher po polu i
puszczy? Zali nie dlatego jej pragniesz, e ci pachnie zabijatyka jako psu piecze? Tae to zabawa
 nie suba, kulig  nie wojna, rozbj  nie ojczyzny obrona! A czynie tak przeciw
Chowaskiemu i ce wyjedzi? otrzykowie, co po lasach grasuj, gotowi take napada na
komendy szwedzkie, a ty skd wemiesz innych ludzi? Szwedw naszarpiesz, ale i obywateli
naszarpiesz, pomst na nich cigniesz i co wskrasz? Sianem si, kpie, chcesz wywin od pracy
i pokuty!
Tak to mwio w panu Kmicicu sumienie, a pan Kmicic widzia, e ma suszno, i zo go
braa, i al jaki do wasnego sumienia, e tak gorzk mwio prawd.
 Co ja poczn?  rzek wreszcie  kto mi poradzi, kto mnie wyratuje?
Tu kolana poczy si gi jako pod panem Andrzejem, a wreszcie uklk przy tapczanie i
pocz si modli gono, i prosi z caej duszy i serca:
 Jezu Chryste, Panie miy  mwi  jako si na krzyu nad otrem ulitowa, tak zlituj si i
nade mn. Oto pragn obmy si z grzechw moich, nowy ywot rozpocz i ojczynie poczciwie
suy, ale nie wiem jak, bom gupi. Suyem tamtym zdrajcom, Panie, te nie tyle ze zoci,
ale jako wanie z gupoty; owie mnie, natchnij, pociesz w desperacji mojej i ratuj w miosierdziu
swoim, bo zgin...
Tu gos zadrga panu Andrzejowi, pocz si bi w pier szerok, a grzmiao w izbie, i powtarza:
 Bd miociw mnie grzesznemu! Bd miociw mnie grzesznemu! Bd miociw mnie
grzesznemu!
Po czym zoywszy rce i wycignwszy je do gry, tak dalej mwi:
 A Ty, Panienko Najwitsza, przez heretykw w tej ojczynie insultowana, wstaw si za
mn do Syna swego, zstp ku ratunkowi memu, nie opuszczaj mnie w utrapieniu i biedzie mojej,
abym Tobie mg suy, insulta Twoje pomci i w godzin skonania mie Ci za patronk
przy nieszczsnej duszy mojej!
A gdy tak baga pan Kmicic, zy poczy mu pada jak groch z oczu, na koniec spuci gow
na tapczan i trwa w milczeniu, jakby czekajc na skutek swej arliwej modlitwy. Nastaa cisza
w izbie i tylko mocny szum pobliskich sosen dochodzi z zewntrz. Wtem zaskrzypiay wiry
pod cikimi krokami za oknem i dwa gosy poczy rozmawia:
 A co mylicie, panie wachmistrzu, gdzie std pojedziem?
 Albo ja wiem?!  odpar Soroka.  Pojedziem, taj tylko! Moe hen! do krla, ktren pod
szwedzk rk jczy.
 Zali to prawda, e go wszyscy opucili?
 Ale go Pan Bg nie opuci.
Kmicic powsta nagle od tapczana, a twarz mia jasn i spokojn; szed prosto ku drzwiom i
otworzywszy drzwi od sieni, rzek do onierzy:
 Konie mie gotowe, w drog czas!
ROZDZIA III
Wnet ruch uczyni si midzy onierzami, ktrzy radzi byli wyjecha z lasu na daleki wiat,
tym bardziej e bali si jeszcze pocigu ze strony Bogusawa Radziwia, a stary Kiemlicz poszed
do chaty rozumujc, e Kmicic bdzie go potrzebowa.
 Wasza mio chce jecha?  rzek wchodzc.
 Tak jest. Wyprowadzisz mnie z lasu. Znasz tu wszystkie pasy?
 Znam, ja tutejszy... A dokd wasza mio chce jecha?
 Do krla jegomoci.
Stary cofn si ze zdumieniem.
 Panno mdra!  zakrzykn  do jakiego krla, wasza mio?
 Juci, nie do szwedzkiego.
Kiemlicz nie tylko nie ochon, ale pocz si egna.
 To wasza mio chyba nie wie, co ludzie powiadaj, e krl jegomo na lsk si schroni,
bo go wszyscy opucili. Krakw nawet w obleniu.
 Pojedziem na lsk.
 Ba, a jake si przez Szwedw przedosta?
 Czy po szlachecku, czy po chopsku, czy na kulbace, czy piechot, wszystko jedno, byle si
przedosta!
 To to i czasu okrutnego trzeba...
 Mamy czasu do... Ale rad bym jak najprdzej...
Kiemlicz przesta si dziwi. Stary zbyt by chytry, aby si nie domyli, e jest jaki szczeglny
i tajemniczy powd w tym przedsiwziciu pana Kmicica, i zaraz tysice przypuszcze
poczo mu si cisn do gowy. Lecz e onierze Kmicicowi, ktrym pan Andrzej milczenie
nakaza, nic nie rzekli ni staremu, ni synom o porwaniu ksicia Bogusawa, tedy najprawdopodobniejszym
wydao mu si przypuszczenie, e to zapewne ksi wojewoda wileski wysya
modego pukownika z jak misj do krla. Utwierdzao go w tym mniemaniu zwaszcza to, e
poczytywa Kmicica za gorliwego stronnika hetmaskiego i o jego zasugach wzgldem hetmana
wiedzia, albowiem skonfederowane chorgwie rozniosy o nich wie po caym wojewdztwie
podlaskim, czynic Kmicicowi opini okrutnika i zdrajcy.
Hetman posya zaufanego do krla  pomyla stary  to znaczy, e si pewnie z nim godzi
chce i Szwedw odstpi. Musiay mu si ju naprzykrzy ich rzdy... Po c inaczej by posya?...
Stary Kiemlicz niedugo si sili nad rozwizaniem tego pytania, bo chodzio mu zupenie o
co innego, a mianowicie o to, jak by korzy mg dla siebie z takich terminw wycign. Oto,
jeeli przysuy si Kmicicowi, przysuy si zarazem hetmanowi i krlowi, co nie bdzie bez
znacznej nagrody. aska takich panw przyda si take, gdyby przyszo ze starych grzechw
zdawa rachunek. Przy tym pewnie bdzie wojna, kraj rozgorzeje, a wtedy up sam wlezie w
rce. To wszystko umiechno si staremu, ktry i bez tego przywyk by sucha Kmicica, a nie
przesta si go ba jak ognia, ywic zarazem ku niemu pewien rodzaj afektu, jaki pan Andrzej
umia wzbudza we wszystkich podkomendnych.
 Wasza mio  rzek  musi ca Rzeczpospolit przejecha, by si do krla jegomoci dosta.
Nic to jeszcze komendy szwedzkie, bo miasta mona omija i lasami jecha... Ale gorsze
to, e i po lasach, jako zwyczajnie w niespokojnym czasie, peno kup swawolnych, ktre podrnych
napastuj, a wasza mio ludzi ma mao...
 Pojedziesz ze mn, panie Kiemlicz, razem z synami i z ludmi, ktrych masz, to bdzie nas
wicej.
 Wasza mio rozkae, to i pojad, ale jam czek ubogi. Jedna ndza u nas, wicej nic. Jake
mnie to onej chudoby i dachu nad gow ustpi?
 Co uczynisz, to si opaci, a i dla was lepiej gowy std unie, pki jeszcze na karkach siedz.
 Wszyscy wici Pascy!... Co wasza mio mwi?... co?... Jak to?... Co mnie niewinnemu
tu grozi? Komu my w drog wchodzim?...
Na to pan Andrzej:
 Znaj was tu, hultaje! Mielicie kolokacj z Kopystyskim i usieklicie go, potem zbieglicie
przed sdami i suylicie u mnie; potem uprowadzilicie mi tabunek zdobyczny...
 Jako ywo! Panno mona!  zakrzykn stary.
 Czekaj i milcz! Potem wrcilicie do starego legowiska i poczlicie grasowa w okolicy
jako zbje, konie i up wszdy biorc. Nie wypieraj si, bo ja nie twj sdzia, a sam najlepiej
wiesz, jeeli prawd mwi... Bierzecie konie Zotarekowym, to dobrze, bierzecie Szwedom, to
dobrze. Jak was zapi, to i ze skry zupi, ale to ich rzecz.
 Godzi si to, godzi, bo nieprzyjacioom tylko bierzem  rzek stary.
 Nieprawda jest, bo i swoich napadacie, co mi ju twoi synowie wyznali, a to ju prosty rozbj
i szlacheckiemu imieniowi zakaa. Wstyd wam, hultaje!... Chopami wam by, nie szlacht!
Poczerwienia na to stary wyga i rzek:
 Wasza mio krzywdzi nas, bo my, pamitajc na stan nasz, chopskim procederem si nie
bawim. My koni noc z niczyich stajen nie wyprowadzamy. Co innego z k stadko porwa albo
zdoby. To wolno i nie masz w tym ujmy w wojennych czasach dla szlachcica. Ale ko w stajni,
wita rzecz, i chyba Cygan, yd albo chop go ukradnie, nie szlachcic! My tego, wasza mio,
nie czynim. Ale co wojna, to wojna!
 Choby i dziesi wojen byo, w bitwie jeno moesz up bra, a jeli go na gocicu szukasz,
to hultaj!
 Bg wiadkiem naszej niewinnoci.
 Alecie ju tu piwa nawarzyli. Krtko mwic, lepiej wam std uchodzi, bo prdzej, pniej
stryczek was nie minie. Pojedziecie ze mn; wiern sub zmaecie winy i cze odzyskacie.
Bior was do suby, a ju tam i korzy si znajdzie lepsza anieli z onych koni.
 Pojedziem z wasz mioci wszdy, przeprowadzim przez Szwedw i przez hultajw, bo
prawd waszej mioci rzec, to nas tu li ludzie okrutnie przeladuj, a za co? za co?... Za nasze
ubstwo  nic! jak za ubstwo...Moe te Bg zmiuje si nad nami i poratuje nas w utrapieniu!
Tu stary Kiemlicz mimo woli zatar rce i bysn oczyma.
Od tych robt  pomyla sobie  zagotuje si w kraju jak w kotle, a wtedy gupi nie skorzysta.
Wtem Kmicic spojrza na niego bystro.
 Jeno nie prbuj mnie zdradzi!  rzek gronie  bo nie zdzierysz, a rka boska jedna zdoa
ci wwczas wyratowa!
 To si po nas nie pokazao  odrzek ponuro Kiemlicz  i niech mnie Bg potpi, jeli mi
taka myl w gowie postaa.
 Wierz  rzek po krtkim milczeniu Kmicic  bo zdrada to jeszcze co innego jak hultajstwo
i niejeden hultaj przecie tego nie uczyni.
 Co wasza mio teraz rozkae?  zapyta Kiemlicz.
 Naprzd s dwa listy, potrzebujce prdkiej ekspedycji. Maszli ludzi roztropnych?
 Gdzie maj jecha?
 Jeden niech jedzie do ksicia wojewody, ale nie potrzebuje samego widzie. Niech jeno list
odda w pierwszej ksicej chorgwi i wraca nie czekajc odpowiedzi.
 Smolarz pojedzie, to czek roztropny i byway.
 Dobrze. Drugi list trzeba odwie ku Podlasiowi; pyta o chorgiew laudask pana Woodyjowskiego
i samemu pukownikowi w rce odda...
Stary pocz mruga chytrze i tak myla:
To, widz, robota na wszystkie strony, kiedy ju i z konfederatami si wchaj; bdzie
ukrop! bdzie!...
Po czym rzek gono:
 Wasza mio! Jeli to nie tak pilne pismo, to moe by, wyjechawszy z lasw, komu po
drodze odda. Sia tu szlachty konfederatom sprzyja i kady chtnie odwiezie, a nam si jeden
wicej czowiek zostanie.
 To roztropnie wykalkulowa  rzek Kmicic  bo lepiej, eby ten, co zawiezie list, nie wiedzia,
od kogo wiezie. A czy prdko wyjedziem z lasw?
 Jak wasza mio chce. Moe jecha i dwie niedziele albo jutro wyjecha.
 Tedy potem o tym, a teraz suchaj mnie pilno, Kiemlicz!
 Zwaam wszystkim rozumem, wasza mio.
 Ogosili mnie  rzek Kmicic  w caej Rzeczypospolitej za okrutnika i hetmaskiego zaprzedaca
albo zgoa szwedzkiego. Gdyby krl jegomo wiedzia, ktom jest, mgby mnie nie
ufa i intencj moj wzgardzi, ktra jeeli nie jest szczera, Bg widzi! Uwaaj, Kiemlicz!
 Uwaam, wasza mio.
 Tedy nie nazywam si Kmicic, jeno Babinicz, rozumiesz? Nikt nie ma mego prawdziwego
przezwiska wiedzie. Gby mi nie otworzy, pary nie puci. A bd pyta, skd jestem, to powiesz,
e si po drodze do mnie przyczy i nie wiesz; natomiast rzekniesz: kto ciekaw, niech
si samego pyta.
 Rozumiem, wasza mio.
 Synom zapowiesz, czeladzi take. Choby z nich pasy darto, nazywam si Babinicz. Gardem
mi za to odpowiadacie!
 Tak i bdzie, wasza mio. Pjd synom zapowiedzie, bo tym szelmom trzeba opat w
eb ka. Taka mi z nich pociecha... Bg pokara za dawne grzechy... Ot, co... Pozwoli wasza
mio sowo jeszcze powiedzie?
 Mw miele.
 Widzi mi si, lepiej bdzie, jeeli nie powiemy ni onierzom, ni czeladzi, dokd jedziem.
 Tak ma i by.
 Do niech wiedz, e pan Babinicz, nie pan Kmicic, jedzie. A po drugie: chcc w tak drog
jecha, lepiej by ukry szar waszej mioci.
 Jak to?
 Bo Szwedzi glejty znaczniejszym ludziom daj, a kto nie ma glejtu, tego do komendanta
prowadz.
 Ja glejty do komend szwedzkich mam!
Zdziwienie bysno w chytrych oczach Kiemlicza, ale pomylawszy chwil rzek:
 Wasza mio pozwoli jeszcze powiedzie, co myl?
 Byle dobrze radzi, a nie marudzi, to mw, bo widz, e czek obrotny.
 Jeeli glejty s, to i lepiej, bo mona w nagym razie pokaza, ale jeeli wasza mio z tak
robot jedzie, ktra ma zosta tajemna, to lepiej glejtw nie pokazywa. Nie wiem ja, czy one
wydane na imi Babinicza, czy na pana Kmicica, ale pokaza, to lad zostanie i pocig atwiejszy.
 Jak w sedno utrafie!  zawoa Kmicic.  Wol glejty zachowa na inny czas, jeeli mona
inaczej si przedosta!
 Mona, wasza mio, a to w przebraniu chopskim albo chudopacholskim, co bdzie atwiej,
bo u mnie tu jest troch ochdostwa, jako to czapek i kouchw szarych, takich wanie,
jak drobna szlachta nosi. Wziwszy tabunek koni, mona by pojecha z nimi niby po jarmarkach
i przebiera si coraz gbiej, hen, a pod owicz i Warszaw. Co ja, z przeproszeniem waszej
mioci, nieraz ju, jeszcze w spokojnych czasach czyniem, i tamte drogi znam. Jako pod t
por przypada jarmark w Sobocie, na ktry z daleka si zjedaj. W Sobocie dowiemy si o
innych miastach, gdzie jarmark  i byle dalej! byle dalej!... Szwedzi te mniej na chudopacho-
kw zwaaj, bo si mrowie tego po wszystkich jarmarkach krci. A spyta nas jaki komendant,
to mu si i wytumaczym, za mniejszym kupom mona bdzie, jeeli Bg i Najwitsza Panna
pozwoli, po brzuchach przejecha...
 A jak nam konie zabior?  bo to rekwizycje w czasie wojny codzienna rzecz...
 Albo kupi, albo zabior. Jeli kupi, tedy nie z komi, ale niby po konie do Soboty pojedziem,
a jeli zabior, podniesiemy lament i ze skarg bdziem jechali a do Warszawy i Krakowa.
 Chytry masz rozum  rzek Kmicic  i widz, e mi si przydacie. Choby te Szwedzi te
konie zabrali, to znajdzie si taki, ktry zapaci.
 I tak ja miaem do Eku, do Prus, z nimi jecha, to si dobrze skada, bo wanie tamtdy
droga nam wypadnie. Z Eku pojedziem granic, potem wyprostujem na Ostrok, a stamtd
puszcz a pod Putusk i Warszaw.
 Gdzie to ona Sobota?
 Niedaleko Pitku, wasza mio.
 Kpisz, Kiemlicz?
 Za bym mia  odrzek stary krzyujc rce na piersiach i skaniajc gow  jeno si tam
tak dziwnie miasteczka nazywaj. To za owiczem, wasza mio, ale jeszcze kawa drogi.
 I jarmarki znaczne w onej Sobocie?
 Nie takie jak w owiczu, ale jest jeden w tej porze, na ktry nawet i z Prus konie pdz, i
luda sia si zjeda. Pewnie tego roku nie bdzie gorzej, bo tam spokojnie Szwedzi wszdy panuj
i po miastach zaogi maj. Choby si kto chcia ruszy, to i nie moe.
 Tedy przyjmuj twj sposb!...  Pojedziemy z komi, za ktre z gry ci zapac, aeby
szkody nie mia.
 Dzikuj waszej mioci za poratowanie.
 Przygotuj jeno kouchy, czapraki i szable proste, bo zaraz jedziem. A zapowiedz synalom i
czeladzi, ktom jest, jak si nazywam i e z komi jad, a wycie do pomocy najci. Ruszaj!
A gdy stary zwrci si ku drzwiom, pan Andrzej rzek jeszcze:
 I nie bdzie mnie nikt nazywa mioci ni komendantem, ani pukownikiem, jeno waszeci,
a z nazwiska Babiniczem!
Kiemlicz wyszed i w godzin pniej siedzieli ju wszyscy na koniach, gotowi ruszy w dalek
drog.
Pan Kmicic, przybrany w szar chudopacholsk wit, w tak czapk z wytartym barankiem
i z przewizan twarz, jakby po jakim karczemnym pojedynku, trudny by do poznania i wyglda
istotnie na szlachetk wczcego si z jarmarku na jarmark. Otaczali go ludzie podobnie
przybrani, zbrojni w proste szabliska i dugie baty do popdzania koni oraz arkany do chwytania
rozbieganych.
onierze pogldali ze zdziwieniem na swojego pukownika, czynic sobie po cichu rne o
nim uwagi: Dziwno im byo, e to ju pan Babinicz, nie pan Kmicic, e go maj z waszecia
traktowa, a najbardziej rusza na to ramionami i wsami stary Soroka, ktry, patrzc jak w tcz
w gronego pukownika, mrucza do Biousa:
 Chyba mi w wasze przez gardziel nie przejdzie. Niech mnie zabije, a ja taki po staremu
oddam, co mu si naley!
 Jak rozkaz, to rozkaz!  odrzek Bious.  Ale si pukownik zmieni okrutnie.
Nie wiedzieli onierze, e i dusza w panu Andrzeju zmienia si tak samo jaki zewntrzna
posta.
 Ruszaj!  krzykn nagle pan Babinicz.
Zaklaskay bicze, jedcy otoczyli stadko koni, ktre zbiy si w kup, i ruszono.
ROZDZIA IV
Idc sam granic midzy wojewdztwem trockim a Prusami, szli przez lasy obszerne i bezdroa,
Kiemliczom tylko znajome, a weszli do Prus i dotarli do gu, czyli jak stary Kiemlicz
nazywa, do Eku, gdzie zasignli nowin o rzeczach publicznych od bawicej tam szlachty, ktra
przed Szwedami pod moc elektorsk si schronia wraz z onami, dziemi i dobytkiem.
g wyglda jak obz, a raczej mona by rzec, e sejmik jakowy si w nim odprawuje.
Szlachta pia pod wiechami piwo pruskie i rozprawiaa, a coraz kto nowiny przywozi. Nie dopytujc
si o nic i tylko nadstawiajc bacznie ucha dowiedzia si pan Babinicz, e Prusy Krlewskie
i mone w nich miasta stanowczo opowiedziay si po stronie Jana Kazimierza i ju
ukad z elektorem zawary, aby si wsplnie przeciw kademu nieprzyjacielowi broni. Mwiono
jednak, e mimo ukadu znamienitsze miasta nie chciay przyj zag elektorskich, bojc si,
aby w przebiegy ksi, raz usadowiwszy si w nich zbrojn rk, nie chcia potem na zawsze
ich zagarn, albo eby w stanowczej chwili ze Szwedami si zdradziecko nie poczy, do czego
wrodzona Chytro zdolnym go czynia.
Szlachta szemraa na t nieufno mieszczan, ale pan Andrzej, znajcy praktyki radziwiowskie
z elektorem, gryz si tylko w jzyk, by nie wypowiedzie wszystkiego, co mu byo wiadome.
Powstrzymywaa go od tego myl, e niebezpiecznie byo w Prusach elektorskich mwi
gono przeciw elektorowi, a po wtre, e szaremu szlachetce, ktry na targ z komi przyjecha,
nie wypadao wdawa si w zawie materie polityczne, nad ktrymi najbieglejsi statyci prno
gowy amali.
Przedawszy wic par koni, a dokupiwszy natomiast nowych, jechali dalej wzdu granicy
pruskiej, ale ju traktem wiodcym z gu do Szczuczyna lecego w samym kcie wojewdztwa
mazowieckiego, midzy Prusami z jednej a wojewdztwem podlaskim z drugiej strony. Do
Szczuczyna samego nie chcia jednak pan Andrzej jecha, a to z tej okazji, e dowiedzia si, i
w miecie stoi kwater jedna chorgiew konfederacka, ktrej pukownikuje pan Woodyjowski.
Widocznie pan Woodyjowski musia i mniej wicej t sam drog, ktr jecha teraz Kmicic,
i zatrzyma si w Szczuczynie bd dla krtkiego odpoczynku przed sam granic podlask,
bd na czasowe kwatery, w ktrych atwiej musiao by o ywno dla ludzi i koni ni w mocno
ju wypukanym Podlasiu.
Ale pan Kmicic nie chcia napotka teraz synnego pukownika, albowiem sdzi, e nie majc
innych dowodw, prcz sw, nie zdoa go przekona o swym nawrceniu i szczeroci intencyj.
Wskutek tego w dwch milach od Szczuczyna kaza skrci w stron Wsoszy, ku zachodowi.
Co do listu, ktry mia dla pana Woodyjowskiego, postanowi przesa go przez pierwsz
pewn okazj.
Tymczasem, nie dojedajc Wsoszy, zatrzymali si w przydronej karczmie, Pokrzyk
zwanej, i roztasowali si na nocleg, ktry obiecywa si by wygodny, bo w karczmie prcz
karczmarza Prusaka nie byo nikogo z goci. Lecz zaledwie Kmicic z trzema Kiemliczami i Sorok
zasiedli do wieczerzy, gdy z zewntrz da si sysze hurkot k i ttent koni.
e soce jeszcze nie zaszo, Kmicic wyszed przed karczm popatrze, kto przyjeda, bo
by ciekaw, czy nie jaki podjazd szwedzki, ale zamiast Szwedw ujrza bryk, za ni dwa wozy i
ludzi zbrojnych okoo wozw.
Na pierwszy rzut oka atwo byo pozna, e to jaki personat nadjeda. Bryka bya zaprzona
w cztery konie, dobre, pruskie, o grubych kociach i malikowatych grzbietach, fory siedzia
na jednym z lejcowych, trzymajc dwa psy pikne na smyczy; na kole wonica, a obok hajduczek
przybrany z wgierska, na tylnym za siedzeniu sam pan wsparty pod boki, z wilczur bez
rkaww, spinan na rzsiste zocone guzy.
Z tyu szo dwa wozy, dobrze pakowne, a przy kadym po czterech czeladzi zbrojnych w szable
i bandolety.
Sam pan by to czowiek bardzo jeszcze mody, cho personat, lat ledwie dwudziestu kilku.
Twarz mia pucoowat, czerwon, a i na caej osobie zna byo, e sobie na jado nie aowa.
Gdy bryka stana, hajduczek skoczy rk podawa, a pan ujrzawszy Kmicica stojcego w
progu, kiwn rkawic i zawoa:
 A bywaj no, przyjacielu!
Kmicic zamiast si zbliy cofn si do karczmy, bo go nagle zo wzia. Nie przywyk
jeszcze ani do szarej wity, ani do tego, by na kiwano rkawic. Wrciwszy tedy, siad za stoem
i wzi si znowu do jada. Nieznajomy pan wszed w lad za nim.
Wszedszy przymruy oczy, bo w izbie mroczno byo, gdy tylko na kominie pali si niewielki
ogie.
 A czemu to nikt nie wychodzi, gdy zajedam?  rzek nieznajomy pan.
 Bo karczmarz poszed do komory  odpar Kmicic  a my podrni jako i wasza mo.
 Dzikuj za konfidencj. A co za podrny?
 Szlachcic z komi jadcy.
 A kompania tako szlachta?
 Chudopachocy, ale szlachta.
 Tedy czoem, czoem, mopankowie. Dokd Bg prowadzi?
 Z jarmarku na jarmark, byle tabunku zby.
 Jeeli tu nocujecie, to jutro po dniu obejrz, moe i ja co wybior. A tymczasem pozwlcie,
mopankowie, przysi si do stou.
Nieznajomy pan pyta wprawdzie, czy mu si przysi pozwol, ale takim tonem, jakby by
tego zupenie pewien, jako nie omyli si, bo mody koniucha odrzek grzecznie:
 Prosim bardzo wdzicznie wasz mo, cho i nie mamy na co prosi, bo jeno grochem z
kiebas moem czstowa.
 Mam ja w puzdrach lepsze od tego specjay  odpar nie bez pewnej pychy mody panek 
ale u mnie onierskie podniebienie, i groch z kiebas, byle dobrze podlany, nad wszystko przekadam.
To rzekszy (a mwi bardzo powoli, chocia spoglda bystro i roztropnie)zasiad na awie,
gdy za Kmicic usun mu si tak, aby uczyni wygodne miejsce, doda askawie:
 Prosz, prosz, nie inkomoduj si wapan. W drodze si na godno nie uwaa, a chocia
mnie te okciem trcisz, to mi korona z gowy nie spadnie.
Kmicic, ktry wanie przysuwa nieznajomemu misk z grochem, a ktry jako si rzeko, nie
przywyk jeszcze do podobnego traktowania, byby niezawodnie rozbi j na gowie nadtego
modzika, gdyby nie to, e byo co w tej nadtoci takiego, co bawio pana Andrzeja, wic nie
tylko e zaraz wewntrzny impet powcign, ale si umiechn i rzek:
 Takie to teraz czasy wasza mo, e i z najwyszych gw korony spadaj: exemplum nasz
krl Jan Kazimierz, ktry wedle prawa dwie powinien nosi, a nie ma adnej, chyba jedn cierniow...
Na to nieznajomy spojrza bystro na Kmicica, po czym westchn i rzek:
 Takie teraz czasy, e lepiej o tym nie mwi, chyba z konfidentami.
Po chwili za doda:
 Ale to roztropnie wapan wywid. Musiae gdzie po dworach przy politycznych ludziach
sugiwa, bo mowa edukacj wysz, ni jest wapanowa kondycja, pokazuje.
 Ocierajc si midzy ludmi, syszao si to i owo, alem nie sugiwa.
 Skde to rodem, prosz?
 Z zacianka, z wojewdztwa trockiego.
 Nic to, e z zacianka, byle szlachcic, bo to grunt. A co tam sycha na Litwie?
 Po staremu, zdrajcw nie brak.
 Zdrajcw? mwisz wapan. A c to, prosz, za zdrajcy?
 Ci, ktrzy krla i Rzeczypospolitej odstpili.
 A jak si ma ksi wojewoda wileski?
 Chory, mwi: dech mu zatyka.
 Daj mu Boe zdrowie, zacny to pan!
 Dla Szwedw zacny, bo im wrota na rozcie otworzy.
 To wapan, widz, nie jego partyzant?
Kmicic spostrzeg, e nieznajomy, wci niby dobrodusznie wypytujc, bada go.
 Co mnie tam!  odrzek  niech o tym inni myl... Mnie strach, by mi Szwedzi koni w rekwizycj
nie zabrali.
 To trzeba je byo na miejscu zby. Ot, i na Podlasiu stoj podobno te chorgwie, ktre si
przeciw hetmanowi zbuntoway, a ktre pewnie nie maj koni do zbytku?
 Tego ja nie wiem, bom midzy nimi nie bywa, chocia jaki przejezdny pan da mi list do
jednego z ich pukownikw, abym go przy okazji odda.
 Jake to w przejezdny pan mg da wapanu list, skoro na Podlasie nie jedziesz?
 Bo w Szczuczynie stoi jedna konfederacka chorgiew, wic w jegomo rzek mi tak: albo
sam oddasz, albo okazj znajdziesz, wedle Szczuczyna przejedajc.
 A to si dobrze skada, bo ja do Szczuczyna jad.
 Wasza mo take przed Szwedami ucieka?
Nieznajomy zamiast odpowiedzie popatrzy na Kmicica i spyta flegmatycznie:
 Czemu to wapan mwisz:  a k  e, skoro sam nie tylko nie uciekasz, ale midzy nich jedziesz
i konie im bdziesz sprzedawa, jeli ci ich si nie zabior?
Na to Kmicic ruszy ramionami.
 Mwiem:  a k  e, bom w gu widzia wiele szlachty, ktrzy si przed nimi chronili, a co
do mnie, niechby im si wszyscy przysugiwali, ile ja mam chci im suy, to tak myl, eby tu
dugo miejsca nie zagrzali...
 I nie boisz si tego mwi?  pyta nieznajomy.
 Nie boj si, bom te niepochliwy, a po drugie, jegomo do Szczuczyna jedziesz, a w
tamtej stronie wszyscy gono mwi, co myl, daj za Boe, by jak najprdzej od gadania do
roboty przyszo.
 Widz, e bystry z waszeci czowiek nad kondycj!  powtrzy nieznajomy.  Ale kiedy
tak Szwedw nie kochasz, czemu od onych chorgwi, ktre si przeciw hetmanowi zbuntoway,
odchodzisz? Zali to one zbuntoway si dla zatrzymanego odu albo dla swywoli? Nie! jeno e
hetmanowi i Szwedom nie chciay suy. Lepiej by byo tym onierzom, niebotom, pod hetmanem
zosta, a przecie woleli narazi si na miano buntownikw, na gd, niewywczasy i
przeliczne zgubne terminy ni przeciw krlowi czyni. e tam przyjdzie midzy nimi i Szwedami
do wojny, to pewno, a moe by ju i przyszo, gdyby nie to, e Szwedzi jeszcze do tego kta
nie zaleli... Poczekaj, zalez, trafi tu, a wwczas zobaczysz wasze!
 Tak i ja myl, e tu si najprdzej wojna rozpocznie!  rzek Kmicic.
 Ba, jeeli tak mylisz, a masz szczery ku Szwedom dyzgust (co ci i z oczu patrzy, e prawd
mwisz, bo ja si na tym znam), to czemu tedy do tych zacnych onierzw nie przystaniesz?
Albo to nie pora, albo im nie potrzeba rk i szabel? Niemao to tam zacnych suy, ktrzy woleli
swojego pana nad cudzego, i coraz ich wicej bdzie. Jedziesz wasze z tych stron, w ktrych
Szwedw jeszcze wcale nie zaznali, ale ci, co ich zaznali, rzewnymi zami pacz. W Wielkopolsce,
cho si im dobrowolnie poddaa, ju palce szlachcie w kurki od muszkietw wkrcaj
a rabuj, a rekwizycje czyni, co mog, zabieraj... W tutejszym wojewdztwie nie lepszy ich
proceder. Jenera Steinbok wyda manifest, by kady spokojnie w domu siedzia, to go uszanuj i
jego dobro. Ale gdzie tam! Jenera swoje, a komendanci pomniejsi swoje, tak e nikt jutra nie
pewien ani tego, co od fortuny ma. Kady chce si cieszy z tego, co posiada, aby za w spokoju
uywa i aby mu dobrze byo. A tu przyjedzie pierwszy lepszy przybda i daj!. Nie dasz,
to ci win znajd, aby z majtnoci ci wyrzuci, albo winy nie szukajc szyj utn. Niejeden si
ju zami rzewnymi zalewa, dawnego pana wspomniawszy, a wszyscy w opresji cigle ku onym
konfederatom spogldaj, czy od nich jakowy ratunek dla ojczyzny i obywatelw nie przyjdzie...
 Wasza mo  rzek Kmicic  widz, nie lepiej Szwedom ode mnie yczy?
Nieznajomy pan obejrza si jakby z pewnym strachem wokoo, ale wprdce uspokoi si i tak
dalej mwi:
 ycz im, eby ich mr wytuk, i tego przed waszeci nie ukrywam, gdy widzi mi si, e
poczciwy, a choby i nie by poczciwy, to mnie nie zwiesz i Szwedom nie odwieziesz, bo si
nie dam majc zbrojn czeladzi i szabl przy boku.
 Moesz wasza mo by pewien, e tego nie uczyni; owszem: po sercu mi wacina fantazja.
Ju i to mi si podoba, e waszmo nie waha si substancji zostawi, na ktrej nieprzyjaciel
mci si nie omieszka. Bardzo si chwali taka yczliwo ku ojczynie.
 Albo ja gupi? U mnie pierwsza regua, eby moje nie przepado, bo co Pan Bg da, to
trzeba szanowa. Siedziaem cicho do sprztw i omotw. Dopiero, jakem ca krescencj do
Prus sprzeda i inwentarze, i wszelki statek, tak pomylaem sobie: czas w drog! Nieche si
teraz na mnie mszcz, niech mi zabieraj, co im do smaku przypadnie.
Kmicic mimo woli pocz mwi tonem protekcjonalnym, jak zwierzchnik do podwadnego,
nie zastanowiwszy si, e takie sowa mogy si dziwnie wydawa w ustach szlachetkikoniuchy,
ale widocznie i mody pan nie zwrci na to uwag, bo pocz tylko chytrze mruga
oczyma i odrzek:
 Zawsze zostawie wasza mo ziemi i budynki.
 Ba, kiedy ja starostwo wsockie dzieraw trzymam od wojewody mazowieckiego, a wanie
mi si kontrakt skoczy. Jeszczem ostatniej raty nie zapaci i nie zapac, bo jako sysz, i
pan wojewoda mazowiecki ze Szwedem trzyma. Nieche mu za to rata przepadnie, a mnie si
gotowy grosz przyda.
Kmicic pocz si mia.
 Bodaje waszmoci! Widz, e nie tylko mny kawaler, ale i roztropny!
 Jake?  odrzek nieznajomy.  Roztropno to grunt! Ale nie o roztropnoci z wapanem
mwiem... Czemu to, czujc krzywdy ojczyzny i pana miociwego, nie pjdziesz do onych
zacnych onierzw na Podlasie i pod znak si nie zacigniesz? I Bogu si przysuysz, i samemu
moe si poszczci, bo to ju niejednemu si przytrafio, e z chudopachoka na pana z
wojny wyszed. Wida po waci, e czek miay i rezolutny, a gdy ci urodzenie nie staje na
przeszkodzie, moesz wprdce do jakiej takiej fortuny doj, jeli Bg upu przysporzy. Byle nie
trwoni tego, co tu i wdzie w rce wpadnie, to i mieszek napcznieje. Nie wiem, czyli masz
jakow zagrod, czyli nie masz, ale mgby mie: z mieszkiem o dzieraw nietrudno, a z
dzierawy, przy pomocy boskiej, i do dziedzictwa niedaleko. A tak, zaczwszy od pachoka,
moesz towarzyszem umrze albo na jakim urzdzie ziemskim, byle si pracy nie leni, bo kto
rano wstaje, temu Pan Bg daje.
Kmicic wsy gryz, bo go pusty miech bra; wic twarz mu drgaa, a zarazem i krzywi si,
bo od czasu do czasu od przyschnitej rany boleci go bray.
Nieznajomy mwi dalej:
 Przyj ci tam przyjm, bo ludzi potrzebuj, a zreszt udae mi si wapan i bior ci pod
opiek, przy ktrej i promocji moesz by pewien.
Tu modzieczyk podnis z dum pucoowat twarz i pocz rk po wsikach si gadzi;
wreszcie rzek:
 Chceszli by moim rkodajnym? Szabl bdziesz za mn nosi i nad czeladzi mia dozr.
Kmicic nie wytrzyma i parskn szczerym, wesoym miechem, a mu wszystkie zby zabysy.
 Czego si wasze miejesz?  pyta nieznajomy marszczc brwi.
 To z ochoty do tej suby.
Lecz mody personat obrazi si na dobre i rzek:
 Gupi, kto wapana tych manier nauczy, i bacz, z kim mwisz, aby w konfidencji miary
nie przebra.
 Wasza mo wybaczy  rzek wesoo Kmicic  bo wanie nie wiem, przed kim stoj.
Mody pan wzi si w boki:
 Jestem pan Rzdzian z Wsoszy  rzek z dum.
Kmicic otwiera ju usta, aeby powiedzie swoje przybrane nazwisko, gdy wtem Bious
wszed spiesznie do izby.
 Panie komen...
Tu urwa onierz, powstrzymany gronym wzrokiem Kmicica, zmiesza si, zaci i wreszcie
wykrztusi z wysileniem:
 Prosz waszmoci, ludzie jacy jad.
 Skd?
 Od Szczuczyna.
Teraz pan Kmicic stropi si nieco, ale pokrywajc prdko pomieszanie, odpar:
 A mie si na bacznoci. Dua kupa idzie?
 Bdzie z dziesi koni.
 Bandoleciki mie gotowe. Ruszaj!
Po czym, gdy onierz wyszed, zwrci si do pana Rzdziana z Wsoszy i rzek:
 Czy aby nie Szwedzi?
 Przecie ku nim wapan idziesz  odpar pan Rzdzian, ktry od niejakiego czasu poglda
ze zdziwieniem na modego szlachcica  wic prdzej, pniej musisz ich spotka.
 Wolabym te Szwedw anieli jakowych hultajw, ktrych wszdy peno... Kto jedzie z
komi, musi zbrojno jecha i mie si na baczeniu, bo okrutnie to asa rzecz.
 Jeeli prawda, e w Szczuczynie stoi pan Woodyjowski  odpar Rzdzian  to pewnie jego
podjazd. Nim si zakwateruj, chc si przekona, czyli kraj bezpieczny, bo ze Szwedami o
miedz trudno by spokojnie usiedzie.
Usyszawszy to pan Andrzej zakrci si po izbie i usiad w najciemniejszym jej kcie, gdzie
okap komina rzuca gruby cie na rg stou, a tymczasem sprzed sieni doszed ttent i parskanie
koni i po chwili kilku ludzi weszo do izby.
Idcy na czele, chop olbrzymi, stuka drewnian nog w lune deski, ktrymi izba bya wyoona.
Kmicic spojrza na i serce zabio mu w piersiach.
By to Jzwa Butrym, zwany Beznogim.
 A gdzie gospodarz?  spyta stanwszy na rodku izby.
 Jestem!  odrzek karczmarz  do usug waszmoci.
 Dla koni obrok!
 Nie ma u mnie obrokw, chyba ci panowie uycz.
To rzekszy karczmarz wskaza na Rzdziana i koniuchw.
 Czyi to ludzie?  spyta Rzdzian.
 A kto wapan sam?
 Starosta z Wsoszy.
Rzdziana, jako dzierawc starostwa, zwali zwykle wani jego ludzie starost i on si sam
tak nazywa w waniejszych okazjach.
Ale Jzwa Butrym zmiesza si widzc, z jak wysok osob ma do czynienia, wic zdj
czapk i rzek agodnym tonem:
 Czoem, wielmony panie... Po ciemku nie mona godnoci rozezna.
 Czyi ludzie?  powtrzy Rzdzian biorc si w boki.
 Laudascy, z chorgwi dawniej billewiczowskiej, a dzi pana Woodyjowskiego.
 Dla Boga! to pan Woodyjowski jest w Szczuczynie?
 Osob swoj i z innymi pukownikami, ktrzy ze mudzi przyszli.
 Bogu chwaa, Bogu chwaa!  powtrzy uradowany pan starosta.  A jacy to pukownicy
s z panem Woodyjowskim?
 By pan Mirski  mwi Butrym  ale go szlag po drodze trafi, a jest pan Oskierko, pan
Kowalski, dwch panw Skrzetuskich.
 Jakich Skrzetuskich?  zakrzykn Rzdzian.  Zali jeden z nich nie pan Skrzetuski z Burca?
 Tego nie wiem skd  odpar Butrym  jeno wiem, e to jest pan Skrzetuski zbaraczyk.
 Rety! to mj pan!
Tu spostrzeg Rzdzian, jak dziwnie brzmi taki okrzyk w ustach pana starosty, i doda:
 Mj pan kum, chciaem rzec.
Tak mwic nie zmyla pan starosta, bo istotnie pierwszego syna Skrzetuskiego, Jaremk, do
chrztu trzyma w drug par.
Tymczasem Kmicicowi, siedzcemu w ciemnym kcie izby, myli jedna za drug poczy si
cisn do gowy. Naprzd zburzya si w nim dusza na widok gronego szaraka i rka mimo
woli chwycia za szabl. Wiedzia bowiem Kmicic, e to gwnie Jzwa przyczyni si do rozsiekania
kompanionw i jego samego najzacitszym by wrogiem. Dawny pan Kmicic kazaby
go w tej chwili porwa i komi wczy, lecz dzisiejszy pan Babinicz przemg si. Owszem,
niepokj go ogarn na myl, e jeeli szlachta go pozna, mog std wypa rozmaite dla dalszej
podry i caego przedsiwzicia niebezpieczestwa... Postanowi wic nie da si pozna i coraz
gbiej zasuwa si w cie; wreszcie opar si okciami o st i wziwszy gow w donie,
pocz udawa, e drzemie.
Lecz jednoczenie szepn do siedzcego obok Soroki:
 Ruszaj do stajni, niech konie bd w pogotowiu. Jedziemy na noc!
Soroka wsta i wyszed.
Kmicic udawa dalej, e drzemie. Rozmaite wspomnienia poczy mu cisn si do gowy.
Ludzie ci przypomnieli mu Laud, Wodokty i t przeszo krtk, ktra jak sen mina. Gdy
przed chwil Jzwa rzek, i nale do chorgwi dawniej billewiczowskiej, to panu Andrzejowi
a serce zatrzso si w piersi na samo miano. I przyszo mu na myl, e taki by wanie wieczr,
tak samo na kominie pali si ogie, gdy on jakoby ze niegiem spad niespodzianie do
Wodoktw i po raz pierwszy ujrza w czeladnej Olek midzy przdkami.
Widzia teraz przez zamknite powieki, tak jakby na jawie, t pann jasn, spokojn  wspomina
wszystko, co zaszo, jako ona chciaa mu by anioem strem, w dobrem go umocni, od
zego zasoni, prost, zacn drog pokaza. Gdyby jej by sucha, gdyby jej by sucha!... To
ona wiedziaa, co czyni, po jakiej stronie stan; wiedziaa, gdzie cnota, uczciwo, obowizek
 i po prostu wziaby go za rk i poprowadzia, gdyby by chcia jej sucha.
Tu mio podniecona rozpamitywaniem tak wezbraa w sercu pana Andrzeja, e gotw byby
wszystk krew wytoczy, byle do ng tej pannie pa, a w tej chwili gotw byby porwa w
ramiona nawet tego niedwiedzia laudaskiego, ktry mu kompanionw wygubi, dlatego tylko,
e by z tamtych stron, e Billewiczw wspomina, e Olek widywa.
Z zadumy zbudzio go dopiero jego wasne nazwisko powtrzone kilkakrotnie przez Jzw
Butryma. Dzierawca z Wsoszy wypytywa o znajomych, a Jzwa opowiada mu, co zaszo w
Kiejdanach od czasu pamitnej ugody hetmana ze Szwedami  mwi wic o opozycji wojska, o
uwizieniu pukownikw, o zesaniu ich do Bir i szczliwym ocaleniu. Nazwisko Kmicica
powtarzao si oczywicie w tych opowiadaniach, pokryte ca zgroz zdrady i okruciestwa. O
tym, e pan Woodyjowski, Skrzetuscy i Zagoba winni byli ycie Kmicicowi, nie wiedzia
Jzwa, natomiast tak opowiada to, co zaszo w Billewiczach:
 Schwyci nasz pukownik tego zdrajc w Billewiczach jak lisa w jamie, i zaraz go kazali na
mier prowadzi; prowadziem go sam z wielk uciech, e go rka boska dosiga, i coraz tom
mu latark w oczy zawieci, eby obaczy, czy te skruchy nie okae. Ale nie! Szed miele, nie
baczc, e przed sdem boym stanie. Taka ju natura zatwardziaa. A gdym mu doradzi, eby
si cho przeegna, to mi odrzek: Stul gb, pachoku, nie twoja sprawa! Postawilimy go
tedy za wsi, pod grusz, i ju poczem komend, kiedy pan Zagoba, ktry szed z nami, kaza
go obszuka, czyli jakich papierw przy nim nie ma. Jako znalaz si list. Powiada pan Zagoba:
Powie!  i zaraz do czytania. Ledwie zacz czyta, kiedy to si nie porwie za gow:
Jezus Maria! dawaj go na powrt do dwora! Sam skoczy na konia i pojecha, a my go odprowadzili
w tej myli, e go ka jeszcze przypiec przed mierci, eby jzyka od niego zasign.
Ale gdzie tam! Pucili zdrajc wolno. Nie moja gowa wchodzi w to, co tam wyczytali, ale ja
bym go nie by puci.
 C w tych listach byo?  pyta dzierawca z Wsoszy.
 Nie wiem, co byo; miarkuj tylko, e musieli by jeszcze rni oficyjerowie w rkach ksicia
wojewody, ktrych zaraz by kaza rozstrzela, gdyby mu Kmicica rozstrzelali. A przy tym,
moe si nasz pukownik i ez panny Billewiczwny ulitowa, bo podobno przez rce leciaa, e
ledwie mogli jej docuci... A wszelako... nie miem ja mwi, ale le si stao, bo co ten czowiek
zego naczyni, tego by si sam Lucyper nie powstydzi. Caa Litwa na niego pacze, a co
wdw, co sierot, co ubstwa na niego narzeka. Bogu tylko wiadomo! Kto jego zgadzi, bdzie
mia zasug w niebiesiech i przed ludmi, jakoby psa wciekego zabi!
Tu rozmowa przesza znowu na pana Woodyjowskiego, na panw Skrzetuskich, na chorgwie
stojce na Podlasiu.
 O wiwend ciko  mwi Butrym  bo dobra ksicia hetmana do szcztu ju wypukane,
ani czeku, ani koniowi na zb w nich nie znale, a co jest szlachty, to uboga, po zaciankach,
jako u nas na mudzi, siedzca. Postanowili tedy pukownicy, eby si po sto koni rozdzieli, i
co mil albo co dwie od siebie sta. Ale jak przyjdzie zima, nie wiem, co bdzie.
Kmicic, ktry sucha dotd cierpliwie, pki o nim bya mowa  poruszy si teraz i ju usta
otworzy, by ze swego ciemnego kta powiedzie:
 To was hetman tak podzielonych pojedynczo rk wybierze jako raki z saka.
Lecz w tej chwili drzwi si otworzyy i stan w nich Soroka, ktrego Kmicic posa by, by
konie do drogi gotowano. wiato z komina padao wprost na srog twarz wachmistrza; Jzwa
Butrym spojrza na niego, popatrzy dug chwil, po czym zwrci si do Rzdziana i rzek:
 Czy to waszej wielmonoci czowiek?... Ja jego skdci znam!
 Nie  odpar Rzdzian  to szlachta, ktra z komi na jarmarki jedzie.
 A dokd jedziecie?  pyta Jzwa.
 Do Soboty  odpar stary Kiemlicz.
 Gdzie to jest?
 Niedaleko Pitku.
Jzwa rwnie, jak poprzednio Kmicic, poczyta za art niewczesny t odpowied i rzek namarszczywszy
brwi:
 Odpowiadaj, kiedy pytaj!
 Jakim prawem pytasz?
 Mog ci si i z tego wywie: bo mnie na podjazd wysali, bym obaczy, czy podejrzanych
ludzi w okolicy nie masz. Jako widzi mi si, e s, ktrzy nie chc powiedzie, dokd jad!
Kmicic obawiajc si, eby jaka zwada z tej rozmowy nie wynika, rzek nie ruszajc si z
ciemnego kta:
 Nie sierd si, moci onierzu, bo Pitek i Sobota s takie miasta, jako i inne, w ktrych si
jarmarki jesienne na konie odbywaj. Nie wierzysz, to si pana starosty spytaj, ktry musi o nich
wiedzie.
 Jake!  rzek Rzdzian.
Na to Butrym:
 Kiedy tak, to co innego. Ale po co wam do onych miast jecha? Moecie i w Szczuczynie
koni zby, bo nam sia nie staje, a te, comy w Pilwiszkach zagarnli, na nic, bo wszystko odsednione.
 Kady tam jedzie, gdzie mu lepiej, a my swoj drog znamy  odpowiedzia Kmicic.
 Nie wiem, gdzie waci lepiej, ale nam nie lepiej, by Szwedom koni doprowadza i z jzykiem
do nich jedzi.
 Dziwne mi to  rzek dzierawca z Wsoszy.  Ci ludzie na Szwedw wymylaj, a jako
im pilno ku nim si przebra?
Tu zwrci si ku Kmicicowi:
 A wapan te mi nie bardzo do koniuchy podobny, bo i piercie zacny na rku widziaem,
ktrego by si niejeden pan nie powstydzi...
 Jeli si waszmoci tak uda, to go ode mnie kup, bo ja dwie orty za niego w gu zapaci 
odpowiedzia Kmicic.
 Dwie orty?...  to chyba nie szczery, ale przednio udany... Poka wa!
 We, wasza mo!
 A sam to si nie moesz ruszy?... Ja mam chodzi?
 Bom si okrutnie strudzi.
 Ej, bratku! rzekby kto, e oblicze chcesz ukry!
Syszc to Jzwa nie rzek ani sowa, jeno zbliy si do komina, wycign palc si gownie
i trzymajc j wysoko nad gow, poszed wprost do Kmicica i zawieci mu w oczy.
Kmicic podnis si w jednej chwili na ca wysoko i przez jedno mgnienie powieki patrzyli
sobie oko w oko  nagle gownia wypada z rk Jzwy, rozsypujc tysice skier po drodze.
 Jezus Maria!!  zakrzykn Butrym  to Kmicic!...
 Jam jest!  odrzek pan Andrzej widzc, e nie ma duej sposobu ukry si.
Lecz Jzwa zacz krzycze na onierzy, ktrzy zostali przed sieni:
 Bywaj! bywaj! trzymaj!
Po czym zwrci si do pana Andrzeja:
 Tye to, piekielniku, zdrajco?! Tye to, diable wcielony?! Raz si wymkne z moich
rk, a teraz do Szwedw w przebraniu dysz? Tye to, Judaszu, kacie ma i niewiasty? mam
ci!
To rzekszy chwyci za kark pana Andrzeja, a pan Andrzej chwyci jego; lecz poprzednio ju
dwaj modzi Kiemlicze, Kosma i Damian, podnieli si z awy, sigajc rozczochranymi gowami
a do puapu, i Kosma spyta:
 Ociec, pra?
 Pra!  odrzek stary Kiemlicz dobywajc szabl.
Wtem drzwi pky i onierze Jzwy zwalili si do izby; ale tu za nimi, prawie na ich karkach,
wjechaa czelad Kiemliczw.
Jzwa chwyci za kark lew rk pana Andrzeja, a w prawej trzyma ju goy rapier, czynic
nim wokoo siebie wicher i byskawice. Lecz pan Andrzej, cho tak olbrzymiej siy nie posiada,
chwyci go take jakby kleszczami za gardziel. Jzwie oczy wylazy na wierzch, rkojeci swego
rapiera chcia strzaska Kmicicow rk i nie zdy, bo go wpierw Kmicic gowni swej
szabli w czupryn gruchn. Palce Jzwy, trzymajce kark przeciwnika, otworzyy si od razu, a
sam zachwia si i w ty przeway pod ciosem. Kmicic popchn go jeszcze, by mie do cicia
pole, i caym rozmachem przez pysk szabl go chlasn. Jzwa pad na wznak, jak db, czaszk
uderzywszy o podog.
 Bij!  krzykn Kmicic, w ktrym od razu rozbudzi si dawny zabijaka.
Lecz nie potrzebowa zachca, bo w izbie gotowao si jak w garnku. Dwaj modzi Kiemlicze
siekli szablami, a czasem bodli bami jak dwa byki, kadc za kadym uderzeniem czeka na
ziemi; tu za nimi nastpowa stary, przykucajc co chwila a do ziemi, przymruajc oczy i
przesuwajc co chwila sztych szabli pod ramionami synw.
Lecz Soroka, przywyky do bitew po karczmach i w ciasnocie, szerzy najwicej zniszczenia.
Przypiera on tak z bliska przeciwnikw, e ostrzem nie mogli go dosign, i wystrzeliwszy
uprzednio w tum pistolety, tuk teraz po gowach ich rkojeciami, miadc nosy, wybijajc
zby i oczy. Czelad Kiemliczw i dwaj Kmicicowi onierze szli w pomoc panom.
Zawierucha przewalia si od stou w drugi koniec izby. Laudascy bronili si z wciekoci,
lecz od chwili, w ktrej Kmicic obaliwszy Jzw skoczy w ukrop i zaraz rozcign drugiego
Butryma, zwycistwo poczo si przechyla na jego stron.
Rzdzianowa czelad wpada rwnie do izby z szablami i szturmakami, ale cho Rzdzian
krzycza: Bij!  nie wiedziaa, co czyni, nie mogc przeciwnikw rozezna, bo laudascy nie
nosili adnych mundurw. Tote w zamieszaniu obrywao si starociskim parobkom od jednych
i od drugich.
Rzdzian trzyma si ostronie poza walk, pragnc rozezna Kmicica i wskaza go do strzau,
ale przy sabym wietle uczywa Kmicic ustawicznie gin mu z oczu; to zjawia si znw jak
diabe czerwony, to znw gin w pomroce.
Opr ze strony laudaskiej sab z kad chwil, bo odj im serce upadek Jzwy i straszliwe
imi Kmicica. Lecz walczyli z zaciekoci. Tymczasem karczmarz przesun si cicho wedle
walczcych z wiadrem wody w rku i chlusn na ogie. W izbie nastaa ciemno zupena; walczcy
zbili si w kup tak ciasn, e jeno piciami mogli si grzmoci; przez chwil krzyki
ustay, sycha byo tylko zdyszane oddechy i bezadny tupot butw. Wtem przez drzwi wywalone
uskoczyli naprzd Rzdzianowi, za nimi laudascy, za nimi Kmicicowi.
Rozpocz si pocig w sieni, w pokrzywach przed sieni i w szopie. Rozlego si kilka
strzaw, nastpnie wrzaski i kwik koni. Zawrzaa bitwa przy Rzdzianowych wozach, pod ktre
jego czelad si schronia, laudascy szukali rwnie pod nimi ucieczki, i wwczas to wanie
parobcy, biorc ich za napastnikw, dali kilkakro do nich ognia.
 Poddajcie si!  krzycza stary Kiemlicz zapuszczajc ostrze swej szabli midzy szprychy
woza i bodc na olep ukrytych pod nim ludzi.
 Stj! poddajem si!  odpowiedziao kilka gosw.
I wnet czelad z Wsoszy pocza wyrzuca spod wozu szable i szturmaki, nastpnie samych
wycigali za eb modzi Kiemlicze, a stary zakrzykn:
 Do wozw! Bra, co w rce wpadnie! ywo! ywo! do wozw!
Modzi nie dali sobie trzeci raz rozkazu powtrzy i rzucili si do odpinania opony, spod ktrej
uby Rzdzianowe ukazyway wypuke boki. Ju poczli i uby wyrzuca, gdy nagle zabrzmia
gos Kmicica:
 Stj!
I Kmicic, popierajc rk rozkaz, pocz ich pazowa krwaw szabl.
Kosma i Damian uskoczyli popiesznie na bok.
 Wasza mio!... nie mona?  pyta pokornie stary.
 Wara!  krzykn Kmicic.  Szukaj mi starosty!
Kopnli si tedy w mig Kosma i Damian, a za nimi ojciec, i po kwadransie ukazali si znowu,
prowadzc Rzdziana, ktry ujrzawszy Kmicica skoni si nisko i rzek:
 Z przeproszeniem waszej mioci, krzywda mi si tu dzieje, bo ja z nikim wojny nie szuka,
a e znajomych jad odwiedzi, to wolno kademu...
Kmicic, wsparty na szabli, oddycha ciko i milcza, wic Rzdzian mwi dalej:
 Ja tam ni Szwedom, ni ksiciu hetmanowi adnej krzywdy nie uczyni, jenom do pana Woodyjowskiego
jecha, bo stary mj znajomy i na Rusi my razem wojowali... A po co mnie guza
szuka?! Nie byem w Kiejdanach i nic mi do tego, co tam byo... Ja patrz, bym skr ca wywiz
i eby to, co mi Bg da, nie przepado... Bom tego te nie ukrad, ale w pocie czoa zarobi...
Nic mnie do caej tej sprawy! Niech mnie wasza wielmono pozwoli wolno jecha...
Kmicic oddycha ciko, patrzc wci jakby z roztargnieniem na Rzdziana.
 Prosz pokornie waszej wielmonoci!  zacz znw starosta.  Wasza wielmono widziaa,
e ja tych ludzi nie zna i przyjacielem im nie byem. Napadli na wasz mio, to maj za
swoje, ale za co ja mam cierpie, za co moje ma przepada? Com ja zawini? Jeeli nie moe
inaczej by, to ja onierzom waszej wielmonoci wykupi si, cho mnie, ubogiego czeka, na
wiele nie sta... Po talarze im dam, eby im fatyga na darmo nie wysza... Dam i po dwa... a wasza
wielmono przyjmie te ode mnie...
 Zakry te wozy!  krzykn nagle Kmicic  a wasze bierz rannych i jed do diaba!
 Dzikuj pokornie jegomoci  rzek pan dzierawca z Wsoszy.
Wtem zbliy si stary Kiemlicz wysuwajc naprzd doln warg z resztkami zbw i jczc:
 Wasza mio... to nasze... Zwierciado sprawiedliwoci... to nasze...
Lecz Kmicic spojrza na niego tak, e stary skurczy si a do ziemi i nie mia wymwi ni
sowa.
Czelad Rzdzianowa rzucia si konie co duchu do wozw zakada, Kmicic za zwrci si
znw do pana starosty:
 Bierz tych wszystkich rannych i zabitych, ktrzy si znajd, odwie ich panu Woodyjowskiemu
i powiedz mu ode mnie, em mu nie wrg, a moe i lepszy przyjaciel, ni myli... Alem
go chcia min, bo nie teraz jeszcze pora, abymy si spotkali. Moe pniej przyjdzie ten czas,
ale dzi ani on by nie uwierzy, ani ja nie miabym go czym przekona... Moe pniej...Uwaaj
wapan! Powiedz mu, e ci ludzie mnie napadli i e musiaem si broni.
 Po sprawiedliwoci tak i byo  rzek Rzdzian.
 Czekaj... Powiedz jeszcze panu Woodyjowskiemu, eby si kupy trzymali, e Radziwi,
niech jeno si jazdy od Pontusa doczeka, to wnet ruszy na nich. Moe ju jest w drodze. Obaj z
ksiciem koniuszym i elektorem praktykuj, i blisko granicy niebezpiecznie sta. A przede
wszystkim niech si kupy trzymaj, bo pogin marnie. Wojewoda witebski chce si na Podlasie
przedrze... Niech mu id naprzeciw, aby w razie przeszkody da pomoc.
 Wszystko powiem, jakoby mi za to pacono.
 Cho to Kmicic mwi, cho Kmicic ostrzega, nieche mu wierz, niech si poradz z innymi
pukownikami i zastanowi, e w kupie bd mocniejsi. Powtarzam, e hetman ju w drodze,
a ja panu Woodyjowskiemu nie wrg.
 eby ja to mia jaki znak od waszej mioci, to by lepiej jeszcze byo  rzek Rzdzian.
 Po co ci znaku?
 Bo i pan Woodyjowski zaraz by lepiej w szczero afektu waszej mioci uwierzy i tak by
pomyla, e musi by co w tym, jeli znak przysya.
 To masz ten sygnet  rzek Kmicic  chocia znakw po mnie nie brak na bach u tych ludzi;
ktrych panu Woodyjowskiemu odwieziesz.
To rzekszy zdj piercie z palca. Rzdzian za przyj go skwapliwie i rzek:
 Dzikuj pokornie jegomoci.
W godzin pniej Rzdzian wraz ze swymi wozami, z czeladzi, troch jeno poturbowan,
jecha spokojnie ku Szczuczynowi odwoc trzech zabitych i reszt rannych, midzy ktrymi
Jzw Butryma z przecit twarz i rozbit gow. Jadc spoglda na piercie, ktrego kamie
cudnie byszcza przy ksiycu, i rozmyla o tym dziwnym i strasznym czowieku, ktry tyle
zego sprawiwszy konfederatom, a tyle dobrego Szwedom i Radziwiowi, chcia jednak widocznie
ratowa konfederatw od ostatniej zguby.
Bo to, co radzi, to szczerze  mwi do siebie Rzdzian.  Kupy zawsze si lepiej trzyma.
Ale czemu ostrzega? Chyba z afektu dla pana Woodyjowskiego, e go to zdrowiem w Billewiczach
udarowa. Chyba z afektu! Ba, ale ksiciu hetmanowi na ze moe wyj ten afekt. Dziwny
to czek. Radziwiowi suy, a naszym ludziom yczy... I do Szwedw jedzie... Tego ja nie
rozumiem...
Po chwili za doda:
Hojny pan... Jeno le mu w drog wazi.
Rwnie ciko i rwnie bezskutecznie jak Rzdzian ama sobie gow stary Kiemlicz, pragnc
znale odpowied na pytanie: komu pan Kmicic suy?
Do krla jedzie, a konfederatw bije, ktrzy wanie przy krlu stoj? Co to jest? I Szwedom
nie ufa, bo si kryje... Co z nami bdzie?
Tu, nie mogc doj do adnej konkluzji, zwrci si ze zoci ku synom:
 Szelmy! Bez bogosawiestwa pozdychacie! A nie moglicie cho tamtych pobitych obmaca?
 Balim si!  odpowiedzieli Kosma i Damian.
Jeden Soroka by zadowolony i capa wesoo tu za swym pukownikiem.
Ju nas zy urok min  myla  skoromy tamtych pobili. Ciekaw jestem, kogo teraz bdziemy bili?
I byo mu to wszystko jedno, rwnie jak i to, gdzie jecha.
Do Kmicica nikt nie mia przystpi ani pyta go o cokolwiek, bo mody pukownik jecha
chmurny jak noc. I gryz si strasznie, e tych ludzi musia pobi, obok ktrych rad by w szeregu
jak najprdzej sta. Lecz gdyby nawet podda si i pozwoli odprowadzi do pana Woodyjowskiego,
co by pomyla pan Woodyjowski, gdyby si dowiedzia, e schwytano go przebierajcego
si pod zmienion postaci ku Szwedom i z glejtami do szwedzkich komendantw.
Stare grzechy mnie cigaj i przeladuj...  mwi sobie Kmicic.  Uciekn jak najdalej, a
Ty, Boe, mnie prowad...
I pocz si modli arliwie i opdza sumieniu, ktre powtarzao mu:
Znw trupy za tob, i nieszwedzkie...
Boe, bd miociw!...  odpowiada Kmicic  jad do pana mego, tam mi si suba rozpocznie...
ROZDZIA V
Rzdzian nie mia zamiaru zostawa na noc w Pokrzyku, bo z Wsoszy do Szczuczyna byo
niedaleko  pragn wic tylko da wytchnienie koniom, zwaszcza tym, ktre wozy adowne
cigny. Gdy wic Kmicic pozwoli mu jecha dalej, nie traci Rzdzian czasu i w godzin pniej
wjeda ju do Szczuczyna pn noc i opowiedziawszy si straom, roztasowa si w
rynku, bo domy byy przez onierzy pozajmowane, ktrzy i tak nie wszyscy mogli si pomieci.
w Szczuczyn uchodzi za miasto, ale nim nie by rzeczywicie, nie mia albowiem jeszcze
ani waw, ani ratusza, ani sdw, ani kolegium pijarskiego, ktre dopiero za czasw krla Jana
III powstao, a domw szczupo i wicej chaup ni domw, ktre dlatego tylko miastem si
zway, e w kwadrat byy pobudowane tworzc rynek, niewiele zreszt mniej botnisty od stawu,
nad ktrym miecina leaa.
Przespawszy si pod ciep wilczur, doczeka Rzdzian ranka i zaraz uda si do pana Woodyjowskiego,
ktry nie widziawszy go od wiekw, przyj radonie i zaraz poprowadzi do
kwatery panw Skrzetuskich i pana Zagoby. Rozpaka si a Rzdzian na widok dawnego pana,
ktremu tyle lat suc wiernie, tyle przygd razem z nim przeby i fortuny si w kocu dorobi.
Nie wstydzc si wic dawnej suby pocz po rkach pana Jana caowa i powtarza z
rozrzewnieniem:
 Mj jegomo... mj jegomo... W jakich to czasach my si znw spotykamy!...
Jli tedy razem wszyscy na czasy narzeka  wreszcie pan Zagoba rzek:
 Ale ty, Rzdzian, zawsze u fortuny za pazuch siedzisz i jako widz, na pana wyszede.
Pamitasz, azalim ci nie prorokowa, e jeeli ci nie powiesz, to bdzie z ciebie pociecha!...
C si teraz z tob dzieje?
 Mj jegomo, za co mnie mieli wiesza, kiedy ja ani przeciw Bogu, ani przeciw prawu nic
nie uczyni. Suyem wiernie, a jeelim kogo zdradzi, to chyba nieprzyjaci, co sobie jeszcze
za zasug poczytuj. A em tu i wdzie jakiego hultaja fortelem star, jako to z rebelizantw
albo on czarownic  pamita jegomo?  to te nie grzech, a choby by grzech, to jegomocin,
nie mj, bom ja si wanie od jegomoci fortelw wyuczy.
 O, nie moe by!... Patrzajcie go!  rzek pan Zagoba.  Jeeli chcesz, bym ja za twoje
grzechy po mierci wy, to mi za ycia fructa ich oddaj. Same uywasz onych wszystkich bogactw,
ktre midzy Kozakami zebra, i samego za to w piekle na skwarki przetopi!
 Bg askaw, mj jegomo, chocia to jest nieprawda, ebym sam uywa, bo ja naprzd
zych ssiadw ze szcztem sprocesowaem i rodzicieli opatrzyem, ktrzy teraz spokojnie w
Rzdzianach siedz, adnej dyferencji ju nie majc, bo Jaworscy z torbami poszli, a ja si opodal
dorabiam, jak mog.
 To nie mieszkasz ju w Rzdzianach?  pyta pan Jan Skrzetuski.
 W Rzdzianach rodziciele po dawnemu ywi, a ja mieszkam w Wsoszy i nie mog si
skary, bo Bg mi bogosawi. Ale jakiem usysza, e waszmociowie w Szczuczynie jestecie,
juem nie mg dosiedzie, bom sobie pomyla: wida czas si znowu ruszy! Ma by
wojna, to niech bdzie!
 Przyznaje si  rzek Zagoba  e ci Szwedzi z Wsoszy wystraszyli...
 Szwedw jeszcze w ziemi widzkiej nie masz, chyba podjazdki mae zachodz, i to ostronie,
bo chopstwo na nich okrutnie zawzite.
 To mi dobr nowin przynosisz  rzek Woodyjowski  gdy ja wczoraj umylnie podjazd
wysaem, aby jzyka o Szwedach zasign, bom nie wiedzia, czy mona bezpiecznie w
Szczuczynie popasa. Pewnie ci ten podjazd tu przyprowadzi?
 Ten podjazd? Mnie? To ja jego przyprowadzi, a raczej przywiz, bo tam i jednego czowieka
midzy tymi ludmi nie masz, ktry by o wasnej mocy na koniu mg usiedzie!
 Jake to?... Co za prawisz?... C si stao?  pyta Woodyjowski.
 Bo ich okrutnie pobito  objani Rzdzian.
 Kto ich pobi?
 Pan Kmicic.
Panowie Skrzetuscy i Zagoba a porwali si z aw, pytajc jeden przez drugiego:
 Pan Kmicic? A co by on tu robi?... Czyliby sam ksi hetman ju tu przycign? Nue!
Powiadaj wraz, co si stao?
Lecz pan Woodyjowski wypad tymczasem  izby, chcc wida naocznie sprawdzi rozmiary
klski i ludzi obejrze; wic Rzdzian rzek:
 A po co mam opowiada, lepiej poczeka, a pan Woodyjowski wrci, bo to najwicej jego
sprawa, a szkoda gby dwa razy jedno powtarza.
 Widziae Kmicica na wasne oczy?  pyta pan Zagoba.
 Jako jegomoci widz.
 I gadae z nim?
 Jakem nie mia gada, kiedy my si w Pokrzyku, niedaleko std, zjechali, ja koniom wypoczywaem,
a on na nocleg sta. Mao godzin gadalimy, bo nie byo co innego robi. Ja narzekaem
na Szwedw, a on te narzeka...
 Na Szwedw? On take narzeka?  pyta Skrzetuski.
 Jak na diabw, cho midzy nich jecha.
 Sia byo wojska z nim?
 adnego z nim wojska nie byo, ino czeladzi kilku, prawda, e zbrojnych i z takimi mordami,
e ju chyba i ci, ktrzy witych modziankw za Herodowym ordynansem wycinali, sroszych
i szpetniejszych nie mieli. Powiada mi si chodaczkowym szlachcicem i mwi, e z
komi na jarmarki jedzie. Ale cho koni mieli kilkanacie w tabunku, przecie mi si to nie wydao,
bo to i osoba inna, i fantazja nie taka jak u koniuchw, i piercie zacny na rku widziaem...
Ten wanie.
Tu bysn Rzdzian przed oczy suchaczom kosztownym kamieniem, a pan Zagoba uderzy
si po pole i zakrzykn:
 Ju go od niego wycygani! Po tym jednym poznabym ci, Rzdzian, na kocu wiata!
 Z przeproszeniem jegomoci, nie cyganiem, bom te szlachcic do rwnoci si z kadym
poczuwajcy, nie Cygan, chocia dzierawami chodz, pki Bg nie da osi na swoim. A ten
piercie da mi pan Kmicic na znak, e to, co mwi, to prawda, a ja zaraz waszmociom sowa
jego wiernie powtrz, bo widzi mi si, e tu o skry nasze chodzi.
 Jak to?  pyta Zagoba.
Wtem wszed pan Woodyjowski, cay wzburzony i od gniewu blady, czapk o st rzuci i
zawoa:
 To przechodzi imaginacj! Trzech ludzi zabitych, Jzwa Butrym usieczony, ledwie tchnie!
 Jzwa Butrym?... To to czowiek niedwiedziej siy!  rzek zdumiony Zagoba.
 Jego w moich oczach sam pan Kmicic rozcign  wtrci Rzdzian.
 A do mi tego pana Kmicica!  mwi w uniesieniu Woodyjowski  gdzie si tylko ten
czowiek pokae, trupy za sob jak mr zostawuje. Do tego! Kwit za kwit, gardo za gardo...
Ale teraz nowy rachunek... Ludzi mi napsu, dobrych pachokw napad... To mu si do pierwszego
widzenia zakarbuje...
 Juci, co prawda to nie on ich napad, tylko oni jego, bo on w najciemniejszy kt si zaszy,
aby go nie poznali  rzek Rzdzian.
 A ty, zamiast co mia moim pomaga, to jeszcze za nim wiadczysz!  rzek z gniewem
pan Woodyjowski.
 Ja po sprawiedliwoci... A co do pomocy, chcieli moi pomaga, jeno niezrcznie im byo,
bo w tumulcie nie wiedzieli, kogo bi, kogo oszczdzi, i samym si przez to dostao. em z
dusz i ubami uszed, to jeno przez pana Kmicica wyrozumiao, bo posuchajcie, waszmociowie,
jak co si przytrafio.
Tu Rzdzian pocz opisywa szczegowo bitk w Pokrzyku, niczego nie opuci, a gdy
wreszcie powiedzia i to, co mu Kmicic powiedzie rozkaza, zdumieli si okrutnie towarzysze.
 One sam to mwi?  pyta Zagoba.
 Sam  odrzek Rzdzian.  Ja (powiada) panu Woodyjowskiemu ani konfederatom nie
wrg, cho inaczej myl. Pniej to si pokae, a tymczasem niech si kupy, na miy Bg,
trzymaj, bo ich wojewoda wileski jako raki ze saka wybierze.
 I powiedzia, e wojewoda ju w pochodzie?  pyta Jan Skrzetuski.
 Mwi jeno, e tylko na posiki szwedzkie czeka i e zaraz na Podlasie ruszy.
 Co wapanowie o tym wszystkim mylicie?  pyta Woodyjowski spogldajc na towarzyszw.
 Zadziwiajca rzecz!  odpowiedzia Zagoba.  Albo ten czowiek Radziwia zdradza, albo
nam jak zasadzk gotuje. Ale jak? Radzi si kupy trzyma, co moe za szkoda std dla nas
wynikn?
 e godem zniszczejem  odrzek Woodyjowski.  Wanie mam wiadomo, e i eromski,
i Kotowski, i Lipnicki maj rozdzieli chorgwie po kilkadziesit koni i po caym wojewdztwie
rozoy, bo w kupie nie mog si wyywi.
 A jeli Radziwi istotnie nadejdzie?  pyta Stanisaw Skrzetuski  to kto mu si wwczas
oprze?
Nikt nie umia odpowiedzie na to pytanie, bo rzeczywicie byo jasnym jak soce, e gdyby
hetman wielki litewski nadcign i zasta siy konfederackie rozproszone, tedyby poznosi je z
najwiksz atwoci.
 Zadziwiajca rzecz!  powtrzy Zagoba.
I po chwili milczenia mwi dalej:
 Wszelako Kmicic okaza ju, e nam szczerze yczliwy. Pomylabym, e moe Radziwia
porzuci... Ale w takim razie nie przemykaby si w przebraniu, i to dokd?  do Szwedw?
Tu zwrci si do Rzdziana:
 Wszake ci mwi, e na Warszaw jedzie?
 Tak jest!  rzek Rzdzian.
 No, to tam ju moc szwedzka.
 Ba! Ju o tej godzinie musia Szwedw napotka, jeeli ca noc jecha  odpowiedzia
Rzdzian.
 Widzielicie kiedy takiego czowieka?  pyta Zagoba pogldajc na towarzyszw.
 e w nim jest zo z dobrym pomiszane jak plewy z ziarnem, to pewna  rzek Jan Skrzetuski
 ale eby w tej radzie, jak nam teraz daje, bya jakowa zdrada, temu wprost neguj. Nie
wiem, dokd jedzie, dlaczego si w prze-braniu przemyka, i prno bym gow nad tym ama,
bo to jakowa tajemnica... Ale radzi dobrze, ostrzega szczerze, na to przysign, jak rwnie i na
to, e jedyny to dla nas ratunek tej rady usucha. Kto wie, czy mu znw zdrowia i ycia nie zawdziczamy.
 Dla Boga!  zakrzykn pan Woodyjowski  jake Radziwi ma tu przyj, kiedy mu na
drodze stoj Zotarekowi i piechota Chowaskiego. Co innego my! Jedna chorgiew si przelinie,
a i to w Pilwiszkach musielimy sobie szablami drog otwiera. Co innego Kmicic, ktry
w kilku ludzi si przemyka, ale ksi hetman jak przejdzie z caym wojskiem? Chyba tamtych
wprzd zniesie...
Jeszcze nie skoczy mwi pan Woodyjowski, gdy drzwi si otworzyy i wszed pachoek
subowy.
 Posaniec z listem do pana pukownika  rzek.
 Dawaj go sam!  odrzek Woodyjowski.
Pachoek wyszed i po chwili wrci z listem. Pan Micha prdko zama piecz i pocz
czyta:
Czegom wczoraj nie dopowiedzia dzierawcy z Wsoszy, to dzi dopisuj. Hetman i sam
wojska ma na was dosy, ale umylnie na posiki szwedzkie czeka, aby pod powag krla
szwedzkiego na was i. Bo gdyby go Septentrionowie wwczas zaczepili, tedyby musieli i na
Szwedw uderzy, a to by znaczyo wojn z krlem szwedzkim. Czego oni nie bd mieli
uczyni nie majc rozkazw, bo si Szweda boj i odpowiedzialnoci za rozpoczcie wojny na
si nie wezm. Poznali si ju na tym, e Radziwi wszdy umylnie Szwedw im chce nadstawia;
niechby cho jednego ustrzelili albo usiekli, zaraz by wojna bya. Sami teraz Septentrionowie
nie wiedz, co czyni, gdy Litwa Szwedom poddana; stoj wic w miejscu, czekajc jeno,
co bdzie, i dalej nie wojujc. Dla tych przyczyn i Radziwia nie powstrzymaj ani mu wstrtu
nie uczyni, ktry prosto na was pjdzie i bdzie po kolei znosi, jeeli si w kup nie zbierzecie.
Na Boga! uczycie to i pilno wojewod witebskiego do si zapraszajcie, bo i jemu teraz do was
przez Septentrionw atwiej, dopki jako ogupieli stoj. Chciaem was przestrzec pod innym
nazwiskiem, bycie atwiej uwierzyli, ale e si ju wydao, od kogo wiadomo, tedy swoje
podpisuj. Zguba, jeli nie uwierzycie, bo i ja ju nie ten, co byem, a da Bg cakiem inaczej
jeszcze o mnie usyszycie.  K m i  i .
 Chciae wiedzie, jak Radziwi przyjdzie do nas, ot, masz odpowied!  rzek Jan Skrzetuski.
 Prawda jest... Dobre racje daje!  odpowiedzia Woodyjowski.
 Co to, dobre? wite racje!  zawoa Zagoba.  Tu nie moe by wtpliwoci. Jam si
pierwszy na tym czowieku pozna i cho nie ma przeklestwa, ktrego by nad jego gow nie
miotano, ja wam powiadam, e jeszcze go bdziem bogosawi. U mnie do na czeka spojrze,
eby wiedzie, co wart. A pamitacie, jako mi do serca przypad w Kiejdanach? Sam on te
nas kocha, jako ludzi rycerskich, a gdy moje nazwisko pierwszy raz usysza, to mnie mao nie
udusi z admiracji i przeze mnie wszystkich was ocali.
 Jegomo to si nic nie zmieni  zauway Rzdzian  czeg by to pan Kmicic mia wicej
jegomoci od mego pana albo od pana Woodyjowskiego admirowa?
 Gupi!  odpowiedzia Zagoba.  Na tobie od razu si pozna, i jeeli ci zowie dzierawc,
nie kpem z Wsoszy, to jeno przez polityk!
 To moe i jegomoci przez polityk admirowa?  odpar Rzdzian.
 Obacz, jak chleb bodzie; oe si, panie dzierawco, a bdziesz jeszcze lepiej bd... Ja w
tym !
 Wszystko to dobre  rzek Woodyjowski  ale jeli on tak szczerze nam yczy, to czemu
sam do nas nie przyjecha zamiast si jako wilk koo nas przemyka i ludzi nam ksa?
 Nie twoja gowa, panie Michale  odpowiedzia Zagoba.  Co my uradzimy, to ty rb, a le
na tym nie wyjdziesz. eby twj dowcip wart by twojej szabli, to by ju hetmanem wielkim na
miejscu pana Rewery Potockiego by. A po co Kmicic mia tu przyjeda?... Czy nie po to, eby
mu tak samo nie wierzy, jak pismu jego nie wierzysz, z czego by zaraz i do wielkiej ktni
doj mogo, bo to zadzierysty kawaler? A dajmy, eby ty uwierzy, to co by rzekli inni pukownicy,
jako Kotowski, eromski albo Lipnicki?... Co by rzekli twoi ludzie laudascy? czyby
go nie usiekli, gdyby tylko gow odwrci?
 Ojciec ma racj  rzek Jan Skrzetuski  on tu nie mg przyjecha.
 To czego do Szwedw jedzie?  powtrzy uparty pan Micha.
 Diabe go wie, czy do Szwedw, diabe wie, co w t szalon pak mogo strzeli! Nic nam
do tego, my oto z ostrzeenia korzystajmy, jeeli gowy chcemy unie.
 Tu nie ma si co i namyla  rzek Stanisaw Skrzetuski.
 Trzeba co prdzej zawiadomi Kotowskiego, eromskiego, Lipnickiego i tego drugiego
Kmicica  mwi Jan Skrzetuski.  Wylij do nich, Michale, co prdzej wieci, ale nie pisz im,
kto ostrzega, bo z pewnoci by nie uwierzyli.
 My jedni bdziemy wiedzieli, czyja zasuga, i w swoim czasie nie omieszkamy jej promulgowa!
 zakrzykn Zagoba.  Dalej, ywo, Michale!
 A sami pod Biaystok ruszymy, wszystkim tam zbr naznaczywszy. Daby Bg wojewod
witebskiego jak najprdzej!  rzek Jan.
 Z Biaegostoku trzeba bdzie do niego deputatw od wojska wysa. Da Bg, staniemy do
oczu panu hetmanowi litewskiemu  mwi Zagoba  w rwnej albo i lepszej sile. Nam si na
niego nie porywa, ale pan wojewoda witebski to co innego. A zacny to pan! a cnotliwy! nie
masz takiego drugiego w Rzeczypospolitej!
 Jegomo znasz pana Sapieh?  pyta Stanisaw Skrzetuski.
 Czy znam? Znaem go pachokiem, nie wikszym od mojej szabli. Ale ju by jako anio.
 To on teraz nie tylko majtnoci, nie tylko srebra i klejnoty, ale pono i skuwki na rzdzikach
na pienidze przetopi, byle jak najwicej wojska przeciw nieprzyjacioom ojczyzny zacign
 rzek pan Woodyjowski.
 Dziki Bogu, e cho taki jeden jest  odrzek Stanisaw  bo pamitacie, jakemy to i Radziwiowi
ufali?
 Blunisz wa!  krzykn Zagoba.  Wojewoda witebski! ba! ba! Niech yje wojewoda
witebski!... A ty, Michale, do ekspedycji! ywo do ekspedycji! Nieche tu piskorze w tym bocie
szczuczyskim zostaj, a my pjdziemy do Biaegostoku, gdzie moe i innych ryb dostaniem...
Chay te tam bardzo przednie ydzi na szabas wypiekaj. No! przynajmniej wojna si rozpocznie.
Bo mi ju tskno... A kiedy Radziwiem przetrcim, to si i do Szwedw wemiem. Pokazalimy
im ju, co umiemy!... Do ekspedycji, Michale, bo periculum in mora.
 A ja pjd podnie na nogi chorgiew!  rzek pan Jan.
I w godzin pniej kilkunastu posacw wylatywao, co ko wyskoczy, ku Podlasiowi, a za
nimi wkrtce ruszya caa chorgiew laudaska. Starszyzna jechaa na przedzie, naradzajc si i
dyskutujc, a onierzy prowadzi pan Roch Kowalski, namiestnik. Szli na Osowiec i Gonidz,
prostujc sobie drog ku Biaemustokowi, gdzie si innych konfederackich chorgwi spodziewali.
ROZDZIA VI
Listy pana Woodyjowskiego donoszce o pochodzie Radziwia znalazy posuch u wszystkich
pukownikw rozproszonych po caym wojewdztwie podlaskim. Niektrzy ju byli porozdzielali
chorgwie na mniejsze oddziay, aby tym atwiej przezimowa, inni pozwolili rozjecha
si towarzystwu po domach prywatnych, tak e pod znakami zaledwie po kilkunastu towarzyszw
i po kilkudziesiciu pocztowych zostao. Pukownicy pozwolili na to po czci z obawy
przed godem, a po czci dla trudnoci utrzymania w naleytej dyscyplinie chorgwi, ktre raz
wypowiedziawszy waciwej wadzy posuszestwo, skonne teraz byy do opozycji i wzgldem
swych przywdcw z lada powodu. Gdyby by znalaz si dowdca naleytej powagi i od razu
poprowadzi je do boju przeciw ktremukolwiek z dwch nieprzyjaci albo nawet przeciw Radziwiowi,
karno pozostaaby zapewne niewzruszon; ale zepsua si w prnowaniu na Podlasiu,
gdzie czas schodzi na ostrzeliwaniu jeno radziwiowskich zameczkw, na rabunku dbr
ksicia wojewody i na paktowaniu z ksiciem Bogusawem. W tych warunkach onierz przyucza
si tylko do swawoli i uciskania spokojnych mieszkacw wojewdztwa. Niektrzy onierze,
zwaszcza pocztowi i czelad, zbiegszy spod chorgwi, potworzyli kupy swawolne i
trudnili si rozbojem na gocicach. I tak owe wojsko, ktre nie poczywszy si z adnym nieprzyjacielem
byo jedyn nadziej krla i patriotw, marniao z dniem kadym. Podzia chorgwi
na drobne oddziay dopeni rozprzenia. Prawda, e w kupie trudno byo si wyywi, ale
jednak moe i umylnie przesadzano obawy godu, bo przecie bya to jesie, a zbiory uday si
szczliwie  zwaszcza e aden nieprzyjaciel nie zniszczy poprzednio ogniem i mieczem wojewdztwa.
Zniszczyy je poniekd wanie rabunki konfederackich onierzy, tak jak samych
onierzy zniszczya bezczynno.
Albowiem rzeczy tak si zoyy dziwnie, i nieprzyjaciel zostawi w spokoju te chorgwie.
Szwedzi zalewajc kraj od zachodu i cignc na poudnie nie doszli jeszcze do tego kta, jaki
midzy wojewdztwem mazowieckim a Litw tworzyo Podlasie  z drugiej za strony zastpy
Chowaskiego, Trubeckiego i Srebrnego stay w pozajmowanych przez si okolicach bezczynnie,
wahajc si, a raczej same nie wiedzc, co pocz. Na Rusi Buturlin z Chmielnickim rozpuszczali
po dawnemu zagony i wanie w tych czasach porazili pod Grdkiem gar wojska,
ktrej przywodzi hetman wielki koronny, pan Potocki. Ale Litwa bya pod protektoratem
szwedzkim. Pustoszy i zajmowa j dalej znaczyo to samo, jak susznie zauway w licie
swym Kmicic, co wypowiada wojn straszliwym i wzbudzajcym powszechn w wiecie trwog
Szwedom. Bya tedy chwila folgi od Septentrionw  i niektrzy dowiadczeni ludzie przepowiadali
nawet, e wkrtce zwrc si oni, jako sprzymierzecy Jana Kazimierza i Rzeczypospolitej,
przeciw krlowi szwedzkiemu, ktrego potga, gdyby panem caej Rzeczypospolitej
zosta, nie miaaby rwnej w Europie.
Nie zaczepia tedy Chowaski ni Podlasia, ni skonfederowanych chorgwi, a one wzajem,
pozbawione wodza, rozproszone, nie zaczepiay i nie byy w sile zaczepi kogokolwiek lub
przedsiwzi co waniejszego nad rabunek dbr radziwiowskich. Natomiast marniay. Jednake
listy pana Woodyjowskiego o grocym pochodzie Radziwia rozbudziy pukownikw z
upienia i bezczynnoci. Poczto ogarnia chorgwie, rozpisywa awizy wzywajce rozproszonych
onierzy pod znaki i groce karami tym, ktrzy by si nie stawili. Pierwszy eromski,
najpowaniejszy midzy pukownikami i ktrego chorgiew w najlepszym bya stanie, ruszy nie
omieszkujc pod Biaystok; za nim przyby w tygodniu Jakub Kmicic, prawda, e tylko w sto
dwadziecia ludzi  po czym zaczli si ciga onierze Kotowskiego i Lipnickiego, to pojedynczo,
to gromadkami; sza take na ochotnika i drobna szlachta z okolicznych zaciankw,
jako Zicinkowie, widerscy, Jaworscy, Rzdzianowie, Mazowieccy; przybywali wolentariusze
nawet z wojewdztwa lubelskiego, jako Karwowscy i Turowie; od czasu do czasu przybywa i
zamoniejszy szlachcic z jakim takim pocztem sug dobrze zbrojnych. Wysano deputatw od
chorgwi do egzakcyj, ktrzy pienidze i ywno za kwitami mieli wybiera  sowem, ruch
zapanowa wszdy, zawrzay przygotowania wojenne i gdy pan Woodyjowski ze sw laudask
chorgwi nadcign, stao ju kilka tysicy ludzi pod broni, ktrym tylko przywdcy brakowao.
Wszystko to byo i do bezadne, i do niesforne, ale ani tak bezadne, ani tak niesforne, jak
owa szlachta wielkopolska, ktra przed kilku miesicami miaa pod Ujciem Szwedom przeprawy
broni; albowiem owi Podlasianie, Lublinianie i Litwa byli to ludzie z wojn obyci, i nie
byo nawet midzy tymi ochotnikami ani jednego, prcz wyrostkw, ktry by prochu nie wcha
i z tabakiery Gradywa nie zaywa. Kady w swoim yciu czyni to przeciw Kozakom, to
przeciw Turkom, to przeciw Tatarom; byli tacy, ktrzy jeszcze szwedzkie wojny pamitali. Nad
wszystkimi za growa dowiadczeniem wojennym i wymow pan Zagoba i rad si znalaz w
tym zbiegowisku onierskim, w ktrym o suchym gardle nie radzono.
Gasi wic powag najpowaniejszych pukownikw. Laudascy ludzie opowiadali, e gdyby
nie on, tedyby Woodyjowski, Skrzetuscy, Mirski i Oskierko zginli z rk radziwiowskich, bo
ju ich na stracenie do Bir wieziono. On sam zasug swych nie ukrywa i sprawiedliwo sobie
zupen oddawa, aby wszyscy wiedzieli, kogo maj przed sob.
 Nie lubi si chwali  mwi  ani gada o tym, czego nie byo, bo u mnie prawda grunt,
co moe i mj siostrzan powiadczy.
Tu zwraca si do pana Rocha Kowalskiego, ktry wystpowa wwczas zza plecw pana Zagoby
i mwi dobitnym, stentorowym gosem:
 Wuj... nie... e!...
I sapic toczy oczyma po obecnych, jakby szukajc zuchwalca, ktry by mu mia zaprzeczy.
Ale nikt nigdy nie przeczy, wic pan Zagoba poczyna opowiada o swych dawnych przewagach:
jako jeszcze za ycia pana Koniecpolskiego przyczyni si dwukrotnie do zwycistwa
nad Gustawem Adolfem, jak potem Chmielnickiego splantowa, co pod Zbaraem dokazywa,
jako ksi Jeremi na jego radach we wszystkim polega i jako mu prowadzenie wycieczek powierza...
 A po kadej wycieczce  mwi  gdymy na pi albo na dziesi tysicy hultajstwa napsuli,
to Chmielnicki a bem z desperacji w cian tryka i powtarza: Nikt inny tego nie uczyni,
tylko ten diabe Zagoba!, a kiedy ju do paktw zborowskich przyszo, to chan sam jako
dziwo mnie oglda i o konterfekt uprasza, bo chcia go sutanowi w prezencie posa.
 Takich nam dzi trzeba wicej ni kiedy!  powtarzali suchacze.
A gdy wielu i bez tego o nadzwyczajnych czynach pana Zagoby syszao, o ktrych wieci
po caej Rzeczypospolitej chodziy, gdy i wiee wypadki w Kiejdanach, jako to: uwolnienie
pukownikw i bitwa klewaska ze Szwedami, potwierdzay dawn opini ma, sawa jego
rosa coraz bardziej, i chodzi w niej pan Zagoba jak w socu, wszystkim na oczach, nad innych
promienisty i jasny.
 Gdyby takich tysic byo w Rzeczypospolitej, nie przyszoby do tego, co si zdarzyo! 
powtarzano w obozie.
 Dzikujmy Bogu, e cho jednego mamy midzy sob!
 One pierwszy Radziwia zdrajc zakrzykn.
 I zacnych ludzi z jego rk wyrwa, i po drodze Szwedw pod Klewanami tak porazi, e i
wiadek klski nie uszed.
 Pierwsze zwycistwo on odnis!
 Da Bg i nieostatnie!
Pukownicy, jako eromski, Kotowski, Jakub Kmicic i Lipnicki patrzyli take na Zagob z
wielkim szacunkiem. Wydzierano go sobie z rk do rk i zasigano jego rady we wszystkim,
podziwiajc roztropno, prawie mstwu wyrwnywajc.
A wanie radzono teraz nad wan spraw. Wysano wprawdzie deputatw do wojewody
witebskiego, by przyjeda obj dowdztwo, ale poniewa nikt dobrze nie wiedzia, gdzie w
tej chwili pan wojewoda si znajduje, deputaci wic pojechali i jakby w wod wpadli. Byy wieci,
e ich Zotarekowe podjazdy ogarny, ktre zapuszczay si pod Wokowysk rabujc na
wasn rk.
Postanowili tedy pukownicy pod Biaymstokiem obra tymczasowo regimentarza, ktry by
a do przyjazdu pana Sapiehy rzd nad wszystkimi sprawowa. Nie potrzeba mwi, e z wyjtkiem
pana Woodyjowskiego, kady pukownik o sobie myla.
Rozpoczy si zabiegi i kaptowania. Wojsko owiadczyo, e chce mie udzia w wyborach, i
to nie przez deputatw, ale w kole generalnym, ktre wnet w tym celu zoono.
Woodyjowski, po naradzie ze swymi towarzyszami, poleca mocno pana eromskiego, ktry
by czowiek cnotliwy, powany, a przy tym imponowa wojsku sam urod i senatorsk brod
w pas. onierz przy tym by biegy i dowiadczony. Sam przez wdziczno poleca pana Woodyjowskiego,
ale Kotowski, Lipnicki i Jakub Kmicic opierali si temu twierdzc, e nie mona
najmodszego wiekiem wybiera, bo regimentarz musi i przed obywatelstwem najwiksz reprezentowa
powag.
 A kt tu najstarszy?  zapytay liczne gosy.
 Wuj najstarszy!  zakrzykn nagle pan Roch Kowalski tak gromkim gosem, e a wszyscy
zwrcili gowy w jego stron.
 Szkoda tylko, e chorgwi nie ma  rzek Jachowicz, namiestnik eromskiego.
Lecz inni poczli woa:
 To i co z tego?! Czy to nam niewola pukownika koniecznie obiera?... Zali to nie w mocy
naszej? Zali nie in liberis suffragiis? To krlem wolno kadego szlachcica obra, nie dopiero
regimentarzem...
Wtem pan Lipnicki, jako niechtny by dla eromskiego i nie chcia, wszelkimi sposobami,
jego wyboru dopuci, zabra gos:
 Jako ywo! wolno waszmociom gosowa, jak si podoba! A nie obierzecie pukownika, to
si i lepiej stanie, bo nie bdzie nikomu krzywdy ani inwidii.
Wtedy powsta haas straszliwy. Liczne gosy woay: Do wotw! do wotw!  inni za:
Kto tu od pana Zagoby sawniejszy? Kto wikszy rycerz? Kto onierz dowiadczeszy? Pana
Zagob prosimy... Niech yje pan Zagoba! Niech yje regimentarz!
 Niech yje! niech yje!  wrzeszczao coraz wicej gardzieli.
 Na szable opornych!...  krzyczeli znowu burzliwsi.
 Nie ma opornych!... unanimitate!  odpowiaday tumy.
 Niech yje! On Gustawa Adolfa porazi! On Chmielnickiemu sada za skr nala!
 I pukownikw samych ratowa!
 I Szwedw pod Klewanami porazi!
 Vivat! vivat! Zagoba dux! Vivat! vivat!
I tumy poczy podrzuca czapki, biega po obozie i szuka pana Zagoby.
On za zdumia si i zmiesza w pierwszej chwili, bo o godno nie zabiega, chcia jej dla
Skrzetuskiego i takiego obrotu rzeczy si nie spodziewa.
Tote gdy kilkutysiczny tum pocz wykrzykiwa jego nazwisko, tchu mu zabrako i zaczerwieni
si jak burak.
Wtem opadli go towarzysze; ale w uniesieniu wszystko tumaczyli sobie na dobre, bo widzc
jego zmieszanie poczli woa:
 Patrzcie! jako panna si zaponi! Modestia mstwu w nim rwna! Niech yje i niech nas do
wiktorii prowadzi!
Tymczasem nadeszli i pukownicy, radzi nieradzi, winszujc godnoci, a niektrzy moe i radzi
byli, e wspzawodnikw mina. Pan Woodyjowski tylko wsikami co rusza, nie mniej
od pana Zagoby zdumiony, a Rzdzian otworzywszy oczy i usta patrzy z niedowierzaniem, ale
ju i z szacunkiem na pana Zagob, ktry z wolna do siebie przychodzi, a po chwili wzi si w
boki i gow do gry zadar przyjmujc z odpowiedni godnoci powag yczenia.
Winszowa pierwszy eromski od pukownikw, a potem od wojska przemwi bardzo wymownie
towarzysz z chorgwi Kotowskiego, pan ymirski, cytujc maksymy rnych mdrcw.
Zagoba sucha, gow kiwa; wreszcie, gdy mwca skoczy, pan regimentarz przemwi w
nastpujce sowa:
 Moci panowie! Choby kto w niezbrodzonym chcia prawdziw utopi zasug oceanie albo
niebotycznymi przysypa j Karpatami, przecie ona, jakoby oleju przyrodzenie majc, na
wierzch wypynie, spod ziemi si wydobdzie, aeby do oczu ludzkich powiedzie: Jam jest,
ktra si wiata nie wzdragam, sdu nie lkam, nagrody czekam. Ale e jako drogi kamie w
zoto, tak cnota w modesti powinna by oprawiona, przeto pytam was, moci panowie, stojc tu
przed wami: Zalim si ze swymi zasugami nie kry? Zalim si przed wami chwali? Zalim o t
godno, ktrcie mnie ozdobili, tentowa? Wycie to sami zasug mych dopatrzyli, bom ja i
teraz jeszcze je negowa gotw i powiedzie wam: s tu lepsi ode mnie, jako pan eromski, pan
Kotowski, pan Lipnicki, pan Kmicic, pan Oskierko, pan Skrzetuski, pan Woodyjowski, tak
wielcy kawalerowie, jakimi sama staroytno chlubi by si moga... Przecz mnie, a nie ktrego
z nich, obralicie wodzem? Jeszcze czas... Zdejmcie mi t godno z barkw, a zacniejszego w
ten paszcz przyozdbcie!
 Nie moe by! nie moe by!  zaryczay setne i tysiczne gosy.
 Nie moe by!  powtrzyli pukownicy, uradowani z publicznej pochway, a chccy zarazem
przed wojskiem swoj skromno okaza.
 Widz i ja, e nie moe by inaczej!  odrzek Zagoba  niech si tedy wola waszmociw
speni. Dzikuj z serca, panowie bracia, i tak tusz, e da Bg, nie zawiedziecie si w tej ufnoci,
ktrcie we mnie pooyli. Jakowy przy mnie, tak i ja do garda sta przy was przyrzekam,
a czyli wiktori, czyli zgub fata nam niezbadane przynios, sama mier nas nie rozczy, bo i
po mierci saw si dzieli bdziem!
Okrutne uniesienie zapanowao w zebraniu. Jedni do szabel si imali, drudzy zy poczli roni;
panu Zagobie pot kroplami osiad na ysinie, ale zapa w nim wzrasta.
 Przy krlu naszym prawowitym, przy naszym elekcie i przy miej ojczynie sta bdziem! 
zakrzykn dla nich y! dla nich umiera! Moci panowie! jako ta ojczyzna ojczyzn, nigdy
takowe klski na ni nie spady. Zdrajcy otworzyli wrota i nie masz ju pidzi ziemi, kromie
tego wojewdztwa, w ktrej by nie grasowa nieprzyjaciel. W was ojczyzny nadzieja, a we mnie
wasza, na was i na mnie caa Rzeczpospolita ma oczy obrcone! Ukamy jej, e nie prno rce
wyciga. Jak wy ode mnie mstwa i wiary, tak ja od was karnoci dam i posuszestwa, a gdy
bdziemy zgodni, gdy przykadem naszym otworzymy oczy tym, ktrych nieprzyjaciel uwid 
tedy p Rzeczypospolitej do nas si zleci! Kto ma Boga i wiar w sercu, ten przy nas stanie,
moce niebieskie nas wespr, i kt nam wwczas sprosta?!
 Tak bdzie! Dla Boga, tak bdzie! Salomon mwi!... Bi! bi!  woay grzmice gosy.
A pan Zagoba rce ku pnocy wycign i pocz krzycze:
 Przychod teraz, Radziwille! przychod, panie hetmanie! panie heretyku! lucyperowy wojewodo!
Czekamy ci nie w rozproszeniu, ale w kupie, nie w dyskordii, ale w zgodzie, nie z papierami,
paktami, ale z mieczami w rku! Czeka ci tu wojsko cnotliwe i ja, regimentarz. Dalej!
wychod! dawaj Zagobie pole! Wezwij czartw na pomoc i prbujmy si!... Wychod!
Tu zwrci si znw do wojska i krzycza dalej, a si w caym obozie rozlegao:
 Dla Boga, moci panowie! Proroctwa mnie wspieraj! Zgody jeno, a pobijemy tych szelmw,
pludrw, poczosznikw, rybojadw i innych wszarzy, brodafianw, kousznikw, co w
lato saniami jed!... Damy im pieprzu, a pity pogubi umykajc. Bije tych psubratw, kto
yw! Bij, kto w Boga wierzy, komu cnota i ojczyzna mia!
Kilka tysicy szabel zabyso naraz. Tumy otoczyy pana Zagob cisnc si, depcc, popychajc
i wrzeszczc:
 Prowad! Prowad!
 Jutro poprowadz! Gotowa si!  krzykn w zapale Zagoba.
Wybr w odby si rano, a po poudniu odbywa si przegld wojska. Stay wic chorgwie
na choroszczaskich boniach, jedna przy drugiej w wielkim porzdku, z pukownikami i chorymi
na czele, a przed pukami jedzi regimentarz, pod buczukiem, z pozocist buaw w rku
i czaplim pirem przy czapce. Rzekby: hetman urodzony! I tak przeglda kolejno chorgwie,
jak pasterz przeglda trzod, a onierzom a serca przybywao na widok tej wspaniaej postaci.
Kady pukownik wyjeda kolejno ku niemu, a on z kadym pogada, co pochwali, co zgani,
i nawet ci z przywdcw, ktrzy z pocztku nieradzi byli z wyboru, musieli przyzna w duchu,
e z nowego regimentarza onierz bardzo materii wojskowych wiadom, dla ktrego przywdztwo
nie nowina.
Jeden tylko pan Woodyjowski dziwnie jako wsikami rusza, gdy nowy regimentarz, poklepa
go na przegldzie wobec innych pukownikw po ramieniu i rzek:
 Panie Michale, kontent jestem z ciebie, bo chorgiew tak porzdna, jako adna nie jest.
Wytrwaj jeno tak dalej, a moesz by pewien, e ci nie zapomn!
 Dalibg  szepn pan Woodyjowski Skrzetuskiemu wracajc z przegldu  co by mi mg
innego prawdziwy hetman powiedzie?
Tego samego dnia rozesa pan Zagoba podjazdy w te strony, w ktre byo trzeba, i w te, w
ktre nie byo potrzeby. Gdy wrciy nazajutrz rano, wysucha pilnie wszystkich doniesie, po
czym uda si do kwatery pana Woodyjowskiego, ktry mieszka razem ze Skrzetuskimi.
 Przy wojsku musz powag zachowywa  rzek askawie  ale gdymy sami, moemy w
dawnej konfidencji zostawa... Tum przyjaciel, nie zwierzchnik! Wasz rad te nie pogardz,
cho wasny rozum mam, gdy wiem, ecie ludzie dowiadczeni jak mao onierzy w caej
Rzeczypospolitej.
Przywitali go wic po dawnemu i wprdce konfidencja zapanowaa zupena, jeden tylko
Rzdzian nie mia by z nim jak dawniej i na samym brzeku awy siedzia.
 Co ojciec mylisz robi?  zapyta Jan Skrzetuski.
 Przede wszystkim porzdek i dyscyplin utrzyma i onierzy zaj, eby prnowaniem
nie sparcieli. Widziaem ja to dobrze, panie Michale, e jako sysun mamrota, gdym te podjazdy
na cztery strony wiata wysya, ale ja musiaem to uczyni, by ludzi do suby wdroy, bo
znacznie pole zalegli. To raz, a po wtre: czego nam brak? Nie ludzi, bo nalazo i nalezie ich
dosy. Ta szlachta, ktra do Prus ucieka przed Szwedami z wojewdztwa mazowieckiego, take
tu przyjdzie. Ludu i szabel nie zbraknie, jeno wiwendy nie do, a bez zapasw adne wojsko w
wiecie w polu nie wytrzyma. Ow mam tak myl, eby podjazdom nakaza sprowadza
wszystko, co jeno im w rce popadnie: bydo, owce, winie, zboe, siano, i z tego wojewdztwa,
i z ziemi widzkiej na Mazowszu, ktra take nie widziaa dotd nieprzyjaciela i wszystkiego ma
obfito.
 Ale to szlachta bdzie wniebogosy krzycze  zauway Skrzetuski  jeeli si im plon i
dobytek zabierze.
 Wicej mi znaczy wojsko ni szlachta. Niech krzycz! Zreszt, darmo si nie bdzie bra,
bo ka kwity wydawa, ktrych tyle ju nagotowaem przez dzisiejsz noc, e p Rzeczypospolitej
wzi by mona za nie w rekwizycj. Pienidzy nie mam, ale po wojnie i po wypdzeniu
Szwedw Rzeczpospolita to zapaci. Co mi tam gadacie! Szlachcie gorzej, gdy wojsko
zgodniae zajeda i rabuje. Mam te myl lasy spldrowa, bo sysz, e tam sia chopstwa z
dobytkiem pouciekao! Nieche to wojsko Duchowi witemu dzikuje, e je natchn do obrania
mnie regimentarzem, bo nikt by tu inny sobie tak nie poradzi.
 U waszej wielmonoci senatorska gowa, to pewno!  rzek Rzdzian.
 Co? h?  rzek Zagoba, uradowany pochlebstwem  i ciebie, szelmo, w ciemi nie bito.
Rycho patrze, jak namiestnikiem ci uczyni, niech si jeno vacans otworzy.
 Dzikuj pokornie waszej wielmonoci...  odpowiedzia Rzdzian.
 Ot, moja myl!  mwi dalej Zagoba.  Naprzd wiwendy tyle zgromadzi, jako bymy
mieli oblenie wytrzyma, potem obz warowny zaoymy, a wwczas niech przychodzi Radziwi
ze Szwedami czy z diabami. Szelm jestem, jeeli tu drugiego Zbaraa nie uczyni!
 Jak mi Bg miy, tak to grzeczna myl  zawoa Woodyjowski  jeno skd dzia wemiemy?
 Pan Kotowski ma dwie haubice, u Kmicica jedna wiwatwka, w Biaymstoku s cztery
oktawy, ktre do zamku tykociskiego miay by wyprawione; bo wapanowie nie wiecie, e
Biaystok na utrzymanie zamku tykociskiego przez pana Wiesioowskiego jest zapisany, i te
armaty jeszcze zeszego roku z czynszw zakupiono, o czym mi pan Stpalski, gubernator tutejszy,
powiedzia. Mwi te, e i prochw jest na sto strzaw do kadej. Damy sobie rad, moci
panowie, jeno popierajcie mnie z duszy a i o cielenie nie zapominajcie, ktre by rade napi si
czego, bo i pora ju po temu.
Woodyjowski kaza przynie pi i dalej gawdzili przy kielichach.
 Mylelicie, e bdziecie mie malowanego regimentarza  mwi Zagoba siorbajc z lekka
mid wystay.  Nunquam! Nie prosiem ja o ten fawor, ale kiedycie mnie nim przyozdobili,
to i posuch, i porzdek musi by. Wiem ja, co kada godno znaczy, i obaczycie, czy kadej
nie dorosn. Drugi Zbara tu urzdz, nic, jedno drugi Zbara! Zadawi si dobrze Radziwi,
zadawi si i Szwedzi, nim mnie przekn. Albo te chciabym, by Chowaski si o nas pokusi,
pochowa ja bym go tak, eby go i na sd ostateczny nie znaleli. Niedaleko stoj, niech przyjd!
niech poprbuj! Miodu, panie Michale!
Woodyjowski nala, pan Zagoba duszkiem wypi, zmarszczy brwi i jakby sobie co przypominajc,
rzek:
 O czym to ja mwiem? Czego to ja chciaem?... Aha! miodu, panie Michale!
Woodyjowski nala znowu.
 Powiadaj  mwi Zagoba  e i pan Sapieha lubi w dobrej kompanii pocign. Nie
dziw! kady zacny czowiek to lubi. Zdrajcy tylko, ktrzy nieszczere myli dla ojczyzny ywi,
boj si wina, eby si z praktyk nie wygada. Radziwi brzezinowy sok pija, a po mierci bdzie
smo pija. Tak mi Pan Bg dopom! Zgaduj to snadnie, e si z panem Sapieh pokochamy,
bomy do siebie podobni, jako jedno ucho koskie do drugiego albo jak para butw. I
przy tym on jeden regimentarz, ja drugi, ale ju taktu wszystkie sprawy urzdz, eby jak on
przyjedzie, wszystko byo gotowe. Sia rzeczy na mojej gowie, ale c robi! Nie ma kto w ojczynie
myle, to ty myl, stary Zagobo, pki ci pary w nozdrzach. Najgorsza sprawa, e kancelarii
nie mam.
 A po co ojcu kancelaria?  pyta Skrzetuski.
 A po co krl ma swego kanclerza? A po co przy wojsku musi by pisarz wojskowy? Trzeba
bdzie i tak posa do jakiego miasta, eby mi piecz zrobili.
 Piecz?...  powtrzy z zachwytem Rzdzian spogldajc z coraz wikszym uszanowaniem
na pana Zagob.
 A co wapan bdziesz piecztowa?  pyta Woodyjowski.
 W tak poufaej kompanii moesz mi, panie Michale, mwi po dawnemu: wapan... Nie
ja bd piecztowa, ale mj kanclerz... To sobie naprzd zakonotujcie!
Tu Zagoba spojrza z dum i powag po obecnych, a Rzdzian zerwa si z awy, a pan Stanisaw
Skrzetuski mrukn:
 Honores mutant mores!
 Po co mnie kancelaria? Posuchajcie jeno  mwi Zagoba.  Naprzd wiedzcie o tym, e
te klski, ktre na ojczyzn nasz spady, wedug mojego mniemania nie z innej przyczyny przyszy,
jak z rozpusty, jak ze swawoli i zbytkw (miodu, panie Michale!), jak ze zbytkw, mwi,
ktre na ksztat zarazy nas tocz. Ale w pierwszym rzdzie z przyczyny heretykw, coraz mielej
prawdziwej wierze blunicych z ujm dla Przenajwitszej Patronki naszej, ktra o te bezecestwa
w suszn choler wpa moga...
 To susznie mwi!  ozwali si chrem rycerze  dysydenci pierwsi przystali do nieprzyjaci,
a kto wie, czy nie sami ich sprowadzili?!
 Exemplum hetman wielki litewski!
 Lecz e i w tym wojewdztwie, gdzie ja jestem regimentarzem, take heretykw nie brak,
jako w Tykocinie i w innych miejscach, przeto dla zyskania na pocztek bogosawiestwa boego
dla naszej imprezy wyda si uniwersa, aby kto w bdach yje, we trzech dniach z nich si
nawrci, a tym, ktrzy tego nie uczyni, majtnoci maj by na wojsko skonfiskowane.
Rycerze spogldali na siebie ze zdumieniem. Wiedzieli, e nie zbywa panu Zagobie na obrotnym
rozumie i fortelach, ale nie przypuszczali, aby pan Zagoba by takim statyst i tak doskonale
umia sprawy publiczne sdzi.
 I wy si pytacie  rzek z tryumfem Zagoba  skd wezm pienidzy na wojsko?... A konfiskaty?
a wszystkie dobra radziwiowskie, ktre tym samym przejd na wasno wojska?
 Czy aby bdzie prawo po naszej stronie?  wtrci Woodyjowski.
 Dzi takie czasy, e kto ma szabl, ten ma prawo! A jakie prawo maj Szwedzi i ci wszyscy
nieprzyjaciele, ktrzy w granicach Rzeczypospolitej grasuj?
 Prawda jest!  odpowiedzia z przekonaniem pan Micha.
 Nie do na tym!  zawoa zapalajc si pan Zagoba.  Drugi uniwersa wyda si do
szlachty wojewdztwa podlaskiego i do tych ziem w wojewdztwach ssiednich, ktre jeszcze
nie s w nieprzyjacielskim rku, aby jako na pospolite ruszenie staway. Szlachta ma czelad
uzbroi, aby nam piechoty nie brako. Wiem to, e niejeden by rad i, jeno si za jakim pismem
i za jakim rzdem oglda. Bd tedy mieli i rzd, i uniwersay...
 Wapan naprawd, tyle masz rozumu, ile kanclerz wielki koronny!  zakrzykn pan Woodyjowski.
 Miodu, panie Michale!... Trzecie pismo wyle si do Chowaskiego, by sobie szed do paralusa,
a nie, to go ze wszystkich miast i zamkw wykurzymy. Stoj oni teraz wprawdzie na
Litwie spokojnie i zamkw nie dobywaj, ale Kozacy Zotarekowi rabuj, kupami po tysicu i
dwa jedc. Nieche ich powstrzyma, bo inaczej bdziem ich znosi.
 Pewnie, e moglibymy to robi  rzek Jan Skrzetuski  wojsko nie zaleaoby pola.
 Myl ja nad tym i wanie ku Wokowyskowi dzi nowe podjazdy wysyam, ale et haec facienda,
et haec non omittenda... Czwarte pismo chc posa do naszego elekta, pana dobrego,
aby go w smutku pocieszy, e przecie jeszcze s tacy, ktrzy go nie opucili, e s serca i szable
na jego skinienie gotowe. Nieche na obczynie ma cho t pociech nasz ojciec, nasz pan kochany,
nasza krew jagielloska, ktra tua si musi... oto... oto...
Tu pan Zagoba zakrztusi si, bo ju mia mocno w gowie, i wreszcie rykn z aoci nad
losem krlewskim, a pan Micha zaraz mu zawtrowa troch cieniej, Rzdzian chlipa take
albo udawa, e chlipie. Skrzetuscy wsparli gowy na rkach i siedzieli w milczeniu.
Przez chwil cisza trwaa, nagle pan Zagoba wpad w zo.
 Co mi tam elektor!  krzykn.  Kiedy zawar pakt z miastami pruskimi, nieche wystpuje
w pole przeciw Szwedom, niech nie praktykuje na obie strony, niech uczyni to, co wierny lennik
czyni powinien, i w obronie pana swego i dobrodzieja stawa.
 Kto tam zgadnie, czy on si jeszcze za Szwedami nie opowie?  rzek Stanisaw Skrzetuski.
 Za Szwedami si opowie? To ja mu si opowiem! Pruska granica niedaleko, a u mnie kilka
tysicy szabel na zawoanie; Zagoby w pole nie wywiedzie! Jako mnie tu widzicie, jakom regimentarz
nad tym zacnym wojskiem, tak go ogniem i mieczem nawiedz. Nie ma wiwendy, dobrze!
znajdziemy jej do w pruskich gumnach!
 Matko Boska!  zakrzykn w uniesieniu Rzdzian.  Wasza wielmono ju i koronowanym
gowom zdziery.
 Zaraz do niego napisz: Moci elektorze! Do kota ogonem odwraca! Do wykrtw i
mitrgi! Wychod przeciw Szwedom, a nie, to jaw odwiedziny do Prus przyjad. Nie moe inaczej
by... Inkaustu, pir, papieru! Rzdzian, pojedziesz z pismem!
 Pojad!  rzek dzierawca z Wsoszy, uradowany now godnoci.
Lecz nim przygotowano panu Zagobie inkaust, pira i papier, krzyki wszczy si przed domem
i tumy onierzy zaczerniay przed oknami. Jedni krzyczeli: vivat!  drudzy haakowali
po tatarsku. Zagoba z towarzyszami wyszed zobaczy, co si dzieje.
Pokazao si, e prowadz owe oktawy, o ktrych pan Zagoba wspomina, a ktrych widok
rozradowa teraz serca onierskie.
Pan Stpalski, gubernator biaostocki, przystpi do pana Zagoby i przemwi:
 Janie wielmony regimentarzu! Od czasu jak niemiertelnej pamici pan marszaek Wielkiego
Ksistwa Litewskiego zapisa dobra biaostockie na utrzymanie zamku tykociskiego, ja,
bdc tyche dbr gubernatorem, wiernie i poczciwie wszelkie czynsze na poytek tego zamku
obracaem, czego i rejestrami mog przed ca Rzeczpospolit dowie. Tak przeszo dwadziecia
lat pracujc, opatrywaem on zamek w prochy, dziaa i spy, majc to sobie za wity obowizek,
aby kady grosz tam szed, dokd janie wielmony marszaek Wielkiego Ksistwa Litewskiego
i mu nakaza. Ale gdy w zmiennej losw kolei zamek tykociski zosta nieprzyjaci
ojczyzny najwiksz w tym wojewdztwie podpor, pytaem si Boga i wasnego sumienia,
zali mam mu i nadal siy przysparza, zali nie powinienem tych dostatkw i wojennych porzdkw
z tegorocznego czynszu nagromadzonych, do waszej wielmonoci rk odda...
 Powiniene...  przerwa z powag pan Zagoba.
 O jedno te jeno prosz, aby wasza wielmono raczya wobec caego wojska zawiadczy
i na pimie mnie pokwitowa, jako nic z onych dbr na wasny poytek nie obrciem i wszystko
w rce Rzeczypospolitej, godnie tu przez wadz janie wielmonego regimentarza reprezentowanej,
zdaem.
Zagoba kiwn gow na znak przyzwolenia i zaraz zacz przeglda rejestr.
Pokazao si, e prcz oktaw, na strychach pichrzw ukrytych, jest i trzysta muszkietw
niemieckich bardzo porzdnych, dwiecie berdyszw moskiewskich dla piechoty, do obrony
murw i waw, i sze tysicy zotych gotowizny.
 Pienidze midzy wojsko si rozdzieli  rzek Zagoba  a co do muszkietw i berdyszw...
Tu obejrza si naokoo.
 Panie Oskierko  rzek  wemiesz je wa i piesz chorgiew uformujesz... Jest tu troch
piechoty z radziwiowskich zbiegw, a ilu braknie, tylu z mynarzy dobierzesz.
Po czym zwrci si do wszystkich obecnych:
 Moci panowie! S pienidze, s dziaa, bdzie piechota i wiwenda... Takie moje rzdy na
pocztek!
 Vivat!  krzykno wojsko.
 A teraz, moci panowie, wszyscy pachocy w skok po wsiach po rydle, opaty i motyki.
Obz warowny zaoym, Zbara drugi! Jeno, towarzysz czynie towarzysz, niech si nie wstydzi
opaty i do roboty!
To rzekszy pan regimentarz uda si do swojej kwatery, przeprowadzony okrzykami wojska.
 Dalibg, e ten czowiek ma jednak gow na karku  mwi do Jana Skrzetuskiego Woodyjowski
 i rzeczy zaczynaj i lepszym porzdkiem.
 Byle tylko Radziwi zaraz nie nadszed  wtrci Stanisaw Skrzetuski  bo to wdz, jak
drugiego nie masz w Rzeczypospolitej, a nasz pan Zagoba dobry do prowiantowania obozu, ale
nie jemu mierzy si z takim wojennikiem.
 Prawda jest!  odpowiedzia Jan  jak przyjdzie co do czego, to go bdziem rad wspomagali,
bo si na wojnie mniej rozumie. Zreszt, skoczy si jego panowanie, niech tylko pan Sapieha
nadcignie.
 Ale przez ten czas sia dobrego moe zrobi  rzek pan Woodyjowski.
Jako istotnie wojska owe potrzeboway jakiegokolwiek naczelnika, choby nawet pana Zagoby,
bo od dnia jego wyboru lepszy ad zapanowa w obozie. Nazajutrz dzie poczto sypa
way nad biaostockimi stawami. Pan Oskierko, ktry w cudzoziemskich wojskach sugiwa i
zna si na sztuce sypania obronnych miejsc, kierowa ca robot. Powsta wic w trzech dniach
nader silny okop, naprawd podobien nieco do zbaraskiego, bo bokw i tyu broniy mu botniste
stawy. Widok jego podnis serca onierzy; cae wojsko poczuo, e ma jakowy grunt pod nogami.
Lecz jeszcze bardziej pocz si duch krzepi na widok zapasw ywnoci sprowadzanych
przez silne podjazdy. Codziennie wpdzano do okopu woy, owce, winie, co dzie szy fury
wiozce wszelakie ziarno i siano. Niektre przychodziy a z ziemi ukowskiej, inne a z widzkiej.
Napywaa take coraz liczniej szlachta drobna i wiksza, albowiem gdy wie si rozesza,
e jest ju rzd, wojsko i regimentarz, wicej te znalazo si w ludziach ufnoci. Mieszkacom
ciko byo ywi ca dywizj, ale po pierwsze, pan Zagoba o to nie pyta, po wtre, lepiej
byo odda na wojsko poow, a reszty w spokoju zaywa, ni by naraonym co chwila na
strat wszystkiego od kup swawolnych, ktre rozmnoyy si byy znacznie i grasoway na
ksztat Tatarw, a ktre pan Zagoba nakaza podjazdom ciga i znosi.
 Jeeli takim okae si hetmanem, jakim jest gospodarzem  mwiono o nowym regimentarzu
w obozie  tedy Rzeczpospolita nie wie jeszcze, jak wielkiego ma ma.
Sam pan Zagoba myla z pewnym niepokojem o przyjciu Janusza Radziwia. Przypomina
sobie wszystkie zwycistwa Radziwia, a wwczas posta hetmaska przybieraa potworne
ksztaty w wyobrani nowego regimentarza i w duszy sobie mwi:
Oj, kto si tam temu smokowi oprze!... Mwiem, e si mn zadawi, ale on mnie, jako sum
kaczk, poknie.
I obiecywa sobie pod przysig nie wydawa generalnej bitwy Radziwiowi.
Bdzie oblenie  myla  a to zawsze dugo trwa. Mona te bdzie i traktatw tentowa,
a przez ten czas pan Sapieha nadejdzie.
Na wypadek, gdyby nie nadszed, postanowi sobie pan Zagoba sucha we wszystkim Jana
Skrzetuskiego, gdy pamita, jak ksi Jeremi ceni wysoko tego oficera i jego zdolnoci wojskowe.
 Ty, panie Michale  mwi pan Zagoba do pana Woodyjowskiego  jeno do ataku stworzony
albo i z podjazdem, chociaby znacznym, mona ci wysa, bo umiesz si sprawi i jako
wilk na owce, na nieprzyjaciela wpadniesz; ale gdyby ci caym wojskiem hetmani kazano, pasz!
pasz! sklepu z rozumem nie zaoysz, bo go na sprzedanie nie posiadasz, a Jan to regimentarska
gowa i gdyby mnie nie stao, on jeden mgby mnie zastpi.
Tymczasem przychodziy wieci odmienne; raz donoszono, e Radziwi ju idzie przez Prusy
elektorskie, drugi raz, e pobiwszy wojska Chowaskiego zaj Grodno i stamtd cignie z wielk
potg; ale byli i tacy, ktrzy twierdzili, e to nie Radziwi, jeno Sapieha porazi Chowaskiego
przy pomocy ksicia Michaa Radziwia. Podjazdy jednak nie przywoziy adnych pewnych
wieci, prcz tych, e pod Wokowyskiem stana kupa Zotarekowych ludzi, wynoszca
okoo dwch tysicy wojownikw, i miastu zagraa. Okolica caa pona ju ogniem.
W dzie po podjazdach zaczli napywa i zbiegowie, ktrzy potwierdzili wiadomo, donoszc
przy tym, e mieszczanie wyprawili posw do Chowaskiego i Zotareki z prob o miosierdzie
nad miastem, na co uzyskali od Chowaskiego odpowied, e to jest luna wataha nie
majca z jego wojskiem nic wsplnego. Co do Zotareki, ten da mieszczanom rad, by si wykupili,
lecz oni, jako ubodzy ludzie, po niedawnym poarze i kilkunastu rabunkach, nie mieli
czym.
Bagali wic o miosierdzie pana regimentarza, aby im na ratunek pospieszy, pki ukady o
wykup si prowadz, bo pniej nie bdzie ju czasu. Pan Zagoba wybra ptora tysica ludzi
dobrych, midzy ktrymi chorgiew laudask, i przywoawszy Woodyjowskiego rzek mu:
 No, panie Michale, czas pokaza, co umiesz! Pjdziesz pod Wokowyski i zetrzesz mi tam
tych hultajw, ktrzy miastu nieobronnemu gro. Nie pierwszyzna ci taka wyprawa i myl, e
za fawor sobie poczytasz, e tobie t funkcj powierzam.
Tu zwrci si do innych pukownikw:
 Sam musz w obozie zosta, bo caa odpowiedzialno na mnie, to raz! A po wtre, nie
przystoi mojej godnoci na hultajw wyprawy czyni. Niech jeno Radziwi nadcignie, tedy si
w wielkiej wojnie pokae, kto lepszy, czy pan hetman, czy pan regimentarz.
Woodyjowski ruszy chtnie, bo si nudzi w obozie i tskni za krwi rozlewem. Komenderowane
chorgwie wychodziy te ochoczo ze piewaniem, a regimentarz sta konno na wale i
bogosawi odchodzcych, egnajc ich krzyem na drog, Byli nawet tacy, ktrzy dziwili si,
e pan Zagoba tak uroczycie w podjazd wyprawia, ale on pamita, e i kiewski, i inni
hetmani mieli zwyczaj egna idce do boju chorgwie  zreszt, lubi wszystko czyni uroczycie,
bo to powag jego w oczach onierzy podnosio.
Zaledwie jednak chorgwie zniky we mgle oddalenia, gdy ju zacz si o nie niepokoi.
 Janie!  rzek  a moe by podesa jeszcze Woodyjowskiemu z gar ludzi?
 Daj ojciec pokj  odpowiedzia Skrzetuski.  Woodyjowskiemu na tak wypraw i, to to
samo, co zje misk jajecznicy. Boe miy, to on cae ycie nic innego nie robi.
 Ba! a jeli go za wielka sia opadnie?... Nec Hercules contra plures.
 Co tu o takim onierzu gada. Spenetruje on wszystko dobrze, zanim uderzy, a jeli tam
sia za wielka, to urwie, co bdzie mg, i wrci albo sam przyle o posiki. Moesz ojciec spa
spokojnie.
 Aha! wiedziaem te, kogo wysyam, ale to ci mwi, e musia mi ten pan Micha czego
zada, tak mam do niego sabo. Prcz nieboszczyka pana Podbipity i ciebie nikogom tak nie
miowa... Nie moe by inaczej, tylko mi w chystek czego zada.
Upyno trzy dni.
Do obozu zwoono cigle prowianty, ochotnicy take nadcigali, ale o panu Michale nie byo
sychu. Niepokj Zagoby wzrasta i mimo przedstawie Skrzetuskiego, e adn miar nie mg
jeszcze Woodyjowski spod Wokawyska wrci, wyprawi pan Zagoba sto koni petyhorskich
Kmicica po wiadomoci.
Ale podjazd wyszed i znowu upyno dwa dni bez wieci.
A sidmego dnia dopiero o szarym, mglistym zmierzchu pachocy, wyprawieni po potrawy
do Bobrownik, przyjechali bardzo spiesznie na powrt do obozu z doniesieniem, e widzieli jakie
wojsko wychodzce z lasw za Bobrownikami.
 Pan Micha!  zakrzykn radonie Zagoba.
Lecz pachocy przeczyli. Nie pojechali na spotkanie wanie dlatego, e widzieli jakie znaki
obce, ktrych w wojsku pana Woodyjowskiego nie byo. A przy tym sia sza wiksza. Pachocy,
jak to pachocy, nie umieli jej dokadnie oznaczy; jedni mwili, e ze trzy tysice, drudzy,
e pi albo i wicej.
 Wezm dwadziecia koni i pojad na spotkanie  rzek pan rotmistrz Lipnicki.
Pojecha.
Upyna godzina i druga, a wreszcie dano zna, e zblia si nie podjazd, ale cae wielkie
wojsko.
I nie wiadomo dlaczego, gruchno nagle po obozie:
 Radziwi idzie!
Wie ta jakby iskra elektryczna poruszya i wstrzsna cay obz; onierze wypadli na way,
na niektrych twarzach zna byo przestrach; nie stawano w naleytym porzdku; jedna tylko
piechota Oskierki zaja wskazane miejsca. Natomiast midzy wolentarzami wszcz si w
pierwszej chwili popoch. Z ust do ust przelatyway najrozmaitsze wieci: Radziwi znis ze
szcztem Woodyjowskiego i ten drugi, Kmicicowy, podjazd  powtarzali jedni.  Ani wiadek
klski nie uszed  mwili drudzy.  A ot teraz pan Lipnicki jakoby pod ziemi si zapad.
 Gdzie regimentarz? gdzie regimentarz?
Wtem przypadli pukownicy ad czyni, a e prcz niewielu wolentarzy zreszt sam stary onierz
by w obozie, wnet stanli w sprawie, czekajc, co si okae.
Pan Zagoba, gdy go doszed okrzyk: Radziwi idzie!  zmiesza si bardzo, ale w pierwszej
chwili wierzy nie chcia. C by si stao z Woodyjowskim? Czyliby si pozwoli tak
ogarn, eby ani jeden czowiek nie przybieg z ostrzeeniem? A w drugi podjazd? A pan Lipnicki?
Nie moe by!  powtarza sobie pan Zagoba obcierajc czoo, ktre pocio mu si obficie.
 Ten smok, ten mobjca, ten lucyper miaby ju z Kiejdan zdy? Zali to ostatnia godzina
si zblia?!
Tymczasem ze wszystkich stron coraz liczniejsze gosy woay: Radziwi! Radziwi! Pan
Zagoba przesta wtpi. Zerwa si i wpad do kwatery Skrzetuskiego.
 Janie, ratuj! teraz pora!
 Co si stao?  pyta Skrzetuski.
 Radziwi idzie! Na twoj gow wszystko zdaj, bo o tobie ksi Jeremi mwi, e wdz
urodzony. Ja sam bd doglda, ale ty rad i prowad!
 To nie moe by Radziwi  rzek Skrzetuski.  Skde wojsko nadciga?
 Od Wokowyska. Mwi, e ogarnli Woodyjowskiego i tamten drugi podjazd, ktry niedawno
posaem.
 Woodyjowski daby si ogarn? To ojciec jego nie znasz. On to sam wraca, nikt inny.
 Kiedy mwi, e potga okrutna.
 Chwaa Bogu! to, wida, pan Sapieha nadcign.
 Na Boga! co mwisz? przecieby dali zna. Lipnicki pojecha naprzeciw...
 Wanie to dowd, e nie Radziwi idzie. Poznali kto, przyczyli si i razem wracaj.
Chodmy! chodmy!
 Zaraz to mwiem!  zakrzykn Zagoba.  Wszyscy si stropili, a ja pomylaem: nie moe
by! Zaraz to pomylaem! Chodmy! ywo, Janie! ywo! A tamci si skonfundowali... ha!
Obaj wyszli spiesznie i wstpiwszy na way, na ktrych ju wojska tkwiy, poczli i w podu;
ale twarz Zagoby bya promienna, przystawa co chwila i woa, aeby go wszyscy syszeli:
 Moci panowie! goci mamy! serca mi nie traci! Jeli to Radziwi, to ja mu drog na powrt
do Kiejdan poka!
 Pokaemy mu!  krzyczao wojsko.
 Stosy na waach rozpali! Nie bdziem si chowali, niech was widz, gotowimy! Stosy
rozpali!
Wnet naniesiono drew i w kwadrans pniej zapon cay obz, a niebo zaczerwienio si
jakoby od zorzy. onierze, odwracajc si od wiata, patrzyli w ciemno, w stron Bobrownik.
Niektrzy woali, e sysz ju chrzst i ttent.
Wtem w ciemnociach rozlegy si z daleka strzay muszkietw. Pan Zagoba porwa za po
pana Skrzetuskiego.
 Ogie rozpoczynaj!  rzek niespokojnie.
 Na wiwaty  odpar Skrzetuski.
Po strzaach rozlegy si okrzyki radosne. Nie byo co duej wtpi; w minut pniej nadbiego
na spienionych koniach kilkunastu jedcw woajc:
 Pan Sapieha! pan wojewoda witebski!
Zaledwie to usyszeli onierze, gdy jak wezbrana rzeka pynli z waw i biegli naprzeciw
wrzeszczc tak, e kto, co by sysza z dala te gosy, mgby mniema, e to wycinanego w pie
miasta wrzaski.
Zagoba, siadszy na ko, wyjecha take na czele pukownikw przed way, przybrany we
wszystkie oznaki swej godnoci: pod buczukiem, z buaw i czaplim pirem przy czapce.
Po chwili pan wojewoda witebski wjecha w krg wiata na czele swych oficerw, majc i
pana Woodyjowskiego przy boku. By to czowiek ju w wieku powanym, redniej tuszy, o
twarzy nie piknej, ale rozumnej i dobrotliwej. Wsy mia ju siwe, rwno nad grn warg
przystrzyone, i tak niewielk brdk, co czynio go podobnym do cudzoziemca, cho si po
polsku ubiera. Jakkolwiek wielu dzieami wojennymi wsawiony, wyglda wicej na statyst
ni na wojownika; ci, ktrzy go bliej znali, mwili te, e w obliczu pana wojewody Minerwa
nad Marsem przemaga. Ale obok Minerwy i Marsa bya w tej twarzy rzadsza w owych czasach
ozdoba, to jest uczciwoc, ktra z duszy pync, odbijaa si w oczach jak wiato soca w wodzie.
Na pierwszy rzut oka poznali, e by to m zacny i sprawiedliwy.
 My tak czekali jak za ojcem!  woali onierze.
 A tak i przyszed nasz wdz!  powtarzali z rozczuleniem inni.
 Vivat! vivat!
Pan Zagoba skoczy ku niemu na czele pukownikw, a on konia wstrzyma i pocz si kania
rysim kopaczkiem.
 Janie wielmony wojewodo!  rozpocz przemowy Zagoba.  Chobym staroytnych
Rzymian, ba! i samego Cycerona albo sigajc dawniejszych czasw, synnego owego Ateczyka
Demostenesa posiada wymow, jeszcze bym nie umia tej radoci wypowiedzie, jak wezbray
serca nasze na widok dostojnej janie wielmonego pana osoby. Cieszy si w sercach naszych
caa Rzeczpospolita, najmdrszego witajc senatora i najlepszego syna, tym wiksz, bo
niespodzian radoci. Oto stalimy na tych okopach pod broni nie wita, ale walczy gotowi...
Nie radosnych sucha okrzykw, ale spiowych gromw... Nie zy wylewa, ale krew nasz!...
Gdy zatem stujzyczna fama rozniosa, e obroca to ojczyzny, nie zdrajca, nadchodzi, e wojewoda
witebski nie hetman wielki litewski, e Sapieha, nie Radziwi...
Lecz panu Sapiee pilno wida byo wjecha, bo nagle kiwn rk z dobroduszn, cho wielkopask
niedbaoci i rzek:
 Idzie i Radziwi. We dwch dniach ju tu bdzie!
Pan Zagoba zmiesza si, bo raz, e mu si wtek mowy przerwa, a po wtre, i wie o Radziwille
wielkie na nim uczynia wraenie. Sta wic przez chwil przed panem Sapieh, nie
wiedzc, co dalej mwi; lecz prdko oprzytomnia i wycignwszy spiesznie buaw zza pasa
rzek uroczycie, przypominajc sobie, co byo pod Zbaraem.
 Mnie wojsko wodzem swym uczynio, lecz ja w godniejsze rce w znak oddaj, aby modszym
da przykad, jak pro publico bono najwikszych zaszczytw zrzec si naley.
onierze zaczli pokrzykiwa, lecz pan Sapieha umiechn si tylko i rzek:
 Panie bracie! aby was tylko Radziwi nie posdzi, e ze strachu przed nim buaw oddajecie...
Byby rad!
 Ju on mnie zna  odpar Zagoba  i o boja nie posdzi, bom go pierwszy w Kiejdanach
splantowa i innych przykadem pocignem.
 Kiedy tak, to prowadcie do obozu  rzek Sapieha.  Powiada mi przez drog Woodyjowski,
ecie przedni gospodarz i e jest u was si czym poywi, a mymy strudzeni i godni.
To rzekszy ruszy koniem, a za nim ruszyli inni i wjechali wszyscy do obozu wrd niezmiernej
radoci. Pan Zagoba przypomnia sobie, co o panu Sapiee mwi, e si w ucztach i
kielichach kocha, wic postanowi godnie uczci dzie jego przybycia. Jako wystpi z uczt
tak wspania, jakiej dotd w obozie nie byo. Jedli wszyscy i pili. Przy kielichach opowiada
pan Woodyjowski, co pod Wokowyskiem zaszo, jak nagle otoczyy go znacznie wiksze siy,
ktre zdrajca Zotareko na pomoc wysa, jak ju ciko byo, gdy nagle przyjcie pana Sapiehy
zmienio rozpaczliw obron w najwietniejsze zwycistwo.
 Dalimy im takie pro memoria  mwi  e odtd ucha z obozu nie wytkn.
Po czym rozmowa zesza na Radziwia. Pan wojewoda witebski mia bardzo wiee wiadomoci
i wiedzia przez zaufanych ludzi o wszystkim, co si w Kiejdanach stao. Opowiada wic,
e wysa hetman litewski niejakiego Kmicica z listem do krla szwedzkiego i z prob, aby z
dwch stron razem uderzy na Podlasie.
 Dziw mi to nad dziwy!  zawoa pan Zagoba  bo gdyby nie ten Kmicic, to do tej pory nie
zebralibymy si w kup i mg nas zje Radziwi, gdyby by nadszed, jednego po drugim
jako siedleckie obwarzanki.
 Powiada mi to wszystko pan Woodyjowski  odrzek Sapieha  z czego wnosz, e ma on
chyba do was osobisty afekt. Szkoda, e dla ojczyzny go nie ma. Ale tacy ludzie, ktrzy nic nad
siebie nie widz, nikomu dobrze nie su i kadego tak zdradzi gotowi, jako w tym przypadku
Kmicic Radziwia.
 Jeno midzy nami nie masz zdrajcw i wszyscymy do garda przy janie wielmonym
wojewodzie sta gotowi!  rzek eromski.
 Wierz, e tu sami zacni onierze  odpar wojewoda  i anim si spodziewa, bym tu taki
ad i dostatek zasta, za co jegomoci panu Zagobie musz by wdziczny.
Pan Zagoba a pokrania z zadowolenia, bo jako mu si dotd wydawao, e jakkolwiek
wojewoda witebski traktuje go askawie, przecie nie z takim uznaniem i powag, jakiej by sobie
pan eks-regimentarz yczy. Pocz wic opowiada, jak rzdzi, co uczyni, jakie zapasy zebra,
jak dziaa sprowadzi i piechot uformowa, wreszcie jak obszern musia prowadzi korespondencj.
I nie bez chepliwoci wspomnia o listach wysanych do krla wygnanego, do Chowaskiego
i do elektora.
 Po moim licie musi si jegomo elektor jasno opowiedzie za nami albo przeciw nam 
rzek z dum.
Ale wojewoda witebski by czek wesoy, moe te i podochoci troch, wic pogadzi wsa,
umiechn si zoliwie i rzek:
 Panie bracie, a do cesarza niemieckiego nie pisalicie?
 Nie!  rzek zdziwiony Zagoba.
 A to szkoda!  odrzek wojewoda  rozmawiaby rwny z rwnym.
Pukownicy wybuchnli gromkim miechem, lecz pan Zagoba zaraz okaza, i jeli pan wojewoda
chcia by kos, to w nim trafi na kamie.
 Janie wielmony panie!  rzek  do elektora mog pisa, bom i sam, jako szlachcic, elektor
i nie tak to dawno jeszcze, jakom dawa gos za Janem Kazimierzem.
 To wapan dobrze wywid!  odpowiedzia wojewoda witebski.
 Ale z takim potentatem jak cesarz nie koresponduj  mwi dalej pan Zagoba  eby o
mnie nie powiedzia pewnego przysowia, ktrem na Litwie sysza...
 C to za przysowie?
 Jaka gowa kiepska  musi by z Witebska!  odpar niezmieszany Zagoba.
Syszc to pukownicy a zlkli si, ale wojewoda witebski przechyli si w ty i wzi si w
boki ze miechu.
 A to mnie splantowa!... Nieche waci uciskam!... Jak bd chcia brod goli, to jzyka
od waci poycz!
Uczta przecigna si do pna w noc; przerwao j dopiero przybycie kilku szlachty spod
Tykocina, ktrzy przywieli wie, e pojazdy Radziwia sigaj ju tego miasta.
ROZDZIA VII
Radziwi dawno by by uderzy na Podlasie, gdyby nie to, e rozmaite powody zatrzymyway
go w Kiejdanach. Naprzd czeka na posiki szwedzkie, z ktrych przysaniem Pontus de la Gardie
umylnie zwczy. Jakkolwiek jeneraa szwedzkiego czyy wzy pokrewiestwa z samym
krlem, przecie ani wietnoci rodu, ani znaczeniem, ani obszernymi zwizkami krwi nie mg
sprosta temu magnatowi litewskiemu, a co do fortuny, to jakkolwiek w tej chwili w skarbcu
radziwiowskim nie byo gotowizny, jednakowo poow dbr ksicych mogliby si obdzieli
wszyscy jeneraowie szwedzcy i jeszcze uwaa si za bogatych. Ow, gdy z kolei losw tak
wypado, e Radziwi znalaz si zalenym od Pontusa, nie umia sobie jenera odmwi tej
satysfakcji, aby owemu panu nie da uczu tej zalenoci i wasnej przewagi.
Radziwi za nie potrzebowa posikw do pobicia konfederatw, bo na to mia i wasnych si
dosy, ale byli mu Szwedzi potrzebni z tych powodw, o ktrych wspomina Kmicic w licie do
pana Woodyjowskiego. Od Podlasia przegradzay Radziwia zastpy Chowaskiego, ktre mogy
mu broni drogi; gdyby za Radziwi szed z wojskami szwedzkimi i pod egid krla
szwedzkiego, wwczas wszelki krok nieprzyjacielski ze strony Chowaskiego musiaby by
uwaany jako wyzwanie Karola Gustawa. Radziwi w duszy chcia tego, dlatego niecierpliwie
oczekiwa przybycia choby jednej chorgwi szwedzkiej i zymajc si na Pontusa mawia nieraz
do swych dworzan:
 Par lat temu za fawor by sobie poczytywa, gdyby pismo ode mnie otrzyma, i potomkom
by je w testamencie przekaza, a dzi zwierzchnika maniery przybiera!
Na co pewien szlachcic, gbacz i weredyk znany na ca okolic, tak raz sobie pozwoli odpowiedzie:
 Wedle przysowia, moci ksi, jak kto sobie pociele, tak si wypi.
Radziwi wybuchn gniewem i do wiey go wtrci rozkaza, ale na drugi dzie wypuci i
guzem zocistym obdarzy, bo o szlachcicu mwiono, e ma gotowizn, a ksi pienidzy od
niego chcia na skrypt poyczy. Szlachcic guz przyj, ale pienidzy nie da.
Posiki szwedzkie nadeszy wreszcie w liczbie omiuset koni, cikich rajtarw; trzysta piechoty
i sto lejszej jazdy wyekspediowa Pontus wprost do tykociskiego zamku, chcc na
wszelki przypadek mie w nim wasn zaog.
Wojska Chowaskiego rozstpiy si przed owymi ludmi nie czynic im adnego wstrtu,
ktrzy te dostali si szczliwie do Tykocina, bo to dziao si wwczas, gdy jeszcze konfederackie
chorgwie stay rozproszone po caym Podlasiu i zajmoway si tylko rabunkiem dbr
radziwiowskich.
Spodziewano si, e ksi doczekawszy si podanych posikw ruszy zaraz, ale on jeszcze
zwczy. Powodem tego byy wieci z Podlasia o nieadzie panujcym w tym wojewdztwie, o
braku jednoci midzy konfederatami i nieporozumieniach, jakie wyniky midzy Kotowskim,
Lipnickim i Jakubem Kmicicem.
 Trzeba im da czas  mwi ksi  by si za by wzili. Wygryz si oni sami i ta sia
sczenie bez wojny, a my tymczasem na Chowaskiego uderzymy.
Lecz nagle zaczy przychodzi przeciwne wiadomoci; pukownicy nie tylko si nie pobili ze
sob, ale zebrali si w jedn kup pod Biaymstokiem. Ksi w gow zachodzi, co mogo by
powodem takiej odmiany. Nareszcie nazwisko Zagoby jako regimentarza doszo do uszu ksicych.
Dano te zna o zaoeniu warownego obozu, o prowiantowaniu wojska, o dziaach wygrzebanych
w Biaymstoku przez Zagob, o wzrastaniu potgi konfederackiej i o ochotnikach
napywajcych z zewntrz. Ksi Janusz wpad w taki gniew, e Ganchof, nieustraszony onierz,
nie mia przez dob zbliy si do niego.
Na koniec wyszed rozkaz do chorgwi, by si gotoway do drogi. W jeden dzie caa dywizja
stana gotowa; jeden regiment piechoty niemieckiej, dwa szkockiej, jeden litewskiej; pan Korf
prowadzi artyleri; Ganchof obj dowdztwo jazdy. Prcz dragonii Charampowej i rajtarw
szwedzkich by lekki znak Niewiarowskiego i powana chorgiew wasna ksica, w ktrej
namiestnikiem by lizie. Bya to sia znaczna i zoona z samych weteranw. Z nie wiksz
potg ksi za czasw pierwszych wojen z Chmielnickim odnis swe zwycistwa, ktre imi
jego niemierteln przyozdobiy saw; z nie wiksz si zbi Pksiyca, Nebab; rozgromi na
gow pod ojowem kilkudziesiciotysiczn watah przesawnego Krzeczowskiego, wyci
Mozyrz, Turw, wzi szturmem Kijw i tak przycisn w stepach Chmielnickiego, e ten w
ukadach musia szuka ratunku.
Lecz gwiazda tego potnego wojownika zachodzia widocznie i sam nie mia dobrych przeczu.
Zapuszcza oczy w przyszo i nie widzia nic jasno. Pjdzie na Podlasie, rozniesie na
koskich kopytach buntownikw, kae obedrze ze skry nienawistnego Zagob  i c z tego?
Co dalej? Jaka nadejdzie losw odmiana? Czy wwczas uderzy na Chowaskiego, pomci cybichowsk
klsk i nowym wawrzynem gow przyozdobi? Ksi mwi tak, ale wtpi, bo wanie
zaczy ju chodzi szeroko suchy o tym, e pnocne zastpy bojc si wzrostu szwedzkiej
potgi przestan wojowa ,a moe nawet wejd w przymierze z Janem Kazimierzem. Sapieha
urywa je jeszcze i gromi, gdzie mg, ale jednoczenie ju ukada si z nimi. Mia te same
plany i pan Gosiewski.
Ow w razie ustpienia Chowaskiego zamknoby si i to pole dziaania, znikaby dla Radziwia
ostatnia sposobno okazania swej siy; gdyby za Jan Kazimierz zdoa zawrze przymierze
i popchn na Szwedw dotychczasowych wrogw, podwczas szczcie mogoby si
przechyli na jego stron przeciw Szwedom, a tym samym przeciw Radziwiowi.
Z Korony dochodziy wprawdzie ksicia najpomylniejsze wieci. Powodzenie Szwedw
przechodzio wszelkie nadzieje. Wojewdztwa poddaway si jedne za drugimi; w Wielkopolsce
panowali jak w Szwecji, w Warszawie rzdzi Radziejowski; Maopolska nie stawiaa oporu;
Krakw upa mia lada chwila; krl, opuszczony od wojska i szlachty, ze zaman w sercu ufnoci
do swego narodu, uszed na lsk, i sam Karol Gustaw dziwi si atwoci, z jak skruszy
ow potg, zawsze dotd w walce ze Szwedami zwycisk.
Ale wanie w tej atwoci widzia Radziwi niebezpieczestwo dla siebie, bo przeczuwa, e
zalepieni powodzeniem Szwedzi nie bd si z nim liczyli, nie bd uwaali na niego, zwaszcza
e nie okaza si tak potnymi tak wadnym na Litwie, jak wszyscy, nie wyjmujc i jego
samego, myleli.
Czy tedy krl szwedzki odda mu Litw albo chocia Bia Ru?! Zali nie bdzie wola jakim
wschodnim okrawkiem Rzeczypospolitej zaspokoi raczej wiecznie godnego ssiada, aby mie
rce rozwizane w reszcie Polski?
To byy pytania, ktre ustawicznie drczyy dusz ksicia Janusza. Dnie i noce trawi w niepokoju.
Pomyla, e i Pontus de la Gardie nie miaby go traktowa tak dumnie, prawie lekcewaco,
gdyby si nie spodziewa, e krl potwierdzi takie postpowanie, albo co gorzej, gdyby
nie mia gotowych ju instrukcyj.
Pki stoj na czele kilku tysicy ludzi  myla Radziwi  pty jeszcze bd si na mnie
ogldali, ale gdy zabraknie mi pienidzy i gdy najemne puki rozbiegn si  co bdzie?
A wanie intrata z olbrzymich dbr nie nadesza; cz ich niezmierna, rozproszona po caej
Litwie i hen, a do Polesia kijowskiego, leaa w ruinie; Podlaskie za wypukali do cna konfederaci.
Chwilami zdawao si ksiciu, e upada w przepa. Ze wszystkich jego robt i knowa mogo
mu tylko pozosta miano zdrajcy  nic wicej.
Straszya go te i inna mara  mara mierci. Co noc prawie ukazywaa si ona przed firankami
jego oa i kiwaa na rk, jakby chciaa rzec: Pjd w ciemno, na drug stron nieznanej
rzeki...
Gdyby by sta na szczycie sawy, gdyby ow podan tak namitnie koron mg cho na
dzie jeden, cho na godzin woy na skronie, byby przyj to straszne, milczce widmo nie-
ulkym okiem. Ale umrze i zostawi po sobie niesaw i pogard ludzk, wydawao si dla
tego pana, jak sam szatan pysznego, piekem za ycia.
Nieraz te, gdy by samotny albo tylko ze swym astrologiem, w ktrym ufno najwiksz
pokada, chwyta si za skronie i powtarza przyduszonym gosem:
 Gorzej! gorzej! gorzej!
W tych warunkach zbiera si do pochodu na Podlasie, gdy mu na dzie przed wymarszem
dano zna, e ksi Bogusaw zjecha z Taurogw.
Na sam wie o tym ksi Janusz, jeszcze nim brata ujrza, jakoby ody, bo w Bogusaw
przywozi z sob modo, lep wiar w przyszo. W nim miaa odrodzi si linia biraska,
dla niego ju tylko ksi Janusz pracowa.
Dowiedziawszy si, e nadciga, chcia koniecznie jecha naprzeciw, lecz e etykieta nie pozwalaa
przeciw modszemu wyjeda, posa wic po niego zocon kolas i ca chorgiew
Niewiarowskiego dla asysty, a z szaczykw sypanych przez Kmicica i z samego zamku kaza
wali z modzierzy, zupenie tak, jakby na przyjazd krla.
Gdy bracia po ceremonialnym powitaniu zostali wreszcie sam na sam, Janusz chwyci Bogusawa
w objcia i pocz powtarza wzruszonym gosem:
 Zaraz mi modo wrcia! Zaraz i zdrowie wrcio!
Lecz ksi Bogusaw popatrzy na niego pilnie i rzek:
 Co waszej ksicej moci jest?
 Nie momy si mociami, skoro nas nikt nie syszy... Co mi jest? Choroba mnie dry, a
zwal si jak sprchniae drzewo... Ale mniejsza z tym! Jak si ona moja ma i Maryka?
 Wyjechay z Taurogw do Tyly. Zdrowe obie, a Marie jako pczek rany; cudna to bdzie
ra, gdy rozkwitnie... Ma foi! Pikniejszej nogi w wiecie nikt nie ma, a kosy do samej
ziemi jej spywaj...
 Taka ci si wydaa urodziwa? To i dobrze, Bg ci natchn, e tu wpad. Lepiej mi na
duszy, gdy ci widz!... Ale co mi d publicis przywozisz?... C elektor?
 To wiesz, e zawar przymierze z miastami pruskimi?
 Wiem.
 Jeno, e mu nie bardzo ufaj. Gdask nie chcia przyj jego zaogi... Maj Niemcy nos dobry.
 I to wiem. A nie pisae do niego? Co o nas myli?
 O nas?...  powtrzy z roztargnieniem ksi Bogusaw.
I j rzuca oczyma po komnacie, po czym wsta; ksi Janusz myla, e czego szuka, ale
on pobieg do zwierciada stojcego w kcie i odchyliwszy je odpowiednio pocz maca palcem
prawej rki po caej twarzy, wreszcie rzek:
 Skra mi troch przez drog opierzcha, ale do jutra to przejdzie... Co elektor o nas myli?
Nic... Pisa mi, e o nas nie zapomni.
 Jak to, nie zapomni?
 Mam list ze sob, to ci go poka... Pisze, e co bd si stanie, on o nas nie zapomni. A ja
mu wierz, bo jego korzy tak mu nakazuje. Elektor tyle o Rzeczpospolit dba, ile ja o star
peruk, i chtnie by j Szwedom odda, byle mg Prusy zacapi; ale szwedzka potga zaczyna
go niepokoi, wic rad by na przyszo mie gotowego sprzymierzeca, a bdzie go mia, jeli
ty zasidziesz na tronie litewskim.
 Oby tak si stao!... Nie dla siebie ja tego tronu chc!
 Caej Litwy nie uda si moe na pocztek wytargowa, ale chocia dobry kawa z Biaorusi
i mudzi.
 A Szwedzi?
 Szwedzi bd si te radzi nami od wschodu przegrodzi.
 Balsam mi wlewasz...
 Balsam! Aha!... Jaki czarnoksinik w Taurogach chcia mi sprzeda balsam, o ktrym
powiada, e kto si nim wysmaruje, ma by od szabli, szpady i wczni bezpieczen. Kazaem go
zaraz wysmarowa i trabantowi pchn dzid, wyimainuj sobie... na wylot przesza!...
Tu ksi Bogusaw pocz si mia, ukazujc przy tym biae jak ko soniowa zby. Ale
Januszowi nie w smak bya ta rozmowa, wic znowu zacz de publicis.
 Wysaem listy do krla szwedzkiego i do wielu innych naszych dygnitarzy  rzek.  Musiae
i ty odebra pismo przez Kmicica.
 A czekaje! To ja poniekd w tej sprawie przyjechaem. Co ty o Kmicicu mylisz?
 To gorczka, szalona gowa, czowiek niebezpieczny i wdzida znie nie umiejcy, ale to
jeden z tych rzadkich ludzi, ktrzy z dobr wiar nam su.
 Pewno  odrzek Bogusaw  mnie si nawet o mao do krlestwa niebieskiego nie przysuy.
 Jak to?  pyta z niepokojem Janusz.
 Mwi, panie bracie, e byle w tobie  poruszy, zaraz ci dusi poczyna. Przyrzecze
mi, e bdziesz sucha cierpliwie i spokojnie, a ja ci opowiem co o twoim Kmicicu, z czego
poznasz go lepiej, ni dotd poznae.
 Dobrze! bd cierpliwy, jeno przystp do rzeczy.
 Cud boski mnie z rk tego wcielonego diaba wydosta  odrzek ksi Bogusaw.
I rozpocz opowiada o wszystkim, co si w Pilwiszkach zdarzyo.
Nie mniejszy to by cud, e ksi Janusz ataku astmy nie dosta, ale natomiast mona byo
sdzi, e go apopleksja zabije. Trzs si cay, zbami zgrzyta, palcami oczy zatyka, na koniec
pocz woa zachrypym gosem:
 Tak?!... dobrze!.. Zapomnia jeno, e jego koczotka jest w moich rkach...
 Pohamuj si, na miy Bg, i suchaj dalej  odrzek Bogusaw.  Spisaem si wic z nim
do po kawalersku i jeli tej przygody w diariuszu nie zapisz ani si ni chwali nie bd, to
tylko dlatego, e mi wstyd, iem si temu gburowi da tak podej jak dziecko, ja, o ktrym Mazarin
mwi, e w intrydze i przebiegoci nie mam rwnego na caym dworze francuskim. Ale
mniejsza z tym... Sdziem ow z pocztku, em tego twego Kmicica zabi, tymczasem mam
teraz dowd w rku, e si wyliza.
 Nic to! znajdziemy go! wykopiemy! dostaniem choby spod ziemi!... A tymczasem ja mu tu
boleniejszy cios zadam, ni gdybym go ze skry kaza ywcem obedrze.
 adnego ciosu mu nie zadasz, jeno zdrowiu wasnemu zaszkodzisz. Suchaj! Jadc tutaj zauwayem
jakiego prostaka na srokatym koniu, ktry cigle trzyma si nie opodal od mojej
kolasy. Zauwayem wanie dlatego, e ko by srokaty, i kazaem go wreszcie woa.  Gdzie
jedziesz?  Do Kiejdan.  Co wieziesz?  List do ksicia wojewody.  Kazaem sobie ten list
odda, a e arkanw pomidzy nami nie ma, wic przeczytaem... Masz!
To rzekszy poda ksiciu Januszowi list Kmicica, pisany z lasu w chwili, gdy z Kiemliczami
w drog rusza.
Ksi przebieg go oczyma, mnc z wciekoci, wreszcie pocz woa:
 Prawda! na Boga, prawda! On ma moje listy, a tam s rzeczy, o ktre i krl szwedzki nie
tylko podejrzenie, ale i mierteln uraz powzi moe...
Tu chwycia go czkawka i atak spodziewany nadszed. Usta otwary mu si szeroko i chwytay
szybko powietrze, rce rway szaty pod gardem; ksi Bogusaw, widzc to, zaklaska w
rce, a gdy suba nadbiega, rzek:
 Ratujcie ksicia pana; a jak dech odzyska, procie go, by przyszed do mojej komnaty, ja
tymczasem spoczn nieco.
I wyszed.
W dwie godziny pniej Janusz, z oczyma nabiegymi krwi, z obwisymi powiekami i sin
twarz, zapuka do komnaty Bogusawowej. Bogusaw przyj go lec w ou z twarz wysmarowan
migdaowym mlekiem, ktre miao nadawa skrze mikko i poysk. Bez peruki na
gowie, bez barwiczki na twarzy i z odczernionymi brwiami wyglda wiele starzej ni w cakowitym
stroju, ale ksi Janusz nie zwrci na to uwagi.
 Zastanowiem si jednak  rzek  e Kmicic nie moe tych listw opublikowa, bo gdyby
to uczyni, tym samym by wyrok mierci na t dziewk napisa. Zrozumia on to dobrze, e tylko
tym sposobem ma mnie w rku, ale te i ja nie mog zemsty wywrze, i to mnie gryzie, jakobym
rozartego psa w piersi nosi.
 Te listy trzeba bdzie jednak koniecznie odzyska!  rzek Bogusaw.
 Ale quo modo?
 Musisz nasa na niego jakiego zrcznego czeka; niech jedzie, niech z nim w przyja wejdzie
i przy zdarzonej sposobnoci listy zachwyci, a samego noem pchnie. Trzeba nagrod wielk
obieca...
 Kto si tu tego podejmie?
 eby to tak w Paryu albo choby i w Niemczech, w jeden dzie znalazbym ci stu ochotnikw,
ale w tym kraju nawet i tego towaru nie dostanie.
 A trzeba swojego czowieka, bo cudzoziemca bdzie si strzeg.
 To zdaj to na mnie, ja moe kogo w Prusach wynajd.
 Ej, eby to go ywcem schwyta mona, a mnie do rk dostawi! Zapacibym mu za
wszystko od razu. Powiadam ci, e zuchwalstwa tego czowieka przechodziy wszelk miar.
Dlategom go wyprawi, bo mn samym potrzsa, bo mi do oczu o byle co jak kot skaka, bo
swoj wol mi tu we wszystkim narzuca... Mao nie sto razy ju, ju miaem w gbie rozkaz, by
go rozstrzela... Ale nie mogem, nie mogem...
 Powiedz mi, czy naprawd on nam krewny?...
 Kiszkw naprawd krewny, a przez Kiszkw i nasz.
 Swoj drog to diabe jest... i niebezpieczny ca gb przeciwnik!
 On? Moge mu kaza do Carogrodu jecha i sutana z tronu cign albo krlowi szwedzkiemu
brod oberwa i do Kiejdan j przywie! Co on tu w czasie wojny wyrabia!
 Tak i patrzy. A przyrzek nam zemst do ostatniego oddechu. Szczciem, dosta ode mnie
nauk, e z nami nieatwo. Przyznaj, em si po radziwiowsku z nim obszed, i gdyby jaki
francuski kawaler mg si podobnym uczynkiem pochwali, to by o nim ga po caych dniach,
z wyjtkiem godzin snu, obiadu i caowania; bo oni, jak si zejd, to  jeden przez drugiego
tak, e a socu wstyd wieci...
 Prawda, e go przycisn, wolabym jednak, eby si to nie przygodzio.
 A ja bym wola, eby sobie lepszych zausznikw wybiera, majcych wicej respektu dla
radziwiowskich koci.
 Te listy! te listy!...
Bracia umilkli na chwil, po czym Bogusaw pierwszy ozwa si:
 Co to za dziewka?
 Billewiczwna.
 Billewiczwna czy Mieleszkwna, jedna drugiej rwna. Uwaasz, e mnie rym znale tak
atwo, jak drugiemu splun. Ale ja nie o jej nazwisko pytam, jeno czy urodziwa?
 Ja tam na takie rzeczy nie patrz, ale to pewna, e i krlowa polska mogaby si nie powstydzi
takiej urody.
 Krlowa polska? Maria Ludwika? Za czasw Cinq-Marsa moe i bya gadka, a teraz psi na
widok baby wyj. Jeeli twoja Billewiczwna taka, to j sobie zachowaj... Ale jeeli naprawd
cudna, to mi j do Taurogw oddaj, a ju tam zemst na wspk z ni nad Kmicicem obmyl.
Janusz zamyli si na chwil.
 Nie dam ci jej  rzek wreszcie  bo ty j si zniewolisz, a wwczas Kmicic listy opublikuje.
 Ja miabym siy uywa przeciw jednej waszej dzierlatce?... Nie chwalc si, nie z takimi
miaem do czynienia, a nie niewoliem adnej... Raz tylko, ale to byo we Flandrii... Gupia bya...
crka zotnika... Nadcignli potem piechurowie hiszpascy i na ich karb to poszo.
 Ty tej dziewki nie znasz... Z zacnego domu, cnota chodzca, rzekby: mniszka.
 Znamy si i z mniszkami...
 A przy tym nienawidzi nas ona, bo to hic mulier, patriotka... Ona to Kmicica spraktykowaa...
Nie masz takich wiele midzy naszymi niewiastami... Rozum zgoa mski... i Jana Kazimierza
najarliwsza partyzantka.
 To mu obrocw przysporzymy...
 Nie moe by, bo Kmicic listy opublikuje... Musz jej strzec jak oka w gowie... do czasu.
Potem oddam ci j albo twoim dragonom, wszystko mi jedno!
 Daj ci wic parol kawalerski, e jej nie bd si niewoli, a sowa, ktre prywatnie daj,
zawsze dotrzymuj. W polityce co innego... Wstyd byoby mi nawet, gdybym sam przez si nie
umia nic wskra.
 Nie wskrasz.
 To w najgorszym razie wezm w pysk, a od niewiasty to nie dyshonor...Ty idziesz na Podlasie,
co tedy bdziesz z ni robi? Ze sob jej nie wemiesz, tu nie zostawisz, bo tu przyjd
Szwedzi, a trzeba, eby comme otage dziewka zostaa zawsze w naszym rku... Czy nie lepiej, e
j do Taurogw wezm... a do Kmicica pol nie zbja, ale posaca z pismem, w ktrym napisz:
oddaj listy, oddam ci dziewk.
 Prawda jest!  rzek ksi Janusz  to dobry sposb.
 Jeli za  mwi dalej Bogusaw  oddam mu j niezupenie tak, jak wziem, to bdzie i
zemsty pocztek.
 Ale da sowo, e gwatu nie uyjesz?
 Daem i powtarzam jeszcze, e wstyd by mi byo...
 To musisz wzi i jej stryja, miecznika rosieskiego, ktry tu z ni bawi.
 Nie chc. Szlachcic pewnie waszym obyczajem wiechcie w butach nosi, a ja tego znie nie
mog.
 Ona sama nie zechce jecha.
 To jeszcze zobaczymy. Zapro ich dzi na wieczerz, bym j obejrza i uzna, czy warto na
zb bra, a ja tymczasem sposoby na ni obmyl. Na Boga jeno, nie mw jej tylko o Kmicicowym
uczynku, bo to by go w jej oczach podnioso i w wiernoci dla niego utwierdzio. A przy
wieczerzy nie kontruj mnie w niczym, co bd bym mwi. Obaczysz moje sposoby i wasne
mode lata ci si przypomn.
Ksi Janusz machn rk i wyszed, a ksi Bogusaw zaoy obie rce pod gow i pocz
nad sposobami rozmyla.
ROZDZIA VIII
Na wieczerz, oprcz miecznika rosieskiego z Olek, zaproszono take znaczniejszych oficerw
kiejdaskich i kilku dworzan ksicia Bogusawa. On sam nadszed tak strojny i wspaniay,
e oczy rwa. Peruka jego pozakrcana bya w misterne i faliste pukle; twarz delikatnoci barwy
przypominaa mleko i re; wsik zdawa si by pel jedwabn, a oczy gwiazdami. Ubrany by
czarno, w kaftan zszywany z pasw materialnych i aksamitnych, u ktrego rkawy rozcite spinane
byy wzdu rki. Naokoo szyi mia wyoony szeroki konierz z najcudniejszych koronek
brabanckich wartoci nieoszacowanej i takie mankiety wedle doni. Zoty acuch spada mu na
piersi, a przez prawe rami, wzdu caego kaftana, szed a do lewego biodra pendent od szpady
z holenderskiej skry, ale tak nasiany diamentami, e wyglda jak smuga mienicego si wiata.
Zarwno byszczaa od diamentw i rkoje szpady, a w kokardach jego trzewikw wieciy
dwa najwiksze, tak wielkie jak laskowe orzechy. Caa posta wydawaa si wynios, a rwnie
szlachetn jak pikn.
W jednej rce trzyma koronkow chusteczk, drug doni podtrzymywa zwieszony wczesn
mod na rkojeci kapelusz zdobny we fryzowane czarne pira strusie, niezmiernie dugie.
Wszyscy, nie wyczajc ksicia Janusza, patrzyli na z podziwem i uwielbieniem. Ksiciu
wojewodzie przychodziy na pami mode lata, gdy tak samo gasi wszystkich na dworze francuskim
urod i bogactwem. Lata te byy ju daleko, ale teraz zdawao si hetmanowi, e ody w
tym wietnym kawalerze, ktry to samo nosi nazwisko.
Rozochoci si tedy ksi Janusz i przechodzc mimo, dotkn wskazujcym palcem piersi
brata.
 una od ciebie bije jakby od miesica  rzek.  Czy nie dla Billewiczwny si tak wystroi?
 Miesicowi wszdy atwo si wcisn  odpar chepliwie Bogusaw.
I dalej pocz rozmawia z Ganchofem, przy ktrym moe i umylnie stan, aeby si lepiej
wydawa, bo Ganchof by to m dziwnie szpetny: twarz mia ciemn i osp podzioban, nos
krogulczy i zadarte do gry wsy; wyglda jak duch ciemnoci, a Bogusaw przy nim jak duch
wiata.
Wtem weszy damy: pani Korfowa i Oleka. Bogusaw rzuci na ni bystrym wzrokiem i
skoniwszy si naprdce pani Korfowej, ju, ju przyoy palce do ust, aby Billewiczwnie
przesa, wedle kawalerskiej mody, od ust causa, gdy spostrzegszy jej urod wykwintn a
dumn i powan, w jednej chwili zmieni taktyk. W praw rk chwyci kapelusz i podsunwszy
si ku pannie, skoni si tak nisko, e prawie zgi si we dwoje, pukle peruki spady mu po
obu stronach ramion, szpada przybraa poziome pooenie, a on sta tak, poruszajc umylnie
kapeluszem i zamiatajc pirami na znak czci posadzk przed Olek. Bardziej dworskiego
ukonu nie mg odda krlowej francuskiej. Billewiczwna, ktra wiedziaa o jego przyjedzie,
domylia si natychmiast, kto przed ni stoi, wic chwyciwszy kocami palcw za sukni, oddaa
mu rwnie dyg gboki.
Wszyscy podziwiali obojga urod i ukadno manier, widn z samego powitania, a niezbyt
znan w Kiejdanach, bo ksina Januszowa wicej kochaa si, jako Wooszka, we wschodnim
przepychu ni w dwornoci, za ksiniczka bya jeszcze ma dziewczyn.
Wtem Bogusaw podnis gow, strzsn pukle peruki na plecy i szurgajc mocno nogami,
podsun si ywo do Oleki; jednoczenie rzuci paziowi kapelusz, a jej poda rk.
 Oczom nie wierz... i chyba we nie widz to, co widz  mwi prowadzc j do stou  ale
powiedz mi, pikna bogini, jakim cudem zesza z Olimpu do Kiejdan?
 Cho prost jestem szlachciank, nie bogini  odpara Oleka  nie taka znw prostaczka
ze mnie, bym za co innego jak za dworno sowa waszej ksicej moci bra miaa.
 Chobym te chcia by najdworniejszym, zwierciado twoje powie ci wicej ode mnie.
 Powie nie wicej, ale szczerzej  odrzeka cigajc wedle wczesnej mody usta.
 Gdyby w tej komnacie byo chocia jedno, wraz bym ci do niego zaprowadzi... Tymczasem
przejrzyj si w oczach moich, a poznasz, czyli ich podziw nieszczery!
Tu Bogusaw przechyli gow i przed Olek zabysy oczy jego, wielkie i czarne jak aksamit,
a sodkie, przenikliwe i jednoczenie palce. Pod wpywem ich aru twarz dziewczyny powloka
si purpurowym rumiecem, spucia powieki i odsuna si nieco, bo uczua, e Bogusaw
ramieniem przycisn z lekka do swego boku jej rk.
Tak przyszli do stou. On zasiad przy niej i zna byo, e naprawd jej uroda nadzwyczajne
na nim uczynia wraenie. Spodziewa si zapewne znale szlachciank ho jak ania, miejc
si i wrzaskliw jak sojka, i czerwon jak kwiat maku, tymczasem znalaz dumn pann, w ktrej
czarnych brwiach wida byo nieugit wol, w oczach rozum i powag, w caej twarzy jasny
spokj dziecinny, a tak przy tym szlachetn w postawie, tak wdziczn i cudn, e na kadym
dworze krlewskim mogaby si sta celem hodw i zabiegw najpierwszych w kraju kawalerw.
Pikno jej niewysowiona budzia podziw i dze, ale by w niej zarazem jaki majestat,
ktry nakada im wdzido, tak e mimo woli pomyla Bogusaw: Za wczeniem przycisn jej
rk... z tak trzeba polityk, nie obcesem!
Ale tym niemniej postanowi sobie posi jej serce i doznawa dzikiej radoci na myl, e
przyjdzie chwila, w ktrej w majestat dziewiczy i owa pikno przeczysta zda si na jego ask
i nieask. Grona twarz Kmicica stawaa w poprzek tym marzeniom, ale dla zuchwaego
modziana bya to tylko jedna wicej podnieta. Pod wpywem tych uczu rozpromieni si cay,
krew pocza w nim gra jak we wschodnim rumaku, wszystkie jego wadze oywiy si niezwykle
i wiato tak bio od caej jego postaci jak od jego diamentw.
Rozmowa przy stole staa si ogln, a raczej zmienia si w oglny chr pochwa i pochlebstw
dla Bogusawa, ktrych wietny kawaler sucha z umiechem, ale bez zbytniego zadowolenia,
jako rzeczy zwykej i codziennej. Mwiono naprzd o jego czynach wojennych i
pojedynkach. Nazwiska pokonanych ksit, margrabiw, baronw sypay si jak z rkawa. On
sam jeszcze od czasu do czasu dorzuca niedbale jedno wicej. Suchacze zdumiewali si, ksi
Janusz gadzi swe dugie wsy z zadowoleniem, a na koniec Ganchof rzek:
 Choby fortuna i urodzenie nie staway na przeszkodzie, nie chciabym ja waszej ksicej
moci w drog wej i to mi tylko dziwno, e si jeszcze miakowie tacy znajduj.
 Co chcesz, panie Ganchof!  rzek ksi.  S ludzie z elazn twarz i biczym wzrokiem,
ktrych sam widok przestrasza, ale mnie Bg tego odmwi... Mego oblicza nie ulknie si nawet
panna.
 Jako ma nie boi si pochodni  odrzeka wdziczc si i krygujc pani Korfowa  pki w
niej nie zgorzeje...
Bogusaw rozmia si, a pani Korfowa mwia dalej, nie ustajc si krygowa:
 Panw onierzy wicej pojedynki obchodz, a my, niewiasty, rade bymy te co o amorach
waszej ksicej moci usysze, o ktrych wieci a tu nas dochodziy.
 Nieprawdziwe, pani dobrodziejko, nieprawdziwe... Wszystko jeno przez drog uroso...
Swatano mnie, to prawda... Jejmo krlowa francuska bya tak askawa...
 Z ksiniczk de Rohan  dorzuci Janusz.
 Z drug, de la Forse  doda Bogusaw  ale e wanie sercu ani nawet sam krl nie moe
kochania nakaza, a dostatkw, chwaa Bogu, nie potrzebujemy we Francji szuka, przeto nie
mogo by chleba z tej mki... Grzeczne to byy panny, co prawda, i nad imaginacj urodziwe,
ale przecie s u nas jeszcze urodziwsze... i nie potrzebowabym z tej komnaty wychodzi, by
takie znale...
Tu rzuci dugie spojrzenie na Olek, ktra udajc, e nie syszy, pocza co mwi do pana
miecznika rosieskiego, a pani Korfowa znw gos zabraa:
 Nie brak i tu gadkich, nie masz jeno takich, ktre by waszej ksicej moci fortun i urodzeniem
wyrwna mogy.
 Pozwolisz, jejmo dobrodziejka, e zaneguj  odpar ywo Bogusaw  bo, naprzd, nie
myl ja tego, aby szlachcianka polska czym podlejszym od Rohanwien i od Forsw by miaa,
po drugie, nie pierwszyzna to Radziwiom ze szlachciankami si eni, jako i dzieje liczne
podaj tego przykady. Upewniam te jejmo dobrodziejk, e ta szlachcianka, ktra Radziwiow
zostanie, nawet na dworze francuskim przed tamtejszymi ksiniczkami krok i prym wemie.
 Ludzki pan!...  szepn Olece miecznik rosieski.
 Tak ja to zawsze rozumiaem  mwi dalej Bogusaw  cho nieraz wstyd mi za szlacht
polsk, gdy j z zagraniczn porwnam, bo nigdy by si tam nie zdarzyo to, co si tu zdarzyo,
e wszyscy pana swego opucili, ba, e dyba na jego zdrowie gotowi. Szlachcic francuski najgorszego
uczynku si dopuci, ale pana swego nie zdradzi...
Obecni poczli spoglda na siebie i na ksicia z zadziwieniem. Ksi Janusz zmarszczy si
i nasroy, a Oleka utkwia swe niebieskie oczy z wyrazem podziwu i wdzicznoci w twarzy
Bogusawowej.
 Wybacz wasza ksica mo  rzek Bogusaw zwracajc si do Janusza, ktry jeszcze
ochon nie zdoa  wiem, e nie moge inaczej postpi, e caa Litwa by zgina, gdyby by
za moj rad poszed; ale przecie, czczc ci jako starszego i kochajc jak brata, nie przestan z
tob o Jana Kazimierza si spiera. Jestemy midzy sob, wic mwi, co myl: nieopakany
pan, dobry, askawy, pobony, a mnie podwjnie drogi! To ja go pierwszy z Polakw odprowadzaem,
gdy go z francuskiego wizienia wypuszczono. Dzieckiem jeszcze prawie byem podwczas,
ale tym bardziej nigdy tego nie zapomn i chtnie bym krew moj odda, by go przynajmniej
od tych zasoni, ktrzy praktyki przeciw witej jego osobie poczynaj.
Januszowi, jakkolwiek zrozumia ju gr Bogusawow, wydaa si ona jednak zbyt mia i
zbyt hazardown dla tak bahego celu, wic nie ukrywajc niezadowolenia mwi:
 Na Boga! o jakiche zamysach przeciw zdrowiu naszego eks-krla wasza ksica mo
mwisz? Kto je czyni? Gdzie si takowe monstrum w polskim narodzie znale mogo?... To si,
jako ywo, od pocztku wiata w Rzeczypospolitej nie przygodzio!
Bogusaw zwiesi gow.
 Nie dawniej jak miesic temu  rzek ze smutkiem w gosie  gdym z Podlasia do Prus
elektorskich, do Taurogw jecha, przyby do mnie jeden szlachcic... z zacnego domu... Szlachcic
w, nie znajc wida moich prawdziwych dla pana naszego miociwego afektw, myla,
em mu wrogiem jako inni. Ow za znaczn nagrod obiecywa mi pojecha na lsk, porwa
Jana Kazimierza i ywego lub umarego Szwedom wyda...
Wszyscy oniemieli ze zgrozy.
 A gdym z gniewem i abominacj takow propozycj odrzuci  koczy Bogusaw  w
czek z miedzianym czoem rzek mi: Pojad do Radziejowskiego, ten kupi i od funta zotem mi
zapaci...
 Nie jestem eks-krlowi przyjacielem  rzek Janusz  ale gdyby mnie kto podobn propozycj
uczyni, kazabym go bez sdu pod murem postawi, a szeciu muszkieterw naprzeciw.
 W pierwszej chwili i ja chciaem tak postpi  odpar Bogusaw  ale rozmowa bya na
cztery oczy i dopiero by krzyczano na tyrastwo a na samowol Radziwiw! Nastraszyem go
jeno, e i Radziejowski, i krl szwedzki, ba, sam Chmielnicki nawet, pewnie by go za to gardem
skara; sowem doprowadziem owego zbrodniarza do tego, e si zamysu wyrzek.
 Nic to, nie trzeba go byo ywym puszcza, bo najmniej pala by wart!  zawoa Korf.
Bogusaw zwrci si nagle do Janusza.
 Mam te nadziej, e go kara nie minie, i pierwszy wnosz, by zwyk mierci nie zgin, a
wasza ksica mo sam jeden moesz go ukara, bo to twj dworzanin i twj pukownik...
 Na Boga! mj dworzanin?... Mj pukownik? Co za jeden?!... Kto?... Mw wasza ksica
mo!
 Zwie si Kmicic!  rzek Bogusaw.
 Kmicic?!...  powtrzyli wszyscy w przeraeniu.
 To nieprawda!  krzykna nagle Billewiczwna wstajc z krzesa z iskrzcymi oczyma i
falujc piersi.
Nastao guche milczenie. Jedni nie ochonli jeszcze po strasznej Bogusawowej nowinie,
drudzy zdumieli si nad zuchwalstwem tej panny, ktra miaa modemu ksiciu fasz w oczy
zada; miecznik rosieski pocz bekota: Oleka! Oleka!  a Bogusaw przyoblek twarz w
smutek i rzek bez gniewu:
 Jeli to krewny lub narzeczony wapanny, to bolej, em t nowin powiedzia, ale wyrzu
go z serca, bo niewart on ciebie, panienko...
Ona staa chwil jeszcze w blu, w pomieniach i przeraeniu; lecz z wolna oblicze jej stygo,
a stao si zimne i blade; opucia si na powrt na krzeso i rzeka:
 Przebacz wasza ksica mo... Niesuszniem przeczya... Do tego czowieka wszystko podobne...
 Nieche mnie Bg ukarze, jeeli co innego czuj prcz litoci  odpowiedzia agodnie
ksi Bogusaw.
 To by narzeczony tej panny  rzek ksi Janusz  i sam ich swataem. Czek by mody,
gorczka, nabroi sia... Ratowaem go przed prawem, bo onierz dobry. Wiedziaem, e warcho
to by i bdzie... Ale eby szlachcic do podobnego bezecestwa by zdolen, tegom si nawet
po nim nie spodziewa.
 To zy by czowiek, dawno to wiedziaem!  rzek Ganchof.
 I nie ostrzege mnie? Czemu to?  spyta tonem wymwki Janusz.
 Bom si ba, e wasza ksica mo o inwidi mnie posdzi, gdy on wszdy mia pierwszy
krok przede mn.
 Horribile dictu et auditu  rzek Korf.
 Moci panowie  zawoa Bogusaw  dajmy temu pokj! Jeli wam ciko tego sucha,
c dopiero pannie Billewiczwnie.
 Wasza ksica mo raczy nie zwaa na mnie  rzeka Oleka  mog wszystkiego ju
wysucha.
Ale ju i wieczerza miaa si ku kocowi; podano wod do umycia rk, po czym ksi Janusz
wsta pierwszy i poda rk pani Korfowej, a ksi Bogusaw Olece.
 Zdrajc ju Bg pokara  rzek do niej  bo kto ciebie straci, niebo straci... Nie masz
dwch godzin, jakem ci pozna, wdziczna panienko, a rad bym ci widzie wiecznie nie w
boleci i we zach, ale w rozkoszy i szczciu...
 Dzikuj waszej ksicej moci  odrzeka Oleka.
Po rozejciu si dam mczyni wrcili jeszcze do stou szuka uciechy w kielichach, ktre
kryy gsto. Ksi Bogusaw pi na umr, bo by kontent z siebie. Ksi Janusz rozmawia z
panem miecznikiem rosieskim.
 Ja jutro wyjedam z wojskiem na Podlasie  rzek mu.  Do Kiejdan przyjdzie szwedzka
zaoga. Bg wie, kiedy wrc... Waszmo nie moesz tu z dziewczyn zostawa, bo i dla niej
midzy onierstwem nieprzystojnie. Pojedziecie oboje z ksiciem Bogusawem do Taurogw,
gdzie dziewka przy onie mojej moe we fraucymerze znale pomieszczenie.
 Wasza ksica mo  odpar miecznik rosieski  Bg nam da wasne kty, po co nam do
obcych krajw jedzi. Wielka to aska waszej ksicej moci, e o nas pamita... Ale nie chcc
faworu naduywa wolelibymy pod wasn strzech powrci.
Ksi nie mg wyjani panu miecznikowi wszystkich powodw, dla ktrych za adn cen
nie chcia wypuszcza z rk Oleki, ale cz ich powiedzia z ca szorstk otwartoci magnata.
 Jeli chcesz to wapan przyj za fawor, to i lepiej... Ale ja wapanu powiem, e to i ostrono.
Wapan tam bdziesz zakadnikiem; wapan mi tam za wszystkich Billewiczw odpowiesz,
ktrzy, wiem to dobrze, nie licz si do moich przyjaci i gotowi podnie mud, gdy
odejd... Daje im wapan rad, by tu siedzieli spokojnie i przeciw Szwedom nic nie poczynali,
bo gowa twoja i twej synowicy za to odpowie.
Na to miecznikowi widocznie zabrako cierpliwoci, bo odrzek ywo:
 Prno bym si na moje prawa szlacheckie powoywa. Sia przy waszej ksicej moci, a
mnie wszystko jedno, gdzie mam w wizieniu siedzie; wol nawet tam ni tu!
 Do tego!  rzek gronie ksi.
 Co do, to do!  odrzek miecznik.  Bg te da, e gwaty si skocz, a prawo znw
zapanuje. Krtko mwic, wasza ksica mo mi nie gr, bo si nie boj.
Bogusaw dojrza widocznie byskawice gniewu migocce na twarzy Janusza, zbliy si wic
szybko.
 O co idzie?  rzek stawajc midzy rozmawiajcymi.
 Powiedziaem panu hetmanowi  odpar z rozdranieniem miecznik  e wol wizienie w
Taurogach ni w Kiejdanach.
 W Taurogach nie masz wizienia, jest jeno dom mj, w ktrym waszmo bdziesz jako u
siebie. Wiem, e hetman chce widzie w waszmoci zakadnika, ja widz tylko miego gocia.
 Dzikuj waszej ksicej moci  odpowiedzia miecznik.
 To ja dzikuj waszmoci. Trmy si i wypijmy razem, bo mwi, e przyja trzeba zaraz
podla, aby nie zwida w zarodku.
To rzekszy zawid Bogusaw pana miecznika do stou i poczli si trca a przypija do siebie
czsto gsto.
W godzin pniej miecznik wraca nieco chwiejnym krokiem do swej izby powtarzajc pgosem:
 Ludzki pan! Zacny pan! Uczciwszego z latarni nie znale... Zoto! zoto szczere... Chtnie
krwi bym dla niego utoczy.
Tymczasem bracia zostali sam na sam. Mieli ze sob jeszcze do pogadania, a przy tym i listy
przyszy jakie, po ktre wysali pazia, aby je od Ganchofa przynis.
 Oczywicie  rzek Janusz  nie masz w tym i sowa prawdy, co o Kmicicu mwi?
 Oczywicie... Sam wiesz najlepiej. Ale co? Przyznaj! Nie mia Mazarin susznoci? Za jednym
zachodem zemci si okrutnie nad wrogiem i uczyni wyom w tej licznej fortecy... Co?
Kto to potrafi?... To si nazywa intryga godna pierwszego w wiecie dworu! A pera to ta Billewiczwna,
a wdziczne to, a wspaniae, a panitko, jakoby z krwi ksicej! Mylaem, e ze
skry wyskocz!
 Pamitaj, e da sowo... Pamitaj, e zgubisz nas, jeli tamten listy opublikuje.
 Co to za brwi! Co za wejrzenie krlewskie, a respekt bierze... Skd w takiej dziewce taki
nieledwie krlewski majestat?... Widziaem raz w Antwerpii Dian, na gobelinie misternie wyszyt,
psami ciekawego Akteona szczujc... Kubek w kubek ona!
 Bacz, by Kmicic listw nie opublikowa, bo nas by wtedy psi na mier zagryli.
 Nieprawda! Ja to Kmicica w Akteona zmieni i na mier zaszczuj. Na dwch polach juem
go zbi na gow, a przyjdzie midzy nami jeszcze do sprawy!
Dalsz rozmow przerwao wejcie pazia z listem.
Wojewoda wileski wzi pismo do rki i przeegna. Zawsze tak czyni, by od zych nowin
si zabezpieczy; nastpnie, zamiast otworzy, pocz je oglda starannie. Nagle zmieni si na
twarzy.
 Sapiehw klejnot na pieczci!  zakrzykn  to od wojewody witebskiego.
 Otwrz prdzej!  rzek Bogusaw.
Hetman otworzy i pocz czyta przerywajc od czasu do czasu wykrzykami:
 Idzie na Podlasie!... Pyta, czy nie mam polece do Tykocina!... Urga mi!... Gorzej jeszcze,
bo suchaj, co dalej pisze:
Chcesz Wasza Ks. Mo wojny domowej, chcesz jeden wicej miecz w ono matki pogry?
To przybywaj na Podlasie, czekam ci i ufam w Bogu, e pych tw moimi rkoma ukarze...
Ale jeli masz miosierdzie nad ojczyzn, jeli sumienie ci ruszyo, jeli Wasza Ks. Mo
aujesz dawnych uczynkw i popraw chcesz okaza, tedy pole przed tob. Miasto wojn domow
zaczyna, zwoaj pospolite ruszenie, podnie chopstwo i uderz na Szwedw, pki ubezpieczony
Pontus niczego si nie spodziewa i adnej bacznoci nie okazuje. Od Chowaskiego
przeszkody w tym mie Wasza Ks. Mo nie bdziesz, bo mnie suchy z Moskwy dochodz, e
oni tam sami o wyprawie do Inflant myl, chocia trzymaj to w tajemnicy. Wreszcie, jeliby
Chowaski chcia co przedsiwzi, to ja utrzymam go na wodzy, i bylem szczerze mg zaufa,
pewnie ze wszystkich si w ratowaniu ojczyzny Waszej Ks. Moci pomaga bd. Wszystko
to od Waszej Ks. Moci zaley, bo jeszcze czas nawrci z drogi i winy zmaza. Wtedy okae
si jawnie, e Wasza Ks. Mo nie w widokach osobistych, ale dla odwrcenia ostatniej klski
od Litwy przyj szwedzk protekcj. Nieche Wasz Ksic Mo Bg tak natchnie, o co
codziennie Go prosz, cho mnie Wasza Ksica Mo o inwidi pomawia raczysz.
P.. Syszaem, e oblenie z Niewiea zdjte i e ksi Micha z nami si chce poczy,
jak tylko szkody naprawi. Patrze Wasza Ks. Mo, jak zacni z twojej familii czyni, i na ich
przykad si zapatruj, a w kadym terminie pomyl, e masz teraz wz i przewz.
 Syszae?  rzek skoczywszy czyta ksi Janusz.
 Syszaem... i co?  odpowiedzia Bogusaw patrzc bystro na brata.
 Trzeba by si wszystkiego wyrzec, wszystkiego zaniecha, wasn robot wasnymi poszarpa
rkoma...
 I z potnym Karolem Gustawem zadrzy, a wygnanego Kazimierza za nogi ima, by raczy
przebaczy i do suby na powrt przyj... a i pana Sapieh o instancj prosi...
Twarz Janusza nabrzmiaa krwi.
 Uwaasz, jak to on do mnie pisze: Popraw si, a przebacz ci  jakby zwierzchnik do
podwadnego!
 Inaczej by pisa, gdyby mu sze tysicy szabel nad karkiem zawiso.
 Wszelako...  tu zamyli si pospnie ksi Janusz.
 Wszelako co?
 Dla ojczyzny byby moe ratunek tak uczyni, jak Sapieha radzi?
 A dla ciebie? Dla mnie? Dla Radziwiw?...
Janusz nic nie odpowiedzia, opar gow na zoonych piciach i myla.
 Nieche tak bdzie!  rzek wreszcie.  Niech si speni...
 Co postanowi?
 Jutro ruszam na Podlasie, a za tydzie uderz na Sapieh.
 To Radziwi!  rzek Bogusaw.
I podali sobie rce.
Po chwili Bogusaw uda si na spoczynek. Janusz pozosta sam. Raz i drugi przeszed cikim
krokiem przez komnat, na koniec zaklaska w rce.
Pa pokojowiec wszed do izby.
 Niech astrolog za godzin przyjdzie do mnie z gotow figur  rzek.
Pa wyszed, a ksi znw pocz chodzi i odmawia swe kalwiskie pacierze. Po czym zacz
piewa pgosem psalm, przerywajc czsto, bo mu oddechu brako, i spogldajc od czasu
do czasu przez okno na gwiazdy migocce na firmamencie.
Powoli wiata gasy w zamku, ale prcz astrologa i ksicia jedna jeszcze istota czuwaa w
swej komnacie, a mianowicie Oleka Billewiczwna.
Klczc przed swym kiem, splota obie rce na gowie i szeptaa z zamknitymi oczyma:
 Zmiuj si nad nami... Zmiuj si nad nami!
Pierwszy raz od czasu wyjazdu Kmicica nie chciaa, nie moga modli si za niego.
ROZDZIA IX
Pan Kmicic posiada wprawdzie glejty radziwiowskie do wszystkich kapitanw, komendantw
i gubernatorw szwedzkich, aby mu wszdy wolny przejazd dano i wstrtu nie czyniono,
lecz nie mia z tych glejtw korzysta. Spodziewa si bowiem, e ksi Bogusaw zaraz z
Pilwiszek pchn na wszystkie strony posacw z ostrzeeniem do Szwedw o tym, co si stao,
i z rozkazem chwytania Kmicica. Dlatego to pan Andrzej i obce nazwisko przyj, i nawet stan
odmieni. Omijajc wic om i Ostrok, do ktrych pierwej ostrzeenia doj mogy, pdzi
swe konie wraz z kompani ku Przasnyszowi, skd na Putusk pragn si przebra do Warszawy.
Nim jednak do Przasnysza doszed, czyni krg nad granic prusk na Wsosz, Kolno i Myszyniec,
dlatego e Kiemlicze, znajc dobrze tamtejsze puszcze, byli wiadomi przej lenych, a
prcz tego mieli swe komitywy midzy Kurpiami, od ktrych w nagym razie mogli si pomocy
spodziewa.
Kraj nad granic by ju po wikszej czci zajty przez Szwedw, ktrzy jednak, ograniczajc
si na zajmowaniu miast znaczniejszych, niezbyt miele zapuszczali si w drzemice i niezgbione
lasy, zamieszkae przez ludno zbrojn, myliw, nigdy z lasw si nie wychylajc i
tak jeszcze dzik, e wanie rok temu krlowa Maria Ludwika kazaa wznie kaplic w Myszycu
i osadzia w niej jezuitw, ktrzy mieli uczy wiary i agodzi obyczaje puszczaskiego
ludu.
 Im duej nie napotkamy Szwedw  mwi stary Kiemlicz  tym dla nas lepiej.
 Musimy ich w kocu napotka  odpowiada pan Andrzej.
 Kto ich napotka przy wikszym miecie, temu czsto boj si krzywdy uczyni, bo jako w
miecie, jest zawsze jakowy rzd i jakowy starszy komendant, do ktrego mona skary. Ju
ja si o to ludzi rozpytywa i wiem, e s rozkazy od krla szwedzkiego, zabraniajce swawoli i
zdzierstwa. Ale mniejsze podjazdy, daleko od oczu komendantw wysyane, nic na rozkazy nie
zwaaj i spokojnych ludzi upi.
Pynli wic lasami, nigdzie Szwedw nie spotykajc, nocujc po smolarniach i osadach lenych.
Midzy Kurpiami, chocia prawie nikt z nich nie widzia dotd Szwedw, chodziy najrozmaitsze
wieci o najciu kraju. Mwiono, e przyby lud zza morza, mowy ludzkiej nie rozumiejcy,
nie wierzcy w Chrystusa Pana, Najwitsz Pann ani we wszystkich witych i dziwnie
drapieny. Inni prawili o nadzwyczajnym akomstwie tych nieprzyjaci na bydo, skry,
orzechy, mid i grzyby suszone, ktrych jeli im odmawiano, wwczas podpalali puszcz. Niektrzy
twierdzili przeciwnie, e to jest nard wilkoakw, chtnie ludzkim misem, a mianowicie
misem dziewczyn si karmicy.
Pod wpywem tych gronych wieci, ktre w najwiksze gbie puszczaskie zaleciay, jli
si Kurpikowie poczuwa i zhukiwa po lasach. Ci, ktrzy wyrabiali pota i smo, i ci, ktrzy
zbieraniem chmielu si trudnili, i drwale, i rybitwowie, ktrzy zastawiali wicierze po zarosych
wybrzeach Rosogi, i wnicznicy, i myliwi, i pszczoowody, i bobrownicy zbierali si teraz po
znaczniejszych osadach, suchajc opowiada, udzielajc sobie nowin i radzc, jak by nieprzyjaciela,
jeliby si w puszczy pokaza, wyen.
Kmicic, jadc ze swym orszakiem, nieraz spotyka wiksze i mniejsze kupy tego ludu przybranego
w konopne koszule i skry wilcze, lisie lub niedwiedzie. Nieraz te zastpowano mu
na przesmykach i pasach pytajc:
 Kto ty? Czy nie Szwed?
 Nie!  odpowiada pan Andrzej.
 Niech ciebie Bg broni!
Pan Andrzej przypatrywa si z ciekawoci tym ludziom yjcym ustawicznie w mrokach lenych,
ktrych twarzy nie opalao nigdy odkryte soce; podziwia ich wzrost, miao wejrzenia,
szczero mowy i wcale niechopsk fantazj.
Kiemlicze, ktrzy ich znali, zapewniali pana Andrzeja, e nie masz nad nich strzelcw w caej
Rzeczypospolitej. Jako zauway, e wszyscy mieli dobre niemieckie rusznice, ktre z Prus za
skry wymieniali. Kaza im te sw sprawno w strzelaniu okazywa i zdumiewa si jej widokiem,
a w duszy myla:
Gdyby mi przyszo parti zbiera, tu bym przyszed.
W Myszycu samym znalaz wielkie zgromadzenie. Przeszo stu strzelcw trzymao ustawicznie
stra przy misji, bo obawiano si, e Szwedzi tu najpierwej si poka, zwaszcza e
starosta ostrocki kaza wyci drog w lasach, aby ksia, w misji osiedli, mogli mie do
wiata przystp.
Chmielarze, ktrzy swj towar dostawiali a do Przasnysza tamtejszym sawnym piwowarom
i z tego powodu uchodzili za ludzi bywaych, opowiadali, e w omy, w Ostroce i Przasnyszu
roi si od Szwedw, ktrzy tak ju tam gospodaruj jak w domu i podatki wybieraj.
Kmicic j namawia Kurpiw, by nie czekajc Szwedw w puszczy, uderzyli na Ostrok i
wojn rozpoczli, a sam ofiarowa si ich poprowadzi. Wielk te midzy nimi znalaz ochot,
ale dwaj ksia odwiedli ich od tego szalonego czynu, przedstawiajc, aby czekali, a cay kraj
si ruszy, i przedwczesnym wystpieniem nie cigali na si okrutnej zemsty nieprzyjaciela.
Pan Andrzej odjecha, ale aowa straconej sposobnoci.
Ta mu tylko pociecha zostaa, i przekona si, e byle gdziekolwiek prochy wybuchy, to ani
Rzeczypospolitej, ani krlowi nie zbraknie w tych stronach na obrocach.
Jeli tak jest i gdzie indziej, tedyby mona poczyna  myla.
I gorca jego natura rwaa si ku prdkiemu poczynaniu, ale rozsdek mwi: Kurpie sami
Szwedw nie zwojuj... Przejedziesz kawa kraju, obaczysz, przyjrzysz si, a potem posuchasz
krlewskiego rozkazu.
Jecha wic dalej. Wyjechawszy z puszcz gbokich na rubiee lene, w okolic gciej osiad,
ujrza po wszystkich wioskach ruch nadzwyczajny. Po drogach peno byo szlachty, jadcej
w brykach, kaamaszkach, kolasach lub konno. Wszystko to zdao do najbliszych miast i miasteczek,
by na rce komendantw szwedzkich skada przysig na wierno nowemu panu.
Wydawano im na to wiadectwa, ktre miay osoby i majtnoci ochrania. W stolicach ziem i
powiatw ogaszano kapitulacje, warujce wolno wyznania i przywileje stanowi szlacheckiemu
przysugujce.
Szlachta dya z powinn przysig nie tyle ochotnie, ile skwapliwie, bo opornym rozmaite
groziy kary, a zwaszcza konfiskaty i rabunki. Mwiono, e tu i wdzie poczli ju Szwedzi, tak
jak w Wielkopolsce, wkrca podejrzanym palce w kurki od muszkietw. Powtarzano te z
trwog, e na bogatszych umylnie rzucano podejrzenia, aby ich zupi.
Wobec tego wszystkiego niebezpiecznie byo zostawa na wsi; zamoniejsi wic dyli do
miast, aby siedzc pod bezporednim dozorem komendantw szwedzkich, unikn posdzenia o
praktyki przeciw krlowi szwedzkiemu.
Pan Andrzej pilnie nadstawia ucha na to, co mwia szlachta, a chocia nie bardzo chciano z
nim rozmawia, jako z chudopachokiem, tyle jednak wyrozumia, e nawet najblisi ssiedzi,
znajomi, ba! i przyjaciele nie mwi midzy sob o Szwedach i o nowym panowaniu szczerze.
Narzekano wprawdzie gono na rekwizycje i rzeczywicie byo o co, do kadej bowiem wsi,
do kadego miasteczka przychodziy listy komendantw z rozkazem dostawienia wielkich iloci
zboa, chleba, soli, byda, pienidzy, i czsto owe rozkazy przechodziy mono, zwaszcza e
gdy wyczerpano jedne zapasy, dano drugich; kto za nie paci, temu przysyano egzekucj,
ktra w trjnasb tyle braa.
Ale miny dawne czasy! Kady wyciga si, jak mg, sobie od ust odejmowa i dawa i
paci, narzekajc i jczc, a w duszy mylc, e dawniej bywao inaczej. Do czasu pocieszano
si wszake, i gdy czasy wojenne przemin, skocz si owe rekwizycje. Obiecywali to i sami
Szwedzi mwic, e niech jeno krl cay kraj opanuje, zaraz po ojcowsku rzdzi zacznie.
Szlachcie, ktra odstpia wasnego monarchy i ojczyzny, ktra przedtem, niedawno jeszcze,
nazywaa tyranem dobrego Jana Kazimierza, posdzajc go, e do absolutum dominium dy,
ktra sprzeciwiaa mu si we wszystkim, protestujc na sejmikach i sejmach, a w aknieniu nowoci
i przemiany dosza do tego, e niemal bez oporu uznaa panem najedc, byle mie jakow
odmian  wstyd byo teraz nawet i narzeka. Wszak Karol Gustaw uwolni ich od tyrana,
wszak dobrowolnie opucili prawego monarch, wszak mieli ow odmian, ktrej podano tak
silnie.
Dlatego to nawet najpoufalsi nie mwili szczerze pomidzy sob, co o owej odmianie myl,
chtnie nakaniajc ucha tym, ktrzy twierdzili, e i zajazdy, i rekwizycje, i rabunki, i konfiskaty
tylko czasowe a konieczne onera, ktre wnet przemin jak si Carolus Gustavus na polskim tronie
upewni.
 Ciko, panie bracie, ciko  mwi czasem szlachcic do szlachcica  ale tak i powinnimy
by radzi z nowego pana. Potentat to i wojownik wielki; ukrci on Kozakw, Turczyna pohamuje
i Septentrionw od granic odenie, a my ze Szwecj we wspce zakwitniem.
 Chobymy te i nieradzi byli  odpowiada drugi  co robi przeciw takiej potdze? Z
motyk si na soce nie porwiemy...
Czasem te powoywano si na wie przysig. Kmicic burzy si suchajc podobnych
gosw i rozumowa, a raz, gdy pewien szlachcic mwi przy nim w zajedzie, e musi by
wierny temu, komu poprzysig, pan Andrzej wykrzykn i rzek mu:
 Musisz mie wapan dwie gby, jedn od prawdziwych, drug od faszywych przysig, bo
i Janowi Kazimierzowi przysiga!
Byo przy tym wiele i innej szlachty, bo si to zdarzyo ju niedaleko od Przasnysza. Usyszawszy
wic sowa Kmicica poruszyli si wszyscy; na jednych twarzach zna byo podziw dla
miaoci pana Andrzeja, inni zaponili si, wreszcie najpowaniejszy rzek:
 Nikt tu przysigi dawnemu krlowi nie ama. Sam on nas uwolni od niej, gdy z kraju
zbieg, do obrony jego si nie poczuwajc.
 Bodaj was zabito!  zakrzykn Kmicic.  A krl okietek ile to razy musia z kraju uchodzi,
a przecie wrci, bo go nard nie odstpi, gdy boja boa jeszcze w sercach bya! Nie
Jan Kazimierz zbieg, jeno przedawczykowie od niego odbiegli i teraz go ksaj, by wasne winy
przed Bogiem i ludmi koloryzowa!
 Za miele mwisz, modziku. Skde jest, ktry nas, tutejszych ludzi, chcesz bojani boej
uczy? Patrz, aby ci Szwedzi nie usyszeli!
 Kiedycie ciekawi, to wam powiem, em jest z Prus Ksicych i do elektora nale... Ale z
sarmackiej krwi pochodzc, do yczliwoci si ku ojczynie poczuwam i wstyd mi za zatwardziao
tego narodu.
Tutaj szlachta, zapomniawszy gniewu, otoczya go koem i pocza wypytywa ciekawie i
skwapliwie:
 To wapan z Prus Ksicych?... A nue, powiadaj, co wiesz! Coe tam elektor? Nie myli
nas ratowa z opresji?
 Z jakiej opresji?... Radzicie z nowego pana, to nie gadajcie o opresji.. Jakecie sobie posali,
tak pijcie.
 Radzimy, bo nie moemy inaczej. Z mieczami nam nad karkiem stoj. Ale ty powiadaj tak,
jakbymy byli nieradzi.
 Dajcie mu si czego napi, nieche mu si jzyk rozwie. Mw miele, nie masz tu zdrajcw
midzy nami.
 Wszyscycie zdrajcy!  hukn pan Andrzej  i nie chc z wami pi! parobcy szwedzcy!
To rzekszy wyszed z izby, drzwiami trzasnwszy, a oni pozostali we wstydzie i w zdumieniu;
aden nie chwyci za szabl, aden nie ruszy za Kmicicem, aby si pomci za obelg.
On za ruszy wprost do Przasnysza. Na kilkanacie staja przed miastem ogarn go patrol
szwedzki i wid do komendy. Rajtarw byo w owym patrolu tylko szeciu i podoficer sidmy,
wic Soroka i trzej Kiemlicze poczli poglda na nich akomie jak wilcy na owce, a potem pytali
oczyma Kmicica, czy si nie kae koo nich zawin.
Pan Andrzej niemaej take doznawa pokusy, zwaszcza, e blisko pyna Wgierka z brzegami
obrosymi sitowiem; ale si pohamowa i pozwoli spokojnie prowadzi do komendy.
Tam opowiedzia si komendantowi, kto jest, e z kraju elektorskiego pochodzi i corocznie
do Soboty z komi jedzi. Kiemlicze mieli te wiadectwa, w ktre si w gu, jako w dobrze
sobie znajomym miecie, zaopatrzyli; wic komendant, ktry sam by pruski Niemiec, nie czyni
im trudnoci, wypytywa tylko troskliwie, jakie konie prowadz, i da je widzie.
A gdy je czelad Kmicicowa zgodnie z jego daniem przypdzia, obejrza je starannie i
rzek:
 To ja kupi. Innemu zabrabym i tak, ale e z Prus, to ci i nie pokrzywdz.
Kmicic stropi si nieco; gdyby przyszo do sprzeday, tym samym upadby pozr jechania
dalej i wypadaoby mu zawrci do Prus. Poda wic cen tak wysok, e niemal dwa razy wiksz
od rzeczywistej wartoci koni. Nadspodziewanie, oficer ani si oburzy, ani targowa.
 Dobrze  rzek.  Wegna konie do szopy, a wam zapat wraz wynios.
Kiemlicze uradowali si w sercach, lecz pan Andrzej wpad w gniew i pocz kl. Nie byo
jednak innej rady, jak zagna konie. Inaczej padoby zaraz podejrzenie na sprzedajcych, e pozornie
tylko handluj.
Tymczasem oficer wyszed na powrt i poda Kmicicowi kawaek zapisanego papieru.
 Co to?  rzek pan Andrzej.
 Pienidze albo to samo co pienidze, bo kwit.
 A gdzie mnie zapac?
 W gwnej kwaterze.
 A gdzie gwna kwatera?
 W Warszawie  odrzek oficer umiechajc si zoliwie.
 My za gotwk tylko handlujemy... Jake to? co to?...  pocz jcze stary Kiemlicz. 
Furto niebieska!
Lecz Kmicic zwrci si ku niemu i patrzc na gronie, rzek:
 U mnie sowo pana komendanta tyle co gotowizna, a do Warszawy chtnie pojedziem, bo
tam u Ormian towarw zacnych dosta mona, za ktre w Prusach dobrze zapac.
Nastpnie, gdy oficer odszed, rzek pan Andrzej na pociech Kiemliczowi:
 Cicho, szelmo. Te kwity to najlepsze glejty, bo choby i do Krakowa zajedziem z nimi
skarc si, e nam paci nie chc. atwiej z kamienia ser wycisn ni pienidze ze Szwedw...
Ale to mi wanie na rk. Pludrak myli, e nas wywid w pole, tymczasem nie wie,
jakow przysug nam odda... Tobie za ja z wasnej szkatuy za konie zapac, aeby
uszczerbku nie ponis.
Stary odetchn i ju tylko ze zwyczaju nie przestawa narzeka przez czas jaki:
 Obdarli, zniszczyli, do ndzy przywiedli!
Ale pan Andrzej rad by, widzc drog przed sob otwart, bo to z gry przewidywa, e i w
Warszawie mu nie zapac, a prawdopodobnie i nigdzie  bdzie wic mg jecha coraz dalej,
niby swojej poszukujc krzywdy, chociaby do krla szwedzkiego, ktry pod Krakowem si
znajdowa, zajty obleniem dawnej stolicy.
Tymczasem postanowi pan Andrzej zosta na noc w Przasnyszu, koniom wypocz i nie
odmieniajc swego przybranego nazwiska, porzuci jednak skr chudopacholsk. Zauway
bowiem, e ubogiego koniuch lekcewa wszyscy i prdzej kady napadnie, mniej si odpowiedzialnoci
za pokrzywdzenie charaka obawiajc. Trudniej mu te byo w tej skrze i do zamoniejszej
szlachty mie przystp, a std trudniej wyrozumie, co kto myla.
Przybra wic szaty stanowi swemu i urodzeniu odpowiednie i poszed pod wiechy, aby si z
braci szlacht nagada. Lecz nie uradowao go to, co sysza. Po zajazdach i szynkach szlachta
pia zdrowie krla szwedzkiego i na szczcie protektora trcaa si kielichami ze starszyzn
szwedzk, miaa si z drwin, jakich oficerowie pozwalali sobie z krla Jana Kazimierza i Czarnieckiego.
Tak strach o wasn skr i mienie upodli ludzi, e wdziczyli si do najedcw, skwapliwie
podtrzymujc ich dobry humor. Jednake i owo upodlenie miao swoj granic. Szlachta
pozwalaa drwi z siebie, z krla, z hetmanw, z pana Czarnieckiego, byle nie z religii, i gdy
pewien kapitan szwedzki owiadczy, e taka dobra wiara luterska jak i katolicka, siedzcy obok
mody pan Grabkowski, nie mogc znie blunierstwa, uderzy go w skro obuszkiem, sam za
korzystajc z tumultu wymkn si z szynkowni i zgin w tumie.
Zaczto go ciga, lecz przyszy wieci, ktre zwrciy uwag w inn stron. Oto kurierowie
nadbiegli z doniesieniami, e Krakw si podda, e pan Czarniecki w niewoli i ostatnia zapora
szwedzkiego panowania zniesiona.
Szlachta oniemiaa w pierwszej chwili, lecz Szwedzi poczli weseli si i wiwatowa. W kociele
witego Ducha, w kociele Bernardynw i w niedawno wzniesionym przez pani Mostowsk
klasztorze Bernardynek kazano bi w dzwony. Piechota i rajtaria wystpiy na rynek z
browarw i postrzygalni w bojowym porzdku i nu dawa ognia z dzia i muszkietw. Nastpnie
wytoczono beczki z gorzak, miodem i piwem dla wojska i mieszczan, porozpalano beczki
ze smo i ucztowano do pnej nocy. Szwedzi powycigali mieszczanki z domostw, by taczy
z nimi, weseli si i swawoli. A wrd tumw rozhukanego onierstwa wczyy si gromady
szlachty, ktra pia wraz z rajtarami i musiaa udawa rado z upadku Krakowa i klski pana
Czarnieckiego.
Kmicica obrzydzenie porwao i wczenie schroni si do swej kwatery na przedmieciu, ale
spa nie mg. Trawia go gorczka i wtpliwoci obsiady mu dusz, czy nie za pno nawrci
z drogi, gdy ju cay kraj by w rku szwedzkim. Przychodzio mu do gowy, e ju wszystko
stracone i Rzeczpospolita nigdy nie wydwignie si z upadku.
To ju nie wojna nieszczliwa  myla sobie  ktra si utrat prowincji jakowej skoczy
moe, to zguba zupena, to caa Rzeczpospolita prowincj szwedzk si staje... Samimy si do
tego przyczynili, a ja lepiej ni kto inny!
Ta myl palia go, a sumienie gryzo. Sen od niego ucieka... Sam nie wiedzia, co ma czyni:
jecha dalej, zosta w miejscu czy wraca?... Choby te kup zebra i Szwedw pocz podchodzi,
bd go ciga jak rozbjnika, nie jak onierza. Zreszt jest ju w obcej okolicy, w ktrej
go nikt nie zna. Kto do niego przystanie? Zlatywali si do niego nieustraszeni ludzie na Litwie,
gdy jako przesawny ich zwoywa, ale tu, choby kto sysza o Kmicicu, to go mia za zdrajc i
szwedzkiego przyjaciela, z pewnoci za nikt nie sysza o Babiniczu.
Na nic to, na nic i do krla jecha, bo za pno... Na nic i na Podlasie jecha, bo go konfederaci
za zdrajc maj, na nic si na Litw wraca, bo tam Radziwi wada, na nic zostawa, bo tu
roboty nie ma adnej. Najlepiej by ducha wyzion, by na ten wiat nie patrze i przed zgryzotami
uciec!
Lecz na tamtym wiecie zali bdzie lepiej tym, ktrzy nagrzeszywszy, niczym win swych nie
zgadzili i z caym ich ciarem przed sdem stan? Kmicic rzuca si na swym ou, jak gdyby
na ou tortur lea. Podobnie nieznonych mk nie przechodzi nawet w chacie lenej Kiemliczw.
Czu si silnym, zdrowym, przedsibiorczym, dusza rwaa si w nim do tego, by co poczyna,
by dziaa, a tu wszystkie drogi byy zamknite, cho tuc gow o cian, nie masz wyjcia;
nie masz ratunku i nie masz nadziei !
Przemczywszy si przez noc na ou zerwa si do dnia, zbudzi ludzi i ruszy z nimi przed
siebie. Jecha ku Warszawie, ale sam nie wiedzia, po co i dlaczego? Byby na Sicz uciek z desperacji,
gdyby nie to, e czasy si zmieniy i e Chmielnicki razem z Buturlinem przycisnli
wanie hetmana wielkiego koronnego pod Grdkiem, roznoszc przy tym ogie i miecz na poudniowo-
wschodnich krainach Rzeczypospolitej i zapuszczajc a pod Lublin drapiene swe
zagony.
Po drodze do Putuska spotyka wszdy pan Andrzej oddziay szwedzkie, eskortujce wozy z
ywnoci, zboem, chlebami, piwem, i stada wszelkiego rodzaju byda. Przy stadach i wozach
szy gromady chopw albo drobnej szlachty, paczc i jczc, bo ich z podwodami po kilkanacie
mil cigano. Szczliwy, komu z wozem do domu wrci pozwolono, co nie zawsze si
zdarzao, albowiem po dostawieniu spyy pdzili chopstwo i bra zagonow do robt, do poprawiania
zamkw, budowania szop, magazynw.
Widzia te pan Kmicic, e w pobliu Putuska sroej obchodzili si Szwedzi z ludmi ni w
Przasnyszu, i nie mogc powodw zrozumie, wypytywa o nie napotykan po drodze szlacht.
 Im dalej ku Warszawie wa pojedziesz  odpowiedzia jeden z jadcych  tym ich sroszymi
obaczysz ciemiycielami. Gdzie wieo przyjd i jeszcze si nie ubezpiecz, tam s askawsi,
rozkazy krlewskie przeciw ciemiycielom sami promulguj i kapitulacj ogaszaj; ale
gdzie si ju czuj pewni i gdzie w pobliu zamki jakowe obsadzili, tam wnet wszystkie przyrzeczenia
ami, wzgldw adnych nie zachowuj, krzywdz, obdzieraj, rabuj, na kocioy,
duchownych i na wite panienki nawet rce podnosz. Nic to tu jeszcze, ale co si w szczerej
Wielkopolsce dzieje, na to sw w ludzkiej gbie brakuje...
Tu pocz opowiada szlachcie, co dziao si w Wielkopolsce, jakich zdzierstw, gwatw i
zabjstw dopuszcza si srogi nieprzyjaciel, jak palce do kurkw wkrcano, mkami morzono,
aeby si o pienidzach wywiedzie, jak ksidza prowincjaa Braneckiego w samym Poznaniu
zabito, a nad ludem prostym zncano si tak okropnie, e wosy w czuprynie dbem na sam
myl staway.
 Przyjdzie do tego wszdzie  mwi szlachcic.  Kara boska... Sd ostateczny bliski... Coraz
gorzej i gorzej, a znikd poratowania!...
 Dziwne mi to  rzek Kmicic  bo ja nietutejszy i humorw ludzkich w tych stronach nie
znam, e tak waszmociowie znosicie cierpliwie owe uciski, szlacht i ludmi rycerskimi bdc?
 Z czyme si porwiemy?  odpowiedzia szlachcic  z czym?... W ich rku zamki, fortece,
armaty, prochy, muszkiety, a nam ptaszniczki nawet poodejmowano. Bya jeszcze nadzieja w
panu Czarnieckim, ale gdy on w wizach, a krl jegomo na lsku, kto o oporze pomyli?...
Rce s, jeno nie ma nic w rkach i gowy nie ma...
 I nadziei nie ma!  rzek gucho Kmicic.
Tu przerwali rozmow, bo nadjechali na oddzia szwedzki wiodcy wozy, drobn szlacht i
rekwizycje. Dziwny to by widok. Wsaci i brodaci rajtarowie siedzieli na spasych jak byki
koniach; kaden wsparty w bok praw rk, z kapeluszem na bakier, z dziesitkami gsi i kur
natroczonych przy kulbace, jecha wrd tumanu pierza. Patrzc na ich wojownicze i dumne
twarze atwo byo pozna, jak im byo pasko, wesoo i bezpiecznie. A bracia drobna sza piechot
przy wozach, niejeden boso, z gowami pospuszczanymi na piersi, zhukana, trwoliwa,
czstokro biczami do popiechu naglona.
Kmicicowi, gdy to ujrza, wargi poczy si trz jak w febrze i j powtarza do owego
szlachcica, z ktrym jecha:
 Oj! rce swdz, rce swdz, rce swdz!
 Cicho wa, na miosierdzie boe!  odrzek szlachcic  zgubisz siebie, mnie i dziatki moje!
Nieraz jednak mia pan Andrzej przed sob jeszcze dziwniejsze widoki. Oto czasem midzy
oddziaami rajtarskimi spostrzega idce z nimi mniejsze lub wiksze gromadki szlachty polskiej,
ze zbrojn czeladzi, wesoe, piewajce, pijane, a ze Szwedami i z Niemcami za pan brat.
 Jake to?  pyta Kmicic  jedn szlacht przeladuj i gnbi, z drug w komityw wchodz?
Musz to by chyba zagorzali sprzedawczykowie owi obywatele, ktrych midzy onierstwem
widz?
 Nie tylko to sprzedawczykowie zagorzali, ale gorzej, bo heretycy  odpowiedzia szlachcic.
 Cisi oni od Szwedw nam katolikom; oni to najwicej rabuj, dwory pal, panny porywaj,
prywatnych uraz dochodz. Cay kraj od nich w trwodze, bo cakiem bezkarnie im wszystko
uchodzi, i atwiej u komendantw szwedzkich na Szweda znajdziesz sprawiedliwo ni na
swojego heretyka. Kady komendant, byle sowo pisn, zaraz ci odpowie: Nie mam ja go
prawa ciga, bo nie mj czowiek  idcie do waszych trybunaw. A jakie tam teraz trybunay,
jaka egzekucja, gdy wszystko w szwedzkim rku? Gdzie Szwed nie trafi, tam heretycy go
doprowadz, a na kocioy i duchownych gwnie oni ich excitant. Tak si mszcz na ojczynie
matce za to, i gdy w innych chrzecijaskich krajach susznie za swoje praktyki i bezecestwa
byli przeladowani, ona im przytuek zapewnia i wolno ich blunierczej wiary...
Tu szlachcic urwa i spojrza niespokojnie na pana Kmicica.
 Ale waszmo powiadasz si by z Prus Ksicych, to sam moe luter?
 Niech mnie Bg od tego uchroni  odrzek pan Andrzej.  Z Prus jestem, ale z rodu od wiekw
katolickiego, bo my do Prus z Litwy przyszli.
 To chwaa Najwyszemu, bom si zlk. Mj mospanie, quod attinet Litwy, i tam dysydentw
nie brak, i naczelnika swego potnego w Radziwille maj, ktry tak wielkim zdrajc si
okaza, e chyba z jednym Radziejowskim w paragon wej moe.
 Bogdaj mu diabli dusz z garda wycignli, nim Nowy Rok nadejdzie!  krzykn z zawzitoci
Kmicic.
 Amen!  odrzek szlachcic  jeszcze i jego sugom, jego pomocnikom, jego katom, o ktrych
a tu do nas wieci zabiegy, a bez ktrych nie byby on si way na zgub tej ojczyzny.
Kmicic poblad i nie odrzek ani sowa. Nie wypytywa te, nie mia pyta, o jakich to pomocnikach,
sugach i katach w szlachcic prawi.
Jadc wolno, dojechali pnym wieczorem do Putuska; tam wezwano Kmicica do biskupiego
paacu, alias zamku, eby si komendantowi opowiedzia.
 Dostawiam konie wojskom jego szwedzkiej mioci  rzek pan Andrzej  i mam kwity, z
ktrymi do Warszawy po pienidze jad.
Pukownik Izrael (tak nazywa si w komendant) umiechn si pod wsami i rzek:
 O, spiesz si wa, spiesz si, a we z powrotem wz, aby mia na czym owe pienidze
odwozi.
 Dzikuj za rad  odrzek pan Andrzej  i tak rozumiem, e wasza mio drwi sobie ze
mnie... Ale ja po swoje pojad, choby mi do samego krla jegomoci jecha przyszo!
 Jed, swego nie daruj!  rzek Szwed  wcale grzeczna kwota ci si naley.
 Przyjdzie taki czas, e mi zapacicie!  odrzek wychodzc Kmicic.
W samym miecie trafi znw na uroczystoci, bo uciecha z powodu wzicia Krakowa trzy
dni trwa miaa. Dowiedzia si jednak, e w Przasnyszu przesadzono moe umylnie tryumf
szwedzki; pan kasztelan kijowski nie dosta si wcale do niewoli, ale uzyska prawo wyjcia z
wojskiem, broni i zapalonymi lontami przy dziaach z miasta. Mwiono, e mia si uda na
lsk. Niewielka to bya pociecha, ale zawsze pociecha.
W Putusku stay znaczne siy, ktre stamtd pod wodz Izraela miay si uda nad granic
prusk, aby nastraszy elektora, wic ani miasto, ani zamek, lubo bardzo obszerny, ani przedmiecia,
nie mogy pomieci onierzy. Tu po raz pierwszy ujrza te Kmicic wojsko w kociele
stojce. We wspaniaej gotyckiej kolegiacie, fundowanej przeszo dwiecie lat temu przez biskupa
Giyckiego, staa najemna niemiecka piechota. Wntrze wityni pono wiatem jak w czasie
rezurekcji, bo na kamiennej posadzce pony porozpalane ognie. Koty dymiy w ogniskach.
Okoo beczek z piwem kupio si obce onierstwo, zoone ze starych rabusiw, ktrzy cae
Niemcy katolickie spldrowali i ktrym zapewne nie pierwszy raz przyszo nocowa w kociele.
Wic wewntrz rozlega si gwar i okrzyki. Zachrype gosy pieway obozowe pieni; sycha
byo wrzaski i uciechy niewiast, ktre w owych czasach wczyy si zwykle za wojskiem.
Kmicic stan w otwartych drzwiach; przez dymy wrd czerwonych pomieni ujrza czerwone,
porozpalane trunkiem, wsate twarze odakw siedzcych na beczkach i pijcych piwo;
innych rzucajcych koci lub grajcych w karty; innych sprzedajcych ornaty; innych obejmujcych
ladacznice poprzybierane w jaskrawe suknie. Wrzaski, miechy, brzk kufli i szczk muszkietw,
echa grzmice w sklepieniach guszyy go. Gowa mu si zakrcia, oczy nie chciay
wierzy temu, na co patrzyy, dech zamar mu w piersi; pieko nie mniej by go przerazio.
Wreszcie porwa si za wosy i wybieg powtarzajc jak w obkaniu:
 Boe, ujmij si! Boe, skarz! Boe, ratuj!
ROZDZIA X
W Warszawie od dawna gospodarowali ju Szwedzi. Poniewa Wittenberg, waciwy rzdca
miasta i przywdca zaogi, znajdowa si w tej chwili w Krakowie, wic rzdy w jego zastpstwie
sprawia Radziejowski. Nie mniej nad dwa tysice onierza stao we waciwym miecie,
objtym waami, i po jurydykach do waw przylegajcych zabudowanych wspaniaymi gmachami
kocielnymi i wieckimi. Zamek i miasto nie byy zniszczone, bo pan Wessel, starosta
makowski, odda je bez boju, sam za wraz z zaog umkn pospiesznie, obawiajc si zemsty
osobistego swego nieprzyjaciela Radziejowskiego.
Lecz gdy pan Kmicic zacz si rozglda bliej i dokadniej, ujrza na wielu domach lady
drapienych rk. Byy to domy tych mieszkacw, ktrzy pouciekali z miasta nie chcc znosi
obcego panowania lub ktrzy stawili opr w chwili, gdy Szwedzi wdzierali si na way.
Z paacw paskich, po jurydykach si wznoszcych, te tylko zachoway dawn wietno,
ktrych waciciele dusz i ciaem stali przy Szwedach. Sta wic w caej wietnoci paac Kazanowskich,
bo Radziejowski go chroni, i jego wasny, i pana chorego Koniecpolskiego, i w,
ktry Wadysaw IV wystawi, a ktry potem Kazimirowskim zwano, lecz ksie gmachy zrujnowano
znacznie; Denhofowy by na wp zburzony, kanclerski albo tak zwany Ossoliskich
przy Reformackiej ulicy zrabowany do szcztu. Przez okna wygldali najemnicy niemieccy, a
owe kosztowne meble, ktre nieboszczyk kanclerz takim nakadem z Woch sprowadza, owe
skry florenckie, gobeliny holenderskie, misterne biurka, perow macic wykadane, obrazy,
statuy brzowe i marmurowe, zegary weneckie i gdaskie, szka przednie  albo leay jeszcze w
bezadnych stosach na podwrcu, albo ju spakowane czekay, by je, gdy si pora zdarzy, wysano
Wis ku Szwecji. Pilnoway tych kosztownoci strae, ale tymczasem niszczay na powietrzu i deszczu.
W wielu innych miejscach moge to samo ujrze, a cho stolica poddaa si bez boju, przecie
stao ju trzydzieci olbrzymich szkut na Wile, gotowych do wywiezienia upu.
Miasto wygldao jakby cudzoziemskie. Na ulicach sycha byo wicej obcych mw ni polskiej;
wszdy spotykae onierzy szwedzkich, niemieckich, najemnikw francuskich, angielskich
i szkockich, w najrozmaitszych strojach, w kapeluszach, w cznowych grzebieniastych
hemach, w kaftanach, pancerzach, ppancerzach, w poczochach lub szwedzkich butach z
cholewami jak konwie. Wszdy obca pstrocizna, obce stroje, obce twarze, obce pieni. Nawet
konie miay inne ksztaty od tych, do ktrych oko przywyko.
Nazlatywao si te mnstwo Ormian o ciemnych twarzach i czarnych wosach, przykrytych
kolorowymi jarmukami; ci up skupywa przybyli.
Ale najbardziej dziwia niezmierna ilo Cyganw, ktrzy, nie wiadomo dlaczego, przycignli
ze wszystkich stron kraju za Szwedami do stolicy. Szatry ich stay wedle paacu Ujazdowskiego
i po caej jurydyce kapitulnej, tworzc jakoby osobne pcienne miasto w murowanym.
Wrd tych tumw rnojzycznych miejscowi mieszkacy nikli prawie; dla wasnego te
bezpieczestwa radzi siedzieli zamknici w domostwach, mao si pokazujc i spiesznie chodzc
po ulicach. Czasem tylko jaka kareta paska, spieszca po Krakowskim Przedmieciu ku zamkowi,
otoczona hajdukami, pajukami lub wojskiem w strojach polskich, przypominaa, e to jest
polskie miasto.
Tylko w niedziele i wita, gdy dzwony oznajmiay naboestwo, tumy wychodziy z domw
i stolica dawny przybieraa pozr, chocia i wwczas przed kocioami staway potem
szeregi obcych odakw, aby przypatrywa si niewiastom, pociga je za suknie, gdy przechodziy
ze spuszczonymi oczyma, mia si, a czasem piewa pieni bezecne przed kocioami,
wanie wwczas gdy w kocioach msze piewano.
Wszystko to przemkno jak majak przed zdziwionymi oczyma pana Andrzeja, ale dugo w
Warszawie miejsca nie zagrza, bo nie znajc nikogo, nie mia przed kim duszy otworzy. Nawet
z ow szlacht polsk, ktra bawia w miecie i zajmowaa publiczne gospody, pobudowane od
czasu krla Zygmunta III na ulicy Dugiej, nie wszed pan Kmicic w blisz komityw. Zaczepia
wprawdzie tego i owego, by si nowin wywiedzie, ale byli to zagorzali stronnicy szwedzcy,
ktrzy w oczekiwaniu na powrt Karola Gustawa wieszali si przy Radziejowskim i przy
szwedzkich oficerach, w nadziei uzyskania starostw, skonfiskowanych majtnoci prywatnych i
kocielnych, i rozmaitych wyderkafw. Wart by kady z nich, by mu w oczy plun, od czego
Kmicic zreszt nie bardzo si wstrzymywa.
O mieszczanach tylko sysza Kmicic, i dawnych czasw, pogronej ojczyzny i dobrego
krla auj. Szwedzi przeladowali ich srodze, zabierali domy, wyciskali kontrybucje, wizili.
Mwiono te, e cechy miay bro ukryt, zwaszcza patnerze, rzenicy, kunierze i potny
cech szewiecki, e wygldaj cigle powrotu Jana Kazimierza, nadziei nie trac i przy lada pomocy
z zewntrz, gotowi by byli na Szwedw uderzy.
Kmicic syszc to uszom nie wierzy i w gowie nie chciao mu si mieci, eby ludzie nikczemnego
stanu i nikczemnej kondycji wicej mieli okazywa mioci dla ojczyzny i wiary dla
prawego pana ni szlachta, ktra wraz z urodzeniem powinna te sentymenta na wiat przynosi.
Ale wanie szlachta i magnaci stawali przy Szwedach, a lud prosty najwicej mia chci do
oporu, i nieraz byway zdarzenia, e gdy Szwedzi zapdzali w celu wzmocnienia Warszawy prostactwo
do robt, prostacy woleli znosi chost i wizienie, mier nawet sam, anieli si do
utwierdzenia szwedzkiej potgi przyczynia.
Za Warszaw wrzao w kraju jak w ulu. Wszystkie drogi, miasta i miasteczka zajte byy
przez onierstwo, poczty paskie i szlacheckie, panw i szlacht Szwedom suc. Wszystko
byo zabrane, ogarnite, podbite, wszystko byo tak szwedzkie, jakby ten kraj zawsze by w ich rku.
Pan Andrzej nie spotyka innych ludzi, tylko albo Szwedw, albo stronnikw szwedzkich, albo
ludzi zdesperowanych, obojtnych, ktrzy do gbi duszy byli przekonani, e ju wszystko
przepado. Nikt o oporze nie myla, speniano cicho i z popiechem takie rozkazy, o ktrych
poow albo i dziesit cz peno by w dawniejszych czasach byo opozycyj i protestacyj. Postrach
doszed do tego stopnia, e ci nawet, ktrych krzywdzono, wysawiali gono askawego
protektora Rzeczypospolitej.
Dawniej nieraz bywao, e swoich wasnych, cywilnych i wojskowych, deputatw do egzakcji
przyjmowa szlachcic z rusznic i na czele zbrojnej czeladzi  dzi rozpisywano podatki, jakie
si Szwedom rozpisa podobao, a szlachta oddawaa je tak pokornie, jak owce oddaj wen
postrzygaczom. Zdarzao si nieraz, e jeden i ten sam podatek wybierano dwa razy. Prno byo
zasania si kwitami  dobrze jeszcze, jeeli egzekwujcy oficer nie umoczy w winie dawnego
kwitu i nie kaza go zje okazicielowi. Nic i to! Vivat protector!  wykrzykiwa szlachcic, a
gdy oficer odjecha, kaza co prdzej parobkowi le na dach patrzy, czy drugi nie nadjeda. I
gdyby tylko koczyo si wszystko na kontrybucjach szwedzkich, ale gorsi od nieprzyjaciela
byli, tak tu jak i wszdzie, przedawczykowie. Dochodzono dawnych prywat, dawnych uraz,
przesypywano kopce, zajmowano ki i lasy, a przyjacielowi szwedzkiemu wszystko uchodzio
pazem. Najgorsi za byli dysydenci. Mao tego. Z ludzi nieszczliwych, desperatw, swawolnikw
i kosterw potworzyy si kupy zbrojne. Te napaday chopw i szlacht. Pomagali im
maruderowie szwedzcy, niemieccy i wszelakiego rodzaju hultajstwo. Kraj zapon poarami;
nad miastami ciya zbrojna pi onierska, w lasach zbj napada. O poprawie Rzeczypospolitej,
o ratunku, o zrzuceniu jarzma nikt nie myla... Nadziei nikt nie mia...
Zdarzyo si, e pod Sochaczewem hultajstwo szwedzkie i niemieckie oblego pana uszczewskiego,
starost sochaczewskiego, zaskoczywszy go w prywatnej jego majtnoci, w Strugach.
w, wojennego humoru bdc, cho stary, broni si mocno. Nadjecha wanie na to pan
Kmicic, a e mu ju cierpliwo jako wrzd nabraa, gotowy pkn z lada powodu, wic pka
wanie pod Strugami. Pozwoli tedy pra Kiemliczom i sam uderzy na szturmujcych tak
potnie, e rozbi ich, wysiek, nikogo nie ywi, jecw nawet potopi kaza. Pan starosta, kt-
remu pomoc jako z nieba spada, przyj wybawiciela dzikczynnie i zaraz czstowa, a pan Andrzej
widzc przed sob personata i statyst, a przy tym czowieka starej daty, wyzna mu sw
nienawi do Szwedw i j wypytywa, co te o przyszych losach Rzeczypospolitej myli, w
tej nadziei, e mu pan starosta wleje jakowy balsam do duszy.
Lecz pan starosta cakiem odmienne mia na to, co si stao, zapatrywanie i rzek:
 Mj moci panie! Nie wiem, co bym by wapanu powiedzia, gdyby mnie by spyta
wwczas, kiedy miaem jeszcze rude wsy i umys cielesnymi humorami zamiony, ale dzi
mam wsy siwe i eksperiencj siedmdziesiciu lat na karku, widz rzeczy przysze, bom grobu
bliski, przeto ci powiem, e potgi szwedzkiej nie tylko my, chobymy si poprawili z bdw
naszych, ale caa Europa nie zamie...
 Jake to by moe? Skde si to wzio?!  zakrzykn Kmicic.  Kiedy to Szwecja tak
potg bya? Zali polskiego narodu nie wicej na wiecie, zali nie moem mie wojska wicej?
Zali to wojsko w mstwie Szwedom kiedykolwiek ustpowao?
 Naszego narodu jest dziesi razy tyle; dostatkw Bg nam tak przymnoy, e w moim starostwie
sochaczewskim wicej si pszenicy rodzi ni w caej Szwecji, a co do mstwa, to ja byem
pod Kircholmem, gdziemy w trzy tysice husarii omnacie tysicy najlepszego szwedzkiego
wojska w proch roznieli.
 Ba, jeli tak  rzek Kmicic, ktremu a oczy zawieciy na kircholmskie wspomnienie  jakie
s tedy ziemskie przyczyny, dla ktrych bymy ich i teraz nie mogli pokona?
 Najpierw to  mwi starzec powolnym gosem  emy zmaleli, a oni uroli, e nas przez
nas samych wasnymi rkoma naszymi zwojowali, jako poprzednio zwojowali Niemcw przez
Niemcw. Taka wola boa i nie masz potgi, powtarzam, ktra by si im dzi oprze moga!
 A jeli szlachta do upamitania przyjdzie i wedle pana swego si skupi, jeeli wszyscy za
bro schwyc, co wasza mo radzisz wtedy uczyni i co sam uczynisz?
 Tedy pjd z innymi, polegn i kademu radz polec, bo potem przyjd takie czasy, na ktre
lepiej nie patrze...
 Nie mog przyj gorsze! jako ywo, nie mog!... To niepodobiestwo!..  zawoa Kmicic.
 Widzisz waszmo  rzek pan starosta  przed kocem wiata i przed sdem ostatecznym
przyjdzie antychryst, i powiedziano jest, e li wezm wtedy gr nad sprawiedliwymi, szatani
bd po wiecie chodzi, wiar przeciwn prawdziwej opowiada i do niej ludzi nawraca. Z
dopuszczenia boego zo wszdzie zwyciy, a do onego momentu, w ktrym trbacze anielscy
otrbi koniec wiata...
Tu pan starosta przechyli si na ty fotelu, na ktrym siedzia, przymkn oczy i mwi dalej
cichym, tajemniczym gosem:
 Powiedziano jest, e znaki bd... Znaki na socu w postaci rki i miecza byy... Boe,
bd miociw nam grzesznym!... li bior gr nad sprawiedliwymi, bo Szwed i jego stronnicy
zwyciaj... Wiara prawdziwa upada, bo oto luteranie si podnosz... Ludzie! zali nie widzicie,
e dies irae, dies illa si zblia... Ja mam lat siedmdziesit, nad brzegiem Styksu stoj, przewonika
i odzi wygldam... Ja widz!...
Tu umilk pan starosta, a Kmicic pocz patrze na niego ze strachem, bo racje wyday mu si
suszne, wywody trafne, wic zlk si sdu i zastanowi si mocno. Lecz pan starosta na niego
nie patrzy, jeno przed siebie, i w kocu rzek:
 I jake tu Szwedw zwyciy, kiedy to dopuszczenie boe, wola wyrana, w proroctwach
odgadnita i przepowiedziana... Oj, do Czstochowy ludziom, do Czstochowy!...
I znowu pan starosta umilk.
Soce zachodzio wanie, i ju tylko bokiem zagldajc do komnaty, amao si w tcz na
gomkach szklanych w ow oprawnych, i czynio smugi siedmiobarwne na pododze. Reszta
komnaty bya w mroku. Kmicicowi coraz bardziej stawao si straszno i chwilami zdawao mu
si, e niech tylko wiato ono zginie, a wraz trbacze anielscy ozw si na sd.
 O jakich proroctwach, wasza mo mwisz?  spyta wreszcie starost, bo milczenie jeszcze
wydao mu si straszniejsze.
Starosta, zamiast odpowiedzie, zwrci si ku drzwiom przylegej komnaty i zawoa:
 Oleka! Oleka!
 Na Boga!  krzykn pan Kmicic  kogo wa woasz?...
W tej chwili wierzy we wszystko, wierzy, e jego Oleka, cudem z Kiejdan przeniesiona,
ukae si jego oczom.
I zapomnia o wszystkim, wzrok utkwi we drzwiach i czeka bez tchu w piersi.
 Oleka! Oleka!  powtrzy starosta.
Drzwi si otworzyy: wesza nie Billewiczwna, ale panna pikna, szczupa, wysoka, troch
do Oleki podobna z powagi w twarzy i spokoju rozlanego w obliczu. Bya blada moe chora, a
moe niedawnym napadem przeraona, i sza z oczyma spuszczonymi, tak jako lekko i cicho,
jak gdyby j jaki powiew posuwa.
 To crka moja  rzek starosta.  Synw w domu nie masz. S przy panu krakowskim, a z
nim razem przy naszym elekcie nieszczsnym.
Po czym zwrci si do crki:
 Wapanna podzikuj naprzd temu mnemu kawalerowi za ratunek, a po wtre przeczytaj
nam proroctwo witej Brygidy.
Dziewczyna skonia si przed panem Andrzejem i wysza, a po chwili wrcia z drukowanymi
wistkami w rku i stanwszy w owym wietle tczowym pocza czyta dwicznym i sodkim
gosem:
 Proroctwo witej Brygidy: Poka ci wprzd piciu krlw i pastwa ich: Gustaw, syn
Eryka, osie leniwy, poniewa zaniedbawszy prawe naboestwo, przeszed na faszywe. Porzuciwszy
apostolsk wiar, wprowadzi do krlestwa augsburskie wyznanie kadc skaz za saw
sobie. Patrz Eklezjast, gdzie o Salomonie powiada, e skazi saw swoj przez bawochwalstwo...
 Syszysz wa?  spyta starosta pokazujc Kmicicowi wielki palec lewej rki, inne za
trzymajc gotowe do porachunku.
 Sysz.
Eryk, syn Gustawa, wilk, dla nienasyconej chciwoci  czytaa panna  czym wszystkich ludzi
i bratersk Janow cign na si nienawi. Naprzd Jana (podejrzywajc go o praktyki z
Duczykiem i Polsk) wojn utrapi, a ujwszy go wraz z on, przez cztery lata w podziemiu
trzyma. Jan wreszcie z wizienia wydobyty i przez odmienno fortuny wspomoon, zwojowawszy
Eryka, wyzu go z korony i do wiekuistej strci ciemnicy. Ot nieprzewidziany wypadek!
 Uwaaj  rzek starosta.  To ju drugi!
Panna czytaa dalej:
Jan, brat Eryka, orze wyniosy, trzykrotny zwycizca nad Erykiem, Duczykiem i Septentrionem.
Syn jego Zygmunt na tron polski obrany, w ktrego krwi zacno mieszka. Chwaa latorolom
jego!
 Pojmujesz?  pyta starosta.
 Niech Bg przysporzy lat Janowi Kazimierzowi!  odrzek Kmicic.
Karol, ksi Sudermanii: baran, gdy jego barany prowadz trzod, tak on Szwedw przywid
ku nieprawoci. Tene miota si przeciw sprawiedliwoci.
 To ju czwarty!  przerwa starosta.
Pity Gustaw Adolf  czytaa panna  baranek zabity, lecz nie bez skazy, ktrego krew bya
przyczyn utrapienia i niezgody.
 Tak! to Gustaw Adolf  rzek starosta.  O Krystynie nie masz wzmianki, bo tylko sami
mowie s wyliczeni. Czytaj teraz wapanna zakoczenie, ktre do dzisiejszych czasw akurat
si odnosi.
Panna czytaa, co nastpuje:
Szstego ci poka, ktren ld i morze zakci i prostych zasmuci... ktry czas kary mojej w
rku swoim pooy. Jeeli chyo swego nie docignie, zbliy si na sd mj i pozostawi pastwo
w utrapieniu, i stanie si, jako napisano: rokosz siej, a utrapienie i bole odmierz. Nie
tylko nawiedz to krlestwo, ale miasta bogate i mone, albowiem przywoano godnego, ktry
dostatki ich pore. Nie zabraknie za wewntrznego i obfitowa bd niezgody. Panowa bd
gupi, a mdrcy i starce nie podejm gowy. Cze i prawda upadn, a przyjdzie, ktry gniew
mj przebaga i ktry duszy swej nie oszczdzi dla mioci prawdy.
 Masz wa!  rzek starosta.
 Wszystko si tak sprawdza, e lepy chybaby wtpi!  odrzek Kmicic.
 Przeto i Szwedzi nie mog by zwycieni  odrzek starosta.
 A przyjdzie ten, ktry duszy nie oszczdzi dla mioci prawdy!  zakrzykn Kmicic. 
Nadziej proroctwo zostawuje! Wic nie sd, jeno zbawienie nas czeka!
 Sodoma miaa by oszczdzona, gdyby w niej dziesiciu sprawiedliwych si znalazo  odrzek
starosta  ale si ich i tylu nie znalazo. Tak samo nie znajdzie si w, ktry duszy nie
oszczdzi dla mioci prawdy, i godzina sdu wybije.
 Panie starosto, panie starosto, nie moe by!  odrzek Kmicic.
Nim pan starosta odpowiedzia, drzwi si otwary i do izby wszed niemody ju czowiek, w
pancerzu i z muszkietem w rku.
 Pan Szczebrzycki?  pyta starosta.
 Tak jest  odpowiedzia nowo przybyy  syszaem, i hultajstwo janie wielmonego pana
oblego, i na ratunek z czeladzi pospieszam.
 Bez woli boej wos czowiekowi z gowy nie spadnie  odrzek starzec.  Ju mnie ten kawaler
z opresji uwolni... A wa skd jedziesz?
 Z Sochaczewa.
 Syszae co nowego?
 Co nowina, to gorsza, janie wielmony starosto. Nowe nieszczcie...
 Co si stao?
 Wojewdztwa: krakowskie, sandomierskie, ruskie, lubelskie, beskie, woyskie i kijowskie,
podday si Karolowi Gustawowi. Akt ju podpisany i przez posw, i przez Karola.
Starosta pocz kiwa gow, wreszcie zwrci si do Kmicica:
 Patrz!  rzek  i ty jeszcze mylisz, e znajdzie si w, ktry duszy swej nie oszczdzi dla
mioci prawdy?
Kmicic szarpa pocz wosy w czuprynie.
 Desperacja! desperacja  powtarza w uniesieniu.
A pan Szczebrzycki mwi dalej:
 Prawi te, e te resztki wojska, ktre przy panu hetmanie Potockim si znajduj, ju wypowiadaj
posuszestwo i do Szweda chc i. Hetman podobno zdrowia i ycia midzy nimi
niepewien, musi uczyni, co zechc.
 Rokosz siej, a utrapieni i bole odmierz  rzek starosta.  Kto chce pokutowa za grzechy,
temu czas!
Lecz Kmicic nie mg ju sucha duej ani proroctw, ani nowin; chcia jak najprdzej si
na ko i na wietrze gow ochodzi. Zerwa si wic i pocz egna starost.
 A dokd to tak spieszno?  zapyta go starzec.
 Do Czstochowy, bom te grzesznik!
 Tedy nie zatrzymuj, chocia rad bym ugoci, ale to sprawa pilniejsza, bo dzie sdu niedaleko.
Kmicic wyszed, a za nim wysza panna chcc w zastpstwie ojca honory odjedajcemu
uczyni, bo starosta na nogi ju szwankowa.
 Ostawaj w dobrym zdrowiu, panienko  rzek Kmicic  nie wiesz, jakom ci yczliwy!
 Jeli mi wapan yczliwy  odrzeka na to panna  to uczye mi jedn przysug. Wapan
jedziesz do Czstochowy... oto czerwony zoty... we go, prosz, i oddaj na msz w kaplicy.
 Na czyj intencj?  spyta Kmicic.
Prorokini spucia oczy, smutek obla jej twarz, a jednoczenie sabe rumiece wybiy na policzki
i odrzeka cichym, do szmeru lici podobnym gosem:
 Na intencj Andrzeja, aby go Bg z grzesznej drogi nawrci...
Kmicic cofn si dwa kroki, oczy wytrzeszczy i ze zdumienia przez chwil nic przemwi nie mg.
 Na rany Chrystusa!  rzek wreszcie  co to za dom? Gdzie ja jestem?... Same proroctwa,
wrby i wskazwki... Wapanna zwiesz si Oleka i na intencj grzesznego Andrzeja na msz
dajesz?... To nie moe by prosty trafunek, to palec boy... to... to... ja oszalej!... Na Boga,
oszalej!...
 Co wapanu jest?
Lecz on chwyci j gwatownie za rce i pocz nimi potrzsa.
 Prorokuje mi dalej, mw do koca!... Jeeli w Andrzej si nawrci i winy zmae, zali
Oleka jemu wiary dochowa?... Mw, odpowiadaj, bo nie odjad bez tego!...
 Co wapanu jest?
 Zali Oleka mu wiary dochowa?  powtarza Kmicic.
Pannie nagle zy puciy si z oczu.
 Do ostatniego tchnienia, do godziny mierci!  odrzeka ze kaniem.
Jeszcze nie dopowiedziaa, a ju Kmicic grzmotn si jak dugi jej do ng. Chciaa ucieka,
nie puci i caujc jej stopy, powtarza:
 Jam take grzeszny Andrzej, ktry nawrci si pragnie!... Ja mam take swoj Olek
umiowan. Nieche twj si nawrci, a moja mi wiary dochowa... Niech sowa twoje proroctwem
bd... Balsam i nadziej wlaa mi do duszy strapionej... Bg ci zapa, Bg zapa!
Po czym zerwa si, siad na ko i odjecha.
ROZDZIA XI
Sowa panny starocianki sochaczewskiej wielk napeniy pana Kmicica otuch i przez trzy
dni nie wychodziy mu z gowy. W dzie na koniu, w nocy na ou rozmyla o tym, co si
przytrafio, i zawsze dochodzi do wniosku, e nie mg to by prosty przypadek, ale prdzej
wskazwka boa i przepowiednia, e jeli wytrwa, jeli z dobrej drogi nie zejdzie, z tej wanie,
ktr mu Oleka ukazaa, to dziewczyna mu wiary dochowa i dawnym afektem obdarzy.
Bo jeli starocianka  rozmyla pan Kmicic  dochowuje obserwancji swojemu Andrzejowi,
ktry dotd poprawy nie zacz, to i dla mnie, majcego szczer intencj suenia ojczynie,
cnocie i krlowi, nie zagasa jeszcze nadzieja!
Lecz z drugiej strony nie brako panu Andrzejowi i umartwie. Intencj szczer mia, ale czy
nie za pno si z ni wybra? Czy jeszcze bya jakakolwiek droga, jakakolwiek sposobno?
Rzeczpospolita z kadym dniem zdawaa si by wicej pogron i trudno byo zamyka oczu
na straszliw prawd, e nie masz dla niej ratunku. Niczego sobie wicej nie yczy Kmicic, jak
poczyna jakow robot, lecz ludzi chtnych nie widzia. Coraz nowe postacie, coraz nowe twarze
przewijay si przed nim w czasie podry, ale ich widok, suchanie ich rozmw i dyskusyj
odbierao tylko reszt nadziei.
Jedni dusz i ciaem przeszli do szwedzkiego obozu, szukajc w nim wasnej prywaty; ci pili,
hulali i weselili si jak na stypie, topic w kielichach i rozpucie wstyd i szlachecki honor.
Drudzy rozprawiali w niepojtym zalepieniu o potdze, jak utworzy Rzeczpospolita w poczeniu
ze Szwecj, pod berem pierwszego w wiecie wojownika, i tacy byli najniebezpieczniejsi,
bo przekonani szczerze, e orbis terrarum musi przed takim aliansem uchyli gowy.
Trzeci, jak pan starosta sochaczewski, ludzie zacni i ojczynie yczliwi, badali znaki na ziemi
i niebie, powtarzali proroctwa i dopatrujc woli boej we wszystkim, co si dziao, i nieugitego
przeznaczenia, dochodzili do wniosku, e nie masz nadziei, e nie masz ratunku, e koniec
wiata si zblia  wic byoby szalestwem o ziemskim wybawieniu, nie o niebieskim zbawieniu
myle.
Inni na koniec kryli si po lasach lub z yciem uchodzili za granic.
Tak wic spotyka pan Kmicic jeno wyuzdanych, zepsutych, szalonych albo trwoliwych, albo
zdesperowanych; nie spotyka ufajcych.
A tymczasem fortuna szwedzka rosa. Wie, e resztki wojska buntuj si, zmawiaj, gro
hetmanom i chc przej do Szwedw, nabieraa z kadym dniem pewnoci. Pogoska, e pan
chory Koniecpolski ze swoj dywizj podda si Karolowi Gustawowi, jak grom rozgrzmiaa
po wszystkich kracach Rzeczypospolitej i wypdzia reszt wiary z serc, bo przecie pan Koniecpolski
by to zbaraski rycerz. Za nim poszli pan starosta jaworowski i ksi Dymitr Winiowiecki,
ktrego nie powstrzymao niemierteln saw okryte nazwisko.
Poczto ju wtpi i o panu marszaku Lubomirskim. Ci, ktrzy go dobrze znali, twierdzili, e
ambicja rozum w nim i mio do ojczyzny przewysza, e dotd sta przy krlu, bo mu pochlebiao,
e oczy wszystkich byy na zwrcone, i go jedni i drudzy cignli, zapraszali, i mu
wmawiano, e losy ojczyzny trzyma w rku. Lecz wobec szczcia szwedzkiego pocz si waha,
ociga i coraz wyraniej dawa, gwoli wasnej dumie, uczu nieszczsnemu Janowi Kazimierzowi,
i moe go zbawi albo ostatecznie pogry.
Krl tuacz siedzia w Gogowej i z garci wiernych, ktrzy los jego dzielili, coraz kto go
opuszcza i do Szwedw przechodzi. Tak sabi ami si w dniach niedoli, nawet tacy, ktrym
pierwszy poryw serca uczciw i ciernist drog i kae. Karol Gustaw przyjmowa ich z otwartymi
rkoma, nagradza, obietnicami obsypywa, reszt wiernych kusi i przeciga, coraz szerzej
panowanie roztacza; sama fortuna usuwaa mu sprzed ng wszelkie przeszkody, polskimi siami
Polsk podbija, bez boju zwycia.
Szeregi wojewodw, kasztelanw, urzdnikw koronnych i litewskich, cae tumy zbrojnej
szlachty, cae chorgwie niezrwnanej jazdy polskiej stay w jego obozie, patrzc w oczy nowego
pana, gotowe na jego skinienie.
Resztki wojsk koronnych coraz natarczywiej woay na swego hetmana: Id, sko siw
gow przed majestatem Karola... Id, bo chcemy do Szwedw nalee!
 Do Szwedw! do Szwedw!
I na poparcie sw byskao tysice szabel.
Jednoczenie za wojna palia si cigle na wschodzie. Straszliwy Chmielnicki Lww znowu
obleg, a zastpy jego sprzymierzecw, przepywajc wedle niezdobytych murw Zamocia,
rozleway si po caym wojewdztwie lubelskim, samego Lublina sigajc.
Litwa bya w rkach szwedzkich i Chowaskiego. Radziwi rozpocz wojn na Podlasiu;
elektor zwczy i lada chwila mg ostatni cios konajcej Rzeczypospolitej zada, tymczasem w
Prusach Krlewskich si umacnia.
Poselstwa ze wszech stron dyy do krla szwedzkiego, winszujc mu szczliwego podboju.
Zbliaa si zima, licie spaday z drzew, stada krukw, wron i kawek opuciwszy lasy unosiy
si nad wsiami i miastami Rzeczypospolitej.
Za Piotrkowem wjecha znw Kmicic w oddziay szwedzkie, ktre zajmoway wszystkie
trakty i gocice. Niektre, po zdobyciu Krakowa, maszeroway ku Warszawie, mwiono bowiem,
e Karol Gustaw odebrawszy hod od poudniowych i wschodnich wojewdztw i podpisawszy
kapitulacj czeka tylko jeszcze na poddanie si owych resztek wojska stojcych pod
panem Potockim i Lanckoroskim, po czym zaraz do Prus ruszy i dlatego wojska naprzd wysya.
Panu Andrzejowi nie tamowano nigdzie drogi, bo w ogle szlachta nie wzbudzaa podejrze
i mnstwo zbrojnych pocztw cigno razem ze Szwedami; inni jechali do Krakowa to
pokoni si nowemu panu, to uzyska od niego cokolwiek, nikogo wic nie pytano ani o glejty,
ani o paszporty, tym bardziej e w pobliu Karola, udajcego askawo, nie miano nikogo turbowa.
Ostatni nocleg przed przybyciem do Czstochowy wypad panu Andrzejowi w Kruszynie, ale
zaledwie si roztasowa, przybyli tam gocie. Naprzd nadcign oddzia szwedzki, okoo stu
koni wynoszcy, pod dowdztwem kilku oficerw i powanego jakiego kapitana. By to m w
rednim wieku, postawy do wspaniaej, rosy, silny, pleczysty, z bystrymi oczyma, a jakkolwiek
i strj nosi obcy, i zgoa na cudzoziemca wyglda, jednake wszedszy do karczmy przemwi
do pana Andrzeja najczystsz polszczyzn, wypytujc si go, kto jest i dokd jedzie?
Pan Andrzej powiedzia tym razem, i jest szlachcicem z Sochaczewskiego, albowiem dziwnym
mogoby si to wydawa oficerowi, gdyby poddany elektorski zapuci si a w tak odlege
strony. Natomiast dowiedziawszy si, i pan Andrzej jedzie do krla szwedzkiego ze skarg, i
mu nalenej sumy nie chc wypaci, oficer w rzek:
 Przy wielkim otarzu najlepiej si modli, i susznie wapan czynisz, e do samego krla jedziesz,
bo cho u niego tysice spraw na gowie, przecie nikomu ucha nie odmawia, a ju na
was, szlacht, tak askaw, e a Szwedzi wam zazdroszcz.
 Aby tylko pienidze byy w skarbie...
 Karol Gustaw to nie wasz dawny Jan Kazimierz, ktry nawet u ydw zapoycza si musia,
bo co mia, to zaraz pierwszemu proszcemu odda. Zreszt, byle si pewna impreza udaa,
to pienidzy w skarbcu nie zabraknie.
 O jakiej imprezie wasza mo mwisz?
 Za mao si znamy, panie kawalerze, abym ci si mia spuci z sekretu. Wiedz jeno to, e
za tydzie albo za dwa skarbiec krla szwedzkiego tak bdzie ciki jako sutaski.
 To chyba jaki alchemik pienidzy mu narobi, bo ich w tym kraju skdind nie dosta.
 W tym kraju? Do rk miele wycign. A na miaoci nam nie braknie. Dowd w tym,
e tu panujem.
 Prawda! prawda!  rzek Kmicic  bardzomy z tego panowania radzi, zwaszcza jeli nas
nauczycie, jakim sposobem pienidze jak wiry zbiera...
 Te sposoby byy w waszej mocy, ale wy bycie woleli z godu pogin ni jeden grosz
stamtd wzi.
Kmicic spojrza bystro na oficera.
 Bo s takie miejsca, na ktre strach nawet i Tatarom rk podnie!  rzek.
 Zanadto domylny, panie kawalerze  odpowiedzia oficer  i to pamitaj, e nie do Tatarw,
jeno do Szwedw po pienidze jedziesz.
Dalsz rozmow przerwao przybycie nowego pocztu. Oficer widocznie go oczekiwa, bo
wypad pospiesznie z karczmy. Kmicic za wyszed za nim i stan we drzwiach sieni, aby si
przyjrze, kto przyjeda.
Naprzd zajechaa zamknita kolaska zaprzona w cztery konie, a otoczona oddziaem
szwedzkich rajtarw, i zatrzymaa si przed karczm. w oficer, ktry z Kmicicem rozmawia,
posun si ku niej ywo  otworzywszy drzwiczki zoy gboki ukon siedzcej wewntrz osobie.
Musi by kto znaczny...  pomyla Kmicic.
Tymczasem z karczmy wyniesiono ponce pochodnie. Z karety wysiad powany personat,
czarno z cudzoziemska ubrany w paszcz dugi do kolan, podbity toubem lisim, i w kapeluszu z
pirami.
Oficer chwyci pochodni z rk rajtara i skoniwszy si raz jeszcze, rzek:
 Tdy, ekscelencjo!
Kmicic cofn si co prdzej do zajazdu, a oni weszli zaraz za nim. W izbie oficer skoni si
po raz trzeci i rzek:
 Ekscelencjo! Jestem Weyhard Wrzeszczowicz, ordinarius prowiantmagister jego krlewskiej
moci Karola Gustawa, wysany z eskort na spotkanie waszej ekscelencji.
 Mio mi pozna tak zacnego kawalera  rzek czarno ubrany personat oddajc ukon za
ukon.
 Czy ekscelencja chce zatrzyma si duej, czy dalej zaraz jecha?... Jego krlewska mo
pilno yczy sobie widzie wasz ekscelencj.
 Miaem zamiar zatrzyma si w Czstochowie dla naboestwa  odrzek nowo przybyy 
ale w Wieluniu odebraem wiadomo, e jego krlewska mo rozkazuje mi pieszy, wic troch
wypoczwszy ruszymy dalej, a tymczasem odpraw wasza mo dawn eskort i podzikuj
kapitanowi, ktry j prowadzi.
Oficer poszed wyda odpowiednie rozkazy. Pan Andrzej zatrzyma go po drodze.
 Kto to jest?  spyta.
 Baron Lisola, wysannik cesarski, ktry z brandenburskiego dworu udaje si do naszego pana
 odpowiedzia oficer.
To rzekszy wyszed, a po chwili wrci.
 Rozkazy waszej ekscelencji spenione  rzek do barona.
 Dzikuj  odpowiedzia Lisola.
I z wielk, chocia bardzo pask uprzejmoci wskaza Wrzeszczowiczowi miejsce naprzeciw
siebie.
 Wicher co poczyna na dworcu wista  rzek  i deszcz zacina. Moe wypadnie duej
popa. Tymczasem pogawdzimy przed wieczerz. Co tu sycha? Syszaem, e maopolskie
wojewdztwa podday si jego szwedzkiej mioci.
 Tak jest, ekscelencjo. Jego krlewska mo czeka tylko jeszcze na poddanie si reszty
wojsk, po czym zaraz do Warszawy i do Prus wyruszy.
 Zali to pewna, e oni si poddadz?
 Deputaci wojskowi ju s w Krakowie. Zreszt, nie mog inaczej uczyni, bo nie maj wyboru.
Jeli do nas nie przejd, Chmielnicki ich do nogi wytpi.
Lisola pochyli sw rozumn gow na piersi.
 Straszne, niesychane rzeczy!  rzek.
Rozmowa bya prowadzona w niemieckim jzyku. Kmicic nie traci z niej ani jednego sowa.
 Ekscelencjo  odpowiedzia Wrzeszczowicz  co si stao, to si sta musiao.
 Moe by; trudno jednak nie mie kompasji dla tej potgi, ktra w oczach naszych upada, i
kto nie jest Szwedem; bole nad tym musi.
 Ja nie jestem Szwedem, ale gdy sami Polacy nie bolej, nie poczuwam si i ja do tego  odpar
Wrzeszczowicz.
Lisola spojrza na niego uwanie.
 Prawda, e nazwisko waszmoci nieszwedzkie. Z jakiego narodu, prosz?
 Jestem Czech.
 Prosz! zatem cesarza niemieckiego poddany?... Wic spod jednego pana jestemy.
 Jestem w subie najjaniejszego krla szwedzkiego  odrzek z ukonem Wrzeszczowicz.
 Nie chc ja bynajmniej tej subie ubliy!  odpar Lisola  ale takie suby bywaj przemijajce,
bdc za poddanym naszego miociwego pana, gdziekolwiek waszmo by by, komukolwiek
by suy, nie moesz kogo innego za przyrodzonego zwierzchnika uwaa.
 Tego nie neguj.
 Wic te powiem szczerze waszmoci, e pan nasz boleje nad t przewietn Rzeczpospolit,
nad losem wspaniaego jej monarchy i nie moe askawym ani chtnym okiem spoglda na
tych swoich poddanych, ktrzy si do ostatecznej ruiny przyjaznego pastwa przykadaj. Co
waszmoci uczynili Polacy, e im tak nieyczliwo okazujesz?...
 Ekscelencjo! sia mgbym na to odpowiedzie, ale obawiam si naduy cierpliwoci waszej
ekscelencji.
 Waszmo wydajesz mi si by nie tylko znamienitym oficerem, ale i rozumnym czowiekiem,
a mnie mj urzd nakazuje patrze, sucha, o racje wypytywa; mw wic waszmo
choby najobszerniej i nie obawiaj si znuy mej cierpliwoci. Owszem, jeli zgosisz si kiedy
do suby cesarskiej, czego ci najmocniej ycz, znajdziesz wasza mo we mnie przyjaciela,
ktry ci wytomaczy i racje twoje powtrzy, jeliby ci za ze twoj dzisiejsz sub poczyta
chciano.
 Tedy wypowiem wszystko, co mam na myli. Jako wielu szlachty, modszych synw, tak i
ja musiaem fortuny poza granicami kraju szuka, przybyem wic tutaj, gdzie i nard jest mojemu
pokrewny, i cudzoziemcw chtnie do suby zaywaj.
 le wasz mo przyjto?
 Dano mi upy solne w zawiadywanie. Znalazem przystp do chleba, do ludzi i do samego
krla. Obecnie su Szwedom, a jednak, gdyby mnie kto za niewdzicznika chcia poczyta,
wrcz bym mu musia zanegowa.
 A to z jakich racyj?
 A z jakich racyj mona wicej ode mnie wymaga ni od Polakw samych? Gdzie s dzi
Polacy? Gdzie senatorowie tego krlestwa, ksita, magnaci, szlachta, rycerstwo, jeli nie w
obozie szwedzkim? A przecie to oni pierwsi powinni wiedzie, co im czyni naley, gdzie zbawienie,
a gdzie zguba dla ich ojczyzny. Ja id za nimi, wic ktry z nich ma mnie prawo nazwa
niewdzicznikiem? Czemu to ja, cudzoziemiec, mam by wierniejszym krlowi polskiemu
i Rzeczypospolitej ni oni sami? Czemu miabym pogardza sub, o ktr oni sami si prosz?
Lisola nie odrzek nic. Wspar gow na rku i zamyli si. Zdawaoby si, e sucha powistu
wiatru i szumu jesiennego ddu, ktry pocz zacina w okna karczmy.
 Mw waszmo dalej  rzek wreszcie  zaprawd, szczeglne rzeczy mi mwisz.
 Ja szukam fortuny tam, gdzie j znale mog  rzek Wrzeszczowicz  a e ten nard ginie,
nie potrzebuj si o to wicej troszczy od niego samego. Zreszt chobym si troszczy, nic by
to nie pomogo, bo oni zgin musz!
 A to dlaczego?
 Naprzd dlatego, e sami tego chc; po wtre, e na to zasuguj. Ekscelencjo! jestli na
wiecie drugi kraj, gdzie by tyle nieadu i swawoli dopatrzy mona?... Co tu za rzd?  Krl nie
rzdzi, bo mu nie daj... Sejmy nie rzdz, bo je rw... Nie masz wojska, bo podatkw paci nie
chc; nie masz posuchu, bo posuch wolnoci si przeciwi; nie masz sprawiedliwoci, bo wyrokw
nie ma komu egzekwowa i kady moniejszy je depce; nie masz w tym narodzie wiernoci,
bo oto wszyscy pana swego opucili; nie masz mioci do ojczyzny, bo j Szwedowi oddali
za obietnic, e im po staremu w dawnej swawoli y nie przeszkodzi... Gdzieby indziej mogo
si co podobnego przytrafi? Ktry by w wiecie nard nieprzyjacielowi do zawojowania wasnej
ziemi pomg? Ktry by tak krla opuci, nie za tyrastwo, nie za ze uczynki, ale dlatego,
e przyszed drugi, mocniejszy? Gdzie jest taki, co by prywat wicej ukocha, a spraw publiczn
wicej podepta? Co oni maj, ekscelencjo?... Nieche mi kto cho jedn cnot wymieni:
czy stateczno, czy rozum, czy przebiego, czy wytrwao, czy wstrzemiliwo? Co oni
maj? Jazd dobr? tak! i nic wicej... To i Numidowie ze swej jazdy synli, i Galowie, jak to w
rzymskich historykach czyta mona, sawnego mieli komunika, a gdzie s? Zginli, jak i ci
zgin musz. Kto ich chce ratowa, ten jeno czas prno traci, bo oni sami nie chc si ratowa!...
Jeno szaleni, swawolni, li i przedajni t ziemi zamieszkuj!
Wrzeszczowicz ostatnie sowa wymwi z prawdziwym wybuchem nienawici, dziwnej w
cudzoziemcu, ktry chleb znalaz wrd tego narodu; ale Lisola nie dziwi si. Wytrawny dyplomata
zna wiat i ludzi, wiedzia, e kto nie umie paci sercem swemu dobroczycy, ten gorliwie
szuka w nim win, by nimi wasn niewdziczno osoni. Zreszt moe i przyznawa on
suszno Wrzeszczowiczowi, wic nie protestowa; natomiast spyta nagle:
 Panie Weyhard, czy wapan jeste katolikiem?
Wrzeszczowicz zmiesza si.
 Tak jest, ekscelencjo!  odpowiedzia.
 Syszaem w Wieluniu, e s tacy, ktrzy namawiaj jego krlewsk mo Karola Gustawa,
aeby klasztor jasnogrski zaj... Czy to prawda?
 Ekscelencjo! klasztor ley blisko lskiej granicy, i Jan Kazimierz snadnie od niego zasiki
mie moe. Musimy go zaj, aby temu przeszkodzi... Jam pierwszy zwrci na to uwag i dlatego
jego krlewska mo mnie t funkcj powierzy.
Tu Wrzeszczowicz urwa nagle, przypomnia sobie Kmicica siedzcego w drugim kocu izby
i podszedszy ku niemu spyta:
 Panie kawalerze, rozumiesz po niemiecku?
 Ani sowa, choby mi kto zby rwa!  odpowiedzia pan Andrzej.
 A to szkoda, bo chcielimy do rozmowy zaprosi.
To rzekszy zwrci si do Lisoli:
 Jest tu obcy szlachcic, ale po niemiecku nie rozumie, moemy mwi swobodnie.
 Nie mam nic tajnego do powiedzenia  odrzek Lisola  ale poniewa jestem take katolik,
nie chciabym, aby witemu miejscu staa si jaka krzywda... e za jestem pewien, i i najjaniejszy
cesarz ten sam ma sentyment, tedy bd prosi jego krlewskiej moci, aby mnichw
oszczdzi. A wapan nie spiesz si z zajmowaniem, a do nowej rezolucji.
 Mam wyrane, chocia tajemne instrukcje; waszej ekscelencji tylko ich nie zatajam, bo cesarzowi,
panu memu, zawsze chc wiernie suy. Mog jednak wasz ekscelencj w tym uspokoi,
e witemu miejscu adna profanacja si nie stanie. Jam katolik...
Lisola umiechn si i chcc prawd z mniej dowiadczonego czowieka wydoby spyta
artobliwie:
 Ale skarbca mnichom przetrzniecie? Nie bdzie bez tego? Co?
 To si moe zdarzy  odrzek Wrzeszczowicz.  Najwitsza Panna talarw w przeorskiej
skrzyni nie potrzebuje. Skoro wszyscy pac, nieche i mnichy pac.
 A jeli si bd bronili?
Wrzeszczowicz rozmia si.
 W tym kraju nikt si nie bdzie broni, a dzisiaj ju i nie moe si nikt broni. Mieli po temu
czas!... teraz za pno!
 Za pno  powtrzy Lisola.
Na tym skoczya si rozmowa. Po wieczerzy odjechali. Kmicic pozosta sam. Bya to dla
niego najgorsza noc ze wszystkich, jakie spdzi od czasu wyjazdu z Kiejdan.
Suchajc sw Weyharda Wrzeszczowicza musia si wszelkimi siami powstrzymywa, aby
nie krzykn mu: esz, psie!  i z szabl na niego nie wpa. I jeli tego nie uczyni, to dlatego,
e niestety czu i uznawa prawd w sowach cudzoziemca, straszn, palc jak ogie, ale
rzeteln.
Co bym mu mg rzec?  mwi sobie  czym, prcz pici, zanegowa? jakie dowody
przytoczy?... Prawd szczeka... Bodaj go zabito!... A i w cesarski statysta przyzna mu, e ju
po wszystkim i na wszelk obron za pno.
Kmicic w znacznej czci moe dlatego tak cierpia, e owo za pno byo wyrokiem nie
tylko dla ojczyzny, ale i dla jego prywatnego szczcia. A przecie ju tej mki mia dosy; ju
mu i si nie stawao, bo przez cae tygodnie nic innego nie sysza, tylko: e wszystko przepado,
e nie czas ju, e za pno. aden promyk nadziei nie pad mu nigdzie w dusz.
Jadc coraz dalej, dlatego si tak pieszy, dlatego dniami i nocami jecha, eby uciec przed
tymi wrbami, eby wreszcie znale jak okolic, jakiego czowieka, ktry by mu wla chocia
kropl pociechy. Tymczasem znajdowa coraz wikszy upadek, coraz wiksz desperacj.
Wreszcie sowa Wrzeszczowicza przepeniy ten kielich goryczy i ci; wykazay mu jasno to,
co byo dotd niewyranym poczuciem, e nie tyle Szwedzi, Septentrionowie i Kozacy zabili
ojczyzn, ile cay nard.
Szaleni, swawolni, li i przedajni t ziemi zamieszkuj  powtarza za Wrzeszczowiczem
pan Kmicic  i nie masz innych!... Krla nie suchaj, sejmy rw, podatkw nie pac, nieprzyjacielowi
sami do zawojowania tej ziemi pomagaj. Musz zgin!
Dla Boga! eby cho jedno garstwo mu zada! Zali prcz jazdy, nie masz w nas nic dobrego,
adnej cnoty, jeno zo samo?
Pan Kmicic szuka w duszy odpowiedzi. Tak ju by zmczony i drog, i zmartwieniami, i
wszystkim, co przeszed, e mu si zaczo w gowie mci. Poczu, e jest chory, i owadno
go miertelne znuenie. W mzgu czyni mu si coraz wikszy chaos. Przesuway si twarze
znajome i nieznajome, te, ktre zna dawniej, i te, ktre w czasie drogi napotka.
Owe figury rozprawiay jakby na sejmie, przytaczay sentencje, proroctwa, a wszystkim chodzio
o Olek. Ona czekaa ratunku od pana Kmicica, ale Wrzeszczowicz powstrzymywa go za
ramiona i patrzc mu w oczy, powtarza: Za pno! co szwedzkie, to szwedzkie!  a Bogusaw
Radziwi mia si i wtrowa Wrzeszczowiczowi. Po czym wszyscy poczli krzycze: Za
pno! za pno! za pno!  i chwyciwszy Olek, znikli z ni gdzie w ciemnociach.
Panu Kmicicowi wydao si, e Oleka i ojczyzna to to samo i e obie zgubi i dobrowolnie
Szwedom wyda.
Wwczas chwyta go al tak niezmierny, e si budzi i spoglda zdumionymi oczyma wokoo
siebie albo te nasuchiwa wiatru, ktry w kominie, w cianach, w dachu wista rnymi
gosami i wygrywa przez wszystkie szpary jak na organach.
Lecz widzenia wracay. Oleka i ojczyzna znw zleway si w jego umyle w jedn istot,
ktr Wrzeszczowicz uprowadza mwic: Za pno! za pno!
Tak przegorczkowa pan Andrzej ca noc. W chwilach przytomnoci myla, e przyjdzie
mu zachorowa obonie, i ju chcia woa Sorok, by mu krew puszcza. Lecz tymczasem poczo
wita; Kmicic zerwa si i wyszed przed zajazd.
Zaledwie pierwszy brzask rozprasza ciemnoci; dzie zapowiada si pogodnie; chmury pozbijay
si w dugie tamy i pasma na zachodzie, ale wschd by czysty; na bledncym zwolna
niebie migotay niepoprzesaniane oparami gwiazdy. Kmicic zbudzi ludzi, sam przybra si w
witeczne suknie, bo nadchodzia wanie niedziela, i ruszyli w drog.
Po zej, bezsennej nocy by Kmicic znuony na ciele i duszy.
Ani w ranek jesienny, blady, ale rzewy, szronisty i pogodny, nie mg rozproszy smutku
gniotcego serce rycerza. Nadzieja wypalia si w nim do ostatniego dba i zgasa jak lampa, w
ktrej oliwy zabrako. Co mu przyniesie ten dzie? Nic! Te same smutki, to samo utrapienie,
prdzej przyrzuci ciaru na dusz, z pewnoci nie ujmie.
Jecha wic w milczeniu utkwiwszy oczy w jaki punkt bardzo byszczcy na widnokrgu.
Konie parskay na pogod; ludzie poczli piewa sennymi gosami jutrzni.
Tymczasem rozwidniao si coraz bardziej, niebo z bladego stawao si zielone i zote, a w
punkt na widnokrgu pocz tak byszcze, e oczy mruyy si od tego blasku.
Ludzie przestali piewa i wszyscy patrzyli w tamt stron, wreszcie Soroka rzek:
 Dziwo czy co?... To tam zachd, a jakby soce wschodzio?
Istotnie, owo wiato roso w oczach, z punktu uczynio si koem, z koa koliskiem  z dala
rzekby, e kto zawiesi nad ziemi olbrzymi gwiazd siejc blaski niezmierne.
Kmicic i jego ludzie patrzyli ze zdumieniem na owo zjawisko wietliste, drgajce, promienne,
nie wiedzc, co maj przed oczyma.
Wtem od Kruszyny chop nadjecha w drabinkach. Kmicic zwrciwszy si ku niemu ujrza, i
chop czapk trzyma w rku i patrzc w owo wiato modli si.
 Chopie?  spyta pan Andrzej  a co si to tak wieci?
 Koci jasnogrski!  odrzek kmie.
 Chwaa Najwitszej Pannie!  zakrzykn Kmicic i czapk zdj z gowy, za nim uczynili
to samo jego ludzie.
Po tylu dniach zmartwie, zwtpienia i zawodw uczu nagle pan Andrzej, e staje si z nim
co dziwnego. Ledwie sowa: Koci jasnogrski!, przebrzmiay mu w uszach, gdy smutek
opad z niego, jakoby kto rk odj.
Ogarna rycerza jaka niewypowiedziana boja, pena czci, ale zarazem nieznana rado,
wielka, boga. Od tego kocioa, jarzcego si na wysokoci w pierwszych promieniach soca,
bia nadzieja, ktrej pan Kmicic dawno nie zazna, otucha, ktrej na prno szuka, sia niepokonana,
na ktrej chcia si oprze. Wstpio we jakoby nowe ycie i poczo kry po yach
wraz ze krwi. Odetchn tak gboko, jak chory budzcy si z gorczki, z nieprzytomnoci.
A koci lni si coraz bardziej, jakby wszystko wiato soneczne w siebie zabra. Caa
kraina leaa u jego stp, a on patrzy na ni z wysokoci, rzekby: str jej i opiekun.
Kmicic dugo oczu nie mg oderwa od tego wiata i nasyca, i koi si jego widokiem. Ludzie
jego mieli twarze powane i przejte obaw.
Wtem odgos dzwonu rozleg si w cichym rannym powietrzu.
 Z koni!  zawoa pan Andrzej.
Zeskoczyli wszyscy z kulbak i klknwszy na drodze, rozpoczli litani. Kmicic j odmawia,
a onierze odpowiadali chrem. Nadjechay przez ten czas nowe wozy; chopi, widzc modlcych
si na drodze ludzi, przyczyli si do nich i coraz wiksza czynia si gromada.
Gdy wreszcie skoczono modlitwy, powsta pan Andrzej, a za nim i jego ludzie, lecz szli ju
dalej piechot, prowadzc konie za uzdy i piewajc: Witajcie, jasne podwoje...
Pan Andrzej szed tak rzewy, jakby skrzyda mia u ramion. W skrtach drogi koci to nikn,
to ukazywa si na przemian. Gdy przesoniy go wyniosoci lub parowy, zdawao si Kmicicowi,
e ciemno wiat ogarnia, lecz gdy znowu rozbyska, wwczas rozpromieniay si i
wszystkie twarze.
Tak szli dugo. Koci, klasztor i otaczajce go mury widniay coraz wyraniej, staway si
coraz wspanialsze, ogromniejsze. Dojrzeli wreszcie i miasto w dali, a pod gr cae szeregi domw
i chat, ktre przy ogromie kocielnym wydaway si tak mae jako gniazda ptasie.
Bya to niedziela, wic gdy soce wybio si ju dobrze w gr, droga zaroia si wozami i
pieszym ludem cigncym na naboestwo. Z wysokich wie poczy hucze dzwony wiksze i
mniejsze napeniajc powietrze wspaniaym dwikiem. Bya w tym widoku i w tych gosach
spiowych jaka potga, jaki niezmierny majestat, a zarazem i spokj. Ten szmat ziemi u stp
Jasnej Gry wcale by niepodobny do reszty kraju.
Tumy ludu czerniay naok murw kocielnych. Pod gr stay setki wozw, bryczek, kolasek,
bid; gwar ludzki miesza si ze reniem koni poprzywizywanych do palikw. Dalej na
prawo, wedle gwnej drogi prowadzcej na gr, wida byo cae szeregi straganw, w ktrych
sprzedawano wota metalowe i woskowe, wiece, obrazy, szkaplerze. Fala ludzka pyna wszdy
swobodnie.
Bramy byy szeroko otwarte, kto chcia, wchodzi, kto chcia, wychodzi; na murach, przy
dziaach, zgoa nie byo onierzy. Strzega widocznie kocioa i klasztoru sama wito miejsca
 a moe ufano listom Karola Gustawa, ktrymi bezpieczestwo zarczy.
ROZDZIA XII
Od bramy fortecznej chopi i szlachta, mieszczanie z rnych okolic, ludzie wszelkiego wieku,
obojej pci i wszystkich stanw, czogali si ku kocioowi na kolanach, piewajc pieni
pobone. Pyna ta rzeka bardzo wolno i bieg jej zatrzymywa si co chwila, gdy ciaa zbiy si
zbyt ciasno. Chorgwie wiay nad ni na ksztat tczy. Chwilami pieni milky i tumy poczynay
odmawia litani, a wwczas grzmot sw rozlega si z jednego koca w drugi. Midzy pieni
a pieni, midzy litani a litani tumy milky i biy czoem w ziemi lub rzucay si krzyem;
sycha byo tylko gosy bagalne i przeraliwe ebrakw, ktrzy siedzc po dwch brzegach
rzeki ludzkiej, odsaniali na widok publiczny swe skaleczae czonki. Wycie ich mieszao si z
brzkiem grosiwa wrzucanego do blaszanych i drewnianych mis. I znowu rzeka gw toczya si
dalej, i znowu brzmiay pieni.
W miar jak fala zbliaa si do drzwi kocioa, zapa wzrasta i zmienia si w uniesienie.
Widziae rce wycignite ku niebu, oczy wzniesione, twarze blade ze wzruszenia lub rozpalone
modlitw.
Rnice stanu zniky: chopskie sukmany zmieszay si z kontuszami, onierskie kolety z
tymi kapotami mieszczan.
We drzwiach kocioa cisk powikszy si jeszcze. Ciaa ludzkie utworzyy ju nie rzek, ale
most tak zbity, i mona by byo przej po gowach, ramionach, nie dotknwszy stop ziemi.
Piersiom brako oddechu, ciaom przestrzeni, lecz duch, ktry je oywia, dawa im elazn odporno.
Kady si modli, nikt nie myla o niczym innym; kady dwiga na sobie tok i ciar
caej tej masy, lecz nikt nie upada i popychany przez tysice, czu w sobie si za tysice, i z t
si par naprzd, pogron w modlitwie, w upojeniu, w egzaltacji.
Kmicic, czogajcy si ze swymi ludmi w pierwszych szeregach, dosta si wraz z pierwszymi
do kocioa, potem prd wnis go do cudownej kaplicy, gdzie tumy rzuciy si na twarz,
paczc, obejmujc rkoma posadzk i caujc j z uniesieniem. Tak czyni i pan Andrzej, a gdy
wreszcie omieli si podnie gow, uczucie rozkoszy, szczcia i zarazem miertelnej obawy
odjo mu prawie przytomno.
W kaplicy panowa mrok czerwony, ktrego nie rozpraszay zupenie pomyki wiec jarzcych
si przed otarzem. Barwne wiata wpaday take przez szyby, i wszystkie one blaski
czerwone, fioletowe, zote, ogniste drgay na cianach, lizgay si po rzebach, zaamaniach,
przedzieray si w zaciemnione gbie, wydobywajc na jaw jakie niewyrane przedmioty pogrone
jakoby we nie. Tajemnicze poyski rozbieray si i skupiay z mrokiem tak nieznacznie,
e nika wszelka rnica midzy wiatem a cieniem. wiece na otarzu miay glorie zote. Dymy
z kadzielnic tworzyy mg purpurow; biay ornat zakonnika, odprawiajcego ofiar, gra przymionymi
kolorami tczy. Wszystko tu byo pwidne, pprzesonite, nieziemskie: blaski nieziemskie,
mroki nieziemskie  tajemnicze, uroczyste, bogosawione, przepenione modlitw,
adoracj, witoci...
Z gwnej nawy kocioa dochodzi szum zmieszany gosw ludzkich, jak ogromny szum morza,
a tu panowaa cisza gboka, przerywana tylko gosem zakonnika piewajcego wotyw.
Obraz jeszcze by przysonity, wic oczekiwanie tumio dech w piersiach. Wida tylko byo
oczy wpatrzone w jedn stron, nieruchome twarze, jakoby ju z ziemskim yciem rozbratane,
rce zoone przed ustami, jak u aniow na obrazach.
piewowi zakonnika wtroway organy wydajc tony agodne, a sodkie, pynce jakoby z
fletni zaziemskich. Chwilami zdaway si one sczy jak woda w rdle, to znw paday ciche a
gste, jak rzsisty deszcz majowy.
Wtem hukn grzmot trb i kotw  dreszcz przebieg serca.
Zasona obrazu rozsuna si w dwie strony i potok brylantowego wiata lun z gry na pobonych.
Jki, pacz i krzyki rozlegy si w kaplicy.
 Salve Regina!  zawrzasa szlachta  monstra Te esse matrem!  a chopi woali:  Panienko
Najwitsza! Panno Zota! Krlowo Anielska! ratuj, wspom, pociesz, zmiuj si nad nami!
I dugo brzmiay te okrzyki wraz ze szlochaniem niewiast, ze skargami nieszczliwych, z
probami o cud chorych lub kalek.
Z Kmicica dusza nieomal wysza; czu tylko, e ma przed sob niezmierno, ktrej nie pojmie
i nie ogarnie, a wobec ktrej wszystko niknie. Czyme byy zwtpienia wobec tej ufnoci,
ktrej caa istno nie moga pomieci; czym niedola wobec tej pociechy; czym potga szwedzka
wobec takiej obrony; czym ludzka zo wobec takiego patronatu?...
Tu myli w nim ustay i zmieniy si w czucia same; zapomnia si, zapamita, przesta rozeznawa,
kim jest, gdzie jest... Zdawao mu si, e umar, e dusza jego leci z gosami organw,
misza si z dymami kadzielnic; rce, przywyke do miecza i rozlewu krwi, wycign do gry i
klcza w upojeniu, w zachwycie.
Tymczasem ofiara koczya si. Pan Andrzej sam nie wiedzia, jakim sposobem znalaz si
wreszcie znowu w gwnej nawie kocielnej. Ksidz prawi nauk z kazalnicy, ale Kmicic dugo
jeszcze nic nie sysza, nic nie rozumia, jak czowiek zbudzony ze snu nie od razu miarkuje,
gdzie koczy si sen, a rozpoczyna jawa.
Pierwsze sowa, jakie usysza, byy: Tu si odmieni serca i dusze naprawi, ani bowiem
Szwed mocy tej nie zmoe, ani w ciemnociach brodzcy prawdziwego wiata nie zwyci꿹!
Amen!  rzek w duchu Kmicic i pocz si bi w piersi, bo mu si teraz zdawao, e grzeszy
ciko, sdzc, e ju wszystko przepado i e znikd nie masz nadziei.
Po ukoczonym naboestwie zatrzyma pierwszego napotkanego zakonnika i oznajmi mu,
e w sprawie kocioa i klasztoru chce si widzie z przeorem.
Przeor da mu natychmiast posuchanie. By to czowiek w dojrzaym wieku, ktry ju ku
wieczorowi si zblia. Twarz mia niezmiernie pogodn. Czarna gsta broda okalaa mu oblicze,
a oczy mia niebieskie, spokojne i patrzce przenikliwie. W swoim biaym habicie wyglda po
prostu jak wity. Kmicic ucaowa go w rkaw szaty, a on cisn go za gow i spyta, kto jest i
skd przybywa?
 Przybywam ze mudzi  odrzek pan Andrzej  aby Najwitszej Pannie, utrapionej ojczynie
i opuszczonemu panu suy, przeciw ktrym dotd grzeszyem, co wszystko na spowiedzi
witej wyznam obszernie, i o to prosz, abym dzi jeszcze lub jutro do dnia mg by
wyspowiadany, gdy al za winy do tego mnie skania. Nazwisko swoje prawdziwe te powiem
ci, ojcze wielebny, pod tajemnic spowiedzi, nie inaczej, bo le do mnie ludzi uprzedza i do poprawy
przeszkadza mi moe. Przed ludmi chc si zwa Babiniczem, od jednej mojej majtnoci
przez nieprzyjaciela ogarnitej. Tymczasem wan przywo wiadomo, ktrej wysuchaj,
ojcze, cierpliwie, gdy o ten przybytek wity i o klasztor chodzi!
 Chwal intencje waszmoci i poprawy ycia przedsiwzicie  odrzek ksidz przeor Kordecki.
 Co do spowiedzi, nieleniwie chci twojej dogodz, a teraz sucham.
 Dugom jecha  rzek na to Kmicic  sia widziaem i namartwiem si niemao... Wszdy
umocni si nieprzyjaciel, wszdy heretykowie gow podnosz, ba, sami nawet katolicy do obozu
nieprzyjaciela przechodz, ktry tym, jako i zdobyciem dwch stolic uzuchwalony, na Jasn
Gr teraz witokradzk rk podnie zamierza.
 Od kogo masz waszmo t wiadomo?  spyta ksidz Kordecki.
 Nocowaem ostatniej nocy w Kruszynie. Przyjechali tam Weyhard Wrzeszczowicz i cesarski
pose Lisola, ktry z dworu brandenburskiego wraca, a do krla szwedzkiego zda.
 Krla szwedzkiego nie ma ju w Krakowie  odrzek na to ksidz patrzc przenikliwie w
oczy pana Kmicica.
Lecz pan Andrzej powiek nie spuci i tak mwi dalej:
 Nie wiem ja, czy on jest, czy go nie ma... Wiem, e Lisola do niego jecha, a Wrzeszczowicza
przysano, aby eskort zluzowa i dalej go prowadzi. Obaj rozmawiali przy mnie po nie-
miecku, nic si mojej obecnoci nie strzegc, gdy nie myleli, abym mg ich mow wyrozumie,
ktr ja z dziecistwa znajc tak dobrze jak i polsk, to wymiarkowaem, e Weyhard instygowa,
aby klasztor zaj i do skarbca si dosta, na co od krla otrzyma pozwolenie.
 I waszmo to na wasne uszy syszae?
 Tak, jako tu stoj.
 Stanie si wola boska!  rzek spokojnie ksidz.
Kmicic zlk si. Sdzi, e ksidz nazywa wol bosk rozkaz krla szwedzkiego i o oporze
nie zamyla, wic rzek zmieszany:
 W Putusku widziaem koci w szwedzkich rkach, onierzy w karty w przybytku boym
grajcych, beczki piwa na otarzach i niewiasty bezwstydne z onierzami.
Ksidz wci patrzy prosto w oczy rycerza.
 Dziwna rzecz  rzek  szczero i prawda patrz ci z oczu...
Kmicic spon.
 Niech tu trupem padn, jeli to nieprawda, co mwi!
 W kadym razie wane to wieci, nad ktrymi naradzi si wypadnie. Waszmo pozwolisz,
e poprosz tu starszych ojcw i kilku zacnej szlachty tu u nas teraz mieszkajcych, ktrzy
nas rad w tych okrutnych czasach wspieraj. Waszmo pozwolisz..
 Chtnie przed nimi to powtrz.
Ksidz Kordecki wyszed i po kwadransie wrci z czterema starszymi ojcami.
Wkrtce potem wszed pan Ryc-Zamoyski, miecznik sieradzki, czowiek powany; pan
Okielnicki, chory wieluski; pan Piotr Czarniecki, mody kawaler o gronej, marsowej twarzy,
podobien do dbu ze wzrostu i siy, i kilku innej szlachty rnego wieku. Ksidz Kordecki prezentowa
im pana Babinicza ze mudzi, po czym powtrzy wszem wobec Kmicicowe nowiny.
Oni za dziwili si okrutnie i poczli mierzy oczyma pana Andrzeja badawczo i z niedowierzaniem,
a gdy nikt pierwszy gosu nie zabiera, wwczas ksidz Kordecki ozwa si:
 Nieche mnie Bg broni, abym tego kawalera mia o z intencj lub o kamstwo posdza,
ale te nowiny, ktre przynis, tak mi si wydaj nieprawdopodobne, i za suszn rzecz uznaem,
abymy je razem zbadali. W najszczerszej chci mg si w kawaler omyli albo le sysze,
albo le wyrozumie, albo umylnie w bd przez jakowych heretykw by wprowadzonym.
Przestrachem serca nasze napeni, popoch w witym miejscu wywoa, naboestwu
przeszkodzi to dla nich rado niezmierna, ktrej by pewnie aden sobie w zoliwoci swej
odmwi nie chcia.
 Widzi mi si to bardzo do wiary podobnym  odrzek ojciec Nieszkowski, najstarszy w
zgromadzeniu.
 Trzeba by naprzd wiedzie, czy w kawaler sam nie jest heretykiem?  rzek Piotr Czarniecki.
 Katolik jestem, jak i wapan!  odpar Kmicic.
 Zway nam pierwej koniunktury wypada  wtrci pan Zamoyski.
 Ot koniunktury s takie  odrzek ksidz Kordecki  e chybaby Bg i Najwitsza Jego
Rodzicielka umylnie na tego nieprzyjaciela zesali zalepienie, aby miar w swych nieprawociach
przebra. Inaczej nigdy by on na ten wity przybytek nie odway si wznie miecza.
Nie wasn si on t Rzeczpospolit podbi, sami jej synowie do tego mu dopomogli; ale jakkolwiek
nard nasz nisko upad, jakkolwiek w grzechu brodzi, to przecie i w grzechu samym jest
pewna granica, ktrej nie miaby przestpi. Pana swego opuci, Rzeczypospolitej odstpi, ale
matki swej, Patronki i Krlowej, czci nie zaniecha. Szydzi z nas i pogardza nami nieprzyjaciel
pytajc, co nam z dawnych cnt pozostao. A ja odpowiem: wszystkie zginy, jednak co jeszcze
pozostao, bo pozostaa wiara i cze dla Najwitszej Panny, na ktrym to fundamencie
reszta odbudowan by moe. I widz to jasno, e niechby jedna kula szwedzka wyszczerbia te
wite mury, tedyby si najzatwardzialsi odwrcili od Szwedw, z przyjaci staliby si wrogami,
przeciw nim miecze by podnieli. Ale i Szwedzi maj na wasn zgub oczy otwarte i rozu-
miej to dobrze... Przeto, jeli Bg, jak wspomniaem, lepoty umylnej na nich nie zesa, nigdy
oni si na Jasn Gr nie omiel uderzy, bo ten dzie byby dniem przemiany ich fortuny a
upamitania naszego.
Kmicic sucha ze zdumieniem sw ksidza Kordeckiego, ktre byy zarazem odpowiedzi
na to, co z ust Wrzeszczowicza przeciw narodowi polskiemu wyszo. Lecz ochonwszy ze
zdziwienia, w nastpujce ozwa si sowa:
 Czemu to, ojcze wielebny, nie mamy wierzy, e wanie Bg zalepieniem nieprzyjaci
nawiedzi? Zwamy ich pych, ich chciwo na ziemskie dobra, zwamy na nieznony ucisk i
podatki, jakie nawet na duchownych nakadaj, a snadnie przyjdzie zrozumie, e przed adnym
witokradztwem si nie cofn.
Ksidz Kordecki nie odpowiedzia wprost Kmicicowi, lecz zwrciwszy si do caego zgromadzenia,
tak dalej mwi:
 Powiada w kawaler, e widzia posa Lisol do krla szwedzkiego jadcego; jake to by
moe, skoro ja mam od krakowskich paulinw niemyln wiadomo, e krla nie masz ju w
Krakowie ani w caej Maopolsce, gdy zaraz po poddaniu si Krakowa do Warszawy wyjecha...
 Nie moe to by  odrzek Kmicic  a najlepszy dowd, e na poddanie si i na hod kwarcianych
czeka, ktrzy pod panem Potockim zostaj.
 Hod ma przyjmowa w imieniu krlewskim jenera Duglas  odrzek ksidz  tak mi z
Krakowa pisz.
Kmicic umilk; nie wiedzia, co odpowiedzie.
 Ale przypuszcz  mwi dalej ksidz  e krl szwedzki nie chcia widzie cesarskiego posa
i umylnie wola si z nim rozmin. Lubi tak czyni Carolus: nagle przyjeda, nagle odjeda;
gniewa go przy tym cesarska mediacja, chtnie wic wierz, e pojecha, udajc, i o
przybyciu posa nie wie. Mniej mnie i to dziwi, e hrabiego Wrzeszczowicza, tak znamienit
osob, przeciw posowi z eskort wysano, bo moe chciano polityk nadrobi i zawd posowi
ucukrowa, ale jak uwierzy, aby hrabia Wrzeszczowicz zaraz si zwierza z zamiarami baronowi
Lisoli, ktry jest katolik, nam i caej Rzeczypospolitej, i naszemu wygnanemu krlowi przychylny?
 Niepodobiestwo!  rzek ojciec Nieszkowski.
 I mnie to w gowie si nie mieci  dorzuci pan miecznik sieradzki.
 Wrzeszczowicz sam katolik i nasz dobrodziej  rzek inny pater.
 I ten kawaler powiada, e sysza to na wasne uszy?  spyta szorstko pan Piotr Czarniecki.
 Pomylcie waszmociowie i nad tym  doda ksidz przeor  e ja mam salw-gwardi od
Carolusa Gustawa, jako klasztor i koci maj by na zawsze od zajcia i postoju wolne.
 Przyzna trzeba  rzek z powag pan Zamoyski  e w tych wiadomociach nic si jedno
drugiego nie trzyma: Szwedom byaby strata, nie korzy, na Czstochow uderza, krla nie
ma, wic Lisola nie mg do niego jecha, Wrzeszczowicz nie mg mu si zwierza, dalej: nie
heretyk to, ale katolik, nie wrg klasztoru, ale jego dobroczyca, na koniec, choby go i szatan
do napadu kusi, nie miaby napada przeciw rozkazowi i salwie-gwardii krlewskiej.
Tu zwrci si do Kmicica:
 C tedy opowiadasz, kawalerze, i dlaczego, w jakim zamiarze, chcesz wielebnych ojcw i
nas tu obecnych przestraszy?
Kmicic sta jak oskarony przed sdem. Z jednej strony, braa go rozpacz, i jeli mu nie
uwierz, klasztor stanie si upem nieprzyjaciela, z drugiej, wstyd go pali, bo sam widzia, e
wszystkie pozory przemawiaj przeciw jego wiadomociom i e atwo za kamc poczytany by
moe. Na myl o tym gniew szarpa go, rozbudzaa si w nim przyrodzona popdliwo, graa
obraona ambicja, budzi si dawny pdziki Kmicic. Ale ama si pty sam z sob, a si zama,
przywoa wszystk cierpliwo i powtarzajc sobie w duszy: Za grzechy moje, za grzechy
moje...  odrzek z mienic si twarz:
 Com sysza, powtarzam jeszcze raz: Weyhard Wrzeszczowicz ma napa na klasztor. Terminu
nie wiem, ale myl, e prdko si to stanie... Ja ostrzegam, a na waszmociw spadnie
odpowiedzialno, jeli nie usuchacie!...
Na to pan Piotr Czarniecki odrzek z przyciskiem:
 Powoli, kawalerze, powoli. Gosu nie podno!
Po czym pan Piotr Czarniecki przemwi do zgromadzonych:
 Pozwlcie mnie, zacni ojcowie, zada kilka pyta temu przybyszowi...
 Wapan nie masz prawa mi ublia!  krzykn Kmicic.
 Nie mam i chci  odrzek zimno pan Piotr.  Ale tu o klasztor i o Najwitsz Pann chodzi,
o Jej stolic. Dlatego to wapan musisz na bok odoy uraz albo jeeli nie na bok, to na
czas, bo bd pewien, e ci si wszdzie sprawi. Wapan wieci przynosisz, my je chcemy
sprawdzi, to suszna i dziwi ci nie powinno, a jeli nie zechcesz odpowiada, pomylimy, e
si boisz zaplta.
 Dobrze! pytaj wa!  rzek Babinicz przez zacinite zby.
 Ot to. Wapan powiadasz, e jeste ze mudzi?
 Tak jest.
 I przybywasz tu, aby Szwedom i Radziwiowi zdrajcy nie suy?
 Tak jest.
 A przecie tam s tacy, ktrzy mu nie su i przy ojczynie si oponuj, s chorgwie, ktre
posuszestwo wypowiedziay, jest pan Sapieha, czemu to do nich nie przysta?...
 To moja sprawa!
 Aha! waci sprawa!  rzek Czarniecki.  To moe mi na inne pytania odpowiesz?
Rce pana Andrzeja dray, oczy wpiy si w ciki miedziany dzwonek stojcy przed nim na
stole i z tego dzwonka przenosiy si na gow pytajcego. Braa go szalona, nieprzezwyciona
ch porwa w dzwon i puci go na czaszk pana Czarnieckiego. Dawny Kmicic coraz wicej
bra gr nad pobonym i skruszonym Babiniczem. Lecz si przeama raz jeszcze i rzek:
 Pytaj!
 Jeli ze mudzi, to musisz wiedzie, co si na dworze zdrajcy dzieje. Wymie mi tych,
ktrzy mu do zguby ojczyzny dopomogli, wymie tych pukownikw, ktrzy przy nim stoj.
Kmicic poblad jak chusta, jednak wymieni kilka nazwisk.
Pan Czarniecki wysucha i rzek:
 Mam ja przyjaciela, dworzanina krlewskiego, pana Tyzenhauza, ktry mi jeszcze o jednym
najznamienitszym powiada. Nie wiesz nic o tym arcyotrze?...
 Nie wiem...
 Jake to? Nie syszae o tym, ktry bratersk krew jak Kain rozlewa?... Nie syszae, bdc
ze mudzi, o Kmicicu?
 Ojcowie wielebni!  zakrzykn nagle pan Andrzej trzsc si jak w febrze.  Nieche mnie
duchowna osoba pyta, to wszystko znios... Ale, na Boga ywego, nie pozwlcie temu szlachetce
drczy mnie duej!...
 Daj wa spokj!  rzek ksidz Kordecki zwracajac si do pana Piotra.  Nie o tego kawalera
tu chodzi.
 Jedno tylko jeszcze pytanie  rzek pan miecznik sieradzki.
I zwrciwszy si do Kmicica spyta:
 Wapan nie spodziewae si, abymy nie uwierzyli jego wieciom?
 Jak Bg na niebie!  odpar pan Andrzej.
 Jakieje nagrody za nie wyglda?
Pan Andrzej, zamiast odpowiedzie, zanurzy gorczkowo obie rce w may sak skrzany,
ktry zwieszony mia na brzuchu przy pasie, i wydobywszy je, sypn na st dwie garcie pere,
szmaragdw, turkusw i innych drogich kamieni.
 Ot co!...  rzek przerywanym gosem.  Nie po pienidze ja tu przyszed!... Nie po wasze
nagrody!... To pery i inne kamuszki... Wszystko zdobyczne... z bojarskich kopakw zerwane!...
Macie mnie!... Zali nagrody potrzebuj?... Chciaem to Najwitszej Pannie ofiarowa... ale dopiero
po spowiedzi... z czystym sercem!... Oto s... Tak nagrody potrzebuj... Mam i wicej...
Bodaj was!...
Umilkli wszyscy, zdziwieni, i widok klejnotw, tak atwo jak kasza z worka wysypywanych,
niemae uczyni wraenie; kady bowiem mimo woli pyta si siebie: co by za przyczyn mg
mie ten czowiek zmyla, jeli nie o nagrod mu chodzio?
Pan Piotr Czarniecki stropi si, bo taka jest natura ludzka, e j widok cudzej potgi i bogactw
olniewa. Wreszcie i podejrzenia jego upady, bo jake przypuci, eby w wielki pan,
klejnotami sypicy, dla zysku chcia mnichw straszy?
Spogldali tedy po sobie obecni, a on sta nad klejnotami z podniesion gow, podobn do
gowy rozdranionego orlika, z ogniem w renicach i rumiecem na twarzy. wiea rana, idca
przez skro i policzek, zsiniaa, i straszny by pan Babinicz groc drapienym wzrokiem Czarnieckiemu,
ku ktremu szczeglnie zwrci si gniew jego.
 Przez sam gniew waszmoci prawda przebija  rzek ksidz Kordecki  ale te klejnoty
schowaj, bo nie moe Najwitsza Panna przyj tego, co w gniewie, choby i susznym, ofiarowane.
Zreszt, jakom rzek, nie o ciebie tu chodzi, ale o wiadomoci, ktre strachem i zgroz
nas przejy. Bg raczy wiedzie, czy nie masz w tym jakowego nieporozumienia albo pomyki,
bo jake sam waszmo widzia, nie skada si to z prawd, co mwisz. Jake to nam wic pobonych
wypdza, czci Najwitszej Pannie ujmowa i bramy dzie i noc trzyma zamknite?
 Bramy trzymajcie zamknite! przez miosierdzie boe! bramy trzymajcie zamknite!... 
krzykn pan Kmicic amic rce, a palce zatrzeszczay mu w stawach.
W gosie jego tyle byo prawdy i nieudanej rozpaczy, e obecni mimo woli zadreli, jakoby
niebezpieczestwo byo ju bliskie, a pan Zamoyski rzek:
 Przecie i tak piln uwag mamy na okolic i reparacje w murach si prowadz. W dzie
moemy puszcza ludzi na naboestwo, ale ostrono godzi si zachowa choby wanie
dlatego, e krl Carolus odjecha, a Wittenberg elazn podobno rk rzdzi w Krakowie i duchownych
nie mniej od wieckich uciska.
 Cho w napad nie wierz, ale przeciw ostronoci nic nie mam!  odpowiedzia pan Piotr
Czarniecki.
 A ja zakonnikw do Wrzeszczowicza wyl  rzek ksidz Kordecki  z zapytaniem: czyli
to salwa-gwardia krlewska nic ju nie znaczy?
Kmicic odetchn.
 Chwaa Bogu! chwaa Bogu!  zawoa.
 Panie kawalerze!  rzek do niego ksidz Kordecki  Bg ci zapa za dobr intencj... Jeli
nas susznie ostrzeg, wiekopomn bdziesz mia zasug wzgldem Najwitszej Panny i ojczyzny;
ale si nie dziwuj, emy twoj ch z niedowierzaniem przyjli. Nieraz nas ju tutaj straszono:
jedni czynili to z zawzitoci przeciw wierze, by czci Najwitszej Pannie uszczkn;
drudzy z chciwoci, aby co uzyska; trzeci dlatego tylko, aby nowin przynie i powagi w
oczach ludzkich nabra, a moe byli i tacy, ktrych zudzono  jako przypuszczamy, e i ciebie
zudzono. Dziwnie szatan jest na to miejsce zawzity i dokada wszelkich stara, aby naboestwu
tu przeszkodzi i wiernych jak najmniej do udziau w nim dopuci, bo nic do takiej desperacji
piekielnego dworu nie przywodzi, jak widok czci dla Tej, ktra gow wa stara... A teraz
czas na nieszpr. Wybagajmy Jej ask, polemy si Jej opiece i niech kady pjdzie spa spokojnie,
bo gdzie ma by spokj i bezpieczestwo, jeli nie pod Jej skrzydami?
I rozeszli si wszyscy.
Gdy nieszpr si skoczy, sam ksidz Kordecki wzi do spowiedzi pana Andrzeja i spowiada
go dugo w pustym ju kociele; po czym lea pan Andrzej krzyem przed zamknitymi
drzwiami kaplicy a do pnocy.
O pnocy wrci do celi, rozbudzi Sorok i kaza si przed spoczynkiem wiczy, a mu
barki i plecy krwi spyny.
ROZDZIA XIII
Nazajutrz z rana dziwny i niezwyky ruch panowa w klasztorze. Bramy byy wprawdzie
otwarte i nie tamowano przystpu pobonym, naboestwo odbywao si zwykym trybem, ale
po naboestwie nakazano wszystkim obcym opuci obrb klasztoru. Sam ksidz Kordecki, w
towarzystwie pana miecznika sieradzkiego i pana Piotra Czarnieckiego, oglda szczegowie
blanki i skarpy podtrzymujce mury z wewntrz i z zewntrz. Nakazano te tu i wdzie poprawki;
kowale w miecie dostali rozkaz przygotowania oskw, dzid, poosadzanych na dugich drgach,
kos, sztorcem na drzewcach zatknitych, maczug i kod cikich, nabijanych hufnalami. A
poniewa wiedziano, e i tak w klasztorze by znaczny zapas podobnych narzdzi, wnet te poczto
gada po caym miecie, e klasztor rychego oczekuje napadu. Coraz nowe rozporzdzenia
zdaway si potwierdza t pogosk.
Pod noc dwustu ju ludzi pracowao wedle murw. Cikie dziaa przysane jeszcze przed
obleniem Krakowa przez pana Warszyckiego, kasztelana krakowskiego, w liczbie dwunastu,
osadzono na nowych lawetach i rychtowano odpowiednio.
Z lamusw klasztornych zakonnicy i pachokowie wynosili kule, ktre ukadano w stosy przy
armatach; wytaczano jaszcze z prochem, rozwizywano snopy muszkietw i rozdawano je midzy
zaog. Na wieach i naronikach stany strae, majce dawa dniem i noc pilne baczenie
na okolic; oprcz tego ludzie wysani na zwiady rozesali si po okolicy do Przystajni, Kobucka,
Krzepic, Kruszyny i Mstowa.
Do obficie i tak zaopatrzonych spiarni klasztornych szy zapasy z miasta, z Czstochwki i
innych wsi do klasztoru nalecych.
Pogoska gruchna jak grom po caej okolicy. Mieszczanie i chopi poczli si zbiera a radzi.
Wielu nie chciao wierzy, aby jakikolwiek nieprzyjaciel mia targn si na Jasn Gr.
Twierdzono, e sama tylko Czstochowa ma by zajt; lecz i to ju wzburzyo umysy,
zwaszcza gdy inni przypominali, e przecie Szwedzi s heretykami, ktrych nic nie wstrzyma i
ktrzy umylnie afront Najwitszej Pannie uczyni gotowi.
Wic te wahano si, wtpiono i wierzono na przemian. Jedni amali rce, oczekujc straszliwych
zjawisk na ziemi i niebie, widomych znakw gniewu boego; drudzy pograli si w bezradnej
i niemej rozpaczy; trzecich gniew chwyta nadludzki, jakoby gowy ich zajmoway si
pomieniem. A gdy raz fantazja ludzka rozwina skrzyda do lotu, zaraz poczy kry wieci
coraz inne, coraz bardziej gorczkowe, coraz potworniejsze.
I jak gdy kto w mrowisko kij zanurzy lub aru narzuci, natychmiast wysypuj si niespokojne
roje, kbi si, rozbiegaj i zbiegaj, tak zawrzao miasto i wsie okoliczne.
Po poudniu gromady mieszczan i chopstwa, wraz z niewiastami i dziemi, opasay mury
klasztorne i trzymay je jakby w obleniu, paczc i jczc. O samym zachodzie soca wyszed
ku nim ksidz Kordecki i pogrywszy si w cib pyta:
 Ludzie, czego tu chcecie!
 Chcemy na zaog i do klasztoru, Bogarodzicielki broni!  woali mczyni potrzsajc
cepami, widami i inn broni wieniacz.
 Chcemy na Najwitsz Pann ostatni raz popatrzy!  jczay niewiasty.
Ksidz Kordecki stan na wzniesionym zaomie skay i rzek:
 Bramy piekielne nie przemog mocy niebieskich. Uspokjcie si i otuchy w serca nabierzcie.
Nie wstpi noga heretyka w te wite mury, nie bdzie luterski ani kalwiski zabobon guse
swych odprawowa w tym przybytku czci i wiary. Nie wiem zaiste, azali przyjdzie tu zuchway
nieprzyjaciel, ale to wiem, i gdyby przyszed, ze wstydem i hab odstpi musi, bo moc jego
wiksza moc pokruszy, zo jego zamie si, potga start bdzie i odmieni si szczcie jego.
Otuchy w serca nabierzcie! Nie ostatni raz wy t Patronk nasz widzicie, w wikszej owszem
chwale oglda J bdziecie i nowe cuda ujrzycie. Nabierzcie otuchy, otrzyjcie zy i wzmocnij-
cie si w wierze, gdy powiadam wam  a nie ja to mwi, jeno duch boy mwi przeze mnie 
e nie wejdzie Szwed do tych murw  aska std spynie i ciemnoci tak nie zgasz wiata,
jako ta noc, ktra si dzi zblia, boemu socu wsta nie przeszkodzi.
A wanie zachd by. Ciemno powleka ju okolic, jeno koci gorza czerwono w ostatnich
promieniach soca. Widzc to ludzie poklkali wkoo murw i otucha zaraz spyna w ich
serca. Tymczasem na wieach poczto sygnowa na Angelus. Ksidz Kordecki rozpocz piewa:
Anio Paski, a za nim tumy cae. Stojca na murach szlachta i onierze z nimi swe gosy,
dzwony wiksze i mniejsze dzwoniy do wtru, i zdao si e caa gra piewa i brzmi jak olbrzymie
organy, na cztery strony wiata gone.
piewano do pna; odchodzcych bogosawi na drog ksidz Kordecki, wreszcie rzek:
 Ktry z mw w wojnie sugiwa, z broni umie si obchodzi i serce czuje mne, niech
jutrzejszego rana przyjdzie do klasztoru.
 Jam suy!... ja w piechocie byem!... ja przyjd!  woay liczne gosy.
I tumy rozpyny si z wolna. Noc zesza spokojnie. Wszyscy zbudzili si z radosnym
okrzykiem: Nie ma Szweda! Jednake rzemielnicy zwozili cay dzie zamwione roboty.
Wyszed te rozkaz do kramnikw, ktrzy zwaszcza przy wschodnim murze maj swoje
kramy, aby towar do klasztoru znieli, a w samym klasztorze nie zaprzestano pracy przy murach.
Ubezpieczano zwaszcza tak zwane przechody, to jest szczupe otwory w murach, ktre nie
byy bramami, a ktre mogy suy do czynienia wycieczek. Pan Ryc-Zamoyski kaza je zakada
belkami, cegami, nawozem, tak aby w danym razie atwo od wewntrz mogy by rozgrodzone.
Cay dzie te cigny jeszcze wozy z zapasami i ywnoci, zjechao take kilka rodzin
szlacheckich, ktre potrwoya bya wie o bliskim nadcigniciu nieprzyjaciela.
Koo poudnia wrcili ludzie wysani zeszego dnia na zwiady, ale aden nie widzia Szwedw
ani nawet nie sysza o nich, prcz o tych, ktrzy najbliej, w Krzepicach, stali.
Nie zaniechano jednak w klasztorze przygotowa. Wedle rozkazu ksidza Kordeckiego nadcignli
ci z mieszczan i chopw, ktrzy poprzednio w piechocie sugiwali i ze sub byli obznajmieni.
Oddano ich w komend panu Zygmuntowi Mosiskiemu pilnujcemu pnocnowschodniej
baszty. Pan Zamoyski za cay dzie rozstawia ludzi, przyucza, co kto ma czyni,
lub naradza si w refektarzu z ojcami.
Kmicic z radoci w sercu patrzy na przygotowania wojenne, na musztrujcych si onierzy,
na dziaa, stosy muszkietw, dzid i oskw. To by jego ywio waciwy. Wrd tych gronych
machin, wrd krztaniny, przygotowa i gorczki wojennej byo mu dobrze, lekko i wesoo.
Byo tym lej i weselej, e generaln spowied z caego ycia odby, jak czyni konajcy, i nad
spodziewanie wasne rozgrzeszenie otrzyma, bo kapan zway jego intencj, szczer ch poprawy
i to, e ju na t drog wstpi.
Tak wic zby si pan Andrzej brzemienia, pod ktrym ju prawie upada. Pokuty zadano mu
cikie, i co dzie grzbiet jego krwawi si pod kaczugiem Soroki; kazano mu praktykowa
pokor i to byo jeszcze cisze, bo jej w sercu nie mia, przeciwnie, pych mia i chepliwo;
kazano mu wreszcie uczynkami cnotliwymi popraw stwierdzi, ale to znw byo najlejsze.
Sam niczego wicej nie pragn, nie poda. Caa dusza moda rwaa si w nim ku uczynkom,
bo oczywicie pod uczynkami rozumia wojn i bicie Szwedw od rana do wieczora, bez spoczynku
i miosierdzia. A wanie jake pikna, jak wspaniaa otwieraa si do tego droga! Bi
Szwedw nie tylko w obronie ojczyzny, nie tylko w obronie pana, ktremu wierno poprzysig,
ale jeszcze w obronie Krlowej Anielskiej, byo to szczcie nad jego zasug.
Gdzie si podziay te czasy, gdy sta jakoby na rozdrou, pytajc si siebie, ktrdy i;
gdzie te czasy, w ktrych nie wiedzia, co pocz, w ktrych wszdy spotyka si ze zwtpieniem
i sam pocz traci nadziej?
A przecie tu ludzie, te biae mnichy i ta gar chopw i szlachty, gotowali si po prostu do
obrony, do walki na mier i ycie. Jedyny to by kt taki w Rzeczypospolitej i wanie pan An-
drzej do niego zajecha, jakoby go jaka szczliwa gwiazda prowadzia. Bo przy tym wierzy
wicie w zwycistwo, choby caa potga szwedzka miaa otoczy te mury. W sercu mia tedy
modlitw, rado i wdziczno.
W tym usposobieniu chodzi po murach z jasn twarz, rozpatrywa si, przyglda i widzia,
e dobrze si dzieje. Okiem znawcy wnet pozna z samych przygotowa, e czyni je ludzie dowiadczeni,
ktrzy potrafi pokaza si i wwczas, gdy przyjdzie do sprawy. Podziwia spokj
ksidza Kordeckiego, dla ktrego gbokie powzi uwielbienie; podziwia stateczno pana
miecznika sieradzkiego, a nawet panu Czarnieckiemu, cho mu mruczno na niego byo, nie pokazywa
krzywego oblicza.
Lecz w rycerz spoglda na niego surowie i spotkawszy go u muru, na drugi dzie po powrocie
wysacw klasztornych, rzek:
 Jako Szwedw nie wida, panie kawalerze, a jak nie nadejd, to reputacj wapanow psi
zjedz.
 Jeliby z ich przybycia miaa jaka szkoda dla witego miejsca wynikn, to niech moj reputacj
lepiej psi zjedz!  odpowiedzia Kmicic.
 Wolaby ich prochu nie wcha. Znamy si na takich rycerzach, co buty maj zajcz
skrk podszyte!
Kmicic spuci oczy jak panna.
 Wolaby ktni poniecha  rzek  com ci winien? Zapomniaem ja swojej urazy, zapomnij
i ty swojej.
 A nazwae mnie szlachetk  rzek ostro pan Piotr.  Prosz! ce sam za jeden? W czym
to Babinicze od Czarnieckich lepsi?... Taki to senatorski rd?
 Mj mospanie  odrzek wesoo Kmicic  eby nie pokora, ktr mam na spowiedzi nakazan,
eby nie one batoki, ktre mi co dzie za dawne burdy grzbiet por, wnet ja bym tu inaczej
jeszcze wapana nazwa, jeno mi strach, eby w dawne grzechy nie popa. A co do tego,
czy Babinicze, czy Czarnieccy lepsi, to si pokae, jak Szwedzi nadejd.
 A jak to szar mylisz otrzyma?... Zali mniemasz, e ci jednym z komendantw uczyni?
Kmicic spowania.
 Posdzilicie mnie, e mi o zysk chodzi, teraz wapan o szary gadasz. Wiedze, i nie po
zaszczyty tu przyjechaem, bo mogem gdzie indziej do wyszych doj. Prostym onierzem
zostan, choby pod twoj komend.
 Czemu choby?
 Bo mi krzyw i gotw by mi dopieka.
 Hm! Nie ma co! Piknie to z waci strony, e chcesz choby prostym onierzem zosta,
gdy wida, e fantazja u ciebie okrutna i pokora nieatwo ci przychodzi. Rad by si bi?
 Pokae si to ze Szwedami, jakom ju rzek.
 Ba, a jeli Szwedzi nie przyjd?
 Tedy wiesz co, wapan? Pjdziemy ich szuka!  rzek Kmicic.
 A to mi si podobasz!  zakrzykn pan Piotr Czarniecki.  Mona by grzeczn parti zebra...
Tu lsk niedaleko i zaraz by si onierzw nazbierao. Starszyzna, jako i stryj mj, sowo
dali, ale prostych nawet o nie nie pytano. Sia by ich mona mie na pierwsze zawoanie!
 I dobry przykad innym by si dao!  rzek z zapaem Kmicic.  Ja mam te gar ludzi...
Obaczyby ich wapan przy robocie!
 Bo... bo...  rzek pan Piotr  jak mi Bg miy!... Daje pyska!
 A daj i ty!  rzek Kmicic.
I niewiele mylc rzucili si sobie w objcia.
Przechodzi wanie ksidz Kordecki i widzc, co si stao, pocz ich bogosawi, oni za
wyznali mu zaraz, o co si umwili. Ksidz jeno umiechn si spokojnie i poszed dalej, rzekszy
do samego siebie:
 Choremu zdrowie poczyna wraca.
Do wieczora ukoczono przygotowania i twierdza bya zupenie do obrony gotowa. Niczego
jej nie brako: ni zapasw, ni prochw, ni dzia, jeno murw dostatecznie silnych i licznej zaogi.
Czstochowa, a raczej Jasna Gra, jakkolwiek z natury i sztuk wzmocniona, liczya si do
pomniejszych i sabszych fortec Rzeczypospolitej. A co do zaogi, mona byo mie na zawoanie
tylu ludzi, ilu by kto chcia, ale ksia umylnie nie przeciali murw zaog, by zapasw na
duej starczyo.
Przeto byli i tacy, zwaszcza midzy puszkarzami Niemcami, ktrzy byli przekonani, e Czstochowa
si nie obroni.
Gupi! Mniemali, e jej nic wicej prcz murw nie broni, i nie wiedzieli, co to s serca wiar
natchnite. Ksidz Kordecki obawiajc si, by nie szerzyli midzy ludmi zwtpienia, wydali
ich, prcz jednego, ktry za mistrza w swej sztuce uchodzi.
Tego samego dnia przyszed do Kmicica stary Kiemlicz wraz z synami, z prob, eby ich ze
suby uwolni.
Pana Andrzeja zo porwaa.
 Psy!  rzek  dobrowolnie si takiego szczcia wyrzekacie i Najwitszej Panny nie chcecie
broni!... Dobrze, nieche tak bdzie! Zapat za owe konie otrzymalicie, reszt zasug wnet
odbierzecie!
Tu wydoby kiesk z sepetu i rzuci im j na ziemi.
 Ot, wasza lafa! Wolicie z tamtej strony murw upu szuka? Wolicie by zbjcami ni
obrocami Marii?!... Precz z moich oczu! Niegodnicie tu si znajdowa, niegodnicie chrzecijaskiej
spoecznoci, niegodnicie tak mierci, jaka nas tu czeka, polec!... Precz! precz!
 Niegodnimy  odrzek stary rozkadajc rce i schylajc gow  niegodnimy, by nasze
lepie spoglday na splendory jasnogrskie. Furto niebieska! Gwiazdo zaranna! Ucieczko
grzesznych! Niegodnimy, niegodni!
Tu schyli si nisko, tak nisko, e a zgi si we dwoje, a zarazem wychud, drapien rk
chwyci kiesk lec na pododze.
 Ale i za murami  rzek  nie przestaniemy suy... Wasza mio... W nagym razie damy
zna o wszystkim... Pjdziemy, gdzie trzeba... Uczynimy, co trzeba... Wasza mio bdzie miaa
za murami sugi gotowe...
 Precz!  powtrzy pan Andrzej.
Oni za wyszli bijc pokony, bo ich strach dawi i szczliwi byli, e si tak wszystko skoczyo.
Pod wieczr nie byo ich ju w fortecy.
Noc nastaa ciemna i ddysta. By to smy listopada. Nadchodzia wczesna zima i wraz z
falami deszczu leciay na ziemi pierwsze patki rozmokego niegu. Cisz przeryway tylko
przecige gosy stray, woajce od baszty do baszty: Czuwaaaj!  w ciemnociach przemyka
si tu i wdzie biay habit ksidza Kordeckiego. Kmicic nie spa; by na murach przy panu Czarnieckim,
z ktrym gwarzyli o przebytych wojnach. Kmicic opowiada przebieg wojny z Chowaskim,
nic oczywicie nie mwic o tym, jaki sam bra w niej udzia; a pan Piotr prawi o
potyczkach ze Szwedami pod Przedborzem, arnowcami i w okolicach Krakowa, przy czym
chepi si on nieco i tak mwi:
 Robio si, co mogo. Kadego, widzisz, Szweda, ktrego udao mi si rozcign, znaczyem
sobie wzekiem na rapciach. Mam ju sze wzekw, a Bg da, bdzie wicej! Dlatego
szabl coraz wyej pod pach nosz... Niedugo rapcie bd na nic, ale ich nie porozwizuj,
jeno w kady wze ka turkus wprawi i po wojnie jako wotum zawiesz. A wapan masze
ju z jednego Szweda na sumieniu?
 Nie!  odpar ze wstydem Kmicic.  Nie opodal Sochaczewa rozbiem kup, ale to byo
hultajstwo...
 Za to hiperborew huk pewnie mgby zakarbowa?
 A tych to by si znalazo.
 Ze Szwedami trudniej, bo rzadko ktry nie charakternik... Od Finw si sztuki zaywania
czarnych nauczyli i kady ma dwch albo trzech diabw do posugi, a s i tacy, ktrzy maj po
siedmiu. Ci ich w czasie potyczki okrutnie strzeg... Ale jeli tu przyjd, to diabli nic nie wskraj,
bo tu, w takim okrgu, z jakowego wiee wida, moc diabelska nie moe nic sprawi.
Waszmo syszae o tym?
Kmicic nie odpowiedzia, pokrci gow i pocz nasuchiwa pilnie.
 Id!  rzek nagle.
 Co? Na Boga! Co wapan mwisz?
 Jazd sysz.
 To jeno wiatr z deszczem ttni.
 Na rany Chrystusa! to nie wiatr, to konie! Ucho mam wprawne okrutnie. Idzie moc jazdy... i
blisko ju s, jeno wiatr wanie guszy. Rata, rata!!!
Gos Kmicica zbudzi drzemice w pobliu i skostniae strae, lecz jeszcze nie przebrzmia,
gdy w dole, w ciemnoci ozway si przeraliwe dwiki trb i poczy gra dugo, aonie,
strasznie. Zerwali si wszyscy ze snu w osupieniu, w przeraeniu i pytali si siebie wzajem:
 Zali to nie trby na sd graj w tej guchej nocy?...
Po czym zakonnicy, onierze, szlachta poczli wysypywa si na majdan. Dzwonnicy pobiegli
do dzwonw i wkrtce ozway si wszystkie: wielkie, mniejsze i mae, jakby na poar, mieszajc
swe jki z odgosem trb, ktre gra nie ustaway.
Rzucono zapalone lonty do beczek ze smo, umylnie przygotowanych i przywizanych na
acuchach, nastpnie pocignito je korbami w gr. Czerwone wiato oblao podne skay i
wwczas to jasnogrcy ujrzeli naprzd oddzia konnych trbaczy, najbliej stojcych, z trbami
przy ustach, za nimi dugie i gbokie szeregi rajtarii z rozwianymi banderiami.
Trbacze grali jeszcze czas jaki, jakby chcieli tymi mosinymi dwikami wypowiedzie
ca potg szwedzk i do reszty przerazi zakonnikw; na koniec umilkli; jeden z nich oderwa
si od szeregu i powiewajc bia chust zbliy si do bramy.
 W imieniu jego krlewskiej moci  zawoa trbacz  najjaniejszego krla Szwedw,
Gotw i Wandalw, wielkiego ksicia Finlandii, Estonii, Karelii, Bremy, Werdy, Szczecina,
Pomeranii, Kaszubw i Wandalii, ksicia Rugii, pana Ingrii, Wismarku i Bawarii, hrabiego Paladynu
Reskiego, Juliahu, Kliwii, Bergu... otwrzcie!
 Puci!  ozwa si gos ksidza Kordeckiego.
Otworzono, ale tylko furtk w bramie. Jedziec zawaha si przez chwil, wreszcie zlaz z konia,
wszed w obrb murw i spostrzegszy gromadk biaych habitw spyta:
 Ktry pomidzy wami jest przeoonym zakonu?
 Jam jest!  rzek ksidz Kordecki.
Jedziec poda mu pismo z pieczciami, sam za rzek:
 Pan hrabia bdzie u witej Barbary oczekiwa na odpowied.
Ksidz Kordecki wezwa natychmiast na narad do definitorium zakonnikw i szlacht.
W drodze rzek pan Czarniecki do Kmicica:
 Pjd i ty!
 Pjd jeno przez ciekawo  rzek pan Andrzej  bo zreszt nic tam po mnie! Nie gb ja
chc odtd Najwitszej Pannie suy!
Gdy zasiedli wszyscy w definitorium, ksidz Kordecki oderwa pieczcie i czyta, co nastpuje:
Nietajno wam, zacni Ojcowie, z jakim umysem przychylnym i z jakim sercem byem zawsze
dla tego witego miejsca i dla waszego Zgromadzenia, rwnie z jak staoci otaczaem
was sw opiek i obsypywaem dobrodziejstwy. Dlatego pragnbym, ebycie byli tego przekonania,
e przychylno ani yczliwo moja dla was nie ustay w dzisiejszych czasach. Nie jako
wrg, ale jako przyjaciel dzi przybywam, bez obawy zdajcie pod moj opiek wasz klasztor, jak
tego wymagaj czas i dzisiejsze okolicznoci. Tym sposobem zyskacie spokojno, ktrej pra-
gniecie, i bezpieczestwo. Przyrzekam wam uroczycie, e witoci nietknite pozostan, dobra
wasze nie bd zniszczone, sam koszta wszelkie ponios, a nawet wam rodkw przysporz.
Rozwacie zatem pilnie: ile skorzystacie, jeli kontentujc mnie, klasztor mi wasz powierzycie.
Pamitajcie i o tym, aeby wiksze was nieszczcie nie pocigo od gronego jeneraa Millera,
ktrego rozkazy tym cisze bd, i jest heretykiem i wiary prawdziwej nieprzyjacielem. Wwczas,
gdy on nadejdzie, musicie ulec koniecznoci i speni jego wol; i prno aowa bdziecie
z blem w duszych i ciaach, ecie sodk moj rad wzgardzili.
Pami niedawnych dobrodziejstw Wrzeszczowicza wzruszya silnie zakonnikw. Byli tacy,
ktrzy ufali jego przychylnoci i w jego radzie odwrcenie przyszych klsk i nieszcz widzie
chcieli.
Lecz nikt nie zabiera gosu czekajc, co powie ksidz Kordecki; on za milcza przez chwil,
tylko wargi jego poruszay si cich modlitw, po czym rzek:
 Zaliby prawdziwy przyjaciel podchodzi por nocn i tak okropnym gosem surmw i trb
przeraa pice sugi boe? Zaliby przybywa na czele tych tysicy zbrojnych, ktre teraz pod
murami stoj? Przecz nie przyjecha samopit, samodziesi, gdy jako dobroczyca radosnego
jeno mg si spodziewa przyjcia? Co znacz owe srogie zastpy, jeeli nie grob, w razie
gdybymy klasztoru odda nie chcieli?... Bracia najmilsi, wspomnijcie i na to, e nigdzie w
nieprzyjaciel nie dotrzyma sowa ni przysig, ni salwy-gwardii. To i my mamy krlewsk, ktr
nam dobrowolnie nadesano, a w ktrej wyrana jest obietnica, e klasztor od zajcia wolnym
ma pozosta, a przecie stoj ju pod jego murami, kamstwo wasne okropnym mosinym
dwikiem otrbujc. Bracia najmilsi! Niech kady ku niebu serce podniesie, aby go Duch
wity owieci raczy, i radcie potem, mwcie, co ktremu sumienie i wzgld na dobro witego
przybytku dyktuje.
Nastaa cisza.
Wtem ozwa si gos Kmicica:
 Syszaem w Kruszynie  rzek  jako Lisola pyta: A czy skarbca mnichom przetrzniecie?
 na co Wrzeszczowicz, on, ktry stoi pod murami, odpowiedzia: Matka Boska talarw
w przeorskej skrzyni nie potrzebuje. Dzi tene sam Wrzeszczowicz pisze wam, ojcowie wielebni,
e sam koszta bdzie ponosi i jeszcze wam majtnoci przysporzy. Zwacie szczero
jego!
Na to odrzek ksidz Mielecki, jeden ze starszych w zgromadzeniu, a przy tym dawny onierz:
 My yjem w ubstwie, a to grosiwo na chwa Najwitszej Panny przed otarzami Jej ponie.
Lecz chobymy je z otarzw zdjli, aby bezpieczestwo witemu miejscu kupi, kt
nam zarczy, e go dotrzymaj, e witokradzkimi rkoma nie zedr wotw, szat witych, nie
pozabieraj sprztw kocielnych? Zali kamcom ufa mona?
 Bez prowincjaa, ktremumy posuszestwo winni, nic stanowi nie moemy!  rzek ojciec
Dobrosz.
A ksidz Tomicki doda:
 Wojna nie nasza rzecz, posuchajmy wic, co powie owo rycerstwo, ktre si pod skrzyda
Bogarodzicielki do tego klasztoru schronio.
Tu oczy wszystkich zwrciy si na pana Zamoyskiego, najstarszego wiekiem, powag i
urzdem, on za powsta i w nastpujce ozwa si sowa:
 O wasze to losy idzie, czcigodni ojcowie. Porwnajcie zatem potg nieprzyjaciela z tym
oporem, jaki mu stawi moecie wedle si i rodkw waszych, i idcie za wasn wol. Jakieje
rady my, gocie, udzieli wam moemy? Jednake, poniewa pytacie nas, wielebni ojcowie, co
czyni, wic odpowiadam: pki konieczno nas nie zmusi, nieche dalek od nas bdzie myl
poddania. Haniebna albowiem i niegodziwa rzecz jest sromotn ulegoci niepewny pokj u
wiaroomnego nieprzyjaciela okupowa. Schronilimy si tu z wasnej woli z onami i dziemi,
oddajc si w opiek Najwitszej Pannie, z niezachwian zatem wiar postanowilimy y z
wami, a jeli tak Bg zechce, to i umiera razem. Zaiste, lepiej nam tak ni przyj haniebn
niewol lub patrze na zniewag witoci... O! zapewne ta Matka Najwyszego Boga, ktra
natchna piersi nasze dz bronienia Jej przeciw bezbonym i blunierczym heretykom, przybdzie
w pomoc pobonym usiowaniom sug swoich i spraw susznej obrony wesprze!...
Tu umilk pan miecznik sieradzki; wszyscy rozwaali sowa jego, krzepic si ich treci, a
Kmicic, jak to wprzd zawsze czyni, ni pomyla, skoczy i do ust rk starszego ma przycisn.
Zbudowali si tym widokiem obecni i kady dobrej wrby w tym modzieczym zapale dopatrzy,
a ch bronienia klasztoru wzrosa i ogarna serca.
Wtem zdarzya si i nowa wrba; za oknem refektarza rozleg si niespodzianie drcy i stary
gos ebraczki kocielnej Konstancji piewajcej pie pobon:
Prno przegraasz mi, husycie srogi,
Prno diabelskie wzywasz w pomoc rogi,
Na prno palisz i krwie nie aujesz,
Mnie nie zwojujesz!
Choby tu przyszy poganw tysice,
Choby na smokach wojska latajce,
Nic nie wskraj miecz, ogie ni me,
Bo ja zwyci!
 Oto dla nas przestroga  rzek ksidz Kordecki  ktr nam Bg przez usta starej ebraczki
zsya. Bromy si, bracia, bo zaprawd takich auxiliw nigdy jeszcze obleni nie mieli, jakie
my mie bdziemy!
 Z radoci garda damy!  zawoa pan Piotr Czarniecki.
 Nie ufajmy wiaroomnym! Nie ufajmy heretykom ani tym z katolikw, ktrzy u zego ducha
sub przyjli!  woay inne gosy, nie dopuszczajc do sowa tych, ktrzy oponowa
chcieli.
Postanowiono jeszcze wysa dwch ksiy do Wrzeszczowicza z owiadczeniem, e bramy
zostan zamknite i e obleni broni si bd, do czego im salwa-gwardia krlewska daje prawo.
Ale swoj drog mieli posowie prosi pokornie Wrzeszczowicza, aby zamiaru zaniecha albo
przynajmniej odoy go na czas, dopki by zakonnicy ojca Teofila Broniewskiego, prowincjaa
zakonu, ktry nawczas znajdowa si na lsku, o pozwolenie nie spytali.
Posowie, ojciec Benedykt Jaraczewski i Marceli Tomicki, wyszli za bramy, reszta oczekiwaa
ich z biciem serca w refektarzu, bo jednak tych mnichw, nieprzywykych do wojny, strach
bra na myl, e godzina wybia i ta chwila nadesza, w ktrej wybra im trzeba pomidzy obowizkiem
a gniewem i pomst nieprzyjaciela.
Lecz ledwie upyno p godziny, dwaj ojcowie ukazali si znw przed rad. Gowy ich byy
zwieszone na piersi, we twarzach mieli smutek i blado. Milczc podali ksidzu Kordeckiemu
nowe pismo Wrzeszczowicza, a ten wzi je z ich rk i odczyta gono. Byo to om punktw
kapitulacji, pod ktrymi Wrzeszczowicz wzywa zakonnikw do poddania klasztoru.
Skoczywszy czyta przeor popatrzy dugo w twarze zgromadzonych, na koniec rzek uroczystym
gosem:
 W imi Ojca i Syna, i Ducha witego! W imi Najczystszej i Najwitszej Bogarodzicielki!
Na mury, bracia ukochani!
 Na mury! na mury!  rozleg si jeden okrzyk w refektarzu.
W chwil potem jasny pomie owieci podne klasztoru. Wrzeszczowicz kaza zapali zabudowania
przy kociele witej Barbary. Poar, ogarnwszy stare domostwa, wzmaga si z
kad chwil. Wkrtce supy czerwonego dymu wzbiy si ku niebu, wrd ktrych wieciy
jaskrawe jzyki ognia. Na koniec jedna una rozlaa si na chmurach.
Przy blasku ognia wida byo oddziay konnych onierzy przenoszcych si szybko z miejsca
na miejsce. Rozpoczy si zwyke swawole onierskie. Rajtarowie wyganiali z obr bydo,
ktre biegajc w przeraeniu, napeniao aosnym rykiem powietrze; owce, zbite w gromady,
cisny si na olep do ognia. Wo spalenizny rozesza si na wszystkie strony i dosiga wyniosoci
murw klasztornych. Wielu z obrocw po raz pierwszy widziao krwawe oblicze wojny i
tych serca zdrtwiay z przeraenia na widok ludzi gnanych przez onierzy i sieczonych mieczami,
na widok niewiast ciganych po majdanie za wosy. A przy krwawych blaskach poaru
wida byo wszystko jak na doni. Krzyki, a nawet sowa dochodziy doskonale do uszu oblonych.
Poniewa armaty klasztorne nie odezway si dotychczas, wic rajtarowie zeskakiwali z koni i
zbliali si do samego podna gry, potrzsajc mieczami i muszkietami.
Co chwila podpad jaki tgi chop przybrany w ty kolet rajtarski i zoywszy rce koo ust,
ly i grozi oblonym, ktrzy suchali tego cierpliwie, stojc przy dziaach i przy zapalonych
lontach.
Pan Kmicic sta obok pana Czarnieckiego wanie wprost kocika i widzia wszystko doskonale.
Na jagody wystpiy mu silne rumiece, oczy stay si do dwch wiec podobne, a w
rku dziery uk wyborny, ktry w spadku po ojcu dosta, a ten go pod Chocimiem na jednym
sawnym adze zdoby. Sucha tedy pogrek i wymysw, a wreszcie, gdy olbrzymi rajtar przypad
pod ska i pocz wrzeszcze, zwrci si pan Andrzej do Czarnieckiego:
 Na Boga! przeciw Najwitszej Pannie bluni... Ja niemieck mow rozumiem... bluni
strasznie!... Nie wytrzymam!
I zniy uk, lecz pan Czarniecki uderzy po nim rk.
 Bg go za blunierstwa skarze  rzek  a ksidz Kordecki nie pozwoli pierwszym nam
strzela, chybaby oni zaczli.
Ledwie domwi, gdy rajtar podnis kolb muszkietu do twarzy, strza hukn, a kula nie dobiegszy
murw przepada gdzie midzy szczelinami skay.
 Teraz wolno?  krzykn Kmicic.
 Wolno!  odpowiedzia Czarniecki.
Kmicic, jako prawdziwy czek wojny, uspokoi si w jednej chwili. Rajtar, osoniwszy doni
oczy, patrzy za ladem swej kuli, a on nacign uk, przesun palcem po ciciwie, a zawiegotaa
jak jaskka, a nastpnie wychyli si dobrze i zawoa:
 Trup! trup!
Jednoczenie rozleg si aosny wist okrutnej strzay; rajtar upuci muszkiet, podnis obie
rce do gry, zadar gow i zwali si na wznak. Przez chwil rzuca si jak ryba wyjta z wody
i kopa ziemi nogami, lecz wnet wycign si i pozosta bez ruchu.
 To jeden!  rzek Kmicic.
 Zawi na rapciach!  rzek pan Piotr.
 Sznura z dzwonnicy nie wystarczy, jeeli Bg pozwoli!  krzykn pan Andrzej.
Wtem przypad do trupa drugi rajtar pragnc zobaczy, co mu jest, lub moe kies zabra,
lecz strzaa wisna znowu i drugi pad na piersi pierwszego.
W tyme czasie ozway si polowe armatki, ktre Wrzeszczowicz ze sob przyprowadzi. Nie
mg on z nich burzy fortecy, jak rwnie nie mg myle o zdobyciu jej, majc ze sob tylko
jazd; ale na postrach ksiom wali kaza. Jednake pocztek by dany.
Ksidz Kordecki pojawi si przy panu Czarnieckim, a z nim szed ksidz Dobrosz, ktry artyleri
klasztorn w czasie pokoju zawiadywa i w wita na wiwaty ognia dawa, dlatego za
przedniego puszkarza midzy zakonnikami uchodzi.
Przeor przeegna dziao i wskaza je ksidzu Dobroszowi, a w rkawy zakasa i pocz je
rychtowa w luk pomidzy dwoma budynkami, w ktrej wichrzyo si kilkunastu jedcw, a
pomidzy nimi oficer z rapierem w rku. Dugo celowa ksidz Dobrosz, bo chodzio o jego reputacj.
Wreszcie wzi lont i przytkn do zapau.
Huk wstrzsn powietrzem i dym widok zasoni. Po chwili jednak wiatr go roznis. W luce
midzy budynkami nie byo ju ani jednego jedca. Kilku wraz z komi leao na ziemi, inni
pierzchli.
Zakonnicy zaczli piewa na murach. Trzask zapadajcych si budynkw przy witej Barbarze
wtrowa pieni. Uczynio si ciemniej, jeno nieprzejrzane roje iskier, wypchnitych w
gr upadkiem belek, wzbiy si w powietrze.
Trby znw zagray w szeregach Wrzeszczowicza, lecz odgos ich pocz si oddala. Poar
dogasa. Ciemno ogarniaa podne Jasnej Gry. Tu i owdzie ozwao si renie koni, ale coraz
dalsze, sabsze. Wrzeszczowicz cofa si ku Krzepicom.
Ksidz Kordecki uklk na murze.
 Mario! Matko Boga Jedynego!  rzek silnym gosem  spraw, aby ten, ktry po nim nadejdzie,
oddali si rwnie ze wstydem i prnym gniewem w duszy.
Gdy tak si modli, chmury nagle przerway si nad jego gow i jasny blask miesica pobieli
wiee, mury, klczcego przeora i zgliszcza spalonych przy witej Barbarze budowli.
ROZDZIA XIV
Nastpnego dnia spokj zapanowa pod stopami Jasnej Gry, z czego korzystajc zakonnicy
tym gorliwiej zajli si przygotowaniem do obrony. Czyniono ostatnie poprawki w murach i
kortynach, przygotowywano jeszcze wicej narzdzi sucych do odparcia szturmw.
Ze Zdebowa, Krowodrzy, Lgoty i Grabwki zgosio si znw kilkunastu chopw, ktrzy
dawniej w anowych piechotach sugiwali. Tych przyjto i midzy obrocw wmiszano. Ksidz
Kordecki dwoi si i troi. Odprawia naboestwo, zasiada na radach, nie opuszcza chrw
dziennych i nocnych, a w przerwach obchodzi mury, rozmawia ze szlacht i wieniakami. A
przy tym w twarzy i caej postawie mia taki jaki spokj, jaki prawie tylko kamienne posgi
mie mog. Patrzc na jego oblicze, poblade od niewywczasw, mona byo sdzi, e ten
czowiek pi snem sodkim i lekkim; lecz cicha rezygnacja i niemal wesoo palca si w
oczach, usta poruszajce si modlitw zwiastoway, e czuwa i myli, i modli si, i ofiaruje za
wszystkich. Z tej duszy, natonej ze wszystkich si ku Bogu, wiara pyna spokojnym i gbokim
strumieniem; wszyscy j pili penymi usty i kto mia dusz chor, ten zdrowia. Gdzie zabiela
jego habit, tam pogoda czynia si na twarzach ludzkich, oczy si miay, a usta powtarzay:
Ojciec nasz dobry, pocieszyciel, obroca, nadzieja nasza. Caowano jego rce i habit, on
za umiecha si jak zorza i szed dalej, a koo niego, nad nim i przed nim sza ufno i pogoda.
Jednak i ziemskich rodkw ratunku nie zaniedbywa; ojcowie wchodzcy do jego celi zastawali
go, jeli nie na klczkach, to nad listami, ktre na wszystkie strony rozsya. Pisa do Wittenberga,
gwnego komendanta w Krakowie, proszc o miosierdzie nad witym miejscem; i
do Jana Kazimierza, ktry w Opolu ostatnie czyni wysilenia, by niewdziczny nard ratowa; i
do pana kasztelana kijowskiego, trzymanego przez wasne sowo jakby na acuchu w Siewierzu;
i do Wrzeszczowicza, i do pukownika Sadowskiego, Czecha i lutra, ktry pod Millerem
suy, a ktry dusz majc szlachetn stara si odwie gronego generaa od napadu na klasztor.
Dwie rady cieray si z sob przy Millerze. Wrzeszczowicz rozdraniony oporem, jakiego
dozna smego listopada, dokada wszelkich usiowa, aby generaa skoni do pochodu; obiecywa
w zysku skarby niezmierne, twierdzi, e w caym wiecie zaledwie jest kilka kociow,
ktre by czstochowskiemu vel jasnogrskiemu w bogactwach sprosta mogy. Sadowski za w
nastpujcy sposb oponowa:
 Jenerale!  mwi do Millera  waszej mioci, ktry tyle znamienitych fortec zaj, e
susznie niemieckie miasta Poliocertesem ci nazway, wiadomo jest, ile krwi i czasu kosztowa
moe choby najsabsza twierdza, jeli obleni do ostatka, na mier i ycie chc si opiera.
 Ale mnichy nie bd si opierali?  pyta Miller.
 Wanie sdz, e przeciwnie. Im s bogatsi, tym zacieklej broni si bd, ufni nie tylko w
moc ora, ale w wito miejsca, ktre zabobon katolicki caego tego kraju jako inviolatum
uwaa. Do wspomnie na wojn niemieck; jake czsto zakonnicy dawali przykad odwagi i
zawzitoci tam nawet, gdzie sami onierze o obronie zwtpili! Stanie si tak i teraz, tym bardziej
e twierdza nie jest tak niepoczesna, za jak hrabia Weyhard chce j uwaa. Ley na grze
skalistej, w ktrej trudno czyni podkopy; mury, jeli nie byy nawet w dobrym stanie, to je ju
pewno do tej pory poprawiono, a co do zapasw broni, prochw i ywnoci, te tak bogaty
klasztor ma niewyczerpane. Fanatyzm oywi serca i...
 I mylisz, moci pukowniku, e zmusz mnie do odstpienia?
 Tego nie myl, mniemam jednak, e przyjdzie nam sta pod murami bardzo dugo, przyjdzie
posya po dziaa wiksze ni te, ktre posiadamy, a wasza mio masz do Prus cign.
Trzeba obliczy, ile czasu moemy powici na Czstochow, bo gdyby nas krl jegomo dla
pilniejszych spraw pruskich od oblenia odwoa, mnisi niezawodnie by rozgosili, e wasza
mio przez nich zmuszony by do odstpienia. A wwczas, pomyl, wasza mio, jaki
uszczerbek poniosaby twa sawa Poliocertesa  nie mwic ju o tym, e w caym kraju oporni
znaleliby zacht! I tak... (tu zniy gos Sadowski) sam tylko zamiar uderzenia na w klasztor
niech si jeno rozgosi  najgorsze uczyni wraenie. Wasza mio nie wiesz, bo tego aden cudzoziemiec
i nie papista wiedzie nie moe, czym jest Czstochowa dla tego narodu. Sia nam
zaley na owej szlachcie, ktra si tak atwo poddaa, na owych panach, na wojskach kwarcianych,
ktre wraz z hetmanami na nasz stron przeszy. Bez nich nie dokazalibymy tego, comy
dokazali. Ich to w poowie, ba, w wikszej czci, rkoma objlimy te ziemi, a niech jeden
strza pod Czstochow padnie... kto wie... moe jeden Polak przy nas nie zostanie... Tak wielka
jest sia zabobonu!... Moe nowa straszna wojna rozgorze!
Miller przyznawa w duszy suszno rozumowaniom Sadowskiego, co wicej jeszcze: zakonnikw
w ogle, a czstochowskich szczeglniej mia za czarownikw  czarw za ba si
w szwedzki jenera wicej ni dzia  jednake chcc si podroczy, a moe dysput przecign,
rzek:
 Waszmo tak mwisz, jakby by przeorem czstochowskim albo... jakby od waszmoci
wypat okupu rozpoczli...
Sadowski by onierz miay i popdliwy, a e zna swoj warto, wic obraa si atwo:
 Ani sowa nie powiem wicej!  rzek wyniole.
Millera z kolei obruszy ton, jakim powysze sowa byy powiedziane.
 Ja te waszmoci o wicej nie prosz!  odpowiedzia  a do narady wystarczy mi hrabia
Weyhard, ktry ten kraj zna lepiej.
 Zobaczymy!  rzek Sadowski i wyszed z izby.
Weyhard rzeczywicie zastpi jego miejsce. Przynis on list, ktry tymczasem odebra od
pana krakowskiego Warszyckiego, z prob, aby klasztor zostawiono w spokoju; lecz z listu tego
nieuyty czek wydoby wprost przeciwn rad.
 Prosz si  rzek Millerowi  zatem wiedz, i si nie obroni! W dzie pniej pochd na
Czstochow by w Wieluniu postanowiony.
Nie trzymano go nawet w tajemnicy, skutkiem czego z wieluskiego konwentu o. Jacek Rudnicki,
profos, mg wyruszy na czas do Czstochowy z wiadomoci. Biedny zakonnik nie
przypuszcza take ani przez chwil, aby jasnogrcy mieli si broni. Pragn ich tylko uprzedzi,
by wiedzieli, czego si trzyma, i uzyskali dobre warunki. Jako wie przygnbia umysy
braci zakonnej. W niektrych dusze zwtlay od razu. Lecz ksidz Kordecki pokrzepi ich,
zdrtwiaych rozgrza arem wasnego serca, dnie cudw obieca, sam nawet widok mierci miym
uczyni i tak zmieni ich tchnieniem ducha wasnego, e mimowiednie poczli si gotowa
na napad, jak zwykli byli gotowa si na wielkie uroczystoci kocielne, zatem z radoci i solennie.
Jednoczenie wieccy naczelnicy zaogi, pan miecznik sieradzki i pan Piotr Czarniecki, czynili
take ostatnie przygotowania. Spalono mianowicie wszystkie kramy, ktre tuliy si naok
murw fortecznych, a ktre mogy szturmy nieprzyjacioom uatwia; nie oszczdzono nawet i
budowli bliszych gry, tak e przez cay dzie piercie pomieni otacza twierdz; lecz gdy z
kramw, belek i tarcic zostay tylko popioy, dziaa klasztorne miay przed sob puste przestrzenie,
nie najeone adnymi przeszkodami. Czarne ich paszcze poglday swobodnie w dal, jakby
wygldajc nieprzyjaciela niecierpliwie i pragnc go jak najprdzej swym zowrogim grzmotem
powita.
Tymczasem zimna zbliay si szybkim krokiem. D ostry pnocny wiatr, boto zmieniao
si w grud, a rankami wody co pytsze cinay si w nike lodowe skorupki; ksidz Kordecki,
obchodzc mury, zaciera swe zsiniae rce i mwi:
 Bg mrozy w pomoc nam zele! Ciko bdzie baterie sypa, podkopy czyni i przy tym
wy bdziecie si do ciepych izb luzowa, a im akwilony zbrzydz prdko oblenie.
Lecz wanie dla tego samego powodu Burchard Miller pragn skoczy prdko. Wid on
ze sob dziewi tysicy wojska, przewanie piechoty, i dziewitnacie dzia. Mia take dwie
chorgwie jazdy polskiej, ale na ni rachowa nie mg, raz dlatego, e jazdy do brania wzgrzystej
twierdzy uy nie mg, a po wtre, e ludzie szli niechtnie i z gry owiadczyli, e
adnego udziau w walkach nie wezm. Szli raczej dlatego, aby w razie zdobycia twierdzy
ochroni j przed drapienoci zwycizcw. Tak przynajmniej onierzom mwili pukownicy;
szli wreszcie, bo Szwed rozkazywa, bo wszystkie wojska krajowe w jego byy obozie i komendy
musiay sucha.
Z Wielunia do Czstochowy droga krtka. W dniu 18 listopada miao si rozpocz oblenie.
Lecz jenera szwedzki liczy, e nie potrwa nad par dni i e drog ukadw twierdz zajmie.
Tymczasem ksidz Kordecki przygotowywa dusze ludzkie. Przystpowano do naboestwa,
jakby w wielkie i radosne wito, i gdyby nie niepokj i blado niektrych twarzy, mona by
byo przypuszcza, e to wesoe a solenne Alleluja! si zblia. Sam przeor msz celebrowa,
ozway si wszystkie dzwony. Po mszy naboestwo nie ustawao jeszcze: wysza bowiem
wspaniaa procesja na mury.
Ksidza Kordeckiego, nioscego Przenajwitszy Sakrament, prowadzi pod rce miecznik
sieradzki i pan Piotr Czarniecki. Przodem szy pacholta w komach, niosce trybularze na acuszkach,
bursztyn i mirr. Przed i za baldachimem postpoway szeregi biaej braci zakonnej ze
wzniesionymi ku niebu gowami i oczyma, ludzie rnych wiekw, poczwszy od starcw
zgrzybiaych, skoczywszy na modzieniaszkach, ktrzy zaledwie do nowicjatu weszli. te
pomyki wiec chwiay si na wietrze, a oni szli i piewali zatopieni cakiem w Bogu, jakoby
niczego wicej na tym wiecie niepamitni. Za nimi widziae podgolone gowy szlacheckie,
zapakane oblicza niewiast, ale spokojne pod zami, wiar i ufnoci natchnite. Szli i chopi w
sukmanach, dugowosi, do pierwszych chrzecijan podobni; mae dzieci, dziewczta i chopcy,
zmieszani w tumie czyli swe anielskie cienkie gosiki z oglnym choraem. I Bg sucha tej
pieni, tego wylania serc, tego uciekania si spod uciskw ziemskich pod jedyn ochron skrzyde
boych. Wiatr ucich, uspokoio si powietrze, niebo wybkitniao, a soce jesienne rozlao
agodne, bladozote, lecz ciepe jeszcze wiato na ziemi.
Orszak obszed raz mury, lecz nie wraca, nie rozprasza si  szed dalej. Blaski od monstrancji
paday na twarz przeora, i ta twarz wydawaa si od nich jakoby zota take i promienista.
Ksidz Kordecki oczy trzyma przymknite, a na ustach mia nieziemski prawie umiech
szczcia, sodyczy, upojenia; dusz by w niebie, w jasnociach, w odwiecznym weselu, w niezmconym
spokoju. Lecz jak gdyby stamtd odbiera rozkazy, aby nie zapomnia o tym ziemskim
kociele, o ludziach i o twierdzy, i o tej godzinie, ktra miaa nadej, chwilami zatrzymywa
si, otwiera oczy, wznosi monstrancj i bogosawi.
Wic bogosawi lud, wojsko, chorgwie kwitnce jak kwiaty, a migotliwe jak tcza; potem
bogosawi mury i wzgrze na okolice patrzce, potem bogosawi dziaa mniejsze i wiksze,
kule oowiane, elazne, naczynia z prochem, dylowania przy armatach, stosy srogich narzdzi do
odparcia szturmu sucych; potem bogosawi wioskom na dalekociach lecym i bogosawi
pnocy, poudniu, wschodowi i zachodowi, jak gdyby chcia na ca okolic, na ca t ziemi
moc bo rozcign.
Bia godzina druga z poudnia; procesja bya jeszcze na murach. A wtem na kracach, gdzie
niebo zdawao si styka z ziemi i rozcigay si mgy sinawe, w tych mgach wanie zamajaczao
co i poczo si porusza, wypezay jakie ksztaty, z pocztku mtne, ktre zwierajc si
stopniowo, staway si coraz wyraniejsze. Okrzyk nagle uczyni si na kocu procesji:
 Szwedzi! Szwedzi id!
Potem zapada cisza, jakoby serca i jzyki zdrtwiay; dzwony tylko biy dalej. Lecz w ciszy
zabrzmia gos ksidza Kordeckiego, donony, cho spokojny:
 Bracia, radujmy si! godzina zwycistw i cudw si zblia!
A w chwil pniej:
 Pod Twoj obron uciekamy si, Matko, Pani, Krlowo nasza!
Tymczasem chmura szwedzka zmienia si w niezmiernego wa, ktry przypeza jeszcze
bliej. Wida ju byo jego straszliwe dzwona. Skrca si, rozkrca, czasem zamigota pod
wiato poyskliw stalow usk, czasem ciemnia i pez, pez, wychyla si z oddalenia...
Wkrtce oczy patrzce z murw mogy ju szczegowie wszystko rozpozna. Naprzd sza
jazda, za ni czworoboki piechoty; kady puk tworzy dugi prostokt, nad ktrym wznosi si w
grze mniejszy, utworzony przez dzidy sterczce; dalej, hen, za piechot, wloky si armaty z
paszczami odwrconymi w ty i schylonymi ku ziemi.
Leniwe ich cielska, czarne lub tawe, poyskiway zowrogo w socu; jeszcze za nimi trzsy
si po nierwnej drodze jaszcze z prochem i nieskoczony szereg wozw z namiotami i
wszelkiego rodzaju wojennym sprztem...
Grony, ale pikny to by widok tego pochodu regularnego wojska, ktre jakby dla postrachu
przedefilowao przed oczyma jasnogrcw. Nastpnie od caoci oderwaa si jazda i sza kusem,
kolebajc si jak poruszana wiatrem fala. Wnet rozpada si na kilkanacie wikszych i
mniejszych czci. Niektre oddziay przysuway si ku fortecy; inne w mgnieniu oka rozlay si
po okolicznych wioskach w pocigu za upem; inne na koniec poczy objeda twierdz, opatrywa
mury, bada miejscowo, zajmowa poblisze budowle. Pojedynczy jedcy przelatywali
cigle co ko wyskoczy od wikszych kup ku gbokim oddziaom piechoty, dajc zna
oficerom, gdzie mona si umieci.
Ttent i renie koni, krzyki, nawoywania, szmer kilku tysicy gosw i guchy hurkot armat
dolatyway doskonale do uszu oblonych, ktrzy dotychczas stali spokojnie na murach, jakby
na widowisku, spogldajc zdziwionymi oczyma na w wielki ruch i krtanin wojsk nieprzyjacielskich.
Doszy wreszcie puki piechotne i poczy bka si naokoo twierdzy, szukajc miejsc najodpowiedniejszych
do umocnienia si w pozycjach. Tymczasem uderzono na Czstochwk,
folwark przylegy klasztorowi, w ktrym nie byo adnego wojska, jedno chopi pozamykani w
chaupach.
Puk Finw, ktry doszed by tam pierwszy, uderzy z wciekoci na bezbronne chopstwo.
Wycigano ich za wosy z chaup i po prostu zarzynano opornych; reszt ludnoci wypdzono z
folwarku; jazda uderzya na ni i rozegnaa j na cztery wiatry.
Parlamentarz z wezwaniem Millera do poddania zatrbi jeszcze przedtem do wrt kocielnych,
ale obrocy, na widok rzezi i srogoci onierskiej w Czstochwce, odpowiedzieli ogniem
dziaowym.
Teraz bowiem, gdy ludno miejscowa zostaa wypdzona ze wszystkich pobliszych budowli,
a roztasowywali si w nich Szwedzi, naleao je zniszczy co prdzej, by spoza ich zasony
nieprzyjaciel nie mg szkodzi klasztorowi. Zadymiy wic mury klasztorne naok, jak boki
okrtu otoczonego burz i rozbjnikami. Ryk dzia wstrzsn powietrzem, a mury klasztorne
zadray, a szyby w kociele i zabudowaniach poczy dwicze. Kule ogniste w postaci biaawych
chmurek, opisujc zowrogie uki, paday na schroniska szwedzkie, amay krokwie, dachy,
ciany  i wnet supy dymu podniosy si z miejsc, w ktre kule paday.
Poar ogarnia budynki.
Zaledwie roztasowane, puki szwedzkie umykay co duchu z zabudowa, a niepewne nowych
stanowisk, przewalay si w rne strony. Bezad pocz si w nie wkrada. Usuwano nie ustawione
jeszcze dziaa, by uchroni je przed pociskami. Miller zdumia; nie spodziewa si takiego
przyjcia ani takich puszkarzy na Jasnej Grze.
Tymczasem nadchodzia noc, a e potrzebowa wprowadzi ad w wojska, wic wysa trbacza
z prob o zawieszenie broni.
Ojcowie zgodzili si atwo.
W nocy jednak spalono jeszcze ogromny spichrz z wielkimi zapasami ywnoci, w ktrym
sta puk westlandzki.
Poar ogarn budynek tak szybko, pociski za paday jeden za drugim tak celnie, e Westlandczycy
nie zdoali unie muszkietw ani nabojw, ktre te wybuchy w ogniu, roznoszc
daleko naok ponce gownie.
Szwedzi nie spali w nocy; czynili przygotowania, sypali baterie pod armaty, napeniali kosze
ziemi, urzdzali obz. onierz, lubo przez tyle lat wojny i w tylu bitwach zaprawiony, a z natury
dzielny i wytrway, nie czeka radonie dnia nastpnego. Pierwszy dzie przynis klsk.
Armaty klasztorne wyrzdziy tak znaczne szkody w ludziach, e najstarsi wojownicy w gow
zachodzili, przypisujc je nieostronemu obejciu fortecy i zbytniemu zblieniu si do murw.
Lecz owo jutro, choby przynioso zwycistwo, nie obiecywao sawy, bo czyme byo wzicie
nieznacznej twierdzy i klasztoru dla zdobywcw tylu miast znamienitych i stokro lepiej warownych?
Tylko dza bogatego upu podtrzymywaa ochot, ale natomiast owa trwoga duszna,
z ktr polskie sprzymierzone chorgwie postpoway pod przesawn Jasn Gr, udzielia si
jako i Szwedom. Tylko e jedni dreli przed myl witokradztwa, drudzy za obawiali si
czego nieokrelonego, z czego sami nie zdawali sobie sprawy, a co nazywali oglnym mianem
czarw. Wierzy w nie sam Burchard Miller, jake nie mieli wierzy odacy?
Zauwaono zaraz, e gdy Miller zblia si do kocioa witej Barbary, ko pod nim stan
nagle, poda si w ty, rozwar chrapy, stuli uszy i parskajc trwonie, nie chcia naprzd postpi.
Stary jenera nie pokaza po sobie trwogi, jednak nastpnego dnia wyznaczy to stanowisko
ksiciu Heskiemu, sam za odcign z wikszymi dziaami w stron pnocn klasztoru, ku wsi
Czstochowie. Tam przez noc sypa szace, by z nich nazajutrz uderzy.
Ledwie tedy rozbyso na niebie, rozpocza si walka artylerii; lecz tym razem pierwsze zagray
dziaa szwedzkie. Nieprzyjaciel nie myla zrazu uczyni w murach wyomu, by przeze
do szturmu si rzuci; chcia tylko przerazi, zasypa kulami koci i klasztor, wznieci poary,
podruzgota dziaa, pobi ludzi, rozszerzy trwog.
Na mury klasztorne wysza znw procesja, bo nic tak nie ukrzepiao walczcych, jak widok
Przenajwitszego Sakramentu i spokojnie z nim idcych zakonnikw. Dziaa klasztorne odpowiaday
grzmotem na grzmot, byskawic na byskawic, ile mogy, ile ludziom si i tchu w piersi
starczyo. Ziemia te zdawaa si trz w posadach. Morze dymu rozcigno si nad klasztorem
i kocioem.
Co za chwile, co za widoki dla ludzi (a wielu takich byo w twierdzy), ktrzy nigdy w yciu
nie patrzyli w krwawe oblicze wojny!
w huk nieustajcy, byskawice, dymy, wycia kul rozdzierajcych powietrze, straszliwy chychot
granatw, szczkanie pociskw o bruki, guche uderzenia o ciany, dwik rozbijanych
szyb, wybuchy pkajcych kul ognistych, wist ich skorup, chrobot i trzaskanie dylowa, chaos,
zniszczenie, pieko!...
W czasie tego ani chwili spoczynku, ani oddechu dla wp zduszonych dymem piersi, coraz
nowe stada kul, a wrd zamieszania gosy przeraajce w rnych stronach twierdzy, kocioa i
klasztoru:
 Pali si! wody! wody!
 Na dachy z bosakami!... Pacht wicej!
Na murach za okrzyki rozgrzanych walk onierzy:
 Wyej dziao!... wyej!... pomidzy budynki... ognia!...
Okoo poudnia dzieo mierci wzmogo si jeszcze. Zdawa si mogo, e gdy dymy opadn,
oczy szwedzkie ujrz tylko stos kul i granatw na miejscu klasztoru. Kurzawa wapienna ze cian
obitych kulami wzbijaa si i mieszajc si z dymami, przesaniaa wiat. Wyszli ksia z relikwiami
egzorcyzmowa owe tumany, aby nie przeszkadzay obronie.
Huk dzia sta si przerywany, ale tak gsty jak oddech zdyszanego smoka.
Nagle na wiey, wieo odbudowanej po zeszorocznym poarze, ozway si trby wspania
harmoni pobonej pieni. Pyna z gry ta pie i sycha j byo naok, sycha wszdy, a
na bateriach szwedzkich. Do dwiku trb doczyy si wkrtce gosy ludzkie i wrd ryku,
wistu, okrzykw, oskotu, grzechotania muszkietw rozlegay si sowa:
Bogarodzica, Dziewica,
Bogiem sawiona Maryja!...
Tu wybucho kilkanacie granatw; trzask dachwek i krokwi, a potem krzyk: Wody!, targn
suchem i... znw pie pyna dalej spokojnie:
U twego Syna, hospodyna,
Spuci nam, zici nam
Chlebny czas, zbony czas.
Kmicic, stojc na murach przy dziale naprzeciw wsi Czstochowy, w ktrej byy stanowiska
Millera i skd najwikszy szed ogie, odtrci mniej wprawnego puszkarza i sam pracowa zacz.
A pracowa tak dobrze, e wkrtce, chocia to by listopad i dzie chodny, zrzuci toub
lisi, zrzuci upan i w samych tylko szarawarach i koszuli pozosta.
Ludziom nie obeznanym z wojn roso serce na widok tego onierza z krwi i koci, dla ktrego
to wszystko, co si dziao, w ryk armat, stada kul, zniszczenie, mier  zdaway si by
tak zwyczajnym ywioem jak ogie dla salamandry.
Brew mia namarszczon, ogie w oczach, rumiece na policzkach i jak dzik rado w
twarzy. Co chwila pochyla si na dziao, cay zajty mierzeniem, cay oddany walce, na nic niepamitny;
celowa, znia, podnosi, wreszcie krzycza: Ognia!  a gdy Soroka przykada lont,
on bieg na zrb, patrzy i od czasu do czasu wykrzykiwa:
 Pokotem! Pokotem!
Orle jego oczy przenikay przez dymy, kurzaw; skoro midzy budynkami ujrza gdzie zbit
mas kapeluszy lub hemw, wnet druzgota je i rozprasza celnym pociskiem jakby piorunem.
Chwilami wybucha miechem, gdy wiksze ni zwykle sprawi zniszczenie. Kule przelatyway
nad nim i obok  on nie spojrza na adn; nagle, po strzale, podskoczy na zrb, wpi oczy
w dal i zakrzykn:
 Dziao rozbite!... Tam teraz jeno trzy sztuki graj!...
Do poudnia ani odetchn. Pot zlewa mu czoo, koszula dymia, twarz mia uczernion sadz,
a oczy wiecce.
Sam pan Piotr Czarniecki podziwia celno jego strzaw i kilkakrotnie w przerwach rzek
mu:
 Waci wojna nie nowina! To i wida zaraz! Gdzie si tak wyuczy?
O godzinie trzeciej na baterii szwedzkiej zamilko drugie dziao, rozbite celnym Kmicicowym
strzaem. Reszt pozostaych cignito w jaki czas pniej z szacw. Widocznie Szwedzi
uznali t pozycj za niemoliw do utrzymania.
Kmicic odetchn gboko.
 Spocznij!  rzek mu Czarniecki.
 Dobrze! je mi si chce  odpowiedzia rycerz.  Soroka! daj, co masz pod rk!
Stary wachmistrz uwin si wprdce. Przynis gorzaki w blaszance i ryby wdzonej. Pan
Kmicic je pocz chciwie, podnoszc od czasu do czasu oczy i patrzc na przelatujce nie opodal
granaty tak, jakby patrzy na wrony.
A jednak leciao ich dosy, nie od Czstochowy, ale wanie z przeciwnej strony; mianowicie
te wszystkie, ktre przenosiy klasztor i koci.
 Lichych maj puszkarzw, za wysoko podnosz dziaa  rzek pan Andrzej nie ustajc je
 patrzcie, wszystko przenosi i idzie na nas!
Sucha tych sw mody mniszeczek, siedmnastoletnie pachol, ktre ledwie do nowicjatu
wstpio. Podawa on cigle poprzednio kule do nabijania i nie ustpowa, chocia kada yka
trzsa si w nim ze strachu, bo pierwszy raz wojn oglda. Kmicic imponowa mu w niewypowiedziany
sposb swym spokojem; i teraz usyszawszy jego sowa, przygarn si mimowolnym
ruchem ku niemu, jakby chcc szuka opieki i schronienia pod skrzydami tej potgi.
 Zali mog nas dosign z tamtej strony?  zapyta.
 Czemu nie?  odpowiedzia pan Andrzej.  A co, miy braciszku, take si to boisz?
 Panie!  odpowiedziao drce pachol  wyobraaem sobie wojn straszn, alem nie myla,
eby bya tak straszna!
 Nie kada kula zabija, inaczej by ju ludzi nie byo na wiecie, bo matki by nie nastarczyy
rodzi.
 Najwicej, panie, strach mi owych kul ognistych, owych granatw. Czemu to one rozpkaj
si z takim hukiem?... Matko Boa, ratuj!... i tak okrutnie ludzi rani?...
 Jak ci wytumacz, zyskasz na eksperiencji, ojczyku. Ow kula to jest elazna, a wewntrz
drona, prochami naadowana. W jednym miejscu ma za dziur do ma, w ktrej tuleja z
papieru albo czasem z drewna siedzi.
 Jezu Nazareski! tuleja siedzi?
 Tak jest! za w tulei kak wysiarkowany, ktry si przy wystrzale zapala. Ow kula powinna
upa tulej na ziemi, by j sobie wbi do rodka, wonczas ogie dochodzi do prochw i
kul rozrywa. Wiele wszelako kul pada nie na tulej, ale i to nic nie szkodzi, bo przecie jak ogie
dojdzie, to wybuch nastpi...
Nagle Kmicic wycign rk i pocz mwi szybko:
 Patrz! patrz! oto! ot masz eksperyment!
 Jezus! Maria! Jzef!  krzykn braciszek na widok nadlatujcego granatu.
Granat tymczasem spad na majdan i warczc, wichrzc zacz podskakiwa po bruku, wlokc
za sob dymek bkitny przewrci si raz i drugi, przytoczy a pod mur, na ktrym siedzieli,
wpad w kup mokrego piasku usypan wysoko a do blankw i tracc zupenie si pozosta
bez ruchu.
Pad na szczcie tulej do gry, lecz kak nie zgas, bo dym podnis si natychmiast.
 Na ziemi!... na twarze!...  poczy wrzeszcze przeraone gosy.  Na ziemi! na ziemi!
Lecz Kmicic w tej samej chwili zsun si po kupie piasku, byskawicznym ruchem doni
chwyci za tulej, szarpn, wyrwa i wznoszc rk z palcym si kakiem pocz woa:
 Wstawajcie! Jakoby kto psu zby wybra! Ju on teraz i muchy nie zabije!
To rzekszy kopn lecy czerep. Obecni zdrtwieli, widzc ten nadludzkiej odwagi uczynek,
i przez czas jaki nikt sowa nie mia przemwi; na koniec Czarniecki zakrzykn:
 Szalony czecze! To gdyby pko, na proch by ci zmienio!
A pan Andrzej rozmia si tak szczerze, e a bysn zbami jak wilk:
 Albo to nam prochw nie trzeba? Nabilibycie mn armat i jeszcze bym po mierci napsu
Szwedw!
 Nieche ci kule bij! Gdzie u ciebie boja mieszka?
Mody mniszek zoy rce i poglda z niemym uwielbieniem na Kmicica. Lecz widzia jego
czyn i ksidz Kordecki, ktry wanie zblia si w t stron. Ten nadszed, wzi pana Andrzeja
obu rkoma za gow, nastpnie pooy na niej znak krzya.
 Tacy jak ty nie poddadz Jasnej Gry!  rzek  ale zakazuj ywot potrzebny naraa. Ju
strzay cichn i nieprzyjaciel schodzi z pola; wee t kul, wysyp z niej proch i ponie j Najwitszej
Pannie do kaplicy. Milszy jej bdzie ten podarek nili te pery i jasne kamuszki, ktre
jej podarowa!
 Ojcze!  odrzek rozrzewniony Kmicic  co tam wielkiego!... Ja bym dla Najwitszej Panny...
Ot! sw w gbie nie staje!... Ja bym na mki, na mier. Ja bym nie wiem co by gotw
uczyni, byle jej suy...
I zy bysy w oczach pana Andrzeja, a ksidz Kordecki rzek:
 Chode do niej i z tymi zami, pki nie obeschn. aska jej spynie na ciebie, uspokoi ci,
pocieszy, saw i czci przyozdobi!
To rzekszy wzi go pod rami i poprowadzi do kocioa, pan Czarniecki za spoglda za
nimi czas jaki, wreszcie rzek:
 Sia widziaem w yciu odwanych kawalerw, ktrzy za nic sobie pericula wayli, ale ten
Litwin to chyba d...
Tu uderzy si w gb doni pan Piotr, aby spronego imienia w witym miejscu nie wymwi.
ROZDZIA XV
Walka na armaty nie przeszkadzaa wcale ukadom. Postanowili korzysta z nich ojcowie za
kadym razem, chcc udzi nieprzyjaciela i zwczy, aby przez ten czas doczeka si jakiejkolwiek
pomocy albo przynajmniej zimy surowej; Miller za nie przestawa wierzy, e zakonnicy
pragn tylko najlepsze warunki wytargowa.
Wieczorem wic, po owej strzelaninie, wysa znw pukownika Kuklinowskiego z wezwaniem
do poddania si. Temu Kuklinowskiemu pokaza przeor salw-gwardi krlewsk, ktr od
razu zamkn mu usta. Lecz Miller mia pniejszy rozkaz krlewski zajcia Bolesawia, Wielunia,
Krzepic i Czstochowy.
 Zanie im waszmo ten rozkaz  rzek do Kuklinowskiego  bo tak myl, e po okazaniu
go zbraknie im materii do wykrtw.
Lecz si myli.
Ksidz Kordecki owiadczy, i jeli rozkaz obejmuje Czstochow, nieche j sobie jenera
szczliwie zajmuje, przy czym moe by pewny, e ze strony klasztoru nie dozna adnej przeszkody,
ale Czstochowa nie jest Jasn Gr, ta za ostatnia nie jest w rozkazie wymieniona.
Usyszawszy t odpowied Miller pozna, e z bieglejszymi od siebie dyplomatami ma do
czynienia; jemu to wanie zabrako racji  pozostaway tylko armaty.
Jednake przez noc trwao zawieszenie broni. Szwedzi pracowali usilnie nad wzniesieniem
potniejszych szacw, jasnogrcy opatrywali szkody wczorajsze i ze zdumieniem przekonali
si, e ich nie byo. Gdzieniegdzie poamane dachy i krokwie, gdzieniegdzie paty tynku opadego
z murw  oto wszystko. Z ludzi nikt nie poleg, nikt nie zosta nawet skaleczony. Ksidz
Kordecki, obchodzc mury, mwi z umiechem do onierzy:
 Patrzcie jeno, nie tak straszny w nieprzyjaciel i jego bombardy, jak mwiono. Po odpucie
nieraz wiksze szkody si trafiaj. Opieka boska nas strzee, rka boa nas piastuje, ale wytrwajmy
tylko, to jeszcze wiksze cuda zobaczymy!
Nadesza niedziela, wito Ofiarowania Najwitszej Panny. W naboestwie nie byo przeszkody,
bo Miller oczekiwa na ostateczn odpowied, ktr zakonnicy obiecali przesa po poudniu.
Tymczasem, pomni na sowa Pisma: jako dla przestraszenia Filistynw Izrael obnosi ark
bo koo obozu, chodzili znw procesjonalnie z monstrancj.
List wysano o godzinie drugiej, ale nie z poddaniem si, tylko z powtrzeniem odpowiedzi
danej Kuklinowskiemu, i koci i klasztor zowi si Jasn Gr, miasto za Czstochowa
wcale do klasztoru nie naley.
Dlatego to bagamy usilnie Jego Dostojno  pisa ksidz Kordecki  aby zechcia zostawi
w pokoju Zgromadzenie nasze i koci Bogu i Najwitszej Bogarodzicy powicony, iby
w nim cze Boga na przyszo pozostaa, gdzieby zarazem Majestat Boski bagano o zdrowie i
powodzenie Najjaniejszego Krla. Tymczasem my, niegodni, zanoszc nasze proby, polecamy
si najusilniej askawym wzgldom Waszej Dostojnoci pokadajc ufno w jego dobroci, po
ktrej i na przyszo wiele sobie obiecujemy...
Byli przy czytaniu tego listu obecni: Wrzeszczowicz, Sadowski, Horn, gubernator krzepicki,
de Fossis, znakomity inynier, na koniec ksi Heski, czowiek mody, wyniosy bardzo, ktry,
lubo podkomendny Millera, chtnie mu sw wyszo okazywa. Ten wic umiechn si zoliwie
i powtrzy z przyciskiem zakoczenie listu:
 Po dobroci waszej wiele sobie obiecuj; to przymwka o kwest, panie jenerale. Zadam
wam jedno pytanie, moci panowie: czy mnichy lepiej si prosz, czy lepiej strzelaj?
 Prawda!  rzek Horn.  Przez te pierwsze dni stracilimy tylu ludzi, e i dobra bitwa wicej
nie wemie!
 Co do mnie  mwi dalej ksi Heski  pienidzy nie potrzebuj, sawy nie zyskam, a nogi
w tych chaupach odmro. Co za szkoda, emy do Prus nie poszli; kraj bogaty, wesoy, jedno
miasto lepsze od drugiego.
Miller, ktry czyni prdko, ale myla powoli, dopiero w tej chwili wyrozumia sens listu,
poczerwienia wic i rzek:
 Mnisi drwi z nas, moci panowie!
 Intencji nie byo, ale na jedno to wychodzi!  odrzek Horn.
 Wic do szacw! Mao byo wczoraj ognia i kul!
Rozkazy dane przeleciay szybko z jednego koca linii szwedzkich w drugi. Szace pokryy
si sinawymi chmurami, klasztor odpowiedzia wnet z ca energi. Tym razem jednak dziaa
szwedzkie, lepiej ustawione, wiksz poczy czyni szkod. Sypay si bomby adowne prochem,
cignce za sob warkocz pomienia. Rzucano take rozpalone pochodnie i kby konopi
przesiknitych ywic.
Jak czasem stada wdrownych urawi, znuone dugim lotem obsiadaj wzgrza wyniose,
tak roje tych ognistych posannikw paday na szczyty kocioa i na drewniane dachy zabudowa.
Kto nie bra udziau w walce, kto nie by przy armatach, ten siedzia na dachach. Jedni
czerpali wod w studniach, drudzy cignli sznurami wiadra, trzeci tumili poar mokrymi
pachtami. Niektre kule upic belki i krokwie wpaday na strychy, i wnet dym a wo spalenizny
napeniaa wntrze budynkw. Lecz i na strychach czyhali obrocy z beczkami wody. Najcisze
bomby przebijay nawet i puapy. Mimo nadludzkich wysile, mimo czujnoci zdawao
si, e pooga prdzej czy pniej musi ogarn klasztor. Pochodnie i kby konopne, spychane
drgami z dachw, utworzyy pod cianami stosy gorejce. Okna pkay od aru, a niewiasty i
dzieci zamknite w izbach dusiy si dymem i gorcem.
Ledwie pogaszono jedne pociski, ledwie wody spyny po zrbach, leciay nowe stada rozpalonych
kul, poncych szmat, skier, ywego ognia. Cay klasztor by nim objty, rzekby:
niebo otworzyo si nad nim i ulewa piorunw na spada; jednak gorza, a nie pali si, pon i
nie zapada w rumowisko; co wicej, wrd tego morza pomieni piewa pocz jak ongi modziecy
w piecu ognistym.
Albowiem tak samo jak dnia wczorajszego ozwaa si pie z wiey z towarzyszeniem trb.
Ludziom stojcym na murach i pracujcym przy dziaach, ktrzy w kadej chwili mogli sdzi,
e tam ju wszystko ponie i w gruzy si wali za ich plecami, pie ta bya jakby balsam kojcy,
zwiastowaa im bowiem cigle i ustawicznie, e stoi klasztor, stoi koci, e pomie dotd nie
zwyciy wysile ludzkich. Odtd te weszo w zwyczaj podobn harmoni osadza sobie niedol
oblenia i straszliwy krzyk srocego si onierstwa oddala od uszu niewiecich.
Lecz i w obozie szwedzkim czynia owa pie i kapela niemae wraenie. onierze na szacach
suchali jej naprzd z podziwem, potem z zabobonnym strachem.
 Jak to?  mwili midzy sob  rzucilimy na w kurnik tyle elaza i ognia, e niejedna
potna twierdza z popioem i dymem ju by uleciaa, a oni sobie wygrywaj radonie. Co to
jest?...
 Czary!  odpowiadali inni.
 Kule si tamtych cian nie imaj. Z dachw granaty staczaj si, jakoby bochenkami rzuca.
Czary! czary!  powtarzali.  Nic nas tu dobrego nie spotka!
Starszyzna nawet gotowa bya przypisa tym dwikom tajemnicze jakie znaczenie. Lecz
niektrzy tumaczyli to inaczej, i Sadowski rzek gono umylnie, aby go Miller mg sysze:
 Musi si im dobrze dzia, skoro si wesel, czyli e dotd na prno tylko napsulimy tyle
prochw.
 Ktrych nie mamy wiele  rzek ksi Heski.
 Ale za to mamy wodza Poliocertesa  odrzek Sadowski takim tonem, e nie mona byo
wyrozumie, czy drwi, czy chce Millerowi pochlebi.
Lecz ten wzi to widocznie przeciw sobie, bo wsa przygryz.
 Zobaczymy, czy za godzin bd jeszcze grali!  rzek zwracajc si do swego sztabu.
I rozkaza podwoi ogie.
Lecz rozkazy jego speniono zbyt gorliwie. W popiechu za wysoko podnoszono dziaa, skutkiem
czego kule poczy przenosi. Niektre dolatyway, szybujc nad kocioem i klasztorem,
a do przeciwlegych szacw szwedzkich; tam druzgotay dylowania, rozrzucay kosze, zabijay
ludzi.
Godzina jedna upyna, potem druga. Z wiey kocielnej rozlegaa si cigle uroczysta muzyka.
Miller sta z perspektyw w Czstochowie. Patrzy dugo.
Obecni zauwayli, e rka, ktr trzyma perspektyw przy oczach, draa mu coraz silniej;
na koniec zwrci si do obecnych i zakrzykn:
 Strzay nie szkodz wcale kocioowi!
Tu gniew niepohamowany, szalony ogarn starego wojownika. Cisn lunet o ziemi, a
rozbryza si w sztuki.
 Wciekn si od tej muzyki!  wrzasn.
W tej chwili inynier de Fossis przygalopowa do niego.
 Panie jenerale  rzek  podkopu nie mona robi. Pod warstw ziemi skaa ley. Tutaj trzeba
by grnikw.
Miller zakl; lecz jeszcze nie dokoczy przeklestwa, gdy znowu oficer z czstochowskiego
szaca przybieg pdem i salutujc po oniersku, ozwa si:
 Najwiksze dziao nam rozbito! Czy zacign drugie ze Lgoty?
Ogie istotnie osab nieco  muzyka rozlegaa si coraz uroczyciej.
Miller odjecha do swojej kwatery, nie rzekszy ani sowa. Lecz nie wyda rozkazw wstrzymujcych
walk. Postanowi zmczy oblonych. Wszak tam w twierdzy zaledwie dwustu ludzi
byo zaogi, on za mia cigle wieych onierzy do zmiany.
Nadesza noc, dziaa grzmiay bez ustanku; lecz klasztorne odpowiaday ywo, ywiej nawet
ni w dzie, bo ognie szwedzkie wskazyway im cel gotowy. Nieraz bywao, e ledwie onierze
obsiedli ognisko i wiszcy w nim kocie, gdy naraz nadlatywaa z ciemnoci faskula klasztorna
jakby duch mierci. Ognisko rozbryzgiwao si w drzazgi i skry, onierze rozbiegali si z wrzaskiem
nieludzkim i albo szukali przy innych towarzyszach schronienia, albo bkali si wrd
nocy, zzibli, godni, przeraeni.
Koo pnocy ogie klasztorny wzmocni si tak dalece, e w promieniu strzau ani podobna
byo rozpali drewek. Zdawao si, e oblnicy mwi mow dzia nastpne sowa: Chcecie
nas zmczy... prbujcie, sami wyzywamy!
Wybia godzina pierwsza i druga. Pocz my drobny deszcz w postaci mgy zimnej a przenikliwej,
ktra zbijaa si miejscami jakoby w supy, kolumny a mosty, czerwienice si od
ognia.
Przez owe fantastyczne supy i arkady wida byo chwilami grone zarysy klasztoru, ktry si
zmienia w oczach; raz zdawa si wyszym ni zwykle, to znw jakoby zapada w otcha. Od
szacw a do jego murw wycigay si jakie zowrogie sklepienia i korytarze utworzone z
mgy i ciemnoci, a tymi korytarzami nadlatyway kule mier niosce. Chwilami cae powietrze
nad klasztorem stawao si jasne, jakby je owiecia byskawica. Wwczas mury, wyniose ciany
i wiee zarysowyway si jaskrawo, potem znw gasy.
onierze poczli patrze przed siebie z trwog ponur i zabobonn. Raz w raz te trci jeden
drugiego i szepta:
 Widziae? Ten klasztor zjawia si i znika na przemian... To nie ludzka moc!
 Widziaem lepiej  mwi drugi.  Celowalimy tym wanie dziaem, co pko, gdy nagle
caa forteca pocza skaka i dryga, jakoby j kto na linie do gry podnosi i znia. Celuj tu do
takiej fortecy, trafiaj!
To rzekszy onierz rzuci szczotk dziaow i po chwili doda:
 Nic tu nie wystoimy!... Nie powchamy ich pienidzy... Brr! zimno! Macie tam manic ze
smo, zapalcie, cho rce ogrzejem!
Jeden z onierzy pocz rozpala smo z pomoc siarkowanych nici. Rozpali naprzd
kwacz, potem zacz go z wolna zanurza.
 Zgacie wiato!  zabrzmia gos oficera.
Lecz niemal jednoczenie rozleg si szum faskuli, potem krzyk krtki, urywany i wiato
zgaso.
Noc cikie przyniosa straty Szwedom. Nagino mnstwo ludzi przy ogniach; w niektrych
miejscach rozegnano ich tak, e niektre puki, raz wpadszy w zamieszanie, nie mogy do samego
rana przyj do sprawy. Obleni, jakby chcc okaza, e snu nie potrzebuj, strzelali coraz
gciej.
Brzask owieci na murach twarze zmczone, blade, bezsenne, ale oywione gorczk. Ksidz
Kordecki w nocy lea krzyem w kociele; skoro wit, pojawi si na murach i bogi gos jego
rozlega si przy dziaach, na kortynach, koo bram:
 Bg dzie czyni, dzieci... Niech bdzie wiato jego bogosawione! Nie ma szkd ni w kociele,
ni w zabudowaniach... Ogie ugaszony, ycia nikt nie straci. Panie Mosiski! kula ognista
wpada pod kolebk waszmocinego dziecitka i zgasa, szkody mu nijakiej nie uczyniwszy.
Podzikuj Najwitszej Pannie i odsu jej!
 Niech bdzie Jej imi wysawione!  odrzek Mosiski  su, jak mog!
Przeor poszed dalej.
witao ju zupenie, gdy stan przy Czarnieckim i Kmicicu. Kmicica nie spostrzeg, bo
przelaz na drug stron obejrze dylowania, ktre kula szwedzka nieco uszkodzia. Ksidz zaraz
spyta:
 A gdzie to Babinicz? Zali nie pi?
 Ja za miabym spa w tak noc!  odpowiedzia pan Andrzej gramolc si na mur.  To
bym sumienia nie mia! Lepiej czuwa na ordynansie Najwitszej Panny.
 Lepiej, lepiej, suko wierny!  odrzek ksidz Kordecki.
Lecz pan Andrzej zobaczy w tej chwili poyskujce z dala mde wiateko szwedzkie i zaraz
zakrzykn:
 Ogie tam, ogie! rychtuj! wyej! w nich psubratw!
Umiechn si ksidz Kordecki jak archanio, widzc tak gorliwo, i wrci do klasztoru,
by spracowanym polewki piwnej, smakowicie kostkami sera kraszonej, podesa.
Jako w p godziny potem pojawiy si niewiasty, ksia i dziadkowie kocielni niosc dymice
garnki i dzbany.
Chwycili je skwapliwie onierze i wkrtce wzdu caych murw rozlego si akome siorbanie.
Chwalili te sobie w napitek mwic:
 Nie dzieje si nam krzywda w subie u Najwitszej Panny! wikt zacny!
 Gorzej Szwedom!  mwili inni  le im byo warzy straw tej nocy, gorzej bdzie przyszej.
 Maj dosy, psiawiary! Pewnie we dnie dadz sobie i nam odpocznienie. Ju im teraz i armacita
musiay od cigego kichania pochrypn.
Lecz onierze mylili si, bo dzie nie mia przynie spoczynku.
Gdy rankiem oficerowie, przychodzcy z raportami, donieli Millerowi, e skutek nocnej
strzelaniny jest aden, e owszem, im samym przynis znaczne szkody w ludziach, jenera zaci
si i kaza dalej ogie prowadzi.
 Przecie si wreszcie znu!  rzek do ksicia Heskiego.
 W prochach ekspens niezmierny  odrzek w oficer.
 Przecie i oni ekspensuj?
 Oni musz mie nieprzebrane zapasy saletry i siarki, a wgla sami im dostarczymy, jeli
uda nam si cho jedn bud zapali. W nocy podjedaem pod mury i mimo huku syszaem
wyranie myn, nie moe to by inny myn jak prochowy.
 Ka do zachodu soca strzela tak mocno jak wczoraj. Na noc odpoczniem. Zobaczym,
czyli poselstwa nie wyl.
 Wasza dostojno wiesz, e wysali do Wittenberga?
 Wiem, wyl i ja po najwiksze kolubryny. Jeli ich nie mona bdzie nastraszy albo poaru
wznieci od rodka, trzeba bdzie wyom uczyni.
 Spodziewasz si wic wasza dostojno, e feldmarszaek pochwali oblenie?
 Feldmarszaek wiedzia o moim zamiarze i nie mwi nic  odrzek szorstko Miller.  Jeli
mnie tu niepowodzenie ciga dalej bdzie, to pan feldmarszaek zgani, nie pochwali, i na mnie
caej winy zoy nie omieszka. Krl jegomo jemu odda suszno, to wiem. Niemaom ju
ucierpia od zgryliwego humoru pana feldmarszaka, jakby to moja wina bya, e go, jako Wosi
mwi, mal francese trawi.
 O tym, e na wasz dostojno zwali win, nie wtpi, zwaszcza gdy si pokae, e Sadowski
ma suszno.
 Co za suszno? Sadowski za tymi mnichami przemawia, jak gdyby by u nich na odzie!
co on powiada?
 Powiada, e te wystrzay rozlegn si w caym kraju, od Batyku a po Karpaty.
 Nieche krl jegomo kae w takim razie skr z Wrzeszczowicza cign i jako wotum
do tego klasztoru j pole, bo to on instygowa owo oblenie.
Tu Miller porwa si za gow.
 Ale trzeba koczy na gwat! Tak mi si zdaje, tak mi co mwi, e w nocy oni wyl kogo
dla ukadw. Tymczasem ognia i ognia!
Przeszed wic dzie do wczorajszego podobny, peen grzmotw, dymu i pomienia. Wiele
jeszcze takich miao przej ponad Jasn Gr. Lecz oni gasili poary i strzelali z nie mniejszym
mstwem. Poowa onierzy sza na spoczynek, druga poowa bya na murach przy dziaach.
Ludzie poczli oswaja si z ustawicznym hukiem, zwaszcza gdy przekonali si, e szkd
wielkich nie ma. Mniej dowiadczonych krzepia wiara, ale byli pomidzy nimi i starzy onierze,
obeznani z wojn, ktrzy sub penili jak rzemioso. Ci dodawali otuchy wieniakom.
Soroka wielk uzyska wrd nich powag, bo wiele ycia strawiwszy na wojnie, tak by
obojtny na jej haasy, jak stary szynkarz na krzyki pijcych. Wieczorem, gdy strzay ucichy,
opowiada towarzyszom o obleniu Zbaraa. Sam w nim nie by, ale wiedzia o nim dokadnie
od onierzy, ktrzy je przetrwali, i tak mwi:
 Tam zwalio si kozactwa, tatarstwa i Turkw tyle, e samych kuchtw wicej byo nili tu
wszystkich Szwedw. A dlatego im si nasi nie dali. Prcz tego, tu ze duchy nie maj mocy
nijakiej, a tam jeno przez pitek, sobot i niedziel diabli nie wspomagali hultajstwa, a przez
reszt dni po caych nocach straszyli. Posyali mier na okop, eby si pokazywaa onierzom i
serce im do bitwy odejmowaa. Wiem od takiego, ktry j sam widzia.
 Widziae j?  pytali ciekawie chopi kupic si koo wachmistrza.
 Na wasne oczy! Szed od kopania studni, bo im tam wody brako, a co bya w stawach, to
mierdziaa. Idzie, idzie, a patrzy, naprzeciw niego podchodzi jaka figura w czarnej pachcie.
 W czarnej, nie w biaej?
 W czarnej; na wojn w czarn si ona ubiera. Mroczyo si. Przyblia si onierz: Werdo?
 pyta  ona nic. Dopiero pocign za pacht  patrzy: kociotrup. A ty tu czego?  Ja
 powiada  jestem mier i przyjd po ciebie za tydzie.  onierz pomiarkowa, e le.
Czemu to  pyta  dopiero za tydzie? to ci prdzej nie wolno?  A ona na to: Przed tygodniem
nic ci uczyni nie mog, bo taki rozkaz.  onierz myli sobie: Trudno! ale kiedy ona
mi teraz nic zrobi nie moe, to nieche jej cho za swoje odpac. Kiedy nie owinie j w
pacht, kiedy nie zacznie o kamienie gnatami wali! Ona w krzyk i nu si prosi: Przyjd za
dwa tygodnie.  Nie moe by!  Przyjd za trzy, za cztery, za dziesi po obleniu; za rok,
za dwa, za pitnacie!  Nie moe by!  Przyjd za pidziesit lat!  Pomiarkowa si
onierz, bo ju mia pidziesit, myli sobie: Sto  do! Puci j. A sam zdrowy i yw do
tej pory; do bitwy chodzi jak w taniec, bo co mu tam!
 A eby si zalk, to by ju byo po nim?
 Najgorzej si mierci ba!  odrzek powanie Soroka.  On onierz i innym dobra przysporzy,
bo jak ci j zbi, jak ci j utrudzi, tak j na trzy dni zemdlio i przez ten czas nikt w obozie
nie poleg, chocia wycieczk czynili.
 A my to nie wyjdziemy kiedy noc na Szwedw?
 Nie nasza gowa  odpar Soroka.
Usysza ostatnie pytanie i ostatni odpowied Kmicic, ktry sta nie opodal, i w gow si
uderzy. Potem popatrzy na szace szwedzkie. Noc ju bya. Na szacach od godziny panowaa
cisza zupena. Strudzony onierz spa widocznie przy dziaach.
Daleko, na dwa strzelenia armat, poyskiwao kilkanacie ogni, ale przy samych szacach
grube panoway ciemnoci.
 Ani im to w gowie, ani nie podejrzewaj, ani mog przypuci!  szepn do siebie Kmicic.
I uda si wprost do pana Czarnieckiego, ktry siedzc przy lawecie, liczy paciorki raca i
stuka jedn nog o drug, bo mu zmarzy.
 Chodno  rzek ujrzawszy Kmicica  i gowa ciy od tego huku przez dwa dni i jedn noc.
W uszach mi cigle dzwoni.
 Komu by od takich haasw nie dzwonio. Ale dzi bdziem mieli spoczynek. Pospali si
tam na dobre. Mona by ich zej jak niedwiedzia w barogu; nie wiem, czyby ich nawet rusznice
przebudziy.
 O!  rzek Czarniecki podnoszc gow  o czym mylisz?
 Myl o Zbarau, e tam obleni przez wycieczki niejedn srog klsk hultajstwu zadali.
 A tobie, jak wilkowi po nocy, krew na myli?
 Na Boga ywego i jego rany, uczymy wycieczk! Ludzi narniemy, dziaa pozagwadamy.
Oni si tam niczego nie spodziewaj.
Pan Czarniecki zerwa si na rwne nogi.
 I jutro chyba poszalej! Myl moe, e nas do nastraszyli i e o poddaniu mylimy, bd
mieli odpowied. Jak Boga kocham, to jest przednia myl, to prawdziwie rycerska impreza! e
te to mnie do gowy nie przyszo. Trzeba tylko ksidza Kordeckiego zawiadomi. On tu rzdzi!
Poszli.
Ksidz Kordecki naradza si w definitorium z panem miecznikiem sieradzkim. Posyszawszy
kroki, podnis gow i odsuwajc na bok wiec spyta:
 A kto tam? Jest co nowego?
 To ja, Czarniecki  rzek pan Piotr  ze mn za jest Babinicz. Oba spa nie moemy, bo
strasznie nam Szwedzi pachn. Ten Babinicz, ojcze, to niespokojna gowa, i nie moe na miejscu
usiedzie. Wierci mi si, wierci, bo mu si okrutnie chce do Szwedw za way pj, zapyta si
ich, czyli jutro take bd strzela albo czy te fryszt nam i sobie jeszcze dadz?
 Jak to?  spyta nie ukrywajc zdziwienia ksidz Kordecki.  Babinicz chce wyj z fortecy?...
 W kompanii, w kompanii!  odrzek spiesznie pan Piotr  ze mn i z kilkudziesiciu ludmi.
Oni tam, zdaje si, pi na szacu jak zabici; ogni nie wida, stray nie wida. Zbyt w nasz sabo
dufaj.
 Dziaa zagwodzim!  doda gorco Kmicic.
 A dawajcie mi tu tego Babinicza!  zakrzykn pan miecznik  niech go uciskam! Swdzi
ci do, szerszeniu, rad by i po nocy ku. Wielkie to jest przedsiwzicie, ktre najlepszy
skutek mie moe. Jednego nam Pan Bg da Litwina, ale wciek besti i zbat. Ja zamiar
pochwalam; nikt go tu nie zgani, i sam gotowym i!
Ksidz Kordecki, ktry zrazu a przerazi si, bo lka si krwi rozlewu, zwaszcza gdy wasnego
ycia nie wystawia, przyjrzawszy si bliej owej myli, uzna j za godn obrocw Marii.
 Dajcie mi si pomodli!  rzek.
I klknwszy przed wizerunkiem Matki Boskiej, chwil modli si z rozoonymi rkoma,
wreszcie wsta wypogodzony.
 Pomdlcie si teraz wy  rzek  a potem idcie!
W kwadrans pniej wyszli we czterech i udali si na mury. Szace w dalekoci spay. Noc
bya bardzo ciemna.
 Ilu ludzi chcesz wzi?  spyta ksidz Kordecki Kmicica.
 Ja?...  odrzek ze zdziwieniem pan Andrzej.  Ja tu nie wdz i miejscowoci nie znam tak
dobrze jak pan Czarniecki. Pjd z szabl, ale ludzi niech pan Czarniecki prowadzi i mnie z innymi.
Chciabym jeno, by mj Soroka poszed, bo to rzenik okrutny.
Podobaa si ta odpowied i panu Czarnieckiemu, i ksidzu przeorowi, ktry w niej jawny
dowd pokory widzia. Lecz zabrali si zaraz rano do dziea. Wybrano ludzi, nakazano cisz
najwiksz i poczto wysuwa belki a kamienie, a cegy z przechodu.
Praca zabraa z godzin czasu. Wreszcie otwr w murze by gotowy i ludzie poczli si zanurza
w wsk czelu. Mieli szable, pistolety, niektrzy rusznice, a niektrzy, zwaszcza chopi,
kosy osadzone sztorcem, bro, do ktrej najwicej nawykli.
Znalazszy si na drugiej stronie muru policzyli si: pan Czarniecki stan na przedzie oddziau,
Kmicic na samym kocu i ruszyli wzdu okopu, cicho, dech tamujc w piersiach, jak
wilcy podkradajcy si do owczarni.
Jednake czasem kosa o kos zabrzka, czasem kamie pod stop zazgrzyta, i po tych odgosach
mona byo pozna, e wci posuwaj si dalej. Zeszedszy w nizin, pan Czarniecki
zatrzyma si. Tu zostawi cz ludzi, nie opodal ju od szacw, pod wodz Janicza, Wgrzyna,
starego i wytrawnego onierza, ktrym na ziemi rzuci si kaza, sam za wzi si nieco w
prawo i majc pod stopami mikk ju ziemi, na ktrej kroki nie wydaway echa, pocz szybciej
prowadzi swj oddzia.
Mia on bowiem zamiar obej szaniec, uderzy na upionych z tyu i pdzi ich ku klasztorowi
na ludzi Janicza. T myl podda mu Kmicic, ktry idc teraz koo niego z szabl w rku,
szepta:
 Szaniec pewnie jest tak wysunity, e midzy nim a gwnym obozem jest pusta przestrze.
Strae, jeli jakie s, to przed szacem, a nie z tamtej strony... Tak wic obejdziemy ich swobodnie
i wpadniemy na nich od tamtej strony, od ktrej najmniej spodziewaj si napadu.
 Dobrze  odpowiedzia pan Piotr  noga nie powinna uj z tych ludzi.
 Jeliby si kto odezwa, jak bdziem ju wchodzili  mwi dalej pan Andrzej  pozwl
waszmo, e ja odpowiem... Po niemiecku umiem szwargota jak po polsku, wic pomyl, e
to kto od jeneraa z obozu przechodzi.
 Byle stray nie byo za szacem.
 Choby i byy, to hukniem i skoczym od razu. Nim si poapi kto i co, sidziemy im na
karki.
 Czas skrca, ju koniec okopu wida  rzek pan Czarniecki.
Tu zwrci si i zawoa z cicha:
 W prawo, w prawo!
Milczcy szereg pocz zawraca. Wtem ksiyc owieci nieco brzeg chmury i uczynio si
janiej. Idcy ujrzeli pust przestrze z tyu szaca.
Stray, jak przewidywa Kmicic, nie byo na tej przestrzeni wcale, po c by bowiem Szwedzi
mieli stawia placwki midzy wasnymi szacami a gwn armi, ktra staa dalej. Najprzenikliwszy
wdz nie mg przypuci, by z tej strony mogo nadej jakie niebezpieczestwo.
 Teraz jak najciszej!  rzek pan Czarniecki.  Wida ju namioty.
 I w dwch jest wiateko... Ludzie tam jeszcze czuwaj... Pewnie starszyzna.
 Wejcie od tyu musi by wygodne.
 Oczywicie  odrzek Kmicic.  Tdy armaty wtaczaj i wojska wchodz... Ot, ju nasyp si
poczyna. Pilnuj teraz, by bro nie zabrzka...
Doszli ju do wzniesienia usypanego starannie z tyu szacw. Sta tam cay szereg wozw,
na ktrych podwoono prochy i kule.
Ale przy wozach nie byo nikogo, wic minwszy je, poczli wspina si na szaniec bez trudu,
jak susznie przewidywano, bo wzniesienie byo agodne i dobrze urzdzone.
Tak doszli do samych namiotw i z gotow broni zatrzymali si tu, tu. W dwch rzeczywicie
byszczay wiateka; wic pan Kmicic zamieniwszy par sw z Czarnieckim rzek:
 Pjd ja naprzd do tych, ktrzy nie pi... Czeka teraz mego wystrzau, a potem w nich!
To rzekszy ruszy.
Powodzenie wycieczki byo ju zapewnione, wic si nawet nie stara i zbyt cicho. Min
kilka namiotw pogronych w ciemnoci; nikt si nie zbudzi, nikt nie spyta: werda?
onierze jasnogrscy syszeli skrzyp jego miaych krokw i bicie wasnych serc. On za
dotar do owietlonego namiotu, podnis skrzydo i wszedszy zatrzyma si u wejcia z pistoletem
w doni i z szabl spuszczon na acuszku.
Zatrzyma si dlatego, e wiato cokolwiek go olnio, na polowym bowiem stole sta
wiecznik szecioramienny, w ktrym pony jarzce wiece.
Za stoem siedziao trzech oficerw schylonych nad planami. Jeden z nich, siedzcy w porodku,
lcza nad nimi tak pilnie, e a dugie jego wosy leay na biaych kartach. Ujrzawszy
kogo wchodzcego podnis gow i spyta spokojnym gosem:
 A kto tam?
 onierz  odpowiedzia Kmicic.
Wwczas i dwaj inni oficerowie zwrcili oczy ku wyjciu.
 Jaki onierz? skd?  spyta pierwszy. (By to inynier de Fossis, ktry gwnie prac oblnicz
kierowa.)
 Z klasztoru  odrzek Kmicic.
Ale byo w jego gosie co strasznego.
De Fossis podnis si nagle i przysoni oczy rk. Kmicic sta wyprostowany i nieruchomy
jak widmo, tylko grona jego twarz, podobna do gowy drapienego ptaka, zwiastowaa nage
niebezpieczestwo.
Jednake myl szybka jak byskawica przemkna przez gow de Fossisa, e to moe by
zbieg z klasztoru, wic spyta jeszcze, ale ju gorczkowo.
 Czego tu chcesz?
 Ot, czego chc!  krzykn Kmicic.
I wypali mu w same piersi z pistoletu.
Wtem krzyk straszny i wraz z nim salwa wystrzaw rozlega si na szacu. De Fossis run,
jak pada sosna zgruchotana piorunem, drugi oficer wpad ze szpad na Kmicica, ale on ci go
szabl midzy oczy, a stal zgrzytna o koci; trzeci oficer rzuci si na ziemi pragnc przelizn
si pod cian namiotu, ale Kmicic skoczy ku niemu, nadepta nog na plecy i przygwodzi
sztychem do ziemi.
Tymczasem noc cicha zmienia si w sdny dzie. Dzikie wrzaski: Bij! morduj!, zmieszay
si z wyciem i przeraliwymi woaniami o ratunek szwedzkich onierzy. Ludzie obkani z
przestrachu wypadali z namiotw, nie wiedzc, gdzie si obrci, w ktr stron ucieka. Niektrzy,
nie pomiarkowawszy zrazu, skd napad przychodzi, biegli wprost na jasnogrcw i ginli
od szabel, kos i siekier, nim zdoali pardon! zakrzykn. Niektrzy bodli w ciemnociach
szpadami wasnych towarzyszy; inni, bezbronni, wpodziani, bez kapeluszy, z rkoma podniesionymi
w gr, stawali nieruchomie w miejscu; niektrzy wreszcie padali na ziemi, wrd po-
przewracanych namiotw. Maa gar pragna si broni, lecz olepy tum porywa ich, przewraca,
depta. Jki konajcych, rozdzierajce proby o lito wzmagay zamieszanie.
Gdy wreszcie z krzykw stao si jawnym, e napad przyszed nie od strony klasztoru, ale z
tyu, wanie od strony wojsk szwedzkich, wwczas prawdziwe szalestwo ogarno napadnitych.
Sdzili widocznie, e to sprzymierzone polskie chorgwie uderzyy na nich znienacka.
Tumy piechurw poczy zeskakiwa z szaca i biec ku klasztorowi, jakby w jego murach
pragnli znale schronienie. Ale wnet nowe okrzyki wskazay, e wpadli na odzia Wgrzyna
Janicza, ktry docina ich pod sam fortec.
Tymczasem jasnogrscy siekc, bodc, depczc doszli do armat. Ludzie z przygotowanymi
gwodziami rzucili si na nie natychmiast, inni za prowadzili dalej dzieo mierci. Chopi, ktrzy
nie byliby dostali wywiczonym odakom w otwartym polu, rzucali si teraz w kilku na cae
gromady.
Dzielny pukownik Horn, gubernator krzepicki, stara si zebra koo siebie rozpierzchych
knechtw, skoczywszy wic za wgie szaca, pocz woa w ciemnoci i wymachiwa szpad.
Poznali go Szwedzi i wnet poczli si kupi, lecz na ich karkach i razem z nimi nadlatywali napastnicy,
ktrych w pomroce trudno byo odrni.
Nagle rozleg si straszliwy wist kosy i gos Horna ucich nagle. Kupa onierzy rozbiega
si, jakby granatem rozegnana. Kmicic i pan Czarniecki z oddziaem kilkunastu ludzi rzucili si
na nich i wycili do szcztu.
Szaniec by zdobyty.
W gwnym obozie szwedzkim ju trby poczy gra larum. Nagle ozway si dziaa jasnogrskie
i kule ogniste poczy lecie z klasztoru, by wracajcym drog owieci. Oni wracali
zdyszani, umazani krwi jak wilcy, ktrzy uczyniwszy rze w owczarni, uchodz przed zbliajcymi
si odgosami strzelcw. Pan Czarniecki prowadzi czoo. Kmicic pochd zamyka.
W p godziny natkn si na oddzia Janicza, lecz on nie odpowiada na woanie; sam jeden
yciem przypaci wycieczk, bo gdy zapdzi si za jakim oficerem, wani jego onierze zastrzelili
go z rusznicy.
Wycieczka wesza do klasztoru wrd huku dzia i poysku pomieni. U przechodu czeka na
nich ju ksidz Kordecki i liczy ich, w miar jak gowy przesuway si do wntrza przez otwr.
Nie brako nikogo prcz Janicza.
Wnet dwch ludzi wyszo po niego i w p godziny pniej przynieli ciao, jego chcia bowiem
ksidz Kordecki przystojnym uczci go pogrzebem.
Lecz cisza nocna, raz przerwana, nie powrcia ju a do biaego dnia. Z murw gray dziaa,
w stanowiskach za szwedzkich trwao najwiksze zamiszanie. Nieprzyjaciel nie znajc dobrze
swej klski, nie wiedzc, skd nieprzyjaciel nadej moe, uciek z najbliszych klasztoru szacw.
Cae puki bkay si w rozpaczliwym nieadzie do rana, biorc czsto swoich za nieprzyjaci
i dajc do siebie ognia. W gwnym nawet obozie onierze i oficerowie opucili namioty i
stali pod goym niebem, czekajc, a ta noc okropna si skoczy. Trwoliwe wieci przelatyway
z ust do ust. Mwiono, e odsiecz nadesza, inni twierdzili, e wszystkie pobliskie szace zdobyte.
Miller, Sadowski, ksi Heski, Wrzeszczowicz i wszyscy wysi oficerowie czynili nadludzkie
usiowania, by doprowadzi do adu przeraone puki. Jednoczenie na strzay klasztorne
odpowiedziano ognistymi kulami, aby rozproszy ciemnoci i pozwoli ochon rozpierzchym.
Jedna z kul utkwia w dachu kaplicy, lecz trciwszy tylko o zaamanie dachu, wrcia si z
szumem i oskotem ku obozowi, rozrzucajc po powietrzu potok pomieni.
Nareszcie skoczya si zgiekliwa noc. Klasztor i obz szwedzki ucichy. Ranek pocz bieli
szczyty kocielne, dachwki przybieray zwolna czerwon barw  i rozedniao.
Wwczas Miller na czele sztabu podjecha do zdobytego szaca. Mogli wprawdzie z klasztoru
dojrze go i da ognia, lecz stary jenera nie zwaa na to. Chcia wasnymi oczyma obejrze
wszystkie szkody, policzy polegych. Sztab jecha za nim: wszyscy stropieni, ze smutkiem i
powag w twarzach. Dojechawszy do szaca zsiedli z koni i poczli wstpowa na gr. lady
walki widniay wszdzie: niej, pod dziaami, walay si poprzewracane namioty; niektre stay
jeszcze otwarte, puste, ciche.
Stosy cia leay szczeglniej pomidzy namiotami; trupy pnagie, obdarte, z wytrzeszczonymi
oczyma, z przeraeniem zakrzepym w martwych renicach, okropny przedstawiay widok.
Widocznie wszyscy ci ludzie zostali pochwyceni w gbokim nie; niektrzy nie byli obuci,
mao ktry zaciska rapier w martwej doni, aden prawie nie mia ni hemu, ni kapelusza. Jedni
leeli w namiotach, zwaszcza od strony wejcia, ci widocznie zaledwie zdoali si przebudzi;
drudzy przy samych skrzydach namiotw, chwyceni przez mier, w chwili gdy chcieli si ratowa
ucieczk. Wszdy tyle cia, a w niektrych miejscach takie stosy, i mona by sdzi, e
to jaki kataklizm natury pobi owych onierzy, lecz rany gbokie w twarzach i piersiach, niektre
oblicza zaczernione od wystrzaw tak bliskich, e wszystek proch nie zdoa zgorze,
wiadczyy a nadto jawnie, e to rka ludzka dokonaa zniszczenia.
Miller wstpi wyej, ku dziaom; stay guche, zagwodone, nie groniejsze ju od pni
drzewa; na jednym z nich leao przewieszone ciao kanoniera, prawie na wp przecite strasznym
zamachem kosy. Krew oblaa lawet i utworzya pod ni obszern kau. Miller obejrza
wszystko dokadnie, w milczeniu i ze zmarszczon brwi. Nikt z oficerw nie mia tego milczenia
przerwa.
Jake tu bowiem nie pociech staremu jeneraowi, ktry wskutek nieostronoci wasnej
zosta pobity jak nowicjusz? Bya to nie tylko klska, bya i haba, bo przecie sam jenera twierdz
ow kurnikiem nazywa i obiecywa j midzy palcami rozkruszy, bo przecie mia dziewi
tysicy wojska, a tam ostao dwiecie zaogi, bo na koniec, jenera w by onierzem z krwi i
koci, a mia przeciw sobie mnichw.
Ciko zacz si dla Millera w dzie.
Tymczasem nadeszli piechurowie i poczli ciaa wynosi. Czterech z nich, niosc na pachcie
trupa, zatrzymao si przed jeneraem bez rozkazu.
Miller spojrza w pacht i oczy zakry.
 De Fossis...  rzek gucho.
Ledwie co odeszli, nadcignli drudzy; tym razem Sadowski poruszy si ku nim i zawoa z
daleka, zwracajc si do sztabu:
 Horna nios!
Lecz Horn y jeszcze i dugie mia przed sob dni mk okropnych. Chop, ktry go ci, dosign
go samym kocem kosy, ale uderzenie byo tak straszne, e otwaro ca klatk piersiow.
Jednake ranny zachowa nawet przytomno. Spostrzegszy Millera i sztab umiechn si,
chcia co mwi, lecz zamiast gosu wydoby tylko na usta pian row, po czym j mruga
silnie oczyma i zemdla.
 Zanie go do mego namiotu!  rzek Miller  i niech mj medyk opatrzy go natychmiast!
Nastpnie oficerowie usyszeli, jak mwi sam do siebie:
 Horn. Horn... We nie go widziaem... zaraz z wieczora... Straszna, niepojta rzecz...
I utkwiwszy oczy w ziemi, zamyli si gboko; nagle z zadumy zbudzi go przeraony gos
Sadowskiego:
 Jenerale! jenerale! Patrz wasza dostojno! Tam, tam... klasztor...
Miller spojrza i zdumia.
Dzie ju by zupeny i pogodny, jeno mgy wisiay nad ziemi, ale niebo byo czyste i rumiane
od porannej zorzy. Biay tuman przesania sam szczyt Jasnej Gry i wedle zwykego rzeczy
porzdku powinien by zakrywa koci; tymczasem szczeglniejszym zjawiskiem przyrody
koci wraz z wie unosi si nie tylko nad ska, ale i nad mg, wysoko, wysoko, zupenie
jakby oderwa si od swej podstawy i zawis w bkitach pod niebem.
Krzyki onierzy zwiastoway, e spostrzegli take zjawisko.
 To mga oczy udzi!  zakrzykn Miller.
 Mga ley pod kocioem !  odpowiedzia Sadowski.
 Zadziwiajca rzecz, ale ten koci jest dziesi razy wyej, ni by wczoraj, i wisi w powietrzu
 rzek ksi Heski.
 W gr jeszcze idzie! w gr, w gr!  krzyczeli onierze.  Z oczu niknie!...
Istotnie, tuman wiszcy na skale pocz si podnosi na ksztat niezmiernego supa dymu ku
niebu, koci za, osadzony jakby na szczycie owego supa, zdawa si wzbija coraz wyej,
jednoczenie za hen ju pod samymi obokami przesania si coraz wicej biaym oparem,
rzekby: roztapia si, rozpywa, mci, na koniec znikn zupenie z oczu.
Miller zwrci si ku oficerom, a w oczach jego malowao si zdziwienie wraz z zabobonnym
przestrachem.
 Wyznaj waszmociom  rzek  em podobnego fenomenu w yciu nie widzia. Cakiem
to jest przeciwne naturze, i chyba to czary papistw...
 Syszaem  rzek Sadowski  wykrzykujcych onierzy: Jak tu strzela do takiej twierdzy?
Zaiste, nie wiem jak!
 Ale co teraz bdzie, moci panowie!  zawoa ksi Heski.  Jestli ten koci tam we
mgle, czy go ju nie ma?
I stali jeszcze dugo, zdumieni, milczcy, na koniec ksi Heski rzek:
 Chociaby to byo naturalne zjawisko przyrody, w kadym razie nic nie wry ono nam dobrego.
Patrzcie, waszmociowie, od czasu jakemy tu przybyli, nie postpilimy ani kroku naprzd!
 Ba!  odpowiedzia Sadowski  gdybymy to tylko nie postpili! Ale, prawd rzekszy, ponosilimy
klsk za klsk... a dzisiejsza noc najgorsza. onierz zniechcony traci odwag i
opieszale zaczyna dziaa. Nie macie, waszmociowie, pojcia, co sobie opowiadaj po pukach.
Dziej si przy tym i inne rzeczy dziwne: oto od pewnego czasu nikt pojedynczo ani nawet samowtr
nie moe wychyli si z obozu, a kto si na to omieli, ten jakoby w ziemi wpad.
Rzekby: wilki kr koo Czstochowy. Sam niedawno posaem chorego z trzema ludmi do
Wielunia po odzie ciep i odtd ani sychu o nich!...
 Gorzej bdzie, gdy zima nadejdzie; ju i teraz noce bywaj nieznone  doda ksi Heski.
 Mga rzednie!  rzek nagle Miller.
Rzeczywicie, powsta wiatr i pocz odwiewa opary. W kbach tumanu poczo co majaczy,
na koniec soce zeszo i powietrze stao si przezroczyste.
Mury klasztorne zarysoway si z lekka, potem wychyli si koci, klasztor. Wszystko stao
na dawnym miejscu. Twierdza bya spokojna i cicha, jakby w niej ludzie nie mieszkali.
 Jenerale  rzek z energi ksi Heski  prbuj wasza dostojno jeszcze ukadw. Trzeba
raz skoczy!
 A jeli ukady nie doprowadz do niczego, to waszmociowie radzicie oblenia poniecha?
 pyta ponuro Miller.
Oficerowie umilkli. Po chwili dopiero Sadowski zabra gos:
 Wasza dostojno wiesz najlepiej, co jej wypada czyni.
 Wiem  odpar dumnie Miller  i to wam jeno powiem: przeklinam dzie i godzin, w ktrej
tu przybyem, jak rwnie doradcw (tu przeszy wzrokiem Wrzeszczowicza), ktrzy mi to
oblenie instygowali; wiedzcie jednak, e po tym, co zaszo, nie ustpi, pki tej przekltej
twierdzy w kup gruzw nie zmieni albo sam nie polegn!
Niech odbia si na twarzy ksicia Heskiego. Nigdy on nie powaa zbyt Millera, powysze
za jego sowa poczyta za prn chepliwo oniersk, nie na czasie wobec tego zburzonego
szaca, trupw i zagwodonych dzia; zwrci si wic ku niemu i odpowiedzia z widocznym
przeksem:
 Jenerale, wasza dostojno nie moesz tego przyrzeka, bo ustpisz wobec pierwszego rozkazu
krla jegomoci albo pana marszaka Wittenberga. Czasem te i okolicznoci umiej rozkazywa
nie gorzej krlw i marszakw.
Miller zmarszczy swe gste brwi, co widzc Wrzeszczowicz rzek pospiesznie:
 Tymczasem prbujmy ukadw. Oni si poddadz. Nie moe inaczej by!
Dalsze jego sowa zguszy wesoy gos dzwonu, wzywajcy na msz porann w kociele jasnogrskim.
Jenera wraz ze sztabem odjechali z wolna ku Czstochowie, lecz nie dojechali
jeszcze do gwnej kwatery, gdy przypad oficer na spienionym koniu.
 To od marszaka Wittenberga!  rzek Miller.
Tymczasem oficer odda mu list. Jenera rozerwa szybko pieczcie i przebiegszy pismo
oczyma, rzek ze zmieszaniem w twarzy:
 Nie! To z Poznania... ze wieci. W Wielkopolsce szlachta si podnosi, lud czy si z ni...
Na czele ruchu stoi Krzysztof egocki, ktry chce i na pomoc Czstochowie.
 Przepowiedziaem, e te strzay rozlegn si od Karpat do Batyku  mrukn Sadowski. 
U tego narodu prdka odmiana. Jeszcze wy nie znacie Polakw, poznacie ich pniej.
 Dobrze! poznamy ich!  odpar Miller.  Wol otwartego nieprzyjaciela ni faszywego
sprzymierzeca... Sami si poddali, a teraz bro podnosz... Dobrze! doznaj naszej broni!
 A my ich  odburkn Sadowski.  Panie jenerale, koczmy ukadami z Czstochow; przystamy
na wszelkie warunki... Nie o twierdz chodzi, ale o panowanie jego krlewskiej moci w
tym kraju.
 Mnisi si poddadz  rzek Wrzeszczowicz.  Dzi, jutro, poddadz si!
Tak oni ze sob rozmawiali, a w klasztorze po rannej mszy panowaa rado niezmierna. Ci,
ktrzy na wycieczk nie chodzili, wypytywali jej uczestnikw: jak si wszystko odbyo? Uczestnicy
za chepili si strasznie, wysawiajc swoje mstwo i klsk, ktr nieprzyjacielowi zadali.
Midzy ksimi i niewiastami nawet ciekawo przemoga. Biae habity i niewiecie szaty
zalegy mury. Pikny i radosny by to dzie. Niewiasty skupiy si koo pana Czarnieckiego,
woajc: Zbawca nasz! opiekun! On za broni si, zwaszcza gdy w rce chciay go caowa, i
ukazujc na Kmicica mwi:
 Temu take dzikujcie! Babinicz on jest, ale nie baba! W rce on si caowa nie da, bo mu
si jeszcze od krwi lepi; ale jeli ktra z modszych w gb zechce, to tak myl, e si nie bdzie
wzdraga!
Modsze rzucay istotnie wstydliwe i wabne zarazem spojrzenia na pana Andrzeja podziwiajc
wspania jego urod; lecz on nie odpowiada oczyma na owe nieme pytania, bo mu widok
tych dziewczt przypomnia Olek.
Ej, ty moja niebogo!  pomyla  eby cho wiedziaa, e ja ju u Najwitszej Panny na
ordynansie, w jej obronie si tym nieprzyjacioom oponuj, ktrym ku swojemu umartwieniu
suyem dawniej...
I obieca sobie, e zaraz po obleniu do niej do Kiejdan napisze i Sorok z listem popchnie.
Przecie nie goe sowa i obietnice jej pol, bo ju i uczynki s za mn, ktre bez chwalby prnej,
ale akuratnie w licie wypisz. Niech wie, e to ona sprawia, niech si ucieszy!
I ucieszy si sam t myl tak dalece, e ani zauway, jako dziewczta mwiy do siebie,
odchodzc:
 Grzeczny kawaler, ale wida za wojn jeno patrzy i mruk nieuyty...
ROZDZIA XVI
Zgodnie z yczeniami swych oficerw Miller znowu rozpocz ukady. Przyby do klasztoru z
nieprzyjacielskiego obozu znamienity szlachcic polski, powany wiekiem i wymow. Jasnogrcy
przyjli go gocinnie, sdzili bowiem, e wrzekomo i z musu tylko bdzie przemawia za
poddaniem klasztoru, a naprawd doda im zachty i potwierdzi nowiny, ktre ju i przez mury
oblone si przedary, o powstaniu w Wielkopolsce, o zniechceniu wojsk kwarcianych dla
Szweda, o ukadach Jana Kazimierza z Kozakami, ktrzy jakoby okazywali ch powrotu do
posuszestwa, wreszcie o gronej zapowiedzi chana tatarskiego, e idzie w pomoc wygnanemu
krlowi i wszystkich jego nieprzyjaci ogniem i mieczem ciga bdzie.
Lecz jake si zawiedli zakonnicy! Personat przynis bowiem wprawdzie spor wizk nowin,
ale przeraajcych, zdolnych najwikszy zapa ostudzi, najniezomniejsze postanowienie
zama, najgortsz wiar zachwia.
Otoczyli go ksia i szlachta w definitorium, wrd ciszy i uwagi; z jego ust za zdawaa si
pyn sama szczero i bole nad losami ojczyzny. Rk czsto kad na biaej gowie, jak
gdyby chcc wybuch desperacji powstrzyma, patrzy na krucyfiks, zy mia w oczach i gosem
powolnym, przerywanym nastpujce mwi sowa:
 Ach! jakich to czasw doczekaa si strapiona ojczyzna! Nie ma ju rady! trzeba ulec krlowi
szwedzkiemu... Zaprawd, dla kogo wy tu, ojcowie czcigodni, i wy, panowie bracia
szlachta, chwycilicie za miecze? Dla kogo nie aujecie niewywczasw, trudu, umczenia,
krwi? Dla kogo przez opr  niestety prny!  naraacie siebie i wite miejsce na straszliw
zemst niezwycionych szwedzkich zastpw?... Dla Jana Kazimierza? Lecz on sam wzgardzi
ju naszym krlestwem. Zali to nie wiecie nowiny, e wybr ju uczyni i przekadajc dostatki,
wesoe uczty i spokojne uciechy nad kopotliw koron, abdykowa na rzecz Karola Gustawa?
Wy jego nie chcecie opuci, a on sam was opuci; wy nie chcielicie ama przysigi, a on sam
j zama; wy gotowicie umrze dla niego, on za o was i nas wszystkich nie dba... Prawym
krlem naszym jest teraz Karol Gustaw! Patrzcie wic, bycie nie cignli na gowy wasze nie
tylko gniewu, zemsty, ruiny, ale i grzechu wobec nieba, wobec krzya i tej Najwitszej Panny,
bo nie przeciw najedcy, ale przeciw wasnemu panu rce zuchwale podnosicie...
Cisza przyja te sowa, jakoby mier przeleciaa przez sal.
Co mogo by bowiem straszniejszego od nowiny o abdykacji Jana Kazimierza? Bya to
wprawdzie wie potwornie nieprawdopodobna, lecz ow ten stary szlachcic mwi j wobec
krzya, wobec obrazu Marii i ze zami w oczach.
Ale jeli bya prawdziw, to dalszy opr by istotnie szalestwem. Szlachta pozakrywaa oczy
rkoma, mnisi nasunli na gowy kaptury i cisza grobowa trwaa cigle; tylko ksidz Kordecki
j szepta gorliwie modlitw zbladymi wargami, a oczy jego, spokojne, gbokie, wietliste i
przenikliwe, utkwione byy nieruchomie w owego szlachcica.
Ten czu na sobie badawczy w wzrok i le mu byo pod nim, i ciko, chcia zachowa
miark powagi, dobrotliwoci, zbolaej cnoty, yczliwoci i nie mg; j wic rzuca niespokojnie
spojrzenia na innych ojcw, a po chwili tak dalej mwi:
 Najgorsz jest rzecz zapala zawzito przez dugie naduywanie cierpliwoci. Skutkiem
waszego oporu bdzie zniszczenie tego witego kocioa i naoenie wam (Boe, odwr)
okropnej i srogiej woli, ktrej sucha bdziecie musieli. Wstrt i unikanie spraw wiatowych
jest broni zakonnikw. Co macie do czynienia z wrzaw wojenn, wy, ktrych przepisy zakonne
do samotnoci i milczenia powouj? Bracia moi, ojcowie czcigodni i najmilsi! Nie bierzcie
na serca, nie bierzcie na sumienia wasze tak strasznej odpowiedzialnoci!... Nie wy budowalicie
ten wity przybytek, nie dla was jednych ma on suy! Pozwlcie, aby kwitn i bogosawi tej
ziemi po dugie wieki, by synowie i wnuki nasze jeszcze cieszy si nim mogy!
Tu zdrajca rce rozoy i zazawi si zupenie; szlachta milczaa, ojcowie milczeli; zwtpienie
ogarno wszystkich, serca byy zmczone i rozpaczy bliskie, pami zmarnowanych i prnych
usiowa oowiem zaciya umysom.
 Czekam waszej odpowiedzi, ojcowie!  rzek szanowny zdrajca spuszczajc gow na piersi.
Wtem ksidz Kordecki powsta i gosem, w ktrym nie byo najmniejszego wahania, adnego
zwtpienia, rzek, jakby w proroczym widzeniu:
 To, co waszmo mwisz, e Jan Kazimierz nas opuci, e ju abdykowa i prawa swe Karolowi
przekaza  to kamstwo! W serce wygnanego naszego pana wstpia nadzieja i nigdy
gorliwiej, jak w tej chwili, nie pracowa, by ojczynie ratunek zapewni, tron odzyska i nam
pomoc w ucisku przynie!
Maska spada od razu z twarzy zdrajcy; zo i zawd odbiy si w niej wyranie, jakoby
smoki naraz wypezy z jaski jego duszy, w ktrych kryy si dotd.
 Skd ta wiadomo? Skd ta pewno?  zapyta.
 Std!  odrzek ksidz Kordecki ukazujc wielki krucyfiks zawieszony na cianie.  Id!
po palce na przebitych nogach Chrystusowych i powtrz raz jeszcze, co powiedzia!
Zdrajca gi si pocz, jakby pod naciskiem elaznej rki; z jaski jego duszy nowy smok,
przestrach, wypezn na oblicze.
A ksidz Kordecki sta cigle wspaniay, grony jak Mojesz; promienie zdaway mu si
strzela ze skroni.
 Id, powtrz!  rzek, nie zniajc rki, gosem tak potnym, e a wstrznite sklepienia
definitorium zadray i powtrzyy jakby w przeraeniu:
 Id, powtrz...
Nastaa chwila guchego milczenia, wreszcie rozleg si przytumiony gos przybysza:
 Umywam rce...
 Jak Piat!  dokoczy ksidz Kordecki.
Zdrajca wsta i wyszed z definitorium. Przesun si szybko przez podwrce klasztorne, a
gdy si znalaz za bram, pocz biec prawie, jakby go co gnao od klasztoru do Szwedw.
Tymczasem pan Zamoyski zbliy si do Czarnieckiego i Kmicica, ktrzy w definitorium nie
byli, aby im powiedzie, co zaszo.
 Zali przynis co dobrego ten pose?  spyta pan Piotr  uczciw mia twarz...
 Boe nas chowaj od takich uczciwych!  odpowiedzia pan miecznik sieradzki  przynis
zwtpienie i pokus.
 C mwi?  rzek Kmicic podnoszc nieco ku grze zapalony lont, ktry wanie trzyma
w rku.
 Mwi jak patny zdrajca.
 Tote dlatego moe tak umyka teraz!  rzek pan Piotr Czarniecki.  Patrzcie, waszmociowie,
ledwie nie pdem ku Szwedom biey. Ej! posabym za nim kul...
 A dobrze!  rzek nagle Kmicic.
I przyoy lont do zapau.
Rozleg si huk dziaa, prdzej nim Zamoyski i Czarniecki mogli si pomiarkowa, co si
stao. Zamoyski za gow si porwa.
 Na Boga!  krzykn  co uczyni!... to to pose!
 lem uczyni  odrzek patrzc w dal Kmicic  bom chybi! Ju si podnis i zmyka dalej.
Ej! e te go przenioso!
Tu zwrci si do Zamoyskiego:
 Panie mieczniku dobrodzieju, chobym go te by i w krzye dosign, nie dowiedliby
nam, emy umylnie do niego strzelili, a dalibg, nie mogem lontu w rku utrzyma. Sam mi
opad. Nigdy bym za posem Szwedem nie strzeli, ale na widok Polakw zdrajcw wntrznoci
si we mnie przewracaj!
 Ej! miarkuje si, byaby bieda i gotowi by tam naszym posom krzywdy czyni.
Lecz pan Czarniecki kontent by w duszy, bo Kmicic dosysza go, jak mrucza pod nosem:
 Przynajmniej ten zdrajca drugi raz pewnie nie podejmie si poselstwa.
Nie uszo to i ucha Zamoyskiego, bo odrzek:
 Nie ten, to znajd si drudzy, a waszmociowie ukadom wstrtu nie czycie i samowolnie
ich nie przerywajcie, gdy im duej si wlok, tym bardziej na nasz korzy wychodz. Odsiecz,
jeli nam Bg jakow zele, bdzie miaa czas si zebra, a i zima idzie sroga, czynic
coraz trudniejsze oblenie. Czas dla nich strat, dla nas korzy przynosi.
To rzekszy odszed do definitorium, gdzie po odejciu posa trwaa jeszcze narada. Sowa
zdrajcy przeraziy jednak umysy, i dusze byy zwarzone. Nie uwierzono wprawdzie w abdykacj
Jana Kazimierza, ale pose przywid przed oczy potg szwedzk, o ktrej szczliwe dni
poprzednie pozwoliy prawie zapomnie. Teraz na nowo przedstawia si ona umysom w caej
swej grozie, ktrej ulky si przecie nie takie twierdze, nie takie miasta. Pozna, Warszawa,
Krakw, nie liczc mnstwa zamkw, otworzyy swe bramy przed zwycizc; jake moga si
obroni wrd powszechnego potopu klsk Jasna Gra?
Bdziem si broni jeszcze tydzie, dwa, trzy  myleli sobie niektrzy ze szlachty i zakonnikw
 ale co dalej, jaki koniec tych usiowa?
Kraj cay by jako okrt pogrony ju w otchani, a jeno w klasztor stercza jeszcze jak koniec
masztu nad falami. Czyli wic mogli rozbitkowie, do tego masztu uczepieni, myle jeszcze
nie tylko o wasnym ocaleniu, ale o wydobyciu caego okrtu spod toni?
Wedle ludzkich obrachowa nie mogli.
A jednak, wanie w chwili gdy pan Zamoyski wchodzi z powrotem do definitorium, ksidz
Kordecki mwi:
 Bracia moi! Nie pi i ja, gdy wy nie picie, modl si, gdy wy Patronki naszej o ratunek
bagacie. Znuenie, trud, sabo czepiaj si tak samo koci moich jak waszych; odpowiedzialno
tak samo, ba, wicej moe na mnie ni na was ciy  dlaczeg ja wierz, a wy ju zdajecie
si wtpi?... Wejdcie w siebie, czyli zalepione ziemsk potg oczy wasze nie widz ju
wikszej siy od szwedzkiej? Czyli nie mniemacie, e adna obrona ju nie wystarczy, adna
rka tamtej przemocy nie zmoe? Jeeli tak jest, bracia moi, to grzeszne wasze myli i blunicie
przeciw miosierdziu boemu, przeciw wszechmocy Pana naszego, przeciw potdze tej Patronki,
ktrej sugami si mianujecie. Kto z was bdzie mia rzec, e ta Najwitsza Krlowa nie potrafi
nas zasoni i zwycistwa nam zesa? Wic promy jej, bagajmy dniem i noc, pki naszym
wytrwaniem, nasz pokor, naszymi zami, ofiarowaniem cia i zdrowia naszego nie zmikczymy
jej serca, nie przebagamy za dawne grzechy nasze!
 Ojcze!  odrzek jeden ze szlachty  nie o wasne garda nam chodzi, nie o ony nasze i
dzieci, ale drymy na myl o tych despektach, ktrych obraz moe dozna, jeeli nieprzyjaciel
twierdz szturmem zdobdzie.
 I nie chcemy bra na siebie odpowiedzialnoci!  doda drugi.
 Bo nikt nie ma prawa jej bra, nawet ksidz przeor!  dorzuci trzeci.
I opozycja rosa, zyskiwaa na odwadze, tym bardziej e wielu zakonnikw milczao.
Przeor, zamiast odpowiedzie wprost, modli si znw pocz:
 Matko Syna Jedynego!  rzek podnisszy oczy i rce ku grze  jeli nas nawiedzia dlatego,
abymy w Twojej stolicy przykad wytrwania, mstwa, wiernoci Tobie, ojczynie i krlowi
innym dali... jeli wybraa to miejsce, by przez nie rozbudzi sumienia ludzkie i cay kraj
ocali  zmiuje si nad tymi, ktrzy zdrj aski Twej chc zahamowa, Twym cudom przeszkodzi,
woli Twej witej si sprzeciwi...
Tu chwil pozosta w uniesieniu, nastpnie zwrci si ku zakonnikom i szlachcie:
 Kto tak odpowiedzialno wemie na wasne ramiona? Kto cudom Marii, asce Jej, ratunkowi
tego krlestwa i wiary katolickiej zechce przeszkodzi!
 W imi Ojca i Syna, i Ducha witego!  ozwao si kilka gosw  uchowaj nas Bg!
 Nie znajdzie si taki!  zawoa pan Zamoyski.
A ci z zakonnikw, ktrym poprzednio nurtowao w sercach zwtpienie, poczli si bi w
piersi, bo strach ich ogarn niemay. I nikt z rajcw nie myla ju tego wieczora o poddaniu.
Lecz chocia serca starszych zostay wzmocnione, jednake zgubny posiew owego sprzedawczyka
wyda zatrute owoce.
Wiadomo o abdykacji Jana Kazimierza i o niepodobiestwie odsieczy dosza przez szlacht
do niewiast, od niewiast do suby, czelad rozszerzya j w wojsku, na ktrym jak najgorsze
wywara wraenie. Mniej jej si przerazili wieniacy, lecz wanie dowiadczeni onierze z
rzemiosa, przywykli koleje wojny wedle onierskiej tylko mody oblicza, poczli schodzi si
ze sob, wystawia sobie wzajem niepodobiestwo dalszej obrony, narzeka na upr nie znajcych
rzeczy mnichw, wreszcie zmawia si i szepta.
Pewien puszkarz, Niemiec, podejrzanej wiary, poradzi, by onierze sami wzili spraw w
rk i porozumieli si ze Szwedami o wydanie twierdzy. Inni pochwycili t myl, lecz znaleli
si i tacy, ktrzy nie tylko oparli si stanowczo zdradzie, ale dali zaraz zna o niej Kordeckiemu.
Ksidz Kordecki, ktry z najwiksz ufnoci w siy niebieskie umia najwiksz ziemsk zapobiegliwo
i ostrono poczy, zniszczy w zarodzie bunt tajemnie si szerzcy.
Naprzd wic przywdcw buntu, a na ich czele owego puszkarza, wygna z twierdzy, nie
obawiajc si wcale tego, co Szwedom o stanie fortecy i jej sabych stronach mogli donie; nastpnie,
podwoiwszy miesiczn laf zaodze, odebra od niej przysig, e do ostatniej kropli
krwi bdzie klasztoru bronia.
Lecz podwoi take i czujno, postanowiwszy jeszcze pilniej doglda tak patnego onierza,
jak szlacht, a nawet swoich zakonnikw. Starsi ojcowie przeznaczeni zostali do chrw
nocnych; modzi, prcz suby boej, i sub na murach zostali obowizani odprawia. Nastpnego
dnia odby si przegld piechoty; przeznaczono do kadej baszty jednego szlachcica z jego
czeladzi, zakonnikw za dziesiciu i dwch puszkarzy pewnych. Wszyscy ci dzie i noc obowizani
byli powierzonych im stanowisk pilnowa.
Stan wic przy wschodnio-pnocnej baszcie pan Zygmunt Mosiski, onierz dobry, ten
wanie, ktrego dziecko cudownym sposobem ocalao, chocia kula ognista pada obok jego
kolebki. Z nim razem stra trzyma ojciec Hilary Sawoszewski. Przy zachodniej stan ojciec
Mielecki, ze szlachty za pan Mikoaj Krzysztoporski, czowiek pospny i maomwny, ale odwagi
nieustraszonej. Wschodnio-poudniow baszt zajli pan Piotr Czarniecki z Kmicicem, a z
nimi ojciec Adamus Stypulski, ktry dawniej w elearskiej chorgwi suy. Ten w razie potrzeby
zakasywa chtnie habitu i dziao rychtowa, a z kul przelatujcych nie wicej sobie robi od starego
wachmistrza Soroki. Na koniec na zachodnio-poudniow baszt wyznaczono pana Skrzewskiego
i ojca Daniela Rychtalskiego, ktry tym si odznacza, e przez dwie i trzy noce z
rzdu mg nie spa, bez szkody dla si i zdrowia.
Nad straami postanowiono Dobrosza i ojca Zachariasza Maachowskiego. Niezdolnych do
boju przeznaczono na dachy, a zbrojownie i wszelkie przyrzdy wojenne obj w nadzr ojciec
Lassota. Po ksidzu Dobroszu obj on take urzd mistrza ogniowego. W nocy musia owietla
mury, aby piechota nieprzyjacielska nie moga si pod nie zblia. Pourzdza take koszyki i
kuny elazne na wiey, w ktrych noc pono uczywo i pochodnie.
Jako co noc caa wiea wygldaa jak jedna olbrzymia pochodnia. Wprawdzie uatwiao to
Szwedom strzelanie do niej, ale mogo posuy za znak, e twierdza broni si jeszcze, gdyby
wypadkiem jakie wojsko oblonym na pomoc przycigao.
Tak wic nie tylko zamiary poddania spezy na niczym, ale zabrano si jeszcze gorliwiej do
obrony. Chodzi nazajutrz ksidz Kordecki naok po murach jak pasterz po owczarni, widzia,
e wszystko jest dobrze, i umiecha si bogo, chwali naczelnikw i onierzy, a przyszedszy
do pana Czarnieckiego rzek rozpromieniony:
 I pan miecznik sieradzki, nasz kochany wdz, raduje si w sercu na rwni ze mn, bo powiada,
emy teraz dwakro mocniejsi ni na pocztku. Nowy duch wstpi w serca, reszty aska
Najwitszej Panny dokona, a ja tymczasem do ukadw si na nowo wezm. Bdziemy zwczy
i marudzi, bo przez to si krew ludzka oszczdza.
Kmicic za na to:
 Ej, ojcze wielebny, co tam po ukadach! Czasu szkoda! lepiej oto znowu tej nocy wycieczk
uczyni i tych psiajuchw naci.
A ksidz Kordecki, e to by w dobrym humorze, umiechn si, jak umiecha si matka do
naprzykrzonego dziecka, nastpnie podnis powrso lece przy armacie i pocz udawa, e
bije nim Kmicica po plecach.
 A bdziesz mi si tu wtrca, utrapiony Litwinie  mwi  a bdziesz mi tu krwi jako wilk
akn, a bdziesz mi tu przykad nieposuszestwa dawa, a masz! a masz!
Kmicic za, rozweselony jak ak szkolny, uchyla si to w prawo, to w lewo i umylnie niby
si dranic, powtarza:
 Bi Szwedw! bi! bi! bi!
Takie to oni sobie wyprawiali uciechy majc dusze gorce i dla ojczyzny powicone. Lecz
ukadw ksidz Kordecki nie zaniecha widzc, e Miller gorco ich pragnie i za wszelki pozr
chwyta. Cieszya ta ochota ksidza Kordeckiego, odgadywa bowiem acno, e nie musi si nieprzyjacielowi
dzia dobrze, skoro tak chciwie pragnie koczy.
Poczy wic pyn dnie jeden za drugim, w ktrych nie milczay wprawdzie dziaa i rusznice,
lecz gwnie dziaay pira. W ten sposb oblenie przewczyo si, a zima nadchodzia
coraz srosza. Na szczytach Tatrw chmury wysiadyway w przepacistych gniazdach zawieruch,
mrz, niegi i wytaczay si na kraj, wiodc za sob swe lodowate potomstwo. Nocami
Szwedzi tulili si do swych ognisk, wolc gin od kul klasztornych ni marzn.
Twarda ziemia utrudniaa sypanie szacw i czynienie podkopw. Oblenie nie postpowao.
Nie tylko oficerowie, ale cae wojsko miao na ustach jedno tylko sowo: ukady.
Udawali wic ksia naprzd, e si chc podda. Przyszli do Millera w poselstwie ojciec
Marceli Dobrosz i uczony ksidz Sebastian Stawicki. Ci uczynili Millerowi niejak nadziej
zgody. Ledwie to usysza, a rce otworzy i gotw by porwa ich z radoci w objcia. Ju bowiem
nie o Czstochow, ju o cay kraj chodzio. Poddanie si Jasnej Gry byoby odebrao
resztk nadziei patriotom i ostatecznie popchno Rzeczpospolit w objcia krla szwedzkiego,
gdy przeciwnie opr, i to opr zwyciski, mg zmieni serca, umysy i wywoa straszliw now
wojn. Oznak naok nie brako. Miller wiedzia o tym i czu, w co si wda, jak straszna
zaciya nad nim odpowiedzialno; wiedzia, e albo czeka go aska krlewska, marszakowska
buawa, zaszczyty, tytuy, albo ostateczny upadek. e za i sam ju zacz przekonywa si,
e tego orzecha nie zgryzie, przyj wic ksiy z niesychan uprzejmoci, jakby cesarskich
albo sutaskich ambasadorw. Zaprosiwszy ich na uczt, sam pi za ich zdrowie, a rwnie za
zdrowie przeora i pana miecznika sieradzkiego, obdarzy ich rybami dla klasztoru, na koniec
poda warunki poddania si tak askawe, i ani na chwil nie wtpi, e ze skwapliwoci zostan
przyjte.
Ojcowie podzikowali pokornie, jak na zakonnikw przystao; wzili papier i odeszli. Na
sm rano zapowiedzia Miller otwarcie bram. Rado w obozie szwedzkim zapanowaa nieopisana.
onierze porzucili szace i okopy, podchodzili pod mury i poczynali rozmowy z oblonymi.
Lecz z klasztoru dano zna, e w sprawie tak wielkiej wagi musi przeor odwoa si do caego
zgromadzenia, prosz wic zakonnicy jeszcze o jeden dzie zwoki. Miller zgodzi si bez wahania.
Tymczasem w definitorium obradowano istotnie do pna w nocy.
Jakkolwiek Miller starym by i wytrawnym wojownikiem, jakkolwiek nie byo moe w caej
armii szwedzkiej jeneraa, ktry by wicej ukadw od tego Poliocertes z rozmaitymi miastami
prowadzi, jednake bio mu serce niespokojnie, gdy nastpnego ranka ujrza dwa biae habity
zbliajce si do kwatery, ktr zajmowa.
Byli to nie ci sami ojcowie; przodem szed ksidz Maciej Beszyski, lektor filozofii, niosc
pismo z pieczci; za nim postpowa ojciec Zachariasz Maachowski, z rkami skrzyowanymi
na piersiach, ze spuszczon gow i z twarz lekko poblad.
Jenera przyj ich w otoczeniu sztabu i wszystkich znamienitych pukownikw, i odpowiedziawszy
uprzejmie na pokorny ukon ojca Beszyskiego, wyj mu szybko list z rki, rozerwa
pieczcie i pocz czyta.
Lecz wnet strasznie zmienia si twarz jego: fala krwi uderzya mu do gowy, oczy wyszy na
wierzch, kark napcznia, i straszliwy gniew zjey mu wosy pod peruk. Przez chwil mow
nawet mu odjo, rk tylko wskaza na list ksiciu Heskiemu, ktry przebieg go oczyma i
zwrciwszy si do pukownikw rzek spokojnie:
 Owiadczaj mnisi tylko tyle, e dopty nie mog si wyrzec Jana Kazimierza, dopki prymas
nowego krla nie ogosi, czyli, inaczej mwic; nie chc uzna Karola Gustawa.
Tu rozmia si ksi Heski, Sadowski utkwi szyderczy wzrok w Millerze, a Wrzeszczowicz
pocz brod szarpa z wciekoci. Grony szmer oburzenia powsta wrd reszty obecnych.
Wtem Miller pocz uderza doni po kolanie i krzycze:
 Rata! rata!
Wsate twarze czterech muszkieterw ukazay si wnet we drzwiach.
 Wzi mi te golone paki i zamkn!  krzykn jenera.  Wa, panie Sadowski, otrbisz
mi pod klasztorem, e niech aby z jednego dziaa dadz z murw ognia, obudwch mnichw
ka natychmiast powiesi!
Prowadzono tedy obu ksiy: ojca Beszyskiego i ojca Maachowskiego, wrd szyderstw i
naigrawa si onierzy. Muszkietnicy zawdziewali im swe kapelusze na gowy, a raczej na twarze,
tak aby oczy byy zasonite, i umylnie naprowadzali ich na rozmaite przeszkody, a gdy
ktry z ksiy potkn si lub upad, wwczas rozlega si wybuch miechu wrd gromad onierstwa,
upadego za podnoszono kolbami i niby podpierajc go, tuczono po krzyu i ramionach.
Inni rzucali na nich nawozem koskim, inni chwytali w donie nieg i rozcierali go na tonsurach
lub wpuszczali ksiom za habity. Odczepiono sznurki od trbek i przywizano ojcom do
szyi, po czym odacy chwycili za drugi koniec i udajc, e prowadz bydo na jarmark, wykrzykiwali
w gos ceny.
Oni obaj szli cicho, z rkami zoonymi na piersiach, z modlitw na ustach. Zamknito ich
wreszcie w stodole, drcych od zimna, sponiewieranych; naokoo za stany strae z muszkietami.
Pod klasztorem otrbiono ju rozkaz, a raczej grob Millera.
Zlkli si ojcowie, zdrtwiao ze zgrozy wojsko cae. Dziaa umilky; rada zebrana nie wiedziaa,
co pocz. Zostawi ojcw w barbarzyskim rku niepodobna; posa drugich, to ich
Miller znowu zatrzyma. Wszelako w kilka godzin pniej sam on przysa posaca z zapytaniem,
co mnisi myl uczyni.
Odpowiedziano mu, e pki ojcw nie uwolni, adne ukady nie mog mie miejsca, bo jake
zakonnicy mog wierzy, e jenera dotrzyma im warunkw, jeeli wbrew kardynalnemu prawu
narodw wizi posw, ktrych nietykalno barbarzyskie nawet ludy szanuj.
Na to owiadczenie nie byo prdkiej odpowiedzi, straszna niepewno zaciya wic nad
klasztorem i zmrozia zapa w obrocach.
Wojska za szwedzkie, ubezpieczone przez zatrzymanie jecw, pracoway gorczkowo nad
zblieniem si do niedostpnej dotd twierdzy. Sypano na gwat nowe szace, stawiano kosze z
ziemi, ustawiano armaty. Zuchwae onierstwo podsuwao si pod mury na p strzau z rusznicy.
Wygraali kocioowi, obrocom. Wppijani odacy krzyczeli wznoszc rce ku murom:
 Poddajcie klasztor albo wiedzcie, e wasze mnichy wisie bd!
Inni blunili strasznie przeciwko Bogarodzicy i wierze katolickiej. Obleni, ze wzgldu na
ycie ojcw, sucha musieli cierpliwie. Kmicicowi wcieko zapieraa oddech w piersi. Dar
wosy w czuprynie, szaty na sobie i amic rce powtarza do pana Piotra Czarnieckiego:
 Ot, mwiem, mwiem, na co ukady ze zodziejami! Teraz stj, cierp! a oni lez w oczy a
bluni!... Matko Boa! Zmiuj si nade mn! Daj mi wytrwanie!... Na Boga ywego! niedugo
na mury zaczn le!... Trzymajciee mnie, okujcie mnie jak zbja, bo nie wytrzymam!
Tamci za zbliali si coraz bardziej i blunili coraz mielej.
Tymczasem zaszed nowy wypadek, ktry do rozpaczy przywid oblonych. Pan kasztelan
kijowski, poddajc Krakw, wymwi sobie, e wyjdzie z caym wojskiem i pozostanie wraz z
nim na lsku a do koca wojny. Siedmset piechoty z tych wojsk, gwardii krlewskiej pod wodz
pukownika Wolfa, stao tu w pobliu, nad granic i ufajc traktatom, nie miao si na
bacznoci.
Ow Wrzeszczowicz namwi Millera, aeby tych ludzi zagarn. Ten wysa samego
Wrzeszczowicza z dwoma tysicami rajtarii, ktrzy noc przeszedszy granic napadli na upionych
i zabrali ich co do jednego. Sprowadzonych do obozu szwedzkiego kaza Miller umylnie
obwodzi naokoo muru, aby okaza ksiom, e to wojsko, od ktrego spodziewali si odsieczy,
posuy wanie do zdobywania Czstochowy.
Widok te to by przeraajcy dla oblonych tej wietnej gwardii krlewskiej, wleczonej
wedle murw; nikt bowiem nie wtpi, e ich pierwszych zmusi Miller do szturmu.
Popoch ukaza si znw w wojsku; niektrzy onierze poczli bro ama i woa, e nie ma
ju rady, jeno trzeba si poddawa jak najprdzej. Serca upady i w szlachcie.
Niektrzy z nich znw wystpili do Kordeckiego z probami, aby mia lito nad ich dziemi,
nad witym miejscem, nad obrazem i nad zgromadzeniem zakonnym. Zaledwie powaga przeora
i pana Zamoyskiego starczyy do uciszenia tego rozruchu.
A ksidz Kordecki mia przede wszystkim na myli uwolnienie uwizionych ojcw i chwyci
si najlepszego sposobu, napisa bowiem list do Millera, e chtnie dla dobra Kocioa owych
braci powici. Niech wic jenera skazuje ich na mier; bd potem wszyscy inni wiedzie,
czego si po nim mog spodziewa i jak wiar do jego przyrzecze przywizywa.
Miller radosny by, bo sdzi, e dopywa do koca. Nie od razu jednak uwierzy sowom
Kordeckiego i jego gotowoci powicenia zakonnikw. Wic jednego z nich, ksidza Beszyskiego,
wysa do klasztoru, zobowizawszy go naprzd przysig, e wrci sam dobrowolnie,
bez wzgldu na to, jak odpowied przyniesie. Zobowiza go rwnie przysig, e wystawi
potg szwedzk i niepodobiestwo oporu. Zakonnik powtrzy wszystko wiernie, lecz oczy
jego mwiy co innego, a w kocu rzek:
 Lecz ycie niej cenic anieli dobro Zgromadzenia czekam na postanowienie rady, a co wy
uchwalicie, najwierniej nieprzyjacielowi z powrotem oznajmi.
Kazano mu odpowiedzie, e zakon pragnie ukadw, ale nie moe wierzy jeneraowi, ktry
posw wizi. Na drugi dzie przyszed do klasztoru drugi z wysanych ojcw, Maachowski, i z
podobn odszed odpowiedzi.
Wwczas obaj usyszeli wyrok mierci.
Byo to w kwaterze Millera w obecnoci sztabu i znamienitych oficerw. Wszyscy oni patrzyli
pilnie w twarze zakonnikw, ciekawi, jakie te wyrok wywrze na nich wraenie, i z najwikszym
zdumieniem ujrzeli na obydwch rado tak wielk, tak nieziemsk, jakby najwysze
zwiastowano im szczcie. Wyblade policzki zakonnikw zarumieniy si nagle, oczy napeniy
si wiatem i ojciec Maachowski rzek drcym ze wzruszenia gosem:
 Ach! czemu dzisiaj nie umieramy, skoro ofiar za Boga i krla pa nam przeznaczono!...
Miller kaza ich natychmiast wyprowadzi. Pozostali oficerowie spogldali jedni na drugich,
na koniec ktry ozwa si:
 Z podobnym fanatyzmem trudna walka.
A ksi Heski na to:
 Podobn wiar mieli tylko pierwsi chrzecijanie... To wapan chcia rzec?
Nastpnie zwrci si do Wrzeszczowicza.
 Panie Weyhard  rzek  rad bym wiedzie, co pan mylisz o tych mnichach?
 Nie potrzebuj sobie nimi gowy zaprzta  odpar zuchwale Wrzeszczowicz  pan jenera
ju o nich pomyla!
Wtem Sadowski wystpi na rodek izby i stan przed Millerem.
 Wasza dostojno nie kaesz tych mnichw straci!  rzek stanowczo.
 A to czemu?
 Dlatego e wwczas o jakichkolwiek ukadach mowy ju nie bdzie, e zaoga twierdzy zaponie
zemst, e ci ludzie prdzej jeden na drugim w takim razie padn, ni si poddadz...
 Wittenberg przysya mi cikie dziaa.
 Wasza dostojno nie uczynisz tego  mwi z moc Sadowski  gdy to s posowie, ktrzy
w zaufaniu tu przybyli!
 Ja te ich nie na zaufaniu ka powiesi, tylko na szubienicy.
 Echo tego czynu rozlegnie si w caym kraju, wzburzy wszystkie serca i odwrci je od nas.
 Daj mi wapan pokj ze swymi echami!... Syszaem ju o nich sto razy.
 Wasza dostojno nie uczynisz tego bez wiedzy jego krlewskiej moci!
 Wapan nie masz prawa przypomina mi moich obowizkw wzgldem krla!
 Ale mam prawo prosi o uwolnienie ze suby, a powody jego krlewskiej moci przedstawi.
Chc by onierzem, nie katem!...
Ksi Heski wystpi z kolei na rodek izby i rzek ostentacyjnie:
 Panie Sadowski, daj mi tw rk. Pan jeste szlachcic i uczciwy czowiek!
 Co to jest? co to znaczy?  rykn Miller zrywajc si z siedzenia.
 Jenerale  rzek zimno ksi Heski  pozwalam sobie mniema, e pan Sadowski jest
uczciwym czowiekiem, i sdz; e nie masz w tym nic przeciwnego dyscyplinie?
Miller nie lubi ksicia Heskiego, ale jak wielu ludziom niszego pochodzenia, tak i jemu imponowa
w najwyszy sposb w chodny, grzeczny, a zarazem pogardliwy sposb mwienia,
waciwy ludziom wysokiej godnoci. Miller stara si mocno przyswoi sobie ow manier, co
mu si zreszt nie udawao. Pohamowa jednak wybuch i rzek spokojniej:
 Mnichy bd jutro wisie.
 To nie moja rzecz  odrzek ksi Heski  ale w takim razie ka wasza dostojno dzi
jeszcze uderzy na te dwa tysice Polakw, ktrzy s w naszym obozie, bo jak tego nie uczynisz,
to oni jutro uderz na nas... Ju i tak bezpieczniej szwedzkiemu onierzowi i midzy stado
wilkw jak midzy ich namioty. Oto wszystko, co chciaem powiedzie, a teraz pozwalam sobie
yczy waszej dostojnoci powodzenia.
To rzekszy wyszed z kwatery.
Miller pomiarkowa, i zapdzi si zbyt daleko. Lecz rozkazw nie cofn i tego samego dnia
jeszcze zaczto wznosi szubienic na oczach caego klasztoru. Jednoczenie odacy, korzystajc
z zawartego zawieszenia broni, cisnli si jeszcze bliej murw nie przestajc szydzi, urga,
bluni, wyzywa. Cae tumy ich wdzieray si na gr; stali tak gsto; jakoby zamierzali
i do szturmu.
Wtem pan Kmicic, ktrego nie okuli, jak o to prosi, nie wytrzyma istotnie i gruchn z dziaa
w najwiksz kup tak skutecznie, e pokotem pooy tych wszystkich onierzy, ktrzy si
naprzeciw wylotu znajdowali. Byo to jakby haso, bo naraz, bez rozkazw, a nawet wbrew im,
zagray wszystkie dziaa, hukny rusznice i garacze.
Szwedzi za, wystawieni ze wszech stron na ogie, z wyciem i rykiem ucieka poczli od
twierdzy, gsto po drodze trupem padajc.
Czarniecki przyskoczy do Kmicica.
 A wiesz, e za to kula w eb?
 Wiem, wszystko mi jedno! Niech mnie!...
 To w takim razie mierz dobrze!
Kmicic mierzy dobrze.
Wkrtce jednak zabrako mu celu. Wielkie poruszenie stao si tymczasem w obozie szwedzkim,
lecz byo tak jasnym, e pierwsi Szwedzi zgwacili zawieszenie broni, i Miller sam w duchu
przyznawa suszno jasnogrcom.
Co wicej! Kmicic ani si spodziewa, e swymi strzaami uratowa prawdopodobnie ycie
ojcom, bo wskutek nich Miller stanowczo przekona si, e zakonnicy w ostatnim razie istotnie
gotowi s dla dobra Kocioa i klasztoru powici dwch wspbraci. Strzay wbiy mu przy
tym do gowy i t myl, e jeli wos spadnie z gowy posw, tedy ju nic innego, prcz podobnych
grzmotw, nie usyszy ze strony klasztoru.
I nazajutrz zaprosi obydwch uwizionych zakonnikw na obiad, nastpnego za dnia odesa
ich do klasztoru.
Paka ksidz Kordecki na ich widok, wszyscy brali ich w ramiona i zdumiewali si syszc z
ich ust, e wanie owym wystrzaom winni s ocalenie. Przeor, ktry poprzednio gniewa si na
Kmicica, przywoa go zaraz i rzek:
 Gniewaem si, bo mylaem, e ich zgubi, ale ciebie widocznie Najwitsza Panna natchna.
Znak to aski, raduj si!...
 Ojcze najdroszy, kochany, nie bdzie ju ukadw?  pyta Kmicic caujc go po rkach.
Ale ledwie to wymwi, ledwie skoczy, gdy trbka ozwaa si przy bramie i nowy pose od
Millera wszed do klasztoru.
By to pan Kuklinowski, pukownik chorgwi wolentarskiej, wczcej si ze Szwedami.
Najwiksi warchoowie, bez czci i wiary, suyli w tej chorgwi, a po czci dysydenci, jako
lutrowie, arianie, kalwini. Tym si tumaczya ich przyja dla Szwedw, lecz gwnie zagnaa
ich do millerowskiego obozu ch grabiey i upw. Szajka ta, zoona ze szlachty banitw, ludzi
zbiegych z wie i rk mistrza, a z czeladzi wisielcw, urwanych od powroza, podobna bya
nieco do dawnej Kmicicowej partii, tylko tamci si bili jak lwy, ci woleli rabowa, krzywdzi
szlachcianki po dworach, rozbija stajnie i skrzynie. Kuklinowski sam mniej by za to podobny
do Kmicica. Wiek przyprszy siwizn jego wosy, twarz mia zwid, zuchwa i bezczeln.
Oczy, nadzwyczaj wypuke i drapiene, zwiastoway gwatowno charakteru. By to jeden z
tych onierzy, w ktrych wskutek hulaszczego ycia, cigych wojen sumienie wypalio si do
dna. Mnstwo podobnych krcio si wwczas po wojnie trzydziestoletniej w caych Niemczech
i Polsce. Gotowi oni byli suy kademu, i nieraz prosty wypadek rozstrzyga, po ktrej stawali
stronie.
Ojczyzna, wiara, sowem, wszystkie witoci, byy im zupenie obojtne. Wyznawali jedn
tylko onierk, szukali w niej uciech, rozpusty, korzyci i zapomnienia ycia. Wszelako obrawszy
jaki obz suyli mu do wiernie, a to przez pewien honor oniersko-rozbjniczy i dlatego;
aby nie psu sobie i innym wzitoci. Takim by i Kuklinowski. Sroga odwaga i niezmierna
zawzito wyrobiy mu mir midzy warchoami. atwo mu przychodzio werbowa ludzi. Wiek
ycia przesuy w rnych broniach i obozach. By na Siczy atamanem; wodzi puki na Wooszczyzn;
w Niemczech werbowa ochotnikw w czasie trzydziestoletniej wojny i zyska pewn
saw jako dowdca jazdy. Krzywe jego nogi, wygite na ksztat pakw, znamionoway, e
wiksz cz ycia spdzi na koniu. Chudy by przy tym jak trzaska i nieco pochylony z rozpusty.
Sia krwi, nie tylko w wojnach przelanej, ciyo na nim. A jednak nie by to czowiek z
natury zupenie zy, miewa czasem szlachetniejsze popdy, by tylko do szpiku koci zepsuty i
rozzuchwalony. Sam bowiem nieraz mawia w zaufanej kompanii po pijanemu: Spenio si
niejeden uczynek, za ktry powinien by piorun trzasn, a nie trzasn.
Ta bezkarno sprawia, e nie wierzy w sprawiedliwo bo i kar nie tylko za ycia, ale i
po mierci, inaczej mwic: nie wierzy w Boga, wierzy jednak w diaba, w czarownice, w
astrologw i w alchemi.
Nosi si po polsku, gdy uwaa ten strj za najodpowiedniejszy dla kawalerzysty; jeno ws,
jeszcze czarny, podstrzyga po szwedzku i rozczapierza w zadartych do gry kocach. Mwic,
zdrobnia wszystkie wyrazy jak dziecko, co dziwne czynio wraenie w ustach takiego wcielone-
go diaba i okrutnika opicego krew ludzk. Mwi duo i chepliwie, oczywicie mia si za
znamienit osob i jednego z pierwszych w wiecie pukownikw jazdy.
Miller, ktry, lubo w szerszym zakroju, sam do podobnego gatunku ludzi nalea, ceni go
wielce, a zwaszcza lubi go sadza u swego stou. Obecnie Kuklinowski sam narzuci mu si na
pomocnika, zarczajc, e wymow sw wnet ksiy do opamitania przywiedzie.
Poprzednio jeszcze, gdy po aresztowaniu ksiy pan Zamoyski, miecznik sieradzki, wybiera
si sam wasn osob do obozu Millera i da zakadnika, Miller posa Kuklinowskiego; pan
Zamoyski i ksidz Kordecki nie przyjli go jednak, jako czeka nieodpowiedniej godnoci.
Od tej pory, dotknity w mioci wasnej, Kuklinowski powzi mierteln uraz do obrocw
Jasnej Gry i postanowi wszelkimi siami im szkodzi. Wybra si wic w poselstwie, raz dla
samego poselstwa, a po wtre, eby wszystko obejrze i tu i owdzie ze ziarno rzuci. Poniewa
z dawna znajomy by panu Czarnieckiemu, zbliy si zatem do bramy przez niego strzeonej;
lecz pan Czarniecki spa wanie, Kmicic go zastpowa; on te wprowadzi gocia i zawid go
do definitorium.
Kuklinowski rzuci okiem znawcy na pana Andrzeja i wnet wpada mu bardzo w oko nie tylko
postawa, ale i wzorowy onierski moderunek modego junaka.
 onierzyk zaraz prawdziwego onierzyka odgadnie  rzek podnoszc rk do kopaka. 
Nie spodziewaem si, eby ksiulkowie mieli tak grzecznych oficerw na kondycyjce. Jake
godno, prosz?...
W Kmicicu, ktry mia gorliwo kadego nowo nawrconego, a dusza si wzdrygaa,
szczeglnie na Polakw Szwedom sucych; jednake wspomnia na niedawne gniewy ksidza
Kordeckiego, na wag, ktr tene do ukadw przywizywa, wic odrzek chodno, ale spokojnie:
 Jestem Babinicz, dawny pukownik wojsk litewskich, a teraz wolentariusz w subie Najwitszej
Panny.
 A ja Kuklinowski, take pukownik, o ktrym musiae wa sysze, bo czasu niejednej
wojenki o tym nazwisku i o tej szabelce (tu uderzy si po boku) wspominano nie tylko tu w
Rzeczypospolitej, ale i za granic.
 Czoem!  rzek Kmicic  syszaem.
 No, prosz... to wa z Litwy?... I tam bywaj sawni onierze... My to wiemy o sobie, bo
te trb sawy sycha z jednego koca wiata w drugi... Znae tam waszmo niejakiego
Kmicica?
Pytanie pado tak nagle, e pan Andrzej stan jak wryty.
 A waszmo czemu si o niego pytasz?
 Bo go miuj, cho go nie znam; bomy do siebie podobni jak para butw... i to zawsze powtarzam:
dwch jest (z przeproszeniem waszmoci) prawdziwych onierzy w tej Rzeczypospolitej:
ja w Koronie, a Kmicic na Litwie... Para gobkw, co?! Znae go wa osobicie?
 Bodaj ci zabito!  pomyla Kmicic.
Lecz wspomniawszy na poselski charakter Kuklinowskiego, odrzek gono:
 Osobicie go nie znaem... Ale owo wejd pan, bo tam ju rada oczekuje.
To rzekszy wskaza mu drzwi, z ktrych na przyjcie gocia wyszed jeden z ksiy. Kuklinowski
uda si z nim razem do definitorium, lecz przedtem jeszcze odwrci si do Kmicica.
 Mio mi bdzie, panie kawalerze  odrzek  jeli i z powrotem ty mnie odprowadzisz, nie
kto inny.
 Zaczekam tu na waszmoci  odpowiedzia pan Kmicic.
I pozosta sam. Po chwili pocz chodzi tam i na powrt prdkimi krokami. Wzburzya si w
nim caa dusza, a serce zalewao mu si krwi czarn ze zoci.
 Smoa tak nie przylega do szaty jak niesawa do imienia!  mrucza.  Ten otr, ten wyga,
ten sprzedawczyk miele si bratem moim mianuje i za kompaniona mnie ma. Ot, czegom si
doczeka! Wszyscy wisielcy si do mnie przyznaj, a nikt zacny bez abominacji nie wspomni.
Maom jeszcze uczyni, mao!... ebym przynajmniej mg t szelm nauczy... Nie moe by
inaczej, tylko go sobie zakarbuj...
Narada w definitorium trwaa dugo. Uczynio si ciemno.
Kmicic czeka jeszcze.
Na koniec ukaza si pan Kuklinowski. Twarzy jego nie mg dojrze pan Andrzej, ale z
szybkiego sapania wnosi, e misja zgoa mu si nie udaa i zarazem nie przypada do smaku, bo
nawet do gawdy straci ochot. Szli wic czas jaki w milczeniu; tymczasem postanowi Kmicic
dowiedzie si prawdy, rzek tedy udajc umylnie wspczucie:
 Pewnie z niczym waszmo wracasz... Nasi ksia uparci, a mwic midzy nami (tu zniy
gos), le czyni, bo przecie wieki broni si nie moem.
Pan Kuklinowski stan i pocign go za rkaw.
 A, sdzisz wa, sdzisz, e le robi? Masz rozumek, masz! Ksiulkowie pjd na otrby
 ja w tym! Kuklinowskiego nie chc sucha, posuchaj jego miecza.
 Widzi wa, mnie te o nich nie chodzi  odrzek Kmicic  ale o miejsce, ktre jest wite,
nie ma co mwi!... a ktre im pniej si podda, tym kondycje srosze by musz... Chyba e to
prawda, co mwi, i w kraju powstaj haasy, e tu i owdzie poczynaj Szwedw siec i e chan
w pomoc cignie. Jeli tak, to Miller musi odstpi.
 Wapanu w zaufaniu powiem: ochotka na szwedzk juszk budzi si w kraju, a podobno i
w wojsku, prawda!... O chanie take gadaj! Ale Miller nie odstpi. Za par dni dziaa cikie
nam przyjd... Wykopiemy tych lisw z jamy, a pniej co bdzie, to bdzie!... Ale wapan rozumek
masz!
 Ot, i brama!  rzek Kmicic  tu musz waci poegna... Chyba e chcesz, bym ci po pochyoci
sprowadzi?
 Sprowad, sprowad! Par dni temu strzelilicie za posem!...
 At! co wa mwisz?!
 Moe niechccy... Ale lepiej sprowad wapan... Mam ci te kilka sw rzec.
 I ja wapanu.
 To i dobrze.
Wyszli za bram i pogryli si w ciemnoci. Tu Kuklinowski stan i chwyciwszy znw
Kmicica za rkaw, mwi pocz:
 Wapan, panie kawalerze, wydajesz mi si roztropny i przemylny, a przy tym czuj w tobie
onierzyka z krwi i z koci... Po co ci, u licha, z ksimi, nie z wojskowymi trzyma, po co
ksiym parobkiem by?... Lepsza u nas i weselsza kompania przy kielichach, kociach, z
dziewcztami... Rozumiesz? co?
Tu cisn mu rami palcami.
 Ten dom  mwi dalej ukazujc palcem na twierdz  pali si... a gupi, kto z palcego si
domu nie ucieka. Wapan moe imienia zdrajcy si boisz?... Plu na tych, co ci tak nazw!
Chod do naszej kompanii... Ja, Kuklinowski, to waci proponuj. Chcesz, suchaj... nie chcesz,
nie suchaj... gniewu nie bdzie. Jenera przyjmie ci dobrze, ja w tym, a mnie do serca przypade
i z yczliwoci to ci mwi. Wesoa kompanijka, wesoa! onierska wolno w tym, by
suy, komu si chce. Nic ci po mnichach! Jeeli cnotka przeszkadza, to j wycharchnij! Pamitaj
te i na to, e i uczciwi u nas su. Tylu szlachty, tylu panw, hetmani... Co masz by
lepszy? Kto tam si naszego Kazimierka trzyma?  nikt! Jeden Sapieha Radziwia gnbi.
Kmicic zaciekawi si.
 Sapieha, mwisz wapan, Radziwia gnbi?
 Tak jest. Srodze go tam na Podlasiu poturbowa, a teraz w Tykocinie oblega. A my nie
przeszkadzamy!
 Jak to?
 Bo krl szwedzki woli, eby si zjedli. Radziwi nigdy nie by pewny, o sobie jeno myla...
Przy tym ledwie podobno ju dyszy. Kto dopuci, eby go oblegano, to ju le z nim... ju
zgin.
 I Szwedzi nie id mu na ratunek?
 Kto ma i? Sam krl w Prusach, bo tam sprawa najwaniejsza... Elektoreczek dotd si
wykrca, teraz si nie wykrci. W Wielkopolsce wojenka. Wittenberg potrzebny w Krakowie,
Duglas z gralami ma robot, wic i zostawili Radziwia samemu sobie. Niech go tam Sapieha
zje. Urs Sapieka, to prawda... Ale przyjdzie i na niego kolej. Nasz Karolek, byle si z Prusami
uatwi, przytrze potem rogw Sapiee. Teraz nie ma na niego rady, bo caa Litwa przy nim stoi.
 A mud?
 mud Pontusik de la Gardie trzyma w apach, a cikie to apy, znam go!
 Take to Radziwi upad, on, ktry potg krlom dorwnywa?
 Ganie ju, ganie...
 Dziwne zrzdzenie boe!
 Odmienna wojny kolejka. Ale mniejsza z tym! No, co tam? Nie namylisze si wedle tej
propozycji, ktr ci uczyniem? Nie bdziesz aowa! Chod do nas. Jeli ci dzi za prdko, to
si namyl do jutra, do pojutrza, do przyjcia wielkich dzia. Oni ci wida ufaj, skoro moesz za
bram wychodzi, jak ot, teraz... Albo z listami przyjd i wicej nie wracaj...
 Wapan cigniesz na stron szwedzk, bo szwedzki pose  rzek nagle Kmicic  nie wypada
ci inaczej, chocia w duszy, kto wie, co tam mylisz. S tacy, ktrzy Szwedom su, a w
sercu le im ycz.
 Parol kawalerski!  odrzek Kuklinowski  e mwi szczerze, i nie dlatego, e funkcj poselsk
speniam. Za bram ju ja nie pose, i kiedy tak chcesz, to skadam dobrowolnie swoj
poselsk szar i mwi ci jak prywatny: ki do licha t paskudn twierdz!
 To wa mwisz jako prywatny?
 Tak jest.
 I mog ci jako prywatnemu odpowiedzie?
 Jako ywo! sam proponuj.
 Tedy suchaje mnie, panie Kuklinowski (tu Kmicic nachyli si i spojrza w same oczy zabijaki),
jeste szelma, zdrajca, otr, rakarz i arcypies! Masz dosy, czyli mam ci jeszcze w oczy
plun?
Kuklinowski zdumia si do tego stopnia, e przez chwil trwao milczenie.
 Co to?... Jak to?... Sysz ja dobrze?
 Masz, psie, dosy, czyli chcesz, bym ci w oczy plun?
Kuklinowski bysn szabl, lecz Kmicic schwyci go sw elazn rk za gar, wykrci rami,
wyrwa szabl, nastpnie trzasn w policzek, a si rozlego w ciemnoci, poprawi z drugiej
strony, obrci w rku jak fryg i kopnwszy z caej siy, wykrzykn:
 Prywatnemu, nie posowi!...
Kuklinowski potoczy si na d, jak kamie wyrzucony z balisty, pan Andrzej za spokojnie
poszed ku bramie.
Dziao si to w zaamaniu gry, tak i z murw trudno ich byo dojrze. Jednake przy bramie
spotka Kmicic czekajcego ju ksidza Kordeckiego, ktry zaraz odprowadzi go na bok i pyta:
 A co tak dugo robi z Kuklinowskim?
 Wchodziem z nim w konfidencj  odpar pan Andrzej.
 C ci mwi?
 Mwi mi, e o chanie prawda.
 Chwaa Bogu, ktry serca pogan zmieni umie i z wrogw uczyni przyjaci.
 Mwi mi take, i Wielkopolska si ruszya...
 Chwaa Bogu!
 e kwarciani coraz niechtniej przy Szwedzie stoj, e na Podlasiu wojewoda witebski Sapieha
zbi zdrajc Radziwia, majc wszystkich zacnych obywatelw po sobie. Jakoby caa Litwa
przy nim stoi, z wyjtkiem mudzi, ktr Pontus ogarn...
 Chwaa Bogu! Nic ecie wicej ze sob nie mwili?
 Owszem, namawia mnie potem Kuklinowski, bym do Szwedw przeszed.
 Tego si spodziewaem  rzek ksidz Kordecki  zy to czowiek... A ty ce mu odrzek?
 Bo to, widzicie, ojcze wielebny, powiedzia mi tak: Kad na bok moj szar poselsk,
ktra si za bram i bez tego koczy, a namawiam ci jako prywatny czowiek. A jam go jeszcze
dla pewnoci spyta, czy mog jako prywatnemu odpowiada. Powiedzia: Dobrze!  wtedy...
 Co wtedy?
 Wtedy daem mu w pysk, a on si na d pokoci.
 W imi Ojca i Syna, i Ducha!
 Nie gniewajcie si, ojcze... Bardzom to politycznie uczyni, a e on tam przed nikim sowa
nie pinie, to pewno!
Ksidz milcza przez chwil.
 Z poczciwoci to uczyni, wiem!  odrzek po chwili.  To mnie jeno martwi, e sobie
nowego wroga napyta... To straszny czek!
 E! jeden wicej, jeden mniej!...  rzek Kmicic.
Po czym pochyli si do ucha ksidza.
 A ksi Bogusaw  rzek  to mi przynajmniej wrg. Co mi tam taki Kuklinowski! Ani si
na niego obejrz.
ROZDZIA XVII
Tymczasem odezwa si grony Arfuid Wittenberg. Znamienity oficer przywiz jego surowe
pismo do klasztoru z rozkazem dla ojcw poddania twierdzy Millerowi. W przeciwnym razie 
pisa Wittenberg  jeli nie zaniechacie oporu i nie zechcecie ulega wspomnionemu panu jeneraowi,
bdcie przekonani, e surowa was czeka za to kara, ktra innym posuy za przykad.
Win za tego sobie przypiszecie.
Ojcowie, po odebraniu tego listu, postanowili po staremu zwleka, co dzie nowe trudnoci
przedstawiajc. I znw poczy pyn dni, podczas ktrych huk armat przerywa ukady, i odwrotnie.
Miller owiadczy, e tylko dla zabezpieczenia klasztoru od kup swawolnych pragnie wprowadzi
do sw zaog.
Ojcowie odpowiedzieli, e skoro zaoga ich okazaa si dostateczn do obrony przeciw tak
potnemu wodzowi jak pan jenera, tym bardziej wystarczy przeciw kupom swawolnym. Bagali
wic Millera na wszystko, co wite, na uszanowanie, jakie lud ma dla tego miejsca, na Boga
i cze Marii, aby sobie poszed do Wielunia lub gdzie by mu si podobao. Wyczerpaa si
jednak i cierpliwo szwedzka. Ta pokora oblonych, ktrzy jednoczenie prosili o miosierdzie
i coraz gciej z dzia strzelali, doprowadzaa do rozpaczy wodza i wojska.
Millerowi w gowie z pocztku nie mogo si pomieci, dlaczego, gdy cay kraj podda si,
to jedno miejsce si broni, co za moc je podtrzymuje, w imi jakich nadziei ci zakonnicy nie
chc ulegn, do czego d, czego si spodziewaj?
Lecz czas pyncy przynosi coraz janiejsze na owe pytania odpowiedzi. Opr, ktry si tu
pocz, szerzy si jak poar.
Mimo do tpej gowy spostrzeg jenera w kocu, o co ksidzu Kordeckiemu chodzio, bo
zreszt wytumaczy to niezbicie Sadowski: e wic nie o owo gniazdo skaliste, nie o Jasn Gr,
nie o skarby nagromadzone w zakonie, nie o bezpieczestwo Zgromadzenia  ale o losy caej
Rzeczypospolitej. Spostrzeg Miller, e w ksidz cichy wiedzia, co czyni, e mia wiadomo
swojej misji, e powsta jako prorok, aby zawieci krajowi przykadem, by gosem potnym
zawoa na wschd i zachd, na pnoc i poudnie: Sursum corda!  by czy to zwycistwem
swoim, czy mierci i ofiar obudzi picych ze snu, obmy z grzechw grzesznych, uczyni
wiato w ciemnociach.
Spostrzegszy to w stary wojownik po prostu zlk si i tego obrocy, i wasnego zadania.
Nagle w kurnik czstochowski wyda mu si olbrzymi gr bronion przez tytana, a sam
sobie wyda si jenera maym, a na armi wasn spojrza po raz pierwszy w yciu jak na gar
lichego robactwa. Ime to podnosi rk na t jak straszn, tajemnicz i niebotyczn potg?
Wic zlk si Miller i zwtpienie poczo si wkrada do jego serca. Wiedzc, e na niego win
zo, sam pocz szuka winnych, i gniew jego spad naprzd na Wrzeszczowicza. Powstay w
obozie niesnaski i niezgoda ja jtrzy przeciw sobie serca; prace oblnicze musiay na tym
cierpie.
Lecz Miller zbyt dugo przywyk w caym yciu mierzy ludzi i wypadki pospolit miar oniersk,
aby chwilami nie mia pociesza si jeszcze myl, e twierdza podda si w kocu. I
biorc rzeczy po ludzku, nie mogo si sta inaczej. Przecie Wittenberg przysya mu sze dzia
burzcych najciszego kalibru, ktre ju pod Krakowem pokazay sw potg.
U licha!  myla Miller  takie mury nie opr si takim kolubrynom, a gdy to gniazdo strachw,
zabobonu, czarw z dymem si rozwieje, wnet rzeczy wezm inny obrt i cay kraj si
uspokoi.
W oczekiwaniu wic na wiksze dziaa, kaza strzela z mniejszych. Dni walki wrciy. Prno
jednak kule ogniste paday na dachy, prno najdzielniejsi puszkarze nadludzkie czynili usiowania.
Ilekro wiatr zwia morze dymw, klasztor ukazywa si nietknity, wspaniay jak zaw-
sze, wyniosy, z wieami bodcymi spokojnie bkit. Tymczasem zdarzay si wypadki szerzce
zabobonny przestrach midzy oblegajcymi. To kule przelatyway ponad ca gr i raziy stojcych
z drugiej strony onierzy; to puszkarz, zajty rychtowaniem dziaa, pada nagle; to dymy
ukaday si w straszne i dziwaczne postacie; to prochy w jaszczach zapalay si nagle, jakby
niewidom rk podpalone.
Prcz tego ginli cigle onierze, ktrzy pojedynczo, samowtr albo samotrze wychylali si
z obozu. Posdzenie o to pado na polskie posikowe chorgwie, ktre, prcz puku Kuklinowskiego,
odmawiay wrcz wszelkiego udziau w pracach oblniczych i coraz groniejsz przybieray
postaw. Miller zagrozi pukownikowi Zbrokowi sdem na jego ludzi, ten za odpowiedzia
mu w oczy wobec wszystkich oficerw: Sprbuj, jenerale!
Natomiast towarzysze spod polskich chorgwi wczyli si umylnie po szwedzkim obozie,
okazujc pogard i lekcewaenie onierzom, a wszczynajc ktnie z oficerami. Przychodzio
std do pojedynkw, w ktrych Szwedzi, jako mniej wprawni w szermierk, najczciej padali
ofiar. Miller wyda surowe rozporzdzenie przeciwko pojedynkom, a w kocu zabroni towarzystwu
wstpu do obozu. Wyniko z tego, e w kocu oba wojska leay obok siebie jak wrogie
i oczekujce tylko sposobnoci do walki.
Klasztor za broni si coraz lepiej. Okazao si, e dziaa nadesane przez pana krakowskiego
nie ustpuj w niczym tym, ktrymi rozporzdza Miller, a puszkarze przez sw cig praktyk
doszli do takiej wprawy, e kady ich strza powala nieprzyjaci. Szwedzi spdzali to na czary.
Puszkarze odpowiadali wprost oficerom, e z t si, ktra klasztoru broni, nie ich rzecz walczy.
Pewnego rana popoch wszcz si we wschodnio-poudniowym przykopie; onierze bowiem
ujrzeli wyranie niewiast w bkitnym paszczu, osaniajc koci i klasztor. Na ten widok
rzucili si pokotem twarzami na ziemi. Prno nadjecha sam Miller, prno tumaczy im, e to
mgy i dymy uoyy si w ten sposb; prno wreszcie grozi sdem i karami. W pierwszej
chwili nikt nie chcia go sucha; zwaszcza e sam jenera nie umia ukry przeraenia.
Rozszerzyo si wnet po tym wypadku w caym wojsku mniemanie, e nikt z tych, ktrzy w
obleniu brali udzia, swoj mierci nie umrze. Wielu oficerw podzielao t wiar, a i Miller
nie by wolny od obaw, sprowadzi bowiem ministrw luterskich i kaza im czary odczynia.
Chodzili tedy po obozie szepczc i piewajc psalmy; przestrach jednak tak si ju rozszerzy, e
nieraz przyszo im usysze z ust onierzy: Nie wasza moc, nie wasza potga!
Wrd strzaw armatnich nowy pose millerowski wszed do klasztoru i stan przed obliczem
ksidza Kordeckiego i rady.
By to pan ladkowski, podstoli rawski, ktrego podjazdy szwedzkie ogarny, gdy z Prus
powraca. Przyjto go zimno i surowo, cho twarz mia poczciw, a spojrzenie jak niebo pogodne,
bo ju si byli przyzwyczaili zakonnicy do poczciwych twarzy u zdrajcw. Ale on si takim
przyjciem wcale nie zmiesza i podczesujc rano palcami powego czuba na gowie ozwa si:
 Niech bdzie pochwalony Jezus Chrystus!
 Na wieki wiekw!  odezwali si chrem zebrani.
A ksidz Kordecki zaraz doda:
 Niech bd bogosawieni, ktrzy Mu su.
 I ja Mu su  odrzek pan podstoli  a e szczerzej ni Millerowi, to si zaraz pokae...
Hm! pozwlcie, ojcowie czcigodni i kochani, e odchrzkn, bo musz naprzd paskudztwo
wyplun... Wic tedy Miller... tfu!... przysa mnie, mj dobry panie, do was, ebym was do
poddania si... tfu!... namawia. A ja si podjem dlatego, eby wam powiedzie: brocie si, o
poddaniu nie mylcie, bo Szwedzi ju cienko przd i licho ich w oczach bierze.
Zdumieli si zakonnicy i mowie wieccy widzc takiego posa; naraz pan miecznik sieradzki
zakrzykn:
 Jak mi Bg miy, to jaki uczciwy czowiek!
I skoczywszy ku niemu pocz mu rk potrzsa, a pan ladkowski drug, woln, znw podgarn
czuba i mwi dalej:
 em nie jest szelm, to si take zaraz pokae. Kreowaem si Millerowi posem jeszcze i
dlatego, by wam nowin udzieli, ktre s tak pomylne, ze chciabym je wszystkie, mj dobry
panie, jednym tchem wypowiedzie... Dzikujcie Bogu i Najwitszej Jego Rodzicielce, e was
obraa za narzdzia do odwrcenia serc ludzkich! Waszym to przykadem, wasz obron kraj
nauczony poczyna zrzuca z siebie jarzmo szwedzkie. Co tu gada! Bij Szwedw w Wielkopolsce
i na Mazurach, znosz mniejsze oddziay, zalegaj drogi i pasy. W kilku ju miejscach srogiego
dali im upnia. Szlachta siada na ko, chopi, mj dobry panie, w kupy si zbieraj, a jak
zapi jakiego Szweda, to pasy z niego dr. Wiry lec, kaki lec! Ot, co jest! ot, do czego przyszo!
A kto to sprawi? Wy!
 Anio to, anio powiada!  woali zakonnicy i szlachta wznoszc do nieba rce.
 Nie anio, ale do usug, ladkowski, podstoli rawski... Nic to! Suchajcie dalej: Chan, pomny
na dobrodziejstwa pana naszego, krla prawowitego Jana Kazimierza, ktremu niech Bg
da zdrowie i panowanie w najdusze lata, idzie z pomoc i ju wszed w granic Rzeczypospolitej,
Kozakw, ktrzy si oponowali, na sieczk roznis i wali w sto tysicy ordy pod Lww, a
Chmielnicki, volens nolens, z nim razem.
 Dla Boga! dla Boga!  powtarzay rne gosy, jakoby przygnbione szczciem.
A pan ladkowski a si zapoci i machajc rkoma coraz ywiej, krzycza:
 Nic to jeszcze!... Pan Czarniecki, ktremu Szwedzi pierwsi nie dotrzymali punktw, bo mu
piechot z Wolfem porwali, czuje si wolnym od sowa i na ko ju siada. Krl Kazimierz wojsko
zbiera i lada dzie do kraju wkroczy, a hetmani, suchajcie, ojcowie, hetmani: pan Potocki i
pan Lanckoroski, z nimi za cae wojsko, czekaj tylko na wejcie krla, by Szwedw odstpi
i przeciw nim szable zwrci. Tymczasem z panem Sapieh si porozumiewaj i z chanem.
Szwedzi w strachu, ogie w caym kraju, wojna w caym kraju... kto yw, w pole wychodzi!
Co dziao si w sercach zakonnikw i szlachty, trudno opisa, trudno wypowiedzie. Niektrzy
pakali, inni padali na kolana, inni powtarzali: Nie moe by, nie moe by!  co usyszawszy
pan ladkowski zbliy si do wielkiego krucyfiksu wiszcego na cianie i tak mwi:
 Kad rce na tych nogach Chrystusowych, gwodziem przybitych, i przysigam, jako
szczer i czyst prawd powiadam. Powtarzam wam tylko: brocie si, nie upadajcie, nie ufajcie
Szwedom, nie liczcie na to, bycie pokor i poddaniem si mogli jakiekolwiek bezpieczestwo
sobie zapewni. adnych oni nie dotrzymuj umw, adnych ukadw. Wy, tu zamknici, nie
wiecie, co si dzieje w caym kraju, jaki powsta ucisk, jakie gwaty, mordowanie ksiy, profanowanie
witoci, wzgardzenie wszelkim prawem. Wszystko wam obiecuj, niczego nie dotrzymaj.
Cae krlestwo wydane zostao na up rozpucie onierza. Nawet ci, ktrzy jeszcze ze
Szwedem trzymaj, krzywd unikn nie mog... Oto kara boa na zdrajcw za niedotrzymanie
wiary krlowi. Zwlekajcie!... Ja, jako mnie tu widzicie, jeli jeno yw bd, jeeli zdoam si
Millerowi wykrci, zaraz na lsk do naszego pana ruszam. Tam mu do ng padn i powiem:
Miociwy krlu! Ratuj Czstochow i najwierniejszych sug swoich! Ale wy si trzymajcie,
ojcowie najmilsi, bo na was zbawienie caej Rzeczypospolitej spoczywa.
Tu zadra gos panu ladkowskiemu i zy pokazay mu si na rzsach, po czym tak mwi
dalej:
 Bdziecie mieli jeszcze cikie chwile: id dziaa burzce z Krakowa, ktre dwiecie piechoty
prowadzi... Jedna szczeglniej sroga kolubryna... Nastpi szturmy okrutne... Ale to bd
ostatnie wysiki... Wytrzymajcie to jeszcze, bo ju zbawienie idzie ku wam. Na te rany boskie,
czerwone, przyjdzie krl, hetmani, wojsko, caa Rzeczpospolita... na ratunek swojej Patronce...
Ot, co wam powiadam... ratunek, zbawienie, sawa... ju, ju... niedugo!
Tu rozpaka si szlachcic poczciwy i stao si powszechne szlochanie.
Ach! tej znuonej garstce obrocw, tej garstce sug wiernych a pokornych naleaa si ju
lepsza wie i jakowa pociecha z kraju!
Ksidz Kordecki powsta ze swojego miejsca, zbliy si do pana ladkowskiego i rozoy
szeroko ramiona.
ladkowski rzuci si w nie i dugo obejmowali si wzajem; inni idc za ich przykadem poczli
pada sobie w ramiona a ciska si i caowa, a winszowa sobie, jakoby Szwed ju odstpi.
Na koniec ksidz Kordecki rzek:
 Do kaplicy, bracia moi, do kaplicy!
I poszed pierwszy, a za nim inni. Pozapalano wszystkie wiece, bo ju mroczyo si na dworze,
i rozsunito firanki cudownego obrazu, od ktrego sodkie a rzsiste blaski rozsypay si
zaraz naokoo. Ksidz Kordecki klkn na stopniach, dalej zakonnicy, szlachta i lud prosty; nadeszy
take niewiasty z dziemi. Wyblade z umczenia twarze i zapakane oczy wznosiy si
ku obrazowi; ale spoza ez promieni si ju na wszystkich umiech szczcia. Przez chwil
trwao milczenie, na koniec ksidz Kordecki zacz:
 Pod Twoj obron uciekamy si, wita Boa Rodzicielko...
Dalsze sowa uwizy mu w ustach; umczenie, dawne cierpienia, tajone niepokoje wraz z radosn
nadzieja ratunku wezbray w nim jak fala ogromna; wic kanie wstrzsno mu piersi i
ten m, ktry losy caego kraju dwiga na swych ramionach, pochyli si jak sabe dziecko,
pad na twarz i z paczem niezmiernym zdoa tylko zawoa:
 O Mario! Mario! Mario!
Pakali z nim razem wszyscy, a obraz z gry sia blaski przejasne...
Pn noc dopiero rozeszli si zakonnicy i szlachta na mury, ksidz Kordecki za pozosta
ca noc lecy krzyem w kaplicy. Byy obawy w klasztorze, aeby znuenie z ng go nie zwalio,
lecz on nazajutrz rano pokaza si na basztach, chodzi pomidzy onierstwem i zaog wesoy,
wypoczty, i tu, i owdzie powtarza:
 Dzieci! Jeszcze Najwitsza Panna okae, i od burzcych kolubryn mocniejsza, a potem
bdzie koniec waszych trosk i umczenia!
Tego ranka Jacek Brzuchaski, mieszczanin czstochowski, przebrawszy si za Szweda,
podszed pod mury, aby potwierdzi wie o nadciganiu wielkich dzia z Krakowa, lecz zarazem
o zblianiu si chana z ord. Wrzuci prcz tego list z konwentu krakowskiego, od ojca
Antoniego Paszkowskiego, w ktrym tene, opisujc straszliwe okruciestwa i upiee Szwedw,
zachca i baga ojcw jasnogrskich, aby nie ufali obietnicom nieprzyjaciela i wytrwale
bronili witego miejsca przeciw zuchwalstwu bezbonikw.
adnej bowiem nie ma u Szwedw wiary (pisa ksidz Paszkowski), adnej religii. Nic boskiego
ani ludzkiego nie jest dla nich witym i nietykalnym; niczego ani przez ukady, ani przez
publiczne przyrzeczenia zabezpieczonego  dotrzymywa nie zwykli.
By to wanie dzie Niepokalanego Poczcia. Kilkunastu oficerw i onierzy z pomocniczych
polskich chorgwi uzyskao natarczywymi probami od Millera pozwolenie udania si do
twierdzy na naboestwo. Moe liczy Miller, i pokumaj si z zaog, i przynisszy wie o
dziaach burzcych roznios trwog, moe nie chcia przez odmow dorzuca iskry na ywioy
palne, ktre i bez tego czyniy stosunki midzy Polakami a Szwedami coraz niebezpieczniejszymi
 do, e pozwoli.
Ow z tymi kwarcianymi przyby pewien Tatar, z polskich Tatarw mahometan. Ten wrd
powszechnego zdumienia zachca zakonnikw, eby ludziom plugawym witego miejsca nie
poddawali, utrzymujc z pewnoci, i Szwedzi wkrtce z hab i upokorzeniem ustpi. To
samo powtarzali kwarciani potwierdzajc we wszystkim doniesienia pana ladkowskiego.
Wszystko to razem wzite podnioso ducha w oblonych do tego stopnia, e nic si nie obawiali
owych olbrzymich kolubryn, a nawet artowano sobie z nich midzy onierstwem.
Po naboestwie rozpoczy si obustronne strzay. By pewien onierz szwedzki, ktry czstokro
podchodzi pod mury i tubalnym gosem bluni przeciw Bogarodzicy. Czstokro te
strzelali do obleni, zawsze bez skutku. Kmicicowi, gdy go raz na cel bra, pka ciciwa, odak
za rozzuchwala si coraz wicej i innych jeszcze odwag sw zachca. Mwiono o nim,
e ma siedmiu szatanw na usugi, ktrzy go strzeg i zasaniaj.
W dniu owym znw on przyszed bluni, lecz oblecy dufajc, e jako w dzie Niepokalanego
Poczcia czary mniejsz si mie bd, postanowili koniecznie go ukara. Strzelano do
do dugo bezskutecznie, na koniec kula armatnia odbita od lodowego wau, podskakujc po
niegu na ksztat ptaka, uderzya go w same piersi i rozerwaa na dwoje. Ucieszyli si tym
obrocy i chepic si woali: Ktry jeszcze przeciw Niej bluni bdzie?  atoli tamci pierzchli
w popochu a do przykopw.
Szwedzi strzelali do murw i na dachy. Lecz kule ich nie zdoay przestraszy obrocw.
Stara ebraczka Konstancja, mieszkajca w szczelinie skay, chodzia, jakoby na szyderstwo
Szwedom, po caej pochyoci, zbierajc w podoek pociski i przegraajc od czasu do czasu
kosturem onierzom. Ci, majc j za czarownic, uczuli strach, aby im zego nie przyczynia,
zwaszcza gdy spostrzegli, e kule si jej nie imaj.
Dwa cae dni zeszo na prnej strzelaninie. Rzucano na dachy sznury okrtowe, nasycone
smo, bardzo gsto, ktre leciay na ksztat ww ognistych. Lecz stra, urzdzona wzorowo,
zapobiegaa na czas niebezpieczestwu. A przysza noc tak ciemna, e mimo ognisk, beczek ze
smo i ogniowych dzia ksidza Lassoty, obleni nie mogli nic widzie.
Tymczasem midzy Szwedami panowa jaki ruch niezwyczajny. Sycha byo skrzyp k,
gwar gosw ludzkich, czasem renie koni i rozmaite inne haasy. onierze na murach odgadywali
atwo, co si dzieje.
 Dziaa nadeszy, nie moe inaczej by!  mwili jedni.
 I szace sypi, a tu ma taka, e palcw u wasnej rki nie dojrzysz.
Starszyzna obradowaa nad wycieczk, ktr pan Czarniecki doradza, lecz miecznik sieradzki
oponowa, twierdzc susznie, e przy tak wanej robocie musia si nieprzyjaciel dostatecznie
ubezpieczy i pewnie piechot trzyma w pogotowiu. Dawano wic tylko ognia w stron pnocn
i poudniow, skd najwikszy gwar dochodzi. Skutku w ciemnoci nie mona byo rozpozna.
Na koniec ukaza si dzie i pierwsze jego blaski odkryy robot szwedzk. Z pnocy i z
poudnia stany szace, nad ktrymi kilka tysicy ludzi pracowao. Sterczay one tak wysoko, i
oblonym zdao si, e szczyty ich le na rwnej linii z murami. Midzy regularnymi wyciciami
wierzchokw wida byo olbrzymie paszcze dzia i stojcych tu za nimi onierzy, podobnych
z dala do roju tych s.
W kociele nie skoczyo si jeszcze poranne naboestwo, gdy huk niezwyczajny wstrzsn
powietrzem, szyby zadray, niektre od samego wstrznicia wypady z opraw, rozbijajc si z
przeraliwym dwikiem na kamiennej posadzce, a cay koci wypeni si kurzaw powsta z
opadego tynku.
Olbrzymie kolubryny przemwiy.
Rozpocz si straszliwy ogie, jakiego jeszcze nie doznali obleni. Po skoczonym naboestwie
wypadli wszyscy na mury i dachy. Poprzednie szturmy wyday si tylko niewinn
igraszk przy tym straszliwym rozpasaniu si ognia i elaza.
Mniejsze dziaa grzmiay do wtru burzcym. Leciay olbrzymie faskule, granaty, pki szmat
przesyconych smo, pochodnie, sznury ogniste. Dwudziestoszeciofuntowe pociski odryway
blanki murw, uderzay w ciany, jedne grzzy w nich, drugie wybijay dziury olbrzymie odrywajc
tynk, glinowanie i cegy. Mury otaczajce klasztor poczy si tu i owdzie rysowa i rozszczepia,
a bite cigle, bite bez przestanku coraz nowymi pociskami groziy ruin. Budynki
klasztorne zasypywano ogniem.
Grajcy na wiey czuli chwianie si jej. Koci dygota od ustawicznych wstrznie; w niektrych
otarzach wiece wypady z lichtarzy.
Woda wylewana w niezmiernych ilociach na wszczynajce si poary, na rozpomienione
pochodnie, sznury i kule ogniste utworzya w poczeniu si z dymem i kurzaw kby pary tak
gste, e wiata spoza nich nie byo wida. Poczy si szkody w budynkach i na murach.
Okrzyk gore! rozlega si coraz czciej wrd huku wystrzaw i wistu kul. Przy pnocnej
baszcie zgruchotano dwa koa u armaty, jedno dziao uszkodzone zamilko. Jedna kula ognista
wpadszy do stajen zabia trzy konie i wszcza poar. Nie tylko kule, ale zamki granatw paday
tak gsto jak deszcz, na dachy, na baszty i mury.
Po krtkiej chwili ozway si jki rannych. Szczeglnym trafem polego trzech modzieniaszkw,
Janw. Przerazio to innych obrocw to samo imi noszcych, lecz w ogle obrona godna
bya szturmu. Wylegy na mury nawet niewiasty, dzieci i starcy. onierze stali na murach, z
nieustraszonym sercem w dymie, ogniu, wrd ulewy pociskw, i odpowiadali z zawzitoci na
ogie nieprzyjacielski. Jedni imali si k, przetaczajc dziaa w miejsca najbardziej zagroone,
drudzy spychali do wyomw w murach kamienie, drzewo, belki, nawz, ziemi.
Niewiasty z rozpuszczonymi wosami, z rozpalon twarz daway przykad odwagi i widziano
takie, ktre goniy z konewkami wody za skaczcymi jeszcze granatami majcymi tu, tu wybuchn.
Zapa rs z kad chwil, jakby ten zapach prochu, dymu, para, huk, fale ognia i elaza
miay wasno go podsyca. Wszyscy dziaali bez komendy, bo sowa giny wrd okropnego
oskotu. Tylko suplikacje, piewane w kociele, groway nawet nad gosem armat.
Okoo poudnia ogie usta. Wszyscy odetchnli, lecz wnet przed bram zawarcza bben i
dobosz przysany przez Millera, zbliywszy si do bramy, pocz pyta, czyli ojcowie maj dosy
i czy chc natychmiast si podda! Odpowiedzia sam ksidz Kordecki, e si do jutra namyl.
Zaledwie odpowied dosza do Millera, atak rozpocz si na nowo i ogie zdwoi si jeszcze.
Od czasu do czasu gbokie szeregi piechoty podsuway si pod ogniem ku grze, jak gdyby
miay ochot szturmu prbowa, lecz dziesitkowane z dzia i rusznic, wracay za kadym razem
szybko i w nieadzie pod wasne baterie. I jak fala morska zaleje wybrzee, a cofajc si zostawia
na piasku porosty, mae i rozmaite szcztki pokruszone w topieli, tak kada z tych szwedzkich
fal odpywajc zostawiaa po sobie trupy rozrzucone tu i owdzie po pochyoci.
Miller nie kaza strzela do baszt, ale w dugo murw, gdzie opr bywa najsabszy. Jako
czyniy si gdzieniegdzie znaczne szczerby w murach, nie do jednak wielkie, aby piechota
rzuci si przez nie do wntrza moga.
Nagle zaszed wypadek, ktry pooy tam szturmowi.
Byo to ju pod wieczr; przy jednym z wikszych dzia sta artylerzysta szwedzki z zapalonym
lontem, ktry wanie mia do dziaa przykada, gdy kula klasztorna ugodzia go w same
piersi; lecz poniewa przysza nie pierwszym impetem, ale z potrjnego odbicia o lody nagromadzone
na szacu, rzucia tylko czowieka wraz z lontem o kilkanacie krokw. Ten upad na
otwarty jaszcz, w czci jeszcze napeniony prochem. Wnet huk straszliwy rozszed si i masy
dymu pokryy szaniec. Gdy opady, okazao si, e piciu artylerzystw stracio ycie, koa od
armaty zostay uszkodzone, reszt za onierzy strach ogarn. Na razie trzeba byo ogie z tego
szaca zawiesi, poniewa za gsta mga przesycia ciemnoci, wic zawieszono go i na innych.
Nazajutrz bya niedziela.
Ministrowie luterscy odprawiali po okopach swe naboestwo i dziaa milczay. Miller znw
pyta bezskutecznie ojcw: czyli nie maj dosy? Odpowiedziano, e przenios i wicej.
Tymczasem ogldano szkody w klasztorze. Byy znaczne. Oprcz ludzi zabitych, spostrzeono,
e i mur tu i owdzie zosta nadwtlony. Najstraszliwsz okazaa si jedna olbrzymia kolubryna,
od poudniowej strony stojca. Zbia ona mur do tego stopnia, naodrywaa tyle kamieni,
cegie, e atwo byo przewidzie, i jeli ogie potrwa jeszcze par dni, znaczna cz muru
obsunie si i runie.
Wyomu, jaki by si w takim razie uczyni, nie mona by ju zaoy ani belkami, ani ziemi,
ani nawozem. Tote ksidz Kordecki spoglda okiem penym troski na owe spustoszenia, ktrym
nie by w stanie zapobiec.
Tymczasem w poniedziaek poczto znw atak i olbrzymie dziao szerzyo dalej wyom.
Spotykay jednak i Szwedw rne klski. O zmierzchu tego dnia szwedzki puszkarz zabi na
miejscu siostrzeca Millera, ktrego jenera kocha jak wasnego syna i zamierza mu wszystko
przekaza poczwszy od nazwiska i sawy wojennej, skoczywszy na fortunie. Lecz tym bardziej
zapalio si serce starego wojownika nienawici.
Mur przy poudniowej baszcie tak ju by popkany, e w nocy poczto przygotowania do
szturmu rcznego. eby tym bezpieczniej piechota moga zbliy si do twierdzy, kaza Miller
rzuci w ciemnoci cay szereg maych szacw a do samej pochyoci. Lecz noc bya widna, a
biay blask od niegu zdradza ruchy nieprzyjaciela. Dziaa jasnogrskie rozpraszay robotnikw
zajtych ustawianiem tych parapetw, zoonych z faszyny, potw, koszw i belek.
Na witaniu spostrzeg pan Czarniecki gotow maszyn oblnicz, ktr ju przytaczano ku
murom. Lecz obleni zgruchotali j dziaami bez trudu; nazabijano przy tym tyle ludzi, e dzie
ten mgby zwa si dniem zwycistwa dla oblonych, gdyby nie owa kolubryna wtlca cigle
mur z niepohamowan si.
Nastpnych dni nastaa odwil i mgy roztoczyy si tak gste, e ksia przypisali je dziaaniu
zych duchw. Ju nie mona byo dostrzec ni machin wojennych, ni przystawianych parapetw,
ni prac oblniczych. Szwedzi zbliali si pod same mury klasztorne. Wieczorem Czarniecki,
gdy przeor obchodzi jak zwykle mury, wzi go na bok i rzek z cicha:
 le, ojcze wielebny. Nasz mur duej ni dzie nie wytrzyma.
 Moe te te same mgy i im strzela przeszkodz  odrzek ksidz Kordecki  a my tymczasem
szkody jako naprawimy.
 Im mgy nie przeszkodz, bo owo dziao, raz narychtowane, moe prowadzi i po ciemku
dzieo zniszczenia, a tu gruzy wal si i wal.
 W Bogu nadzieja i w Najwitszej Pannie.
 Tak jest! A eby tak wycieczk uczyni?... Choby ludzi natraci, byle tego smoka piekielnego
udao si zagwodzi?
Wtem zaczerniaa jaka posta w tumanie i Babinicz pojawi si koo rozmawiajcych.
 Patrz, kto mwi, bo twarzy nie mona o trzy kroki rozpozna  rzek.  Dobry wieczr, ojcze
czcigodny. A o czym mowa?
 Mwimy o tym dziale. Pan Czarniecki radzi wycieczk... Te mgy szatan rozwiesza...  ju
nakazaem egzorcyzmy...
 Ojcze kochany!  rzek pan Andrzej.  Od czasu, jak nam trzaska mur ta kolubryna, cigle o
niej myl, i co mi przychodzi do gowy... Wycieczka na nic... Ale chodmy gdzie do izby, to
wam moje zamysy wyuszcz.
 Dobrze  odrzek przeor  chodcie do mojej celi.
Wkrtce potem zasiedli przy sosnowym stole w ubogiej celi przeorskiej. Ksidz Kordecki i
pan Piotr Czarniecki pilnie patrzyli w mod twarz Babinicza; on za rzek:
 Tu wycieczka na nic. Spostrzeg i odbij. Tu jeden czowiek musi poradzi!
 Jak to?  spyta pan Czarniecki.
 Musi jeden czowiek pj i to dziao prochami rozsadzi. A moe to uczyni, pki takie
mgy panuj. Najlepiej, eby poszed w przebraniu. Tu kolety podobne do szwedzkich s. Jak nie
bdzie mona inaczej, to si pomidzy Szwedw wlinie, jeli za z tej strony szaca, z ktrej
pysk owej kolubryny wyglda, nie ma ludzi, to jeszcze lepiej.
 Dla Boga! c ten jeden czowiek uczyni?
 Potrzebuje tylko puszk z prochem dziau w pysk woy, z nitk prochow wiszc i nitk
podpali. Gdy prochy buchn, dziao kaduk...  chciaem powiedzie: pknie!
 Ej, chopcze! co te gadasz? Mao to prochu co dzie w nie tkaj, a nie pka?
Kmicic rozmia si i pocaowa ksidza w rkaw habita.
 Ojcze kochany, wielkie w was serce, bohaterskie i wite...
 At, daj pokj!  przerwa ksidz.
 I wite  powtrzy Kmicic  ale si na armatach nie znacie. Inna rzecz, gdy prochy buchaj
w tyle armaty, bo wtedy wyrzucaj kule i impet przodkiem wylatuje; ale gdy kto nimi wylot
zatka i zapali, to nie masz takiego dziaa, ktre by ten eksperyment wytrzyma mogo. Spy-
tajcie si pana Czarnieckiego. To gdy w rusznicy niegiem si rura zapchnie, ju j przy strzale
impet rozsadzi. Taka to sia szelmowska! C dopiero, gdy caa puszka przy wylocie wybuchnie!...
Spytajcie pana Czarnieckiego.
 Tak to jest. Nie s to adne dla onierza arkana!  rzek Czarniecki.
 Ow, gdyby t kolubryn rozsadzi  mwi dalej Kmicic  wszystkie inne furda!
 Widzi mi si to rzecz niepodobna  rzek na to ksidz Kordecki  bo naprzd, kto to si podejmie
uczyni?
 Okrutny jeden ladaco  odrzek pan Andrzej  ale rezolutny kawaler, zowie si Babinicz.
 Ty?  zawoali razem ksidz i pan Piotr Czarniecki.
 Ej, ojcze dobrodzieju! To ja u was u spowiedzi byem i do wszystkich moich praktyk
szczerze si przyznaem. Byy midzy nimi nie gorsze od tej, ktr zamierzam; jake to moecie
wtpi, czy si podejm? Zali mnie nie znacie?
 To bohater, to rycerz nad rycerze, jak mi Bg miy!  zakrzykn Czarniecki.
I chwyciwszy Kmicica za szyj mwi dalej:
 Daje gby za sam ochot, daje gby!
 Pokacie inne remedium, to nie pjd  rzek Kmicic  ale widzi mi si, e jako tam sobie
poradz. I pamitajcie o tym, e ja po niemiecku gadam, jakobym klepk i waczosami w Gdasku
handlowa. To sia znaczy, bo bylem przebranie mia, nieatwo odkryj, em nie z ich obozu.
Ale tak myl, e tam nikt przed wylotem armaty nie stoi, bo niezdrowo, i e robot zrobi, nim
si obejrz.
 Panie Czarniecki, co o tym waszmo sdzisz?  spyta nagle przeor.
 Na stu jeden chyba powrci z takiej imprezy  odrzek pan Piotr  ale audaces fortuna juvat!
 Bywao si w gorszych opaach  rzek Kmicic  nic mi nie bdzie, bo takie moje szczcie!
Ej, ojcze kochany, i co za rnica! Dawniej czek dla pokazania si, dla prnej sawy laz w
hazard, a teraz na cze Najwitszej Panny. Choby te i przyszo naoy gow, co mi si nie
widzi, powiedzcie sami: monali komu chwalebniejszej mierci yczy, jak owo za tak spraw?...
Ksidz dugo milcza, na koniec rzek:
 Perswazj, probami, baganiem bym ci wstrzymywa, gdyby sobie jeno do sawy sa
drog pragn, ale masz suszno, e tu chodzi o cze Najwitszej Panny, o ten wity przybytek,
o kraj cay! A ty, mj synu, czyli szczliwie wrcisz, czyli palm osigniesz, saw,
szczcie najwysze, zbawienie osigniesz. Przeciw sercu powiadam ci wic! id, ja ci nie
wstrzymuj!... Modlitwy nasze, opieka boska pjd z tob...
 W takiej kompanii pjd miele i rad zgin!
 A wracaj, onierzyku boy, a wracaj szczliwie, bomy ci tu pokochali szczerze. Nieche
ci Rafa wity prowadzi i odprowadzi, moje dziecko, mj synaczku kochany!...
 To ja zaraz przygotowania poczyni  rzek wesoo pan Andrzej ciskajc ksidza  przebior
si po szwedzku w kolet i koliste buty, prochy naaduj, a wy tymczasem, ojcze, egzorcyzmy
jeszcze na t noc wstrzymajcie, bo mga potrzebna Szwedom, ale potrzebna i mnie.
 A nie chceszli wyspowiada si przed drog?
 Jakeby inaczej! Bez tego bym nie poszed, bo diabe by mia przystp do mnie.
 To od tego zacznij.
Pan Piotr wyszed z celi, a Kmicic klkn przy ksidzu i oczyci si z grzechw. Potem za,
wesoy jak ptak, poszed czyni przygotowania.
W godzin, dwie pniej, wrd gbokiej ju nocy, zapuka znowu do celi ksidza przeora,
gdzie pan Czarniecki czeka take na niego.
Obaj z ksidzem ledwie go poznali, taki z niego by Szwed wymienity. Wsy podkrci pod
oczy i rozczapierzy na kocach, naoy kapelusz na bakier i wyglda zupenie na jakiego rajtarskiego
oficera znakomitego rodu.
 Dalibg, a czek mimo woli za szabl ima na jego widok!  rzek pan Piotr.
 wiec z daleka!  zawoa Kmicic  co wam poka!...
I gdy ksidz Kordecki skwapliwie usun wiec, pan Andrzej pooy na stole kiszk dug
na ptorej stopy, a grub jak rami tgiego ma, uszyt ze smolistego ptna i wyadowan do
twarda prochem. Z jednego jej koca zwiesza si dugi sznurek ukrcony z kakw przesyconych
siark.
 No!  rzek  jak onej kolubrynie t dryjakiew w gb wo i sznureczek podpal, to jej si
brzuch rozpknie!
 Lucyper by si rozpk!  zakrzykn pan Czarniecki.
Lecz wspomnia, e nieczystego imienia lepiej nie wymawia, i uderzy si w gb.
 A czyme sznureczek zapalisz?  spyta ksidz Kordecki.
 W tym jest cae periculum wyprawy, bo musz ogie krzesa. Mam krzemie grzeczny,
hubk such i krzesiwo z przedniej stali, ale haas si uczyni i mog co pomiarkowa. Sznurka,
mam nadziej, e ju nie ugasz, bo bdzie wisia armacie u brody i ciko go nawet bdzie dostrzec,
zwaszcza e si bdzie tli chciwie, ale za mn mog si w pogo puci, a ja prosto do
klasztoru nie mog ucieka.
 Czemu nie moesz?  pyta ksidz.
 Bo wybuch by mnie zabi. Jak tylko skr na sznurku zobacz, musz zaraz w bok pyga,
co siy w nogach, i ubiegszy z p sta krokw, pod szacem na ziemi przypa. Dopiero po wybuchu
bd rwa ku klasztorowi.
 Boe, Boe, ile to niebezpieczestw!  rzek przeor wznoszc oczy ku niebu.
 Ojcze kochany, tak jestem pewien, e do was wrc, e si mnie nawet rzewliwo nie ima,
ktra w podobnej okazji powinna mnie uapi. Ale nic to! Bdcie zdrowi i mdlcie si, eby mi
Pan Bg pofortuni. Odprowadcie mnie jeno do bramy!
 Jake to? Zaraz chcesz i?  pyta pan Czarniecki.
 Mame czeka, a rozednieje albo a mga opadnie? Czy to mi gowa niemia?
Lecz nie poszed tej nocy pan Kmicic, bo wanie kiedy doszli do bramy, jak na zo ciemno
pocza si rozjania. Sycha byo przy tym jaki ruch przy olbrzymim dziale.
Nazajutrz z rana przekonali si oblecy, e przetoczono je w inne miejsce.
Odebrali podobno Szwedzi jakowe doniesienie o wielkiej saboci muru nieco opodal, na
zawrocie, koo poudniowej baszty, i tam postanowili skierowa pociski. Moe i ksidz Kordecki
nie by obcy tej sprawie, gdy poprzedniego dnia widziano star Kostuch wychodzc z klasztoru,
uywano za jej gwnie, gdy chodzio o rozsiewanie midzy Szwedami faszywych doniesie.
Bd co bd, by to z ich strony bd, bo oblecy mogli tymczasem naprawi w dawnym
miejscu mur, silnie ju nadwtlony, a czynienie nowego wyomu musiao znw zabra kilka dni.
Noce cigle byy jasne, dni zgiekliwe. Strzelano ze straszliw usilnoci. Duch zwtpienia
znw zacz przelatywa nad oblonymi. Byli tacy midzy szlacht, ktrzy po prostu chcieli si
podda; niektrzy zakonnicy stracili take serce. Opozycja nabieraa siy i powagi. Ksidz Kordecki
stawia jej czoo z niepohamowan energi, ale zdrowie jego poczo szwankowa. Tymczasem
Szwedom nadchodziy nowe posiki i transporta z Krakowa, mianowicie straszliwe palne
pociski ksztatu rur elaznych napenionych prochem i oowiem. Te wicej jeszcze strachu ni
szkd przyczyniy oblonym.
Kmicic, od czasu jak powzi zamiar wysadzenia prochem kolubryny, przykrzy sobie w fortecy.
Co dzie te z utsknieniem spoglda na swoj kiszk. Po namyle uczyni j jeszcze
wiksz, tak e miaa blisko okie dugoci, a gruba bya jak cholewa.
Wieczorem z murw rzuca chciwe spojrzenia w stron dziaa, potem niebo rozpatrywa jak
astrolog. Ale ksiyc jasny, rozwiecajcy nieg, udaremnia cigle jego przedsiwzicie.
A nagle przysza odwil, chmury zawaliy widnokrg i noc uczynia si ciemna, cho oko
wykol. Pan Andrzej wpad w taki humor, jakby go kto na sutaskiego dzianeta wsadzi, i ledwie
pnoc uderzya, znalaz si przy panu Czarnieckim w swoim rajtarskim stroju i z kiszk pod
pach.
 Id!  rzek.
 Czekaj, dam zna przeorowi.
 A dobrze. No, panie Pietrze, daj gby i ruszaj po ksidza Kordeckiego!
Czarniecki pocaowa go serdecznie i zawrci. Ledwie uszed ze trzydzieci krokw, zabiela
przed nim ksidz Kordecki. Domyla si sam, e Kmicic wyruszy, i szed go poegna.
 Babinicz gotw. Czeka tylko na wasz wielebno.
 Spiesz, spiesz!  odpowiedzia ksidz.  Matko Boska, ratuje go i wspomagaj!
Po chwili stanli obaj przy przechodzie, gdzie pan Czarniecki zostawi Kmicica, lecz pana
Andrzeja nie byo ju ani ladu.
 Poszed!...  rzek ze zdumieniem ksidz Kordecki.
 Poszed!  odrzek pan Czarniecki.
 A zdrajca!...  mwi z rozrzewnieniem przeor  chciaem mu jeszcze ten szkaplerzyk na
szyj woy...
Umilkli obaj; milczenie byo dokoa, bo dla zbyt ciemnej nocy nie strzelano z obu stron. Nagle
pan Czarniecki szepn ywo:
 Jak mi Bg miy, tak nawet nie stara si i cicho. Syszysz wasza wielebno kroki? nieg
chrzci!
 Najwitsza Panno! osaniaje sug swego!  powtrzy przeor.
Czas jaki suchali obaj pilno, dopki rane kroki i chrzst niegu nie ucichy.
 Wie wasza wielebno co?  poszepn Czarniecki  chwilami myl, e mu si uda, i nic
si o niego nie boj. To bestia, poszed tak, jakby szed pod wiech gorzaki si napi... Co za
fantazja w tym czeku! Albo on naoy wczenie gow, albo hetmanem zostanie. Hm, ebym go
nie zna sug Marii, mylabym, e ma... Daje mu Boe szczcie, daj mu Boe, bo takiego
drugiego kawalera nie masz w Rzeczypospolitej...
 Tak ciemno, tak ciemno!  rzek ksidz Kordecki  a oni si od czasu waszej nocnej wycieczki
strzeg. Moe na cay szereg wpa, ani si obejrzy...
 Tego nie myl; piechota stoi, to wiem, i pilnuj si bardzo, ale przecie stoj na szacu, nie
przed szacem, nie przed wylotami wasnych armat. Jeli krokw nie usysz, to moe si acno
pod szaniec podsun, a potem go sama wynioso osoni... Uf!
Tu sapn i urwa pan Czarniecki, bo z oczekiwania i trwogi serce poczo mu bi jak motem,
a w piersiach tchu mu nie stao.
Ksidz pocz egna ciemnoci.
Nagle trzecia osoba stana przy dwch rozmawiajcych. By to pan miecznik sieradzki.
 A co tam?  spyta.
 Babinicz poszed na ochotnika prochami kolubryn rozsadza.
 Jak to? Co?
 Wzi kiszk z prochem, sznur, krzesiwo... i poszed.  Pan Zamoyski cisn sobie gow
domi.
 Jezus Maria! Jezus Maria!  rzek.  Sam jeden?
 Sam jeden.
 Kto jemu pozwoli? To to jest niepodobiestwo!...
 Ja! Dla mocy boej wszystko jest podobne, nawet i powrt jego szczliwy!  odpowiedzia
ksidz Kordecki.
Zamoyski umilk. Czarniecki pocz parska ze wzruszenia.
 Mdlmy si!  rzek ksidz.
Klkli we trzech i zaczli si modli. Ale niepokj podnosi wosy na gowie dwom rycerzom
Upyn kwadrans, potem p godziny, potem godzina, duga jak wieki.
 Ju chyba nic nie bdzie!  rzek pan Piotr Czarniecki.
I odetchn gboko.
Nagle w dalekoci buchn olbrzymi sup ognia i huk, jakby wszystkie gromy nieba zwaliy
si na ziemi, wstrzsn murami, kocioem i klasztorem.
 Wysadzi! wysadzi!  pocz krzycze pan Czarniecki.
Nowe eksplozje przerway mu dalsze sowa.
A ksidz rzuci si na kolana i wznisszy rce do gry woa ku niebu:
 Matko Najwitsza! Opiekunko, Patronko, wr go szczliwie!
Gwar uczyni si na murach. Zaoga nie wiedzc, co si stao, chwycia za bro. Z cel poczli
wypada zakonnicy. Nikt ju nie spa. Nawet niewiasty zerway si ze snu. Pytania i odpowiedzi
zaczy si krzyowa jak byskawice.
 Co si stao?
 Szturm!
 Dziao szwedzkie pko!  woa jeden z puszkarzy.
 Cud! Cud!
 Dziao najwiksze pko! Ta kolubryna!
 Gdzie ksidz Kordecki?
 Na murach! Modli si! On to sprawi!
 Babinicz dziao wysadzi!  woa pan Czarniecki.
 Babinicz! Babinicz! Chwaa Pannie Najwitszej! Ju nam nie bd szkodzili!
Jednoczenie odgosy zamieszania poczy dolatywa i ze szwedzkiego obozu. Na wszystkich
szacach zabysy ognie.
Sycha byo coraz wikszy rejwach. Przy wietle ognisk widziano masy onierzy poruszajcych
si bezadnie w rozmaite strony; zagray trbki, bbny warczay cigle; do murw dolatyway
krzyki, w ktrych brzmiaa trwoga i przeraenie.
Ksidz Kordecki klcza cigle na murze.
Na koniec noc pocza bledn, lecz Babinicz nie wraca do twierdzy.
ROZDZIA XVIII
Co tedy dziao si z panem Andrzejem i jakim sposobem zdoa przywie swj zamiar do
skutku?
Wyszedszy z twierdzy postpowa czas jaki krokiem pewnym i ostronym. Przy samym
kocu pochyoci przystan i sucha. Cicho byo naok, za cicho nawet, tak e kroki jego
chrzciy wyranie po niegu. W miar te jak oddala si od murw, postpowa coraz przezorniej.
I znowu stan, i znowu sucha. Ba si troch polizn i upa, a to aby swej drogocennej
kiszki nie zamoczy, wic wydoby rapier i wspiera si na jego ostrzu. Pomogo to wielce.
Tak macajc przed sob drog, po upywie p godziny usysza lekki szmer wprost przed sob.
Ha! czuwaj... Wycieczka nauczya ich ostronoci!  pomyla.
I szed dalej bardzo ju wolno. Cieszyo go to, e nie zbdzi, bo ciemno bya taka, e koca
rapieru nie mg dojrze.
 Tamte szace s znacznie dalej... wic id dobrze!  szepn sobie.
Spodziewa si te nie zasta przed szacem ludzi, bo waciwie mwic nie mieli tam nic do
roboty, zwaszcza po nocy. Mogo tylko by, e na jakie sto lub mniej krokw stay pojedyncze
strae, ale mia nadziej atwo je przy takiej ciemnoci wymin.
W duszy byo mu wesoo.
Kmicic nie tylko by czowiek odwany, lecz i zuchway. Myl rozsadzenia olbrzymiej kolubryny
radowaa do gbi jego dusz, nie tylko jako bohaterstwo, nie tylko jako niepoyta dla
oblonych przysuga, ale jako okrutna psota wyrzdzona Szwedom. Wyobraa sobie: jak si
przera, jak Miller bdzie zbami zgrzyta, jak bdzie poglda w niemocy na owe mury, i
chwilami miech pusty go bra.
I jak sam poprzednio mwi: nie doznawa adnej rzewliwoci ni strachw, niepokojw, ani
mu do gowy nie przychodzio na jak straszne sam naraa si niebezpieczestwo. Szed tak, jak
idzie ak do cudzego ogrodu szkod w jabkach czyni. Przypomniay mu si dawne czasy, kiedy
to Chowaskiego podchodzi i nocami wkrada si do trzydziestotysicznego obozu w dwiecie
takich jak sam zabijakw.
Kompanionowie stanli mu na myli: Kokosiski, olbrzymi Kulwiec-Hippocentaurus, ctkowaty
Ranicki z senatorskiego rodu i inni; wic westchn na chwil za nimi.
Zdaliby si teraz szelmy!  pomyla  mona by jednej nocy ze sze armat rozsadzi.
Tu troch cisno go uczucie samotnoci, lecz na krtko. Wnet pami przywioda mu przed
oczy Olek. Mio ozwaa si w nim z niezmiern si... Rozczuli si. eby cho ta dziewczyna
moga go widzie, dopiero by uradowao si w niej serce. Myli ona moe jeszcze, e on
Szwedom suy... A piknie suy! zaraz im si przysuy! Co to bdzie, jak ona si dowie o tych
wszystkich jego hazardach?... Co ona sobie pomyli? Pomyli pewnie: Wicher on jest, ale jak
przyjdzie do rzeczy, czego inny nie uczyni, to on uczyni; gdzie inny nie pjdzie, on pjdzie!...
Taki to ten Kmicic.
 Jeszcze ja nie tyle doka!  rzek sobie pan Andrzej i chepliwo owadna go zupenie.
Jednake mimo tych myli nie zapomnia, gdzie jest, dokd idzie, co zamierza czyni, i pocz
i jak wilk na nocne pastwisko. Obejrza si za siebie raz i drugi. Ni kocioa, ni klasztoru.
Wszystko pokrya gruba, nieprzenikniona pomroka. Miarkowa jednak po czasie, e musia ju
doj daleko i e szaniec moe by tu, tu.
Ciekawym, czy strae s?  pomyla.
Lecz nie zdoa uj jeszcze dwch krokw od chwili, w ktrej sobie zada to pytanie, gdy nagle
przed nim rozleg si tupot miarowych krokw i kilka naraz gosw spytao w rnych odlegociach:
 Kto idzie?
Pan Andrzej stan jak wryty. Uczynio mu si nieco ciepo.
 Swj  odezway si inne gosy.
 Haso?
 Upsala!
 Odzew?
 Korona!...
Kmicic zmiarkowa w tej chwili, e to strae si zmieniaj.
 Dam ja wam Upsal i koron!  mrukn.
I uradowa si. Bya to istotnie dla niego okoliczno nader pomylna, bo mg linie stray
przej wanie w chwili zmiany wart, gdy stpania onierzy guszyy jego wasny krok.
Jako tak uczyni bez najmniejszej trudnoci i szed za wracajcymi onierzami do miao,
a do samego szaca. Tam oni wykrcili, by go obej, on za posun si szybko ku fosie i ukry
si w niej.
Tymczasem rozwidnio si cokolwiek. Pan Andrzej i za to podzikowa niebu, inaczej bowiem
nie mgby po omacku znale upragnionej kolubryny. Teraz, zadzierajc z rowu gow
do gry i wytajc wzrok, ujrza nad sob czarn lini oznaczajc brzeg szaca i rwnie czarne
zarysy koszw, midzy ktrymi stay dziaa.
Mg nawet dojrze ich paszcze wysunite nieco nad rowem. Posuwajc si z wolna wzdu
rowu, odkry nareszcie swoj kolubryn. Wwczas stan i pocz nasuchiwa.
Z szaca dochodzi szmer. Widocznie piechota staa wedle dzia w gotowoci. Ale sama wynioso
szaca zakrywaa Kmicica; mogli go usysze, nie mogli zobaczy. Teraz chodzio mu
tylko o to, czy z dou potrafi dosta si do otworu armaty, ktra wznosia si wysoko nad jego
gow.
Na szczcie, boki rowu nie byy zbyt spadziste, a oprcz tego nasyp wieo uczyniony, lubo
polewany wod, nie zdoa zamarzn, gdy od niejakiego czasu panowaa odwil.
Wymiarkowawszy to wszystko Kmicic pocz dry cicho dziury w pochyoci szaca i pi
si z wolna ku armacie.
Po kwadransie pracy zdoa rk chwyci si za otwr armaty. Przez chwil zawisn w powietrzu,
lecz niepospolita jego sia pozwolia mu utrzyma si tak, dopki nie zasun kiszki w
paszcz armaty.
 Naci, piesku, kiebasy!  mrukn  tylko si ni nie udaw.
To rzekszy spuci si na d i pocz szuka sznurka, ktry przyczepiony do zewntrznego
koca kiszki, zwiesza si w rw.
Po chwili zmaca go rk. Lecz teraz przychodzia najwiksza trudno, bo naleao skrzesa
ognia i sznurek zapali.
Kmicic zatrzyma si przez chwil, czekajc, a szmer nieco wikszy uczyni si midzy onierzami
na szacu.
Na koniec pocz uderza z lekka krzesiwkiem w krzemie.
Lecz w tej chwili nad gow jego rozlego si w niemieckim jzyku pytanie:
 A kto tam w rowie?
 To ja, Hans!  odrzek bez wahania Kmicic  stempel mi diabli do rowu wzili, wic krzesz
ogie, by go znale.
 Dobrze, dobrze  odrzek puszkarz.  Szczcie, e si nie strzela, bo samo powietrze eb by
ci urwao.
Aha!  pomyla Kmicic  wic kolubrynka, prcz mego naboju, ma jeszcze swj wasny.
Tym lepiej.
W tej chwili wysiarkowany sznurek zaj si i delikatne iskierki poczy biec ku grze po jego
suchej powierzchni.
Czas by zmyka. Kmicic wic puci si, nie tracc minuty, wzdu rowu, co si w nogach,
nie bardzo ju zwaajc na haas, jaki czyni. Lecz gdy ubieg jakie dwadziecia krokw, ciekawo
przemoga w nim poczucie straszliwego niebezpieczestwa.
Nu sznurek zgas, wilgo jest w powietrzu!  pomyla.
I zatrzyma si. Rzuciwszy za siebie spojrzenie ujrza jeszcze iskierk, ale ju nierwnie wyej,
ni j zostawi.
Ej, czy ja nie za blisko?  rzek sobie i strach go zdj.
Puci si znowu caym pdem; nagle trafi na kamie  upad. Wtem huk straszliwy rozdar
powietrze; ziemia zakolebaa si, rozrzucone szcztki drzewa i elaza, kamienie, bryy lodu,
ziemi zawistay mu koo uszu i tu skoczyy si jego wraenia.
Potem rozlegy si nowe, kolejne wybuchy. To jaszcze z prochem, stojce w pobliu kolubryny,
eksplodoway od pierwszego wstrznienia.
Lecz pan Kmicic ju tego nie sysza, lea bowiem jak martwy w rowie.
Nie sysza rwnie, jak po chwili guchej ciszy rozlegy si jki ludzkie, krzyki i woania na
pomoc; jak na miejsce wypadku zbiega si blisko poowa wojsk szwedzkich i sprzymierzonych,
jak nastpnie przyjecha sam Miller w towarzystwie caego sztabu.
Harmider i zamieszanie trway dugo, zanim z chaosu zezna wydoby jenera szwedzki
prawd, e kolubryna zostaa umylnie przez kogo rozsadzona. Nakazano natychmiast poszukiwania.
Jako nad ranem szukajcy onierze odkryli lecego w rowie Kmicica.
Pokazao si, e by tylko oguszony i od wstrznienia straci pocztkowo wadz w rkach i
nogach. Cay dzie nastpny trwaa ta niemoc. Leczono go najstaranniej. Wieczorem odzyska
prawie zupenie siy.
Miller kaza go natychmiast stawi przed sob.
Sam zaj miejsce rodkowe za stoem w swej kwaterze, obok niego zasiedli ksi Heski,
Wrzeszczowicz, Sadowski, wszyscy znamienitsi oficerowie szwedzcy, a z polskich Zbroek,
Kaliski i Kuklinowski.
Ten ostatni na widok Kmicica posinia i oczy zawieciy mu si jak dwa wgle, a wsy poczy
drga. Wic nie czekajc na pytania jeneraa rzek:
 Ja tego ptaka znam... To z zaogi czstochowskiej. Zwie si Babinicz!
Kmicic milcza.
Blado i znuenie widne byy na jego obliczu, ale wzrok mia hardy, twarz spokojn.
 Ty rozsadzie kolubryn?  spyta Miller.
 Ja  odrzek Kmicic.
 Jakim sposobem to uczynie?
Kmicic opowiedzia pokrtce, nic nie zatai. Oficerowie spogldali po sobie ze zdumieniem.
 Bohater!...  szepn Sadowskiemu ksi Heski.
A Sadowski pochyli si do Wrzeszczowicza:
 Hrabio Weyhard  spyta  jake? zdobdziemy t fortec przy takich obrocach?... Co wapan
mylisz? poddadz si?
Lecz Kmicic rzek:
 Wicej jest nas w fortecy do takich uczynkw gotowych. Nie wiecie dnia i godziny!
 Mam te wicej ni jeden stryczek w obozie!  odpar Miller.
 To i my wiemy. Ale Jasnej Gry nie zdobdziecie, dopki tam jeden czowiek przy yciu!
Nastaa chwila milczenia. Nastpnie Miller indagowa dalej:
 Zowiesz si Babinicz?
Pan Andrzej pomyla, e po tym, co uczyni, i wobec bliskiej mierci, nasta czas, w ktrym
nie ma potrzeby duej ukrywa swego waciwego nazwiska. Nieche ludzie zapomn o winach
i wystpkach z nim poczonych, niech opromieni je sawa i powicenie.
 Nie nazywam si Babinicz  odrzek z pewn dum  nazywam si Andrzej Kmicic, byem
za pukownikiem swojej wasnej chorgwi w litewskim kompucie.
Ledwie usysza to Kuklinowski, zerwa si jak optany, oczy wytrzeszczy, usta otworzy,
rkami j bi si po bokach, na koniec zakrzykn:
 Jenerale, prosz na sowo! jenerale, prosz na sowo! bez zwoki, bez zwoki!
Szmer si sta jednoczenie midzy polskimi oficerami, ktrego Szwedzi suchali ze zdziwieniem,
bo dla nich nic nie mwio nazwisko Kmicica. Lecz zaraz pomiarkowali, e to nie lada
musi by onierz, gdy Zbroek powsta i zbliywszy si do winia rzek:
 Moci pukowniku! W opresji, w jakiej si znajdujesz, nic pomc ci nie mog, ale prosz,
podaj mi rk!...
Lecz Kmicic podnis gow do gry i nozdrzami parska pocz.
 Nie podaj rki zdrajcom, ktrzy przeciw ojczynie su!  odrzek.
Zbroka twarz oblaa si krwi.
Kaliski, ktry sta tu za nim, cofn si take; szwedzcy oficerowie otoczyli ich zaraz, wypytujc,
co by to za jeden by w Kmicic, ktrego nazwisko takie uczynio wraenie.
Tymczasem w ssiedniej izbie Kuklinowski przypar Millera do okna i mwi:
 Wasza dostojno! dla waszej dostojnoci nic to nazwisko: Kmicic! a to jest pierwszy onierz
i pierwszy pukownik w caej Rzeczypospolitej. Wszyscy o nim wiedz, wszyscy to imi
znaj! Radziwiowi niegdy suy i Szwedom, teraz wida przeszed do Jana Kazimierza. Nie
masz mu rwnego midzy onierzami, chyba ja. To on tylko mg to uczyni, eby pj samemu
i owo dziao rozsadzi. Z tego jednego uczynku mona by go pozna. On to Chowaskiego
podchodzi tak, e a nagrod na jego gow wyznaczono. On w dwiecie czy trzysta ludzi
ca wojn trzyma po szkowskiej klsce na sobie, pki si inni nie opatrzyli i ladem jego nie
zaczli urywa nieprzyjaci. To najniebezpieczniejszy czowiek w caym kraju.
 Czego mi wa piewasz jego pochway?  przerwa Miller.  e niebezpieczny, przekonaem
si z wasn niepowetowan szkod.
 Co wasza dostojno zamierzasz z nim uczyni?
 Kazabym go powiesi, alem sam onierz i odwag a fantazj ceni umiem... Przy tym to
szlachcic wysokiego rodu... Ka go rozstrzela dzi jeszcze.
 Wasza dostojno... Nie mnie uczy najznamienitszego onierza i statyst nowych czasw,
ale pozwol sobie powiedzie, e to czowiek zbyt sawny. Jeli wasza dostojno to uczynisz,
chorgwie Zbroka i Kaliskiego pjd sobie, co najmniej, precz tego samego dnia i przejd do
Jana Kazimierza.
 Jeli tak, to ka je w pie wyci przed odejciem!  zakrzykn Miller.
 Wasza dostojno, odpowiedzialno okrutna, bo gdy si to rozgosi, a wycicia dwch chorgwi
trudno ukry, cae wojsko polskie odstpi Karola Gustawa. Waszej dostojnoci wiadomo,
e oni si i tak w wiernoci chwiej... Hetmani sami niepewni. Pan Koniecpolski z szeciu tysicami
najlepszej jazdy jest przy boku naszego pana... To nie arty... Boe uchowaj, gdyby i ci si
przeciw nam zwrcili, przeciw osobie jego krlewskiej moci!... A oprcz tego ta twierdza si
broni, prcz tego wyci chorgwie Zbroka i Kaliskiego nieatwo, bo jest tu i Wolf z piechot.
Mogliby si porozumie z zaog twierdzy...
 Do stu rogatych diabw!  przerwa Miller  czego ty chcesz, Kuklinowski, czy ebym temu
Kmicicowi ycie darowa? To nie moe by!
 Ja chc  odrzek Kuklinowski  eby wasza dostojno mnie go darowa.
 A ty co z nim uczynisz?
 A ja... go ze skrki ywcem obupi...
 Nie wiedziae nawet jego waciwego nazwiska, wic go nie znae. Co masz przeciw niemu?
 Poznaem go dopiero w Czstochowie, gdym powtrnie od waszej dostojnoci do mnichw
posowa.
 Maszli jakie powody do zemsty?
 Wasza dostojno! Chciaem go prywatnie do naszego obozu namwi... On za, korzystajc
z tego, em moje poselstwo odoy na stron, znieway mnie, Kuklinowskiego, tak jak nikt
w yciu mnie nie znieway.
 Co ci uczyni?
Kuklinowski zatrzs si i zbami zazgrzyta.
 Lepiej o tym nie mwi... Daj mi go wasza dostojno... On mierci przeznaczon i tak, a ja
chciabym si przedtem troch z nim pobawi... Och! tym bardziej e to jest Kmicic, ktregom
poprzednio wenerowa, a ktry tak mi si odpaci... Daj mi go wasza dostojno! Bdzie i dla
waszej dostojnoci lepiej, bo gdy ja go zgadz, wwczas Zbroek i Kaliski, a z nimi wszystko
polskie rycerstwo nie obruszy si na wasz dostojno, tylko na mnie, a ja sobie radeczki dam...
Nie bdzie gnieww, dsw, buntw... Bdzie moja prywatna spraweczka o Kmicicow skrk,
z ktrej bben ka uczyni...
Miller zamyli si; nagle podejrzenie byso mu w twarzy.
 Kuklinowski!  rzek  moe ty chcesz go ocali?
Kuklinowski rozmia si cicho, ale by to miech tak straszny i szczery, e Miller przesta
wtpi.
 Moe i susznie radzisz!  rzek.
 Za wszystkie moje zasugi o t jedn prosz nagrod!
 Wic go bierz!
Po czym weszli obaj do izby, w ktrej bya zgromadzona reszta oficerw. Miller zwrci si
do nich i rzek:
 Za zasugi pana Kuklinowskiego oddaj mu jeca do dowolnego rozporzdzenia.
Nastaa chwila milczenia; po czym pan Zbroek wzi si w boki i spyta go z pewnym akcentem
pogardy:
 A co pan Kuklinowski zamierza z jecem uczyni?
Kuklinowski, zwykle pochylony, rozprostowa si nagle, usta jego rozszerzyy si zowrogim
umiechem, a renice oczu poczy drga.
 Komu si nie podoba to, co z jecem uczyni  rzek  ten wie, gdzie mnie szuka.
I trzasn z cicha szabl.
 Parol, panie Kuklinowski!  rzek Zbroek.
 Parol, parol!
To rzekszy zbliy si do Kmicica.
 Chod, robaczku, ze mn, chod, przesawny onierzyku... Saby troch, potrzeba ci pielgnacyjki...
Ja ci popielgnuj!
 Rakarz!  odrzek Kmicic.
 Dobrze, dobrze! harda duszyczko... Tymczasem chod.
Oficerowie zostali w izbie, Kuklinowski za siad na ko przed kwater. Majc ze sob trzech
onierzy, kaza jednemu z nich wzi Kmicica na arkan i wszyscy razem udali si ku Lgocie,
gdzie sta puk Kuklinowskiego.
Kmicic przez drog modli si arliwie. Widzia, e mier nadchodzi, i poleca si Bogu z
caej duszy. Tak za zatopi si w modlitwie i w swym przeznaczeniu, e nie sysza, co do niego
mwi Kuklinowski; nie wiedzia nawet, jak dugo droga trwaa.
Zatrzymali si na koniec w pustej, na wp rozwalonej stodce, stojcej nieco opodal od
kwater puku Kuklinowskiego, w szczerym polu. Pukownik kaza wprowadzi do niej Kmicica,
sam za zwrci si do jednego z onierzy.
 Ruszaj mi do obozu  rzek  po sznury i ponc manic ze smo.
onierz skoczy co tchu w koniu i po kwadransie z t sam chyoci powrci nazad z drugim
jeszcze towarzyszem. Obaj przywieli dane przedmioty.
 Rozebra tego gaszka do naga  rzek Kuklinowski  zwiza mu link z tyu rce i nogi, a
potem podcign go na belk!
 Rakarz!  powtrzy Kmicic.
 Dobrze, dobrze! pogadamy jeszcze, mamy czas...
Tymczasem jeden z onierzy wlaz na belk, a inni zwczyli szaty z Kmicica. Gdy to uczyniono,
trzej oprawcy pooyli go twarz do ziemi, zwizali mu rce i nogi dug lin, nastpnie,
okrciwszy go jeszcze ni wp ciaa, rzucili drugi jej koniec onierzowi siedzcemu na belce.
 Teraz podnie go w gr, a tamten niech zakrci lin i zawie!  rzek Kuklinowski.
W minut rozkaz by speniony.
 Puci!  rozleg si gos pukownika.
Lina skrzypna, pan Andrzej zawisn poziomo kilka okci nad klepiskiem. Wwczas Kuklinowski
umoczy kwacz w poncej manicy, podszed ku niemu i rzek:
 A co, panie Kmicic?... Mwiem, e dwch jest pukownikw w Rzeczypospolitej, dwch
tylko: ja i ty! A ty si wanie do kompanijki z Kuklinowskim nie chcia przyzna i kopne
go?... Dobrze, robaczku, miae suszno! Nie dla ciebie kompanijka Kuklinowskiego, bo Kuklinowski
lepszy. Eje, sawny pukowniczek pan Kmicic, a Kuklinowski ma go w rku i Kuklinowski
mu boczkw przypiecze...
 Rakarz!  powtrzy po raz trzeci Kmicic.
 Ot, tak... boczkw przypiecze!  dokoczy Kuklinowski.
I dotkn poncym kwaczem Kmicicowego boku, po czym rzek:
 Nie za wiele od razu, z lekka, mamy czas...
Wtem ttent kilku koni rozleg si przy wierzejach stodki.
 Kogo tam diabli nios?  spyta pukownik.
Wierzeje skrzypny i wszed onierz.
 Moci pukowniku  rzek  jenera Miller yczy sobie natychmiast widzie wasz mio!
 A to ty, stary!  odrzek Kuklinowski.  Co za sprawa? kiej diabe?
 Jenera prosi, by wasza mio natychmiast do niego pojecha.
 Kto by od jeneraa?
 By szwedzki oficer, ju odjecha. Ledwie tchu z konia nie wypar!
 Dobrze!  rzek Kuklinowski.
Po czym zwrci si do Kmicica:
 Byo ci ciepo, ochodnij teraz, robaczku, ja wrc niebawem, pogawdzimy jeszcze!
 A co z jecem uczyni?  zapyta jeden z onierzy.
 Zostawi go tak. Zaraz wracam. Niech jeden jedzie za mn!
Pukownik wyszed, a z nim razem w onierz, ktry poprzednio siedzia na belce. Zostao
tylko trzech, ale niebawem trzech nowych weszo do stodoy.
 Moecie i spa  rzek w, ktry Kuklinowskiemu o rozkazie Millera donis  nam pukownik
poleci stra trzyma.
Kmicic drgn na dwik tego gosu. Wydao mu si, e go zna.
 Wolimy zosta  odrzek jeden z trzech pierwszych onierzy  eby na dziwo patrze, bo
takiego...
Nagle urwa.
Jaki straszny, nieludzki gos wydoby mu si z gardzieli, podobny do piania zarzynanego koguta.
Rce rozoy i pad jak gromem raony.
Jednoczenie krzyk: Pra!, rozleg si w stodce i dwaj inni nowo przybyli rzucili si na,
ksztat rysiw na dwch dawniejszych. Zawrzaa walka, straszna, krtka, owiecona blaskami
poncej manicy. Po chwili dwa ciaa pady w som, przez sekund jeszcze sycha byo rzenie
konajcych, po czym rozleg si w gos, ktry Kmicicowi poprzednio wyda si znanym:
 Wasza mio, to ja, Kiemlicz, i moi synowie! My od rana ju czekali na sposobno. Od
rana wypatrujem!
Tu stary zwrci si do synw:
 Nue, szelmy; odci pana pukownika, duchem, ywo!
I nim Kmicic zdoa zrozumie, co si dzieje, pojawiy si koo niego dwie rozczochrane czupryny
Kosmy i Damiana, podobne do dwch olbrzymich kdzieli. Wnet wizy byy rozcite i
Kmicic stan na nogach. Zachwia si z pocztku. cignite jego wargi zaledwie zdoay wymwi:
 To wy?... Dzikuj...
 To my!  odrzek straszny starzec.  Matko Boska! o!... niech si wasza mio ubiera. ywo,
szelmy!
I pocz Kmicicowi podawa ubranie.
 Konie stoj za wierzejami  mwi.  Std droga wolna. Strae s; moe by nie wpuciy
nikogo, ale wypuci, wypuszcz. Wiemy haso. Jak si wasza mio czuje?
 Bok mi przypiek, ale jeno troch. W nogach mi sabo...
 Niech si wasza mio gorzaki napije.
Kmicic chwyci chciwie manierk, ktr stary mu poda, i wychyliwszy j do poowy, rzek:
 Zzibem. Zaraz mi lepiej.
 Na kulbace si wasza mio rozgrzeje. Konie czekaj.
 Zaraz mi lepiej  powtrzy Kmicic.  Bok troch pali... Nic to!.. Cakiem mi dobrze!
I siad na krawdzi ssieka.
Po chwili rzeczywicie odzyska siy i spoglda z zupen przytomnoci na zowrogie twarze
trzech Kiemliczw owiecone tawymi pomykami palcej si smoy.
Stary stan przed nim:
 Wasza mio, pilno! Konie czekaj!
Lecz w panu Andrzeju obudzi si ju cakiem dawny Kmicic.
 O! nie moe by!  zakrzykn nagle  teraz ja na tego zdrajc poczekam!
Kiemlicze spojrzeli na siebie ze zdumieniem, ale aden nie pisn ani sowa, tak lepo przywykli
z dawnych czasw sucha tego wodza.
Jemu za yy wystpiy na czoo, oczy w ciemnoci wieciy jak dwie gwiazdy, taka tlaa w
nich zawzito i ch zemsty. To, co czyni teraz, byo szalestwem, ktre mg yciem przypaci.
Ale wanie ycie jego skadao si z szeregu takich szalestw. Bok dolega mu okrutnie,
tak e co chwila mimo woli chwyta si za rk, ale myla tylko o Kuklinowskim i gotw by
czeka go choby do rana.
 Suchajcie!  rzek  czy jego Miller naprawd wzywa?
 Nie  odrzek stary.  To ja wymyliem, eby atwiej z tamtymi si sprawi. Z picioma
trudno by nam byo we trzech, bo ktrykolwiek krzyk by uczyni.
 To dobrze. On tu wrci sam albo w kompanii. Jeli bdzie z nim kilku ludzi, tedy zaraz na
nich uderzy... Jego mnie zostawcie. Potem do koni... Ma ktry pistolety?
 Ja mam  odrzek Kosma.
 Dawaj! Nabity? Podsypany?
 Tak jest.
 Dobrze. Jeli wrci sam, wwczas natychmiast, jak wejdzie, skoczy na niego i zatka mu
pysk. Moecie mu wasn jego czapk w pysk wcisn.
 Wedle rozkazu!  rzek stary.  Wasza mio pozwoli teraz tamtych obszuka? My chudopachoki...
To rzekszy wskaza na trupy lece w somie.
 Nie! Trzyma si w gotowoci. Co przy Kuklinowskim znajdziecie, to bdzie wasze!
 Jeeli on sam wrci  rzek stary  tedy niczego si nie boj. Stan za wierzejami i choby
kto od kwater nadszed, powiem, e pukownik nie kaza puszcza...
 Tak bdzie. Pilnuj!...
Ttent konia rozleg si za stodo. Kmicic zerwa si i stan w cieniu przy cianie. Kosma i
Damian zajli miejsca tu przy wejciu, jak dwa koty na mysz czyhajce.
 Sam!  rzek stary zacierajc rce.
 Sam!  powtrzyli Kosma i Damian.
Ttent zbliy si tu i nagle usta, natomiast za wierzejami rozleg si gos:
 Wyjd tam ktry konia potrzyma!
Stary skoczy ywo.
Nastaa chwila ciszy, po czym czyhajcych w stodole dosza nastpujca rozmowa:
 To ty, Kiemlicz? Co, u pioruna! czy si wciek, czy zgupia?!.. Noc! Miller pi. Stra nie
chce puszcza, mwi, e aden oficer nie wyjeda!... Co to jest?
 Oficer tu czeka w stodole na wasz mio. Przyjecha zaraz po odjedzie waszej mioci... i
powiada, e si z wasz mioci zmin, wic czeka
 Co to wszystko znaczy?... A jeniec?
 Wisi.
Wierzeje skrzypny i Kuklinowski wsun si do stodoy, lecz zanim krok postpi, dwie elazne
rce porway go za gardo i zdusiy krzyk przeraenia. Kosma i Damian z wpraw prawdziwych
zbjcw rzucili go na ziemi, klkli mu na piersiach gniotc je tak, a ebra poczy
trzeszcze, i w mgnieniu oka zakneblowali mu usta.
Wwczas Kmicic wysun si naprzd i powieciwszy mu kwaczem w oczy, rzek:
 Ach, to pan Kuklinowski!... Teraz ja mam z waci do pogadania!
Twarz Kuklinowskiego bya sin, yy wytone tak, i zdawao si, e pkn lada chwila, ale
w jego wyszych na wierzch i nabranych krwi oczach przynajmniej tyle byo zdumienia, ile
przeraenia.
 Rozebra go i na belk!  zawoa Kmicic.
Kosma i Damian poczli go rozbiera tak gorliwie, jakby i skr razem z szatami chcieli z
niego zedrze.
Po upywie kwadransa Kuklinowski wisia ju skrpowany za rce i za nogi, na ksztat pgska,
na belce.
Wwczas Kmicic wzi si w boki i pocz si chepi straszliwie.
 C, panie Kuklinowski  rzek  kto lepszy: Kmicic czy Kuklinowski?...
Wtem porwa palcy si kwacz i postpi krok bliej.
 To twj obz o strzelenie z uku, twj tysic zodziejw na zawoanie... To twj jenera
szwedzki opodal, a ty na tej samej belce wisisz, na ktrej mnie mylae przypieka... Poznaje
Kmicica! Ty chciae si z nim rwna, do kompanii jego nalee, w paragon z nim wchodzi?...
Ty rzezimieszku! ty podoto!... ty strachu na stare baby!... ty wyskrobku ludzki!... ty panie Szelmowski
z Szelmowa! ty kutergbo! ty chamie! ty niewolniku!... Mgbym ci kozikiem kaza
zarn jak kapona, ale wol ci ywcem przypiec, jak ty mnie chciae.
To rzekszy podnis kwacz i przyoy go do boku nieszczsnego wisielca, lecz trzyma go
duej, dopki swd spalonego ciaa nie pocz si rozchodzi po stodole.
Kuklinowski skurczy si, a lina pocza si z nim koysa. Oczy jego, utkwione w Kmicica,
wyraay straszny bl i nieme baganie o lito, z zatkanych ust wydobyway si jki aosne;
lecz wojny zatwardziy serce pana Andrzeja i nie byo w nim litoci, zwaszcza dla zdrajcw.
Wic odjwszy wreszcie kwacz od boku Kuklinowskiego, przyoy mu go na chwil pod
nos; osmali wsy, rzsy, i brwi, po czym rzek:
 Daruj ci zdrowiem, aby mg jeszcze o Kmicicu rozmyla. Powisisz tu do rana, a teraz
pro Boga, by ci ludzie, nim zmarzniesz, znaleli.
Tu zwrci si do Kosmy i Damiana.
 Na ko!  krzykn.
I wyszed ze stodoy.
W p godziny pniej roztoczyy si naok czterech jedcw wzgrza ciche, milczce i
pola puste. wiee powietrze, nie przesycone dymem prochowym, wchodzio do ich puc. Kmicic
jecha na przedzie, Kiemlicze za nim. Oni rozmawiali z cicha, on milcza, a raczej odmawia
z cicha pacierze poranne, bo ju do witu byo niedaleko.
Od czasu do czasu syknicie albo nawet cichy jk wyrywa mu si z ust, gdy sparzony bok
dolega mu mocno. Lecz jednoczenie czu si na koniu i wolnym, a myl, e rozsadzi najwiksz
kolubryn, a do tego jeszcze wyrwa si z rk Kuklinowskiego i zemsty nad nim dokona,
napeniaa go tak uciech, e niczym by bl przy niej.
Tymczasem cicha rozmowa midzy ojcem i synami zmienia si w gon rozterk.
 To trzos, dobrze!  mwi gderliwie stary  a gdzie piercienie? Na palcach mia piercienie,
w jednym by kamie wart ze dwadziecia czerwonych.
 Zapomnielim zdj!  rzek Kosma.
 Bodaj was zabito! Ty, stary, o wszystkim myl, a te szelmy za szelg rozumu nie maj! Zapomnielicie,
zbje, o piercieniach?... ecie jak psy!
 To si ociec wr i obacz!  mrukn Damian.
 ecie, szelmy, klimkiem rzucacie! Starego ojca krzywdzi? tacy synowie! Bodajem was
by nie spodzi! Bez bogosawiestwa pomrzecie!...
Kmicic wstrzyma nieco konia.
 A pjdcie no tu!  rzek.
Swary ustay. Kiemlicze posunli si ywo i dalej jechali szeregiem we czterech.
 A wiecie drog do lskiej granicy?  spyta pan Andrzej.
 Oj, oj! Matko Boska! wiemy, wiemy!  rzek stary.
 Szwedzkich oddziaw po drodze nie masz?
 Nie, bo wszyscy pod Czstochow stoj... Chybaby pojedynczych mona napotka, ale to
Boe daj!
Nastaa chwila milczenia.
 To wycie u Kuklinowskiego suyli?  spyta znw Kmicic.
 Tak jest, bomy myleli, e bdc w pobliu, mona si bdzie witym zakonnikom i waszej
mioci przysuy. Jako si zdarzyo... My przeciw fortecy nie suyli, niech nas Bg broni!
odu nie brali, chyba si co przy Szwedach znalazo.
 Jak to przy Szwedach?
 Bo my chcieli cho i za murami Najwitszej Pannie suy... wicemy nocami koo obozu
jedzili, albo i we dnie, jak Pan Bg da, i jak si ktry Szwed pojedynczo popad, to my go...
tego... Ucieczko grzesznych!... my go...
 Pralim!  dokoczyli Kosma i Damian.
Kmicic umiechn si.
 Dobrych Kuklinowski mia z was sug!  rzek.  A one wiedzia o tym?
 Byy komisje, dochodzili... On wiedzia i  zodziej!  kaza nam talara z gowy paci. Inaczej
grozi, e wyda... Taki zbj, ubogich ludzi krzywdzi!... My te wiary dochowali waszej
mioci, bo to nie taka suba... Wasza mio swoje jeszcze odda, a on po talarze z gowy, za
nasz trud, za nasz prac... Bodaj go!...
 Hojnie was nagrodz za to, cocie uczynili!  odrzek Kmicic.  Nie spodziewaem si tego
po was...
Wtem daleki huk dzia przerwa mu dalsze sowa. To Szwedzi rozpoczli widocznie strzelanin
rwno z pierwszym brzaskiem. Po chwili huk powikszy si. Kmicic zatrzyma konia;
zdawao mu si, e rozrnia gosy armat fortecznych od armat szwedzkich, wic zacisn pi i
groc ni w stron nieprzyjacielskiego obozu, rzek:
 Strzelajcie, strzelajcie! Gdzie wasza najwiksza kolubryna?!
ROZDZIA XIX
Rozsadzenie olbrzymiej kolubryny uczynio istotnie pognbiajce na Millerze wraenie, gdy
jego wszystkie nadzieje wspieray si dotd na tym dziale. Ju i piechota bya do szturmu gotowa,
ju przygotowano drabiny i stosy faszyn, teraz trzeba byo wszelk myl szturmu porzuci.
Zamiar wysadzenia klasztoru w powietrze za pomoc podkopw spezn take na niczym.
Sprowadzeni poprzednio grnicy z Olkusza upali wprawdzie ska zbliajc si na ukos ku
klasztorowi, lecz robota sza tpo. Robotnicy mimo wszelkich ostronoci padali gstym trupem
od wystrzaw kocielnych, a pracowali niechtnie. Wielu wolao gin ni przyczynia si do
zguby witego miejsca.
Miller czu co dzie wzrastajcy opr; mrozy odbieray reszt odwagi zniechconemu wojsku,
midzy ktrym szerzy si z dnia na dzie przestrach i wiara, e zdobycie tego klasztoru nie
ley w mocy ludzkiej.
Wreszcie i sam Miller pocz traci nadziej, a po wysadzeniu kolubryny po prostu zdesperowa.
Ogarno go uczucie zupenej niemocy i bezwadnoci.
Nazajutrz, skoro dzie, zwoa wic rad, ale pono dlatego tylko, by od oficerw usysze zacht
do opuszczenia fortecy.
Poczli si zbiera, wszyscy znueni i pospni. W niczyich oczach nie byo ju nadziei ani
wojskowej fantazji. Milczc zasiedli koo stou w ogromnej i zimnej izbie, w ktrej para oddechw
poprzesaniaa im twarze, i patrzyli spoza niej jakby spoza chmur. Kady w duszy czu
wyczerpanie i znuenie, kady mwi sobie w duchu, e nie ma adnej rady do udzielenia, chyba
tak, z ktr lepiej si pierwszemu nie wyrywa. Wszyscy czekali na to, co powie Miller; on za
kaza przede wszystkim przynie obficie wina grzanego, dufajc, e pod wpywem gorcego
napitku atwiej wydobdzie szczer myl z tych milczcych postaci i zacht do odstpienia od
onej fortecy.
Na koniec, gdy sdzi, e wino skutek swj ju uczynio, w nastpujce ozwa si sowa:
 Czy uwaacie, waszmociowie, e aden z panw polskich pukownikw nie przyszed na
t narad, chocia posaem wszystkim wezwanie?
 Waszej dostojnoci zapewne wiadomo, e pachokowie polskich chorgwi znaleli przy owieniu
ryb srebro klasztorne i e pobili si o nie z naszymi onierzami. Kilkunastu ludzi na
mier usieczono.
 Wiem. Cz tego srebra zdoaem wyrwa z ich rk, nawet wiksz cz. Jest ona teraz tu,
i namylam si, co z ni uczyni.
 Std zapewne gniewy panw pukownikw. Powiadaj, e skoro Polacy to srebro znaleli,
to si Polakom naley.
 O, to racja!  zawoa Wrzeszczowicz.
 Wedug mego zdania, jest pewna racja  odpowiedzia Sadowski  i tak myl, e gdyby
waszmo, panie hrabio, je znalaz, nie uwaaby za potrzebne dzieli si nim nie tylko z Polakami,
ale nawet i ze mn, ktry jestem Czechem...
 Przede wszystkim, panie, nie dziel twojej yczliwoci dla nieprzyjaci naszego krla 
odpar chmurno Wrzeszczowicz.
 Ale my, panie, dziki tobie musimy podzieli si z tob wstydem i hab, nie mogc nic
wskra przeciw fortecy, pod ktr nas namwie.
 Tak wic pan stracie ju wszelk nadziej?
 A pan, czy j masz jeszcze do podziau?
 Jakby pan wiedzia, i sdz, e ci panowie chtniej podziel si ze mn moj nadziej ni z
panem jego bojani.
 Czy czynisz mnie tchrzem, panie Wrzeszczowicz?
 Nie przypisuj panu wicej odwagi, ni okazujesz!
 Ja za przypisuj panu mniej!
 A ja  rzek Miller, ktry od niejakiego czasu niechtnie spoglda na Wrzeszczowicza, jako
na instygatora nieszczsnej wyprawy  postanawiam srebro odesa do klasztoru. Moe dobro i
aska wicej wskra przeciw tym nieuytym mnichom ni kule i armaty. Niech zrozumiej, e
chcemy opanowa fortec, nie ich skarby.
Oficerowie ze zdziwieniem spojrzeli na Millera, tak mao przywykli do podobnej wspaniaomylnoci
z jego strony.
Wreszcie Sadowski rzek:
 Nic lepszego nie mona uczyni, bo zarazem zamknie si gb polskim pukownikom, ktrzy
do srebra pretensje roszcz. W twierdzy uczyni to take z pewnoci dobre wraenie.
 Najlepsze wraenie uczyni mier owego Kmicica  odpar Wrzeszczowicz.  Spodziewam
si, e tam Kuklinowski ju go ze skry obupi.
 Mniemam i ja, e ju nie yje  odpowiedzia Miller.  Ale nazwisko owo przypomina mi
nasz strat niczym nie wynagrodzon. Byo to najwiksze dziao w caej artylerii jego krlewskiej
moci. Nie ukrywam panom, e wszystkie nadzieje moje na nim polegay. Wyom ju by
uczyniony, strach w twierdzy szerzy si. Jeszcze par dni, a bylibymy ruszyli do szturmu. Teraz
za nic caa praca, za nic wszystkie wysilenia. Mur jednego dnia naprawi. A te dziaa, ktrymi
jeszcze rozporzdzamy, nie lepsze od fortecznych, i atwo porozbijane by mog. Wikszych
nie ma skd wzi, bo ich i pan marszaek Wittenberg nie posiada. Moci panowie! Im
duej si nad tym zastanawiam, tym klska wydaje mi si straszniejsz!... I pomyle, e jeden
czowiek j zada!... Jeden pies! Jeden szatan!... Oszale przyjdzie! do wszystkich rogatych diabw!...
Tu Miller uderzy pici w st, bo go gniew niepohamowany pochwyci, tym okrutniejszy,
e bezsilny.
Po chwili zakrzykn:
 A co jego krlewska mo powie, gdy go wie o tej stracie dojdzie?!...
Po chwili znw:
 A co my poczniem?... Zbami tej skay nie zgryziem! Bogdaj zaraza tych zabia, ktrzy
mnie pod t twierdz namawiali!...
To rzekszy porwa puchar krysztaowy i w uniesieniu grzmotn nim o podog, a kryszta
rozbi si na proch.
Oficerowie milczeli. Nieprzystojne uniesienie jeneraa, waciwsze chopu ni wojownikowi
tak wysok piastujcemu godno, zrazio do serca i skwasio do reszty humory.
 Radcie, panowie!  zakrzykn Miller.
 Radzi mona tylko spokojnie  odpar ksi Heski.
Miller pocz sapa i wyparskiwa gniew nozdrzami. Po niejakim czasie uspokoi si i wodzc
oczyma po obecnych, jakby zachcajc ich wzrokiem, rzek:
 Przepraszam waszmociw, ale gniew mj nie dziwota. Nie bd wspomina tych miast,
ktrem, objwszy komend po Torstensonie, zdoby, bo nie chc wobec teraniejszej klski
dawn fortun si chlubi. Wszystko to, co si pod t twierdz dzieje, ludzki rozum po prostu
przechodzi. Jednake radzi trzeba... Po to wapanw wezwaem. Obradujcie wic... i co wikszoci
na radzie postanowimy, to speni.
 Niech wasza dostojno da nam przedmiot do obrady  rzek ksi Heski.  Mamy-li obradowa
jedynie nad zdobyciem fortecy czy te i nad tym, czy nie lepiej ustpi?
Miller nie chcia stawia kwestii tak jasno, a przynajmniej nie chcia, aby owo: albo  albo,
wyszo po raz pierwszy z jego ust, dlatego rzek:
 Niech kady z panw mwi szczerze, co myli. Wszystkim nam o dobro i chwa jego krlewskiej
moci chodzi powinno.
Lecz aden z oficerw nie chcia take pierwszy z propozycj odstpienia wystpowa, wic
znw nastao milczenie.
 Panie Sadowski!  rzek po chwili Miller gosem, ktry stara si uczyni przyjaznym i askawym
 pan szczerzej mwisz od innych, co mylisz, bo reputacja paska zabezpiecza go od
wszelkich podejrze...
 Myl, jenerale  odpar pukownik  e w Kmicic by jednym z najwikszych tegoczesnych
onierzy i e pooenie nasze jest desperackie...
 Wszake pan bye za odstpieniem od twierdzy?...
 Za pozwoleniem waszej dostojnoci, byem tylko za tym, aby nie rozpoczyna oblenia...
To wcale inna rzecz.
 Wic co pan teraz radzisz?
 Teraz odstpuj gos panu Wrzeszczowiczowi...
Miller zakl jak poganin.
 Pan Weyhard bdzie za ca t nieszczsn wypraw odpowiada!  rzek.
 Nie wszystkie moje rady speniono  odpowiedzia zuchwale Wrzeszczowicz  mgbym
te miao zrzuci z siebie odpowiedzialno. Byli tacy, ktrzy je krzyowali. Byli tacy, ktrzy
dziwn zaiste i niewytumaczon ywic dla ksiy yczliwo, odmawiali jego dostojno od
wszelkich surowszych rodkw. Radziem, eby owych ksiy posujcych powiesi, i jestem
przekonany, e gdyby to si stao, postrach otworzyby nam ju bramy tego kurnika.
Tu Wrzeszczowicz pocz patrze na Sadowskiego, lecz nim ten zdoby si na odpowied,
wmiesza si ksi Heski.
 Nie nazywaj, hrabio, tej twierdzy kurnikiem  rzek  bo im bardziej zmniejszasz jej znaczenie,
tym bardziej powikszasz nasz hab.
 Niemniej radziem, by posw powiesi. Postrach i zawsze postrach, oto com od rana do
wieczora powtarza, lecz pan Sadowski pogrozi dymisj i ksia odeszli bezpiecznie.
 Id, panie hrabio, dzisiaj do fortecy  odpowiedzia Sadowski  wysad prochami najwiksz
ich armat, jak to uczyni z nasz w Kmicic, a rcz ci, e to wikszy rozszerzy postrach ni
zbjeckie posw mordowanie!...
Wrzeszczowicz zwrci si wprost do Millera:
 Wasza dostojno! Sdz, emy si tu na narad, nie na krotofile zebrali!
 Czy masz waszmo co, prcz czczych wyrzutw, do powiedzenia?  spyta Miller.
 Mam, pomimo wesooci tych panw, ktrzy mogliby swj humor do lepszych czasw zachowa.
 O Laertiadesie, z fortelw swych znany!  zakrzykn ksi Heski.
 Panowie!  Odpowiedzia Wrzeszczowicz  wiadomo powszechnie, e nie Minerwa jest
waszym opiekuczym bstwem, a poniewa Mars wam nie dopisa i zrzeklicie si waszych
gosw, pozwlcie mnie mwi.
 Gra stka poczyna. zaraz ujrzymy mysi ogonek!  dorzuci Sadowski.
 Prosz o milczenie!  rzek surowo Miller.
 Mw, panie hrabio, pamitaj tylko, e dotd rady twoje wyday gorzkie owoce.
 Ktre mimo zimy spoywa musimy na ksztat zapleniaych sucharw!  wtrci ksi
Heski.
 Tym si tumaczy, dlaczego wasza ksica mo pijesz tyle wina  odpar Wrzeszczowicz
 a cho wino nie zastpi przyrodzonego dowcipu, pomaga ci za to do wesoego strawienia nawet
haby. Lecz mniejsza o to! Wiem dobrze, i w fortecy jest partia, ktra od dawna podda si
pragnie, i tylko nasza niemoc z jednej, a nadludzki upr przeora z drugiej strony utrzymuje j w
karbach. Nowy postrach doda jej nowych si, dlatego naley nam okaza, e nic sobie nie robimy
ze straty dziaa, i szturmowa tym usilniej.
 Czy to ju wszystko?
 Choby to byo wszystko, sdz, e podobna rada zgodniejsz jest z honorem szwedzkich
onierzy ni jaowe z niej drwiny przy kielichach i ni wysypianie si po pijatyce. Ale to nie
wszystko. Naley rozpuci midzy naszymi onierzami, a zwaszcza midzy polskimi wie,
e grnicy, ktrzy teraz nad zaoeniem miny pracuj, odkryli stary przechd podziemny, cigncy
si pod sam klasztor i koci...
 Masz waszmo suszno, to dobra rada!  rzek Miller.
 Gdy wie ta midzy naszymi i polskimi onierzami si rozszerzy, sami Polacy bd namawia
mnichw do poddania si, bo i im chodzi, rwnie jak mnichom, aby to gniazdo zabobonw
ocalao.
 Jak na katolika, to niele!  mrukn Sadowski.
 Gdyby suy Turkom, nazywaby Rzym gniazdem zabobonw!  odpowiedzia ksi Heski.
 Wtedy Polacy wyl niezawodnie od siebie posw do ksiy mwi dalej Weyhard  owa
partia w klasztorze, ktra dawno si chce podda, pod wpywem przeraenia ponowi swe usilnoci,
i kto wie, czy nie zmusz przeora i opornych do otworzenia bram.
 Zginie miasto Priama przez podstp boskiego Laertydy...  pocz deklamowa ksi
Heski.
 Dalibg, czysta historia trojaska, a jemu si zdaje, e co nowego wymyli!  odpowiedzia
Sadowski.
Lecz Millerowi rada podobaa si, bo w samej rzeczy nie bya z. Partia, o ktrej Wrzeszczowicz
wspomina, istniaa w klasztorze. Nawet niektrzy ksia sabszego ducha do niej naleeli.
Prcz tego przestrach mg si rozszerzy pomidzy zaog, ogarn nawet tych, ktrzy
dotd chcieli si broni do ostatniej kropli krwi.
 Poprbujemy, poprbujemy!  mwi Miller, ktry jak toncy chwyta si kadej deski i
atwo od rozpaczy przechodzi do nadziei.  Ale czy Kaliski albo Zbroek zgodz si jeszcze
posowa do klasztoru, czy uwierz w w podkop i czy zechc ksiom o nim oznajmi?
 W kadym razie Kuklinowski zgodzi si  odrzek Wrzeszczowicz  ale lepiej bdzie, eby
i on wierzy naprawd w istnienie przechodu.
Wtem ttent rozleg si przed kwater.
 Ow i pan Zbroek przyjecha  rzek ksi Heski spogldajc przez okno.
Po chwili w sieni zabrzczay ostrogi i Zbroek wszed, a raczej wpad do izby. Twarz jego
bya blada, wzburzona, i zanim oficerowie zdyli spyta o powody tego pomieszania, pukownik
zakrzykn:
 Kuklinowski nie yje!
 Jak to? Co wa mwisz? Co si stao?  spyta Miller.
 Pozwlcie mi odetchn  rzek Zbroek  bo to, com widzia, imaginacj przechodzi...
 Mw prdzej! zamordowanoli go?  zawoali wszyscy.
 Kmicic!  odpar Zbroek.
Oficerowie zerwali si wszyscy ze swych miejsc i poczli patrzy na Zbroka jak na szalonego;
on za, wyrzucajc nozdrzami szybkie kby pary, tak mwi:
 Gdybym nie widzia, oczom bym nie wierzy, bo to nieludzka moc. Kuklinowski nieywy,
trzech onierzy zabitych, a Kmicica ani ladu. Wiedziaem, e to straszny czowiek. Reputacja
jego w caym kraju znana... eby jednak, bdc jecem, zwizanym, nie tylko si wyrwa, ale
pobi onierzy i Kuklinowskiego storturowa... tego czowiek nie mg dokona, to chyba diabe!
 Co podobnego nigdy si nie przygodzio... To niepodobne do wiary!  szepn Sadowski.
 Pokaza ten Kmicic, co umie!  odrzek ksi Heski.  A nie wierzylimy wczoraj Polakom,
gdy nam mwili, co to za ptak; mylelimy, e koloryzuj, jak oni zwykle.
 Oszale!  krzykn Wrzeszczowicz.
Miller trzyma si rkami za gow i nic nie mwi. Gdy wreszcie podnis oczy, byskawice
gniewu krzyoway si w nich z byskawicami podejrze.
 Panie Zbroek  rzek  choby to by szatan, nie czowiek, bez pomocy, bez jakowej
zdrady nie mgby on tego dokona. Kmicic mia tu swoich admiratorw, a Kuklinowski swych
wrogw i waszmo naleae do ich liczby!
Zbroek by to w caym znaczeniu tego sowa zuchway onierz, dlatego usyszawszy zarzut
do siebie wymierzony, przyblad jeszcze mocniej, zerwa si z miejsca, zbliy si do Millera i
zastpiwszy mu drog spojrza wprost w oczy.
 Czy wasza dostojno mnie posdzasz?...  zapyta.
Nastaa bardzo cika chwila. Wszyscy obecni nie mieli najmniejszej wtpliwoci, i jeli
Miller da odpowied twierdzc, nastpi niechybnie co strasznego i niesychanego w dziejach
wojskowych. Wszystkie rce spoczy na rkojeciach rapierw. Sadowski obnay nawet swj
zupenie.
Lecz w tej chwili oficerowie ujrzeli przez okna, i podwrzec zaroi si od polskich jedcw.
Prawdopodobnie przybywali oni take z wieciami o Kuklinowskim, wszelako w razie zajcia
stanliby niechybnie po stronie Zbroka. Widzia ich i Miller, a lubo blado wciekoci wystpia
mu na twarz, jednak pohamowa si i udajc, e nie spostrzega nic wyzywajcego w postpowaniu
Zbroka, odpar gosem, ktry stara si uczyni naturalnym:
 Opowiedz nam wasza mo szczegowo, jak si to stao?
Zbroek sta jeszcze czas jaki z rozdtymi nozdrzami, lecz opamita si take, a przy tym
myl jego zwrcia si w inn stron, gdy towarzysze, ktrzy wanie nadjechali, weszli do
izby.
 Kuklinowski zamordowan!  powtarzali jeden za drugim.
 Kuklinowski zabit!
 Oddzia jego rozprasza si! onierze jego szalej!
 Pozwlcie, panowie, przyj do sowa panu Zbrokowi, ktry pierwszy przynis nowin! 
zawoa Miller.
Po chwili uciszyo si i pan Zbroek tak mwi pocz:
 Wiadomo panom, em na ostatniej naradzie wyzwa Kuklinowskiego na kawalerski parol.
Byem admiratorem Kmicica, prawda, bo i wy, cho jego nieprzyjaciele, musicie przyzna, e
nie lada kto mg speni takie dzieo, jak owo rozsadzenie tej armaty. Odwag i w nieprzyjacielu
ceni naley, dlatego podaem mu rk, ale on mi swej umkn i zdrajc mnie nazwa. Wic
pomylaem sobie: niech Kuklinowski czyni z nim, co chce... Chodzio mi jeno o to, eby jeli
Kuklinowski postpi sobie z nim przeciwnie rycerskiemu honorowi, niesawa tego uczynku na
wszystkich Polakw, a midzy innymi i na mnie, nie spada. Dlatego to chciaem si koniecznie
z Kuklinowskim bi, i dzi rano wziwszy dwch towarzyszw pojechaem do jego obozu.
Przyjedamy do kwatery... Powiadaj: Nie masz go! Posyam tu, nie masz go!... W kwaterze
mwi, e i na noc wcale nie wraca, ale nie byli niespokojni, bo myleli, e u waszej dostojnoci
zosta. A jeden onierz powiada, e w nocy pojecha z Kmicicem w pole do stodki, w ktrej
mia go przypieka. Jad do stodki, wierzeje otwarte. Wchodz, widz: wisi nagie ciao na
belce... Pomylaem, e Kmicic, a gdy oczy do mroku przywyky, patrz, e trup jaki chudy i
kocisty, a tamten wyglda jak Herkules... Dziwno mi byo, eby si mg tak skurczy przez
jedn noc... Zbliam si tu  Kuklinowski!
 Na belce?  spyta Miller.
 Tak jest! Przeegnaem si... Myl: czary, omam czy co?... Dopiero jakem zobaczy trupy
trzech onierzy, prawda stana przede mn jako ywa. Ten straszny czek pobi tamtych, tego
powiesi i przypiek po katowsku, a sam uszed!
 Do lskiej granicy niedaleko!  rzek Sadowski.
Nastaa chwila milczenia.
Wszelkie podejrzenie co do udziau Zbroka zgaso w duszy Millera. Lecz sam wypadek
zmiesza go, przerazi i napeni jakim nieokrelonym niepokojem. Widzia naokoo pitrzce
si niebezpieczestwa, a raczej grone ich cienie, przeciw ktrym ani wiedzia, jak walczy;
czu, e otoczy go jaki acuch niepomylnoci. Pierwsze ogniwa leay przed jego oczyma,
lecz dalsze otacza jeszcze mrok przyszoci. Opanowao go takie uczucie, jakby mieszka w
popkanym domu, ktry lada chwila mg mu si zwali na gow. Niepewno przygniota go
nieznonym ciarem, i pyta sam siebie, do czego ma rk przyoy?
Wtem Wrzeszczowicz uderzy si w czoo.
 Na Boga!  rzek.  Od wczoraj, jakem tego Kmicica ujrza, wydawao mi si, e ja go kiedy
znaem. Teraz znw widz przed sob t twarz, przypominam sobie dwik mowy. Musiaem
go chyba spotka na krtko i po ciemku, wieczorem, ale mi po gowie chodzi... chodzi...
Tu pocz trze rk czoo.
 Co nam z tego?  rzek Miller  nie skleisz, panie hrabio, armaty, choby sobie przypomnia;
nie wskrzesisz Kuklinowskiego!
Tu zwrci si do oficerw:
 Komu wola, panowie, za mn na miejsce wypadku!
Wszyscy chcieli jecha, bo wszystkich podniecaa ciekawo.
Podano wic konie i ruszyli rysi, a jenera na czele. Zbliywszy si do stodki ujrzeli kilkudziesiciu
jedcw polskich, rozrzuconych naokoo owego zabudowania na drodze i po polu.
 Co to za ludzie?  spyta Zbroka Miller.
 To musz by Kuklinowskiego. Mwi waszej dostojnoci, e ta hoota po prostu poszalaa...
To rzekszy Zbroek pocz kiwa na jednego z jedcw.
 Bywaj, bywaj! ywo!
onierz podjecha.
 Wy spod Kuklinowskiego?
 Tak jest.
 A gdzie reszta puku?
 Rozbieeli si. Mwi, e nie chc duej suy przeciw Jasnej Grze.
 Co on mwi?  spyta Miller.
Zbroek wytumaczy.
 Spytaj go wa, dokd poszli?  rzek jenera.
Zbroek powtrzy pytanie.
 Nie wiadomo  odrzek onierz.  Niektrzy poszli na lsk. Inni mwili, e samemu Kmicicowi
id suy, bo takiego drugiego pukownika nie masz ani midzy Polaki, ani midzy
Szwedami.
Miller, gdy Zbroek znw mu wytumaczy sowa onierza, zamyli si. Rzeczywicie, tacy
ludzie, jakich mia Kuklinowski, gotowi byli bez wahania przej pod komend Kmicica. Ale
wwczas mogli si sta groni, jeli nie dla armii Millera, to przynajmniej dla jego dowozw i
komunikacyj.
Fala niebezpieczestw pitrzya si coraz wyej naokoo zakltej fortecy.
Zbrokowi to samo musiao przyj do gowy, bo jakby odpowiadajc na owe myli Millera
rzek:
 To pewna, e wszystko burzy si w naszej Rzeczypospolitej. Niech jeno taki Kmicic krzyknie,
a setki i tysice go otocz, zwaszcza po tym, co uczyni.
 I co wskra?  pyta Miller.
 Wasza dostojno niech zechce pamita, e ten czowiek do desperacji przywid Chowaskiego,
a Chowaski mia, liczc z Kozakami, sze razy tyle ludzi, co my... Ani jeden transport
nie przyjdzie nam bez jego pozwolenia, a folwarki poniszczone i zaczyna nam by godno. Prcz
tego Kmicic moe si poczy z egockim i Kulesz  wwczas kilka tysicy szabel bdzie
mia na zawoanie. To ciki czowiek i moe sta si molestissimus.
 A waszmo pewien jeste swoich onierzy?
 Wicej ni siebie samego  odpowiedzia z szorstk otwartoci Zbroek.
 Jak to wicej?
 Bo, mwic prawd, do mamy wszyscy tego oblenia!
 Ufam, e ono wkrtce si skoczy.
 Tylko pytanie: jak? Zreszt, wzi t twierdz jest teraz tak sam klsk, jak od niej odstpi.
Tymczasem dojechali do stodki. Miller zsiad z konia, za nim wszyscy oficerowie, i weszli
do wntrza. Kuklinowskiego zdjli ju onierze z belki i okrywszy kilimkiem pooyli na wznak
na resztkach somy. Trzy ciaa onierskie leay wpodle, uoone rwno obok siebie.
 Tych pomordowano noami  szepn Zbroek.
 A Kuklinowski?
 Na Kuklinowskim ran nie masz, jeno bok ma spieczony i osmalone wsy. Musia zmarzn
albo zatchn si, bo wasn czapk dotychczas w zbach trzyma.
 Odkry go!
onierz podnis rg kilimka i okazaa si twarz straszna, nabrzmiaa, z wytrzeszczonymi
oczyma. Na resztkach osmalonych wsw sople, powstae ze zlodowaciaego oddechu, pomieszay
si z kopciem i utworzyy jakby ky sterczce z ust. Twarz to bya tak ohydna, e Miller,
lubo przyzwyczajony do wszelkiego rodzaju okropnoci, wzdrygn si i rzek:
 Zakryj co prdzej! Straszne! Straszne!
Pospna cisza zapanowaa w stodce.
 Po comy tu przyjechali?  pyta spluwajc ksi Heski  przez cay dzie nie tkn jedzenia.
Nagle Millera opanowao nadzwyczajne jakie rozdranienie graniczce prawie z obdem.
Twarz mu zsiniaa, renice rozszerzyy si, zby poczy zgrzyta. Owadno go dzikie pragnienie
krwi, zemsty nad kimkolwiek, wic zwrciwszy si do Zbroka, zakrzykn:
 Gdzie w onierz, ktry widzia, e Kuklinowski by w stodce? Dawajcie go! to musi by
wsplnik!
 Nie wiem, czyli ten onierz tu jeszcze jest  odrzek Zbroek.  Wszyscy ludzie Kuklinowskiego
rozbiegli si jak wyjarzmione byki!
 To go ap!  zarycza w furii Miller.
 To go wasza dostojno sam ap!  krzykn z rwn furi Zbroek.
I znw straszliwy wybuch zawisn, jakby na nici pajczej, nad gowami Szwedw i Polakw.
Ci ostatni poczli si cisn do Zbroka, rusza gronie wsiskami i trzaska w szable.
Wtem gwar, echa strzaw i ttent kilku koni rozleg si na zewntrz i do stodki wpad oficer
szwedzkich rajtarw.
 Jenerale!  krzykn  wycieczka z klasztoru. Grnicy kopicy min wybici do nogi! Oddzia
piechoty rozprszony.
 Oszalej!  wrzasn Miller chwytajc si za wosy peruki  na ko!
Po chwili mknli wszyscy jak wicher ku klasztorowi, a grudy niegu sypay si jak grad spod
kopyt koni. Sto jazdy Sadowskiego, pod komend jego brata, przyczyo si do osoby Millera i
biego w pomoc. Po drodze widzieli oddziay piechoty, przeraone, uciekajce w nieadzie i popochu,
tak bardzo upady ju serca niezrwnanych skdind onierzy szwedzkich. Opuszczano
nawet szace, ktrym adne nie grozio niebezpieczestwo. Kilkunastu stratowali pdzcy oficerowie
i rajtarzy. Dopadli wreszcie o staj od fortecy, lecz po to tylko, by na wzniesieniu, widnym
jak na doni, ujrze wracajcych szczliwie do klasztoru napastnikw. piewy, okrzyki radosne
i miechy dochodziy od nich do uszu Millera.
Pojedynczy przystawali nawet i grozili w stron sztabu krwawymi szablami. Polacy, znajdujcy
si przy boku szwedzkiego jeneraa, poznali samego Zamoyskiego, ktry osobicie przywodzi
tej wycieczce, a ktry teraz, dojrzawszy sztab, przystan i kania mu si z powag czapk.
Nie dziwota! Czu si ju bezpieczny pod zason dzia fortecznych.
Jako na waach zadymio i elazne ptastwo kul przeleciao ze straszliwym wistem midzy
oficerami. Kilku rajtarw zachwiao si na kulbakach i jk odpowiedzia wistowi.
 Pod ogniem jestemy, cofa si!  zakomenderowa Sadowski.
Zbroek chwyci za cugle Millerowego konia.
 Jenerale, cofamy si! Tu mier!
Miller by jakby odrtwiay, nie odrzek ni sowa, pozwoli wywie si z promienia pociskw.
Wrciwszy do swej kwatery zamkn si w niej i cay dzie nie chcia nikogo widzie.
Rozmyla zapewne o swej sawie Poliocertesa.
Tymczasem Wrzeszczowicz wzi w rce ca wadz i z niezmiern energi pocz czyni
przygotowania do szturmu. Sypano nowe szace, onierze amali w dalszym cigu po grnikach
ska dla zaoenia miny. Ruch gorczkowy trwa w caym obozie szwedzkim; zdawao si, e
nowy duch wstpi w oblegajcych lub e im wiee posiki przybyy.
W kilka dni pniej wie gruchna po obozie szwedzkim i sprzymierzonym polskim, e kopacze
znaleli przechd podziemny, idcy pod sam koci i klasztor, i e tylko od dobrej woli
jeneraa zaley wysadzi ca twierdz w powietrze.
Rado niezmierna ogarna znuonych mrozami, godem i bezowocn prac onierzy.
Okrzyki: Mamy Czstochow!... Wysadzimy ten kurnik!  przebiegay z ust do ust. Rozpoczy
si uczty i pijatyka.
Wrzeszczowicz by wszdzie, zachca onierzy, utrzymywa w wierze, potwierdza sto razy
dziennie wie o znalezieniu przechodu, podnieca uczty i hulanki.
Echa tej radoci doszy na koniec i do twierdzy. Wiadomo o minach ju zaoonych i gotowych
do wybuchu rozbiega si z szybkoci byskawicy z jednego koca waw na drugi. Najodwaniejsi
nawet zlkli si. Niewiasty z paczem poczy oblega mieszkanie przeora, wyciga
ku niemu dzieci, gdy ukazywa si na chwil, i woa:
 Nie gub niewinnych!.... Krew ich spadnie na ciebie!...
Im kto wikszym by tchrzem, z tym wiksz odwag naciera teraz na ksidza Kordeckiego,
by nie naraa na zgub witego miejsca, stolicy Najwitszej Panny.
Nastay tak cikie chwile i tak bolesne dla nieugitej duszy owego bohatera w habicie, jakich
nigdy dotd nie bywao. Szczciem, e i Szwedzi zaniechali szturmw, aby tym dowodniej
okaza oblonym, e ju nie potrzebuj ni kul, ni armat, e do im jedn nitk prochow zapali.
Lecz dla tych samych powodw przeraenie roso w klasztorze. W czasie guchych nocy
niektrym najtchrzliwszym wydawao si, e sysz ju pod ziemi jakie szmery, jakie ruchy,
e Szwedzi s ju pod samym klasztorem. Upada wreszcie na duchu i znaczna cz zakonnikw.
Ci, z ojcem Stradomskim na czele, udali si do przeora, by niezwocznie rokowania o poddanie
si rozpocz. Z nimi razem posza wikszo onierzy i kilku szlachty.
Wwczas ksidz Kordecki wyszed na podwrze, a gdy tum otoczy go cinitym koem,
tak mwi pocz:
 Zali nie przysiglimy sobie, e do ostatniej kropli krwi broni witego przybytku bdziemy?
Zaprawd, powiadam wam, jeli prochy nas wyrzuc, to tylko liche ciaa nasze, tylko doczesne
zwoki opadn z powrotem na ziemi, a dusze ju nie wrc...
...Niebo otworzy si nad nimi i tam wejd w wesele, w szczliwo, jako morze bez granic.
Tam Jezus Chrystus je przyjmie i ta Matka Najwitsza, i wyjdzie przeciw nich, a one jako
pszczoy zote sid na Jej paszczu i w wiatoci si zanurz, i w oblicze Boga patrze bd...
Tu blask tej wiatoci zawita na twarzy jego, oczy natchnione wznis w gr i mwi dalej
z powag i spokojem zaziemskim:
 Panie, ktry wiatami rzdzisz, Ty patrzysz w serce moje i wiesz, e nie kami temu ludowi
mwic, i gdybym wasnej szczliwoci tylko pragn, tedybym rce wycign ku Tobie i
woabym z gbi duszy mojej: Panie! spraw, aby te prochy byy, aby wybuchy, bo w takiej
mierci jest odkupienie win i grzechw, bo jest odpoczynek wieczny, a suga Twj znuon i
spracowan ju bardzo... I kt by nie chcia takiej nagrody za mier bez mki, jako mgnienie
oka krtk, jako byskawica na niebie przemijajc, po ktrej wieczno niezmienna, szczcie
nieprzebrane, rado bez koca!...
Lecz Ty mi kazae strzec przybytku Twego, wic mi odej nie wolno; Ty mnie na stray
postawi, wic wlae we mnie moc Twoj, i wiem to, Panie, i widz, i czuj, e choby zo
nieprzyjacielska a pod w koci dotara, choby wszystkie prochy i niszczce saletry pod nim
zoono, do by mi byo je przeegna, aeby nie wybuchy...
Tu zwrci si do zgromadzonych i tak mwi dalej:
 Bg mi da t moc, lecz wy zdejmijcie strach z serc waszych! Duch mj przenika ziemi i
powiada wam: Kami nieprzyjaciele wasi i nie ma prochowych smokw pod kocioem!... Wy,
ludzie trwoliwych serc, wy, w ktrych przestrach wiar potumi, nie zasuylicie na to, aby
dzi jeszcze wej do krlestwa aski i odpocznienia  wic nie masz prochw pod stopami waszymi!
Bg chce ocali ten przybytek, aby jako arka Noego unosi si nad potopem klsk i niedoli,
wic w imi Boga po raz trzeci powiadam wam: nie masz prochw pod kocioem! A gdy
w Jego imieniu mwi, kto bdzie mia mi przeczy, kto wtpi si jeszcze odway?...
To rzekszy umilk i patrzy na tum zakonnikw, szlachty i onierzy. Lecz taka bya niezachwiana
wiara, pewno i sia w jego gosie, e oni milczeli take i nikt nie wystpi. Przeciwnie,
otucha pocza wstpowa w serca, a na koniec jeden z onierzy, chop prosty, rzek:
 Bd pochwalone imi Paskie!... Od trzech dni mwi, i mog fortec wysadzi, czemu
nie wysadzaj?
 Chwaa Najwitszej Pannie! Czemu nie wysadzaj?  powtrzyo kilkanacie gosw.
Wtem uczyni si dziwny znak. Oto nagle naok rozleg si szum skrzyde i cae stada zimowych
ptaszyn pojawiy si na podwrzu fortecznym, i coraz nowe nadlatyway z okolicznych
ogodzonych folwarkw: wic szare mieciuszki, trznadle o zotej piersi, ubogie wrble, zielone
sikorki, krasne gile poobsiaday zaamania dachw, wgy, odrzwia, gzymsy kocielne; inne krciy
si rnobarwnym wiecem nad gow ksidza, furkajc skrzydekami, wiegocc aonie,
jakoby o jamun prosiy, i nic nie obawiajc si ludzi. Zdumieli si na ten widok obecni, a
ksidz Kordecki modli si przez chwil, wreszcie rzek:
 Oto ptaszkowie leni pod opiek Matki Boej si udaj, a wy zwtpilicie o Jej mocy?
Otucha i nadzieja wrciy ju do serc, zakonnicy bijc si w piersi udali si do kocioa, a
onierze na mury.
Niewiasty wyszy sypa ziarno ptasztom, ktre poczy dzioba je chciwie.
Wszyscy tumaczyli pojawienie si owych drobnych lenych mieszkacw sobie na pomylno,
nieprzyjacielowi na szkod.
 Srogie niegi musz lee, gdy owe ptaszyny ju i na wystrzay, i na huk armatni nie uwaaj,
jeno do zabudowa si cisn  mwili onierze.
 A czemu to od Szwedw do nas uciekaj?
 Bo i najlichsze stworzenie ma ten dowcip, e nieprzyjaciela od swojego odrni.
 Nie moe to by  odrzek inny onierz  przecie i w szwedzkim obozie s Polacy; ale to
znaczy, e tam ju godno by musi i obrokw dla koni wcale brakuje.
 Znaczy to jeszcze lepiej  mwi trzeci  bo pokazuje si, e co prawi o tych prochach, to
wierutne garstwo.
 Jake to?  spytali wszyscy naraz.
 Starzy ludzie powiadaj  odrzek onierz  e niech jeno jaki dom ma si zawali, zaraz
jaskki i wrblowie, gniazda wiosn pod dachem majcy, wyprowadzaj si precz na dwa i trzy
dni przedtem; taki kada bestia ma rozum, e naprzd wie o niebezpieczestwie. Ow, gdyby
pod klasztorem byy prochy, to by te ptaki tu nie przyleciay.
 Prawda-li to?
 Jako amen w pacierzu!
 Chwaa Najwitszej Pannie! le tedy ze Szwedami!
W tej chwili gos trbki da si sysze przy poudniowo-zachodniej bramie; wszyscy pobiegli
patrze, kto przybywa.
By to trbacz szwedzki, ktry przywiz list z obozu.
Zakonnicy zgromadzili si zaraz w definitorium. List by od Wrzeszczowicza i oznajmia, i
jeli twierdza nie podda si do jutra, zostanie w powietrze wysadzona.
Lecz ci nawet, ktrzy poprzednio upadli pod brzemieniem bojani, nie uwierzyli teraz temu
wezwaniu.
 Prne to strachy!  woali razem ksia i szlachta.
 Napiszmy im tedy, eby nas nie aowali. Niech wysadzaj!
I istotnie odpisano w ten sposb.
Tymczasem onierze, ktrzy zgromadzili si przy trbaczu, odpowiadali rwnie miechem
na jego ostrzeenia.
 Dobrze!  mwili mu.  Czemu macie nas szczdzi? Prdzej pjdziem do nieba!
Ten za, ktry wrcza posacowi list z odpowiedzi, rzek mu:
 Nie tracie prno sw i czasu!... Samych was ndza gryzie, a nam, chwaa Bogu, na niczym
nie zbywa. Ptaki nawet od was uciekaj.
W ten sposb spez na niczym ostatni fortel Wrzeszczowicza.
A gdy upyn jeszcze dzie, okazao si zupenie dowodnie, jak czczymi byy obawy oblonych,
i spokj powrci w klasztorze.
Nazajutrz zacny mieszczanin czstochowski, Jacek Brzuchaski, podrzuci znowu list ostrzegajcy
o szturmie, lecz zarazem o wyruszeniu Jana Kazimierza ze lska i o powstaniu caej
Rzeczypospolitej przeciw Szwedom. Zreszt mia to by, wedug wieci krcych za murami,
szturm ostatni.
Brzuchaski podrzuci list wraz z workiem ryb dla ksiy na Wili, a zbliy si do murw
przebrany za szwedzkiego onierza.
Na nieszczcie, poznano go i schwytano. Miller kaza go rozcign na torturach; lecz starzec
mia w czasie mk widzenia niebieskie i umiecha si sodko jak dzieci, a zamiast blu
malowaa si na jego twarzy niewysowiona rado. Jenera sam by obecny przy katuszy, jednake
zezna adnych z mczennika nie wydoby; wydoby tylko rozpaczliwe przekonanie, e
tych ludzi nic nie zachwieje, nic ich nie zamie, i zniechci si do reszty.
Tymczasem nadesza stara ebraczka Kostucha z listem od ksidza Kordeckiego, proszcym
pokornie, aby zawieszono szturm na czas naboestwa w dniu Boego Narodzenia. Strae i oficerowie
przyjli ebraczk ze miechami i z urganiem z takiego posa, lecz ona wrcz im odrzeka:
 Nikt inny nie chcia pj, bo wy posw jako zbje traktujecie, a ja si za kawaek chleba
podja... Niedugo mi ju na wiecie, wic si was nie boj, a jeli nie wierzycie, to macie mnie
w rku.
Lecz nie uczyniono jej nic zego. Co wicej, Miller, pragnc raz jeszcze drogi zgody prbowa,
przysta na danie przeora; przyj nawet okup za nie domczonego Jacka Brzuchaskiego;
odesa za jedn drog i ow cz srebra znalezionego przez pachokw szwedzkich. To
ostatnie uczyni na zo Wrzeszczowiczowi, ktry po chybionym fortelu z minami w now popad
nieask.
Przyszed wreszcie wieczr wigilijny. O pierwszej gwiadzie zamigotay wiata i wiateka
w caej fortecy. Noc bya spokojna, mrona, lecz pogodna. Szwedzcy onierze, kostniejc z
zimna na szacach, pogldali z dou na czarne mury niedostpnej fortecy i na myl przychodziy
im ciepe, mchami utkane chaty skadynawskie, ony, dzieci, choinowe drzewka ponce od
wieczek, i niejedna elazna pier wezbraa westchnieniem, alem, tsknot, rozpacz. A w
twierdzy, przy stoach okrytych sianem, obleni amali si opatkami. Cicha rado pona na
wszystkich twarzach, bo kady mia przeczucie, pewno prawie, e czasy niedoli min ju rycho.
 Jutro szturm jeszcze, ale to ju ostatni  powtarzali sobie ksia i onierze.  Komu Bg
mier zapisze, niech dzikuje, e przedtem naboestwa zay mu pozwoli i tym pewniej bramy
niebieskie mu otworzy, bo kto w dzie Boego Narodzenia za wiar zginie, ten do chway
przyjty by musi.
yczyli sobie tedy wzajem pomylnoci, dugich lat lub niebieskiej korony i taka ulga spada
na wszystkie serca, jakby ju bieda mina.
A byo przy przeorze jedno krzeso prne, przed nim sta talerz, na ktrym bielaa paczka
opatkw, niebiesk wsteczk obwizana.
Gdy wszyscy zasiedli, owego za miejsca nikt nie zaj, pan miecznik rzek:
 Widz, ojcze wielebny, e starym zwyczajem i dla zagrskich panw miejsce gotowe?
 Nie dla zagrskich to panw  odrzek ksidz Augustyn  ale dla wspomnienia owego modzieniaszka,
ktregomy jak syna wszyscy kochali, a ktrego dusza patrzy teraz z uciech na
nas, emy pami wdziczn o nim zachowali.
 Dla Boga  rzek miecznik sieradzki  lepiej teraz jemu ni nam! Suszn winnimy mu
wdziczno!
Ksidz Kordecki mia zy w oczach, a pan Czarniecki ozwa si:
 O mniejszych w kronikach pisz. Jeli mi Bg ycia pozwoli, a ktokolwiek spyta mnie pniej,
ktry by midzy wami onierz staroytnym bohaterom rwny, powiem: Babinicz.
 On si nie nazywa Babinicz  odrzek ksidz Kordecki.
 Jak to, nie nazywa si Babinicz?
 Od dawna wiedziaem jego prawdziwe nazwisko, ale pod tajemnic spowiedzi... I dopiero,
wychodzc przeciw owej kolubrynie, rzek mi: Jeli zgin, niechaje wiedz, ktom jest, aeby
uczciwa sawa przy moim nazwisku zostaa i dawne grzechy stara. Poszed, zgin, wic teraz
mog wapanom powiedzie: to by Kmicic!
 w litewski przesawny Kmicic?  zakrzykn porwawszy si za czupryn pan Czarniecki.
 Tak jest! Tak aska boa zmienia serca!
 Dla Boga! Teraz rozumiem, e on si podj tej wyprawy! Teraz rozumiem, skd si taka
fantazja w nim braa, skd ta odwaga, ktr wszystkich przewysza! Kmicic, Kmicic! w
straszny Kmicic, ktrego Litwa sawi!
 Inaczej go odtd sawi bdzie nie tylko Litwa, ale caa Rzeczpospolita.
 On to nas pierwszy ostrzeg przed Wrzeszczowiczem!
 Z jego to przyczyny bramymy do wczenie zamknli i przygotowania uczynili!
 On pierwszego Szweda z uku ustrzeli.
 A ilu ich z armat napsu! A de Fossisa kto pooy?
 A owa kolubryna! Jeli nam nie strach jutrzejszego szturmu, kt to sprawi?
 Nieche kady z czci wspomina i wysawia, gdzie moe, imi jego, aeby sprawiedliwo
si staa  rzek ksidz Kordecki  a teraz: Wieczny odpoczynek racz mu da, Panie!
 A wiato wiekuista niechaj mu wieci!  odpowiedzia jeden chr gosw.
Lecz pan Czarniecki dugo nie mg si uspokoi i myl jego ustawicznie zwracaa si do
Kmicica:
 To mwi waszmociom  rzek  byo w nim co takiego, e cho jak prosty onierz suy,
zaraz komenda sama mu do rk wazia. A mi dziwno byo, e ludzie mimo woli suchali
takiego modzika... W rzeczy, na onej baszcie on komenderowa i ja sam go suchaem. Gdybym
to cho by wiedzia, e to Kmicic!
 Wszelako dziwno mi to  rzek pan miecznik sieradzki  e Szwedzi nie pochwalili si jego
mierci.
Ksidz Kordecki westchn:
 Musiay go prochy na miejscu rozerwa!
 Dabym sobie rk uci, eby y!  krzykn pan Czarniecki.  Ale eby taki Kmicic pozwoli
si prochom wysadzi!...
 Da swoje ycie za nasze!  odrzek ksidz Kordecki.
 To pewno  odpowiedzia miecznik  e gdyby ta kolubryna leaa na szacu, nie mylabym
tak wesoo o jutrze.
 Jutro Bg nam da nowe zwycistwo!  rzek ksidz Kordecki  albowiem arka Noego nie
moe zgin w potopie!
Tak oni ze sob rozmawiali przy Wilii, a potem porozchodzili si, zakonnicy do kocioa,
onierze na cichy postj i straowanie przy bramach i murach. Lecz wielka czujno bya zbyteczna;
i w szwedzkim obozie panowaa niezamcona spokojno. Sami oni oddali si spoczynkowi
i rozmylaniom, bo i dla nich zbliao si najuroczystsze ze wit.
Noc bya take uroczysta. Roje gwiazd wieciy na niebie, mienic si rowo i bkitno.
Blask ksiyca barwi na zielono cauny niene, rozcignite midzy fortec a nieprzyjacielskim
obozem. Wiatr nie wia i taka bya cisza, jakiej od pocztku oblenia pod tym klasztorem
nie bywao.
O pnocy onierze szwedzcy usyszeli pynce agodnie z wyniosoci tony organw, potem
gosy ludzkie doczyy si do nich, potem dwiki dzwonw i dzwonkw. Wesele, otucha i
wielki spokj byy w tych dwikach, i tym wiksze zwtpienie, tym wiksze uczucie niemocy
cisno serca szwedzkie.
onierze polscy spod komendy Zbroka i Kaliskiego nie pytajc o pozwolenie podeszli pod
same mury. Nie puszczono ich do rodka, w obawie jakowej zasadzki, ktr noc moga uatwi,
lecz pozwolono sta blisko przy murach. Oni te zebrali si ca gromad. Jedni poklkali na
niegu, inni kiwali aonie gowami, wzdychajc nad wasn dol, albo bili si w piersi lubujc
sobie popraw, a wszyscy suchali z rozkosz i ze zami w oczach muzyki i pieni, wedle staroytnego
zwyczaju piewanych.
Tymczasem stranicy na murach, ktrzy nie mogli by w kociele, chcc sobie ow strat
wynagrodzi, poczli take piewa i wkrtce rozlega si po caym okrgu murw kolda:
W obie ley,
Kt pobiey
Koldowa maemu...
Nazajutrz po poudniu huk dzia zguszy na nowo wszystkie inne odgosy. Szace, ile ich
byo, zadymiy naraz, ziemia draa w posadach; leciay po staremu na dach kocielny cikie
faskule i bomby, i granaty, i pochodnie w rury oprawne, lejce deszcz roztopionego oowiu, i
pochodnie bez oprawy, i sznury, i szmaty. Nigdy huk nie by tak nieustajcy, nigdy dotd taka
fala ognia i elaza nie zwalia si na klasztor, lecz midzy dziaami szwedzkimi nie byo owej
kolubryny, ktra sama jedna moga pokruszy mur i wyomy potrzebne do ataku uczyni.
Zreszt obleni tak ju przywykli do ognia, tak kady wiedzia, co mu czyni naley, e bez
komendy obrona sza zwykym trybem. Na ogie odpowiadano ogniem, na pocisk pociskiem,
jeno wymierzonym trafniej, bo spokojniej. Pod wieczr wyjecha Miller, aby przy ostatnich byskach
zachodzcego soca skutki dobrze obejrze, i wzrok jego pad na wie rysujc si spokojnie
na tle bkitu.
 Ten klasztor wieki wiekw sta bdzie!  zakrzykn w uniesieniu.
 Amen!  odpowiedzia spokojnie Zbroek.
Wieczorem zebraa si znw w jeneralnej kwaterze narada, jeszcze pospniejsza ni zwykle.
Zagai j sam Miller.
 Szturm dzisiejszy  rzek  adnych nie przynis rezultatw. Prochy nasze si kocz, lud
zmarnia w poowie, reszta, zniechcona, klski, nie zwycistwa, wyglda. Zapasw ju nie mamy,
posikw nie moem si spodziewa.
 A klasztor jako pierwszego dnia oblenia nienaruszony stoi!  doda Sadowski.
 Co nam pozostaje?
 Haba...
 Odebraem rozkazy  rzek jenera  bym prdzej koczy lub odstpi i szed do Prus.
 Co nam pozostaje?...  powtrzy ksi Heski.
Wszystkie oczy zwrciy si na Wrzeszczowicza, ten za rzek:
 Ratowa honor!
miech krtki, urywany, podobniejszy do zgrzytu zbw, wydoby si z ust Millera, ktrego
Poliocertesem zwano.
 Pan Wrzeszczowicz chce nas nauczy, jak wskrzesza zmarych  rzek.
Wrzeszczowicz uda, e nie syszy.
 Honor uratowali tylko polegli  rzek Sadowski.
Miller pocz traci zimn krew.
 I ten klasztor stoi tam jeszcze?... Ta Jasna Gra, ten kurnik?!... I ja go nie zdobyem?!... I
my odstpujemy?... Czyli to sen, czy mwi na jawie?...
 Ten klasztor, ta Jasna Gra stoi tam jeszcze  powtrzy sowo w sowo ksi Heski  i my
odstpujemy... pobici!...
Nastaa chwila milczenia; zdawao si, e wdz i jego podwadni znajduj dzik rozkosz w
rozpamitywaniu wasnego upokorzenia i wstydu.
Wtem Wrzeszczowicz gos zabra i mwi z wolna i dobitnie:
 Nieraz trafiao si  rzek  we wszystkich wojnach, e oblona forteca okupowaa si oblegajcym,
a wwczas ci odchodzili jak zwycizcy, bo kto skada okup, ten tym samym zwycionym
si uznaje.
Oficerowie, ktrzy z pocztku ze wzgard i lekcewaeniem suchali sw mwicego, teraz
poczli sucha uwanie.
 Niech ten klasztor zoy nam jakikolwiek okup  mwi dalej Wrzeszczowicz  wwczas
nikt nie powie, emy go zdoby nie mogli, jeno emy nie chcieli.
 Ale czy oni si zgodz?  spyta ksi Heski.
 Moj gow w zakad stawi  odpar Weyhard  i wicej nad to: mj honor onierski!
 Moe to by!  rzek nagle Sadowski.  Mamy do tego oblenia my, ale maj go do i
oni. Co wasza dostojno o tym myli?
Miller zwrci si do Wrzeszczowicza:
 Niejedn cik, cisz ni kiedykolwiek w yciu chwil przebyem z przyczyny waszych
rad, panie hrabio, jednak za t ostatni dzikuj i wdziczno zachowam.
Wszystkie piersi lej odetchny. Rzeczywicie, nie mogo ju chodzi o nic innego jak o wycofanie
si z honorem.
Nazajutrz, w dzie witego Szczepana, oficerowie zgromadzili si co do jednego, aby wysucha
odpowiedzi ksidza Kordeckiego na list Millera, ktry obejmowa propozycj okupu, a
by wysany od rana.
Przyszo dugo czeka. Miller udawa wesoo, ale przymus by widoczny w jego twarzy.
Nikt z oficerw nie mg usiedzie na miejscu. Wszystkie serca biy niespokojnie.
Ksi Heski i Sadowski stali pod oknem, rozmawiajc z cicha.
 Co waszmo mylisz? zgodz si?  zapyta pierwszy.
 Wszystko za tym mwi, e si zgodz. Kto by nie chcia pozby si tak straszliwego bd
co bd niebezpieczestwa za cen kilkunastu tysicy talarw, zwaszcza e mnisi wiatowych
ambicyj i onierskich honorw nie maj, a przynajmniej mie nie powinni. Boj si tylko, czy
jenera za wiele nie zada.
 Ile zada?
 Czterdzieci tysicy talarw od mnichw, a dwadziecia od szlachty. No! ale w najgorszym
razie bd si chcieli potargowa.
 Ustpujmy, na Boga, ustpujmy! Gdybym wiedzia, e nie maj pienidzy, wolabym im ze
swoich poyczy, byle chocia z pozorem honoru pozwolili nam odej.
 A ja powiem waszej ksicej moci, e lubo tym razem uznaj rad Wrzeszczowicza za
dobr i wierz w to, e si okupi, taka mnie gorczka trawi, e wolabym dziesi szturmw ni
to oczekiwanie.
 Uf! masz waszmo suszno. Ale ten Wrzeszczowicz jednak... moe zaj wysoko...
 Choby na szubienic.
Rozmawiajcy nie odgadli. Hrabiego Weyharda Wrzeszczowicza czeka bowiem gorszy los
nawet od szubienicy.
Lecz tymczasem huk wystrzaw przerwa im dalsz rozmow.
 Co to jest? strzay z fortecy?!  krzykn Miller.
I zerwawszy si jak optany, wybieg z izby.
Wybiegli za nim wszyscy i poczli nasuchiwa. Odgos regularnych salw dochodzi istotnie z
fortecy.
 Dla Boga! jakie to moe mie znaczenie?... Bij si w rodku czy co?!  woa Miller  nie
rozumiem!
 Ja to waszej dostojnoci wytumacz  rzek Zbroek  dzi wity Szczepan, imieniny panw
Zamoyskich, ojca i syna, na ich to cze strzelaj.
Wtem i okrzyki wiwatowe doszy z fortecy, a za nimi nowe salwy.
 Do maj prochw!  rzek ponuro Miller.  To nowa dla nas wskazwka.
Lecz los nie oszczdzi mu i drugiej, bardziej bolesnej wskazwki. Oto onierze szwedzcy
tak ju byli zniechceni i na duchu upadli, e na odgos strzaw fortecznych oddziay pilnujce
najbliszych szacw opuciy je w popochu.
Miller widzia cay jeden regiment wybornych strzelcw smalandzkich, ktry w zamieszaniu
schroni si a pod jego kwater; sysza take, jak oficerowie powtarzali midzy sob na ten
widok:
 Czas, czas, czas odstpi!
Lecz powoli uspokoio si wszystko  jedno wraenie pognbiajce zostao. Wdz, a za nim
podkomendni weszli znw do izby i czekali, czekali niecierpliwie; nawet nieruchoma a dotd
twarz Wrzeszczowicza zdradzaa niepokj.
Na koniec brzk ostrg rozleg si w sieni i wszed trbacz, cay zarumieniony od mrozu, z
wsami okrytymi szronem oddechu.
 Odpowied z klasztoru!  rzek oddajc spor paczk, obwinit w chustk kolorow, zwizan
sznurkiem.
Millerowi dray nieco rce i wola przeci sznurek puginaem ni odwizywa go z wolna.
Kilkanacie par oczu utkwionych byo nieruchomie w paczk, oficerowie oddech wstrzymali.
Jenera odwin jeden skad chusty, drugi, trzeci i odwija coraz spieszniej, a wreszcie na st
wypada paczka opatkw.
Wwczas poblad i cho nikt nie potrzebowa objanienia, co znajdowao si w chustce, rzek:
 Opatki!...
 Nic wicej?  spyta kto z tumu.
 Nic wicej  odpowiedzia jak echo jenera.
Nastaa chwila milczenia, przerywana tylko gonymi oddechami, czasem te rozleg si
zgrzyt zbw, czasem trzanicie rapierem.
 Panie Wrzeszczowicz!  rzek wreszcie Miller strasznym i zowrogim gosem.
 Nie ma go ju!  odpowiedzia jeden z oficerw.
I znw nastao milczenie.
Natomiast w nocy zapanowa ruch w caym obozie. Ledwie wiata dzienne zagasy, sycha
byo gosy komendy, przebieganie znacznych oddziaw jazdy, odgos regularnych krokw piechoty,
renie koni, skrzyp wozw, guchy turkot dzia, zgrzytanie elastwa, dwik acuchw,
szum, gwar i wrzenie.
 Czy nowy szturm na jutro?  mwili stranicy przy bramach.
Lecz nie mogli nic widzie, bo z wieczora niebo zawloko si chmurami i pocz pada nieg
obfity.
Gste jego paty przesaniay wiat. Okoo pitej w nocy wszystkie odgosy ucichy, lecz
nieg pada coraz gstszy. Na murach i blankach wie tworzy nowe mury, nowe blanki. Pokry
cay klasztor i koci, jakby go chcia ukry przed wzrokiem najezdnikw, otuli i osoni przed
ognistymi pociskami.
Na koniec poczo szarze i dzwonek ozwa si ju na jutrzni, gdy onierze straujcy przy
poudniowej bramie usyszeli parskanie konia.
Przed bram sta chop, cay zasypany niegiem; za nim wida byo na wjazdowej drodze niskie,
mae sanki drewniane, zaprzone w chud i poszerszenia szkap.
Chop pocz zabija rce, przestpowa z nogi na nog i woa:
 Ludzie, a otwrzcie tam!
 Kto ywie?  zapytano z murw.
 Swj, ze Dzbowa!... Przywiozem dobrodziejom zwierzyn.
 A jake ci to Szwedy pucili?
 Jakie Szwedy?
 Ktrzy koci oblegaj.
 Oho, nie masz ju nijakich Szwedw!
 Wszelki duch Boga chwali! Odeszli?
 Jue za nimi i lady zasypao!
Wtem gromady yczkw i chopw zaczerniay na drodze: jedni jechali konno, drudzy szli
piechot, byy i niewiasty, a wszyscy z daleka ju woa poczli:
 Nie masz Szwedw! nie masz!
 Poszli do Wielunia!
 Otwrzta tam bramy! Ni czeka w obozie!
 Szwedzi odeszli! Szwedzi odeszli!  poczto woa na murach i wie piorunem rozbiega
si w okrg.
onierze dopadli dzwonw i uderzyli we wszystkie jakby na alarm. Kto y, wypada z cel,
mieszka, z kocioa.
Wie brzmiaa cigle. Podwrzec zaroi si zakonnikami, szlacht, onierstwem, niewiastami
i dziemi. Radosne okrzyki rozlegy si dokoa. Jedni wypadali na mury, aby pusty obz
obejrzy; inni wybuchali miechem lub szlochaniem.
Niektrzy nie chcieli wierzy jeszcze; lecz napyway coraz nowe gromady tak chopstwa, jako
i mieszczastwa.
Szli tedy z miasta Czstochowy i z wiosek okolicznych, i z lasw pobliskich, gwarno, wesoo
i ze piewaniem. Krzyoway si coraz nowe wieci; kady widzia odchodzcych Szwedw i
opowiada, dokd odchodzili.
W kilka godzin pniej peno byo ludzi na pochyoci i na dole pod gr. Bramy klasztoru
otwary si szeroko, jako zwyczajnie byway przed wojn otwarte; jeno wszystkie dzwony biy,
biy, biy... a owe gosy tryumfu leciay w dal i syszaa je caa Rzeczpospolita.
nieg zasypywa cigle lady Szwedw.
*
O poudniu dnia tego koci by tak nabity, e jako na brukowanych ulicach miejskich kamie
ley jeden obok drugiego, tak tam gowa bya przy gowie. Sam ksidz Kordecki mia msz
dzikczynn, a tumom ludzkim zdawao si, e to biay anio j odprawia. I zdawao si take,
e dusz wypiewa w tej wotywie lub e z dymami kadzide uniesie si ku grze i rozwieje Bogu
na chwa.
Huk dzia nie wstrzsa ju murw ani szyb w oknach, nie zasypywa kurzaw ludu, nie przerywa
modlitw ani tej dzikczynnej pieni, ktr wrd uniesienia i paczu powszechnego zaintonowa
wity przeor:
Te Deum laudamus!...
ROZDZIA XX
Kmicica i Kiemliczw szparko konie niosy do granicy lskiej. Jechali ostronie, by si z jakim
podjazdem szwedzkim nie spotka, bo jakkolwiek chytrzy Kiemlicze mieli passy, wydane
przez Kuklinowskiego, a podpisane przez Millera, jednake onierzy, nawet zaopatrzonych w
podobne dokumenta, poddawano zwykle badaniu, takie badanie za mogo le wypa dla pana
Andrzeja i jego towarzyszw. Jechali wic pospiesznie, by granic przej jak najprdzej i w
gb cesarskiego kraju si zasun. Same brzegi graniczne nie byy take od grasantw
szwedzkich bezpieczne, a czstokro i cae oddziay rajtarw zapuszczay si na lsk, by ima
tych, ktrzy si do Jana Kazimierza przebierali. Ale Kiemlicze, przez czas postoju pod Czstochow
zatrudnieni ustawicznie owami na pojedynczych Szwedw, przeznali ju na wskr ca
okolic, wszystkie graniczne drogi, cieki i przechody, na ktrych pow bywa najobfitszy, i
byli jakby we wasnym kraju.
Przez drog opowiada stary Kiemlicz panu Andrzejowi, co sycha w Rzeczypospolitej, pan
Andrzej za, zamknity przez tak dugi czas w fortecy, sucha tych nowin chciwie i o blu wasnym
zapomnia, gdy byy one nader dla Szwedw niepomylne i zwiastoway bliski ju koniec
panowania szwedzkiego w Polsce.
 Wojsko ju sobie przykrzy szwedzk fortun i szwedzk kompani  mwi stary Kiemlicz
 a co dawniej onierze gardem hetmanom grozili, gdyby si nie chcieli ze Szwedem poczy,
tak teraz sami do pana Potockiego instancj wnosz i deputacj wysyaj, eby Rzeczpospolit z
opresji ratowa, przysigajc wszyscy do garda przy nim sta. Niektrzy te pukownicy na
swoj rk poczli Szwedw podjeda.
 Ktrene pierwszy pocz?
 Jest pan egocki, starosta babimostski, z panem Kulesz. Ci w Wielkopolsce rozpoczli i
znacznie Szwedw konfunduj; sia mniejszych oddziaw jest w caym kraju, ale nazwisk
przywdcw ciko wiedzie, gdy oni umylnie ich nie powiadaj, a to dlatego, by swoje rodziny
i substancje od pomsty szwedzkiej uchroni. Z wojska pierwszy si podnis ten puk, ktremu
pan Wojniowicz pukownikuje.
 Gabriel?...  To to mj krewny, chocia go nie znam!
 Szczery to onierz. On to parti zdrajcy Prackiego star, ktra Szwedom suya, i samego
rozstrzela, a teraz ku grom srogim poszed, ktre za Krakowem le; tam oddzia szwedzki
znis i gralw ratowa, w ucisku od Szwedw bdcych...
 To za i grale Szwedw ju bij?
 Oni najpierwsi zaczli; jeno, jako to gupie chopstwo, chcieli zaraz Krakw siekierkami
odbiera, ktrych jenera Duglas rozprszy, gdy oni w rwninach eksperiencji adnej nie maj,
ale co w gry za nimi kilka partii posali, to z tych aden czowiek nie wrci. Teraz pan Wojniowicz
one chopstwo wspomg, sam za do pana marszaka do Lubowli poszed i z jego si
wojskami poczy.
 Zali pan marszaek Lubomirski przeciw Szwedom stoi?
 Rnie o nim gadali, e si i na t, i na t stron namyla, ale jak ju poczto w caym kraju
na ko siada, tak i on si na Szwedw zawzi. Mony to pan i sia zego moe im uczyni!
Sam on jeden mgby z krlem szwedzkim wojowa. Powiadaj te ludzie, e do wiosny ani
jednego Szweda w Rzeczypospolitej nie bdzie...
 Da Bg, e si to stanie!
 Jake ma by inaczej, wasza mio, skoro za oblenie Czstochowy wszyscy si przeciw
nim zawzili. Wojsko si buntuje, szlachta bije ich ju, gdzie moe, chopstwo si w kupy zbiera,
a do tego Tatarzy id, idzie chan wasn osob, ktry Chmielnickiego i Kozakw pobi i
obieca ich ze szcztem zetrze, chyba e na Szwedw rusz.
 Ale i Szwedzi maj jeszcze znacznych stronnikw midzy panami a szlacht?
 Ten si ich jeno trzyma, kto musi, a i tacy pory tylko wyczekuj. Jeden ksi wojewoda
wileski szczerze do nich przystpi, tote na ze mu to wyszo.
Kmicic a konia wstrzyma i jednoczenie za bok si uchwyci, bo go bl srogi przeszy.
 Na Boga!  zawoa stumiwszy jk  gadaje mi, co si z Radziwiem dzieje? Zali cigle
siedzi w Kiejdanach?
 Bramo z koci soniowej!  rzek stary  tyle ja wiem, co ludzie gadaj, a Bg wie, czego
nie gadaj. Mwi jedni, e ksi wojewoda ju nie ywie; inni, e si jeszcze panu Sapiee
broni, ale ledwie tchnie. Podobno na Podlasiu si ze sob mocowali i pan Sapieha zmg, bo
Szwedzi nie mogli ksicia wojewody ratowa... Teraz prawi, e w Tykocinie przez pana Sapieh
oblon i e ju po nim.
 Chwaa Bogu! Zacni tryumfuj nad zdrajcami!... Chwaa Bogu! Chwaa Bogu!
Kiemlicz popatrzy spode ba na Kmicica i sam nie wiedzia, co ma myle. Przecie wiadomo
byo w caej Rzeczypospolitej, e jeeli Radziwi zatriumfowa z pocztku nad swymi wasnymi
wojskami i nad szlacht, ktra szwedzkiego panowania nie chciaa, to stao si to w znacznej
czci dziki Kmicicowi i jego ludziom.
Lecz z t myl stary nie zdradzi si przed swym pukownikiem i jechali dalej w milczeniu.
 A co si dzieje z ksiciem koniuszym?  spyta wreszcie pan Andrzej.
 Nie syszaem o nim nic, wasza mio  odrzek Kiemlicz.  Moe jest w Tykocinie, a moe
u elektora. Teraz tam wojna i krl szwedzki osob wasn do Prus wyruszy, a my tymczasem
naszego pana wygldamy. Daj go Bg! bo niechby si tylko pokaza, wszyscy by co do jednego
czeka przy nim stanli i wojsko by zaraz Szwedw opucio.
 Pewnie tak?
 Wasza mio! ja wiem tylko to, co ci onierze mwili, ktrzy ze Szwedami pod Czstochow
sta musieli. Jest tam grzecznej jazdy na kilka tysicy pod panem Zbrokiem, pod panem
Kaliskim i innymi pukownikami. miem powiedzie waszej mioci, e aden tam z dobrej
woli nie suy, chyba grasanci Kuklinowskiego, bo ci chcieli si skarbami jasnogrskimi obowi.
Ale co zacni onierze, to tylko lamentowali i jeden przed drugim narzeka: Do nam tej
suby ydowskiej! Niech jeno pan nasz nog granic przestpi, wraz szable na Szwedw obrcimy,
ale pki go nie ma, jak nam poczyna? gdzie i? Tak oni narzekali, a po innych pukach,
ktre s pod hetmanami, gorzej jeszcze. To wiem pewno, bo przyjedali od nich deputaci do
pana Zbroka z namowami i tam sekretnie po nocach radzili, o czym Miller nie wiedzia, chocia
i on czu, e le koo niego.
 A ksi wojewoda wileski w Tykocinie oblon?  spyta pan Andrzej.
Kiemlicz znw spojrza niespokojnie na Kmicica, bo pomyla, e go chyba gorczka chwyta,
skoro dwa razy kae sobie jedn i t sam wiadomo powtarza, o ktrej dopiero co bya mowa
 jednake odpowiedzia:
 Oblon przez pana Sapieh.
 Sprawiedliwe sdy boe!  rzek Kmicic.  On, ktry mg potg z krlami si rwna!...
Nikte przy nim nie zosta?
 W Tykocinie jest zaoga szwedzka. A przy osobie ksicia wojewody tylko si pono troch
dworzan co wierniejszych zostao.
Kmicica pier napenia si radoci. Ba si pomsty strasznego magnata nad Olek, a chocia
zdawao mu si, e tej pomcie pogrkami swymi zapobieg, cigle przecie trapia go ta
myl, e lepiej i bezpieczniej byoby Olece i wszystkim Billewiczom mieszka w lwiej jamie
ni w Kiejdanach, pod rk ksicia, ktry nigdy nikomu nie przebaczy. Teraz jednak, gdy on
upad, musieli tym samym przeciwnicy jego tryumfowa; teraz, gdy go pozbawiono si, znaczenia,
gdy by panem jednego tylko lichego zameczku, w ktrym ycia wasnego i wolnoci broni,
nie mg przecie myle o zemcie; rka jego przestaa ciy nad nieprzyjacioy.
 Chwaa bd Bogu! chwaa bd Bogu!  powtrzy Kmicic.
I tak mia gow zaprztnit t zmian radziwiowskich losw i tym, co si przez cay czas
jego pobytu w Czstochowie zdarzyo, i tym, gdzie jest ta, ktr pokochao jego serce, i tym, co
si z ni stao  e po raz trzeci spyta Kiemlicza:
 Mwisz tedy, e ksi zaman?
 Zaman ze szcztem  odpowiedzia stary.  Czy wasza mio nie chory?
 Bok jeno piecze. Nic to!  odrzek Kmicic.
I znw jechali w milczeniu. Strudzone konie zwalniay stopniowo kroku, a wreszcie poczy
i stpa. Jednostajny ruch ten upi znuonego na mier pana Andrzeja  i spa dugo, kiwajc
si na kulbace. Zbudzio go dopiero biae wiato dzienne.
Obejrza si ze zdziwieniem dokoa, bo zdao mu si w pierwszej chwili, e wszystko, co tej
nocy przeszed, to by tylko sen; wreszcie spyta:
 To wy, Kiemlicze? My spod Czstochowy jedziem?
 A jake, wasza mio!
 A gdzie jestemy?
 Oho! ju w lsku. Ju nas tu Szwedzi nie dostan!
 To dobrze!  rzek Kmicic oprzytomniawszy zupenie.  A gdzie nasz miociwy krl rezyduje?
 W Gogowej.
 Tam te pojedziemy panu do ng si pokoni, suby ofiarowa. Ale suchaj no, stary!
 Sucham, wasza mio!
Lecz Kmicic zamyli si i nie od razu mwi pocz. Widocznie co w gowie ukada, waha
si, rozwaa, na koniec rzek:
 Nie moe by inaczej!
 Sucham, wasza mio!  powtrzy Kiemlicz.
 Ni krlowi, ni nikomu z dworskich nie pisn, ktom jest!... Zw si Babinicz, a jedziem z
Czstochowy. O kolubrynie i o Kuklinowskim moecie mwi... Ale nazwiska mego nie wspomina,
eby tam moich intencyj na wspak nie wzito i za zdrajc mnie nie poczytano, bom ja w
zalepieniu ksiciu wojewodzie wileskiemu suy i jeszcze mu pomaga, o czym na dworze
mogli sysze.
 Panie pukowniku! Po tym, czego wasza mio pod Czstochow dokona...
 A kto da wiadectwo, e to prawda, pki klasztor oblony?
 Stanie si wedle rozkazu.
 Nadbiey czas, e prawda na wierzch wyjdzie  rzek jakby do siebie Kmicic  ale pierwej
musi si pan nasz miociwy sam przekona... On te da mi pniej wiadectwo!
Na tym urwaa si rozmowa. Tymczasem uczyni si dzie zupeny. Stary Kiemlicz pocz
piewa godzinki, a Kosma i Damian wtrowali mu basem. Droga bya uciliwa, bo mrz
trzyma trzaskajcy, a przy tym ustawicznie zatrzymywano na drodze jadcych i wypytywano o
nowiny, zwaszcza za o to, czy Czstochowa broni si jeszcze. Kmicic odpowiada, e si broni
i obroni, lecz pytaniom nie byo koca. Gocice roiy si od podrnych, gospody wszdzie po
drodze pozajmowane. Jedni chronili si w gb kraju z pogranicznych ziem Rzeczypospolitej
przed uciskiem szwedzkim, drudzy pomykali ku granicom po wieci z kraju; raz w raz spotykano
szlacht, ktra majc do Szwedw jechaa, tak jak i Kmicic, suby wygnanemu panu ofiarowa.
Czasem trafiay si i poczty paskie, czasem wiksze lub mniejsze oddziay onierzy z
tych wojsk, ktre bd to dobrowolnie, bd na mocy ukadw ze Szwedami przeszy granice,
jak na przykad wojska pana kasztelana kijowskiego. Wieci z kraju ju byy oywiy nadzieje
tych exulw i wielu gotowao si do zbrojnego powrotu. W caym lsku, a zwaszcza w ksistwach
raciborskim i opolskim, gotowao si jak w garnku; posacy latali z listami do krla i od
krla do pana kasztelana kijowskiego, do prymasa, do pana kanclerza Koryciskiego, do pana
Warszyckiego, kasztelana krakowskiego, pierwszego senatora Rzeczypospolitej, ktry ani na
chwil nie opuci sprawy Jana Kazimierza.
Panowie ci, w porozumieniu z wielk krlow, niezachwian w nieszczciu, porozumiewali
si i ze sob, i z krajem, i z przedniejszymi w nim ludmi, o ktrych wiedziano, e radzi by do
wiernoci prawemu panu powrci. Swoj drog sa gocw i pan marszaek koronny, i hetmani,
i wojsko, i szlachta gotujca si do chwycenia za bro.
Bya to wilia do powszechnej wojny, ktra w niektrych miejscach ju wybucha. Szwedzi
tumili te miejscowe porywy bd orem, bd siekier kata, lecz ogie, zgaszony w jednym
miejscu, natychmiast zapala si w drugim. Burza straszliwa zawisa nad gowami skandynawskich
najezdnikw; ziemia sama, lubo pokryta niegami, pocza parzy ich stopy; groba i pomsta
otaczay ich ze wszystkich stron, straszyy ich cienie wasne.
Wic chodzili jak bdni. Niedawne pieni tryumfu zamary im na ustach, i sami pytali siebie
z najwikszym zdumieniem: Jestli to ten sam nard, ktry wczoraj jeszcze opuci wasnego
pana, podda si bez boju? Jake! panowie, szlachta, wojsko niebywaym w dziejach przykadem
przeszo do zwycizcy; miasta i zamki otwieray bramy; kraj by zajty. Nigdy podbj nie
kosztowa mniej si i krwi. Sami Szwedzi dziwic si tej atwoci, z jak zajli potn Rzeczpospolit,
nie mogli ukry pogardy dla zwycionych, ktrzy za pierwszym poyskiem szwedzkiego
miecza wyparli si krla, ojczyzny, byle ycia i dostatkw w spokoju zaywa albo nowych
w zamieszaniu naby. To, co w swoim czasie mwi cesarskiemu posowi Lisoli Wrzeszczowicz,
powtarza sam krl i wszyscy jeneraowie szwedzcy: Nie ma w tym narodzie mstwa, nie ma
staoci, nie ma adu, nie ma wiary ani patriotyzmu!  musz zgin!
Zapomnieli, e ten nard ma jeszcze jedno uczucie, to wanie, ktrego ziemskim wyrazem
bya Jasna Gra.
I w tym uczuciu byo jego odrodzenie.
Wic huk dzia, ktry odezwa si pod witym przybytkiem, odezwa si zarazem we
wszystkich sercach magnackich, szlacheckich, mieszczaskich i chopskich. Okrzyk zgrozy
rozleg si od Karpat do Batyku i olbrzym rozbudzi si z odrtwienia.
 To inny nard!  mwili ze zdumieniem jeneraowie szwedzcy.
I poczwszy od Arfuida Wittenberga, a skoczywszy na komendantach pojedynczych zamkw,
wszyscy sali do bawicego w Prusach Karola Gustawa wieci pene przeraenia.
Ziemia usuwaa im si spod ng; zamiast dawnych przyjaci, potykali wszdy wrogw; zamiast
poddania si, opr; zamiast obawy, dzik i gotow na wszystko odwag; zamiast mikkoci,
okruciestwo; zamiast cierpliwoci, zemst.
A tymczasem z rk do rk przelatywa tysicami w caej Rzeczypospolitej manifest Jana Kazimierza,
ktry poprzednio, ju ze lska wydany, zrazu nie budzi echa. Teraz przeciwnie, widywano
go po zamkach jeszcze nie zajtych. Gdzie tylko nie ciy ta szwedzka rka, tam
szlachta zbieraa si w kupy i kupki i bia si w piersi suchajc wzniosych sw wygnanego
krla, ktry wytykajc bdy i grzechy rozkazywa nie traci nadziei i do ratunku upadej Rzeczypospolitej
si zrywa.
Nie min jednak czas (pisa Jan Kazimierz), chocia tak ju daleko postpi nieprzyjaciel,
abymy utraconych prowincyj i miast odzyska nie mogli, i Bogu powinnej chway powrci,
sprofanowane kocioy krwi nieprzyjacielsk nasyci, a wolnoci i prawa dawne w klub zwyczajn
i staropolskie postanowienie wprowadzi nie mogli; byle si tylko ta staropolska cnota i
ona staroytnych przodkw Uprzejmoci i Wiernoci waszych ku Panu observantia, i mio, z
jakowej si przed rnymi narodami nasz dziad Zygmunt Pierwszy szczyci, powrcia. Przystpia
ju tedy pierwszych wystpkw odmiana ku cnocie. Komu Bg i wiara Jego wita pierwsza
nad wszystko dobro, przeciwko temu szwedzkiemu nieprzyjacielowi Uprzejmoci i Wiernoci
wasze powstacie. Nie czekajcie wodzw i wojewd albo takiego porzdku, jaki w pospolitym
prawie opisany. Ju teraz midzy Uprzejmociami i Wiernociami waszymi nieprzyjaciel
wszystkie te rzeczy pomisza; ale jeden do drugiego, trzeci do dwu, czwarty do trzech, pity do
czterech i tak per consequens, by te kady i z wasnymi poddanymi zgromadcie si, a gdzie
suszna, na jaki opr zwiedcie si. Tam sobie wodza obierzecie dopiero. Jedna do drugiej kupy
wicie si i suszne ju z siebie wojsko uczyniwszy, wodza nad nim wiadomego obrawszy,
osoby naszej poczekajcie, nie opuszczajc okazji, gdyby si trafia, do poraenia nieprzyjaciela.
My, bylebymy o okazji i gotowoci, i skonnoci ku nam Uprzejmoci i Wiernoci waszych
usyszeli, zaraz natychmiast przybdziemy i zdrowie nasze tam pooymy, gdzie zaszczycenie
caoci ojczyzny potrzebowa bdzie.
Uniwersa ten odczytywano nawet w obozie Karola Gustawa, nawet po zamkach szwedzkie
zaogi majcych, i wszdzie gdzie si tylko polskie chorgwie znajdoway. Szlachta zami oblewaa
kade sowo krlewskie, dobrego pana aujc, i zprzysigaa sobie na krzyach, na wizerunkach
Najwitszej Panny i szkaplerzach woli jego uczyni zado. eby za gotowoci swej
zoy dowd, pki zapa tla w sercach a zy nie obeschy, siadano, nie czekajc dugo, tu i
owdzie na ko i rzucano si jeszcze za ciepa na Szwedw.
W ten sposb mniejsze oddziay szwedzkie topnie i gin poczy. Dziao si to na Litwie,
mudzi, Mazowszu, Wielko- i Maopolsce. Nieraz szlachta zebrawszy si u ssiada na chrzciny,
imieniny, na wesele lub kulig, bez adnych wojowniczych zamiarw, koczya na tym zabaw,
e popiwszy uderzaa jak grom i wycinaa w pie poblisk szwedzk komend. Po czym kulig
wrd pieni i okrzykw, przybierajc po drodze tych, ktry si ochoci chcieli, jecha dalej,
zmienia si w tum chciwy krwi, z tumu w parti, ktra ju sta rozpoczynaa wojn. Poddani
chopi i czelad caymi tumami garnli si do zabawy; inni donosili o pojedynczych Szwedach
lub pomniejszych oddziaach, po wsiach nieostronie roztasowanych. I liczba kuligw i
maszkar zwikszaa si z dniem kadym. Wesoo i fantazja, waciwa narodowi, mieszaa
si do tych krwawych zabaw.
Chtnie przebierano si za Tatarw, ktrych samo imi napeniao trwog Szwedw, dziwne
bowiem kryy midzy nimi wieci i bajki o dzikoci i straszliwym a okrutnym mstwie tych
synw krymskich stepw, z ktrymi Skandynawowie nie spotkali si dotd nigdy. e za wiedziano
powszechnie, i chan w sto tysicy, okrgo, ordy idzie w pomoc Janowi Kazimierzowi, a
szlachta haasowaa napadajc na komendy, powstao std dziwne zamieszanie.
Pukownicy i komendanci szwedzcy w wielu miejscach byli istotnie przekonani, e Tatarzy
ju nadeszli, i cofali si na gwat do wikszych fortec lub obozw, roznoszc wszdzie wie
faszyw i trwog. Tymczasem okolice, ktre pozbyy si w ten sposb nieprzyjaciela, mogy si
zbroi i niesforne tuszcze w rzdniejsze wojsko zamienia.
Lecz groniejsze jeszcze dla Szwedw od kuligw szlacheckich i od samych Tatarw byy
ruchy chopskie. Od dawna, od pierwszego dnia oblenia Czstochowy, poczo wrze pomidzy
ludem i spokojni a cierpliwi dotd oracze jli tu i owdzie stawia opr, i tu i owdzie chwyta
za kosy i cepy, a szlachcie pomaga. Bystrzejsi jeneraowie szwedzcy z najwiksz obaw patrzyli
na te chmury, ktre lada chwila mogy si zmieni w potop prawdziwy i pochon bez
ratunku najedcw.
Postrach wydawa im si najwaciwszym rodkiem, by zgnie w zarodzie straszne niebezpieczestwo.
Karol Gustaw gaska jeszcze i pochlebnymi sowy utrzymywa te chorgwie polskie,
ktre za nim do Prus poszy. Nie szczdzi te pochlebstw panu choremu Koniecpolskiemu,
synnemu regimentarzowi spod Zbaraa. Ten sta przy jego boku z szeciu tysicami niezrwnanej
jazdy, ktra przy pierwszym nieprzyjacielskim starciu z elektorem taki postrach i
zniszczenie rozniosa midzy Prusakami, e elektor, zaniechawszy boju, co prdzej na ukady si
zgodzi.
Sa krl szwedzki take listy do hetmanw, do magnatw i szlachty, pene aski, obietnic i
zachca, by mu wiernoci dochowali. Lecz jednoczenie wyda rozkazy swym jeneraom i komendantom
niszczenia ogniem i mieczem wszelkiego oporu wewntrz kraju, a zwaszcza wycinania
w pie kup chopskich. Rozpocz si tedy okres elaznych rzdw onierskich. Szwedzi
porzucili pozory przyjani. Miecz, ogie, rabunek, ucisk zastpiy dawn udawan yczliwo. Z
zamkw komenderowano potne oddziay jazdy i piechoty w pocigu za kuligami. Rwnano z
ziemi cae wsie, palono dwory, kocioy i plebanie. Jecw szlacht oddawano w rce katom;
chopom wzitym w niewol obcinano prawe rce i puszczano do domw.
Szczeglnie sroyy si owe oddziay w Wielkopolsce, ktra jak najpierwsza si poddaa, tak
te najpierwsza podniosa si przeciw obcemu panowaniu. Komendant Stein rozkaza tam pewnego
razu poucina rce przeszo trzystu chopom pochwyconym z broni w rku. Po miasteczkach
pobudowano stae szubienice i co dzie ubierano je nowymi ofiarami. To samo czyni
Magnus de la Gardie na Litwie i mudzi, gdzie naprzd zacianki, a za nimi i chopstwo bro
chwycio. e za w ogle w zamieszaniu trudno byo Szwedom odrni wasnych obrocw od
nieprzyjaci, przeto nie szczdzono nikogo.
Lecz ogie podsycany krwi, zamiast gasn, wzmaga si coraz wicej i rozpocza si wojna,
w ktrej obu stronom nie chodzio ju o same zwycistwa, o zamki i miasta lub prowincje,
ale o mier i ycie. Okruciestwo wzmagao nienawi, i poczto nie walczy, lecz tpi si
wzajemnie bez miosierdzia.
ROZDZIA XXI
Ta wojna wytpienia bya dopiero w pocztku, gdy pan Kmicic wraz z trzema Kiemliczami
dotar po trudnej, ze wzgldu na jego nadwerone zdrowie, podry do Gogowej. Przyjechali
noc. Miasto byo przepenione od wojska, panw, szlachty, sug krlewskich i magnackich, a
gospody tak pozajmowane, e stary Kiemlicz z najwikszym trudem wystara si o kwater dla
pana Andrzeja u powronika mieszkajcego ju za miastem.
Dzie ten przelea pan Andrzej w blu i w gorczce od oparzenia. Chwilami myla, e
przyjdzie mu ciko, obonie zachorowa. Ale elazna natura przemoga. Nastpnej nocy uczynio
mu si lej, a witaniem ubra si ju i poszed do farnego kocioa Bogu za cudowne swe
ocalenie podzikowa.
Szary i nieny zimowy ranek zaledwie rozprszy ciemnoci. Miasto jeszcze spao, ale przez
drzwi kocioa wida ju byo wiato w otarzu i dochodziy go gosy organw.
Kmicic wszed do rodka. Ksidz przed otarzem odprawia wotyw, w kociele mao jeszcze
byo modlcych si. W awkach klczao kilkanacie postaci z twarzami ukrytymi w doniach, a
oprcz nich ujrza pan Andrzej, gdy oczy jego oswoiy si z ciemnoci, jak posta lec
krzyem przed samymi stallami, na rozcignitym na ziemi kobierczyku. Za nim klczao dwch
wyrostkw o rumianych i prawie anielskich dziecinnych twarzach. Czowiek ten lea bez ruchu
i tylko z piersi, poruszanych ustawicznie cikimi westchnieniami, mona byo pozna, e nie
pi, e modli si gorliwie i ca dusz. Kmicic rwnie pogry si w modlitwie dzikczynnej;
lecz po ukoczonych pacierzach oczy jego mimo woli zwrciy si na lecego krzyem ma i
nie mogy si ju od niego oderwa, tak je co przykuwao do niego. Westchnienia podobne do
jkw, gone w ciszy kocielnej, wstrzsay cigle t posta. te blaski wiec zapalonych
przed otarzem, wraz ze wiatem dziennym, bielejcym w szybach, wydobyway j z mroku i
czyniy coraz widniejsz.
Pan Andrzej zaraz domyli si z ubioru, e to musi by kto znaczny, gdy i wszyscy obecni,
nie wyczajc ksidza odprawiajcego wotyw, spogldali na ze czci i uszanowaniem. Nieznajomy
przybrany by cay w czarny aksamit podbity sobolami, tylko na ramionach mia odwinity
biay koronkowy konierz, spod ktrego przeglday zote ogniwa acucha; czarny z takimi
pirami kapelusz lea obok, jeden za z paziw, klczcych za kobierczykiem, trzyma rkawice
i szmelcowan na bkitno szpad. Twarzy nieznajomego nie mg pan Kmicic widzie,
gdy bya ukryta w fadach kobierczyka, a przy tym zasaniay j zupenie rozproszone naokoo
gowy loki nadzwyczaj obfitej peruki.
Pan Andrzej przysun si do samej stalli tak, aby gdy nieznajomy si podniesie, mg dojrze
jego twarz. Tymczasem wotywa miaa si ku kocowi. Ksidz piewa ju Pater noster. Ludzie,
ktrzy chcieli by na nastpnej mszy, napywali przez gwne drzwi wchodowe. Koci zapeni
si z wolna postaciami o podgolonych gowach, przybranymi w delie, w onierskie burki, w
szuby i altembasowe kapoty. Uczynio si do ciasno. Wwczas Kmicic trci w okie stojcego
obok szlachcica i szepn:
 Przebacz wasza mo, e go w naboestwie inkomoduj, ale ciekawo mocniejsza. Kto
te to jest?
Tu wskaza oczyma na lecego krzyem pana.
 Chyba wa z daleka przyjecha, e nie wiesz, kto to jest?  odpar szlachcic.
 Pewnie, em z daleka przyjecha, i dlatego pytam, w nadziei, e gdy na kogo politycznego
trafi, to mi nie poskpi odpowiedzi.
 To jest krl.
 Na Boga ywego!  zawoa Kmicic.
Lecz w tej chwili krl si podnis, bo ksidz zaczyna wanie czyta ewangeli.
Pan Andrzej ujrza twarz wymizerowan, t i przezroczyst jak wosk kocielny. Oczy
krlewskie byy wilgotne, a powieki zaczerwienione. Rzekby, cae losy kraju odbiy si na tej
szlachetnej twarzy, tyle w niej byo blu, cierpienia, troski. Noce bezsenne, rozdzielane midzy
modlitw a zmartwienie, zawody okrutne, tuactwo, opuszczenie, upokorzony majestat tego syna,
wnuka i prawnuka potnych krlw, gorycz, ktr tak obficie napawali go wani poddani,
niewdziczno kraju, dla ktrego gotw by krew i ycie powici, wszystko to mona byo
jak w ksidze w tym obliczu wyczyta. A jednak bia z niego nie tylko rezygnacja zdobyta przez
wiar i modlitw, nie tylko majestat krla i boego pomazaca, ale taka dobro wielka, niewyczerpana,
i wida byo, e do bdzie najwikszym odstpcom, najbardziej winnym wycign
tylko rce do tego ojca, a ten ojciec przyjmie, przebaczy i krzywd wasnych zapomni.
Kmicicowi na jego widok zdawao si, e kto mu elazn doni cisn serce. al zawrza w
gorcej duszy junaka. Skrucha, lito i cze oddech zapary mu w gardle, poczucie winy niezmiernej
podcio mu kolana, a dre pocz na caym ciele, i nagle nowe, nieznane uczucie
powstao mu w piersi. Oto w jednej chwili pokocha tak ten bolesny majestat, e uczu, i nie ma
nic droszego na ziemi caej od tego ojca i pana, e gotw za niego powici krew, ycie,
znie tortur i wszystko w wiecie. Chciaby si do tych ng rzuci, kolana obj i prosi o odpuszczenie
win. Szlachcic, zuchway warcho, zmar w nim w jednej chwili, a urodzi si regalista
oddany dusz ca swemu krlowi.
 To nasz pan! nasz pan nieszczsny!  powtarza sobie, jakby ustami chcia da wiadectwo
temu, co widziay jego oczy, a czuo serce.
Tymczasem Jan Kazimierz po ewangelii klkn znowu, rce rozoy, oczy wznis ku grze
i pogry si w modlitwie. Ksidz wreszcie odszed, pocz si ruch w kociele, krl klcza
cigle.
A w szlachcic, ktrego Kmicic zaczepi, trci teraz w bok pana Andrzeja.
 A co wapan za jeden?  spyta.
Kmicic nie od razu zrozumia pytanie i nie zaraz odpowiedzia, tak dalece serce jego i umys
byy osob krlewsk zajte.
 A co wapan za jeden?  powtrzy w personat.
 Szlachcic jako i waszmo!  odrzek pan Andrzej zbudziwszy si jakby ze snu.
 Jake ci zowi?
 Jak mnie zowi? Zw si Babinicz, a jestem z Litwy, spod Witebska.
 A jam jest ugowski, dworski krlewski!... Prosz, to wapan a z Litwy, spod Witebska
jedziesz?
 Nie... Jad z Czstochowy.
Pan ugowski a zaniemwi na chwil ze zdziwienia.
 A jeeli tak, to bywaje wapan, bywaj, bo nam nowin udzielisz! Mao ju krla miociwego
nie umorzy frasunek, e przez trzy dni adnej pewnej wieci nie mia. Jake to? Spod chorgwi
Zbroka moe albo Kaliskiego, albo Kuklinowskiego? Spod Czstochowy?
 Nie spod Czstochowy, ale z samego klasztoru, wprost!
 Chyba wa artujesz? Co tam? co sycha? Bronie si jeszcze Jasna Gra?
 I broni si, i bdzie bronia. Szwedzi ju na odstpieniu!
 Dla Boga! Krl ozoci waszmoci! Z samego klasztoru, powiadasz, jedziesz?... Jake ci to
Szwedzi pucili?
 Jam ich o permisj nie prosi, ale wybaczaj wapan, e w kociele obszerniejszej relacji da
nie mog.
 Susznie, susznie  odpar pan ugowski.  Bg miosierny!... Z nieba nam spade!... W
kociele nie przystoi... susznie! Czekaje wapan. Zaraz si krl podniesie, niada przed sum
pojedzie... Dzi niedziela... Chod wa, staniesz wraz ze mn przy drzwiach i wraz u wejcia
przedstawi wapana krlowi... Chod, chod, bo nie ma czasu!
To rzekszy ruszy naprzd, a Kmicic za nim. Zaledwie ustawili si przy drzwiach, gdy ukazao
si naprzd dwch paziw, a za nimi wyszed z wolna Jan Kazimierz.
 Miociwy krlu!  zakrzykn pan ugowski  s wieci z Czstochowy!
Woskowa twarz Jana Kazimierza oywia si nagle.
 Co? gdzie? kto jest?  spyta.
 Ten oto szlachcic! Powiada, e z samego klasztoru jedzie.
 Zali klasztor ju zdobyty?  zakrzykn krl.
Wtem pan Andrzej rymn jak dugi do ng paskich.
Jan Kazimierz pochyli si i pocz podnosi go za ramiona.
 Na potem  woa  na potem!... Wsta wa, na Boga, wsta! mw prdzej... Klasztor zdobyty?
Kmicic zerwa si ze zami w oczach i krzykn z zapaem:
 Nie zdobyty, miociwy panie, i nie bdzie! Szwedzi pobici! Najwiksza armata wysadzona!
Strach midzy nimi, gd, mizeria! O odstpieniu myl!...
 Chwaa! Chwaa Tobie, Krlowo Anielska i nasza!  rzek krl.
To rzekszy odwrci si ku drzwiom kocielnym, zdj kapelusz i nie wchodzc do rodka,
klkn na niegu przy drzwiach. Gow opar o ram kamienn i pogry si w milczeniu. Po
chwili kanie poczo nim wstrzsa.
Rozczulenie ogarno wszystkich. Pan Andrzej rycza jak ubr.
Krl pomodliwszy si i wypakawszy wsta uspokojony, z twarz wiele pogodniejsz. Zaraz
spyta Kmicica o nazwisko, a gdy ten powiedzia mu swe przybrane miano, rzek:
 Nieche ci pan ugowski zaraz do naszej kwatery prowadzi. Nie zayjemy rannego posiku
inaczej, jak suchajc o obronie!
I w kwadrans pniej Kmicic stan w komnacie krlewskiej przed dostojnym zebraniem.
Krl czeka tylko na krlow, by zasi do rannej polewki; jako Maria Ludwika pojawia si
za chwil. Jan Kazimierz, ledwie j ujrza, zaraz zakrzykn:
 Czstochowa wytrzymaa! Szwedzi ustpuj! Oto jest pan Babinicz, ktry stamtd przyjeda
i t wie przynosi!
Czarne oczy krlowej spoczy badawczo na modej twarzy junaka i widzc jej szczero,
rozjaniy si radoci; on za oddawszy niski ukon, patrzy take na ni miele, jako prawda i
uczciwo patrze umiej.
 Moc boska!  rzeka krlowa  ciar okrutny zdje nam wapan z serca, i da Bg, e to
bdzie pocztek odmiany fortuny. Wproste spod Czstochowy jedziesz?
 Nie spod Czstochowy, ale powiada, e z samego klasztoru, to jeden z obrocw!  zawoa
krl.  Zoty go!... Bodaj tacy co dzie przybywali; ale pozwlciee mu przyj do sowa...
Opowiadaj, bracie, opowiadaj, jakecie si bronili i jak was rka boska piastowaa?
 Pewnie, miociwi pastwo, e nic wicej, jeno opieka boska i cuda Najwitszej Panny, na
ktre co dzie wasnymi oczyma patrzylimy.
Tu pan Kmicic zabiera si ju do opowiadania, gdy wtem coraz nowi dygnitarze zaczli si
schodzi. Przyszed wic nuncjusz papieski, potem ksidz prymas Leszczyski, za nim ksidz
Wydga, zotousty kaznodzieja, ktry by kanclerzem krlowej, a pniej biskupem warmiskim,
potem za jeszcze prymasem. Wraz z nim wszed kanclerz koronny pan Koryciski i Francuz
de Noyers, przyboczny krlowej, za nim nadchodzili kolejno inni dygnitarze, ktrzy pana
nie opucili w nieszczciu, ale woleli z nim gorzki, wygnaczy chleb dzieli ni wiar zaprzysion
zama.
Krlowi za pilno byo, wic odrywa si co chwila od posiku i powtarza:
 Suchajcie, wasze mocie! suchajcie, go z Czstochowy! dobra wie, suchajcie!... Z
samej Jasnej Gry!...
Na to dygnitarze spogldali z ciekawoci na Kmicica, stojcego jakoby przed sdem, lecz
on, miay z natury i przywyky do obcowania z wielkimi, wcale si widokiem tylu znamienitych
ludzi nie strwoy i gdy zasiedli wszyscy miejsca, pocz o caym obleniu opowiada.
Prawd zna byo w jego sowach, bo mwi jasno, dobitnie, jak onierz, ktry sam na
wszystko patrzy, wszystkiego si dotkn, wszystko przeby. Mwi o ksidzu Kordeckim, jako
o proroku witym, wychwala pod niebiosa pana Zamoyskiego i pana Czarnieckiego, wysawia
innych ojcw, nikogo, prcz siebie, nie pomija; lecz ca obron bez ogrdki Najwitszej Pannie,
Jej asce i cudom przypisywa.
Suchali go w zdumieniu krl i dygnitarze.
Ksidz pospiesznie wszystko nuncjuszowi tumaczy, inni panowie za gowy si chwytali, inni
modlili si lub bili w piersi.
Wreszcie, gdy Kmicic doszed do ostatnich szturmw, gdy pocz opowiada, jak Miller
sprowadzi cikie dziaa z Krakowa, a midzy nimi tak kolubryn, ktrej nie tylko czstochowskie,
ale adne w wiecie mury oprze si nie mogy  cisza uczynia si jak makiem sia i
wszystkie oczy spoczy na jego ustach.
Lecz Kmicic urwa nagle i pocz oddycha szybko; jasne rumiece wystpiy mu na twarz,
zmarszczy brwi, podnis gow i rzek hardo:
 Teraz musz mwi o sobie, cho wolabym milcze... A jeeli co powiem, co na pochwa
wypadnie, Bg mi wiadek, nie uczyni tego dla nagrd, bo ich nie potrzebuj, gdy
najwiksza nagroda dla mnie za majestat krew przela...
 Mw miele, wierzym ci!  rzek krl.  C owa kolubryna?...
 T kolubryn... ja, wykradszy si w nocy z fortecy, prochami w drzazgi rozsadziem!
 Na miy Bg!  zakrzykn krl.
Lecz po tym wykrzykniku nastaa cisza, takie zdumienie ogarno suchajcych. Wszyscy patrzyli
jak w tcz w junaka, ktry sta z iskrzcymi si oczyma, z rumiecem na twarzy i z hardo
podniesion gow. A tyle w nim byo w tej chwili jakiej grozy i dzikiego mstwa, e kademu
przyszo mimo woli na myl, i taki czowiek mg na podobny uczynek si zdoby.
Tote po chwili milczenia ksidz prymas odezwa si:
 Patrzy na to ten czowiek!
 Jake to uczyni?  zawoa krl.
Kmicic opowiedzia, jak byo.
 Uszom si nie chce wierzy!  rzek pan kanclerz Koryciski.
 Moci panowie!  odezwa si z powag krl  nie wiedzielimy, kogo mamy przed sob.
ywie jeszcze nadzieja, e nie zgina ta Rzeczpospolita, pki takich kawalerw i obywateli wydaje.
 Ten moe o sobie powiedzie: Si fractus illabatur orbis, impavidum ferient ruinae!  rzek
ksidz Wydga, ktry lubi autorw przy kadej sposobnoci cytowa.
 Prawie to niepodobne rzeczy  ozwa si znw kanclerz.  Powiedze panie kawalerze, jakim
sposobem ywot uniose z tego terminu i jak przez Szwedw si przedostae?
 Huk oguszy mnie  rzek Kmicic  i dopiero nazajutrz znaleli mnie Szwedzi przy okopie,
jakoby bez duszy lecego. Zaraz mnie tam pod sd oddali i Miller skaza mnie na mier.
 Ty za ucieke?
 Niejaki Kuklinowski wyprosi mnie u Millera, eby sam mg mnie zgadzi, bo mia przeciw
mnie zawzito okrutn...
 Znany to warcho i zbj, syszelimy tu o nim  rzek kasztelan Krzywiski.  Jego puk z
Millerem pod Czstochow stoi... Prawda!
 w Kuklinowski posowa wprzdy od Millera do klasztoru i raz mnie prywatnie do zdrady
namawia, gdym go do bramy odprowadza. Ja za trzasnem go w gb i skopaem nogami...
Za to uraz do mnie powzi.
 A to, widz, z ognia i siarki szlachcic!  zawoa rozweselony krl.  Takiemu w drog nie
wchod!... Miller odda ci tedy Kuklinowskiemu?
 Tak jest, miociwy panie!... On za zamkn si ze mn w pustej stodce z kilkoma ludmi...
Tam mnie do belki powrozami przywiza i mczy pocz, i ogniem boki pali.
 Na Boga ywego!
 Wtem go odwoano do Millera, a tymczasem przyszo trzech szlachty, niejakich Kiemliczw,
jego onierzy, ktrzy wpierw u mnie suyli. Ci pobili stranikw i odwizali mnie od
belki.
 I ucieklicie. Teraz rozumiem!  rzek krl.
 Nie, miociwy panie. Zaczekalimy na powrt Kuklinowskiego. Wwczas ja go kazaem
do tej samej belki przywiza i lepiej ogniem przypiekem.
To rzekszy pan Kmicic, podniecony wspomnieniem, zaczerwieni si na nowo i oczy bysy
mu jak wilkowi.
Lecz krl, ktry atwo od zmartwienia do wesooci, od powagi do artu przechodzi, pocz
bi doni w st i woa ze miechem:
 Dobrze mu tak! Dobrze mu tak! Nie zasuy taki zdrajca na lepszy traktament!
 Zostawiem go ywego  odrzek Kmicic  lecz do rana musia ostygn.
 To sztuka, co swego nie daruje! Wicej nam takich!  woa krl, zupenie ju rozbawiony.
 Sam za z tymi onierzami tu przybye? Jak ich zowi?
 Kiemlicze; jest ojciec i dwch synw.
 Mater mea de domo Kiemliczwna est  rzek z powag ksidz kanclerz krlowej, Wydga.
 To wida s Kiemlicze wielcy i mali  odpar wesoo Kmicic  a ci nie tylko s mali, ale i w
rzeczy hultaje, jeno onierze okrutni i mnie wierni.
Tymczasem kanclerz Koryciski szepta co od niejakiego czasu do ucha ksidza arcybiskupa
gnienieskiego, wreszcie rzek:
 Wielu tu przyjeda takich, ktrzy dla wasnej chwalby albo spodziewanej nagrody radzi
klimkiem rzucaj. Ci wieci faszywe i baamutne przywo, czsto i przez nieprzyjaci namwieni.
Uwaga ta zmrozia wszystkich obecnych. Kmicica twarz pokrya si purpur.
 Nie znam ja godnoci waszmo pana  odrzek  ktra jak tusz, musi by znaczna... wic
nie chc jej ubliy, ale tak myl, e nie masz takiej godnoci, ktra by pozwalaa szlachcicowi
bez racji garstwo zadawa.
 Czowieku! do kanclerza wielkiego koronnego mwisz!  rzek pan ugowski.
Kmicic wybuchn gniewem:
 Kto mi garstwo zadaje, choby by kanclerzem, temu powiem: atwiej garstwo zadawa
ni garda nadstawia, atwiej piecztowa woskiem ni krwi!
Lecz pan Koryciski nie rozgniewa si wcale, tylko odrzek:
 Nie zadaj ci kamstwa, panie kawalerze, ale jeeli prawda, co mwi, to powiniene mie
bok spalony.
 Pjde wasza wielmono gdzie na stron, to ci go poka!  hukn Kmicic.
 Nie potrzeba  rzek krl  wierzym ci tak!
 Nie moe by, miociwy krlu!  zakrzykn pan Andrzej  sam tego chc, jak o ask o to
prosz, eby mnie tu nikt, choby nie wiem jak dostojny, koloryst nie czyni! le by mi si nagrodzia
mka, miociwe pastwo! Nie chc nagrody, chc, eby mi wierzono, nieche niewierni
Tomasze dotkn ran moich!
 U mnie masz wiar!  rzek krl.
 Sama prawda bya w jego sowach  dodaa Maria Ludwika  ja si na ludziach nie myl.
Lecz Kmicic rce zoy.
 Miociwe pastwo, pozwlcie! Nieche ktokolwiek idzie ze mn na stron, bo ciko by
mi tu byo y w podejrzeniach.
 Ja pjd  rzek pan Tyzenhauz, mody dworzanin krlewski.
To rzekszy odprowadzi Kmicica do drugiej komnaty, a po drodze mwi do niego:
 Nie dlatego id, bym nie wierzy, bo wierz, ale by z waszmoci pogada. My si gdzie
na Litwie widzieli... Nazwiska sobie nie mog przypomnie, bo by moe, iem waszmoci wyrostkiem
jeszcze widzia i sam wtedy wyrostkiem byem.
Kmicic odwrci nieco twarz, by ukry nage pomieszanie.
 Moe na sejmiku jakim. Czsto mnie nieboszczyk rodzic bra ze sob, bym si praktyce publicznej
przypatrywa.
 Moe by... Twarz wapaska pewno mi nieobca, chociae wtedy tej kresy nie mia. Patrz
jednak wapan, jako memoria fragilis est, to mnie si przewiduje, e ci wtedy inaczej zwali?
 Bo lata pami mc  odpar pan Andrzej.
Za czym weszli do innej komnaty. Po chwili pan Tyzenhauz wrci przed oblicze krlewskie.
 Upieczon, miociwy krlu, jako na ronie!  rzek.  Cay bok ze szcztem przypalony!
Wic gdy z kolei i Kmicic wrci, krl wsta, cisn go za gow i rzek:
 Nigdy bymy nie wtpili, e prawd mwisz, i zasuga twoja ani bl darmo nie przeminie.
 Dunikami twymi jestemy  dodaa krlowa wycigajc do rk.
Pan Andrzej przyklkn na jedno kolano i ucaowa ze czci do krlowej, ktra go jeszcze
pogadzia jako matka po gowie.
 Ale jue si na pana kanclerza nie gniewaj  rzek znowu krl.  Po prawdzie, niemao tu
byo zdrajcw albo takich, ktrzy pletli trzy po trzy, a do urzdu kanclerskiego naley, eby
prawd de publicis wydoby.
 Co by tam mj chudopacholski gniew znaczy dla tak wielkiego czowieka  odpowiedzia
pan Andrzej.  I nie miabym nawet mrucze na zacnego senatora, ktry przykad wiernoci i
mioci do ojczyzny wszystkim daje.
Kanclerz umiechn si dobrotliwie i wycign rk.
 No, nieche bdzie zgoda! Przymwie mi te szpetnie o tym wosku, ale wiedz o tym, e i
Koryciscy czsto krwi, nie samym woskiem piecztowali...
Krl rozweselony by zupenie.
 Uda nam si ten Babinicz  rzek do senatorw.  Tak nam do serca przypad, jak mao
kto... Ju ci te od boku naszego nie pucim i da Bg, razem niedugo do miej ojczyzny powrcimy.
 O najjaniejszy krlu!  zakrzykn w uniesieniu Kmicic  chociaem by w twierdzy zamknity,
wiem to od szlachty, od wojska, od tych nawet, co pod panem Zbrokiem i Kaliskim
suc Czstochow oblegali, e wszyscy dnia i godziny twego powrotu wygldaj. Uka si
tylko, miociwy panie, a tego samego dnia caa Litwa, Korona i Ru jako jeden m przy tobie
stan! Pjdzie szlachta, pjdzie nawet chopstwo nikczemne przy panu swoim si oponowa.
Wojsko pod hetmanami ledwie ju dysze, tak chce na Szwedw... Wiem i to, e pod Czstochow
przyjedali od hetmaskich wojsk deputaci, eby Zbroka, Kaliskiego i Kuklinowskiego
przeciw Szwedom ekscytowa. Sta dzi, miociwy panie, w granicach, a za miesic jednego
Szweda ju nie bdzie, jeno przybd, jeno si uka, bomy tam jako owce bez pasterza!...
Kmicicowi skry szy z oczu, gdy to mwi, i tak wielki zapa go ogarn, e klkn na rodku
sali. Zapa jego udzieli si te samej nawet krlowej, ktra nieustraszonej odwagi bdc, dawno
krla do powrotu namawiaa.
Wic zwrciwszy si teraz do Jana Kazimierza, rzeka z si i stanowczoci:
 Gos caego narodu przez usta tego szlachcica sysz!...
 Tak jest! tak jest! Miociwa pani!... matko nasza!...  zakrzykn Kmicic.
Lecz kanclerza Koryciskiego i krla uderzyy niektre sowa w tym, co mwi Kmicic.
 Zawsze  rzek krl  gotowimy ponie w ofierze zdrowie i ycie nasze, i nie na co innego,
jeno na popraw poddanych naszych czekalimy a dotd.
 Ta poprawa ju si spenia  rzeka Maria Ludwika.
 Majestas infracta malis!  rzek, spogldajc na ni z uwielbieniem, ksidz Wydga.
 Wane to s rzeczy  przerwa ksidz arcybiskup Leszczyski  zali istotnie deputacje od
wojsk hetmaskich przychodziy pod Czstochow?
 Wiem to od moich ludzi, tyche Kiemliczw!  odpar pan Andrzej.  U Zbroka i Kaliskiego
wszyscy gono o tym mwili, nic na Millera i Szwedw nie uwaajc. Kiemlicze owi nie
byli zamknici, mieli ze wiatem relacje, z onierzami i szlacht... Tych mog przed obliczem
majestatu i waszych dostojnoci postawi, aby sami opowiedzieli, jako w caym kraju wre jak w
garnku. Hetmani z musu tylko do Szweda przystali, bo zy duch wojsko opta, a teraz samo owo
wojsko chce na powrt do powinnoci wrci. Szlacht i duchownych Szwedzi bij, rabuj,
przeciw wolnoci dawnej bluni, to i dziwu nie ma, e kady jeno pici ciska i na szabl
akomie spoglda.
 Mielimy ju i my od wojsk wiadomoci  rzek krl  byli tu take tajni wysacy, ktrzy
nam ochot powszechn powrotu do dawnej wiernoci i czci oznajmiali...
 I to schodzi si z tym, co w kawaler powiada  rzek kanclerz.  Ale jeeli deputacje i
midzy pukami chodz, to wane jest, bo znaczy to, e owoc ju dojrza, e nasze starania nie
zmarniay i robota gotowa, a zatem czas nadszed...
 A Koniecpolski?  rzek krl  a tylu innych, ktrzy jeszcze przy boku najezdnika stoj, w
oczy mu patrz i o swej wiernoci zarczaj?
Na to umilkli wszyscy, a krl zaspi si nagle i jako gdy soce za chmur zajdzie, mrok od
razu cay wiat pokrywa, tak i jemu twarz pociemniaa.
I po chwili tak mwi pocz:
 Bg patrzy w serca nasze, emy cho dzi gotowi wyruszy i e nie potencja szwedzka nas
wstrzymuje, ale nieszczsna zmienno naszego narodu, ktry jako Proteusz coraz now posta
na si przyjmuje. Zali moemy zaufa, e to nawrcenie szczere, ochota nie zmylona, gotowo
nie zdradliwa? Zali moemy zawierzy temu narodowi, ktry tak niedawno nas opuci i z tak
lekkim sercem z najezdnikiem si poczy przeciw wasnemu krlowi, przeciw wasnej ojczynie,
przeciw wasnym wolnociom? Bole ciska nam serce i wstyd nam za naszych poddanych!
Gdzie dzieje podaj podobne przykady? Ktrene krl tyle dozna zdrad i nieyczliwoci,
ktren tak by opuszczony? Przypomnijcie sobie jeno, uprzejmoci wasze, iemy wrd
naszego wojska, wrd tych, ktrzy krew za nas winni byli przela, bezpieczestwa  i  zgroza
powiedzie!  ycia nawet nie byli pewni. A jelimy ojczyzn opucili i tu schronienia szuka
musieli, to nie z bojani przed owym szwedzkim nieprzyjacielem, ale by wasnych poddanych,
wasne dzieci, od straszliwego wystpku krlobjstwa i ojcobjstwa uchroni.
 Miociwy panie!  krzykn Kmicic  ciko zawini nasz nard, grzeszny jest i susznie
choszcze go rka boa, ale przecie na rany Chrystusa! nie znalaz si w tym narodzie i da Bg,
po wieki nie znajdzie si taki, ktry by rk na wit osob pomazaca boskiego mia podnie!
 Ty w to nie wierzysz, bo poczciwy  odrzek krl  ale my mamy listy i dowody. Ju to
gorzko odpacili nam si Radziwiowie za dobrodziejstwa, ktrymimy ich obsypali, a jednak
Bogusawa, cho zdrajc, sumienie ruszyo, i nie tylko nie chcia do zamachu na nas rki przyoy,
ale pierwszy nam o nim donis.
 Do jakiego zamachu?  zawoa zdumiony Kmicic.
 Donis nam  rzek krl  i znalaz si taki, ktry mu si za sto czerwonych zotych ofiarowa
porwa nas i ywego lub umarego Szwedom dostawi.
Dreszcz przeszed cae zgromadzenie na te sowa krlewskie, a pan Kmicic zaledwie zdoa
wyjka pytanie:
 Kto to by taki?... kto to by?...
 Niejaki Kmicic  odrzek krl.
Fala krwi uderzya nagle panu Andrzejowi do gowy, w oczach mu pociemniao, rkoma
schwyci za czupryn i strasznym, obkanym gosem zakrzykn:
 To garstwo! Ksi Bogusaw e jak pies! Miociwy krlu, panie mj! nie wierz temu
zdrajcy, umylnie on to uczyni, by wroga zhabi, a ciebie przerazi, krlu mj, panie!... to
zdrajca!... Kmicic by nie way si na to...
Tu nagle zakrci si pan Andrzej na miejscu. Siy jego, sterane obleniem, podcite wybuchem
prochw w kolubrynie i mk zadan przez Kuklinowskiego, opuciy go zupenie  i run
bez przytomnoci do ng krlewskich.
Podniesiono go i medyk krlewski pocz go cuci w przylegej izbie. Lecz w zgromadzeniu
dygnitarzy nie umiano sobie wytumaczy, czemu sowa krlewskie podobnie straszne uczyniy
na modym szlachcicu wraenie.
 Albo tak poczciwy, e sama abominacja z ng go zwalia, albo jaki tego Kmicica krewny 
rzek pan kasztelan krakowski.
 Trzeba si bdzie tego dopyta  odpowiedzia kanclerz Koryciski. Oni tam wszyscy sobie
na Litwie krewni, jako zreszt i u nas.
Na to pan Tyzenhauz:
 Miociwy panie! Niech mnie Bg broni, ebym chcia co zego o tym szlachcicu mwi 
ale... nie trzeba jeszcze zbytecznie ufa... e suy w Czstochowie, to pewno; bok ma spalony,
czego by w adnym razie mnisi nie uczynili, bo oni jako sudzy boy wszelk klemencj nawet
dla jecw i zdrajcw mie musz, ale jedno mi wci po gowie chodzi i ufno do niego psuje...
Owo ja go kiedy na Litwie spotkaem... wyrostkiem jeszcze, na sejmiku czy na kuligu... nie
pomn...
 I co z tego?  rzek krl.
 I on... cigle mi si widzi... e nie nazywa si Babinicz.
 Nie powiadaj byle czego!  rzek krl  mody jeste i nieuwany, w gowie acno ci si
mogo pomiesza. Babinicz czy nie Babinicz, czemu ja jemu nie mam ufa? Szczero i prawd
ma na gbie wypisane, a serce wida zote. Sobie bym chyba nie ufa, gdybym takiemu onierzowi
nie mia ufa, ktren krew za nas i ojczyzn przelewa.
 Wicej on na ufno zasuguje anieli list ksicia Bogusawa  rzeka nagle krlowa  i polecam
to uwadze waszych dostojnoci, e w tym licie moe nie by i sowa prawdy. Sia mogo
zalee Radziwiom biraskim, ebymy zgoa na duchu upadli, a acno przypuci, e ksi
Bogusaw chcia przy tym jakowego wroga swego pogry i sobie furtk otwart w razie odmiany
fortuny zostawi.
 Gdybym nie przywyk do tego  rzek prymas  e z ust miociwej krlowej jejmoci sama
mdro wychodzi, zdumiewabym si nad bystroci tych sw, najbieglejszego statysty godnych.
 ...curasque gerens, animosque viriles...  przerwa z cicha ksidz Wydga.
Podniesiona tymi sowy krlowa wstaa z krzesa i tak mwi pocza:
 Nie o Radziwiw biraskich mi chodzi, bo ci, jako heretycy, acnie podszeptw nieprzyjaciela
rodu ludzkiego usuchali; ani te o list ksicia Bogusawa, prywat moe zacierajcy...
Ale najbardziej mnie bol desperackie sowa krla, pana i maonka mojego, przeciw temu narodowi
wyrzeczone. Kt bowiem go oszczdzi, jeli go wasny krl potpia? A przecie, gdy rozejrz
si po wiecie, prno pytam, gdzie jest taki drugi nard, w ktrym by chwaa Boga staroytnej
szczeroci trybem trwaa i pomnaaa si coraz bardziej... Prno patrz, gdzie drugi nard,
w ktrym tak otwarty kandor yje; gdzie pastwo, w ktrym by o tak piekielnych blunierstwach,
subtelnych zbrodniach i nigdy nie przejednanych zawzitociach, jakich pene s obce
kroniki, nigdy nikt nie sysza... Nieche mi poka ludzie, w dziejach wiata biegli, inne krlestwo,
gdzie by wszyscy krlowie wasn spokojn mierci umierali. Nie masz tu now i trucizn,
nie masz protektorw, jako u Angielczykw... Prawda, mj panie, zawini ten nard ciko,
zgrzeszy przez swawol i lekko... Ale ktry to jest nard nigdy nie bdzcy i gdzie jest taki,
ktry by tak prdko win sw uzna, pokut i popraw rozpocz? Oto ju si obejrzeli, ju przychodz,
bijc si w piersi, do twego majestatu... ju krew przela, ycie odda, fortuny powici
dla ciebie gotowi... A ty zali ich odepchniesz? zali aujcym nie przebaczysz, poprawionym i
pokutujcym nie zaufasz?... dzieciom, ktre zbdziy, ojcowskiego afektu nie wrcisz?... Zaufaj
im, panie, bo oto tskni ju za sw krwi jagiellosk i za ojcowskimi rzdami twymi... Jed
midzy nich... Ja, ja niewiasta nie lkam si zdrady, bo widz mio, bo widz al za grzechy i
restauracj tego krlestwa, na ktre ci po ojcu i bracie powoano. Ani mi si te podobna rzecz
zdawa, by Bg mia zgubi tak znaczn Rzeczpospolit, w ktrej wiato prawdziwej wiary ponie.
Do krtkiego czasu cigna boska sprawiedliwo rzg swoj na ukaranie, nie na zgubienie
dziatek swoich, a za wkrtce potem utuli ich i pocieszy ojcowska tego niebieskiego Pana
dobro. Lecz ty nie gard nimi, krlu, i powierzy si ich synowskiej dyskrecji nie lkaj, bo tylko
tym sposobem ze w dobre, zmartwienia w pociechy, klski w tryumfy zmieni si mog.
To rzekszy siada krlowa, jeszcze z ogniem w renicach i falujc piersi; wszyscy spogldali
na ni z uwieibieniem, a ksidz kanclerz Wydga zacz mwi echowym gosem:
Nulla sors longa est, dolor et voluptas
Invicem cedunt.
Ima permutat brevis hora summis...
Lecz nikt go nie sucha, bo zapa bohaterskiej pani udzieli si wszystkim sercom. Sam krl
zerwa si z rumiecami na pokej twarzy i zakrzykn:
 Nie straciem jeszcze krlestwa, skoro mam tak krlow!... Nieche si stanie jej wola, bo
w natchnieniu proroczym mwia. Im prdzej wyrusz i stan inter regna, tym bdzie lepiej!...
Na to ozwa si z powag prymas:
 Nie chc ja woli miociwych pastwa moich negowa ani od przedsiwzicia odwodzi, w
ktrym jest hazard, ale moe by i zbawienie. Wszelako za roztropn rzecz uwaabym jeszcze
raz w Opolu, gdzie wikszo senatorw przebywa, zebra si i tam konceptw zebranych posucha,
ktre jeszcze lepiej i obszerniej spraw wywie i rozway mog.
 Zatem do Opola!  zakrzykn krl  a potem w drog, i co Bg da!
 Bg da powrt szczliwy i zwycistwo!  rzeka krlowa.
 Amen!  rzek prymas.
ROZDZIA XXII
Pan Andrzej ciska si jak ranny bik w swej gospodzie. Piekielna zemsta Bogusawa Radziwia
przywioda go niemal do szalestwa. Nie do, e w ksi wyrwa si z jego rk, pobi
mu ludzi, jego samego niemal ycia nie zbawi, nadto tak go okry sromot, pod jak nie tylko
nikt z jego rodu, ale aden Polak od pocztku wiata nie jcza.
Tote byy chwile, e Kmicic chcia si wyrzec wszystkiego: sawy, ktra si przed nim
otwieraa, suby krlewskiej, a lecie i mci si na tym magnacie, ktrego by pragn pore
na surowo.
Lecz z drugiej strony, mimo caej wciekoci i wichru w gowie, przychodzio mu na myl,
e pki ksi yw, zemsta nie uciecze, a najlepsza sposobno, jedyna droga zada mu kam i
ca bezecno oskarenia na jaw wywie, to wanie suba krlewska, w niej bowiem mg
wiatu okaza, e nie tylko na wit osob rki podnie nie zamierza, ale e pomidzy
wszystk szlacht Korony i Litwy nie mgby krl wierniejszego sugi nad Kmicica znale.
Zgrzyta jednak zbami, kipia jak war, szarpa na sobie odzie i dugo, dugo nie mg si
uspokoi. Lubowa si myl o zemcie. Widzia znw ksicia w swoich rkach; przysiga sobie
na pami rodzica, i musi go dosta, choby go za to mier i mki czekay. I jakkolwiek ksi
Bogusaw potny by pan, ktrego nie tylko zemsta prostego szlachcica, ale i krlewska nieatwo
moga dosign, przecie, gdyby t niepohamowan dusz zna lepiej, nie byby sypia spokojnie
i nieraz zadraby przed jego lubami.
A przecie nie wiedzia jeszcze pan Andrzej, e ksi nie tylko okry go sromot i nie tylko
saw mu wydar.
Tymczasem krl, ktry od razu polubi niezmiernie modego junaka, przysa po niego pana
ugowskiego tego samego dnia, a nazajutrz kaza mu ze sob jecha do Opola, gdzie na walnym
zebraniu senatorw miano obradowa nad powrotem krla do kraju. Jako byo nad czym obradowa:
oto pan marszaek koronny nadesa znw drugi list, donoszcy, e wszystko w kraju do
powszechnej wojny gotowe, i naglcy pilnie do powrotu. Prcz tego rozesza si wie o jakim
zwizku szlachty i wojska na obron krla i ojczyzny, o ktrym istotnie od dawna w kraju mylano,
ale ktry, jak si potem pokazao, zawarty zosta pod imieniem konfederacji tyszowieckiej
pniej nieco.
Na razie jednak wszystkie umysy byy nadzwyczaj tymi wieciami zajte i zaraz po mszy
solennej udano si na tajemn obrad, na ktr i Kmicic, za przyczyn krlewsk, jako przywocy
wieci z Czstochowy, dopuszczony zosta.
Poczto wic roztrzsa, czy powrt zaraz ma nastpi, czy go lepiej odoy a do tej chwili,
w ktrej wojska nie tylko chci, ale i czynem opuszcz Szweda.
Jan Kazimierz pooy koniec tym rozprawom rzekszy:
 Nie o powrocie, wasze dostojnocie, radcie ani o tym, jeeli nie lepiej zwczy jeszcze, bo
jam si ju o tym z Bogiem i Najwitsz Pann naradza... Zatem owiadczam waszym dostojnociom,
e co bd ma nas spotka, w tych dniach nieodmiennie osob nasz wyruszamy... Wasze
dostojnocie za wysilajcie jeno koncepty i rad nie skpcie, jak najbezpieczniej i najsuszniej
powrt uskuteczni.
Rozmaite wic byy zdania. Jedni mwili, aby nie ufa zbytnio panu marszakowi koronnemu,
ktry raz ju wahanie i nieposuszestwo okaza, gdy korony, zamiast cesarzowi do przechowania
wedug rozkazu krlewskiego odda, do Lubowli uwiz.  Wielka (mwili) jest pycha
i ambicja tego pana, a gdy jeszcze osob krlewsk w swym zamku mie bdzie, kto wie, co
pocznie, czego za swe usugi nie zada i czy caej wadzy w rce swe uchwyci nie zechce, aby
nad wszystkimi growa, i nie tylko caego kraju, ale i majestatu by protektorem.
Ci tedy radzili, aby krl, poczekawszy na odstpienie Szwedw, do Czstochowy si uda, jako
do miejsca, z ktrego aska i odrodzenie spyny na kraj. Lecz inni odmienne wygaszali
zdania.
 Jeszcze Szwedzi stoj pod Czstochow, a cho jej za ask bo nie zdobd, przecie drg
wolnych nie ma. Tamte okolice wszystkie w rkach szwedzkich. Stoi nieprzyjaciel w Krzepicach,
w Wieluniu, w Krakowie, nad granic take znaczne siy s rozoone. A w grach, na
wgierskiej rubiey, gdzie Lubowla jest pooona, nie masz innych wojsk, prcz wojsk marszaka,
i Szwedzi nigdy tam nie zapuszczali si dotd, nie majc na to do ludzi ani odwagi. Z Lubowli
bliej przy tym na Ru, ktra od zajcia nieprzyjacielskiego wolna, do Lwowa, ktry nie
przesta by krlowi wierny, i do Tatarw, ktrzy wedle wiadomoci w pomoc idc, tam wanie
na rezolucj krlewsk czekaj.
 Quod attinet pana marszaka (mwi biskup krakowski), ambicja jego ju tym nasycona bdzie,
i pierwszy krla w swoim starostwie spiskim przyjmie i pierwszy opiek go otoczy. Wadza
przy krlu pozostanie, a pana marszaka sama nadzieja tak wielkich przysug zadowolni;
jeeli za zechce wiernoci nad wszystkimi growa, to czyli wierno jego z ambicji, czy te z
mioci ku panu i ojczynie wypynie, zawsze majestat znaczne korzyci std odniesie.
To zdanie zacnego i dowiadczonego biskupa wydao si najsuszniejsze; uchwalono wic, e
krl przez gry do Lubowli, a stamtd do Lwowa, lub gdzieby kazay okolicznoci, wyruszy.
Obradowano take i nad dniem powrotu, ale wojewoda czycki, ktry wanie od cesarza by
wrci, do ktrego w poselstwie o pomoc by wysyany, uczyni uwag, e lepiej jest terminu
cisego nie wyznacza i samemu krlowi decyzj zostawi, a to dlatego, aeby wie si nie
rozesza i nieprzyjaciele nie zostali przestrzeeni. Stano tylko na tym, e krl wyruszy w trzysta
koni wybranej dragonii pod wodz pana Tyzenhauza, ktry cho mody, mia ju reputacj
wielkiego onierza.
Lecz niemal waniejsza jeszcze bya druga cz obrad, na ktrej z powszechn zgod zawotowano,
i po przybyciu do kraju caa wadza i kierunek wojny przejdzie w rce krla, ktremu
szlachta, wojsko i hetmani we wszystkim posuszni by maj. Mwiono te o przyszoci i
przytaczano powody tych nagych nieszcz, ktre jako potop w tak krtkim czasie cay kraj
zalay. I sam prymas nie inn tego podawa przyczyn, jak nierzd, brak posuchu i zbytnie sponiewieranie
wadzy i majestatu krlewskiego.
Suchano go w gbokim milczeniu, bo kady rozumia, e tu o losy Rzeczypospolitej chodzi i
o wielkie, niebywae dotd w niej zmiany, ktre by mogy jej dawn potg przywrci, a ktrych
zwaszcza od dawna pragna mdra i miujca przybran ojczyzn krlowa.
Pyny wic z ust dostojnego ksicia Kocioa sowa jak grzmoty, a w suchaczach dusze
otwieray si prawdzie, jako kwiaty otwieraj si socu.
 Nie przeciw starodawnym wolnociom si oponuj,  mwi prymas  ale przeciw onej
swawoli, ktra wasnymi rkoma wasn ojczyzn zarzyna... Zaiste, zapomniano ju w tym kraju
rnicy midzy wolnoci i swawol, i oto, jak zbytnia rozkosz boleci, tak wyuzdana wolno
niewol si zakoczya. Do jakiego obdu doszlicie, obywatele tej przewietnej Rzeczypospolitej,
i ten tylko midzy wami za obroc wolnoci uchodzi, ktry haas czyni, sejmy rwie i
majestatowi si przeciwi, nie wtedy, gdy trzeba, ale wtedy, gdy temu majestatowi o zbawienie
ojczyzny chodzi? W skarbie naszym dno skrzyni wida, onierz, niepatny, u nieprzyjaciela lafy
szuka; sejmy, jedyny fundament tej Rzeczypospolitej, na niczym si rozchodz, bo jeden swawolnik,
jeden zy obywatel, dla prywaty swej, rady pomiesza moe. Jaka to wolno, ktra
jednemu przeciw wszystkim oponowa pozwala?... Zali ta wolno dla jednego nie jest niewol
dla wszystkich? I gdzieemy to doszli w zaywaniu tej wolnoci, jakie to ona smakowite
fructa wydaa?... A oto, jeden saby nieprzyjaciel, nad ktrym przodkowie nasi tyle wietnych
wiktoryj odnieli, teraz sicut fulgur exit ab occidente et paret usque ad orientem. Nikt mu si nie
opar, zdrajcy heretycy mu pomogli i wszystko posiad, wiar przeladuje, kocioy habi, i gdy
mu o wolnociach waszych prawicie, on miecz wam pokazuje!... Oto na co wam wyszy wasze
sejmiki, wasze wetowanie, wasza swawola, wasze konfundowanie na kadym kroku majestatu!...
Krla, przyrodzonego obroc ojczyzny, naprzd uczynilicie bezsilnym, a potem zasi narzekalicie,
i was nie broni!... Nie chcielicie swojego rzdu, a teraz nieprzyjaciel wami rzdzi... I
kto, pytam, moe z tego upadku nas ratowa, kto dawny blask tej Rzeczypospolitej przywrci,
jeli nie ten, ktry tyle zdrowia i wczasu ju powici, gdy ten kraj nieszczsna domowa z Kozaki
szarpaa wojna; ktry na takowe niebezpieczestwa powicon sw osob podawa, jakich
aden monarcha w naszych czasach nie dozna; ktry pod Zborowem, pod Beresteczkiem i pod
wacem jako prosty onierz walczy, nad stan swj krlewski trudy i niewygody ponoszc...
Jemu to teraz si powierzmy, jemu Rzymian staroytnych przykadem dyktatur w rce oddajmy,
sami za radmy, jak w przyszoci ojczyzn t od wewntrznego nieprzyjaciela, od rozpusty,
swawoli, nieadu i bezkarnoci ratowa, a powag rzdu i majestatu naleyt przywrci!...
Tak przemawia prymas, a nieszczcie i ostatnich czasw dowiadczenie do tego stopnia
przerodziy suchaczy, e nikt nie protestowa, wszyscy bowiem widzieli jasno, e albo wadza
krlewska musi by wzmocniona, albo Rzeczpospolita zginie niechybnie. Rozpoczy si wic
rne deliberacje, jak najlepiej rady ksidza prymasa do skutku przywie, a krlestwo suchali
ich chciwie i z radoci, gwnie krlowa, ktra od dawna i usilnie nad wprowadzeniem adu do
Rzeczypospolitej pracowaa.
Wraca wic krl do Gogowej wes i zadowolony, tam za zwoawszy do swej komnaty kilku
zaufanych oficerw, a midzy nimi i Kmicica, rzek im:
 Pilno mi ju i pali mnie pobyt w tej ziemi, chciabym cho jutro wyruszy, przeto wezwaem
waszmociw, aebycie, jako ludzie wojskowi i dowiadczeni, prdkie sposoby obmylili.
Szkoda nam czasu traci, skoro nasza obecno znacznie wojn powszechn przyspieszy moe.
 Pewnie  rzek pan ugowski  jeli taka waszej krlewskiej moci wola, to i po co zwczy?
Im prdzej, tym lepiej!
 Pki si rzecz nie rozgosi i nieprzyjaciel bacznoci nie podwoi  doda pukownik Wolf.
 Nieprzyjaciel ju si ma na bacznoci i szlaki poobsadza, ile mg  rzek Kmicic.
 Jak to?  spyta krl.
 Miociwy panie, zamierzony powrt waszej krlewskiej moci dla Szwedw nie nowina!
Ledwie nie co dzie rozchodzi si wie po caej Rzeczypospolitej, e wasza krlewska mo
ju w drodze albo ju inter regna. Dlatego trzeba najwiksz ostrono zachowa i cichaczem
wwozami si przemkn, bo na drogach czyhaj Duglasowe podjazdy.
 Najlepsza ostrono  rzek patrzc na Kmicica pan Tyzenhauz  to trzysta wiernych szabel,
a skoro mnie pan miociwy komend nad nimi powierza, to go przeprowadz w zdrowiu,
choby po brzuchach Duglasowych podjazdw.
 Przeprowadzisz waszmo pan, jeli rwnie trzysta, a dajmy na to szeset albo i tysic ludzi
napotkasz, ale jak trafisz na wiksz si w zasadzce czyhajc, to co si stanie?
 Powiedziaem: trzysta  odpar Tyzenhauz  bo si o trzystu mwio. Jeli to jednak mao,
to si o piset i wicej mona postara.
 Nieche Bg broni! Im wiksza kupa, tym o niej goniej!  rzek Kmicic.
 Ba! Myl przecie, e pan marszaek koronny wyskoczy nam ze swymi chorgwiami na
spotkanie  wtrci krl.
 Pan marszaek nie wyskoczy  odpowiedzia Kmicic  bo dnia i godziny nie bdzie wiedzia,
a choby wiedzia, to mog w drodze zwoki zaj, jako zwyczajnie, trudno wszystko
przewidzie...
 onierz to mwi, onierz prawdziwy!  rzek krl.  Wida waszmoci wojna nieobca.
Kmicic umiechn si, bo wspomnia o swoich przeciw Chowaskiemu podchodach. Kt
lepiej od niego zna si na takich sprawach! Komu suszniej mona by przeprowadzenie krla
powierzy?
Ale pan Tyzenhauz widocznie innego od krlewskiego by zdania, bo zmarszczy brwi i rzek
z przeksem do Kmicica:
 Czekamy tedy dowiadczonej rady wacinej...
Kmicic poczu niech w pytaniu, wic utkwi renice w Tyzenhauzie i odrzek:
 Moje zdanie jest, e im mniejsza kupa bdzie, tym atwiej si przemknie.
 Wic jak ma by?
 Miociwy panie!  rzek Kmicic.  Wolna waszej krlewskiej moci wola uczyni, jak zechce,
ale mnie rozum tak uczy: niech pan Tyzenhauz naprzd z dragoni ruszy, goszc umylnie,
e krla prowadzi, aby na siebie cign nieprzyjaci. Jego rzecz tak si wywija, aby z
matni wyj cao. A my w niewielkiej kupie z osob waszej krlewskiej moci w dzie albo we
dwa za nim ruszymy, i gdy baczno nieprzyjaciela w inn zwrci si stron, atwo nam bdzie
przedosta si a do Lubowli.
Krl pocz klaska w rce w uniesieniu.
 Bg nam zesa tego onierzyka!  woa.  Salomon lepiej by nie poradzi! Cakiem votum
za tym zdaniem daj i nie ma inaczej by! Bd krla midzy dragonami apa, a krl im pod
nosem przejedzie. Dla Boga, nie moe by nic lepszego!
 Moci krlu! to krotochwila!...  zawoa Tyzenhauz.
 onierska krotochwila!  odrzek krl.  Wreszcie niech bdzie, co chce, od tego nie odstpi!
Kmicicowi oczy jarzyy si od radoci, e jego zdanie przemogo, lecz Tyzenhauz porwa si
z siedzenia.
 Miociwy panie!  rzek  zrzekam si komendy nad dragonami. Niech ich kto inny prowadzi!
 A to czemu?  spyta krl.
 Bo jeli bez obrony, miociwy panie, pjdziesz, wydany na igrzysko fortuny, na wszystkie
zgubne terminy, jakie si przygodzi mog, to i ja chc przy twej osobie by, piersi za ciebie
nadstawi i polec w potrzebie.
 Dzikujem za szczer intencj  odrzek Jan Kazimierz  ale uspokje si, bo wanie w
taki sposb, jaki radzi Babinicz, najmniej naraeni bdziemy.
 Co radzi pan... Babinicz, czy jak si tam nazywa, niech bierze na wasn odpowiedzialno!
Moe mu zaley co na tym, by wasza krlewska mo bez obrony w grach si zabka... Ja
Boga i tu obecnych towarzyszw na wiadki bior, em z duszy odradza!
Zaledwie skoczy mwi, gdy i Kmicic porwa si, i stanwszy panu Tyzenhauzowi twarz
w twarz, zapyta:
 Co wapan rozumiesz przez te sowa?
Lecz Tyzenhauz zmierzy go dumnie oczyma od stp do gowy.
 Nie sigaj do mnie gow, mopanku, bo nie dosigniesz!
A na to Kmicic ju z byskawicami w oczach:
 Nie wiadomo, komu to byoby za wysoko, gdyby...
 Gdyby co?  spyta patrzc na niego bystro Tyzenhauz.
 Sigaem do wyszych ni waszmo!
Tyzenhauz rozmia si.
 A gdzie ich waszmo szuka?
 Zamilknijcie!  rzek nagle krl zmarszczywszy brwi.  Nie rozpoczyna mi tutaj swarw!...
Jan Kazimierz czyni wraenie takiej powagi na wszystkich otaczajcych, e obaj modzi
umilkli i zmieszali si wspomniawszy, e to w obecnoci krlewskiej wymkny im si sowa tak
nieskadne.
Krl za rzek:
 Nad tego kawalera, ktry kolubryn wysadzi i ze szwedzkich rk si wydosta, nikt nie ma
prawa si wynosi, choby ojciec jego w zacianku mieszka, co jak widz, nie jest, bo ptaka z
pierza, a krew z uczynkw pozna atwo. Zaniechajcie do siebie urazy. (Tu krl zwrci si do
Tyzenhauza.) Ty chcesz, to przy osobie naszej zosta. Tego nam ci odmwi si nie godzi. Dragonw
Wolf albo Denhoff poprowadzi. Ale i Babinicz zostanie, i za jego rad pjdziemy, bo
nam do serca przypada.
 Umywam rce!  rzek Tyzenhauz.
 Zachowajcie tylko waszmociowie tajemnic. Dragoni niech dzi wyjd do Raciborza... i
wraz puci jak najszerzej wie, e i my znajdujem si midzy nimi... a na potem czuwajcie, bo
nie wiecie dnia ani godziny... Tyzenhauz! id, wydaj rozkaz kapitanowi dragonii.
Tyzenhauz wyszed rce amic z gniewu i alu, za nim rozeszli si inni oficerowie.
Tego samego dnia gruchna wie po caej Gogowej, e majestat krla Jana Kazimierza wyruszy
ju do granic Rzeczypospolitej. Wielu nawet znacznych senatorw mylao, e wyjazd
istotnie mia miejsce. Gocy, umylnie rozesani, powieli nowin do Opola i ku szlakom granicznym.
Tyzenhauz, chocia owiadczy, e umywa rce, nie da jednak za wygran; e za jako rkodajny
krlewski, mia przystp w kadej chwili do osoby monarchy uatwiony, tego samego wic
dnia, ju po wyruszeniu dragonw, stan przed obliczem Jana Kazimierza, a raczej obojga krlestwa,
bo i Maria Ludwika bya obecna.
 Przyszedem po rozkazy  rzek  kiedy wyruszamy?
 Pojutrze do dnia  rzek krl.
 Sia ludzi ma jecha?
 Pojedziesz ty, Babinicz, ugowski, z onierzy. Pan kasztelan sandomierski rusza take ze
mn; prosiem go, by jak najmniej ludzi bra z sob, ale bez kilkunastu si nie obejdzie; pewne to
i dowiadczone szable. Nadto jego witobliwo nuncjusz chce take mi towarzyszy, ktrego
obecno doda powagi sprawie i wszystkich wiernych prawdziwemu Kocioowi poruszy. Nie
waha si przeto swej powiconej osoby na hazard wyprawi. Ty pilnuj, aby nie byo nad czterdzieci
koni, bo tak Babinicz radzi.
 Miociwy panie!  rzek Tyzenhauz.
 A czego jeszcze chcesz?
 Na kolanach o jedn ask bagam. Stao si ju... dragoni wyszli... pojedziem bez obrony...
i pierwszy podjazd z kilkudziesiciu koni moe nas ogarn. Nieche wasza krlewska mo
przychyli si do bagania sugi swego, na ktrego wierno Bg patrzy, i niech nie ufa ze
wszystkim temu szlachcicowi. Obrotny to czek, skoro si potrafi w tak krtkim czasie wkra
do serca i aski waszej krlewskiej moci, ale...
 Zali ju mu zazdrocisz?  przerwa krl.
 Nie zazdroszcz mu, miociwy panie, nie chc nawet o zdrad go stanowczo posdza, ale
przysigbym, e nie nazywa si Babinicz. Czemu tedy prawdziwe nazwisko ukrywa? Czemu
jako mu niesporo mwi, co robi przed obleniem Czstochowy? Czemu zwaszcza tak napiera
na to, by dragoni naprzd wyszli i by wasza krlewska mo bez eskorty jechaa?
Krl zamyli si nieco i pocz swoim zwyczajem usta raz po raz nadyma.
 Gdyby chodzio o jakow zmow ze Szwedami  rzek wreszcie  co znaczy trzysta dragonw!
Jaka to sia i jaka zasona?... Potrzebowaby tylko w Babinicz da zna Szwedom, aby
kilkaset piechoty po drogach zasadzili, to i tak ujliby nas jako w sieci. Ale si jeno zastanw,
czy tu o zdradzie moe by mowa? Musiaby naprzd wiedzie termin i mie czas do ostrzeenia
Szwedw w Krakowie, a jake to by moe, skoro pojutrze ruszamy? Nie mg i tego odgadn,
e pjdziem za jego racjami, bo moglibymy tak samo pj za twymi albo innych... Z pocztku
byo przecie postanowione, e razem z dragonami ruszymy, wic gdyby chcia si ze Szwedami
umawia, to wanie takie osobne ruszenie pomiszaoby mu szyki, gdy musiaby znowu gocw
wysya i ostrzega. Wszystko to s niezbite racje. A przy tym nie upiera si on wcale przy
swoim zdaniu, jak mwisz, jeno tak gada, jako inni, co mu si najlepszym wydao. Nie, nie!
Szczero patrzy z oczu tego szlachcica, a spalony bok wiadczy, e gotw i na mk nie uwaa.
 Jego krlewska mo ma suszno  rzeka nagle krlowa  to s niezbite racje, a rada bya
i jest dobra.
Tyzenhauz wiedzia z dowiadczenia, e gdy krlowa zdanie swe wyrzecze, to prno by od
niego do krla apelowa, tak ufa Jan Kazimierz jej bystroci i rozumowi. Chodzio te teraz
modemu panu tylko o to, by krl potrzebne ostronoci zachowa.
 Nie moja rzecz  odpowiedzia  miociwemu pastwu negowa. Jeeli jednak mamy pojutrze
wyruszy, nieche w Babinicz nie wie o tym, a w godzin wyjazdu.
 To moe by!  odpar krl.
 A w drodze ja sam bd go mia na oku i bro Boe przygody, nie ujdzie yw z moich rk!
 Nie bdzie potrzeby  rzeka krlowa  Suchaj waszmo: krla od zej przygody w drodze
i od zdrad, i od side nieprzyjacielskich nie waszmo bdziesz strzeg, nie Babinicz ani dragoni,
ani moce ziemskie, ale Opatrzno boa, ktrej oko ustawicznie na pasterzw narodw i pomazacw
boych jest zwrcone. Ona to go bdzie pilnowa, ona go uchroni i szczliwie doprowadzi,
a w razie potrzeby zele mu tak pomoc, jakiej si nawet nie domylacie, wy, ktrzy w
ziemsk tylko moc wierzycie.
 Najjaniejsza pani!  odrzek Tyzenhauz  wierz i ja, e bez woli boej nikomu wos z
gowy nie spadnie, a e przez troskliwo o krlewska osob zdrajcw si boj, to nie grzech.
Maria Ludwika umiechna si askawie.
 Ale zbyt spiesznie przesdzasz i hab na cay nard przez to rzucasz, w ktrym, jako ten
Babinicz mwi, nie znalaz si jeszcze taki, co by przeciwko wasnemu krlowi do podnis.
Nieche ci to nie bdzie dziwno, e po takim opuszczeniu, po takim zamaniu przysigi i wiary,
jakiej obojemy z miociwym krlem dowiadczyli, ja przecie mwi, e na tak straszny wystpek
nikt by si nie odway, nawet z tych, ktrzy dzi jeszcze Szwedom su.
 A list ksicia Bogusawa, miociwa pani?
 List nieprawd mwi!  rzeka stanowczo krlowa.  Jeli jest jaki czowiek w Rzeczypospolitej
gotowy zdradzi nawet krla, to moe wanie jeden ksi koniuszy, bo on jeno z nazwiska
do tego narodu naley.
 Krtko mwic, nie posdzaj Babinicza  rzek krl  gdy i co do jego nazwiska musiao
ci si w gowie podwoi. Mona by go zreszt wybada, ale jak mu tu i powiedzie?... Jak go
spyta: Jeli nie zwiesz si Babinicz, to jak si zwiesz? Srodze moe uczciwego czeka zabole
takie pytanie, a gow stawi, e on uczciwy.
 Za tak cen nie chciabym si, miociwy panie, o jego uczciwoci przekona.
 Dobrze, ju dobrze! Wdziczni ci jestemy za troskliwo. Jutrzejszy dzie na modlitw i
pokut, a pojutrze w drog! w drog!
Tyzenhauz cofn si z westchnieniem i tego jeszcze dnia rozpocz w najwikszej tajemnicy
przygotowania do odjazdu. Nawet dygnitarze, ktrzy mieli towarzyszy krlowi, nie wszyscy
byli ostrzeeni o terminie. Subie powiedziano tylko, eby konie miaa gotowe, bo lada dzie
wyrusz z panami do Raciborza.
Krl cay nastpny dzie nie pokazywa si nigdzie, nawet i w kociele, ale za to u siebie w
mieszkaniu do nocy krzyem przelea, poszczc i Krla krlw bagajc o wspomoenie, nie
dla siebie, ale dla Rzeczypospolitej.
Maria Ludwika wraz z pannami trwaa take na modlitwie.
Nastpnie noc pokrzepia siy strudzonych i gdy w ciemnociach jeszcze dzwon gogowskiego
kocioa ozwa si na jutrzni, wybia godzina rozstania.
ROZDZIA XXIII
Przez Raciborz przejechano, koniom tylko popasszy. Nikt krla nie pozna, nikt na orszak nie
zwrci zbytniej uwagi, bo wszyscy byli zajci niedawnym przejciem dragonw, midzy ktrymi,
wedle powszechnego mniemania, monarcha polski mia si znajdowa.
Orszak ten jednak wynosi okoo pidziesiciu koni, gdy krlowi towarzyszyo kilku dygnitarzy,
piciu samych biskupw, a pomidzy innymi nuncjusz odway si dzieli z nim trudy
niebezpiecznej wyprawy. Droga jednak w granicach cesarstwa nie przedstawiaa adnego niebezpieczestwa.
W Oderbergu, niedaleko ujcia Olszy do Odry, wjechano w granice Morawy.
Dzie by chmurny i nieg wali tak gsto, e na kilkanacie krokw nie byo mona dojrze
drogi przed sob. Ale krl by wes i peen dobrej myli, bo zdarzy si znak, ktry wszyscy za
najpomylniejsz poczytywali wrb, a ktrego wspczeni historycy nie omieszkali nawet w
kronikach zapisa. Oto przy samym wyruszeniu krla z Gogowy pojawia si przed koniem
biaa cakiem ptaszyna i pocza kry, wzbija si chwilami w gr, chwilami znia nad sam
gow monarsz, kwilc przy tym i wiegocc radonie. Wspomniano, e podobny ptak, ale
czarny, krci si nad krlem, gdy w swoim czasie z Warszawy przed Szwedami ustpowa.
Owa za biaa cakiem wielkoci i ksztatem bya do jaskki podobna, co obudzio tym
wikszy podziw, e zima bya gboka i jaskki nie mylay jeszcze o powrocie. Uradowali si
jednak wszyscy, krl za przez pierwsze dni o niczym innym nie mwi i najpomylniejsz sobie
przyszo obiecywa. Rwnie zaraz z pocztku drogi okazao si, jak dobr bya rada Kmicica,
aby jecha osobno.
Wszdzie na Morawie opowiadano o niedawnym przejedzie krla polskiego. Niektrzy
twierdzili, e widzieli go na wasne oczy, caego w zbroi, z mieczem w rku i koron na gowie.
Rne te ju chodziy wieci o sile, jak ze sob prowadzi, i w ogle przesadzano do bajecznych
rozmiarw liczb dragonw. Byli i tacy, ktrzy widzieli z dziesi tysicy, i si koca
szeregw, koni, ludzi, chorgwi i znakw doczeka nie mogli.
 Pewnie  mwiono  Szwedzi zaskocz im drog, ale czy poradz takowej potdze, nie wiadomo.
 A co?  pyta Tyzenhauza krl  nie mia Babinicz racji?
 Jeszczemy nie stanli w Lubowli, miociwy panie  odpowiedzia mody magnat.
Babinicz za kontent by z siebie i z podry. Wraz z trzema Kiemliczami trzyma si zwykle
naprzd przed orszakiem krlewskim, rozpatrujc drog; czasem jecha ze wszystkimi zabawiajc
krla opowiadaniem pojedynczych wypadkw z oblenia Czstochowy, ktrych Janowi
Kazimierzowi nigdy nie byo dosy. I z kad niemal godzin przypada lepiej krlowi do serca
w junak wes, dziarski, do modego ora podobny. Czas schodzi monarsze to na modlitwie, to
na pobonych rozmylaniach o yciu wiekuistym, to na rozmowach o wojnie przyszej i pomocy
spodziewanej od cesarza, to wreszcie na przypatrywaniu si zabawom rycerskim, ktrymi towarzyszcy
onierze starali si czas podry skrci. Mia to bowiem w swej naturze Jan Kazimierz,
e umys jego atwo przechodzi od powagi do pustoty niemal i od cikiej pracy do rozrywek,
ktrym gdy przysza na niego taka chwila, oddawa si dusz ca, jakby adna troska,
adne zmartwienie nie obciao go nigdy.
Popisywali si tedy onierze, czym ktry umia; modzi Kiemlicze, Kosma i Damian, bawili
krla swymi ogromnymi i niezgrabnymi postawami i amaniem podkw jako trzcin, on za kaza
im za kad po talarze dawa, chocia w sakwach do byo pusto, bo wszystkie pienidze, nawet
klejnoty i parafanay krlowej poszy na wojsko.
Pan Andrzej popisywa si rzucaniem cikiego obuszka, ktry tak silnie w gr puszcza, e
prawie go wida nie byo, a on nadlatywa koniem i chwyta go w lot za rkoje. Krl na w
widok a w rce klaska.
 Widziaem  mwi  jak to pan Suszka, brat pani podkanclerzyny, czyni, ale i on nie
miota przez p tak wysoko.
 U nas to we zwyczaju na Litwie  odpowiedzia pan Andrzej  a gdy si czek z dziecistwa
wprawia, to i do biegoci dojdzie.
 Skde to masz t kres przez gb?  spyta pewnego razu krl pokazujc na blizn Kmicica.
 Dobrze ci kto szabl przejecha.
 To nie od szabli, miociwy panie, jedno od kuli. Strzelono do mnie, luf mi do gby przyoywszy.
 Nieprzyjaciel czyli swj?
 Swj, ale nieprzyjaciel, ktrego do porachunku jeszcze wezw, i pki si to nie stanie, mwi
mi si o tym nie godzi.
 Takie to zawzity?
 Nie mam ja adnej zawzitoci, miociwy panie, bo oto na bie gbsz jeszcze szczerb od
szabli nosz, ktr szczerb mao dusza ze mnie nie usza, ale e mi j zacny czowiek uczyni,
przeto urazy do niego nie ywi.
To rzekszy Kmicic zdj czapk i ukaza krlowi gbok bruzd, ktrej biaawe brzegi widne
byy doskonale.
 Nie wstyd mi tej rany  rzek  bo mi j zada taki mistrz, jak nie masz drugiego w Rzeczypospolitej.
 Ktrene to jest taki mistrz?
 Pan Woodyjowski.
 Dla Boga! To ja go znam. Cudw on pod Zbaraem dokazywa. A potem byem na weselu
towarzysza jego, Skrzetuskiego, ktry mi pierwszy z oblonego Zbaraa wieci przywiz.
Wielcy to kawalerowie! A by z nimi i trzeci; tego cae wojsko sawio jako najwikszego rycerza.
Gruby szlachcic, a tak krotochwilny, emy na weselu mao bokw od miechu nie pozrywali.
 To pan Zagoba, zgaduj!  rzek Kmicic  czek to nie tylko mny, ale dziwnych fortelw peen.
 C oni teraz czyni, nie wiesz?
 Woodyjowski u ksicia wojewody wileskiego dragonami dowodzi.
Krl zaspi si.
 I razem z ksiciem wojewod Szwedom teraz suy?
 On? Szwedom? On jest przy panu Sapiee. Sam widziaem, jak po zdradzie ksicia wojewody
buaw mu pod nogi cisn.
 O, to godny onierz!  odrzek krl.  Od pana Sapiehy mielimy wiadomoci z Tykocina,
w ktrym ksicia wojewod obleg. Niech mu Bg szczci! Gdyby wszyscy byli do niego podobni,
ju by nieprzyjaciel szwedzki poaowa swojej imprezy.
Tu Tyzenhauz, ktry sysza ca rozmow, spyta nagle:
 To wa by w Kiejdanach u Radziwia?
Kmicic zmiesza si nieco i zacz podrzuca swj obuszek.
 Byem.
 Daj pokj obuszkowi  mwi dalej Tyzenhauz.  A ce to porabia na ksicym dworze?
 Gociem byem  odrzek niecierpliwie pan Kmicic  i ksicy chleb jadem, pki mi nie
obrzyd po zdradzie.
 A czemu to z innymi zacnymi onierzami do pana Sapiehy nie poszed?
 Bom sobie lub do Czstochowy uczyni, co tym atwiej waszmo zrozumiesz, gdy ci powiem,
e nasza Ostra Brama bya przez Septentrionw zajta.
Pan Tyzenhauz pocz gow krci i cmoka, a to zwrcio uwag krla, tak e i sam pocz
patrze badawczej na Kmicica.
Ten za, zniecierpliwiony, zwrci si do Tyzenhauza i rzek:
 Mj moci panie! Czemu to ja si wapana nie wypytuj, gdzie przebywa i co robi?
 Wypytuj wa  odrzek Tyzenhauz.  Ja nie mam nic do ukrywania.
 Ja te nie staj przed sdem, a jeli stan kiedy, to nie wa bdziesz moim sdzi. Zaniechaj
mnie tedy, abym za cierpliwoci nie straci.
To rzekszy wyrzuci obuch tak szparko, e a zmala na wysokoci, krl oczy za nim podnis
i w tej chwili nie myla ju o niczym innym jak tylko o tym, czy Babinicz uchwyci go w
lot, czy nie uchwyci...
Babinicz spi konia, skoczy i uchwyci.
Lecz tego samego wieczora Tyzenhauz rzek do krla:
 Miociwy panie, coraz mniej mi si ten szlachcic podoba!...
 A mnie coraz wicej!  rzek, wydymajc usta, krl.
 Syszaem dzi, jak jeden z jego ludzi nazwa go pukownikiem, a on tylko spojrza gronie
i zaraz tamtego skonfundowa. W tym co jest!
 I mnie si czasem widzi  rzek krl  e on nie chce wszystkiego gada, ale to jego sprawa.
 Nie, miociwy panie!  zawoa gwatownie Tyzenhauz  to nie jego sprawa, to sprawa nasza
i caej Rzeczypospolitej... Bo jeli to jaki przedawczyk, ktry zgub waszej krlewskiej moci
albo niewol gotuje, to zgin razem z wasz krlewsk moci wszyscy ci, ktrzy w tej
chwili or podnosz, zginie caa Rzeczpospolita, ktr ty jeden, miociwy panie, ratowa moesz.
 To go jutro sam wypytam.
 Bogdajbym by faszywym prorokiem, ale jemu nic dobrego z oczu nie patrzy. Nadto on
szparki, nadto miay, zbyt wielki rezolut, a tacy ludzie na wszystko si wa.
Krl zafrasowa si.
Nazajutrz dzie, gdy ruszono w drog, kiwn na Kmicica, by zbliy si ku niemu.
 Gdzie ty by pukownikiem?  spyta krl nagle.
Nastaa chwila milczenia.
Kmicic walczy sam ze sob; palia go ch zeskoczy z konia, upa do ng krlewskich i
raz zrzuci z siebie ten ciar, ktry dwiga, raz powiedzie ca prawd.
Lecz ze zgroz pomyla znowu, jak straszne wraenie musi uczyni to nazwisko: Kmicic,
zwaszcza po licie ksicia Bogusawa Radziwia.
Jake on, niegdy prawa rka ksicia wojewody wileskiego, on, ktry przewag jego utrzyma,
do rozbicia nieposusznych chorgwi dopomg, w zdradzie sekundowa; jake on, posdzony
i oskarony o najstraszniejsz zbrodni zamachu na wolno krlewsk, zdoa teraz przekona
krla, biskupw i senatorw, e si poprawi, e si przerodzi i krwi za swe winy odpokutowa?...
Czym zdoa swych szczerych intencji dowie, jakie dowody, prcz goych sw,moe zoy?...
Dawne winy cigaj go cigle i nieubaganie, jako psy zaarte cigaj zwierza w kniei.
Wic postanowi zamilcze.
Ale uczu jednoczenie niewypowiedziany wstrt i obrzydzenie do wykrtw. Zali miaby
temu panu, tak ze wszystkich si duszy kochanemu, rzuca piasek w oczy i wymylonymi historiami
go zwodzi?
Czu, e do tego zabraknie mu si.
Wic po chwili tak mwi pocz:
 Miociwy krlu! Przyjdzie czas, moe niedugo, e bd mg waszej krlewskiej moci
ca dusz jako ksidzu na spowiedzi otworzy... Ale chc, eby pierwej za mnie, za moj szczer
intencj, za wierno i za mio do majestatu uczynki jakowe, nie goe sowa, zarczay.
Grzeszyem, miociwy panie, grzeszyem przeciw tobie i ojczynie, a za mao mam jeszcze pokuty,
wic takiej suby szukam, w ktrej by popraw atwo znale. Kto wreszcie nie grzeszy?
Kto nie potrzebuje bi si w piersi w caej tej Rzeczypospolitej? By to moe, em ciej zawini
od innych, alem si te i pierwej obejrza... Nie pytaj, miociwy panie, o nic, pki ci teraniejsza
suba o mnie nie przekona; nie pytaj, bo nie mog nic powiedzie, aby sobie drogi i zbawienia
nie zamkn, bo Bg mi wiadek i Najwitsza Panna, Krlowa nasza, em tego nie zmyli,
i ostatni kropl krwi gotowym za ciebie odda...
Tu oczy pana Andrzeja zwilgotniay, a taka szczero i al rozwieciy mu twarz, e oblicze
silniej jeszcze od sw go bronio.
 Bg patrzy na intencje moje  mwi dalej  i na sdzie mi je policzy... Ale jeli mi, miociwy
panie, nie ufasz, to mnie wypd, to oddal mnie od osoby swojej. Pojad za ladem twoim,
opodal, aby w jakiej cikiej chwili przyby, cho i bez zawoania, i gow pooy za ciebie. A
wwczas, miociwy panie, uwierzysz, em nie zdrajca, ale jeden z takich sug, jakich nie masz,
miociwy panie, wielu, nawet midzy tymi, ktrzy na innych podejrzenia rzucaj.
 Ja ci i dzi wierz  rzek krl.  Zosta po staremu przy osobie naszej, bo nie zdrada tak
przemawia.
 Dzikuj waszej krlewskiej moci!  rzek Kmicic.
I powstrzymawszy nieco konia, wycofa si midzy ostatnie szeregi orszaku.
Lecz Tyzenhauz nie ograniczy si na udzieleniu swych podejrze samemu tylko krlowi,
skutkiem czego wszyscy poczli zezem na Kmicica spoglda. Goniejsze rozmowy ustaway,
gdy si zbliy, a poczynay si szepty. ledzono kady jego ruch, rozwaano kade sowo. Spostrzeg
to pan Andrzej i uczynio mu si le midzy tymi ludmi.
Nawet krl, chocia nie odebra mu zaufania, nie mia ju dla niego tak wesoego jak dawniej
oblicza. Wic mody junak straci fantazj, spospnia, al i gorycz opanoway mu serce. Dawniej
na przedzie midzy pierwszymi zwyk by toczy koniem, teraz wlk si o kilkaset krokw
za kawalkat, z gow spuszczon i ponurymi mylami w gowie.
A wreszcie zabielay przed jedcami Karpaty. niegi leay na ich skonach, chmury rozkaday
swe ociae cielska na szczytach, a gdy wieczr zdarzy si pogodny, wwczas przy
zachodzie przywdzieway owe gry szaty pomienne, i blaski szy od nich okrutne, pki nie zagasy
w mrokach cay wiat obejmujcych. Patrzy wic Kmicic na owe cuda natury, ktrych
dotd nigdy jeszcze w yciu nie widzia, i cho wielce stroskany, o troskach z podziwu zapomnia.
Z kadym dniem olbrzymy owe staway si wiksze, potniejsze. A wreszcie dojecha do
nich orszak krlewski i zapuci si w wwozy, ktre nagle jakoby bramy otworzyy si przed nim.
 Granica musi by ju niedaleko  rzek ze wzruszeniem krl.
Wtem dostrzeono wzek zaprzony w jednego konia, a w wzku czeka. Krlewscy ludzie
zatrzymali go zaraz.
 Czeku  spyta Tyzenhauz  a czy my to ju w Polsce?
 Tam on za t ska i za rzeczk cesarska granica, a wy ju na krlewskiej ziemi stoicie.
 Ktrdy za do ywca?
 Prosto tdy do drogi si dostaniecie:
I gral zaci szkapin. Tyzenhauz za skoczy do stojcego opodal orszaku.
 Miociwy panie  zakrzykn z uniesieniem  stane ju inter regna, bo oto twoje od onej
rzeczuki krlestwo!
Krl nie odrzek nic, skin tylko, aby mu konia potrzymano, sam za zsiad i rzuci si na
kolana, podnisszy oczy i rce w gr.
Na ten widok zsiedli wszyscy i poszli za jego przykadem; w krl za, tuacz, pad po chwili
krzyem w nieg i pocz caowa t ziemi tak ukochan, a tak niewdziczn, ktra w chwili
klski schronienia jego krlewskiej gowie odmwia.
Nastaa cisza i tylko westchnienia j mciy.
Wieczr by mrony, pogodny, gry i szczyty pobliskich jode pony purpur, a dalsze w
ciemne ju poczy si ubiera fiolety, lecz droga, na ktrej lea krl, mienia si niby czerwona
i zota wstga; blaski te paday na krla, biskupw i dygnitarzy.
Wtem ze szczytw wsta wiatr i niosc na skrzydach skry niene, zlecia do doliny. Wic
jody pobliskie poczy pochyla pokryte okici czuby i kania si panu, i szumie gwarno a
radonie, jakby pieway on dawn pie:
 Witaje nam, witaj, miy hospodynie!...
Mrok ju nasyca powietrze, gdy orszak krlewski ruszy dalej. Za wwozem roztoczya si
szersza dolina, ktrej drugi koniec gubi si w oddaleniu. Blaski gasy naokoo, tylko w jednym
miejscu niebo wiecio si jeszcze czerwono.
Krl pocz odmawia Ave Maria, za nim inni w skupieniu ducha powtarzali pobone sowa.
Ziemia rodzinna, dawno nie widziana, gry pokrywajce si noc, gasnce zorze, modlitwy,
wszystko to nastroio uroczycie serca i umysy, wic po ukoczonych modlitwach jechali w
milczeniu krl, dygnitarze i rycerze.
Nastpnie noc zapada, jeno we wschodniej stronie niebo wiecio si coraz czerwieniej.
 Pojedziem ku tym zorzom  rzek wreszcie krl  dziw, e jeszcze wiec.
Wtem przycwaowa Kmicic.
 Miociwy panie! to poar!  zakrzykn.
Zatrzymali si wszyscy.
 Jake to?  pyta krl  mnie si widzi, e to zorza!...
 Poar, poar! Ja si nie myl!  woa pan Kmicic.
I istotnie, ze wszystkich towarzyszw krlewskich on zna si na tym najlepiej.
Wreszcie nie byo mona duej wtpi, gdy ponad ow mnieman zorz podnosiy si jakby
chmury czerwone i kbiy si, janiejc i ciemniejc na przemian.
 To chyba ywiec si pali!  zawoa krl.  Nieprzyjaciel moe tam grasowa!
Nie skoczy jeszcze, gdy do uszu patrzcych dolecia gwar ludzki, parskanie koni i kilkanacie
ciemnych postaci zamajaczyo przed orszakiem.
 Stj! Stj!  pocz woa Tyzenhauz.
Postacie owe zatrzymay si, jakby niepewne, co dalej maj czyni.
 Ludzie! kto wy?  pytano dalej z orszaku.
 To swoi!  ozwao si kilka gosw.  Swoi! My z ywca garda unosim; Szwedzi ywiec
pal i ludzi morduj!
 Stjcie na Boga!... co gadacie?... Skd oni si tam wzili?
 Oni, panoczku, na naszego krla czatowali. Sia ich, sia! Nieche go Matka Boska ma w
swej opiece!
Tyzenhauz straci na chwil gow.
 Ot, co jecha w maej kupie!  krzykn na Kmicica  bogdaj ci za takow rad zabito!
Lecz Jan Kazimierz pocz sam wypytywa uciekajcych.
 A gdzie krl?  spyta.
 Krl poszed w gry z wielkim wojskiem i dwa dni temu przez ywiec przejeda, ale oni
go nacigli i tam si gdzie wedle Suchej bili... Nie wiemy, czy go dostali, czy nie, ale dzi pod
wieczr do ywca wrcili i pal, morduj...
 Jedcie z Bogiem, ludzie!  rzek Jan Kazimierz.
Uciekajcy przemknli szybko.
 Ot, co by nas byo spotkao, gdybymy z dragonami jechali!  zawoa Kmicic.
 Miociwy krlu!  ozwa si ksidz biskup Gbicki  nieprzyjaciel przed nami... Co nam
czyni?
Wszyscy otoczyli krla naokoo, jakby go chcieli osobami swymi od nagego niebezpieczestwa
zasoni, lecz on spoglda na un, ktra odbijaa si w jego renicach, i milcza; nikt te
pierwszy nie wyrywa si ze zdaniem, tak ciko byo co dobrego poradzi.
 Gdym wyjeda z ojczyzny, wiecia mi una  rzek wreszcie Jan Kazimierz  gdy wjedam,
druga mi wieci...
I znowu nastao milczenie, tylko dusze jeszcze ni poprzednio.
 Kto ma jakow rad?  spyta na koniec ksidz Gbicki.
Wtem zabrzmia gos Tyzenhauza, peen goryczy i urgania:
 Kto si nie waha osoby paskiej na szwank wystawi, kto namawia, by krl bez stray jecha,
ten niech teraz rady udzieli!
W tej chwili jeden jedziec wysun si z koa; by to Kmicic.
 Dobrze  rzek.
I podnisszy si w strzemionach, krzykn, zwrciwszy si ku stojcej opodal czeladzi:
 Kiemlicze, za mn!
To rzekszy puci konia w cwa, a za nim trzech jedcw pomkno co tchu w piersiach
koskich.
Krzyk rozpaczy wydoby si z piersi pana Tyzenhauza.
 To zmowa!  rzek  zdrajcy zna dadz! Moci krlu, ratuj si, pki czas, bo i wwz
wkrtce nieprzyjaciel zamknie! Moci krlu, ratuj si! nazad! nazad!
 Wracajmy, wracajmy!  zawoali jednogonie biskupi i dygnitarze.
Lecz Jan Kazimierz zniecierpliwi si, z cz poczy i mu byskawice, nagle wydoby szpad
z pochwy i zawoa:
 Nie daj Bg, abym z wasnej ziemi drugi raz mia uchodzi! Niech si stanie, co ma by,
dosy mi tego!
I spi konia ostrogami, aby ruszy naprzd, lecz sam nuncjusz pochwyci za lejce.
 Wasza krlewska mo  rzek z powag  losy ojczyzny i Kocioa katolickiego dwigasz
na sobie, wic ci nie wolno osoby swej naraa.
 Nie wolno!  powtrzyli biskupi.
 Nie wrc na lsk, tak mi dopom wity Krzy!  odpowiedzia Jan Kazimierz.
 Miociwy panie! wysuchaj prb twych poddanych!  rzek skadajc rce kasztelan sandomierski.
 Jeeli adn miar nie chcesz do cesarskich krajw si nakoni, to nawrmy
przynajmniej z tego miejsca i ku granicy wgierskiej si skierujmy albo przejdmy nazad w
wwz, aby nam powrotu nie przecito. Tam czeka bdziem. W razie nadejcia nieprzyjaciela
w koniach ratunek zostanie, ale przynajmniej nas jako w puapce nie zamkn.
 Nieche i tak bdzie  rzek agodniej krl.  Nie odrzucam ja rozumnej rady, ale na tuactwo
drugi raz nie pjd. Jeli tdy nie mona si bdzie przedosta, to indziej si przedostaniem.
Wszelako tak myl, e waszmociowie na prno si strachacie. Skoro ci Szwedzi nas midzy
dragonami szukali, jako ludzie z ywca mwili, to wanie dowd, e o nas nie wiedz i e
zdrady ani zmowy nijakiej nie byo. Wecie, waszmociowie, to na rozum, jestecie ludzie dowiadczeni.
Nie zaczepialiby ci Szwedzi dragonw, nie wystrzeliliby do nich ni razu, gdyby
mieli wiadomo, e za dragonami jedziemy. Uspokjcie si, waszmociowie! Babinicz ze
swymi pojecha po wieci i pewnie niebawem powrci.
To rzekszy krl nawrci konia ku wwozowi, za nim towarzysze. Zatrzymali si tam, gdzie
im pierwszy przejezdny gral sam granic wskazywa.
Upyn kwadrans, po czym p godziny i godzina.
 Czy uwaacie, wasze dostojnoci  ozwa si nagle wojewoda czycki  i una zmniejsza
si?
 Ganie, ganie prawie w oczach  odrzeko kilka gosw.
 To dobry znak!  zauway krl.
 Pojad ja naprzd z kilkunastoma ludmi  ozwa si Tyzenhauz.  O staj std staniemy i
gdyby Szwedzi nadcigali, to ich zatrzymamy na sobie, dopki nie polegniem. W kadym razie
bdzie czas o bezpieczestwie osoby paskiej pomyle.
 Trzymaj si kupy, zakazuj ci jecha!  rzek krl.
A na to Tyzenhauz:
 Miociwy panie! kaesz mnie pniej za nieposuszestwo rozstrzela, ale teraz pojad, bo
tu o ciebie chodzi!
I skrzyknwszy kilkunastu onierzy, ktrym mona byo zaufa w kadej potrzebie, ruszy
naprzd.
Stanli u drugiego wyjcia wwozu w dolin  i stali cicho z gotowymi rusznicami, nadstawiajc
uszu na kady szelest.
Dugi czas trwao milczenie, na koniec dolecia ich chrzst niegu tratowanego kopytami.
 Jad!  szepn jeden z onierzy.
 Nie adna to kupa, kilka tylko koni sycha  odpowiedzia drugi.  Pan Babinicz wraca!
Tymczasem nadjedajcy zbliyli si w ciemnociach na kilkadziesit krokw.
 Werdo?  zakrzykn Tyzenhauz.
 Swoi! nie strzela tam!  zabrzmia gos pana Kmicica.
W teje chwili on sam pojawi si przed Tyzenhauzem i nie poznawszy go w ciemnoci, spyta:
 A gdzie krl?
 Tam, opodal, za wwozem!  odrzek uspokojony Tyzenhauz.
 Kto mwi, bo nie mona rozezna?
 Tyzenhauz! A co to takiego wielkiego wieziesz waszmo przed sob?
To rzekszy ukaza na jaki ciemny ksztat zwieszajcy si przed Kmicicem na przodku kulbaki.
Lecz pan Andrzej nie odpowiedzia nic i przejecha mimo. Dotarszy do orszaku krlewskiego,
rozezna osob krla, bo za wwozem daleko byo janiej, i zawoa:
 Miociwy panie, wolna droga!
 Nie masz ju w ywcu Szwedw?
 Odcignli ku Wadowicom. To by niemiecki oddzia najemny. Ot, zreszt jest tu jeden,
sam go, miociwy panie, wybadaj!
I nagle pan Andrzej cisn na ziemi z kulbaki w ksztat, ktry trzyma przed sob, a jk
rozleg si w ciszy nocnej.
 Co to jest?  pyta zdumiony krl.
 To? Rajtar!
 Na miy Bg! To i jzyka przywiz? Jake to? powiadaj!
 Miociwy panie! Gdy wilk noc za stadem owiec idzie, atwo mu jedn sztuk porwa, a
zreszt, eby prawd rzec, to mi taka sprawa nie pierwszyzna.
Krl rce do gowy podnis.
 Ale to onierz ten Babinicz, niech go kule bij! Imainujcie, waszmociowie... Widz, e
majc takich sug, mog choby w rodek Szwedw jecha!
Tymczasem otoczyli wszyscy rajtara, ktry jednak nie podnosi si z ziemi.
 Pytaj go, miociwy panie  odpowiedzia nie bez pewnej chepliwoci w gosie Kmicic 
cho nie wiem, czy bdzie mg odpowiada, bo troch przyduszon, a nie masz tu, czym by go
przypiec.
 Wlejcie mu gorzaki w gardo  rzek krl.
I istotnie lepiej to lekarstwo pomogo od przypiekania, bo rajtar wkrtce odzyska siy i gos.
A wwczas pan Kmicic, przyoywszy mu sztych do garda, kaza opowiada ca prawd.
Zezna tedy w jeniec, e naley do regimentu pukownika Irlehorna, e mieli wiadomo o
przejedzie krla z dragonami, wic napadli na nich koo Suchej, ale wziwszy wstrt naleyty,
musieli si cofn do ywca, skd pocignli do Wadowic i Krakowa, bo takie mieli rozkazy.
 Zali w grach nie ma innych oddziaw szwedzkich?  pyta po niemiecku Kmicic pociskajc
nieco silniej gardo rajtara.
 Moe s jakowe  odpowiedzia przerywanym gosem rajtar  jenera Duglas porozsya
podjazdy, ale si wszystkie cofaj, bo chopstwo w wwozach na nie napada.
 A w pobliu ywca wycie jedni byli?
 My jedni.
 I wiecie, e krl polski ju przejecha?
 Przejecha z tymi dragonami, ktrzy si o nas w Suchej obtarli. Wielu go widziao.
 Czemucie go nie cigali?
 Balimy si gralw.
Tu Kmicic ozwa si znw po polsku:
 Miociwy panie! Droga wolna, a i nocleg w ywcu si znajdzie, bo jeno cz osady spalona.
Lecz nieufny Tyzenhauz rozmawia przez ten czas z panem kasztelanem wojnickim i tak mwi:
 Albo to jest onierz wielki i szczery jak zoto, albo zdrajca kuty na cztery nogi... Zwa, wasza
dostojno, e to wszystko moe by symulowane, od wzicia tego rajtara a do jego zezna.
A jeli to umylne? Jeli Szwedzi siedz przyczajeni w ywcu? Jeli krl pojedzie i wpadnie
jako w matni?...
 Bezpieczniej si przekona  odrzek kasztelan wojnicki.
Wic pan Tyzenhauz odwrci si do krla i rzek gono:
 Pozwl, miociwy panie, ebym ja naprzd do ywca ruszy i przekona si, czyli to prawda,
co w kawaler i w rajtar powiadaj.
 Nieche tak bdzie! Pozwl, miociwy panie, niech jedzie!  zawoa Kmicic.
 Jed  rzek krl  ale i my ruszymy nieco naprzd, bo zimno.
Pan Tyzenhauz ruszy z kopyta, a orszak krlewski j posuwa si za nim z wolna. Krl odzyska
dobry humor i wesoo i po niejakim czasie rzek do pana Kmicica:
 Ale to z tob mona by jako z sokoem na Szwedw polowa, bo z gry uderzasz!
 Tak to i byo  odrzek pan Andrzej.  Jak wasza krlewska mo zechce zapolowa, to sok
zawsze gotw.
 Powiadaj, jake go ucapi?
 To nietrudno, miociwy panie! Zwyczajnie, gdy puk idzie, zawsze kilkunastu ludzi w tyle
si wlecze, a ten si na p stajania zosta. Podjechaem za nim; on myla, e swj, nie strzeg
si i nim si opamita, juem go porwa, gb mu przydusiwszy, aeby nie krzycza.
 Mwie, e ci to nie pierwszyzna. Zalie to ju kiedy pierwej praktykowa?
Kmicic rozmia si.
 Oj, oj! miociwy panie! praktykowaem i to, i co lepszego! Niech wasza krlewska mo
jeno rozkae, a znowu skocz, dognam ich, bo konie maj zdroone, i jeszcze jednego ucapi, i
Kiemliczom moim ka ucapi.
Czas jaki jechali w milczeniu, nagle ttent konia rozleg si i nadlecia Tyzenhauz.
 Moci krlu !  rzek  droga wolna i nocleg zamwiony.
 A nie mwiem?!  zawoa Jan Kazimierz.  Niepotrzebniecie si waszmociowie troskali...
Jedmy teraz, jedmy, bo nam si spoczynek naley!
Wszyscy ruszyli rysi, rano, wesoo, i w godzin pniej zasn utrudzony krl bezpiecznym
snem na wasnej ziemi.
Tego wieczora pan Tyzenhauz zbliy si do pana Kmicica.
 Wybacz waszmo  rzek  z mioci to do pana ci podejrzewaem.
Lecz Kmicic umkn mu rki.
 O, nie moe by!  odrzek.  Zdrajc i przedawczykiem mnie czynie...
 Bybym i wicej uczyni, bo bybym waci w eb strzeli  rzek Tyzenhauz  ale gdym si
przekona, e zacny czowiek i krla miujesz, rk ci wycignem. Chcesz, przyjmij  nie
chcesz, nie przyjmuj... Wolabym z tob jeno w przywizaniu do osoby paskiej emulowa...
Ale i innej emulacji si nie przestrasz.
 Tak waszmo mylisz?... Hm! moe masz i suszno, ale mi na wapana mruczno.
 To przesta mrucze... Tgi z waszmoci onierz! No! a dawaj no gby, bymy si w nienawici
spa nie ukadli.
 Nieche tak bdzie  rzek Kmicic.
I padli sobie w objcia.
ROZDZIA XXIV
Orszak krlewski pn noc dotar do ywca i prawie nie zwrci uwagi w miasteczku, przeraonym
niedawnym napadem szwedzkiego oddziau. Krl nie zajeda do zamku, ktry poprzednio
ju by spustoszony od Szwedw, a w czci spalony, ale stan w plebanii. Tam Kmicic
rozpuci wiadomo, i to pose cesarski ze lska udaje si do Krakowa.
Jako nazajutrz wyruszyli ku Wadowicom i dopiero znacznie za miastem skrcili do Suchej.
Stamtd przez Krzeczonw mieli jecha do Jordanowa, stamtd do Nowego Targu, i gdyby si
okazao, e nie ma podjazdw szwedzkich pod Czorsztynem, to do Czorsztyna, gdyby za byy,
to skrci mieli do Wgier i wgiersk ziemi cign a do Lubowli. Spodziewa si te krl, e
pan marszaek wielki koronny, ktry rozporzdza tak znacznymi siami, jakich nie mia niejeden
ksi panujcy, poubezpiecza drogi, sam przeciw panu wyskoczy. Mogo mu pomiesza szyki
tylko to, e nie wiedzia, ktrdy krl cignie; ale przecie midzy gralami nie brako wiernych
ludzi, gotowych zanie panu marszakowi umwione sowa. Nie potrzeba im byo nawet tajemnicy
powierza, bo szli chtnie, skoro im powiedziano, e o sub krlewsk idzie. By to bowiem
lud dusz i sercem krlowi oddany, chocia ubogi i p jeszcze dziki, mao albo wcale
upraw niewdzicznej roli si nie trudnicy, yjcy z chowu byda, pobony i nienawidzcy heretykw.
Oni to pierwsi, gdy rozesza si wie o wziciu Krakowa, a zwaszcza o obleniu
Czstochowy, do ktrej pobone pielgrzymki odbywa zwykli, porwali za toporzyska swoich
siekier i ruszyli si z gr. Jenera Duglas, znakomity wojownik, opatrzony w dziaa i strzelby,
rozproszy ich wprawdzie z atwoci w rwninach, na ktrych bi si nie przywykli; natomiast
Szwedzi z najwikszymi tylko ostronociami zapuszczali si we waciwe ich siedziby, w ktrych
dosign ich byo niepodobna, a ponie klsk atwo. Zgino te kilka pomniejszych
oddziaw, ktre si nieopatrznie w labirynt gr zapdziy.
I teraz wie o przejedzie krla z wojskiem uczynia ju swoje, wszyscy bowiem jak jeden
m zerwali si, by go broni i towarzyszy mu ze swymi ciupagami, choby na kraj wiata.
Mg Jan Kazimierz, gdyby tylko odkry, kto jest, otoczy si w jednej chwili tysicami pdzikich
gazdw, lecz on susznie mniema, e w takim razie wie rozebrzmiaaby wnet, razem z
wichrami, po caej okolicy i e Szwedzi mogliby take wysa znaczne wojska na jego spotkanie,
wic wola cign nie poznany nawet od grali.
Znajdowano jednak wszdy pewnych przewodnikw, ktrym do byo powiedzie, e prowadz
biskupw i panw pragncych si szwedzkiej rki uchroni. Prowadzili ich wic wrd
niegw, ska, wichrw i przeczy, sobie tylko znanymi pyrciami, przez miejsca tak niedostpne,
e  rzekby  i ptak nie mgby przez nie przelecie.
Nieraz krl i dostojnicy mieli chmury pod nogami, a jeeli chmur nie byo, to wzrok ich lecia
w bezbrzen, biaymi niegami okryt przestrze, ktra tak wydawaa si szerok, jak kraj cay
szeroki; nieraz zapuszczali si w gardziele grskie, ciemne prawie, niegami przysonite, w
ktrych chyba tylko zwierz dziki mg mie legowiska. Lecz omijano dostpne dla nieprzyjaciela
miejsca, skracano drog, i bywao e osada jaka, do ktrej ledwie za p dnia spodziewano
si dosta, pojawiaa si nagle pod nogami, a w niej spoczynek czeka i gocinno, cho w kurnej
chacie, w zadymionej wietlicy.
Krl by cigle wes, innym odwagi do znoszenia nadzwyczajnych trudw dodawa i urcza,
e takimi drogami si przebierajc, pewno rwnie szczliwie jak niespodzianie do Lubowli
si dostan.
 Pan marszaek, ani si spodziewa, kiedy mu na kark spadniem!  powtarza cigle.
A nuncjusz odpowiada:
 Czyme by powrt Ksenofonta w porwnaniu z t nasz podr w chmurach?
 Im wyej si wzniesiem, tym szwedzka fortuna upadnie niej  twierdzi krl.
Tymczasem dojechano do Nowego Targu. Zdawao si, e wszelkie niebezpieczestwo mino;
jednake grale twierdzili, e jakie obce wojska krc si wedle Czorsztyna i po okolicy.
Krl przypuszcza, i moe to by niemiecka rajtaria pana marszaka koronnego, ktrej mia dwa
puki, albo e jego wasnych dragonw, wysanych przodem, poczytano za nieprzyjacielskie
podjazdy. Wic gdy i w Czorsztynie bya zaoga biskupa krakowskiego, podzieliy si zdania w
krlewskim orszaku: jedni chcieli jecha traktem do Czorsztyna, a stamtd cign sam granic
do ziemi spiskiej; inni radzili zaraz wykrci do Wgier, ktre tu klinem a pod Nowy Targ dochodziy,
i znowu przedziera si przez wirchy i wwozy, biorc wszdy przewodnikw, najniebezpieczniejsze
przejcia znajcych.
To ostatnie zdanie przemogo, albowiem w ten sposb spotkanie si ze Szwedami stawao si
prawie niepodobnym, i zreszt krla bawia ta orowa droga przez przepaci i przez chmury.
Wyruszono wic z Nowego Targu nieco na zachd i poudnie, zostawiajc po prawej rce
Biay Dunajec. Pocztkowa droga sza okolic dosy otwart i rozleg, lecz w miar jak postpowano
naprzd, gry poczy si zbiega, doliny zacienia. Jechano drogami, po ktrych konie
ledwie mogy postpowa. Czasem trzeba byo zsiada i w rku je prowadzi, a i to nieraz
jeszcze opieray si, tulc uszy i wycigajc otwarte, dymice nozdrza ku przepaciom, z ktrych
gbi mier zdawaa si wyglda.
Grale, przywykli do urwisk, uznawali czsto za dobre takie drogi, na ktrych nieobyym ludziom
szumiao i krcio si w gowach. Wjechali na koniec w jak szczelin skaln, dug i
prost, a tak wsk, e zaledwie trzech ludzi mogo jecha wedle siebie.
Wwz to by jakoby korytarz niezmierny. Dwie wysokie skay zamykay go z prawej i lewej
strony. Gdzieniegdzie jednak krawdzie ich rozchylay si tworzc mniej strome pochyoci pokryte
zaspami niegu, na zrbach obramowane czarnym borem. Wichry wywiay natomiast nieg
z dna wwozu i kopyta koskie szczkay wszdy po kamienistym podkadzie. Lecz w tej chwili
wiatr nie wia i cisza panowaa tak gucha, e a w uszach dzwonica. Tylko w grze, kdy midzy
lesistymi krawdziami widnia bkitny pas nieba, przelatywao od czasu do czasu czarne
ptactwo, opocc skrzydami i kraczc.
Orszak krlewski stan dla wypoczynku. Z koni podnosiy si kby pary, a i ludzie byli pomczeni.
 Czy to Polska, czy Wgry?  spyta po chwili przewodnika krl.
 To jeszcze Polska.
 A czemu nie wykrcilimy zaraz do Wgier?
 Bo nie mona. On wwz zakrci si opodal, potem bdzie siklawa, za siklaw pyr do
traktu idzie. Tam nawrcimy, przejdziem jeszcze jeden wwz i dopiero bdzie wgierska strona.
 To widz, e lepiej byo od razu traktem jecha  rzek krl.
 Cichajcie!...  odpowiedzia nagle gral.
I przyskoczywszy do skay, przyoy do niej ucho.
Wszyscy utkwili w niego oczy, a jemu twarz zmienia si w jednej chwili i rzek:
 Za zakrtem wojsko idzie od potoku!... Dla Boga! czy nie Szwedy?!
 Gdzie? jak? co?...  poczto pyta ze wszystkich stron.  Nic nie sycha!...
 Bo tam nieg ley. Na rany boskie! Ju s blisko!... Zaraz si uka!...
 Moe pana marszaka ludzie?  rzek krl.
Kmicic w tej chwili ruszy koniem.
 Pojad zobaczy!  rzek.
Kiemlicze ruszyli zaraz za nim, jak psy myliwe za owcem, lecz ledwie posunli si z miejsca,
gdy zakrt gardzieli, o sto krokw przed nimi lecy, zaciemni si od ludzi i koni.
Kmicic spojrza... i dusza zatrzsa si w nim z przeraenia.
Byli to Szwedzi.
Ukazali si tak blisko, e cofa si byo niepodobna, zwaszcza i orszak krlewski mia konie
pomczone. Pozostawao tylko przebi si lub zgin albo pj w niewol. Zrozumia to w
jednej chwili nieustraszony krl, wic chwyci za rkoje szpady.
 Osoni krla i nazad!  krzykn Kmicic.
Tyzenhauz z dwudziestu ludmi w mgnieniu oka wysun si na czoo, lecz Kmicic, zamiast
zczy si z nimi, ruszy drobnym kusem przeciw Szwedom.
Mia za na sobie szwedzki strj, ten sam, w ktren przebra si wychodzc z klasztoru, wic
owi Szwedzi teraz nie pomiarkowali, co to za jeden. Widzc dcego przeciw sobie w takim
stroju jedca, prawdopodobnie poczytali cay orszak krlewski za jaki wasny podjazd, bo nie
przyspieszyli kroku, tylko kapitan dowodzcy wysun si przed pierwsz trjk.
 A co za ludzie?  spyta po szwedzku, patrzc na gron i blad twarz zbliajcego si junaka.
Kmicic najecha na tak blisko, e prawie trcili si kolanami, i nie odrzekszy ni sowa, wypali
mu w samo ucho z pistoletu.
Okrzyk zgrozy wyrwa si z piersi rajtarw, ale potniej jeszcze zabrzmia gos pana Andrzeja:
 Bij!
I jako skaa oderwana od opoki, toczc si w przepa, druzgoce wszystko w biegu, tak i on
run na pierwszy szereg niosc mier i zniszczenie. Dwaj modzi Kiemlicze, podobni do
dwch niedwiedzi, skoczyli za nim w zamt. Stukot szabel o pancerze i hemy rozleg si jak
huk motw, a wnet zawtroway mu wrzaski i jk.
Przeraonym Szwedom zdawao si w pierwszej chwili, e to trzech wielkoludw napado ich
w dzikim parowie grskim. Pierwsze trjki cofny si, zmieszane, przed strasznym mem, a
gdy ostatnie wydobyway si dopiero spoza zakrtu, rodek stoczy si i zwichrzy. Konie poczy
gry si i wierzga. onierze z dalszych trjek nie mogli strzela, nie mogli i na ratunek
przodowym, ktrzy ginli bez ratunku pod ciosami trzech olbrzymw. Prno si zo,
prno sztychw nadstawi, tamci ami szable, przewracaj ludzi i konie. Kmicic zdar konia,
e a kopyta jego zwisy nad gowami rajtarskich rumakw, sam za szala, siek, bd. Krew
zbroczya mu twarz, z oczu szed ogie, wszystkie myli w nim zgasy, zostaa tylko jedna, e
zginie, lecz Szwedw musi zatrzyma. Ta myl przerodzia si w dzikie jakie uniesienie, wic
siy jego potroiy si, ruchy stay si podobne do ruchw rysia: wcieke, jak byskawice szybkie.
I nadludzkimi ciosami szabli kruszy ludzi, jak piorun kruszy mode drzewa; dwaj Kiemlicze
modzi szli tu, a stary, stojc nieco z tyu, co chwila wsuwa rapier midzy synw, tak szybko,
jak w do wysuwa, i wyciga krwawy.
Tymczasem koo krla powsta rozruch. Nuncjusz, jako pod ywcem tak i teraz, trzyma za
cugle jego konia, z drugiej strony chwyci je biskup krakowski i ze wszystkich si cofali w ty
rumaka, krl za par go ostrogami, a dzianet dba stawa.
 Puszczajcie!...  woa krl.  Na Boga! Przejedziem przez nieprzyjaci!
 Panie, myl o ojczynie!  woa biskup krakowski.
I krl nie mg wydrze si z ich rk, zwaszcza e od przodu zatarasowa mu drog mody
Tyzenhauz ze wszystkimi ludmi. Nie szed on w pomoc Kmicicowi, powici go, pragn tylko
krla ratowa.
 Na mk Pana naszego!  krzycza z rozpacz  tamci zaraz polegn!... Miociwy panie,
ratuj si, pki czas! Ja ich tu jeszcze zatrzymam!
Lecz upr krlewski, gdy go raz rozdraniono, nie liczy si z niczym i z nikim. Jan Kazimierz
wspar jeszcze silniej rumaka ostrogami i zamiast cofa si, posuwa si naprzd.
A czas pyn i kada chwila duej moga zgub za sob pocign.
 Zgin na mojej ziemi!... Puszczajcie!...  woa krl.
Szczciem przeciw Kmicicowi i Kiemliczom, dla ciasnoty miejsca, maa tylko liczba ludzi
moga od razu dziaa, skutkiem czego mogli si trzyma duej. Lecz z wolna i ich siy poczy
si wyczerpywa. Kilkakro rapiery szwedzkie dotkny si ciaa Kmicica i krew ja z niego
uchodzi. Oczy przesaniay mu si jakby mg. Dech ustawa w piersiach. Uczu zblianie si
mierci, wic pragn tylko ycie sprzeda drogo. Jeszcze cho jednego!  powtarza sobie i
puszcza pytkie elazo na gow lub rami najbliszego rajtara, i znw zwraca si ku innemu;
Szwedom wszelako, po pierwszej chwili zamieszania i strachu, wstyd widocznie uczynio si, e
czterech mw zdoao ich zatrzyma tak dugo, i natarli z furi; wnet samym ciarem ludzi i
koni zepchnli ich w ty i spychali coraz silniej i szybciej.
Wtem ko Kmicica pad i fala zakrya jedca.
Kiemlicze rzucali si jeszcze czas jaki, podobni do pywakw, ktrzy widzc, e ton, usiuj
jak najduej gowy nad powierzchni roztoczy morskiej utrzyma, lecz wkrtce zapadli i oni...
Wwczas Szwedzi jak wicher ruszyli ku orszakowi krlewskiemu.
Tyzenhauz za ze swymi ludmi skoczy ku nim i uderzyli si tak, e a oskot rozleg si po
grach.
Lecz c znaczya ta nowa tyzenhauzowska garstka przeciw potnemu podjazdowi, blisko
trzysta koni liczcemu.
Nie byo ju wtpliwoci, e dla krla i jego orszaku musi nieubaganie wybi fatalna godzina
zguby lub niewoli.
Jan Kazimierz, wolc widocznie pierwsz od drugiej, wyswobodzi na koniec lejce z rk
trzymajcych je biskupw i posun si szybko za Tyzenhauzem.
Nagle stan jak wryty.
Stao si co nadzwyczajnego. Patrzcym wydao si, e same gry przychodz w pomoc
prawemu krlowi i panu.
Oto nagle krawdzie wwozu zadrgay, jak gdyby ziemia wzruszya si z posad, jak gdyby
br rosncy w grze chcia wzi udzia w walce, i pnie drzewne, bryy niegu, lodu, kamienie i
okruchy ska jy toczy si ze straszliwym trzaskiem i oskotem na zacinite na dnie szeregi
szwedzkie; jednoczenie nieludzkie wycie rozlego si po obu stronach parowu.
Na dole za, w szeregach, wszcz si zamt, ludzk wyobrani przechodzcy. Szwedom
zdao si, e gry runy i zsypuj si na nich. Powstay krzyki, lament druzgotanych mw,
rozpaczliwe woania o pomoc, kwik koski, zgrzyt i straszliwy dwik skalnych obamw o
pancerze.
Na koniec ludzie i konie utworzyli jedn kup kbic si konwulsyjnie, gniotc, pen jkw,
rozpaczliw, straszn.
A kamienie i zamy ska miadyy j cigle, toczc si nieubaganie na bezksztatne ju masy
cia koskich i ludzkich.
 Grale! grale!  zaczto krzycze w orszaku krlewskim.
 Ciupagami psubratw!  ozway si gosy na grze.
I w tej chwili po obu krawdziach skalistych ukazay si dugowose gowy, przybrane w
okrge skrzane kapelusze, za nimi wychyliy si ciaa i kilkaset dziwnych postaci poczo
spuszcza si w d po pochyociach nienych.
Ciemne i biae gunie, unoszce si nad ramionami, nadaway im pozr jakich strasznych
ptakw drapienych. Zsunli si w mgnieniu oka; wist siekierek zawtrowa zowrogo ich dzikim
okrzykom i jkom dobijanych Szwedw. Sam krl chcia rze powstrzyma; niektrzy rajtarowie,
ywi jeszcze, rzucali si na kolana i wznoszc bezbronne rce bagali o ratunek. Nic nie
pomogo, nic nie wstrzymao mciwych siekier i w kwadrans pniej nie byo ju ani jednego
ywego Szweda w parowie.
Potem krwawi grale poczli si sypa ku orszakowi krlewskiemu.
Nuncjusz ze zdumieniem patrzy na tych nie znanych sobie ludzi, rosych, silnych, pokrytych
czci w skry owcze, ubroczonych krwi i potrzsajcych dymicymi jeszcze siekierkami.
Lecz oni na widok biskupw poodkrywali gowy. Wielu poklkao w niegu.
Biskup krakowski podnis zazawion twarz ku niebu.
 Oto pomoc boska, oto Opatrzno, ktra czuwa nad majestatem.
Nastpnie zwrci si do grali i rzek:
 Ludzie, cocie za jedni?
 Tutejsi!  odpowiedziano z tumu.
 Czy wiecie, komucie przyszli w pomoc?... Oto krl i pan wasz, ktregocie uratowali!
Na te sowa krzyk uczyni si w tumie: Krl! krl! Jezusie, Mario, krl! Wierni grale
poczli si cisn do pana i toczy. Z paczem opadli go zewszd, z paczem caowali jego nogi,
strzemiona, nawet kopyta jego konia. Zapanowao takie uniesienie, taki krzyk i szlochanie, e a
biskupi z obawy o osob krlewsk musieli zbytni zapa hamowa.
Krl za sta wrd wiernego ludu, jak pasterz wrd owiec, i zy wielkie, jasne jak pery,
spyway mu po twarzy.
Po czym oblicze jego rozjanio si, jakby jaka przemiana spenia si nagle w jego duszy,
jakby nowa wielka myl, z nieba rodem, zawiecia mu w gowie, i skin rk, e chce mwi, a
gdy uciszyo si, rzek podniesionym gosem, tak i sysza go tum cay:
 Boe! ktry mnie przez rce prostego ludu wybawi, przysigam ci na mk i mier Syna
Twego, e i jemu ojcem odtd bd!
 Amen!  powtrzyli biskupi.
I czas jaki trwao uroczyste milczenie, potem za nowa rado wybucha. Poczto wypytywa
grali, skd si wzili w wwozach i jakim sposobem tak w por dla ratunku krlowi si
znaleli.
Okazao si, e znaczne podjazdy szwedzkie krciy si koo Czorsztyna i nie dobywajc samego
zamku, zdaway si szuka kogo i czeka. Grale syszeli take o bitwie, ktr podjazdy
te stoczyy z jakim wojskiem, midzy ktrym mia si i sam krl znajdowa. Wwczas to postanowili
wcign Szwedw w zasadzk i nasawszy im faszywych przewodnikw, umylnie
zwabili ich do tego parowu.
 Widzielimy  mwili grale  jako onych czterech rycerzy uderzyo na tych psiajuchw,
chcielimy im i w pomoc, ale balimy si sposzy za wczenie psu bratw.
Tu krl porwa si za gow.
 Matko Jedynego Syna!  krzykn  szuka mi Babinicza! Niechaj mu cho pogrzeb wyprawimy!...
i tego to czowieka za zdrajc poczytano, ktry pierwszy krew za nas wyla!
 Zawiniem, miociwy panie!  ozwa si Tyzenhauz.
 Szuka go, szuka!  woa krl.  Nie odjad std, pki mu w twarz nie spojrz i nie poegnam.
Skoczyli wic onierze wraz z gralami na miejsce pierwszej walki i wkrtce spod stosu trupw
koskich i ludzkich wydobyli pana Andrzeja. Twarz jego bya blada, caa zabryzgana
krwi, ktrej grube sople zakrzepy mu na wsach; oczy mia przymknite; pancerz powyginany
od razw mieczw i kopyt koskich. Ale ten pancerz wanie uchroni go od zmiadenia, i onierzowi,
ktry go podnis, wydawao si, e usysza cichy jk.
 Dla Boga! yw!  zakrzykn.
 Zdj mu pancerz!  woali inni.
Wnet przecito rzemienie.
Kmicic odetchn gbiej.
 Dycha! dycha! yw!  powtrzyo kilka gosw.
On za lea czas jaki nieruchomie, po czym otworzy oczy. Wwczas jeden z onierzy wla
mu do ust nieco gorzaki, inni za podnieli go pod ramiona.
W tej chwili nadjecha pdem sam krl, do ktrego uszu doszed okrzyk powtarzany przez
wszystkie usta.
onierze przywlekli przed niego pana Andrzeja, ktry ciy im ku ziemi i lecia przez rce.
Jednake na widok krla przytomno wrcia mu na chwil, umiech prawie dziecinny przebysn
mu na twarzy, a blade jego wargi wyszeptay wyranie:
 Mj pan, mj krl ywie... wolny...
I zy bysy mu w renicach.
 Babinicz! Babinicz! Czym ci nagrodz?!  woa krl.
 Jam nie Ba-bi-nicz, jam Kmi-cic!  szepn rycerz.
To rzekszy zwis jak martwy na rkach onierzy.
ROZDZIA XXV
Poniewa grale zapewnili, e na drodze do Czorsztyna o adnych innych oddziaach
szwedzkich nie sycha, orszak krlewski wykrci wic ku temu zamkowi i wkrtce znalaz si
na trakcie, po ktrym podr bya atwiejsza i mniej nuca. Jechali wrd pieni gralskich i
okrzykw: Krl jedzie! Krl jedzie!  a po drodze czyy si z nimi coraz nowe kupy ludu
zbrojnego w cepy, kosy, widy i strzelby, tak e Jan Kazimierz stan wkrtce na czele znacznego
oddziau ludzi, nie wywiczonych wprawdzie, ale gotowych w kadej chwili i z nim choby
na Krakw i krew przela za swego pana. Pod Czorsztynem przeszo ju tysic gazdw i
pdzikich juhasw otaczao krla.
A te zacza napywa szlachta spod Nowego i Starego Scza. Ci donieli, e tego ranka
puk polski pod wodz Wojniowicza zbi przy samym miecie Nowym Sczu znaczny podjazd
szwedzki, z ktrego wszyscy niemal ludzie zginli lub potopili si w Kamiennej i w Dunajcu.
Jako okazao si to prawd, gdy wkrtce na trakcie zamigotay proporczyki, za czym sam
Wojniowicz z pukiem wojewody bracawskiego nadjecha.
Radonie krl powita znakomitego, a z dawna sobie znajomego rycerza i wrd oglnego zapau
ludu i wojska jecha z nim dalej na Spisz. Tymczasem skoczyli co tchu w koniach jezdni
da naprzd zna panu marszakowi, e krl si zblia, aby by gotw na przyjcie.
Wesoo i gwarno sza dalsza podr. Napyway coraz nowe tumy. Nuncjusz, ktry z obaw
o wasne i krlewskie losy ze lska wyjecha, ktr obaw pocztek podry jeszcze powikszy,
nie posiada si teraz z radoci, bo ju by pewien, e przyszo niezawodnie zwycistwo
krlowi, a z nim i Kocioowi, nad heretykami przyniesie. Biskupi podzielali jego rado, dygnitarze
wieccy twierdzili, e cay nard od Karpat do Batyku, tak samo jak owe tumy, za
bro chwyci. Wojniowicz za zapewnia, e po wikszej czci ju si to stao.
I opowiada, co w kraju sycha, jaki postrach pad na Szwedw, jak ju nie mi si w mniejszej
liczbie z murw wychyla, jak nawet mniejsze zameczki opuszczaj i pal, do potniejszych
chronic si fortec.
 Wojsko jedn rk w piersi si bije, a drug Szwedw bi zaczyna  mwi.  Wilczkowski,
ktry nad husarskim pukiem waszej krlewskiej moci porucznikuje, podzikowa ju Szwedom
za sub, a to w ten sposb, e ich pod Zakrzewem, w komendzie pukownika Attenberga bdcych,
napad i sia naci, ledwie nie wszystkich znis... Ja z pomoc bo z Nowego Scza ich
wyparem i Bg da znaczn wiktori, bo nie wiem, czy jeden ywy wyszed... Pan Felicjan Kochowski
z piechot nawojowsk mocno mi dopomg, i tak si im przynajmniej za owych dragonw,
dwa dni temu poszarpanych, odpacio.
 Za jakich dragonw?  spyta krl.
 A za tych, ktrych wasza krlewska mo ze lska przed sob wysa. Szwedzi znienacka
ich napadli i chocia rozproszy nie zdoali, bo si okrutnie bronili, przecie szkod uczynili w
nich znaczn... A mymy mao nie pomarli z desperacji, bomy myleli, e si wasza krlewska
mo osob wasn midzy tymi ludmi znajduje, i balimy si, eby jakowa za przygoda majestatu
nie spotkaa. Bg to natchn wasz krlewsk mo do wysania przodem dragonii. Zaraz
si o niej Szwedzi zwiedzieli i wszdy drogi pozajmowali.
 Syszysz, Tyzenhauz?  pyta krl.  onierz to dowiadczony mwi.
 Sysz, miociwy panie  odpar mody magnat.
Krl zwrci si do Wojniowicza:
 A co wicej? Co wicej? Powiadaj!
 Co wiem, pewnie tego nie ukryj. W Wielkopolsce egocki i Kulesza dokazuj. Pan Warszycki
Lindorma z zamku pileckiego wysadzi, Dankw si obroni, Lanckorona w naszym rku,
a na Podlasiu pan Sapieha pod Tykocinem co dzie w si ronie. Gorzej ju Szwedzi w zamku,
a z nimi razem zgorzeje i ksi wojewoda wileski. Co do hetmanw, ci si ju spod Sandomierza
w Lubelskie ruszyli, jawnie tym okazujc, e z nieprzyjacielem zrywaj. Jest tam z nimi i
wojewoda czernihowski, a z okolicy cignie ku nim, kto yw i kto szabl w garci utrzyma moe.
Powiadaj, e si tam ma jaki zwizek przeciwko Szwedom formowa, w czym i pana Sapiehy
jest rka, i pana kasztelana kijowskiego.
 To kasztelan kijowski take teraz w Lubelskiem?
 Tak jest, wasza krlewska mo! Ale on dzi tu, jutro tam... Mam i ja do niego cign, ale
gdzie go szuka, tego nie wiem.
 Gono o nim bdzie  rzek krl  nie bdziesz potrzebowa o drog pyta.
 Tak i ja myl, miociwy panie  odrzek Wojniowicz.
Na podobnych rozmowach schodzia droga. Tymczasem niebo wypogodzio si zupenie, tak
e bkitu nie plamia adna chmurka; niegi lniy si w promieniach soca. Gry spiskie roztaczay
si wspaniale i wesoo przed jadcymi i sama natura zdawaa si do pana umiecha.
 Mia ojczyzno!  rzek krl  bodajem ci mg spokj przywrci, nim koci moje w twej ziemi spoczn!
Wjechali na wysokie wzgrze, z ktrego widok otwarty by i daleki, bo z drugiej strony obszerna
staa u stp jego nizina. Tam ujrzeli w dole i w wielkim oddaleniu poruszajce si jakie
mrowisko ludzkie.
 Wojska pana marszaka id!  zawoa Wojniowicz.
 Jeli nie Szwedzi?  rzek krl.
 Nie, miociwy panie! Szwedzi nie mogliby od Wgier, z poudnia, cign. Widz ju husarskie
proporczyki.
Jako po chwili z sinawej oddali wysun si las wczni, barwne proporce chwiay si jakby
kwiaty wiatrem poruszane; powyej groty lniy si na ksztat pomykw. Soce grao na pancerzach
i hemach.
Tumy towarzyszce krlowi wyday okrzyk radosny; dosyszano go z dala, bo masa koni,
jedcw, chorgwi, buczukw, proporczykw pocza porusza si szybciej, widocznie tam
ruszono z kopyta, bo puki staway si coraz wyraniejsze i rosy w oczach z niepojt szybkoci.
 Ostamy tu, na tym wzgrzu! Tu pana marszaka czeka bdziem  rzek krl.
Orszak zatrzyma si; jadcy naprzeciw pdzili jeszcze szybciej.
Chwilami zakryway ich przed oczyma skrty drogi lub malukie pagrki i skay rozsiane po
nizinie, lecz wnet znowu ukazywali si oczom jako w o skrze grajcej barwami, przepysznej.
Na koniec dotarli o wier stai od wzgrza i zwolnili pdu. Oko mogo ich ju doskonale obj i
nacieszy si nimi. Sza wic naprzd chorgiew husarska, pana marszaka wasna, bardzo
okryta i tak wspaniaa, e kady krl mgby si podobnym wojskiem poszczyci. Suya w tej
chorgwi sama szlachta grska: ludzie dobrani, chop w chopa, pancerze na nich z jasnej blachy,
mosidzem nabijane ryngrafy z Najwitsz Pann Czstochowsk, hemy okrge z elaznymi
nausznikami, grzebieniaste na wierzchu, u ramion skrzyda spie i orle, na plecach skry tygrysie
i lamparcie, u starszyzny wilcze wedle obyczaju.
Las zielonych z czarnymi proporczykw chwia si nad nimi; przodem jecha porucznik
Wiktor, za nim kapela janczarska z dzwonkami, litaurami, kotami i piszczakami, dalej ciana
piersi koskich i ludzkich w elazo zakutych.
Rozpywao si na ten widok wspaniay serce krlewskie. Wraz za husari nastpowa znak
lekki, jeszcze liczniejszy, z goymi szablami w rku i ukami na plecach; potem trzy sotnie semenw,
barwnych jak mak kwitncy, zbrojnych w spisy i samopay; potem dwiecie dragonii w
czerwonych koletach; potem poczty panw rnych, ju w Lubowli bawicych, czelad strojna
jak na wesele, trabanci, hajducy, pajucy, wgrzynkowie i janczarowie do suby przy osobach
paskich przeznaczeni.
A mienio si to jak tcza, a nadjedao gwarnie i szumno, wrd renia koni, chrzstu zbroi,
huku kotw, warczenia bbnw, dwikania litaurw i krzykw tak gromkich, i zdawao si,
e nieg od nich z gr opadnie. W kocu za wojskami wida byo karety i kolasy, w ktrych widocznie
jechali wieccy i duchowni dygnitarze.
Nastpnie wojska ustawiy si w dwa szeregi wzdu drogi, a za w rodku ukaza si na biaym
jak mleko koniu sam pan marszaek koronny, Jerzy Lubomirski. Lecia on jak wicher ow
ulic, a za nim dwch masztalerzy kapicych od zota. Dojechawszy do wzgrza, zeskoczy z
konia i rzuciwszy lejce jednemu z masztalerzw, sam szed piechot na wzgrze, ku stojcemu
tam krlowi.
Czapk zdj i zasadziwszy j na rkoje szabli, szed z go gow, podpierajc si obuszkiem,
caym perami okrytym. Ubrany by po polsku, w stroju wojennym; na piersiach mia pancerz
ze srebrnej blachy, gsto na brzegach kamieniami wysadzany, a polerowany tak, i zdawao
si, e soce na piersiach niesie; przez lewe rami zwieszaa mu si delia barwy ciemnej, przechodzcej
w fiolet purpury, z weneckiego aksamitu. Trzyma j pod szyj sznur zaczepiony o
agrafy brylantowe, ktrymi caa delia bya naszyta; rwnie brylantowe trzsienie chwiao mu
si u czapki, a one klejnoty migotay jako skry rnokolorowe naok caej jego postaci, i oczy
mi, takie od niego biy blaski.
By to m w sile wieku, postawy wspaniaej. Gow mia podgolon, czupryn do rzadk,
siwiejc, w kosmy na czole uoon, ws czarny jak skrzydo kruka, w cienkich kocach po obu
stronach ust opadajcy. Wyniose czoo i rzymski nos dodaway piknoci jego obliczu, lecz
szpeciy je cokolwiek zbyt wypuke policzki i oczy mae, czerwon obwdk okolone. Wielka
powaga, ale przy tym niesychana pycha i prno maloway si w tej twarzy. Zgade atwo, e
w magnat chcia wiecznie zwraca na si oczy caego kraju, ba! caej Europy. Jako tak i byo
w istocie.
Gdzie tylko Jerzy Lubomirski nie zdoa zaj najwybitniejszego miejsca, gdzie mg tylko
dzieli si z innymi saw i zasug, tam rozdraniona jego duma gotowa bya pooy si w poprzek
i popsu, zama wszelkie zabiegi, choby o zbawienie ojczyzny chodzio.
By to wdz szczliwy i biegy, ale i pod tym wzgldem przewyszali go inni niezmiernie, a
w ogle zdolnoci jego, lubo niepospolite, nie szy w parze z ambicj i chci znaczenia. Std
wieczny niepokj wrza w jego duszy, std wyrodzia si podejrzliwo, zazdro, ktre pniej
doprowadziy go do tego, e dla Rzeczypospolitej sta si nawet od strasznego Janusza Radziwia
zgubniejszym. Czarny duch, ktry mieszka w Januszu, by zarazem i wielki, nie cofa si
przed nikim i przed niczym; Janusz pragn korony i wiadomie szed do niej przez groby i ruin
ojczyzny. Lubomirski byby j przyj, gdyby rce szlacheckie woyy mu j na gow, ale
mniejsz dusz majc, jasno i wyranie jej poda nie mia. Radziwi by jednym z takich
mw, ktrych niepowodzenie do rzdw zbrodniarzy strca, powodzenie do rzdu pbogw
wynosi; Lubomirski by to wielki warcho, ktry prace dla zbawienia ojczyzny, w imi swej podranionej
pychy, popsu by zawsze gotw, nic w zamian zbudowa, nawet siebie wynie nie
mia, nie umia; Radziwi zmar winniejszym, Lubomirski szkodliwszym.
Lecz wwczas, gdy w zocie, aksamitach i klejnotach szed przeciw krlowi, duma jego nasycon
bya dostatecznie. On to przecie pierwszy z magnatw przyjmowa swego krla na swojej
ziemi; on go pierwszy bra niejako w opiek, on go na tron zburzony mia prowadzi, on nieprzyjaciela
wyen, od niego krl i kraj cay wszystkiego oczekiwali, na niego wszystkie oczy
byy zwrcone. Wic gdy zgadzao si z jego mioci wasn, a nawet pochlebiao jej wierno i
suby okazywa, gotw by istotnie na ofiary i powicenia, gotw by nawet miar w objawach
czci i wiernoci przebra. Jako doszedszy do wp wzgrza, na ktrym sta krl, zerwa czapk
z rkojeci i pocz, kaniajc si, nieg jej brylantowym trzsieniem zamiata.
Krl ruszy koniem nieco ku doowi, nastpnie zatrzyma go, aby zsi dla powitania. Widzc
to pan marszaek skoczy strzemienia swymi dostojnymi rkoma potrzyma i w tej chwili
szarpnwszy za deli zerwa j z plecw i za przykadem angielskiego dworaka rzuci pod nogi
krlewskie.
Rozrzewniony krl otworzy mu ramiona i chwyci go jak brata w objcia.
Przez chwil nic obaj nie mogli przemwi, lecz na ten wspaniay widok zawrzao jednym
gosem wojsko, szlachta, lud, i tysice czapek wyleciao w powietrze, hukny wszystkie muszkiety,
samopay i piszczele, dziaa z Lubowli ozway si dalekim basem, a zatrzsy si gry,
zbudziy wszystkie echa i poczy biega wok, obija si o ciemne ciany borw, o skay i
urwiska i lecie z wieci do dalszych gr, dalszych ska...
 Panie marszaku  rzek krl  tobie restauracj krlestwa bdziem zawdzicza!
 Miociwy panie!  odpowiedzia Lubomirski  fortun moj, ycie, krew, wszystko skadam
u ng waszej krlewskiej moci!
 Vivat! Vivat Joannes Casimirus rex!...  grzmiay okrzyki.
 Niech yje krl, ociec nasz!  woali grale.
Tymczasem panowie jadcy z krlem otoczyli marszaka, lecz on nie odstpowa osoby paskiej.
Po pierwszych powitaniach krl znowu siad na ko, a pan marszaek, nie chcc zna granic
w gocinnoci i czci dla majestatu, chwyci za lejce i sam idc pieszo prowadzi krla wrd
szeregw wojsk i guszcych okrzykw a do pozocistej, zaprzonej w om tarantw karety,
do ktrej majestat paski siad wraz z nuncjuszem papieskim Widonem.
Biskupi i dygnitarze pomiecili si w nastpnych, po czym ruszono z wolna ku Lubowli. Pan
marszaek jecha przy oknie krlewskiej karety, pyszny i rad z siebie, jakby go ju ojcem ojczyzny
okrzyknito.
Po dwch bokach szy gsto wojska piewajc pie, brzmic w nastpnych sowach:
Siecze Szwedw, siecz,
Wyostrzywszy miecz.
Bije Szwedw, bij,
Wziwszy tgi kij.
Wale Szwedw, wal,
Wbijaj ich na pal.
Mcze Szwedw, mcz
I jak moesz drcz.
upe Szwedw, up
I ze skry zup.
Tnije Szwedw, tnij,
To ich bdzie mniej.
Tope Szwedw, top,
Jeli dobry chop.1
Niestety, wrd powszechnej radoci i uniesienia, nie przewidywa nikt, e pniej t sam
pie, zmieniwszy Szwedw na Francuzw, bd pieway te same wojska Lubomirskiego,
zbuntowane przeciw swemu prawowitemu krlowi i panu.
Ale teraz byo jeszcze do tego daleko. W Lubowli huczay dziaa na powitanie, a wiee i
blanki pokryy si dymem, dzwony biy jakby na poar. Dziedziniec, na ktrym wysiad krl,
kruganek i schody zamkowe wysane byy suknem czerwonym. W wazach z Woch sprowadzonych
paliy si wschodnie aromaty. Wiksz cz skarbw Lubomirskich: kredensw zotych
i srebrnych, makat, kobiercw, gobelinw misternie flamandzkimi rkoma tkanych, statui,
1 Pie t, pt. Przydumek panom Francuzom, piewano pod Mtwami.
zegarw, szaf klejnotami zdobnych, biur perow macic i bursztynem wykadanych, sprowadzono
ju wczeniej do Lubowli, aby je uchroni przed drapienoci szwedzk; teraz za
wszystko to byo rozstawione, rozwieszone, mio oczy i zmieniao w zamek w jak czarodziejsk
rezydencj. I pan marszaek umylnie roztoczy taki, sutana godny, przepych, aby okaza
krlowi, e chocia wraca jako wygnaniec, bez pienidzy, bez wojska, nie posiadajc prawie
szat do zmiany, przecie jest panem potnym, majc sug tak potnych i rwnie wiernych. Zrozumia
ow intencj krl i serce wezbrao mu wdzicznoci, co chwila wic bra marszaka w
ramiona, ciska go za gow a dzikowa. Nuncjusz, lubo przepychw zwyczajny, zdumiewa
si gono nad tym, co widzia, i syszano go, jak mwi do hrabiego Apotyngen, e dotd nie
mia pojcia o potdze krla polskiego i e widzi, i poprzednie klski byy tylko chwilow odmian
fortuny, ktra wprdce zmieni si musi.
Do uczty, ktra po wypoczynku nastpia, krl zasiad na wywyszeniu, a pan marszaek sam
mu usugiwa, nie pozwalajc nikomu si zastpi. Po prawicy krla wzi miejsce nuncjusz Widon,
po lewicy ksi prymas Leszczyski, dalej po obu stronach dygnitarze duchowni i wieccy,
jako ksidz biskup krakowski, poznaski, ksidz arcybiskup lwowski, dalej ucki, przemyski,
chemiski, ksidz archidiakon krakowski, dalej piecztarze koronni i wojewodowie, ktrych
omiu si zebrao, i kasztelani, i referendarze, a z oficerw zasiad do uczty pan Wojniowicz,
pan Wiktor, pan Stabkowski i pan Baldwin Szurski, lekkiego znaku imienia Lubomirskich przywdca.
W drugiej sali st by zastawiony dla szlachty pomniejszej, a obszerny cekhauz dla ludu prostego,
wszyscy bowiem mieli si w dzie przybycia paskiego weseli.
A przy wszystkich stoach nie byo o niczym innym rozmowy, tylko o powrocie krla, o
strasznych przygodach, ktre w drodze zaszy i w ktrych rka boa krla bronia. Sam Jan Kazimierz
pocz mwi o bitwie w wwozie i wysawia owego kawalera, ktry pierwszy impet szwedzki powstrzyma.
 A jake mu tam?  pyta pana marszaka.
 Medyk go nie odstpuje i za ywot jego rczy, a przy tym i panny z fraucymeru wziy go
w opiek i pewnie duszy jego wyj z ciaa nie pozwol, bo ciao mode, gadkie!  odpowiedzia
wesoo marszaek.
 Chwaa Bogu!  zawoa krl.  Syszaem ja z ust jego co, czego waszmociom nie powtrz,
bo mi si samemu zdaje, em si przesysza albo e on w delirium tak mwi, ale jeli
si to pokae, dopiero waszmociowie bdziecie si zdumiewa.
 Byle nic takiego nie byo  rzek  co by wasz krlewsk mo zaspi mogo?
 Zgoa nic takiego!  rzek krl  owszem, ucieszyo nas to niepomiernie, bo si okazuje, e
ci nawet, ktrych za najwikszych nieprzyjaci mielimy racj uwaa, krew w przygodzie za
nas przela gotowi.
 Miociwy panie!  zakrzykn pan marszaek  czas poprawy nadszed, ale pod tym dachem
wasza krlewska mo midzy takimi si znajduje, ktrzy nigdy nawet i myl przeciw jej
majestatowi nie zgrzeszyli.
 Prawda, prawda!  odpowiedzia krl  a wy, panie marszaku, w pierwszym rzdzie!
 Sugam lichy waszej krlewskiej moci!
Przy stole z wolna pocz powstawa gwar coraz wikszy. Nastpiy rozmowy o koniunkturach
politycznych, o spodziewanej dotd na prno pomocy cesarza niemieckiego, o posikach
tatarskich i przyszej wojnie ze Szwedami. Nowa nastpia rado, gdy pan marszaek owiadczy,
i wysany przez niego umylnie pose do chana powrci wanie przed paroma dniami i
sprawi, e czterdzieci tysicy ordy stoi w gotowoci, a moe by i sto, jak tylko krl zjedzie do
Lwowa i ukad z chanem zawrze. Tene sam pose donis, e i kozactwo pod groz Tatarw
nawrcio si do posuszestwa.
 O wszystkim mylelicie, panie marszaku  rzek krl  tak jak i my sami lepiej bymy nie
myleli!
Wtem porwa za kielich i zawoa:
 Zdrowie pana marszaka koronnego, naszego gospodarza i przyjaciela!
 Nie moe by, miociwy panie!  krzykn marszaek  niczyje tu zdrowie nie moe by
pierwej pite od zdrowia waszej krlewskiej moci!
Wszyscy powstrzymali do p ju wzniesione puchary, za Lubomirski, rozradowany, spotniay,
skin na swego wasnego marszaka-kredencerza.
Na ten znak skoczya suba rojca si po sali i pocza rozlewa na nowo mamazj czerpan
zoconymi konwiami ze szczerosrebrnej beczki. Ochota zaraz uczynia si jeszcze wiksza i
wszyscy czekali tylko na toast pana marszaka.
Mistrz-kredencerz przynis tymczasem dwa puchary z weneckiego krysztau, roboty tak
cudnej, e za smy cud wiata mogy uchodzi. Kryszta ich, drony i polerowany do cienka
moe przez lata cae, rzuca icie diamentowe blaski; nad opraw pracowali mistrze woscy.
Podstawy byy ze zota rzebionego w drobne figurki, przedstawiajce wjazd zwyciskiego wodza
na Kapitol. Jecha wic wdz w rydwanie zocistym, po drodze moszczonej perekami. Za
nim szli jecy ze skrpowanymi rkoma, krl jaki w zawoju z jednego szmaragda uczynionym,
dalej cignli legionici, ze znakami i orami. Przeszo pidziesit figurek miecio si na kadej
podstawie, drobniutkich wzrostem na orzech laskowy, ale wyrobionych tak cudnie, e rysy twarzy
i uczucia kadej moge odgadn, dum zwycizcw i pognbienie zwycionych. czyy
podstaw z kielichem filigrany zote, jako wosy cienkie, powyginane dziwnym kunsztem w
licie winne, grona i rozmaite kwiaty. Owe filigrany wiy si naokoo krysztau, czc si w
grze w jedno koo, rbek pucharu stanowice, kamieniami o siedmiu kolorach sadzone.
Poda wic mistrz-kredencerz jeden taki puchar krlowi, drugi marszakowi, oba napenione
mamazj. Wwczas powstali wszyscy ze swoich miejsc, a pan marszaek wznis puchar i
krzykn, ile mu gosu w piersiach starczyo:
 Vivat Joannes Casimirus rex!
 Vivat! vivat! vivat!
W tej chwili znw hukny dziaa, a ciany zamkowe si zatrzsy. Szlachta ucztujca w
drugiej sali wpada z kielichami; chcia pan marszaek perorowa, nie byo sposobu, bo sowa
giny w ustawicznym krzyku: Vivat! vivat! Vivat!
Marszaka taka opanowaa rado, takie uniesienie, e a dziko bysna mu w oczach, i
wychyliwszy swj kielich, krzykn tak, e nawet wrd powszechnego rozgardiaszu byo go
sycha:
 Ego ultimus!...
To rzekszy paln si owym bez ceny kielichem w gow, a kryszta rozprysn si w setne
okruchy, ktre z dwikiem upady na podog, a skronie magnata krwi si oblay.
Zdumieli si wszyscy; krl za rzek:
 Panie marszaku, szkoda nam nie kielicha, ale gowy... Sia nam na niej zaley!
 Za nic mi skarby i klejnoty!  zawoa marszaek  gdy mam honor wasz krlewsk mo
w domu moim przyjmowa. Vivat Joannes Casimirus rex!
Tu kredencerz poda mu drugi kielich.
 Vivat! vivat! vivat!  brzmiao cigle i bez ustanku.
Dwik rozbijanego szka miesza si z okrzykami. Tylko biskupi nie poszli ladem marszaka,
bo powaga duchowna bronia.
Lecz nuncjusz papieski, niewiadom owego zwyczaju tuczenia szka o gowy, pochyli si do
siedzcego obok ksidza biskupa poznaskiego i rzek:
 Dla Boga! zdumienie mnie ogarnia... To w skarbie waszym pustki, a za taki jeden kielich
mona by dwa suszne regimenty wojska wystawi i utrzyma!
 Tak u nas zawsze  odrzek kiwajc gow ksidz biskup poznaski  kiedy ochota w sercach
wzbierze, to i miary w niczym nie masz.
Jako ochota coraz bya wiksza. Przy kocu uczty jaskrawa una uderzya w okna zamku.
 Co to jest?  spyta krl.
 Miociwy panie! Prosz na widowisko!  rzek marszaek.
I chwiejc si nieco, prowadzi pana do okna. Tam cudny widok uderzy ich oczy. Dziedziniec
owiecony by jak w dzie. Kilkadziesit beczek ze smo rzucao jasnote blaski na bruk
wyprztnity ze niegu i wysypany igami wierkw grskich. Gdzieniegdzie paliy si i kufy
okowity, rzucajce wiato bkitne; do niektrych sl wsypywano, by wieciy czerwono.
Rozpoczo si widowisko: naprzd cinali rycerze gowy tureckie, gonili do piercienia i ze
sob na ostre; potem psy liptowskie zaeray niedwiedzia; potem gral jeden, rodzaj grskiego
Samsona, rzuca kamieniem myskim i takowy w powietrzu chwyta. Pnoc pooya dopiero
koniec tym zabawom.
Tak wystpi pan marszaek koronny, chocia Szwedzi byli jeszcze w kraju.
ROZDZIA XXVI
Wrd uczt i wrd natoku zjedajcych si coraz nowych dygnitarzy, szlachty i rycerstwa
nie zapomnia jednak dobry krl o swym wiernym sudze, ktry w wwozie grskim tak miele
na miecze szwedzkie pier nadstawi, i na drugi dzie po przybyciu do Lubowli odwiedzi rannego
pana Andrzeja. Zasta go przytomnym i niemal wesoym, cho bladym jak mier, gdy
szczliwym trafem mody junak adnej cikiej rany nie otrzyma i tylko krwi z niego duo
uszo.
Na widok pana podnis si nawet Kmicic na ou i usiad, a cho krl pocz nalega, by si
pooy znowu, przecie nie chcia tego uczyni.
 Miociwy panie  rzek  za par dni ju i na ko sid, i z wasz krlewsk moci, za askawym
pozwoleniem, dalej pojad, gdy sam to czuj, e mi nic nie jest.
 Musieli ci przecie okrutnie poszczerbi... Jako to niesychana rzecz, aeby jeden na tylu
uderza.
 Nieraz mi si ju to trafiao, bo tak mniemam, e w zym razie szabla i rezolucja to grunt!...
Ej, miociwy panie! ju by tych szczerb, ktre na mojej skrze przyschy, i na woowej nie zliczy.
Takie moje szczcie!
 Na szczcie nie narzekaj, bo wida, leziesz na olep tam, gdzie nie tylko szczerby, ale i
mier rozdaj. Od jake to dawna wojenny proceder praktykujesz? Gdzie si przedtem popisywa?
Przelotny rumieniec zabarwi blad twarz pana Kmicica.
 Miociwy panie! Jam to przecie Chowaskiego podchodzi, gdy wszyscy ju rce opucili,
i cena za moj gow bya naznaczona.
 Suchaj no  rzek nagle krl  powiedziae mi dziwne sowo w owym wwozie, alem myla,
e ci delirium chwycio i rozum ci si pomiesza. Teraz znw mwisz, e to ty Chowaskiego
podchodzi. Kto ty jest? Zali ty naprawd nie Babinicz? Wiadomo nam, kto Chowaskiego
podchodzi!
Nastaa chwila milczenia; wreszcie mody rycerz podnis wyndznia twarz i rzek:
 Tak jest, miociwy panie!... Nie delirium przeze mnie mwi, jeno prawda; jam to Chowaskiego
szarpa, od ktrej wojny imi moje w caej Rzeczypospolitej zasyno... Jam jest Andrzej
Kmicic, chory orszaski...
Tu pan Kmicic przymkn oczy i blad coraz wicej, lecz gdy krl milcza zdumiony, tak dalej
mwi pocz:
 Jam, miociwy panie, w banit, przez Boga i ludzkie sdy potpion za zabjstwa i swawol,
jam to Radziwiowi suy i wraz z nim ciebie, miociwy panie, i ojczyzn zdradzi, a teraz
rapierami skuty, koskimi kopytami stratowan, podnie si niemocen, bij si w piersi, powtarzam:
Mea culpa! mea culpa!, i miosierdzia twego ojcowskiego bagam... Przebacz mi, panie,
bom sam wasne dawne uczynki przekl i z tej piekielnej drogi dawno nawrci.
I zy puciy si z oczu rycerza, a drcymi rkoma pocz szuka doni krlewskiej. Jan Kazimierz
za doni wprawdzie nie cofn, lecz spospnia i rzek:
 Kto w tym kraju koron nosi, niewyczerpan winien mie przebaczenia gotowo, przeto i
tobie, zwaszcza e w Jasnej Grze i nam w drodze wiernie suy, a piersi nadstawia, gotowimy
winy odpuci.
 Wic odpu, miociwy panie!... Skr moj mk!
 Jednego tylko nie moem ci zapomnie, e wbrew cnocie tego narodu, podniesieniem rki
na majestat dotd nieskalanej, ofiarowa si ksiciu Bogusawowi porwa nas i ywych lub
umarych w szwedzkie rce wyda!
Kmicic, cho przed chwil sam mwi, e podnie si niemocen, zerwa si z oa, chwyci
wiszcy nad nim krucyfiks i z wypiekami na twarzy, z oczyma poncymi gorczk, dyszc
szybko, tak mwi pocz:
 Na zbawienie duszy rodzica mego i mojej matki, na te rany Ukrzyowanego, to nieprawda!...
Jeli do tego grzechu si poczuwam, niech Bg mnie zaraz nag mierci i wiecznym
ogniem ukarze! Panie mj, jeeli mi nie wierzysz, to zedr owe bandae, niech si krew moja
wyleje, ktrej reszty Szwedzi nie wypucili. Nigdym si nie ofiarowa. Nigdy taka myl w gowie
mojej nie postaa... Za krlestwa wiata tego nie bybym nigdy podobnego uczynku si dopuci...
Amen! na tym krzyu, amen, amen!
I cay pocz si trz z uniesienia i gorczki.
 Wic ksi zmyli?  zapyta zdumiony krl  dlaczego? po co?
 Tak, miociwy panie, zmyli... To jego pomsta piekielna na mnie za to, com mu uczyni.
 Ce mu uczyni?
 Porwaem go spord jego dworu, spord wszystkiego wojska i chciaem zwizanego do
ng waszej krlewskiej moci rzuci.
Krl przecign doni po czole.
 Dziw, dziw!  rzek  wierz ci, ale nie pojmuj. Jake to? Januszowi suye, a Bogusawa
porywae, ktren mniej zawini, i chciae go zwizanego do mnie przywozi?...
Kmicic chcia odpowiedzie, lecz krl spostrzeg w tej chwili blado jego i zmczenie, wic
rzek:
 Odpocznij, a pniej mw wszystko od pocztku. Wierzym ci, oto nasza rka!
Kmicic przycisn j do ust i przez jaki czas milcza, bo mu tchu brako, patrzy tylko w oblicze
pana z niezmiern mioci, lecz wreszcie zebra siy i tak mwi pocz:
 Opowiem wszystko od pocztku. Wojowaem z Chowaskim, ale i swoim byem ciki. W
czci musiaem ludzi krzywdzi i co mi byo potrzeba bra, w czci czyniem to ze swawoli,
bo si krew burzya we mnie... Kompanionw miaem, godn szlacht, ale nie lepszych ode
mnie... Tu i owdzie kogo si usieko, tu i owdzie z dymem pucio... tu i owdzie batokami po
niegu pognao... Wszczy si haasy. Gdzie jeszcze nieprzyjaciel nie dosign, tam do sdw
si udawano. Przegrywaem zaocznie. Wyroki zapaday jeden po drugim, alem sobie z tego nic
nie robi, jeszcze diabe mi pochlebia i szepta, eby pana aszcza przewyszy, ktren wyrokami
ferezj sobie podbi kaza, a przecie sawion by i dotd imi jego sawne.
 Bo pokutowa i umar pobonie  zauway krl.
Kmicic, spoczwszy nieco, tak dalej mwi:
 Tymczasem pan pukownik Billewicz  wielki to rd na mudzi ci Billewicze  wyzu znikom
postaw i na lepszy wiat si przenis, a mnie wiosk i wnuczk zapisa. Nie dbam o wiosk,
bo w ustawicznych podchodach pod nieprzyjaciela niemao si zupio, i nie tylko em zagarnit
przez inkursj nieprzyjacielsk fortun restaurowa, alem jej i przysporzy. Mam jeszcze
w Czstochowie z tego tyle, e i dwie takie wioski mgbym kupi, i nikogo o chleb nie potrzebuj
prosi... Gdy jednak partia mi si steraa, pojechaem na zimowe lee w laudask stron.
Tam dziewka nieboga tak mi do serca przywara, em o wiecie boym zapomnia. Cnota i
uczciwo jest w tej pannie taka, e mi wstyd byo wobec niej dawniejszych uczynkw. Ona te,
do grzechu wrodzon abominacj majc, pocza nastawa, abym dawny ywot porzuci, haasy
uciszy, krzywdy nagrodzi i poczciwie y pocz...
 I poszede za jej rad?
 Gdzie tam, miociwy panie! Chciaem, co prawda, Bg widzi, chciaem... Ale stare grzechy
czowieka cigaj. Naprzd mi w Upicie onierzy poszarpano, za com miasto z dymem puci...
 Na Boga! To to krymina!  rzek krl.
 Nic to jeszcze, miociwy panie! Potem mi kompanionw, godnych kawalerw, chocia
swawolnikw, laudaska szlachta wysieka. Nie mogem nie pomci, wicem tej samej nocy
zacianek Butrymw napad i ogniem i mieczem zabjstwo ukaraem... Ale mnie pobito, bo ich
tam kupa szarakw siedzi. Musiaem si kry. Dziewka ju i patrze na mnie nie chciaa, bo owi
szaraczkowie byli jej ojcami i opiekunami, testamentem postanowionymi. A mnie serce tak do
niej cigno, e cho ty bem tucz! Nie mogc bez niej y, zebraem now parti i zbrojn rk
j wziem.
 Bogdaj ci!... I Tatar inaczej w zaloty nie chodzi!
 Hultajska to bya sprawa, przyznaj. Tote mnie Bg przez rce pana Woodyjowskiego
pokara, ktry zebrawszy ow szlacht, dziewk mi wydar, a samego usiek, take ledwiem tam
duszy nie wypuci. Stokro by to lepiej byo dla mnie, bo nie bybym si z Radziwiem sprzg
ku zgubie majestatu i ojczyzny. Ale jak mogo by inaczej? Wszcz si nowy proces... Krymina,
gardowa sprawa. Sam ju nie wiedziaem, co czyni, gdy nagle wojewoda wileski przyszed
mi z pomoc.
 On ci osoni?
 On mi list zapowiedni przez tego pana Woodyjowskiego przysa, a przez to pod inkwizycj
hetmask poszedem i sdw mogem si nie ba. Chwyciem si tedy wojewody jako deski
zbawienia. Wnet postawiem na nogi chorgiew z samych zabijakw na ca Litw znanych.
Lepszej we wszystkim wojsku nie byo... Poprowadziem j do Kiejdan. Tam Radziwi jak syna
mnie przyj, pokrewiestwo przez Kiszkw przypomnia i osoni obieca. Mia ju swoje widoki...
Trzeba mu byo rezolutw na wszystko gotowych, a ja, prostak, jako na lep lazem. Nim
jego zamysy wyszy na wierzch, kaza mi na krucyfiksie poprzysic, e go nie opuszcz w adnym
terminie. Mylc, e o wojn ze Szwedami albo z Septentrionami chodzi, przysigem chtnie.
A nastaa owa uczta straszna, na ktrej ugod kiejdask podpisano. Zdrada okazaa si
jawnie. Inni pukownicy buawy hetmanowi pod nogi ciskali, a mnie przysiga, jako psa acuch,
trzymaa i nie mogem go odstpi...
 Albo nie przysigli na wierno nam ci wszyscy, ktrzy nas potem odstpili?...  rzek ze
smutkiem krl.
 Ja te, cho buawy nie rzuciem, nie chciaem w zdradzie rk macza. Com wycierpia,
miociwy panie, Bg jeden wie! Wiem si z boleci, jakby mnie ywym ogniem palono, bo i
dziewka moja, chocia ju po owym rapcie traktat midzy nami stan, teraz mnie zdrajc
okrzykna, jako plugawym gadem pogardzia... A jam przysig, jam przysig nie opuszcza
Radziwia... O! ona, miociwy panie, cho niewiasta, rozumem ma zawstydzi, a w wiernoci
dla waszej krlewskiej moci nikomu nie da si wyprzedzi!
 Boe, jej bogosaw!  rzek krl.  Za to j kocham!
 Ona mylaa, e mnie na partyzanta majestatu i ojczyzny przerobi, a gdy na nic posza ta robota,
wtedy tak si na mnie zawzia, e ile byo dawniej afektu, tyle nienawici powstao. Tymczasem
Radziwi zawoa mnie przed siebie i j przekonywa. Wyuszczy mi, jako dwa a dwa
cztery, e dobrze uczyni, e w ten tylko sposb mg ojczyzn upadajc ratowa. Nawet nie
potrafi powtrzy jego racyj, tak byy wielkie, tak szczliwo ojczynie obiecyway! Stokro
mdrszego byby przekona, a c dopiero mnie, prostaka, onierza, on, taki statysta! To mwi
waszej krlewskiej moci, em si go chwyci obu rkoma i sercem, bom myla, e wszyscy
lepi, tylko on jeden prawd widzi, wszyscy grzeszni, jeno on jeden zacny. I bybym za niego w
ogie skoczy, jako teraz za wasz krlewsk mo, bo ni przez p suy, ni przez p miowa
nie umiem...
 Widz, e to tak jest!  zauway Jan Kazimierz.
 Posugi oddaem mu znaczne  mwi ponuro Kmicic  i to mog rzec, e gdyby nie ja, to
by i owa zdrada adnych fruktw jadowitych wyda nie moga, bo jego wasne wojsko na szablach
by go roznioso. Ju si do tego miao. Ju szli dragoni i wgierskie piechoty, i lekkie znaki,
ju jego Szkotw na szable brali, gdym ja skoczy z mymi ludmi i starem ich w mgnieniu
oka. Ale zostay inne chorgwie na konsystencjach stojce. I te znosiem. Jeden pan Woodyjowski
z wizienia si wydoby i swoich laudaskich ludzi na Podlasie cudem i nadludzk rezolucj
wywid, aby si z panem Sapieh poczy. Niedobitkowie zebrali si tam w znacznej liczbie,
ale co przedtem dobrych onierzw zgino za moj przyczyn  Bg jeden zliczy. Jako na
spowiedzi prawd wyznaj... Pan Woodyjowski w przejciu na Podlasie samego mnie pochwyci
i ywi nie chcia. Ledwiem z jego rk wyszed, za przyczyn listw, ktre przy mnie znaleli,
a z ktrych okazao si, e gdy jeszcze by w wizieniu i gdy ksi chcia go rozstrzela, tom
ja za nim instancj natarczywie wnosi. Puci mnie tedy wolno, ja za wrciem do Radziwia i
suyem dalej. Ale ju mi gorzko byo, ju si dusza we mnie na niektre uczynki ksicia
wzdrygaa, bo nie masz w nim ani wiary, ani uczciwoci, ani sumienia, a ze sowa wasnego tyle
sobie robi, ile krl szwedzki. Poczem mu tedy skaka do oczu. On te burzy si przeciw mej
zuchwaoci. Na koniec mnie z listami wyprawi...
 Dziw, jak wane rzeczy mwisz  rzek krl  przynajmniej raz wiemy od naocznego
wiadka, ktry pars magna fuit, jak si to tam odbyo...
 Prawda, e pars magna fuit  odpowiedzia Kmicic.  Ruszyem z listami ochotnie, bom ju
nie mg na miejscu usiedzie. W Pilwiszkach napotkaem ksicia Bogusawa. Bodaj go Bg
wyda w moje rce, do czego wszystkich si doo, aby go za on potwarz pomsta moja nie mina!
Nie tylko, em mu si z niczym nie ofiarowa, miociwy panie, nie tylko to jest garstwo
bezecne, alem si wanie tam nawrci, nag ca bezecno tych heretykw ujrzawszy.
 Powiadaj ywo, jak to byo, bo nam tu przedstawiano, jakoby ksi Bogusaw z musu jeno
bratu sekundowa.
 On? miociwy panie! On gorszy od Janusza! A w czyjej si gowie naprzd zdrada wylga?
Czy nie on pierwszy ksicia hetmana skusi, koron mu ukazujc? Bg to na sdzie rozstrzygnie.
Tamten przynajmniej symulowa i bono publico si zasania, Bogusaw za, wziwszy
mnie za arcyszelm, ca dusz mi odkry. Strach powtarza, co mi rzek... Rzeczpospolit
wasz (powiada) diabli musz wzi, ale to postaw czerwonego sukna, my za nie tylko do ratunku
rki nie przyoym, lecz jeszcze cign bdziem, by nam si najwicej w garci zostao...
Litwa nam (powiada) musi zosta, a po bracie Januszu ja czapk wielkoksic wdziej, z jego
crk si oeniwszy.
Krl zasoni sobie oczy.
 Mko Pana naszego!  rzek.  Radziwiowie, Radziejowski, Opaliski... Jake si nie
miao sta, co si stao!... Korony im byo trzeba, choby rozerwa to, co Bg zczy...
 Zdrtwiaem i ja, miociwy panie! Wodm na eb la, by nie oszale. Ale si dusza zmienia
we mnie w jednej chwili, jakoby w ni piorun trzas. Sam si roboty wasnej przelkem. Nie
wiedziaem, co czyni... Czy Bogusawa, czy siebie noem pchn?... Ryczaem jak dziki
zwierz, bo w tak matni mnie zapdzono!... Ju nie suby dalszej u Radziwiw, lecz pomsty
pragnem... Bg nagle da mi myl: poszedem z kilku ludmi do kwatery ksicia Bogusawa,
wywiodem go za miasto, porwaem za eb i do konfederatw chciaem wie, by si do nich i do
suby waszej krlewskiej moci wkupi za cen jego gowy.
 Wszystko ci przebaczam!  krzykn krl  bo ci obkali, ale im wypaci! Jeden Kmicic
mg si na to zdoby, nikt wicej. Wszystko ci za to przebaczam i z serca odpuszczam, jeno
powiadaj ywo, bo mnie ciekawo pali: wyrwa si?
 Przy pierwszej stacji wyrwa mi krcic zza pasa... i w gb strzeli. Ot! ta blizna... Ludzi
moich pobi sam jeden i uszed... Rycerz to znamienity... trudno przeczy; ale si spotkamy jeszcze,
choby to miaa by ostatnia moja godzina!...
Tu Kmicic j szarpa kodr, ktr by okryty, lecz krl przerwa prdko:
 I przez zemst wymyli na ciebie w list?
 I przez zemst przysa ten list. Z rany si w lesie podgoiem, ale dusza gorzej bolaa... Do
Woodyjowskiego, do konfederatw, nie mogem ju i, bo laudascy na szablach by mnie roznieli...
Wszelako wiedzc, e ksi hetman ma przeciw nim cign, ostrzegem ich, by si
kupy trzymali. I to by pierwszy mj dobry uczynek, bo inaczej byby ich Radziwi chorgiew
po chorgwi wygnit, a teraz oni jego zmogli i w obleniu, jak sysz, trzymaj. Nieche im
Bg pomaga, a na niego kar zele, amen!
 Moe ju si to stao, a jeli nie, to stanie si pewnie  rzek krl. Ce dalej robi?
 Postanowiem, nie mogc u konfederatw waszej krlewskiej moci suy, do osoby jego
si dosta i tam wiernoci dawne winy odpokutowa. Ale jake miaem i? Kto by Kmicica
przyj? kto by mu uwierzy? kto by go zdrajc nie zakrzykn? Wicem Babinicza imi przybra
i ca Rzeczpospolit przejechawszy, do Czstochowy si dostaem. Czylim tam jakie zasugi
pooy, niech ksidz Kordecki zawiadczy. Dniem i noc mylaem tylko o tym, by szkody ojczynie
nagrodzi, krew za ni wyla, samemu do sawy i uczciwoci powrci. Reszt ju, miociwy
panie, wiesz, bo na ni patrzy. A jeli ojcowskie dobrotliwe serce do tego ci skania,
jeli ona nowa suba dawne grzechy przewaya albo cho zrwnaa, to przyjm mnie, panie, do
aski swej i do serca, bo mnie wszyscy odstpili, bo nikt mnie nie pocieszy prcz ciebie... Ty,
panie, jeden widzisz mj al i moje zy!... Jam banit, jam zdrajca, jam krzywoprzysizca, a przecie,
panie, ja miuj t ojczyzn i twj majestat... i Bg widzi, e chc suy wam obojgu!
Tu zy rzewne puciy si z oczu junaka i a zanosi si z paczu, a krl, ojciec dobrotliwy,
chwyci go za gow, pocz caowa w czoo i pociesza:
 Jdrek! taki mi miy jako syn rodzony... Com ci mwi? e zgrzeszy w zalepieniu, a ilu
grzeszy z rozmysem?... Z serca odpuszczam ci wszystko, bo ju winy zmaza. Uspokj si,
Jdrek! Niejeden rad by si takimi zasugami, jako s twoje, poszczyci... Boga mi! I ja odpuszczam,
i ojczyzna odpuszcza, jeszcze ci duni bdziemy! Przesta lamentowa.
 Bg niech waszej krlewskiej moci da wszystko dobre za takow kompasj!  mwi ze
zami rycerz.  Przecie ja i tak jeszcze, miociwy panie, musz odpokutowa na tamtym wiecie
za on przysig Radziwiowi dan, bo chociaem nie wiedzia, na com przysiga, przecie
przysiga przysig.
 Nie potpi ci Bg za ni  odrzek krl  bo musiaby chyba p Rzeczypospolitej do pieka
wysa, tych wszystkich mianowicie, ktrzy nam wiar zamali.
 Myl i ja, miociwy krlu, e do pieka nie pjd, bo mi za to i ksidz Kordecki zarcza,
chocia nie by pewien, czy mnie i czyciec minie. Cika to rzecz z jakie sto lat si pray...
No, ale niech by tam ju! Sia czek zniesie, gdy mu nadzieja zbawienia wieci, a przy tym i modlitwy
mog co wskra i mk skrci.
 Jeno si nie troskaj!  rzecze Jan Kazimierz.  Wyrobi ja to u samego nuncjusza, by msz
na twoj intencj odprawi... Przy takich promocjach nie stanie ci si wielka krzywda... Ufaj w
miosierdzie boe!
Kmicic umiechn si ju przez zy.
 Jeszcze te  rzek  da Bg do si wrci, to si i z niejednego Szweda dusz wyusknie, a
przez to nie tylko w niebie bdzie zasuga, ale si i ziemsk reputacj poprawi.
 Bd dobrej myli i o saw doczesn si wcale nie turbuj. Ja w tym, by ci nie omino, co
naley. Przyjd spokojniejsze czasy, sam bd zasugi twe promulgowa, ktre ju s niemae, a
pewno bd jeszcze wiksze. I na sejmie, da Bg, ow materi ka poruszy, a tak do czci powrcon
by musisz.
 Bo to, mj miociwy panie i ojcze, niech si jeno uspokoi troch albo i przedtem jeszcze,
sdy mnie bd szarpay, od czego mnie i powaga waszej krlewskiej moci osoni nie zdoa.
Ale ju mniejsza z tym!... Nie dam si, dopki pary w nozdrzach, a szabli w garci... Jeno mi o t
dziewk chodzi. Oleka jej na imi, miociwy panie! Oj, sia czasu si jej nie widziao! Oj, sia
przecierpiao si bez niej i przez ni, a cho czek sobie czasem chce j wybi z serca i z afektem
jako z niedwiedziem si boryka, na nic to, bo, taki syn, nie puszcza!
Jan Kazimierz rozmia si wesoo i dobrotliwie.
 C ja ci na to, nieboe, poradz?
 Kt poradzi, jeli nie wasza krlewska mo?! Zabita to regalistka z tej dziewki i nigdy mi
ona moich kiejdaskich uczynkw nie daruje, chybaby wasza krlewska mo sam instancj
wnis za mn i da mi wiadectwo, jakom si odmieni i do suby majestatu i ojczyzny powrci,
nie przymuszon, chlebami adnymi nie skaptowan, ale z wasnej woli i skruchy.
 Jeli o to chodzi, to i ja instancj wnios, a jeli ona taka regalistka, jako powiadasz, to i
instancja powinna by skuteczna. Byle tylko dziewka wolna bya i byle j jakowa przygoda, jak
to w czasie wojennym czsto si trafia, nie spotkaa...
 Anieli j ustrzeg!
 Bo tego i warta. eby ci za sdy nie szarpay, uczynisz tak: bd teraz na gwat i zacigi;
skoro, jak mwisz, bezecno na tobie ciy, nie mog ci da listu zapowiedniego jako Kmicicowi,
ale dam ci list jako Babiniczowi; bdziesz zaciga i ty, co i na poytek ojczynie wyjdzie,
bo wida onierz ognisty i dowiadczony. Ruszysz w pole pod panem kasztelanem kijowskim;
pod nim o mier najatwiej, ale i o okazj do sawy najatwiej. A zajdzie potrzeba, to i na
swoj rk zaczniesz Szwedw podchodzi, jako Chowaskiego podchodzi. Twoje nawrcenie
i dobre uczynki poczy si od tego, e si Babiniczem przezwa... Zwije si tak i dalej, to i
sdy ostawi ci w spokoju. A gdy jak soce zajaniejesz, gdy o twoich zasugach w caej Rzeczypospolitej
bdzie gono, wtedy niech si ludzie dowiedz, kto jest w przesawny kawaler.
Jaki taki zawstydzi si wwczas tak wielkiego rycerza przed sdy ciga... Przez ten czas drudzy
pogin, trzecich zaagodzisz... Niemao i aktw si zawieruszy, a ja ci to jeszcze raz przyrzekam,
e zasugi twoje pod niebo wynios i sejmowi do nagrody przedstawi, bo w moich oczach ju
wart tego.
 Miociwy panie!... Czym ja na tyle aski zasuy?
 Wicej ni niejeden, ktry myli, e ma do niej prawo. No, no! nie frasuje si, miy regalisto,
bo tak ufam, e i regalistka ci nie minie, a da Bg, to mi wkrtce wicej jeszcze regalistw
przysporzycie...
Kmicic, cho chory, zerwa si nagle z oa i pad jak dugi do ng krlewskich.
 Na Boga, co czynisz?  zawoa krl.  Krew ci ujdzie! Jdrek!... Bywaj no tu kto!
Wpad sam marszaek, ktry od dawna ju po zamku krla szuka.
 wity Jerzy, patronie mj, co widz?!  krzykn spostrzegszy krla dwigajcego wasnymi
rkoma pana Kmicica.
 To pan Babinicz, najmilszy mj onierz i najwierniejszy suga, ktry mi wczoraj ycie
ocali  rzek krl.  Pomcie, panie marszaku, dwign mi go na oe...
ROZDZIA XXVII
Z Lubowli jecha krl do Dukli, Krosna, acuta i Lwowa, majc przy boku pana marszaka
koronnego, wielu biskupw, dygnitarzy i senatorw wraz z nadwornymi chorgwiami i pocztami.
A jako rzeka potna, pync przez kraj, wszystkie pomniejsze wody w siebie zabiera, tak i
do orszaku krlewskiego przybyway co chwila nowe zastpy. Cisnli si wic panowie i
szlachta zbrojna, i onierze, to pojedynczo, to kupami, i gromady zbrojnego chopstwa, szczegln
ku Szwedom paajcego zawzitoci.
Ju ruch stawa si powszechny, ju i ad wojenny poczto do niego wprowadza. Pojawiy
si grone uniwersay datowane z Scza: jeden Konstantego Lubomirskiego, marszaka koa
rycerskiego; drugi Jana Wielopolskiego, kasztelana wojnickiego: oba wzywajce szlacht w
wojewdztwie krakowskim do pospolitego ruszenia. Wiedziano ju, koo kogo si kupi: nie
stawiajcym si za groziy kary wedle pospolitego prawa. Uniwersa krlewski dopeni onych
wezwa i najleniwszych postawi na nogi.
Lecz nie potrzeba byo grb, albowiem zapa niezmierzony ogarn wszystkie stany. Siadali
na ko starcy i dzieci. Niewiasty oddaway klejnoty, stroje; niektre same rway si do boju.
W kuniach Cygani przez noce i dnie bili motami, przekuwajc na or niewinne narzdzia
oraczw. Wsie i miasta opustoszay, bo mowie wycignli w pole. Z niebotycznych gr sypay
si dzie i noc gromady dzikiego ludu. Siy krla rosy z kad chwil.
Naprzeciwko jego osoby wychodzili duchowni z krzyami i chorgwiami, kahay ydowskie
z rabinami; pochd jego by do niezmiernego tryumfu podobny. Zewszd nadlatyway najlepsze
wieci, jakby je wiatr przywiewa.
Nie tylko w tej czci kraju, ktrej najcie nieprzyjaci nie zagarno, rwano si do broni.
Wszdy, w najodleglejszych ziemiach i powiatach, po grodach, wsiach, osadach, niedostpnych
puszczach, podnosia pomienn gow straszliwa wojna pomsty i odwetu. Im niej poprzednio
upad nard, tym wyej teraz podnosi gow, przeradza si, ducha zmienia i w uniesieniu nie
waha si nawet wasnych, zaskorupiaych ran rozrywa, by krew sw od zatrutych sokw uwolni.
Ju te i coraz goniej mwiono o potnym zwizku szlachty i wojska, na czele ktrego
mieli stan: stary hetman wielki, Rewera Potocki, i polny, Lanckoroski, wojewoda ruski, i pan
Stefan Czarniecki, kasztelan kijowski, i pan Pawe Sapieha, wojewoda witebski, i ksi krajczy
litewski Micha Radziwi, pan mony, a niesaw, jak na rd cign Janusz, zatrze pragncy,
i pan Krzysztof Tyszkiewicz, wojewoda czernihowski, i wielu innych senatorw i urzdnikw
ziemskich, i wojskowych, i szlachty.
Listy latay co dzie pomidzy owymi panami a panem marszakiem koronnym, ktry nie
chcia, aby tak znamienity zwizek bez niego si zawizywa. Wieci przychodziy coraz pewniejsze,
a na koniec rozebrzmiaa wie ju pewna, e hetmani, a z nimi wojsko, porzucili
Szweda i e dla obrony majestatu i ojczyzny stana konfederacja tyszowiecka.
Krl take pierwej o niej wiedzia, bo oboje z krlow, cho z dala bdc, niemao si nad jej
zawizaniem przez posy i listy napracowali; jednake nie mogc w niej bra osobistego udziau,
niecierpliwie teraz nadejcia jej tenoru wyglda. Jako zanim dojecha do Lwowa, przybyli do
pan Suewski i pan Domaszewski z Domaszewnicy, sdzia ukowski, przywoc mu zapewnienia
sub i wiernoci od konfederatw, i akt zwizku do roborowania.
Czyta tedy krl w akt na walnej radzie z biskupami i senatorami. Serca wszystkich napeniy
si radoci, dusze uniosy si w podzice do Boga, bo owa wiekopomna konfederacja
zwiastowaa nie tylko opamitanie si, ale i odmian tego narodu, o ktrym niedawno jeszcze
mg obcy najezdnik powiedzie, e nie masz w nim wiary ani mioci do ojczyzny, ani sumienia,
ani adu, ani wytrwania, ani adnej z tych cnt, ktrymi stoj pastwa i narody.
wiadectwo tych wszystkich cnt leao teraz przed krlem w postaci aktu konfederacji i jej
uniwersau. Przywodzono w nim wiaroomstwo Karola Gustawa, amanie przysig i obietnic,
okruciestwa jeneraw i onierzy, przez najdziksze narody nawet niepraktykowane, bezczeszczenie
kociow, ucisk, zdzierstwa, rabunki, przelewanie krwi niewinnej i wypowiadano wojn
na mier i ycie skandynawskim najezdnikom. Uniwersa, grony jak trba archanioa, zwoywa
pospolite ruszenie nie tylko rycerstwa, ale wszystkich stanw i ludw Rzeczypospolitej.
Nawet infames wszyscy (mwi uniwersa), banniti i proscripti, i na t wojn powinni. Rycerstwo
miao na ko siada, wasnych piersi nadstawia i z anw onierzy pieszych dostarczy,
moniejszy wicej, biedniejszy mniej, wedle monoci i si.
Poniewa w tym pastwie aeque bona i mala do wszystkich nale, wic i niebezpieczestwy
wszystkim podzieli si godzi. Ktokolwiek mieni si by szlachcicem, osiady lub nieosiady,
by te i najwicej u jednego szlachcica synw byo, na t wojn przeciw nieprzyjacielowi
Rzeczypospolitej i powinni. Gdy jako wszyscy, niszego i wyszego urodzenia, szlacht bdc,
ad omnes prerogativas urzdw, dostojestw i dobrodziejstw ojczystych jestemy capaces,
tak i w tym aequales sobie bdziemy, e na obron tych ojczystych swobd i beneficiorum zarwno
osobami swymi pjdziemy...
Tak to w uniwersa rwno szlacheck rozumia. Krl, biskupi i senatorowie, ktrzy z dawna
si ju w sercach z myl naprawy Rzeczypospolitej nosili, przekonali si ze zdumieniem
radosnym, e i nard do owej naprawy dojrza, e gotw wstpi na nowe drogi, zetrze rdz i
ple z siebie i nowe, wspaniae rozpocz ycie.
Otwieramy przy tym (brzmia uniwersa) benemerendi in Republica plac kademu plebeiae
conditionis, ukazujemy i ofiarujemy wedle tego zwizku naszego okazj przystpu i nabycia
honorw, prerogatyw i beneficiorum, ktrymi gaudet stan szlachecki...
Gdy na radzie krlewskiej odczytano ten ustp, zapado a milczenie gbokie. Ci, ktrzy
wraz z krlem pragnli najmocniej, aby przystp do praw szlacheckich zosta ludziom niszych
stanw otworzony, mniemali, e niemao im przewalczy, przecierpie i naama si przyjdzie,
e lata cae upyn, nim z czym podobnym odezwa si bdzie bezpiecznie, tymczasem sama
owa szlachta, tak dotd o swe prerogatywy zazdrosna, tak pozornie nieuyta, otwieraa na rozcie
wrota szarym gromadom kmiecym.
Wsta ksi prymas, owiany jakby duchem proroczym, i rzek:
 Iecie owe punctum zamiecili, potomni t konfederacj po wiek wiekw wysawia bd,
a gdy kto zechce czasy owe za czasy upadku staropolskiej cnoty uwaa, tedy mu na was, przeczc,
poka.
Ksidz Gbicki by chory, wic mwi nie mg, tylko rk trzsc si ze wzruszenia egna
akt i posw.
 Ju widz nieprzyjaciela, ze wstydem z tych ziem uchodzcego!  rzek krl.
 Daj Boe najprdzej!...  zakrzyknli obaj wysacy.
 Waszmociowie pojedziecie z nami do Lwowa  ozwa si znw krl  gdzie zaraz ow
konfederacj roborowa bdziemy, a przy tym i innej zawrze nie omieszkamy, ktrej same potgi
piekielne przemc nie zdoaj.
Spojrzeli na to po sobie wysacy i senatorowie, jakby pytajc si wzajem, o jak to potg
chodzi, lecz krl milcza, tylko mu twarz promieniaa coraz bardziej; wzi znowu akt do rki i
znw czyta, i umiecha si, nagle rzek:
 Sia te byo oponentw?
 Miociwy panie  odpowiedzia pan Domaszewski  unanimitate konfederacja powstaa za
przyczyn ichmo panw hetmanw, pana wojewody witebskiego i pana Czarnieckiego, a ze
szlachty aden gos si nie przeciwi, tak si wszyscy na Szwedw rozjedli i takim afektem dla
ojczyzny i majestatu zaponli.
 Z grymy przy tym uradzili  doda pan Suewski  e to nie ma by sejm, jeno pluralitas
ma stanowi, wic niczyje veto nie mogo sprawy popsowa, jeno oponenta bylibymy na sza-
blach roznieli. Wszyscy te powiadali, e trzeba z onym liberum veto skoczy, bo to jednemu
wola, a wielu niewola.
 Zote sowa waszmoci!  rzek ksidz prymas.  Niech jeno poprawa Rzeczypospolitej nastpi,
a nie ustraszy nas aden nieprzyjaciel.
 A gdzie jest wojewoda witebski?  pyta krl.
 Jeszcze na noc po podpisaniu aktu do swego wojska odjecha pod Tykocim, w ktrym ksicia
wojewod wileskiego, zdrajc, w obleniu trzyma. Do tej pory musia go ju dosta ywego
albo umarego.
 Take by pewien, e go dostanie?
 Tak by pewien, jako e po dniu noc nastpi. Wszyscy, nawet najwierniejsi sudzy, ju
zdrajc opucili. Broni si tam tylko gar Szwedw, ale nieznaczna, a posiki znikd przyj nie
mog. Powiada pan Sapieha w Tyszowcach tak: Chciaem si jeden dzie spni, bo bybym
do wieczora z Radziwiem skoczy!... Ale to pilniejsza sprawa ni Radziwi, gdy jego i beze
mnie mog dosta, do bdzie jednej chorgwi.
 Chwaa Bogu!  rzek krl.  A gdzie pan Czarniecki?
 Tyle si do niego szlachty, co najsuszniejszych kawalerw, sypno, e w jeden dzie na
czele grzecznej chorgwi stan. Zaraz te na Szwedw ruszy, a gdzie by teraz by, nie wiemy.
 A ichmo panowie hetmani?
 Ichmo panowie hetmani pilno czekaj rozkazw waszej krlewskiej moci, obaj za radz
nad przysz wojn i z panem starost kauskim w Zamociu si znosz, a tymczasem co dzie
puki ku nim razem ze niegiem wal.
 Take to wszyscy Szweda porzucaj?
 Tak jest, miociwy panie! Byli te u ichmo panw hetmanw deputaci z wojska pana
Koniecpolskiego, ktre jest przy osobie Carolusa Gustawa. I ci pono radzi by ju wrci do prawej
suby, cho im tam Carolus obietnic ni pieszczot nie szczdzi. Mwili te, e cho teraz nie
mog zaraz recedere, przecie to uczyni, jak si tylko dogodna pora zdarzy, bo si ju im sprzykrzyy
i uczty, i jego pieszczoty, i mruganie oczami, i rk klaskanie. Ledwie ju wytrzyma mog.
 Zewszd opamitanie, zewszd dobre wieci  rzek krl.  Chwaa Pannie Najwitszej!...
Dzie to najszczliwszy mego ycia, a drugi taki nastpi chyba wwczas, gdy ostatni nieprzyjacielski
onierz wyjdzie z granic Rzeczypospolitej.
Na to pan Domaszewski uderzy si po szerpentynie.
 Nie daj Bg, aby si to stao!  rzek.
 Jak to?  spyta ze zdumieniem krl.
 eby ostatni pludrak na wasnych nogach wyszed z granic Rzeczypospolitej? Nie moe
by, miociwy panie! A od czego mamy szable przy bokach?
 Bodaj waci!  rzek rozweselony pan.  To mi fantazja!
Lecz pan Suewski, nie chcc pozosta w tyle za panem Domaszewskim, zawoa:
 Jako ywo, nie ma na to zgody i pierwszy veto poo. Nie bdziem si ich wyjciem kontentowa,
ale za nimi pjdziemy!
Ksidz prymas pocz gow krci i mia si dobrotliwie.
 Oj! siada szlachta na ko i jedzie, jedzie! Boe wam bogosaw, ale powoli, powoli! Jeszcze
ten nieprzyjaciel w granicach!
 Niedugo mu ju!  zakrzyknli obaj konfederaci.
 Duch si odmieni i fortuna si odmieni  rzek osabionym gosem ksidz Gbicki.
 Wina!  zawoa krl.  Nieche si na odmian z konfederatami napij!
Przyniesiono wina, lecz wraz z pachokami, ktrzy je wnieli, wszed starszy pokojowiec
krlewski i rzek:
 Miociwy panie, przyjecha pan Krzysztoporski z Czstochowy i pragnie si waszej krlewskiej
moci pokoni.
 Dawaj go ywcem!  zawoa krl.
Po chwili wszed wysoki, chudy szlachcic, patrzcy jak kozio spode ba. Skoni si naprzd
panu do ng, potem do hardo dygnitarzom i rzek:
 Niech bdzie pochwalony Jezus Chrystus!
 Na wieki wiekw!  odpowiedzia krl.  Co tam sycha?
 Mrz okrutny, miociwy panie, ae powieki do jagd przymarzaj!
 Dla Boga! O Szwedach wa powiadaj, nie o mrozie!  zawoa Jan Kazimierz.
 A co o nich i gada, miociwy panie, kiedy ich pod Czstochow nie ma!  odrzek rubasznie
pan Krzysztoporski.
 Doszy ju nas te wieci, doszy  odpar uradowany krl  ale tylko z ludzkiego gadania, a
wy z samego klasztoru pewnie jedziecie... Naoczny wiadek i obroca?
 Tak jest, miociwy panie, uczestnik obrony i naoczny wiadek cudw Najwitszej Panny...
 Nie tu granica jej ask!  rzek krl wznoszc oczy ku niebu  jeno zasumy na dalsze...
 Sia w yciu widziaem  odpowiedzia Krzysztoporski  ale takich widomych cudw nie
widziaem, o czym dokadniejsz relacj zdaje waszej krlewskiej moci ksidz Kordecki w tym
pimie.
Jan Kazimierz chwyci skwapliwie za list, ktry mu Krzysztoporski podawa, i pocz czyta.
Chwilami przerywa czytanie i poczyna si modli, to znw wraca do listu. Twarz mienia mu
si radosnymi uczuciami; na koniec podnis znw oczy na Krzysztoporskiego.
 Pisze mi ksidz Kordecki  rzek  iecie wielkiego kawalera stracili, niejakiego Babinicza,
ktry kolubryn szwedzk prochami rozsadzi?
 One si za wszystkich ofiarowa, miociwy panie! Ale s te tacy, ktrzy mwili, e yje,
i Bg wie co powiadali; nie majc pewnoci, przeciemy go nie przestali opakiwa, bo gdyby
nie jego kawalerski postpek, ciko by nam byo da sobie rady...
 Jeeli tak, to przestacie go opakiwa: pan Babinicz ywie i jest u nas. On to pierwszy da
nam zna, e Szwedzi nie mogc nic przeciw mocy boskiej wskra o odstpieniu zamylaj... A
potem tak nam znaczne odda przysugi, i sami nie wiemy, jak go wynagrodzi.
 O, to si ksidz Kordecki ucieszy!  zawoa z radoci szlachcic  ale jeli pan Babinicz
ywie, to chyba szczeglniejsze u Najwitszej Panny ma aski... To si ksidz Kordecki ucieszy!
Ojciec syna nie moe tak miowa, jako on jego miowa! A i mnie pozwoli wasza krlewska
mo pana Babinicza powita, gdy takiego drugiego rezoluta nie masz w Rzeczypospolitej!
Lecz krl pocz znowu czyta i po chwili zawoa:
 Co sysz! To jeszcze raz po ustpieniu prbowali klasztor podej?
 Miller jak odszed, tak si i nie pokaza wicej, jeno Wrzeszczowicz zjawi si znw niespodzianie
pod murami, dufajc w to widocznie, e bramy zastanie otwarte. Jako i zasta, ale si
chopstwo tak zaciekle na nich rzucio, e zaraz sromotnie ty poda. Jak wiat wiatem, nie byo
tego, eby prostactwo tak mnie w goym polu jedzie stawao. Potem te nadcign pan Piotr
Czarniecki z panem Kulesz, ktrzy do szcztu go znieli.
Krl zwrci si do senatorw:
 Patrzcie, wasze uprzejmoci, jako ndzni oracze w obronie tej ojczyzny i witej wiary stawaj!
 e stawaj, miociwy panie, to stawaj!  zawoa Krzysztoporski.  Cae wsie wedle Czstochowy
puste, bo chopstwo z kosami w polu. Wojna wszdy okrutna; Szwedzi musz si kupami
trzyma, a zapie-li chopstwo ktrego, to tak nad nim wydziwia, e lepiej by mu od razu
i do pieka. Kto tam wreszcie teraz w tej Rzeczypospolitej za or nie chwyta! Nie byo psubratom
Czstochowy oblega... Od tego czasu nie siedzie im w tej ziemi!
 Od tego czasu nie bd w tej ziemi ucisku znosi ci, ktrzy krwi si oponuj  odrzek powanie
krl  tak mi dopom Bg i wity krzy!
 Amen!  doda prymas.
Tymczasem Krzysztoporski uderzy si rk w czoo.
 Mrz mi mentem pomisza, miociwy panie  rzek  bom zapomnia jednej wieci powiedzie,
e taki syn, wojewoda poznaski, zmar jakoby nagle.
Tu zawstydzi si nieco pan Krzysztoporski, spostrzegszy si, jak wielkiego senatora nazwa
wobec krla i dygnitarzy takim synem, wic doda zmieszany:
 Nie zacny stan, lecz zdrajc chciaem spostponowa.
Ale nikt tego wyranie nie zauway, bo wszyscy patrzyli na krla, ten za rzek:
 Juemy dawno pana Jana Leszczyskiego na wojewdztwo poznaskie przeznaczyli, jeszcze
za ycia pana Opaliskiego. Nieche godniej ten urzd piastuje... Sd boski, widz, rozpocz
si nad tymi, ktrzy t ojczyzn do upadku przywiedli, bo w tej chwili moe ju i ksi
wojewoda wileski przed Najwyszym Sdzi spraw ze swoich uczynkw zdaje...
Tu zwrci si do biskupw i senatorw:
 Ale nam czas o wojnie powszechnej myle i w tej materii pragn zasign zdania waszych
mociw.
ROZDZIA XXVIII
W chwili, gdy krl mwi, i wojewoda wileski moe ju stoi przed sdem boym, mwi
jakoby duchem proroczym, bo w owym czasie sprawa tykociska bya ju rozwizana.
Dnia 25 grudnia pan wojewoda witebski Sapieha tak by ju pewien zdobycia Tykocina, e
sam do Tyszowiec wyjecha poleciwszy panu Oskierce prowadzenie dalszych prac oblniczych.
Z ostatnim szturmem kaza na powrt swj, rycho majcy nastpi, czeka; zebrawszy za co
znaczniejszych oficerw tak mwi:
 Doszy mnie suchy, i midzy towarzystwem jest zamiar zaraz po zdobyciu zamku ksicia
wojewod wileskiego na szablach roznie... Owo, gdyby si zamek pod m niebytno podda,
co by moe, owiadczam waszmociom, i najsurowiej zakazuj na zdrowie ksicia nastpowa.
Odbieram ci ja wprawdzie listy od takich osb, o ktrych si waszmociom ani ni, abym
dostawszy go nie ywi... Ale ja nie chc sucha tych rozkazw, co czyni nie z adnej kompasji,
bo jej zdrajca niewart, ale e nad gardem jego nie mam prawa i wol go przed sejm na sd
postawi, aby dla potomnych by std przykad, e ni wielko rodu, ni adne urzdy zdrady
takowej i winy odkupi ani przed kar publiczn zasoni go nie zdoaj.
W ten sens mwi pan wojewoda, jeno jeszcze duej, bo o ile by zacny, o tyle mia t sabo,
e majc si za mwc lubi przy kadej okazji obszernie si wysawia i sucha z luboci
wasnych sw, przymykajc przy pikniejszych sentencjach oczy.
 To musz sobie chyba dobrze praw rk w wodzie wymoczy  odpar na to pan Zagoba 
gdy okrutnie mnie swdzi... Wszelako to tylko powiem, e gdyby Radziwi mnie w swoj moc
dosta, pewnie by z moj gow do zachodu soca nie czeka. Wie on dobrze, kto w znacznej
czci to sprawi, e go wojska opuciy; wie dobrze, kto go ze Szwedami nawet porni... Ale
za to ja nie wiem, czemu mam by pobaliwszy dla niego, nili on byby dla mnie?
 Bo nie przy waci komenda i sucha musisz  odrzek z powag wojewoda.
 e sucha musz, to prawda, ale dobrze czasem i Zagoby posucha... miele te to mwi,
e gdyby Radziwi mnie posucha, gdym go do obrony ojczyzny ekscytowa, nie byby
dzi w Tykocinie, jeno w polu, na czele wszystkich wojsk litewskich.
 Zali to waci si zdaje, e buawa w zych rkach?
 Tego nie godzi mi si powiedzie, bom j sam w te rce woy. Miociwy pan nasz, Joannes
Casimirus, ma tylko mj wybr potwierdzi, nic wicej.
Umiechn si na to wojewoda, bo lubi pana Zagob i jego krotofile.
 Panie bracie  rzek  ty zgnbi Radziwia, ty mnie uczyni hetmanem... i wszystko
twoja zasuga. Pozwle mnie teraz jecha spokojnie do Tyszowiec, aby te i Sapieha mg w
czym przysuy si ojczynie.
Pan Zagoba wzi si w boki i zamyli si przez chwil, jakby rozwaa, czy ma pozwoli,
czy nie pozwoli; na koniec okiem ysn, gow kiwn i rzek z powag:
 Jed, wasza mio, spokojnie.
 Bg zapa za permisj!  odpowiedzia miejc si wojewoda.
Zawtrowali wodzowi miechem inni oficerowie, on za istotnie pocz si zbiera, bo kolasa
staa ju pod oknami gotowa, wic egna si ze wszystkimi, dajc kademu instrukcj, co ma
pod jego niebytno czyni; wreszcie zbliywszy si do pana Woodyjowskiego rzek:
 Wa, na wypadek zdania si zamku, bdziesz mi odpowiada za zdrowie wojewody, tobie
t funkcj powierzam.
 Wedle rozkazu! wos mu z gowy nie spadnie!  odrzek may rycerz.
 Panie Michale  rzek do niego pan Zagoba po odjedzie wojewody  ciekaw jestem, jakie
to osoby nalegaj na naszego Sapia, by Radziwia, dostawszy, nie ywi?
 Skd mam wiedzie!  odrzek may pan.
 Czyli powiadasz, e czego ci cudza gba do ucha nie powie, tego ci wasny dowcip nie podszepnie.
Prawda jest! Ale musz to by znaczne jakie persony, skoro mog panu wojewodzie
rozkazy dawa.
 Moe sam krl?
 Krl? Krla gdyby pies uksi, zaraz by mu przebaczy i jeszcze by mu sperk da kaza.
Takie ju u niego serce!
 Nie bd si o to z wapanem spiera, ale przecie powiadali, e na Radziejowskiego bardzo
si zawzi.
 Naprzd, kademu przytrafi si zawzi, exemplum: moja na Radziwia zawzito; po
wtre, jake to si zawzi, kiedy zaraz synw jego wzi w opiek, e i ojciec lepszy by nie by!
Zote to serce i mniemam, e prdzej to krlowa jejmo przeciw gardu radziwiowskiemu instancj
wnosi. Godna pani, ani sowa, ale biaogowska u niej fantazja, a to wiedz, e gdy si
biaogowa przeciw tobie zawemie, choby si w szpar w pododze skry, jeszcze ci ig
stamtd wydubie.
Na to westchn pan Woodyjowski i odpar:
 Za co by si tam ktra miaa na mnie zawzina, skorom adnej nigdy w yciu nie zahaczy!
 Ale rad by, ale rad by! Dlatego to, cho w jedzie suysz, tak zapamitale na mury tykociskie
piechot leziesz, bo mylisz, e tam nie tylko Radziwi, ale i Billewiczwna siedzi.
Znaj ci, niecnoto! Jake? jeszcze jej sobie z gowy nie wybi?
 By taki czas, em j sobie cakiem z gowy wybi, i sam Kmicic, gdyby tu by obecny, musiaby
przyzna, em po kawalersku sobie postpi nie chcc i wbrew jej sentymentom, raczej
swoj konfuzj w niepami puszczajc; ale tego nie ukrywam, e jeli ona jest teraz w Tykocinie,
jeli mi Bg pozwoli znw j z opresji ratowa, to bd w tym widzia wyran wol
Opatrznoci. Na Kmicica baczy nie potrzebuj, bom mu w niczym nie powinien, a ywie we
mnie nadzieja, i gdy dobrowolnie od niej odszed, to go musiaa do tej pory zapomnie i nie
przygodzi mi si, co si dawniej przygodzio.
Tak rozmawiajc doszli do kwatery, w ktrej zastali dwch panw Skrzetuskich, pana Rocha
Kowalskiego i pana dzierawc z Wsoszy.
Nietajno byo w wojsku, po co pan wojewoda witebski pojecha do Tyszowiec, wic rycerze
cieszyli si wzajem, e powstaje zwizek tak cnotliwy na obron ojczyzny i wiary.
 Inny ju wiatr w caej Rzeczypospolitej wieje  rzek pan Stanisaw a chwali Boga,
Szwedom w oczy.
 Od Czstochowy on powia  odrzek na to pan Jan.  Wczoraj byy wiadomoci, e si
klasztor jeszcze trzyma i coraz mocniejsze szturmy odpiera... Nie daj, Matko Najwitsza, by
nieprzyjaciel mg pohabi Twj przybytek!
Tu pan Rzdzian westchn i rzek:
 Bo oprcz obrazy boskiej ile by to zacnych skarbw poszo w nieprzyjacielskie rce! Jak
czek o tym pomyli, to mu i strawa przez gardo nie chce przechodzi.
 Wojsko a si do szturmu rwie, e trudno ludzi utrzyma  rzek pan Micha.  Wczoraj
Stankiewiczowa chorgiew bez komendy i bez drabin ruszya, bo powiadaj tak: jak z tym zdrajc
skoczymy, to Czstochowie na odsiecz pjdziem. I co ktry Czstochow wspomni, to zaraz
wszyscy poczynaj zgrzyta i w szable trzaska.
 Bo i po co nas tu tyle chorgwi stoi, kiedy i poowy byoby na Tykocin dosy  rzecze pan
Zagoba.  Upr to pana Sapiehy, nic wicej. Nie chce mnie sucha, eby pokaza, jako i bez
mojej rady co potrafi, a to sami widzicie, e jak tylu ludzi jedn zamczyn oblega, to tylko sobie
nawzajem przeszkadzaj, bo dostpu dla wszystkich nie masz.
 Eksperiencja wojskowa przez wapana mwi, nie mona rzec!  odpowiedzia pan Stanisaw.
 Aha! co? Mam gow na karku?
 Wuj ma gow na karku!  zawoa nagle pan Roch i nastroszywszy wsy pocz poglda
po obecnych, jakby szukajc takiego, co by mu zaprzeczy.
 Ale i pan wojewoda ma gow  odrzek pan Jan Skrzetuski  i jeli tyle chorgwi tu stoi, to
dlatego e jest obawa, eby ksi Bogusaw z odsiecz bratu nie przyby.
 To posa z par lekkich chorgwi na pustoszenie Prus elektorskich  rzek Zagoba 
skrzykn kup luda na ochotnika midzy gminem. Sam bym pierwszy poszed pruskiego piwa
poprbowa.
 W zim piwo na nic, chyba grzane  rzek pan Micha.
 To dajcie wina albo gorzaki lub miodu  odpowiedzia Zagoba.
Inni rwnie okazali ochot, wic pan dzierawca z Wsoszy zaj si t spraw i wkrtce
kilka gsiorkw stano na stole. Uradoway si na ten widok serca, i rycerze poczli do siebie
przepija, coraz to na inne intencje wznoszc kielichy.
 Na pohybel pludrakom, aby nam tu bochenkw dugo ju nie uszczyli!  rzek pan Zagoba
 niech sobie szyszki w Szwecji r!
 Za zdrowie majestatu: krla jegomoci i krlowej!  wznis Skrzetuski.
 I tych, ktrzy wiernie przy majestacie stali!  doda Woodyjowski.
 Zatem nasze zdrowie!
 Zdrowie wuja!  hukn pan Roch.
 Bg zapa! W rce twoje, a wytrznij do dna w gb... Jeszcze si Zagoba nie ze wszystkim
zestarza! Moci panowie! abymy co prdzej tego jawca z jamy wykurzyli i pod Czstochow
ruszy mogli!
 Pod Czstochow!  krzykn Roch  Pannie Najwitszej w sukurs!
 Pod Czstochow!  zawoali wszyscy.
 Skarbw jasnogrskich przed poganami broni!  doda Rzdzian.
 Ktrzy symuluj, e w Pana Jezusa wierz, chcc bezecno sw pokry, a w rzeczy, jakem
to ju powiada, do miesica jako psi wyj i na tym caa ich wiara polega.
 I tacy to rce na splendory jasnogrskie podnosz!
 W sedno waszmo utrafi mwic o ich wierze  rzek Woodyjowski do Zagoby  bo ja
sam syszaem, jak do miesica wyli. Powiadali pniej, e to ich luterskie psalmy, ale to pewna,
e takie psalmy i psi piewaj.
 Jake to?  rzek pan Roch  sami midzy nimi tacy synowie?
 Nie masz innych!  rzek z gbokim przekonaniem pan Zagoba.
 I krl ich nie lepszy?
 Krl ich gorszy od wszystkich. On to t wojn podnis umylnie, aby mg prawdziwej
wierze do woli po kocioach bluni.
Na to podnis si pan Roch, mocno ju podpiy, i rzek:
 Jeeli tak, tedy jako mnie tu, waszmociowie, widzicie, jakem Kowalski! tak w pierwszej
bitwie prosto na krla szwedzkiego skocz! Choby te sta w najwikszej gstwie, nic to! Moja
mier albo jego!... a taki kopi si do niego zo... Miejcie mnie wapanowie za kpa, jeli tego
nie uczyni!
To rzekszy zoy pi i chcia w st grzmotn. Byby przy tym potuk szklenice, gsiory
i st rozupa, lecz pan Zagoba skwapliwie go za gar uchwyci i w nastpujce ozwa si sowa:
 Siadaj, Rochu, i daj spokj! Wiedz i o tym, e nie dopiero ci bdziemy za kpa mieli, gdy
tego nie uczynisz, ale dopiero ci za kpa przestaniemy mie, jeeli to uczynisz. Nie rozumiem
te, jak si bdziesz mg kopi zoy do krla szwedzkiego, w husarii nie suc?
 To si na poczet zdobd i do kniazia Poubiskiego chorgwi si wpisz. I ojciec mnie te
wspomoe.
 Ojciec Roch?
 A jake!
 Nieche ci pierwej wspomoe, a teraz szka nie rozbijaj, bo pierwszy bym ci za to gow
rozbi. O czymemy to mwili, mociwi moi?... Aha! o Czstochowie... Luctus mnie stoczy,
jeeli w por witemu miejscu na ratunek nie przyjdziemy... Luctus mnie stoczy, mwi wam!
A wszystko przez tego zdrajc Radziwia i przez racj fizyk sapieysk.
 Wapan na wojewod nic nie mw! Zacny pan!  ozwa si may rycerz.
 To czemu obydwiema poami Radziwia przykrywa, kiedy jednej byoby dosy? Blisko
dziesi tysicy ludzi pod t tam bud stoi, najgrzeczniejszej jazdy i piechoty. Niedugo w caej
okolicy i sadze w kominach wyli, bo co byo na kominach, to ju zjedli.
 Nam w racje starszych nie wchodzi, jeno sucha!
 Tobie nie wchodzi, panie Michale, ale nie mnie, bo mnie poowa dawnego radziwiowskiego
wojska regimentarzem wybraa i bybym ju za dziesit granic Carolusa Gustawa wyen,
gdyby nie ona nieszczsna modestia, ktra mi kazaa buaw panu Sapiee w rce woy.
Nieche sobie ze swoim kunktatorstwem da spokj i niech patrzy, bym nie odebra tego, com
da.
 Jeno po napiciu si taki z waci rezolut  rzek pan Woodyjowski.
 Tak powiadasz? Ano, to obaczysz! Dzi jeszcze pjd midzy chorgwie i krzykn: Moci
panowie! komu wola ze mn pod Czstochow i, nie tu sobie okcie i kolana o tykociskie
wapno wyciera, to prosz za mn! Kto mnie regimentarzem kreowa, kto mnie wadz dawa,
kto dufa, e co uczyni, to ku poytkowi ojczyzny i wiary bdzie, ten niech obok mnie stawa.
Pikna rzecz zdrajcw kara, ale stokro pikniejsza Najwitsz Pann, patronk tej Korony i
Matk nasz, spod opresji i jarzma heretyckiego ratowa.
Tu pan Zagoba, ktremu ju od niejakiego czasu opar unosi si z czupryny, zerwa si z
miejsca, skoczy na aw i pocz krzycze, jakby znajdowa si przed zebraniem:
 Moci panowie! Kto katolik, kto Polak, kto nad Najwitsz Pann ma kompasj, za mn!...
W sukurs Czstochowie!
 Id!  zawoa wstajc Roch Kowalski.
Zagoba popatrzy chwil na obecnych, a widzc zdumienie i milczce twarze zlaz z awy i
rzek:
 Naucz ja Sapia rozumu!... Szelm jestem, jeli do jutra poowy wojska spod Tykocina nie
zerw i pod Czstochow nie poprowadz!
 Dla Boga! Pomiarkuj si ojciec!  rzek pan Jan Skrzetuski.
 Szelm jestem! mwi ci!  powtrzy pan Zagoba.
Oni za zlkli si, aby istotnie tego nie uczyni, bo mg. W wielu chorgwiach byy szemrania
na tykocisk mitrg, a ludzie istotnie zgrzytali zbami, mylc o Czstochowie. Do byo
iskr na owe prochy rzuci, a c dopiero gdyby j rzuci czek tak wzity i takiej niezmiernej
powagi rycerskiej jak Zagoba. Przede wszystkim wiksza cz wojsk sapieyskich skadaa
si z nowo zacinych, a zatem do dyscypliny wojennej nieprzywykych i do uczynkw na wasn
rk skorych, a ci poszliby niezawodnie pod Czstochow za Zagob, jak jeden czowiek.
Wic przelkli si tego przedsiwzicia obaj Skrzetuscy, a Woodyjowski zawoa:
 Ledwie si wojska troch najwikszym trudem wojewodziskim zebrao, ledwie jest jakowa
sia na obron Rzeczypospolitej, a ju czyje warcholstwo chce chorgwie rozrywa, do
nieposuszestwa przywodzi. Sia by Radziwi zapaci za takow rad, bo na jego myn ta woda.
Jak wapanu nie wstyd gada nawet o takiej imprezie!
 Szelm jestem, jeli tego nie uczyni!  odpar Zagoba.
 Wuj tak uczyni!  doda Roch Kowalski.
 Cicho ty, koski bie!  hukn na niego pan Micha.
Pan Roch oczy wytrzeszczy, gb zamkn i wyprostowa si od razu. Wwczas Woodyjowski
zwrci si do pana Zagoby.
 A ja szelm jestem  rzek  jeeli jeden czowiek z mego puku z wapanem ruszy, a
chcesz wojsko psowa, tedy co powiem, e pierwszy na twoich wolentarzw uderz!
 Poganinie, Turku bezecny!  rzek na to Zagoba.  Jake to? Na rycerzy Najwitszej Panny
bdziesz uderza? Gotwe? Dobrze! Znaj ci! Mylicie wapanowie, e jemu o wojsko albo
dyscyplin chodzi? Nie! Jeno Billewiczwn za murami tykociskimi zwietrzy. Dla prywaty i
dla swawoli nie zawahasz si najsuszniejszej racji odstpi! Rad by na dziewczyn fyrka i z
nogi na nog przestpywa, a jurzy si! Ale nic z tego! Moja gowa w tym, e tam ci lepsi
ubieg, choby ten sam Kmicic, bo i on od ciebie nie gorszy.
Woodyjowski spojrza na obecnych, biorc ich na wiadectwo, jaka mu si krzywda dzieje.
Nastpnie namarszczy si, myleli, e gniewem wybuchnie, ale e by take poprzednio podchmieli,
wic nagle wpad w rozczulenie.
 Oto mi nagroda!  zawoa  od wyrostka ojczynie su, szabli z garci nie popuszczam!
Ni mi chaty, ni mi ony, ni dzieci, sam czek jako kopia do gry gow sterczy. Najzacniejsi o
sobie myl, a ja, prcz ran w skrze, nie miaem innej nagrody, za to mi jeszcze prywat zadaj,
ledwie nie zdrajc by mieni.
To rzekszy j roni zy na te wsiki, za pan Zagoba zmik od razu i otworzywszy rce
zawoa:
 Panie Michale! Srodzem ci ukrzywdzi. Katu mnie odda za to, em takiego wyprbowanego
przyjaciela spostponowa!
I padszy sobie w objcia poczli si caowa i do piersi wzajem przyciska, za czym i pili
dalej na zgod, a gdy ju al znacznie im z serc wyparowa, rzek Woodyjowski:
 A nie bdziesz wojska psowa, swawoli wprowadza, zego przykadu dawa?
 Nie bd, panie Michale! dla ciebie to uczyni!
 A da Bg, Tykocina dostaniem, to co komu do tego, czego ja za murami szukam. Co kto
sobie ma ze mnie dworowa, h?
Uderzony t kwesti, pan Zagoba pocz koniec wsa do ust wkada i zbami go przygryza,
na koniec rzek:
 Nie, panie Michale, kocham ci jako renic oka, ale ty sobie t Billewiczwn z gowy
wybij.
 A to czemu?  pyta zdziwiony pan Woodyjowski.
 Urodna jest, assentior!  rzek Zagoba  ale to persona okazaa i adnej nie masz midzy
wami proporcji. Chybaby jej na ramieniu siada jako kanarek i cukier z gby wydziobywa.
Mogaby ci tako jako kobuza na rkawiczce nosi i na wszelkiego nieprzyjaciela puszcza, bo
chociae may, ale instar szerszenia zjadliwy.
 Ju wapan zaczynasz?  rzek pan Woodyjowski.
 Kiedym zacz, to pozwle mi i dokoczy: jedna jest dla ciebie podwika jakoby stworzona,
a to wanie owa pestka... Jake jej tam imi? Ta, z ktr nieboszczyk Podbipita mia si
eni?
 Anusia Borzobohata-Krasieska!  zakrzykn pan Jan Skrzetuski.  Toe to dawny afekt
Michaowy!...
 Czyste ziarnko gryczane, ale gadka bya bestyjka jako kukieka  rzek mlaskajc wargami
pan Zagoba.
Tu pan Micha zacz wzdycha raz po razu i powtarza to, co zawsze powtarza, gdy kto o
Anusi wspomnia:
 Co si z tym niebotkiem dzieje?... Ba, ba! eby si to ona znalaza!
 Ju by jej z rk nie puci... I dobrze by uczyni, bo przy twojej kochliwoci, panie Michale,
moe ci si przytrafi, e ci pierwsza lepsza koza zapie i na koza przemieni. Dalibg, w
yciu nie widziaem, eby kto taki by na afekta asy. Powiniene si by kurkiem urodzi,
miecie pod przyzbami rozgrzebywa i ko, ko, ko! na czubatki woa.
 Anusia! Anusia!  powtarza rozmarzony pan Woodyjowski.  Bg by mi j zesa!... Ale
moe ju jej na wiecie zgoa nie masz albo te za m posza i dzieci wodzi...
 Co by miaa i! Zielona to jeszcze bya rzepa, gdym j widzia, a potem cho i dosza, moga
si dotd w stanie niewinnoci uchowa. Po takim panu Longinie nijako jej byo lada chystka
bra... Z drugiej te strony, w tych wojennych czasach mao kto o eniaczce myli.
A pan Micha na to:
 Wapan jej dobrze nie znae. Dziw, jak zacna... Ale tak ju miaa natur, e nikogo nie
przepucia, eby mu zaraz serca nie przeszy... Tak ju j Pan Bg stworzy. Nawet niszego
stanu ludzi nie omijaa: exemplum w medyk ksinej Gryzeldy, Woszysko, ktry si w niej
zakocha na umr. Moe tam za niego ju posza i za morze j wywiz...
 Nie powiadaj byle czego, panie Michale!  zawoa z oburzeniem pan Zagoba.  Medyk,
medyk... Za by szlachecka crka, z zacnej krwi, miaa pj za czeka tak podej kondycji?...
Raz ci to ju mwiem! nie moe by!
 I mnie samemu byo na ni za to mruczno, bom sobie myla: ju te miary nie ma, skoro i
procedernikw baamuci.
 Prorokuj ci, e j jeszcze zobaczysz  rzek pan Zagoba.
Dalsz rozmow przerwao wejcie pana Tokarzewicza, ktry przedtem w regimencie radziwiowskim
suy, a po zdradzie hetmana wraz z innymi go odstpi i teraz w puku Oskierczynym
chorgiew nosi.
 Panie pukowniku  rzek do Woodyjowskiego  bdziem petard podsadza.
 To ju pan Oskierko gotw?
 Jeszcze dzi w poudnie by gotw i nie chce czeka, bo noc obiecuje si ciemna.
 To dobrze  rzek Woodyjowski  pjdziem obaczy i ludziom te z muszkietami ka stan
w gotowoci, eby zza bramy nie wypadli. Same pan Oskierko bdzie petard podsadza?
 Tak jest... Wasn osob... Sia i ochotnika z nim idzie.
 Pjd i ja!  rzek Woodyjowski.
 I my!  zawoali dwaj Skrzetuscy.
 Ot! szkoda, e stare oczy po ciemku nie widz  ozwa si pan Zagoba  bo pewnie bym
wam samym i nie da... Ale c! gdy si jeno zmroczy, ju ani szabl mi si nie zoy... Po
dniu, po dniu, przy socu, to tam stary lubi jeszcze ruszy w pole. Dawajcie mi co najtszych
Szwedw, byle w poudnie!
 Ja za pjd  rzek namyliwszy si dzierawca z Wsoszy.  Gdy bram wysadz, pewnie
wojsko hurmem do szturmu skoczy, a tam w zamku sia w sprztach i klejnotach moe by
wszelakiej dobroci.
I wyszli wszyscy, bo te si ju mroczyo na dworze; zosta w kwaterze sam tylko pan Zagoba,
ktry przez chwil nasuchiwa, jako nieg chrzci pod stopami odchodzcych; potem za
j podnosi kolejno gsiorki i patrzy pod wiato ponce na kominie, jeeli si co jeszcze w
ktrym zostao.
Tamci za szli ku zamkowi w pomroce i wietrze, ktry wsta od strony pnocnej i d coraz
silniej, wy, hucza, niosc ze sob tumany rozbitego w proch niegu.
 Dobra noc do podsadzania petardy!  rzek Woodyjowski.
 Ale i do wycieczki  odrzek pan Skrzetuski.  Musimy mie pilne oko i muszkietnikw
gotowych.
 Daby Bg  rzek pan Tokarzewicz  eby pod Czstochow bya jeszcze wiksza zadymka.
Zawsze naszym w murach cieplej... Ale co by tam Szwedw na straach pomarzo, to by
pomarzo... Trastia ich maty mordowaa!
 Straszna noc!  rzek pan Stanisaw  syszycie wapanowie, jak wyje, jakoby Tatarzy do
ataku powietrzem szli?
 Albo jakby diabli requiem Radziwiowi piewali  dorzuci Woodyjowski.
ROZDZIA XXIX
W zamku za wielki zdrajca patrzy w kilka dni pniej na zapadajcy na cauny niene
mrok i sucha wycia wichru.
Dopalaa si zwolna lampa jego ycia. Dnia tego w poudnie jeszcze chodzi, jeszcze spoglda
z blankw na namioty i drewniane szaasy wojsk sapieyskich; lecz w dwie godziny pniej
zaniemg tak, i musiano go odnie do komnat.
Od owych czasw kiejdaskich, w ktrych po koron siga, zmieni si do niepoznania.
Wos na gowie zbiela, naokoo oczu poczyniy si czerwone obwdki, twarz mu obwisa i nabrzka,
wic wydawaa si jeszcze ogromniejsz, ale bya to twarz ju ptrupia, naznaczona
bkitnymi pitnami i straszna przez swj wyraz piekielnych cierpie.
A jednak, lubo ycie jego niemal na godziny si ju liczy mogo, przecie y za dugo, bo
przey nie tylko wiar w siebie, w swoj pomyln gwiazd, nie tylko nadzieje swoje i zamiary,
ale tak gboki swj upadek, e gdy spoglda na dno tej przepaci, do ktrej si stoczy, sam
sobie wierzy nie chcia. Wszystko go zawiodo: wypadki, wyrachowania, sprzymierzecy. On,
ktremu nie do byo by najpotniejszym panem polskim, ksiciem pastwa rzymskiego,
wielkim hetmanem i wojewod wileskim, on, ktremu Litwa caa bya nie do miary pragnie i
podliwoci, zamknity by teraz w jednym ciasnym zameczku, w ktrym czekaa go tylko albo
mier, albo niewola. I patrzy codziennie we drzwi, ktra z dwch strasznych bogi pierwej
wejdzie wzi jego dusz i przez p ju rozpadajce si ciao.
Z jego ziem, z jego woci i starostw mona byo niedawno udzielne krlestwo wykroi, dzi
nie by panem nawet i murw tykociskich.
Przed kilkoma zaledwie miesicami z ssiednimi krlami jeszcze traktowa, dzi jeden kapitan
szwedzki z niecierpliwoci i lekcewaeniem sucha jego rozkazw i wol jego mia nagina
do swojej.
Gdy go opuciy wojska, gdy z magnata i pana, ktry trzs krajem, zosta bezsilnym ndzarzem,
ktry sam potrzebowa ratunku i pomocy, Karol Gustaw pogardzi nim. Byby pod niebiosa
wynosi potnego pomocnika, ale odwrci si z dum od suplikanta.
Jako opryszka Kostk Napierskiego oblegano niegdy w Czorsztynie, tak jego, Radziwia,
oblegano teraz w zamku tykociskim. I kto oblega? Sapieha, najwikszy wrg osobisty!
Gdy go dostan, powlok go na sd, gorzej ni opryszka, bo jako zdrajc.
Opucili go krewni, przyjaciele, koligaci. Wojska zajechay jego dobra, rozwiay si w mg
skarby, bogactwa, i w pan, w ksi, ktry niegdy dwr francuski dziwi i olepia przepychem,
ktry na ucztach tysice szlachty przyjmowa, ktry po dziesi tysicy wasnych wojsk
trzyma, odziewa, ywi, nie mia teraz czym wasnych mdlejcych si odywi, i strach powiedzie!
on, Radziwi, w ostatnich chwilach swego ycia, niemal w godzin mierci  by godny!
W zamku dawno ju brako ywnoci, ze szczupych pozostaych zapasw komendant
szwedzki skpe wydziela racje, a ksi nie chcia go prosi.
Gdyby przynajmniej gorczka, ktra trawia jego siy, odja mu bya i przytomno! Ale nie!
Pier jego podnosia si coraz ciej, oddech zmienia si w chrapanie, opuche nogi i rce ziby,
lecz umys, mimo chwilowych obdw, mimo strasznych mar i wizyj, ktre przesuway mu
si przed oczyma, pozostawa przez wiksz cz godzin jasny. I widzia w ksi cay swj
upadek, ca ndz i ponienie, widzia w dawny wojownik-zwycizca ca klsk i cierpienia
jego byy tak niezmierne, e chyba z jego grzechami mogy si porwna.
Bo prcz tego, jako Oresta erynie, tak jego szarpay wyrzuty sumienia, a nie byo nigdzie na
wiecie takowej wityni, do ktrej mgby si przed nimi schroni. Szarpay go w dzie, szarpay
w nocy, na polu i pod dachem; duma nie moga im zdziery ani ich odeprze. Im gbszy
by jego upadek, tym szarpay go zacieklej. I miewa takie chwile, e dar wasne piersi. Gdy
nieprzyjaciele naszli ojczyzn ze wszystkich stron, gdy nad jej losem nieszczsnym, nad jej b-
lami i krwi przelan litoway si obce narody on, hetman wielki litewski, zamiast ruszy w pole,
zamiast powici jej ostatni kropl krwi, zamiast wiat zdziwi jak Leonidas, jak Temistokles,
zamiast zastawi ostatni kontusz jak Sapieha, zwiza si z jednym z nieprzyjaci i przeciwko
matce, przeciwko wasnemu panu podnis witokradzk rk i ubroczy we krwi bliskiej,
drogiej... On to wszystko uczyni, a teraz jest u kresu nie tylko haby, ale i ycia, porachunku
bliski, tam, na tamtej stronie... Co go tam czeka?
Wos jey mu si na gowie, gdy o tym myla. Bo gdy podnosi rk na ojczyzn, sam sobie
wydawa si w stosunku do niej wielki, a teraz zmienio si wszystko. Teraz on zmala, a natomiast
ta Rzeczpospolita, wstajc z prochu i krwi, wydawaa si mu jaka wielka i coraz wiksza,
groz tajemnicz pokryta, witego majestatu pena, straszna. I rosa cigle jeszcze w jego
oczach, i olbrzymiaa coraz wicej. Czu si wobec niej prochem i jako ksi, i jako hetman, i
jako Radziwi. Nie mg poj, co to jest. Jakie fale nieznane wzbieray koo niego, pyny z
hukiem, oskotem, napyway coraz bliej, pitrzyy si coraz straszniej, a on rozumia, e uton
musi, e utonoby w tym ogromie takich stu jak on. Lecz czemu owej grozy i tajemniczej siy
nie widzia pierwej; czemu, szalony, porwa si przeciw niej? Gdy te myli huczay mu w gowie,
strach go bra przed t matk, przed t Rzeczpospolit, bo nie poznawa jej rysw, tak dawniej
dobrotliwych i agodnych.
Duch si w nim ama i w piersiach zamieszkao mu przeraenie. Chwilami myla, e otacza
go cakiem inny kraj, inni ludzie. Przez oblone mury dochodzio wszystko, co si w oblonej
Rzeczypospolitej dziao, a dziay si rzeczy dziwne i przeraajce. Rozpoczynaa si wojna na
mier i ycie przeciw Szwedom i zdrajcom  tym straszniejsza, e przez nikogo nie przewidywana.
Rzeczpospolita pocza kara. Byo w tym co z gniewu boego za obraony majestat.
Gdy przez mury dosza wie o obleniu Czstochowy, Radziwi, kalwin, zlk si i przestrach
ju nie wyszed wicej z jego duszy, bo wanie wtedy, po raz pierwszy, dostrzeg te tajemnicze
fale, ktre, wstawszy, miay pochon Szwedw i jego; wtedy najcie szwedzkie wydao
mu si nie najciem, ale witokradztwem, a kara niezawodn. Wtedy po raz pierwszy spada
zasona z jego oczu i ujrza odmienion twarz ojczyzny, ju nie matki, ale karzcej krlowej.
Wszyscy, ktrzy pozostali jej wierni i suyli z serca i duszy, poszli w gr i wyrastali coraz
bardziej, kto przeciw niej grzeszy  upada.
Wic nie wolno myle nikomu  mwi sobie ksi  ni o wyniesieniu wasnym, ni rodu
swego, jeno ywot, siy i mio trzeba jej ofiarowa?
Ale dla niego byo za pno, bo ju nie mia nic do ofiarowania, bo ju nie mia przed sob
przyszoci, chyba pozagrobow, na ktrej widok dra.
Od chwili oblenia Czstochowy, gdy jeden krzyk straszny wyrwa si z piersi niezmiernego
kraju, gdy jakoby cudem znalaza si w nim jaka dziwna, do tej pory zapoznawana i niepojta
sia  gdy nagle, rzekby: tajemnicza pozawiatowa rka podniosa si w jego obronie, nowe
zwtpienie waro si w dusz ksic, bo nie mg opdzi si strasznym mylom, e Bg stoi
przy tamtej sprawie i przy tamtej wierze.
A gdy takie myli huczay mu w gowie, wtedy o swojej wasnej wierze wtpi i wwczas
rozpacz jego przechodzia nawet miar jego grzechw.
Ziemski upadek, duszy upadek, ciemno, nico  oto do czego doszed i czego si dosuy,
suc sobie.
A jednak jeszcze w pocztkach wyprawy z Kiejdan na Podlasie peen by nadziei. Sapieha,
nierwnie gorszy wdz, bi go wprawdzie w polu, resztki chorgwi go opuszczay, lecz krzepi
si myl, e lada dzie nadcignie mu w pomoc Bogusaw. Przyleci to mode orl radziwiowskie
na czele pruskich, luterskich zastpw, ktre ladem litewskich chorgwi do papienikw
nie przejd, a wwczas zgniot we dwch Sapieh, zetr jego siy, zetr konfederatw i poo
si na trupie Litwy, jako dwa lwy na trupie ani, i samym rykiem odstrasz tych, ktrzy by im
chcieli j wydrze.
Lecz czas pyn, siy Janusza topniay; nawet cudzoziemskie regimenty przechodziy do
gronego Sapiehy; upyway dnie, tygodnie, miesice, a Bogusaw nie nadchodzi.
Na koniec rozpoczo si oblenie Tykocina.
Szwedzi, ktrych gar przy Januszu zostaa, bronili si bohatersko, bo straszliwymi okruciestwy
poprzednio si zmazawszy, wiedzieli, e nawet poddanie si nie ochroni ich przed
mciw rk Litwinw. Ksi w pocztkach oblenia jeszcze mia nadziej, e w ostatnim
razie moe sam krl szwedzki ruszy mu na odsiecz, a moe pan Koniecpolski, ktry na czele
szeciu tysicy koronnej jazdy przy Karolu si znajdowa. Lecz prno si spodziewa. Nikt o
nim nie myla, nikt z pomoc nie nadciga.
 Bogusawie! Bogusawie!  powtarza ksi chodzc po tykociskich komnatach  jeli
brata nie chcesz ratowa, to ratuj przynajmniej Radziwia!...
Wreszcie, w ostatniej rozpaczy, postanowi ksi Radziwi uczyni krok, na ktry srodze
oburzaa si jego duma: to jest baga o ratunek ksicia Michaa z Niewiea.
List jego przejli jednak w drodze sapieyscy ludzie, za wojewoda witebski przesa Januszowi
w odpowiedzi pismo ksicia krajczego, ktre przed tygodniem sam otrzyma.
Ksi Janusz znalaz w nim ustp goszcy, co nastpuje:
Jeliby W.W. miociwego pana mego doszy wieci, i ja krewnemu, ksiciu wojewodzie
wileskiemu, w pomoc i zamierzam, tedy im W. W. pan mj miociwy nie wierz, albowiem z
tymi ja tylko za jedno trzymam, ktrzy w wierze ku ojczynie i panu naszemu wytrwa, a dawne
wolnoci tej przewietnej Rzeczypospolitej restaurowa pragn. Co si po mnie nie pokae,
abym zdrajcw od susznej i naleytej kary mia zasania. Bogusaw te nie nadcignie, bo jako
sysz, elektor o sobie woli myle i nie chce si rozdziela, a quod attinet Koniecpolskiego, ten
chyba do wdowy w konkury posunie, ktra aby ni zostaa, na rk mu, by ksi wojewoda
zgorza jako najprdzej!
Ten list, do Sapiehy adresowany, odj nieszczsnemu Januszowi reszt nadziei, i nie pozostao
mu nic innego, jak czeka, aby si speniy jego losy.
Oblenie dobiegao koca.
Wie o odjedzie pana Sapiehy tej minuty niemal przedara si przez mury, ale nadzieja, e
wskutek jego odjazdu kroki nieprzyjacielskie zostan zaniechane, krtko trwaa, gdy przeciwnie,
w pukach pieszych zna byo ruch jaki niezwyczajny. Upyno jednak kilka dni do spokojnie,
bo zamiar wysadzenia bramy petard spez na niczym, lecz nadszed 31 grudnia, w ktrym
tylko zapadajca noc moga przeszkodzi oblegajcym, widocznie bowiem gotowali co
przeciw zamkowi, jeli nie szturm, to przynajmniej nowy atak dzia na nadwtlone mury.
Dzie mia si ku schykowi. Ksi lea w sali tak zwanej Rogowej, pooonej w zachodniej
czci zamku. Na ogromnym kominie paliy si cae smoliste karpy sosnowe, rzucajc ywy
blask na biae i do puste ciany. Ksi lea na wznak na tureckiej sofie wysunitej umylnie
na rodek komnaty, aby ciepo pomieni mogo do niej dochodzi. Bliej komina, nieco w cieniu,
spa na kobierczyku pa, koo ksicia za siedzieli, drzemic na krzesach: pani Jakimowiczowa,
niegdy dozorczyni fraucymeru w Kiejdanach, drugi pa, medyk, a zarazem astrolog ksicy, i
Charamp.
Ten ostatni bowiem nie opuci ksicia, chocia z dawnych wojskowych zosta przy nim prawie
sam jeden. Gorzka to bya suba, bo serce i dusza starego towarzysza byy wanie za murami
tykociskimi, w obozie Sapiehy, jednake trwa wiernie przy dawnym wodzu. Biedne onierzysko
wychudo z godu i niewczasw jak kociotrup. Z twarzy jego zosta tylko nos, ktry
teraz wydawa si jeszcze wikszy, i wsy jak wiechy. Ubrany by w zbroj cakowit, pancerz,
naramienniki i misiurk z drucianym czepcem, ktry spywa mu na ramiona. elazne karwasze
wieciy mu na okciach, bo tylko co by wrci z murw, na ktre przed chwil wychodzi patrze,
co si dzieje, i na ktrych co dzie szuka mierci. Teraz za zdrzemn si ze znuenia,
cho ksi rzzi straszliwie, jakby kona pocz, i cho wiatr wy i gwizda na zewntrz.
Nagle, krtkie drgania poczy wstrzsa olbrzymim ciaem Radziwia i przesta rzzi. Zbudzili
si zaraz ci, ktrzy go otaczali, i poczli patrze bystro naprzd na niego, potem na siebie.
Lecz on rzek:
 Jakoby mi kto z piersi zlaz: lej mi...
Potem zwrci nieco gow, pocz patrze uwanie ku drzwiom, na koniec ozwa si:
 Charamp!
 Suga waszej ksicej moci.
 A czego tu Stachowicz chce?
Pod biednym Charampem zadygotay nogi, bo o ile nieustraszony by w boju, o tyle zabobonny,
wic obejrza si szybko i rzek przytumionym gosem:
 Stachowicza tu nie masz. Wasza ksica mo kaza go w Kiejdanach rozstrzela.
Ksi przymkn oczy i nie odpowiedzia ani sowa.
Przez jaki czas sycha tylko byo aosne i przecige wycie wichru.
 Pacz ludzki w tym wichrze sycha  rzek znw ksi otwierajc cakiem przytomnie
oczy.  Ale jam nie sprowadza Szwedw, jeno Radziejowski.
A gdy nikt nie odpowiada, po maej chwili doda:
 On najwicej winien, on najwicej winien, on najwicej winien.
I jaka otucha wstpia mu do piersi, jak gdyby uradowao go wspomnienie, e by kto od
niego winniejszy.
Wkrtce jednak inne cisze myli musiay mu przyj do gowy, bo twarz mu pociemniaa i
powtrzy kilkakrotnie:
 Jezus! Jezus! Jezus!
I znowu napada go duszno; pocz rzzi jeszcze straszniej ni poprzednio.
Tymczasem z zewntrz doszy odgosy wystrzaw muszkietowych, zrazu rzadkich, potem
coraz gstszych, ale wrd zamieci nienej i wycia wichru nie brzmiay zbyt gono i mona
byo myle, e to rozlegaj si jakie ustawiczne stukania do bramy.
 Bij si!  rzek medyk ksicy.
 Jako zwyczajnie!  odpowiedzia Charamp.  Ludzie marzn w zamieci, to wol si bi dla
rozgrzewki.
 Szsty ju dzie tego wichru i niegu  odpowiedzia medyk.  Wielkie zmiany przyjd w
tym krlestwie, bo niezwyczajna to rzecz!
Na to odrzek Charamp:
 Daj je Boe! Nie stanie si nic gorszego!
Dalsz rozmow przerwa im ksi, na ktrego znw przysza ulga:
 Charamp!
 Suga waszej ksicej moci.
 Czy mi si ze saboci tak wydaje, czy te Oskierko par dni temu chcia petard bram wysadza?
 Chcia, wasza ksica mo, ale Szwedzi petard porwali, i sam nieszkodliwie postrzelon,
a sapieyscy odbici.
 Jeeli nieszkodliwie, to znw bdzie tentowa... A ktry dzi dzie?
 Ostatni grudnia, wasza ksica mo.
 Boe, bd miociw duszy mojej!... Nie doyj ju Nowego Roku... Dawno mi przepowiadano,
i w kadym pitym roku mier stoi koo mnie.
 Bg askaw, wasza ksica mo.
 Bg jest z panem Sapieh  odpowiedzia ksi gucho.
Nagle pocz si oglda i rzek:
 Zimno na mnie od niej idzie... Nie widz jej, ale czuj, e ona tu jest.
 Kto taki, wasza ksica mo?
 mier!
 W imi Ojca i Syna, i Ducha witego!
Nastaa chwila milczenia, sycha tylko byo szept pacierzy, odmawianych przez pani Jakimowiczow.
 Powiedzcie  ozwa si ksi przerywanym gosem  zali wy naprawd wierzycie, e poza
wasz wiar nikt zbawion by nie moe?
 I w godzin mierci mona jeszcze od bdw rewokowa  odrzek Charamp.
Odgosy wystrzaw stay si w tej chwili jeszcze gstsze. Huk dzia pocz wstrzsa szybami,
ktre za kadym razem odpowiaday aosnym dwiczeniem.
Ksi sucha czas jaki spokojnie, po czym unis si z lekka na wezgowiu, z wolna oczy
poczy si rozszerza, renice byska. Siad; przez chwil trzyma rkoma gow, nagle krzykn
jak w obkaniu:
 Bogusaw! Bogusaw! Bogusaw!
Charamp wybieg jak szalony z komnaty.
Zamek cay trzs si i dygota od huku dzia.
Nagle da si sysze krzyk kilku tysicy gosw, po czym targno co z okropnym omotem
cianami, a gownie i wgle z komina wysypay si na posadzk, jednoczenie Charamp wpad
z powrotem do sali.
 Sapieyscy bram wysadzili!  krzykn.  Szwedzi uciekli do wiey!... Nieprzyjaciel
tu!... wasza ksica mo...
Dalsze sowa zamary mu w ustach, Radziwi siedzia na sofie z oczyma wyszymi na
wierzch; otwartymi ustami apa raz po raz powietrze, zby mia wyszczerzone, rkoma dar sof,
na ktrej siedzia, i patrzc z przeraeniem w gb komnaty, krzycza, a raczej chrapa midzy
jednym oddechem a drugim:
 To Radziejowski... Ja nie... Ratunku!.. Czego chcecie?! Wecie t koron!... To Radziejowski...
Ratujcie, ludzie! Jezus! Jezus! M a  i o!
To byy ostatnie sowa Radziwia.
Nastpnie porwaa go straszliwa czkawka, oczy wyszy mu jeszcze okropniej z oprawy, wypry
si, pad na wznak i pozosta bez ruchu.
 Skona!  rzek medyk.
 Marii wzywa! syszelicie, cho kalwin  ozwaa si pani Jakimowiczowa.
 Dorzucie na ogie!  rzek do struchlaych paziw Charamp.
Sam za zbliy si do trupa, przymkn mu powieki, za czym zdj z pancerza zocisty obraz
Bogarodzicy, ktry na acuszku nosi, i uoywszy rce Radziwia na piersiach, woy mu go
midzy palce.
wiato ognia odbio si od zotego ta obrazu, a w odblask pad na twarz wojewody i rozweseli
j tak, e nigdy nie wydawaa si tak spokojna.
Charamp siad obok ciaa i wsparszy okcie o kolana, ukry oblicze w doniach.
Milczenie przerywa tylko huk wystrzaw.
Nagle stao si co strasznego. Bysna naprzd okropna jasno; zdawao si, e wiat cay
w ogie si zmieni, a jednoczenie niemal rozleg si taki huk, jakoby ziemia zapadaa si pod
zamkiem. Zachwiay si ciany, puap zarysowa si z przeraliwym trzaskiem, okna wszystkie
runy na podog i szko szyb rozbio si w setne okruchy. Przez puste otwory okien wdary si
w tej chwili tumany niegu i wicher pocz wy ponuro w ktach sali.
Wszyscy ludzie, w komnacie bdcy, padli twarzami na ziemi, wszyscy oniemieli ze strachu.
Podnis si pierwszy Charamp i zaraz spojrza na trupa wojewody; ale trup lea rwno,
spokojnie, jeno obrazek zocisty przechyli si mu nieco w rkach.
Charamp odetchn. Poprzednio by pewien, e to hurma szatanw wdara si do sali po ciao
ksice.
 Sowo stao si ciaem!  rzek  to Szwedzi musieli wysadzi prochami wie i siebie...
Lecz z zewntrz nie dochodzi aden odgos. Widocznie wojska sapieyskie stay w niemym
podziwie albo moe w obawie, e cay zamek jest podminowany i e prochy kolejno wybucha
bd.
 Dorzucie do ognia!  rzek pacholtom Charamp.
I znw komnata zapona jaskrawym, migotliwym wiatem. Naokoo trwaa cisza miertelna,
jeno ogie sycza, jeno wicher wy i nieg wali coraz wikszy przez puste okna.
A nareszcie zabrzmiay zmieszane gosy, potem rozleg si brzk ostrg i tupot licznych
krokw; drzwi od sali otworzyy si na rocie i onierze wpadli do rodka.
Uczynio si jasno od goych szabel i coraz to wicej postaci rycerskich, przybranych w hemy,
kapuzy, kopaki, toczyo si przeze drzwi. Wielu nioso w rkach latarnie i ci wiecili nimi,
postpujc ostronie, chocia w komnacie widno byo i tak od ognia.
Na koniec z tumu wyskoczy may rycerz, cay w szmelcowanej zbroi, i krzykn:
 Gdzie wojewoda wileski?
 Tu!  rzek Charamp ukazujc na ciao lece na sofie.
Pan Woodyjowski spojrza i rzek:
 Nie yje!
 Nie yje! nie yje!  poszed gos z ust do ust.  Nie yje zdrajca i sprzedawczyk!
 Tak jest  rzek ponuro Charamp.  Ale jeli sponiewieracie ciao jego i na szablach je rozniesiecie,
le uczynicie, bo Najwitszej Panny przed skonem wzywa i jej konterfekt w rku
dziery!
Sowa te wielkie uczyniy wraenie. Krzyki umilky.
Natomiast onierze poczli si zblia, obchodzi sof i przypatrywa si nieboszczykowi.
Ci, ktrzy mieli latarnie, wiecili mu nimi w oczy, a on lea olbrzymi, pospny, z hetmaskim
majestatem w twarzy i zimn powag mierci.
onierze przychodzili kolejno, a midzy nimi i starszyzna. Zbliy si wic Stankiewicz i
dwaj Skrzetuscy, i Horotkiewicz, i Jakub Kmicic, i Oskierko, i pan Zagoba.
 Prawda jest!...  rzek cichym gosem pan Zagoba, jakby ba si zbudzi ksicia.  Najwitsz
Pann w rkach trzyma i blask mu od niej na lica pada...
To rzekszy zdj kopak z gowy. W tej chwili uczynili to wszyscy inni. Nastao milczenie
pene szacunku, ktre przerwa wreszcie Woodyjowski.
 Ach!  rzek  ju on na sdzie boym i ludzie nic do niego nie maj!
Tu zwrci si do Charampa:
 Lecz ty, nieszczniku, czemu to dla niego ojczyzny i pana odstpi?
 Dawajcie go sam!...  ozwao si zaraz kilka gosw.
Na to Charamp wsta i wyjwszy szablisko, cisn j z brzkiem na ziemi.
 Macie mnie, rozsiekajcie!  rzek.  Nie odstpiem go razem z wami, gdy by potny jako
krl, a potem nie godzio mi si go opuszcza, gdy by w mizerii i gdy nikt przy nim nie pozosta.
Oj! nie utyem na tej subie, bom trzy dni ju nic w gbie nie mia i nogi si chwiej pode
mn... Ale macie mnie, rozsiekajcie! gdy i do tego si przyznaj...  tu gos pana Charampa
zadrga  em go miowa...
To rzekszy zatoczy si i byby upad, ale Zagoba otworzy mu ramiona, chwyci go, podtrzyma,
a potem krzycze pocz:
 Na ywy Bg! Dajcie mu je i pi!...
Trafio to wszystkim do serca, wic wzito pana Charampa pod rce i wyprowadzono go zaraz
z komnaty. Po czym i onierze poczli j kolejno opuszcza egnajc si pobonie.
W drodze do kwatery pan Zagoba rozwaa co w umyle, zastanawia si, chrzka, nareszcie
pocign za po pana Woodyjowskiego.
 Panie Michale!  rzek.
 A czego?
 Ju mnie zawzito na Radziwia mina, co nieboszczyk, to nieboszczyk!... Odpuszczam
mu z serca, e na szyj moj nastawa.
 Przed trybunaem on niebieskim!  odrzek Woodyjowski.
 Ot, ot!... Hm! eby mu to co pomogo, dabym zreszt i na msz, bo widzi mi si, e
ma tam okrutnie kruch spraw.
 Bg miosierny!
 e miosierny, to miosierny, ale i On bez abominacji na heretykw patrze nie moe. A to
nie tylko heretyk, ale i zdrajca. Ot co!
Tu pan Zagoba zadar gow i pocz spoglda ku grze.
 Boj si  rzek po chwili  eby mi ktry Szwed, z tych, co si prochami wysadzili, na eb
nie zlecia, bo e ich tam w niebie nie przyjto, to pewna!
 Dobrzy pachokowie!  rzek z uznaniem pan Micha  woleli zgin ni si podda. Mao
takich onierzw w wiecie!
Po czym szli w milczeniu, nagle pan Micha zatrzyma si.
 Billewiczwny w zamku nie byo  rzek.
 A skd wiesz?
 Pytaem onych paziw. Bogusaw j wzi do Taurogw.
 Oj!  rzek Zagoba  to jakoby wilkowi koz powierzono. Ale to nie twoja rzecz, tobie
przeznaczona tamta pestka!
ROZDZIA XXX
Lww od chwili przybycia krla zmieni si w istotn stolic Rzeczypospolitej. Wraz z krlem
przybya wiksza cz biskupw z caego kraju i wszyscy ci wieccy senatorowie, ktrzy
nie suyli nieprzyjacielowi. Wydane lauda zwoay rwnie pod bro szlacht wojewdztwa
ruskiego i dalszych przylegych, ktra stana licznie a zbrojno z tym wiksz atwoci, e
Szwedw wcale w tych stronach nie byo. Rosy te oczy i serca na widok tego pospolitego ruszenia,
w niczym albowiem nie przypominao ono owego wielkopolskiego, ktre pod Ujciem
tak sab stawio nieprzyjacielowi zapor. Przeciwnie, nadcigaa tu grona i wojownicza
szlachta, z dziecka na koniu i w polach hodowana, wrd cigych napadw tatarskiej dziczy
przywyka do przelewu krwi i poogi, lepiej wadnca szabl ni acin. wieo jeszcze wywiczya
j chmielnicczyzna, siedm lat bez przerwy trwajca, tak e nie byo midzy nimi czowieka,
ktry by tyle razy przynajmniej w ogniu nie by, ile sobie lat liczy. Coraz nowe ich roje
przybyway do Lwowa. Jedni cignli od przepacistych Bieszczadw, inni znad Prutu, Dniestru
i Seretu; ktrzy siedzieli na krtych dorzeczach dniestrowych, ktrzy siedzieli nad roztoczystym
Bohem, ktrych nad Siniuch nie stara z ona ziemi inkursja chopska, ktrzy na tatarskich rubieach
si ostali, ci wszyscy na gos pana dyli teraz do Lwiego Grodu, aby stamtd na nie
znanego jeszcze nieprzyjaciela pocign. Walia szlachta z Woynia i z dalszych jeszcze wojewdztw,
tak nienawi rozpalia we wszystkich duszach straszna wie o podniesieniu przez
nieprzyjaciela witokradzkiej rki na Patronk Rzeczypospolitej w Czstochowie.
Za kozactwo nie miao stawi przeszkd, bo nawet w najzatwardzialszych poruszyy si
serca, i zreszt samo byo od Tatarw zmuszone bi przez posw czoem krlowi i po raz setny
przysigi wiernoci ponawia. Grone dla krlewskich nieprzyjaci poselstwo tatarskie pod
wodz Subaghazi-beja bawio we Lwowie ofiarujc w imieniu chanowym sto tysicy ordy na
pomoc Rzeczypospolitej, z ktrej czterdzieci tysicy mogo zaraz spod Kamieca w pole wyruszy.
Prcz poselstwa tatarskiego zjechaa i legacja z Siedmiogrodu dla prowadzenia wszcztych z
Rakoczym o nastpstwo tronu rokowa; bawi i pose cesarski, by nuncjusz papieski, ktry razem
z krlem przyjecha, co dzie nadjeday deputacje od wojsk koronnych i litewskich, od
wojewdztw i ziem, z owiadczeniami wiernoci dla majestatu i chci obrony do upadego najechanej
ojczyzny.
Rosa tedy fortuna krlewska, podnosia si w oczach ku podziwowi wiekw i narodw tak
niedawno zupenie pognbiona Rzeczpospolita. Rozpaliy si dusze ludzkie dz wojny i odwetu,
a jednoczenie okrzepy. I jak na wiosn deszcz ciepy a obfity topi niegi, tak potna
nadzieja stopia zwtpienie. Nie tylko chciano zwycistwa, ale wierzono w nie. Coraz to nowe
wieci pomylne, cho czsto nieprawdziwe, przechodziy z ust do ust. Raz w raz opowiadano to
o odebranych zamkach, to o bitwach, w ktrych nie znane puki pod nie znanymi dotd wodzami
rozgromiy Szwedw, to o strasznych chmurach chopstwa, podnoszcego si jako szaracza
przeciw nieprzyjacielowi. Imi Stefana Czarnieckiego coraz czciej pojawiao si na wszystkich
ustach.
Szczegy w onych wieciach byy czsto nieprawdziwe, ale razem wzite, odbijay jako
zwierciado to, co si dziao w caym kraju.
Lecz we Lwowie byo jakoby ustawiczne wito. Gdy krl przyby, witao go miasto uroczycie:
wic duchowiestwo trzech obrzdkw, rajcy miejscy, kupiectwo, cechy. Na placach i ulicach,
gdzie okiem rzucie, powieway chorgwie biae, szafirowe, purpurowe, zociste. Dumnie
podnosili lwowianie swego zotego lwa w bkitnym polu, z chlub wspominajc zaledwie przesze
kozackie i tatarskie napady. Za kadym ukazaniem si krlewskim krzyk si czyni pomidzy
tumami, a tumw nigdy nie brako.
Ludno podwoia si w ostatnich dniach. Prcz senatorw, biskupw, prcz szlachty napyny
i tumy chopstwa, bo si rozbiega wie, e krl zamyla los chopski poprawi. Wic
sukmany i gunie pomieszay si z tymi kapotami mieszczan. Przemylni Ormianie o smagych
twarzach porozbijali szaasy z towarem i broni, ktr chtnie kupowaa zgromadzona
szlachta.
Bya znaczna liczba i Tatarw przy poselstwie, i Wgrzyni, i Woosi, i Rakuszanie, moc luda,
moc wojska, moc odmiennych twarzy, moc strojw dziwnych, barwnych, jaskrawych a rozmaitych,
moc suby dworskiej: wic olbrzymich pajukw, hajdukw, janczarw, kranych Kozakw,
laufrw z cudzoziemska przybranych.
Na ulicach od rana do wieczora gwar ludzki, przejedanie to chorgwi komputowych, to oddziaw
konnej szlachty, krzyki, komendy, migotanie zbroi i goych szabel, renie koni, hurkot
armat i piewy pene grb i przeklestw dla Szweda.
A dzwony w kocioach polskich, ruskich i ormiaskich biy nieustannie, zwiastujc wszystkim,
e krl jest we Lwowie i e Lww to ze stolic pierwszy, ku wieczystej swej chwale, przyj
krla wygnaca.
Bito mu te czoem, gdzie si tylko pokaza; czapki wylatyway w gr, a okrzyki vivat!
wstrzsay powietrzem; bito czoem i przed karocami biskupw, ktrzy przez okna egnali
zgromadzone tumy; kaniano si te i wykrzykiwano senatorom, czczc w nich wierno dla
pana i dla ojczyzny.
Tak wrzao cae miasto. Nawet noc palono na placach stosy drzewa, przy ktrych koczowali
mimo zimy i mrozu ci, ktrzy si w kwaterach dla zbytniego cisku pomieci nie mogli.
Krl za trawi dnie cae na naradach z senatorami. Przyjmowano poselstwa zagraniczne, deputacje
ziem i wojsk; obmylano sposoby zapenienia pustego skarbca pienidzmi; uywano
wszelkich sposobw, aby roznieci wojn tam wszdzie, gdzie nie pona dotd.
Latali gocy do miast znaczniejszych, we wszystkie strony Rzeczypospolitej, a hen do dalekich
Prus i na mud wit; do Tyszowiec, do hetmanw, do pana Sapiehy, ktry po zburzeniu
Tykocina szed z wojskiem swoim wielkimi pochodami na poudnie; szli gocy i do pana chorego
wielkiego Koniecpolskiego, ktry jeszcze sta przy Szwedach. Tam, gdzie byo trzeba, posyano
zasiki pienine, ekscytowano ospalszych manifestami.
Krl uzna, uwici i potwierdzi konfederacj tyszowieck i sam do niej przystpi wziwszy
wodze wszelkich spraw w swe niestrudzone rce: pracowa od rana do nocy, wicej dobro
Rzeczypospolitej ni wasny wczas, ni wasne zdrowie wac.
Lecz jeszcze nie tu by kres jego usiowa; postanowi bowiem zawrze w imieniu swoim i
stanw takie przymierze, ktrego by adna potga ziemska przemc nie zdoaa, a ktre by w
przyszoci do poprawy Rzeczypospolitej mogo posuy.
Nadesza nareszcie ta chwila.
Tajemnica musiaa si przedrze od senatorw do szlachty, a od szlachty do posplstwa, gdy
od rana mwiono, e w czasie naboestwa stanie si co wanego, e krl jakie uroczyste luby
bdzie skada. Mwiono o poprawie losw chopskich i o konfederacji z niebem; inni wszelako
twierdzili, e to s niebywae rzeczy, ktrych przykadw dzieje nie podaj, ale ciekawo
bya podniecona i powszechnie czego oczekiwano.
Dzie by mrony, jasny, drobniuchne dba niegu latay po powietrzu, byszczc na ksztat
iskier. Piechota anowa lwowska i powiatu ydaczowskiego, w pszubkach bkitnych, bramowanych
zotem, i p regimentu wgierskiego wycigny si w dugi szereg przed katedr,
trzymajc muszkiety przy nogach; przed nimi na ksztat pasterzy przechodzili wzdu i w poprzek
oficerowie z trzcinami w rku. Pomidzy dwoma szpalerami pyn, jak rzeka, do kocioa
tum rnobarwny. Wic naprzd szlachta i rycerstwo, a za ni senat miejski z acuchami pozocistymi
na szyjach i ze wiecami w rku, a prowadzi go burmistrz, synny na cae wojewdztwo
medyk, przybrany w czarn tog aksamitn i biret; za senatem szli kupcy, a midzy
nimi wielu Ormian w zielonych ze zotem myckach na gowie i w obszernych wschodnich cha-
atach. Ci, chocia do innego obrzdku nalec, cignli wraz z innymi, by stan reprezentowa.
Za kupiectwem dyy cechy z chorgwiami, a wic rzenicy, piekarze, szewcy, zotnicy, konwisarze,
szychterze, patnerze, kordybanci, miodowarzy, i ilu tylko innych jeszcze byo; z kadego
ludzie wybrani szli za swoj chorgwi, ktr nis okazalszy od wszystkich urod chory.
Za czym dopiero waliy bractwa rne i tum pospolity, w yczkowych kapotach, w kouchach,
guniach, sukmanach, mieszkacy przedmie, chopi. Nie tamowano przystpu nikomu,
dopki koci nie zapeni si szczelnie ludmi wszelakich stanw i pci obojej.
Na koniec zaczy zajeda i karety, lecz omijay gwne drzwi, albowiem krl, biskupi i
dygnitarze mieli osobne wejcie, bliej wielkiego otarza. Co chwila wojsko prezentowao bro,
nastpnie onierze spuszczali muszkiety do nogi i chuchali na zmarznite donie, wyrzucajc z
piersi kby pary.
Zajecha krl z nuncjuszem Widonem, potem arcybiskup gnienieski z ksiciem biskupem
Czartoryskim, potem ksidz biskup krakowski, ksidz arcybiskup lwowski, kanclerz wielki koronny,
wielu wojewodw i kasztelanw. Ci wszyscy znikali w bocznych drzwiach, a ich karoce,
dwory, masztalerze i wszelkiego rodzaju dworscy utworzyli jakoby nowe wojska, stojce z boku
katedry.
Ze msz wyszed nuncjusz apostolski Widon, przybrany na purpurze w ornat biay, naszywany
perami i zotem.
Dla krla urzdzono klcznik midzy otarzem a stallami, przed klcznikiem lea rozpostarty
dywan turecki. Kanonickie krzesa zajli biskupi i wieccy senatorowie.
Rnobarwne wiata wchodzce przez okna w poczeniu z blaskiem wiec, od ktrych otarz
gorze si zdawa, paday na twarze senatorskie, ukryte w cieniu kanonickich krzese, na
biae brody, na wspaniae postawy, na zote acuchy, aksamity i fiolety. Rzekby: rzymski senat,
taki w tych starcach majestat i powaga; gdzieniegdzie wrd sdziwych gw wida twarz
senatora-wojownika, gdzieniegdzie bynie jasna gwka modego panicia; wszystkie oczy
utkwione w otarz, wszyscy modl si; byszcz i chwiej si pomienie wiec; dymy z kadzielnic
igraj i kbi si w blaskach. Z drugiej strony stallw koci nabity gowami, a nad gowami
tcza chorgwi jako tcza kwiatw si mieni.
Majestat krla Jana Kazimierza pad wedle zwyczaju krzyem i korzy si przed majestatem
boym. Wreszcie wydoby ksidz nuncjusz z cyborium kielich i zbliy si z nim do klcznika.
Wwczas krl podnis si z janiejsz twarz, rozleg si gos nuncjusza: Ecce Agnus Dei..., i
krl przyj komuni.
Przez jaki czas klcza schylony; na koniec podnis si, oczy zwrci ku niebu i wycign
obie rce.
Uciszyo si nagle w kociele tak, e oddechw ludzkich nie byo sycha. Wszyscy odgadli,
e chwila nadesza, i e krl jaki lub bdzie czyni; wszyscy suchali w skupieniu ducha, a on
sta cigle z wycignitymi rkoma, wreszcie gosem wzruszonym, ale jak dzwon dononym, tak
mwi pocz:
 Wielka czowieczestwa boskiego Matko i Panno! Ja, Jan Kazimierz, Twego Syna, Krla
krlw i Pana mojego, i Twoim zmiowaniem si krl, do Twych najwitszych stp przychodzc,
t oto konfederacj czyni: Ciebie za Patronk moj i pastwa mego Krlow dzisiaj obieram.
Mnie, Krlestwo moje Polskie, Wielkie Ksistwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie,
mudzkie, Inflanckie i Czernihowskie, wojsko obojga narodw i posplstwo wszystkie
Twojej osobliwej opiece i obronie polecam; Twojej pomocy i miosierdzia w teraniejszym utrapieniu
krlestwa mego przeciwko nieprzyjacioom pokornie ebrz...
Tu pad krl na kolana i milcza chwil, w kociele cisza cigle trwaa miertelna, wic
wstawszy tak dalej mwi:
 A e wielkimi Twymi dobrodziejstwy zniewolony, przymuszony jestem z narodem polskim
do nowego i gorcego Tobie suenia obowizku, obiecuj Tobie, moim, ministrw, senatorw,
szlachty i posplstwa imieniem, Synowi Twemu Jezusowi Chrystusowi, Zbawicielowi naszemu,
cze i chwa przez wszystkie krainy krlestwa polskiego rozszerza, czyni wol, e gdy za
zlitowaniem Syna Twego otrzymam wiktori nad Szwedem, bd si stara, aby rocznica w pastwie
mym odprawiaa si solennie do skoczenia wiata rozpamitywaniem aski boskiej i
Twojej, Panno Przeczysta!
Tu znw przerwa i klkn. W kociele uczyni si szmer, lecz gos krlewski wnet go uciszy
i cho dra teraz skruch, wzruszeniem, tak dalej mwi jeszcze dononiej:
 A e z wielkim alem serca mego uznaj, dla jczenia w opresji ubogiego posplstwa oraczw,
przez onierstwo uciemionego, od Boga mego sprawiedliw kar przez siedm lat w
krlestwie moim rnymi plagami trapic nad wszystkich ponosz, obowizuj si, i po uczynionym
pokoju stara si bd ze stanami Rzeczypospolitej usilnie, aeby odtd utrapione posplstwo
wolne byo od wszelkiego okruciestwa, w czym, Matko Miosierdzia, Krlowo i Pani
moja, jako mnie natchna do uczynienia tego wotum, aby ask miosierdzia u Syna Twego
uprosia mi pomoc do wypenienia tego, co obiecuj.
Suchao tych sw krlewskich duchowiestwo, senatorowie, szlachta, gmin. Wielki pacz
rozleg si w kociele, ktry naprzd w chopskich piersiach si zerwa i z onych wybuchn, a
potem sta si powszechny. Wszyscy wycignli rce ku niebu, rozpakane gosy powtarzay:
Amen! amen! amen!, na wiadectwo, e swoje uczucia i swoje wota ze lubem krlewskim
cz. Uniesienie ogarno serca i zbratay si w tej chwili w mioci dla Rzeczypospolitej i jej
Patronki. Za czym rado niepojta jako czysty pomie rozpalia si na twarzach, bo w caym
tym kociele nie byo nikogo, kto by jeszcze wtpi, e Bg Szwedw pogry.
Krl za po ukoczonym naboestwie, wrd grzmotu wystrzaw z muszkietw i dzia,
wrd gromkich okrzykw: Wiktoria! wiktoria! Niech yje!  jecha do grodu i tam on niebiesk
konfederacj wraz z tyszowieck roborowa.
ROZDZIA XXXI
Po owych uroczystociach rne wieci zaczy nadlatywa jako ptastwo skrzydlate do Lwowa.
Byy dawniejsze i wiee, mniej lub wicej pomylne, ale wszystkie dodaway ducha. Wic
naprzd konfederacja tyszowiecka szerzya si jak poar. Kto yw, przystpowa do niej, zarwno
ze szlachty, jak z posplstwa. Miasta dostarczay wozw, strzelb, piechoty, ydzi pienidzy.
Nikt nie mia si przeciwi jej uniwersaom; najospalsi na ko siadali. Nadszed te i grony
manifest Wittenberga, zwrcony przeciw zwizkowi. Ogie i miecz mia kara tych, ktrzy do
niego przystpowali. Ale sprawio to taki skutek, jakby kto chcia prochem pomie zasypa.
Manifest w, zapewne za wiedz krlewsk i dla tym wikszego podniesienia zawzitoci przeciw
Szwedom, rozrzucono w wielkiej iloci egzemplarzy po Lwowie i nie godzi si mwi, co
posplstwo dokazywao z tymi papierami, do, e wiatr je nosi, srodze pohabione, po lwowskich
ulicach, acy za pokazywali ku uciesze tumw w jasekach Wittenberkow konfuzj,
piewajc przy tym pie poczynajc si od sw:
Wittenberku, nieboe,
Lepiej zmykaj za morze
Jak zajc!
Bo gdy sypn si guzy,
To pogubisz rajtuzy
Zmykajc!
On za, jakby czynic zado sowom pieni, zda komend w Krakowie dzielnemu Wirtzowi,
a sam uda si piesznie do Elblga, gdzie krl szwedzki przebywa wraz z krlow, trawic czas
na ucztach i radujc si w sercu, e tak przewietnego krlestwa sta si panem.
Przyszy take do Lwowa doniesienia o upadku Tykocina i rozweseliy umysy. Dziwnym
byo, e poczto o tym mwi, nim jakikolwiek goniec przyby. Nie zgadzano si tylko co do
tego, czy ksi wojewoda wileski umar, czy w niewoli, twierdzono wszake, e pan Sapieha
na czele znacznej potgi wszed ju z Podlasia w wojewdztwo lubelskie, aeby si z hetmanami
poczy, e po drodze bije Szwedw i z kadym dniem w si ronie.
Na koniec od niego samego przybyli posowie, i w znacznej liczbie, bo ni mniej, ni wicej
tylko ca chorgiew przysa wojewoda do dyspozycji krlewskiej, pragnc przez to okaza
cze panu, zabezpieczy od wszelkiej moliwej przygody jego osob, a moe i wasne podnie
przez to znaczenie.
Przywid w znak mody pukownik Woodyjowski, dobrze krlowi znajomy, zaraz te Jan
Kazimierz kaza mu stan przed sob i cisnwszy za gow, rzek:
 Witaj, sawny onierzyku! Sia upyno wody, od kiedy stracilimy ci z oczu. Bodaje
pod Beresteczkiem widzielimy ci ostatni raz, caego we krwi unurzanego.
Pan Micha pochyli si do kolan paskich i odrzek:
 I w Warszawie pniej, miociwy panie, byem te w zamku z dzisiejszym panem kasztelanem
kijowskim.
 A suysz cigle? Nie zachciao ci si to domowych wczasw uy?
 Bo Rzeczpospolita bya w potrzebie, a w onych zawieruchach i substancja przepada. Nie
mam, gdzie bym gow zoy, miociwy panie, ale sobie nie przykrz, tak mylc, e to dla
majestatu i ojczyzny pierwsza onierska powinno.
 Bodaj takich wicej! bodaj wicej... nie panoszyby si nieprzyjaciel. Da Bg, przyjdzie
czas i na nagrody, a teraz powiadaj, cocie z wojewod wileskim uczynili?
 Wojewoda wileski na sdzie boym. Wanie wtedy z niego duch wyszed, gdymy do
ostatniego szturmu szli.
 Jake to ono byo?
 Oto jest relacja wojewody witebskiego  rzek pan Micha.
Krl wzi pismo i zacz czyta, ale ledwie zacz, zaraz przerwa:
 Myli si w tym pan Sapieha  rzek  piszc, i wielka litewska buawa vacat; nie vacat, bo
jemu j oddaj.
 Nie ma te nad niego godniejszego  odrzek pan Micha  i cae wojsko bdzie do mierci
waszej krlewskiej moci za ten uczynek wdziczne.
Umiechn si krl na ow prostoduszn konfidencj oniersk i czyta dalej.
Po chwili westchn.
 Mgby Radziwi by najpikniejsz per w tej sawnej koronie, gdyby duma i bdy, ktre
wyznawa, nie wysuszyy mu duszy... Stao si! Niezbadane wyroki boskie!... Radziwi i
Opaliski... prawie w jednym czasie... Sd ich, Panie, nie wedle ich grzechw, ale wedle Twojego
miosierdzia.
Nastao milczenie, po czym krl zacz dalej czyta.
 Wdziczni jestemy panu wojewodzie  rzek skoczywszy  e mi ca chorgiew i najwikszego,
jako pisze, kawalera pod rk przysya. Ale tu mi bezpieczno, a kawalerowie,
zwaszcza tacy owo, w polu teraz najpotrzebniejsi. Wypocznijcie troch, a potem was panu
Czarnieckiemu w sukurs podel, bo na niego pewnie najwikszy impet si zwrci.
 Do my ju wypoczywali pod Tykocinem, miociwy panie  ozwa si z zapaem may
rycerz  teraz chybaby konie troch odywi, my za moglibymy i dzi jeszcze ruszy, bo z
panem Czarnieckim rozkosze bd niewypowiedziane!... Szczcie to wielkie patrze w oblicze
miociwego naszego pana, ale do Szwedw te nam pilno.
Krl rozpromieni si. Ojcowska dobro osiada mu na obliczu i rzek patrzc z zadowoleniem
na siarczyst posta maego rycerza.
 Ty to, onierzyku, pierwszy pukownikowsk buaw pod nogi nieboszczykowi ksiciu
wojewodzie rzuci?
 Nie pierwszym rzuci, wasza krlewska mo, alem pierwszy raz, a daj Boe, ostatni, przeciw
dyscyplinie wojennej wykroczy.
Tu zaci si pan Micha i po chwili doda:
 Nie la byo inaczej!
 Pewnie  rzek krl.  Cikie to byy czasy na tych, ktrzy powinno wojskow rozumiej,
ale i posuch musi mie swoje granice, za ktrymi si wina rozpoczyna. Sia tam starszyzny
przy Radziwille si ostao?
 W Tykocinie znalelimy z oficyjerw jednego tylko pana Charampa, ktry zrazu ksicia
nie opuciwszy, nie chcia go potem w mizerii opuszcza. Kompasja go jeno przy ksiciu trzymaa,
bo afekt przyrodzony do nas cign. Ledwiemy go odkarmili, taki tam ju by gd, a on
sobie jeszcze od gby odejmowa, aby ksicia poywi. Teraz tu, do Lwowa, przyjecha miosierdzia
waszej krlewskiej moci baga, a i ja do ng twoich za nim, miociwy panie, upadam,
bo to czek suay i dobry onierz.
 Nieche tu przyjdzie  rzek krl.
 Ma on te wan rzecz waszej krlewskiej moci, panu memu miociwemu, objawi, ktr
by z ust ksicia Bogusawa w Kiejdanach sysza, a ktra zdrowia i bezpieczestwa witej dla
nas osoby waszej krlewskiej moci attinet.
 Czy nie o Kmicicu?
 Tak jest, miociwy panie!...
 A ty znae Kmicica?
 Znaem i biem si z nim, ale gdzie by teraz by, tego nie wiem.
 Co o nim mylisz?
 Miociwy panie, skoro on takiej imprezy si podj, to nie ma tych mk, ktrych by nie by
godzien, bo wyrzutek to z pieka rodem.
 A nieprawda  rzek krl  wszystko to ksicia Bogusawa wymysy... Ale pooywszy na
stron ow spraw, powiadaj, co o tym czeku wiesz z jego dawniejszych czasw?
 onierz to by zawsze wielki i w dziele wojennym niezrwnany. Tak jak on Chowaskiego
podchodzi, e w kilkaset ludzi do utrapienia ca potencj nieprzyjacielsk przywid, tego by
nikt inny nie potrafi. Cud, e z niego skry nie zdarto i na bben nie nacigniono! Gdyby kto
by wonczas Chowaskiemu samego ksicia wojewod w rce wyda, jeszcze by go tak nie usatysfakcjonowa,
jak z Kmicica podarek mu uczyniwszy... Jake! do tego doszo, e Kmicic
Chowaskiego sztucami jada, na jego kobierczyku sypia, jego saniami i na jego koniu jedzi.
Ale potem i dla swoich by ciki, swawoli okrutnie, kondemnatami instar pana aszcza mg
sobie kierejk podszy, a ju w Kiejdanach cakiem si pogry.
Tu pan Woodyjowski opowiedzia szczegowo wszystko, co zaszo w Kiejdanach.
Jan Kazimierz za sucha chciwie, a gdy wreszcie doszed pan Micha do tego, jak pan Zagoba
uwolni naprzd siebie, a potem wszystkich kompanionw z radziwiowskiej niewoli,
pocz si krl za boki bra ze miechu.
 Vir incomparabilis! vir incomparabilis!  powtarza.  A jeste on tu z tob?
 Na rozkazy waszej krlewskiej moci!  odpowiedzia Woodyjowski.
 Ulissesa ten szlachcic przeszed! Przyprowade mi go do stou na weso chwil i panw
Skrzetuskich z nim razem, a teraz powiadaj, co wiesz wicej o Kmicicu?
 Z listw przy Rochu Kowalskim znalezionych dowiedzielimy si dopiero, i po mier nas
do Birw posyano. Goni nas jeszcze ksi i wojskiem stara si otoczy, ale nie przykry.
Wymknlimy si szczliwie... I nie do, bomy niedaleko Kiejdan Kmicica zapali, ktrego
zaraz na rozstrzelanie ordynowaem.
 Oj!  rzek krl.  To, widz, prdko tam u was na Litwie szo!
 Wszelako przedtem pan Zagoba kaza go obszuka, jeli jakowych listw przy sobie nie
ma. Jako znalazo si pismo hetmaskie, z ktrego dowiedzielimy si, e gdyby nie Kmicic, to
by nas do Birw nie wywoono, ale nie mieszkajc, w Kiejdanach rozstrzelano.
 A widzisz!  wtrci krl.
 Po tym tedy nie godzio nam si wicej na ywot jego nastawa. Pucilimy go... Co dalej
czyni, nie wiem, ale od Radziwia jeszcze nie odszed. Bg raczy wiedzie, co to za czowiek...
atwiej o kadym innym mie opini ni o takim wichrze. Przy Radziwille zosta, potem gdzie
jecha... I znowu ostrzeg nas, i ksi z Kiejdan cignie. Trudno negowa, jak znaczn nam
przysug odda, bo gdyby nie owo ostrzeenie, byby wojewoda wileski na ubezpieczone wojska
napada i pojedynczo chorgwie znosi... Sam nie wiem, miociwy panie, co mam myle...
Jeli to oszczerstwo, co ksi Bogusaw powiada...
 Zaraz si to okae  rzek krl.
I zaklaska w donie.
 Zawoaj tu pana Babinicza  rzek do pazia, ktry ukaza si w progu.
Pa znikn, a po chwili drzwi komnaty krlewskiej otwary si i stan w nich pan Andrzej.
Pan Woodyjowski nie pozna go zrazu, by bowiem mody rycerz bardzo zmieniony i wyblady,
jako e od ostatniej walki w wwozie nie mg jeszcze przyj do siebie. Patrzy tedy na niego
pan Micha nie poznawajc.
 Dziw!  ozwa si wreszcie  gdyby nie chudo gby i nie to, e wasza krlewska mo
inne powiedziaa nazwisko, rzekbym: pan Kmicic!
Krl umiechn si i odrzek:
 Opowiada mi tu wanie w may rycerz o jednym okrutnym hultaju, ktry si tak nazywa,
ale jam mu jako na doni wywid, e si w swym sdzie pomyli, i pewien jestem, e mi pan
Babinicz przywiadczy.
 Miociwy panie  odpar prdko Babinicz  jedno sowo waszej krlewskiej moci lepiej
tego hultaja oczyci ni najwiksze moje przysigi!
 I gos ten sam  mwi ze wzrastajcym zdumieniem may pukownik  jeno tej blizny
przez gb nie byo.
 Moci panie  rzek na to Kmicic  eb szlachecki to rejestr, na ktrym coraz inna rka szabl
pisze... Ale jest tu i twoja konotatka, poznaje mnie...
To rzekszy schyli podgolon gow i wskaza palcem na dug, biaaw bruzd, cignc si
tu koo czuba.
 Moja rka!  krzykn pan Woodyjowski.  To Kmicic!
 A ja ci mwi, e ty Kmicica nie znasz!  wtrci krl.
 Jak to, miociwy panie?...
 Bo zna wielkiego onierza, ale swawolnika i radziwiowskiego w zdradzie socjusza... A
tu stoi Hektor czstochowski, ktremu Jasna Gra po ksidzu Kordeckim najwicej zawdzicza,
tu stoi obroca ojczyzny i suga mj wierny, ktry mnie wasn piersi zastawi i ycie mi ocali,
gdym w wwozach, jako midzy stado wilkw, dosta si midzy Szwedw. Taki to w nowy
Kmicic... Poznaje go i pokochaj, bo wart tego!
Pan Woodyjowski pocz rusza tymi wsikami, nie wiedzc, co rzec, a krl doda:
 I wiedz o tym, e nie tylko on nic ksiciu Bogusawowi nie obiecywa, ale pierwszy na nim
za ich praktyki zemst wywar, bo go porwa i chcia go w wasze rce wyda.
 I nas ostrzeg przed ksiciem wojewod wileskim!  zawoa may rycerz.  Jaki anio tak
waszmoci nawrci?
 Uciskajcie si!  rzek krl.
 Od razum waszmoci pokocha!  ozwa si pan Kmicic.
Wic padli sobie w objcia, a krl patrzy na to i usta raz po razu, wedle swojego zwyczaju, z
zadowoleniem wydyma. Kmicic za ciska tak serdecznie maego rycerza, e a go w gr
podnis jak kota i nieprdko na powrt na nogi postawi.
Po czym krl wyszed na codzienn narad, zwaszcza e i obaj hetmani koronni przybyli do
Lwowa, ktrzy mieli tam wojsko tworzy, aby pniej poprowadzi je w pomoc panu Czarnieckiemu
i konfederackim oddziaom uwijajcym si pod rnymi wodzami po kraju.
Rycerze zostali sami.
 Pjd waszmo pan do mojej kwatery  rzek Woodyjowski  znajdziesz tam Skrzetuskich
i pana Zagob, ktrzy radzi usysz to, co mnie krl jegomo powiada. Jest te tam i pan
Charamp.
Lecz Kmicic przystpi do maego rycerza z wielkim niepokojem w twarzy.
 Sia ludzi znalelicie przy ksiciu Radziwille?  spyta.
 Ze starszyzny jeden Charamp by przy nim.
 Nie o wojskowych pytam, dla Boga!... a z niewiast?...
 Zgaduj, o co chodzi  odpar zaponiwszy si nieco may rycerz  pann Billewiczwn
ksi Bogusaw wywiz do Taurogw.
Na to zmienio si w oczach oblicze Kmicica; wic naprzd stao si blade jak pergamin, potem
czerwone, potem jeszcze bielsze ni poprzednio. Zrazu sowa nie znalaz, jeno nozdrzami
parska chwytajc powietrze, ktrego widocznie nie stawao mu w piersiach. Nastpnie chwyci
si obu rkoma za skronie i biegajc jak szalony po komnacie, j powtarza:
 Gorze mnie, gorze, gorze!
 Chod wa, Charamp lepsz ci zda relacj, bo by przy tym  rzek Woodyjowski.
ROZDZIA XXXII
Wyszedszy od krla szli obaj rycerze w milczeniu. Woodyjowski mwi nie chcia, Kmicic
nie mg, bo go bl i wcieko ksay; przebijali si tedy przez tumy, ktre si byy zebray na
ulicach bardzo licznie, wskutek wieci, e pierwszy zagonik Tatarw, obiecanych przez chana
krlowi, nadcign i ma wej do miasta, aby si zaprezentowa krlowi. May rycerz prowadzi.
Kmicic lecia jak bdny za nim, z kopakiem nasunitym na oczy, potrcajc ludzi po drodze.
Dopiero gdy wyszli na miejsce przestronniejsze, pan Micha chwyci Kmicica za przegub rki
i rzek:
 Pomiarkuj si wa!... Desperacj nic nie wskrasz!...
 Ja nie desperuj  odrzek Kmicic  jeno mi jego krwi potrzeba!
 Moesz by pewien, e go midzy nieprzyjacimi ojczyzny znajdziesz!
 Tym lepiej!  mwi gorczkowo pan Andrzej  ale chobym go i w kociele znalaz...
 Dla Boga! nie blunij!  przerwa co prdzej may pukownik.
 Ten zdrajca do grzechu mnie przywodzi!
Zamilkli na chwil, po czym pierwszy pan Kmicic spyta:
 Gdzie on teraz jest?
 Moe w Taurogach, a moe i nie. Charamp bdzie lepiej wiedzia.
 Chodmy!
 Ju niedaleko. Chorgiew za miastem stoi, a my tu... i Charamp z nami.
Wtem Kmicic pocz oddycha tak ciko jak czowiek, ktry pod strom gr wchodzi.
 Sabym jeszcze okrutnie  ozwa si.
 Tym wikszego pomiarkowania waszmoci potrzeba, ile e z takim rycerzem bdziesz mia
spraw.
 Ju raz miaem i ot! co mi po niej ostao.
To rzekszy Kmicic ukaza na prg w twarzy.
 Powiedze mi wa, jako to byo, bo krl jegomo ledwie wspomnia.
Pan Kmicic pocz opowiada i cho przy tym zbami zgrzyta i a kopaczkiem cisn o ziemi,
jednak myl jego oderwaa si od nieszczcia i uspokoi si troch.
 Wiedziaem, e wa rezolut  rzek may rycerz  ale eby a Radziwia spord jego
chorgwi porwa, tegom si i po wapanu nie spodziewa.
Tymczasem doszli do kwatery. Dwaj Skrzetuscy, pan Zagoba, dzierawca z Wsoszy i
Charamp zajci byli ogldaniem kouszkw krymskich, ktre handlujcy Tatar przynis wanie
do wyboru. Charamp, ktry najlepiej zna Kmicica, pozna go te od jednego rzutu oka i
upuciwszy kouszek zakrzykn:
 Jezus Maria!
 Niech bdzie imi Paskie pochwalone!  zawoa dzierawca z Wsoszy.
Lecz zanim wszyscy ochonli ze zdziwienia, Woodyjowski rzek:
 Przedstawiam waszmociom czstochowskiego Hektora i wiernego sug krlewskiego,
ktren za wiar, ojczyzn i majestat krew przelewa.
Tu, gdy zdziwienie jeszcze wzroso, pocz zacny pan Micha opowiada z wielkim zapaem,
co od krla o Kmicicowych zasugach, a od samego pana Andrzeja o porwaniu ksicia Bogusawa
sysza, i wreszcie tak skoczy:
 Nie tylko wic nieprawda to jest, co ksi Bogusaw o tym kawalerze powiada, ale przeciwnie:
nie ma on wikszego wroga od pana Kmicica, i dlatego pann Billewiczwn z Kiejdan
wywiz, aby w jakikolwiek sposb zemst nad nim wywrze.
 I nam ten kawaler ycie ocali, i konfederackie chorgwie przed ksiciem wojewod
ostrzeg  zawoa pan Zagoba. Wobec takich zasug za nic dawne grzechy! Dla Boga! dobrze,
e z tob, panie Michale, nie sam do nas przyszed, dobrze te, e chorgiew nasza za miastem,
bo okrutna w laudaskich przeciwko niemu zawzito, i zanimby zipn, wprzd by go byli na
szablach roznieli.
 Witamy waszmoci caym sercem, jako brata i przyszego kommilitona!  rzek Jan Skrzetuski.
Charamp a si za gow bra.
 Taki si nigdy nie pogry!  mwi  z kadej strony wypynie i jeszcze saw na brzeg
wyniesie!
 A nie mwiem wam tego!  woa Zagoba  jakem go tylko w Kiejdanach ujrza, zarazem
sobie pomyla: to onierz i rezolut! I pamitacie, e wnet poczlimy si w gb caowa.
Prawda, e za moj przyczyn Radziwi pogron, ale i za jego. Bg mnie natchn w Billewiczach,
em go nie dopuci rozstrzela... Moci panowie, nie godzi si takiego kawalera sucho
przyjmowa, aby za nas o nieszczero nie posdzi!
Usyszawszy to Rzdzian wyprawi zaraz Tatara z kouszkami, a sam za zakrztn si z pachokiem
okoo napitkw.
Lecz pan Kmicic myla tylko o tym, aby si od Charampa o wyzwoleniu Oleki jak najprdzej
wywiedzie.
 Bye wa przy tym?  pyta.
 Prawie em si z Kiejdan nie rusza  odrzek nosacz.  Przyjecha ksi Bogusaw do naszego
ksicia wojewody. Na wieczerz wystroi si tak, e oczy bolay patrze, i wida byo, e
mu panna Billewiczwna bardzo w oko wpada, bo ledwie e nie mrucza z ukontentowania jak
kot, gdy go po grzbiecie gaszcz. Ale o kocie powiadaj, e pacierze odmawia, a ksi Bogusaw,
jeli je odmawia, to chyba diabu na chwa. A przymila si, a asi, a zaleca...
 Zaniechaj!  rzek pan Woodyjowski  zbyt wielk mk temu rycerzowi zadajesz!
 Przeciwnie! Mw wa, mw!  zawoa Kmicic.
 Gada tedy przy stole  rzek Charamp  i nie adna to ujma nawet i Radziwiom ze
szlachciankami si eni i e on sam wolaby wzi szlachciank ni one ksiniczki, ktre mu
ichmo krlestwo francuscy swatali, a ktrych nazwisk nie spamitaem, bo takie byy cudaczne,
jakoby kto ogary w kniei nawoywa.
 Mniejsza z tym!  rzek Zagoba.
 Ow, widocznie to mwi, aby on pann skaptowa, co my, zrozumiawszy zaraz, poczlimy
jeden na drugiego spoglda i mruga, susznie mniemajc, e si potrzask na innocencj
gotuje.
 A ona? a ona?!..  pyta gorczkowo Kmicic.
 Ona, jako to dziewka z wielkiej krwi i grnej maniery, adnego nie pokazowaa ukontentowania,
zgoa na niego nie patrzc, dopiero gdy o waszmo panu mwi ksi Bogusaw pocz,
zaraz w niego utkwia oczy. Straszna rzecz, co si stao, gdy powiedzia, ie mu si wasza
mo ofiarowa za ile tam dukatw krla porwa i ywego albo umarego Szwedom dostawi.
Mylelimy, e dusza z panny wyjdzie, ale cholera na wapana tak bya w niej wielka, e sabo
niewieci przemoga. Jak on te zacz prawi, z jak abominacj waszmocine propozycje odrzuci,
dopiero zacza go wielbi i wdzicznie na spoglda, a potem ju i rki mu nie umkna,
gdy j od stou chcia odprowadzi.
Kmicic oczy domi zatkn.
 Bije, bij! kto w Boga wierzy!  powtarza.
Nagle zerwa si z miejsca.
 Bdcie waszmociowie zdrowi!
 Jake to? dokd?  pyta Zagoba zastpiwszy mu drog.
 Krl mi permisj da, a ja pojad i znajd go!  mwi Kmicic.
 Na rany boskie! czekaj wa! Jeszcze si wszystkiego nie dowiedzia, a szuka go masz
czas. Z kim pojedziesz? gdzie go znajdziesz?
Kmicic moe byby nie sucha, ale si mu zbrako, gdy by ranami wycieczon, wic obsun
si na aw i plecami wsparszy si o cian, przymkn oczy.
Zagoba poda mu kielich wina, a on chwyci go drcymi rkoma i rozlewajc pyn na brod
i piersi, wychyli do dna.
 Nie masz tu nic straconego  rzek Jan Skrzetuski  jeno roztropnoci trzeba tym wikszej,
e z tak znamienitym panem sprawa. Prdkim uczynkiem a nag imprez moesz wapan zgubi
pann Billewiczwn i siebie.
 Wysuchaj Charampa do koca  rzek pan Zagoba.
Kmicic zacisn zby.
 Sucham cierpliwie.
 Czy chtnie panna wyjedaa  ozwa si Charamp  tego nie wiem, bom przy jej wyjedzie
nie by; wiem, e pan miecznik rosieski protestowa, ktremu naprzd perswadowano,
potem go w cekhauzie zamknito, a wreszcie pozwolono wolno do Billewicz odjecha. Panna w
zych rkach, nie ma co ukrywa, bo wedle tego, co o modym ksiciu powiadaj, bisurmanin
aden na pe gadk nie jest tak asy. Gdy mu biaogowa jaka w oko wpadnie, wwczas choby
bya zamna, gotw i o to nie dba.
 Gorze! gorze!  powtrzy Kmicic.
 Szelma!  krzykn Zagoba.
 Dziwno mi tylko to, e j ksi wojewoda zaraz Bogusawowi wyda!  rzek Skrzetuski.
 Ja nie statysta  odrzek na to Charamp  wic powtrz waszmociom jeno to, co oficyjerowie
powiadali, a mianowicie Ganchof, ktry wszystkie arcana ksice wiedzia. Syszaem
na wasne uszy, jak kto wykrzykn przy nim: Nie poywi si Kmicic po naszym modym
ksiciu!  a Ganchof powiada tak: Wicej tam polityki w tym wywiezieniu ni afektu. adnej
(powiada) ksi Bogusaw nie daruje, ale byle mu panna opr daa, to w Taurogach nie bdzie
mg z ni uczyni jak z innymi, bo haasy by powstay, tam za ksina wojewodzina z crk
bawi, na ktre Bogusaw musi si wielce oglda, gdy do rki modej ksiniczki pretenduje...
Ciko mu bdzie (powiada) cnotliwego udawa, ale w Taurogach musi.
 Kamie powinien waci spa z serca!  zawoa pan Zagoba  bo wida z tego, e nic
dziewce nie grozi.
 To czemu j wywiz?  wrzasn Kmicic.
 Dobrze, e si do mnie udajesz  odpowiedzia Zagoba  bo ja niejedno wnet wyrozumiem,
nad czym kto inny rok by na prno gow ama. Czemu j wywiz? Nie neguj, e mu musiaa
wpa w oko, ale wywiz j dlatego, aby przez ni wszystkich Billewiczw, ktrzy s liczni i
moni, od nieprzyjacielskich uczynkw przeciw Radziwiom powstrzyma.
 Moe to by!  rzek Charamp.  To pewna, e w Taurogach bardzo musi dze przyrodzone
miarkowa i ad extrema posun si nie moe.
 Gdzie on teraz jest?
 Ksi wojewoda suponowa w Tykocinie, e musi by u krla szwedzkiego w Elblgu, do
ktrego po posiki mia jecha. To pewna, e go teraz w Taurogach nie masz, bo go tam posacy
nie znaleli.
Tu Charamp zwrci si do Kmicica:
 Chcesz wasza mo posucha prostego onierza, to powiem, co myl: jeeli tam pann
Billewiczwn ju jaka przygoda w Taurogach spotkaa albo jeeli ksi afekt w niej rozbudzi
zdoa, to wasza mo nie masz tam po co jecha; jeeli za nie, jeeli jest przy ksinej pani i z
ni razem do Kurlandii pojedzie, to tam bezpieczniejsza ni gdziekolwiek i lepszego miejsca nie
znalazby wasza mo dla niej w caej tej Rzeczypospolitej, zalanej pomieniem wojny.
 Jeli wa taki rezolut, jako powiadaj, a jak i ja sam mniemam  wtrci Skrzetuski  to
naprzd ci Bogusawa dosta, a majc go w rku, wszystko otrzymasz.
 Gdzie on teraz jest?  powtrzy Kmicic zwracajc si do Charampa.
 Juem waszej moci powiedzia  odpar nosacz  ale wasza mo od zgryzot si zapamitywasz.
Suponuj, e jest w Elblgu i pewnie wraz z Carolusem Gustawem w pole przeciw panu
Czarnieckiemu ruszy.
 Wa za najlepiej uczynisz, gdy z nami do pana Czarnieckiego ruszysz, bo w ten sposb
prdko si z Bogusawem spotka moecie  rzek pan Woodyjowski.
 Dzikuj waszmociom za yczliwe rady!  zawoa Kmicic.
I pocz si egna ywo ze wszystkimi, oni za nie zatrzymywali go wiedzc, e czek strapiony
ni do rozmowy, ni do kielicha niezdatny, natomiast pan Woodyjowski rzek:
 Odprowadz waszmo do arcybiskupiego paacu, bo tak zmaltretowan, e jeszcze gdzie
na ulicy padniesz.
 I ja!  rzek Jan Skrzetuski.
 To chodmy wszyscy!  doda Zagoba.
Przypasali wic szable, naoyli burki ciepe i wyszli. Na ulicach jeszcze wicej byo ludzi ni
poprzednio. Co chwila spotykali oddziay zbrojnej szlachty, onierzy, sug paskich i szlacheckich,
Ormian, ydw, Woochw, ruskich chopw z przedmie popalonych w czasie dwch
napadw Chmielnickiego.
Kupcy stali przed swymi sklepami, okna domw pene byy gw ciekawych. Wszyscy powtarzali,
e czambulik ju nadszed i e niebawem przecignie przez miasto, aeby prezentowa
si krlowi. Kto yw, chcia widzie w czambulik, bo wielka to bya osobliwo spoglda na
Tatarw przejedajcych spokojnie przez ulice grodu. Inaczej dotd Lww widywa tych goci,
a raczej widywa ich tylko za murami, w postaci chmur nieprzejrzanych, na tle poncych
przedmie i okolicznych wiosek. Teraz mieli wjecha jako sojusznicy przeciw Szwedom. Tote
rycerze nasi zaledwie mogli utorowa sobie przez tumy drog. Co chwila okrzyki  jad! jad! 
przebiegay z jednej ulicy na drug, a wwczas tumy zbijay si w tak gste masy, e ani podobna
byo kroku postpi.
 Ha!  rzek Zagoba  przystamy nieco. Panie Michale, przypomn nam si niedawne czasy,
gdymy to nie z boku, ale wprost w lepia patrzyli tym skurczybykom. A ja to i w niewoli u
nich siedziaem. Powiadaj, e przyszy chan kubek w kubek do mnie podobny... Ale co tam
przesze zbytki wspomina!
 Jad! Jad!  rozlego si znw woanie.
 Bg serca psubratw odmieni  mwi dalej Zagoba  e zamiast krainy ruskie pustoszy,
w sukurs nam id... Cud to wyrany! Bo powiadam wam, i gdyby za kadego poganina, ktrego
ta stara rka do pieka wysaa, jeden grzech mi by odpuszczony, ju bym by kanonizowany i
wigili musielibycie do mnie poci albo bybym na wozie ognistym ywcem do nieba porwan.
 A pamitasz wapan, jak to byo wonczas, gdymy to znad Waadynki od Raszkowa do
Zbaraa jechali?...
 Jake nie pamitam?! Co to w wykrot wpad, a ja za nimi przez gszcza a do gocica pognaem.
To, jakemy po ciebie wrcili, wszystko rycerstwo nie mogo si oddziwi, bo co kierz,
to jedna bestia leaa.
Pan Woodyjowski pamita, e wonczas byo wcale na odwrt, ale zrazu nic nie odrzek, bo
si bardzo zdumia, nim za ochon, gosy po raz dziesity czy ktry poczy woa:
 Jad! Jad!...
Okrzyk sta si powszechny, potem ucicho i wszystkie gowy zwrciy si w t stron, z ktrej
czambulik mia nadcign. Jako z dala ozwaa si wrzaskliwa muzyka, tumy zaczy si
rozstpowa ze rodka ulicy ku cianom domostw, z koca za ukazali si pierwsi tatarscy
jedcy.
 Patrzcie! i kapel maj ze sob, to u Tatarw niezwyczajna rzecz.
 Bo si chc jak najlepiej zaprezentowa  odrzek Jan Skrzetuski  ale przecie niektre
czambuy maj swoich muzykantw, ktrzy im przygrywaj, gdy koszem gdzie na duszy czas
zapadn. Wyborowy te to musi by komunik!
Tymczasem jedcy zbliyli si i poczli przeciga mimo. Naprzd jecha na srokatym koniu
niady jakoby w dymie uwdzony Tatar, dwie piszczaki w gbie majcy. Ten, przechyliwszy w
ty gow i zamknwszy oczy, przebiera po owych dutkach palcami wydobywajc z nich tony
piskliwe i ostre, a tak szybkie, e ucho zaledwie je uowi mogo. Za nim jechao dwch trzymajcych
kije, przybrane na grnych kocach w mosine brzkuki, i potrzsajcych nimi jakoby
z wciekoci; tu dalej kilku dwikao przeraliwie w miedziane talerze, inni bili w bbny,
inni grali kozack mod na teorbanach, wszyscy za, z wyjtkiem piszczalnikw, piewali, a
raczej wyli od czasu do czasu do wtru dzik pie, byskajc przy tym zbami i przewracajc
oczy. Za t niesforn i dzik muzyk, ktra przesuwaa si jak gomon przed mieszkacami
Lwowa, capa po cztery konie w rzdzie cay oddzia zoony z okoo czterystu ludzi.
By to istotnie wyborowy komunik, na pokaz i cze krlowi polskiemu, do jego rozporzdzenia,
jako zadatek przez chana przysany. Dowodzi nim Akbah-Uan, z dobrudzkich, zatem
najtszych w boju Tatarw, stary i dowiadczony wojownik, wielce w uusach dla swojego mstwa
i srogoci szanowany. Jecha on teraz w rodku, midzy muzyk a reszt oddziau, przybrany
w row aksamitn, ale mocno wypowia i za ciasn na jego potn figur szub, wytartymi
kunami podbit. Na brzuchu trzyma piernacz, taki, jakiego zaywali pukownicy kozaccy.
Czerwona jego twarz staa si od chodnego wiatru sin, i koysa si nieco na wysokiej kulbace,
od czasu do czasu spoglda na boki albo obraca gow ku swym Tatarom, jakoby nie by zupenie
pewien, czy wytrzymaj na widok tumw, niewiast, dzieci, sklepw otwartych, towarw
kosztownych i czy nie rzuc si z dzikim okrzykiem na te cuda.
Lecz oni jechali spokojnie, jako psy na sforze prowadzone i bojce si harapa, i tylko z ponurych
a akomych spojrze mona byo dociec, co si dzieje w duszach tych barbarzycw. Tumy
za patrzyy na nich ciekawie, chocia prawie nieprzyjanie, tak wielka bya w tych stronach
Rzeczypospolitej przeciw pogastwu zawzito. Od czasu do czasu zryway si okrzyki: A hu!
a hu!  jakoby na wilkw. Byli wszelako i tacy, ktrzy sia obiecywali sobie po nich.
 Okrutnego stracha Szwedzi przed Tatarami maj i pono onierze dziwy sobie o nich prawi,
od czego terror coraz wzrasta  mwili patrzcy na Tatarw.
 I susznie  odpowiadali inni.  Nie rajtarom to Carolusa z Tatarami wojowa, ktrzy, a
zwaszcza dobrudzcy, i naszej jedzie czasem dotrzymuj. Nim si w ciki rajtar obejrzy, ju
go Tatar na arkan wemie.
 Grzech pogaskich synw w pomoc wzywa!  odzyway si gosy.
 Grzech nie grzech, a taki si przydadz!
 Bardzo przystojny czambulik!  mwi pan Zagoba.
Rzeczywicie, Tatarzy owi dobrze byli przybrani, w kouchy biae, czarne i pstre, wen do
gry, czarne uki i sahajdaki pene strza koysay im si na plecach, kady mia przy tym szabl,
co nie zawsze w wielkich czambuach bywao, gdy biedniejsi na takowy zbytek zdoby si nie
mogli, posugujc si w rcznym boju szczk kosk, do kija przywizan. Ale byli to ludzie,
jak si rzeko, na pokaz, wic niektrzy mieli nawet i samopay pochowane w wojokowych pokrowcach,
a wszyscy siedzieli na dobrych koniach, drobnych wprawdzie, do chudych i nisko
dugogrzywe by noszcych, lecz nieporwnanej szybkoci w biegu.
W rodku oddziau szy cztery wielbdy juczne; tum zgadywa, e w tych jukach znajdoway
si dary chanowe dla krla; ale w tym si mylono, bo chan wola bra dary ni dawa; obiecywa
wprawdzie posiki, ale nie darmo.
Tote gdy oddzia min, pan Zagoba rzek:
 Drogo te auxilia bd kosztoway! Niby to sprzymierzecy, ale ile oni kraju naniszcz... Po
Szwedach i po nich jednego dachu caego w Rzeczypospolitej nie zostanie.
 Pewnie, e okrutnie to ciki sojusz  odrzek Jan Skrzetuski.  Znamy ich ju!
 Syszaem jeszcze w drodze  rzek pan Micha  e krl nasz jegomo tak umow zawar,
i do kadych piciuset ordycw ma by dodany nasz oficyjer, przy ktrym bdzie komenda
i prawo kary. Inaczej, istotnie by ci przyjaciele niebo a ziemi jeno zostawili.
 A tene czambuek?... Co te krl z nim uczyni?
 Do rozporzdzenia krlewskiego ich chan przysa, tak prawie jakoby w darze, a chocia
sobie i za nich policzy, przecie krl moe uczyni z nimi, co zechce, i pewnie ich panu Czarnieckiemu
razem z nami podele.
 No! to ju pan Czarniecki w ryzach utrzyma ich potrafi.
 Chybaby mieszka midzy nimi, inaczej zaraz za jego oczyma zaczn zbytkowa. Nie moe
by, tylko i tym zaraz oficyjera dodadz.
 I ten bdzie dowodzi? A we tusty aga co bdzie czyni?
 Jeli nie trafi na kpa, to bdzie rozkazy spenia.
 Bdcie, waszmociowie, zdrowi! bdcie mi zdrowi!  zakrzykn nagle Kmicic.
 Dokd tak spieszno?
 Panu do ng pa, aby mi komend nad tymi ludmi powierzy!
ROZDZIA XXXIII
Tego samego dnia Akbah-Uan bi czoem krlowi, a zarazem wrczy mu listy chanowe, w
ktrych ten ostatni powtarza obietnic ruszenia w sto tysicy ordy przeciw Szwedom, byle mu
czterdzieci tysicy talarw z gry wypacono i byle pierwsze trawy pokazay si na polach, bez
czego, jako e w spustoszonym wojn kraju, trudno byoby tak wielk moc koni wyywi. Co
za do owego czambuliku, to wysa go teraz chan na dowd mioci ku najmilszemu bratu,
aby i Kozacy, ktrzy o nieposuszestwie jeszcze zamylali, ujrzeli widomy znak, e mio owa
trwa statecznie i e niech jeno pierwszy odgos o buncie dojdzie uszu chanowych, wwczas
mciwy gniew jego spadnie na wszystkie kozactwo.
Krl przyj wdzicznie Akbah-Uana i obdarzywszy go piknym dzianetem, owiadczy, e
wyle go niebawem w pole do pana Czarnieckiego, albowiem chce, aby i Szwedzi przekonali si
dowodnie, jako chan daje pomoc Rzeczypospolitej. Zawieciy si oczy Tatara, gdy usysza, i
pod panem Czarnieckim bdzie suy, bo go zna z dawnych wojen ukraiskich i na rwni ze
wszystkimi agami wielbi.
Mniej natomiast spodoba mu si ustp chanowego listu proszcy krla, aby czambulikowi
doda dobrze znajcego kraj oficera, ktry by oddzia prowadzi, a zarazem ludzi i samego Akbah-
Uana od rabunku i zbytkw nad mieszkacami powstrzymywa. Wolaby by zapewne Akbah-
Uan nie mie nad sob takiego patrona, lecz e wola chanowa i krlewska byy wyrane,
przeto uderzy tylko czoem raz jeszcze, kryjc starannie niech, a moe obiecujc sobie w duszy,
e nie on przed patronem, ale patron przed nim pokony bdzie wybija.
Zaledwie Tatar si oddali i senatorowie odeszli, gdy Kmicic, ktry przy boku krlewskim
podczas audiencji si trzyma, pad do ng paskich i rzek:
 Miociwy panie! Niegodzien jestem aski, o ktr prosz, ale tyle mi na niej co wanie na
samym yciu zaley. Pozwl, miociwy ojcze, abym nad tymi ordycami komend mg obj i
z nimi zaraz w pole ruszy.
 Nie odmawiam  rzek zdziwiony Jan Kazimierz  bo lepszego przywdcy trudno by mi dla
nich znale. Trzeba tam kawalera wielkiej fantazji i rezoluta, aby ich w ryzie umia utrzyma,
gdy inaczej zaraz i naszych zaczn pali a mordowa... Temu si jeno stanowczo przeciwi, by
jutro mia rusza, nim ci si skra po szwedzkich rapierach zagoi.
 Czuj, e niechaj mnie jeno wiatr w polu owieje, zaraz sabo mi przejdzie i sia we mnie
wstpi na powrt, a co do Tatarw, to ju ja sobie z nimi rady dam i na mikki wosk ich ugniot.
 Ale co ci tak pilno? Dokd chcesz i?
 Na Szweda, miociwy panie!... Nic tu ju wicej nie wysiedz, bo czegom chcia, to ju
mam: to jest, ask twoj i grzechw dawniejszych odpuszczenie... Pjd do pana Czarnieckiego
razem z Woodyjowskim albo i z osobna bd nieprzyjaciela podchodzi, jako dawniej Chowaskiego,
a w Bogu ufam, e mi si poszczci.
 Nie moe inaczej by, tylko jeszcze ci co innego cignie w pole!
 Jako ojcu wyznam i ca dusz wyjawi... Ksi Bogusaw nie kontentujc si potwarz,
jak na mnie rzuci, jeszcze i dziewk t z Kiejdan wywiz, i w Taurogach j wizi albo gorzej:
bo na jej uczciwo, na jej cnot, na jej paniesk cze nastaje... Panie miociwy!... Rozum mi
si w gowie miesza, gdy pomyl, w jakich to rkach ona nieboga... Na mk Pask! mniej te
rany bol... To ta dziewka dotd myli, em ja si temu potpiecowi, temu arcypsu ofiarowa
na majestat twj, panie, rk podnie... i za ostatniego wyrodka mnie ma! Nie wytrzymam, miociwy
krlu, nie mog pki jego nie dostan, pki jej nie wydr... Daj mi, panie, tych Tatarw,
a ja przysigam, e nie swojej jeno prywaty bd dochodzi, ale tyle Szwedw natuk, e ten
dziedziniec bami mona bdzie wymoci.
 Uspokj si!  rzek krl.
 Gdybym, panie, mia sub dla prywaty porzuci i obrony majestatu i Rzeczypospolitej zaniecha,
wstyd by mi byo prosi, ale tu si jedno z drugim schodzi. Przysza pora Szwedw bi?
ja nic innego nie bd czyni... Przysza pora zdrajc ciga, ja go bd ciga do Inflant, do
Kurlandii, choby si do Septentrionw albo nawet za morze do Szwecji schroni, pjd za nim!
 Mamy wiadomoci, jako tu, tu Bogusaw z Carolusem z Elblga wyruszy.
 To im pjd na spotkanie!
 Z takim czambulikiem? Kapeluszem ci przykryj.
 Chowaski mnie w omdziesit tysicy przykrywa i nie przykry.
 Co jest wiernego wojska, to pod panem Czarnieckim. Oni na pana Czarnieckiego ante
omnia uderz!
 Pjd do pana Czarnieckiego. Tym spieszniej trzeba mu, miociwy panie, sukurs da.
 Do pana Czarnieckiego pjdziesz, ale do Taurogw w tak szczupej liczbie si nie dostaniesz.
Wszystkie zamki na mudzi nieprzyjacielowi ksi wojewoda wyda i wszdzie szwedzkie
prezydia stoj, a one Taurogi, widzi mi si, co nad sam granic prusk, od Tyly nie opodal.
 Na samej granicy elektorskiej, miociwy panie, ale po naszej stronie, a od Tyly bdzie
cztery mile. Co nie mam doj!  dojd i nie tylko ludzi nie wytrac, ale jeszcze si do mnie po
drodze sia rezolutw zbiey. I to rozwa, miociwy panie, e gdzie si tylko poka, tam caa
okolica na ko przeciw Szwedom sidzie. Pierwszy bd mud ekscytowa, jeeli kto inny tego
nie uczyni. Gdzie to teraz nie mona dojecha, gdy w caym kraju jak w garnku. Ju ja zwyczajny
obraca si w ukropie.
 Bo i na to nie patrzysz, e Tatarzy moe i nie zechc tak daleko i za tob?
 Ano! ano! niech jeno nie zechc, niech jeno sprbuj!  mwi Kmicic ciskajc na sam
myl zby  jak ich jest czterystu czytam ilu, tak ich ka czterystu powiesi!... Drzew nie zabraknie!...
Niech mi si poprbuj buntowa...
 Jdrek!  zawoa krl wpadajc w dobry humor i wydymajc usta  jak mi Bg miy, tak
lepszego pasterza dla tych owieczek nie znajd! Bierze ich i prowad, gdzie ci si ywnie podoba!
 Dzikuj, miociwy panie! ojcze dobrotliwy!  rzek rycerz ciskajc kolana krlewskie.
 Kiedy chcesz ruszy?  pyta Jan Kazimierz.
 Boga mi! jutro!
 Moe Akbah-Uan nie zechce, e to konie maj zdroone?
 To go sobie ka do kulbaki na arkanie przytroczy i piechot pjdzie, jeeli konia auje.
 Widz ju, e si z nim uporasz. Przecie dobrych, pki mona, sposobw uywaj. A teraz...
Jdrek... dzi ju pno, ale jutro chc ci jeszcze zobaczy... Tymczasem we ten piercie,
powiesz swojej regalistce, e go od krla masz i e krl jej nakazuje, aby jego wiernego sug i
obroc statecznie miowaa...
 Daje Boe  mwi ze zami w oczach junak  daje Boe, abym nie inaczej zgin, tylko
w twojej obronie, panie miociwy!
Tu krl cofn si, bo byo ju pno, a Kmicic poszed do swej kwatery do drogi si gotowa
i rozmyla, od czego pocz, gdzie najpierw jecha naley?
Przyszy mu na myl sowa Charampa, i jeeli tylko pokae si, e ksicia Bogusawa w
Taurogach nie ma, to najlepiej tam dziewczyn zostawi, bo istotnie z Taurogw, jako lecych
na samej granicy, atwo si byo do Tyly pod elektorsk opiek schroni. Zreszt, jakkolwiek
Szwedzi opucili w ostatniej potrzebie ksicia wojewod wileskiego, przecie naleao si spodziewa,
e dla jego wdowy respekt mie bd, zatem byle Oleka zostaa pod jej opiek, to nic
zego spotka j nie moe. Jeeli za do Kurlandii pojad, to tym lepiej.
 I do Kurlandii jecha z moimi Tatarami nie mog  rzek sobie Kmicic  bo to ju inne pastwo.
Chodzi tedy i pracowa gow. Godzina pyna za godzin, on za nie pomyla jeszcze o
spoczynku i tak oywia go myl nowej wyprawy, e cho rano jeszcze by saby, teraz czu, e
wracaj mu siy, i gotw by zaraz na konia siada.
Pacholikowie skoczyli wreszcie zawizywanie trokw i zbierali si i na spoczynek, gdy
nagle kto pocz skroba we drzwi izby.
 Kto tam?  zawoa Kmicic.
Po czym do pacholika:
 Id no, obacz!
Pacholik poszed i rozmwiwszy si za drzwiami, wrci niebawem.
 Jaki onierz chce pilno widzie si z wasz mioci. Powiada, e si zwie Soroka.
 Puszczaj, na miy Bg!  krzykn Kmicic.
I nie czekajc, by pacholik speni rozkaz, sam skoczy ku drzwiom.
 Bywaj, miy Soroka! bywaj!
onierz wszed do izby i pierwszym ruchem chcia pa do ng swego pukownika, bo by to
raczej przyjaciel i suga rwnie wierny jak przywizany, lecz onierska subordynacja przemoga,
wic wyprostowa si i rzek:
 Na rozkazy waszej mioci!
 Witaj, miy towarzyszu, witaj!  mwi ywo Kmicic  mylaem, e ci tam usiekli w Czstochowie!
I cisn go za gow, a potem j nawet potrzsa jego rkoma, co mg uczyni nie pospolitujc
si zbytnio, gdy Soroka pochodzi z zacianku z drobnej szlachty.
Dopiero i stary wachmistrz j obejmowa kolana paskie.
 Skd idziesz?  pyta Kmicic.
 Z Czstochowy, wasza mio.
 I mnie szukae?
 Tak jest.
 A od kogoecie si tam dowiedzieli, em yw?
 Od ludzi Kuklinowskiego. Ksidz Kordecki wielk msz z radoci celebrowa na dzikczynienie
Bogu. Potem jako gruchno, e pan Babinicz przeprowadzi krla przez gry, tak ju
wiedziaem, e to wasza mio, nikt inny.
 A ksidz Kordecki zdrw?
 Zdrw, wasza mio, jeno nie wiadomo, czyli go anieli ywcem do nieba lada dzie nie
wezm, bo to wity czowiek.
 Pewnie, e nie inaczej. Gdziee to si dowiedzia, em z krlem do Lwowa przyby?
 Mylaem sobie tak: skoro wasza mio krla odprowadza, to mus przy nim by, baem si
wszelako, e wasza mio ju moe w pole wyruszy i e si spni.
 Jutro z Tatary ruszam!
 To si dobrze stao, bo ja waszej mioci trzosw odwo penych dwa: ten, co by na mnie,
i jegomocin, a oprcz tego one kamuszki wiecce, comy je z kopakw bojarom zdejmowali, i
te, ktre wasza mio zabra wtedy, gdymy to skarbczyk Chowaskiego zagarnli.
 Dobre byy czasy, gdymy skarbczyk ogarnli, ale nie musi tam tego ju wiele by, bom te
przygarstk ksidzu Kordeckiemu zostawi.
 Nie wiem, ile jest, jeno ksidz Kordecki wanie mwi, e mona by za to dwie tgie wsie
kupi.
To rzekszy Soroka zbliy si do stou i pocz zdejmowa z siebie trzosy.
 A kamuszki w onej blaszance  doda kadc obok trzosw oniersk manierk na wdk.
Pan Kmicic nic nie mwic wytrzasn w gar nieco czerwonych zotych, bez rachuby, i
rzek do wachmistrza:
 Masz!
 Do ng upadam, waszej mioci! Ej! eby to ja mia w drodze cho jeden takowy dukacik!
 Albo co?  spyta rycerz.
 Bom okrutnie z godu osab. Mao gdzie teraz czeka kawakiem chleba poczstuj, bo kady
si boi, to i nogi w kocu ledwie z godu wlokem.
 Na miy Bg! przecie to wszystko mia przy sobie!
 Nie miaem bez permisji  rzek krtko wachmistrz.
 Trzymaj!  rzek Kmicic podajc mu drug gar.
Po czym krzykn na pacholikw:
 Nue, szelmy! je mu da, nim pacierz minie, bo by pourywam!
Pacholikowie skoczyli jeden przez drugiego i wkrtce stana przed Sorok ogromna misa
wdzonej kiebasy i flaszka z wdk.
onierz wpi podliwe oczy w posiek, wargi i wsy mu drgay, lecz si przy pukowniku
nie mia.
 Siadaj, jedz!  zakomenderowa Kmicic.
Ledwie skoczy, ju sucha kiebasa pocza chrzci w potnych szczkach Soroki. Dwaj
pacholikowie patrzyli na niego, wytrzeszczajc oczy.
 Ruszajcie precz!  zawoa Kmicic.
Chopcy kopnli si co duchu za drzwi; rycerz za chodzi spiesznymi krokami po komnacie i
milcza, nie chcc przeszkadza wiernemu sudze. Ten za, ilekro nala sobie kieliszek gorzaki,
tylekro spoglda z ukosa na pukownika, w obawie, czy zmarszczenia brwi nie dostrzee, po
czym wychyla napitek zwracajc si ku cianie.
Kmicic chodzi, chodzi, wreszcie pocz sam z sob rozmawia.
 Nie moe by inaczej!  mrucza  trzeba tam tego posa... Ka powiedzie jej... Na nic!
Nie uwierzy!... Listu czyta nie zechce, bo mnie za zdrajc i psa ma... Niech jej w oczy nie lezie,
jeno niechaj patrzy i mnie da zna, co si tam dzieje.
Tu zawoa nagle:
 Soroka!
onierz zerwa si tak szybko, e mao stou nie przewrci, i wycign si jak struna.
 Wedle rozkazu!
 Ty czek wierny i w potrzebie frant. Pojedziesz w dalek drog, ale nie o godzie.
 Wedle rozkazu!
 Do Taurogw, na granic prusk. Tam panna Billewiczwna mieszka... u ksicia Bogusawa...
Dowiesz si, czy on tam jest... i bdziesz mia na wszystko oko... Jej w oczy nie le, chyba
iby si zdarzyo, eby samo wypado. Wonczas powiesz jej i zaprzysigniesz, em krla przez
gry przeprowadzi i e przy jego osobie jestem. Ona ci pewnie nie uwierzy, bo mnie tam ksi
oczerni, e na zdrowie majestatu nastaj, co jest garstwo psa godne!
 Wedle rozkazu!
 W oczy, powiedziaem, nie le, bo i tak ci nie uwierzy... Ale gdyby si zdarzyo, powiedz,
co wiesz. A bacz na wszystko i suchaj. A sam si pilnuj, bo jeeli ksi tam jest i jeli ci pozna
on albo ktokolwiek z dworu, to ci na pal wbij.
 Wedle rozkazu!
 Bybym posa starego Kiemlicza, ale on na tamtym wiecie, bo w parowie usieczon, a synowie
za gupi. Ci pjd ze mn. Bye w Taurogach?
 Nie, wasza mio.
 Pjdziesz do Szczuczyna, stamtd sam granic prusk, hen! a do Tyly. Taurogi bd o
cztery mile naprzeciw, po naszej stronie... Sied w Taurogach tak dugo, pki wszystkiego nie
wymiarkujesz, a potem wracaj. Znajdziesz mnie tam, gdzie bd... Rozpytuj o Tatarw i pana
Babinicza. A teraz ruszaj spa do Kiemliczw!... Jutro w drog!
Po tych sowach Soroka odszed, pan Kmicic za dugo jeszcze spa si nie kad, ale wreszcie
zmczenie przemogo. Wwczas rzuci si na oe i zasn snem kamiennym.
Nazajutrz wsta orzewion wielce i silniejszy ni wczora. Cay dwr ju by na nogach i rozpoczy
si zwyke dzienne czynnoci. Kmicic poszed naprzd do kancelarii po nominacj i po
list elazny, nastpnie odwiedzi Subaghazi-beja, naczelnika chanowego poselstwa we Lwowie, i
mia z nim dug rozmow.
W czasie tej rozmowy zanurza pan Andrzej po dwakro rk w kalecie. Za to te, gdy wychodzi,
Subaghazi pomienia si z nim na kopaki, wrczy mu piernacz z zielonych pir i kilka
okci rwnie zielonego jedwabnego sznura.
Zaopatrzony w ten sposb, wrci pan Andrzej do krla, ktry by wanie ze mszy przyjecha,
wic pad jeszcze raz mody junak do ng paskich, po czym w towarzystwie Kiemliczw i
pachokw uda si wprost za miasto, gdzie Akbah-Uan sta z czambuem.
Stary Tatar przyoy na jego widok rk do czoa, ust i piersi, ale dowiedziawszy si, kto jest
Kmicic i z czym przyjecha, wnet nasroy si; twarz mu pociemniaa i obloka si dum.
 Skoro krl ci na przewodnika przysa  rzek do Kmicica w amanym rusiskim jzyku 
to bdziesz mi drog pokazywa, chocia ja i sam trafibym, gdzie potrzeba, a ty mody i niedowiadczony.
Z gry mi przeznacza, czym mam by  pomyla Kmicic  ale pki mona, bd politykowa.
Tu ozwa si gono:
 Akbahu-Uanie, krl mnie tu na wodza, nie na przewodnika przysya... I to ci powiem, e
lepiej uczynisz woli jego krlewskiej moci nie negujc.
 Nad Tatarami chan, nie krl stanowi!  odrzek Akbah-Uan.
 Akbahu-Uanie  powtrzy z naciskiem pan Andrzej  chan darowa ci krlowi, jakoby
mu psa albo sokoa darowa, dlatego nie uwaczaj mu, aby ci za jako psa na powrz nie wzito.
 Aa!  krzykn zdumiony Tatar.
 Eje, nie rozdraniaj mnie!  odrzek Kmicic.
Lecz oczy Akbaha-Uana krwi zaszy. Przez czas jaki sowa nie mg przemwi; yy na
karku mu spczniay, rka chwycia za kinda.
 Ksim! ksim!  krzykn przyduszonym gosem.
Ale i pan Andrzej, chocia obieca sobie politykowa, mia ju dosy, gdy bardzo z natury
by porywczy. Wic w jednej chwili podrzucio nim co tak, jakby go gadzina gna, ca doni
porwa Tatara za rzadk brod i zadarszy mu gow do gry, tak jak gdyby mu co na puapie
chcia pokaza, pocz mwi przez zacinite zby:
 Suchaj, kozi synu! Wolaby nikogo nad sob nie mie, by pali, rabowa, wycina!...
Przewodnikiem chcesz mnie mie! Ot, masz przewodnika! masz przewodnika!
I przyparszy go do ciany, pocz tuc gow jego o zrb.
Puci go wreszcie zupenie ogupiaego, ale nie sigajcego ju do noa. Kmicic, idc za popdem
swej gorcej krwi, odkry mimo woli najlepszy sposb przekonywania ludzi wschodnich,
do niewolnictwa przywykych. Jako w potuczonej gowie Tatara, mimo caej wciekoci, jaka
go dusia, bysna zaraz myl, jak potnym i wadnym by musi w rycerz, ktry z nim, Akbah-
Uanem, postpuje w ten sposb, i okrwawione wargi jego powtrzyy po trzykro wyraz:
 Bagadyr! Bagadyr! Bagadyr!
Pan Kmicic tymczasem naoy na gow kopak Subaghaziego, wycign zielony piernacz,
ktry a dotd umylnie trzyma za plecami, za pas wetknity i rzek:
 Patrz tu, rabie! i tu!
 Aa!  ozwa si przeraony Uan.
 I tu!  doda Kmicic wydobywajc sznur z kieszeni.
Lecz Akbah-Uan lea ju u jego ng i bi czoem.
W godzin pniej Tatarzy wycignli si dugim wem po drodze wiodcej ze Lwowa ku
Wielkim Oczom, a Kmicic siedzc na dzielnym cisawym koniu, ktrego krl mu podarowa,
ogania czambu, jak pies owczarski ogania owce. Akbah-Uan spoglda na modego junaka z
przestrachem i podziwieniem.
Tatarzy, znawcy ludzi wojennych, odgadli na pierwszy rzut oka, e pod tym wodzem nie
zbraknie im krwi i upu, wic szli ochotnie, ze piewaniem i graniem.
Kmicicowi za serce roso, gdy patrzy na owe postacie, podobne do zwierzt lenych, bo
przybrane w kouchy i wielbdzie kaftany wen do gry. Fala dzikich gw koysaa si pod
miar koskich ruchw, on za liczy je i rozmyla, co bdzie mona z tak potg przedsiwzi.
Osobliwszy to komunik  myla sobie  i tak mi si wydaje, jakobym stadu wilkw przywodzi,
ale z takimi wanie mona przej ca Rzeczpospolit i cae Prusy przetratowa. Czekaje,
ksi Bogusawie!
Tu chepliwe myli poczy mu napywa do gowy, gdy do chepliwoci wielce by skonny.
 Bg da czeku obrotno  mwi sobie.  Wczora miaem jeno dwu Kiemliczw, a dzi
czterysta koni za mn czapie. Niech jeno taniec rozpoczn, bd mia tysic albo i dwa takich
hultajw, eby si ich i dawni kompanionowie nie powstydzili... Czekaje, ksi Bogusawie!
Lecz po chwili dla uspokojenia sumienia doda:
 A przy tym ojczynie i majestatowi znacznie usu...
I wpad w wyborny humor. Bawio go te niezmiernie i to, e szlachta, ydzi, chopi, nawet
wiksze kupki pospolitego ruszenia nie mogy si oprze w pierwszej chwili przeraeniu na widok
jego wojska. A bya mga, bo odwil przesycia wilgotnym tumanem powietrze. Wic coraz
to si zdarzao, e kto nadjeda blisko i nagle postrzegszy, kogo ma przed sob, wykrzykiwa:
 Sowo stao si ciaem!
 Jezus, Maria, Jzef!
 Tatarzy! orda!
Lecz Tatarzy mijali spokojnie bryki, wozy adowne, stada koni i przejedajcych. Inaczej by
byo, gdyby wdz pozwoli, ale samowolnie nic przedsiwzi nie mieli, bo na wasne oczy
patrzyli przy wyruszeniu, jako temu wodzowi sam Akbah-Uan strzemi trzyma.
Tymczasem Lww ju znikn w dali za mgami. Tatarzy przestali piewa i czambu porusza
si z wolna wrd tumanw pary podnoszcej si z koni. Nagle ttent rumaka rozleg si za
czambuem.
Po chwili ukazao si dwch jedcw. Jeden z nich by pan Woodyjowski, drugi dzierawca
z Wsoszy. Obaj pomijajc oddzia pdzili wprost do pana Kmicica.
 Stj! stj!  woa may rycerz.
Kmicic wstrzyma konia.
 To wasza mo!
Woodyjowski osadzi z kolei szkap.
 Czoem!  rzek  listy od krla! Jeden do waszmoci, drugi do wojewody witebskiego.
 Ja do pana Czarnieckiego jad, nie do pana Sapiehy.
 Przeczytaj jeno naprzd pismo!
Kmicic zama piecz i czyta, co nastpuje:
Dowiadujemy si przez goca, wieo od pana wojewody witebskiego przybyego, jako pan
wojewoda nie moe tu do krajw maopolskich cign i z drogi znw na Podlasie nawraca, a to
z przyczyny ksicia Bogusawa, ktry z wielk potg nie przy krlu szwedzkim zostawa, lecz
na Tykocin i na pana Sapieh uderzy zamyla. e za magna pars si pana Sapieyskich na
prezydiach zosta musiaa, przeto rozkazujemy ci, aby z owym tatarskim komunikiem panu
wojewodzie szed w pomoc. A gdy i twojej ochocie w ten sposb zado si czyni, niepotrzebnie
bymy mieli ci popiech nakazywa. Drugi list oddasz wojewodzie, w ktrym pana Babinicza,
wiernego sug naszego, afektom wojewodziskim, a przede wszystkim opiece boskiej polecamy.
Jan Kazimierz, krl.
 Na miy Bg! na miy Bg! Oto szczliwa dla mnie nowina!  zawoa pan Kmicic.  Nie
wiem ju, jako krlowi jegomoci i waszmo panu mam za ni podzikowa!
 Sam te podjem si jecha  odrzek may rycerz  a to z kompasji dla waszmoci, bom
widzia twoj bole, i dlatego, aby listy na pewno doszy.
 Kiedy w goniec przyszed?
 Bylimy u krla na obiedzie, ja, dwaj panowie Skrzetuscy, pan Charamp i pan Zagoba.
Nie wyimainujesz sobie wapan, co tam pan Zagoba wyprawia, jako o niezaradnoci Sapia i
swoich zasugach opowiada. Do, e krlowi a lozy od ustawicznego rzechotania si pyny,
a obaj hetmani za boki bez ustanku si trzymali. Wtem wszed pokojowiec z listem, na ktrego
krl zaraz si obruszy: Id do kata, rzecze, moe za nowina, nie psuj mi uciechy! Dopiero
gdy si dowiedzia, e to od pana Sapiehy, zabra si do czytania. Jako z nowin wyczyta, bo
si potwierdzio to, o czym ju dawno mwiono, e elektor przysigi wszystkie zama i ostatecznie
przeciw prawemu panu z krlem szwedzkim si poczy.
 Jeszcze jeden wrg, jakoby ich mao dotd byo!  krzykn Kmicic.
I zoy rce.
 Boe wielki! Niech mi jeno na tydzie pan Sapieha do Prus Ksicych pozwoli, a da Bg
miosierny, e dziesite pokolenia mnie i moich Tatarw wspomina bd!...
 Moe to by, e tam pjdziecie  odrzek pan Micha  ale wprzd musicie Bogusawa znosi,
gdy wanie wskutek onej elektorskiej zdrady zaopatrzono go w ludzi i na Podlasie mu i
dozwolono.
 To si spotkamy, jako dzi dzie, jako Bg na niebie, tak si spotkamy!  mwi z iskrzcymi
oczyma Kmicic.  Gdyby mi waszmo nominacj na wojewdztwo wileskie przywiz,
nie ucieszyby mnie lepiej!
 Krl te zaraz zakrzykn: Gotowa dla Jdrka ekspedycja, od ktrej dusza si w nim uraduje.
Chcia te wnet pokojowego za waci wysa, ale ja powiadam: Sam pojad, to go jeszcze
poegnam.
Kmicic przechyli si na koniu i chwyci maego rycerza w objcia.
 Brat by tyle dla mnie nie uczyni, ile ju waszmo uczyni! Daje, Boe, czymkolwiek si
wywdziczy!
 Ba! Przecie wapana rozstrzela chciaem!
 Bom te czego lepszego by niewart! Nic to! Niech mnie w pierwszej bitwie usiek, jeeli
pomidzy wszystkim rycerstwem bardziej kogo od wapana miuj!...
Tu znowu poczli si ciska, na poegnanie za rzek pan Woodyjowski:
 A pilnuj si z Bogusawem! pilnuj si, bo z nim nieatwo!
 Jednemu z nas ju mier pisana!
 Dobrze!
 Ej, eby to waszmo, ktry jest do szabli jeniusz, swoje arkana mi odkry! C! nie ma
czasu!... Ale i tak anieli mi pomog, i krew jego obacz, chyba e przedtem oczy moje zamkn
si na zawsze na wiato dzienne.
 Bg pomagaj!... Szczliwej drogi!... A dajcie tam dzigielu zdrajcom Prusakom!  rzek
pan Woodyjowski.
 Bdcie spokojni. Obrzydnie im luterstwo!
Tu pan Woodyjowski kiwn na Rzdziana, ktry przez ten czas z Akbahem-Uanem rozmawiajc,
dawne przewagi Kmicica nad Chowaskim rozpowiada, po czym obaj odjechali z powrotem
do Lwowa.
Kmicic za zawrci z miejsca czambuem, jako wonica wozem zawraca, i poszed wprost ku
pnocy.
ROZDZIA XXXIV
Jakkolwiek Tatarzy, a zwaszcza dobrudzcy, umieli zbrojnym mom w polu piersi do piersi
stawa, przecie najmilsz dla nich wojn by mord bezbronnych, branie niewiast i chopw w
jasyr, a przede wszystkim grabie. Wielce te przykrzya si droga owemu czambulikowi, ktry
prowadzi Kmicic, pod elazn bowiem jego rk dzicy wojownicy musieli w barankw si
zmieni, trzyma noe w pochwach, a zgaszone hubki i zwinite yka w biesagach. Z pocztku
szemrali.
Okoo Tarnogrodu kilkunastu umylnie pozostao w tyle, aby puci czerwone ptaki w
Chmielewsku i poswawoli z moodyciami. Lecz pan Kmicic, ktry ju si ku Tomaszowowi
posun, wrci na pierwszy odblask poogi i kaza winnym wywiesza si wzajemnie. A tak ju
by opanowa Akbah-Uana, e ten nie tylko oporu nie stawia, ale przynagla skazanych, aby
prdzej si wieszali, gdy inaczej bagadyr bdzie si gniewa. Odtd barankowie szli spokojnie,
zbijajc si w najcianiejsze kupy po wsiach i miasteczkach, aby na ktrego podejrzenie
nie pado. I egzekucja, cho j tak srodze przeprowadzi Kmicic, nie wzbudzia nawet przeciw
niemu niechci ani nienawici, takie ju bowiem mia szczcie w zabijaka, e zawsze podwadni
tyle wanie czuli dla mioci, ile i strachu.
Prawda, e pan Andrzej nie da i im krzywdy uczyni. Kraj by srodze przez niedawny napad
Chmielnickiego i Szeremeta spustoszony, wic o ywno i pasz, jako na przednwku, byo
trudno, a mimo tego wszystko musiao by na czas i w brd, a w Krynicach, gdy mieszkacy
opr stawili i nie chcieli adnej spyy dostarczy, kaza ich kilku pan Andrzej siec batokami,
podstarociego za uderzeniem obuszka rozcign.
Ujo to niezmiernie ordycw, ktrzy suchajc z luboci wrzaskw bitych kryniczan mwili
pomidzy sob:
 Ej, sok nasz Kmitah, nie da swoim barankom krzywdy uczyni!
Do, e nie tylko nie pochudli, ale spali si jeszcze, ludzie i konie. Stary Uan, ktremu
brzucha przybyo, spoglda z coraz wikszym podziwem na junaka i jzykiem mlaska.
 Gdyby mi syna Aach da, chciabym mie takiego. Nie marbym na staro z godu w uusie!
 powtarza.
Kmicic za od czasu do czasu uderza go pici w brzuch i mwi:
 Suchaj, wieprzu! Jeli ci Szwedzi kaduna nie rozetn, to wszystkie spiarnie w niego
schowasz!
 Gdzie tu Szwedzi? yka nam pognij, uki poprchniej  odpowiedzia Uan, ktremu tskno
byo za wojn.
Jako istotnie jechali naprzd takim krajem, do ktrego noga szwedzka doj nie zdoaa, dalej
za takim, w ktrym byy swego czasu prezydia, ale ju je konfederacja wypara. Spotykali
natomiast wszdzie mniejsze i wiksze kupy szlachty, cignce zbrojno w rozmaite strony, i nie
mniejsze kupy chopstwa, ktre nieraz zastpoway im gronie drog, a ktrym czsto trudno
byo wytumaczy, e maj do czynienia z przyjacimi i sugami krla polskiego.
Doszli wreszcie do Zamocia. Zdumieli si Tatarzy na widok tej potnej fortecy, a c dopiero,
gdy im powiedziano, e niedawno jeszcze wstrzymaa ona ca potg Chmielnickiego.
Pan Jan Zamoyski, ordynat, pozwoli im na znak wielkiej przychylnoci i aski wej do miasta.
Wpuszczono ich bram Szczebrzeszysk albo inaczej Ceglan, gdy dwie inne byy z kamienia.
Sam Kmicic nie spodziewa si ujrze nic podobnego i nie mg wyj z podziwu na
widok ulic szerokich, wosk mod pod lini rwno budowanych, na widok wspaniaej kolegiaty
i burs akademickich, zamku, murw, potnych dzia i wszelkiego rodzaju opatrzenia. Jako
mao ktry z magnatw mg si porwna z wnukiem wielkiego kanclerza, tak mao ktra forteca
z Zamociem.
Lecz najwikszy zachwyt ogarn ordycw, gdy ujrzeli ormiask cz miasta. Nozdrza ich
chciwie wcigay wo safianu, ktrego wielkie fabryki prowadzili przemylni przybysze z
Kaffy, a oczy miay im si do bakalij, wschodnich kobiercw, pasw, sadzonych szabel, kindaw,
ukw, lamp tureckich i wszelkiego rodzaju kosztownoci.
Sam pan czenik koronny wielce przypad do serca Kmicicowi. Byo to prawdziwe krlewitko
w swoim Zamociu: czek w sile wieku, wielce przystojny, chocia nieco cherlawy, gdy
w leciech pierwszej modoci nie do upay natury hamowa. Zawsze jednak lubi pe bia, a
zdrowie jego nie do tyla byo nadwtlone, aby wesoo znika mu z oblicza. Dotychczas nie
oeni si, a jakkolwiek najznamienitsze domy w Rzeczypospolitej otwieray mu szeroko podwoje,
utrzymywa, e nie moe do gadkiej dziewki w nich znale. Znalaz j pniej nieco,
w osobie modej panienki francuskiej, ktra, lubo w innym zakochana, oddaa mu bez wahania
dla jego bogactw sw rk, nie przewidujc, e w pierwszy wzgardzony ozdobi kiedy koron
krlewsk swoj i jej gow.
Pan Zamocia nie odznacza si bystrym dowcipem, jeno go mia tyle, co na wasn potrzeb.
O godnoci i urzdy nie zabiega, chocia same szy ku niemu, a gdy przyjaciele strofowali go, i
mu przyrodzonej ambicji braknie, odpowiada:
 Nieprawda, e mi jej braknie, jeno mam wicej od tych, ktrzy si kaniaj. Po co mi dworskie
progi wyciera? W Zamociu nie tylko ja Jan Zamoyski, ale Sobiepan Zamoyski.
Zwano go te powszechnie Sobiepanem, z ktrego przezwiska wielce by kontent. Rad te
udawa prostaka, chocia wychowanie odebra wykwintne i modo na podrach po cudzych
krajach spdzi. Sam powiada si zwyczajnym szlachcicem i duo o miernoci swego staniku
mawia, moe dlatego, by mu inni zaprzeczali, a moe, by miernoci dowcipu nie spostrzegli.
Zreszt by to czek zacny i lepszy syn Rzeczypospolitej od wielu innych.
A jako on przypad do serca Kmicicowi, tak i Kmicic jemu, przeto te go na pokoje zamkowe
zaprosi i goci, bo i to lubi, by jego gocinno chwalono.
Pan Andrzej pozna w zamku wiele znamienitych osb, przede wszystkim za ksin Gryzeld
Winiowieck, siostr pana Zamoyskiego, a wdow po wielkim Jeremim, po panu swego
czasu w Rzeczypospolitej prawie najwikszym, ktry jednakowo ca niezmiern fortun w
czasie inkursji kozackiej by utraci, tak i ksina siedziaa w Zamociu na asce u brata Jana.
Lecz bya to pani tak pena wspaniaoci, majestatu i cnoty, i pierwszy pan Jan prochy przed
ni zdmuchiwa, a przy tym ba si jej jak ognia. Nie byo te wypadku, eby woli jej zado nie
uczyni lub eby si jej w waniejszych wypadkach nie radzi. Powiadali nawet dworscy, e
ksina pani rzdzi Zamociem, armi, skarbami i panem bratem starost; lecz ona nie chciaa
korzysta ze swej przewagi, ca dusz oddana boleci po mu i wychowaniu syna.
Syn w wanie by niedawno z dworu wiedeskiego na krtki czas do kraju powrci i bawi
przy niej. By to modzieczyk w wionie lat; lecz na prno pan Kmicic szuka w nim tych
znamion, ktre syn wielkiego Jeremiego nosi w obliczu powinien.
Posta modego ksitka bya pena wdziku; twarz dua, nalana, wypuke oczy patrzyy
niemiao; usta mia grube, wilgotne, jak u ludzi skonnych do uciech stou; olbrzymie i czarne,
jak skrzydo kruka, wosy spaday mu a na ramiona. Wzi te po ojcu tylko owe krucze wosy i
smago cery.
Ci, ktrzy mu byli blisi, upewniali jednak pana Kmicica, e mody ksi ma dusz szlachetn,
pojcie niepospolite i znakomit pami, dziki ktrej prawie wszystkimi jzykami rozmwi
si moe, i e tylko pewna ociao ciaa i ducha oraz przyrodzone akomstwo w jedzeniu
stanowi wady tego niepospolitego skdind panicia.
Jako, wdawszy si z nim w rozmow, przekona si pan Andrzej, e ksi nie tylko ma pojtny
dowcip i trafny sd o wszystkim, ale i dar jednania sobie ludzi. Kmicic pokocha go po
pierwszej rozmowie tym uczuciem, w ktrym jest najwicej litoci. Uczu, e daby wiele, by
temu sierocie wrci wietny los, jaki mu si prawem z urodzenia nalea.
Lecz przekona si take przy pierwszym obiedzie, i prawd byo, co mwiono o akomstwie
Michaa. Mody ksi zdawa si nie myle o niczym wicej, tylko o jedzeniu. Wypuke jego
oczy ledziy niespokojnie kad potraw, a gdy mu przynoszono pmisek, nabiera ogromne
kupy na talerz i jad chciwie, z mlaskaniem wargami, jak tylko akomcy jadaj. Marmurowa
twarz ksinej przyobleka si na w widok jeszcze wikszym smutkiem. Kmicicowi za stao
si nieswojo tak dalece, e odwrci oczy i spojrza na pana Sobiepana Zamoyskiego.
Lecz pan starosta kauski nie patrzy ani na ksicia Michaa, ani na swego gocia. Pan Kmicic
poszed za jego wzrokiem i poza ramieniem ksinej Gryzeldy ujrza prawdziwie cudne zjawisko,
ktrego nie zauway dotd.
Bya to malutka gwka dziewczca, biaa jak mleko, krana jak ra, a wdziczna jak obrazek.
Drobniuchne, same przez si wijce si loczki zdobiy jej czoo, bystre oczka strzygy ku
oficerom siedzcym wedle pana starosty, nie pomijajc i jego samego; wreszcie zatrzymay si
na panu Kmicicu i patrzyy na z uporem tak penym zalotnoci, jakby mu chciay w gb serca
zajrze.
Lecz Kmicic nieatwo si konfundowa, wic j zaraz patrze w te oczka zgoa zuchwale, a
nastpnie trci w bok siedzcego wedle pana Szurskiego, porucznika nadwornej pancernej chorgwi
ordynackiej, i spyta pgosem:
 A co to za firka ogoniasta?
 Moci panie  odrzek ostro pan Szurski  nie mw lekce, kiedy nie wiesz, o kim mwisz...
Nie adna to firka, jeno panna Anna Borzobohata-Krasieska... I wapan inaczej jej nie zwij,
jeli nie chcesz swojej grubianitatis aowa!
 Aspan chyba nie wiesz, e firka to taki ptak, i bardzo wdziczny, dlatego adnego te w tym
przezwisku kontemptu nie masz  odpar miejc si Kmicic  ale miarkujc z waszmocinej
cholery, srodze musisz by zakochany!
 A kto tu nie zakochany?  mrukn opryskliwie Szurski.  Sam pan starosta ledwie oczu nie
wypatrzy i jako na szydle siedzi.
 Widz to, widz!
 Co tam wapan widzisz!... On, ja, Grabowski, Stogiewicz, Konojadzki, Rubecki z dragonii,
Pieczynga, wszystkich pogrya... I z wapanem stanie si to samo, jeeli tu dugo posiedzisz...
Jej dwudziestu czterech godzin dosy!
 Ej, panie bracie! Nie daaby i we dwadziecia cztery miesice rady!
 Jake to?  pyta z oburzeniem pan Szurski  to wa ze spiu czy co?
 Nie! Jeno gdy kto wapanu ostatniego talara z kieszeni ukradnie, to si ju nie potrzebujesz
ba zodzieja...
 Chyba e tak!  odrzek Szurski.
Pan Kmicic za spospnia nagle, bo mu wasne zgryzoty na myl przyszy, i nie zwaa wicej,
e czarne oczka coraz to uporczywiej w niego patrzyy, jak gdyby pytajc: Jak si nazywasz
i skd si wzie, mody rycerzu?
A Szurski mrucza:
 Wierci, wierci!... Wiercia tak i we mnie, pki do serca nie dowiercia... Teraz ani dba!
Kmicic otrzsn si z zamylenia.
 Czemu si ktry z was nie eni, u kaduka!
 Bo jeden drugiemu przeszkadza!
 Ba, to dziewka gotowa osi na koszu... Cho, co prawda, jeszcze w tej gruszce biae
ziarnka by musz.
Na to Szurski wytrzeszczy oczy i pochyliwszy si do ucha Kmicica rzek wielce tajemniczo:
 Mwi, e jej dwadziecia pi lat, jak Boga kocham! Jeszcze przed inkursj hultajsk bya
u ksinej Gryzeldy.
 Dziw nad dziwy, nie dabym jej nad szesnacie, niechby omnacie, najwyej!
Tymczasem licho domylio si widocznie, e o nim mowa, bo oczki jarzce nakryo powiekami
i jeno boczkiem troch strzelao ku Kmicicowi, pytajc cigle: Kto jest, taki urodziwy?
skd si wzie?
A on mimo woli pocz pokrca wsa.
Po obiedzie wzi go pod rami pan starosta kauski, ktry, z uwagi na dworne maniery Kmicica,
traktowa go jak niepowszedniego gocia.
 Panie Babinicz  rzek  wszake waszmo mwie mi, e z Litwy?
 Tak jest, panie starosto.
 Powiedze mi, zali nie znasz na Litwie Podbipitw?
 Zna nie znam, bo te ju ich na wiecie nie masz, przynajmniej tych, ktrzy si Zerwikapturem
piecztowali. Ostatni pod Zbaraem poleg. By to najwikszy rycerz, jakiego Litwa wydaa.
Kto u nas o Podbipitach nie wie!
 Syszaem i ja o tym, ale owo dlaczego pytam: jest na respekcie u siostry mojej jedna panna,
ktra si Borzobohata-Krasieska nazywa... Rd zacny!... Bya ona narzeczon tego Podbipity,
ktry zabit pod Zbaraem... Sierota to, bez ojca i matki, a chocia siostra ksina wielce j miuje,
przecie ja, przyrodzonym opiekunem siostry bdc, tym samym mam i on dziewczyn w
opiece.
 Mia to opieka!  wtrci Kmicic.
Pan starosta kauski umiechn si, mrugn oczyma i mlasn jzykiem.
 Co? marcepanik! co?...
Lecz wnet spostrzegszy, i si zdradza, przybra twarz powan.
 Zdrajco!  rzek p artem, a p serio  chciae mnie na hak przywie, ledwiem si nie
wygada!...
 Z czym?  pyta pan Kmicic patrzc mu bystro w oczy.
Tu Sobiepan ostatecznie zmiarkowa, e lotnoci dowcipu gociowi nie sprosta, i zaraz rzecz
obrci.
 Ten Podbipita  rzek  zapisa jej jakowe folwarki tam, w waszych stronach. Nazwisk
nie pamitam, bo cudaczne: jakie Batupie, Syruciany, Myszykiszki, sowem, wszystko, co
mia. Dalibg, nie pamitam... Pi czy sze folwarkw.
 Ba! klucze to raczej, nie folwarki. Podbipita by czek wielce mony i gdyby ta panna do
caej jego fortuny kiedy dosza, mogaby mie wasny fraucymer i midzy senatorami ma
szuka.
 Take powiadasz?  Znasz owe wioski?
 Znam jeno Lubowicze i Szeputy, bo te koo mojej majtnoci le. Samej lenej granicy bdzie
mil ze dwie, a polnej i cznej drugie tyle.
 Gdzie to jest?
 W Witebskiem.
 Oj, daleko! niewarta ta sprawa zachodu, ile e tamte kraje pod nieprzyjacielem.
 Jak nieprzyjaci wyeniem, to do majtnoci dojdziem. Ale Podbipitowie maj swoje
majtnoci i w innych stronach, a na mudzi bardzo znaczne, wiem o tym dobrze, bo mam te i
tam kawa ziemi.
 Widz, e i waszmocina substancja nie torba sieczki?
 Nic to teraz nie przynosi. Ale cudzego mi nie trzeba.
 Porade mi waszmo, jak by dziewczyn na nogi postawi?
Kmicic rozmia si.
 Wol o tym radzi ni o czym innym. Najlepiej do pana Sapiehy si uda. Byle spraw
wzi do serca, to jako wojewoda witebski i najznamienitsza na Litwie persona, sia mgby
wskra.
 Mgby awizy do trybunaw rozesa, e to testamentem Borzobohatej zapisano, aby dalsi
krewni nie szarpali.
 Tak jest. Ale trybunaw teraz nie masz, a pan Sapieha co innego te ma na gowie.
 Mona by dziewczyn w rce mu i w opiek odda. Majc na oczach, prdzej by dla niej co
uczyni.
Kmicic spojrza ze zdziwieniem na pana starost.
Co on w tym ma, e si chce jej std pozby?  pomyla.
Starosta za mwi dalej:
 Trudno, aby w obozie w namiocie pana wojewody witebskiego mieszkaa, ale mogaby przy
crkach wojewodziskich zostawa.
Nie rozumiem!  pomyla Kmicic  zaliby on naprawd chcia jej by tylko opiekunem?
 W tym jeno trudno, jak by j w tamte strony w dzisiejszych niespokojnych czasiech wysa.
Trzeba by z kilkaset ludzi, a ja Zamocia ogaaca nie mog. Gdybym to znalaz kogo, co
by j w bezpieczestwie dowiz... Ot, wapan mgby si podj, bo i tak do pana Sapiehy
idziesz. Dabym ci listy... a wapan daby mi kawalerski parol, e j bezpiecznie doprowadzisz.
 Ja mam j do pana Sapiehy prowadzi?  rzek ze zdumieniem Kmicic.
 Albo ta taka funkcja niemia?... Choby te i do afektu po drodze przyszo?
 Ehe!  rzek Kmicic  ju tam moje afekta kto inny dzierawi, a cho tenuty mi nie paci,
przecie dzierawcy zmienia nie myl.
 Tym lepiej, z tym wiksz spokojnoci ci j powierz.
Nastaa chwila milczenia.
 Co? podjby si?  spyta starosta.
 Z Tatarami id.
 Powiadali mi ludzie, e si Tatarzy wapana gorzej ognia boj. No, co? podjby si?
 Hm! dlaczego by nie, gdybym wasz wielmono mia tym zobowiza... Jeno...
 Aha! mylisz, e trzeba, aby ksina permisj daa... Da! jak mi Bg miy! Bo imaginuj sobie,
e ona mnie posdza...
Tu pan starosta pocz co dugo szepta do ucha Kmicicowi, wreszcie doda gono:
 Okrutnie bya za to na mnie krzywa, a ja uszy kadem po sobie, bo to z babami wojowa!
at! wolabym Szwedw pod Zamociem. Ale bdzie miaa najlepszy dowd, e nic zego nie
zamylam, skoro sam dziewk chc std wyprawi. Srodze si zdziwi, prawda... No! przy pierwszej
sposobnoci o tym z ni pogadam.
To rzekszy starosta zakrci si i odszed, Kmicic za popatrzy za nim i mrukn:
 Wniki jakie, panie starosto, zastawiasz, a cho celu nie rozumiem, przecie sido widz dobrze,
bo i wnicznik z ciebie okrutnie niezgrabny.
Pan starosta za kontent by z siebie, chocia dobrze to pojmowa, e poowa dopiero roboty
zostaa dokonana, a pozostawaa druga, tak trudna, e na myl o niej ogarniao go zwtpienie, a
nawet i strach: po prostu naleao uzyska pozwolenie ksinej Gryzeldy, ktrej surowoci i
przenikliwego rozumu ba si pan starosta z caej duszy.
Jednak poczwszy, pragn jak najprdzej doprowadzi dzieo do skutku, nazajutrz wic rano,
po mszy, po niadaniu i po przegldzie najemnej piechoty niemieckiej uda si na pokoje ksinej.
Zasta sam pani haftujc ornat do kolegiaty. Za ni Anusia zwijaa rozwieszony na dwch
krzesach jedwab; drugi motek koloru ranego zaoya na szyj i migajc szybko rczkami,
biegaa naokoo krzese, gonic odwijajc si nitk.
Panu starocie pojaniay oczy na jej widok, ale prdko przybra oblicze w powag i przywitawszy
si z ksin, tak niby od niechcenia zacz:
 Ten pan Babinicz, co tu z Tatary przyjecha, to jest Litwin. Mony jaki czek i wielce
grzeczny, a rycerz podobno zawoany. Zauwaya go, pani siostro?
 Same go do mnie przyprowadza  odrzeka obojtnie ksina Gryzelda.  Uczciw ma
twarz i na dobrego onierza wyglda.
 Rozpytywaem si go te o owe majtnoci, pannie Borzobohatej zapisane. Powiada, e to
fortuna niemal radziwiowskiej rwna.
 Daj Boe Anusi. Lejsze jej bdzie sieroctwo, a potem staro  rzeka pani.
 Jest jeno to periculum, eby dalsi krewni nie rozdrapali. Babinicz powiada, e wojewoda
witebski mgby, gdyby chcia, tym si zaj. Zacny to czek i nam wielce yczliwy, ktremu
bym crk wasn powierzy... Do, by mu awiz do trybunau posa i opiek oznajmi. Ale
Babinicz powiada, i na to potrzeba, aby panna Anna sama pojechaa w tamte strony.
 Dokd? do pana Sapiehy?
 Albo do panien Sapieanek, aby tam bya, aby instalacja pro forma moga by uczyniona.
Starosta zmyli w tej chwili instalacj pro forma, susznie mniemajc, e ksina przyjmie
t faszyw monet za dobr.
Ona za pomylaa przez chwil i rzeka:
 Jake jej tu teraz jecha, gdy Szwedzi po drodze?
 Mam wanie wiadomo, e z Lublina ustpili. Cay kraj z tej strony Wisy wolny.
 I kt by to Hank do pana Sapiehy odprowadzi?
 Choby ten sam Babinicz.
 Z Tatarami? Bje si Boga, panie bracie, to to lud dziki i niesforny.
 Ja si tam nie boj  wtrcia dygajc Anusia.
Lecz ksina Gryzelda zmiarkowaa ju, e pan brat przyszed z jakim gotowym planem,
wic wyprawia Anusi z pokoju, sama za pocza spoglda pytajcym wzrokiem na pana starost.
On za rzek jakby do siebie samego:
 Ordycy ci w proch si przed Babiniczem rozsypuj. Wiesza ich za lada niesubordynacj.
 Nie mog na tak ekspedycj pozwoli  odpowiedziaa ksina.  Dziewczyna jest zacna,
ale baamutna, i atwo w ludziach zapay budzi... Sam to wiesz najlepiej. Nigdy bym jej nie powierzya
czeku modemu i nieznanemu.
 Nieznany on tam nie jest, bo kto o Babiniczach nie sysza jako o familiantach i statecznych
ludziach! (pierwszy pan starosta nigdy w yciu o Babiniczach nie sysza)... Zreszt  mwi
dalej  mogaby jej ktr ze statecznych niewiast do kompanii doda, to i decorum byoby zachowane.
Za Babinicza ja rcz. Powiem ci i to, pani siostro, e ma on w tamtych stronach narzeczon,
w ktrej srodze jest, jak sam powiada, zakochany... A kto zakochany, temu co innego
w gowie. Grunt w tym, e taka druga sposobno nieprdko moe si trafi; natomiast moe
fortuna dziewce przepa i na dojrzae lata zostanie bez dachu nad gow.
Ksina przestaa haftowa, podniosa gow i utkwia w bracie przenikliwe oczy.
 Co ty masz w tym, eby j std wyprawi?
 Co ja mam w tym?  mwi spuszczajc wzrok pan starosta  co mog mie? nic!
 Janie!... ty si z Babiniczem zmwi na jej cnot?!
 Ot, jest! Jak mi Bg miy! tego tylko brako! Przeczytasz tedy list, ktry do pana Sapiehy
napisz, i wasny dodasz... A ja jeno przyrzekam, i si z Zamocia nie rusz. Wreszcie sama
Babinicza wybadasz i sama go prosi bdziesz, aby si funkcji podj. Skoro mnie posdzasz, to
nie chc o niczym wiedzie.
 Czemu za tak nastajesz, by ona wyjechaa z Zamocia?
 Bo jej dobra pragn i o fortun niezmiern chodzi. Wreszcie... przyznaj! Sia mi na tym
zaley, aby ona z Zamocia wyjechaa. Oto sprzykrzyy mi si twoje posdzenia, nie w smak i
to, e na mnie ustawnie brwi marszczysz i surowie spogldasz... Mylaem, e przyzwalajc na
odjazd dziewczyny znajd najlepsze argumentum przeciw podejrzeniom. Dalibg, do mi tego!
bom te nie aden ak ani mydek, ktry si noc pod okna skrada... Powiem ci wicej: oficerowie
mi si przez ni jeden na drugiego burz i szablami na si trzaskaj. Ni zgody, ni porzdku,
ni suby, jak naley. Do mi tego! Ale skoro jeszcze oczyma we mnie widrujesz, to rb, jak
chcesz, a Michaa sama pilnuj, bo to twoja, nie moja sprawa.
 Michaa?  rzeka ze zdumieniem ksina.
 Ja przeciw dziewczynie nic nie mwi... Nie baamuci go wicej ni innych, ale jeeli ty,
pani siostro, nie widzisz jego strzelistych spojrze i gorcych afektw, to ci jeno to powiem, e
Kupido tak nie zalepia jak macierzyska mio.
Brwi ksinej cigny si, a lica jej przyblady.
Starosta za widzc, e wreszcie utrafi, uderzy si rkoma po kolanach i mwi dalej:
 Ot, tak! pani siostro, ot, tak!... Co mnie do tego. Nieche jej Michaek jedwab do zwijania
podaje, niech parska patrzc na ni, niech si poni, niech przez dziurki we drzwiach na ni spoglda!...
A mnie co!... Wreszcie... bo ja wiem! Fortuna pikna... rd, no! szlachecki, a ja si tam
nad szlacht nie wynosz. Chcesz sama, dobrze! Lata jeno pono niedobrane, ale to znw nie
moja rzecz.
To rzekszy pan starosta powsta i skoniwszy si siostrze bardzo uprzejmie, zabiera si do
odejcia.
Ksinej tymczasem krew napyna do twarzy. Dumna pani w caej Rzeczypospolitej nie widziaa
partii godnej Winiowieckiego, a za granic chyba midzy arcyksiniczkami austriackimi,
wic te sowa brata przypieky j jakby rozpalonym elazem.
 Janie!  rzeka  czekaj!
 Pani siostro  odrzek starosta kauski  chciaem, primo: zoy ci dowd, i niesusznie
mnie posdzasz, secundo: i powinna kogo innego pilnowa. Teraz uczynisz, jak zechcesz, ja
nie mam wicej nic do gadania.
Tu pan Zamoyski skoni si i wyszed.
ROZDZIA XXXV
Pan starosta kauski niezupenie kama przed siostr, mwic o afektach Michaowych dla
Anusi, gdy mode ksitko kochao si w niej tak jak i wszyscy, nie wyczajc paziw dworskich.
Ale bya to mio niezbyt gwatowna i zgoa nieprzedsibiorcza; raczej sodkie rozdurzenie
gowy i zmysw, nie poryw serca, ktre miujc, do wiecznego posiadania umiowanego
przedmiotu dy. Do takiego denia nie mia Micha do energii.
Niemniej ksina Gryzelda, marzc o wietnej przyszoci dla syna, przerazia si mocno tym
uczuciem.
W pierwszej chwili zdumiaa j naga zgoda pana starosty na wyjazd Anusi; obecnie przestaa
o tym myle, tak dalece ca jej dusz zajo groce niebezpieczestwo. Rozmowa z synem,
ktry blad i dra przed ni, a wprzd, nim si do czego przyzna, ju pocz zy wylewa,
utwierdzia j w mniemaniu, e bezpieczestwo jest grone.
Jednake nie od razu przezwyciya skrupuy sumienia i dopiero gdy Anusia, ktrej chciao
si nowy wiat i nowych ludzi zobaczy, a moe i pobaamuci piknego kawalera, przypada jej
do ng z prob o pozwolenie, ksina nie znalaza do siy, by go jej odmwi.
Anusia zalewaa si wprawdzie zami na myl rozki ze sw pani i matk, ale dla sprytnej
dziewczyny byo zupenie jasne, e proszco rozk oddala tym samym od siebie wszelkie podejrzenia,
jakoby w jakich z gry powzitych celach baamucia mode ksitko lub te samego
pana starost.
Ksina Gryzelda chcc si przekona, czy nie ma jakiej zmowy midzy bratem starost a
Kmicicem, kazaa temu ostatniemu stawi si przed sob. Przyrzeczenie pana starosty, e nie
ruszy si z Zamocia, uspokoio j wprawdzie znacznie, chciaa jednak pozna bliej czowieka,
ktry mia dziewczyn przeprowadza.
Rozmowa z Kmicicem uspokoia j zupenie.
Modemu szlachcicowi patrzya z siwych oczu taka szczero i prawda, e niepodobna byo o
niej wtpi. Przyzna si od razu, e w innej zakochany i przeto do baamuctwa nie ma ni chci,
ni gowy. Wreszcie da parol kawalerski, i dziewczyn obroni przed wszelk przygod, chybaby
sam pierwej gow naoy.
 Do pana Sapiehy j odwioz bezpiecznie, gdy starosta powiada, e nieprzyjaciel z Lublina
ustpi... Ale potem nie chc nic o niej wiedzie... I nie dlatego, abym powolnych sub dla waszej
ksicej moci mia si wzdraga, bo dla wdowy po najwikszym wojowniku i chwale caego
narodu gotowem zawsze krew przela... Ale e mam tam swoje cikie sprawy, z ktrych
nie wiem, czyli skr ca wynios.
 Nie chodzi te o nic wicej  odrzeka ksina  jeno by j do pana Sapieyskich rk odda,
a pan wojewoda uczyni to dla mnie, i dalszej nad ni opieki nie odmwi.
Tu wycigna mu rk, ktr on ze czci najwiksz ucaowa; ona za rzeka jemu na poegnanie:
 Czuwaj, panie kawalerze, czuwaj! I tym si nie ubezpieczaj, e kraj od nieprzyjaciela wolny.
Ostatnie sowa zastanowiy Kmicica, lecz nie mia czasu nad nimi rozmyla, bo wkrtce uapi
go pan starosta.
 C, moci rycerzu  rzek wesoo  najwiksz ozdob z Zamocia mi wywozisz?
 Ale z wol pask  odpowiedzia Kmicic.
 Pilnuje jej dobrze. akomy to specja! Gotw ci j kto odbi!
 A niech jeno poprbuje! O wa! Daem parol kawalerski ksinej pani, a u mnie parol wita
rzecz!
 No! na miech jeno mwi... Nie potrzebujesz si ba ani ostronoci nadzwyczajnych
przedsibra.
 A taki poprosz janie wielmonego pana o jakow kolask zamykan i blachami opatrzon.
 Dam ci i dwie... Ale przecie zaraz nie jedziesz?
 Boga! Pilno mi! I tak tu za dugo siedz.
 To wypraw swoich Tatarw naprzd do Krasnegostawu. Ja ze swej strony pchn goca, aby
tam obroki byy dla nich gotowe, a tobie eskort wasn a do Krasnegostawu dam. Nic ci tu
spotka zego nie moe, bo to kraj mj... Dam ci dobrych pachokw z niemieckiej dragonii,
ludzi miaych i drg wiadomych... Zreszt, do Krasnegostawu trakt jak sierpem rzuci.
 A czemu to mam si sam ostawa?
 Aby si z nami duej zabawi, miym mi jeste gociem i rad bym wapana choby cay
rok zatrzyma. A przy tym posaem po stada do Perespy, moe si jakowy bachmacik dla wapana
wybierze, ktry ci w potrzebie nie zawiedzie, wierzaj!...
Kmicic spojrza bystro w oczy starocie, potem, jakby powziwszy nage postanowienie,
rzek:
 Dzikuj i ostaj, a Tatarw naprzd wyprawi.
I poszed zaraz wyda im rozkazy, a wziwszy na stron Akbaha-Uana, tak mwi:
 Akbahu-Uanie. Macie i naprzd do Krasnegostawu, prostym traktem, jakoby kto sierpem
rzuci. Ja tu ostaj i w dzie po was rusz majc starocisk eskort. Suchaje teraz, co ci powiem:
oto mi do Krasnegostawu nie pjdziecie, jeno mi w pierwszych lasach niedaleko za Zamociem
przypadnij tak, aby ywa dusza o was nie wiedziaa; a gdy wystrza na gocicu usyszycie,
to do mnie, bo mi tu chc jakow nieszczero wyrzdzi.
 Twoja wola!  odrzek Akbah-Uan przykadajc do do czoa, ust i piersi.
Przejrzaem ci, panie starosto!  rzek do siebie Kmicic.  W Zamociu siostry si boisz,
wic chcesz dziewczyn porwa i gdzie w pobliu osadzi, a ze mnie instrumentum swych dz
uczyni, a kto wie, czy i garda nie wzi. Czekaje! Trafie na lepszego od si... I sam si we
wasny potrzask uchwycisz.
Wieczorem porucznik Szurski zastuka do drzwi Kmicica. Oficer take co wiedzia, czego
si domyla, a e Anusi miowa, wola wic, by odjechaa, ni eby w moc pana starosty wpada.
Jednake mwi otwarcie nie mia, a moe take nie mia pewnoci; dziwi si wic tylko,
i Kmicic zgodzi si na wysanie przodem Tatarw; zarcza, e drogi nie s tak bezpieczne,
jako mwi, e wszdy wcz si kupy zbrojne i do gwatownych uczynkw skore.
Lecz pan Andrzej postanowi udawa, e niczego si nie domyla.
 Co mnie moe spotka?  mwi  przecie pan starosta kauski daje mi wasn eskort!
 Ba! Niemcw!
 Zali to niepewni ludzie?
 Tym psubratom nigdy ufa nie mona. Bywao, e zmwiwszy si w drodze, do nieprzyjaci
zbiegali...
 Szwedw przecie nie ma z tej strony Wisy.
 S, psiajuchy, w Lublinie! Nieprawda, e wyszli. Szczerze waszmoci radz, nie wyprawiaj
naprzd Tatarw, bo w wikszej kupie zawsze bezpieczniej.
 Szkoda, e mi wapan wprzd tego nie mwi. Jeden mam jzyk w gbie i raz danego rozkazu
nie cofam.
Jako nazajutrz Tatarzy ruszyli naprzd. Kmicic mia za jecha pod wieczr, tak aby na
pierwszy nocleg stan w Krasnymstawie. Tymczasem wrczono mu dwa listy do pana Sapiehy:
jeden od ksinej, drugi od pana starosty.
Kmicic mia wielk ochot otworzy ten ostatni, jednak nie mia, natomiast przejrzawszy go
pod wiato, przekona si, e w rodku jest czysty papier. Odkrycie to upewnio go ostatecznie,
e i dziewczyna, i listy maj mu by w drodze odebrane.
Tymczasem przyszo stado z Perespy i pan starosta obdarzy modego rycerza nad podziw
piknym bachmacikiem, ktrego on z wdzicznoci przyj mylc sobie w duszy, e dalej na
nim zajedzie, ni si pan starosta spodziewa. Myla take o swoich Tatarach, ktrzy ju musieli
w lasach zapa, i miech pusty go bra. Chwilami znw burzy si w duszy i obiecywa sobie
da panu starocie dobr nauk.
Nadszed wreszcie czas obiadu, ktry upyn bardzo pospnie. Anusia miaa czerwone oczy;
oficerowie milczeli gucho, jeden pan starosta by wes i kaza dolewa w kielichy, ktre Kmicic
spenia jeden za drugim. Lecz gdy nadesza pora odjazdu, niewiele osb egnao odjedajcych,
gdy pan starosta powyprawia oficerw po subie.
Anusia pada do ng ksinie i dugo nie mona jej byo oderwa, sama za ksina miaa w
twarzy niepokj widoczny. Moe i wyrzucaa sobie po cichu, i pozwolia na odjazd wiernej
suki, wrd takich czasw, w ktrych nietrudno byo o przygod. Lecz gony pacz Michaa,
ktry, trzymajc pici przy oczach, bucza jak ak szkolny, utwierdzi dumn pani w przekonaniu,
i trzeba dalszym skutkom modocianego afektu zapobiec. Wreszcie uspokajaa si i t
nadziej, e w rodzinie sapieyskiej znajdzie dziewczyna opiek, bezpieczestwo i wreszcie
ow wielk fortun majc jej los na reszt ycia zabezpieczy.
 Wacinej cnocie, mstwu i honorowi j powierzam  rzeka raz jeszcze ksina do Kmicica
 a wapan pamitaj, ie mi zaprzysig, jako j bez szwanku do pana Sapiehy odprowadzisz.
 Jako szko bd wiz, a w potrzebie pakuami obwin, em za parol da, to chyba mier
mi go dochowa przeszkodzi  odrzek rycerz.
I poda rami Anusi, ona za za bya na niego, bo wcale na ni nie patrzy i do lekko traktowa,
wic podaa mu rk bardzo dumnie, odwracajc wzrok i gow w inn stron.
al jej byo odjeda i strach j teraz bra, ale cofa si byo ju za pno.
Nadesza chwila, siedli wic, ona do karetki ze star sug, pann Suwalsk, on na ko i ruszyli.
Dwunastu rajtarw niemieckich otaczao kolask i wz z Anusinymi ubami. Gdy wreszcie
skrzypny brony w Warszawskiej bramie i rozleg si turkot k po zwodzonym mocie, Anusia
uderzya w pacz gony.
Kmicic pochyli si do kolaski.
 Nie bj si wapanna, nie zjem ci!
Grubian!  pomylaa Anusia.
Jechali czas jaki wedle domw lecych za murami wprost ku Staremu Zamociu, po czym
wyjechali na pola i wjechali w br, ktry w owych czasach cign si pagrzystym krajem a
hen, do Bugu i za Bug z jednej strony, z drugiej szed, przerywany wsiami, a do Zawichosta.
Noc ju zapada, ale bardzo pogodna i widna, trakt znaczy si srebrnym szlakiem; cisz przerywa
tylko hurkot karetki i ttent koni rajtarskich.
Tu ju moi Tatarowie musz tkwi w gszczach jako wilcy  pomyla Kmicic.
Wtem nadstawi ucha.
 Co to?  zapyta oficera dowodzcego rajtarami.
 Sycha ttent!... Jaki jedziec pdzi w skok za nami!  odrzek oficer.
Zaledwie skoczy, dopad na spienionym koniu Kozak woajc:
 Pan Babinicz! pan Babinicz! Pymo od pana starosty!
Orszak wstrzyma si. Kozak poda list panu Kmicicowi.
Kmicic rozama piecz i przy wietle latarni, umieszczonej przy kole kolaski, czyta, co
nastpuje:
Moci, a mnie wielce miy, panie Babinicz! Wprdce po odjedzie panny Borzobohatej-
Krasieskiej dosza mnie wie, i Szwedzi nie tylko nie ustpili z Lublina, ale na mj Zamo
uderzy zamierzaj. Wobec tego dalsza droga i peregrynacja staj si niepodobne. Zwaywszy
wic owe pericula, na jakie biaogowa naraona by by moga, chcemy pann Borzobohat
mie z powrotem w Zamociu. Ci sami rajtarowie j odwioz, wapana za, ktremu w dalsz
drog musi by pilno, na prno fatigare nie chcemy. Ktr wol nasz oznajmujc waszej moci,
prosimy, aby rajtarom wedle naszych chci rozkazy wyda zechcia.
Przecie jest w nim tyle uczciwoci, e na gow moj nie nastaje, jeno mnie na dudka chce
wystrychn  pomyla Kmicic.  Wraz si te okae jawnie, czy jest w tym zasadzka, czyli jej
nie ma.
Tymczasem Anusia wysadzia gow przez okno.
 A co tam?  spytaa.
 Nic! pan starosta kauski jeszcze raz wapann mojemu mstwu poleca. Nic wicej.
Tu zwrci si do wonicy i rajtarw:
 Jazda! Lecz oficer dowodzcy rajtarami osadzi konia.
 Stj!  krzykn na wonic.
Po czym do Kmicica:
 Jak to jazda?
 A po co duej w lesie sta?  spyta z gupia frant Kmicic.
 Bo wasza mo odebrae jakowy rozkaz.
 A waci co do tego! Odebraem i wanie dlatego rozkazuj: jazda!
 Stj!  zawoa oficer.
 Jazda!  powtrzy Kmicic.
 Co tam?  spytaa znw Anusia.
 Nie pojedziem ni kroku dalej, nim rozkazu nie obacz!  rzek stanowczo oficer.
 Rozkazu nie obaczysz, bo nie tobie go przysano!
 Skoro waszmo sucha go nie chcesz, to ja go wykonam... Ruszaje sobie tedy waszmo
z Bogiem do Krasnegostawu i bacz, aebymy czego nie przyoyli na drog, a my z pann wracamy.
Pan Kmicic tego tylko chcia, aby oficer wyzna, i wie, co jest w rozkazie; okazao si bowiem
z tego z zupen pewnoci, e caa sprawa jest z gry uoonym podstpem.
 Ruszaj z Bogiem!  powtrzy gronie ju oficer.
I w tej chwili rajtarzy powydobywali bez komendy szable z pochew.
 O takie syny! nie do Zamocia chcielibycie dziewk wie, jeno gdzie na uboczu osadzi,
aby starosta swobodnie dzom swym cugle mg popuszcza. Alecie na mdrzejszego trafili!
To rzekszy wypali w gr z pistoletu.
Na w odgos w gbiach lasu rozleg si wrzask straszliwy, jak gdyby wystrza zbudzi cae
stada wilkw pice w pobliu. Wycie ozwao si z przodu, z tyu, z bokw, jednoczenie rozleg
si ttent koni, chrupot gazi amanych pod kopytami i na trakcie zaczerniay kupy jedcw,
ktre si zbliay z nieludzkim wyciem i piskiem.
 Jezus! Maria! Jzef!  woay przeraone niewiasty w kolasce.
Tymczasem Tatarzy dopadli chmur, lecz Kmicic wstrzyma ich trzykrotnym okrzykiem, sam
za zwrci si do przeraonego oficera i chepi si pocz:
 Poznaj, na kogo trafi... Pan starosta na dudka chcia mnie wystrychn, lepe instrumentum
ze mnie uczyni... A tobie rajfursk funkcj powierzy, ktrej si dla aski paskiej podje,
panie oficyjerze. Kaniaje si od Babinicza panu starocie i powiedz mu, e dziewka dojedzie
bezpiecznie do pana Sapiehy!
Oficer potoczy naokoo przelkym wzrokiem i ujrza dzikie twarze patrzce ze straszliwym
akomstwem na niego i na rajtarw. Zna byo, e czekaj tylko jednego wyrazu, aeby rzuci
si na nich i porozrywa w sztuki.
 Wasza mio uczyni, co zechce, bo z przemoc nie wskramy  odrzek drcym gosem 
ale pan starosta potrafi si pomci.
Kmicic rozmia si.
 Nieche na tobie si mci, bo gdyby nie to, e si zdradzi, gdyby nie okaza, e wiesz z
gry, co jest w rozkazie, i nie przeciwi si dalszej jedzie, to by mnie nie przekona o zasadzce
i dziewk zaraz bym w Krasnostawie odda. Powiedze i to panu starocie, by mdrzejszych od
ci rajfurami swymi kreowa.
Spokojny ton, z jakim pan Kmicic to mwi, upewni nieco oficera, przynajmniej pod tym
wzgldem, i ani jemu, ani rajtarom mier nie grozi, wic odetchn lej i rzek:
 Mamy z niczym wraca do Zamocia?
A Kmicic:
 Z niczym nie wrcicie, bo wrcicie z pismem moim, ktre kademu z was na skrze ka
wypisa.
 Wasza mio...
 Bierz ich!  krzykn Kmicic.
I sam zaraz ucapi za kark oficera.
Rozpocza si zawierucha i kotowanina naok kolaski. Wrzask Tatarw stumi woanie o
pomoc i krzyki przeraenia wydobywajce si z piersi niewiast.
Lecz szamotanie niedugo trwao, gdy w dwa pacierze pniej rajtarowie leeli ju na trakcie
powizani jeden obok drugiego.
Teraz Kmicic rozkaza siec ich batokami z byczego surowca, lecz nie nad miar, aeby wrci
mogli piechot do Zamocia. Otrzymali wic proci onierze po sto, a oficer sto pidziesit
plag, pomimo prb i zakl Anusi, ktra nie rozumiejc, co si wokoo niej dzieje, sdzia, e w
straszliwe jakie rce wpada, i skadajc donie, bagaa ze zami w oczach o ycie.
 Daruj, rycerzu!... Com ja ci winna?... Daruj! Oszczd!...
 Cicho panna bd!  hukn Kmicic.
 Com ci zawinia?
 Moe i sama w zmowie!...
 W jakiej zmowie? Boe, bd miociw mnie grzesznej!...
 To wapanna nie wiesz, e pan starosta pozornie jeno na wyjazd wapanny dozwoli, aby
ci od ksinej odczy, a w drodze porwa, i aby w jakim pustym zameczku na cnot twoj
nastawa!
 Jezusie Nazareski!  krzykna Anusia.
I tyle byo w tym okrzyku prawdy i szczeroci, i Kmicic rzek agodniej:
 Jake? To wapanna nie w zmowie?... Moe to by!
Anusia zakrya twarz rkoma, lecz nie moga nic mwi, jeno powtarzaa raz po razu:
 Jezus, Mario! Jezus, Mario!
 Uspokj si panna  rzek jeszcze agodniej pan Kmicic.  Pojedziesz bezpiecznie do pana
Sapiehy, bo tego pan starosta nie wyliczy, z kim ma spraw... Ot, ci ludzie, ktrych tam siek,
mieli ci porwa... Daruj ich zdrowiem, aby mogli panu starocie opowiedzie, jako im gadko
poszo.
 To wapan mnie od haby obroni?
 Tak jest! chociaem nie wiedzia, czy rada bdziesz,
Anusia, zamiast odpowiada lub zaprzecza, chwycia nagle pana Andrzeja za rk i przycisna
j do swych bledziuchnych ust.
A po nim skry przeszy od ng do gowy.
 Daj panna spokj, dla Boga! Co to znowu!..  krzykn.  Siadaj panna do kolaski, bo noyny
przemoczysz... A nie bj si!... U matki nie byoby ci przezpieczniej...
 Pojad teraz z wapanem choby na koniec wiata!
 Wapanna takich rzeczy nie powiadaj!
 Bg ci nagrodzi, e cnoty broni!
 Pierwszy raz mi si sposobno trafia  odrzek Kmicic.
A ciszej mrukn sam do siebie:
 Tylem jej dotd broni, ile kot napaka!
Lecz tymczasem ordycy przestali batoy rajtarw, kaza ich wic pan Andrzej pogna nagich
i pokrwawionych traktem do Zamocia. Poszli zy rzewne wylewajc. Konie, bro i odzie
darowa Kmicic swoim Tatarom i ruszyli szybko naprzd, bo niebezpiecznie byo zwczy.
Przez drog nie mg si mody rycerz powstrzyma od chci zagldania do kolaski, a raczej
od spogldania w bystre oczka i cudne lica dziewczyny. Pyta te za kadym razem, czy jej czego
nie trzeba, czy kolaska wygodna i czy zbyt szybka jazda nie nuy.
Ona odpowiadaa mu zatem wdzicznie, e jej tak dobrze, jako nigdy nie bywao. Ochona
ju ze strachu zupenie. Serce wezbrao jej ufnoci do obrocy. W duszy za mylaa:
Nie tak nieuyty ani taki grubian, jakom z pocztku mniemaa!
 Ej, Oleka, co ja dla ciebie cierpi!  mwi sobie Kmicic  zali mnie niewdzicznoci nakarmisz?...
eby tak w dawnych czasach... u, ha!...
Tu kompanionowie przyszli mu na myl i rne swawole, ktrych si na spk z nimi dopuszcza,
wic chcc odegna pokusy, pocz za ich nieszczsne dusze odmawia Wieczny odpoczynek.
Przybywszy do Krasnegostawu, uzna pan Kmicic, e lepiej na wieci z Zamocia nie czeka,
i zaraz ruszy w dalsz drog. Wszelako na odjezdnym napisa i przesa panu starocie list nastpujcy:
Janie Wielmony Panie Starosto, a mnie wielce
miociwy askawco i Dobrodzieju!
Kogo Bg wielkim na tym wiecie uczyni, temu i dowcipu sporsz miar namierzy. Poznaem
to od razu, ie J. W. Pan jeno na prb chcia mnie wystawi, przesyajc mi rozkaz wydania
panny Borzobohatej-Krasieskiej, a poznaem to tym lepiej, gdy rajtarowie owi zdradzili, i
tenor rozkazu wiedz, chociaem im listu nie pokazywa i cho J. W. Pan piszesz mi, i namys
dopiero po naszym wyjedzie przyszed. Jako wic z jednej strony podziwiam tym bardziej
przezorno pask, tak z drugiej dla zupenego uspokojenia troskliwego opiekuna, ponownie
przyrzekam, i nic mnie od spenienia powierzonej mi funkcji odwie nie zdoa. Ale e odakowie
owi, le widocznie intencj pask rozumiejc, wielkimi grubianami si okazali, a nawet
zdrowiu memu grozili, mniemam przeto, i utrafibym w myl J. W. Pana, gdybym ich by obwiesi
kaza. Czego em nie uczyni, o przebaczenie J. W. Pana upraszam; wszelako batokami
kazaem ich przystojnie oci, ktr kar jeli J. W. Pan za zbyt ma uznasz, wedle swej paskiej
woli multyplikowa moesz. Przy czym tuszc, iem na wiksz ufno i wdziczno J.
W. Pana zarobi, pisz si wiernym i yczliwym W. Paskiej moci sug  Babinicz.
Dragoni, dowlkszy si do Zamocia pn noc, nie mieli si na oczy panu starocie kauskiemu
pokaza, dowiedzia si wic o caym zajciu dopiero z tego listu, ktry nazajutrz krasnostawski
kozak przywiz.
Przeczytawszy go pan starosta na trzy dni w swojej komnacie si zamkn, nikogo z dworzan,
prcz pokojowcw, ktrzy mu je nosili, do siebie nie puszczajc. Syszano te, i kl po francusku,
co czyni tylko wwczas, gdy by w najwyszej pasji.
Powoli jednak uspokoia si ta burza. Przez czwarty i pity dzie bardzo by jeszcze pan starosta
milczcy; u co w sobie i za ws szarpa! a dopiero w tydzie bdc ju wcale wesoym
i podpiwszy troch przy stole, pocz nagle ws krci, nie szarpa, i ozwa si do ksinej Gryzeldy:
 Pani siostro, wiesz, e mi nie brak przezornoci... Wystawiem te umylnie par dni temu
na prb owego szlachcica, ktry Anusi zabra, i mog ci upewni, e j wiernie do rk pana
Sapieyskich dowiezie.
I zdaje si, e ju w miesic pniej zwrci pan starosta serce gdzie indziej, a prcz tego by
cakiem i sam przekonany, e co si stao, stao si z jego wol i wiedz.
ROZDZIA XXXVI
Wojewdztwo lubelskie w znacznej czci, a podlaskie niemal zupenie, byo w rku polskim,
to jest konfederacji i sapieyskim. Poniewa krl szwedzki bawi cigle w Prusach, gdzie z
elektorem traktowa, Szwedzi wic nie czujc si bardzo na siach wobec oglnego powstania,
ktre wzmagao si z kad chwil, nie mieli si wychyla z miast i zamkw, a mniej jeszcze
przechodzi Wis, poza ktr siy polskie byy najwiksze. Pracowano wic w owych dwch
wojewdztwach nad utworzeniem znacznego i porzdnego wojska, ktre by si z regularnym
szwedzkim onierzem mierzy mogo. Po miastach powiatowych wiczono piechot, a poniewa
chopi w ogle chwycili za bro, zatem i ludzi nie brako, trzeba byo tylko uj w kluby i w
regularn komend owe kupy niesforne, czsto dla wasnego kraju niebezpieczne.
Zajmowali si tym rotmistrze powiatowi. Obok tego krl wyda mnstwo listw zapowiednich
starym i dowiadczonym onierzom, zacigi szy wic we wszystkich ziemiach, a e ludzi
wojennych w tych stronach nie brako, tworzyy si wic chorgwie jazdy bardzo doskonaej.
Jedne szy za Wis, podsyca wojn z tamtej strony, drugie do pana Czarnieckiego, trzecie do
pana Sapiehy. Takie mnstwo rk chwycio za bro, e wojsko Jana Kazimierza ju byo od
szwedzkiego liczniejsze.
Kraj, nad ktrego saboci zdumiewaa si niedawno caa Europa, dawa teraz przykad siy,
ktrej nie domylali si w nim nie tylko nieprzyjaciele, ale nawet wasny krl, nawet ci, ktrych
wierne serce rozdzierao si przed kilku miesicami z blu i desperacji. Znajdoway si pienidze,
zapa, mstwo; najbardziej zrozpaczone dusze ogarniao przekonanie, i nie masz takiego
pooenia, takiego upadku, takiej saboci, z ktrej by nie byo ratunku, i e tam, gdzie si dzieci
rodz, tam otucha umrze nie moe.
Kmicic szed naprzd bez przeszkd, zbierajc po drodze niespokojne duchy, ktre chtnie
przystaway do czambuku w tej nadziei, e na wspk z Tatary najwicej zayj krwi i grabiey.
Tych w rzdnych i sprawnych onierzy atwo zamienia, bo mia ten dar, i strach a posuch
budzi w podwadnych. Witano go po drodze radonie, a to z powodu Tatarw. Widok ich bowiem
przekonywa, i chan naprawd Rzeczypospolitej idzie z pomoc. Oczywicie gruchna
wie, e panu Sapiee wal auxilia, zoone z czterdziestu tysicy wyborowego tatarskiego komuniku.
Rozpowiadano cuda o modestii tych sprzymierzecw, jako adnych gwatw ni zabjstw
po drodze nie czyni. Podawano ich wasnym onierzom za przykad.
Pan Sapieha sta chwilowo w Biaej. Siy jego skaday si z okoo dziesiciu tysicy wojsk
regularnych, jazdy i piechoty. Byy to szcztki wojsk litewskich, podsycone nowym ludem. Jazda,
zwaszcza niektre jej chorgwie, przewyszaa dzielnoci i sprawnoci szwedzk rajtari,
lecz piechota le bya wywiczona i brako jej strzelby, a zwaszcza prochw. Brako take armat.
Myla wojewoda witebski, e si zaopatrzy w nie w Tykocinie, tymczasem Szwedzi, wysadziwszy
siebie samych prochami, zniszczyli zarazem wszystkie dziaa zamkowe.
Obok tych si stao w okolicach Biaej do dwunastu tysicy pospolitakw z caej Litwy, z Mazowsza,
z Podlasia, lecz z tych niewiele obiecywa sobie wojewoda poytku, zwaszcza e niezmiern
moc wozw ze sob majc, utrudniali pochody i czynili z obozu ociae i nieruchome
zbiorowisko.
Kmicic o jednym myla wjedajc do Biaej. Oto pod Sapieh suyo tylu szlachty z Litwy
i tylu oficerw radziwiowskich, dawnych jego znajomych, i obawia si, e go poznaj, a poznawszy
na szablach roznios, zanim zdoa krzykn: Jezus, Maria! Imi jego byo znienawidzone
w caej Litwie i w sapieyskim obozie, bo wiea jeszcze bya pami, jako suc Radziwiowi
wycina te chorgwie, ktre si przeciw hetmanowi za ojczyzn opowiedziay.
Lecz dodao panu Andrzejowi to otuchy, e si zmieni bardzo. Bo naprzd wychud, po wtre
przybya mu przez twarz blizna od Bogusawowej kuli; na koniec nosi teraz brod, do du-
g, na kocu w szwedzki wicher zakrcon, a e wsy podczesywa do gry, by wic wiele podobniejszy
do jakiego Eriksona ni do polskiego szlachcica.
Byle si od razu tumult przeciwko mnie nie uczyni, to po pierwszej bitwie ju mnie inaczej
bd sdzili  myla sobie Kmicic wjedajc do Biaej.
Wjeda te mrokiem, oznajmi si, skd jest, e listy krlewskie wiezie, i zaraz prosi pana
wojewod o osobn audiencj.
Wojewoda przyj go askawie, a to z powodu gorcych polece krlewskich.
Posyamy wam najwierniejszego sug naszego  pisa krl  ktry Hektorem czstochowskim
od czasu oblenia sawnego miejsca jest nazwany, nasz za wolno i nasze zdrowie wasnym
yciem w czasie przeprawy przez gry ratowa. Tego w szczeglniejszej opiece miejcie,
aby mu krzywda od onierzy si nie staa. Nazwisko jego prawdziwe wiemy oraz i racje, dla
ktrych pod przybranym suy, z powodu ktrego przybrania nikt nie ma go w podejrzenie podawa
ani o praktyki posdza.
 A dlaczego wa przybrane nazwisko nosisz, nie mona wiedzie?  pyta pan wojewoda.
 Bom jest banit i pod wasnym nie mgbym zaciga. Krl da mi za listy zapowiednie i
jako Babinicz zaciga mog.
 Po co ci zacigi, skoro masz Tatarw?
 By i najwiksza sia nie zawadzi.
 A za co banit?
 Pod czyj komend id i kogo o opiek prosz, temu wszystko jako ojcu wyzna winienem.
Prawdziwe moje nazwisko jest: Kmicic!
Wojewoda cofn si par krokw.
 Ktry krla i pana naszego porwa ywym lub umarym Bogusawowi obiecywa?
Kmicic opowiedzia z ca sw energi, jak i co si zdarzyo, jako Radziwiom otumaniony
suy, jako usyszawszy z ust Bogusawa o istotnych ksit zamiarach, porwa go, i z tego powodu
nieubagan zemst na si cign.
Wojewoda uwierzy, bo nie mg nie uwierzy, zwaszcza gdy i krlewskie listy prawd sw
Kmicicowych potwierdzay. Wreszcie w wojewodzie dusza bya tak rozradowana, i najwikszego
swego wroga byby w tej chwili do serca przycisn, najwikszy grzech odpuci. Rado
t sprawi mu nastpujcy ustp krlewskiego listu:
Jakkolwiek wakujca po mierci wojewody wileskiego wielka buawa litewska wedle zwykego
prawa tylko na sejmie moe by nastpcy oddana, przecie w ekstraordynaryjnych dzisiejszych
okolicznociach, niechajc pospolitego trybu, Wam, wielce nam miym, dla dobra Rzeczypospolitej
i Waszych wiekopomnych zasug, buaw on oddajemy, susznie mniemajc, e
da Bg uspokojenie, na przyszym sejmie aden gos przeciwko tej woli naszej si nie podniesie
i uczynek nasz ogln aprobat otrzyma.
Pan Sapieha, jak mwiono wwczas w Rzeczypospolitej, zastawi kontusz i sprzeda ostatni
srebrn yk, nie suy wic dla korzyci ani dla honorw ojczynie. Lecz nawet najbezinteresowniejszy
czowiek rad widzi, i zasugi jego ceni, wdzicznoci pac, cnot uznaj. Dlatego
od powanej jego twarzy blask bi niezwyky.
Akt ten woli krlewskiej nowym splendorem przyozdabia rd sapieyski, a na to adne z
wczesnych krlewit nie byo obojtne; dobrze, jeli byli tacy, ktrzy do wyniesienia per
nefas nie dyli. Wic te pan Sapieha gotw by teraz uczyni dla krla wszystko, co byo i co
nie byo w jego mocy.
 Skorom jest hetmanem  rzek do pana Kmicica  to pod moj inkwizycj podchodzisz i
opiek znajdziesz. Sia tu jest pospolitego ruszenia, wic i tumult gotowy, dlatego bardzo w oczy
nie le, pki ja onierzw nie ostrzeg i tej potwarzy z ciebie nie zdejm, ktr Bogusaw rzuci.
Kmicic podzikowa z serca i z kolei pocz mwi o Anusi, ktr ze sob do Biaej przywiz.
Na to pan hetman nu zrzdzi, ale e w humorze by wymienitym, wic i zrzdzi wesoo.
 Owariowa Sobiepan! jak mi Bg miy!  rzek.  Siedz sobie tam z siostr za zamojskimi
murami jak u Pana Boga za piecem i myl, e kady moe, tak jak on, poy od kontusza rozgartywa,
do komina si obraca i plecy grza. Ja Podbipitych znaem, bo to krewni Brzostowskich,
a Brzostowscy moi. Fortuna paska, nie ma co mwi, ale chocia wojna z Septentrionami
na czas omdlaa, przecie w tamtych stronach jeszcze stoj... Gdzie czego szuka, gdzie jakie
sdy, jakie urzdy? Kto bdzie fortun odbiera i dziewk instalowa? Powariowali na czysto!
Mnie Bogusaw na karku siedzi, a ja mam wojskiego funkcj peni i babami sobie gow zaprzta...
 Nie baba to, ale winia  odrzek Kmicic.  A co mi tam... Kazali wie, wiozem; kazali
odda, oddaj!
Stary hetman wzi na to pana Kmicica za ucho i rzek:
 A kto ci tam wie, zbereniku, jak ty j odwiz... Bro czego Boe, jeszcze bd ludzie
gadali, e j od sapieyskiej opieki kolki spary, i ja, stary, bd oczyma wieci... Cecie to
na popasach czynili? Gadaj mi jeno zaraz, poganinie, zali od swoich Tatarw bisurmaskich
obyczajw nie przej?
 Na popasach?...  odrzek wesoo Kmicic.  Na popasach kazaem sobie pachokom skr
dyscyplinami ora, a to eby mniej przystojne chci wygna, ktre pod skr maj swoje siedlisko,
a ktre confiteor, na ksztat bkw mnie ciy.
 A widzisz... Godnae to jaka dziewka?
 At, koza! cho okrutnie gadka, a jeszcze wicej przylepna.
 Ju bisurmanin si znalaz!
 Ale cnotliwa jako mniszka, to jej musz przyzna. A co do kolek, mniemam, e by j prdzej
od pana zamojskiej opieki spary.
Tu Kmicic opowiedzia, jak i co byo. Dopiero hetman pocz go klepa po ramieniu a mia
si.
 No, wik z ciebie! Nie darmo tyle o Kmicicu powiadaj. Nie bj si! Pan Jan czek niezawzity
i mj konfident. Przejdzie mu pierwsza pasja, to si jeszcze sam umieje i ciebie nagrodzi.
 A nie potrzebuj!  przerwa Kmicic.
 Dobrze i to, e ambicj masz i ludziom w rce nie patrzysz. Usu mi jeno przeciwko Bogusawowi
tak sprawnie, to o dawne kondemnaty nie bdziesz si potrzebowa ba.
Tu zdziwi si Sapieha spojrzawszy na t twarz oniersk, przed chwil jeszcze tak szczer i
weso. Pan Kmicic na wzmiank o Bogusawie przyblad zaraz i twarz mu si skurczya jak
paszcza zemu psu, gdy chce ksa.
 Bogdaj si wasn lin ten zdrajca otru, byle mi jeszcze przed skonaniem w rce wpad! 
rzek ponuro.
 Twej zawzitoci si nie dziwi... Pamitaj tylko, by gniew w tobie roztropnoci nie zadawi,
bo nie z byle kim to sprawa. Dobrze, e ci krl tu przysa. Bdziesz mi Bogusawa podchodzi
jako dawniej Chowaskiego.
 Bd go lepiej podchodzi!  odpar rwnie ponuro Kmicic.
Na tym skoczya si rozmowa. Kmicic odjecha spa do kwatery, bo by strudzon drog.
Tymczasem rozbiega si wie pomidzy wojskiem, e krl wielk buaw ukochanemu wodzowi
przysa. Rado tedy jak pomie wybuchna pomidzy tysicami ludzi.
Towarzystwo i oficerowie spod rnych chorgwi poczli tumnie nadbiega do kwatery
hetmaskiej. Upione miasto ockno si ze snu. Porozpalano ognie. Chorowie nadbiegli z
chorgwiami. Zagray trby, zahuczay koty, zagrzmiay wystrzay z dzia i muszkietw, a pan
Sapieha uczt wspania wyprawi i przewiwatowano noc ca pijc za zdrowie krlewskie, hetmaskie
i na przysze zwycistwo nad Bogusawem.
Pan Andrzej nie by, jako si rzeko, na uczcie obecny. Natomiast pan hetman wszcz przy
stoach rozmow o Bogusawie i nie powiadajc, kto jest w oficer, ktry z Tatarami przyjecha i
buaw przywiz, mwi oglnie o przewrotnoci ksicia.
 Obaj Radziwiowie  rzek  kochali si w praktykach, ale ksi Bogusaw jeszcze nieboszczyka
stryjecznego przewyszy... Pamitacie waszmociowie Kmicica albo przynajmniej
syszelicie o nim. Ot imainujciee sobie, i to, co ksi Bogusaw rozpuci: jakoby mu si
Kmicic ofiarowa rk na krla i pana naszego podnie, to nieprawda!
 Januszowi jednake Kmicic pomaga dobrych kawalerw wycina.
 Tak jest, Januszowi pomaga, ale wreszcie i on si spostrzeg, a spostrzegszy si, nie tylko
sub porzuci, ale jak to wiecie, e czek by zuchway, jeszcze si na Bogusawa porwa. Podobno
tam ju ciasno byo z modym ksiciem i ledwie zdrowie z rk Kmicicowych salwowa.
 Kmicic by onierz wielki  odezway si liczne gosy.
 Ksi za przez zemst tak na niego potwarz wymyli, od ktrej dusza si wzdryga.
 Diabe by lepszej nie wymyli!
 Wiedzcie, e dowody mam w rku, czarno na biaym, i to bya zemsta za nawrcenie si
Kmicicowe.
 Tak czyje imi pohabi!... Jeden Bogusaw to potrafi!
 Takiego onierza pogry!
 Syszaem  mwi dalej hetman  i Kmicic widzc, e nic mu tu ju do roboty nie pozostaje,
do Czstochowy umkn i tam znaczne usugi odda, a potem krla jegomoci wasn piersi
osania.
Usyszawszy to, ci sami onierze, ktrzy by byli przed chwil na szablach Kmicica roznieli,
poczli coraz yczliwiej si o nim odzywa.
 Kmicic mu tego nie daruje, nie taki to czowiek, on si i na Radziwia porwie!
 Wszystkich onierzw ksi koniuszy pohabi rzuciwszy na jednego tak hab!
 Kmicic swawolnik by i okrutnik, ale nie parrycyda!
 Pomci on si, pomci!
 My go pierwej pomcimy!
 Skoro janie wielmony hetman powag sw za niego rczy, to tak musiao by.
 Tak byo!  rzek hetman.
 Zdrowie hetmaskie!
I niewiele brako, by i Kmicicowego zdrowia nie wypito. Lecz co prawda, odzyway si bardzo
gwatowne gosy i przeciw, zwaszcza midzy dawnymi oficerami radziwiowskimi. Syszc
je hetman rzek:
 A wiecie waszmociowie, skd mi w Kmicic do gowy przyszed? Oto Babinicz, goniec
krlewski, wielce jest do niego podobny. Sam si w pierwszej chwili omyliem. Tu pan Sapieha
pocz surowiej nieco spoglda i mwi z wiksz powag:
 Choby tu sam Kmicic przyjecha, to poniewa si nawrci, poniewa witego miejsca z
niezmiern odwag broni, potrafibym go moj hetmask powag osoni; prosz zatem
waszmociw, by mi tu adne haasy z przyczyny owego przybysza nie powstay. Prosz pamita,
e on tu z ramienia krla i chanowego przyjecha. A zwaszcza polecam to ichmociom
panom rotmistrzom z pospolitego ruszenia, bo tam o dyscyplin trudniej!
Gdy pan Sapieha mwi w ten sposb, jeden pan Zagoba omiela si, bywao, pomrukiwa
pod nosem, wszyscy inni siedzieli jak trusie. Tak te siedzieli i teraz, ale gdy twarz hetmaska
poweselaa znowu, rozradoway si i inne. Kielichy gsto krce dopeniay miary wesooci i
cae miasto grzmiao do rana, a ciany domostw dygotay w posadach, a dym wystrzaw wiwatowych
przysoni je cae jakby po bitwie.
Nazajutrz rankiem wysa pan Sapieha Anusi do Grodna, z panem Kotczycem. W Grodnie, z
ktrego Chowaski by si ju dawno usun, rezydowaa wojewodziska rodzina.
Biedna Anusia, ktrej pikny Babinicz nieco w gowie zawrci, egnaa si z nim bardzo
czule, ale on si trzyma ostro i dopiero na samym odjezdnym rzek jej:
 eby nie jedno licho, ktre w sercu jako cier siedzi, to bym si by pewnie w wapannie na
umor rozkocha.
Anusia pomylaa sobie, e nie masz takiej drzazgi, ktrej by nie mona przy cierpliwoci
igiek wyduba, lecz e i baa si troch tego Babinicza, wic nie rzeka nic  westchna cicho
i odjechaa.
ROZDZIA XXXVII
Tydzie jeszcze po odjedzie Anusi z Kotczycem sta obz sapieyski w Biaej. Kmicic z
Tatary, odkomenderowany do pobliskiego Rokitna, odpoczywa take, bo trzeba byo konie odpa
po dugiej podry. Przyjecha te do Biaej i dziedzic jej, ksi krajczy, Micha Kazimierz
Radziwi, pan potny, z linii niewieskiej, o ktrej mwiono, e po samych Kiszkach odziedziczya
siedmdziesit miast i czterysta wsi. Ten w niczym nie by do swoich biraskich krewniakw
podobny. Nie mniej moe od nich ambitny, lecz rny wiar, gorliwy patriota i stronnik
prawego krla, ca dusz przysta do konfederacji tyszowieckiej i jak mg, j podsyca. Olbrzymie
jego posiadoci byy wprawdzie silnie przez ostatni z hiperborejczykami wojn zniszczone,
lecz zawsze sta jeszcze na czele si znacznych i niema hetmanowi przywid pomoc.
Nie tyle jednak liczba jego onierzy moga na szali wojennej zaway, jako to, e tu Radziwi
stawa przeciw Radziwiowi; w ten sposb bowiem odjte byy Bogusawowi ostatnie pozory
prawoci i postpki jego jawnym charakterem najazdu i zdrady okryte.
Dlatego te pan Sapieha z radoci ujrza w swym obozie ksicia krajczego. By ju teraz
pewny, e zwyciy Bogusawa, bo i potg o wiele go przewysza. Lecz zwyczajem swym
plany obmyla z wolna, zastanawia si, rozwaa i na narady oficerw wzywa.
Bywa na tych naradach i pan Kmicic. Tak on znienawidzi imi radziwiowskie, e na
pierwszy widok ksicia Michaa zatrzs si ze zgrozy i zoci, lecz Micha umia sobie ludzi
jedna sam twarz, na ktrej pikno sza ze sodycz w parze, przy tym wielkie jego przymioty,
cikie dni, ktre niedawno przeby, bronic kraju od Zotareki i Srebrnego, mio
prawdziwa do ojczyzny i krla, wszystko to czynio go jednym z najzacniejszych kawalerw
swego czasu. Sama obecno jego w obozie Sapiehy, wspzawodnika domu radziwiowskiego,
wiadczya, jak dalece mode ksitko umie prywat dla rzeczy publicznej powici. Kto go
zna, pokocha musia. Temu uczuciu, mimo pierwszego wstrtu, nie mg si oprze i zapalczywy
pan Andrzej.
Ostatecznie jednak skaptowa sobie jego serce ksi swymi radami.
Radzi bowiem, eby czasu nie tracc, nie tylko przeciw Bogusawowi rusza, ale w adne
ukady nie wchodzc, natychmiast na uderzy, nie da mu odzyska zamkw, nie da mu odetchnienia,
spoczynku, wojowa jego wasnym sposobem. W takiej rezolucji widzia ksi zwycistwo
szybkie i pewne.
 Nie moe by, eby te i Karol Gustaw si nie ruszy, musimy wic jako najprdzej rce
mie wolne, aby Czarnieckiemu z pomoc spieszy.
Tego samego zdania by Kmicic, ktry ju trzeciego dnia musia walczy z dawnymi naogami
samowoli, aby bez komendy nie pj naprzd.
Lecz Sapieha lubi dziaa na pewno, ba si kadego nierozwanego kroku, wic postanowi
czeka na dokadniejsze wiadomoci.
I hetman mia rwnie swoje powody. Zapowiedziana wyprawa Bogusawa na Podlasie moga
by tylko podstpem i gr wojenn. Moe to bya wyprawa udana, przedsiwzita na czele si
lada jakich w tym celu, aby poczenia wojsk sapieyskich z koronnymi nie dopuci. Bdzie
si tedy Bogusaw przed Sapieh wymyka, nigdzie bitwy nie przyjmujc, byle marudzi, a Karol
Gustaw z elektorem uderz przez ten czas na Czarnieckiego, zgniot go przewaajc potg,
rusz na samego krla i zdusz dzieo poczynajcej si obrony, stworzone przez wietny przykad
Czstochowy.
Sapieha by nie tylko wodzem, ale i statyst. Racje swoje wykada za na naradach potnie,
e sam Kmicic musia si na nie w duszy zgodzi. Przede wszystkim naleao wiedzie, czego
si trzyma. Gdyby si okazao, e najazd Bogusawowy jest tylko gr, to wystarczyoby zostawi
przeciw niemu kilka chorgwi, z ca za si rusza, co pary w koniach, ku Czarnieckiemu i
gwnej nieprzyjacielskiej potdze. Kilka za lub nawet wicej chorgwi mg miao pan het-
man zostawi, bo nie wszystkie jego siy stay w okolicy Biaej. Mody pan Krzysztof, czyli tak
zwany Krzysztofek Sapieha, sta z dwoma lekkimi chorgwiami i z regimentem piechoty w Janowie;
Horotkiewicz krci si w pobliu Tykocina, majc pod sob p regimentu dragonii bardzo
wiczonej i do piciuset wolentarzy, oprcz petyhorskiej chorgwi imienia samego wojewody.
Prcz tego w Biaymstoku stay anowe piechoty.
Si tych starczyoby a nadto do oporu Bogusawowi, jeeli wicej nad kilkaset koni nie liczy.
Porozsya wic przezorny hetman gocw na wszystkie strony i czeka wiadomoci.
A przyszy wreszcie wieci, lecz do gromw podobne  i tym podobniejsze, e przez szczeglny
zbieg okolicznoci uderzyy wszystkie jednego wieczora.
Na zamku bialskim odbywaa si wanie narada, gdy wszed oficer ordynansowy i odda jakie
pismo hetmanowi.
Zaledwie wojewoda rzuci na nie okiem, gdy zalterowa si na twarzy i rzek obecnym:
 Krewniak mj zniesion do szcztu w Janowie przez samego Bogusawa. Ledwie sam zdrowie
wynis!
Nastaa chwila milczenia, ktr przerwa dopiero sam hetman.
 List jest pisany z Braska, w ucieczce i konfuzji  rzek  dlatego nie masz w nim ni sowa
o potdze Bogusawa. Myl, e musiaa by do znaczn, skoro dwie chorgwie i regiment
piechoty do szcztu, jako czytam, zostay zniesione!.. By jednak moe, i ksi Bogusaw zeszed
ich niespodzianie. Pewnoci to pismo nie daje...
 Panie hetmanie  rzek na to ksi Micha  pewien jestem, e Bogusaw chce cae Podlasie
zagarn, by je w udzielne wadanie albo w lenno przy ukadach dosta... Dlatego niezawodnie
nadszed z tak potg, jak tylko mg zebra.
 Godzi si supozycje dowodami poprze, moci ksi.
 Innych dowodw nie mam, jeno znajomo Bogusawa. Nie o Szwedw ani o Brandenburczykw
mu chodzi, jeno o siebie samego... Wojownik to jest niepospolity, ktry dufa w sw
szczliw gwiazd. Prowincj chce pozyska, Janusza pomci, saw si okry, a do tego potg
odpowiedni mie musi i ma. Dlatego nagle trzeba na niego nastpi, inaczej on na nas nastpi.
 Do wszystkiego bogosawiestwo boe niezbdne  rzek Oskierko  a bogosawiestwo
przy nas!
 Janie wielmony panie hetmanie  rzek Kmicic.  Wieci potrzeba. Spuciee mnie ze
smyczy z moimi Tatary, a ja wam wieci przywioz.
Oskierko, ktry by przypuszczony do tajemnicy i wiedzia, kto jest Babinicz, zaraz j zdanie
jego mocno popiera:
 Boga mi! To jest arcyprzednia myl! Takiego tam kawalera i takiego wojska trzeba. Jeeli
tylko konie wypoczte...
Tu Oskierko przerwa, bo oficer ordynansowy znw wszed do komnaty.
 Janie wielmony panie hetmanie  rzek  jest dwch onierzw z Horotkiewiczowej chorgwi,
ktrzy si do osoby waszej wielmonoci dobijaj.
 Bogu chwaa  rzek pan Sapieha uderzywszy si rkoma po kolanach  bd i wiadomoci...
Puszczaj!
Po chwili weszo dwch petyhorcw, obdartych i zaboconych.
 Od Horotkiewicza?  spyta Sapieha.
 Tak jest.
 Gdzie on teraz?
 Zabit, a jeeli nie zabit, to nie wiemy, gdzie jest...
Wojewoda wsta, lecz usiad, i zaraz pocz bada spokojnie:
 Gdzie chorgiew?
 Zniesiona przez ksicia Bogusawa.
 Sia zgino?
 W pie nas wycito, moe kilku ostao, ktrych w yka, jak nas, wzito. S tacy, ktrzy
mwi, e i pukownik uszed; ale e ranny, to sam widziaem. My z niewoli uciekli.
 Gdzie was napadnito?
 Pod Tykocinem.
 Czemucie si za mury nie schronili, w sile nie bdc?
 Tykocin wzity.
Hetman przysoni doni oczy, po czym j wodzi ni po czole.
 Sia przy Bogusawie ludzi?
 Jest jazdy na cztery tysice prcz piechoty i armat. Piechoty bardzo moderowane. Jazda ruszya
naprzd, prowadzc nas ze sob, alemy si wyrwali szczliwie.
 Skdecie uciekli?
 Z Drohiczyna.
Sapieha otworzy szeroko oczy.
 Moci towarzyszu, ty pijany. Jakeby ju do Drohiczyna Bogusaw mg doj? Kiedy was
znis?
 Dwa tygodnie temu.
 I jest w Drohiczynie?
 Podjazdy jego s. On sam w tyle osta, bo tam jaki konwj uapion, ktren pan Kotczyc
prowadzi.
 Pann Borzobohat prowadzi!  zakrzykn pan Kmicic.
I nastao milczenie dusze ni poprzednio. Nikt nie zabiera gosu. Tak nage powodzenia
Bogusawowe zmieszay oficerw niepomiernie. Wszyscy te myleli w duchu, e winien tu pan
hetman przez swe kunktatorstwo, lecz nikt nie mia odezwa si z tym gono.
Sapieha za czu, e czyni, co naleao, i postpowa roztropnie. Wic te ochon pierwszy
z wraenia, wyprawi skinieniem rki owych towarzyszw, nastpnie rzek:
 Wszystko to s zwyke przygody wojenne, ktre nie powinny nikogo konfundowa. Moci
panowie, nie mniemajcie, abymy jakow klsk ju ponieli. Szkoda tamtych chorgwi, prawda...
Ale stokro wiksza mogaby si sta szkoda ojczynie, gdyby Bogusaw w dalekie wojewdztwo
nas odcign. Idzie ku nam... Jako gocinni gospodarze wyjdziem mu naprzeciw.
Tu zwrci si do pukownikw:
 Wedle moich rozkazw, wszyscy powinni by do wyruszenia gotowi.
 S gotowi  rzek Oskierko  jeno konie kiezna i wsiadanego trbi.
 Dzi jeszcze otrbi. Ruszamy jutro o zorzy, nie mieszkajc... Pan Babinicz skoczy naprzd
z Tatary i jzyka jak najpieszniej nam uowi.
Kmicic, ledwie usysza, ju by za drzwiami, a w chwil pniej pdzi co ko wyskoczy ku
Rokitnu.
A pan Sapieha rwnie duej nie zwczy.
Noc jeszcze bya, gdy trby ozway si przecigle, po czym jazda i piechota zaczy wysypywa
si w pole; za nimi pocign si dugi szereg wozw skrzypicych. Pierwsze blaski dzienne
odbiy si w rurach muszkietw i na grotach dzid.
I szed regiment za regimentem, chorgiew za chorgwi bardzo sprawnie. Jazda popiewywaa
godzinki, a konie parskay rano w rannym chodzie, z czego onierze zaraz wryli sobie
pewne zwycistwo.
Serca pene byy otuchy, bo to ju wiedziao z dowiadczenia rycerstwo, e pan Sapieha rozmyla,
gow krci, na obie strony kade przedsiwzicie way, ale gdy za przed si co wemie,
to dokona, a gdy si ruszy, to bije.
W Rokitnie ju i legowiska po Tatarach ostygy; poszli jeszcze wczoraj na noc i musieli by
ju daleko. Uderzyo to pana Sapieh, e po drodze trudno si byo o nich dopyta, chocia oddzia,
liczcy z wolentarzami do kilkuset ludzi, nie mg przej nie dostrzeony.
Oficerowie, co dowiadczesi, bardzo podziwiali ten pochd i pana Babinicza, e tak prowadzi
umia.
 Jak wilk ozami idzie i jak wilk uksi  mwiono  praktyk to jaki zawoany!
A pan Oskierko, ktry jako si rzeko, wiedzia, kto jest Babinicz, mwi do pana Sapiehy:
 Nie darmo Chowaski cen na jego gow nakada. Bg da wiktori, komu zechce, ale to
pewna, e Bogusawowi wkrtce si wojna z nami uprzykrzy.
 Szkoda jeno, e Babinicz jakoby w wod wpad  odpowiada hetman.
Istotnie, upyno trzy dni bez adnej wiadomoci. Gwne siy sapieyskie doszy do Drohiczyna,
przeszy Bug i nie znalazy nieprzyjaciela przed sob. Hetman pocz si niepokoi. Wedle
zezna petyhorcw, podjazdy Bogusawowe doszy wanie ju do Drohiczyna, widoczne
wic byo, e Bogusaw postanowi cofa si. Ale co znaczyo to cofanie? Czy Bogusaw dowiedzia
si o przewanych siach sapieyskich i nie mia mierzy si z nimi, czy te pragn odcign
hetmana daleko na pnoc, aby uatwi krlowi szwedzkiemu napad na Czarnieckiego i
hetmanw koronnych? Babinicz powinien by ju zachwyci jzyka i da zna hetmanowi. Zeznania
petyhorcw co do liczby wojsk Bogusawowych mogy by bdne, naleao zatem mie
jak najprdzej dokadn o niej relacj.
Tymczasem upyno jeszcze dni pi, a Babinicz nie dawa zna o sobie. Przychodzia wiosna.
Dnie staway si coraz cieplejsze, niegi tajay. Okolica pokrywaa si wod, pod ktr
drzemay grzskie bota utrudniajce niesychanie pochd. Wiksz cz armat i wozw musia
hetman zostawi jeszcze w Drohiczynie i i dalej komunikiem. Std niewygody wielkie i szemrania,
zwaszcza midzy pospolitym ruszeniem. W Brasku trafiono na takie roztopy, e i piechota
nie moga postpowa dalej. Hetman zagarnia konie po drodze u chopw i drobnej
szlachty i sadza na nie muszkietnikw. Innych braa lekka jazda; lecz ju za daleko si posunito
i hetman rozumia, e jedno tylko pozostaje, to jest: i jak najprdzej.
Bogusaw cofa si cigle. Po drodze trafiano ustawicznie na jego lady, na spalone gdzieniegdzie
wsie, na trupy ludzkie wiszce po drzewach. Szlachta drobna, miejscowa, przyjedaa
z wiadomociami co chwila do sapieyskiego obozu, lecz prawda gina, jako zwykle w
sprzecznych zeznaniach. Ten widzia jedn chorgiew i boy si, e ksi nie ma wicej wojska;
ten widzia dwie, w trzy, w potg, ktra w pochodzie mil zajmowaa. Sowem, byy to
bajki, jakie zwykle opowiadaj ludzie nie znajcy si na wojsku i wojennym rzemiole.
Widziano te tu i owdzie Tatarw, lecz wanie wieci o nich wydaway si najnieprawdopodobniejsze;
opowiadano bowiem, e ich widziano nie za wojskiem, ale przed wojskiem ksicym,
idcych naprzd. Pan Sapieha sapa gniewnie, gdy kto przy nim Babinicza wspomina, i
mwi do Oskierki:
 Przechwalilicie go. W z godzin odesaem Woodyjowskiego, bo gdyby on tu by, dawno
bym mia tyle jzykw, ile bym sam zechcia, a to jest wicher albo i gorzej... Kto go wie, moe
i naprawd do Bogusawa przysta i w przedniej stray idzie!
Oskierko sam nie wiedzia, co sdzi. Tymczasem upyn znw tydzie: wojsko przyszo do
Biaegostoku.
Byo to w poudnie.
W dwie godziny pniej przednie strae day zna, e jakowy oddzia si zblia.
 Moe Babinicz!  zakrzykn hetman.  Dame mu pater noster!
Lecz nie by to sam Babinicz. W obozie jednak powsta taki ruch za przybyciem owego oddziau,
e pan Sapieha wyszed obaczy, co si dzieje.
Tymczasem towarzysze spod rnych chorgwi nadlatywali krzyczc:
 Od Babinicza! Jecy! Caa kupa!... Sia ludzi naszarpa!
Jako ujrza pan hetman kilkudziesiciu dzikich jedcw na wychudych i poszerszeniaych
koniach. Otaczali oni blisko trzystu ludzi ze skrpowanymi rkoma, bijc ich batogami z surowca.
Jecy straszliwy przedstawiali widok. Byy to raczej cienie ludzkie ni ludzie. Odarci, pna-
dzy, wychudzeni tak, e koci sterczay im przez skr, pokrwawieni, szli na wp ywi, obojtni
na wszystko, nawet na wist surowca, ktry przecina im skry, i na dzikie wrzaski tatarskie.
 Co to za ludzie?  spyta hetman.
 Wojsko Bogusawowe!  odrzek jeden z Kmicicowych wolentarzy, ktry jecw wraz z
Tatarami odprowadza.
 A wycie ich skd tylu nabrali?
 Blisko poowa jeszcze nam w drodze od fatygi pada.
Wtem zbliy si starszy Tatar, jakoby wachmistrz ordyski, i uderzywszy czoem, odda panu
Sapiee pismo Kmicicowe.
Hetman, nie czekajc, zama piecz i pocz czyta gono:
Janie Wielmony Panie Hetmanie!
Iem wieci ni jzykw dotd nie przysya, to dlatego, em w przodku, nie po zadzie wojsk
ksicia Bogusawowych szed i chciaem si wiksz kup przysuy...
Hetman przerwa czytanie.
 To diabe!  rzek  zamiast i za ksiciem, to on przed ksicia si wysforowa!
 Nieche go kule bij!...  doda pgosem pan Oskierko.
Hetman czyta:
Bo chocia niebezpieczna to bya impreza, gdy podjazdy szeroko szy, wszelako dwa znisszy
i nikogo nie ywic, w przodek si wydostaem, od czego wielka ksicia napada konfuzja,
albowiem zaraz pocz suponowa, i jest otoczony i jako w potrzask lezie...
 To dlatego to niespodziane cofanie si!  zawoa hetman.  Diabe, czysty diabe!
Lecz czyta coraz ciekawiej:
Ksi nie rozumiejc, co si stao, j gow traci i podjazd za podjazdem wysya, ktremy
te znacznie szarpali, i aden w tej samej liczbie nie wraca. Idc za w przodku wiwend
przejmowaem, groblem rozkopywa i mosty psu, tak i z wielk fatyg postpowa przed si
mogli, nie pic, nie jedzc, dnia i nocy bezpiecznej nie majc. Z obozu nie mogli si wychyli,
bo ordycy nieostronych chwytali, co si za obz zdrzymn, to mu z ozy okrutnie wyli, oni
za mylc, i wielkie wojsko na nich nastpuje, przez cae noce w gotowoci sta musieli.
Czym ksi do znacznej desperacji przywiedzion nie wie, co ma pocz, gdzie i i jako si
obrci  dlatego rychle na nastpowa trzeba, pki terror nie przejdzie. Wojska ma sze tysicy,
ale blisko tysica strada. Konie mu padaj. Rajtaria dobra, piechoty suszne, Bg jednak
da, i to z dnia na dzie topnieje, a byle nasze wojska ich dosigy, to si rozlec. Karoce ksice,
cz kredensu i rzeczy zacnych w Biaymstoku zachwyciem, z dwiema armatami, alem
co wiksze potopi musia. Ksi-zdrajca od ustawicznej cholery silnie zachorza i ledwie na
koniu usiedzie moe, febris nie opuszcza go dniem i noc. Panna Borzobohata zagarnita, ale
chorym bdc, na cnot jej nastawa nie moe. Wieci takowe i konfesje o desperacji od jecw
powziem, ktrych moi Tatarzy przypiekali i ktrzy byle ich jeszcze raz przypiec, prawd powtrzy
s gotowi. Za czym suby moje pokornie J. W. Panu i Hetmanowi memu polecajc, o
przebaczenie, jelim w czym pobdzi, prosz. Ordycy dobrzy pachokowie i widzc sia zdobyczy,
okrutnie su.
 Janie wielmony panie!  rzek Oskierko.  Ju wasza wielmono pewnie mniej auje,
e Woodyjowskiego tu nie masz, bo i ten temu wcielonemu diabu nie wyrwna.
 To s zdumiewajce rzeczy!  rzek biorc si za gow pan Sapieha.  A nie eli on?
 To ambitna sztuka! On i ksiciu wojewodzie wileskiemu prawd w oczy gada ani dbajc,
czy mu mio sucha, czy niemio. Ot! ten sam proceder co z Chowaskim, jeno Chowaski mia
pitnacie razy wicej wojska.
 Jeli to prawda, to trzeba nastpowa jako najprdzej  rzek Sapieha.
 Pki si ksi nie opamita.
 Ruszajmy, na miy Bg! Tamten mu groble rozkopuje, to i dognamy!
Tymczasem jecy, ktrych Tatarzy w kupie przed hetmanem trzymali, poczli, widzc przed
sob hetmana, jcze, paka, ndz swoj okazywa i rnymi jzykami litoci wzywa. Byli
bowiem midzy nimi Szwedzi, Niemcy i przyboczni Bogusawowi Szkoci. Pan Sapieha odj ich
Tatarom, je da kaza i konfesaty bez przypiekania prowadzi.
Zeznania potwierdziy prawd stw Kmicicowych. Wic wszystkie wojska sapieyskie ruszyy
z wielkim impetem naprzd.
ROZDZIA XXXVIII
Nastpna relacja Kmicicowa przysza z Sokki i brzmiaa krtko:
Ksi, aby wojska nasze omyli, symulowa pochd ku Szczuczynowi, dokd podjazd wysa.
Sam z gwn si poszed do Janowa i tam posiki w piechocie otrzyma, ktre kapitan Kyritz
przyprowadzi: omset ludzi dobrych. Od nas ognie ksice wida. W Janowie maj tydzie
wypocz. Jecy mwi, e i bitw przyj gotw. Febra trzsie go cigle.
Po odebraniu tej relacji pan Sapieha, zostawiwszy reszt wozw i armat ruszy komunikiem
do Sokki i na koniec dwa wojska stany sobie oko w oko. Przewidywano te, e bitwa jest
nieuchronn, gdy jedni nie mogli ju duej ucieka, drudzy goni. Tymczsem jako zapanicy,
ktrzy po dugiej gonitwie maj si schwyci za bary, leeli naprzeciw siebie, apic powietrze w
zadyszane gardziele  i odpoczywali.
Pan hetman, gdy ujrza Kmicica, chwyci go w ramiona i rzek:
 Ju mi i gniewno byo na ciebie, e tak dugo zna o sobie nie dawa, ale widz, e wicej
sprawi, ni si spodziewa mogem, i da Bg wiktori, twoja, nie moja bdzie zasuga. Szede
jako anio str za Bogusawem!
Kmicicowi zowrogie wiata zabysy w oczach.
 Jelim mu anioem strem, to i przy skonaniu jego by musz.
 Bg tym rozrzdzi  rzek powanie hetman  ale chcesz, aby ci bogosawi, to cigaj nieprzyjaciela
ojczyzny, nie prywatnego.
Kmicic skoni si w milczeniu, ale nie zna byo, aby pikne sowa hetmaskie wywary na
jakiekolwiek wraenie. Twarz jego wyraaa nieubagan nienawi i tym bya groniejsza, e
trudy pocigu za Bogusawem wychudziy j jeszcze wicej. Dawniej w tym obliczu malowaa
si jeno odwaga i zuchwaa pocho, teraz stao si surowym i zarazem zawzitym. atwo zgade,
e komu ten czowiek zapisa w duszy zemst, ten winien si strzec, choby by Radziwiem.
Jako mci si ju straszliwie. Usugi w tej wojnie odda istotnie olbrzymie. Wysforowawszy
si przed Bogusawa, zbi go z tropu, pomyli jego rachuby, wpoi we przekonanie, i jest otoczony,
i do cofania si przymusi. Dalej szed przed nim dzie i noc. Podjazdy znosi, dla jecw
by bez miosierdzia. W Siemiatyczach, w Bockach, w Orlej i okoo Bielska napad guch noc
na cay obz.
W Wojszkach, niedaleko Zabudowa, w szczerych radziwiowskich ziemiach, wpad jak lepy
huragan na sam kwater ksic, tak i Bogusaw, ktry wanie by do obiadu zasiad,
omal ywcem nie wpad w jego rce i tylko dziki panu Sakowiczowi, podkomorzemu oszmiaskiemu,
wynis zdrow gow. Pod Biaymstokiem Kmicic porwa karoce i kredensy Bogusawowe.
Wojsko jego znuy, rozprzg, ogodzi. Wyborne piechoty niemieckie i rajtarie szwedzkie,
ktre Bogusaw z sob przywid, wracay, do idcych kociotrupw podobne, w obdzie,
w przeraeniu, w bezsennoci. Wcieke wycie Tatarw i wolentarzy Kmicicowych rozlegao si
przed nimi, z bokw, z przodu, z tyu. Zaledwie strudzony onierz oczy przymkn, gdy musia
chwyta za bro. Im dalej, tym byo gorzej.
Drobna szlachta, zamieszkujca owe okolice, czya si z Tatary, po trochu z nienawici do
biraskich Radziwiw, po trochu ze strachu przed Kmicicem, bo opornych kara bezmiary.
Wic siy jego rosy, Bogusawowe topniay.
Do tego sam Bogusaw istotnie by chory, a chocia w sercu tego czowieka nigdy troska nie
zagniedzia si na dugo i cho astrologowie, ktrym wierzy lepo, przepowiedzieli mu w Prusach,
i osoby jego nic zego w tej wyprawie nie spotka, przecie ambicja jego, jako wodza, cierpiaa
nieraz srodze. On, ktrego imi, jako wodza, powtarzano z podziwem w Niderlandach, nad
Renem i we Francji, bity by w tych zapadych lasach przez niewidzialnego nieprzyjaciela codziennie
i bez bitwy zwyciony.
Bya przy tym w tym pocigu taka niezwyka zawzito i przechodzca zwyk wojenn
miar natarczywo, e Bogusaw z wrodzon sobie bystroci odgad po kilku dniach, e ciga
go jaki nieubagany wrg osobisty. Dowiedzia si atwo nazwiska: Babinicz, bo powtarzaa je
caa okolica, ale nazwisko owe byo mu obce. Niemniej rad by pozna osob i przez drog w
czasie pocigu urzdza dziesitki i setki zasadzek. Zawsze na prno! Babinicz umia omin
potrzask i zadawa klsk tam, gdzie go si najmniej spodziewano.
A wreszcie oba wojska stoczyy si w okolicy Sokki, Bogusaw znalaz tam istotne posiki
pod wodz von Kyritza, ktry, nie wiedzc poprzednio, gdzie ksi si obraca, zaszed do Janowa.
Tam te mia si rozstrzygn los Bogusawowej wyprawy.
Kmicic pozamyka szczelnie wszystkie drogi wiodce z Janowa do Sokki, Koryczyna, Kunicy
i Suchowola. Okoliczne lasy, ozy i chaszcze zajmowali Tatarzy. List nie mg przej, aden
wz z ywnoci doj  samemu wic Bogusawowi pilno byo do bitwy, pki jego wojska
ostatniego janowskiego suchara nie zjedz.
Lecz jako czek bystry i wszelakich intryg wiadomy, postanowi prbowa wpierw ukadw.
Nie wiedzia jeszcze, e pan Sapieha w tego rodzaju praktykach o wiele go rozumem i biegoci
przenosi. Przyjecha wic do Sokki od imienia Bogusawa pan Sakowicz, podkomorzy i starosta
oszmiaski, dworzanin jego i przyjaciel osobisty. Przywiz on ze sob listy i moc zawarcia
pokoju.
w pan Sakowicz, czek mony, ktry pniej do senatorskich godnoci doszed, bo zosta
wojewod smoleskim i podskarbim Wielkiego Ksistwa, by tymczasem jednym ze synniejszych
kawalerw na Litwie, a syn zarwno z mstwa, jak i z urody. Wzrostu redniego, wos
na gowie i brwiach mia czarny jak skrzydo krucze, oczy za mia bladoniebieskie, patrzce z
dziwn i niewypowiedzian zuchwaoci, tak e Bogusaw mawia o nim, i oczyma jakoby
obuszkiem uderza. Nosi si z cudzoziemska, ktry strj z podry odbywanych wraz z Bogusawem
przywiz: mwi on prawie wszystkimi jzykami; w bitwie za rzuca si w najwikszy
wir tak szalenie, i go pomidzy przyjacimi stracecem nazywano.
Lecz dziki olbrzymiej sile i przytomnoci wychodzi zawsze cao. Opowiadano o nim, e karoc
w biegu, chwyciwszy za tylne koa, zatrzymywa; pi mg bez miary. Poyka kwart liwek
na wdce, po czym by tak trzewy, jakby nic w usta nie bra. Z ludmi nieuyty, dumny,
zaczepny, w Bogusawowym rku mik jak wosk. Obyczaje mia polerowne i chociaby na pokojach
krlewskich umia si znale, ale przy tym i jakow dziko w duszy, ktra wybuchaa
od czasu do czasu jak pomie.
By to raczej kompanion ni suga ksicia Bogusawa.
Bogusaw, ktry naprawd nikogo nigdy w yciu nie kocha, mia niezwalczon sabo dla
tego czowieka. Z natury skpy wielce, dla jednego Sakowicza by hojny. Wpywami swoimi
wynis go na podkomorstwo i udarowa starostwem oszmiaskim.
Po kadej bitwie pierwszym jego pytaniem byo: Gdzie Sakowicz i czyli jakiego szwanku
nie ponis? Na radach jego sia polega, a uywa go zarwno w wojnie, jak i do ukadw, w
ktrych miao, a nawet bezczelno pana starosty oszmiaskiego wielce bywaa skuteczna.
Teraz wysa go do Sapiehy. Lecz misja bya trudna: naprzd, e atwo mogo pa na starost
posdzenie, i tylko na przeszpiegi i tylko dla obejrzenia sapieyskich wojsk przyjecha; po
wtre, e pose wiele mia do dania, nic do ofiarowania.
Na szczcie, pan Sakowicz nie byle czym si tropi. Wszed wic jak zwycizca, ktry przyjeda
dyktowa warunki zwycionemu, i zaraz uderzy swymi bladymi oczyma w pana Sapieh.
Pan Sapieha, widzc ow but, umiechn si jeno na wp z politowaniem. Kady czowiek
miaoci i zuchwalstwem wielce moe imponowa, lecz ludziom pewnej miary; hetman za
wyszy by nad miar pana Sakowicza.
 Pan mj, ksi na Birach i Dubinkach, koniuszy Wielkiego Ksistwa i wdz naczelny
wojsk jego ksicej wysokoci elektora  rzek Sakowicz  przysya mnie z pokonem i zapytaniem
o zdrowie waszej dostojnoci.
 Podzikuj waszmo ksiciu i powiedz, ie mnie zdrowym widzia.
 Mam tu i pismo do waszej dostojnoci.
Sapieha wzi list, otworzy do niedbale, przeczyta i rzek:
 Szkoda czasu... Nie mog wymiarkowa, o co ksiciu chodzi... Poddajecie si li czy te
chcecie szczcia poprbowa?
Sakowicz uda zdumienie.
 Czy my si poddajemy? Mniemam, e ksi to wanie w licie owym proponuje waszej
dostojnoci, aeby si wasza dostojno podda; przynajmniej moje instrukcje...
Sapieha przerwa.
 O wacinych instrukcjach pomwimy pniej. Mj panie Sakowicz! Gonimy za wami blisko
trzydzieci mil jako ogary za zajcem... Czy wa sysza kiedy, by zajc poddanie si ogarom
proponowa?
 Odebralimy posiki.
 Von Kyritz z omiuset ludzi. Reszta tak fatigati, e si przed bitw pokad. Powiem waci,
co powtarza Chmielnicki: szkoda howoryty!
 Elektor z ca potg stanie za nas.
 To dobrze... Nie bd go potrzebowa daleko szuka, bo wanie chc go spyta, jakim to
prawem posya wojsko w granice Rzeczypospolitej, ktrej jest lennikiem, do wiernoci zobowizanym?
 Prawem mocniejszego.
 Moe w Prusiech takie prawa egzystuj, u nas nie... Wreszcie, jelicie mocniejsi, dawajcie
pole!
 Dawno by ksi na wasz dostojno nastpi, gdyby nie to, e mu krwi swojackiej szkoda.
 Bodaj mu pierwej byo szkoda!
 Dziwi si te ksi zawzitoci Sapiehw na dom Radziwiowski i e wasza dostojno
dla prywatnej zemsty nie wahasz si ojczyzny krwi oblewa.
 Tfu!  zakrzykn Kmicic suchajcy za krzesem hetmaskim rozmowy.
Pan Sakowicz wsta, podszed ku niemu i uderzy go oczyma.
Lecz trafi swj na swego albo na lepszego, i w oczach Kmicica znalaz starosta tak odpowied,
e wzrok spuci ku ziemi.
Hetman brwi zmarszczy.
 Siadaj, panie Sakowicz, a wa tam cicho!
Po czym rzek:
 Sumienie jeno prawd mwi, a gba j pouje i kamstwo na wiat wyplunie. Ten, ktry z
obcymi wojskami napada kraj, krzywd zarzuca temu, ktry go broni. Bg to syszy, a niebieski
kronikarz zapisuje.
 Przez nienawi sapieysk do Radziwiw zgorza ksi wojewoda wileski.
 Zdrajcw, nie Radziwiw nienawidz, a najlepszy dowd, e ksi krajczy Radziwi jest
w moim obozie... Mw wa, czego chcesz?
 Wasza dostojno, powiem, co mam w sercu: nienawidzi ten, ktry skrytych zbjcw nasya...
Z kolei zdumia si pan Sapieha.
 Ja zbjcw na ksicia Bogusawa nasyam?
Sakowicz utkwi straszne oczy w hetmanie i rzek dobitnie:
 Tak jest!
 Wa oszalae!
 Onegdaj zapano za Janowem czeka, zbja, ktry ju raz do zamachu na ycie ksice
nalea. Tortury sprawi, i powie, kto go wysa...
Nastpia chwila ciszy, lecz w tej ciszy usysza pan Sapieha, jak Kmicic, stojcy za nim, powtrzy
dwakro przez zacinite wargi:
 Gorze! gorze!
 Bg mnie sdzi  odpar z prawdziwie senatorsk powag hetman  wapanu ani twojemu
ksiciu nie bd si usprawiedliwia, bocie mi na sdziw nie stworzeni. A wa, zamiast marudzi,
gadaj po prostu, z czyme przyjecha i jakie ksi kondycje podaje?
 Ksi pan mj znis Horotkiewicza, porazi pana Krzysztofa Sapieh, odebra Tykocin,
dlatego susznie za zwycizc podawa si moe i korzyci znacznych da. aujc jednak
rozlewu krwi chrzecijaskiej pragnie w spokoju do Prus odej, nic wicej nie wymagajc, jak
eby mu po zamkach prezydia swoje wolno byo zostawi. Wzilimy te i jecw niemao,
midzy ktrymi s znaczni oficyjerowie, nie liczc panny Borzobohatej-Krasieskiej, ktra ju
do Taurogw zostaa odesana. Ci mog by w rumel wymienieni.
 Wa si zwycistwami nie chep, bo oto moja przednia stra, ktrej tu obecny pan Babinicz
przewodzi, przez trzydzieci mil was para... przed ktr uciekajc stracilicie dwa razy tyle
jecw, ilecie ich poprzednio wzili; stracilicie wozy, armaty, kredensy. Wojsko, znuone, z
godu wam pada, nie macie co je, nie wiecie, gdzie si obrci. Wa widziae moje wojsko.
Nie kazaem ci umylnie oczu wiza, aby mg rozpozna, jeeli mierzy si z nami moecie.
Co si owej panny tyczy, nie pod moj ona opiek, ale pana Zamoyskiego i ksinej Gryzeldy
Winiowieckiej. Z nimi to policzy si ksi, krzywd jej czynic. Wa za gadaj, co jeszcze
masz do powiedzenia, a mw mdrze, bo inaczej ka zaraz panu Babiniczowi nastpowa.
Sakowicz, zamiast odpowiedzie, zwrci si do pana Kmicica:
 To tedy wa nas tak dojeda w drodze? Musiae u Kmicica zbjecki proceder praktykowa.
 Miarkujcie po wasnej skrze, czylim dobrze praktykowa!
Hetman znw brwi zmarszczy.
 Nic tu po tobie  rzek do Sakowicza  moesz jecha.
 Wasza dostojno daj mi przynajmniej pismo do ksicia pana.
 Niech i tak bdzie. Poczekasz wa na pismo u pana Oskierki.
Usyszawszy to pan Oskierko wyprowadzi zaraz Sakowicza. Hetman na poegnanie rk mu
kiwn, po czym zwrci si zaraz do pana Andrzeja:
 Czemu to mwi: gorze!, gdy o tym schwytanym czeku bya mowa?  rzek patrzc surowo
i bystro w oczy rycerza  zali nienawi tak w tobie sumienie zguszya, e istotnie nasadzi
zbja na ksicia?
 Na Najwitsz Pann, ktrej broniem, nie!  odrzek Kmicic.  Nie przez cudze rce
chciabym si do jego garda dobra!
 Czemu mwi: gorze! Znasz tego czowieka?
 Znam  odrzek blednc ze wzruszenia i wciekoci Kmicic.  Wyprawiem go jeszcze ze
Lwowa do Taurogw... Ksi Bogusaw porwa do Taurogw pann Billewiczwn... Miuj t
pann!... Mielimy si pobra... Wysaem tego czeka, aeby mi o niej da wiadomo... W takim
rku bya...
 Uspokj si  rzek hetman  dae mu jakowe listy?
 Nie... Ona by czyta nie chciaa.
 Dlaczego?
 Bo jej Bogusaw powiedzia, iem mu si krla porwa ofiarowa...
 Wielkie s powody twojej ku niemu nienawici. Przyznaj...
 Tak, wasza dostojno, tak!
 Czyli ksi zna tego czowieka?
 Zna. To wachmistrz Soroka... One mi pomaga do porwania Bogusawa...
 Rozumiem  rzek hetman.  Czeka go pomsta ksica.
Nastaa chwila milczenia.
 Ksi w matni  rzek po chwili hetman  moe si zgodzi go odda.
 Wasza dostojno!  rzek Kmicic  niech wasza dostojno zatrzyma Sakowicza, a mnie
do ksicia wyle. Moe go wydobd.
 Take ci chodzi o niego?
 Stary onierz, stary suga... Na rku mnie nosi. Sia razy ycie mi ratowa... Bg by mnie
skara, gdybym go w takich terminach zaniecha.
I Kmicic dre pocz z alu i niepokoju, a hetman rzek:
 Niedziwno mi, e ci onierze miuj, bo i ty ich miujesz. Uczyni, co mog. Napisz do
ksicia, e mu, kogo chce, za tego onierza puszcz, ktry zreszt z rozkazu twego jako niewinne
instrumentum dziaa.
Kmicic porwa si za gow.
 Co on tam dba o jecw, nie puci go, by i za trzydziestu.
 To i tobie go nie odda, jeszcze na twoje gardo nastpi.
 Wasza dostojno... za jednego by go odda: za Sakowicza.
 Sakowicza wizi nie mog, to pose!
 Niech go wasza dostojno zatrzyma, a ja z listem do ksicia pojad. Moe wskram... Bg
z nim! Zemsty zaniecham, byle mi tego onierza puci!..
 Czekaj  rzek hetman.  Sakowicza zatrzyma mog. Prcz tego napisz ksiciu, aby przysa
glejt bezimienny.
To rzekszy hetman zaraz pisa zacz. W kwadrans pniej Kozak skoczy z listem do Janowa,
a pod wieczr wrci z odpowiedzi Bogusawa.
Glejt na danie posyam  pisa Bogusaw  z ktrym kady wysaniec bezpiecznie powrci,
lubo dziwno mi to, e wasza dostojno glejtu dasz, majc u siebie jako zakadnika sug i
przyjaciela mego, pana starost oszmiaskiego, dla ktrego tyle mam afektu, ibym za niego
wszystkich oficerw waszej dostojnoci wypuci. Wiadomo te, e posw nie bij i e nawet
dzicy Tatarowie, ktrymi wasza dostojno moje chrzecijaskie wojsko wojujesz, szanowa ich
zwykli. Za czym bezpieczestwo wysaca moim osobistym ksicym sowem porczajc, pisz
si etc.
Tego jeszcze wieczora Kmicic wzi glejt, dwch Kiemliczw i pojecha. Pan Sakowicz zosta
jako zakadnik w Sokce.
ROZDZIA XXXIX
Bya blisko pnoc, gdy pan Andrzej opowiedzia si pierwszym straom ksicym, ale w
caym obozie Bogusawa nikt nie spa. Bitwa moga nastpi lada chwila, wic przygotowywano
si do niej gorliwie. Wojska ksice zajmoway sam Janw, panoway nad gocicem z Sokki,
ktrego pilnowaa artyleria, przez biegych elektorskich obsugiwana. Armat tam byo trzy
tylko, ale prochw i kul dostatek. Z obu stron Janowa, midzy brzeniakami, kaza Bogusaw
usypa szaczyki, na nich za ustawi organki i piechot. Jazda zajmowaa sam Janw, gociniec
za armatami oraz przerwy midzy szacami. Pozycja do bya obronna i ze wieym ludem
mona si byo dugo i krwawo w niej broni, lecz nowego onierza byo tylko omset piechoty
pod Kyritzem, reszta tak znuona, i ledwie na nogach staa. Prcz tego wycie tatarskie syszano
w Suchowolu na pnoc, zatem z tyu Bogusawowych szykw, skutkiem czego szerzy si pewien
postrach midzy onierstwem. Bogusaw musia wysa w t stron wszystk lekk jazd,
ktra uszedszy p mili, nie miaa ani wraca nazad, ani i dalej, z obawy jakowej zasadzki w
lasach.
Bogusaw, jakkolwiek febra w poczeniu z siln gorczk dokuczaa mu wicej ni kiedykolwiek,
sam wszystkim zawiadywa, e za na koniu z trudnoci mg usiedzie, kaza si
wic czterem drabantom nosi w otwartej lektyce. Tak zwiedzi gociniec, brzeniaki i wraca
wanie do Janowa, gdy dano mu zna, i wysaniec ksicy si zblia.
Byo to ju w ulicy. Bogusaw nie mg pozna Kmicica z powodu ciemnej nocy i dlatego e
pan Andrzej, przez zbytek ostronoci ze strony oficerw przedniej stray, mia gow zasonit
workiem, w ktrym tylko otwr na usta by przecity.
Jednake dostrzeg ksi worek, gdy Kmicic zlazszy z konia sta tu obok, wic kaza go
zdj natychmiast.
 Tu ju Janw  rzek  i nie ma z czego czyni tajemnicy.
Po czym zwrci si w ciemnoci do pana Andrzeja:
 Od pana Sapiehy?
 Tak jest.
 A co tam pan Sakowicz porabia?
 Pan Oskierko go podejmuje.
 Czemu ecie glejtu zadali, skoro Sakowicza macie? Zbyt ostrony pan Sapieha, i niech
patrzy, aby nie przemdrowa.
 To nie moja rzecz!  odpar Kmicic.
 Ale widz, e pan pose niezbyt mowny.
 Pismo przywiozem, a w mojej prywatnej sprawie w kwaterze przemwi.
 To jest i prywatka?
 Znajdzie si proba do waszej ksicej moci.
 Rad bd nie odmwi. Teraz prosz za sob. Siadaj wa na ko. Prosibym do lektyki, ale
za ciasno.
Ruszyli. Ksi w lektyce, a Kmicic obok konno. I w ciemnociach spogldali jeden na drugiego,
nie mogc twarzy swych wzajemnie dojrze. Po chwili ksi, mimo futer, trz si zacz
tak, e a zbami kapa. Wreszcie rzek:
 Licho mnie napado... eby nie to... brr!... inne bym kondycje postawi...
Kmicic nie odrzek nic i tylko oczami chcia przebi ciemno, wrd ktrej gowa i twarz
ksica rysoway si w niewyranych, szarych i biaawych zarysach. Na dwik Bogusawowego
gosu i na widok jego postaci wszystkie dawne urazy, stara nienawi i palca ch zemsty
wezbray tak w jego sercu, i zmieniy si prawie w sza... Rka mimo woli szukaa miecza, ktry
mu odjto, ale za pasem mia buaw o elaznej gowie, swj znak pukownikowski, wic
diabe pocz mu zaraz wichrzy w mzgu i szepta:
 Krzyknij mu w ucho, kto jest, i rozbij eb w drzazgi... Noc ciemna... wydostaniesz si...
Kiemlicze z tob. Zdrajc zgadzisz, za krzywdy zapacisz... Uratujesz Olek, Sorok... Bij!
Bij!...
Kmicic zbliy si jeszcze bliej do lektyki i drc rk pocz wyciga zza pasa buzdygan.
 Bij!...  szepta diabe.  Ojczynie si przysuysz...
Kmicic wycign ju buaw i cisn za rkoje, jakby j chcia rozgnie w doni.
 Raz, dwa, trzy!..  szepn diabe.
Lecz w tej chwili ko jego, czy to e uderzy nozdrzami w hem drabanta, czy przestraszy
si, do, e zary nagle kopytami w ziemi, potem potkn si silnie; Kmicic poderwa go cuglami.
Przez ten czas lektyka oddalia si o kilkanacie krokw.
A junakowi wos stan dbem na gowie.
 Matko Najwitsza, trzymaj mi rk!  szepn przez zacinite zby.  Matko Najwitsza,
ratuj! Jam tu pose, ja od hetmana przyjedam, a chc jako zbj nocny mordowa... Jam szlachcic,
jam suga Twj... Nie wde na pokuszenie!
 A czego to wa marudzisz?  ozwa si przerywany przez febr gos Bogusawa.
 Jestem ju!
 Syszysz wa... kury po zapociach piej... Trzeba si spieszy, bom te chory i odpocznienia
potrzebuj.
Kmicic zasadzi buzdygan za pas i jecha dalej w pobliu lektyki. Jednake nie mg odzyska
spokoju. Rozumia, e tylko zimn krwi i panowaniem nad sob zdoa uwolni Sorok;
dlatego ukada sobie z gry, jakimi sowy ma przemwi do ksicia, aby go skoni i przekona.
Przysiga wic sobie, e tylko Sorok mie bdzie na uwadze, e o niczym innym ani wspomni,
a zwaszcza o Olece.
I czu, jak w ciemnoci gorce rumiece oblewaj mu twarz na myl, e moe sam ksi
wspomni o niej, a moe wspomni co takiego, czego nie bdzie mg pan Andrzej przetrzyma
ani wysucha.
 Nieche jej nie tyka  mwi sobie w duszy  niech jej nie tyka, bo w tym jego mier i
moja... Niech nad sob samym ma miosierdzie, jeeli mu sromu nie starczy...
I cierpia okrutnie pan Andrzej; w piersiach nie stawao mu powietrza, a gardo tak mia cinite,
i ba si, e gdy przyjdzie mwi, sowa nie zdoa z siebie wydoby. W tym ucisku
dusznym pocz litani odmawia.
Po chwili przysza na ulga, uspokoi si znacznie i owa niby obrcz elazna, ktra gniota
mu krta, sfolaa.
Tymczasem przyjechali do ksicej kwatery. Drabanci postawili lektyk; dwch rkodajnych
dworzan wzio ksicia pod ramiona; on za zwrci si do Kmicica i szczkajc cigle
zbami, rzek:
 Prosz za sob... Paroksyzm zaraz minie... Bdziem si mogli rozmwi.
Jako po chwili znaleli si obaj w osobnej komnacie, w ktrej na kominie arzyy si kupy
wgli i gorco byo nieznonie. Tam uoono ksicia Bogusawa na dugim polowym krzele,
okryto futrami i przyniesiono wiato. Za czym dworzanie oddalili si, ksi za przechyli w
ty gow, przymkn oczy i tak pozosta czas jaki nieruchomy.
Wreszcie rzek:
 Zaraz... niech odpoczn...
Kmicic patrzy na niego. Ksi nie zmieni si wiele, jeno febra cigna mu twarz. Ubielony
by jak zwykle i na jagodach pomalowany barwiczk, ale wanie dlatego, gdy lea tak z
zamknitymi oczyma i z gow przechylon, podobny by troch do trupa albo woskowej figury.
Pan Andrzej sta przed nim w wietle wiecznika. Ksice powieki poczy si otwiera leniwie,
nagle otworzyy si zupenie i jakoby pomie przelecia mu przez twarz. Lecz trwao to
przez okamgnienie, po czym znw zamkn oczy.
 Jeli jest duch, nie boj si ciebie  rzek  ale przepadnij!
 Przyjechaem z pismem od hetmana  odpowiedzia Kmicic.
Bogusaw wzdrygn si nieznacznie, jakoby si chcia z mar otrzsn; nastpnie popatrzy
na Kmicica i ozwa si:
 Chybiem wapana?
 Nie ze wszystkim  odpowiedzia ponuro pan Andrzej ukazujc palcem na blizn.
 To ju drugi!...  mrukn na wp do siebie ksi.
I gono doda:
 Gdzie jest pismo?
 Jest  odrzek Kmicic podajc list.
Bogusaw pocz czyta, a gdy skoczy, dziwne wiata bysny mu w oczach.
 Dobrze!  wyrzek  do marudztwa!... Jutro bitwa... I rad jestem, bo jutro febry nie mam.
 I u nas po rwno radzi  odpar Kmicic.
Nastaa chwila milczenia, w czasie ktrej dwch tych nieubaganych wrogw mierzyo si
oczyma z pewn straszliw ciekawoci.
Ksi pierwszy pocz rozmow:
 Zgaduj, e to wa mnie tak dojeda z Tatary?...
 Ja...
 A e to nie ba si tu przyjecha?...
Kmicic nie odrzek nic.
 Chyba na pokrewiestwo przez Kiszkw liczy... Bo to my mamy ze sob rachunki... Mog
ci, panie kawalerze, kaza ze skry obedrze.
 Moesz, wasza ksica mo.
 Przyjechae z glejtem, prawda... Rozumiem teraz, dlaczego pan Sapieha go da... Ale na
ycie moje nastawa... Tam Sakowicz zatrzymany; wszelako... pan wojewoda nie ma prawa do
Sakowicza, a ja do ciebie mam... kuzynie...
 Przyjechaem z prob do waszej ksicej moci...
 Prosz! Moesz liczy, e dla ciebie wszystko uczyni... Jaka to proba?
 Jest tu schwytany onierz, jeden z tych, ktrzy mi pomagali wasz ksic mo porwa.
Ja dawaem rozkazy, on dziaa jako lepe instrumentum. Tego onierza zechciej wasza ksica
mo na wolno wypuci.
Bogusaw pomyla chwil.
 Panie kawalerze  rzek  namylam si, czy lepszy onierz, czy te bezczelniejszy suplikant...
 Ja tego czowieka darmo od waszej ksicej moci nie chc.
 A co mi za niego dajesz?
 Samego siebie.
 Prosz, taki to miles praeciosus?... Hojnie pacisz, ale bacz, by ci starczyo, bo jeszcze
pewnie kogo chciaby ode mnie wykupi...
Kmicic posun si o krok bliej i poblad tak straszliwie, i ksi mimo woli spojrza na
drzwi i mimo caej swej odwagi zmieni przedmiot rozmowy.
 Pan Sapieha na takowy ukad nie przystanie  rzek.  Rad bym ci mia, alem sowem
ksicym za bezpieczestwo twoje zarczy.
 Przez tego onierza odpisz panu hetmanowi, em dobrowolnie zosta.
 A on zada, bym ci wbrew twej woli odesa. Zbyt znaczne oddae mu posugi... I Sakowicza
mi nie puci, a Sakowicza wicej ceni ni ciebie...
 To uwolnij wasza ksica mo i tak tego onierza, a ja si na parol stawi, gdzie rozkaesz.
 Jutro moe mi legn przyjdzie. Nic mi po ukadach na pojutrze...
 Bagam wasz ksic mo! Za tego czowieka ja...
 Co ty?
 Zemsty poniecham.
 Widzisz, panie Kmicic, sia razy chodziem na niedwiedzia z oszczepem, nie dlatego, em
musia, ale z ochoty. Lubi, gdy mi jakowe niebezpieczestwo grozi, bo mi si ycie mniej kuczy.
Ow i twoj zemst jako uciech sobie zostawuj, ile e ci przyzna musz, e z takowych
niedwiedzi, co to same strzelca szukaj.
 Wasza ksica mo  rzek Kmicic  za mae miosierdzie czsto Bg wielkie grzechy
odpuszcza. Nikt z nas nie wie, kiedy mu przed sdem Chrystusowym stan przyjdzie.
 Dosy!  przerwa ksi.  Ja te sobie psalmy mimo febry komponuj, eby jakow zasug
mie przed Panem, a potrzebowabymli predykanta, to bym swego zawoa... Wa nie
umiesz prosi do pokornie i na manowce leziesz... Ja ci sam podam sposb: uderz jutro w bitwie
na pana Sapieh, a ja pojutrze tego gemajna wypuszcz i tobie winy przebacz... Zdradzie
Radziwiw, zdrade Sapieh...
 Ostatnie-li to sowo waszej ksicej moci?... Na wszystko wite zaklinam wasz ksic
mo...
 Nie! Diabli ci bior, dobrze!... I na twarzy si mienisz... Nie przychod jeno za blisko, bo
chocia ludzi mi wstyd woa... ale patrz tu! Zbytni rezolut!
To rzekszy Bogusaw ukaza spod futra, ktrym by okryty, luf pistoletu i pocz patrze
iskrzcymi oczyma w oczy Kmicica.
 Wasza ksica mo!  zakrzykn Kmicic skadajc wprawdzie rce jak do proby, ale z
twarz przez gniew zmienion.
 To prosisz, a grozisz?..  rzek Bogusaw  kark zginasz, a diabe ci zza konierza zby do
mnie szczerzy?... To pycha ci z cz byska, a w gbie grzmi jak w chmurze? Czoem do radziwiowskich
ng przy probie, mopanku!.. bem o podog bi! wwczas ci odpowiem!...
Twarz pana Andrzeja blada bya jak chusta, rk pocign po mokrym czole, po oczach, po
twarzy i odrzek tak przerywanym gosem, jak gdyby febra, na ktr cierpia ksi, nagle rzucia
si na niego.
 Jeeli wasza ksica mo tego starego onierza mi wypuci... to... ja... wasze i ksicej
moci... pa do... ng... gotw...
Zadowolenie bysno w Bogusawowych oczach. Wroga upokorzy, dumny kark zgi. Lepszego
pokarmu nie mg da zemcie i nienawici.
Kmicic sta za przed nim z wosem zjeonym w czuprynie, dygoccy na caym ciele. Twarz
jego, nawet w spokoju do gowy jastrzbiej podobna, przypominaa tym bardziej drapienego i
rozwcieczonego ptaka. Nie zgade, czy za chwil rzuci si do ng, czy do piersi ksicej...
A Bogusaw, nie spuszczajc go z oka, rzek:
 Przy wiadkach! przy ludziach!
I zwrci si ku drzwiom:
 Bywaj!
Przez otwarte drzwi weszo kilkunastu dworzan, Polakw i cudzoziemcw. Za nimi poczli
wchodzi oficerowie.
 Moci panowie!  rzek ksi  oto pan Kmicic, chory orszaski i pose od pana Sapiehy,
ma mnie o ask prosi i chce wszystkich waszmociw mie za wiadkw!...
Kmicic zatoczy si jak pijany, jkn i pad do ng Bogusawowych.
A ksi wycign je umylnie tak, e koniec jego rajtarskiego buta dotyka czoa rycerza.
Wszyscy patrzyli w milczeniu, zdumieni synnym nazwiskiem, jak i tym, e w, ktry je nosi,
by teraz posem od pana Sapiehy. Wszyscy rozumieli te, e dzieje si co nadzwyczajnego.
Tymczasem ksi wsta i nie rzekszy ni sowa przeszed do przylegej komnaty, kiwn tylko
na dwch dworzan, eby szli za nim.
Kmicic podnis si. W twarzy jego nie byo ju gniewu ni drapienoci, tylko nieczuo i
obojtno. Zdawao si, i nie rozeznaje wcale, co si z nim dzieje, i e energia jego zamaa si
zupenie.
Upyno p godziny, godzina. Za oknem sycha byo ttent kopyt koskich i miarowe kroki
onierzy, on siedzia cigle, jakby kamienny.
Nagle otworzyy si drzwi do przysionka. Wszed oficer, dawny znajomy Kmicica z Bir, i
omiu onierzy, czterech z muszkietami, czterech bez strzelb, tylko przy szablach.
 Moci pukowniku, powsta waszmo!  rzek grzecznie oficer.
Kmicic popatrzy na niego bdnie.
 Gowbicz...  rzek poznajc oficera.
 Mam rozkaz  odpar Gowbicz  zwiza waszej moci rce i wyprowadzi za Janw. Na
czas to wizanie, pniej odjedziesz wasza mo wolno... Dlatego prosz waszej moci nie stawia
oporu...
 Wi!  odrzek Kmicic.
I pozwoli si bez oporu skrpowa. Ale ng mu nie wizano. Oficer wyprowadzi go z komnaty
i wid piechot przez Janw. Za czym szli jeszcze z godzin. Po drodze przyczyo si
kilku jezdnych. Kmicic sysza, e rozmawiaj po polsku, Polacy bowiem, ktrzy jeszcze suyli
u Bogusawa, znali wszyscy nazwisko Kmicica i dlatego najciekawsi byli, co si z nim stanie.
Orszak min brzeniak i znalaz si w pustym polu, na ktrym ujrza pan Andrzej oddzia lekkiej
polskiej chorgwi Bogusawowej.
onierze stali szeregiem w kwadrat, w rodku by majdan, na nim dwch tylko piechurw
trzymajcych konie, ubrane w szleje, i kilkunastu ludzi z pochodniami.
Przy ich blasku ujrza pan Andrzej pal wieo zaostrzony, lecy poziomo i przymocowany
drugim kocem do grubego pnia drzewa.
Kmicica mimo woli dreszcze przeszy.
To dla mnie  pomyla  komi mnie kae na pal nawlec... Dla zemsty Sakowicza powica!
Lecz myli si, pal przeznaczony by przede wszystkim dla Soroki.
Przy migoccych pomykach dojrza pan Andrzej samego Sorok; stary onierz siedzia tu
obok pnia na zydlu bez czapki i ze skrpowanymi rkoma, pilnowany przez czterech onierzy.
Jaki czek, ubrany w pkouszek bez rkaww, podawa mu w tej chwili gorzak w paskim
kubku, ktr Soroka pi do chciwie. Wypiwszy splun, a e w tej wanie chwili postawiono
Kmicica midzy dwoma konnymi w pierwszym szeregu, wic onierzysko dojrza go, zerwa
si z zydla i wyprostowa si jakby na paradzie wojskowej.
Przez chwil patrzyli na si obaj. Soroka twarz mia do spokojn i zrezygnowan, porusza
tylko szczkami, jak gdyby u.
 Soroka...  jkn wreszcie Kmicic.
 Wedle rozkazu!  odpowiedzia onierz.
I znowu nastao milczenie. C mieli mwi w takiej chwili! Wtem oprawca, ktry podawa
poprzednio Soroce wdk, zbliy si do niego.
 No, stary  rzek  czas na ci.
 A prosto nawczcie!
 Nie bj si.
Soroka nie ba si, ale gdy uczu na sobie rami oprawcy, pocz sapa szybko i gono, nareszcie
rzek:
 Gorzaki jeszcze...
 Nie ma!
Nagle jeden z onierzy wysun si z szeregu i poda blaszank.
 Jest. Dajcie mu!
 Do ordynku!  zakomenderowa Gowbicz.
Jednake czek w kouszku przechyli manierk do ust Soroki, on za pi obficie, a wypiwszy
odetchn gboko.
 Ot!  rzek  onierski los, za trzydzieci lat suby... Nu, czas to czas!
Drugi oprawca zbliy si i poczto go rozbiera.
Nastaa chwila ciszy.
Pochodnie dray w rkach trzymajcych je ludzi. Wszystkim uczynio si straszno.
Wtem pomruk zerwa si wrd otaczajcych majdan szeregw i stawa si coraz goniejszy.
onierz nie kat. Sam zadaje mier, lecz widoku mki nie lubi.
 Milcze!  krzykn Gowbicz.
Pomruk zmieni si w gwar gony, w ktrym brzmiay pojedyncze sowa: diabli!, pioruny!,
pogaska suba!...
Nagle Kmicic krzykn tak, jakby jego samego na pal nawczono:
 Stj!
Oprawcy wstrzymali si mimo woli. Wszystkie oczy zwrciy si na Kmicica.
 onierze!  krzykn pan Andrzej.  Ksi Bogusaw zdrajca przeciw krlowi i Rzeczypospolitej!
Was otoczono i jutro w pie wycici bdziecie! Zdrajcy suycie! Przeciw ojczynie
suycie! Ale kto sub porzuci, zdrajc porzuci, temu przebaczenie krlewskie, przebaczenie
hetmaskie!... Wybierajcie! mier i haba albo nagroda jutro! Laf wypac i dukat na gow,
dwa na gow!... Wybierajcie!! Nie wam, godnym onierzom, zdrajcy suy! Niech yje krl!
Niech yje hetman wielki litewski!
Gwar przeszed w huk. Szeregi zamay si.
Kilkanacie gosw krzykno:
 Niech yje krl!
 Do suby!
 Na pohybel zdrajcy!
 Sta! sta!  wrzeszczay inne gosy.
 Jutro wam w habie umiera!  rycza Kmicic.
 Tatarzy w Suchowolu!
 Ksi zdrajca!
 Przeciw krlowi wojujem!
 Bij!
 Do ksicia!
 Stj!
W zamieszaniu jaka szabla przecia powrozy krpujce rce Kmicica. Ten za skoczy w tej
chwili na jednego z owych koni, ktre Sorok na pal nacign miay, i krzykn ju z konia:
 Za mn do hetmana!
 Id!  wrzasn Gowbicz.  Niech yje krl!
 Niech yje!  odpowiedziao pidziesit gosw i pidziesit szabel bysno jednoczenie.
 Na ko Sorok!  zakomenderowa znowu Kmicic.
Byli tacy, ktrzy opiera si chcieli, lecz na widok goych szabel umilkli. Jeden wszelako zawrci
konia i znik po chwili z oczu. Pochodnie zgasy. Ciemno ogarna wszystkich.
 Za mn!  rozleg si gos Kmicica.
I kb ludzi bezadny ruszy z miejsca, potem wycign si w dugiego wa.
Ujechawszy dwie lub trzy staje, trafili na strae piechurw, ktrych wiksze masy zajmoway
brzeniak lecy z lewej strony.
 Kto idzie?  ozway si gosy.
 Gowbicz z podjazdem!
 Haso?
 Trby!
 Przechod!
I przejechali nie spieszc si zbytnio; nastpnie pucili si rysi.
 Soroka!  rzek Kmicic.
 Wedle rozkazu!  ozwa si obok gos wachmistrza.
Kmicic nie mwi nic wicej, tylko wycignwszy rk, wspar do na gowie wachmistrza 
jakby si chcia przekona, czy jedzie obok.
onierz przycisn w milczeniu t do do ust.
Wtem ozwa si Gowbicz z drugiego boku:
 Wasza mio! dawnom to chcia uczyni, co teraz czyni.
 Nie poaujecie!
 Cae ycie bd waszej mioci wdziczny!
 Suchaj, Gowbicz, czemu to ksi was wysa, nie cudzoziemski regiment, na egzekucj?
 Bo chcia wasz mio przy Polakach pohabi. Obcy onierz nie zna waszej mioci.
 A mnie nic nie miao si sta?
 Waszej mioci miaem rozkaz powrozy rozci. Gdyby za wasza mio porwaa si do
obrony Soroki, mielimy j przed ksicia dostawi po ukaranie.
 Wic i Sakowicza chcia powici  mrukn Kmicic.
Tymczasem w Janowie ksi Bogusaw, zmoon febr i dziennym trudem, spa ju poszed.
Ze snu gbokiego rozbudzi go rejwach przed kwater i pukanie do drzwi.
 Wasza ksica mo! wasza ksica mo!  woao kilka gosw.
 pi! nie budzi  odpowiadali paziowie.
Lecz ksi siad na ou i krzykn:
 wiata!
Wniesiono wiato, jednoczenie z nim wszed oficer subowy.
 Wasza ksica mo!  rzek  pose sapieyski pobuntowa Gowbiczow chorgiew i
odprowadzi j do hetmana.
Nastaa chwila ciszy.
 Bi w koty i w bbny  ozwa si wreszcie Bogusaw  niech wojsko w szyku staje!
Oficer wyszed, ksi pozosta sam.
 To straszny czek!  rzek sam do siebie.
I uczu, e chwyta go nowy paroksyzm febry.
ROZDZIA XL
atwo sobie wyobrazi zdziwienie pana Sapiehy, gdy Kmicic nie tylko wrci sam bezpiecznie,
lecz przywid ze sob kilkadziesit koni i starego sug. Kmicic po dwakro musia opowiada
hetmanowi i panu Oskierce, jak i co si stao, oni za suchali z ciekawoci, bijc czsto
w donie i za gow si biorc.
 Uwa z tego  rzek hetman  e kto w zemcie przesadzi, temu si ona czstokro jako
ptak z palcw wychynie. Ksi Bogusaw Polakw jako wiadkw twej haby i mki mie
chcia, aby ci gorzej sponiewiera, i przesadzi. Ale si z tego nie chep, bo to zrzdzenie boskie
dao ci wiktori, chocia, swoj drog, to jedno ci powiem: on diabe, ale i ty diabe! le ksi
uczyni, e ci spostponowa.
 Ja go nie spostponuj i w zemcie, da Bg, nie przesadz!
 Niechaj jej cakiem, jako Chrystus niecha, chocia Bogiem bdc mg jednym sowem
ydowinw pogry.
Kmicic nie odrzek nic, bo te i nie byo czasu na rozprawy; nie byo nawet i na wypoczynek.
Rycerz by znuon miertelnie, a jednak tej nocy jeszcze postanowi jecha do swoich Tatarw,
ktrzy za Janowem stali w lasach i na gocicach z tyu wojsk Bogusawowych. Ale wczeni
ludzie dobrze sypiali na kulbakach. Kaza wic tylko pan Andrzej konia wieego sioda obiecujc
sobie, e si przez drog smaczno wydrzemie.
Na samym wsiadanym przyszed do niego Soroka i wyprostowa si po subie.
 Wasza mio!  rzek.
 A co powiesz, stary?
 Przyszedem spyta, kiedy mi jecha?
 Dokd?
 Do Taurogw.
Kmicic rozmia si.
 Nie pojedziesz wcale do Taurogw, pojedziesz ze mn.
 Wedle rozkazu!  odpowiedzia wachmistrz starajc si nie pokaza po sobie ukontentowania.
Jako pojechali razem. Droga bya duga, bo naleao okada lasami, aby nie wpa na Bogusawa,
za to Kmicic i Soroka wyspali si setnie i bez adnej przygody przybyli do Tatarw.
Akbah-Uan stawi si zaraz przed Babiniczem i zda mu relacj ze swych czynnoci. Pan
Andrzej kontent z nich by: wszystkie mosty zostay popalone, groble poniszczone; nie do na
tym: wody z wiosn rozlay zmieniwszy pola, ki i nisze drogi w grzskie boto.
Bogusaw nie mia innego wyboru, jak bi si, zwyciy lub zgin. O odwrocie niepodobna
mu byo myle.
 Dobrze  rzek Kmicic  zacn ma rajtari, ale cik. Nie bdzie z niej na dzisiejsze bota
uytku.
Po czym zwrci si do Akbah-Uana.
 Schude!  rzek uderzajc go w brzuch pici  ale po bitwie dukatami ksicymi sobie
kadun napenisz.
 Bg stworzy nieprzyjaci, aby mowie wojenni up z kogo bra mieli  odrzek powanie
Tatar.
 A jazda Bogusawowa stoi przeciw wam?
 Jest ich kilkaset koni dobrych, a wczoraj nadesano im regiment piechoty i okopali si.
 Zaby ich nie mona w pole wywabi?
 Nie wychodz.
 A obej i zostawi, aby si do Janowa dosta?
 Na drodze le.
 Trzeba bdzie co obmyli!
To rzekszy Kmicic pocz si rk gadzi po czuprynie.
 Prbowalicie podchodzi? Jak daleko wypadaj za wami?
 Na staje, dwa... dalej nie chc.
 Trzeba bdzie co obmyli!  powtrzy Kmicic.
Lecz tej nocy nic ju nie obmyli. Za to nazajutrz podjecha z Tatary pod obz, lecy midzy
Suchowolem a Janowem, i rozpozna, e Akbah-Uan przesadza mwic, e piechota okopaa
si z tej strony, byy tam bowiem tylko szaczyki, nic wicej. Mona si byo z nich dugo
broni, zwaszcza przeciw Tatarom, ktrzy nieskoro szli wprost na ogie do ataku, ale nie mona
byo myle o wytrzymaniu jakiegokolwiek oblenia.
Gdybym mia piechot  pomyla Kmicic  poszedbym na dym...
Lecz o sprowadzeniu piechoty trudno byo i marzy, bo naprzd, pan Sapieha sam nie mia jej
do zbytku, po wtre, czasu na cignicie jej brako.
Kmicic podjecha tak blisko, i piechurowie Bogusawowi poczli do niego ognia dawa, lecz
on nie zwaa na to, jedzi midzy kulami, rozpatrywa si, oglda, a Tatarowie, cho na ogie
mniej wytrzymali, musieli mu dotrzymywa kroku. Potem zasi wypada jazda i zajechaa go z
boku. On umkn si, poszed trzy tysice krokw i wraz ku nim zawrci.
Lecz oni zwrcili take z miejsca ku szaczykom. Na prno Tatarowie wypucili za nimi
chmur strza. Spad tylko jeden czek z konia, a i to zabrali go i ponieli.
Kmicic w powrocie, zamiast jecha wprost do Suchowola, rzuci si ku zachodowi i dotar do
Kamionki.
Bagnista rzeka rozlaa szeroko, bo wiosna bya nad podziw w wody obfita. Kmicic popatrzy
na rzek, rzuci w wod kilkanacie pokruszonych gazek, aby bystro prdu wymiarkowa, i
rzek do Uana:
 Tdy ich bokiem obejdziemy i z tyu na nich uderzym.
 Pod wod konie nie popyn.
 Leniwo idzie. Popyn! Ta woda prawie stoi.
 Konie skostniej i ludzi nie utrzymaj. Zimno jeszcze.
 Ludzie popyn za ogonami. To wasz tatarski proceder.
 Ludzie skostniej.
 Rozgrzej si w ogniu.
 Kiszmet!
Nim zmroczyo si na wiecie, Kmicic kaza naci pki oziny, zwidego sitowia, trzcin i
poprzywizywa koniom do bokw.
Przy pierwszej gwiedzie rzuci w wod okoo omiuset koni i poczli pyn. On sam pyn
na czele, lecz wkrtce zmiarkowa, e tak wolno posuwaj si naprzd, i za dwa dni nie przepyn
poza szace.
Wwczas kaza si przeprawi na drugi brzeg.
Niebezpieczne to byo przedsiwzicie. Drugi brzeg by prosty i bagnisty. Konie, cho lekkie,
lgny po brzuchy. Lecz posuwali si naprzd, lubo wolno i ratujc jeden drugiego.
Tak szli par stai.
Gwiazdy pokazyway pnoc. Wtem od poudnia doszy ich echa dalekiej palby.
 Bitwa poczta!  krzykn Kmicic.
 Potoniem!  odpowiedzia Akbah-Uan.
 Za mn!
Tatarzy nie wiedzieli, co czyni, gdy nagle spostrzegli, i ko Kmicicowy wynurzy si z
bota, trafiwszy widocznie na twardy grunt.
Jako pocza si awa piasku. Po wierzchu byo wody do piersi koskich, lecz grunt pod
spodem twardy. Szli zatem wawiej. Na lewo migny im dalekie ognie!
 To szace!  rzek cicho Kmicic.  Mijamy! obejdziemy!
Po chwili minli szace istotnie. Wwczas zwrcili na lewo i wparli znw bachmaty w rzek,
aby wyldowa za szacami.
Przeszo sto koni ulgno tu przy brzegu. Lecz ludzie wydostali si na brzeg prawie wszyscy.
Kmicic kaza spieszonym siada za jezdnymi i ruszy ku szacom. Poprzednio zostawi by dwustu
wolentarzy z rozkazem, by niepokoili szace z przodu przez ten czas, gdy im bdzie ty zachodzi.
Jako zbliywszy si usysza strzay zrazu rzadkie, potem coraz gstsze.
 Dobrze!  rzek  tamci atakuj!
I ruszyli.
W ciemnoci wida byo tylko gromad gw podskakujcych pod miar koskiego chodu;
szabla nie zabrzka, zbroja nie zadzwonia, Tatarzy i wolentarze umieli i tak cicho jak wilcy.
Od strony Janowa palba stawaa si coraz potniejsza, widoczne byo, e pan Sapieha nastpi
na caej linii.
Lecz na szaczykach, ku ktrym dy Kmicic, brzmiay take okrzyki. Kilka stosw drzewa
palio si na nich, rozrzucajc blask silny. Przy onym blasku dojrza pan Andrzej piechurw
strzelajcych z rzadka, wicej patrzcych przed si w pole, na ktrym jazda ucieraa si z wolentarzami.
Dojrzano i jego ze szacw, lecz zamiast strzaami, przywitano nadcigajcy oddzia gromkim
okrzykiem. onierze sdzili, e to ksi Bogusaw przysya im pomoc.
Lecz gdy zaledwie sto krokw dzielio nadjedajc gromad od szacw, piechota pocza
rusza si w nich niespokojnie; coraz wicej onierzy, przykrywajc rkoma czoa, patrzyo, co
za lud nadjeda.
Wtem na krokw pidziesit straszliwe wycie targno powietrzem i oddzia rzuci si jak
burza, ogarn piechot, otoczy j piercieniem i caa ta masa ludzi pocza si porusza konwulsyjnie.
Rzekby: olbrzymi w dusi upatrzon ofiar.
W kupie owej brzmiay rozdzierajce wrzaski:  Aa! Herr Jesus! Mein Gott!
Za szacami brzmiay nowe okrzyki, bo wolentarze, cho w sabszej liczbie, poznawszy, i
pan Babinicz ju w szacach, natarli z wciekoci na jazd. Tymczasem niebo, ktre chmurzyo
si ju od niejakiego czasu, jako zwyczajnie na wiosn, luno gstym niespodzianym ddem.
Stosy ponce zagasy i walka trwaa w ciemnociach.
Lecz nie trwaa ju dugo. Napadnici znienacka Bogusawowi piechurowie poszli pod n.
Jazda, w ktrej duo byo swoich ludzi, zoya bro. Obcych, mianowicie sto dragonii, w pie
wycito.
Gdy ksiyc wychyn si znw zza chmur, owieci tylko gromady Tatarw docinajcych
rannych i biorcych up.
Lecz nie trwao to dugo. Rozleg si przeraliwy gos piszczaki: Tatarzy i wolentarze jak jeden
czowiek skoczyli na ko.
 Za mn!  krzykn Kmicic.
I poprowadzi ich jak wicher do Janowa.
W kwadrans pniej podpalono nieszczsn osad w czterech rogach, a w godzin jedno morze
pomieni rozlao si tak szeroko, jak starczyo Janowa. Nad poog wylatyway ku czerwonemu
niebu supy skier ognistych.
Tak pan Kmicic dawa zna hetmanowi, i wzi ty Bogusawowemu wojsku.
Sam za, jak kat od krwi ludzkiej czerwony, szykowa wrd pomieni swych Tatarw, aby
powie ich dalej.
Ju stanli w ordynku i wycignli si w aw, gdy nagle, na polu owieconym jak w dzie
poarem, ujrzeli przed sob oddzia olbrzymiej rajtarii elektorskiej.
Wid j rycerz, widny z daleka, bo w srebrne blachy ubrany i siedzcy na biaym koniu.
 Bogusaw!  rykn nieludzkim gosem Kmicic i run z ca tatarsk aw naprzd.
Szli wic ku sobie jako dwie fale dwoma wichrami gnane. Przestrze dzielia ich znaczna,
wic konie po obu stronach wziy pd najwikszy i szy ze stulonymi uszami wycignite jak
charty, ziemi niemal brzuchami szorujc. Z jednej strony lud olbrzymi, w byszczcych kirysach,
z prostymi szablami wyniesionymi w prawicach ku grze, z drugiej szara ma tatarska.
Wreszcie zderzyli si dug aw na widnym polu, lecz wwczas stao si co strasznego. Tatarska
ma pada jak an pooony wichrem; olbrzymi lud przejecha po niej i lecia dalej, jakoby
ludzie i konie mieli si gromw, a skrzyda burzy.
Po niejakim czasie zerwao si kilkudziesiciu Tatarw i poczo ich ciga. Po dziczy mona
przejecha, lecz zgnie jej jednym przejazdem niepodobna. Tote coraz wicej ludzi dyo za
uciekajc rajtari. Arkany poczy wista w powietrzu.
Lecz na czele uciekajcych jedziec na biaym koniu bieg cigle w pierwszym szeregu, a
midzy cigajcymi nie byo Kmicica.
Szarym rankiem poczli dopiero powraca Tatarowie i kady niemal wid na arkanie rajtara.
Wnet znaleli Kmicica i bezprzytomnego odwieli do pana Sapiehy.
Hetman sam siedzia nad jego oem. O poudniu otworzy pan Andrzej oczy.
 Gdzie Bogusaw?  byy jego pierwsze sowa.
 Zniesion ze szcztem... Bg pofortuni mu z pocztku, wic wyszed z brzeniakw i w
goym polu wpad na piechoty pana Oskierki, tam utraci ludzi i wiktori... Nie wiem, czy piset
ludzi nawet uszo, bo sia jeszcze twoi Tatarzy wyapali.
 A one sam?
 Uszed.
Kmicic pomilcza chwil i rzek:
 Jeszcze mi si z nim nie mierzy. Ci mnie koncerzem w gow i obali razem z koniem...
Szczciem misiurka z cnotliwej stali nie pucia, alem zemdla.
 T misiurk powiniene w kociele powiesi.
 Bdziem go cigali choby na kraj wiata!  rzek Kmicic.
Na to hetman:
 Patrzaj, jak wiadomo dzi odebraem po bitwie.
I poda mu list.
Kmicic przeczyta w gos nastpujce sowa:
Krl szwedzki ruszy z Elblga, idzie na Zamo, stamtd na Lww, na krla. Przybywaj,
Wasza Dostojno, z wszystk potg na ratunek Panu i Ojczynie, bo sam nie wytrzymam. 
Czarniecki.
Nastaa chwila milczenia.
 A ty ruszysz z nami czy pjdziesz z Tatary do Taurogw?  spyta hetman.
Kmicic zamkn oczy. Wspomnia na sowa ksidza Kordeckiego, na to, co mu Woodyjowski
o Skrzetuskim powiada, i odrzek:
 Na potem prywaty! Przy ojczynie chc si nieprzyjacielowi oponowa!
Hetman cisn go za gow.
 To mi brat!  rzek  a em stary, przyjm moje bogosawiestwo...
 KONIEC TOMU DRUGIEGO837
TOM III
ROZDZIA I
W czasie gdy w Rzeczypospolitej wszystko, co yo, siadao na ko, Karol Gustaw bawi
cigle w Prusach, zajty dobywaniem tamtejszych miast i ukadami z elektorem.
Po atwym i nadspodziewanym podboju bystry wojownik wprdce si opatrzy, i szwedzki
lew poar wicej, ni trzewia jego znie zdoaj. Po powrocie Jana Kazimierza straci
nadziej utrzymania Rzeczypospolitej, lecz wyrzekajc si w duszy caoci, chcia przynajmniej
jak najwiksz cz zdobyczy zatrzyma, a przede wszystkim Prusy Krlewskie,
prowincj do jego Pomorza przyleg, yzn, wielkimi miastami usian, bogat.
Lecz ta prowincja, jak pierwsza zacza si broni, tak dotychczas staa wytrwale przy
dawnym panu i Rzeczypospolitej. Powrt Jana Kazimierza i rozpoczta przez konfederacj
tyszowieck wojna moga pruskiego ducha oywi, w wiernoci go utwierdzi, do wytrwani
zachci, postanowi wic Karol Gustaw skruszy powstanie, zetrze Kazimierzowe
siy, by Prusakom nadziej pomocy odj.
Musia to uczyni i ze wzgldu na elektora, ktren z mocniejszym zawsze trzyma by
gotw. Krl szwedzki pozna go ju do gruntu, bo ani chwili nie wtpi,  jeli Kazimierzowa
fortuna przeway, elektror po jego stronie znowu stanie.
Gdy wic oblenie Malborga szo tpo, bo im go potniej dobywano, tym go potniej
pan Wejher broni, ruszy Karol Gustaw do Rzeczypospolitej, aby Jana Kazimierza na
nowo, choby w ostatnim jej kracu, dosign.
A e czyn po postanowieniu nastpowa u niego tak prdko, jak wanie grzmot po byskawicy,
podnis wic wojska lece przy miastach i nim si kto w Rzeczypospolitej
opatrzy, nim wie si o jego pochodzie rozesza, on ju min Warszaw i w najwiksze
pomienie poaru si rzuci.
Szed wic do burzy podobny, gniewem, zemst i zawzitoci trawiony. Dziesi tysicy
koni tratowao za nim pola jeszcze niegiem pokryte, a piechoty z prezydim podnosi
i szed razem z wichrem, a hen! ku poudniowi Rzeczypospolitej.
Po drodze pali i cina. Nie by to ju w dawny Carolus Gustavus, pan dobry, ludzki i
wesoy, klaszczcy w donie jedzie polskiej, mrugajcy oczyma przy ucztach i schlebiajcy
onierzom. Teraz, gdzie si ukaza, pyna potokiem krew szlachecka i chopska. Po
drodze ciera partie, jecw wiesza, nikogo nie ywi.
Ale jak gdy wrd gszczy borw potny niedwied niesie swe cikie cielsko, kruszc
po drodze krze i gazie, wilcy za id w trop za nim i nie mic mu drogi zastpi,
coraz bliej nastpuj na z tyu, tak i owe partie cigny za armi Karola, w coraz cianiejsze
czc si gromady, i szy za Szwedem, jak cie idzie za czowiekiem, i wytrwalej
jak cie, bo we dnie i w nocy, w pogod i w niepogod; przed nim za psuto mosty, niszczono
zapasy, e musia i jak w pustyni, nie majc gowy gdzie schroni lub si w godzie
czym pokrzepi.
Sam Karol Gustaw wprdce pomiarkowa, jak straszne jest jego przedsiwzicie. Wojna
rozlewaa si naok niego tak szeroko, jak morze rozlewa si naok zabkanego wrd
roztoczy okrtu. Gorzay Prusy, gorzaa Wielkopolska, ktra pierwsza poddastwo przy-
jwszy, pierwsza chciaa szwedzkie jarzmo zrzuci, gorzaa Maopolska i Ru, i Litwa, i
mud. W zamkach i w wielkich miastach, niby na wyspach, trzymali si jeszcze Szwedzi,
zreszt wsie, bory, pola, rzeki byy ju w polskim rku. Nie tylko czowiek, nie tylko
mniejszy podjazd, ale i puk cay nie mg si od gwnej szwedzkiej siy ani na dwie godzin
odczy bo zaraz przepada bez wieci, a jecy, ktrzy wpadli w chopskie rce,
umierali w mkach straszliwych.
Prno Karol Gustaw po wsiach i miastach ogasza kaza, i ktry chop zbrojnego
szlachcica ywcem lub umarego dostawi, wolno na wieczne czasy i ziemi w nagrod
otrzyma, chopi bowiem po rwni ze szlacht i mieszczany wycignli do lasw. Lud z
gr, lud z puszcz gbokich, lud z ugw i pl tkwi w lasach, czyni zasieki Szwedom po
drodze, napada na mniejsze prezydia, wycina w pie podjazdy. Cepy, widy i kosy nie
gorzej od szlacheckich szabel opyny krwi szwedzk.
Tym bardziej za gniew wzbiera w sercu Karola, e przed kilkunastu miesicami tak
atwo ten kraj ogarn, wic prawie nie mg poj, co si stao, skd te siy, skd ten opr,
skd ta wojna straszna na mier i ycie, ktrej koca przed sob nie widzia i odgadn go
nie umia.
Czste te byway narady w obozie szwedzkim. Szli z krlem: brat jego Adolf, ksi
biponcki, komend nad wojskiem majcy, Robert Duglas, Henryk Horn, krewny tego, ktry
pod Czstochow by kos chopsk usieczon. Waldemar, graf duski  i w Miller,
ktry u stp Jasnej Gry saw sw bojow zostawi, i Aszemberg w prowadzeniu jazdy
midzy Szwedami najbieglejszy, i Hammerszyld, ktry armatami zawiadowa, i stary zbj,
marszaek Arfuid Wittenberg, ze zdzierstw swych sawny, a ostatkiem zdrowia gonicy, bo
przez gallick chorob toczon - i Forgell, i wielu innych - a wszystko wodzowie biegli w
zdobywaniu miast i w polu krlowi tylko samemu jeniuszem ustpujcy.
Ci tedy lkali si w sercach, aby cae wojsko z krlem nie przepado, przez trudy, brak
ywnoci i zacieko polsk zmorzone. Stary Wttenberg wprost odradza krlowi pochd.
,,Jake to, krlu - mwi - bdziesz zapuszcza si a w ruskie kraje za nieprzyjacielem,
ktry niszczy wszystko po drodze, sam niewidzialnym pozostaja? Co uczynisz, jeli koniom
nie tylko siana i owsa, ale nawet strzech z chaup zbraknie, a ludzie z niewywczasw
popadaj?Gdzie s owe wojska, ktre w pomoc nam przyjd, gdzie zamki, w ktrych moglibymy
odywi si i strudzonym czonkom da folg? Nie rwnam si z twoj, panie,
saw, ale gdybym by Karolem Gustawem, wanie bym tej sawy, tak wielkimi zwycistwami
nabytej, na zmienne koleje wojny nie wystawia.
Na to odpowiada Karol Gustaw:
- I ja, gdybym by Wittenbergiem.
Po czym Aleksandra Macedoskiego wspomina, z ktrym lubi by porwnywany, i
szed naprzd, gonic pana Czarnieckiego; ten za, nie majc si tak wielkich ani wiczonych,
umyka si przed nim, ale umyka jak wilk, gotw zawsze si zwrci. Czasem te
szed przed Szwedami, czasem po bokach, a czasem, zapadszy w guchych lasach, puszcza
ich naprzd, tak i oni myleli, e jego goni, a on wanie szed za nimi, wycina
opieszaych, tu i owdzie uszczkn cay podjazd, znosi idce wolniej puki piesze, napada
na wozy z ywnoci. I nigdy Szwedzi nie wiedzieli, gdzie jest, z ktrej strony uderzy.
Nieraz w zmrokach nocnych rozpoczynali ogie z armat i muszkietw do zaroli, sdzc,
e nieprzyjaciela maj przed sob. Nuyli si miertelnie, szli w chodzie, godzie i zmartwieniu,
a w - vir molestissimus - wisia cigle nad nimi, jako chmura gradowa wisi nad
anem zboa.
Na koniec dopadli go pod Gobiem, niedaleko ujcia Wieprza do Wisy. Niektre chorgwie
polskie stojce w gotowoci, rzuciwszy si z impetem na nieprzyjaciela, rozniosy
postrach i zamieszanie. Wic naprzd skoczy pan Woodyjowski ze swoj laudask chorgwi
i wspar krlewicza duskiego Waldemara; za pan Kawecki Samuel i modszy Jan
skoczyli z pagrka pancern chorgiew na najemnych Angielczykw Wikilsona - i w
mgnieniu oka poarli ich, jako szczupak pochania klenia, za pan Malawski zwar si z
ksickiem biponckim tak szczelnie, i ludzie i konie pomieszali si ze sob jako kurzawa,
ktr dwa wichry z przeciwnych stron przynios i jeden wir z niej uczyni. W mgnieniu
oka zepchnito Szwedw ku Wile, co widzc Duglas pospieszy swoim z wyborow rajtari
na ratunek. Lecz rozpdu i te nowe posiki wstrzyma nie mogy; poczli wic Szwedzi
skaka z wysokiego brzegu na ld, padajc trupem tak gsto, e czernili si na nienym
polu jako litery na biaej karcie. Leg krlewicz Waldemar, leg Wikilson, a ksi biponcki,
obalon z koniem nog zama - legli wszelako i obaj panowie Kaweccy, i pan Malawski,
i Rudawski, i Rogowski, i pan Tymiski, i Choiski, i Porwaniecki, jeden tylko pan
Woodyjowski, chocia si w szwedzkie szeregi jako nurek w wod z gow zanurza,
najmniejszej rany nie ponis.
Tymczasem przycign sam Karol Gustaw z gwn si i armatami, i nawczas zmienia
si posta boju. Inne Czarnieckiego puki, niekarne i nie wywiczone, nie umiay stan
na czas w ordynku; niektre koni nie miay pod rk, inne, po dalszych wsiach lece,
wbrew rozkazom, aby cigle byy w pogotowiu, zayway wczasu po chatach . Na owe
gdy nieprzyjaciel natar niespodzianie, wnet poszy w rozsypk i ku Wieprzowi umyka
poczy. Wic pan Czarniecki kaza trbi na odwrt, aby tamtych pukw, ktre pierwsze
uderzyy, nie wygubi. Jedni poszli tedy za Wieprz, inni do Koskowoli, zostawujc pole i
saw zwycistwa Karolowi, gdy tych zwaszcza, ktrzy za Wieprz uchodzili, dugo cigay
chorgwie Zbroka i Kaliskiego, przy Szwedach jeszcze zostajce.
Rado bya w obozie szwedzkim niezmierna. Niewielkie wprawdzie dostay si Szwedom
owego zwycistwa trofea: sakiewki z owsem i troch pustych wozw, lecz Karolowi
nie o up tym razem chodzio. Cieszy si, e zwycistwo szo jak i dawniej, w jego lady,
e ledwo si pokaza, ju pogromi - i to samego pana Czarnieckiego, na ktrym najwiksze
nadzieje Jana Kazimierza i Rzeczypospolitej spoczyway. Mg si spodziewa, e
wie rozbiegnie si po caym kraju, e kade usta bd powarzay: ,,Czarniecki zniesion,
ki bojaliwi rozmiary klski przesdz, a przez to zwtl serca i odbior ducha wszystkim,
ktrzy na gos konfederacji tyszowieckiej za bro chwycili.
Wic gdy mu przyniesiono i rzucono pod nogi owe sakiewki owsa, a z nimi razem ciaa
Kikilsona i Waldemara, on zwrci si do swych frasobliwych jeneraw i rzek:
- Rozmarszczcie ichmociowie czoa, bo to jest najwiksze zwycistwo, jakiem od roku
odnis, i ca wojn skoczy ono moe.
-Wasza krlewska mo - odrzek Wittenberg, ktry sabszym jak zwykle bdc czarniej
rzeczy widzia - dzikujmy Bogu i za to, e pochd dalszy bdziem mie spokojny;
chocia takie wojska jak Czarnieckiego prdko si rozpraszaj, ale i prdko zbieraj na
powrt.
Na to krl:
- Panie marszaku! nie mam ci za gorszego wodza od Czarnieckiego, ale gdybym ci
tak rozbi, tusz, e i przez dwa miesice nie zdoaby wojsk zebra.
Wittenberg skoni si tylko w milczeniu, a Karol mwi dalej:
- Tak jest, pochd bdziem mieli spokojny, bo tylko jeden Czarniecki mg go naprawd
tamowa. Nie masz wojsk Czarnieckiego, nie masz przeszd!
Jeneraowie uradowali si tymi sowy. Upojone zwycistwem wojska przechodziy
przed oczyma krla z krzykiem i piewami. Czarniecki przesta wisie na ksztat chmury
nad nimi. Czarniecki, rozproszony, przesta istnie! Wobec tej myli zapomnieli o przebytej
morddze - wobec tej myli mie byy im przysze trudy. Sowa krlewskie, ktre wielu
oficerw syszao, rozniosy si po obozie i wszyscy byli tego mniemania, e zwycistwo
istotnie miao nadzwyczajne znaczenie, e smok wojny na nowo zabity, a jeno czasy pomsty
i panowania nastan.
Krl da wojsku kilkanacie godzin spoczynku; tymczasem od Kozienic przyszy wozy
z ywnoci. Wojska roztasoway si w Gobiu, w Krowienikach i w yczynie. Rajtarowie
pozapalali opuszczone domostwa, powieszono kilkunadtu chopw wzitych z broni
w rku i kilku pacholikw wojskowych, ktrych za chopw poczytano; nastpnie odbya
si uczta, po niej za onierstwo zasno snem twardym, bo od dawna po raz pierwszy
spokojnym.
Nazajutrz dzie zbudzili si rzeko i pierwsze sowa, jakie napyny wszystkim do ust,
byy:
- Nie masz Czarnieckiego!
Powtarza to jeden drugiemu, jakby si wzajem chcieli o dobrej nowinie upewni. Pochd
rozpocz si wesoo. Dzie by suchy, zimny, pogodny. Szer koska i nozdrza pokryway
si szronem. Zimny wiatr pozmraa kaue na trakcie lubelskim i drog uczyni
dobr. Wojska wycigny si niemal milowym wem, czego przedtem nie czyniy nigdy.
Dwa puki dragoskie pod wodz Francuza Dubois poszy na Koskowol, Markuszew i
Garbw, w mili od gwnej siy. Gdyby tak szy przed trzema jeszcze dniami, szyby na
pewn mier, lecz teraz poprzedza je postrach i sawa zwycistwa.
- Nie masz Czarnieckiego! - powtarzali sobie oficerowie i onierze.
Jako pochd odbywa si spokojnie. Z gbin lenych nie dochodziy okrzyki, z zaroli
nie wypaday groty puszczane niewidzialnymi rkami.
Pod wieczr Karol Gustaw przyby do Garbowa, wes i w dobrym humorze. Ju wanie
zabiera si do spoczynku, gdy Aszemberg da zna przez subowego oficera, e chce
si pilno widzie z krlem.
Po chwili wszed do kwatery, i nie sam, ale z kapitanem dragoskim. Ktl, ktry mia
oko bystre i pami tak niezmiern, e wszystkich niemal onierzy imiona pamita, pozna
zaraz kapitana.
- A co nowego, Freed? - spyta. - Dubois wrci?
- Dubois zabity  odpowiedzia Freed.
Krl zmierza si; teraz dopiero zauway, e kapitan wyglda, jak gdyby go z grobu
wyjto, i odzie mia poszarpan.
- A dragoni? - spyta - one dwa puki?
- Wszystko w pie wycite. Mnie jednego ywcem puszczono!
Smage oblicze krla stao si jeszcze ciemniejszym; rkoma zaoy sobie pukle wosw
za uszy.
- Kto to uczyni?
- Czarniecki!
Karol Gustaw umilk i pocz patrze ze zdumieniem na Aszemberga, a ten gow tylko
kiwa, jakby chcia powtarza:
- Czarniecki! Czarniecki! Czarniecki!
- Wszystko to niepodobne do wiary - rzek po chwili krl. - Widziae go na wasne
oczy?
- Jak twj majestat, panie, widz. Przykaza mi pokoni si waszej krlewskiej moci i
owiadczy, e teraz za Wis si znw przeprawia, ale wnet tropem naszym pjdzie. Nie
wiem, czyli prawd powiada...
- Dobrze! - rzek krl. - Sia przy nim ludzi?
- Nie mogem dokadnie zmiarkowa, ale ze cztery tysice ludzi sam widziaem, a za
lasem staa take jakowa jazda. Otoczono nas wedle Krasiczyna, do ktrego pukownik
Dubois umylnie z traktu zboczy, bo mu doniesiono, e si tam ludzie jakowi znajduj.
Teraz mniemam, e Czarniecki umylnie podesa jzyka, aby nas w zasadzk wprowadzi.
Jako nikt prcz mnie ywy nie wyszed. Chopstwo dobijao rannych, jam cudem ocala!
- Z diabem chyba ten czowiek wszed w przymierze - rzek przykadajc do do
czoa krl. - Bo eby po takiej klsce znw wojsko zebra i nad karkiem nan stan, nie
ludzka moc!
- Stao si wedle tego, co marszaek Wittenberg przewidywa - wtrci Aszemberg.
Na to krl wybuchn:
- Wy wszyscy umiecie przewidywa, jeno radzi nie umiecie!
Aszemberg poblad i umilk. Karol Gustaw, gdy by wes, zdawa si by z samej dobroci
ulepiony, ale gdy raz brew zmarszczy, wzbudza strach nieopisany w najbliszych -
i nie tak ptaki kryj si przed orem, jako kryli si przed nim najstarsi i najzasuesi jeneraowie.
Lecz teraz wprdce si pomiarkowa i pyta znowu kapitana Freeda:
- Zacne to wojska przy Czarnieckim?
- Widziaem kilka chorgwi nieporwnywalnych, jako to u nich bywa jazda.
- To te same pod Gobiem z tak furi nacieray. Stare musz by puki. A on sam,
Czarniecki, wes, dufny?
- Tak dufny, jakoby to on pod Gobiem rozgromi. Teraz tym bardziej musiay si serca
w nich podnie, bo o gobskiej ju zapomnieli, a krasiczysk wiktori si chwal.
Wasza krlewska mo! co mi kaza Czarniecki powtrzy, tom powtrzy, ale gdym ju
wyjeda, zbliy si do mnie kto ze starszyzny, czek potny, stary, i rzek mi, i jest
ten, ktry wiekopomnego Gustawa Adolfa w rcznym boju rozcign. Sia i przeciwko
waszej krlewskiej moci bluni, inni za mu wtrowali. Tak oni si chepi! Odjechaem
wrd urga i wymyla...
- Mniejsza z tym!  odpar Karol Gustaw. - Czarniecki nie rozbity i wojska ju zebra,
to grunt. Tym spieszniej musimy i naprzd, aby polskiego Dariusza jak najprdzej dosign.
Waszmociom wolno ju odej. Wojsku rozgosi, e owe puki od kup chopskich
na oparzeliskach zginy. Idziemy naprzd!
Oficerowie wyszli, Karol Gustaw zosta sam. Przez czas jaki duma pospnie. Miaoby
zwycistwo pod Gobiem adnych owocw nie przynie, pooenia nie zmieni,
owszem, wiksz tylko zacieko w caym tym kraju rozbudzi?
Karol Gustaw wobec wojska i jeneraw okazywa zawsze pewno siebie i wiar, ale
gdy zosta sam i poczyna rozmyla o tej wojnie, jaka si od pocztku atwo zacza, a coraz
trudniejsz stawaa - nieraz ogarniao go zwtpienie. Wszystkie wypadki przedstawiay
mu si jako dziwnie. Czsto wyjcia nie widzia, koca nie mg odgadn. Czasem
zdawao mu si, e jest jako czowiek, ktry wszedszy z brzegu morskiego w wod, czuje,
e za kadym krokiem gbiej schodzi i wkrtce straci grunt pod nogami.
Lecz wierzy w gwiazdy. I teraz wic podszed do okna, aby na swoj wybran popatrzy,
na t waciwie, ktra w Wielkim Wozie, czyli w Niedwiedzicy, najwysze miejsce
zajmuje i wieci najmocniej. Niebo byo pogodne, wic i w tej chwili pona jaskrawo,
migotaa si na bkitno i czerwono - z dala tylko, poniej, na ciemnym granacie nieba,
czernia si jako w samotna chmura, od ktrej szy jakby ramiona, jakby gazie, jakby
macki morskiego potworu i zdaway si coraz zblia ku krlewskiej gwiedzie.
ROZDZIA II
Nazajutrz dzie ruszy krl w dalszy pochd i przycign do Lublina. Tam otrzymawszy
wiadomo, i pan Sapieha po odparciu Bogusawowego najazdu ze znacznym wojskiem
cignie, takowego zaniecha, Lublin tylko zaog umocni i szed dalej.
Najbliszym celem wyprawy by teraz dla niego Zamo, gdyby bowiem ow potn
twierdz zdoa zaj, zyskaby niewzruszon podstaw do dalszej wojny i tak znamienit
przewag, i szczliwego koca mgby z ca otuch wyglda. O Zamociu rne kryy
mniemania. Polacy, dotychczas jeszcze przy Karolu stojcy, utrzymywali, i to jest
twierdza w Rzeczypospolitej najpotniejsza, i przytaczali na dowd, i wszystkie siy
Chmielnickiego wstrzymaa.
Lecz poniewa Karol spostrzeg, i Polacy zgoa nie byli w fortyfikowaniu twierdz biegli,
i takie za silne uwaali, ktre po innych krajach zaledwie do trzeciorzdnych liczono,
e wiedzia i o tym, i w adnej z twierdz nie byo dostatecznego opatrunku, to jest ani murw
jak naley utrzymanych, ani budowli ziemnych, ani broni naleytej, przeto i co do
Zamocia dobrej by myli. Liczy te na urok swego imienia, na saw niezwycionego
wodza, a wreszcie i na ukady. Ukadami, ktre kaden magnat mocen by w tej Rzeczypospolitej
zawiera albo przynajmniej pozwala sobie zawiera, wicej dotychczas Karol
wskra ni broni. Jako wic czek przebiegy i lubicy wiedzie, z kim ma do czynienia,
starannie wszystkie wiadomoci o wadcy Zamocia zbiera. Wypytywa o jego obyczaje,
skonnoci, dowcip i fantazj.
Jan Sapieha, ktry naonczas zdrad jeszcze, ku wielkiemu umartwieniu wojewody witebskiego,
nazwisko kala, najwicej krlowi dawa objanie co do pana starosty kauskiego.
Trawili te na naradach cae godziny. Sapieha zreszt nie sdzi, aby atwo przyszo
krlowi pana na Zamociu skaptowa.
- Pienidzmi go nie skusi - mwi pan Jan - bo czek okrutnie mony. O godnoci nie
dba i nigdy o nie nie zabiega, nie chcia ich wonczas nawet, gdy same go szukay... Co do
tytuw, sam syszaem, jak na dworze zgromi pana des Noyersa, sekretarza krlowej, za
to, e mwic do niego, powiedzia: mon prince! - ,,Jam nie prince (rzecze mu), alem archiduktw
winiami w moim Zamociu miewa. Co prawda zreszt, to nie on miewa,
jeno jego dziad, ktrego Wielkim w narodzie naszym nazywaj.
- Byle mi bramy Zamocia otworzy, zaofiaruj mu co takiego, czego aden krl polski
zaofiarowa by nie mg.
Sapiee nie wypadao pyta, co by takiego byo, spojrza tylko z ciekawoci na Karola
Gustawa, ten za zrozumia spojrzenie i odrzek odgarniajc, wedle zwyczaju, wosy za
uszy:
- Zaofiaruj mu wojewdztwo lubelskie jako niezawise ksistwo - korona skusi go.
aden by z was si takiej pokusie nie opar, nawet dzisiejszy wojewoda wileski.
- Nieograniczona jest hojno waszej krlewskiej moci - odpar, nie bez pewnej ironii
w gosie, Sapieha.
A Karol odpowiedzia z waciwym sobie cynizmem:
- Daj, bo nie moje.
Sapieha pokrci gow.
- Nieonaty czowiek jest i synw nie ma. Temu korona mia, kto potomstwu przekaza
j moe.
- Jakiche tedy sposobw radzisz mi wasza mo si chwici?
- Mniemabym, e pochlebstwem najwicej da si wskra. Pan to jest niezbyt bystrego
dowcipu i snadnie go mona objecha. Trzeba mu przedstawi, jako od niego tylko zaley
uspokojenie Rzeczypospolitej, trzeba mu wmwi, i on jeden moe j osoni od wojny,
nieszczcia, klsk wszelkich i przyszych nieszcz, a to wanie przez otwarcie bram.
Jeli ryba ten haczyk poknie, to bdziemy w Zamociu, inaczej - nie!
- Zostan dziaa jako ostatnia racja!
- Hm! Na t racj znajdzie si z czego w Zamociu odpowiedzie. Armat cikich tam
nie brak, a my musielibymy je dopiero sprowadza, co gdy roztopy nastpi, stanie si
niepodobnym.
- Syszaem, e piechoty w twierdzy s grzeczne, ale jazdy im brak.
- Jazda tylko w goym polu potrzebna, a zreszt, skoro Czarniecki, jako si pokazao,
nie rozbit, to mg jedn i drug chorgiew do posug wrzuci.
- Wasza mo same tylko trudnoci widzisz.
- Ale wci ufam w szczliw gwiazd waszej krlewskiej moci - odpar Sapieha.
Mia jednak suszno pan Jan przewidujc, e Czarniecki opatrzy Zamo w jazd,
konieczn do podjazdw i chwytania jzykw. Wprawdzie pan Zamoyski mia swojej dosy
i wcale pomocy nie potrzebowa, lecz kasztelan kijowski dwie chorgwie, ktre najbardziej
ucierpiay pod Gobiem, to jest Szemberkow i laudask, umylnie do fortecy
posa, eby mogy odpocz, odywi si i konie srodze zmarnowane zmieni. W Zamociu
przyj je pan Sobiepan gocinnie, a gdy si dowiedzia, jacy sawni onierze w nich
si znajduj, tedy pod niebo ich wynosi, darami obsypa i co dzie u stou swego sadza.
Lecz kt opisze rado i rozrzewienie ksinej Gryzeldy na widok pana Skrzetulskiego
i pana Woodyjowskiego, dawnych najdzielniejszych wielkiego ma pukownikw. Padli
jej do ng obaj, rzewne zy na widok ukochanej pani wylewajc, a i ona nie moga paczu
pohamowa. Ile bo wspomnie czyo si z nimi z owych dawnych czasw ubiaskich,
gdy m jej, sawa i ukochanie narodu, peen si ycia, wada potnie dzik krain, jak
Jowisz jednym zmarszczeniem brwi wzniecajc postrach wrd barbarzystwa. Takie to
niedawne czasy, a gdzie one? Dzi wadyka w grobie, krain barbarzycy posiedli, a ona,
wdowa, siedzi oto na popioach szczcia, wielkoci, smutkiem jeno yjc i modlitw.
Wszelako w owych wspomnieniach tak sodycz z gorycz si pomieszaa, e myli tych
trojga rade leciay w przeszo. Wic rozmawiali o dawnym yciu, o miejscach, ktrych
nie miay ju ujrze ich oczy, o dawnych wojnach, wreszcie o dzisiejszych czasach klski i
gniewu boego.
- Gdyby nasz ksi y - mwi Skrzetuski - inne by byy Rzeczypospolitej koleje.
Kozactwo byoby starte, Zadnieprze przy Rzeczypospolitej, a Szwed teraz znalazby swego
pogromiciela. Bg zarzdzi, jak chcia, aby za grzechy nas ukara.
- Oby Bg w panu Czarnieckim obroc wskrzesi! - rzeka ksina Gryzelda.
- Tak i bdzie! - zawoa pan Woodyjowski. - Jako nasz ksi innych panw gow
przenosi, tak i on wcale do innych wodzw niepodobny. Znam ja przecie obu panw hetmanw
koronnych i pana Sapieh litewskiego. Wielcy to onierze, ale przecie jest co w
panu Czarnieckim ekstraordynacyjnego, rzekby: orze, nie czowiek. Niby askaw, a
wszyscy go si boj, ba! nawet pan Zagoba czsto o krotochwilach swych przy nim zapomina
. A jak wojsko prowadzi! jak szykuje - imaginacj przechodzi! Nie moe inaczej
by, tylko wielki wojennik powstaje w Rzeczypospolitej.
- M mj, ktry go pukownikiem zna, jeszcze wwczas wielko mu przepowiada -
rzeka ksina.
- Mwiono nawet, e ony na naszym dworze mia szuka - wtrci pan Woodyjowski.
- Nie pamitam, aby o tym bya mowa - odpara ksina.
Jako nie moga pamita, bo nigdy nic podobnego nie byo, ale pan Woodyjowski
chytrze na razie to wymyli chcc zwci rozmow na fraucymer ksinej i o pannie Anusi
Borzobohatej czego si dowiedzie, albowiem wprost pyta osdzi za rzecz nieprzyzwoit
i zbyt wzgldem majestatu ksinej poufa. Lecz wybieg si nie uda. Ksina wrcia
znw myl do ma i wojen kozackich, za czym i may rycerz pomyla: ,,Nie ma Anusi,
moe od Bg wie wielu lat! I wicej o ni nie pyta.
Mg pyta oficerw, ale i jego umys, i wszystkie zajte byy czym innym. Co dzie
podjazdy daway zna, e Szwedzi coraz to bliej, gotowano si wic do obrony. Skrzetuski
i Woodyjowski dostali funkcj na murach, jako oficerowie i Szwedw, i wojny z nimi
wiadomi. Pan Zagoba ducha dodawa i opowiada o nieprzyjacielu tym, ktrzy go dotychczas
nie znali, a byo takich midzy zamojskimi onierzami dosy, gdy Szwedzi nie
zapuszczali si dotychczas pod Zamo.
Zagoba w lot pana starost kauskiego przezna, a ten niezmiernie go polubi i we
wszystkim si do niego zwraca, zwaszcza e i od ksinej Gryzeldy sysza, jako w
swoim czasie sam ksi Jeremi pana Zagob wenerowa i vir incomparabilis nazywa.
Co dzie tedy przy stole wszyscy suchali, a pan Zagoba prawi o dawniejszych i nowszych
czasach, o wojnach z Kozaki, o zdradzie Radziwia, o tym, jako pana Sapieh na
ludzi wyprowadzi.
- Radziem mu - mwi - iby siemi konopne w kieszeni nosi i po trochu spoywa.
To tak ci si do tego przyzwyczai, e teraz coraz to ziarno wyjmie, wrzuci do gby, rozgryzie,
miazg zje, a uskwin wyplunie. W nocy, jak si obudzi, take to czyni. Od tej pory
tak mu si dowcip zaostrzy, e i najblisi go nie poznaj.
- Jake to? - pyta starosta kauski.
- Bo w konopiach oleum si znajduje, przez co i w gowie jedzcemu go przybywa.
-Bogaje wasz mo! - rzek jeden z pukownikw. - To w brzuchu oleju przybywa,
nie w gowie.
- Est modus in rebus! - rzecze na to Zagoba - trzeba co najwicej wina pi: oleum, jako
lejsze, zawsze bdzie na wierzchu, wino za, ktre i bez tego idzie do gowy, poniesie
ze sob kad cnotliw substancj. Ten sekret mam od Lupua, hospodara, po ktrym jak
waciom wiadomo, chcieli mnie Woosi na hospodarstwo posadzi, ale sutan, ktry woli,
by hospodarowie nie mieli potomstwa, postawi mi kondycj, na ktr zgodzi si nie mogem.
- Musiae wa sia konopnego siemienia i sam zaywa? - rzek na to sam Sobiepan.
- Ja nie potrzebowaem, ale waszej dostojnoci z caego serca radz! - odpar Zagoba.
Syszc te miae sowa, zlkli si niektrzy, eby ich pan starosta kauski do serca nie
wzi, lecz on, czy nie zmiarkowa, czy nie chcia zmiarkowa, do, e umiechn si
tylko i spyta:
- A sonecznikowe ziarna nie mog konopnych zastpi?
- Mog -odrzek Zagoba - jeno poniewa olej ze sonecznikw jest ciszy, przeto
trzeba wino mocniejsze pi od tego, ktre teraz oto pijemy.
Pan starosta zrozumia, o co chodzi, rozochoci si i zaraz kaza co najlepszych win
przynie. Za czym uradowali si w sercach wszyscy i ochota staa si powszechn. Pito i
wiwatowano na zdrowie krlewskie, gospodarskie i pana Czarnieckiego. Pan Zagoba
wpad w humor przedni, nikogo do gosu nie dopuci. Opowiada wic o gobskiej po-
trzebie bardzo szeroko, w ktrej istotnie dobrze stawa, bo zreszt suc w chorgwi laudaskiej
nie mg inaczej uczyni. Ale e od jecw szwedzkich, wzitych z pukw Dubois,
wiedziano o mierci grafa Waldemara, wic oczywicie wzi pan Zagoba na si za
t mier odpowiedzialno.
- Cakiem inaczej by ta bitwa posza - mwi - eby nie to, em wanie poprzedzajcego
dnia do Baranowa, do tamtejszego kanonika, odjecha, i Czarniecki nie wiedzc,
gdzie jestem, poradzi si mnie nie mg. Moe te i Szwedzi i owym kanoniku zasyszeli,
bo u niego miody przednie, i niebawem pod Gob podeszli. Gdym wrci, byo ju za
pno, krl nastpi i zaraz trzeba byo uderza. Poszlimy jako w dym, ale c, kiedy pospolitacy
wol w ten sposb kontempt nieprzyjacielowi okazywa, e si tyem do niego
odwracaj. Nie wiem, jak sobie teraz Czarniecki da rady beze mnie!
- Da sobie rady! nie obawiaj si wapan!  rzek pan Woodyjowski.
- I wiem dlaczego. Bo krl szwedzki woli za mn pod Zamo wali ni jego po Powilu
szuka. Nie neguj ja Czarnieckiemu, e dobry onierz, ale kiedy pocznie brod krci,
a swym biczym wzrokiem patrzy, tedy towarzyszowi spod najgrniejszej chorgwi
wydaje si, e jest dragonem... Nic on na godno nie uwaa, czego i samicie byli wiadkami,
gdy pana yrskiego, czeka znacznego, kaza po majdanie komi wczy za to tylko,
e z podjazdem nie dotar tam, gdzie mia rozkaz. Ze szlacht, moci panowie, trzeba
po ojcowsku, nie po dragosku... Powiesz mu: ,,Panie bracie, a bd askaw, a id, rozczulisz
go, na ojczyzn i saw wspomniawszy, to ci dalej pjdzie ni dragon, ktry dla lafy
suy.
- Szlachcic szlachcicem, a wojna wojn - ozwa si starosta.
- Bardzo to misternie wasza dostojno wywioda - odpar Zagoba.
- A taki pan Czarniecki koncept Carolusowi w kocu powariuje! - zauway Woodyjowski.
- Byem te na niejednej wojnie i mwi o tym mog.
- Pierwszej my mu powariujemy pod Zamociem - odpar pan starosta kauski wydymajc
usta, sapic z okrutn fantazj, wytrzeszczajc oczy i biorc si w boki. - Ba! fiu!
Co mnie tam! H? Kogo w goci prosz, temu drzwi otwieram! Co? ha!
Tu pan starosta zacz jeszcze mocniej sapa, kolanami o st uderza, przechyla si,
krci gow, a sroy si, a oczami byska i mwi, jako mia zwyczaj, z pewn rubaszn
niedbaoci:
- Co mi tam! On pan w Szwecji, a Zamoyski Sobiepan w Zamociu. Eques polonus
sum, nic wicej, co? Alem u siebie. Ja Zamoyski, a on krl szwedzki... a Maksymilian by
austriacki, co? Idzie, a niech idzie... Obaczym! Jemu Szwecji mao, mnie Zamocia do,
ale go nie dam, co?
- Mio, moci panowie, sucha nie tylko takiej elokwencji, ale tak zacnych sentymentw!
- zakrzykn pan Zagoba.
- Zamoyski Zamoyskim! -odpar uradowany z pochway starosta kauski. - Nie kanialimy
si i nie bdziem... ma foi! Zamocia nie dam, i basta.
- Zdrowie gospodarskie! -huknli oficerowie.
- Vivat! vivat!
- Panie Zagoba! - zawoa starosta - krla szwedzkiego nie puszcz do Zamocia, a
waszmoci z Zamocia!
- Panie starosto, dzikuj za ask, ale tego wasza dostojno nie uczynisz, bo ile by
Carolusa pierwszym postanowieniem zmartwi, tyle by go drugim ucieszy.
- Daje parol, e do mnie po wojnie przyjedziesz, co?
- Daj...
Dugo jeszcze ucztowano, po czym sen pocz morzy rycerzy, wic poszli na spoczynek,
zwaszcza e wkrtce miay si dla nich zacz bezsenne noce, bo Szwedzi byli ju
blisko i przednich stray spodziewano si lada godzina.
- Taki on Zamocia naprawd nie da - mwi Zagoba wracajc do swej kwatery ze
Skrzetuskimi i Woodyjowskim. - Zauwaylicie waszmociowie, jakemy si pokochali...
Dobrze nam si bdzie w Zamociu dziao, i mnie, i wam. Przystalimy do siebie z panem
starost tak, e aden stolarz futrowania lepiej nie poczy. Dobre panisko... Hm!... Gdyby
by moim kozikiem i gdybym go u pasa nosi, czsto bym go o osek wecowa, bo troch
tpy... Ale dobry czek, i ten nie zdradzi, jako oni sku czybykowie birascy... Uwaalicie,
jako magnatowie lgn do starego Zagoby... Nic, tylko si opdza... Ledwiem si od
Sapiehy wykaraska, ju jest drugi... Ale tego nastroj jako basetl i tak na nim ari
Szwedom zagram, e si na mier pod Zamociem zatacuj... Nakrc go jako gdaski
zegar do kuranta...
Dalsz rozmow przerwa gwar dolatujcy z miasta. Po chwili znajomy oficer przesun
si szybko koo rozmawiajcych.
- Stj! - zawoa Woodyjowski. - Co tam?
- un z waw wida. Szczebrzeszyn si pali! Szwedzi tu!
- Chomy na way, moci panowie! - rzek Skrzetuski.
- Idcie, a ja zdrzemn, bo mi na jutro si potrzeba - odpowiedzia Zagoba.
ROZDZIA III
Teje jeszcze nocy pan Woodyjowski poszed na podjazd i nad ranem sprowadzi kilkunastu
jzykw. Ci potwierdzili, e krl szwedzki osob wasn w Szczebrzeszynie si
znajduje i niebawem stanie pod Zamociem.
Uradowa si pan starosta kauski t wieci, bo si wielce rozrusza i niekaman mia
ch wyprbowania swych dzia i murw na Szwedach. Mniema przy tym, i bardzo susznie,
e choby ulec w kocu przyszo, zawsze zatrzyma na sobie potg szwedzk przez
cae miesice, a przez ten czas Jan Kazimierz zbierze wojska, sprowadzi ca ord w pomoc
i w caym kraju potny a zwyciski opr przygotuje.
- Raz mi si zdarza sposobno - mwi z wielk fantazj na radzie wojennej - ojczynie
i krlowi znamienit przysug odda, zapowiadam te waszmociom, e pierwej w
powietrze si wysadz, nim tu szwedzka noga postoi. Chc Zamoyskiego si bra, dobrze!
Niech bior! Obaczam, kto lepszy! Wapanowie, tusz, z serca pomaga mi bdziecie!
- Gotowicie pogin przy waszej dostojnoci! - ozwali si chrem oficerowie.
- Byle nas tylko oblegali - rzek Zagoba - bo gotowi zaniecha... Moci panowie! jakem
Zagoba, pierwszy wycieczk poprowadz!
- Ja z wujem! - rzek Roch Kowalski. - Na krla samego skocz!
- Teraz na mury! - zakomenderowa starosta kauski.
Ruszyli wszyscy. Mury byy jako kwieciem onierzami ubrane. Puki piechoty, tak
wietnej, jakiej nie byo w caej Rzeczypospolitej, stay w gotowoci jeden obok drugiego,
z muszkietami w rku i oczyma zwrconymi ku polom. Mao suyo w nich cudzoziemcw,
ledwie troch Prusakw i Francuzw, gwnie za chopi ordynaccy. Lud rosy, dorodny,
ktren gdy go w barwiste kolety przybrano i na mod cudzoziemsk wywiczono,
bi si tak dobrze jak najlepsi kromwelowscy Anglicy. Szczeglnie tdzy byli, gdy po
strzaach przyszo rzuci si wrcz na nieprzyjaciela. I teraz wygldali Szwedw niecierpliwie,
pomni dawniejszych swych nad Chmielnickim tryumfw. Przy dziaach, ktrych
dugie szyje wycigay si jakoby z ciekawoci przez blanki ku polom, syyli przewanie
Flamandowie, do ognistej suby najprzedniejsi. Za fortec ju, z tamtej strony fosy, krciy
si chorgwie lekkiej jazdy, same bezpieczne, bo pod oson dzia i schroniska pewne,
a mogce w kadej chwili skoczy, gdzie trzeba.
Starosta kauski objeda mury w szmelcowanej zbroi, z pozocistym buzdyganem w
rku, i co chwila pyta:
- A co, nie wida jeszcze?
I kl pod nosem, gdy mu zewszd odpowiadano, e nie wida. Po chwuili jecha w inn
stron i znowu pyta:
- A co? Nie wida?
Tymczasem trudno byo co widzie, bo troch mgy wisiao w powietrzu. Dopiero koo
dziesitej rano zacza opada. Niebo bkitne zawiecio nad gowami, widnokrg wyjani
si, i zaraz te na zachodniej stronie murw poczto woa:
- Jad! jad! jad!
Pan starosta, a z nim pan Zagoba i trzej przyboczni oficerowie starosty wstpili ywo
na angu murw, z ktrego widok by daleki, i poczli patrzy przez perspektywy. Nieco
mgy leao jeszcze przy ziemi, ale wojska szwedzkie, idce od Wielczy, zdaway si
brodzi do kolan w owym tumanie, jak gdyby wynurzay si z wd rozlegych. Blisze
puki bardzo ju byy wyrane, tak e goym okiem mona byo rozrni piechot, idc
gbokimi szeregami, i zastpy rajtarskie; dalsze natomiast przedstawiay si jakoby kby
kurzawy ciemnej, toczcej si ku miastu. Z wolna przybywao coraz wicej pukw, armat,
jazdy.
Widok by pikny. Ze rodka kadego czworoboku piechurw stercza w gr niezmiernie
regularny czworobok wczni; midzy nimi wieway chorgwie rnych barw, a
najwicej bkitnych z biaymi krzyami i bkitnych ze zotymi lwami. Zbliyli si jeszcze
bardziej. Na murach byo cicho, wic powiew wiatru nis od nich skrzyp k, chrzst
zbroi, ttent koni i przytumiony gwar gosw ludzkich. Doszedszy na dwa strzay ze migownicy,
poczli si rozciga przed fortec. Niektre czworoboki piechoty rozsypay si
w bezadne roje. Widocznie zabierali si do roztasowywania namiotw i do sypania szaczykw.
- Ot i s! - rzek pan starosta.
- S psubraty! - odrzek Zagoba.
- Mona by ich, czeka po czeku, palcem rachowa.
- Tacy starzy praktycy jak ja nie potrzebuj rachowa, jedno okiem rzuc. Jest ich dziesi
tysicy jazdy i om piechoty z artyleri. Jelim si o jednego gemajna albo o jednego
konia omyli, gotwem ca fortun za omyk zapaci.
- Zali tak mona wymiarkowa?
- Dziesi tysicy jazdy i om piechoty, ebym tak zdrw by! W Bogu nadzieja, e w
znacznie szczuplejszej liczbie odejd, niech tylko jedn wycieczk poprowadz.
- Syszysz waszmo, ari graj!
Rzeczywicie, trbacze z doboszami wystpili przed puki i zagrzmiaa bojowa muzyka.
Przy jej odgosie nadchodziy bliej dalsze puki i otaczay z dala miasto. Na koniec od
zbitych tumw oderwao si kilkunastu jedzcw. W p drogi pozasadzali biae chusty na
miecze i poczli nimi powiewa.
- Poselstwo! - rzek Zagoba. - Widziaem, jak do Birw, zodzieje, przyjechali z tak
sam fantazj, i wiadomo, co z tego wypado.
- Zamo nie Bire, a ja nie wojewoda wileski! - odpar pan starosta.
Tymczasem tamci zbliyli si do bramy. Po krtkiej chwili przyskoczy do pana starosty
oficer subowy z oznajmieniem, i pan Jan Sapieha pragnie w imieniu krla szwedzkiego
widzie si z nim i rozmwi.
A pan starosta pocz si zaraz w boki bra, z nogi na nog przestpowa a sapa, a
wargi odyma, wreszcie odrzek z okrutn fantazj:
-Powiedz panu Sapiee, e Zamoyski ze zdrajcami nie gada. Chce krl szwedzki ze
mn gada, niech mi Szweda rodowitego przyle, nie Polaka, bo Polacy, ktrzy Szwedowi
su, niech do psw moich poselstwa odprawuj, gdy po rwni nimi gardz!
- Jak mi Bg miy, to respons! - zawoa z niekamanym zapaem Zagoba.
- A niech ich tam diabli wezm! - zawoa podniesiony wasnymi sowy i pochwa
starosta - co? bd z nimi robi ceremonie czy co?
- Pozwl, wasza dostojno, niech mu sam ten respons odnios! - rzek Zagoba.
I nie czekajc duej, skoczy z oficerem subowym, wyszed naprzeciw pana Jana i
widocznie, e nie tylko sowa starociskie powtrzy, ale musia od siebie co wielce
szpetnego doda, bo pan Sapieha zawrci tak z miejsca, jakby mu przed koniem piorun
trzas, i nacisnwszy czapk na uszy odjecha.
Z murw za i z chorgwi tej jazdy, ktra przed bram staa, poczto hucze za odjedajcymi:
- A do budy, zdrajcy, przedawczykowie! ydowscy sudzy! Hu! hu!...
Sapieha stan przed krlem blady, z zacinitymi wargami. A i krl te by zmieszany,
bo Zamo omyli jego nadziej... Co najwicej, mimo tego, co mu poprzednio mwiono,
spodziewa si znale grd takiej odpornej siy, jak Krakw, Pozna i inne miasta, ktrych
tyle ju zdoby. Tymczasem znalaz twierdz potn, przypominajc duskie i niderlandzkie,
o ktrej bez dzia cikiego kalibru nie mg nawet pomyle.
- Co tam? - spyta ujrzawszy Sapieh.
- Nic! Pan starosta nie chce gada z Polakami, ktrzy waszej krlewskiej moci su.
Wysa do mnie swego trefnisia, ktry mnie i wasz krlewsk mo zely tak sromotnie,
e i powtrzy si nie godzi.
- Wszystko mi jedno, z kim chce gada, byle gada. W braku innych mam elazne argumenta,
a tymczasem Forgella mu pol.
Jako w p godziny pniej Forgell z czysto szwedzk asystencj oznajmi si przy
bramie. Most auchowy opuci si z wolna na fos i jenera wjecha do twierdzy wrd
spokoju i powagi. Oczu nie wizano ani jemu, ani nikomu ze wity; widocznie chcia,
owszem, pan starosta, iby wszystko widzia i o wszystkim krlowi mg donie. Przyj
go za z takim przepychem jak ksi udzielny i istotnie w podziw wprawi, panowie bowiem
szwedzcy i dwudziestej czci tych bogactw nie mieli co Polacy, a pan starosta midzy
polskimi by niemal najpotniejszym. Przebiegy Szwed pocz te od razua tak go
traktowa, jak gdyby go krl Karol do rwnego sobie monarchy w poselstwie wysa, z gry
nazwa go princeps i cigle tak nazywa, chocia pan Sobiepan za pierwszym zaraz razem
mu przerwa:
- Nie princeps, eques polonus sum, ale wanie dlatego ksitom rwny!
- Wasza ksica mo! - mwi nie dajc si zbi z tropu Forgell. - Najjaniejszy krl
szwedzki i pan (tu dugo wylicza tytuy) zgoa nie jako nieprzyjaciel tu przyby, ale
wprost mwic, w gocin tu przyjecha i przeze mnie si zapowiada, majc nieponn, jak
tusz, nadziej, e wasza ksica mo dla osoby jego i jego wojsk bramy swe otworzy
zechcesz.
- Nie masz u nas tego zwyczaju - odpowiedzia pan Zamoyski - aby komu gocinnoci
odmawia, choby te i nieproszony przyjecha. Znajdzie si zawsze u mnie miejsce przy
stole, a nawet, dla tak dostojnej osoby, pierwsze. Powiedz tedy, wasza dostojno, najjaniejszemu
krlowi, e bardzo prosz, i tym szczerzej, e jako najjaniejszy Carolus Gustavus
jest panem w Szwecji, tak ja w Zamociu. Ale e jako wasza dostojno widziae,
suby mi nie brak, przeto nie potrzebuje jego szwedzka jasno swojej ze sob bra. Inaczej,
pomylabym, e mnie ma za chudopachoka i kontempt chce mi okaza.
- Dobrze! - szepn stojcy tu za plecami pana starosty Zagoba.
A pan starosta, wypowiedziawszy swoj oracj, pocz usta wydyma, sapa i powtarza
jeszcze:
- A! ot, co jest! a!
Forgell przygryz wsw, pomilcza troch i wreszcie tak mwi pocz:
- Najwikszy to byby dowd nieufnoci dla krla, gdyby wasza ksica mo zaogi
jego do fortecy wpuci nie raczy. Powiernikiem krlewskim jestem, wiem jego najtajniejsze
myli, a oprcz tego mam rozkaz owiadczy waszej dostojnoci i sowem w imieniu
krla zarczy, e on ni pastwa zamojskiego, ni tej twierdzy zajmowa na stae nie
myli. Ale gdy wojna w caym tym nieszczsnym kraju rozgorzaa na nowo, gdy bunt gow
podnis, a Jan Kazimierz, niepomny na klski, ktre na Rzeczpospolit spa mog,
swojej tylko dochodzc fortuny znowu w granice powrci i cznie z pogany przeciw
chrzecijaskim wojskom naszym wystpuje, postanowi niezwyciony krl i pan mj
choby do dzikich stepw tatarskich i tureckich go ciga, w tym jedynie celu, aby spokj
krajowi, panowanie sprawiedliwoci i szczcie a wolno obywatelom tej przewietnej
Rzeczypospolitej przywrci.
Starosta kauski uderzy si rk po kolanie, ale nie odrzek ni sowa, jeno Zagoba
szepn:
- Diabe si w ornat ubra i ogonem na msz dzwoni.
- Liczne ju spyny na ten kraj z protekcji krlewskiej dobrodziejstwa - mwi dalej
Forgell - lecz najjaniejszy krl mniemajc w ojcowskim swym sercu, e nie do jeszcze
uczyni, znowu prowincji swej pruskiej odbiea, aby mu jeszcze raz i na ratunek, ktren
na pokonaniu Jana Kazimierza polega. Aby jednak nowa ta wojna prdki a szczliwy koniec
wzi moga, potrzebne jest jego krlewskiej moci nieodbicie czasowe zajcie tej
twierdzy, ona bowiem ma sta si dla wojsk jego krlewskiej moci ostoj, z ktrej pocig
za buntownikami bdzie czyniony. Lecz syszc, e ten, ktry Zamocia jest panem, nie
tylko bogactwy, nie tylko staroytnoci rodu, dowcipem, wspaniaym umysem, ale i mioci
do ojczyzny wszystkich przewysza, zaraz krl i pan mj rzek: ,,Ten mnie zrozumie,
ten intencje moje dla tej krainy oceni potrafi, ufnoci mojej nie zawiedzie, nadzieje
przewyszy, do szczcia i spokoju tego kraju pierwszy rk przyoy. Jako tak jest! Jako
od ciebie, panie, zale przysze losy tej ojczyzny. Ty j ratowa i ojcem jej sta si
moesz... Przeto nie wtpi, i to uczynisz. Kto saw tak po przodkach dziedziczy, ten
nie powinien omija sposobnoci, aby j powikszy i niemierteln uczyni. Zaiste, wicej
dobrego sprawisz otworzeniem bram tej twierdzy, ni gdyby ca prowincj do Rzeczypospolitej
przyczy. Krl ufa, panie, e niepowszednia mdro twa na rwni z sercem
do tego si skoni, dlatego rozkazywa nie chce - prosi woli; groby odrzuca,
przyja ofiaruje; nie jako wadca z podlegym, lecz jako potny z potnym traktowa
pragnie.
Tu jenera Forgell skoni si panu starocie z takim uszanowaniem jakby udzielnemu
monarsze i umilk. W sali uczynia si te cisza. Wszystkie oczy utkwione byy w starost.
On za krci si pocz, wedle zwyczaju, na swoim pozocistym krzele, usta nadyma
i srog fantazj okazywa, wreszcie okcie rozszerzy, donie wspar na kolanach i rzucajc
gow jak narowisty ko, tak pocz:
- Ot, co jest! Wielcem ja wdziczny jego szwedzkiej jasnoci za grne mniemanie, jakie
ma o moim dowcipie i o afektach dla ojczyzny. Nic mi te milszego jak przyja takowego
potentata. Ale myl, e tak samo moglibymy si miowa, gdyby jego szwedzka
jasno sobie w Sztokholmie zostawaa, a ja w Zamociu - co? Bo Sztokholm jego
szwedzkiej jasnoci, a Zamo mj! Co si afektw dla Rzeczypospolitej tyczy - i
owszem! - jedno, wedle mego konceptu, nie wtedy bdzie Rzeczypospolitej lepiej, kiedy
Szwedzi bd do niej szli, ale wtedy, kiedy sobie z niej pjd. Ot, racja! Bardzo w to wierz,
i Zamo mgby jego szwedzkiej jasnoci do wiktorii nad Janem Kazimierzem dopomc,
wszelako trzeba, eby i wasza dostojno wiedzia, e ja nie jego szwedzkiej moci,
jeno wanie Janowi Kazimierzowi przysigaem, dlatego jemu wiktorii ycz, a Zamocia
nie dam! Ot co!
- To mi polityka! - hukn Zagoba.
W sali uczyni si szmer radosny, lecz pan starosta trzepn si rkoma po kolanach i
owe gwary uciszy.
Forgell zmiesza si i milcza przez chwil, po czym znowu argumentowa pocz: wic
nalega, troch grozi, prosi, pochlebia. Jako patoka pyna z ust jego acina, a krople
potu uperliy mu czoo, lecz wszystko na prno, bo po swych najlepszych argumentach,
tak silnych, e mury poruszy by mogy, sysza zawsze jedn odpowied:
- A ja tak i Zamocia nie dam, ot co!
Audiencja przecigna si nad miar, na koniec staa si dla Forgella kopotliw i trudn,
bo wesoo poczynaa ogarnia obecnych. Coraz to czciej padao jakie sowo, jakie
szyderstwo to z ust Zagoby, to z innych, po ktrym przytumione miechy odzyway
si w sali. Spostrzeg wreszcie Forgell, e trzeba ostatecznych chwyci si sposobw, wic
rozwin pergamin z pieczciami, ktry trzyma w rku, a na ktry nikt dotd nie zwraca
uwagi, i powstawszy rzek uroczystym, dobitnym gosem.
- Za otwarcie bram twierdzy jego krlewska mo (tu znw dugo wymienia tytuy)
ofiaruje waszej ksicej moci wojewdztwo lubelskie w dziedziczne wadanie!
Zdumieli si syszc to wszyscy, zdumia si na chwil i pan starosta, gdy nagle wrd
ciszy guchej ozwa si po polsku do starosty stojcy tu za nim pan Zagoba:
- Ofiaruj, wasza dostojno, krlowi szwedzkiemu w zamian Niderlandy.
Pan starosta nie namyla si dugo, uderzy si rkoma w boki i paln na ca sal po
acinie:
- A ja ofiaruj jego szwedzkiej jasnoci Niderlandy!
W tej samej chwili sala zabrzmiaa jednym ogromnym miechem. Trz si poczy
brzuchy i pasy na brzuchach; jedni klaskali w rce, drudzy zataczali si jak pijani, inni
opierali si o ssiadw, i miech brzmia cigle. Forgell blady by; brwi zmarszczy gronie,
lecz czeka, z ogniem w renicach i gow dumnie wzniesion. Na koniec, gdy paroksyzm
miechu przeszed, spyta krtkim, urywanym gosem:
- Czy to ostatnia waszej dostojnoci odpowied?
Na to pan starosta pokrci wsa.
- Nie! - orzek podnoszc jeszcze dumniej gow - bo mam armaty na murach!
Poselstwo byo skoczone.
W godzin dwie pniej zagrzmiay dziaa z szacw szwedzkich, a zamojskie odpowiedziay
im z rwn si. Cay Zamo okry si dymem, jakby chmur niezmiern, tylko raz
po razu yskao w owej chmurze i grzmot hucza nieustanny . Lecz wnet ogie z cikich
fortecznych migownic przemg. Szwedzkie kule paday w fos lub odbijay si bez skutku
o potne anguy; pod wieczr nieprzyjaciel musia si cofa z bliszych szacw,
twierdza bowiem zasypywaa je takim gradem pociskw, e ywy duch wytrzyma nie
mg. Uniesiony gniewem krl szwedzki kazal zapali wszystkie okoliczne wsie i miasteczka,
tak e okolica wygldaa w nocy jak jedno morze ognia, lecz pan starosta ani o to
dba.
- Dobrze - mwi - nieche pal! My mamy dach nad gow, ale im rycho za konierz
naleci.
I tak by kontent ze siebie samego a wes, e tego jeszcze dnia wspania uczt wyprawiwszy,
do pna kielichami si bawi. Huczna kapela graa do uczty tak gromko, e
mimo huku dzia sycha j byo a w najdalszych szacach szwedzkich.
Lecz i Szwedzi strzelali wytrwale, a nawet tak wytrwale, e ogie trwa przez ca noc.
Drugiego dnia przyszo krlowi kilkanacie dzia, ktre ledwie e wcignito na szace,
wnet poczy przeciw twierdzy pracowa. Nie spodziewa si krl wprawdzie zgruchota
murw, chcia tylko wpoi w starost przekonanie, e postanowi szturmowa zaciekle i
nieubaganie. Pragn przerazi; ale byy to strachy na Lachy. Pan starosta ani przez chwil
w nie nie uwierzy i czsto pokazujc si na murach, mwi w czasie najwikszej strzelaniny:
- Po co oni prochy psuj?!
Pan Woodyjowski i inni oficerowie prosili si na wycieczk, lecz pan starosta nie pozwoli,
nie chcia po prostu darmo krwi marnowa. Wiedzia zreszt, e trzeba by byo
chyba stoczy bj otwarty, bo tak przezorny wojownik, jak krl szwedzki, i taka wywiczona
armia nie dadz si zej niespodzianie. Zagoba, widzc stae postanowienie starociskie
w tym wzgldzie, tym bardziej nalega i zarcza, e sam wycieczk poprowadzi.
- Zbyt waszmo jeste krwi chwiwy! - odpowiedzia pan Sobiepan. - Nam dobrze,
Szwedom le, przecz mamy do nich chodzi? Waszmo polec moesz, a ty mi jako konsyliarz
potrzebny, bo wacinym to dowcipem takem Forgella skonfundowa, o Niderlandach
wspomniawszy.
Pan Zagoba odpowiedzia, e nie moe wytrzyma w murach, tak mu do Szwedw pilno,
lecz sucha musia.
Wic w braku innego zajcia czas spdza na murach midzy onierstwem, przestrg i
rad z powag udzielajc, ktrych wszyscy z niemaym szacunkiem suchali majc go za
wojownika wielce dowiadczonego i jednego w Rzeczypospolitej z najprzedniejszych. A
on radowa si w duszy, patrzc na obron i na fantazj rycersk.
- Panie Michale! - mwi do Woodyjowskiego - inny ju duch w Rzeczypospolitej i w
szlachcie, inne czasy. Nikt ju o zdradzie i o poddaniu si nie myli, a kaden z yczliwoci
dla Rzeczypospolitej i majestatu gotw wprzd gardo da, nim krokiem nieprzyjacielowi
ustpi. Pamitasz, jako to rok temu ze wszystkich stron si syszao: ten zdradzi! w
zdrzdzi, w protekcj przyj, a ninie Szwedzi ju wicej od nas protekcji potrzebuj, ktrych
jeli diabe nie poproteguje, to ich wkrtce wemie. Bo my tu mamy brzuchy tak pene,
e dobrze mogliby na nich bbni, im za gd kiszki szlamuje i na bicze skrca.
Pan Zagoba mia suszno. Armia szwedzka nie miaa ze sob zapasw ywnoci i dla
omnastu tysicy ludzi, nie liczc koni, nie byo skd ich dosta, pan starosta bowiem,
jeszcze przed przyjciem nieprzyjaciela, pociga na kilkanacie mil wkoo ludzk i kosk
spy ze wszystkich swych majtnoci. W dalaszych za okolicach kraju roiy si oddziay
konfederackie, kupy zbrojnego chopstwa, tak e podjazdy z obozu po ywno wychodzi
nie mogy, bo tu za obozem pewna mier czekaa.
Do tego pan Czarniecki nie poszed na Zawile, ale znw kry koo szwedzkiej armii
jak dziki zwierz koo owczarni. Rozpoczy si znw nocne alarmy, przepadanie bez wieci
mniejszych oddziaw. Wedle Kranika pojawiy si jakie wojska polskie, ktre komunikacj
z Wis przeciy. Na koniec przysza wie, e pan Pawe Sapieha z potn
armi litewsk idzie z pnocy, e po drodze mimochodem star zaog w Lublinie, Lublin
wzi i komunikiem dy ku Zamociowi.
Widzia ca okropno pooenia najdowiadczeszy z wodzw szwedzkich, stary
Wittenberg, i otwarcie przedstawi j krlowi.
- Wiem - mwi - e geniusz waszej krlewskiej moci cuda potrafi, ale po ludzku
rzeczy biorc, gd nas wemie, a gdy nieprzyjaciel na wycieczonych nastpi, ywa noga
z nas nie ujdzie.
- Gdybym t twierdz posiad - odpar krl - we dwa miesice wojn skocz.
- Na tak twierdz rok oblenia mao.
Krl w duszy przyznawa suszno staremu wojownikowi, nie przyzna si tylko przed
nim do tego, e i sam rodkw nie widzi, e jego geniusz wyczerpany.
Lecz liczy jeszcze na jaki niespodziany wypadek - wic kaza strzela dzie i noc.
- Ducha w nich pognbi, do ukadw bd atwiejsi - mwi.
Po kilku dniach strzelaniny tak zaciekej, e wiata spoza dymu nie byo wida, posa
znw Forgella do twierdzy.
- Krl i pan mj - rzek stanwszy przed starost jenera - liczy na to, e szkody, jakie
Zamo ponie od naszych dzia musia, zmikcz wyniosy waszej ksicej moci
umys i do ukadw go skoni.
A na to pan Zamoyski:
- Owszem! tak... szkody s... Czemu nie ma by! Zabilicie wini w rynku, ktr zam
granatu w ywot ugodzi. Strzelajcie jeszcze tydzie, a moe zabijecie drug...
Forgell ponis t odpowied krlowi. Wieczorem odbya si znw narada w kwaterze
krlewskiej i nazajutrz poczli Szwedzi pakowa namioty na wozy i ciga dziaa z szacw...
a w nocy ruszyo cae wojsko.
Zamo grzmia za nimi ze wszystkich dzia, a gdy ju znikli z oczu, wyszy przez poudniow
bram dwie chorgwie, Szemberkowa z laudask - i poszy w trop.
Szwedzi cignli ku poudniowi. Wittenberg radzi wprawdzie, by wraca ku Warszawie,
i ze wszystkich si przekonywa, e to jedyna droga zbawienia, lecz szwedzki Aleksander
postanowi koniecznie ciga do ostatnich kracw pastwa polskiego Dariusza.
ROZDZIA IV
Wiosna tego roku dziwnymi chodzia drogami, bo gdy na pnocy Rzeczypospolitej
potajay ju niegi i puciy zdrtwiae rzeki, a caa kraina spyna marcow wod, na poudniu
od gr szo jeszcze na pola, na wody i bory lodowate tchnienie zimy. W lasach leay
zaspy, zmarznite drogi ttniy pod kopytami koni, dnie byy suche, zachody soca
czerwone, a noce gwiadziste i mrone. Lud siedzcy na yznych glinach,na czarnoziemiu
i na borowinie Maopolski, cieszy si z owej statecznoci chodw, twierdzc, e wygin
od nich myszy polne i Szwedzi. Lecz wiosna, o ile nie przychodzia dugo, o tyle potem
nastpia tak nagle, jak pancerna chorgiew idca do ataku na nieprzyjaciela. Soce sypno
z nieba ywym ogniem i wraz pka zimowa skorupa; od wgierskich stepw przylecia
wiatr duy a ciepy i j chucha na ki, pola i puszcze. Wnet te wrd kau wieccych
zaczerniaa orna ziemia, ru zielona strzelia na niskich porzeczach, a lasy poczy
paka zami z roztopionej okici.
Na pogodnym wci niebie codziennie wida byo sznury urawi, dzikich kaczek, cyranek
i gsi. Przyleciay bociany na zeszoroczne koa, a podstrzesza zaroiy si jaskkami,
rozleg si wiegot ptactwa przy wsiach, wrzaski po lasach i stawach, a wieczorami caa
kraina brzmiaa rzechotem i kumkaniem ab pawicych si z rozkosz w wodzie.
Za czym przyszy dde wielkie, a jakoby ugrzane, i paday dniem, paday noc, bez
przerwy.
Pola zmieniy si w jeziora, rzeki wezbray, brody stay si nieprzebyte, nastpia klejowato
i niesposobno drg botnistych.
Wrd tych wd, bot i topieli wloky si wci ku poudniowi zastpy szwedzkie.
Lecz jake mao w tum, idcy jakby na zatracenie, podobny by do owej wietnej armii,
ktra swego czasu wkroczya pod Wittenbergiem do Wielkopolski. Gd powyciska
sine pieczcie na twarzach starych wojownikw; wic szli, do mar ni do ludzi podobniejski,
w zmartwieniu, trudzie, bezsennoci, wiedzc, e na kocu drogi nie jado ich czeka,
ale gd, nie sen, lecz bitwa, a jeli odpoczynek, to chyba odpoczynek mierci.
Przybrane w elazo kociotrupy jedcw siedziay na kociotrupach koni. Piechurowie
zaledwie nogi wlekli, zaledwie drcymi rkoma mogli utrzyma dzidy i muszkiety. Dzie
uchodzi za dniem, oni cigle szli naprzd. Wozy amay si, armaty grzzy w topieli; szli
tak wolno, e czasem ledwie przez cay dzie mil uj zdoali. Choroby rzuciy si na
onierzy jak kruki na trupa; jedni szczkali zbami z febry, drudzy kadli si po prostu z
osabienia na ziemi, wolc umiera ni i dalej.
Lecz szwedzki Aleksander ciga wci polskiego Dariusza.
Jednoczenie za sam by cigany. Jak za chorym bawoem id noc szakale, czekajc,
rycho z ng si zwali, a on wie, e padnie, i syszy ju wycia godnego stada, tak za
Szwedami szy partie szlacheckie i chopskie, coraz bliej nastpujc, coraz zuchwalej
napadajc i szarpic.
Wreszcie nadcign najstraszniejszy ze wszystkich Czarniecki i szed tu. Tylne strae
szwedzkie, ile razy obejrzay si za siebie, widziay zawsze jedcw, czasem daleko na
kracu widnokrgu, czasem o staje, czasem o dwa strzay z muszkietu, czasem, gdy atakowa,
nad samym karkiem.
Nieprzyjaciel chcia bitwy. Z rozpacz modlili si o ni Szwedzi do Pana Zastpw,
lecz Czarniecki bitwy nie przyjmowa: czeka pory - tymczasem wola szarpa lub puszcza
z rki pojedyncze partie, jakby sokoy na ptastwo wodne.
I tak szli jedni za drugimi. Byway wszelako chwile, w ktrych pan kasztelan kijowski
mija Szwedw, wysuwa si naprzd i przecina im drog, symulujc, e staje do walnej
rozprawy. Wwczas trby gray radonie z jednego koca szwedzkiego obozu w drugi i, o
cudzie! - nowe siy, nowy duch zdawa si nagle oywia strudzone szeregi Skandynaww.
Chorzy, zmoknici, bezsilni, do azarzw podobni, stawali nagle do bitwy z poncym
licem, z ogniem w renicach. Dzidy i muszkiety poruszay si z tak dokadnoci,
jakby elazne waday nimi rce, krzyki wojenne rozlegay si tak gromko, jakby z najzdrowszych
wychodziy piersi - i szli naprzd, by piersi o pier uderzy.
Wic pan Czarniecki uderza raz i drugi, lecz gdy zagrzmiay armaty, cofa wojska na
boki, zostawujc Szwedom w zysku tylko trud prny, tylko wikszy zawd i zniechcenie.
Natomiast, gdzie armaty nady nie mogy, a dzida i szabla miay w otwartym polu
rozstrzyga, tam uderza jak piorun, wiedzc, e w rcznej walce jazda szwedzka nawet
wolentarzom nie wytrzyma.
I znw Wittenberg pocz wnosi instancj do krla, by si cofa, aby siebie i wojska
nie gubi, lecz on w odpowiedzi zacina usta, ogniem sypa z oczu i ukazywa rk na poudnie,
gdzie w ruskich krainach spodziewa si znale Jana Kazimierza, otwarte do zwycistw
pole, spoczynek, ywno, pasz dla koni i up bogaty.
Tymczasem, na dobitk nieszczcia, te polskie puki, ktre suyy mu dotd, a teraz
jedynie mogy jako tako stawia czoo krokom Czarnieckiego, poczy opuszcza Szwedw.
Wic podzikowa pierwszy za sub pan Zbroek, ktrego nie ch zysku, ale lepe
przywizanie do chorgwi i wierno onierska trzymay dotd przy Karolu. Podzikowa
w ten sposb, e poszarpa puk dragonw Millera, poow ludzi w pie wyci i poszed.
Po nim podzikowa pan Kaliski, po piechocie szwedzkiej przejechawszy. Sapieha stawa
si co dzie pospniejszy, co w duszy przeuwa, co knowa. Sam dotd nie odszed, ale
ludzie co dzie mu uciekali spod chorgwi.
Szed wic Karol Gustaw na Narol, Cieszanw i Oleszyce, aby si do Sanu dosta.
Podtrzymywaa go nadzieja, e Jan Kazimierz zabiey mu drog i bitw stoczy. Jeszcze
zwycistwo mogo losy szwedzkie poprawi i odmian fortuny sprowadzi. Jako rozeszy
si pogoski, e Jan Kazimierz ruszy ze Lwowa z kwarcianym wojskiem i Tatarami. Lecz
rachuby Karolowe zawiody, Jan Kazimierz wola bowiem czeka na skupienie si wojsk i
nadejcie Litwy pod Sapieh. Zwoka bya mu najlepszym sprzymierzecem, bo on rs z
kadym dniem w siy, Karol za z kadym dniem stawa si sabszy.
- Nie wojsko to idzie ani armia, ale kondukt pogrzebowy! - mwili starzy wojownicy
w Kazimierzowym otoczeniu.
Zdanie to dzielio wielu oficerw szwedzkich.
Sam krl powtarza jeszcze, e do Lwowa idzie, lecz oszukiwa siebie i swoich. Nie do
Lwowa mu byo i, lecz o wasnym ratunku myle. Zreszt i to byo niepewnym, czy Jan
Kazimierz we Lwowie si znajduje, a w kadym razie mg si cofn a hen, na Podole, i
wyprowadzi za sob nieprzyjaciela w dalekie stepy, na ktrych przyszoby Szwedom zgin
bez ratunku.
Poszed Duglas pod Przemyl sprbowa, czyliby ta przynajmniej twierdza nie daa si
zaj, i wrci nie tylko z niczym, ale i poszarpany. Katastrofa zbliaa si z wolna, ale
nieubaganie. Wszystkie wieci, jakie przychodziy do szwedzkiego obozu, byy tylko jej
zapowiedzi. Co dzie za nadchodziy nowe, coraz groniejsze.
- Sapieha idzie, ju jest w Tomaszowie! - powtarzano jednego dnia.
- Pan Lubomirski wali z Podgrza z wojskiem i gralami! - mwiono nazajutrz.
I znw potem:
- Krl wiedzie kwart i sto tysicy ordy! Z Sapieh si poczy!
Byy midzy tymi ,,awizami klski i mierci nieprawdziwe i przesadzone, ale wszystkie
szerzyy przeraenie. Duch w armii upad. Dawniej, ilekro Karol wasn osob pojawia
si przed pukami, tylekro witay go okrzyki, w ktrych brzmiaa nadzieja zwycistwa,
teraz puki stay przed nim guche i nieme. Za to u ognisk zgodniay i strudzony na
mier onierz wicej szepta o Czarnieckim ni o wasnym krlu. Widziano go wszdzie.
I rzecz szczeglna! Gdy przez par dni nie zgin aden podjazd, gdy kilka nocy upyno
bez alarmw, bez okrzykw: ,,Aa! i ,,Bij, zabij! - niepokj powstawa jeszcze wikszy.
- Czarniecki ucich. Bg wie, co gotuje! - powtarzali onierze.
Karol zatrzyma si przez kilka dni w Jarosawiu, namylajc si, co ma pocz. Przez
ten czas adowano na szkuty chorych onierzy, ktrych w obozie byo mnstwo, i wysyano
rzek do Sandomierza, jako do najblidzego warownego grodu zostajcego jeszcze w
szwedzkim rku. Po ukoczeniu nowej roboty, gdy wanie nadbiegy wieci o ruszeniu si
Jana Kazimierza ze Lwowa, postanowi krl szwedzki sprawdzi, gdzie istotnie Jan Kazimierz
si znajduje.
W tym celu pukownik Kanneberg z tysicem jazdy przeszed San i ruszy ku wschodowi.
- By moe, i losy wojny i nas wszystkich masz w rku - rzek mu na odjezdnem krl.
A i naprawd sia od tego podjazdu zaleao, albowiem w najgorszym razie powinien
by Kanneberg zaopatrzy obz w prowiant: w razie za gdyby si na pewno wywiedzia,
gdzie Jan Kazimierz si znajduje, mia krl szwedzki natychmiast ruszy z ca sia przeciw
,,Dariuszowi polskiemu, rozbi jego wojska, a zdarzy si, to i samego w rce dosta.
Dano wic Kannebergowi najprzedniejszych onierzy i najlepsze konie. Czyniono wybr
tym staranniej, e pukownik nie mg ze sob bra ni piechoty, ni armat, musia wic
mie takich ludzi, ktrzy by mogli w otwartym polu z szabl w rku stawi czoo polskiej
jedzie.
Dnia 20 marca podjazd wyszed. Gdy przechodzili przez most, mnstwo oficerw i onierzy
egnao ich przy naczku: ,,Bg prowad! Bg daj wiktori! Bg daj szczliwy
powrt! Oni za szli dugim sznurem, bo przecie byo ich tysic, a szli dwjkami, po
wieo wykoczonym mocie, ktrego jedno przso, jeszcze nie ukoczone, byo jako tako
dla nich pokryte deskami, aeby tylko przej mogli.
Dobra nadzieja wiecia im w twarzach, bo byli wyjtkowo syci. Innym odjto, a ich
nakarmiono, i gorzaki nalano im do manierek. Wic te jadc pokrzykiwali wesoo i mwili
do zgromadzonych przy naczku onierzy:
- Czarnieckiego samego na powrozie wam sprowadzim!
Gupi! nie wiedzieli, e szli, jak id, woy na rze do bydobjni!
Wszystko skadao si na ich zgub. Zaledwie przeszli, zaraz saperowie szwedzcy rozebrali
po nich czasowy pomost, by silniejsze dawa belkowanie, po ktrym by i armaty mogy
przechodzi. Oni za skrcili, piewajc sobie z cicha, ku Wielkim Oczom, hemy ich
zabysy jeszcze w socu na skrtach raz i drugi, nastpnie poczli si zanurza w br gsty.
Ujechali p mili - nic! Cisza wkoo, gbiny lene zdaway si by zupenie puste.
Wic stanli, by da oddech koniom, po czym ruszyli z wolna dalej. Na koniec dotarli do
Wielkich Oczu, w ktrych nie znaleli ywego ducha.
Pustka ta zdziwia Kanneberga.
- Widocznie spodziewano nas si tu - rzek do majora Swena - ale Czarniecki musi
by gdzie indziej, skoro nie urzdzi nam zasadzki.
- Czy wasza dostojno nakae odwrt? - zapyta Sweno.
- Pjdziem naprzd, choby pod sam Lww, do ktrego niezbyt daleko. Musim jzyka
dosta i krlowi o Janie Kazimierzu pewn wiadomo przywie.
- A jeli na siy przewane trafim?
- Chobymy te spotkali i kilka tysicy tej haastry, ktr oni pospolitym ruszeniem
zowi, przecie z takimi onierzami nie damy si rozerwa.
- Ale moem trafi i na regularne wojska. Nie mamy armat, a armaty przeciw nim
grunt.
- Tedy w por si cofniem i krlowi o nieprzyjacielu doniesiem. Tych za, ktrzy by
nam chcieli odwrt przeci, rozbijem.
- Nocy si boj! - odpowiedzia Sweno.
- Zachowamy wszelkie ostronoci. Spyy dla ludzi i koni mamy na dwa dni, nie potrzebujem
si spieszy.
Jako gdy znowu zagbili si w br za Wielkimi Oczami, jechali nierwnie ostroniej.
Pidziesit koni poszo naprzd. Ci jechali z gotowymi muszkietami w rku, majc
wsparte kolby na udach, i ogldali si bacznie na wszystkie strony. Badali zarola, chaszcze,
czstokro przystawali suchajc, czasem zjedali z drogi w bok, by zbada przybrzene
gbie borowe, ni na drodze jednak, ni po bokach nie byo nikogo.
Dopiero w godzin pniej minwszy skrt do nagy, dwch rajtarw jadcych w
przodku ujrzao na czterysta krokw przed sob jedca na koniu.
Dzie by pogodny i soce wiecio jasno, wic owego jedca wida byo jak na doni.
Sam by onierzyk niewielki, przybrany bardzo przystojnie i z cudzoziemska. Wydawa
si dlatego zwaszcza tak may, e siedzia na rosym buanym bachmacie, widocznie wielkiej
krwi.
Jedziec jecha sobie z wolna, jakby nie widzc, e wojsko za nim wali. Powodzie wiosenne
powyryway w drodze gbokie rowy, w ktrych szumiaa mtna woda. Ow jedziec
zdziera przed rowami rumaka, a ten przesadza je ze sprystoci jelenia i znw
szed truchtem, rzucajc bem i parskajc od czasu do czasu rzewo.
Dwaj rajtarzy wstrzymali konie i poczli si oglda za wachmistrzem. Ten przycapa
w tej chwili, popatrzy i rzek:
- To jaki ogar z polskiej psiarni.
- Krzykn na niego! - rzek rajtar.
- Nie krzykniesz. Moe ich tu by wicej. Ruszaj do pukownika!
Tymczasem nadjechaa reszta przedniej stray i stanli wszyscy; may rycerz take zatrzyma
konia i zwrci go frontem do Szwedw, jakby im chcia drog zagrodzi.
Przez jaki czas oni patrzyli na niego, on na nich.
- Jest i drugi! Drugi! trzeci! czwarty, caa kupa! - poczto nagle woa w szwedzkich
szeregach.
Jako z obu stron drogi poczli si sypa jedcy, zrazu pojedynczo, potem po dwch,
po trzech. Wszyscy stawali obok owego, ktry pojawi si najpierwszy.
Lecz i druga stra szwedzka ze Swenonem, a potem cay oddzia z Kannebergiem nadcigny
do forpoczty. Kanneberg i Sweno wyjechali zaraz na czoo.
- Poznaj tych ludzi! - zawoa ledwie spojrzawszy Sweno - ta chorgiew pierwsza
uderzya na grafa Waldemara pod Gobiem, to Czarnieckiego ludzie. On sam musi tu by!
Sowa te wywary wraenie, w szeregach nastaa cisza gboka, jeno konie dzwoniy
munsztukami.
- Wietrz tu jak zasadzk - mwi dalej Sweno. - Za mao ich, by nam stawiali czoo,
ale po lasach musz by ukryci drudzy.
Tu zwrci si do Kanneberga.
- Wasza dostojno, wracajmy!
- Dobrze wa radzisz - odpar marszczc brwi pukownik. - Warto byo wyjeda,
jeeli na widok kilkudziesiciu obszarpacw wraca mamy! - A czemumy na widok
jednego nie wrcili?... Naprzd!
Szwedzki szereg poruszy si w tej chwili z najwiksz dokadnoci, za nim drugi,
trzeci, czwarty. Przestrze midzy dwoma oddziaami zacza si zmniejsza.
- Tuj! - skomenderowa Kanneberg.
Muszkiety szwedzkie poruszyy si jak jeden, elazne szyje wycigney si ku polskim
jedcom.
Lecz pierwej, nim zagrzmiay muszkiety, jedcy polscy zawrcili konie i poczli umyka
bezadn kup.
- Naprzd! - krzykn Kanneberg.
Oddzia ruszy z miejsca skokiem, a ziemia zadraa pod cikimi kopytami rajtarskich
koni.
Las napeni si krzykiem gonicych i uciekajcych. Po kwadransie gonitwy, bd e
konie szwedzkie byy lepsze, bd e polskie jakow drog pomczone, do, e przestrze
dzielca dwa wojska zacza si zmniejsza.
Lecz zarazem stao si co dziwnego. Oto bezadna z pocztku kupa polska, w miar
trwania ucieczki, nie tylko nie rozpraszaa si coraz bardziej, ale przeciwnie, uciekaa w
coraz lepszym ordynku, coraz rwniejszymi szeregami, jak gdyby sama szybko koni
rwnaa jedcw w szeregi.
Spostrzeg to Sweno, rozpuci konia, dopad do Kanneberga i pocz woa:
- Wasza dostojno! to nie zwyka partia, to regularny onierz, ktren umylnie umyka
i do zasadzki nas prowadzi .
- Zali diabli bd w tej zasadzce czy ludzie? - odrzek Kanneberg.
Droga sza nieco w gr i stawaa si coraz szersza, las rzednia i na jego kracu wida
ju byo niezarose pole, a raczej ogromn polan otoczon ze wszystkich stron gstym i
szarym borem.
Chorgiew polska przyspieszya z kolei biegu i okazao si, e poprzednio umylnie
sza tpo, teraz bowiem w krtkiej chwili odsadzia si tak daleko, e wdz szwedzki pozna,
i nigdy jej nie docignie.
Dopadwszy zatem dopoowy polany i spostrzegwszy, e nieprzyjaciel ju niemal do
drugiego jej koca dociera, pocz hamowa swoich ludzi i zwalnia biegu.
Lecz, o dziwo, polski oddzia, zamiast uton w przeciwlegym lesie, zatoczy na samym
kracu ogromne pkole i zwrci si cwaem ku Szwedom, stanwszy od razu w tak
wspaniaym bojowym ordynku, e wzbudzi podziw w samym nieprzyjacielu.
- Tak jest! - zawoa Kanneberg - to regularny onierz! Zawrcili jakoby na mustrze.
Czego oni chc?... do kroset!
- Id na nas! - krzykn Sweno.
Jako chorgiew ruszya naprzd rysi. May rycerz na buanym bachmacie krzycza
co na swoich, wysuwa si naprzd i znw wstrzymywa konia, szabl znaki dawa, widocznie
on by dowdc.
- Atakuj naprawd! - rzek ze zdumieniem Kanneberg.
A pod tamtymi ju konie wziy pd najwikszy i potuliwszy uszy, wycigny si tak,
i ledwie brzuchami nie dotykay ziemi. Jedcy pochylili si na karki i skryli si za grzyw.
Szwedzi, stojcy w pierwszym szeregu, dostrzegli tylko setki rozwartych chrapw
koskich i gorejcych oczu. I wicher tak nie idzie, jako rwaa ta chorgiew.
- Bg z nami! Szwecja! Ognia! - skomenderowa Kanneberg podnoszc w gr szpad.
Gruchny wszystkie muszkiety, lecz w tej samej chwili chorgiew polska wpada w
dym z tak si, e odrzucia na prawo i lewo pierwsze szwedzkie szeregi i wbia si w g-
stw ludzi i koni, jak klin wbija si w rozszczepione drzewo. Uczyni si wir straszliwy,
pancerz uderza o pancerz, szabla o szabl, a w szczk, kwik koski, lament konajcych
mw rozbudzi wszystkie echa, tak e cay br pocz odzywa si bitwie, jako strome
skay grskie odzywaj si grzmotom.
Szwedzi zmieszali si przez chwil, zwaszcza e znaczna ich ilo pada od pierwszego
uderzenia, lecz wnet ochonwszy wsiedli potnie na nieprzyjaci. Skrzyda ich zbiegy
si ze sob, a e chorgiew polska i bez tego para naprzd, chciaa bowiem przej
,,sztychem, wnet otoczona zostaa. rodek Szwedw ustpowa przed ni, natomiast boki
nacieray j coraz silniej, nie mogc jej wprawdzie rozerwa, bo bronia si zaciekle i z
ca ow nizrwnan biegoci, ktra czynia jazd polsk tak straszn w rcznej bitwie.
Pracoway wi szable przeciw rapierom, trup pada gsto, lecz zwycistwo ju, ju chylio
si na szwedzk stron, gdy nagle spod ciemnej ciany boru wytoczya si druga chorgiew
i od razu ruszya z krzykiem.
Cae prawe skrzydo szwedzkie zwrcio si natomiast, pod wodz Swena, czoem ku
nowemu nieprzyjacielowi, w ktrym wprawni onierze szwedzcy poznali husari.
Wid j m siedzcy na dzielnym tarantowym koniu, przybrany w burk i rysi kopak
z czaplim pirem. Wida go byo doskonale, bo jecha z boku, o kilkanacie krokw od
onierzy.
- Czarniecki! Czarniecki! - rozlegy si woania w szwedzkich szeregach.
Sweno spojrza z rozpacz w niebo, nastpnie cisn kolanami konia i ruszy aw.
Pan Czarniecki za podprowadzi husarzy na kilkanacie krokw i gdy szli ju w najwikszym
pdzie, sam zawrci.
Wtem od boru ruszya trzecia chorgiew, on zaraz doskoczy do niej i podprowadzi;
ruszya czwarta, podprowadzi; buaw kadej pokaza, gdzie ma uderzy, rzekby: gospodarz
prowadzcy niwiarzy i rozdzielajcy midzy nich robot.
Na koniec, gdy wysuna si pita, sam stan na czele i ruszy wraz z ni do bitwy.
Lecz ju husaria odrzucia w ty prawe skrzydo i po chwili rozerwaa je zupenie, trzy
za nastpne chorgwie obskoczyy tatarsk mod Szwedw i czynic krzyk, poczy siec
zmieszanych elazem, b wczniami, rozbija, tratowa, a wreszcie gna wrd
wrzaskw i rzezi.
Kanneberg pozna, e wpad w zasadzk i jakoby pod n wyprowadzi swj oddzia;
nie chodzio mu ju o zwycistwo, ale chcia przynajmniej jak najwiksz liczb ludzi
ocali, wic kaza trbi na odwrt. Ruszyli zatem Szwedzi caym pdem ku tej samej
drodze, ktr od Wielkich Oczu przyjechali, czarniecczykowie za jechali na nich, tak e
dech polskich koni ogrzewa szwedzkie plecy.
W tych warunkach i wobec przeraenia, jakie ogarno rajtarw, odwrt w nie mg
odbywa si w porzdku, lepsze konie wysforoway si naprzd i wkrtce wietny Kannebergowski
oddzia zmieni si w kup uciekajc bezadnie i wycinan niemal bez oporu.
Im pogo duej trwaa, tym stawaa si bezadniejsz, bo i Polacy nie gonili w ordynku,
ale kady wypuszcza konia, ile pary w nozdrzach, dopada, kogo chcia, bi, kogo
chcia.
Pomieszali si wic jedni z drugimi. Niektrzy polscy onierze przecignli ostatnie
szwedzkie szeregi i zdarzao si, e gdy towarzysz stawa na strzemionach, by tym
potniej ci uciekajcego przed sob rajtara, sam gin pchnity rapierem z tyu. Usaa
si gstym szwedzkim trupem droga do Wielkich Oczu, lecz nie tu by termin gonitwy. I
jedni, i drudzy wpadli tym samym impetem do nastpnego lasu, tam jednak zdroone
poprzednio konie szwedzkie poczy ustawa i rze staa si jeszcze krwawsza.
Niektrzy rajtarowie poczli zeskakiwa z koni i zmyka w las, lecz kilkunastu zaledwie
to uczynio, wiedzieli bowiem z dowiadczenia Szwedzi, e w lasach czyhaj chopi,
woleli wic gin od szabel ni w straszliwych mkach, ktrych rozwcieczony lud im nie
szczdzi.
Inni prosili pardonu, po wikszej czci na prno, bo kady wola ci nieprzyjaciela i
gna dalej, ni wziwszy go jecem, pilnowa i dalszej gonitwy zaniecha.
Wic cito bez miosierdzia, aby nikt z wieci o klsce nie wrci. Pan Woodyjowski
goni w przodku z laudask chorgwi. On to by owym jedcem, ktry pierwszy ukaza
si Szwedom na wabia, on pierwszy uderzy, a teraz siedzc na koniu jako wicher cigym
uywa z caej duszy, pragnc si krwi nasyci i gobsk klsk pomci. Corat to dogania
rajtara, a dognawszy gasi go tak prdko jako wiec; czasem za jecha na karku
dwch, trzech lub czterech, lecz krtko, bo po chwili ju tylko konie bez jedcw biegy
przed nim. Prno niejeden Szwedzisko chwyci wasny rapier za ostrze i zwracajc go na
znak pardonu rkojeci ku rycerzowi, gosem i oczyma ebra litoci; pan Woodyjowski
nawet nie zatrzymywa si nad nim, jeno wsunwszy mu sztych szabli tam, gdzie szyja piersi
dotyka, zadawa cios lekki, nieznaczny, a w rce rozkada, zbladymi usty jedno i
drugie sowo rzuci, po czym pogra si w mroku mierci.
Pan Woodyjowski za, nie ogldajc si wicej, bieg dalej i nowe ofiary na ziemi
strca.
Zauway strasznego niwiarza dzielny Sweno i skrzyknwszy kilkunastu co najdzielniejszych
rajtarw, postanowi ofiar wasnego ycia wstrzyma cho na chwil pogo,
aby innych ocali. Zwrcili tedy konie i nastawiwszy rapiery, czekali z ostrzami na gonicych.
Pan Woodyjowski widzc to, ani chwili si nie zawaha, wspi konia i wpad
midzy nich w rodek.
I nimby kto okiem zdoa mrugn, ju dwa hemy zapady w d konia. Przeszo dziesi
rapierw zmierzyo si teraz w jedn pier Woodyjowskiego, lecz w tej chwili wpadli
za nim Skrzetuscy, Jzwa Butrym Beznogi, pan Zagoba i Roch Kowalski, o ktrym
Zagoba powiada, e nawet idc do ataku jeszcze oczy ma zamknite i drzemie, a budzi
si dopiero, gdy piersi o pier nieprzyjaciela uderzy.
Pan Woodyjowski zwin si pod kulbak tak szybko, e rapiery puste powietrze
przeszyy. Mia on ten sposb od biaogrodzkich Tatarw, lecz maym, a zarazem nad
ludzk wiar zrcznym bdc, do takiej doskonaoci go doprowadzi, e nikn, kiedy
chcia, z oczu, bd za karkiem, bd pod brzuchem koskim. Tak znikn i teraz, a nim
zdumieni rajtarzy zdoali zrozumie, co si z nim stao, znw niespodzianie na kulbak
wychyn, straszny jak bik, gdy midzy trwone ogary z wysokich gazi skoczy.
Tymczasem i towarzysze mu pomogli roznoszc mier i zamieszanie. Jeden z rajtarw
przyoy panu Zagobie do samych piersi pistolet, lecz Roch Kowalski, majc go po lewej
stronie, zatem nie mogc ci szabl, zoy pi i w gow go mimochodem dojecha, a
ten nurkn w tej chwili pod konia, tak wanie, jakby we piorun uderzy. Pan Zagoba za
wydawszy okrzyk radosny ci w skro samego Swena, ktren rce opuci i czoem
wspar si na karku koskim. Na ten widok pierzchnli inni rajtarzy. Woodyjowski, Jzwa
Beznogi i dwaj Skrzetuscy pucili si za nimi i wycili, zanim ubiegli sto krokw.
I pogo dalej trwaa. Szwedzkie konie coraz mniej miay tchu w piersiach i rozpieray
si coraz czciej. Na koniec z tysica najwietniejszych rajtarw, ktrzy pod Kannebergiem
wyszli, zostao zaledwie stu kilkudziesiciu jedcw, reszta leaa dugim pasem na
lenej drodze. Lecz i ta ostatnia kupa zmniejszaa si z kad chwil, gdy rce polskie nie
przestay na ni pracowa.
Na koniec wypadli z lasu. Wiee Jarosawia zarysoway si wyranie na bkicie. Ju,
ju nadzieja wstpia w serca uciekajcych, wiedzieli bowiem, e w Jarosawiu stoi sam
krl i caa potga i e w kadej chwili moe im przyj w pomoc.
Zapomnieli o tym, i zaraz po ich przejciu uprztnito pomost na ostatnim przele mostu,
aby silniejsze podoy dla armat belkowanie.
Pan Czarniecki za, czy wiedzia o tym przez swoich szpiegw, czy te umylnie chcia
si krlowi szwedzkiemu pokaza i na jego oczach doci reszty tych nieszczliwych,
do, i nie tylko nie wstrzyma pogoni, ale sam z Szemberkow chorgwi naprzd
skoczy, sam siek, sam wasn rk cina - pdzc za kup tak, jak gdyby tym samym
pdem chcia na Jarosaw uderzy.
Na koniec dobiegli o staj do mostu. Krzyki z pola doleciay do obozu szwedzkiego.
Mnstwo onierzy i oficerw wybiego z miasta patrze, co si za rzek dzieje. Ledwie
spojrzeli - dostrzegli i poznali rajtarw, ktrzy rano wyszli z obozu.
- Oddzia Kanneberga! oddzia Kanneberga! - poczo krzycze tysice gosw.
- W pie niemal wycici! Ledwie sto ludzi biey!
W tej chwili przygalopowa sam krl, a z nim Wittenberg, Forgell, Miller i inni jeneraowie.
Krl poblad.
- Kanneberg! - rzek.
- Na Chrystusa i jego rany! Most nie wykoczony! - zawoa Wittenberg - wytn ich
do nogi!
Krl spojrza na rzek wezbran wiosennymi wody; szumiaa t fal o przeprawieniu
pomocy wpaw nie byo co i myle.
Tamci zbliali si coraz wicej.
Wtem znw poczto krzycze:
- Wozy krlewskie i gwardia nadciga! Zgin i ci!
Jako zdarzao si, e cz krlewskiego kredensu, ze stoma ludmi pieszej gwardii,
wynurzya si w tej chwili inn drog z przylegych lasw. Spostrzegszy, co si dzieje,
ludzie z eskorty w przekonaniu, e most gotowy, poczli zda co si ku miastu.
Lecz dostrzeono ich z pola - za czym natychmiast ze trzysta koni ruszyo ku nim
caym pdem, a na czele wszystkich lecia z szabl wzniesion nad gow i ogniem w
renicach pan dzierawca z Wsoszy, Rzdzian. Niewielkie da on dotd mstwa dowody,
lecz na widok wozw, w ktrych mg znajdowa si up obfity, odwaga tak wezbraa w
jego sercu, e wysforowa si na kilkadziesit krokw przed innymi. Piechurowie przy wozach,
widzc, e nie ujd, zwarli si w czworobok i sto muszkietw naraz skierowao si w
piersi Rzdziana. Huk wstrzsn powietrzem, wstga dymu przeleciaa wzdu ciany
czworoboku, lecz nim dym si rozproszy, ju pan dzierawca przed cian wspi konia
tak, e kopyta przednie zawisy przez chwil nad gowami rajtarw - i wpad na ksztat
gromu w rodek.
Lawina jedcw runa za nim.
I jako gdy wilcy zmog konia, on yje jeszcze i lec na grzbiecie, broni si rozpaczliwie
kopytami, a one pokryj go cakiem i dr ze ywe kaway misa - tak owe wozy i
piechurowie pokryci zostali zupenie kbic si mas koni i jedcw. Jeno krzyki
straszne podnosiy si z tego wiru i dolatyway uszu Szwedw stojcych na drugim brzegu.
A tymczasem jeszcze bliej brzegu docinano reszty Kannebergowych rajtarw. Caa
armia szwedzka wylega jak jeden m na wysoki brzeg Sanu. Piechota, jazda, artyleria
pomieszay si ze sob - i patrzyli wszyscy, jakoby w dawnym cyrku rzymskim na widowisko,
jedno patrzyli ze cinitymi ustami, z rozpacz w piersi, w przeraeniu, w poczuciu
bezsilnoci. Chwilami z piersi tych mimowolnych widzw wyrywa si krzyk straszny.
Chwilami rozleg si pacz powszechny, to znw zapadaa cisza, sycha byo tylko sapanie
rozwcieczonych onierzy. Bo przecie ten tysic ludzi, ktry wprowadzi Kanneberg,
stanowi czoo i dum caej armiii szwedzkiej; sami to byli weterani okryci saw w
Bg wie ilu ziemiach i w Bg wie ilu bitwach! A teraz oto biegali jak bdne stado owiec
po obszernym przeciwlegym boniu, ginc jak owce pod noem rzeniczym. Wic nie
bya to ju bitwa, ale owy. Straszni jedcy polscy krcili si jak zawierucha po bo-
jowisku, krzyczc rnymi gosami i przebiegajc rajtarom. Czasem za jednym pdzio
kilku lub kilkunastu, czasem pojedynczy za pojedynczym. Niekiedy dognany Szwed pochyla
si jeno na kulbace, by cios nieprzyjacielowi uatwi, niekiedy przyjmowa bitw,
lecz gin najczciej, bo na bia bro szwedzcy onierze nie mogli si mierzy z
wywiczon we wszelakich fechtach szlacht polsk.
Lecz najokropniej sroy si midzy Polakami may rycerzyk, siedzcy na buanym a
cigym i zwrotnym jak sok koniu. Zauwayo go wreszcie cae wojsko, bo kogo on pogoni,
kto si z nim spotka, gin nie wiadomo jak i kiedy, tak maymi, tak nieznacznymi
ruchami miecza strca najtszych rajtarw na ziemi. Na koniec dostrzeg samego Kanneberga,
ktrego kilkunastu towarzystwa gonio, wic krzykn na nich, rozkazem pogo
powstrzyma i sam na niego uderzy.
Szwedzi z drugiego brzegu wstrzymali dech w piersiach. Sam krl si tu do brzegu
przysun i patrzy z bijcym sercem, miotany jednoczenie trwog i nadziej, bo Kanneberg,
jako pan wielki i krlewski krewny, od dziecistwa wiczony we wszelkiego rodzaju
fechtach przez mistrzw woskich, w walce na biay or nie mia rwnego sobie w armii
szwedzkiej. Wszystkie wic oczy byy teraz w niego utkwione, zaledwie miay oddycha
otwarte usta, on za widzc, e pogo gromadna ustaa, i chcc po straceniu wojska saw
sw w oczach krlewskich ratowa, rzek do swej duszy ponurej:
,,Biada mi, jeli wojsko wprzd wytraciwszy, krwi wasn teraz haby nie przypiecztuj
lub jeli ycia nie okupi, tego strasznego m꿹 obaliwszy. Inaczej, choby mnie
do Boga na tamt stron przeniosa, adnemu Szwedowi w oczy spojrze bym nie mia!"
To rzekszy zwrci konia i skoczy ku temu rycerzowi.
e za ci jedcy, ktrzy mu przebiegali od rzeki, usunli si teraz, mia wic Kanneberg
i t nadziej, e gdy pokona przeciwnika, dopadnie brzegu i w wod skoczy, a potem
- co bdzie, to bdzie; jeli nie zdoa wzburzonych fal przepyn, to przynajmniej prd go
wraz z koniem daleko uniesie, a tam ju jaki ratunek bracia dla niego obmyl.
Skoczy wic jak piorun ku maemu rycerzowi, a may rycerz ku niemu. Chcia Szwed
w przelocie wbi swj rapier a po gard pod pach przeciwnika, lecz zaraz pozna, e sam
mistrzem bdc, na mistrza rwnie trafi musia, bo szpada tylko zelizna si jako dziwnie
w rku, jak gdyby mu nagle rami zdrtwiao; ledwie si zdoa zastawi od ciosu,
ktry mu rycerz nastpnie zada; na szczcie, w tej chwili rozniosy ich konie we dwie
przeciwne strony.
Zatoczyli tedy obaj koem i zwrcili si jednoczenie, lecz wolniej jechali ju na siebie,
pragnc wicej na spotkanie mie czasu i cho kilkakro elazo skrzyowa. Kanneberg
zebra si teraz w sobie, tak i uczyni si podobny do ptaka, ktremu dzib tylko potny
z nastrosznych pir wystaje. Zna on jedno niezawodne pchnicie, w ktrym pewien Florentczyk
go wywiczy, straszne, bo zwodnicze i niemal nieodbite, polegajce na tym, e
ostrze, skierowane niby w piersi, mijajc bokiem zastaw przeszywao gardo i wychodzio
a tyem kartu. Tego pchnicia postanowi teraz uy.
I pewnie swego, zblia si hamujc coraz bardziej konia, a pan Woodyjowski (on to
by bowiem) nadjeda ku niemu w drobnych skokach. Przez chwil myla, eby
biaogrodzkim sposobem znikn nagle pod koniem, lecz e z jednym tylko mem, i to na
oczach obu wojsk mia si spotka, wi cho zrozumia, i czeka go jaki cios niespodziewany,
wstyd mu byo po tatarsku, nie po rycersku si broni.
,,Chcesz mnie jako czapla sokoa, stychem nadzia - pomyla sobie - ale ja ci owym
wiatraczkiem zayj, ktry w ubniach jeszcze wykoncypowaem.
I ta myl wydaa mu si na razie najlepsz, wic wyprostowa si w kulbace, podnis
szabelk i puci j w ruch podobny do ruchu mig wiatraka, lecz tak szybki, i powietrze
poczo wista przeraliwie.
A e zachodzce soce grao mu na szabli, wic otoczya go jakoby tarcza wietlana,
migotliwa, on za uderzy ostrogami bachmata i run na Kanneberga.
Kanneberg skurczy si jeszcze bardziej i prawie przywar do konia, w mgnieniu oka
zwiza rapier z szabl, nagle wysun gow jak w i pchn okropnie.
Lecz w tej chwili zaszumia straszliwy myniec, rapier targn si Szwedowi w rku,
ostrze uderzyo w pust przestrze, natomiast wygity koniec szabli maego rycerza spad
z piorunow szybkoci na twarz Kanneberga, przeci mu cz nosa, usta, brod, spad
na obojczyk, strzaska go i zatrzyma si dopiero na idcym przez rami pendecie.
Rapier wysun si z rk nieszczsnego i noc obja mu gow, lecz nim spad z konia,
pan Woodyjowski puci szabl na sznurek i chwyci go za ramiona.
Zawrzali jednym wrzaskiem z drugiego brzegu Szwedzi, pan Zagoba za przyskoczy
do maego rycerza i rzek:
- Panie Michale, wiedziaem, e tak bdzie, alem by gotw ci pomci!
- Mistrz to by - odpowiedzia Woodyjowski. - Bierz wa konia za uzd, bo zacny!
- Ha! eby nie rzeka, skoczyoby si z tamtymi pohaasowa! Pierwszy bym...
Dalsze sowa przerwa panu Zagobie wist kul, wic nie dokoczy myli, natomiast
krzykn:
- Uchodmy, panie Michale, ci zdrajcy postrzeli gotowi!
- Nie maj ju te kule impetu - odrzek Woodyjowski - bo za daleko.
Tymczasem otoczyli ich inni jedcy polscy winszujc Woodyjowskiemu i patrzc na
z podziwem, a on tylko wsikiem raz po raz rusza, bo take rad by z siebie.
Za na drugim brzegu, midzy Szwedami, wrzao jakby w ulu. Artylerzyci zataczali na
gwat armaty, wic i w pobliskich szeregach polskich ozway si trbki do odwrotu. Na
gos ich skoczy kady do swojej chorgwi, i w mig stany wszystkie w sprawie. Cofny
si pod las i zatrzymay znowu, jakby miejsce nieprzyjacielowi zostawujc i zapraszajc
go za rzek. Wreszcie przed aw ludzi i koni wyjecha na tarantowatym dzianecie m
przybrany w burk i czapk z czaplim pirem, z pozocistym buzdyganem w rku.
Wida go byo doskonale, bo paday na czerwone promienie zachodzcego soca, i
zreszt jedzi przed pukami, jakby przegld sprawujc. Poznali go od razu wszyscy
Szwedzi i poczli krzycze:
- Czarniecki! Czarniecki!
On za gada co z pukownikami. Widziano, jak duej zatrzyma si przy rycerzu,
ktry Kanneberga usiek, i rk pooy na jego ramieniu, po czym podnis buzdygan i
chorgwie zaczy z wolna, jedna za drug, zawraca ku borom.
Wanie i soce zaszo. W Jarosawiu dzwony ozway si po kocioach, wic wszystkie
puki zapieway jednym gosem, odjedajc: Anio Paski zwiastowa Najwitszej
Pannie Marii, i z t pieni zniky Szwedom z oczu.
ROZDZIA V
Dnia tego pooyli si Szwedzi spa nic w usta nie biorc i bez nadziei, aby mieli czym
nazajutrz si posili. Tote od mki godowej spa nie mogli. Nim drugi kur zapia,
znkane onierstwo poczo wymyka si z obozu pojedynczo i kupami na grasunek po
wsiach przylegych do Jarosawia. Szli wic, do nocnych rabusiw podobni, ku Radymnu,
Kaczudze, Tyczynowi - gdzie mogli i gdzie spodziewali si zasta co do jedzenia. Otuchy
dodawao im to, e Czarniecki by na drugiej stronie rzeki, ale choby i przeprawi si
ju zdy, woleli mier ni gd. Widocznie wielkie ju byo rozprzenie w obozie, bo
okoo ptora tysica ludzi wysuno si w ten sposb, wbrew najsurowszym rozkazom
krlewskim.
Poczli wic grasowa po okolicy, palc, rabujc, cinajc, lecz prawie nikt z nich nie
mia powrci do obozu. Czarniecki by wprawdzie z drugiej strony Sanu, lecz i z tej
krciy sie rne partie szlacheckie i chopskie; najpotniejsza za, pana Strzakowskiego,
zoona z bitnej szlachty grskiej, tej wanie nocy przymkna, jak na nieszczcie, do
Prchnika. Ujrzaszy tedy un i usyszawszy strzay poszed pan Strzakowski, jakoby kto
sierpem rzuci, prosto na gwar i napad na zajtych rabunkiem. Bronili si silnie w opotkach,
lecz pan Strzakowski rozerwa ich, wysiek, nikogo nie ywi. W innych wioskach
inne partie uczyniy to samo, po czym w gonitwie za uciekajcymi podsuny si pod sam
obz szwedzki, roznoszc trwog i zamieszanie, krzyczc po tatarsku, po woosku, po
wgiersku i po polsku, tak i Szwedzi sdzili, e jakie potne wojska posikowe na nich
nastpuj, moe chan z ca ord.
Wszczo si zamieszanie i - rzecz niebywaa dotd - popoch, ktry z najwikszym
trudem udao si oficerom potumi. Lecz krl, do rana przesiedzia na koniu, widzia, co
si dzieje, zrozumia, co z tego moe wynikn, i zaraz rankiem zwoa rad wojenn.
Pospna owa narada niedugo trwaa, bo nie byo dwch drg do wyboru. Duch w wojsku
upad, onierz nie mia co je, nieprzyjaciel rs w potg.
Szwedzki Aleksander, ktry obiecywa wiatu caemu goni, choby do tatarskich
stepw, polskiego Dariusza, nie o gonitwie dalszej, ale o wasnym ocaleniu musia teraz
myle.
- Sanem moem si wraca do Sandomierza, stamtd Wis do Warszawy i do Prus -
mwi Wittenberg. - W ten sposb zguby unikniem.
Duglas za gow si chwyci:
- Tyle zwycistw, tyle trudw, tak olbrzymi kraj podbity i wraca nam przychodzi!
A Wittenberg na to:
- Masz-li, wasza dostojno, jak rad?
- Nie mam! - odrzek Duglas.
Krl, ktry dotd nic nie mwi, wsta na znak, e posiedzenie skoczone, i rzek:
- Nakazuj odwrt!
Wicej tego dnia nie syszano z jego ust ani sowa.
Bbny poczy warcze i trby gra w szwedzkim obozie. Wie, e odwrt nakazany,
rozbiega si w jednej chwili z koca w koniec. Przyjto j okrzykami radoci. Przecie
zamki i fortece byy jeszcze w rku Szwedw, w nich czeka wypoczynek, jado, bezpieczestwo.
Jeneraowie i onierze wzili si tak gorliwie do przygotowa odwrotu, e a gorliwo
owa, jak zauway Duglas, z hab graniczya.
Samego Duglasa wysa krl w przedniej stray, aby trudne przeprawy naprawia, lasy
trzebi. Wkrtce za nim ruszyo cae wojsko szykiem jak do boju; front armaty zasaniay,
ty wozy utaborowane, po bokach sza piechota. Potrzeby wojenne i namioty pyny rzek
na statkach.
Wszystkie te ostronoci nie byy zbyteczne, ledwie bowiem tabor ruszy, ju tylne
strae szwedzkie dojrzay idcych ledem jedcw polskich i odtd niemal nigdy nie
traciy ich z oczu. Czarniecki pociga wasne chorgwie, wszystkie partie okoliczne,
posa po nowe posiki do krla i szed w trop. Pierwszy nocleg w Przeworsku by zarazem
pirwszym alarmem. Oddziay polskie natary tak blisko, i kilka tysicy piechoty wraz z
dziaami musiano przeciw nim zwrci. Przez chwil sam krl myla, e Czarniecki naprawd
nastpuje, lecz on, swoim zwyczajem, wysya tylko oddziay za oddziaami. Te
podpadajc czyniy okrzyk i cofay si natychmiast. Noc do rana zesza na podobnych harcach,
noc swarliwa, dla Szwedw bezsenna.
I cay pochd, wszystkie nastpne noce i dnie miay by do niej podobne.
Tymczasem znowu Czarnieckiemu przysa krl dwie chorgwie jazdy, bardzo
moderowanej, za tym i list, e wkrtce hetmani z komputowym wojskiem rusz, on za
sam z reszt piechot i ord rycho za nimi pospieszy. Jako zatrzymyway go ju tylko
rokowania z chanem, z Rakoczym i z cesarzem. Czarniecki uradowa si niepomiernie t
wieci, i gdy nazajutrz rano Szwedzi ruszyli dalej, w klin midzy Wis i San, rzek pan
kasztelan do pukownika Polanowskiego:
- Sie nastawiona, ryby w matni id.
- A my uczynim jak w rybak - rzek Zagoba - ktry im na fletni gra, eby
tacoway, czego gdy nie chc czyni, wycign je na brzeg; tedy dopiero skakay, a on
wzi je kijem razi mwi: O, takie crki! trzeba byo tacowa, pkim prosi.
Na to pan Czarniecki:
- Bd oni tacowali, niech jeno pan marszaek Lubomirski nadcignie ze swoim wojskiem,
ktre na pi tysiczy licz.
- Lada chwila go nie wida - rzek pan Woodyjowski.
- Przyjechao dzi kilku szlachty podgrskiej - ozwa si Zagoba - ci zapewniaj, e
wielkimi i pilnymi drogami idzie, ale czy si zechce z nami poczy, miast na swoj rk
wojowa, to inna rzecz!
- Czemu to? - spyta pan Czarniecki, bystro patrzc na Zagob.
- Bo to czek nadzwyczajnej ambicji i o saw zazdrosny. Znam go sia lat i byem mu
konfidentem. Poznaem go, gdy by modym jeszcze paniciem, na dworze pana krakowskiego,
Stanisawa. Fechtw si wonczas od Francuzw i Wochw uczy i okrutnie si na
mnie rozgniewa, gdym mu powiedzia, e to kpy, z ktrych aden mi nie zdziery. Uczynilimy
parol i samem ich siedmiu jednego po drugim rozcign. On za ode mnie si
dalej uczy nie tylko fechtw, ale i sztuki wojennej. Dowcip mia z przyrodzenia troch
tpy, ale co umie, to ode mnie.
- Taki to z waci mistrz? - spyta Polanowski.
- Exemplum: pan Woodyjowski, drugi mj ucze. Z tego mam prawdziw pociech.
-Prawda, e to waszmo Swena usiek!
- Swena? Gdyby si to ktremu z waszmociw zdarzyo, miaby przez cae ycie co
opowiada, jeszcze by ssiadw sprasza, by im przy winie jedno w kko powtarza, ale
ja o to nie dbam, bo gdybym chcia wylicza, mgbym takimi Swenami drog do samego
Sandomierza wymoci. Moe bym nie mg? Powiedzcie, ktrzy mnie znacie.
- Mgby wuj! - ozwa si Roch Kowalski.
Pan Czarniecki nie sysza dalszego cigu rozmowy, bo si gboko nad sowami
Zagoby zamyli. Zna i on ambicj pana Lubomirskiego i nie wtpi, e albo zechce mu
swoja wol narzuca, albo na wasn rk bdzie dziaa, chociaby to szkod Rzeczypospolitej
przynie miao.
Wic surowe jego oblicze spospniao i pocz brod krci.
- Oho! - szepn do Skrzetuskiego Jan Zagoba - ju tam Czarniecki co gorzkiego
uje, bo mu si twarz do orowej podobna uczynia, rycho tu kogo podziobie.
Wtem pan Czarniecki ozwa si:
- Trzeba, by ktry z waszmociw z listem ode mnie do pana Lubomirskiego pojecha.
- Jam mu znajomy i podejmuj si - rzek pan Jan Skrzetuski.
- Dobrze - odpar wdz - im kto znamienitszy, tym lepiej...
Zagoba zwrci si do Woodyjowskiego i znw szepn:
- Ju i przez nos mwi, znak to wielkiej alteracji.
Rzeczywicie za pan Czarniecki mia srebrne podniebienie, bo mu je kula przed laty
pod Busz wyrwaa. Ow ilekro by wzruszony, gniewny i niespokojny, zaczyna
zawsze mwi ostrym i brzkliwym gosem.
Nagle zwrci si teraz do Zagoby:
- A moe by i wapan z panem Skrzetuskim pojecha?
- Chtnie - odpowiedzia Zagoba - jeli ja czego nie wskram, nikt nie wskra.
Wreszcie do czeka tak wielkiego rodu we dwch bdzie przystojniej.
Czarniecki zacisn wargi, szarpn brod i rzek jakby sam do siebie:
- Wielkie rody... wielkie rody...
- Tego nikt panu Lubimirskiemu nie ujmie - zauway Zagoba.
A Czarniecki brwi zmarszczy:
- Rzeczpospolita sama jest wielka, a rodw w proporcji do niej nie masz wielkich, jeno
mae, i bodaj ziemia poara takie, ktre o tym zapominaj!
Umilkli wszyscy, bo bardzo potnie przemwi, i dopiero po niejakiej chwili Zagoba
rzek:
- W proporcji do caej Rzeczypospolitej susznie!
- Jam te nie z soli wyrs ani z roli, jeno z tego, co mnie boli - ozwa si Czarniecki -
a boleli mnie Kozacy, ktrzy mi t oto gb przestrzelili, a teraz boli mnie Szwed, i albo t
bolczk przetn, albo sam od niej sczezn, tak mi dopom Bg!
- I my dopomoem krwi nasz! - rzek Polanowski.
Czarniecki za przeuwa jeszcze czas jaki gorycz, ktra wezbraa mu w sercu na myl,
e ambicja pana marszaka moe mu w ratowaniu ojczyzny przeszkodzi, wreszcie
uspokoi si i rzek:
- Za czym i list trzeba pisa. Prosz waszmociw ze sob.
Jan Skrzetuski i Zagoba poszli za nim, a w p godziny pniej siedli na ko i pojechali
odwrotn drog ku Radymnu, byy bowiem wieci, e tam wanie zatrzyma si pan marszaek
z wojskiem.
- Janie - rzek Zagoba macajc si po kalecie, w ktrej wiz list pana Czarnieckiego -
uczy mi ask i pozwl mnie samemu gada do marszaka.
- A ojciec naprawd go znae i fechtw go uczye?
- I!... tak si jeno sobie mwio dlatego, eby si para w gbie nie zagrzaa i eby jzyk
nie rozmik, co si od przyduszego milczenia snadnie przytrafi moe. Ni go znaem, ni
go uczyem. ALbo to nie miaem czego lepszego do roboty ni by niedwiednikiem i uc-
zy pana marszaka, jako si na zadnich nogach chodzi? Ale to wszystko jedno.
Przeznaem go na wylot z tego, co ludzie o nim powiadaj, i potrafi go zagnie jako
kucharka kluski. Jeno o to jedno ci jeszcze prosz: nie powiadaj, e mam list od pana
Czarnieckiego, i nie wspominaj nawet o nim, pki go sam nie oddam.
- Jake to? Miaebym funkcji, z ktr mnie posano nie speni?! W yciu mi si to nie
przygodzio i nie przygodzi. Nie moe by! Chociaby i pan Czarniecki przebaczy, nie
uczyni tego za skarb gotowy!
- To wycign szabl i pcin twemu koniowi podetn, eby za mn nie nady. Zali
widziae kiedy, eby chybio to, com wasn gow zamyli? Gadaj! le to wyszed ty
sam na Zagobowych fortelach? le wyszed pan Micha albo i twoja Halszka? albo i wy
wsyscy, kiedym to was z rk Radziwia wyuskn? Powiadam ci, e z tego listu moe by
wicej zego ni dobrego, bo pan kasztelan pisa go w takiej alteracji, e ze trzy pira
zama. Wreszcie, bdziesz o nim gada, gdy moje zamysy chybi; parol, e go sam
wwczas oddam, ale nie prdzej.
- Bylem go mg odda, wszystko jedno kiedy.
- Wicej te nie potrzebuj! Hajda teraz, bo droga przed nami okrutna!
Popdzili tedy konie i pucili si w skok. Ale nie potrzebowali jecha dugo, bo przednie
strae marszakowskie miny ju nie tylko Radymno, ale i Jarosaw, on sam za znajdowa
si w Jarosawiu i sta w dawnej kwaterze krla szwedzkiego.
Znaleli go przy obiedzie ze znaczniejszymi oficerami. Lecz gdy si opowiedzieli,
Lubomirski kaza ich przyj natychmiast, bo ich nazwiska zna, gdy gone byy owego
czasu w caej Rzeczypospolitej.
Wszystkie oczy zwrciy si na nich, gdy weszli; patrzono zwaszcza z podziwem i
ciekawoci na Skrzetuskiego, marszaek za, powitawszy ich wdzicznie, spyta zaraz:
- Czy to sawnego rycerza mam przed sob, ktry listy z oblonego Zbaraa krlowi
przenis?
- Ja to si przekradem - odrzek pan Jan.
- Daje mi Boe takich oficerw jak najwicej! Niczego tak panu Czarnieckiemu nie
zazdroszcz, bo zreszt wiem, e i moje mae zasugi w pamici ludzkiej nie przepadn.
- A jam jest Zagoba! - rzek stary rycerz wysuwajc si naprzd.
Tu powid okiem po zgromadzeniu; marszaek za, jak to kadego chcia sobie uj,
zaraz zakrzykn:
- Kto by nie wiedzia o mu, ktren Buraja, wodza barbarorum, usiek, ktren Radziwiowi
wojsko pobuntowa...
- I panu Sapiee wojsko przywiodem, ktre, prawd rzekwszy, mnie, nie jego,
wodzem sobie obrao - doda Zagoba.
- A e to wasza mo chcia, mogc tak grn mie szar, wyrzec si jej i u pana
Czarnieckiego sub przyj?
Na to Zagoba ysn okiem ku Skrzetuskiemu i odrzek:
- Janie wielmony panie marszaku, od waszej to dostojnoci tak ja, jak i cay kraj
przykad bierze, jak dla dobra publicznego wyrzeka si ambicji i prywaty.
Lubomirski pokrania z zadowolenia, a Zagoba wzi si w boki i mwi dalej:
- Pan Czarniecki umylnie nas przysa, abymy si waszej dostojnoci w jego i caego
wojska imieniu pokonili, a zarazem donieli o znacznej wiktorii, jak nam Bg nad Kannebergiem
odnie pozwoli.
- Syszelimy ju tu o tym - odrzek do sucho marszaek, w ktrym ju poruszya si
zazdro - ale chtnie z ust naocznego wiadka jeszcze raz posyszymy.
Usyszawszy to pan Zagoba rozpocz zaraz opowiada, jeno z niektrymi zmianami,
bo siy Kanneberga spotniay w jego ustach do dwch tysicy ludzi. Nie zapomnia te
wspomnie o Swenonie, o sobie, o tym, jak na oczach krlewskich reszt rajtarw tu nad
rzek wycito, jak wozy i trzystu ludzi gwardii wpado w rce szczliwych zwycizcw,
sowem, wiktoria urosa w opowiadaniu do rozmiarw niepowetowanej dla Szwedw
klski.
Suchali wszyscy pilnie, sucha i pan marszaek, ale pospnia coraz bardziej i oblicze
cinao mu si jakoby lodem, wreszcie rzek:
- Nie neguj, e pan Czarniecki znamienity wojennik, ale przecie sam wszystkich
Szwedw nie zje i dla innych cho na yk zostanie.
A na to Zagoba:
- Janie wielmony panie, to nie pan Czarniecki t wiktori odnis.
- Jeno kto?
- Jeno Lubomirski!
Nastaa chwila powszechnego zdumienia. Pan marszaek usta otworzy, powiekami
pocz mruga i patrzy na Zagob tak zdziwionym wzrokiem, jak gdyby chcia go spyta:
- Zali wapanu pitej klepki nie staje?
Lecz pan Zagoba nie da si zbi z tropu, owszem wargi z wielk fantazj wyd
(ktren gest przej od pana Zamoyskiego) i rzek:
- Syszaem, jak sam Czarniecki przed caym wojskiem mwi: ,,Nie nasze to szable
bij, ale (powiada) imi Lubomirskiego bije, bo gdy si (powiada) zwiedzieli, e tu, tu
nadciga, duch w nich tak zdech, e w kadym onierzu wojsko marszakowskie widz i
jako owce pod n by oddaj.
Gdyby wszystkie promienie soneczne upady od razu na twarz pana marszaka, twarz ta
nie rozjaniaby si wicej.
- Jake? - zakrzykn - sam Czarniecki to powiada?
- Tak jest, i wiele innych rzeczy, ale nie wiem, czy mi si godzi powtarza, bo do konfidentw
jeno mwi.
- Mw wa! Kade sowo pana Czarnieckiego warte, eby je sto razy powtrzy. Niepowszedni
to czek i z dawna to mwiem!
Zagobas spojrza na marszaka, przymruajc jedno oko, i mrucza pod wsami:
- Pokne hak, zaraz ci tu wycign.
- Co waszmo mwisz? - pyta marszaek.
- Mwi, e wojsko tak na cze waszej dostojnoci wiwatowao, jakby i krlowi jegomoci
lepiej nie wiwatowao, a w Przeworsku, gdymy to ca noc szarpali Szweda, co
ktra chorgiew skoczya, to krzyczeli: Lubomirski! Lubomirski!, i lepszy to skutek
miao ni wszystkie aa! i bij, zabij! Jest tu wiadek, pan Skrzetuski, onierz te nie
lada, ktren nigdy w yciu nie zega.
Marszaek spojrza mimo woli na Skrzetuskiego, a ten zaczerwieni si po uszy i pocz
co mamrota pod nosem.
Tymczasem oficerowie marszakowscy poczli wychwala w gos posw.
- Ot, politycznie postpi sobie pan Czarniecki, tak grzecznych kawalerw wysyajc!
Obaj najsawniejsi rycerze, a jednemu mid po prostu z gby pynie!
- Zawsze to rozumia o panu Czarnieckim, e mi yczliwy, ale teraz nie masz takiej
rzeczy, ktrej bym dla niego nie uczyni - zakrzykn marszaek, ktrego oczy mg si
pokryway z rozkoszy.
Na to Zagoba wpad w zapa:
- Janie wielmony panie! Kto by ci nie uwielbia, kto by ci nie czci, wzorze
wszystkich cnt obywatelskich, ktry Arystydesa sprawiedliwoci, mstwem Scypionw
przypominasz! Siam ksig w yciu przeczyta, siam widzia, siam rozwaa, i rozdara
mi sie dusza od boleci, bo cem w tej Rzeczypospolitej ujrza! Oto Opaliskich, Rad-
ziejowskich, Radziwiw, ktrzy wasn pych, wasn ambicj nad wszystko cenic, ojczycny
dla prywaty gotowi byli kadego momentu odstpi. Wicem pomysla: zgina ta
Rzeczpospolita niecnot wasnych synw! Lecz kt mnie pocieszy, kto mi otuchy w
strapieniu doda? - pan Czarniecki! Zaiste - mwi - nie zgina, skoro powsta w niej
Lubomirski. Tamci o sobie (powiada) myl, ten tylko patrzy, tylko szuka, gdzie by ofiar
z prywaty na otarzu powszechnym mg zoy; tamci si wysuwaj, ten si usuwa, bo
przykadem chce wieci. Ot i teraz (powiada) nadciga z wojskiem potnym i zwyciskim,
a ju (powiada) sysz, e chce mnie komend nad nim zdawa, aby nauczy innych,
jako ambicj, choby suszn, maj dla ojczyzny powica. Jedcie tedy (powiada)
do niego, oznajmijcie mu, e ja tej ofiary nie chc, nie przyjm, gdy on lepszym ode mnie
wodzem, gdy, zreszt, jego nie tylko wodzem, ale - daj Bg naszemu Kazimierzowi dugie
ycie - krlem gotowimy obra!... i... obierzemy!!
Tu pan Zagoba sam si nieco przelk, czyli miary nie przebra, i istotnie, po okrzyku:
obierzemy!, nastaa cisza; lecz przed magnatem tylko si niebo otworzyo, zrazu przyblad
nieco, nastpnie pokrania, nastpnie znw przyblad i robic silnie piersiami, odrzek
po chwili milczenia:
- Rzeczpospolita jest i zostanie zawsze pani swej woli, bo na tym starodawne fundamenta
naszych wolnoci spoczywaj... Lecz jam jeno suga jej sug i Bg mi wiadkiem, e
nie podnosz oczu na one wysokoci, na ktre obywatel spoglda nie powinien... Co do
komendy nad wojskiem... pan Czarniecki przyj j musi. Oto wanie pragn da przykad
tym, ktrzy wielko swego rodu ustawnie na myli maj, nie chc adnej zwierzchnoci
uznawa, jak pro publico bono naley o wielkoci swego rodu zapomnie. Wi cho i tak
zym wodzem moe nie jestem, jednako ja, Lubomirski, id dobrowolnie pod komend
Czarnieckigo, o to tylko Boga proszc, aby nam wiktori nad nieprzyjacielem spuci raczy!
- Rzymianinie! ojcze ojczyzny! - krzykn Zagoba chwytajc rk marszaka i przyciskajc
do niej wargi.
Lecz tu jednoczenie stary wyga nastawi na Skrzetuskiego oko i pocz nim mruga raz
po razu.
Rozlegy si grzmice okrzyki oficerw i towarzystwa. Tum w kwaterze powiksza
si z kad chwil.
- Wina! - zawoa pan marszaek.
A gdy wniesiono kielichy, zaraz wnis zdrowie krlewskie, potem pana Czarnieckiego,
ktrego naszym wodzem nazwa, i wreszcie posw. Zagoba nie pozosta w tyle z
toastami i tak wszystkich za serce chwyci, e sam marszaek za prg ich przeprowadzi,
za rycerstwo a do rogatek Jarosawia.
Na koniec zostali sami; wwczas Zagoba zajecha drog Skrzetuskiemu, wstrzyma
koni i chwyciwszy sie w boki, rzek:
- A co, Janie?
- Dalibg! - odpowiedzia Skrzetuski - ebym na wasne oczy nie widzia i na wasne
uszy nie sysza, wierzy bym nie chcia, choby mi te i anio powiada.
Za pan Zagoba:
- Ha? co? Przysign, e sam Czarniecki co najwicej to wzywa i prosi Lubomirskiego,
by szed z nim w parze. I wiesz, co byby wskra? Oto, e Lubomirski poszedby
osobno, bo jeli w licie byy zaklcia na mio do ojczyzny i jakowe o prywacie wzmianki
(a jestem pewien, e byy), to zaraz by pan marszaek nad si a rzek: Zali on chce
moim praeceptorem zosta i uczy, jak si ojczynie suy?... Znam ja ich!!... Na
szczcie, stary Zagoba wzi spraw w rce, pojecha i ledwie gb otworzy, ju Lubomirski
nie tylko chce i razem, ale pod komend si poddaje. Morzy si tam frasunkiem
pan Czarniecki, ale ja go pociesz... A co, Janie, umie sobie Zagoba z magnatami rady
dawa?
- Tedy powiadam, e z podziwienia pary z gby puci nie mogem.
- Znam ja ich! Poka ktremu koron i rg gronostajowego paszcza, to moesz go pod
wos gaska jak charcie szczeni, jeszcze ci si ugnie i sam krzya nadstawi... aden kot
nie bdzie si tak oblizywa, choby mu prospectus z samych sperek pokaza. Najpoczciwszemu
oczy z podliwoci na wierzch wyliz, a trafi si szelma, jako by ksi wojewoda
wileski, to i ojczyzn zdradzi gotw. Co to ta ludzka prno! Panie Jezu! eby
mi da tyle tysicy, ilu kandydatw do tej korony stworzy, to bym i sam kandydowa...
Bo jeli ktry z nich myli, e mam si za gorszego od niego, to niech mu od wasnej pychy
ywot pknie... Taki dobry Zagoba jak i Lubomirski, tylko w fortunie rnica... Tak,
tak, Janie... Czy mylisz, em go naprawd w rk pocaowa? Siebiem w wielki palec pocaowaem,
a jego jenom nosem szturgn... Pewno go tak, odkd ywie, nikt w pole nie
wywid. Rozsmarowaem go jako maso na grzance dla pana Czarnieckiego... Daj Boe
naszemu krlowi jak najdusze ycie, ale na wypadek elekcji sobie wolabym da kresk
jak jemu... Roch Kowalski daby mi drug, a pan Micha oponentw by wysiek... Boga
mi, zaraz bym ci hetmanem wielkim koronnym uczyni, pana Michaa po Sopiee litewskim...
a Rzdziana podskarbim... Ten by dopiero ydowinw podatkami cisn!... Mniejsza
wreszcie z tym; grunt, em Lubomirskiego na hak uowi, a sznurek wsadz Czarnieckiemu
w rk. Na kim si skrupi, na Szwedach si zmiele, a zasuga czyja? co? O kim
innym kroniki by pisay, ale ja nie mam szczcia... Dobrze jeszcze, jeli Czarniecki na
starego nie parsknie, e listu nie odda... Taka to wdziczno ludzka... Ha! nie pierwszyzna
mi, nie pierwszyzna... Inni na starostwach siedz i sonin jako parsiuki obroli, a
ty, stary, po dawnemu trz brzuszysko na szkapie...
Tu machn rk pan Zagoba.
- Jecha ludzk wdziczno sk! I tak, i tak trzeba umiera, a przecie ojczynie mio
posuy. Najlepssza nagroda dobra kampania. Jak czek raz na ko sidzie, to z takimi
kompanami, jak ty i Micha, na kraj wiata jecha gotw... Taka ju nasza polska natura.
Byle raz na ko si. Niemiec, Francuz, Angielczyk albo smagy Hiszpan od razu do oczu
skoczy, a Polak pacjencj wrodzon majc sia zniesie, dugo si choby takiemu
Szwedzinie szarpa pozwoli, ale gdy si miara przebierze, jak huknie w pysk, to ci si taki
Szwedzina trzy razy nogami nakryje... Bo fantazja jeszcze jest, a pki fantazja nie zginie,
pty i Rzeczpospolita trwa bdzie. Zakonotuj to sobie, Janie...
I tak dugo jeszcze rozprawia pan Zagoba, bo bardzo by rad z siebie, a ilekro si to
zdarzyo, tylekro bywa i mowny nad zwyk miar, i mdrych sentencyj peen.
ROZDZIA VI
Czarniecki itotnie nie mia nawet myle o tym, by pan marszaek koronny podda si
pod jego komend. Chcia tylko, by dziaali razem, a obawia si, e i to z powodu wielkiej
ambicji marszaka nie przyjdzie do skutku, dumny pan bowiem odzywa si ju nieraz
poprzednio do swych oficerw, e woli na wasn rk Szwedw podchodzi, bo i tak co
wskra moe, a gdyby razem z Czarnieckim odnieli zwycistwo, tedyby caa sawa
spyna na Czarnieckiego.
Jakoby tak i byo. Czarniecki rozumia marszakowe powody i martwi si. Wysawszy
z Przeworska list, odczytywa teraz po raz dziesity jego kopi chcc si przekona, czyli
nie napisa czego takiego, co by tak draliwego czeka ubo mogo.
I aowa niektrych wyrae, wreszcie pocz w ogle aowa, e list wysa. Siedzia
zatem pospny w swej kwaterze, a coraz to do okna podchodzi i spoglda na drog, czyli
posowie nie wracaj. Widzieli go przez okna oficerowie i odgadywali, co si z nim dzieje,
bo troska widoczna bya na jego czole.
- Patrz no wa - rzek Polanowski do Woodyjowskiego. - Nic dobrego nie bdzie, bo
u kasztelana oblicze stao si pstre, a to zy znak.
Jako twarz Czarnieckiego nosia liczne lady ospy i w chwilach wielkiego wzruszenia
albo niepokoju pokrywaa si biaawymi i ciemnymi ctkami. e za rysy mia ostre,
bardzo wysokie czoo, na nim chmurne jowiszowe brwi, nos zagity i wzrok po prostu
przeszywajcy, wic gdy jeszcze przyszy na owe pitna, stawa si straszny. Kozacy
przezwali go swego czasu rabym psem, ale wedle susznoci wicej by do rabego ora podobny,
a gdy, bywao, prowadzi lud do ataku z rozwian na ksztat olbrzymich skrzyde
burk, wtedy to podobiestwo uderzao swoich i nieprzyjaci.
Wzbudza te strach w jednych i drugich. Za czasw kozackich wojen dowdcy
potnych watah tracili gowy, gdy przyszo im przeciw Czarnieckiemu dziaa. Sam
Chmielnicki ba si go, a zwaszcza jego rad, ktrych krlowi udziela. One to sprowadziy
na kozactwo straszliw klsk pod Beresteczkiem. Lecz sawa jego wyrosa gwnie po
beresteckiej, gdy na wspk z Tatary przebiega na ksztat pomienia stepy, wygniata on
cna zbuntowane roje, bra szturmem miasta, okopy, rzucajc si z szybkoci wichru z jednego
koca Ukrainy w drugi.
Z t sam zaciek wytrwaoci szarpa teraz Szwedw. Czarniecki nie wybije, ale
wykradnie mi wojsko - mwi Karol Gustaw. Lecz wanie Czarnieckiemu uprzykrzyo
si ju wykrada; mniema, e przyszed czas bi, za brako mu zupenie armat, piechoty,
bez ktrych stanowczo nie mona byo nic waniejszego wskra; dlatego tak pragn
poczy si z Lubomirskim, ktry wprawdzie take ma mia ilo armat, ale wid ze
sob piechoty, zoone z grali. Te, jakkolwiek niezbyt jeszcze wywiczone, byy ju
przecie nieraz w ogniu i mogy od biedy by uyte przeciw niezrwnanym pieszym
zastpom Karola Gustawa.
Wic pan Czarniecki by jakby w gorczce. Nie mogc wreszcie wytrzyma w kwaterze
wyszed przed sie i spostrzegszy Woodyjowskiego z Polanowskim, spyta:
- A nie wida posw?
- Zna, e im radzi - odszed Woodyjowski.
- Im radzi, ale mnie nieradzi, bo inaczej byby pan marszaek swoich z odpowiedzi
przysa.
- Panie kasztelanie - rzek Polanowski, ktry cieszy si wielkim zaufaniem wodza -
po co si troska; przyjdzie pan marszaek, dobrze! nie, to bdziem po staremu podchodzi.
Ciecze i tak krew ze szwedzkiego garnka, a to wiadomo, e gdy raz garnek zacznie
ciec, to i wszystko z niego ucieknie.
Na to Czarniecki:
- I z Rzeczypospolitej ciecze. Jeli teraz ujd, wzmocni si, przyjd im posiki z Prus -
sposobno minie!
To rzekszy uderzy si rk po pole na znak niecierpliwoci; wtem day si sysze
stpania koskie i basowy gos Zagoby piewajcy:
Posza Kaka do piekarni,
A Stach do niej: Pu, przygarnij,
Kochana!
Bo nieg pada i wiatr wieje,
Gdzie ja si, biedny, podziej
Do rana!...
- Dobry znak! Wesoo wracaj! - zawoa Polanowski.
Tymczasem tamci ujrzawszy kasztelana zeskoczyli z kulbak, oddali konie pacholikowi i
szli ywo do ganku; nagle Zagoba rzuci czapk w gr i udajc gos marszaka tak wybornie,
e kto by go nie widzia, mgby si omyli, zakrzykn:
- Vivat pan Czarniecki, nasz wdz!
Kasztelan zmarszczy si i rzek prdko:
- Jest pismo dla mnie?
- Nie ma - odrzek Zagoba - jest co lepszego. Marszaek z caym wojskiem
przechodzi dobrowolnie pod komend waszej dostojnoci!
Czarniecki przewierci go wzrokiem, za czym zwrci si do Skrzetuskiego, jakby mu
chcia rzec: Gadaj ty, bo tamten podpi!
Pan Zagoba rzeczywicie by nieco podpiy; lecz Skrzetuski potwierdzi jego sowa,
wic zdumienie odbio si na obliczu kasztelana.
- Bywajcie za mn!  rzek do przybyych. - Moci Polanowski, moci Woodyjowski,
prosz take!
I wszyscy weszi do izby. Nie siedli jeszcze, gdy Czarniecki spyta:
- Co rzek na mj list?
- Nic nie rzek - odpowiedzia Zagoba - a dlaczego, to si w kocu mojej relacji
okae, teraz za inicipiam...
Tu zacz wszystko opowiada, jak si odbyo, jako marszaka do decyzji tak pomylnej
doprowadzi. Czarniecki patrzy na niego z coraz wikszym zdziwieniem. Polanowski za
gow si chwyta, pan Micha wsikami rusza.
- Tote ja waci nie zna dotd, jak mnie Bg miy! - zawoa wreszcie kasztelan. -
Uszom wasnym nie wierz!
- Ulissesem z dawna mnie nazywano! - odrzek skromnie Zagoba.
- Gdzie mj list?
- Ot jest!
- Ju ci musz darowa, e go nie odda. To wik kuty na cztery nogi! Podkanclerzemu
uczy si u niego, jak ukady prowadzi! Na Boga, gdybym by krlem, do Carogrodu
bym waci wysa...
- Ju by tu sto tysicy Turka stao! - zakrzykn pan Micha.
A Zagoba na to:
- Dwiecie, nie sto, ebym tak zdrw by!
- W niczyme si pan marszaek nie spostrzeg? - pyta znw Czarniecki.
- On? yka tak wszystko, com mu do gby wkada, jak karmny gsior gaki, jeno mu
grzydyka graa i oczy mg zachodziy. Mylaem, e pknie od radoci, jako szwedzki
granat. Tego czowieka do pieka pochlebstwem mona by zaprowadzi!
- Byle si to na Szwedach skrupio, byle si skrupio, a mam nadziej, e tak bdzie! -
odrzek uradowany Czarniecki. - Wa jeste czek zrczny jako liszka, ale sobie zbytnio z
pana marszaka nie dworuj, bo inny i tego by nie uczyni. Sia od niego zaley... A do
samego Sandomierza pjdziemy majtnoci Lubomirskich i marszaek jednym sowem
moe ca okolic podnie, chopstwu kaza przeprawy zatrudnia, mosty pali, wiwend
po lasach kry... Wa bdziesz mia zasug, ktrej ci do mierci nie zapomn, ale i panu
marszakowi musz dzikowa, bo tak mniemam, e nie z samej prnoci to uczyni.
Tu w rce zaklaska i krzykn do pacholika:
- Konia mi natychmiast!... Kujmy elazo, pki gorce.
Po czym zwrci si do pukownikw:
- Waciowie wszyscy ze mn, eby asysta bya jako najokazalsza.
- Czy i ja mam jecha? - pyta Zagoba.
- Waszmo zbudowae ten most midzy mn a panem marszakiem, suszna, aby
pierwszy po nim przejecha. Zreszt tak myl, e ci tam bardzo nawidz... Jed, jed,
panie bracie, bo inaczej powiem, e chcesz w p poczte dzieo porzuci.
- Trudna rada! - Musz jeno pasa mocniej zacisn, bo si na nic utrzs... Ju mi i si
nie bardzo staje, chybabym si czym pokrzepi.
- A czym by?
- Sia mi powiadano o kasztelaskim miodzie, ktregom dotd nie kosztowa, a
chciabym wreszcie wiedzie, czyli od marszakowego lepszy?
- To si strzemiennego po kusztyczku napijmy, za to z powrotem nie bdziem sobie z
gry odmierzali. Par gsiorw znajdziesz te wa u siebie w kwaterze...
To rzekszy kaza pan kasztelan poda kielichy i wypili w miar, na fantazj i dobry
humor, po czym na konie siedli i pojechali.
Marszaek przyj pana Czarnieckiego z otwartymi rkoma, goci, poi, do rana nie
puci, za to rano poczyy sie oba wojska i szy dalej w komendzie pana Czarnieckiego.
Koo Sieniawy napadli znw na Szwedw tak skutecznie, i tyln stra w pie wycili i
wprowadzili zamieszanie w szeregi gwnej armii. Dopiero o witaniu spdziy ich armaty.
Pod Leajskiem jeszcze silniej nastpi pan Czarniecki. Znaczne oddziay szwedzkie pogrzzy
w botach, powstaych z deszczw i powodzi, i te wpady w rce polskie. Droga stawaa
si dla Szwedw coraz opakasz. Wycieczone, zgodniae i zmorzone snem puki
ledwie maszeroway. Coraz wicej onierzy zostawao na drodze. Znajdowano niektrych
tak straszliwie zbiedzonych, e nie chcieli ju je i pi, prosili tylko o mier. Inni kadli
si i umierali po kpach, inni tracili przytomno i spogldali z najwiksz obojtnoci na
zbliajcych si jedcw polskich. Cudzoziemcy, ktrych sporo liczyo si w szwedzkich
szeregach, poczli wymyka si z obozu i przechodzi do pana Czarnieckigo. Tylko
niezomny duch Karola Gustawa utrzymywa reszt gasncych si w caej armii.
Bo nie tylko za armi szed nieprzyjaciel; rozmaite partie pod nieznanymi wodzami i
kupy chopskie zabiegay jej ustawicznie drog. Oddziay te, niesforne i niezbyt liczne, nie
mogy wprawdzie uderzy na ni wstpnym bojem, ale nuyy miertelnie. e za chcc
wpoi w Szwedw przekonanie, i Tatarzy przybyli ju z pomoc, wszystkie polskie wojska
wydaway tatarski okrzyk, wic aa! aa! rozlegao si dniem i noc, bez chwili
przerwy. Nie mg onierz szwedzki odetchn, broni na moment w kozy zoy. Nieraz
kilkunastu ludzi alarmowao ca armi. Konie paday dziesitkami i zjadano je natychmiast,
bo sprowadzanie prowiantw stao si niepodobiestwem. Od czasu do czasu polscy
jedcy znajdowali straszliwie poszarpane trupy szwedzkie, po ktrych poznawali
natychmiast chopsk rk. Wiksza cz wsi w klinie midzy Sanem i Wis naleaa do
pana marszaka i do jego krewnych. Ow wszyscy chopi jak jeden m w nich powstali,
pan marszaek bowiem nie aujc wasnej fortuny ogosi, i ten, ktry za or chwyci, z
poddastwa zostanie uwolniony. Ledwo wie o tym rozbiega si po ziemiach, wszystkie
kosy osadzono sztorcem i poczto co dzie znosi gowy szwedzkie do obozu, a pan marszaek
musia tego zwyczaju, jako niechrzecijaskiego, zakaza.
Wwczas poczto znosi rkawice i rajtarskie ostrogi. Szwedzi, przywiedzeni do desperacji,
upili ze skry tych, ktrzy im w rk wpadli, i wojna stawaa si co dzie
straszliwsz. Nieco wojska polskiego jeszcze trzymao si Szwedw, ale trzymao ich
tylko postrachem. W drodze do Leajska zbiego ich wielu, pozostali wszczynali co dzie
takie tumulty w obozie, i Karol Gustaw rozkaza w samym Leajsku rozstrzekla kilku
towarzystwa. Byo to hasem oglnej ucieczki, ktrej dokonano z szabl w rku. Nikt
prawie nie pozosta, jeno Czarniecki, wzmocniony, pocz nastpowa coraz potniej.
Pan marszaek pomaga mu bardzo szczerze. By moe, i szlachetniejsze strony jego
natury wziy na w czas, zreszt krtki, gr nad pych i mioci wasn, wic nie
szczdzi ni trudw, ni nawet ycia, i osob prowadzi nieraz chorgwie, nie da odetchn
nieprzyjacielowi, a e by onierz dobry, wi znaczne pooy zasugi. Te, przyoone do
pniejszych, chwalebn by mu zapewniy pami w narodzie, gdyby nie w bunt
bezecny, ktry pod koniec swego zawodu podnis, aby naprawie Rzeczypospolitej
przeszkodzi.
Lecz czasu tego wszystko czyni, by chwa zyska, i okry si ni jak paszczem.
Chodzi z nim o lepsz pan Witowski, kasztelan sandomierski, stary i dowiadczony
onierz; ten Czarnieckiemu samemu chcia dorwna, lecz nie zdoa, bo mu Bg
wielkoci odmwi.
Wszyscy trzej gnbili coraz potniej Szwedw. A przyszo do tego, e te puki
piechotne i rajtarskie, ktrym wypado i tyln stra w odwodzie, w takim szy przeraeniu,
i popoch wszczyna si midzy nimi z lada powodu. Wwczas sam Karol Gustaw
postanowi zawsze i z tyln stra, by ducha obecnoci sw dodawa.
Lecz zaraz w pocztkach o mao yciem tego nie przypaci. Zdarzao si, e majc
przy sobie puk lejbgwardii, najtszy ze wszystkich pukw, bo onierzy do niego z
caego narodu skandynawskiego wybierano, zatrzyma si krl dla odpoczynku we wsi
Rudniki. Tam zjadszy u plebana obiad, postanowi zay nieco spoczynku, albowiem
poprzedniej nocy oka nie zmruy. Lejbgwardzici otoczyli dom, by nad bezpieczestwem
krlewskim czuwa. Tymczasem ksiy pacholik od koni wymkn si chykiem ze wsi i
dopadszy stadniki chodzcej po grdzi, skoczy na rebaka i popdzi do pana Czarnieckiego.
Lecz pan Czarniecki znajdowa si tym razem o dwie mile drogi, za przednia stra,
zoona z puku ksicia Dymitra Winiowskiego, sza pod panem porucznikiem Szandarowskim
nie dalej jak p mili za Szwedami. Pan Szandarowski rozmawia wanie z
Rochem Kowalskim, ktry z rozkazami od kasztelana przyjecha, gdy nagle obaj ujrzeli
nadlatujcego co ko wyskoczy pacholika.
- Co to za diabe tak pdzi? - rzek Szandarowski - i jeszcze na rebaku?
- Chopak wiejski - odrzek Kowalski.
Tymczasem pachol przyleciao przed sam szereg i zatrzymao sie dopiero wwczas,
gdy rebak, przestraszony widokiem koni i ludzi, stan dba i zary kopytami w ziemi.
Pacholik zeskoczy i trzymajc go za grzyw skoni sie panom rycerzom.
- A co powiesz? - spyta zbliywszy si Szandarowski.
- Szwedy u nas w plebanii! gadaj, e sam krl midzy nimi! - rzek pachoek z
iskrzcym wzrokiem.
- A sia ich?
- Nie bdzie nad dwiecie koni.
Szandarowskiemu z kolei zawieciy sie oczy; lecz ba si zasadzki, wic spojrza
gronie na chopaka i rzek:
- Kto ci przysa?
- Co mnie kto mia przysya! Samemu na rebaka na grdzi skoczy, ledwom si nie
zatkn i czapk zgubi. Dobrze, e mnie, cierwa, nie obaczyli!
Prawda bia z opalonej twarzy pacholika i ochot mia widocznie wielk na Szwedw,
bo mu policzki paay i sta przed oficerami, trzymajc jedn rk za grzyw rebca, z
rozwianym wosem, rozchestan koszul na piersiach, oddychajc szybko.
- A gdzie reszta szwedzkiego wojska? - spyta chory.
- Jeszcze o witaniu przewalio si ich tyla, emy zrachowa nie mogli, ale tamci
poszli dalej, a ostaa jeno jazda, a jeden pi u dobrodzieja, powiadaj, e krl.
Na to Szandarowski:
- Chopie, jeli esz, szyja ci spadnie, ale jeli prawd mwisz, pro, o co chcesz.
A pacholik skoni mu sie do strzemienia.
- ebym tak zdrw by! Nie chc nijakiej nagrody, jeno eby mi wielmony pan oficer
siabl da kaza.
- A da mu tam jak szerpentyn! - krzykn na swoj czelad zupenie ju przekonany
Szandarowski.
Inni oficerowie poczli wypytywa jeszcze pachoka gdzie dwr, gdzie wie, co robi
Szwedzi, ten za odrzek:
- Pilnuj, psiajuchy! KIedybycie prosto poszli, to was obacz, ale ja waju za olszyn
poprowadz.
Wydano wnet rozkazy i chorgiew ruszya zrazu rysi, potem w skok. Pachoek jecha
oklep na swoim rebaku bez uzdy, przed pierwszym szeregiem. rebaka pitami goymi
pogania, a coraz to spoglda promienistymi oczyma na obraon szerpentyn.
Gdy ju wie byo wida, wykrci w ozy i wid drog, troch grzsk, ku olszynom,
w ktrych byo jeszcze botniciej; za czym zwolnili koniom.
- Cichajcie! - rzek chopak - jako si olszyna skoczy, oni bd na prawo o wier
stajania.
Wic poczli si posuwa bardzo z wolna, bo i droga bya trudna, a cikie konie jazdy
zapaday nieraz do kolan. Wreszcie olszyna pocza rzedn i wyjechali na brzeg.
Wwczas, nie dalej jak o trzysta krokw, ujrzeli idcy nieco w gr obszerny majdan,
za nim dom ksiy, otoczony lipami, midzy ktrymi wida byo somiane wiechetki ulw,
na majdanie za dwustu jedcw w czenkowych hemach i pancerzach.
Olbrzymi jedcy siedzieli na olbrzymich, lubo wychudzonych, koniach i stali w
gotowoci, jedni z rapierami przy ramionach, drudzy z muszkietami opartymi o uda, ale
patrzyli wszyscy w inn stron, ku gwnej drodze, skd jedynie mogli si spodziewa
nieprzyjaciela. Wspaniay bkitny sztandar ze zotym lwem powiewa na ich gowami.
Dalej, naok domu, stay strae, po dwch ludzi; jedna z nich zwrcona bya ku olszynie,
ale e soce okrutnie grao i razio oczy, a w olszynie, ktra ju si pokrya bujnym
liciem, byo prawie ciemno, wic jedcw polskich nie moga owa stra dostrzec.
W Szandarowskim, kawalerze ognistym, krew pocza kipie jak ukrop, lecz si pohamowa
i czeka, pki szereg si nie uadzi; tymczasem Roch Kowalski pooy sw
cik rk na ramieniu pachoka.
- Suchaj, bku! - rzek. - A widziae krla?
- Widziaem, wielmony panie! - szepno chopi.
- Jake wyglda? Po czym go pozna?
- Czarny okrutnie na gbie i czerwone wstgi przy boku nosi.
- Konia za jego poznaby?
- Ko te kary, z ysin.
Na to Roch:
- Stajenny! pilnuj si mnie i poka mi go!
- Dobrze, panie! A prdko skoczym?...
- Zamknij gb!
Tu umilkli i pan Roch modli si pocz do Najwitszej Panny, aby mu z Karolem
spotka si dozwolia i prowadzia rk w spotkaniu.
Chwil jeszcze trwaa cisza, wtem ko pod samym Szandarowskim parskn okrutnie.
Na to rajtar ze stray spojrza, drgn, jakby go co podrzucio w kulbace, i wypali z pistoletu.
- Aa! aa!... Bij, morduj!... zabij!... Uha-u-bij! - rozlego si w olszynie.
I chorgiew, wypadszy jak grom z cienia, runa ku Szwedom.
Uderzya w dym, nim zdoali sie wszyscy do niej czoem zwrci, i wnet pocza si
straszna rbanina na szable tylko i rapiery, bo strzela nikt nie mia czasu. W mgnieniu oka
zepchnito rajtarw na pot, ktry zwali si z trzaskiem pod parciem zadw koskich, i
poczto ich siec tak zapamitale, i stoczyli si i zmieszali. Dwakro prbowali si
zewrze i dwakro rozerwani utworzyli dwie osobne kupy, ktre w mgnieniu oka rozdzieliy
si znowu na mniejsze, wreszcie rozsypay si jak ziarnka grochu, ktre chop
szufl rzuci w powietrze.
Nagle rozlegy si rozpaczliwe gosy:
- Krl! krl! Ratujcie krla!
Karol Gustaw za zaraz w pierwszej chwili spotkania wypad z pistoletami w rku i
szpad w zbach przeze drzwi. Rajter, ktry trzyma konia tu przy drzwiach, poda mu go
natychmiast, krl wskoczy na i skrciwszy koo samego wgla rzuci si midzy lipy i
ule, by tyem wymkn z koa bitwy.
Dobiegszy do potu wspi konia, przesadzi pot i wpad w kup rajtarw, bronic si
prawemu skrzydu polskiemu, ktre przed chwil wanie okrywszy dom, zderzyo si za
ogrodem ze Szwedami.
- W konie! - krzykn Karol Gustaw.
I obaliwszy pchniciem szpady jedca polskiego, ktry ju wznosi na szabl, jednym
susem wydosta si z wiru bitwy; za nim rajtarowie rozerwali szereg polski i ruszyli caym
pdem, jak stado jeleni, gnane przez psy, pdzi tam, gdzie je prowadzi rogacz przewodnik.
Jedcy polscy zwrcili za nim konie i rozpocza si gonitwa. Jedni i drudzy wypadli
na gwn drog prowadzc z Rudnika do Bojanwka. Spostrzeono ich z przedniego
dziedzica, na ktrym wrzaa gwna bitwa, i wwczas to wanie rozlegy si gosy:
- Krl! krl! Ratujcie krla!
Lecz rajtarowie na przednim dziedzicu byli ju tak przycinici przez samego Szandarowskiego,
e i o wasnym nawet ratunku myle nie mogli, pogna wic krl w kupie nie
wikszej nad dwunastu rajtarw, za nimi za pognao blisko trzystu towarzystwa, na czele
za wszystkich Roch Kowalski.
Pachoek, ktry mia mu krla pokaza, zamiesza si gdzie w gwnej bitwie, lecz
Roch i sam pozna Karola Gustawa po bukiecie z czerwonych wstg. Za czym pomyla,
e jego chwila nadesza, pochyli si w kulbace, cisn konia ostrogami i popdzi jak
wicher naprzd.
Uciekajcy, dobywajc ostatnich si z koni, rozcignli si po szerokiej drodze. Szybsze
i lejsze rumaki polskie poczy ich jednak wkrtce dochodzi. Pierwszego rajtara dojecha
Roch bardzo prdko, wic wsta w strzemionach dla lepszego rozmachu i ci strasznie;
rk wraz z opatk jednym okropnym zamachem odwali i bieg wichrem, oczy na nowo
w krla utkwiwszy.
Nastpnie drugi rajtar zaczerni mu przed oczyma, zwali drugiego, trzeciemu przeupa
hem i gow na dwie poowy i rwa dalej, krla jedynie na oku majc. Wtem konie
poczy rajtarom rozpiera si i pada; chmura jedcw polskich dognaa ich i wysieka w
mgnieniu oka.
Pan Roch pomija ju ludzi i konie, by czasu nie traci, przestrze midzy nim a
Karolem Gustawem pocza si zmniejsza. Dwch ju tylko jedcw przedzielao ich na
przestrzeni kilkudziesiciu krokw.
Wtem strzaa, puszczona z uku przez ktrego z towarzyszw, zapiewaa koo ucha
panu Rochowi i utkwia w krzyach pdzcego przed nim rajtara, a w zakoysa si w
prawo, w lewo, wreszcie wygi si w ty, zarycza nieludzkim gosem i spad z kulbaki.
Midzy Rochem a krlem zosta ju tylko jeden.
Lecz ten jeden, pragnc widocznie ratowa krla, zamiast ucieka zawrci konia. Pan
Roch dobieg i nie tak kula armatnia znosi czowieka z kulbaki, jako on zwali go na ziemi,
po czym, wydawszy krzyk okropny, rzuci si na ksztat rozjuszonego odyca przed
siebie.
Krl byby mu moe stawi take czoo i zginby niechybnie, ale za Rochem nadlatywali
inni i strzay poczy wista, lada chwila ktra z nich moga zrani konia, wic krl
cisn go jeszcze mocniej pitami, twarz pochyli na grzyw i rwa przed sob przestrze,
na ksztat jaskki ciganej przez jastrzbia.
Za pan Roch pocz swego nie tylko ostrogami bo, ale pazem szabli okada, i tak
pdzili jeden za drugim. Drzewa, kamienie, ozy migay im w oczach, wiatr wista w uszach.
Kapelusz krlowi spad z gowy, rzuci wreszcie i kiesk sdzc, e nieubagany jedziec
uakomi si z ni i pogoni zaniecha; lecz Kowalski ani na ni spojrza i wabi coraz
silniej konia, ktry pocza wreszcie stka z wysilenia.
Pan Roch za widocznie zapamita si ze wszystkim, bo biegnc j krzycze gosem,
w ktrym obok groby drgaa i proba:
- Stj! na miosierdzie boskie!
Wtem ko krlewski potkn si tak silnie, e gdyby krl ca si nie podtrzyma go
cuglami, byby upad. Roch rykn jak ubr, przestrze dzielca go od krla zmniejszya
si znacznie.
Po chwili rumak zaplta si drugi raz i znw, nim krl ustawi go na nogach, Roch
zbliy si o kilkanacie sni. Wwczas wyprostowa si ju w kulbace jak do cicia.
Straszny by... Oczy wyszy mu na wierzch, a zby bysny spod rudawych wsw...
Jeszcze jedno potknicie konia, jeszcze chwila, a losy caej Rzeczypospolitej, losy Szwecji
i caej wojny byyby rozstrzygnite. Lecz rumak krlewski znw biec pocz, krl za odwrciwszy
si bysn lufami dwch pistoletw i po dwakro da ognia.
Jedna z kul strzaskaa kolano Rochowego bachmata. Ten wspi si, a nastpnie pad na
przednie nogi i zary nozdrzami w ziemi.
Krl mgby by w tej chwili rzuci si na swego przeladowc i przeszy go szpad na
wylot, lecz w odlegoci dwustu krokw nadlatywali inni jedcy polscy, wic pochyli si
na nowo w kulbace i pomkn jak strzaa z tatarskiego uku puszczona.
Roch wydoby si spod konia. Chwil popatrzy bezprzytomnie za uciekajcym,
nastpnie zatoczy si jak pijany, siad na drodze i pocza rycze jak niedwied.
Krl za coraz by dalej, dalej, dalej!... Wreszcie pocz zmniejsza si, topnie i znik
w czarnej opasce chojarw.
Wtem z krzykiem i hukaniem nadbiegli towarzysze Rocha. Byo ich z pitnastu, ktrym
dopisay konie. Jeden z nich nis kiesk krlewsk, drugi kapelusz, na ktrym czarne strusie
pira byy diamentami upite. Ci obaj poczli woa:
- Twoje to, twoje, towarzyszu! Susznie ci sie to naley!
A inni:
- Wiesz, kogo goni? Wiesz, kogo dojeda? To by sam Carolus!
- Na Boga! Pki yw, tak nie ucieka przed nikim, jak przed tob. Chwa niezmiern
si okrye, kawalerze!...
- A co rajtarw przedtem nauszczy, nim si za samym krlem wysforowa!
- Mao t szabl Rzeczypospolitej w mig nie zbawi!
- Bierz kies!
- Bierz kapelusz!
- Zacny by ko, ale dziesi takich za te skarby kupisz!
Roch spoglda na nich osupiaymi oczyma, na koniec zerwa si i zakrzykn:
- Jam Kowalski, a to pani Kowalska... Idcie do wszystkich diabw!!
- Rozum mu sie pomiesza! - poczto woa.
- Konia mi dawajcie! jeszcze docign! - woa Roch.
Lecz oni wzili go pod rce i cho si rzuca, poprowadzili nazad ku Rudnikowi, uspokajajc
i pocieszajc po drodze.
- Dae mu pietra! - woali. - Na co mu to przyszo temu wiktorowi, temu pogromicielowi
tylu pastw, miast, wojsk!...
- Cha! cha! Pozna polskich kawalerw!
- Sprzykrzy mu si w Rzeczypospolitej. Ciasne na termina przyszy!
 Vivat Roch Kowalski!
- Vivat! vivat najmniejszy kawaler! chluba caego wojska!
I poczto pi z manierek. Dano i Rochowi, a on do dna jeden bukaczek wychyli i pocieszy
si zaraz znacznie.
W czasie owego pocigu za krlem na bojanowskiej drodze rajtarzy przed plebani
bronili si jednak z godn tego sawnego puku odwag. Lubo napadnici niespodzianie i
zrazu bardzo prdko rozproszeni, rwnie prdko zebrali si przez to samo, e ich otoczono
gst kup, koo bkitnego sztandaru. Ani jeden nie poprosi o pardon, ale stanwszy ko
przy koniu, rami przy ramieniu, bodli rapierami tak zaciekle, i przez chwil zwycistwo
zdawao si chyli na ich stron. Trzeba ich byo albo na nowo rozrywa, co stao si niepodobnym,
gdy naok otaczaa ich wstga polskich jedcw, albo wyci do nogi.
Uzna t drog myl za lepsz Szandarowski, wic opasawszy kup jeszcze cianiejszym
piercieniem, sam rzuca si na nieprzyjaci, jak ranny krzeczot na stado dugodziobych
urawi. Uczynia si rze sroga i tok. Szable brzczay o rapiery, rapiery amay si o furdymenta
szabel. Czasem ko wspina si jak delfin nad morsk fal i po chwili wpada w
wir mw i koni. Krzyki ustay, rozleg si tylko kwik koski, przeraliwy brzk elaza i
sapanie zdyszanych piersi rycerskich; niezwyka zacieko opanowaa serca Polakw i
Szwedw. Walczono zamkami szabel i rapierw; jedni sczepiali si z drugimi na ksztat
jastrzbi; chwytano si za wosy, wsy, gryziono zbami; ci , ktrzy spadli z koni, a
jeszcze na nogach utrzyma si mogli, gali noami w brzuchy koskie, w ydy jedcw.
W dymie, w wyziewach koni, w straszliwym uniesieniu bojowym ludzie zmieniali si w
olbrzymw i zadawali ciosy olbrzymie; ramiona zmieniay si w maczugi, szable w bys-
kawice. Jednym zamachem rozbijano hemy stalowe jak garnki, raono si przez by, odwalano
rce z mieczami, cito si bez wytchnienia, cito bez pardonu, bez miosierdzia.
Spod wiru ludzi i koni krew strumieniami pocza spywa po majdanie.
Olbrzymi bkitny sztandar pywa jeszcze nad koem szwedzkim, lecz kolisko zmniejszao
si z kad chwil.
Jak gdy niwiarze stan z dwch stron anu i poczn migota sierpami, an niknie, a oni
widz si coraz bliej, tak piercie polski zaciska si coraz bardziej, tak i walczcy z
jednej strony mogli ju dojrze krzywe szable walczcych po przeciwnej.
Pan Szandarowski szala jak huragan i wera sie w Szwedw, jako zgodniay wilk
wera si paszcz w miso wieo zduszonego konia, lecz jeden jedziec go furi
przewyszy, a byo nim owo pachol, ktre pierwsze zna dao o Szwedach w Rudniku, a
teraz skoczyo wraz z ca chorgwi na nieprzyjaciela. Ksiy rebiec trzylatek, ktry
dotd chadza spokojnie po grdzi, naciskany przez konie, nie mogc si wyrwa ze
skrztu, rzekby: wciek si jak i pan jego; wic ze stulonymi uszyma, z oczami
wyszymi na wierzch gowy, z najeon grzyw par naprzd, ksa, wierzga, chopak za
szabl, jak cepem, macha na olep, w prawo, w lewo, od ucha; powa czupryna spyna
mu krwi, ostrza rapierw podziurawiy mu ramiona i uda; twarz mia pocit, lecz owe
rany podniecay go tylko. Bi si w zapamitaniu, jak czowiek, ktry o wasnym yciu
zdesperowa i pragnie tylko pomci mier swoj.
Tymczasem jednak zastp szwedzki zmniejsza si jak kupa niegu, ktr polewaj ze
wszystkich stron ukropem. Wreszcie koo krlewskiego sztandaru zostaa si tylko
kilkunastu. Mrowie polskie pokryo ich zupenie, a oni umierali ponuro, z zacinitymi
zbami; aden rk nie wycign, aden nie zawoa o lito.
Wtem w zamcie rozlegy si gosy:
- Chorgiew bra! chorgiew!
Usyszawszy to pacho gn sztychem rebca i rzuci si jak pomie naprzd, gdy za
kady z rajtarw stojcych przy sztandarze mia na sobie dwch lub trzech jedcw polskich,
chopak chlasn chorego szabl przez gb, a ten rce rozkrzyowa i pochyli sie
twarz na grzyw kosk.
Bkitny sztandar upad z nim razem.
Najbliszy rajtar, krzyknwszy okropnie, chwyci natychmiast za drzewce, za chopak
uj za pacht, szarpn, oddar w mgnieniu oka, zwin j w kb i przyciskajc obu
rkoma do piersi, pocz wrzeszcze wniebogosy:
- Mam, nie dam! Mam, nie dam!
Ostatni pozostali rajtarowie rzucili si na niego z wciekoci, jeden pchn go jeszcze
przez chorgiew i przeszy mu rami, lecz w tej chwili rozniesiono wszystkich na szablach
w puch.
Za czym kilkanacie krwawych rk wycigno si ku chopakowi.
- Chorgiew, dawaj chorgiew! - poczto woa.
Szandarowski poskoczy mu z pomoc.
- Zaniecha go! On wzi w moich oczach, niech j samemu kasztelanowi odda.
- Jedzie kasztelan! jedzie! - ozway si liczne gosy.
Jako z dala ozway si wojenne krzywuy i na drodze od strony grdzi ukazaa si caa
chorgiew pdzca w skok ku plebanii. Bya to chorgiew laudaska; na jej czele jecha
sam pan Czarniecki. Dobiegszy, widzc, i wszystko ju skoczone, wstrzymali konie;
onierze Szandarowskiego poczli si sypa ku nim .
Poskoczy i Szandarowski z relacj do kasztelana, tak za by spracowany, e z
pocztku tchu zapa nie mg, bo i dygota jak w febrze, i gos urywa mu si co chwila w
gardzieli.
- Sam krl by... nie wiem... jeeli uszed...
- Uszed! uszed! - ozwali si ci, ktrzy patrzyli na gonitw.
- Chorgiew wzita!... Trupa moc!
Czarniecki nie rzekszy ni sowa posun si z koniem ku pobojowisku, ktre okrutny i
aosny przedstawiao widok. Przeszo dwiecie trupw szwedzkich i polskich leao mostem,
jeden tu koo drugiego; czsto jeden na drugim... Niektrzy trzymali si za wosy,
niektrzy poumierali gryzc si wzajemnie zbami lub szarpic si pazurami. A znw inni
dzieryli si jakoby w braterskim objciu lub leeli wsparci gowami na piersiach nieprzyjaci.
Wiele twarzy byo tak stratowanych, e nie pozostao w nich nic czowieczego; te
za, ktrych nie zdruzgotay kopyta, oczy miay otwarte, pene przeraenia, grozy bojowej,
wciekoci... Krew chlupotaa w rozmikej ziemi pod nogami kasztelaskiego konia,
ktre wnet poczerwieniay wyej pcin; zapach krwi i potu koskiego drani nozdrza i
tamowa dech w piersiach.
Kasztelan patrzy takim okiem na owe ciaa ludzkie, jakim dziedzic patrzy na
powizane snopy pszeniczne majce brg napeni. Zadowolenie odbio si na jego
twarzy. W milczeniu objecha dookoa plebanii, popatrzy na trupy lece z drugiej strony
za sadem, za czym powrci z wolna na gwne bojowisko.
- Rzeteln tu widz robot - rzek - i kontent jestem z waszmociw!
Oni za wyrzucili krwawymi rkoma czapki w gr:
- Vivat! Czarniecki!
- Daj Bg drugie prdkie spotkanie!... Vivat!... vivat!...
A kasztelan na to:
- Pjdziecie do tylnej stray dla wypoczynku. Moci Szandarowski, a kto wzi
chorgiew?
- Dawajcie pachoka! - zakrzykn Szandarowski - gdzie on?
onierze skoczyli szuka i znaleli pacholika siedzcego pod cian stajenn przy rebcu,
ktry pad z ran i ostatnie wanie tchnienie wydawa. Na pierwszy rzut oka zdawa
si, e i chopakowi niewiele si naley, trzyma jednak chorgiew obu rkoma przy piersiach.
Porwano go natychmiast i przyprowadzono przed kasztelana. Stan tedy bosy, rozczochrany,
z nag piersi, z koszul i sukmanin w strzpach, zamazany krwi szwedzk i
wasn jak nieboskie stworzenie, chwiejcy si na nogach, ale z ogniem niezgasym
jeszcze w renicach. Zdumia si pan Czarniecki na jego widok.
- Jake to? - spyta - ten zdoby krlewska chorgiew?
- Wasn rk i wasn krwi - odpar Szandarowski.- On take pierwszy da zna o
Szwedach, a potem w najwikszym ukropie tyle dokazywa, e mnie samego i wszystkich
superavit!
- Prawda jest! Rzetelna prawda, jakoby kto spisa - zakrzyknli towarzysze.
- Jak ci na imi? - spyta chopaka pan Czarniecki.
- Michako!
- Czyj jeste?
- Ksiy.
Bye ksiy, ale bdziesz swj wasny! - odrzek kasztelan.
Lecz Michako nie sysza juz ostatnich sw, bo z ran, z upywu krwi zachwia si i
pad gow na kasztelaskie strzemi.
- Wzi go, da mu wszelki starunek. Ja w tym, e na pierwszym sejmie rwny on
wszystkim waszmociom bdzie stanem, jako dusz ju dzi rwny!
- Godzien tego! godzien! - zakrzykna szlachta.
Po czym wzito Michaka na nosze i wniesiono do plebanii.
Za pan Czarniecki sucha dalszej relacji, ktr nie Szandarowski ju skada, ale ci,
ktrzy pocig pana Rocha za Karolem Gustawem widzieli. Okrutnie uradowa si tym
opowiadaniem pan Czarniecki, a si za gow chwyta, to znw domi po kolanach uderza,
bo rozumia, e po takim terminie znacznie musi upa duch w Karolu.
Pan Zagoba niemniej si radowa i biorc si w boki, z dum powtarza do rycerstwa:
- Ha, zbj! co? Gdyby by Carolusa docign, sam diabe nie potrafiby mu go odj!
Moja krew, jak mi Bg miy, moja krew!
Pan Zagoba z biegiem czasu i sam uwierzy w to wicie, e jest wujem Rocha Kowalskiego.
Tymczasem pan Czarniecki kaza szuka modego rycerza, ale nie mogli go znale, bo
pan Roch ze wstydu i zmartwienia wlaz do stodoy, zakopa si w som i usn tak mocno,
e dopiero nazajutrz dzie dogoni chorgiew. Ale jeszcze by bardzo strapiony i nie
mia pokaza si wujowi na oczy. Ten wszelako sam go poszuka i pociesza zacz:
- Nie frasuj si. Rochu!  mwi. - Wielk i tak chwa si okrye; sam syszaem, jak
ci pan kasztelan wysawia: Kiep (powiada) na oko, e i trzech, zda si, nie zliczy, a to,
widz, ognisty kawaler, ktry reputacj caego wojska podnis!
- Pan Jezus mi nie pobogosawi - rzek Roch - bom si poprzedniego dnia upi i pacierzam
wieczorem zaniecha!
- Jeno nie prbuj wyrokw boskich dochodzi, eby za jeszcze nie pobluni. Co
moesz na plecy bra, to bierz, ale na rozum nie bierz, gdy zaraz bdziesz szwankowa.
- Bom ju by tak blisko, e mnie pot od jego konia zalatywa. Bybym go do kulbaki
przeci! Wuj to myli, e ja zgoa nie mam rozumu!
Na to Zagoba:
- Kade bydl ma swj rozum. Setny chop z ciebie, Rochu, i pociechy mi jeszcze
nieraz przysporzysz. Daj Boe, eby twoi synowie mieli ten sam w pici rozum!
- A nie potrzebuj! - rzek Roch. - Ja jestem Kowalski, a to pani Kowalska...
ROZDZIA VII
Po rudnickich terminach poszed krl dalej w klin, midzy San a Wis, i nie przesta po
staremu z tyln stra i, bo by nie tylko znamiennitym wodzem, ale i rycerzem odwagi
niezrwnanej. Szli za nim pan Czarniecki, pan Witowski, pan Lubomirski i napdzali go
jako zwierza do sieci. Lune partie haasoway dniem i noc nad Szwedami. ywnoci
byo coraz mniej, wojsko coraz bardziej znuone i na dachu upade, zguby pewnej oczekujce.
Zaszyli si na koniec Szwedzi w sam kt, gdzie si dwie rzeki schodz, i odetchnli. Tu
ju z jednej strony bronia ich Wisa, z drugiej San, szeroko, jako zwykle wiosn, rozlany,
za trzeci bok trjkta umocni krla potnymi szacami, na ktre pozacigano dziaa.
Nie do zdobycia to bya pozycja, jeno mona w niej byo z godu umrze. Ale i pod tym
wzgldem lepszej nabrali Szwedzi otuchy, gdy spodziewli si, e im z Krakowa i innych
fortec nadbrzenych wod komendanci spy przyl. Ot, zaraz pod bokiem by Sandomierz,
w ktrym pukownik Szynkler znaczne nagromadzi zapasy. To i wnet je
nadesa, wic jedli, pili, spali, a zbudziwszy si piewali luterskie psalmy na chwa Bogu,
e ich z tak cikiej toni wyratowa.
Lecz pan Czarniecki nowe gotowa im ciosy.
Sandomierz w szwedzkim rku mg cigle przychodzi w pomoc gwnej armii,
umyli wic pan Czarniecki jednym zamachem odebra miasto, zamek, a Szwedw wyci.
- Okrutne im sprawimy widowisko - mwi na radzie wojennej - bda patrze z tamtego
brzegu, jako na miasto uderzym, a z pomoc przez Wis przyj nie potrafi; my za,
majc Sandomierz, ywnoci z Krakowa od Wirtza nie pucimy.
Pan Lubomirski, pan Witowski i inni starzy wojownicy odradzali panu Czarnieckiemu
ten postpek.
- Dobrze by byo - mwili - opanowa tak znaczne miasto i sia moglibymy
Szwedom tym zaszkodzi, ale jak go wzi? Piechoty nie mamy, armat wielkich nie
mamy; trudno, by jazda na mury si dara!
Na to pan Czarniecki:
- Albo to nasi chopi le si na piechot bij? Bylem takich Michaw par tysicy
znalaz, wezm nie tylko Sandomierz ale i Warszaw!
I nie suchajc duej niczyich rad, przeprawi si przez Wis. Ledwie po okolicy gos
poszed, sypno si do niego par tysicy luda, kto z kos, kto z rusznic, kto z muszkietem,
i ruszyli pod Sandomierz.
Wpadli do miasta do niespodzianie i po ulicach wszcza si rzeba okrutna. Szwedzi
bronili si zaciekle z okien, z dachw, lecz wytrzyma nawanoci nie mogli. Wygnieciono
ich jak robactwo po domach i wyparto cakiem z miasta. Szynkler schroni si z reszt do
zamku, lecz Polacy tyme impetem ruszyli za nami. Rozpocz si szturm do bram i
murw. Pozna Szynkler, e i w zamku si nie utrzyma.
Wic zgarn, co mg, ludzi, rzeczy, zapasw ywnoci i wsadziwszy na szkuty,
przeprawia si do krla, ktry patrzy z drugiego brzegu na klsk swoich, nie mogc im
i w pomoc.
Zamek wpad w rce polskie.
Lecz chytry Szwed, uchodzc, posadzi pod mury, po piwnicach, beczki z prochem i z
zapalonymi lontami.
Zaraz, stanwszy przed obliczem krla, powiedzia mu t wiadomo, aby mu serce
rozweseli.
- Zamek w powietrze wyleci ze wszystkim ludmi - rzek. - Moe i sam Czarniecki
zginie.
- Jeli tak, to i ja chc widzie, jako poboni Polacy do nieba lecie bd - odrzek
krl.
I pozosta ze wszystkimi jeneraami na miejscu.
Tymczasem, mimo zakazw Czarnieckiego, ktry zdrad przewidywa, wolentarze i
chopi rozbiegli si po caym zamku dla szukania ukrytych Szwedw i dla rabunku. Trby
gray larum, by kto yw, chroni si do miasta, lecz oni nie syszeli tych gosw lub nie
chcieli na nie zwaa.
Nagle zatrzsa si im ziemia pod nogami, grzmot straszny i huk targny powietrzem,
olbrzymi sup ognia strzeli do gry, wyrzucajc w powietrze ziemi, mury, dachy, cay
zamek i przeszo piset cia tych, ktrzy si cofn nie zdoali.
Karol Gustaw w boki si wzi z radoci, a usuni dworacy wnet zaczli powtarza
jego sowa.
- Do nieba id Polacy! do nieba! do nieba!
Lecz przedwczesna to bya rado, bo niemniej Sandomierz zosta w rku polskim i nie
mg ju zaopatrywa w ywno gwnej armii, zamknitej w kcie rzecznym.
Pan Czarniecki rozbi obz naprzeciw Szwedw, po drugiej stronie Wisy, i pilnowa
przeprawy.
Za pan Sapieha, hetman wielki litewski i wojewoda wileski, nadcign z Litwinami z
drugiej strony i pooy si za Sanem.
Obsadzono tedy Szwedw zupenie; chwycono ich jakoby w kleszcze.
- Potrzask zapad! - mwili midzy sob onierze w polskich obozach.
Kady bowiem, najmniej nawet ze sztuk wojenn obznajmiony, rozumia, e zguba
wisi nad najezdnikami nieuchronna, chybaby nadeszy na czas posiki i wyrway ich z toni.
Rozumieli to i Szwedzi; co rano oficerowie i onierze przychodzc nad brzeg Wisy
spogldali z rozpacz w oczach i w sercu na czerniejce po drugiej stronie zastpy gronej
jazdy Czarnieckiego.
Nastpnie szli nad San, tam znw wojska pana Sapieyskiego czuway dzie i noc,
gotowe przyj ich szabl i muszkietem.
O przeprawie bd przez San, bd przez Wis, pki oba wojska stay w pobliu, nie
byo co i myle. Mogliby chyba Szwedzi wraca do Jarosawia t sam drog, ktr
przyszli, ale to wiedzieli, e w takim razie ani jeden z nich nie zobaczyby ju Szwecji.
Poczy wi im pyn cikie dni, cisze jeszcze, bo swarliwe i pene haasw,
noce... ywno znowu si koczya.
Tymczasem pan Czarniecki, zostawiwszy komend nad wojskiem panu Lubomirskiemu
i wziwszy laudask chorgiew dla asysty, przeprawi si przez Wis powyej ujcia
Sanu, aby si z panem Sapieh zobaczy i o dalszej wojnie z nim naradzi.
Tym razem nie potrzeba byo porednictwa Zagoby, aby dwch wodzw do siebie dopasowa,
obaj bowiem miowali ojczyzn wicej ni kaden siebie samego, obaj byli
gotowi dla niej powici prywat, mio wasn i ambicj.
Hetman litewski nie zazdroci Czarnieckiemu, Czarniecki rwnie hetmanowi,
owszem, obaj si wielbili wzajemnie, tote spotkanie midzy nimi byo takie, e a najstarszym
onierzom zy stany w oczach.
- Ronie Rzeczpospolita, raduje si mia ojczyzna, gdy tacy jej synowie w ramiona si
bior - mwi do Woodyjowskiego i do Skrzetuskich Zagoba. - Czarniecki straszny wojennik
i szczera dusza, ale i Sapia do rany przy, to si zgoi. Bodaj si tacy na kamieniu
rodzili. Oto skra by na Szwedach spierzcha, eby owe afekta najwikszych ludzi widzie
mogli. Czyme to oni nas bowiem zawojowali, jeeli nie niezgod a zawici panw. Zali
si nas zmogli, co? Ot, takich rozumiem! Dusza w czeku skacze na widok takiego spotkania.
Rcz te wam i za to, e nie bdzie suche, bo Sapio okrutnie uczty lubi, a ju z
takim konfidentem chtnie sobie cuglw popuci.
- Bg askaw! zo mija! Bg askaw! - mwi Jan Skrzetuski.
- Obacz, aby nie bluni! - odrzek mu na to Zagoba - kade zo musi min, bo
gdyby wiecznie trwao, to byby dowd, e diabe rzdzi wiatem, nie za Pan Jezus,
ktren miosierdzie ma nieprzebrane.
Dalsz rozmow przerwa im widok Babinicza, ktrego wynios posta ujrzeli z dala
ponad fal gw innych. Pan Woodyjowski i Zagoba poczli zaraz kiwa na niego, lecz
on tak zapatrzony by w pana Czarnieckiego, e ich zrazu nie zauway.
- Patrzcie - rzek Zagoba - jako si chop zmizerowa!
- Nie musia wiele wskra przeciw ksiciu Bogusawowi - odpowiedzia Woodyjowski
- inaczej byby weselszy.
- I pewno, e nie wskra. Wiadomo, e Bogusaw pod Malborgiem, razem ze Szteinbokiem,
przeciw fortecy czyni.
- W Bogu nadzieja, e nic nie sprawi!
Na to pan Zagoba:
- Choby te i Malborg wzili, my tymczasem Carolum Gustawum capivabimus; obaczym,
czy fortecy za krla nie oddadz.
- Patrzcie! Babinicz idzie ju do nas! - przerwa Skrzetuski.
On za istotnie, dostrzegszy ich, pocz odsuwa tum na obie strony i dy ku nim
kiwajc im czapk i umiechajc si z daleka. Przywitali si jak dobrzy znajomi i przyjaciele.
- Co sycha? Ce, panie kawalerze, uczyni z ksiciem?  pyta Zagoba.
 le sycha, le! Ale nie pora o tym powiada. Teraz do stow zasidziemy. Waszmociowie
zostaniecie tu na noc; chodcie do mnie po uczcie na nocleg, midzy moich
Tatarw. Szaas mam wygodny, to sobie przy kielichach pogawdzim do rana.
- Jak tylko kto mdrze mwi, nie ja sie przeciwi! - odpar Zagoba. - Powiedz nam
jeno, od czego tak wymizernia?
- Bo mnie w bitwie razem z koniem obali i rozbi ten piekielnik, jako gliniany garnek,
e jeno od tej pory yw krwi spluwam i przyj do siebie nie mog. W miosierdziu Pana
naszego Chrystysa nadzieja, e jeszcze krew z niego wytocz. Ale teraz chodmy, bo ju
pan Sapieha z panem Czarnieckim poczynaj sobie wiadczy i o pierwszy krok si ceremoniowa.
Znak to, e stoy gotowe. Z wielkim sercem tu na was czekamy, bocie te
juchy szwedzkiej do rozlali.
- Niech inni mwi, jakem dokazywa! - rzek Zagoba - mnie nie wypada!
Wtem cae tumy ruszyy sie i poszli wszyscy na majdan midzy namioty, na ktrym
zastawione byy stoy. Pan Sapieha wystpi na cz pana Czarnieckiego jak krl. St,
przy ktrym posadzono kasztelana, by szwedzkimi chorgwiami nakryty. Miody i wina
lay si ze stgiew, a obaj wodzowie podchmielili sobie nieco pod koniec. Nie brako we-
sooci, artw, wiwatw, gwaru, a lubo pogoda bya cudna i soce nad podziw dogrzewao,
chd wieczorny spdzi wreszcie ucztujcych.
Wwczas Kmicic zabra swoich goci midzy Tatarw. Siedli tedy w jego namiocie na
ubach, obficie wszelkiego rodzaju zdobycz wypchanych, i gwarzy poczli o Kmicicowej
wyprawie.
- Bogusaw teraz jest pod Malborgiem - mwi pan Andrzej - a inni powiadaja, e u
elektora, z ktrym razem na odsiecz krlowi ma cign.
- To lepiej! to si spotkamy! Wy, modzi, nie umiecie sobie z nim poradzi, obaczym,
jak sobie stary da rady! Z rnymi si spotyka, ale z Zagob jeszcze nie. Powiadam, e
si spotkamy, chyba mu ksi Janusz w testamencie zaleci, eby Zagob z dala omija.
Moe to by!
- Elektor chytry czek - rzek Jan Skrzetuski - i niech tylko ujrzy, e z Carolusem le,
wnet bdzie wszystkie obietnice i przysigi relaksowa.
- A ja wam mwi, e nie - rzek Zagoba. - Nikt nie jest na nas bardziej zawzity jako
Prusak. Gdy twj suga, ktry ci pod nogi musia podejmowa i szaty twoje czyci,
panem twoim przy odmianie fortuny zostanie, to wanie tym bdzie sroszy, im bye mu
panem askawszym.
- To za czemu? - pyta Woodyjowski.
- Bo mu jego suebna kondycja w pamici zostanie, i mci si bdzie za ni na tobie,
choby mu same dobrodziejstwa wiadczy.
- Mniejsza z tym! - rzek Woodyjowski. - Nieraz te si zdarza, e i pies pana w rk
uksi. Niech nam Babinicz lepiej o swojej wyprawie powiada.
- Suchamy! - rzek Skrzetuski.
Kmicic pomilczawszy chwil nabra tchu i pocz rozpowiada o ostatniej wojnie Sapieyskiej
z Bogusawem, o klsce tego ostatniego pod Janowem, na koniec o tym, jak
ksi Bogusaw rozbiwszy w puch Tatarw jego samego wraz z koniem na ziemi obali i
z yciem uszed.
- A powiadae waszmo - przerwa Woodyjowski - e go bdziesz ze swymi Tatary
choby do Batyku ciga...
Na to Kmicic:
- A waszmo mnie powiadae take w swoim czasie, jako tu obecny pan Skrzetuski,
gdy mu Bohun umiowan dziewke porwa, przecie i jej, i zemsty zaniecha dlatego, e
ojczyzna bya w potrzebie; z kim kto przestaje, takim si staje, jam za z waszmociami si
zada i ladem ich i pragn.
- Bodaj ci tak Matka Boska nagrodzia jak Skrzetuskiemu! - odrzek Zagoba. -
Wszelako wolabym, eby twoja dziewka bya teraz w puszczy ni w Bogusawowym
rku.
- Nic to! - zakrzykn Woodyjowski - odzyszczesz j!
- Mam ja do odzyskania nie tylko jej person, ale jej estym i afekt.
- Jedno przyjdzie za drugim - rzek pan Micha - choby osob mia i gwatem bra,
jako to wwczas... pamitasz?
- Tego nie uczyni wicej!
Tu pocz pan Andrzej wzdycha ciko, a po chwili rzek:
- Nie tylkom tamtej nie odzyska, ale jeszcze i drug Bogusaw mi porwa.
- Czysty Turek! jak mi Bg miy! - zakrzykn Zagoba.
A pan Micha pocz wypytywa:
- Jak drug?
- At! sia powiada - odrzek Kmicic.- Bya jedna dziewka, okrutnie gadka, w
Zamociu, ktra si panu starocie kauskiemu haniebnie podobaa. w, e siostry,
ksinej Winiowieckiej, sie boi, nie mia przy niej zbyt naciera, umyli tedy dziewk
wysa ze mn, niby do pana Sapiehy, po spadek na Litwie, w rzeczy za dlatego, by mi j
o p mili za Zamociem odj i w jakiej pustce osadzi, w ktrej by nikt zapaom jego nie
mg przeszkadza. Alem ja zwietrzy t intencj. Chcesz ty ze mnie (pomylaem) rajfura
swego uczyni? - czekaj! I ludzi mu wybatoyem, a pann w caej panieskiej cnocie
do pana Sapiehy odwiozem. Mwi wapastwu, dziewka krasna jako szczygie, ale
zacna ... Ja te ju inny czek, a moi kompanionowie! Panie, wie nad ich dusz! dawno
ju poprchnieli w ziemi!
- C to bya za dziewka? - spyta Zagoba.
- Z zacnego domu, respektowa ksinej pani Winiowieckiej. Niegdy bya zmwiona
z Litwinem Podbipit, ktregocie wapanowie znali...
- Anusia Borzobohata!!! - wrzasn zrywajc si z miejsca Woodyjowski.
Zagoba zerwa si take z kupy wojokw.
- Panie Michale, pohamuj si!
Lecz pan Woodyjowski skoczy jak kot ku Kmicicowi.
- Tye, zdrajco, da j porwa Bogusawowi?!
- Nie krzywd mnie! - rzek Kmicic. - Odwiozem j szczliwie do hetmana, staranie
o niej takowe jak o siostrze majc, a Bogusaw porwa j nie mnie, ale innemu oficerowi, z
ktrym pan Sapieha do swojej rodziny j odesa, a ktry zwa si Gowbicz czy jak, dobrze
nie pamitam.
- Gdzie on jest?!
- Nie masz go tu, bo poleg. Tak przynajmniej oficerowie Sapieyscy powiadali. Ja
osobno z Tatary Bogusawa podchodziem, wic dobrze nic nie wiem. Ale miarkujc z
twojej alternacji, widz, e jednaki nas termin spotka, jeden czek nas pokrzywdzi, a
skoro tak jest, to si przeciw niemu poczmy, by wsplnie krzywdy i zemsty dochodzi.
Wielki on pan i wielki rycerz, a przecie myl, e ciasno mu bdzie w caej Rzeczypospolitej,
gdy takich dwch bdzie mia wrogw.
- Masz moja rk! - odrzek Woodyjowski. - Ju my odtd druhy na mier i ycie!
Ktren go pierwszy znajdzie, ten mu za dwch zapaci. Daby Bg mnie pierwszemu, bo
e jego krew wytocz, to jako amen w pacierzu!
Tu pan Micha pocz tak okrutnie wsikami rusza i po szabli si maca, e pana
Zagob a strach wzi, wiedzia bowiem, e z panem Michaem nie ma artw.
- Nie chciabym ja by teraz ksiciem Bogusawem - rzek po chwili - choby mi kto
cae Inflanty do tytuu doda. Do jednego takiego bika, jak Kmicic, mie na sobie, a c
dopiero pana Michaa! Ba! mao tego, bo i ja z wami foedus zawieram. Moja gowa, wasze
szable! Nie wiem, czyli jest potentat w chrzecijastwie, ktry by przed tak potg nie
zadra. Do tego i Pan Bg prdzej, pniej umknie mu fortuny, bo nie moe by, aby na
zdrajc i heretyka kary nie byo... Kmicic ju mu i tak niele sada za skr zala.
- Nie neguj, e spotkaa go ode mnie niejedna konfuzja - odrzek pan Andrzej.
I kazawszy nala kielichy opowiedzia, jako Sorok z wizw uwolni. Zamilcza tylko
o tym, e pierwej si do ng Radziwiowi rzuci, bo na samo wspomnienie tej chwili krew
go zalewaa.
Pan Micha rozweseli si suchajc opowiadania, a w kocu rzek:
- Niech ci Bg sekunduje, Jdrek! Z takim rezolutem mona by i do pieka i! To
tylko bieda, e nie zawsze bdziem mogli razem chodzi, bo suba sub. Mnie mog
wysa w jedn stron Rzeczypospolitej, ciebie w drug. Nie wiadomo, ktry na niego
pierwszy trafi.
Kmicic pomilcza chwil.
- Po sprawiedliwoci, ja powinien bym go dosta. Jeli znw tylko z konfuzj nie wyjd,
bo... wstyd przyzna si, ale ja na rk temu piekielnikowi zdziery nie mog...
- To ja ci wszystkich moich arkanw wyucz! - zawoa Woodyjowski.
- Albo ja! - rzek Zagoba.
- Nie! Wybaczaj waszmo, wol u Michaa si uczy! - odpar Kmicic.
- Cho on taki rycerz, a przecie si go z pani Kowalsk nie boj, bylem by wyspan!
- wtrci Roch.
- Cicho, Rochu! - odpowiedzia Zagoba - eby ci Bg przez jego rce za chepliwo
nie pokara.
- O wa! Nie bdzie mi nic!
Biedny pan Roch nie by szczliwym prorokiem, lecz mu sie okrutnie w tej chwili z
czupryny kurzyo i gotw by cay wiat wyzwa na rk. Inni te pili mocno, sobie na
zdrowie, Bogusawowi i Szwedom na pohybel.
- Syszaem - rzek Kmicic - i gdy tylko tych Szwedw tu zetrzom i krla dostaniem,
zaraz pod Warszaw pocigniemy. Potem pewnie bdzie i wojnie koniec. Potem zasi
przyjdzie na elektora kolej.
- O to! to! to! - rzek Zagoba.
- Syszaem, jak sam pan Sapieha to kiedy powiada, a on, jako czek wielki, lepiej
kalkuluje. Powiada tedy do nas: Ze Szwedem bdzie fryszt! Z Septentrionami ju jest, ale
z elektorem nie powinnimy si w adne ukady bawi. Pan Czarniecki (powiada) z Lubomirskim
pjd do Brandenburgii, a ja z panem podskarbim litewskim do Prus elektorskich,
a jeeli potem (mwi) nie przyczymy Prus na wieki do Rzeczypospolitej, to chyba w
kancelarii nie ma ani jednej takiej gowy, jak pan Zagoba, ktry na wasn rk listami
elektorowi grozi.
- Tak-e Sapio powiada? - pyta Zagoba czerwieniejc z zadowolenia.
- Wszyscy to syszeli. A jam by okrutnie rad, bo ta sama rzga Bogusawa wysiecze, i
jeli nie prdzej, to wwczas na pewno go dosigniem.
- Byle z tymi Szwedami prdzej skoczy, byle skoczy! - rzek Zagoba. - Jecha ich
sk! Niech ustpi Inflanty i miliony pozwol, darujem ich zdrowiem.
- Zapa Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za eb trzyma! - odpar miejc si Jan
Skrzetuski. - Jeszcze Carolus w Polsce, jeszcze Krakw, Warszawa, Pozna i wszystkie
znamienitsze miasta w jego rku, a ojciec ju chcesz, eby si okupowa. Ej, sia si
jeszcze przyjdzie napracowa, nim o elektorze pomylimy!
- A jest armia Szteinboka, a prezydia, a Wirtz! - wtrci Stanisaw.
- To czemu tu siedzim z zaoonymi rkami? - spyta nagle Roch wytrzeszczajc oczy
- nie mona to Szwedw bi?
- Gupi, Rochu! - rzek Zagoba.
- Wuj zawsze jedno, a ja, jakom yw, widziaem czna nad brzegiem. Mona by pojecha
i cho stra porwa. Ciemno, cho w pysk bij; nim si opatrz, to i wrcim, a fantazj
kawalersk obu wodzom pokaem. Jak waszmociowie nie chcecie, to sam pjd!
-- Ruszyo martwe ciel ogonem, dziw nad dziwy! - rzek z gniewem Zagoba.
Lecz Kmicicowi poczy zaraz nozdrza lata.
- Nieza myl! nieza myl! - rzek.
- Nieza dla czeladzi, ale nie dla tego, kto powag kocha. Ludzie, miejcie respekt dla
siebie samych! To pukownikami jestecie, a chcecie w drapichrustw si bawi.
- Pewnie, e nie bardzo wypada! - rzek Woodyjowski. - Lepiej spa pjdmy, bo
pno.
Wszyscy zgodzili si na t myl, wic zaraz klkli do pacierzy i poczli je w gos odmawia;
po czym pokadli si na wojokach i wnet usnli snem sprawiedliwych.
Lecz w godzin pniej zerwali si wszyscy na rwne nogi, gdy huk wystrzaw rozleg
si za rzek, za czym gwar, krzyki powstay w caym Sapieyskim obozie.
- Jezus Maria! - krzykn Zagoba. - Szwedzi nastpuj!
- Co wa gadasz?! - odpowiedzia chwytajc szabl Woodyjowski.
- Rochu, bywaj! - woa Zagoba, ktren w nagych razach lubi mie siostrzana przy
sobie.
Lecz Rocha nie byo w namiocie.
Wybiegli wic na majdan. Tumy ju byy przed namiotami i wszyscy dyli nad rzek;
po drugiej bowiem stronie wida byo byskawice ognia i huk rozleg si coraz wikszy.
- Co si stao? co si dzieje? - pytano stray porozstawianych licznie nad brzegiem.
Lecz strae nic nie widziay. Jeden z onierzy opowiada, i sysza co, jakby plusk
fali, lecz e mga wisiaa nad wod, wic nie mg nic dostrzec, nie chcia za za byle
odglosem alarmowa obozu.
Zagoba, wysuchawszy relacji, chwyci si za gow z desperacji.
- Roch pojecha do Szwedw! Mwi, e stra chce porwa!
- Dla Boga! moe to by! - zawoa Kmicic.
- Ustrzel mi chopa, jak Bg na niebie! - desperowa dalej Zagoba. - Moci panowie,
czy nie ma adnego ratunku? Panie Jezu! chop jak zoto najszczersze! Nie masz takiego
drugiego w obu wojskach. Co mu do gupiego ba strzelio?!... Matko Boa, ratuje go w
tej toni!...
- Moe przypynie, mga sroga! Nie obacz go!
- Bd tu czeka choby do rana. Matko Boa! Matko Boa!
Tymczasem strzay po przeciwnym brzegu poczy si uspokaja, wiata gasy
stopniowo i po godzinie zapanowao guche milczenie. Zagoba chodzi nad brzegiem rzeki
jako kura, ktra kaczta wodzi, i wyrywa sobie resztki wosw z czupryny, lecz prno
czeka, prno desperowa. Ranek ubieli rzek, wreszcie soce, zeszo a Roch nie wraca.
ROZDZIA VIII
Nazajutrz dzie pan Zagoba cigle w desperacji trwajc uda si do pana Czarnieckiego
z prob, aby posa do Szwedw obaczy, co si z Rochem przygodzio; yw-li czy w
niewoli jczy, czy te gardem za sw miao zapaci?
Czarniecki zgodzi si na to bez adnej trudnoci, gdy pana Zagob miowa. Pocieszajc
go tedy w utrapieniu, tak mwi:
- Myl, e siostrzan waci yw by musi, bo inaczej woda by go wyniosa.
- Daby Bg! - odrzek z alem Zagoba - wszelako takiego nieacno woda wyniesie,
bo nie tylko rk mia cik, ale dowcip jakoby z oowiu, co si i z jego uczynku pokazuje.
Na to Czarniecki:
- Susznie wa mwisz! Jeli yw, powinien bym go kaza koniem po majdanie wczy
za pominicie dyscypliny. Wolno alarmowa szwedzkie wojska, ale on oba zaalarmowa,
a i Szwedw bez komendy i mojego rozkazania nie wolno. C to! pospolite
ruszenie czy ki diabe, eby kaden na wasn rk mia si rzdzi!
- Zawini, assentior. Sam go ukarz, niechby go jeno Pan Bg powrci!
- Ja za mu przebacz przez pami na rudnickie terminy. Sia mamy jecw do wymiany
i znaczniejszych oficyjerw od Kowalskiego. Jede wa do Szwedw i pogadaj o
wymianie. Dam dwch i trzech w razie potrzeby, bo nie chc waci serca krwawi. Przyjd
do mnie po pismo do krla jegomoci i jed ywo!
Zagoba skoczy uradowany do namiotu Kmicica i opowiedzia towarzyszom, co zaszo.
Pan Andrzej i Woodyjowski zakrzyknli zaraz, e chc z nim jecha, bo obaj ciekawi byli
Szwedw, Kmicic za mg by prcz tego wielce poyteczny dlatego, i po niemiecku tak
prawie pynnie jak po polsku mg mwi.
Przygotowania nie zabray im wiele czasu. Pan Czarniecki nie czekajc na powrt
Zagoby przysa sam przez pacholika pismo, za czym wzieli trbacza, siedli w d z bia
pacht osadzon na drgu i ruszyli.
Z pocztku jechali w milczeniu, sycha byo tylko chrobotanie wiose o boki odzi,
wreszcie Zagoba pocz si nieco niepokoi i rzek:
- Niech jeno trbacz prdko nas oznajmuje, bo szelmy, mimo biaej pachty, gotowi
strzela!
- Co wapan prawisz! - odpowiedzia Woodyjowski - nawet barbarzycy posw
szanuj, a to polityczny nard!
- Niech trbacz trbi, mwi! Pierwszy lepszy odak da ognia, przedziurawi d, i
pjdziem w wod, a woda zimna! Nie chc przez ich polityk namokn!
- Ot, wida strae! - rzek Kmicic.
Trbacz pocz oznajmia. d pomkna szybko, na drugim brzegu uczyni si zaraz
ruch wikszy i wkrtce nadjecha konno oficer przybrany w ty skrzany kapelusz. Ten,
zbliawszy si do samej wody, przysoni oczy rk i pocz patrze pod blask.
O kilkanacie krokw od brzegu Kmicic zdj czapk na powitanie, oficer skoni im si
z rwn grzecznoci.
- Pismo od pana Czarnieckiego do najjaniejszego krla szwedzkiego! - zawoa pan
Andrzej ukazujc list.
Tymczasem d przybia.
Warta stojca na brzegu sprezentowaa bro. Pan Zagoba uspokoi sie zupenie, wnet
przybra oblicze w powag odpowiedni godnoci posa i rzek po acinie:
- Zeszej noc y kawaler pewien zosta pochwycon na tym brzegu, przyjechaem upomnie
si o niego.
- Nie umiem po acinie - odrzek oficer.
- Grubian! - mrukn Zagoba.
Oficer zwrci si do pana Andrzeja.
- Krl jest w drugim kocu obozu - rzek. - Zechciejcie ichmo panowie zatrzyma
si tu, a ja pojad oznajmi.
I zawrci konia.
Oni za poczli si rozglda. Obz by bardzo obszerny, obejmowa bowiem cay
trjkt, utworzony przez San i Wis. U wierzchoka trjkta lea Pniew; u podstawy Tarnobrzeg
z jednej strony, Rozwadw z drugiej. Oczywicie, caej rozlegoci niepodobna
byo wzrokiem ogarn; jednak, jak okiem sign, wida byo szace, okopy roboty
ziemne i faszynowe, na nich dziaa i ludzi. W samym rodku okolicy, w Gorzycach, bya
kwatera krlewska, tam te stay gwne siy armii.
- Jeli gd ich std nie wypdzi, nie damy im rady - rzek Kmicic. - Caa ta okolica
ufortyfikowana. Jest gdzie i konie popa.
- Ale ryb dla tylu gb nie starczy - odrzek Zagoba - zreszt lutrzy nie lubi postnego
jada. Niedawno mieli ca Polsk, teraz maj ten klin; nieche siedz zdrowi albo znw do
Jarosawia wracaj.
- Okrutnie biegli ludzie sypali te szaczyki - rzek Woodyjowski spogldajc okiem
znawcy na roboty. - Rbaczw u nas jest wicej, ale uczonych oficyjerw mniej, i w
sztuce wojennej zostalimy w tyle za innymi.
- A to czemu? - spyta Zagoba.
- Czemu? Jako onierzowi, ktry w jedzie cae ycie suy, mwi mi tego nie wypada,
ale ow temu, e wszdy piechota a armaty grunt, dopiero one pochody a obroty
wojenne, a marsze, a kontrmarsze. Sia ksiek w cudzoziemskim wojsku czek musi zje,
sia rzymskich autorw przewertowa, nim oficerem znaczniejszym zostanie, u nas za nic
to. Po staremu jazda w dym kup chodzi i szablami goli, a jak zrazu nie wygoli, to j wygol...
- Gadaj zdrw, panie Michale! a ktra nacja tyle znamienitych wiktoryj odniosa?
- Bo i inni dawniej tak samo wojowali, nie majc za tego impetu, musieli przegrywa;
ale teraz zmdrzeli i patrz wapan, co si dzieje.
- Poczekamy koca. Postaw mi tymczasem najmdrzejszego inyniera Szweda czy
Niemca, a ja przeciw niemu Rocha postawi, ktry ksig nie wertowa, i obaczym.
- Byle go wapan mg postawi... - wtrci pan Kmicic.
- Prawda, prawda! Okrutnie mi chopa al. Panie Andrzeju, a poszwargocz no onym
psim jzykiem do tych pludrakw i rozpytaj, co si z nim stao?
- To wa nie znasz regularnych onierzy. Tu ci nikt bez rozkazu gby nie otworzy.
Szkoda gada!
- Wiem, e szelmy nieuyte. Jak tak do naszej szlachty, a zwaszcza do pospolitakw,
pose przyjedzie, to zaraz gadu, gadu, o zdrowie jejmoci i dziatek si spytaj i gorzaki si
z nim napij - i w konsyderacje polityczne poczn si wdawa, a ci oto stoj jak supy i
tylko lepia na nas wybauszaj. eby ich sparo w ostatku!
Jako coraz wicej pieszych onierzy gromadzio sie wok posannikw, przypatrujc
im si ciekawie. Oni te, ile e przybrani starannie w przystojne, a nawet bogate szaty,
wspania czynili posta. Najwicej zwraca oczu pan Zagoba, gdy prawie senatorsk nosi
w sobie powag, najmniej pan Micha, z przyczyny swego wzrostu.
Tymczasem oficer, ktry pierwszy przyjmowa ich na brzegu, wrci wraz z drugim,
znaczniejszym, i z onierzami prowadzcymi lune konie. w znaczniejszy skoni si
wysannikom i rzek po polsku:
- Jego krlewska mo prosi waszmo panw do swej kwatery, a e to niezbyt blisko,
wic przywiedlimy konie.
- Waszmo Polak? - pyta Zagoba.
- Nie, panie. Jestem Sadowski, Czech w subie szwedzkiej.
Kmicic zbliy si szybko ku niemu.
- Nie poznajesz mnie waszmo pan?
Sadowski popatrzy bystro w jego oblicze.
- Jake! pod Czstochow! Wa to najwiksz armat burzc wysadzi i Miller odda
waszmoci Kuklinowskiemu. Witam, witam serdecznie tak znamienitego rycerza!
- A co sie z Kuklinowskim dzieje? - pyta dalej Kmicic.
- To wa nie wiesz?
- Wiem, em mu odpaci tym samym, czym on mnie chcia ugoci, alem go zostawi
ywego.
- Zmarz.
- Tak i mylaem, e zmarznie - rzek machnwszy rk pan Andrzej.
- Moci pukowniku! - wtrci Zagoba - a niejakiego Rocha Kowalskiego nie masz tu
w obozie?
Sadowski rozmia si:
- Jake? Jest!
- Chwaa Bogu i Najwitszej Pannie! yw chop, to go i wydostan. Chwaa Bogu!
- Nie wiem, czyli krl zechce go odda - odrzek Sadowski.
- O! a czemu to?
- Bo go sobie wielce upodoba. Pozna go zaraz, e to ten sam jest, ktren na niego w
rudnickiej sprawie tak nastawa. Za boki bralimy si suchajc odpowiedzi jeca. Pyta
krl: Co sobie do mnie upatrzy?, a w rzecze: lubowaem! Wic krl znw: To i
dalej bdziesz nastpowa? A jake! - powiada szlachcic. Krl pocz si mia:
Wyrzecz si lubu, daruj ci zdrowiem i wolnoci. Nie moe by! Czemu? Boby
mnie wuj za kpa ogosi! A take to ufny, eby na pojedynk da mi rady? Ja bym i
pickiu takim da rady! Wic krl jeszcze: I miesz na majestat rk podnosi?. w
za: Bo wiara paskudna! Tumaczylimy krlowi kade sowo, a on coraz by weselszy i
coraz to powtarza: Uda mi si ten towarzysz! Dopiero chcc wiedzie, czy go naprawd
taki osiek goni, kaza wybra dwunastu co najtszych chopw midzy gwardi i
kolejno im si z jecem pasowa. Ale to yowaty jaki kawaler! W chwili gdym odjeda,
dziesiciu ju rozcign jednego po drugim, a aden nie mg wsta o swej mocy.
Przyjedziemy wanie na koniec tej uciechy.
- Poznaj Rocha! Moja krew! - zawoa Zagoba. - Damy za niego choby trzech
znacznych oficerw.
- Pod dobry humor krlowi traficie - odrzek Sadowski - co teraz rzadko sie zdarza.
- A wier! - odpowiedzia may rycerz.
Tymczasem Sadowski zwrci sie do Kmicica i pocz wypytywa go, jakim sposobem
nie tylko si z rk Kuklinowskigo uwolni, ale jego samego pogry. w zacz
opowiada obszernie, bo chepi si lubi. Sadowski za, suchajc, za gow si chwyta
ze zdumienia, wreszcie ucisn jeszcze raz Kmicicow rk i rzek:
- Wierzaj mi waszmo pan, e z duszy rad jestem, bo cho Szwedom su, ale kade
szczere onierskie serce raduje si, gdy prawy kawaler szelm pogry. Trzeba wam porzyzna,
e jak si midzy wami rezolut trafi, to ze wiec takiego in universo szuka.
- Polityczny z waszmoci pana oficer! - rzek Zagoba.
- I znamienity onierz, wiemy to! - dorzuci Woodyjowski.
- Bom si i polityki, i onierki od was uczy! - odpowiedzia Sadowski przykadajc
rk do kapelusza.
Tak oni ze sob rozmawiali przesadzajc si wzajemnie w grzecznociach, a dojechali
do Gorzyc, gdzie bya kwatera krlewska. Wie caa zajta bya przez onierstwo rnej
broni. Towarzysze nasi z ciekawoci przygldali si kupom onierzy, rozrzuconym
midzy opotkami. Jedni, chcc nieco gd zaspa, spali po przybach, bo dzie by bardzo
pogodny i ciepy; drudzy grali w koci na bbnach, popijajc piwo, niektrzy rozwieszali
odzie na potach; inni siedzc przed chaupami i popiewujc skandynawskie pieni, szorowali
ceglanym proszkiem hemy i pancerze, od ktrych blask szed okrutny. Gdzieindziej
czyszczono lub przeprowadzano konie, sowem, ycie obozowe wrzao i roio si
wszdy pod jasnym niebem. Na niektrych twarzach zna byo wprawdzie trudy straszliwe
i gd, ale soce powloko zotem ndz, zreszt zaczy si dla tych niezrwnanych
onierzy dni wypoczynku, wic nabrali zaraz ducha i wojennej postawy. Pan Woodyjowski
podziwia ich w duchu, zwaszcza piesze puki, synne na cay wiat z wytrwaoci i
mstwa. Sadowski za, w miar jak przejedali, objania:
- To smalandzki puk gwardii krlewskiej. To piechota dalekarlijska, najprzedniejsza.
- Na Boga! a to co za mae monstra? - zakrzykn nagle Zagoba ukazujc kup
maych czowieczkw z oliwkow cer i czarnymi, widzcymi po obu stronach gowy
wosami.
- To Lapoczykowie, ktrzy do najdalej siedzcych Hiperborejw si licz.
- Dobrzy do bitwy? Bo mi sie widzi, e mgbym po trzech w kad gar wzi i
pty bami stuka, pkibym si nie zmacha!
- Z pewnoci mgby waszmo to uczyni! Do bitwy oni na nic. Szwedowie ich ze
sob do posug obozowych wodz, a w czci dla osobliwoci. Za to czarownicy z nich exquisitissimi,
kaden najmniej jednego diaba, a niektrzy po piciu do usug maj.
- Skde im taka ze zymi duchami komitywa? - pyta, egnajc sie znakiem krzya,
Kmicic.
- Bo w ustawicznej nocy brodz, ktra po p roku i wicej u nich trwa, wiadomo za
waszmociom, e w nocy najatwiej z diabem o styczno.
- A dusz maj?
- Nie wiadomo, ale tak myl, e animalibus sa podobniejsi.
Kmicic posun konia, chwyci jednego Lapoczyka za kark, podnis go jak kota do
gry i obejrza ciekawie, nastpnie postawi go na nogi i rzek:
- eby mi krl takiego jednego podarowa, kazabym go uwdzi i w Orszy w kociele
powiesi, gdzie z innych osobliwoci strusie jaje si znajduje.
- A w ubnikach bya u fary szczka wielorybia albo-li te wielkoluda - doda Woodyjowski.
- Jedmy, bo jeszcze co paskudnego od nich si do nas przyczepi! - rzek Zagoba.
- Jedmy - powtrzy Sadowski. - Prawd mwic, powinien bym by kaza waciom
worki na gow zaoy, jako jest zwyczaj, ale nie mamy tu co ukrywa, a ecie na szace
spogldali, to dla nas lepiej.
Za czym ruszyli komi i po chwili byli przed dworem gorzyckim. Przed bram
zeskoczyli z kulbak i zdjwszy czapki, szli dalej piechot, bo sam krl by przed domem.
Ujrzeli tedy moc jeneraw i oficerw bardzo wietnych. By tam stary Wittenberg,
Duglas, Loewenhaupt, Miller, Eriksen i wielu innych. Wszyscy siedzieli na ganku, nieco
za krlem, ktrego krzeso wysunite byo naprzd, i patrzyli na krotofil, ktr Karol
Gustaw sobie z jecem wyprawia. Roch rozcign wanie dopiero co dwunastego rajtara
i sta w porozrywanym przez zapanikw kubraku, zdyszany i spocon wielce. Ujrzawszy
wuja w towarzystwie Kmicica i Woodyjowskiego, rozumia zrazu, e ich rwnie w niewol
wzito, wic wytrzeszczy oczy i otworzy usta, za czym postpi par krokw, lecz
Zagoba da mu znak rk, by sta spokojnie, sam za postpi z towarzyszami przed
oblicze krlewskie.
Sadowski pocz prezentowa wysannikw, oni za kaniali sie nisko, jak obyczaj i
etykieta nakazywaa, nastpnie Zagoba odda pismo Czarnieckiego.
Krl wzi list i pocz czyta, tymczasem towarzysze przypatrywali mu si z ciekawoci,
bo nigdy go przedtem nie widzieli. By to pan w kwiecie wieku, na twarzy tak
smagy, jakoby si Wochem albo Hiszpanem urodzi. Dugie pukle czarnych jak krucze
skrzyda wosw spaday mu wedle uszu a na ramiona. Z blasku i barwy oczu przypoomina
Jeremiego Winiewieckiego, jeno brwi mia bardzo do gry podniesione, jak
gdyby sie dziwi ustawicznie. Natomiast w miejscu, gdzie si brwi schodz, czoo podnosio
mu si w due wypukoci, ktre czyniy go do lwa podobnym; gboka zmarszczka
nad nosem, nie schodzca nawet wwczas, gdy si mia, nadawaa jego twarzy wyraz
grony i gniewny. Warg doln mia tak wysunit naprzd, jak Jan Kazimierz, jeno twarz
tustsza i wiekszy podbrdek; wsy nosi na ksztat sznureczkw, nieco na kocach rozszerzonych.
W ogle oblicze jego zwiastowao nadzwyczajnego czowieka, jednego z takich,
ktrzy chodzc po ziemi, krew z niej wyciskaj. Bya w nim wspaniao i duma monarsza,
i sia lwia, i lotno geniuszu, jeno, cho umiech askawy nie schodzi mu nigdy z ust,
nie byo owej dobroci serca, ktra takim agodnym wiatem owieca od wewntrz lica, jak
lampka wstawiona w rodek alabastrowej urny.
Siedzia tedy w fotelu ze zoonymi na krzy nogami, ktrych potne ydki rysoway
si wyranie spod czarnych poczoch, i mrugajc, wedle zwyczaju, oczyma, czyta z
umiechem list Czarnieckiego. Nagle, podnisszy powieki, spojrza na pana Michaa i
rzek:
- Poznaj natychmiast wapana: ty to usiek Kanneberga.
Wszystkie oczy zwrcily si natychmiast na Woodyjowskiego, ktren ruszy wsikami,
skoni si i orzek:
- Do usug waszej krlewskiej moci.
- Jaka szara? - pyta krl.
- Pukownik chorgwi laudaskiej.
- Gdzie dawniej suy?
- U wojewody wileskiego.
- I opucie go wraz z innymi? Zdradzie jego i mnie.
- Swemu krlowi byem powinien, nie waszej krlewskiej moci.
Krl nie odrzek nic; wszystkie czoa zmarszczyy si, oczy poczy widrowa w panu
Michale, lecz on sta spokojnie, tylko wsikami rusza raz po raz.
Nagle krl rzek:
- Mio mi pozna tak znamienitego kawalera. Kanneberg uchodzi midzy nami za
niezwycionego w spotkaniu. Wa musisz by pierwsz szabl w tym pastwie?...
- In universo! - rzek Zagoba.
- Nie ostatni - odpowiedzia Woodyjowski.
- Witam waciw uprzejmie. Dla pana Czarnieckiego mam prawdziw estym, jako dla
wielkiego onierza, chocia mi parol zama, bo powinien dotd spokojnie w Siewierzu
siedzie.
Na to Kmicic:
- Wasza krlewska mo! Nie pan Czarniecki, ale jenera Miller pierwszy parol zama,
Wolfowy regiment krlewskiej piechoty zagarniajc.
Miller postpi krok, spojrza w twarz Kmicicowi i pocz co szepta do krla, ktren,
mrugajc cigle oczyma, sucha doc pilnie, spogldajc na pana Andrzeja, wreszcie
rzek:
- To widz, wybranych kawalerw pan Czarniecki mi przysal. Ale z dawna to wiem,
e rezolutw midzy wami nie brak, jeno wiary w dotrzymaniu obietnic i przysig brakuje.
- wite sowa waszej krlewskiej moci! - rzek Zagoba.
- Jak to wa rozumiesz?
- Bo gdyby nie ta narodu naszego przywara, to by, miociwy panie, tu nie by!
Krl znw pomilcza chwil, jeneraowie znw zmarszczyli si na miao wysannika.
- Jan Kazimierz sam was od przysigi uwolni - rzekl Karol - bo was opuci i za
granic si schroni.
- Od przysigi jeno namiestnik Chrystusw uwolni zdolen, ktren w Rzymie mieszka i
ktren nas nie uwolni.
- Mniejsza z tym! - rzek krl. - Ot, tym zdobyem to krlestwo (tu uderzy si po
szpadzie) i tym utrzymam. Nie potrzeba mi waszych sufragiw ni waszych przysig.
Chcecie wojny, bdziecie j mieli! Tak myl, e pan Czarniecki jeszcze o Gobiu
pamita?
- Zapomnia po drodze z Jarosawia - odrzek Zagoba.
Krl, zamiast si rozgniewa, rozmia si.
- To mu przypomn!
- Bg wiatem rzdzi!
- Powiedzcie mu, niech mnie odwiedzi. Mile go przyjm, jeno niech sie pieszy, bo jak
konie odpas, pjd dalej.
- Wtedy my wasz krlewsk mo przyjmiemy! - odrzek, kaniajc sie i kadc
nieznacznie rk na szabli, Zagoba.
Krl na to:
- Widz, e pan Czarniecki nie tylko najlepsze szable, ale i najlepsz gb w poselstwie
przysa. W mig wa kade pchnicie parujesz. Szczcie, e nie na tym wojna polega, bo
godnego siebie znalazbym przeciwnika. Ale przystpuj do materii: Pisze mi pan Czarniecki,
ebym owego jeca wypuci, dwch mi za to w zamian znacznych oficerw
ofiarujc. Nie lekcewa tak moich onierzy, jako mylicie, i zbyt tanio ich okupywa nie
chc, byoby to przeciw mojej i ich ambicji. Natomiast, poniewa niczego panu Czarnieckiemu
odmwi nie zdoam, przeto mu podarunek z tego kawalera zrobi.
- Miociwy panie! - odrzek na to Zagoba - nie koniempt oficerom szwedzkim, ale
kompasj dla mnie chcia pan Czarniecki okaza, bo to jest mj siostrzan, ja za jestem, do
usug waszej krlewskiej moci, pana Czarnieckiego konsyliarzem.
- Po prawdzie - rzek miejc si krl - nie powinien bym tego jeca puszcza, bo
przeciw mnie lubowa, chyba e si za ono beneficjum lubu swego wyrzecze.
Tu zwrci si do stojcego przed gankiem Rocha i kiwn rk.
- A pjd no tu bliej, osiku!
Roch przybliy sie o par krokw i stan wyprostowany.
- Sadowski - rzek krl - spytaj si go, czy mnie zaniecha, jeli go puszcz?
Sadowski powtrzy krlewskie pytanie.
- Nie moe by! - zawoa Roch.
Krl zrozumia bez tumacza i pocz w rce klaska i oczyma mruga.
- A co! a co! Jake takiego wypuszcza? Dwunastu rajtarom karku nadkrci, a mnie
trzynastemu obiecuje! Dobrze! dobrze! Uda mi sie kawaler! Czy i on jest pana Czarnieckiego
konsyliarzem? W takim razie jeszcze prdzej go wypuszcz.
- Stul gb, chopie! - mrukn Zagoba.
- Do krotochwil - rzek nagle Karol Gustaw. - Bierzcie go i miejcie jeden wicej
dowd mojej klemencji. Przebaczy mog, jako pan tego krlestwa, gdy taka moja wola i
aska, ale w ukady wchodzi z buntownikami nie chc.
Tu brwi krlewskie zmarszczyy si i umiech nagle znik mu z oblicza.
- Kto bowiem przeciw mnie rk podnosi, ten jest buntownikiem, gdy jam tu prawym
panem. Z miosierdzia jeno nad wami nie karaem dotd, jak naley, czekaem
upamitania, przyjdzie wszelako czas, e miosierdzie si wyczerpie i pora kary nastanie.
Przez wasz to swawol i niestao kraj ogniem ponie, przez wasze to wiaroomstwo
krew si leje. Lecz mwi wam: upywaj dnie ostatnie... nie chcecie sucha napomnie,
nie chcecie sucha praw, to posuchacie miecza a szubienicy!
I byskawice poczy migota w Karolowych oczach; Zagoba popatrzy na przez
chwil ze zdumieniem, nie mogc zrozumie, skd si wzia ta naga burza po pogodzie,
wreszcie i w nim poczo si serce podnosi, wic skoni si i rzek tylko:
- Dzikujem waszej krlewskiej moci.
Po czym odszed, a za nim Kmicic, Woodyjowski i Roch Kowalski.
- askawy, askawy! - mwi Zagoba - a ani si spostrzeesz, kiedy ci ryknie w ucho
jak niedwied. Dobry koniec poselstwa! Inni kielichem na wsiadanego czstuj, a on szubienic!
Nieche psw wieszaj, nie szlacht! Boe! Boe! jak my ciko grzeszyli przeciw
naszemu panu, ktry ojcem by, ojcem jest i ojcem bdzie, bo jagielloskie w nim
serce! I takiego to pana zdrajcy opucili, a poszli z zamorskimi straszydy si kuma. Dobrze
nam tak, bo nicemy lepszego nie warci. Szubienicy! szubienicy!... Samemu ju
ciasno, przycisnlimy go jako twarg w worku, e ju serwatk popuszcza, a on jeszcze
mieczem i szubienic grozi. Poczekaj! Zapa Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za eb trzyma!
Bdzie wam jeszcze cianiej. Rochu! chciaem ci po gbie da albo pidziesit na kobiercu,
ale ci ju przebacz, za to e si po kawalersku stawi i dalej go ciga obiecae.
Daje gby, bom z ciebie rad!
- Przecie wuj rad! - odrzek Roch.
- Szubienica a miecz! I mnie to w oczy powiedzia! - mwi znw po chwili Zagoba. -
Macie protekcj! Wilk tak samo barana do wasnych kiszek proteguje!... I kiedy to mwi?
Teraz, gdy mu si ju gsia skra na krzyach robi. Niech sobie Lapoczykw na konsyliarzy
dobierze i z nimi razem diabelskiej protekcji szuka! A nas bdzie Najwitsza
Panna sekundowaa, jako pana Bobol w Sandomierzu, ktrego prochy na drug stron
Wisy razem z koniem przerzuciy, a dlatego mu nic. Obejrza si, gdzie jest, i zaraz na
obiad do ksidza trafi. Przy takiej pomocy jeszcze my ich wszystkich, jako raki z
wicierza, za szyje powycigamy...
ROZDZIA IX
Upyno dni kilkanacie. Krl siedzia cigle w widach rzecznych i gocw na
wszystkie strony rozsya do fortec, do komend, w kierunku Krakowa i Warszawy, z rozkazami,
by mu wszyscy z pomoc spieszyli. Sprowadzano mu te Wis prowianty, ile
mona byo, ale niedostatecznie. Po upywie dni dziesiciu poczto konie je, i rozpacz
ogarniaa krla i jeneraw na myl, co bdzie, gdy rajtaria od koni odpadnie i gdy armat
nie bdzie w co zaprzc. Zewszd te przychodziy wieci niepocieszne. Kraj cay tak gorza
wojn, jakby go kto smo pola i zapali. Mniejsze komendy, mniejsze prezydia nie
mogy spieszy na pomoc, bo nie mogy wychyla si z miast i z miasteczek. Litwa, trzymana
dotd elazn rk Pontusa de la Gardie, powstaa jak jeden czowiek. Wielkopolska,
ktra poddaa si najpierwsza, najpierwsza te zrzucia jarzmo i wiecia caej Rzeczpospolitej
przykadem wytrwania, zawzitoci, zapau. Partie szlacheckie i chopskie rzucay
si tam nie tylko na stojce po wsiach zaogi, ale nawet na miasta. Prno Szwedzi mcili
si straszliwie nad krajem, prno ucinali rce schwytanym w niewol jecom, puszczali z
dymem wsie, wycinali w pie osady, wznosili szubienice, sprowadzali tortury z Niemiec
dla mczenia buntownikw. Kto mia cierpie, cierpia, kto mia gin, gin, lecz jeli by
szlachcicem, gin z szabl, jali chopem, gin z kos w rku. I laa si krew szwedzka po
caej Wielkopolsce, lud y w lasach, niewiasty nawet poryway za bro; kary wywoyway
tylko zemst i tym wiksz zacieko. Kulesza, Krzysztof egicki i wojewoda podlaski
uwijali si na ksztat pomieni po kraju, a prcz nich wszystkie bory pene byy partyj; pola
leay nieuprawne, gd srogi rozwielmoni si w kraju, lecz najbardziej skrca wntrznoci
Szwedw, bo ci w miastach za bramami zamknitymi siedzieli i nie mogli wychyla
si w pole.
A wreszcie poczo im brakn tchu w piersiach.
W Mazowszu byo to samo. Tam lud kurpieski, w morkach lenych yjcy, wychyli si
z puszcz, poprzecina drogi, przejmowa ywno i gocw. Na Podlasiu rojna drobna
szlachta tysicami cigna do Sapiehy lub na Litw. Lubelskie byo w rkach konfederacji.
Z Rusi dalekich szli Tatarzy, a z nimi i zmuszeni do posuszestwa Kozacy.
Wic wszyscy byli ju pewni, e jeli nie za tydzie, to za miesic, jeli nie za miesic,
to za dwa owe widy rzecze, w ktrych sta krl Karol Gustaw z gwn armi szwedzk,
zmieni si w jedn wielk mogi - na saw dla narodu, na straszn nauk dla tych,
ktrzy by Rzeczpospolit napada chcieli. Przewidywano ju koniec wojny, byli tacy,
ktrzy mwili, e Karolowi jeden tylko ratunek pozosta: wykupi si i odda Rzeczypospolitej
Inflanty szwedzkie.
Lecz nagle polepszyy si losy Karola Gustawa i Szwedw.
Dnia 20 marca podda si Malborg, a dotd na prno przez Szteinboka oblegany.
Silna i dzielna armia jego nie miaa teraz nic do roboty i moga pospieszy na ratunek
krlowi.
Z drugiej strony margraf badeski, skoczywszy zacigi, z gotow si i nieutrudzonym
jeszcze onierzem ruszy rwnie ku widom rzecznym.
Obaj posuwali sie naprzd, gromic pomniejsze kupy powstacze, niszczc, palc,
mordujc. Po drodze zabierali prezydia szwedzkie, cigali pomniejsze komendy i roli w
si, jak rzeka ronie, tym bardziej im wicej strumieni w siebie przyjmuje.
Wieci o upadku Malborga, o Szteinbokowej armii i o pochodzie margrabiego
badaskiego doszy bardzo prdko do wide rzecznych i strapiy serca polskie. Szteinbok
by jeszcze daleko, ale margrabia badeski idc spiesznymi pochodami mg wkrtce
nadej i zmieni ca posta rzeczy pod Sandomierzem.
Zoyli tedy wodzowie polscy rad, w ktrej wzili udzia pan Czarniecki, pan hetman
litewski, Micha Radziwi, krajczy koronny, pan Witowski, stary dowiadczony onierz, i
pan Lubomirski, ktry od pewnego czasu przykrzy sobie na Zawilu. Na radzie owej
postanowiono, i pan Sapieha z litewskim wojskiem pozostanie pilnowa Karola, aby si z
wide nie wymkn, za pan Czarniecki ruszy przeciw margrabiemu badeskiemu i spotka
go, jako bdzie mg najprdzej, za czym, jeli mu Bg wiktori spuci, powrci po
staremu krla oblega.
Rozkay odpowiednie zostay natychmiast wydane. Nazajutrz zagray trbki
wsiadanego przez munsztuk tak cicho, e je ledwie usyszano, chcia bowiem Czarniecki
odej w tajemnicy przed Szwedami. Na dawnym obozowisku pooyo sie zaraz kilka
lunych partyj szlacheckich i chopskich. Ci porozpalali ogniska i hucz poczli, aby
nieprzyjaciel myla, i nikt z majdanu nie wyszed, za kasztelaskie chorgwie wymykay
si jedna za drug. Posza wic naprzd laudaska, ktra po prawie powinna bya
przy panu Sapiee pozosta, ale e Czarniecki bardzo si w niej rozkocha, wic mu hetman
nie chcia jej odbiera. Za laudask posza Wsowiczowa, lud wyborny, przez
starego onierza prowadzony, ktremu p wieku we krwi rozlewie zeszo; za czym
posza ksicia Dymitra Winiowieckiego pod Szandarowskim, ta sama, ktra pod Rudnikiem
niezmiern chwa si okrya; za czym pana Witowskiego dragonii dwa regimenta,
za czym dwie pana starosty jaworowskiego; synny Stapkowski w jednej porucznikowa;
za czym kasztelaska wasna, krlewska pod Polanowskim i caa sia pana Lubomirskiego.
Piechoty nie brano dla popiechu, ni wozw, bo komunikiem i mieli.
Wszystkie razem stany pod Zawad w sile znacznej i ochocie wielkiej. Wwczas wyjecha
na przodek pan Czarniecki i uszykowawszy je do pochodu, sam zatrzyma nieco
konia i puszcza je mimo siebie tak, aby ca si dobrze obejrze. Ko pod nim prycha i
bem rzuca, a kiwa jakby chcc wita przechodzce puki, a samemu kasztelanowi serce
roso. Pikny te widok mia przed oczyma. Jak okiem sign, fala koni, fala srogich lic
onierskich, ruchem koskich koysana, nad nimi trzema jeszcze fala szabel i grotw,
migotliwa i byszczca w porannym socu. Sia okrutna sza od nich, a t si czu w sobie
pan kasztelan, bo ju nie bya to lada jaka zbieranina wolentarska, ale lud na kowadle wojennym
wykuty, sprawny, wiczony, i w bitwie tak ,,jadowity", e adna w wiecia jazda
zdziery mu w rwnej sile nie moga. Wic pan Czarniecki uczu w tej chwili, e na
pewno, e bez adnej wtpliwoci z tymi ludmi rozniesie na szablach i kopytach wojsko
margrabiego badeskiego i owo przeczuwane zwycistwo rozpromienio mu tak oblicze,
e blask bi od niego na puki.
 Z Bogiem! Po wiktori! - zakrzykn wreszcie.
- Z Bogiem! Pobijemy! - odpowiedziay mu potne gosy.
I krzyk w przelecia przez wszystkie chorgwie, jak guchy grzmot przez chmury.
Czarniecki wspi konia, by dogna idc w przodku laudask.
I poszli.
Szli za nie jak ludzie, ale jak stado ptakw drapienych, ktre, zwietrzywszy bj w oddali,
lec z wichrem na przecigi. Nigdy, nawet midzy Tatarami w stepie, nikt nie sysza
o takim pochodzie. onierz spa w kulbace, jad i pi nie zsiadajc; konie karmiono z rki.
Rzeki, bory, wsie, miasta zostaway za nimi. Ledwie po wsiach wypadli chopi z chaup
patrze na wojsko, ju wojsko niko w oddali za tumanami kurzawy. Szli dzie i noc, tyle
tylko wypoczywajc, aby koni niewygubi.
Wreszcie pod Kozienicami wpadli na om chorgwi szwedzkich, pod wodz Torneskilda.
Laudaska, idca w przodku, pierwsza dojrzaa nieprzyjaciela i nie odetchnwszy
nawet, natychmiast skoczya ku niemu w dym. Drugi poszed Szandarowski, trzeci
Wsowicz, czwarty Stapkowski.
Szwedzi mniemajc, e z jakimi partiami maja do czynienia, stawili w otwartym polu
czoo i w dwie godziny pniej nie pozostaa jedna ywa dusza, ktra by moga do margrabiego
dobiec i krzykn, e to Czarniecki idzie. Po prostu rozniesiono na szablach owe
om chorgwi, wiadka klski nie zostawujc. Po czym ruszyli, jakby kto sierpem rzuci,
do Magnuszewa, szpiegowie bowiem dali zna, i margrabia badeski z caym wojskiem
w Warce si znajduje.
Pan Woodyjowski zosta wysany na noc z podjazdem, aby da zna, jak wojsko
rozoone i jaka jego sia.
Bardzo na ow ekspedycj narzeka pan Zagoba, albowiem nawet przesawny
Winiowiecki nigdy takich pochodw nie odbywa; ali si te stary towarzysz, lecz wola
i z Woodyjowskim ni przy wojsku zostawa.
- Zoty by pod Sandomierzem czas - mwi przecigajc si w kulbace - czek jad,
spa i na oblonych Szwedw z dala spoglda, a teraz nie ma kiedy i manierki do gby
przyoy. Znam ja sztuk wojenn antiquorum: wielkiego Pompejusza i Cezara, ale pan
Czarniecki now mod wymyla. Przeciw wszelkiej jest to regule trz brzuch przez tyle
dni i nocy. Z godu ju imaginacja rebelizowa mnie poczyna i cigle mi si zdaje, e gwiazdy
to kasza, a ksiyc sperka. Na psa taka wojna! Jak mi Bg miy, tak z godu chce si
wasnemu koniowi uszy obgry!
- Jutro, da Bg, wypoczniemy po Szwedach!
- Wol ju Szwedw ni taka mitrg! Panie! Panie! kiedy Ty dasz spokj tej Rzeczypospolitej,
a staremu Zagobie ciepy przypiecek i piwo grzena... niechby i bez mietany...
Koataj si, stary, na szkapie, koataj, pki si do mierci nie dokoatasz... Nie ma tam
ktry tabaki? Moe ow senno nozdrzami wyparskn... Ksiyc mi w sam gb tak
wieci, e a do brzucha zaglda, a nie wiem, czego tam szuka, bo nic nie znajdzie. Na psa
taka wojna, powtarzam!
- Skoro wuj mylisz, e ksiyc sperka, to go wuj zjedz! - rzek Roch.
- Gdybym ciebie zjad, mgbym powiedzie, e woowin jadem, ale boj si, bym po
takiej pieczeni reszty dowcipu nie utraci.
- Jeli ja w, a wuj mj wuj, to wuj co?
- A ty, kpie, mylisz, e Altea dlatego porodzia gowni, e przy piecu siadaa?
- A mnie co do tego?
- To do tego, e jeli woem, to sie naprzd o ojca swego dopytuj, nie o wuja, bo Europ
byk porwa, ale brat jej, ktry wypad wujem jej potomstwu, by dlatego czowiekiem.
Rozumiesz?
- Co prawda, nie rozumiem, ale zje, to bym te co zjad.
- Zjedz licha i daj mnie spa! Co tam, panie Michale? Czemumy to stanli?
- Wark wida - rzek Woodyjowski. - Ot, wiea kocielna byszczy w miesicu.
- A Magnuszew juemy minli?
- Magnuszew zosta na prawo. Dziwno mi, e po tej stronie rzeki adnego podjazdu
szwedzkiego nie masz. Pojedziem do tych chaszczw i postoim, moe nam Bg spuci jakowego
jzyka.
To rzekszy pan Micha wprowadzi oddzia do zaroli i ustawi o sto krokw po obu
stronach drogi przykazawszy, by cicho stali i cugle trzymali krtko, aby ktry ko nie
zara.
- Czeka! - rzek. - Posuchamy, co si za rzek dzieja, a moe i co obaczym.
Stanli wic, lecz dugi czas nie byo nic sycha prcz sowikw, ktre w pobliskim
gaju olszynowym zapiewyway si na mier. Strudzeni onierze poczli si kiwa w
kulbakach, pan Zagoba pooy si na szyi koskiej i zasn gboko; nawet i konie
drzemay. Upyna godzina. Nareszcie wprawne ucho Woodyjowskiego dosyszao co
podobnego do stpania koni po twardej drodze.
- Czuj duch! - rzek do onierzy.
Sam za wysun si na brzeg chaszczw i spojrza na drog. Droga byszczaa w
ksiycu jak srebrna wstga, ale nic nie byo na niej wida, odgos krokw koskich
zblia si jednak.
- Id na pewno! - rzek Woodyjowski.
I wszyscy cignli jeszcze krcej konie, kady zatamowa oddech; nie byo sycha nic
prcz klskania sowikw w olszynie.
Wtem na drodze ukaza si oddzia szwedzki, zoony z trzydziestu jedcw. Szli z
wolna i do niedbale, nie w szeregu, ale rozwleczonym pasem. onierze jedni gawdzili
ze sob, drudzy popiewywali z cicha, bo ciepa noc majowa dziaaa nawet na twarde
dusze onierskie. Przeszli, nic nie podejrzewajc, tak blisko od stojcego nie opodal
brzegu pana Michaa, e mg zawietrzy zapach koni i dym lulek, ktre rajtarowie palili.
Na koniec znikli na zakrcie drogi. Woodyjowski czeka jeszcze do dugo, a ttent
zgin w oddaleniu, wwczas dopiero zjecha do oddziau i rzek do panw Skrzetuskich:
- Pognamy ich teraz jako gsi do obozu pana kasztelana. aden nie powinien uj, by
nie da zna!
- Jeli potem pan Czarniecki nie pozwoli nam si naje i wyspa - rzek Zagoba - to
mu podzikuj za sub i wracam do Sapia. U Sapia, kiedy bitwa, to bitwa, ale kiedy
fryszt, to i uczta. eby mia cztery gby, wszystkim daby funkcj przystojn. To mi
wdz! I prawd rzekszy, powiedzcie mi, po kiego diaba nie suymy u Sapia, gdy ta
chorgiew z prawa mu przynaley?
- Ojciec, nie blunij przeciw najwikszemu wojennikowi w Rzeczypospolitej - rzek
Jan Skrzetuski.
- Nie ja bluni, jeno moje kiszki, na ktrych gd gra jak na skrzypkach.
- Potacuj przy nich Szwedzi - przerwa! Woodyjowski. - Teraz, moci panowie,
jedmy ywo! Przy onej karczmie w lesie, ktrmy w t stron jadc minli, chciabym
wanie na nich nastpi.
I poprowadzi oddzia szybciej, ale niezbyt szybko. Wjechali w las gsty, w ktrym
ogarna ich ciemno. Karczma bya o kilkanacie staja. Zbliywszy sie do niej szli
znw noga za nog, by zbyt wczenie alarmu nie dawa. Gdy byli nie wicej ju jak na
strza armatni, doszed ich gwar ludzki.
- S i haasuj! - rzek Woodyjowski.
Szwedzi istotnie zatrzymali si przy karczmie szukajc jakiej ywej duszy, od ktrej
mogliby zasign jzyka. Lecz karczma bya pusta. Jedni tedy przetrzsali gwn budow,
inni szukali w oborze, w chlewach, inni podnosili snopki w dachach. Poowa staa
na majdanie trzymajc konie tym, ktrzy szukali.
Oddzia Woodyjowskiego zbliy si na krokw sto i pocz tatarskim pksiycem
otacza karczm.
Stojcy na majdanie syszeli doskonale, a w kocu widzieli ludzi i konie, lecz e w lesie
byo ciemno, nie mogli pozna, co to za wojsko, nie alarmowali si za bynajmniej ani
przypuszczajc, by z tamtej strony mg jakikolwiek inny ni szwedzki oddzia zajeda.
Dopiero w ruch pksiycowy zdziwi i zaniepokoi ich. Ozway si zaraz woania na
tych, ktrzy byli w budynkach.
Nagle naok karczmy rozleg si krzyk: Aa!, i huk kilku wystrzaw. W jednej chwili
ciemne tumy onierzy pojawiy si, jakby spod ziemi wyrosy. Uczyni si zamt i
szczkanie szablami, kltwy, stumione krzyki, lecz wszystko nie trwao duej nad dwa
pacierze.
Po czym na majdanie przed karczm zostao kilka cia ludzkich i koskich, oddzia za
Woodyjowskiego ruszy dalej, prowadzc ze sob dwudziestu piciu jecw.
Szli teraz w skok, poganiajc pazami szabel rajtarskie konie, i skoro wit, doszli do
Magnuszewa. W obozie Czarnieckiego nikt nie spa; wszyscy byli w pogotowiu. Sam
kasztelan wyszed przeciw podjazdowi wspierajc si na obuszku, wychudzony i blady z
bezsennoci.
- Co tam! - spyta Woodyjowskiego. - Sia masz jzyka?
- Jest dwudziestu piciu jecw.
- A ilu uszo?
- Nec nuntius cladis. Wszyscy ogarnici!
- Ciebie jeno wysya, choby do pieka, onierzyku! Dobrze! Wzi ich zaraz na
pytki. Sam bd indagowa!
To rzekszy kasztelan zwrci z miejsca, a odchodzc rzek:
- A by w gotowoci, bo moe nie mieszkajc ruszymy na nieprzyjaciela.
- Jak to? - rzek Zagoba.
- Cicho wa - odpowiedzia Woodyjowski.
Szwedzcy jecy bez przypiekania w mig zeznali, co byo im wiadomo o siach margrabiego
badeskiego, o iloci armat, piechoty i jazdy. Zaduma si tedy nieco pan kasztelan,
bo si dowiedzia, e wprawdzie jest to nowo zacina armia, ale zoona z samych starych
onierzy, ktrzy w Bg wie ilu wojnach brali udzia. Byo te sia midzy nimi Niemcw i
znaczny oddzia dragonii francuskiej; caa sia przewyszaa o kilkaset gw wojsko polskie.
Lecz natomiast pokazao si z zezna, e margrabia ani przypuszcza nawet, iby
Czarniecki by tak blisko, i wierzy, i Polacy ca si oblegaj krla pod Sandomierzem.
Ledwie to usysza kasztelan, gdy zerwa si z miejsca i zakrzykn na swego dworzanina:
- Witowski, ka trbi przez munsztuk, by na ko siadano!
W p godziny pniej wojsko ruszyo i szo wieym rankiem majowym przez lasy i
pola ros okryte. W kocu Warka, a raczej jej zgliszcza, bo miasto przed szeciu laty
spono byo niemal ze szcztem, ukazay si na widnokrgu.
Wojska czarnieckiego szy po otwartej passzczynie, wic dugo si przed okiem
szwedzkim ukrywa nie mogy. Jako dostrzeono je, ale margrabia mniema, i to s
rozmaite partie, ktre poczone w znaczn kup chc alarmowa obz.
Dopiero gdy coraz nowe chorgwie, idce rysi, ukazyway si zza lasu, powsta ruch
gorczkowy w szwedzkim obozie. Z pola widziano pomniejsze oddziay rajtarii i pojedynczych
oficerw przebiegajcych midzy pukami. Barwna szwedzka piechota pocza
wysypywa si na rodek rwniny; puki formoway si jeden za drugim w oczach polskich
onierzy i staway rojnie, na ksztat kranych stad ptactwa. Nad gowami ich podnosiy
si ku socu czworoboki potnych dzid, ktrymi piechurowie zasaniali si przed
impetem jazdy. Na koniec ujrzano tumy jazdy szwedzkiej pancernej, biegnce kusem na
skrzyda; zataczano i odprzodkowywano na gwat armaty. Wszystkie przygotowania, cay
ten ruch wida byo jako na doni, bo wstao soce jasne, przepyszne i rozwiecio ca
krain.
Pilica dzielia dwa wojska.
Na szwedzkim brzegu ozway si trby, koty, bbny i krzyki onierstwa stawajcego
co duchu do sprawy, a pan Czarniecki kaza rwnie d w krzywuy i nastpowa ze
wszystkimi chorgwiami ku rzece .
Wtem poskoczy co tchu w dzianecie do Wsowiczowej chorgwi, ktra bya najbliej
rzeki.
- Stary onierzu! - krzykn - ruszaj mi ku mostowi, tam z koni i do muszkietw!
Niech si na ciebie caa potga obrci! Prowad!
Wsowicz jeno poczerwienia nieco z ochoty i machn buzdyganem. Ludzie krzyk uczyniwszy
pomknli za nim jak tuman kurzawy gnanej wiatrem.
Dopadszy na trzysta krokw do mostu zwolnili biegu: tu dwie trzecie zeskoczyo z
kulbak i biegiem ruszyo ku mostowi.
Szwedzi za ruszyli z drugiej strony i wkrtce zagray muszkiety, zrazu wolniej, potem
coraz prdzej, jakby tysic cepw bio nieregularnie w klepisko. Dymy rozcigny si na
rzek. Krzyki zachty brzmiay przy jednym i drugim naczku. Uwaga obu wojsk skupia
sie na most, ktry by drewniany, wski, zatem trudny do zdobycia, a atwy do obrony.
Jednake tylko przeze mona si byo dosta do Szwedw.
Tote w kwadrans pniej pchn pan Czarniecki dragoni Lubomirskiego w pomoc
Wsowiczowi.
Lecz Szwedzi poczli ju i z armat ostrzeliwa przeciwlegy naczek. Zataczano coraz
nowe sztuki i faskule poczy z wyciem przelatywa ponad gowami Wsowiczowych i
dragonii, pada na k i ry w zagony ziemi, obrzucajc walczcych darni i botem.
Margrabia badeski stojc pod lasem, na tyach armii, patrzy przez perspektyw na
bitw. Od czasu do czasu za odejmowa j od oczu i spogldajc ze zdziwieniem na swj
sztab, wzrusza ramionami.
- Poszaleli - mwi - koniecznie chc w most sforsowa. Kilka dzia i dwa lub trzy
puki moe go przed ca armi broni.
Jednake Wsowicz coraz potniej nastpowa ze swymi ludmi, wic i obrona stawaa
si coraz zacitsz. Most stawa si punktem rodkowym bitwy, ku ktremu z wolna
pocza ciy i cigaa si caa linia szwedzka. W godzin pniej zmieni si jej cay
szyk i zwrci si bokiem do poprzedniej pozycji. Most zasypywano po prostu deszczem
ognia i elaza; ludzie Wsowicza poczli pada gstym trupem, tymczasem przylatyway
ordynanse coraz gwatowniejsze, by koniecznie szli naprzd.
- Zgubi Czarniecki tych ludzi! - krzykn nagle pan marszaek koronny.
Za pan Witkowski, jako dowiadczony onierz, pozna, e le si dzieje, i a dygota
cay z niecierpliwoci, na koniec nie mg wytrzyma duej, za czym wspi konia, a
rumak stkn aonie, i skoczy ku Czarnieckiemu, ktry przez cay czas ten cigle, nie
wiadomo dlaczego, posuwa ludzi ku rzece.
- Wasza mio! - krzykn Witowski - krew si prno leje; nie zdobdziemy tego
mostu!
- Ja te go nie chc zdobywa! - odrzek Czarniecki.
- Wic czego wasza dostojno chcesz! Co mamy robi?
- Ku rzece chorgwiami! ku rzece! Do rzeregu wa!
Tu Czarniecki pocz sypa oczyma takie byskawice, i Witowski cofn si sowa nie
rzekszy.
Tymczasem chorgwie doszy na dwadziecia krokw do brzegu i stany dug lini
wzdu koryta. Nikt z oficerw ni onierzy nie wiedzia w pie, dlaczego to czyni.
Nagle Czarniecki pojawi si jak piorun przed frontem chorgwi. Ogie mia w licach,
piorun w oczach. Wiatr silny podnosi mu burk na ramionach na ksztat potnych skrzyde,
ko pod nim skaka i wspina si wyrzucajc pomie z nozdrzy, on za szabl puci
na temblak, czapk zerwa z gowy i ze zjeon czupryn, z potem na czole, krzykn do
swojej dywizji:
- Moci panowie! Rzek si nieprzyjaciel zastawi i drwi z nas! Morze przepyn na
pognbienie nam ojczyzny, a myli, e my w jej obronie tej rzeki nie przepyniem!
Tu czapk cisn na ziemi, a chwyciwszy szabl, wskaza ni na wezbrane wody. Uniesienie
go porwao, bo a wsta w kulbace i jeszcze potniej zakrzykn:
- Komu Bg! komu wiara! komu ojczyzna mia! za mn!
I cisnwszy konia ostrogami tak, i rumak jakoby w powietrze wyskoczy, rzuci si w
nurty. Bryzna naok fala, m i ko skryli si na chwil pod wod, lecz wypynli w
mgnieniu oka.
- Za moim panem! - krzykn Michako, ten sam, ktry pod Rudnikiem chwa si okry.
I skoczy w wod.
- Za mn! - wrzasn przeraliwym a cienkim gosem Woodyjowski.
I nurkn, nim krzycze przesta.
- Jezusie, Mario! - rykn, wspinajc do skoku konia, Zagoba.
Wtem awa mw i koni runa w fal, a woda wyskoczya z szalonym rozpdem na
brzegi. Za laudask posza winiowiecka, za winiowieck pana Witkowskiego, za ni
Stapkowskiego, za ni wszystkie inne. Sza taki ogarn tych ludzi, e pchay si chorgwie
na wycigi; krzyk komendy pomiesza si z krzykiem onierstwa, rzeka wystpia z
brzegw i spienia si na mleko w mgnieniu oka. Fala pocza znosi nieco puki, lecz
konie bodzone ostrogami, pyny jakby nieprzejrzane stada delfinw, chrapic nozdrzami
i stkajc. Zapenili tak rzek, e tum bw koskich i ludzkich utworzy jakoby most, po
ktrym mgby przej sucha nog na drugi brzeg.
Czarniecki przepyn pierwszy, lecz nim woda ze ocieka, wypyna za nim laudaska,
wic machn pan kasztelan buzdyganem i krzykn na Woodymowskiego:
- W skok! bij!
A do winiowieckiej pod Szandarowskim:
- W nich!
I tak puszcza jedna za drug, pki wszystkich nie odprawi. Przy ostatniej sam stan
na czele i zakrzyknwszy: W imi Boe! szczliwie! - ruszy z innymi.
A wszake dwa puki rajtarii, stojc w odwodzie, widziay, co si dzieje, lecz
pukownikw ogarno osupienie tak wielkie, e nim ruszyli si z miejsca, ju laudaska,
rozpuciwszy konie, sza na nich niepowstrzymanym pdem. Uderzywszy rozmiota pierwszy
puk jak wicher licie, zepchna go na drugi, zmieszaa drugi, wtem doskoczy za
ni Szandarowski i rozpocza si rzeba straszna, lecz krtko trwajca; po chwili rozerway
si szeregi szwedzkie i tum bezadny pocz umyka ku gwnej armii.
Chorgwie Czarnieckiego biegy za nimi z krzykiem straszliwym, siekc, bodc, pole
trupami zacieajc.
Stao si wreszcie jasnym, dlaczego pan Czarniecki kaza Wsowiczowi zdobywa
most, chocia nie mia zamiaru po nim przechodzi. Oto gwna uwaga caej armii skupia
si na w punkt, i dlatego nikt nie broni, i nie mia czasu broni przeprawy wpaw. Przy
tym wszystkie niemal paszcze armatnie i cay front wojsk nieprzyjacielskich zwrcony by
za rzek ku mostowi, a teraz gdy trzy tysice jazdy szo jej w bok caym pdem, teraz
dopiero trzeba byo zmienia szyk, formowa nowy front, by si cho jako tako od uderzenia
zasoni. Jako sta si straszliwy skrzt i zamieszanie: puki piechoty, jazdy odwracay
si co duchu ku nieprzyjacielowi, amic si w popiechu, zawadzajc jedne o drugie,
stawajc byle gdzie, nie rozumiejc wrd wrzasku i tumultu komendy, dziaajc na
wasn rk. Prno oficerowie czynili nadludzkie usiowania, prno margrabia ruszy
natychmiast stojce pod lasem w rezerwie puki jazdy; nim do jakiejkolwiek sprawy
przyszli, nim piechota zdoaa dzidy tylnymi kocami w ziemi zasadzi, by je nadstawi
nieprzyjacielowi, wpada chorgiew laudaska jak duch mierci, w sam rodek szykw; za
ni druga, trzecia, czwarta, pita, szsta. Dopiero rozpocz si dzie sdu! Dymy
strzaw muszkietowych przykryy, jakoby chmur, ca bitw, a w tej chmurze huk,
wrzenie, nadludzkie gosy rozpaczy, krzyki tryumfu, przeraliwe dwikanie elaza, jakby
w kuni piekielnej, grzechotanie muszkietw; czasem bysn proporzec i zapad w dymy,
czasem zota szpica chorgwi pukowej, i znw nic nie widziae, jeno oskot rozlega si
coraz straszliwszy, jakoby ziemia zarwaa si nagle pod rzeka i jakoby wody jej spaday w
przepa niezgbion.
Wtem z boku nowe zabrzmiay wrzaski: to Wsowicz przeszed most i szed w bok
nieprzyjaciela. Wwczas niedugo ju trwaa bitwa.
Z owej chmury poczy si wysuwa i biec ku lasowi potne kupy ludzkie, bezadne,
obkane, bez czapek, hemw, bez broni. Za nimi lun wkrtce cay potok ludzki w najokropniejszym
zwichrzeniu. Artyleria, piechota, jazda, pomieszane ze sob, uciekay ku
lasowi, olepe z trwogi i przeraenia. Niektrzy onierze krzyczeli wniebogosy, niektrzy
uciekali w milczeniu, osaniajc gowy rkoma, inni w biegu zrzucali odzie, inni
zatrzymywali biegncych naprzd, padali sami, tratowali si wzajemnie, a tu za nimi, nad
ich karkami i gowami, pdzia awa jedcw polskich. Co chwila widziae cae ich
szeregi, wspinajce konie i rzucajce si w najwiksz gstw ludzk. Nie broni si ju
nikt, wszyscy szli pod miecz. Trup pada na trupie. Cito bez wytchnienia, bez miosierdzia,
na caej rwninie; po brzegach rzeki, ku lasowi, jak okiem sign, widziae tylko
uciekajcych i gonicych: gdzieniegdzie tylko pojedyncze oddziay piechoty daway
bezadny a rozpaczliwy opr, armaty umilky. Bitwa przestaa by bitw, zmienia si na
rze.
Caa cz armii, ktra biega ku lasowi, zostaa w pie wycit. Dotary do tylko
nieliczne szwadrony rajtarii, za ktrymi wpady w gstwin lekkie chorgwie.
Lecz w lesie czekali ju na owych niedobitkw chopi, ktrzy na odgos bitwy zlecieli
si ze wszystkich wsi okolicznych.
Najstraszliwsza pogo trwaa jednak na drodze warszawskiej, ktr uciekay gwne
siy szwedzkie. Modszy margrabia Adolf po dwakro usiowa tam osoni ucieczk, lecz
po dwakro rozbity, sam wreszcie wpad w niewol.
Oddzia przybocznej jego piechoty francuskiej, zoony z czterystu ludzi, rzuci bro,
trzy tysice wyborowego onierza, muszkieterw i jazdy, uciekao a do Mniszewa.
Muszkietnikw wycito w Mniszewie, jazd goniono ku Czerskowi, pki nie rozproszya
si zupenie po lasach, trzcinach, zarolach. Tam nazajutrz dopiero wyszukiwali pojedynczych
jedcw chopi.
Nim soce zaszo, armia Fryderyka margrabiego badeskiego przestaa istnie.
Na pierwszym pobojowisku pozostali sami tylko chorowie z goymi chorgwiami, bo
wszyscy ludzie zagnali si za nieprzyjacielem. I soce miao si ju dobrze ku schykowi,
gdy pierwsze oddziay jazdy poczy ukazywa si od strony lasu i Mniszewa. Wracay ze
piewaniem i szumem, wyrzucajc w gr czapki, palc z bandoletw. Prawie wszystkie
wiody za sob tumy powizanych w yka jecw. Ci szli przy koniach bez kapeluszy, bez
hemw, z gowami pospuszczanymi na piersi, obdarci, okrwawieni, co chwila potykajcy
si o ciaa polegych wspbraci. Pobojowisko straszny przedstawiao widok. W niektrych
miejscach, gdzie zderzono si najpotniej, leay po prostu stosy trupw, na p wczni
wysoko. Niektrzy z piechurw trzymali jeszcze zakrzepymi domi dugie wcznie.
Wczniami tymi pokryty by cay majdan. Miejscami tkwiy one dotychczas w ziemi;
gdzieniegdzie leay mostem, gdzieniegdzie zamki ich potworzyy jakoby zagrodzenia i
poty. Lecz przewanie wszdy przedstawiaa si oku okrutna a aosna mieszanina cia
ludzkich pomiadonych kopytami, drzewcw, poamanych muszkietw, bbnw, trb,
kapeluszy, pasw, blaszanych adunkw, ktre nosia piechota, rk i ng sterczcych tak
bezadnie ze stosw cia, e trudno byo odgadn, do kogo nale. Szczeglnie w tych
miejscach, gdzie bronia si piechota, leay cae szace trupw.
W dali nieco, przy rzece, stay ostyge ju armaty, jedne poprzewracane przez napr
ludzki, drugie jakoby gotowe jeszcze do strzau. Obok nich spali, ujci snem wiecznym,
kanonierowie, ktrych rwnie wycito do nogi. Widziano wiele trupw przewieszonych
przez dziaa i obejmujcych je rkoma, jakby ci onierze chcieli je jeszcze po mierci
osania. Spi, poplamiony krwi i mzgiem, poyskiwa zowrogo w promieniach
zachodzcego soca. Zote blaski odbijay si w zakrzepej krwi, ktra tu i owdzie utworzya
mae jeziorka. Ckliwy jej zapach miesza si na caym pobojowisku z woni prochu, z
wyziewami cia i koskim potem.
Pan Czarniecki powrci jeszcze przed zachodem soca z krlewskim pukiem i stan
na rodku majdanu. Wojska powitay go grzmicym okrzykiem. Co ktry oddzia nadcign,
to wiwatowa bez koca, on za sta w blaskach sonecznych, utrudzon niezmiernie,
lecz cay promienny, z go gow, z szabl zwieszon na temblaku i coraz to odpowiada
wiwatujcym:
- Nie mnie, moci panowie, nie mnie, lecz imieniowi boskiemu!
Za obok niego sta Witowski i Lubomirski, ten ostatni jasny jak samo soce, bo w
pozociste blachy przybrany, z twarz obryzgan krwi, bo okrutnie pracowa i sam wasn
rk siek, cina jak prosty onierz, lecz ju markotny i pospny, gdy nawet jego wasne
puki krzyczay:
- Vivat Czarniecki, dux et victor!
Zazdro wic pocza ju nurtowa dusz marszakow.
Tymczasem coraz nowe oddziay waliy ze wszystkich stron na pobojowisko, za
kadym za razem nadjeda towarzysz i ciska panu Czarnieckiemu pod nogi zdobyt
chorgiew nieprzyjacielsk. Na w widok powstaway nowe krzyki, nowe wiwatowania,
ciskanie czapek w gr i palba z bandoletw.
Soce zachodzio coraz niej.
Wtem w jedynym kociele, jaki po poarze w Warce pozosta, zadzwoniono na nieszpr;
natychmiast poodkryway si wszystkie gowy; ksidz Piekarski, setny ksidz, zaintonowa:
Anio Paski zwiastowa Najwitszej Pannie Marii!..., a tysic elaznych piersi
odpowiedziao mu natychmiast potnymi gosami: ...i pocza z Ducha witego!...
Wszystkie oczy podniosy si ku niebu, ktre zarumienio si cae zorz wieczorn, i z
owego krwawego pobojowiska pocza lecie ku grajcym w grze blaskom przedwieczornym
pie pobona.
Wanie gdy skoczono piewa, nadjechaa rysi laudask chorgiew, ktra si bya
najdalej zagnaa za nieprzyjacielem. onierze znw poczli ciska chorgwie pod nogi
panu Czarnieckiemu, wic on uradowa si w sercu, i widzc Woodyjowskiego, posun
ku niemu konia.
- A sia wam ich uszo? - spyta.
Pan Woodyjowski pocz tylko gow krci na znak, e nie sia uszo, lecz tak by
zziajany, e sowa jednego przemwi nie mg, jeno w otwart gb apa powietrze raz
po razu, a mu w piersiach grao. Pokaza wreszcie rk na usta, e mwi nie moe, a pan
Czarniecki zrozumia i za gow go tylko cisn.
- Ten si sprawowa! - rzek - bodaj si tacy na kamieniu rodzili!
Pan Zagoba za prdzej odzyska oddech i szczkajc zbami, tak pocz przerywanym
gosem mwi:
- Dla Boga! Na pot zimny wiater wieje!... Parala mnie trzanie... Zewleczcie szaty z
jakiego grubego Szweda i dajcie mi, bo wszystko na mnie mokre... Mokro i tu mokro... Nie
wiem ju, co woda, a co mj wasny pot, a co krew szwedzka... Jelim ja si spodziewa...
e... kiedy w yciu tylu tych szelmw narn, tom niewart by podogoniem przy kulbace...
Najwiksza wiktoria w tej wojnie... Ale do wody nie bd drugi raz skaka... Nie jedz, nie
pij, nie pij, a potem kpiel... Do mi na stare lata... Rka mi zemdlaa... Ju mnie parala
ima... Gorzaki, na miy Bg!...
Syszc to pan Czarniecki i widzc wiekowego ma istotnie cakiem pokrytego krwi
nieprzyjacielsk, ulitowa si nad wiekiem i poda mu wasn manierk.
Zagoba przechyli j do ust i po chwili odda prn, po czym rzek:
- Tylem si wody w Pilicy oopa, e rycho patrze, jak mi si ryby w brzuchu
wylgn, ale to lepsze od wody.
- A przebierz si wa w inne szaty, choby i szwedzkie - rzek pan kasztelan.
- Ja wujowi grubego Szweda poszukam! - ozwa si Roch.
- Po co z trupa mam pokrwawione ka - odrzek Zagoba. - cignij no wszystko do
koszuli z tego jeneraa, ktregom w jasyr wzi.
- To wa wzi jeneraa? - spyta ywo pan Czarniecki.
- Kogom nie wzi, czegom nie dokona! - odpowiedzia Zagoba.
Wtem pan Woodyjowski odzyska mow:
- Wzit przez nas modszy margrabia Adolf, hrabia Falkenstein, jenera Wgier, jenera
Poter, Benzy, nie liczc pomniejszych oficerw.
- A margrabia Fryderyk? - spyta Czarniecki.
- Jeli tu nie ley, to uszed w lasy, ale jeli uszed, to go chopi zabij!
Pan Woodyjowski omyli si w swych przewidywaniach. Margrabia Fryderyk wraz z
grafem Szlipenbachem i Ehrensheinem bdzc lasami dotarli noc do Czerska; tam przesiedziawszy
w ruinach zamku trzy dni o chodzie i godzie, powdrowali noca do Warszawy.
Nie uchronio ich to pniej przed niewol, na ten raz jednak ocaleli.
Noc ju bya, gdy pan Czarniecki zjecha ku Warce z pobojowiska. Bya to moe najweselsza
noc w jego yciu, tak wielkiej bowiem klski nie ponieli dotd Szwedzi od
pocztku wojny. Wszystkie dziaa, wszystkie chorgwie, wszystka starszyzna, prcz naczelnego
wodza, bya wzita. Armia zniesiona do szcztu; rozegnane na cztery wiatry mae
jej resztki musiay pa ofiar kup chopskich. Lecz pokazao si jeszcze przy tym, e owi
Szwedzi, ktrzy sami za niezwycionych w otwartym polu si mieli, nie mog wanie w
otwartym polu mierzy si z regularnymi polskimi chorgwiami. Rozumia wreszcie pan
Czarniecki, jak potny skutek to zwycistwo w caej Rzeczypospolitej wywrze, jak podniesie
ducha, jaki rozbudzi zapa; widzia ju ca Rzeczpospolit w niedalekiej przyszoci
od ucisku uwolnion, tryumfujc... Moe i zocist wielkohetmask buaw widzia oczyma
duszy na niebie.
Wolno mu byo o niej marzy, bo szed ku niej jak prawy onierz, jak obroca ojczyzny,
i by z takich, ktrzy nie powstaj ani z soli, ani z roli, jeno z tego, co ich boli.
Tymczasem ledwie ca dusz mg obj t rado, ktra na niego spyna, wic
zwrci si do jadcego obok marszaka i rzek:
- Teraz pod Sandomierz! pod Sandomierz, jako najprdzej! Umie ju wojsko rzeki
przepywa; nie zastraszy nas San ni Wisa!
Marszaek nie odrzek ani sowa, natomiast jadcy nieco opodal, w szwedzkim przebraniu,
pan Zagoba pozwoli sobie w gos przemwi:
- Jedcie, gdzie chcecie, ale beze mnie, bom ja nie kurek na kociele, ktry si krci
dniem i noc, je i spa nie potrzebujc.
Pan Czarniecki tak by wes, e nie tylko si nie rozgniewa ale odrzek artujc:
- Wa do dzwonnicy ni do kurka podobniejszy, zwaszcza e jak widz, wrble masz
w kopule. Wszelako quod attinet jada i spoczynku, to si wszystkim przynaley.
Na to Zagoba, ale ju pgosem:
- Kto ma dzioby na gbie, ten ma wrble na myli!
ROZDZIA X
Po owym zwycistwie pozwoli na koniec Czarniecki odetchn wojsku i konie
strudzone odpa, po czym znw wielkimi pochodami mia wraca pod Sandomierz, aby
do upadego krla szwedzkiego gnbi.
Tymczasem pewnego wieczora przyby do obozu pan Charamp z wieciami od Sapiehy.
Czarniecki wyjecha by pod ow por do Czerska na lustracj pospolitego ruszenia
rawskiego, ktre sie pod owym miastem wanie zbierao, wic Charamp, nie zastawszy
wodza, uda si wprost do Woodyjowskiego, aby u niego po dugiej drodze wypocz.
Przyjaciele witali go wielce radonie, lecz on zaraz na wstpie pospn im twarz ukaza
i rzek:
- O waszej wiktorii ju syszaem. Tu nam si umiechna fortuna, a pod Sandomierzem
nas przycisna. Nie masz ju Carolusa w saku, bo si wydoby, a do tego z wielk
wojska litewskiego konfuzj.
- By-li to moe? - zakrzykn chwytajc si za gow pan Woodyjowski.
Obaj Skrzetuscy i Zagoba stanli jak wryci.
- Jake to byo? Powiadaj wapan, na ywy Bg, bo we wasnej skrze nie usiedzim!
- Ju mi i tchu nie staje - odpowiedzia pan Charamp - jechaem dzie i noc, strudziem
sie okrutnie. Nadjedzie pan Czarniecki, to wszystko ab ovo opowiem. Dajcie mi
teraz troch odsapn.
- Wic ot i Carolus wyszed z saku. Przewidywaem, e na to przyjdzie. Jake to?
zapomnielicie, iem to prorokowa? Niech Kowalski przywiadczy.
- Wuj prorokowa! - rzk Roch.
- I gdzie Carolus poszed? - spyta Charampa Woodyjowski.
- Piechota popyna szmagami, a on z jazd poszed po Przywilu ku Warszawie.
- Bitwa bya?
- I bya, i nie bya. Krtko mwic, dajcie mi spokj, bo nie mog gada!
- Jedno jeno jeszcze powiedz. Zali cakiem pan Sapieha rozbit?
- Gdzie tam rozbit! Goni nawet krla, ale ju tam pan Sapieha nikogo nie dogoni!
- Taki on do gonienia jak Niemiec do postu - rzek Zagoba.
- Chwaa Bogu i za to, e wojska w caoci! - wtrci Woodyjowski.
- Podrwili bowinkowie! - zawoa Zagoba. - Ha! trudno! Musim znw dziur w
Rzeczypospolitej na wspk ata!
- Wapan na litewskie wojsko nie gadaj - odpar Charamp. - Carolus jest wojennik
wielki i nie sztuka z nim przegra. A wycie to, koroniarze, nie podrwili pod Ujciem, a
pod Wolborzem, a pod Sulejowem, a w dziesiciu innych miejscach? Sam pan Czarniecki
przegra pod Gobiem! Dlaczego nie mia przegra i pan Sapieha, zwaszcza gdycie go,
jako sierot, samego zostawili?
- A c my to na tace pod Wark poszli? - rzek z oburzeniem Zagoba.
- Wiem, e nie na tace, jeno na bitw, i Bg da wam wiktori. Ale kto wie, czy nie
lepiej byo nie chodzi, bo u nas powiadaj, e wojsko obojga narodw, kade z osobna,
moe by pobite, ale w kupie i sam piekielny komput mu nie poradzi.
- Moe to by - rzek Woodyjowski - ale co wodzowie uradzili, w to nam nie wchodzi.
Nie bez tego te, zeby waszej winy nie byo!
- Musia tam Sapio pokawi, ju go znam! - rzek Zagoba.
- Temu nie mog negowa! - mrukn pod nosem Charamp.
Tu umilkli na chwil, jeno od czasu do czasu spogldali na si ponuro, bo im si wydao,
e szczcie Rzeczypospolitej psu si na nowo poczyna, a przecie tak niedawno
peni byli wszyscy ufnoci i nadziei.
Wtem Woodyjowski rzek:
- Pan kasztelan powraca!
I wyszed z izby.
Kasztelan powraca rzeczywicie; Woodyjowski wybieg przeciw niemu i z dala pocz
woa:
- Mocie kasztelanie! Krl szwedzki zgwaci litewskie wojsko i z saku umkn. Jest tu
towarzysz z listami od pana wojewody wileskiego.
- Dawaj go sam! - krzykn Czarniecki. - Gdzie on jest?
- U mnie. Zaraz go przystawi.
Lecz pan Czarniecki tak przyj do serca wiadomo, e nie chcia czeka, jeno natychmiast
zeskoczy z kulbaki i wszed do kwatery Woodyjowskiego.
Porwali si z aw wszyscy, widzc go wchodzcego, on za ledwie im gow skoni, ju
rzek:
- Prosz o listy!
Charamp poda mu zapiecztowane pismo. Kasztelan poszed z nim przed okno, bo w
chaupie byo ciemno, i pocz je czyta ze zmarszczon brwi i trosk w twarzy. Od czasu
do czasu gniew byska mu w obliczu.
- Zalterowa si pan kasztelan - szepta do Skrzetuskiego Zagoba - obacz, jak mu
dzioby poczerniay; zaraz i szepleni zacznie, co zawsze czyni, gdy go cholera chwyci.
Wtem pan Czarniecki skoczy czyta, przez chwil ca pici krci brod i myla,
na koniec ozwa si dwikliwym, niewyranym gosem:
- A pjd no tu bliej, towarzyszu!
- Do usug waszej dostojnoci!
- Gadaj prawd - rzek z przyciskiem kasztelan - bo ta relacja tak misternie haftowana,
i rzeczy doj nie mog... Jedno... gadaj prawd... nie koloryzuj: wojska rozproszone?
- Nijak nie rozproszone, moci kasztelanie.
- A ile dni wam potrzeba, bycie sie znw zebrali?
Tu Zagoba szepn do Skrzetuskiego:
- Chce go, jako to mwi, z maki zay.
Lecz Charamp odpowiedzia bez wahania:
- Skoro wojsko nie rozproszone, to mu si zbiera nie trzeba. Prawda jest, e pospolitakw
z dwiecie konie nie moglimy si dorachowa, gdym odjeda, ktrych i midzy
polegymi nie byo, ale to zwyka rzecz i komput na tym nie cierpi, a nawet pan hetman
ruszy za krlem w dobrym porzdku.
- Armat nie stracilicie, mwisz, nic?
- Owszem. Stracilimy cztery, ktre Szwedzi, nie mogc ich zabra, zagwodzili.
- Widz, e prawd mwisz; powiadaj tedy, jako si wszystko odbyo?
- ...Incipiam! - rzek Charamp. - Kiedymy to ostali sami, postrzeg si nieprzyjaciel,
ie zawilaskich wojsk nie masz, jeno partie i kupy niesforne na ich miejscu. Mylelimy,
a waciwie mwic, pan Sapieha myla, e na tamtych uderz i jakie takie posiki im ekspediowa,
ale nieznaczne, by siebie nie osabi. Tymczasem u Szwedw krtanina i szum
jakoby w ulu. Pod wieczr poczli zblia si tumami do Sanu. Bylimy w kwaterze wojewodziskiej.
Przyjeda ten pan Kmicic, ktry si Babiniczem teraz zowie, onierz
przedni, i daje zna. A pan Sapieha wanie do uczty zasiada, na ktr si sia szlachcianek
a spod Kranika i Janowa nazjedaa... e to pan wojewoda lubi pe
biaogowsk.
- I uczty lubi! - przerwa Czarniecki.
- Nie masz mnie przy nim, nie ma go kto do temperacji nakania! - przerwa Zagoba.
Na to pan Czarniecki:
- Moe prdzej bdziesz wa przy nim, ni mylisz, zaczniecie si we dwch temperowa!
Tu zwrci si do Charampa:
- Mw dalej.
- Babinicz tedy daje zna, a wojewoda na to: Symuluj tylko, e chc nastpowa! Nie
przedsiwezm nic! Prdzej (powiada) przez Wis zechc si przebiera, ale mam ja na
nich oko i wtedy sam nastpi. Tymczasem (powiada) nie psujmy sobie uciechy, eby nam
byo dobrze! Poczynamy tedy je i pi. A i kapela poczyna rn, sam wojewoda prosi
do taca.
- Dam ja mu tace! - przerwa Zagoba.
- Cicho wa! - rzek Czarniecki.
- Wtem znw przylatuj od brzegu, e szum okrutny. Nic to! Wojewoda pazia w ucho:
Bdziesz mi tu laz! Tacowalimy do witania, spalimy do poudnia. O poudniu
patrzym, a ju szace srogie stoj, a na nich cikie dziaa, kartauny. Daj te czasem ognia,
a co kula padnie, to jak ceber! Jednak taka na nic oko zaprszy!
- Nie powiadaj konceptw - przerwa Czarniecki - bo nie u hetmana!
Charamp zmiesza si mocno i tak dalej mwi:
- O poudniu wyjecha sam wojewoda. Szwedzi za pod oson owych szacw zaczli
stawia most. Pracowali do wieczora, z wielkim naszym podziwem, bomy byli tego
mniemania, e zbudowa go zbuduj, ale przej po nim nie zdoaj. Na drugi dzie
jeszcze buduj. Pocz wojewoda sprawia wojska,bo i sam ju myla, e bdzie batalia.
- Tymczasem most by pozr, a przeszli poniej przez inny i z boku was zaszli? -
przerwa Czarniecki.
Charamp wytrzeszczy oczy, otworzy usta, przez chwil milcza zdumiony, na koniec
rzek:
- To wasza dostojno miaa ju relacj?
- Nie ma co! - szepn Zagoba - co wojny tyczy, nasz dziad w lot zgadnie, jakoby
wanie patrzy na spraw!
- Mw dalej! - rzek Czarniecki.
- Przyszed wieczr. Wojska stay w gotowoci, ale z pierwsz gwiazd znowu bya uczta.
Tymczasem rano Szwedzi ju przeszli przez w drugi most, ktry poniej zbudowali, i
zaraz nastpili. Staa od kraca chorgiew pana Koszyca, onierza dobrego. Ten w nich!
Skocz mu w pomoc pospolitacy, ktrzy byli najbliej, ale kiedy to plun do nich z armat
- w nogi! A pan Koszyc poleg i ludzi jego okrutnie naszarpano. Dopiero pospolitacy,
wpadszy hurmem na obz, wszystkich pomieszali. Co byo gotowych chorgwi, to poszy,
ale nie sprawiy nic, jeszczemy armaty stracili. Gdyby wicej dzia i piechoty bylo przy
krlu, sroga byaby klska, ale szczciem wiksza cz pieszych regimentw, wraz z armatami,
odpyna noc szmagami, o czym take nikt u nas nie wiedzia.
- Sapio pokawi! Z gry wiedziaem! - zawoa Zagobs.
- Przejlimy korespondencj krlewsk - rzek Charamp - ktr Szwedzki zronili.
Czytali w niej onierze, e krl do Prus ma i, by z elektorskimi nazad wrci, gdy
pisze, e samymi szwedzkimi siami nie da sobie rady.
- Wiem o tym - odrzek Czarniecki - pan Sapieha przysa mi ten list.
Po czym mrukn cicho, jakoby sam do siebie mwic:
- Trzeba i nam za nim do Prus.
- Dawno to mwi! - rzek Zagoba.
Pan Czarniecki popatrzy na przez chwil w zamyleniu.
- Nieszczcie! - rzek gono - bo gdybym ja nady pod Sandomierz, tedybymy we
dwch z hetmanem ywej nogi nie pucili... Ha! stao si i nie wrci!... Wojna si
przeduy, ale tak i temu najazdowi, i najezdnikom mier pisana.
- Nie moe inaczej by!... - zawoali chrem rycerze.
I wielka otucha wstpia im do serc, cho przed chwil wtpili.
Wtem szepn co Zagoba do ucha pana dzierawcy z Wsoszy, a w znik we
drzwiach i po chwili wrci z gsiorem. Widzc to Woodyjowski pochyli si do kolan
kasztelanowi.
- aska by to bya dla prostaka onierza niepowszednia... - zacz.
- Napij si z wami chtnie - rzek Czarniecki - a wiecie dlaczego? Owo dlatego, e
nam si poegna przyjdzie.
- Jake to? - zawoa zdumiony Woodyjowski.
- Pisze pan Sapieha, e chorgiew laudaska do litewskiego wojska naley i e j jeno
dla asysty krlowi przysa, a teraz sam jej bdzie potrzebowa, zwaszcza oficerw, bo mu
ich brak okrutny. Mj Woodyjowski, wiesz, ile ci miuj, i ciko mi si z tob rozstawa,
ale tu jest dla ciebie rozkaz. Wprawdzie pan Sapieha, jak czek polityczny, na moje
rce i do mojej dyskrecji rozkaz przysya. Mgbym ci go nie pokaza... Ba, ba, tak mi to
mie, jakoby mi pan hetman szabl najlepsz zama... Ale wanie, e do mojej dyskrecji
przysano, wic ci rozkaz daj - masz!... a ju czy, co powinien. Za zdrowie twoje,
onierzyku!...
Pan Woodyjowski znw pochyli si do kasztelaskich kolan, wypi, ale tak by strapiony,
e sowa przemwi nie mg, a gdy kasztelan wzi go w objcia, zy ciurkiem
puciy mu si na te wsiki.
- Wolejbym poleg! - zawoa aonie. - Goni pod tob, wodzu wielbiony, przywykem,
a tam nie wiadomo, jako bdzie...
- Panie Michale, nie zwaaj na rozkaz! - rzek wzruszony Zagoba. - Sam Sapiowi odpisz
i uszu mu przystojnie natr.
Lecz pan Micha przede wszystkim by onierzem, wic jeszcze si obruszy:
- A w wapanu wiecznie stary wolentarz siedzi!... Milczaby lepiej, kiedy rzeczy nie
rozumiesz. Suba!!
- Ot, co! - rzek Czarniecki.
ROZDZIA XI
Pan Zagoba stanwszy przed hetmanem nie odpowiedzia na radosne jego powitanie,
owszem rce w ty zaoy, warg wysun naprzd i pocz na spoglda jak sdzia
sprawiedliwy, ale surowy. Ten za jeszcze si bardziej ucieszy widzc ow min, bo ju
si jakowej krotofili spodziewa, i zaraz j mwi:
- Jak si masz, stary francie? C to tak nosem krcisz, jakby jakowy niecnotliwy
zapach wietrzy?
- W caym Sapieyskim wojsku bigos czu!
- Czemu to bigos? - powiadaj!...
- Bo Szwedzi kapucianych gw naszatkowali!
- Masz go! Ju nam przymwi! Szkoda, e waci nie usiekli!
- Bom pod takim wodzem suy, pod ktrym mymy siekli, nie nas sieczono.
- Daj ci katu! eby ci cho jzyk obcili!
- Nie miabym czym Sapieyskiej wiktorii gosi!
Na to posmutnia hetman i odrzek:
- Panie bracie, zaniechaj mnie! Jest wicej takich, ktrzy ju na moje suby ojczynie
niepamitni, zgoa mnie spostponowali, i wiem to, e jeszcze wiele si przeciw mej osobie
uczyni haasu, a przecie, eby nie owa chasa pospolitacka, inaczej by rzeczy pj moga.
Powiadaj, em dla podkurkw nieprzyjaciela zaniedba, ale przecie temu nieprzyjacielowi
caa Rzeczpospolita oprze si nie moga!
Wzruszy si nieco pan Zagoba sowy hetmana i odrzek:
- Taki to ju u nas obyczaj, aby win zawsze na wodza skada. Nie ja bd bra podkurki
za ze, bo im dzie duszy, tym podkurek potrzebniejszy. Pan Czarniecki wielki
wojennik, t wszelako, wedle mojej gowy, ma przywar, e wojsku na niadanie, na obiad
i na wieczerz sam tylko szwedzin daje. Lepszy on wdz ni kuchta, ale le czyni, bo od
takiej strawy wprdce wojna najlepszym kawalerem moe zbrzydn.
- Bardzoe pan Czarniecki przeciw mnie choleryzowa?
- I!... nie bardzo! Z pocztku wielk pokaza alteracj, ale gdy si dowiedzia, e wojska
nie rozbite, zaraz powiada: Wola boska, nie ludzka moc! NIc to! (powiada) kademu
zdarzy si przegra; gdybymy samych (powiada) Sapiehw w ojczynie mieli, byby to
kraj Artystydesw.
- Dla pana Czarnieckiego krwi bym nie skpi! - odpowiedzia hetman. - Kady inny
poniaby mnie, aby siebie i wasn saw wywyszy, zwaszcza po wieej wiktorii, ale
on nie z takich.
- Nic i ja przeciw niemu nie powiem, jeno to, em za stary na tak sub, jakiej on od
onierza wyglda, a zwaszcza na owe kpiele, jakie wojsku wyprawuje.
- To wa rad, e do mnie wrci?
- I rad, i nierad, bo o podkurku sucham od godziny, ale go jako nie widz.
- Zaraz sidziemy do stou. A co pan Czarniecki teraz przedsibierze?
- Idzie do Wielkopolski, aby tamtym niebotom dopomc, stamtd za przeciw
Szteinbokowi cignie i do Prus, spodziewajc si dosta od Gdaska armat i piechoty.
- Zacni obywatele gdaszczanie. Caej Rzeczypospolitej przykadem wiec. To si z
panem Czarnieckim pod Warszaw spotkamy, bo ja tam pocign, jeno sie przedtem koo
Lublina nieco zabawi.
- To Lublin znw Szwedzi obsadzili?
- Nieszczsne miasto! Nie wiem ju, ile razy byo w nieprzyjacielskim rku. Jest tu
deputacja od szlachty lubelskiej i zaraz przyjdzie z prob, bym ich ratowa. Ale e mam
listy do krla i hetmanw ekspediowa, przeto musz jeszcze poczeka.
- Do Lublina i ja chtnie pjd, bo tam biaogowy nad miar gadkie i rzsiste. Kiedy
to ktra chleb krajc bochenek o si oprze, to nawet na nieczuym bochenku skra od
kontentacji czerwienieje.
- O Turku!
- Wasza dostojno, jako czek wiekowy, nie moesz tego wyrozumie, ale ja co maja
krew jeszcze musz puszcza.
- Toe starszy ode mnie!
- Jego eksperiencj, nie wiekiem, e za umiaem conservare iuventutem meam, tego
mi ju niejeden zazdroci. Pozwl mnie, wasza dostojno, przyj deputacj lubelsk, a
ja jej przyrzekn, e zaraz idziemy w pomoc, niech si nieborakowie pociesz, nim nieboraczki
pocieszymy.
- Dobrze - rzek hetman - a ja pjd listy ekspediowa.
I wyszed.
Zaraz potem wpuszczono deputacj lubelsk, ktr pan Zagoba przyj z nadzwyczajn
powag i godnoci, a pomoc przyrzek pod warunkiem, e wojsko prowiantami,
zwaszcza za wszelakim napitkiem obel. Po czym zaprosi ich imieniem wojewodziskim
na wieczerz. Oni radzi byli, bo wojska teje jeszcze nocy ruszyy ku Lublinowi.
Sam pan hetman pili niezmiernie, bo mu chodzio o to, aeby jakow przewag wojenn
pami sandomierskiej konfuzji zatrze.
Rozpoczo si wic oblenie, ale szo do marudnie. Przez cay ten czas Kmicic uczy
si u pana Woodyjowskiego szabl robi i postpy czyni nadzwyczajne. Pan Micha
te wiedzc, e to na Bogusawow szyj nauka, adnych sekretw swej sztuki mu nie ukrywa.
Czsto te miewali i lepsz praktyk; chodzili bowiem pod zamek wyzywa
Szwedw na rk, ktrych wielu usiekli. Wkrtce Kmicic do tego doszed, e z Janem
Skrzetuskim mg si na rwni potyka, nikt za w caym wojsku Sapieyskim nie zdoa
mu dotrzyma. Wwczas taka ch zmierzenia sie z Bogusawem opanowaa mu dusz, i
ledwie mg wysiedzie pod Lublinem, zwaszcza e wiosna wrcia mu siy i zdrowie.
Rany pogoiy mu si wszystkie, przesta plu krwi, krew graa w nim po dawnemu i
ogie tryska z oczu. Spogldali na niego z pocztku spode ba laudascy ludzie, lecz nie
mieli nastawa, bo Woodyjowski trzyma ich elazn rk, pniej te, patrzc na jego
postpki i uczynki, pogodzili si z nim zupenie, i sam najzacieklejszy jego wrg, Jzwa
Butrym, mawia:
- Umar Kmicic, ywie Babinicz, a ten niech ywie!
Zaoga lubelska poddaa si wreszcie ku wielkiej uciesze wojska, za czym ruszy pan
Sapieha chorgwie ku Warszawie. Po drodze odebra wiadomo, e sam Jan Kazimierz
wraz z hetmanami i nowym wojskiem przyjdzie mu w pomoc. Nadeszy te wieci i od
Czarnieckiego, ktren take z Wielkopolski ku stolkicy zda. Wojna, rozproszona po
caym kraju, skupia si tak pod Warszaw, jako chmury rozproszone po niebieskim
sklepie skupiaj si i cz, aby zrodzi burz, grzmoty i byskawice.
Szed pan Sapieha na elechw, Garwolin i Misk do siedleckiego traktu, aby si w
Misku z pospolitym ruszeniem podlaskim poczy. Jan Skrzetuski obj nad ow chas
komend, bo chocia w wojewdztwie lubelskim mieszka, ale e blisko granicy Podlasia,
wic znany by wszystkiej szlachcie i wielce przez ni ceniony, jako jeden z najznamienitszych
w Rzeczypospolitej rycerzy. Jako wprdce potrafi on zmieni bitn z
natury tamtejsz szlacht na chorgwie, w niczym komputowemu wojsku nie ustpujce.
Tymczasem za szli z Miska ku Warszawie bardzo spiesznie, aby jednym dniem pod
Prag stan. Pogoda sprzyjaa pochodowi. Od czasu do czasu przelatyway majowe
deszczyki chodzc ziemi i tumic kurzaw, ale w ogle czas by cudny, ni zbyt gorcy,
ni zbyt zimny. Wzrok bieg daleko w przeroczystym powietrzu. Z Miska szy wojska
komunikiem, wozy bowiem i dziaa miay dopiero drugiego dnia za nimi wyruszy; ochota
panowaa po pukach niezmierna; gste lasy, zalegajce cay trakt, brzmiay echem pieni
onierskich, konie prychay na dobr wrb. Chorgwie w sprawie i w porzdku pyny
jedna za drug, jak rzeka migotliwa a potna, bo przecie dwanacie tysicy luda, bez pospolitakw,
wid pan Sapieha. Rotmistrze, ogarniajc puki, wiecili polerownymi
blachami. Krane znaki chwiay si nad gowami rycerstwa na ksztat olbrzymich kwiatw.
Soce miao si ku zachodowi, gdy pierwsza idca w przodku chorgiew laudaska
ujrzaa wiee stolicy. Na w widok radosny okrzyk wyrwa si z piersi onierstwa:
- Warszawa! Warszawa!
Okrzyk w przelecia jak grzmot przez wszystkie chorgwie, i przez jaki czas sycha
byo na p mili drogi powtarzane ustawicznie sowo: Warszawa! Warszawa!
Wielu Sapieyskich rycerzy nigdy nie byo w stolicy, wielu nigdy jej nie widziao,
wic jej wodok wywar na nich wraenie nadzwyczajne. Mimo woli wstrzymali wszyscy
konie; niektrzy pozdejmowali czapki, inni poczli si egna, niektrym zy ciurkiem
popyny z oczu i stali wzruszeni, milczcy. Nagle pan Sapieha pojawi si na biaym koniu
od ostatnich zastpw i pocz lecie wzdu chorgwi.
- Moci panowie! - woa dononym gosem - my tu pierwsi, nam szczcie! nam
honor!... Wyeniem Szweda ze stolicy!!...
- Wyeniem! -zawrzaso dwanacie tysicy litewskich piersi. - Wyeniem! wyeniem!
wyeniem!
I sta si szum a huk. Jedni krzyczeli cigle: Wyeniem! - drudzy ju woali: Bij, kto
cnotliwy! - inni: W nich, psubratw! Trzaskanie szablami mieszao si z krzykiem
rycerzy. Oczy poczy ciska byskawice, spod srogich wsw byskay zby. Sam Sapieha
spon jak pochodnia. Nagle buaw podnis w gr i krzykn:
- Za mn!
W pobliu Pragi wstrzyma pan wojewoda chorgwie i nakaza wolny pochd. Stolica
wynurzaa si coraz wyraziciej z sinawej oddali. Wiee rysoway si dug lini na
bkicie. Spitrzone dachy Stargeo Miasta, kryte czerwon dachwk, pony w blaskach
wieczornych. Nic wspanialszego nie widzieli nigdy w yciu Litwini nad owe mury biae i
wyniose, poprzecinane mnstwem wskich okien, zwieszajce si na ksztat stromych
wiszarw nad wod; domy zdaway sie wyrasta jedne z drugich, wysoko i jeszcze wyej;
nad ow za zbit i zacienion mas tynw, cian, okien, dachw body niebo wiee
strzeliste. Ci z onierzy, ktrzy ju byli w stolicy bd na elekcji, bd prywatnie, objaniali
innym, co ktry gmach znaczy i jakie nosi miano. Szczeglniej Zagoba, jako bywalec,
uczy swoich laudaskich, oni za suchali go pilnie, dziwic si jego sowom i
samemu miastu.
- Patrzcie na ow wie w samym porodku Warszawy - mwi. - Oto arx regia! ebym
tyle lat y, ile obiadw tam u krlewskiego stou zjadem, Matuzala bym w kozi rg
zapdzi. Nie mia te krl bliszego ode mnie konfidenta; mogem wybiera midzy
starostwami jako miedzy orzechami, a rozdawa je tak atwo jak ufnale. Sila ludzi promowaem,
a gdym wchodzi, to senatores w pas mi si kaniali, po kozacku. Pojedynki te
na oczach krlewskich odbywaem, bo mnie lubi widzie przy robocie, marszaek za musia
zamyka oczy.
- Srogi gmach! - rzek Roch Kowalski. - I pomyle, e wszystko to ci psiajuchowie
maj w rku!
- I upi okrutnie! - doda Zagoba. - Sysz: kolumny nawet z murw wydzieraj i do
Szwecji wywo, ktre s z marmurw i innych kosztownych kamieni. Nie poznam miych
ktw, a przecie susznie rozmaici scriptores zamek w za smy cud wiata uwaaj, bo
oprcz tego ma krl francuski zacny dworzec, ale kiep w porwnaniu do tego!
- A owo, co to za druga wiea w pobliu na prawo?
- To wity Jan. Jest z zamku do niego kruganek. W tym to kociele objawienie
miaem, bo gdym raz po nieszporze przyzosta, sysz gos od sklepienia: Zagoba, bdzie
wojna z takim synem, krlem szwedzkim, i calamitates wielkie nastpi! Ruszyem co
tchu do krla i powiadam, com sysza, a tu ksidz prymas pastoraem mnie w kark: Nie
powiadaj gupstw, pijany bye! Maj teraz... Ten drugi koci, zaraz tam obok, to jest
collegium Jesuitarium; trzecia wiea opodal to curia, owa czwarta w prawo, marszakowska,
a w zielony dach to Dominikanie; wszystkiego nie wymieni, chobym jzykiem tak
umia obraca jak szabl.
- Chyba nie masz takiego drugiego miasta na wiecie! - zawoa jeden z onierzy.
- Dlatego te wszystkie nacje nam go zazdroszcz.
- A w cudny gmach na lewo od zamku?
- Za Bernardynami?
- Tak jest.
- To palatium Radziejowskianum, dawniej Kazanowskich. Uwaaj go za dziewity
cud wiata, ale zaraz na niego, bo w tych to murach zaczo si nieszczcie Rzeczypospolitej.
- Jake to? - spytao kilka gosw.
- Bo jak si wzi pan podkanclerzy Radziejowski z on wadzi i wojowa, tak krl
si za nia uj. Wiecie, wapanowie, co o tym ludzie mwili, a to pewno, e i sam podkanclerzy
myla, e mu si ona w krlu kocha, a krl w niej; za czym przez invidi do
Szwedw uciek i wojna sie rozpocza. Co prawda, siedziaem wtedy na wsi to wiem, e
ona nie do krla, tylko do kogo innego przedtem sodkie oczy, jak marcepan, robia.
- Do kogo?
Zagoba pokrci wsa.
- Do tego, do ktrego i wszystkie jak mrwki do miodu lazy, jeno mi si nazwiska nie
godzi mwi, gdy zawsze brzydziem si chepliwoci... Przy tym zestarza si czek,
zestarza, zdar sie jako miota, zamiatajc nieprzyjaci ojczyzny, ale niegdy nie byo
wikszego nade mnie gadysza i dworaka, niech Roch Kowalski przywiad...
Tu spostrzeg si pan Zagoba, e Roch adn miar owych czasw pamita nie moe,
wic tylko rk machn i rzek:
- Wreszcie, co on tam wie!
Po czym pokaza jeszcze towarzyszom paac Ossoliskich i Koniecpolskich, ktry
ogromem prawie Radziejwskiemu by rwny, wreszcie wspania villa regia, a wtem
soce zaszo i mrok nocny pocz nasyca przestworze.
Huk dziaa rozleg si na murach warszawskich i trby ozway si dugo i przecigle na
znak, i nieprzyjaciel si zblia.
Pan Sapieha oznajmi te swoje przybycie palb z samopaw, aby ducha mieszkacom
stolicy doda, po czym teje jeszcze nocy pocz przeprawia wojsko za Wis.
Przeprawia si wic pierwsza laudaska, za nia pana Kotwicza, za ni Tatarzy Kmicicowi,
za ni Wakowiczowa, razem om tysicy ludzi. W ten sposb byli zarazem Szwedzi wraz
z nagromadzonym upem otoczeni i pozbawieni dowozu, panu Sapiee za nie pozostawao
nic wicej, jak czeka, pki z jednej strony pan Czarniecki, z drugiej krl wraz z koronnymi
hetmany nie przycignie, tymczasem za pilnowa, aby si jakowe posiki do
miasta nie przekrady.
Pierwsze wieci przyszy od pana Czarnieckiiego, ale niezbyt pomylne, donosi
bowiem, e wojsko i konie tak ma strudzone, i w tej chwili nie moe adnego w obleniu
wzi udziau. Od czasu bitwy pod Wark dzie w dzie by w ogniu, a od pierwszych
miesicy roku stoczy dwadziecia jeden wikszych bitew ze Szwedami, nie liczc podjazdowych
utarczek i napadw na mniejsze oddziay. Piechoty na Pomorzu nie dosta, do
Gdaska dotrze nie mg; obiecywa, co najwiecej, trzyma reszt si w szachu t armi
szwedzk, ktra pod Radziwiem, pod bratem krlewskim i Duglasem stojc u Narwi,
przemyliwaa, jakoby oblonym przyj w pomoc.
Za Szwedzi gotowali si do obrony z waciwym sobie mstwem i biegoci. Jeszcze
przed przyjciem pana Sapiehy spalono Prag, obecnie poczli ciska granaty na wszystkie
przedmiecia, jako na Krakowskie, Nowy wiat, a z drugiej strony na koci w. Jerzego
i Pann Mari. Pony tedy domostwa, gmachy i kocioy. W dzie dymy wiy si nad
miastem na ksztat chmur gstych i czarnych. W noc owe chmury staway si czerwone i
snopy iskier wybuchay z nich ku niebu. Za murami bkay si tumy mieszkacw bez
dachu nad gow, bez chleba, niewiasty otaczay Sapieyski obz z paczem o miosierdzie;
widziano ludzi uschnitych z godu na szczypki, widziano dzieci umierajce z braku
pokarmu, w objciach wychudych matek; okolica zmienia si w pad ez i ndzy.
Pan Sapieha, nie majc piechoty ni dzia, czeka i czeka na nadejcie krla, tymczasem
przychodzi, ile mg, w pomoc ubogim, rozsyajc ich partiami w mniej zniszczone okolice,
w ktrych jako tako mogli si wyywi. Troska si te niemao w przewidywaniu
trudnoci oblenia, gdy uczeni inynierowie szwedzcy zmienili Warszaw w potn
twierdz. Za murami siedziao trzy tysice wywiczonego onierza, dowodzonego przez
biegych i dowiadczonych jeneraw, w ogle za Szwedzi uchodzili za mistrzw w
obleniu i obronie wszelkich fortec. Na ow wic trosk wyprawia sobie pan Sapieha co
dzie uczty, w czasie ktrych kryy gsto kielichy, mia bowiem w zasny obywatel i
niepospolity wojownik t przywar, i weso kompani i brzkanie szkem nad wszystko
nawidzi, czsto nawet suby dla uciechy zaniedbujc.
Dzienn natomiast przezornoci wieczorn folg wynagradza. Do zachodu soca pracowa
szczerze, wysya podjazdy, ekspediowa listy, sam objeda strae, sam
przesuchiwa schwytanych jzykw, natomiast z pierwsz gwiazd czsto i skrzypki
odzyway si w jego kwaterze. A gdy raz si rozochoci, to ju na wszystko pozwala, sam
nawet posya po oficerw, choby stray pilnujcych albo na podjazd wyznaczonych, i
krzyw by, jeeli ktry si nie stawi, gdy nie byo dla uczty bez ciasnoty. Przymawia
mu za to rankami mocno pan Zagoba, ale wieczorami czsto samego czelad bez duszy do
kwatery Woodyjowskiego odnosia.
- witego by Sapio do upadku przywid - tumaczy si drugi dzie przyjacioom - a
c dopiero mnie, ktrym zawsze igraszki miowa. Jeszcze ma szczeglniejsz jak pasj
kielichy we mnie wmusza, ja za, nie chcc si grubianinem okaza, ustpuj przed przynuk,
bo zawsze to obserwowaem, eby gospodarzowi nie uchybia. Alem ju lubowa,
e na przyszy adwent ka sobie grzbiet dyscyplin dobrze smarowa, bo sam to rozumiem,
e swawola bez pokuty zosta nie moe; tymczasem musz mu ju dotrzymywa, a
to z obawy, aby w gorsze jakie nie wpad kompanie i do reszty sobie nie folgowa.
Byli tacy oficerowie, ktrzy i bez dozoru hetmaskiego sub penili, ale niektrzy zaniedbywali
si wieczorami srodze, jako zwyczajnie onierze, rki elaznej nad sob nie
czujcy.
Nie omieszka korzysta z tego nieprzyjaciel.
Pewnego razu, na par dni przed nadcigniciem krla i hermanw, Sapieha wyprawi
wspanialsz ni kiedykolwiek ochot, juz by bowiem rad, e si wszystkie wojska w kup
zbieraj i oblenie rozpocznie sie na dobre. Wszyscy znakomitsi oficerowie byli proszeni,
bo pan hetman szukajcy zawsze okazji rozgosi, i to na cze krlewsk owa uczta si
odbdzie. Do panw Skrzetuskich, Kmicica, Zagoby, Woodyjowskiego i Charampa
przyszed nawet umylny ordynans, aby koniecznie byli, gdy hetman za wielkie usugi
chce ich szczeglnie uczci. Pan Andrzej siada ju na ko, aby z podjazdem wyruszy, tak
i ordynansowy oficer zasta ju jego Tatarw za bram.
- Nie moesz, wasza mio, panu hetmanowi tej ujmy okaza i niewdzicznoci za
serce zapaci - rzek oficer.
Kmicic zsiad z konia i poszed naradzi si z towarzyszami.
- Okrutnie mi to nie na rk! - rzek. - Syszaem, e jaki znaczny oddzia jazdy wedle
Babic sie ukaza. Same hetman kaza mi jecha i koniecznie dowiedzie si, co to za
onierze, a teraz na uczt prosi? Co mam czyni?
- Pan hetman przysya rozkaz, aby z podjazdem Akbah-Uan poszed - odpar ordynansowy.
- Rozkaz to rozkaz! - rzek Zagoba - a kto onierz, ten sucha musi. Wapan strze
si, aby zego przykadu nie dawa, a przy tym niedobrze by byo dla wapana cign na
si nieyczliwo hetmask.
- Powiedz wa, e si stawi! - rzek do ordynansowego Kmicic.
Oficer wyszed. Za nim odjechali pod Akbah-Uanem Tatarzy, a pan Andrzej pocz si
nieco stroi, w czasie za ubierania tak mwi do towarzyszw:
 Dzi jest uczta na cze krla jegomoci; jutro bdzie na cze ichmociw panw
hetmanw koronnych i tak a do koca oblenia.
- Niech jeno krl nadcignie, skoczy si to - odpowiedzia Woodyjowski - bo chocia
i nasz pan miociwy lubi si take we wszelakim frasunku pocieszy, ale przecie
suba musi pj pilniej, ile e kady, a midzy innymi i pan Sapieha, bdzie si stara
gorliwo swoja okaza.
- Za duo tego, za duo! nie ma i gadania! - rzek Jan Skrzetuski. - Czy wam to nie
dziwno, e tak przezorny i pracowity wdz, tak cnotliwy czowiek, tak godny obywatel ma
t sabo?
- Niech jeno wieczr si uczyni, inny to zaraz czowiek i z wielkiego hetmana w hulak
si przemienia.
- A wiecie, czemu mi tak uczty nie w smak? - ozwa sie Kmicic. - Bo i Janusz Radziwi
mia ten zwyczaj, e je co wieczora wyprawia. Imainujcie sobie, e si tak jako dziwnie
skadao, e co uczta, to si albo nieszczcie jakowe trafiao, albo za nowina
spada, albo si nowa hetmaska zdrada wykrywaa. Nie wiem, czyli lepy traf, czyli
zrzdzenie boskie, do, e zo nigdy nie przechodzio kiedy indziej, jeno w czasie uczty.
To mwi wam, e w kocu do tego doszo, e jak tylko do stow nakrywali, to a skra
na nas cierpa.
- Prawda, jak mi Bg miy! - rzek Charamp. - Ale byo to i z tego, e ksi hetman
zawsze t por do promulgowania swych praktyk z nieprzyjacielem ojczyzny wybiera.
- No! - ozwa si Zagoba. - Przynajmniej ze strony poczciwego Sapia nie mamy sie
czego obawia. Jeli on kiedy zdradzi, to ja tyle wart, co wichtarze u moich butw.
- O tym i nie ma mowy! Zacny to pan jako chleb bez zakalca! - zawoa Woodyjowski.
- A co wieczorem zaniedba, to w dzie naprawi - doda Charamp.
- To ju wreszcie chodmy - rzek Zagoba - bo prawd rzekszy, vacuum w brzuchu
czuj.
Wyszli, siedli na konie i pojechali, gdy pan Sapieha sta w innej stronie za mistem i
byo do daleko. Przybywszy przed hetmask kwater znaleli ju mnstwo koni na
podwrku i cisk trzymajcych je pachokw, dla ktrych te staa kufa piwa na majdanie,
a ktrzy jako zwykle, pijc bez miary, zaczli si ju wadzi przy niej; uciszyli sie jednak
na widok nadjedajcych rycerzy, zwaszcza e pan Zagoba pocz okada pazem tych,
ktrzy mu na drodze stali, woajc stentorowym gosem:
- Do koni, hultaje! do koni! Nie was tu na uczt proszono!
Pan Sapieha przyj towarzyszw, jak zwykle, z otwartymi rkoma, a e by sobie ju
nieco podchmieli przepijajc do goci, pocz si zaraz z Zagob przekomarza.
- Czoem, panie regimentarzu! - rzek mu.
- Czoem, panie kiper - odpar Zagoba.
- Kiedy mnie kiper zowiesz, to ci dam takiego wina, ktre jeszcze robi!
- Byle nie takiego, ktre z hetmana robi bibosza!
Niektrzy z goci syszc to zlkli si, lecz pan Zagoba, gdy widzia hetmana w dobrym
humorze, na wszystko sobie pozwala, Sopieha za tak mia do niego sabo, i nie
tylko si nie gniewa, ale za boki si bra powoujc przy tym na wiadkw obecnych, co to
go od tego szlachcica spotyka.
Rozpocza si tedy uczta gwarna, wesoa. Sam pan Sapieha przepija raz po raz do
goci, to wznosi toasty na cze krla, hetmanw, wojsk obojga narodw, pana Czarnieckiego
i caej Rzeczypospolitej. Ochota rosa, a z ni gwar i szum. Od toastw przyszo
do pieni. Izba zapenia si oparem ze bw i wyziewami miodw i win. Zza okien nie
mniejszy dochodzi haas, a nawet szczkanie elaza. To czelad poczea si bi szablami.
Wypado na dwr kilku szlachty, by ad przywrci, lecz wiksze tylko uczynio si zamieszanie.
Nagle krzyk powsta tak wielki, e a ucztujcy w izbie umilkli.
- Co to jest? - spyta ktry z pukownikw. - Pachokowie nie mog takiego wrzasku
czyni!
- Cicho no, moci panowie! - rzek nasuchujc zaniepokojony hetman.
- To nie zwyke okrzyki!
Nagle wszystkie okna zadray od huku dzia i muszkietowej palby.
- Wycieczka! - krzykn Woodyjowski - nieprzyjaciel nastepuje!
- Do koni! do szabel!
Wszyscy zerwali si na rwne nogi. Ciba staa si przy drzwiach, nastpnie tum oficerw
wypad na majdan nawoujc na pachokw, by im podawali konie.
Lecz w zamcie nieatwo byo kademu do swego trafi, tymczasem zza majdanu gosy
trwone poczy woa w ciemnoci:
- Nieprzyjaciel nastpi! Pan Kotwicz w ogniu!
Ruszyli tedy wszyscy, co tchu w koniach, do swych chorgwi, skaczc przez poty i
amic karki w ciemnoci. A tam ju larum poczo si w caym obozie. Nie wszystkie
chorgwie miay konie pod rk i te najpierwsze wszczy zamieszanie. Tumy onierstwa
pieszego i konnego toczyy sie na siebie wzajem, nie mogc przyj do sprawy, nie
wiedzc, kto swj, kto nieprzyjaciel, krzyczc i haasujc wrd nocy ciemnej. Niektrzy
poczli ju woa, e to krl szwedzki z ca armi nastpuje.
Tymczasem wycieczka szwedzka uderzya istotnie z gwatownym zapdem na Kotwiczowych
ludzi. Na szczcie, sam, chorym nieco bdc, nie by na uczcie i dlatego mg da
jaki taki odpr na razie, jednak niedugotrway, bo napadnito go przewan liczb i zasypywano
ogniem muszkietowym, wic cofa si musia.
Pierwszy Oskierko przyby mu w pomoc ze spieszon dragoni. Na strzay poczto odpowiada
strzaami. Lecz i dragonia Oskierkowa dugo rwnie nie moga wytrzyma
naporu i w mig, usawszy pole trupami, pocza ciga si z pola w ty coraz pospieszniej.
Dwa razy prbowa Oskierko stan w sprawie i po dwakro rozbito go tak, i onierze
jego kupkami jeno mogli sie odstrzeliwa. Wreszcie rozsypali sie zupenie, a Szwedzi parli
jak niepowstrzymany potok ku hetmaskiej kwaterze. Coraz nowe puki wychodziy z
miasta w pole; z piechurami sza jazda, wytaczano nawet dziaa polowe. Zanosio sie na
waln bitw i zdawao si, e nieprzyjaciel jej pragnie.
Tymczasem Woodyjowski wypadszy z kwatery hetmaskiej spotka ju w p drogi
sw chorgiew idc na odgos alarmu i wystrzaw, bo bya zawsze w gotowoci. Wid
ja teraz Roch Kowalski, ktry rwnie, jak pan Kotwicz, na uczcie nie by, ale z tego
powodu, e go na ni nie zaproszono. Woodyjowski kaza co duchu zapali par szop, by
pole owietli, i pomkn ku bitwie. Po drodze przyczy si do Kmicic ze swymi
strasznymi wolentarzami i t poow Tatarw, ktra na podjazd nie posza. Obaj przybyli
w sam por, aby Kotwicza i Oskierk od zupenej klski uratowa.
Tymczasem szopy rozpaliy si ju tak dobrze, e widno byo jak w dzie. Przy tym
blasku uderzyli laudascy z pomoc Kmicica na puk piechurw i wytrzymawszy ogie,
wzili ich na szable. Skoczya swoim w pomoc rajtaria szwedzka i zwara si z laudaskim
potnie. Przez jaki czas przepierali sie, zupenie jak zapanicy, ktrzy, chwyciwszy si
za bary, dobywaj ostatnich si i coraz to ten tego, to tamten owego przechyli; lecz tak
gsty trup j lecie u Szwedw, e wreszcie poczli si miesza. Kmicic rzuca si okropnie
w gstwie ze swymi zabijakami, pan Woodyjowski pustk, jako zwykle, przed
sob szerzy; obok niego pracowali krwawo dwaj olbrzymi Skrzetuscy i Charamp, i Roch
Kowalski; laudascy siekli na wycigi z Kmicicowymi zabijakami, jedni pokrzykujc
przeraliwie, inni, jako na przykad Butrymowie, walc kup a w milczeniu.
Przeamanym Szwedom znw skoczyy na ratunek nowe puki, a Woodyjowskiego i
Kmicica wspar Wakowicz, ktry blisko nich kwaterami stojc, wkrtce po nich by
gotw. Wreszcie przyprowadzi pan hetman wszystko wojsko do sprawy i pocz
porzdnie nastpowa. Sroga bitwa zawrzaa na caej linii od Mokotowa a ku Wile.
Wtem Akbah-Uan, ktry jedzi z podjazdem, pojawi si na spienionym koniu przed
hetmanem.
- Effendi! - krzykn - czambu jazdy idzie od Babic ku miastu i wozy wiod, chc si
za mury dosta!
Sapieha zrozumia w jednej chwili, co znaczya owa wycieczka w stron Mokotowa.
Oto nieprzyjaciel chcia odcign wojska stojce na trakcie boskim, aby owa posikowa
jazda i wozy z ywnoci mogy si dosta w obrb murw.
- Ruszaj do Woodyjowskiego! - krzykn na Akbah-Uana - niech laudaska, Kmicic
i Wakowicz przebiegn im drog, zaraz im pomoc wyl!
Akbah-Uan wspi konia, za nim polecia drugi i trzeci ordynans. Wszyscy dopadli
Woodyjowskiego i powtrzyli mu rozkaz hetmaski.
Woodyjowski zwrci natychmiast chorgwie, Kmicic z Tatarami dogna go idc na
przeaj i pomknli razem, a Wakowicz za nimi.
Lecz przybyli za pno. Blisko dwiecie wozw wjedao ju w bram, idcy za za
nimi wietny oddzia cikiej jazdy by ju prawie cay w promieniu fortecznym. Tylko
tylna stra zoona z okoo stu ludzi nie nadya jeszcze pod oslon dzia. Ale i ci szli
caym pdem. Oficer jadcy z tyu przynagla ich jeszcze krzykiem.
Kmicic, ujrzawszy ich przy blasku poncych szop, wyda krzyk przeraliwy i straszny,
e a konie sposzyy sie obok; pozna Bogusawow rajtari, t sam, ktra przejechaa po
nim i po jego Tatarach pod Janowem.
I niepomny na nic, rzuci sie jak szalony ku nim, wyprzedzi swoich wasnych ludzi i
wpad pierwszy na olep midzy szeregi. Szczciem, dwaj modzi Kiemlicze, Kosma i
damian, siedzcy na przednich koniach, wpadli tu za nim. W tej chwili Woodyjowski
przesun si ukosem jak byskawica i tym jednym ruchem odci tyln stra od gwnego
oddziau.
Dziaa z murw poczy grzmie, lecz gwny oddzia powiciwszy swych towarzyszw,
wpad co prdzej za wozami do twierdzy. Wwczas laudascy i Kmicicowi
opasali piercieniem ow tyln stra i rozpocza si rzeba bez miosierdzia.
Lecz krtko trwaa. Bogusawowi ludzie widzc, e nie masz znikd ratunku, w
mgnieniu oka pozeskakiwali z koni i rzucili bro pod nogi, krzyczc wniebogosy, aby ich
usyszano w cibie i gwarze, e sie poddaj.
Nie zwaali na to wolentarze ni Tatarzy i siekli dalej, lecz w teje chwili rozleg si
grony a przeraliwy gos Woodyjowskiego, ktremu chodzio o jzyka:
- ywych bra! Gas! gas! ywych bra!
- ywych bra! - zakrzykn Kmicic.
Zgrzyt elaza usta. Rozkazano teraz troczy jecw Tatarom, ktrzy z waciw sobie
wpraw uczynili to w mgnieniu oka, po czym chorgwie cofny sie spiesznie spod
dziaowego ognia.
Pukownicy skierowali si ku szopom. Laudaska sza naprzd, Wakowiczowi z tyu,
a Kmicic z jecami w porodku, wszyscy w zupenej gotowoci, aby napad, jeeliby si
zdarzy, odeprze. Jecw prowadzili tatarzy na smyczach, inni powodowali zdobyczne
konie. Kmicic, zbliywszy si do szop, bacznie spoglda w twarze jecw, czy Bogusawowej
midzy nimi nie zobaczy, bo cho mu ju jeden z rajtarw pod sztychem
zaprzysig, e ksicia samego nie byo w oddziale, jednak jeszcze myla, e nu umylnie
taj.
Wtem jakis gos spod strzemienia tatarskiego zawoa na:
- Panie Kmicic! panie pukowniku! Ratuj znajomego! Ka mnie puci ze sznura na parol.
- Hassling! - zakrzykn Kmicic.
Hassling by to Szkot, niegdy oficer rajtarii ksiecia wojewody wileskiego, ktrego
Kmicic zna w Kiejdanach i swego czasu bardzo lubi.
- Pu jeca! - zakrzykn na Tatara - i sam precz z konia!
Tatar skoczy z kulbaki, jakby go wiatr zmit, bo wiedzia, jak niebezpiecznie marudzi,
gdy ,,bagdyr" rozkazuje.
Hassling postkujc wdrapa si na wysokie siedzenie ordyca.
Wtem Kmicic chwyci go powyej doni i gniotc mu rk tak, jakby chcia j
zgruchota, pocz pyta natarczywie:
- Skd jedziecie? Wraz powiadaj, skd jedziecie? Na Boga, spiesz si!
- Z Taurogw! - odpar oficer.
Kmicic pocisn go jeszcze silniej.
- A... Billewiczwna... tam jest?
- Jest!
Pan Andrzej mwi coraz trudniej, bo coraz mocniej zaciska zby.
- I... co ksi z ni uczyni?
- Nic nie wskra.
Nastao milczenie, po chwili Kmicic zdj rysi kopaczek, pocign rk po czole i ozwa
si:
- Zacito mnie w spotkaniu, krew mi idzie i zesabem...
ROZDZIA XII
Wycieczka szwedzka w czci tylko dopiea celu, gdy oddzia Bogusawowy wszed
do miasta; natomiast sama nie dokazaa wielkich rzeczy. Wprawdzie chorgiew pana Kotwicza
i Oskierczyna dragonia silnie ucierpiay, lecz i Szwedzi gstym trupem zasali pole,
a nawet jeden puk piechoty, na ktry wpad Woodyjowski z Wakowiczem, cakiem
niemal zosta zniesiony. Chlubili si nawet Litwini, e wiksze straty zadali nieprzyjacielowi,
ni sami ponieli, jeden tylko pan Sapieha trafi si wewntrznie, e nowa spotkaa
go konfuzja, od ktrej sawa jego wielce moe ucierpie. Przywizani do niego
pukownicy pocieszali go, jak mogli, i prawd rzekszy, istotnie wysza mu na poytek ta
nauka, albowiem odtd nie bywao ju uczt tak zapamitaych, a jeli zdarzaa sie jakowa
ochota, to wanie w czasie niej rozwijano najwiksz czujno. Zapali si Szwedzi zaraz
nazajutrz, przypuszczajc bowiem, e hetman nie bdzie si spodziewa, aby w tak krtkim
terminie powtrzya si wycieczka, wyszli znw za mury, lecz z miejsca odbici, zostawiwszy
kilku polegych, wrcili nazad.
Tymczasem badano w kwaterze hetmaskiej Hasslinga, co niecierpliwio tak pana
Andrzeja, i mao ze skry nie wyskoczy, chcia bowiem jak najprdzej mie go u siebie i
rozgada si z nim o Taurogach. Cay dzie wic kry koo kwatery, co chwila wchodzi
do rodka, sucha zezna i a podnosi si na awie, gdy w badaniach wspominano imi
Bogusawa.
Za wieczorem odebra rozkaz, aby na podjazd ruszy. Nie rzek na to nic, zby tylko
zacisn, bo si ju by bardzo zmieni i nauczy si prywat dla suby publicznej odkada.
Tatarw tylko srodze w czasie podjazdu gnbi i o lada co gniewem wybuchajc,
buzdyganem tak wali, e a koci trzeszczay. A ci mwili midzy sob, e bagadyr si
wciek, i szli cicho jak trusie, w oczy tylko gronemu przywdcy patrzc i myli w lot
zgadujc.
Wrciwszy zasta ju Hasslinga u siebie, a tak chorego, e mwi nie mg, bo przecie
biorc go w niewol, poturbowano go srodze, tak i teraz, po caym dniu bada w dodatku,
mia gorczk i pyta nawet nie rozumia. Musia si wic Kmicic kontentowa tym, co
mu pan Zagoba o Hasslingowych zeznaniach powiada; ale to tyczyo spraw publicznych,
nie prywatnych. O Bogusawie zezna mody oficer tylko tyle, e po powrocie z wyprawy
na Podlasie i po klsce janowskiej chorza srodze. Z cholery i melancholii w malign
wpada, a przyszedszy nieco do zdrowia, zaraz z wojskiem na Pomorze wyruszy, dotd
go Szteinbok i elektor jak najpilniej wzywali.
- A teraz, gdzie on jest? - pyta Kmicic.
- Wedle tego, co Hassling powiada, a nie mia potrzeby ga, teraz z bratem krlewskim
i Duglasem stoj w warownym obozie u Narwi i Buga, gdzie Bogusaw ca jazd
dowodzi - odrzek Zagoba.
- Ha! I myl tu na odsiecz przyj. To si spotkamy, jako Bg na niebie, chobym
mia w przebraniu do niego pj!
- Nie choleryzuj wa na prno! Do Warszawy oni by na odsiecz radzi, ale nie mog,
bo im si pan Czarniecki pooy na drodze, i ot, co si dzieje: on, nie majc piechot ni
dzia, nie moe na obz uderzy, oni za boj si do niego wyj, bo przekonali si, e w
goym polu ich onierz czarniecczykom nie wytrzyma. Wiedz te, e i rzeka nie pomoe
si zastawia. Ba, eby tam sam krl by, to by da pole, bo pod jego komend i onierz
lepiej si bije dufajc, e to wojownik wielki, ale Duglas ani brat krlewski, ani ksi
Bogusaw, chocia to wszyscy trzej rezoluci, przecie si nie odwa!
- A gdzie krl?
- Poszed do Prus. Krl nie wierzy, ebymy si ju na Warszaw i Wittenberga porwa
mieli. Zreszt, wierzy czy nie wierzy, musia tam i z dwch powodw: raz, eby elektora
ostatecznie spraktykowa, choby za cen caej Wielkopolski, a po wtre: e to wojsko,
ktre z saku wyprowadzi, pki nie wypocznie, to na nic. Trudy i niewywczasy a cige
alarmy tak ich zjady, i ju onierze muszkietw w rku utrzyma nie mog, a przecie
najwybracze to puki z caej armii, ktre po wszystkich niemieckich i duskich krainach
znamienite wiktorie odnosiy.
Dalsz rozmow przerwao wejcie Woodyjowskiego.
- Jak si ma Hassling? - spyta zaraz u progu.
- Chory, i trzy po trzy imaginuje! - odpar Kmicic.
- A ty czego, Michaku, od Hasslinga chcesz? - ozwa si Zagoba.
- Niby to wapan nie wiesz?
- Ja bym nie mia wiedzie, e ci o ow wini chodzi, ktr ksi Bogusaw w
swoim ogrdku zasadzi. Gorliwy to ogrodnik, nie bj si! Nie potrzeba mu i roku, eby
si owocw doczeka.
- Bodaj waci zabito za taka pociech! - krzykn may rycerz.
- Patrzcie go: powiedzie mu najniewinniejszy iocus, to zaraz wsikami rusza jak
wcieky chrabszcz! Com ci winien? Na Bogusawie szukaj pomsty, nie na mnie!
- Da Bg, poszukam i znajd!
- Dopiero co to samo Babinicz powiada! Niedugo, widz, cae wojsko si na niego
sprzysie; ale strzee on si dobrze i bez moich fortelw nie dacie sobie rady!
Tu obaj modzi zerwali si na rwne nogi.
- Masze wa jaki fortel?
- A wy mylicie, e fortel tak atwo z gowy wyj jak szabl z pochwy? Gdyby
Bogusaw by tu, pewno bym znalaz niejeden, ale na t odlego nie tylko fortel, ale i
armata nie doniesie. Panie Andrzeju, ka mi da kubek miodu, bo dzi gorco.
- Dam i kuf, byle wapan co wymyli!
- Naprzd, czego wy nad tym Hasslingiem jak kat nad dobr dusz stoicie. Nie jego
jednego wzito w niewol, moecie si innych wypyta.
- Juem ci ja tamtych bra na pytki, ale to gemajny; nie wiedz nic, a on, jako oficer,
by przy dworze - odrzek Kmicic.
- To i racja! - odpowiedzia Zagoba. - Ja te musz si z nim rozgada; od tego, co mi
powie o osobie i obyczajach ksicia, mog i fortele zalee. Teraz grunt, eby si to
oblenie prdko skoczyo, bo potem pewno przeciw tamtej armii ruszymy. Ale co
naszego pana miociwego i hetmanw dugo nie wida!
- Jake? - odrzek may rycerz. - W tej chwili wracam od hetmana, ktry dopiero co
odebra wiadomo, e krl jegomo jeszcze dzi wieczorem z przybocznymi chorgwiami
tu stanie, a hetmani z komputem jutro nadcign. Od samego Sokala szli, mao co
wypoczywajc, wielkie pochody czynic. Przecie zreszt ju od paru dni wiadomo, e
tylko co ich nie wida.
- A wojska sia ze sob prowadz?
- Blisko pi razy tyle, co przy panu Sapiee, piechoty ruskie i wgierskie, bardzo
przednie; idzie i sze tysicy ordy pod Subaghazim, ale podobno nie mona ich na dzie
spod rki puci, bo bardzo swawol i krzywdy naokoo czyni.
- Pana Andrzeja by im na przywdc da! - rzek Zagoba.
- Ba! - odpar Kmicic. - Zaraz bym ich spod Warszawy wyprowadzi, bo oni w
obleniu na nic, i powidbym ich do Buga i Narwi.
- Na nic, nie na nic - odrzek Woodyjowski - gdy nikt lepiej nie upilnuje, aby
ywno do fortecy nie przychodzia.
- No, bdzie Wittenbergowi ciepo! Postj, stary zodzieju! - zawoa Zagoba. - Wojowae
dobrze, tego ci nie neguj, ale krade i upie jeszcze lepiej; dwie gby miae;
jedn do faszywych przysig, drug do amania obietnic, ale teraz dwoma si nie wyprosisz.
Swdzi ci od gallickiej choroby skra i medykowie ci j drapi, czekaj, my ci lepiej
podrapiemy, Zagoby w tym gowa!
- Ba! Zda si na kondycj krlowi i co mu kto uczyni? - odrzek pan Micha. - Jeszcze
mu honory wojskowe bdziemy musieli oddawa!
- Zda si na kondycj? tak! - zakrzykn Zagoba. - Dobrze!
Tu zacz pici w st wali tak silnie, e a Roch Kowalski, ktry w tej chwili
wszed do izby, zlk si i stan, jako wryty, w progu.
- Niech ydom za parobka su! - krzycza dalej stary - jeeli ja tego bluniciela
przeciw wierze, tego zdzierc kociow, tego ciemizc panienek, tego kata m꿹 i
niewiasty, tego podpalacza, tego szelm, tego felczera od puszczania krwi i pienidzy, tego
mieszkogryza, tego skroupa wolno z Warszawy wypuszcz! Dobrze! Krl go na kondycje
wypuci, hetmani na kondycje wypuszcz, ale ja, jakom katolik, jakom Zagoba, jako
szczcia za ycia, a Boga przy mierci pragn, taki tumult przeciw niemu uczyni, o
jakim nikt jeszcze w tej Rzeczypospolitej nie sysza! Nie machaj rk, panie Michale!
Tumult uczyni! powtarzam! tumult uczyni!
- Wuj tumult uczyni! - zagrzmia Roch Kowalski.
Wtem Akbah-Uan wsadzi sw zwierzc twarz przeze drzwi.
- Effendi! - rzek do Kmicica - wojska krlewskie za Wis wida!
Porwali si na to wszyscy na rwne nogi i wypadli przed sie.
Krl istotnie przyby. Najpierw przycigny tatarskie chorgwie pod Subaghazim, ale
nie w tej liczbie, w jakiej ich si spodziewano. Za nimi nadeszo wojsko koronne, mnogie i
dobrze uzbrojone, a przede wszystkim pene zapau. Do wieczora caa armia przesza po
wieo zbudowanym przez pana Oskierke mocie. Sapieha czeka na krla z uszykowanymi
jak do bitwy chorgwiami stojcymi wzdu, jedna podle drugiej, na ksztat niezmiernego
muru, ktrego koca okiem trudno byo dosign. Rotmistrze stali przed
pukami, przy nich chorgwie, kaden z rozpuszczonym znakiem; trby, koty, krzywuy,
bbny i litaury czyniy zgiek nieopisany. Koronne chorgwie, w miare jak ktra przesza,
staway rwnie naprzeciw litewskich w ordynku; miedzy jednym a drugim wojskiem
zostao na sto krokw pustego miejsca.
Sapieha trzymajc buaw w rku wyszed piechot na w pusty majdan, za nim szo
kilkunastu przedniejszych wojskowych i cywilnych dygnitarzy. Z drugiej strony, od wojsk
koronnych, podjecha krl konno na wspaniaym fryzie podarowanym mu jeszcze w
Lubowli przez pana marszaka Lubomirskiego, przybrany jak do bitwy w bkitny lekki
pancerz ze zotymi rzutami, spod ktrego wida byo czarny aksamitny kaftan, z wyoon
a na pancerz koronkow kryz; tylko zamiast hemu mia na gowie zwyky szwedzki
kapelusz z czarnymi pirami, natomiast rkawice bojowe i na nogach dugie, chrabszczowego
koloru buty, a wysoko za kolana zachodzce.
Za nim jecha nuncjusz, ksidz arcybiskup lwowski, ksidz biskup kamieniecki, ksiadz
nominat ucki, ksidz Cieciszowski, pan wojewoda krakowski, pan wojewoda ruski, baron
Lisola, hrabia Pottingen, pan kasztelan kamieniecki, pose moskiewski, pan Grodzicki,
jenera artylerii, Tyzenhauz i wielu innych. Posun si Sapieha, jak ongi marszaek koronny,
do strzemienia paskiego, lecz krl nie czekajc zeskoczy lekko z kulbaki, podbieg
ku Sapiee i nie rzekszy ani sowa, chwyci go w objcia.
I chwyciwszy, trzyma dugo, na oczach obu wojsk; milcza cigle, jeno zy pyny mu
ciurkiem po twarzy, bo oto przyciska do piersi najwierniejszego sug swego i ojczyzny,
ktry cho geniuszem nie dorwnywa innym, ktry cho czasem pobdzi, przecie
poczciwoci wystrzeli nad wszystkie panita tej Rzeczypospolitej, w wiernoci nigdy si
nie zawaha, powici bez chwili namysu ca fortun i od pocztku wojny piersi za
swego monarch i swj kraj nadstawia.
Litwini, ktrzy sobie poprzednio szeptali, e za wypuszczenia Karola spod Sandomierza
i za ostatnia warszawsk nieostrono moe i spotkaj pana Sapieh wymwki, a co
najmniej zimne przyjcie, widzc ow dobro krlewsk, uczynili na cz dobrego pana
huk tak srogi, e echo niebiosw dosigo. Odpowiedziay im zaraz jednym grzmotem
wojska krlewskie i przez czas jaki nad wrzaw kapeli, nad warczeniem bbnw, nad oskotem
strzaw sycha byo tylko okrzyki:
- Vivat Joannes Casimirus!
- Vivant koroniarze!
- Vivant Litwini!
Tak to oni witali si pod Warszaw. Dray mury, a za murami Szwedzi.
- Rykn! jak mi Bg miy, rykn! - woa rozczulony Zagoba - nie wytrzymam! Oto
pan nasz! ojciec! (moci panowie! ju szlocham!) ojciec!... nasz krl, niedawno tuacz od
wszystkich opuszczon, a teraz... a teraz... toe tu sto tysicy szabel na zawoanie!... O
Boe miosierny!... Nie mog od ez... Wczoraj by tuaczem, dzi... cesarz niemiecki nie
ma wojsk tak zacnych!
Tu otwary si luzy w oczach pana Zagoby i pocz chlipa raz po razu, nagle zwrci
si do Rocha:
- Cicho bd! czego buczysz!
- A wuj to nie buczy? - odpar Roch.
- Prawda, jak mi Bg miy, prawda!... Wstydziem si, moci panowie, za t Rzeczpospolit...
Ale teraz ju bym si z adn inn nacj nie pomienia!... Sto tysicy szabel, jak
gobiowi z garda!... Niech to inni poka!... Bg da opamitanie, Bg da! Bg da!...
Pan Zagoba nie pomyli si o wiele, bo istotnie stano pod Warszaw blisko siedmdziesit
tysicy ludzi, nie liczc dywizji pana Czarnieckiego, ktra jeszcze nie nadesza, i nie
liczc ornej czeladzi obozowej, ktra w potrzebie stawaa do sprawy, a ktrej my nieprzejrzane
wloky si za kadym obozem.
Po przywitaniu si i pobienej lustracji wojska krl podzikowa Sapieyskim, wrd
oglnego zapau, za wierne suby i odjecha do Ujazdowa, wojska za staway na pozycjach,
ktre im wyznaczono. Niektre chorgwie pozostay na Pradze, inne rozrzuciy si
naok miasta. Olbrzymi tabor wozw przeprawia sie jeszcze do drugiego poudnia przez Wis.
Nazajutrz okolice miasta zabieliy si tak namiotami, jakoby je niegi pokryy. Nieprzeliczone
stada koni ray na przylegych boniach. Za wojskiem cignli kupcy ormiascy,
ydowscy i tatarscy; drugie miasto, wiksze i gwarniejsze od obleganego, wyroslo na rwninie.
Szwedzi, przeraeni pierwszych dni potg krla polskiego, nie czynili adnych wycieczek,
tak e pan Grodzicki, jenera artylerii, mg spokojnie objeda miasto i plan
oblenia ukada.
Na drugi zaraz dzie czelad pocza tu i owdzie wznosi, wedle jego konceptu, szace;
zacigano na nie tymczasem mniejsze dziaa, wiksze bowiem miay dopiero za par tygodni
nadcign.
Krl Jan Kazimierz posa do starego Wittenberga wzywajc go do poddania miasta, do
zoenia broni, i dajc warunki askawe, ktre gdy o nich dowiedziano si, wzbudziy
nieukontentowanie w wojsku. Szerzy owo nieukontentowanie gwnie pan Zagoba, ktry
mia szczeglna do pomienionego jeneraa nienawi.
Wittenberg, jak atwo byo przewidzie, odrzuci warunki i postanowi broni si do
ostatniej kropli krwi, i raczej zagrzeba si w gruzach miasta ni wyda je w rce krlewskie.
Wielo oblegajcych wojsk nie przestraszaa go wcale, wiedzia bowiem, e zbytnia
liczba jest raczej zawad nieli pomoc w obleniu. Wczenie te doniesiono mu, e w
obozie krlewskim nie masz ani jednego oblniczego dziaa, podczas gdy Szwedzi mieli
ich a nadto dosy, nie liczc niewyczerpanych zasobw amunicji.
Jako byo do przewidzenia, e bd bronili si zapamitale. Warszawa bowiem suya
im dotychczas za skad zdobyczy. Wszyscy niezmierne skarby, zupione po zamkach,
kocioach, klasztorach i miastach w caej Rzeczypospolitej, przychodziy do stolicy, skd
wyprawiano je partiami wod do Prus i dalej do Szwecji. W chwili za obecnej, gdy kraj
cay podnis si i zamki bronione przez mniejsze szwedzkie zaogi nie zapewniay bezpieczestwa,
tym bardziej nazwoono zdobyczy do Warszawy. Szwedki za onierz chtniej
powica ycie ni zdobycz. Ubogi lud, dobrawszy si do skarbw bogatej krainy,
rozakomi si tak dalece, e wiat nie widzia apczywszych drapienikw. Sam krl
rozsawi si chciwoci, jeneraowie szli za jego przykadem, a wszystkich przewysza
Wittenberg. Gdy o zysk chodzio, nie powstrzymywa oficerw ani honor kawalerski, ani
wzgld na powag stopnia. Brali, wyciskali, upili wszystko, co si wzi dao. W samej
Warszawie pukownicy wysokiej szary i szlachetnego urodzenia nie wstydzili si
sprzedawa gorzak i tabak wasnym onierzom, byle tylko napcha kieszenie ich
odem.
Do zaciekoci w obronie mogo podnieca Szwedw i to, e najcelniejsi ich ludzie byli
nawczas w Warszawie zamknici. Wic naprzd sam Wittenberg, drugi gwny po
Karolu dowdca, a pierwszy, ktry wstpi w granice Rzeczypospolitej i do upadku j pod
Ujciem przywid. Mia on za to przygotowany w Szwecji tryumf, jako zdobywca. Prcz
niego, by w miecie kanclerz Oxenstierna, statysta na cay wiat sawny, dla uczciwoci
swej nawet przez nieprzyjaci szanowany. Nazwano go Minerw krlewsk, gdy jego to
radom zawdzicza Karol wszystkie swe przy ukadach zwycistwa. Byli take jeneraowie:
Wrangel modszy, Horn, Erskin, drugi Loewenhaupt, i mnstwo dam szwedzkich
wielkiego urodzenia, ktre za mami swymi do tego kraju jako do nowej posiadoci
szwedzkiej przyjechay.
Mieli wic Szwedzi czego broni. Rozumia te krl Jan Kazimierz, e oblenie,
zwaszcza przy braku cikich dzia, bdzie dugie i krwawe; rozumieli i hetmani, ale nie
chciao myle o tym wojsko. Ledwie pan Grodzicki szace jakie takie wysypa, ledwie do
murw nieco si przysun, ju poszy deputacje do krla od wszystkich chorgwi, by
ochotnikom do szturmu i pozwolono. Dugo musia tumaczy krl, e szablami nie zdobywa
si fortec, nim zapa pohamowa.
Tymczasem posuwano, o ile monoci, roboty. Wojsko, nie mogc i do szturmu,
wzio w nich obok ciurw udzia gorliwy. Towarzysze spod najprzedniejszych znakw,
ba! nawet oficerowie sami, wozili taczkami ziemi, znosili faszyn, pracowali przy podkopach
ziemnych. Nieraz Szwedzi prbowali przeszkadza robotom i dzie jeden nie
upywa bez wycieczek, lecz ledwie muszkieterowie szwedzcy zdoali przej bram,
pracujcy przy szacach Polacy porzucali taczki, pki chrustu, opaty, oskardy i biegli z
szablami w dym tak zaciekle, i wycieczka z najwikszym popiechem musiaa si chroni
do twierdzy. Trup pada przy owych starciach gsto, fosy i majdany a do szacw zjeyy
sie mogiami, w ktre chowano podczas krtkich zawiesze broni polegych. Wreszcie i
czasu nie stao na grzebanie, leay wi ciaa na wierzchu, owiewajc straszliwym
zaduchem miasto i oblegajcych.
Mimo najwikszych trudnoci co dzie przekradali si do obozu krlewskiego mieszczanie
donoszc, co si w miecie dzieje, i na kolanach ebrzc o przypieszenie szturmu.
Szwedzi bowiem mieli jeszcze dosy ywnoci, ale lud umiera z godu po ulicach, y w
ndzy, w ucisku, pod straszliw rk zaogi. Codziennie echa donosiy a do obozu
krlewskiego odgosy strzaw muszkietowych w miecie i dopiero zbiegowie donosili, e
to rozstrzeliwano mieszczan podejrzanych o yczliwo swemu krlowi. Wosy powstaway
od opowiada zbiegw. Mwili, e caa ludno, chore niewiasty, nowo narodzone
dzieci, starcy, wszyscy nocuj na ulicach, bo Szwedzi powyganiali ich z domw, w
ktrych poprzebijano od muru do muru przejcia, by zaoga, w razie wkroczenia wojsk
krlewskich do miasta, chroni si i cofa moga. Na koczownicz ludno paday deszcze,
w dnie pogodne palio si soce, nocami szczypay chody. Ognia nie wolno byo mieszkacom
pali, nie mieli przy czym yki ciepej strawy uwarzy. Rne choroby szerzyy
si coraz bardziej i zabieray setki ofiar.
Krlowi, gdy sucha tych opowiada, pkao serce, wic sa gocw za gocami, by
przyjcie cikich dzia przyspieszy. Za czas pyn, upyway dnie, tygodnie i prcz odbijania
wycieczek nie mona byo nic waniejszego przedsiwzi. Krzepia tylko oblegajcych
myl, e i zaodze musi w kocu zabrakn ywnoci, gdy drogi byy tak
poprzecinane, e i mysz nie zdoaaby si dosta do fortecy. Tracili te obleni z kadym
dniem nadziej odsieczy; owa armia pod Duglasem, stojca najbliej, nie tylko nie moga
pospieszy z ratunkiem, ale o wasnej musiaa myle skrze, krl bowiem Kazimierz,
majc a nadto si, zdoa i tamtych przyciszy.
Poczto wreszcie, jeszcze przed przyjciem cikich kartaunw, ostrzeliwa fortec z
mniejszych. Pan Grodzicki od strony Wisy, sypic przed sob jak kret ziemne zasony,
przysun si o sze krokw do fosy i zion nieustannym ogniem na nieszczsne miasto.
Przepyszny paac Kazanowskich zosta zrujnowany i nie aowano go, bo do zdrajcy Radziejowskiego
nalea. Ledwie trzymay si jeszcze porozszczepiane mury, wiecce
pustymi oknami; na wspaniae tarasy i sady paday dzie i noc kule, burzc cudne fontanny,
mostki, altany, marmurowe posgi i poszc pawie, ktre aosnym wrzaskiem
daway zna o swym nieszczsnym pooeniu.
Pan Grodzki sypa ogie na dzwonnic bernardysk i na Bram Krakowsk, z tej
strony bowiem postanowi do szturmu przystpi.
Tymczasem ciurowie obozowi poczli si prosi, aby im wolno byo uderzy na miasto,
bardzo bowiem pragnli pierwsi do skarbw szwedzkich sie dosta. Krl raz odmwi, lecz
wreszcie pozwoli. Kilku znacznych oficerw podjo sie stan na czele, a miedzy innymi
i Kmicic, ktremu nie tylko sprzykrzya si bezczynno, ale w ogle rady sobie da nie
mg z tej przyczyny, e Hassling, zapadszy w cik chorob, od kilku tygodni lea bez
duszy i o niczym mwi nic nie mg.
Skrzyknito si zatem na szturm. Pan Grodzicki sprzeciwia mu si do ostatniej chwili,
twierdzc, e pki wyom nie zrobiony, miasto nie moe by wzite, choby nie tylko ciurowie,
ale sama regularna piechota posza do ataku. Lecz poniewa krl da ju poprzednio
pozwolenie, musia ustpi.
Dnia 15 czerwca zebrao si okolo szeciu tysicy obozowej czeladzi, przygotowano
drabiny, pki chrustu, wory z piaskiem, bosaki, i pod wieczr tum, zbrojny po wikszej
czci tylko w szable, pocz ciga si w miejsce, gdzie podkopy i ziemne osony przymykay
najbliej do fosy. Gdy si ju ciemnio zupenie, na dany znak ruszyli pacholikowie
z wrzaskiem okropnym ku fosie i poczli ja zasypywa. Czujni Szwedzi przyjli ich
morderczym ogniem z muszkietw, dzia i bitwa zacieka zawrzaa na caej wschodniej
stronie miasta. Ciurowie pod zason ciemnoci zarzucili w mgnieniu oka fos i kup
bezadn dotarli a do murw. Pan Kmicic uderzy we dwa tysice na ziemny fort, ktry
Polacy zwali kretowiskiem, stojcy w pobliu Bramy Krakowskiej, i mimo rozpaczliwej
obrony zdoby go jednym zamachem. Zaog rozniesiono na szablach, nikogo nie ywic.
Dziaa rozkaza zwrci pan Andrzej ku Bramie, czci za ku dalszym murom, aby
przyj z pomoc i osoni nieco te kupy, ktre usioway si na nie wdrapa.
Tym za nie poszczcio si w rwnym stopniu. Pachokowie przystawiali drabiny i
darli si na nie tak zapamitale, e najbardziej wiczona piechota nie potrafiaby lepiej,
lecz Szwedzi, sami zabezpieczeni blankami, sypali im ogie w same twarze, spychali
przygotowane kamienie i kody, pod ktrych ciarem amay si w drobne drzazgi
drabiny, wreszcie piechota spychaa szturmujcych z pomoc dugich dzid, przeciw
ktrym szable nie mogy nic wskra.
Przeszo piciuset co najdzielniejszej czeladzi lego pod murem; reszta, pod nieustajcym
ogniem, schronia si na powrt przez fos do polskich przykopw.
Szturm by odparty, ale w forcik pozosta w rku polskim. Prno Szwedzi walili do
przez ca noc z najciszych kartaunw; Kmicic odpowiada im rwnie przez ca noc z
tych dzia, ktre zdoby. Dopiero nad ranem, gdy uczynio si widno, rozbito mu je co do
jednego. Wittenberg, ktremu o w szaniec jak o gow chodzio, wysa wwczas
piechot z rozkazem, by nie waya si wraca nie odzyskawszy straty, lecz pan Grodzicki
w teje chwili posa Kmicicowi posiki, z pomoca ktrych ten nie tylko odpar piechot,
lecz wypad za ni i gna a do Krakowskiej Bramy.
Pan Grodzicki tak by uradowany, e osobicie pobieg do krla z relacj.
- Miociwy panie! - rzek. - Byem przeciwny wczorajszej robocie, ale teraz widz, e
nie stracona! Pki ten szaniec by w ich rku, pty nie mogem nic wskra przeciw
Bramie, a teraz niech jeno dziaa cikie nadejd, w jedn noc wyom uczyni.
Krl, ktry by frasobliwy, e tylu dobrych pachokw pobito, uradowa si sowami
pana Grodzickiego i zaraz spyta:
- A kto tam w owym szacu ma komend?
- Pan Babinicz! - odpowiedziao kilka gosw.
Krl w rce klasn.
- Ten wszdy musi by pierwszy! Moci jenerale, znam ja go! Okrutnie to zacity kawaler,
i nie da si wykurzy!
- Wina by to bya nie do odpuszczenia, miociwy panie - odrzek Grodzicki - gdybymy
na to pozwolili. Juem mu tam piechoty posa i dziaek, bo e go bd wykurza,
to bd! O Warszaw chodzi! tyle ten kawaler zota wart, ile sam way!
- Wicej wart! bo to nie pierwszy i nie dziesity jego postpek! - odrzek krl.
Po czym kaza sobie poda co duchu konia, lunet i pojecha patrze na szaniec. Lecz
zza dymw wcale nie byo go wida, bo kilkanacie kartaunw ziao na ogniem nieustannym,
rzucano we faskule, granaty, blachy napenione kartaczami. A przecie szaniec w
lea tak niedaleko Bramy, e nieledwie i strzay muszkietowe donosiy; tote granaty wida
byo doskonale, jak wylatyway na ksztat oboczkw w gr i opisujc uk bardzo
zgity wpaday w ow chmur dymu, roztrzaskujc si w niej z hukiem okropnym. Wiele
padao a za szaniec i te tamoway przystp posikom.
- W imi Ojca i Syna, i Ducha witego! - rzek krl. - Tyzenhauz! patrz!
- Nic nie wida, miociwy krlu!
- Kupa ziemi porytej jeno zostanie! Nie moe inaczej by! Tyzenhauz, wiesz, kto tam
siedzi?
- Wiem, miociwy krlu, Babinicz! Jeli yw wyjdzie, bdzie mg powiedzie, e za
ycia by w piekle.
- Trzeba mu tam jeszcze wieych ludzi podesa! Moci jenerale!...
- Ju rozkazy wydane, ale trudno im doj, bo granaty przenosz i okrutnie gsto z tej
strony fortu padaj.
 Ze wszystkich dzia do murw mi bi, eby dywersj uczyni!
Grodzicki cisn konia ostrogami i skoczy ku szacom. Po chwili ozway si dziaa na
caej linii, a nieco pniej wida byo, jak wiey oddzia piechoty mazurskiej wyszed z
przykopw i kopn si biegiem ku kretowisku.
Krl wci sta i patrzy. Na koniec zakrzykn:
- Godzi si Babinicza zluzowa w komendzie. A kto, moci panowie, zechce go na
ochotnika zastpi?
Skrzetuskich ni Woodyjowskiego nie byo w tej chwili przy osobie pana, wic nastaa
chwila milczenia.
- Ja! - ozwa si nagle pan Topr Grylewski, towarzysz lekkiego znaku imienia prymasa.
- Ja! - powtrzy Tyzenhauz.
- Ja! ja! ja! - ozwao si zaraz kilkanacie gosw.
- Kto pierwszy si ofiarowa, niech ten idzie! - rzek krl.
Pan Topr Grylewski przeegna si, nastpnie przechyli do ust manierk i skoczy.
Krl sta i patrzy cigle w chmur dymw, ktrymi przykryte byo kretowisko, a ktre
cigny si wyej nad nim, na ksztat mostu, a do samych murw. Poniewa fort lea
bliej Wisy, wic mury miejskie groway nad nim, i dlatego ogie by tak straszliwy.
Tymczasem huk dzia zmniejszy sie nieco, cho granaty nie ustaway opisywa ukw,
natomiast grzechot strzaw muszkietowych rozleg si tak, jakby tysice chopw bio cepami
w klepisko.
- Wida, znw id do ataku - rzek Tyzenhauz. - Gdyby mniej byo dymw, widzielibymy
piechot.
- Podjedmy nieco - rzek krl ruszajc koniem.
Za nim ruszyli inni i jadc brzegiem Wisy od Ujazdowa, podjechali prawie do samego
Solca, a poniewa sady paacw i klasztorw, schodzcych ku Wile, byy jeszcze w zimie
przez Szwedw na opa wycite i drzewa nie zasaniay widoku, mogli wic przekona si
i bez lunet, e Szwedzi istotnie znw ruszyli do szturmu.
- Wolabym t pozycj straci - ozwa si nagle krl - ni eby Babinicz mia zgin!
- Bg go obroni! - rzek ksidz Cieciszowski.
- I pan Grodzicki nie omieszka posikw posa! - doda Tyzenhauz.
Dalsz rozmow przerwa jaki jedziec, ktry zblia si caym pdem od strony
miasta. Tyzenhauz majc wzrok tak bystry, e goym okiem lepiej widzia ni inni przez
perspektywy, porwa si na jego widok za gow i krzykn:
- Grylewski wraca! Babinicz musia polec i fort zdobyto!
Krl przysoni oczy rkoma, tymczasem Grylewski przyskoczy, osadzi konia na miejscu
i apic powietrze ustami, zawoa:
- Miociwy panie!
- Co tam? zabit? - spyta krl.
- Pan Babinicz powiada, e mu tam dobrze i nie chce zastpcy, prosi tylko, by mu je
przysa, bo od rana nic w gbie nie mieli!
- yje zatem? - krzykn krl.
- Powiada, e mu dobrze! - powtrzy pan Grylewski.
Inni za, ochonwszy ze zdumienia, poczli woa:
- To fantazja kawalerska!
- To onierz!
Pniej za do pana Grylewskiego:
- A ju potrzeba byo zosta i koniecznie go zluzowa. Nie wstyd to wraca? Tchrz
waci oblecia czy co? Lepiej si byo nie podejmowa!
Na to pan Grylewski:
- Miociwy panie! Kto mi tchrza zadaje, temu si sprawi na kadym polu, ale przed
majestatem musz sie usprawiedliwi. Byem w samym kretowisku, czego by moe niejeden
z ichmociw nie dokaza, ale w Babinicz jeszcze mi do oczu za moj intencj
skoczy. Id wa (powiada) do kaduka! Ja tu pracuj, ledwo (powiada) ze skry nie wylez,
i na gawdy nie mam czasu, a ni saw, ni komend dzieli si z nikim nie chc. Dobrze
mi tu (powiada) i ostan, a waci za okop kae wyprowadzi! Bodaj ci zabito!
(powiada). re nam si chce, a tu mi komendanta, nie straw przysyaj! Com mia robi,
miociwy panie! Nawet si i humorowi jego nie dziwuj, bo tam im rce od roboty
opadaj!
- A jake? - spyta krl - utrzyma on si tam?
- Taki straceniec! Gdzie on si nie utrzyma! Tegom jeszcze zapomnia powiedzie, co
mi na odchodnym krzykn: Bd tu i tydzie siedzia i nie dam si, bylem mia co je!
- Monae tam wysiedzie?
- Tam, miociwy krlu, istny dzie sdu! Grant pada za granatem, czerepy jako diaby
koo uszu wiszcz, ziemia w doy powybijana, od dymu mwi nie mona! Piaskiem i
darni tak kule rzucaj, e co chwila trzeba sie otrzsa, eby nie przysypao. Sia ich
polego, ale ci, co ywi, w bruzdach na okopie le i potki sobie przed gowami z kokw
porobili, ziemi je umocniwszy. Bardzo starownie Szwedzi ten nasyp uczynili, a teraz
przeciw nim suy. Przy mnie jeszcze przyszy piechoty pana Grodzickiego i teraz bij si
tam na nowo.
- Skoro na mury nie mona, pki wyomu nie ma - rzek krl - to na paace na Krakowskim
dzi jeszcze uderzymy; to bdzie najlepsza dywersja.
- Okrutnie i paace umocnione, prawie w fortece pozmieniane - zauway Tyzenhauz.
- Ale im z pomoca z miasta nie pospiesz, bo ca zawzito na Babinicza obracaj -
odrzek krl. - Tak bdzie, jakom tu yw, tak bdzie! I zaraz szturm naka, jeno jeszcze
Babinicza przeegnam.
To rzekszy, krl wzi z rki ksidza Cieciszowskiego zocisty krucyfiks, w ktrym
drzazgi krzya witego byy osadzone, i podnisszy go do gry, pocz egna daleki nasyp,
okryty ogniem i dymami, mwic:
- Boe Abrahamw, Boe Izaakw i Jakubw, zmiuj si nad ludem Twoim i daj ratunek
tym gincym! Amen! amen! amen!
ROZDZIA XIII
Nastpi krwawy szturm od strony Nowego wiatu ku Krakowskiemu Przedmieciu,
niezbyt szczliwy, ale o tyle skuteczny, e odwrci uwag Szwedw od szaca
bronionego przez Kmicica i pozwoli zawartej w nim zaodze nieco odetchn. Posunli
si jednak Polacy a do paacu Kazimierowskigo, lubo nie mogli utrzyma owego punktu.
Z drugiej strony szturmowano do paacu Daniowiczowskiego i do Gdaskiego domu
rwnie bezskutecznie. Lego znw ludzi kilkaset. T jedn mia krl pociech, i widzia,
e nawet pospolite ruszenie z najwikszym mstwem i powiceniem rwie si na mury i e
po owych prbach, mniej wicej niepomylnych, duch nie tylko nie upad, ale przeciwnie,
umocnia si w wojsku pewno zwycistwa.
Lecz najpomylniejszym dni tych wydarzeniem byo przybycie pana Jana Zamoyskiego
i pana Czarnieckiego. Pierwszy z nich sprowadzi piechot bardzo doskona i tak cikie
kartauny z Zamocia, i Szwedzi nie mieli w Warszawie podobnych. Drugi obsadziwszy
Duglasa w porozumieniu z panem Sapieh czci wojsk litewskich i pospolitego ruszenia
podlaskiego, nad ktrym Skrzetuskiemu Janowi powierzono dowdztwo, przyby do Warszawy,
aby wzi udzia w szturmie jeneraowym. Spodziewano si, a i Czarniecki dzieli
t wiar, e ten szturm bdzie ostatnim.
Na szacu, zdobytym przez Kmicica, ustawiono owe dziaa potne, ktre natychmiast
poczy pracowa przeciw murom i Bramie i na pocztek zmusiy do milczenia granatniki
szwedzkie. Wwczas sam jenera Grodzicki zaj t pozycj. Kmicic za powrci do
swych Tatarw.
Ale nie dojecha jeszcze do swej kwatery, gdy ju wezwano go do Ujazdowa. Krl wobec
caego sztabu wysawi modego rycerza, nie szczdzi mu pochwa sam Czarniecki ni
Sapieha, ni Lubomirski, ni hetmani koronni, on za sta przed nimi w podartym i zasypanym
ziemi ubraniu, nie wyspany, utrudzon, lecz radosny, e szaniec utrzyma, na tyle
pochwa zasuy i saw niezmiern u obu wojsk pozyska.
Winszowali mu te, miedzy innymi kawalerami, pan Woodyjowski i pan Zagoba.
- Nie wiesz nawet, panie Andrzeju - rzek mu may rycerz - jak wielkie i u krla masz
zachowanie. Wczoraj byem na radzie wojennej, bo mnie pan Czarniecki wzi ze sob.
Mwiono o szturmie, a potem o wiadomociach, ktre wanie z Litwy nadeszy, o tamtejszej
wojnie i o okruciestwach, jakich si Pontus i Szwedzi dopuszczaj. Radz tedy,
jakby tam wojn podsyci. Powiada Sapieha, e najlepiej par chorgwi posa i czeka,
ktren by umia by tam tym, czym pan Czarniecki by na pocztku wojny w Koronie. Na
to krl: Taki jest tylko jeden: Babinicz. Inni zaraz przywiadczyli.
- Ja na Litw, a zwaszcza na mud, najchtniej pojad - odrzek Kmicic - i sam
krla jegomoci o to prosi miaem, czekam jeno, pki Warszawy nie wemiem.
- Szturm jeneralny na jutro - rzek zbliajc si Zagoba.
- Wiem, a jak si ma Ketling?
- Kto taki? Chyba Hassling?
- Wszystko jedno, bo on ma dwa nazwiska, jako to u Angielczykw, Szkotw i wielu
innych nacyj obyczaj.
- Prawda - odrzek Zagoba - a Hiszpan to ci na kady dzie tygodnia ma inne.
Powiada mi waszmociw pacholik, e Hassling, czy te w Ketling, zdrowy; ju
przemwi, chodzi i gorczka go opucia, jeno je co godzina woa.
- A wa to nie bye u niego? - pyta Kmicic maego rycerza.
- Nie byem, bom czasu nie mia. Kto tam przed szturmem ma gow do czegokolwiek?
- To pjdziemy teraz.
- Wapan id naprzd spa - rzek Zagoba.
- Prawda! prawda! Ledwie na nogach stoj!
Jako wrciwszy do siebie, poszed pan Andrzej za t rad, tym bardziej e i Hasslinga
zasta picego. Natomiast wieczorem przyszli go odwiedzi Zagoba z Woodyjowskim i
zasiedli w przestronnym letniku, ktry Tatarowie dla swego bagadyra wznieli. Kiemlicze
mid im leli stary, stuletni, ktry Kmicicowi przysa, a oni popijali go ochotnie, gdy
gorco bylo na dworze. Hassling, blady jeszcze i wyniszczony, zdawa si ycie i siy
czerpa w cennym napitku. Zagoba jzykiem mlaska i pot z czoa obciera.
- Hej! jak tam te kartauny grzmi - ozwa si nasuchujc mody Szkot. - Jutro pjdziecie
do szturmu... dobrze zdrowym!... Boe was bogosaw! Obcej krwi jestem i
suyem, komum by powinien, ale wam lepiej ycz! Ach, co to za mid! ycie, ycie we
mnie wstpuje...
Tak mwic odrzuca swe zote wosy w ty i oczy bkitne wznosi ku niebu; a twarz
mia cudn i p jeszcze dziecinn. Zagoba spoglda na niego z pewnym rozrzewnieniem.
-Wapan tak dobrze po polsku mwisz, panie kawalerze, jak kady z nas. Zosta Polakiem,
pokochaj t nasz ojczyzn, a zacn rzecz uczynisz i miodu ci nie zabraknie! O indygenat
te onierzowi nie tak u nas trudno.
Na to Hassling:
- Tym bardziej e szlachcicem jestem. Cae moje nazwisko jest: Hassling-Ketling of
Elgin. Rodzina moja z Anglii pochodzi, cho w Szkocji osiada.
- Dalekie to s i zamorskie kraje, a tu jako przystojniej czowiekowi y - odpar
Zagoba.
- Mnie te tu dobrze!
- Ale nam le - rzek Kmicic, ktry krci si od pocztku niecierpliwie na awie - bo
nam pilno sysze, co w Taurogach sie dziao, wapanowie za o rodowodach rozprawiacie.
- Pytacie mnie, bd odpowiada.
- Czsto widywae pann Billewiczwn?
Po bladej twarzy Hasslinga przeleciay rumiece.
- Co dzie! - rzek.
A pan Kmicic zaraz pocz na niego bystro patrze.
- Ce to by taki kanfident? Czego poniesz? Co dzie? Jak to co dzie?
- Bo wiedziaa, em by jej yczliwy i usug jej kilka oddaem. To si z dalszego
opowiadania pokae, a teraz trzeba od pocztku zacz. Wapanowie moe nie wiecie, e
nie byem w Kiejdanach wwczas, gdy ksi koniuszy przyjecha i pann ow do Taurogw
wywiz? Ow, dlaczego si to stao, nie bd powtarza, bo rni rnie mwili,
to tylko powiem, i ledwie przyjechali, wszyscy zaraz spostrzegli, e ksi okrutnie zakochany.
- Bodaj go Bg skara! - zakrzykn Kmicic.
- Nastay zabawy, jakich przedtem nie bywao, a gonitwy do piercienia i turnieje.
Mylaby kto, e najspokojniejsze czasy, a tu co dzie listy biegay, przyjedali posowie
od elektora, od ksicia Janusza. Wiedzielimy, e ksi Janusz, przez pana Sapieh i konfederatw
przycinity, o ratunek na miosierdzie boskie baga, bo mu zguba grozi. My
nic! Na granicy elektorskiej gotowe wojska stoj, kapitanowie z zacigami nadchodz, ale
w pomoc nie idziem, bo ksiciu od panny niesporo.
- To dlatego Bogusaw bratu z pomoc nie przychodzi? - ozwa si Zagoba.
- Tak jest. To sam mwi Paterson i wszyscy osoby jego najblisi. Niektrzy sarkali
na to, inni radzi byli, e Radziwiowie zgin. Sakowicz za ksicia sprawy publiczne odrabia
i na listy odpowiada, i z posami si naradza, ksi za jedynie na to koncept wysila,
eby uoy jakow zabaw albo konn kawalkad, albo polowanie. Pienidzmi - on,
skpiec - na wszystkie strony sypa, lasy kaza na mile cae wycina, by panna z okien
miaa prospekt lepszy, sowem, e naprawd kwiaty jej pod nogi sypa i tak j przyjmowa,
e gdyby bya krlewn szwedzk, nic by lepszego nie wymyli. aowao j z tego
powodu wielu, bo mwiono: Wszystko to na jej zgub, oeni si ksi nie oeni, a
niech j jeno za serce chwyci, to j, dokd chce, doprowadzi. Ale si pokazao, e to nie
taka panna, ktr by mona doprowadzi tam, gdzie cnota nie chodzi. Oho!
- A co? - zawoa zrywajc si Kmicic. - Wiem ci ja to lepiej od innych!
- Jake panna Billewiczwna owe krlewskie hody przyjmowaa? - spyta Woodyjowski.
- Z pocztku z uprzejm twarz, lubo bya wida po niej, e jakowy al w sercu nosi.
Bywaa na owach, na maszkarach i kawalkadach, i turniejach, mylc pono, e to zwyky
dworski u ksicia obyczaj. Ale wprdce si spostrzega, e to wszystko dla niej. Raz si
trafio, e ksi, wysiliwszy ju koncept na rozmaite widowiska, zapragn pannie konterfekt
wojny pokaza: zapalono tedy osad blisko Taurogw, piechota bronia, ksi szturmowa.
Oczywicie wiktori wielk odnis, po ktrej, syt chway, upad, jak powiadaj,
pannie do ng i o wzajemno w afektach prosi. Nie wiadomo, co jej tam proposuit, ale
od tej pory skoczya si ich amicycja. Ona pocza si stryja swego, pana miecznika rosieskiego,
dzie i noc za rkaw trzyma, ksi za...
- Pocz jej grozi? - zakrzykn Kmicic.
- Gdzie tam! Za greckiego pasterza si przebiera, za Philemona; umylni kurierowie
latali do Krlewca po modeliusze pasterskich strojw, po wstgi i peruki. On desperacje
udawa, pod jej oknami chodzi i na lutni grywa. A tu powiem wapanom, co rzetelnie
myl: kat to by na cnot panien zawzity i miao mona o nim rzec, co w naszej ojczynie
o podobnych ludziach mwi: e jego westchnienia niejeden panieski agiel wydy,
ale tym razem naprawd si zakocha, co i nie dziwota, bo panna wicej boginie nili
mieszkanki ziemskiego padou przypomina.
Tu Hassling zarumieni si znowu, lecz pan Andrzej tego nie spostrzeg, bo chwyciwszy
si z zadowolenia i dumy w boki, spoglda wanie tryumfujcym wzrokiem na Zagob i
Woodyjowskiego.
- Znamy j, wykapana Diana, jeno jej miesica we wosach brak! - rzek may rycerz.
- Co to Diana?! Wasny psy by na Dian wyy, gdyby ja ujrzay! - zakrzykn Kmicic.
- Dlategom rzek: nie dziwota - odpowiedzia Hassling.
 Dobrze! Jeno za t niedziwot maym ogniem bym go przypala; za t niedziwot
hufnalami bym go podku kaza...
- Daj wapan spokj! - przerwa Zagoba - pierw go dosta, potem bdziesz wydziwia,
teraz zasi daj temu kawalerowi mwi.
- Nieraz trzymaem wart przed komnat, w ktrej sypia - mwi dalej Hassling - i
wiem, jako si na ou przewraca, a wzdycha, a gada do siebie, a sycza jako z blu, tak
go widocznie dze pieky. Zmieni si okrutnie, wysech; moe te go ta choroba ju
nurtowaa, w ktr pniej zapad. Tymczasem rozleciay si po caym dworze wieci, i
ksi tak dalece si zapamita, e si chce eni. Doszo to i do ksinej Januszowej,
ktra z ksiniczk w Taurogach mieszkaa. Zaczy si gniewy a kwasy, bo jak
wapastwu wiadomo, mia Bogusaw, wedle ukadu, polubi ksiniczk Januszwn,
byle do lat dosza. Lecz on o wszystkim ju zapomnia, tak mia przeszyte serce. Ksina
Januszowa, wpadszy w pasj, pojechaa z crk do Kurlandii, on za owiadczy si o
pann Billewiczwn tego samego wieczora.
- Owiadczy si?! - zawoali ze zdumieniem Zagoba, Kmicic i Woodyjowski.
- Tak! Naprzd panu miecznikowi rosieskiemu, ktry nie mniej od waszmociw by
zdumion i uszom wasnym wierzy nie chcia, ale uwierzywszy wreszcie, z radoci ledwie
si posiada, bo to dla caego domu Billewiczw splendor niemay z Radziwiami si
poczy; wprawdzie powiada Paterson, e i tak koligacja jaka jest, ale dawna i zapomniana.
- Powiadaj dalej! - ozwa si drc z niecierpliwoci Kmicic.
- Obaj tedy ruszyli do panny z ca ostentacj, jaka w takich razach we zwyczaju. Cay
dwr a si trzs. Przyszy ze wieci od ksicia Janusza, Sakowicz jeden je przeczyta,
zreszt nikt na nie nie zwaa ani te na Sakowicza, bo by tego czasu wypad z aski, za to
e nie pierwszyzna si Radziwiom ze szlachciankami eni, e w tej Rzeczypospolitej
wszystka szlachta rwna, a billewiczowski dom rzymskich czasw siga. I to mwili ci,
ktrzy ju sobie chcieli aski przyszej pani zarobi. Inni twierdzili, e to tylko fortel
ksicia, aby do wikszej przyj z pann konfidencji (jako to midzy narzeczonymi niejedno
uchodzi) i przy sposobnoci kwiat dziewictwa uszczkn.
- Pewnie to byo! Nic innego! - ozwa si pan Zagoba.
- I ja tak mniemam - rzek Hassling - ale suchajcie dalej. Gdy tak midzy sob na
dworze deliberujem, nagle jak grom rozchodzi si, e panna przecia wtpliwoci jak
szabl, bo odmwia wprost.
- Boe jej bogosaw! - krzykn Kmicic.
- Odmwia tedy wprost! - mwi dalej Hassling. - Do byo spojrze na ksicia, by
to pozna. On, ktremu ksiniczki ulegy, nie znosi oporu i mao nie oszala. Niebezpiecznie
mu si byo pokazywa. Wiedzielimy wszyscy, e tak dugo nie pozostanie i e
ksi prdzej, pniej siy uyje. Jako porwano na drugi dzie pana miecznika i
osadzono w Tyly, ju za granic elektorsk. Tego dnia panna ubagaa oficera trzymajcego
stra przed jej drzwiami, e jej krcic nabit da. Oficer jej tego nie odmwi, bo
szlachcicem i honorowym czekiem bdc, czu lito dla nieszcz damy, a uwielbienie
dla jej urody i staoci.
- Kto w oficer? - zawoa Kmicic
- Ja! - odrzek sucho Hassling.
Pan Andrzej porwa go tak w ramiona, e mody Szkot sabym jeszcze bdc krzykn z
blu.
- Nic to! - zawoa Kmicic. - Nie jeste jecem, jeste moim bratem, przyjacielem!
Mw, czego chcesz? Na Boga, powiadaj, czego chcesz?
- Spocz chwil! - odrzek dyszc Hassling.
I umilk, ciska tylko rce, ktre mu podawali Woodyjowski i Zagoba, na koniec sam
widzc, e wszyscy pon z ciekawoci, mwi dalej:
- Ostrzegem j te, o czym wszyscy wiedzieli, e medyk ksicy przygotowywa
jakie bezoary i dekokta odrzucajce. Tymczasem obawy okazay si ponne, bo wmiesza
si do sprawy Pan Bg. Ten, tknwszy ksicia palcem, obali go na oe boleci i miesic
trzyma. Dziw, moci panowie, ale pad tak, jakby go kos z ng cito, tego samego dnia,
gdy mia na cnot tej panienki nastpi. Rka boa, mwi, nic wicej! Sam on to pomyla
i zlk si, moe te w chorobie wypaliy si w nim dze, a moe czeka na odzyskanie
si, do, e przyszedszy do siebie, da jej spokj, a nawet miecznika z Tyly dozwoli
sprowadzi. Co prawda, to opucia go choroba obona, ale nie febra, ktra do tej
pory pono go gnbi. Co prawda take, to wkrtce po opuszczeniu oa na wypraw ow
musia i pod Tykocin, w ktrej klska go spotkaa. Wrci z febr jeszcze wiksz, za
czym elektor przywoa go do siebie, a tymczasem w Taurogach zasza taka zmiana, o
ktrej i dziwnie, i mieszno powiaa, do, e ksi nie moe tam ju na wierno adnego
oficera ani dworzanina liczy, chyba na bardzo starych, ktrzy niedowidz i nie
dosysz, zatem i nie dopilnuj.
- C si takiego stao? - spyta Zagoba.
- W czasie tykociskiej wyprawy porwano, jeszcze przed janowsk klsk, niejak
pann Ann Borzobohat-Krasiesk i przysano j do Taurogw.
- Masz babo placek! - zawoa Zagoba.
A pan Woodyjowski pocz oczyma mruga i srodze wsikami rusza, wreszcie rzek:
- Panie kawalerze, nie powiadaj o niej jeno nic zego, bo po wyzdrowieniu ze mn
miaby do czynienia.
- Chobym chcia, nie mog nic zego o niej powiedzie, ale jeli to waszej moci narzeczona,
to powiem, e jej le pilnujesz, a jeli krewna, to zbyt j dobrze znasz, aby temu,
co powiem, mia negowa; do, e w tydzie rozkochaa ta panna w sobie wszystkich w
czambu, starszych i modszych, niczym innym, jeno oczu strzeeniem z dodatkiem jakich
sztuk czarodziejskich, z ktrych ju relacji zda nie mog.
- Ona! W piekle bym j po tym pozna! - mrukn Woodyjowski.
- Dziwna rzecz! - mwi Hassling. - Przecie panna Billewiczwna dorwnywa tamtej
urod, ale taka w niej powaga i nieprzystpno, jakby w jakowej ksieni, e czek admirujc
i wielbic nie mie nawet i oczu podnie, a c dopiero jakow nadziej powzi.
Sami przyznacie, e bywaj rne panny: jedne jako staroytne westalki, drugie - co to
ledwie spojrzysz, ju chciaby...
- Moci panie! - rzek gronie pan Micha.
- Nie bzdycz si, panie Michale, bo prawd powiada! - rzek Zagoba. - Sam przy niej
nogami przebierasz jako mody kurek i oczy ci bielmem zachodz, a e baamutna,
wszyscy wiemy i ty mao sto razy to mwie.
- Porzumy te materi - rzek Hassling. - Chciaem tylko wapanom wytumaczy,
dlaczego w pannie Billewiczwnie zakochali si niektrzy tylko, prawdziwie niezrwnan
jej doskonao oceni zdolni (tu zarumieni si znw Hassling), a w pannie Borzobohatej
niemal wszyscy. Jak mi Bg miy, miech bra, bo zupenie tak byo, jakby jakowa zaraza
pada na serca. A zwad, a pojedynkw namnoyo si w mgnieniu oka. I o co? Po co? Bo i
to trzeba wiedzie, e nie masz takiego, ktry by si wzajemnym afektem tej panienki
mg pochlubi, w to tylko kady lepo wierzy, e prdzej pniej on jeden co wskra.
- Ona, jakoby j malowa! - mrukn znw Woodyjowski.
- Za to obie panienki pokochay si okrutnie - mwi dalej Hassling - jedna bez drugiej
krokiem nie ruszy, e za panna Borzobohata rzdzi, jak sama chce, w Taurogach...
- Jak to? - przerwa may rycerz.
- Bo rzdzi wszystkimi. Sakowicz na wypraw teraz nie pojecha, taki rozkochany, a
Sakowicz pan absolutny we wszystkich ksicych posiadociach. Przez niego rzdzi
panna Anna.
- Taki on rozkochany? - spyta znw Woodyjowski.
- I najbardziej sobie dufa, bo to czek sam przez si bardzo mony.
- A zowie si Sakowicz?
- Wasza mo chcesz go, widz, dobrze zapamita?
- I... zapewne! - odrzek niby niedbale Woodyjowski, ale tak przy tym zowrogo wsikami
ruszy, e Zagob ciarki przeszy.
- Ow to tylko chciaem doda  rzek Hassling - e gdyby panna Borzobohata kazaa
Sakowiczowi, by ksicia zdradzi, a jej i towarzyszce ucieczk uatwi, myl, e uczyniby
to bez wahania; ale o ile wiem, woli to ona za plecami Sakowicza czyni, moe na zo
mu... kto wie... do, e zwierzy mi si jeden oficer, rodak mj (tylko nie katolik), e tam
ju cay wyjazd pana miecznika z pannami uoony, oficerowie do spisku wcignici... e
to ma wkrtce nastpi...
To Hassling pocz oddycha ciko, bo si zmczy i resztkami si goni.
- I to jest najwaniejsza rzecz, jak miaem wapanom powiedzie! - doda pospiesznie.
Woodyjowski i Kmicic a za gowy si porwali.
- Dokd maj ucieka?
- Do puszcz i puszczami si do Biaowiey przebiera... Tchu mi brak!...
Dalsz rozmow przerwao wejcie ordynansa sapieyskiego, ktry wrczy Woodyjowskiemu
i Kmicicowi po wiartce papieru zoonej we czworo. Ledwo rozwin swoj
Woodyjowski, wnet ozwa si:
- Rozkaz, by ju stanowiska do jutrzejszej roboty zajmowa.
- Syszycie, jak kartauny rycz? - zawoa Zagoba.
- No, jutro! jutro!
- Uf! gorco! - rzek pan Zagoba. - Zy dzie do szturmu... Niech licho porwie takie
upay. Matko Boska... Niejeden przecie jutro mimo upau ostygnie, ale nie ci, nie ci, ktrzy
si tobie polecaj. Patronko nasza... Ale grzmi dziaa!... Za starym ju do szturmw...
otwarte pole co innego.
Wtem nowy oficer ukaza si we drzwiach.
- Jest-li tu jegomo pan Zagoba? - spyta.
- Jestem!
- Z rozkazu krla miociwego masz wapan jutro zostawa przy jego osobie.
- Ha! chc mnie od szturmu zachowa, bo wiedz, e stary pierwszy ruszy, niech jeno
trby zagrzmi. Dobry pan, pamitny, nie chciabym go zmartwi, ale czy wytrzymam, nie
wiem, bo jak mnie ochota zeprze, tedy o niczym nie pamitam i prosto w dym wal... Taka
ju natura!... Dobry pan!... Syszycie, ju i trbki przez munsztuk graj, by kady na stanowisko
rusza. No! jutro! jutro... Bdzie mia i wity Piotr robot; ju ksiki przygotowywa
musi... W piekle take dla Szwedw koty ze wie smo na kpiel
nastawili... Uf! uf! jutro!...
ROZDZIA XIV
Dnia 1 lipca, miedzy Powzkami a osad nazwan pniej Marymontem, odbya sie
wielka msza polowa, ktrej dziesi tysicy ludzi wojsk kwarcianych suchao w skupieniu
ducha. Krl lub uczyni, e w razie zwycistwa koci Najwitszej Pannie wystawi.
lubowali za jego przykadem, kady wedle monoci, dygnitarze, hetmani, rycerstwo,
nawet proci onierze, gdy w dzie mia by dniem ostatecznego szturmu.
Po skoczeniu mszy ruszy kady z wodzw do swojej komendy. Wic pan Sapieha
stan naprzeciw kocioa witego Ducha, ktry wwczas za murami lea, ale e by do
nich kluczem, zosta zatem potnie przez Szwedw umocnion i wojskiem naleycie obsadzony.
Pan Czarniecki mia Gdaskiego Domu dobywa, tylna bowiem ciana tej budowli
stanowia cz obwodowego muru, i przebiwszy go, mona sie byo dosta do
miasta. Piotr Opaliski, wojewoda podlaski, z Wielkopolany i Mazurami od Krakowskiego
i Wisy zmierza. Kwarciane puki tkwiy naprzeciw Bramy Nowowiejskiej. Luda byo
tyle, e niemal wicej nili przystpu do murw; caa paszczyzna, wszystkie okoliczne
podmiejskie wioski i bonia zalane zostay morzem ludzkim, za ktrym bielay namioty, za
namiotami wozy, a hen! wzrok gubi si w sinym oddaleniu, nim kraca tego mrowiska
sign zdoa.
Zastpy owe stay w zupenej gotowoci, z broni podan ju naprzd i wysunit do
biegu nog, gotowe w kadej chwili rzuci si ku wyomom uczynionym przez dziaa
wielkiego kalibru, a zwaszcza przez cikie kartauny zamojskie. Dziaa nie ustaway gra
ani na moment, szturm za zwczy si tylko dlatego, e czekano ostatecznej odpowiedzi
Wittenberga na list, ktry kanclerz wielki Koryciski mu posa. Lecz gdy koo poudnia
przyjecha oficer z odpowiedzi odmown, zagrzmiay naok miasta zowieszcze trby i
szturm sie rozpocz.
Wojska koronne pod hetmanami, czarniecczykowie, puki krlewskie, piesze regimenta
pana Zamoyskiego, Litwini spod Sapiehy i zastpy pospolitego ruszenia rzuciy si jak
wezbrana fala ku murom. A z murw wykwity ku nim smugi biaego dymu i rzuty pomienia:
wielkie dziaa, hakownice, organki, muszkiety zagrzmiay na raz; ziemia wstrzsa
sie w posadach. Kule miesiy t cib ludzk, oray w niej bruzdy dugie, lecz ona biega
naprzd i dara sie ku twierdzy nie zwaajc na ogie i mier. Oboki dymw prochowych
soce zakryy.
Uderzy tedy kady zapamitale tam, gdzie mu byo najbliej, wic hetmani od Nowomiejskiej
Bramy, Czarniecki na Gdaski Dom, pan Sapieha z Litw na koci witego
Ducha, a Mazury i Wielkopolanie od Krakowskiego Przedmiecia i Wisy.
Tym za ostatnim wypada najcisza robota, wszystkie bowiem paace i domy wzdu
Krakowskiego Przedmiecia zmienione byy na twierdze. Lecz dnia tego ogarna Mazurw
taka zacieko bojowa, e zapdowi ich nic si oprze nie mogo. Brali wic szturmem
dom po domu, paac po paacu, bili sie w oknach, we drzwiach, na schodach; wycinali
w pie zaogi.
Po zdobyciu jednego domostwa, nim krew przyscha im na rkach i twarzach, ju rzucali
si na drugie i znw rozpalaa sie rczna bitwa, i znw biegli dalej. Towarzystwo szo
na wycigi z pospolitym ruszeniem, pospolite ruszenie z piechot. Kazano im, by idc do
szturmu nieli przed sob snopy niedojrzaego jeszcze zboa, ktre miay ich od kul
zasania, lecz oni w zapale i uniesieniu bojowym porzucali wszystkie zasony, biegnc z
go piersi. Wrd krwawej bitwy wzito kaplic carw Szujskich i wspaniay paac
Koniecpolskich. Wygnieciono Szwedw co do jednego w pomniejszych budowlach, w
magnackich stajniach, w ogrodach schodzcych ku Wile. Bliej paacu Kazanowskich
piechota prbowaa postawi czoo w ulicy i posikowana z murw paacu, z kocioa i
dzwonnicy bernardyskiej, zmienionych na potn twierdz, przyja rzsistym ogniem
napastnikw.
Lecz grad kul nie wstrzyma ich ani na chwil i szlachta z okrzykiem: Gr Mazury!,
rzucia si z szablami w rodek czworoboku; za nimi wpada piechota anowa, czelad
zbrojna w drgi, oskardy, siekiery. Czworobok rozbito w mgnieniu oka i poczto ci.
Swoi i nieprzyjaciele zmieszali si tak, e utworzyli jeden kb olbrzymi, ktry midzy
paacem Kazanowskich, domem Radziejowskiego a Bram Krakowska wi si, targa i
przewala we krwi wasnej.
Lecz coraz nowe zastpy krwia dyszcych wojownikw napyway, niby spieniona
rzeka, od strony Krakowskiego. Wycito wreszcie w pie piechot i rozpocz sie w
sawny szturm do paacu Kazanowskich i jednoczenie do Bernardynw, ktory w znacznej
czci o losach bitwy rozstrzygn.
Pan Zagoba wzi w nim udzia, myli sie bowiem dnia wczorajszego sdzc, e krl
wzywa go do swej osoby jedynie dla asystencji. Przeciwnie bowiem: powierzono mu, jako
wsawionemu i dowiadczonemu wojownikowi, komend nad czeladzia, ktra na ochotnika
razem z kwart i pospolitakami z tej strony miaa do szturmu ruszy. Chcia by
wprawdzie pan Zagoba i z ni w odwodzie i kontentowa si zajmowaniem zdobytych
ju poprzednio paacw, lecz gdy zaraz na pocztku wszyscy, idc na przecigi, pomieszali
si ze soba zupenie, porwa i jego prd ludzki. On za poszed, bo jakkolwiek wielk wzi
od natury w udziale przezorno i wola, gdzie byo mona, ywota na szwank nie
wystawia, tak si ju mimo woli od tylu lat wezwyczai do bitew, w tylu okropnych by
rzeziach, e gdy konieczno wypada, stawa z innymi, a nawet lepiej od innych, bo z
desperacj i wciekoci w mnym sercu.
Tak i obecnie znalaz sie pod brama paacu Kazanowskich, a raczej w piekle, ktre pod
ow bram wrzao straszliwie, zatem wrd wiru, gorca, toku, gradu kul, ognia, dymu,
jkw ludzkich i krzykw. Tysice siekier, oskardw, ratyszcz walio w bram; tysiace
ramio mskich paro i targao j wciekle; jedni padali jakoby piorunami raeni, drudzy
pchali sie na ich miejsce, deptali po ich trupach i dobijali sie do wntrza, jakby umylnie
szukajc mierci. Nikt nigdy nie widzia i nie pamita uporczywszej obrony, ale i
uporczywszego szturmowania. Z wyszych pitr nad bram sypay sie kule, laa sie smoa,
lecz ci, ktrzy byli pod ogniem, gdyby nawet byli chcieli, nie mogli ustpi, tak popychano
ich z zewnatrz. Widziae pojedynczych ludzi mokrych od potu, czarnych od prochu, ze
cinitymi zbami i zdziczaymi oczyma, walcych w bram belkami tak wielkimi, e w
zwyczajnym czasie zaledwie trzech tgich chopw wadn by nimi zdoao. Tak uniesienie
troio sily. Szturmowano jednoczenie do wszystkich okien, przystawiano drabiny do
grnych pitr, wyrbywano kraty w murach. A przecie z owych krat, z okien, z otworw
wycitych w cianach sterczay rury muszkietw, ktre ani chwili nie przestaway dymi.
Lecz takie wreszcie wzbiy sie dymy, taka wstaa kurzawa, e przy jasnym dniu sonecznym
szturmujcy zaledwie mogli sie rozpozna. Mimo to walki nie zaniechali, owszem,
tym bardziej darli si na drabiny, tym zacieklej upali bram, e wrzaski od kocioa Bernardynw
zwiastoway, i tam inne watahy szturmuj z rwn energia.
Wtem Zagoba krzykn gosem tak dononym, e usyszano go wrd zgieku i
wystrzaw:
- Puszk z prochem pod bram!
Podano mu j w mgnieniu oka, on za kaza zaraz rba wsk dziur u samego spodu
wrzecidzw, tak wsk, aby tylko puszka w nia si zmiecia. Gdy wesza, pan Zagoba
sam ni siarkow zapali, po czym zakomenderowa:
- Na boki! Pod ciany!
Stojcy bliej umknli si na obie strony ku tym, ktrzy drabiny przystawiali do dalszych
okien, i nastaa chwila oczekiwania.
Po czym oskot ogromny wstrzsn powietrzem i nowe kby dymu podniosy si ku
grze. Skoczy pan Zagoba na powrt ze swoimi ludmi; spojrz: wybuch nie roznis
wprawdzie bramy w drobne szcztki, ale wyrwa zawias z prawej strony, odupa par
potnych bierwion ju podrbanych, skrci antab i ca jedn poow odepchn w dolnej
czci w gb sieni, tak i utworzyo si wejcie, przez ktre tgi nawet czowiek atwo
mg si przecisn.
Wnet zaostrzone koy, topory i siekiery poczy bi gwatownie w nadwtlon wierzej,
setki ramion popary j z wysileniem, da si sysze trzask przeraliwy i caa jedna poa
runa odkrywajc gb ciemnej sieni.
W ciemnoci owej wnet bysy wystrzay muszkietw, lecz rzeka ludzka runa
wyomem z niepohamowanym pdem - paac by zdobyty.
Jednoczenie wdaro si i przez okna i rozpocza si straszliwa bitwa na bi bro
wewntrz paacu. Zdobywano komnat po komnacie, korytarz po korytarzu, pitro po
pitrze. Mury byy ju poprzednio tak porozszczepiane i nadwtlone, e puapy w kilku
pokojach zapady si z oskotem, pokrywajc gruzami Polakw i Szwedw. Lecz Mazury
szli jak poar, wnikali wszdzie, walc onikami, siekc, bodc. Nikt ze Szwedw nie prosi
pardonu, ale go te i nie dawano. W niektrych korytarzach i przejciach trupy ludzkie
tak zawaliy drog, e Szwedzi porobili z nich sobie barykady, napastnicy za wywczyli
je za nogi, za wosy i wyrzucali przez okna. Krew pyna strugami po schodach. Gromady
Szwedw broniy sie jeszcze tu i owdzie, odbijajc mdlejcymi rkoma wcieke razy
szturmujcych. Krew zalewaa im twarze, oczy zachodziy ciemnoci, niejeden osun si
ju na kolana, a jeszcze walczy; parci ze wszystkich stron, duszeni przez tum przeciwnikw,
umierali w milczeniu Skandynawowie, zgodnie ze sw saw, jak na onierzy
przystao. Kamienne figury bstw i dawnych bohaterw, zbryzgane krwi, patrzyy
martw renica na t mier.
Roch Kowalski szala gwnie na grze, pan Zagoba za rzuci si ze swoim oddziaem
na tarasy i wysiekszy bronicych si tam piechurw wpad z tarasw do owych cudnych
sadw, w caej Europie sawnych. Drzewa byy ju w nich wycite, kosztowne krzewy
poniszczone przez polskie kule, fontanny pogruchotane, ziemia poorana przez granaty,
sowem, wszdy pustka i zniszczenie, cho Szwedzi nie przykadali do niej swej drapienej
rki, przez wzgld na osob Radziejowskiego. Obecnie bj i tam zawrza srogi, lecz trwa
tylko chwil, bo ju saby dawali opr Szwedzi. To wycito ich pod osobistym pana
Zagoby dowdztwem, za czym onierze rozbiegli sie po sadach i caym paacu za zdobycz.
A pan Zagoba uda si a na koniec sadu, w miejsce, gdzie mury tworzyy potny
angu i gdzie nie dochodzio soce, chcia bowiem grony rycerz odetchn nieco i z
potu uznojowne czoo obetrze. Nagle spojrza i spostrzeg dziwaczne jakie monstra,
ktre na niego zza kraty elaznej klatki zowrogo patrzyy.
Klatka bya wszczepiona, w kt murw, tak e kule padajce od zewntrz nie mogy jej
dosign. Drzwi do niej szeroko byy otwarte, lecz owe wychude i szkaradne istoty nie
mylay z tego korzysta; owszem, przeraone widocznie zgiekiem, wistem kul i srog
rzezi, na ktr przed chwil patrzyy, zacisny sie w kt klatki i poukrywane w som,
jeno mruczeniem oznajmiay swj przestrach.
- Simiae czy diaby? - rzek do siebie pan Zagoba.
Nagle gniew go uchwyci, mstwo wezbrao mu w piersi i podnisszy szabl wpad do
klatki.
Popoch okropny odpowiedzia pierwszemu ciosowi jego miecza. Mapy, z ktrymi
onierze szwedzcy dobrze si obchodzili i ktre ze swych szczupych racyj karmili, bo ich
bawiy, wpady w tak okropne przeraenie, e je sza ogarn po prostu, a poniewa pan
Zagoba zastpi im ode drzwi, poczy w susach nadprzyrodzonych rzuca si po klatce,
czepia si cian, puapu, wrzeszcze, zgrzyta, na koniec jedna skoczya w obdzie panu
Zagobie na kark i chwyciwszy go za gow przywara do z caej siy. Druga przyczepia
mu si do prawego ramienia, trzecia od przodu chwycia za szyj, czwarta uwiesia si u
zawizanych z tyu wylotw, on za przyduszon, spocony, prno si miota, prno w ty
zadawa lepe razy, samemu wkrtce zabrako oddechu, oczy mu na wierzch wyszy i rozpaczliwym
gosem krzycze pocz:
- Moci panowie! ratujcie!
Wrzaski zwabiy kilkunastu towarzystwa, ktrzy nie mogc rozezna, co si dzieje,
biegli w pomoc z dymicymi od krwi szablami, lecz nagle stanli w zdumieniu, spojrzeli
po sobie i jakby pod wpywem czarw ryknli jednym ogromnym miechem. Nadbiego
wicej onierzy, tum cay, lecz miech, jak zaraza, udzieli si wszystkim. Wic taczali
sie jak pijani, brali si w boki, zamazane posok ludzka twarze krzywiy im si spazmatycznie
i im bardziej rzuca si pan Zagoba, tym oni mieli si wicej. Dopiero Roch
Kowalski nadbieg, z gry i roztrciwszy tumy uwolni wuja z mapich uciskw.
- Szelmy! - krzykn zdyszany pan Zagoba - bodaj was zabito!To miejecie si
widzc katolika w opresji od monstrw afrykaskich? Bodaj was zabito! eby nie ja, to
bycie dotychczas trykali bami o bram, bocie czego lepszego niewarci! Bodaj was
zabito, ecie i onych map niegodni!
- Bogdaj ciebie zabito, mapi krlu! - zakrzykn najbliej stojcy towarzysz.
- Simiarum destructor! - zawoa drugi.
- Victor! - doda trzeci.
- Gdzie tam victor, chyba victus!
Tu Roch przyszed znowu z pomoc wujowi i najbliszego pici w pier uderzy, a
ten zaraz pad, krew ustami oddawszy. Inni cofnli sie przed gniewem ma, niektrzy do
szabel si brali, lecz dalszej ktni zapobiegy wrzaski i strzay dochodzce ze strony bernardyskiego
klasztoru. Widocznie szturm trwa tam jeszcze w caej sile i sdzc z
gorczkowej palby muszkietowej, Szwedzi nie myleli si poddawa.
- W sukurs! pod koci! pod koci! - krzykn Zagoba.
Sam za skoczy do paacu na gr, tam bowiem z prawego skrzyda wida byo
koci, ktry zdawa sie gorze w ogniu. Tumy szturmujcych wiy si pod nim konwulsyjnie,
nie mogc dosta si do rodka i ginc bezuytecznie w krzyowym ogniu, bo i od
Bramy Krakowskiej sypay si na nich kule jak piasek.
- Dziaek do okien! - krzykn Zagoba.
Dziaek wiekszych i mniejszych byo w paacu Kazanowskich dosy, wnet te przywleczono
je do okien; ze zamw kosztownych sprztw, z podstaw posgw pourzdzano
lawety i po upywie p godziny kilkanacie paszcz wyjrzao przez puste otwory okien ku
kocioowi.
- Rochu! - mwi w nadzwyczajnym rozdranieniu pan Zagoba - musz czego znacznego
dokaza, bo inaczej przepada moja sawa! Przez te mapy - eby je zaraza wydusia!
- cae wojsko na jzyki mnie wemie, a cho i mnie sw w gbie nie brak, przecie
wszystkim nie poradz. Musz t konfuzje zatrze, inaczej, jak Rzeczpospolita szeroka, za
mapiego krla mnie ogosz!
- Wuj musi t konfuzj zatrze! - powtrzy grzmicym gosem Roch.
- A pierwszy sposb bdzie, i jakom paac Kazanowskich zdoby... bo niech kto
powie, e to nie ja!...
- Niech kto powie, e to nie wuj!... - powtrzy Roch.
- ...Tak i w koci zdobd, tak mi Panie Boe dopom, amen! - dokoczy
Zagoba.
Po czym odwrci si do swej czeladzi, ktra ju staa przy armatach.
- Ognia!
Szwedw, bronicych sie z rozpacz w kociele, strach zdj, gdy nagle caa boczna
ciana trz si zacza. Na tych, ktrzy siedzieli w oknach, przy strzelnicach powycinanych
w murze, na zaamach wewntrznych gzymsw, przy gobich otworach, przez
ktre strzelali do oblegajcych, jy si sypa cegy, gruz, wapno. Straszliwa kurzawa
wstaa w domu boym i pomieszana z dymem, ja dawi spracowanych ludzi. Czek
czeka nie mg dojrze w ciemnoci, okrzyki: Dusim si, dusim si!, powikszyy
jeszcze przeraenie. A tu koci chwieje si, trzask muru, spadanie cegie, oskot kul
wpadajcych przez okna, dwik oowianych krat leccych na podog, ar, wyziewy
ludzkie zmieniaj przybytek boy w pieko ziemskie. Przeraeni onierze odbiegaja
bramy, okien, strzelnic. Popoch zmienia si w sza. Znw przeraliwe gosy woaj:
Dusim si! powietrza! wody! Nagle setki gardzieli poczynaj rycze:
- Bia chorgiew! bia chorgiew!
Komenderujcy, Erskin, chwyta za ni wasn rk, aby ja wywiesi na zewntrz, wtem
brama pka, lawa szturmujacych wpada na ksztat awicy szatanw - i nastaje rze. Cisza
nagle czyni si w kociele, sycha tylko zwierzce sapanie walczcych, zgrzyt elaza o
koci, o kamienn posadzk, jki, chlupotanie krwi - czasem gos jaki, w ktrym nie
masz nic ludzkiego, krzyknie: Pardon! pardon! Po godzinie walki dzwon na dzwonnicy
poczyna hucze, i huczy, huczy - Mazurom na zwycistwo, Szwedom na pogrobne.
Paac Kazanowskich, klasztor i dzwonnica zdobyte. Sam Piotr Opaliski, wojewoda
podlaski, ukazuje si wrd krwawych tumw przed paacem na koniu.
- Kto nam przyszed w sukurs z paacu? - krzyczy chcc przekrzycze gwar i wycie
ludzkie.
- Ten, ktry paac zdoby! - mwi potny m ukazujc si nagle przed wojewod -
ja!!!
- Jak waci zowi?
- Zagoba.
- Vivat Zagoba! - rycz tysice gardzieli.
Lecz straszliwy Zagoba ukazuje krzywcem zabrukanej szabli na bram.
- Nie dosy na tym! - woa - tam! do bramy! Dziaa ku murom i na bram, a my
naprzd! za mn!
Rozszalae tumy rzucaj si w kierunku bramy, wtem - o cudo! - ogie szwedzki,
zamiast si wzmaga, sabnie.
Jednoczenie gos jaki donony rozlega si niespodzianie z wierzchoka dzwonnicy:
- Pan Czarniecki ju w miecie! Widz nasze chorgwie!!!
Ogie szwedzki sabnie coraz bardziej.
- Stj! stj!- komenderuje wojewoda.
Lecz tumy go nie sysz i biegn na olep. Wtem biaa chorgiew ukazuje si na
Bramie Krakowskiej.
Istotnie, Czarniecki przebiwszy Dom Gdaski wpad na ksztat huraganu do obrbu
fortecy, a gdy paac Daniowiczowski ju by take zdobyty, gdy w chwil pniej i litewskie
znaki zabysy od strony witego Ducha na murach, uzna Wittenberg, e dalszy opr
daremny. Mogli wprawdzie Szwedzi broni sie jeszcze w wyniosych domach Starego i
Nowego Miasta, lecz i mieszczanie chwycili ju za bro: obrona musiaaby sie skoczy
na straszliwej rzezi Szwedw, bez nadziei zwycistawa.
Trbacze poczli tedy trbi na murach i wiewa biaymi chorgwiami. Widzc to
komendanci polscy wstrzymali szturm, po czym jenera Loewenhaupt, w otoczeniu kilku
pukownikw, wyjecha Bram Nowomiejsk i popdzi, co tchu, do krla.
Jan Kazimierz mia ju miasto w rku, lecz dobry pan pragn wstrzyma rozlew krwi
chrzecijaskiej, wic przysta na podawane poprzednio Wittenbergowi warunki. Miasto
miao by oddane ze wszystkimi nagromadzonymi w nim upami. Kademu Szwedowi
pozwolono byo zabra to tylko, co ze Szwecji ze sob przywiz. Zaoga ze wszystkimi
jeneraami i z broni w rku miaa prawo wyj z miasta zabrawszy chorych i rannych oraz
damy szwedzkie, ktrych kilkadziesit byo w Warszawie. Polakom, ktrzy przy
Szwedach jeszcze suyli, udzielono amnestii, ze wzgldu, e zapewne nie byo ju
wysugujcych si dobrowolnie. Wyczon zosta jeden Bogusaw Radziwi, na co Wittenberg
zgodzi si tym atwiej, i ksi sta w tej chwili z Duglasem u Buga.
Warunki podpisano natychmiast. Wszystkie dzwony w kocioach poczy gosi
miastu i wiatu, e stolica przechodzi znw do rk prawego monarchy. W godzin pniej
wysypao si mnstwo co najbiedniejszego ludu zza waw szuka miosierdzia i chleba w
polskich obozach, wszystkim ju bowiem, prcz Szwedw, brako w miecie ywnoci.
Krl kaza dawa, co byo mona, sam za odjecha patrze na wyjcie zaogi szwedzkiej.
Stan wic otoczony dostojnikami duchownymi i wieckimi, w asystencji tak
wspaniaej, i oczy ludzkie mia. Wszystkie niemal wojska, wic koronne pod hetmanami,
dywizja Czarnieckiego, litewskie pod Sapieh i niezmierne tumy pospolitego
ruszenia wraz z czeladzi, zebray si obok majestatu, bo wszyscy ciekawi byli widzie
tych Szwedw, z ktrymi przed kilku godzinami tak straszliwie i krwawo walczyli. Przy
wszystkich bramach, od chwili podpisania ugody, stali komisarze polscy; powierzono im
zbadanie, czy Szwedzi jakowych upw nie wywo. Osobna komisja zajta bya przejmowaniem
upw w samym miecie.
Ukazaa si wic naprzd jazda, ktrej byo niewiele, zwaszcza e wyczono od prawa
wyjcia Bogusawow: za ni sza artyleria polowa z lekkimi dziaami, cikie bowiem
miay by wydane Polakom. Szli tedy onierze obok dzia z zapalonymi lontami. Nad
nimi chwiay si rozwinite chorgwie, ktre przed krlem polskim, niedawno tuaczem,
na znak czci zniano. Artylerzyci postpowali hardo, patrzc wprost w oczy polskiemu
rycerstwu, jak gdyby chcieli mwi: Spotkamy sie jeszcze!, a Polacy podziwiali ich
butn postaw i nie ugity nieszczciem animusz. Za czym ukazay si wozy z oficerami i
rannymi. W naczelnym lea Benedykt Oxenstierna, kanclerz, przed ktrym krl kaza
bro prezentowa piechocie, chcc okaza, e nawet w nieprzyjacielu cnot uszanowa
umie.
Potem, przy odgosie bbnw i take z rozpuszczonymi chorgwiami, szy czworoboki
nieporwnanej piechoty szwedzkiej, podobne, wedle wyraenia Subaghaziego, do
chodzcych zamkw. Za nimi ukaza si wietny orszak rajtarii, przybranej w blachy od
stp do gowy, z bkitna chorgwi, na ktrej zoty lew by wyszyty. Rajtarowie ci otaczali
sztab gwny. Na ich widok poszed szmer przez tumy:
- Wittenberg jedzie! Wittenberg!
Jako jecha sam feldmarszaek, a przy nim Wrangel modszy, Horn, Ersin, Loewenhaupt,
Forgell. Oczy polskich rycerzy zwrciy si z chciwocia w ich stron, a zwaszcza
na twarz Wittenberga. Lecz oblicze jego nie zwiastowao tak straszliwego wojownika,
jakim by w samej istocie. Bya to twarz stara, blada, wyniszczona przez chorob. Rysy
mia ostre, nad ustami nosi rzadki i may ws, zadarty w kocach ku grze. Zacinite usta
i piczasty, dugi nos nadaway mu pozr starego i drapienego skpca. Przybrany w
czarny aksamit i w czarny kapelusz na gowie, wyglda raczej na uczonego astrologa lub
na medyka, i tylko zoty acuch na szyi oraz brylantowa gwiazda na piersiach i buawa
feldmarszakowska w rku zdradzay jego wysoka hetmaska szar.
Jadc rzuca niespokojnie oczyma na krla, na sztab krlewski, na stojce w szyku
chorgwie, po czym wzrok jego ogarnia niezmierzone tumy pospolitego ruszenia i ironiczny
umiech ukazywa mu si na bladych wargach.
A w tych tumach szmer rosn coraz bardziej i sowo: Wittenberg! Wittenberg! -
byo na wszystkich ustach.
Po chwili szmer zmieni si w pomruk guchy, ale grony, jak pomruk morza przed
burz. Od chwili do chwili cich; a wwczas hen! w dali, w ostatnich szeregach, sycha
byo jaki gos perorujcy. Temu gosowi odpowiaday inne, odpowiadao ich coraz
wicej, rozlegay si coraz silniej, rozbiegay si coraz szerzej jakby jakie echa zowrogie.
Przysigby, e burza idzie z oddali, e wybuchnie z ca si.
Dostojnicy stropili si i poczli niespokojnie spoglda na krla.
- Co to jest? co to znaczy? - pyta Jan Kazimierz.
Wtem pomruk przeszed w huk tak straszny, jakby grzmoty poczy w niebie walczy
ze sob. Niezmierne tumy pospolitego ruszenia poruszay sie gwatownie, zupenie jak an
zboa, gdy huragan zawadzi o niego swym olbrzymim skrzydem. Nagle kilkadziesit tysicy
szabel zabyso w socu.
- Co to jest? co to znaczy? - spyta powtrnie krl.
Nikt nie umia mu odpowiedzie.
- Wtem Woodyjowski stojcy w pobliu przy panu Sapiee zakrzykn:
- To pan Zagoba!
Woodyjowski odgad. Jak tylko bowiem warunki kapitulacji zostay ogoszone i doszy
do uszu pana Zagoby, stary szlachcic wpad w gniew tak straszny, e mowa bya mu przez
jaki czas odjt. Przyszedszy do siebie, zacz od tego, i wskoczy midzy szeregi pospolitego
ruszenia i pocz burzy umysy. Suchano go chtnie, bo wszystkim si zdao, e
za tyle mstwa, za tyle trudw, za tyle krwi wylanej pod murami Warszawy lepsz powinni
mie nad nieprzyjacielem zemst. Otaczay wic Zagob potne koa niesfornej i
burzliwej szlachty, a on caymi garciami rzuca rozarzone wgle na prochy i wymow
rozdmuchiwa coraz wikszy poar, ktry tym atwiej ogarnia gowy, e ju i tak dymiy
od zwykych po zwycistwie libacji.
- Moci panowie! - mwi Zagoba. - Oto te stare rce pidziesit lat ju pracuj dla
ojczyzny, pidziesit lat przeleway krew nieprzyjacielsk przy wszystkich cianach
Rzeczypospolitej, teraz zasi - mam wiadkw! - one to paac Kazanowskich i koci
bernardyski zdobyy! A kiedy, moci panowie, Szwedzi stracili otuch, kiedy na kapitulacj
si zgodzili? - oto wwczas, gdymy armaty od Bernardynw na Stare Miasto wyrychtowali.
Nie aowano tu naszej krwi, bracia, hojnie ni szafowano, a poaowano tylko
samego nieprzyjaciela. To my, bracia, substancj zostawiamy bez gospodarza, czelad bez
pana, on bez m꿹, dziatki bez ojca... (o moje dziatki, co si z wami teraz dzieje!) i przychodzimy
tu z go piersi na armaty, a jaka nam za to nagroda? Oto taka: Wittenberg
wolny odchodzi i jeszcze go honoruj na drog. Odchodzi kat naszej ojczyzny, odchodzi
bluniciel przeciw wierze, Najwitszej Panny wrg zacieky, podpalacz naszych domw,
zdzierca naszych szat ostatnich, morderca on i dziatek naszych! (o moje dziatki, gdzie wy
teraz!) habiciel duchowiestwa i panienek Bogu powiconych... Biada tobie, ojczyzno!
haba tobie, szlachto! paroksyzm tobie nowy, wiaro nasza wita! biada wam, kocioy
utrapione, pacz tobie i narzekanie, Czstochowo! - bo Wittenberg odchodzi wolno i wrci
wkrtce zy i krew wyciska, dobija, ktrych nie dobi, pali, czego jeszcze nie spali,
habi, czego jeszcze nie zhabi. Pacz, Korono i Litwo, paczcie, wszystkie stany, jako ja
pacz, stary onierz, ktry, do grobu zstpujc, na paroksyzm wasz patrze musi... Biada
tobie, Illium, miasto starego Priama! Biada! biada! biada!
Tak to prawi pan Zagoba, a tysice suchay go i gniew podnosi szlaczcie wosy na
czuprynach, on za jecha dalej i znw biada, i szaty dar na sobie, i piersi odkrywa. Wnika
te i w wojsko, ktre take chtnie skargom jego ucho podawao, istotnie bowiem
straszliwa bya przeciw Wittenbergowi we wszystkich sercach zawzito. Tumult byby
wybuch od razu, ale powstrzyma go sam Zagoba z obawy, e gdy za wczenie wybuchnie,
wwczas Wittenberg moe jeszcze jako wyratowa, a jeli wybuchnie wwczas,
gdy bdzie wyjeda z miasta i na oczy si pospolitemu ruszeniu poka, to go na szablach
roznios, zanim si kto opatrzy, co sie dzieje.
I wyrachowania jego sprawdziy si zupenie. Na widok okrutnika sza ogarn mzgi
niesfornej a podpiej szlachty i w mgnieniu oka burza wybucha straszliwa. Czterdzieci
tysicy szabel zabyso w socu, czterdzieci tysicy gardzieli poczo rycze: mier
Wittenbergowi! - Dawajcie go sami! - Bigosowa! bigosowa! Do tumw
szlacheckich przyczyy sie tumy niesorniejszej jeszcze, a rozbestwionej niedawnym
przelewem krwi czeladzi, nawet karniejsze regularne chorgwie jy szemra gronie przeciw
ciemizcy i burza pocza lecie z wciekoci na sztab szwedzki.
W pierwszej chwili stracili wszyscy gow, cho wszyscy od razu zrozumieli, o co idzie.
Co czyni - ozway si gosy przy krlu. Jezu miosierny!  Ratowa! osania!
- Haba nie dotrzyma umowy!
Wtem tumy rozarte wpadaj midzy chorgwie, cisn je, chorgwie mieszaja si, nie
mogc usta na miejscu.
Naok wida szable, szable i szable, pod nimi rozpalone twarze, wytrzeszczone oczy,
wyjce usta; zgiek, szum i dzikie okrzyki rosn z przeraajc szybkoci, na czele leci
czelad, ciury i wszelka wojskowa hoota, podobniejsza do zwierzt lub diabw ni do
ludzi.
Zrozumia i Wittenberg, co si dzieje. Twarz mu poblada jak ptno, pot obfity a zimny
zrosi mu w jednej chwili czoo i - o dziwo! - w feldmarszaek, ktry przedtem wiatu
caemu gotw by przegraa, w pogromca tylu armii, zdobywca tylu miast, w stary
onierz, zlk si teraz tak okropnie wyjcej tuszczy, i przytomno opucia go zupenie.
I pocz dygota caym ciaem, i rce opuci, i jcza, i lina pocza mu ciec z ust
na zoty acuch, a buawa marszakowska z rki wypada. Tymczasem straszliwa ciba
bya coraz bliej i bliej; ju, ju okropne postacie otaczay nieszczsnych jeneraw
naok, chwila jeszcze, a roznios tak wszystkich na szablach, e jednego szcztka nie
zostanie.
Inni jeneraowie powydobywali szpady chcc umrze z broni w rku, jak na rycerzy
przystao, lecz stary ciemizca zesab zupenie i przymruy oczy.
Wtem pan Woodyjowski skoczy sztabowi na ratunek. Chorgiew, idc w skok klinem,
roztrcia tak tuszcz, jak okrt pyncy wszystkimi aglami roztrca spitrzone fale
morza. Krzyk traktowanej hooty pomiesza sie z krzykiem laudaskich, lecz jedcy
pierwej dopadli sztabu i otoczyli go w mgnieniu oka murem koni, murem piersi wasnych i
szabel.
- Do krla! - krzykn may rycerz.
I ruszyli. Tum otoczy ich ze wszystkich stron, bieg z bokw, z tyu, wywija szablami
i drgami, wy coraz straszniej, lecz oni parli naprzd, tnc szablami od czasu do czasu na
boki, jak tnie potny odyniec otoczony przez stado wilkw.
Wtem Wojniowicz skoczy w pomoc Woodyjowskiemu, za nim Wilczkowski z
krlewskim pukiem, za nim knia Poubiski i wszyscy razem, oganiajc si ustawicznie,
przyprowadzili sztab przed oblicze Jana Kazimierza.
Tumult, zamiast zmniejsza si, rs coraz bardziej. Zdawao sie przez chwil, e rozhukana
tuszcza, bez wzgldu na majestat, bdzie chciaa dosta w rce jeneraw. Wittenberg
oprzytomnia, ale strach nie opuci go bynajmniej, wic zeskoczy z konia, jak zajc
napierany przez psy lub wilki chroni si a pod wozy zaprzone, tak on kopn si, mimo
podagry, a pod nogi krlewskie.
Tam rzuci si na kolana i chwyciwszy za strzemi, pocz krzycze:
- Ratuj, miociwy panie! ratuj! Mam twoje sowo krlewskie, ugoda podpisana, ratuj,
ratuj! Zmiuj si nad nami! Nie pozwalaj mnie zamordowa!
Krl na widok takiego upokorzenia i takiej haby odwrci ze wstrtem oczy i rzek:
- Panie feldmarszaku, uspokj si pan!
Lecz sam mia twarz strapion, bo nie wiedzia, co czyni. Naok zbieray si coraz
wieksze tumy i zbliay si coraz natarczywiej. Wprawdzie stany chorgwie jakby do
boju, a piechota zamojska utworzya naok grony czworobok, lecz jaki mia by wszystkiego
koniec?
Krl spojrza na Czarnieckiego, lecz ten tylko brod krci z wciekoci, takim
gniewem wzburzya mu si dusza przeciw niekarnoci pospolitego ruszenia.
Tymczasem kanclerz Koryciski rzek:
- Miociwy panie, trzeba ugody dotrzyma.
- Tak jest! - rzek krl.
Wittenberg, ktry pilno patrzy im w oczy, odetchn swobodniej.
- Najjaniejszy panie! - zawoa - wierzyem w twoje sowa jak w Boga!
A na to stary hetman koronny, pan Potocki:
- A czemu to wa tyle przysig, tyle ugd i kapitulacyj ama? Kto czym wojuje, od
tego ginie... Wszake to Wolfa, puk krlewski, wbrew kapitulacji zagarn?
- To nie ja, to Miller, to Miller - odrzek Wittenberg.
Hetman spojrza z pogard, za czym odwrci si do krla:
- Miociwy panie! Nie mwi tego, abym wasz krlewsk mo mia do zamania
take ugody pobudza, bo nieche wiaroomstwo po ich jeno stronie bdzie.
- Wic co czyni? - spyta krl.
- Jeli go teraz do Prus odelem, to z pidziesit tysicy szlachty ruszy za nim i nim do
Putuska dojedzie, ju go rozsiekaj... Chybaby mu cay komput wojska za str doda, a
tego czyni nie moem... Syszysz, wasza krlewska mo, jako tam wyj. Revera...
suszna jest przeciw niemu zawzito... Trzeba naprzd jego osob ubezpieczy a odesa
wszystkich wwczas, gdy ten ogie uganie.
- Nie moe inaczej by! - rzek kanclerz Koryciski.
- Ale gdzie go ubezpieczy? Tu go trzyma nie moem, bo tu, u licha, wojna domowa
wybuchn gotowa - ozwa si pan wojewoda ruski.
Na to wystpi pan starosta kauski, Sobiepan, i wydymajc mocno wargi rzek ze
zwyk sobie fantazj:
- A c! miociwy panie! Dajcie mi ich do Zamocia, niech posiedz, pki si spokj
nie uczyni. Ju ja go tam przed szlacht obroni... Ba! niech mi sprbuj go wydrze! Ba!
- Ale w drodze, jak go wasza dostojno obronisz? - spyta kanclerz.
- Ha! jeszcze mnie na pachokw sta. Albo to nie mam piechoty i dzia, co? Niech go
Zamoyskiemu wydr! Obaczym!
Tu zacz si w boki bra, po udach klepa i na kulbace na obie strony si przechyla.
- Nie ma innej rady! - rzek kanclerz.
- I ja nie widz! - doda pan Lanckoroski.
- To ich i wecie, panie starosto! - rzek do Zamoyskiego krl.
- Nie tegomy si spodziewali! - rzek.
Na to pan Potocki ukazujc w dal rk:
- A to prosz, nie zatrzymujem, wolna droga!
Wittenberg umilk.
Tymczasem kanclerz rozesa kilkudziesiciu oficerw, aby gosili wzburzonej szlachcie,
e Wittenberg nie odejdzie wolno, ale zostanie odesany do Zamocia. Tumult nie
zaraz wprawdzie si uciszy, jednake wie podziaaa uspokajajco. Nim wieczr zapad,
umysy zwrciy si w inn stron. Wojska poczy wchodzic do miasta i widok odzyskanej
stolicy napeni wszystkie dusze radoci tryumfu.
Radowa si i krl, jednake myl, e nie mg w zupenoci dotrzyma warunkw
ugody, trapia go nie pomau, zarwno jak wieczna niekarno pospolitego ruszenia.
Czarniecki u w sobie gniew.
- Z takim wojskiem nigdy nie mona by jutra pewnym - mwi do krla. - Czasem
bije si le, czasem po bohatersku, wszystko od fantazji, a lada podmuch, to i bunt gotowy.
- Daj Boe, by si nie zaczli rozjeda - rzek krl - bo jeszcze potrzebni, a ju
myl, e wszystkiego dokonali.
- Sprawca tego rozruchu powinien by komi rozerwan, bez wzgldu na usugi, jakie
odda! - mwi dalej Czarniecki.
Kazano te najsurowiej szuka pana Zagoby, bo nikomu nie byo tajno, e on to podnis
burz, lecz pan Zagoba jak w wod wpad. Szukano go w miecie, w namiotach,
miedzy toborem, nawet midzy Tatarami, wszystko na prno. Powiada przy tym Tyzenhauz,
e krl, jak zawsze dobry i miociw, yczy sobie z caej duszy, eby go nie znaleziono,
i e nawet nowenn na to odprawia.
Za w tydzie pniej, po jakowym obiedzie, gdy monarsze serce wezbrao radoci,
usyszano z ust Jana Kazimierza sowa nastpujce:
- A rozgocie tam, eby si pan Zagoba duej nie chowa, bo ju nam po nim i jego
krotochwilach tskno!
Gdy kasztelan kijowski achn si na to, krl doda:
- Kto by w tej Rzeczypospolitej jeno sprawiedliwo, nie miosierdzie mia w sercu, ten
by, zamiast serca, topr w piersiach nosi musia. O win tu atwiej ni gdzie indziej, ale
te i poprawa nigdzie tak rycho nie nastpuje!
A mwic to, mia pan wicej jeszcze Babinicza na myli ni Zagob, za o Babiniczu
myla dlatego, e mody junak wanie poprzedniego dnia pokoni si do ng krlewskich
z prob, by mu na Litw nie byo wzbroniono jecha. Mwi, e chce tam wojn oywi i
Szwedw podchodzi, jak niegdy Chowaskiego podchodzi. A poniewa krl i tak mia
zamiar posa tam dowiadczonego w podjazdowej wojnie onierza, wic pozwoli,
opatrzy, pobogosawi i jeszcze mu czego tam po cichu do ucha yczy, po ktrym yczeniu
pad mu mody rycerz do ng jak dugi.
Po czym nie zwczc ruszy rano na wschd. Subaghazi, znacznym podarkiem ujty,
pozwoli mu nowych piciuset dobrudzkich ordycw z sob zabra, szo wic za nim
ptora tysica ludzi dobrych, sia, z ktr mona byo przecie co pocz. I palia si gowa
junacka chci bojw i wojennych czynw, miaa mu si nadzieja sawy; sysza ju, jak
caa Litwa wymawia z chlub i podziwem jego imi... Sysza zwaszcza, jak powtarzaj je
jedne kochane usta, i dusza dostawaa mu skrzyde.
A jeszcze i dlatego tak mu si jechao rano, e gdzie przyjecha, tam pierwszy szczsn
wie zwiastowa, i Szwed pobit i Warszawa wzita. Warszawa wzita! Gdzie zattniy
kopyta jego konia, tam cae okolice rozbrzmieway tymi sowami, tam lud wita go z paczem
na drogach, tam bito we dzwony po kocioach i piewano Te Deum laudamus! Gdy
jecha lasem, to sosny ciemne, gdy polami, to any zb zocistych, wiatrem koysane,
zdaway si powtarza, szumic radonie:
- Szwed pobit! Warszawa wzita! Warszawa wzita!
ROZDZIA XV
Jakkolwiek Ketling bliskim by osoby ksicia Bogusawa, jednake nie wszystko wiedzia
i nie wszystko umia opowiedzie Kmicicowi, co si dziao w Taurogach, albowiem
zalepiao go to, e sam si w Billewiczwnie kocha.
Bogusaw innego take mia powiernika, a mianowicie pana Sakowicza, starost oszmiaskiego,
i ten jeden tylko wiedzia, jak gboko zabrn ksi w afekt dla swej
wdzicznej branki oraz jakich sposobw uywa, aby jej serce i osobe posi.
Mio ta bya po prostu dz piekc, bo do innych uczu serce Bogusawowe nie
byo zdolne, ale tak gwatown, i w dowiadczony w amorach kawaler gow traci. I
nieraz wieczorami, gdy zostali ze starost oszmiaskim sam na sam, chwyta si Bogusaw
za wosy, woajc:
- Gorzej, Sakowicz, gorzej!
Sakowicz wnet sposb znajdowa:
- Kto chce mid wybra - mwi - musi pszczoy odurzy, a mao to durzcych dryjakwi
ma medyk waszej ksicej moci? Dzi mu sowo rzec, jutro bdzie po harapie.
Lecz ksi nie chcia chwyta si tego sposobu, a to z rozmaitych przyczyn. Naprzd,
ktrego dnia pojawi mu si we nie stary pukownik Billewicz, dziadek Oleki, i
stanwszy wedle wezgowia, wpatrywa si w niego, a do pierwszego piania kogutw,
gronymi oczyma. Bogusaw ten sen zapamita, tak za by w rycerz bez trwogi
przesdny, tak si ba czarw, sennych ostrzee i nadprzyrodzonych zjawisk, i dreszcz
go przejmowa na myl, w jakiej grozie i w jakiej postawie pojawioby si po raz wtry
owo widziado, gdyby za rad Sakowicza poszed. Sam starosta oszmiaski, ktry w Boga
nie bardzo wierzy, ale snw i czarw ba si take, zachwia si nieco w radach.
Drug przyczyn powcigliwoci Bogusawowej byo to, e  Wooszka bawia z pasierbic
w Taurogach. Nazywano Wooszk ksin Januszow Radziwiow. Pani ta
pochodzca z kraju, w ktrym niewiasty do wolne miewaj obyczaje, nie bya wprawdzie
zbyt surow, owszem, moe a nadto na uciechy dworzan i fraucymeru wyrozumia,
jednake nie mogaby cierpie, aby pod jej bokiem czowiek, majcy by mem jej pasierbicy,
speni wystpek woajcy o pomst do nieba.
Lecz i pniej, gdy wskutek namw Sakowicza i z wol ksicia wojeowdy wileskiego
,,Wooszka" wyjechaa z ksiniczk Januszwn do Kurlandii, Bogusaw nie omieli si
na wystpek. Ba si straszliwego krzyku, ktry by na Litwie caej powsta musia. Billewiczowie,
ludzie moni, nie omieszkaliby go gnbi procesem, prawo za karao podobne
uczynki utrat mienia, czci i garda.
Radziwiowie byli wprawdzie do potni i mogli depta po prawie, lecz gdyby zwycistwo
przechylio si w wojnie na stron Jana Kazimierza, wwczas i tak mg mody
ksi popa w srogie terminy, w ktrych zbrakoby mu potgi, przyjaci i poplecznikw.
A wanie trudno ju byo przewidzie, jak si wojna skoczy, gdy Kazimierzowi
co dzie si przybywao, Karolowa za potga malaa konieczn ludzi utrat i wyczerpywaniem
si pienidzy.
Ksi Bogusaw, czowiek popdliwy, ale i polityk, liczy si z pooeniem. dze
trawiy go ogniem, rozum doradza powcigliwo, strach zabobonny kiezna porywy
krwi, jednoczenie przyszy na choroby, jednoczenie zwaliy si sprawy wielkie a pilne,
od ktrych czstokro los caej wojny zalea, i te wszystkie przyczyny targay dusz
ksic, a ja znuyy miertelnie.
Wszelako nie wiadomo, jakby si skoczya walka, gdyby i nie mio wasna
Bogusawowa. By to pan niezmiernego o sobie rozumienia. Poczytywa si za
niezrwnanego statyst, wielkiego wodza, wielkiego rycerza i niezwycionego zdobywc
serc niewiecich. Miaeby ucieka si do siy lub odurzajcych napajw on, ktry
skrzyni kowan listw miosnych od rnych znamienitych zagranicznych dam ze sob
wozi? Miayby jego dostatki, jego tytuy, jego potga, krlewskiej niemal rwna, jego
wielkie imi, uroda i dworno nie wystarczy do pokonania jednej trusi szlacheckiej?
A przy tym, o ile wikszy, o ile wicej rozkoszy, gdy opr dziewczyny sfoleje i gdy
sama dobrowolnie, z bijacym jak u schwytanego ptaka sercem, z palc twarz i oczyma
zaszymi mg, obsunie si w te ramiona, ktre si ku niej wycigaj.
Bogusawa przechodzi dreszcz na myl o tej chwili i pragn jej tak prawie mocno jak
samej Oleki. Spodziewa si cigle, e taka chwila nastpi, zyma si, niecierpliwi, udzi
samego siebie, czasem zdawao mu si, e jest od niej bliej, czasem, e dalej, i
wwczas woa, e gorzeje, lecz pracowa nie przestawa.
Otoczy naprzd dziewczyn drobiazgow troskliwoci, tak aby musiaa mu by
wdziczn i myle, e jest dobry, rozumia bowiem, e uczucie wdzicznoci i przyjani
jest to agodny i ciepy pomyk, ktry pniej naley tylko rozdmucha, a wraz w wielki
ar sie zmieni. Czste przestawanie ich ze sob miao suy do tego, aby to przyszo tym
pewniej, dlatego te nie okazywa Bogusaw adnej natarczywoci, nie chcc zmrozi zaufania
ani przestraszy.
Tymczasem kade spojrzenie, kade dotknicie rki, kade sowo, nic nie szo na
darmo, jeno musiao by kropl drc kamie. Wszystko, co czyni dla Oleki, mogo
si tumaczy gocinnoci gospodarza, owym niewinnym pocigiem przyjaznym, jaki
jedna istota dla drugiej uczuwa, ale jednak byo to czynione tak, jakby czynia mio.
Granica bya umylnie zatarta i niewyrana, aby przekroczenie jej stao si z czasem atwiejszym
i aby dziewczyna snadniej zabdzia w tych manowcach, gdzie kady ksztat
mg co, ale mg i nic nie znaczy. Gra ta nie godzia si wprawdzie z wrodzona
popdliwocia Bogusawa, wszelako hamowa si, bo sdzi, e ona jedynie moe doprowadzi
do celu, a zarazem znajdowa w niej upodobanie takie, jakie znajduje pajk
napinajcy sie, zdradliwy ptasznik zastawiajcy sida lub strzelec tropicy cierpliwie a
wytrwale zwierza. Bawia ksicia wasna przenikliwo, subtelno i bystro, ktrych
nauczy go pobyt na dworze francuskim.
Jednoczenie podejmowa pann Aleksandr jakby ksin udzieln, ale tak, e znowu
nieatwo byo jej odgadn, czyli to dzieje si wycznie dla niej, czy te wypywa z jego
przyrodzonej i nabytej dwornoci dla pci biaej w ogle.
Wprawdzie czyni j gwna osob wszystkich zabaw, igrzysk, kawalkad i wypraw
myliwskich, lecz wypywao to nieco z natury rzeczy; po wyjedzie ksinej Januszowej
do Kurlandii ona bya istotnie najdostojniejsz wrd niewiast zgromadzonych w Taurogach.
Schronio si wprawdzie do Taurogw, jako do miejsca lecego tu przy granicy,
mnstwo szlachcianek z caej mudzi, aby si pod opiek ksic od Szwedw uchroni,
te jednak same Billewiczwnie, jako crce najzacniejszego rodu, prym we wszystkim
przyznaway. A tymczasem, gdy caa Rzeczpospolita zalewaa si krwi, uroczystociom
nie byo koca. Rzekby: dwr krlewski ze wszystkimi dworzany i pannami zjecha na
wie dla wczasu i zabaw.
Bogusaw rzdzi jak samowadny monarcha w Taurogach i w caych przylegych
Prusach elektorskich, w ktrych czstym bywa gociem, wic wszystko byo na jego rozkazy.
Miasta dostarczay na skrypty pienidzy, wojsk, szlachta pruska z ochot zjedaa
koleno i konno na uczty, karuzele i owy. Bogusaw wskrzesi nawet na cze swej damy
zaniechane ju wwczas gonitwy rycerskie w szrankach.
Pewnego razu sam wzi w nich czynny udzia i przybrany w srebrn zbroj, a przepasny
bkitn wstg, ktr panna Aleksandra musiaa go przewiza, zwali z konia
czterech najprzedniejszych rycerzy pruskich, pitego Ketlinga, a szstego z kolei Sakowicza,
cho ten si mia tak olbrzymi, e karety, uchwyciwszy za koo, w biegu zatrzymywa.
I co za zapa powsta w tumie widzw, gdy natpnie srebrny rycerz klknwszy
przed sw dam bra z jej rk wieniec zwycistwa. Okrzyki brzmiay na podobiestwo
grzmotu dzia, wieway chustki, kaniay chorgwie, on za unis przybicy i patrzy w jej
zaponion twarz swymi licznymi oczyma, przyciskajc jednoczenie do ust jej rce.
Innym razem, gdy wrd parkanw rozwcieczony niedwied zaera si z psami i
wszystkie z kolei rozcign, ksi, przybrany tylko w lekka szat hiszpask, skoczy do
rodka z oszczepem i sku nie tylko srog besti, ale i trabanta, ktry widzc chwil niebezpieczestwa
poskoczy mu na ratunek.
Panna Aleksandra, wnuczka starego onierza, wychowana w tradycjach krwi, wojny i
czci dla przewag rycerskich, nie moga si oprze na widok tych czynw podziwowi, a
nawet uwielbieniu, nauczono ja bowiem z maego uwaa mstwo za pierwszy niemal
przymiot ma.
Tymczasem ksi co dzie skada dowody nadludzkiej prawie odwagi, i co dzie na
cze Oleki. Gocie zebrani, w pochwaach i uniesieniach dla ksicia tak wielkich, e
bstwo samo poprzesta by na nich mogo, musieli mimo woli czy w rozmowach jej
imi z imieniem Bogusawa. On milcza, lecz oczyma wypowiada jej to, czego nie miay
wypowiedzie usta... Czar otacza j dokoa.
Wszystko ukadao si w ten sposb, eby ich zblia, czy, a zarazem wycza z
tumu innych ludzi. Trudno byo wspomnie komu o nim, by jednoczenie o niej nie
wspomnia. Mylom samej Oleki Bogusaw narzuca si z si nieprzepart. Kada chwila
dnia bya obrachowana na to, by czas potnia.
Wieczorem, po igrzyskach, pokoje pony od lamp rnokolorowych, rzucajcych
blaski tajemnicze a sodkie, jakoby z krainy snw rozkosznych na jaw przeniesione; upajajce
wschodnie wonie przesycay powietrze, ciche dwiki niewidzialnych harf, lutni i
innych instrumentw pieciy uszy, a wrd tych aromatw, wiate, dwikw chodzi on,
w glorii powszechnych uwielbie, niby zaczarowany krlewicz z bajki, mody, pikny,
rycerski, wieccy jak soce od klejnotw, a jako pasterz rozkochany...
Jaka dziewczyna moga si oprze tym urokom?... A unika modego ksicia nie byo
monoci yjc z nim pod jednym dachem i korzystajc z jego gocinnoci, ktr aczkolwiek
przemoca narzuci, jednake szczerze i prawdziwie po pasku wypenia. Przy tym
Oleka udaa si bez niecheci do Taurogw, bo je wolaa od ohydnych Kiejdan, rwnie
jak wolaa rycerskiego Bogusawa, ktry udawa przed ni mio do opuszczonego krla i
ojczyzny, od jawnego zdrajcy Janusza. Owszem, w pocztkach swego pobytu w Taurogach,
pena bya przyjaznych uczu dla modego ksicia, a spostrzegszy wkrtce, jak
dalece i on stara si o jej przyja, uywaa nieraz swego wpywu, aby ludziom dobrze
czyni.
W trzecim miesicu jej bytnoci pewien oficer artylerii, przyjaciel Ketlinga, skazany
zosta na rozstrzelanie przez ksicia; Billewiczwna, dowiedziawszy si o tym od modego
Szkota, wniosa za nim instancj.
- Bstwo moe rozkazywa, nie prosi - odrzek jej Bogusaw i przedarszy wyrok
mierci, rzuci jej do ng. - Rzd, rozkazuj! Taurogi spal, jeeli cho umiech za t cen
zdoam na twej twarzy wywoa. Nie chc innej nagrody, jeno mi bd weso i zapomnij
o tym, co dawniej bolao!
Ona weso nie moga by, majc w sercu bl, al i niewypowiedzian pogard dla
czowieka, ktrego pierwsz mioci pokochaa, a ktry teraz by w oczach jej wikszym
zbrodniarzem od ojcobjcy. w Kmicic, obiecujacy za czerwone zote wyda krla jak Judasz
Chrystusa, zohydza si i szpetnia coraz bardziej w jej oczach, a z biegiem czasu
zmieni si w potwr ludzki, w zgryzot, w wyrzut dla niej samej. Nie moga sobie darowa,
i go kochaa, a zarazem nie moga go zapomnie nienawidzc.
Wobec tych uczu trudno jej byo nawet udawa wesoo, ale natomiast musiaa by
ksiciu wdziczn i za to, e do zbrodni Kmicicowej nie chcia przyoy rki, i za
wszystko, co dla niej czyni. Dziwno jej to byo, e mody ksi, taki rycerz i tak peen
szlachetnych uczu, nie pieszy na ratunek ojczynie, cho si na praktyki Januszowe nie
zgadza, sdzia wszelako, e taki statysta wie, co robi, i e tego wymaga polityka, ktrej
ona swym prostym panieskim rozumem poj nie moe. Bogusaw napomyka jej te,
tumaczc swoje czste do bliskiej pruskiej Tyly wyjazdy, e si mu ju nie staje od zbytniej
pracy, e prowadzi ukady midzy Janem Kazimierzem, Karolem Gustawem, elektorem
i e spodziewa si ojczyzn z toni wydwign.
- Nie dla nagrd, nie dla urzdw to czyni - mwi do niej - brata Janusza nawet
powicam, ktory by mi ojcem, bo nie wiem, czy ycie dla niego u zawzitoci krlowej
Ludwiki wyprosz, ale czynie to, co mi Bg, sumienie i afekt dla miej matki ojczyzny nakazuje...
Gdy tak mwi ze smutkiem w delikatnej twarzy i oczyma ku puapowi zwrconymi,
wydawa jej si wzniosym jako ci bohaterowie staroytni, o ktrych stary pukownik Billewicz
jej opowiada, co sam w Korneliuszu wyczyta. I wzbierao w niej serce podziwem,
uwielbieniem. Powoli doszo do tego, e gdy myli o nienawistnym Andrzeju Kmicicu
zbyt j zmczyy, mylaa o Bogusawie, aby sie ukoi i pokrzepi. Tamten uosabia dla
niej straszliw i ponur ciemno, ten wiato, w ktrym rada sie kpie kada dusza stroskana.
Pan miecznik rosieski i panna Kulwiecwna, ktr take sprowadzono z Wodoktw,
popychali jeszcze Olek po owej pochyoci, piewajc od rana do wieczora hymny
pochwalne na cze Bogusawa. Ciyli mu wprawdzie oboje w Taurogach tak, i o tym
tylko myla, jakby ich grzecznie precz wyprawi, ale ich sobie zjedna, a zwaszcza pana
miecnika, ktry z pocztku niechtny, nawet zagniewan, nie mg si jednak przyjani i
faworom Radziwia oprze.
Gdyby Bogusaw by tylko znamienitego rodu szlachcicem, nie za Radziwiem, nie
ksiciem, nie magnatem w monarchiczny niemal majestat przyodzianym, byaby moe
Billewiczwna zakochaa si w nim na mier i ycie, wbrew testamentowi starego
pukownika, ktry jej wybr tylko midzy klasztorem a Kmicicem zostawia. Lecz bya to
panna surowa dla siebie samej i dusza bardzo prawa, wic nawet nie dopucia do gowy
ani marzenia o niczym innym, jak o wdzicznoci i podziwieniu dla ksicia.
Rd jej by zbyt may, by moga zosta on, a zbyt wielki, by moga zosta kochanic
adziwia, patrzya wic na niego, jakby patrzya na krla bdc przy dworze. Prno
sam stara si nasuwa inne myli; prno sam, zapamitawszy si istotnie w mioci,
czci z rachuby, czci z uniesienia, powtarza nieraz, co swego czasu mwi pierwszego
wieczoru w Kiejdanach, e Radziwiowie nieraz si z szlachciankami enili; owe
myli nie czepiay si jej, jak woda nie czepia si piersi abdziej, i pozostaa, jaka bya,
wdziczn, przyjazn, wielbic, szukajc ulgi w myli o bohaterze, lecz w sercu
spokojn.
On za nie umia si w jej uczuciach poapa i czsto wydawao mu si, e jest bliskim
celu. Lecz sam ze wstydem i zoci wewntrzna spostrzeg, e nie jest tak miaym
wzgldem niej, jak bywa wzgldem najpierwszych dam w Paryu, w Brukseli i w Am-
sterdamie. Moe to byo dlatego, e si naprawd zakocha, a moe dlatego, e w tej pannie,
w jej twarzy, ciemnych brwiach i surowych oczach byo co takiego, co nakazywao
szacunek. Jeden jedyny Kmicic nie podlega swego czasu temu wpywowi i ani dbajc
miao garn si do caowania tych surowych oczu i dumnych ust, ale Kmicic by jej narzeczonym.
Wszyscy inni kawalerowie, poczwszy od pana Woodyjowskiego, skoczywszy na
bardzo rubasznej szlaczcie pruskiej w Taurogach i samym ksieciu, mniej byli z ni poufali
ni z innymi pannami takiej samej kondycji. Ksicia unosia wprawdzie popdliwo, ale
gdy raz w karecie nacisn jej nog szepczc jednoczenie: Nie bj si... - a ona odrzeka,
i wanie boi si, by nie poaowaa pooonej w nim ufnoci. Bogusaw zmiesza
si i powrci do dawnej drogi stopniowego podbijania jej serca.
Lecz wyczerpywaa si i jego cierpliwo. Powoli zacz te zapomina o strasznym
widziadle, ktre mu si we nie pojawio, coraz czciej rozmyla nad tym, co Sakowicz
radzi, i nad tym, e Billewiczowie w wojnie wszyscy wygin; dze pieky go coraz
potniej, gdy nagle zasza okoliczno, ktra bieg rzeczy w Taurogach zupenie zmienia.
Pewnego dnia przysza wie jak piorun, e Tykocin przez pana Sapieh wzity, a
ksi hetman wielki straci ycie w zwaliskach zamku.
Zawrzao wszystko w Taurogach, sam Bogusaw zerwa si i wyjecha tego samego
dnia do Krlewca, w ktrym mia widzie si z ministrami krla szwedzkiego i elektora.
Pobyt jego przedua si nad pierwotny zamiar. Tymczasem do Taurogw poczy
ciga oddziay wojsk pruskich, a nawet i szwedzkich. Poczto mwi o wyprawie przeciw
panu Sapiee. Naga prawda, i Bogusaw by stronnikiem Szwedw, tak jak jego stryj
Janusz, wychodzia na wierzch coraz wyraniej.
Zdarzyo si, e jednoczenie pan miecznik rosieski odebra wiadomo o spaleniu
rodzinnych Billewicz przez oddziay Loewenhaupta, ktre, pobiwszy powstacw mudzkich
pod Szawlami, niszczyy ogniem i mieczem cay kraj.
Wwczas szlachcic zerwa si i pojecha chcc szkody wasnymi oczyma zobaczy, a
ksi Bogusaw wcale go nie wstrzymywa - owszem, chtnie wyprawi, rzekszy tylko
na drog:
- Teraz waszmo rozumiesz, dlaczegom was do Taurogw sprowadzi, bo po prostu
mwic, ycie mi zawdziczacie.
Oleka zostaa sama z pann Kulwiecwn i natychmiast zamkna si w swych komnatach,
nikogo prcz niektrych niewiast nie widujc. Te gdy jej przyniosy wie, i
ksi gotuje wypraw przeciw wojskom polskim, nie chciaa im zrazu wierzy, lecz
pragnc si upewni kazaa prosi do siebie Ketlinga, wiedziaa bowiem, i mody Szkot
niczego przed nia nie utai.
Jako stawi si natychmiast, szczliwy, e go przywoano, e przez chwil bdzie
mg rozmawia z t, ktra opanowaa mu dusz.
Billewiczwna pocza go wypytywa:
- Panie kawalerze - rzeka - tyle wieci kry po Taurogach, e bdzimy w nich jak
wrd lasu. Jedni mwi, e ksi wojewoda swoj mierci zmar; drudzy, e na szablach
rozniesion. Jaka jest przyczyna jego mierci?
Ketling zawaha si przez chwil; widocznym byo, e walczy z wrodzon
niemiaoci, na koniec zarumieni si mocno i odrzek:
- Przyczyn upadku i mierci ksicia wojewody pani jeste.
- Ja?... - zapytaa ze zdumieniem panna Billewiczwna.
- Tak jest, bo ksi nasz wola zosta w Taurogach ni bratu i na ratunek. O wszystkim
tu zapomnia... przy tobie, pani.
Teraz ona z kolei zapona jak ra purpurowa.
Nastaa chwila milczenia.
Szkot sta z kapeluszem w rku, ze spuszczonymi oczyma i gow schylon na piersi, w
postawie penej czci i uszanowania, na koniec podnis gow, strzsn jasne pukle
wosw i rzek:
- Pani, jeeli ci obraziy moje sowa, pozwl mi klkn przed soba i na kolanach prosi
ci o przebaczenie.
- Nie czy tego, panie kawalerze - odrzeka ywo panna widzc, e mody rycerz zgina
ju kolano. - Wiem, i co rzek, to rzek w szczeroci serca, bom to z dawna spostrzega,
e mi yczliwy. Zali nie tak? Zali mi wapan nie yczysz?...
Oficer podnis swe anielskie oczy do gry i pooywszy rk na sercu, gosem tak cichym
jak szmer wiatru, a smutnym jak westchnienie rzek tylko:
- Ach, pani! pani!...
I w tej chwili przestraszy si, e za wiele powiedzia wic znw gow schyli na piersi
i przybra postaw dworzanina suchajcego rozkazw ukochanej krlewny.
- Wrd obecnych tu jestem i bez opieki - rzeka Oleka - a cho sama potrafi czuwa
nad sob i Bg mnie od przygody uchroni, przecie i ludzkiej mi pomocy potrzeba.
Chcesz-li wapan by moim bratem? Chcesz mnie ostrzec w potrzebie, abym wiedziaa, co
czyni, i wszelakich side unikn moga?
To rzekszy wycigna do rk, on za teraz przyklkn, mimo i mu bronia, i
ucaowa koce jej palcw.
- Mw wapan, co tu si dzieje koo mnie?
- Ksi kocha pani - odrzek Ketling. - Czy pani tego nie spostrzega?
Ona za zakrya twarz rkoma.
- Widziaam i nie widzaam. Czasem wydawao mi si, e on jeno dobry bardzo...
- Dobry!... - powtrzy jak echo oficer.
- Tak jest. A czasem, gdy mi przyszo do gowy, em, nieszczsna, dze wzbudzi w
nim moga, tom i tak uspokajaa si tym, i adna mi od niego nie grozi napastliwo.
Byam mu wdziczna za to, co mnie czyni, cho, Bg widzi, nie wygldaam jego nowych
ask, bojc si i tak tych, ktre ju wywiadczy.
Ketling odetchn.
- Mog miele mwi? - zapyta po chwli milczenia.
- Mw wapan.
- Ksi dwch ma tylko powiernikw: pana Sakowicza i Patersona, a Paterson mnie
wiele yczliwy, bo z jednych krajw pochodzim i na rku mnie nosi. Wic co wiem, to
wiem od niego. Ksi kocha pani: dze pon w nim jako smoa w pochodni. Wszystko,
co tu si dzieje, wszystkie owe uczty, owy, karuzele i ten turniej, po ktrym dotd, dziki
ksicej rce, krew mi si rzuca ustami, dzieje si dla wapanny. Ksi miuje ci, pani,
bez pamici, ale niczystym ogniem, bo ci chce pohabi, nie zalubi; bo chocia nie
mgby znale godniejszej, krlem nawet wszystkiego wiata, nie tylko ksiciem bdc,
przecie myli o innej... Przeznaczona mu jest ksiniczka Anna i jej fortuna. Wiem to od
Pattersona, i Boga wielkiego, jego ewangeli bior za wiadka, e szczer prawd mwi.
Nie wierz, pani, ksiciu, nie ufaj jego dobrodziejstwom, nie ubezpieczaj si jego moderacj,
czuwaj, strze si, bo ci tu zdrad na kadym kroku gotuj. Dech zamiera w piersiach
od tego, co mi Person mwi. Rwnego Sakowiczowi zbroniarza w wiecie nie ma...
nie mog o tym mwi, po prostu nie mog mwi! Gdyby nie przysiga, ktrm ksiciu
skada, e ycia i osoby jego strzec bd, ta rka, pani, i ta szpada uwolniyby ci od
groby ustawicznej... Ale pierwszego zabiym Sakowicza... Tak jest! jego pierwszego
przed wszystkimi ludmi! przed tymi nawet, ktrzy w mojej ojczynie krew z ojca mego
wytoczyli, fortun zagarnli i tuacza, jurgieltnika ze mnie uczynili...
Tu Ketling trz si pocz z uniesienia, przez chwil gnit tylko rka gard szpady,
sowa wyrzec nie mogc, nastpnie ochon i jednym tchem wypowiedzia, jakie sposoby
podsuwa ksiciu Sakowicz.
Panna Aleksandra, ku wielkiemu jego zdziwieniu, zachowaa sie do spokojnie, ujrzawszy
groc sobie przepa, tylko twarz jej poblada i staa si jeszcze powaniejsz.
Nieugita wola odbia si w jej surowym spojrzeniu.
- Potrafi si uchroni! - rzeka - tak mi dopom Bg i wity krzy!
- Ksi dotychczas nie chcia i za rad Sakowicza - doda Ketling - lecz gdy ujrzy,
e droga, ktr obra, do niczego nie prowadzi...
I pocz opowiada o przyczynach, ktre Bogusawa zatrzymyway.
Panna suchaa ze zmarszczon brwi, ale niezbyt uwanie, bo ju pocza myle o
tym, jakby si wyrwa spod tej straszliwej opieki. Lecz e w caym kraju nie byo miejsca
nie oblanego krwi i plany ucieczki nie przedstawiay si jasno, zatem wolaa o nich nie
mwi.
 Panie kawalerze - rzek wreszcie - odpowiedz mi na jedno jeszcze pytanie. Stoi-li
ksi Bogusaw po stronie krla szwedzkiego czy polskiego?.
- Nikomu z nas nietajno - odrzek mody oficer - e ksi nasz pragnie nalee do
rozbioru tej Rzeczypospolitej, aeby Litw w udzielne ksistwo dla siebie zmieni!
Tu umilk i rzekby, e jego myl pobiega mimo woli ladami myli Oleki, bo po
chwili doda:
- Elektor i Szwedzi na usugi ksicia, a e ca zajmuj Rzeczpospolit, wic nie ma si
przed nim gdzie schroni.
Oleka nie odrzeka nic.
Ketling czeka jeszcze przez chwil, czy go o co zapyta nie zechce, lecz gdy milczaa,
cigle wasnymi mylami zajta, poczu, e nie naley jej przeszkadza, wic zgi si we
dwoje w poegnalnym ukonie, zamiatajc ziemi pirami od kapelusza.
- Dzikuj, panie kawalerze - rzeka wycignwszy do rk.
Oficer nie odwracajc si zacz cofa si ku drzwiom.
Nagle na twarzy jej pojawiy si lekkie rumiece, zawahaa si przez chwil, nareszcie
rzeka:
- Sowo jeszcze, panie kawalerze.
- Kade jest dla mnie ask...
- Wapan znale pana... Andrzeja Kmicica...
- Tak jest, pani... z Kiejdan. Ostatni raz widziaem go w Pilwiszkach, gdymy z Podlasia
w te strony cignli.
- Czy prawda?... czy prawd ksi powiedzia, i mu si pan Kmicic ofiarowa na
osob krla polskiego targn?...
- Nie wiem, pani... Wiadomo mi jeno, i si w Pilwiszkach ze sob naradzali, za czym
ksi odjecha z nim w lasy i tak dugo nie wraca, e Paterson pocz si ba i wysa
wojsko na spotkanie. Ja wanie prowadziem ten oddzia. Spotkalimy ksicia, gdy ju
wraca. Uwaaem, e by zalterowan bardzo, jakby wielkie wzruszenie duszy przeby.
Rozmawia te sam z sob, co mu si nigdy nie zdarza. Syszaem te, jako rzek: Diabe
by si na to porwa.... Zreszt nic wicej nie wiem... Jeno pniej, gdy ksi wspomnia
o tym, z czym mu si pan Kmicic ofiarowa, pomylaem sobie: jeli to byo, to wtedy by
musiao.
Billewiczwna zacisna wargi.
- Dzikuj - rzeka.
I po chwili zostaa sama.
Myl ucieczki opanowaa j zupenie. Za wszelk cen postanowia wyrwa si z tych
ohydnych miejsc i spod wadzy tego zdradzieckiego ksicia. Ale dokd si uda? Wsie i
miasta byy w rku szwedzkim, klasztory poburzone, zamki zrwnane z ziemi, kraj cay
roi si od odakw i od straszniejszych od nich zbiegw wojskowych, zbjcw, wszelkiego
rodzaju otrzykw. Jaki los mg czeka dziewczyn rzucon na pastw tej burzy?
Kto z ni pjdzie? Ciotka Kulwiecwna, pan miecznik rosieski i kilkunastu jego czeladzi.
A czy siy te ochroni j?... Poszedby moe i Ketling, moe by nawet znalaz gar
wiernych onierzy i przyjaci, ktrzy by chcieli mu towarzyszy, lecz Ketling kocha si
w niej zbyt widocznie, wic jake jej byo zacign u niego dug wdzicznoci, ktry by
zbyt wielk cen spaca nastpnie przyszo?
Wreszcie, jakie miaa prawo zamyka los temu modziecowi, ledwie wyrosemu z pacholcia,
i naraa go na pocig, na zgub, jeeli nie moga nic mu w zamian prcz przyjani
ofiarowa. Wic pytaa sama siebie: co czyni, dokd ucieka, gdy tu i tam grozia
zguba, tu i tam haba.
W takiej rozterce dusznej pocza modli si gorco, a szczeglnie powtarzaa gorliwie
jedn modlitw, do ktrej swego czasu stary pukownik zawsze si w zych terminach
ucieka, zaczynajca si od sw:
Bg Ci z dziecitkiem salwowa
Od Herodowej zoci,
W Egipcie drogi prostowa
Dla Twojej przezpiecznoci...
Tymczasem powsta wicher mocny i drzewa poczy w sadzie za oknami szumie okrutnie.
Nagle przypomniay si zamodlonej panience puszcze, na ktrych skraju wychowaa
si od maego, i myl, e w puszczach znajdzie si jedyne bezpieczne schronisko,
przeleciaa jej jako byskawica przez gow.
Wic odetchna gboko Oleka, bo znalaza wreszcie, czego szukaa. Tak jest! Do
Zielonki, do Rogowskiej! Tam nieprzyjaciel nie pjdzie, otrzyk nie bdzie upu szuka.
Tam swj nawet, jeli si zapamita, to moe zabdzi i bdzi a do mierci, co za
dopiero obcy, drg nie znajcy. Tam obroni j Domaszewicze myliwi i Stakjanowie
Dymni, a jeli nie masz ich, jeli ruszyli wszyscy za panem Woodyjowskim, to tymi lasami
mona a hen! do innych wojewdztw cign i w innych puszczach spokoju szuka.
Wspomnienie pana Woodyjowskiego rozweselio Oleke. Takiego by jej opiekuna! To
prawy onierz, to szabla, pod ktr i przed Kmicicem, i przed Radziwiami samymi
mona sie schroni. Tu przypomniao si jej, e on to wanie radzi wwczas, gdy Kmicica
w Billewiczach schwyta, aeby w Puszczy Biaowieckiej spokoju szuka.
I susznie mwi! Rogowska i Zielonka za blisko Radziwiw, a koo Biaowiey stoi
wanie ten Sapieha, ktry dopiero co star z oblicza ziemi najstraszniejszego Radziwia.
Zatem do Biaowiey, do Biaowiey, choby dzi, jutro!... Niech tylko miecznik rosiski
przyjedzie, nie bdzie zwlekaa!
Ochronia ja ciemne gbie Biaowiey, a pniej, gdy burza przejdzie, klasztor. Tam
jeno spokj prawdziwy by moe i zapomnienie wszystkich ludzi, wszystkiego blu, alu,
pogardy...
ROZDZIA XVI
Pan miecznik rosieski wrci w kilka dni pniej. Mimo i jecha z glejtem Bogusawowym,
dotar tylko do Rosie; do samych za Billewicz nie byo po co jedzi, gdy nie
byo ich ju na wiecie. Dwr, zabudowania, wie, wszystko zostao do cna spalone w
ostatniej bitwie, ktr ksidz Straszewicz, jezuita, stoczy na czele swego oddziau z kapitanem
szwedzkim Ross. Lud by w lasach lub w partiach zbrojnych. Zostay na miejscu
wsi zamonej jeno ziemia i woda.
Drogi przy tym pene byy grasantw, to jest zbiegw z wojsk rozmaitych, ktrzy,
znacznymi kupami chodzc, rozbojem si trudnili, tak e nawet pomniejsze komendy wojskowe
nie byy od nich bezpieczne. Nie zdoa si zatem pan miecznik nawet i o tym
przekona, czy zakopane w sadzie solwki ze srebrem i pienidzmi ocalay, i powrci do
Taurogw wielce zy, zgryziony, z okrutn przeciw niszczycielom w sercu zawzitoci.
Ledwie nog zstpi z kaamaszki, wcigna go Oleka do swej komnaty i opowiedziaa
mu wszystko, co jej Hassling-Ketling powiada.
Zatrzs si na to stary szlachcic, ktry nie majc wasnego potomstwa, dziewczyn jak
crk kocha. Przez jaki czas apa si tylko za gowni szabli, powtarzajc: Bij, kto
cnotliwy! - wreszcie za gow si porwa i tak mwi pocz:
- Mea culpa, mea maxima culpa! bo mi i samemu czasem do ba przychodzio, i ten, i
w szepta, e w piekielnik w amorach dla ciebie uton, a ja nie mwiem nic, jeszcze si
w boki bra mylc: Nu si oeni! Gosiewskim krewnimy, Tyzenhauzom take...
Czemu nie mamy by krewni Radziwiom? Za pych to, za pych Bg mi karze... Zacne
zdrajca pokrewiestwo obmyli. Takim nam by chcia krewnym... bodaj go zabito!...
jako dworski byk wiejskim jaoszkom! Bodaj go zabito! Ale poczekasz! Pierwej ta rka i ta
szabla sprchniej!...
- Tu o ratunku myle trzeba - odrzeka Oleka.
I nu przedstawia swe plany ucieczki.
Pan miecznik wysapawszy si sucha uwanie, na koniec rzek:
- Wolej mi poddastwo zebra i parti utworzy! Bd Szwedw podchodzi, jako inni
podchodz, jak niegdy Kmicic Chowaskiego. Bezpieczniej ci bdzie w lesie i w polu ni
na tym dworze zdrajcy i heretyka!
- Dobrze - odpowiedziaa panna.
 Nie tylko si sprzeciwiam - mwi w zapale miecznik - ale tak powiadam: e im
prdzej, tym lepiej... A to poddastwa ani kos mi nie brak. Spalili mi rezydencj, mniejsza
z tym! to z innych wiosek chopstwo cign... Wszyscy Billewicze, ktrzy ju s w
polu, stan przy nas. Pokaemy ci, panku, pokrewiestwo... pokaemy, co to na honor
Billewiczwny nastawa... Ty Radziwi! Nic to! nie masz hetmanw w billewiczowskim
rodzie, ale nie masz i zdrajcw!... Obaczym, za kim caa mud pjdzie!...
Tu zwrci si do panny:
- Ciebie osadzim w Biaowiey, a sami wrcim! Nie moe inaczej by! Musi on za ten
afront odpokutowa, bo to caego stanu szlacheckiego krzywda. Infamis, kto si za nami
nie opowie! Bg pomoe, bracia pomog, obywatele pomog, a wonczas ogie a miecz!
Dotrzymuj Billewicze Radziwiom! Infamis, kto nie z nami! infamis, kto zdrajcy szabl
przed oczyma nie bynie! Krl, sejmy, caa Rzeczpospolita z nami!
Tu miecznik, czerwony jak krew i ze zjeon czupryn, pocz pici w st wali.
- Pilniejsza ta wojna ni szwedzka, bo w nas jest cay stan rycerski, wszystkie prawa,
wszystka Rzeczpospolita pokrzywdzona i w najgbszych fundamentach zachwiana. Infamis,
kto nie rozumie! Zginie ta ojczyzna, jeeli pomsty i kary za zdrajc nie wymierzym!
I tak graa stara krew coraz gwatowniej, e a Olece przyszo miecznika uspokaja.
Siedzia on dotychczas spokojnie, cho si zdawao, e nie tylko ojczyzna, lecz i wiat cay
ginie, ale dopiero gdy Billewiczw dotknito, w tym ujrza najstraszniejsz przepa dla
ojczyzny i jak lew rycze pocz.
Lecz panna, ktra miaa na niego wpyw wielki, zdoaa go w kocu uspokoi tumaczc
mu, e dla zbawienia ich i dla tego, iby si ucieczka udaa, potrzeba wanie najgbsz
tajemnic zachowa i nie pokaza ksiciu, e si czegokolwiek domylaj.
Przyrzek wicie, i wedle jej wskazwek postpi, po czym ju radzili o samej ucieczce.
Rzecz nie bya zbyt trudna, bo zdawao si, e ich nie strzeg wcale. Postanowi tedy
pan miecznik wyprawi naprzd pachoka z listami do ekonomw, aby natychmiast chopstwo
ze wszystkich wiosek, do niego i do innych Billewiczw nalecych, zbierali i
zbroili.
Nastpnie szeciu zaufanych czeladzi miao niby ruszy do Billewicz po solwki z pienidzmi
i srebrem, a w rzeczy zatrzyma si w lasach girlakolskich i tam na pastwo z
komi, toboami i ywnoci czeka. Oni sami uoyli, e z Taurogw wyjad z dwoma
czeladnikami w saniach, niby tylko do pobliskiej Gawny, po czym na konie wierzchowe
przesid i z kopyta rusz. Do Gawny jedzili czsto do pastwa Kuczukw-
Olbrotowskich, gdzie czasem zostawali i na noc, spodziewali si zatem, e wyjazd ich nie
zwrci niczyjej uwagi i e pogo za nimi nie pjdzie, chyba we dwa lub trzy dni potem,
gdy bd ju wrd kup zbrojnych i w gbi niezbrodzonych lasw. Nieobecno ksicia
Bogusawa utwierdzaa ich w tej nadziei.
Tymczasem pan Tomasz zaj si bardzo czynnie przygotowaniami. Pacholik z listami
wyjecha na drugi dzie. Trzeciego rozmawia pan miecznik obszernie z Patersonem o
swoich zakopanych pienidzach, ktrych, jak mwi, byo nad sto tysicy, i o potrzebie
przewiezienia ich do bezpiecznych Taurogw. Paterson uwierzy z atwoci, albowiem
szlachcic i uchodzi za bardzo bogatego, i by nim w istocie.
- Niech je przywo jak najprdzej - rzek Szkot - jeli potrzeba, to i onierzy jeszcze
dodam.
- Im mniej ludzi bdzie wiedziao, co wioz, tym lepiej. Czelad moja wierna, a
solwki ka im piek przykry, ktr czsto z naszych stron do Prus wo, albo te
klepkami, na ktre nikt si nie uakomi.
- Lepiej klepk - rzek Paterson - bo przez konopie szabl albo dzid mona namaca,
e co innego na dnie wozu ley. A pienidze najlepiej wasza mo ksiciu panu na skrypt
oddaj. Wiem te, e potrzebuje pienidzy, bo intraty le dochodz.
- Chciabym si ksiciu tak przysuy, aby niczego nie potrzebowa - odpar szlachcic.
Na tym skoczya sie rozmowa i wszystko zdawao si skada jak najpomylniej, gdy
zaraz potem ruszya czelad, a miecznik z Olek mieli wyjecha nazajutrz.
Tymczasem wieczorem wrci najniespodzianiej Bogusaw na czele dwch regimentw
rajtarii pruskiej. Sprawy jego nie musiay i zbyt pomylnie, bo wrci zy i zgryziony.
Tego jeszcze dnia zwoa rad wojenn, ktr skadali penomocnik elektorski hr. Sejdewitz,
Paterson, Sakowicz i pukownik rajtarski Kyritz. Obradowali do godziny trzeciej
w nocy, a celem obrad bya wyprawa na Podlasie przeciw panu Sapiee.
- Elektor i krl szwedzki zasilili mnie w miar wojskiem - mwi ksi. - Jedno z
dwojga: albo Sapieh zastaniem jeszcze na Podlasiu i w takim razie musimy go zetrze;
albo nie: wwczas Podlasie zajmiem bez oporu. Do wszystkiego jednak trzeba pienidzy, a
tym ni elektror, ni jego szwedzki majestat mi nie dali, bo sami nie maj.
- U kogo pienidzy szuka, jeeli nie u waszej ksicej mioci - odrzek hr. Sejdewitz.
- W caym wiecie mwi o nieprzebranych radziwiowskich skarbach.
Na to Bogusaw:
- Panie Sejdewitz, gdyby mnie dochodzio wszystko, co mi z dziedzicznych dbr naley,
pewnie bym mia wicej grosza ni piciu waszych niemieckich ksit w kupe
wzitych. Ale w kraju wojna, intraty nie dochodz lub te przez rebelizantw bywaj
przejmowane. Mona by gotowizny dosta na skrypty od miast pruskich, wszelako wa
najlepiej wiesz, co si w nich dzieje, i e chyba dla jednego Jana Kazimierza rozwizayby
worki.
- A Krlewiec?
- Co mona byo wzi, tom wzi, ale tego mao.
- Za szczcie sobie poczytuj, e si bd mg waszej ksicej wysokoci dobr rad
przysuy - rzek Paterson.
- Wolabym, eby si przysuy gotwk.
- Warta jej ta rada. Nie dawniej jak wczoraj mwi mi pan Billewicz, e ma zacne
kwoty zakopane w sadzie w Billewiczach i e wanie chce je tu w bezpieczne miejsce
przenie, aby je waszej ksicej wysokoci na skrypt odda.
- A to mi z nieba spad i w szlachcic take! - zawoa Bogusaw. - A sia tam tego
bdzie?
- Nad sto tysicy prcz sreber i kosztownoci, ktrych bodaj e drugie tyle.
- Sreber i kosztownoci szlachcic nie zechce na gotowizn zmienia, ale mona je bdzie
zastawi. Wdziczenem ci, Paterson, bo w por mi to przychodzi. Musz z Billewiczem
zaraz jutro pomwi.
- To go uprzedz, bo wanie jutro wybiera si z pann do Gawny, do pastwa Kuczukw-
Olbrotowskich.
- Uprzed go, by nie wyjeda, nim si ze mn nie obaczy.
- Czelad ju posana, boj si tylko, czy bezpiecznie dojedzie.
- Mona bdzie posa za nimi cay regiment, wreszcie pogadamy. W por mi to, w
por! A i pocieszna rzecz, jeeli Podlasie za pienidze tego regalisty i patrioty od Rzeczypospolitej
oderw.
To rzekszy ksi poegna rad, bo musia jeszcze odda si w rce pokojowych,
ktrych zadaniem byo co dzie przed noc kpielami, maciami i rnymi sztukami,
znanymi tylko za granic, nadzwyczajn jego urod konserwowa. Trwao to zwykle
godzin, a czasem i dwie; ksi za i bez tego by ju znuon drog i pn godzin.
Nazajutrz rano Paterson zatrzyma miecznika i Olek oznajmieniem, i ksi pragnie
si z nimi widzie. Trzeba byo wyjazd odoy, ale nie zaniepokoili si tym zbytnio, bo
Paterson powiedzia, o co chodzi.
W godzin pniej nadszed ksi. Mimo i pan Tomasz i Oleka przyrzekli sobie najwiciej,
i przyjm go po dawnemu, i mimo wszelkich wysile, nie mogli tego dokaza.
Jej twarz zmienia si, a miecznikowa nabiega krwi na widok modego ksicia, i przez
chwil stali oboje zmieszani, wzburzeni, prno usiujc do zwykej powrci spokojnoci.
Ksi, przeciwnie, swobodny by zupenie, tylko troch pomizernia w oczach i twarz
mia mniej ubarwion ni zwykle, ale wanie ta jego blado cudnie odbijaa od perowej
rannej szaty, przerabianej srebrem; spostrzeg jednak natychmiast, i przyjmuj go jako
inaczej i mniej radzi widz anieli zwyczajnie. Ale pomyla zaraz, e pewnie tych dwoje
regalistw dowiedziao si o jego stosunkach ze Szwedami, i std ten chd w przyjciu.
Postanowili wic sypn im natychmiast piaskiem w oczy, i po zwykych komplimentach
powitalnych tak zacz:
- Panie mieczniku dobrodzieju, syszae ju zapewne waszmo, jakie nieszczcie
mnie spotyka...
- Wasza ksica mo chce mwi o mierci ksicia wojewody? - odpar miecznik.
 Nie tylko o mierci. Cios to okrutny, wszelako ju zdaem si na wol Boga, ktry jak
tusz, wszystkie krzywdy bratu memu hojnie wynagrodzi, ale na mnie nowy ciar zesa,
bo musz wojn domow prowadzi, a dla kadego obywatela, miujcego ojczyzn, gorzka
to dola...
Miecznik nie odrzek nic, tylko spojrza nieco bokiem na Olek.
Ksi za mwi dalej:
- Moj prac, moim trudem a Bg jeden wie, jakim kosztem doprowadziem ju pokj
do skutku. Prawie o podpisanie traktatw tylko chodzio. Mieli Szwedzi wyj z Polski,
adnej nagrody nie dajc, prcz przyzwolenia krlewskiego i stanw, aby po mierci
Jana Kazimierza Carolus na tron polski by obrany. Wojownik tak wielki i potny
zbawieniem byy dla Rzeczypospolitej. Co wicej, zaraz teraz mia zostawi posiki na
wojn ukrainn i na moskiewsk. Jeszcze bymy granice rozszerzyli; ale panu Sapiee to
nie na rk, bo nie mgby gnbi Radziwiw. Wszyscy si ju na owe traktaty zgodzili,
on jeden si zbrojn rk przeciwi; za nic mu ojczyzna, byle prywaty mg dochodzi. A
przyszo do tego, e trzeba ora przeciw niemu uy, ktr funkcj wanie mnie, za tajemn
zgod Jana Kazimierza i Carolusa, powierzono. Ot, co jest! Nie wybiegaem si
nigdy od adnej sub, wic i tej podj si musz, cho niejeden bdzie mnie krzywo
sdzi i pomyli, e bratobjcz wojn z samej tylko zemsty wszczynam.
Na to miecznik:
- Kto wasz ksic mo pozna tak dobrze jako my, tego pozory nie uwiod i zawsze
prawdziwe intencje waszej ksicej moci zrozumie potrafi.
Tu pan miecznik, zachwycony wasn chytroci i polityk, mrugn tak wyranie na
Olek, e ta a przelka si, by tych znakw nie ujrza ksi.
Ten jednak spostrzeg.
Nie wierz mi - pomyla.
I chocia gniewu na twarzy nie okaza, przecie ubodo go to w duszy. By on zupenie
szczerze przekonany, e obraz jest nie wierzy Radziwiowi, nawet wwczas gdy mu si
spodoba zmyla.
- Paterson mwi mi - rzek po chwili - e wasza mo chcesz gotowizn sw na
skrypt mi odda. Chtnie w tym waci dogodz, gdy przyznaj, e gotowy grosz i mnie
teraz na rk. Gdy spokj nastanie, uczynisz, co zechcesz, albo kwot odbierzesz, albo-li
te dam waszmoci par wsi w zastaw, tak aby to z korzyci dla ci byo.
Tu zwrci sie ksi do Oleki:
- Przebacz wapanna, e przy tak doskonaej istocie nie o supirach ani idyllach
mwimy. Niesuszna to rozmowa, jeno czasy takie, i uwielbieniu i admiracji przystojnej
folgi da nie mona.
Oleka spucia oczy i chwyciwszy kocami palcw za sukni, uczynia dyg przynaleny
nie chcc nic odpowiada.
Tymczasem miecznik uoy sobie w gowie projekt niesychanie niedony, ale ktry
sam za nadzwyczaj przebiegy poczyta.
I z dziewczyn uciekn, i pienidzy nie poycz - pomyla.
Za czym odchrzknwszy i pogadziwszy kilkakro czuba, tak rzek:
- Mio mi bdzie waszej ksicej moci wygodzi. NIe mwio si te Patersonowi o
wszystkim, bo i z czerwonymi zotymi pgarncwka si znajdzie, zakopana osobno, aby
w razie przygody caej gotowizny nie utraci. Prcz tego s i innych Billewiczw solwki,
ale te podczas mojej nieobecnoci pod dyrekcj tej oto panny zakopywano i ona jedna potrafi
wykalkulowa miejsce, bo czowiek, ktry je nosi, umar. Pozwle nam, wasza
ksica mo, jecha obojgu, to przywieziem wszystko.
Bogusaw spojrza na niego bystro.
- Jak to? Paterson powiada, e ju waszmo czelad wysa, a skoro wyjechaa, to
musi wiedzie, gdzie pienidze.
- Ale o innych nikt nie wie, tylko ona.
- Przecie musz by zakopane w jakim wyranym miejscu, ktre wskaza sowy albo
delineare na papierze atwo.
- Sowa wiatr - odrzek miecznik - a na delineacjach czelad si nie zna. Pojedziemy
oboje, ot, co!
- Dla Boga, to wa musi zna dobrze swoje sady, wic jed sam. Po co panna Aleksandra
ma jecha?
- Sam nie pojad! - odrzek rezolutnie pan miecznik.
Bogusaw po raz drugi spojrza na badawczo, po czym siad wygodniej i trzcin, ktr
trzyma w rku, pocz uderza si po butach.
- Koniecznie? - rzek. - A dobrze! Ale w takim razie dam wam dwa regimenty jazdy,
ktre was odwioz i przywioz.
- Nie potrzeba nam adnych regimentw. Sami pojedziem i wrcim. To nasze strony,
nic nam tam nie grozi.
- Jako gospodarz czuy na dobro swych goci nie mog pozwoli, aeby panna Aleksandra
jechaa bez siy zbrojnej, wybieraj wic wa: albo sam, albo oboje z eskort.
Pan miecznik spostrzeg, e wpad we wasne sida, i do takiego go to gniewu przywiodo,
e zapomniawszy o wszelkich ostronociach, zakrzykn:
- To wasza ksica mo wybieraj: albo pojedziem oboje bez regimentw, albo pienidzy
nie dam!
Panna Aleksandra spojrzaa na niego bagalnie, lecz on ju poczerwienia i sapa
pocz. By to jednak czowiek z natury ostrony, nawet niemiay, lubicy zgodnie
wszystkie sprawy zaatwia, ale za to gdy raz przebrano z nim miar, gdy sobie zbytnio
przeciw komu na ws namota lub gdy o bilewiczowski honor chodzio, wwczas z desperacj
jak odwag rzuca si do oczu, choby najpotniejszemu nieprzyjacielowi.
Wic i teraz porwa si rk za lewy bok i trzsnwszy szabl pocz krzycze na cae
gardo:
- C to tu, jasyr? Oprymowa chc wolnego obywatela? kardynalne prawa depta?
Bogusaw, oparty plecami o porcz krzesa, patrzy na niego uwanie, bez widomych
oznak gniewu, jeno wzrok jego stawa si z kad chwil zimniejszy, a szpicrut coraz
szybciej uderza si po butach. Gdyby pan miecznik zna go lepiej, wiedziaby, e ciga
na sw gow grone niebezpieczestwo.
Stosunki z Bogusawem byy po prostu straszne, dlatego e nigdy nie byo wiadomo,
kiedy nad dwornym kawalerem i przywykym do panowania nad sob dyplomat wemie
gr dziki i niepohamowany magnat depccy z okruciestwem despoty wschodniego
wszelki opr. wietne wychowanie, ogada zdobyta na najpierwszych dworach europejskich,
rozwaga, ktrej nabra w stosunkach ludzkich, i wykwintno byy jakby cudne a
potne kwiaty, pod ktrymi tai si tygrys.
Lecz miecznik nie wiedzia o tym i w zalepieniu gniewnym krzycza dalej:
- Wasza ksica mo nie udawaj duej, bo ci znaj!... i bacz, e ni krl szwedzki, ni
elektor, ktrym obum przeciw ojczynie suysz, ni twoje ksistwo przed trybunaem si
nie osoni, a szable szlacheckie naucz moresu... modziku!...
Na to Bogusaw wsta, w jednej chwili skruszy trzcin w elaznych rkach i cisnwszy
drzazgi pod nogi miecznika, rzek strasznym, przyciszonym gosem:
- Ot, mi wasze prawa! Ot, wasze trybunay! Ot, wasze przywileje!
- Gwat okropny! - krzykn miecznik.
- Milcz, szlachetko! - krzykn ksi - bo ci w proch zetr!
I szed ku niemu, by porwa zdumiaego szlachcica za pier i rzucic nim o cian.
Wtem Billewiczwna stana midzy nimi.
- Co wasza ksica mo chcesz uczyni? - rzeka.
Ksi zatrzyma si.
Ona za staa z rozdtymi nozdrzami, z ponc twarz i ogniem w oczach, jak gniewna
Minerwa. Pier jej wzdymaa si pod stanikiem, na ksztat fali morskiej, i tak bya cudna w
tym gniewie, e Bogusaw zapatrzy si w ni, wszystkie dze wypezy mu na twarz, jakoby
we w pieczarach duszy zamieszkae.
Po chwili gniew jego przeszed, przytomno wrcia, czas jaki patrzy jeszcze w
Olek, na koniec twarz mu zagodniaa, skoni gow na piersi i rzek:
- Przebacz, anielska panno!... Dusz mam pen zgryzot a blu, wic i sob nie wadn.
To rzekszy wyszed z komnaty.
Wwczas Oleka zaamaa rce, a miecznik oprzytomniawszy chwyci si za czupryn i
zakrzykn:
- Jam to popsowa wszystko, jam przyczyn twej zguby!
Ksi nie pokaza si przez cay dzie. Obiadowa nawet u siebie, samowtr z panem
Sakowiczem. Wzburzony do dna duszy, nie mg myle tak jasno jak zwykle. Trawia go
jaka gorczka. Bya to zapowied cikiej febry, ktra miaa go niebawem uchwyci z
tak si, e w czasie jej napadw drtwia zupenie, tak i musiano go rozciera. Ale on
przypisywa w tej chwili stan swj nadzwyczajnej sile mioci i rozumowa, e albo musi
j zaspokoi, albo umrze.
Tymczasem, opowiedziawszy Sakowiczowi ca rozmow z miecznikiem, tak mwi:
- Rce i nogi mnie pal, mrowie chodzi po krzyach, w gbie czuj gorycz i ogie. A!
do wszystkich rogatych diabw, co to jest?... Nigdy mi si to nie trafio!...
- Bo wasza ksica mo skrupuami nadziany jak pieczony kapon kasz... Ksi
kurzejec, ksi kurzejec! Cha! cha!
- Gupi!
- Dobrze!
- Nie konceptw mi twoich trzeba!
- We, moci ksi, lutni i pjd pod okna dziewki, moe ci poka... pi... miecznik.
Tfu! do licha, taki to z Bogusawa Radziwia rezolut?
- Dure-e!
- Dobrze! Widz, e wasza ksica mo zaczynasz ze sob rozmawia i prawd sobie
w oczy gada. miao, miao! Prosz na godno nie uwaa!
- Bo widzisz, Sakowicz, e mj Kastor poufali si ze mn, to i tak czsto go w ziobro
nog kopn, a ciebie cisza mogaby spotka przygoda.
Sakowicz zerwa si na rwne nogi niby zaperzony, jak niedawno miecznik rosieski, a
e mia nadzwyczajny dar udawania, wic pocz krzycze gosem tak do miecznikowego
podobnym, e nie widzc, kto mwi, mona by si omyli.
- C to, jasyr? oprymowa chc wolnego obywatela, kardynalne prawa depta?
- Daj spokj, daj spokj! - mwi gorczkowo ksi - bo tam ona tego starego
bawana wasn osob zastawia, a tu nie masz, kto by ci broni.
- Kiedy go zastawia, to trzeba byo j w zastaw bra!
- Nie moe inaczej by, tylko tu s jakowe czary.
Albo musiaa mi co zada, albo konstelacje s takowe, e po prostu od zmysw odchodz...
eby ty j widzia, jak tego parszywego stryjca bronia... Ale ty kiep! W gowie
mi si mci! Patrz! jako mi rce gorzej! Tak miowa, tak przygarn, z tak...
- Potomstwo mie! - doda Sakowicz.
- A tak! a tak! jakby wiedzia, i musi to by, bo inaczej rozerw mnie te pomienie, jak
granat. Dla Boga, co si ze mn dzieje... Oeni si czy co, u wszystkich ziemskich i
piekielnych diabw?
Sakowicz spowania.
- O tym wasza ksica mo nie powiniene myle.
- Wanie e myl, wanie e jak zechc, to tak uczyni, choby regiment Sakowiczw
powtarza mi przez cay dzie: O tym wasza ksica mo nie powiniene myle!
- Ej, to widz nie arty!
- Chorym jest, oczarowany, nie moe inaczej by!
- Czemu wasza ksica mo nie idzie w ostatecznoci za moj rad?
- Chyba pjd! Niech zaraza porwie wszystkie sny, wszystkich Billewiczw, ca
Litw wraz z trybunaami i Janem Kazimierzem w dodatku. Nie wskram inaczej... Widz,
e nie wskram! Do tego! Co? Wielka rzecz! wielka sprawa! I ja, kiep, wayem si
dotd na dwie strony! Baem si znw, Billewiczw, procesw, chasy szlacheckiej, fortuny
Jana Kazimierza!... Powiedz mi, em kiep! Syszysz? rozkazuj powiedzie mi, em kiep!
- A ja nie usucham, bo teraz wanie Radziwi, a nie kalwiski wikary. Ale chory
musisz by, wasza ksica mo, naprawd, bom ci w takiej alteracji nigdy nie widzia.
- Prawda! aha! W najciszych terminach jenom rk macha i pogwizdywa, a teraz
czuj, jakoby mi kto ostrogi w boki wpiera.
- Dziwna to jest, bo jeli ta dziewka umylnie waszej ksicej moci co zadaa, to nie
dlatego, eby potem miaa ucieka, a przecie z tego, co mi wasza ksica mo mwi,
pokazuje si, e oni oboje chcieli si po cichu wynie.
- Powiada mi Ryff, e to wpyw Saturna, na ktrym wyziewy palce w tym wanie
miesicu sie podnosz.
- Moci ksi, wolej Jowisza we sobie za patrona, bo temu bez lubw si szczcio.
Wszystko bdzie dobrze, tylko o lubie wasza ksica mo nie wspominaj, chyba o malowanym.
Nagle pan starosta oszmiaski uderzy si w czoo.
- Czekaj no, wasza ksica mo... Syszaem o podobnym wypadku w Prusiech...
- Szepce-li ci diabe co do ucha, powiadaj?
Lecz pan Sakowicz dugo nic nie odpowiada, wreszcie twarz mu sie rozjania i rzek:
 Podzikuj, moci ksi, swojej fortunie, e ci Sakowicza za przyjaciela daa.
 Co nowego? co nowego?
- Ej, nic! Bd drub waszej ksicej moci - tu Sakowicz skoni si - zaszczyt to
dla takiego chudopachoka niemay...
- Nie baznuj, mw prdko!
- Jest w Tyly niejaki Plaska, czy tam jak, ktry swego czasu by ksidzem w Nieworanach,
ale rewokowawszy, luterstwo przyj, oeni si i pod protekcj elektora si schroni,
a teraz wdzon ryb ze mudzi handluje. Swego czasu stara si nawet biskup Parczewski,
aby go na powrt na mud dosta, gdzie by mu pewnie stosik pod nogi podoono,
ale elektor nie chcia wspwiercy wyda.
- Co mnie to obchodzi? Nie marud!
- Co wasz ksic mo to obchodzi? Ow powinno obchodzi, bo on was zszyje
jako wierzch z podszewk, rozumiesz, wasza ksica mo? A e kiepski majster i do
cechu nie naley, atwo bdzie po nim rozpru, rozumiesz, moci ksi? Tego szycia
cechowi za wane nie uznaj, a przecie nie bdzie ni gwatw, ni haasw. Majstrowi bdzie
mona potem eb ukrci, wasza ksica mo za sam bdziesz narzeka, e byo podejcie,
rozumiesz? Za przedtem: crescite et multiplicamini... Pierwszy daj moje
bogosawiestwo.
- Rozumiem i nie rozumiem - rzek ksi. - Diaba tam! pojmuj doskonale. Sakowicz!
musiae ju jak strzyga z zbami na wiat si urodzi. Kat ci czeka, nie moe inaczej
by... O, panie starosto!... Ale pki yj, wos ci z gowy nie spadnie, a kontentacja
przystojna nie minie...
- Wasza ksica mo owiadczysz si solennie o rk panny Billewiczwny jej samej
i miecznikowi. Jeli ci odmwi, jeli si nie uda, to ka ze mnie skr cign, rzemienie
do sandaw z niej zrobi i i na pokutn pielgrzymk do... do Rzymu. Radziwiowi
mona si najey, gdy zechce pokocha, ale gdy zechce si eni, tedy adnego szlachcica
nie bdzie potrzebowa pod wos gaska. Musisz tylko wasza ksica mo powiedzie
miecznikowi i pannie, e ze wzgldu na elektora i krla szwedzkiego, ktrzy ci z
ksiniczk biponck swataj, maestwo musi pozosta sekretne, dopki pokj nie bdzie
zawarty. Zreszt intercyzy piszcie, jakie chcecie. Wszystko to oba kocioy musz
uzna za niewane... A co?
Bogusaw milcza przez chwil, tylko na obliczu pojawiy mu si pod farb gorczkowe
plamy czerwone. Po chwili rzek:
- Czasu nie ma, za trzy dni musz, musz na Sapieh wyruszy.
- To wanie! Gdyby czasu byo wicej, niepodobna by byo pozorw usprawiedliwi.
Jake? Tylko brakiem czasu wytumaczysz wasza ksica mo, e pierwszy lepszy
ksidz przyjeda, jako w nagych razach bywa, i na pytel lub daje. Oni to samo pomyl:
Prdko, bo musi by prdko! Rycerska to dziewka, wic wasza ksica mo i
na wypraw zabra j ze sob moesz... Krlu miy, jeli Sapieha pobije, to i tak w
poowie wiktorem bdziesz.
- Dobrze, dobrze! - rzek ksi.
Lecz w tej chwili uchwyci go pierwszy paroksyzm, tak i szczki mu si zaciy i
sowa wicej przemwi nie mg. Zesztywnia cay, a potem poczo nim rzuca i drga
jako ryba wyjta z wody. Wszelako, nim przestraszony Sakowicz zdoa sprowadzi medyka,
paroksyzm przeszed.
ROZDZIA XVII
Po rozmowie z Sakowiczem ksi Bogusaw uda si nazajutrz po poudniu wprost do
miecznika rosieskiego.
- Panie mieczniku dobrodzieju! - rzek na wstpie - zawiniem ciko ostatnim razem,
bom si unis we wasnym domu. Mea culpa!... i tym wiksza, em ten afront uczyni
czowiekowi z rodu od wiekw zaprzyjanionego z Radziwiami. Ale przychodz baga o
przebaczenie. Niech szczere przyznanie waszmoci panu za satysfakcj, mnie za pokut
wystarczy. Waszmo znasz od dawna Radziwiw, wiesz, emy do przeprosin nieskorzy;
wszelako, em to wiekowi i powadze uchybi, pierwszy nie baczc, ktom jest, przychodz
z powinn gow. A ju te, stary przyjacielu naszego domu, doni mi, wierz, nie
umkniesz?
To rzekszy wycign rk, a miecznik, w ktrego duszy pierwszy impet ju przeszed,
nie mia mu swej odmwi, cho poda j ocigajc si, i rzek:
- Wasza ksica mo, wr nam wolno, a to bdzie najlepsza kontentacja.
- Jestecie wolni i moecie jecha, choby dzi.
- Dzikuj waszej ksicej moci - odrzek zdziwony miecznik.
- Jedn tylko stawie kondycj, ktrej, daj Bg, eby nie odrzuci.
- Jak to? - spyta z obaw miecznik.
- Aeby chcia wysucha cierpliwie tego, co powiem..
- Jeeli tak, tedy bd sucha, chociaby do wieczora.
- Nie dawaj mi zaraz responsu, jeno si namyl godzin albo i dwie.
- Bg widzi, e byem wolno odzyska, pragn zgody.
- Wolno wapan dobrodziej odzyszczesz, nie wiem tylko, czy korzysta z niej zechcesz
i czy ci pilno bdzie opuci moje progi. Rad bym, eby mj dom i cae Taurogi za
swoje uwaa, ale teraz suchaj. Czy wiesz waszmo, mj dobrodzieju, dlaczegom si
sprzeciwia wyjazdowi panny Billewiczwny? Oto dlatego, em odgad, i uciec po prostu
chcecie, a ja takem si w synowicy waszmocinej rozkocha, i byle j widzie, Hellespont
bym co dzie przepywa gotw jako w Leander dla Hery...
Miecznik poczerwienia na nowo w jednej chwili.
- Mnie to wasza ksica mo miesz mwi?...
- Wanie waszmoci, mj szczeglniejszy dobrodzieju.
- Moci ksi! Szukaj fortuny u dworek, a szlacheckiej dziewki nie tykaj, bo zasi!
Moesz ja wizi, moesz do sklepu zamkn, ale ci jej pohabi nie wolno!
- Pohabi nie wolno - odrzek ksi - ale wolno pokoni si staremu Billewiczowi i
rzec mu: Suchajcie, ojcze! dajcie mi swoja synowic za on, bo mi y bez niej nijak.
Miecznik tak zdumia, e sowa przemwi nie mg, przez czas jaki tylko wsami rusza,
a oczy wyszy mu na wierzch; potem j je sobie piciami przeciera i spoglda to
na ksicia, to wokoo po komnacie, wreszcie rzek:
- We nie-li to czy na jawie?
- Nie pisz, dobrodzieju, nie pisz, a eby si jeszcze lepiej przekona, to powtrz
cum omnibus titulis: Ja, Bogusaw ksi Radziwi, koniuszy Wielkiego Ksistwa Litewskiego,
prosz ciebie, Tomosza Billewicza, miecznika rosieskiego, o rk synowicy twej,
panny owczanki Aleksandry.
- Jake to? Dla Boga! czy wasza ksica mo rozway?
- Ja rozwayem, teraz ty rozwa, dobrodzieju, czyli kawaler godzien panny...
- Bo ze zdziwienia dech mi zaparo...
- Poznaj, czylim mia jakowe niecnotliwe intencje...
- I wasza ksica mo nie zwaaby na stan nasz chudopacholski?
- Tacy to Billewicze tani, tak-e to klejnot wasz szlachecki i staroytno rodu cenisz?
Zali to Billewicz mwi?
- Moci ksi, wiem, e pocztkw rodu naszego w Rzymie staroytnym szuka naley,
ale...
- Ale - przerwa ksi - hetmanw ni kanclerzy nie macie. Nic to! elektorami wszake
jestecie, jako mj wuj brandenburski. Skoro w naszej Rzeczypospolitej szlachcic krlem
obran by moe, to nie masz za wysokich progw na jego nogi. Ja, mj mieczniku, da
Bg, mj stryjaszku, rodz si z ksiniczki brandenburskiej, ojciec mj z Ostrogskiej, ale
dziad, wielkiej pamici Krzysztof Pierwszy, ten, ktrego Piorunem zwali, hetman wielki,
kanclerz i wojewoda wileski, onaty by primo voto z Sobkwn, a dlatego mitra mu z
gowy nie spada, bo Sobkwna bya szlachcianka, tak zacnie urodzona jak i inne. Za to
gdy nieboszczyk rodzic z elektorwn si eni, to wydziwiano, e na godno nie pamita,
chocia z panujcym domem si czy. Taka u was diaba szlachecka pycha. No, dobrodzieju,
przyznaj, e nie mylisz, eby Sobek od Billewicza by lepszy? No?...
Tak mwic pocz ksi klepa z wielka poufaoci pana miecznika po opatce, a
szlachcic zmik jak wosk i odrzek:
- Bg waszej ksicej moci zapa za zacne intencje... Ciar spada z serca! Ej, moci
ksi, eby jeszcze nie rnica wiary!...
- Ksidz katolicki bdzie lub dawa, innego ja sam nie chc.
- Cae ycie bdziem za to wdziczni, bo tu chodzi o bogosawiestwo boe, ktrego
pewnie by Pan Jezus umkn, gdyby jaki paskudnik...
Tu ugryz si w jzyk pan miecznik, bo zmiarkowa, e nieprzyjemn dla ksicia rzecz
chcia powiedzie, lecz Bogusaw ani zauway, owszem umiechn si askawie i doda:
- I co do potomstwa nie bd si upiera, bo nie masz takiej rzeczy, ktrej bym dla tej
waszej licznoci nie uczyni...
Miecznika twarz rozjania si, jakby na ni promienie soca pady.
- Ju te Bg tej banicy nie poskpi urody... Prawda jest!
Bogusaw znw poklepa go po ramieniu i pochyliwszy si szlachcicowi do ucha, pocz
szepta:
- A e pierwszy bdzie chopak, to ja rcz, i malowanie, nie chopak!
- Chi! chi!...
- Z Billewiczwny za Radziwiem - doda miecznik rozkoszujc si poczeniem tych
nazwisk. - Chi! chi! Ot, bdzie huczek na caej mudzi... A co panowie Siciscy, nasi nieprzyjaciele,
powiedz, gdy Billewicze tak wyrosn? Wszake to oni nawet starego pukownika
nie zostawili w spokoju, cho to by m rzymskiego pokroju, od caej Rzeczypospolitej
uwielbiany.
- Wycigamy ich ze mudzi, moci mieczniku!
- Boe wielki, Boe miosierny, niezbadane sa wyroki Twoje, ale jeeli w wyrokach
Twoich ley, aby panowie Siciscy popkali z inwidii... bd wola Twoja!
- Amen! - dorzuci Bogusaw.
- Moci ksi! nie bierze za ze, i si w godno nie obwijam, jako przystoi, ktrego
o dziewk prosz, i e zbyt jawnie rado okazuj... Lecz owo ylimy w strapieniu, nie
wiedzc, co nas czeka, i wszystko najgorzej sobie tumaczc. Przyszo do tego, emy i
wasz ksic mo le sdzili, a naraz pokazuje si, e strachy i posdzenia byy niesuszne
i e pierwszemu uwielbieniu folg da mona. To, mwi waszej ksicej moci,
jakoby kto brzemi z ramion zdj...
- Zali i panna Aleksandra tak mnie sdzia?
- Ona? Chobym Cyceronem by, jeszcze bym jej poprzedniej admiracji dla waszej
ksicej moci godnie opisa nie umia... Tak myl, e cnota w niej jeno i przyrodzona
jakowa niemiao afektem staa na przeszkodzie. Ale gdy si dowie o szczerych waszej
ksicej moci intencjach, tedy jestem pewien, e sercu zaraz cugli popuci, a ono brykn
na pastwisko mioci z najwikszym impetem nie omieszka.
- Cyceron by tego ozdobniej nie umia wyrazi! - odrzek Bogusaw.
- Bo przy szczciu i wymowa si znajdzie. Lecz skoro wasza ksica mo tak
wdzicznie wszystkiego, co prawi, sucha raczysz, tedy ju do ostatka bd szczery.
- Bd szczery, panie mieczniku...
- Bo cho to dziewka moda, ale hic mulier i przy mskim zgoa umyle, dziw, jak charakterna.
Tam, gdzie niejeden by dowiadczony czek si zawaha, ona ani si namyli. Co
ze, to na lewo, co dobre, na prawo... a sama te na prawo. Sodkie to niby, a jak raz sobie
drog obierze, chociaby armaty, na nic! bo ju nie zboczy. W dziada i we mnie si wdaa:
ojciec by onierz zawoany, ale czek mikki... matka zasi, Wojniowiczwna de domo,
cioteczna siostra Kulwiecwny, take bya charakterna.
- Rad to sysz, moci mieczniku!
- Ow nie uwierzysz, moci ksi, jakie to licho na Szwedw, ba! na wszystkich nieprzyjaci
Rzeczypospolitej zawzite. Gdyby kogo o zdrad, choby najmniejsz, posadzaa,
ju by abominacj nieprzezwycion do niego czua, choby to anio by, nie czowiek...
Wasza ksic mo! wybacz staremu, ktry ojciec twoim mgby z wieku, jeli
nie z godnoci by: porzu Szweda... To to gorszy Tatara ojczyzny ciemizca! Rusz przeciw
takim synom swoje wojska, a nie tylko ja, ale i ona pocignie z tob w pole! Wybaczaj,
wasza ksica mo, wybaczaj!... Ot! powiedziaem, com myla!
Bogusaw przemg si po chwili milczenia i tak mwi pocz:
- Panie mieczniku dobrodzieju! Godzio si wam wczoraj jeszcze przypuszcza, ale
dzi ju si nie godzi, e wam chc jeno piaskiem w oczy rzuci, mwic, i po stronie
krla i ojczyzny stoj. Ow pod przysig, jako krewnemu, powtarzam, e com o pokoju i
o jego kondycjach rzek, to bya szczera prawda. Wolabym i ja ruszy w pole, bo mnie do
tego natura cignie, ale em widzia, i nie w tym ratunek, z czystej mioci musiaem sie
innego sposobu chwyci... I to mog rzec, iem niesychanej rzeczy dokaza, bo eby po
straconej wojnie taki pokj zawrze, aby zwyciska potga sza jeszcze na sub zwycionej,
tego by si sam najchytrzejszy z ludzi Mazarin nie powstydzi... Nie panna Aleksandra
jedna, ale i ja na rwni z ni odium do nieprzyjaci czuj. Co jednak czyni? jako
t ojczyzn ratowa? nec Hercules contra plures! Wic pomylaem sobie tak: Miast zgin,
co byoby i atwiej, i pocieszniej, trzeba j ratowa. A iem si w sprawach tego rodzaju
u wielkich statystw wiczy, em to elektora krewny i u Szwedw, za przyczyn
brata Janusza, dobrze widziany, wnet poczem rokowania, a jaki by ich cursus i dla Rzeczypospolitej
poytek, to ju waszmo wiesz: koniec wojny, uwolnienie spod opresji katolickiej
waszej wiary, kociow, duchowiestwa, stanu szlacheckiego, posplstwa, pomoc
szwedzka na wojn moskiewsk i kozack, a bogdaj rozszerzenie granic... Za to za
wszystko to jedno ustpstwo, e Carolus po Kazimierzu krlem ma zosta. Kto wicej w
tych czasach dla ojczyzny uczyni, niech mi stanie do oczu!
- Prawda jest... lepy by zobaczy... jeno stanowi szlacheckiemu okrutnie markotno bdzie,
e wolna elekcja ustanie.
- A co waniejsze, elekcja czy ojczyzna?
- Wszystko jedno, moci ksi, bo to kardynalny fundament Rzeczypospolitej... A
c jest ojczyzna, jeeli nie zbir praw, przywilejw i wolnoci, stanowi szlacheckiemu
przysugujcych?... Pana i pod obcym panowaniem znale mona.
Gniew i nuda przeleciay byskawic po obliczu Bogusawa.
- Carolus - rzek - podpisze pacta conventa, jako i poprzednicy podpisywali, a po jego
mierci obierzem sobie, kogo zechcem... choby tego Radziwia, ktry si z Billewiczwny
narodzi.
Miecznik sta przez chwile jakoby olniony t myl, na koniec podnis rk w gr i
zakrzykn z wielkim zapaem:
- Consentior!...
- Tak i ja myl, e si wa zgadzasz, choby potem tron dziedziczny w naszej rodzinie
mia zosta - rzek ze zoliwym umiechem ksi. - Tacycie wszyscy!... Ale to
rzecz pniejsza. Tymczasem trzeba, eby ukady do skutku doszy... Rozumiesz
waszmo, panie stryjcu?
- Trzeba, jako ywo trzeba! - powtrzy z gbokim przekonaniem miecznik.
- Doj za mog dlatego, e wdzicznym jestem jego szwedzkiemu majestatowi porednikiem,
a wiesz, waszmo, z jakowych przyczyn?... Oto, Carolus ma jedna siostr za
de la Gardie, a drug, ksiniczk biponck, jeszcze pann, i t chce za mnie wyda, aby
si z domem naszym skoligaci i gotow parti mie na Litwie. Std jego dla mnie powolno,
do ktrej go i wuj elektor nakania.
- Jake to? spyta zaniepokojony miecznik.
 Tak, moci mieczniku, e za waszego gobka oddabym wszystkie ksiniczki biponckie,
razem z ksistwem nie tylko Dwch, ale i wszystkich na wiecie Mostw. Jeno
mi drani szwedzkiej bestii nie wypada, za czym udaj powolne dla ich rokowa ucho;
ale niech jeno traktat podpisz, zobaczymy!
- Ba! to gotowi nie podpisa, gdy si dowiedz, e si wasza ksica mo oeni?
- Moci mieczniku - rzekl z powag ksi - posdzie mnie o nieszczero dla ojczyzny...
Ja za, jako prawy obywatel, pytam ci teraz: mam-li prawo dla swej prywaty dobro
Rzeczypospolitej powici?
Pan Tomasz sucha.
- Wic co bdzie?
- Pomyl sam waszmo: co ma by?
- Dla Boga, widz ju, e lub musi by odoony, a przysowie mwi: Co si odwlecze,
to i uciecze.
- Ja serca nie zmieni, bom na cae ycie pokocha, a i to trzeba waszmoci wiedzie,
e wiernoci sam cierpliw Penelop mgbym zawstydzi.
Miecznik przelk sie jeszcze bardziej, bo wanie cakiem przeciwne o wiernoci ksicej
mia mniemanie, ktre i reputacja powszechna potwierdzaa, ksi za jakby na dobitke
doda:
- Ale masz wasza mo suszno, e jutra swego nikt nie pewien: mog zachorze, ba!
nawet zbiera mi si na jakow obonic, bom wczoraj tak zdrtwia, e mnie ledwie Sakowicz
odratowa; mog umrze, zgin na wyprawie przeciwko Sapiee, a co bdzie mitrgi,
molestowa, zmartwie, tego by na woowej skrze nie spisa.
- Na rany boskie, rad moci ksi!
- Co ja poradz? - odrzek ze smutkiem ksi - chocia sam by rad, aeby klamka
jak najprdzej zapada.
- Ot, eby zapada... Wzi lub, a potem co bdzie, to bdzie...
Bogusaw zerwa si na rwne nogi.
- Na wit ewangeli! Waszmo ze swoim rozumem kanclerzem litewskim powinien
by zosta. Przez trzy dni inny by tego nie wymyli, co waszmoci od razu do gowy
przyszo! Tak jest! tak! wzi lub i cicho siedzie. To gowa! Ja i tak za dwa dni na Sapieh
ruszam, bo mus! Przez ten czas przejcie tajemne do komnatki panieskiej si urzdzi,
a potem w drog! To gowa statysty! Dwch albo trzech konfidentw do tajemnicy
przypucim i za wiadkw wemiem, aby lub odby sie formaliter. Intercyz spiszem,
wiano ubezpieczym, do ktrego zapis docz, i do czasu - sza! Mieczniku dobrodzieju!
dzikuj z serca, dzikuj! Pjd w moje objcia, stryjcu, bo tobie najlepsz rad zawdziczam.
Nie ja bd protestowa! Pjd w moje objcia, a potem do mojej licznoci... Bd
odpowiedzi jej czeka, jako na wglach! Tymczasem za Sakowicza po ksidza wyprawi!
Bd zdrw, ojczyku, a da Bg, wkrtce i dziadku Radziwia!
To rzekszy ksi wypuci zdumionego szlachcica z objcia i wypad z komnaty.
- Dla Boga! - rzek do siebie ochonwszy miecznik. - Daem tak rozumn rad, e i
Salomon by si nie powstydzi, a wolabym, eby si bez niej obyo. Tajemnica tajemnic...
Wszake, am gow, tucz bem o cian, nie moe inaczej by... Hm! nie moe inaczej
by! lepy dojrzy! Bogdaj tych Szwedw mrz cisn i wydusi w ostatku!... eby nie
owe rokowania, to lub odbyby si z ceremoniami, jeszcze by caa mud si na weselisko
zjechaa. A tu do wasnej ony m musi w wojokach chodzi, eby haasu nie narobi.
Tfu, do licha! Nie tak prdko jeszcze Siciscy popkaj, cho Bogu chwaa, e ich to nie minie...
To rzekszy poszed do Oleki.
Ksi tymczasem naradza si w dalszym cigu z Sakowiczem.
- Tacowa szlachcic na dwch apach jak niedwied  mwi Sakowiczowi - ale te
mnie wymczy! Uf! ucisnem go za to, a mu ebra zatrzeszczay, i trzsem nim tak, i
mylaem, e mu buty razem z wierzchciami z ng zlec... A com mu powiedzia:
,,stryjcu", to a w oczach pcznia, jakby si ca fask bigosu udawi. Tfu! tfu! poczekaj!
uczyni ci stryjcem, ale takich stryjcw mam na kopy po caym wiecie... Sakowicz! widz
ju, jako ona mnie w swojej komnatce czeka i przyjmuje, oczki zamknwszy i rczta
skrzyowawszy... Czekaj i ty! wycauj ja ci te oczki... Sakowicz! wemiesz doywociem
Prudy za Oszmian!... Kiedy Plaska moe tu stan?
- Przed wieczorem! Dzikuj waszej ksicej moci za Prudy...
- Nic to! Przed wieczorem? to znaczy lada chwila... eby to mona dzi jeszcze, choby
o pnocy, w lub wzi... Masz gotow intercyz?
- Mam. Hojny byem w imieniu waszej ksicej moci. Bire pannie opraw zapisaem...
Bdzie miecznik wy jak pies, gdy mu si to potem odbierze.
- Posiedzi w lochu, to si uspokoi.
- Nie trzeba i tego. Jak lub poka si niewany, to i wszystko niewane. A nie mwiem
waszej ksicej moci, e si zgodz?
- Nie czyni najmniejszych trudnoci... Ciekawym, co ona powie... Jako go nie wida!
- Padli sobie w ramiona i z rozczulenia pacz, a bogosawi wasz ksic mo, a
nad dobroci i urod si unosz.
- Nie wiem, czyli nad urod, bo jako mizernie wygldam. Cigle niezdrw i boj si,
eby ona wczorajsza zdrtwiao znw nie przysza.
- Ej, byle wasza ksica mo ciepa zaywa...
Ksi ju sta przed zwierciadem.
- Oczy mam podsiniae i kiep Fouret brwi mi dzi krzywo uczerni. Patrz, czy nie
krzywo? Ka mu palce wkrci w kurek od muszkietu, a map zrobi moim kamerdyne-
rem. Co to jest, e miecznika nie ma?... Chciabym ju do panny! Przecie pocaowa si
przed lubem pozwoli... pocaowa... posmakowa!... Jak prdko si dzi ciemnia... Na
Plask, jeliby si wzdraga, trzeba obcki do ognia wsadzi...
- Plaska nie bdzie si wzdraga, to szelma spod ciemnej gwiazdy!
- I lub da po szelmowsku.
- Szelma szelm po szelmowsku oeni.
Ksi wpad w dobry humor.
- Gdzie rajfur drub, nie moe by innego lubu!
Na chwil umilkli i poczli si mia obaj, ale rzechotanie ich dziwnie zowrogo rozlegao
si po ciemnej izbie. Noc zapadaa coraz gbsza.
Ksi pocz chodzi po pokoju, stukajc gono czekanikiem, ktrym podpiera si
silnie, bo od ostatniego odrtwienia nogi mu jeszcze niezbyt suyy.
Wtem pachokowie wnieli kandelabry ze wiecami i wyszli, lecz pd powietrza pochyli
pomienie wiec tak, i dugo nie mogy si pali prosto, topic tymczasem obficie wosk.
- Patrz, jak si wiece pal - rzek ksi. - C std wrysz?
- e jedna cnota stopi si dzi jak wosk.
- Dziw, jak dugo trwa to chybotanie.
- Moe dusza starego Billewicza przelatuje nad pomieniami.
- Gupi! - rzel porywczo ksi Bogusaw - ogromnie gupi! A wybra te sobie por
do mwienia o duchach!
Nastaa chwila milczenia.
- W Anglii powiadaj - ozwa sie ksi - e jak duch jakowy jest w izbie, to kada
wieca bdzie ci si pali bkitno, a te, patrz! pon to, jak zwykle.
- Furda!... - rzek Sakowicz. - W Moskwie s ludzie...
- Cicho no! - przerwa Bogusaw. - Miecznik nadchodzi... Nie! to wiatr porusza
okiennic. Diabli nadali t ciotk dziewczyny... Kulwiec-Hippocentaurwna! Syszal kto o
czym podobnym? Ale te i wyglda na Chimer.
- Chcesz wasza ksica mo, to si z ni oeni. Nie bdzie zawadza. Plaska nas
zlutuje na poczekaniu.
- Dobrze. Dam jej jaworow opat na prezent lubny, a tobie latarni, eby jej mia
czym wieci.
- Ale bd twoim wujaszkiem... Bogusiu...
- Pamitaj na Kastora! - odpar ksi.
- Nie gad Kastora, mj Polluksie, pod wos, bo moe ugry!
Dalsz rozmow przerwao wejcie miecznika i panny Kulwiecwny. Ksi postpi
ku nim ywo, podpierajc si czekanikiem. Sakowicz wsta.
- A co? mona do Oleki? - spyta ksi.
Lecz miecznik tylko rce rozoy, a gow spuci na piersi.
- Moci ksi! Synowica moja powiada, e jej testament pukownika Billewicza zakazuje
losem swym rozporzdza, a gdyby nawet nie zakazywa, tedy za wasz ksic
mo, nie majc do niej serca, nie wysza.
- Sakowicz! syszysz? - ozwa si strasznym gosem Bogusaw.
- O tym testamencie i ja wiedziaem - mwi miecznik - alem w pierwszej chwili nie
uwaa go za niezwalczone impedimentum.
- Drwi sobie z waszych szlacheckich testamentw! - rzek ksi. - Plwam na wasze
szlacheckie testamenta! rozumiesz!
- Ale my nie drwim! - odpar zaperzony pan Tomasz - a wedle testamentu wolno
dziewce albo do klasztoru, albo za Kmicica.
- Za kogo, szerepetko? za Kmicica?... Poka ja wam Kmicicw!... naucz was!
- Kogo to, moci ksi, szerepetk nazywasz? Billewicza?
I miecznik za bok si pochwyci w furii najwikszej, lecz Bogusaw w jednej chwili
trzasn go obuchem w piersi, a w szlachcicu jko i zwali si na ziemi, sam za kopnwszy
lecego nog, aby drog do drzwi otworzy, wypad bez kapelusza z komnaty.
- Jezus! Maria! Jzef! - woaa panna Kulwiecwna.
Lecz Sakowicz chwyci j za rami i przyoywszy jej kinda do piersi mwi:
- Cicho, klejnociku, cicho, turkaweczko najmilsza, bo ci twoje sodkie gardo podern
jako kulawej kurze. Sied tu spokojnie i nie chod na gr, bo tam sie wesele twej siostrzenicy
odprawia.
Lecz w pannie Kulwiecwnie pyna rwnie krew rycerska, wic ledwie usyszaa
sowa Sakowicza, natychmiast przestrach jej zmieni si w rozpacz i uniesienie.
- otrze! zbju! poganinie! - krzykna - zarnij mnie, bo bd krzycze na ca
Rzeczpospolit. Brat zabit, krewna pohabiona, nie chc i ja y! Bij, zbjcu, zarnij! Ludzie!
schodcie si! patrzajcie!...
Dalsze sowa stumi Sakowicz pooywszy jej na ustach sw do potn.
- Cicho, krzywa kdzioko! cicho, zwida ruto! - rzek do niej. - Ja nie bd zarzyna,
po co mam diabu dawa to, co i tak jego, ale eby nie moga jako paw krzycze, zanim
si uspokoisz, to ci tw wdziczn buzi wasn twoj chustka obwi, a sam lutni
wezm i wzdychanego ci zagram. Nie moe by inaczej, jeno musisz mnie polubi.
Tak mwi pan starosta oszmiaski, z wpraw prawdziwego rzezimieszka, okrci
gow panny Kulwiecwny chustk, pasem skrpowa jej w mgnieniu oka rce, nogi i rzuci
j na sof.
Nastpnie siad przy niej i wycignwszy si wygodnie spyta tak spokojnie, jak gdyby
zwyk rozpoczyna rozmow:
- Jake wapanna mylisz? Ja mniemam, e i Bogu rwnie sobie atwo poradzi?
Wtem zerwa si na rwne nogi, bo drzwi otworzyy si szybko i ukazaa si w nich
panna Aleksandra.
Twarz miaa bia jak kreda, wos nieco rozrzucony, brew namarszczon i zgroz w oczach.
Ujrzawszy lecego miecznika przyklka nad nim i pocza rk dotyka jego gowy i piersi.
Miecznik odetchn gboko, otworzy oczy, podnis si na wp i j rozglda si po
komnacie, jakby zbudzony ze snu, nastpnie wsparszy si rk o ziemi poprbowa
wsta, co mu si po chwili przy pomocy panienki udao, wic doszed chwiejnym krokiem
do krzesa i rzuci si w nie.
Oleka teraz dopiero dostrzega pann Kulwiecwn lec na sofie.
- Czy j wa zamordowa? - spyta Sakowicza.
- Uchowaj Boe! - odrzek starosta oszmiaski.
- Rozkaruj rozwiza!
Tyle byo mocy w jej gosie, e Sakowicz nie odrzek ani sowa, jak gdyby rozkaz wyszed
od samej ksinej Radziwiowej, i pocz rozwizywa zemdlon pann Kulwiecwn.
- A teraz - rzeka panna - id do twego pana, ktren tam ley na grze.
- Co si stao? - krzykn oprzytomniawszy Sakowicz. - Wapanna odpowiesz za niego!
- Nie przed tob, sugo! Precz!
Sakowicz skoczy jak optany.
ROZDZIA XVIII
Sakowicz nie odstpowa ksicia przez dwa dni, bo drugi paroksyzm ciszy by od
pierwszego; szczki Radziwia tak si zwary, e trzeba je byo noem otwiera, aby do
ust wla lekarstwo trzewice. Zaraz potem odzyska przytomno, jednake trzs si, dygota,
podskakiwa na ou, wypra si jak zwierz miertelnie postrzelony. Gdy i to mino,
przyszo osabienie ogromne; przez ca noc patrzy w sufit, nic nie mwic. Nazajutrz,
po wziciu odurzajcych lekw, zapad w sen twardy i ciki, a koo poudnia rozbudzi
si znowu, zlany potem obfitym.
- Jak si wasza ksica mo czuje? - pyta Sakowicz.
- Lepiej mi. Czy nie przyszy jakowe listy?
- S od elektora i Szteinboka, le tu na stole, ale czytanie na pniej trzeba odoy,
bo wasza ksica mo si jeszcze nie masz.
- Dawaj zaraz... syszysz?
Starosta oszmiaski wzi listy i poda, a Bogusaw przeczyta je po dwakro, po czym
pomyla chwil i rzek:
- Jutro ruszamy na Podlasie.
- Jutro bdziesz, moci ksi, w ou, jako i dzisiaj.
- Bd na koniu jako i ty!... Milcz, nie przeciw si!...
Starosta umilk i przez chwil trwaa cisza, ktr przerywa tylko powany i powolny
tyk-tak gdaskiego zegara.
- Rada bya gupia i pomys gupi - rzek nagle ksi - i ja take gupi, em ci usucha...
- Wiedziaem, e jak si nie uda, to wina na mnie spadnie - odrzek Sakowicz.
- Bo podrwi gow.
- Rada bya roztropna, ale jeli tam jest jaki diabe na usugach, ktry o wszystkim
ostrzega, ja za to nie odpowiadam.
Ksi podnis si na ku.
- Mylisz?... - rzek patrzc bystro na Sakowicza.
- A wasza ksica mo nie zna papistw?
- Znam, znam! I mnie czsto do gowy przychodzio, e to mog by czary. Od wczoraj
pewien jestem. Utrafie w moj myl, dlategom ci spyta, zali naprawd tak mniemasz?
Ale ktre z nich moe w komityw z si nieczyst wchodzi?... Przecie nie ona, bo cnotliwa...
i nie miecznik, bo za gupi?...
- A choby ona ciotka...
- Moe to by...
- Dla pewnoci na krzy j wczoraj wizaem, a przed tym przyoyem jej n do gardzieli
i imaginuj sobie wasza ksica mo, patrz dzi, a ostrze jakoby w ogniu stopione.
- Poka!
- Cisnem n do wody, cho w rkojeci turkus by zacny. Wolaem tego ju wicej
nie tyka.
- To ci powiem, co mi si wczoraj przygodzio... Wpadem do niej jak oszalay. Com
mwi, nie pamitam... ale to wiem, e dziewka krzykna: W ogie pierwej si rzuc!
Wiesz, jako tam komin ogromny. I wraz skoczya! Ja za ni. Porwaem j wp. Ju si
szatki na niej zatliy. Musiaem gasi i trzyma zarazem. Wtem dur mnie schwyci, szczki
mi si ciy... Rzekby, e mnie kto za yy w szyi szarpn... Za czym wydao mi si, e
owe iskry, wedle nas latajce, zmieniy si w pszczoy i brzcz jako pszczoy... Ot, jak
mnie tu widzisz, prawda!
- I co pniej?
- Nic ju nie pamitam, jeno taki strach, jak gdybym w niezmiern studni zlatywa, w
jak gbi bezdenn. Co za strach!... powiadam ci, co za strach! Teraz jeszcze wosy
wstaja mi na gowie... I nie sam strach, ale... Jakby powiedzie... i czczo, i nuda niezmierna,
i umczenie niepojte... Szczciem, moce niebieskie byy ze mn, inaczej ju
bym z tob nie rozmawia.
- Wasza ksica mo miae paroksyzm... Sama choroba czsto rne jaseeczka
przed oczy stawia, ale dla pewnoci mona by kaza nieco lodu na rzece odrba i t bab
spawi.
- Jecha j sk! I tak jutro ruszamy, a potem przyjdzie wiosna, inne bd zaraz gwiazdy
i noce krtkie, wszelk nieczyst si debilitujce.
- Skoro mamy jutro rusza, to ju lepiej wasza ksica mo tej dziewki zaniechaj.
- Chobym nie chcia, musz... Wcale dze dzi ode mnie odpady.
- Pu ich, niech sobie id do diaba!
- Nie moe by!
- Czemu?
- Bo mi si szlachcic do okrutnych pienidzy przyzna, ktre s w Billewiczach zakopane.
Puszcz ich, to odkopi i pjd w lasy. Wol ich tu potrzyma, a pienidze w rekwizycj
wzi... Teraz wojna, to wolno! Zreszt, sam si ofiarowa. Kaemy sady w Billewiczach
skopa pid przy pidzi; musimy znale. Miecznik za, siedzc tu, przynajmniej
haasu i krzyku na ca Litw nie naczyni, e go zrabowano. Zoci mnie bior, gdy pomyl,
ilem tu pienidzy na prno straci na owe uciechy i turnieje, a wszystko to na nic! na
nic!...
- Mnie ju dawno i na t dziewk zoci bray. A mwi waszej ksicej moci, e gdy
wczoraj przysza i rzeka mi, niby ostatniemu ciurze: Ruszaj, sugo, na gr, bo tam pan
twj ley - tylko com jej gowy nie ukrci jako szpakowi, ile em myla, e to ona sama
pchna wasz ksic mo noem, czyli ustrzelia z krcicy.
- Ty wiesz, i nie lubi, eby kto u mnie rzdzi jak szara g... I dobrze, e tego nie
uczyni, bo kazabym ci owymi elazkami szczypa, ktre na Plask byy przygotowane...
Wara ci od niej...
- Plaske juem wyprawi z powrotem. Okrutnie by zdziwiony nie wiedzc, po co go
przywieli i po co ka precz. Chcia co za fatyg, e to, powiada, w handlu mam straty,
alem mu rzek: w nagrod skr ca wywozisz!... Zali to naprawd jutro mamy rusza
na Podlasie?
- Jako Bg w niebie. A wojska powyprawiane wedle moich rozkazw?
- Rajtarie wyszy ju do Kiejdan, skd maj do Kowna ruszy i tam czeka... Nasze
polskie chorgwie s jeszcze tu, nie zdao mi si naprzd ich wyprawia. Ludzie niby
pewni, a przecie mogliby si z konfederatami zwcha. Gowbicz pojedzie z nami; semenowie
pod Wrotyskim take, Karlstrom ze Szwedy idzie w przedniej stray... Po drodze
ma rozkaz rebelizantw, a zwaszcza chopstwo wycina.
- Dobrze.
- Kyritz z piechot ma cign z wolna, aeby w cikim terminie byo si o kogo
oprze. Jeli mamy i naprzd jako piorun i cay rachunek nasz na szybkoci polega, to
nie wiem, jeeli pruskie i szwedzkie rajtarie bd nam przydatne. Szkoda, e nie staje polskich
chorgwi, bo mwic midzy nami, nie masz nad nasz jazd...
- A artyleria wysza?
- Wysza.
- Jake? i Paterson?
- Nie! Paterson jest, pilnuje Ketlinga, ktry wasn szpad zrani si do szkodliwie.
On go bardzo miuje. Gdybym Ketlinga nie zna, i odwany oficer, mylabym, e si
umylnie zaku, aby na wypraw nie i.
- Trzeba tu bdzie ze sto ludzi zostawi, to w Rosieniach, to w Kiejdanach. Szwedzkie
prezydia szczupe, a de la Gardie i tak co dzie od Loewenhaupta ludzi da. Jak jeszcze
i my wyjdziemy, rebelia zapomni o szawelskiej klsce i znw gow podniesie.
- Rosn oni i tak. Znw syszaem, i Szwedw w Telszach wycito.
- Szlachta? chopi?
- Chopi pod przywdztwem ksidza, ale s i partie szlacheckie, szczeglnie wedle
Laudv.
- Laudascy pod Woodyjowskim wyszli.
- Sia wyrostkw i starcw zostao. Ci za bro chwytaj, bo to wojennicy z rodu.
- Bez pienidzy nic rebelia nie wskra.
- A my si w Billewiczach zasilim. Trzeba by geniuszem jak wasza ksica mo,
eby tak we wszystkim znale porad.
Bogusaw gorzko si umiechn.
- Lepiej w tym kraju ceni tego, kto si krlowej jejmoci i szlachcie akomodowa
umie. Geniusz ni cnota nie popaca. Szczcie, em to i ksiciem Rzeszy, a za nog mnie
przecie do sosny nie przywi. Byle mnie intraty z dbr tu pooonych regularnie dochodziy,
nie dbam o ca Rzeczpospolit.
- eby tylko konfiskowa nie chciano?
- Pierwszej my skonfiskujemy Podlasie, jeli nie ca Litw. Tymczasem zawoaj mi
Patersona.
Sakowicz wyszed i po chwili wrci z Patersonem. Rozpocza si przy ou ksicym
narada, skutkiem ktrej nazajutrz do dnia miano rusza i nagymi pochodami cign na
Podlasie. Ksi Bogusaw wieczorem czu si ju o tyle lepiej, e ucztowa razem z oficerami
i artami do pna si bawi, suchajc z przyjemnoci renia koni i szczku ora
gotujcych si do pochodu chorgwi.
Chwilami oddycha gboko i przeciga si w krzele.
- Widz, e ta wyprawa zdrowie mi wrci - mwi do oficerw - bom te wrd tych
wszystkich ukadw i zabaw znacznie pole zalea. Ale w Bogu nadzieja, e poczuj rk
moj konfederaci i nasz eks-kardyna w koronie.
Na to za Paterson omieli si odpowiedzie:
- Szczcie to, e Dalila nie obcia wosw Samsonowi.
Bogusaw popatrzy na niego przez chwil dziwnym wzrokiem, od ktrego Szkot ju
miesza si pocz, ale po chwili oblicze ksice rozjanio si strasznym umiechem.
- Jeli filarem jest Sapieha - odrzek - to nim tak potrzsn, e caa Rzeczpospolita na
eb mu runie.
Rozmowa bya prowadzona po niemiecku, wic wszyscy cudzoziemcy oficerowiejurgieltnicy
zrozumieli j doskonale i odpowiedzieli chrem:
- Amen!
Nazajutrz pochd z ksiciem na czele wyruszy do dnia. Szlachta pruska, ktr wietny
dwr przywabia, pocza zaraz wynosi si do domw.
Za nimi ruszyli do Tyly ci, ktrzy w Taurogach szukali przed grobami wojny schronienia,
a ktrym Tyla wydaa si teraz bezpieczniejsz. Zostali tylko miecznik, panna
Kulwiecwna i Oleka, nie liczc Ketlinga i starego oficera Brauna, ktry nad szczupym
prezydium mia komend.
Miecznik po owym uderzeniu obuszkiem lea dni kilkanacie, krew od czasu do czasu
ustami oddajc, e jednak adna ko nie bya zamana, pocz z wolna przychodzi do
siebie i o ucieczce zamyla.
Tymczasem nadjecha ciwun z Billewicz z listem od samego Bogusawa. Miecznik nie
chcia z pocztku pisma czyta, lecz wkrtce namyli si inaczej, idc w tym za rada panienki,
ktra bya zdania, e lepiej zna wszystkie zamiary nieprzyjaciela.
Mnie wielce miociwy panie Billewicz!! Concordia res parvae crescunt, discordia
maximac dilabuntur! Fata to sprawiy, iemy si nie rozstali tak zgodnie, jakby sobie
moje afekta dla WPana i jego wdzicznej synowicy ycze mogy, w czym, dalibg, nie
moja wina, gdy to WPan wiesz najlepiej, iecie mnie za moje szczere intencje niewdzicznoci
nakarmili. Co si za w gniewie czyni, tego wedle amicycji w rachub bra
nie trzeba, tusz przeto, e popdliwe me uczynki zechcesz WPan krzywd, ktrej od was
doznaem, zgoa wyekskuzowa. Ja wam te z serca odpuszczam, jako mi chrzecijaska
mio nakazuje, i do zgody powrci pragn. eby za WPanu da rkojmi, e urazy w
sercu nie zostao, nie osdziem za rzecz godn odmawia WPanu tej przysugi, ktrej ode
mnie dae, i pienidze WMPanowe przyjmuj...
Tu miecznik przesta czyta, uderzy kuakiem w st i zakrzykn:
- Pierwszej mnie na marach zobaczy ni szelg z mojej szkatuy!...
- Czytaj ojciec dalej - rzeka Oleka.
Miecznik podnis znw pismo do oczu.
...Ktrej gotowizny dobywaniem nie chcc WPana trudzi i zdrowia jego w dzisiejszych
burzliwych czasach na szwank wystawia, kazaem sam j wydoby i obliczy...
W tym miejscu zabrako panu miecznikowi gosu i list wypad mu z rk na podog;
przez chwil zdawao si, e mowa zostaa szlachcicowi odjt, bo palcami tylko chwyci
si za czupryn i targa j z caej siy:
- Bij, kto w Boga wierzy! - zakrzykn wreszcie.
Na to Oleka:
- Jedna krzywda wicej, kara boska bliej, bo miara wkrtce si dopeni...
ROZDZIA XIX
Rozpacz miecznika bya tak wielka, e panna musiaa go pociesza i zapewnia, e tych
pienidzy za przepade uwaa nie trzeba, bo przecie sam list w za skrypt starczy, a Radziwia,
pana tylu dbr na Litwie i Rusi, jest na czym poszukiwa.
Natomiast, e trudno byo przewidzie, co ich oboje spotka jeszcze moe, zwaszcza
gdyby Bogusaw powrci zwycisko do Taurogw, poczli tym gorliwiej myle o
ucieczce.
Oleka radzia j wszelako odoy, dopkiby Hassling-Ketling nie wyzdrowia, bo
Braun by to pospny i nieuyty odak, pilnujcy lepo rozkazw, i niepodobna byo go
przejedna.
Co do Ketlinga, wiedziaa doskonale panienka, e dlatego si zrani, aby przy niej pozosta,
zatem wierzya gboko, e wszystko dla niej uczyni gotw. Sumienie niepokoio j
wprawdzie bez ustanku pytaniami, czy ma prawo dla wasnego ocalenia powica cudzy
los, a moe i ycie, lecz groby, ktre nad ni wisiay w Taurogach, byy tak straszne, e
stokro przewyszay niebezpieczestwa, na jakie Ketling z powodu opuszczenia suby
mg by naraony. Bo przecie Ketling, jako wyborny oficer, wszdy mg znale sub,
i to szlachetniejsz, a z ni razem i potnych protektorw, jako krl, jako pan Sapieha lub
pan Czarniecki. I bdzie przy tym suy dobrej sprawie, i znajdzie pole wywdziczenia si
temu krajowi, ktry go, wygnaca, przygarn. mier grozi mu tylko w takim razie, gdyby
wpad w rce Bogusawa, ale przecie Bogusaw nie wada jeszcze w caej Rzeczypospolitej.
Panna przestaa si waha i gdy zdrowie modego oficera polepszyo si ju tak znacznie,
e mg sub odbywa, wezwaa go do siebie.
Ketling stan przed ni blady, wyndzniay, bez kropli krwi w twarzy, ale peen zawsze
czci, uwielbienia i pokory.
Na jego widok zy zakrciy si w oczach Olece, bo przecie bya to jedyna yczliwa
dusza w Taurogach, a taka przy tym biedna i cierpica, e gdy Oleka na powitanie spytaa
go o zdrowie, mody oficer odrzek:
- Niestety, pani, wraca, a tak by mi byo dobrze umrze...
- Wapanu trzeba porzuci t sub - odrzek patrzc na ze wspczuciem dziewczyna
- bo tak zacnemu sercu trzeba pewnoci, e zacnej sprawie, zacnemu panu suy.
-Niestety! - powtrzy oficer.
- Kiedy koczy si suba wapana?
- Za p roku dopiero.
Oleka pomilczaa chwil, po czym podniosa na niego swe cudne oczy, ktre w tej
chwili przestay by surowe, i rzeka:
- Suchaj mnie, panie kawalerze. Bd mwia jako do brata, jako do serdecznego konfidenta:
wapan moesz i powiniene si uwolni.
To rzekszy wyznaa mu wszystko: i zamiar ucieczki, i to, e na jego pomoc rachuje.
Pocza mu przedstawia, e sub wszdy moe znale, a pikn, jako jego dusza jest
pikn, a zaszczytn, jak honor rycerski wymaga moe; wreszcie takimi skoczya sowy:
- Ja wapanu do mierci bd wdziczn. Pod bo opiek chc si schroni i Bogu w
zakonie lubowa, ale gdziekolwiek bdziesz, daleko czy blisko, na wojnie, w pokoju, bd
si za wapana modlia, bd prosia Boga, by bratu mojemu i dobroczycy da spokj i
szczcie, gdy ja prcz wdzicznoci i modlitwy nic mu wicej da nie mog...
Tu gos jej zadra, a oficer sucha jej sw bledniejc jak chusta, na koniec klkn,
obie donie przyoy do czoa i gosem do jku podobnym odrzek:
- Nie mog, pani! nie mog!...
- Wapan mi odmawiasz? - spytaa ze zdumieniem Billewiczwna.
A on, zamiast odpowiedzie, modli si pocz.
- Boe wielki i miosierny! - mwi. - Od dziecinnych lat nigdy fasz nie posta na
wargach moich, nigdy nie splami mnie krzywy uczynek. Wyrostkiem bdc broniem t
sab rk krla mojego i ojczyzny; za c, Panie, karzesz mnie tak ciko i zsyasz mk,
do ktrej, sam widzisz, si mi brakuje!
Tu zwrci si do Oleki:
- Pani, ty nie wiesz, co to jest rozkaz dla onierza, e w posuchu nie tylko jego obowizek,
ale jego cze i honor. Mnie, pani, wie przysiga, i wicej ni przysiga, bo sowo
rycerskie, e suby przed terminem nie porzuc i co do niej naley, lepo speni. Jam
onierz i szlachcic i tak mi dopom Bg, jako nigdy w zyciu nie pjd ladem takich jurgieltnikw,
ktrzy honor i sub zdradzaj. A nawet na rozkaz, nawet na prob twoj,
pani, sowa nie zami, cho w mce to mwi i blu. Gdybym, majc rozkaz nie puszcza
nikogo z Taurogw, sta na stray przy bramie i gdyby wwczas ty sama, pani, przej j
wbrew rozkazowi chciaa, tedy przeszaby, ale po moim trupie. Ty mnie, pani, nie znaa i
zawioda si na mnie. Ale zlituj si, zrozumiej, e ja ci do ucieczki pomaga nie mog i
sucha nawet o niej nie powinienem, gdy rozkaz jest wyrany, gdy odebra go Braun i
nas piciu pozostaych tu oficerw. Boe, Boe! gdybym by przewidzia taki rozkaz, wolej
bym poszed na t wypraw... Ja pani nie przekonam, nie uwierzysz mi, a jednak Bg
widzi, Bg niech tak mnie sdzi po mierci, jako prawda, e ycie dabym ci bez wahania...
honoru nie mog, nie mog!
To rzekszy Ketling zaama rce i umilk wyczerpany zupenie, jeno pocz oddycha
szybko.
Oleka nie ochona jeszcze ze zdumienia. Nie miaa czasu ni zastanowi si, ni oceni,
jak naley, tej duszy wyjtkowej w swej szlachetnoci; czua tylko, e usuwa si jej z
rk ostatnia deska ratunku, zawodzi j jedyny sposb wydostania si z nienawistnej niewoli.
Lecz prbowaa jeszcze opiera si.
- Panie - rzeka po chwili. - Jestem wnuczk i crk onierza; dziad i ojciec mj rwnie
honor nad ycie cenili, ale wanie dlatego nie do wszystkich posug daliby si byli
lepo uywa...
Ketling wydoby drc rka pismo z kalety, poda je Olece i rzek:
- Sd, pani, czy rozkaz suby nie tyczy?
Oleka rzucia okiem na papier i przeczytaa, co nastpuje:
Poniewa doszo do naszej wiadomoci, e urodzony Billewicz, miecznik rosieski,
zamierza opuci skrycie rezydencje nasz w zamiarach nam nieprzyjaznych: mianowicie,
aby znajomych, koligatw, krewnych i klientw swoich ad rebelionem przeciw jego
szwedzkiemu majestatowi i nam excitare, przeto polecamy oficerom, na praesidium w
Taurogach zostajcym, urodzonego Billewicza wraz z synowic jako zakadnikw i je-
cw wojennych strzec i ucieczki ich nie dopuci, pod utrat honoru i sub poena sdu wojennego...
etc.
- Rozkaz przyszed z pierwszego postoju, po wyjedzie ksicia - rzek Ketling - dlatego
jest na pimie.
- Niech si dzieje wola boa! - rzeka po chwili milczenia Oleka. - Stao si.
Ketling czu, e wypada mu ju odej, i nie rusza si z miejsca. Blade jego wargi poruszay
si od czasu do czasu, jak gdyby chcia co mwi i nie mg gosu wydoby.
Dawio go pragnienie, by pa jej do ng i ebra przebaczenia, lecz z drugiej strony
czu, e ona dosy ma wasnego nieszczcia, i znajdowa jak dzik rozkosz w tym, e i
on cierpi i e bdzie cierpia bez skargi.
Na koniec skoni si i wyszed w milczeniu, ale zaraz w korytarzu pozrywa bandae,
ktre mia na wieej ranie, i pad zemdlony, a gdy po upywie godziny stra paacowa
znalaza go lecego blisko schodw i odniosa do cekhauzu, rozchorowa si ciko i
przez dwa tygodnie nie mg opuci oa.
Oleka po odejciu Ketlinga pozostaa czas jaki jakby odurzona. Spodziewaa sie prdzej
mierci anieli jego odmowy, dlatego w pierwszej chwili, pomimo caego hartu duszy,
zbrako jej si, energii, uczua si sab jak zwyka niewiasta, a chocia niewiadomie powtarzaa:
Dziej si wola boa! - przecie al zawodu wzi gr nad rezygnacja i zy obfite
a gorzkie puciy si jej z oczu.
W tej chwili nadszed miecznik, a spojrzawszy na synowice odgad zaraz, e mu niepomyln
wie ma zwiastowa, wic spyta ywo:
- Dla Boga! co tam znowu?
- Ketling odmawia - odrzeka dziewczyna.
- Wszystko tu otry, szelmy i arcypsy! Jak to? i ten nie chce pomc?
- Nie tylko nie chce on pomc - odrzeka skarc si jak mae dziecko - ale powiada
jeszcze, e przeszkodzi, choby te i polec mu przyszo.
- Czemu? na rany Paskie! czemu?
- Bo taka ju nasza dola! Ketling nie zdrajca, ale taka ju nasza dola, bomy najnieszczliwsi
ze wszystkich ludzi!
- Bodaj tych wszystkich heretykw pioruny zatrzasy! - krzykn miecznik. - Na cnot
nastaj, upi, kradn, wi꿹... Bodaj wszystko ju przepado! Nie y uczciwym ludziom
w takich czasach!
Tu pocz chodzi spiesznym krokiem po komnacie i piciami wygraa, na koniec
ozwa si zgrzytnwszy zbami:
- Wolaem wojewod wileskiego, wol tysic razy nawet Kmicica ni tych uperfumowanych
szelmw bez czci i sumienia!
A gdy Oleka nie odrzeka nic, tylko jeszcze mocniej paka zacza, pan miecznik zagodnia
i po chwili tak mwi pocz:
- Nie pacz. Kmicic mi do gowy przyszed jeno dla tego, e ten by nas przynajmniej
wyrwa z tej babiloskiej niewoli potrafi. Daby ci on wszystkim Braunom, Ketlingom,
Patersonom i samemu Bogusawowi! Ale zreszt wszyscy zdrajcy jednacy! Nie pacz! Pakaniem
nic nie wskrasz, a tu radzi trzeba. Nie chce Ketling pomaga... eby go skrzywio!..
to si bez niego obejdziem... Mski niby animusz w tobie, a w cikim terminnie
jeno szlocha umiesz... Co powiada Ketling?
- Powiada, e ksi kaza nas jako jecw wojennych strzec, bojc si, eby stryjko
partii nie zebra i do konfederatw nie poszed.
Pan miecznik wzi si w boki:
- A! a! boi si, szelma!... I ma suszno, bo tak uczyni, jako Bg w niebie!
- Majc za rozkaz, ktry suby tyczy, Ketling pod czci musi go speni.
- Dobrze!... Obejdziem si bez heretyckiej pomocy!
Oleka otara zy.
- I stryjko mylisz, e bdzie mona?
- Myl, e trzeba, a jak trzeba, to i mona, chobymy mieli po powrozach spuszcza
si z tych okien.
A panienka zaraz na to:
- Moja wina, em pakala... Radmy jak najprdzej!
zy jej cakiem oschy i brwi cigny si znowu od mylenia, z dawn stanowczocia
i energi.
Jako pokazao si, e miecznik nie umie rady znale i e imaginacja panny o wiele w
sposoby obfitsza. Lecz ciko i jej szo, bo to byo jasne, e ich tam musz strzec pilnie.
Postanowili tedy nie prdzej prbowa, a pierwsze wieci od Bogusawa przyjd do
Taurogw. W tym ca zoyli nadziej, spodziewajc sie kary boskiej na zdrajc ojczyzny
i bezczestnego czeka. Mg on przecie polec, mg obonie zachorze, mg by pobity
przez Sapieh, a wwczas niezawodnie powstaby w caych Taurogach popoch i nie tak
by ju bacznie bram strzeono.
- Znam ja pana Sapieh - mwi, pokrzepiajc siebie i Olek, miecznik - wojennik to
powolny, ale akuratny, i dziw, jak zawzity. Exemplum jego dla majestatu i ojczyzny wierno.
Zastawi si, wyprzeda, a taki potg zebra, przy ktrej Bogusawowa jedno nic.
Tamto powany senator, to fircyk, tamto prawy katolik, to heretyk, tamto sama roztropno,
to paliwoda! Przy kim moe by wiktoria i bogosawiestwo boe? Ustpi ta radziwiowska
noc przed sapieyskim dniem, ustpi! Chybaby kary i sprawiedliwoci na tym
wiecie nie byo!... Czekajmy jeno wieci i mdlmy si za powodzenie pana Sapieyskiego
ora.
Poczli tedy wyczekiwa, ale przeszed miesic, dugi, ciki dla strapionych serc, nim
pierwszy goniec przyby, a i to wysany nie do Taurogw, ale do Szteinboka, do Prus
Krlewskich.
Ketling, ktry od czasu ostatniej rozmowy nie mia stan przed oczyma Oleki, przysa
jej zaraz kartk z nastpujc wiadomoci:
Ksi Bogusaw znis pana Krzysztofa Sapieh koo Braska; kilka chorgwi jazdy i
piechoty w pie wycitych. Idzie na Tykocin, pod ktrym, stoi Horotkiewicz.
Dla Oleki by to po prostu grom. Wielko wodza i dzielno rycerska znaczyy dla jej
dziewczcego umysu jedno i to samo, e za widziaa Bogusawa w Taurogach pokonujcego
z atwoci najdzielniejszych rycerzy, przeto, zwaszcza po owej wiadomoci, wyobrazia
go sobie jako z, ale niezwycion si, ktrej nikt nie sprosta.
Nadzieja, aby Bogusaw mg by pokonany, zgasa w niej zupenie. Prno miecznik
uspokaja j i pociesza tym, e mody ksi nie zmierzy si jeszcze ze starym panem Sapieh,
prno jej zarcza, e sama godno hetmaska, ktr krl wieo pana Sapieh
przyozdobi, musi da temu ostatniemu stanowcz nad Bogusawem przewag, nie wierzya,
nie miaa wierzy.
- Kto jego zwyciy? kto mu sprosta?... - odpowiadaa ustawicznie.
Dalsze wieci zdaway si potwierdza jej obawy.
W kilka dni pniej Ketling znw nadesa kartk z doniesieniem o rozbiciu Horotkiewicza
i wzicia Tykocina. Cae Podlasie (pisa) jest ju w rku ksicia, ktry nie czekajc
na pana Sapieh, sam wielkimi pochodami cignie na niego.
I pan Sapieha zniesion bdzie! - pomylaa dziewczyna.
Tymczasem nadleciaa niby jaskka, zwiastunka wiosny, wie z innych stron. Na te
przymorskie brzegi Rzeczypospolitej przyleciaa ona pno, ale za to ubrana we wszystkie
tczowe blaski cudownej legendy z pierwszych wiekw chrzecijastwa, gdy jeszcze
wici chodzili po wiecie, wiadczc prawdzie i sprawiedliwoci.
- Czstochowa! Czstochowa! - powtarzay wszystkie usta.
Z serc ld odtaja i zakwitny jako kwiaty w przygrzanej wiosennym socem ziemi.
Czstochowa si obronia, widziano j sam, Krlow Polsk, okrywajc mury paszczem
niebieskim; granaty zabjcze przypaday pod Jej wite stopy, aszczc si jako psy
domowe; Szwedom schy rce, muszkiety przyrastay do twarzy, a odstpili ze wstydem i
strachem.
Ludzie sobie obcy, gdy usyszeli t wie, padali sobie w objcia, paczc z radoci. Inni
narzekali, e przysza tak pno.
- A my tu w paczu - mwili - a my w blu, my w mce tyle czasu yli, gdy nam ju
weseli si byo trzeba!...
Za czym poczo hucze w caej Rzeczypospolitej i roztaczay si te grone grzmoty od
Pontu Euksynu do Batyku, a fale obu mrz dray; to lud wierny, lud zbony powstawa
jak burza w obronie swej Krlowej. We wszystkie serca wstpia otucha, wszystkie renice
zapaay ogniem; to, co si wydawao przedtem strasznym i niezwalczonym, zmalao w oczach.
- Kto go pokona? - mwi do dziewczyny pan miecznik - kto mu sprosta? Teraz wiesz
kto? Panna Najwitsza!
Oboje z Olek krzyem po caych dniach leeli dzikujc Bogu za miosierdzie nad
Rzeczpospolit; zarazem przestali wtpi i o wasnym ocaleniu.
O Bogusawie za ucicho przez dugi czas zupenie, jakby on sam wraz z ca sw si
w wod wpad. Oficerowie pozostali w Taurogach poczli si niepokoi i przyszo sw
niepewn oglda. Woleliby wie o klsce ni t gucha cisz. Ale adna wie nie moga
nadej, bo wanie to wwczas straszliwy Babinicz wysforowa si z Tatary przed ksicia
i wszystkich gocw przejmowa.
ROZDZIA XX
Pewnego jednak dnia przybya do Taurogw z konwojem kilkudziesiciu onierzy
panna Anna Borzobohata-Krasieska.
Braun przyj ja bardzo uprzejmie, bo musia, gdy mu tak nakazywa list Sakowicza,
przez samego Bogusawa podpisany, a polecajcy wszelkie dla respektowej panienki
ksinej Gryzeldy Winiowieckiej mie wzgldy. Panienka te pena bya fantazji; od
pierwszej chwili przyjazdu pocza w Braunie widrowa oczkami, a pospny Niemiec
rozrusza si, jakoby go kto ogniem przypiek; pocza take komenderowa innymi oficerami,
sowem, rozporzdza si w Taurogach jak we wasnym domu. Tego samego dnia
wieczorem poznaa sie z Olek, ktra patrzya wprawdzie na ni z nieufnoci, lecz
przyjmowaa j grzecznie, w nadziei, i nowin od niej zaczerpnie.
Jako Anusia miaa ich pod dostatkiem. Rozmowa pocza si od Czstochowy, bo tych
wieci najchciwsi byli taurogscy jecy. Miecznik szczeglnie pilnie osania uszy rkoma,
by adnego sowa nie uroni, przerywajc tylko od czasu do czasu opowiadanie Anusi
okrzykami:
- Chwaa na wysokoci Panu!
- Dziwno mi to - rzeka wreszcie przyjezdna panienka - e wapastwa dopiero niedawno
wiadomo o tych cudach Najwitszej Panienki dosza, bo to ju dawna historia, i
ja byam jeszcze wtedy w Zamociu, i pan Babinicz jeszcze po mnie nie przyjecha - hej!
na ile to tygodni byo przedtem... Potem ju zaczli Szwedw wszdy bi, i w Wielkopolsce,
i u nas, a najgorzej pan Czarniecki, przed ktrego imieniem samym uciekaj.
- A! pan Czarniecki! - krzykn zacierajc rce miecznik - ten im da pieprzu! Syszaem
jeszcze o nim z Ukrainy jako o wielkim onierzu.
Anusia tylko rczkami strzepna sukienk i tak sobie, jakby o najmniejsz rzecz szo,
zawoaa z niechcenia:
- Oho! ju po Szwedach!
Stary za pan Tomasz nie mg wytrzyma, wic porwawszy j za rczk, cakiem pogry
on malutk w swych ogromnych wsach i pocz caowa zawzicie, wreszcie zakrzykn:
- A, moje licznoci! Potoka pynie z ust wapanny, jak mi Bg miy!... Nie moe inaczej
by, jeno anio przyjecha do Taurogw!
Anusia zaraz pocza krci palcami koczyki warkoczykw obwizane rowymi
wsteczkami i strzygc spod czoa oczyma odrzeka:
- Ej, daleko mnie do aniow! Ale ju i hetmani koronni poczli Szwedw bi, i
wszystkie wojsko kwarciane z nimi, i wszystkie rycerstwo, i uczynili konfederacje w Tyszowcach,
i krl do niej przystpi, i wydali uniwersay, i nawet chopstwo Szwedw bije...
i Najwitsza Panienka bogosawi...
Tak za mwia, jakoby ptak szczebiota, ale od tego szczebiotania w mieczniku serce
zmiko zupenie, wic cho niektre z tych nowin byy ju mu wiadome, rykn wreszcie
z radoci jak ubr; po twarzy Oleki poczy take pyn zy ciche a due.
Widzc to Anusia, a majc od natury serce dobre, skoczya zaraz ku niej, a objwszy ja
rkoma za szyj pocza mwi szybko:
- Nie pacz, wapanna... mnie wapanny al i nie mog na to patrze... Czego paczesz?...
Tyle byo szczeroci w jej gosie, e nieufno Oleki znika zaraz, ale za to rozpakaa
si biedna dziewczyna jeszcze serdeczniej.
- Wapanna taka liczna... - pocieszaa ja Anusia - czego paczesz?
- Od radoci - odrzeka na to Oleka - ale i ze strapienia, bo my tu w cikiej niewoli
jestemy, dnia niepewni ani godziny...
- Jake to? U ksicia Bogusawa?
- U tego zdrajcy! u tego heretyka! - hukn pan miecznik.
Na to Anusia:
- To samo i mnie si przygodzio, a dlatego nie pacz. Nie neguj wapanu dobrodziejowi,
e ksi zdrajca i heretyk, ale dworny kawaler i pe nasza respektujcy.
- Bodaj go tak samo w piekle respektowali! - odpar miecznik. - Panna go jeszcze nie
znasz, bo na wapann tak nie nastawa jako na t dziewczyn. Arcy to szelma jest, w
Sakowicz drugi! Daby Bg, eby pan hetman Sapieha obu pogry!
- e pogry, to pogry... Ksi Bogusaw chory okrutnie i potg ma niewielk.
Prawda, e nagle nastpi i kilka chorgwi znis, i Tykocin zagarn, i mnie, ale nie jemu
mierzy si z pana Sapieysk si. Moecie mi wapastwo wierzy, bom obie potgi
widziaa... Przy panu Sapiee najwiksi kawalerowie si znajduj, ktrzy sobie z ksiciem
Bogusawem wnet poradz.
- A widzisz! nie mwiem ci? - rzek miecznik zwracajc si do Oleki.
- Ksicia Bogusawa znam z dawna - mwia dalej Anusia - bo to obojga ksistwa Winiowieckich
i pastwa Zamoyskich powinowaty; przyjeda on raz do nas do ubnikw,
wtedy, kiedy sam ksi Jeremi na Tatarw w Dzikie Pola chodzi. Dlatego i teraz mnie
szanowa kaza, bo pamita, iem tam domow bya i ksinej pani najblisz. Ot, taka,
taka jeszcze byam malutka! nie to co dzi!... Mj Boe, kto by si to wtedy spodzia, e z
niego zdrajca bdzie. Ale nie frasujcie si i tak, mili pastwo, bo albo on ju nie wrci, albo
te my si jako std wydostaniemy.
- Ju my tego prbowali - odrzeka Oleka.
- I nie udao si wam?
- Jak si miao uda? - rzek miecznik. - Spucilimy si ze sekretu przed jednym oficyjerem,
o ktrym rozumielimy, e nam sprzyja, a pokazao si, e on gotw przeszkodzi,
nie pomc. Najstarszy nad nimi jest tu Braun, tego za i sam diabe nie przejedna.
Anusia spucia oczki.
- Moe by mnie si udao. Trzeba tylko, eby pan Sapieha tu przyszed, aby byo si do
kogo schroni.
- Daj go Boe jak najprdzej - odpowiedzia pan Tomasz - bo te i midzy jego ludmi
sia mamy krewnych, znajomych i przyjaci... Ba! tame przecie s i dawni towarzysze
spod wielkiego Jeremiego, panowie Woodyjowski, Skrzetuski i Zagoba.
- Znam ich - odrzeka ze zdziwieniem Anusia - ale ich u pana Sapiehy nie masz. Ej,
eby to byli! a zwaszcza pan Woodyjowski (bo pan Skrzetuski onaty), to by mnie tu nie
byo, gdy pan Woodyjowski nie daby si ogarn jako pan Kotczyc.
- Wielki to kawaler! - zawoa miecznik.
- Chluba caego wojska! - dodaa Oleka.
- Dla Boga! czy tylko nie polegli, e ich wapanna nie widziaa?
- Ej, nie! - odrzeka Anusia - przecieby gono byo o mierci takich rycerzy, a nie
mwiono mi nic... Wapastwo ich nie znacie... Nie dadz si oni nigdy... chyba kula mo-
e ich zabi, bo aden czowiek im nie poradzi, ani panu Skrzetuskiemu, ani panu Zagobie,
ani panu Michaowi. Chocia pan Micha may, ale pamitam, co ksi Jeremi o nim
powiada, e gdyby los caej Rzeczypospolitej zawis od bitwy jednego z jednym, to by
pana Michaa do niej wybra. One Bohuna usiek... O, nie! pan Micha zawsze sobie da
rady.
Miecznik kontent, e ma z kim gawdzi, pocz chodzi szerokimi krokami po komnacie
zapytujc:
- Prosz, prosz! To wapanna znasz tak dobrze pana Woodyjowskiego?
- Bomy tyle lat razem byli...
- Prosz!... To pewno si i bez afektw nie obeszo?
- Ja temu nie winna - rzeka Anusia przybierajc skromna postaw - ale do tej pory
pewnie i pan Micha si oeni.
- A wanie e si nie oeni.
- Choby si i oeni... to mi wszystko jedno!...
- Daj wam Boe, abycie si zeszli... Ale to mnie martwi, co mi wapanna mwisz, e
ich u pana hetmana nie masz, bo z takimi onierzami wiktorie atwiejsze.
- Jest tam kto, co za nich wszystkich stanie.
- Kt to taki?
- Pan Babinicz z Witebskiego... Wapastwo o nim nie syszeli?
- Nic, co mi i dziwno.
Anusia pocza opowiada histori swego wyjazdu z Zamocia i wszystko, co si jej w
drodze przygodzio. Pan Babinicz za wyrs w jej opowiadaniu na tak wielkiego bohatera,
e miecznik w gow zachodzi, kto by to by taki.
- To ja znam ca Litw - mwi. - S tu wprawdzie domy podobnie si nazywajce,
jak: Babonaubkw, Babiw, Babinowskich, Babiskich i Babskich, ale o Babiniczach nie
syszaem... i mniemam, e to musi by nazwisko przybrane, bo tak wielu czyni z tych,
ktrzy s w partiach, aeby za nieprzyjaciel nie mci si na substancji i rodzinach. Hm!
Babinicz!... Ognisty to jaki kawaler, skoro i pana Zamoyskiego umia tak splantowa.
- Oj! jak ognisty! ach! - zawoaa Anusia.
Miecznik wpad w dobry humor.
- Take to? - spyta stajc przed Anusia i biorc si w boki.
- Bo wapan dobrodziej moe sobie zaraz Bg wie co suponujesz?
- Boe uchowaj, nic nie suponuj!
- A pan Babinicz, ledwomy z Zamocia wyjechali, zaraz mi powiedzia, e jego serce
kto inny w dzierawie trzyma... i chocia mu tenuty nie paci, przecie dzierawcy zmienia
nie myli...
- I wapanna temu wierzysz?
- Juci, e wierz - odpara z wielk ywoci Anusia - musi on by po uszy zakochany,
skoro przez tyle czasu... skoro... skoro...
- Oj! jako nieskoro! - odrzek miejc si pan miecznik.
 A ja mwi, e skoro  odrzeka tupic nk  bo skoro o nim usyszymy...
 Daj to Bg!
 I powiem wapanu, dlaczego... Oto, ile razy pan Babinicz o ksiciu Bogusawie
wspomnia, to a mu twarz bielaa, a zbami tak skrzypia jak drzwiami.
 To ju bdzie nasz przyjaciel!...  odrzek pan miecznik.
- Pewnie!... I do niego uciekniemy, byle si pokaza!
- Bylem si std wyrwa, bd mia wasn parti, i wapanna zobaczysz, e mi take
wojna nie pierwszyzna i e ta stara rka jeszcze si na co przyda.
- To id wapan pod komend pana Babinicza.
- Wapanna masz wiksz ochote i pod t komend...
Dugo jeszcze przekomarzali si w ten sposb i coraz weselej, tak e i Oleka, zapomniawszy
o swych zgryzotach, rozweselia si znacznie, a Anusia pocza w kocu parska
na miecznika jak kotka. e za bya wypoczta, bo na ostatnim noclegu w niedalekich
Rosieniach wyspaa si dobrze, odesza wic dopiero pna noc.
- Zoto, nie dziewka! - rzek po jej odejciu pan miecznik.
- Szczere jakowe serce... i myl, e prdko przyjdziemy do konfidencji - odpowiedziaa
mu Oleka.
- A postawia jej oto z pocztku koza na czole.
- Bom mniemaa, e to kto nasany. Czy ja wiem wreszcie? Wszystkiego si tu boj!
- Ona nasana?... chyba przez dobre duchy!... A wykrtne to licho jak asica... ebym
tak by modszy, nie wiem, do czego by przyszo, cho i tak czek jeszcze jary...
Oleka rozweselia si zupenie i wsparszy rczki na kolanach, przekrcia na bok
gwk, naladujc Anusie i patrzc z ukosa na miecznika:
- Tak to, stryjaszku?! Stryjn mi chcecie z tej mki wypiec?
- No, cicho! no! - odrzek miecznik.
Ale umiechn si i pocz ca garci wsa w gr podkrca.
Po chwili za doda:
- Przecie i takow sensatk, jak ty, rozruszaa. Pewien jestem, e si okrutna amicycja
midzy wami pocznie.
Jako nie myli si pan Tomasz, bo w niedugim czasie zawizaa si przyja midzy
dziewcztami bardzo ywa i rosa coraz bardziej, moe dlatego wanie, e obie stanowiy
zupene wzgldem siebie przeciwiestwo. Jedna miaa powag w duszy, gboko uczu,
niezomn wol i rozum; druga, przy dobrym sercu i czystoci myli, bya dzierlatk. Jedna
ze swej cichej twarzy, jasnych warkoczw, z niewysowionego spokoju i uroku wysmukej
postawy do staroytnej Psyche bya podobn; druga, istna czarnuszka, przypominaa raczej
choch, ktra nocami na wertepy ludzi wyprowadza i z frasunku ich si mieje. Oficerw
pozostaych w Taurogach, ktrzy na obie co dzie patrzyli, braa ochota caowa Billewiczwny
nogi, Anusi usta.
Ketling majcy dusz szkockiego grala, zatem melancholii pen, czci i ubstwia
Olek, a od pierwszego wejrzenia pocz nie znosi Anusi, ktra zreszt wypacaa mu si
wzajemnoci, wetujc poniesione straty na Braunie i wszystkich pozostaych, nie wyczajc
samego pana miecznika rosieskiego.
Oleka w krtkim czasie uzyskaa wielka przewag nad sw przyjacik, ktra z ca
szczeroci serca mawiaa do pana Tomasza:
- Ona w dwch sowach wicej powie, ni ja przez cay dzie wytrajkocz.
Z jednej wszelako przywary nie moga powana panna wyleczy swej pustej przyjaciki,
mianowicie z zalotnoci. Bo niech jeno Anusia usyszy brzk ostrg na korytarzu,
wnet udaje, e czego zapomniaa, e chce obaczy, czyli nowiny o panu Sapiee nie przybyy,
wypada na korytarz, leci wichrem i wpadszy na oficera wykrzykuje:
- Ach! jak mnie pan przestraszy!
Po czym wszczyna si rozmowa przeplatana krceniem fartuszka, spogldaniem spod
czoa i rozmaitymi innymi minkami, za pomoc ktrych najtwardsze serce mskie snadnie
pogrone by moe.
I tym bardziej braa jej za ze Oleka owo baamuctwo, e Anusia po kilku dniach znajomoci
przyznaa si jej do cichego afektu dla pana Babinicza. Nieraz ze sob o tym rozmawiay.
- Inni jako dziady ebrali - mwia zatem Anusia - a ten smok wola na swoich Tatarw
ni na mnie spoglda, a za nie mwi inaczej, jak rozkazujc: Wapanna wysid!
wapanna jedz! wapanna pij! eby przy tym by grubian, ale nie by; eby nie by troskliwy,
ale by! W Krasnymstawie zaraz powiedziaam sobie: Nie patrzysz na mnie -
czekaj!... A to ju w cznej mnie sam tak rozebrao, e strach. Tu powiem ci, em mu
w te siwe oczy jeno patrzaa, a gdy si rozemia, to ju i mnie rado braa, jakobym owo
niewolnic jak bya...
Oleka zwiesia gow, bo i jej siwe oczy przyszy na pami. I tamten by tak samo
mwi, i tamten komend wiecznie mia na ustach, dzielno w obliczu, jeno sumienia nie
mia ni bojani boej.
A Anusia, idc za wasn myl, mwia dalej:
- Kiedy z buzdyganem na koniu po polach lata, to mylaam, e orze albo hetman jaki.
Tatarowie si go gorzej ognia bali. Gdzie przyjecha, posuch musia by, a jak si bitwa
zdarzya, to ognie na niego z ochoty na krew biy. Sia je godnych kawalerw w ubniach
widziaam, ale takiego, eby mnie strach przed nim bra, nigdym nie widziaa.
- Jeeli ci go Pan Bg przeznaczy, to go dostaniesz, aeby za ciebie nie lubi, temu si
wierzy nie chce...
- Lubi to on mnie lubi... troszeczk... ale inna wicej. Sam mi nieraz mwi: Szczcie
to wapanny, e ni zapomnie, ni odkocha si nie mog, bo inaczej lepiej by wilkowi
koz powierzy anieli mnie tak dziewczyn.
- Ce mu na to?
- Mwiam mu tak: Skde wapan wiesz, ebym mu bya wzajemn? A on odpowiada:
Ja bym nie pyta! I rb tu, co chcesz, z takim!... Gupia tamta, ktra go nie pokochaa,
i sam zatwardziao musi mie w sercu. Pytam go, jak jej imi, nie chcia powiedzie.
Lepiej - mwi - tego nie tyka, bo to bolczka, a druga (powiada) bolczka to
Radziwiy... zdrajcy! I zaraz tak straszn twarzy czyni, e baam si go!... Ale co tam!
nie dla mnie on, nie dla mnie!
- Pro o niego witego Mikoaja; wiem od ciotki, e najlepszy to w takich terminach
protektor. Bacz jeno, by go nie obrazia, innych baamucc.
- Ju nigdy nie bd, jeno tyle! odrobin!
Tu Anusia pokazywaa na palcu, ile sobie pozwoli, i ma sobie wyznaczaa porcj, co
najwicej na p paznokcia, by witego Mikoaja nie obrazi.
- Ja nie przez pust swawol to czyni - tumaczya si panu miecznikowi, ktry take
pocz jej baamuctwo do serca bra - ale musz, bo jeeli nam ci oficyjerowie nie pomog,
to si nigdy std nie wydostaniem.
- Ba! Braun nigdy nie dopuci.
- Braun pogron! - odrzeka cienkim gosikiem i spuszczajc oczy.
- A Fritz-Gregory?
- Pogron! - odrzeka jeszcze cieniej.
- A Ottenhagen?
- Pogron!
- A von Irhen?
- Pogron!
- Nieche wapann las ogarnie!... To widz z jednym Ketlingiem tylko nie umiaa
sobie da rady...
- Nie cierpi go! Ale kto inny da sobie z nim rady. Zreszt, obejdzie sie bez jego pozwolenia.
- I wapanna myslisz, e jak zechcemy ucieka, to oni nie przeszkodz?
- Pjd z nami!... - odrzeka wycigajc gwk i mruc oczy Anusia.
- Dla Boga! to czemu tu siedzimy? Dzi bym chcia by daleko!
Ale z narady, ktra zaraz nastpia, wypado, e naley czeka, pki si losy Bogusawowe
nie rozstrzygn i pki pan podskarbi albo pan Sapieha nie zbli si w okolic mudzi.
Inaczej grozia sroga zguba nawet od swoich. Towarzystwo cudzoziemskich oficerw
nie tylko nie stanowioby obrony, ale powikszao jeszcze niebezpieczestwo, lud bowiem
prosty tak strasznie by na cudzoziemcw zawzity, e kadego, kto polskich szat nie nosi,
mordowa bez miosierdzia. Polscy bowiem dygnitarze noszcy obie suknie, nie mwic o
dyplomatach austriackich i francuskich, nie mogli podrowa inaczej, chyba pod oson
potnych oddziaw wojskowych.
- Wapastwo mi wierzcie, bom ja przejechaa cay kraj - mwia Anusia - w pierwszej
lepszej wsi, w pierwszym lepszym lesie grasanci wymorduj nas, nim spytaj, ktomy
tacy. Nie mona inaczej ucieka, jeno do wojsk.
- Ba, bd mia wasn parti.
- Nim j wapan zbierzesz, nim do znajomej wsi dojedziesz, szyj stracisz.
- Wieci o ksiciu Bogusawie powinny wkrtce nadej.
- Panu Braunowi kazaam, by zaraz mi wszystko donosi.
Braun jednak przez dugi czas nic jej nie donosi.
Ketling natomiast pocz odwiedza Olek, bo pierwsza, spotkawszy go pewnego
dnia, wycigna do rk. Mody oficer le wry z tej guchej ciszy. Wedle niego, ksi,
ze wzgldu na elektora i Szwedw, nie zamilczaby o najmniejszym powodzeniu i raczej
by je przesadza, anieli milczeniem znaczenie rzeczywistych przewag osabia.
- Nie przypuszczam, eby mia by ju zniesiony ze szcztem - mwi mody oficer -
ale pewnie znajduje si w cikim pooeniu, z ktrego wyjcie znale trudno.
- Wszystkie wieci przychodz tu tak pno - odrzeka Oleka - a najlepszy dowd na
Czstochowie, o ktrej cudownej obronie dowiedzielimy si szczegw dopiero od panny
Borzobohatej.
- Ja, pani, wiedziaem ju o tym dawniej, ale nie rozumiejc, jako cudzoziemiec, waloru,
ktry dla Polakw ma to miejsce, nawet nie wspomniaem pani o tym. Bo e si w tak
wielkiej wojnie jakowy zameczek na czas obroni i kilka szturmw odeprze, to si zawsze
zdarza i zwykle nie przywizuje si do tego wagi.
- A przecie byaby to dla mnie najmilsza nowina!
- Widz istotnie, e le uczyniem, bo z tego, co jak teraz sysz, po owej obronie zaszo,
miarkuj, e to rzecz wana, ktra na ca wojn wpyn moe. Wszelako, wracajc
do podlaskiej ksicia ekspedycji, to inna sprawa. Czstochowa daleko, Podlasie bliej. A
gdy ksiciu powodzio si pocztkowo, pamitasz, pani, jak prdko przychodziy nowiny...
Wierzaj mi, pani: jestem modym czowiekiem, ale od czternastego roku ycia onierzem,
i dowiadczenie mi mwi, e owa cisza le wry.
- Raczej dobrze - odrzeka panna.
Na to Ketling:
- Niech bdzie dobrze!... Za p roku koczy si moja suba!... Za p roku rozwizuje
si moja przysiga!...
-W kilka dni po tej rozmowie nowiny nareszcie nadeszy.
Przywiz je pan Bies herbu Kornia, zwany na dworze Bogusawowym Cornutusem.
By to szlachcic polski, ale scudzoziemczay zupenie, bo od pacholcych niemal lat w
wojskach zagranicznych suc, prawie po polsku zapomnia, a przynajmniej mwi jak
Niemiec. Dusz mia take scudzoziemcza, dlatego wielce do osoby ksicia by przywizany.
Jecha on z wan misj do Krlewca, w Taurogach za zatrzyma sie tylko dla wypoczynku.
Braun z Ketlingiem przyprowadzili go zaraz do Oleki i Anusi, ktre obecnie mieszkay
ju i sypiay razem.
Braun stan frontem przed Anusi, po czym zwrci si do pana Biesa i rzek:
- To jest krewna pana Zamoyskiego, starosty kauskiego, zatem i ksicia pana, dla ktrej
kaza wszelkie mie atencje, a ktra yczy sobie nowiny z ust naocznego wiadka posysze.
Pan Bies z kolei wyprostowa si jak po subie i czeka pytania.
Anusia nie zaprzeczaa pokrewiestwa z Bogusawem, bo bawiy j hody wojskowych,
wic skina rk na pana Biesa, by usiad, co gdy uczyni, spytaa:
- Gdzie ksi obecnie si znajduje?
- Ksi cofa si ku Sokce, daj Boe szczliwie! - odrzek oficer.
- Mw wapan szczer prawd, jak mu idzie?
-Powiem szczer prawd - odrzek oficer - i nic nie zataj, mniemaj, e jej dostojno
znajdziesz w duszy swej fundament do wysuchania nowin mniej pomylnych.
- Znajd! - odrzeka Anusia stukajc pod sukni korkiem o korek z ukontentowania, e
j zw jej dostojnoci i e nowiny s mniej pomylne.
- Z pocztku wszystko nam szo dobrze - mwi pan Bies. - Starlimy po drodze kilka
kup rebelizantw, robilimy pana Krzysztofa Sapieh i wycilimy dwie chorgwie jazdy
oraz regiment piechoty dobrej, nikogo nie ywic... Za czym znielimy pana Horotkiewicza,
i sam ledwie uszed, a inni powiadaj, e zabit... Za czym zajlimy ruiny tykociskie...
- To ju wszystko wiemy, powiadaj prdko wapan niepomylne nowiny! - przerwaa
nagle Anusia.
- Racz tylko pani wysucha ich spokojnie. Doszlimy a do Drohiczyna i tam naraz
odwina si karta... Mielimy wie, e pan Sapieha jeszcze daleko; tymczasem dwa nasze
podjazdy jakoby w ziemie wpady. Nie wrci ni wiadek klski. Wtem pokazao si, e
jakie wojska id w przodku przed nami. Wielka std powstaa konfuzja. Ksi pan pocz
myle, e wszystkie poprzednie relacje byy faszywe i e pan Sapieha nie tylko nastpi,
ale i drog przeci. Poczlimy si tedy cofa, bo w ten sposb mona byo przydyba
nieprzyjaciela i do walnej bitwy, ktrej koniecznie chcia ksi, go zmusi... Ale nieprzyjaciel
nie dawa pola, jeno cigle napada i napada. Poszy znw podjazdy i wrciy
poszarpane. Odtd poczo nam wszystko w rku topnie, nie mielimy spokoju we dnie ni
w nocy. Drogi nam psuto, groble przecinano, przejmowano wiwend. Poczy chodzi suchy,
e sam pan Czarniecki nas gnbi; onierz nie jad, nie spa, duch upad; w samym
obozie ginli ludzie, jakoby ich ziemia poeraa. W Biaymstoku nieprzyjaciel zachwyci
znw cay podjazd, kredensy i karoce ksice, i dziaa. Nigdy nic podobnego nie widziaem.
Nie widziano te tego w poprzednich wojnach. Ksi wpad w alteracj. Chcia jednej
walnej bitwy, a musia stacza co dzie po dziesi mniejszych... i przegrywa. ad
rozprzga si. A c dopiero wyrazi zdoa nasz konfuzj i strach, gdybymy si dowiedzieli,
e sam pan Sapieha jeszcze nie nastpi i e to tylko potny podjazd przedosta si
przed nas i tyle niewypowiedzianych klsk nam zada... W podjedzie tym byy wojska
tatarskie...
Dalsze sowa oficera przerwa pisk Anusi, ktra rzuciwszy sie nagle Olece na szyj
zakrzykna:
- Pan Babinicz!
Oficer zdumia, usyszawszy nazwisko, ale sdzi, e to przestrach i nienawi wyrway
dostojnej pannie z piersi ten okrzyk, wic dopiero po chwili tak mwic pocz:
- Komu Bg da wielko, da mu i si do zniesienia cikich terminw, wic racz si,
pani, uspokoi! Tak istotnie zowie si ten piekielnik, ktry los caej wyprawy podkopa i
nieobliczonych jeszcze szkd sta si przyczyn. Nazwisko jego, ktre jej dostojno z tak
zdumiewajc bystroci odgada, powtarzaj teraz wszystkie usta z przeraeniem i
wciekoci w naszym obozie...
- Tego pana Babinicza widziaam w Zamociu - odrzeka prdko Anusia - i gdybym
bya odgada...
Tu umilka, i nikt nie dowiedzia si, co by w takim razie zaszo...
Oficer po chwili milczenia tak znowu mwi pocz:
- Nastay odwile i ciepa, wbrew, mona rzec, przyrodzonemu natury porzdkowi, bo
mielimy wiadomo, i na poudniu Rzeczypospolitej zima trzyma si jeszcze tga, a my
zasie brodzilimy w roztopach wiosennych, ktre nasz cika jazd do ziemi przykuy.
On za, majc ludzi lekkich, tym bardziej dojeda. Co krok ronilimy wozy i dziaa, tak
e w kocu komunikiem i przyszo. Mieszkaniec okoliczny w lepej zaciekoci swej
jawnie sprzyja napastnikom... Bdzie, co Bg zdarzy, ale w desperackim stanie zostawiem
cay obz i samego ksicia pana, ktrego w dodatku febra zoliwa nie opuszcza i po
caych dniach si pozbawia. Bitwa jeneraa wszake nastpi wkrtce, ale jak si to obrci,
Bg wie... i pokieruje... Cudw naley si spodziewa.
- Gdzie wapan zostawi ksicia?
- Na dzie drogi od Sokki; ksi ma zamiar okopa si w Suchowoli lub tamtejszym
Janowie i bitw przyj. Pan Sapieha jest o dwa dni drogi. Gdym wyjeda, mielimy troch
wolniejszego oddechu, bo od schwytanego jzyka dowiedzielimy si, e sam Babinicz
odjecha do gwnego obozu, bez niego za Tatarowie nie miej tak nastpowa,
kontentujc si szarpaniem podjazdw. Ksi, ktry jest wdz niezrwnany, wszystkie
nadzieje na walnej bitwie gruntuje, ale to gdy zdrw, a gdy go febra chwyci, musi inaczej
myle, czego najlepszy dowd w tym, i mnie wysa do Prus.
- Po co tam wapan jedziesz?
- Albo ksi bitw wygra, albo przegra. Jeeli przegra, cae Prusy elektorskie pozostan
bez obrony i snadnie moe si zdarzy, e pan Sapieha przejdzie granic, aby elektora
do decyzji skoni... Ow (mwi to, gdy tajemnicy nie ma adnej) jad ostrzec, by jakow
obron tamtym prowincjom obmylono, bo nieproszeni gocie mog w zbyt licznej
kompanii nadcign. Elektora to sprawa i Szwedw, z ktrymi ksi pan jest w przymierzu
i od ktrych rwnie ma prawo ratunku wyglda.
Oficer skoczy.
Anusia zarzucia go jeszcze mnstwem pyta, z trudnoci utrzymujc naleyt powag,
za to gdy wyszed, daa sobie folg zupen, pocza rkoma po jubce uderza, na korkach
si jak fryga okrca, Olek po oczach caowa, pana miecznika za wyloty cign i
woa:
- A co? a co mwiam? Kto zgnbi ksicia Bogusawa? moe pan Sapieha?... fig pan
Sapieha! Kto Szwedw tak samo gnbi? kto zdrajcw wypleni? kto najwikszy kawaler,
najwikszy rycerz? Pan Andrzej! pan Andrzej!
- Jaki pan Andrzej?... - spytaa nagle, blednc, Oleka.
- To ci nie mwiam, e jemu Andrzej na imi? Sam mi to powiada. Pan Babinicz! pan
Babinicz! Niech yje pan Babinicz!... Ju i pan Woodyjowski lepiej by nie potrafi!... Co
tobie, Oleko?
Billewiczwna otrzsna si, jakby pragnc zrzuci z siebie brzemi cikich myli.
- Nic! Mylaam, e to imi sami zdrajcy nosz. Bo by kto, ktry krla podejmowa
si ywego lub umarego Szwedom albo ksiciu Bogusawowi sprzeda, i na imi mia
take... Andrzej.
- Niech go Bg potpi! - hukn miecznik. - Co tam zdrajcw po nocy wspomina.
Radujmy si lepiej, gdy jest czego!
- Niech tylko tu pan Babinicz nadcignie! - dodaa Anusia. - Ot tak! Bd, umylnie
bd jeszcze bardziej Brauna baamucia, by cae prezydium pobuntowa i z ludmi, z
komi i z nami razem do pana Babinicza przeszed.
- Uczy to wapanna! uczy! - zawoa rozochocony miecznik.
- A pniej figa tym wszystkim Niemcom... Moe te on o tej niegodnej zapomni i
mnie po... ko...
Tu znowu pisna cieniuteczko, zakrya oczy rkoma, nagle gniewna myl musiaa jej
przyj do gowy, bo uderzya pistk w pistk i rzeka:
- Jak nie, to za pana Woodyjowskiego pjd!
ROZDZIA XXI
We dwa tygodnie pniej zawrzao w caych Taurogach. Pewnego wieczora nadcigny
bezadne kupy wojsk Bogusawowych, po trzydzieci lub czterdzieci koni, ndzne,
obdarte, do mar podobniejsze ni do ludzi, i przyniosy wie o klsce Bogusawowej pod
Janowem. Stracono w niej wszystko: armi, armaty, konie, tabor. Sze tysicy najwietniejszego
luda wyszo z ksiciem na t wypraw, wrcio za ledwo czterystu rajtarw,
ktrych sam ksi wyprowadzi z pogromu.
Z Polakw nie wrcia, prcz Sakowicz , jedna ywa dusza, wszyscy bowiem, ktrzy
nie polegli w boju, ktrych nie poznosi na podjazdach straszny Babinicz, przeszli do pana
Sapiehy. Wielu take cudzoziemskich oficerw wolao dobrowolnie stan przy rydwanie
zwycizcy. Sowem, nigdy jeszcze aden z Radziwiw nie powraca z wojennej wyprawy
bardziej sterany, zniszczony i pobity.
A jak poprzednio dworackie pochlebstwo nie znao miary w wynoszeniu Bogusawa jako
wodza, tak teraz wszystkie usta brzmiay nieustajc skarg przeciw niedonemu
prowadzeniu wojny; w resztkach onierzy trwao nieustajce wzburzenie, ktre w ostatnich
dniach odwrotu sprowadzio zupeny bezad i doszo do tego stopnia, e ksi osdzi
za rzecz roztropniejsz pozosta nieco w tyle.
Obaj z Sakowiczem zatrzymali sie w Rosieniach. Hassling, dowiedziawszy si o tym od
onierzy, poszed natychmiast z nowin do Oleki.
- Gwna rzecz - rzeka mu wysuchawszy relacji - czy pan Sapieha i w Babinicz cigaj
ksicia i czy zamierzaj wojn przenie w te strony?
- Z zezna onierzy nic nie mona wydoby - odpowiedzia oficer - bo przestrach
przesadza wszelkie niebezpieczestwa, s wic tacy, ktrzy mwi, e pan Babinicz tu. Z
tego jednak, i ksi z Sakowiczem pozostali, wnosz, i pocig nie moe by szybki.
- Ale wszake musi nastpi? Wszake trudno inaczej mniema? Kt by po zwycistwie
nie ciga pobitego nieprzyjaciela?
- To si pokae. O czym innym chciaem z pani pomwi. Ksi wskutek choroby i
niepowodze musi by rozdraniony, zatem jako desperat do gwatownych uczynkw
skonny... Nie rozczaj si pani teraz z ciotka i pann Borzobohat; nie zgadzaj si na to,
by pana miecznika do Tyly wyprawiano, jako ostatnim razem przed wypraw si stao.
Oleka nie odrzeka nic; miecznika oczywicie nigdy do Tyly nie wyprawiano, tylko,
gdy po uderzeniu go obuszkiem przez ksicia chorza dni kilka, Sakowicz, by ukry przed
ludmi ksicy uczynek, umylnie rozpuci wie, e stary do Tyly wyjecha. Oleka
wolaa o tym przed Ketlingiem zamilcze, bo dumnej dziewczynie wstyd byo wyznawa,
e kto jednego z Billewiczw, jak psa, potera.
- Dzikuj wapanu za ostrzeenie - rzeka po chwili milczenia.
- Uwaaem za swj obowizek...
Lecz jej serce wezbrao znw gorycz. Przecie przed niedawnym czasem od Ketlinga
zaleao, by to nowe niebezpieczestwo nie zawiso nad jego gow, przecie gdyby si
by zgodzi na ucieczk, byaby ju daleko, raz na zawsze od Bogusawa wolna.
- Panie kawalerze - rzeka - szczcie prawdziwe dla mnie, e to ostrzeenie nie tyczy
paskiego honoru ani e ksi nie wyda rozkazu, aeby pan mnie nie ostrzega.
Ketling zrozumia przymwk i odrzek mow, ktrej si Oleka po nim nie spodziewaa:
- Co si suby mojej onierskiej tyczy i czego strzec mi honor nakazuje, to speni albo
yciem przypac. Innego wyboru nie mam i mie nie chc. Poza sub wolno mi niegodziwociom
zapobiega. Wic jako prywatny czowiek zostawiam pani t krcic i mwi:
bro si, bo niebezpieczestwo bliskie, w razie potrzeby - zabij! Wwczas moja
przysiga bdzie rozwizana i z ratunkiem ci pospiesz.
To rzekszy skoni si i zwrci ku drzwiom, lecz Oleka zatrzymaa go.
- Panie kawalerze, uwolnij si od tej suby, bro dobrej sprawy, bro skrzywdzonych,
bo tego godzien, bo zacny, bo szkoda ci dla zdrajcy...
Na to Ketling:
- Bybym si dawno uwolni i do dymisji poda, gdyby nie to, em mniema, i pozostajc
tu, tobie, pani mog by poytecznym. Dzi za pno. Gdyby ksi wraca zwycizc,
nie wahabym si chwili... gdy wraca zwyciony, gdy by moe, i nieprzyjaciel
za nim nastpuje, byoby tchrzostwem da dymisji, pki sam koczcy si termin mnie
nie uwolni... Napatrzysz si pani do woli, jak ludzie maego serca tumem opuszczaj pobitego,
ale mnie miedzy nimi nie obaczysz... egnam pani. Krcica ta nawet pancerz z
atwoci przebije...
Ketling wyszed, pozostawiwszy bro na stole, ktr Oleka schowaa natychmiast. Na
szczcie, przewidywania modego oficera i jej wasne obawy okazay si ponnymi.
Ksi nadjecha wieczorem wraz z Sakowiczem i Patersonem, ale tak pognbiony i
chory, e ledwie na nogach mg si utrzyma. Do tego sam dobrze nie wiedzia, czyli pan
Sapieha nie nastpuje lub czy nie ekspediowa na pocig Babinicza z lekkimi chorgwiami.
Bogusaw obali by wprawdzie tego ostatniego w ataku wraz z koniem, ale nie mia
si spodziewa, i go zabi, gdy zdawao mu si, e koncerz obsun mu sie w ciciu po
Babiniczowej misiurce. Wreszcie raz on ju przecie strzeli mu w sam twarz z pistoletu i
na nic si to nie przydao.
Bolao ksicia serce na myl, co taki Babinicz uczyni z jego wociami, gdy si raz do
nich ze swymi Tatary dostanie. A broni ich nie ma czym! I nie tylko woci, ale nawet
wasnej osoby. Miedzy jego jurgieltnikami nie byo takich wielu jak Ketling i naleao sie
spodziewa, e na pierwsz wie o zblianiu si wojsk Sapieyskich opuszcz go wszyscy
co do jednego.
Ksi te nie zamierza zabawi w Taurogach duej nad dni dwa lub trzy, musia bowiem
spieszy do Prus Krlewskich, do elektora i Szteinboka, ktrzy go mogli zaopatrzy
w nowe siy i uy bd do zdobywania miast pruskich, bd wysa w pomoc samemu
krlowi zamierzajcemu wypraw w gb Rzeczypospolitej.
W Taurogach wypado zostawi tylko kogo z oficerw, ktry by ad w rozbite resztki
wojsk wprowadzi, opdza si partiom chopskim i szlacheckim, osania dobra obu Radziwiw
i porozumiewa si z Loewenhauptem, gwnodowodzcym siami szwedzkimi
na mudzi.
W tym celu, po przybyciu do Taurogw i po przespanej nocy, ksi wezwa na narad
Sakowicza, ktremu jednemu mg ufa i zupenie serce otworzy.
Dziwne byo owo pierwsze dzie dobry w Taurogach, jakie sobie powiedzieli dwaj
przyjaciele po nieszczsnej wyprawie. Czas jaki patrzyli na siebie bez sowa. Przemwi
pierwszy ksi:
- Ano! diabli wzili!
- Wzili! - powtrzy Sakowicz.
- Musiao tak by przy takiej aurze. Gdybym mia wicej lekkich chorgwi lub gdyby
licho nie przynioso tego Babinicza... Do dwch razy sztuka! Przezwa si wisielec. Nie
powiadaje o tym nikomu, eby mu jeszcze sawy nie przysparza.
- Ja nie powiem... Ale czy oficerowie nie bd trbili, nie zarczam, bo przecie ksi
prezentowa go u swoich butw, jako chorgo orszaskiego.
- Oficerowie Niemcy nie rozumiej si na polskich nazwiskach. Im wszystko jedno:
Kmicic czy Babinicz. A! na rogi Lucypera, ebym go dosta! A miaem go... i jeszcze,
szelma, ludzi mi pobuntowa, gowbiczowski oddzia odprowadzi!... Musi to by jaki bastard
po naszej krwi, nie moe inaczej by!... Miaem go, miaem... i uszed!... Wicej
mnie to gryzie anieli ta caa stracona wyprawa.
- Miae go, ksi, ale za cen mojej gowy.
- Jasiu! powiem ci szczerze: niechby ci tam byli ze skry obdarli, bylem z Kmicicowej
bben mg zrobi!
- Dzikuj ci Bogusiu. Mniej po twojej przyjani nie mogem si spodziewa.
Ksi rozmia si:
- A skwierczaby na sapieyskim ruszcie... Wszystkie by twoje szelmostwa z ciebie
wytopili. Ma foi! chciabym to widzie!
- Ja za chciabym ci widzie w rku Kmicica, twojego miego krewniaka. Twarz
masz inn, ale z postawy jestecie do siebie podobni i nogi macie jednej miary, i do jednej
dziewki wzdychacie, tylko e ona nie dowiadczywszy zgaduje, e tamten zdrowszy i e
onierz lepszy.
- Takim dwom jak ty daby rady, ale ja przejechaem mu po brzuchu... A gdybym by
mia dwie minut czasu, mgbym ci teraz parol da, e mj kuzynek nie yje. Zawsze by
gupowaty i dlategom ci polubi, ale w ostatnich czasach zjecza ci dowcip do reszty.
- Zawsze mia dowcip w pitach i dlatego take przed Sapieh zmiata, aem ci znielubi
i sam gotwem pj do Sapiehy.
- Na powrz!
- Na ten, ktrym Radziwia zwi.
- Dosy!
- Sugom waszej ksicej moci!
- Trzeba by kilku z tych rajtarw rozstrzela, ktrzy najwicej krzycz, i ad wprowadzi.
 Kazaem dzi rano szeciu powiesi. Ju i ostygli, a tacuj na sznurach zawzicie, bo
wiatr okrutny.
- Dobrze zrobi. Suchaj no! Czy chcesz zosta na zaodze w Taurogach, bo musz tutaj
kogo zostawi?
- I chc, i prosz o t funkcj. Nikt si tu lepiej nie sprawi. onierz boi si mnie wicej
ni innych, bo wie, e artw ze mn nie ma. Z uwagi na Loewenhaupta lepiej, e zostanie
kto powaniejszy od Patersona.
- Dasze sobie z rebeliantami rady?
- Upewniam wasz ksic mo, e sosny mudzkie bd rodziy oskiego roku
cisze od szyszek owoce. Z chopstwa ze dwa regimenty piechoty uczyni i po mojemu
wywicz. Na woci bd mia oko, a jeli rebelizanci ktr napadn, wnet rzuc podejrzenie
na jakiego bogatszego szlachlica i wycisn go jak ser w worku. Na pocztek potrzeba
by mi tyle tylko pienidzy, eby laf zaspokoi i piechoty przybra.
- Co bd mg, zostawi.
- Z posanych?
- Jak to?
- To si znaczy z billewiczowskich, ktre w posagu z gry sam sobie wypacie.
- eby mg jako politycznie skrci eb temu miecznikowi, dobrze by byo, bo to si
lekko mwi, a szlachcic skrypt ma.
- Postaram si. Jeno w tym rzecz, czy skryptu gdzie nie wysa albo czy go dziewka w
koszul nie zaszya. Wasza ksica mo nie yczyby sobie sprawdzi?...
- Przyjdzie do tego, ale teraz musz jecha i przy tym si mnie ta przeklta febris cakiem
zbawia.
- Zazdro mi, wasza ksica mo, e w Taurogach zostaj.
- Jak masz dziwn ochot. Tylko... Czyby ty czasem?... Hakami kazabym ci rozerwa...
Czemu to tak tej funkcji si napierasz?
- Bo si chc eni.
- Z kim? - spyta ksi siadajc na ku.
- Z pann Borzobohat-Krasiesk.
- To jest dobra myl, to jest przednia myl! - rzek po chwili milczenia Bogusaw. -
Syszaem o jakim zapisie...
- Tak jest, po panu Longinie Podbipicie. Wasza ksica mo wiesz, jaki to mony
rd, a onego Longina majtnoci w kilku powiatach le. Wprawdzie jedne z nich jakie
tam dziewite wody po kisielu zagarny, w drugich moskiewskie wojska stoj. Bdzie
procesw, bitek i zwad i zajazdw bez liku, ale ja dam sobie rady i jednego wyczka nikomu
nie ustpi. Przy tym dziewka okrutnie mi si nadaa, bo gadka i wabna. Juem to
zauway zaraz po tym, kiedymy j to zabrali, e udawaa strach, a okiem ku mnie strzyga.
Niech jeno tu jako komendant zostan, z samego prniactwa zaczn si amory...
- Jedno ci zapowiadam. eni si nie bd ci zabrania, wszelako, suchaj no dobrze,
adnych ekscesw, rozumiesz?! Bo to dziewka od Winiowieckich, samej ksinej Gryzeldy
zaufana, a ja ksinej nie chc obrazi przez estym ani pana starosty kauskiego
take.
- Nie trzeba ostrzega - odpowiedzia Sakowicz - bo skoro si chc eni regularnie,
to i stara si musz regularnie.
- Chciabym, eby ci odpalia.
- Znam kogo, kogo odpalili, chocia jest ksiciem, ale tak myl, e mnie si to nie
przygodzi. Dziwnie mi ono strzyenie oczyma dodaje otuchy.
- Nie przymawiaje temu, kogo odpalono, aby ci rogaczem nie uczyni. Wyrobi ci w
dodatku do herbu rogi albo przydomek do nazwiska przybierzesz: Sakowicz Rogaty! Ona z
domu Borzobohata, a on Bardzorogaty. Dobrana z was bdzie para. Owszem, e si, Jasiu,
e, a daj zna o weselu, bd drub.
Srogi gniew wystpi na straszne i bez tego lica Sakowicza. Oczy przez chwil zaszy
mu jak dymem, ale wkrtce si opamita i w art obracajc sowa ksice odrzek:
- Niebo! na schody o wasnej mocy ci niesporo, a grozisz... Masz tu swoja Billewiczwn,
dalej, chuchraku! dalej! Bdziesz ty jeszcze Babiniczowe dzieci piastowa!
- Bodaje jzyk zama, taki synu! To z choroby si naigrawasz, ktra o wos mnie nie
pogrya? Bodaj i ciebie tak oczarowano!
- Co tam czary! Czasem, gdy spojrz, jak wszystko idzie naturalnym rzeczy porzdkiem,
to myl, e czary gupstwo.
- Same gupi! cicho bd, nie wywouj licha! Brzydniesz mi coraz wicej.
- Bodaj bym nie by ostatnim Polakiem, ktry waszej ksicej moci wierny pozosta,
bo za moj wierno sam niewdzicznoci mnie karmi. Wrc oto w domowe pielesze i
bd siedzia spokojnie, koca wojny wygldajc.
- Och, daj spokj! Wiesz, e ci miuj.
- Ciko mi to zmiarkowa. Diabe mi ten afekt dla waszej ksicej moci wszczepi.
Jeli w czym s czary, to w tym.
Sakowicz prawd mwi, bo rzeczywicie Bogusawa kocha; ksi wiedzia o tym i
dlatego paci mu, jeli nie gbszym przywizaniem, to wdzicznoci, jak ludzie prni
ywi zawsze dla tych, ktrzy ich uwielbiaj.
Dlatego chtnie zgodzi si na jego zamiary wzgldem Anusi Borzobohatej i sam osobicie
dopomc mu postanowi.
W tym celu koo poudnia, gdy si czu najzdrowszy, kaza si ubra i poszed do Anusi.
- Przyszedem po dawnej znajomoci dowiedzie si o zdrowiu wapanny - rzek - i
spyta si, czyli si wapannie pobyt w Taurogach podoba?
- Kto jest w niewoli, temu si wszystko musi podoba - odrzeka wzdychajc Anusia.
Ksi rozemia si.
Wapanna nie jeste w niewoli. Zagarnito ci razem z sapieyskimi onierzami, to
prawda, i kazaem wapann tu odesa, ale tylko dla bezpieczestwa. Wos tu ci z gowy
nie spadnie. Wiedz o tym wapanna, e ja mao kogo tak szanuj, jak ksin Gryzeld,
ktrej serca blisk jeste. I Winiowieccy, i Zamoyscy moi koligaci. Wapanna tu znajdziesz
wszelk wolno i wszelk opiek, ja za przychodz jako yczliwy przyjaciel i
mwi tak: chcesz, to jed, dam ci eskort, cho samemu mi onierzy szczupo, ale radz
zosta. Wapann, ilem sysza, wysano dla odzyskania majtnoci zapisanych. Wiedze,
i teraz nie czas o tym myle i e nawet w spokojnych czasach protekcja pana Sapieyska
na nic, bo on jeno w Witebskiem moe wskra, tu nic. Zreszt sam si t spraw nie
zajmie, jeno przez komisarzy... Wapannie trzeba by czowieka yczliwego a obrotnego,
ktry by strach i estym u ludzi mia. Taki, gdyby si zaj, pewnie nie daby sobie somy
zamiast ziarna w gar wetkn.
- Gdzie ja sierota znajd takiego opiekuna?! - zawoaa Anusia.
- Wanie, e w Taurogach.
- Wasza ksica mo raczyby sam...
Tu Anusia zoya rczki i spojrzaa tak licznie w Bogusawowe oczy, e gdyby ksi
nie by tak umczon i sterany, pewnie by zaraz mniej szczerze pocz o sakowiczowskiej
sprawie myle, lecz e mu amory nie byy w gowie, wic odrzek prdko:
- Gdybym jeno mg, nikomu bym tak wdzicznej funkcji nie powierza; ale ja wyjedam,
bo musz. Na moim miejscu zostaje komendantem w Taurogach pan starosta
oszmiaski, Sakowicz, kawaler wielki, onierz sawny i czek tak obrotny, jak drugiego na
caej Litwie nie masz. Ow, powtarzam, osta si wapanna w Taurogach, bo jecha nie
masz gdzie, gdy wszdzie peno grasantw i otrzykowie a rebelizanci wszystkie drogi infestuj.
Sakowicz ci tu da opiek, Sakowicz ci obroni, Sakowicz rozpatrzy si, co mona
dla wywindykowania tych majtnoci uczyni, a gdy si tylko do tego raz wemie, zarczam,
e nikt w wiecie prdzej do pomylnego koca nie doprowadzi. Mj to przyjaciel,
wic go znam, i tyle tylko o nim wapannie powiem, e gdybym ja sam majtnoci wapanny
zagarn, a potem dowiedzia si, e Sakowicz przeciwko mnie wystpuje, to bym
si wola ich zrzec dobrowolnie, bo z nim niebezpieczna si spiera.
- Byleby tylko pan Sakowicz zechcia sierocie przyj w pomoc...
- Nie bd mu jeno krzywa, a dla wapanny wszystko on uczyni, bo mu twoje licznoci
gboko w serce zapady. Ju on tam chodzi i wzdycha...
- Gdzie ja bym tam komu moga wpa w serce.
Szelma dziewczyna! - pomyla ksi.
Gono za doda:
- Nieche Sakowicz wytumaczy, jak si to stao, a wapanna nie bd mu tylko krzywa,
bo to czek zacny i ze znakomitego rodu, wic takim nie ycz pogardza.
ROZDZIA XXII
Nazajutrz rano ksi odebra wezwanie od elektrora, aby co prdzej pospieszy do
Krlewca dla objcia komendy nad wieo zacignitymi wojskami, ktre miay i pod
Malborg lub pod Gdask. List zawiera take wiadomoci o miaej wyprawie Karola Gustawa
w d Rzeczypospolitej a do krajw ruskich. Elektor przewidywa zy koniec tej
wyprawy, ale wanie dlatego pragn stan na czele si jak najwikszych, aby w razie potrzeby
jednej lub drugiej stronie sta si niezbdnym, drogo si sprzeda i losy wojny
przeway. Z tych powodw zaleca modemu ksiciu wszelki moliwy popiech, tak dalece
za chodzio mu o uniknicie mitrgi, e za pierwszym gocem wysa i drugiego, ktry
przyby we dwanacie godzin pniej.
Ksi wic nie mia ani chwili do stracenia i nie do czasu do odpoczynku, febra bowiem
wrcia znowu z dawn si. Jednak trzeba byo jecha. Za czym, zdawszy wadz
Sakowiczowi, rzek mu:
- By moe, i przyjdzie miecznika i dziewczyn przewie do Krlewca. Tam - atwiej
przyjdzie si po cichu z nieprzyjaznym czekiem upora; dziewk za, bylem by
zdrw, wezm ze sob do obozu, bo do mi tych ceremonij.
- Dobrze, to si i komput wojsk moe powikszy - odpar na poegnanie Sakowicz.
W godzin pniej nie byo ju ksicia w Taurogach. Zosta Sakowicz jako pan samowadny,
uznajcy nad sob jedn tylko wadz Anusi Borzobohatej. I proch przed jej stopami
zacz zdmuchiwa, jak niegdy sam ksi przed stopami Oleki. Hamujc dzik
sw natur, by dwornym, uprzedzajcym chci, zgadujcym myli, a zarazem trzyma si
z dala, z caym szacunkiem, z jakim powinien by wiatowy kawaler dla panny, o ktrej
rk i serce si stara.
Jej za trzeba wyzna, spodobao si owo krlowanie w Taurogach; mio jej byo pomyle,
e gdy wieczr nadchodzi, w dolnych salach, na korytarzach, w cekhauzie, w sadzie,
jeszcze zimowym szronem okrytym, rozlegaj si wzdychania starszych i modszych oficerw,
e nawet astrolog wzdycha patrzc w gwiazdy ze swej samotnej wiey, e nawet
stary miecznik westchnieniami przerywa wieczorny raniec.
Najlepiej bdc dziewczyn, bya przecie rada, e nie ku Olece id owe afekta strzeliste,
ale ku niej; bya rada i ze wzgldu na Babinicza, bo czua swoj moc i przychodzio jej
do gowy, e jeli nigdy nikt si jej nie opar, to musiaa i na jego sercu trwae oczyma wypali
znaki.
O tamtej zapomni, nie moe inaczej by, bo niewdzicznoci go tam karmi, a gdy si
to stanie, wie, gdzie mnie szuka, i poszuka... rozbjnik jeden!
Zaraz potem odgraaa mu si w duszy:
Czekaj! odpac ja ci, nim pociesz.
Sakowicz tymczasem, niezbyt nawet lubic, mile widziaa. Prawda, e usprawiedliwi
si jej w oczach z zarzutu zdrady w ten sam sposb, w jaki miecznikowi wytumaczy si
Bogusaw. Zatem mwi, e ze Szwedem ju by pokj zawarty, ju Rzeczpospolita odetchn
i zakwitn miaa, gdy pan Sapieha dla swojej prywaty wszystko popsowa.
Anusia, niezbyt si na tych sprawach znajc, puszczaa te sowa mimo uszu. Lecz natomiast
uderzyo j co innego w opowiadaniach pana starosty oszmiaskiego.
- Billewicze - mwi - krzycz wniebogosy na sw krzywd i niewol, a przecie nic
im si tu nie stao i nie stanie. Nie puszcza ich ksi z Taurogw, prawda, ale to dla ich
dobra, bo o trzy staje za bram zgin ju od grasantw lub lenych osacznikw mogli. Nie
puszcza ich i dlatego, e pann Billewiczwn pokocha, i to prawda! Kt wszelako go
nie usprawiedliwi? kto, czue serce majc i wzdychaniami obarczone piersi, inaczej by postpi?
Gdyby mia mniej zacne intencje, pewnie by jako pan tak potny mg wodzw
sobie popuci, lecz on chcia si eni, chcia wynie t oporn pann do swego ksicego
stanu, szczliwociami j obsypa, koron radziwiowsk na jej gow woy, i za
to inwektywy na ci niewdziczni ludzie rzucaj, sawy mu i zacnoci ujmujc...
Anusia niezbyt wierzc spytaa zaraz tego samego dnia Oleki, czy prawda, e ksi
chcia si z ni eni? Oleka zaprzeczy nie moga, a e byy ju ze sob poufae, wic
przytoczya swoje racje. Wyday si one Anusi suszne i dostateczne, ale przecie pomylaa
sobie, e Billewiczom nie byo znw tak ciko w Taurogach ani ksi z Sakowiczem nie
byli takimi zbrodniarzami, za jakich ich pan miecznik rosieski ogosi.
Tote gdy nadeszy wieci, e pan Sapieha z Babiniczem nie tylko nie zbliaj sie ku
Taurogom, ale pocignli wielkimi pochodami na krla szwedzkiego a hen, ku Lwowu,
Anusia wpada naprzd w zo, a potem ja rozumowa, e gdy ich nie ma, to na nic
ucieka z Taurogw, bo mona ycie straci lub w najlepszym razie, spokojny pobyt
zmieni w pen niebezpieczestw niewol.
Przyszo z tego powodu do sporw midzy ni a Olek i miecznikiem; lecz i oni nawet
przyzna musieli, e odejcie pana Sapiehy wielce ucieczk utrudnia, jeeli cakiem niepodobn
jej nie uczyni, tym bardziej e w kraju wrzao coraz bardziej i nikt z mieszkacw
jutra pewien by nie mg. Zreszt, chociaby i nie przyznawali racyj Anusinych, ucieczka
bez jej pomocy, wobec czujnoci Sakowicza i innych oficerw, bya niemoliw. Ketling
jeden by im oddany, ale do adnego ukadu przeciwnego subie wcign si nie dawa
przy tym czsto bywa nieobecny, bo go Sakowicz jako dowiadczonego onierza i zdolnego
oficera rad uywa przeciwko zbrojnym kupom konfederatw i grasantw, za czym
czsto z Taurogw wysya.
A Anusi coraz byo w nich lepiej.
Sakowicz owiadczy jej si w miesic po wyjedzie ksicia, ale zwodnica daa mu
chytr odpowied, e go nie zna, e rnie o nim mwi, e nie miaa czasu jeszcze go
polubi, e bez pozwolenia ksinej Gryzeldy wychodzi za m nie moe, a na koniec, e
chce go na rok prby wystawi.
Starosta zu gniew, kaza da tego dnia jednemu rajtarowi za bahe przewinienie trzy
tysice rzg, po ktrych pochowano biednego odaka, lecz musia si na Anusine kondycje
zgodzi. Ona za zapowiedziaa pankowi, e jeeli bdzie suy jeszcze wierniej, pilniej
i pokorniej, to za rok i tak dostanie tylko tyle, ile bdzie jej aska.
W ten sposb igraa z niedwiedziem, lecz tak ju zdya go opanowa, e stumi nawet
mruczenie, odrzek jej tylko:
- Z wyjtkiem zdrady ksicia, wszystkiego wapanna ode mnie wymagaj, choby tego,
bym na kolanach chodzi...
Gdyby Anusia wiedziaa, jak straszne Sakowiczowego zniecierpliwienia skutki spadaj
na ca okolic, moe by go tak nie drania. onierze i mieszczanie w Taurogach dreli
przed nim, bo kara ciko cakiem bez winy, nad wszelk miar. Jecy konali w acuchach
z godu lub przypiekani elazem.
Nieraz zdawao si, e dziki starosta chce ochodzi wzburzon i spiek arem mioci
dusz w krwi ludzkiej, bo zrywa si nagle i sam chodzi na wyprawy. A zwycistwo cho-
dzio najczciej jego ladem. Wycina w pie kupy rebelizantw; wzitym do niewoli
chopom kaza dla przykadu ucina prawe rce i puszcza do domw wolno.
Groza jego imienia opasaa te jakby murem Taurogi, znaczniejsze nawet oddziay patriotw
nie omielay si zapuszcza dalej jak pod Rosienie.
Cisza staa si wszdzie, a on z powsinogw niemieckich, z miejscowego chopstwa
formowa za pienidze wycinite z okolicznych mieszczan i szlachty coraz nowe puki i
rs w siy, aeby ich swemu ksiciu w razie cikiej potrzeby dostarczy.
Wierniejszego i straszniejszego sugi nie mg Bogusaw znale.
W Anusi za to patrzy Sakowicz coraz tkliwiej swymi strasznymi bladoniebieskimi
oczyma i na lutni jej grywa.
Pyno tedy ycie w Taurogach dla Anusi wesoo i zabawnie, dla Oleki ciko i jednostajnie.
Z jednej szy promienie wesooci jako owo wiateko, ktre nocami bije od
witojaskiego robaczka; drugiej twarz stawaa si coraz bledsz, powaniejsz, surowsz,
czarne brwi cigay si coraz mocniej na biaym czole, tak e w kocu przezwano j
zakonnic i miaa w sobie co z mniszki. Pocza sie oswaja z t myl, e ni zostanie, e
j sam Bg, przez bl, przez zawody, za krat do spokoju prowadzi.
Nie ta to ju bya dziewczyna ze licznymi rumiecami na twarzy i szczciem w
oczach, nie ta Oleka, ktra niegdy jadc w saniach z narzeczonym, panem Andrzejem
Kmicicem, krzyczaa: Hej! hej!, na bory i lasy!
Wiosna czynia si na wiecie. Rozptane z lodu wody Batyku pocz koysa wiatr
duy a ciepy, potem drzewa zakwity, strzeliy kwiaty z surowych liciastych oson, potem
soce zaczo bywa znojne, a biedna dziewczyna prno wygldaa koca tauroaskiej
niewoli, bo i Anusia nie chciaa ucieka, i w kraju coraz straszniej byo.
Miecz i ogie sroy si tak, jakby nigdy zmiowanie boe nastpi nie miao. Owszem,
kto nie chwyci szabli lub dzidy zim, ten schwyta j wiosn; nieg ladw nie zdradza,
gdy br dawa lepsze schronienie i ciepo wojn czynio atwiejsz.
Wieci jako jaskki nadlatyway do Taurogw, czasem grone, czasem pocieszajce. I
jedne, i drugie wicia czysta dziewczyna modlitw, a oblewaa zami smutku lub radoci.
Wic naprzd mwiono o okropnym caego narodu powstaniu. Ile byo drzew w borach
Rzeczypospolitej, ile kosw koysao si na jej anach, ile gwiazd wiecio po nocach
midzy Tatarami a Batykiem, tyle wstao przeciw Szwedom wojownikw: ktrzy szlacht
bdc, do miecza a wojny z woli boej i przyrodzonego rzeczy porzdku si rodzili; ktrzy
skiby pugiem krajc, obsiewali ziarnem t krain; ktrzy handlem i rzemiosy po miastach
si parali; ktrzy yli w puszczach z pszczelnej pracy, z wypalania smoy, z topora lub
strzelby; ktrzy nad rzekami siedzc, rybactwem si trudnili; ktrzy na stepach koczowali
ze stadami - wszyscy chwycili za bro, aby najezdnika z kraju wyen.
Ju Szwed ton w tej liczbie jako w rzece wezbranej.
Ku podziwowi caego wiata, bezsilna jeszcze niedawno Rzeczpospolita znalaza wicej
szabel w swojej obronie, ni mg ich mie cesarz niemiecki lub krl francuski.
Potem przyszy wieci o Karolu Gustawie, jako szed coraz w gb Rzeczypospolitej z
nogami we krwi, z gow w dymach i pomieniach, blunic. Spodziewano si lada chwila
usysze wie o jego mierci i zagubie wszystkich wojsk szwedzkich.
Imi Czarnieckiego rozlegao si coraz potniej od ciany do ciany, przejmujc strachem
nieprzyjaci, wlewajc otuch w serca polskie.
- Zbi pod Kozienicami! - mwiono jednego dnia - zbi pod Jarosawiem! - powtarzano
w kilka tygodni pniej - zbi pod Sandomierzem! - powtarzao dalekie echo. Dziwiono
si temu tylko, skd si jeszcze bierze tyle Szwedw po takich pogromach.
Na koniec przyleciay nowe stada jaskek, a z nimi fama o uwizieniu krla i caej armii
szwedzkiej w widach rzecznych. Zdawao si, e koniec tu, tu.
Sam Sakowicz w Taurogach przesta chodzi na wyprawy, jeno listy po nocach pisywa
i w rne strony rozsya.
Miecznik by jakoby obkany. Co dzie wieczr wpada z wieciami do Oleki. Czasem
gryz rce, gdy sobie wspomnia, e trzeba siedzie w Taurogach. Tsknia w pole stara
onierska dusza. W kocu zacz si zamyka w swojej stancji i nad czym po caych
godzinach rozmyla. Raz chwyci niespodzianie Olek w ramiona, zarycza wielkim paczem
i rzek jej:
- Mia ty, dziewczyno, cruchno jedyna, ale ojczyzna milsza.
I nazajutrz dzie znik, jakoby w ziemie si zapad.
Oleka znalaza tylko list, a w nim sowa nastpujce:
Bg ci bogosaw, dziecko kochane. Rozumiaem ja ci dobrze, e ciebie, a nie mnie
strzeg i e samemu mi atwiej wymkn si przyjdzie. Nieche mnie Bg sdzi, jelim ja
to, niebogo sieroto, z zatwardziaoci serca i braku ojcowskiego afektu dla ciebie uczyni.
Ale mka bya od pacjencji wiksza i nie mogem, na rany Chrystusa Pana przysigam, nie
mogem ju duej wysiedzie. Bo jakem pomyla, e si tam najszczersza krew polska
rzek pro partia et libertate leje, a mojej ni kropli w tej rzece nie masz, tedy mi si wydao,
e mnie anieli niebiescy za to potpi... Nie rodzi mi si byo na witej mudzi naszej,
gdzie ywie amor patriae i mstwo, nie rodzi mi si byo ni szlachcicem, ni Billewiczem,
to bym przy tobie zosta i ciebie strzeg. Ale ty, mem bdc, uczyniaby to samo,
wic i mnie odpucisz, iem ci, jako Daniela, sam w jaskini lww porzuci. Ktrego e
Bg w miosierdziu swoim konserwowa, tak te mniemam, e i nad tob bdzie lepsza od
mojej, Najwitszej Panny, krlowej naszej, protekcja.
Oleka zami oblaa pismo, ale pokochaa stryjca za ten postpek jeszcze lepiej, bo jej
serce dum wezbrao. Tymczasem uczyni si w Taurogach haas niemay. Sam Sakowicz
wpad do dziewczyny z furi wielk i nie zdejmujc czapki z gowy spyta:
- Gdzie stryj wapanny?
- Gdzie wszyscy, prcz zdrajcw, s!... W polu!
- Wapanna wiedziaa o tym!... - krzykn starosta.
A ona, zamiast si stropi, postpia kilka krokw ku niemu i mierzc go oczyma z niewypowiedzian
pogard odrzeka:
- Wiedziaam - i c?
- Wapanna... ej! gdyby nie ksi!... Wapanna przed ksiciem odpowiesz!...
- Ni przed ksiciem, ni przed jego pachokiem. A teraz prosz!...
I palcem wskazaa mu drzwi.
Sakowicz zgrzytn zbami i wyszed.
Tego samego dnia zagrzmiao w caych Taurogach o zwycistwie wareckim i taka
trwoga pada na wszystkich stronnikw szwedzkich, e sam Sakowicz nie mia kara
ksiy, ktrzy publicznie odpiewali w okolicznych kocioach Te Deum.
Wielki te ciar spad mu z serca, gdy w kilka tygodni pniej przyszo spod Malborga
pismo Bogusawowe z doniesieniem, i krl wymkn sie z rzecznego saku. Lecz inne nowiny
byy wielce niepocieszne. Ksi da posikw i nie kaza zostawia w Taurogach
wicej wojsk, niby tego konieczna obrona wymagaa. Gotowe rajtarie wyszy na drugi
dzie, a z nimi Ketling, Oettingen, Fitz-Gregory, sowem, wszyscy znamienitsi oprcz
Brauna, ktry by koniecznie Sakowiczowi potrzebny.
Taurogi opustoszay jeszcze bardziej ni po wyjedzie ksicia.
Anusia Borzobohata pocza si nudzi i tym bardziej Sakowiczowi dokucza. On za
myla, czyby si do Prus nie przenie, bo omielone odejciem wojsk partie jy znowu
przesuwa si za Rosienie i zblia do Taurogw. Sami Billewicze zebrali do piciuset koni
z obywatelstwa, drobnej szlachty i chopw. Porazili oni znacznie pukownika Btzowa,
ktry przeciw nim wycign, i przepukiwali bez miosierdzia wszystkie wsie radziwiowskie.
Ludno garna si do nich chtnie, bo aden rd, sami nawet Chlebowiczowie, nie
cieszyli si tak miedzy posplstwem czci i powag. Sakowiczowi al byo zostawia
Taurogi na ask nieprzyjaci, wiedzia take, e w Prusach trudno mu bdzie o pienidze,
o posiki, e tu rzdzi, jak chce, tam wadza jego zmale musi, jednake traci coraz bardziej
nadziej, czy si potrafi utrzyma.
Pobity Btzow schroni sie pod jego opiek, a wieci, ktre przywiz o potdze i wzrocie
rebelii, skoniy ostatecznie Sakowicza na stron prusk.
Jako za czowiek stanowczy i lubicy prdko doprowadzi do skutku to, co zamierza,
w dziesi dni ukoczy przygotowania, wyda rozkazy i mia ruszy.
Nagle trafi na niespodziewany opr i to ze strony, z ktrej najmniej go si spodziewa,
bo ze strony Anusi Borzobohatej.
Anusia nie mylaa do Prus jecha. W Taurogach byo jej dobrze. Postpy konfederackich
partyj nie przestraszay jej bynajmniej, i gdyby Billewicze uderzyli na same Taurogi,
jeszcze by bya rada. Rozumowaa sobie przy tym, e na obczynie, midzy Niemcami,
zostawaaby zupenie na asce Sakowicza, e atwiej by tam mogo przyj do jakowych
zobowiza, do ktrych nie miaa ochoty, wic postanowia upiera si przy pozostaniu.
Oleka, ktrej wyznaa swoje przyczyny, nie tylko potwierdzia ich suszno, ale najmocniej,
ze zami w oczach, pocza j baga, aby opara si wyjazdowi.
- Tu zbawienie moe jeszcze przyj, nie dzi, to jutro - mwia - tam zginiemy obie.
Anusia za jej na to:
- A widzisz! A mao to mnie naajaa za to, e i pana starost chciaam pogry, cho
ja o niczym nie wiedziaam, jak ksin Gryzeld kocham, tylko to jako tak samo z siebie
przyszo. A teraz zwaa-li by on na mj opr, gdyby nie by pogron? A co?
- Prawda, Anusiu, prawda! - odrzeka Oleka.
- Nie turbuje si, kwiatuszku najliczniejszy! Nog si z Taurogw nie ruszymy, jeszcze
Sakowiczowi dokucz w dodatku okrutnie.
- Daje Boe, by co wskraa.
- Ja bym nie miaa wskra?... Wskram. Raz dlatego, e mu chodzi o mnie, a po wtre,
jak mniemam, o moje majtnoci. Pogniewa mu si ze mn atwo, a nawet szabl mnie
zrani, ale w takim razie wszystko by przepado.
I pokazao si, e ma suszno. Sakowicz przyszed do niej wes i pewien siebie, ona
za przywitaa go z mink wielce pogardliw.
- Podobno - spytaa - wapan ze strachu przed panami Billewiczami do Prus chcesz
ucieka?
- Nie przed panami Billewiczami - odrzek marszczc brwi - i nie ze strachu, jeno si
tam przenosz z roztropnoci, abym wicej przeciw tym zbjcom mg ze wieymi siami
dokona.
- To szczliwej drogi.
- Jak to? Zali mylisz, e bez ciebie pojad, moja nadziejo najmilejsza?
- Kogo tchrz oblatuje, niech w ucieczce ma nadziej, nie we mnie. Zbytnio wapan
poufay, ja za, gdybym potrzebowaa konfidenta, pewnie by nie wapan nim zosta.
Sakowicz poblad z gniewu. Daby on jej, gdyby nie bya Anusi Borzobohat! Lecz
baczc, przed kim stoi, pomiarkowa si, straszn sw twarz ocukrzy umiechem i odrzek,
niby artujc:
- Ej, nie bd pyta! Wsadz do kolaski i powioz!
- Tak? - spytaa dziewczyna. - Tom, widz, wbrew intencjom ksicia, w niewoli tu
trzymana? Wiedze wapan o tym, e jeli to uczynisz, sowa wicej w yciu do wapana
nie przemwi, tak niech mi Pan Bg dopomoe, bo ja w ubniach chowana i dla tchrzw
najwiksz mam pogard. Bodajem nie bya wpada w takie rce!... Bodaj mnie pan
Babinicz do sdnego dnia na Litw wiz, bo ten si nie ba nikogo!
- Dla Boga! - krzykn Sakowicz. - Powiedze mi przynajmniej, czemu do Prus nie
chcesz jecha?
Lecz Anusia pocza udawa pacz i desperacj.
- Wzili mnie jako Tatarzyni w niewol, cho ja ksinej Gryzeldy wychowanka i nikt
do mnie nie mia prawa. Wzili i wi꿹, za morza gwatem wywo, na wygnanie mnie
skazuj, rycho patrze, jak kleszczami bd szarpali!... O Boe! o Boe!
- Boje si wapanna tego Boga, ktrego wzywasz! - zawoa pan starosta. - Kto ci
kleszczami bdzie szarpa?
- Ratujcie mnie, wszyscy wici! - powtarzaa kajc Anusia.
Sakowicz sam nie wiedzia, co ma czyni; dusia go wcieko, gniew; chwilami myla,
e zwariuje albo e Anusia zwariowaa. Na koniec rzuci si jej do ng i przyrzek, e
w Taurogach zostanie. Wwczas ona zacza go prosi iby odjecha, jeli si boi, czym go
do ostatniej doprowadzia rozpaczy, tak e si zerwa i wychodzc rzek:
- Dobrze! Zostajem w Taurogach, a czy si boj panw Billewiczw, to si wkrtce
pokae.
I tego samego dnia, zebrawszy resztki pobitych wojsk, Btzowa i swoje wasne, poszed
ale nie do Prus, tylko za Rosienie, przeciw panom Billewiczom, ktrzy w lasach girlakolskich
stali obozem. Nie spodziewali si oni adnego napadu, bo ju wie o zamierzonym
wyjciu wojsk z Taurogw powtarzano od kilku dni w okolicy, wic starosta, napadszy
nie ubezpieczonych, roznis ich na szablach i kopytach. Sam miecznik, pod ktrego dowdztwem
sta oddzia, ocala z pogromu, ale dwch Billewiczw z innej linii polego; z
nimi trzecia cz onierzy; pozostali rozpierzchli si na cztery wiata strony. Kilkudziesiciu
jecw przyprowadzi starosta do Taurogw i straci wszystkich rozkaza, zanim
Anusia moga wystpi w ich obronie.
O opuszczeniu Taurogw nie byo juz mowy i nie potrzebowa pan starosta tego czyni,
bo po tym nowym zwycistwie partie nie miay przechodzi na t stron Dubisy.
Sakowicz spanosza i chepi si niezmiernie, e byle mu Loewenhaupt przysa tysic
dobrych koni, on w caej mudzi rebeli zetrze. Ale Loewenhaupta nie byo ju w tych
stronach; Anusia za le przyja starocisk chepliwo.
- To z panem miecznikiem - rzeka - atwo si udao... Ale niechby tam by ten, przed
ktrym obacie z ksiciem precz umykali, pewnie byby wapan i beze mnie do Prus za
morze wyjecha.
Starost ubody te sowa do ywego.
- Naprzd, nie imaginuj sobie wapanna, eby Prusy byy za morzem, bo za morzem
jest Szwecja, a po wtre przed kimemy to tak z ksiciem umykali?
- Przed panem Babiniczem! - odrzeka dygajc z wielk ceremoni.
- Bodajem go kiedy na dugo szabli spotka!
- Pewnie by wapan na gboko szabli lea w ziemi... Ale nie wywouj wilka z lasu!
Sakowicz rzeczywicie nieszczerze tego wilka wywoywa, bo lubo by czowiekiem
niezrwnanej odwagi, jednake przed Babiniczem czu on jaki strach, prawie zabobonny,
tak okropne zostay mu po nim z ostatniej wojny wspomnienia. Nie wiedzia przy tym, jak
prdko ju to grone nazwisko usyszy.
Nim jednak rozebrzmiao po caej mudzi, przysza w czas jaki inna, dla jednych najradoniejsza
z radosnych, dla Sakowicza za straszliwa wie, ktr w dwch sowach powtarzay
wszystkie usta w caej Rzeczypospolitej:
- Warszawa wzita!
Zdawao si, e ziemia rozstpuje si pod nogami zdrajcw lub e cae niebo szwedzkie
wali si na ich gowy wraz ze wszystkimi bstwami, ktre na nim wieciy dotychczas jako
soce. Uszy nie chciay wierzy, e kanclerz Oxenstierna w niewoli, Erskern w niewoli,
Loewenhaupt w niewoli, Wrangel w niewoli, Wittenberg, sam wielki Wittenberg, ktry
ca t Rzeczpospolit krwi obla, ktry poow jej jeszcze przed nadejciem Karolowym
podbi, w niewoli! e krl Jan Kazimierz triumfuje, a po zwycistwie sd bdzie czyni nad
grzesznymi.
A wie biega jakby na skrzydach, huczaa jak grzmot nad ca Rzeczpospolit, sza
przez wsie, bo chop powtarza j chopu; sza przez pola, bo an zboowy ni szumia; sza
przez lasy, bo sosna powtarzaa j sonie, ory krakay o niej w powietrzu - i tym bardziej,
kto yw, chwyta za bro.
W mig zapomniano koo Taurogw o girlakolskiej klsce. Straszny niedawno Sakowicz
zmala we wszystkich, ba, nawet we wasnych swoich oczach; partie poczy na nowo
wpada na oddziay szwedzkie; Billewicze, ochonwszy po ostatnim pogromie, przeszli
znw Dubis na czele swych chopw i resztek szlachty laudaskiej.
Sakowicz sam nie wiedzia, co pocz, gdzie si obrci, skd wyglda ratunku. Od
dawna nie mia wieci od ksicia Bogusawa i prno ama sobie gow, gdzie on, przy
jakich wojskach moe si znajdowa? I chwilami niepokj ogarnia go miertelny, czy
ksi nie dosta si take do niewoli?
Z przeraeniem przypomnia sobie, i ksi mwi mu, e tabor skieruje ku Warszawie
i e jeeli uczyni go komendantem nad zaog w stolicy, to woli tam by, gdy atwiej si
stamtd na wszystkie strony oglda.
Nie brako te ludzi, ktrzy twierdzili na pewno, e ksi musia wpa w rce Jana
Kazimierza.
- Gdyby ksicia nie byo w Warszawie - mwiono - po c by miociwy pan nasz z
amnestii, ktr wszystkim Polakom przy zaodze zostajcym z gry udzieli, jego jednego
wyjmowa? Musi on ju by w mocy krlewskiej, a e wiadomo, i gowa ksicia Janusza
na pie bya przeznaczona, przeto i Bogusawowa pewno spadnie.
Skutkiem rozmyla doszed Sakowicz do tego samego przekonania i boryka si z rozpacz,
bo raz, e ksicia kocha, o po wtre, wiedzia, e w razie mierci tego potnego
protektora atwiej najdzikszy zwierz zdoa uchroni gow w tej Rzeczypospolitej ni on,
ktry by praw rk zdrajcy.
Zdawao mu si, e pozostaje jedno tylko: nie zwaa ju na Anusin opr i uciec do
Prus, tam szuka chleba, suby.
- Lecz co bdzie - pyta sie nieraz sam siebie starosta - gdy i elektor ulknie si gniewu
polskiego majestatu i wszystkich zbiegw wyda?
Nie byo wyjcia, a schronienie chyba za morzem, w Szwecji samej.
Na szczcie, po tygodniu tych niepewnoci i mki, przyby od ksicia Bogusawa goniec
z dugim listem wasnorcznym:
Warszawa odjta Szwedom - pisa ksi. - Tabor mj i rzeczy przepady. Recedere
ju za pno, bo taka na mnie tam zawzito, em by od amnestii wyczon. Ludzi moich
u samych bram Warszawy poszarpa Babinicz. Ketling w niewoli. Krl szwedzki, elektor i
ja, razem ze Szteinbokiem i wszystkimi siami, idziemy pod stolic, gdzie walna bitwa
niebawem nastpi. Carolus klnie si, e j wygra, chocia biego Kazimierzowa w prowadzeniu
wojny konfuduje go nie pomau. Kto by si spodziewa, e eks-jezuici tak wielki
strategos siedzi? Ale jam to pozna jeszcze pod Beresteczkiem, bo tam wszystko si dziao
jego i Winiowieckiego gow. Mamy nadziej w tym, e pospolite ruszenie, ktrego przy
Kazimierzu byo na kilkadziesit tysicy, rozlezie si do domw albo e pierwszy zapa
ostygnie i bi si tak dobrze nie bdzie. Daj Bg popoch jakowy miedzy t chas, wwczas
Carolus waln moe klsk zada, cho co po niej bdzie, nie wiadomo, i sami jene-
raowie powiadaj sobie po cichu, e ta rebelia to hydra, ktrej coraz nowe gowy rosn.
Mwi si: Naprzd odebra znw Warszaw. Gdym to z ust Karola usysza, pytaem, co
potem. Nie rzek nic. A tu siy nasze kruszej, ich za rosn. Nowej wojny zaczyna nie ma
z czym. I animusz ju nie ten, i nikt si z naszych nie chwyci tak Szwedw, jak na pocztku.
Wuj elektor milczy, jak zwykle, ale to widz dobrze, e jeli bitw przegramy, pocznie
Szwedw nazajutrz bi, aby si w aski Kazimierzowe wkupi. Ciko uderza w pokor,
ale musimy! Daj tylko Bg, eby mnie przyjto i ebym cay wyszed, substancji wszystkiej
nie straciwszy. W Bogu tylko ufno, ale bojani trudno si uchroni i trzeba ze
przewidywa. Dlatego, co mona z majtnoci za gotowy grosz zastawi albo i przeda, to
uczy, choby z konfederatami po cichu w praktyki wej. Sam z caym taborem jed do
Bir, jako e stamtd do Kurlandii bliej. Radzibym ci do Prus, ale tam wkrtce przed
ogniem i mieczem nie bdzie bezpieczno, bo zaraz po wziciu Warszawy ordynowano Babinicza,
aby przez Prusy na Litw szed rebeli ekscytowa, a po drodze pali i cina. A
wiesz, e on to potrafi. Chcielimy go zowi u Bugu i sam Szteinbok wysa na znaczny
podjazd, z ktrego ni zwiastun klski nie wrci. Nie bierz tego na si, aby mia si z Babiniczem
mierzy, bo nie zduasz, jeno do Bir pospieszaj.
Febris opucia mnie zupenie, ile e tu wszdy wysokie i suche rwnie, nie takie paludes
jako na mudzi. Bogu ci polecam etc.
O ile pan starosta uradowa si, i ksi yw i zdrowy, o tyle zatroskay go wielce nowiny.
Jeeli bowiem ksi przewidywa, e nawet wygrana walna bitwa nie zdoa zbyt
poprawi zachwianej fortuny szwedzkiej, to czego naleao si spodziewa w przyszoci?
By moe, i ksi zdoa si uchroni od zagady pod paszczem chytrego elektora, a on,
pan Sakowicz, pod ksicym, lecz co czyni tymczasem? I do Prus?
Pan Sakowicz nie potrzebowa rad ksicych, aby nie wchodzi w drog Babiniczowi.
Brako mu do tego zarwno si, jak chci. Pozostaway Bire, ale i to zbyt pno! Na drodze
do nich ley partia billewiczowska, ley kopa innych, szlacheckich, chopskich i ksiych,
i Bg wie nie jakich, ktre na sam wie pocz si i roznios go jak wicher suche
licie; a choby si nie poczyy, choby uprzedzi je szybkim a miaym pochodem,
trzeba po drodze w kadej wsi, na kadym bagnie, w kadym polu i lesie stacza now
bitw. Jakie by siy mie naleao, by cho w trzydzieci koni doj do Bir? Wic zosta
w Taurogach? I to le, bo tymczasem przyjdzie na czele potnego tatarskiego zastpu
straszny Babinicz; wszystkie partie zlec si do niego i zalej Taurogi jak powd, i zemst
tak wywrze, o jakiej ludzie dotd nie syszeli.
Pierwszy raz w yciu poczu zuchway do niedawna starosta, e brak mu rady w gowie,
mocy w przedsiwzieciu, wyboru w niebezpieczestwie.
I na drugi dzie zwoa na rad Btzowa, Brauna i kilku znaczniejszych oficerw.
Postanowiono zosta w Taurogach i czeka na nowiny spod Warszawy.
Lecz Braun z tej narady uda si wprost na inn, mianowicie do Anusi Borzobohatej.
Dugo, dugo naradzali si ze sob, na koniec Braun wyszed z twarz wielce poruszon.
Anusia za wpada jak burza do Oleki.
- Oleka! przyszed czas! - krzykna zaraz w progu. - Musimy ucieka!
- Kiedy? - spytaa dzielna dzieczyna blednc nieco, lecz wstajc zaraz, na znak natychmiastowej
gotowoci.
- Jutro, jutro! Braun ma komend, a Sakowicz bdzie spa w miecie, bo go pan Dzieszuk
na uczt zaprosi. Pan Dzieszuk dawno namwion i do wina czego mu namiesza.
Braun powiada, e sam pjdzie i pidziesit koni wyprowadzi. Oj, Oleka! Oleka, jaka
ja szczliwa! jaka ja szczliwa!
Tu Anusia rzucia si na szyj Billewiczwny i pocza ja ciska z takim wybuchem
radoci, a a ta zdziwiona spytaa:
- Co ci jest, Anusiu? Wszake moga Brauna dawno do tego skoni?
- Mogam skoni? Tak, mogam! to ja ci jeszcze nic nie mwiam? O Boe! Boe! Nic
nie wiesz? Pan Babinicz tu idzie! Sakowicz ze strachu mrze i wszyscy oni!... Pan Babinicz
idzie! pali! cina! Podjazd jeden znis ze szcztem, samego Szteinboka porazi i idzie
wielkimi pochodami, jakby si spieszy! A do kogo on si tu moe spieszy? Powiedz,
czy ja nie gupia?
Tu zy bysny w Anusinych renicach, Oleka za zoya rce jak do modlitwy i
wznisszy oczy rzeka:
- Do kogokolwiek si spieszy, niech Bg prostuje drogi jego, niech go bogosawi i
chroni.
ROZDZIA XXIII
Pan Kmicic, chcc si przedosta od Warszawy ku Prusom Ksicym i Litwie, rzeczywicie
nieatwe mia zaraz w pocztkach zadanie, bo nie dalej jak w Serocku staa
wielka potga szwedzka. Karol Gustaw kaza jej swego czasu umylnie tam stan, aby
przeszkadzaa obleniu Warszawy, lecz poniewa Warszawa bya ju wzita, przeto armia
ta nie miaa tymczasem nic lepszego do roboty, jak nie puszcza oddziaw, ktre Jan
Kazimierz chciaby na Litw lub do Prus posa. Sta na jej czelde Duglas, biegy wojownik,
wywiczony jak aden ze szwedzkich jeneraw w dorywczej wojnie, i dwch zdrajcw
polskich, Radziejowski i Radziwi. Byo z nimi dwa tysice wybornej piechoty, a
drugiej tyle jazdy i artylerii. Wodzowie zasyszawszy o ekspedycji Kmicica, gdy i tak trzeba
im byo zbliy si ku Litwie dla ratowania na nowo obleganego przez Mazurw i
Podlasian Tykocina nad Bugiem, midzy Serockiem z jednej, Zotoryj z drugiej strony i
Ostrok na szczycie.
Kmicic za musia przez w trjkt przechodzi, bo spieszy si, a tamtdy bya mu
droga najblisza. Wczenie te pomiarkowa si, e jest w sieci, ale e przywyk do tego
sposobu wojowania, wic si nie zraa. Liczy na to, e sie ta jest rozcignita, i dlatego
oka w niej tak szerokie, i si w razie potrzeby przedosta przez nie zdoa. Co wicej: jakkolwiek
polowano na niego pilnie, on nie tylko kluczy, nie tylko si wymyka, ale i sam
polowa. Naprzd przeszed Bug za Serockiem, dotar brzegiem rzeki do Wyszkowa, w
Braszczyku znis ze szcztem trzysta koni wysanych na podjazd, tak i, jak ksi pisa,
ni zwiastun klski nie zosta. Sam Duglas nacisn go w Dugosiodle, lecz on rozbiwszy
jazd przedosta si poza ni i zamiast umyka co duchu, szed im na oczach a do Narwi,
ktr wpaw przeby. Duglas zosta nad jej brzegiem czekajc na promy, ale nim je sprowadzono,
Kmicic guch noc wrci si znw przez rzek i uderzywszy na przednie strae
szwedzkie, wznieci popoch i zamieszanie w caej Duglasowej dywizji.
Zdumial si tym postpkiem stary jenera, lecz nazajutrz zdumienie jego jeszcze byo
wiksze, gdy dowiedzia si, i Kmicic obszed armi i wrciwszy na miejsce, z ktrego
ruszono go jak zwierza, zagarn w Braszczyku podajce za wojskiem wozy szwedzkie
wraz z upami i kas, wyciwszy przy tym pidziesit piechoty konwoju.
Upyway czasem cae dnie, e Szwedzi widzieli jego Tatarw goym okiem na kracu
widnokrgu, a dosign ich nie mogli. Za to pan Andrzej co chwila co urywa. onierz
szwedzki nuy si, a polskie chorgwie, ktre trzymay si jeszcze przy Radziejowskim,
lubo z dysydentw zoone, suyy nieszczerze. Natomiast ludno wysugiwaa si z zapaem
gonemu partyzantowi. Wiedzia o kadym ruchu, o najmniejszym podjedzie, o
kadym wozie, ktry wyrusza naprzd lub pozostawa w tyle. Czstokro zdawao si, e
igra ze Szwedami, ale byy to igraszki tygrysie. Jecw nie ywi, kaza ich wiesza Tatarom,
gdy tak samo zreszt czynili w caej Rzeczypospolitej Szwedzi. Chwilami, rzekby,
napadaa go wcieko niepohamowana, bo ze lepym zuchwalstwem rzuca si na przewane
siy.
- Wariat dowodzi tym oddziaem - mwi o nim Duglas.
- Albo wcieky pies! - odpowiedzia Radziejowski.
Bogusaw by zdania, e jedno i drugie, ale podszyte znamienitym onierzem. Z chwil
te opowiada jeneraom, e tego kawalera po dwakro wasna rk zwali na ziemi.
Jako na niego najzacieklej nastpowa pan Babinicz. Szuka go widocznie; sam cigany,
ciga.
Duglas odgad, e musi by w tym jaka prywatna nienawi.
Ksi nie zapiera, chocia objanie adnych nie dawa. Paci te Babiniczowi rwn
monet, bo idc za przykadem Chowaskiego wyznaczy cen na jego gow, a gdy to nie
pomogo, zamyli skorzysta z jego ku sobie nienawici i wanie przez ni w potrzask go
wprowadzi.
- Wstyd nam ju pora si tak dugo z tym rozbjnikiem - rzek do Duglasa i Radziejowskiego
- krci si on koo nas jak wilk koo owczarni i spomidzy palcw wymyka.
Pjd mu tedy z niewielkim oddziaem na przynt, a gdy na mnie uderzy, pty go na sobie
zatrzymam, dopki wasze dostojnocie nie nadcigniecie; wwczas nie wypucim raka
z kobieli.
Duglas, ktremu gonitwa dawno si ju uprzykrzya, may tylko stawia opr twierdzc,
e nie moe i nie powinien ycia tak wielkiego dostojnika i krewnego krlw dla schwytania
jednego grasanta azardowa. Lecz gdy ksi nalega, zgodzi si.
Uoono, e ksi pjdzie z oddziaem piciuset jedcw, ale kademu rajtarowi wsadzi
za plecy piechura z muszkietem. Fortel ten mia posuy do wprowadzenia w bd Babinicza.
- Nie wytrzyma on, gdy usyszy o piciuset tylko rajtarach, i uderzy niezawodnie -
mwi ksi - tymczasem, gdy mu piechota w oczy plunie, rozprosz si jego Tatarzy jak
piasek... i sam polegnie lub ywcem go dostaniem...
Plan w przeprowadzono szybko i z wielka dokadnoci. Naprzd puszczano przez
dwa dni wieci, i podjazd z piciuset koni ma by pod Bogusawem wysany. Jeneraowie
liczyli na pewno, e miejscowa ludno uwiadomi o tym Babinicza. Jako tak si stao.
Ksi ruszy gbok i ciemn noc ku Wsowu i Jelonce, przeszed w Czerewinie
rzek i zostawiwszy jazd w goym polu, zasadzi piechot w pobliskich zagajnikach, aby
niespodzianie wychyli si moga. Tymczasem Duglas mia si posuwa brzegiem Narwi
udajc, e idzie ku Ostroce. radziejowski za zachodzi mia z lejszymi chorgwiami
jazdy od Ksiopola.
Wszyscy trzej wodzowie nie wiedzieli dobrze, gdzie w tej chwili jest Babinicz, bo od
chopw niepodobna si byo dowiedzie, rajtarowie za nie umieli chwyta Tatarw.
Przypuszcza jednak Duglas, e gwna sia Babiniczowa stoi w niadowie, i chcia j otoczy
tak, aby jeli Babinicz ruszy na ksicia Bogusawa, zaj mu od granicy litewskiej i
przeci odwrt.
Wszystko zdao si sprzyja szwedzkim zamiarom. Kmicic istotnie by w niadowie i
zaledwie dosza go wiadomo o Bogusawowym podjedzie, zapad natychmiast w lasy,
aby niespodzianie wynurzyc si z nich pod Czerewinem.
Duglas, zawrciwszy od Narwi, trafi po kilku dniach na lady tatarskiego pochodu i
szed tym samym szlakiem, zatem ju z tyu za Babiniczem. Upa mordowa straszliwie
konie i ludzi poprzybieranych w elazne blachy, lecz jenera szed naprzd, nie zwaajc
na te przeszkody, pewien ju zupenie, e zajdzie Babiniczow watah niespodzianie i w
chwili bitwy.
Na koniec po dwch dniach pochodu dotar tak blisko Czerewina, e dymy chaup wida
byo. Wwczas stan i poobsadzawszy wszystkie przejcia, najmniejsze cieki, czeka.
Niektrzy oficerowie chcieli i na ochotnika i zaraz uderza, lecz on wstrzyma ich mwic:
- Babinicz, po uderzeniu na ksicia, gdy pozna, e nie z sama jazd, ale i z piechot ma
do czynienia, cofa si musi... a moe wraca tylko dawnym szlakiem, wwczas za
wpadnie nam jakby w otwarte ramiona.
Jako pozostawao tylko nadstawia ucha, rycho-li odezw si wycia tatarskie i pierwsze
strzay muszkietw.
Tymczasem upyn jeden dzie i w lasach czerewiskich cicho byo, jak gdyby nigdy
nie postaa w nich noga onierska.
Duglas pocz si niecierpliwi i pod noc wysa maleki podjazd ku polom, przykazawszy
mu najwieksz ostrono.
Podjazd wrci gboka noc, nic nie widziawszy i niczego nie sprawdziwszy. witaniem
ruszy sam Duglas z ca si naprzd.
Po kilku godzinach drogi dotar do miejsca, na ktrym peno byo ladw onierskiego
postoju. Znaleziono resztki sucharw, potuczone szko, kawaki ubioru i pas z adunkami,
jakich uywali piechurowie szwedzcy; niewtpliwie wi staa w tym miejscu Bogusawowa
piechota, lecz nigdzie nie byo jej wida. Dalej, na mokrej ce, przednia stra Duglasowa
spostrzega mnstwo wyciskw cikich rajtarskich koni, na brzegu za lady tatarskich
bachmatw; jeszcze dalej leao pado jednego konia, z ktrego wilcy wieo wycignli
wntrznoci. O staj stamtd znaleziono strza tatarsk bez grotu, ale z cakowit
brzechw i betem. Widocznie Bogusaw cofa si, a Babinicz szed za nim.
Duglas zrozumia, e musiao zaj co niezwykego.
Lecz co? Na to nie byo odpowiedzi. Duglas zamyli si. Nagle zadum przerwa mu
oficer z przedniej stray.
- Wasza dostojno! - rzek. - Przez zarola wida o staj kilku ludzi w kupie. Nie ruszaja
si, jakby wartownicy. Wstrzymaem stra, by waszej dostojnoci o tym donie.
- Jezdni czy piesi? - spyta Duglas.
- Piesi, jest ich czterech czy piciu w kupie, dobrze policzy nie mona, bo gazie zasaniaj.
Ale migaj si zto, jakby nasi muszkietnicy.
Duglas cisn kolanami konia, szybko popdzi do pierwszej stray i ruszy z ni naprzd.
Przez rzednce zarola w dalszym gbokim lesie wida byo grup onierzy zupenie
nieruchom, stojc pod drzewem.
- Nasi, nasi! - rzek Duglas. - Ksi musi by w pobliu.
- Dziw! - ozwa si po chwili oficer - stoj na warcie i aden si nie ozwie, cho haaliwie
idziemy.
Wtem zarola skoczyy si i odsoni si las niepodszyty.
Wwczas nadjedajcy ujrzeli czterech ludzi stojcych w kupie, tu jeden obok drugiego,
jakby patrzyli czego w ziemi. Od gowy podnosio si kademu czarne pasmo
prosto ku grze.
- Wasza dostojno!  rzek nagle oficer - ci ludzie wisz!
- Tak jest! - odpowiedzia Duglas.
I przypieszywszy kroku stanli za chwil tu koo trupw. Czterech piechurw wisiao
na ptlach razem, jak kupa drozdw, z nogami ledwie na cal wyniesionymi nad ziemi, bo
na niskiej gazi.
Duglas popatrzy na nich do obojtnie, po czym rzek jakby do samego siebie:
- To wiemy, e i ksi, i Babinicz tdy przechodzili.
I zamyli sie znowu, bo sam dobrze nie wiedzia, czyli ma i dalej tym lenym szlakiem,
czy si przebra na wielki gociniec ostrocki.
Tymczasem w p godziny pniej odkryto znw dwa trupy. Widocznie byli to maruderowie
lub chorzy, ktrych babiniczowscy Tatarzy schwytali postpujc za ksiciem.
Lecz czemu ksi si cofa?
Duglas zna go zbyt dobrze, to jest zarwno jego odwag, jak dowiadczenie wojenne,
aeby chocia na chwil przypuci, e ksi nie mia dostatecznych przyczyn. Musiao
tam co zaj koniecznie.
Na drugi dzie dopiero sprawa sie wyjania. Mianowicie przyjecha z podjazdem w
trzydzieci koni pan Bies Kornia od ksicia Bogusawa z doniesieniem, i krl Jan Kazimierz
wyprawi za Bug przeciw Duglasowi pana hetmana polnego Gosiewskiego w sze
tysicy litewskich i tatarskich koni.
- Dowiedzielimy si o tym - mwi pan Bies - zanim Babinicz nadcign, bo szed
bardzo ostronie i czsto przypada, zatem marudnie. Pan Gosiewski jest w czterech lub
piciu milach. Ksi, powziwszy wiadomo, cofn si spiesznie musia, aby si z panem
Radziejowskim poczy, ktry atwo mg by zniesion. Ale szybko idc poczylimy
si szczliwie. Zaraz te ksi podjazdy ordynowa po kilkanacie koni we wszystkie
strony z doniesieniem do waszej dostojnoci. Sia ich wpadnie w tatarskie albo chopskie
rce, ale w takiej wojnie nie moe inaczej by.
- Gdzie s ksi i pan Radziejowski?
- W dwch milach std, u brzegu.
- Ksi ca-li si wyprowadzi?
- Piechot zostawi musia, ktra si przebiera co najgstszymi lasami, by si od Tatarw
uchroni.
- Taka jazda, jak tatarska, by i najwikszymi gszczami i umie. Nie spodziewam si
ju ujrze tej piechoty. Ale niczyjej w tym winy nie ma i ksi postpi jako wdz dowiadczony.
- Ksi rzuci jeden znaczniejszy podjazd ku Ostroce, aby pana podskarbiego litewskiego
w bd wprowadzi. Rusz oni tam nie mieszkajc, w tej myli, e cae nasze wojsko
na Ostrok poszo.
- To dobrze! - rzek ucieszony Duglas. - Damy panu podskarbiemu rady.
I nie tracc chwili nakaza pochd, aby si z ksiciem Bogusawem i Radziejowskim
poczy. Nastpio to tego samego dnia ku wielkiej uciesze, zwaszcza pana Radziejowskiego,
ktry niewoli gorzej od samej mierci si obawia, wiedzia bowiem, e jako zdrajca
i sprawca wszystkich nieszcz Rzeczypospolitej srodze odpowiada by musia.
Teraz wszelako, po poczeniu si z Duglasem, armia szwedzka wynosia przeszo cztery
tysice ludzi, zatem moga stawi skuteczny opr siom pana hetmana polnego. Mia on
wprawdzie sze tysicy jazdy, lecz Tatarzy prcz Babiniczowych, bardzo wywiczonych,
uyci by we wstpnym boju nie mogli, a i sam pan Gosiewski, lubo wojownik biegy i
uczony, nie umia ladem Czarnieckiego natchn ludzi takim zapaem, przeciw ktremu
nic osta si nie zdoao.
Duglas jednak w gow zachodzi, w jakim celu Jan Kazimierz mg wysa hetmana
polnego za Bug. Krl szwedzki wraz z elektorem szed na Warszaw, walna bitwa musiaa
wic tam prdzej, pniej nastpi. A lubo Kazimierz sta ju na czele potgi liczebnie od
Szwedw i brandenburczykw wikszej, jednake sze tysicy bitnego ludu stanowio
zbyt wielki zasiek, aby si krl polski mia go dobrowolnie pozbawia.
Prawda, e i pan Gosiewski wyrwa Babinicza z toni, ale przecie na ratunek Babinicza
nie potrzebowa krl caej dywizji wysya. By zatem w tej wyprawie jaki cel ukryty,
ktrego jenera szwedzki, mimo caej przenikliwoci, odgadn nie umia.
W licie krla szwedzkiego, nadesanym w tydzie pniej, zna byo wielki niepokj i
jakoby przeraenie z powodu tej ekspedycji, ale kilka sw wyjaniao jej przyczyny. Wedle
zdania Karola Gustawa pan hetman nie po to by posany, by na Duglasow armie uderza,
ni by i na Litw, tamtejsze powstanie wspomaga, bo tam i tak Szwedzi ju nastarczy
nie mogli, ale po to, eby Prusom Ksicym, mianowicie wschodniej ich czci, cakowicie
wojsk pozbawionej, zagrozi.
Obliczono na to - pisa krl - by elektora w wiernoci dla malborskiego traktatu i dla
nas zachwia, co atwo moe sie sta, gdy on z Chrystusem przeciw diabu i z diabem
przeciw Chrystusowi jednoczenie wej w sojusz gotowy, aby od obudwu skorzysta.
List koczy si poleceniem, aby Duglas stara si wszelkimi siami pana hetmana do
Prus nie dopuci, ktry jeli w cigu kilku tygodni wkroczy tam nie zdoa, niechybnie
pod Warszaw wraca musi.
Duglas uzna, e zadanie, jakie na woono, wcale si jego nie przechodzi. Jeszcze niedawno
stawia on z pewnym powodzeniem czoo samemu Czarnieckiemu, dlatego Gosiewski
nie by mu straszny. Nie spodziewa si wprawdzie znie jego dywizji, ale by
pewien, e potrafi ja osadzi i wszelkie jej ruchy zahamowa.
Jako od tej chwili poczy si bardzo sztuczne podchody obu armii, ktre unikajc
wzajemnie walnej bitwy, staray si obej jedna drug. Obaj wodzowie godnie wspzawodniczyli
ze sob, jednake dowiadczony Duglas o tyle by gr, e wyej jak do
Ostroki pana hetmana polnego nie puci.
Za ocalony od Bogusawowego podejcia pan Babinicz wcale sie take z poczeniem
z litewsk dywizj nie spieszy, albowiem z wielk gorliwoci zaj si ow piechot, ktr
Bogusaw w spiesznym swym pochodzie ku Radziejowskiemu musia po drodze zostawi.
Tatarzy jego, prowadzeni przez miejscowych lenikw, szli za ni dzie i noc, uszczc
co chwila nieostronych lub tych, ktrzy pozostawali w tyle. Brak ywnoci zmusi
na koniec Szwedw do podzielenia si na mae oddziay, ktre atwiej o spy stara si
mogy, ale tego tylko czeka pan Babinicz.
Podzieliwszy sw watah na trzy komendy, pod dowdztwem wasnym, Akbah-Uana i
Soroki, w kilka dni wygnit wiksz cz owych piechurw. Bya to jakby nieustajca
obawa na ludzi po gszczach lenych, ozach i trzcinach, pena haasu, wrzaskw, nawoywa,
strzaw i mierci.
Szeroko rozsawia ona imi Babinicza midzy Mazurami. Watahy zebray si i poczyy
z panem Gosiewskim dopiero pod sam Ostrok, kiedy pan hetman polny, ktrego
wyprawa bya tylko demonstracj, odebra ju rozkaz krlewski cignienia z powrotem
pod Warszaw. Krtko tylko mg pan Babinicz cieszy si znajomymi, mianowicie panem
Zagob i Woodyjowskim, ktrzy na czele laudaskiej chorgwi towarzyszyli hetmanowi.
Witali si jednak bardzo serdecznie, bo ju bya wielka przyja i zayo pomidzy
nimi. Obu modym pukownikom markotno byo wielce, e nie mogli tym razem nic
wskra przeciw Bogusawowi, ale pan Zagoba pociesza ich dolewajc im gsto do
szklenic i tak mwic:
- Nic to! Ju moja gowa od maja pracuje nad fortelami, a nigdy jeszcze na darmo jej
nie amaem. Mam kilka gotowych, bardzo przednich, jeno do aplikowania ju czasu nie
ma, chyba pod Warszaw, dokd wszyscy ruszymy.
- Ja musz do Prus! - odpar Babinicz - i pod Warszaw nie bd.
- Zali si do Prus dosta zdoasz?  spyta Woodyjowski.
- Jak Bg na niebie, tak si przemkn, i to wicie wam przyrzekam, e bigosu narobi
niepoledniego, bo juci powiem moim Tatarom: Hulaj dusza! Radzi by oni i tu noami
po gardach ludziom przecign, ale im zapowiedzia, e za kady gwat powrz! Za to w
Prusiech i wasnej ochocie pofolguj. Za bym nie mia si przemkn! Wycie nie mogli,
ale to inna rzecz, bo atwiej wikszej sile drog zagrodzi nili takiej watae, jako jest
moja, z ktr ukry si atwo. Nieraz ja ju w trzcinach siedzia, a Duglasowi przechodzili
tu, tu, ani o tym wiedzc. Duglas te pjdzie pewnie za wami i mnie tu pole wolne odsoni.
- Ale go te, sysz, zmacha! - rzek z zadowoleniem Woodyjowski.
- Ha, szelma! - doda pan Zagoba. - Co dzie musia koszul bra, tak si poci. Jue
wapan i Chowaskiego sprawniej nie podchodzi, i to ci musz przyzna, e sam bym le-
piej nie potrafi, gdybym sie na wapanowym miejscu znajdowa, chocia jeszcze pan Konicpolski
powiada, e do podjazdowej wojny nie masz nad Zagob.
- Widzi mi si - rzek do Kmicica Woodyjowski - i jeli Duglas wrci, to Radziwia
tu zostawi, by na ci nastpowa.
- Daj to Bg! T sam mam nadziej - odpar ywo Kmicic. - Jakbym ja zacz jego
szuka, a on mnie take, to bymy si przecie znaleli. Trzeci raz ju przeze mnie nie
przejedzie, a jeli przejdzie, to si chyba wicej nie podnios. Twoje arkana pamitam dobrze
i wszystkie sztychy ubniaskie mam jako pacierz w pamici. Co dzie ich te z Sorok
prbuj, aeby sobie rk wkada.
- Co tam fortele! - zawoa Woodyjowski - szabla grunt!
Dotkna nieco ta maksyma pana Zagob, ktry te zaraz odrzek:
- Kady wiatrak myli, e grunt skrzydami macha, a wiesz, Michaku, czemu? Bo ma
plewy pod dachem, alias w gowie. Sztuka wojenna take na fortelach polega, inaczej
Roch mgby by hetmanem wielkim, a ty polnym.
- A co pan Kowalski porabia? - spytal Kmicic.
 Pan Kowalski? Ju elazny hem na gowie nosi i susznie, bo kapusta z sagana najlepsza.
Obowi si okrutnie w Warszawie, zdoby si na poczet zacny i poszed do husarzw,
do kniazia Poubiskiego, a wszystko dlatego, eby mc kopi si do Carolusa zoy.
Przychodzi do nas co dzie pod namiot i lipiami ypie, czyli szyja od gsiora ze somy
nie wyglda. Nie mog tego chopca od pijastwa odzwyczai. Na nic dobry przykad!
Alem mu prorokowa, e mu na ze wyjdzie to chorgwi laudaskiej opuszczenie. Szelma!
niewdzicznik! za tyle dobrodziejstw, ktrem mu wywiadczy, opuci mnie, taki syn, dla kopii!
 Wapan e jego chowa?
 Mj mosanie! nie czye mnie niedwiednikiem. Panu Sapiee, ktren mnie o to pyta,
powiedziaem, e jednego z Rochem mieli praeceptora, ale nie mnie, bo ja za modych
lat byem bednarzem, i klepki umiaem dobrze wstawia.
 Naprzd, tego by wapan panu Sapiee nie mia powiedzie odpowiedzia Woodyjowski
 a po wtre, niby mruczysz na Kowalskiego, a miujesz go jako renic oka.
 Wol go od ciebie, panie Michale, gdy chrabszczw nigdy znosi nie mogem ani
kochliwych mydkw, ktrzy na widok pierwszej lepszej niewiasty kozioki zaczynaj zaraz
przewraca jako niemieckie muce.
 Albo jako te mapy u Kazanowskich, z ktrymi wapan wojowa!
 miejcie si, miejcie, bdziecie drugi raz sami Warszaw zdobywali!
 To to niby wapan j zdoby?
 A kto Krakowsk Bram expugnavit? Kto niewol dla jeneraw obmyli? Siedz teraz
na chlebie i wodzie w Zamociu, a co Wittenberg spojrzy na Wrangla, to powiada:
Zagoba nas tu wsadzi!  i oba w pacz. eby pan Sapieha nie by chory i eby tu by
obecny, powiedziaby wam, kto szwedzkiego kleszcza z warszawskiej skry najpierwszy
wycign.
 Dla Boga!  rzek Kmicic  uczycie e to dla mnie i przylijcie mi wiadomo o onej
bitwie, na ktr si pod Warszaw zbiera. Dnie i noce bd na palcach liczy i spokoju nie
zaznam, pki si czego pewnego nie dowiem.
Zagoba przyoy palec do czoa.
 Posuchajcie mojej polityki  rzek  bo co powiem, to si tak pewno speni... jako i to
jest pewne, e ta szklenica stoi przede mn... Czy nie stoi? co ?
 Stoi, stoi! Mw wa!
 T bitw waln albo przegramy, albo wygramy...
 To kady wie!  wtrci Woodyjowski.
 Milczaby, panie Michale, i uczy si. Suponujc, e t bitw przegramy, wiesz, co
dalej bdzie?... Widzisz! nie wiesz, bo ju swymi szydekami pod nosem, jak zajc, ruszasz...
Ot ja mwi wam, e nic nie bdzie...
Kmicic, ktry by bardzo ywy, zerwa si, stukn szklank o st i zawoa:
 Marudzisz wa!
 Mwi, e nic nie bdzie!  odpar Zagoba.  Modzicie, to tego nie rozumiecie, e
jako teraz rzeczy stoj, nasz krl, nasza mia ojczyzna, nasze wojska mog pidziesit bitew
jedna po drugiej przegra... i po staremu wojna pjdzie dalej, szlachta bdzie si zbieraa,
z ni i wszystkie podlejsze stany... I nie uda si raz, to uda si drugi, dopki moc nieprzyjacielska
nie stopnieje. Ale jak Szwedzi jedn batali wiksz przegraj, to ich diabli
bez ratunku wezm, a elektora z nimi w dodatku.
Tu oywi si Zagoba, wychyli szklank, paln ni o st i mwi dalej:
 Suchajcie, bo tego z lada gby nie usyszycie, bo nie kady umie patrzy generalnie.
Niejeden myli: co tu nas jeszcze czeka? ile bitew, ile klsk, o ktre, wojujc z Carolusem,
nietrudno... ile ez? ile krwi wylanej? ile cikich paroksyzmw?... I niejeden wtpi, i niejeden
przeciw miosierdziu boemu i Matce Najwitszej bluni... A ja wam powiadam
tak: Wiecie, co nieprzyjaci onych wandalskich czeka?  zguba; wiecie, co nas czeka?
zwycistwo! Pobij nas jeszcze sto razy... dobrze... ale my pobijemy sto pierwszy, i bdzie
koniec.
Rzekszy to pan Zagoba przymkn na chwil oczy, lecz zaraz je otworzy, spojrza
byszczcymi renicami przed siebie i nagle zakrzykn ca si piersi:
 Zwycistwo ! zwycistwo !
Kmicic a zaczerwieni si z radoci.
 Dalibg, ma racj! dalibg, susznie mwi! Nie moe inaczej by! Musi taki przyj
koniec!
 Ju to trzeba waci przyzna, e ci tu nie brakuje  rzek Woodyjowski palnwszy si
w gow.  Rzeczpospolit mona zaj, ale dosiedzie w niej nie la... i tak w kocu trzeba
si bdzie wynie.
 Ha! co? nie brakuje!  rzek uradowany z pochway Zagoba.  Kiedy tak, to wam
jeszcze bd prorokowa. Bg przy sprawiedliwych! Wapan (tu zwrci si do Kmicica)
zdrajc Radziwia pokonasz, do Taurogw pjdziesz, dziewczyn odbierzesz, za on j
pojmiesz, potomstwo wychowasz... Niech pypcia na jzyku dostan, jeeli tak nie bdzie,
jakom rzek... Dla Boga! tylko nie udu!
Susznie zastrzeg si pan Zagoba, bo pan Kmicic porwa go w swoje ramiona, podnis
w gr i tak ciska pocz, e a oczy staremu wyszy na wierzch, ledwie za stan
na wasnych nogach, ledwie odsapn, ju pan Woodyjowski rozochocony wielce chwyci
go za rk.
 Moja kolej! Mw wapan, co mnie czeka?
 Boe ci bogosaw, panie Michale!... Wywiedzie ci twoja misterna dzierlatka cae
stadko... nie bj si. Uf!
 Vivat!  krzykn Woodyjowski.
 Ale pierwej ze Szwedami koniec uczynim!  doda Zagoba.
 Uczynim ! uczynim !  zawoali trzaskajc szablami modzi pukownicy
 Vivat! zwycistwo!
ROZDZIA XXIV
W tydzie pniej przedosta si pan Kmicic w granice Prus elektorskich pod Rajgrodem.
Przyszo mu to do atwo, gdy przed samym odejciem pana hetmana polnego zapad
w lasy tak skrycie, i Duglas by pewien, e i jego wataha pocigna razem z ca
dywizj tatarsko-litewsk pod Warszaw, i mae tylko zaogi po zameczkach do obrony
tych stron zostawi.
Duglas odszed take w lad za Gosiewskim, z nim i Radziejowski, i Radziwi.
Kmicic dowiedzia si o tym jeszcze przed przejciem granicy i zgryz si srodze, e nie
bdzie si mg oko w oko ze swym miertelnym wrogiem spotka i e kara moe Bogusawa
doj z innych rk, mianowicie z rk pana Woodyjowskiego, ktry take przeciw
niemu lubowa.
Za czym, nie mogc wywrze zemsty za krzywdy Rzeczypospolitej i swoje nia osobie
zdrajcy, wywar j w straszliwy sposb na posiadociach elektorskich.
Tej samej nocy jeszcze, w ktrej Tatarzy minli sup graniczny, niebo zaczerwienio si
unami, rozlegy si wrzaski i pacz ludzi deptanych stop wojny. Kto polsk mow o lito
umia prosi, ten z rozkazu wodza by oszczdzany, ale natomiast niemieckie osady, kolonie,
wsie i miasteczka zmieniay si w rzek ognia, a przeraony mieszkaniec szed pod
n.
I nie tak prdko oliwa rozlewa si po morzu, gdy j eglarze dla uspokojenia fal wylej,
jak rozla si w czambu Tatarw i wolentarzy po spokojnych i ubezpieczonych dotd
stronach. Zdawao si, i kady Tatar umia si dwoi i troi, by naraz w kilku miejscach,
pali, cina. Nie oszczdzano nawet anw zboowych, nawet drzew w sadach.
Tyle przecie czasu trzyma pan Kmicic na smyczy swych Tatarw, e wreszcie, gdy
ich puci na ksztat stada drapienych ptakw, prawie zapamitali si wrd rzezi i zniszczenia.
Jeden przesadza si nad drugiego, a e jasyru bra nie mogli, wic pawili si od
rana do wieczora we krwi ludzkiej.
Sam pan Kmicic, majc w sercu niemao dzikoci, da jej folg zupen i cho wasnych
rk we krwi bezbronnych nie wala, przecie patrzy z zadowoleniem na pync. Na duszy
zasi by spokojny i sumienie nic mu nie wyrzucao, bo bya to krew niepolska i w dodatku
heretycka, wic nawet sdzi, e mi rzecz Bogu, a zwaszcza witym paskim czyni.
Przecie elektor, lennik, zatem suga Rzeczypospolitej z dobrodziejstw jej yjcy, pierwszy
podnis witokradzk rk na sw krlow i pani, wic naleaa mu si kara, wic
pan Kmicic by tylko narzdziem gniewu boego.
Dlatego co wieczora spokojnie odmawia raniec przy blasku poncych osad niemieckich,
a gdy krzyki mordowanych zmyliy mu rachunek, tedy zaczyna od pocztku,
aby duszy grzechem niedbalstwa w subie boej nie obciy.
Nie same jednak okrutne uczucia w sercu hodowa, bo oprcz pobonoci oywiay je
rne wzruszenia zwizane pamici z dawnymi laty. Czsto wic przychodziy mu na
myl owe czasy, w ktrych Chowaskiego z tak wielk saw podchodzi, i dawni kompanionowie
stawali mu jakby ywi przed oczyma: Kokosiski, olbrzymi Kulwiec-
Hippocentaurus, raby Ranicki z senatorsk krwi w yach, Uhlik, na czekaniku grywaj-
cy, Reku, na ktrym krew ludzka nie ciya, i Zend, ptactwo i wszelkiego zwierza biegle
naladujcy.
 Wszyscy oni, prcz moe jednego Rekucia, w piekle skwiercz, a ot! uyliby teraz, ot,
by si we krwi ubabrali, grzechu na dusz nie cigajc i z poytkiem dla Rzeczypospolitej!...
Tu wzdycha pan Andrzej na myl, jak zgubn rzecz jest swawola, skoro w zaraniu
modoci drog do piknych uczynkw na wieki wiekw zamyka.
Lecz najwicej wzdycha do Oleki. Im bardziej zapuszcza si w granice pruskie, tym
sroej paliy go rany serca, jakby owe poary, ktre roznieca, i dawn mio zarazem
podsycay. Co dzie te prawie mwi w swym sercu do dziewczyny:
Gobku najmilszy, moe tam ju o mnie zapomnia, a jeeli wspomnisz, to jeno niech
ci serce zaleje, ja za, daleki czy bliski, w nocy i we dnie, w pracy dla ojczyzny i trudzie,
o tobie cigle myl i dusza leci ku tobie przez bory i wody, jak zmczony ptak, aby
za u ng twoich si pooy. Rzeczypospolitej i tobie jednej oddabym wszystk krew
moj, ale gorze mi, jeli w sercu na wieki banitem mnie ogosisz!
Tak rozmylajc szed coraz wyej ku pnocy pasem granicznym, pali i cina, nikogo
nie ywi. Tsknota dawia go okrutna. Chciaby jutro by w Taurogach, a tymczasem
droga bya jeszcze tak daleka i tak trudna, bo wreszcie poczto bi we wszystkie dzwony w
caej prowincji pruskiej.
Kto yw, chwyta za bro, by da opr strasznym niszczycielom; sprowadzano prezydia
nawet z bardzo odlegych miast, formowano puki nawet z pachokw miejskich, i wkrtce
wszdy mogo stan ze dwudziestu chopa przeciw jednemu Tatarowi.
Kmicic rzuca si na owe komendy jak piorun, gromi, rozprasza, wiesza, wywija si,
kry i znw wypywa na fali ognia, ale jednak nie mg ju i tak szybko jako wprzdy.
Nieraz trzeba byo tatarskim sposobem zapada i tai si caymi tygodniami w gszczu lub
trzcinach nad brzegami jezior. Ludno wysypywaa si coraz gciej, jakby na wilka, a on
ksa te jak wilk, co jednym uderzeniem kw mier zadaje, i nie tylko si broni, ale zaczepnej
wojny nie zaniecha.
Miujc prac rzeteln, czasem, mimo pocigu, tak dugo nie rusza si z jakiej okolicy,
pki jej mieczem i ogniem na kilka mil nie zniszczy. Nazwisko jego dostao si, nie wiadomo
jakim sposobem, do ust ludzkich i grzmiao, okryte zgroz i przeraeniem, a do
brzegw Batyku.
Mg wprawdzie pan Babinicz wej na powrt w granice Rzeczypospolitej i mimo
komend szwedzkich spieszniej ruszy do Taurogw, ale nie chcia tego uczyni, bo pragn
nie sobie tylko, lecz Rzeczypospolitej suy.
Tymczasem przyszy wieci, ktre miejscowym mieszkacom doday ducha do obrony i
zemsty, a srog aoci przejy serce pana Babinicza. Gruchno o wielkiej bitwie pod
Warszaw, ktr krl polski mia przegra. Karol Gustaw i elektor pobili wszystkie wojska
Kazimierzowe  powtarzano sobie w Prusach z radoci. Warszawa znw wzita!
najwiksza to w caej wojnie wiktoria i teraz bdzie ju koniec Rzeczypospolitej!
Wszyscy ludzie, ktrych zagarniali i kadli na wgle dla zezna Tatarzy, powtarzali to
samo; byy i przesadne wieci, jako zwykle w czasach wojennych a niepewnych. Wedle
tych wieci wojska byy doszcztnie zniesione, hetmani polegli, a Jan Kazimierz dosta si
do niewoli.
Wic wszystko si skoczyo? wic owa powstajca i zwyciska Rzeczpospolita bya
tylko czczym mamidem? Tyle potgi, tyle wojsk, tylu wielkich ludzi i znamienitych wojownikw:
hetmani, krl, pan Czarniecki ze swoj niezwycion dywizj, pan marszaek
koronny, inni panowie ze swymi pocztami, wszystko przepado, wszystko jak dym si
rozwiao? I nie masz ju innych obrocw tego nieszczsnego kraju, prcz lunych partyj
powstaczych, ktre zapewne na wie o klsce jak tuman si rozwiej?!
Pan Kmicic wosy z czupryny dar i rce ama, chwyta wilgotn ziemi garciami i do
poncej gowy przyciska.
 Polegn i ja!  mwi sobie  ale wprzd ziemia ta krwi spynie!
I pocz wojowa jak desperat; nie ukrywa si ju wicej, nie zapada po lasach i trzcinach,
mierci szuka, rzuca si jak szalony na siy trzykro wiksze i roznosi je w puch na
szablach i kopytach. W Tatarach jego zamary wszystkie resztki uczu ludzkich i zmienili
si w stado dzikich zwierzt. Drapieny, ale niezbyt przydatny do walki w otwartym polu
lud, nie utraciwszy nic ze swej zdolnoci do zasadzek i podstpw, przez cig wpraw,
przez cige walki wywiczy si tak, e najpierwszej w wiecie jedzie mg pier w pier
dotrzyma pola i roznosi czworoboki nawet szwedzkiej dalekarlijskiej gwardii. W zapasach
ze zbrojn chas prusk stu tych Tatarw rozbijao z atwoci dwiecie i trzysta tgich,
zbrojnych w muszkiety i wcznie pachokw.
Kmicic oduczy ich obciania si upem, brali tylko pienidze, a mianowicie zoto, ktre
zaszywali w kulbaki. Tote, gdy ktry poleg, pozostali bili si z wciekoci o jego
konia i siodo. Bogacc si w ten sposb, nie stracili nic ze swej nadludzkiej prawie lotnoci.
Poznawszy, e pod adnym w wiecie wodzem nie mieliby niw tak obfitych, przywizali
si do Babinicza jako psy gocze do myliwca i z prawdziwie mahometask
uczciwoci skadali po bitwach w rce Soroki i Kiemliczw lwi cz upw bagadyrowi
przynalen.
 Aa!  mawia Akbah-Uan  mao ich Bakczysaraj zobaczy, ale ci, ktrzy wrc,
murzami wszyscy zostan.
Babinicz, ktry z dawna umia si z wojny ywi, zebra bogactwa potne; natomiast
mierci, ktrej wicej od zota szuka, nie znalaz.
Upyn znw miesic na harcach i trudach wiar ludzk przechodzcych. Bachmatom,
lubo jczmieniem i prusk pszenic pasionym, trzeba byo koniecznie da cho par dni
wypoczynku, zatem mody pukownik, chcc take wieci zasign i szczerby w ludziach
nowymi wolentarzami zastpi, cofn si koo Dospady w granice Rzeczypospolitej.
Wieci wkrtce przyszy i to tak radosne, e Kmicic mao rozumu nie straci. Okazywao
si prawd, e rwnie dzielny, jak niefortunny Jan Kazimierz przegra wielk trzydniow
bitw pod Warszaw, ale z jakieje przyczyny?
Oto pospolite ruszenie w ogromnej czci rozeszo si przedtem do domw, a pozostaa
cz nie bia si ju z takim animuszem jak przy wziciu Warszawy i trzeciego dnia bitwy
wszcza popoch. Natomiast przez dwa pierwsze dni wayo si zwycistwo na stron
polsk. Wojska regularne ju nie w dorywczej podjazdowej wojnie, ale w wielkiej bitwie z
najbardziej wywiczonym w Europie onierzem okazay tak umiejtno i wytrwao,
e samych jeneraw szwedzkich i brandenburskich ogarno zdumienie.
Krl Jan Kazimierz niemierteln saw pozyska. Mwiono, e okaza si by rwnym
Karolowi Gustawowi wodzem i e gdyby wszystkie jego rozporzdzenia spenione zostay,
nieprzyjaciel straciby waln bitw i wojna byaby ukoczona.
Kmicic mia ju te wiadomoci z ust naocznych wiadkw, natkn si bowiem na
szlacht, ktra suc w pospolitakach, braa w bitwie udzia. Jeden z nich opowiada mu o
wietnym uderzeniu husarii, w czasie ktrego sam Carolus, ktry mimo zakl jeneraw
cofa si nie chcia, omal nie zgin. Wszyscy te potwierdzili, e nieprawda, jakoby wojska
byy zniesione lub eby hetmani polegli. Owszem, caa potga, prcz pospolitego ruszenia,
pozostaa nie naruszona i cofna si w dobrym adzie w d kraju.
Na mocie warszawskim, ktry si zaama, uroniono tylko armaty, ale ducha przewieziono
przez Wis. Wojsko klo si na wszystko, e pod takim wodzem jak Jan Kazimierz
pobije w nastpnym spotkaniu Karola Gustawa, elektora i kogo bdzie trzeba, bo ta
bitwa to bya tylko prba, lubo niepomylna, ale dobrej otuchy na przyszo pena.
Kmicic zachodzi w gow, skd pierwsze wieci mogy by tak straszne. Wytumaczono
mu, e Karol Gustaw umylnie porozsya przesadzone nowiny, w rzeczy za nie bardzo
wiedzia, co czyni. Oficerowie szwedzcy, ktrych pan Andrzej w tydzie pniej uowi,
potwierdzili to zdanie.
Dowiedzia si te od nich, e zwaszcza elektor y w wielkim przeraeniu i o wasnej
skrze coraz bardziej poczyna myle, e z wojsk jego sia pod Warszaw lego, na pozostae
rzuciy si choroby tak straszne, i gorzej bitew je niszcz. Tymczasem za Wielkopolanie,
pragnc za Ujcie i wszystkie krzywdy zapaci, najechali sam marchi brandenbursk,
palc, cinajc, wod a ziemi zostawujc. Wedle oficerw blisk bya godzina, w
ktrej elektor porzuci Szwedw, a z mocniejszym si poczy.
Trzeba mu tedy przypieka  pomyla Kmicic  eby prdzej to uczyni.
I majc konie ju wypoczte a szczerby zapenione, znw przekroczy Dospad i jak
duch zniszczenia na osady niemieckie si rzuci.
Rne partie poszy za jego przykadem. Zasta obron ju sabsz, wic tym bardziej
dokazywa. Nowiny przychodziy coraz radoniejsze, tak radosne, e wierzy w nie byo
trudno.
Oto naprzd poczto prawi, e Karol Gustaw, ktry po bitwie warszawskiej a do Radomia
si posun, cofa si teraz na zamanie szyi ku Prusom Krlewskim. Co si stao?
czemu si cofa?  na to nie byo czas jaki odpowiedzi, a wreszcie gruchno znw po
Rzeczypospolitej nazwisko pana Czarnieckiego. Zbi pod Lipcem, zbi pod Strzemesznem,
pod sam Raw wyci w pie tyln stra umykajcego Karola, za czym dowiedziawszy
si, i dwa tysice rajtarii wraca z Krakowa, napad na ni wstpnym bojem i ani zwiastuna
klski ywcem nie puci. Pukownik Forgell, brat jeneraa, czterech innych pukownikw,
trzech majorw, trzynastu rotmistrzw i dwudziestu trzech porucznikw poszo w yka.
Inni podawali liczb podwjn, niektrzy twierdzili ju w uniesieniu, e pod Warszaw
nie klsk, ale zwycistwo odnis Jan Kazimierz, i e jego pochd w d kraju by tylko
fortelem dla pogrenia nieprzyjaciela.
Sam pan Kmicic tak pocz myle, bo od pacholcych lat przecie onierzem bdc,
rozumia si na wojnie, a nigdy nie sysza o takim zwycistwie, po ktrym by si zwycizcom
gorzej dzia miao. A Szwedom widocznie byo gorzej i wanie od bitwy warszawskiej.
Panu Andrzejowi przypomniay si wwczas sowa Zagoby, gdy przy ostatnim widzeniu
si mwi, e wiktorie nie naprawi ju szwedzkiej sprawy, za jedna walna przegrana
moe ich zgubi.
Kanclerska to gowa!  pomyla Kmicic  ktra jakoby w ksidze przyszoci umie
czyta.
Tu przypomniay mu si i dalsze proroctwa pana Zagoby, jako on, Kmicic alias Babinicz,
do Taurogw dojdzie, Olek swoj odnajdzie, przebaga, zalubi i potomstwo z niej
na chwa kraju wyprowadzi. Gdy sobie to wspomnia, ogie wstpi mu w yy; ju i
chwili traci nie chcia, jeno Prusakw i rzezi na czas zaniecha i do Taurogw lecie.
Wtem w wili wyjazdu przyby do niego szlachcic laudaski spod chorgwi pana Woodyjowskiego
z listem od maego rycerza.
Idziemy z panem hetmanem polnym litewskim i ksiciem krajczym za Bogusawem i
Waldekiem  pisa pan Micha.  Pocze si z nami, bo pole do susznej zemsty si znajdzie,
a i prusactwu za opresj Rzeczypospolitej spaci si przygodzi.
Pan Andrzej wasnym oczom wierzy nie chcia i czas jaki posdza szlachcica, i
chyba przez jakiego komendanta pruskiego czy szwedzkiego umylnie by nasany, aby go
wraz z czambuem w zasadzk wprowadzi. Miaeby pan Gosiewski istotnie drugi raz do
Prus cign? Niepodobna byo nie wierzy. Rka bya pana Woodyjowskiego, herb pana
Woodyjowskiego, a i szlachcica sobie pan Andrzej przypomnia. Wic indagowa go pocz,
gdzie pan Gosiewski si znajduje i dokd doj zamierza?
Szlachcic do by gupkowaty. Nie jemu wiedzie, dokd pan hetman chce i; wie
tylko, e pan hetman z t sam dywizj litewsko-tatarsk o dwa dni drogi, a przy nim jest i
chorgiew laudaska. Poyczy jej sobie na czas pan Czarniecki, ale ju z dawna odesa, a
teraz id, gdzie pan hetman polny prowadzi.
 Mwi  koczy szlachcic  e do Prus pjdziem, i onierz cieszy si okrutnie... Ale
zreszt nasza rzecz sucha i bi.
Kmicic wysuchawszy relacji nie namyla si dugo, zawrci czambu i poszed wielkim
pochodem ku panu hetmanowi, a po dwch dniach, ju pn noc, pad w ramiona
panu Woodyjowskiemu, ktry wyciskawszy go, zaraz zakrzykn:
 Graf Waldek i ksi Bogusaw s w Prostkach, szace sypi, by si warownym obozem
ubezpieczy. Pjdziem na nich.
 Dzi?  rzek Kmicic.
 Jutro do dnia, to jest za dwie lub za trzy godziny.
Tu padli sobie znw w objcia.
 Tak mi co mwi, e go Bg wyda w rce nasze!  zawoa wzruszony Kmicic.
 I ja tak myl.
 lubowaem sobie do mierci ten dzie poci, w ktrym go spotkam.
 Protekcja boa nie zawadzi  odrzek pan Micha.  Nie bd te czu inwidii, jeli tobie
ten los przypadnie, bo twoja krzywda wiksza.
 Michale! zacniejszego od ciebie kawalera nie widziaem!
 A nieche ci si, Jdrek, przypatrz. Sczerniae od wiatru do reszty; ale si spisa. Z
wielk estym patrzya caa dywizja na twoj robot. Nic, jeno zgliszcza i cadavera. onierz
z ciebie zawoany. I samemu panu Zagobie, gdyby tutaj by, ciko by przyszo co
lepszego o sobie wymyli.
 Dla Boga! a gdzie pan Zagoba?
 Przy panu Sapiee zosta, bo spuch cakiem z paczu i z desperacji po Rochu Kowalskim...
 To pan Kowalski zgin?
Woodyjowski zacisn wargi.
 Wiesz, kto go zabi?
 Skd mam wiedzie?... Powiadaj!
 Ksi Bogusaw.
Kmicic zakrci si na miejscu, jakby sztychem pchnity, i pocz z sykiem wciga w
siebie powietrze, na koniec zgrzytn strasznie zbami i rzuciwszy si na aw, wspar w
milczeniu gow na doniach.
Pan Woodyjowski klasn w rce i kaza czeladnikowi napitku przynie, po czym
siad okoo Kmicica, nala kusztyki i pocz mwi:
 Roch Kowalski tak kawalersk mierci zgin, e nie daj Boe adnemu z nas gorzej.
Do ci powiedzie, e mu sam Carolus po otrzymaniu pola pogrzeb wyprawi i cay regiment
gwardii ognia nad jego trumn dawa.
 eby nie z tych rk, eby nie z tych piekielnych rk!  zawoa Kmicic.
 Owszem, z rk Bogusawowych, wiem to od usarzy, ktrzy wasnymi oczyma na w
aosny termin patrzyli.
 To tam nie by?
 W bitwie miejsca si nie wybiera, jeno si stoi, gdzie ka. Gdybym ja tam by, to albo
tu bym teraz nie by, albo Bogusaw nie sypaby waw w Prostkach.
 Mw, jak wszystko si odbyo. Zawzitoci tylko przybdzie.
Pan Woodyjowski napi si, obtar te wsiki i pocz:
 Pewnie ci nie brako relacji o warszawskiej bitwie, bo wszyscy o niej mwi, wic te i
ja nie bd si nad ni zbyt dugo rozwodzi. Nasz pan miociwy... daje mu Boe zdrowie i
dugie lata, bo pod innym krlem zginaby ta ojczyzna wrd klsk... okaza si wodzem
znamienitym. Gdyby by taki posuch jak wdz, gdybymy byli go godni, kroniki zapisayby
now polsk wiktori pod Warszaw, grunwaldzkiej i beresteckiej rwn. Krtko mwic,
pierwszego dnia bilimy Szwedw. Drugiego pocza fortuna to na t, to na tamt stron wagi
nachyla, ale przecie bylimy gr. Wtedy to posza do ataku litewska husaria, w ktrej i
Roch suy pod kniaziem Poubiskim, onierzem wielkim. Widziaem ich, gdy szli, jako
ciebie widz, bo staem z laudaskimi na wyynie pod szacami. Byo ich tysic dwiecie
ludzi i koni, jakich wiat nie widzia. Szli na pstaja wedle nas i mwi ci, ziemia draa pod
nimi. Widzielimy piechot brandenbursk, na gwat zatykajc piki w ziemi, aby pierwszemu
impetowi si oprze. Inni walili z muszkietw, a dymy zasoniy ich zupenie. Spojrzymy:
husaria ju rozpucia konie. Boe, co za impet! Wpadli w dym... znikli! U mnie onierze
poczn krzycze: Zami! zami! Przez chwil nie wida nic. A zagrzmiao co i
dwik si uczyni, jakby w tysicu kuni kowale motami bili. Spojrzymy: Jezus Maria!
Elektorscy mostem ju le jako yto, przez ktre burza przejdzie, a oni ju hen za nimi! jeno
proporce migoc! Id na Szwedw! Uderzyli na rajtari  rajtaria mostem! uderzyli na drugi
regiment  mostem! Tu huk, armaty grzmi... widzimy ich, gdy wiatr dym zwieje. ami piechot
szwedzk... Wszystko pierzcha, wszystko si wali, rozstpuje, id jak gdyby ulic... bez
maa przez ca armi ju przeszli!... Zderz si z pukiem konnej gwardii, wrd ktrego
Carolus stoi... i gwardi jakoby wicher rozegna!...
Tu przerwa Woodyjowski opowiadanie, bo Kmicic piciami oczy zatka i krzycze
pocz:
 Matko Boa! raz widzie i polec!
 Takiego ataku nie zobacz ju oczy moje  cign dalej may rycerz. Nam te skoczy
kazano... Wicej nie widziaem, ale co powiem, tom sysza z ust szwedzkiego oficera,
ktry przy boku Karolowym wwczas by i wasnymi oczyma na termin patrzy. Gdy
ju husaria wszystko zamaa po drodze, ten Forgell, ktry pniej pod Raw wpad w nasze
rce, rzuci si do rk Karolowych: Krlu, ratuj Szwecj! ratuj siebie!  krzykn 
ustpuj, ustpuj! nic ich nie wstrzyma! A Carolus na to: Na nic przed nimi ustpowa,
trzeba opr da lub zgin! Przypadaj inni jeneraowie, bagaj, prosz, nie chce. Ruszy
naprzd... zderzyli si i zamano Szwedw prdzej niby do dziesiciu zrachowa. Kto
leg, tego stratowano; inni rozsypali si jak groch. Nu ich ci. Krl odbi si samowtr;
najecha go Kowalski i pozna, bo go ju dwa razy widzia. Kiedy nie natrze!... Rajtar zastawi
krla... Ale owo, powiadali ci, ktrzy widzieli, e piorun prdzej nie zabija, jako
Roch rozwali go na dwoje. Wwczas sam krl rzuci si na niego...
Woodyjowski przerwa znw opowiadanie i odetchn gboko, lecz Kmicic zaraz zawoa:
 Kocz ju, bo dusza ze mnie wyjdzie!
 Starli si tedy w rodku pola, ie piersi koskie uderzyy o piersi. Zakotowao si!
Spojrz  powiada nam oficer  a krl wraz z koniem ju na ziemi! Wydosta si, ruszy
cyngla krcicy, chybi. Roch go za eb, bo mu kapelusz spad. Ju miecz wznosi, ju
Szwedzi mdleli z przeraenia, bo nie czas byo i na ratunek, gdy Bogusaw jakoby spod
ziemi wyrs i w samo ucho Kowalskiemu wystrzeli, e mu gow wraz z hemem roznioso.
 Dla Boga! Nie miae czasu miecza spuci?!  krzykn pan Andrzej targajc si za
czupryn.
 Bg nie da mu tej aski  odrzek pan Micha.  Zgadlimy te z Zagob, co si stao.
Oto suyo chopisko u Radziwiw od pacholcych lat, za panw ich swoich uwaao, i
na widok Radziwia musiao si skonfundowa. Moe mu nigdy ta myl w gowie nie po-
staa, eby na Radziwia mona rk podnie. Bywa tak, bywa! Ha! yciem to przypaci.
Dziwny czek jest pan Zagoba, bo on mu wcale wujem ni krewnym nie by, a przecie inny
by po synu tak nie desperowa... Prawd za rzekszy, nie byo czego, bo tak sawnej
mierci zazdroci by Kowalskiemu mona. To szlachcic i onierz na to si rodzi, by nie
dzi, to jutro gardo da, a o Kowalskim dzieje pisa bd i potomno jego imi wysawi.
Umilk pan Woodyjowski, po chwili za przeegna si i rzek:
 Wieczny odpoczynek racz mu da, Panie, a wiato wiekuista niech mu wieci...
 Na wieki wiekw!  zakoczy Kmicic.
Czas jaki szeptali modlitwy, moe o podobn mier dla siebie proszc, byle nie z rk
Bogusawowych, wreszcie pan Micha rzek:
 Ksidz Piekarski zarcza nam, e on wprost do raju poszed.
 Pewnie, e tak, to mu i modlitwy nasze niepotrzebne.
 Modlitwy zawsze potrzebne, bo na rejestr innych bd wpisane, a moe na nasz wasny.
Kmicic westchn.
 W miosierdziu boym nadzieja  rzek  tusz te, e za to, com tu w Prusach dokazywa,
cho z par lat czyca bdzie mi odpuszczonych.
 Wszystko si tam karbuje. Co tu czowiek szabl wyrbie, to tam sekretarze niebiescy
zapisuj.
 Suyem i ja u Radziwia  rzek Kmicic  ale si widokiem Bogusawa nie skonfunduj.
Boe, Boe! to Prostki niedaleko! Pomnij, Panie, e on i Twj nieprzyjaciel, bo
heretyk, ktren nieraz prawdziwej Twej wierze bluni!
 I ojczyzny nieprzyjaciel!  doda Woodyjowski.  Miejmy nadziej, e jego termin
si zblia. Pan Zagoba to samo po owym ataku husarii prorokowa, a mwi w alu, we
zach, jakoby natchniony. I przeklina Bogusawa tak, e a suchajcym wosy w czuprynach
staway. Ksi Kazimierz Micha, ktry z nami przeciw nim cignie, widzia te we
nie dwie zote trby, ktre Radziwiowie w tarczy nosz, pogryzione przez niedwiedzia i
zaraz na drugi dzie powiada: Albo mnie, albo ktrego z innych Radziwiw nieszczcie
spotka.
 Przez niedwiedzia?  spyta blednc Kmicic.
 Tak jest.
Twarz pana Andrzeja rozjania si, jak gdyby na ni blask zrz porannych upad, oczy
wznis do gry, rce ku niebu wycign i uroczystym gosem zawoa:
 Ja w herbie mam niedwiedzia. Chwaa Ci, Panie, na wysokociach! Chwaa Ci,
Matko Najwitsza!... Panie, Panie! nie jestem godzien tej aski!
Usyszawszy to Woodyjowski wielce take si wzruszy, bo pozna zaraz, e w tym jest
omen niebieski.
 Jdrek!  zawoa  cinije dla pewnoci przed bitw nki Chrystusowi, a ja o Sakowicza
Go poprosz.
 Prostki! Prostki!  powtarza jakby w gorczce Kmicic.  Kiedy ruszamy?
 Do dnia, a niedugo ju wita pocznie.
Kmicic zbliy si do wybitego okienka chaupy, spojrza w niebo i zawoa:
 Bledn ju gwiazdy, bledn. Ave Maria...
Wtem rozlego si dalekie pianie koguta, a jednoczenie zabrzmiao ciche trbienie
przez munsztuk. W kilka pacierzy pniej ruch pocz si w caej wsi. Sycha byo szczk
elaza, parskanie koni. Ciemne masy jazdy zbieray si na gocicu.
Powietrze poczo si nasyca wiatem; blady blask j srebrzy groty wczni, migota
na goych szablach, wydobywa z cienia wsate, grone twarze, hemy, kopaki, kapuzy,
tatarskie baranie czapki, touby, sajdaki. Wreszcie pochd z panem Kmicicem w
przedniej stray ruszy ku Prostkom; wojska rozcigny si dugim wem po drodze i
szy ywo.
Konie poczy parska okrutnie w pierwszych szeregach, za nimi inne na dobr dla onierzy
wrb.
Biae tumany zakryway jeszcze ki i pola.
Naok bya cisza, jeno derkacze gray w zroszonych trawach.
ROZDZIA XXV
Dnia 6 wrzenia doszy wojska polskie do Wsoszy i stany na odpoczynek, aby przed
bitw konie i ludzie mogli si nabra. Postanowi pan podskarbi cztery albo pi dni si
tam zatrzyma, ale wypadki pomieszay jego rachub.
Pana Babinicza, jako znajcego ju dobrze pogranicze, wyprawiono na podjazd, dawszy
mu dwie lekkie litewskie chorgwie i wiey czambulik ordy, bo jego wani Tatarzy zbyt
byli pomczeni.
Pan podskarbi wielce mu przed drog zaleca, by si o jzyka stara i z prnymi rkoma
nie wraca. Babinicz za umiechn si tylko, mylc sobie, i nie potrzeba mu adnej
zachty i e jecw przywiedzie, choby ich za okopami w Prostkach mia szuka.
Jako wrci we dwie doby, przywidszy kilkunastu Prusakw i Szwedw, a pomidzy
nimi znacznego oficera von Rssela, kapitana z pruskiego regimentu Bogusawa.
Przyjto podjazd w obozie z wielkim aplauzem. Kapitana nie potrzeba byo bra na
pytki, bo ju to Babinicz w drodze, przyoywszy mu sztych do garda, uczyni. Z zezna
jego okazywao si, e nie same pruskie puki grafa Waldeka stoj w Prostkach, ale i sze
regimentw szwedzkich pod komend jenera-majora Izraela, z tych cztery jazdy pod Petersem,
Frytiotsonem, Taubenem, Ammersteinem, i dwa piechoty pod brami Engel. Z
pukw pruskich, bardzo okrytych, prcz wasnego grafa Waldeka, by ksicia Wismaru,
Bruncla, Konnaberga, jeneraa Walrata oraz cztery chorgwie z komendy Bogusawowej:
dwie szlachty pruskiej i dwie jego wasne.
Naczeln komend mi rzekomo graf Waldek, lecz w rzeczywistoci sucha we
wszystkim ksicia Bogusawa, ktrego wpywom ulega take i szwedzki jenera Izrael.
Najwaniejsz wszelako wiadomoci, jakiej von Rssel udzieli, bya ta, e z Eku
spieszy na pomoc pod Prostki dwa tysice wyborowej pomorskiej piechoty, graf Waldek
za bojc si, aby oddziay owe nie zostay zagarnite przez ord, pragnie wyj z warownego
obozu i dopiero po poczeniu si z nimi, drugi raz si okopa. Bogusaw by, wedle
Rssela, a dotd do przeciwny opuszczeniu Prostek i dopiero w ostatnich dniach skania
si do tego zacz.
Usyszawszy to pan Gosiewski wielce si uradowa, bo ju by pewien, e go zwycistwo
nie minie. Nieprzyjaciel dugo potrafiby broni si w okopie, lecz ani szwedzka, ani
pruska jazda nie moga dotrzyma litewskiej w otwartym polu.
Ksi Bogusaw rozumia to widocznie tak samo dobrze jak pan podskarbi i dlatego
wanie nie bardzo pochwala Waldekowe plany. Lecz zbyt by prnym, aby nie ustpi
przed zarzutem nawet zbytniej ostronoci. Wreszcie nie odznacza si cierpliwoci.
Mona byo niemal na pewno rachowa, e sprzykrzy sobie leenie w waach i w otwartej
bitwie sawy i zwycistwa poszuka. Pan podskarbi powinien by tylko spieszy si, aby nastpi
na nieprzyjaciela wanie w chwili, gdy bdzie okopy opuszcza.
Tak te myla i on sam, i inni pukownicy, jako Hassun-bej, ktry ord dowodzi, pan
Wojniowicz z krlewskiego znaku, pan Korsak, pukownik petyhorski, pan Woodyjowski,
pan Kotwicz i pan Babinicz. Wszyscy zgodzili si na jedno, e trzeba dalszego odpoczynku
zaniecha i na noc, to jest za kilka godzin, rusza; tymczasem pan Korsak wysa
natychmiast swego chorego, Biegaskiego, aby szed pod Prostki i nadcigajcemu wojsku
kadej godziny zna dawa, co si w obozie dzieje. Woodyjowski za i Babinicz
wzili do swej kwatery Rssela, aby o Bogusawie czego wicej od niego si dowiedzie.
Kapitan z pocztku przeraony by wielce, bo jeszcze sztych Kmicicowy czu na gardle,
ale wkrtce wino rozwizao mu jzyk. e za kiedy, suc w Rzeczypospolitej w cudzoziemskim
autoramencie, wyuczy si po polsku, przeto mg i na pytania maego rycerza,
nie umiejcego po niemiecku, odpowiada.
 Dawno wa suysz u ksicia Bogusawa?  pyta may rycerz.
 Ja u ksicia w jego nadwornym wojsku nie su  odrzek Rssel  jeno w elektorskim
puku, ktry pod jego komend zosta oddany.
 To i pana Sakowicza wa nie znasz?
 Pana Sakowicza widywaem w Krlewcu.
 Jestli on przy ksiciu?
 Nie masz go. W Taurogach zosta.
May rycerz westchn i wsikami ruszy.
 Nie mam szczcia, jako zwykle!  rzek.
 Nie frasuj si, Michale  rzek Babinicz  odnajdziesz go, a nie, to ja odnajd.
Po czym zwrci si do Rssela:
 Wa jeste stary onierz, widziae oba wojska, a nasz jazd znasz od dawna; jake
mylisz, po czyjej stronie bdzie wiktoria?
 Jeeli wam pole dadz za okopem, to po waszej, ale okopu bez piechoty i armat nie
zdobdziecie, zwaszcza e tam si wszystko ksicia Radziwia gow dzieje.
 Za takiego to wielkiego masz go wa wodza?
 Nie tylko ja, ale oglne to jest mniemanie w obu wojskach. Powiadaj te, e pod
Warszaw serenissimus rex Sueciae we wszystkim szed za jego rad i dlatego wielk bitw
wygra. Ksi, jako Polak, lepiej zna wasz sposb wojowania i prdzej rad wymyli
umie. Sam widziaem, jak krl szwedzki po trzecim dniu bitwy przed frontem wojsk ksicia
ciska i caowa. Prawda, e mu ycie by winien, bo gdyby nie strza ksicy... no!
strach myle!... Rycerz to jest przy tym niezrwnany, z ktrym si nikt na adn bro
mierzy nie moe.
 Ej!  rzek pan Woodyjowski  moe by si taki znalaz...
To rzekszy, wsikami gronie ruszy. Rssel popatrzy na niego i nagle poczerwienia.
Przez chwil zdawao si, e albo krew go zaleje, albo miechem wybuchnie; lecz wreszcie
wspomnia, i jest w niewoli, wic opamita si zaraz.
Kmicic za popatrzy na niego pilnie swoimi stalowymi oczyma i rzek zaciskajc nieco
wargi:
 Jutro si pokae...
 A zdrw teraz Bogusaw?  pyta pan Woodyjowski  bo go to febra dugo trzsa i
osabi go musiaa...
 Zdrw od dawna jak ryba i lekarstw adnych nie bierze. Chcia mu medyk z pocztku
dawa rne prezerwatywy, ale wanie po pierwszej zdarzy si zaraz paroksyzm.
Wprawdzie nie powtrzy si wicej. Ksi Bogusaw kaza te rzuca medykiem w przecieradach
i to mu pomogo, bo medyk sam febry ze strachu dosta.
 Rzuca w przecieradach?  spyta pan Woodyjowski.
 Sam widziaem  odrzek Rssel.  Zoono dwa przecierada do kupy, w rodku
pooono medyka, za czym czterech silnych trabantw wzio przecierada za rogi i kiedy
to nie poczn rzuca nieborakiem, to, mwi waszym miociom, mao na dziesi okci w
gr podlatywa, a oni ledwie go zapi i znw w gr. Jenera Izrael, graf Waldek i ksi
za boki trzymali si od miechu. Nas te oficerw wielu patrzyo na owo widowisko, pki
medyk nie omdla. Ksiciu potem jakby rk odj.
Jakkolwiek Woodyjowski i Babinicz nienawidzili Bogusawa, nie mogli jednak
wstrzyma si take od miechu, syszc o tej krotofili. Pan Babinicz za uderzy si rkoma
po kolanach i zawoa:
 Ha! szelma, jak sobie poradzi!
 Trzeba panu Zagobie o tym lekarstwie powiedzie  rzek may rycerz.
 Na febr to pomogo  rzecze Rssel  ale co po tym, kiedy ksi nie do zapdy
krwi hamuje i dlatego nie doyje pnego wieku.
 I ja tak myl  mrukn przez zby Babinicz.  Tacy jak on dugo nie yj
 Zali i w obozie jeszcze sobie folguje ?  spyta pan Woodyjowski.
 Jake nie?  odrzek Rssel.  mia si nieraz graf Waldek mwic, e jego ksica
mo fraucymer ze sob wozi... Ja za sam dwie gadkie panny widziaem, o ktrych
mwii mi dworzanie, e do prasowania kryz su... Ale Boga tam!
Babinicz usyszawszy to zaczerwieni si i zblad, nagle zerwa si na rwne nogi i porwawszy
Rssela za rami, pocz nim potrzsa gwatownie.
 Polki to s czy-li Niemkinie? Powiadaj!
 Nie Polki  odpar przestraszony Rssel  jedna jest szlachcianka pruska, a druga
Szwedka, ktra przedtem u ony jeneraa Izraela suya.
Babinicz spojrza na Woodyjowskiego i odetchn gboko; may rycerz odetchn take
i przesta wsikami rusza.
 Pozwlcie mi, wasze miocie, pj spocz  rzek Rssel  okrutniem utrudzon, bo
dwie mile mnie Tatarzyn na arkanie prowadzi.
Kmicic zaklasn na Sorok i powierzy mu jeca, po czym zwrci si szybkim krokiem
do pana Woodyjowskiego.
 Do ju tego!  rzek  wol zgin, wol sto razy zgin anieli y w tych ustawicznych
trwogach i niepewnoci. Ot i teraz, gdy Rssel wspomnia o onych dziewkach,
mylaem, e mnie kto obuchem w skro zajecha.
Na to pan Woodyjowski trzasn rapierem.
 Czas skoczy!  rzek.
Wtem zatrbiono przy hetmaskiej kwaterze i wnet po wszystkich litewskich chorgwiach
odezway si trbki, a w czambuach piszczaki.
Wojsko poczo si zbiera i w godzin pniej byo w pochodzie.
Zanim uszli mil, nadbieg posaniec od chorego Biegaskiego, z chorgwi pana Korsakowej,
z wiadomoci do hetmana, i schwytano kilku rajtarw z wikszej kupy, ktra z
tej strony rzeki zabieraa wszystkie wozy i konie chopskie. Badani na miejscu, wyznali, e
tabor i cae wojsko ma opuci Prostki nazajutrz o smej rano i e rozkazy s ju wydane.
 Chwalmy Boga i popdzajmy konie  rzek na to pan podskarbi.  Do wieczora nie
bdzie ju tych wojsk!
Posano tedy ord na eb na szyj, aby jak najprdzej staraa si dosta midzy wojska
Waldekowe a ow piechot prusk pieszc na pomoc. Za ni litewskie chorgwie poszy
rysi, e za najwicej byo lekkich, wic szy tak wartko, i tu, tu za ord naday.
Kmicic poszed w pierwszej ordziskiej stray i par swoj watah, a z koni dymio. Po
drodze kad si na kulbace, czoem bi o kark koski i modli si ze wszystkich si duszy:
 Nie za moj krzywd daj mi si, Chryste, pomci, ale za insulty ojczynie wyrzdzone!
Jam grzesznik, jam aski Twojej niegodzien, ale zmiuj si nade mn, pozwl mi t
krew heretyck rozla, a na chwa Twoj bd suszy i bd si biczowa kadego tygodnia
w ten dzie po wiek ycia mego!
Potem Najwitszej Pannie Czstochowskiej, ktrej krwi wasn suy, i patronowi
swojemu jeszcze si poleca, a tak protekcj ich sobie zapewniwszy uczu zaraz, e
ogromna nadzieja wstpuje mu do duszy, e moc nadzwyczajna przejmuje jego czonki,
moc taka, przed ktr w proch musi upa wszystko. Zdawao mu si, e z ramion wyra-
staj mu skrzyda; rado ogarna go jak wicher i lecia na czele Tatarw, a iskry sypay
si spod kopyt jego konia. Tysice dzikich wojownikw, pochylonych na karki koskie,
pdzio za nim.
Fala spiczastych czapek chwiaa si w takt koskiego pdu, uki koysay si na plecach,
przed nimi bieg ttent bachmatw, z tyu dolatywa guchy szum nadajcych litewskich
chorgwi, podobny do szumu wezbranej rzeki.
I lecieli tak wrd nocy pysznej, gwiadzistej, pokrywajcej drogi i pola, na ksztat olbrzymiego
stada drapienych ptakw, ktre krew zwietrzyy w oddaleniu.
Mijali pola bujne, dbrowy, ki, a wreszcie sierp miesica poblad i pochyli si ku
zachodowi. Wwczas zwolnili koniom i stanli na popas ostatni. Byli ju nie dalej jak p
mili niemieckiej od Prostek.
Tatarzy poczli karmi konie z rk jczmieniem, aby nowych si nabray przed bitw.
Kmicic za, przesiadszy si na zapanego dzianeta, pojecha dalej, aby na obz nieprzyjaciela
okiem rzuci.
Po p godziny drogi trafi w ozie nad rzeczk na w podjedzik petyhorski, ktry pan
Korsak wysa na zwiady.
 A co?  spyta chorego pan Kmicic.  Co sycha?
 Nie pi ju i hucz jak pszczoy w ulu  odpar chory.  Byliby si ju ruszyli, ale
nie mieli do wozw.
 Zali mona gdzie z poblia obz widzie?
 Mona z onego wyniesienia, ktre krzami pokryte. Obz hen, tam ley w dole rzeki.
Chce wasza mio popatrzy?
 Prowad wa!
Chory ruszy koniem i wyjechali na wzniesienie. Ju te zorze byy na niebie i powietrze
przesycao si zotym wiatem, ale wedle rzeki, na drugim niskim brzegu, leaa
jeszcze mga surowa. Oni, ukryci w krzach, patrzyli w ow mg rzednc coraz bardziej.
Na koniec o dwie staje odsoni si w dolinie kwadratowy okop ziemny; wzrok Kmicica
wpi si we z chciwoci, lecz w pierwszej chwili dojrza tylko mgliste zarysy namiotw,
wozw stojcych w rodku wzdu waw. Pomienia ognisk nie byo ju wida, tylko dymy
podnosiy si wysokimi smugami ku niebu na znak pogody. Lecz w miar jak mga
roztapiaa si coraz bardziej, mg pan Babinicz z pomoc perspektywy odrni pozatykane
na waach chorgwie: bkitne szwedzkie i te pruskie, nastpnie masy onierzy,
dziaa i konie.
Naokoo bya cisza, przerywana tylko szelestem krzw poruszanych przez powiew i
wesoym porannym czyrykaniem szarego ptactwa. Ale z obozu dochodzi przytumiony
szum.
Widocznie nikt tam ju nie spa, widocznie gotowano si do pochodu, bo w rodku
okopu panowa ruch niezwyczajny. Cae puki przenosiy si z miejsca na miejsce, niektre
wychodziy przed way; okoo wozw panowaa sroga krtanina. Staczano rwnie armaty
z waw.
 Nie moe inaczej by, tylko si do pochodu gotuj  rzek Kmicic.
 Wszyscy jecy to zeznawali. Chc si ze swoj piechot poczy. Nie spodziewaj
si te, aby pan hetman mg na nich nastpi prdzej jak wieczorem, a choby mia i nastpi,
wol bitw w otwartym polu przyj ni on piechot pod n wyda.
 Ze dwie godzin upynie, nim wyrusz, a za dwie godzin pan podskarbi tu bdzie.
 Chwali Boga !  odrzek chory.
 Polije wa jeszcze ludzi, by tam nie popasali za dugo.
 Wedle rozkazu.
 A nie wysyali jakich podjazdw na t stron rzeki?
 Na t stron ani jeden nie wyszed. Wysali, ale ku swojej piechocie, ktra od Eku
nadciga.
 Dobrze!  rzek Kmicic.
I zjecha z pagrka, a przykazawszy podjazdowi tai si dalej w trzcinach, sam ruszy,
ile tchu w koniu, z powrotem do chorgwi.
Pan Gosiewski wanie na ko siada, gdy Babinicz nadjecha. Prdko opowiedzia mu
mody rycerz, co widzia i jaka jest pozycja okolicy; hetman wysucha relacji z wielkim
zadowoleniem i nie mieszkajc chorgwie ruszy.
Ale tym razem posza naprzd Babiniczowa wataha, za ni litewskie: wic Wojniowicza,
laudaska, wasna pana hetmanowa, trzy ksicia Michaa Radziwia, Korsakowa i inne.
Orda pozostaa za nimi, bo o to usilnie Hassun-bej prosi obawiajc si, czy lud jego
pierwsze natarcie cikiej jazdy wytrzyma. Mia take i inne wyrachowanie.
Oto chcia, aby podczas gdy Litwa uderzy na czoo wojsk, on z Tatary mg ogarn tabor,
w ktrym upu najobfitszego si spodziewa. Pan hetman zezwoli, susznie mniemajc,
e ordycy mikko by moe uderzali na komunik, aIe wpadn jak wciekli na tabor i
popoch wznieci mog, zwaszcza e konie pruskie mniej byy straszliwego ich wycia
zwyczajne.
We dwie godziny, jak przepowiedzia Kmicic, stanli przy owym wzniesieniu, z ktrego
podjazd zaglda w okopy, a ktre teraz pochd wszystkich wojsk zasaniao. Chory,
na widok zbliajcych si wojsk, skoczy jak piorun z wiadomoci, e nieprzyjaciel, pocigawszy
strae z tamtej strony rzeki, ju wyruszy i e wanie koniec ogona taboru wychodzi
z okopu.
Usyszawszy to pan Gosiewski wycign buaw z tulei przy kulbace i rzek:
 To ju zawrci nie mog, bo wozy drog zasaniaj. W imi Ojca i Syna, i Ducha
witego! Nie ma ju po co duej si ukrywa!
I skin na buczucznego, a w buczuk podnis w gr i pocz nim macha na
wszystkie strony. Na ten znak wszystkie buczuki poczy si koysa, hukny trby i
krzywuy, zawrzasy tatarskie piszczaki, zadwiczay litaury, sze tysicy szabel rozbyso
w powietrzu i sze tysicy gardzieli krzykno:
 Jezus, Maria!
 Aa-hu-Aa!
Za czym chorgiew za chorgwi wynurzaa si rysi zza wzniesienia. W Waldekowym
obozie nie spodziewano si tak prdko goci, bo ruch powsta gorczkowy. Bbny poczy
hucze nieustajcym grzmotem; puki zwracay si frontem ku rzece.
Goym ju okiem mona byo dostrzec przelatujcych midzy regimentami jeneraw i
pukownikw. We rodku zajedano co duchu z armatami, by je odprzodkowa ku rzece.
Po chwili oba wojska nie byy ju wicej od siebie jak o tysic krokw. Dzielio je tylko
bonie rozlege, rodkiem ktrego pyna rzeczka.
Chwila jeszcze i pierwsza smuga biaego dymu wykwita od strony pruskiej ku Polakom.
Bitwa bya rozpoczta.
Pan hetman sam skoczy ku Kmicicowej watae.
 Nastpuj, moci Babinicz! nastpuj w imi boe! ot, na t cian!
I buaw wskaza byszczcy puk rajtarii.
 Za mn!  skomenderowa pan Andrzej.
I cisnwszy konia ostrogami, ruszy w skok z miejsca ku rzece. Nim jedno strzelenie z
uku przebiegli, konie ju wziy pd najwikszy i biegy ze stulonymi uszami, wycignite
jako charty. Jedcy pochyleni na karkach, wyjc, smagali jeszcze rumaki, ktre ju
ziemi zdaway si nie tyka; tyme impetem wpadli w rzek, ktra ich nie wstrzymaa, bo
trafili na obszerny brd, zupenie pytki i piaszczysty; dopadli drugiego brzegu i skoczyli
aw dalej.
Widzc to puk pancernej rajtarii ruszy ku nim, z pocztku stp, potem rysi i nie
szed prdzej, tylko gdy wataha zbliya si ju na dwadziecia krokw, rozlega si komenda:
Feuer!  i tysice ramion, zbrojnych w pistolety, wycigno si ku nadbiegajcym.
Wstga dymu przeleciaa z jednego koca szeregu w drugi, potem dwie awy jedcw
i koni uderzyy o siebie z oskotem. Konie wspiy si w pierwszym uderzeniu; nad gowami
walczcych zamigotay przez ca dugo linii szable, jakby w byskawiczny
przelecia z koca w koniec. Zowrogi dwik elaza o hemy i pancerze dosyszano a na
drugiej stronie rzeki. Zdao si, e to w kunicach moty bij w stalowe blachy.
Linia wygia si w jednej chwili w pksiyc, bo gdy rodek rajtarii ustpi, zepchnity
pierwszym natarciem, skrzyda, na ktre mniejszy impet przyszed, stay cigle na
miejscu. Lecz i w rodku pancerni onierze nie pozwolili si rozerwa i rozpocza si
rzeba straszliwa. Z jednej strony lud olbrzymi, przybrany w blachy, opiera si ca potg
ciaru koni, z drugiej szara ma tatarska para go si nabytego rozpdu, siekc i tnc z
taka niepojt szybkoci, jak tylko nadzwyczajna lekko i ciga wprawa da moe. Jak
gdy ma drwali rzuci si na las sosen gonnych, sycha tylko huk siekier i raz w raz wyniose
drzewo jakie spada w d z trzaskiem straszliwym, tak co chwila ktry z rajtarw pochyla
byszczc gow i zwala si pod konia. Szable Kmicicowych migotay im w
oczach, olepiay ich, furkay koo twarzy, oczu, rk. Daremnie potny onierz wzniesie
do gry ciki miecz; nim go opuci, ju czuje zimne ostrze przenikajce w ciao, wic
miecz wysuwa mu si z rki, a sam pada krwawym obliczem na kark koski. I jako stado
s napadnie w ogrodach czowieka, ktry chcia owoce otrzsa, prno ten trzepie rkoma,
wywija si, uchyla, one umiej przenikn do twarzy, szyi i kada wbija we ostrze
kujce, tak w zacieky, a w tylu bojach wywiczony lud Kmicicowy rzuca si olep,
ci, ksa, ku, szerzy strach i mier coraz natarczywiej, o tyle wanie przewyszajc
swych przeciwnikw, o ile biegy mistrz w rzemiole przewysza choby silniejszego od
si chopa, ktremu praktyki brakuje.
Wic pocza rajtaria coraz gstszym pada trupem, i rodek, w ktrym walczy sam
Kmicic, rzednia tak bardzo, i lada chwila mg si ju przerwa. Krzyk oficerw, zwoujcych
w nadwtlone miejsce onierzy, gin w zgieku i dzikich wrzaskach, szereg nie
zaciska si do szybko, a Kmicic par coraz potniej. Sam zbrojny w stalow kolczug,
ktr od pana Sapiehy dosta w darze, walczy jak prosty onierz, majc za sob modych
Kiemliczw i Sorok. Ci na zdrowie pana baczenie mieli dawa, i coraz to ktry odwrci
si w prawo lub lewo, zadajc cios okropny, a on rzuca si na swym cisawym koniu w gstw
najwiksz, i wszystkie tajemnice pana Woodyjowskiego posiadszy, a si majc olbrzymi,
gasi ywoty ludzkie jak wiece. Czasem ca szabl uderzy, czasem ledwie kocem
dosignie, czasem ledwie keczko niewielkie a jako piorun szybkie zatoczy i rajtar
leci gow w d pod konia, jakby go grom zmit z kulbaki. Inni cofaj si przed strasznym
mem.
Wreszcie ci pan Andrzej przez skro chorego, a ten zapia tylko jak zarzynany kur i
chorgiew z rki wypuci; w tej chwili rodek si przerwa, a pomieszane skrzyda uczyniy
dwie kupy bezadne i cofajce si szybko ku dalszym liniom wojsk pruskich.
Kmicic spojrza przez rozerwany rodek w gb pola i nagle ujrza regiment czerwonych
dragonw, leccy jak wicher w pomoc rozerwanej rajtarii.
Nic to!  pomyla  za chwil Woodyjowski tym brodem przyjdzie mi w pomoc...
Tymczasem rozleg si huk armat tak gwatowny, e ziemia zatrzsa si w posadach;
muszkiety poczy grzechota od okopu a hen do najbardziej wysunitych szeregw nie-
przyjacielskich. Cae pole pokryo si dymem i w tyme dymie wolentarze Kmicicowi
wraz z Tatarami sczepili si z dragoni.
Ale od strony rzeki nikt nie przybywa na pomoc.
Pokazao si, e nieprzyjaciel umylnie puci Kmicicow watah przez brd, nastpnie
pocz go zasypywa tak straszliwie z dzia i muszkietw, e ywa noga przej nie moga.
Pierwsi poszli ku niemu ludzie pana Korsaka i powrcili w nieadzie; druga, Wojniowiczowska,
dosza do p brodu i cofna si, wprawdzie z wolna, bo by to krlewski
puk, jeden z najdzielniejszych w caym wojsku, ale ze strat dwudziestu towarzystwa,
znakomitej szlachty, i dziewidziesiciu pocztowych.
Woda w szczerku; ktry stanowi jedyne tylko przejcie przez rzek, pluskaa tak pod
uderzeniami kul, jak pod cikim ulewnym deszczem. Armatnie przelatyway na drug
stron, rozrzucajc tumany piasku.
Sam pan podskarbi nadjecha skokiem i popatrzywszy uzna, e niepodobna, aby jeden
ywy czek mg przedosta si na brzeg przeciwny.
A jednak mogo to stanowi o losach bitwy. Tote czoo hetmana zachmurzyo si srodze.
Przez chwil patrzy przez perspektyw na ca lini wojsk nieprzyjacielskich i krzykn
na ordynansa:
 Ruszaj do Hassun-beja  niechaj orda, jako moe, przeprawi si przez gboki brzeg i
na tabor niech uderzy. Co w wozach znajd, to ich! Armat tam nie masz, jedno z rzek bd
mieli robot.
Oficer skoczy, ile tchu w koniu; hetman za posun si dalej, gdzie pod wierzbin na
ce staa chorgiew laudaska, i zatrzyma si tu przed ni.
Woodyjowski sta na jej czele, pospny, ale milczcy, jeno w oczy hetmaskie patrzy,
a wsikami rusza.
 Co mylisz wa?  spyta hetman  przeprawi si Tatarzy?
 Tatarzy przeprawi si, ale Kmicic zginie!  rzek Woodyjowski.
 Na Boga!  krzykn nagle hetman  ten Kmicic, eby jeno mia gow na karku,
mgby bitw wygra, nie zgin!
Woodyjowski nie odrzek nic, jednakowo pomyla w duszy:
Nie trzeba byo puszcza albo adnej chorgwi za rzek, albo pi...
Przez chwil hetman znw patrzy przez perspektyw na daleki zamt, ktry za rzek
sprawowa pan Kmicic; wtem may rycerz, nie mogc duej usta, przysun si i trzymajc
szabl ostrzem do gry, rzek:
 Wasza dostojno! gdyby rozkaz, to ja bym jeszcze tego brodu sprbowa.
 Sta!  odrzek do ostro pan podskarbi.  Do, e tamci zgin.
 Gin ju!  rzek Woodyjowski.
Rzeczywicie zgiek sta si wyraniejszy i potnia coraz bardziej. Widocznie Kmicic
cofa si na powrt ku rzece.
 Na Boga! tegom chcia!  krzykn nagle pan hetman i skoczy jak piorun ku Wojniowiczowskiej
chorgwi.
Pan Kmicic za cofa si rzeczywicie. Po uderzeniu na czerwonych dragonw ludzie
jego cili si z nimi, ostatka si dobywajc; lecz tchu ju brako im w piersiach, zmachane
rce mdlay, trup pada coraz gciej i tylko nadzieja, e odsiecz zza rzeki przyjdzie lada
chwila, podtrzymywaa w nich jeszcze ducha.
Tymczasem upyno p godziny i okrzyk bij! nie dawa si sysze; natomiast czerwonym
dragonom skoczy na odsiecz Bogusawowy puk cikiej jazdy.
mier idzie!  pomyla Kmicic widzc ich zajedajcych z boku.
Lecz by to onierz, ktry do ostatniej chwili nie wtpi nigdy nie tylko o swoim yciu,
ale i o wygranej. Duga i hazardowna praktyka daa mu take wielk znajomo wojny:
wic nie tak szybko wieczorna byskawica zapala si i ganie, jak Kmicicowi migna w
gowie myl nastpujca:
Widocznie przez brd do nieprzyjaciela przedosta si nie mog, a skoro nie mog, to
im go podprowadz...
Wic, e puk Bogusawowy nie by ju dalej jak o sto krokw, a idc caym pdem, lada
chwila mg uderzy i roznie jego Tatarw, pan Andrzej podnis piszczak do ust i
wisn tak przeraliwie, e a najblisze konie dragoskie osadziy si na zadach.
wist powtrzyy natychmiast inne piszczaki starszyzny tatarskiej i nie tak prdko wicher
zakrca piaskiem, jak prdko cay czambu zwrci konie do ucieczki.
Niedobitki rajtarii, czerwona dragonia i puk Bogusawowy kopny si za nimi z kopyta.
Krzyki oficerskie: Naprzd! i Gott mit uns!, zagrzmiay jak burza i sta si cudny
widok. Na rozlegej grdzi pdzi bezadny i pomiszany czambu wprost do zasypywanego
kulami brodu i rwa, jakby go skrzyda niosy. Kady ordyniec przyleg by do konia,
rozpaszczy si, pochowa w grzywie i karku, tak i gdyby nie chmura strza leccych ku
rajtarii, rzekby, i same konie bez jedcw biegn; za nimi z hukiem, krzykiem i ttentem
bieg lud olbrzymi, migocc wzniesionymi w prawicach mieczami.
Brd by coraz bliej: biegli staj, p jeszcze i widocznie konie tatarskie dobyway ju
ostatnich si, bo odlego midzy nimi a rajtari pocza si zmniejsza szybko.
W kilka minut potem pierwsze rajtarskie szeregi poczy ju siec mieczami zmykajcych
na ostatku Tatarw, brd by tu, tu. Zdawao si, e w kilku skokach konie go dosign.
Nagle stao si co dziwnego.
Oto, gdy czambu dobieg brodu, przeraliwy wist piszczaek rozleg si znowu na
skrzydach czambuu i caa wataha zamiast wpa w rzek, aby na drugim jej brzegu szuka
ocalenia, rozdzielia si na dwie kupy i z szybkoci stada jaskek skoczya w prawo i
w lewo, wzdu jej biegu.
Lecz jadce na ich karkach cikie puki, ktrych konie wziy ju najwikszy rozpd,
wpady t sam si w brd i dopiero w wodzie ju jedcy poczli hamowa rozhukane
rumaki.
Artyleria, ktra dotd zasypywaa szczerk deszczem elaza, umilka nagle, aby swoich
nie razi.
Lecz tej wanie chwili czeka jak zbawienia hetman Gosiewski.
I jeszcze rajtarie nie dotkny prawie wody, gdy straszna krlewska chorgiew Wojniowicza
ruszya ku nim jak huragan, za ni laudaska, za ni Korsakowa, za nimi dwie
hetmaskie, za nimi wolentarska, za ni pancerna ksicia krajczego Michaa Radziwia.
Krzyk straszny: Bij, zabij!, zagrzmia w powietrzu i nim pruskie puki zdoay cign
konie, zatrzyma si, zastawi mieczami, ju Wojniowiczowska rozniosa je, jak
trba powietrzna roznosi licie, zgniota czerwonych dragonw, wspara puk Bogusawowy,
rozbia go na dwoje i poniosa si w pole ku gwnej armii pruskiej.
Rzeka zrumienia si krwi w jednej chwili, armaty poczy gra na nowo, lecz zbyt
pno, bo ju om chorgwi litewskiej jazdy mkno z hukiem i szumem po boniu i caa
bitwa przeniosa si na drug stron rzeki.
Sam pan podskarbi lecia przy jednej ze swych chorgwi z promiennym szczciem w
twarzy, a z ogniem w oczach, bo raz wyprowadziwszy jazd za rzek, ju by pewien zwycistwa.
Chorgwie, siekc i bodc na wycigi, gnay przed sob resztki dragonii i rajtarw, ktre
kady si mostem, ile e cikie konie nie mogy do spiesznie umyka i tylko zasaniay
gonicych przed pociskami.
Tymczasem Waldek, Bogusaw Radziwi i Izrael pchnli wszystk sw jazd, by natarcie
powstrzyma, sami za szykowali na gwat piechot. Puk za pukiem wybiega od taboru
i osadza si na grdzi. Wbijano cikie dzidy tylnymi kocami w gr, pochylajc je
potem ku nieprzyjacielowi.
W drugim szeregu muszkietnicy wycignli rury muszkietw. Midzy czworobokami
pukw ustawiano na eb na szyj armaty. Ani Bogusaw, ani Waldek, ani Izrael nie udzili
si, aby ich jazda moga dugo wrcz wytrzyma polskiej, i caa nadzieja ich bya w armatach
i w piechocie. Tymczasem przed piechot ju konne puki uderzyy o siebie pier w
pier. Ale stao si to, co przewidzieli pruscy wodzowie.
Oto natarcie litewskiej jazdy byo tak straszne, e masy kawalerii nie mogy ani na
chwil ich powstrzyma i e pierwsza husarska chorgiew rozszczepia ich niby klin drzewo
i sza, nie kruszc kopii, wrd gstwy, jak statek gnany gwatownym wichrem idzie
wrd fal. Ju, ju coraz bliej wida byo proporce; po chwili by husarskich koni wynurzyy
si z tumw pruskich.
 Baczno!  krzyknli oficerowie stojcy w czworoboku piechoty.
Na to haso knechtowie pruscy osadzili si silniej na nogach i wytyli rce trzymajc
dzidy. A wszystkim serca waliy w piersiach gwatownie, bo straszliwa husaria wynurzya
si ju zupenie i gnaa wprost na nich.
 Ognia!  rozlega si znw komenda.
Muszkiety zagrzechotay w drugim i trzecim szeregu czworoboku. Dym owion ludzi.
Chwila jeszcze: huk nadlatujcej chorgwi coraz bliej. Ju, ju dobiegaj!... Nagle, wrd
dymu, pierwszy szereg piechurw spostrzega tu nad sob, prawie nad gowami, tysice
koskich kopyt, rozwartych chrapw, rozpalonych oczu; sycha trzask amanych dzid;
krzyk okropny rozdziera powietrze; polskie gosy wrzeszcz: Bij!  niemieckie za,
Gott erbarme Dich meiner!
Puk rozbity, zgnieciony, ale midzy innymi poczynaj gra armaty. Ju i inne chorgwie
dobiegaj; kada za chwil uderzy si o las dzid, ale by moe, e nie kada go przeamie,
bo adna nie ma w sobie tak strasznej jak Wojniowiczowa siy. Krzyk wzmaga si
na caym pobojowisku. Nie wida nic. Lecz z masy walczcej znw poczynaj bezadnie
wymyka si kupy tych piechurw z jakiego innego puku, ktry widocznie take zosta
rozbity.
Jedcy w szarej barwie gnaj za nimi, siek i tratuj z okrzykiem:
 Lauda! Lauda!
To pan Woodyjowski upora si z drugim czworobokiem.
Wszelako inne tkwi jeszcze; jeszcze zwycistwo moe przechyli si na stron prusk,
zwaszcza e przy taborze stoj dwa nie naruszone regimenta, ktre poniewa tabor
zostawiono w spokoju, w kadej chwili mog by przywoane.
Waldek straci ju wprawdzie gow, Izraela nie masz, bo z jazd go wysano, ale Bogusaw
czuwa, rzdzi wszystkim, prowadzi ca bitw i widzc coraz straszniejsze niebezpieczestwo
wysya pana Biesa po owe regimenta.
Pan Bies wypuszcza konia i w p godziny wraca bez kopaka, z przeraeniem i rozpacz
w twarzy.
 Orda w taborze!  krzyczy dobiegszy do Bogusawa.
Jako w tej chwili na prawym skrzydle rozlegaj si nieludzkie wycia i zbliaj si w
kadej chwili.
Nagle ukazuj si gromady jedcw szwedzkich pdzce w okropnym popochu, za
nimi umykaj, bez broni ju i bez kapeluszy, piechurowie, za nimi w zamieszaniu, w bezadzie
pdz wozy, cignite przez zhukane i przeraone konie. Wszystko to leci olep od
taboru na wasn piechot. Za chwil wpadn, zamieszaj j, rozbij, zwaszcza e od
czoa gna na ni jazda litewska.
 Hassun-bej przedosta si do taboru!  woa w uniesieniu pan Gosiewski i puszcza
ostatnie swe dwie chorgwie, jak dwa sokoy z bera.
I w tej samej chwili, gdy chorgwie owe uderzaj na piechot z czoa, jej wasne wozy
wpadaj na ni z boku. Ostatnie czworoboki pkaj jak pod uderzeniem mota. Z caej
wietnej armii szwedzko-pruskiej czyni si jedna olbrzymia kupa, w ktrej jazda miesza
si z piechot. Ludzie tratuj si wzajemnie, przewracaj, dusz, zrzucaj odzie, ciskaj
bro. Jazda prze ich, tnie, gniecie, miady. To ju nie bitwa przegrana, to klska, jedna z
najokropniejszych w caej wojnie.
Lecz Bogusaw widzc, e wszystko stracone, postanawia przynajrmniej siebie i nieco
jazdy ocali z pogromu.
Nadludzkim wysileniem zbiera koo siebie kilkuset jedcw i wymyka si w dal lewym
skrzydem, w kierunku biegu rzeki.
Ju wydosta si z gwnego wiru, gdy oto drugi Radziwi, ksi Micha Kazimierz,
uderza na z boku ze sw nadworn husari i jednym uderzeniem rozprasza cay oddzia.
Rozprszeni, uciekaj pojedynczo lub maymi kupkami. Jedynie szybkoci koni mog
by ocaleni.
Jako husaria ich nie goni, bo uderza na gwn kup piechurw, ktrych wycinaj
wszystkie inne chorgwie  wic tamci mkn jak rozprszone stado sarn po boniu.
Bogusaw na karym Kmicicowym rumaku umyka jak wicher, prno usiujc krzykiem
skupi przy sobie cho kilkunastu ludzi. Nikt go nie sucha; kady umyka na wasn rk,
kontent, e wysun si z pogromu i e nie ma ju nieprzyjaciela przed sob.
Lecz prna rado. Nie ubiegli jeszcze tysica krokw, gdy wycie rozlego si nagle
przed nimi i szara ma tatarska wysuna si od rzeki, przy ktrej czaia si a dotd.
By to pan Kmicic ze swoj watah. Wysunwszy si z pola po przyprowadzeniu nieprzyjaciela
do brodu, wrci teraz, aby uciekajcym przeci odwrt.
Tatarzy, widzc rozprszonych jedcw, w jednej chwili rozprszyli si i sami, aby ich
owi swobodniej, i rozpocz si pocig morderczy. Po dwch, po trzech Tatarw przebiegao
jednemu rajtarowi, a w broni si rzadko, czciej chwyta rapier za ostrze i rkojeci
wyciga go ku ordycom wzywajc miosierdzia. Lecz ordycy wiedzc, e nie odprowadz
tych jecw do domu, brali ywcem tylko starszyzn, ktra moga si wykupi;
pospolity onierz dostawa noem po gardle i kona nie mogc nawet Gott! wykrzykn.
Tych, ktrzy uciekali do ostatka, kuto noami w karki i plecy; tych, pod ktrymi nie
rozpieray si konie, owiono arkanami.
Kmicic rzuca si czas jaki po pobojowisku, strcajc jedcw i szuka oczyma Bogusawa;
na koniec ujrza go i pozna natychmiast po koniu, po bkitnej wstdze i kapeluszu
z czarnymi, strusimi pirami.
Chmurka biaego dymu otaczaa ksicia, bo wanie przed chwil napado go dwch
nohajcw, lecz on jednego powali wystrzaem z pistoletu, drugiego przebd na wylot rapierem,
za czym ujrzawszy wiksz watah pdzc z jednej, a Kmicica z drugiej strony,
cisn konia ostrogami i pomkn jak jele cigany przez psy gocze.
Przeszo pidziesiciu ludzi rzucio si kup za nim, lecz nie wszystkie konie biegy
jednakowo, wic wkrtce kupa rozcigna si w dugiego wa, ktrego gow stanowi
Bogusaw, szyj Kmicic.
Ksi pochyli si w kulbace; kary ko zdawa si ziemi nie tyka nogami, jeno czerni
si na zielonej trawie jak migajca nad ziemi jaskka; cisawy wyciga szyj na ksztat
urawia, uszy stuli i zdawa si z wasnej skry chcie wyskoczy. Mijali samotne krzaki
wierzbowe, kpy, gaiki olszynowe; Tatarzy zostali w tyle na staj, na dwie, na trzy, a oni
biegli i biegli. Kmicic wyrzuci pistolety z olster, aby koniowi uly, sam za ze wzrokiem
wbitym w Bogusawa, z zacinitymi zbami, lec prawie na szyi rumaka, bd ostrogami
spienione jego boki, a wkrtce piana spadajca na ziemi staa si row.
Lecz odlego pomidzy nim a ksiciem nie tylko nie zmniejszya si na jeden cal, ale
pocza si powiksza. Gorze!  pomyla pan Andrzej  tego konia aden bachmat w
wiecie nie zgoni!
I gdy po kilku skokach odlego powikszya si jeszcze bardziej, wyprostowa si w
kulbace, szabl puci na temblak i zoywszy rce koo ust, pocz krzycze gosem spiowym:
 Umykaj, zdrajco, przed Kmicicem! Nie dzi, to jutro ci dostan!
Nagle, ledwie sowa te przebrzmiay w powietrzu, ksi, ktry je usysza, obejrza si
szybko, a widzc, e pan Kmicic sam go tylko goni, zamiast umyka dalej, zatoczy koo i
z rapierem w rku rzuci si ku niemu.
Pan Andrzej wyda okropny krzyk radoci i nie wstrzymujc pdu wznis szabl do
cicia.
 Trup! trup!  zawoa ksi.
I chcc tym pewniej uderzy, pocz konia hamowa.
Kmicic dobiegszy osadzi te swego, a kopyta zaryy si w ziemi, i zwiza rapier z
szabl.
Zwarli si tedy tak, e dwa konie uczyniy niemal jedn cao. Rozleg si straszny
dwik elaza, szybki jak myl; adne oczy nie mogyby uowi byskawicznych ruchw
rapiera i szabli ni odrni ksicia od Kmicica. Czasem zaczerni si Bogusawowy kapelusz,
czasem bysna Kmicicowa misiurka. Konie szy mycem obok siebie. Miecze
dwiczay coraz okropniej.
Bogusaw po kilku uderzeniach przesta lekceway przeciwnika. Wszystkie straszliwe
pchnicia, ktrych wyuczy si od mistrzw francuskich, byy odbite. Ju pot spywa mu
obficie z czoa miszajc si na twarzy z barwiczk i bielidem, ju czu znuenie w prawicy...
Pocz go chwyta podziw, potem niecierpliwo, potem zo, wic postanowi
skoczy i pchn okropnie, a kapelusz spad mu z gowy.
Kmicic odbi z tak si, e rapier ksicia a do boku koskiego odlecia i nim Bogusaw
zdoa zastawi si na nowo, ci go samym kocem szabli w czoo.
 Christ!  krzykn po niemiecku ksi.
I zwali si w traw. Pad wznak.
Pan Andrzej sta przez chwil jakby oszoomiony, lecz oprzytomnia prdko; szabl puci
na temblak, przeegna si, po czym zeskoczy z konia i chwyciwszy na nowo rkoje,
zbliy si do ksicia.
Straszny by, bo blady z umczenia jak chusta, wargi mia zacinite i nieubagan nienawi
w twarzy.
Oto miertelny, a tak potny wrg lea teraz u jego ng we krwi, ywy jeszcze i
przytomny, ale zwycion, i niecudz broni ani te z cudz pomoc.
Bogusaw patrzy na niego szeroko otwartymi oczyma, pilnie baczc na kady ruch
zwycicy, a gdy Kmicic stan tu nad nim, zawoa prdko:
 Nie zabijaj mnie! Okup!
Kmicic, zamiast odpowiedzie, stan mu nog na piersiach i przycisn z caej siy, po
czym sztych szabli opar mu na gardle, a skra ugia si pod ostrzem; potrzebowa tylko
rk ruszy, tylko pocisn mocniej, lecz nie zabija od razu; chcia si jeszcze nasyci widokiem
i mier uczyni nieprzyjacielowi cisz. Oczy wbi w jego oczy i sta nad nim,
jak stoi lew nad obalonym bawoem.
Wtem ksi, ktremu coraz wicej krwi wypywao z czoa, tak i cay wierzch gowy
nurza si jakoby w kauy, ozwa si raz jeszcze, ale ju bardzo przyduszonym gosem, bo
stopa pana Andrzeja cigle gniota mu piersi:
 Dziewka... suchaj...
Ledwie pan Andrzej usysza te sowa, zdj nog z piersi ksicych i szabl podnis.
 Mw!  rzek.
Lecz ksi Bogusaw czas jaki oddycha tylko gboko, wreszcie mocniejszym ju
gosem odpowiedzia:
 Dziewka zginie, jeli mnie zabijesz... Rozkazy wydane!
 Co z ni uczyni?  spyta Kmicic.
 Zaniechaj mnie, to ci j oddam, przysigam... na Ewangeli...
Na to pan Andrzej uderzy si pici w czoo, przez chwil zna byo, e walczy ze
sob i ze swymi mylami, po czym rzek:
 Suchaj, zdrajco! Ja bym stu takich wyrodkw za jeden jej wos odda!.. Ale ja tobie
nie wierz, krzywoprzysizco!
 Na Ewangeli!  powtrzy ksi.  Dam ci glejt i rozkaz na pimie.
 Nieche tak bdzie, daruj ci zdrowiem, ale ci z rk nie puszcz. Dasz mi na pimie...
Tymczasem Tatarom ci oddam, u ktrych w niewoli bdziesz.
 Zgoda  rzek ksi.
 Pamitaj!  odrzek pan Andrzej.  Nie uchronio ci przed moj rk twoje ksistwo,
twoje wojska, twoje szermierstwo... I wiedz, e ilekro mi wejdziesz w drog albo nie dotrzymasz-
li sowa, nic ci nie uchroni, choby ci cesarzem niemieckim kreowano... Poznaje
mnie! Raz ci ju miaem w rku, teraz mi pod nogami leysz!
 Przytomno mnie opuszcza  rzek ksi.  Panie Kmicic, woda musi tu by blisko...
Daj mi pi i ran zalej.
 Zdychaj, parrycydo!  rzek Kmicic.
Lecz ksi, bezpieczen ju o ycie, odzyska, lubo ranny, ca pewno siebie i ozwa
si:
 Gupi, panie Kmicic! Jeli umr i ona...
Tu wargi mu zbielay.
Kmicic za skoczy szuka, czy w okolicy nie ma jakiego rowu lub te kauy.
Ksi omdla, ale na krtk chwil, i obudzi si na szczcie swoje, gdy tymczasem
nadbieg pierwszy Tatarzyn, Selim, syn Gazy-agi, chory z Kmicicowej watahy, a widzc
broczcego we krwi nieprzyjaciela, postanowi przyszpili go grotem od chorgwi do ziemi.
Ksi w tej chwili strasznej znalaz jeszcze tyle si, e za grot rk pochwyci, ktry
sabo przytwierdzon oderwa si od drzewca.
Odgos tej krtkiej walki cign na powrt pana Andrzeja.
 Stj, psi synu!  zakrzykn nadbiegajc z daleka.
Tatar na dwik znanego gosu przyleg ze strachu do konia. Kmicic kaza mu ruszy po
wod, sam za zosta przy ksiciu, bo z dala wida byo nadjedajcych w skok Kiemliczw,
Sorok i cay czambu, ktry wyowiwszy wszystkich rajtarw puci si na poszukiwanie
wodza.
Ujrzawszy pana Andrzeja, wierni nohajcy wyrzucili z gromkim okrzykiem czapki w gr.
Akbah-Uan zeskoczy z konia i pocz mu si kania dotykajc rk czoa, ust i piersi.
Inni, cmokajc po tatarsku ustami, patrzyli z drapienoci w oczach na lecego rycerza, a
z podziwem na jego zwycizc; niektrzy ruszyli apa dwa konie, cisawego i karego, ktre
biegay opodal z rozwianymi grzywami.
 Akbahu-Uanie  rzek Kmicic  to jest wdz wojsk, ktre pobilimy dzi rano: ksi
Bogusaw Radziwi. Daruj wam go, a wy go trzymajcie, bo za ywego czy za umarego
zapac wam sowicie. Teraz opatrzy go, wzi na arkan i zaprowadzi do obozu!
 Aa! aa! Dzikujem, wodzu! Dzikujem, zwycizco!  zawoali jednym gosem ordycy.
I znw rozlego si cmokanie tysica warg.
Kmicic kaza sobie poda konia, siad i puci si z czci Tatarw ku polu bitwy.
Z dala ju ujrza chorych, stojcych ze znakami, ale przy chorgwiach byo zaledwie
po kilkunastu towarzystwa, reszta zagnaa si za nieprzyjacielem. Gromady czeladzi krciy
si po pobojowisku, obdzierajc trupy i czubic si tu i owdzie z Tatarami, ktrzy
czynili to samo. Szczeglniej ci ostatni wygldali po prostu strasznie, z noami w rku i
ubroczonymi po okcie rkoma. Rzekby: stado krukw spado z chmur na pobojowisko.
Dzikie ich miechy i wrzaski rozlegay si po caym polu.
Niektrzy, trzymajc dymice jeszcze noe w wargach, cignli obu rkoma za nogi
polegych, inni rzucali w siebie z artw odcitymi gowami, inni adowali sakwy, inni jak
na bazarze podnosili w gr pokrwawione szaty, zachwalajc ich doskonao, lub ogldali
bro zdobyt.
Kmicic przejecha naprzd przez pole, na ktrym pierwszy spotka si z rajtari. Trupy
ludzkie i koskie, pocite mieczami, leay tu w rozproszeniu; lecz tam, gdzie chorgwie
ciy piechot, wznosiy si ich cae stosy, a kaue zakrzepej ju krwi wiegotay pod kopytami
koskimi na ksztat bota.
Trudno byo tamtdy przejecha wrd szcztkw poamanych dzid, muszkietw, trupw,
poprzewracanych wozw taborowych i uwijajcych si kup tatarstwa.
Pan Gosiewski sta dalej jeszcze na okopie warownego obozu, a przy nim ksi krajczy
Radziwi, Wojniowicz, Woodyjowski, Korsak i kilkudziesiciu ludzi. Z wysokoci
tej ogarniali oczyma pole a hen, do najdalszych kracw, i mogli cay rozmiar swego
zwycistwa a nieprzyjacielskiej klski oceni.
Kmicic, ujrzawszy panw, przyspieszy kroku, a pan Gosiewski, jako e by nie tylko
wojennik szczliwy, ale i czowiek zacny, bez cienia zazdroci w sercu, ledwie go ujrza,
zakrzykn:
 Oto przybywa victor prawdziwy! Za jego to przyczyn ta potrzeba wygrana, ja pierwszy
publicznie to owiadczam. Moci panowie! Dzikujcie panu Babiniczowi, bo gdyby
nie on, nie dostalibymy si przez rzek!
 Vivat Babinicz!  krzykno kilkadziesit gosw  vivat! vivat!
 Gdzie ty si, onierzu, wojny uczy  spyta z uniesieniem hetman  e tak od razu
zrozumia, co czyni naley?
Kmicic nie odpowiada, bo nadto by utrudzon, tylko si kania na wszystkie strony i
rk po zabrukanej od potu i prochowego dymu twarzy wodzi. Oczy wieciy mu blaskiem
nadzwyczajnym, a tymczasem wiwaty brzmiay cigle. Oddzia za oddziaem nadciga
z pola na spienionych koniach i co ktry nadcign, czy si z caej piersi z gosami
na cze Babinicza. Czapki wylatyway w gr, kto bandolety mia nie wystrzelone,
ten ognia dawa.
Nagle pan Andrzej stan w kulbace i podnisszy obie rce do gry, hukn jak grzmot:
 Vivat Jan Kazimierz! pan nasz i ojciec miociwy!
Tu powsta taki krzyk, jakby nowa bitwa si zacza. Zapa niewypowiedziany ogarn
wszystkich.
Ksi Micha odpasa szabl z pochw diamentami sadzon i odda j Kmicicowi,
hetman deli wasn kosztown zarzuci mu na ramiona, a on znw wznis rce do gry.
 Vivat nasz hetman, wdz zwyciski!
 Crescat! floreat!  odpowiedziano chrem.
Za czym poczto chorgwie zdobyte zwozi i zatyka w wale pod nogami wodzw. Ani
jednej nie unis nieprzyjaciel: byy pruskie komputowe, pruskie pospolitego ruszenia,
szlacheckie, byy szwedzkie, Bogusawowe, caa ich tcza powiaa u wau.
 Jedna to z najwikszych wiktorii w tej wojnie!  zawoa hetman. Izrael i Waldek w
niewoli, pukownicy polegli lub w niewoli, wojsko w pie wycite...
Tu zwrci si do Kmicica:
 Panie Babinicz, wa w tamtej stronie z Bogusawem musiae si spotka... Co si z
nim dzieje?
Tu i pan Woodyjowski pocz pilnie patrze w oczy Kmicica, w za odrzek spiesznie:
 Ksicia Bogusawa Bg pokara t oto rk!
To rzekszy wycign prawic, lecz w tej chwili may rycerz rzuci mu si w objcia.
 Jdrek!  krzykn  nie zajrz ci! Niech ci Bg bogosawi!
 Ty to mi rk formowa!  odrzek z wylaniem pan Andrzej.
Lecz dalszy wylew braterskich uczu powstrzyma ksi krajczy.
 Zali brat mj zabit?  spyta ywo.
 Nie zabit  odpar Kmicic  bom mu ycie darowa, ale ranny i pojman. A owo, tam
ot, prowadz go moi nohajcy!
Na te sowa zdumienie odmalowao si w twarzy pana Woodyjowskiego, a oczy rycerstwa
zwrciy si ku rwninie, na ktrej ukaza si oddzia kilkudziesiciu Tatarw i zblia
si wolno; na koniec minwszy kupy poamanych wozw przysun si o kilkadziesit
krokw do okopu.
Wwczas ujrzano, e jadcy w przodzie Tatar prowadzi jeca; poznali wszyscy Bogusawa,
lecz w jakieje losw odmianie!...
On, jeden z najpotniejszych panw w Rzeczypospolitej, on, ktry wczoraj jeszcze o
pastwie udzielnym marzy, on, ksi Rzeszy Niemieckiej, szed teraz z arkanem na szyi,
pieszo, przy koniu tatarskim, bez kapelusza, z krwaw gow, obwizan w brudn szmat.
Taka jednak zawzito bya przeciw temu magnatowi w sercach rycerstwa, e straszne to
upokorzenie nie wzbudzio niczyjej litoci, owszem, wszystkie niemal usta zawrzasy w
jednej chwili:
 mier zdrajcy! Na szablach go roznie! mier! mier!
A ksi Micha oczy rk zatka, bo przecie to Radziwia prowadzono w takim
upodleniu. Nagle poczerwienia i krzykn:
 Moci panowie! to mj brat, to moja krew, a jam ni zdrowia, ni mienia nie aowa dla
ojczyzny! Wrg mj, kto na tego nieszcznika rk podniesie.
Rycerze umilkli zaraz.
Ksicia Michaa kochano powszechnie za mstwo, hojno i serce wylane dla ojczyzny.
Wszake, gdy caa Litwa wpada w moc hiperborejsk, on jeden broni si w Niewieu, za
wojen szwedzkich wzgardzi namowami Janusza i jeden z pierwszych przysta do konfederacji
tyszowieckiej, wic te gos jego znalaz i teraz posuch. Wreszcie, moe nikt nie
chcia narazi si tak potnemu panu, do, e szable schoway si zaraz do pochew, a
nawet kilku oficerw, klientw radziwiowskich, zawoao:
 Odj go Tatarom! Niech go Rzeczpospolita sdzi, ale nie dajmy poniewiera krwi
zacnej poganom!
 Odj go Tatarom!  powtrzy ksie  znajdziemy zakadnika, a okup on sam zapaci!
Panie Wojniowicz, rusz no swoich ludzi i niech si go wezm, jeli inaczej nie bdzie
mona!
 Ja si jako zakadnik Tatarom ofiaruj!  zawoa pan Gnoiski.
Tymczasem Woodyjowski przysun si do Kmicica i rzek:
 Jdrek! co ty najlepszego uczyni! To on cao wyjdzie z tych terminw!
Na to Kmicic skoczy jak ranny bik.
 Za pozwoleniem, moci ksi!  krzykn.  To mj jeniec! Jam go zdrowiem darowa,
ale pod kondycjami, ktre mi na swoj heretyck Ewangeli zaprzysig, i niech trupem
padn, jeli wyjdzie z rk, w ktre go oddaem, nim mi wszystkiego dotrzyma!
To rzekszy zdar konia, zastawi drog i ju, ju wrodzona popdliwo pocza go
unosi, bo twarz mu si skurczya, rozd nozdrza i oczyma byskawice j rzuca.
A tymczasem pan Wojniowicz nacisn go koniem.
 Na bok, panie Babinicz!  zakrzykn.
 Na bok, panie Wojniowicz!  wrzasn pan Andrzej i uderzy rkojeci szabli Wojniowiczowskiego
konia z tak straszn si, e rumak zachwia si na nogach, jakby uderzony
kul, i nozdrzami zary w ziemi.
Sta si tedy huk srogi midzy rycerstwem, a pan Gosiewski wysun si naprzd i
rzek:
 Milcze waszmociom ! Moci ksi, z mocy mojej wadzy hetmaskiej owiadczam,
e pan Babinicz ma prawo do jeca i e kto chce go z rk tatarskich wydoby, musi
da jego zwycizcy pork!
Ksi Micha opanowa wzburzenie, uspokoi si i rzek zwracajc mow do pana Andrzeja:
 Mw wa, czego chcesz?
 By mi kondycji dotrzyma, zanim z niewoli wyjdzie.
 To ci dotrzyma wyszedszy.
 Nie moe by! Nie wierz!
 Tedy ja za niego przysigam na Matk Najwitsz, ktr wyznaj, i na parol rycerski,
e wszystko ci bdzie dotrzymane. W przeciwnym razie moesz mnie na honorze i
majtnoci poszukiwa.
 Do mi!  rzek Kmicic.  Niech pan Gnoiski na zakadnika jedzie, bo inaczej Tatarzy
opr stawi. Ja poprzestaj na sowie.
 Dzikuj ci, panie kawalerze!  odrzek ksi krajczy.  Nie bj si take, aby wolno
zaraz odzyska, bo go panu hetmanowi z prawa oddam i jecem a do krlewskiego
wyroku pozostanie.
 Tak bdzie!  rzek hetman.
I rozkazawszy Wojniowiczowi si na wieego konia, bo tamten ledwie ju drga,
wysa go wraz z panem Gnoiskim po ksicia.
Lecz sprawa nie posza jeszcze atwo. Jeca trzeba byo si bra, bo sam Hassun-bej
stawi grony opr i dopiero widok pana Gnoiskiego i umwiony okup stu tysicy talarw
zdoa go uspokoi.
Za czym wieczorem ksi Bogusaw znajdowa si ju w namiotach pana Gosiewskiego.
Opatrzono go tam starannie, dwch medykw nie opuszczao go ani chwili i obaj rczyli
za jego zdrowie, gdy rana, jako zadana samym kocem szabli, nie bya zbyt cik.
Pan Woodyjowski nie mg przebaczy Kmicicowi, e ksiciu ycie darowa, i z alu
unika go cay dzie, dopiero wieczorem sam pan Andrzej przyszed do jego namiotu.
 Bj si ran boskich!  wykrzykn na jego widok may rycerz.  Prdzej bym si po
kadym tego spodziewa anieli po tobie, e ywcem tego zdrajc wypuci!...
 Suchaj mnie, Michale, zanim potpisz  odrzek ponuro Kmicic. Miaem go ju pod
nog i sztych trzymaem mu przy gardzieli, a wwczas wiesz, co mi ten zdrajca rzek?...
Oto, e s rozkazy wydane, aby Olek na gardle w Taurogach karano, jeli on zginie...
com mia, nieszczsny, czyni? Kupiem jej ycie za jego ycie... Com mia czyni?... na
krzy Chrystusw... Com mia czyni?
Tu zacz targa si za czupryn pan Andrzej i nogami z uniesienia tupa, a pan Woodyjowski
zamyli si przez chwil, po czym rzek:
 Pojmuj twoj desperacj... ale zawsze... ty, widzisz, zdrajc ojczyzny wypuci, ktry
cikie paroksyzmy na Rzeczpospolit w przyszoci sprowadzi moe... Nie ma co, Jdrek!
Zasuye si dzisiaj okrutnie, ale w kocu dobro publiczne dla prywaty powici.
 A ty, ty sam, co by uczyni, gdyby ci powiedziano, e n na gardle panny Anny Borzobohatej
trzymaj?...
Woodyjowski pocz okrutnie wsikami rusza.
 Ja si za przykad nie podawam. Hm! co bym uczyni?... Ale Skrzetuski, ktry ma
dusz rzymsk, ten by go nie ywi, a przecie jestem pewien, e Bg nie pozwoliby, aby
krew niewinna dlatego zostaa rozlana.
 Nieche ja pokutuj. Ukarz mnie, Boe, nie wedle winy mej cikiej, jeno wedle
Twojego miosierdzia... bo eby wyrok na tego gobia podpisa...
Tu Kmicic oczy zatka.
 Ratujcie mnie, anieli! Nigdy! nigdy!
 Stao si!  rzek Woodyjowski.
Na to pan Andrzej wydoby z zanadrza papiery.
 Patrz, Michale! oto, com zyska. To rozkaz do Sakowicza, to do wszystkich oficerw
radziwiowskich i do komendantw szwedzkich... Kazali mu podpisa, cho ledwo rk
rusza... Ksi krajczy sam pilnowa... Oto jej wolno, jej bezpieczestwo! Dla Boga,
krzyem bd przez rok co dzie lea, kaczugami ci si ka, koci nowy bd erygowa,
ale jej ycia nie powic! Nie mam rzymskiej duszy... dobrze! Nie jestem Katonem
jako pan Skrzetuski... dobrze! Ale nie powic! nie, do stu piorunw! i niechaj mnie
w ostatku w piekle na roen...
Kmicic nie dokoczy, bo pan Woodyjowki skoczy i zatka mu usta rk, krzyknwszy
przeraliwym gosem:
 Nie blunij! bo na ni pomst bo cigniesz! Bij si w piersi! ywo, ywo!
I Kmicic pocz si wali w piersi: Mea culpa! mea culpa! mea maxima culpa! Nareszcie
rykn wielkim paczem biedne onierzysko, bo ju sam nie wiedzia, co ma czyni.
Woodyjowski pozwoli mu si wypaka do woli, wreszcie, gdy si uspokoi, spyta go:
 A co teraz przedsiwemiesz?
 Pjd z watah, gdzie mnie posano, a hen! pod Bire! Niech jeno ludzie i konie
odetchn. Po drodze, co bd mg heretyckiej krwi na chwa bo rozla, to jeszcze rozlej.
 I bdziesz mia zasug. Nie tra fantazji, Jdrek. Bg miosierny!
 Pjd prosto, jako sierpem rzuci. Cae Prusy teraz stoj otworem, chyba gdzieniegdzie
mae prezydia nadybi.
Pan Micha westchn:
 Ej, poszedbym z tob z tak ochot jakby do raju! Ale komendy trzyma si musz.
Szczliwy ty, e wolentarzami dowodzisz... Jdrek, suchaj, braciel... a jak je obie odnajdziesz,
to... opiekuje si i tamt, aby za jej le nie byo... Bg wie, moe mi ona pisana...
To rzekszy may rycerz rzuci si w objcia pana Kmicica.
ROZDZIA XXVI
Oleka i Anusia, wydostawszy si pod opiek Brauna z Taurogw, dotary szczliwie
do partii pana miecznika, ktry sta podwczas pod Olsz, zatem od Taurogw niezbyt
daleko.
Stary szlachcic, gdy je obie w dobrym zdrowiu zobaczy, naprzd oczom wasnym wierzy
nie chcia, potem zapaka z radoci, a nastpnie wpad w taki wojowniczy zapa, i
nie byo ju dla niego niebezpieczestw. Niechby nie tylko Bogusaw, ale sam krl
szwedzki z ca potg nastpi, pan miecznik gotw by broni swoich dziewczyn przed
wszelkim nieprzyjacielem.
 Pierwej polegn  mwi  ni wos wam z gowy spadnie. Nie ten ja ju czowiek,
ktregocie znay w Taurogach, i tak myl, e dugo opamitaj Szwedzi Girlakole, Jaswojni,
i te cigi, ktre im pod samymi Rosieniami zadaem. Prawda, e zdrajca Sakowicz
napad nas niespodzianie i rozprszy, ale oto znw kilkaset szabel ma si na usugi.
Pan miecznik nie bardzo przesadza, bo rzeczywicie trudno w nim byo pozna upadego
na duchu tauroaskiego jeca. Inn wcale mia fantazj; energia jego odya; w polu,
na koniu, znalaz si w swoim ywiole, a bdc onierzem dobrym, rzeczywicie kilkakrotnie
ju Szwedw mocno poszarpa. e za wielk mia powag w okolicy, wic te
kupia si do niego chtnie szlachta i lud prosty, a i z dalszych powiatw raz w raz ktry z
Billewiczw przyprowadza po kilkanacie lub nawet kilkadziesit koni.
Partia miecznikowa skadaa si z trzystu piechoty chopskiej i okoo piciuset jedcw.
W piechocie rzadko kto mia rusznic, wikszo zbrojna bya w kosy i widy; jazda
stanowia zbieranin zamoniejszej szlachty, ktra z czeladzi w lasy ruszya, i uboszej z
zaciankw. Uzbrojenie jej lepsze byo ni piechoty, ale bardzo rozmaite. Tyki chmielowe
suyy wielu za kopie; inni nosili bro rodzinn bogat, ale czstokro zeszowieczn; konie
rozmaitej krwi i dobroci nie nadaway si do jednego szeregu.
Mg miecznik z takim wojskiem zastpowa drog patrolom szwedzkim, mg wycina
wiksze nawet oddziay jazdy, mg oczyszcza lasy i wsie z grasantw, ktrych liczne
watahy, zoone ze zbiegw szwedzkich, pruskich i miejscowych otrzykw, trudniy
si rozbojem, ale nie mg na adne miasto uderzy.
Ow Szwedzi zmdrzeli ju. Zaraz po wybuchu powstania wycito na caej mudzi i
Litwie tych, ktrzy w kwaterach rozproszeni po wsiach stali; teraz wic ci, ktrzy ocaleli,
trzymali si naprdce obwarowanych miast, z ktrych wychylali si tylko na blisze ekspedycje.
Stao si zatem, e pola, lasy, wioski i pomniejsze miasteczka byy w rku polskim,
a za to wszystkie wiksze grody dzieryli Szwedzi i rugowa ich nie byo sposobu.
Miecznikowa partia bya jedn z najlepszych; inne mniej jeszcze mogy wskra. Na
granicy Inflant powstacy uzuchwalili si wprawdzie tak dalece, e po dwakro Bire oblegli,
ktre za drugim razem zmuszone byy podda si, ale chwilowa ta przewaga wypyna
std, e de la Gardie pociga na obron Rygi przeciw carskiej potdze wszystkie
wojska z pogranicznych Inflantom powiatw.
wietne jego i rzadkie w dziejach zwycistwa kazay si jednak spodziewa, e tamta
wojna wkrtce zostanie ukoczon, a potem na mud nadcign nowe i upojone trium-
fami wojska szwedzkie. Wszelako tymczasem do byo w lasach bezpiecznie i liczne partie
powstacze, same niewiele zdolne przedsiwzi, mogy by wszelako pewne, e ich
nieprzyjaciel po zapadych puszczach szuka nie bdzie.
Dlatego pan miecznik porzuci myl schronienia si do Puszczy Biaowieskiej, bo droga
do niej bya bardzo daleka, a po drodze sia miast znacznych, opatrzonych w liczne prezydia.
 Pan Bg da such jesie  mwi do swoich dziewczt  za czym i atwiej y, sub
Jove. Ka wam namiocik foremny sporzdzi, bab do usug wam dam, i zostaniecie w
obozie. Nie masz w tych czasiech bezpieczniejszego schronienia jak w lasach. Billewicze
moje do cna spalone; na dwory grasanci nachodz, a czsto i podjazdy szwedzkie. Gdzie
wam bezpieczniej gowy przytuli jako przy mnie, ktry kilkaset szabel mam do rozporzdzenia?
Przyjd za pniej soty, to wam si jak chacin w gbokich ostpach wynajdzie.
Myl ta podobaa si bardzo pannie Borzobohatej, bo w partii byo kilku modych Billewiczw,
grzecznych kawalerw, a wreszcie mwiono bez ustanku, e pan Babinicz w te
strony cignie.
Spodziewaa si tedy Anusia, e nadcignwszy, w mig Szwedw wyenie, a potem...
potem bdzie, co Bg da. Oleka sdzia rwnie, e najbezpieczniej przy partii, chciaa
si tylko od Taurogw oddali, pocigu Sakowicza si obawiajc.
 Pjdmy ku Wodoktom  rzeka  tam bdziem midzy swymi. Choby te byy spalone,
s Mitruny i wszystkie zacianki okoliczne. Niepodobna, by cay kraj tamtejszy w
pustyni mia by zmieniony. Lauda w razie niebezpieczestwa bdzie nas broni.
 Ba, wszyscy laudascy z Woodyjowskim wyszli  zaoponowa mody Jur Billewicz.
 Zostali starzy i wyrostki, wreszcie nawet niewiasty tamtejsze broni si w razie potrzeby
umiej. Puszcze tam take wiksze ni tu; Domaszewicze Myliwi albo Gociewicze
Dymni do Rogowskiej nas zawiod, w ktrej aden nieprzyjaciel nas nie odnajdzie.
 A ja, taborek i was ubezpieczywszy, bd na Szwedw wypada i znosi tych, ktrzy
si na brzegi puszczaskie odwa  rzek pan miecznik.  To jest przednia myl! Nic tu
po nas, tam wiksze usugi odda mona.
Kto wie, czy miecznik nie dlatego chwyci si tak skwapliwie rady panny Aleksandry,
e w duszy take nieco si Sakowicza obawia, ktry do rozpaczy przywiedzion mg by
straszny.
Rada jednak bya sama w sobie mdr, dlatego wszystkim od razu przypada do smaku,
wic miecznik tego samego jeszcze dnia wysa pod dowdztwem Jura Billewicza piechot,
aeby si przedzieraa lasami w kierunku Krakinowa; sam za z jazd ruszy w dwa dni
pniej, zasignwszy wprzd dokadnych wieci, czy z Kiejdan lub z Rosie, midzy ktrymi
musia przechodzi, nie wyszy jakie znaczniejsze szwedzkie wojska.
Szli z wolna i ostronie. Panny jechay na chopskich wzkach, a czasami na podjezdkach,
o ktre miecznik si wystara.
Anusia, dostawszy w darze od Jura lekk szabelk, przewiesia j mnie przez siebie
na jedwabnych rapciach i w kopaczku naoonym z fantazj na gow oganiaa, niby jaki
rotmistrz, chorgiew. Bawi j pochd i szable byszczce w socu, i rozkadane noc
ogniska. Zachwycali si ni wielce modzi oficerowie i onierze, a ona strzyga oczyma na
wszystkie strony, rozpuszczaa w pochodzie warkocze po to, by je po trzy razy na dzie
zaplata nad brzegami jasnych strumieni, ktre zastpoway jej zwierciado. Mwia czsto,
e chce widzie bitw, aby da przykad mstwa, ale w rzeczy samej wcale nie pragna
bitwy; chciaa tylko pogry serca wszystkich modych wojownikw, jako i pogrya
ich liczb niepomiern.
Oleka take jakoby na nowo odya po opuszczeniu Taurogw. Tam zabijaa j niepewno
losu i ciga obawa, teraz czua si bezpieczniejsz w gbinach lenych. Zdrowe
powietrze wracao jej siy. Widok onierstwa, broni, ruch i gwar obozowy dziaay jak
balsam na zmczon jej dusz. I jej rwnie sprawia przyjemno pochd wojsk, a moliwe
niebezpieczestwa nie przestraszay bynajmniej, bo przecie rycerska krew pyna w
jej yach. Mniej okazujc si onierzom, nie pozwalajc sobie buszowa na podjezdku
przed szeregami, mniej te cigaa na si oczu. Ale natomiast otacza j szacunek powszechny.
Umiechay si wsate twarze onierskie na widok Anusi, a odkryway si gowy, gdy
Oleka zbliaa si do ognisk. Szacunek w zmieni si pniej w uwielbienie. Nie byo
te bez tego, by jakie serce nie zabio dla niej w modej piersi, jeno e oczy nie miay na
ni patrze tak wprost, jak na ow czarnuszk-Ukraink.
Szli lasami, zarolami, czsto wysyajc przed sob zwiady, i a dopiero sidmego dnia
przybyli pn ju noc do Lubicza, ktry lea na skraju laudaskiej okolicy, stanowic
jakoby wrota do niej. Konie tak byy dnia tego zmczone, e mimo przedstawie Oleki
niepodobna byo ruszy dalej, wic miecznik zakaza dziewczynie wydziwia i roztasowa
parti na nocleg. Sam z pannami stan we dworze, bo i czas by mglisty, a chodny bardzo.
Dziwnym trafem dwr nie by spalony. Nieprzyjaciel oszczdzi go prawdopodobnie
z polece ksicia Janusza Radziwia, dlatego e by Kmicicowy, a chocia pniej ksi
dowiedzia si o odstpstwie pana Andrzeja, zapomnia lub nie mia czasu wyda nowych
rozkazw. Powstacy uwaali ca majtno za billewiczowsk wasno, grasanci nie
mieli rabowa pod bokiem Laudy. Wic nie zmienio si w nim nic. Oleka wchodzia ze
strasznym uczuciem blu i goryczy pod ten dach. Znaa tu kady kt, lecz niemal z kadym
czyo si jakowe wspomnienie Kmicicowego wystpku. Oto przed ni sala jadalna,
ubrana w konterfekty Billewiczw i w czaszki lenego zwierza. Potrzaskane kulami czaszki
s jeszcze na gwodziach, pochlastane szablami portrety spogldaj surowo ze cian,
jakoby chciay mwi: Patrz, dziewczyno, patrz, nasza wnuczko, to on witokradzk rk
poci wizerunki naszych ziemskich postaci, dawno spoczywajcych ju w grobach!
Oleka czua, e oczu nie zmruy w tym domu splamionym. Zdao jej si, e w ciemnych
ktach komnat snuj si jeszcze widma strasznych kompanionw, buchajce ogniem
z nozdrzy. I jake prdko przechodzi ten czowiek, tak przez ni kochany, od swawoli do
wystpku, od wystpku do coraz wikszych zbrodni, od porbania wizerunkw do rozpusty,
do spalenia Upity i Womontowicz, do porwania jej samej z Wodoktw, dalej do suby
radziwiowskiej, do zdrady, ukoronowanej obietnic podniesienia rki na krla, na ojca
caej Rzeczypospolitej...
Noc biega, a sen nie chwyta si powiek nieszczsnej Oleki. Wszystkie rany duszy
odnowiy si w niej i poczy piec bolenie. Wstyd na nowo pali jej policzki; oczy nie roniy
w tej chwili ez, ale serce ogarniaa taka ao niezmierna, e nie mogca si w tym
biednym sercu pomieci...
ao za czym? Za tym, co by by mogo, gdyby on by inny, gdyby przy swych narowach,
dzikoci i swawoli cho serce przynajmniej mia uczciwe, gdyby wreszcie mia cho
miar w zbrodni, gdyby istniaa jaka granica, przez ktr by przej nie by zdolen. Przecie
jej serce przebaczyoby tak wiele...
Spostrzega mk towarzyszki Anusia i dorozumiaa si powodu, bo jej poprzednio ju
ca histori stary miecznik wypiewa, wic majc serce dobre, podesza ku pannie Billewiczwnie
i zarzuciwszy jej rce na szyj, rzeka :
 Oleka! ty w tym domu od boleci si wijesz...
Oleka z pocztku nie chciaa nic mwi, jeno pocza si trz caym ciaem jako osinowy
li, a w kocu pacz straszny, rozpaczliwy wyrwa si z jej piersi. Chwyciwszy
konwulsyjnie rk Anusi, gow sw jasn wspara na jej ramieniu i kanie targao ni jak
wicher krzewem.
Anusia dugo czeka musiaa, zanim przeszo, wreszcie gdy Oleka uspokoia si nieco,
ozwaa si po cichu:
 Oleka, mdlmy si za niego...
A tamta obu rkoma zakrya oczy.
 Nie... mog!...  rzeka z wysileniem.
I po chwili zagarniajc gorczkowo w ty wosy, ktre opady jej na skronie, pocza
mwi zdyszanym gosem:
 Widzisz... nie mog... Ty szczliwa!... Twj Babinicz zacny, sawny... przed Bogiem...
i ojczyzn... Ty szczliwa! Mnie si nie wolno nawet modli... Tu wszdy krew
ludzka... zgliszcza! eby cho ojczyzny nie zdradzi! eby si krla sprzeda nie podj!...
Ja poprzednio ju wszystko przebaczyam... w Kiejdanach... bom mylaa... bo miowaam
go... z caego serca!... Ale teraz nie mog... O Boe miosierny! nie mog!... Chciaabym
sama nie y... i eby on ju nie y!
Na to Anusia:
 Za kad dusz modli si wolno, bo Bg miosierniejszy od ludzi i przyczyny wie,
ktrych ludzie czsto nie wiedz.
To rzekszy klka do modlitwy, a Oleka rzucia si krzyem na ziemi i przeleaa tak
a do rana.
Nazajutrz gruchna wie po okolicy, e pan miecznik Billewicz jest na Laudzie. Na t
wie, kto yw by, wychodzi wita. Wic z lasw okolicznych wychodzili starcy zgrzybiali
i niewiasty z dziemi maymi. Dwa lata nie sia ju nikt ni ora w zaciankach. Same
zacianki byy czci spalone i puste. Ludno ya w lasach. Mowie w sile wieku poszli
z panem Woodyjowskim lub do rnych partii, tylko wyrostkowie strzegli i bronili
resztek dobytku, i bronili dobrze, ale pod oson puszcz.
Witano tedy miecznika, jak zbawc, wielkim paczem radoci, bo tym prostym ludziom
zdao si, e kiedy miecznik przyszed i panna wraca do dawnego gniazda, to ju musi by
wojnie i klskom koniec. Jako zaraz poczli wraca do zaciankw i zgania pdziki dobytek
z najgbszych ostpw.
Szwedzi siedzieli wprawdzie niedaleko, obwarowani szacami w Poniewieu, ale wobec
miecznikowej siy i innych okolicznych partii, ktre mona byo przywoa w razie
potrzeby, mniej ju na nich zwaano.
Pan Tomasz zamierza nawet uderzy na Poniewie, aby cakiem powiat oczyci; czeka
tylko, by jeszcze wicej luda zebrao si pod jego chorgiew, a zwaszcza by jego piechocie
dostarczono strzelb, ktrych znaczn liczb mieli ukryt w lasach Domaszewicze
Myliwi; tymczasem oglda si po okolicy, przejedajc od wioski do wioski.
Ale smutna to bya lustracja. W Wodoktach dwr by spalony i poowa wsi; Mitruny
rwnie; Womontowicze Butrymw, ktre swego czasu spali Kmicic, odbudoway si po
poarze i dziwnym trafem ocalay; za to Droejkany i Mozgi Domaszewiczw byy spalone
do cna; Pacunele do poowy, Morozy cakiem, Goszczuny najsroszego losu doznay,
bo i ludno bya do poowy w pie wycita, a wszyscy mczyni, od starcw do kilkunastoletnich
chopakw, mieli z rozkazu pukownika Rosy poucinane rce.
Tak wojna deptaa strasznie te okolice, takie byy skutki zdrady ksicia Janusza Radziwia.
Lecz nim miecznik skoczy lustracj i postawi swoje chorgwie piechoty, przyszy
znw wieci radosne zarazem i straszne, ktre tysicznym echem rozbrzmiay od chaty do
chaty.
Jurek Billewicz poszedszy w kilkadziesit koni z podjazdem pod Poniewie i zachwyciwszy
kilku Szwedw pierwszy dowiedzia si o bitwie pod Prostkami. Nastpnie co nowina,
to przychodzio wicej szczegw, tak cudownych, e na ba zakraway.
 Pan Gosiewski  powtarzano  zbi grafa Waldeka, Izraela i ksicia Bogusawa. Wojsko
zniesione ze szcztem, wodzowie w niewoli! Cae Prusy jednym ogniem pon!
W kilka tygodni pniej jeszcze jedno grone nazwisko poczy powtarza usta ludzkie:
nazwisko Babinicza.
 Babinicz gwnie do wiktorii pod Prostkami si przyczyni  mwiono na caej mudzi.
 Babinicz ksicia Bogusawa wasn rk usiek i pojma.
A dalej:
 Babinicz pali Prusy elektorskie, idzie jako mier ku mudzi, cina, ziemi a niebo
zostawuje.
W kocu za:
 Babinicz Taurogi spali. Sakowicz uciek przed nim i po lasach si kryje...
Ostatni wypadek zaszed zbyt blisko, by dugo pozosta mg wtpliwym. Jako wie
sprawdzia si w zupenoci.
Anusia Borzobohata przez cay czas, gdy te wieci dochodziy, ya jakby w odurzeniu,
miaa si i pakaa na przemian, tupaa nogami, gdy kto nie wierzy, i powtarzaa wszystkim,
czy kto chcia, czy nie chcia sucha:
 Ja pana Babinicza znam! On mnie z Zamocia do pana Sapiehy przywiz. Najwikszy
to w wiecie wojownik. Nie wiem, czyli pan Czarniecki mu dorwna. On to  pod panem
Sapieh suc  cakiem ksicia Bogusawa w czasie pierwszej wyprawy pognbi...
On, jestem pewna, e nie kto inny, pod Prostkami go usiek. Da on panu Sakowiczowi i takim
dziesiciu jak Sakowicz!... A Szwedw w miesic z caej mudzi wymiecie!
Jako zarczenia jej poczy si prdko sprawdza. Nie byo ju najmniejszej wtpliwoci,
e grony wojownik, zwany Babiniczem, posun si od Taurogw w gb ku pnocy
kraju.
Pod Kotyniami zbi pukownika Baldona i oddzia jego znis ze szcztem; pod Worniami
wyci piechot szwedzk, ktra cofaa si przed nim do Telsz; pod Telszami stoczy
wiksz zwycisk bitw z dwoma pukownikami, Normanem i Hudenskildem, w ktrej
Hudenskild poleg, a Norman z niedobitkami nie opar si a w Zagrach, na samej granicy
mudzkiej.
Z Telsz ruszy Babinicz ku Kurszanom, pdzc przed sob mniejsze oddziay szwedzkie,
ktre na gwat chroniy si przed nim pod skrzyda znaczniejszych zag.
Od Taurogw i Pogi do Bir i Wikomierza brzmiao imi zwycizcy. Rozpowiadano
o okruciestwach, ktrych si nad Szwedami dopuszcza; mwiono, e wojska jego, zoone
pocztkowo z niewielkiego czambuu Tatarw i chorgiewki wolentarzy, rosn z dnia
na dzie, bo kto yw, biegnie do niego, wszystkie partie cz si z nim, a on ujmuje je w
kluby elazne i prowadzi na nieprzyjaciela.
Umysy tak dalece byy jego zwycistwami zajte, e wie o klsce, jak pan Gosiewski
ponis od Szteinboka pod Filipowem, przesza prawie bez echa. Babinicz by bliszym,
i Babiniczem wicej si zajmowano.
Anusia co dzie bagaa miecznika, aeby szed czy si ze wsawionym wojownikiem.
Popieraa j i Oleka, naglili wszyscy oficerowie i szlachta, ktr sama ciekawo
podniecaa.
Ale nie bya to rzecz atwa. Naprzd, Babinicz by w innej stronie; po wtre, czsto zapada
tak, e po caych tygodniach nie byo o nim sycha, i wypywa znw razem z wieci
o nowym zwycistwie; po trzecie, wszystkie oddziay i zaogi szwedzkie z miast i
miasteczek, chronic si przed nim, zagrodziy wielkimi kupami drog; na koniec za Rosieniami
pojawi si znaczny oddzia Sakowicza, o ktrym przyniesiono wiadomo, e
niszczy wszystko przed sob straszliwie i mkami ludzi morzc o parti billewiczowsk
ich bada.
Miecznik nie tylko nie mg ruszy ku Babiniczowi, ale obawia si, czy mu w okolicach
Laudy nie stanie si wkrtce za ciasno.
Wic sam nie wiedzc, co pocz, zwierzy si Jurkowi Billewiczowi, e ma zamiar w
lasy rogowskie na wschd si cofa. Jurek wygada si zaraz z nowin przed Anusi, ta za
posza wprost do miecznika.
 Stryjku najmilszy  rzeka do niego (bo tak nazywaa go zawsze, gdy chciaa co na
nim wydbi)  syszaam, i ucieka mamy. Zali to nie wstyd tak znamienitemu onierzowi
pierzcha na sam wie o nieprzyjacielu?
 Wapanna musisz we wszystko swoje trzy grosze wcibi  odrzek skopotany
miecznik.  To nie wapanny rzecz.
 Dobrze, to si sobie cofajcie, a ja tu zostan.
 eby ci Sakowicz zowi? obaczysz!
 Sakowicz mnie nie zowi, bo mnie pan Babinicz obroni.
 Wanie te bdzie wiedzia, gdzie wapanna jeste! Powiedziaem raz, e si nie
zdoamy do niego przedrze.
 Ale on moe przyj do nas. Ja jego znajoma; ebym tylko moga wysa do niego
list, jestem pewna, e by tu przyszed, wprzd Sakowicza pobiwszy. On mnie troch lubi,
to by i nie odmwi ratunku.
 A kto si podejmie list zanie?
 Przez pierwszego lepszego chopa mona posa...
 A nie zawadzi, nie zawadzi, w adnym razie nie zawadzi. Oleka ma bystry rozum,
ale i wapannie go nie brakuje. Chobymy si mieli tymczasem przed przewan si w
lasy uchyli, zawsze bdzie dobrze, eby Babinicz przyszed w te strony, bo tym sposobem
prdzej si z nim poczym. Prbuj wapanna. Posacy si znajd i ludzie pewni...
Uradowana Anusia tak dobrze zacza prbowa, e tego samego dnia znalaza sobie a
dwch posacw, i to nie chopw, bo jednego Jurka Billewicza, drugiego Brauna. Obaj
mieli wzi po licie jednobrzmicym, aby w kadym razie, jeli nie ten, to w mg go
wrczy Babiniczowi. Z samym listem miaa Anusia wicej kopotu, lecz wreszcie napisaa
go w nastpujcych sowach:
W ostatniej toni pisz do Wapana, jeli mnie pamitasz (cho wtpi, bo co by tam
mia Wapan pamita!), aby mi na ratunek przyby. Lecz tylko po yczliwoci Wapana,
ktr mi w drodze z Zamocia okazywae, miem si tego spodziewa, e mnie w nieszczciu
nie zaniechasz. Jestem w partii pana Billewicza, miecznika rosieskiego, ktry
mi przytuek da, bom jego krewn, pann Billewiczwn, z niewoli tauroaskiej wyprowadzia.
I jego, i nas obie oblega zewszd nieprzyjaciel, a mianowicie Szwedzi i niejaki
pan Sakowicz, przed ktrego grzeszn natarczywoci musiaam ucieka i w obozie szuka
schronienia. Wiem, e mnie Wapan nie lubi, cho Bg widzi, nic ci nie uczyniam zego,
a yczyam i ycz zawsze z caego serca. Ale i nie lubic ocal biedn sierot ze srogich
rk nieprzyjacielskich. Bg zasi wynagrodzi ci to stokrotnie i ja bd si modli za
Wapana, ktrego dzi jeno dobrym opiekunem, potem za zbawc moim bd nazywaa
do mierci...
Gdy wysacy opuszczali ju obz, Anusia baczc, na jakie niebezpieczestwa si naraaj,
zlka si o nich i koniecznie zatrzyma ich pragna. Nawet ze zami w oczach pocza
prosi miecznika, eby im jecha nie pozwoli, bo listy i chopi mog zanie, chopom
za i przedosta si bdzie atwiej.
Lecz Braun i Jurko Billewicz uparli si tak, e adne przedstawienia nie pomogy. Jeden
i drugi chcieli si w gotowoci do usug przesadzi, aden za nie przewidywa, co go czeka.
Albowiem w tydzie pniej Braun wpad w rce Sakowicza, ktry kaza go ze skry
obedrze, biedny za Jurko zosta zastrzelony za Poniewieem, w ucieczce przed podjazdem
szwedzkim.
Oba listy wpady w rce nieprzyjaci.
ROZDZIA XXVII
Sakowicz po schwytaniu Brauna i obdarciu go ze skry porozumia si natychmiast z
obersztem Hamiltonem, Anglikiem w subie szwedzkiej i komendantem w Poniewieu,
celem wsplnego uderzenia na parti miecznika Billewicza.
Babinicz wanie by gdzie zapad w lasy i od kilkunastu dni aden such o nim nie doszed.
Zreszt Sakowicz nie byby ju zwaa na jego blisko. Mia on wprawdzie, mimo
caej swej odwagi, jak instynktow obaw przed Babiniczem, ale teraz gotw by sam
zgin, byle zemsty dokona. Od czasu ucieczki Anusinej wcieko nie przestawaa ani
na chwil targa jego duszy. Zmylone rachuby i zraniona mio wasna w sza go wprawiay,
a przy tym cierpiao w nim i serce. Z pocztku pragn on poj Anusi za on tylko
dla majtnoci zapisanych jej przez pierwszego narzeczonego, pana Podbipit, lecz
pniej zakocha si w niej lepo i na zabj, jak tylko taki czowiek mg si zakocha. I
doszo do tego, e on, ktry oprcz Bogusawa nikogo si nie ba na wiecie, on, przed ktrego
wzrokiem samym ludzie bledli, patrzy jak pies w oczy tej dziewczyny, ulega jej,
znosi jej wydziwiania, spenia wszystkie chci, stara si myli zgadywa.
Ona uywaa i naduywaa swego wpywu udzc go sowy, spojrzeniem, wysugiwaa
si nim jak niewolnikiem, w kocu zdradzia.
Sakowicz nalea do tego rodzaju ludzi, ktrzy za jedyne dobro i cnot poczytuj to, co
dla nich dobre, za ze i win to, co im szkod przynosi. Wic w oczach jego Anusia popenia
najstraszliwsz zbrodni i nie byo dla niej do wielkiej kary. Gdyby to kogo innego
spotkao, pan starosta miaby si i drwi, lecz gdy dotkno jego osob, rycza jak ranny
zwierz i myla tylko o pomcie. Chcia dosta w rce winowajczyni umar albo yw.
Wolaby yw, bo mgby naprzd kawalersk zemst wywrze, lecz choby dziewczyna
miaa i polec w czasie napadu, mniejsza mu byo z tym, byle si komu innemu nie dostaa.
Chcc dziaa na pewno, posa do miecznika przekupionego czowieka z listem niby od
Babinicza, w ktrym oznajmia w imieniu tego ostatniego, e w Womontowiczach w cigu
tygodnia stanie.
Miecznik uwierzy atwo, ufajc za w niezwycion si Babinicza i tajemnicy z tego
nie czyni, za czym nie tylko sam zakwaterowa si na dobre w Womontowiczach, ale poruszy
przez rozgoszenie nowiny ca prawie ludno laudask. Resztki jej zbiegy si z
lasw, raz dlatego, e to ju by koniec jesieni i chody wielkie nastay, a po wtre, przez
sam ciekawo widzenia wsawionego wojownika.
A tymczasem od strony Poniewiea cignli ku Womontowiczom hamiltonowscy
Szwedzi, od strony Kiejdan przekrada si po wilczemu Sakowicz.
Ten ostatni jednak ani si domyla, e za nim, rwnie po wilczemu, cignie na krok
kto trzeci, ktry lubo adnych wezwa nie otrzyma, mia wanie we zwyczaju zjawia
si tam, gdzie si go najmniej spodziewano.
Kmicic nie wiedzia zupenie, e Oleka znajduje si w billewiczowskiej partii. W Taurogach,
ktre spldrowa ogniem i mieczem, zasign jzyka o tym, e usza wraz z pann
Borzobohat, lecz przypuszcza, e uszy do Puszczy Biaowieskiej, gdzie chronia si take
pani Skrzetuska i wiele innych szlachcianek. Mg to przypuszcza tym bardziej, i
wiedzia, e stary miecznik od dawna mia zamiar odwiezienia do tych nieprzebytych borw
synowicy.
Zmartwio to pana Andrzeja niepomiernie, e jej w Taurogach nie znalaz, ale z drugiej
strony pociesza si, e umkna z rk Sakowicza i e a do koca wojny znajdzie bezpieczne
przytulenie.
Nie mogc do puszczy zaraz po ni i, postanowi nieprzyjaciela na mudzi dopty
podchodzi i niszczy, dopki cakiem go nie zgnbi. I szczcie szo jego ladem. Od
ptora miesica zwycistwo nastpowao po zwycistwie, lud zbrojny sypa si do niego
tak obficie, e wkrtce czambulik stanowi ledwie czwart cz jego siy. Wreszcie wyen
nieprzyjaci caej zachodniej mudzi, a zasyszawszy o Sakowiczu i majc z nim
dawne rachunki do zaatwienia, puci si w swe dawne strony i szed za nim.
W ten sposb dotarli obaj w poblie Womontowicz.
Miecznik, ktry poprzednio sta niedaleko, rezydowa tam ju od tygodnia i nawet w
gowie nie postaa mu myl, jak strasznych wkrtce bdzie mia goci.
A pewnego wieczora wyrostkowie Butrymi, pascy za Womontowiczami konie, dali
zna, e jakie wojsko wyszo z lasw i zblia si od poudniowej strony. Miecznik zbyt
by jednak starym i dowiaczonym onierzem, aby nie przedsiwzi adnych ostronoci.
Piechot swoj, czci ju opatrzon przez Domaszewiczw w strzelb, umieci w
niedawno odbudowanych domach, czci obsadzi koowrt, sam za z jazd stan nieco
z tyu poza potami, na obszernym pastewniku dotykajcym jedn stron rzeczki. Miecznik
uczyni to gwnie dlatego, eby uzyska pochway Babinicza, ktry na dobrych rozporzdzeniach
zna si musia; ale pozycja jego istotnie bya silna.
Zacianek, od czasu jak go Kmicic z zemsty za wymordowanie kompanionw spali,
odbudowywa si z wolna; e za pniej wojna szwedzka robot przerwaa, byo wic nagromadzonych
w gwnej ulicy mnstwo bali, bierwion, desek. Cae ich kupy wznosiy si
przy koowrocie, i piechota, choby mniej wywiczona, moga si spoza nich dugo broni.
W kadym razie zabezpieczaa ona jazd od pierwszego natarcia. Miecznik tak dalece
pragn popisa si ze swoj znajomoci onierki przed Babiniczem, e nawet podjedzik
wysa na zwiady.
Jakie byo jego zdumienie, a w pierwszej chwili i przeraenie, gdy z dala, zza borku,
doszed go odgos strzaw, nastpnie podjazd ukaza si na drodze, ale idcy w skok i z
chmur nieprzyjaci na karku.
Miecznik skoczy natychmiast do piechoty, aby ostatnie rozkazy wyda, a tymczasem z
borku poczy si wysypywa gstsze zastpy nieprzyjaci i szy jak szaracza ku Womontowiczom,
wiecc w zachodzcym socu broni.
Borek by blisko, wic podjechawszy nieco jazda owa pucia zaraz w skok konie, pragnc
jednym zamachem przedosta si przez koowrt, lecz nagy ogie piechoty osadzi
j na miejscu. Pierwsze szeregi cofny si nawet do bezadnie i tylko kilkunastu dotaro
piersiami koskimi do zasiekw.
Miecznik te ochon tymczasem i skoczywszy do jazdy kaza wszystkim, ktrzy mieli
pistolety lub strzelby, i na posiek piechocie.
Nieprzyjaciel by widocznie rwnie zaopatrzony w muszkiety, bo zaraz po pierwszym
natarciu rozpocz ogie bardzo gwatowny, chocia nieregularny.
Wic z obu stron poczo grzmie to szybciej, to powolniej; kule wiszczc dolatyway
a do jazdy, stukay po domach, pocie, kupach belek; dym rozciga si nad Womontowiczami,
zapach prochu napenia ulic.
Anusia zatem miaa to, czego chciaa, to jest bitw.
Obie panny zaraz w pierwszej chwili dosiady z rozkazu miecznika podjezdkw, aby w
danym razie, gdyby siy nieprzyjacielskie okazay si zbyt wielkie, mogy uchodzi razem
z parti. Pomieszczono je wic w tylnych szeregach jazdy.
Lecz Anusi, mimo e szabelk miaa przy boku i kopaczek rysi na gowie, dusza zaraz
z pocztku ucieka na rami. Ona, ktra tak dobrze umiaa sobie radzi w pokoju z oficerami,
nie znalaza ani szczypty energii, gdy przyszo stan jej oko w oko synom Bellony
w polu. wist i stukanie kul przeraao j; zamt, bieganie ordynansw, huk muszkietw i
jki rannych odejmoway jej przytomno, a zapach prochu przytumia oddech w piersiach.
Uczynio si jej mdo i sabo, twarz zblada jak chusta, i pocza wi si a piszcze
jak dziecko; a jeden z towarzyszw, mody pan Olesza z Kiemnar, musia uchwyci j w
ramiona. Trzyma za mocno, mocniej anieli trzeba byo, i gotw by trzyma tak do koca
wiata.
Lecz onierze mia si naokoo poczli.
 Rycerz w spdnicy!  ozway si gosy.  A kury sadzi, a pierze drze!
Inni za woali:
 Panie Olesza! przypada ci tarcza do ramienia, ale ci przez ni tym atwiej Kupido
strza przeszyje!...
I dobry humor ogarn onierzy.
Inni woleli wszelako patrze na Olek, ktra zachowywaa si cakiem inaczej. Z pocztku,
gdy kilka kul przeleciao opodal, przyblada i ona, nie mogc si wstrzyma od
uchylania gowy i zamykania oczu; lecz nastpnie krew rycerska gra w niej pocza, wic
sponwszy na twarzy jak ra, podniosa gow i patrzya nieulkym okiem przed siebie.
Rozdte jej nozdrza wcigay jakby z luboci zapach prochu. e za dym czyni si wedle
koowrotu coraz wikszy i widok bardzo przysania, wic odwana panna widzc, e oficerowie
wyjedaj naprzd, aby dokadniej przebieg bitwy ledzi, poruszya si wraz z
nimi, nie mylc nawet o tym, co czyni.
A w gstwie jazdy podnis si szmer pochwalny:
 O, to krew! to ona dla onierza, to suszny wolentarzyk!
 Vivat Billewiczwna!
 Popiszmy si, moci panowie, bo przed takimi oczyma warto!
 I amazonki lepiej przeciw muszkietom nie staway!  krzykn ktry z modych towarzyszw
zapominajc w zapale, e amazonki yy przed wynalezieniem prochu.
 Czas by ju skoczy. Piechota grzecznie si sprawia i hostes mocno nadwereni.
Rzeczywicie, nieprzyjaciel nie mg nic wskra jazd. Co chwila rozpuszcza konie,
podpada do koowrotu, ale po salwie cofa si bezadnie. I jako fala, rozlawszy si po paskim
brzegu, zostawia po sobie muszle, kamyki, martw ryb, tak po kadym ataku zostawao
kilkanacie cia koskich i ludzkich na drodze przed koowrotem.
Wreszcie ataki ustay. Podjedali tylko ochotnicy palc w stron wsi z pistoletw i
muszkietw do gsto, aby uwag Billewiczowskich zaj. Natomiast pan miecznik, wylazszy
po wgach pod okap dworku, dojrza ruch w tylnych szeregach nieprzyjacielskich
ku polom i chruniakom, cigncym si z lewej strony Womontowicz.
 Std bd tentowali!  zakrzykn i natychmiast posa cz jazdy midzy chaupy,
eby z sadw daa nieprzyjacielowi odpr.
W p godziny nowa bitwa, ale take na paln bro, zawizaa si z lewego skrzyda
partii.
Sady ogrodzone utrudniay jeszcze atak wrcz, ale utrudniay zarwno dla stron obu.
Przy tym nieprzyjaciel rozrzuciwszy si na dugiej linii mniej by naraony na strzay.
Bitwa z wolna stawaa si coraz zaartsz i coraz pracowitsz, nie przestano bowiem
atakowa i koowrotu.
Miecznik pocz si niepokoi.
Z prawej strony mia za sob bonia wolne jeszcze, koczce si rzeczk niezbyt szerok,
lecz gbok i bagnist, przez ktr przeprawa, zwaszcza w popiechu, moga by
trudn. W jednym miejscu tylko bya wydeptana droga do paskiego brzegu, przez ktry
przepdzano bydo do boru.
Pan Tomasz coraz czciej jako j si oglda w tamt stron.
Naraz, midzy przejrzyst, bo pozbawion ju lici wierzbinow gstw, ujrza przy zorzy
wieczornej poyskujc bro i czarniaw chmur onierstwa.
Babinicz nadchodzi!  pomyla.
Lecz w tej chwili przypad do niego pan Chrzstowski, ktry szwadronem jazdy dowodzi.
 Od rzeki szwedzk piechot wida!  krzykn w przeraeniu.
 Zdrada jakowa!  zawoa pan Tomasz.  Na rany Chrystusa! skocze wa ze swoim
szwadronem na t piechot; inaczej w bok nam przyjdzie!
 Sia wielka!  odrzek pan Chrzstowski.
 Wesprzyjcie j cho na godzin, my za bdziem si w ty ku lasom salwowa.
Pan Chrzstowski skoczy i wkrtce ruszy boniem na czele dwustu ludzi, co widzc
nieprzyjacielska piechota pocza si szybko formowa w gszczach na przyjcie nieprzyjaciela;
po chwili szwadron rozpuci konie, a za z wierzbinowych krzw zagrzmiaa
muszkietowa palba.
Miecznik zwtpi ju nie tylko o zwycistwie, ale nawet o ocaleniu wasnej piechoty.
Mg jeszcze wycofa si w ty z czci jazdy, z pannami i szuka schronienia w lesie,
lecz taki odwrt rwna si wielkiej klsce, bo prowadzi za sob wydanie pod miecz
wikszej czci partii i resztek ludnoci laudaskiej, ktra zgromadzia si w Womontowiczach
dla widzenia Babinicza. Same Womontowicze zostayby naturalnie w takim razie
z ziemi zrwnane.
Pozostawaa jeszcze jedynie nadzieja, e pan Chrzstowski przeamie ow piechot.
Tymczasem ciemnio si na niebie, ale w zacianku blask czyni si coraz wikszy, bo
zapaliy si wiry, drzazgi i heblowiny lece kup przy pierwszym domu od koowrotu.
Od nich zaj si sam dom i krwawa una zawiecia nad wiosk.
Przy jej blasku ujrza pan miecznik jazd Chrzstowskiego, wracajc w popochu i
nieadzie, za ni za piechota szwedzka wysypywaa si z gszczw, idc pdem do ataku.
Wwczas zrozumia, e trzeba cofa si jedyn woln drog.
Ju wic dopad do resztek jazdy, ju machn szabl i krzykn: W ty, moci panowie!
a w ordynku! w ordynku!  gdy nagle i z tyu ozway si strzay, pomieszane z
okrzykiem onierstwa.
Pozna tedy miecznik, e jest otoczony, e wpad jakoby w puapk, z ktrej nie ma ni
wyjcia, ni ratunku.
Pozostawao mu tylko zgin z chwa, wic wyskoczy przed szereg jazdy i zawoa:
 Padniemy jeden na drugim! Nie poaujem krwi za wiar i ojczyzn!
Tymczasem ogie jego piechoty, bronicej koowrotu i lewej strony zacianka, zesab,
a coraz potniejszy krzyk nieprzyjaciela zwiastowa jego bliski triumf.
Lecz co znacz te chrapliwe gosy krzywu w szeregach Sakowiczowskiej watahy i
warczenie bbnw w szeregach szwedzkich?
Wrzaski sycha coraz przeraliwsze, jakie dziwne, zamieszane, jakby nie triumf, ale
przeraenie w nich brzmiao.
Ogie przy koowrocie ustaje naraz, jakby kto noem przeci. Kupy jazdy Sakowiczowskiej
lec na zamanie karku od lewej strony ku gwnej drodze. Z prawej strony piechota
staje i zamiast naprzd, poczyna si cofa ku zarolom.
 Co to jest?... Na rany Chrystusa! Co to jest?  krzyczy miecznik.
Wtem odpowied przychodzi ze strony owego borku, z ktrego wyszed Sakowicz, a teraz
sypi si z niego ludzie, konie, chorgwie, buczuki, szable i id  nie! raczej pdz jak
wicher i nie jak wicher, ale jak trba powietrzna. W krwawych blaskach poaru wida ich
jak na doni. Idzie ich tysice! Ziemia zdaje si ucieka spod ich ng, a ci lec aw zbit,
rzekby: jaki potwr wychyli si z dbrowy i sadzi przez pola ku wiosce, by j pochon.
Leci przed nimi gnane pdem powietrze, leci strach i zatracenie... Ju, ju s! ju dopadaj!
Zwiej Sakowicza jak wicher!
 Boe! Boe wielki!  krzyczy jak w obkaniu miecznik  to nasi! to chyba Babinicz!
 Babinicz!  wrzeszcz za nim wszystkie gardziele.
 Babinicz!  rozlegaj si przeraone gosy w Sakowiczowskim oddziele.
I caa nieprzyjacielska wataha wykrca w prawo chcc umyka ku swojej piechocie.
Pot amie si z trzaskiem przeraliwym pod parciem piersi koskich; pastewnik zapenia
si uciekajcymi, lecz tamci ju siedz na ich karkach, tn, siek, bod, tn bez wytchnienia,
tn bez miosierdzia. Sycha krzyk, jki, wist szabel. Jedni i drudzy wpadaj
na piechot, przewracaj j, ami, roznosz. Rzekby: tysice chopw stano do mocki
i cepami bije. Wreszcie caa masa zwala si ku rzece, ginie w zarolach, przetacza si na
drugi brzeg. Jeszcze ich wida, goni cigle i tn a tn! Oddalaj si. Zabyli raz jeszcze
szablami i znikli wreszcie w krzach, w przestrzeni, w ciemnoci.
Piechota miecznikowa pocza ciga si od koowrotu i z domw, ktrych ju broni
nie potrzeba; jazda stoi czas jaki w takim zdumieniu, e milczenie guche panuje w szeregach,
i dopiero gdy poncy dom zawala si z trzaskiem, gos jaki odzywa si nagle:
 W imi Ojca i Syna, i Ducha witego! Burza to przeleciaa!
- Noga ywa z tego pocigu nie wyjdzie!  dodaje drugi gos.
 Moci panowie!  woa nagle miecznik  a my nie skoczym na tych, ktrzy nam z
tyu zachodzili? W odwrocie oni teraz, ale ich dogonim!
 Bij! zabij!  odpowiadaj chrem gosy.
I caa jazda zawrciwszy si wypuszcza konie za ostatnim oddziaem nieprzyjaci. W
Womontowiczach zostaj tylko starcy, niewiasty, dzieci i panienka z towarzyszk.
Dom ugaszono w mgnieniu oka, po czym rado niepojta pochwytuje wszystkie serca.
Kobiety z paczem i szlochaniem wznosz rce ku niebu i zwracajc si ku stronie, w ktr
popdzi Babinicz, woaj:
 Boe ci bogosaw, wojenniku niezwyciony! Zbawco, ktry nas, nasze dzieci i domy
od zagady ocali!
Zgrzybiali Butrymowie powtarzaj chrem:
 Boe ci bogosaw! Boe ci prowad! Bez ciebie byoby ju po Womontowiczach!
Ach! gdyby w tym tumie wiedziano, e wie od ognia i ludno od miecza ocalia wanie
ta sama rka, ktra przed dwoma laty do tej samej wioski wniosa ogie i miecz!...
Po ugaszeniu poaru, kto yw, pocz zbiera rannych, groni za wyrostkowie przebiegajc
z konicami pobojowisko dobijali Szwedw i Sakowiczowskich grasantw.
Oleka wnet wzia komend nad opatrunkiem. Przytomna zawsze, pena energii i siy,
nie ustaa w pracy pty, pki kady ranny nie spocz w chacie z przewizanymi ranami.
Po czym caa ludno posza za jej przykadem pod krzy, odmawia litani za polegych;
przez ca noc nikt oka nie zmruy w Womontowiczach, wszyscy czekali na powrt
miecznika i Babinicza krztajc si przy tym, aby zwycizcom naleyte zgotowa
przyjcie. Szy pod n hodowane w lasach woy i barany; ogniska huczay a do rana.
Anusia jedna w niczym nie moga bra udziau, bo naprzd odj jej siy strach, a potem
rado tak wielka, e do szau podobna. Oleka musiaa mie i o niej staranie, a ona miaa
si i pakaa na przemian, to znw rzucaa si w ramiona towarzyszce, powtarzajc bez adu
i porzdku:
 A co? Kto nas ocali, i miecznika, i parti, i cae Womontowicze? Przed kim Sakowicz
uciek? Kto go pogry i Szwedw razem z nim?... Pan Babinicz! A co? Wiedziaam,
e przyjdzie. Przeciem do niego pisaa. A on nie zapomnia! Wiedziaam, wiedziaam,
e przyjdzie. Ja to go sprowadziam! Oleko! Oleko! ja szczliwa! Nie mwiame ci?
Jego nikt nie zwyciy! Jemu pan Czarniecki nie dorwna... O Boe! Boe! Prawda, e on
tu wrci? Dzi jeszcze? Bo eby nie mia wrci, to by nie przychodzi, prawda?... Syszysz,
Oleka, jakie konie r w oddali...
Ale w oddali nic nie rao. Nad ranem dopiero rozleg si ttent, okrzyk, piewy i wrci
pan miecznik. Jazda na spienionych od pogoni koniach zapenia cay zacianek. piewom,
krzykom, opowiadaniom nie byo koca.
Miecznik, umazany krwi, zdyszany, ale radosny, opowiada do wschodu soca, jako
znis oddzia rajtarii nieprzyjacielskiej, jako dwie mile na nich jecha i prawie do nogi
wytpi.
On, rwnie jak cae wojsko i wszyscy laudascy byli przekonani, e Babinicz wrci
lada chwila.
Lecz przyszo poudnie, potem soce odbyo drug poow drogi i poczo si znia, a
Babinicz nie wraca.
Anusia atoli pod wieczr dostaa wypiekw na twarzy.
Zaliby mu tylko o Szwedw, nie o mnie chodzio?  mylaa sobie w duszy.  Przecie
list odebra, skoro tu przyszed...
Biedna, nie wiedziaa, e dusze Brauna i Jurka Billewicza byy dawno ju na tamtym
wiecie i e Babinicz adnego listu nie odebra.
Bo gdyby by odebra, byskawic wrciby do Womontowicz, tylko... nie dla ciebie,
Anusiu!
Upyn znowu dzie; miecznik nie traci jeszcze nadziei i nie rusza si z zacianka.
Anusia zacia si w milczeniu.
 Spostponowa mnie strasznie! Ale dobrze mi tak za moj pocho, za moje grzechy!
 mwia do siebie.
Na trzeci dzie pan Tomasz wysa kilkunastu ludzi na zwiady.
Ci wrcili czwartego dnia z doniesieniem, e pan Babinicz wzi Poniewie, a ze Szwedw
nikogo nie ywi. Po czym poszed nie wiadomo dokd, bo such o nim przepad.
 Ju go nie znajdziem, pki znowu nie wypynie!  rzek na to miecznik.
Anusia zmienia si w pokrzyw; kto z modszej szlachty i oficerw dotkn si jej,
wnet si sparzy.
Pitego zasi dnia rzeka do Oleki:
 Pan Woodyjowski taki sam dobry onierz, ale mniejszy grubian.
 A moe  odrzeka na to w zamyleniu Oleka  moe pan Babinicz wiernoci dla
tamtej dochowuje, o ktrej ci w drodze z Zamocia wspomina.
Na to Anusia:
 Dobrze! Wszystko mi jedno...
Ale nie powiedziaa prawdy, bo jej wcale nie byo jeszcze wszystko jedno.
ROZDZIA XXVIII
Sakowicz tak doszcztnie zosta zniesiony, i zaledwie samopit zdoa si schroni do
lasw w pobliu Poniewiea. Nastpnie tua si po nich w przebraniu chopskim przez
cae miesice, nie miejc wychyli si na wiat jasny.
Babinicz za rzuci si na Poniewie, piechot szwedzk tame na zaodze stojc wyci
i goni za Hamiltonem, ktry nie mogc ku Inflantom uchodzi z powodu znacznych
si polskich zebranych w Szawlach i dalej pod Birami, zawrci w bok ku wschodowi w
nadziei, e do Wikomierza zdoa si przedrze. Zwtpi on ju o ocaleniu swego regimentu,
nie chcia tylko wpa w rce Babinicza, bo wie gosia powszechnie, e w srogi
wojownik, aby si kopotem nie obarcza, jecw do nogi kae wycina.
Umyka wic nieszczsny Anglik, jak jele cigany przez stado wilkw, a Babinicz goni
go tym zawziciej; dlatego to do Womontowicz nie wrci i nawet nie pyta, jak parti
udao mu si ocali.
Ju te pierwsze szrony poczy rankami okrywa ziemi, wic ucieczka stawaa si
tym trudniejsza, bo lady kopyt zostaway na gruncie lenym. Paszy nie byo w polach,
konie cierpiay gd srogi.
Rajtarowie nie mieli zatrzymywa si na duej po wsiach z obawy, e uparty nieprzyjaciel
moe ich lada chwila docign.
W kocu ndza ich przesza wszelk granic; ywili si tylko limi, kor i wasnymi
komi, ktre upaday ze znuenia.
Po tygodniu sami poczli prosi swego pukownika, by odwrci si czoem ku Babiniczowi
i da mu pole, bo wol gin od miecza ni od godowej mierci.
Hamilton usucha i stan do bitwy w Androniszkach. Siy szwedzkie o tyle byy
mniejsze, e Anglik nie mg nawet i marzy o zwycistwie, zwaszcza nad takim przeciwnikiem.
Ale i sam by ju umczon bardzo i chcia zgin.
Jednake bitwa, poczta w Androniszkach, skoczya si w pobliu Troupiw, pod ktrymi
ostatni Szwedzi polegli.
Hamilton zgin bohatersk mierci, bronic si pod krzyem przydronym przeciw
kilkunastu ordycom, ktrzy pocztkowo chcieli go bra ywcem, ale rozjtrzeni uporem,
roznieli wreszcie na szablach.
Lecz i Babiniczowe chorgwie byy tak pomczone, e nie miay si ni chci i nawet
do pobliskich Troupiw, jeno jak gdzie ktra w czasie bitwy staa, tam zaraz pocza si
roztasowywa na nocleg, rozpalajc ognie wrd trupw nieprzyjacielskich.
Po posiku zasnli wszyscy kamiennym snem.
Sami za Tatarzy odoyli do jutra obszukiwanie trupw.
Kmicic, ktremu gwnie o konie chodzio, nie sprzeciwia si temu wypoczynkowi.
Nazajutrz jednak wsta do rano, aby straty wasne po zaartej potyczce obliczy i up
sprawiedliwie rozdzieli. Zaraz po posiku stan na wzniesieniu pod tym samym krzyem,
pod ktrym zgin Hamilton, a starszyzna polska i tatarska podchodzia ku niemu z kolei,
majc zakarbowany na laskach ubytek ludzi, i czynia relacje. On sucha, jako gospodarz
wiejski sucha latem wodarzy, i radowa si w sercu niwem obfitym.
Wtem zbliy si ku niemu Akbah-Uan, podobniejszy do straszyda ni do czowieka,
bo mu w womontowickiej bitwie nos rozbito gowni od szabli, skoni si, da Kmicicowi
zakrwawione papiery i rzek:
 Effendi, pisma jakowe znaleziono przy wodzu szwedzkim, ktre wedle rozkazu oddaj.
Rzeczywicie Kmicic raz na zawsze wyda rozkazy, aby wszystkie papiery, znalezione
przy trupach, odnoszono mu zaraz po bitwie, czstokro bowiem mg wymiarkowa z
nich zamiary nieprzyjaci i stosownie postpi.
Lecz w tej chwili nie byo mu tak pilno, wic kiwnwszy gow Akbahowi schowa papiery
w zanadrze. Akbaha za odesa do czambuu poleciwszy mu, aeby zaraz rusza do
Troupiw, w ktrych na duszy odpoczynek pozosta mieli.
Przecigay tedy chorgwie przed nim jedna po drugiej. W przodku szed czambulik,
ktry obecnie niespena piset gw tylko liczy, reszta wykruszya si w cigych bitwach,
ale kady Tatar tyle mia zaszytych w kulbace, toubie i czapce szwedzkich riksdalerw,
pruskich talarw i dukatw, e go mona byo bra na wag srebra. By to przy tym
lud wcale do zwykych czambuowych Tatarw niepodobny, bo co byo sabsze, to z trudw
zmarniao, zostay tylko chopy na schwa, pleczyste, elaznej wytrzymaoci i jadowite
na ksztat szerszeni. Ciga praktyka tak ich wywiczya, e w rcznym spotkaniu
mogliby dotrzyma nawet polskiej komputowej jedzie, na rajtarw za lub dragonw pruskich,
o ile Iiczba bya rwn, chodzili jak wilcy na owce. W bitwie bronili szczeglniej ze
straszn zajadoci cia swych towarzyszw, aby si potem skarbami ich podzieli.
Teraz przechodzili przed panem Kmicicem z wielk fantazj, brzkajc w litaury,
wiszczc na koskich piszczelach i potrzsajc buczukiem, a szli tak sfornie, e i regularny
onierz nie szedby lepiej. Za nimi cigna dragonia, przez pana Andrzeja z mozoem
wielkim z ochotnikw wszelkiego rodzaju utworzona, zbrojna w rapiery i muszkiety.
Dowodzi ni dawny wachmistrz Soroka, teraz do godnoci oficerskiej, a nawet kapitaskiej
podniesion. Puk w, przybrany jednostajnie w mundury zdobyczne, zdarte z dragonw
pruskich, skada si przewanie z ludzi niskiego stanu, ale wanie pan Kmicic lubi
ten rodzaj ludzi, bo sucha lepo i wszelkie trudy bez szemrania znosi.
W dwch nastpnie idcych chorgwiach wolentarskich suya sama szlachta, mniejsza
i wiksza. Byy to duchy burzliwe i niespokojne, ktre pod innym wodzem zmieniyby si
w kup drapienikw, ale w tych elaznych rkach stay si podobne do regularnych chorgwi
i same rade zway si petyhorskimi. Ci, mniej na ogie od dragonw wytrzymali,
byli za to w pierwszej furii straszniejsi, biegoci za w rcznym spotkaniu przewyszali
cae wojsko, bo kady sztuk fechtw posiada.
Za nimi na koniec przecigno okoo tysica wieych wolentariuszw, ludu dobrego,
ale nad ktrym sia trzeba byo jeszcze pracowa, by si stali do sprawnego wojska podobni.
Kada z tych chorgwi, przechodzc koo figury, podnosia okrzyk salutujc przy tym
pana Andrzeja szablami. On za radowa si coraz wicej. Sia to przecie znaczna i nielicha!
Wiele ju z ni dokaza, wiele krwi nieprzyjacielskiej wytoczy, a Bg wie, czego
jeszcze dokona potrafi.
Dawne jego winy wielkie, ale i wiee zasugi niemae. Oto powsta z upadku, z grzechu
i poszed pokutowa nie w kruchcie, ale w polu, nie w popiele, ale we krwi. Broni
Najwitszej Panny, ojczyzny, krla, i teraz czuje, e mu na duszy lej, weselej. Ba ! nawet
dum wzbiera serce junackie, bo nie kady tak by sobie da rady jako on!
Tyle przecie jest szlachty ognistej, tylu kawalerw w tej Rzeczypospolitej, a czemu to
aden na czele takiej potgi nie stoi, ani nawet Woodyjowski, ani Skrzetuski? Kto przy
tym Czstochow osania, krla w wwozach broni? Kto Bogusawa usiek? Kto pierw-
szy wnis miecz i ogie do Prus elektorskich?! A owo i teraz na mudzi prawie ju nie
masz nieprzyjaci.
Tu pan Andrzej uczu to, co czuje sok, gdy rozcignwszy skrzyda wzbija si wyej i
wyej! Przecigajce chorgwie witay go gromkim okrzykiem, a on gow podnis i pyta
sam siebie: Dokd te dolec?  I twarz mu spona, bo w tej chwili wydao mu si,
e hetmana w sobie nosi. Lecz ta buawa, jeeli go dojdzie, to dojdzie z pola, z ran, z zasugi,
z chway. Nie zamigoce mu ju ni przed oczyma aden zdrajca, jak w swoim czasie
migota Radziwi, jeno wdziczna ojczyzna woy mu j w do z woli krlewskiej. A jemu
nie troska si o to, kiedy to przyjdzie, jeno bi i bi  bi jutro, jak pobi wczoraj!
Tu rozbujaa wyobrania kawalerska powrcia do rzeczywistoci. Dokd ma ruszy z
Troupiw, w jakim nowym miejscu o Szwedw zahaczy?
Wtem przypomniay mu si listy oddane przez Akbah-Uana, a znalezione przy trupie
Hamiltona; sign wic rk w zanadrze, wydoby, spojrza i zaraz zdumienie odbio si
na jego twarzy.
Na licie bowiem sta wyranie napis, niewieci skrelony rk:
Do JMP Babinicza, pukownika wojsk tatarskich i wolentarskich.
 Do mnie?...  rzek pan Andrzej.
Piecz bya zamana, wic prdko otworzy list, uderzy wierzchem doni po papierze i
pocz czyta.
Ale jeszcze nie skoczy, gdy mu rce zadrgay, zmieni si na twarzy i zakrzykn:
 Pochwalone imi Paskie! Boe miosierny! oto i nagroda dochodzi mnie z rk Twoich!
Tu chwyci podne krzya w obie rce i pow czupryn pocz bi w cok. Inaczej
dzikowa Bogu w tej chwili nie umia, na wicej sw modlitwy si nie zdoby, bo rado
obja go do wichru podobna i a hen, pod niebo uniosa.
Oto list by od Anusi Borzobohatej. Szwedzi znaleli go przy Jurku Billewiczu, a teraz
przez drugiego trupa doszed rk Kmicicowych. W gowie pana Andrzeja tysiczne myli
przelatyway z szybkoci strza tatarskich.
Wic Oleka bya nie w puszczy, ale w partii billewiczowskiej? I on wanie ocali j, a
z ni razem te Womontowicze, ktre niegdy za kompanionw z dymem puci! Widocznie
rka boska kierowaa jego krokami tak, aby za jednym zamachem wynagrodzi za
wszystkie krzywdy i Olece, i Laudzie. Oto zmazane jego winy! Moe-li ona teraz mu nie
przebaczy albo ta szara bra laudaska? Mog-li go nie bogosawi? I co powie umiowana
dziewczyna, ktra go za zdrajc uwaa, gdy si dowie, e w Babinicz, ktry Radziwia
obali, ktry po pas nurza si we krwi niemieckiej i szwedzkiej, ktry na mudzi
nieprzyjaciela wygnit, wyniszczy, do Prus i Inflant przepdzi, to on, to Kmicic, ale ju
nie zabijaka, nie banit, nie zdrajca, jeno obroca wiary, krla, ojczyzny!
A przecie zaraz po przestpieniu granicy mudzkiej byby pan Andrzej na cztery strony
wiata rozgosi, kim jest w przesawny Babinicz, i jeli tego nie uczyni, to jeno dlatego,
e si obawia, i na sam dwik prawdziwego jego nazwiska wszyscy si od niego odwrc,
wszyscy go bd podejrzewa, odmwi pomocy i ufnoci. Dopiero ledwie dwa
lata upyny, jak obkany przez Radziwia wycina te chorgwie, ktre razem z Radziwiem
przeciw krlowi i ojczynie powsta nie chciay. Przed dwoma ledwie laty by
praw rk wielkiego zdrajcy!
Lecz teraz zmienio si wszystko! Teraz, po tylu zwycistwach, w takiej chwale, ma
prawo przyj do dziewczyny i powiedzie jej: Jam Kmicic, ale twj zbawca! Ma prawo
krzykn caej mudzi: Jam Kmicic, ale twj zbawca!
A zatem Womontowicze przecie niedaleko! Tydzie ciga Babinicz Hamiltona, lecz
Kmicic prdzej jak w tydzie bdzie u ng Oleki.
Tu powsta pan Andrzej, blady ze wzruszenia, z poncymi oczyma, z promienn twarz,
i krzykn na pachoka:
 Konia mi prdzej! ywo! ywo!
Pacholik podprowadzi karego dzianeta i sam zeskoczy strzemi podawa, lecz stanwszy
na ziemi rzek:
 Wasza mio! obcy ludzie jacy ku nam od Troupiw z panem Sorok jad i sun rysi.
 Mniejsza mi z nimi!  odrzek pan Andrzej.
Tymczasem obaj jedcy zbliyli si na kilkanacie krokw, nastpnie jeden z nich w
towarzystwie Soroki wysun si w skok naprzd, przybieg i uchyliwszy rysiego kopaka
odkry rud jak ogie czupryn.
 Widz, e przed panem Babiniczem stoj!  rzek.  Rad jestem, em waci odszuka.
 Z kim mam honor?  rzek niecierpliwie pan Kmicic.
 Jestem Wierszu, niegdy rotmistrz tatarski chorgwi ksicia Jaremy Winiowieckiego;
przybywam w rodzinne strony, by tu na now wojn zacigi czyni, a oprcz tego
przywiozem list dla waszmoci od pana hetmana wielkiego Sapiehy.
 Na now wojn?  spyta Kmicic marszczc brwi.  Co wa prawisz?
 Ten list lepiej ode mnie wapana objani  rzek Wierszu, podajc pismo hetmaskie.
Kmicic rozerwa gorczkowo piecz. List Sapiehy brzmia, jak nastpuje:
Mnie wielce uprzejmy panie Babinicz! Nowy potop na ojczyzn! Liga Szweda z Rakoczym
stana i podzia Rzeczypospolitej uoony. Osiemdziesit tysicy Wgrzynw,
Siedmiogrodzian, Wooszy i Kozakw przekroczy lada godzina poudniow granic. A
gdy w takiej ostatniej toni trzeba nam wszystkie siy wyty, aby cho imi sawne po naszym
narodzie na przysze wieki zostao, posyam WMci ten ordynans, wedle ktrego
masz WM, nie tracc chwili czasu, wprost na poudnie konie obrci i wielkimi drogami
ku nam dy. Zastaniesz nas w Brzeciu, skd, nie mieszkajc, dalej ci wylem. Tymczasem
periculum in mora! Ksi Bogusaw eliberowa si z niewoli, ale pan Gosiewski
ma mie na Prusy i mud oko. Raz jeszcze zalecajc WMci popiech dufam, e mio
do gincej ojczyzny najlepsz ci bdzie ostrog.
Kmicic skoczywszy czyta wypuci list na ziemi i pocz przeciga rkoma po
zwilgotniaej twarzy, na koniec spojrza bdnie na Wierszua i spyta cichym, zduszonym
gosem:
 Dlaczeg to pan Gosiewski ma na mudzi zostawa, a ja rusza na poudnie?
Wierszu wzruszy ramionami.
 Spytaj si waszmo pana hetmana w Brzeciu o racje! Ja nic nie powiem.
Nagle straszny gniew schwyci pana Andrzeja za gardo, oczy mu zabysy, twarz zsiniaa
i krzykn przeraliwym gosem:
 A ja std nie pjd! Rozumiesz wa?!
 Tak?  odrzek Wierszu.  Moja rzecz bya ordynans odda, a reszta waci sprawa!
Czoem, czoem! Chciaem si na par godzin do kompanii zaprosi, ale po tym, com usysza,
wol poszuka innej.
To rzekszy odwrci konia i odjecha.
Pan Andrzej siad znw pod figur i pocz bezmylnie rozglda si po niebie, jakby
pogod chcia wymiarkowa. Pacholik usun si z komi opodal i cisza uczynia si naok.
Ranek by pogodny, blady, p jesienny i p ju zimowy. Wiatr nie wia, ale z brzz
rosncych pod mk Pask spyway bez szelestu resztki pokych i skrconych od
chodu lici. Nieprzeliczone stada wron i kawek leciay nad lasami, niektre zapaday z
wielkim krakaniem tu obok figury, na polu bowiem i na drodze leao jeszcze peno nie
pogrzebionych trupw szwedzkich. Pan Andrzej patrzy na owe czarne ptastwo, mrugajc
oczyma, rzekby: chce je przeliczy. Potem przymkn powieki i dugo siedzia bez ruchu.
Na koniec wzdrygn si, zmarszczy brwi, przytomno wrcia mu na twarz i tak pocz
do si mwi:
 Nie moe inaczej by! Pjd za dwa tygodnie, ale nie teraz. Niech si dzieje, co chce!
Nie jam Rakoczego sprowadzi. Nie mog! Co nadto, to nadto!... Maom to si natuk, nakoata,
nocy bezsennych na kulbace spdzi, krwi swojej i cudzej narozlewa? Taka za to
nagroda?!... ebym to cho tamtego listu nie odebra, poszedbym; ale oba przyszy w jednej
godzinie, jakoby na wikszy bl, na wikszy al dla mnie... Nieche wiat si zapada,
nie pjd! Nie zginie przez dwa tygodnie ojczyzna, a zreszt widocznie gniew boy jest
nad ni, i nie w mocy ludzkiej na to wskra. Boe, Boe! Hiperboreje, Szwedzi, Prusacy,
Wgrzyni, Siedmiogrodzianie, Woosza, Kozacy, wszystko naraz! Kto si temu oprze? O
Panie, co Ci zawinia ta nieszczsna ojczyzna, ten krl pobony, e odwrci od nich oblicze
i ni miosierdzia, ni ratunku nie dajesz, i plagi coraz nowe zsyasz? Mao jeszcze
krwi? mao ez? To tu ludzie ju si weseli zapomnieli, to tu wichry nie wiej, jeno jcz...
To tu dde nie padaj, jeno pacz, a ty smagasz i smagasz! Miosierdzia, Panie!
ratunku, Ojcze!... Grzeszylimy, ale przecie ju przysza poprawa!... Oto odstpilimy naszych
fortun, siedlimy na ko i bijem a bijem! Poniechalimy swawoli, zrzeklimy si
prywaty... Wic czemu nie odpucisz? Czemu nie pocieszysz?
Tu nagle sumienie porwao go za wosy i zatrzso nim, a krzykn, bo zarazem zdao
mu si, e syszy jaki gos nieznany, z caego sklepienia niebios pyncy, ktry mwi:
 Zaniechalicie prywat? A ty, nieszczniku, co w tej chwili czynisz? Zasugi swoje
podnosisz, a gdy przysza pierwsza chwila prby, jako zhukany ko dba stajesz i krzyczysz:
Nie pjd! Ginie matka, nowe miecze pier jej przeszywaj, a ty si od niej odwracasz,
nie chcesz jej wesprze ramieniem, za wasnym szczciem gonisz i krzyczysz:
Nie pjd! Ona rce krwawe wyciga, ju, ju pada, ju mdleje, ju kona i ostatnim gosem
woa: Dzieci! ratujcie! A ty jej odpowiadasz: Nie pjd! Biada wam! biada takiemu
narodowi, biada tej Rzeczypospolitej!
Tu panu Kmicicowi strach podnis wosy na gowie i cae jego ciao dygota poczo,
jakby je paroksyzm febry chwyci... I naraz rymn twarz do ziemi, i nie woa, ale krzycze
j w przeraeniu:
 Jezu, nie karz! Jezu, zmiuj si! Bd wola Twoja! Ju pjd, pjd!
Potem czas jaki lea w milczeniu i szlocha, a gdy podnis si wreszcie, twarz mia
rezygnacji pen i spokojniejsz i tak dalej si modli:
 Ty si, Panie, nie dziwuj, e mi al, bom by w wili szczliwoci mojej. Ale niech
ju tak bdzie, jak Ty rozporzdzisz! Teraz ju rozumiem, e mnie chcia dowiadczy, i
dlatego mnie jakoby na rozstajnych drogach postawi. Bd jeszcze raz wola Twoja. Ani
si obejrz za siebie! Tobie, Panie, ofiaruj ten mj al okrutny, te moje tsknoci, to moje
cikie zmartwienie. Nieche mi wszystko bdzie policzone za to, em ksicia Bogusawa
oszczdzi, nad czym pakaa ojczyzna. Widzisz teraz, Panie, e to bya ostatnia moja prywata.
Ju wicej nie bd. Ojcze miociwy! Ano jeszcze t ziemi kochan ucauj, ano
jeszcze nki Twoje krwawe cisn... i id, Chryste! id!...
I poszed.
A w rejestrze niebieskim, w ktrym zapisuj ze i dobre uczynki ludzkie, przemazano
mu w tej chwili wszystkie winy, bo to by czowiek zupenie poprawiony.
ROZDZIA XXIX
adna ksiga nie wypisaa, ile jeszcze bitew stoczyy wojska, szlachta i lud Rzeczypospolitej
z nieprzyjacimi. Walczono po lasach, polach, po wsiach, miasteczkach i miastach;
walczono w Prusach Krlewskich i Ksicych, na Mazowszu, w Wielkopolsce, w
Maopolsce, na Rusi, na Litwie i mudzi, walczono bez wytchnienia we dnie i w nocy.
Kada grudka ziemi nasycia si krwi. Nazwiska rycerzy, przewietne czyny, wielkie
powicenia zginy w pamici, bo nie zapisa ich kronikarz i nie wypiewaa lutnia. Ale
pod potg tych usiowa ugia si wreszcie moc nieprzyjacielska.
I jako gdy wspaniay lew, ktry przed chwil, przeszyty pociskami, lea jak martwy,
podniesie si nagle, a wstrzsnwszy krlewsk grzyw, ryknie potnie, wnet myliwcw
przejmuje strach blady i nogi ich zwracaj si ku ucieczce, tak owa Rzeczpospolita powstawaa
coraz groniejsza, jowiszowego gniewu pena, wiatu caemu stawi czoo gotowa;
w koci za napastnikw zstpia niemoc i strach. Nie o zdobyczy ju myleli, ale o
tym jeno, by ze lwiej paszczki gowy cae do domowych pieleszy unie.
Nie pomogy nowe ligi, nowe zastpy Wgrw, Siedmiogrodzian, Kozakw i Wooszy.
Przesza wprawdzie jeszcze raz burza midzy Krakowem, Warszaw i Brzeciem, lecz si
o piersi polskie rozbia i wkrtce marnym rozwiaa si tumanem.
Krl szwedzki, pierwszy zwtpiwszy o sprawie, na dusk wojn odjecha; zdradziecki
elektor, korny przed silnym, zuchway przed sabszym, czoem do ng Rzeczypospolitej
uderzy i Szwedw bi pocz; zbjeckie zastpy rzenikw Rakoczego zmykay co si
ku swym siedmiogrodzkim komyszom, ktre pan Lubomirski ogniem i mieczem spustoszy.
Lecz atwiej im byo wtargn w granice Rzeczypospolitej ni wyj z nich bez kary.
Wic gdy dopadnito ich u przeprawy, grafowie siedmiogrodzcy klczc przed panem
Potockim, Lubomirskim i Czarnieckim w prochu ebrali o lito.
 Oddamy bro, oddamy miliony!  woali  jeno pozwlcie nam odej!
I przyjwszy okup hetmani zlitowali si nad tym wojskiem ndznikw; lecz orda rozniosa
ich na kopytach koskich u samych ju progw domowych. Spokj pocz z wolna
wraca na polskie rwniny. Krl jeszcze pruskie fortece odbiera, pan Czarniecki mia do
Danii zanie miecz polski, bo Rzeczpospolita nie chciaa ju poprzesta na samym wypdzeniu
nieprzyjaci.
Odbudowyway si ze zgliszczw wsie i miasta; ludno wracaa z lasw, pugi pojawiy
si na roli.
Jesieni 1657 roku, zaraz po wojnie wgierskiej, cicho ju byo w wikszej czci ziem
i powiatw, cicho zwaszcza na mudzi.
Ci z laudaskich, ktrzy swego czasu poszli z panem Woodyjowskim, byli jeszcze
gdzie hen! w polu, ale ju oczekiwano ich powrotu.
Tymczasem w Morozach, Womontowiczach, Droejkanach, Mozgach, w Goszczunach
i Pacunelach niewiasty, podloty obu pci i starcy orali, siali oziminy, odbudowywali
wsplnymi siami chaty w tych okolicach, przez ktre poar przeszed, aby wojownicy po
powrocie znaleli przynajmniej dach nad gow i godem nie potrzebowali przymiera.
Oleka siedziaa od niejakiego czasu w Wodoktach z Anusi Borzobohat i miecznikiem.
Pan Tomasz do swoich Billewicz si nie spieszy, raz dlatego, e byy spalone, a po
wtre, e mu milej byo przy dziewczynach ni samemu. Tymczasem przy pomocy Oleki
zagospodarowywa Wodokty.
Panna za chciaa jak najlepiej zagospodarowa Wodokty, te bowiem miay wraz z Mitrunami
stanowi jej wiano klasztorne, inaczej mwic, przej na wasno zakonu benedyktynek,
u ktrych w sam dzie przyszego Nowego Roku zamierzaa biedna Oleka rozpocz
nowicjat.
Rozwaywszy bowiem wszystko, co j spotkao, i owe losw odmiany, i zawody, i boleci,
przysza do przekonania, e taka, a nie inna musi by wola boa. Zdawao si jej, e
jaka rka wszechmocna popycha j do celi, e jaki gos mwi jej:
Tam ono najlepsze uspokojenie i koniec wszystkich trosk wiatowych!
Wic postanowia pj za tym gosem; czujc jednak w gbi sumienia, e jeszcze jej
dusza nie zdoaa oderwa si zupenie od ziemi, pragna pierwej przygotowa j gorc
pobonoci, dobrymi uczynkami i prac. Czsto te w tych usiowaniach przeszkadzay
jej echa ze wiata.
Oto, na przykad, poczli ludzie przebkiwa, e w przesawny Babinicz by to Kmicic.
Jedni zaprzeczali gorco, drudzy powtarzali wie uporczywie.
Oleka nie uwierzya. Nadto przytomne byy w jej pamici wszystkie uczynki Kmicica
i jego u Radziwiw suby, aby chocia na chwil przypuszcza moga, e on jest pogromc
Bogusawa i tak wiernym sug krlewskim, takim gorcym patriot. Jednak jej
spokj zosta zmcony, a al i bl podniosy si na nowo w jej piersi.
Mona byo temu zaradzi przyspieszonym wejciem do klasztoru, lecz klasztory byy
rozproszone; mniszki, ktre nie zginy od odackiej swawoli w czasie wojny, poczynay
dopiero si zbiera.
Ndza te panowaa w kraju powszechna, i kto si chcia w mury konwentw chroni,
musia nie tylko z wasnym chlebem przychodzi, ale i cay konwent nim ywi.
Oleka chciaa przyj wanie z chlebem do klasztoru, zosta nie tylko siostrzyczk,
ale i karmicielk mniszek.
Miecznik wiedzc, e na chwa bo ma i jego praca, pracowa gorliwie. Objedali
wic razem pola i folwarki pilnujc prac jesiennych, ktre z przysz wiosn miay plon
przynie. Czasem towarzyszya im Anusia Borzobohata, ktra nie mogc przenie
afrontu, jaki jej Babinicz uczyni, grozia, e take do klasztoru wstpi i e czeka tylko,
aby pan Woodyjowski odprowadzi laudaskich, bo si chce z dawnym przyjacielem poegna.
Czciej jednak miecznik z sam tylko Olek puszcza si na objazdy, bo Anusi
nudzio gospodarstwo.
Pewnego razu wyjechali oboje na podjezdkach do Mitrunw, w ktrych odbudowywano
pogorzae czasu wojny stodoy i obory.
Po drodze mieli te wstpi do kocioa, bo to bya wanie rocznica womontowickiej
bitwy, w ktrej z ostatniej toni zostali przez nadejcie Babinicza uratowani. Cay dzie zeszed
im na rozlicznych zajciach, tak e dopiero pod wieczr mogli wyruszy z Mitrunw.
W tamt stron jechali drog kocieln, ale wraca wypadao im koniecznie na Lubicz i
Womontowicze. Panna, ledwie ujrzaa pierwsze dymy lubickie, zaraz odwrciwszy oczy
pocza szybko odmawia pacierze, aby bolesne myli odegna, miecznik za jecha w
milczeniu i tylko rozglda si dokoa.
Wreszcie, gdy ju minli koowrot, rzek:
 Senatorska to gleba! Lubicz za dwoje Mitrunw stanie.
Oleka dalej odmawiaa pacierze.
Lecz w mieczniku przebudzi si widocznie dawny zawoany gospodarz, a moe i
szlachcic do pieniactwa po trosze skonny, bo po chwili rzek znowu jakby sam do siebie:
 A przecie po prawdzie to nasze... Stara billewiczowska substancja, nasz pot, nasz trud.
Tamten nieszcznik musia dawno zgin, skoro si nie zgosi, a choby si i zgosi,
prawo za nami.
Tu zwrci si do Oleki:
 Co mylisz, prosz?
Na to panna:
 Przeklte to miejsce. Niech si z nim, co chce, dzieje.
 Ale bo, widzisz, prawo za nami. Miejsce przeklte byo w zych rkach, a stanie si
bogosawione w dobrych. Prawo za nami!
 Nigdy! Nie chc o niczym wiedzie. Dziadu bez restrykcji zapisa, nieche jego
krewni bior.
To rzekszy popdzia podjezdka; miecznik da take swojeniu ostrogi i nie zwolnili a
w czystym polu. Tymczasem zapada noc, ale widno byo zupenie, bo ogromny czerwony
miesic wynurzy si zza womontowickiego lasu i rozwieci ca okolic zotym blaskiem.
 Ano! da Bg pikn noc  ozwa si miecznik patrzc w kolisko ksiyca.
 Jak to si Womontowicze wiec z daleka!  rzeka Oleka.
 Bo drzewo jeszcze na domach nie sczerniao.
Dalsz rozmow przerwao im skrzypienie wozu, ktrego zrazu dojrze nie mogli, bo
droga w tym miejscu sza falisto, wkrtce jednak ujrzeli par koni, za ni nastpn par
przy dyszlu, a w kocu drabiniasty ptorak otoczony przez kilku jedcw.
 Co to za ludzie mog by?  rzek miecznik.
I zatrzyma konia; Oleka stana przy nim.
Tamci przez ten czas zbliali si coraz wicej, na koniec przyjechali tu.
 Stj!  zawoa miecznik.  A kogo to tam wieziecie?
Jeden z jedcw zwrci si ku nim :
 Pana Kmicica wieziem, ktry pod Magierowem od Wgrzynw postrzelon.
 Sowo stao si ciaem!  zakrzykn miecznik.
Olece wiat cay zakrci si nagle w oczach; serce w niej zamaro, piersiom zabrako
oddechu. Gosy jakie woay jej w duszy: Jezusie, Mario! To on! Po czym cakiem opucia
j wiadomo, gdzie jest, co si z ni dzieje.
Ale nie spada z konia na ziemi, bo rk chwycia konwulsyjnie za drabin wozu. I z
chwil gdy przysza do przytomnoci, oczy jej pady na nieruchomy ksztat ludzki lecy
na wozie. Tak, to by on, pan Andrzej Kmicic, chory orszaski. I lea na wznak na wozie;
gow mia obwinit w chusty, ale przy czerwonym blasku miesica wida byo doskonale
jego twarz bia i spokojn, jakby z marmuru wykut lub zlodowacia pod tchnieniem
mierci. Oczy mia gboko zapade i zamknite, ycie nie zdradzao si w nim najmniejszym
ruchem.
 Z Bogiem!...  rzek zdejmujc czapk pan miecznik.
 Stj!  zawoaa Oleka.
I pocza pyta cichym, ale prdkim, jakoby gorczkowym gosem:
 yw jeszcze czy zmary?
 yw, ale mier nad nim.
Tu miecznik spojrzawszy na twarz Kmicica ozwa si znowu:
 Nie dowieziecie go do Lubicza.
 Kaza si koniecznie tam wie, bo tam chce umrze.
 Z Bogiem! Spieszcie si!
 Czoem bijemy!
I wz ruszy dalej, a Oleka z miecznikiem skoczyli co tchu w koniach w przeciwn
stron. Przelecieli przez Womontowicze jak dwa widziada nocne i dopadli do Wodoktw
nie mwic do siebie ni sowa przez drog; dopiero zsiadajc z konia Oleka zwrcia si
do stryja:
 Ksidza mu trzeba posa!  rzeka zdyszanym gosem  niech w tej chwili kto do
Upity rusza!
Miecznik zaj si ywo spenieniem polecenia, ona za wpada do swojej izby i rzucia
si na kolana przed obrazem Najwitszej Panny.
W par godzin potem, pn ju noc, dzwonek ozwa si przed bram Wodoktw. To
ksidz przejeda z Panem Jezusem do Lubicza.
Panna Aleksandra klczaa cigle. Usta jej powtarzay litani, ktr si przy konajcych
odmawia. A gdy j odmwia, po trzykro pocza bi gow o podog i powtarza ustawicznie:
 Panie, policz mu, e z rki nieprzyjaci ginie... Panie, policz mu, e z rki nieprzyjaci
ginie... Odpu mu! zmiuj si nad nim!..
Na tym zesza jej caa noc. Ksidz bawi w Lubiczu a do rana, a wracajc, sam wstpi
do Wodoktw. Ona wybiega na jego spotkanie.
 Czy ju?  spytaa.
I nie moga mwi wicej, bo jej oddechu zbrako.
 yw jeszcze  odrzek ksidz.
Przez nastpnych dni kilkanacie co dzie posacy latali z Wodoktw do Lubicza i
kady wraca z odpowiedzi, e pan chory yw jeszcze, na koniec jeden przywiz
wiadomo, ktr od cyrulika, sprowadzonego z Kiejdan, usysza, e nie tylko yw, ale i
zdrowy bdzie, bo postrzay goj si szczliwie i siy rycerzowi wracaj.
Panna Aleksandra posaa hojne ofiary na msz dzikczynn do Upity, ale od owego
dnia przestali chodzi posacy, i dziwna rzecz! w sercu dziewczyny, razem z uspokojeniem,
pocz si budzi dawny al do pana Andrzeja. Winy jego przychodziy jej znowu co
chwila do myli, tak cikie, e nie do odpuszczenia. mier jedynie moga je pokry niepamici...
Gdy wraca do zdrowia, ciyy znw nad nim... A jednak wszystko, co byo
mona przytoczy na jego obron, powtarzaa sobie co dzie biedna Oleka.
Tyle si za nagryza przez te dni, tyle jednak rozterki byo w jej duszy, e a na zdrowiu
pocza szwankowa.
Zaniepokoio to wielce pana Tomasza, wic pewnego wieczora, gdy zostali sami, spyta
j:
 Oleka, powiedz no mi szczerze, co ty mylisz o chorym orszaskim?
 Bogu wiadomo, e nie chc o nim myle!  odrzeka.
 Bo to widzisz... pochuda... Hm!... By moe, e ty jeszcze... Ja nie nalegam na nic,
jeno rad bym wiedzie, co si tam w tobie dzieje... Zali nie mniemasz, e wola nieboszczyka
dziada twego powinna si speni?
 Nigdy!  odrzeka Oleka.  Dziadu zostawi mi te furt otwart... a ja do niej na
Nowy Rok zapukam. W tym speni si jego wola.
 Nie wierzyem i ja temu zgoa  odpar miecznik  co tu niektrzy przebkiwali, e
Babinicz a Kmicic to jedno, ale przecie pod Magierowem przy ojczynie a przeciw nieprzyjacioom
si ju oponowa i krew rozla. Pna to poprawa, ale zawsze poprawa!
 A przecie i ksi Bogusaw ju teraz krlowi i Rzeczypospolitej suy  odpowiedziaa
z alem panna.  Nieche im Bg obudwom przebaczy, a zwaszcza temu, ktry
krew rozla... Ludzie wszelako zawsze bd mieli prawo powiedzie, e oto w chwili najwikszego
nieszczcia, w chwili klsk i upadku na t ojczyzn nastawali, a nawrcili si
do niej dopiero wtedy, gdy nieprzyjacioom powina si ju noga i gdy korzy wasna
nakazywaa ze zwycizc trzyma. Ot, w czym ich wina! Teraz ju nie ma zdrajcw, bo
nie ma zysku ze zdrady! Ale jaka w tym zasuga?... Zali nie nowy to dowd, e tacy ludzie
gotowi zawsze mocniejszemu suy? Bg by da, Bg by da! eby inaczej byo, ale takich
win Magierw nie opaci...
 Prawda jest! Nie mog negowa!  odrzek miecznik.  Cika prawda, ale zawsze
prawda! Wszyscy dawniejsi zdrajcy w czambu do krla przeszli.
 Nad chorym orszaskim  mwia dalej panna  ciy jeszcze straszniejszy ni na
ksiciu Bogusawie zarzut, bo pan Kmicic ofiarowa si przecie na krla rk podnie,
czego si sam ksi przelk. Zali przypadkowy postrza moe to zmaza?... T rk pozwoliabym
sobie uci, gdyby tego nie byo... ale to byo, jest i nie odstanie si wicej!
Bg widocznie zostawi mu ycie wanie dlatego, eby mg pokutowa... Mj stryju!
Mj stryju! to bymy si oszukiwali sami, gdybymy chcieli w siebie wmwi, e on jest
czysty. I co std za zysk? Zali sumienie da si oszuka? Nieche si dzieje wola boska. Co
si rozerwao, to nie zwie si wicej, i nie powinno! Szczliwam, e pan chory ywie...
przyznaj, bo zna, e Bg nie odwrci jeszcze cakiem od niego aski swojej... Ale
do mi na tym! Szczliwa bd, gdy usysz, e zmaza winy, ale niczego wicej nie
chc, nie pragn! choby tam dusza we mnie jeszcze pocierpie miaa... Niechaj go Bg
wspomaga...
Tu Oleka duej nie moga mwi, bo pacz j porwa wielki i aosny, ale by to pacz
ostatni. Wypowiedziaa wszystko, co nosia w sercu, i od tej pory spokj znw pocz jej
wraca.
ROZDZIA XXX
Rogata dusza junacka nie chciaa istotnie wychodzi z cielesnej powoki i nie wysza.
W miesic po powrocie do Lubicza rany pana Andrzeja poczy si goi, wczeniej za
jeszcze odzyska przytomno i rozejrzawszy si po izbie zgad zaraz, i ju jest w Lubiczu.
Nastpnie pocz woa wiernego Soroki.
 Soroka!  rzek  miosierdzie boe jest nade mn! Czuj, i nie umr!
 Wedle rozkazu!  odpowiedzia stary onierz rozgniatajc z kuakiem.
A Kmicic mwi dalej, jakby sam do siebie:
 Skoczona pokuta... widz to janie. Miosierdzie boe jest nade mn!
Potem milcza przez chwil, jeno mu si wargi poruszay modlitw.
 Soroka!  rzek znw po chwili.
 Do usug waszej mioci!
 A kto tam jest w Wodoktach?
 Jest panna i pan miecznik rosieski.
 Pochwalone imi Paskie! Przychodzi-li tu kto pyta si o mnie?
 Przysyali z Wodoktw, pkimy nie powiedzieli, e wasza mio zdrw bdzie.
 A potem przestali przysya?
 Potem przestali.
Na to Kmicic:
 Nic jeszcze nie wiedz, ale si ode mnie samego dowiedz. Nie mwie nikomu,
em tutaj jako Babinicz wojowa?
 Nie byo rozkazu  odrzek onierz.
 A laudascy z panem Woodyjowskim nie wrcili jeszcze?
 Nie masz ich jeszcze, ale lada dzie zjad.
Na tym skoczya si pierwszego dnia rozmowa. We dwa tygodnie pniej pan Kmicic
wstawa ju i chodzi na kulach, a nastpnej niedzieli upar si jecha do kocioa.
 Pojedziem do Upity  rzek do Soroki  bo od Boga trzeba poczyna, a po mszy do Wodoktw.
Soroka nie mia si sprzeciwia, wic kaza jeno wymoci sianem skarbniczek, a pan
Andrzej wystroi si odwitnie i pojechali.
Przyjechali w czas, gdy mao jeszcze ludzi byo w kociele. Pan Andrzej, wsparty na
ramieniu Soroki, podszed pod sam wielki otarz i klkn w kolatorskiej awce; nikt te go
nie pozna, tak zmieni si wielce; twarz mia bardzo chud, wyndznia, a przy tym nosi
dug brod, ktra mu czasu wojny i choroby wyrosa. Kto i spojrza na niego, pomyla,
e jaki przejezdny personat na msz wstpi; krcio si bowiem wszdzie peno przejezdnej
szlachty, ktra z pola do swych majtnoci wracaa.
Lecz koci z wolna napenia si ludem i okoliczn szlacht; za czym poczli zjeda
i posesjonaci z dalekich nawet stron, bo w wielu miejscach kocioy byy popalone i mszy
trzeba byo a w Upicie szuka.
Kmicic, zatopiony w modlitwie, nie widzia nikogo; z pobonego zamylenia zbudzio
go dopiero skrzypienie awki pod nogami wchodzcych do niej osb.
Wwczas podnis gow, spojrza i spostrzeg tu nad sob sodk a smutn twarz Oleki.
Ona take dostrzega go i poznaa w tej chwili, bo cofna si nagle, jakby przeraona;
naprzd pomie, a potem blado miertelna wystpia na jej twarz, lecz najwyszym wysileniem
woli przemoga wraenie i klka tu koo niego; trzecie miejsce zaj pan miecznik.
I Kmicic, i ona pochylili gowy i wsparszy twarz na doniach klczeli obok siebie w
milczeniu, a serca biy im tak, e je syszeli oboje doskonale. Wreszcie pan Andrzej przemwi
pierwszy:
 Niech bdzie pochwalony Jezus Chrystus!
 Na wieki wiekw...  odrzeka pgosem Oleka. I wicej nie mwili do siebie.
Tymczasem ksidz wyszed z kazaniem; sucha go Kmicic, ale mimo usiowa i nie
sysza, i nie rozumia. Oto ona, ta upragniona, do ktrej od lat caych ju tskni, ktra
nigdy nie schodzia mu z myli i z serca, bya teraz tu pod jego bokiem. I czu j koo siebie,
i nie mia zwraca ku niej oczu, bo by w kociele, lecz przymknwszy powieki, owi
uchem jej oddech.
 Oleka, Oleka przy mnie!  mwi sobie  oto Bg nam si w kociele po rozce spotka kaza...
Wic myli jego i serce powtarzay bez ustanku to imi:
 Oleka, Oleka, Oleka!
I chwilami pacz radoci chwyta go za gardo, to znw porywao go takie uniesienie
dzikczynnej modlitwy, e a wiadomo traci, co si z nim dzieje.
Ona klczaa cige z twarz ukryt w doniach.
Ksidz skoczy kazanie i zszed z ambony.
Nagle przed kocioem rozleg si szczk broni i ttent kopyt koskich. Kto krzykn
przed progiem kocioa: Lauda wraca!  i wnet w samej wityni zerway si szmery,
potem gwar, potem coraz goniejsze woanie:
 Lauda! Lauda!
Tumy poczy si koysa, wszystkie gowy zwrciy si naraz ku drzwiom.
A wtem zaroio si we drzwiach i hufiec zbrojny pojawi si w kociele. Na czele szli z
brzkiem ostrg pan Woodyjowski i pan Zagoba. Tumy rozstpoway si przed nimi, a
oni przeszli przez cay koci, klkli przed otarzem, pomodlili si krtk chwil, po czym
obaj weszli do zakrystii.
Laudascy zatrzymali si wp nawy, nie witajc si dla powagi miejsca z nikim.
Ach, co za widok! Grone twarze, ogorzae od wichrw, wychude z trudw bojowych,
pocite szablami Szwedw, Niemcw, Wgrw, Woochw. Caa historia wojny i chwaa
pobonej Laudy mieczem na nich wypisana. Oto ponure Butrymy, oto Stakjany, Domaszewicze,
Gociewicze, wszystkich po trochu. Lecz ledwie czwarta cz wrcia z tych,
ktrzy ongi pod Woodyjowskim z Laudy ruszyli.
Wiele niewiast na prno szuka mw, wielu starcw na prno wypatruje synw,
wic pacz wzmaga si, bo i ci, ktrzy znajduj swoich, pacz z radoci. Cay koci
rozlega si szlochaniem; od czasu do czasu gos jaki imi kochane wykrzyknie i zmilknie,
a oni stoj w chwale, wsparci na mieczach, lecz i im po srogich bliznach zy spywaj na
wsiska.
Wtem dzwonek targnity przy drzwiach zakrystii uciszy pacze i gwary. Wszyscy klkli,
wyszed ksidz ze msz, a za nim w komach pan Woodyjowski i pan Zagoba, i ofiara
si rozpocza.
Lecz ksidz take by wzruszony i gdy pierwszy raz zwrci si do ludu mwic: Dominus
vobiscum!  gos mu drga; gdy za przyszo do Ewangelii i wszystkie szable naraz
wysuny si z pochew na znak, e Lauda zawsze gotowa wiary broni, a w kociele stao
si a jasno od stali, to ledwie mg odpiewa Ewangeli.
Odpiewano potem wrd powszechnego uniesienia suplikacje, wreszcie msza si
skoczya, lecz ksidz, pochowawszy Sakrament w cyborium, odwrci si ju po Ostatniej
Ewangelii ku tumom, na znak, e pragnie co powiedzie.
Wic uczynio si cicho; ksidz za w serdecznych sowach powita naprzd wracajcych
onierzy, wreszcie oznajmi, e list krlewski zostanie odczytany, przez pukownika
chorgwi laudaskiej przywieziony.
Wic uczynio si jeszcze ciszej i po chwili po caym kociele rozleg si gos od otarza:
My, Jan Kazimierz, krl polski, wielki ksi litewski, mazowiecki, pruski etc., etc.,
etc. W imi Ojca i Syna, i Ducha witego, amen.
Jako zych ludzi szpetne przeciw majestatowi i ojczynie wystpki, zanim przed sdem
niebieskim stan ju w tym yciu doczesnym maj otrzyma kar, tak rwnie susznym
jest, aeby cnota nie zostawaa bez nagrody, ktra cnocie samej blasku chway, a potomnym
zachty do naladowania cnych przykadw dodawa winna.
Przeto wiadomo czynimy caemu stanowi rycerskiemu, mianowicie za ludziom wojskowym
i wieckim, urzdy majcym cuiusvis dignitatis et praeeminentiae, oraz wszystkiemu
obywatelstwu Wielkiego Ksistwa Litewskiego i naszego starostwa mudzkiego, e
jakiekolwiek gravamina ciyyby na urodzonym a nam wielce miym panu Andrzeju
Kmicicu, chorym orszaskim, te coram jego nastpnych zasug i chway znikn z pamici
ludzkiej maj, w niczym czci i sawy pomienionemu choremu orszaskiemu nie ujmujc.
Tu ksidz przesta czyta i spojrza ku awce, w ktrej pan Andrzej siedzia, on za powsta
na chwil i wnet usiad znowu, gow sw wyndznia wspar o stall i przymkn
powieki jakoby w omdleniu.
A wszystkie oczy zwrciy si ku niemu, wszystkie usta poczy szepta:
 Pan Kmicic! Kmicic! Kmicic!... tam, obok Billewiczw!
Lecz ksidz skin rk i pocz czyta dalej wrd guchego milczenia:
Ktry chory orszaski, lubo w pocztkach nieszczsnej owej szwedzkiej inkursji po
stronie ksicia wojewody si opowiedzia, przecie uczyni to nie z adnej prywaty, ale z
najszczerszej ku ojczynie intencji, perswazj tego ksicia do bdu przywiedzion, jakoby
taka jeno, a nie inna droga salutis Reipublicae zostawaa, jak sam ksi kroczy!
A przybywszy do ksicia Bogusawa, ktry za przedawczyka go majc, wszystkie nieyczliwe
praktyki przeciw ojczynie janie przed nim odkry, nie tylko pomieniony chory
orszaski na osob nasz rki podnosi nie obiecywa, ale samego ksicia zbrojn rk
porwa, aby si za nas i za utrapion ojczyzn pomci...
 Boe, bd miociw mnie grzesznej!  zawoa niewieci gos tu okoo pana Andrzeja,
a w kociele zerwa si znowu gwar zdumienia.
Ksidz czyta dalej:
Przez tego ksicia postrzelon, ledwie do zdrowia przyszedszy, do Czstochowy si
uda i tam piersi wasn najwitszy przybytek osania, przykad wytrwania i mstwa
wszystkim dajc; tame z niebezpieczestwem zdrowia i ycia najwiksze dziao burzce
prochami rozsadzi, przy ktrym hazardzie pojman, na mier przez okrutnych nieprzyjaci
by skazany, a przedtem ywym ogniem palony...
Tu ju pacz niewieci rozleg si tu i owdzie po kociele. Oleka trzsa si caa, jak w
paroksyzmie febry.
Ale i z tych srogich terminw moc Krlowej Anielskiej wyratowan, do nas na lsk
si uda i w powrocie naszym do miej ojczyzny, gdy zdradliwy nieprzyjaciel zasadzk
nam nagotowa, pomieniony chory orszaski samoczwart tylko na ca potg nieprzyjacielsk
si rzuci, osob nasz ratujc. Tam posieczon i rapierami skuty, do p bokw we
krwi wasnej rycerskiej si pawic, z pobojowiska jako bez duszy by podniesion...
Oleka obie rce przyoya do skroni i podnisszy gow, pocza owi w spieczone
usta powietrze. Z piersi jej wychodzi jk:
 Boe! Boe! Boe!
I znw zabrzmia gos ksidza, take coraz bardziej wzruszony:
A gdy staraniem naszym do zdrowia przyszed i wtedy nie spocz, ale dalsze wojny
odprawowa, z chwa niezmiern stawajc w kadej potrzebie, za wzr rycerstwu przez
hetmanw obojga narodw podawany, a do szczliwego zdobycia Warszawy, po ktrym
do Prus pod przybranym nazwiskiem Babinicza by wyprawiony...
Gdy to imi zabrzmiao w kociele, gwar ludzki zmieni si jakoby w szmer fali. Wic
Babinicz to on?! Wic w pogromca Szwedw, zbawca Womontowicz, zwycizca w tylu
bitwach to Kmicic?!... Szum wzmaga si coraz bardziej, tumy poczy cisn si ku otarzowi,
aby go widzie lepiej.
 Boe, bogosaw mu ! Boe, bogosaw!  ozway si setki gosw.
Ksidz zwrci si ku awce i przeegna pana Andrzeja, ktry wsparty cigle o stall,
do umarego ni ywego by podobniejszy, bo dusza wysza ze ze szczcia i uleciaa ku
niebiosom.
Po czym kapan dalej czyta:
Tame nieprzyjacielski kraj ogniem i mieczem spustoszy, do wiktorii pod Prostkami
gwnie si przyczyni, ksicia Bogusawa wasn rk obali i pojma; nastpnie do starostwa
naszegomudzkiego powoany, jak niezmierne usugi odda, ile miast i wsiw od
nieprzyjacielskiej rki uchroni, o tym tamtejsi incolae najlepiej wiedzie powinni.
 Wiemy! wiemy! wiemy!  grzmiao w caym kociele.
 Uciszcie si  rzek ksidz podnoszc pismo krlewskie ku grze.
Przeto my (czyta dalej) rozwaywszy wszystkie jego zasugi wzgldem naszego majestatu
i ojczyzny tak niezmierne, e i syn wikszych ojcu i matce odda by nie mg, postanowilimy
je w tym licie naszym promulgowa, aeby tak wielkiego kawalera, wiary,
majestatu i Rzeczypospolitej obroc nieyczliwo ludzka duej ju nie cigaa, lecz aby
przynalen cnotliwym chwa i powszechn mioci okryty chodzi. Nim za sejm nastpny,
chci te nasze potwierdzajc, wszelk zmaz z niego zdejmie, i nim starostwem
upickim, ktre vacat, nagrodzi go bdziem mogli, prosim uprzejmie nam miych obywatelw
starostwa naszego mudzkiego, aby te sowa nasze w sercach i umysach zatrzymali,
ktre nam sama iustitia, fundamentum regnorum, przesa, ku ich pamici, nakazaa.
Tu skoczy ksidz i zwrciwszy si do otarza, modli si pocz; pan Andrzej za
uczu nagle, e jaka do mikka chwyta jego rk, spojrza: bya to Oleka, i nim mia
czas pomiarkowa si, cofn do, panna podniosa j i przycisna do ust wobec wszystkich,
w obliczu otarza i tumw.
 Oleka!  krzykn zdumiony Kmicic.
Lecz ona wstaa i zakrywszy twarz zason, rzeka do miecznika:
 Stryju! chodmy, chodmy std prdko!
I wyszli przez drzwi zakrystii.
Pan Andrzej prbowa wsta, wyj za ni, lecz nie mg...
Siy opuciy go zupenie.
Natomiast w kwadrans pniej znalaz si przed kocioem, trzymany pod rce przez
pana Woodyjowskiego i pana Zagob.
Tumy obywatelstwa, drobnej szlachty i pospolitego ludu cisny si dokoa; niewiasty
 zaledwie ktra zdoaa si oderwa od piersi wracajcego z wojny ma  ju wiedzione
ciekawoci, pci swojej waciw, biegy popatrzy na tego strasznego ongi Kmicica, dzi
zbawc Laudy i przyszego starost. Koo zaciskao si coraz wicej, a laudascy musieli
w kocu otoczy i broni od natoku rycerza.
 Panie Andrzeju!  woa pan Zagoba  ot, przywielimy ci gocica. Sam si takiego
nie spodziewae! Do Wodoktw teraz, do Wodoktw, na zrkowiny i wesele!...
Dalsze sowa pana Zagoby zginy w gromkim okrzyku, ktry naraz pod przywdztwem
Jzwy Beznogiego podnieli wszyscy laudascy:
 Niech yje pan Kmicic!
 Niech yje!  powtrzyy tumy.  Nasz starosta upicki niech yje! niech yje!
 Do Wodoktw! Wszyscy!  hukn znowu pan Zagoba.
 Do Wodoktw! do Wodoktw!  wrzasno tysic ust.  W swaty do Wodoktw, z
panem Kmicicem, z naszym zbawc! Do panienki! do Wodoktw!
I ruch uczyni si ogromny. Lauda siada na ko; z tumw, kto yw, dopada wozw,
bryczek, wasgw, podjezdkw. Piesi na przeaj poczli biec przez lasy i pola. Okrzyk:
Do Wodoktw!, brzmia w caym miasteczku. Drogi zaroiy si rnobarwnymi kupami ludzi.
Pan Kmicic jecha w skarbniczku midzy Woodyjowskim i Zagob i raz wraz ktrego
bra w ramiona. Mwi jeszcze nie mg, bo zbyt by wzruszony, zreszt pdzili tak,
jakby Tatarzy na Upit napadli. Wszystkie bryki i wozy pdziy tak samo koo nich.
Byli ju dobrze za miastem, gdy nagle pan Woodyjowski pochyli si do ucha Kmicica.
 Jdrek  spyta si  a nie wiesz, gdzie tamta?
 W Wodoktach!  odpowiedzia rycerz.
Wwczas, czy wiatr pocz tak porusza wsikami pana Michaa, czy wzruszenie, nie
wiadomo, do, e przez ca drog nie przestaway wysuwa si naprzd, jakby dwa szyda
lub dwie macki chrabszcza.
Pan Zagoba piewa z radoci tak okrutnym basem, e a si konie poszyy:
Dwoje nas byo, Kasieko, dwoje na wiecie,
Ale mi si co wydaje, e jedzie trzecie.
Anusia nie bya tej niedzieli w kociele, bo przy sabej pannie Kulwiecwnie z kolei zosta
musiaa, przy ktrej si z Olek dzie po dniu zmieniay.
Cay ranek zajta bya dogldaniem i opatrunkiem chorej, tak e pno dopiero moga
si zabra do pacierzy.
Zaledwie jednak wymwia ostatnie: Amen, gdy zaturkotao przed bram i Oleka
wpada jak wicher do pokoju.
 Jezus, Maria! Co si stao?  krzykna spojrzawszy na ni panna Borzobohata.
 Anusiu! wiesz, kto jest pan Babinicz?... To pan Kmicic!
Anusia zerwaa si na rwne nogi.
 Kto ci powiedzia?
 Czytano list krlewski... pan Woodyjowski przywiz... laudascy...
 To pan Woodyjowski wrci?...  krzykna Anusia.
I nagle rzucia si w ramiona Oleki.
Oleka przyja ten wybuch czuoci jako dowd Anusinego afektu dla siebie, bo
zreszt bya zgorczkowana, prawie nieprzytomna. Na twarzy miaa ogniste wypieki, a
pier jej falowaa, jak gdyby z wielkiego zmczenia.
Wic pocza opowiada bez adu i przerywanym gosem wszystko, co w kociele syszaa,
biegajc przy tym jak szalona po komnacie i powtarzajc co chwila: To ja go nie-
warta!  czynic sobie zarzuty okrutne, e go najgorzej ze wszystkich skrzywdzia, e
nawet modli si za niego nie chciaa wwczas, gdy on we krwi wasnej za Najwitsz
Pann, za ojczyzn i za krla si pawi.
Prno Anusia, biegajc za ni po izbie, prbowaa j pociesza. Ona powtarzaa wci
jedno, e go niewarta, e nie miaaby mu w oczy spojrze; to znw poczynaa mwi o
czynach Babinicza, o porwaniu Bogusawa, o jego zemcie, o ocaleniu krla, o Prostkach i
Womontowiczach, i Czstochowie; to wreszcie o swoich winach i o swej zawzitoci, za
ktr musi odpokutowa w klasztorze.
Dalsze jej wyrzekania przerwa pan Tomasz, ktry wpadszy jak bomba do komnaty zakrzykn:
 Na Boga! caa Upita do nas wali! Ju s we wsi, a Babinicz pewnie z nimi!
Jako za chwil daleki okrzyk zwiastowa zblianie si tumw. Miecznik porwa Olek
i wyprowadzi na ganek; Anusia wypada za nimi.
Wtem tumy ludzi i koni zaczerniy si w dali i jak okiem sign caa droga bya jeszcze
nimi zapchana. Dobiegli w kocu do dziedzica. Piesi przedostawali si szturmem
przez fos i poty; wozy toczyy si w bramie, a wszystko to krzyczao, wyrzucao czapki
w gr.
Wreszcie ukaza si huf zbrojny laudaskich, otaczajcych skarbniczek, w ktrym siedziao
trzech mw: pan Kmicic, pan Woodyjowski i pan Zagoba.
Skarbniczek zatrzyma si nieco opodal, bo ju tyle ludu natoczyo si przed gankiem,
e nie mona byo tu dojecha. Zagoba z Woodyjowskim wyskoczyli pierwsi i pomgszy
Kmicicowi zsi, zaraz chwycili go pod ramiona.
 Rozstpcie si!  krzykn Zagoba.
 Rozstpi si!  powtrzyli laudascy.
Ludzie usunli si zaraz, tak e rodkiem tumu utworzya si pusta droga, po ktrej
wiedli Kmicica a do ganku dwaj rycerze. On sania si i blady by bardzo, ale szed z
gow podniesion, zarazem zmieszany i szczliwy.
Oleka opara si o odrzwia i rce opucia bezwadnie po sukni; lecz gdy by ju blisko,
gdy spojrzaa w twarz tego mizeraka, ktry po tylu latach rozki zblia si oto jak
azarz, bez kropli krwi w twarzy, wwczas szlochanie rozdaro na nowo jej piersi. On ze
saboci, ze szczcia i zmieszania nie wiedzia sam, co ma mwi, wic wstpujc na ganek,
powtarza tylko przerywanym gosem:
 A co, Oleka, a co?
Ona za obsuna mu si nagle do kolan.
 Jdru! ran twoich niegodnam caowa!
Ale w tej chwili wyczerpane siy wrciy rycerzowi, wic porwa j z ziemi jak pirko i
do piersi przycisn.
Okrzyk jeden ogromny, od ktrego zadray ciany domw i ostatki lici z drzew opady,
zguszy wszystkie uszy. Laudascy poczli pali z samopaw, czapki wylatyway w
gr, naok widziae tylko uniesione radoci twarze, rozpalone oczy i otwarte usta
wrzeszczce:
 Vivat Kmicic! vivat Billewiczwna! Vivat moda para!
 Vivant dwie pary!  hucza Zagoba.
Ale gos jego gin w burzy oglnej.
Wodokty zmieniy si jakoby w obz. Przez cay dzie rnito z rozkazu miecznika barany
i woy, wykopywano z ziemi beczki miodu i piwa. Wieczorem zasiedli wszyscy do
uczty, starsi i znamienitsi w komnatach, modsi w czeladnej, prostactwo rwnie weselio
si przy ogniskach na podwrzu.
Przy gwnym stole kryy kielichy na cze dwch par szczliwych, gdy za ochota
dosza do najwyszego stopnia, pan Zagoba wznis jeszcze toast nastpujcy:
 Do ci zwracam si, cny panie Andrzeju, i do ci, stary druhu, panie Michale! Nie
do byo piersi nadstawia, krew rozlewa, nieprzyjaci wycina! Nie skoczony trud
wasz, bo gdy sia ludzi czasu tej okrutnej wojny polego, musicie teraz nowych obywatelw,
nowych obrocw tej miej Rzeczypospolitej przysporzy, do czego, tusz, nie zbraknie
wam mstwa ni ochoty! Moci panowie! na cze onych przyszych pokole! Nieche
im Bg bogosawi i pozwoli ustrzec tej spucizny, ktr im odrestaurowan naszym trudem,
naszym potem i nasz krwi zostawujem. Niech, gdy cikie czasy nadejd, wspomn
na nas i nie desperuj nigdy, baczc na to, e nie masz takowych terminw, z ktrych
by si viribus unitis przy boskich auxiliach podnie nie mona.
***
Pan Andrzej niedugo po lubie na now wojn ruszy, ktra od wschodniej ciany wybucha.
Lecz piorunujce zwycistwo Czarnieckiego i Sapiehy nad Chowaskim i Dogorukim,
a hetmanw koronnych nad Szeremetem ukoczyy j wkrtce. Wwczas wrci
Kmicic wie chwa okryty i na stae w Wodoktach osiad. Chorstwo orszaskie wzi
po nim stryjeczny jego, Jakub, ktry pniej do nieszczsnej konfederacji wojskowej nalea,
pan Andrzej za, dusz i sercem stojc przy krlu, starostwem upickim nagrodzon, y
dugo w przykadnej zgodzie i mioci z Laud, powszechnym szacunkiem otoczony. Niechtni
(bo kt ich nie ma) mwili wprawdzie, e ony we wszystkim zbytnio sucha, ale
on si tego nie wstydzi, owszem, sam przyznawa, e w kadej waniejszej sprawie zawsze
rady jej zasiga.
