 
STEFAN EROMSKI 
LUDZIE 
BEZDOMNI 
2 
TOM PIERWSZY 
WENUS Z MILO1 
Tomasz Judym wraca przez Champs Elyses z Lasku Buloskiego, dokd jedzi ze swej 
dzielnicy kolej obwodow. Szed wolno, noga za nog, wyczuwajc coraz wikszy wskutek 
upau ciar wasnej marynarki i kapelusza. Istny potop blasku sonecznego zalewa przestwr. 
Nad odlegym widokiem gmachw rzucajcych si w oczy od uku Tryumfalnego wisia 
rowy pyek, ktry ju pocz wera si niby rdza nawet w liczne, jasnozielone licie 
wiosenne, nawet w kwiatuszki paulowni2. Z wszystkich, zdawao si, stron pyn zapach akacji. 
Na wirze, dokoa pniw, pod budynkami, w rynsztokach leay jej biae kwiatki z orodkiem 
czerwonawym, jakby skrwawionym od ukucia mierci. Py bezlitosny zasypywa je niepostrzeenie. 
Zbliaa si godzina spaceru wielkiego wiata i Pola drga zaczynay od ruchu karet. Na 
drewnianym bruku dudni jednostajny oskot, jakby oddalona mowa wielkiej fabryki. Przebiegay 
pikne, lnice rumaki, migotaa ich uprz, puda, sprychy lekkich pojazdw  i mkny, 
mkny, mkny bez ustanku wiosenne stroje kobiece o barwach czystych, rozmaitych i sprawiajcych 
rozkoszne wraenie; jakby natury dziewiczej. Kiedy niekiedy wynurzaa si z powodzi 
osb jadcych twarz subtelna, wydelikacona, tak nie do uwierzenia pikna, e widok jej 
by pieszczot dla wzroku i nerww. Wyrywa z piersi tskne westchnienie jak za szczciem 
 i gin unoszc je w mgnieniu oka ze sob. 
Judym znalaz pod oson kasztanw brzeg wolnej awy i z wielk satysfakcj usiad tam w 
ssiedztwie starej i wsatej niaki dwojga dzieci. Zdj kapelusz i wlepiwszy wzrok w rzek 
pojazdw, walc rodkiem ulicy, z wolna wystyga. Na chodnikach przybywao coraz wicej 
osb ubranych wykwintnie lnicych cylindrw, jasnych paltotw i stanikw. W pewnej 
chwili stare babsko z chytrymi oczami wprowadzio midzy strojny tum mode koltko z 
sierci jak nieg bielutk. Stadko dzieci postpowao za koziokiem uwielbiajc go gestami, 
oczyma i tysicem okrzykw. Kiedy indziej wielki obdartus czerwony na gbie przelecia jak 
fiksat, wywrzaskujc gosem ochrypym rezultat ostatniego biegu koni. I znowu spokojnie, 
rwno, uroczo pyna rzeka ludzka na chodnikach, a rodkiem rwa jej nurt bystry, uwieczony 
pian tkanin przecudnych, lekkich, w oddali niebieskawozielonych... 
Kady rozpuszczony li rzuca na biay wir z okrgych kamykw wyrane odbicie swego 
ksztatu. Cienie te posuway si z wolna, jak maa wskazwka po biaej tarczy zegara. Na 
awkach byo ju peno, a tymczasem cie opuci miejsce zajte przez Judyma i ustpi je 
roztapiajcej kaskadzie soca. Naok innego asilum3 nie byo, wic doktor rad nierad wsta i 
powlk si dalej ku placowi Zgody. Z niecierpliwoci wyczekiwa, kiedy mona bdzie 
przemkn si wskro istnego odmtu karet, powozw, doroek, bicyklw4 i pieszych na za
1 W e  u  z M i l o  staroytna rzeba marmurowa z koca II w. p..e., przedstawiajca greck bogini mioci 
Afrodyt (rzymska Wenus), znaleziona na wyspie Milo w . 1820. Obecnie znajduje si w synnym muzeum 
paryskim  Luwrze.
2 P a u l o w  i a  drzewo ozdobne, o wonnych fioletowych kwiatach. 
3 A  i l u m (ac.)  schronienie. 
4 B i  y k l  nazwa pierwszych rowerw. 
4 
krcie gwnej fali pdzcej od bulwarw w stron Pl Elizejskich. Wreszcie stan pod obeliskiem5 
i poszed w gb ogrodu des Tuileries. Tam byo prawie pusto. Tylko nad nudnymi 
sadzawkami bawiy si blade dzieci i w gwnym szpalerze kilku mczyzn rozebranych do 
koszuli grao w tenisa. Minwszy ogrd Judym zwrci si ku rzece z zamiarem wdrowania 
w cieniu murw na placyk przed kocioem Saint-Germain-lAuxerrois i ogarnicia bez troski 
miejsca na imperialu6. W owej chwili stao w jego myli puste kawalerskie mieszkanie a na 
Toulevard Voltaire, gdzie od roku nocowa, i mierzio go pustk swych cian, banalnoci 
sprztw i nieprzezwycion, cudzoziemsk nud wiejc z kadego kta. Pracowa mu si 
nie chciao, i do kliniki  za nic na wiecie. 
Znalaz si na Quai du Louvre i z uczuciem bogoci w karku i plecach zatrzyma pod cieniem 
pierwszego kasztana bulwaru. Ospaym wzrokiem mierzy brudn, prawie czarn wod 
Sekwany. Gdy tak stercza na podobiestwo latarni, zapalia si w nim myl, jakby z zewntrz 
wniesiona do wntrza gowy: Dlaczeg, u licha, nie miabym -pj do tego Luwru?... 
Skrci na miejscu i wszed na wielki dziedziniec. W cieniach przytulonych do grubego 
muru, w ktre zanurzy si niby w gbie wody, dotar do gwnego wejcia i znalaz si w 
chodnych salach pierwszego pitra. Dokoa stay odwieczne posgi bogw, jedne wielkoci 
niezwykej, inne naturalnej, a wszystkie prawie z nosami i rkoma uszkodzonymi w sposb 
bezbony. Judym nie zwraca uwagi na tych zdegradowanych wadcw wiata. Czasami zatrzymywa 
si przed ktrym, ale przewanie wwczas, gdy go uderzy jaki zabawny despekt 
boskich ksztatw. Nade wszystko interesowaa go sprawa odpoczynku w doskonaym chodzie 
i z dala od wrzawy ulicy paryskiej. Szuka te nie tyle arcydzie, ile awki, na ktrej by 
mg usi. Zdyba j po dugiej wdrwce z sali do sali w naronym zetkniciu si dwu dugich 
galerii, przeznaczonym na schronienie dla Wenus z wyspy Melos. 
W zaktku tworzcym jakby niewielk izb, owietlon jednym oknem, stoi na niewysokim 
piedestale tors biaej Afrodyty. Sznur owinity czerwonym pluszem nikomu do niej przystpu 
nie daje. Judym widzia ju by ten cenny posg, ale nie zwraca na uwagi, jak na 
wszelkie w ogle dziea sztuki. Teraz zdobywszy w cieniu pod cian wygodn aweczk j 
dla zabicia czasu patrze w oblicze marmurowej piknoci. Gowa jej zwrcona bya w jego 
stron i martwe oczy zdaway si patrze. Schylone czoo wynurzao si z mroku i, jakby dla 
obaczenia czego, brwi si zsuny. Judym przyglda si jej nawzajem i wtedy dopiero ujrza 
ma, niewidoczn fad midzy brwiami, ktra sprawia, e ta gowa, e ta brya kamienna w 
istocie  myli. Z przenikliw si spoglda w mrok dokoa lecy i rozdziera go jasnymi 
oczyma. Zatopia je w skrytoci ycia i do czego w nim umiech swj obraca. Wytywszy 
rozum nieograniczony i czysty, posiada wiadomo o wszystkim, zobaczya wieczne dnie i 
prace na ziemi, noce i zy, ktre w ich mroku pyn. Jeszcze z biaego czoa bogini nie zdya 
odej mdra o tym zaduma, a ju wielka rado dziewicza pachnie z jej ust rozmarzonych. W 
umiechu ich zamyka si wyraz uwielbienia. Dla mioci szczliwej. Dla uczestnictwa wolnego 
ducha i wolnego ciaa w yciu bezgrzesznej przyrody. Dla ostrej potgi zachwytu zmysw, 
ktrego nie stpiy jeszcze ani praca, ani zgryzota, siostry rodzone, siostry nieszczsne. 
Umiech bogini pozdrawia nadchodzcego z daleka. Oto zakochaa si w piknym miertelniku 
Adonisie7... Cudne marzenia pierwszej mioci rozkwity w onie jej jako kwiat siedmioramienny 
amarylisa. Barki jej wskie, wysmuke, okrge dwigny si do gry. Dziewicze 
5 O b e 1 i  k  mowa o synnym obelisku egipskim, zdobicym plac Zgody w Paryu. 
6 I m p e  i a 1  grna, otwarta cz omnibusu. 
7 A d o  i   wedug mitologii greckiej: niezwykej urody modzieniec, w ktrym zakochaa si Afrodyta. Gdy 
zgin na polowaniu rozdarty kami dzika, bogini uprosia Zeusa, aby wyprowadzi dusz kochanka z Hadesu i 
oblek j w dawne pikne ciao. Odtd Adonis sze miesicy spdza przy Afrodycie, pozosta cz roku  w 
wiecie umarych. 
5 
ono dry od westchnienia... Dugi szereg wiekw, ktry odtrci jej rce, ktry zrabowa jej 
ciao od piersi i zora przeliczne ramiona szczerbami, nie zdoa go zniweczy. Staa tak w 
pmroku wynurzajca si, Anadiomene8, niebiaska, ktra roznieca mio. Obnaone jej 
wosy zwizane byy w pikny wze, krobylos. Poduna, smaga twarz tchna nieopisanym 
urokiem. 
Gdy Judym wpatrywa si coraz uwaniej w to czoo zamylone, dopiero zrozumia, e ma 
przed sob wizerunek bogini. Bya to Afrodite, ona sama, ktra si bya pocza z piany morskiej. 
I mimo woli przychodzia na myl nieskromna legenda o przyczynie onej piany wd za 
spraw Uranosa9. A przecie nie bya to Pandemos10, nie bya nawet ona Hefajstowa ani kochanka 
Anchizesa11, tylko jasny i dobry symbol ycia, crka nieba i dnia... 
Judym zaton w mylach i nie zwraca uwagi na osoby, ktre si obok niego przesuway. 
Byo ich zreszt mao. Ockn si dopiero wwczas, gdy usysza w ssiedniej sali kilka zda 
wyrzeczonych po polsku. Zwrci gow z yw niechci w stron tego dwiku, pewny, e 
zblia si kto z kolonii', kto, co sidzie przy nim i zabierze na wasno minuty rozmylania 
o piknej Wenus. Zdziwi si mile, zobaczywszy osoby pozaparyskie. Byo ich cztery. 
Na przedzie szy dwie panienki  podlotki, z ktrych starsza moga mie lat siedemnacie, a 
druga bya o jakie dwa lata modsza. Za nimi ciko toczya si dama niemaej wagi, wiekowa, 
z siwymi wosami i du a jeszcze pikn twarz. Obok tej matrony sza panna dwudziestokilkuletnia, 
ciemna brunetka z niebieskimi oczami, przeliczna i zgrabna. Wszystkie stany 
przed posgiem i w milczeniu go rozpatryway. Sycha byo tylko cikie, przytumione 
sapanie starej damy, szelest jedwabiu odzywajcy si za kadym ruchem podlotkuv i chrzst 
kart Bdeckera12, ktre przewracaa starsza panna. 
 Wszystko to piknie, moje serce  rzeka matrona do ostatniej  ale ja musz usi. Ani 
kroku! Zreszt warto popatrze na t imo. Tak... jest tu nawet aweczka. 
Judym wsta ze swego miejsca i wolno odszed kilka krokw na bok, jak gdyby dla obejrzenia 
biustu z innej strony. Te panie spojrzay sobie w oczy z wyrazem pytania i przyciszyy 
rozmow. Tylko najstarsza z panien, zajta Bdeckerem, nie widziaa Judyma. Otya babcia 
energicznie usiada na awce, wycigna nogi ile si dao, i na jakie szepty modych towarzyszek 
odpowiadaa rwnie szeptem waciwym starym paniom, ktry ma t wasno, e w 
razie potrzeby moe zastpi telefonowanie na pewn odlego: 
 A, Polak nie Polak, Francuz nie Francuz, Hiszpan czy Turek, to mi jest wszystko jedno. 
Niech mu Bg da zdrowie za to, e std wylaz. Nogi mi odjo z kretesem... A teraz patrz 
jedna z drug na t, bo to przecie nie byle co. Ju j czowiek raz widzia dawnymi czasy. Jako 
mi si wtedy inna wydaa... 
 A bo to pewno inna...  rzeka modsza z turystek. 
 Nie myl no o tym, czy inna, czy nie inna, tylko si przypatrz. Spytaj pniej w salonie 
o tak rzecz, a ty ni be, ni me... Druga panienka bez zachty obserwowaa Wenus w sposb 
zadziwiajcy. Bya to niada blondynka z twarz o cerze mtnej, smagawej. -Czoo miaa 
do wskie, nosek prosty, wargi cienkie i zawarte. Nie mona byo okreli, czy jest adna, 
czy brzydka. Wywieraa wraenie nicej czy rozmarzonej, bo powieki miaa prawie przymknite. 
8 A  a d i o m e  e (gr.)  wynurzajca si; jeden z przydomkw Afrodyty, nawizujcy do legendy, wedug 
ktrej bogini miaa si narodzi z piany morskiej.
9 U  a  o   wedug mitologii greckiej Uranos (Niebo) i Gaja (Ziemia) stanowili pierwsz par bogw
10 P a  d e m o  (gr.)  naleca do caego ludu, przydomek Afrodyty jako opiekunki wolnej mioci. 
11 ona Hefajstowa... kochanka Anchizesa  Afrodyta bya on greckiego boga ognia i sztuki kowalskiej, Hefajstosa, 
a take kochank Anchizesa, ojca Eneasza.
12 B  d e  k e  (potocznie bedeker)  przewodnik dla zagranicznych turystw (od nazwiska wydawcy K. Bdeckera). 
6 
Judyma zaciekawia ta twarz, wic stan i nieznacznie j ledzi. Patrzya na marmurowe 
bstwo od niechcenia, a jednak z takim wyrazem, jakby go si uczya na pami, jakby je 
spod oka wzrokiem chona. Kiedy niekiedy wskie i paskie jej nozdrza rozszerzay si lekko 
od szybkiego westchnienia. W pewnej chwili Judym zauway, e powieki spuszczone z 
naboestwem i dziewicz skromnoci dwigny si ociale i renice dotd zakryte widz 
nie tylko Wenus, ale i jego samego. Zanim wszake zdy zobaczy barw tych oczu, ju si 
skryy pod rzsami. 
Tymczasem najstarsza z panien odczytaa cay rozdzia o historii posgu i zbliya si do 
pluszowego sznura. Oparszy na nim rce zacza przyglda si rzebie z ciekawoci, entuzjazmem 
i oddaniem si, waciwym tylko niewiastom. Mona by powiedzie, e w owej 
chwili przystpowaa do zobaczenia Wenus z Milo. Oczy jej nie byy w stanie nic prcz posgu 
zauway, pragny i usioway zliczy wszystkie piknoci, wszystkie cechy duta Skopasa13...
o ktrych mwi Badecker, spamita je i uoy w gowie systematycznie jak czyst 
bielizn w kufrze podrnym. Byy to oczy szczere a do naiwnoci. Zarwno jak caa twarz 
odzwierciedlay subtelne cienie myli przechodzcych, oddaway niby wierne echo kady 
dwik duszy i wszystko mwiy bez wzgldu na to, czy kto widzi lub nie, ich wyraz. 
Judym po kilkuminutowej obserwacji tej twarzy nabra przekonania, e gdyby pikna panna 
pragna szczerze zatai otrzymane wraenie, mowa oczu natychmiast je wyda. Sta w cieniu 
i przyglda si grze uczu przesuwajcych si po jasnej twarzy. Oto mao wiedzca ciekawo... 
Oto pierwszy promyczek wraenia sunie si po brwiach, przyciska rzsy i zmierza 
ku wargom, aeby je zgi do miego umiechu. Te same uczucia, ktre Judym przed chwil 
mia w sobie, widzia teraz na licach nieznajomej. Sprawiao mu to szczer przyjemno. Rad 
by by zapyta, czy si nie myli, i usysza z piknych ust wynurzenie wrae. Nigdy jeszcze w 
yciu nie dowiadcza takiej chci rozmawiania o sztuce i suchania z pilnoci, co sdzi o 
ulatujcych wraeniach drugi czowiek... 
Tymczasem w drugi czowiek, zajty statu, na ledztwo ani na badacza adnej uwagi nie 
zwraca. 
 Pamitam  rzeka dama w wieku  inn grup z marmuru. Bya to jaka scena mitologiczna. 
Geniusz czy amorek ze skrzydami cauje liczne dziewcztko. Jest to moe cokolwiek 
niewaciwe dla was, moje sroki, ale tak pikne, tak urocze, tak agrable14, tak sensible15... 
Najstarsza z panien podniosa gow i, wysuchawszy caego zdania z uwag, rzeka przerzucajc 
kartki: 
 Co tu zauwayam... L'Amour et Psych... Antoine Canova16. Czy to nie to? 
 A moe i Psyche. Tylko e waham si, czy wam to pokaza  dodaa ciszej. 
 W Paryu! Jestemy teraz w Paryu! Musimy umoczy nogi w pucharze rozpusty...  
szepna brunetka do starej damy w sekrecie przed modszymi towarzyszkami. 
 A co mi tam ty obchodzisz? Ty sobie oczy wypatruj na wszelkie Amory malowane i 
rzebione, ale te oto... 
 Babcia myli, e my rozumiemy cokolwiek...  rzeka z przepyszn min najmodsza.  
Nie wiem tylko, po co tyle czasu traci na ogldanie tych rozmaitych korytarzy z obrazami. 
kiedy na ulicach jest tak bosko, taki Pary! 
 Ale, Wando...  jkna brunetka. 
13  k o p a   synny rzebiarz grecki, yjcy na przeomie IV i III w. p.:e.; mylnie przypisywano mu autorstwo 
posgu Afrodyty, znalezionego na wyspie Milo.
14 A g   a b l e (franc.)  przyjemny. 
15  e   i b l e (franc.) - tu: przemawiajcy do uczucia. 
16 A   o i  e  a  o v a (1757-1822)  synny rzebiarz woski. Mowa o, jego rzebie przedstawiajcej mitologicznych 
kochankw: boga mioci Amora i krlow Psyche. 
7 
 No, pani to rozumie, a ja zupenie nic! Co w tym jest ciekawego? Wszelkie te muzea i 
zbiory zawsze maj w sobie co z trupiarni, tylko s jeszcze nudniejsze. Na przykad... Cluny17. 
Jakie doy, pieczary, kawaki odrapanych murw, cegy, nogi, rce. gnaty... 
 C ty mwisz? 
 No wic nie? Wemy Carnavalet18... Piszczele, paskudne. zakurzone truposze, stare rupiecie 
spod kociow. W dodatku trzeba koo tego chodzi z min uroczyst, nadt, obok 
kadej rzeczy sta kwadrans, udajc; e si patrzy. Albo i tutaj: obrazy, obrazy i obrazy bez 
koca No i te figury... 
 Moje dziecko  wtrcia babka  s to arcydziea, e tak powiem... 
 Wiem, wiem... arcydziea. Ale przecie wszystkie obrazy s do siebie podobne jak dwie 
krople wody: wylakierowane drzewa i goe panny z takimi tutaj... 
 Wando!  krzykny wszystkie trzy towarzyszki z przestrachem, ogldajc si dokoa. 
Judym nie wiedzia, co czyni ze swoj osob. Rozumia, e naleaoby wyj, aby nie sucha 
mowy osb, ktre nie wiedz, e jest Polakiem, ale al mu byo. Czu w sobie nie tylko 
ch, ale nawet odwag wmieszania si do tej rozmowy. Sta bezradnie, wytrzeszczonymi 
oczyma patrzc przed siebie. 
 No to chodmy do tego Amora i Psyche...  rzeka stara dama dwigajc si z aweczki.  
Tylko gdzie to jest  wbij zby w cian... 
 Niech babcia nie zapomina, e dzi jeszcze raz miaymy by w tamtym prawdziwym 
Luwrze19. 
 Cicho mi bd! Czekajcie no... Gdzie jest w Canova? Pamitam, bylimy tam z Januarym... 
Szo si jako... Zaraz... 
 Jeeli panie pozwol, to wska im najblisz drog do Amora... to jest... Antoniego Canovy... 
 rzek dr Tomasz zdejmujc kapelusz i zbliajc si wrd ukonw. 
Na dwik mowy polskiej w jego ustach wszystkie trzy dziewice odruchowo zbliyy si 
do starej damy, jakby si przed zbjc chroniy pod jej skrzyda. 
 Aa...  odezwaa si babka wznoszc gow i mierzc modego czowieka okiem do 
niechtnym.  Dzikuj, bardzo dzikuj... 
 Panie daruj, e gdy si syszy... W Paryu tak rzeczywicie... bardzo, bardzo rzadko...  
plt Judym tracc pewno ng i jzyka. 
 Pan stale w Paryu?  spytaa ostro. 
 Tak. Mieszkam tu od roku. Wicej ni od roku, bo jakie pitnacie miesicy... Nazywam 
si... Judym. Jako lekarz studiuj tutaj pewne... To jest waciwie... 
 Wic mwi pan, e jako lekarz?... 
 Tak jest  mwi dr Tomasz, oburcz chwytajc si wtka rozmowy, pomimo e wycigaa 
na wierzch kwestie tyczce si jego osoby, ktrych nie znosi.  Skoczyem medycyn w 
Warszawie, a obecnie pracuj tutaj w klinikach, w dziedzinie chirurgii. 
 Mio mi pozna pana doktora...  cedzia dama do ozible.  My wojaujemy, jak pan 
widzi, we czwrk z kta w kt. Niewadzka... To moje dwie wnuczki, sieroty, Orszeskie, a 
to ich i moja najmilsza przyjacika, panna Joanna Podborska. 
Judym kania si jeszcze z wrodzonym pltaniem si ng, gdy pani Niewadzka rzeka z 
akcentem ywego interesu w tonie mowy: 
 Znaam, tak, nie myl si, kogo tego nazwiska, pana Judyma czy pann Judymwn, na 
Woyniu bodaj... zdaje si, e to tak, na Woyniu... A pan z jakich okolic? 
17  1 u  y  paac w Paryu (z XV w.) nalecy do opactwa w Cluny. Mieci si w nim synne muzeum, zawierajce 
bogate zbiory z zakresu rzemiosa i sztuki stosowanej, wikszo pochodzi z XIV, XV i XVI w.
18  a   a v a l e  - muzeum historyczne Parya, zawierajce cenne zbiory z okresu rewolucji 1789 . 
19 W tamtym prawdziwym Luwrze - Wanda ma na myli magazyn tej nazwy przy ul. Rivoli. 
8 
Dr Tomasz rad by by uda, e nie syszy tego pytania. Gdy jednak pani Niewadzka zwrcia 
ku niemu wejrzenie, mwi:  Ja pochodz z Warszawy, z samej Warszawy. I z bardzo 
byle jakich Judymw... 
 Dlaczeg to? 
 Ojciec mj by szewcem, a w dodatku lichym szewcem na Ciepej ulicy. Na Ciepej ulicy... 
 powtrzy z kujc satysfakcj. Unikn wreszcie chwiejnego gruntu i grzecznych delikatnoci, 
w czym nie by mocny i czego si w przesadny sposb obawia. Panie umilky i 
posuway si z wolna, rwolegle, szeleszczc sukniami. 
 Bardzo si ciesz, bardzo...  mwia spokojnie pani Niewadzka  e miaam sposobno 
zawarcia tak miej znajomoci. Wic pan zbada tutaj wszelkie dziea sztuki? Zapewne, mieszajc 
stale w Paryu... Jestemy bardzo obowizane... 
 Amor i Psyche bdzie chyba w innym gmachu  rzeka panna Podborska. 
 Tak, w innym... Wyjdziemy na dziedziniec. 
Gdy tam stanli, pani Niewadzka zwrcia si do Judyma i z imitacj uprzejmoci rzeka: 
 Tak ostro pan wymieni zatrudnienie swego ojca, e czuj si prawdziwie upokorzon. 
Zechce mi pan wierzy, e nie miaam intencji pytaniem o jakie tam koligacje sprawi mu 
przykroci. Po prostu nag starej baby, ktra dugo ya i duo ludzi na wiecie widziaa. 
Mio jest, to prawda, zetkn si z czowiekiem, ktrego osoba mwi o dawnych rzeczach, 
ludziach, stosunkach, ale o ile przyjemniej, o ile... przyjemniej... 
 Ojciec pana, ten szewc, robi damskie obuwie czy mskie kamasze?  zapytaa przymruajc 
oczy modsza z panien Orszeskich. 
 Trzewiki, gwnie trzewiki, w do odlegych jedna od drugiej chwilach przytomnoci, 
najczciej bowiem robi po pijanemu awantury, gdzie si dao. 
 No, to ju zupenie w gowie mi si nie mieci, jakim cudem pan zosta lekarzem, i do 
tego  w Paryu! 
Panna Podborska cisna na mwic spojrzenie pene rozpaczliwego wstydu. 
 W tym, co nam pan o sobie wyzna  rzeka stara jejmo  widz duo, duo odwagi. 
Doprawdy, e po raz pierwszy zdarzyo mi si sysze tak mow. Prosz pana doktora, jestem 
stara i rnych ludzi widziaam. Ile razy zdarzyo mi si obcowa z... indywiduami nie 
nalecymi do towarzystwa, z osobami... jednym sowem, z ludmi pochodzcymi ze stanw 
zwanych  susznie czy niesusznie, w to nie wchodz  gminem, to zawsze ci panowie usiowali 
starannie omin kwesti swego rodowodu. Znaam co prawda i takich  mwia jakby z 
pewnym zadumaniem  ktrzy w jakim okresie ycia, zwykle w modoci, przyznawali si z 
emfaz do swego stanu kmiecego czy tam do czego, a pniej nie tylko e ta ich demokratycznie-
chepliwa prawdomwno sza sobie na bory, na lasy, ale prcz tego miejsce jej zajmoway 
jakie herby przylepione do drzwiczek karety, jeli j fortuna postawia przede 
drzwiami mieszkania. 
Judym umiechn si szyderczo, kilka krokw szed w milczeniu, a pniej zwrci si do 
panny Podborskie z pytaniem: 
 Jakie wraenie zrobia na pani Wenus z Milo? 
 Wenus...  rzeka brunetka, jakby j to pytanie zbudzio ze snu przykrego. Twarz jej obla 
rumieniec, wnet znik i skupi si w przelicznych ustach, ktre nieznacznie drgay. 
 Ma calutekie plecy poszarpane, jakby j kto przez cztery dni z rzdu pra ekonomskim 
batem...  rzeka kategorycznie panna Wanda. 
 Przeliczna...  pgosem wymwia panna Natalia, zwracajc w stron Judyma swe 
matowe oczy. Drugi raz doktor mia mono spojrze w te oczy i znowu krtko gocio we 
wszystkich wadzach jego duszy nieuchwytne zatrwoenie. We wzroku tej dziewczyny byo 
co, jakby zimny, niepoyskujcy blask ksiyca, kiedy nad senn ziemi tarcza jego we 
mgach si kryje. 
9 
Panna Podborska oywia si i zaraz twarz jej ukazaa wewntrzne wzruszenie. 
 Jaka ona pikna! jaka prawdziwa! Gdybym w Paryu mieszkaa, przychodziabym do 
niej... no, milion nie milion, ale co tydzie, eby si napatrze. Grecy w ogle stworzyli wiat 
bogw tak cudowny... Goethe... 
Usyszawszy wyraz Goethe Judym dozna niesmaku, czyta bowiem z tego poety co, a 
nadto niegdy. 
Los zdarzy, e stara dama zatrzymaa si w przedsionku prowadzcym do sali Amora i 
Psyche  i niemym znakiem w duych bladych oczach pytaa Judyma o drog. Kiedy si 
znaleziono w obliczu wygaskanej grupy, owego malowida w biaym marmurze, wszyscy 
umilkli. Judym ze smutkiem myla, e waciwie rola jego ju si skoczya. Czu, e wyrwawszy 
si z wiadomoci o papie z Ciepej nie moe towarzyszy tym paniom i szuka ich 
znajomoci. Znowu w umyle jego przesun si pokj na Wolterze20 i stara, wstrtna ona 
concierge'a21 ze swymi wiekuistymi pytaniami bez sensu. W chwili kiedy najbardziej nie 
wiedzia, co czyni, i nie by pewny, w jaki sposb wypada si rozsta, pani Niewadzka jakby 
zgadujc, o czym myli, rzeka: 
 Wybieramy si do Wersalu22. Chciaybymy zobaczy okolice, by po drodze w Svres23, 
w Saint-Cloud24... Te wartogowy pdziyby z miejsca na miejsce dzie i noc, a ja formalnie 
upadam. Czy jedzie pan do Wersalu? Jak wygodniej? Kolej? Pisz tu o jakim tramwaju 
pneumatycznym25. Czy to co lepszego ni pocig? 
 W Wersalu byem dwa razy tym wanie tramwajem, ktry wyda mi si bardzo dogodny. 
Idzie wprawdzie wolno, pewnie dwa razy wolniej ni wagon kolejowy, ale za to daje mono 
obserwowania okolicy i Sekwany. 
 A wic jedziemy tramwajem!  zawyrokowaa panna Wanda. 
 O ktreje godzinie wychodzi std ten  z u p i  a k? 
 Nie pamitam, prosz pani, ale to tak atwo si dowiedzie. Stacja gwna mieci si tu 
obok Luwru. Jeeli panie pozwol... 
 O! czyli miaybymy pana trudzi... 
 Ale dowie si pan, co to szkodzi, moja babciu. Pan tutejszy, paryanin...  deklamowaa 
panna Wanda odrobin parodiujc ton mowy Judyma. 
Tomasz kaniajc si odszed i zadowolony, jakby mu si przytrafio co niesychanie pomylnego, 
bieg pdem ku stacji tramwajowej na Quai du Louvre. W mgnieniu oka wyszuka 
konduktora, wbi sobie w gow wszystkie godziny oraz minuty i wraca prostujc si co 
chwila i poprawiajc krawat... Kiedy zawiadamia te panie o terminie odjazdu i udziela im 
wskazwek, jak si kierowa w Wersalu, panna Wanda wypalia: 
 A wic jedziemy do Wersalu. Bagatela! Do samego Wersalu... Jedziemy tramwajem jakim 
tam  a pan z nami. 
Zanim Judym zdoa zebra myli, dodaa: 
 Ju babcia orzeka, e malgr tout26 moe pan jecha... 
 Wanda!  z rozpacz prawie zgrzytna pani Niewadzka rumienic si jak dziewcztko. 
Po chwili zwrcia si do Judyma i usiowaa wywoa przyjazny umiech na drce jeszcze 
wargi: 
20 N a W o l  e  z e  na bulwarze Woltera. 
21  o   i e  g e (franc.)  dozorca. 
22 W e   a 1  wspaniay paac i park pod Paryem z epoki Ludwika XIV, stanowi do . 1789 rezydencj krlw 
francuskich. Od czasw Ludwika Filipa znajduje si tam muzeum historyczne.
23   v  e   miasteczko pod Paryem, w ktrym miecia si synna fabryka porcelany. 
24  a i  - l o u d  dawna rezydencja cesarza Napoleona III, ogromny park, otaczajcy paac krlewski, sta 
si dla paryan popularnym miejscem wycieczek.
25   a m w a j p  e u m a  y  z  y  dawny typ tramwaju poruszanego spronym powietrzem. 
26 M a l g    o u  (franc.)  mimo wszystko. 
10 
 Widzi pan, co to za diabe czubaty, cho ju dopomina si o dug sukni.. 
 Czy istotnie pozwoliyby panie towarzyszy sobie do Wersalu? 
 Nie miaabym prosi pana, bo to moe przerwie zajcia, ale byoby nam bardzo przyjemnie. 
 Bynajmniej... Bybym wielce szczliwy... Tak dawno...  bka Judym. 
 Panie, o dziesitej!  rzeka do niego panna Wanda z palcem wzniesionym do gry i wykonujc 
oczami cay szereg plastycznych znakw porozumienia. 
Doktor ju lubi t dziewczyn zupenie jak dobrego kolek, z ktrym mona papla bez 
miary o wszystkich rzeczach i niektrych innych. Trzy osoby starsze od panny Wandy zachowyway 
niezgrabne milczenie. Judym czu, e wtargn do towarzystwa tych pa. Rozumia 
sw niszo spoeczn i to, e jest w tej samej chwili szewskim synem tudzie aspirantem do 
towarzystwa. Odrnia w sobie te obydwie substancje i do krwi gryz doln warg. 
Po obejrzeniu medalionw Dawida dAngers27, z ktrych kilka wnioso do serc obecnych 
co jak gdyby modlitw, wycofano si z muzeum na dziedziniec, a stamtd na ulic. 
Stara pani przywoaa fiakra i owiadczya swoim pannom, e jad do sklepw. Judym poegna 
je z elegancj, ktrej w tym wanie momencie pierwszy raz w yciu zaywa  i oddali 
si. Na pitrze omnibusu dcego w stron Vincennes wpad w gbokie i misterne rozmylania. 
Byo to w jego yciu zdarzenie kapitalne, co w rodzaju otrzymania patentu albo 
fabrykacji pierwszej samoistnej recepty. Nigdy jeszcze nie zblia si do takich kobiet. Mija 
je tylko nieraz na ulicy, widywa czasem w powozach i marzy o nich z nieugaszon tsknot, 
w skrytoci ducha, do ktrej nie ma przystpu myl kontrolujca. Jake czsto, bdc uczniem 
i studentem, zazdroci lokajom ich prawa przypatrywania si tym istotom cielesnym, a przecie 
tak podobnym do cudnych kwiatw zamknitych w czarownym ogrodzie. Zarazem przyszy 
mu na myl jego kobiety: krewne, znajome, kochanki... Kada mniej lub wicej podobna 
do mczyzny z ruchw, z ordynarnoci, z instynktw. Myl o tym bya tak wstrtn, e 
przymkn oczy i z najgbsz radoci sucha szelestu sukien, ktrego jeszcze uszy jego byy 
pene. Kady bystry ruch nogi wysmukych panien by jak drgnienie muzyczne. Poyski licznych 
mantylek, rkawiczek, lekkich krez otaczajcych szyje, rozniecay w nim jakie szczeglne, 
nie tyle namitne, ile estetyczne wzruszenie. 
Nazajutrz wsta wczeniej ni zwykle i z wielkim krytycyzmem zbada sw garderob we 
wszelkich jej postaciach. Okoo dziewitej wyszed z domu, a e czasu byo jeszcze a nadto, 
postanowi i piechot. 
Przeciskajc si wrd tumu, rozmyla o dyskursie, jakim bawi bdzie te panie, ukada 
w myli cae dialogi nad wyraz wdziczne, a nawet flirtowa w imaginacji, co a do owej 
chwili poczytywa by za plugastwo. Przy stacji tramwajw byo pusto. Judym zatrzyma si 
pod jednym z drzew i peen niepokoju oczekiwa przybycia wczorajszych znajomych. Co 
chwila rozlega si ryk statkw nurzajcych si w falach Sekwany, wrza turkot omnibusw na 
mostach i przylegych ulicach. Po tamtej stronie rzeki wybia gdzie czystym dwikiem godzina 
dziesita. Judym sucha tego gosu jakby uroczystego sowa zapewnienia, e pikne 
istoty nie przyjd, e nie przyjd dlatego mianowicie, e on ich oczekuje. On, Tomasz Judym, 
Tomek Judym z Ciepej ulicy. 
Sta tak, patrzc na szar, cik wod i szepta do siebie:  Ulica Ciepa, ulica Ciepa... 
Byo mu nad wszelki wyraz gupio, jako niesmacznie i gorzko. W dalekim kracu przelotnego 
wspomnienia snu si obraz brudnej kamienicy... 
Podnis gow i otrzsn si. Obok niego przesuwali si ludzie wszelkiego typu, a midzy 
innymi wdrowny herold Intransigeanta28 dwigajcy na wysokim drgu tre ostatniego 
27 J e a  P i e   e D a v i d d'A  g e   (1788-1856)  rzebiarz francuski, znakomity portrecista; wykona 
m.in. znany z licznych reprodukcji medalion z podobizn Mickiewicza.
28 I    a   i g e a  t  Nieprzejednany, dziennik wychodzcy w Paryu od . 1880 do . 1940, reprezentowa 
pocztkowo pogldy republikaskie, pniej wyranie prawicowe i nacjonalistyczne. 
11 
numeru tej gazety przyklejon do poprzecznej deski. W owej chwili roznosiciel spuci ogoszenie 
na d, wspar si na jego kiju i gawdzi ze znajomym. Tytu gazety skojarzy si w 
umyle Judyma z przernymi mylami, w ktrych szeregu bkao si uprzykrzone, niemie, 
bolesne prawie pojcie: ulica Ciepa, ulica Ciepa... 
O rodzinie swej, o warunkach, w jakich ywot jej upywa, myla w owej chwili niby o 
czym niezmiernie obcym, niby o typie pewnej familii maomieszczaskiej, ktra ndzn egzystencj 
swoj pdzia za panowania krla Jana Kazimierza. Te damy, ktre zobaczy dnia 
poprzedniego, stay si dla tak szybko istotami bliskimi, siostrzanymi, przez wykwintno 
swych cia, sukien, ruchw i mowy. al mu byo, e nie przychodz, i prawie nieznonie na 
sam myl, e mog nie przyj wcale. Jeeli tak bdzie, to dlatego, e z tych szewcw wiedzie 
swj rodowd... 
Postanowi jecha do Wersalu, ukoni si im z daleka i wymin... C go mog obchodzi 
jakie panny z arystokracji czy tam z czego? Chciaby tylko zobaczy raz jeszcze, 
przyjrze si, jak toto chodzi, jak patrzy na byle obraz ciekawymi oczami... 
Juci  myla gapic si na wod  juci jestem cham, to nie ma co... Czyli umiem si 
bawi, czym kiedy pomyla o tym, jak naley si bawi? Grek poow ycia przepdza na 
umiejtnej zabawie. Woch redniowieczny udoskonali sztuk prnowania, to samo takie 
kobiety... Ja bym si zabawi na wycieczce, ale z kim? Z kobietami mego stanu, z jakimi, 
przypuszczam, pannami miastowymi, ze studentkami, z biaogowami jednym sowem, co 
si nazywa. Ale z tymi! To jest tak jakby wiek dziewitnasty, podczas kiedy ja yj jeszcze z 
prapradziadkami na pocztku osiemnastego. Nie posiadam sztuki rozmawiania, zupenie jakby 
pisarz prowentowy chcia ukada dialogi  la Lukian29, dlatego e umie pisa pirem... Nie 
bawibym si, tylko bym dba, eby nie zrobi czego z szewska. Moe to i lepiej... Ach, jak 
to dziwnie... Kada z tych bab tak jako ywo interesuje czowieka, kada, nawet ta stara, to 
istota nowoczesna, wyobrazicielka tego, co tytuujemy kultur. A ja, c ja... szewczyna... 
 Nie powiedziaam, e doktorek bdzie ju na nas czeka! zawoaa tu za nim panna 
Wanda. 
Judym odwrci si prdko i ujrza przed sob wszystkie cztery znajome. Twarze ich byy 
wesoe. Wrd miej rozmowy panie wdrapay si na imperial, Judym z precyzj windowa 
tam babci. Gdy si znalazy tak wysoko, przed oczyma ich ukazaa si ruchliwa to Sekwany. 
Pdzia midzy granitowymi brzegi zdyszana, udrczona, jakby w ostatnim wysiku robia 
bokami. Nieczysta, zgstniaa, bura, prawie ciemna woda, w ktrej chlupay parostatki ryczc 
co chwila, sprawiaa smutne wraenie, jak niewolnica, ktrej szczupe rce obracaj cikie 
arna. 
 Jaka maa, jaka wska...  mwia panna Joanna.  Phi!... wyglda jak wnuczka Wisy! 
 Zupena karykatura Izary30...  rzeka panna Natalia. 
 To prawda! Panno Netko, pamita pani Izark. Izuni nasz jasnozielon, czyst jak za... 
 unosia si panna Wanda. 
 Ech, jak za...  wtrci Judym. 
 Co, nie wierzy pan! Babciu, ten pan formalnie wyzna, e nie wierzy w czysto Izary. 
 Rzeczywicie, jaka to okropna woda!  mwia wiekowa dama usiujc zamaza co 
prdzej ostatnie sowa panny Wandy, ktre nie wiedzie czemu wywoay rumieniec jak 
przelotny oboczek na twarzy panny Netki. 
W chwili kiedy Judym zamierza speni co statystycznie-uczonego o wodzie Sekwany, 
tramwaj bekn przecigle i wyginajc swe wagony na zwrotnicach, niby czonki dugiego 
29 D i a 1 o g i  la L u k i a   Lukian z Samosaty (II w..e.), grecki pisarz i filozof, by autorem dzie: Dialogi 
bogw i Dialogi 
umarych. 
30 I z a  a  prawy dopyw Dunaju, rda ma w Alpach Tyrolskich, przepywa przez grn Bawari w pobliu 
Monachium. 
12 
cielska, posun si wzdu brzegu czarnej rzeki. Gazie kasztanw z dugimi limi koysay 
si tu obok twarzy jadcych. Sadza i ostre pyy miejskie wary si ju w jasn zielono 
mikkich powierzchni i obczyy je z wolna jak gdyby w nied rudaw. Dzie by chmurny. 
Co chwila przemykay si nad okolic ju to gbokie cienie obokw, ju popielate wiato 
zaspionego przedpoudnia. Ale nikt na to uwagi nie zwraca, gdy przycigay wszystkich 
domki z rowego kamienia na przedmiejskich ulicach. 
 C to za kamienie? Co za kamienie, panie, panie?  nastawaa panna Wanda. Zanim 
jednak zdy zebra myli, ju mu daa pokj, z umiechem zwracajc gow w przeciwn 
stron. Nad ogrodami, ktre ze wzgrza zbiegay tam ku rzece, unosi si i wypenia cae 
powietrze zapach r upajajcy, rozkoszny... Gdzieniegdzie midzy drzewami wida byo 
ogromne rabaty przebijajce si na zewntrz zielonej zasony pomieniem psowej i tej 
barwy. Judym obserwowa twarze swych pa. Wszystkie nie wyczajc staruszki byy jakby 
natchnione. Zwracay si mimo chci w kierunku rda przelicznej woni i z przymknitymi 
powiekami, z umiechem na wargach wcigay j nozdrzami. Szczeglniej twarz panny Natalii 
przykuwaa w owej chwili jego uwag. Ta istota, pochonita przez zapach rany, zdawaa 
si by niby jasny motyl, dla ktrego ten kwiat zosta stworzony i ktry sam jeden ma do niego 
tajemnicze prawo. 
Spomidzy ogrodw wydzieray si tu i wdzie sczerniae mury i kominy fabryk, podobne 
do wstrtnego kaduba i obmierzych czonkw jakiego pasoyta, ktry z brudu si rodzi i 
nim yje. Nad wod i daleko wzdu brzegu wloky si domy przedmiecia biedne, ordynarne 
i mae. W pewnym miejscu otworzy si przed wzrokiem, jak czelu, skad wgla roztrzsajcy 
na ssiednie ciany, drzwi i okna swj czarny oddech. Daleko w przestrzeni wida byo 
przymglony las Meudon. 
 C pani si najbardziej podobao w Paryu?  rzuci Judym do panny Natalii, ktra 
obok niego siedziaa. 
Byo to jedno z zapyta przygotowanych jeszcze wczoraj, jak lekcja. 
 W Paryu?  mwia rozcigajc ten wyraz z umiechem na licznych wargach.  Podoba 
mi si, to jest sprawia mi przyjemno, wszystko... Ruch, ycie... Jest to jak burza! Na 
przykad w okolicy Gare Saint-Lazare  nie wiem, jak si ta ulica nazywa  gdy si jedzie w 
powozie i gdy si widzi tych ludzi pdzcych trotuarami, te fale, fale... Huczca powd... 
Raz widziaam powd okropn u stryja, w grach. Woda nagle wezbraa... Wtedy chciao si 
woa na ni: wyej, prdzej, le! Tu to samo... 
 A pani?  zapyta Judym pann Wand. 
 Mnie... to samo...  mwia prdko  a oprcz tego Louvre. Tylko nie ten malowany. 
Fe!... Wie pan, tamten. Teraz, rozumie si, skieruje pan swoje pytanie do ciotki Joasi, chocia 
od niej trzeba byo zacz, bo ona jest nauczycielk i kochaneczk. Widzi jegomo  
maa rzecz a wstyd. Ot ja panu powiem. Pannie Joasi podoba si primo Rybak31, secundo 
Myl,   z e  i o Wenus,  z w a   o... Zreszt nam si wszystkim ogromnie podoba i 
Rybak, i Myl... Babci... 
 C to za myl? 
 To pan tego nawet nie wie! A wiecie co... Myl wymalowana w nowym ratuszu. Z zamknitymi 
oczami, chuda, moda, dla mnie osobicie wcale nieadna. 
 Ach, w ratuszu... 
 W ratuszu, ach... Teraz Rybak w galerii jakiej to?... 
 Wanie ciekawi jestemy, w jakiej? O to nam tylko chodzi... w jakiej...  wtrcia babka. 
31 R y b a k  synny obraz malarza francuskiego, Puvis de Chavannes (1824-1898); jego waciwy tytu: Le 
pauvre pcheur (Ubogi rybak). 
13 
 Zaraz... Myli babunia, e takiego gupstwa nie wiem. O, przeprasza si delikatnie szanown 
publiczno: za Sekwan, w tym ogrodzie, gdzie to woda i te kaczki z czubami... 
 Luksemburskim...  szepna panna Natalia. 
 W Ogrodzie Luksemburskim! 
 Zna pan Rybaka Puvis de Chavannesa?  rzeka panna Podborska. 
 Rybaka? nie przypominam sobie,.. 
 Taki z pana znawca i paryanin  drwia panna Wanda wydymajc wargi ze wzgard. 
 Albo to ja jestem znawca i paryanin? Ja jestem pospolity chirurg... 
Kiedy to mwi, ukaza mu si obraz, o ktrym bya mowa. Widzia go przed rokiem i uderzony 
niewypowiedzian si tego arcydziea zachowa je w pamici. Z czasem wszystko, co 
stanowi samo malowido, szczegln rozwiewno barw, rysunek figur i pejzau, prostot 
rodkw i ca jakby fabu utworu, przywaliy inne rzeczy i zostao tylko czujce wiedzenie o 
czym nad wszelki wyraz bolesnym. Wspomnienie owo byo jak mtne echo czyjej krzywdy, 
jakiej haby bezprzykadnej, ktrej nie bylimy winni, a ktra przecie zdaje si woa na nas 
z ziemi dlatego tylko, e bylimy jej wiadkami. Panna Joanna, ktra rzucia pytanie o Rybaka, 
siedziaa na kocu awki za obydwiema panienkami i babci. Czekajc odpowiedzi wychylia 
si troch i uwanie przygldaa Judymowi. Ten, z koniecznoci, patrzc w te oczy 
jasne, prawdziwie jasne, podniecony ich wynurzeniem zachwytu, ktre zastpowao w zupenoci 
tysic sw opisu ptna Puvis de Chavannesa, zacz przypomina sobie nawet barwy, 
nawet pejza. Uniesienie tych oczu zdawao si przytacza mu obraz, podpowiada dawno 
zatarte wraenie. Tak, pamita... Chudy czowiek, a waciwie nie czowiek, lecz antropoid32 
z przedmiecia wielkiej stolicy, obrosy kakami, w koszuli, ktra si na nim ze staroci rozlaza, 
w portkach wiszcych na spiczastych kociach bioder, sta znowu przed nim ze sw podrywk 
zanurzon w wod. Oczy jego spoczywaj niby to na pakach trzymajcych siatk, a 
jednak widz kadego czowieka, ktry przechodzi. Nie szukaj wspczucia, ktrego nie ma. 
Ani si al, ani pacz. Oto jest poytek wasz ze wszystkich si moich, z ducha mojego...  
mwi doy jego oczu zapadych. Stoi tam ten wyobraziciel kultury wiata, przeraajcy produkt 
ludzkoci. Judym przypomnia sobie nawet uczucie zdumienia, jakie go zdjo, gdy sysza 
i widzia wraenie innych osb przed tym obrazem. Skupiay si tam tumy wielkich dam, 
strojnych i pachncych dziewic, mczyzn w mikkie szaty odzianych. I tum ten wzdycha. 
zy ciche pyny z oczu tych, ktrzy tam przyszli obarczeni upami. Posuszni rozkazowi 
niemiertelnej sztuki przez chwil czuli, jak yj i co stwarzaj na ziemi. 
 Tak  rzek Judym  prawda, widziaem ten obraz Puvis de Chavannesa w Galerii Luksemburskiej. 
Panna Joanna cofna si za rami pani Niewadzkiej. Doktor ujrza tylko jej biae czoo 
otoczone ciemnymi wosami. 
 Jak tam panna Netka beczaa... Jak beczaa!...  szepna Judymowi panna Wanda prawie 
do ucha.  Zreszt my wszystkie... Mnie samej leciay z oczu zy takie ogromne jak groch z 
kapust. 
 Ja nie mam zwyczaju...  umiechna si panna Natalia. 
 Nie?  spyta doktor, leniwie mierzc j wzrokiem. 
 Bardzo mi al byo tego czowieka, szczeglniej tych jego dzieci, ony... Wszystko to takie 
chude, jakby wystrugane z patykw, podobne do suchych witek chrustu na pastwisku...  
mwia rumienic si, a jednoczenie z umiechem przymykajc oczy. 
 Ten Rybak zupenie podobny jest do Pana Jezusa, ale to jak dwie krople wody. Niech 
babcia powie... 
32 A    o p o i d  mapa czekoksztatna. 
14 
 Rybak? A tak, podobny, istotnie...  mwia stara pani, zajta rozpatrywaniem krajobrazu. 
Tramwaj wjecha w ulic miasteczka Sevres i zatrzyma si przed pitrowym domem. Podrni 
z imperialu mogli zajrze wprost do numerw austerii33. Nie by to widok dla panien. 
Pijany onierz, w kepi na bakier, obejmowa wp wstrtn dziewczyn i para ta wychyliwszy 
si z okna robia do jadcych mapie miny. Na szczcie tramwaj puci si w dalsz drog. 
Ledwie wydosta si za ostatnie domy mieciny, na pust i smutn przestrze w szczerym 
polu, ciemnio si raptem. Zerwa si ostry wiatr. Las najbliszy oblk si w jak szar 
ciemno i wkrtce gsty, gruby deszcz sypn jak ziarno. W wagonach powstaa panika. 
Smugi deszczu wdzieray si pod daszek tnc z boku i zaleway awki. Wszystkie panie zbiy 
si w gromadk i w miejscu najbardziej zasonitym otuliy si sukniami, ile mogy. Judym po 
rycersku osania je od deszczu swoj figur. Gdy tak sta, plecami wsparty o porcz, zauway 
wysunit z gbi mnstwa skupionych sukien czyj nk. Stopa w pytkim lakierowanym 
pantofelku na wysokim obcasie wspieraa si o elazny prt balustrady, a wysmuka noga 
w czarnej, jedwabnej poczosze odsonita bya daleko. Judym przemyliwa, komu naley 
przypisa ten uroczy widok. Poczytywa go za wynik trafu i nieuwagi, tote lka si wznie 
oczy i tylko z cienia rzs spenia zodziejstwo z wamaniem si i premedytacj. Pocig 
wszed w olbrzymi alej wersalsk. Rozrose, odwieczne drzewa zasoniy nieco podrnych 
od deszczu. Panie staray si jako tako otrzsn i wygadzi swe szaty. liczna nka nie 
znikaa. Krople deszczu pryskay na byszczc skr strcajc niby uderzeniami palcw lekki 
py z krtkiej przyszwy i giny w mikkim jedwabiu. Judym wiedzia ju teraz, czyja to wasno. 
Podnis oczy na twarz panny Natalii i uczu, jak zatapiaj si w nim zimne ky rozkoszy. 
Panienka miaa, jak zwykle, oczy spuszczone. Czasami tylko jej brwi, dwie linijki nieznacznie 
zgite, unosiy si nieco wyej niby dwie dwignie cignce do gry uparte powieki. 
Na wargach, z ktrych dolna bya leciutko odchylona, sta umiech nieopisany, umiech peen 
jadu i swawoli. 
Ach, tak...  myla Judym przypatrujc si tej twarzy szczeglnej. 
Panna Natalia wyczua wzrok jego. Barwa jej policzkw przesza w blado, ktra, zdawao 
si, roztopia w sobie umiech otaczajcy usta. Wwczas jeszcze bardziej modrymi stay 
si cienie dokoa zamknitych oczu i ostrzejsz linia chrzstkowatego nosa. 
Tramwaj zajecha do szybko na plac przed paacem wersalskim i podrni spiesznie opucili 
jego obmok grn platform. Doktor zdoby i utorowa dla swych towarzyszek miejsce 
w maej budce stacyjnej, gdzie wbio si tyle osb, e literalnie trudno byo poruszy rk. 
Zdarzyo si, e doktor Tomasz sta za plecami panien Joanny i Natalii. Reszta pasaerw 
tramwaju toczc si do budyneczku w rejteradzie przed deszczem wprost zoya ciao ostatniej 
z tych panien na piersiach Judyma. Twarz jej znajdowaa si tu obok jego wsw. Rozstrzpione 
przez mod i deszcz powe wosy panny Natalii snuy si po jego twarzy, ustach, 
oczach, wywoujc wstrzsajce dreszcze. W caym zgromadzeniu panowao milczenie. Przerywa 
je tylko ciki oddech jakiego astmatycznego grubasa. Dreszcz nieprzerwanymi strugami, 
z chlupaniem cieka z daszka i zasania otwarte drzwi jakby ciemn kotar. 
W pewnej chwili panna Natalia usiowaa poruszy si, ale tylko lewym ramieniem opara 
si na barku Judyma. Wwczas jeszcze wyraniej zarysowa si przed jego rozmarzonymi 
oczyma profil jej twarzy. Chciaa o czym mwi, ale tylko umiechna si prdko... W pewnej 
chwili uniosa wiecznie spuszczonych powiek i przez moment czasu miao, badawczo, 
upajajco patrzaa mu w oczy. 
Tu obok drzwi staa pani Niewadzka. Miaa najwicej ze wszystkich powietrza, a mimo to 
dech jej by ciki, a twarz mocno czerwona. 
33 A u   e  i a  gospoda. 
15 
 Wiecie wy, moje pannice  rzeka swym szeptem dononym  e wolaabym mokn na 
deszczu, niyka oddechu tych m a   z a  d e w e   w. 
 Skde babcia wie, e to s marchands de vin34? 
 Bagatela!  rzeka staruszka byskajc wypukymi oczyma.  Dm mi wprost na twarz 
dwie skwaniae piwnice i jeszcze si bdzie pytaa, skd wiem... 
Mwia to do panny Wandy, ale Judym sysza ich rozmow. Co do niego, to nie mia 
wcale zamiaru przekada deszczu nad cisk w lokalu tramwajowym. Rzek jednak do pani 
Niewadzkiej po polsku: 
 Moglibymy rzeczywicie prdko przeby plac. To blisko... Ale panie zmokn... Nie 
mamy nawet parasola... 
Mwic te sowa poda si nieco naprzd, jak gdyby mia zamiar wyprowadzi starsz pani 
z tumu. Wtedy cae jego ciao zetkno si z ciaem panny Natalii, odzianym w delikatne, 
wiotkie suknie. Rozpomienionymi oczyma wpatrywa si w blade, zimne, kamienne rysy 
twarzy o spuszczonych powiekach. 
Deszcz z wolna ustawa i tylko z rynny ssiedniego domu zlewaa si z nieustajcym gonym 
szelestem struga wody. Kilku mczyzn uzbrojonych w parasole wysuno si z domku. 
Wolnego miejsca przybyo, a mimo to panna Natalia przez zachwycajc chwil nie zmieniaa 
swej sytuacji. Wreszcie i ona posuna si ku drzwiom w lad za modsz siostr, ktra ju 
przez wyciganie rk na zewntrz drzwi badaa, czy deszcz jeszcze pada. Nim usta zupenie, 
zawieci na chwil wesoy blask soca. Kamienie pochyego placu migotay jakby obsypane 
szkem tuczonym, a widok ten wywabi wszystkich z ciasnej nory. Judym poda rami babci i 
cae towarzystwo szybko podyo ku paacowi. W dugich i wielkich salach, wobec cian 
zawieszonych historycznymi malowidami, jednolita gromadka jak gdyby si rozdzielia. 
Kada z osb przypatrywaa si na swoj mod lichym ptnom niszego pitra. Wkrtce te 
malunki poczy nuy. Judym szed jak gdyby przez dugie, dugie strzyone aleje i martwi 
si bezwiednie, e koca ich  ani ladu. By ju zreszt w Wersalu, wic ani komnaty krlewskie, 
ani sala lustrzana nie zaciekawiay go bardzo. Stpa wolno po prawicy starej damy, 
ktra stawaa co kilka krokw i przykadajc do oczu lornetk na dugiej rczce szyldkretowej 
niby to obserwowaa malowida. Szereg bitw napoleoskich, tumy wojska, teatralne twarze i 
gesty wodzw, dzikie spienione rumaki  przesuway si w oczach doktora jakby szeregi odlegych, 
modzieczych roje. Gdzie daleko zatrzymano si przed biaym, marmurowym posgiem 
umierajcego Korsykanina. Kiedy cae towarzystwo wracao z tamtej okolicy paacu i 
kiedy znowu mijano sale pene batalii, stara pani uja wp pann Joann i rzeka: 
 Jestemy daleko std, w wiecie bohaterw... Marzymy, marzymy. 
Panna Joanna zarumienia si, a raczej sczerwienia si, i zmiszana bkaa: 
 Nie.. ale gdzie tam!... co znowu!... Ja tylko tak sobie... 
Od tej chwili, pomimo e Judym bardzo niewidocznie j ledzi, trzymaa si na wodzy i 
usiowaa spdzi z twarzy histori doznanych wrae. Szczegowo zwiedzono apartamenty 
krlewskie. Gdy ju pani Niewadzka z min bardzo uroczyst wysuchaa wszystkiego, co jej 
rozpowiada z nadzwyczaj plastycznymi ruchami oprowadzajcy szwajcar, i gdy obszedszy 
mae saloniki skierowaa swe towarzystwo ku wyjciu, panna Wanda obejrzaa si poza siebie 
i sykna: 
 Panno Netko, idziemy! 
Judym poszed za wzrokiem najmodszej z dziewic i przypatrzy si pannie Joannie. Staa 
oparta o jedno z niewielkich krzese, kryte nikym bkitnawym adamaszkiem, i patrzya w 
okno. Wyraz twarzy jej by tak dziwny, e Judym wstrzyma si mimo woli. Pniej zbliy 
si do niej i rzek nawizujc myl do tego, co portier mwi przed chwil: 
34 M a   h a  d  d e v i  (franc.)  handlarze wina. 
16 
 Myli pani o Marii Antoninie35? 
Spojrzaa na niego z zakopotaniem, jak osoba ujta na gorcym uczynku, i wahajcym si 
gosem mwia: 
 Wida std, przez to okno, wielki dziedziniec i bram. Tamtdy... Tamtdy wdar si 
motoch. Pijane kobiety, mczyni uzbrojeni w noe. Maria Antonina widziaa z tego okna! 
Doznaam tak dziwnego wraenia... Cay ten straszny tum krzycza: mier Austriaczce! I 
tdy, tymi drzwiami ucieka, tdy ucieka... 
 Panno Joasiu...  nawoywano. 
 Ale wspomniaa pani o wraeniu. 
 Wspomniaam o wraeniu...  mwia spuszczajc oczy i blednc jeszcze bardziej.  My, 
prosz pana, jestemy bardzo tchrzliwe. Boimy si nie tylko na jawie, ale i w tak zwanych 
marzeniach. Ja zlkam si bardzo tego motochu, o ktrym wanie mylaam. 
 Motochu?  mwi Judym. 
 Tak... To jest krzyku ich. Zlkam si, sama nie wiem, czego takiego... 
Podniosa oczy niewinne, o przedziwnym jakim wyrazie strachu czy boleci. Jeszcze raz 
rzucia na mae izdebki wejrzenie pene serdecznego alu i posza prdko za towarzyszkami. 
W powrocie z Wersalu do Parya kolej zatrzymano si w Saint-Cloud. Stanwszy na 
wzgrzu, tu za dworcem kolejowym, panny wyday okrzyk. U ng ich leaa, cignc si w 
gb kraju i gubic w rudych mgach, pustynia kamienna:  Pary. Barwa jej bya czerwonawa, 
rya, tu i wdzie rozdarta przez dziwaczny znak ciemny, przez uk Tryumfalny, wiee 
kocioa Notre-Dame albo wie Eiffla. Z kracw niedocigych dla oka mgy zabarwiay si 
bkitnawymi smugi. Stamtd pyny dymy fabryczne snujc si z kominw podobnych w 
dali do grubych biczysk. Te baty pdz rozrost pustyni. Odgos jej ycia tam nie dochodzi. 
Wydawao si, e skonaa i zastyga w swej kamiennej, chropawej formie. Jakie dziwne 
wzruszenie ogarno przybyych, wzruszenie takie, jakiego dowiadcza si tylko na widok 
wielkich zjawisk przyrody: w grach, pord lodowcw albo nad morzem. 
Judym siedzia obok panny Tali, ale nawet o tym ssiedztwie zapomnia. Ton oczyma w 
Paryu. W gowie jego przegryzay si myli bez zwizku, wasne, niepodzielne, niej wiadomoci 
stojce postrzeenia, z ktrych si zwierzy czowiek nie jest w monoci. Wtem 
zada sobie wyrane pytanie: 
Dlaczeg tamta powiedziaa, e si zlka wyjrzawszy oknem z sypialni Marii Antoniny? 
Oderwa oczy od widoku miasta i chcia znowu przypatrze si pannie Joasi. Teraz dopiero 
lepiej zauway, jaki jest jej profil. Broda miaa ksztat czysto sarmacki czy kaukaski36. Wysuwaa 
si nieco, a w taki sposb, e midzy ni i doln lini nosa tworzya si jakby przeliczna 
parabola, w gbi ktrej kwity rowe usta. Gdy tylko rysy twarzy rozwidnia blask 
wraenia, w mgnieniu oka wargi staway si ywym ogniskiem. Wyraz ich zmienia si, potnia 
albo przygasa, ale zawsze mia w sobie jak szczegln si prawdziwej ekspresji. 
Patrzcemu przychodzia do gowy myl uparta, e nawet impuls zbrodniczy odzwierciedliby 
si w tej twarzy z tak sam szczeroci jak rado na widok rozkwitych irysw, wesoych 
barw krajobrazu, dziwnych fantazji malarskich, a rwnie na widok pospolitych przedmiotw. 
Wida byo, e kada rzecz staje wobec tych oczu jako zjawisko naturalne i dobre. Czasami 
jednak przebijaa si w nich zmczona niech i umiech zabity. Ale i w tym byo co dziecicego: 
szczero, szybko i potga. 
Jak wyraz twarzy, tak samo ruchy panny Joanny miay w sobie co... niepodobnego... Jeeli 
chciaa odda sowami to, co czua, bardzo ywo, prdko, na mgnienie oka wznosia rce, a 
35 M a  i a A   o  i  a  ona Ludwika XVI, crka Marii Teresy, cesarzowej austriackiej; znienawidzona 
przez lud francuski, zastaa w czasie rewolucji cita na gilotynie (1793).
36 K  z  a  ... k a u k a  k i  w dawnej terminologii ras bia nazywano kaukask 
17 
przynajmniej brwi, jakby uciszaa wszystko zdolne zaguszy ow melodi jej myli, wyrazw, 
umiechw i porusze ciaa. 
Kogo ona przypomina?  myla doktor, od niechcenia patrzc na jej czoo i oczy.  Czym 
jej nie widzia gdzie w Warszawie? 
I oto przyszo mu do gowy mie a nielogiczne notabene37, e j przecie widzia wczorajszego 
dnia przed tym biaym umiechnitym posgiem... 
Na dworcu Saint-Lazare rozsta si z turystkami. 
Stara pani zawiadomia go, e nazajutrz wyjeda ze sw band do Trouville38, a stamtd 
do Anglii. 
Judym poegna je ostentacyjnie i wrci troch znuony do swojej klety. 
37  o  a b e  e (ac.)  dos. zauwa dobrze; tu: w dodatku. 
38   o u v i l l e  port francuski ,nad kanaem La Manche, a zarazem uczszczana pod koniec XIX w. miejscowo 
letniskowa. 
18 
W POCIE CZOA 
Po upywie roku, jednego z ostatnich dni czerwca Judym zbudzi si w Warszawie. Bya 
godzina dziesita rano. Przez uchylone okna wamywa si do pokoju oskot ulicy Widok, 
starodawny, znajomy oskot d  y  d tukcych si o kamienie wielkoci buki chleba. Z dou, 
z wskiego dziedzica, na ktry wychodzia wikszo okien chambres garnies39, gdzie si w 
przeddzie zatrzyma, wloky si ju w gr na skrzydach ciepa rozpraone wapory. Judym 
zerwa si, zbliy do okna i przez szpary midzy jego poowami oglda figur stra z mosin 
blach na czapie, ktry z rodzimym grubiastwem tumaczy co starej damie w czarnej 
mantylce. Modo kipiaa w yach doktora. Czu w sobie upion si, jak czowiek, ktry 
jest u podna wielkiej gry, stawia krok pierwszy, eby wstpi na jej szczyt daleki  i 
wie, e wejdzie. Nie strzsn ze siebie dotd znuenia po drodze Pary-Warszawa, jednym 
tchem odbytej, ale w przeddzie dozna tylu miych uczu, e kazay mu w zupenoci zapomnie 
o sadzy wgla; ktr by przesik. Gdy z okien wagonu widzia krajobraz, wioski z ich 
biaymi chatami, bezbrzene pola, zboa dojrzae nie wyczuwa wielkiej rnicy midzy tym 
krajem a ziemi francusk. Tu i wdzie sterczay dziwne ksztaty fabryk i wskro jasnego nieba 
szy dymy. Do wagonu wsiadali wieniacy bynajmniej nie gupsi od francuskich, czasami 
tak mdrzy, e a mio, rzemielnicy i robotnicy  tacy sami jak francuscy. Suchajc ich rozmw 
mwi do siebie co chwila: A bo to prawda, e jestemy barbarzycami, pazjatami?  
Nieprawda!  Tacymy sami jak kady inny... Walimy naprzd i kwita! eby tu wsadzi jednego 
z drugim, to widziaoby si, czyby i tak potrafili, wycackani przez ich parszywe konstytucje... 
To mie, optymistyczne wraenie Judym przywiz w sobie do miasta, jakby ywy i sodki 
zapach pl rodzinnych. Wyspa si setnie, a teraz pierwszym rzutem oka wita star bud, 
Warszaw. 
Wraz z tym spojrzeniem  przyszli mu na myl krewni. Czu konieczno odwiedzenia ich 
nie tylko z obowizku, ale take dla samego widoku swoich twarzy. Wyszed z hotelu i posuwajc 
si noga za nog zgin w tumie, ktry przepywa chodnikiem ulicy Marszakowskiej. 
Cieszyy go bruki drewniane, rozrost drzewek, ktre ju pewien cie rzucay, nowe domy powstae 
na miejscu dawnych ruder. 
Minwszy ogrd i plac za elazn Bram, by u siebie i przywita najcilejsz ojczyzn 
swoj. Wskimi przejciami, pord kramw, straganw i sklepikw wszed na Krochmaln. 
ar soneczny zalewa ten rynsztok w ksztacie ulicy. Z wskiej szyi midzy Ciep i placem 
wydziela si fetor jak z cmentarza. Po dawnemu roio si tam mrowisko ydowskie. Jak 
dawniej siedziaa na trotuarze stara, schorzaa ydwka sprzedajca gotowany bb, fasol, 
groch i ziarna dyni. Tu i wdzie wczyli si roznosiciele wody sodowej z naczyniami u boku 
i szklankami w rkach. Sam widok takiej szklanki oblepionej zaschym syropem, ktr brudny 
ndzarz trzyma w rce, mg wywoa torsje. Jedna z roznosicielek wody staa pod murem. 
Bya prawie do naga obdarta. Twarz miaa zk i martw. Czekaa w socu, bo ludzie 
tamtdy idcy najbardziej mogli by spragnieni. W rce trzymaa dwie butelki z czerwon 
ciecz, prawdopodobnie z jakim sokiem. Siwe jej wargi co szeptay. Moe sowa zachty do 
39  h a m b  e  g a   i e  (franc.)  pokoje umeblowane do wynajcia 
19 
picia, moe imi Jego, Adonai40, ktry nie moe by przez miertelnych nazywany, moe w 
ndzy i brudzie jak robak wylge  przeklestwo na soce i na ycie... 
Z prawej i lewej strony stay otworem sklepiki, instytucje koczce si niedaleko od proga 
 jak szuflady wyklejone papierem. Na drewnianych pkach leao w takim magazynie za 
jakie trzy ruble papierosw, a bliej drzwi nciy przechodnia gotowane jaja, wdzone ledzie, 
czekolada w tabliczkach i w pontnej formie cukierkw, krajanki sera, biaa marchew, czosnek, 
cebula, ciastka, rzodkiew, groch w strczkach, kuby z koszernymi serdelkami i soje z 
sokiem malinowym do wody. 
W kadym z takich sklepw czerniaa na pododze kupa bota, ktra nawet w upale zachowuje 
waciw jej przyjemn wilgotno. Po tym gnoju pezay dzieci okryte brudnymi achmany 
i same brudne nad wyraz. Kada taka jama bya siedliskiem kilku osb, ktre pdziy 
tam ywot na szwargotaniu i prniactwie. W gbi siedzia zazwyczaj jaki ojciec rodziny, 
zielonkowaty melancholik, ktry od witu do nocy nie rusza si z miejsca i patrzc w ulic 
trawi czas na marzeniu o szwindlach. 
O krok dalej rozwarte okna daway widzie wntrza pracowni, gdzie pod niskimi sufitami 
skracaj swj ywot schyleni mczyni albo zgite kobiety. Tu wida byo warsztat szewski, 
ciemn pieczar, z ktrej wywala si smrd namacalny, a zaraz obok fabryk peruk, jakich 
uywaj pobone ydwki. Byo takich zakadw fryzjerskich kilkanacie z rzdu. Blade, 
te, obumare dziewczyny, same nie czesane ani myte, pracowicie rozdzielay kaki... Z 
dziedzicw, drzwi, nawet ze starych dachw krytych blach lub ceg, gdzie szeregiem 
tkwiy okna facjatek, wychylay si twarze chore, chude, dugonose, zielone, morgowate i 
patrzay oczy krwawe, ciekce albo zobojtniae na wszystko w niedoli, oczy, ktre w smutku 
wiecznym ni o mierci. Przy pewnej bramie Judym zetkn si z kupcow dwigajc na 
obu rkach cikie kosze z jarzyn. Bya cakiem rozmamana. Peruk zsuna w ty niby 
kaszkiet i ogolone jej ciemi bielio si jak ysina starca. Wypuke oczy patrzay przed siebie z 
wyrazem mczarni, ktra przeistoczya si w spokj  bez adnego ycia, jakby byy skorupami 
jaj, w nabrzmiaych wenach41 czoa i szyi krew zdawaa si gono stuka. Na progu 
jednego ze sklepw siedzia stary, zgarbiony yd-tragarz. Zostawi wrd ulicy dwie szafy 
zwizane sznurem, ktre a do tego miejsca przydwiga na plecach, i jad surowy ogrek 
zagryzajc ten obiad kawakiem chleba. 
Judym szed prdko, mruczc co do siebie. Mury o kolorze zakurzonego grynszpanu albo 
jakiej zrudziaej czerwonoci, niby pstre, ubocone gagany, nasuny mu si przed oczy. 
Ciepa... Chodniki byy jak niegdy zdruzgotane, bruk peen wdow. Nie byo tu ju ani 
jednego przechodnia w cylindrze, rzadko trafiaa si dama w kapeluszu. Og idcych podobny 
by do murw tej ulicy. Szli ludzie w ubraniach do pracy fizycznej, najczciej bez konierzykw. 
Przejedajca doroka zwracaa uwag wszystkich. Z dala ju dostrzeg Judym bram 
rodzinnej kamienicy i zbliy si do niej z niemiym uczuciem tak zwanego faszywego 
wstydu. Trza byo wita osoby niskiej kondycji. Teraz, gdy wrci z zagranicy, byo mu to 
przykro, bardziej ni kiedykolwiek. Wszed co tchu w bram z nieuwiadomionym planem: 
unika obcych... 
Dziedziniec rozchodzi si w trzy strony wiata. Nad jedn jego szyj wznosia si jaka 
haaliwa fabryczka, ktra bya dla Judyma nowoci, drug po dawnemu zajmowa skad 
wgla, a trzecia prowadzia do kilkupitrowej oficyny. Tam wanie Judym skierowa swe 
kroki. Gdy stan w sieni brudnej jak apartament Lucypera, usysza w suterenie szczk znajomy: 
to ssiad Dbrowski, lusarz, ci swoj sztuk. Judym zeszed po schodach i zajrza 
w sionk, ktra prowadzia na lewo od drzwi lusarza. Wida tam byo czelu otwart, pro
40 A d o  a i (hebr.)  Wszechmocny; okrelenie Boga, zamiast waciwego imienia: Jahwe, ktrego przepisy 
religii ydowskiej zabraniay wymawia.
41 W e  a  ya. 
20 
wadzc do rodzinnej sutereny. Kwany chd przystpi do Judyma i odepchn go stamtd. 
Z warsztatu lusarza wyszed may umorusany chopak i zacz si przyglda gociowi. Judym 
szybko pobieg na gr. Min pierwsze pitro, drugie i dopiero na wysokoci strychu 
zwolni kroku. Mia przed sob okienko bez szyb, pewien rodzaj strzelnicy w murze. Cega, 
zamykajca ten otwr z dou, bya tak wylizgana przez dzieci, ktre si tam bawiy, e przybraa 
ksztat owalny. Ile to razy on sam, Judym, wyazi przez ten otwr na zewntrz muru i 
wisia w powietrzu! W kcie czernia wodocig oglny, rozprowadzajcy wilgo na ca cian. 
Nad nim a do sufitu sigaa plama kopciu z lampy naftowej. ciany byy pene cienia i 
smutku, jak deski skadajce trumn. 
Ostatnia kondygnacja schodkw prowadzia do mrocznej sieni, ktra przecinaa wzdu 
poddasze. Judym stan przede drzwiami w gbi i zastuka raz, drugi, trzeci. Nikt mu nie odpowiedzia: 
Gdy jeszcze raz koata klamk, z drzwi ssiednich wysuna si dziewczyna lat 
trzynastu i zmierzya go wzrokiem dojrzaej kokietki. Nie pytana rzeka: 
 A kogo to pan szuka? 
 Tu jest mieszkanie Wiktora Judyma? 
 Tutaj. 
 Nie wie panienka, czy jest kto w domu? 
 Dopiero bya ciotka, musi by... A moe i zesza na podwrze z d z i e  i a m i. 
Mwic to wychylia si jeszcze bardziej i zagldaa Judymowi w oczy ze miaoci wielkomiejsk. 
W tej chwili w gbi mieszkania rozleg si straszny wrzask, jaki potok wyrazw 
zorzeczcych, kltw ordynarnych bez zwizku, zlewajcych si jakby w ryk bydlcia. Judym 
zdziwiony nastawi ucha, a potem cicho spyta si dziewczyny, co to znaczy. Umiechna si 
filuternie i rzeka: 
 To tam moja babka, wariatka. 
 Wariatka? Trzymacie j w domu? 
 A w domu. Gdzie mamy trzyma? 
Odsun dziewczyn na bok i zajrza do wntrza. W kcie, pod piecem, siedziao widmo 
czowiecze, za rce i nogi przywizane do haka wystajcego z ziemi. Siwe kudy nakryway 
gow i ramiona tej istoty, a jakie stargane achmany reszt ciaa. Czasem spod wosw ukazyway 
si straszliwe oczy jak dwa byskajce pomienne miecze, kiedy niekiedy usta ciskay 
adunek okropnych wyrazw. Judym instynktownym ruchem cofn si do sionki i zacz wypytywa 
dziewczyn. 
 Czemu jej nie oddacie do szpitala? 
 A ja wiem czemu! To dobre! Nie mona odda. 
 Dlaczego nie mona? 
 Bo nie ma miejsca. A po drugie, skde my wemiemy pienidze na to, eby za ni paci. 
 Czemu j tak przykuwacie? 
 A ba! Czemu? Bo zapie siekier, n, tasak i pozabija dzieci, ojca, mamuni. To taka 
szelma za, e prosz siada! 
 Dawno ju chora? 
 Albo ona chora? Wariatka, nie chora. ebym ja takie zdrowie miaa jak ta. Przyjdzie j 
ojcu wiza, to si tak utargaj oboje, e no! Ojciec to samo nie uomek, a ledwo t psiakrew 
ujedzi... 
Judym machn rk i uciek po schodach. Gdy stan na dziedzicu, dostrzeg w jego szyi 
pod murem fabryki mnstwo dzieci skaczcych, biegajcych, rozbawionych. Na kupie opalonych 
belek siedziaa ciotka Pelagia, kobieta stara, askawy chleb od lat wielu jedzca u siostrzeca, 
a brata Judymowego, Wiktora. Bya to jejmo chuda, chorowita i zrzdna. Rzadko 
kto sysza od niej dobre sowo, a dzieci nabray si szturchacw ile wlezie. Judym szed ku 
21 
niej wolno, krzywic si pod wsem i mocujc ze sob. Przykro mu byo wita si na placu, 
wobec lokatorw i gapiw. Dowiadcza nieprzyjemnego uczucia podrazy, zbudzonej i wydobytej 
na jaw przez szczeglne politowanie, stanowice rdze uczu familijnych. Ciotka 
Pelagia odwrcia gow i spostrzega go, ale nie ruszaa si z miejsca. Gdy przyszed i dotkn 
nosem jej zabrudzonego rkawa w okolicach doni, schylia si prdko i cmokna go z 
dala we wosy. 
 Kiedy  o m  i u przyjecha? Nic my nie wiedzieli...  rzeka z waciw jej oschoci. 
 Wczoraj wieczorem dopiero. Jake zdrowie ciotki? 
 Ej... jakie ta moje zdrowie... Tak k i p i . Teraz ciepo, to siedz tutaj we dnie, a p  z y 
 d z i e zima, to si moe nareszcie skoczy. 
 Ech, nie lubi te tych wszelkich... 
 A wiem... 
 Ciotka niele wyglda. C sycha u Wiktorw? Jake on? 
 A c... Jak to Wiktor. 
 No? 
 Jest ta w tej fabryce. 
 U Milera? 
 Gdzie za! W elaznej, ale przy stalowni. 
 Przy stalowni!  zdziwi si Judym. 
 A w stalowni. 
 Dlaczeg to? 
 Przerzuci si. Mwi, e woli. No i atwiej mu bdzie... te... Ale to  o m  i u winien, 
nie kto inny...  rzeka obojtnie, prostujc fady spdnicy. 
 Ja winien jestem, e si Wiktor przerzuci? 
 e si przerzuca, to temu  o m  i u winien. Jak by gupim drgalem, to robi, co wlazo. 
Wzie  o m  i u ka mu w gow mdroci i teraz mu si odechciao roboty. Zabra 
si do nie swoich rzeczy. Ksiki czyta. A jake... To uczony czowiek! umiechna si szyderczo, 
pokazujc biae zby. 
Judym sucha obojtnie. Pniej zapyta: 
 Duo zarabia? 
 Nie, nieduo. Ona musiaa stan do roboty, bo przysza bieda. 
 Gdzie ona? 
 W fabryce cygar. Rozchodz si rano, a ja musz dzieci pilnowa, straw gotowa, dom 
cay obrzdzi. Gdzie  o m  i u bdzie mieszka, niby na stae? Tutaj czy gdzie we wiecie? 
 zapytaa z udan obojtnoci. 
 Jeszcze nie wiem, dopierom wrci. 
Rozmowa si urwaa. Judym patrza spod oka na skrawek asfaltu zabkany w tym miejscu 
i lecy tam wrd bry kamiennych jak gdyby wskutek czyjego roztargnienia, na drzewko 
wyrastajce wprost z asfaltowej skorupy. W ssiedztwie pniaka leaa krata cieku podtrzymujca 
przerne odpadki. Soce dogrzewao. W cieniu wysokiego muru fabryki bawio si 
stado dzieci. Jedne z nich byy mizerne tak bardzo, e dawaa si widzie w tych przeroczystych 
twarzach sie y bkitnych; inne opaliy na socu nie tylko swe buziaki, rce i szyje, 
ale take skr kolan wyacych obszernymi dziurami. Pord wierzgajcej gromady pezao 
jakie mae, rachityczne, ze sromotnie krzywymi nogami i ze ladami ospy na goych, mizernych 
gnatach. Caa ta banda sprawiaa wraenie mieci podwrza czy zeschych lici, ktre 
wiatr miota z miejsca na miejsce. Rej wodzi midzy ca haasujc czered chopak omioletni, 
wysmuky, bez czapki, ubrany w ojcowskie i  e k  p  y m a b 1 e42 i matczyne trzewi
42 I  e k  p  y m a b l e  spodnie. 
22 
ki. Kawaler ten dar si wniebogosy, do czego uprawomocniaa go komenda nad reszt w 
prowadzeniu jakiej batalii. Kiedy przebiega jak jele, dc ku rodkowi dziedzica, Judym 
go pozna: 
 Przecie to Franek! 
 A Franek...  rzeka ciotka. 
Dr Tomasz zatrzyma siostrzeca i wywoa tym na jego f i z y  oznak szczerego niezadowolenia. 
Z tumu posuna si naprzd dziewczyna modsza od Franka i zbliya si do 
ciotki. Bya to Karolina, siostrzenica Judymowa. Oczy miaa due, w szarej, zndzniaej twarzy 
palce si jak wgle spod grzywy, ktra zakrywaa jej brwi i koczya si na nosie. To 
dziecko miao fizjonomi star i chytr, spojrzenie uparte i badawcze, jak czowiek, ktry ju 
przey gorycz setki zawodw i ktrego ju nie okamuj zudzenia. Judym przycign Karol 
do siebie i ucaowa. Nie bronia mu tego. Wpatrywaa si tylko w jego oczy swym cikim 
wzrokiem, jakby z zapytaniem, co jej z tego przyj moe. Franek paln wujka w 
mankiet i bknwszy co mdego na kilka pyta, wydali si w kierunku kupy kolegw. Dyskurs 
z ciotk nie klei si, a natomiast, jak to czsto w takich razach bywa, przychodziy Judymowi 
do gowy myli wasne, nowe, nie nadajce si wcale do zuytkowania ich w tej rozmowie. 
Te dzieci biegajce w ciasnym zauku, ogrodzonym przez nagie i niezmierne mury, 
przypominay, nie wiadomo czemu, stado wiewirek zamknitych w klatce. Gwatowne ich 
ruchy, nieustanne skoki domagay si szerokiego placu, drzew, trawy, wody... 
  o m  i u by si chcia pewnie zobaczy jak najprdzej a Wiktorem?  rzeka ciotka nie 
lubica nigdy udawa szczeroci uczu, ktrych nie ywia. 
 Ano, rozumie si. 
 Z nim trudno si  e  a zetkn. Czasem to i trzy dni, trzy noce w domu go nie ma. 
 A gdzie on bywa? 
 Ba, wie to kto? Moe zreszt dzi akurat p  z y  d z i e... 
 To ja tu wpadn wieczorkiem, a teraz chciabym si z bratow przywita. Mona do niej 
zaj do fabryki, wpuszcz mnie tam? 
 Czasem to i wpuszcz. Niech  o m  i u sprbuje. Przecie wam, panom doktorom, atwiej 
ni nam, hoocie... 
 Gdzie si ta fabryka znajduje?  zapyta Judym, ktremu ta rozmowa zacza ju ciy. 
Ciotka wskazaa mu kierunek drogi i adres. 
Wysunwszy si z tego domu, doktor szed ulicami w stron przedmiecia ze zwieszon 
gow, machinalnie szukajc oczyma fabryki cygar. Nie byo tam ju jednolitego szeregu kamienic 
i rzadziej trafiay si domy pitrowe. Natomiast szy w dal drewniane, niskie, odrapane 
budynki, niepodobne ani do dworw, ani do chaup wiejskich, a przypominajce jedne i drugie. 
Domostwa te byy obwieszone jaskrawymi szyldami i zbryzgane botem. Brud nie puszcza 
wzroku przechodnia do wntrza mieszka i mg wcale skutecznie zastpowa aluzje. Od 
frontu mieciy si tam zreszt gwnie sklepiki. W jednym sprzedawano ndzne kiebasy, w 
drugim, bardziej moe mizerniejszym, liche trumny. 
Gdzieniegdzie ze rodka tych zagrd miejskich, okrytych star ceglan dachwk albo pap, 
na ktrej rozkada si ju tu i wdzie ple zielona, strzelaa w gr nowa kamieniczka, 
szybko postawiona; jakby wydmuchnita z piasku. Taka figura, z niewidocznym dachem, z 
trzema lepymi cianami i jedn uzbrojon w szereg okien, sterczaa wrd siedzib starego, 
niemal redniowiecznego ksztatu, jak drogowskaz nowego porzdku rzeczy, zwiastujcy 
aneksj tych okolic na rzecz rozwoju wielkiego miasta z jego bezlitosn, surow lini, z jego 
brukiem i wiziennym, nagim, chropawym murem. Jeszcze czciej poa domw niskich 
przerywa ogromny tors fabryki z tgimi murami, szerok bram i bateri kominw. W dali na 
horyzoncie dachw ukazyway si wszdzie te kominy i kominy. 
23 
rodkiem ulicy, po zrujnowanym bruku, wloky si noga za nog wozy z ceg, wytrzsajce 
na wsze strony py rowy. Odstawiali j wonice przysypani tym kurzem od czubka 
gowy do obcasa, z twarzami bezmylnymi jak cegy. Kiedy indziej dudni wielki wz frachtowy 
z pakami poobwijanymi w rogoe. Na szczycie takiego statku siedzia zazwyczaj monstrualny 
yd w czerwonym barchanowym kaftanie, wywija batem i wrzeszcza na par koni, 
stawiajcych kady krok nowy z niezmiernym wysikiem. Jeden z wozw zagrodzi Judymowi 
drog wjedajc w bram duego budynku. Numer domu wskazywa wanie instytucj, 
ktrej doktor Tomasz poszukiwa. Stwierdzi to rwnie ckliwy i niemiy zapach tytoniu, ktry 
otacza zabudowania i panowa na znacznej przestrzeni ulicy. Judym wszed w bram i 
zwrci si do szwajcara z zapytaniem, czyby nie mona zobaczy si z robotnic nazwiskiem 
Judymowa. Str nie chcia sucha o niczym, dopki nie uczu w garci czterdziestwki. Pod 
wpywem tego wraenia zacz forsownie myle, a wreszcie znik na chwil i przyprowadzi 
jakiego kapcana okrytego pyem. Ten po dugich debatach kiwn na Judyma palcem i 
wprowadzi go do wntrza bocznej oficyny. Proszek tabaki wdziera si tam do nosa, garda, 
puc przychodnia i podwaja szybko oddechu. Na pierwszym pitrze ukazaa si dua sala, 
formalnie wypeniona przez tum kobiet zoony z jakich stu osb, pochylonych nad dugimi a 
wskimi stoami. Kobiety te, rozebrane w sposb jak najbardziej niepretensjonalny, zwijay 
cygara prdkimi ruchami, ktre na pierwszy rzut oka czyniy wraenie jakich kurczw bolesnych. 
Jedne z nich schylay gowy i trzsy ramionami jak kucharki wakujce ciasto. Te zajte 
byy zwijaniem grubo siekanego tytoniu w licie, ktre poprzednio zostay szybko a misternie 
przykrojone. Inne kady zwinite cygara w prasy drewniane. Duszce powietrze, pene 
smrodu cia pracujcych w upale, w miejscu niskim i ciasnym, przeadowane pyem starego 
tytoniu, zdawao si rozdziera tkanki, aro gardziel i oczy. Za pierwsz sal wida byo drug, 
daleko obszerniejsz, gdzie w ten sam sposb pracowao co najmniej trzysta kobiet. Przewodnik 
nie pozwoli Judymowi zatrzymywa si w tym miejscu i poprowadzi go dalej przez 
wskie schody i sionki, obok maszyn suszcych licie, obok myna mielcego tabak i sieczkarni 
krajcej rne rodzaje tytoniu  do izb, gdzie pakowano towar gotowy. Wrzaa tam 
szalona praca. Przechodzc Judym zauway dziewczyn, ktra paczki cygar oklejaa banderol. 
Szybko ruchw jej rk wprawia go w zdumienie. Zdawao mu si, e robotnica wyciga 
ze stou nieprzerwan tasiemk bia i mota j sobie na palce. Z rk leciay do kosza pod 
stoem gotowe paczki tak szybko, jakby je wyrzucaa maszyna. Aeby zrozumie sens jej 
czynnoci, trzeba byo wpatrywa si usilnie i bada, gdzie jest pocztek oklejania kadej torebki. 
Za t sal otwieraa si izba przymiona, gdzie, wedug sw przewodnika, pracowaa bratowa 
Judyma. Okna tej izby zastawione byy siatkami z drutu, ktrych gste oka, przysypane 
rudym prochem miejscowym, puszczay mao wiata, ale natomiast powstrzymyway od emigracji 
miazmaty wewntrzne. Leay tam w ktach ssieki grubo krajanego tytoniu. W rodku 
sali byo kilka warsztatw, na ktrych towar pakowano. Z kadego stou wybiegaa zakrzywiona 
rurka, a z niej strzela poziomo z sykiem dugi jzyk poncego gazu. Dokoa kadego 
stou zajte byy cztery osoby. Przy pierwszym Judym zobaczy swoj bratow. Miejsce jej 
byo w rogu, tu obok pomyka gazowego. Z drugiej strony sta, a raczej koysa si na nogach, 
wysoki czowiek o twarzy i cerze trupa. Dalej, w drugim kocu, siedzia stary yd w 
czapce zsunitej na oczy tak nisko, e wida byo tylko jego dug brod i zaklse usta. W 
ssiedztwie Judymowej po lewej stronie staa dziewczyna, ktra nieustannie braa z kupy 
gar grubego tytoniu, rzucaa j w szal, a odwaywszy wier funta, podawaa czowiekowi 
koyszcemu si na nogach. Doktor wstrzyma si przy drzwiach i sta tam dugo, usiujc 
znowu zrozumie manipulacj tej czwrki. By to widok ludzi miotajcych si jak gdyby w 
drgawkach, w konwulsyjnych rzutach, a jednak peen nieprzerwanej symetrii, metody i rytmu. 
Po stolnicy, przy ktrej te osoby byy zatrudnione, midzy Judymow a jej ssiadem przebie
24 
gay cigle dwa blaszane naczynia z jednej strony rozszerzone w ksztacie czworoktnych 
kielichw, z drugiej rwnolegocienne. Formy te byy wewntrz puste. Judymowa w kadej 
chwili chwytaa jedn z nich w lew rk, zwracaa szerokim otworem ku doowi i opieraa na 
kolanie. Praw rk ujmowaa ze stosu kartk z wydrukowan etykiet fabryki, otaczaa t 
wiartk koniec blaszanej formy, zawijaa rogi papieru i kleia je lakiem, ktry byskawicznym 
ruchem topia w pomyku gazowym. Ledwie zawinity rg przytkna palcem, ca form 
bra z jej rk ssiad mczyzna, podczas gdy ona odbieraa stojc przed nim, dla wykonania 
tej samej pracy. Mczyzna zwraca blach otworem do gry. Koniec jej wyszy, oblepiony 
etykiet, zanurza w stosowne wyobienie stolnicy. Przyjmowa z rk dziewczyny wacej 
tyto szalk. Wsypywa wier funta w otwr naczynia i tokiem odpowiadajcym 
ksztatowi blaszanki ubija zawarto. Dokonawszy tego przez dwa rytmiczne schylenia ciaa, 
wyjmowa form z penej ju tytoniu papierowej torebki i siga po now, ktr w tym czasie 
Judymowa oblepia. Trzeci pracownik paczk zostawion wydobywa z otworu i zakleja z 
drugiej strony, maczajc lak w ogniu, na wzr towarzyszki z przeciwnego koca warsztatu. 
Pracownicy jednego stou adowali w cigu doby roboczej tysic funtw tytoniu w wierfuntowe 
paczki. To znaczy, e dostarczali ich cztery tysice. Na zapakowanie jednej tracili nie 
wicej czasu jak dziesi sekund. Byy to zgodne ruchy, nage a niestrudzone rzuty rk, jak 
bysk wiata lecce zawsze do pewnego punktu, skd odskakiway niby spryste ciaa. Judym 
widzia tam jak na doni to, co chopi zowi sposobem: usus43, wyprbowany w krwawym 
trudzie szereg rodkw cudacznych, ktre stanowi najkrtsz, najatwiejsz a niezbdn 
do przebycia lini midzy dwoma kocowymi punktami pracy. Przypomniay mu si wasne 
sposoby w klinice, na sali operacyjnej, i tym gbiej zanurzyy jego uwag w trud istot, 
ktre mia przed sob. W gbi izby sta st zupenie podobny do pierwszego z brzegu, a 
obok pomyka robia kobieta w czerwonej chustce na gowie. Szmata zupenie okrywaa jej 
wosy. Wida byo spod niej due, wypuke czoo. yy skroni i szyi byy nabrzmiae. Zamknite 
oczy po kadym mapim ruchu gowy otwieray si, gdy trzeba byo przylepi lakiem 
roek papieru. Wtedy te oczy spogldajc na pomyk gazowy byskay jednostajnie. Twarz 
kobiety bya wycignita i ziemista jak wszystkie w tej fabryce. Na spalonych, brzydkich, ydowskich 
wargach co pewien czas ka milczcy umiech, w ktrym zapewne skupio si i w 
ktry z musu zwyrodniao westchnienie zaklsej, wiecznie akncej powietrza, suchotniczej 
piersi. Bysk pracowitych oczu i ten umiech wraz z ca czynnoci przypominay szalony 
ruch koa maszyny, na ktrego obwodzie co w pewnym miejscu migota jak pomyczek wieccy. 
Gdy Judymowa ujrzaa szwagra, rce jej drgny i nie trafiy z lakiem do pomienia, a z 
oczu stoczyy si dwie zy grube prdzej, nim z ust wybiego sowo radosnego powitania. Stana 
w pracy i oczyma penymi ez patrzaa na gocia. 
Czowiek wpychajcy tyto w torebki nie widzia Judyma. Nie otrzymawszy formy we 
waciwym momencie, spojrza na Judymow takim wzrokiem, jakim patrze by mogo chyba 
koo trybowe na drugie koo, gdyby tamto w biegu stano. 
Judym podszed do bratowej, przywita j skinieniem gowy i rzek, e czeka jej bdzie na 
dziedzicu fabrycznym o godzinie dwunastej. Do poudnia zostawao nie wicej nad kwadrans 
czasu, wic wyszed z sal cygarowych i czeka w sieni przy wejciu. W czarnych norach 
na dole siedziay tam stare baby, w milczeniu segregujce licie tytoniowe. Zasypane tabak, 
wychude, ndzne, siwe, potworne, z czerwonymi oczami, byy jak Parki44 odprawiajce ta
43 U  u  (ac.)  ustalony zwyczaj, praktyka. 
44 P a  k i (zwane take Mojrami)  w mitologii greckiej uosabiajce przeznaczenie trzy crki Nocy; dwie modsze, 
Kloto i Lachezis, przdy ni ludzkiego ycia, ktr w godzinie mierci przecinaa najstarsza z nich, Atropos. 
25 
jemnicze misterium45 swoje. Z gbi oczodow tych istot spoglday na Judyma, gdy czekajc 
na bratow sta we drzwiach, renice o wyrazie tak srogim i penym zemsty, e zmuszony by 
ich unika i odwrci si plecami. 
Skoro tylko uderzya godzina obiadu, Judymowa pierwsza zbiega ze schodw. Za ni wysypa 
si cay tum kobiet. Bratowej doktora sprawiao to wida niema przyjemno, e moga 
pochwali si przed wszystkimi swym szwagrem. Mwia cigle i gono: 
 Kiedy brat przyjecha? C u brata sycha? By brat u nas na Ciepej? 
Jej brudna, sterana twarz promieniaa zadowoleniem i pych. Wargi rozchylajce si od 
szczerego miechu ukazyway rzadkie, zielone zby. Oczy wieciy si jak wgle. Wysza w 
towarzystwie Judyma z bramy fabrycznej i dc na obiad z przyzwyczajenia co tchu pdzia 
ulic. Doktor jej nie wstrzymywa i sam bieg po bruku. Dopiero gdy byli przy bramie kamienicy 
na Ciepej, Wiktorowa stana i uderzya si rk po fizjonomii: 
 Jezus! czeg ja lec jak olica? Bratam przegnaa tyli kawa. 
 Nic, nic, bdziemy mieli wicej czasu do rozmowy. Czy Wiktor bdzie? 
Twarz jej spospniaa. 
 Gdzie ta! On je obiady u Wajsw, tam u jednych z fabryki. Mieszkaj na Czerniakowskiej. 
 No i susznie. Trudno wymaga, eby chodzi tyli kawa drogi. 
 A tak i on mwi...  rzeka prdko. 
Gdy si wdrapywali na schody, doszed Judyma zapach misiwa smaonego na tuszczach, 
ktry zna dobrze z lat dziecicych. Przez drzwi kuchenki, otwarte na korytarz, buchao gorco 
i zaduch, jak si zdawao, nie do wytrzymania. Wiktora Judyma nie byo w domu. Obiad 
gotowaa ciotka. Teraz ju prawie nie spostrzegaa obecnoci doktora Tomasza. On take nie 
nasuwa si jej przed oczy i chtnie z pierwszej stancji, ktra penia zarazem obowizki 
kuchni i mieszkania ciotki, wysun si do drugiej, sypialni Judymw. Byo to niskie poddasze. 
Sufitu dosigao si gow. Stay tam dwa ka zawalone pociel, a midzy nimi komoda 
okryta szydekow serwet. Nad kiem wisiay fotografie krewnych w tuurkach (w 
rodku fotografia doktora w mundurze studenckim), wszystkie w ramkach wycitych laubzeg. 
Gdzie w kcie szczka zegar z dugimi wagami. Doktor obj wzrokiem te sprzty i niektre 
z nich przypomnia sobie: byy w suterenie rodzicw. 
Brat Wiktor nie nadszed, w mieszkaniu byo piekielnie gorco, wic Judym wyszed obiecujc 
wrci wieczorem. Z myl ukrycia si przed skwarem, wszed do Saskiego Ogrodu, 
usiad w bocznej alei i niepostrzeenie zapad w marzenia. Od dawien dawna, od czasu kiedy 
w szkoach zacz si uczy dla samej nauki, snuy mu si po gowie pewne nieokrelone idee 
z dziedziny chemii, fizjologii. Dosiga zawsze mylami jakiego potnego wiata, tysic 
razy silniejszego od elektrycznoci, ktre oczom lekarza odsoni wntrze puc suchotnika. 
Tworzy kolosalne odkrycia w terapii grulicy, budowa szpitale, jakich wiat nie widzia. 
Drug chimer, ktra go cigaa, byo zuytkowanie nieczystoci wielkich miast. Trzeci, wynalezienie 
jakiego nowego rodka lokomocji, ktry by zniweczy si wzrostu miast fabrycznych 
i rozproszy te zbiorowiska cegie i ludzi po caym kraju. Rojenia uczniowskie przeistoczyy 
si pniej w silne, skryte namitnoci. Ile to godzin strawi nad swoim nowym motorem! 
W mieszkaniu studenckim mia kt zastawiony butlami i retortami, ktre, zdawao si, 
mieciy w sobie cudowne tajemnice. Z czasem owo wielkie wiato, jak aureola rozwidniajce 
modo biednego studenta, przygaso pod tchnieniem krytycyzmu, ale mistyczna jego zorza 
strzelaa przy kadej okolicznoci.. Miejscem, ktre te wielkie wynalazki miay uszczliwi, 
bya zawsze stara buda. Od chwili zaprowadzenia nowych, Judymowych kolei datowa 
si jej rozwj nieznany. Warszawa-ogrom, rozsiada na przestrzeni mil, z sosnowymi parka
45 M i   e  i u m  u staroytnych Grekw niedostpne dla niewtajemniczonych obrzdki religijne. 
26 
mi, tonca w drzewach, gdzie skasowan zostaa suterena i poddasze, gdzie wytpiono grulic, 
osp i tyfus... 
Obecnie przyszy znowu dawne widziada. Koncepcje nieuchwytnych pomysw, szlaki 
samej istoty wynalazku wdzieray si w mrok niby dugie linie wiata i ukazyway figury tajemnych 
rzeczy, ktre tam le. 
W ogrodzie byo mnstwo ludzi. Judym ani si obejrza, kiedy mino poudnie. Ku wieczorowi 
nadciga zaczy istne hordy ydw, alej gwn, boczne i wszystkie drki zalaa 
powd ludzka. Nie byo ju gdzie spacerowa, wic cae towarzystwa sterczay na ulicach 
albo poruszay si kilka krokw w prawo i w lewo. Tum ten by jaskrawo ubrany. Kobiety 
miay na sobie modne barwy. Cay ich ogrom mieni si od psowych i jaskrawoniebieskich 
stanikw, od fioletowych i czerwonych kapeluszw z ptasimi skrzydami albo z kwiatami, 
ktre za kadym ruchem osoby kiway si nad jej gow. Mczyni fason modnych ubra 
doprowadzili do stanu wulgarnoci, przesady i absurdu. W piknym parku byo duszno. Zdawao 
si, e zwieszone licie widn, e trawy obumieraj i dobrotliwy zapach lewkonii kona 
nie mogc zwyciy ludzkiego zaduchu. 
O zmierzchu Judym wyszed z ogrodu w stron placu Teatralnego. Gdy zapalono latarnie, 
by na Bankowym. Jaskrawy blask rewerberu46 pad wanie na chodnik prowadzcy w kierunku 
ulicy Elektoralnej. W wietle tym wida byo fale ludzi spywajce bezustannie za 
ciemn sylwetk banku jakby w szyj naczynia. Judym stan. Te czarne masy gw i tuowiw, 
sunce prdko niby mrwki, zbudziy w nim uczucie fizycznej odrazy. Zdawao mu si, 
e spoglda na sunce awy robactwa. Wmiesza si w motoch mieszkajcy tam, za tym placem 
 przenigdy! Przenigdy! 
Zawrci na miejscu z mocnym postanowieniem zobaczenia si z bratem kiedy indziej  i 
wszed do wykwintnej restauracji. Nazajutrz wsta o godzinie pitej rano i poszed do brata. 
Gdy wchodzi w bram, soce owietlao grne czci oficyn i udzielio nawet tym biednym, 
rowobrudnym cianom uroku swojego przyjcia. Zdawao si, e ndzne okna, za ktrymi 
kryje si ubstwo, te jakby znuone oczy chorego domu stoczonego wewntrz przez bied, 
wieczycie pozbawione blasku wesela, teraz, w tej jedynej chwili, otwieraj si, patrz w niebiosa 
i modl si do soca. Gdy doktor Tomasz zastuka we drzwi mieszkania, stan w nich 
brat Wiktor, ju ubrany. By to suszny mczyzna. Nosi du jak opata, zapuszczon brod, 
ktra otaczaa jego rysy niby rama. Twarz mia blad, nie opalon, o skrze jak gdyby przesiknitej 
czym czarnym. Gdy spojrza na brata, oczy mu si zamiay jak u dziecka, mimo 
e sowa, ktre wymwi na przywitanie, miay prawie zimny ton urzdowy: 
 Jak si masz, Tomek... 
 C u ciebie sycha...  rzek doktor, rwnie bez czuoci witajc brata. 
 Ano tak... idzie... 
 Wiesz, odprowadz ci. 
 Dobra...  rzek Wiktor biorc blaszank. 
Gdy si znaleli w ulicy, szli przez czas pewien obok siebie w milczeniu, po prostu nie 
wiedzc, od czego zacz. Wreszcie Wiktor rzek: 
 W Paryu by? 
 Byem. 
 Teraz tu zostaniesz? 
 Pewno. Trzeba bdzie tu osi. Zobacz, jeszcze nic nie wiem. Chciabym tu by, ale 
czy wyyj... 
 No, i po tylu latach nauki jeszcze by nie wyy!  umiechn si z niedowierzaniem i 
odrobin ironii. 
46  e w e  b e   tu: latarnia uliczna. 
27 
 Tak ci si to zdaje. 
 Pewnie, e mi si zdaje. Co ja m o g i  wiedzie? 
Judym zauway to mogi i wnet go poczo drani. Znowu szli milczc. Ulice byy 
prawie puste. Kiedy niekiedy jecha wz z jarzynami albo pieczywem. Nadzwyczajnie haasujc 
przemkna si doroka wiozca niewyspan osob z jakiego wczesnego pocigu. O 
ciany kamienic rozbija si oskot krokw ludzi idcych do pracy z blaszankami w rku. 
W pewnej chwili wymin braci stary yd dwigajcy na plecach w ogromnym koszu dwa 
wielkie pocie misa. Stre na caej dugoci ulic rozbijali miotami suchy kurz i brud wczorajszy. 
 Mwia mi ciotka, e przerzucie si znowu...  zacz doktor. 
 A tak. Poarem si z Raczkiem, tam z jednym majstrem. Niech go tam zreszt j a   o  
 i!... 
 O co? 
 A o co? cierpie my si nie mogli i do. Mwi, e ja nie na robociarza, e w kamaszkach, 
w akiecie chodz, w krawacie... To, mwi, nie tego... A jemu p  i  k  w i co do 
moich kamaszkw! Id do roboty jak kady inny f a  e , w takiej, o, koszuli i w takich portkach... 
 Pewnie, ale po co si drze o byle co? 
 E, o byle co! My ta wiedzieli, o co si drzemy...  rzek Wiktor spluwajc.  On mi si 
tylko czepia, d  a , ja wiem. Bo co mu do mnie! M o g i  na miecie w wito papierowy 
kopak woy na eb i chodzi w tym po alejach, to i tak mu nic do tego,  h a  u j o w i. Wz 
i e  e m, z  u g a  e m raz i drugi  no i trza si byo w yl a  z tamtej b u d y. 
 Jake ci teraz? 
 Z pocztku bya b  y  d z a, ale jak raz zaprowadzili t gruszk Bessemera47 czy ta jakiego, 
i nadaem si. Robota jest cika, oczy re, ale tu wol. 
 Widzisz, to ci chc powiedzie, e ty moe wolisz, ale Teosia musiaa stan do roboty. 
Ja wczoraj byem w tej jamie, gdzie ona chodzi. 
 Ja jej nie zmusza. 
 Ty jej nie zmusza, ale brak zmusza. Powiem ci, e ona w tym tytoniu dugo robi nie 
powinna. To jest za cika praca. 
 Teraz 1 e  k i e j pracy mao na wiecie  rzek Wiktor obojtnie.  C ja miaem robi? 
Przecie nie prnuj. 
 Ja te ci nie robi wyrzutw, tylko mi al twojej kobiety. 
 I mnie jej al, ale c na to poradzi...  rzek Wiktor w tonie ironicznym, z boku rzucajc 
okiem na brata.  Ty wyszed na ludzi, a my zostali w swoim stanie. aujesz... mojej 
kobiety... Ja to samo... Ale choby aowa i przeaowa, to si psu na bud nie zda. Ju nie 
trzeba, jak ja si staram, eby si wybi na ludzi... 
 Mylisz, e ci ublia to, co mwi taki Raczek! 
 Nie ublia mi! Kazabym ja ci chodzi w grubych buciorach, w zgrzebnych gaganach, w 
drelichu, jak b e 1 e chopu od kanalizacji, co ze wsi przylaz... Tobymy zobaczyli... 
 Ubranie o wartoci czowieka nie stanowi...  rzek doktor, mylc jednoczenie, e ta 
maksyma stanowi wywiechtane sowo, pasujce do treci skarg Wiktora jak kwiatek do koucha. 
Tamten szed kilkanacie krokw nic nie mwic. Raptem zwrci si do Tomasza i rzek 
szorstko: 
47 G  u  z k a B e   e m e  a  wynaleziony przez angielskiego inyniera, Henryka Bessemera (1813-1898), 
piec do wytopu stali; ma on ksztat gruszki zawieszonej w stalowym piercieniu. Wynalazek ten spowodowa 
przewrt w przemyle hutniczym. 
28 
 Widzisz, tak: ty  e  a pan, a ja taki se czowiek, mao co lepiej ubrany od naszego nieboszczyka 
ojca. Wzia ci ciotka z domu, wychowaa, daa ci do szk  no i dobrze, bardzo 
dobrze: To mi, sumiennie ci mwi, szczerze cieszy. Twoje ycie byo jak ryczka w ogrodzie, 
a moje, uwaasz... Jak si ty bdziesz ubiera, mnie to nic a nic nie obchodzi, chocia to 
ubranie, twoje, nosisz z tej racji, e ci, widzisz, ciotka wzia. Bez tego to c by ty by? A 
jak sobie ja kupi akiet, tom do tego akietu doszed wasnymi pazurami, jakbym go z muru 
wygrzeba. Uwaasz mi? 
Doktora zakuy te sowa. 
 Zdaje ci si  rzek  e moje ycie byo jak ryczka w ogrodzie. eby ty wiedzia... 
 Skd ja mam co wiedzie!  krzykn prawie Wiktor. Bye to brat dla mnie! Pamitam, 
e ciotka raz przyjechaa d  y  d , jak my oba na bosaka  a  h a 1 i po rynsztokach. Ciebie 
wzia, bo by przystojniejszy  i koniec. Przychodzie do nas czasami na j a k i e g o d z i 
 k i e, ale by wystrojony, potem w mundurze, i boczye si na mnie, obdartusa z terminu. 
 Co ty... 
 No, no, ja  a na wiatr nie gadam! Dopiero jake poszed do uniwersytetu, zetknlimy 
si, ale to co innego, i zreszt... 
 Ciotce zawdziczam wiele  mwi doktor patrzc w ziemi.  Gdyby nie ona, zostabym 
by na naszym podwrzu. To prawda. Ona mi w wiat wepchna, ale te com ja z jej powodu 
przey? 
 Ty przey? 
 Wiesz przecie, kim bya nasza ciotka. 
 Przecie, e wiem. 
 Bya to podobno niegdy cudna dziewczyna. Tote prdko z sutereny ruszya w wiat... 
 C ty bdziesz w e f 1 a  e 1  obwija? Ruszya w wiat  tere fere... To bya, podobno, 
najpierwsza g  a  d a w Warszawie! Jeden f a  e , co mu ojciec nieboszczyk buty 
robi, rozpowiada staremu, e to, mwi ci, hrabiowie, nie hrabiowie... 
 No dobrze, dobrze!  mrukn Tomasz z niecierpliwoci. 
 Gniewa ci to?  mia si tamten ordynarnie. 
 Chc ci powiedzie, jak byo, bo o tym zacz, a nie wiesz: zebraa sobie kup pienidzy, 
mieszkanie naja na drugim pitrze, cztery pokoje... miaa liczne meble. Czego tam 
nie byo! 
 Podobno szyk najpierwszy! 
 Tak jeszcze staa, gdy mnie wzia do siebie. Bya ju wtedy przekwita, ycia dawniejszego 
nie prowadzia, ale bywao u niej mnstwo znajomych. Grao to w karty, pio. Przychodzili 
najrozmaitsi ludzie, mode i stare baby. Tam ja to rosem jak ryczka w ogrdku...  
mwi z bolesnym umiechem.  Pierwszych lat byem na posykach, froterowaem, czyciem 
posadzki, myem w kuchni garnki, rondle, nastawiaem samowary i lataem, lataem bez koca 
za sprawunkami. Jeszcze dzi pamitam ten dom, te schody kuchenne! Ile ja tam cierpie... 
Moe we dwa lata wzia ciotka i wynaja pokj w korytarzu z osobnym wejciem jednemu 
studentowi. Paci nieduo, ale za to mia obowizek mnie uczy i przygotowywa do gimnazjum. 
Ten f a  e  mi uczy sumiennie i przygotowa. Radek si nazywa... Poszedem do  z 
 u b y. Ciotka pacia wpis, nie mog powiedzie, ale te za to uywaa na mnie co si zmieci. 
Dowiedziaem si pniej, gdy byem starszy, e duo przegraa w karty. Wwczas nie 
rozumiaem wcale tego, co si tam dziao. Dowiadczaem tylko na sobie bez ustanku, e 
ciotka jest coraz bardziej skpa i wcieka. Formalnie wcieka. Opanowywaa j czasami jaka 
furia i gnaa po pokojach, z jednego w drugi. Nie daj Boe wpa jej wtedy w rce! Sypiaem 
zawsze w przedpokoju, na sienniku, ktry wolno mi byo przywlec z ciemnego pasayka 
za pokojem ciotki wwczas dopiero, gdy si ju wszyscy gocie od niej wynieli. Kadem 
si spa pno w nocy, a wstawa musiaem najwczeniej ze wszystkich. Z czasem go29 
ci przychodzio coraz mniej, ale za to wynaja trzy pokoje, do ktrych wchodzio si ze 
wsplnego korytarza, sublokatorom. I wtedy nie wolno mi byo ka si spa przed powrotem 
ostatniego z tych ndznych nocnych wczykijw. 
Wstawa musiaem, gdy jeszcze wszyscy spali. Pra mi, kto chcia: ciotka, suca, lokatorowie, 
nawet str w bramie wlepia mi, jeli nie kuaka w plecy, to przynajmniej sowo, 
czsto twardsze od pici. I nie byo apelacji. Moje lekcje, gdy Radek si wyprowadzi po 
skoczeniu b u d y, odrabiaem w kuchni, na stole zawalonym rondlami, wpord ziemniakw 
i masa. Ile to razy ciotka mi wyganiaa precz, za byle win! Ile razy musiaem baga na 
klczkach, eby mi znowu przyja do swego domu! Czasami w przystpie wietnego humoru 
dawaa mi swoje rozklapane trzewiki, w ktrych ku szczerej radoci caego gimnazjum 
chodzi musiaem. Trafia si zima, kiedy  y p a  o si w prunelowych pantoflach z wysokimi 
obcasami, albo inna, w ktrej caym cigu moge by widzie na niegu lad moich bosych 
ng, cho niby to byy okryte przyszwami. Jakem si tylko przywlk do pitej klasy, b  
y k    e m stamtd. Ale cae moje dziecistwo, caa pierwsza modo upyny w nieopisanym, 
wiecznym przestrachu, w guchej ndzy, ktr teraz dopiero pojmuj. A zreszt, a 
zreszt... co to gada... 
 To ci ciocia dopiero...  mia si Wiktor.  Nieboszczyk ojciec nie lubi o niej gada, o 
tej ciotce, a jak si tylko u      zdrowo, to zaraz na ni kl co si zmieci. 
Tomasz machn rk i szed w milczeniu. 
Ulice pene ju byy wiata sonecznego. Przy domach otulonych drzewami say si fiokowe, 
pachnce cienie. 
Tomasz i Wiktor zawrcili wanie w kierunku dzielnicy fabrycznej i stanli na wzgrzu, 
skd j ca mona byo widzie. Z gbi odlegych murw cigna w szczere pole Wisa, 
wygita jak ogromny uk z jasnego srebra. Zdawao si, e ponie biaym blaskiem, zapalona 
przez soce poranne. Spragnione oko chwytao daleki widok tej swobodnej wody, zielonej 
rwniny k, sinych lasw, nikymi liniami gincych w przestworzu. Bliej nad Wis ciemniay 
kpy jakich drzew rozoystych. 
Bracia usiedli pod murem ogrodowym na trawniku i milczc patrzyli w krajobraz, ktry 
mieli przed sob. Z niziny fabrycznej, z owej masy lepych murw bez okien, z wskich i 
podunych budowli, ktre cienkimi rurami wydychay kby pary, przecudne w promieniach 
soca, jak ruchome bryy srebrne, dochodzi nie milkncy oskot elaza. Doktor Tomasz ulega 
zudzeniu, e te dwiczne uderzenia motw, owe jki jak gdyby targanych acuchw 
wydaje para buchajca na wsze strony z dachw okrytych zadymion pap. Zdawao mu si, 
e drcy z jakiego nienasyconego popiechu, dziki, zdawiony i twardy ryk motorw daje 
si umiejscowi, e go wida w ogromnych kbach burego dymu, magajcych cige i prdkie 
pkola. Ten dym mnstwa wysokich kominw z cegy i wskich, okrgych, z blachy 
spojonej, gangrenowa ju przestwr czystego nieba, znia si, wasa nad gmachami i zalewa 
ulice niby szara mga, w ktrej traciy wyrazisto ksztatw domy, latarnie, wozy i ludzie. 
Kiedy niekiedy daway si uczu w rwnych odstpach czasu dwa idce po sobie ciosy 
mota parowego, dziki ktrym ziemia draa w odlegoci kilkudziesiciu krokw od fabryki. 
Po rozbitym bruku ulicy toczyy si wozy cignione przez ogromne koniska. Wehiku taki 
skadajcy si z dwch supw zczonych, ktre lec na grubych osiach dwigay ciar 
elaza, przewczy z miejsca na miejsce bryy gsi surowcowych48, podobne do zastygych 
skib grudy, paskie sztaby elaza, proste albo zwinite jak wstki relsy, drgi, ogromne czci 
mostw, krat, maszyn. Niektre z nich sycha byo w ssiedniej ulicy. Jakie dwa ogony 
dugich kutych sztab, wysunite poza tylne koa wozu, przy kadym jego wstrzniciu trzepay 
si o siebie wydajc wrzask nieznony. Zdawao si, e to wcieko obkana, skuta 
48 G   i  u  o w  o w e  odlew surowego elaza w formie zwanej gsi. 
30 
acuchami, w diabelskiej furii wali ogonem i wyszczekuje w mczarni ostatnie swoje tchnienie. 
Kiedy Judymowie siedzieli przeczekujc nerwami wdrwk jednego z najhaaliwszych 
transportw, nagle z drugiego trotuaru da si sysze gos: 
 Judym! Czego ty tam siedzisz... Judym! 
Bracia nierycho ten gos usyszeli. Wreszcie Wiktor rzuci okiem i wnet wsta z miejsca. Z 
drugiej strony ulicy szed mody czowiek wysokiego wzrostu, blondyn, z jasn, krtk brod i 
niebieskimi oczami. Twarz jego bya po fabrycznemu przyblada, ale usta zachoway jeszcze 
umiech i barw zdrowia. Mia na sobie zniszczone ubranie i perkalow koszul. Gow jego 
okrywa duy kapelusz z rondem w postaci skrzyde. 
 To nasz nowy pomocnik tego inyniera, co pierwszy ustawia gruszk  rzek Wiktor. 
Mody czowiek zbliy si do nich i zacz rozmawia. Co par chwil rzuca bystre, jasne, 
prawdziwie badawcze spojrzenia na Tomasza. 
 To mj brat  rzek Wiktor  doktr. Wrci w tych dniach z Parya. 
Technik wycign rk i powiedzia niewyranie, jak zwykle przy prezentacji, jakie nazwisko. 
Rozmawiajc o rzeczach obojtnych, wszyscy trzej schodzili wolno w d ulicy. Wiktor, 
peen zadowolenia, e moe si pochwali takim bratem, cho usiowa tego nie zdradza, 
mwi duo, a wreszcie nie pytajc Tomasza prosi modego inynierka, czyby doktor nie 
mg zwiedzi fabryki, a osobliwie stalowni. Ten waha si przez chwil, a wreszcie przyrzek 
protegowa gocia. Zeszli w wsk uliczk utworzon przez nagie mury fabryk i stanli u 
ciasnych drzwi. Bya ju zapewne godzina sidma. Na podwrzu fabrycznym otoczy ich 
szczk motw i guche warczenie motorw dynamoelektrycznych o sile blisko tysica koni. 
Wiktor gdzie znik i doktor zosta sam na sam z modym zawodowcem. Ten prowadzi go 
przez sale, gdzie heblowano sztaby elaza dugie kilkadziesit okci, gdzie borowano w nich 
dziury za pomoc widrw i gdzie skromne maszynki w mgnieniu renicy wybijay w pytach 
grubych na dwa palce due otwory z tak atwoci, jakby rzecz sza o przedziurawienie palcem 
plastra miodu. W jednym miejscu nitowano kraty mostw za pomoc rub rozpalonych 
do biaoci, gdzie indziej cito noycami sztaby jak ptno. Z ogromnych izb warsztatowych 
Judym przeszed do pustej hali, gdzie pracowao zaledwie kilkunastu ludzi. Tu spajano relsy. 
Doktor Tomasz ciekawie przyglda si tej robocie. Mao tam miay do czynienia maszyny. 
Dziaay za to wycznie muskuy i moty na dugich toporzyskach. W rogu sali duba nad 
czym mczyzna o takim kadubie, o takich bryach mini, e Judym przypatrywa mu si 
jakby nieznanemu gatunkowi czowieka. Widzia podobne kby bicepsw, ale tylko w marmurze 
i na rysunkach. Zdawao si, e gdyby to rami podnioso si, ta pi w mur trzasna, 
toby go w mgnieniu oka zgruchotaa na szcztki. I by to wspaniay widok, gdy siacz uj 
swj mot i zacz do spki z towarzyszem czy uderzeniami dwa rozpalone koce szyn. 
Doktorowi nie chciao si stamtd wychodzi. Z yw ciekawoci przyglda si siaczowi, 
rozpatrywa i przepowiada sobie na nim muskuy. Z daleka posuwajc si za swym inynierem, 
cieszy si widokiem kowalskiego kaduba. 
 To take silny chop!  rzek towarzysz. 
 Ktry? 
 A ten... 
Obok potnego kowala sta bokiem odwrcony czowiek mody, lat moe dwudziestu 
omiu, z twarz tak pikn, e Judym ujrzawszy j stan jak wryty. Byy to ostre rysy chudej 
twarzy, regularne i jakby wyrzebione z koci. Grn warg ocienia may, czarny wsik. 
Czowiek ten by prawie szczupy, tylko jako przedziwnie ksztatny. Ruchy mia nie szybkie, 
lecz pewne swego celu, nieodzowne i harmonijne. 
31 
 Czy to take kowal?  szepn Judym.  W porwnaniu z Herkulesem wyglda jak 
chrabszcz. 
 Ej, tak le nie jest...  umiechn si przewodnik. 
Wkrtce potem chudy robotnik, gdy kolej na niego przysza, dwign swj mot i zacz 
uderza. Wtedy dopiero Judym zobaczy. Mot obiega krg rozsunity i trzaska w elazo z 
oguszajc potg. Nagie rce wyrzucay go w prawo i w ty i zadaway sztabie cios z boku, a 
od samej ziemi poczty. Korpus ciaa sta prosto, jakby w tej czynnoci nie bra udziau. Tylko 
biodra wzdrygay si pewnym, minimalnym ruchem, ktry ukazywa stopie samej siy, i 
minie opatek nacigay koszul. Snopy iskier wyfruway spod mota w ksztacie gwiazd 
bkitnych i zotych. Otaczay wspania figur rycerza jakby aureol, nalen wielkiej mocy i 
cudownej piknoci. Po ostatnim uderzeniu mody kowal usun si w kt hali melodyjnym 
ruchem, wspar rce na toporzysku i wista przez zby. Krople potu stay na jego czole i pyny 
strugami z usmolonej twarzy. 
Z szopy kowalskiej wchodzio si do odlewni elaza i stali. Dym somy wolno wglejcej, 
zapach przernych kwasw i duszne, do ostatka wynaturzone powietrze wypeniay te hale 
grobowe, czarne, ziejce ogniem. Grunt ich zryty i sprzewracany dymi si i parzy nogi. 
Czarne, ranami okryte ciany dygotay jak gdyby z wiecznego blu. W jednym kocu olbrzymiej 
szopy stao naczynie w ksztacie gruszki. Podstawa jego bya szeroka, szczyt zwa si i 
zakoczony by nieduym otworem. Ta wielka retorta obracaa si na poziomej, wewntrz 
prnej osi, ktra wprowadzaa do rodka ogrzane powietrze z maszyny wiatrowej. Cae to 
naczynie mogo przechyla si w taki sposb, e przez otwr grny wylewaa si we waciwej 
chwili zawarto. Gdy Judym wszed do sali, gruszka staa pionowo, naadowana warstwami 
surowca i koksu. Puszczono prd powietrza o temperaturze omiuset stopni, ktre z 
dou wdziera si do wntrza i dmie z olbrzymi si. Wwczas przez otwr w grze zacz 
wybucha czarny kope, w ktrym byska kiedy niekiedy rozdymajcy si pomie. Mroczne 
kby napeniy budynek i wypyway przez ogromne wrota. Dym strzela w gr ze wzrastajc 
szybkoci, by coraz bielszy i cieszy. W pewnych odstpach czasu miliardy gwiazd 
leciay z jego gbi. Gdy koks spali si cakiem, zacz spomidzy nich bucha z przeraliwym 
hukiem wielki pomie, dugi, drgajcy. Zrazu by czerwony, pniej blad, bkitnia, 
wreszcie przybra jaki kolor, ktry olepia. W samym prawie ogniu, tu przy gruszce, byo 
kilku ludzi. Na czele ich sta mody technik. Iskry przepaliy mu rondo kapelusza, zniszczyy 
ubranie. Twarz jego wznosia si ku pomieniowi. Zakrwawione oczy baday kolor ognia, 
aeby po jego barwie osdzi, czy stal si ju wytwarza. 
W pewnej chwili da rozkaz, aeby wrzuci w paszcz naczynia krzemionk (silicium), 
ktra si w tej temperaturze 1400 stopni asymiluje mechanicznie z elazem. 
Pomie szala. Sup jego, zwony jak miecz obosieczny, wydawa zduszony ryk  i lecia. 
Zdawao si, e ten ogie wydrze si ze swego miejsca, zerwie i buchnie w gr. Wzrok nie 
by w stanie znie blasku, ktry rozwietli ponur hal. 
Wwczas na galerii z elazn balustrad, za pomieniem, a w poowie jego wysokoci, 
zdawao si, e w samym ogniu, jak salamandra, ukazaa si czarna figura. 
Doktor ciekawie wlepi wzrok i ledzi ruchy tej postaci. 
Robotnik dugie narzdzie, pewien rodzaj mioty kominiarskiej, zanurzy w ciecz parskaj
c. 
Wtedy doktor pozna w tej czarnej osobie swego brata i serce zapalio si w nim, jakby w 
nie zleciaa iskra z pomienistego ogniska. 
32 
MRZONKI 
Powrt z wywczasw letnich doktora Antoniego Czernisza stanowi dla wiata lekarskiego 
jak gdyby otwarcie roku. Doktor Czernisz by prawdziwie niezwykym czowiekiem. Jako 
lekarz zaj jedno z pierwszych miejsc nie tylko w Warszawie. Imi jego byo na ustach publicznoci, 
powtarzao si w pismach specjalnych i nieobce byo naukowemu wiatu zagranicy. 
Owszem, wyzna trzeba, e tam cieszyo si wikszym uznaniem ni w domu. 
Dr Czernisz pochodzi ze sfery ludzi biednych. O wasnej sile ukoczy nauki, zdoby sobie 
imi w wiecie i byt. Stosunkowo do pno, bo dopiero po czterdziestym roku ycia, gdy 
ju by czowiekiem zamonym, oeni si z kobiet wielkiej piknoci. Pani Czerniszowa 
bya jedyn nadziej zrujnowanej rodziny parystokratycznej. Wysza za m nie z mioci 
prawdopodobnie, lecz z przekonania. Bya to swego czasu ywa bojowniczka emancypacji. Z 
biegiem czasu dzieci przychodzce na wiat, obowizki i stosunki usuny j od ycia szerszego, 
ale nie zburzyy jej aspiracyj i wierze. Do sprawy uczciwej zawsze przyoya rki. 
Ju to nie byy dawne prace tchnce entuzjazmem, ale jeszcze tkwi w nich pewien umiarkowany 
zapa. W salonach doktorstwa Czerniszw gromadzia si sfera mylca. Wszystko, co 
Warszawa miaa wybitnego, znajdowao tam gocin. Przyjcia rozoone byy w ten sposb, 
e jednego tygodnia w umwione rody zbieraa si inteligencja wszelkich zawodw, drugiego 
 tylko lekarze. Jeeli w dniu niewaciwym przybka si kto spoza koa medycznego, 
by gociem pani. Grono lekarskie nie trwonio swych zebra rodowych na gawdk. Zgromadzenia 
te, pocztkowo obejmujce grup najbliszych przyjaci gospodarza, literalnie 
wcigay ludzi. Jeeli kto mia ukoczon prac, to j tam czyta; jeeli nastrcza si komu w 
praktyce niezwyky wypadek, to tam by podawany do wiadomoci kolegw. Przyby kto ze 
wiata, z wycieczki naukowej, tam zdawa spraw z tego, co widzia i do stosowania w kraju, 
w granicach sztuki lekarskiej, za suszne uwaa. Posiedzenia nie miay charakteru napuszonego, 
ale te nie trciy szlafrokiem. Liczono si z nimi, a co waniejsza, lubiono je. Gospodarz, 
czowiek skromny a mdry, peen dystynkcji i sodyczy, pani domu czarujca kadym 
sowem i gestem, salony, w ktrych znajdowao si urzdzenie wytworne, niejedno dzieo 
sztuki, a nade wszystko owa atmosfera myli, wyszoci prawdziwej i kultury  przycigay 
wszystkich. 
Judym, ktry doktora Czernisza zna bdc jeszcze studentem, zoy mu w pierwszych 
dniach wrzenia swe uszanowanie i zosta zaproszony do koa. 
W poowie nastpnego miesica odbya si pierwsza roda lekarska. Dr Tomasz wybra si 
na to zgromadzenie... z odczytem. Waha si bardzo dugo, lka i zapala, a wreszcie postanowi 
przedstawi rzecz swoj. Napisa j dawno, jeszcze w Paryu. Teraz przypi do niej 
wstp i troch cyfr statystycznych miejscowych. Dr Czernisz zachca go do czytania tej pracy 
(ktrej zreszt wcale nie zna) usilnie i wymownie, prosi, a nawet zobowizywa. 
 Jak to? - mwi  kolega pytasz si, czy masz nam wyrazi myl, ktr przywioze z 
Parya po dwuletnich blisko studiach... Wic c mamy czyta, gdy si zejdziemy? To, co 
wiemy wszyscy, co tu midzy sob obgadalimy tysic razy? 
Judyma przekonyway te argumenty tym skuteczniej, e za granic zdarzao mu si czyta 
w towarzystwach rne wypracowania. Byo w tym nawet nieco ambicji z lichszego kruszcu... 
Powstrzymywaa go tylko jaka trwoga czysto lokalna. W dniu oznaczonym jeszcze raz zbada 
swj rkopis, ubra si w czarne szaty i o zmroku wyruszy. Gdy mia ju przekroczy 
bram domu, uczu mocne cinienie w gardle, ktre wnet zwyrodniao w zupen ch od
33 
wrotu. Bya nawet chwila zupenego tchrzostwa... Mimo to przycisn wreszcie guzik 
dzwonka, nad ktrym widniao nazwisko Dr Czernisz. Wnet usysza z blem w gowie 
koatanie we drzwiach zasuwki, szereg tpych dwikw, wydajcych co jak bekot czy jak 
miech szyderczy... 
Wszed na marmurowe schody zasane szerokim, barwnym chodnikiem, do rzsicie 
owietlonego przedpokoju i poczu na ramieniu do gospodarza. Otoczy go gwar mczyzn 
ywo rozmawiajcych. 
Niezgrabnie, potykajc si na dywanach, zawadzajc o meble, przyszed wreszcie, prowadzony 
przez Czernisza, do kozetki, z ktrej podnosia si liczna kobieta. Miaa moe lat trzydzieci. 
Bya ubrana bez elegancji, ale z takim wdzikiem obczyy j te proste suknie, e 
Judym uczu zaraz swoj wrodzon szewsk strachliwo i wprowadzi w czyn niemniej 
szewskie ukony oraz maniery. Pani Czerniszowa spostrzega to jego stropienie si i wnet nie 
tylko zrozumiaa je z ca ywoci natur szlachetnych, ale sama czua si rwnie zmieszan i 
nieszczliw. W tej chwili dr Tomasz przypomnia sobie, e bez wzgldu na ten brak jasnoci 
umysu, ktry w danej chwili przechodzi, ma jeszcze czyta, zabra gos wrd tych ludzi 
obcych, pewnych siebie, przygotowanych do sdu, do rozmowy i do wyadowania konceptu. 
Doktorowa mwia z nim o Paryu i usiowaa to sprawi, aeby si poczu swobodnym. 
W czci jej si to udao. 
Judym powzi dla niej rozpaczliw sympati. Zacz mwi... Tymczasem kto inny przysiad 
si z lewej strony, kto trzeci odwoa j w drugi koniec salonu. 
Rozgldajc si, gdy sam zosta, Judym spostrzeg wielu lekarzy. Zna ich z widzenia, ze 
szpitala i z ulicy. Ucinieniem rki mg przywita ledwie paru. Siedzia w swym fotelu 
sztywnie, ze zdrtwiaymi nogami, ktre jak kody tkwiy na mikkim dywanie  i przechodzi 
mczarnie oczekiwania. Co chwila u drzwi brzcza dzwonek i nowa osoba ukazywaa si w 
jasnym wietle. Gdy ju salon i przylege gabinety napeniy si zupenie, dr Czernisz swym 
cichym, mikkim gosem zawiadomi zebranych, i kolega dr Judym, wieo przybyy z Parya, 
odczyta prac sw pad tytuem... Kilka uwag czy Swko w sprawie higieny... Judym sucha 
tego zawiadomienia z formalnym przeraeniem. Jednake gdy oczy zgromadzonych 
zwrciy si do niego, ochd, wsta pewien siebie, zbliy si do maego stoliczka, wydoby 
swj rkopis z bocznej kieszeni surduta. Gwar wolno, jakby niechtnie, zamienia si na 
szept, w ktrym brzmia dwik mtny... Judym... Judym... niby akord gasncy w przestrzeni. 
Dr Tomasz zacz czyta. We wstpie, ukutym robot kowalsk ze zda i wyrazw penych 
erudycji, bya mowa o wspczesnym stanie higieny. Nie tylko sentencje, w ktrych ten sam 
rzeczownik powtarza si kilkanacie razy, ale i myli byy twarde tudzie znane jak Powrt 
taty. Prelegent czu na sobie i widzia niby we mgle spojrzenia zimne, ostre i ju ubarwione 
drwin. Ale to mu dobrze zrobio. Czyta o nowych usiowaniach w sprawie dezynfekcji, stosowanych 
w szpitalach, ktre zwiedzi, o nowych rodkach i zabiegach, na przykad o chinozolu, 
o przernych stosowaniach sublimatu, o wszystkim, sowem, co z ksiek i czasopism 
obcych wygrabi. Zaczo to poniekd interesowa suchaczw. Ciekawo ich wzrosa, gdy 
opisywa nowe rodki dezynfekcjonowania mieszka prywatnych, jak niepolimeryzowany 
formaldehyd  i inne.  Ta kwestia wypenia pierwsz cz rozprawki. 
Na pocztku drugiej Judym zada sobie pytanie, co nauka, tak bardzo w ogle interesujca 
si spraw zdrowotnoci, przedsibierze dla higieny ycia motochu. Aeby zbada t kwesti 
ze stron rozmaitych, zacz opowie o zjawiskach, ktre mia mono widzie w Paryu i 
gdzie indziej. Mwi tedy o trybie ycia tak zwanej armii rezerwowej przemysu, o bandach 
koczujcych, przepojonych absyntem, balujcych w sali du Vieux-Chne, przy ulicy Mouffetard, 
albo w sali de la Guillotine itd. Bya to duga historia. 
Suchano jej z pewnym zajciem. Prelegent opuciwszy ten przedmiot zwrci si do opisu 
instytucji noclegowej, Chteau-Rouge. 
34 
 Chodziem tam czsto  mwi  a nawet, wyzna musz, spdziem w tej norze jedn 
ca dob. Nigdy nie wyjdzie mi z pamici ten sen nocy zimowej. Wchodzi si tam z maej 
uliczki Galande, lecej w ssiedztwie Notre-Dame, w najstarszej dzielnicy paryskiej. W pobliu 
kwitnie sawny szynk Pre-Lunettes. Klientela dawnego paacu piknej Gabrieli49 
(DEstres) jest dwojakiego gatunku. Pierwsz stanowi gocie zwiedzajcy, drug  biedacy, 
ktrzy tu znajduj tani absynt i kilkugodzinny przytuek. Tak zwana consommation50 
kosztuje w Chteau-Rouge 15 centymw, za co go ma prawo siedzenia przy stole tudzie 
oparcia dwu rk i gowy na jego krawdzi a do godziny drugiej w nocy. W czasie mronych i 
ddystych wieczorw gocie, z ktrych, rzecz prosta, ani jeden nie posiada wasnego mieszkania, 
le po prostu jedni na drugich. Wyrzuceni po pierwszej w nocy, roza si w cztery 
strony wiata. Jedni id spa pod mosty, na fortyfikacje, do Lasku Buloskiego, na Vincennes... 
Inni, ktrzy maj w kieszeni kilkanacie groszakw, szukaj jakiego marchand de 
sommeil51. Najwiksza ilo nocuje w Chateau, po czym jedni id do Hal Centralnych, aeby 
za dwa sous52 spoy soupe au riz53, a w cigu dnia za kilkanacie, czasami za kilkadziesit 
centymw pomaga urzdowym tragarzom. Inni, zbieracze ogryzkw papierosowych, niedopakw 
cygar, czekaj przy pomniku E. Doleta54, na placu Maubert, ju o godzinie szstej 
rano, i robotnikom dcym do fabryk sprzedaj torebki z wytrznitym tytoniem po 10 
centymw sztuka. Chteau-Rouge moe w sobie pomieci kilkaset osb. W zimowe noce 
bywa ich tam piset. W pierwszej izbie z bufetem zbieraj si przewanie kobiety i dzieci, 
poniewa kopci si tam w blaszanym piecu. W drugiej, dawnej sypialni piknej kochanki 
Henryka IV, le na goej pododze sami mczyni. Za prawo snu do drugiej w nocy waciciel 
pobiera od kadego 10 centymw. W izbie trzeciej, ozdobionej freskami, ktr zowi 
senatem, ludzie pi na stoach i na ziemi. Tam zbieracze niedapakw wydmuchuj z gilz 
swj towar i ukadaj go w torebki, tam les dos55 czekaj cierpliwie na swe marmittes56, nocne 
pracownice, ktre ich utrzymuj. Tam pi znueni akrobaci podwrzowi, czstokro tatuowani, 
drobni rzemielnicy, ludzie, ktrych zajcie stanowi pawienie psw w rzece, otwieranie 
doroek przy dworcach kolejowych, wyawianie zdechych kotw, i inne fachy, nie nadajce 
si do ogoszenia. Z lewej strony od senatu jest izba, zwana salon des morts57, gdzie 
pokotem le pijani, chorzy albo osoby cieszce si wzgldami gospodarza. Istnieje wreszcie 
tzw. salon, z freskami wyobraajcymi dzieje zbrodniarza Gamahu, zabjcy M-me Bannerich. 
Zwykle jaki ndznik objania te tajemnicze bohomazy gociom zwiedzajcym albo im 
piewa w argot parisien58 piosenki, ktre ukazuj bezdenn ndz rodu ludzkiego, jak ta, na 
przykad, zaczynajca si od sw: 
Cest de la prison que jtecris; 
Mon pauv Polyte, 
Hier je nsais pas cqwi ma pris, 
49 P i  k  a G a b  i e 1 a  Gabriela dEstres, synna kochanka krla francuskiego, Henryka IV (15531610).
50  o   o m m a  i o  (franc.)  najnisza obowizujca konsumpcja, uprawniajca do zajcia miejsca w restauracji 
czy kawiarni.
51 M a   h a  d d e  o m m e i 1 (franc.)  dos. handlarz snem (chodzi o waciciela taniego domu noclegowego).
52  o u (franc.)  drobna moneta francuska (dwudziesta cz franka). 
53  o u p e a u  i z (franc.)  zupa z ryu. 
54 E. D o 1 e   Etienne Dolet, drukarz i pisarz francuski z okresu Odrodzenia, stracony za postpowe pogldy na 
placu Maubert, gdzie od 1887 . stoi jego pomnik.
55 L e  d o   w gwarze francuskiej: sutenerzy, alfonsi. 
56 M a  m i   e   w gwarze francuskiej: dziewczyny uliczne. 
57  a 1 o  d e  m o    (franc.)  salonumarych. 
58 A  g o  p a  i  i e  (franc.)  gwara paryska. 
35 
A la visite; 
'est des maladis qui svoient pas, 
Quand ca sdclare, 
Nempech quaujourdhui jsuis dans 1tas 
A Saint-Lazare!...59 
Kiedy do Chteau-Rouge wszedem po raz pierwszy, miaem na gowie cylinder, wic 
uprzejmy waciciel paacu wzi mnie za Anglika zwiedzajcego osobliwoci miasta i z lamp 
w rce oprowadza po swej instytucji. Bya to noc pna. Rozmowa nasza i wiato budziy 
niektrych goci. Spod muru podniosa si uliczna dziewczyna w achmanach, z twarz 
obrzk, spieczon przez jaki ogie wewntrzny, i przez kilka minut patrzaa na mnie duymi 
oczami. Ten wzrok by tak straszliwy, tak nieopisany, e, jeli wolno uy sw poety60: 
a dotd pali moj dusz... 
Tego rodzaju wyskok liryczny zdziwi suchajcych. Poczytywano go za zwrot krasomwczy 
i puszczono pazem niefortunn przygrywk na sentymentalnej fujarce. Judym tymczasem 
uczu w sobie istny ogie, ktry pali dusz. Opowiada o dzielnicy Cit Jeanne d'Arc, w 
ssiedztwie szpitala Salpetrire, mieszczcej kilkadziesit mieszka wyrobniczych. Kada 
familia ma tam swj kt, lecz wszyscy przez cienkie ciany sysz nawzajem swe ktnie; 
dzieci caymi gromadami snuj si po schodach, rynsztokach i ulicy, zaraajc si wzajemnie 
chorobami i zepsuciem. Kobiety yj w nierzdzie; mczyni hulaj. Nawet ten cie ogniska 
domowego znika u mieszkacw Cit Dore, Cit des Khroumirs oraz Cit de Femme en Culotte 
za pnocno-zachodnimi fortyfikacjami. Jedno z takich obozowisk skada si z alei chaup 
otoczonych mietnikami, po ktrych azia dawniej wacicielka gruntu, eks-mieciarka, 
nie wiadomo czemu w mskie szaty ubrana i zbieraa komorne. Drugie zbiorowisko skada si 
z istnych chleww wzniesionych na wolnych terenach, gdzie dzieci pi na kupach gaganw i 
brudu, gdzie Haussonville61 widzia wiekow niewiast skrobic yy misne ze starej koci 
mietnikowej na skrk sczerniaego chleba  tudzie par starcw, majc za mieszkanie 
bud na koach, w ktrej ci ludzie przenosili si z jednej cit do drugiej. 
Niech nas to przecie nie przyprawia o smtek. I my mamy swj wasny Pary za murem 
powzkowskim62 oraz dzielnic ydowsk wcale nie gorsz od Cit des Khroumirs. Warto 
cho raz w yciu przej si zaludnionymi ulicami w stron ydowskiego cmentarza. Mona 
tam zobaczy wntrza pracowni, fabryczki, warsztaty i mieszkania, o jakich si filozofom nie 
nio. Mona zobaczy cae rodziny sypiajce pod puapami sklepikw, gdzie ju nie ma ani 
wiata, ani powietrza. W tym samym gniedzie kilku rodzin le stosy wiktuaw, zaatwiaj 
si rzeczy handlowe, przemysowe, familijne, miosne i otrowskie, pray si jado na mierdzcych 
tuszczach, kaszl i pluj suchotnicy, rodz si dzieci i jcz przerni nieuleczalni 
wlokcy kajdany ywota. Te miejsca odraajce wzdychaj, gdy si przechodzi. A jedynym na 
to wszystko lekarstwem jest antysemityzm. 
A na wsi? Czyli nie jest zjawiskiem pospolitym lokowanie dwu rodzin z mnstwem dzieci 
w jednej izbie, a raczej w jednym chlewie folwarcznym, gdzie znajduje si spiarnia, odgrodzona 
deskami, z kup gnijcych ziemniakw i zbiorem ywnoci, jak kapusta, buraki 
59 C e   d e 1 a p  i  o ... (franc.)  Pisz do ciebie z wizienia, mj biedny Hipolicie, nie wiem sama, co 
mi si wczoraj stao w czasie wizyty; to jedna z chorb, ktrych si nie dostrzega, kiedy si zaczynaj, co nie 
przeszkadza, e dzi jestem z ca band u witego azarza.
60   o w a p o e  y  przytoczone sowa (w troch zmienionym brzmieniu) pochodz z wiersza Adama Asnyka 
Ta za, co z oczu twoich spywa. 
61 H a u   o  v i 11 e  Gabriel Haussonville (1843-1924), konserwatywny polityk i pisarz francuski. 
62 Pa  y z a m u  e m p o w  z k o w  k i m  aluzja do placu Parysowskiego, ktrego okolice zamieszkiwaa 
uboga ludno Warszawy. 
36 
itd.? Robotnicy nieonaci (fornale), tak zwani stoownicy, miso dostaj tylko na Wielkanoc i 
Boe Narodzenie, a tuszcz w strawie okraszonej stch sonin, czyli tzw. sadem, w homeopatycznej63 
dozie, gdy przy wikszej iloci, z racji silnego odoru i smaku sada, strawa nie 
byaby jadaln. Specjalnego pomieszczenia dla siebie ci ludzie nie maj. pi w stajniach i 
oborach pod obami, dziewczta za w jednej jakiej izbie, nierzadko razem z kup mczyzn. 
U onatych parobkw w jednej izbie, wrd bota zalegajcego od cian na wiosn, 
hoduje si razem dzieci i prosita. 
Zgromadzeni przyjmowali te wszystkie szczegy w milczeniu, ktre nie wiedzie co 
oznaczao. Tymczasem mwca wchodzi w faz, o jakiej marzy. Uczu w sobie jakby zarzucenie 
si elaznego haka na czekajce ogniwo i szarpnicie caej duszy na wysoko zimnego 
mstwa. Wwczas dowodzi, e jakkolwiek tego rodzaju objawy dzikoci s rezultatem bardzo 
wielu przyczyn, to przecie maj take jedn  w obojtnoci lekarzy. 
 Umiemy  mwi  pilnie tpi mikroby w sypialni bogacza, ale ze spokojem wyczamy 
z zakresu naszego widzenia fakt przemieszkiwania dzieci pospou z prositami. Ktry z medykw 
tego wieku zaj si higien hotelu Chteau-Rouge? Kto z nas tu w Warszawie wda 
si w to, jak mieszka rodzina ydowska na Parysowie? 
 Co to ma by?  spyta prawie szeptem jaki gos z gbi sali. 
 Ce sont64 des flaki z olejem...  rzek blondyn o twarzy Appolina trc swe binokle w rogowej 
oprawie. 
Judym sysza szyderczy ton i widzia ze umiechy, ale brn dalej w swoim podnieceniu: 
 Czy nie jest naszym obowizkiem szerzy higien tam, gdzie nie tylko jej nie ma, ale 
gdzie panuj stosunki tak okropne? Kt to ma czyni, jeli nie my? ycie nasze cae skada 
si z pasma powice. Wczesn modo spdzamy w trupiarni, a cao wieku w szpitalu. 
Praca nasza jest to walka ze mierci. Co moe si porwna z prac lekarza? Czy praca na 
roli, czy w fabryce, czy zajcie urzdnika, kupca, rzemielnika, nawet onierza? Kada 
myl tutaj, kady krok, kady czyn, musi by zwycianiem lepych i strasznych si natury. Ze 
wszech stron, z oczu kadego chorego patrzy w nas zaraza i mier. Gdy zblia si cholera, 
gdy wszyscy ludzie trac rozsdek, zamykaj w popiechu szachrajskie kramy swoje i uciekaj, 
lekarz sam jeden idzie naprzeciwko tej niedoli kraju. Wwczas dopiero wida jak w lustrze, 
czym my jestemy. Wwczas suchaj naszych rad, naszych zlece, postanowie i rozkazw. 
Ale gdy mr przemija, plemi chleboerne wraca do swego zgieku i urzdza si tak, 
jak z tym silniejszym w gromadzie dogodniej. Rola nasza si koczy. Idziemy midzy tum i 
zgadzamy si z rozsdkiem stada. Zamiast uj w rce ster ycia, zamiast wedug praw nieomylnej 
nauki wznosi mur odgradzajcy ycie od mierci, wolimy doskonali wygod i 
uatwia ycie bogacza, aeby pospou z nim dzieli okruchy zbytku. Lekarz dzisiejszy  to 
lekarz ludzi bogatych. 
 Prosz o gos!  rzek wysoki, chudy staruszek z faworytami biaymi jak mleko. 
 Prosz o gos!  ostro, z niedbaoci rzek w blondyn w binoklach, z lekka unoszc si 
na krzseku w stron gospodarza domu. 
Przez sal pyn szmer znamionujcy gbok niech. 
 Medycyna dzisiejsza  cign Judym  jako fakt bierze powd choroby i leczy j sam, 
bynajmniej nie usiujc zwalcza przyczyn. Cigle mwi o leczeniu ndzarzy... 
W sali kto pgono si rozemia. Szmer by coraz wyraniejszy i niegrzeczny. 
 Ja tu nie mwi o naduyciach ordynarnych, o praktykach przernych lekarzy kolejowych, 
fabrycznych itd., lecz zawsze o pooeniu higieny. Mwi o tym, e gdy czowiek pracujcy 
w fabryce, gdzie po caych dniach puka sztaby elaza w kwasie siarczanym, w wodzie 
63 H o m e o p a  y  z  y  tu: drobny, niky. 
64  e  o   (franc.)  to s. 
37 
i wapnie gaszonym, dostaje zgorzeli puc i uda si do szpitala, zostanie wykurowany jako tako, 
to w czowiek wraca do tego zajcia. Jeeli pracownik zajty w cukrowni przy wyrobie 
superfosfatu przez oblewanie wgla kostnego kwasem siarczanym, gdzie cae wntrze szopy 
napenia si par kwasu siarkowego i gdzie gazy po spaleniu pikrynianu potasu wdychane 
wywouj zgorzel puc  ulegnie tej chorobie, to po wypisaniu go ze szpitala wraca do swojej 
szopy. W lodowniach browarw... pleuritis purulenta65... 
 To rzecz jakiej opieki nad wychodzcymi ze szpitala, a bynajmniej nie lekarza...  rzek 
gospodarz. 
 Lekarza obowizek  wanie wykurowa. Gdyby zacz szuka miejsc odpowiednich dla 
swych pacjentw, byby moe dzielnym filantropem, ale z wszelk pewnoci zym lekarzem... 
 woa kto inny. 
 Zawsze opieka, zawsze filantrop  broni si Judym. Nie jest moim zamiarem da, 
aeby lekarz szuka miejsca dla swych uzdrowionych pacjentw. Stan lekarski ma obowizek, 
ma nawet prawo zakaza w imieniu umiejtnoci, aeby chory wraca do rda zguby swego 
zdrowia. 
 Dobre sobie! Znakomita idylla! Co te kolega!...  sycha byo ze stron wszystkich. 
 To wanie, cocie tu szanowni koledzy swoimi protestami stwierdzili, nazywam lekcewaeniem 
i zgoa pomijaniem przyczyn choroby, kiedy idzie o ludzi biednych. My lekarze 
mamy wszelk wadz niszczenia suteren, uzdrowotnienia fabryk, mieszka plugawych, 
przetrznicia wszelkich krakowskich Kazimierzw66, lubelskich dzielnic ydowskich. W 
naszej to jest mocy. Gdybymy tylko chcieli korzysta z przyrodzonych praw stanu, musiaaby 
nam by posuszna zarwno ciemnota, jak sia pienidzy... 
To rzekszy Judym zoy zeszyt i usiad. Nie by to wcale koniec odczytu. Istniaa tam 
jeszcze cz trzecia, zawierajca przerne liryczne projekty. Do wygoszenia tego ustpu, 
oddzielonego w rkopisie trzema gwiazdkami, dr Tomasz nie czu si na siach, formalnie 
tchu nie mia. Miny zgromadzonych, zakopotanie gospodarza, sama wreszcie atmosfera zebrania 
wyranie znamionowaa zbazgranie si prelegenta zupene. Lekcja ani bya do silna, 
eby rozjtrzy i wstrzsn, ani do nowa, aeby czymkolwiek olni. Patrzono na Judyma 
ze spokojem i bez gniewu, a te wejrzenia mwiy: Widziao si, e lew srogi, a ty tylko d u 
d y czyje, i to kto wie, czy nie ole... 
Gdy si zupenie uciszyo, wsta z krzesa staruszek z faworytami, dr Kalecki, i zacz wyuszcza 
swe zdania sformuowane i pene ycia: 
 Kolega Judym  mwi  da nam rzecz pikn, pochlebnie i wymownie wiadczc o jego 
uczuciach altruistycznych, ywoci imaginacji  i studiach w Paryu. Mio jest w dzisiejszych 
czasach, niestety bardzo przesiknitych utylitaryzmem, spotka lekarza z czuciem tak 
ywym, z sercem tak gorcym i penym tkliwoci. Tote omiel si zoy w imieniu zgromadzonych 
koledze Judymowi szczery wyraz wdzicznoci za jego prac... 
Po tym zwrocie, ktry Tomaszowi zda si by natrzsaniem z jego ndzy, dr Kalecki przystpi 
do odczytu ze strony krytycznej i mwi: 
 Rzecz poruszona przez koleg Judyma waciwie skada si z kilku kwestii, a zahacza o 
niebo i pieko. Z tego wszake, comy syszeli, dadz si, jak myl, wydzieli trzy sprawy 
gwne: primo  sprawa czysto naukowa: sprawa higieny ywota klas ubogich, secundo  
sprawa spoeczna, tertio  rodki zaradcze. Kady z tych punktw  to gra obrosa dzikim 
lasem, zawalona odamami ska, przecita jarami, gdzie jeszcze wiedmy nocuj. A wic  co 
si tycze punktu pierwszego. Nie bd wspomina o tym, co tu kolega prelegent nam przedstawi. 
S to fakty sumiennie spostrzeone i barwnie opowiedziane. Fakty, dodam od siebie, 
65 P 1 e u  i  i  p u  u 1 e   a (ac.)  zapalenie opucnejz wysikiemropnym. 
66 K  a k o w  k i K a z i m i e  z  dzielnica Krakowa, dawniej zamieszkiwana prawie wycznie przez ludno 
ydowsk. 
38 
bardzo smutne. Co si tycze stosunkw francuskich, to rzecz prosta, kwesti musz zostawi 
na uboczu, gdy jej nie badaem specjalnie. Wiem jednake z pewnoci, i cele miosierdzia 
pochaniaj w Paryu dziesi milionw, wyranie, dziesi milionw frankw rocznie. Nie 
jest to sumka maa. Wiadomo rwnie, e istniej tam cae stowarzyszenia otrw ebrzcych, 
cae syndykaty utrzymujce baby, ktre na ulicach symuluj porody, rozsyajce mniemanych 
epileptykw, obkanych, wszelkiego rodzaju kaleki  itd. W ogle nie naley zapomina, 
kiedy si te sprawy roztrzsa, o wiecznie mdrym zdaniu Herberta Spencera67: Wymawiajc 
sowa  biedny czowiek, nie mylimy wcale  zy czowiek. Nie chc przez to powiedzie, 
e lekcewa takie zjawisko jak Cit de Femme en Culotte... 
Przejdmy do stosunkw naszych. Kolega prelegent ubolewa tutaj nad dol parobkw, ydostwa 
itd. W istocie rzecz si ma i tu, i tam niewietnie, ale z naciskiem to musz sformuowa, 
choby si kolega Judym mia na mnie gniewa, e to nie s rzeczy lekarza. Amicus 
Plato, sed magis amica veritas68  to darmo. Tak to wyglda, jakby lekarz pogotowia ratunkowego 
wezwany do dwu szewcw, ktrzy si skuli noami, zamiast ich opatrze, rozpocz 
prelekcj o szkodliwoci bjek. Co tu mog zaradzi lekarze? Owieca, owieca ciemny 
motoch folwarczny i wpywa na jego chlebodawcw  to i wszystko. Ale to si robi, robi si 
na pewno, jak stwierdzaj koledzy praktycy z prowincji. Robi si wicej, niby sdzi mona 
z daleka, z wysokoci takich czy innych paradoksw69. Jak wszdzie, tak i tutaj najlepsz 
czstk obiera sobie, a przynajmniej powinna obiera filantropia, owa siostra miosierdzia 
ludzkoci. Patrzmy na stan rzeczy. Mamy przed oczyma wzrost ducha miosierdzia, ofiarnoci, 
istnego zapau klas wyszych do spieszenia z pomoc tam, ku tej ninie, ktr dr Judym z 
tak swad maluje. Ile to ofiar spyno do sakwy jamuniczej w cigu tego roku, ile ez 
otartych zostao bez adnego frazesu, w sekrecie nawet przed obrocami ludu. Nie bd 
nazywa, nie bd wytyka palcem tych spomidzy kolegw tutaj zebranych, ktrzy spiesz na 
kade wezwanie cierpicej niedoli, ktrzy czas swj, zdrowie i ycie nios w ofierze, bez myli 
o tym, e speniaj jak tam misj. Po prostu czyni, co trzeba, co wskazuje obowizek 
serca, sumienia... le mwi, przyzwyczajenia albo wprost  naogu. 
 Brawo! brawo!...  sycha byo ywe okrzyki ze wszystkich ktw lokalu. 
 A teraz rzumy jeszcze okiem... Czy w istocie tak le jest z nami? Oto powstaj wystawy 
higieniczne, towarzystwa przeciwebracze, urzdza si przytuki noclegowe, funduje kpiele 
dla ludu, zabawy  a wreszcie towarzystwa higieniczne, nic nie mwic o dzieach miosierdzia 
dokonywanych w ciszy. Panowie, nie mamy potrzeby rumieni si wobec zarzutu kolegi 
dra Judyma, jakoby lekarz dzisiejszy by lekarzem ludzi bogatych. We wszystkich tych sprawach, 
na ktre patrzymy, stan lekarski nie tylko dawa inicjatyw, ale moe z dum o sobie 
mwi: magna pars fui70. Kolega Judym jest modym czowiekiem. Serce podyktowao mu 
sowa goryczy, bo samo, wida, wiele cierpie znioso. Dzi on si moe jeszcze do zawzitoci, 
do stronniczego uprzedzenia wzgldem medykw warszawskich nie przyzna, ale gdy mu 
szron wosy ubieli, na pewno potwierdzi moje sowa, e wyda dzi sd zy i krzywdzcy. My 
mu to wszystko ju dzi szczerze i zupenie z serca odpuszczamy... 
Judym uczu w sobie ni z tego, ni z owego co w rodzaju skruchy. Nawet w myli nie postao 
mu nigdy przypuszczenie, e to, co mwi o rzeczach higieny, mona mu bdzie z serca 
odpuci. Zanim jednak zdoa zorientowa si w gszczu nowych, a tak niezwykych uczu, 
67 H e  b e    p e   e  (1820-1903)  angielski filozof i socjolog pozytywistyczny 
68 A m i  u  P 1 a  o... (ac.) - Wprawdzie Plato jest przyjacielem, lecz wiksz przyjacik prawda. 
Wyraenie przypisywane wybitnemu filozofowi greckiemu Arystotelesowi (IV w. p..e.), ktry bdc uczniem 
Platona odrzuci i podda krytyce jego idealistyczn teori idei jako pierwowzorw rzeczy.
69 P a  a d o k   sd wyraajcy myl sprzeczn (czasem tylko pozornie) z oglnie uznanymi zasadami. 
70 M a g  a p a   f u i (at.)  braem wielki udzia (zwrot przysowiowy). 
39 
wsta doktor Powicz, ktry by jednoczenie z drem Kaleckim o gos prosi, i ostrym, dononym 
tonem rzek, co nastpuje: 
 Szanowny kolega Kalecki sformuowa wszystko, co o materiach przez prelegenta poruszonych 
rzec by mona. Wedug mnie kolega Kalecki w jednym tylko miejscu uy barwy 
zbyt nikej na odparcie zarzutw doktora Judyma. Mwi o tym punkcie, gdzie autor odczytu 
narzuca lekarzowi dzisiejszemu obowizek ulepszania stosunkw spoecznych. Jest to pretensja 
dzika, a przemienia si w napa formaln, gdy surowy krytyk twierdzi, e praca lekarza 
polega na udoskonalaniu ycia bogaczw, aeby pospou z nimi dzieli si okruchami zbytku. 
Ja tu wiele rzeczy pomin zupenym milczeniem. Nie bd si rozwodzi nad tym, e rdzeniem 
yciowym, istot spraw ludzkich niezwalczon jest dno kadego czowieka do kultury, 
wyszoci, ycia w piknym mieszkaniu, nawet, horribile dictu!71 dno do bogactwa. 
Nie wiem, dlaczego lekarz miaby by wykluczony od uczestnictwa w podziale tych zreszt 
marnych bogactw tutejszego padou. Chyba dlatego, e, jak sam przyznaje nasz srogi zoil72, 
harujemy ze wszystkich zawodowcw najciej i w najpodlejszych warunkach. Ale, jak zaznaczyem, 
nie bd si nad tym rozwodzi, bo, co tu w bawen obwija, nie ma nad czym. 
Gdy doktor Judym zawiesi na swych drzwiach tabliczk z godzinami przyj, gdy bdzie mia 
do okrycia i wykarmienia nie tylko swe studenckie ciao, ale take osoby drogiej kobiety i 
dziecka, wwczas da Bg doczeka, moe usyszymy od niego mniej surowe sowo na temat 
przywar stanu lekarskiego. 
Chc tu podnie rzecz inn, mianowicie zwrci uwag kolegi Judyma na t okoliczno, 
e jego myli i wzloty altruistyczne nie maj silnego gruntu. Lekarze nie trzymaj wcale w 
rku wadzy, jak im kolega przypisuje. Gdyby najszczerzej i najusilniej chcieli zmusi szynkarza 
z Chteau-Rouge do zastosowania tak zwanych wymaga higieny, to im si to w adnym 
razie nie uda. wiat jest to chytry przemysowiec, ktry nie myli wcale pienidzy zebranych 
wydawa w tym celu, aeby biedny pracowniczek mg sobie lepiej a wygodniej przepdza 
ycie. Dla sprawdzenia, e tak jest, trzeba zstpi z wyyny na pad. Kazania, choby i 
bardzo pikne, nic tu nie poradz. 
To powiedziawszy doktor Powicz usiad. Nastao milczenie trwajce czas pewien, milczenie 
kopotliwe i przykre. 
 Chciaem dorzuci par wyrazw...  rzek Tomasz gosem wtym, chwiejnie dwigajc 
si ze swego krzeseka. 
 Prosimy...  szepn kto z gbi. 
 Ot, ot... nie mylaem, e mj wywd, to jest... moje przedstawienie rzeczy sprowadzi 
tak niespodziewane opinie... Nie miaem myli obraania stanu lekarskiego, owszem, pragnem 
go uczci za pomoc tego, com mniema o jego roli w spoeczestwie ludzkim. Zdaje 
mi si to by dziwnym, e szanowni koledzy znaleli w tym wanie kamie obrazy. Przecie 
ja nie wymagaem od lekarzy ani filantropii, bro Boe! ani tego, eby nie byli ludmi bogatymi. 
Czy ja nie mwiem? Mwiem i powtarzam, e lekarz dzisiejszy jest sug, lekarzemsug 
ludzi bogatych. Czy sam jest bogaczem, to rzecz drugorzdna. Poniewa za moja myl 
zrozumian nie zostaa, wic j rozwijam w inny sposb. Lekarz dzisiejszy nie chce nawet 
zrozumie, a raczej usiuje nie zrozumie tej prawdy, e sprowadzajc do zera posannictwo 
swoje wspdziaa z chytrym, jak mwi dr Powicz, wiatem-przemysowcem. Nie naley 
suy mamonie. Mie j mona  mnie to ani grzeje, ani zibi. A teraz co do mieszka, 
przytukw i tych poczciwych kpieli... Sdz, e szanowny kolega Kalecki le zapatruje si 
na znaczenie tych instytucji. Fundowanie kpieli dla ludu przez osoby postronne, przez filantropw, 
uwaam za dno chybion... 
71 H o   i b i l e d i   u (ac.)  strach si przyzna. 
72 Z o i 1  zoliwy, maostkowy krytyk; nazwa pochodzi od imienia greckiego mwcy Zoilosa (II w. p..e.), 
autora zjadliwych krytyk skierowanych przeciwko Homerowi. 
40 
 Paradne!  zawoa kto na sali. 
 ..gdy odwraca nasz uwag od tego, czyim obowizkiem jest kpiel dla swoich pracownikw 
urzdzi. Jeli dyrektor kopalni wgla wychodzi z podziemia, to ma do dyspozycji 
wann urzdzon przez waciciela kopalni. C bymy sdzili, gdyby dla takiego dyrektora 
fundowa wann kolega doktr Powicz z wasnych, krwawo zapracowanych, a jednak marnych 
funduszw? Tymczasem gdy chodzi o jakiego czeczyn poniej sztygara stojcego na 
drabinie socjalnej, nic nie mamy przeciwko temu, aeby doktr Powicz z wasnego majtku 
fundowa mu sposb ablucji73 zabrudzonego siedliska duszy. Oto gdzie ley kwestia. Utyskujemy, 
amiemy rce nad brudami miast, nad niechlujstwem ludu, my, lekarze, a gdy nastrcza 
si mono od jednego zamachu skasowa niechlujstwo... 
 Ciekawa rzecz, gdzie si ta mono nastrcza? 
 ..dajc otwarcia ani przez tego, w czyim interesie potem i brudem okryli si ludzie  
my na miasto, do filantropa. To samo... 
 Ale kto ma nastawa, kto? Jaki organ, jakim sposobem? 
 My, lekarze My, sl ziemi, my, rozum, my, rka kojca wszelk bole... 
 Jakim sposobem, jakim cudem? 
 Zastanwmy si midzy sob, naradmy, wydajmy uchwa i walczmy z gupot spoeczestwa, 
ktre nie widzi, co to jest ulica Krochmalna albo Kazimierz krakowski... 
 Kpisz pan czy o drog pytasz! 
 Bynajmniej! Jeeli przychodz do mnie po rad, to niech jej suchaj! W przeciwnym razie 
nie lecz, nie lecz wcale! Jeli nie niszcz rde mierci... 
Mwic to wszystko Judym traci stopniowo a szybko poczucie pewnoci siebie. Formalne, 
kategoryczne a miae zaprzeczenia wydary mu z gowy najsilniejsze argumenty. Chcia mwi 
jeszcze o mnstwie kwestii, ale podobnie jak przedtem  straci odwag. W tej samej 
chwili, gdy on nie wiedzia, co wanie dalej mwi, nastao w sali zupene milczenie. W 
przeciwlegym kcie grono zebrane przy stoliku zaczo gono rozmawia o czym innym. 
Gospodarz unis si ze swego miejsca i oczyma da zna onie, e czas prosi do kolacji. 
Wikszo zebranych wstawaa... 
Judym usiad na swym miejscu spocony, z uczuciem, jakby mia gow pen suchego piasku. 
Widzia, e gocie przechodz grupami do sali jadalnej... Nie by pewny, czy ma wyj, 
czy zosta. Gdy si waha, usysza obok siebie gos dra Czernisza: 
 Kolega bdzie askaw... Prosz... 
Wtedy wsta ze swego miejsca i wraz z innymi przeszed do pokoju stoowego. Przy kolacji, 
ktra dla niego bya prawdziw mczarni, mia w ssiedztwie doktorow Czerniszow, 
ktra zadawaa mu jakie uprzejme pytania, zmuszaa do wypowiadania bezmylnych zda o 
literaturze, malarstwie, nawet o jakim bilu angielskim74... Chwilami czu dzik wcieko; 
mia formalny impuls, eby powsta i zdzieli t pikn kobiet pici midzy oczy. Jak na 
urgowisko nie tylko trzyma, ale ze wszystkich stron widzia w umyle racje swoje, gbokie 
fikcje obmylone w samotnoci. Nikt na uwagi nie zwraca, wic mg w przerwach midzy 
pytaniami gospodyni wiczy do woli swj esprit d'escalier75. Kiedy niekiedy tylko zatrzymywao 
si na nim w przelocie czyje spojrzenie i wwczas widzia w nim drwin, ktrej 
bezlitosne oblicze zakryte byo kapturem towarzyskiej przyzwoitoci. 
Pno w nocy skoczya si kolacja. Cz zgromadzenia wrcia do salonu. Inni z cygarami 
wdrowali do gabinetu, niektrzy za po angielsku wymknli si za drzwi. Do szeregu 
ostatnich nalea Judym. W bramie kamienicy, ktra bya od dawna zamknita, kilku z 
uczestnikw zebrania wypukiwao stra stkajcego przed opuszczeniem izdebki. Grono 
73 A b l u  j a  obmycie. 
74 B i 1 a  g i e l  k i  ustawa przy jta przez parlament angielski i zatwierdzona przez krla. 
75 E  p  i  d e   a 1 i e  (franc.)  odpowied przychodzca poniewczasie, spniony dowcip. 
41 
to milczao i gdy si drzwi otwary, poegnano Judyma szybkim dobranoc i uchyleniem 
kapeluszw. Zosta i szed w , t sam stron tylko jaki otyy, niski, wiekowy eskulap, ktrego 
Judym zauway na zebraniu. Bya to figura rozlana, o ydowskich rysach i ruchach. 
 Kolega w ktr stron?  spyta Judym. 
 Ja w stron Krochmalnej... A kolega? 
 Na Dug. 
 No to idziemy w jednym kierunku. 
 Niekoniecznie. 
 Owszem. Dlaczego? Ja mog zboczy. Przyznam si zreszt koledze, e milej mi bdzie 
i razem. O tej godzinie... po prostu strach jest i piechot. W naszej okolicy, niech Bg 
zachowa! 
 A, jeeli tak. 
Judym szed wielkimi krokami. Grubas bieg przy nim, sapic i wydmuchujc dym z cygara, 
ktrego niedopaek arzy si w samych niemal jego wsach. 
Gdy ju oddalili si znaczcie od mieszkania doktorstwa Czerniszw, dr Chmielnicki rzek: 
 Szczerze dzi wspczuem koledze... 
Judym mia inne wyobraenie o tym wspczuciu, zauway by bowiem przypadkowo tuciocha, 
jak przeciga innych we wzgardliwym nadymaniu ust i w obfitoci min ironicznych. 
 Dlaczeg to kolega mia mi wspczu?... 
 Jak to dlaczego? Czy kolega moe dzi czu przesyt z nadmiaru krytyki yczliwej? U 
nas, niestety, tak zawsze. Jeeli kto wyrasta nad gowy tumu, zaraz go... 
 Szanowny kolego, ja nie marzyem o wyrastaniu nad jakiekolwiek gowy. 
 Ja wiem, ja rozumiem! Mwi nie o zamiarze, lecz o fakcie... 
 auj teraz, e czytaem moj elukubracj76... 
 Ale dlaczego? 
 Dlatego, e ten wyskok sprowadzi midzy innymi takie oto drwiny szanownego kolegi. 
 Kolega si mylisz! Na honor... Mnie imponuj ludzie odwani. A co znaczy by wymiewanym, 
by zadrczonym tym wiecznym miechem, jak chory indyk przez stado, to ja 
wiem najlepiej. 
 Jak to? 
 Prosz kolegi, od pierwszej klasy przez cae gimnazjum, przez cay uniwersytet, przez 
cae ycie jestem mieszny. Dlaczego? Ja nie wiem. Oczywicie przede wszystkim dlatego, e 
mam przyjemno by z ydw, a po wtre dlatego, e si nazywam Chmielnicki. Przodkowie 
moi, nawiasem mwic wcale nie lichwiarze ani nie oszuci, pochodzili z miasteczka 
Chmielnika, wic ich zwano Chmielnickimi. Gdyby byli wiedzieli, ile z racji tego nazwiska 
wycierpi ich potomek, wcale niegupi doktr, byliby wybrali dla siebie i dla mnie nie tyle kozackie 
nazwisko. Mogliby si byli przecie nazwa Staszowskimi, Stopnickimi, Olenickimi, 
Kurozwckimi, Piczowskimi, Buskimi. Byoby to im, a i mnie najzupeniej obojtne. Ze 
mnie drwili nawet profesorowie. Pamitam, w Dorpacie nasz nieboszczyk prosektor77 pyta 
mi pewnego razu przy caym audytorium: 
 Panie Chmielnicki, czy aby wierzysz w niemiertelno duszy? 
Pytanie byo artobliwe, ale kategoryczne. Odpowiedziaem:  Panie profesorze, tak jest, ja 
wierz. 
 A gdzie ona jest ta paska dusza? 
 Jak to gdzie? Jest w ciele czowieka. 
 W caym ciele czy w jakiej czci siedzi paska dusza, panie Chmielnicki? 
76 E 1 u k u b  a  j a  mozolnie wypracowany utwr, ale bez talentu. 
77 P  o  e k  o   kierownik prosektorium. 
42 
 W caym ciele siedzi, profesorze. 
 A jeeli czowiekowi urzynaj nog, c si dzieje z dusz? Czy urzynaj rwnie kawaek 
duszy? 
Pomylaem chwil i mwi: 
 Nie. Wtedy zapewne dusza podnosi si cokolwiek wyej. 
Ten dialog szeroko i daleko uczyni mi sawnym. Gdybym dzi da wiatu nieomylny sposb 
leczenia grulicy, zawsze pamitano by, e to ten Czerkies Chmielnicki, co ma niemierteln 
dusz, ktra w miar okolicznoci podnosi si wyej. 
 Prosz kolegi, czyli jest cho jeden czowiek, ktry by nie dwiga na plecach takiego 
kosza miesznoci? My sami kademu z przechodzcych wrzucamy jak bryk ciaru. To 
samo czyni z nami blini nasi. Nic darmo... 
 Nie, nie! Co innego jest to, o czym kolega mwisz, a co innego specjalne brzemi moje. 
To nie kosz, ktry mona zrzuci, lecz garb. Nios zawsze taki, jakiego ciar poznae pan 
dzisiejszego wieczora. 
 Ale to co innego. 
 Tak, co innego, bo to byo, daruje kolega, zasuone, cokolwiek zasuone, moje za jest 
to mieszno, ktr si niesie bez wasnej winy. 
 Wic ja dzi zasuyem... 
 No, nie! Ja si mao znam. Ale, prosz kolegi, jak mona... Takie ostre wystpienie przeciwko 
uznanym prawdom, a nawet, powiem sumiennie, przeciwko... oczywistoci. Medycyna 
to jest medycyna, to jest fach. Ja si nauczyem, wydaem pienidze, woyem ogrom pracy, 
ja umiem, mam patent  wic lecz. Dlaczego medycyna ma by zwizana z filantropi, a 
inynieria nie, prawo nie, filologia nie! 
 Nic nie chc sysze o filantropii! 
 No, to z tymi obowizkami spoecznymi. Dlaczego nie ma obowizkw spoecznych 
rzenik, stolarz, poeta, tylko lekarz? 
 Wie pan co, nie mwmy o tym. 
 Moemy nie mwi, jeeli kolega nie yczysz sobie mwi o tym ze mn. Ale mnie kolegi 
al. 
 Ech, jeszcze stoj na nogach. 
 Kolega wspomniae o tych biednych szajgecach z Parysowa... Ach, Boe! To bya krtka 
wzmianka, ale w niej malowao si co takiego... Dzisiaj ju mao kto mwi u nas o ydach 
jak o ludziach. Jeeli si o nich mwi, to po to tylko, eby ich przyrwna do robactwa, 
ktre oblazo i re ludzi. Kiedy czytam dzisiejsze pisma, pisma, ktre jawnie wzywaj 
do nienawici, do wygadzania, wyrzucania, tpienia ydw, dzisiaj, i to w imi zasad Jezusa 
Chrystusa... 
 Prosz kolegi... 
 Prosz kolegi, ja kade niedzielne wydanie pism... tych pism antysemickich odchorowuj... 
 Po c si wzrusza byle czym! 
 Byle czym! 
 No tak. Pisma takie wydaj szuje, ndzne ajdaki, ktre na szerzeniu nienawici midzy 
ludmi, na niszczeniu solidarnoci robi majtki. Z tego zatrutego posiewu buduj sobie kamienice. 
Ale czy wy sami duo zrobilicie dla podniesienia ydowskiej masy? 
 Czy wiele zrobilimy! ycie w to kadziemy. Pracujemy dzie i noc. 
 Wic dlaczeg, kolego, mwisz, e nie mam racji wzywajc medykw do roli, jaka im 
si naley? 
 Bo tamto robimy dla ydw, my, ydzi. Tu gra rol mio. 
43 
 Wanie, wanie. Mio! Mao te zrobilicie nadymani przez wasz mio. Ja 
chciaem udowodni lekarzom, co powinni czyni pod naciskiem nie mioci bynajmniej, lecz 
wskaza zimnego rozumu. 
Byli na Dugiej, przed bram domu, w ktrym mieszka dr Tomasz. Na odgos dzwonka dr 
Chmielnicki zorientowa si dopiero, e gawdzc przycwaowa a tak daleko. Wanie 
przejedaa doroka, wic j zatrzyma i gramolc si na stopie perorowa: 
 Kolega si mylisz! Medycyna  to fach. 
Zlaz raptem znowu, potkn si w rynsztoku, chwyci Judyma za klap paltota i mwi mu 
w sekrecie: 
 Medycyna to interes jak kady inny. Nie zapomnij kolega o tym... 
 Dobrze, dobrze. Nie mam monoci o tym zapomnie, nie mam nawet rodka. Ale gdyby 
mi danym byo przey na tym wiecie pidziesit lat jeszcze, ujrzabym wszystko to, o 
czym dzi mwiem, jako fakty zrealizowane. Medycyna bdzie wykrelaa drogi Tycia masom 
ludzkim, podniesie je i wiat odrodzi.  Mrzonki... 
 Tak samo z pewnoci mwili w zeszym wieku ci medycy, co to z narzdziami swego 
fachu objedali dwory paskie pokornie wypytujc si, czy kto nie jest saby, gdy im kto 
twierdzi, e stan lekarski bdzie zajmowa to ogromne stanowisko, jakie ju ma dzisiaj. Kolega 
si alisz na szyderstwa, ktre ci spotykaj. Pomyl, co by ci czekao, ciebie, ydalekarza, 
sto lat temu?... 
Doktor Chmielnicki wwali si w dorok i krzykn na wonic pragnc zaguszy 
wzmiank o ydostwie: 
 Krochmalna!... 
44 
SMUTEK 
Pitego padziernika doktor Judym wyszed na spacer w Aleje Ujazdowskie. By to dzie 
pikny. Soce rozlewao ciepo agodne i blask jeszcze jasny, ale ju odchodzcy za dziewit 
gr, za dziesit rzek. Szereg drzew w Alei, ktrych widok tak duo wspomnie nasuwa, 
okry si ju rdz czerniejc. W dali, spomidzy koron kulistych jeszcze, wysuway 
si gazie bez lici jak smutny jaki drogowskaz. Ze szczytw sczyy si barwy trupie, 
zgnie, czerwonorude i coraz niej wsikao w ciemn zielono jasnote zniszczenie. Tu 
li jeszcze ywy otoczy pomie mierci jakby obwdk dziwnej aoby, gdzie indziej strawi 
go do rdzenia, pozostawiajc tylko prki zielone. Bkit niebieski rozcigniony nad t 
wsk smug przestrzeni by ju niky, zasnuty przdziwem chmurek zwianych i pyncych 
wiotkimi pasmami w dal niedocig dla oka. 
Doktor min bram i wolno schodzi w gb parku. Ogromne licie klonw pyny z 
drzew i migay przed oczyma nad ziemi to tu, to tam, jak zote ptaki. Licie orzechw woskich 
i drzew octowych plamiy zielono trawnikw niby krew rozlana i skrzepa. Na dnie 
pustego parku, w cieniu sokor krlewskich niedostpnym dla soca, spoczywa i wyciga si 
mrok chodny. Daleko, w przeciciach szpalerowych, owietlone czuby tych kasztanw 
buchay pomieniami jak jzory ywego ognia. Wszdzie sta rozlany w chodnym powietrzu 
miy, ostry zapach lici zwidych. 
Unikajc miejsc ludnych Judym szed dawn alej na koniec parku. Rosy tam najciglejsze, 
prawdziwie niebotyczne topole, szeleszczce jeszcze twardymi limi; cicho szumiay 
srebrne, dugowose wierzby, co patrz w obumare wody kanaw  i wierki jak pospne 
mnichy w czarnych habitach, zamykajce odlege widoki, marzyy w samotnoci. Powiew 
miertelny obszed ju wokoo te drzewa i na stray ich postawi wylk cisz. 
Dalekie gbie wydaway kiedy niekiedy szmer prdko gasncy, ktry i czowieka zmusza 
do cichego westchnienia. 
Gdy w pewnej chwili rozleg si gwar i miech dziecicy, wyda si czym dziwnym i racym 
wrd surowego szeptu, ktry mwi o mierci. 
Na gadkie czki, niby jeziora nice midzy kpami zaroli, zstpoway smugi wiata 
prawie biaego i ostrymi rysami przerzynay chodne murawy. Tu obok drogi zasanej limi 
taiy si baseny wody nieruchomej, lepej i guchej, ktra przyjmujc w siebie poszarpane 
plamy firmamentu dawaa jakie kamliwe ich odbicie, brzask srebrzcy si a niepochwytny. 
Rysoway si tam czarne pnie i gazie olch nachylonych. Kady ptak siadajcy dla wypoczynku 
strca z nich mnstwo lici. Chodne oddechy jesienne niosy te zwoki skurczone i 
osadzay na zawsze w cichej powierzchni. Zielona woda paszczyzn bardziej otwartych piecia 
w onie swym gazie kasztanw z limi tak tymi, e si wydawao, jakoby pynna 
jasna farba sczya si z nich i w gbi odmiennej tona. Licie te byy zwieszone, przejrzyste, 
delikatne, a rzucay na rodek wody ruchome odblaski, ktre z jej barw zleway si w 
podobizn przepysznie lnicego brzu. W jednym miejscu soce, znalazszy wrd przerzedzonych 
lici obszern drog, rzucio si w gb wody jak wytrysk roztopionego zota o barwie 
zbyt trudnej dla renicy. Midzy drzewami co chwila migay byszczce puda powozw 
pdzcych na gumowych koach. Guchy turkot ich przerywajcy milczenie by gosem, ktry 
z zimnem przyrody harmonizowa. To by wyraz bogactwa, czego tak obojtnego jak ona 
sama. W umyle budziy si skojarzenia, ktre milcz, chocia istniej, podobnie jak dwik 
w natonych strunach. 
45 
Doktor Tomasz w powszedniej trosce yciowej nie roztrzsa ich ani ksztatowa, ale one z 
dnia na dzie jak miriady niewidzialnych mikrobw asymiloway si z umysowoci. Teraz 
spajay si w silne sylogizmy78 i od zjawiska przechodziy do zjawiska, sigajc do gbin 
treci. Byy w myli parweniusza, ktry trafem stan u drzwi paacu kultury. Tkwia w nich 
przede wszystkim skryta pod mask mioci ubogich drapiena zazdro indywidualna wzgldem 
cudzego bogactwa. Od wiekw pona jak piekielny ogie w sercu przodkw, bya najsilniejszym, 
cho najskrytszym ich uczuciem. W duszy ostatniego potomka nie ziona ju z 
niej miertelna, lepa zemsta, tylko wysnuwa si gboki, rozlegy al. Niegdy, za czasw 
dziecistwa i modoci, wytryskiwaa z tego samego rda potna energia czowieka z ludu, 
ktry cwaem biec musi tam, gdzie wszyscy inni dobrze urodzeni rwno, systematycznie i 
bez trudu id. Pniej wyamyway si z tej zazdroci zudy oryginalne, hipotezy, plany i 
gwatowne marzenia, ktre nieraz przeradzaj si w namitnoci i ami si nawet pienidzy. 
Teraz, w dniu spaceru, wszystko pierwszy raz owia jak gdyby chd jesienny. Judym uczu w 
sobie nie dajc si okreli jasnymi sowy agoni tych wanie dawnych marze. Uczucie 
jego znosio proces podobny do lotu strzay rzuconej z tgiej ciciwy i pdzcej jeszcze w 
przestrze, kiedy na wielkiej wysokoci zwalnia biegu, uczuwa nagle swj ciar, ktry j 
wkrtce, cho nie wiadomo kiedy, odwrci grotem na d i porwie ku ziemi. W ktrkolwiek 
stron rzucia si dusza modego lekarza, wszdzie uderzaa w jak si zdradzieck, podobnie 
jak pywak, z msk moc wyrzucajcy ramiona wrd wodnej przestrzeni, zajty zwalczaniem 
tylko jej sabego oporu, gdy si z naga uderzy piersiami o pal nieznany. Judym uczu 
pierwszy raz w yciu, e pal mocniejszy jest ni piersi ludzkie. I pierwszy raz zastanowi si 
nad tym, e mona pywa tylko po wiadomej, przez wszystkich sprawdzonej toni. Z cichego 
szelestu lici pyno do jego serca rozumienie, e si na wiecie nie jest niczym osobliwym, 
e si bdzie jednym z wielkiego szeregu. By to jakby bezwiedny rachunek z samym sob, 
zbieranie do kupy rzeczy ju zdobytych dla sporzdzenia skrztnego ich rejestru. Wypadao z 
tych oblicze, e to, co ju zostao zdobyte, to jest los bardzo wielki. Ale zarazem nie gin 
jeszcze z oczu przestwr dawny, owszem, roztwiera si daleki, nieobeszy... To, co chce 
uczyni, co mgby, za co ycie swe gotw jest pooy czowiek nowoczesny, doktor Judym 
widzia w gbi swego serca. I czu, e od tych prac musi cofn rce. 
Wszystko, czym dusza jego ywia si, tak samo jak ciao chlebem, w czyn si zamieni 
nie mogo, musiao pozosta sob, tym samym, marzeniem. Ze wszystkich tych zazdroci i 
pragnie ofiarnego dziaania na duym polu, z arocznych egoizmw, ktre si przeistoczyy 
w czucia nadindywidualne, wolno teraz idcych drzema w przymusow bezsilno, sczy 
si smutek jak palce krople trucizny. Napojone nim serce obejmowao wiat, ludzi i rzeczy 
jakby w minucie poegnania. 
Smutek, smutek... 
Rozkuwa marzenia z kajdan myli i przenika na wskro, jak noc przenika wod. Zostawa 
z czowiekiem sam na sam niby ulotny a niewtpliwy cie jego postaci. W ktrkolwiek stron, 
do jakiej rzeczy wzrok byo obrci, wi si po ziemi niedocieczony a wszdzie obecny. 
Doktor Judym szed pustym szpalerem, z gow zwieszon, z rkami w kieszeniach paltota. 
Czasami potrca nog kasztan wieo wyusknity, byszczcy wrd suchych lici, albo 
wista przez zby aryjk gdzie niegdy syszan i licho wie dlaczego trzymajc si pamici. 
Stan u koca alei nad wod i chcia przej na drug stron szosy, aeby skierowa si ku 
paacowi, a potem ku wyjciu. Karety jedna za drug pdzce wstrzymay go na miejscu. Leciaa 
jedna, tu za ni druga, trzecia... Judym cisn zby i zmruonym okiem przeprowadza 
te pojazdy. Do melodii jego aryjki przyczepio si sowo: 
78  y 1 o g i z m  wnioskowanie porednie polegajce na wyprowadzeniu nowego sdu, zw. wnioskiem, z 
dwch innych sdw, zw. przesankami. 
46 
 Powozy, powozy, powozy... 
Trzeba byo jeszcze sta na miejscu, gdy z oddali pdzi ostrym kusem czwarty, lnicy 
wolancik. 
Doktor wspar si na niskiej barierze i ociaym wzrokiem spotyka jadce osoby. Nagle 
dozna takiego wraenia, jakby go ze wszech stron otoczyo promienne wiato wiosny i zapach 
r. W powozie siedziay trzy panienki, z ktrymi swego czasu zetkn si w Paryu i 
jedzi do Wersalu. Starsza z nich, panna Natalia, odwrcia gow i poznaa doktora. Gdy 
niemiaym ruchem nis rk do kapelusza, skina mu gow i rzeka co do towarzyszek. 
Wwczas odwrcia si panna Joanna i Wanda zajmujca przedni aweczk. Doktor zobaczy 
tylko twarz i umiech pierwszej, gdy konie porway wolant i uniosy go midzy drzewa. 
Umiech ten snu si przez mgnienie oka w jego renicach jak bysk wiata. Potem z wolna 
rozwia si w nico. 
Promienie soneczne gasy na wodzie i zamieray w gbinie lici, jakby ustpujc przed 
ostrym chodem, ktry si z wody i z ziemi dwiga. Sennie i z posuszestwem, niby na rozkaz 
tych martwych fal niewidocznych, pyny te licie i koysay si na powietrzu. Zdawao 
si, e wybieraj dla siebie mogiy zstpujc z ciemnych schodw. Judym szed w swoj 
drog ze spuszczonymi powiekami, zatopiony w marzeniach. 
47 
PRAKTYKA 
Proroctwo doktora Powicza co do dalszych losw Judymowych spenio si o tyle, e 
istotnie tablice z wyszczeglnieniem godzin przyjcia umocowane zostay nie tylko na 
drzwiach mieszkania doktora Tomasza, ale take u wejcia do sieni kamienicy, w ktrej zamieszka. 
Szyldy te opieway, e doktor przyjmuje w godzinach popoudniowych, midzy 
pit a sidm. Cae ranki spdza w szpitalu na oddziale chirurgicznym, gdzie peni obowizki 
asystenta. Stoowa si, jak za czasw studenckich, na miecie, a od godziny pitej, 
stosownie do wskaza spiowymi literami wyrytych na tablicach, siedzia w gabinecie a do 
sidmej. Nie pozwala sobie ani najdrobniejszego przekroczenia godziny pitej, tym mniej 
wydalania si przed sidm. Ju w chwili wynajcia lokalu zdecydowa, e trzyma si bdzie 
tego przepisu jak najcilej, tote wykonywa go ze skrupulatnoci nieubagan, odtrcajc 
wszelkie impulsy i mamida przez wzgld na ksztacenie w sobie charakteru, a osobliwie wytrwaoci. 
Prawda, e w cigu miesica wrzenia, padziernika, listopada, grudnia, stycznia i 
lutego nie zjawi si w tym mieszkaniu ani jeden pacjent, ani jeden kulawy pies nioscy w 
zbach rubla, jednak nie upowaniao to wcale do zrywania tablic, a tym mniej do jakichkolwiek 
przerw i uchybie w ksztaceniu woli. Byo i jest rzecz wiadom, e pocztki praktyki... 
itd. Tote doktor Tomasz czeka niezachwianie. Lokal skada si jak gdyby z trzech 
pokojw. Najwikszy z nich (wanie gabinet) oddzielony by sieni od znacznie szczuplejszego, 
ktry stanowi poczekalni. Zarwno sie, jak poczekalnia przepoowione byy 
forsztowaniami, pierwsza na sie i pseudokuchni, druga na poczekalni waciw i, jeeli 
godzi si tak go nazywa, pokj sypialny. Cay apartament mieci si na dole, od frontu, co 
zaopatrywao go wprawdzie w turkot ulicy Dugiej oraz w wilgo, ale za to pozbawiao wiata 
dziennego. Co si tyczy umeblowania, to doktor Judym ywi i wprowadza w czyn mniemanie 
radykalne: Po co  myla  mam meblowa mieszkanie, cui bono79? Czy mj pacjent 
zyska co na tym? Czy moe ja za pomoc kanap i obrazw zyskam pacjentw? Bynajmniej! 
Co postanowi, to wykona, a raczej nie wykona w tym mieszkaniu nic prawie. W gabinecie 
sta stolik przykryty bibu, na nim kaamarz, piro i papier do pisania recept. Obok 
stolika czekay cztery drewniane stoki. Przy cianie nudzia si stara sofa obita czym wzorzystym. 
W poczekalni mogo si rozsi wygodnie co najmniej piciu pacjentw. Bya tam kanapa, 
dwa fotele, par stokw, Tygodnik Ilustrowany, pojedyncze numery rowego czasopisma 
Gos i jaki impresjonistyczny rysunek w ramkach na cianie. Wszystkie te meble, 
z wyjtkiem naturalnie Tygodnika, Gosu i rysunku, kupione zostay za gotwk na ulicy 
Bagno w pewnym bardzo renomowanym skadzie bardzo hrabskich mebli. Podogi zostay 
wieo pomalowane olejn farb, w przedpokoju umieszczono lustro (wszystko ku wygodzie i 
niezbdnej potrzebie pacjentw). Co prawda lustro miao waciwoci szczeglne. Pacjent 
najbardziej trzewo usposobiony mg dosta pomieszania zmysw ujrzawszy w tej tafli 
szklanej swe oblicze... Nos ukazywa si tam zawsze rozdty jak kolba dubeltwki, jedno oko 
w czole, a drugie tu przy prawej dziurce nosa, usta literalnie od ucha do ucha i nad podziw 
imitujce buzi nosoroca. Obowizki gospodyni mieszkania, sucej a zarazem portierki, 
ktra by na pierwszy odgos dzwonka otwieraa drzwi pacjentom, przyja niejaka pani Walentowa, 
maonka wdrownego bednarza. Mieszkaa w suterenie tego samego domu, a tu 
79  u i b o  o (ac.)  w imi czyjej korzyci? po co? 
48 
pod gabinetem doktora Judyma, co w znacznej mierze uatwiao komunikowanie si za porednictwem 
walenia obcasem w ziemi. Pani Walentowa byo to babsko stare, grube, skrcone 
przez rozmaite suterenowe  a m a  i a, niewtpliwie opice m o  o p o 1 w duej iloci, 
aczkolwiek w sekrecie  jednym sowem g  z m o  warszawski. 
Jako wyrczycielka m a m y speniaa czynnoci mniej wicej pitnastoletnia crka, dosy 
adne dziewcztko, czekajce tylko odpowiedniego wieku, aeby wyj na ulic z ciemnicy 
suterenowej. 
Te biaogowy zagospodaroway si w mieszkaniu doktora Tomasza z tak wszechwadz, 
e mowy by nie mogo ani o ukrceniu ich praw, ani tym mniej o jakiej zmianie trybu postpowania. 
Wyrzec si ich usug nie byo monoci, gdy zaczynay obydwie rycze jednym 
strasznym bekiem, wzywajc na wiadectwo gd, chd, ndz, ble, amania... Procesowa 
si o wszelkie rzeczy gince nie wypadao, gdy zaklinay si z miejsca na tyle i takich sakramentw, 
e chyba czowiek wyzuty ze wszelkiej delikatnoci mgby je podejrzewa o krzywoprzysistwo. 
Co si dziao ze wiecami, z naft, wglem kamiennym, cukrem, chlebem, 
herbat, masem, ze skadowymi czciami garderoby mskiej itd.  to jest wieczn tajemnic. 
Kady prawie przedmiot kupiony za pienidze tyle istnia w wiecie zjawisk rzeczywistych, o 
ile figurowa w rachunku. Poza tym bytowa tylko w imaginacji Judyma podsycanej przez 
niektre ze zmysw. wiec nabytych nigdy, literalnie nigdy nie byo. Wstpujc nocn por 
w progi domowe doktor Tomasz zawsze laz omackiem i nadaremnie szuka zapaek, lichtarza, 
lampy... e jednak wiece rzeczywicie w mieszkaniu egzystoway i pony, o tym 
wiadczya wielka obfito kropel zastygej stearyny nie tylko na lichtarzu; na pododze, na 
obiciu kanapy, stokw, na przecieradach ka, ale take dziwnym zbiegiem okolicznoci 
na ineksprymablach i akietach wiszcych w szafie na klucz zamknitej. Lampa bya wiekuicie 
wewntrz pusta, z upalonym knotem, ale za to niewtpliwie naft pooblewana ze strony 
zewntrznej i cuchnca tym szlachetnym paliwem z odlegoci piciu krokw, co w kadym 
razie wskazywao, e co kupiono, to wylewano ze szczodrobliwoci. Cukru i buek dr Tomasz 
nigdy w szafie nie znalaz, choby si z godu wi pod jej drzwiami, natomiast nie zamiecione 
okruszyny say si wszdzie, a szczeglniej w ku... Jedna porcz wycieanej 
otomany, kupionej za gruby pienidz, wkrtce okryta zostaa jakim szczeglniejszym tuszczem, 
a druga uczerniona  z u w a k  e m i zwalana botem, jak to mwi, do cna. Wyobrania 
doktora widziaa niby w biay dzie na jednym z wakw cennego mebla wypomadowan 
gow panny Zoki, a na drugim oparte teje Zoki k o p y  a (wyobrania widziaa 
mianowicie k o p y  a  nie nogi). Stolik wieo na moje sumienie politurowany, kiedy go 
kupowano w sklepie, by wkrtce zbiorowiskiem okrgych ladw (wymownie wiadczcych 
o tym, e jednake samowar doktorski produkuje znakomity wrztek). Z pocztku dr Tomasz 
usiowa wytworzy stosunek peen yczliwoci, braterski. Nim upyn miesic, ju walczy, 
a w listopadzie by zwyciony i wzity do niewoli. Odtd, jeeli nawet zasta Zok wylegujc 
si na kanapie z k o p y  a m i obarczonymi botem, jeeli nawet spostrzega Walentow 
opic herbat z arakiem przy stole obficie zastawionym jego wiktuaami, stosowa jedynie 
moliw, aczkolwiek mao skuteczn metod wosk: guarda e passa80. Nie byo innej rady... 
Zamyka si w swym gabinecie, a reszt mieszkania oddawa in direptionem81... 
W godzinach przyjcia doktor Tomasz nie omiela si czyta ksiek. Siedzia za swym 
stolikiem wyprostowany i czeka. Tak byo we wrzeniu, w padzierniku... Z czasem pozwoli 
sobie na czytanie gazet w pozie ju to siedzcej, ju lecej. Przy kocu grudnia tego roku 
czytanie gazet odkada w cigu doby na godziny przyj, a po Nowym Roku zacz znosi do 
gabinetu na te wanie godziny rozlege utwory Zoli, Jokaja, Dumasa, Lama. W sieni zawsze 
80 G u a  d a e p a   a (w.)  spjrz i id dalej (cytat z Boskiej Komedii Dantego). 
81 I  d i  e p  i o  e m (ac.)  na rozgrabienie. 
49 
o tej porze siedziaa Walentowa na wycieanym krzeseku, z nogami okrconymi jakim grubym 
wojokiem. Z pocztku tak zwanej wizyty baba kaszlaa, stkaa, wzdychaa na wiadectwo 
czuwania  w rodku stopniowo zacichaa, a wkrtce potem dawao si sysze tgie 
chrapanie. Byway dnie takie, e w cigu drugiej czci programu rozlega si rumor i oskot. 
Walentowa w trakcie drzemki zlatywaa z chwiejnego krzesa. Po kadym takim wypadku 
doktor musia jej dawa kopiejki na arak, gdy przysigaa na wszelkie witoci, e to sabo 
z godu i czczoci tak ni rzuca o ziemi. Kilkakrotnie wzywano modego eskulapa do 
mieszkacw domu w raptownych wypadkach zasabni, przewanie poniedziakowej natury. 
Raz w jesieni przyszed stary introligator z ssiedniej kamienicy, zadzwoni, zbudzi Walentow 
i narobi istnego pieka. Judym bada go, stuka, puka, wygina, kad na sofie, gnit, 
oglda ze wszystkich stron i wypuci, rozumie si, bez pobrania honorarium. Po tym zdarzeniu 
nastaa cisza trwajca dobre dwa miesice. 
Pewnego dnia w marcu, znowu w godzinie przyj, da si sysze cichy gos dzwonka. 
Walentowa otwara drzwi i wpucia ma, chud dam w czerni, o twarzy wywidej, suchej i 
mizernej. 
Przybya spytaa o doktora Judyma i powziwszy wiadomo, e jest u siebie, wesza do 
gabinetu. 
Pacjentka, jak mi Bg miy!...  j myle doktor Tomasz i dozna ciepego uczucia na 
sam myl o pierwszym rublu zapracowanym we wasnym apartamencie. 
Dama wrd ukonw obustronnych zaja miejsce i rozejrzaa si po umeblowaniu. 
 Pani dobrodziejka jest cierpica?  zapyta doktor. 
 O, tak, panie konsyliarzu... Od lat, od caego szeregu lat... 
 I jakie to cierpienie? 
 Gdyby to jedno! Cay szereg chorb, ktre inn osob, mniej wytrzyma, dawno by 
wpdziy do grobu. 
 Ale gwna, zasadnicza? 
 Czy ja wiem, panie konsyliarzu. Zapewne wtroba... 
 Wtroba... Ot... 
 Bo to jaka duszno, bezsenno, kaszel, ble... 
 Wic s ble? I to w tej okolicy? 
 Ach, jakie ble! Jzyk ludzki wyrazi tego nie jest w stanie! 
 Ble... rozdzierajce, uczucie rozdzierania, nieprawda? 
 Tak, bywa i to. Nieraz budz si rano, to jest, podnosz si rano przepdziwszy noc bezsenn 
i jestem tak upadajca... 
 Prosz pani, apetyt? 
 Ale kt by na to wszystko zwraca uwag, panie konsyliarzu, kt by przykada swoje 
cierpienia do tego, co znosi nieszczliwa ludzko. 
Patrzajcie...  myla Judym  a to co znowu? 
 Zapewne pan konsyliarz sysza...  zacza dama poprawiajc si na krzele i przyciskajc 
do piersi swoj torebk  o naszym stowarzyszeniu, ktrego celem jest nawracanie dziewczt, 
pojmuje pan konsyliarz, zego prowadzenia si. 
Tu dama spucia oczy i zacza patrze w kt gabinetu. 
 Nic a nic nie syszaem...  rzek Judym. 
 Ot... celem naszego stowarzyszenia jest  po pierwsze.. 
I jazda! Mino p godziny, trzy kwadranse, godzina... Dama bez przerwy mwia o celach 
stowarzyszenia. Na pocztku drugiej godziny zacza mwi o rodkach, a waciwie o braku 
rodkw. 
Gdy upyno mniej wicej sze kwadransw od chwili zaczcia tej dyskusji, nastpia 
wreszcie proba o wsparcie zasikiem stowarzyszenia, ktre itd. 
50 
Doktor bez wahania wyj rubla papierowego, pooy go na stole i rozprostowa palcami. 
Dama niezwocznie wzia datek, zapisaa co w karneciku i znowu wrd sw biblijnych, 
ukonw, umiechw i dzikczynie wiona za drzwi. 
Walentowa po wyjciu kwestarki dostaa wciekego kaszlu. Doktorowi, gdy sta na rodku 
gabinetu i wista przez zby, wydao si, e g  z m o , ktry, rozumie si, podpatrywa 
przez dziurk od klucza, pka ze miechu, e si dusi i parska... 
Takie byy w krtkim zarysie dzieje pocztkowe kariery doktora Judyma. Resztki funduszu 
zostawionego przez ciotk wyczerpay si, kredyt u sklepikarzy by poderwany, a przyszo 
nadchodzia mglista. Od chwili wypowiedzenia niefortunnej lekcji o pauperyzmie w salonach 
doktora Czernisza Judymowi byo w wiecie lekarskim nijako. Nie mg si skary na to (nie 
mia prawa), eby ktokolwiek odsun si od niego czy wiadomie stroni, ale czu dokoa 
siebie prni i wyzibe miejsce. Starsi i modsi koledzy witali go, jak dawniej, uprzejmie; 
byli tacy, co moe nawet niej kaniali mu si kapeluszami, ale w powietrzu drgaa rada: bierz 
manatki, filozofie, i ruszaj w wiat, bo tu nic nie wysiedzisz... 
Doktor Tomasz rozumia to sam znakomicie, e w organizmie ywym uczepi si jak obce 
ciao, ktre tamuje krenie krwi pulsujcej. Gdyby si by zbliy do ludzi wybitnych, zasign 
ich wskazwek, odwiedza ich jako go i domownik, staby si wkrtce jednym z trybw 
tej maszynerii i zyska klientel. Rozumia to wszystko bardzo piknie, wiedzia, jak by 
by mogo, co by naleao zrobi, ale dzikie myli i uparte trzymanie si tego, co one ju 
spodziy, powstrzymyway go od zmiany trybu postpowania. 
Zdecydowa si i drog, ktr sobie by obra, no i szed, rzecz prosta, w niezupenie caych 
butach. 
W tym czasie (przy kocu marca) wczesnym rankiem przybiega Wiktorowa z wiadomoci 
o mu. Rozpowiadaa, jak co byo, gosem z paczu olizgym blisko godzin, a pniej, 
wymieniwszy wszelkie szczegy skrupulatnie, zabraa si i odesza do swej fabryki. 
Doktor dugo siedzia w mieszkaniu, peen myli icie marcowych. Wszystko szo dziwnie 
le, opacznie, pitrzyo si, jak zator kry na rzece, tamujc bieg ycia. Rozmyla o tym, e 
musi obecnie pomaga bratowej, utrzymywa i j, i ca famili w zastpstwie Wiktora, gdy 
zostawi ten obowizek wyjtkowo na barkach biednej kobiety nie byo monoci. Tymczasem 
finanse byy w stanie opakanym. Peen gorzkich myli uda si Judym do swego szpitala. 
Wyszed stamtd wczeniej ni zwykle, czu bowiem w sobie jak niemoc wewntrzn przeszkadzajc 
mu w pracy. Ze wstrtem powlk si do mieszkania Wiktora. Zasta tam tylko 
ciotk, ktra co pod oknem cibaa, i dzieci dokazujce w ssiedniej izbie. Ciotka miaa oczy 
przekrwione od paczu, usta zacite, nos jeszcze bardziej ostry. Przywitaa go wzrokiem penym 
niechci, prawie odrazy. Zawsze na niego krzywo patrzaa jako na pupila i spadkobierc 
siostry swej, ktr przed laty okropnymi sowami wykla... Teraz, wida, zawzito wzmoga 
si i dosiga ostatniej granicy. 
Judym nie zwraca na star uwagi. Usiad w kcie i sennym okiem przypatrywa si izbom 
dotd nie uporzdkowanym. Widok zdziczaych dzieci nasun mu myl, eby teraz, kiedy nic 
lepszego nie ma do roboty, zaj si edukacj tych siostrzecw. Wzi na spytki chopca i 
przekona si, e urwis czyta jako tako, cho z cikim stkaniem, ale poza tym ani be, ani 
me. Owa sztuka czytania byo to dzieo ciotki, ktra teraz spod oka patrzya na praktyki Judymowe. 
Karola zaledwie umiaa rozrni litery. 
By prawie zmrok, kiedy doktor stamtd wyszed. Brn z nastawionym konierzem, ze 
wzrokiem upadym, peen wewntrznej nudy i lenistwa. Odruchowo, nie widzc ani ludzi, ani 
ulic, eglowa w stron cukierni, gdzie czasami czytywa dzienniki. Na rogu, szybko skrcajc 
w dzielnic ludniejsz, zetkn si z doktorem Chmielnickim. 
 O, c to kolega tak siarczycie maszeruje?  zawoa grubas  o maocie mi nie 
uszkodzili... 
51 
 Ja? Ale gdzie tam  id... 
 Widz, widz  do chorego. 
 Akurat!  parskn Judym na cae gardo. 
 Nie do chorego?  spytaa chluba miasta Chmielnika z odrobin ironii w gosie. 
 Nie mam wcale chorych!  rzek Judym i wycign rk na poegnanie. 
 Zaraz, czekajcie chwileczk! Jeeli wam do zdechlakw nie pilno, to dlaczeg nie uci 
gawdki? 
 Kiedy zimno. Chod kolega na kaw, to bdziesz gada, a ja posucham. 
 Dobra! Id na wieego Kuriera, akurat mam odrobin czasu. 
Poszli ulic i wkrtce zasiedli przy marmurowym stoliku w piknej cukierni. Dr Chmielnicki 
wyadowywa ze siebie pgosem rozmaite wiee k a w a  y, z wielkim obiektywizmem 
wcigajc do tej serii k a w a  y, gdzie jego rodacy prezentowali si nieszczeglnie. 
Judym mia si z anegdot, ale tym umiechem warg, w ktrym oczy nie bior adnego 
udziau i ktry zbyt przeczulona subtelno narratora mogaby poczytywa za impertynencj. 
W trakcie jednej ze szczeglnie jakoby paradnych historyjek Czerkies znienacka zapyta: 
 Ale, ale, moe bycie wyjechali na prowincj? 
 Czego?  krzykn dr Tomasz. 
 Nic, nic! Ja tu mam misj wyszukania asystenta dla mojego kolegi Wglichowskiego, 
ktry jest dyrektorem zakadu w Cisach. Jeli wy nie chcecie, to trzeba bdzie szuka kogo 
innego. Na mier zapomniaem... 
 No, to ja nie pojad na prowincj. 
 To nie jest jaka ordynarna prowincja, jakie Kurozwki (cho to stamtd niedaleko) ani 
tym podobny agw. Uchowaj Boe! 
 Nie jad do Kurozwk ani nawet do agowa. 
 Ach! Czy ja was bior za konierz i cign do agowa? Mwi tylko, relata refero82. 
Niezwocznie obraza! Rozumie si, e wy nie moecie tam jecha. Jak to? By w Paryu u 
Lucas Championiera83 i potem jecha do Cisw. To przecie  o  z e  . 
 Spodziewam si, e to nie tylko nonzens, ale nadto nonsens. 
 Bez wtpienia. No, ale nie idzie za tym, ebymy nie mieli deliberowa nad kwesti obsadzenia 
asystentury u tego kochanego Wglicha. 
 Co to znaczy sowo Wglich? 
 Wglichowski jest moim koleg z Dorpatu. Mieszkalimy razem. Tgi lekarz... mgby z 
niego by, gdyby nie to, e ten czowiek zawsze wszystko bra lekko. Nie lubi czyta  ot, co 
jest. A od chwili znanego przewrotu w medycynie warszawskiej, kto nie czyta, kto nie pozuje 
na uczonego, ten musi szuka jakich Cisw. Znasz kolega Cisy? 
 Nie znam. Syszaem o tym co... To w Kieleckiem zdaje si... 
 Aj, zdaje si... Jak mona takich rzeczy... Cudze rzeczy zna dobrze, a swoje potrzeba!
84 
 Kolega mi aplikuje niniejsz sentencj w sensie admonicji85 czy tylko jako wzr krajowego 
przysowia? 
 Doskonale, paradnie! Ale wracajc do Wglicha... 
 Ach, z tym Wglichem... 
82  e l a  a  e f e  o (ac.)  zwrot przysowiowy; powtarzam to, co mi powiedziano. 
83 L u  a   h a m p i o  i e   Just Lucas-Championire (1843-1913), znakomity chirurg francuski. 
84  u d z e  z e  z y z  a  dobrze, a  w o j e p o   z e b a  w Przysowiach mw potocznych Andrzeja 
Maksymiliana Fredry (1621-1679) przysowie to brzmi nastpujco: Cudze wiedzie rzeczy ciekawo jest, a 
swoje potrzeba.
85 A d m o  i  j a  napomnienie, nagana 
52 
 Ale posuchajcie! Wy tam modsi znacie si midzy sob, atwiej moecie wskaza odpowiedniego 
czowieka. Miejsce wcale nieze. Daj tam szeset rubli... 
 Fiu  fiu... 
 Pyszny lokal i cakowite utrzymanie. 
 A c trzeba robi? 
 Zwyczajne rzeczy. Gupstwa. Latem zjeda si dosy chorych, wic pospou z innymi 
lekarzami trzeba si nimi zaj. Kpiele, uwaacie, wanny, natryski  o, takie rzeczy. Figle w 
gruncie rzeczy, a w okolicy praktyka jak sto tysicy diabw. To nie jest byle co. Moe kto z 
waszych znajomych skusi si na te Cisy. 
Judym zamyli si, kaza sobie poda jeszcze jedn filiank kawy, wypi j duszkiem, 
odstawi i rzek do Chmielnickiego: 
 No, dobrze, ja mog jecha na to miejsce. 
 A co? Nie powiedziaem? Pyszna myl! 
 Gdzie jest ten doktr Wglichowski? 
 Jest wanie w Warszawie i jutro zgosi si do was. 
 No, to ju moe ja do niego? 
 A dlaczego? Przyjdzie do was. O ktrej godzinie? 
 Midzy pit a sidm. 
 Tam u was, na Dugiej? 
 Na Dugiej. 
 Dobra! 
Dr Chmielnicki zapisa sobie co w notesiku patrzc do jego wntrza lewym okiem jak 
przez lup, zoy gazet na ssiednim stoliku, gdzie wanie jaka pikna Iza szczerzya 
zby do wymokego lowelasa, i poda Judymowi prawic. 
 A wic do jutra! wietna myl... 
 Zobaczymy...  mrukn doktor Tomasz zwieszajc gow. 
Gdy dr Chmielnicki znikn, pogry si w rozmylaniach: 
Tak, tak... Trzeba dokd i, to darmo. Wiktorowa si nie wyywi, a i ja czy dugo bym 
potrwa z tak sum pacjentw jak obecnie. Pojad. Moe nie na zawsze, moe na rok, na 
dwa, Moe gdy wrc, bdzie, do stu tysicy diabw, co innego. 
Za powrotem do domu, w nocy i nastpnego dnia bez przerwy myla o wyjedzie. aowa 
Warszawy caym sercem. Porzucenie jej byo dla niego tym przykrzejsze, e sam by z urodzenia 
ykiem, mieszczuchem, znajcym wie z wycieczek letnich, z romansw, opowiada 
ustnych, z rysunkw. O tym, jak to si zim mieszka wrd tych pl olbrzymich, po ktrych 
zamie tacuje, nie myla nigdy. Teraz to wszystko snuo mu si przed oczyma i przygnbiao. 
Nazajutrz o godzinie pitej zasiad w swym fotelu i spokojnie oczekiwa kataklizmw ma-
jcych nastpi. Miny zaledwie dwa kwadranse, gdy dzwonek mocno szarpnity zadra 
jakby ze strachu i pocz krzycze na star o roztwieranie drzwi co rychlej. Wszed do mieszkania 
i zapyta o Judyma pan niskiego wzrostu w zniszczonych bobrach. Gdy doktor Tomasz 
wybieg na jego spotkanie, usysza oczekiwane nazwisko: 
 Wglichowski. 
By to czowiek lat pidziesiciu kilku, niski, bodaj za may, chudy, kocisty. Nalea do 
rasy jdrnych, zdrowych, zwinnych staruszkw, ktrzy prawie nie zmieniaj si w cigu pitnastu, 
dwudziestu lat od czasu, gdy posiwieli. Twarz mia przyjemn, o rysach regularnych, ze 
skr rumian koloru wypieczonego chleba. Z natury krtka, kdzierzawa broda, bieluteka 
jak mleko i takie wsy zdobiy j harmonijnie i dopeniay mile barw twarzy, nadajc obliczu 
wyraz szczeglnego wdziku. Mimo woli witao si t gow myl: Jaki to przystojny, 
jaki adny staruszek! Wosy na jego skroniach, zupenie tak samo biae jak broda, srebrzyy 
53 
si dokoa ysiny. Nade wszystko uderzay oczy. Wanie uderzay. Czarne jak tarki, byskotliwe, 
mieniy si od postrzee, znamionujc rozum, a raczej spryt pierwszorzdny. Dr Wglichowski 
ubrany by w skromne, czarne suknie, ktre na nim dziwnie dobrze leay. Jego 
zwyky stojcy konierzyk, czarny, niemodny krawat byy w harmonijnej zgodzie z ca postaci, 
a jednoczenie wskazyway na dbao o siebie dalek od elegancji, na czyciuchostwo, 
ktre stao si przywar, naogiem, prawem. 
Wszedszy do gabinetu doktor Wglichowski zmierzy badawczym spojrzeniem (wcale nie 
ukradkiem ani przelotnie) wszystkie sprzty, usiad na podanym krzele z dala od stolika, 
strzepn jak prszynk z klapy surduta, zmruy powieki i wlepi w Judyma swe mdre 
oczy. Ten dozna bardzo niemiego uczucia przymusu, a raczej podwadnoci wobec tego 
czowieka, ktrego pierwszy raz w yciu widzia i z ktrym by mocen rozej si bez zwoki. 
Poznanie wewntrzne mwio mu, e nie mgby wada tym staruszkiem za pomoc adnej 
siy: ani za pomoc pienidzy, ani za pomoc siy nauki. Jakby dla skasowania tej obserwacji 
twarz dra Wglichowskiego rozwidni grzeczny umiech: 
 Przyjaciel mj z czasw dorpackich, doktr Chmielnicki, mwi mi, e kolega zgodziby 
si wyjecha z Warszawy w charakterze asystenta... 
Sowa te brzmiay mikko i cicho. 
 Tak, wspomniaem koledze Chmielnickiemu...  odrzek Judym bez wasnej woli i wiedzy 
tym samym tonem  chocia zaleaoby to od wielu okolicznoci. 
 Zaleaoby od wielu okolicznoci... Kochany panie... Czy znasz kolega Cisy? 
 Nie, ani troch, tak dalece, e wczoraj nie umiaem powiedzie, gdzie, w jakiej guberni, 
w jakiej okolicy kraju le te Cisy. 
Dyrektor Wglichowski milcza przez tak akurat chwil, jaka moga w sobie zawrze 
zdanie: Dziwi mi, e si tym chwalisz... 
 Czemu chcesz wyjecha z Warszawy, kochany panie?  rzek gono. 
 Dla bardzo prostej przyczyny: nie mam tu z czego y. 
 Z czego y...  powtrzy doktor Wglichowski jak echo, takim gosem, jakby nie tylko 
racja wydaa mu si zupenie wystarczajc, ale nadto jakby pooenie modego lekarza bez 
praktyki uwaa za cakiem wzorowe i z prawem zgodne. 
 Zreszt  cign doktor Tomasz niechtnie  s jeszcze inne powody. Nie chc ich 
ukrywa przed panem. Miaem tu w jesieni roku zeszego odczyt, ktry jest wyrazem moich 
staych i niezmiennych przekona, a ktry nie podoba si ogowi lekarzy. Nie mam nadziei, 
ebym kiedykolwiek mg tutaj stworzy sobie mono jakiej szerszej dziaalnoci. 
Dyrektor nie spuszcza z Tomasza oka, gdy ten mwi frazesy powysze. Oczy jego nie 
tylko przypatryway si twarzy mwicego, ale wywczyy ze prawd, jak magnes rusza i 
cignie z ich miejsc martwo lece opiki elaza. Po dugiej chwili takiego indagowania 
wzrokiem dr Wglichowski rzek: 
 Wiem o tym. Opowiadano mi t historyjk ze wszelkimi szczegami. Wiedziaem o 
niej, gdym si tu wybiera. Kochany pan bye w Paryu? 
 Byem. 
 Rok z gr? 
 Tak jest. 
 No i mwisz po francusku? 
 Mwi. 
 Pynnie, wykwintnie, po parysku? 
 Czy tak znowu po parysku, tego twierdzi nie mog. Mwi z zupen swobod. 
54 
 Z zupen swobod... Czy nigdy nie zdarzyo ci si widzie za granic urzdze kpielowych? 
Na przykad hydropatycznych86 wanien?... 
 Owszem, widziaem to w Paryu, a szczeglniej w Szwajcarii, w Albis, w Baden, na Righi 
i w innych miejscach. Jedziem tam ze znajomym, pewnym inynierem z grnictwa, ktry 
tua si po takich zakadach. Wycignem go z ogrdka systemu Kneippa87 w Zurychu i 
woziem z miejsca na miejsce. Znudzio mnie to prdko, wic zostawiem go na pastw kpielowym 
w doskonaym Righi Kaltbad. 
 Kaltbad... Doskonaym... Prosz kochanego pana, czy moesz mi okreli, jakie jest 
twoje usposobienie: czy lubisz towarzystwo, taczysz, bawisz si? 
Judym musia powtrzy sobie w myli to pytanie, aeby przede wszystkim samemu sobie 
zda spraw, jakie waciwie jest jego usposobienie. 
 Zdaje mi si...  rzek ze miechem  e dosy lubi towarzystwo, tylko nie bardzo 
umiem by czowiekiem miej zabawy, gdy pochodz... 
 Kochany panie, wiem, skd pochodzisz, i dlatego tu przyszedem...  przerwa dyrektor 
gosem szorstkim i patrzc mu w oczy tak prosto, jakby w tym wzroku i brzmieniu mowy 
istotna prawda zamknita bya.  Lekarz, kochany panie, ma w herbie lancet. Zreszt, o czyme 
to mwimy! Czy znasz warunki utrzymania w Cisach? 
 Nie znam. 
 Ot s takie: lokal, wiato, opa, cakowite utrzymanie, usuga, konie itd. Pensji szeset 
rubli rocznie. Prcz tego moesz czyni uytek z gabinetu i narzdzi do praktyki osobistej 
zim, latem za urzdzisz sobie ambulatorium w specjalnym budynku poza parkiem. Istnieje 
tam nadto may szpitalik, take poza parkiem, w dominium pani Niewadzkiej. Bo nie wiem, 
czy wiesz, e egzystuje zakad Cisy i majtek tego nazwiska, wasno pani Niewadzkiej. 
 Pani Niewadzkiej?  zapyta Judym, oszoomiony mnstwem tych wiadomoci. 
 Tak jest. Stara babina, bardzo uczynna, kochany panie, bardzo... Matrona... 
 Czy ta pani nie podrowaa w roku zaprzeszym, czy nie bya we Francji? 
 Bya, a jake, z wnuczkami. 
 Z dwiema wnuczkami i nauczycielk? 
 Tak, z pann Podborsk. Skde wiesz o tym, kochany panie? 
 Ale bo je spotkaem... Jedziem z nimi do Wersalu. 
Staremu dyrektorowi oczy si zawieciy. 
 Widzisz, kochany panie, to adnie si skada. Nasza dziedziczka bdzie zadowolona, gdy 
w nowym asystencie pozna towarzysza wycieczki. Co si tyczy lekarskiej strony Cisw, to ta 
przedstawia si jak nastpuje. 
Tu dr Wglichowski rozwin przed Judymem histori tej instytucji: pierwsze lata istnienia, 
rozkwit, pniej prawie zupeny upadek, blisko ruiny caego przedsiwzicia, zmiany 
rnych zarzdw, a wreszcie swj w caej sprawie wspudzia. Na odchodnym wydoby z 
bocznej kieszeni surduta sprawozdanie roczne na ozdobnym welinie, z widokami, map, tablic 
i wrczy je Judymowi. 
 To wszystko, co mog powiedzie na razie. Rozwa to, panie kochany, rozpatrz si. Kiedy 
mgby mi da decyzj ostateczn? 
 Dam j, dam j... jutro. 
 Jutro o tej samej porze? 
 Tak, ale to ju ja zgosz si do szanownego kolegi. 
 Prosz, prosz... W mieszkaniu Chmielnickiego. Wic o tej porze? 
 O tej porze... 
86 H y d  o p a  y  z  y  wodoleczniczy. 
87 O g   d e k  y   e m u K  e i p p a  zakad leczniczy, w ktrym stosuje si system wodolecznictwa, 
wprowadzony przez ks. Sebastiana Kneippa (1821-1897). 
55 
 Zegnam ci, kochany panie, i ycz: przynie mi jutro zgod. 
Doktor Wglichowski wycign rk z yczliwym umiechem i przez chwil zatrzyma w 
niej do Judyma. Pniej prdko si oddali. 
Byo ciemno. Judym nie kaza babie przynosi wiata i po wyjciu dyrektora bdzi zamylony 
z kta w kt gabinetu. Ju si zdecydowa na wyjazd. Rozpoczyna jak gdyby now 
stronic ycia. Czasami bka si w jego mylach zgryliwy frazes: Filister zabiera si do 
robienia kariery, filister, filister  lecz szybko ta gorzka nuta gina w cichej rozkoszy, jak 
tsknota ciskajca piersi. W mroku napywajcym do pokoju zdaway si by z nim umiechy 
dziewicze i liczne twarze, ju prawie zapomniane, uparcie wymykajce si od schwycenia 
ich wyobrani, jakby midzy ciemnymi drzewami szy w przestworze. Ukazyway si i 
cofay w ciemny obok. Tam jedna z nich w ramie bujnych czarnych wosw, twarz biaa, tak 
biaa, e zdaje si wiato naok rozlewa. 
Oto druga  szczupa, delikatna. Chowa w sobie milczc a szalon namitno, ktra porywa, 
ktra wypenia dusz zapachem, rozkosz i westchnieniami... 
56 
SWAWOLNY DYZIO 
Jednego z ostatnich dni kwietnia dr Judym ukoczy wszelkie rachunki z miastem Warszaw, 
spakowa manatki do walizy, ktr bez adnego zgoa wysiku mg nosi z miejsca na 
miejsce, wrczy honoraria i napiwki starej, Zoce, strowi  wsiad do powozu i kaza ,si 
zawie na dworzec. Uregulowanie rachunkw odbyo si na konto przyszej pensji w Cisach. 
Dr Wglichowski nadesa by Judymowi listownie rodzaj zaliczki w kwocie stu rubli i 
uprzejmie da przyjcia jej celem spaty dugw i opdzenia kosztw podry. Dr Tomasz 
burzy si w duchu na wydawanie pienidzy, ktrych jeszcze nie zarobi, ale koniec kocw 
nie tylko zuytkowa t sum, ale zuytkowa tak gruntownie, e po opaceniu biletu klasy 
drugiej w wagonie dcym z Warszawy do ostatniej stacji kolejowej przed Cisami zostaa 
mu w kieszeni trocha upakw88 miedzianych i dwie marki po siedem kopiejek kada. Gdy 
pocig ruszy, Judym wsun si do przedziau, gdzie sucy ulokowa jego waliz, i znalaz 
miejsce w rogu sofy. W coup89 siedziay ju trzy osoby: jaki wiekowy oficer i dwie panie. 
Osoby te miay du ilo kufrw, a zabieray si do drogi systematycznie: pan umieci sw 
szabl i czapk w rogu, panie rozstawiy obfity zbir koszykw, skrzynek, pude, neseserw 
itd. Gdy przebyto most, Prag, resztki zabudowa, gdy nasun si pierwszy las, brzozy jak 
senne marzenia wynurzajce si z ciemnej gbiny sosen, pola z ich nik runi zb jasnych, 
dr Tomasz nie mg od okna wzroku oderwa. W niebiosach, gdzie przecudny, dobrotliwy 
bkit zdawa si roztwiera ostatnie swoje zasony, pyny wiotkie chmurki. Na ziemi 
wszystko tchno yciem, rozrostem i piknem. Czasami odmyka si przestwr rwniny dalekiej, 
to znowu zasaniay go wsie, dwory i pikne, prawdziwie czcigodne sylwety kociow. 
Judym nasyca oczy tym krajobrazem, gdy wtem drzwi otworzyy si i nie tyle wesza, ile 
wdara si do przedziau dama wysoka i chuda prowadzc za rk chopczyka mniej wicej 
dziesicioletniego. Dama bya niepikna i, jak si rzeko, chuda w sposb taki, e widzowi 
mimo woli przychodzi do gowy akt dzikczynienia za to, e istniej, chwaa Bogu, szaty 
damskie i e uwalniaj miertelnych od widoku dam tego rodzaju  w negliu. Nowo przybywajca 
miaa spory nos, usta cignite i oczy zmruone. Konduktor i jeszcze jaki funkcjonariusz 
wagonowy wrzucili za ni do przedziau kupy wzekw, skrzynek, wzkw, drewnianych 
koni wielkoci rebicia, par, walizek i pudeek kartonowych. Dama zostawia to 
wszystko razem i kad rzecz z osobna losowi naturalnemu. Zepchna tylko niektre meble 
krpujce swobod jej ruchw na nogi ssiadom... Ukoczywszy to zajcie pada na sof i 
wzia si do ogldania towarzyszw drogi. May Dyzio sta pord sprawunkw nawalonych 
w przejciu midzy siedzeniami i, gwidc, rwnie przyglda si obecnym. W rce trzyma 
brudny patyk ze sznurem uwizanym do niego w ksztacie bata. Wosy tego chopicia byy 
szare, a rosy jako naprzd, w kierunku widza. Caa posta, a szczeglnie oczy, wosy i rce 
przypominay rysia czy bika. Ubranie byo wytarte niepospolicie i wiadczyo o jakich piekielnych 
walkach z ziemi, wod i smarowidami. Poczochy wypchnite na kolanach i przedziurawione 
odsaniay nogi okryte krwi i mnstwem siniakw. 
 Dyziu, usid...  rzeka matka gosem omdlewajcym. Mwic to patrzya nie na swego 
potomka, lecz na Judyma, jakby do niego mianowicie zwracaa si z t serdeczn i troskliw 
rad. 
88  u p a k i  drobne monety. 
89  o u p  (franc.)  przedzia w wagonie. 
57 
Dyzio zachowa si tak, jakby sowo matki rzeczywicie skierowane byo do kogo innego. 
Z yw ciekawoci pochyli si ku oficerowi siedzcemu w kcie przedziau i zacz szczegowo 
oglda guziki munduru biorc kady z nich w palce zawalane rozmaitymi substancjami. 
Wojskowy zgodzi si bez protestu na t badawczo modocianej imaginacji i z niejakim 
umiechem czeka koca ogldzin. Tymczasem Dyzio dostrzeg paasz wiszcy w kcie 
na haku i sign mia rk po t bro midzy gowy dwu pa. Wwczas oficer usun go od 
siebie i towarzyszek delikatnie, z uprzejmoci i w milczeniu. 
 Dyziu, zachowaj si jak naley...  rzeka matka  bo pan oficer wyjmie paasz i utnie ci 
gow. 
ywy chopczyk znowu nie wysucha sw matki z naleyt uwag. Zamierzy by wanie 
dosta si do okna i ruszy w tym kierunku po nogach osb siedzcych. Rozleg si krzyk dam 
i pana w mundurze, oskarajcy Dyzia, e wazi na odciski. Dyzio z min tryumfatora obojtnego 
na wszystko przedar si, dokd zamierzy. Rozkraczywszy nogi stan na dwu siedzeniach 
i wychyli si za szyb ruchem tak lekcewacym wszelkie niebezpieczestwo, e obecni 
w przedziale zobaczyli raptem odwrotn cz jego ubrania, zdart, kto wie czy nie bardziej 
ni poczochy. Jedna z pa zwrcia si do stroskanej matki i rzeka: 
 Prosz pani, synek moe wylecie za okno... 
 Dyziu, na mio bosk, nie przechylaj si tak bardzo, bo ta pani mwi, e moesz wylecie 
za okno! 
Znowu adnego skutku! Przez pewien czas wszyscy byli zaambarasowani tak wypit poz 
chopczyny, ale krzyk trwogi buchn z piersi wszystkich, kiedy malec nachyli si jeszcze 
bardziej, widocznie chcc dosta rkoma tabliczki przymocowanej pod oknem. Dla zachowania 
rwnowagi stan wtedy na jednej nodze, a druga w miar ruchw tuowia wierzgaa po 
przestworze okoo gw pa siedzcych. Oficer zerwa si z miejsca, uj kawalera za pasek i 
wcign do wagonu. Wtedy Dyzio sprezentowa, co umie. Przede wszystkim wydar si z rk 
i rzuci znowu do okna. Gdy mu to po raz drugi zostao wzbronione, zacz szarpa si, kopa 
nogami na wszystkie strony bez wzgldu na to, czy razy jego obcasw trafiay w kuferki, czy 
w stopy z odciskami. 
 Prosz pani  krzykn oficer  co to jest! A to licznie wychowany chopak! Moe pani 
bdzie askawa?... 
 Dyziu, zaklinam ci na wszystkie witoci!  woaa zmczona matka. 
Ten nie uznawa si za zwycionego: oficera okciami odepchn, a w kierunku matki 
wywiesi jzyk tak dugi, e mona go byo za pienidze pokazywa. Nie byo rady. Zostawiono 
Dyzia w spokoju, ale i on si jako umitygowa. Patrza tylko ze szczegln niechci 
na oficera i spluwa przed siebie. Po pewnym czasie usiad midzy matk i Judymem. Nogi 
wycign a na przeciwleg awk, rce wpakowa w kieszenie kurtki i wlepia w kad 
osob z kolei swe sowie oczy. Bya to cisza pozorna, wkrtce bowiem zacz atakowa Judy-
ma. Zaglda mu w oczy, wpiera si w niego ramieniem, okciem, kolanem, wreszcie wywlk 
spod awy swj bat, koniec biczyska wtoczy w nog doktora Tomasza i zacz nim 
oburcz widrowa. Doktor odj patyk i usun rk chopca. Nie na wiele si to przydao, 
gdy wkrtce zacza si ta sama historia. Matka Dyzia przygldaa si tej procedurze z kwan 
min  a wreszcie wyseplenia: 
 Prosz ci, nie rb tego... Po co to? Czy grzeczny chopczyk bawi si w ten sposb, czy 
to adnie? Ju tyle razy mama ci prosia, eby nie zaczepia panw w wagonie. Robisz tym 
mamie ogromn przykro... Chyba chcesz, eby nas i z tego coup 
pan konduktor wyrzuci 
jak z tamtego. Co? powiedz otwarcie... 
Dyzio skierowa na rodzicielk przelotne spojrzenie i wzi si do nowej czynnoci. Na 
awce lea kapelusz Judyma. Chopczyk chwyci go w rce sposobem cyrkowym, zacz krci, 
wyrzuca w gr i apa na patyk. 
58 
 Ach, Dyziu, Dyziu...  jczaa dama.  Nie rb tego, bo rcz ci, e ten pan rozgniewa si 
i znowu zwymyla mam tak samo jak pan pukownik. Chyba chcesz, eby ten pan zwymyla 
mam. Powiedz otwarcie... Chyba chcesz... 
 No, chc, eby mam zwymyla...  mrukn syn nielitociwy. 
Nic tedy nie skutkowao. Dopiero znuenie wzio gr nad ywoci usposobienia. Usiad 
na wolnym miejscu, ku powszechnemu zadowoleniu ziewn raz i drugi... Wreszcie usn. 
Judym z ca pieczoowitoci umieci jego koczyny na sofie, a sam wynis si z przedziau. 
Nie wrci tam a w Iwangrodzie90, kiedy trzeba byo zabra walizk dla przeniesienia 
jej do innego wagonu. Ze szczer satysfakcj myla o tym, e si z Dyziem rozstaje. 
Jaka bya jego zo, gdy ujrza matk ze swawolnym synem wstpujcych do wagonu, 
gdzie siedzia. Bya tam salka drugiej klasy wsplna dla znacznej czci pasaerw, tote Dyzio 
uywa co si zmieci. 
Okoo godziny trzeciej po poudniu zbliano si do stacji, na ktrej Judym mia wysi, i 
dalsz drog, to jest pi mil, odby komi. Wydobywszy si z wagonu i minwszy dworzec 
drugorzdnej stacyjki zasta duy, parokonny powz i furmana w byszczcej liberii. Waliz 
przynis w rku bardzo stary ydek i umieci j na kole. Doktor skoczy jeszcze do bufetu, 
eby kupi papierosw. Gdy prdko bieg z powrotem, ujrza Dyzia i jego matk sadowicych 
si wanie do jego powozu. Rce mu opady i dawno nie uywane szewskie przeklestwo 
splamio mu usta. Znuona matka Dyzia ju wiedziaa od wonicy, e ma jecha z jakim 
panem, ju poznaa walizk i z bardzo ujmujcym wyrazem twarzy czynia zbliajcemu si 
miejsce obok siebie. 
W pierwszej chwili Judym zasadniczo zdecydowa si nie jecha za adne skarby wiata. 
Ale szereg prdkich zestawie i oblicze funduszu wywoa w jego umyle inn decyzj, a na 
oblicze wyraz szczcia i sodyczy Z tym pitnem na twarzy zbliy si do damy i zawiza 
rozmow pen wykwintnych oglnikw. Wkrtce toboki umieszczone zostay, gdzie si 
dao, Dyzio, z obawy, aeby bro Boe nie spad pod koa, wskutek usilnych prb matki zasiad 
na aweczce w nogach i landara wwalia si w bagnist uliczk ydowskiej mieciny. 
Dama cigna dyskurs nieustannie, wtedy nawet, gdy powz przechodzi istne konwulsje 
w doach, wybojach, bajorach i suchych grobelkach miejskich. Judyma mdoci ogarniay na 
sam myl, e ta zabawka towarzyska trwa bdzie na przestrzeni piciu mil, ze wzmianek 
bowiem matki Dyzia okazywao si, e jad do Cisw. Ale wkrtce za miastem dozna pociechy, 
gdy mu prosto w twarz wion oddech wilgotny, leccy z niedocieczonego przestworza, z 
pl, z lasw. Role po dugich deszczach rozmike, porznite brunatnymi smugami bruzd mokrych, 
ju tu i wdzie janiay szarot barw wysychajc w miejscach wzniesionych. Nad 
nimi kurzy si lekki, siwy opar. Niwki ozimin snuy si wzdu i w poprzek cudn barw 
swoj, ktra w oddali mienia si rozmaicie, to zielono, to niebieskawo, jak kolor pirek na 
szyi pawia. Wysoko stay biae oboki jakby zaspy niegw spitrzonych, pomalowane licznymi 
cieniami. W gbi ich skrzyde rozlega si istny chr skowronkw. Nad jasn runi, 
pastwisk magay si czajki, co chwila wydajc okrzyk swj wesoy. 
Konie rway ostrego kusa i spod k zaczy si rozlatywa bryzgi tejcego bota. Wiatr 
przeszkadza mwieniu, tote konwersacja stawaa si cokolwiek mniej dokuczliw. Judym 
ton oczyma w nowym pejzau. By on dla niego nowym prawdziwie. Wsi, a raczej ziemi, 
gleby, przestworu w tej porze roku doktor nigdy jeszcze nie widzia. Budzi si w nim wity 
instynkt praczowieczy, mglista namitno do roli, do siewu i pielgnowania zboa. Uczucia 
jego rozproszyy si i bkay w tych szerokich widokach. Tam pod lasem, ktry dopiero zaczy 
barwi licie, wrd wzgrza otoczonego drzewami ley miejsce na dom. Olchy i sokory 
jeszcze s czarne. Tylko wysmuka, strzelista brzoza okrya si ju cienk mg lici tak 
90 I w a  g   d  nazwa nadana Dblinowi w okresie zaborw. 
59 
szczelnie, e nagie prty ju si ukryy. Dokoa pniw umiechaj si bladoniebieskie przylaszczki. 
Obok lasu cignie si wska dolina, a rodkiem niej przepywa strumie. Jaki czowiek 
idzie po zboczu grki, schyla si, co tam robi, nad czym pracuje, co sadzi czy sieje... 
Szcz ci Boe, czowieku... Niech si stokrotnie urodzi twe ziarno...  myli Judym i 
zatapia oczy w tym miejscu, jakby byo domem jego rodzinnym. Ale oto staje mu w oczach 
inny dom: suterena, wilgotny grb, peen mierdzcej pary. Ojciec wiecznie pijany, matka 
wiecznie chora. Zepsucie, ndza i mier... Co oni tam robili, czemu mieszkali w jamie podziemnej, 
umylnie zbudowanej na to, eby hodowa w ciele choroby, a w sercu nienawi do 
wiata?... 
I znowu pieci si z oczyma to wzgrze umiechnite do soca... 
Powz mija wioski, karczmy, lasy, rozdroa i mkn gocicem botnistym. Supy wiorstowe 
do czsto nasuway si przed oczy i upalono ju ze dwie mile drogi, kiedy Dyzio da 
znak ycia. Do tej chwili pogrony by w pewien rodzaj somnambulizmu91. Siedzia zmartwiay 
jak brya soli, wyupionymi oczyma wodzc po rowach. Wanie Judym tumaczy matce 
co interesujcego, gdy uczu, e go malec zaczyna echta po ydkach. W pierwszej chwili 
sdzi, e mu si zdaje, ale wkrtce, rzuciwszy okiem, zobaczy na obliczu obuza znami 
chytroci i wywieszony jzyk, ktrym ten pomaga sobie niejako w procedurze echtania. Dyzio 
wsuwa rk midzy nogawic spodni Judyma i cholewk jego kamaszka, odchyla skarpetk 
i wodzi po goej skrze dug, ostr som. Judym nie zwraca na to uwagi, w nadziei 
e mania psotnicza ominie maego towarzysza drogi. Stao si przeciwnie. Dyzio wynalaz 
pod siedzeniem jaki zabkany dugi, ostry badyl i tym siga a do kolana. I to mu nie wystarczyo: 
wyskubywa nitki ze skarpetek, usiowa zdj kamasz, zawija ineksprymable, dopki 
si dao itd. Poczo to wreszcie doktora drani. Odsun szorstkim ruchem rk obuza 
raz, drugi, trzeci. Wszystko na nic. Jzyk, wywieszony na bok, coraz bardziej wskazywa, e 
gotuj si nowe eksperymenty. I rzeczywicie: Dyzio zacz zbiera doni due i lepkie bryzgi 
bota, ktre osiaday na wachlarzu powozowym, lepi z nich wielk pigu i pakowa na 
goe ciao za cholewk doktorskiego kamaszka. Judym wyrzuci pierwsz tak bry. Gdy 
malec ulepi drug i wpakowa j znowu, odepchn go mocniej, a gdy wreszcie po raz trzeci 
przygotowywa si do teje czynnoci, rzek do niego: 
 Suchaj, jeeli si zaraz nie ustatkujesz, to ci zern skr. 
Chopak umiechn si zjadliwie, zebra rk now gar bota i rozpostar je na obnaonej 
nodze. Wtedy Judym kaza furmanowi stan. Skoro tylko powz si wstrzyma, otwar 
drzwiczki, jednym zamachem skoczy na ziemi i wycign ze sob Dyzia. Tam uj go za 
kark lew rk, przechyli w sposb waciwy na kolanie i wysypa mu praw okoo trzydziestu 
klapsw spod ciemnej gwiazdy. W trakcie tej operacji sysza rozdzierajcy krzyk damy, 
czu szarpanie za rkawy, nawet drapanie paznokciami, ale nie zwraca uwagi. Matka nieszczsnego 
skazaca zerwaa Judymowi kapelusz z gowy, rzucia go w pole i wrzeszczaa jak 
obkana. Gdy doktora do zabolaa od razw, wrzuci chopaka na siedzenie powozu, wycign 
swoj walizk, wzi j w rk i kaza jecha. 
 Prosz pana doktora, jake to jecha?  rzek furman  jake jecha? Nieche pan doktor 
wsiada. 
 Nie wsid! Jed do Cisw z t pani. Ja id piechot... 
Furman zafrasowa si i zmartwi. Patrzy to na Judyma, to na dam. 
 Jed, kpie, kiedy ci mwi  krzykn doktor w pasji. 
Wonica waha si jeszcze i mrucza: 
91  o m  a m b u 1 i z m  przypado chorobowa: poruszanie si i wykonywanie czynnoci w gbokim upieniu; 
stan ten nie pozostawia po przebudzeniu ladw w wiadomoci. 
60 
 Pan administrator kaza mi jecha po nowego doktora. Jake tu?... adnie to tak, eby... 
Ij... u Boga Ojca... 
Ruszy ramionami i stan. 
 Jed, do licha! 
 To cho niech pan doktr wsidzie na kozie! 
 Nie wsid! Syszae? 
 Syszaem. Ale eby na mnie nie byo. 
Splun na bok, podci z lekka konie i ruszy noga za nog. Jeszcze obejrza si i zobaczy 
Judyma idcego z waliz w rku brzegiem drogi. Wtedy ruszy prdzej i powz oddala si 
zacz. 
Doktor maszerowa z ciarem swoim sapic potnie i klnc na czym wiat stoi. Otwieraa 
mu si przed oczyma najgupsza pod socem sytuacja, ale nie chcia si ju cofn. Nie 
by w stanie przywoa furmana i zmieni tonu owiadczenia. Jak na zo nigdzie nie byo 
wida ani wsi, ani ludzi. Gdzie daleko zza pochyego garbu wzgrza, z jakiego widocznie 
rozdou, wznosiy si nike, niade supy dymw. Doktor szed w tamt stron such miedz 
wrd pl rozoranych. Rzeczywicie ujrza z wyniosoci du wie w nizinie. Byo do niej 
jeszcze daleko, ale marzenie o wynajciu furmanki skracao drog. Stan wreszcie u progu 
pierwszej chaty zmczony, literalnie w pocie czoa. Mokra i przepadajca rola, w ktrej brn, 
ostre powietrze i znuenie wprawiay go we wcieko. Szed od chaty do chaty pytajc si o 
konie. Tu nie byo ich wcale, tam nie chciano wynaj, gdzie indziej przypatrywano mu si ze 
miechem. 
Wreszcie trafi si pewien mody gospodarz, ktry od razu zgodzi si jecha. Zaprzg do 
wasga par maych buankw i bocznymi drogami, przez dziury i wertepy pomkn jak 
strzaa. Dobry humor wrci, a nawet wstpia w eskulapa swada burszowska. Trafi si na 
rozstajnych, botnistych szlakach sklep z trunkiem. Wonica tam utkn, zacz koniom podwizywa 
ogony, majstrowa koo wozu, wchodzi do izby, wychodzi stamtd ociale... 
Judym zrozumia, e jego towarzysz ma ch wypi kieliszek Leopolda. 
Zawoa tedy: 
 Gospodarzu, wecie sobie flaszeczk gorzaki. 
 Jake, prosz wielmonego pana, wzi, ma czy du?  spyta tamten bez namysu. 
Judym zawaha si. Jake byo powiedzie, e ma. 
 Juci z tych wikszych. 
W chwili gdy to mwi, przypomnia sobie stan kasy i przerazi si, czy aby ma dosy pienidzy... 
Na szczcie wystarczyo jeszcze kopiejek, ale zostao ich kilka zaledwie w kieszeni. 
Chop wyj korek piorunem i zmusi Judyma do z a p   b o w a  i a. Kiedy ten obrzd zosta 
speniony, sam wzi si do flaszki. Wypi z poow, reszt schowa do kieszeni i wlaz na 
siedzenie. Teraz zacza si prawdziwa jazda! Mae, zwinne konita rway jak sarny, wz 
wpada w wyrwy pene bajecznego bota, rozwala kaue stojce midzy opotkami i lecia 
w siarczystych bryzgach. Ziemia w tej okolicy bya mocno gliniasta, tote drogi byy liskie. 
Wz na pochyociach zatacza si jak na lodzie i tylko szybko jazdy wstrzymywaa go od 
wywrotu. Z kadej grki chop popdza konie i lecia na eb na szyj wprost do jamy gbokiej 
a kisncej zwykle w takim doku. Orczyki biy szkapiny po nogach i zmuszay do 
wciekego galopu. Z jednej drogi wonica zawraca w inn, lecia drkami wskimi jak 
miedze, nieraz do szerszych szlakw jecha w poprzek pola. Judym nabra przekonania, e nie 
dy w kierunku Cisw. Ale byo mu najzupeniej wszystko jedno. Ta wariacka wyprawa bya 
dla rdem prawdziwej satysfakcji. Wiatr wiszcza koo uszu, boto pierzchao w nos, w 
oczy, trafiao do ust i kupami leao na ubraniu. 
61 
Gdy tak przejechali z ptory mili drogi, chop zacz piewa6. Po kade j piewce, zwykle 
nie nadajcej si do druku, wyscza z butelki potny yk i zacina konie. Mijali jakie wsie, 
objedali lasy, pdzili przez pastwiska. 
 Daleko do Cisw?  spyta doktor. 
Furman zwrci na niego biae oczy i co wybekota. Zarazem wrzasn ochrypym gosem 
i z szerszego nieco gocica skrci co pary w szkapach na boczn drog. Miejsce byo pochye 
i wz szed na ukos. W pdzie szturchn si o przykop. Judym nagle uczu, e leci w 
przestrze, i pad gow w mikki zagon. Lea tam bez ruchu nie majc siy poruszy ani 
rczk, ani nk. Widzia oboki, gbi firmamentu i gdzie daleko smug lasu. 
Dwign si wreszcie, usiad i zacz si trz ze miechu. By cay okryty glin, gdy 
rozwali po drodze ze trzy zagony. W ssiedztwie lea chop wrd bota, przysypany som 
siedze, i martwym wzrokiem patrza na wz wywrcony do gry nogami. Konie zeszy w 
rw i z apetytem szczypay mod trawk. Od czasu do czasu spoglday obojtnymi oczyma 
na gospodarza, jakby mu miay zamiar wyrazi zdanie: 
Widzisz, ole, co tu narobi! 
Po dugiej bezwadnoci wonica ruszy si wreszcie i wzi do dwigania wasgu. Okazao 
si wtedy, e wz ma zaman rozwor. Gdy go postawiono na koa, wyglda jak czowiek 
z przetrconym krgosupem. Chop krztajc si koo odrobienia zego mia ruchy coraz 
bardziej mdlejce, a koniec kocw wgramoli si na wz i run do jego wntrza z jakim 
piewnym bekotem. Judym by w pooeniu rozpaczliwym. Nogi jego a do kolan tony w 
rzadkiej glinie, palto, kapelusz, twarz, rce okryte byy urodzajn, wymierzwion gleb. 
Zgnieciona walizka dzielia losy jej waciciela. Nie byo rady... 
Zostawi lekkomylnego wonic wraz z komi i wasgiem na drodze, a sam wzi waliz 
i ruszy przed siebie. Zblia si wieczr. W odlegoci kilku wiorst wida byo wiee kocielne 
i jaskrawe dachy miasteczka. W t stron cign eskulap pogwizdujc i co chwila parskajc 
miechem. Upali ju tym trybem ze dwie wiorsty drogi, gdy nagle usysza za sob ttent 
kilku koni. Z szerokiej alei przecinajcej gociniec wypady dwie amazonki, a obok nich dwaj 
jedcy, i ostrym kusem pdzc zrwnay si z Judymem. Konie ich byy zmydlone, zbryzgane 
botem i buchay par. Pierwsza z amazonek jechaa w szeregu z modym czowiekiem, 
ktry siedzia na licznym, gniadym koniu. By pochylony na siodle w stron swej damy i co 
ywo mwi. Zaledwie obydwoje zwrcili swe twarze w stron wdrowca... Ale do byo dla 
Judyma tego momentu, eby pozna pann Natali. Ona raz jeszcze odwrcia gow, ale tylko 
na sekund, na jedn sekund. Widziaa go niewtpliwie, umiechna si, ale wnet skierowaa 
oczy gdzie indziej, jakby nie miaa chwili czasu do stracenia, jakby nie miaa prawa 
zajmowa si nawet rzecz tak mieszn, jak Judym w tej chwili. 
On sta zmaltretowany. Sysza szataski, parskajcy miech panny Wandy, ktra w drugim 
rzdzie z jakim starszym towarzyszem jechaa galopem, ale nie zwrci na to uwagi. Wszystk 
pochona tamta, przechylona w siodle ku lewej stronie, z moc i wdzikiem jak w krzele 
osadzona, podajca si wraz ze skokiem rumaka, cudowna w kadym ruchu... 
Sta tak dugo w miejscu zgupiay, mieszny dla samego siebie i nieszczliwy nad wszelki 
wyraz. W rowie bekotaa woda zbrudzona iem, jakby i ona miaa si do rozpuku. 
Jeszcze za dnia doktor by w miasteczku i wnet otoczony zosta przez chmary ydkw, 
dziadw, wczgw, ktrzy go witali chichotem. 
 Co to za miasto?  spyta pierwszego z brzegu. 
 Miasto? Dlaczego miasto? 
 No? 
 To miasto nazywa si Cisy. 
 Dobrze!  krzykn Judym z radoci.   z a j g e , we ten kuferek i nie go za mn do 
zakadu. Wiesz, gdzie zakad? 
62 
Jak janiemamwiedzie, gdzie zakad? Pan d o b  o d  y z daleka?Pan d o b  o d  y 
 ze cokolwiek z a b  o  z u ... 
 To nie twoja rzecz, krajowy cudzoziemcze! Nie to do zakadu. 
Dugie, starodrzewne aleje, zniajce si ku wielkiemu parkowi, otwary si przed oczyma 
doktora. Tragarz objania go, gdzie jest zakad, gdzie kursal,92 gdzie zamek, gdzie paac 
hrabiny, gdzie czyja willa. W alejach i w parku byo pusto, tote nikt nie spostrzeg przybycia 
doktora odzianego w gliniany kostium. 
W duym przedsionku zakadowym ydziak wynalaz czowieka mianujcego si portierem, 
ktry z rozdziawion gb i niedowierzaniem odprowadzi przybysza do pokojw modego 
doktora. Judym j co tchu zrzuca z siebie mokre obuwie i ubranie, my si i przebiera 
w suchy, czarny kostium. Wkrtce by gotw. Za chwil mia wyj, chcia bowiem przedstawi 
si swoim nowym zwierzchnikom. Czeka tylko na paltot, ktry portier zabra do 
czyszczenia. Skorzysta z tej chwili, eby przypatrzy si mieszkaniu. Skadao si z dwu pokojw, 
a raczej z dwu salonw. Za oknami, przy ktrych sta, o jakie p okcia wyniesionymi 
nad poziom, cigna si na prost nich wska aleja modych drzew, przewanie grabowych. 
Jedne z nich byy ju tgimi pniami, kiedy inne trway jeszcze w okresie pacholctwa. Gazie 
ostatnich byy poobcinane i wyglday jak urwisy w szkole, ze bami ostrzyonymi przy samej 
skrze. Rwnolegle z t alej cign si duy, kilkuokciowy, stary i gruby mur, nakryty 
mocnym daszkiem z cegie. Obleka go ju ple, zielona wilgo powyeraa od ziemi. Teraz 
z wiosn i na nim puszcza si mody, aksamitny porost. Midzy szeregami drzew sza w odleg 
dal parku wska, wygracowana drka. rodkiem bya ju sucha, ale w zagbieniach jej 
grzbiet ograniczajcych nciy oko ciemnosiwe pasy wilgoci. Mode listki grabowe, ktre dopiero 
co na wiat si urodziy, zmarszczone i tak delikatne, jakby si kurczyy nawet od pocaunkw 
promieni sonecznych i od westchnie pachncego wiatru, zdaway si bada za 
pomoc delikatnych cieniw swoich ty piasek, ciemn, pulchn ziemi i mde trawki wybijajce 
si z gruntu. Byy tak cudne i tak wesoe jak oczy dziecice. Gruby mur, za ktrym 
ju si kryo soce, rzuca na alejk i jej liczne tajemnice cie czarny niby drzwi wizienia. 
Tylko w samym kocu parku, gdzie si mur zwraca pod ktem prostym i przecina odlegy 
wylot alei, jeszcze chropawa powierzchnia miaa na sobie wietlist sukni. Zdawao si, e 
cika ciana ma w tamtym miejscu jakby swoje oblicze pene zadumy, e w gb rozkwitajcego 
parku spoglda niewidzialnymi oczami i e powszechny, radosny umiech stamtd wypywa. 
Bliej okien, za murem, rosy dwie kolosalne topole. Pnie ich skate wydzieray si z 
gbi wiotkiej tkaniny modocianego zadrzewienia jak torsy okute w kolczug kryjc minie 
tak silne i nie dajce si przebi, jak ona. Skd z wysoka, nie wiadomo z ktrego drzewa, 
leciay na ciek zotorowe uski pkw... 
Judym sta przy otwartym oknie. Czu w sobie zjednoczenie z tym, na co spoglda. Przez 
jego ciao zdawaa si pyn sia natury stwarzajca rozrost drzew i wykwitanie lici. Judym 
uczu w sobie t si i uczu wadz spoytkowania jej w wielkiej pracy. Nadzieja trudw, 
ktre przewidywa w tym miejscu, poia go rozkosz. Patrza w przestrze i uderza j silnymi 
oczyma. 
Nareszcie, nareszcie! Oto miejsce, gdzie mu bdzie wolno woy jarzmo i drze star gleb 
gboko sigajcym pugiem. Bdzie tu sia, bdzie pracowa za tum ludzi, bdzie oddawa 
wiatu wszystko, co wzi od niego. Nie poauje ramion, nie bdzie skpi potu! Nieche 
wiedz, jak si wywdzicza ten z motochu, kogo przyjm do swej kultury, komu udziel czsteczki 
swych praw do czynu. 
W owej chwili siy jego duszy spoczy na czym nieuchwytnym, jakby na dwiku pyncym 
w przestrzeni, jakby na szelecie grabowych lici, ktry pord drzew zamiera. 
92 K u   a l (niem. Kursaal)  dom zdrojowy. 
63 
Byo to krtkie, radosne bogosawienie tajemnych potg wiata za owe wite prawo 
czowieka do pracy i za siy, za mocne barki, ktre do niej su. 
64 
CISY 
Zakad kuracyjny Cisy ley w dolinie midzy dwoma acuchami wzgrz porosych piknym 
lasem. rodkiem doliny przepywa strumie tworzcy w samym parku dwa stawy, z ktrych 
drugi jest motorem maszyn zakadowych. Dokoa staww ciele si olbrzymi park czcy 
si z lasami na wzgrzach ssiednich. Zakady kpielowe (tj. azienki, hydropatia, natryski 
etc.) mieszcz si w gmachu zwanym, Bg raczy wiedzie dlaczego, Wincentym, a stoj 
nad drugim stawem. Z tej samej strony na wzgrzu wieci si wspaniay kursal, otoczony gajem 
rolin, klombw kwiatowych, gazonw, trawnikw, alejek zacisznych i szpalerw. W 
obrbie parku tudzie poza nim, przy drogach dcych w rne strony, a nawet wprost wrd 
lasu stoj wille. Jedne z nich skupiy si w szereg jak chaty we wsi, inne szukaj samotnoci i 
odgradzaj si od wiata gszczami ogrodw. 
Z drugiej strony stawu, w poowie wyniosoci krlujcej nad okolic, wznosi si paac i 
liczne murowane zabudowania dominium Cisy. Jeszcze wyej za paacem, na szczycie gry 
wida koci z dwiema strzelistymi wieami, ktre ukazuj si oczom wszdzie, gdziekolwiek 
by si w okolicy byo. 
Nazajutrz po przyjedzie dr Judym skada wizyty, zwiedza miejscowo, uczy si tajemnic 
zakadu  i by oszoomiony. Mia tutaj nie tylko pozna wszystko z dokadnoci przed 
zaczciem zbliajcego si sezonu, a1e nadto bra udzia w rzdzie... 
Dzi tedy obznajmi si ze skadem chemicznym rde, jutro studiowa maszyny wprowadzajce 
wod do wanien, bada system ksig kancelaryjnych, orientowa si w procedurze 
gospodarczej, w prowadzeniu hotelu itd. To tu, to wdzie ukazyway si przed nim cae perspektywy 
rzeczy, ktrych wcale nie zna, i niky, przywalone innym szeregiem zjawisk. Nade 
wszystko interesowa go szkielet przedsibiorstwa, jego budowa materialna. Zakad leczniczy 
Cisy by instytucj akcyjn o kapitale staym wysokoci blisko trzechkro stu tysicy rubli. 
Splnikw byo dwudziestu kilku. Ci wybierali spord siebie rad zarzdzajc, zoon z 
prezesa i dwu wiceprezesw, komisj kontrolujc rwnie z trzech czonkw, tudzie dyrektora, 
administratora i kasjera. Obowizki prezesa rady zarzdzajcej peni wybitny adwokat 
stale mieszkajcy w Moskwie. Jednym z wiceprezesw by honoris causa93 wsplnik 
Leszczykowski zamieszkay a w Konstantynopolu, a drugim bogaty przemysowiec warszawski 
pan Stark. Dyrektorem by dr Wglichowski, administratorem Jan Bogusaw Krzywosd 
Chobrzaski, wreszcie kasjerem oraz szczliwym maonkiem damy, z ktr dr Tomasz 
podr odbywa z Warszawy, i ojcem swawolnego Dyzia niejaki pan Listwa. 
Sporo czasu upyno, nim dr Tomasz nauczy si historii tego zakadu, ktra w Cisach 
bya istotn magistra vitae94. Historia, a raczej rozmaite minione historie miay tam wpyw 
dobitny na bieg spraw codziennych. O ile j dr Tomasz mg pozna z ust wielu, historia zakadu 
bya nastpujca: 
Cisy znane byy ze swych wd jeszcze w pocztkach zeszego stulecia. Tu i wdzie trafiaj 
si w pamitnikach wzmianki, e w Cisach leczy si taki a taki dygnitarz. Nie bya to jednak 
miejscowo kuracyjna w szerszym znaczeniu tego wyrazu. Korzystay z wd rozmaite osoby, 
ale tylko dziki uprzejmoci waciciela dbr cisowskich, rda bowiem znajdoway si w 
93 H.o  o  i   a u  a (ac.)  okrelenie honorowego tytuu naukowego bd godnoci honorowej. 
94 M a g i    a v i  a e (ac.)  popularne aciskie przysowie historia est magistra vitae: historia jest nauczycielk 
ycia. 
65 
parku otaczajcym stary zamek rodowy. Od niepamitnych czasw majtki te naleay do 
rodziny Niewadzkich. Ostatnio by ich wacicielem m owej staruszki, ktr Judym pozna 
w Paryu. W cigu sidmego dziesitka lat tego wieku w pan Niewadzki wyjecha z kraju. 
Kiedy powrci do Cisw, by starcem zamanym i nieuleczalnie chorym. Ogrom cierpie 
przeytych zmieni zasadniczo jego pogldy. Gwn myl starca byo teraz dobro blinich, a 
e sam by chory, wic i uczynki jego miosierne skieroway si przede wszystkim do wspomagania 
ludzi cierpicych. Kpiele w wodzie ze rde w jego parku uznane zostay za skuteczne, 
wic pan Niewadzki wszystkie siy wyty w tym celu, eby urzdzi zakad leczniczy 
w Cisach. Dla przyspieszenia tej sprawy darowa projektowanej instytucji miejscowo 
obejmujc kilkadziesit morgw przestrzeni wraz z parkiem, rdem, czci przylegych 
lasw i z budynkami, jakie si w obrbie terenu znalazy. Sam stworzy spk, do ktrej 
wcign przyjaci, przewanie po wiecie rozsianych. Najwiksz sum udziaw wzi stary 
kolega i towarzysz, kupiec znad Bosforu, Leszczykowski. Inne rozebrali adwokaci, lekarze, 
przemysowcy. Na czele zakadu sta w pierwszych latach dyrektor nieodpowiedni, ktry usiowa 
z tej nowo powstajcej miejscowoci uczyni od razu kurort europejski. Budowano tedy 
wspaniae gmachy i wille, a urzdzano je z przepychem, ktry by mg zadowoli najdalej 
sigajce wymagania. Te ryzykowne eksperymenty popchny cae przedsiwzicie ku ruinie. 
Do Cisw zjeday z caego kraju, a nawet z daleka familie arystokratyczne dla rozrywki. 
Zakad usiowa zyska sobie opini stacji letniej europejskiej i urzdza si coraz wykwintniej. 
W tym czasie zmar zaoyciel, Niewadzki. Na posiedzeniu rocznym okazao si, e Cisy 
nie tylko nie daj adnego dochodu, ale wykazuj deficyt. Wobec tego, a gwnie, jak to zwykle 
u nas, wobec ubytku podpory, ktra t rzecz dla idei dwigna, cae przedsiwzicie 
chwia si zaczo. Wwczas zgosi si w handlarz dywanw z Konstantynopola. Wspar 
ducha stowarzyszonych, zaata deficyt swoim groszem, otwarcie wymg na wczesnym dyrektorze 
zrzucenie si z tej godnoci i znalaz nowego, rwnie koleg swojego i nieboszczyka 
waciciela, mianowicie dra Wglichowskiego, ktry bodaj czy nie wicej od dwu pierwszych 
wiata obszed. Gdy tylko doktor Wglichowski ster wzi w rce, zaraz rzeczy poszy 
innym torem. Przede wszystkim nowy dyrektor zrzek si prowadzenia czci gospodarczej. 
Mianowano administratorem znowu wsplnego koleg, Krzywosda Chobrzaskiego. 
Nastpny rok nie by ju wcale szeregiem zabaw, tacw, teatrw, wycigw, gonitw, 
strzela do gobi, polowa etc., lecz istotnym sezonem kuracyjnym. Wzito si do reorganizacji 
azienek, hotelu itd., sowem, do budowania istotnej stacji leczniczej. Dr Wglichowski 
projektowa wiele nowych rzeczy i przedstawia je radzie. Jeeli si nie zgadzaa, pisa list do 
Leszczykowskiego, a ten bez wahania zaatwia spraw wasnym sumptem. Taka stana niepisana 
umowa. 
Stary Leszczykowski by wdowcem. Mia pasierbw Grekw, ktrzy go ssali jak gbk. 
By to czowiek bogaty. Burza wyrzucia go na brzeg Bosforu w jednym obdartym surducie i 
w krypciach bez podeszew. Bywa tragarzem okrtowym, zamiataczem ulic, roznosicielem 
dziennikw europejskich, ajentem w pewnym sklepie francuskim, subiektem, komiwojaerem, 
a wreszcie wacicielem ogromnych magazynw, handlarzem dywanw, przemysowcem 
itd. W trakcie tych zaj z jego piknego nazwiska zostay tylko pierwsze trzy litery, moliwe 
dla wymwienia w handlu persko-turecko-angielsko-francuskim. Sam si, nieborak, zwa starym 
Les i odmienia ten strzpek przez przypadki. Leszczykowski by synem ubogiego 
szlachcica spod Cisw. Ju w sawnej szkole wojewdzkiej kieleckiej zbrata si z pankiem 
Niewadzkim, z Wglichowskim i Krzywosdem. Twarde ycie i dziwne jego koleje na zawsze 
wyrway go ze strony rodzinnej. Syn rolnikw od pradziada Piasta  zosta kupcem. Pracowa 
po kilkanacie godzin na dob i nigdy sobie nie udziela wit ani wakacji. By to nie 
czowiek uomny, lecz jakby zbiorowisko si maszyny stalowej, zuchwaych i niezwalczonych. 
A przecie ten M. Les wrd wielorakich prac swoich dniem i noc myla o czym 
66 
innym. Trzewy, chytry handlarz, ktrego ani Ormianin, ani Greczyn nie ubieg w sprycie, 
ktrego Anglik nie wyprzedzi w elaznej systematycznoci, by w gbi duszy marzycielem i 
ascet. Sypia na twardym ku, mieszka w ciasnej izbie, ubiera si byle jak. Pewn sum 
przeznacza ssakom  pasierbom, a reszt sa w rne strony. Co dnia prawie na jego biurku 
lea list w ludzkim jzyku, pisany nieraz z dalekich ldw wiata. I aden nie by odrzucony. 
M. Les by bystry. Nigdy go nie podszed oszust i nie wyudzi grosza, ale ostatni 
uczciwy fantasta cign ze tysice frankw. Najukochasz wszake myl M. Lesa by 
zakad leczniczy cisowski. Stary szczwany kramarz ni wiecznie o przeksztaceniu swego 
zaktka, o ucywilizowaniu go jak najwyej. Gromadzi pienidze, odkada elazne sumy, 
ciua jak sknera pewne ciche kasy na niesychane przedsibiorstwa, jakie zaoy pod Cisami 
w swoim Zagrzu i okolicy, gdy tylko wrci... 
Ciche kasy bra pierwszy lepszy inynier jadcy na studia, malarz potrzebujcy Parya, 
lekarz, technik (zawsze wynalazca in spe95), wreszcie inny jaki. I znowu zaczynay si specjalne 
operacje w celu napenienia prni. Tak pyny lata. Gdy Niewadzki ufundowa zakad 
leczniczy w Cisach, ktry, rzecz prosta, nie mg pozosta bez dodatniego wpywu na los 
okolicy; stary Leszczykowski mrukn: Trzeba to wspiera. I wspiera po swojemu, ze 
swoj ju nie elazn, ale stalow wytrwaoci i ze swym dziecicym zaufaniem. 
W kilka dni po przyjedzie do Cisw doktor Judym otrzyma z Konstantynopola ogromny 
list. W pimie tym stary emigrant rekomendowa si modemu lekarzowi i zawiera z nim 
znajomo. List pisany by straszn polszczyzn. Pltay si tam wyrazy angielskie, francuskie, 
greckie, bugarskie, a czstokro stay dwiki zagadkowe, prawdopodobnie tureckie czy 
perskie. Wewntrz bya gabinetowa fotografia starego Lesa. Ten list i fotografia dziwnie si 
dopeniay. Zdawao si, e spojrzenie oczu mwi to wszystko, co si w sowach zawrze nie 
mogo, czego jzyk wyamany w subie pienidzy odda nie mia siy. Trudno byo wzrok 
oderwa od chudej twarzy i od ciemnych wlepionych w patrzcego oczu. Silnie sklepione 
czoo, nos wystajcy i wskie usta miay w sobie pitno rezygnacji, niezomnoci i uporu. 
Judym przeczyta kilkakrotnie ten list cudaczny i dziwnie przyzwyczai si do jego stylu, jakby 
go uzna nie tylko za zjawisko normalne, ale nawet za konieczne. W zdaniach, powtarzajcych 
si to tu, to tam, opisywa si ten czowiek daleki, a tak przecie mocny, e zdawa si 
chodzi po miejscach, o ktrych w licie mwi. Zna w Cisach wszystko od a do z. Zwraca 
uwag modego lekarza na drobiazgi, ktrych ten wcale jeszcze nie dostrzeg. W kocu listu 
bya proba o fotografi i czste, bardzo czste listy. 
Kocham  pisa M. Les  modych, bo oni miao bior si do pracy. Ludzie to s zwykle 
lazy96, wiesz pan doktr, jak Anglik powie. A ja nie cierpi! Czowiek nasz, Polak, co zrobi i 
wnet si zestarzeje. Po to pracuje, eby nic nie robi. Wtedy jak nic nie robi, korzysta z pracy 
modego, jego krew pije i jego ramieniem si podpiera, tego modego, a sam udaje, e to jego 
jest labour97. Nie tak robi Anglik. On wiecznie idzie! Forward!98 Do koca ycia. A nie moe 
ju nastarczy, to nie ley innym na drodze, idzie na wie trawk, do spacerowania. Wtedy 
mody na jego miejsce przychodzi i od tego miejsca rozpoczyna, gdzie tamten stan. A my to 
jeszcze wierzymy w kismet99 jak Turcy. Kiedy przecie wszystko ley tu! Wszystko mona 
zrobi! Gdybym ja by jeszcze mody, ja bym wszystko zrobi. Mnie si zdaje, e my bdziemy 
razem si wspierali, mj panie doktr Judym... 
Od chwili ujcia steru przez doktora Wglichowskiego i administracji przez Krzywosda 
upyno lat kilkanacie. Cisy stay si zakadem uczszczanym, renomowanym, znanym po
95 W y  a l a z  a i   p e (ac.)  przyszy wynalazca. 
96 L a z y (ang.)  ociali, leniwi. 
97 L a b o u  (ang.)  praca. 
98 F o  w a  d ! (ang.)  naprzd! 
99 K i  m e  (arab.)  przeznaczenie. 
67 
wszechnie. Osob wielce wpywow by administrator Krzywosd Chobrzaski. By to stary 
kawaler, przystojny, wysokiego wzrostu i piknej figury. Nosi dugie, spuszczone w d wsy, 
ktre zarwno jak resztki wosw na skroniach czerni tani farb, wskutek czego miay 
kolor zielonkawoszary. Ubiera si prawie zawsze w dugie buty, szerokie hajdawery i co w 
rodzaju czamarki. Czowiek ten przeszed Europ wzdu i w poprzek. Mwi chyba wszystkimi 
jzykami indoeuropejskimi, a przynajmniej chtnie wygasza sowa w najrozmaitszych 
dialektach  i wszystko prawie umia. Jeli bya mowa o chemii, wtrca si do takiej rozmowy 
czstokro trafnie. Jeeli kto zacz dyskurs o malarstwie, rzebie, literaturze, kucharstwie, 
zotnictwie, rymarstwie, podrabianiu obrazw, handlu staroytnociami, krawiectwie, 
szewstwie, patnerstwie, a przede wszystkim o wszelkiego rodzaju mechanice, Krzywosd z 
kadej z tych dziedzin zdradza zapas wiadomoci fachowych. Nie do na tym: znajomo 
kadego z tych kunsztw umia czynem potwierdzi. Na wigili on sam gotowa zup i przyrzdza 
ryby. Wprawdzie zupa bya oryginalna, bo jeli j przesoli w sposb onierski, to dla 
zagodzenia ostroci smaku sypa do wazy funt cukru. Wszystkie sioda w zakadzie byy jego 
roboty, a raczej jego przerbki. Jeeli jakie stado zarczao si lub pobierao w cigu sezonu, 
Krzywosd wyprasza sobie t ask, eby on mg robi obrczki. W caych Cisach peno 
byo dzie jego. Sam reperowa wszelkie maszynerie, murowa z mularzami, rba i piowa z 
cielami, heblowa i malowa ze stolarzem, kopa z ogrodnikiem. 
Dyrektor Wglichowski mia zegarek emaliowany, dar Krzywosda i jego dzieo. Tak 
przynajmniej wiadczy podpis wydrapany na kopercie tego zegarka jakim ostrym rylcem: 
J. B. Krzywosd de Chobrzanowice Chobrzaski eques polonus fecit Lutetiae Parisiorum. 
Anno Domini 1868100. W sieni kursalu sta zegar szafkowy, grajcy na danie, za pocigniciem 
sznurka, ucieszn aryjk. Zegar ten by jakoby rozbity i odbudowany przez Krzywosda 
na podziw. 
W czytelni zakadowej stao jego arcydzieo, tzw. Groupe allgorique. By to stolik, na 
ktrym sklejone kamienie, krysztaki, uamki porcelanowe, szka, korale itp. tworzyy jakie 
niby wirchy, jeziora, pieczary. Z gbi tych pieczar mia wychodzi na pogod zakonnik, ale, 
co prawda, nigdy nie wychodzi. Szczyt zdobiy rozmaite alegoryczne figurki, kogutki, onierzyki, 
chorgiewki, wiece cierniowe, a w rodku siedzia biay ptak ze szka, w rodzaju gsi, 
z czarnymi oczami, co mu nadawao pozr, jakby by w okularach. W sali do gry w karty sta 
inny majstersztyk Krzywosda. Bya nim szafa staroytna koci wykadana, z okuciem tak 
przecie misternym, e a sabo si robio. Na grnym gzemsie tego mebla widniaa data 
utrwalona za pomoc inkrustacji: A. D. 1527. Rzecz prosta, e administrator by tylko odnowicielem 
tego zabytku wiekw minionych, aczkolwiek zoliwi twierdzili, e by wanie 
twrc nie tylko szafy, inkrustacji i okucia, ale take owej daty na szczycie. 
J. B. Krzywosd Chobrzaski znalaz si w Europie w tym samym czasie, co M. Les. Kiedy 
jednak drugi uda si na wschd, Krzywosd poszed na zachd. Faktycznie poszed wasnymi 
nogami przez lsk, Czechy, Bawari do Francji. Tua si w Paryu, Londynie, Brukseli, 
zarabiajc na chleb, czym si dao. W Paryu by retuszerem u podrzdnego fotografa na 
rue Picpus. Do Londynu zwabi go kolega, ktry tam uczepi si w fabryce broni. Krzywosd 
pracowa przez czas pewien jako zwyczajny robotnik, nabra, jak mwiono, wiele wprawy w 
fachu rusznikarskim. atwiej wszake byo przyzwyczai do tej roboty rce ni wdroy szlacheckiego 
ducha. Uciuawszy nieco grosza Chobrzaski wraca na kontynent i wdruje do 
Brukseli. Nie znaczy to wcale, e by prniakiem. Ani troch! Umia on wsta o wicie, 
dzie spdzi bez wytchnienia przy twardej pracy i pno w nocy skoni gow na ndznym 
posaniu. Chodzi w zniszczonej odziey, a gotw by i t odda biedniejszemu, byleby o tym 
100 J. B. Krzywosd de Chobrzanowice Chobrzaski... (ac.)  wykona J. B. Krzywosd z Chobrzanowic 
Chobrzaski, szlachcic polski, Pary, Roku Paskiego 1868. 
68 
ludzie wiedzieli. Gdy ktokolwiek zgosi si do niego o wsparcie, o poyczk, kademu jej 
udzieli, ale chcia, eby te jemu wywiadczono to i owo dla zasug. Od warsztatu w Londynie 
odepchna go jaka sia niewytumaczona, dza czego lepszego. Krzywosd nie myla 
ani o spokojnym yciu, ani o wielkim bogactwie, cho lubi dostatek. Wrd najciszych 
kolei losu dy zawsze do sawy, do wyniesienia, do znaczenia, do wpywu i rozgosu wrd 
swoich. Chtnie podjby trud bohaterski, byleby tylko nie stawa si jarzmem codziennym, 
prac obowizujc jego tak samo jak wszystkich, ordynarn i sta. Mimo to by przez czas 
do dugi kasjerem w pewnej dystrybucji101 brukselskiej. 
Przywyka ju nawet do tego zajcia, gdy grono kolegw koczujcych w Monachium dao 
znak ycia. Monachium, ktre widzia w przejedzie do Parya, podobao mu si niezmiernie. 
Ruszy tedy do Mnichowa. Znalaz tam ca koloni. Byli to malarze, studenci, artyci 
wszelkiego kalibru, rzemielnicy i sieroty bezdomne, die unglcklichen Polen102. Wrzao 
tam jak w ulu. Toczyy si spory, tworzyy stronnictwa, partie, odbyway zgromadzenia, sdy, 
a nawet bjki. Chobrzaski wszed, rzecz prosta, do jednego ze stronnictw i wkrtce obj tam 
dowdztwo. By to kierownik energiczny. Zaprowadzi w swojej partii taki ad, e czstokro 
wykonanie przepisw koczyo si w biurze policji. Adwersarzy, ktrych trafnie nazywa 
ptakami plwajcymi we wasne gniazdo, zwalcza rk tak elazn, e mu groono wybiciem 
szyb i skry. Gdy wasnego mieszkania nie mia, groby redukoway si do nastawania 
na cao skry, co znowu umia odeprze krzyow sztuk zaywajc skatego kija. Wnet po 
przyjedzie, nim trafiy si pniejsze roboty, pozowa malarzom. Jego pikna twarz, pena 
dziwnego wyrazu melancholii, dumy i hardoci, pocigaa artystw. Zyska sobie opini ciekawej 
gowy i znany by do szeroko jako unglcklicher Pole. Z czasem ta cile etnograficzna 
nomenklatura przeistoczya si w mniej okrelon: unglckliche Fratze mit vielen 
Konsonanten103, ale te wwczas Krzywosd tylko swojej braci pozowa, i to nie inaczej jak 
na koniu. 
Stosunki z malarzami pchny go do cakowicie innej dziedziny. Nard malarski, zmieniajcy 
miejsce pobytu, niedbay, dzi tarzajcy si w zocie, a jutro godu bliski, sta si rdem 
zarobkw Krzywosda. Oto, dajmy na to, wyjeda jaki malarz w gr, opuszcza Monachium 
i dy w wiat szeroki. Wjt kupuje od niego za byle co albo po prostu dziedziczy 
sprzty artystyczne, stare ubiory, nieraz jakie poamane zbroje, draperie, nie dokoczone studia, 
szkice, rysunki, a choby potuczone ramy. Dla innego trzeba zreparowa stylowe siodo, 
zeszy kostium, naprawi mebel, sklei jaki zabytek. Krzywosd bra to wszystko w rce i 
robi. Raz dobrze, drugi raz le, ale robi. Przypatrywa si dziwnym procesom tworzenia, 
podsuchiwa dyskusje, bada w ogromny kraj, pastwo malarza, i zdobywa encyklopedyczne 
wyksztacenie w zakresie antykwarsko-graciarsko-rzemielniczo-artystycznym. Jeeli czego 
nie umia zrobi, to przynajmniej wiedzia, jak si to robi. Gdyby i tu wytkn mu kto brak 
stanowczoci, to w adnym razie nie mg zaprzeczy, e o istnieniu caego mnstwa rzeczy, 
zupenie obcych przecitnemu zjadaczowi chleba, Krzywosd potrafi gada. Z czasem w duej 
izbie na Schwantalerstrasse mieci si dziwaczny zakad. Byy tam i narzdzia stolarza, i 
warsztat lusarski, tygle, retorty, kupy ram, flaszki z rnobarwnymi pynami, skry, elastwa. 
Na cianach wisiay szkice i obrazy, czstokro dziea sztuki, pseudoperskie dywany, przerne 
kawaki ora i zbroi. Po upywie lat kilkunastu spdzonych w Monachium Krzywosd 
wyszed na fabrykanta staroytnoci. Czasem udao mu si zlepi z uamkw wedug istniejcego 
wzoru jak podobizn staroytnego sprztu czy mebla i odstpi to antykwariuszowi, 
101 D y    y b u  j a  tu: dawna nazwa sklepu z wyrobami tytoniowymi. 
102 D i e u  g l u  k l i  h e  P o 1 e  (niem.)  nieszczliwi Polacy. 
103 U  g l   k l i  h e F  a  z e m i  v i e l e  K o ns ona nt e (niem.) zwrot nie dajcy si dosownie 
przetumaczy, okrelajcy w dosadnym humorystycznym skrcie wraenie, jakie wywieray na obcokrajowcach 
melancholiczna fizjonomia Krzywosda oraz twarde brzmienie jego rodowitego jzyka. 
69 
wymy sczerniae malowido kupione za byle co i puci w wiat jako szko wosk czy 
holendersk. Szczeglniejsz mioci wjta cieszy si styl gotycki. Krzywosd widzia 
ten styl wszdzie, tam nawet, gdzie by inny. Szczytem pochway w jego ustach byo sowo:  
gotyk! Std zbiory jego zawieray tyle rzeczy spiczastych. Wszystko, co tylko miao ksztat 
ostrouku, zasugiwao na uwag, a wic: elazne ozdoby sztachet, klucze, okucia drzwi, 
lichtarze chopskie z okolic Jeziora Bodeskiego, klamerki u paskw, ramy itd., nie mwic 
ju o istotnych uamkach gotyku. 
U Krzywosda zbieray si nieraz rozmaite grupy burszw104 i artystw. Stary wsal czstowa 
t md lekkomyln niesychan szpagatwk swego chowu, serem, ktry sam 
wyrabia, i suchym chlebem, ktrego jeli sam nie piek, to przynajmniej osobicie archaizowa 
w swych bezdennych szafach do stanu splenienia na kolor biay. W drodze szczeglnej 
aski pozwala wwczas byle komu zblia si do broni rozwieszonej na cianach oraz wywczy 
skd ze spodu stare, zagwazdane rysunki i z wyrazem zupenej niedbaoci, jakby 
obwieszcza rzecz najobojtniejsz w wiecie, mwi wskazujc palcem ten lub w bohomaz: 
 Piotr Pawe Rubens105... 
Albo: 
 Szkoa boloska... Trzeci okres Gwdo Reniego106... 
Po rysunkach takich mistrzw zaczynaa si prezentacja innych zbiorw, jak na przykad 
ksieczki pt. Priapeia107, w oprawie biaej, z cielcej skry. Ksieczka ta bya w kilku miejscach 
przebita na wylot. Kiedy zapytywano, co znacz te rozdarcia, Krzywosd objania, e 
to byo ulubione dzieko Karola XII108, ktre wszake suyo mu nieraz za cel do strzaw z 
pistoletu. Bya tam rwnie laska Seweryna Goszczyskiego, zwana czasami lask Wincentego 
Pola. By sztylet Beniowskiego109 wysadzany muszelkami  mundur oficera z czasw 
Ksistwa Warszawskiego, dopeniony przez Krzywosda w ten sposb, e spowiae wypustki 
zastpione zostay innym, mniej wicej zblionym kolorem, a guziki i szlify odpowiednimi 
guzikami i szlifami uniformu piechoty francuskiej z czasw Napoleona III. Za szkem wisia 
upanik atasowy zecibany z nie pasujcych do siebie kawakw  sta dziwny, pokruszony 
sprzcik, zwany apteczk Stanisawa Augusta, leaa faja z terakoty na zgitym cybuchu, 
zwana fajk Stefana Batorego itd. 
Nie wszystkim jednak i nie zawsze wjt pokazywa swe zbiory. Byo na przykad kilku 
ludzi wrd modej kolonii, ktrzy go irytowali i wpdzali w zy humor. Jeden z takich, zetknwszy 
si z antykwariuszem, zaraz po stereotypowym pytaniu o zdrowie dodawa: 
 A c Van-Dycki,110 jake tam? W robocie, co? No, i jake, udaj si? 
Drugi wymoczek udawa guptasa i kiedy Krzywosd pokazywa zbiory, wtrca lamazarne 
pytanie: 
104 B u   z  tu: student. 
105 P i o   P a w e   u b e   (1577-1640)  znakomity malarz flamandzki epoki baroku; sztuka jego odznaczaa 
si bujnoci ksztatu, przepychem i soczystoci barw.
106  z k o  a b o 1 o   k a  kierunek w malarstwie woskim, powstay w Bolonii pod koniec XVI w. Twrcy 
jego dyli do zjednoczenia w dziele sztuki waciwoci najlepszych mistrzw renesansu, szczeglnie Rafaela i 
Tycjana; w rezultacie tych zaoe malarstwo ich nie wnosio do sztuki oryginalnych wartoci. Jednym z najwybitniejszych 
przedstawicieli szkoy boloskiej by Gwido Reni (1575-1642).
107 P  i a p e i a  utwory na cze Priapa, greckiego boka podnoci; ze wzgldu na frywolno treci i sownictwa 
pojawiay si zazwyczaj anonimowo.
108 K a  o l XII (1682-1718)  krl szwedzki, wsawiony w tzw. wojnie pnocnej, odznacza si zamiowaniem 
do onierskich uciech. 
109 B e  i o w  k i  Maurycy August Beniowski (1741-1786), szlachcic wgierski, zasyn awanturniczymi 
przygodami w podrach po Europie, Azji i Afryce; przez kilka lat by uznanym przez tubylcw wadc Madagaskaru. 
110 V a  D y  k  Antoni Van Dyck (1599-1641), malarz flamandzki, znakomity portrecista. 
70 
 A ja gdzie czytaem, tylko nie pamitam, w jakim dziele, e Szczerbiec111, miecz Bole-
sawowski, to podobno jest w paskich rkach, tylko pan unika o tym rozgosu, eby go panu 
staczycy112 przez nastawionych zbirw nie wykradli. Nam by go pan mg pokaza... Zoylibymy 
przysig, e ani mru-mru... 
Mia jednak Krzywosd i swoich wielbicieli. Tym pokazywa wydobyte z dna inkrustowanej 
szafy kawaki haftowanej materii i zapewnia, e jest to urywek szaty, ktrej druga cz 
znajduje si w Cluny  jak miniaturk w sczerniaej ramce... O tym obrazku szeptem i z 
mruganiem mwi, e jest przez pewnego handlarza ukradziony z Brery113 w Mediolanie... 
Gdy zarzd Cisw przeszed w rce doktora Wglichowskiego, Krzywosd pocz si 
przed M. Lesem uskara w listach na tsknot i pisywa te listy tak czsto, e to wnet uderzyo 
chytrego kupca. M. Les mrukn do siebie: 
 Ta zielona mapa co knuje. 
Mia on dziwn predylekcj do Krzywosda. Bardzo czsto kupowa jego bezcenne antyki, 
jego Rubensy i Ruysdaele114, buawy hetmaskie i pamitki autentyczne po krlach. Skada 
to wszystko w pewnym zielonym kufrze i nazywa go gabinetem zielonej mapy. 
Nareszcie pewnego razu Krzywosd wyzna w licie, e ma zamiar wraca. M. Les nie 
sprzeciwia si i biedny wdrowiec wrci do Warszawy, a wkrtce potem obj administracj 
zakadu w Cisach. 
Lokal jego tutaj mieci si na dole starego zamku. Prowadzia do tego mieszkania brama 
(rozumie si: gotycka), a waciwie jej resztki groce ruin, ktre Krzywosd starannie podpiera. 
Dalej szy na prawo wskie i strome schodki a do drzwi mieszkania. Przed progiem 
wisia kruganek otoczony elazn balustrad. Zarwno schody, jak kruganek byy wieo 
dobudowane przez administratora. Dla przypieszenia procesu archaizacji tych gotykw nie 
zamiatano tam nigdy mieci i nie sprztano ladw pobytu wrbli, ktre caymi stadami pod 
drzwiami wysiadyway. Krzywosd kocha ptaki. Rozmawia z nimi i sypa tyle okruszyn 
chleba, e wrble miay tam istn synekur i nie odlatyway z kruganku. 
Kiedy doktor Tomasz zblia si z uszanowaniem wolnym krokiem do drzwi administratora 
dla zoenia mu pierwszej wizyty, zobaczy scen tego rodzaju. U wejcia na schody toczyo 
si, wrzeszczao wniebogosy kilkanacie sztuk dzieci folwarcznych, ydkw z miasteczka 
i innej hooty. Wysoko sta Krzywosd w pantoflach i reniferowej sczerniaej kurcie. 
Na porczy ganku siedzia chowany sok, o ktrym sysza ju doktor Tomasz ca histori. 
Sok ten chorowa przez ca zim i ulega kuracji. Krzywosd la mu w gardo oliw i sadza 
go przy kaloryferze w takim gorcu, e biedne ptaszysko dostawao, wida, czego w rodzaju 
pomieszania zmysw, bo palacze znajdowali je czstokro lece obok drzwiczek wielkiego 
pieca, wrd wgli i popiou. Tylko byskanie oczu wskazywao wwczas, e jeszcze ywot 
koacze si w nieszczsnym pacjencie. Teraz, gdy soce wiosenne wiecio tak jasno, sok 
pierwszy raz wyniesiony zosta na dwr. Siedzia na balustradzie mocno ciskajc prt elaza, 
rozglda si, rusza i dawa wielostronne znaki zdrowia. Krzywosd pragn widocznie pokaza 
chopakom nie tylko ptaka, ale i jego sztuki. Schyli si tedy i tka mu pod dzib sw gow 
przemawiajc jednoczenie: 
-Ksi pana, ksi... 
111  z  z e  b i e   miecz koronacyjny krlw polskich, ktry Bolesawowi Chrobremu mia wrczy Otton 
III, zagin za Augusta II; za Augusta III wykonano jego kopi, przechowywan w Skarbcu Krlewskim na Wawelu. 
112   a   z y  y  konserwatywne stronnictwo w Galicji reprezentujce program upadowy wobec Austrii, 
skierowany przeciwko ruchowi wyzwoleczemu. 
113 B  e  a  synna galeria sztuki w Mediolanie. 
114  u y  d a e I  Jakub Ruisdael (1628-1682), znakomity pejzaysta holenderski. 
71 
Chodzio o to, e sok powinien by pieszczotliwie szczypa dziobem resztki farbowanych 
wosw. Czy wiee powietrze, czy moe lepszy stan zdrowia wpyn na sokoa tak fatalnie, 
do e kiedy administrator uklk i podstawia coraz bliej ysin, ptak dwign si na apy, 
nasroy i z caej siy hukn pana dziobem w czerep, a szczkno. Zgromadzeni wydali 
okrzyk radoci, zaczli klaska w rce i podskakiwa. Tymczasem Krzywosd przynis dugi 
prt i przemwi do sokoa: 
 To ja do ciebie, ajdaku, jak do rodzonego siostrzeca z pieszczotami, a ty mi bdziesz 
ku po bie! Va-ten!115 
To mwic zrzuci ptaka na ziemi i zacz go okada prtem, a pierze leciao. Sok 
rozpuci skrzyda i na piechot z wrzaskiem uciek w gb mieszkania, do ktrego drzwi zostay 
zatrzanite. 
Judym otwar te cikie podwoje i wszed ostronie do wntrza. Skadao si ono z duej, 
sklepionej sieni o kamiennej posadzce tudzie z dwu izb mieszkalnych. Z przedsionkiem ssiadowao 
pomieszczenie na kaloryfer, gdzie wanie sok znosi w tej chwili tak bardzo zasuon 
kar. Daway si stamtd sysze jego zuchwae wrzaski. Judym wkroczy do izby na 
lewo i zaraz w progu szepn: 
 Twardowski! Jak mi Bg miy, Twardowski... 
W istocie mieszkanie to przypominao do zudzenia lokal mistrza. Mury tu byy ogromnie 
grube, okna zakratowane, sufity sklepione. W pobliu okna stay warsztaty gospodarcze i 
krzeso z wysokim oparciem, skr obite. W gbi byo szerokie, drewniane, staroytne oe z 
baldachimem opartym na supkach misternie rzebionych. W ktach leay stosy elastwa, 
rzemieni, klepek. Na cianach wisiay owe sawne obrazy, o ktrych Judym tyle ju sysza. 
Gdy Krzywosd po egzekucji przyszed wreszcie do izby, zaj si gociem z ywoci. 
Posadzi go w fotelu, co na Judyma wywaro taki urok, jakby go zanurzono w wannie, i puci 
si w dyskurs uprzejmy. Gdy rozmowa zesza na Cisy, Krzywosd wyraa si o caej instytucji 
z tak sam niedbaoci, jaka cechowaa jego mow w trakcie pokazywania rysunkw 
Rubensa. Judym zauway rwnie, e administrator uywa takich tylko zwrotw stylowych, 
ktre by dobrze maloway jego wadz w tym miejscu. Mwi tedy: 
 Kazaem przebudowa cay zamek... Musz wzi si jeszcze do urzdzenia parku. Mam 
na myli cakowite odrestaurowanie azienek, tylko e oto jak na zo brak mi czasu... 
Mwi cigle: 
 To si zrobi, to si kae zrobi. 
Szczeglnie czsto powtarza zdanie: 
 To mi, wie pan doktr, pasowao... To mi dobrze robio... Bawio mi oko, wic kazaem 
zbudowa... 
Judymowi ten rodzaj pewnoci mci nieco wyrazisto spostrzee. Wiadom byo skdind 
rzecz, e na przykad przebudowanie gmachw zaleao nie tylko od tego, czy administratorowi 
dobrze albo le robiy, ale rwnie od innych przyczyn, gwnie za od decyzji 
rady zarzdzajcej. 
Pniej przekona si, e jednak taki sposb wyraania gustw i wpywu tych gustw na 
bieg spraw cisowskich  wcale niele malowa istotny stan rzeczy. 
Kasjerem zakadu by pan Listwa, ktrego Krzywosd w oczy i za oczy nazywa starym 
niedog albo jeszcze zoliwiej  przedt fujar. Pan Listwa by mem matki Dyzia i ojczymem 
tego chopczyka. Niedog w cisym znaczeniu tego wyrazu, a tym mniej przedt 
fujar kasjer cisowski nie by, ale te i do rodu farysw116 ju si nie mg kwalifikowa. W 
gruncie rzeczy by to czowiek zgipsiay w cikich warunkach, a osobliwie w kajdanach ma
115 V a  t en ! (franc.)  id precz! 
116 F a  y   w krajach arabskich zaszczytny tytu rycerski; tu w znaczeniu: czowiek o szlachetnych ideaach i 
wyszych deniach. 
72 
estwa. ona i Dyzio tak urozmaicali ycie pana Listwy, e praca w kancelarii zakadu, zimnej 
i wilgotnej, wysiadywanie tam wrd ksig, kwitw, rachunkw  bya dla niego jedyn 
wprawdzie, ale za to istotn rozkosz. Kasjer czu, e yje wtedy dopiero, gdy wychodzi z 
domu. W obrbie progw rodzinnych przypomina co w gucie zamanego parasola: kry si 
w ciemnych ktach, ustpowa z placu i milcza. Mimo tak skromnej postawy by kozem 
ofiarnym we wszelkich zatargach z Dyziem, ktry na wiekowym ojczymie wprawia si w 
dowcip. Byy chwile, e pan Listwa prbowa opozycji. Ale te eksperymenty mijay szybko i 
trafiay si coraz rzadziej. Wszystko sprowadza do absolutnego poziomu jeden jedyny 
dwik padajcy z jej ust: 
 Hipolicie! 
73 
KWIAT TUBEROZY 
Poznanie Cisw zajo Judymowi tyle czasu i tak go absorbowao, e o zwiedzeniu szpitala 
nie byo mowy. Co dnia prawie obija si o jego uszy ten wyraz: szpitalik. Dr Wglichowski 
kilkakrotnie wspomina mu wrd innych wiadomoci: 
 Pamitaj, kochany panie, e masz pod sob szpitalik... 
 Moe bymy go mogli obejrze...  gorczkowa si Judym. 
 Nic pilnego! Poznaj no kolega zakad, tamto rzecz uboczna. Mwi dlatego, e i tamto... 
Tak schodzio. Nareszcie pewnego dnia doktr nie mg wytrzyma. Rozpytywa si detalicznie, 
gdzie w szpital si mieci, i poszed sam, eby przynajmniej zobaczy rozmiary i 
jako budynku. Nadzieja pracy samoistnej w swoim, niemal wasnym szpitalu ncia jego 
entuzjazm. 
Za bram parku rozchodziy si pod ktem prostym dwie ogromne aleje lipowe. Jedn z 
nich przybywao si do Cisw ze wiata, od strony kolei  druga prowadzia do paacu, kocioa 
i szpitala. Byo tej drogi wicej ni wiorsta, drogi szerokiej, ale bagnistej. W chwili 
kiedy j Judym przebywa, podsychaa ju, ale jeszcze tu i wdzie gadko z wierzchu zmulona 
i wymyta glina pod nog rozstpowaa si i lgna do niej bryami. Wielkie drzewa stojce nad 
t drog ju okryway si limi; w rowach szumiay strumienie pynnego iu; szybko z gry 
biegnce. 
W duszy Judyma byo takie wesele jak chyba nigdy jeszcze w yciu. Gdy si zblia do zabudowa 
folwarku rozrzuconych na duej przestrzeni, serce silnie bio mu w piersiach. Wiatr 
wiosenny owiewa go jakimi marzeniami, po prostu uczniowskimi. niy mu si na jawie 
zdarzenia, bohaterstwa, szalone operacje i niewysowione pocaunki czyich ust pachncych. 
Z obojtn min, jak na trzewego eskulapa przystao, wymin kilka domw, mieszka rzdcy, 
kasjera, ekonoma, i szed na lewo ku kocioowi, zostawiajc po prawej stronie szerok 
drog wjazdow w stron paacu. 
Obok kocioa wieo wzniesionego z czerwonej cegy  budowy piknej, z dwiema strzelistymi 
wieami w stylu gotyckim miecio si probostwo. Dalej kry si w drzewach znacznie 
dawniejszy, obszerniejszy dom: szpital. 
Judym nie mia zamiaru wchodzi do rodka. Pragn to uczyni w towarzystwie swego 
zwierzchnika. Poszed najprzd obejrze koci, ktry wanie by otwarty. Brakowao tam 
jeszcze posadzki, bocznych otarzw w nawach, konfesjonaw, malowide, awek. Ceglane 
filary stay w piasku. Tu i wdzie mieciy si awy zbite naprdce z tarcic. Tylko w prezbiterium 
byy ju stalle rzebione. Panowao tam wiato rnobarwne, przymione przez kolorowe 
witrae. Wanie ksidz odprawia msz cich. Przed gwnym otarzem staa gromadka 
ludzi. Judym obszed lew naw i wolno, bez adnego szelestu, po piasku, ktry zupenie tumi 
odgos jego krokw, zbliy si do prezbiterium. Gdy tam stan, ujrza w awkach kolatorskich 
trzy swoje znajome paryskie  panny: Natali, Joann i Wand. Z brzegu siedziaa 
panna Natalia. Doktor pozna j bardziej przez sodkie zemdlenie zmysw, przez jaki chd 
wewntrzny ciekajcy po twarzy i piersiach ni si wzroku. Miaa na gowie lekki kapelusik, 
a twarz zasonit woalk barwy rudawordzawej. To ciemnych, brzowych tafli rzebionego 
drzewa otaczajce jej gow sprawiao, e wygldaa jak przecudny rysunek sangwin117. 
Ostre, medalowe rysy jej nosa i brody znaczone byy w tkaninie woalki, podczas kiedy oczy 
117  a  g w i  a  kredka czerwonabrunatna. 
74 
zna byo tylko jak ciemne wgbienia. Judym przez chwil mia wzrok do tej gowy wprost 
przykuty. Nie wiedzia, czy ma si ukoni, gdy nie by pewien, czy go spostrzeono. Za 
chwil dopiero zoy ukon. Panna Natalia ledwie widocznym ruchem schylia gow. Wtedy 
take oczy Judyma spotkay si z oczami panny Joanny i odday sobie w przelotnym bysku 
przywitanie dusz modych i czystych, tuajcych si na ziemi we wzajemnej tsknocie. Twarz 
panny Joanny pena bya umiechw, pomimo e oczy i wargi jej staray si nie wyraa ich 
szczerze. 
Naboestwo skoczyo si wkrtce i garstka mieszczek gwarzc opuszczaa koci. 
Doktor szed pospou z tumem, aby nie byo ladu, e czeka na wyjcie panien. Ale za 
drzwiami kocioa kry to tu, to tam, niby dla poznania architektury piknej wityni. 
Gdy tak sta z gow zadart obserwujc kamienne uki, otworzyy si boczne drzwiczki 
prowadzce do zakrystii i wyszed tamtdy ksidz jeszcze mody, ktry dopiero co msz odprawi, 
a z nim trzy panny. 
Nastpio spotkanie. Doktor przywita panienki i przedstawi si ksidzu. Ten wzi go 
wnet pod rami i wszcz mi rozmow, pen yczliwoci i smaku. By to ksiyna zaywny, 
z oczami siejcymi blask wesoy, z ustami do miechu. Ledwie kilka srebrnych wosw 
pltao si w jego bujnej czuprynie, a czerstwa twarz sprzeczaa si nawet z tymi nitkami. 
 Kto nog stpi na ksie terytorium, ten idzie do ksidza na niadanie!  zawyrokowa 
mody pleban. 
 Z wyjtkiem panien!  protestowaa panna Podborska. 
 Bez adnych wyjtkw. Ksidz, panna i anio trzeci  to rodzone dzieci. Zreszt ja tu 
rozkazuj, nie jakie tam mode panny. A to mi si podoba! Nieprawda, doktorze? 
 A, skoro takie prawo... Musz si panie podda. 
 No? I c teraz? Ksidz i doktr, to, jest, le mwi, doktr i ksidz zdecydowali, wic 
ju jestemy na plebanii...  mwi proboszcz otwierajc furtk w nowym murze, ktry otacza 
cmentarz kocielny. 
W duych, wygodnie umeblowanych pokojach ksiego mieszkania peno byo kwiatw, 
obrazw (oleodrukw), pism, ilustracji. W sali jadalnej miecia si szafka z wydawnictwami 
dla ludu, w ustronnym gabinecie leay na stole pisma tygodniowe, miesiczne, gazety i staa 
spora biblioteka. Ksidz bawi goci swym jowialnym humorem, ktry wszake usiowa by 
humorem lepszego tonu, i dopytywa si u zgrabnej gospodyni o niadanie. Wkrtce je podano. 
Proboszcz zna ju histori parysk dziewic i doktora. Ciekawy by przede wszystkim drogi 
do Lourdes, wybiera si tam bowiem od lat kilku. Panny egzaminoway go, czy due zrobi 
postpy w jzyku francuskim. Przy kocu niadania proboszcz wywoa Judyma do gabinetu 
na papierosa, a dziewice przeglday tymczasem w salonie wiee pisma. Okna gabinetu wychodziy 
na drog lipow. Proboszcz mwi ywo i tak rozumnie, e Judym co chwila myla: 
Patrzajcie, jaki to mdry i jaki miy p o m i d o  e k... 
Ksidz z ciekawoci pyta si doktora o rne rzeczy wielkomiejskie, gdy wtem rzuci 
okiem na drog i skrzywi si brzydko. T drog szed wanie prdkim krokiem mody czowiek 
w eleganckim demi-sezoniku118 i jasnym kapeluszu. Dr Tomasz pozna w zbliajcym 
si modziecu kuracjusza, ktrego by widzia jadcego konno w dniu swego przybycia do 
Cisw, a pniej dostrzeg przy oglnym stole w zakadzie. Nazwiska nie pamita, wic 
spyta o nie ksidza. 
 A to jest pan Karbowski, wasz przecie kuracjusz. Cho taki on chory, jak ja aptekarz! 
 Dlaczeg to? 
 Widzi pan... to jest obuzina. Pochodzi, jak mwi, z bardzo dobrego rodu, odziedziczy 
po ojcu majtek  no i puci go we dwa lata, ale to co do gronia. Bywa w Monte Carlo, w 
118 D e m i   e z o  i k  paszcz wiosenny. 
75 
Monaco, w Paryu, gdzie kto chce. Gra w karcita, ale to nie tak po naszemu, tylko z premedytacj. 
W tym sk!... 
 Nie spostrzegem... 
 No, to doktr jeszcze zdy. W sezonie, co tylko przyjedzie bogatszego, a z fiu fiu w 
gwce, modzie zot, a nawet rozmaite damule, ogrywa tak, e z paczem wyjedaj. Z 
tego yje. 
 Czy tu bywaj tacy? 
 Bagatela! Ten pan Karbowski  ho-ho... Zim, gdy si urwie kampania bogatsza, siedzi 
jak suse. Czasem wyjedzie, znowu wraca... Gdy go ndza przycinie, poycza od lokajw, od 
kpielowych, od ydkw, felczerw, od kadego, kto na placu. Mwi dlatego, e i doktora 
nie ominie. 
 Ech, ode mnie trudno poyczy, szczeglniej w tym czasie...  zamia si Judym. 
 No, no... Straciem do niego serce, bo umie oszwabi biednego czowieka. Przychodzi, 
dajmy na to, do felczera, ktry przez sezon uskada sobie pewn sumk, i prosi go o zmian 
dwudziestu piciu rubli. Gupi Figaro119 zachwycony poufaoci takiego pana wywleka z 
szuflady rubeliansy i rozkada na stoliku. Ten zgarnia to do pugilaresu, pniej udaje, e zapomnia 
wzi ze sob dwudziestopiciorublowego papierka, i kae felczerowi przyj do 
hotelu. Zajdziesz, mwi, to sobie wemiesz, bo mi si teraz nie chce lecie po pienidze  id 
akurat do zamku... Lokaje nauczeni nie dopuszczaj golibrody do pana hrabiego, a on tymczasem 
rnie w karty liczc na to, e wygra owe dwadziecia pi tysicy rubli i odda. 
 Ale czy oddaje przynajmniej? 
 Dzi jeszcze oddaje, gdy go nacisn. Ale co zrobi jutro? Za numer w hotelu nie paci 
chyba od roku. A zreszt teraz on tu ma co innego na myli. 
Gdy to dobrodziej mwi, dao si sysze lekkie stukanie we drzwi prowadzce z przedpokoju 
do salonu. Ksidz co mrukn i wyszed pocigajc za sob doktora. W drzwiach 
przeciwlegych sta w pan Karbowski. 
By to wysmuky, blady brunet. Maleki, nie podkrcony ws ocienia jego czerwone wargi. 
Ciemne, mgliste oczy zdaway si nie widzie nikogo w pokoju. Gadko od lewego kta 
czoa przyczesane wosy harmonizoway z ca osob pen szczeglnego czaru. Modny smoking 
lea na nim i uwydatnia zgrabno powolnych ruchw. Karbowski przywita mode 
panienki oglnym ukonem, ksidza cmokn w rami. Judymowi z miym skinieniem gowy 
poda rk i usiad obok panny Wandy, a naprzeciwko Natalii. 
Ta od chwili wejcia do salki modego czowieka bya blada jak papier. Usta jej przymkny 
si w sposb szczeglny, jakby miaa za chwil wybuchn paczem, a caa twarz 
staa si tak pikna, e niepodobna byo oczu oderwa: Karbowski mwi do panny Joanny o 
ksice, ktr ta trzymaa w rku. 
W czasie tej rozmowy pewnym, jakby ociaym ruchem uchyliy si jego powieki i oszalae, 
bezmylne, dzikie z mioci oczy wlepiy si w twarz panny Natalii. Ona take nie miaa 
ju siy ukrywa wyrazu swoich. Panna Joanna pena trwogi i wzburzenia mwia ywo do 
Karbowskiego, ale sowa jej pltay si i wizy w gardle. On pyta si, umiecha, rozumowa, 
z pozoru sdzc, trzewo i chodno, ale tylko na przelotne i bolesne chwile odrywa 
wzrok od tamtej. Mwi wolno i dwikami tak widocznie obcymi jego mowie, e wydaway 
si nie tylko jemu, ale i wszystkim przytomnym czym dalekim i kamanym. 
 Pan dugo jeszcze zabawi w Cisach?  zapytaa go panna Natalia. 
 Tak, jeszcze dosy dugo. Nie wiem... Moe umr...  rzek z umiechem prawdziwie 
miertelnym. 
119 F i g a  o  bohater komedii Beaumarchaisgo (1732-1799) Cyrulik Sewilski i Wesele Figara; w przeciwiestwie 
do wspomnianego felczera, literacki Figaro odznacza si sprytem i inteligencj 
76 
 Umrze... pan?  szepna. 
 Tak dugo, tak dawno... tu lecz si bezskutecznie... Straciem nadziej. 
 Moe by panu jaki inny kurort pomg...  wtrci ksidz ogldajc swe paznokcie. 
Karbowski musn wsika i przelotnie dotkn proboszcza spojrzeniem, ktre, zdaje si, 
mogoby zabi. W tej chwili rzek jak gdyby do siebie: 
 Ach, tyle czasu... Tak, tak... Ksidz proboszcz ma racj, inny kurort... Moe by, e pojad. 
 Kiedy?  zapytaa znowu panna Natalia. 
Po tym sowie niewinnym panna Joanna drgna i wstaa ze swego miejsca. 
 Jedmy ju!  rzeka do towarzyszek  babunia bdzie niespokojna. 
Panna Natalia udaa, e nie syszy tych wyrazw, tylko renice jej zaszkliy si biaym blaskiem 
okrutnego gniewu jak ywe srebro. Panna Wanda, ktra przerzucaa uoone z caego 
roku numery jakiej ilustracji, podniosa gow i zapytaa: 
 Wic jedziemy? 
Nikt nie odpowiada. Ksidz siedzia przy osobnym stoliku i bbni we palcami. Oczy jego 
patrzay w przestrze, a wargi byy odte. Taki wyraz twarzy nie zdradza wcale zadowolenia 
z wizyty pana Karbowskiego ani z toku rozmowy. Ale panna Natalia i Karbowski tego nie 
widzieli. Byo rzecz jasn, e chodzio im o wyzyskanie tych sekund per fas et nefas120, o 
napatrzenie si sobie wzajem w oczy, o przypomnienie, w umiechach i dwiku sw obojtnych, 
mrz bezdennych tsknoty. Sowa pynce z ust modego czowieka panna Natalia witaa 
dziwnymi, penymi boskiego wdziku ruchami warg i nozdrzy, jakby czua zapach kadego 
wyrazu i na kadym niby na ry przysanej skadaa pocaunek. 
Panna Joanna egnaa si z proboszczem. Za jej przykadem uczyniy to obydwie towarzyszki. 
Gdy nadesza kolej poegnania Judyma i panna Natalia stana przed nim, ujrza jej 
srogie oczy skamieniae z alu, a jednak wydajce jak gdyby krzyk rozpaczy. Przez chwil 
myla, e oddaby ycie, gdyby te oczy jedn godzin tak za nim tskniy... Ale zahucza w 
duszy jego diabelski miech i co zamao si wrd guchego blu. 
Obydwaj z Karbowskim wyszli jednoczenie z probostwa. 
Przed gankiem sta lekki odkryty wolant, do ktrego wsiady wszystkie trzy panny. Konie 
szybko z miejsca ruszyy... 
Panna Natalia nie obejrzaa si ani razu... Za to Karbowski patrza w stron oddalajcego 
si pojazdu wtedy nawet, gdy ten znik ju na skrcie alei. Oczy jego miay wyraz dziwnej 
sennoci, a twarz bya skrzywiona cierpieniem, ktrego nie moga pokry ani maska dumy, 
ani umiech towarzyski. 
Judym zazdroci temu modziecowi wszystkiego, nawet cierpie, jakich tamten dowiadcza. 
T sam drog szed przed godzin z sercem penym ognia. Rwa si do pracy w szpitalu, 
silnie pragn przynajmniej ujrze mury tego budynku, gdzie bdzie kad dusz w tward 
prac lekarsk, a oto teraz cay w szpital tak nie istnia dla niego, jakby si w ziemi zapad. 
Co wicej, aspiracje odczuwane przed godzin wydaway mu si w owej chwili jak co gupiego 
do absurdu, jak co z nie istniejcej krainy dubw smalonych. Rzeczywistoci byo to, 
e panna Natalia jest zakochana w Karbowskim. 
Judym przypatrywa si z ukosa postaci tego franta, jego ruchom, gestom z natury i wystudiowania 
zgrabnym i w smutku tak bezbrzenym, jego ubraniu penemu smaku i elegancji. 
Nie byby pewno wyzna tego przed nikim ani nawet przed sob, ale czu to, e cae ycie, 
wszystkie wysiki, plany, denia, jest to jedno wielkie gupstwo w stosunku do ycia Karbowskiego. 
Po c to wszystko? Po co zabiegi, idee, trudy? Czyli Karbowski nie zrozumia 
ycia tak, jak je rozumie naley? By czowiekiem piknym, wykwintnym i dla tych przy
120 P e  f a  e   e f a  (ac.)  godziwym i niegodziwyrn sposobem. 
77 
miotw by kochanym przez najcudowniejsze zjawisko ziemi, przez tak pann Orszesk. 
Wszystko w Karbowskim zdao si Judymowi doskonaym i logicznym, nawet jego karciarstwo 
i szacherki. Nie przywizywa do tego wszystkiego wagi, jak nie przywizujemy wagi do 
niczego oprcz piknoci patrzc na tajemniczy kwiat tuberozy. Przecie  myla Judym  
taki kwiat jest owocem Bg wie jakich trudw, wydatkw, zachodw, jest bezuyteczny i 
szkodliwy, gdy go porwna ze dbem tymotejki, kosem yta alb kwiatem koniczyny, a 
przecie komu by przyszo do gowy depta go za to nogami... 
Z gbi duszy modego lekarza wychyli si znowu al gorzki i nienasycona zazdro, czemu 
i on, czemu i ona... 
78 
PRZYJD 
Burza ju przesza... Zdawao si, e wszystko ucicha, gdy wtem zaczynay trzepa nowe 
bicze kropel ogromnych, cikich, sznurem idcych na ziemi. Wzdu cieek wypukych, 
rumianych od starej cegy, pyna bez ustanku lnica woda. Po placach nieco gbszych stay 
jeziorka pene baniek szklistych a wzdtych jakby przez usta swawolnych dzieci. W cieniu 
kasztanw choway si zielone smugi, a w nich wida byo pnie wywrcone. W grze, midzy 
ogromnymi kpami wierzchokw jania wyimek nieba o tle pozocistym, wieccym niby 
owe niebiosa, ktre oglda mona w otarzach kociow wiejskich. Po nim pdziy kby 
chmur pierzastych, rozwianych, cienkich, fioletowych, tak prdko jak dymy. Co chwila odzywa 
si jeszcze grom daleki, grom wiosenny... 
Najbliej staa akacja o pniu grubym i czarnym, a gaziach jakby wykrconych z elaza. 
Te potworne konary roztrcay zason delikatnych, jasnych lici. Z cieniw starego muru biy 
w gr tysiczne gazki modych akacji, ktre jeszcze krzewem by nie przestay. Mode 
pdy osnute ywymi limi, a na samych kocach malekimi ich ladami, wycigay si ku 
chmurom, gdyby pieszczone rce dziewicze, ktrych dotd soce nie skalao. Czasami przylata 
wiatr, rozbuja ten krzew lekko, rwno, cicho  i wtedy cudowne strofy lici koysay si 
w ciepym, wilgotnym powietrzu sennymi akordami niby muzyka, ktra oniemiaa i, przybrawszy 
na si ksztat tak przedziwny, zastyga. 
Judym siedzia u otwartego okna w swoim mieszkaniu. Pon od gbokiej radoci. W 
pewnych sekundach wznosiy si w jego sercu jakie tchnienia uczu podobne do tych, co 
koysay wierzchoki drzew. Wwczas na jego usta wybiegay dwiki pieszczotliwe a zapalajce, 
jakby z ognia. Mwi nimi do drzew wielkich, do modych krzeww, do jaskek szybujcych 
wysoko nad szczytami po wietlistej otchani. Tajemnicza rado pocigaa wzrok 
jego ku kocowi alei, a serce ulatywao z gbi piersi jak zapach. Na co niesychanego czeka, 
na przyjcie czyje... 
79 
ZWIERZENIA 
17 padziernika. Dzi rocznica mego przyjazdu do Warszawy. Wic to ju sze lat upyno! 
Sze lat! Ogromny tydzie mojego wieku. Wtedy miaam siedemnacie dzi ju dwadziecia 
trzy wiosny. Jeeli porwna tamt Joasi z dzisiejsz  jaki to deficyt! Jaosiu, 
Joasiu... 
Postanowiam pisa dziennik na nowo, a raczej wskrzesi z martwych dawny. Uczya nas 
przecie wszystkie tej sztuki Stacha Bozowska121. Ona pierwsza w Kielcach pisaa dziennik 
umiejtny, to jest dziennik szczerych uczu i prawdziwych myli. 
Biedna po stokro Staszka... W jednym z ostatnich listw pisaa do mnie: Waciwie byam 
w tym yciu uzdolnion autork mojego dziennika  i niczym wicej. Teraz napaliam w 
moim szkolnym piecu trzynastoma ksigami oprawionymi w grub tektur i czarne, zrudziae 
sukno. egnaj, dzienniku... 
le zrobia! Dlaczeg tpi zwierzenia, ktre nikomu wadzi nie mog, a dla nas samotnic 
zastpuj (wielki Boe!) kochankw, mw, braci, siostry i przyjaciki? Nie  bd pisaa 
w dalszym cigu! Czuj do tego nag taki, jak np. mczyni do palenia tytoniu. Pod 
wpywem szyderstw frazesowicza . przestaam pisa, a teraz niewymownie auj. Odmawiaam 
sobie przyjemnoci przez lat sze  i dlaczego? Dlatego, e . na ten temat dowcipkowa? 
Mniejsza zreszt... 
Ile to zmian! Henryk w Zurychu, Wacawa nie ma, Staszka ju dawno w grobie... A u 
mnie? Ile to zmian! 
Jak dzi pamitam t noc ostatni, gdy przyszed telegram od. pani W. W cigu czterech 
godzin zdecydowaam si opuci Kielce, jecha do Warszawy  i pojechaam. Telegram 
brzmia (umiem na pami te sowa): Miejsce u Predygierw jest. Przyjeda niezwocznie. 
W. 
Ach, ten dzie, ten popoch! Zbieranie rzeczy, bielizny, drobiazgw, szybko, szybko, drcymi 
rkoma, wrd ez i wybuchw odwagi... Poczciwa pani Falikowska uycza mi pienidzy 
na drog  i wyjazd! Gboka, ciemna noc w jesieni. Jak to wwczas doroka dudnia 
w pustych ulicach kieleckich, jakie dziwne wywoywaa echa i wrzaski midzy cianami starych 
kamienic! Sama jazda kolej bya to ju czynno co si zowie. Pod sekretem mwic, 
przecie to pierwszy raz jechaam wwczas kolej elazn. Pierwszy raz  i prosto w wiat! 
Nie zmruyam oka, tylko z gow wspart o deski wagonu marzyam bojaliwie o yciu. Tyle 
akurat o nim wiedziaam, co czowiek idcy do lekarza pod naciskiem nkajcych go a zagadkowych 
cierpie. Jak on nic nie wie o istocie samej choroby, nie rozumie, co ona jest, co z 
niej moe wynikn, dokd rzuci jego ciao, losy, myli, uczucia  i tylko marz ostrymi a 
przebiegymi wiedzeniami, usiujc wszystko zrozumie  tak samo ja wtedy... Waliam w 
ycie z kapitaem skadajcym si: z biletu kolejowego, z toboka rzeczy, piciu zotwek 
grosza gotowego, no i z telegramu pani W. Za sob zostawiam dwu braci, ciotk Ludwik, 
ktra (w braku kogo bardziej odpowiedniego) zastpia mi matk, gdym uczszczaa do 
gimnazjum, ktra dzielia si ze mn maym kawaeczkiem swego chleba  i chyba nic wicej... 
Ach, nie, nie nic wicej! Kochaam Kielce, rne tam osoby, braci, Wacka i Henryka, 
Dbrowskich, Multanowiczw, Karczwk, Kadzielni122  i tak w ogle wszystkich. W tych 
121   a  h a B o z o w  k a  bohaterka noweli eromskiego pt. Siaczka. 
122 K a   z  w k a, K a d z i e l  i a  grywpobliuKielc. 
80 
latach tak atwo czowiek wanie wszystko miuje! C dopiero Kielce! Tej nocy w wagonie 
byo mi tak al! Koa uderzajce o szyny woay na mnie okrutnymi sowami. Zgrzyty ich kruszyy 
m wol i si na jak mg trwogi. Przypominam sobie te chwile przestrachu, kiedy 
nim jak pomieniem objta postanowiam wysi na pierwszej stacji i wrci. Wrci, wrci! 
Ale wagon mj rwa w nocy jesiennej wskro jakich miejscowoci ponurych i elazn, 
dzik moc swoj precz mi unosi od wszystkiego, com czule kochaa. Zreszt, czy mogam? 
Wrci do biednej ciotki utrzymujcej stancj uczniowsk? Mieszka znowu w ndznej, 
ciemnej i ciasnej izdebce! Sypia na starej kanapie, wrd zaduchu sosw, wrd wiecznego 
deficytu ciotecznego, trosk o maso i alw na droyzn kartofli, ach, i wrd afektom 
smoklasistw, zepsutych, niemdrych i rozprniaczonych? Nie mogam, adn miar nie. 
mogam... 
Zreszt musiaam przecie, wedug lubu tak solennie zoonego u witej Trjcy, przygotowa 
drogi dla Wacawa, ktry by wwczas w sidmej klasie, pomaga Henrykowi. Dawne, 
dawne dzieje... 
Ranek dnia przy kocu jesieni, ranek chory i jakby spakany, gdy drca z zimna i (powiedzmy 
szczerze, co tam!)  ze strachu, trzsam si jednokonn dryndul do pani W. Przybywam, 
trafiam na t uliczk Bednarsk, co niby jaka figura czy bestia wia si w moich 
uczuciach  i wkrtce idziemy we dwie z pani Celin do Predygierw. Mijam ulice, ktre 
pierwszy raz widziane w taki dzie (przez oczy struchlae z niedostwa) s zimne, obmoke, 
niegocinne, niby owa skorupa, w ktrej pywa jaki paz123 .. Wchodzimy. Zmierzone 
jak okciem okiem lokajskim, wyczekujemy w pysznym gabinecie. Po dugim udrczeniu sysz 
wreszcie jedwabny szelest sukien. Ach, ten jedwabny szelest sukien... 
Ukazuje si pani Predygierowa. Nos wprawdzie ydowski, ale za to spojrzenie arystokratyczne, 
cakowicie wedug wzorw sarmackich. Mwimy o mnie, o moim patencie, o tym, co 
mam wykada Wandzie, mojej przyszej uczennicy, wreszcie przerzucamy si mimo woli z 
jzyka polskiego we francuski. Koniec kocw  pytanie: ile dam miesicznej pensji? Minuta 
wahania si. Pniej ja, kielczanka, zdobywam si na heroizm i wasnym uszom nie wierzc 
wygaszam maksymaln cyfr, jaka kiedykolwiek powstaa w mojej imaginacji: pitnacie 
rubli. 
Pokj osobny, utrzymanie cakowite i pitnacie rubli miesicznie! Czy syszycie wy, ktre 
owiecacie gupie dzieci midzy rogatkami biskupiej stolicy? 
Pani Predygierowa nie tylko si zgadza, ale z chci... Tej samej nocy ju spaam w zacisznym 
pokoiku od ulicy Dugiej. Niech bdzie bogosawiony rok, ktry tam przeyam! Nie 
znajca Warszawy tak dalece, e mogam pod tym wzgldem z artyzmem reprezentowa ciel 
(gdyby Warszaw porwna do wrt malowanych), wzorowo siedziaam w domu, pracowaam 
nad Wand i czytaam. Biblioteka pana Predygiera staa przede mn otworem... Nigdy 
w yciu, ani przedtem, ani potem tyle ksiek nie wchonam. Czeg to wwczas nie miaam 
w rku! Ale co tam! Byam wwczas dobra jak cukier lodowaty... W tym rzecz!  jak 
mwi zacny pan Multanowicz. Kochaam Wandzi, moj uczennic, kochaam j szczerze 
jak rodzon modsz siostrzyczk. Kochaam nawet pani Predygierow, cho bya wzgldem 
mnie zawsze twarda, wyniosa i z gry wielkoci olniewajca jak latarnia gazowa. Byabym 
moe szerokim sercem miowaa i pana Predygiera, gdyby nie to, e by bogatym, niezrozumiaym, 
obrzydliwym, tustym mczyzn, w ktrego oczach widziaam przez cay rok tylko 
dwa uczucia: albo chytro, albo tryumf. Stopniowo wszystkie afekta zgasy. Nie zakwita w 
tamtym mieszkaniu midzy mn i tymi ludmi nawet przyja, nawet yczliwo. Dzi ju 
123 S k o  u p a, w ktrej pywa jaki paz  aluzja do tekstu Ody do modoci Mickiewicza: 
...Patrz, jak nad jej wody trupie 
Wzbi si jaki paz w skorupie... 
81 
wiem, e nie ma w tym nic dziwnego... Bo czyli najndzniejszy ze wszystkich, najlichszy 
kwiatuszek moe si rozwin w lodowni? 
Pamitam moj pierwsz bytno w teatrze, na koncercie Lutni124, na odczytach. Dzi 
tylko sab reminiscencj poznaj te urocze, prawie mistyczne wzruszenia, kiedy zobaczyam 
na scenie... Mazep. Gdym usyszaa wietnych aktorw goszcych cudowne wiersze Sowackiego, 
ktre umiaam na pami, moje wiersze... Wwczas take los da mi mono 
ujrzenia kilku literatw, ktrych miaam w prostactwie moim, z miasta Kielc importowanym, 
za wiodcych rd swj od Apollina. Pniej, ale dopiero pniej, przekonaam si, e 
daleko czciej wywie by si mogli od Bachusa i Merkurego. Teraz ju wiem, e talent to w 
wikszoci wypadkw  torba, czasem cennych klejnotw pena, ktr na plecach nosi z 
przypadku byle f a  e , a nieraz byle rzezimieszek. Wtedy! Ta groza wielka, kiedy wchodziam 
do pokoju, gdzie zaproszony przez pana Predygiera na piecze siedzia on, sam on... 
Ale swoj drog... I dzi jeszcze tak bym pragna zobaczy z jakiego kcika: Tostoja, Ibsena, 
Zol, Hauptmanna. Chciaabym take sysze mwicych: Przybyszewskiego, Sieroszewskiego, 
Tetmajera i jednego tylko i  z a (rozumie si  Witkiewicza125). 
Od tych wielkich wol dzi wiat, z ktrym zetknam si tutaj. Ten, co mi najmniej rozczarowa, 
rodowisko czujce bez afektacji, nasze matki-panny, ludzie pokornego serca, o 
wykrzywionych butach i zrudziaych mantylach. Zdawao mi si niegdy, e wiat z nich si 
skada. Reszta, sdziam, s to czasowo zaniedbani, ktrzy otrzymawszy prawd zwrc si 
ku niej i zaczn nowe ycie. 
Utwierdzay mi w tych rojeniach listy Staszki Bozowskiej pisane z zapadej dziury, dokd 
pojechaa. Te listy byo to nic wicej tylko wzniose nieprawdy, obcowanie dusz atwowiernych. 
Dzi oto ju Staszka umara. Ja mam ez pene serce i oczy... 
18 padziernika. Kiedy zaczam pisa, chciaoby si uprzytomni sobie i to, i tamto. Tyle 
nasuwa si szczegw, tyle osb, zdarze i uczu. Wszystko to nie daje si obj i zczy, 
rozpierzcha si jak ywe srebro i leci w swoje strony. Takie jest nasze ycie: ruchliwe, prdkie, 
bez steru... 
Mylaam dzi w nocy o Wacawie i znowu mam ten ucisk serca. Jest to rzeczywicie jaka 
szydercza fatalno: Henryk, ktry zosta wyrzucony z szstej klasy, siedzi w Zurychu, chodzi 
sobie na filozofi i ma si dobrze, a Wacek, ktry opuci gimnazjum ze srebrnym medalem, 
wietnie pracowa tutaj na przyrodzie, by przez wszystkich powaany  tak bezuytecznie 
skoczy. Potworna jest logika tych faktw. Ciotka Ludwika rzekaby pewno: To wszystko 
dlatego, e jestecie za mao religijni... 
Czsto mi si zdaje, e ludzie maj jakie ukryte podobiestwo ze zwierztami: osobniki 
wyrniajce si przeladuj jednomylnie, a bez porozumienia midzy sob, jakim odruchem 
stadowym. 
24 padziernika: Byam w teatrze. Grano Nauczycielk126, utwr wyrniony przez gremium 
krytykw. Dziwi mi, dlaczego autor przedstawia sw heroin jako uwiedzion, kiedy 
takie fakty nie maj chyba miejsca. Prawda yciowa jest z pewnoci brutalna. Wiem np., 
jakich tentacji127 dowiadczaa Hela . albo panna Franciszka W. Cnotliwi mowie spod 
pantofla s w tych szrankach stokro bystrzejsi od kawalerw. Guwernantki bywaj mdre 
albo gupie, ze albo dobre, brzydkie albo adne, ale wszystkie musz by pod tym wzgldem 
124 L u   i a  warszawskie towarzystwo piewacze, zaoone w 1887 . przez Piotra Maszyskiego. 
125   a  i   a w W i  k i e w i  z (1851-1915)  malarz, krytyk artystyczny (zwolennik realizmu), publicysta; 
eromski pozna go w Zakopanem w . 1892.
126 N a u  z y  i e 1 k a  sztuka Wadysawa Koziebrodzkiego (1839-1893), drugorzdnego komediopisarza i 
publicysty.
127  e   a  j a  pokusa. 
82 
bez zarzutu. Moe cudzoziemki  tego nie wiem. Tam zachd podobno atwiej si opaca. Ale 
ywio miejscowy... 
Guwernantka, jako istota obca, zazwyczaj spoecznie nisza, jest cigle na cenzurowanym. 
Gdyby daa tylko powd do wzmianki  ju po niej! Cenzura moe by askaw, nawet yczliw, 
nawet pochlebn, ale nie ustaje nigdy. Przy tym ju to samo, e si zajmuje stanowisko 
trudne i nisze, a jest si czstokro znacznie wyej  tworzy i udelikatnia uczucie dumy, 
szlachetne uczucie, ktre jak kij suy do podparcia w chwili znuenia i do obrony przed wrogiem. 
Ono samo ju jest hamulcem niemaym, kto wie, moe cakowicie wystarczajcym. 
26 padziernika. Czytam Ludwik Ackermann128. Ona mwi w pewnym miejscu, e kobieta 
piszca poezje jest mieszna. Zdaje mi si, e ma racj. Dlaczego? 
Poezja jest to szczery gos duszy ludzkiej, wybuch pewnej formy namitnoci. Ten rzut ducha 
musi by walk o rzeczy nowe, goszeniem tajemnic nieznanych. 
Kobieta dotychczas za twrc uwaa si nie ma prawa. mieszna jest, gdy przeoczy ca, 
a tak ogromn wyrw, ktra j dzieli od czowieka szczerego. Jakie to nowe prawdy duszy 
kobiecej jej poezja zawiera? Tylko mio (notabene msk). Czasami wrzask rokoszu, to jest 
czego przejciowego, co raczej uboy, ni zbogaca... 
Do czsto bunt o prawo goszenia tego, co ju zostao powiedziane przez mczyzn. 
Najczciej za obud albo piknie, ciekawie, zagadkowo (dla mczyzn) czujce niedostwo 
miosne. Wszystkie prawdziwe poetki osobisto swoj rzeczywist zostawiaj w cieniu 
(np. Ada Negri129). Jeeli Safo130 nowoczesna chce mwi zrozumiale jako czowiek, musi 
mwi jak mczyzna. 
W rzeczywistoci wszystkie te same uczucia ona posiada, moe nawet serce jej zawiera ich 
wicej i daleko subtelniejszych, ale nie moe ich, nie mie wyrazi szczerze. Myli jej biegn 
odmiennym oyskiem, mianowicie s czystsze, a raczej nie tak brutalnie zmysowe, namitnoci 
za zgoa inne, wcale nie takie, jak je przedstawiaj dzisiejsi autorowie, i to nie tylko 
mczyni, ale i kobiety. Mczyni wszyscy s zmysowi w sposb ohydny, na przykad dla 
modego dziewczcia. Tak si maluj w sztuce, ktr stworzyli. I tacy s naiwni w tej swojej 
zwierzcoci, e litowa by si trzeba nad nimi jak nad maymi dziemi. Co tylko w ich ssiedztwie 
caca, to zaraz do buzi! Nie uwaaj sobie wcale za obowizek z wiksz ostronoci 
wyraa swych brutalstw, choby przez grzeczno, przez wzgld, e moe pe saba 
inaczej to samo czuje... 
Wszystko za, co w wielkiej sztuce mogoby wyj od kobiet (rozumie si: rwnie silnego), 
dotychczas przynajmniej, musi si wpierw uksztatowa na mod msk. Tote mona 
czasami czyta utwory pisane przez kobiety i malujce niby to uczucia niewiecie, utwory 
skamane wiadomie od a do z. Jest to kokietowanie przez damy rodzaju mskiego za porednictwem 
literatury. Mczyni tymczasem doskonale broni swego ustroju i potpiaj wszelkie 
prby wyodrbnienia si duszy odmiennej i nowego, jeszcze nie znanego rodzaju sztuki 
wraz z jej bezgraniczn sfer tajemnych sposobw. Panowie wiata musieliby ulec nowej, z 
gruntu i  a k  z e j krytyce, co nie mogoby by mie. Tote sdy dzisiejsze w tej dziedzinie 
nie tylko mczyzn, ale w ich szkole wychowanej masy kobiet, bardzo s zblione do poj 
Indusw, ktrzy uwaali biaogow za nieczyst, gdy... bywa tak czasami. Jedno i drugie 
nie od jej woli zaley, ale traktowane jest z prostot prawdziwie indyjsk jako fakt, ktry sam 
w sobie jest rozwaany. 
Czyli mczyni uczu najbardziej wzniosych, poeci, szanuj w kobietach ducha ludzkiego? 
Wydaje mi si, e nie. Oni uwielbiaj pikn istot, o ile jest skarbnic waciwoci 
128 L u d w i k a A  k e  m a   (1813-1890)  poetka francuska; utwory jej przesycone byy filozoficzn refleksj 
o pesymistycznym zabarwieniu.
129 A d a  e g  i (1870-1945)  poetka woska, autorka wierszy o tematyce spoecznej. 
130  a f o  wielka grecka poetka liryczna z VI w. p..e. 
83 
dla nich rozkosznych, chocia posiadanie tych cnt nie moe by liczone na karb jej zasug. 
Najbardziej zawsze sawiony by typ kobiety wywierajcej jaki wpyw demoniczny. Moe 
mniej, ale szczerze i licznie wychwalano dusze czyste, cierpice bez skargi, sodkie istoty, 
ktre nie myl broni si ani mci, jak Ofelia. Istoty korzystajcej z praw do szczcia osobistego, 
uytkujcej z si przyrodzonych ducha i zdolnoci umysu  prawie nie ma. Daleko 
atwiej znale w literaturze szlachetne denie mczyzn do rehabilitacji kobiety winnej ni 
oddanie praw i szacunku pokrzywdzonej. To drugie nie jest ani sielank, ani tragedi, wic 
nie moe budzi estetycznego wraenia. Dopiero Ibsen131, niemiertelny prawdomwca, 
ten, co postaci Jadwigi w Dzikiej kaczce mieje si jak szatan, jak nieczowiek z kultury 
ludzkiej  zacz przeziera istot rzeczy. Ale i on nie moe si powstrzyma od hodowania 
prawom kierowniczym sentymentu mskiego. Istotna poezja kobieca drgaa moe, ale w pieni 
niewolnicy, gdy na tarasie rzymskiego magnata, wobec tumu rozwalonych patrycjuszw 
musiaa piewa dla ich zabawy pie swego kraju... 
My jej nie znamy. Kiedy si wmylam w ten piew i chc go odgadn, zda mi si czasami, 
jakbym syszaa go gdzie za czwart cian. Niekiedy siga do mego serca i wwczas przez 
cay dzie sysz w sobie dwik tych strun szarpanych w boleci przez zakrwawione palce. 
Wtedy poetka mwia prawd: Oto jest, co ja czuj! To jest w mym sercu! Wszystko mi jedno, 
co powiesz o mojej pieni. Ja sobie samej, sobie jedynej piewam... 
Ale dzi... I dzi istnieje ten sam pacz kobiety oszukanej, sprzedanej przez rodzin, niewolnicy 
mowskiej, ktra kocha innego, upadej i wzgardzonej przez obudn cnotliwo 
gromady. Istniej marzenia zakochanej niewinnie i namitnie, tej, co pocza i pod sercem 
nosi dzieci... C znowu! Takich dwikw nie mona wydobywa z liry! Byoby to niemoralne, 
szerzyoby zepsucie... 
27 padziernika. Przeczytaam, co tu stoi od wczoraj i nadal bdzie   o j a  o ku owieceniu 
wiekw. Chciaabym pisa prawdziwie i szczerze, a to jest trudno niesychana. Mam 
duo myli na p wiadomych, jakby zabkanych z cudzej okolicy, ktre jeeli nawet sama 
sobie zechc sformuowa, ju si zmieniaj pod pirem i nie s takie... Jak to zapisywa? 
Tak jak nadchodzi, czy te jak si w sowie zmienia? To drugie przypomina mi z Nieboskiej 
komedii t chwil, kiedy M, rozpaczajcy piknymi zdaniami nad niedol ony obkanej, 
syszy obcy gos: Dramat ukadasz... 
30 padziernika. Pisaam dwa dni temu o wikszej czystoci kobiet. Zdarzyo mi si ju 
nieraz, e gdy jestem jak myl szczerze i gboko zajta, w wiecie otaczajcym znajduj 
jeli nie rozwinicie dalsze, to w kadym razie szczegy i uamki, ktre do niej nale. Prawdopodobnie 
to skupiona myl jak wiato w ciemnoci wyawia z otoczenia wszystko, czego 
by w innych warunkach nie dostrzega, gdyby nie wiem jak nasuwao si przed oczy. 
Byam u Maryni. Rzadko si z ni widuj, a lubi j  jak by to wyrazi?  odruchowo, 
wbrew, a moe na przekr woli. Ona jest do gruntu niewinna, czysta, bielutka i bardzo prostego 
serca, a przecie bardzo lubi wicej ni jednego, ni dwu lub trzech mczyzn. Pierwiastek 
erotyczny stanowi w tym wszystkim tylko pewn domieszk. Nie chc powiedzie, eby nie 
gra adnej roli, ale jest to daleko bardziej co w gucie manii wielkoci. Gdy jej f u  d o w a 
 a m delikatn uwag, orzeka mi ze szczerozot naiwnoci, e nie wie, czemu by nie mona 
byo kilkoma na raz by zajt. (Nie zakochan  c znowu!) 
Te sympatie s w zupenoci odrbne, cz si przecie midzy sob, podobnie jak na 
przykad warstwy w torcie. Kada z osobna jest inna i bardzo dobra, a czyli z tego wynika, 
131 H e   y k I b  e  (1828-1906)  wybitny norweski pisarz, sawny twrca dramatw (Nora, Upiory, Wrg 
ludu, Dzika kaczka i in.), w ktrych poddaje ostrej krytyce spoeczestwo mieszczaskie. Wyrazem gbokiego 
protestu wobec obudy jego moralnoci i kultury w yciu codziennym jest m. in. posta Jadwini w Dzikiej kaczce, 
wraliwej i utalentowanej dziewczynki, tragicznie osamotnionej w egoistycznej i zakamanej atmosferze najbliszej 
rodziny. 
84 
eby wszystkie razem wzite miay le smakowa? A przecie, mimo tej obuzerskiej filozofii, 
Marynka nie byaby zdoln wyadowa ze siebie ani krzty tej bezbonoci, na ktr skary 
si w swej piosence Ofelia. 
4 listopada. Jeden z tych dni cikich, co to wydaj si by podobnymi do istot srogich i 
nikczemnych. Dzie taki trwa dugo i nie chce odej, jak lichwiarz, ktry wszystko swoje 
musi w tym terminie wydusi. A gdy ju wreszcie zdechnie, zostawi po sobie czarny cie, noc 
bezsenn, pen ez, widze i strachw. Jedna z yczliwych mi osb, pani Laura, w ktrej 
domu od trzech lat daj lekcj dziewcztom, z emblematami ywej jakoby litoci zakomunikowaa 
mi smutn wiadomo. Czerpie j od wspplotkarki wieo przybyej z w o j a  u. 
Oto  Henry podobno nie robi doktoratu, jak mi tysice razy upewnia, ale robi dugi, 
skandale i awantury. Mia jaki pojedynek, uczestniczy w burdach knajpiarskich, siedzia w 
kozie miejskiej, by przez policj zrbany szablami. Jest tego wszystkiego tyle, e trudno wyliczy, 
a najwaniejsze ze wszystkiego  kamstwo. Jakoby wcale od dwu lat nie chodzi na 
wykady. Brak mu minimalnej iloci semestrw132 potrzebnych do egzaminu  sowem, plugawe 
bagno faktw. Suchaam tego cierpliwie, z umiechem, jednoczenie mwiam ustami: 
 Wiem, wiem, prosz pani, jaki to obuz... 
W duszy miaam co innego. 
Musi w tym by sporo prawdy, jeeli mu cofnito stypendium muzealne. Wszystko to 
zreszt nic, ale kamstwo, nabieranie gupiej siostrzycy. Gdyby opisa, jak jest, ani bym mu 
robia wymwek, ani bym nawet nie uwaaa za ze. Od tego jest tgi bursz, eby robi skandale. 
Tylko to dowiadywanie si z boku, od ludzi obcych, ktrzy pomimo woli wyadowuj na 
mnie gnijc w kadej duszy czowieczej Schadenfreude133... 
5 listopada. Mao snu, bo dopiero nad ranem zapadam w stan drzemania i dzi a z 
wdzikiem zmokej kury. Lekcje odbywaam jak cikie roboty. Zgnbienie dusi, sprawia, e 
czowiek usuwa si, kurczy, ndznieje. Postanowiam z tej dusznej ciasnoty, gdziem bya zatarasowana 
przez gorzk wiadomo, si si wydoby. Nie, nie opuszcz Henryka! Bd dwa 
razy wicej pracowaa, wezm nowe lekcje, moe nawet ranne. Niech skoczy cho jakiekolwiek 
kursa, to przecie bdzie mg tutaj lej pracowa. Nigdy nie odauj, e nie zda do 
politechniki  ale to trudno. Te freifachy134 trway ju rzeczywicie nieco za dugo. 
6 listopada. Dla oszczdnoci bior do siebie pann Gupe. Zagrodzi mi to ycie wicej 
ni o poow, ale trudna rada. Ju moja izba bdzie tylko w czci kryjwk, nawet ten dziennik 
bdzie si tylko dorywczo pisao. Wpynie wszake tym sposobem co miesic prawie 
osiem rubli. Musz da Wacawowi na kouch, walenki... Jegierowskie ubranie. Trzeba by po 
dwie pary. Pamita, pamita, e pani F. jedzie 18, 18, 18! 
13 listopada. Wziam now lekcj. Wcisnam j midzy Lipeckich i Zosi K. Nowa robota 
jest to przygotowanie dziewczynki, Heni L., do klasy wstpnej na pensj. Nie zna si 
jeszcze na niczym. Ani dyktanda, ani tabliczki mnoenia, ani adnej rzeczy. Pokj duy, 
ciemny, jak piwnica, o jednym oknie wychodzcym na ciasny dziedziniec. W tej porze jeszcze 
soce nie zachodzi, ale tam ju jest wieczr. Siedzimy z t Heni naprzeciwko siebie przy 
stole i wydajemy, to jedna, to druga, dziwne gosy. 
 Ces enfants ont trouv leurs mouchoirs, mais ils ont perdu leurs bonnes montres.135 
Najprzd ja to mwi wielkim gosem, pniej ona z usiowaniem wydobycia ze siebie 
dwikw takiej samej gruboci. Myli pewno, e po francusku trzeba mwi tak grobowo. W 
132  e m e     rok akademicki dzieli si na semestry, obejmujce okrelone wykady i wiczenia, ktrych 
zaliczenie jest niezbdne przy zgoszeniu si do egzaminu.
133   h a d e  f  e u d e (niem.)  zoliwa rado z cudzej szkody. 
134 F  e i f a  h (niem.)  tu: brak okrelanego zajcia. 
135  e  e  f a    o     o u v ... (franc.)  te dzieci znalazy swoje chustki, ale zgubiy swoje dobre zegarki. 
85 
duym i ciemnym mieszkaniu rozlega si to wszystko gdyby jakie wywoywania wolnomularskie136. 
Czasami maej przychodz do gowy dziwne kombinacje. Zadaje mi pytania, na 
ktre adn miar nie mona da odpowiedzi... 
Stamtd, wysiedziawszy godzin, pdz co ko skoczy na gumach kaloszowych w gbie 
Powila do Blumw z piln wiadomoci, e trybem oznajmujcym wypowiadamy czynnoci 
w stosunku do odnonego podmiotu rzeczywiste  rozkazujcym rozkazane lub zakazane, 
warunkowym czynnoci tylko moebne, przypuszczone, zamierzone... Tam czeka zawsze 
czuy kuzyn. 
Teraz dzie ju jest napchany, formalnie napchany jak ydowska torba, lekcjami. Tak si 
przyuczyam do systematycznego chodzenia w oznaczonych terminach, e w niedziel, trawic 
poobiednie godziny lekcyj na czczej gawdzie albo czytaniu, doznaj co chwila odruchw 
przestrachu i zrywam si jak wariatka. Same nogi skacz i wykonywuj jakie logarytmy 
kursw na Smocz lub na Dobr. 
Kt by uwierzy, e ja, ndzny twr kielecki, dojd kiedy w samym rodku Warszawy do 
62 rubli miesicznego zarobku z wysiewania po rnych ulicach tajemnic wiedzy! 
Gupe ju si sprowadzia. Ma kardynaln wad Francuzek: jest gadatliwa. Wprawdzie ja 
korzystam z tego, bo wieczorami musz z ni gwarzy i mapiarskim, czysto kobiecym trybem 
nabieram paryskiego akcentu we francuszczynie, ale za to pi kiepsko. O dwunastej 
jeszcze si miej z jej przygd. Czsto pniej nie mog usn. Bij godziny... 
Wstaj saba i wwczas co dygoce we mnie jak w naszym starym ciennym zegarze, gdy 
go byo porusza. Dziwne jest to, e w takich razach wcale mi si spa nie chce. Chyba e si 
zmcz, zmorduj a do upadku. Gdy to nastpi, jestem wprost bez przytomnoci, nie wiem, 
co do mnie mwi i trajkoczcej Giepce odpowiadam trzy po trzy. 
15 listopada. Czytaam w niedziel duo rzeczy piknych. Dotd je mam w gowie niby jakie 
przedmioty nie moje, sabo zronite z moj osob duchow. 
Niewiele uczu moe tak dz poytecznego dziaania napeni serce, jak oscha wiadomo, 
ile cierpiano, ile znoszono dla szczcia pokolenia dzi yjcego, ktrego czstk my 
tu stanowimy. Jest jakie dziwne braterstwo idce wstecz do tych, co ju wszystko spenili. 
Nikogo z ywych nie mona otoczy w myli tak czci, wit czci, jak tych, co zostaj za 
nami w mroku niepamici. 
Przyszam do wniosku, e i bardzo cikie cierpienia moralne, troski subtelne, tkliwe i gbokie, 
mona jeli nie leczy, to w kadym razie znieczula pewnego rodzaju naciskami. Gdy 
si jest tak smutn, e zy pyn z oczu za lada powodem, trzeba czyta, na przykad jakie 
Sprawozdanie z sidmego okresu czynnoci Banku Handlowego albo Jedenaste zgromadzenie 
oglne, zwyczajne, akcjonariuszw Drogi elaznej Warszawsko-Terespolskiej... Gdy 
si takie rzeczy w chwilach odpowiednich uparcie i wiadomie studiuje, to dziaaj one swoj 
olbrzymi obcoci, swoim bezwzgldnym, g u   a 1 o w y m137 egoizmem na subtelne i 
czue uczucia tak mocno jak roztwr Schleicha138. Ta sl na pewien czas odrtwia pnie nerwowe 
tak do gruntu, e mona okolice przez jej pole dziaania zajte kraja bez blu lance-
tem. Inna rzecz, gdy cierpienie jest srogie. Wtedy Jedenaste sprawozdanie samo z rk wyleci 
jak ciar nadmierny. 
17 listopada. Zdaje si, e spisywa pamitnika takiego, jak zamierzaam, nie mog. Zbyt 
skromny mam zapas staoci. Trudno by mi byo utrzymywa, e dzisiaj rano spokojna i prawie 
wesoa, nie bd o zmroku tona w rozpaczy, niestety!  nawet bez wielkich powodw. 
Brak pienidzy, milczenie Wacka, myli o Henryku, jakie czcze, drobne, mae dzieje dnia 
136 W o 1  o m u 1 a   k i  wolnomularstwo jako tajne stowarzyszenie otaczao swe obrzdy tajemniczoci 
137 G u   a 1 o w y (niem.  Gusstahl: stal lana)  tu uyte w znaczeniu: twardy jak stal, stalowy. 
138  o z  w     h 1 e i  h a  pyn wynaleziony przez chirurga niemieckiego Karola Schleicha (1859-1922), 
stosowany przy zabiegach operacyjnych do znieczulenia miejscowego. 
86 
jesiennego, ktre Krasiski tak susznie mianowa podymi... Najczciej jaka niedola daleka, 
daleka, nie moja ani twoja, tylko tutejsza... Wtrca mi to w smutek, a raczej w jak 
bolesn ozibo. Nie jest to bynajmniej spokj! O, nie! Spokj to stan bezcenny. Troski i 
biedy ucz odczuwa spokj jako szczcie. Tych stanw przejciowych niepodobna tu zanotowa, 
tak samo jak nie mona patrze w lustro, gdy si jest czym do gbi wzruszon. Nie 
sposb ich take odtworzy, uywajc rwnolegych i tej samej miary sw piknych, gdy i 
tak byoby to co wrcz innego. Mnstwo rzeczy mino i cigle mija, a ja nie tylko nie mog 
ich przytoczy, oceni, ale nawet wskaza. Czasami jestem tak bez si, e nie sprawioby mi 
wielkiej trudnoci usi na brzegu trotuaru, ktrym pdz z lekcji na lekcj, i wypoczywa 
wrd miechu przechodniw. 
Jake szczliwe s te damy, ktre mijam, wolnym krokiem idce na spacer czy tam dokd. 
Tocz mie, urocze, wesoe rozmowy z modnie ubranymi panami. Kto s ci ludzie? Co oni 
robi, gdzie mieszkaj? Nie znam ich wcale. wiat jest tak may, taki ciasny, a taki zarazem 
olbrzymi! Czowiek na nim jest to biedny niewolnik biegajcy wci t sam ciek, tam i z 
powrotem, jak wilanowska kolejka. 
Cofnam si myl do miejsc, gdziem dawniej bya, i sam siebie przypomniaam sprzed 
lat kilku. 
Byam wtedy lepsza. Dzi nie mogabym ju tak zamcza si prac, byle co dobrego 
zrobi. 
C to bdzie? Czy cigle bd coraz gorsza, coraz gorsza? Wtedy w Kielcach, w naszych 
Gogach, w Mkarzycach, a i tu dawniej, w Warszawie, robiam wysiki, eby by inn. Teraz 
jestem jaka popdliwa, pena zych myli. Jaka to dawniej byam ascetka we wzgldzie wygd! 
A teraz drobnostka mi dokuczy. 
Dugo nad tym mylaam, co si mianowicie we mnie zmienio. Miaam dawniej wiele 
wiary w dobro ludzi i dlatego byam gotowa spieszy si ku nim. Miaam ask zupenego, 
caym sercem oddania si myli o rzeczach niematerialnych, o sprawach innego porzdku. 
Dzi jestem taka zimna! Tamte krynice rozkoszy ledwie pamitam. Zrobiam si jaka nieczua 
na cierpienia innych. Mog powiedzie, e bardziej chodno (a moe tylko nie tak) odczuwam 
biedy wasne. 
Naprawd mam i teraz dla wielu osb duo uczucia, ale takiego czsto dowiadczam zudzenia, 
jakbym ju Henryka ani Wacawa nie kochaa dawnym sercem. Zrobi jeszcze dla 
nich i dla innych ludzi, co mog, ale nie czuj ju szczcia z tej prostej racji, e i ja przecie 
do czego su. Mam jeszcze duo entuzjazmu dla dobrych i poncych natur, dla wszystkich, 
co si mcz a pogardzaj zem ukrytym, ale to ju jest inne. Nie wiem, nie mog tego 
szczerze wyzna, czy kocham takich ludzi, czy tylko chciaabym i z nimi w szeregu z tego 
wyrachowania, e to jest szereg, w ktrym i najbezpieczniej, bo do zwycistwa. Jest to ta 
droga, po ktrej dusza w ciemnoci schodzi, w ciemnoci noc bezdenn...139 
Dawniej istnieli dokoa mnie szlachetni ludzie, natury gbokie, ciche, skromne, tkliwe, 
czsto w swej poczciwoci wytrwae jak elazo, skonne do zupenego zaniedbania siebie dla 
innych. Cechowaa ich jednolito de i usposobienie rwne. W ich obecnoci byo tak dobrze, 
tak ufnie i tak cicho na sercu... Byli to moi rodzice, ssiedzi, niektre osoby w Kielcach. 
Czy to bya dusza inna, czy moe tylko zdolna do lepej atwowiernoci? W moim dawnym 
wiecie nie byo ani jednej osoby, do ktrej czuabym odraz. Dzisiaj ile jest takich! Na 
przykad ten jaki kuzyn u Blumw, ktry zawsze drzwi mi otwiera i pomaga zdj okrywk. 
Czekam z cierpliwoci, e mi kiedy w tym korytarzu zechce zaczepi w sposb licujcy z 
jego wejrzeniami. Wydaje mu si apetyczn ta nauczycielka przychodzca do jego kuzynek... 
139 D u  z a w  i e m  o   i   h o d z i...  niedokadny cytat z wiersza Jana Kasprowicza, zaczynajcego 
si ad sw: W ciemnoci schodzi moja dusza. 
87 
Nie mog przecie da, eby mi drzwi nie otwiera i nie pomaga zdejmowa mantyli, ale 
darz go tak odraz, jakbym patrzya na stonog albo na brudny gsty grzebie. Dziwi si, 
e on nie odczuwa tego afektu. Zdaje mi si, e to ze mnie promieniuje. A moe w mioci 
tego rodzaju, jak on ma na myli, uczucia wstrtu strony sabszej nie wchodz wcale w rachub... 
Nie powinno mi to wszystko wcale obchodzi. Mam zupen mono traktowania 
tej osoby z tak przedmiotowoci jak, dajmy na to, barana albo innego reprezentanta fauny, 
ale nie mog... W ogle troch za duo interesuj si t spraw, tyle o tym pisz, e to budzi 
podejrzenie. Czy tylko w tej odrazie nie kryje si krzyna jakiej satysfakcji? 
18 listopada. Na Walicw tramwajem. Kiedy wsiadam do przedziau i ju zapaciam 
konduktorowi, dopiero spostrzegam, e w rogu siedzi ten liczny jegomo w cylindrze. To 
ju trzeci raz go spotykam. ciera co chwila rk par i wyglda przez oczyszczony kawaek 
szyby. Na co on czeka? Jeeli to miaa by kobieta, to jaka jest szczliwa! Kto on jest? Co 
robi? Jak mwi? Jakie te myli kryj si w tej przelicznej, w tej arcygowie? Mam cigle w 
oczach jego twarz zamylon i wyobraenie caej postaci. Dzi na lekcji u F. bezwiednie i bez 
adnego wysiku, na p wiedzc o tym, co krel, zrobiam ten profil o bardzo subtelnej 
kombinacji rysw, peen harmonii i jakiej walecznej siy. Jak to dobrze, e sobie wyskoczy 
na rogu Ciepej, bo, kto wie, moe bym si bya w nim zakochaa. Przez cay dzie cigle byo 
mi bez adnego powodu przyjemnie, jako tak radonie, jak gdyby za chwil miao mi spotka 
co nad wyraz miego. Gdym usiowaa zrozumie, co mi si dobrego zdarzyo, pyna z 
ciemnoci jego twarz  i te oczy szukajce czego za szyb. 
Niech go spotka w yciu wszystko dobre... 
19 listopada. Najzacniejsza pie Salomonowa140 mwi: I kt to jest, ktry wychodzi 
z puszczy, jako supy dymu, kurzc si od mirry, od kadzida i od wszystkich prochw wonnych... 
Najzacniejsze sowo! Jest to realny opis uczucia... Tego, ktre przychodzi z puszczy... 
Sowa bez sensu tumacz istot uczucia tak cile jak algebra. 
20 listopada. Na ou moim w nocy szukaam tego, ktrego serdecznie miuj, szukaam 
go, alem go nie znalaza. A przeto teraz wstan, a obejd miasto, bd szuka po ulicach i po 
miejscach przestronnych, tego ktrego z duszy miuj. Szukaam go, alem go nie znalaza... 
Nieskromne, upokarzajce!... Te sowa  to rumieniec. Kada litera pali si ze wstydu. 
C, kiedy prawda, c, kiedy prawda... 
22 listopada. Znowu ten kuzyn ze swoim umiechem przyklejonym do warg gum arabsk! 
Kiedy on staje we drzwiach w chwil po naciniciu przeze mnie dzwonka, jestem wprost 
bezsilna. Czuj od razu, e robi si czerwona jak burak. I ebym nie wiem jak usiowaa 
zbledn  wszystko darmo. Trac wadz nad gupim czerwienieniem si, rce mi dr. Ten 
frant gotw pomyle, e wywiera na mnie tak piorunujce wraenie, a on mi tylko ublia. 
Czemu to nie jest tamten z Pieni nad pieniami? Rumieni si w towarzystwie osb dobrych 
i delikatnych nie jest wcale tak bardzo przykro. Jest to wwczas, jakby si nie chciao wymawia 
pewnych sw ordynarnych, ciapa wargami alby patrze na rzeczy nieprzyzwoite. Ale 
tu! Czytaam gdzie, e w Egipcie sprzedawano talizmany, ktre miay strzec kupujcego od 
urokw. Mwiono wtedy: Od spojrze dziewczyn, ostrzejszych ni ukucie szpilk, od oczu 
kobiet, ostrzejszych ni noe, od spojrze chopcw, bardziej bolesnych ni uderzenie batem, 
od spojrze mczyzn, ciszych ni uderzenie siekier. Jakebym chciaa by zabezpieczon 
od ostatnich spojrze, od tych spojrze!... 
140 N a jz a  ni e jsz a p i e    a l o m o  o w a  Pie nad pieniami, najwybitniejszy utwr liryczny 
poezji hebrajskiej; autorstwo jej przypisuje si Salomonowi (X w. p..e.). 
88 
Dzisiaj pani B. przytrzymaa mi w swym zagraconym salonie, a ten literat wsun si 
tam niezwocznie jedwabnymi kroki. Czuam jego osob, mimo em nie podnosia oczu. Zacz 
mwi rzeczy oklepane, ktre pewno sysza od kogo mdrzejszego. 
O Nietzschem141! Mam silne poszlaki, e uwaa si za nadczowieka i za ucznia filozofa, 
ktrego sdzi z artykuw pism warszawskich. Specjalnie jest znakomity, kiedy rozpoczyna 
zdanie w sposb peen obietnic: 
 Bo trzeba pani wiedzie... 
Albo: 
 Pewno pani sdzi, e... ot... 
I dopiero wygasza myl znan mi i niepotrzebn jak wywiechtany komuna. Rozmowa 
jego zmierzaa do tego, eby podkreli pewne w niej wyrazy. Ciekawam, czyby si ten  a d 
f a  e  odway tak te wyrazy akcentowa w rozmowie z jedn z pa bogatych, ktra mogaby 
mu na to odpowiedzie z ca miaoci? Ale niech go tam Pan Bg ma w swojej opiece! 
C z tego, e kto mi da dowd swego lekcewaenia, korzystajc z tego, e jestem nauczycielk? 
Czy to mi ma bole? Jest wcale nie zasuone... Znosi tego nie mog bez udrczenia, 
ale mog przecie lekceway. Musz zreszt, bo nie starczyoby mi innej odpornoci na 
takie szarpanie nerww. Tego rodzaju zdarzenia wstrzymuj mi od poszukiwania towarzystwa. 
Jest to take brak odwagi cywilnej. Wiem, e nie odstpiabym osoby dobrej dlatego, e 
j lekcewa, a samej siebie nie mam miaoci ostro broni. 
23 listopada. Bd zmuszona do porzucenia lekcji u B. Trudna rada! Nie mog robi 
awantur w przedpokoju ani zanosi skarg do tej pani. Musiaam si broni. Dzi ch. m. w. w 
p. i m. Popamita on t sekund! Ale swoj drog, jakie to jest wszystko pode! 
Dawniej mylaam, e z jest nienawi. Gniewa si, mie uraz  to inna rzecz, ale nienawi. 
Przecie to jest pragnienie krzywdy. Nic zego nie zrobiabym sama temu nawet adonisowi, 
ale wiedza o tym, e mu si co takiego zdarzyo, nie byaby mi ju wstrtn. Powoli 
moe przyjd do pragnienia zemsty. Czemu nie? Idc po stopniach, zstpuje si koniecznie 
tam, dokd one prowadz. Wiem o tym, ale nie czuj zoci do siebie, gdy jestem tak wrogo 
usposobiona. I kt wie, czy w istocie rzeczy nienawi jest za i niemoralna? Taka nienawi... 
Kt to wie? tylko po co ja o tym wszystkim musz si dowiadywa, na co to wszystko 
musz roztrzsa? 
26 listopada. Cicho, cichutko umara panna L. W niczyim sercu zapewne nie zostawia 
uczucia gbokiego alu. Kochano j, jeeli tak mona powiedzie, przez obowizek. Mj 
Boe, a nieraz najgorsze osoby, gdy umieraj, budz al ywy i szczery. Kt moe by poczytywany 
za wzr nie tylko czowieka, ale za wzr ucznia Chrystusowego, jeli nie ona, ta 
matka-panna? To bya nie tylko istota duchem czysta, ale przedziwnie czysta ciaem, jeden z 
posacw boych, co na wzr Jego trzciny chwiejcej si nie zamie i lnu kurzcego si nie 
przygasi, jak mwi wity Mateusz. Cae ycie spdzia w nauczycielstwie jakby w jakim 
zakonie. Moe i ona miaa wady ukryte, moe w tajemnicy przed bystrzejszym okiem popeniaa 
jakie grzechy, o ktrych nikt nie wie, ale po handlarsku wac jej ycie, owo ycie 
omieszonej starej nauczycielki, nie znajduj w nim wystpku. Praca, gucha praca pracainstynkt, 
praca-namitno, praca-idea, uoona systematycznie jak teoremat142 geometrii. 
ycie rozoone na lata i kwartay szkolne, a z jego rozkoszy czerpanie tylko owocw rodzinnej 
kultury. Nie widziaam nikogo, kto by si tak radowa istotnym weselem wielkim, kiedy 
zjawiay si w literaturze pikne dziea, jak Potop alby Faraon. Ona doprawdy czua si 
141  i e  z   h e  Fryderyk Nietzsche (1844-1900), filozof niemiecki. Gosi kult silnej bezwzgldnej jednostki 
wcielajcej wol wadzy klas posiadajcych, zwalcza zasady demokratyczne i moralno chrzecijask; ucielenieniem 
goszonych idei miaa by w przyszoci posta nadczowieka.
142  e o  e m a   twierdzenie matematyczne, ktre naley dowie. 
89 
szczliw, e yje w tym samym czasie, kiedy tworzy Sienkiewicz, a portret tego pisarza 
miaa w swej izdebce opleciony bluszczem. 
W wielu sdach nie mogam si zgodzi ze zmar, a raczej nie potakiwaam jej w gbi 
serca, gdy to mwia. Bo kiedy indziej!... Nie moga zrozumie pewnych nowych si wiata. 
ya w dawnym zakonie, ktry przez Macht 
Bismarcka143 nogami zdeptany zosta. Jakime 
sposobem przystosowaa owe dawne prawa do nowego ycia? Zrobia to prosto, jak nie mona 
prociej. Oto entuzjazm zakla w prac, wtoczya go wewntrz swoich obowizkw. Byo 
to trudne, z pewnoci trudne, takie skroplenie uniesienia. Trzeba byo powoli, w cigu caego 
szeregu lat wytwarza system, murowany system. Tak uczy gramatyki, stylistyki, uczy pisania, 
jak to czynia panna L., ju nikt nie potrafi. W tej nauce pedanckiej, prawie dokuczliwej, 
zajadej, by wanie entuzjazm. 
U trumny panny L. postanowiam sobie naladowa j. Nie przedrzenia, ale wanie naladowa. 
Jej ycie byo tak wysoce kulturalne, e z naszej strony byaby to ola gupota, gdybymy 
mieli zaniedba stosowania tych doskonaych wzorw. Mczyni naladuj przecie 
Anglikw, ludzi innego kraju i typu, ludzi zza morza, a my majc w domu taki widok... A 
wic: 1) tamsi w sobie upadki, osabienia, czuoci, a gwnie, gwnie, gwnie wzdychajcy 
smutek; 2) cigle podnieca wytrwao i ksztatowa wol; 3) ukada z premedytacj i 
krytyk plan zaj; 4) cile wykonywa, co si po rozwadze zdecyduje, choby kije z nieba 
leciay. To w szczeglnoci. A w ogle: zachowywa czysto duszy i nie dawa do siebie 
przystpu niczemu podemu. Wprost nie dawa przystpu. Jeeli bierze na si form kuszc 
jako nowoczesno, nowotno, uderza ajdactwo w piersi ca moc ducha. 
U trumny panny L. przysza mi do gowy myl, e czowiek sprawiedliwy yje tu na ziemi 
daleko duej ni gupiec. Mae, skurczone, umiechnite zwoki panny L. oddziaay dzi na 
mnie daleko silniej ni niejedna rozprawa mdrca. Jej nauczycielstwo nie skoczyo si z 
chwil mierci. Owszem, zaczo by cakowicie zrozumiae to, co czynia, niby doskonaa 
ksika, ktrej ostatni stronic wraz z ostatnim przeczytalimy wnioskiem. Tak nie tylko y, 
ale i leczy po swojej mierci doktr Miller, zmary na dum, ktry w chwili zgonu przepisywa, 
jak ma by zdezynfekowane jego ciao, aeby komukolwiek z blinich nie przynioso 
zarazy w cztery dni po jego zejciu. To s ludzie, ktrzy osignli na ziemi gwn si: nie 
bali si zstpienia do grobu. Tote ich mier jest tylko jak tajemnic powan, pen czci i 
smutku. mier ludzi, ktrzy jej si lkali, ciska urok wstrtny, przeraajcy, kae myle, a 
raczej topi si i dusi w mylach o tym rozkadzie ciaa, penym nieopisanej ohydy. I wwczas 
jest jak potwr obmierzy i bezmylny, a nade wszystko wszechwadny. 
Ale jeszcze rzecz jedna. Czy ycie panny L. byoby rwnie poyteczne, gdyby zostaa matk 
i miaa dzieci, a waciwie, czy byoby poyteczniej dla wiata, gdyby zamiast tylu 
uczennic wychowaa dobrze tylko swe dzieci? I czyby je wychowaa tak dobrze? Zdaje mi si, 
e to jest rwnie macierzystwo, a raczej macierzystwo wyszego stopnia  tak ksztatowa 
dusze ludzkie, jak to panna L. czynia. Nasze matki lekcewa sobie znaczenie matekwychowawczy. 
Tymczasem urodzi dzieci to wielka i cudowna sprawa natury, ale znowu 
nie dyplom na wychowawczyni. Potrafi to samo byle obywatelka z rodu Kafrw144 czy Papuasw145. 
Moe popeniam herezj wypisujc tutaj to zdanie, ale je uwaam za suszne. Myl 
moja jest taka: na wiecie peno jest kobiet niemdrych i niedobrych, ale za to piknych i 
143 M a  h t B i  m a   k a  Macht von Recht (niem.): sia przed prawem; haso lece u podstaw polityki 
Bismarcka (1815-1898), twrcy niemieckiego imperializmu, zacitego wroga klasy robotniczej i germanizatora 
ziem polskich.
144 K a f  o w i e  nazwa nadana przez Arabw pd. i wsch. afrykaskim ludom Bantu. 
145 P a p u a  i  tubylcy Nowej Gwinei oraz innych wysp Oceanii. 
90 
zdrowych. S to Sabinki146, ktre na pewno zostan porwane. Nie wynika jednak z porwania, 
aeby kada Sabinka stawaa si przez to skarbnic wiedzy. Obowizek (ale ju wtedy i prawo) 
wychowywania pokole coraz lepszych, jeeli idzie o to, aeby pokolenia byy coraz lepszymi, 
musi by odjty niemdrym i niedobrym Sabinkom i oddany brzydkim pannom L. 
28 listopada. Dzi w myl powzitych zasad zrobiam obrachunek dochodw i wydatkw. 
To materialistyczne pojmowanie dziejw mego ycia z ostatnich trzech miesicy i jeszcze 
bardziej materialistyczne wysiki przewidzenia przyszoci okazay, e prawie dwa razy wicej 
wydaj, ni zarabiam. Kupiam wprawdzie bielizn dla W. i posaam H. na dwa miesice, 
a co najwaniejsza, spaciam ze starego dugu ciotki Ludwiki 40 rubli Siapsi Bockiemu, ale 
znowu zacignam u samej Marynki dugw na 100 rubli z czubem. Przeraziam si t moj 
rozrzutnoci, a waciwie ndz, i postanowiam do minimum ograniczy wydatki. Zaczam 
od tego, e razem z Marynk kupiam bilet do teatru. Grano Moliera Chorego z urojenia. 
Obydwie z M. przyszymy do jednego wniosku... Czstokro daje si czyta, a szczeglniej 
sysze, zdanie, e na wiecie wszystko ju byo. Na tym fundamencie, e wszystko ju byo, 
rozmaici panowie i damy pozwalaj sobie na takie rzeczy, ktre istotnie moliwe byy tylko 
w przeszoci. Przypatrujc si takiej sztuce Moliera widzi si dopiero, jak ludzko postpia 
naprzd, i to nie tylko w zakresie medycyny, ale przede wszystkim w dziedzinie etyki. 
Tak dzicz, jak widzimy na tej scenie, z pewnoci moe, kto zechce, zobaczy jeszcze w 
Radomskiem, Kieleckiem, a nawet w Sandomierskiem, a niewtpliwie wszystko to naley ju 
przecie do epoki, ktr opisuje Molier. 
Mae to i ju osobiste spostrzeenie. Jestem niby to zgnbiona mierci panny L. i innymi 
okolicznociami, a przecie potrafi pka ze miechu za lada konceptem. Zawsze miaam to 
pochlebne o sobie mniemanie, e jestem lekkomylna. Teraz ten przymiot zdaje si wzmaga. 
Nic we mnie staego, niezmiennego. Gotowam jak najswobodniej si bawi, i to nie tylko w 
teatrze, ale z pierwszym lepszym knotkiem na lekcji, pomimo e niby to mam swoje smutki. 
Jake wobec tego mona sobie ufa, gdy w czowieku jest jakie licho ukryte, nie dajce 
chwyci si za uszy. Musi to by, widocznie, sia tej ziemskiej powoki, sia zwierzca, dla 
ktrej miech jest konieczny, jak targanie przez wicher dla rolin. Naleaoby umartwia to 
mieszkanie ducha... 
30 listopada. Nazywa si: doktr Judym. 
1 grudnia. Nie jestem wcale przesdna, nie wierz w znaki, a swoj drog; gdy si co takiego 
zdarzy, jest mi bardzo przykro. Teraz szczeglniej, po dzisiejszej nocy. Zdaje mi si, e 
stoj wobec jakich brutalnych i potnych osb, ktre mi skrzywdz. Usnam pno, w 
znueniu i smutku. Ujrzaam we nie sal ciemn, co jakby sd w Zurychu, gdziem nigdy 
przecie nie bya. Wprowadziy mi tam osoby w ciemnych, skromnych uniformach. Szczeglniej 
jeden... Skd taka twarz?... Widz go jeszcze. Osoby te rzeky do mnie, e Henryk popeni 
zbrodni morderstwa. Ogarn mi przestrach, jakiego nigdy w yciu nie dowiadczyam. 
Zarazem uczuam w sobie decyzj tak przejmujco siln jak ta wiadomo: nie pozwol! Staam 
przy oknie wpuszczonym w gruby mur, ktre prowadzio do gronej izby zote i jasne 
wiato soneczne. W dali byo granatowe, faliste jezioro i biae gry. Wtem da si sysze 
gos:  przyprowadzi! 
Henryk wszed do sali. Na jego twarzy bladej i wychudej by umiech, ale jaki straszny! 
Czuam si tym umiechem na wskro przeszyta. Gdy chciaam zbliy si, wszed czowiek 
pospolitego wygldu, ze stalowymi noyczkami w rkach. Henryk usiad na krzele i wtedy 
jego umiech sta si jeszcze bardziej, jeszcze bardziej... podym. Felczer strzyg wosy, pik
146  a b i  k i  legenda o porwaniu Sabinek zwizana bya z podaniem o zaoeniu Rzymu. Gdy z pierwszymi 
jego budowniczymi, werbujcymi si z zabijakw i awanturnikw, kobiety ssiednich plemion nie chciay wchodzi 
w zwizki maeskie, Romulus, zaoyciel miasta, sprosi okoliczn ludno na wielki festyn, podczas 
ktrego gospodarze uroczystoci uprowadzili podstpnie swoje partnerki i pojli je za ony. 
91 
ne, jasne wosy mojego drogiego braciszka. Pukle ich toczyy si po czarnym ubraniu i spaday 
na brudn ziemi. Kto mi wtedy uj za rk... Ale kt to by... O, Boe! 
Usiowaam przemwi, krzycze, ale ani jednego dwiku nie byo w mojej gardzieli. 
Nawet pacz nie mg si z piersi wydoby. Gupe zawoaa na mnie. 
Obudziam si i usiadam pena jakiego strasznego uczucia. Nie mog tego wypowiedzie... 
Ten bl senny, stokro boleniejszy ni jakikolwiek za dnia, i owo tajemne a samo z 
siebie widzce przeczucie... Moe, ach, najpewniej  wieszczba nie znanych mi cierpie przyszych, 
a tak gbokich, e obj je  ju jest bole... Nie mogam poruszy ani rk, ani nog. 
Z wolna odlatywaa od mojego serca zmora, i cicha rado, e to by sen, rado jak wity 
promie soneczny sczya si do jego gbi. C by kto mg tak na wiecie kocha, jak ja tej 
nocy mojego brata? Zdaje si, e ludzie najsilniej kochaj swoj famili. Ja nie lubi tych 
moich uczu rodzinnych ani je ceni, a nic nie ma nade mn takiej okrutnej, takiej niezgbionej 
wadzy, jak one. I co to jest? 
Czy naley mie takie uwielbienie dla osb, ktre moe tego nie s warte? 
Przecie tyle zjawisk, osb i spraw na ziemi... Jakie to zdanie wypisaam tutaj?... 
2 grudnia. Henia ma odr, a ja godzin woln. Wpadam do domu i siedz sama. Ach, jak 
niemio... Mga o barwie niadej wlaa si w zaklse podwrza. Dopiero godzina czwarta, 
dzie jeszcze, a nie wida odlegych wieyc dachw, ktre zawsze rysuj si na moim horyzoncie. 
Tylko blisze kominy, zarwno kwadratowe, ceglane, jak wskie, okrge, z blachy, 
odbijaj si w zmoczonych, olizgych paszczyznach swych dachw, jak pale i supy w wodzie 
stojcej. Co dzie szare i tawe mury s teraz jakie sine, przezibe. Okna zniky prawie 
albo majaczej niby zapadnite doy oczne twarzy miertelnie chorej. Asfaltowy trotuarek 
na dnie podwrza lini si rzadkim botem. Tu blisko za oknem sycha monotonny szelest. 
Wychylam si, natam wzrok i przez zapocone szyby, niby przez pajczyn, dostrzegam co 
we mgle. Kupa tej gliny, a w niej co si rusza, co si g m e  a, jak u nas mwi. 
Czapka z daszkiem wcinita na bezbarwn gow ciasno jak czepiec, brudny kubrak, fartuch 
okrywajcy figur od pasa, buty, rce, rydel. To chopiec od zduna wyrabia glin. Co 
chwila dolewa wody w rzadk mas i przerzuca to kleiste boto. Ruchy ma jakie abie, prdkie, 
trzepice si. Nogi jego brodz w tym, rozbabranym ile, szybko odrywaj si i gboko 
ton, odrywaj si i gboko ton... Przemoke buty, oblepione bryami... 
W mojej stancyjce gospodyni kazaa napali. Ciepo tu i milutko, ale przez szczeliny 
okienne wciska si dech jesieni. Mga coraz gstsza ju nie spada, lecz wali si zewszd, lgnie 
do murw, peza, rozciga si, kurczy i pywa w przestrzeni jak lotne boto. 
Czy to mga? Serce stka z duszcej bojani. Zda mi si, e to co obudne wzio na si 
posta mgy, e to co bada ziemi, siedliska ludzkie, zaglda do okien i patrzy w nie, usiujc 
zobaczy struchlae serca. 
To mier. 
W bramie przesuwa si jaka posta, jaka brya o ludzkim ksztacie. Zapalono pierwsz 
latarni i ty bysk jej rozazi si w rudym mroku, dosiga kupy gliniastej i przetrca si na 
postaci maego zduna. 
Zapalam i ja wiec co prdzej, co prdzej  i usiuj czyta. Daremnie. Ciapanie rydla i 
blaszany szczk wiadra odbijaj si we mnie jak echo w kamiennej zaklsoci. Sysz kady 
krok tego dziecka, czuj kady ruch w mokrych gaganach. Zdaje mi si, e ju dawno, dawno 
widziaam taki dzie, e nawet przeyam te same uczucia. Tak mniemam patrzc w miazg 
wiata pochanian i trawion przez ciemno i nie wiem, kiedy myli moje wpywaj w sowa 
harmonijne, w dwiki czcigodne, ktre to wszystko zawieraj w sobie: 
Nie budcie ich, a ciemno si odmieni, 
Przeklty mrok, gdzie witym oczy lepn, 
92 
Nie budcie ich w t smutn noc jesieni, 
W ten zgniy chd, gdy duchom skrzyda lepn. 
Dzi pracy plon i pene krwi zasiewy 
Z rozkisych pl wchony ju kantory... 
Nie budcie ich modlitw i pieniami... 
Skde ja wiem te sowa? Czyje to sowa? 
I oto tam, w tych mokrych falach przesuwa si i znika maa, obdarta, skulona posta mojego 
starego, mojego kochanego nauczyciela, Mariana Bohusza147. Szarpie j wicher, osacza 
przebiege zimno, ostatni goniec ziemi: siedliska zbjcw. Biegn za nim mylami po jakich 
bezdroach, po miejscach samotnych, opustoszaych, gdzie na nieszczliwych ludzi mier 
cierpliwa wyczekuje; szukam go i cigam nad brzegami rzek, w nurtach i w gbinach iu 
wodnego, midzy trzcin zeschnit w szuwarach i karpach wodnych. Gdzie jest ten d 
mierci, w ktrym zgasio si to serce najbardziej czue, serce na miar niewidzian i niesychan, 
spalone od uczu wiecznych. 
Cieniu bolesny... 
I oto z mroku ogarniajcego wiat, we zach, co moje oczy zalay, ukazuje si twarz. Na 
p olepe oczy wpatruj si we mnie, zuchwae, obkane oczy mdrca. Strugi ez spyny z 
nich, tocz si po zwidej twarzy i wyeraj na policzkach dugie krwawe bruzdy. 
Wieczny odpoczynek... 
4 grudnia. Po bardzo dugiej niebytnoci odwiedziam wczoraj pann Helen. Nie s to ju 
five oclocki, lecz zebrania pnowieczorne. Dla kochanej panny Heleny mam wiele 
wdzicznoci z owych jeszcze czasw, gdy mi tu nikt a nikt nie zna. Ona mi pomoga dosta 
niejedn lekcj i uczynia to (co jest rzecz godn pamici) bez wyrachowania. Swoj drog, 
na tych jej recepcjach nie czuj si w swoim ywiole. Moe dlatego, e hasam tylko za lekcjami 
i wyzbywam si wielu szczeglikw salonowych, a moe dlatego, e si tam zgromadza 
towarzystwo zbyt wielkich literatw i artystw. 
Gwny kontyngens stanowi modzi niemiertelni biecego sezonu. Musz wyzna, e 
nie lubi ani ksiek modnych, sezonowych, ani ludzi tego autoramentu. 
Wczoraj, idc po schodach do mieszkania panny Heleny, czuam formalne tchrzostwo. W 
chwili kiedy trzeba wej do saloniku, gdzie zgromadzia si ju pewna ilo osb, notabene 
mczyzn, czuj, jak dalece jestem do tego czynu nie przygotowana. Zapomniao si o tysicu 
rzeczy sucych ku temu, eby adnie wyglda. Wwczas formalna trema... Z tego si okazuje, 
e towarzystwo mczyzn jest bardzo pocigajce. Ja, przyznam si, mocno je lubi, ale 
koniecznie mczyzn delikatnych, rozumnych, a przy tym nie pedantw, ktrzy by lekcewaco 
traktowali moje myli i sowa. Mczyni wszyscy interesuj si pannami, a kamstwem 
byoby przeczy, e jest mio, ach, jeszcze jak mio wywoywa zajcie. Wchodzc w celu 
(nie uwiadomionym) wywoania tego mianowicie zajcia kogo swoj osob, znajduj zawsze 
tyle wad i brakw w mojej posturze, e mam ch sromotnie zmyka. 
Salon panny Heleny jak dawniej: liczne, due palmy, sofy i krzesa w stylu  h i   k o-j 
a p o   k o-m a i  o - i p o  o w y m148. wiato, jak dawniej, przymione. Na sofach 
tkwiy ju rozmaite wielkoci. Wszystko  nasi sawni. Wejcie moje nie zostao dostrzeone 
i nie przerwao rozmowy, ktra bya bardzo ywa. Znowu opakana kwestia kobieca. Roztrzsa 
j (przewanie za pomoc zwyciskich aforyzmw) poeta Br. Dla niego ta kwestia nie 
istnieje. Kt broni kobiecie robi, co jej si ywnie podoba? Chce si uczy, to si uczy, 
147 M a  i a  B o h u  z, waciwie: Jzef K. Potocki (l854; przepad bez wieci w . 1898)  socjolog, poeta, 
wspzaoyciel i publicysta Gosu, dziaacz Ligi Narodowej. By rwnie nauczycielem w szkoach warszawskich. 
148 W   y l u... m a i  o - i p o  o w y m  w stylu domujaposkiego. 
93 
chce dziaa jak mczyzna, wolno jej i to... Ze swej strony poeta Br. omiela si twierdzi, 
e biaogowa powinna korzysta z praw przysugujcych jej, ale przewanie w zakresie etyki... 
Udoskonala sw dusz, czyni j niepochwytn, niedocignion dla grubej i cikiej siy 
mczyzny. C z tego, e kobieta bdzie adwokatem, doktorem medycyny albo profesorem 
matematyki, kiedy j z tych zawodw (prawdziwych dla niej z a w o d  w) wyrwie dziwna 
tsknota za czym nieuchwytnym... (Zofia Kowalewska149). Wedug niego kobiety dce do 
tak zwanej emancypacji pozbawiaj si jednej ze swych si faktycznych  uroku, gdy chc 
zniszczy w sobie pen wdziku niewiadomo rnych rzeczy i spraw tego wiata. Dla poety 
Br. jest co brutalnego w tym, gdy kobieta nie ma ju o co spyta mczyzny. W kocu 
swego wywodu zada wiatu babskiemu w istocie trudne pytanie: czy mona twierdzi miao, 
e kobiety uzyskanej absolutnej wolnoci nie uyj na ze, tak jak to robi dzisiaj mczyni? 
Przecie jest masa zych kobiet, a jak twierdzi psychiatria, daleko wicej pierwiastka za wskazuje 
sprawowanie si obkanych kobiet ni mczyzn. Poeta zgadza si, gdy go zaczto 
przyciska do muru, e to jest wanie suma uczynkw wiata, ale nie wierzy, eby mona 
byo wpyn na zmian tego stosunku rodkami, ktre przedsibior kobiety. 
Z mojego kta pod palm omieliam si wyda gos, rozumie si, saby, nie mj i drcy 
(co niechaj policzone mi bdzie na karb trwogi wobec tylu lirykw, dramaturgw, nowelistw, 
estetw) i za pomoc tak niskiego organu wyraziam niezdarnie par sentencji. Czepiajc 
si ostatniej wtpliwoci mwcy, rzekam, e nie mona jej adn miar podziela, 
jeeli si wierzy w si dodatniego dziaania kultury na dusz czowieka. Panna, ktra skoczya 
uniwersytet, moe by tak samo niedobra jak chopka, ale uczynki moralne pierwszej z 
musu bd lepsze ni uczynki chopki, na czym wiat otaczajcy bezwarunkowo zyskuje. W 
miar wzrostu kultury wyszej zacieraj si rnice wywoane niszoci umysu kobiecego i 
brakiem pracy nad jego rozwojem. Jeli w duszy kobiety jest prnia, ktr mogaby zaj 
dno do jakiego wiata, to w tej prni naturaln kolej rzeczy rosn owoce zoci, gupoty, 
zego wychowania. Dlatego to w szpitalach jest statystyka tak fatalna dla kobiet... 
Co do twierdzenia, e emancypantka, ktra ju nie ma o co zapyta mczyzny, jest zjawiskiem 
brutalnym, to wyznaam, e takiej kobiety dzi jeszcze wcale nie ma. Docign mczyzny 
nie moe wprost z powodu mniejszego zasobu si fizycznych (gdyby nawet miaa 
przed sob drog bez przeszkd i... puapek). Jeeli zatem niewiadomo nie tylko grzechu 
nie czyni, ale prcz tego nadaje urok, to -pomimo wszelkich wysikw, jeszcze dugo kobieta 
bdzie bardzo uroczo gupsza od mczyzny. Dzi zreszt nie chodzi wcale o to, eby 
mczyznom dorwna, lecz o to, eby coraz mniej zostawa w tyle we wszystkim, nawet w 
szpitalu obkanych. W kocu omieliam si wtrci mae do, jakby na wiadectwo, e 
guwernantki istotnie gorsze s od poetw pci mskiej. Rzekam, i moe to jest bardzo urocze 
potrzebowa opieki, ale dopiero wwczas, gdy jej zabraknie, gdy jej na caym wielkim 
wiecie wcale nie ma, wtedy czuje si, jak dalece w tym nie ma najlichszego uroku. 
Takie maksymy wygaszaam w tym zgromadzeniu. 
W czasie powrotu do mojej izby mylaam jeszcze o tym wszystkim i czuam pewien niepokj. 
Nawet nie pewien, ale duy niepokj! Czy uwolnione kobiety nie uyj na ze swobody, 
tak samo jak jej dzi zaywaj mczyni? Teraniejsza dola pci nadobnej z pewnoci 
jest nastpstwem jej stanu moralnego. Gdyby szo o jak walk i o samo zwycistwo, to trzeba 
by powiedzie: gdy mczyni maj prawo by wolnymi i robi sobie, co zechc, to takie 
samo prawo powinno przysugiwa kobietom. Ale to przecie nie chodzi o walk, tylko o dobro. 
Zreszt sumienie moje, gdy mowa o tych sprawach, tak atwo dostaje dreszczw! Jest to 
widocznie moc przesdu, odziedziczonego po szeregu prababek. Ja nie znam ycia. Par razy 
149 Z o f i a K o w a 1 e w  k a (1850-1891) wybitna matematyczka rosyjska; miaa szerokie zainteresowania 
literackie i sama pisaa powieci, dramaty i poezje. 
94 
zdarzyo mi si czyta takie rzeczy, od ktrych wosy powstaj na gowie i ciao dry jak w 
malarii (Guy de Maupassant150, Owidiusz151). Idc ulicami trafiam czsto na widok, ktry mi 
nie tylko przeraa, ale wprost ogupia. Tymczasem setki ludzi przesuwaj si obok tego jak 
obok latarni albo szyldu. Egzystuj jakie nie znane mi otrostwa, rzeczy pene okruciestwa i 
haby, w ktrych kobiety bior udzia. Kt je wyuczy tych potwornoci? A jeeli one same 
odnalazy w swych duszach to wszystko? Oto dlaczego boj si zdania poety Br., e babiny 
mogyby naduy wolnoci. 
Czy to ma si tak tumaczy, e trzeba opuci rce? Nie, przenigdy! Ktokolwiek jest winowajc 
straszliwych grzechw rodu ludzkiego, trzeba dwiga si z brudu! Niech to czyni 
mczyni i kobiety. 
5 grudnia. Wczoraj wspomniaam o Owidiuszu. Sama nie wiem, czemu przysza mi myl 
przeczyta go jeszcze. 
Gupe ma wrd mnstwa swych romanside dwie liczne, stare ksieczki z zeszego 
wieku wydane w Londynie, pt. Les oeuvres amoureuses dOvide152 . 
W tomiku drugim s dowcipne, pene uroku i... zepsucia Elgies amoureuses153, i najadniejsza 
z nich, zaczynajca si od sw: Loiseau le plus charmant quon pt voir dans le 
monde, mon fameux perroquet154... 
Tumacz to sobie moim nieudolnym jzykiem w taki sposb: 
Papuga, wielomwny go z Indii  nie yje! Schodcie si na pogrzeb, ptaki nabone. 
Idcie za zwokami tumem smutnym, bijcie si w piersi skrzydami. Szarpcie pazurami policzki, targajcie 
z braku wosw zwichrzone pira na gowach. Niech zamiast trby pogrzebowej zadzwoni 
wasze pieni wdziczne. Philomelo-sowiczku, zapomnij ju o zbrodni Tereusza, ktry ci jzyk 
urn. Dugie lata powinny byy osabi twj smutek. Los Itysa-baanta smutny jest z wszelk pewnoci, 
ale przecie to byo tak dawno! Paczcie, wszystkie stworzenia skrzydlate, co lotem skrzyde 
swych kierujecie w przezroczystym powietrzu, ale nade wszystko rozpaczaj ty, synogarlico, towarzyszko 
zmarej. Tak, o papugo! Czym by Pylades dla Orestesa155, tym dla ciebie bya synogarlica. 
Ale na c ci wierno i pikna barwa twych skrzyde? C z tego, e spodobaa si natychmiast 
przelicznej kobiecie, kiedym ci przynis jako podarunek mioci... 
Jest w tym jaka dziwna swoboda, maluje si samo ycie kontemplujce, prniacze, ale 
rwne i jasne. Owidiusz sam si oskara, e jest poet swej wasnej lekkomylnoci. Wida 
z innych utworw, e zna on straszne pieczary boleci, ale od nich ucieka do swoich niewiast 
piknych, zepsutych, nikczemnych, z cudnymi oczyma i wosami o barwie cedru z wilgotnych 
dolin pochyej Idy. Na lirze swojej kocha jedn strun, ktra dwiczy przez tyle wiekw 
i dla tylu pokole... Jest to liczne i jakie takie dziwne. Tu obok piknego smutku, ktry 
mona odczu tak ywo, jakby si w sercu naszym znajdowa, s karty niepojte, straszliwe 
w swym nieludzkim cynizmie, jak np. potworna elegia trzydziesta sma. Dech zamiera w 
piersiach, gdy si to czyta, jakby go mier chwytaa. Niestety, w ohydach jest tak samo cudna 
poezja. Z tych kart starych ulatuje jak zapach mocnych perfum czy przed tysicem lat zerwanych 
r, ktre wieczyy skronie poety. 
150 G u y d e M a u p a   a   (1850-1893)  wybitny francuski pisarz-naturalista; autor wielu znakomitych 
opowiada wyraajcych ostr krytyk obyczajowoci mieszczaskiej.
151 O w i d i u  z (Publius Ovidius Naso, 43 p..e.  17 .e.)  wielki poeta rzymski, autor synnych Przemian, 
alw i utworw miosnych. 
152 Le  o e u v  e  a m o u  e u  e  dO vi d e (franc.)-Utwory miosne Owidiusza. 
153 E I  gi e  a m o u  e u  e s (franc.)  Elegie miosne. 
154 L
'o i  e a u l e p l u   h a  m a  ... (franc.)  ptak najbardziej uroczy na wiecie, moja znakomita papuga... 
(Ovidius, Amores II, 6).
155 P y l a d e ... O  e   e   w legendzie greckiej para nierozcznych przyjaci. 
95 
7 grudnia. Zmczenie, zmczenie... Jest pny wieczr. nieg z deszczem zmieszany pacze 
za oknem, dudni w rynnach jak skarga ndzarza i szkli si na kamieniach podwrza, ktre 
owietla chwiejny bysk latarni. Oczy mimo woli wlepiaj si w kaue sabo byszczce, co 
dr od padajcych kropel. 
Pod sekretem musz sobie wyzna, e teraz jestem daleko bardziej zmienna ni dawniej. 
To s pewno jakie zmczenia nerwowe. Nerwy, ktrych wytrzymaoci tak ufaam, jak sile 
rzemiennych naszelnikw prowadzcych bryczk, gdy si zjedao z gry ku Gogom... 
A teraz po kadym wzruszeniu  bicie serca, po usilnej pracy  bl gowy, ociao, na 
przemiany to roztargnienie, to automatyczno. Tak le sypiam! Po nocy bezsennej mam t 
cig nierwno bicia serca, oczy jakby piaskiem zasypane, szum w uszach, bl w gardle  i 
jak obmierz trwog w duszy. Chobym w taki dzie miaa sumienie czyste, chobym wytaa 
wszystkie siy, eby si niczym nie splami  nie jestem szczliwa ani swobodnej myli. 
Biegn na lekcje jak rzecz popchnita, odrabiam je jak idiotka. Gdy na przykad rozwizuj 
zadanie arytmetyczne z Anusi, to tylko pierwsze sowa kadej myli jasno rozumiem, 
dalsze cigi gadam jak katarynka sw melodi. Dopiero po wymwieniu zdania    y  z  
jego sens w gowie niby wyrazy czyje, ktre dokadnie zrozumie przeszkadzaa mi dyskusja 
z kim innym. Brak siy nerwowej. Biedne, strudzone, ogupiae nerwiska nie maj odpoczynku. 
Kada przeszkoda staje si dla nich uciliw, a naprawd paka si chce, gdy zdarza si 
sposobno rozrywki, a i do niej brak ochoty. Ze wszystkiego jednak najciszy powrt z lekcji 
do domu. Nogi id niby spuchnite. Przemoke, jak dzi na przykad, buciki dolegaj i ci, 
zabocona suknia nie czyni wraenia stroju ani odziey, tylko jakiej paskudnej szmaty. 
Ach, to ubranie do ziemi! Jest ono zapewne mie, doskonae i pikne, ale dla pa, ktre nigdy 
nie chodz po zaboconych ulicach, tylko jed w karetach. Dla nas, co musimy grasowa po 
bagnach dzielnic ubogich  jest to prawdziwa katusza. Obrzyde jest podkasa sukni wyej 
(zreszt niemoliwe, bo wnet dziesiciu panw zacznie si przyglda), a rce kostniej trzyma 
j, dba o ni  albo zachlapa i nosi na sobie kupy brudu. W jednej rce nios parasol, 
ksiki, kajety, drug musz wiecznie piastowa swj ogon i w tym ksztacie updza si po 
trotuarach. Skromno pozwala dekoltowa si, odsania nagie ramiona i piersi, ale zakazuje 
demonstrowania wiatu nogi wyej kostki, w grubej poczosze i wysokim trzewiku. Ciekawam, 
czy te w chwili gdy moda kae nam przyczepi sobie z tyu ogon kangura, bdziemy 
wykonyway jej polecenia z takim samym pietyzmem jak teraz, gdy dwigamy ogony sukienne? 
Dzi biegnc na trzecie pitro do Lipeckich, zabocona, przemoka i buchajca par jak 
zdroony ko pocztowy, w rodku tych krtych schodw kamiennych usyszaam muzyk. 
Kto gra bardzo biegle za jakimi trzecimi drzwiami. Zatrzymaam si na minutk, z pocztku 
eby usysze, co to graj, a pniej nie chodzio mi ju o to  i do tej chwili nie wiem. 
Harmonijne tony wziy mi opywa dokoa, ni to pytania jakie bolesne; zaczy patrze we 
mnie jakby wielkie, pene ez oczy bkitne. Litoway si nade mn jakoby dobrzy, kochani 
bracia, ujrzay we mnie co litoci godnego, jakie, wida, zmiany niepodane, bo kay z 
alu. 
Ale wnet zaczy si w sercu moim umiecha  woa mi jak gdyby pieszczotliwymi nazwami, 
a tak dziwnie, tak nadziemsko, jak tego ju nie usysz nigdy na wiecie. Otoczya 
mi ca od stp do gw wiosenka jedna, dawno, dawno, przed laty w Gogach spdzona, 
kiedy jeszcze ya mama i ojciec. Widziaam w oczach zamknitych ciek do stoku pod 
wielk grusz, wokoo jaskry u rdlanej wody, dugie smugi kaliny, jeyn i dzikiego chmielu. 
Widziaam wod poyskujc za upustem, zielone prty sitowia. Srebrne potki przekrcay 
si do soca pod samym wierzchem i okonie z ciemnymi prgami wychylay swe ostre 
grzbiety z zimnego nurtu. Drewniana figura witego Jana staa wrd grobli nad stawem i 
czarne olchy z krzywymi pniami... 
96 
Nie mog napisa... 
9 grudnia. Gdy si tak czowiek od lat koacze po wiecie, wci mijajc nowe osoby, nabiera 
dziwnej wprawy w zgadywaniu ludzi. Nie jest to wcale zdolno poznawania mylami, 
lecz prdzej widzenia renic. Daleko lepiej i z wiksz stanowczoci udaje mi si przeczu 
czowieka, ni gdybym si zabieraa do dugich i systematycznych studiw, do obserwacji 
wiadomych (chocia i tych nie przerywam). Czasami zudzi mi jeszcze wiatowa gra yczliwych 
umiechw, czsto tak dobrze oddana, ale omyka trwa chwil, bo wewntrzna nieprzyjemno 
zaraz mi ostrzega. Czekam wwczas cierpliwie i poczciwe ycie przynosi 
stwierdzenie szeptw instynktu. Ile to ju razy tak byo! 
Oprcz tego czuja mam jeszcze kilka swoich rodkw wydobycia prawdy. Oto  nie zaspokajam 
ciekawoci i nie odpowiadam na zoliwo. Wprost nie racz uczuwa pewnych 
umiechw, sw, aluzji. 
Szlachetni wspobywatele prdko przychodz do wniosku, e to pie jaki, twr wyjtkowo 
tpy, ktry wcale uku nie czuje. Wtedy odsania si prawda... 
Czy kiedy miaam skonno do takich bada? Zdaje si, e nie. ycie wszystko potrafi 
wykrzesa. 
Nie ma w tym dawnej mojej a tak naiwnej pokory  och, ani odrobiny!  prdzej jest jaka 
za pycha. Nieraz myl sobie, e coraz dalej jestem sercem od ludzi. Dokd odchodz, do 
jakich sennych widziade, do jakich bohaterskich, czystych cieniw. One to stanowi prawdziwe 
towarzystwo. 
wiat nasz otaczajcy, pinteligentny, pbarbarzyski, a gwna  chytry... Przebiego 
suy w nim zoliwoci, a zoliwo praktykuje si dla niej samej. Zawsze chodzi o stwierdzenie 
czyjej niszoci, i to tym bardziej, im ciej t niszo odnale. Kobietki, nasze 
anioy domowych ognisk, te z maestri uprawiaj sztuk! 
Jestemy wszystkie tak zaawansowane w sztuce mielenia jzykiem na szkod blinich, e 
kiedy mczyzna zblia si pierwszy raz do obcej, z pewnoci formuuje sobie pytanie: jaki 
te to rodzaj zwierzcia? W tym czczym yciu panuje wszechwadna obuda. 
Kamstwo wcale nie tylko nie jest tpione, ale nie budzi nawet odruchowego wstrtu. 
Wszystko ze toleruje si z obiektywizmem, a w razach natarczywych daje si rzeczom za 
pomoc sofizmatw156 wygld nieprawdziwy albo si wprost udaje, e nie s wiadome najdokadniej 
roztrznite fakty. W tej atmosferze oddycha kwiat wychowania domowego niewinnych 
dzieci. Nawet gdybymy mieli wrodzone zamiowanie kamstwa, trzeba by je niszczy 
dla krzywd, ktre wyrzdza. Ale wszelkie moralne denia tnie batem ciga wiadomo, e 
obok nas yj ludzie, ktrzy wprost nie maj potrzeb moralnych, ktrych wcale nie czyni nieszczliwymi 
widok naduy. Mka moralna samotnych jednostek wydaje si by czym 
przybkanym, niezdatnym do niczego, bez zwizku z czymkolwiek, niby jaka waciwo 
osobliwsza, przedawniona czy za wczesna. A czyli te uczucia mog by tak samotne? To 
zagin jak ziarna zboa w cierniach z boskiej przypowieci. 
Ile to razy usiowaam wytworzy w duszy tej lub owej uczenniczki takie ognisko mioci 
prawdy, rozchucha przygasy wgielek cudnej wadzy, ktra tyle szczcia daje czowiekowi. 
I ile razy znajdowaam tam opr oszacowany murem szyderstwa... Moja misja rodzia 
drwin. Wtedy zawsze czuj si tak samotn i opuszczon. I dzi znowu to samo... 
Maniusia Lipecka jest to tak zwana gwka. Zdolnoci jej s rzeczywicie bardzo pikne, 
ale pewno pjd w jednym kierunku. Oto, co wymylia. Gdy przychodzi dziadek Hieronim, 
Maniusia cichaczem prosi go o czterdziestwk na tak zwane piecztki. Gdy wpada wujaszek 
Zygmunt  to samo; z cioci Tekl  to samo. Tymczasem maa figlarka ani myli kupowa 
piecztek. Zebrane pienidze chowa do skarbonki. Gdy chciaam przeciwdziaa temu 
156  o f i z m a   rozumowanie z rozmysem zbudowane faszywie, a pozornie wygldajce na poprawne. 
97 
talentowi gromadzenia pienidzy w smym roku ycia, mama opara si z wytrzeszczeniem 
oczu. Jest to, wedug niej, zapowied sprytu i oszczdnoci. 
Uczucia nasze nie mog drzema, musz mie jaki wyraz w czynach. Budzi si we mnie 
gboka awersja do tego, co na mieszczaskich pitrach uwaane jest za moralno. Stempel 
obudy wycinity przez matadorw starczy tam za wszystko. Kada z jednostek zadraaby 
na sam myl, e moe by le odstemplowan. A i ja sama czy mog si chepi, e mi nie 
obchodzi, co szepce pani Lipecka, Blumowa albo inna matka, zajta systematycznym psuciem 
duszy swego dziecka pod pretekstem edukacji? Bynajmniej! Licz si z tym wszystkim. 
I jak jeszcze! Tylko ju was znam, bydltka boe! Ju wiem, e jeli mi boli i nka opr waszych 
dzieci wobec mojej etyki, to nie dlatego, ebycie wy jako gromada byy mdre i dobre. 
10 grudnia. List od Wacka. Oto, co pisze: 
Droga zmczya mi i znudzia, a na dobitk zb mi bola nie dajc w cigu dziewiciu 
dni ani chwili spokoju. Waciwie to nie tak sama droga nuy, jak noclegi w powarniach. Nie 
wiadomo, co wtedy robi ze swoj osob. Wyj na czas duszy nie mona, gdy pidziesiciostopniowy 
mrz to nie arty, czyta trudno, przy tym stan cigego wyczekiwania, obawa, 
e renifery rozbiegn si i trzeba bdzie z koniecznoci kilka dni zatrzyma si w takiej 
dziurze, wszystko to, razem wziwszy, wywoywao nasz popiech. Renifery rozbiegay si 
kilkakrotnie, ale udao si nam z Jasiem do prdko je gromadzi do kupy. W cigu caej 
podry nie straciem ani jednego dnia. Nulla dies sine linea157. Widzisz, jak to dobrze umie 
acin! Taka linea w tych stronach znaczy kilkadziesit wiorst. Renifery wszdzie dobre, droga 
z maymi wyjtkami znona, wic mknlimy z szybkoci dziesiciu (do dwunastu) wiorst 
na godzin. 
Powarnie czasami okropne! Tyle si ju o nich czytao, tyle syszao, a jednak rzeczywisto 
znacznie przechodzi wyrobione o nich pojcie. S to ogromne, niskie landary bez podogi, 
bez nar, z dymicym kominem, ze szparami w cianach  jednym sowem, do mnie podobne: 
ze wszystkimi wadami, ale za to bez adnych zalet. Na pierwszy rzut oka przedstawiaj 
si poetycznie, szczeglniej kiedy ogie owietli ciany pokryte biaym szronem, soplami, 
i niby tysicem znikajcych diamentw zacznie migota. Ale estetyczne zadowolenie 
ustpuje miejsca rozczarowaniu, kiedy ta fantastyczno zaczyna kapa na nos i ubranie wdrowca. 
Na noc w powarniach nigdy si nie rozbieraem, przeciwnie, ubieraem si ciepo, co 
do przyjemnoci nie naley. Przy tym, dopki ogie si pali, takie g o  o   o, jak mwi 
twoje Litwinki, e nie wiadomo, gdzie si ukry, a jednoczenie nogi i plecy marzn. Czasami 
zamiast w powarni udawao nam si nocowa w jurcie; ale i te chambres garnies nie s bez 
ale. Kilkanacioro ludzi pci mskiej, eskiej i nijakiej gniedzi si w maej jurcie razem z 
psami, cieltami, w bezporednim ssiedztwie byda. Doczony do tego zapach gnijcych ryb 
powoduje to, e trzeba byo wyskakiwa na jednej nodze dla zapania tchu. 
Rano znowu jazda. Wytrzymao reniferw  zadziwiajca. Trzeba je widzie (cho nie 
radz...) obcione naadowanymi nartami, gdy si wdzieraj na pionowe urwiska gr lub gdy 
pdz po botnistych kpach, ledwie-ledwie pokrytych niegiem. Pdzimy przez bota! Narty 
skacz, chybocz si po kpach jak d w czasie wiatru na wodzie. Noc ciemna, wida tylko 
jak nik, bia paszczyzn. Wonice krzykiem poganiaj zwierzta do szybszego biegu. Za 
sob sysz co w rodzaju sapania lokomotywy i co chwila to z prawej, to z lewej strony ukazuje 
si poczciwy, rogaty pysk jelenia, obronity szronem, buchajcy par, z wywieszonym 
jak u psa jzorem. Gdy cisny silniejsze mrozy, jelenie przestay sapa i stuliy buziaki. W 
czasie jazdy trzeba si cigle przechyla to w t, to w ow stron dla zachowania rwnowagi 
albo, dla przywrcenia jej, uderza nog w ziemi. Wjedamy w las, przecinamy wzgrza, 
157  u l 1 a d i e   i  e 1 i  e a (ac.)  dos.: ani dnia bez kreski (sowa przypisywane synnemu malarzowi 
greckiemu Apellesowi, IV w. p..e.); potocznie: praca nad okrelonym dzieem posuwa si kadego dnia naprzd. 
98 
po czym szalonym pdem staczamy si znowu w dolin. Jelenie pdz jak wiatr i narty lec, 
a dech zamiera w piersiach. Na dole przednie narty zwalniaj biegu, nastpnie wszystkie z 
trzaskiem uderzaj si o siebie i rozskakuj na wsze strony. W dolinie znowu kpy, znowu 
podskoki nart niby po wzburzonych falach. Zmuszonemu do cigych wicze gimnastycznych 
 ciepo, ale nogi marzn, a przy szalonym pdzie po kpach w ciemnoci nie moe by 
mowy o rozgrzaniu si w jakikolwiek sposb. Nareszcie w oddali ukazuje si sup iskier. To 
jurta! Witamy j radonie jak eglarze latarni morsk. Po chwili rozgaszczamy si w cieple, 
jemy i pijemy jak bohaterowie Homera, a zaraz potem spa, spa! No i tak co dzie  przez 
trzy miesice i dwa dni. Mj aparat, szko, przybory dowiozem w caoci, czemu si okrutnie 
dziwuj. Maj mi przysa z Jakucka klisze, papier i w ogle wszystko. C tam u ciebie, 
moja sodka dziewczyno, moja mia siostrzyczko... 
15 grudnia. Od pewnego czasu akn i poszukuj widoku radoci. Szukam ksiek wesoych. 
Wielk by mi przyjemno sprawio, ebym widziaa czyje ycie pene szczcia. Mam 
dokoa siebie albo ndzne, chorowite egzystencje, albo zapasy z przeciwnociami nad siy. Co 
krok mona spotka osoby zadowolone (ze siebie), ale nigdzie nie wida wesoych. Zadowolenie 
jest tam, gdzie s mae potrzeby, a szczcia, z ktrego tryska wesele, tak jakby nigdzie 
nie byo. Czowiek stworzony jest do szczcia! Cierpienie trzeba zwalcza i niszczy jak 
tyfus i osp. 
24 grudnia. Wrciam z pasterki. Byymy wszystkie, to jest panna Helena, Iza i moje bbenki. 
Mrz. Sypki nieg iskrzy si i chrupie pod nogami. Z mojego okna widz tylko dachy 
ze srebra. Szeregi zaczarowanych paacw stany w biednej dzielnicy. 
Ksiyc wieci. 
Druty telefoniczne osdziay. S biae jak sznury grubej baweny, ktr zwija na kbek jaka 
babcia, ogromnie, ogromnie wiekowa. Jest co dziwnego w tej nocy jasnej, w tej nocy 
czystej. Niewysowiony wdzik ley na murach oblanych wiatem miesicznym. 
Ju chyba wszystkie walki ze znuenia w tej ciszy ustay i elazna pi przemocy osaba 
z alu. 
Gdyby w tej chwili zbjca chcia sztylet utopi w piersiach swojej ofiary  zemdlaaby mu 
rka. Bo teraz anioowie zstpuj z niebios na ziemi i tul do serc przeczystych westchnienia 
skrzywdzonych ludzi. 
Kto teraz modli si bdzie... 
W obie, gorzej ni niemowl ubogiego parobka, ley ten, o ktrym mwi Izajasz, e 
uderzy ziemi rzg ust swoich. Moe to Jego krlestwo ju si zaczo, moe ju idzie 
rok Paski wdziczny. Niech si umocni dusze cierpice dla dobra wielu, niech wytchn, 
Panie... 
26 grudnia. wita! pi, prnuj i chodz na wizytki. Zniosam do siebie stos ksiek i 
rzucam si od jutra w srogie czytanie. Gupe wyjechaa na tydzie. 
Do naszego apartamentu wyniesiono dla braku miejsca od pastwa . choink. Mam w nocy 
miy zapach wierczyny. Ach, eby tak przejecha si sankami wrd lasu obsypanego 
niegiem, wieccego soplami, w zimowy wieczr, kiedy to gonty na dachach strzelaj! Jak to 
tam jest teraz? 
Puste pola. Ani szmeru, ani szelestu. Ksiyc idzie nad rozlegym przestworzem. Gdzieniegdzie 
gruszka polna stoi wrd niegw samotna, obdarta. Rzuca swj cie bkitnawy... 
7 stycznia. Wacaw umar. 
Odebraam wiadomo od tej pani przed tygod... 
.. . . . . . . . . . 
23 marca. Przerzucajc rupiecie w szufladzie mojego stolika, znalazam ten sekretnik. 
Gdym go otwara, wzrok mj trafi na sowa przed dwoma miesicami pisane. Jak gdyby co 
nowego!... Zarazem takie samo zimno, obojtno. Czyli to ma by moje nieszczcie? 
99 
Gdzie ono jest? Ja go nie czuj. Sowa te s puste wewntrz i tylko maj form, powok 
blu znanego ludziom. 
Dawno, gdy jeszcze byam w domu, nieboszczyk tatko pokazywa mi w Gogach pszenic, 
ktr nie zjada. Szlimy rano o wicie, obok niwy pod gr, nad strumykiem Kamiennym. 
Tatko urywa kos, wyjmowa z niego ziarno. Byo cakiem podobne do ziarna penego, miao 
zewntrzn barw. Tylko gdy byo dotkn go palcem, wylatywa ze rodka zotej upiny 
murz158 czarny, pykowaty, sypki. Tak i moje uczucia... Nie ma w nich czystego chleba uczu 
siostrzanych, tylko nie sprchniaa... 
25 marca. Chciaabym tu opisa... 
Zaczynam czu potrzeb wyjawienia, jakby ekstyrpacji159 z gbi siebie. Jestem taka zabita! 
adnych uczu, adnych nawet porusze. 
Jestem podobna do owej sadzawki Siloe, gdy od niej anio odlecia160. Czuj, e co w mej 
duszy, jaka dawniejsza jej wadza  przestaa istnie, a to, co zostao, jest d 1 a m  i e ju 
na nic. Jest to tchrzliwe i ozibe. Nic ju nowego na ziemi zrobi nie potrafi. S jeszcze 
dobre istoty, ktre ceni we mnie i te resztki, ale ja sama czy mog przysta na myl, eby 
jakkolwiek warto nadawa czemu, co jest jak ndzny achman, pozostay z dawnej odziey. 
By czas, kiedy sdziam, e jestem zdruzgotana ze szcztem. Dzi widz, e tak nie jest. 
Zamane jest tylko moje osobiste szczcie. 
Chc rozbudzi w sobie si ycia, biczuj si wspomnieniem panny L., bior si pazurami 
do robt cikich. Ale to wszystko, to wszystko... 
Takie mam cigle uczucie, jakby mi kto podpowiada, co trzeba, uczy mi, jak trzeba, 
wysila na to dusz swoj, a ja mu stale, z chopska nie dowierzam. Czsto przybiega do mnie 
to ta, to owa znajoma i mwi o swych strapieniach. Wwczas mi to mile zajmuje, ale w 
sposb bardzo zbliony do wzgardy. Myl sobie patrzc na zy cudze, jak szczliwymi s ci, 
co takie tylko wylewaj. 
Ja milcz. 
Znam jedno mdre sowo, o ktrym Wacek nic nie wiedzia. 
Sowo: Hart sei!161 
Byby mi zabi wzrokiem, gdybym mwia, e ycie trzeba kocha nade wszystko. 
26 marca. Czsto teraz wcale nie wiem, co jest dobre, a co ze. Zdaje si, e nic zego 
nie robi, ale te adnej nie mam pewnoci, e takie sprawowanie ma jakkolwiek warto. 
Chwilami wydaje mi si, e dobrym uczynkiem byoby wanie wrcz co innego. Rozumie 
rozumiem wszystko tak samo jak przedtem, tylko adne ju pewniki nie mog mn wada. 
27 marca. Na c si zda cierpienie? 
Czy mona wierzy, e taka mka jest zwyczajn, ordynarn koniecznoci? Czyj? Gdy 
dugie dnie s tym wypenione, staje si ono dla umysu niepojt zagadk, tajemnic udrczajc, 
ktrej znaczenie, nad wyraz doniose, ukryte a wadcze, jak ptak mistyczny kry nad 
gow. 
Czarny, zowieszczy kruk niedoli! 
29 marca. Miaam dug chwil wmylenia si w jaki krajobraz. Kpy botniste, ledwo 
pokryte niegiem. Jest mi bardzo niemio... 
158 M u  z (gwar.)  grzybek pasoytniczy niszczcy zboe. 
159 E k   y  p a  j a  wyrwanie z korzeniami. 
160  i 1 o e  sadzawka w Jerozolimie, tu utosamiona z sadzawk Betsaida (Owcz). Aluzja do wersetw z 
Ewangelii wg w. Jana w Nowym Testamencie (V, 2-5): kiedy anio zstpowa do sadzawki Betsaida i porusza 
jej wody, nabieray one wtedy wasnoci uzdrawiajcych.
161 H a    e i!(niem)  bd twardy 
100 
2 kwietnia. Nie wiem, co mi jest. Jakie uczucie ze wszystkich najsilniejsze i najbardziej 
przejmujce smutkiem... Tsknota... Smutek, ktremu brak wszelkiego przedmiotu, celu i 
myli. Ach, nie  jest tej myli jaka ndzna, uciekajca, bezradna drobina. Taki bdny 
okruch mieci w sobie tylko przewiadczenie, e to co mi o smutek przyprawia, jest najwaniejsz, 
najcenniejsz, jedyn wartociow spraw. Dziwna rzecz: za pomoc tego maego 
atomu odgaduje si prawdziw tre ycia, widzi przestwory, wiaty rozlege i dalekie, o ktrych 
nic nie wie codzienny, zdrowy rozum. 
Tsknota, tsknota... 
Uczucie najbardziej niewypowiedziane, stan prny wszelakiej ulgi, ucisk serca cigy i 
jednostajny. 
A przecie on sam w sobie jest upragniony, bo daje jakby lkliwe podanie ujrzenia znowu 
onej niedoli. Ozibo zimowa, ktr przeyam  nie by to stan dobry. Teraz zaczynam pamita 
kade z tych zimnych uczu, niby jakie narzdzia z elaza, ktre rozdzieraj. 
Dawno ju temu, z osiem lat moe, szlimy pewnego razu z Henrykiem przez nasz gaj 
brzozowy. On mia w kieszeni rewolwer. Chcc si pochlubi przede mn, wyj t bro, wycelowa 
i strzeli. Kula przebia na wskro mod brzoz. Z tego miejsca trysna struga soku i 
uchodzia tak dugo, tak dugo, a nie mogc znie, uciekam z lasu. Gdym bya na jego 
skraju i odwrciam gow, wida byo jeszcze strug sczc si po biaej korze. Soce w 
niej przegldao si i iskrzyo tak samo, jak si przeglda w ndznej kauy na drodze, po ktrej 
brodz cielta. 
3 kwietnia. Ju sama nie wiem, czego chc. Tskni, a raczej usycham z tsknoty. Chciaabym 
pj, uciec... Jestem jak czowiek bardzo chory, ktry sam nie wie, co go najwicej boli. 
le mu jest, a poruszy si nie ma siy. Gdyby zreszt zdoa, to i zmiana pooenia szkod mu 
przynie moe. 
5 kwietnia. Zdaje mi si, e gdybym moga usysze troch dobrej muzyki, moe bym bya 
tak samo nieszczliwa, ale mniej bezradna. zy silniejsze s ni wola. Dlatego cierpi i nic w 
sobie zmieni nie umiem. Wszystko pozostaje tak, jak byo, te same cele, te same obowizki. 
Rozumiem to i wci jestem bez si. Nie mog si uskara na brak postanowie... Jest ich 
tyle w mych ustach! Brak tylko jakiej maej, drobnej rzeczy... 
6 kwietnia. Wstaj rano, id na lekcje, odbywam wszystko jak si patrzy  i miej si z tego 
wszystkiego. Jest to tyle warte, co wiatr karmi. Do niczego nie mam ochoty. Sama siebie 
pytam, czego mi si chcie moe i cigle, nie mwic sobie tego, stwierdzam, e pragnabym 
jednej tylko rzeczy: nie by. 
Ta myl wysuwa si bez adnych przej od minionego usposobienia, zy pyn i w nich 
jest to yczenie... 
7 kwietnia. Z Antosi L. przechodz teraz literatur... greck. Sama umiem z niej (z literatury 
greckiej) tyle, com zasyszaa od Wacka. Czytaam wszake onego czasu wszystko, co on 
przechodzi, a nawet greczyzny samej sporo wchonam. Obecnie czytamy tragedie Eschylosa, 
Sofoklesa, Eurypidesa w przekadzie Z. Wclewskiego162 i K. Kaszewskiego163. 
Kt by pomyla, e w kartach tych utworw mona swj bl spotka, e ju wwczas 
byy siostry, ktrym zabraniano chowa w ziemi braci... 
Moja uczennica czytaa rwnym gosem Eschylosa Siedmiu przeciw Tebom164. I oto, co 
tam mwi Antygona: 
162 Z y g m u   W   1 e w  k i (1824--1887)  filolog, tumacz Eschylosa i Eurypidesa. 
163 K a z i m i e  z K a  z e w  k i (1825-1910)  krytyk literacki, filolog i tumacz, szczeglnie cenne byy jego 
przekady dramatw Eschylosa i Sofoklesa.
164 S i e d m i u p  z e  i w  e b o m  jedna z siedmiu zachowanych tragedii Eschylosa; jej treci s przygotowania 
do obrony Teb przeciwko najazdowi krla Argos, sprowadzonemu przez Polinejkesa na wasny kraj w 
odwet za pozbawienie go tronu i wygnanie z ojczyzny. Gdy Polinejkes pad w walce, Kreon, wadca Teb, zabro
101 
Przemone s krwi zwizki, ktra mi jednoczy 
Po rodzicielce biednej i niebogim ojcu! 
Wic zno cierpliwie krzywd, serce me, na ktr 
On zyma si, i powi ycie dla zgasego 
Z siostrzanej tej mioci. Ciaa jego wilcy 
aroczni nie rozszarpi. To si nie pokae! 
Bo grb wykopi wasn rk i ostatni 
Posug, cho niewiasta, oddam sama jemu. 
Wynios go w buchastej szacie tej pciennej 
I sama go pochowam. Nikt mnie nie powstrzyma! 
Skuteczny ten wynajdzie sposb, kto odwany... 
Szalona dziewczyna! Nie, nie! Precz z takimi wzorami! Ja jestem rozsdna, mj idea  to 
posuszna Ismena, szanujca rozkazy Kreonowe. Ja nie pjd kopa grobu dla Polinejkesa. 
11 kwietnia. wito. Nigdzie dzisiaj nie wyjd. Tak jestem rozbita i tak mi le, jakbym siedziaa 
w ciemnym i dusznym lochu. W cigu ostatnich dni napada mnie pacz. Gdy na lekcji 
nie mog becze, dusz ten pacz w sobie i dwigam go z miejsca na miejsce. 
W wito, gdy Gupe wyjdzie i nikt mnie nie widzi, caymi godzinami pozwalam sobie na 
t niekosztown rozrywk. 
20 kwietnia. Szam dzi z lekcji niezwyk drog: Alejami Jerozolimskimi. Byo ciepo i 
jako bardzo widno w powietrzu. Daleko, za Wis, cigny si przed oczyma lasy niebieskie. 
I oto bez adnej racji serce zaczo znowu trz si i trwoy we mnie jak biedne gupie 
dziecko Uciekam od paczu, bo jeli tylko dzie szlocham, w nocy nie pi na pewno, a potem 
zaraz id kolej straszne zmory, jedna za drug. Och, widma nocne! Powinnam bya wyrwa 
zaraz oczy z tej przestrzeni, ale nie mogam. W aden ywy sposb! 
Pjd ju z tego miasta! Nie chc! Wydr si ze siebie samej, z moich myli, postanowie, 
prac; obowizkw, ze wszystkiego! Ziemio, nigdy przez czowieka nie zasiewana! 
Szczery, pusty, bezpodny gruncie! 
Wysokie, szumice swobodnie drzewa lene! 
Tamtdy idzie w nasze strony kolej nadwilaska. Nic nie zdoa odda porywu radoci, jaki 
si mieci w tym gupim pewniku. Gdyby tylko do czerwca przewlec dusz... 
Tam j obmyj w nienych wodach mojej dziedziny. 
13 maja. Ciepy, jasny wieczr. Na kamieniach mojego podwrza ciel si udzce, srebrnoszare 
figury miesiczne w dese czarodziejski. Stary, brudny, splugawiony zauek jest jaki 
inny, niepodobny do siebie, jakby i on marzy... W tej nocy nawet ubodzy ndzarze dwigaj 
si i kieruj oczy ku jasnym gwiazdom, ktre im przypominaj dawno wygase uczucia. 
Ile mocy widoki te wlewa powinny w serca nasze, w serca istot modych, ktre nie cign 
ze sob cikich wozw zej doli, w serca tych, co dusz swoj ceni nade wszystko, kocha 
bardzo gboko umiej i nie sprzedali jeszcze siy pyncej z czystego serca ani mstwa 
ciskajcego rkawic wszelkiej podoci... 
4 czerwca. Pisz te sowa zardzewia stalwk w Kielcach, w hotelu (U  a j u w Kielcach, 
jak pami ludzka wstecz sign zdoa, wieczycie w hotelach ku wygodzie podrnych 
leay zardzewiae stalwki). 
Co za katastrofa! Jestem znowu tutaj w moim poczciwym miecisku... Wczoraj zerwaam 
wszystkie lekcje, odrzuciam dwa zaproszenia na wakacje, u Lipeckich i u tej pani Niewadz
ni pogrzeba jego ciao; wtedy z dwch sistr Polinejkesa Ismena podporzdkowaa si rozkazowi, za Antygona, 
nie baczc na kar, pochowaa zwoki brata. 
102 
kiej z Cisw  spakowane graty powierzyam Giepce, ktra przez lato zostaje w Warszawie, 
a sama, obarczona trzydziestk rubli i maym sakiem, ruszyam na eb na szyj. Nic mi nie 
obchodzi, co si dzia bdzie z moj osob. Wiem tylko tyle, e bd w Krawczyskach na 
grobie mamy i ojca, w Gogach... A zreszt wszystko mi jedno! Zapewne pojad do Mkarzyc, 
do wujostwa Krzewiskich. Moe zabawi tam cae lato, a moe tylko kilka godzin. 
Wszystko mi jedno... (Patrz wyej!) 
Teraz ju nie ja rzdz, tylko podmuchy wzrusze. Lelum-Polelum165.. One mi nios, do-
kd chc, jak bujne konie. Dugo wiziam je w elaznej stajni, co dzie zatrzaskiwaam 
wrtni, wbijajc palce w pyt z granitu, teraz niech sobie pdz, jako chc. Jechaabym natychmiast, 
ale deszcz jak z cebra. 
Niedobre, przebrzyde Kielce! Co wyjrz oknem, to zamiast upragnionego bkitu  nowa 
gromada chmur i strugi ulewy. Ale niech tam! Musi si wyjani. 
Przyjechaam w nocy, blisko o czwartej i z trudnoci znalazam ten numerek. Tak to  ju 
w miecie Kielcach panna Joasia nie ma nikogo... 
Szybko wygasa domowe ognisko i rozwiewa si w ostrym wietrze wonny dym rodzinnego 
namiotu. Gniazdo czowiecze trwa tak samo dugo jak gniazdo pajka. Przebieram w myli 
osoby tutejsze, ktre pewno siedz jeszcze midzy Karczwk a Pocieszk, ale nie znajduj 
nikogo, kto by zajrza mi w oczy z braterskim zrozumieniem, gdybym powiedziaa dzieje me-
go alu, dzieje grobowego smutku, ktry by jak cie mierci. Nie mog nikogo wymyli  
jak by to powiedzie?  z oczami widzcymi. S to wszystko poczciwi ludzie, ktrych tpe 
serce nie przebija cian domu familijnego. Ale Bg z nimi! Umiem ju chodzi wrd zimnych 
ludzi jak midzy nagrobkami cmentarza. Mniejsza o to! 
Moja aleja ku Karczwce, mj wyniony latami w Warszawie daleki widok grski! 
Bije godzina szsta na dzwonnicy katedralnej. Miy, spiowy dwiku zegara, bd pozdrowiony! 
Jake ci si obawiaam niegdy, z jak gbok trwog suchaam ci pierwszy raz 
po przyjedzie z Gogw do szkoy! A oto... Ale precz ze wszelkimi wspomnieniami! Nie 
wolno myle o rzeczach dawnych, bo znowu zaczn si brewerie paczowe. 
Cicho, tylko deszcz gada w rynnach i od czasu do czasu przemknie si z oskotem wehiku 
kielecki. 
Tego dnia w Mkarzycach. Ju jestem tutaj, u wujostwa. Bardzo pno... Jaka bogosawiona 
cisza. Nocuj sama, na drugiej stronie, w tej starej salce. Jestem szczliwa, ach, 
jake jestem szczliwa! Cicho, na palcach stpam w tym pustym pokoju, gdzie stoj dawne 
graty, ktre pamitaj umarych  i nasycam si wiadomoci, e to nie zuda. Tu, w Mkarzycach! 
W tych niskich stancjach bywaam z mam nieboszczk, gdym miaa trzy, cztery 
lata... Powaa z dwiema belkami, cokolwieczek skrzywiona; ciany wybielone wapnem, ktre 
tu i wdzie odpada, ukazujc suche i twarde drewna modrzewiowe. Okno zasonite kpami 
georginij, malw i bzw. Z ram jego deszcz spuka pokost. Zasuwki, stare zasuwki dziwnej 
formy, ozdobnie wykute przez jakiego ucznia Tubalkainowego166, powleka rdza warstw tak 
grub, e uczynia z tych elazek rzeczy doprawdy pikne. Gdy si wmylam uparcie, to zda 
mi si, e jak przez sen widz tego, kto te zasuwki przybija. By to mody kowal... Miaam 
wtedy moe cztery lata. Wszystko to: przepalone szyby, drzwi, ciany, sprzty i stare litografie 
nosz na sobie jak cech wzruszajc. Istniej bez adnej zmiany w cigu kilkudziesiciu 
lat, na tych samych swoich miejscach, wytrzymuj dziaania pr roku i staj si jakby niezbdnymi 
czstkami tutejszej przyrody. Kady z tych przedmiotw ma swoj histori i wprost 
naley do familii. Stary dwr schyla si, paczy i garbi, ale trwa w gruncie rzeczy taki sam jak 
165 L e l u m-P o l e l u m  rzekome bstwa wiatru w wierzeniach dawnych Sowian; ich siedzib miaa by ysa 
Gra. 
166  u b a l k a i   wedug legendy biblijnej pierwszy na wiecie rzemielnik. 
103 
przed laty. Jest to dom rodzinny, zronity z polem, z sadem, z drzewami i kwiatami. Kiedy 
moe w prchno rozsypie si i zginie z powierzchni, tak samo jak umiera czowiek... 
Psy szczekaj. Zwabione wiatem w oknach pokoju, gdzie zwykle wieczorem bywa ciemno, 
sadowi si tu za szyb i ujadaj okrutnymi gosy. 
Ale do rzeczy. Kade extemporale167 trzeba pisa wedug punktw. Najprzd wstp... A 
wic: Wyjechaam dzi z Kielc przed poudniem. Deszcz by troszk nacich, cho nie usta. 
Sia sobie swoje mokre plewy, czasami tylko puszczajc grubsze ziarno. Najam dorok za 
cztery ruble (suchajcie, suchajcie!)  i jazda! Wonica mj podwiza chudym szkapom 
ogony, otuli dobrze nogi (swoje) derk i z niebywaym trajkotem wyruszy z miasta. Gdy 
wpadlimy na szos, nasz star, szczerbat od wybojw, kochan szos, gdy zaczo spod k 
pierzcha rzadkie boto... Nie mogy go wstrzyma wachlarze d  y  d y, dzwonice zupenie 
na wzr janczarw, tylko obdarty fartuch jak mg mi, poczciwiec, zasania. Na tym poczciwcu 
utworzyo si wkrtce jezioro wody, przebiegajce z miejsca na miejsce jak ywe 
srebro. 
Byam znuona, senna i jeszcze bardziej szczliwa ni teraz. Uwag moj, a raczej mj 
umiech bkajcy si w przestworze, skupiay co chwila na sobie dwie latarnie, suce, jak 
sdz, ku ozdobie pojazdu. W gruncie rzeczy wybite szyby i odwalone wierzchy nic im innego, 
doprawdy, nie zostawiy prcz tego honoru. Jeden z tych szcztkowych organw powozu 
przywizany by do macierzystej sztabki elaza rozmokym szpagatem. Kadub foszmana, w 
opoczy koloru bkitnego, z odcieniem soty, zasania mi wiat, a jedyny, samotny, ty 
guzik w pasie z wyobraeniem jakiego herbu  przyciga oczy. Przestrze widzialn obsiewa 
drobny deszczyk. Daleko, w mgawym, burym powietrzu snuy si zarysy wzgrz. Ich 
ksztaty, raz po raz uciekajce we mg przed oczyma, byy dla mnie prawdziwymi wyrazami 
alu. Jeeli tylko dosigam ich wzrokiem, wnet uczuwaam, jak mi bol. 
Tak ongi maej dziewczynie wiezionej do gimnazjum ciskao si serce, gdy egnaa wzrokiem 
te ukochane wzgrza... Doroka skacze z dziury w dziur, chwieje si co moment niby 
osoba chora na tabes168, ktra wszake ukrywa swj defekt, eby nie straci posady  lizga 
si na zakrtach, jakby w zych momentach rozpaczy pragna raz wreszcie rzuci si samobjczo 
do rowu. Oto wysuwa si wie, zoona z chaup szarych jak pole, cho ciany ich niegdy 
bielono. 
Wierzby z grubymi pniami, z ktrych strzelaj mode, jasne, bujne prty; dzikie gruszki w 
polach, dzikie tak samo jak za owych czasw. Tam, gdzie si grunt nachyla, jest rzeka w nizinie. 
Ta rzeka idzie z mojej wsi, z Gogw. Zjedamy ze wzgrza na dugi most. Zmoczone 
konie id noga za nog, para z nich wali. Ja wychylam si z budy i sigam wzrokiem czystej 
wody sczcej si po kamieniach i grubym piasku, wody, ktra przepyna koo domu moich 
rodzicw. Szlaban. Powz si zatrzymuje. Trzeba paci kilka groszy. Szukam ich w kieszeni, 
nie ja szukam wszystkimi zmysami dwiku tej rzeki, ktra tam w dole co do mnie pluszcze. 
Ruszamy znowu wolno pod gr. Obok id ludzie zgarbieni, zaciapani w bocie, okryci 
wosem, ktry moe si nazywa tylko kudami. Co gadaj do siebie, dr si obrzydle i swarz. 
Jedn twarz poznaj. To nasz chop, Wicek Michcik. Taki sam by za czasw mego dziecistwa. 
Troch si zestarza. Konie ruszaj i w brzku elastwa, w turkocie k sysz sowo 
niedawno w Biblii przeczytane. ya, wida, ta skryta myl we mnie, jak gdyby stalowym rylcem 
na oowiu wypisana: Nie bdzie pamici tak mdrego, jak i gupiego na wieki, gdy 
przyjd dni, kiedy wszystkiego zapomn, a jak umiera mdry, tak te i gupi... 
167 E x  e m p o  a l e (ac.)  tu: praca pimienna. 
168  a b e   uwid rdzenia pacierzowego; choroba ta wywouje trudnoci w poruszaniu si. 
104 
Ta cyniczna mdro rzucona przez zuchwaego krla, znawc wszystkich spraw pod 
socem, nie niosa mi przykroci. Bya prdzej jak prawda doskonaa, harmonizujca ze 
wszystkim, niby pyn, ca wypenia kady punkt dny nasycenia. Wszystko cicho we mnie, 
umierzao si i jak gdyby kado do snu. Wtuliam si w kt powozu i przesuwaam w pamici 
ponure sowa, ktre przychodziy, nie wiem czemu. 
Ze wzgrza roztoczy si widok na paszczyzn. Daleko, daleko ujrzaam drzewa mkarzyckie. 
Wtedy znowu arzy si we mnie pocza cicha rado, ktra mi do tej chwili nie 
opuszcza. Wiedziaam, e nie znajd tu tego, czego szukam, ale widok lasw sennych, dugich 
i szerokich pustek zarosych maym jaowcem ciepo rozlewa po moich yach. Tam br, 
w ktrym nigdy nie byam, obcy i niemiy, ale z drugiej strony mkarzyckie aleje, roztopione 
we mgach i jakby z mgy utkane... 
Wtedy take przyszo mi na myl, e nikogo nie zawiadomiam, e waciwie nie wiem; 
czy tu wujostwo mieszkaj. A moe ju si wyprowadzili, moe poumierali? Tyle lat do nich 
nie pisaam! Zaczam liczy... To ju dziesi z gr, jakem tu nie bya. 
Nad wieczorem moja d  y  d a zboczya z szosy i wjechaa w szpaler topolowy. Stare, 
obdarte budynki, dwr w ziemi zapady, rozwalone poty... 
Weszam w znajom sie:  nikogo... Uchyliam pierwsze drzwi i skoczyam jak trzyletni 
bben: stary poczciwiec fortepian, nad nim ksi Jzef... Ale rozumie si! 
A teraz, gdy pisz te zdania, czuj, e tu jestem obca, cudza, samotna. I c z tego? Szum 
starych topl, ktry mi tylekro przeraa, gdymy std w pn noc z mamusi odjeday... 
Do niegom si przywleka. Czyli moe by czulszy gos na tej ziemi? 
5 czerwca. Min dzie i krtki wieczr. Byam w stajni, w oborze, na czworakach, w polu, 
na ce. Nie wiem, czy to jest rzeczywiste, czy zudne uspokojenie, ale czuj si bardzo dobrze. 
adnej skonnoci do paczu, nawet pewien (niemiy) wstrt do wzrusze. Opowiadanie 
o Wacawie formalnie mczy. Wacaw w dniu mierci swojej przekaza mi jak gdyby spadek. 
Twardym prawem dziedzicznym narzuci mi prne miesice zimowe, dni, w poprzek ktrych 
pyny same tylko zy, i noce bezsenne, zapchane prac ducha tak bezpodn jak zgadywanie 
przyczyn rzeczy, a tak samo tward, przymusow i konieczn, eby y, jak oddech. Teraz 
ledwo-ledwo rozumiem, e si to ze mn zdarzyo. Przeszo jak powd w grach. Tylko 
rozmiecione bryy kamieni i mu wiszcy na krzewach wskazuj, dokd sigao zniszczenie. 
Tak, bez wtpienia: wie stworzy Pan Bg, a miasto diabe, i to diabe bourgeois169. Ludzie 
mieszkajcy na wsi s tak zdrowi i szczerzy w swym zdrowiu, e po prostu przedstawiaj 
mi si jak niewiarygodna anegdota. I to s wanie ludzie, z ktrych ja si wywodz! 
Gdy dzi o godzinie pitej czy szstej rano mj wujaszek zacz krzycze na kogo z ganku, 
zerwaam si i w bielinie wypadam jak fiksatka, sdzc, e to poar czy napad zbjw. 
Okazao si, e wujaszek w y h a  a  i  kogo przed stajni. Nic nadto. 
Moe to jest le i nieszlachetnie opisywa osoby, u ktrych si bawi (a w dodatku u krewnych), 
ale nie mog powstrzyma si i wyj ze zdumienia. Czy to jest naprawd ciotka Waleria, 
wujaszek Hipolit i crka ich, a moja siostra cioteczna, Tecia? Ja znaam tych ludzi, ale 
oni byli cakowicie inni! Nie, to ja byam inna. Widziaam ich dawn par oczu... tutejszych. 
A teraz tamtej mnie  ju ani ladu! Oni zapewne s ci sami. Tu si mao co zmienia. Lat 
przybywa, plecy si wypaczaj, wosy siwiej, dom wchodzi w ziemi, a okrom tego wszystko 
po staremu. Gdyby wsta z trumny dziadek Jzef, niewiele by znalaz rzeczy obcych sobie. 
A ze mn, ze mn co si zrobio! Z istoty takiej wanie, osiadej na gruntach ojcowskich, 
sta si 1 a u f e r170 biegajcy po wiecie za lekcjami, co w rodzaju motyla wykwitego z 
poczwarki (jeli wolno uy tak wyszukanej metafory). W caodziennych rozmowach dzisiej
169 B o u  g e o i  (franc.)  mieszczanin, mieszczuch. 
170 L a u f e  (niem.)  biegacz. 
105 
szych z ciotk Waleri i Teci wobec samej siebie zdawaam jak gdyby egzamin z mojego 
ycia. Przypomniaam sobie ywo nie tylko te obydwie krewne, ale w caej peni  siebie sam. 
Daleko wicej materiau do zdumienia ja musz dla nich przedstawia. Tak przynajmniej 
chciaabym sobie tumaczy obojtno ich wszystkich. Nie jest to zimno zewntrzne. Caujemy 
si i paczemy do czsto, ale w tym wcale nie ma serca ani nawet litoci. Ciotczysko 
caujc mi wylewa zy dlatego, e myli o drugiej, modszej swej crce, ktra wysza za 
technika mieszkajcego a pod Uf171. Tecia duma o sobie, zestawia me wolne ycie z jej 
cik niewol rodzinn i pacze nad sob. Wuj ani myli paka, gdy nie ley to w jego 
atrybucjach172 (baby s od szlochw), natomiast przemyliwa, po co ja te zawitaam w te 
strony, i cigle mi wtajemnicza w swe fatalne interesy, biada na kiepskie oziminy, procenta, 
posuchy, motylice, choroby pyska i racic... Przewiduje, nieszcznik, e lada chwila wypal 
oracj o poyczk pienidzy. Odetchnby pen piersi, gdyby wiedzia, e ja tylko do powietrza, 
do wody i ziemi... 
Tak, to jest dla mnie wiat zgoa obcy. Ci ludzie nic nie spostrzegaj na ziemi oprcz Mkarzyc 
i nie maj adnych innych widokw oprcz swoich pieninych skojarze. Starzy wujostwo 
zajmuj si tym tylko, co jest w granicach folwarku. Promieniem ich ycia jest Felcia, 
obecnie Balwiska, ciemn stron  Tekla, ktra nie wysza i, obym bya faszywym prorokiem, 
zostanie star pann. To familijne zamknicie horyzontu jest tak szczelne, e ja wcale 
si w nim nie znajduj, nawet w tej chwili, kiedy tu siedz. Moje cae ycie byoby mocno 
podejrzane, gdyby nie to, e jest do gruntu obojtne. Czytam to w ich oczach, gdy szczerze 
mwi wszystko i gdy oni z umiechami niby wspczucia suchaj. 
Historia Wacawa! 
W istocie jestemy dla siebie obcymi ludmi. 
Sucham dugich i szczegowych pieni epickich o tym, jak to Felcia spodobaa si 
owemu inynierowi na balu w Kielcach, jak przeszy konkury, owiadczyny, lub, wyjazd, 
urodzenie dziecka. W tych sagach173 familijnych Felcia jest jak gdyby heroin. J to wszystko 
ju spotkao. Ju spenia, co do niej naley. 
Tecia jest smutkiem rodziny. Ona jeszcze... nikomu si nie spodobaa i jeli bya celem jakich 
konkurw, to mwi o nich szkoda, bo nic z tego. 
Z myl i uczuciem Tecia czy si zgryzota: tych kilka tysicy posagu i wyprawa. 
Poczciwa ciotka urzdza mi interwiew174, jak te ja sdz: czy lepiej da wicej w gotwce, 
czy wicej woy w wypraw? Jak te ja sdz? Bo to wy tam na szerokim wiecie lepiej 
te rzeczy macie sposobno widzie ni my na wsiach. Tu u nas rozmaicie sdz. Okolicami 
panu je zwyczaj, e si do wyprawy nie daje tego a tego... Ciotczysko sdzi, e lepiej jest 
woy tyle a tyle w srebra, bo srebra zostaj na cae ycie... Z jakim uczuciem wygasza t 
maksym! Stanam twardo po stronie sreber. 
Biedna Tecia siedzi w Mkarzycach i czeka. Caa jej istota przypomina nog Chinki, od 
dziecistwa urabian w drewnianej formie. Tecia umiecha si, mwi, opowiada, artuje i 
pacze na wzr ciotki i wuja. Wujaszek ma zwyczaj okrelania pewnych rzeczy, obcych mu, 
terminem:  gupstwo!  albo agodniej:  pewno jakie gupstwo!  albo (w najlepszym 
razie):  tego nigdy dawniej nie bywao, bez wytykania palcem, moe przez grzeczno, 
samego terminu:  ,;tego gupstwa nigdy dawniej... 
Ot i Tecia uywa tych samych zwrotw. Czasem, gdy ja mwi co dziwacznego dla 
Mkarzyc, Tecia szybko bada okiem twarze rodzicw i przybiera na swoj ich umiech. Nie 
171 U f a  miasto u podna Uralu. Obecnie stolica Autonomicznej Radzieckiej Republiki Baszkirskiej. 
172 A   y b u  j e  uprawnienia komu przysugujce. 
173  a g a  staroislandzkie lub skandynawskie opowiadanie o yciu i czynach dawnych bohaterw narodowych. 
174 I   e  w i e w  wywiad. 
106 
mwi o mylach i sdach. Wszystkie te sdy o rzeczach s takie same, jak byy kilkadziesit 
lat temu, kiedy ciotka Waleria bya pann i uczya si w Ibramowicach. Tecia, dzi yjca, jest 
waciwie mwic, pann z czasw Klementyny z Taskich Hoffmanowej175... wiat przeszed 
sto mil ze swoim dobrem i zem. W pokoju Teci, ktry przylega do sypialni wujostwa i 
jest z przewidujc czujnoci strzeony, znajduje si nieco ksiek. S to zabytki bibliograficzne, 
tak zwane ksiki dobre. Rozumie si: ta Klementyna z tych Taskich, stosy przekadw 
z angielskiego... Wrd tych wszystkich dobroci le, o zgrozo! Poezje ni mniej, ni 
wicej, tylko samego Kazimierza Przerwy-Tetmajera! 
Skde ten tutaj? Trafi przypadkiem, poyczony z ssiedztwa jako co do czytania. Zosta 
odczytany tudzie (pochlebiam sobie!) wyrokiem familijnym zganiony. 
Czy jednak czstka Tekli nie jest lepsza od mojej? Och, na pewno jest lepsza! 
Dom rodzinny, cisza, opieka, ta jaka spokojno, do ktrej tak wzdychaam w Warszawie! 
Tu przez mur nudw nie dochodz wzruszenia, ale wraz z nimi nie wciskaj si ble. Tu nie 
wpada w rk Owidiusz ani w ucho za mowa, nie rani hak podstpnej myli ani nago obrazw 
ycia. Tu jest tak cicho... Jeli przyleci gos jaki ze wiata, to niby echo ywej rozmowy 
prowadzonej za trzema cianami. 
Ale, kochana Teciu, gdyby mi przyszo wybra twj los (nawet przy boku moich rodzicw) 
 ju bym si nie zgodzia. Przenigdy! Ja ju jestem czowiek. 
Sucha kromka chleba, ale moja wasna; niebogata przyszo, ale urobiona wasnymi rkami. 
Z obu stron mojej samotnej kamienistej cieki, po ktrej id, roztacza si wiat nowoczesny 
jak dojrzewajce zboa pl nie ogarnitych oczami. Rozum mj i serce karmi si 
kultur yjcego wiata, w ktrej z dnia na dzie przybywa pierwiastka dobra. 
I ja tym wzrostem ciesz si i ywi. Gdzie on tam pynie w yach ludzkoci, jak krew po 
swych gbokich, niewidocznych cieniach'. 
6 czerwca. Dzi jedziam na grb mamy i ojca do Krawczysk. Szam od gocica szerok 
miedz. Na tej drodze nie ma kolein, s tylko cieki, czsto deptane stopami ludzkimi. Obok, 
z prawej i lewej strony, koysze si ciemne, stalowe yto o kosach brunatnych, ktre dopiero 
wiat ujrzay. Z dala, w nizinie, wida ogromne drzewa i biay mur. To tam. 
Cmentarz ju si zapeni mogiami, wic rozszerzone zostay jego granice bez usuwania 
cian dawnych. Otoczono zuchelek szczerej wydmy u wejcia do dawnego cmentarza ledwie 
ociosanymi erdziami i te mogiy ju si chopskim rzdem ukadaj pod tym wierkowym, 
pod potem... 
Bram dawnego cmentarza zamknito. Nikt tam ju nie wchodzi ani z ywych, ani z 
umarych. Jest to miejsce powicone tym, co przed wieloma laty zasnli w Panu. Gonty w 
daszku, ktry niegdy stare mury osania, zgniy i wypady. Tylko sprchniae, obnaone krokiewki 
jak piszczele wiec si ku socu. Gdzieniegdzie poyskuje elaznym ebkiem 
gwd-gontal osamotniony, bez racji sterczcy. 
Ruszyam wrtnie bramy, zczone ze sob tym od rdzy ryglem duego zamka. Rozsuny 
si cicho, bez zgrzytu ani oporu. Tak moe odmykaj si przed duszami drzwi raju... We-
szam na ten ugr wity. Bujne, a czarne trawy, okryte ros, licznie czerwone kwiaty koniczyny, 
makw... Deptaam je nogami za kadym poruszeniem. Mogi ju nie zna. Ani jednej! 
Tu i owdzie grunt si zakls. Przyszo mi do serca uczucie, e w takich doach musz lee 
ludzie nieszczliwi. W pewnym miejscu run na ziemi wielki krzy drewniany, w prchno 
si rozsypa i krwawy lad w postaci krzya ley tam w bujnych, soczystych trawach, jakby 
ponc agwi wypalony. 
175 K l e m e   y  a z  a   k i  h H o f f m a  o w a (1798-1845) autorka utworw dla modziey;zajmowaa 
si zagadnieniami wychowania. Jej pogldy pedagogiczne trciy pod koniec XIX w. starowiecczyzn. 
107 
Mogiy rodzicw nie byy wcale niczym oznaczone. Nie wiem, gdzie s. Szukaam ich z 
pocztku wzrokiem, pniej cay cmentarz obeszam. Ani ladu! 
Szukaam tego krzewu, ktry mi wwczas zosta w pamici, gdy obok niego mam zoono. 
Daremnie. 
Rozoyste kpy jasnej brzeziny, ktr mj ojciec tak lubi, utworzyy cae gszcze i smugi. 
Moe u jego wezgowia si pleni nadobne i woniejce... 
pi tu pospou wszyscy, rolnik przy rolniku, ktrzy t ziemi orali, sami dzisiaj kwiatami 
jak ka zasiani. Cisi  osiedli dziedzicznie t ziemi cmentarn. 
Wysoko i nisko pieway ptaszyny. Kiedy niekiedy ciepy wiatr nis tu na skrzydach 
swoich odgos szelestny modego zboa, rozchyla gazie krzeww i cicho przechodzi po 
trawach nie tknitych nog niczyj, jakoby anio-odwierny, witej ciszy troskliwie pilnujcy. 
Pod przejrzystymi jego stopami uginao si ziele. Wysmuka akacja, ktrej pniak strzelisty 
i cige, czarne gazie zdaj si lecie ku niebu, szumiaa z trwog i ze wszystkich drzew 
najwyraniej, koyszc si pod jasnym socem przezroczystymi listkami. Zdawao mi si, e 
co mwi to powicone drzewo, zdawao mi si, e usysz piewne jego wyrazy. Gdy si 
zasucha, wtedy wiadomym si staje, e ono tylko wzdycha wieczycie. 
Prosiam si w gbi duszy mojej, czy spotkam kiedy... 
7 czerwca. Jutro wyjedam. Tak przynajmniej zdecydowaam. Nie mog sobie da rady! 
Zamiast ukojenia, ktrego dowiadczyam z pocztku, cignoby to za sob irytacj wewntrzn 
albo jakie spory, czego nie chc za skarby wiata. Stosunek do chopw, do suby, 
do ludzi zatrudnionych na folwarku! Moe to s sobie mieszne idealizacje miejskiej panny, 
bardzo wszystko by moe, ale ja nie znosz dziczy. Nie mog w tym oddycha. 
 eby tak pomieszkaa wrd tych otrw...  mwi wujaszek  bo to tam u was atwo 
gospodarowa przy stoliku, z ksieczk w rce... 
Ot nie bd ju mieszkaa wrd otrw i uciekam. To jest wanie jedyny mj sukces, 
e mog odej, dokd mi si chce i kiedy mi si podoba. 
Taki stan emancypacji przeywali chopi mojego dziadka Jzefa za czasw Ksistwa Warszawskiego176, 
kiedy zdjto im z ng kajdany, ale razem z butami. Ja zdjam z ng take 
kajdany razem z trzewikami, to jest fakt historyczny, ale te mog chodzi swobodnie z miejsca 
na miejsce, jak chopi owego czasu. Dokde tedy id jutro? Pacz ze szczcia, serce 
moje... Do Gogw. 
10 czerwca. Znowu Kielce, w hotelu. Ju si koczy wyprawa, bo si kocz fundusze. 
Wracam na Liban, do mojego domu...177 Ju za mn zostay Gogi, Krawczyska, Mkarzyce... 
Jestem zupenie spokojna i zdrowa. 
Trzeba tylko jeszcze po porzdku wszystko, jak byo, wyuszczy. Z Mkarzyc uciekam 
dziewitego, chopsk furmank, bardzo rano. W dniu poprzedzajcym to zdarzenie zamwiam 
sobie na wsi par szkapit i wasg, adowany som. Zrobiam ten afront wujostwu z 
umysu, ale nie dlatego wcale, eby im dokucza, lecz eby nie bdc zwizan ich grzecznoci 
robi ze sob, co mi si podoba. Gdy pewnego razu bknam w rozmowie, e chc by 
w Gogach, wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy, jakbym ogosia wiatu co obraajcego 
uczucia ludzkie. 
 Po co?!  da si sysze trjjedyny okrzyk.  Przecie tam mieszka obecnie yd, Lejbu 
Korybut. 
176 Z a  z a   w K  i    w a WarszawskiegoUstawaKsistwa Warszawskiego, wprowadzona 
przez Napoleona w 1807 ., zniosa poddastwo chopw. Nie zwalniajc ich jednak od paszczyzny, nie zmienia 
w rzeczywistoci pooenia wsi polskiej; w praktyce obszarnicy obracali j ma swoj korzy usuwajc z 
lepszych gruntw chopw paszczynianych dla poszerzenia wasnych folwarkw.
177 W  a  a m  a L i b a ...  cytat z Ojca zadumionych Juliusza Sowackiego. 
108 
Cmentarz w Krawczyskach  to jeszcze byo zrozumiae, ale myl jazdy do Gogw, gdzie 
mieszka Korybut, traktowano jak rzecz wprost gupi, a z punktu widzenia folwarcznostajenno-
mkarzyckiego nawet niemoliw, gdy jakie tam siwki cugowe... Tecia pytaa mi 
ze swym familijnym umiechem, co ja tam myl robi. 
 Zajedziesz  mwia  do tych Gogw  no i c zrobisz? Gdzie wysidziesz? Przecie 
we dworze mieszkaj ydy... 
W istocie, gdybym zajechaa komi i bryczk z Mkarzyc, skupiabym na sobie uwag 
wszystkich. Tote zdecydowaam si uy podstpu. Gdy furmanka zasza przed ganek, dopiero 
owiadczyam, e jad do Kielc, i to niezwocznie. Za uycie takiego fortelu przeprosiam 
jak tylko umiem najpikniej, oddaam i przyjam pocaunki rodowe, ktrych si uywa w 
oznaczonej (bardzo wielkiej) proporcji zupenie tak, a bez potrzeby, jak na przykad tytuw 
w listach... Odjechaam. 
Za wsi, gdymy si zbliali do szosy kieleckiej, zagadnam mojego wonic, co bdzie 
chcia. 
 Odwieziecie mi  rzekam  najprzd do Gogw, a dopiero pniej do miasta. 
Chop a konie wstrzyma na drodze, tak si wzi namyla. Mrucza co o sianie, obroku, 
o dniu zmarnowanym, o czterech milach drogi, ktre trzeba naoy, a wreszcie wypali, e 
musz mu dooy pi rubli. Naturalnie, e si zgodziam. Gdyby, gupi, zada by dziesiciu, 
a nadto okrywki i kuferka  take bym przystaa. 
Zaraz skrcilimy i przez pastwiska, omijajc Strw pocignlimy w gr. Bya moe 
godzina szsta rano. Dzie by ciepy , umylnie zesany, tylko przymglony jasnymi i cienkimi 
wknami mocnych tumanw, ktre jeszcze wysypiay si w nizinach podlenych  niby sieci 
pajcze. Ja sama zapadam w jak obudn martwot. Serce moje byo czujne jak nigdy, ale 
rozpostara si nad jego uniesieniem nasza grska i lena cisza. Wz mj wolno dosign 
przeczy i znalaz si w kolejach starej, traw zarosej drogi, zwanej na gr. Leszczyny i 
brzozy rozrosy si tam w las prawie. Chopina podci konie, minlimy wwz gliniasty pod 
szczytem  i oto daleko w dole ukazay si przed mymi oczyma  Gogi. Z k, z rzeki, ze 
stawu dwigay si mgy znikajce w wyynie. Dom nasz biaymi cianami jania w zieleni 
ogrodu i przeglda si w gbi wody... 
Mode szkapki, nie przyzwyczajone do drg tamtejszych, nie mogy utrzyma wasga. Orczyki 
biy je po nogach, tote pdzilimy ze stromego zbocza gry co tchu, wskro jaowcw. 
Dopadlimy strumienia. Tam dopiero konita wydobyy swe mae by z chomt, ktre im wyprone 
naszelniki wcisny a za uszy. Wonica stan, a ja wysiadam. Wskazaam mu drog, 
ktrdy ma przejecha na drug stron Gogw, a do szynku przy trakcie kieleckim. 
 Przyjd tam w poudnie  mwiam. 
Chop patrza spode ba, ale walizka moja zostajca na wozie dodaa mu otuchy. Gdy 
wreszcie odjecha, poszam ciek. Trawy nie byy jeszcze skoszone. Otoczyy mi kwiaty 
moje, zarola. Szam w szczciu niby w jakim oboku. Oto kwiaty, ktre poznaj nozdrzami, 
zanim ujrz oczyma, wychylaj si z ki. Jaskki bladofioletowe, siostrzyczki moje rodzone, 
najdrosze moje. Nie zrywaam adnej, tylko stawaam nad nimi, caujc je spojrzeniem. 
One pytay mi take, czemu odeszam z tej krainy, dlaczego nie mieszkam we wsi rodzinnej... 
Ale oto przy mojej ciece na pastwisku ujrzaam co nieznanego: duy krzak rokiciny. 
Sta samotny... 
 Nie znam ci...  rzekam mu. Ale w tej samej chwili rozsuno si przede mn wspomnienie... 
To on! 
Do kuchni naszej w tym dniu, kiedy ja przyszam na wiat, zabka si biedny, wdrowny 
pies. Nikt nie wiedzia, skd jest i jak si zowie. e w takim dniu przyszed, dano mu je jak 
gociowi. Od tej chwili zosta przy dworze. Przezwano go Rozbojem. By dobry, poczciwy i 
wierny. Lubia go mama, bracia i ja bardzo. Gdymy do domu na wakacje wracali, zawsze 
109 
jego szczekanie sycha byo pierwsze, z daleka. W chwili odjazdu patrza nam w oczy z tak 
aoci... 
Kiedy ja miaam lat czternacie, on by ju tak stary, e si z miejsca nie rusza. Osiwia 
cay, oguch i przesta szczeka. Lea na socu i starczym, smutnym, sennym wzrokiem 
spoglda dokoa. Gdy byo zblia si ku niemu, macha jeszcze ogonem, dwiga eb i 
umiecha si jak czowiek. 
Pewnego dnia rano, o wicie, usyszelimy, e skowyczy. Rzuciam si do okna i ujrzaam 
na pastwisku strzelca Gzw. O kilkanacie krokw od niego szarpa si Rozbj, przywizany 
do kamienia. Blask fuzji, bkitny dymek... Pniej huk. 
Rozbj szczekn raz, drugi... 
Gdymy z Wackiem, z Henrysiem jczc przypadli, ju Gzwy nie byo, a on lea zabity. 
Przednia apa jeszcze drgna. W moich rkach ostyga. 
Tumy d wykopali i na grobie starego psiska posadzilimy ga rokiciny. 
To on jest. W tych prtach krew jego ciepa... Zbliyam si i dotknam go rk. Cay w 
bia ros nalistnic jak w alb obleczony. Moe pniak czarnego drzewa wyda radosne szczekanie, 
moe martwe licie si porusz. Nic. Tylko zimne, milczce, rzsiste krople spady na 
moje rce. 
Przyszam kami do rda. Stara grusza pod urwiskiem i stok w gbi zupenie te same 
zostay. Nawet gazy, po ktrych si dochodzi... 
Tak samo ze zdroju wyskakuj kby i banie wodne, zakwitajc na wierzchu niby re 
wieczne, latem i zim ywe. Siadam przy rdle i straciam wiat z oczu. 
Ptaki pieway w gstwinach, wrd ktrych lni si strugi pynce kilkoma oyskami ze 
stoku. W pobliu przecina je droga piaszczysta. 
Nad rdliskiem czerwienia si obfito centurii, ktr zrywaymy w tym miejscu z mam 
nieboszczk. Odwar tego ziela pomaga jej na bl gowy. cignam rk i machinalnie 
zerwaam kilka tych kwiatw opornych, ale natychmiast, jakby kara za mier ich, przeszya 
mi straszna wiadomo. Uczuam w ustach smak goryczy centurii i krople jej pynce do 
serca. 
Odeszam stamtd. Przede mn bya grobla prowadzca do dworu. Wszystko inne, inne... 
Nowe gaje drzew wyrosy. Tylko iskry palce si na falach stawu i na liskich odygach sitowia, 
tylko zapach tataraku i wilgotna wo rokit  ta sama. Biao-te lilie wodne ze swych 
szerokich lici umiechay si do mnie i sczyy w serce wino radoci. 
Spostrzegam, e wielkie olchy nad wod zostay cite i e w. Jana ju nie ma. Upust, 
wida, powd zniosa, bo zastpiono go luz, z ktrej pynie nadmiar wody. Teraz nie sczy 
si wcale, tote uderzy mi brak melodyjnego szumu, ktry trwa tak dugo jak moje szczcie 
w dziecistwie... 
I ju tego wszystkiego nie ma, jak wody, ktra wtedy pyna, ju tego nie znale, jak kropel, 
co ucieky i w morzu utony. Stary, czarny myn za grobl tak samo ton w zieleni. Modrzew 
nad drog rozrs si jeszcze bardziej. Dwie iwy obok czworakw sprchniay ju zupenie 
i tylko para odyg zielonych wyrasta z ich pniw umierajcych. 
Stanam wobec domu naszego. 
Jakie zniszczenie! Poty, klomby, drki  wszystko skasowane bez ladu. Nawet dzikie 
wino przy ganku wydarte, ganek sam rozwalony, ciany odrapane, okna zabite. 
Weszam do sieni, uchyliam drzwi duego pokoju, w ktrym umarli moi obydwoje rodzice. 
Byo tam peno gratw ydowskich. W tym kcie stoi oe z mnstwem pierzyn. 
Uciekam co prdzej. 
Nikt z dorosych nie widzia mi zrazu, tylko may ydek, pewno szecioletni, skd wylaz 
i zabiega mi drog. Gdy stanam na podwrzu, obskoczyo mi z dziesi osb. Szli ze 
mn, dopytywali si, com za jedna, czego dam. Co im mwiam. Jeden stary yd drepta 
110 
tu przy mnie badajc sowem i wzrokiem. Minam dziedziniec, lipy i skierowaam si kuBukowej. w stary yd w atasowym chaacie szed i co gada bez przerwy. Nie mogam 
mwi. Wlokam si... Nareszcie zosta. ledzi kady mj krok z oddali, a zza krzakw wyglday 
jego dzieci. 
Dusza moja bya owiana mrokiem, serce zastygo i nie mogo wyda ze siebie ani jednego 
uczucia. Tylko myl sroga, bolesna i mciwa, jak byskawica owietlaa to miejsce. Miejsce 
zostao to samo. Wszystko przemino w czasie, odpyno z wod. Grunt obojtny zosta sam 
jeden i jak przed wiekami zieleni si do koca. Nic tu nie ocalao po moim ojcu, po mojej 
matce, po mnie i braciach. Obszar, przesiky prac, mylami i uczuciami nas wszystkich, 
wzi inny czowiek. 
W tym miejscu, gdzie ostatni jk wydali oni, ktre jest dla mnie witym witych  
szwargoc cudzy ludzie. Drzewa, co yy w cigu lat tsknoty w duszy mojej jak wite, tajemnicze 
symbole spraw zakrytych przed miertelnymi oczyma, koleje drg wyobione w 
tym piasku, co jak zote liny cigny mi do tego kraju pord ez i mroku nocy zimowych, 
ki moje i bysk wody w zakrtach rzecznych midzy olszyn  wszystko dziedziczy 
przychodzie! Dla niego te wszystkie skarby duszy mojej s tylko przedmiotami lichego zarobku. 
I on tak samo jak my przeminie i zstpi ze swoim handlarskim mzgiem w t ziemi, ktra 
wszystko poera. Ujrzaam wtedy jej prawdziwe oblicze! Jej umiech do wiecznego soca, w 
ktrym byo jakby drwice natrzsanie si z mioci mojej dla niej, jakby cyniczna spowied, 
e ona mi nigdy nie widziaa, e nie wie wcale, kto jestem! Ona nie taka jest, jak kochaam. 
Na mio serca ludzkiego nie odpowiada. A gdy ku niej z caej mocy dusza si wydziera, 
ona odsania w bysku sennym jaki cel zaziemski, ktrego niczym, co jest w mocy czowieka, 
nie mona dosign. 
Obok wwozu, w tym cichym kciku midzy polami, nagle stanam. Zwrcia mi moc, 
ktrej w sobie nie znam.. Byam tak blisko moich rodzicw, e prawie syszaam ich osoby, 
mogabym dotkn ich rkoma. Zdao mi si, e s za mn, e jeli odwrc si i wejd w 
bram folwarku, to ich zobacz pod lipami. aski takiej bliskoci nie miaam nawet w Krawczyskach. 
Byo cicho. Zuda trwaa przez ma chwil. 
Po niej dopiero objam piersiami straszn egzekucj, ktr mier spenia. 
Gdzie oni s? W co si obrcili? Dokd odeszli z tego miejsca? Cae moje ciao trzso 
si a do gbi serca. 
Rozsypywaam si w proch przed mierci, z baganiem, aebym bya godna posi tajemnic. 
Gdzie jest mj ojciec, gdzie jest matka, gdzie Wacaw?... 
Wtedym usyszaa w sobie znowu te sowa, jak wwczas, w drodze do Mkarzyc. 
Takowy przypadek schodzi na ludzi, jako i na zwierzta, gdy jako zwierz tak i czowiek 
umiera i jednakowego ducha maj wszyscy, a nie ma nic w czowieku przed bydlciem, 
bo wszystko jest prno. 
I jeszcze dalej, jak niewysowion bole, struchlaymi ustami szeptaam do siebie wiersze 
Mdrca Paskiego: 
Kt wie, czy duch czowieczy idzie w gr, a duch zwierzcy zstpuje na d, pod ziemi. 
Wszystko idzie na jedno miejsce, a wszystko jest z prochu. 
Bez si, w guchej rozpaczy dowlokam si w zarola na wzgrzu. Weszam midzy brzozy 
i, nic nie widzc ani syszc, bkaam si. Nie przypomn sobie, kiedy, i nie wiem, w ktrym 
miejscu, upadam na ziemi. Zesza na mnie dza mierci. Tylko j jedn czuam i ona bya 
ostatnim ttnem mojego serca. 
Tak trwaa dugo... 
111 
Ale wtedy z cmentarza w Krawczyskach moja matka przysza do mnie z gbi ziemi. 
Wskr iu, piasku, opoki przedara si ziemi. Nie leaam ju na martwym ugorze. Uczuam 
si na onie matki mojej, w ktrym jej serce uderzao. Szy we mnie gbokie, ziemne, ciche 
wzruszenia. Sowa moje prno by chciay wyrazi to, co si odbyo. mier zlka si i odesza, 
usta pacz i al. 
O, jasne kwiaty mojej doliny... 
KONIEC TOMU PIERWSZEGO 
112 
TOM DRUGI 
POCZCIWE PROWINCJONALNE IDEE 
Doktor Judym niemao mia pracy w czasie sezonu. Zrywa si rano, tym skwapliwiej, e 
ju przed godzin szst jego izdebka pod blaszanym dachem, dokd w czerwcu ze wspaniaych 
salonw wyniesiono jego lary i piernaty178  wprost tlia si od aru. Notowa na stacji 
meteorologicznej, zwiedza izby, gdzie kpielowi stosowali zabiegi hydropatyczne, bada 
porzdek v azienkach, u rde, a przed sm by w swoim szpitalu. 
O dziesitej siada w gabinecie i przyjmowa pewn kategori chorych (przewanie modych 
zdechlakw) a do godziny pierwszej. Po obiedzie zajmowa si bawieniem dam, 
uczestniczy w organizowaniu teatrw amatorskich, spacerw, przernych rekordw, wycigw 
pieszych itd. Zabawki tego rodzaju musia traktowa jako prac sw obowizkow, czy 
do nich mia ch, czy nie. 
Pochono go to jak nowy ywio. 
Otaczay go roje kobiet modych, zdenerwowanych, rozprniaczonych, dnych tzw. wrae: 
Judym przedzierzgn si, sam nie wiedzia kiedy, w modego franta, odzianego modnie i 
paplajcego wesoe komunay. To zabawne, ciekawe, mie a deprawujce ycie maej stacji 
klimatycznej, gdzie w cigu kilku miesicy gromadzi si i skupia w jedn jakby famili ze 
wszystkich kocw kraju i ze wszelkich sfer towarzyskich ludno chwilowa  oszoomio go 
zupenie. Ni z tego, ni z owego bawi si towarzysko z bogatymi damami i wchodzi, nie do 
e jako wiadek, ale jako arbiter w najsekretniejsze ich tajemnice. By poszukiwany, a nawet 
wzajem wydzierany sobie przez koterie  a nieraz ze miechem wewntrznym decydowa o 
czym, co sam zwa tonem i smakiem. 
Czasami, gdy do siebie wraca pno w nocy z jakiej pysznej uciechy, zastanawia si nad 
piknoci ycia, nad tymi nowymi jego formami, ktre poznawa. Zdawao mu si, gdy o tym 
wiecie cisowskim myla, e czyta romans z koca zeszego wieku, peen somatyzmu179, 
gdzie wida ycie godne zniszczenia, ktre wszake posiada jaki taki urok... Sia zmysw, 
umylnie w pikne formy skryta, staje si czym nie znanym dla ordynarnej, zwyczajnej natury. 
Byy chwile, e wprost zachwyca si wymow dyskretnego milczenia, symbolik kwiatw, 
barw, muzyki, sw cigle bojcych si czego... 
Na balach i reunionach180 bywa czasami i paac. Wwczas bero krlowej przechodzio 
do rk panny Natalii. Gdy ukazywaa si w jasnej sukni, bya tak olepiajco pikna, e 
wszystko, co yo, na mier si w niej kochao. Ona przeczuwaa zapewne ten sza masowy, 
ktry wrd mczyzn szerzyy jej krlewskie oczy, ale nie raczya go widzie. Bya zawsze 
zimna, obojtna, jakby wyrwana z tego ycia. Czasami bawia si z wiksz ochot; umiechaa 
powabnie, ale zaraz pniej, gdy tylko dostrzega, e ten lub w chce z chwilowego jej 
178 L a  y i p i e   a  y  artobliwie przekrcony zwrot: lary i penaty, co w wierzeniach staroytnych Rzymian 
oznaczao: opiekucze bstwa domowe.
179  o m a  y z m  cielesno. 
180  e u  i o  (z franc. runion)  zebranie towarzyskie. 
113 
usposobienia wycign wniosek na swoj korzy, sprowadzaa go na pad jednym spojrze
niem i jednym umiechem innego rodzaju. 
Byo tak i z Judymem. 
Rozzuchwalony powodzeniem u dam dr Tomasz zblia si miao do panny Natalii. W 
trakcie jednego z reunionw wybraa go kilkakrotnie, wesoo si z nim bawia, sama wspomniaa 
o Paryu i wycieczce wersalskiej. Judymowi zakrcio si w gowie. Wzburzony tym 
wszystkim, w jakim obdzie miaoci zdecydowa si wykona istny zamach i w nastpnym 
kontredansie pocz mwi o Karbowskim, ktrego od paru tygodni nie byo w Cisach. Panna 
Orszeska zgadzaa si, gdy mwi, e ten Karbowski nie wydaje mu si by czowiekiem 
sympatycznym, witaa jego sowa za pomoc krtkich skinie gowy i dyskretnych okrzykw. 
Flirt wesoy trwa w dalszym cigu. Tylko gdy pniej doktor zbliy si jeszcze i, zachcony 
sukcesem, chcia rzecz cign dalej ju nie o Karbowskim, lecz o sobie, struchla ujrzawszy 
w jej oczach taki blask ponurej dumy, jakiego jeszcze nie widzia w yciu. Zdawao mu si, e 
ten wzrok hetmaski, ubliajcy mu bez wzruszenia, z gbi przymknitych powiek wbija si 
w niego i szarpie na sztuki, rozdziera na strzpy, podobnie jak pazury orlicy wiartuj yw 
zdobycz. Sowa, ktre chcia powiedzie, zwiny si i niby gar paku utkwiy w gardle. 
Blady, ze cinitymi zbami, siedzia jak przykuty na acuchu, nie bdc w stanie ani 
odej, ani pozosta. 
Wszystkie te okolicznoci staway doktorowi na przeszkodzie w zajciu si sprawami 
szpitalnymi. Byy w nim tego lata jak gdyby dwa prdy cigajce si wzajem. Im bardziej jeden 
z nich pomyka naprzd i zabiega drog, tym mocniej natay si siy drugiego. Doktor 
czu w sobie cig przeszkod w staraniu okoo chorych i zwalcza j za pomoc silnej pracy, 
ale skoro tylko zetkn si ze wiatem zabaw, ulega mu z tym wiksz bezwadnoci, im 
namitniej pracowa w szpitalu. Byo mu wszake z tym wszystkim bardzo dobrze na wiecie. 
y bez przerwy i nie mia wcale wyobraenia, co to jest refleksja, nuda, zniechcenie. 
Szpital powsta waciwie dopiero przy nim. Budynek sta od lat kilku, dwignity przez 
idealist Niewadzkiego, ale po jego mierci traktowany by rozmaicie. W razie potrzeby 
administrator majtku skada w salkach szpitalnych buraki, rozsypane klepki kuf z gorzelni, 
zepsute czci mockarni itd. Kiedy indziej lokaje, rzdca, ekonom, kasjer i inni funkcjonariusze 
poyczali dla swych goci ek, a naczynia i utensylia rozkradziono ze sowiask starannoci. 
Nieraz leaa tam jaka bezdomna poonica, nad ktr kto si w z i   i z 1 i  o 
w a   jaki parobek folwarczny chory na k o 1 k i albo jakie dziecko z osp . 
Opiek nad szpitalikiem sprawowa dr Wglichowski. Kamaby, kto by twierdzi, e dyrektor 
zgadza si na skadanie w szpitalu kup elastwa, owszem, wyzna trzeba, e czasami 
mia si z tego do rozpuku, ale nie mona rwnie utrzymywa, eby si zajmowa chorymi. 
Gdy kto by bardzo kiepski, a zoono go w szpitaliku dla umiejscowienia zarazy, dr Wglichowski 
czasem przyszed i skrobn recept. Zwykle nawet pomagao jego lekarstwo. 
Czstokro wynajdywa jakie cherlactwo proboszcz, panny albo sama babka dziedziczka. 
Wwczas pakowano takiego szczliwca do szpitala. Jeeli to by pupil ksidza, to z plebanii 
przynoszono mu talerz rosou albo jak nog kury gotowanej w potrawce. Jeeli protegowany 
mia za opiekunki panny ze dworu  zajada najpyszniejsze ochapy z pmiskw, czstokro 
ze szkod zdrowia. 
W ogle ten domek szpitalny stojcy w odosobnieniu, a wrd budynkw folwarcznych, 
sucych do wytwarzania zysku sposobami wiadomymi, reprezentowa na skromn skal los 
szlachetnej idei wrd wiata materialnego. Sta smutny, opuszczony, bezradny, niemiay, 
jakby z zaoonymi rkami. Dr Tomasz ulega gbokiej, a nie dajcej si stumi pasji, ilekro 
zblia si do tego domostwa. Kiedy myla o czowieku, ktry je postawi w pewnym 
celu, ktry przemyliwa dugo, jak to naley zbudowa, i gdy z tym wszystkim zestawia re
114 
zultat przedsiwzicia, czu tak wcieko, jakby go tamten nieznany zmary biczowa sowami 
pogardy. I nie tylko to jedno. 
Skoro urzdzi sobie z pierwszej widnej salki gabinet przyj, od razu zwalia mu si na 
kark lawina ydw, dziadw, obieywiatw, biedakw, suchotnikw, rakowatych  wszystka, 
sowem, paczca krwawymi zami bieda polskiego cuchncego miasteczka i nie inaczej 
cuchncych wiosek. Doktor rozsegregowa ten materia i zabra si do niego. Jednych musia 
przyj do szpitala na czas pewien, trzeba wic byo uporzdkowa sam szpital. Do tego wzi 
si par force.181 
Odszuka przez patnych agentw kade z wywleczonych ek i odebra je w sposb najbardziej 
nieubagany. Historia zdobywania nowych siennikw, koder, poduszek, przecierade 
 mogaby zaj tom in folio182. Na kupno dwu wanien i urzdze do ogrzewania wody 
gray teatr amatorski najpikniejsze i najbardziej dystyngowane kuracjuszki. Kady sprzt do 
gabinetu, apteki, kuchni itd. mody eskulap zdobywa na ludziach. Tu wycygani sze talerzy, 
tam wyflirtowa noe, widelce, yki; t zmusi do kupienia szklanek, z kim innym wygra 
zakad o sztuk perkalu na bielizn szpitaln. Stara pani-dziedziczka interesowaa si zabiegami 
modego doktora, nawet miaa dla niego zy w oczach i podzikowania w imieniu nieboszczyka, 
ale sama bya pod tak silnym wpywem plenipotenta, ktry nie cierpia tych fanaberii 
rozgrymaszajcych parobkw, e od siebie nic wielkiego uczyni nie moga. 
Bd co bd na jej zlecenie otoczono terytorium szpitalne nowym, silnym parkanem i wydano 
rozkaz ogrodnikowi, aeby starannie utrzymywa sad dookoa budynku. To bya pierwsza 
wana zdobycz, gdy od tej chwili panem owego templum183 okolonego parkanami sta si 
Judym. Nikt tam ju ze suby i rozmaitych przychodniw nie mia prawa nie tylko nic wynie, 
ale nawet postawi kroku. Drzwi kute byy szczelnie zamknite i uzbrojone w dzwonek... 
Drug wan zdobycz bya pani Wajsmanowa. Osoba ta bya wdow po jakim mu 
nieboszczyku, ktry posiada pewien kapitalik, wszake w tym czasie pozbawion jakiegokolwiek 
funduszu. Pani Wajsmanowa przyja miejsce dozorczyni szpitala z pensj 400 
rubli (ktr, rzecz prosta, z cichej kasy pod najtajemniejszym sekretem wypaca z pedantyczn 
regularnoci za porednictwem Judyma M. Les)  z mieszkaniem, wiatem, opaem, 
co wszystko znowu wzio na siebie dominium. 
Trzecim faktem fundamentalnego znaczenia byo zaopatrzenie chorych kurujcych si  w 
ywno. Tu Judym postpowa jak Makiawel184. Dziaa na plenipotenta-materialist za pomoc 
nastawionych kuracjuszek, dopuszcza si wzgldem niego niskiego pochlebstwa, kusi 
go obietnicami, wreszcie wyda go w rce trzech panien z paacu i uzyska swoje. Plenipotent 
zgodzi si dostarcza szpitalowi jak rok dugi okrelon ilo kartofli, mki, kaszy, mleka, 
masa, warzyw, owocw etc. i podpisa wasnorcznie cyrograf chytrze uoony przez Judy-
ma. Zakad leczniczy nie by w stanie odmwi swej pomocy, w pewnej zreszt mierze. 
Wreszcie proboszcz, dostawca misa do zakadu i dworu, bogatsi yczkowie z miasteczka, 
zniewoleni przez proboszcza i doktora, obowizali si dawa szpitalowi potrzebne materiay 
spoywcze w naturze. 
Tak tedy ju w poowie lata szpital by oywiony i peen zdechlactwa. Kaszlano tam, stkano, 
sapano  a si doktorskie serce radowao. W ogrdku wygrzeway si na socu stare, 
181 P a  f o   e (franc.)  si. 
182 I  f o 1 i o (ac.)  dos. w formacie arkusza; najwikszy format, w jakim drukuje si ksiki. 
183  e m p 1 u m (ac.)  witynia, przybytek. 
184 M a k i a w e l  Niccolo Machiavelli (1469-1527), woski historyk i pisarz polityczny. W swym dziele Ksi, 
dokonujc na podstawie panujcych stosunkw analizy mechanizmu rzdzenia, stwierdza, e polityk nie cofa 
si przed uyciem podstpu i przemocy dla osignicia zamierzonych przez siebie celw. W opisanej przez Machiavellego 
praktyce dziaania doszukiwano si powszechnie dyrektywy postpowania dla wadcy. 
115 
uschnite babska, zgnie dzieci dygocce w potach malarii, rozmaite gupie ydki i wszelkie 
inne ptaki niebieskie, co ani siej, ani orz... Nie byo tygodnia, eby doktor nie paln 
operacji. Wycina kaszaki, bolczki, wierci, przekuwa, ekstyrpowa, urzyna, przylepia itd. 
Co byo w tym wszystkim istotnie zego, to brak pomocy felczerskiej i przechodzce wszelkie 
granice ubstwa narzdzi oraz rodkw opatrunkowych. 
Pani Wajsmanowa nie znosia krwi (osobliwie chopskiej i, horribile dictu!  ydowskiej),
brzydzia si taatajstwem i w ogle gardzia motochem. Doktor musia j na kadym 
kroku pilnowa i przymusza do tego, eby si strzega objaww wzgardy dla chopw. 
Sfery miarodajne kierujce zakadem leczniczym przypatryway si dziaalnoci modego 
chirurga, jeli mona si tak wyrazi, spod oka. Nie mona mwi, eby ktokolwiek sprzeciwia 
si albo nawet mia za ze Judymowi jego postpowanie, ale z drugiej strony nie mona 
utrzymywa, eby ktokolwiek podziela jego w tej sprawie entuzjazm. Dr Wglichowski 
wszelkie zabiegi swego asystenta zdajcego do postawienia szpitala na stopie tak niebywaej 
traktowa w sposb tak samo ironiczny, jak rozkradanie przez lokajw ek szpitalnych. 
Jeeli Judym domaga si pomocy czynnej w materiaach, dr Wglichowski zgadza si postkujc 
i wydziela iloci, rozumie si, do najwyszego stopnia zmniejszone. Gdy szpitalik by 
naadowany, dyrektor dowiadcza niesmaku, cho tego nie da pozna nikomu ani uczu Judymowi. 
Ale arty z zapalczywoci ordynatora brzmiay wwczas w ustach dra Wglicha 
w sposb pobaliwy, moe cokolwiek zanadto przesadnie. Od czasu do czasu stary medyk 
zachodzi do szpitala i po dawnemu tam rzdzi. Wkracza do izb w kapeluszu na gowie, z 
cygarem w ustach, mwi gono, zadawa pytania, zyma si, aja pani Wajsmanow, pokrzykiwa 
na chorych i, zbadawszy przelotnie tego i owego, kreli szerokim pismem recepty 
albo radzi Judymowi, eby temu da to, innemu tamto... 
Ordynator sucha tych rozkazw z najzupeniejszym posuszestwem i kade zlecenie 
wykonywa w sposb nieodwoalny. Chodzio mu o zyskanie dra Wglichowskiego dla idei 
szpitala, o wcignicie go do pracy, tote puszcza mimo uszu arty i przepisy, na ktre si nie 
godzi. Jeeli nawet dyrektor kaza kogo znanego sobie, jakiego ptaszka, wydali bez pardonu 
z granic szpitala, Judym i wtedy zmusza si do ulegoci. Taki stan rzeczy trwa do 
koca sierpnia. 
W ostatnich dniach tego miesica liczba goci zacza si zmniejsza. Bryki, powozy i 
omnibusy zakadowe wywoziy codziennie jakie towarzystwo, a przynajmniej jak rodzin. 
Dr Judym rujnowa si na bukiety poegnalne, w ktrych nad innym kwieciem przewaay 
niezapominajki. Stan ju w gbi parku pierwszy chd ranny, sa wieczorami na murawach 
zimn, bia ros, a w szczyty drzew wplt tu i wdzie ty li, jakby pierwszy siwy wos w 
czupryn dojrzaego mczyzny. 
Cichy smutek ogarn rozbawione kka. Teraz wanie wydobyway si na jaw sympatie 
ukrywane starannie. Nad osobami, ktre wtedy dopiero miay sobie mnstwo sw do powiedzenia, 
zawis zoliwy dzie wyjazdu. 
Serce Judyma zostao nie tknite, a przemijajce wraenia byy dla czym w rodzaju 
deszczu, ktry rozkwasza ziemi i czyni j niby to do niczego niezdoln, a waciwie udziela 
jej wtedy wadzy stwarzania. 
Przelotne smutki szybko uschy, dusza Judyma staa i pchna go do roboty zdwojonej. 
W pierwszych dniach wrzenia, kiedy przyszy soty, w czworakach folwarcznych zapado 
mnstwo dzieci na tak zwan f  y b  . 
Czworaki owe mieciy si za duym i wilgotnym parkiem, ktry jak paszcz ogromny 
spywa po pochyoci wzgrza od szczytu dworskiego a do rzeki pyncej w kach. Tam 
byy owczarnie, obory i mieszkania suby folwarcznej. Plenipotent majtku, czowiek nadzwyczaj 
energiczny i wietny agronom, z rzeczuki bezpoytecznie pyncej skorzysta w ten 
sposb, e na skraju parku, w trzsawisku podmytym przez tajemne rda, wybra kilka sa
116 
dzawek idcych jedna za drug. Woda przez waciwie urzdzone mnichy spadaa z jednej 
do drugiej. Sadzawki te wykopane byy w torfiastym gruncie. I, porzucony na brzegach i groblach, 
macerowa si w socu i we waciwym czasie suy do uyniania roli. Woda odpywajca 
stamtd czya si podunym basenem ze stawami, ktre rozleway si w parku 
zakadowym, co bardzo upikszyo wiecznie kwane pobrzea. Miejsce i tak ju mokre, przez 
wstrzymanie zbiornikw martwej wody wyziewao ze siebie ciki opar; ktrego soce strawi 
nie mogo. Tam to wanie (w czworakach i we wsi lecej na drugim brzegu ki) grasowaa 
f  y b  a. Dzieci przyprowadzone stamtd do Judyma byy wyschnite, zielone, z wargami 
tak sinymi, jakby je miay poczernione wglem, z oczyma, ktre nie patrzay. Periodyczne 
ataki gorczki, cige ble gowy i owa jakby mier duszy w ywych jeszcze ciaach 
zmusiy Judyma po dugim badaniu do smutnego rokowania, e ma przed sob ofiary malarii. 
Wwczas wybra si cichaczem na zwiedzanie miejscowoci lecych w dole. Przekona si, 
e wiele rodzin byo dotknitych t klsk. 
Mieszkacy wioski, autochtonowie, znosili j, wida, atwiej, ale ludno folwarczna, wdrowna, 
przybywajca z innych okolic, padaa ofiar w bardzo wielkiej iloci. Judym bra do 
szpitala tylko dzieci bardzo chore, leczy je chinin i trzyma na socu w ogrodzie, zapdzajc 
do rnych robt, a po trosze i do nauki. Ale nie mg zabra ani czwartej czstki. Ci za, 
co na grze, w cieple dowiadczyli poprawy, musieli wraca do swych mieszka nad wod. 
Mieszkania owe, dawno wzniesione, byy stosunkowo bardzo porzdne, murowane z cegy, 
tak samo jak owczarnie, stodoy , spichlerze itd. Nie mogo by mowy o umieszczeniu tych 
rodzin w innym miejscu, gdy to pocignoby szalone koszta. Tam koncentrowao si ycie 
folwarku. 
Kiedy pierwszy raz Judym zapyta mimochodem plenipotenta, czy nie daoby si przenie 
czworakw na miejsce bardziej suche, ten zacz mu si przypatrywa z uwag, a w taki sposb, 
jakby doktor ni z tego, ni z owego w towarzystwie osb starszych i godnych szacunku 
zataczy kankana albo wywrci kozioka. Judym nie straci przytomnoci i nie spuci oczu. 
Czeka jeszcze chwil, czy mu wszechwadny agronom nie odpowie, a gdy si niczego nie 
doczeka, rzek z ca delikatnoci: 
 Tam, w tych czworakach panuje malaria. Przyczyniaj si do tego w znacznej mierze... 
przyczyniaj si do tego... zaprowadzone sadzawki. 
Plenipotentowi lica i oczy krwi zabiegy. Sadzawki byy to jego ulubienice. Sam je wymyli, 
zarybi i osign z nich dla majtku znaczny dochd. Ryby w cigu caego roku szy na 
sprzeda i do kuchni zakadu leczniczego, czynic ju du pozycj, a na przyszo caa 
sprawa, prowadzona umiejtnie, miaa stan jeszcze lepiej. Prcz tego ld, szlam itd. 
Tote wielkorzdca i teraz nic nie rzek, tylko bysn oczami, a pniej przeszed na inny 
temat w sposb zabjczo grzeczny. 
Taki wstp nie zwiastowa zgody ani jakiegokolwiek kompromisu. Trzeba byo wywiera 
nacisk. Do pani dziedziczki w kwestii tak czysto folwarcznej droga prowadzia jedynie via185 
plenipotent. Panny zaamyway biae donie, ale nic poradzi nie mogy. Jesie nadchodzia. 
Po ddystych nocach stao nad kami i dolnym parkiem jakby boto w przestworze. Gdy 
nim kto dugo oddycha, uczuwa bl gowy i jaki pulsujcy szelest w yach. Wtedy rwnie 
Judym zauway, e i w zakadzie okoo staww byo powietrze jeeli nie takie samo, to bardzo 
siostrzane. Licie zlatujce z olbrzymich grabw i wierzb sypay si w stojce baseny wody 
i tam w niej gniy. Na powierzchni staww plenia si masa wodorostw, ktre gdy byo 
wyrwa i rzuci na brzegu, szerzyy wo cuchnc. Kuracjusze przybywajcy do Cisw dla 
pozbycia si malarii nie tracili jej, a byy nawet dwa wypadki febry zdobytej. Kiedy Judym 
zakomunikowa te swoje obserwacje doktorowi Wglichowskiemu, ten zmierzy go takim 
185 V i a (ac.)  droga; tu: przez. 
117 
samym wzrokiem jak plenipotent i artobliwym, a jednak cierpk esencj zaprawionym tonem 
owiadczy, e to nie jest wcale ani febra, ani tym mniej  malaria. 
 Gwna rzecz  doda  nie naley o tym wcale mwi... 
Cmokn go przy tym w czoo i uderzy bratni, przyjacielsk doni po ramieniu. 
Judym zdziwi si, ale... nie mwi nikomu. 
We wrzeniu izby szpitalne pene byy dzieci wikszych i mniejszych. Ociae, mrukowate, 
senne istoty siedziay i leay, gdzie si dao. W izbach panowa zaduch i jaka nieopisana 
nuda. Zdawao si, e tu spdzono pijan szko, ktra za nic na wiecie nigdy si niczego 
nie wyuczy. Dzieci te wlepiay we wszystko lepie bez adnego wyrazu, bez chci nawet 
do jada. Jeeli ktre z nich wypdzono za drzwi, lazo bezmylnie przed siebie, wtulajc 
gow w ramiona. 
Gdy trafio si wolne miejsce, wnet je kto zajmowa i przymyka oczy nie po to, eby 
spa, tylko eby na wiat nie patrze, eby wcign si w siebie jak limak w skorup i dozna 
ciepej ulgi. Zwide kaduby dziewczyn, na ktrych twarzach malowa si bl gowy, 
pozawijane w chustki i zapaski siedziay nieruchomo na ziemi, gotowe trwa cae doby w tej 
samej pozycji, byleby tylko nie azi po bocie i deszczu. Kiedy doktor wchodzi, wszystkie 
oczy patrzay na niego jakoby ten dzie jesienny. Czasami gdzie, w gbi przewin si 
umiech... 
Ta sentymentalna gocinno dla podrostkw nie chorych obonie, sprzeciwiajca si tak 
jaskrawo tradycjom szpitala, zacza ludzi irytowa. Plenipotent wprost mwi, e zanosi si 
na demoralizacj w grubym stylu, a nawet ze swej strony za nic nie rczy i umywa rce. 
W gruncie rzeczy Judym sam nie wiedzia, co ma robi dalej. Chinin ekspensowa jak 
mk, mia rezultaty, ale do czego to summa summarum186 prowadzi miao nie bardzo 
wiedzia. Gdy chore dzieci przychodziy jak owce do owczarni, pozwala im rozkada si i 
siedzie, a gdy je stamtd ojcowie, nasani przez ekonomw i karbowych, wycigali do roboty 
walc pici po karku, nie protestowa, bo nie wiedzia w imi czego. 
Tak stay rzeczy; gdy pewnego dnia dr Judym otrzyma bilet od pani Niewadzkiej, w ktrym 
wyraona bya proba, eby si niezwocznie pofatygowa do paacu. Skoro si tam uda, 
wprowadzono go do maej alkowy, gdzie stara dama zwykle przebywaa. Byy tam obydwie 
wnuczki i kilka osb z familii dalszej, ktre zazwyczaj bawiy w Cisach przez sezon. Judym 
by ju w tym pokoju kilka razy, ale zgromadzenie tylu osb odebrao mu pewno siebie. 
Pani Niewadzka wycigna do rk i kazaa usi obok siebie. 
 Prosiam ci, panie doktorze, na narad. 
 Su z gotowoci. 
 Co do tych bbnw folwarcznych. Nie ma sposobu, prawda? 
 Nie ma adnego. 
 Worszewicz ani sucha podobno nie chce paskich projektw przeniesienia Cisw na 
inne miejsce, na przykad w Gry witokrzyskie? 
 Nie chce nawet paru czworakw posun wyej na tutejsz, cisowsk gr, a c dopiero 
mwi o Grach witokrzyskich...  rzek doktor w tym samym tonie. 
 Hm... To le! Bo tutaj Joasia proponowaa inn kombinacj. 
 Panna Podborska? 
 Tak, tak... Chciaa odda swj pokj w skrzydle na pomieszczenie malarykw, eby od 
nich szpital uwolni. Ona tam zreszt ma jakie swoje mrzonki, na czym si nie znam. Ale e 
to jest przecie jasne jak pomyk i czue jak powj, wic nie mog temu nie ulega. Samo 
chciao w pasayku, uwaasz, doktorze, obok stancyjki gospodyni... Ot uradziymy tu, e186 
 u m m a  u m m a  u m (ac.)  wszystko razem, ostatecznie. 
118 
by jej na urodziny, w listopadzie, zrobi siurpryz187. Jest w lewej oficynie od poudnia stara 
piekarnia, cakiem dzi pusta. Tam jest izba ogromna, sucha i widna. Prosiam pana Worszewicza, 
eby kaza stamtd wynie wszelkie rupiecie, obieli ciany, wyrestaurowa piec, 
opatrze okna... Moe by zgodzi si, panie doktorze, tam te dzieci przetranslokowa! Nieche 
si to w zimie tam grzeje i ratuje... To dla niej, dla panny Podborskiej... na wizanie... 
 Czybym si zgodzi!... Ale... 
 A, no to chwaa Bogu. 
 Te dzieci kuracji nie potrzebuj, tylko suchego mieszkania tu, na grze. Gdzie jest panna 
Joanna? 
 Nie, nie, jej mwi nie trzeba! Dopiero w listopadzie otworzy si t sal malaryjn i odda 
jej pontyfikalnie188. Uwaasz? Ona tam bdzie sobie z tymi brudasami radzia. To jej rzecz... 
Pod paskim zreszt dozorem lekarskim... 
 Ach, tak...  szepn Judym. 
Uczucie niesmaku, a nawet odrazy przewino si w mrokach jego duszy. 
187  i u  p  y z a  niespodzianka. 
188 P o   y f i k a l  i e  uroczycie. 
119 
STARCY 
Domek zajmowany przez dyrektora Cisw dra Wglichowskiego mieci si na wzgrzu, z 
ktrego obejmowao si wzrokiem cay park i jego okolice. Dworek ten nalea do M. Lesa. 
Kiedy dr Wglichowski zdecydowa si przyj obowizki dyrektora, M. Les zacz niezwocznie 
pod dozorem uproszonej kompetentnej osoby stawia w Cisach bud dla siebie, 
w ktrej, jak pisa, pragn ywota dokona. Bya to willa drewniana, z zewntrz niepokana i 
do ciasna. Miaa jednak rozmaite zalety wewntrzne: byy tam alkowy, piwniczki i spiarki, 
skrytki, strychy itd. tak pobudowane, e czyniy z niej bezcenne gniazdo. 
Kiedy dom by gotw, M. Les prosi Wglichowskiego listem gwatownie rnojzycznym 
o zamieszkanie w tej chaupie, a to w celu po prostu ustrzeenia jej od zodzieja, ognia i wojny. 
Wglichowski odrzuci propozycj. Nie mia zamiaru korzysta z darowizny domu (gdy 
taki by podstp M. Lesa, zbyt prostacko sklejony, eby si ktokolwiek na nim nie pozna). 
Wtedy Leszczykowski napisa list jeszcze bardziej nieortograficzny, w ktrym wymyla po 
turecku starym futurom189, ktrzy dach przyjaciela uwaaj za cudzy. Nie ma ju  pisa  
dawnego koleestwa! Wszystkocie zamienili na pienidze, a skoro tak, to pa, pa komorne, 
jak ydowi albo Grekowi! Poniewa jednak ja ani ydem, ani Grekiem, ani adnym hyclem 
by nie myl na stare lata, wic dam, ebycie ten czynsz dzierawny obracali na 
ksztacenie jakiego osa z Cisw czy spod Cisw w poytecznym kunszcie, w jakim koszykarstwie, 
tkactwie, co by pniej w okolicy rozwin  czy ja tam wiem zreszt, w czym i jak? 
Gupi jestem przecie w tych sprawach, jak zreszt we wszystkim, co si nie tyczy bezporednio 
targw z Azjatami... 
To dr Wglichowski przyj z ochot. Czynsz dzierawny oznaczono kolegialnie i wypacono, 
wedug woli M. Lesa, naprzd ogrodniczkowi, ktry si uczy w Warszawie, a pniej 
innemu chopcu. 
Szczeglnie zadowolona z mieszkania bya ona dr Wglicha, pani Laura. Bya to osoba 
nadzwyczaj interesujca. Miaa ju pidziesitk z du gr, ale trzymaa si wybornie. Siwe 
pasma wosw wymykajce si spod czarnego ubrania gowy podczerniaa tak starannie i 
systematycznie, e przybray kolor szczeglny, kolor zmulonego siana, ktre wyscho wprawdzie 
na socu, ale nie moe si pozby odcienia czarnej, gbokiej zieleni. Policzki jej byy 
zawsze rumiane, oczy ywe, a ruchy prdkie i gwatowne po dawnemu, jak u osiemnastoletniej 
dziewczyny. Pani Laura bya to osoba maego wzrostu i szczupa. Od czasu zamieszkania 
w Cisach stopniowo zmieniaa si na gospodyni, bardzo wiele czasu powicaa drelowaniu, 
smaeniu, pieczeniu i gotowaniu. Nie mona powiedzie, eby rondel wiat jej zasoni. 
Owszem, pani Laura lubia patrze na ycie szersze, i to okiem przenikliwym, co zreszt prowadzio 
nieraz do zbyt kategorycznego (midzy pieczeni a deserem) rozstrzygania zawiych 
kwestii. ycie jej obfitowao w szczegy, ktre mogyby zapeni romans, a waciwie opis 
podry. Modo, pierwsze jej lata polubne upyny za wiatem, w wertepach, w pracy ordynarnej, 
w cikich i twardych cierpieniach. w sposb ycia uj wrodzony temperament 
pani Laury w mocne kluby i urobi go w szczegln cao. Doktorowa na pierwszy rzut oka 
sprawiaa wraenie babiny gadatliwej, chtnie decydujcej i chodnej. Nie cierpiaa wszelkiej 
egzaltacji, mazgajstwa, uczu i tkliwoci. Palna nieraz takie zdanie, e si a kwano robio. 
W gruncie rzeczy jednak czua ywiej ni cae otoczenie. Byy materie, ktre j elektry
189 F u  u   tu w znaczeniu: kolega, kompan. 
120 
zoway w mgnieniu oka. Wtedy robia wraenie nasroonej kocicy. Mwia w takich momentach 
krtko, wzowato, jak dowdca wydajcy rozkazy swemu oddziaowi piechoty. W 
tej piechocie sta, rcszumie si, na pierwszym miejscu dr Wglichowski. Czy siedzia pod 
pantoflem, to jest wieczna tajemnica... W kwestiach szerokich, oglnych, zasadniczych sprawia 
wraenie podkomendnego. Za to w interesach wszelkiego gatunku, wymagajcych przebiegej 
kombinacji, by panem i rozkazodawc. 
U pastwa Wglichowskich prawie co dzie gromadzi si wiatek cisowski: Listwa, 
Chobrzaski, plenipotent Worszewicz, ksidz, Judym, kilka osb z kuracjuszw i kuracjuszek 
duej w zakadzie przesiadujcych. Latem, a szczeglnie pod jesie grywano w winta na 
maej werandzie domu, ocienionej dzikim winem. Kiedy Judym przyby do Cisw, zasta ju 
midzy staymi bywalcami tych posiedze wintowych nie tylko przyja, ale jakie zronicie 
si mylami, wyobraeniami, ca mas upodoba i antypatii. 
Niektre osoby lubiy si tam wzajem a bezinteresownie. Pani Wglichowska lubia tak Listw, 
a on j. Mody proboszcz wiecznie pokpiwa sobie z tych amorw w sposb dystyngowany, 
a Krzywosd w sposb rymarski. Pani Laura wymiewaa si nieraz ze starego kasjerzyny, 
a lubia go i braa w obron zarwno od udrcze ony, Dyzia, jak caego wiata. Za t 
opiek Listwa odwzajemnia si formalnym uwielbieniem, admiracj sta i wykluczajc 
krytyk. Krzywosd wsun si midzy Wglichowskich, przywar do nich i, poznawszy 
wszystkie ich zalety, bdy, dziwactwa, czyni, co trzeba, eby zosta panem placu. Udao mu 
si to w zupenoci. Dr Wglichowski mia w nim istotn praw rk. Krzywosd wykonywa 
wszystko po myli dyrektora, przewidywa na cztery tygodnie jego yczenia, ale w zamian 
rozszerza krok za krokiem terytorium swojej wadzy. 
Pomimo rozumu, siy woli i tgoci charakteru dr Wglichowski ulega nieraz Krzywosdowi, 
ustpowa mu, a nawet pokrywa jego czyny urokiem swego autorytetu. Ci dwaj ludzie 
dopeniali si i tworzyli jak cao wadzy silnej i zgoa nierozerwalnej. Plenipotent lubi 
towarzystwo tych osb i by lubiany. Dzie w dzie spiera si z Chobrzaskim, ktry go razi 
wszystkim, co robi i mwi, a mimo to przepada za wszechstronnym administratorem. Cae 
to keczko stanowio wiat odrbny. 
Byli to ludzie wyprbowanej, nieposzlakowanej uczciwoci, ludzie, ktrzy w yciu swym 
straszn mas rzeczy widzieli, tote uchodzio dla najbliszej okolicy za honor by na wincie 
u dyrektorostwa. Judym i proboszcz weszli do tego grona jak gdyby ex officio190, z natury 
swego pooenia towrzyskiego. Byli, rzecz prosta, dobrze przyjci, ale nie mogli wej w cise 
pobratymstwo z tamtymi. Judym nigdy nie mg osign tego, eby znajdowa posuch, 
eby mwi przekonywajco dla kogokolwiek. 
Suchano go z uwag, odpierano jego zdania albo si na nie godzono, ale on czu dobrze, 
e jest to tylko rozmowa. Midzy nim i grup by jaki pot nie do przebycia. Uderzao go 
zawsze patrzenie tamtych osb na teraniejszo, a raczej moda traktowania, z ktrej pomoc 
ujmowali kade zjawisko biece. ycie wspczesne w Cisach stanowio dla grupy dyrektorskiej 
jak gdyby tylko ram wypadkw ubiegych. Wszystko, cokolwiek byo i mogo by wanego 
 leao w przeszoci. 
Ludzie, wypadki, kolizje, przejcia, radoci i cierpienia z tych czasw dawnych miay jak 
moc aktualnoci, ktra przytaczaa rzeczy nowe. Wszystko, co wspczesne  byo dla nich 
prawie niedostrzegalne, jakie bahe, bez wartoci i wpywu, a najczciej mieszne: Tymczasem 
Judym y tak peni si, tak rzuca si na teraniejsz chwil i porywa j w swe rce, e 
owe dawne rzeczy tylko go nudziy. Tote w aden sposb nie mg znale drogi do tych 
ludzi. 
190 E x o f f i  i o (ac.)  z urzdu. 
121 
Czu to na kadym kroku, e musi albo wzi z ich rk ster spraw cisowskich, albo z nimi 
wspdziaa w taki sposb, aby im si wydawao, e to oni robi. Ju po upywie kilku miesicy 
przekona si, e tylko to drugie jest moliwe. Administrator i dyrektor byli tak silnie ze 
sob zczeni i tak wiadomie trzymali wszystko, e o pracowaniu pomimo nich mowy by 
nie mogo. Kiedy Krzywosd po skoczeniu sezonu sam, wasnorcznie reparowa rury prowadzce 
ogrzan wod do wanien, a Judym zrobi mu uwag, e tak by nie powinno, e naprawianie 
rur  to rzecz specjalisty, gdy w przeciwnym razie w cigu sezonu wynikn 
awantury w ksztacie pkania tych szlachetnych naczy, Krzywosd odpowiedzia mu kilkoma 
anegdotami i robi dalej swoje. Dyrektor, do ktrego zwrci si mody asystent z t sam 
rad, umiechn si i odrzek grzecznie, e to jest terytorium administratora, ktry w swoim 
powiceniu dla Cisw idzie a za daleko, ktry oto wasnymi rkoma pracuje, eby zaoszczdzi 
grosza, ktry, krtko mwic, jest fenomenem. Zacytowa mu nadto ze sze przykadw 
nieposzlakowanej uczciwoci Krzywosda. Gdy Judym zastrzeg si, e on o szlachetnoci 
nie tylko nie wtpi, ale nawet nie mwi, rury za...  dyrektor powtrzy myl swoj i 
urwa na niej rozmow. 
Taki proces powtrzy si z dziesi razy, i to w najrozmaitszych okolicznociach. Wszystkie 
one wykazyway, e nie mona w aden ywy sposb wpywa na bieg spraw cisowskich, 
jeli si nie idzie rka w rk z administratorem. Wwczas mody lekarz umyli wspdziaa 
z Krzywosdem i tym sposobem go opanowa. Zabra si tedy w sezonie jesiennym, kiedy 
wszelkie rozrywki ustay, do prac przernych. Ukada w zastpstwie starca ksigi kancelaryjne, 
ktre tamten maza w sposb niemoliwy, wglda jako ekspert w sprawy kuchni, ogrodu, 
folwarku, sadzi drzewa, jedzi do miasta na sdy, budowa, przerabia, zajmowa si 
wszelkiego rodzaju restauracjami mebli, spisywa kontrakty itd. Nie tylko Krzywosdowi, ale 
wszystkim podobaa si ta gorliwo. Chtnie wyrczano si doktorem, ktry ima si kadej 
pracy. Byy to dla niego rodki, ktre uwica daleki cel: osuszenie Cisw, skasowanie sadzawek, 
staww, basenw i cay na tym tle szereg chytrze przemylanych reform. Od czasu 
do czasu nieznacznie, jak gdyby nigdy nic wysuwa ap i bada sytuacj, czy nie mona by 
ju ruszy si w znanym kierunku... Ale za kadym razem musia j cofa i wraca do pospolitego 
wykonywania robt za Krzywosda, za dyrektora... 
Skoro tylko spostrzegano, e mody filozofuje, delikatnie usuwano go nawet od czynnoci, 
na ktre ju zezwolono jak maemu, obiecujcemu chopczykowi, gdy by grzeczny. Judym 
nie zraa si niczym. Robi cigle z myl, e nauczy si z czasem tych Cisw tak na 
pami, e je od a do z ogarnie prac swoj i tym trybem posidzie. 
Z wolna, w gbi ducha pierwotna ch do pracy zamieniaa si na zgubn pasj. Cay zakad, 
park, okolica staway si jego skryt namitnoci, yjcym, jak pd, wewntrznym 
wiatem. 
Jeeli si zamyli gboko i chwyta na gorcym uczynku, o czym te myli, to zawsze 
okazywao si, e co knuje: nowe urzdzenia, inne wanny, szpalery, ogrody dla dzieci, sale 
gimnastyczne, przytuki dla wyrobnikw zakadowych i inne, inne rzeczy  a do biaego sonia, 
a do samego muzeum cisowskiego. Nieraz w nocy, zbudziwszy si, ama sobie gow 
nad jak drobnostk, nad czym, co nikogo nie interesowao, czeka niecierpliwie ranka i, 
wstawszy o wicie, co sam robi, dwiga, kopa, mierzy. 
Pewne przedsiwzicia niezbdne dla w systemacie, w owym planie zmierzajcym do higienizowania, 
wykona sam cae, z prawdziw furi. Nikt nie mg zrozumie, dlaczego rap-
tem zajmowa si rzecz postronn, nie zwizan z yciem rokrocznym, z formu zakadow. 
Umiechano si wtedy pobaliwie, ukadano cichaczem anegdoty  nie eby mu szkodzi 
albo go dotkn, lecz idc za natchnieniem przyrody uczciwych, spokojnych, osiadych ludzi. 
Ju w zimie mody doktor sta si figur tak niezbdn w Cisach, tak do nich pasujc, jak 
na przykad rdo albo azienki. Suba, robotnicy, chopstwo okoliczne, interesanci, dwr, 
122 
gocie  sowem, wszyscy przywykli do tego, e jeeli trzeba co cikiego zrobi na pewno, 
co z fors odwali  to do modego. O kadej porze dnia, a nieraz w zimowe noce, w 
mrozy, zawieje, roztopy, na maych saneczkach albo piechot, w grubych butach snu si po 
droynach midzy wsiami do chorych na osp, na tyfus, szkarlatyny, dyfteryty... 
Jak to zwykle bywa na wiecie z ludmi silnymi  nie omin go ani jeden wyzysk. Bra jego 
prac kady, kto tylko mg. Ale Judym drwi sobie z tego. Czu si tak dobrze jak inny, 
gdy zbija majtek albo buduje sobie saw. Im silniej pracowa, tym wicej czu w sobie mocy, 
jakiego rozmachu i owej pasji, ktra potniaa i wyrabiaa si od trudu jak misie. W 
tym yciu ca piersi brakowao mu jednak towarzysza. Czasami popenia bdy, lecia niepotrzebnie 
w jakim kierunku i u koca jego dostrzega, e si omiesza w mniemaniu tych, 
co siedzc na uboczu przypatruj si tylko i wiedz z gry o miesznoci tego, co on czyni. 
Istnia jeden wsplnik, ale daleko. By nim M. Les. Od samego przyjazdu Judym wszed z 
nim w korespondencj, ktra z czasem zamienia si na cige obcowanie. Kochanek dla kochanki 
nie ekspensuje takich stosw papieru jak ci dwaj praktyczni marzyciele. Judym podawa 
swoje projekty i uzasadnia je, M. Les wskazywa drogi urzeczywistnienia. Z pocztku 
Leszczykowski usiowa przekona w listach rad zarzdzajc, eby wprowadzaa takie a 
takie ulepszenia w Cisach. Wszyscy, rozumie si, powstali na niego z wyrzutami, e bierze si 
do rozstrzygania spraw instytucji, ktrej na oczy nie widzia. 
M. Les musia pooy uszy po sobie i zamilk skompromitowany. Zaczto si domyla, 
kto to inspiruje starego filantropa, i odgadnito bez trudu. Zgad to przede wszystkimi Krzywosd 
i zabezpieczy si z tej strony. On sam pocz pisywa sniste listy do Leszczykowskiego 
i przedstawia mu sprawy w innym owietleniu. Na szczcie stary kupiec zna zielon 
map do gruntu i zbyt kocha rzecz sam, eby mu mona zwichrzy o niej pojcie. W 
listach Judyma widzia ciaa swych planw urodzonych w tsknocie, jakby dalsze wywody 
swych myli. Tote nie ustawa. Gdy nie pomagay przerozmaite chytre oddziaywania na dyrektora 
i Krzywosda, M. Les poleca Judymowi ucieka si do cichej kasy. Tak byo ze 
szpitalem i mnstwem innych rzeczy. Jeeli nie chciano zgodzi si na jak innowacj, to j 
wprost M. Les za porednictwem Judyma fundowa dla Cisw. Rada zarzdzajca krzywia 
si, umiechaa ironicznie, szeptaa dowcipne sowa, ale koniec kocw czua si zmuszona 
do podzikowa. 
W cigu caej jesieni Judym obserwowa, bada i mierzy stawy zajmujce rodek parku, a 
gwnie basen wprowadzajcy wod do pierwszego z nich. Basen urzdzony by w ten sposb, 
e u samego wejcia rzeczki do stawu zbudowano grobl, ktra podnosia poziom szyi 
rzecznej o jaki okie z gr. Nadmiar wody spada z szumem do stawu. Ten zbiornik wody 
skonstruowa Krzywosd, aeby ozdobi park w takim rodzaju, jak to widzia w przernych 
rezydencjach paskich. Judym przyszed do wniosku, e dla osuszenia Cisw trzeba przede 
wszystkim skasowa ten wynalazek, pniej pierwszy staw, a dopiero drugi uczyni zbiornikiem 
poruszajcym maszyny zakadowe. Naleao tedy dwign dno rzeczki do wysokoci 
poziomu w niej wody i puci strumyk po tym dnie twardo ubitym kamieniami. W tym celu 
trzeba byo zbudowa rodzaj tamy przed parkiem i podnie wysoko wody w rzeczce pyncej 
wrd otwartej doliny, na duej przestrzeni. Prd podniesionej wody zlatywaby na twarde 
dno w parku, sczy si po nim bystro i spywa do pierwszego stawu. Tym sposobem licie z 
drzew nie gniyby w wodzie basenu, roztopy wiosenne nie znosiyby ich wraz z muem do 
stawu, wskutek czego te zbiorniki wody nie byyby tak szkodliwe. 
Judym czu przestrach na sam myl wypowiedzenia tego projektu osobom zarzdzajcym 
sprawami Cisw, to jest dyrektorowi i mapie, a wykona caej roboty na koszt M. Lesa 
rwnie nie byo monoci. W tym czasie, to jest w lutym, przypada wanie termin wizyty w 
Cisach komisji rewizyjnej. Komisja, skadajca si z trzech osb wybranych z grona wsplnikw, 
rzeczywicie zjedaa rokrocznie do zakadu, zwiedzaa go, przerzucaa ksigi, jada 
123 
obiad i odjedaa do swych zatrudnie, gdy wiadom byo rzecz, e instytucja pod rk 
Krzywosda i Wglichowskiego idzie wietnie. Pewnego dnia, wchodzc do sali jadalnej, 
Judym spostrzeg trzech nie znanych sobie panw, ktrzy z oywieniem rozmawiali o Cisach 
w sposb zdradzajcy ludzi wiadomych rzeczy. 
Komisja...  pomyla Judym. 
Dreszcz przebieg wzdu jego nerww i jakby na kocu swej drogi tajemniczej spotka 
siln decyzj. 
Teraz im wszystko wyo! 
Przy obiedzie zawizaa si ywa rozmwka, w ktrej Judym bra udzia, ale wicej w celu 
zbadania przybyych, wysondowania, co to za jedni. Niewiele mg dociec. Raz mwili doskonale, 
bezwiednie popierajc plany reform, a kiedy indziej zdradzali si z tak ordynarnym 
brakiem wiadomoci, e rce opaday. Dr Wglichowski zaprosi kontrolerw na rad do kancelarii, 
gdzie po drzemce mieli si zej, przejrze ksigi, rachunki, a midzy innymi nowe 
plany kwitariuszw zaproponowanych przez Judyma. Korzystajc z grzecznoci, ktrych mu 
wobec rewizorw nie szczdzili ani dyrektor, ani Krzywosd, asystent wyrazi Wglichowskiemu 
na uboczu prob, aeby mu pozwolono by obecnym na tej radzie. Dr Wglichowski, 
skrcajc wedug zwyczaju papierosa, wlepi w niego swe przenikajce oczy i spyta otwarcie: 
 Dlaczego kolega chcesz by na tym posiedzeniu? 
 Chc panom przedstawi mj projekt podniesienia zdrowotnoci w Cisach. 
 Podniesienia zdrowotnoci w Cisach... Piknie. Ale przecie my tu wszyscy mylimy, jak 
moemy, o tej samej sprawie. Twoje uwagi s cenne, ani wtpi, ale czyby kolega mia powiedzie 
jeszcze co nadto wicej, ni wiemy wszyscy, na przykad taki Chobrzaski, ci panowie 
z komisji, ktrych syszae mwicych ze znawstwem, no, wreszcie ja? 
 Chciaem istotnie powiedzie co odmiennego. Moe to jest niewaciwa myl... Panowie 
osdz. Chciabym jasno to wyoy i podda do rozwaenia. 
 Czy znajdujesz kolega  mwi Wglichowski powolnie i umiechajc si leciuchno  e 
my le co w kierunku przeciwzdrowotnym broimy? 
 Bynajmniej:.. To jest, ja si tak zapatruj, e wilgotno jest zbyt wielka w Cisach. 
 Czy aby w niej znowu nie znajdziesz twojej sawnej malarii? Tej, co to w lecie? 
Mwi to ze miechem niby dobrotliwym, tote Judym nie mg wytrzyma i powiedzia: 
 Zdaje si, niestety, e omin jej nikt nie potrafi. 
Dr Wglichowski cmokn ustami, pniej zacign si mocno i patrzc zza dymu na 
swego asystenta rzek: 
 Widzisz, kochany panie Tomaszu, musimy postpowa w myl ustawy, ktra nie daje ci 
prawa uczestniczenia w naradach. Nie jeste czonkiem. Musimy si trzyma ustawy. Ten 
nasz brak poszanowania ustaw  to jest wada narodowa. Owo: co tam! prawo prawem, a 
przyja przyjani. Naszym hasem... 
 Panie dyrektorze... 
 Przepraszam, e ci przerw; naszym hasem powinno by co innego... Dura lex, sed 
1ex191 
... 
 A... jeli ustawa zabrania...  szepn Judym  w takim razie... 
Ta odmowa nie tyle zmartwia go, ile jako zdegradowaa. Judym w ogle atwo ulega 
zudzeniu, e w samej rzeczy nie ma prawa do mnstwa przywilejw, ktre s udziaem innych 
ludzi. Obecn w nim bya pami na rzeczy dawne, na pochodzenie i owo jak gdyby 
bezprawne wejcie do ycia stanw wyszych. 
Tote po rozmowie z doktorem Wglichowskim dozna w gbi serca tego spodlenia dumy, 
tchrzostwa rozumnej woli. Odszed do siebie, rzuci si na sof i chcia zdawi uczucie 
191 D u  a 1 e x,  e d l e x (ac.)  twarde prawo, lecz prawo. 
124 
ndznej pokory. W chwili gdy biedzi si z tym bezowocnym usiowaniem, zastuka we drzwi 
jego numeru stary kpielowy, penicy zim w domu dyrektora obowizki lokaja, i wyrazi 
przysane na gb zaproszenie pani dyrektorowej. Judym wiedzia, e bd tam kontrolerowie, 
tote z umysu wybada starego Hipolita, kto waciwie to zaproszenie przysya. 
 Pana dyrektora nie byo od rana na grze  rzek stary. 
 No, a kog tam dzisiaj bdziecie podejmowali? 
 Tych ta panw z Warszawy, trzech, pana administratora i pana rzdc ze dwora. 
 Dobrze, przyjd  rzek Judym. 
Wiedzia teraz, e zaproszenie wydane zostao rano, a teraz pani Laura wprowadzaa je w 
ycie, nic nie wiedzc o utarczce poobiedniej. 
Wieczorem, znalazszy si w saloniku, przywitany zosta przez dyrektora w sposb jak tylko 
by moe najuprzejmiejszy, otoczony grzeczn, mi i jakby tkliw atmosfer opieki. 
Czu, jak mu trudno bdzie przeama t sie pajcz, a jednak wiedzia, e j zerwa musi, 
musi... Wspomnienie odczytu warszawskiego byo tak dawice, e chwilami nie zdawa sobie 
sprawy, o czym to ma mwi... 
Jeszcze przed kolacj, kiedy zwyczajne kko goci dopenio trjc przyjezdnych, Judym 
wmisza si do rozmowy i zacz w sposb kategoryczny wykada teori swego kanau. Dr 
Wglichowski cierpliwie sucha przez czas pewien, a naraz, we waciwej chwili odtrci t 
kwesti zrcznym aforyzmem. Wprowadzi na st inn kwesti, mianowicie kosztorys nowej 
willi dochodowej dla chorych niezamonych. 
Dyskusja zesza na inne tory... 
Judym wiedzia, e wystawi si niemal na mieszno, jeeli znowu zanuci jak maniak 
swoj piosenk o dwiganiu dna rzeki, a jednak zacz: 
 Panowie pozwol, e raz jeszcze wrc do sprawy z rzek. 
 Ale prosimy, prosimy...  rzek dr Wglichowski. 
Judym spojrza na niego i zobaczy w tym wzroku bysk, ktry mgby otru czowieka. 
Zacz si wykad ab ovo192, dowodzenia szczegowe o ruchu kropli wodnej i sile jej 
spadku z rzeki do stawu, o rodzaju mgy zalegajcej k w ssiedztwie wd... 
 Basenu niszczy nie moemy  rzek raptem Krzywosd  gdy na wiosn w nim si 
utrzymuje nadmiar wody. Gdy przyjd roztopy, wtedy pan doktr zobaczy, co to jest. Jeli 
podnie dno rzeki, to woda z brzegw wystpi i zaleje park... 
 k, nie park  rzek Judym. 
 Tak, k, a na niej mymy posadzili najpikniejsze krzewy. 
 To i c z tego? C kogo mog obchodzi paskie krzewy? 
 Jak to?  rzek dr Wglichowski.  Ja koledze poka, ile te krzewy kosztoway! Posadzilimy 
tam tuje, jesiony, najpikniejsze sosny Weimutha, nawet platany, nic ju nie mwic 
o tych licznych zagajnikach grabowych... 
 Panie dyrektorze, co obchodzi chorego, ktry tu przyjeda po zdrowie, zagajnik, a nawet 
tuja? Tam jest boto! ka nasiknita jest zgni wod, ktra stoi w nieruchomym kanale. 
Ten kana trzeba zaraz zniszczy, a k przerzn kilkoma rowami. Osusza, osusza... 
 Osusza...  mia si Krzywosd. 
 Mnie si wydaje, e moe pan doktr Judym ma racj  rzek jeden z czonkw komisji. 
 Kto w rzeczy samej skary si przede mn na wilgo w Cisach, na dziwne zimno, jakie tu 
panuje po zachodzie soca. Na polach okolicznych, mwia ta osoba, jeszcze ciepo, jeszcze 
ar idzie z ziemi, a nad stawami ju tak chodno, e kaszel drapie w gardle. Ja nie znam si na 
tym, ale skoro doktr Judym potwierdza... Nawet moja ona... 
192 A b o v o (ac.)  od pocztku, dos. od jajka. (Jajko stanowio pierwsz potraw na ucztach staroytnych 
Rzymian). 
125 
 Ach, z tymi modymi lekarzami!  zawoa na p artobliwie doktor Wglichowski.  
Zdaje im si, e gdzie oni postawi nog, tam z pewnoci ley Ameryka, ktr, rozumie si, 
naley co tchu odkry. Przecie ja tu, moi panowie, siedz zim i latem, znam ten zakad i ycz 
mu dobrze... Jak sdzicie, czy mu ycz dobrze? Ot tedy  c mi zaley na tym, eby 
istnia jaki kana, ktry wilgo wytwarza... gdyby j wytwarza. Ale ja rcz, e to s fikcje, 
szukanie w caym dziury. Kana jest potrzebny tak samo jak most, jak staw, jak droga, wic 
go trzymamy. Okae si, e jest szkodliwy  to go zniesiemy, ale dla fantazji rozpoczyna 
jakie prace i rzuca w to kilkaset rubli, pienidzy nie naszych przecie, pienidzy, ktre adnego 
dochodu nie dadz, ktre bd zmarnowane... 
 Naley w takim razie zrobi tylko ma poprawk w ogoszeniach, w opisach Cisw. Nie 
naley twierdzi, e tu lecz, przypumy, febry uparte, choroby drg oddechowych, bo tego 
tutaj spodziewa si nikt nie moe. 
Dr Wglichowski chcia co powiedzie na to, ale si wstrzyma. Tylko szczki jego kilka 
razy drgny. Po chwili dopiero rzek lodowatym gosem: 
 Ja take jestem lekarz... i mniej wicej wiem, co tu mona leczy, a czego nie. Zapewne... 
nie wiem tego tak dokadnie jak szanowny kolega doktr Judym, ale o tyle, o ile... Miaem 
tu wypadki malarii znakomicie wyleczonej, wypadki bardzo czste, wic nie widz potrzeby 
nic wykrela z opisw. 
 Mnie si zdaje  zwrci si do Judyma ktry z kontrolerw  e moe pan cokolwieczek 
za kracowo bierze t spraw. Przecie frekwencja goci stale si zwiksza. 
 Frekwencja goci, prosz pana, niczego nie dowodzi. Jeden artyku uczonego lekarza, 
udowadniajcy, e Cisy nie s zdrowe dla tych, od kogo si przecie bierze pienidze za powietrze 
majce ich jakoby uleczy, moe ca spraw obali. Zakad moe upa w cigu jednego 
roku. Ja take le nie ycz temu kochanemu miejscu i dlatego to mwi. 
 Jeden artyku uczonego lekarza...  uwaasz?  mrukn z cicha dr Wglichowski do 
Krzywosda, zwijajc grubego papierosa. 
 O c zreszt chodzi, o koszta? 
 A tak, my wiemy!  zamia si Krzywosd.  Pan doktr znajdziesz sum potrzebn na 
pokrycie wydatkw... w kieszeni tego zacnego Lesa. Ale czy to jest sprawa jak naley? Stary 
da, rozumie si, ale on nawet nie wie, na co daje... 
 I czy to dobrze, czy to dobrze namawia tego samotnego czowieka do wydatkw tak 
wielkich?  mwia pani Laura. On jest wprawdzie zamony, ale nie milioner, nawet nie krociowy 
pan. Co zarobi, to rozda. Jeszcze tak by moe, e na stare lata nie bdzie mia gdzie 
gowy pooy. 
 Tak, panie doktorze  mwi w kontroler trzymajcy stron Judyma  Leszczykowski za 
wiele na te rzeczy wydaje. My wprost na to zezwoli nie moemy. Rozumiem jaki drobiazg, 
ale takie sprawy fundamentalne, to nie uchodzi. 
Judym zawstydzi si. Przysza mu do gowy myl, e w tej chwili Krzywosd podejrzewa 
go o intencj skorzystania z sum, ktre by M. Les przysa na podniesienie dna rzeki... Myl ta 
bya tak niespodziewana i tak ogromna, e przydusia wszystkie inne. Judym zamilk i siad na 
uboczu. 
Tak obali si projekt do prawa o przeksztacenie zbiornikw wody w parku cisowskim. Po 
wyjedzie komisji wszystko szo dawnym trybem i na pozr w stosunkach nic si nie zmienio. 
Dyrektor by dla Judyma uprzejmy, Krzywosd przesadza si z grzecznoci. W gbi 
krya si zimna nienawi. 
Judym upokorzony widzia swj projekt w wietle jeszcze lepszym. Odrzucenie go wydao 
mu si i ruin zdrowia kuracjuszw, i postpkiem przeciwspoecznym. Maa w istocie swej 
kwestia wyrosa w jego mylach do niebywaych rozmiarw i zakrywaa inne sprawy, stokro 
126 
wikszej doniosoci. Tak gzems dachu chlewika stojcy na wprost okna, z ktrego patrzymy, 
zakrywa rozlegy acuch gr dalekich. 
Antagonici: dyrektor, Krzywosd, Listwa, plenipotent, spierali si waciwie nie o podnoszenie 
dna rzeki. Kady z nich zaatwia w tej sprawie jaki rachunek z Judymem. Dyrektor 
oblicza si z nim za szpital, Krzywosd za swe upokorzenia, Listwa za mcenie ciszy, ktra 
bya jego rozkosz yciow, plenipotent za projekty przeniesienia czworakw. 
Przede wszystkim jednak wszystkich czterech zocia jego modo. Gdyby o tym, co 
projektowa Judym, ktrykolwiek z nich mrukn przy kartach, zyskaby, nie liczc krtkich 
wypryskw starczego uporu, zgod, rozumie si, z tym zastrzeeniem, aby ten, kto ma pikne 
myli, dokona pracy. Skoro jednak wystpi z t sam kwesti czowiek mody, starcy czuli 
si tak dotknici w swej ambicji, jakby ich sponiewiera. Tote zamknli si i postanowili bez 
urnowy wzajemnej nie da przewodzi takiemu smykowi. Osobliwie mocno uwzi si dyrektor. 
Prcz modoci drani go w Judymie ten sam zawd lekarski. Nie zdajc sobie z tego 
sprawy, stary medyk nie uznawa Judyma za rwnego sobie lekarza i kiedy ten przemawia 
albo umiecha si w imi medycyny, dyrektor si woli trzyma za zbami krtkie obelywe 
nazwisko. C mwi, gdy mody wydar si spod wpywu i samopas dziaa. 
Nie ma takiego rodka, ktry by w imaginacji dra Wglichowskiego nie przesun si i nie 
mami go nadziej rychej i absolutnej satysfakcji. aden jednak nie okazywa si dosy i 
chwalebnie skutecznym. Usun entuzjast dla jakiego powodu, ktry ustami plotki mona 
by rozd do miary wystpku. Tu jednak nasuwaa si refleksja, e wwczas trzeba by samemu 
prowadzi szpital, i to w taki sposb, jak to czyni tamten. W przeciwnym razie sawa 
Judyma wzrosaby u tumu do wysokoci niebywaej i wprost szkodliwej... Zmusi go szykanami, 
szeregiem drobnych uku, upokorze, dranie, omiesze do ucieczki dobrowolnej... 
Ale czy wwczas ten szewski synek nie zemci si w swj sposb naukowy, czy nie przyczepi 
Cisom w jakim pimidle takiej aty, e jej pniej sam diabe nie odpruje? Dr Wglichowski 
przeklina dzie, w ktrym zwrci si do Judyma z propozycj objcia posady. W 
pasji targa sie, ktr si dobrowolnie oplta. W tej sieci bowiem byy pewne oka szczeglne. 
Doktor Wglichowski szed w yciu dotychczasowym drog prost, zawsze, jak to lubi 
mwi o sobie rzn prawd, a o reszt nie pyta. Nigdy nie trudni si matactwem, podstpem, 
nie walczy z adn istot ludzk ukrytym dla jej oka puginaem. Ludzie znali go wszdzie 
jako czowieka zacnoci. Sam nawyk nie tylko do tego przydomka, ale i do tego rysu 
swego charakteru, jak si przywyka do swego futra albo laski  a oto, po raz pierwszy w yciu, 
dla walki z tym modym maca w ciemnoci i szuka w sobie czego nieznanego, jakiej 
innej broni. Judym czu to wewntrznie i dlatego chcia ich wszystkich zwalczy tym gorcej, 
e bez reform zdrowotnych, ktre zaczynay si od wzniesienia dna rzeki, jak sztuka czytania 
od abecada, nie warto byo w Cisach pracowa. Tote w zupenej ciszy i wrd grzecznych 
ukonw, wsplnego picia herbaty wraz z czytaniem gazet kipiaa walka ukryta. 
W pierwszych dniach marca po tgich mrozach, trzymajcych wiat w cigu caego prawie 
lutego w elaznych pazurach, nastaa odwil. 
niegi raptownie spyny i ziemia do gruntu odmarza. Rzeka w parku wezbraa, zniosa 
sztuczn tam nad pierwszym stawem i wystpia z jego brzegw. Judym sta nad t zamulon 
wod, gdy walia si gbokim nurtem, i patrza na potwierdzenie swych wywodw. 
Byo ciepo, jasno, po wiosennemu. Zadumany, nie dostrzeg, kiedy zbliyli si do niego 
Krzywosd i dyrektor. 
 A co?  rzek administrator  co by teraz byo, panie doktorze, gdyby tu nie byo kanau. 
Ktrdy szaby ta wszystka woda? 
127 
 Raczej zapytaj pan, gdzie si podziewaj fury zgniych lici z kanau. Id w tej chwili do 
stawu, eby wydziela ze siebie powietrze, za ktre pan kaesz paci ludziom z daleka 
przyjedajcym. 
 Znacie t bajeczk  wic posuchajcie...193  mia si dyrektor klepic Judyma po ramieniu. 
 Piorunujemy w gazetach na publiczno owczym pdem dc za granic, do tak zwanych 
b a d  w194. Jaki to b a d znisby podobne rzeczy? 
 Kochany panie... 
 Nie, nie, ja si nie zapominam! Ani troch! Ja mwi o samej rzeczy, kiedy panowie tego 
chcecie. Wpumy tu Niemca i patrzmy, co by on zrobi. Co wpierw urzdzi: wspaniay salon 
do taca czy szlamowanie stawu? 
 No, chodmy, Krzywosd, chodmy...  rzek dyrektor mamy jeszcze niejedno na gowie... 
193 Zna  i e   b a j e  z k   w i   p o suchajc i e... aluzja do powiedzonkazkomedii Aleksandra 
Fredry pt. Pan Jowialski. 
194 B a d (niem.)  miejscowo kpielowa, uzdrowisko. 
128 
TA ZA, CO Z OCZU TWOICH SPYWA...195 
Kilkaset rubli zone przez doktora Tomasza umoliwiy jego bratu wyjazd za granic. Par 
dni Wiktor spdzi w domu wrd paczu i perswazji familijnych. Kiedy wszake nadesza 
chwila odpowiednia, ruszy w wiat. 
By to wczesny ranek w lutym. Jednokonna doroka z wonic znuonym i zagrzebanym w 
kouch wloka si ulicami. W cieniu nastawionej budy siedzia Wiktor z on. W nogach 
mieciy si dzieci, ktrym ta ostentacyjna jazda sprawiaa niewymown uciech. Chudy, 
zbiedzony ko-wyrobnik lizga si na obmarzych kamieniach, utyka, gdy zerwane nogi trafiay 
w jamy zadte przez zaspy niegowe, i wlk przeklestwo swego ywota, bud na koach, 
ulic elazn w kierunku wolskich rogatek. Z przecznic, od Wisy, d wicher i z furi 
miota si na wszystko. Bi w nozdrza i w pyski, rozwarte przez wdzida, strudzone konie 
pocigowe, ktre z caej siy, wszystkimi miniami wloky po barbarzyskim bruku wielkie 
fury frachtowe. Ci w oczy biednych ludzi, od witu dnia pdzcych dokd po kawaeczek 
ndznego chleba. Szarpa na wszystkie strony ma, zabkan psin, ktra przytulaa si do 
zimnych schodw. Usiowa wyrwa haki i zatrzasn drzwi prowadzce do sklepw. Zdawao 
si, e w pewnych sekundach doznaje szalonej wciekoci na widok szyldw, e ciska 
si, chwyta zbami ogromne litery, targa je we wszystkie strony, jakby zamierza strzsn z 
nich na ziemi gupie napisy. Skoro w swej drodze dalekiej spotyka wysokie kamienice, 
wdziera si na ich dachy i stamtd wydyma zaspy niegu w brudne ulice. Cieniutkie wkienka 
przecinay widowni jakoby ywe, ruchome sieci pajcze. Lotne patki snuy si tak 
szybko i tak cigle w jednym kierunku, e zostawiay w oczach wraenie dugich nici. Zdawao 
si, e pocztki ich snuj si, niby z kdzieli, z zaspy pod rudym parkanem, w oczach 
rosncej, a przeciwlege koce zwijaj na druty telefonowe, kr mechanicznie dokoa supw 
z poprzecznymi ramionami i lec w maszynowym pdzie dokd nad rynny. 
W sieci tej uwikany miota si na rogu uliczny posaniec. Skacze i tupie, uderza nog o nog, 
rozciera sobie rce i biega na maym dystansie tam i z powrotem, tam i z powrotem. Gdy 
zwrci si twarz ku pnocnej stronie, wicher czyhajcy za wgem rzuca si na jak tygrys, 
wszczepia w niego pazury i oddech wtacza do garda. Wwczas ten may, zgarbiony czeczyna 
odwraca si i drepce w miejscu, a wicher bije go w plecy i pcha przed sob, podwiewajc 
szar sukman. S chwile, kiedy posaniec przyczaja si przed wichrem, wtula si w zagbienie 
muru i stoi tam bez ruchu, jakby bez ycia... 
Tam dalej idzie szerokimi krokami ogromny yd-furman z biczyskiem w rku. Gow ma 
obwizan jakim duym czerwonym gaganem, na sobie ze trzy opocze, nogi w buciorach z 
wojoku. Twarz jego, zaronita, krwawa, schostana przez wiatry, gruje wrd tumu, przekrwione 
oczy patrz jak wicher spod brwi zsunitych. Ten czowiek z pola, czowiek nalecy 
do drogi jak sup wiorstowy albo bariera mostu, przygotowany do obcowania z burz, ze niegiem 
i mrozem, zaciekawia do ywego Karol i Franka. Zapominaj o wiecie i, gdy doroka 
daleko ju odlaza, widz go jeszcze i pokazuj sobie nawzajem palcami. Na Srebrnej i Towa
195 Ta  z a,  o z o czu tw oich spywa... pocztkowesowawiersza Adama Asnyka. Sensukrytej 
w tytule aluzji wyjaniaj dalsze sowa pierwszej zwrotki, ktra brzmi: 
Ta za, co z oczu twoich spywa, 
Jak ogie pali moj dusz; 
I wci mnie drczy myl straszliwa, 
e ci w nieszczciu rzuci musz... 
129 
rowej, gdzie wskutek cisku fur doroka idzie wolno, noga za nog, i huta si w wybojach 
jak dka, dzieciom a oczy wya z ciekawoci. Oto wozy frachtowe trzeszczce pod ciarem 
pak z towarem, czarne fury naadowane wglem, inne lodem, ceg, drzewem. Obok nich 
id wonice zadci niegiem, z osdziaymi brodami na czerwonych twarzach, i wrzeszczc 
poganiaj zwierzta. Spomidzy brudnych kamienic wyrywaj si tu i wdzie dzikie ksztaty 
murw fabrycznych, nawet wrd takiej zamieci nie tracce swej barwy czarnej, jakby 
wieczn, niedzi okrytej. Dachy o formie spiczastych schodw, zza ktrych szkl si ciemne, 
stalowe szyby, nie po to wprawione, eby przez nie na wiat boy oczy ludzkie patrzay... 
Wrd duszcych murw uderzaj te szyby blaskiem nie swoim, obcym ich naturze; niby oczy 
kota pod wiato widziane. Gdzie indziej wyrywa si w niebo wielki komin z cegy albo czernieje 
elazny, przymocowany drutami, i rzuca olbrzymie kby burego dymu na mury ssiednich 
domw i w okna ich mieszka. Konwulsyjne ruchy budy spychay jadcym na brwi kapelusze 
i zasaniay oczy. Wiktor siedzia bez ruchu. Spod obwisej linii ronda patrza na przesuwajcy 
si obraz. Kiedy niekiedy z oczu jego wytaczaa si za i przez nikogo nie dostrzeona 
biega po wyndzniaej twarzy. 
Gdy minli rogatk, wrzawa ustaa. Otoczyy ich parkany, pustki, sady, rozlege dziedzice 
zawalone wglem, wapnem, deskami. Gdzieniegdzie nawija si przed oczy samotny, chudy 
dom, jakby wydmuchnity z czerwonego piasku. Drzwi jego pitra wychodziy w szczere pole, 
a nie znajdujc przed sob balkonu, dokd miay prowadzi, tylko dwie rude szyny sterczce 
w murze, zdaway si ywi zamiar wyrwania si z zawias i rzucenia w przepa. 
Wkrtce i te ostatnie siedziby zniky i za jakim parkanem odchylio si pole, dziedzina wichru. 
Daleko zostao miasto rysujce si nikymi liniami jak symbol czego niejasny, a peen 
boleci i takiego alu, takiego alu... 
Do budy wdziera si teraz tgi, zimny wicher. 
W drzewach przydronych hucza zowrogo, czasem midzy orczykami, jakby u tylnych 
kopyt szkapy, gwizda przeraliwie. Caa rodzina przytulia si do siebie. Judymowa niby to 
instynktownie pod wpywem zimna cisna kolanami nogi ma. On siedzia sztywny, rce 
wsun w rkawy i patrza przed siebie. Mylami by ju daleko, w podry. Bada swoj nieznan, 
przysz drog za pomoc bdnych przeczu. Skd, z dalekich, Bg wie kiedy odebranych 
wrae, z napomknie syszanych wytwarza sobie dziwne narzdzie poznania niewiadomej 
doli. Wzrok jego bdzi po niegach przydronych, tak dziwnych jak wypadki, jak 
myli, jak wszystko. Oto ksztaty zasp dziewiczych, bez adnej formy, niezgodne z niczym, 
przeadowane jakimi szczeglnymi efektami, jakby ornamentem w rodzaju barokowym. To 
jakby licie powykrcane, krzywe, pene zgi do wntrza, niby to przypominajce natur, ale 
od farm jej prawdziwych dalekie; licie nie istniejce, licie wielkie a niepene; to znowu jakby 
strzay tytaniczne, ktrymi mona by przebi koci witokrzyski196. 
Tu cigny si jakie chwilowe wzgrza, co zalecay si oku agodnym ksztatem swoim, 
gdzie indziej ohydne jamy, przypominajce najgorsz a niewiadom i ciemn bole ycia, a 
przypominajce tak ywo, niby krzyk przeraliwy... 
wiat z prawej i lewej strony zasonity by bur czarniaw197, z ktrej ona wicher wydyma 
i nis nad ziemi niegi lotne. Okoo poudnia doroka przybya wreszcie na miejsce i 
zatrzymaa si przed samotnym budynkiem w szczerej pustce, ktr czy ze wiatem plant 
kolejowy. Na dole by sklepik z jaskrawym szyldem. W gbi mieci si lokal rodziny ydowskiej, 
ktrej liczni przedstawiciele ukazali si we drzwiach, gdy doroka obok nich stana. 
Dzieci skostniae prawie od zimna wytrzeszczonymi oczyma przypatryway si tej kamienicy, 
zbudowanej z belek na p zmurszaych, zapewne po spadej z etatu karczmie lub 
196 K o   i    w i   o k  z y  k i  koci witego Krzya w Warszawie, nalecy do najwikszych kociow 
w stolicy.
197  z a   i a w a  chmura. 
130 
stodole, a umalowanej na kolor cielisty z czerwonymi ornamentami okoo drzwi i okien. 
Wiktor wysiad i poprosi jedn z osb przypatrujcych si, czy nie mona by dla rozgrzewki 
dosta kieliszka monopolu. Zaraz wyniesiono przed dom butelk i caa rodzina wychylia po 
kieliszku. Dryndziarz zmuszony by przekn dwa, gdy po pierwszym cakiem nie mg 
doj istotnego smaku. 
We mgle wida byo jakie szare zarysy. ydkowie objanili, e to wanie jest dworzec 
kolejowy. Pocig idcy w stron Sosnowca198 mia ukaza si za jakie trzy kwadranse. Judym 
musia si spieszy. Familia miaa go odprowadzi jeszcze kawaek drogi, a nie dochodzc 
miasteczka cofn si, wsi w czekajc drynd i wrci do Warszawy. 
Szli tedy wszyscy prdko, prdko, brzegiem plantu, po zmarznitej grudzie cieki. Wiktor 
bieg przodem. Zdawao mu si, e ju pno, e pocig idzie... Wtedy bieg szybko... 
Oni pospieszali za nim, naladujc jego ruchy. Czasami znowu zwalnia kroku i mwi 
jeszcze urywanymi zdaniami, radzi onie zrobi to i tamto... Ona chciaa jeszcze poruszy 
tysice rzeczy, miaa nadziej, e go co moe zatrzyma, choby na dzie, na par godzin. Myli 
w jej gowie spltay si i tak jak te patki niegu snuy po mzgu. Czua w ustach, w gardle, 
wewntrz siebie palcy smak wdki i jakie odurzenie zmysw. Byo jej wszystko jedno, 
a razem taki al! Serce ciskao si, jakby je cienka ni przewizaa i rzna. Ale nade wszystkim 
staa nierozumna pewno, e cokolwiek kto kiedy zrobi na wiecie i w jakimkolwiek 
celu, to ona jedna jedyna musi dwiga ciar tego wszystkiego. Musi wyywi te dzieci. On, 
Wiktor, odchodzi. To nie ma gadania, musi... Och, jak pali ta wdka! Taki dym w gowie, taki 
gupi dym... Trzeba przecie rozumie, co i dlaczego. Skoro urodzia dzieci, to je musi nie na 
sobie. Jak to zwierz, jak to zwierz. Wiadoma rzecz. Ojciec moe odej, a ona nie. Ona 
matka. To si nazywa tak  matka. Rozumie si, e on musi i, jeszcze jak si to rozumie! 
Pod sercem ley to rozumienie niby dziecko poczte, jak rana ley otwarte, w ktr si wieczny 
piasek sypie. We wntrzu piersi ley zgoda na to odejcie. 
O kilkaset krokw przed pierwszymi domami mieciny Wiktor zatrzyma si i rzek, jako 
trzeba si ju poegna... Gos jego drgn. 
Po obydwu stronach twardej i szerokiej szosy, na ktr weszli, czerniay rokiciny. Ciemnobrunatne, 
liskie, okrge prty ich gazek tuky si o drewna mocnej bariery pomalowanej 
czarn farb. By to okrutny, przejmujcy gos. Wiatr ci doem, pod barierami, i zmiata z 
drogi cienkie fady niegowe, odsaniajc ld ciemny i grzebienie grudy startej przez koa wozw. 
 Wiktor  jkna Judymowa  nie rzucisz mi? Bj si ty Boga, Wiktor... 
 Masz ci... teraz... 
 Bo jakby mi puci kantem! 
 No i teraz pora na takie rzeczy... Kolej idzie! Trza przecie mie rozum. 
 eby wiedzia, e te dzieci, to przecie twoje... Wiktor, Wiktor...  kaa cichym, bojaliwym, 
umierajcym gosem. 
 Ale napisz, jak tylko pierwsz robot dostan. I pierwszy pienidz to samo przyl. C 
ty mylisz... 
Prdko j obj, ucisn. Pniej dzieci. 
Nim si obejrzeli, odszed drog. Wlekli si za nim, ale machn rk raz i drugi; nakazu
jc im powrt. Z dala jeszcze raz krzykn, eby wracali, bo dryndziarz zniecierpliwi si i 
odjedzie. Stanli tedy w miejscu i patrzeli na jego posta. Wida byo palto odsiedziane, 
spodnie z ndznego kortu wypchnite na kolanach, szerokie, nie zakrywajce cholewek kamaszkw, 
kapelusz zrudziay, paski melon. Tylko twarz ju im zgina. 
198 W    o    o   o w  a  w okresie zaborw na trasie kolei warszawsko-wiedeskiej Sosnowiec by 
stacj graniczn w Krlestwie Polskim. 
131 
Judymowa rzeka do dzieci wrd kania: 
 Widzicie, to ojciec tam idzie... To ojciec... tam... 
Franka nie zdziwia ani troch ta wiadomo. Sta sobie najspokojniej i duba palcem w 
nosie. 
Posta Judyma coraz sabiej czerniaa wrd leccego niegu, wreszcie raptem zsuna si 
za pochyo gruntu i znika z oczu. Wtedy Judymowa chwycia Karol za rk i biega z powrotem, 
eby jak najmniej traci czasu, za ktry pacio si dorokarzowi. Ja przywoywa 
Franka, ktry z niekaman satysfakcj puszcza na szos bryki zmarznitej grudy... 
132 
O WICIE 
Bardzo rano doktor Judym wybra si na rewizj swoich zdechlakw we wsiach okolicznych. 
Miao to miejsce w pierwszych dniach kwietnia. Jeszcze ki byy mokre, role ciemne, 
na gocicach kisy gbokie bajora. Powiksza je drobny, nieustanny deszczyk siejcy mg 
ruchom, lecc z gbi pynnych, wolnych westchnie wietrzyka. Mona byo, skaczc tu i 
wdzie przez rowy, czepiajc si pleciakw, i bez zamoczenia choby i kilka wiorst drogi. 
Doktor mia na sobie ciep kurt, a na nogach grube buty z cholewami. Szed tonc w srogich 
mylach i wygwizdujc pewn znan ari z takim faszowaniem gwnego motywu, jakie 
Europejczykowi mogo uj na sucho tylko w okolicach Cisw, i to w szczerym polu. Droga 
cigna si brzegiem lasu, po gruncie pagrkowatym i urwistym. To zapada w wwz, to 
pia si na wzgrza, to znowu jak prosty szew odcinaa pole rozesane na placu wykarczowanym 
w lesie. W nizinach o gruncie bardzo wilgotnym leay ju jasne murawy, budzce 
wspomnienie przecudownego rumieca ycia na obliczu czowieka, ktry by w cikiej chorobie 
mierci bliski. W dziakach wociaskich staa jeszcze mokra martwota. Doktor pospiesza, 
eby wej na punkt wyszy, panujcy nad okolic, a to w celu zobaczenia tarczy sonecznej, 
ktra jeszcze nie wychylia si zza przeciwlegej gry, cho ju pyna nad ziemi. 
W lesie, ktrego brzegiem postpowa, chwiaa si wilgo wiosenna. Mchy wiszce na skach 
wierkw jak siwe, obmarze futra zimowe byy mokre i co chwila kapay z nich ciemne 
krople. Tylko one sprawiay ruch midzy upionymi drzewami. Zdawao si, e to z nich wydziela 
si ostry, wilgotny, leny zapach. Tu i wdzie na pniach wisiay obdarte paty kory, 
ktre wiosna niby brzydkie achmany sycia wod i wolno cigaa ku ziemi. Gbie przetrzebionego 
lasu zalegaa jeszcze mokra ciemno, w ktrej mitosi si opar leny. Pnie osiczyny 
byy jakie tawe. Graby od deszczu lniy si i czerniay jak stal. Na jasnej podszczytowej 
korze sosen tworzyy si zacieki niby rysunki dziwnego ksztatu, kontury jakich rzeczy, sylwetki 
szczeglnych twarzy... Midzy obmokymi pniami i gstwin gazi zwisajcych pod 
ciarem ddu przywabiaa oczy, niby senna mara nie dajca si adnym sposobem odegna, 
to brzzka schylona, to moda osika mnstwem wieych pkw obrzucona jakby rozarzonymi 
wglami. W czowieku si co cieszyo na widok tych drzewek i co je pozdrawiao z 
gbok czuoci. 
Doktor Judym czu nawet, e w tym jest moe troch jakiego sentymentalizmu albo tam 
czego jeszcze gorszego, ale nie mg na to poradzi. 
Pewno, e tego sentymentu  myla  nie mona ani kraja mikrotomem199, ani zgoa 
obejrze pod mikroskopem, ale c z tego, kiedy sentyment istnieje i jest takim samym faktem 
spenionym jak najlepiej opisany bakcylus. 
Zajty tak pierwotnymi mylami wszed midzy drzewa, usiad na starym pniaku i czeka. 
Ciemne chmury tworzyy jakby wok szeroki, ktry cign si od jednego do drugiego kraca 
widnokrgu i zwisa dugimi matniami. Kade ich oko wytrzsao deszcz sypki, ciepy, leccy 
jakoby puch. W gbi zostawa czysty przestwr, rozkoszna, seledynowa to, w ktr wcielaa 
si purpura zorzy rannej. U samego brzegu dalekiego horyzontu pokazay si biae i rumiane 
oboczki, budzce widokiem swoim dziwne wzruszenie, niby otwarte, przeliczne oczy kobiece, 
gdy marz. Byo cicho, tak cicho, e dawao si sysze sipanie cichego ddu w kauach 
199 M i k  o  o m  aparat do krajania bardzo cienkich skrawkw tkanek rolinnych czy zwierzcych, ktre bada 
si pod mikroskopem. 
133 
dziobatych od padajcych kropelek. Po ziemi sczyy si wszdy mae strumyki, jak dzieci 
pene wesela, ktre nie wiedz, z jakiej przyczyny i dokd z radoci w podskokach lec. 
W tej ciszy ucho doktora uderzy szorstki odgos turkotu wozu. Wkrtce na szczycie gry 
ukazay si konie okryte tumanem pary i bryczka. Konie byy zdroone, zachlastane tak botem, 
e z gniadych stay si szarymi, bryczka unurzana w bagnie, a nawet furman i figura zajmujca 
siedzenie  dwigali lady dugotrwaej podry. 
Judym wpatrzy si pilnie w rysy damy siedzcej na bryczce i pozna osob z paacu, 
pann Joann. 
Miaa na sobie francuski jasnozielony paszczyk z kapiszonem. Ten kapiszon wcigna na 
gow dla ochrony jej przed deszczem. Zdawaa si drzema. 
Doktor ywo zaciekawiony, skd moe wraca panna Podborska o tej godzinie i drog nie 
prowadzc w stron wiata, pwiedzc, w jakim celu to czyni, wsta ze swego pniaka i szed 
brzegiem gocica naprzeciwko wolanta. Gdy by od niego w odlegoci kilku krokw, panna 
Joanna dwigna gow i spostrzega go. Na twarzy jej odmalowa si wyraz pomieszania, a 
nawet jakby przestrachu. W pierwszej chwili pocigna kaptur na oczy, pniej odwrcia 
gow... Doktor pozdrowi j ukonem i z pytajcym umiechem na ustach stan przy bryczce. 
 C to za eskapada, panno Joanno? Skd pani wraca? 
 Jak pan widzi... Z podry. 
 Widz, widz nawet, e podr musiaa by daleka. 
Furman zatrzyma konie. Przez chwil panna Joanna skubaa w zakopotaniu brzeg okrywki. 
Na jej niemoliwie, jak mwiono, prawdomwnej twarzy malowao si usiowanie zatajenia 
czego. Rumieniec rozpala si na policzkach. Rzeka cicho: 
 Jedziam do spowiedzi... do Woli Zameckiej. 
 A do Woli? I dlaczeg noc? Nieche pani drugi raz tego nie robi. Kt widzia?... 
Deszcz pada, chd w nocy, pani caa zmoknita. Prosz mi darowa, e wchodz nieproszony 
ze sw interwencj, ale jako lekarz uwaam sobie za obowizek zrobi t uwag. 
Tymczasem robi j z pobudek bynajmniej nie lekarskich. Serce mu bio w piersiach. Ta 
twarz ze spuszczonymi oczami w gbi zielonego kaptura, przepyszne, rozrzucone wosy, wysuwajce 
si na czoo, a szczeglnie oczy, oczy i pomie rumieca... Byo to jakby urok 
dziwnego lasu, jakby si czyo ze socem, ktre zza mgie wypywao nad cich, senn len 
gusz. Judym sta bezradnie przy stopniach bryczki i zmruonymi oczyma wpatrywa si 
w pochliwe rysy. 
 E, prosz aski panienki, c ta ukrywa przed panem, przed doktorem...  rzek znienacka 
furman odwracajc si bokiem.  My nie do spowiedzi, prosz pana doktora, jedzili z 
panienk. 
 Felek!  krzykna panna Podborska. 
 Jeeli sobie pani nie yczy...  rzek Judym uchylajc kapelusza.  Nie chciabym zrobi 
najmniejszej przykroci. 
 No, przecie si ta rzecz nie ukryje, choby my na gowie stanli. Ju i tak ludzie miel jzorami... 
 prawi Felek. 
 C takiego? 
 My jedzili, prosz pana doktora, szuka janie panienki, panny Natalii. 
 Jak to szuka?  szepn Judym ze zdumieniem.  Jak to szuka? 
Zamiast odpowiedzi panna Joanna zerwaa si szybko i wysiada z bryczki. Twarz jej bya 
udrczona. Cae ciao trzso si jak w febrze. Daa Judymowi zna oczyma, e chce mu ca 
prawd powiedzie, ale nie wobec furmana. Odeszli kilka krokw drog w gr. Felek zrozumia 
sw rol i wstrzsn z lekka lejcami. Konie ruszyy i noga za nog, wolniuteko zst
134 
poway ze wzgrza. Stukanie k bryczki o korzenie sosen i wierkw przerzynajcych drog 
zaguszao rozmow. 
 Natalka  mwia panna Joanna  odjechaa z domu bez wiedzy babki. 
 Czy sama? 
 Nie. 
 Z panem Karbowskim? 
 Tak:.. z panem, z panem... Karbowskim. 
Mwia otulajc si zarzutk, jakby j przejmowao drczce zimno: 
 Biedna babunia... Tak strasznie nad tym cierpi. Posza zaraz na grb pana Januarego i leaa 
w kaplicy krzyem. Nie wiedzielimy... nie wiedzielimy, gdzie jest. Taki popoch! 
 No, a skde wiadomo? 
 Pan Worszewicz powzi skd wiadomo jeszcze wczoraj, e Natalka odjechaa do 
Woli Zameckiej. Nie mog zrozumie; skd to mg wiedzie. To taki bystry czowiek... Domyli 
si, e wezm lub w tym wanie kociele, w Woli. Jest tam ksidz, jaki, podobno, 
niesympatyczny. I rzeczywicie... Zgodzi si da lub. Wida na tej podstawie babunia wysaa 
mi wczoraj na noc. Pojechaam niezwocznie. Pdzilimy co ko skoczy, ale wszystko 
na nic. Istotnie tam lub wzili. Gdym przyjechaa, ju byo po wszystkim: wyjechali. Kazali 
powiedzie, gdyby si kto dopytywa, e jad wprost za granic. 
 Prosz pani, to byo... Moe byo do przewidzenia, nie to wanie, ale co w tym rodzaju. 
 Ach, panie doktorze! C za rola moja w tej caej sprawie. 
 Rola pani? 
 Byam jej nauczycielk, mentork, niby powiernic. Ja domylaam si, ja nawet wiedziaam 
o tej mioci. Nie cierpiaam tego pana i wida dlatego sdziam, e cay afekt minie. 
Teraz kady moe powiedzie, e to zapewne mj wpyw. Kady moe to powiedzie i, niestety, 
bdzie nawet mia suszno. Ja czsto rozmawiaam z Natalk o tym, e s w maestwie 
bez mioci rzeczy potworne, ktre mnie przejmuj wzgard, e nie powinna, e nie 
powinna nigdy w yciu... Kt mg przewidzie, e ona tak to zrozumie! 
 Niech si pani uspokoi. Na pann Natali tego rodzaju dyskusje mae wywary wraenie. 
To bya natura samodzielna, miaa, bezwzgldna. 
 O, tak, bezwzgldna. W licie do babki, ktry wioz, zaznaczya wyranie, e majtek 
swj zoony w banku, majtek swj osobisty, odziedziczony po matce, podniesie w caoci, 
gdy jako penoletnia ma do tego prawo. Tak napisaa do tej babuni... Jako penoletnia... 
 Czy to duy majtek? 
 Podobno bardzo znaczny. 
 Bdzie mia pan Karbowski przez czas pewien co puszcza. 
Panna Joanna stana, jakby sobie co przypomniaa. Rzucia na Judyma oczami penymi 
blasku i jakby chytroci. 
 Ale ja mwi to wszystko i ani mi na myl nie przyjdzie, jak to panu musi sprawia 
przykro... 
 Mnie? przykro? 
 Ach, przecie... Przecie to i pan kocha si w Natalce... Przepraszam pana bardzo... 
 Ja?  rzek Judym  ja si kochaem? 
 Niech mi pan wierzy, e nie przez zo mwiam to wszystko! 
 Prno by mi pani aowaa, bo nie czuj si wcale zmartwiony. Daj pani na to sowo 
uczciwego czowieka, e nie kocham si w pannie Natalii. Nie, nie!  zawoa z radoci w 
gosie i oczach  nie kocham si w niej wcale! 
To przeczce wyznanie byo niby ostatni dwik rozmowy. Do dna j wyczerpao. 
Szli jeszcze obok siebie kilkadziesit krokw w milczeniu, po prostu nie bdc w monoci 
mwi wicej. Panna Joanna przyspieszya kroku i rzeka: 
135 
 Musz ju jecha. 
Judym odprowadzi j do bryczki. 
Gdy mu podawaa rk, miaa na twarzy wyraz jakiej bolesnej trwogi, niby czowiek, ktry 
si przeczu co dostrzega, czego zmysy obj jeszcze nie mog. Judym patrza na ni 
szerokimi oczyma. Gdy jej pomaga wskoczy na stopie bryczki, ktra zatrzymaa si wrd 
botnistej drogi, i uczu ciao jej przy sobie, prawie w objciach, mia jakie cudne zudzenie. 
Kt by uwierzy, e to ta sama, ona, e to zapach jej wosw? Widzia w niej dotd siostr-
czowieka, rozum i serce, istot ze swej dziedziny, z tego krgu, gdzie o jedno nic, wysokie 
a niezrozumiae dla motochu egoistw, kopoc si bez wytchnienia i trudz z radoci 
braterskie duchy. I oto szala ze szczcia: ona nie tylko taka! Icie czartowskie marzenie jak 
w lizgao si po jego piersiach. Tak z nim byo, jakby kolor jej wosw, jakby ich niky 
zapach na wieki sta si jego wasnoci. 
Jaka bolesna troska i niewysowiona czuo przystpia do serca, jaka omglona lito niby 
kwiaty pachnca. Byo to obce duchowi i budzio swym przyjciem podziw i zadumanie. 
Bryczka oddalia si i znika na zakrcie. 
Judym wtedy uczu, jak serce jego ciska si i dry. Sta na brzegu lasu i wyrzuca sobie z 
okruciestwem, czemu nie rozmawia duej. 
Tyle jeszcze trzeba byo powiedzie, tyle rzeczy niezmiernie wanych! Kade ze sw, ktre 
teraz z mroku si wysuway, miao przedwieczny swj byt, swj jaki wasny ksztat, swj 
sens i miejsce, tre i logiczne znaczenie, jak ton w symfonii niezbdny, konieczny, doskonale 
umieszczony. W kadym z nich byy zamknite cae obszary, cae jakby okolice wiosenne, 
gdzie mokre pola woniej i wysokie drzewa szeleszcz. 
Leniwym krokiem wlk si w swoj stron, ku wsi stojcej na drugiej stronie doliny. Gdy 
by u szczytu wzgrza, soce wydzierao si z chmur nad odlegymi lasami. Dusza Judyma 
sza ku temu wiatu jak olbrzym, ktrego barki dosigaj nieba. 
Zatrzyma si na dawnym miejscu i wrd botnistej drogi ujrza lady maych trzewikw 
panny Joasi. Wzrok jego pada na te foremne wyobienia w piasku i w zachwycajcej wizji 
oglda stopy, ktre tych miejsc dotkny. Widzia ciao wysmuke, subtelnie pikne, budzce 
nieopisan rozkosz, ktre si nad nimi przemkno. 
Zamknwszy oczy patrza w gbin swej duszy. 
W tej chwili schylia si ku niemu cicha wiedza, wesoy szept mczcej zagadki, rozstrzygnicie 
trudnego pytania, proste jak czysta prawda. Powita je radosnym miechem: 
Ale tak! Rozumie si! Przecie to jest moja ona. 
136 
W DRODZE 
Na pocztku czerwca Judymowa dostaa list od ma ze Szwajcarii z daniem przyjazdu. 
Pisa, e zarabia w fabryce wicej ni w Warszawie, e musi duo wydawa na siebie, gdy si 
w knajpie stouje, e mu jado szwajcarskie a  i w e  nie suy. Wylicza potrawy, jak zup 
z sera szwajcarskiego, kartoflane saaty, napoje, jak most200, i w podziw wszystkich wprowadzi 
dziwacznoci takiego stou. 
Judymowa nie miaa adnego wyjcia. Zarobi na dom, dzieci i ciotk sama nie moga, lkaa 
si, e j m moe opuci i zgin gdzie na kraju wiata. Skoro chcia, skoro kaza, 
eby przyjedaa  nie pozostawao nic innego. 
Graty sprzedaa i uzyskawszy paszport ruszya w drog. Kto ze znajomych powiedzia jej, 
e przez granice niemieckie201 zabraniaj przewozu sukien materialnych202, wic wszystko, co 
miaa lepszego, poprua, okrcia si caa najrozmaitszymi szmatami i tak, z zielonym, drewnianym 
kuferkiem. w rku odjechaa. Na dworcu zebrao si gronko przyjaci Wiktora. Ciotka 
kaa... Dzieci byy zrazu uszczliwione... Ona sama, odwyka od bezczynnoci, drzemaa 
cigle w wagonie. Kupia bilet wprost do Wiednia, gdzie mia j na dworcu czeka jeden towarzysz, 
gadajcy po polsku. 
Judymowa nie umiaa ani jednego obcego wyrazu. Ponauczano j sw: Wasser, Brot, zwei, 
drei203, itd., ale i to jej si pltao w gowie. 
Przejechaa granic, noc nastaa, a tymczasem w wagonie wci jeszcze po polsku rozmawiano. 
Judymowa bya dobre j myli: 
Taka ta i zagranica! Przecie si tu doskonale z ludmi rozmwi... Troszk jako inaczej 
gadaj, ale po naszemu. 
Uoya przy sobie dzieci, sama si skurczya. Jej nerwy, przywyke do wiekuistej czujnoci 
skorzystay z chwili. Zapada w sen, w sen w wagonie klasy trzeciej, w stan dziwnej pjawy, 
kiedy czuje si wszelkie oskoty i drenia, wie wszystko, a zarazem jest o tysic mil... 
Pocig lecia w ciemnoci. Czstokro w szyby wagonu uderzay wiata stacji i po krtkiej 
chwili giny, jakby dokd uniesione przez wist lokomotywy. Gdy pocig stawa, sycha 
byo dygotanie dzwonkw elektrycznych. Skowycza w nich jaki frazes zowieszczy, rozbity 
na tysice jednolitych wzdrygni... 
Judymowa czua to w sennym marzeniu. To na ni zewszd wia strach olbrzymiooki, to 
si przeistacza w widzenia mie, w rozmowy z ludmi bliskimi albo w pospolity, znany, 
obrzydy widok wntrza fabryki cygar. Zmysy, przyuczone jak pocigowe bydlta do zaduchu, 
oskotu, wrzawy i mki wpyway teraz w jakie nieznane przestwory. Snua si w nich 
sodkawa, tchrzliwie-zwyciska podwiadomo o wyszoci nad wszystkim, co zostao w 
Warszawie, co teraz w brudach pracuje. 
Ona jedzie w wiat, w wiat, w wiat. Do Wiednia... Gdy kiedy zjawi si w Warszawie, 
ju nie pozwoli ciotce imponowa sobie radami, dobrymi na kady wypadek. Co ciotka wie? 
200 M o   (niem.)  sok ze wieo wycinitych winogron. 
201 P  z e z g  a  i  e  i e m i e  k i e  Z Krlestwa Polskiego jechao si do Szwajcarii przez lsk, nalecy 
wwczas do Rzeszy Niemieckiej, i kraje wczesnej monarchii austro-wgierskiej (Czechy oraz Austri waciw).
202 M a  e  i a l  y  jedwabny.. 
203 W a   e , B  o , z w e i, d  e i (niem.)  woda, chleb, dwa, trzy. 
137 
Co ciotka moe wiedzie? Bya ciotka, na przykad, w takim chociaby Wiedniu? Widziaa 
ciotka wiat, Europ? 
I dostrzega w sennym zudzeniu star tu obok siebie. Zbeczane ciotczysko siedzi na kuferku 
pod oknem. Gdzie to jest, w starym mieszkaniu na Ciepej czy gdzie indziej? Jaka 
stancja na poddaszu czy w suterenie... Kty izby zalega mrok, wilgo i smutek. Tylko na jeden 
policzek ciotki Pelagii i na chud, zacinit rk pada z okna blade wiato. Stara nic nie 
mwi i wiadomo, e si nie odezwie. Zacieka si. Beczaa swoim zwyczajem przez ca noc, 
a teraz ju milczy i tylko patrzy spode ba zimnymi oczami. Czasem po jej wargach zamknitych 
przewinie si blady, chory, krtki umiech. Ale eby westchna... eby si cho przemwia 
z czowiekiem... Wie ona wszystko  ho! ho... Nic si przed ni nie ukryje. We trzy 
miesice po takim dniu wymieni, co byo wtedy a wtedy, o ktrej godzinie jakie sowo albo 
wejrzenie pado. Judymowa czuje jaki gupi, nieznony al. Chciaaby zwrci si do ciotki, 
chciaaby j z wrzaskiem zapyta: 
I czeg ciotka siedzi, u diaba, jak Kopernik na supie! O co ciotce chodzi? Skradli my 
co, czy my kogo spalili? 
Ale nie to, nie to! Wcale nie to chciaa do niej mwi... Na takie sowa miaaby ciotka nie 
jedn, ale sto odpowiedzi. Tu chodzi o co innego. Przecie musiaa wyjecha, musiaa i za 
mem, gdzie jej kaza. Nieche ciotka powie, e to le zrobia! Tak, dobrze! Uwolni si raz 
na zawsze od starej... Tylko to jedno, to jedno... Taki al! Nie moe patrze na star, tak jej 
ju obrzyda, ale zarazem nie moe oczu od niej oderwa! 
Nagle co j potrcio i cisno na cian. Drzemic pochylia si i wspara ramieniem o 
czowieka siedzcego obok niej na awce. By to wysoki, barczysty mczyzna z fajk w zbach. 
Zmierzy j zymi oczyma i co mrukn. Twarz jego bya ciemna, dua, nos orli. 
Wszed do wagonu, gdy zasna. Przy skpym wietle Judymowa obejrzaa ukradkiem t now 
figur i kilka innych zapeniajcych przedzia. Byli to jacy nowi ludzie. Wida wsiedli 
do dawno, bo zdyli si pospa. Kto z nich gono chrapa. Naprzeciwko kiwa si jaki 
mczyzna w twardym, okrgym kapeluszu. Wida byo tylko ten kapelusz, gdy caa gowa 
zwisa na piersi, a twarz skrya si w postawionym konierzu paltota. Kapelusz znia si bardziej 
i cay korpus coraz mieszniej szed naprzd. Zdawao si, e lada chwilka runie na Karol 
pic w rogu przeciwlegej awy. Judymowa chce krzykn, ale dziwny lk dreszczem j 
przenika. W kcie spa kto inny. Twarz chuda, oparta o cian, trzsa si wraz z ni i z haasem 
si tuka. Z ust picego, roztwartych jak mona sobie wyobrazi najszerzej, wydzierao 
si spazmatyczne chrapanie... 
Judymowa zlka si czego patrzc na tych ludzi. Wyjrzaa oknem i ze zdziwieniem zacza 
dostrzega okolice. Krtka wiosenna noc miaa si ju rozwia. Szary zakres dalekiej 
paszczyzny majacza przed oczyma, a widok ten cisn serce tak bolenie, jakby je dawi. 
To ju musi by obca ziemia...  pomylaa sobie Judymowa. Wwczas z wielkim strachem 
i z jakim pokornym uszanowaniem rozejrzaa si po obliczach ludzi picych w wagonie. 
Pocig pdzi. Okolica stawaa si coraz ludniejsza. W szczerym polu czerwieniay fabryki. 
Wszdzie wida byo domy, kocioy... 
By ju dzie zupeny, gdy ukazaa si wielka rzeka, szeregi czarnych, zadymionych murw. 
Wkrtce pocig stan. Wszyscy wysiedli z wagonu, wic i Judymowa ruszya si z miejsca. 
Dzieci byy zaspane, znuone, blade, ona sama chwiaa si na nogach. Gdy stana wrd 
szerokiego peronu, zbliy si do niej jaki czowiek biednie ubrany i przemwi po polsku: 
 Zaraz-em was pozna. 
Judymowa wpatrzya si w rysy nieznajomego i przypomniaa je sobie. Towarzysz zabra 
jej rzeczy i kaza im i ze sob. Wyszli na miasto i dugo maszerowali rnymi ulicami. 
138 
Wiedeczyk mwi duo i chtnie. By to dobry znajomy Wiktora. Zetknli si znowu ze sob 
tu, w e W i d  i u. Tamten pisa do niego, eby si zaj on, gdy bdzie w oznaczonym 
dniu przejedaa. Wyprawi j dalej. 
Nie poszed dzi do fabryki, bo chce f e   o w  i e204 zaj si nimi. S znueni  ba, ba 
 tyli wiat. Wprost z Warszawy! I c ta w tej Warszawie? Mia to miecina, ta Warszawa, 
nie mona powiedzie, wesoe miasteczko, cho ani si umywaa do W i d  i a... Judymowa 
mwia pgbkiem. Wstyd jej byo nieznajomego. Pragna spocz co prdzej... 
Zeszli w dzielnic ubosz, wdrapali si na czwarte pitro wielkiego domu. Wkrtce byli 
w zwyczajnym, ciasnym, robotniczym mieszkaniu. Przyjaciel Judyma onaty by z wiedenk, 
ktra ani sowa po polsku nie rozumiaa. Plota jednak do dzieci i do Wiktorowej mieszne 
jakie wyrazy, zadawaa im tysice pyta, miaa si, ocieraa oczy... Po niadaniu zasano 
betami szerok kanap i Judymowa zoya na nich sw gow, ale mimo zmczenia oka 
zmruy nie moga. Godzina za godzin upywaa jej na rozmylaniu o tym, jak to jecha dalej. 
Teraz dopiero poja, e jest midzy obcymi. Towarzysz Judyma, ktry mwi po polsku, 
sta si tak dla niej bliski i drogi jakby brat rodzony. Gdy wychodzi z pokoju, draa na sam 
myl, e ju odszed i nie wrci. 
Pod wieczr musieli wyruszy na dworzec. Opiekun ulokowa ich w wielkim furgonie 
przewozowym jak ledzie w beczce i odstawi na Westbahn205. Tam kupi Judymowej bilety 
do samego Winterturu w Szwajcarii, a gdy wyczekiwali na drugi dzwonek  prdko j uczy 
rozmaitych sw niemieckich. Przede wszystkim kaza jej spamita dwa: umsteigen i Amstetten. 
Wlepia w ni swe wyupiaste, blade oczy i poruszajc grdyk szyi, gada: 
 Amstetten  to jest stacja, gdzie bdziecie przesiadali na Zug, co rnie do Salzburga  a 
umsteigen  to znaczy przesiada. Pytajcie si  i  g i e m konduktora: Amstetten? Amstetten? 
Jak powie, e tak, albo kiwnie gow, wtedy przesiada na Zug do Salzburga  umsteigen! 
Rozumiecie? 
 Rozumiem...  szeptaa Judymowa drc ze strachu. 
Uczy j prcz tego kilkunastu niezbdnych wyrazw, gdy wtem uderzy drugi dzwonek. 
Tok ludzki wwali si we drzwi i do wagonw. 
Towarzysz Kincel znalaz dogodne miejsce i zdoby je dla swych protegowanych nie bez 
trudu. Przy okazji stoczy ktni z jakim grubasem, ktry na t wanie awk usiowa si 
wpakowa. Judymowa nie rozumiaa, rzecz prosta, o co chodzi, ale z tonu mowy wnosia, e 
ma si na awantur. Zacza tedy prosi swego przewodnika, eby da spokj, gdy baa si 
teraz wszystkiego. Towarzysz Kincel udobrucha si. Dzieci ulokowa, pakunki zoy na grnej 
awce i cigle jeszcze uczy Judymow. Ale oto trzeci dzwonek rozleg si jakby krtki zy 
krzyk i towarzysz zgas w wskich drzwiach przedziau. 
Wagon by peen ludzi. Panowa gwar... 
Judymow ogarna rozpacz, gdy wsuchujc si z caej siy w t mow nie chwytaa ani 
jednego zrozumiaego dwiku. 
 Amstetten, umsteigen, Amstetten, umsteigen...  szepta gos towarzysza, cho jego same-
go ju dawno nie byo. 
Pocig wolno ruszy si z miejsca. Ogniste, biae latarnie co pewien czas przyskakiway z 
zewntrz do okien wagonu na podobiestwo jakich pyskw paajcych, ktre zdaway si 
ciga to ruchome gniazdo ludzkie. Bysa ostatnia  i pocig run w ciemno, jakby si 
urwa i odlecia od wiata. Dzieci byy rozkapryszone. Karola beczaa na gos, Franek sprzecza 
si o jakie gupstwo. Judymowa bya wprost rozszarpana w sobie. Dusi j brak punktu 
204 F e   o w  i e  tu: jak najlepiej. 
205 W e   b a h  (niem.)  Dworzec Zachodni. 
139 
oparcia. Bya w tym strasznym krgu czucia, kiedy czowiek nie panuje nad sob, kiedy w nim 
co si rozrywa, wybucha jak adunek prochu i kiedy jego ciaem lepy czyn rzuca jak chce. 
Czua duszno w gardle i zamt, zamt. Siedziaa cicho na awce, ale nie bya pewna, czy za 
chwil nie porwie si, nie roztworzy drzwi i nie uciecze wraz z tym pocigiem dokd naprzd, 
w guch, straszliw, w bezbrzen ciemno. Nie umiaaby powiedzie, jak to dugo 
trwao. 
Nagle drzwi si otwary i prosto w oczy zawiecia jej latarnia konduktora. Judymowa wydobya 
swe bilety i podaa je urzdnikowi. Ten je obejrza starannie, przeci i, oddajc, monotonnym 
gosem wymwi: 
 Amstetten, umsteigen... 
Sowa te w uchu Judymowej zabrzmiay jak najczulsze pocieszenie. Moe Bg da, e bdzie 
rozumiaa wszystko tak samo jak te wyrazy. 
Chwaa Panu Bogu Najwyszemu... Niech bdzie imi Jego bogosawione... 
Blask latarki konduktora zgas we drzwiach. Wagon zalega pciemno. Panowa jeszcze 
gwar rozmw, z przeciwnego kta wybuchay co chwila miechy i wrzaski jakich bab obrzydliwych, 
ale ju to wszystko nie byo takie bolesne. 
Pocig huczy, huczy... A gdy si dobrze wsucha, to mona uchwyci sowa, nie-sowa, 
ktre spod jego k pyn. Ach, nie, nie sowa... To jest jak ta odmiana, ktr piew robi z 
czowiekiem. Sam niewiadomy grot muzyki, ktry na wzr da zostawiaj w duszy czowieczej 
gbokie, wite tony. To jest sama sprawa i skutek melodii, do ktrej nale wyrazy 
Gorzkich alw rozlegajce si pod sklepieniem wielkiej gbiny kocioa witojaskie
206:
go
Zasona si potargaa, 
Ziemia dry, amie si skaa... 
Pie ta unosi czowieka, bierze go od obecnych, przeszych i przyszych mczarni ywota, 
wydziera z kleszczw wszelkiej niedoli, usuwa bez blu od ma, od pamici rodzicw, od 
miowania i nienawidzenia, nawet od Franka i od Karoli. Wszystko obce, zimne, cudze. Tam 
gdzie daleko, daleko cignie ze sob na wite pole jasn muraw zasane. Perliste rosy na 
kwiatach stoj. Komu te biae wody obmyj bose, skrwawione nogi, ten znowu staje si czowiekiem, 
samym sob, ca, samotn, swobodn dusz. zy agodne pyn do serca jako cudotwrcze 
lekarstwo, ktre ogie kadej rany umierza. Chodny pokj czy moe wiatr pachncy 
owiewa znkane czoo. 
Czasami jeszcze schyla si rozpacz... Czasami trwoga miertelna tak oczy zaostrzy, e widz 
tu obok siebie jakie przeraajce widma nieszczcia, ale to wszystko z wolna zacicha, 
zacicha... 
Pocz szemra cichy deszcz. Zaludnienie wagonu zmieniao si. Wchodzili ludzie proci, 
chopi w krtkich spencerach, z fajkami w zbach, jechali dwie, trzy stacje i wysiadali ustpujc 
miejsca innym gromadkom. Powietrze byo straszne, tak straszne, e maa Karola dostaa 
mdoci. Gdy si nieco uciszya i zasna, Judymowa siada obok niej w rogu i przespaa 
okrzyki Amstetten! rozlegajce si za oknem. 
Wikszo jej towarzyszw podry wysiada, weszli znowu cakiem inni, a ona o tym 
wszystkim nie wiedziaa wcale. Gdy si ockna, by ju dzie. Wagon by prawie pusty. Z 
okien wida byo kraj pagrkowaty i dziwnie zielony. liczne ki cigny si tam midzy 
wzgrzami. Przed poudniem wagon stan i wszyscy pasaerowie wysiedli. 
To musi by przecie Amstetten...  pomylaa Judymowa. 
206 K o   i    w i   o j a   k i  Katedra w. Jana na StarymMiecie wWarszawie. 
140 
cigna swoje toboki z gry, zebraa je i wysiada. Drc przeczytaa na dworcu stacyjnym 
inn nazw. Wtedy j znowu opanowaa wielka boja: czy aby nie stao si co zego?... 
Bya to niewielka stacyjka. Pocig, ktrym przyjechaa, zwekslowano na drug lini; odczepiono 
lokomotyw. Sta pusty jak wz bez koni. Podrni rozeszli si, nawet tragarze znikli 
z peronu. Judymowa nie wiedziaa, co ma robi. Staa obok swych rzeczy, z przestrachem 
rozgldajc si dokoa. Zdawao jej si, e w tym oczekiwaniu na co niewiadomego upyny 
godziny... 
Nareszcie z biura stacji wyszed urzdnik kolejowy, zbliy si i o co zapyta po niemiecku. 
Nie zrozumiaa oczywicie nic a nic. Po dugiej chwili zdoaa wydoby z gardzieli bojaliwie 
pytajcy dwik: 
 Amstetten? 
Kolejarz spojrza na ni z umiechem, zada znowu jedno, drugie pytanie, gdy nie otrzyma 
adnej odpowiedzi, usun si. Wrci po chwili i znowu rzuca jakie wyrazy. Widzc, e nic 
nie rozumie, wzi j za rk, wyprowadzi z peronu na dziedziniec i wskaza gestem miasto 
lece w dali. Wtedy zrozumiaa, e z ni co zego si dzieje. Wydobya z kieszeni bilet i 
pokazaa urzdnikowi. On przeczyta to, co tam stao, wytrzeszczy na ni oczy, wzruszy kilkakro 
ramionami, odda jej bilet i znowu, jak tylko mg najwyraniej, gada wywijajc rkami. 
Wreszcie mrukn co ostro, chrapliwie i poszed. Czekaa na tym samym miejscu w 
nadziei, e moe wrci i jako ni pokieruje, ale daremnie. 
Ju si wicej nie ukaza. Tymczasem zaczy na dziedziniec wjeda wozy frachtowe, 
doroki, karety. Gdy chciaa znowu wyj na peron, zastpi jej drog portier i, nagadawszy 
si do syta, odprowadzi z powrotem za dworzec. 
By upa. Dzieci godne, spragnione kwiliy. Chora Karola chwiaa si i skarya na bl 
gowy. Trzeba byo dosta gdzie troch herbaty, gdy dziecko paczc o ni prosio. Judymowa 
powloka si w stron miasta dwigajc rzeczy w rkach i na plecach. Sza szos pust, 
zalan socem, po ktrej wrd tumanw kurzu waliy ogromne fury. Bya udrczona, bez si 
i prawie bez duszy. Nie zdziwiaby si wcale, gdyby j kto zrzuci z drogi do rowu a kapa 
nogami. Oczy jej widziay cignce bryki, domy w oddali, zarysy wysokich wie, kominw 
fabrycznych, ale prcz tego chony w siebie co chwila jakie niebywae rzeczy. Zdawao si, 
e wygity parkan, obielony wapnem co tu innego ma do czynienia. Z ogrodu zasadzonego 
burakami co biego, co niewidzialne, a tak straszne, tak obmierze. Dojrzaa to w oparze 
drcym nad ziemi. Uczua jego straszne oczy w piersiach swych, w stawach, w sercu, w 
korzeniach wosw, w palcach zdrtwiaych... To Zy tam szed zza parkanu, na gitkich nogach, 
w ziemi wronitych. miechem si dawi... Rozszerza si, trzs, wydua, mitosi. 
Mia rce tak dugie i oczy, oczy, co gryz jak psia paszczka... 
 Zbawicielu, Zbawicielu miosierny... 
Obcieraa rkami pot z twarzy i tara oczy, eby zegna widmo; ale nie moga si uwolni. 
Strach j opltywa jak sie szeroka, ktr dokoa niej kto okrca, okrca, okrca. I ten szept 
cichy, ten szept znany, pamitny jeszcze z dziecistwa... 
Franek szed przodem i wnet wzi si do zabawy. Zbiera kamienie i fryga do ogrodw. 
Cisn tak raz, drugi, trzeci. Za czwartym razem gdzie daleko brzka stuczona szyba. Judymowa 
usyszaa ten dwik, poja, e to Franek stuk szyb, i z naga uczua do tego chopca 
straszn niech. 
Tak sobie to pomylaa: 
Wezm tego psa i udusz! Jeszcze mi tu zaczn  y  p a  o szyb. Tylko patrze, jak 
si zlec... 
Sza drog i dzikim wzrokiem patrzya na gow Franka, ktry, wygwizdujc, z rkoma w 
kieszeniach rozglda si po okolicy. Co chwila zmuszona bya wstrzymywa si, opiera swe 
141 
pakunki o pryzmy tuczonego kamienia albo je skada na ziemi. Pot zalewa jej ciao, kady 
szew wrzyna si w skr. Ociae i jakby rozdte nogi zdaway si krwi broczy. Maa Karola 
wloka si obok matki i nie sprawiaa na niej wraenia idcego dziecka, istoty drogiej i 
lubej, lecz jakby wiadra wody, pod ktrego ciarem rami drtwieje. 
Tak przypezli do mostu nad szerok wyrw, w ktrej gbi toczya si jasnoniebieska woda. 
Na mocie panowa haas. Kade uderzenie koa, kade stpnicie nogi koskiej wywoywao 
huk dugo nie milkncy. U wejcia na most Judymowa siada w zupenym omdleniu. 
Spogldaa na miasto janiejce w socu z drugiej strony rzeki... Czua w sobie przez ma 
chwil myli jakie czyste i spokojne. Zdaway si radzi jej, eby sza ku jasnej ce, namawia 
j mdrymi sowy. Ale ju ki tej nie moga zobaczy w sercu swoim. Uderzya w ni 
rozpacz jak wicher halny. 
 Po c ja tam id?  pytaa samej siebie z kaniem wewntrznym, co zdawao si wydziera 
z niej wntrznoci. 
Przecie to nie, jest ani Wintertur, ani Amstetten... Co to moe by za miasto!  woaa gono, 
patrzc w nie wyschymi oczami. 
Siedziaa tam gupia i bezsilna, jak plewa przeladowana od wiatru. 
Dzieci zeszy z chodnika i bawiy si rzucaniem kamieni w gb wwozu. Mogy byy pozlatywa 
w przepa, a nie byaby tego dostrzega. 
Z tego odrtwienia zbudzi j gos jaki. Sta nad ni wysoki policjant w mundurze i kasku 
i gada co, wskazujc oczyma rzeczy i dzieci. Spojrzaa mu przelotnie w oczy i gono rzeka 
po polsku: 
 A szczekaj, psie, cho i cay dzie! Wszystko mi jedno. 
onierz powtrzy swoje goniej. 
Judymowa rzeka ze zoci: 
 Jak si to miasto nazywa? 
Niemiec wytrzeszczy oczy i znowu co zacz mwi. Gdy mu nie odpowiadaa i nie 
zwracaa uwagi, chwyci w rk tob i wskaza jej gestem, eby go zabieraa na plecy. 
Tchna nie tylko najszczersz chci, ale wprost porywem fizycznym, eby mu plun w 
lepie, i tylko si wstrzymaa si od tego. Sza kilkadziesit krokw na powrt, zupenie 
martwa. Zimne zdrtwienie wolno ksztatowao si w jaki plan mtny. Nie miaa siy rozumie 
tego. Resztkami myli chwytaa to bdne, zaskrne chcenie, eby tylko wiedzie, co to 
jest, i zaraz wykona... 
Policjanta ju nie bye... Wic znowu wspara tob o elazn barier i tak staa na miejscu, 
lepy wzrok toczc naok. Czua ju tylko, e ciar tomoka parzy j w plecy, i owo zachcenie 
zdradliwe, dajce nadziej spokoju. 
Staa tam bardzo dugo, jakby elaznymi mutrami przyrubowana do wiru chodnika i do 
bariery. 
rodkiem ulicy po okrgych kamieniach toczyy si w stron dworca kolejowego omnibusy 
i powozy. Nagle wzrok Judymowej zatrzyma si na jednej parokonnej doroce i osobach 
w niej siedzcych. Byli to modzi i pikni pastwo, ubrani wykwintnie. Dama w skromnym 
somkowym kapelusiku zasaniaa jasn parasolk modego czowieka. Obydwoje miali si 
czego i rzucali wokoo siebie szczliwe, rozbawione spojrzenia. 
Judymowa drgna, jakby j kto pchn naprzd. Przywoaa dzieci i posza za t dorok. 
Idc tak, gono mwia do siebie: 
 Takie szczliwe ludzie, takie szczliwe... Moe mi pomog... Zbawicielu, Zbawicielu 
miosierny... 
142 
Doroka toczya si wolno i Judymowa, biegnc co si, miaa j cigle przed oczyma. Gowy 
osb jadcych co chwila pochylay si ku sobie. Dwa razy prdzej ni w tamt stron Judymowa 
przebya odlego midzy dworcem a mostem. 
Stana na podwrzu stacyjnym mao co pniej ni doroka. Wanie modzi pastwo wysiedli 
i stali obok, gdy tragarz odbiera z rk wonicy dwa kufry. Judymowa nie wiedziaa, co 
pocznie, ale czekaa na chwil, kiedy do tych ludzi przemwi. Dlaczego do nich  nie wiedziaa. 
Istota jej zmienia si teraz w jeden tylko wybuch woli: przemwi!... 
Nagle moda pani rzeka do swego towarzysza po polsku: 
 We od niego numer i chodmy do sali. 
Judymowa zachwiaa si na nogach. W oczach jej pociemniao. Zbliya si do tej pani jak 
pijana i zacza bekota wyrazy przeplatane miechem, krzykiem i kaniem: 
 Pani! Pani! O, moja przenajliczniejsza... Pani, pani anielska! 
Nieznajomi z umiechem yczliwoci zwrcili si do niej. Zamienili ze sob kilkanacie 
wyrazw francuskich, a potem ywo i ze wspczuciem suchali bezadnej historii przygd. 
Szczeglnie moda kobieta wypytywaa si ciekawie o wszystko. 
Judymowa pokazaa im bilet i to ich ostatecznie upewnio, e nie maj przed sob ebraczki 
ani oszustki. Na rozkaz tej pani tragarz wzi rzeczy z rk Judymowej i odnis je na sal 
razem z walizami. Dzieci dostay po kubku mleka. Wtedy dopiero Judymowa moga zapaka. 
Pani anielska sama przez chwil miaa zy w oczach. On poszed z biletem do kasy i siedzia 
tam dugo. Wrci z wiadomoci, e wszystko jest dobrze, e na skutek jego reklamacji Judymowa 
wrci do Amstetten, a stamtd pojedzie we waciw drog, kiedy oni przesid si 
na pocig idcy do Woch. Sama wzmianka, e si z nimi rozstanie, przeja Judymow 
dreszczem. Uspokoili j obydwoje zapewnieniem, e teraz jej zgin nie dadz, e zobowi 
konduktorw i wadze, aby j odstawiono na miejsce, do Winterturu. 
Moda pani zacza pyta si z ywoci o rozmaite rzeczy. Midzy innymi rzeka: 
 Pani jedzie z Warszawy? 
 Tak, prosz pani, z Warszawy. 
 A jake si pani nazywa? 
 Nazywam si, prosz paniusi, Judymowa. 
 Jak, Judymowa?  ze zdumieniem pytaa pikna dama, otwierajc swe liczne bkitne 
oczy. 
 Takie nazwisko, prosz paniusi  Judymowa. 
 To jest  m pani nazywa si... jake? Judym? 
 Tak, Judym. 
 Doprawdy?  szepna z zaciekawieniem.  A moe jakim kuzynem ma pani jest doktr 
Judym, pan Tomasz Judym? 
 To rodzony brat ma! Brat rodzony!  woaa Judymowa.  To paniusia zna brata? 
 Tak, znam troszk  rzeka pani Natalia. 
Zwrciwszy si do ma, szepna: 
 Czy syszysz? 
 Okazuje si, e miaa wielbicieli ze wszystkich sfer towarzyskich...  rzek pan Karbowski. 
 Chciaabym widzie teraz naszego ambitnego doktorka... 
 Istotnie, byoby to ciekawe! Jak by te wita swoj rodzin podrujc w tak oryginalny 
sposb... 
Sala zacza si napenia. Uderzyy dzwonki, zaszed przed peron pocig i Judymowa zostaa 
usadowiona w klasie trzeciej. Pastwo Karbowscy jechali pierwsz. Miao si ju pod 
wieczr. 
143 
Na stacjach, gdzie zatrzymywano si po kilka minut, modzi maonkowie wysiadali ze 
swego wagonu i przechadzajc si po peronie gwarzyli z Judymow, z dziemi. Pani Natalia 
interesowaa si zdrowiem maej Karolki, ktra spaa niespokojnie na rku matczynym. Przynosia 
jej to wina, to co do zjedzenia, to jakie lekarstwo otrzewiajce. Daa im nieco nadwidnity 
bukiet kwiatw, p flaszeczki perfum, wachlarz swj  chopakowi rne wykwintne 
drobiazgi. 
Gdy ukazywali si na peronie i chodzili ze sob, ywo mwic, pieszczc si wzajemnie 
oczyma, ustami i kadym ich wyrazem, Judymowa nie spuszczaa z nich oka. Wargi jej szeptay 
czue nazwy, sodkie, prostackie pludowe spieszczenia, a caa dusza oddychaa bogosawieniem 
tych dziwnych, przelicznych postaci. 
 eby ci tak wiecznie chcia twj m jak teraz!...  szeptaa.  eby mu bya zawsze 
luba... eby si w tobie kocha do samej mierci... ebycie mieli liczne, due, zdrowe, mdre 
dzieci... eby je bez blu wielkiego rodzia... eby nad nimi po nocach ez duo nie 
wylewaa... 
Bukiet r trzymaa przycinity do ust i poia si jego zapachem. Wchaa perfumy z luboci 
i czci dla jasnej pani. Ta wo podniecaa jej wdziczno i zamienia j na tskny zachwyt. 
Kady ruch pani Natalii Judymowa chona oczyma, ledzia jej posta i widziaa j w 
renicach wtedy nawet, gdy pocig rusza z miejsca i bieg wrd wzgrz ozoconych zachodem 
soca. 
W nocy w Amstetten pastwo Karbowscy rozstali si ze sw protegowan. Zanim wszake 
to nastpio, konduktor pocigu dcego w stron Insbrucku zaj si ni w sposb tak niesychanie 
gorliwy, e ta furia pieczoowitoci wiadczya o memento207 co najmniej picioguldenowym. 
Podrujca familia ulokowana zostaa w osobnym przedziaku, na klucz zamykanym. 
Judymowa do takiego stopnia bya znuona, e przez ca noc nie moga zmruy oka. 
Leaa na twardej awce i wytonym wzrokiem patrzya w szyb okienn. 
Noc bya widna, ksiycowa. Rozlegy horyzont nad ranem zasoniy gry. Grzbiety ich, z 
pocztku okrge, coraz bardziej szczerbiy si i biegy wyej. Judymowa widziaa gry 
pierwszy raz w yciu. Ten widok tak niesychany dla czowieka z nizin i z miasta by jak gdyby 
dalszym cigiem dnia minionego. W duszy jej te widoki i zdarzenia odbijay si gdyby w 
wodzie i tworzyy tam obraz zadziwiajcy. Patrzya przez okno nie na gry, lecz na ten obraz 
w gbi siebie samej. Serce jej drao i wzrok wewntrzny wlepia si w to cudne skupienie 
rzeczy. 
Co to jest ta ziemia? I czy to ziemia? 
Kto s ci przepikni ludzie, ktrych ujrzaa tam pod tym miastem bolesnym? 
I czy to ludzie? Kto jej powiedzia, eby sza za nimi? I..? 
Przed tym pytaniem serce jej mdlao i we zach tono. Wtedy w niewysowionym struchleniu 
pytaa si gbin nocnych, acuchw grskich i tego witego odbicia w sobie samej, 
odbicia w czym czuym i wiotkim, jak gdyby w morzu ez: 
Kto ich posa? 
Najwysze szczyty byy niby posrebrzone blaskiem ksiyca. Ich ostre ky miay teraz agodny 
ludzki wyraz. Zdawao si, e dumaj, e zamyliy si i patrz kamiennymi oczyma w 
lazur bezchmurny, usiany gwiazdami. I jeszcze zdawao si, e tak samo jak czowiek  nie 
mog zobaczy... 
Kiedy niekiedy wzrok Judymowej spada w otcha, gdy pocig lecia na skalnych gzymsach 
arlberskiej drogi. Gdzie w gbi, w przepaci, w niezmiernych szczelinach snuy si 
biae, zielonkawe piany wd Innu po sennych, liskich, czarnych gazach. 
207 M e m e   o (ac.)  pamitaj, tu uyte artobliwie dla okrelenia napiwku. 
144 
Widoki te nie dziwiy Judymowej. Serce przyjmowao je i cicho, ostronie, troskliwie jak 
drogi skarb, chowao w sobie. Czasami dokoa wagonu roztaczaa si gucha ciemno, ktr 
wypenia dym i oskot. Judymowa nie wiedziaa, co to jest, ale nie czua lku. Bya tej nocy 
jakby nad saboci swego ciaa i nad wzruszeniami ducha. 
W pewnej chwili srebrne brzegi szczytw pogasy, jakby je kto zdj z wyyny. Coraz bardziej 
nasuway si z cienia szare zrby i granie ska, rozdzierajc sob ciemno lec w dole. 
Z wysoka zstpowa grski poranek. 
Jechali tak przez cay nastpny dzie i ca noc. Znuenie dzieci stao si jak tp 
omdlaoci. W ustach, z braku waciwego napoju, utworzyy im si krosty. Kaszlali wszyscy 
troje i rzucali si we nie. 
W Buchs konduktor austriacki dorczy Judymow szwajcarskiemu, ktry ironicznym 
okiem oglda tych podrnych. Zrewidowano ich rzeczy, zamknito znowu w wagonie i ruszyli 
dalej. 
W blasku nowego dnia ukazao si wkrtce co nieziemskiego, co, na co patrzc Judymowa 
oczom wierzy nie chciaa: bkitne, zimne, tajemnicze jezioro Wallensee. Pierwszy 
promie zza szczytw wpadajcy w nizin lizga si po falach, ktre si chwiay w chodnym 
mroku. Ta gbia przezroczysta, a zstpujca w ciemn otcha, znowu do drenia zmusia 
serce Judymowej. Wydao jej si, e widziaa we nie te wody, e przez nie sza z rozkosz i 
e tam na ich dnie kamienistym ley w sekret wity. 
Tymczasem brzeg jeziora wygi si prdko i jakby zamkn przed oczyma bkitn wod. 
Pocig wybieg na szerokie bonia. Gry zniky i tylko regle wierkowe snuy si w dali. ki 
biae od miodownika, wrd ktrych stay gsto drzewa owocowe, tworzc jeden sad nieprzejrzany, 
cigny si jak okiem rzuci. 
Okoo godziny jedenastej pocig stan w Winterturze. Usyszawszy t nazw Judymowa 
przelka si i baa ruszy z miejsca. Konduktor otworzy drzwi i da jej znak, eby si wyniosa 
z wagonu. Gdy dwigajc swe toboy i dzieci zazia ze stopni, ujrzaa Wiktora, jak przeciska 
si wskr tumu i szuka ich oczami. Zaraz w zo wpada. Gdy ich zobaczy i podbieg, 
sypna od razu: 
 Gdziee ty, czowieku, mia rozum, eby nas w tyli wiat!... O, Jezu, Jezu... 
 A cem ci  rozkazywa? Moga nie jecha. Widzisz j! Powitanie maeskie! Od 
trzech dni przylatuj, jak kto gupi, na kady pocig... 
Ale, powitanie!  p o j  z y j  o se, cosiztymi dz i eci am i zrobio. W gbach 
maj jakie krosty, nawet nie wiem... Masz ty rozum! Jeeli my nie pomarli w drodze, to 
prawdziwe zdarzenie. 
 Taka znowu delikatna! I ja przecie jechaem t sam drog. Cem mia zrobi, skrci 
j czy co? 
 Ij, stuliby gb, bo doprawdy... 
 To ty mi stul gb, ebym ci na powitanie czego za nie ofiarowa. Jak ci si nie podoba, 
to siadaj w kolej i  z  i j, gdzie ci wypada. 
Wzi na rce Karol, tob pod pach i wyprowadzi ich za peron. Szli jaki czas w milczeniu 
po szosie usypanej wirem. Obok drogi stay domy, przewanie pitrowe, w maych 
ogrdkach z elaznymi sztachetami. Kade okno byo zasonite zielon aluzj. Te mieszkanka, 
jak wszystko dokoa, zdaway si kwitn i posiada w sobie ziele rolinn. Na cianach 
zwrconych ku poudniowi rozpite byy gazie wina, ktrego szarozielone gronka gsto 
midzy limi zwisay. 
 Ty masz, Wiktor, jakie mieszkanie?  cichszym gosem spytaa Judymowa. 
 Przecie e mam. 
 Jedn izb? 
 Dwie niedue i kuchenk. Ciasne, ale niczego. 
145 
 Daleko to? 
 Kawaeczek drogi. Nie bardzo daleko. 
W istocie, minwszy kilka ciasnych i krzywych uliczek, wprowadzi ich wkrtce do sieni 
szczupej kamienicy i na schody wziutkie, czysto umyte, a wydeptane tak, e z desek stopni 
tylko cienka warstwa zostaa. W klatce schodowej panowa zaduch, pomimo e wszystkie 
sprzty byy tam wyczyszczone i byszczce. Na drugim pitrze Wiktor otworzy drzwi i wpuci 
swoj rodzin do mieszkania. Byo istotnie ciasne i niskie tak dalece, e si gow dotykao 
poway, ale mie. Obydwa pokoiki byy wyoone drzewem i malowane olejno na kolor 
bkitny. A na rodek pierwszej izby laz ogromny piec z brunatnych kafli. Ca cian zewntrzn 
zajmoway okna, ktrych w dwu stancyjkach byo cztery. Judymowa z umiechem 
patrzya na ten lokal i doznawaa wraenia, e wcale jeszcze nie wysza z pocigu, tak bardzo 
te dwa pudeka wymalowane i lnice przypominay przedzia wagonu. Ale oto w drugiej izdebce 
dostrzega ko, ko pod sam sufit zasane betami. Zacza si co tchu rozbiera. 
Judym wyszed do swej fabryki. Dzieci nie chciay i spa i wybiegy z ojcem na miasto. 
Tonc w puchu, Judymowa wodzia oczami po czystych cianach, po prostych sprztach, 
ktre nie miay na sobie ani jednej plamki, i usiowaa zatrzyma je w miejscu. Wszystko jej 
w oczach szo, szo, szo bez koca jak wagony. ciana wysuwaa si ze swego miejsca i 
przechodzia... Krzeso, komoda, szafa, tumok lecy na rodku pierwszego pokoju  wszystko 
to suno dokd, bez przerwy .. Gdy zamykaa oczy, eby usn, natychmiast w nich i w 
gbi mzgu snuy si nieskoczone szeregi wagonw. 
Koa ich stukajc pdziy przez cae ciao, przez gow i piersi, ze dreniem, z hukiem i 
zgrzytem. Ani usn, ani odpocz... 
Czua doskonale, jak mija czas, syszaa gosy zewntrzne, rozumiaa, gdzie jest, ale odegna 
owego pdu wagonw ani na sekund nie bya w stanie. 
Z dwikw ulicznych zajmowa j i nci szczeglnie jeden. By to jakby piew, jakby 
wydawanie lekcji czy chralne odmawianie pacierza przez gromad dzieci. Judymowa syszaa 
nie tylko oglny ton, ale kady gosik z osobna, wymykajcy si z harmonii. Byo w tym 
co wesoego nad wszelki wyraz, co tak miego, e nie moga da sobie z tym rady. Wstaa z 
ka, narzucia odzienie i czajc si w gbi izby zacza wypatrywa, skd te gosy pochodz. 
Z drugiej strony wskiej uliczki na tej samej wysokoci byy roztwarte okna jakiej duej 
sali. Na maych drewnianych stoeczkach siedziao tam kilkadziesit, pewno ze czterdzieci 
sztuk indywiduw w wieku lat od czterech do szeciu. Osoby te gwarzyy, beczay, miay si, 
spieray, swawoliy, ale co pewien czas, na znak dany przez oty kobiet w latach, kade ujmowao 
w rce szydeko i rozpoczynao prac. Wtedy to za gosem przewodniczki cay chr, 
wykonywajc szydekiem kady ruch, kiwa si i piewa ow jakby piosenk. Judymowa nie 
rozumiaa wyrazw, ale nie moga si wstrzyma, eby nie powtarza pyncych dwikw: 
Ine stache, 
Fadeli ume gschluh. 
Use ziehe. 
Abe Loh...208 
Bawio j to i zajmowao do ywego. 
Co te to moe by?  mylaa.  Szkoa? Ale czyby kto posya do szkoy takie mae 
berbecie? 
Tymczasem w uczelni znowu wybuchay gwary, zabawa, krzyki, gonitwy, a po upywie jakiego 
czasu dawaa si sysze recytacja: 
208 I  e   a  h e... (dialekt niem.-szwajc.)  wbij, owi nitk, wycignij i spu... 
146 
Ine stache... 
Patrzc na t swawol poczon z robot, suchajc chralnego gwarzenia, ktre nie byo 
jeszcze piewem, ale ju byo rytmem podniecajcym do wykonania bez przykroci pracy, 
doznaa dziwnego uczucia. Przytulona do ciany, z oczyma utkwionymi w ten obraz; ktry 
miaa przed sob, mylaa o czym, co jej nigdy, przenigdy nie przychodzio do gowy. 
I wnet, ledwie poja t rzecz gbok i mdr, uczua w sobie al miertelny. W gowie jej 
suny si wci mury, okna, aluzje, a z oczu leciay zy rzsiste. Wzdychaa nad sob i nie 
tylko nad sob... Trzymaa w sercu bezsiln mk patrzenia na dzieci swoje rosnce ponad 
rynsztokiem. 
Z tej zadumy wyrwao j gwatowne stukanie we drzwi. Kto rusza klamk i puka. Baa 
si otworzy, wic jaki czas siedziaa przyczajona, ale gdy dobijano si coraz gwatowniej, 
przekrcia klucz w zamku. Wszed do mieszkania mczyzna wysoki, w kamizelce, z min 
tak nasroon i oczami tak wciekymi, e Judymowa ze strachu a siada na krawdzi ka. 
Przybysz zacz wrzeszcze i macha rkami. 
Pokazywa co chwila licie, ktre trzyma w rce, ciska je na podog, znowu bra i pcha 
w kiesze... Zblia si do Judymowej i zadawa jakie pytania, a gdy ona wci jednako 
skromnie milczaa, wrzeszcza coraz goniej. Uywa tak z kwadrans. Wreszcie trzasn 
drzwiami i wyszed. 
Ledwie Judymowa zdoaa odda si uczuciu szczcia, znowu wrci z caymi garciami 
lici. Kad je na stole i byskajc biakami oczu, co kilka sw powtarza: 
 U se!209 
Nie wiadomo skd jej taka ch przysza, do e zacza ziewa. Osaniaa wprawdzie 
usta rk, ale jegomo widzia to i dowiadcza paroksyzmu furii, bo trzs si cay i tupa 
nogami. Przygldaa mu si uwanie, od stp do gw, poprzysigajc sobie w duszy, e gdyby 
tak, co daj Boe, drugi raz wyszed z izby, to ju niegupia otwiera mu drzwi z klucza. W 
istocie awanturnik wyskoczy krzyczc jeszcze na schodach. Co tchu zamkna drzwi, pooya 
si do ka i przykrya pierzyn. Tak w psennym odurzeniu leaa ze dwie godziny, a 
j znowu zbudzio stukanie we drzwi. By to Wiktor w towarzystwie owego zego Szwajcara i 
dzieci. 
Wiktor co bka, ale prdzej dla okazania onie, jak si to rozmawia po niemiecku, ni dla 
wyjanienia sprawy. 
 Czeg ten od nas chce, Wiktor?  spytaa Judymowa. 
 A to nasze dzieci obdary mu wino. 
 Co za wino? 
 Wiesz, oni tu maj winne krzewy na cianach... Ten b i u  g e r210 mia calutki front 
domu pokryty. Przyszed Franek z Karol, wziy i  obdary wszystkie licie, powyryway 
badyle ze ziemi. No i trzsie h a j b a211 morowe powietrze ze zoci. 
 Po cecie wy toto zrobiy? 
 Wielkie wito, e my licie urwali!  zaperzy si Franek.  Masz mama o co pieko robi... 
 Ten h a j b mwi, e tu ju do ciebie przychodzi  rzek Wiktor do ony. 
 A przychodzi. Nawet dwa razy. Gada sobie co, ja suchaa. Wygada, co wiedzia, i poszed. 
209 U  e! (dialekt niem.-szwajc.)  precz! 
210 B i u  g e  (niem. Brger)  obywatel, mieszczanin. 
211 H a j b (dialekt niem.-szwajc.)  okrelenie pogardliwe, odpowiadajce polskiemu: chamido. 
147 
 Ech, ju z tym narodem to czowiek nigdy do adu nie dojdzie. To prawdziwy krymina 
ten kraj! Tu o godzinie dziesitej wieczorem ju ci nie wolno we wasnym mieszkaniu tupn 
obcasem w podog, bo si cay dom zleci. Nie wolno ci rozmwi si z drugim goniej, nie 
wolno ci w kuchni trzyma wizki drzewa, pali ognia, jak wiatr wieje, nie wolno chlusn 
naft dla podpalenia w piecu, bo zaraz dwadziecia pi franciszkw kary  diabli wiedz, co 
tu wolno... 
Szwajcar tymczasem wci do nich gada. Judym wytumaczy onie, e on si tak dopytuj, 
po co te dzieci zrobiy mu tak krzywd, eby niszczy dojrzewajc ga winn. Kto 
ich tego nauczy, eby takimi otrami by ju w dziecistwie. 
Sprawa zastaa odoona do pniejszego czasu, gdy sam Judym nie rozumia dobrze, co 
tamten gada. Wiedzia tylko, e z tego mieszkania stanowczo go wylej i e drugiego w miecie 
bezwarunkowo nie znajdzie. To go wprawiao we wcieko. Przeklina h a j b  w, na 
czym wiat stoi, wymyla im po polsku i po szwajcarsku. 
Wreszcie rzek do ony: 
 Ja ci otwarcie powiem, e ja tu nie myl siedzie. 
 Gdzie? 
 A tu. 
 C ty znowu gadasz? 
 Ja  z   do Ameryki. 
 Wiktor! 
 To jest niewola, nie kraj! Zarabiam tu wprawdzie wicej ni w Warszawie, ale wiesz ty, 
ile przy Bessemerze pac w Ameryce? Pisa mi Wsikiewicz detalicznie. To jest dopiero pienidz. 
 C ty mwisz, c ty mwisz...  mamrotaa.  To my ju do dom nigdy... 
 Do Warszawy? Masz ci! Jake ja mam wraca? Zgupiaa? A zreszt po jakie sto tysicy 
diabw? 
Myla chwil, a pniej mwi gono, wstrzsajc gow: 
 Moja kochana, Bessemer jest wszdzie na wiecie. Ja id za nim. Gdzie mi lepiej pac, 
tam id. Mam tu siedzie w tej dziurze? Nie ma gupich!... 
W oczach Judymowej wdroway wci ciany, okna i sprzty. Upada na poduszki jak 
bezwadne drewno i osupiaymi oczyma patrzya si w malowane deski sufitu, ktry si z ni 
dokd, w nieskoczono, w zawiaty posuwa, posuwa... 
148 
O ZMIERZCHU 
W yciu doktora Judyma zacz si okres szczeglny. Na pozr bya to taka sama egzystencja, 
te same obowizki, takie dnoci i starcia. W gruncie rzeczy jednak mody lekarz 
sta si jak gdyby inn osobistoci. To, co czyni, czym si zajmowa, byo zewntrzn powok 
jego istotnej natury, czym niby ciao, w ktrego gbi wykwit duch samoistny. Leczenie 
chorych, rzeczy szpitalne i zakadowe, wyjazdy do dworw i wsi okolicznych nie ulegy 
zmianie, owszem, przychodziy z wiksz jeszcze atwoci, ale bya to tylko eksploatacja 
ywej, kipicej siy. Gb duszy doktora Tomasza zajo co tank nowego, jak now jest wiosna 
po twardej zimie. 
Midzy jednym a drugim wschodem soca zamknite byy jakby gaje czarodziejskie, dalekie 
od tego wiata, schowane za wysokimi murami. Cigle trwao to pachnce wraenie, 
jakiego dozna w dniu kwietniowym, kiedy przybywszy po raz pierwszy do Cisw, sta w 
oknie i patrza w gbin alei. 
Jeszcze gazie drzew wysokich s nagie, szare i chude jak chrusty leszczynowe. Barwa ich 
sprzecza si z dziwnym bkitem, co si kurzy i stoi tu nad ziemi, midzy pniami, niby 
rzadki, rozwiany dymek. Zaledwie pierwsze, zmarszczone i sabe licie wyprysy z kocw 
cienkich gazek bzu. Cikie pki jak zotolite gruzy zdaj si spywa z brunatnych prtw 
kasztana. Soce to pomienistym poarem spada na wilgotn ziemi, to odlatuje do modrych 
krlestw swoich i ginie w rnobarwnej sukni obokw. Jasne murawy ukazay si na szarym, 
parujcym gruncie. Pierwsze ich pira dr, odwracaj si i chyl ku socu. Radosny wiergot 
ptakw i z oddali wesoe krzyki dzieci daj si sysze, a cay przestwr peen jest woni 
fiokw. 
W tej dziedzinie wstawaa z kadym wschodem soca ostra noc duszy. Ona to sprawia, e 
oczy widziay teraz wszystko z podwjn jasnoci. Rzeczy i sprawy zewntrznego wiata 
czyy si i rozchodziy inaczej, a wszystkie przedmioty ukazay swe fizjonomie pene mdroci 
i porzdku. Myli codzienne wypady ze swoich siedlisk i byy jak mode ptaki sposzone 
z gniazda, co na wszystko patrz w zdumieniu. 
Po co jest wiosna? Czemu noc przemija i czemu dnieje? Dokd egluj pracowite chmury, 
czasem niewinne jak sny dziecice, a czasem straszliwe jak trzewia rozrbane toporem, z ktrych 
czerwona krew si leje? Dla kogo rosn kwiaty wiosenne i czemu zapach z nich si rozszerza? 
Co to s drzewa i z jakiej przyczyny w biay dzie upuszczaj na ziemi co jakby noc: 
czarujce cienie swoje? 
Wieczory, kiedy ksiyc by wystawiany w jasnych niebiosach, ktre jak mwi Biblia, s 
spraw palcw boych, przemieniy si w wite misterium. Byy tajemnic niedocieczon, do 
ktrej dusza jak do skoczonej farmy swojego szczcia w tsknocie wzdychaa. 
O zmierzchu panna Joanna czstokro przychodzia do parku z jedyn teraz uczennic 
swoj, pann Wand. Tam przypadkowo spotykay doktora Tomasza. Chodzili we trjk w 
ciemnych alejach, rozmawiajc o rzeczach obojtnych, naukowych, artystycznych, spoecznych. 
By w tym szczeglny urok, e prawie nie widywali swych twarzy ani oczu. Tylko ciemne 
postaci, ciemne osoby, ciemne istoty, jakby same dusze... Tylko z dwiku gosu mogli poznawa 
wzajemnie upragnione marzenia. Czasami, z rzadka, spotykali si w towarzystwie i 
wwczas, gdy usta tak samo jak w parku wymawiay obojtne frazesy, oczy prowadziy inn 
149 
rozmow, pen zapyta, odpowiedzi, prb, wyzna i obietnic, rozmow stokro wymowniejsz 
ni sowna. 
Judym by jakby szalony na sam myl, e zobaczy swoj narzeczon. Tak j mianowa 
w mylach, chocia nigdy jeszcze nie wyjawi jej ani swojej mioci, ani proby o rk. A gdy 
mg widzie te oczy, w ktrych umiecha si z rozkosz cudowny wdzik mioci, zdawao 
mu si, e krew zaczyna wypywa z jego serca, e sodka mier na podobiestwo fali oceanu 
otacza go i niesie do stp tego zjawienia. Rado i sodycz tych obcowa bya tak niezrwnana, 
e nawet wszelkie dze cielesne tumia. 
Judym nie pragn panny Joasi jako kobiety, nigdy z niej w marzeniu nie zdziera szat 
dziewiczych. Pachnce dymy bkitne otoczyy j i zasaniay od myli podliwych. Nade 
wszystko, nad pikno, dobro i rozum kocha w niej swoj czy jej mio, w zaklty wirydarz212, 
gdzie czowiek wchodzcy zdobywa nadziemsk zdatno pojmowania wszystkiego. 
Dra na sam myl,  jeli tej aski niebios, ktr, Bg jeden wie dlaczego, zobaczy na swojej 
drodze, dotknie si wol, jeli wycignie rk i zechce ujrze lepiej to co zaziemskie, to 
ono zginie natychmiast. A myl o znikniciu szerzya w nim zimno mierci. 
I tak cigle pyny w jego sercu dwie strugi: tsknota i trwoga. Gdy przypatrywa si wykwintnej 
i delikatnej postaci panny Joasi, stawaa mu w oczach, jak nieodczne widmo, suterena 
z ulicy Ciepej. Wszystko zdobyte znikao. Pamita o swojej rodzinie rzemielniczej, o 
ciotce, ktra go wychowaa, o towarzyszach jej zabaw... Zdawao mu si, e skulony, obdarty, 
godny i zdeptany, stojcy na samym brzegu upodlenia, jest w ciemnej izbie piwnicznej. I oto 
zstpuje po schodach ciemna osoba. Sycha cichy szelest jej sukien, pachncy szmer jej nadejcia... 
Z wolna schodzi, zatrzymuje si na kadym gazie. Niesie w oczach dalekowidzcych 
przedziwne posannictwo swojej mioci. 
Wolno mu na ni patrze, ale jeli si dwignie i przemwi jedno sowo bagalne, jeli dotknie 
jej rki wycignitej, to wwczas nastpi co przeczuwanego, co, co czyha, co czeka 
cierpliwie i wlepionymi oczyma patrzy na kade postanowienie. 
Pewnego dnia w drugiej poowie czerwca Judym szed do jednej z odleglejszych wiosek. Z 
umysu skraca sobie drog, idc na przeaj ciekami, dla prdszego zaatwienia wizyty i 
powrotu jeszcze przed zachodem soca. 
cieka sza nad brzegiem rzeki, ktra u jednego kraca rozlegej ki, w dolinie midzy 
dwoma paskowzgrzami, wia si wrd zaroli. Drka ta, kryjca si w cieniu drzew, wycinita 
na mikkim gruncie, bya tylko z wierzchu obeschnita, a gb jej uginaa si jeszcze 
pod nog. Naok byy trawy, wikle i rokity. Judym szed prdko, z rkami w kieszeniach i 
oczyma spuszczonymi, nic prawie dokoa siebie nie widzc, gdy wtem na zakrcie drogi zobaczy 
pann Joann. W pierwszej chwili by tak oszoomiony, e nawet si z ni nie przywita. 
Szed kilka krokw mylc o tym, czy ona czekaa tu na niego, czy to moe jest sen... 
Nie zdziwiby si wcale, gdyby znika w powietrzu jak mga znad ki. Nie czu take 
szczcia. Spoglda na jej twarz blad, pomiszan i obojtnie zauway, e jej prosty nosek 
z tej strony widziany jest jaki inny... 
Po niejakiej chwili domyli si wreszcie, e to jest jakby cud... Nie bdzie czeka na ni w 
parku, nie bdzie spieszy do chorych, nie bdzie skraca sobie godzin pozostajcych do 
zmierzchu rnymi sposoby, bo ona tu jest z nim razem, sama jedna... By w tym nawet pewien 
jakby zawd. 
 Pani na spacer?...  rzek czujc w tej samej chwili, kiedy mwi te wyrazy, e postpuje 
jak zupeny, ordynarny gupiec, bo przecie ta chwila, ktra mija, jest najwaniejsza i bdzie 
pamitn w caym yciu. Ale zaraz po sekundzie tego przewiadczenia nadeszo zapomnienie 
212 W i  y d a  z (stpol.)  ogrd ozdobny. 
150 
o wszystkim i obojtno tak zupena, jakby kto poprzedzajce wraenie przysypa worem 
piasku. 
 Ja chodz tutaj co dzie, jeeli, rozumie si, deszcz nie pada...  odpowiedziaa panna 
Joanna. 
Judym wiedzia, e skamaa. Wiedzia, e przysza w to miejsce pierwszy raz i dlatego, 
eby go spotka. Sowa jej sysza dobrze, ale zdawao mu si, e przychodz z jakiej oddali. 
Nie rozumia ich zreszt, zajty radoci patrzenia w jej serce. 
 A panna Wanda? 
 Wanda o tej porze jedzi konno z panem plenipotentem. 
 Pani nie jedzi konno? 
 Owszem... Bardzo lubi. I niegdy, niegdy... mj Boe... Teraz ju nie mog. Musz 
mie troszk, tyl odrobink wady serca czy czego takiego, bo kada przejadka nabawia 
mi blu tu wanie, gdzie bije to przebrzyde. Mam pniej bezsenno. 
Judym, syszc te sowa, uczu w swym sercu literalny, fizyczny bl i taki al, taki niezgruntowany, 
bezbrzeny al, e musia cisn zby, aby nie wybuchn paczem. 
 Dlaczeg si pani nie poradzia jakiego dobrego lekarza w Warszawie? 
 Ech!... Dobry lekarz nie poradzi na takie rzeczy. A zreszt, kto by tam zwraca uwag. 
Nie jedzi konno  to taka atwa rzecz do zrobienia... 
 To nie jest wcale wada serca i ani cienia choroby w tym nie ma...  mwi z umiechem. 
 Zwyczajne, najzwyczajniejsze zmczenie. Organizm nie przyzwyczajony... 
 Mj organizm? 
...Pod wpywem forsownego wysiku ulega na czas pewien wyczerpaniu... Moe byoby 
dobrze, gdyby si pani przemoga i jakie dwa, a nawet trzy razy w tygodniu bez zmczenia, 
rzecz prosta, jedzia na tej siwce. 
 Tak pan myli? 
 Naprawd. Pani musi przelicznie wyglda na koniu... 
Powiedzia to zdanie bez chwili namysu i faktycznie bez wiadomoci, jaki sens maj te 
sowa. 
 A to dopiero terapia!  rzeka panna Joanna nie patrzc na niego. Zoty umieszek, najpikniejszy 
z umiechw, otoczy jej twarz jakby blaskiem sonecznym. Brwi i wargi drgny 
wesoo. Judym przez chwil daremnie czeka, e usta powiedz wyraz skrzydlaty, ktry chowa 
si w tym przelicznym umiechu. Niky rumieniec jak zorza pyn po jej policzkach. 
 Prosz pana  mwia rumienic si coraz bardziej  pan jedzi czasami tramwajem na 
Chodn czy na Walicw? 
 Jedziem... Rozumie si... A dlaczego si pani pyta? 
 Tak si tylko pytam. Kilka razy widziaam pana jadcego w tamt stron. By pan wwczas 
troszk inny, nie taki jak teraz. Moe zreszt w cylindrze tak si pan wydawa. To byo 
ze trzy lata temu, a moe nawet wicej. 
 Dlaczego pani zwrcia wtedy na mnie uwag? 
 Nie wiem, dlaczego. 
 Za to ja wiem dobrze. 
 Czy tak? 
 Wiem na pewno. 
 Nieche pan powie, dlaczego. 
 Dlatego, e... 
Judym poblad. Uczu, jak skra cierpnie mu na gowie i jak zimny dreszcz fal spywa 
przez cae ciao. 
 Nie  mwi  nie powiem teraz. Kiedy indziej... 
151 
Panna Joanna zwrcia na niego oczy, przyjrzaa mu si szczerym, rzetelnym spojrzeniem i 
zamilka. Szli dugo. 
Na kresach ki, po urwisku paskowzgrza rozrzucone byy chaty wsi, do ktrej Judym 
zda. Droga, wska w nizinie, zmieniaa si w szeroki wygon poryty mnstwem kolein i 
wygrodzony erdzianym potem. Panna Joanna sza t du drog kilkadziesit krokw. Z 
naga stana i mwia: 
 Pan idzie do wsi? 
 Tak, do chorych. 
 Ja tam ju nie pjd. 
 Dlaczego? 
 Nie, nie pjd. 
 Ju pani wrci do domu?  pyta z alem w gosie i oczach. 
 Tak, ju trzeba wraca. Zreszt... Dugo pan tam zabawi? 
 Nie bardzo, z jakie p godziny. 
 A tak... Ja tu poczekam. Albo lepiej... 
 Panno Joanno... 
 Albo lepiej tam, na kraju tego wzgrza. 
 Ach, to dobrze, to liczna, liczna myl! 
Poszed szybko t drog. Byby bieg pdem, byby zreszt cakiem, do licha, zaniedba 
chorych. Wstrzymywa go tylko przesd, e ona tam czeka. Gdyby nie speni... Ta pewno 
sprawiaa mu rozkosz bezbrzen. Czu, e jest to ju zblienie, co jakby schadzka, jakby 
umwiony czas radoci wsplnej, a zarazem przesdnie cieszy si, e szczcie samo przyszo, 
e go nie woa ani wyprasza. 
Chcia zaatwi si z chorymi co tchu, ale jak na zo przed kad chat, do ktrej wchodzi, 
zgromadzay si baby z dziemi, chopi z okaleczonymi palcami... Musia ich bada i 
opatrywa. By ju prawie zmierzch, gdy wreszcie wybieg ze wsi i rozpalonym wzrokiem 
szuka panny Joanny. Byy chwile, e traci wadz nad sob. 
 Odesza...  szepta poykajc zy jak dziecko. 
Zobaczy j wwczas dopiero, gdy blisko podszed do wzgrza. Siedziaa na ziemi midzy 
ogromnymi jaowcami. 
 Chodmy nie tdy k, bo ju mga si ciele i wilgo...  mwi zbliajc si do niej. 
 A ktrdy? 
 Mona przej gr, wprost przez pola, a stamtd brzegiem aziskiego lasu. 
 No, dobrze, tylko musimy si bardzo spieszy, bo ju noc prawie. 
Weszli na szczyt urwiska i znaleli si w polu otoczonym z trzech stron lasem. Z dwu stron 
by to br liciasty, z trzeciej sosnowy. Soce padao na milczc cian drzew, zocc nieruchome 
kpy grabw i brzz barwami tak ywymi, e oko chwytao dokadne ksztaty lici 
bardzo dalekich. Za parowem, z ktrego wyszli, w nieskoczonym oddaleniu, u kresu pl 
mienicych si od zboa, soce zachodzio. Poziome jego promienie leay na jasnych drogach, 
na szybach wd, zwykle skrytych, na bezbarwnych powierzchniach domostw wieniaczych. 
Figury idcych, Judyma i panny Joasi, rzucay dwa cienie, jak gdyby dwa niezmierne 
widma ich bytw, ktre przed nimi id, cz si, zbliaj i odsuwaj od siebie. Purpurowozocisty 
blask przedmiotw trwa krtko. Tarcza soneczna wlaa si w ziemi i utona. Wwczas 
daleki gaj liciasty przygas. Zacz oddala si, oddala, odchodzi... 
Judym wpatrywa si w t okolic i dozna niewytumaczonego uczucia. By ju tam nie
raz, to prawda, ale zdao mu si, e ju podobne uczucie przey w tym samym miejscu. 
Ju niegdy, niegdy... 
To jest miejsce, do ktrego szed przez cae swoje dugie tuacze ycie. 
Dlaczeg to tak?  marzy wpatrujc si w t dziwn polan.  Dlaczeg to tak? 
152 
I oto przez chwil, przez mgnienie renicy, gocio w jego wiedzeniu co niby odpowied, 
tak jakby dwik sowa, ktre wiatr przynis z oddali, ale natychmiast z ucha wyrwa i rozwia. 
Cz tego pola, jakby wzgardzonego przez ludzi, bya zasiana. Obok cigna si niwa zorana 
i zawleczona, co byo widokiem niezwykym o tej porze roku. Ta ziemia bya jeszcze 
ciepa, pulchna i mikka. Nie wizia ng, jak piasek na wydmie, lecz je ogrzewaa delikatn 
gbi swoj. Stopy panny Joanny, obute w pantofle, zupenie giny w roli. Obydwoje nie 
zwracali na ten szczeg uwagi, ale o nim dobrze wiedzieli. 
Z szarej gleby zacza si dwiga w gr jej barwa, zacza wchania poyskujce przed 
chwil kolory lasu i sa dokoa, daleko i blisko, zmrok cichy, zmrok ciepy, zmrok wonny. 
 Nie powiedziaem wtedy  rzek Judym  dlaczego pani zwrcia na mnie uwag, gdy jechalimy 
tramwajem w stron ulicy Chodnej... Ot mnie si zdaje, e wiem. 
 Pan to wie? 
 Tak, wiem. 
 Bardzo jestem ciekawa. 
 Pani musiaa wwczas po prostu przeczu... 
 Co przeczu? 
 Wszystko, co ma nastpi. 
 C takiego? 
 e to ja wanie bd mem twoim. 
Panna Joanna nie okazaa zdziwienia. Sza w spokoju. Blada jej twarz wydawaa si upion. 
Judym nachyli si ku niej. 
 Czy aby dobrze, czy z rozwag pan to czyni?  mwia cichym, gbokim gosem.  
Niech pan dobrze nad tym pomyli... 
 Ju wszystko przemylaem. 
To twarde oznajmienie istoty rzeczy nie wyraao, ale dwik jego by tak decydujcy, e 
panna Joasia nic nie odrzeka. 
Judym teraz dopiero uczu, jak bezgranicznie jej pragn. Wszystko zgino mu z oczu. 
Mrok wdar si do gbi duszy i wszystko w niej zgasi. Zdawao si, e opr mikkiej, gbokiej 
ziemi, w ktrej nogi brodziy, nie ma koca, e cignie si setki godzin. Szary zmierzch, 
to podliwe zrzekanie si wiata, sprawiao dzik rozkosz. By to niewiadomy ywio, ktry 
zdawa si rozdyma w jaki pomie i poprzedza t wit, bosk, tajemn noc, jak krzyk 
wesoy woajcy w szerokiej pustce nad ziemi. 
Praw rk Judym obj sw on i lewe rami jej uczu na swej piersi, a gow tu przy 
policzku. Schyli si i zanurzy usta w bujne, wzburzone, czarne wosy dziewicze, owiane 
czym pachncym... 
zy pyny z jego oczu, zy szczcia bez granic, ktre zamknite jest w sobie i ktrego 
ju si nie dowiadcza po wtre. 
Wzdrygnli si, gdy stopy ich uczuy grunt twardy na skraju lasu, ale nie zwolnili kroku. W 
gszczu sosen staa ju ciemno jak czarny marmur, ktr kiedy niekiedy niby zota yka 
przecina leccy robaczek witojaski. Wzrok ich spostrzega te zote nici i omijajc wiadomo 
umieszcza pikny, niky ich pblask na wieczne czasy w pamici jak drogocenny 
skarb ycia. 
Byo tak cicho, e sysze si dawa jaki odlegy, odlegy szmer wody, gdzie sczcy si z 
upustu. 
Pannie Joannie wydao si, e ten gos co mwi, e to on woa... 
Podniosa gow, eby usysze... Wtedy uczua na swych wargach niby rozarzone wgle. 
Szczcie jak ciepa krew wpyno do jej serca fal powoln. Syszaa jakie pytania, sowa 
153 
ciche, wite, spod serca. W ustach swych wyrazw znale nie moga. Mwia pocaunkami 
o gbokim szczciu swym, o dobrowolnej ofierze, ktr witaa... 
154 
SZEWSKA PASJA 
Sposobem z roku na rok praktykowanym Krzywosd zaatwia szlamowanie stawu, gdy 
wtem ju w pierwszej poowie czerwca zjechao tyle kuracjuszw, e ukoczy roboty nie 
byo mona. Tylko z czci stawu od strony rzeki mu by wybrany do gbi. Reszta przedstawiaa 
si w postaci bagna, ktre woda ledwo bya w stanie przykry. Po spuszczeniu jej botko 
wysychajce okryo si zielonym kouchem wodorostw i szerzyo wo ohydn. Robotnicy 
pracujcy przy rydlu i taczkach dostawali febry, nawet sam Krzywosd mia gorczk i dreszcze. 
W okolicznociach tak trudnych, gdy przy obcych nie byo sposobu wywozi za park furami 
zgniego szlamu, Krzywosd wpad na myl genialn. Nic nikomu nie mwic, kaza w 
pewnym miejscu rozkopa grobl do gruntu, wstawi w ten otwr pochy rynn z desek szerokoci 
okcia i puci na ni strug wody, ktra sczya si na dnie spuszczonego stawu. 
Utworzyo to rodzaj kaskady, ktra zlatywaa do bujnie do koryta rzeki. Wwczas Krzywosd 
postawi kilkunastu silnych ludzi z taczkami, innych z rydlem, rozkaza im wybiera 
szlam, zwozi go po narzuconych deskach do rynny i rzuca w to drewniane oysko strumienia. 
Woda pdzca z wysoka porywaa szlam i niosa go w stron Morza Batyckiego. 
By to figiel tak wyborny, e wszyscy zdumieni byli jego oryginalnoci. Cikie wozy nie 
roznosiy po parku ciekncego szlamu, brudni ludzie nie azili ciekami  i tylko sam staw 
cuchn jeszcze ile si dao. Liczono jednak, e przy wzmoonym nateniu pracy za dwa, 
trzy tygodnie dno stawu obniy si i wod mona bdzie wstrzyma. 
Judym zatopiony po uszy w mioci nie wiedzia o niczym. Gdy idc przez grobl do zakadu 
na obiad zobaczy po raz pierwszy maszyneri wodn, stan oniemiay. Tak dalece nie 
rozumia, co to ma znaczy, e zapyta pierwszego z brzegu pracownika: 
 Co to, chopcy, robicie tutaj? 
 A szlam na wod puszczamy, prosz pana doktora. 
 Na wod szlam puszczanie? 
 Juci. 
 A przecie nad t wod stoj wasze wioski. Jake ludzie bd bydo poili i korzystali z 
tej wody? 
 A to nie nasze d z i e  o. Pan administrator kaza, my wywalamy, i spokj. 
 A... skoro pan administrator kaza, to wywalajcie, i spokj! 
 Tu ju chopy przylatyway z Siekierek  rzek ktry  prawoway si z panem, z administratorem, 
e p a d a j , w caej rzece woda zmulona; ale ich pan skl i wygna. Tyle wygrali. 
Judym odszed. Uda si brzegiem strumienia w zamiarze, nie bardzo zreszt wyranie 
sformuowanym, zbadania, czy w istocie woda jest zmulona. Szed dugo po ce wieo skoszonej 
i z wzrastajc wciekoci patrza na bur, gliniast ciecz, ktra leniwie toczya si w 
korycie rzeki. 
W pewnej chwili zo ta ustaa. Zastpio j promienne przypomnienie czego miego... 
Judym zapomnia o rzece. Zapomnia tak doskonale, jak gdyby straci z oczu rzeczywisto, i 
sam widzia senne marzenia, daleko bardziej realne i niewtpliwe ni staw, rzeka, szlam, 
chopi, Krzywosd... Dopiero w parku ockn si i podnis gow. 
Przy wieo zbudowanej luzie sta Krzywosd i dyrektor. 
155 
Na ich widok mody lekarz uczu wstrt fizyczny. Uczu, jakby te dwie figury wydzielay 
ze siebie ohydny fetor szlamu. Postanowi, e nie zbliy si do nich, uda, jakoby ich nie widzia, 
i odejdzie inn drog. 
C go, u stu tysicy, obchodz wszelkie sprawy ze szlamem! Czy ta rzecz jest jakim 
waniejszym naduyciem w szeregu miliarda innych? Czemu jej wanie ma powica tyle 
uwagi? A niech robi dziady, co im si ywnie podoba! To ich rzecz. Zamiast lee od dawna, 
niech bryka jeszcze ten chodzcy cmentarz! Do si z nim i tak nasiepa. Wykaza wszystko, 
co uwaa za ze i dobre. Nie chc go sucha, robi swoje  no to niech bdzie! 
Szybkimi kroki szed w swoj stron i na samym szczycie wszelkich innych argumentw 
znalaz w gowie jeszcze jeden: To jest rola zakadu leczniczego: dostarcza najciemniejszej 
warstwie ludnoci zmulonej wody do picia. Zamiast t warstw... Cha, cha... Pyszna ilustracja 
caej afery. Ten mierdzcy szlam w rzece  to jest dziaanie zakadu leczniczego. Ilustracja 
szumnych frazesw o roli spoecznej zakadu w Cisach. 
Nie mg wytrzyma. Ten tylko dowcip im powie  no i basta! Powie to Krzywosdowi, 
nie, nie, nie Krzywosdowi. Powie dyrektorowi w ywe oczy i raz na zawsze skoczy dyskusj. 
Bdzie to ich Pyrrusowe zwycistwo213. 
Zdawao si, jakby ten argument uj go za konierz i nawrci z drogi. Jasno faktu i logika 
rozumowania bya tak olepiajca, e wobec niej wszystko zniko jak cie wobec wiata. 
Gdyby kto biciem zmusza Judyma w owej chwili do wyszukania argumentu, ktry by osabi 
si konceptu o tej mniemanej roli zakadu, nie wydusiby z niego ani jednej myli. Dyrektor i 
Krzywosd widzieli zblienie si modego asystenta, ale udawali, e prowadz ze sob dyskurs 
waniejszy ni wszystko na wiecie. Dopiero gdy wita si z nimi, zwrcili si do nie 
przerywajc zreszt ani na chwil oywionego traktatu o jakim wosieniu do materacw. Judym 
dugo milcza, obojtnie patrzc na chopw unurzanych w bocie, bosych, bez ubrania, 
ktrzy pchali przed sob wielkie taczki. 
Wszystko kipiao w nim i przewracao si do gry nogami. W myli powtarza swj dowcip 
i ukada go w form literack. Chcia to wyrazi w uwadze niewinnie zjadliwej, ktra by 
pomoga treci wej jak lekkie ukucie, a na zawsze otrua umysy przeciwnikw. 
Rzek wreszcie, pasujc si ze sob, eby ani jeden dreszcz muskuu nie zdradza wzruszenia: 
 Co to panowie robi tutaj? Czy mona zapyta? 
 Jak kolega widzi...  rzek dyrektor, troszk blady. 
 Tak, widzie widz, ale wyznaj, e nie rozumiem. 
 Wozi teraz nie mona, wic Krzywosd wymywa staw wod. 
 A... wymywa staw... 
Dyrektor umilk. Po chwili zapyta tonem zimnym i zdradzajcym gniew: 
 Panu si to nie podoba? 
 Mnie? Owszem. Dlaczeg miaoby mi si nie podoba? Jako motyw do rodzinnego pejzau... 
 Jako motyw do rodzinnego... 
 Jest to zasada dobrego gospodarstwa, eby zuytkowa kady rodek na korzy przedsiwzicia. 
Skoro mam...  mwi Krzywosd. 
Judym, z ostentacj nie suchajc tego, co mwi administrator, powtrzy z naciskiem, 
zwrcony tylko do dyrektora: 
213 P y   uso we z w y  i    w o  zwycistwo okupione zbyt wielkimi stratami, rwnajce si klsce. Okrelenie 
pochodzi od krla Epiru Pyrrusa (319 272 p..e.), ktry w wojnie z Rzymianami (280 i 279 p..e.) w 
dwch wygranych bitwach ponis tak powane straty, e mia wwczas zawoa: Jeszcze jedno takie zwycistwo, 
a jestemy zgubieni! 
156 
 Jako motyw do rodzinnego pejzau. Przekonaem si, e to, co czstokro zowiemy rol 
zakadu w historii okolicy, przypisywanie mu jakiego spoecznego czy higienicznego znaczenia, 
jest tylko rodzim blag, efektem, reklam, obliczon na gupot histeryczek. Dla 
mnie tedy jest to widok taki sam jak kady inny. 
 Nie lubi tych paskich lekcji! Jestem czowiek stary... 
 A ja jestem czowiek mody, ktry starcem w danej chwili adn miar by nie moe. 
 Mj askawy panie! 
 Jestem lekarz! Uwaam za rzecz ze stanowiskiem lekarza niezgodn to, co pan dyrektor 
pozwala czyni swemu totumfackiemu. 
 Mj dobrodzieju!  mrukn gronie Krzywosd  rachuj no si, z aski swej, ze sowami! 
Take! Totumfacki... Nec sutor ultra crepidam214. 
 No, no! daj no pokj z twoj tam acin...  krzykn dyrektor.  Ja ci tu dam acin! 
Zwracajc si za po chwili do Judyma, mwi z cicha, ale dobitnie: 
 Paskie admonicje nie wywr tutaj adnego wpywu ani na mnie, ani na nikogo. 
 Wiem o tym dobrze. Ja... 
 Jeeli pan wiesz o tym dobrze, to nie rozumiem, po co si mieszasz w nie swoje rzeczy. 
To do pana, kochany panie, wcale nie naley. 
 Czy kwestie higieny nale do paskiego totumfackiego? 
 Tu nie ma wcale ani kwestii higieny, ani tym mniej nie ma totumfackiego. Co si panu 
wydaje? Gdzie Rzym, gdzie Krym? Higieny! 
 Higiena jest, ale dla ludzi bogatych. Chopy i ich bydo niech pij mu z naszego stawu. 
Ot ja panu dyrektorowi krtko powiem: przeciwko temu, co si tu robi, ja kategorycznie 
protestuj! 
 A protestuj sobie, kochany panie, ile wlezie... Ile tylko wlezie! Krzywosd, najmiesz mi 
na jutro dwa razy tyle robotnikw co dzi. 
 Panie Pirkiewicz  zawoa Krzywosd do ekonoma  ka pan pj komu po wsi, eby 
do roboty przyszo jeszcze z omiu, z dziesiciu. 
Zwracajc si do Judyma, administrator zamia si szyderczo, z caego serca, i rzek: 
 No, i c pan na to, panie reformatorze? 
 Ja nic na to, stary ole!  rzek Judym spokojnie. 
Krzywosd przez chwil patrza w niego wlepionymi oczyma. Wtem zblad i, wznoszc 
pi, o krok si posun. Judym dostrzeg ten ruch i straci wiat z oczu. Jednym susem przypad 
do Krzywosda, chwyci go za gardziel, targn nim z dziesi razy, a potem pchn go 
od siebie. Administrator sta tyem do stawu. Rzucony przez Judyma, zlecia z grobli, run w 
szlam i zanurzy si w rzadkie bagno, tak e ledwo go byo wida. Chopi cisnli rydle i pospieszyli 
mu z pomoc. 
Judym nie widzia, co byo dalej. Oczy mu zaszy wciekoci, jak bielmem. Szed drog 
klnc gono, ordynarnie... 
214  e   u  o  u 1   a   e p i d a m (ac.)  przysowie odpowiadajce polskiemu: pilnuj, szewcze, kopyta. 
157 
GDZIE OCZY PONIOS 
Nad wieczorem oddano mu list dyrektora ze sowami: Wobec tego, co zaszo, spiesz 
owiadczy Sz. Panu, e umow nasz, zawart przed rokiem w Warszawie, uwaam za rozwizan. 
Suga  Wglichowski. 
Judym przeczyta to pismo z niedbaoci, odwrci si na drugi bok i sennym wzrokiem 
patrza w dese pokrowca kanapy. Wiedzia doskonale, e lada chwila taki list mu przynios. 
Wmawia w siebie, e na ze wzgard oczekuje. 
Stara si nie myle o niczym, wypocz, uciszy si, ostygn i dopiero przyoy rki do 
wszystkiego, co trzeba przed wyjazdem zaatwi. By nawet kontent ze siebie, z tego mianowicie, 
e si uspokaja wiadomie, systematycznie. Przenikliwym wzrokiem wewntrznym 
spostrzega dygocc chorobliwie namitno do Cisw, ktra teraz musiaa by zwalczana, 
eby si nie moga zmieni w co gupiego. Przymkn powieki i zacz usilnie wylicza pgosem 
pewne zwizki chemiczne. Ledwie jednak szepn trzy nazwy, uczu pytanie, ktre go 
pchno z miejsca jak cios fizyczny: 
Czemu ja przed t awantur nie poszedem do domu? 
ao ukryta w tych sowach bya tak nienasycenie bolesna, tak ostra, tak wydzierajca z 
wewntrz, e mona j przyrwna chyba do haka, ktrego koniec utkwi w ywym pucu, 
drze je, a zarazem cae cignie ze sob. Ale kiedy jego elazo najwiksz szerzyo bole, 
kiedy zdawao si wyczerpywa sw si, wtedy ukazaa si jeszcze inna katusza: umiech 
panny Joasi spotkanej na ce. 
W caym tym zdarzeniu Judym o niej zapomnia, a raczej nie mg pamita. Teraz zjawia 
si niby zdumienie bezsilne, bolesne, milczce... 
C tu teraz pocz? Wyjecha, rozsta si? teraz wanie? Dzi, jutro, pojutrze? 
Uczucie, ktre go wtedy opanowao na sam myl o wyjedzie, byo gupie, tchrzowskie i 
ndzne. Trzs si wewntrz ze strachu i szala z alu. Wszystko zerwao si w jego duszy. 
Mskie uczucia rozprysy si jak kupa zgonin215, w ktr podmuch wichru uderzy. 
Nadszed wieczr. Roztwarte okno wpuszczao do pokoju zapach r kwitncych. Nad muren, 
ktry cz parku otacza, midzy pniami drzew, lnia si jeszcze zorza zotoczerwona. 
Ciepy mrok napenia ju pokj i wolno zaciela uliczk w rodku grabw. 
Judym spostrzeg jeszcze gb jej czarujc i szary mur w oddali, ale w pewnych momentach 
traci wszystko z oczu, jak gdyby ciemno wzrok mu wyeraa. Pomimo wszelkich usiowa 
obrony zapada coraz gbiej w jak nieprzeniknion ciemnic. Czu to, e z nim razem 
id tam wszystkie wzruszenia miosne i e na dnie przeraliwym zostan w py rozsypane. 
Lea bezsilny jak drewno, dowiadczajc tylko dreszczu nagych postanowie, o ktrych 
w tej samej chwili mia dziwne wiedzenie, e zwiastuj tylko obecno w duszy jakiej ndznej 
choroby. 
W pewnej chwili posysza szelest, ktry mu sprawi bl, jakby od ukucia. W bkitnej tafli 
okna ukazaa si posta kobieca: Judym bardziej po zach pyncych do serca ni si 
wzroku uczu Joasi. Gdy stan przy oknie i zoy jej gow na swych piersiach, zacza co 
mwi do niego, prdko i cicho... 
Nie by w stanie tych sw poj, czu tylko, e teraz dopiero ma w sobie swojego ducha. Z 
piersi jego wydaro si westchnienie: 
215 Z g o  i  a  plewa. 
158 
 Ju jutro... 
 Jutro... 
 Nie mog by ani chwili, ani chwili. 
 Po c to byo, po co to byo? 
 Musiaem tak zrobi. To nie ode mnie zaleao. Teraz mszcz si na mnie moje wasne 
usiowania. Gdybym by czowiekiem spokojnym, gdybym si zgodzi na wszystko... Kto 
zmaga si ze wiatem, zgin musi w czasie, by y w wiecznoci. 
Mwi to zdanie z rozkosz, z pewnym szczeglnym a przyjemnym samochwalstwem, z 
jak czu dum. Wtedy pierwszy raz pachnce, mae usta znalazy jego wargi i zoyy na 
nich cudown pieszczot. 
 Dokd pojedziesz?  pytaa wyrywajc si z jego ramion. 
 Czy ja wiem? Zapewne do Warszawy. Jeszcze o tym nie mylaem. 
 A o czym? 
 Zupenie o czym innym. 
 O czym? 
Zamiast odpowiedzie, wycign rce, ale w teje chwili znika mu z oczu. Mia pene 
serce i usta najczulszej mowy... Tymczasem ju ani jeden wyraz nie mg by przez ni wysuchany. 
Judym patrza w mrok ogarniajcy ogrd, w mrok, co zdawa si by jej ywioem, 
z ktrego ona pochodzi, ktry jest ni sam. Pachnie i napenia szalestwem... 
Dugo, do pna w nocy, zosta sam, zatopiony w sennym oczekiwaniu, na ktre z ciemnoci 
zdaway si patrze jej oczy. W pewnej chwili ten urok zgas, jakby sposzony przez mokry 
wyziew idcy z ciemnego parku. Judym przypomnia sobie, e rano ma jecha. 
Nie myla ani przez chwil, dokd si uda, ale znowu przyszy go szarpa paroksyzmy 
alu. Zapala lamp i martwym wzrokiem oglda swj lokal zimowy. Byy to dwie ogromne 
sale na parterze starego zamku. 
Zostay tu w nich jeszcze niektre lady dawnej, zeszowiecznej okazaoci. ciany zastawione 
byy makatami w ramach, drzwi i okna ujte w boazerie pene wdziku. Dokoa biegy 
stare, proste, zocone gzymsy, ktre tu i wdzie rozkwitay w filigran krlewskiego stylu. W 
ktach pokoju i midzy oknami byszczay stare konsole, zoone z kilku tafel lustrzanych. 
Nad piknym kominkiem umiecha si w gbi starych ram portret modej kobiety z odsonitymi 
ramionami i z umiechem, ktry do kadego widza zdawa si przemawia: kochaj 
ycie nade wszystko... Gste i bujne zwoje wosw leay u jej czoa jak pki czarnych 
kwiatw. Purpurowe usta, jeden policzek i rami owietlone byy jakim blaskiem rozkosznym, 
niby srebrem marzycielskim ksiyca. W rysach tej twarzy zamknity by szataski czar, 
moe mio twrcy tego malowida. Judym lubi patrze w swj portret. Pikne bstwo 
wystawione na tym ptnie byo dla jakby si, ktra pociga w przeszo, w lata zamierzche. 
Ono sprawiao, e w subtelnej wizji przypatrywa si tym, co te pokoje zamieszkiwali, 
co tam cieszyli si i cierpieli, byli dumnymi panami, a pniej dokd odeszli jak oboki przesuwajce 
si w grze... 
Teraz, gdy wiato lampy upado na portret, na te mie, wykwintne, przyjemne sale, na 
sprzty wygodne  Judym zadra. Rozumia, e nie ma siy, aby to wszystko opuci. Kady 
mebel zdawa si wychodzi z mroku i co wspomina. Kady z nich by jak najwierniejszy 
przyjaciel, ktry w siebie przyj jaki szczeg, jak czsteczk sekretu mioci dla panny 
Joasi, a teraz wszystko wyznawa. Tu, w tym apartamenciku, wszystko byo ni sam. Ani 
razu w nim nie bya, ale radosne marzenia i myli pene rozkoszy ukryy j tutaj niby tajemnicz 
mieszkank, ktrej nigdy niczyje oczy nie zobacz. Wiedzia o niej stary portret i umiech 
jego grozi si zdawa, e lada chwila rozpowie wszystkim cudown plotk. 
Ile niewysowionego uroku chowao jego milczenie! 
159 
May stoliczek w rogu zarzucony ksikami... Na jego widok Judym ka i szlocha wewntrznie. 
Wwczas gdy wbieg do tego pokoju z radosn tajemnic, ktr w sobie odkry 
ujrzawszy Joasi na skraju lenym, zatopiony w muzyce rozkwitajcej rozkoszy siedzia nad 
nim podparszy gow rkami... 
Teraz al bra w nikczemne swe donie tamt chwil, chwil jak przeliczne kwiaty nadobni, 
ktrych siedem kielichw zawsze razem wykwita. Ten al obrywa i gnit ich patki podobne 
do pomienia. 
Na widok tych wszystkich rzeczy Judym spostrzeg w sobie, ndzne uczucie, ktre swj 
eb obrzydy jak czoo foki wysuwao od chwili do chwili z ciemnej gbiny. Zamyli si i, 
przymknwszy oczy, bada, w jakiej by formie pogodzi si z Krzywosdem, przeprosi dyrektora. 
Przysza mu na myl intrygantka Listwina, ona starego kasjera. Jej uyje... 
Rzuci si na sof i gboko, rozpaczliwie, nikczemnie marzy, jak przeprowadzi to 
wszystko. Sto razy ukada swj plan, sw intryg. Wyjedzie za dwa dni, wyjedzie pojutrze. 
Jutro! Nie, nie jutro, za skarby wiata! Przez cay dzie bdzie si krzta okoo tego, eby 
zjedna dyrektorow i tamt jdz. Te baby urzdz porozumienie midzy nim i dyrektorem. 
Dyrektor ze swej strony udobrucha Krzywosda. 
Gdy wrci, zacznie nowe ycie. Och, nowe, ciche, domowe ycie! Raz trzeba skoczy z 
gupot! Raz trzeba sta si czowiekiem powanym! Cicho wezm lub jeszcze w tym miesicu... 
I znowu odsuno si wszystko na plan daleki. Oto spacer we dwoje po alejach. Mijaj 
wystrojone kuracjuszki, pikne i brzydkie panie. Wszyscy zwracaj na nich uwag. Judym 
czuje co podobnego jak chudopachoek; ktry za pan brat rozmawia z wielkim i sawnym 
mem wrd tumu, ktry zazdroci... Chepi si narzeczon, pyszni si ni, jej olniewajc, 
wszechwadn piknoci, jej kadym ruchem, gibkim jak drenie modej gazi. Id pord 
tumu nikogo nie widzc, zatopieni w sobie jak w zapachu tuberozy... 
By ju brzask, gdy Judym zasn na krtko. Zbudzi si przeziby. Usiad na ku i zdumionym 
wzrokiem patrza dokoa siebie. Jak myski kamie spada wtedy na jego piersi konieczno 
wyjazdu. Ju nie rozmyla nad ni ani jej pragn odsun, tylko zbiera w sobie 
siy do dwigania. 
Ze trzy godziny pakowa swe rzeczy, ubranie, ksiki w star waliz. Okoo smej, kiedy 
wzek pocztowy odchodzi do kolei, by gotw. Zostawao jeszcze kwadrans czasu na niadanie. 
Judym wypi filiank kawy w restauracji z takim popiechem, jakby go kto goni, i szed 
rzuci jeszcze okiem na szpital. Gdy stan u furty tego zakadu, w ktry tyle woy swych 
namitnoci, tryso w duszy jego nowe, niewiadome rdo. Umiech wyniosoci otoczy mu 
usta, oczy nabray lodowatego wyrazu. Z tym umiechem na twarzy min salki szpitalne, 
prdko obejrza chopca chorego na tyfus i nikogo nie egnajc wyszed. Nie spojrza nawet w 
stron paacu i w okna, za ktrymi mieszkao serce jego serca. Tylko w rogu uliczki, nim na 
zawsze straci widok szpitala, odwrci si i przez kilka sekund wpatrywa si we przymruonymi 
oczyma. Twarz skurczya mu si od tego i spazmatycznie zadrgaa. Wtedy odszed 
duymi kroki. 
Ju wzek pocztowy sta przed werand zamkow i furman prosi z oddali o popiech. Judym 
szybko wbieg do mieszkania i co jeszcze chcia woy do walizy. Odpi prdko 
sprzczki pasw rzemiennych, otworzy wieko, umieci co trzeba we waciwej przegrdce i 
pocz j co tchu zapina. Gdy tego dokona, zdao mu si na chwil, e jest nie w tym miejscu... 
Jest w przedpokoju ciotki. Spieszy si na lekcje, co ywo, co ywo! Musi si spieszy, bo, 
po pierwsze, od tego zaley jego ycie, po drugie, moe dosta ze wiadectwo, po trzecie, 
ciotka moe zauway, e tu jest jeszcze, moe si we drzwiach ukaza i z wciekoci kopnie 
go nog w zby albo mu plunie w oczy. 
Musi i, musi i... 
160 
Co prdzej, psie nikczemny! 
Czemu go co w sercu tak niewysowienie boli? Czemu daleko gorzej ni wtedy? Zawsze 
i wszdzie... 
I jakby cie jego osoby, na ma, na niewymownie ma miareczk czasu stano, przy nim 
co tak wiadome, co bliskie, co najbardziej bliskie, co tak bliskie jak trumna: samotno... 
Zdawao si, e mwi niezrozumiaym jzykiem, od ktrego zimno przejmuje i wosy si 
je na gowie: 
 Nic, nic, ja poczekam. 
Po chwili by ju na bryczce. W drodze ku stacji czu w gbi siebie zewntrzny spokj, 
ktry by nawet przyjemny i zaciekawiajcy, jak pierwsze napady gorczki, z ktrych jaka 
cika choroba wykwita. Nie myla o sprawach cisowskich, nie aowa niczego. Czu tylko 
nieprzezwyciony wstrt do nowych nasuwajcych si krajobrazw i formaln obaw stacji, 
wagonu, podrnych. Gdy jednak znalaz si w sali dworca kolejowego, wszed midzy motoch 
i zapomnia o tej przykroci. W przedziale klasy drugiej, do ktrego si wcisn, nie byo 
nikogo, tote zaraz rzuci si na wyciean sof z pragnieniem snu. 
Spa, spa... 
By znuony, czu na sobie ciar tysica pudw. mi jednego papierosa za drugim. Oczy 
jego ustay. Zwrcone na szyb chony w siebie kolor nieba, czasami szczyty drzew; supy i 
druty telegraficzne, zupenie jak martwe lustra, ktre w sobie obraz trzymaj, ale nic o nim nie 
wiedz. Po szybie z gry na d i z dou w gr biegy nieustannie rwnolege kresy drutw 
telegraficznych. Oto wolno, wolno id, czaj si w kierunku dolnej ramy, a gwatownym 
rzutem kryj si za ni, jakby upaday w ziemi. Po chwili wylatuj stamtd jak sposzone 
ptaki i mkn w gr przez ca wysoko szyby. To znowu w jej samym rodku nieruchomo 
stoj jakby w zadumaniu, dokd pj teraz... 
Jeeli pjd do gry... - marzy Judym  jeeli pjd... 
Serce jego ciska si i ka, bo ta wyrocznia w maym templum 
przejrzystym schyla si na 
d i wolno idzie z jakim niemym miechem szyderstwa. 
Wtedy obwijay si koo jego duszy przywidzenia, puczucia bezimienne, przesdy, dziwy, 
strachy. Biegy skd niespodziewane, jakby chropawe smugi na lustrzanej tafli wodnej. 
Westchny i przepady... To znowu snuy si jak wodorosty, jak zielenice, jak dugie yy, z 
ktrych wykwitaj na powierzchni biae lilie jak paskie wstgi i nici wodne, co opltuj ciao 
topielca, gdy tylko zachynie si wod, utraci tgo swych ruchw i bez si idzie na dno. 
Zdaj si czeka tam ze skurczonymi szponami w cigu dugich dni i nocy, ustawicznie z 
gbiny wypatrujc ogarnitego rozpacz. Stwory te s udzco czarowne, jakie takie niepodobne 
do niczego na ziemi, gupie, bez sensu. Ni to krzewy, trawy, roliny... Chwiej si uroczycie 
i dotykaj wzajem liskimi ciay o barwie zielonej, brunatnej, tej. To jakby sprawiay 
zagadkowe wiece, to jakby co nuciy koyszc si w takt melodii fal pyncych nad ich 
gowami. 
Jakie s przedziwne, gdy ich postaci zagldaj w oczy topielca! Czowiek rozsdny, ktry 
je z wody wydrze i na brzegu zdychajce rzuci, ktry je rozdzieli i zbada, widzi, e to tylko 
ndzne chwasty wodne. Ale ten inny, kto patrzy w ich odygi z zielonymi wosy, z rkami, 
ktre si jak u polipa roza, z warg, ktra cauje chichoczc, z oczyma zakrytymi przez 
kudate, obmierze rzsy... 
Judym bka si wrd przeczu jak topielec po dnie wody. Od chwili do chwili nata 
ramiona, wstrzsa si i wypywa. Wtedy mia w oczach co jakby widmo Joasi, w gowie 
szelest jej sukien, a zapach jej ust na ustach. Chwile te trway krcej ni sowo. Zdmuchiwaa 
je wiadomo jak mier, za ktr w te tropy szed al niestrudzony, jednaki, a wiekuicie 
nowy. Pyn z serca, zaczepia si o kady widok znikajcej przestrzeni, o kad krzewin, co 
161 
zostawaa gdzie tam bliej Cisw  i jak pracowity robotnik ukazywa coraz wiksz, coraz 
wiksz odlego. 
Nade wszystko wszake byy dokuczliwymi pewne podranienia, lepe rzuty nerww. Niektre 
obrazy, rzeczy, myli, uamki rozumowa, sylogizmy, koncepty  wprost szarpay go 
kleszczami. Wwczas ogie najdokuczliwszej boleci parzy dusz. Pomienne szpany bezsilnoci 
wszczepiay si w ni, wywracay na nice i trzsy. Darmo samego siebie zniewaa jak 
pijanego ebraka, ktry si wasa bez celu. 
Pocig zatrzymywa si na stacjach, bieg, znowu stawa... Judym nic o tym nie wiedzia. 
Dopiero na wielkiej stacji, gdzie krzyowao si kilka drg elaznych i gdzie trzeba byo czeka 
ca godzin, musia wysi i wej do sali. W tumie uczu si tak sabym, skrzywdzonym, 
bezradnym i nieszczsnym, jak nigdy jeszcze w yciu. Jaki sprzt przypomnia mu jego 
zimowe mieszkanie w Cisach, wykwintn jego cisz i spokj. By tym wspomnieniem wzruszony 
do ez. aowa tamtych miejsc z blem w sercu, z niemoc w rkach i nogach. Wyrzuca 
sobie do nieskoczonoci upr, ktliwo i zajcia, a nade wszystko  ostatnie. Z jasnowidzcym 
niesmakiem spostrzega ca gupot wszystkiego, co zrobi ostatnimi czasy. Usiowa 
wyrzuci to wszystko z pamici, zatrze te wspomnienia. Teraz przyznawa zupen, 
bezwzgldn suszno Krzywosdowi i dyrektorowi. Widzia, jak rozsdnym i taktownym 
byo postpowanie Wglichowskiego... Gdyby si w tumie ukazay ich twarze, jake miym 
byyby zjawiskiem! 
Kto w toku wymwi sowo:  Cisy. 
Wtedy Judym nie mg duej wytrzyma. Chodzi midzy ludmi, ciskajc zby i pici, 
duszc w piersi wybuch kania. W takiej chwili, jakby kltw, zobaczy midzy osobami krcymi 
po sali twarz znajom. Machinalnie odwrci si od tego widoku i w pierwszej chwili 
chcia ucieka. Za adne skarby wiata nie by w monoci z nikim, a szczeglnie z tym czowiekiem, 
mwi. 
Usiad w ciemnym kcie i spod oka go ledzi, eby nie da si pozna, a w razie koniecznoci 
twarz ukry w doniach. Gotw by speni najdziwaczniejsze grubiastwo, byleby tylko 
umkn zetknicia. 
Owym znajomym by inynier Korzecki, wysoki, szczupy brunet, lat trzydziestu kilku. Judym 
spotka si by z nim w Paryu, a pniej odbywa razem przejadk po Szwajcarii, 
gdzie Korzecki siedzia dla zdrowia. W charakterze po trosze lekarza, a waciwie w charakterze 
ziomka i towarzysza wczy si na swj koszt z inynierem z zakadu do zakadu, w cigu 
jakich trzech miesicy. Korzecki by wwczas przepracowany i chory na wyczerpanie nerwowe. 
Mieli ze sob dugie rozmowy, a w gruncie rzeczy Staczali zacite ktnie i, dogryzajc 
sobie nawzajem, przez pewien czas bkali si, we dwjk. Wreszcie, po jednej z ostrzejszych 
dysput, rozeszli si w przeciwne strony wiata. Judym wrci d Parya, a Korzecki do 
kraju. 
Teraz widok towarzysza szwajcarskiego by dla doktora przykry nie do zniesienia. Tamten 
chodzi wolnym krokiem po sali, wydala si na peron, znowu wraca... 
By to przystojny mczyzna. Wysoki, ksztatny, peen dystynkcji. Ubrany by nie tylko 
wedug ostatniego wzoru mody, ale u doskonaego krawca. Jego jasne palto i podrna czapeczka, 
te trzewiki i rczna walizka tak dalece wyrniay si od wszystkiego, co byo w 
sali, e wyglda niby jaki utwr cywilizacji zachodnioeuropejskiej na tle szarych kulfonw 
maopolskich. 
Pierwszy pocig zabra znaczn cz goci i odwiz w ktr stron wiata. Judym nie 
wiedzia, dokd ci ludzie wyjechali. Byo mu najzupeniej wszystko jedno, w ktr stron i do 
jakiego celu sam si uda. Jecha w kierunku Warszawy, do wsplnego, wielkiego domu 
wszystkich tuaczw, ale kiedy tam przybdzie, czy si w drodze zatrzyma i gdzie to nastpi  
z tego wcale nie zdawa sobie sprawy. 
162 
Zatopiony w sobie, nie zwrci wcale uwagi, e Korzecki przed nim stan. Spostrzeg si 
wtedy dopiero, gdy tamten mwi: 
 Przecze to szanowny eskulap ma min tak z m a  h 1 e j d e z o w a  216? 
Judym drgn i krzywe spojrzenie cisn w natrta. Wycign rk i dotkn jego liskiej 
rkawiczki. 
 Skde i dokd jedziecie?  mwi wolno, w sposb prawie obelywy. 
 Ja do siebie. A wy? 
 A ja... przed siebie: 
 Jest to wcale oryginalny kierunek! Prowadzi niby do jakiego mieszkania czyli te na 
wzr punktu poruszajcego si w przestrzeni?... 
Judym formalnie dawi si wyrazami. Z niechci, z przymusem podnis oczy na towarzysza. 
Bya to ta sama twarz, ale jeszcze bardziej trudna. Jak niegdy, podobnie do dwu pomieni 
pegay jej oczy. Czarne, gbokie, smutne oczy. Czstokro zarobione do cna i upade, 
kiedy indziej wiecce si od nienawici i potgi, jak biae ky tygrysa. Jedno z nich, lewe, 
byo jakby wiksze i bardzo czsto cakowicie znieruchomiae. Najszczerszy ich wyraz, najbardziej 
prawdomwny  by ironi. Ten wzrok nieznony, przenikliwy jak promie Roentgena, 
uparty, ciki, zapiera czasem mwicemu dech w piersi, niby ciemny otwr lufy rewolweru 
raptem przystawionej do czoa. Judym ba si zawsze tych spojrze,  bardziej ni najlepiej 
zbudowanych sylogizmw. Bezlitosna ich badawczo nie ufaa ani jednej sentencji wypowiadanej 
przez usta i zdawaa si zapuszcza palce do korzeni kadej myli, kadego wzruszenia, 
kadego odruchu, do tych rzeczy skrytych, jakich czowiek sam w sobie spostrzec nie 
ma siy. Wzrok Korzeckiego szpiegowa w rozmwcy kad, choby najlepiej schowan, nieprawd, 
poz, kady drobny fasz. A znalazszy tak gratk, rzuca si z radoci, z dzik 
uciech i bawi si jej podrygami, jak kot mysz schwytan w szpony. Tysice udanych zdziwie, 
sfabrykowanych wyleww admiracji, chytrych podniece do dalszej, niewinnej blagi 
strzelay z jego czarnych renic, jakby ywym srebrem powleczonych. A wreszcie wypezao 
z nich wejrzenie prawdziwie szataskie, tpy cios w piersi, ktry odbiera mow i paraliowa 
myli. 
 Syszaem co, pite przez dziesite, e zamieszkalicie na wsi  mwi siadajc przy 
stole. 
 W zakadzie leczniczym... 
 Ach, prawda! W Cisach. 
 Tak, w Cisach. 
 No i dobre to miejsce? 
 Niezupenie. 
 Pochlebiam sobie, e jednak mona wytrzyma? 
 Wanie wyjechaem std. 
 Na dugo? 
 Na zawsze. 
 Voil217! Na zawsze... Nie lubi tego wyrazu: na zawsze,.. Czyby warunki rzeczowe? 
 Powiem wam, Korzecki, otwarcie: jestem bardzo rozklekotany. Do tego stopnia, e mi 
mwi trudno. Nie gniewajcie si, z aski swojej. 
 Ju to zauwayem i przepraszam. Dobrze przynajmniej, e czowiek gada otwarcie. 
Znam si na tym i pierzcham jak senne marzenie. Tylko jedno malekie sweczko: dokd 
jedziecie? Moe wam trzeba pienidzy albo czego w rodzaju pomocy? 
 Nie, nie! Jad, zdaje si, do Warszawy. 
216 Z m a  h 1 e j d e z o w a  y  nieprzytomny jak po przepiciu (przymiotnik utworzony od nazwiska waciciela 
znanych w Warszawie pod koniec XIX w. zakadw browarniczych; Machlejda).
217 V o i l  (franc.)  ot to! Masz tobie! 
163 
W tej chwili, gdy to mwi, usysza gdzie niedaleko, w pobliu siebie, gos Joasi. Serce 
cisno si w nim i oczy zaszkliy, jakby z nich ycie ucieko. 
 Powiem par frazesw...  rzek Korzecki  i odejd. Czy mona? 
 Ale mwcie. 
 Ot tak: jed dobrodziej ze mn do Zagbia218. Na krtko czy na dugo  to wasza 
rzecz. Odpocznie ciao, odpocznie duch, rzucicie okiem... 
 Nie, nie! Ja nie mog nigdzie jecha. 
 Powiem nawet wicej: w jednym przedsibiorstwie jest tam teraz wakujce miejsce lekarza. 
Moglibycie ubiega si o nie. Zreszt  to pniej. 
 Ja do Warszawy...  mrukn Judym, sam nie wiedzc, dlaczego odrzuca t propozycj. 
Mierzia go przede wszystkim niezbdno rozmowy z Korzeckim. Tamten, jakby zgadujc 
jego myli, mwi: 
 Ja nie bd z wami ani gada, ani si o nic rozpytywa. No? 
 Nie, nie. 
 Gdzie chcecie stan w Warszawie? W hotelu? Gdy czowiek jest zmczony i ma z 
nerwami... 
 Ja wcale z adnymi nerwami nic nie mam do roboty! Jeszcze ja bd chorowa na nerwy, 
na te jakie gupie nerwy! Znosi nie mog tego szafowania nerwowoci... 
Korzeckiemu z lekka rozszerzyy si powieki i may umieszek przemkn si wskro twarzy. 
Wnet znik i jego miejsce zaj wyraz niezwyky na tym obliczu: gboki szacunek i uwaga. 
Judym spojrza na swego towarzysza i dozna ulgi. W istocie: dokde pojedzie? Bdzie 
si bka w ulicach Warszawy, tumic w sobie drgawki nienawici i tsknoty? 
 Ale ja wam zrobi pieko swoj osob...  mwi gosem daleko mniej szorstkim. 
 Pojedziemy w oddzielnych przedziaach, nawet wagonach, jeli o to chodzi. Dadz wam 
pokj do spania i take bdziecie mogli wcale mi nie widywa. 
 C znowu? 
 Nic znowu. Ja wiem, co mwi. Zreszt ja mam w tym pewne wyrachowanie. 
 Co za wyrachowanie? 
 Takie jedno. 
 Ale przecie ja ju bilet kupiem do Warszawy. 
 No wic c z tego? Zaraz pjd i kupi w o m a bilet do Sosnowca. Siedcie tu spokojnie 
i martwcie si, ile wlezie w tak may przecig czasu, a ja skocz do kasy. 
Judym powid okiem za odchodzcym i dozna przyjemnego wraenia na widok jasnego 
kostiumu, ktry przesun si w tumie. Westchnienie ulgi wymkno si z jego piersi. Przez 
krtk chwil myla o tym, co to jest Zagbie, i pomimo caej odrazy, jak mia dla miejsc 
nowych i do tego szczeglniej, co moe w sobie zawiera ta nazwa, wola to ni Warszaw. 
Niebawem Korzecki wrci i z ostentacj pokaza bilet, ktry zreszt co prdzej schowa do 
kieszeni. Zaszed pocig i Judym uda si machinalnie za swym nowym przewodnikiem do 
wagonu klasy pierwszej. By sam w przedziale i zaraz, usiujc o niczym nie myle, rzuci si 
na sof. Gdy wagon drgn i ruszy si z miejsca, dozna zupenej przyjemnoci z tego powodu, 
e nie jedzie sam i nie do Warszawy. Nikt tam nie wchodzi. Dopiero po upywie godziny 
wsun si cicho Korzecki ze sw gbok skrzan walizk w rku. Usiad w drugim kcie 
przedziau i czyta ksik. Gdy zdj sw pytk czapeczk, Judym dostrzeg, e ysina jego 
powikszya si bardzo. Rzadkie, krtko przystrzyone wosy czerniay jeszcze na ciemieniu, 
ale ju naga skra bielia si manifestacyjnie. Korzecki czyta z uwag. Na jego licznych 
ustach przewija si od czasu do czasu wyraz zimnej pogardy, quasi-umiech219, taki wanie, 
218 Z a g   b i e  mowa o Zagbiu Dbrowskim, orodku przemysu grniczego i hutniczego. 
219 Q u a  i-u  m i e  h  nibyumiech. 
164 
jak wwczas gdy z kim pozujcym na wielko ten cynik prowadzi oywion dyskusj. 
Oczy wlepione w stronic maltretoway j jak czowieka. Judym spod rzs przyglda si Korzeckiemu 
i znienacka przysza mu do gowy dziwna myl: co staoby si z Joasi, gdyby zostaa 
on takiego czowieka. Chcia w teje chwili zobaczy jej renice, chcia je sobie przypomnie, 
ale oto wzrok jego utopi si we wasnych zach, oczy i twarz jak powd zatapiajcych. 
Lea tak nieruchomy, z caym wysikiem pracujc nad zdawieniem w sobie dreszczw 
cierpienia. W pewnej chwili uczu gorc ch, istn dz rozmowy z Korzeckim o Joasi, 
wyznania mu caej prawdy, wszystkiego. Ju, ju mia otworzy usta i zacz, gdy wtem co 
innego, jaka nika reminiscencja niosa to na d, niby cika rucina, ktra ugodzi ptaka 
szybujcego przez powietrze. Zapomnia o tym, gdzie jest, co si z nim przytrafia, i w stanie 
owej pmierci, w stanie tsknoty, jak mg, si grzeba. 
Okoo godziny pitej z poudnia Korzecki zoy ksik i cign z pki cik walizk. 
Przygotowujc si do opuszczenia wagonu rzek z cicha: 
 Wstawajcie, Judym; jestemy u celu. 
Wyszli na peron duej, ruchliwej stacji, minli j szybko i wsiedli do oczekujcego powozu. 
Spasione konie niosy ich ostro przez miasto, powstae jakby w cigu tygodnia. Domy byy 
nie tylko nowe i ordynarne, ale zbudowane byle jak, z popiechem. Ulicami cigny si gbokie 
bajora i wdoy. Zesche bryzgi botniste wida byo na wysokoci okien pierwszego 
pitra. Obok nowych kamienic tuliy si jeszcze stare budy i domostwa w stylu piastowskim. 
Okolica za miastem sprawiaa wraenie rzeczy wci przetrzsanej, i to nie w tym celu, 
eby j uporzdkowa, lecz dla wydobycia metod rabunku tego, co zawiera. Wszystko zostajce 
na miejscu byo resztk. Co chwila drczyy oko jamy, rowy, kanay, cieki. 
Gdzieniegdzie staa jeszcze kpa sosen, z rzadka rosncych jak yto na piasku. Przez ten 
las wida byo, co si za nim dzieje. Pewne przestrzenie byy zaronite krzyw sonin, 
skarowaciaym wyrodkiem drzewa, inne  jaowcem. Og miejsca by pustk, nieuytkiem. 
Na wszystkie strony biegy gocice, drogi, cieki. Co pewien czas koa powozu stukay o 
szyny drogi elaznej. Wszdzie widziao si kominy, kominy i dymy cignce w dal po lazurowym 
niebie. 
Droga biega obok przernych zabudowa fabrycznych, ktre ju to czyy si w dziwne 
gromady, ju rozpryskiway w szeregi mieszka ludzkich. W ssiedztwie tych skupie ukazyway 
si oczom jamy ogromne, gbokie, w ktrych staa nie majc gdzie odpyn brudna, 
splugawiona, torya woda. Judyma widok tych dow przyprawia o smutek niewysowiony. 
By to bolesny obraz sromoty. Nie moe nigdzie odpyn, odej, uciec, ruszy si ani w 
ty, ani naprzd, nie moe nawet wsikn i bez ladu, bez pamici, mierci zgin. Nie suy 
ju do niczego, bo ani za napj, ani za rodek oczyszczenia jakiegokolwiek ciaa. Nie dano jej 
nawet odbija w sobie chmur i gwiazd niebieskich. Jak oko wybite, patrzy w gr ze straszliwym 
byskiem, z niemym krzykiem, ktry goni czowieka. Przeklta od wszystkich, suy za 
zbiornik zarazy. I tak musi istnie na swoim miejscu bez koca, bez mierci. 
W pobliu takich wyrw wznosiy si hady, ogromne zway piachu wglowego, tworzc 
istne wzgrza. Gdzieniegdzie rozerway je deszcze i burze na czci i utworzyy midzy jedn 
a drug doliny poprzeczne. Te dziwne nasypy o barwie cegy wypalonej, w ktrych stli si 
mia wglowy poczony z upkiem, tu i wdzie przerzynay obszar jak krwawe, zaognione 
obrzknicia tej schorzaej, zmaltretowanej ziemi. 
Gdy powz wtoczy si wreszcie na szerok, dobrze utrzyman szos, ukaza si w oddali 
cel drogi: kopalnia Sykstus. Wida byo jej zewntrzne budynki, podobne do trzech zlepionych 
wiatrakw, okryte czarnym pyem tak dalece, e jakie dwie szyby u spodu jednej z tych 
wie drewnianych nciy oko przychodnia miym stalowym blaskiem. Na szczytach dwu najwyszych 
graniastosupw w kbach pary i dymu obracay si to w t, to w inn stron koa 
od wind podziemnych. Wgiel czarnymi groblami rozchodzi si od zabudowa na wszystkie 
165 
strony, a nad nimi wznosiy si ogromne ebra drewnianych pomostw. Z dala ju sycha 
byo mow kopalni. Na jednej z belek sta czowiek w grubych butach i kurcie do kolan. By 
cay czarny. Co musia gada, bo wywija rkami, widocznie rozkazujc ludziom, ktrzy w 
dole pracowicie sypali i sypali opatami czarne bryy. Naok w rowach i zagbieniach staa 
woda, nie woda, jaki pyn ciemny, bez barwy, martwo i ciko lecy w porozdzieranej ziemi, 
ktra ju nie ma siy okry traw swoich obnae. Czarne prochy wal si na ni z przestworu 
i wszystko na jej powierzchni, co tylko soce zasieje, wytracaj. Za ogrodzeniem terytorium 
kopalnianego cigny si rumowia kamieni zmieszanych z wglem. Dalej rozwala 
si szmat czarnego miau, jak ata na poszarpanej odziey. Za nim jeya si chropawa przestrze 
pniakw, ktr upi burza, zjada skwar i miaki kurz pywajcy w powietrzu zasiewa. 
Te wystajce resztki odziemkw220 drzew bujnych a dawno citych byy dla oczu Judyma 
niby twarze jakich krzywd, jakich niedoli zdawionych i wdeptanych w ziemi. Zdaway si 
ka paczem rozdzierajcym i strasznym, ktrego nikt nie syszy. Wszdzie, dokdkolwiek 
oczy wybiegy, niespodziewane zawalisko cigno na d te martwe grunta, ktrych racja 
bytu zniweczon zostaa. 
Judym spoglda na nie jakby na krajobrazy swej duszy. Widzia doskonale wszelkie logiczne 
koniecznoci, wszystkie mdre, twrcze prawa przemysu, ale w tej samej chwili wyczuwa 
bezrozumne wzruszenia pynce obok nich samopas jak rzeki niespokojne; burzliwe  
albo ciche, sobie tylko samym i swym wasnym prawom podlege. I paka we wntrzu duszy 
swej nad t ziemi. Jaki acuch niezgbionej sympatii spoi go z tymi miejscami. Co widzia 
w tym wszystkim, czego rozum nie ima i czemu wyobrania nie jest w monoci dotrzyma 
kroku... 
Korzecki kaza stan przed domem zbornym i o co zapyta. Powz wjecha na dziedziniec 
kopalni. Obok sortowni obaj z Judymem wysiedli i weszli do kantoru. By to may parterowy 
domek, zabrudzony jak odzie kominiarska. W pierwszej izbie, dokd weszli, Judym 
zasta wolne krzeso pod oknem i tam usiad. Korzecki prosi go, eby tutaj czeka, a sam poszed 
do nastpnej, skd dochodziy odgosy dyskusji, prowadzonej przez ludzi z wybornymi 
pucami. Stancja, w ktrej Judym zosta, bya pusta. W ktach gronie sterczay dwie szafy z 
papierami, powleczone czarn farb. St i regestry lece na nim okryty by krysztakami 
wgla wdzierajcego si przez szczeliny okien, ktre dygotay pospou z caym domostwem. 
Za szybami z hurgotem i trzaskiem pdziy koleby popychane na szynach przez silne robot-
nice. W te ruchome wagony zlatyway z rusztw sortowni bryy wglowe. Sycha byo jakby 
grzmot nieustanny, wrzask surowy albo drgajcy miechem prostaczym. 
Lampa elektryczna, przytwierdzona do stou, zacza si sabo arzy. Gowa Judyma upada 
na splecione rce. To wiato wnioso do jego serca uczucie przeraliwej boleci. Zdao 
mu si, e to przez jego barki lec wagony, e na jego gow spadaj czarne, poyskujce 
bryy o kantach ostrych jak siekiera. Dziki wrzask robotnic, krzyk dozorcw, nieopisany oskot, 
jaki wydaj sita sortowni, i wpord tego wszystkiego rozlegajcy si co pewien czas jk 
dzwonka, gdy szala windy sza w przepa sztolni... Spadao to na niego jak gosy upiorw. 
Szczeglniej dwik dzwonka... Przeraliwy, jaki stumiony, a sigajcy do samego serca, 
prawdziwie gos na trwog  mia w sobie co z ludzkiego jku, niby owa vox humana221 w 
organie fryburskiej katedry. 
Judym nierycho dwign gow i spostrzeg przed sob atrament, piro, i jaki skrawek 
szorstkiego papieru. Zacz pisa krzywymi literami: Joasiu, Joasiu! C poczn bez Ciebie! 
ycie moje zostao przy Tobie, cae serce, caa dusza. Zdaje mi si cigle, e ktre z nas 
umaro, a drugie bka si po ziemi wrd nieskoczonego cmentarza... W gbi duszy mojej 
220 O d z i e m e k  tu: pie pozostay w ziemi po ciciu drzewa. 
221 V o x h u m a  a (ac.)  dos. gos ludzki; jest to nazwa jednego z 74 rejestrw synnych organw w katedrze 
we Fryburgu w Szwajcarii. 
166 
jczy przeraliwy dwik dzwonu. Jak jkaa wymawia sylaby pewnego wyrazu, ktrego dosysze 
nie mog... 
Przerwa, czujc, e nie pisze tego, co jest w istocie, e prawdy samej, bezwzgldnej, narywajcej 
w sercu, nie sposb zezna sowami. Gdy tak siedzia nad papierem zgarbiony, odczu, 
e kto nad nim stoi. By to Korzecki. Judym podnis si z krzesa i wtedy dostrzeg, e 
tamten zna jego tajemnic. 
 Przebaczcie  rzek Korzecki  rzuciem mimo woli okiem na papier, nie przeczuwajc, 
e list piszecie. Czytaem tylko pierwsze wyrazy. 
 To nie by list!  mrukn Judym. 
Rozdar papier na kilka czci i schowa je do kieszeni. 
 Przepraszam was!  mwi Korzecki mikkim, delikatnym gosem, jakiego Judym jeszcze 
nigdy w jego ustach nie sysza. 
 Czy tu zostajemy? 
 Ale gdzie tam! Jedziemy dalej. 
 A dokd? 
 Do mnie. Ja tu przecie nie mieszkam. To wy si tu moe z czasem przyczepicie. Po drodze 
rzucimy okiem na lecznic. 
 A do was daleko? 
 Trzy wiorsty drogi. Jestecie znueni? 
 Dosy. Chciabym si przespa. 
 Zaraz bdziemy w domu. Powiem jeszcze tylko przez telefon, eby nam przygotowali 
herbat. 
 Co znowu! Nie trzeba wcale. Ja przynajmniej nic je nie bd. Nic do ust nie wezm. 
Powiedziawszy te sowa Judym nie wiedzie czemu zarumieni si. Korzecki to spostrzeg 
i cicho wymwi: 
 A jeeli wam ka zje befsztyk w imieniu panny Joasi? 
Wzi go silnie za ramiona i ucaowa w usta. Judym odda mu ucisk, ale czu si upokorzonym 
i milcza zmiszany do gruntu. Mia to gnbice przewiadczenie, jak wwczas wobec 
Wglichowskiego, e staje si niewolnikiem, zalenym od czyjej mocnej woli. Z najgbsz 
odraz pomyla, e i sekret o Joasi, sprawa tajemna i wita, by oczywisty dla Korzeckiego, 
ktry zdawa si wszystko wiedzie. Przysza nawet taka sekunda, e te rozkoszne i 
bolesne dzieje straciy co ze swego uroku. 
W powozie Korzecki znowu zapad w milczenie, w swoj martw, nieruchom zdrtwiao. 
Oywi si tylko na chwil, gdy wskazywa towarzyszowi dom w ksztacie puda, z 
oknami w rwnych odstpach i paskim blaszanym dachem. Bya to lecznica. Sta tam tumek 
ludzi szarych: jeden z okiem szmat zawizanym, drugi z rk w grubym bandau, inny z fizjonomi 
wyraajc silny bl  a w     z u. Judym widzia ich wszystkich jakby przez 
deszcz ulewny. Myl o tym, e moe mu przyjdzie leczy tych ludzi, zajmowa si ich cierpieniami, 
bya mu tak wstrtn jak samo cierpienie. Zastanawia si nad tym, e niegdy sysza 
od kogo wyraz:  motoch. Od kogo mianowicie?... Od kogo? Zachodzi w gow, mczy 
si, by tu, tu obok zjawiska, obok wszelkich okolicznoci, ktre towarzyszyy temu 
zdarzeniu... Po dugich wysikach znalaz si w Wersalu w pokoikach Marii Antoniny i usysza 
ten wyraz z ust Joasi. Jak dobrze, jak zupenie to sowo malowao istot rzeczy! 
 Gdybycie zechcieli, to moe udaoby si zaj miejsce lekarza przy kopalni Sykstus  
mwi inynier. 
 Nie teraz, nie teraz!! Musz przez kilka dni wypoczywa. 
 Ja te mwi o przyszoci. Rozmawiaem z jednym wpywowym czowiekiem. Dobra 
by to rzecz bya, gdybycie tu osiedli. Nudno tu i smutno, to prawda... 
167 
Zamilk i przez chwil siedzia ze zwieszon gow. Pniej piewnym szeptem mwi do 
siebie: Asperges me hysopo et mundabor; lavabis me et super nivem dealbabor...222 Zwrci 
si do Judyma i troch zawstydzony, z bladym rumiecem na twarzy, tumaczy si: 
 Czasami przychodzi skd taki obraz nieoczekiwany. Uczucie jakby spod ziemi... Wanie 
w tej chwili mylaem sobie o naszym kociele. Pewien stary koci w grach... Otyy 
ksidz wychodzi w biaej albie, z nim dwu ludzi: organista i kocielny. Ten zapach zi, zboa, 
leszczyny z modymi orzechami, bo to 15 sierpnia! Ksidz intonowa: Asperges me... i 
odchodzi na koci, midzy ludzi, tym jakby wygonem, ktry tworzy si porodku chopw. 
Kropi na prawo i na lewo, wolno wznoszc rk. Tymczasem organista sam piewa. Gos 
jego by czysty, mski, spokojny. Ogolona twarz wyraaa skupienie, prawie surowo. Gdy 
piewa te sodkie wyrazy: super nivem..., tony jego gosu byy nieco ostre, schrype. Sysz 
go w tej chwili... Ach, Boe! Zazwyczaj, gdy po wtre zaczyna werset, ksidz wraca i wtedy 
krople wody wiconej paday na czoa paskie, ktrzy stalimy w awce kolatorskiej. Krople 
wody wiconej... wite, chodne krople... A ta melodia bagajca, ufna, ten piew dziecka, 
to westchnienie duszy prostej, ktra si nie boi... Czy pan nie widzisz, e z gbi tych wyrazw 
patrz w niebo oczy wytone, zalane zami? Lavabis me et super nivem dealbabor... 
Wieczr zapada. W oddali wida byo lampy elektryczne rozlewajce dokoa bladoniebiesk 
zorz. Dawa si sysze gwar oddalony. Powz pdem wjecha w uliczk czego w rodzaju 
mieciny i zatrzyma si przed pitrowym odrapanym domem. Judym wszed za swym 
gospodarzem na gr. Mieszkanie byo do obszerne, ale puste jak psiarnia. W jednym pokoju 
sterczay wieszada niby jakie dziwaczne straszaki na wrble, w drugim tulio si do 
ciany ko elazne, w trzecim sta na rodku stolik kartowy i znowu ko oraz trocha niezbdnych 
gratw. 
 Rozgocie si w tych salonach, jak potraficie, a ja zajm si zdobyciem jada tudzie 
napoju  artowa Korzecki wychodzc z mieszkania. 
Za chwil wszed czowiek czarny jak wgiel, niosc walizy. Pocaowa Judyma w rk, licho 
wie z jakiej racji, i zacz znosi z ssiednich lokalw szklanki, powyszczerbiane talerzyki, 
widelce, noe. Wkrtce potem zjawi si Korzecki z wiadomoci, e bdzie befsztyk i 
piwo. 
 Czy nie podziwiacie spartaskiej skromnoci tego apartamentu?  zapyta rzucajc swj 
kostium wykwintny. 
 Bdzie tu adniej, gdy przyjdzie gospodyni...  rzek Judym, aby tylko co powiedzie. 
Korzecki rozemia si gono, zanadto gono, z chichotem, ktry niemile razi. Wnet jednak 
umilk i haaliwie pocz my si, chlusta wod na gow, parska i fuka. 
Gdy pniej wyciera twarz ostrym rcznikiem, mwi: 
 Wygosilicie rzecz okropn. Gospodyni... cha!... cha!... Gospodyni! Co za wyraz! 
 Dlaczeg okropn? Jestecie moe o rok, o dwa starsi ode mnie. 
 Ale c to staro ma do tego? Tu nie chodzi o staro ani o modo. 
 Wic o c?  Ba!  O c... 
 Chcecie, to wam znajd pann. 
 Ja sobie ju sam znalazem. 
Oczy jego zabysy zowrogim, srebrnym blaskiem i nieruchomo patrzyy w Judyma. Po 
kolacji siedzieli naprzeciwko siebie w milczeniu. Judym, aczkolwiek znuony, nie mia chci 
spa, owszem, rad by rozmowie. 
 Pragnbym  mwi z cicha Korzecki  ebycie tu osiedli na Sykstusie, notabene z 
czysto egoistycznych pobudek. 
222 A  p e  g e  m e h y  o p o... (ac.)  sowa z 51 psalmu Dawida: Pokropisz mnie hyzopem, a bd 
oczyszczony, obmyjesz mnie, a ponad nieg bielszym si stan. 
168 
 A c wam ze mnie przyj moe? 
 Bagatela! Przecie i teraz cignem was nie dla czego innego, tylko dlatego, ebym sam 
co na tym zyska. 
 No? 
 Znacie mi przecie, a raczej znalicie cokolwiek przed kilkoma laty. Od tego czasu posunem 
si dzielnie w kierunku raz obranym. 
 Czy wwczas kuracja szwajcarska nie pomoga? 
 Gdzie tam! Pomoga. Ja i teraz jestem zdrw jak baw. Pracuj tu przecie jako inynier, 
wstaj o pitej, pno id spa, a musz mie siy i zdrow gow, eby temu wszystkiemu 
podoa. To nie o to chodzi, nie o zdrowie... jake to powiedzie?  zewntrzne. 
 Ech, znowu mistyczne terminy. 
 Niech sobie bdzie! Ot tedy... Wanie chciabym, ebycie tu gdzie byli niedaleko, z 
waszymi rzetelnymi oczami, z wasz szkolarsk nomenklatur medyczn, z wasz mocn 
dusz, dusz... nie obraajcie si tylko!... z sutereny, z wasz nawet tajemnicz pann Joasi... 
 Suchajcie no, tylko o tym...! 
 Nic, nic! Ja przecie nie mwi nic zego. Tak mi dobrze, gdy siedzicie przy moim stole! 
Judym usysza w tym gosie to, co byo we wzroku Korzeckiego: dwik za wysoki, ktry 
si chybocze bezsilny w jakim zawrotnym, niedocignionym zenicie. 
 C wam jest? Powiadajcie...  rzek do niego yczliwie. Bd wam suy z caego serca 
i si, cho wiem, e mi nieraz dokuczycie. I wylecz was! 
 Nie bjcie si tylko dokuczania, nie ma czego. Ja z wierzchu jedynie jestem pomalowany 
na kolor stalowego bagnetu. W rodku wszystko jest kruche jak stearyna. A zreszt... je men 
vais223... 
 C to znowu ma by? 
 To nic, takie sobie lokucje224 Ja, prosz was, jestem zajty prac duchow, ktra powinna 
by si nazywa ksztatowaniem woli, a waciwie  zwalczaniem strachu. Chciabym osign 
tego rodzaju panowanie nad cielskiem i jego tak zwanymi nerwami, eby nie by od niego 
zalenym. 
 eby od nerww nie by zalenym? 
 No! le mwi? 
 Bardzo le. 
 Chc zna ycie i mier tak z bliska, abym mg obojtnie spoglda na jedno i drugie. 
 To s frazesy. Czowiek tak moe zna tylko ycie. 
 Na przykad Andr!225 Ludzie, ktrzy wsiadali do jego balonu, znali mier dokadniej 
ni ycie. Widzieli biae pola, szkliste od lodu, w blasku zorzy polarnej. Widzieli tam siebie 
samotnych i j, z daleka przychodzc. Widzieli j przez ca zim w ciepych wygodnych 
mieszkaniach, wrd banalnych rozmw z subtelnymi kobietami. I oto pewnego dnia wstali i 
wyszli na spotkanie tej nieznajomej. ebym mg wytworzy w sobie taki spokj ! 
 Nie wiemy wcale, jakimi oczyma zagldali w lepie mierci tamci ludzie. Moe w nich 
by tylko namitny wybuch ambicji, moe wcale nie byo spokoju, moe bya tylko dza sawy 
i strach. 
 Ambicji! To mi si podoba! Umrze dlatego, e taka jest moja wola, umrze wtedy, kiedy 
chc, kiedy j a chc, ja  pan, duch, i za to, co bior pod moj siln rk, co ja bior w 
obron. Rozumie si, e w tym moe by trocha jakiej ambicji! Andr i jego towarzysze wyksztatowali 
sw wol do tego stopnia, e mogli speni czyn zamierzony. Chodzi o to, eby 
223 J e me  v a i  (franc.)  odchodz. 
224 L o k u  j a  powiedzenie. 
225 A  d   Salomon Andr (1854-1897), szwedzki badacz terenw podbiegunowych, 11 lipca 1897 . polecia 
balonem wraz z dwoma towarzyszami do Bieguna Pnocnego i zagin. 
169 
obudzi si ze snu i mier, gdyby stana przy naszym wezgowiu, powita z takim samym 
umiechem jak kwietniowy poranek. O, Boe! Nie ba si mierci... 
 To jest niemoliwe... To jest wbrew naturze. 
 To jest tylko bezmiernie trudne. Dla innych ludzi zreszt nie jest ta sprawa ani tak wana, 
ani nawet, cho to gupio brzmi, pierwszorzdna. Ale dla nas, nieszcznikw z chorymi nerwami... 
Mona zwalczy obaw mierci jako takiej, jej samej; ale niepodobna, dla mnie niepodobna, 
zdusi obawy czego, bojani niespodziewanej, dziecitka bezsennych nocy. Ostatnimi 
czasy nie mogem sypia sam jeden. Nocowa u mnie w przedpokoju pewien grnik. 
 Widzicie, to s chore nerwy... 
 Zaraz. Ten grnik jest wcale niegupi, raczej mdry. Rozmawiaem z nim do upadego, 
eby si podda jego sugestii i usn, ale mi si wrd frazesw wali na ko jak koda. Tyle 
miaem pociechy, e przy mnie chrapa. Ja przez cae noce siedziaem na tej sofie. Gdybym go 
tak by obudzi z pnocka, tego z przewybornymi nerwami, tego z nerwami jak stalowe liny i 
powiedzia mu: Czowieku, zaraz umrzesz...  widzielibymy, co by si z nim dziao! Byby 
dygota, byby si wi po ziemi, modli si i mdla ze strachu. A ja, ktry sam tu marzyem w 
proch zamieniony, ktrego nerwy zdaway si bdzi po wszechwiecie, ja chory, dotykaem 
jej palcem, wyzywaem j na rk, patrzyem na ni z moj ironi jak na czowieka, ktrego 
nienawidz. Teraz dowiadczam takiego wraenia, e gdybycie wy tu zostali w okolicy, ja 
mgbym sypia. Mgbym w tak noc myle: tu Judym jest niedaleko. Mgbym myle: 
wstan rano, zobacz go, pjd do niego... 
Gdy to mwi, doktora przechodzio zimne mrowie. Jakie uczucie niby zielony liski w 
lazo po jego ciele. Oczy Korzeckiego jakoby patrzyy, ale waciwie wzrok ich zwrcony by 
do wntrza duszy. Na ustach jego by umiech... Umiech niepojty, a cigncy do siebie jak 
bysk, ktry czasami mona widzie w grskiej przepaci. 
W wyrazie jego twarzy nie byo proby ani dania wspczucia. Byo tylko detaliczne, 
konkretne i umiejtne przedstawienie istoty rzeczy. 
 Wic nie boicie si mierci?  pyta Judym. 
 Ja z ni walcz. Raz ja zwyciam, kiedy indziej ona. Wwczas mam pavor nocturnus226, 
jak mae dziecko. Oto siedz tu z wami, rozmawiam, jestem spokojny i wesoy. Nie 
wiem nawet, czy moe istnie smutek. Co to jest smutek? Nic o nim nie wiem. Jestem jak 
filister, ktrego miech by ogarn, gdyby mu kto mwi, e jest na ziemi dojrzay czowiek, 
ktry si czego boi. A oto moe min godzina i stanie nade mn to bezosobowe widmo. 
Zaczn si ba samotnoci, zaczn cierpie tak strasznie, tak przeraajco! W jzyku ludzi nie 
ma na to imienia. Pavor... Tylko straszliwa muzyka Beethovena czasami roztworzy podwoje 
tego cmentarza, gdzie w skrwawionych doach le obdarte trupy, gdzie w nocy wiecznej 
wyje pacz jakiej istnoci ludzkiej, ktra stracia rozum i bdzi, bdzi bez koca, szukajc 
ratunku. 
 Powinnicie, jak mona tylko, chodzi w pole. Kad woln chwil powica na rozrywki. 
Jedzi kolej, a najgwniejsza rzecz  unika wszelkich wzrusze. 
 Tak: pj po rydel i wykopa si z bota, w ktrym si ley. Dla mnie na ziemi nie ma 
miejsca. 
 Ech, z tymi tam! 
 Wiem, co mwi. Ja nie mog y jak miliony ludzi. Przecie nieraz uciekam na dwa miesice 
w Alpy, w Pireneje, na jedn wysepk u brzegw bretoskich. Rzucam gazety, ksiki, 
nie odpiecztowuj listw... I c mi z tego? Zawsze i wszdzie widz odbity wiat w sobie, 
w mojej duszy nieszczsnej. Gdy si nie spodziej, wybucha tam wcieky gniew przeciw 
226 P a v o   o   u   u  (ac.)  strach nocny; chorobliwa obawa ciemnoci. 
170 
jakiej podoci dawno widzianej, zbudzi mi ze snu, przypomni wszystko, ukae wszystko... 
Gniew bezsilny, a im bardziej bezsilny, tym wikszy! 
 Moe by zupenie zmieni sposb ycia? Rzuci wszelkie obowizki? Wzi si, czy ja 
wiem, do roli? 
Korzecki zamyli si i milcza przez kilka minut. Pniej mwi: 
 Nie, to niemoliwe. Czowiek ju do mierci musi nosi pewien rodzaj ubrania, mie tak 
a nie inn bielizn. To darmo. Musz zarabia duo. Ja nie mgbym chadza w tutejszym, 
dzkim korcie. Musi mi go facet przynie z zagranicy. To darmo! Potrzebuj take jedzi 
do Europy, widzie w Paryu salony wiosenne227, wiedzie wszystko, czyta rzeczy nowe, 
poznawa, co si zjawia nowego w mzgu ludzkim, i ze wiatem, pyn w fali. To darmo! 
Ach, ja rozumiem, co mwicie. Wrci gdzie, tam, w moj len okolic, pdzi ycie rolnicze, 
ziemiaskie, ycie tych ludzi szczliwych, ludzi zupenie od nikogo niezalenych! Rozumiem 
was. Ale to ju nie dla mnie. Ja ju za duo wiem, zbyt duo potrzebuj  a zreszt... 
ja mam natur niespokojn; i tam bym sobie znalaz bawana, z ktrym staczabym walki. 
 Ach, tak...  mia si Judym. 
 Mwicie znowu: unikaj wzrusze. Ja nie tylko unikam, ale nie mam wzrusze. Co ja si 
mam wzrusza! Niech si filantrop wzrusza! Ale jakie nie znane mi wzruszenie ley we 
mnie, pomimo mej wiedzy, jak zodziej, ktry si zakrad do mego mieszkania i wyazi ze 
swej kryjwki dopiero w nocy. Podoci, naduycia, ajdactwa, krzywdy, niedole... Przechodz 
obok tego ze spokojem, z zimnym spokojem, kopi to nog, pluj na to. Mwi sobie 
zawsze te najwysze, najpotniejsze, te boskie sowa, ktre z cieniw jzyka rodu ludzkiego 
On wyj: Co mnie i tobie, niewiasto228. I, nie wiedzc wcale, wlok w sobie zaraz. Umar 
tutaj przed kilkoma tygodniami may chopczyk, syn jednego biednego  1 e p  a229. Przywiozem 
mu by z Mediolanu czerwony kapelusik, podarunek z drogi... za franka. Tu w tym 
ogrodzie biegao to i skakao po caych dniach. Ta czerwona gwka... Gdy si dowiedziaem, 
e zmar na dyfteryt, umylnie wziem sprawy najwaniejsze, robiem plany, eby o nim nie 
myle. No i jako przeszo. A oto raz nad wieczorem siedz w tym fotelu... Podnosz oczy i 
widz: sunie si wzdu cian czerwona plama. A w uszach sysz ten gos wesoy. Czy ja 
wiem zreszt, czy to bya plama? By to smutek czerwony, smutek przeraajcy jak sama 
mier takiego niewinnego ycia. Nadesza noc, a w niej moje troski. I oto bezsenno. Jedna 
noc, druga, trzecia, czwarta... Wyjechaem na dwa dni. Pdziem kurierami, gdzie oczy ponios. 
Stojc w oknie cigle patrzyem na krajobraz. No i, chwaa Bogu, znika czerwona plama. 
Usnem w pewnym hotelu. Bdziecie si moe miali ze mnie, ale tak byo: ta czerwona 
plama zostaa pokonana, starta przez zielon, jasnozielon... 
 Macie chore nerwy. 
 O, tak. Ale ja mam take inn jeszcze chorob. Ja mam zanadto wyedukowan wiadomo. 
To jest cierwo obolae! Nieszczciem, katusz jest posiadanie prawdy. Zanadto dua 
przestrze ley midzy ni a padoem, czyli Zagbiem. 
227  a l o  y w i o  e   e  mowa o corocznych wystawach w Paryu wspczesnych malarzy francuskich i 
obcych.
228Co mnie i  o b i e,  i e w i a   o?  sowa,ktrewedug Biblii wypowiedzia Chrystus do Matki 
Boskiej podczas uczty weselnej w Kanie Galilejskiej.
229  1 e p e  (`iem. Schlepper)  robotnik w kopalni podwocy wgiel lub rud pod wind. 
171 
GLIKAUF!230 
Zbudziwszy si nastpnego dnia rano, Judym nie zobaczy ju gospodarza. By sam w tym 
pustym mieszkaniu, ktrego nie ozdabia ani jeden sprzt milszy, wytworniejszy. 
Zdawao mu si, e znowu jest w Paryu, na Boulevard Voltaire, i e otacza go cudze, 
przemierze powietrze. Na cianie izby, gdzie nocowa, wisia niewielki portret olejny czowieka 
z chud twarz, w ktrej uderzao od razu podobiestwo do Korzeckiego. 
To musi by jego ojciec  myla Judym.  Co za nieprzyjemna twarz! Gdyby kto chcia 
wymalowa pych w postaci czowieka, to mgby za wzr miao wzi to oblicze. Zdawao 
si, e te oczy ani na chwil nie zwalniaj widza i e cigle maluje si w nich wyraz: ty chamie, 
ty obdartusie! 
Judym nie mg usiedzie w tym mieszkaniu. Wypi szklank mleka, ktr znalaz w ssiednim 
pokoju, i wyszed. Wlk si ze zwieszon gow uliczkami osady fabrycznej i przypatrywa 
wszystkiemu, co spotyka, z badawcz uwag, ktra chyba tylko w chwilach najgbszego 
smutku opuszcza czowieka z ludu. 
Murowane, po wikszej czci pitrowe domy zbite byy w kup i tworzyy niechlujne 
miasteczko. Jedn z ulic zajmoway dwa dugie budynki, o jakich pidziesiciu okienkach na 
dole i na pitrze, przypominajce owczarni. Zewntrzne ich mury byy obupane z dawnego, 
dawnego tynku i wieciy nagoci sczerniaych cegie, brudem i zaciekami wilgoci. 
Dokoa nich nie roso ani jedno drzewo, nie stercza ani jeden badyl. Od frontu i z tyu 
znajdoway si drzwi i sienie, przed ktrymi gniy kaue pomyj i leay kupy mieci. Wgbienia 
okien kadorazowy mieszkaniec danej izby ozdabia jak mg, malujc je farb jasnoniebiesk 
albo brzow. Tote futryny okien tworzyy istn polichromi w tym dziwnym 
schronisku ludzi. Tu i wdzie wisia biay kawaek tiulu w ksztacie firanki i moka w glinianym 
wazoniku jaka zielona rolinka. Dalej, za osad, wzdu szosy stay po jednej i po drugiej 
stronie domy, ktre wypada nazwa murowanymi chatami. Kady z nich podobny by do 
ssiedniego jak dwie krople wody. 
Te budy, ciemne od urodzenia, gdy nigdy ich nie tynkowano, byy oberwane, chylce si 
ku ruinie, wyzute z jakiejkolwiek ozdoby. W gbi czarnego muru, ktry sypa si na wsze 
strony, dziwacznie poyskiway okna z szyb przepalonych, rumianych, zielonkowatych i niebieskich. 
Mieszkania te nosiy na sobie cech, a raczej pitno tymczasowoci pobytu tych, co 
tam gocili. Nikt nie dba o ich cao, zarwno ci, do kogo nale, jak ich chwilowi mieszkacy. 
Nikt nie przywizuje si do tych izb hotelowych, gdzie wdrowiec ukrywa przed zimnem 
i deszczem gow strudzon, ale je lada chwila opuszcza, idc dalej. Te szczeglne budowle 
wywoyway w pamici Judyma obraz miasteczek niegdy widzianych na woskim 
zboczu Alp w okolicach Bellinzony, Biasca i Lugano. Mieszka tam jak i tu czowiek zgupiay 
od walki z przyrod, ktra mu nic nie daje prcz kromki chleba i yka wdki, przerzucany 
z miejsca na miejsce, wegetujcy z dnia na dzie. 
Od jednej do drugiej zagrody laz znudzony pies, z najgbsz obojtnoci spogldajcy 
na przechodnia, wloko si babsko zniedoniae, w kiecce szarej koloru bagna i tuao si 
zamoczone; brudne i smutne dziecko. Z jednego boku szosy w duym rowie, ujta w twarde 
brzegi, ywo pyna rzeczka. Woda jej, pompami wypchnita z dna kopalni, bya rya, osa
230 G 1 i k a u f (niem. Glck auf)  yczenie szczcia i powodzenia w pracy, odpowiednik polskiego: Szcz 
Boe! 
172 
dzajca na piasku, na badylach trawy i odpadkach w gb rzuconych mu rudy jakby start 
ceg. 
By dzie mglisty. Prszy co pewien czas lekki deszcz. 
Od chwili do chwili w oczy idcego Judyma rzuca si nowy, czerwony mur z cegy albo 
domostwo mieszkalne, ktre ju przed dwudziestoma laty walio si w gruzy. 
wisty lokomotyw, we mgle na wszystkie strony pdzcych, guche wzdychanie sygnaw 
kopalnianych, oddech maszyn, wszdzie, daleko i blisko, robicych, wprowadzay uczucia 
Judyma do jakiego dziwnego kraju. Nie by sob. Nie mg znale i pochwyci swych 
uczu. yy w nim te same, ale si z nimi co stao. 
Byo mu le, ciko, rozpaczliwie, ale nie tylko dlatego, e nie ma Joasi. Tysice bolesnych 
wzrusze wdzieray si do jego serca. 
Niektre widoki i dwiki, zdao si, pochony tsknot za Joasi, zary j olbrzymimi 
gardami, i tylko sabe, zgubione jej echo odzywa si w ich mowie 
Tak przemawia krzyk, zupeny krzyk dzwonka kopalni, odzywajcy si z dala, skoro tylko 
z zabudowa ziony wielkie kby pary i szpule na ich szczycie puszczay si w ruch swj 
niespracowany. Tak przemawia turkot wagonw z wglem, pdzcych po ziemi w gbi wydronej. 
Wolno idc szos Judym co pewien czas mija przecinajce j szyny. Przy jednej z takich 
bocznic jak przez sen widzia czarnego, zestarzaego czowieka, ktry siedzia w budzie na 
p w ziemi wykopanej i mtn, prawie olep renic pilnowa jakiego porzdku. Dalej na 
szynach, ktre szy wprost w terytorium kopalni, gdzie panowa nieustajcy ruch duych wagonw 
obadowanych wglem, uwija si inny czowiek. Ubrany w barani czapk, sam podobny 
do ruchomej kupy wgla, gdy chcia zatrzyma wagon si rozpdu leccy, peen czarnych 
bry, skropionych z wierzchu wapnem, siada na drg przytwierdzony do hamulca i podwinwszy 
nogi, moc sw i ciarem wstrzymywa koa. W duszy Judyma bkao si dla tych 
ludzi przywitanie czy pozdrowienie, ale na usta nie miao siy wypyn. 
Obchodzi ich w milczeniu. Piersi jego trzsy si, a w nich serce. Najtajemniejsze, najbardziej 
istotne uczucie wewntrzne witao w tych ciemnych i brudnych figurach ojca i matk. 
 To mj ojciec, to moja matka...  szeptay jego wargi. Okoo szerokiego, drewnianego 
domu pewien czowiek zatrzyma go sowem: 
 Pan inynier prosi. 
Judym wszed do tego budynku i spotka si z Korzeckim. Olbrzymia izba, owietlona 
lampkami elektrycznymi, zastawiona jakimi beczkami, w jednej czci przecita bya balustrad 
jak w urzdach gminnych. Tam by st, przy ktrym zasiada starszy sztygar i dozorca. 
Czytano list robotnikw idcych do kopalni na przecig czasu swego zatrudnienia, czyli na 
szycht. Czytanie odbywao si numerami. Zawidy, silny Niemiec, ktry jednak kl i wymyla 
expedite231 po polsku, czyta numery. Czarne figury stojce dokoa odpowiaday nazwiskami 
kolegw, ktrzy si nie stawili. Dozorca, awansowany z robotnika, hucza co chwila: 
 Cicho! Milcze! Co za haasy! Tu nie karczma! 
W drugim kocu sali rozdawano chleb. Co pewien czas nowy grnik wchodzi, klka pobonie 
na rodku i odmawia modlitw, twarz zwrcony do stou, zupenie jakby si oddawa 
adoracji majestatu sztygarskiego. 
Czasami spod powiek, niejako z gbi oblicza, byskay biaka oczu. By to jedyny wyraz 
tych twarzy, jak u Murzynw. Gniew, rado, umiech  wszystko inne okrywaa szczelna 
maska sadzy wglowej. 
 Czy mgbym zobaczy kopalni?  zapyta Judym Korzeckiego. 
231 E x p e d i  e (ac.)  doskonale. 
173 
 Ij, dzisiaj? Co wam po tym? 
 Jak to, co mi po tym! 
 Zamknijcie oczy i bdziecie widzieli zupenie to samo. 
 Wic nie mona? 
 Ale gdzie tam, mona, tylko nie mylaem, eby wam to dzi k w a d  o w a  o232. 
Skoro jednak... Wic chcecie zej? 
 Chc, chc... 
 Bua  zwrci si inynier do kogo w tumie  id no i przygotuj tam dwa kaganki, buty 
dla pana, kurt i kapelusz. 
Wkrtce pniej weszli na dziedziniec. Znowu otoczyo Judyma wczorajsze uczucie na 
widok sortowni, na widok walcw poyskliwych ze spiralnymi karbami, wijcych si w oku, 
jakby si wkrcay w opraw swoj. Wzki z wglem, przez wind wyrzucone z gbi kopalni, 
staway w malekich relsach i wysypyway si, pchnite silnymi rkoma, na ruszty ze spiralnych 
walcw. Std grube i kostkowe bryy zlatyway na ruszty niej pooone, a drobny 
mia i orzeszek wglowy sypa si w sita, ktre go wypychay na brzeg pochylni. 
Sita elazne na wygitych waach, czynice ruchy rcznego przetaka, ktre wytrzsaj 
drobny wgiel, tworz jakby upusty dwu rzek formalnych. Rzeki te leniwie, bez koca pyn 
ku wyjciu nad wagonami kolei. 
W ssiedniej hali, obok szybu, Judym przypatrywa si motorowi parowemu, ktry obraca 
dwie szpule szczytowe. Na nich okrcaj si liny ze stali podtrzymujce windy, z ktrych jedna 
idzie do sztolni, gdy druga w gr wstpuje. Spogldajc na byszczce cylindry, w ktrych 
pracoway toki, Judym szuka waciwie tylko ukrytego gdzie dzwonka... 
Ubrani w grube buty, w skrzane kaftany zapite na sprzczki, trzymajc w rku mosine 
lampy, w ktrych ponie knot umoczony w oleju, stanli w szali. 
W pierwszej sekundzie, kiedy jej deski stojce na rwni z podog drgny, Judym dowiadczy 
takiego wraenia, jakby mu kto cisn gardo. Wkrtce przyszo otrzewienie, 
szum w uszach i lekka boja w sercu. Czarne belki cembrowiny migay si w oku niby szeregi 
jakich schodw nieskoczonych. Gdy szala stana, wyszli na korytarz suchy i owietlony 
lampkami elektrycznymi. Uwijao si tam mnstwo ludzi, przychodziy i odchodziy szeregi 
wozw cignionych przez wyuczone konie. Z tych pierwszych, widnych galerii dostali si 
przez krte szlaki do maszyn pompujcych wod. W ich okolicy skoczyo si wiato. Jedynym 
jego rdem stay si odtd kaganki niesione w rku. Miejsce byo gadkie. Spd korytarza 
zajmoway szyny. Po nich wdroway cigle szeregi wzkw z f e d  u  k i e m, cignione 
przez konie. 
Drzwi, niewidoczne w ciemnoci, ustawione tu i wdzie dla skierowania powietrza do tych 
chodnikw, gdzie si nie wieci, otwieray tajemnicze rce ludzi zgrzybiaych, ktrzy na 
miejscu odwiernych dokonywuj ywota. Inynier mijajc takie drzwi rzuca wyraz: 
 G l i k a u f! 
 G l i k a u f!  odpowiadaa ciemno. 
Byo w tym dwiku co ciskajcego serce. Przywiera do mzgu obraz figur tych starcw, 
ledwie dajcych si z mroku wyrni, tych czarnych bry, ktre za ycia mieszkaj w 
grobie, ni w nim przez reszt dni swoich jak pajki, czekajc cierpliwie na chwil, kiedy ju 
na zawsze wstpi do ziemi, kiedy wejd w jej zimne ono na szycht wieczn. acuch 
ciemnej niedoli przykuwa ich do miejsca. W starczym drzemaniu widz pewno ciepe soce 
wiosenne i jasne ki, kwiatami zasiane... 
Korytarze mao rniy si midzy sob. Jedne z nich byy wykute li tylko w wglu, inne 
posiaday wrby ze cianami z cegy, wmurowanymi dla zatamowania ognia i mokrego a syp
232 K w a d  o w a   odpowiada, pasowa. 
174 
kiego piasku, ktry zowi kurzawk. Zwyczajny chodnik o stropie pokrgym zamienia 
si stopniowo na korytarz ze stemplami, na ktrych leay kapy233 podtrzymujce rodzaj sufitu, 
czyli okorki. Te korytarze doprowadziy do brzegu pochylni idcej w kierunku upadu 
warstw wgla. Z boku czarnej czeluci suna si w d drewniana rynna, po ktrej spychano 
drzewo. Obok sza stalowa czy elazna lina wcigajca wzki. 
Ciemno, ciemno gst od kwanego czadu rozwieca tylko czasem daleki ognik niewidzialnej 
postaci. W pewnych miejscach byy tam schody, a waciwie szczeble do tarcic 
przybite; gdzie indziej szo si po olizej desce. Na dnie kopalni, w gbokoci dwustu kilkudziesiciu 
metrw pod ziemi, zimny i wilgotny przecig wlk si korytarzami. Bya ich tam 
sie caa, w ktrej przychodzie dowiadcza bolesnego niepokoju, jaki wstrzsa musi ryb, 
gdy si spotyka z gstymi okami matni. Szli w jakim kierunku, ktry wydawa si stron 
praw, do lochu dwigajcego si w gr pochyo a stromo i tworzcego lep sztolni. 
Wkrtce musieli schyli si w pak, gdy pitro byo tak niskie, e pod nim ledwo mg si 
przesun wzek z urobkiem. Gdzie daleko, jakby u szczytu tej gry, wida byo chodzce 
z miejsca na miejsce bladote wiateka. W zaklsej komorze, ktra si nagle znalaza, sycha 
byo prac kilku ludzi. 
 G 1 i k a u f!  rzek Korzecki. 
Odpowiedziano chrem przyjaznymi gosami, ktre dziwne i gbokie zrobiy na Judymie 
wraenie. 
G l i k a u f, g l i k a u f...  mwi do nich i on w gbi duszy. Wanie wtedy przerwao 
jakby tam swoj nowe rdo tsknoty za Joasi, tsknoty tak bolesnej, bardziej bolesnej ni 
w chwili poegnania... 
Grnicy w czarnych kapach i w berglederach234 nabijali prochem, grubym jak ziarnka 
kukurydzy, dugie tuleje papierowe. Otwory w miejscach waciwych ju byy wywidrowane 
dugimi laskami ze stali, o zakoczeniach podobnych do grotw piki. Gdy adunek zosta 
nabity, lont we woony i przystemplowany z wierzchu szczelnie gruzem za pomoc stpora, 
jak nabj w lufie  jeden z pracownikw zapali dwa ygada235, drugi dwa, trzeci  dwa. W 
mroku gstym od pyu i dymu ukazay si niby jakie niebieskawe strugi cieczy sczcej si 
od gry. Pomyczki doszy do muru  i zniky. 
Wwczas drabiny szybko odstawiono i wszyscy z popiechem weszli do ssiedniego chodnika. 
Tam czekali z dziesi sekund, nim si odezwa pierwszy wybuch. Prd powietrza run 
w ssiednie galerie i komory, dwigajc na sobie ostry zapach prochu. Bryy wgla huczc 
waliy si za przylegym filarem, a na wszystkie strony w cianach co sypao si z prdkim 
trzaskiem i szelestem, na podobiestwo stada szczurw biegajcych za makatami. Potem nastpi 
drugi wybuch, za nim trzeci i czwarty. Dym wypeni galerie i cign leniwie do 
przej, w ktrych si wieci. W dali sycha byo huk adunkw dynamitowych i czu 
sodkawy ich zapach. 
W pewnym miejscu Korzecki przywoa kogo po imieniu i zostawi go z Judymem, a sam 
odszed. Musia obejrze robot w innej cakiem stronie. Doktor zosta w ciemnoci z widmem 
trzymajcym sw lamp. W ssiedztwie tego miejsca kilkunastu ludzi zajtych byo 
podstemplowywaniem pitra. Chwil obydwaj z grnikiem stali nic nie mwic do siebie. 
Wreszcie Judym podnis lamp do gry i zobaczy sczernia twarz starego czowieka, ktrego 
siwe wosy wymykay si spod kapy. 
 Co robi tutaj, ojcze?  zapyta. 
 A calizn236 wyrabiamy midzy chodnikami. 
233 K a p a  opierajca si na stemplach belka podtrzymujca sufit w chodniku; take czapka grnicza. 
234 B e  g 1 e d e   skrzanypas grniczy. 
235  y g a d  o  zapalnik. 
236  a 1 i z  a (albo filar)  pokad kopalny midzy chodnikami. 
175 
 Calizn? 
 Juci. Filar wybieramy. Bierzemy jedno p o    i e za drugim na dugo i na szeroko, 
podpieramy strop supem  i dalej. Po boku stawia si organy... Prosz aski... pan 
moe i nie znajomy z kopalni? 
 A nie. Pierwszy raz widz. 
 Tak ci... 
 C to za organy? 
 To za s kody na sztorc stawiane, eby suyy tak jakby za ciank. Z przodu te, od 
chodnika przy koczeniu    e k i237 drug tak cian si buduje, a zostawia si za miejsce 
prne, niby tak jakby drzwi. A wyrobi si ca    e k  i z okruchw si j wyczyci, to si 
dopiero te supy zaczyna w y j m a , a inne si tnie toporem. Gdy pracowity grnik usyszy w 
cichoci najwikszej pierwszy, a b y maluki trzask pitra, wtedy kilof do garci i umykaj z 
p o j   i a! Ziemia si urwie w tym miejscu i rumowiem cae to zawali. Na wierzchu, na grze 
zawalisko w d wcignie, tak jakby lej... 
Judym podnis do gry sw lamp i przyglda si cianom. Gadkie albo chropawe ich 
paszczyzny tu i wdzie miay na sobie rysy ostrego elaza, jakby pismo jakie klinowe238 
pracowicie wyryte. Idc z wolna obok gadkiej ciany, mia zudzenie, jakby je czyta. Ze znakw 
kolawych, kierujcych si to w t, to w inn stron skadaa si historia tych czeluci. 
Zdawao mu si, e stoi w cudownym lesie, w puszczy odwiecznej, nie sianej, przez ktr 
nie sza jeszcze stopa czowieka. Rosy naok olbrzymie, paprocie z pniami, jakich nie obejmie 
trzech ludzi, skrzypy w drzewa wybujae, straszne widaki i inne, niewidzianych form, 
mistycznej piknoci albo potwornej brzydoty, jakie sigillaria, odontopterydy, lepidodendrony239... 
Te wielkie potwory, splecione midzy sob acuchami lian, krzewiy si na pulchnym 
trzsawisku, gdzie mchy przepyszne i niewysowione kwiaty pachniay w czarnym gorcu 
wieczystych cieniw. Sodkie, upalne lata wycigay z ziemi pod chmury te pnie i gazie, 
dostpne tylko dla wzroku i skrzyde; wilgotne, deszczowe zimy zasilay gleb na wieki. 
Swobodne wichry, w dalekich stepach i w niegach acuchw grskich zrodzone, przylatyway 
bi puszcz ryczc jako szczenita lwie. 
Wtedy koysaa w onie swoim pie huczc na podobiestwo morza. Jake czsto trzaska 
w ni piorun, a huragan j depta, upi i rwa! Dzikie chmury iskr czerwon zapalay jej 
gbie piewajce. Wtedy gorzaa jak wielki stos. Ale gdy deszcz ustawa, przychodzia wieczycie 
moda, lilioworamienna wiosna, jak dziewcztko szukajce kochanka, i swawolnymi 
usty zdmuchiwaa pyy rolin w ziemi rozmok, marzc o cieniu konarw. Nowe morze 
zieleni wylewao si na ten sam grunt, przez ktry pdziy krzemienne kopyta ognia i szprychy 
jego wozu tak samo prdkie jak wicher. 
I znowu na cisz gstwin modej puszczy przypada niespodziewany krzyk wojenny jaguara 
i rozdziera j wrzask, mier goszcy, bezlitosnego ora. 
A oto wielkie jakie morza w gbi ldw prnujce wyrway si ze swoich grobel i puciy 
prdy szalone, ktre zdjy z korzeniem olbrzymie lasy, niosy je w pianach swych niby 
flot okrtw zdruzgotan i pchay w te zaklse niziny. Tu je niezmiern mas wwaliy jakby 
do grobu. Przykryy je warstwami gruntu zdjtymi z gr. W cigu tysicy lat w ciaach tych 
krzeww, na ktrych gaziach ptaki niezliczone gniazda sobie say, ustao ycie i pocz si 
tajemny rozkad. Wielkie cinienie zapadnitych warstw, napywy wd i czas wiekami idcy 
czyniy spraw podziemn: stwarzanie wody z tlenu i wodoru tych cielsk obumarych, wydo
237    e k (niem. Streck)  odcinek. 
238 P i  m o k 1 i  o w e  pismo, ktrego znaki miay ksztat klinw; byo uywane w staroytnoci w krajach 
Bliskiego Wschodu (Babilonia, Persja).
239  i g i l l a  i a, o d o   o p  e  y d y, l e p i d o den dron ybardzodawnegatunkiolbrzymich rolin,z 
ktrych powstay pokady wgla kamiennego. 
176 
bywanie z nich kwasu wglowego i tlenku wgla. Zosta tylko wgiel sam, jedyny, w olbrzymim 
nadmiarze, nie majcy si z czym poczy, jak samotny duch ciemnoci. Straszliwe jego 
cielsko martwiao, stygo i umierao w sobie samym tysice lat. W mczarni zrastao si samo 
ze sob, tulio si do siebie jak byt przeklty. Z dawnej budowy nic nie zostawi czas dugi. 
Tylko jakby jedyne echo z ojczyzny, gdzie wszystko kwito, roso i kochao si w niebiosach  
zosta niky rysunek warstw pnia albo odcisk powiewnego licia w czarnym, aobnym kamieniu. 
Dugie prace przyrody, nie dajce si myl ogarn zaczyny i odczynienia, czowiek 
chwyta jako up swj za pomoc pracy krtkotrwaej, chytrej i uatwionej. Przychodzi w 
wite czelucie z bladym pomykiem i krtkim swoim kilofem. Si ndznego ramienia wymiecie 
to, co tu schowa ocean. Bierze cay pokad do cna, od wychodni do upadu, zgrzebie 
okruszyny i na wiat wyda. Zostawi tylko had na wierzchu i prni w gbinie. 
Ziemia nie oddaje swej pracy i swojego dorobku bez walki. Prosta i obojtna jak dziecko, 
od czowieka uczy si zdrady. Czyha na niego z bryami, ktre ruszy, aeby mu je cisn na 
gow, gdy si nie obejrzy. Rozsiewa w jego komorach miertelne gazy i czeka, jakby w niej 
bio serce pana puszcz zmarych  tygrysa. Wylewa zaskrne, niewidzialne wody. Spuszcza 
ciemne jeziora, od wiekw nieprzeliczonych kropla po kropli zebrane, a nice na zimnych 
granitach. Otwiera podziemne baseny kurzawki, ktr zawaliska ruszyy, i gliniastym jej muem 
napenia galerie pracowicie wykute. 
 Nie porwa was skarbnik240?  zawoa znienacka Korzecki wynurzajc si z mroku. 
Poszli dugim chodnikiem. Z bliska i z dala szy szeregi wzkw cignionych przez konie. 
Kady z tych pracownikw wlk tak za sob caymi latami przeklte wozy. Gdy mijali postpujcego 
w ciemnoci, odwraca na bok gow i oczy, ktre ju razi ty blask wiata. 
Poszli wreszcie do szybu, ktry ich z dna kopalni mia podrzuci o sto metrw wyej. Woda 
laa si tam strugami, kapaa w szal, cieka po drzewie cembrowiny. Stanli w mokrej 
windzie wrd ludzi wrzeszczcych, przemokych, ze zymi twarzami, i w cigu jednego momentu 
wyniesieni zostali na powierzchni grn. Szli stamtd ciemnym i nieskoczenie dugim 
korytarzem. Byo w nim zimno i wilgotno. Strop wali si tu i wdzie, wygina kapy i 
miady okadziny. miertelnej czarniawy nie rozwietlay nawet ogniki grnicze. Czasami 
tylko sysze si dawa odlegy turkot i krzyk wozaka. I znowu z mroku wynurza si kogrnik, 
odwraca swe smutne, stsknione, beznadziejne oczy, jakby mu by wstrtny widok 
czowieka, i gin w wiecznym grobie. 
W pewnej chwili Judym usysza przed sob w ciemnociach rozmow, a raczej monolog. 
Kto mwi dobitnym gosem: 
 Fuks, mwi, nie zwalone! 
Chwil trwao milczenie i znowu odzywa si ten sam gos z podwjn natarczywoci: 
 Nie zwalone, Fuks! K i e j nie zwalone, to nie zwalone... 
Korzecki pocign Judyma do ciany i szeptem objani, co to znaczy: 
 Czasami koa jednego z wzkw, sczepionych midzy sob, z szyn wyskocz. Wwczas 
ko, imieniem Fuks, staje, gdy nie ma siy ucign, a zreszt i nastpne wzki zaraz si wykolejaj. 
Poganiacz musi nadnie i wstawi wzek w szyny. Gdy to uczyni, woa na konia, e 
ju t robot wykona. Ale nieraz przyczepi mu o jeden wzek za wiele i wwczas ko rwnie 
staje sdzc, e to skutek wykolejenia. Poganiacz zapewnia go krzykiem, e nie zwalone, 
ale ko, pocignwszy z lekka, nie rusza si z miejsca, gdy czuje ciar wikszy ni 
naley. Wwczas furman musi go przekona: idzie wzdu wzkw a na sam ich koniec i 
stamtd dopiero jeszcze raz uroczycie krzyczy swoje: Fuks, nie zwalone! Natenczas biedny 
ko godzi si z myl, e go wyzyskuj, zbiera siy i wlecze dalej w ciemnoci swoj dol. 
240  k a  b  i k  wedug legend grniczych: duch strzegcy kopalni. 
177 
Moe nawet przychodzi do wiadomoci, co to jest, moe nawet po cichu wzdycha albo cika 
zbce, ale przysta musi na taki ukad, bo gdyby marzy albo usiowa protestowa za pomoc, 
dajmy na to, stania, toby mu poganiacz batem grzbiet w y  o i  i na tym skoczyoby 
si polepszenie stosunkw. 
 No, ale wy powinnicie tego zabroni...  rzek Judym. 
Inynier podnis wyej sw lamp i rzek z maltretujcym, szyderczym umiechem: 
 A, ja zabraniam, surowo zabraniam... 
Po chwili rzek jeszcze: 
 Ja zabraniam, zabraniam z caej duszy, ale ju nie mam siy... 
178 
PIELGRZYM 
Ktrego z dni nastpnych Judym w towarzystwie Korzeckiego uda si do samego Kalinowicza. 
Bya to chytra machinacja, istna konstrukcja inynierska przedsiwzita w celu zapoznania 
si z figur decydujc. 
 Kt jest Kalinowicz?  pyta Judym zmierzajc ulic, ktra prowadzia do mieszkania 
jednej z potg Zagbia. 
 Tego nie wiedzie! Takich rzeczy elementarnych nie wiedzie! No, rozumie si, e inynier, 
ale wielki. 
 To dopiero... Dlaczeg dzi koniecznie mamy i do niego! 
 Dlatego, e tak rozkazuje chytro tudzie przebiego. 
 Zanosi si na burz. Jest parno jak w piekle  mwi Judym. Po chwili doda: 
 Wolabym dosta batem od ciotki Pelagii, ni i dzisiaj z t wizyt. 
 Idcie, bdzie burza  mwi Korzecki rozgldajc si p okolicy. 
Stali na wzniesieniu. W gbi leao miasto. Byy to szeregi domw jednakowych, czarnych, 
zadymionych. W maej stosunkowo odlegoci z wielkich piecw wybuchay ognie jak z 
krateru wulkanw. Wicher porywa ich paty, jakby je od masy udziera i chcia cisn na miasto. 
Drzewa zasypane kurzem i dymem wyglday niby robotnicy. Zielono murawy bya obleczona 
aobnym pokrowcem. 
Za lasami i acuchem wzgrz rozcigaa si na horyzoncie stalowa chmura z ciemnymi w 
sobie doami. Sza wolno. Lecia od niej zimny wicher. W pewnych sekundach przycicha. 
Zdawao si, e azi okoo murw, snuje si pod potem, zaglda do ciekw i siada na drzewach 
drcych wierzchokami niespokojnie i w bojani. Czasami pdzi w cwa rodkiem 
bezludnych ulic z hukiem i gwizdaniem, jak najezdnicza awangarda wojsk, ktre z dala cign. 
Naok wida byo kominy i kominy. Waliy si z nich pochye dymy szarpane przez 
wicher. 
Z wyschych bajor, zalegajcych ca dugo i szeroko ulic, zryway si co chwila gry 
niadego kurzu, mkny ponad domy, ponad dziwaczne retorty fabryk i ciskay si z wysoka 
na mieszkania ludzkie. Te latajce bota zasaniay co chwila miasto smutne dla oczu, dziwaczne, 
nieprawidowe i zimne jak g e  z e f  pieniny. 
Za nim na pewnej wyniosoci sta w cienistym ogrodzie paac dyrektora. Gdy wchodzili 
po wskich schodach wysanych dywanem, Korzecki przesadnie idc z boku, eby za nie 
nastpi na ten chodnik, mwi pgosem: 
 Teraz zbierzcie wszystkie siy, albowiem nadszed czas prby... 
Wprowadzeni przez lokaja do mieszkania, znaleli si w salonie, ktrego okna wychodziy 
na miasto. Mikki, puszysty dywan tumi echo ich krokw. Rolki krzese wycieanych atasem 
giny w nim zupenie i toczyy si bez szelestu. Na cianach wisiay obrazy i sztychy w 
ramach niesychanie szerokich i bajecznie ozdobnych. 
Korzecki usiad na fotelu ze skromn mink i przybrawszy pobony wyraz prezentowa Judymowi 
oczami sufit i tapety. Idc mimo woli za t wskazwk doktor zobaczy malowido 
wyobraajce jaki pejza z ruinami i pastuszkiem. 
Zanim wszake zdy przyjrze si tapetom, ozwa si we drzwiach gos gospodarza: 
 Szanownego inyniera dobrodzieja, gocia miego a rzadkiego... 
179 
Korzecki przywita si z wchodzcym i zaraz gosem penym powagi wymwi nazwisko 
towarzysza: 
 Doktor Judym. 
Gospodarz wycign rk i ucisn podan prawic z ukonem, ktry go ze wzgldu na 
tusz musia kosztowa nieco fatygi. Zajli atasowe miejsca, pogryli nogi w mikkociach 
dywanu i toczyli rozmow de nihilo 241, to jest o przedmiotach nie majcych najmniejszej 
wartoci. Mwiono o fizjonomii okolicy, o warunkach klimatycznych i higienicznych Zagbia 
oraz o tym podobnych romansach. Gospodarz by to pan wyniosy i prawie otyy. Czaszk 
mia nag, byszczc i mocno sklepion. Taki czerep mgby dwiga przybic z elaza. 
Nastroszone i w gr zadarte wsy pasowayby do niej take bardzo. Nos prosty, oczy due, 
srogie pod krzaczastymi brwiami, znamionoway krew szlacheck silnie pulsujc w yach. 
Delikatno obejcia, mikkie ruchy zdaway si by utrudniajcymi dla tej figury potnej. 
Niemniej  paty szerokie wietnego kortu, obejmujce kadub jej i nogi, sprawiay efekt 
odziey przypadkowej i tymczasowo narzuconej. 
Korzecki rozgldajc si z szacunkiem po salonie nachyli si w kierunku jego waciciela i 
szepn: 
 Widz co nowego... 
 No, co? 
 Jaka niewielka sztuczka, ale a oczy bol. 
 Ten zegar?... 
 To, to! 
 Kupiem go  rzek dyrektor z satysfakcj ukrywan dyskretnie  w Monachium. Szczerze 
mwic, za bezcen. 
Po chwili doda: 
 Za bezcen! 
Wsta wkrtce i uatwi gociom zblienie si do zegara empire242 stojcego pod kloszem 
na gzemsie konsoli. W istocie byo to co bardzo adnego w skromnoci swych linii i naiwnoci 
paszczyzn. 
 No, a Uhde243 oprawiony?  ywo zapyta Korzecki. 
 A jake, a jake!  i powiem koledze  bajecznie. Chcecie moe zobaczy? 
 Ale, jeli aska... 
 Prosz, prosz tdy. 
 Jake panna Helena, czy wci jeszcze zajta Ropsem?244 
 A tak, ona swym Ropsem... prosz panw tdy... 
Wszyscy trzej weszli do ssiedniego gabinetu urzdzonego z przepychem. Zaciea go 
dywan i wypeniao mnstwo sprztw, nad ktrymi krlowao niejako wspaniae biuro. Kandelabry, 
figurynki, fotografie w ramach stojcych, przyciski i mnstwo ksiek  pitrzyo si 
na nim. ciany zawieszone byy malowidami i rysunkami, a biblioteka, rzebiona misternie, 
poyskiwaa od zoconych tytuw. 
 Widziae pan to gupstewko? 
Korzecki przymruy powieki i z wyrazem najgbszej ciekawoci bada wskazany obrazek. 
 Kupiem t sztuczk w Mediolanie, w tej, wiecie panowie, budzie, co to Cenacolo Vinciano245... 
Ot zaszedem tam... By upa. Za oknem, sysz, musztruje jaki oficerek z wrza241 
D e  i h i l o (ac.)  o niczym. 
242 E m p i  e  styl w sztuce i architekturze, powstay we Francji za panowania Napoleona I. 
243 U h d e  Fritz Uhde (1848-1911), niemiecki malarz religijny. 
244  o p   Felicjan Rops (1833-1898), znany malarz i sztycharz belgijski 
180 
skiem oddzia tych rycerzy, ktrych pniej rozmiata jak miecie byle Menelik246.. Patrz, e 
kopiuje Wieczerz jaki mody w  o  h i  o. liczny, szelma, jak najcudniejszy obraz. Wosy 
na bie wzburzone, nos, panie, usta, oczy jak u jastrzbia. Maluje, maluje... Przyskoczy do 
swych sztalug i tnie pdzlem, ale to w caym znaczeniu tego wyrazu  tnie. Widz  zrobi 
tylko jedn figurk; a reszta ledwo, ledwo naszkicowana. To mi, powiem panom, tak uderzyo, 
e tysic razy bardziej ni orygina. Co za wyraz, co za twarz! Jak te oczy patrz! To 
jest przecie aposto... I nie tylko aposto, ale czowiek, ktry z boleci pyta: Czy ja ci mam 
wyda, Mistrzu i Panie? Ani sposobu wytrzyma; mwi do tego malarzyka: 
 Signore pittore, quanto tego ten cadro247 
Spojrza na mnie i mrukn, e jeszcze nie namalowane. Gadam mu, jak umiem, e mi jest 
wszystko jedno, pokazuj mu palcem na tego apostoa i krzycz, e go chc mie i takiego, 
jak jest. ypn tylko okiem jak wilk i maluje dalej. Kiedy ja znowu do niego, warkn: 
 Mille lire248 ... 
 O  mwi  signore pittore to troch molto249. 
Wreszcie targ w targ wpakowaem bestii szeset frankw i zabraem obraz ledwo podmalowany. 
Tu w domu wystrzyglimy z crk tylko naszego apostoa, a reszt si wyrzucio. 
Ale co to fizys! Nieprawda? 
 O tak, w istocie... Jest to co, co... 
Korzecki nachyli si do Judyma i szepn mu do ucha w taki sposb, e gospodarz sysza 
wyrazy: 
 Prawda, z jakim smakiem urzdzone mieszkanie? 
Dyrektor umiechn si pod wsem i mwi: 
 Ech, ze smakiem... Pochlebstwa... Jakkolwiek, aby, aby... Trudno mieszka po naszemu, 
po sarmacku. 
Omielony sowami Korzeckiego prowadzi goci do nastpnego salonu, ktry nazwa 
pracowni. 
 Ale mielimy zobaczy Uhdego!  przypomnia pochlebca. 
 Wanie... w pracowni. 
Kiedy tam weszli, na spotkanie ich wstaa zza szerokiego stou moda panna, lat moe 
dziewitnastu, w sukni rowej i tak lekkiej, e dozwalaa nie tyle widzie, ile odczuwa 
liczne ksztaty. Wosy miaa jasne, prawie biae, o kolorze poyskujcym wieo heblowanego 
drzewa wierku  oczy bkitne, tak samo jak ojciec, tylko bez surowoci i zimna tamtych. 
Z dala wywara na Judyma dziwne wraenie ry ledwo, ledwo rozkwitej. Co pisaa czy 
rysowaa. Nieoczekiwane wejcie obcych panw troch j zmiszao. W prawej rce ciskaa 
bezradnie owek i dopiero witajc przybyych zmuszona bya rzuci go na st. Spotkanie jej 
w pracowni uwolnio Judyma i Korzeckiego od zwiedzania dalszych ubikacji apartamentu. 
Wrcili dc pierwszego salonu. Panna Helena sza z Korzeckim rozmawiajc swobodnie i 
yczliwie. 
Twarz jej adna, okrga, kwitnca od rumiecw, ktre cigle ukazuj si i znikaj, zwracaa 
si w jego stron i jasne, niespokojne oczy wpatryway si z natarczyw ciekawoci. 
Korzecki w jej towarzystwie spochmurnia, jakby si raptem zestarza. Mwi tonem ozibym, 
bez sarkazmu i zoliwoci. Patrza na ni w zamyleniu, ale z pewnym rodzajem nie
245  e  a  o 1 o V i   i a  o (w.)mowa o Ostatniej wieczerzy Leonarda da Vinci (1452-1519) synny ten 
fresk (malowido cienne) znajduje si w klasztorze mediolaskim di . Maria delle Grazie.
246 M e  e 1 i k (1844-1913)  cesarz Abisynii od . 1889; gdy Wosi usiowali Abisynii narzuci w . 1896 swj 
protektorat, Menelik przeciwstawi si temu zbrojnie i pokona armi wosk w bitwie pod Adu (1 III 1896).
247  i g  o  e p i   o  e, q u a   o...  a d  o?(w.) panie malarzu, ile (kosztuje) tenobraz? 
248 M i l l e l i  e (w.) tysic lirw. 
249 M o l  o (w.)  duo. 
181 
chci. Judym wysuchujc z faszowan uwag zda dyrektora o rozwoju przemysu w Zagbiu, 
sysza urywki dialogu tamtych dwojga. Obijay si kilkakrotnie o jego uszy nazwiska: 
Ruskin250, Maeterlinck251... 
Zanim wszake zdoa pochwyci sens tej rozmowy, wszed do salonu modzieniec lat 
dwudziestu paru i wita si z Korzeckim za pomoc silnego wstrzsania jego prawicy. 
Za chwil przedstawi si Judymowi: 
 Kalinowicz. 
Zapewne syn...  pomyla doktor. 
Mody zwrci si do Korzeckiego z widoczn satysfakcj i zawiza z nim rozmow. Panna 
Helena przysuchiwaa si jej take, a nawet stary dyrektor zwrci wkrtce w tamt stron 
swoje krzeseko. Judym oniemielony i peen dziwnego smutku sucha szelestu wyrazw, ale 
uczuciami bdzi daleko. Zdawao mu si, e syszy dziwny, pikny piew, tak jakby jedn z 
pieni Griega252, oddalajc si w grach wysokich i, szczeglna rzecz, w pewnej miejscowoci 
na Righi, pod samotnym szczytem Dossen, gdzie by raz w yciu. 
Kto to piewa i dlaczego to wanie?  marzy ustawiajc swe nogi na puszystym dywanie 
w sposb, o ile to byo w jego mocy, ozdobny. 
 Ani myl uznawa si za zwycionego!  woa mody czowiek.  Ani troch! Tego 
pan nie dowiedzie! Istniej na pewno kryteria dobra i za. 
 A... skoro istniej...  z cicha mwi Korzecki. 
 Wiemy przecie, e niewolnictwo jest form ycia, do ktrej wraca nie naley. Pan wiesz 
to samo i tak samo jak ja. I kady czowiek... 
 Wic c z tego? 
 Nasza wiadomo jest ju kryterium. Dobro spoeczne... 
 Wanie: dobro spoeczne! Zawsze to mwimy i jakoby wiemy, co to jest szczcie i dobro 
spoeczestwa, ale nigdy nas nie zajmuje szczcie jednostki. 
 O, to, to! Szczcie pojedynczego czowieka, jednostki... wtrci dyrektor machajc rk. 
 Szczcie jednostki musi by podporzdkowane dobru ogu. 
 To jest wanie mowa przemocy nad dusz czowieka.. . mwi Korzecki porozumiewajc 
si oczyma z dyrektorem. Szataski umiech jak bysk iskierki elektrycznej lata w jego 
oczach i na wargach.  Ile to ludzi wita inkwizycja spalia na stosie dla tej zasady, dla tego 
kryterium. 
 wita inkwizycja!  pieni si mody.  Co pan za rzeczy wywczy, u licha! Ale co to 
jest szczcie jednostki? Niech no mi pan na to odpowie! Ja tego nie rozumiem. 
 Istotnie, jest to co tak od nas dalekiego, e pan tego nawet wcale nie rozumie. Co, czego 
wcale nie znamy... O czym mwi Leopardi253, e jego lubej mary ju nie nadzieja znika, 
lecz pragnienie... To jest jasna ka, kwiatami zasana, gdzie dusza ludzka moe stawia krok 
swj swobodny... Mono uczynku, mwienia, mylenia, a przynajmniej czucia, przynajmniej 
wzdychania wedug swej woli. Szukanie zadowolenia... 
 Rozumiem: hedon254. 
 Masz pociech, znowu jakie hedon! 
250  u  k i   John Ruskin (1819.-.1900), angielski publicysta, krytyk i teoretyk sztuki. 
251 M a e  e  1 i   k  Maurycy Maeterlinck (1861-1949), pisarz belgijski; jego twrczo dramatyczna wywara 
duy wpyw na literatur europejsk przeomu XIX i XX wieku.
252 G  i e g  Edward Grieg (1845-1907), wybitny kompozytor norweski; w swojej twrczoci czerpa motywy z 
pieni ludowych.
253 L e o p a  d i  Jakub Leopardi (1798-1837), wybitny poeta woski; zaamany klsk ruchu narodowowyzwoleczego, 
trawiony nieuleczaln chorob  sta si poet zwtpienia i rozpaczy.
254 H e d o  e (gr.)  rozkosz. 
182 
 Rozumie si. Ale tylko jedna uwaga. Chory umysowo z mani przeladowcz albo jeszcze 
lepiej: samobjcz  szuka zadowolenia w deniu, na przykad, do wydubania sobie 
oka. Czy mamy prawo zezwoli, eby znalaz to zadowolenie? 
 Czowiek chory umysowo podlega fatalnej sile, ktra, rzecz prosta, do gry nogami wywraca 
jego myli i uczucia, ktra... Ale, panie, jaki to zy przykad! 
 Dlaczego? 
 Niech sobie pan przypomni tego doktora, co to zdj pierwszy kajdany z ng i rk obkanych255. 
Bo nie wiem, czy panu wiadomo, e niegdy kryterium nakazywao trzyma chorego 
w kajdanach. Pniej nakadano im kaftan i zamykano w celi. Obecnie wynaleziono zasad: 
no restrain256. Ja mam nadziej, e kiedy pobyt w szpitalu obkanych bdzie prawie 
wolnoci, e tam nieszczsna chora gowa bdzie snua swe marzenia bez przeszkody. 
 No, ja nie znam si na tych subtelnociach. Ale wemy inny przykad: wychowanie dzieci. 
Najmilsze zadowolenie, gdy byem w szkole, daway mi wagary, rozkosz prawie jakie 
szczytne oszukanie belfra, jakie nabieranie, ciganie... 
 Tak, tak... Wychowanie Jeszcze niedawno Wincenty Pol wzdycha, a jego czytelnicy 
rwnie, nad metod ksztacenia dorosych Benedyktw Winnickich257 za pomoc batoga, za 
pomoc wsypywania im pro memoria258 na kobiercu. Pan ju nie zgodziby si na system pana 
Wincentowy? 
 On nie, ale ja... kto wie..  westchn dyrektor. 
Mody czowiek spojrza na ojca z umiechem i szczeglnym przymrueniem powiek. 
 Pan by si ju nie zgodzi. Jestemy stamtd o tysic mil w kierunku... jasnej ki. To 
samo z tym wychowaniem malekich ludzi. Jestemy o tysice mil od chederw259, ktre lokuj 
si, by moe, gdzie w ssiednim domu. Ta sprawa wychowania dzieci pdzi jak pocig. 
Widziaem dobrze szkoy szwajcarskie... 
 Gdzie istnieje przymus szkolny. 
 Gdzie szecioletnie dziecko z najwiksz przyjemnoci idzie do wsplnego domu zabawy. 
Opowiadaj mu tam cudowne banie. Zawiera tam pierwsze w yciu znajomoci i doznaje 
tajemnych pierwszych rozkoszy poznawania. Ale i z tej szkoy myl idzie dalej. 
 A idzie dalej... Nie ulega jednak wtpliwoci, e wyuczenie si abecada, sylabizowanie i 
bazgroy kaligraficzne  jest to mka. 
 W chederze... jeszcze jaka! Jaka piekielna! 
 W szkole rwnie. A tej torturze dziecko musi by poddane. Kade, ktre tylko przyjdzie 
na wiat i doyje wieku waciwego. Cierpienie! Wszelka praca jest cierpieniem. C tu mwi! 
Taka sprawa higieny. Za pomoc czego mog zwalczy w naszych miasteczkach epidemi? 
Rozumie si, e za pomoc przymusu. Co czyni ze zbjami, rzezimieszkami? 
 Dajmy pokj zbjom. Ilekro kto zbyt nastaje na rnych zbjw, takiego doznaj wraenia, 
jakby si o co mci na nich. 
 Wic c by pan z nimi zrobi? 
 Ja... ja zrzekam si na to pytanie odpowiedzi. 
Korzecki mwi to z oczyma poncymi. Zdawao si, e midzy jego otwartymi powiekami 
stoj przezroczyste ognie. 
255 D o k  o ,  o z d j   p i e  w  z y k a j d a  y z   g i   k o b   k a  y  h  mowa o francuskim 
lekarzu psychiatrze Filipie Pinel (1745-1826), ktry wszcz kampani przeciwko nieludzkiemu traktowaniu 
obkanych.
256  o  e    a i  (ang.)  nie wizi, nie ogranicza. 
257 M e  o d a k  z  a   e  i a d o  o   y  h B e  e d y k   w W i   i  k i  h  w poemacie Przygody 
JP Benedykta Winnickiego Pol z uznaniem pisze o batoeniu Benedykta ju jako dorosego czowieka. Zgodnie z 
dawnym obyczajem Winnicki, jako szlachcic, otrzymuje chost na kobiercu.
258 P  o m e m o  i a (ac.)  dla zapamitania, na pamitk. 
259  h e d e   pocztkowa religijna szkoa ydowska. 
183 
 Dlaczego?  cichym gosem zapytaa panna Helena. 
 Dlatego, prosz pani... dlatego... Nie umiem na to odpowiedzie. 
 Dlaczego?  nastawaa raz jeszcze. 
 Nie umiem. Troch mi gowa boli. 
Moda panna zarumienia si. Usta jej drgny i wyraz upokorzenia skrzywi je na chwil. 
Zapanowao milczenie do przykre. Sycha byo wycie wichru i uderzenia deszczu w szyby 
wielkich okien. Korzecki zdawa si tego wcale nie odczuwa. Jadowite umiechy mieniy si 
w jego twarzy. Zacz mwi nie podnoszc oczu: 
 Myli si pan twierdzc, e kada praca jest cierpieniem. Wcale tak nie jest. Pomijam to, 
e w dziedzictwie otrzymujemy po przodkach nag do pracy, co moemy stwierdzi na bardzo 
wielkiej liczbie ludzi bogatych, ktrzy po caych dniach bezinteresownie pracuj, ale 
wemy... Wemy co innego. Wszystkie powicenia, trudy, ofiary, bahaterstwa. Mickiewicz 
mwi niech pan posucha tych sw przedziwnie mdrych: Przez ofiar ducha rozumiem 
czyn czowieka, ktry otrzymawszy prawd, utosamiwszy si z ni, roznosi j, objawia, suy 
jej za organ, za twierdz i za wojsko, nie zwaajc na spojrzenia, na gosy i rysy nieprzyjaciela
260 Ot, czy taka ofiara ducha jest, czy nawet moe by cierpieniem? On sam mwi, 
e to jest najboleniejsza ze wszystkich ofiar, ale wydaje mi si, e ma na myli tylko jej 
wysoko, jej wynioso. Czowiek, ktry utosami si z prawd, musi czu rado, rozkosz, 
wtedy nawet, gdy zosta pobity. Tak przypuszczam. Wtedy nawet, gdy zosta zmiadony... 
 To chyba paradoks...  rzek Judym.  Zdaje mi si, e w istocie jest to najboleniejsza ze 
wszystkich ofiar. 
 Nie sdz. Taki czowiek w czynie swoim doznaje szczcia. Objawia prawd, ktr 
otrzyma, to znaczy wyadowuje szczcie, ktre w nim jest. W tym musi lee takie samo 
zadowolenie jak w zabiegach i matactwach skpca albo w szwindlach szachraja giedowego. 
Gdy si ta rozmowa toczya, huczay cigle gromy i zbliajcy si oskot burzy wstrzsn 
ca kamienic. Nikt na to uwagi nie zwraca, tylko panna Helena po kadym silniejszym ataku 
wichru spogldaa w okna. Pociski nawanicy biy w nie, jakby kilka pici chciao skruszy 
ramy. Byo prawie ciemno. Zacz pra deszcz ulewny, ponury i bezlitosny. Kiedy niekiedy 
przeraliwy blask owieca pokj. Wtedy wszystkie brzy, okucia, wiecida i lnice 
powierzchnie rzucay si w oczy i nage gasy jakby wchonite przez szybkie westchnienie, 
ktre w gbi piersi twardy strach zapiera. 
 Odbieglimy od przedmiotu...  rzek mody. Gos jego wyda si czym dziwnym w pomruku 
napeniajcym przestwr. 
 Nie odbieglimy wcale  mwi Korzecki, ktrego burza, wida, podniecaa, bo mwi z 
jak wewntrzn nagoci.  Czy dla czowieka, ktry otrzyma prawd, istniej paskie 
kryteria? Czy pan postawisz je na drodze takiego czowieka? 
 Rozumie si! Kadego obywatela naley przytrzyma za rk, gdy co przedsibierze, i 
zapyta, czy dziaa z poytkiem, zbada, czy nie idzie wbrew, czy nie psuje tego, co rd ludzki 
pracowicie zbudowa. 
 Na mocy takich zasad przybito Jezusa Chrystusa do krzya. Powiedzieli mowie: My 
mamy prawo nasze i wedug prawa on umrze powinien. 
 Przez to cierpienie wiat zosta zbawiony. 
 Potga zbawienia nie leaa w cierpieniu, lecz w nauce. 
 Wic dla pana nie istniej adne pewniki? Czyli nie wiemy na pewno, e dzieciobjstwo 
albo chiskie mordowanie starcw to s ze rzeczy, a uczucie solidarnoci midzy lud260 
P  z e z o f i a   d u  h a...  zdanie wygoszone przez Mickiewicza podczas prelekcji w College de 
France w Paryu dnia 7 II 1844r. 
184 
mi  to jest rzecz dobra? e mwi prawd jest dobrze, a kama le? I kto by chcia propagowa 
ide dzieciobjstwa albo niszczy uczucie solidarnoci, powinien by usunity... 
 e mwi prawd jest dobrze, a kama  le, tego ja, na przykad, ktry tu z panem siedz 
w jednym pokoju, wcale nie jestem pewny. Czstokro mwienie, a nawet wyznawanie 
kamstwa jest najwysz cnot, zasug i bohaterstwem. Jest ono zupenie takie samo jak 
mwienie prawdy. Pozostawiam czowiekowi zupen swobod mwienia prawdy albo kamania. 
Co jeden czowiek moe wiedzie o prawdzie albo faszu duszy drugiego czowieka? 
W sercu ludzkim s takie oceany, pustynie, gry i wdrujce lodowce... Chrystus powiedzia: 
Nie sdcie, abycie nie byli sdzeni. Oto wszystko. A co do tych dzieciobjstw, niewolnictw, 
to dialektycznie pan mi pobije, bo z takich pyta wywin si nie zdoam. Nie mam 
wyjcia. Istotnie, wszyscy wiemy na pewno, e wypoliczkowanie paralityka to jest za czynno. 
I kto by to uczyni, powinien by skrpowany. To jest sylogizm nie ma co. Ale czy pan 
sobie moe wyobrazi czowieczestwo, jakie mamy na myli, i tego rodzaju uczynek? Szerzenie 
idei niewolnictwa jest niemoliwe wrd takich ludzi tak samo, jak niemoliwa to jest 
rzecz, ebymy dwaj weszli do towarzystwa, gdzie zgromadziy si subtelnie wychowane kobiety, 
i ebymy tam zaczli prowadzi jak karczemn rozmow albo, dajmy na to, pozrzucali 
ubranie. Dialektycznie mona dowie, e jest moliwe takie nasze zachowanie si, ale 
sam postpek de facto261 nie jest moliwy. A przecie nie ma adnego pisanego prawa, ktre 
by zabraniao tej swobody. To czsteczka wanie tego u  z u  i a solidarnoci, ktre 
wszystko przeniknie, dyktuje nam tok rozumnej, miej i dla wszystkich przyjemnej rozmowy. 
Ze niewtpliwie jest tylko jedno: krzywda bliniego. Czowiek  jest to rzecz wita, ktrej 
krzywdzi nikomu nie wolno. Wyjwszy krzywdy bliniego, wolno kademu czyni, co chce. 
 Idylla, prosz pana, idylla, czyli Arkadia262. Krzywda bliniego... Dobre sobie! A c to 
jest krzywda? Gdzie jej granica? 
 Granica krzywdy ley w sumieniu, w sercu ludzkim. 
 No, prosz pana, czy to nie s arty? 
 Nie. To jest myl najbardziej twrcza ze wszystkich. Na niej wiat stoi. Niech no pan 
pomyli, co by z nim byo, gdyby wymaza te sowa: Po tym poznaj, ecie uczniami moimi, 
jeli si wzajem miowa bdziecie263. Mio midzy ludzi naley sia jak zote zboe, 
a kkol nienawici trzeba wyrywa i depta nogami. Czcij czowieka...  oto nauka. 
 Szybko postpu ludzkiego zaley od rozwalenia czynnikw, ktre w poprzek jego oyska 
si kad. 
Dyrektor nachyli si do Judyma i pgosem szepn: 
 Wyznam panu, e wcale nie wiem, o co ci panowie sprzeczaj si midzy sob z tak 
zajadoci. 
Korzecki, rozmawiajc w dalszym cigu ze swym antagonist; zwrci si raptem w t 
stron i rzek: 
 W istocie... de lana caprina264 . 
 Jake zimno...  szepna pikna panienka, z trwog spogldajc w okno. 
 Boi si pani troch  pyta Korzecki.  Prawda, boi si pani? 
 Ale gdzie tam... Tylko tak raptownie si ozibio. I ta ciemno. 
261 D e f a   o (ac.)  w istocie, w rzeczywistoci. 
262 A  k a d i a  kraina w staroytnej Grecji (na Peloponezie), gdzie gwnym zajciem ludnoci byo pasterstwo. 
W pniejszych wiekach przedstawiana przez poetw jako kraina szczliwoci.
263 P o  y m (wszyscy) p o z  a j ,  e   i e, u  z  ia mi moimi... wgBiblii sowa te wyrzek Chrystus 
do apostow podczas ostatniej wieczerzy.
264 D e 1 a  a  a p  i  a (ac.)  (spr) o kozi wen, czyli o rzecz bah. 
185 
 Aha, ta ciemno...  Po chwili mwi:  Jake biednym jest ten, kto teraz i musi nieznan, 
straszn drog. Kto spieszy si do niewiadomego celu, kto idzie, idzie bez koca... Ten 
pielgrzym, co si w drodze trudzi przy blaskach gromu...265 
Ziarna gradu zmiszanego z deszczem zaczy ci w szyby. Rozmowa przycicha. 
Judym wsta ze swego miejsca i patrzy w okno. Pord ulewy i mroku bucha kiedy niekiedy 
pomie wielkich piecw. Doktor by nieswj. Myla o narzeczonej. Ulega zudzeniu, 
e gdy si skoczy ta burza, gdy zblednie ciemno, to jaka wie, jakie echo, jaki wyraz 
da si sysze... Ciche westchnienie niby-pociechy wyrwao si z jego piersi. Pisa ju list i 
poda adres. Kt wie, moe jaki traf dziwny stamtd, z tych miejsc ukochanych, przyniesie 
sowo... Moe i ona w tej chwili patrzy si w burz, moe te same uczucia jak prdkie byskawice 
owietlaj aobne mroki... 
 Pan doktr, jak syszaem, wraca wanie z Parya?  zagadn znienacka dyrektor. 
 Dwa lata ju miny od mojego powrotu... 
Korzecki zwrci si z ywoci w ich stron i czeka tylko chwili, eby si do tego dialogu 
przyczy. 
W tym samym momencie lokaj odchyli portier i zoy ukon pannie Helenie. Ta wstaa i 
prosia na herbat. Przeszli do ssiedniego pokoju i zasiedli przy obszernym stole zastawionym 
mnstwem talerzy, pmiskw, szkie lnicych. 
Mody Kalinowicz siedzia przy Judymie. Zawiadomi go, e dopiero co skoczy politechnik 
w Charlottenburgu266, e wraca tam jeszcze dla zrobienia doktoratu, a tymczasem 
przypatruje si temu rynsztokowi, ktrym zoto pynie do Francji. 
 Panie!  woa  wosy powstaj na gowie, kiedy si patrzy na to, co si tu dzieje. Nie 
chc ublia nikomu, ale taka. na przykad, pomoc lekarska odbywa si w sposb zupenie 
pocztowy. W dniu oznaczonym lekarz, majcy pod sob z osiem fabryk, jedzie z miejsca na 
miejsce... Czy to panu nie sprawia czasem przykroci? 
 Nie, Boe bro... Pragnbym sam znale tutaj zatrudnienie, wic musz pozna stosunki 
do gruntu i z kadej strony. 
 Czy tak? A wie pan, e to ciekawe... Wic pan pragnby tu osi... I poczyni pan ju w 
tym celu jakie kroki? 
 Nie, wcale. 
 Czy ma pan jakie znajomoci? 
 adnych. 
 Ach, tak. 
 Niech pan doktr nie bierze czasem do serca wszystkiego, co mj syn mwi o Zagbiu  
wmisza si dyrektor.  Jest to niech specjalna. Prosz pana... 
 Tak, jest to niech, a waciwie antypatia specjalna!  cedzi modzieniec. 
 Ci ludzie zamordowuj tych poczciwych eskulapw. Jest lekarz z a d a  m o  h , wic 
do niego kto yw. Chory, nie chory, z przywidzeniami, z imaginacj... Tu u mnie w lecznicy 
nasz doktorek ma na swej godzinie po szedziesiciu chorych. Nieche kto powie, czy moe 
by tyle ludzi istotnie chorych w maej osadzie... 
 Faktem jest  rzek mody  e w caym kraju korzysta z porady lekarskiej na koszt wacicieli 
41%, a wcale jej nie doznaje 59. 
 Skde znowu takie cyfry? 
 Z 856 przedsibiorstw zbadanych w 818 nie byo adnej pomocy lekarskiej, w 10 ta pomoc 
istniaa faktycznie, w 24 bya znona, a tylko w 4 naleyta. 
265 Pi e l gr z ym,  o  i  w d  o d z e   u d z i...  sowa z Hymnu o zachodzie soca Sowackiego. 
266  h a  l o   e  b u  g  w owym czapie oddzielne miasto pod Berlinem, obecnie jedna z jego dzielnic 
186 
Judym przymruy powieki i zamia si w gbi swego serca Jak mara mkno przed nim 
wspomnienie walk warszawskich. 
 Egzageracja267 nie tylko we wnioskach, ale nawet w cyfrach  mwi stary z flegm wytrawnego 
polemisty.  Rozumiem do gruntu konieczno pomocy lekarskiej, jestem jej zwolennikiem... 
fanatycznym, e si tak wyra higieny... et cetera. Ale oto fakt wiey. Przy 
wielkich piecach istniej szale do wcigania rudy. Pod najsurowsz kar nie wolno czowiekowi 
siada w szali ani dla wjazdu, ani celem szybkiego spuszczenia si z gry. Czy pan 
uwierzy, jaka jest statystyka wjeda i zjeda wind? To jest take statystyka, ktr powinien 
by notowa sobie w ktrejkolwiek pkuli mzgu... 
 Nie ma gwatownej potrzeby. 
 Aha. 
 Z wszelk pewnoci. 
 Albo drugie. Midzy dwoma piecami jest pewne zagbienie, obok ktrego przechodzi 
szala. Nikomu do gowy by nie przyszo, e tam wle mona. C panowie powiecie? Usiad 
sobie w tej dziurze na poowie wysokoci i gwizda gapic si na d. Szale id cicho. Hukno 
w czerep i na miejscu. Za to odpowiada fabryka! Tam daszka nie byo, uwaa pan, daszka 
nie byo! 
 Pochlebiam sobie, e w tym miejscu jest teraz daszek...  rzek Kalinowicz nabierajc z 
pmiska ogromn porcj rostbefu. 
 Taki czowiek przy piecach martenowskich, przy walcach, przy drucie zarabia dziennie 
par rubli. I jake to yje, co robi z tymi pienidzmi? 
 Ciekawa rzecz... 
 Hula, yje nad stan i wpada w dugi. Zobacz no pan w niedziel takiego  y f u  i a268; 
krawacik modny, chusteczka... Wchodzi do sklepu, rozkazuje: Daj no pan konierzyki, tylko 
przecie z lepszych, z modnych. Myda pachnce sprowadzaj sobie specjalne. Teraz wanie 
w modzie s mydeka pachnce. 
 Czy to w samej rzeczy nie moe oburza?  mamrota mody zajadajc z wilczym apetytem. 
 Jest to nie tyle oburzajce, ile smutne. 
 A czeg znowu smutne? 
 Wszdzie zbytek, zbytek! We wszystkich warstwach spoeczestwa ycie nad stan, rozrzutno... 
 Mydeko  to jest rozrzutno? 
 Nikt nic nie oszczdza. Przy takich zarobkach jest to zbiorowisko bankrutw... 
 Zmniejszy bestiom zarobki, to si zaraz utemperuj! Nie bdzie ani mydeek, ani tych 
oburzajcych krawatw. 
 Przeciwnie, trzeba podnosi, co tchu podnosi! Niech sobie posprowadzaj cylindry z 
Parya, paltoty z Wiednia... 
Lokaj obnis pmisek i zmieni talerze. 
By to ju wieczr, kiedy po wypiciu herbaty wszyscy, z wyjtkiem panny Heleny, opucili 
jadalni i znaleli si w gabinecie. Palono cygara. Korzecki z przepyszn min trzyma w 
ustach olbrzymie jak marchew. Mody Kalinowicz rozpoczyna dalszy cig swej dysputy z 
ojcem, gdy wtem znowu wszed lokaj, ostronie zbliy si do Korzeckiego i co mu szepn 
do ucha. 
 Ach, do mnie... Zapewne z listem?... 
 Nie wiem, prosz aski pana inyniera. Mwi, e ma pilny interes. 
267 E g z a g e  a  j a  przesada. 
268  y f u   prostak, cham. 
187 
 Tutaj?  spyta Korzecki z niedbaym ruchem. Nie wyjmujc z ust cygara poszed za lokajem. 
Judym pragn przyspieszy koniec tej wizyty, wyj co prdzej. Uj pod rk modego 
Kalinowicza i zapyta, dokd poszed Korzecki. 
 Rozmawia z jakim posacem, ktry go a tu odnalaz. 
W sercu Judyma przesuno si marzenie: list od Joasi... 
 Panie  rzek cicho do modego czowieka  czy nie mgbym zobaczy tego posaca? 
Oczekuj na pewn wiadomo, ktra mi bardzo niepokoi... Moe to list do mnie... 
 Prosz uprzejmie...  krzykn mody bursz rozsuwajc krzesa po drodze. 
Znaleli si w pustym korytarzu, z ktrego drzwi wychodziy na schody. Schody te nie byy 
zaamane, lecz stromo jak drabina stay przyparte do budynku, prowadzc z pitra na ziemi. 
Judym, stojc we drzwiach sieni, zobaczy na dole wiato. Korzecki trzyma w rku wiec, 
ktrej pomieniem chwia wicher wdzierajcy si przez szczeliny desek. Drzwi na dole 
byy zamknite, ale bryzgi deszczu wpaday wszystkimi otworami. Ulewa dudnia po dachu 
przybudwki. 
Obok samych drzwi sta posaniec. By plecami wsparty o cian. 
Mia na gowie czapk z daszkiem, na sobie obszerne letnie palto, grube buty. By przemoczony 
do suchej nitki. Struga wody laa si z niego i dokoa ng tworzya kau. 
Przypatrujc si z uwag, Judym spostrzeg, e ten czowiek dry na caym ciele. Gowa 
jego zwisa na piersi i bya charakterystycznie bezwadna, jak u ludzi z przemoczon koszul. 
Inynier rozmawia z nim pgosem, ktry gin w szumie wiatru. 
To nie do mnie...  pomyla Judym i serce jego cisno si od bezbrzenego alu. 
Korzecki wzi w rk pakunek przyniesiony przez mokrego drapichrusta i szed w gr po 
schodach. Gdy na ich szczycie ujrza Judyma, achn si i ostrym gosem krzykn: 
 Co tu robicie? 
 Mylaem, e to moe do mnie z poczty... 
 Nie, nie... Co znowu! To ten gupiec, przemytnik. 
 Przemytnik? 
 Tak. Dowiedzia si od kogo, e tu jestem... Widzicie, jakie to nerwy! Nie mylaem, e 
was tu zastan, i od razu... Pikny gosik ze siebie wydobyem, ani sowa... Samemu gupio go 
usysze, a c dopiero mwi o delikatnych blinich. 
 Przepraszam was, bo to ja niepotrzebnie... 
 Ale gdzie tam! Przemytnik...  mwi szeptem.  W Katowicach dwa tygodnie temu zostawiem 
paczk kortu na ubranie. Kupiem ten kort w Krakowie. Bardzo lubi taki gatunek. 
Moe i wy wemiecie dla siebie. Nie chciao mi si paci... Szepnem temu frantowi, eby 
mi to przynis ktrego dnia. Dzi mia chwil pomyln, wic mi a tu wygrzeba. 
 Ten czowiek si rozchoruje. Widziaem, jak dry. 
 Tak sdzicie? 
 C tu sdzi? 
 Trzeba mu da kieliszek wdki. Trzeba co prdzej... Czowiek si rozchoruje! 
Poszed prdko i zdybawszy przy drzwiach stoowego pokoju lokaja mwi: 
 Mj bracie, we te z aski swej i wynie czowiekowi, co tam stoi, kieliszek wdki. Daj 
mu, wiesz, zreszt dwa kieliszki a nawet trzy. 
 Niech wypije trzy kieliszki...  dorzuci Judym. 
 Wiecie co, doktorze, bdcie tak dobrzy i sami mu zaniecie. Zobaczycie, czy w samej 
rzeczy tak przezib... 
 Z chci... 
Judym wzi z rk lokaja ozdobn flaszk z wdk, kieliszek, wiec i zeszed po schodach. 
188 
Przemytnik sta w ciemnoci. 
Zdawa si drzema... 
Judym postawi wiec na ziemi i nala pynu w krysztaow lampk. 
Wtedy drab podnis gow i otworzy oczy. 
Byy to due, jasnoniebieskie oczy... 
Rka Judyma, w ktrej trzyma kubek, zdrtwiaa jakby od gwatownego zimna. 
Przemytnik wypi chciwie jeden kieliszek, drugi, trzeci. Potem nie kiwnwszy gow, 
otworzy drzwi i znik w czarnej czeluci nocy, ktr zalewaa nawanica. 
We dwie godziny pniej Judym wraca z Korzeckim do domu powozem. Deszcz usta. 
Bya ciemna noc, pena oparu i wstrtnego chodu. W mroku niezdobytym zdaway si chodzi 
cielska mgliste, biaawe, zgniych wyzieww. Drogi byy zalane wod, ktra spod k z 
wrzeszczcym sykiem rozlatywaa si na wsze strony. Gdy wyjechali z zaukw, Korzecki 
wsta ze swego miejsca i trzymajc si rkoma sztaby przedniego siedzenia co furmanowi 
tumaczy. Siadajc rzek do Judyma: 
 Moe zechcecie przejecha si? Czas pyszny! Wilgo... 
Po chwili doda: 
 Moemy jecha do krawca, ktremu oddam zaraz ten materia na ubranie. Po co to mam 
trzyma w domu? Nieprawda? Miejsce tylko zawala i nic wicej... 
 Jak uwaacie. Co do mnie, to przejechabym si z ochot. 
 Wic wal, bracie, a ostro, ostro... Dostaniesz tylego rubla jak przednie koo. 
Konie, cignite batem, skoczyy z miejsca i poszy. Jechali dosy dugo, w milczeniu. 
W pewnym miejscu ukazay si lampy elektryczne otoczone grubymi mgami. wiato zanurzone 
tworzyo dokoa siebie krgi smutne niby obwdki, ktre s cieniami oczu ludzi chorych. 
Midzy drog a tym wiatem leay jakie martwe wody. Sinawe lnienie pezao po 
ciemnych falach paskiego zawaliska. Szo z biegiem powozu, biego z nim, jakby pewna 
wskazwka ostra, z ciemnoci nocnej wychodzca. 
 Gdzie my jestemy? 
 Nad kopalni. 
 A skd tu ta woda? 
 Pokad wgla jest tu bardzo gruby, ale w gbokoci paruset metrw. Ten wgiel jest ju 
wybrany. Ziemia si osuna w prni, wgia si jej powierzchnia. Teraz w takiej miednicy 
gromadzi si woda. 
Umilk. Znowu jechali dugo, nic do siebie nie mwic. Byli w jakich polach. Korzecki 
siedzia wtulony w kt trzymajc na kolanach swj pakunek. Zacz co szepta. 
 Co powiadacie?  zapyta doktor. 
 Nic, ja tak do siebie czsto mamrocz. Czy pamitacie taki wiersz: 
em prawie nie zna rodzinnego domu, 
em by jak pielgrzym, co si w drodze trudzi 
Przy blaskach gromu...269 
Judym nic nie odpowiedzia. 
 em by... Co za straszne sowo!... 
Bya to niewymowna minuta wcielenia si dwu ludzi w jedno. 
Korzecki odezwa si pierwszy: 
 Musiay wam si gupimi wydawa moje dzisiejsze popisy. Paplaem jak pensjonarka. 
 Jeeli mam prawd powiedzie... 
269 e m p  a w i e  i e z  a   o d z i   e g o d o mu...  cytat z Hymnu o zachodzie soca 
J.Sowackiego. 
189 
 Wanie. Ale to byo konieczne. Miaem w tym swj interes. Czy nie rozumielicie, o co 
mi chodzi? 
 Byy chwile, e dowiadczaem wraenia, jakbycie mwili na przekr sobie. 
 A gdzie tam! To nie. 
 Wic mylicie, e zbrodnia jest to absolutnie to samo co cnota? 
 Nie. Myl tylko, e zbrodnia powinna by tak samo wyzwolona jak cnota. 
 Ach! 
 Duch ludzki jest niezbadany jak ocean. Spojrzyjcie w siebie... Czy nie zobaczycie tam 
ciemnej otchani, w ktrej nikt nie by? O ktrej nikt nic nie wie? Si przymusu ani adn 
inn nie moe by wytrzebione to, co nazywamy zbrodni. Wierz mocno, e w tym duchu 
nieogarnitym sto tysicy razy wicej jest dobra  ale co mwi!  w nim wszystko, prawie 
wszystko jest dobre. Niech tylko bdzie wyzwolone! Wtedy okae si, e ze zginie... 
 Czyli w to mona uwierzy? 
 Widziaem gdzie rycin... Na supie obwieszony zosta zbrodniarz. Tum sdziw schodzi 
ze wzgrza. Na kadym obliczu maluje si rado, zwycistwo... Ka mi wierzy, e ten 
czowiek by winien. 
 A c wam dowodzi, e tak nie byo? Moe to by ojcobjca? Co wam pozwala czyni 
przypuszczenie, e tak nie byo? 
 Mwi mi o tym... Dajmonion270. 
 Kto? 
 Mwi o tym co boskiego, co jest we mnie. 
 C to jest? 
 Mwi mi to w gbi serca. W jakim podziemiu to sysz... Poszedbym i caowa stopy 
tego, co zawis. I gdyby tysic wiadkw wiarogodnych przysigy, e to jest ojcobjca, matkobjca, 
zdjbym go z krzya. Na podstawie tamtego szeptu... Niech idzie w pokoju... 
Furman zatrzyma si przed jakim domem. 
Byo tak ciemno, e Judym ledwo odrnia czarn mas budowli. Korzecki wysiad i 
znik. Przez chwil sycha byo szelest jego krokw, gdy brn w kauach. Pniej otwary 
si jakie drzwi, pies zaszczeka... 
270 D a j m o  i o  (gr.)  wedug greckiego filozofa Sokratesa (469-399 p..e.) gos wewntrzny pochodzenia 
boskiego, powstrzymujcy czowieka przed niewaciwymi czynami. 
190 
ASPERGES ME... 
W ssiedztwie mia Korzecki jeden dom znajomy, gdzie czasem, raz okoo Wielkiejnocy, 
bywa z wizyt. Bya to niezamona, prawie uboga familia szlachecka. Ci pastwo dzierawili 
kilkusetmorgowy folwark donacyjny271 w lichej, kamienistej glebie. Jechao si do tej wioski 
lasami, po wertepach, jakich wiat nie widzia. 
Pewnego dnia, wrciwszy z wczgi pieszej na obiad, Judym zasta we wsplnym mieszkaniu 
ucznia gimnazjum, ktry czerwienic si i blednc rozmawia z Korzeckim, daremnie 
usiujcym go omieli. Gdy Judym wszed, gimnazista ukoni mu si kilkakro i jeszcze 
bardziej spuszcza oczy. 
 Pan Daszkowski...  rekomendowa go inynier.  Przyjecha prosi was, czybycie, panie 
konsyliarzu, nie chcieli odwiedzi jego chorej matki. S konie. Ale was uprzedzam, e to 
dwie mile drogi. Prawda, panie Olesiu? 
 A tak, droga... bardzo za... 
 Ech, le pan usposabia doktora! Trzeba byo zapewni, e jak po stole... 
 A tak... ale ja... 
 Niechby pocierpia. 
Ucze, nie wiedzc, co mwi, mi tylko czapk w rkach i przestpowa z nogi na nog. 
 A na co chora mama paska?  zagadn Judym tonem jak najbardziej delikatnym, tym 
gosem, co jest jak rka czua i dwigajca do gry z caej mocy, z caej duszy. 
 Na puca. 
 Czy kaszle? 
 Tak, prosz pana doktora. 
 I dawno ju? 
 Tak, ju dawno. 
 To jest... jakie dwa, trzy lata? 
 Jeszcze dawniej... jak tylko zapamitam... 
 Jak tylko pan zapamita, mama bya chora? 
 Kasaa, ale si do ka nie kada. 
 A teraz ley? 
 Tak, teraz ju tylko cigle w ku. Ju mama nie moe chodzi. 
 Dobrze, prosz pana, to pojedziemy. Mona zaraz. 
 Jeeli tylko pan doktr... 
 O, musimy naprzd zje obiad  to darmo!  wtrci si Korzecki. 
 Ale jeli pan doktr...  z popiechem mwi ucze. 
W tej samej chwili zauway, e pali gupstwo, i do reszty si zmisza. 
 Widzi pan... doktr musi si naje. A i pan pewno godny, panie Olesiu. 
 Ja... o, nie! Pan inynier tak askaw... 
Wkrtce dano obiad. 
Uczniaczek wzbrania si, jad pgbkiem i ani na chwil nie odrywa oczu od talerza. Korzecki 
tego dnia by jaki zimny i skulony. Rozmawia z trudem. Gdy konie przed dom zaszy 
271 F o 1 w a  k d o  a  y j  y  w Krlestwie Polskim majtki skonfiskowane Polakom (najwicej po powstaniu 
styczniowym) rzd carski przekazywa w darze zasuonym urzdnikom i wyszym oficerom (nowi waciciele 
majtki te najczciej puszczali w dzieraw). 
191 
i Judym ju schodzi, inynier uj modego chopczyka za szyj i wlk si tak z nim po 
schodach. 
Na samym dole rzek: 
 Niech si pan pokoni ode mnie mamie, ojcu. Chtnie bym pastwa odwiedzi, ale c... 
adn miar... Tyle tu roboty. Niech pan jednak powie mamie, e da Bg, zobaczymy si 
wkrtce. 
Judym przypadkowo rzuci okiem na jego twarz. Korzecki by jaki szary. Z oczu jego pyny 
dwie zy samotnice. 
 Da Bg, zobaczymy si wkrtce...  powtrzy na swj sposb. 
Licha, rozklekotana bryczka ruszya si z miejsca. Cigny j dwie szkapy zbiedzone i w 
dodatku nierwne. Jedna z nich  byo to kobylsko chopskie, z wielkim, spuszczonym bem, 
a druga pochodzi musiaa z jakiej stajni. Teraz ju tylko grzbiet jej, wystajcy jak pia, 
imponowa towarzyszce z gorszej rasy. Na kole siedzia chop w kaszkiecie i guce, ktry 
budzi z odrtwienia  h a b e  y wiozce godnie osoby takimi samymi rodkami, jak wwczas 
gdy odstawia nawz albo ziemniaki. 
W istocie, droga prowadzca do owego folwarku naleaa do bezwzgldnie polskich. Jechao 
si wci lasem. Jaka chmurna ciemno krya si midzy martwymi drzewami, co 
rosy w sapowatej272 glebie. Droga zaronita zdeptan traw, pena kamieni, ktre w ni wrosy, 
wia si wrd gstej, modej wierczyny. Skrty jej wci przepaday midzy zieleni, 
jakby si lnym obyczajem, na wzr zwierzt, kryy przed oczyma ludzkimi. 
Wzrok Judyma bdzi w zadumaniu po mikkich mchach i biao-zielonych listkach borwek. 
Kada odyka mchu bya zbudowana z gwiazdek wietlistych, jakby z promieni soca, 
co zetknwszy si z ziemi w czue rolinki si przeistoczyy. Gdzieniegdzie pord tej krlewskiej, 
kochanej, mikkiej zieleni wida byo kamionk szarosinych gazw. Szpakowate, w 
mech suchy obleczone pnie jodeek przecinay widnokrg daleki. Gdy konie weszy w las 
gbszy, pod cie jode i wierkw, przeciy drog wowiska czarnych korzeni. Co chwila 
wzek trzeszcza, gdy jego szprychy zanurzay si po osie w gbokie bajorka kisnce w tych 
miejscach od wiekw. Ju tam mchy ledwo si mogy wybi z gbi taworudej powoki 
zeschych igie. Wszdzie leay szyszki i obamane, suche, biaawe, gazie. 
Tu i wdzie czernia stos gnijcego chrustu i daleko rozmiecione trzaski po drzewie citym. 
Czasami wzek wlk si w gbokim, szczerym, tym piasku, ktry sypa si z obrczy 
cicho syczc. 
By to jedyny szelest w tym obszarze. Raz tylko gdzie w oddali rozlego si chrupice 
woanie ony. 
Soce wchodzio do gbi lenej jakby ukradkiem. Cienie drzew i gazi byy tak gbokie, 
e o tej porze staa tam jeszcze rosa. 
W jakim miejscu otwara si przed oczyma polanka, ze wszystkich stron lasem jakby ramieniem 
kochajcym objta na mier i ycie, na wieczne czasy. Wrd tej darni zielonej 
czerniay kpy jaowca. Pod przeciwleg cian wierkw biela jak czaszka samotny, obdarty 
z kory pniak drzewa nisko citego. 
W ciszy lata biay motyl siadajc na listkach kdzierzawej murawy, ledwie okrywajcej 
nieurodzajn ziemi. 
Pomidzy siwymi kamieniami sta ty, przyziemny kwiatuszek i patrza w soce rozwart 
renic. 
Bya cisza tak gboka, e syszao si ciche, drce dzwonienie wierszcza polnego. 
Czowiek mg liczy bicie swego serca i uczuwa szelest krwi biegncej w yach. 
272  a p o w a  y  botnisty, bagnisty. 
192 
Przychodziy myli dziwne, natchnione, jakby nie myli czowieka, tylko jej, tej zakltej, 
zaczarowanej polany. Widziao si, e ten skrawek lenej ki jeden jedyny jest na wiecie, e 
czowiek po to yje, aby we zatopi ducha swego i marzy. eby marzy o tych rzeczach, ktre 
le w gbi, w ciemnoci, w zamkniciu, ktre nie przemijaj, nie gin, ktre s proste, 
naiwne i bezczelne jak ta polanka. eby dozwala z serca swego pyn wszystkiemu, co w 
nim jest, wszelkiej witoci i brzydocie. 
Uczniaczek wci milcza. By z uszanowaniem zwrcony w stron Judyma i tylko  a k i 
 i e odpowiada na jego pytania. 
Okoo godziny czwartej las si urwa, a za nim odkryy si pola. W dali wida byo grup 
drzew i folwark. 
 To ju Zabrzezie...  rzek ucze. 
Wkrtce wjechali na podwrze folwarku. Bya to ndzna siedziba. Dwr opuszczony, jeszcze 
bardziej ni budynki folwarczne, przed ktrymi gni nawz i szklia si fioletowa gnojwka, 
biela w cieniu czterech lip rzdem rosncych u wejcia. Tam stao posanie, na ktrym 
leaa chora. 
Zjawienie si bryczki wywoao istny popoch w otoczeniu domu. Biegay tam rne osoby. 
Naprzeciwko Judyma wyszed jegomo mocno szpakowaty, ogorzay i rekomendowa si 
jako m chorej. Za nim suny z ciekaw trwog dwie nieadne panny, dla ktrych ten przyjazd 
by zapewne fenomenalnym zdarzeniem. 
Judym wzi si bez zwoki do badania chorej. Bya to kobieta lat czterdziestu paru, zeschnita 
niby wirek. Ceglasty wypiek jak rwna elipsa pon na jej lewym policzku. Pierwsze 
zbadanie wykazao od razu suchoty w ostatnim stadium. Tylko dla zamaskowania istoty 
spostrzee Judym dugo i szczegowo sucha, jak resztk siy pracuj te biedne puca. Gdy 
ju nic nie zostawao do zrobienia, uczu dziwny smutek. 
C tu powiedzie?  myla.  Czy kama i udawa? 
 Jake pan konsyliarz znajduje stan mego zdrowia?  spytaa chora, gdy usiad na krzeseku 
i myla. 
 Prosz pani... nie bd ukrywa, e to jest stan do ciki, ale z tym ludzie yj, osobliwie 
na wsi. Znam wiele wypadkw tego rodzaju. Ja pani przepisz szczegow kuracj. 
 Ach, bd panu konsyliarzowi wdziczna do mierci... szepna patrzc w twarz jego 
pomiennym wzrokiem.  Tak pragn y jeszcze, tak pragn... Dzieci, cae gospodarstwo na 
mojej gowie, a ja tu le i le. Gdyby mi tak piasku na oczy nasypano, c by si stao. 
 Prosz pani, o gospodarstwie trzeba zapomnie zupenie. 
 Ach, czy to mona, panie konsyliarzu... Te otry, chopy tutejsze! Czy mona mie tak 
sub, eby sobie da rad. Wszystko to zodziej na zodzieju. 
 Dobrze, dobrze. Musi pani zapomnie, e oni na wiecie istniej. Trzeba lee na wieym 
powietrzu, je... 
 Ja tu piam odwar wygotowany z kory sosnowej. 
 Z czego? 
 Z kory sosnowej. To si suszyo na blasze... 
 Teraz ju pani tego nie bdzie uywaa. Trzeba pi koniak i mleko. 
Przez cay czas wykadu o kuracji, jak stosowa naley, w pokojach dworu sycha by 
bieganie, szepty, szczk talerzy. Wkrtce szlachcic prosi Judyma do stou. Chor, za chwil, 
wobec zbliajcej si nocy, miano przenie od sypialni. 
Puklerz soneczny schodzi we mgy szerzc w nich krwawe koo. Ciemny opar rozpociera 
si nad ziemi i wchania soce, ktre ociale zapadao w jego to gbok i pen stokrotnego 
smutku. Do serca wkrada si bolesny zgiek i trwoliwy al jakby ta wita, pomienna 
kula ju nigdy wsta nie miaa z ciemnoci. Judym dozna aobnego tchnienia w sa
193 
mej gbi siebie. Nie mg zrozumie, co mu jest. Oczy jego przypadkiem zwrciy si na 
chor. 
Siedziaa na swym posaniu w koszuli, taka biedna, zndzniaa, taki ubogi szkielet... Wargi 
jej szeptay sowa modlitwy, donie byy zoone, cinite, a z oczu kapay zy ciche. Oczy te 
patrzay daleko, w soce, ktre szo w zawiaty, w noc niewiadom, w drog wieczn. Judym 
pierwszy raz w yciu swym wsuchiwa si w cisz tak, w cisz poln i len. 
Wwczas gdy siedzia zadumany, rozdar to milczenie krzyk przeraajcy. To stary paw, 
ktry co noc siadywa na szczycie dworu, wyda ze siebie ten dziki, surowy, elazny, zardzewiay 
wrzask. Echo jego leciao przez pola utopione w milczeniu, przez mgy, przez lasy otaczajce. 
Chora wzdrygna si i chuda jej rka spotkaa si z rk doktora... 
 Jak ja si boj, panie doktorze... 
 Czego, pani? 
 Czego takiego... 
 Nic, nic... Niech pani cinie mi za rk. Czeg si tu ba... 
 Tak nie lubi, kiedy ten stary paw krzyczy. Zdaje mi si, e to nie on, tylko... 
 Ach, kt to widzia! 
Zniya gow i, wlepiajc ogromne pomienie oczu swych w jego twarz, szeptaa: 
 Panie konsyliarzu, niech si pan zlituje i troch, troch przeduy mi jeszcze ycia. Ja 
pragn, musz jeszcze y! Chc wiedzie, co bdzie z Olesiem! Chc wiedzie, co si z nim 
stanie... 
Judym podnis oczy i zobaczy figurk ucznia stojcego przy plecionym parkanie. Ten 
chopiec paka ukrywszy twarz w doniach. 
 To taki jedyny mj syn... On mi tylko jeden kocha... I crki to samo, ale on... Ktrego 
tu dnia nasza kucharka posza na jarmark, bo to ju teraz kady robi, co mu si ywnie podoba, 
to on wzi, sam zabi, oprawi i upiek mi kurcz na ronie. Ale zapomnia osoli... Zjadam 
calutkie, sowa mu nie mwiam, e bez soli... zami sobie osoliam te kosteczki. 
Soce zagaso. Zorza jego bya ruda i skpa, siejca nie wiato, lecz trwog. 
 Tak auj  mwia chora  e pan Korzecki nie moe przyjecha. Obieca, e nas odwiedzi, 
a ju tyle czasu nie by... Kiedy si te znowu zobaczymy... 
 Pan Korzecki  odezwa si Ole  mwi, e ma nadziej niedugo zobaczy si z mamusi... 
Judym zjad na kolacj mnstwo kurczt, saaty ze mietan i wieczorem odjecha. 
Milczcy furman wiz go t sam drog. 
Byo ciemno. Ksiyc nie wieci, tylko gdzieniegdzie rozpraszaa swj cichy blask gwiazda 
samotna. Czarny las ton w mroce, we mgle chodnej, co jak woda laa si przez gazie. 
Judym zamknity by w sobie. W duszy jego budziy si myli, jak dzieci, ktre dotd spay, 
a teraz podnosz cudowne gwki i szczerymi usty wypowiadaj co przez serce ich pynie. 
Dziwne myli... 
Zdawao mu si, e ta chora kobieta, ktrej nic pomc nie mg, jest to najblisza jego 
istota. Byy chwile, kiedy mu si widziao, e to on sam lea na tym posaniu, wpatrywa si 
w gasnce wiato, e jego usta szeptay cich modlitw... Sennym, drzemicym okiem wpatrywa 
si w cae ycie tej kobiety, przechodzi je wzdu ostrymi mylami i widzia jak na 
doni. 
Bryczka wtoczya si na polank. 
Jasna mga rozlaa si tam jakby nica woda. Nieruchome szczyty wierkw ledwo si 
odbijay na ciemnym tle nieba. Niej sta mrok leny, nieprzebity, kamienny. 
Judym wyty oczy i zacz szuka biaego pniaka, ktry tu przejedajc widzia  i oto 
nagle zlk si a do gruntu serca. Z dala, z dala nadlecia po rosach krzyk pawia. 
194 
Doktor zamkn oczy, gow wtuli w ramiona, zgarbi si i drcymi wargami co do siebie 
szepta. 
195 
DAJMONION 
Doktor Judym otrzyma urzd lekarza fabrycznego i zamieszka w pobliu kopalni wgla. 
ycie jego weszo w faz zwyczajnej, poziomej pracy. Korzecki, ktry blisko o mil drogi 
rezydowa, by jedynym jego znajomym. Zjedali si wieczorem od czasu do czasu i trawili 
na rozmowie par godzin. Byo to jednak towarzystwo niezdrowe. Korzecki mczy. Z jego 
pojawieniem si wchodzia do mieszkania trwoga i jaki bolesny smutek. 
Pewnego popoudnia w sierpniu Judym otrzyma list przez umylnego czowieka. Bya to 
rk Korzeckiego na jakim urywku schematw kancelaryjnych skrelona cytata z Platonowej 
Apologii Sokratesa273: 
Objawia si we mnie jakie od Boga czy od bstwa pochodzce zjawisko... Zdarza si to ze mn 
poczwszy od dziecistwa. Odzywa si gos jaki wewntrzny, ktry, ilekro si zjawia, odwodzi mi 
zawsze od tego, cokolwiek w danej chwili zamierzam czyni, sam jednak nie pobudza mi do niczego... 
To, co mnie obecnie spotkao, nie byo dzieem przypadku; przeciwnie, widoczn dla mnie jest 
rzecz, e umrze i uwolni si od trosk ycia za lepsze dla mnie sdzono. Dlatego wanie owo Dajmonion, 
w gos wieszczy nie stawi mi nigdzie oporu. 
Judym bez szczeglnego niepokoju przeczyta te wyrazy. By przyzwyczajony do dziwactw 
Korzeckiego i sdzi, e ma przed sob jemu tylko waciw form zaproszenia do odwiedzin. 
Mimo to da koni. 
Ledwie wyjecha za bram, ujrza powz, co ko skoczy, w tumanach kurzu, bocznymi 
drogami pdzcy w stron jego mieszkania. Myla, e to konie ponosz... Kaza swemu furmanowi 
stan, i czeka. 
Tamten pojazd wypad na szos i gna co pary w koniach. Gdy obok przelatywa jak burza, 
Judymowi udao si spostrzec, e siedzi w nim tylko furman na kole. Czowiek ten co krzycza. 
O jakie wier wiorsty zdoa zatrzyma swe konie i nawrci. Paty piany paday z ich pyskw, 
powz okryty by szar mas pyu. Furman krzycza: 
 Pan... inynier... 
 Kto taki? 
 Pan inynier! 
 Korzecki? 
 Tak, pan... Korzecki... 
Judym wysiad ze swego powozu i ruchem instynktownym skoczy w tamten. Kanie poleciay 
znowu jak huragan. Patrzc na ich mokre kaduby lnice si w burym kurzu, Judym 
myla tylko o tym, jak pikn jest taka jazda. Byo mu dobrze, mio, pysznie, e to po niego 
mianowicie pdzono z tak furi. Rozpar si, wyty nogi... 
Zanim zdy przej do jakiegokolwiek innego uczucia, powz stan przed mieszkaniem. 
Jacy ludzie rozbiegli si. 
Kto przytuli si do ciany na schodach, aby nie tamowa drogi. Drzwi byy otwarte. 
273 P l a  o  o w a Ap o l o gi a  o k   e  a (wac. Obrona Sokratesa).  Ucze Sokratesa, Ploto (427347 
p..e.), twrca szkoy idealistycznej w filozofii, odtworzy w tym dziele synn obron Sokratesa przed sdem 
ateskim, ktry skaza go na mier za rzekome nieuznawanie oficjalnej religii i demoralizacj modziey. 
196 
W drugim pokoju, na sofie, ktra suya za oe gocinne, lea Korzecki w ubraniu, 
okropn mas krwi do szcztu zwalanym. 
Gowa jego bya roztrzaskana. 
Na miejscu lewej czci czoa i na caym lewym policzku staa kupa krwi stygncej. 
Judym rzuci si do tego ciaa, ale natychmiast wyczu, e ma przed sob zwoki. Serce nie 
bio. Rozstawione palce jednej rki byy twarde i czarne jakby z elaza. 
Doktor przymkn drzwi i bezmylnie usiad. Huk rozlega si w jego gowie i trzask kopyt, 
w galopie pdzcych po twardych kamieniach. Trzask kopyt, w galopie pdzcych po 
twardych kamieniach... 
Oczy szy leniwie z przedmiotu na przedmiot. 
Wszystkie sprzty byy rozwarte i odzie z nich wywalona. Oto nie zamknita szufladka 
stou. Lea tam wielki atlas anatomiczny. Rozoony by na karcie z wizerunkiem gowy. 
Od tyu czaszki ku przodowi sza grubo naprowadzona czerwonym owkiem kresa w kierunku 
lewego oka. Tu przy niej byy kilkakro wypisane jakie cyfry i literki. 
Judym odrzuci ten atlas i usiad w kcie. By tam rodzaj niszy midzy dwiema szafami. 
Tyle razy widzia ju mier, tyle razy bada j jak zjawisko. Dzi pierwszy raz w yciu 
spostrzega niby to rysunek jej istoty. I oddawa jej pokon gboki. Linia czerwona ze strzak 
u koca swego zdawaa si zblia, i rzecz dziwna, przypominaa t wskazwk na wodzie 
zawaliska widzian tamtej nocy. Drenie tajemnicze przejmowao go w najgbszej komorze 
serca, jakby mia usysze bicie okrutnej godziny. 
Gdy tak siedzia zatopiony w sobie, drzwi si cicho otwary i kto wszed. 
By to wysoki blondyn. Mia due, jasnoniebieskie oczy. Judym go pozna. 
Czowiek ten wszed szybko do izby, gdzie lea umary. Nie dostrzeg wcale Judyma. 
Oczy jego skieroway si na bezduszne ciao z jakim dziecicym zdumieniem. Wylke 
usta co szepny. Schyli si nad zwokami, podoy delikatnie i ostronie rce swoje z dwu 
stron pod gow nieyw, unosi j do gry, jakby pragn ocuci picego. 
Z kolei wzi w swoje donie rk lew. 
Usiowa rozprostowa pi zacinit, zgi palce. A gdy nie poddaway si zmartwiae 
czonki, chucha na te bolesne stawy i rozgrzewa je wargami. Zdziecinniaymi w blu ruchy 
poprawia wosy zmarego, zapina guziki jego surduta... Dopiero po dugiej chwili zatrzyma 
si i stan nieruchomy. 
Trwoliw rk otar swe czoo... 
Judym widzia gbin jego duszy, ktra wtedy ujrzaa istot mierci. 
Nieznajomy przychodzie usiad obok ng Korzeckiego i patrza na szerokimi oczyma. 
Piersi jego wznosiy si z jkiem urwanym i rz꿹cym, jakby z nich mia wybuchn 
krwotok. Skrzywione usta ciskay jakie krtkie, urwane sowa... 
197 
ROZDARTA SOSNA 
Rano przed sm Judym zda piechot na dworzec kolejowy. By to jeden z pierwszych 
dni wrzenia. Jeszcze soce piecio si z ziemi i pospne, czarne domy obczyy na si 
szaty jego wietliste. 
Poprzedniego dnia Judym otrzyma kartk od Joasi z zawiadomieniem o jej przyjedzie. 
Razem z babk i pann Wand dya do Drezna, gdzie miay si spotka z Karbowskimi. 
Babka chciaa spdzi dwa dni w Czstochowie. Ona, panna Joasia, jeden dzie miaa powici 
na odwiedzenie kuzynki mieszkajcej w pewnej miejscowoci Zagbia. Donosia, e 
wysiadszy na dworcu, pragnie zobaczy twarz kuzynki, e chciaaby spdzi ten cay dzie 
kochany na zwiedzaniu fabryk i rzeczy godnych widzenia. 
Podkrelia take grubymi liniami sentencj, gdzie wyraona bya decyzja nieodwiedzania 
nikogo. Judym czytajc te wyrazy dowiadcza wraenia, e litery krwi spywaj i kurcz si 
z blu... Szed na dworzec mylc waciwie tylko o tym, co zawierao si w tym yczeniu. 
wist lokomotywy na stacji ciska mu serca. 
 Ach, gdyby to nie dzi, gdyby tylko nie dzi... eby si to chocia ju byo zdarzyo...  
szeptay jego blade wargi. 
Na dworcu spotka ju kilka osb, ktre go uchyleniem kapelusza witay. To jeszcze bardziej 
odbierao mu pewno siebie. 
W dali rozleg si sygna zwiastujcy pocig i wkrtce, jak barwne dzwona wa, dugie 
ciao zaczo si przegina w zwrotnicach. W jednym z okien doktor zobaczy Joasi. Bya 
ubrana w skromny kapelusik podrny. Miaa szar sukni. Gdy sza ze schodkw wagonu 
cudna jak umiech szczliwy, jako dziwnie urocza, rozpikniona, Judym dowiadcza 
miertelnych dreszczw. Zdawao mu si, e u jej stp, u jej ng najdroszych umrze z boleci... 
Przez chwil nie mogli przyj do sowa. Nawet ucinicie rk wydao si im czym 
dziwnym, a wzajemna obecno i mono rozmowy bez wiadkw, gdy szli ulic poza obrbem 
dworca, zdumiewajc niespodziank. Judym czu na prawej doni rozkosz dotknicia 
liskiej, delikatnej, ogrzanej rkawiczki. Jak drogi skarb, nieznacznie przycisn t rk sw 
do piersi, niby dla wyprostowania klapy surduta, i powierzy ten ucisk sercu, w ktrym wia 
si zamknita mija. Szli szerok ulic, po bruku uwalanym w bocie, mwic o rzeczach 
obojtnych. Panna Joasia zmuszona bya dba o sw sukni. 
Kiedy niekiedy podnosia oczy pene blasku i wwczas odrobina alu za tak sztywne przyjcie 
ukazywaa si na jej czystej twarzy: 
Judym dostrzeg i to take. 
 Bdzie pan askaw pokaza mi fabryki tutejsze?  spytaa z odrobin zalotnoci. 
 Z wielk chci... Wanie idziemy... 
Gdy nie protestowa przeciwko tytuowi pan i gdy natychmiast zgodzi si na to zwiedzanie 
fabryk, lekka mga bladoci przebiega po jej twarzy. 
Weszli w podwrze fabryczne. 
Otoczya ich puszcza machin i warsztatw. 
Tu hale otwarte, w ktrych wiy si zote we drutu, gdzie indziej ziony ogniem jamy 
piecw martenowskich, dalej jczay moty parowe bijce w belki biaej stali. 
Kupy wgla, szmelcu, stosy szyn, gsi  zagradzay im drog. Judym mia ju wyrobione 
pozwolenie zwiedzenia wszystkich robt, a nawet delegowanego specjalist technika, ktry 
198 
mia go, wraz z kuzynk, oprowadzi. Technik nawin si wkrtce, bardziej zapewne 
usposobiony do oprowadzania kuzynki, choby te w towarzystwie lekarza, ni do lczenia 
nad jakim rysunkiem w kantorze. 
Poszli tedy we troje. Technik by czowiekiem modym o wykwintnych manierach. Powierzchowno 
kuzynki sprawiaa mu widoczn dystrakcj274 w ukadaniu zda, objaniajcych 
procent elaza w rudzie miejscowej i rozmaitych gatunkach sprowadzanej. Weszli po 
schodach na wielki piec. 
Widzieli kaskad ochadzajc mur rozpalony, trb, ktra prowadzi do jego wntrza upalne 
powietrze i ktra zdaje si oddycha jak aorta. 
Joasia nie moga si dosy napatrze cienkiej smudze szlaki tryskajcej jak krew z grnego 
otworu. Wanie przy nich przebito piec i ognista rzeka wylaa si na ziemi. Cudne iskry 
strzelay z tego zotego strumienia. Fale jego posusznie pyny do oysk swoich, ktre im 
dugimi drgami otwierali czarni ludzie w siatkach na twarzy. una staa jeszcze nad t sadzawk 
ognist, gdy j opuci musieli dc gdzie indziej. 
Wprowadzono ich do sali maszyn pompujcych gorcy wicher. Olbrzymie koa o kilkunastu 
metrach rednicy, do poowy zanurzone w ziemi, toczyy si w swych miejscach bez 
szelestu, w jakim milczeniu i chwale. W cylindrach, byszczcych jak lustra, co nieustannie 
cmokao jakby wielka gba niechlujnego potwora cheptaa napj. Z innego miejsca wyrywa 
si dwik nie istniejcy. 
By to krtki, urywany miech szatana. Serce Joasi byo strwoone. Czua, e ten gos do 
niej si stosuje, e radosne marzenia o szczciu, jej cich mio zobaczy. Spojrzaa na Judyma 
szukajc w jego oczach zaprzeczenia, ale ta twarz droga bya martwa... 
Obejrzeli piece martenowskie, ktre wytwarzaj stal odlewan w kubach na belki. Te 
kolby wdruj stamtd do walcowni, gdzie znowu w czelu pieca wrzucone zostan i do 
biaoci si rozpal. 
W wielkich halach wyoonych elaznymi pytami wszystkie wrota stay otworem. 
Przecigi rway wzdu i w poprzek, ochadzajc czoa, plecy i rce, ktre pali biae elazo. 
Nie istniej tam puca chore, nie ma nerww. Kto chory, ten umiera. 
Jak ognista kula, pdzi na rcznym wzku przez hal biaa belka. Nie wida ludzi, ktrzy 
j dwigaj. Pada na ruszt, ktry si z posadzki wydobywa. Jest on jak plecy o kilkunastu metrach 
dugoci, wyginajce si zupenie wzorem krgosupa i niby z krgw zoone z k wyduonych. 
Czterej olbrzymi czarni ludzie z jednej i czterej z drugiej strony walcw, w siatkach na 
twarzy, dzierc w rku dugie obcgi, ujmuj belk w sw wadz. Pchn j mocno midzy 
szeroko rozdziawione walce dolne. Jak brya masa stal si midzy nie wlizguje. Po tamtej 
stronie czeka na ni ruszt, ktry si z ziemi wysun. Czyny ludzi s pynne, rytmiczne, prawie 
jak taniec. 
Gdy biaa pyta zgnieciona i wygita, niby podpomyk, zjawia si przed nimi, ujm j wraz 
dugimi rkoma swymi i popchn midzy cylindry grne. 
Wypywa po drugiej stronie dwa razy ciesza, gdzie czterej na ni czatuj. Przystpi pewnymi 
ruchy, jak machiny z elaza, raz  dwa  trzy  cztery. 
Wycign dugie rce zbrojne w elazo, uderz j i odepchn. Zanurz w wodzie szczypce 
rozpalone. 
Pochwyc inne i jak onierze czekaj. 
Wstga biaej blachy coraz dusza, coraz dusza, niby pywajca smuga ognia, ukazuje 
si to w grze, to na dole; to tu, to tam. Pywa w powietrzu... Zdaje si ucieka z popiechem, 
jak gad bajeczny cigany przez zoliwe dzieci. Chowa si w szczeliny i mczy. 
274 D y    a k  j a  roztargnienie. 
199 
Ruszty szczkaj i dr. To si dwign do wysokoci poziomu szczeliny midzy grnymi 
walcami, to si do najniszej zsuwaj. 
Wysoko w milczeniu stoi nieruchomy czowiek obracajcy korb, ktra ciska walce. 
Tu obok lataj po ziemi we stalowe. 
Biay ucinek sztaby poncej, wprowadzony w ciasny otwr, wybiega co chwila w przestrze, 
zmierzajc do coraz wszych kryjwek. Tam stoj modzi ludzie z krtkimi szczypcami, 
ktrzy chwytaj pysk wa, gdy si wysuwa i nios go swobodnie na sal. Dopiero gdy 
ogon stuka zacznie po ziemi, kieruj go do innej szczeliny. Drut pdzi z szalon szybkoci. 
Ogon, ginc w otworze, trzepie si na prawo i lewo jak ywy... 
Oguszajcy huk... 
Belka stalowa spada na kowado. 
Nieruchomy mot parowy zlatuje na ni jak piorun, razem prostym niby uderzenie pici. 
Zgnieciona kolba przybiera form paskiego krgu. Wtedy w rodek jego stawiaj przyrzd, 
ktry ma wybi otwr, doskonale okrgy. Mot spada raz za razem ze wciek si. Dzwoni 
potnym jkiem, ktry odbija si w halach, w powietrzu, w ziemi... Z hukiem rozlega si lwi 
ryk elaza... Stka w nim gniew kopalni zwycionej przez silne rami czowiecze. Krg z 
wybitym otworem jest koem lokomotywy. Jako kupa tej gliny z gbin wydobytej, ma 
teraz wzdu i w poprzek ziemi, do najdalszych zaktkw, nosi szczcie i rozpacz, przemoc 
i braterstwo, cnoty i zbrodnie. 
Nim stanie na szynach, walczy z ujarzmicielem. Wyera mu oczy, a twarz zalewa potem; 
pomieniami, ktrym je podda, napenia jego puca i serce, na ostre przecigi wystawione. 
Szarpie mu nerwy w tej samej minucie, gdy mot parowy szarpie i rozbija jego czsteczki... 
Zdjte z kowada umieszczono na zakrzywionych widach i w bok wysunito. Przyszo do 
dwu ludzi: jeden z ostrym motkiem w rodzaju ciupagi tatrzaskiej, drugi z motem na dugim 
toporzysku. Ostrze siekierki przystawiono do wystajcego brzegu koa i mot spada zacz na 
jej obuch. Ani jeden cios nie chybi. Sycha byo suchy szczk elaza o elazo... Joasia doznaa 
wraenia, e to jest piew. Po wielkim huku organw w jakiej katedrze daje si sysze 
piew, piew z tumu, bojaliwy, strwoony... Stygnce koo poszo dalej w sw drog. 
Judym nachyli si do swej towarzyszki i zapyta: 
 Czy widzi pani dobrze prac tych ludzi? 
 Widz...  rzeka gosem zdumionym. 
 Tak, tak... niech si pani dobrze im przyjrzy. 
Nie mwili nic wicej ani w halach, ani na ogromnych dziedzicach zawalonych istnymi 
grami miau, gruzw, piasku. Wiatr porywa i nosi z miejsca na miejsce pyy i dziwne jakie 
rdze lotne. 
Gdy poegnali uprzejmego mentora, minli wrota fabryki i gdy jej mury daleko zostay, 
szli za miasto. Byo ju blisko poudnie. 
Domy obok drogi i jej kanaw zaraonych zjadliwymi wyciekami fabryk byy coraz 
mniejsze, coraz bardziej ndzne. Na kocu miasta wzdu drogi cigny si budy, resztki 
chaup wiejskich, imitujce domy miastowe. Grunt tam by bagnisty. Dookoa stay zamoke 
pastwiska, na ktrych czarnym dnie ropiaa zohydzona woda. Nieco wyej cigny si glinianki 
napenione wod deszczow. 
Gdzieniegdzie sterczaa jeszcze sosna po wycitym lesie. Judym wchodzi z Joasi na podwrza 
domostw mierdzcych, otwiera drzwi nieproszony i oczami wskazywa jej ludzi. 
Byy tam dzieci robotnikw z cynkowni. Wynaturzone okazy gatunku ludzkiego, przedwczeni 
starcy z obliczami trupw i wzrokiem, ktry woa o pomst do nieba. Spoglday na nich 
babska paskudne i ze, twarze chorych, ktrzy moe sdzili, e to mier nareszcie drzwi 
uchylia... 
Szli tak od domu do domu... 
200 
Zanim stamtd zdoali si wydosta, Judym spyta nie podnoszc oczu: 
 Gdzie zamieszkamy? 
Dugo nie odpowiadaa. Oczy jej tylko janiay. 
 Czy tu?  szepta rysujc co na piasku. 
 Gdzie zechcesz... 
 Ale czy chciaaby tutaj? 
 Tak. 
 Dlaczego tutaj? 
 Chciaabym pomaga ci w pracy. 
 Mnie... w pracy... 
 Mylisz teraz:  Co mnie i tobie niewiasto... 
Judym spojrza na ni straszliwymi oczami i rzek cichym sennym gosem: 
 Skde ty te wyrazy... 
 Zaoymy szpital, jak w Cisach. Och, mj Boe! Bdzie to co zupenie innego. Ja bd 
twoj felczerk... 
 Dobrze... Ale czy potrafisz dom prowadzi?... Dom? 
 Ho! ho! Nie traciam czasu na darmo. Wstawaam co dzie; w cigu caego czasu, rano i 
szam do gospodyni uczy si gotowa, pra, prasowa, smay... 
 Konfitury... 
 Ale jakie! eby mj pan wiedzia, jakie... 
 Czy tak? 
 A wanie, e tak. Uoyam ju wszystko, od a do z, jak to bdzie w naszym domu. 
 W domu... 
 W naszym wasnym domu... Nie myl, e chc duego mieszkania albo mebli. Och, 
wcale! Brzydz si meblami, politur, lakierem. Firanki, dywany, jakie to wszystko brzydkie! 
Poczekaj, ja ci powiem... 
 Joasiu... 
 Poczekaj... Bdziemy wszystko albo prawie wszystko, co inni obracaj na zbytek, oddawali 
dla dobra tych ludzi. Ty nie wiesz, ile szczcia... Z tej resztki, ktr dasz swej onie, z 
tej najostatniejszej, zobaczysz, co ona zrobi. 
 C ona zrobi? 
 Ani si obejrzysz, kiedy nasze mieszkanie pene bdzie sprztw prostych jak u najuboszych 
ludzi, ale za to piknych jak u nikogo. My tu stworzymy rdo poczucia pikna, nowego 
pikna, sztuki jeszcze nie znanej, ktra obok nas pi jak zaczarowana krlewna. Bd to 
stoki sosnowe, awy, stoy. Bd je okryway proste kilimy. 
 Tak, tak... 
 Chodnik do sieni, utkany w chopskim warsztacie ze skrawkw niepotrzebnej materii, 
jest tak samo miy jak perski dywan. ciany wyoone drzewem wierkowym s cudnie pikne... 
 Masz racj!...  rzek Judym patrzc w jej twarz pen szczcia szeroko rozwartymi 
oczyma  to jest tak, niewtpliwie. Tak i ja mylaem. Czowiek tak samo przywizuje si, 
musi si przywiza do prostego kilimka jak do gobelinu, do zydla jak do otomany, do wiatodruku 
wystrzyonego z czasopisma jak do cennego obrazu. 
 Wszystko to pokochamy, to bdzie nasze, w krwawym trudzie zdobyte, bez krzywdy niczyjej. 
Gdzie tam! Za kad rzecz bd szy przyjazne spojrzenia tych, co z mioci dla 
ciebie bd prg nasz opuszczali. Wszystkich ludzi, ktrych ty uzdrowisz, dobry lekarzu... 
Dobry lekarzu... 
Boski szept uwielbienia pyn z jej ust. 
201 
 Istotnie, jak ty wiesz wszystko, jak ty wszystko widzisz dokadnie! Wszystko to pokocham, 
bo bdzie pochodzio od ciebie, z rk twoich czystych. Te przedmioty stan si czci 
mojej osoby, tak jak rka, noga, moe jak sama gowa, jak samo serce. I gdyby przyszo to 
wszystko porzuci, odtrci jednym zamachem... 
 Gdy przyjdzie go albo pacjent, sam si zadziwi, e ludzie yj szczliwie, a tak inaczej. 
Proste, czyste sprzty, polne kwiaty w glinianym wazonie... Po c nam zimny blask 
wyrobw fabrycznych? Po co stroje, powozy? Nigdy nie czuam wikszej rozkoszy, jak kiedy 
ojciec mj zabiera mi na wzek bez resorw i wiz do lasu po drodze penej wystajcych 
korzeni drzew, przecitej wyrwami. aden resor nie potrafi ugina si tak doskonale jak dbowa 
literka275 wystrugana przez ciel. Ach, ja ju tak dawno straciam gniazdo rodzinne! 
Prawie nigdy go nie miaam. W pitej klasie byam zaledwie, gdy mi ojciec odumar! Mamy 
prawie nie pamitam... Kada istota ma swe ognisko, swj dach. May skowronek  i ten... 
Gdy pomyl, e teraz moje ycie tuacze ma si ju skoczy... 
 A c si stanie z tymi chaupami, comy je widzieli przed chwil?  zapyta Judym gosem 
penym jakiego jkania si i zgrzytu. 
Stana na drodze i ze zdumieniem czekaa. Patrzy na ni to prawda, ale jej nie widzia. 
Oczy jego byy jakby zezowate i zbielae. 
 C zrobimy z nimi?  pyta si stojc na tym samym miejscu. 
 Z kim? 
 Z nimi! Z tymi z budw! 
 Nie rozumiem... 
 Ja musz rozwali te mierdzce nory. Nie bd patrza, jak yj i umieraj ci od cynku. 
Polne kwiaty w doniczce, tu tak... To dobrze... Ale czy mona? 
Wzia go za rk, gdy pewne przeczucie wolno jak zimna stal wpychao si w jej serce. 
Wyrwa rk i mwi szorstkim, obraajcym gosem, patrzc przed siebie: 
 Musz ci wszystko powiedzie, chocia to dla mnie gorsze od mierci. Doprawdy, doprawdy 
wolabym umrze, jak Korzecki... 
 Korzecki? 
 Gdybym to mg sowem nazwa! Ja tak ci kocham! Nigdy nie mylaem, e moe si z 
czowiekiem sta co takiego... Twoje umiechy, ktre odsaniaj serce, jakby zdejmoway z 
niego zason. Twoje czarne, puszyste wosy... Budz si w nocy i, ju nie pic, widz ci, 
czuj ci na sercu moim. Minie duga, wita chwila i dopiero wiem, e nie ma nikogo... A 
odkd tu przybyem i zaczem patrze, co we mnie rozdmuchuje ogie. Pali si we mnie! 
Nie wiem, co to ponie, nie wiem, co trawi ten poar... 
 Mj Boe... 
 Widzisz, dziecko... 
 Mj Boe, jak ty masz twarz!... 
 Widzisz... Ja jestem z motochu, z ostatniej hooty. Ty nie moesz mie wyobraenia, jaki 
jest motoch. Nie moesz nawet obj tego dalekim przeczuciem, co ley w jego sercu. 
Jeste z innej kasty... Kto sam z tego pochodzi, kto przey wszystko, wie wszystko... Tu ludzie 
w trzydziestym roku ycia umieraj, bo ju s starcami. Dzieci ich  to idioci. 
 Ale c to ma do nas? 
 Przecie to ja jestem za to wszystko odpowiedzialny! Ja jestem! 
 Ty... odpowiedzialny? 
 Tak! Jestem odpowiedzialny przed moim duchem, ktry we mnie wola: nie pozwalam! 
Jeeli tego nie zrobi ja, lekarz, to kt to uczyni? Tego nikt... 
 Tylko ty jeden? 
275 L i  e  k a  drabinka u wozu. 
202 
 Otrzymaem wszystko, co potrzeba... Musz to odda, com wzi. Ten dug przeklty.... 
Nie mog mie ani ojca, ani matki, ani ony, ani jednej rzeczy, ktr bym przycisn do serca 
z mioci, dopki z oblicza ziemi nie znikn te pode zmory. Musz wyrzec si szczcia. 
Musz by sam jeden. eby obok mnie nikt nie by, nikt mnie nie trzyma! 
Joasia stana w miejscu. Powieki jej byy spuszczone, twarz martwa. Nozdrza chwytay 
powietrze. Z ust pado krtkie sowo: 
 Ja ci nie wstrzymam... 
Byy to wyrazy ciche i oblane krwi wstydu. Zdawao si, e z y, gdy to mwia, krew 
rozpalona wytrynie. 
Judym odrzek: 
 Ty mi nie wstrzymasz, ale ja sam nie bd mg odej. Zakiekuje we mnie przysche 
nasienie dorobkiewicza. Ja siebie znam. A zreszt... nie ma ju co mwi... 
Wzdrygna si, jakby j to sowo w ty pchno. Szli obok siebie w milczeniu, daleko, daleko... 
Cigny obok nich furmanki z rud galmanu276, przerne bryki, powozy... Szo duo ludzi... 
Nie widzieli tego wszystkiego. Gociniec zaprowadzi ich do lasu. Tam usiedli pod 
drzewem. 
Joasia uczua, e rami Judyma wsparo si o jej rami, widziaa jego gow zwieszon na 
piersi. Nie bya w stanie poruszy rk. Siedziaa, jakby w twardy sen pogrona, kiedy wypijamy 
morza boleci, nie majc siy wyda jednego westchnienia. 
W pewnej chwili Judym usysza jej pacz samotny, jedyny, pacz przed obliczem Boga. 
Nie dwign gowy. 
O jakiej godzinie usysza jej gos cichy, z gbi ez: 
 Szcz ci Boe. 
Nie mg odpowiedzie sam za siebie, ale jaki gos obcy, tak jakby Dajmonion, o ktrym 
pisa przed mierci Korzecki, wymwi z gbi jego serca: 
 Daj Panie Boe. 
Joasia wstaa. 
Przez chwil widzia spod bezwadnych, cikich, obwisych powiek jej twarz bolesn. 
Bya jak maska pomiertna z gipsu. 
Za chwil straci j z oczu. 
Odesza szos w stron miasta, w stron dworca kolei... 
Siedzia tam dugo. Kiedy znowu rzuci oczyma na drog, nie byo ju wida nikogo. Wiatr 
tylko porywa z niej kurz wapienny, miota go w gr jak plewy. Kurz wapienny, namiewajcy 
si... 
Judym uciek. 
Szed brzegiem lasu, pniej rodkiem pastwisk botnistych. Gdzie bdzi. Nad wieczorem 
ujrza przed sob w polu szkielet zabudowa kopalni. 
Straszna nienawi do tego widoku i wyniosa wzgarda, jak pysk w ky uzbrojony, otwara 
si w jego piersiach. Szed dalej. Stan nad brzegiem szerokiej wody, pytko rozlanej. W niskich, 
ndznych, zkych trawach kis ten czarny zalew mierci. ktry nad otchani kopalni 
chwieje si lichymi falami. Ciemna woda zdawaa si marzy, zdawaa si czeka, kiedy runie 
w gbin wydron, kiedy napeni puste lochy, kuszce prnie, ktre j cign, ss, wzywaj. 
Judym j pozna. To ona! Widzia j w nocy. Tej nocy... Szuka na falach wietlistego znaku, 
dugiej ruchomej wskazwki, ktra przeszywa jak doborowa stal damasceska. I uczu w 
sobie ostrze. 
276 G a l m a   ruda cynkowa. 
203 
Daleko, daleko za lasami ka wist pocigu, niby sowo tajemnicze zawierajce sens ycia. 
Tu obok stp Judyma byo szerokie, suche zawalisko, otwr w postaci leja zwrconego 
wierzchokiem na d. W gbi ziemi pod nim byy niegdy galerie kopalni. Warstwy ska 
piaskowca i upku gliniastego, wskutek wyrabowania277 budynku podtrzymujcego pitro, 
zarway si od wasnego ciaru i, spadajc, odamami swymi napeniy puste przestrzenie 
pokadw wgla. Gleba zewntrzna zsuna si w przepa wraz z muraw, krzewami i utworzya 
d gbokoci dwudziestu metrw. 
W miejscu rozdarcia wida byo prgi piachu siwe i jasnote. Naok stay karowate, 
ndzne sosny. 
Jedna z nich rosa na samym brzegu zawaliska. Oberwana ziemia cigna w gbin prawy 
jej korze, a lewy zosta na twardym gruncie. Tak j dzieje kopalni rozdary na dwoje. 
Pie jej sta jedn poow swoj w grze, a drug szed wraz z zawaliskiem, niby istota ludzka, 
ktr na pal wbito. Tamten, z bryami ziemi w d cignity, pry si jak czonki na 
torturach. Wszczepione w gleb pazury grne trzymay si z caej siy. 
Judym zsun si w zawalisko, eby go nikt nie widzia. Rzuci si na wznak. Pod sob w 
gbi ziemi sysza od czasu do czasu huk wystrzaw dynamitu i prochu. W grze widzia 
oboki sunce po niebie lazurowym. 
Oboki jasne, wite, zaczerwienione oboki... 
Tu nad jego gow staa sosna rozdarta. 
Widzia z gbi swojego dou jej pie rozszarpany, ktr ocieka krwawymi kroplami ywicy. 
Patrza w to rozdarcie dugo, bez przerwy. 
Widzia kade wkno, kade cigno kory rozerwane, i cierpice. Sysza dokoa siebie 
pacz samotny, jedyny, pacz przed obliczem Boga. 
Nie wiedzia tylko, kto pacze... 
Czy Joasia?  Czy grobowe lochy kopalni pacz? 
Czy sosna rozdarta? 
Zakopane. Jesie 1899 . 
KONIEC 
