 
Stefan eromski 
PRZEDWIONIE 
Panu Konradowi Czarnockiemu 
w przyjaznym upominku ofiarowuje ten utwr 
autor 
RODOWD 
3 
Nie chodzi tutaj  u kaduka!  o herb ani o szeregi przodkw podgolonych, z sarmackimi wsami i przy karabelach 
 ani wydekoltowane prababki w fiokach. Ojciec i matka  ot i cay rodowd, jak to jest u nas, w dziejach 
nowoczesnych ludzi bez wczoraj. Z koniecznoci wzmianka o jednym dziadku, z musu notka o jednym jedynym 
pradziadku. Chcemy uszanowa nasycon do pena duchem i upodobaniem semickim awersj ludzi nowoczesnych do 
obciania sobie pamici wiadomociami, w ktrym kociele czy na jakim cmentarzu dany dziadek spoczywa. 
Ot  ojciec nosi nazwisko Baryka, imi Seweryn, ktre na rozogach rosyjskich zbytnio nie razio. Siewierian 
Grigoriewicz Baryka  uchodzio wtedy, przelizgiwao si niepostrzeenie. Matka bya niewidoczna, samoswoja, 
najzwyczajniejsza Jadwiga Dbrowska, rodem z Siedlec. Cae prawie ycie spdzajc w Rosji, w najrozmaitszych jej 
guberniach i powiatach, nie nauczya si dobrze mwi po rosyjsku, a duchem przemieszkiwaa nie gdzie tam na Uralu 
czy w Baku, w Symbirsku czy zgoa w Tule, lecz wci w Siedlcach. Tylko w Siedlcach  cho to jedynie z listw i 
gazet wiedziaa  dziay si dla niej rzeczy wane, interesujce, godne wzruszenia, pamici i tsknoty. Wszystko inne, 
poza mem i synem, bya to przygodna, doczesna, przelotna suma rzeczy i zdarze, wzbudzajca coraz wiksz 
tsknot wanie za Siedlcami. W najpikniejszej miejscowoci  oazie naftowej pustyni, Baku  kdy na tak zwanym 
Zychu, w zatoce Pwyspu Apszeroskiego, woniejcego od kwiatw i rolinnoci Poudnia, gdzie przejrzyste morze 
szmerem napeniao cienie nadbrzenych gajw, pani Barykowa nie miaa zawsze nic pilniejszego do nadmienienia jak 
stwierdzenie, e na Sekule by take bardzo pikny staw, w Rakowcu byy nadto ki  gdzie! pikniejsze ni 
jakiekolwiek na wiecie, a kiedy ksiyc wieci nad Muchawk i odbija si w stawie okoo myna... Nastpowao 
nieuniknione limaczenie si wpord dugotrwaego wypominania piknoci jakich tam mokrych k pod Iganiami, 
lasku pod Stoczkiem, a nawet szosy ku Mordom, ktra  al si Boe!  take bya we wspomnieniach pena nie tylko 
bota, kurzu i staych wybojw, lecz i uroku. 
Ju po raz pierwszy, wnet po lubie, jadc przez Moskw pani Barykowa (Jadwiga z Dbrowskich) wsawia si 
bya pord polonii rosyjskiej rozmow z j a m  z  z y k i e m. Gdy bowiem powz, w ktrym siedziaa, trzs 
niemiosiernie na wybojach m o   o w e j, strofowaa k u  z e  a siedzcego na kole, obrzdowo i poniekd 
urzdowo wypchanego sowicie we wszystkich kierunkach: Co to tutaj u was takie poche bruki!. Powtarzaa t 
wymwk raz, drugi i trzeci, w miar zniecierpliwienia, a do chwili katastrofy. Wonica oglda si na ni kilkakro z 
oburzeniem, a gdy jeszcze raz powtrzya okrzyk uskarajcy si na poche bruki, zatrzyma swego siwka i wrzasn: 
 Da czto wy, barynia, w samom diele k moim briukam pristali! Pochije briuki, da pochije briuki! Isz babu! 
Pochije briuki, tak pochije, a tiebie, baba, czto za dieo! 
Kiedy indziej, ju jako maonka dobrze sytuowanego urzdnika, pragnc przyczyni si w miar monoci do 
powodzenia i awansw ma, zaszkodzia mu znamiennie sw niedostateczn znajomoci arkanw mowy rosyjskiej. 
Byo to na balu publicznym w miecie gubernialnym pod Uralem. Bal w zaszczyci sw obecnoci miejscowy 
gubernator oraz jego dorastajca crka. Pani Barykowa po przetaczeniu walca miaa szczcie znale przypadkiem 
miejsce obok crki gubernatora, zapragna zawiza mi rozmow z dziedziczk poduralskiej potgi. Zapragna 
skorzysta z chwili i co zrobi dla ma przez pozyskanie przychylnoci crki gubernatora. Nie wiedziaa, od czego 
zacz rozmow, wahaa si i gubia w niepokoju, co by tu powiedzie... Wreszcie znalaza! Widzc liczn r 
przypit do stanika uroczej gubernatorwny, pani Barykowa z zachwytem, rozpywajc si w uniesieniu, tonc w 
umiechach uwielbienia, wyrzeka: 
 Ach, kakaja u was krasnaja roa! 
Jakie byo jej zdumienie, ba! przeraenie, gdy dziewcz gubernatorskie omdlewajcobolesnym dyszkantem 
poczo woa w kierunku ojca: 
 Papieka! Papieka! Mienia zdie obiajut! 
Skde pani Jadwiga (z Dbrowskich) moga wiedzie, e polska ra to nie roa, tak, zdawao si, z brzmienia 
podobna! 
Samo wyjcie za m za Seweryna Baryk odbyo si w sposb niezwyky. 
Siedzc ju na dobrej posadzie, zdrowy, w sile wieku, przystojny mody czowiek postanowi oeni si, 
oczywicie w kraju. Wzi tedy urlop jednomiesiczny i w czasie, ktrym dowolnie rozporzdza, po odtrceniu okresu 
podry, wszystko zaatwi: wyszuka sobie dozgonn towarzyszk ycia, wykona prawidowe konkury, zjedna 
sobie przychylno rodzicw, dozna wzajemnoci  (cho panna za czym tam czy za kim srodze spazmowaa)  
wzi lub, odby podr powrotn i nie spni si ani o godzin na swe stanowisko, kdy u podna rodkowego 
Uralu. 
Seweryn Baryka nie otrzyma w modoci specjalnego wyksztacenia i nie mia okrelonego zawodu. Gdy by czas 
po temu, nie bardzo mu si chciao zaprzta sobie gowy nauk, a pniej okolicznoci tak si uoyy, e za pno ju 
byo przedsibra zdecydowane studia. By tedy przez czas do dugi pospolitym typem czowieka poszukujcego 
jakiejkolwiek posady. Gdy za znalaz niezbyt odpowiedni, szuka cichaczem innej, zyskowniejszej, w jakiejkolwiek 
bd dziedzinie. Chodzio tylko o wysoko pensji, mieszkanie, opa, wiato, tantiemy i tym podobne dodatki, a co si 
za te tantiemy wykonywuje, to byo najzupeniej obojtne. Trzeba nadmieni, i Seweryn Baryka by czowiekiem z 
gruntu i do dna uczciwym, tote za najwysz pensj i za najobszerniejsze mieszkanie nie robiby nic podego. W 
4 
granicy jednak nakrelonej przez mieszczaski rzut oka pomidzy dobro i ze tego wiata gotw by robi wszystko, co 
ka starsi. 
Rosja przedwojenna bya wymarzon aren dorobku dla ludzi tego typu, zwaszcza pochodzcych z Krlestwa. 
Wiadomoci zaczerpnite w klasach gimnazjalnych, wrodzona inteligencja, ktra wraz ze zdrowiem towarzyszya 
poszukiwaczowi posady i na zawoanie zjawiaa si nie siana i nie pielgnowana  wytrzymao, odwaga, wesoo i 
pewna odrobina drwiny z Moskala, u ktrego si suy, lecz nad ktrym jednak panuje si mimo wszystko  toroway 
drog od niszej do wyszej pozycji. Trzeba przyzna, e nie ostatni rol graa w tej operze protekcja, cicha, pokorna, 
dobra wrka, prowadzca za rk od niskiego do coraz wyszego rodaka, tu i tam zaczepionego nog lub okciem na 
tej rosyjskiej drabinie. 
Niewiele upyno czasu od chwili lubu w Siedlcach, alici Seweryn Baryka by nie tylko ojcem urodziwego synka 
 ktremu nadano imi Cezary Grzegorz  lecz i zasobnym w pewne oszczdnoci arywist. Sprawiedliwo nakazuje 
wyzna, e nie hula, na byle co nie puszcza pienidzy. Ciua, jeeli nie nagi i ywy grosz w zocie, to przedmioty: 
meble, dywany, biuteri, nawet obrazy, nawet ksiki  niekoniecznie dla lczenia nad nimi, lecz raczej jako 
drogocenne precjoza. Gdy jednak zasza potrzeba zetknicia si ze wiatem ogadzonym i oczytanym, zjawia si te 
nieunikniona konieczno czytania owych polskich, drogocennych bibliotecznych biaych krukw w bogatych 
oprawach. Z tego za czstotliwego czytania snu si w ycie duch pewien, jakoby zapach niky, subtelny, niejasny. 
Wrd tomw, pooprawianych bardzo wspaniale w skr zocon, wyciskan i pokryt tytuami, lea pewien tomik 
niepokany, specjalnie pielgnowany niczym w skarbcu klejnot najdroszy. By to pamitniczek z wojny 1831 roku, 
napisany i wydany na emigracji przez autora bezimiennego o wyprawie generaa Jzefa Dwernickiego na Beresteczko i 
Radziwiw. Wrd mnstwa perypetii, opisanych szczegowo i w sposb wysoce zagmatwany, bya tam na stronicy 
trzydziestej sidmej podana wiadomo, i do liczby pitnastu obywateli na Rusi, ktrzy do powstania przystpili i 
caym swym majtkiem je poparli, nalea Kalikst Grzegorz Baryka, dziedzic Soowijwki z przylegociami. By to w 
prostej linii dziad Seweryna Baryki. Dziad Kalikst swym przystpieniem do powstania wpad, jak to mwi, 
najfatalniej. Skoro bowiem genera Dwernicki po bitwie pod Boremlem nad Styrem, nacinity przez przewaajce siy 
generaa rosyjskiego Rdigera, musia pod Lulicami przej such granic do Galicji  rzd rosyjski rzuci si z ca 
zaciekoci na tych wszystkich, ktrzy w ruch poparli. Soowijwka zostaa skonfiskowana, dom rodzinny najprzd 
zrabowany doszcztnie, a pniej spalony, a w dziad Kalikst na ostatnim koniu z przeobfitej niegdy stajni musia 
ruszy w wiat, to znaczy w szar i ciemn gbin popowstaniowej biedy  sta si z pana ubogim czowiekiem, trudem 
rk na kawaek chleba zarabiajcym w obczynie. 
Tekst wiadomoci o tym fakcie, podany sucho, bez tkliwoci, lecz szczegowo, by z obu stron kartki zakrelony 
przez syna owego dziada Kaliksta a ojca Seweryna. Dwaj ostatni z powoanej wyej Soowijwki z przylegociami 
posiadali ju tylko wersj przytoczon w broszurze oraz ustnie podawan legend. Soowijwka staa si mitem 
rodzinnym, klechd, podawan w coraz to innej postaci, o czym dalekim, sawnym, dostojnym, przeogromnym. 
Sama ta legenda, jak to zwykle bywa z legendami, powikszya dziadowskie bogactwa, rozszerzya posiadoci, a 
samemu jego czynowi nadaa pitno nadludzkiego niemal dziea. Sucha notatka w rzadkiej broszurce bezimiennego 
autora staa si niejako wrzecionem, na ktre si nawijaa pena tajemnicy cienka i drogocenna ni wiary ubogich 
potomkw. Wierzyli w jak sw wyszo, ktra ich w dum wzbijaa. Ojciec Seweryna pod tytuem broszury wypisa 
wielkimi literami, nie wiadomo do kogo rozkaz stosujc, do swego jedynaka czy do caego szeregu potomnych: 
Pilnowa jak oka w gowie!. 
W istocie, Seweryn Baryka pilnowa owej ksieczki jak oka w gowie. Wdrowaa z nim po szerokiej Rosji, lec 
cicho na dnie kuferka, midzy brudnymi konierzykami i znoszon bielizn, w ssiedztwie niepowabnych skarpetek i 
brulionw poda o posady do rozmaitych dygnitarzy, gdy potomek lekkomylnego a wspaniaego dziada by ubogi jak 
mysz kocielna. Pniej spoczywaa w szufladzie stolika, midzy najwaniejszymi papierami. Trafia do teki wyszego 
aferzysty, do skrytki drogocennego biura dygnitarza, wreszcie do szafy oszklonej, nabijanej brzami, penej cennych 
zabytkw, rarytasw druku i oprawy. 
Nie mona powiedzie, eby tre historycznego raptularzyka miaa jaki szczeglnie gboki zwizek z yciem 
duchowym Seweryna Baryki. Bya ona jednak w tym yciu czym dalekim, sennym, nccym. Byo w tej ksieczce 
zawarte jak gdyby co z religii, ktrej si nawet nie wyznaje i nie praktykuje, lecz ktr si z uszanowaniem toleruje. 
Byo w niej co z zapachu kwiatu na wiosn, ktrego czowiek silny, praktyczny i zajty interesami nie spostrzega, 
choby na patrza, lecz ktry z niskiej ziemi i z cienia patrzy na wiernie mimo wszystko i mimo wszystko wo sw ku 
niemu wylewa. Nadto do skromnego tomiku przyrosa pycha domowa i skryta ambicja: nie wypado si  do diaba!  
sroce spod ogona, jak pierwszy lepszy z tych, ktrych si na drodze kariery spotyka i ktrym w pas kania si trzeba. 
Od niszej do wyszej idc posady, rozmaite z kolei zamieszkujc miasta Seweryn Baryka znalaz si wreszcie w 
Baku, na tamecznych naftowych przemysach, ju jako urzdnik wyszy, majcy pod sob cae biuro. Skromne 
dawniej mieszkanie zamienio si na apartament, ktrego posadzki zalegay perskie dywany. Na dywanach stany 
meble, nie jakie tam artystyczne, lecz po prostu drogie, kryte bezcennymi kaukaskimi atasami. Cikie serwety 
nakryy stoy, a na cianach zawisy rcznie malowane, prawdziwie olejne obrazy mistrzw, rwnie wysoko w 
skadach mebli cenionych jak same meble. Wiele naczy ze srebra i zota przechowyway dbowe i orzechowe szafy, 
masywne jak forteczne bastiony. 
5 
Wci jednakowo umiarkowane prowadzc ycie Seweryn Baryka po latach mia w banku zoonych oszczdnoci 
na czarn godzin kilkaset tysicy rubli. By wysoko cenionym osobnikiem, solidn jednostk, cieszc si 
powszechnym uszanowaniem w wiecie, gdzie go los rzuci. Wyrasta na widoczn figur w wiatku polskim. Cicha 
ona, pochlipujca stale i wiecznie a coraz natarczywiej za miastem rodzinnym, wywara ju na ma wpyw taki, e 
czasem... nieraz... pachniaa mu myl powrotu do kraju, przeniesienia nad Wis domowego ogniska, podjcia jakiej 
tam szerszej pracy. Ale znakomita w Baku posada, grosz napywajcy do kiesy istn strug  dobrobyt, spokj  
wreszcie kraj w, mlekiem i miodem pyncy  powstrzymyway na miejscu. Zjawio si nawet pewne przyzwyczajenie 
do tamecznego wanie dobrobytu. Ciepy klimat, znakomite i nadzwyczajnie tanie poudniowe owoce, atwo 
otrzymania za nijaki grosz przepysznych jedwabiw, tanio pracy ludzkiej, mono spdzania pory upaw na Zychu, 
wygoda i dostatnio urzdzenia domowego  nie wypuszczay z tego kraju. Niewiadomie czy podwiadomie trzymao 
jeszcze przywizanie do caego ukadu stosunkw, do przepotgi carskorosyjskiej, na ktrej siedziao si jak mucha na 
uprzy ciskajcej eb i boki dzikiego, obcego rumaka. 
Tak to z roku na rok marzc o powrocie do kraju, a jednoczenie porastajc w zote i srebrne pira Seweryn Baryka 
ca dusz wkada w synka, w zdrowego i zaywnego Czarusia. Chopiec ten mia od najwczeniejszych lat najdrosze 
nauczycielki francuskiego, angielskiego, niemieckiego i polskiego jzyka, najlepszych, drogo patnych korepetytorw, 
gdy poszed do gimnazjum. Uczy si wcale niele, a raczej uczyby si by znakomicie, gdyby rozkochani w nim 
rodzice nie przeszkadzali swymi trwogami i pieszczotami, czy aby si nie przepracowuje i nie wysila zanadto. W 
zacisznym gabinecie, wysanym puszystym dywanem, tak puszystym, e w nim stopa gina, ojciec i syn spdzali jak 
najczciej rozkoszne sam na sam. Chopiec pierwszoklasista, lec na piersiach ojca, z gow przy jego gowie, i 
ojciec, koyszcy si na bujajcym fotelu, wcaowywali sobie z ust w usta tabliczk mnoenia, bajk francusk, ktr 
srogi nauczyciel francuskiego zada na jutro, albo powtarzali do upadego jaki may wierszyczek polski, eby za nie 
zapomnie dobrego wymawiania tej trudnej mowy. Szkoa robia swoje. Czaru stokro lepiej mwi po rosyjsku ni po 
polsku. Nie pomagao przestrzeganie w domu mowy polskiej ani to, e suce byy Polki. Pani domu, jak wiadomo, nie 
moga wpyn na zruszczenie syna. Nie mg rwnie przyczyni si do zruszczenia Czarusia ojciec  doskonale 
zreszt rozumiejcy konieczno znajomoci jzyka pastwowego i kadcy na t konieczno nacisk wielki  gdy w 
tym okresie czasu ju mu samemu pachniao to co delikatne, mikkie, paskie, co z dalekiego kraju si nioso. Lecz 
ycie samo, przepojone duchem rosyjskim, robio swoje. 
Tak to dni Czarusia upyway w ramionach ojca i matki, na ich kolanach, pod ich rozkochanymi oczyma. 
6 
CZʌ PIERWSZA 
SZKLANE DOMY 
7 
Czaru dosta by wanie promocj z klasy czwartej do pitej i skoczy czternasty rok ycia, gdy Seweryna Baryk 
jako oficera zapasowego powoano do wojska.  Wojna wybucha.  Szybko, w cigu paru dni, idylla rodzinna zostaa 
zdruzgotana. Cezary znalaz si sam z matk w osierociaym mieszkaniu. Gdy odprowadza ojca na statek wojenny 
odchodzcy do Astrachania, nie czu adnego zgoa alu. Nowo! Zajmoway go tysice szczegw, drobiazgw, dat, 
nazwisk, cyfr, zwizanych z przebraniem si ojca w mundur oficerski. Pakowa walizk, wietn walizk ojcowsk z 
grubej, tej skry, z metalowym okuciem, z wycinitym inicjaem i mnstwem wewntrz tajemniczych przegrdek. 
Nie podziela i nie rozumia zupenie paczu i spazmw matki, desperujcej od witu do nocy. Dopiero gdy ojciec w 
gronie innych oficerw zosta na pokadzie, a on sam z matk na brzegu, i kadk z haasem odepchnito, Cezarek 
dosta napadu przeraenia, jakiego jeszcze nigdy w yciu nie dowiadczy. Pod naciskiem tego uczucia wycign rce i 
pocz krzycze jak istny dzieciak. Lecz znaki uspakajajce, ktre kreliy w powietrzu biae rce ojcowskie, uciszyy 
go tak nagle, jak nagle przysza ta lepa bole dziecica. Przecie to na krtko! Istne manewry! Wojna nie bdzie trwaa 
dugo. Jakie tam par tygodni. Moe miesic. Najwyej dwa. Wa rosyjski przesunie si po polach wrogw, zmiady 
przeszkody jak marchew czy kukurydz i wszystko wrci do normy. Tak mwili wszyscy i tak te opini w spadku po 
ojcu odjedajcym otrzyma Cezary. 
Gdy z portu wraca do domu z matk, zaiste, jak grb milczc, by ju wesoy. Pocieszyo go to i owo, a nade 
wszystko perspektywa swobody. Ojciec, ktry go nigdy a nigdy nie kara, nigdy nawet nie aja, a strofowa partem, 
z lekk drwink, dowcipkujc, posiada nad synem wadz elazn, niezomn. Wbrew agodnemu umiechowi ojca, 
wbrew jego grzecznym zaleceniom i pokornym radom, dobrotliwym probom, rzuconym wrd umizgw i zabawy  
nic nie mona byo poradzi. Byy to kanony i paragrafy woli, narzucone z umiechem i w gronie pieszczotek. By to 
rzd samowadny i dyktatura tak niezomna, i nic, literalnie nic nie mogo jej przeama. Teraz ta elazna obrcz 
rozlunia si i samochcc opada. Przestrach paniczny w oczach matki: Co na to ojciec powie?  znik. Ojciec usun 
si z mieszkania i ze wiata, a jego nieobecno powiedziaa: Rb, co chcesz!. 
Swoboda uszczliwia Cezarka. Przeraeniem napenia jego matk. 
 Co teraz bdzie?  szeptaa zaamujc rce. 
Cezary nie zadawa sobie takich pyta. Przyrzeka matce, e bdzie posuszny, zupenie tak samo, jak gdyby ojciec 
by obecny w gabinecie. Postanawia by posusznym i uspakaja matk milionem najczulszych pieszczot. Lecz w 
gruncie rzeczy dusz i ciaem wyrywa gdzie pieprz ronie. Czego nie mg u matki dopi samowolnymi kaprysami, to 
wyprasza umizgami lub awantur. On to teraz stawia na swoim. Robi, co chcia. Nie dostrzegajc granic tych 
obszarw, ktrych mu dawniej nie wolno byo przekracza, rzuca si na prawo i na lewo, w tym i naprzd  eby 
wszystko dawniej zakazane dokadnie obejrze. Cae teraz dnie spdza poza domem na obuzerii z kolegami, na grach, 
zabawach, eskapadach i wagusach. Gdy si skoczyy wakacje, uczszcza do gimnazjum i pobiera w domu jak 
dawniej lekcje francuskiego i niemieckiego, angielskiego i polskiego jzyka, ale by to ju raczej szereg awantur, a 
nieraz i bjek. Z kadym teraz b e l f  e m zadziera, wszczyna ktnie i toczy nieskoczone procesy, doznawa 
bowiem stale niesprawiedliwoci i krzywd, za ktre znowu, jako czowiek honoru, musia si mci w sposb 
waciwy i za waciwy uznany w sferach miarodajnych, wrd starych kolegw pitej klasy. Zabawy  zreszt 
niewinne  azgostwo i urwisostwo, pochony go jak jaki ywio. W gronie kilku starych kolegw d  a  o w a  z 
lekcyj i buja po okolicy, a nawet noc gania po ulicach, po jamach i wertepach, po zwaliskach gwebryjskich wity i 
ruinach starych meczetw. 
Wyrwawszy si z ojcowskiej udzienicy nie mg ju znie adnego arkanu. Nieszczsna matka tracia gow, 
rozpywaa si we zach i gasa z niepokoju. Na widok tych ez gorzkich i nudzcych go a do mierci Cezary poprawia 
si na dzie, z trudem  na dwa. Na trzeci ju znowu gdzie co pata. Wybija szyby Tatarom, wdziera si na paskie 
dachy domw i, niewidzialny, strzela z procy do domownikw. Tam wywierci dziur w cianie domu, tyem 
odwrconego do ulicy, aeby przez otwr przypatrywa si onom milionera muzumanina, chodzcym po 
bezdrzewnym ogrdku bez czarczafw, czyli jedwabnych zason na twarzach  tu zorganizowa nieznonemu b 
e l f  o w i koci muzyk. Noc, bez celu i sensu wasa si po nieskoczonym bulwarze nowego miasta albo po 
prostu jak bezpaski pies gania po zaukach, po wskich i stromych uliczkach starego, uwija si w porcie, w brudach i 
czadach czarnego miasta lub midzy wulkanami, ktrych kratery wyrzucaj sone boto. Ta konieczno wczenia 
si, bezcelowego cwaem wyrywania z miejsca na miejsce staa si naogiem i pasj. Nie mg usiedzie. Nadto  gry. 
Gry w pik, w pasek, w jakie kamyki, kiczki, w wywiechtane gruziskie kostki. 
Prniacze dnie Cezarego napenione byy jednak nie byle jakimi pracami. Uczy si roli do teatru koleeskiego o 
treci rozbjniczej, ktry mia by odegrany sekretnie w zburzyszczach starych bakiskich fortalicji. Budowa wraz z 
innymi skrytki w skalnych pieczarach i w labiryncie starych murw, w celu przechowywania zakazanych ksiek, 
nieprzyzwoitych wierszy Puszkina i innych pornografw. Tame lea w ukryciu pewien wiekowy rewolwer bez naboi i 
przechowywany by ozdobny gruziski kina, ktrego ciosy jeszcze na razie dla nikogo nie byy przeznaczone. 
Zarwno rewolwer, jak kina, owinite w kolorowe bibuki i czstotliwie przewijane, czekay cierpliwie na swoje losy. 
Tymczasem urzdzano napaci na burujw, zarwno tatarskiego, jak ormiaskiego gatunku, mniej militarnymi 
narzdziami. Wystarczay do bicia szyb zwyczajne kamienie. 
8 
Matka nie bya w stanie utrzyma syna w domu, nakaza mu zmiany wyuzdanych obyczajw, dopilnowa go i 
wyledzi miejsca jego kryjwek. Bez przerwy niemal czekaa na jego powrt. Gdy chwyta czapk i pdem wylatywa 
z domu, co podsuwao si do jej gardzieli i zapierao oddech. Nie miaa ju siy prosi urwisa, eby nie chodzi. Z 
pocztku udawa posuszestwo: czai si, przymila, wyprasza pozwolenie na bomblerk. Pniej nabra zuchwaego 
rezonu. Z czasem sta si impertynencki, drwicy, uszczypliwy, ktliwy i napastliwy. A wreszcie nic sobie z matki nie 
robi. Zacisna zby i milczaa przeywajc nieskoczone godziny trwogi o jedynaka. 
To obce miasto stao si dla niej jeszcze bardziej obce, cudze, niepojte, grone, zowieszcze. Po wyjedzie ma 
wszystkiego si tutaj baa. Dopki m by w domu, on by osob  ona cichym i pokornym cieniem osoby. Teraz w 
cie musia sta si figur czynn. Cie musia nabra woli, wadzy, decyzji. Jake ten mus by nieznony, jak 
uciliwy! Musiaa wiedzie o wszystkim, przewidywa, zapobiega, rozkazywa. Gubia si w pltaninie swych 
obowizkw. Nie wiedziaa, od czego zacz, gdzie jest droga i jak ni i. Wstydzia si i trwoya. Przeywaa jedn 
z najsroszych tortur, tortur czynu narzucon niedonej biernoci. Cierpiaa nie mogc da sobie rady. Trwoga o 
syna, ktry si jak na zo zlisi, dobijaa j. Jedyn ulg znajdywaa w cigu nocy, kiedy chopak twardo spa. Syszaa 
wtedy jego oddech, wiedziaa, e jest obok niej i e mu nic nie zagraa. Ale sama wtedy nie spaa. Popada w 
bezsenno. Wolaa jednak bezsenno biaej nocy ni trwog biaego dnia. Och, jake dobrze jej byo przyczai si na 
legowisku, zasun si w kt i patrze na liczn gow chopca, owian gstwin falistej czupryny i  patrzc tak na 
niego  o nim marzy!... Jaki liczny, jaki ukochany ten obuz, ten urwis, ten wczykij i zawalidroga! 
Co mu si te ni  co tam przepywa pod czarujc paszczyzn spadzistego czoa? Co te to wida w tych oczach 
gucho zamknitych, pod cienistymi powiekami? Jaki namitny krzyk dobywa si z pulsujcego garda! Jakie 
gwatowne, dzikie, srogie widowisko jawi si przed nim, bo prosty nos naciga si jak ciciwa uku, nozdrza drgaj, a 
wargi niezrwnanych ust odsoniy groz i grob przelicznych biaych zbw! Jaki to wilk! C za pasja niestrzymana 
w tym sennym dziecka umiechu! A patrzc tak na gwk jedynaka, gboko rozwaaa: Kt to jest, na Boga! ten 
chopiec? Oto tajemnica niezbadana pocza go w niej. Oto by maleki i niedony  kruszyna cielesna, byt zaleny 
jedynie od niej  czstka jej caoci, jak gdyby nowy organ jej ciaa, rka lub noga... Wykarmia go, wypielgnowaa, 
wyhodowaa. Z roku na rok rs w jej rkach, w jej oczach, w jej objciu. Kady dzie jego zalea od niej, z niej si 
poczyna, na niej si koczy. Siy swe przelaa, ycie swe przesczya kropla po kropli w jego siy. Nastawia i 
wyprostowaa drogi jego krwi. Nadaa mu gos, krzyk, piew. A oto teraz obcy si staje i zowieszczy. Obraca si 
przeciwko niej. Z niego pynie na ni jakie ze. Bezgraniczna mio ku niemu przeksztaca si i przeradza na krzywd 
sabego jej ciaa i ducha omdlaego. Gdyby go tak bezgranicznie nie kochaa, c by jej byo, choby si psu i, gdzie 
chce, hasa? Ale on bije w mio, targa t si, ktr go obdarzy jej saby ostatek mocy. 
Dniao nieraz, zanim znuona popadaa w saby psen, w krtkie zapomnienie si, w pczuwanie. Budzi j kady 
ruch chopca, jego chrapanie albo mowa przez sen. W tych stanach pwiadomoci zawsze uciekaa z tych miejsc 
obcych do domu, to znaczy do Siedlec. Syszaa w gbi swej gowy stuk k pocigu i widziaa niezmierzone 
obszary pl, lasw, pustek i pastwisk tej ziemi przeogromnej  Rosji  ktra bya jej wizieniem. Skryte, radosne, icie 
zodziejskie marzenie podpowiadao jej perypetie czynu: zabra Czarusia, zawiza w wze troch rzeczy i czmychn. 
Uciec z tego wygnania! Zwia! Wiedziaa w kadym ocknieniu, e to jest niemoliwe, e tego by nie moe, e 
Seweryn nigdy by na to nie przysta. Czy nie miaby prawa powiedzie, e ucieka dlatego, e w Siedlcach jest Szymon 
Gajowiec? 
To imi i to nazwisko miao moc czarodziejsk. Ono tu odsaniao dawne, wiosenne poranki i letnie dni, ktrych ju 
nie ma na ziemi. Miaa znowu siedemnacie lat i t rado w sercu, ktrej ju nie ma na ziemi. Wiedzc o tym 
doskonale, e to jest gruby i mieszny nonsens, bya znowu sob, dawn, mod dziewczyn. Kochaa znowu Szymona 
Gajowca sekretnie, skrycie, na mier  jak wtedy. Bya znowu na mier kochana przez tego wysmukego, piknego 
modzieca  jak wtedy. Przeywaa swj niemy romans. Czeka znowu na jego wyznanie  dugo, tsknie. Ale on nie 
powiedzia jej nigdy ani sowa! Ani jednego westchnienia, ani jednego psweczka! Tylko w tych ciemnych, 
gbokich oczach jego ponie mio. Och, nie romans, nie miostka, nie radosny flirt, lecz pospna mio. Jake mg 
omieli si na wyznanie miosne jej, pannie z domu siedleckiego, on, biedny kancelista z Paaty, a nadto 
pochodzcy z chopw podlaskich czy tam z jakiej drobnej zagonowej szlachty? Tote milcza, a si domilcza! 
Przyjecha Seweryn i wydano j bez gadania. Wspominaa znowu odjazd swj z mem do Rosji. Stoi oto w oknie 
wagonu, umiechnita, szczliwa, moda matka. Mnstwo ludzi, wszyscy znajomi, cae miasto. Gwar, kwiaty, 
uciski, pozdrowienia, yczenia. A w gbi peronu, z dala, sam jeden, oparty o framug okna  tamten. Jk przerzyna 
dusz na nowo. Widziaa jego oczy i umiech, peen miertelnej boleci. 
Wspominaa dnie dawne, urocze chwile, kiedy przechadzali si nad wod stawu w Sekule, nad wod 
niezapomnian, pokryt wodnymi liliami. Pamitaa kade jego sowo owoczesne, cich rozmow o unii podlaskiej, o 
mczestwie, katowaniach, przymusach. W duszy jego unia podlaska i caa owa kraina smutna a pena tajemnicy miaa 
jak gdyby kaplic swoj. On to jeden wiedzia o wszystkim, wszystko zna z aktw, z papierw urzdowych, z 
tajemnych raportw. On jeden sta nad drogami tego kraju jak samotny krzy. Jej tylko jednej powierza sekrety. I tak 
go oto zdradzia... Wspominaa wycieczk jedn do Drohiczyna, drabiniastymi wozami, w licznym towarzystwie 
modziey. Jake byo wesoo, jaka wiosna bya w duszach! 
9 
Po drodze zatrzymano si obok starej unickiej kapliczki, zabitej gwodziami i skazanej na zagad. Wspomniaa 
sobie oczy Gajowca, oczy wzniesione na zeszowieczny w gbi obraz. O Boe, tego czowieka odrzucia, podeptaa, 
zabia na duszy!... Wspominaa po raz tysiczny w list jego okrutny, gdy si rozesza wie, e wychodzi za Seweryna 
 list na szeciu stronicach, bagalny, ebrzcy, zamazany strugami ez, obkany list Gajowca. Podara go wwczas, 
lecz sowa tego pisma yy w jej duszy. Czytaa je w pamici swej, jak wtedy na strychu, gdy targaa wosy i omdlewaa 
z rozpaczy. Na wspomnienie imienia tego czowieka, ktremu nigdy nie ucisna rki, do ktrego nie wyrzeka jednego 
czulszego wyrazu, wiosna ojczysta pachniaa w jej duszy. On to by jej nauczycielem, przewodnikiem, cichym mistrzem 
 ach, i wybranym ze wszystkich ludzi na ziemi! Wszystko przeszo, nastao straszne oddalenie w czasie, w przestrzeni 
 narodzi si Czaru  a przecie tamten czowiek nie umar w duszy. Gdyby nawet nie byo go ju na ziemi, 
bogosawia jego pami... 
Od ma nadchodziy listy do czsto. By na linii bojowej, gdzie w Prusach Wschodnich, ponad Mazurskimi 
Jeziorami. Listy jego byy jednostajne, niemal urzdowe, suche i zawierajce zawsze te same zwroty. Oczywicie nie 
skarya si mowi na syna  przeciwnie, w sposb kamliwy chwalia go za cnoty, ktrych ani cienia nie ujawnia. 
Ojciec dzikowa w listach swych Cezaremu za tak chwalebne prowadzenie si i postpy w naukach. Matka 
odczytywaa te ustpy zatwardziaemu recydywicie i osigaa na chwil co w rodzaju skruchy i alu za grzechy. Ale 
nieche ktry z kolegw, jaki tam Misza czy Kola, gwinie pod oknem, ju byo po skrusze i mocnym postanowieniu 
poprawy! 
Raz tylko przystpio co do Cezarka. By zwyczaj, i w miejscowej kaplicy katolickiej piewano w niedziel na 
chrku. Cezary mia bardzo adny gos i kilka ju razy piewa solo przy akompaniamencie fisharmonii. Ksidz, Gruzin, 
wychowany w gbi Rosji i nieprzychylnie usposobiony dla Polakw, niechtnie zgadza si na te piewy, jednak 
tolerowa je ze wzgldu na liczn polsk koloni. Pewnego jesiennego poranka Cezary piewa na chrku star, 
pospolit pie: 
O Panie, co losy ludzkoci 
dzierysz w doni Swej, 
Stojcych na progu wiecznoci 
do ona przytuli chciej... 
Gdy si zanis od samotnego piewu, chwycio go co za serce. Niepojta, gucha tsknota za ojcem signa do 
ostatecznej gbi w jego duszy. Czu, e lada chwila zaniesie si od paczu. piew jego sta si przejmujcy i 
pikniejszy ponad wszelk pochwa. Stary, sterany, zapity urzdnik, ktry ju sabo jzyk polski pamita, ledwie mg 
sobie da rad z akompaniamentem  drcymi palcami chwyta wsptony, aeby nic nie uroni, aeby  uchowaj 
Boe!  nic nie zepsu w tej pieni, co si staa wieszczeniem ponadludzkim, zaiste modlitw przed Panem. Zdawao si 
suchaczom, e to anio niebiaski zstpi z kocielnego obrazu, stan przy klawikordzie i zapiewa za grzesznych 
ludzi pie bagaln. 
Ten kocielny nastrj odszed jednak rwnie szybko, jak przyszed. Za murami kaplicy Czaru by sob, a raczej 
by we wadzy wsplnego szau, ktry go wraz z kolegami opta. Uczucie tsknoty za ojcem, nieodparte i gbokie, 
napotkao na swej drodze obaw wobec moliwoci powrotu rodzica. Olbrzymia bania swobody stukaby si 
natychmiast. Trzeba by znowu przyczai si, udawa witoszka, grzeczniusia, pracowniczka, ktry o niczym nie myli, 
tylko o szkolnej i pozaszkolnej nauce. Ani mrumru ju wtedy o wasnej woli, o bujaniu samopas, dokd oczy ponios, 
i o tym nienasyconym upajaniu si wolnym powietrzem, jakie daje modociane rozpasanie. 
Czstokro zreszt owo rozpasanie przybierao formy dziwnie pospolite. Koledzy schodzili si u jednego ze 
wspprniakw i, niby to w wielkiej tajemnicy, piewali najbardziej znane i najbardziej oklepane pieni rosyjskie. Po 
piewach nastpoway karty. Ten i w kocha si. Cezary jeszcze si w nikim nie kocha, ale wiedzia, e taka pozycja 
istnieje i jest w modzie. 
Seweryn Baryka nie pokona Niemcw nad Mazurskimi Jeziorami. Przeciwnie  wia na wschd z reszt armii. 
Dugo nie byo od niego wieci, a gdy wreszcie nadesza, to ju zupenie skdind. By w Karpatach. Par na Wgry. 
Przysya stamtd wiadomoci, tak samo suche i jednobrzmice. Kady list zaczyna si od pyta o Cezarego i koczy 
nieskoczonymi dla niego pozdrowieniami. Ani jednego sowa, ani wzmianki o powrocie! Bitwy, oblenia, pochody, 
niegi, doliny i gry, gry, ktrych Cezary nadaremnie szuka na mapie. 
10 
Pooenie ony i syna byo zabezpieczone. Ju sama pensja oficerska, wypacana punktualnie, wystarczyaby 
najzupeniej. Nadto Seweryn Baryka przed pjciem na front wyj z safesu bankowego znaczn cz swych 
oszczdnoci, zamieni na zoto i na wszelki wypadek zakopa w piwnicy wraz z biuteri i co cenniejszymi 
przedmiotami ze srebra i zota. Samych pienidzy byo kilkaset tysicy. Przy ceremonii zakopywania, dokonanej w 
nocy z ca ostronoci i premedytacj, bya obecna pani Barykowa i Cezary. Cz kapitau pozostawiona w banku, 
znowu na wszelki wypadek, suya do doranego uytku i dowolnego rozporzdzenia. Z tego matka i syn mogli 
czerpa, ile chcieli, na swe potrzeby, na opat lekcji jzykw, muzyki, piewu, taca, konnej jazdy, yw, wrotek, 
motocyklu, roweru, odzi motorowej, aeroplanu, samochodu oraz wszelkiej innej manii czy fanaberii jedynaka, o jakiej 
tylko dusza jego zamarzy moga. 
Cezarek dba o to, eby rachunek biecy nie splenia w banku. Prbowa wszystkiego, co mu strzelio do gowy. 
Matka zgadzaa si na wszystko, a raczej musiaa na wszystko przystawa, co podyktowa. Jedzi tedy po ldzie i po 
morzu, a nawet lata po powietrzu. Nie mona powiedzie, eby si wcale nie uczy albo nawet le uczy. Lubi na 
przykad muzyk i gra duo, w czasie lekcji i poza lekcjami. Czyta mnstwo wszelakich ksiek. Przechodzi z klasy 
do klasy, tak i owak atajc braki systematycznych i porzdnych studiw, jak to bywao za czasw ojcowskich, kiedy 
trzeba byo przysiadywa fadw dzie dnia i wszystko pilnie odrabia do ostatniego udarieja. 
Po roku, dwu, trzech latach, o ojcu dalekim  w istocie  jak gdyby such zagin. Baryka by wci w armii. Czyni 
ofensywy i doznawa defensyw, lecz nie przyjeda. Raz donis, e by ranny, e lea w szpitalu, kdy daleko, na 
granicy rdzennej Polski. Dugo potem nie pisa. Gdy potem list nadszed, by to skrypt nieoficjalny, datowany z innego 
miejsca pobytu. 
W tym czasie Cezarek wyrasta na samodzielnego, a raczej samowadnego mokosa. O ojcu  jako zapomnia. Myl 
o ojcu byo to widmo przestarzaych zakazw, pad jaki ciemny, z ktrego ziono uczucie dziwnie bolesne, 
ciskajce, a nade wszystko smutne, tskne, lecz zarazem w niepojty sposb wasne i rodzone. Cezary nie lubi myle 
o ojcu. Czasami jednak chwytao go w p drogi, ni to w objcia, bdne widmo  zatrzymyway porodku zabawy 
niewidzialne rce. Co go czasami cigno w odmt smutku i alu, ktry si nagle pod nogami otwiera. Trzeba byo 
potem zabija to uczucie, ktre nosio wrd kolegw nazw  h a  d  a, wysikami na dce, na rowerze, na 
motocyklu albo na dzikim kozackim koniu. W cigu tych dugich wojennych lat matka staa si dla Cezarego czym tak 
podatnym, powolnym, uytecznym, wasnym, posusznym wzgldem kadego zachcenia i odruchu, e, zaiste, by to ju 
jego organ, jak rka lub noga. Nie znaczy to wcale, eby Cezarek by zym synem, a jego matka niedon ciap. Lecz 
tak dalece zrosy si te dwa organizmy, a jeden tak do drugiego nalea, i stanowiy jedno duchowe ciao. Zwolna i 
konsekwentnie Cezarek zajmowa miejsce Seweryna jako rdo decyzji, rady, planu i rzutu oka na met dalek oraz 
jako rozkazodawca. Nie zajmowa si domem i jego sprawami, lecz od niego wszystko zaleao. Wiedzieli wszyscy, i 
pani Barykowa odbiera i wrcza pienidze tudzie wykonywuje polecenia, ale rzdzi pikny Cezarek. 
W dostatnio urzdzonym mieszkaniu wszystko zostao na miejscu, jak byo w chwili odjazdu Seweryna Baryki. Ani 
jeden ciki mebel nie zosta inaczej przestawiony w salonie  ani jedna ksika inaczej pooona na biurku w 
gabinecie pana domu. Tak samo wszystko tkwio na miejscu, jak gdyby tego dnia rano wyszed do swego urzdu na 
przemysach. Oto gazeta, ktr czyta w przeddzie wyjazdu, oto drogocenny n do rozcinania kartek, jeszcze, zda 
si, ciepy od ujcia przez jego do, tkwi w rodku rozoonego tomu. Mieszkanie to, mona by rzec, byo obrazem 
potnego pastwa, w ktrego obrbie si przytulio. Jak tam, tak i tu wszystko stao potnymi pracami ustanowione i 
z dawna ujte w kluby. 
Gospodarz nie wraca. W trzecim roku wojny nie byo od niego adnej wieci tak dugo, i ona, a nawet 
lekkomylny syn popadli w rozpacz. Informacje w urzdach wojskowych byy jakie mtne i niepewne. Raz 
powiedziano, e major Siewierian Grigoriewicz Baryka  zagin. Kiedy indziej wyjaniono, e dosta si 
prawdopodobnie do niemieckiej czy austriackiej niewoli. Wreszcie odpalono natarczywe pytania zimnym ciosem, z 
pewnym ironicznym zmrueniem urzdniczego oka, i przepad w otchaniach wojny, wie o nim zagina tak dalece, 
i o tym czowieku nic zgoa nie wiadomo. Rozpacz nieszczsnej kobiety przechodzia wszelkie granice. 
11 
Nie tu jednak byy granice, a nawet nie tutaj jeszcze byo pastwo rozpaczy. Nasuno si to pastwo wielkie i 
dzikie, niewiarygodne i niepojte jakoby zagon tabunw tatarskich, z przestworw Rosji i z czasu. Jednego dnia 
rozesza si w miecie Baku lotem byskawicy wie: rewolucja! Co znaczyo w praktyce owo sowo, nikt objani nie 
umia, a gdy byo najmdrzejszego poprosi o wyjanienie, na pewno orzek co innego ni poprzedni znawca i co 
innego ni jego nastpca. Jeeli kto wiedzia cokolwiek realnego o istocie rewolucji, to chyba tylko sam Cezary Baryka, 
gdy on to j wanie z miejsca wszczyna. Przede wszystkim z dawna ju syszc, e jest gdzie jaka rewolucja, 
przesta uczszcza do swej smej klasy. Wraz z nim co gorliwsi wyznawcy jego sposobu mylenia i postpowania. 
Nadto  przebra si po cywilnemu. Niezupenie zreszt: czapka uczniowska bez palmy, marynarka cywilna. Gdy za 
dyrektor gimnazjum, spotkawszy go na miecie, w najniewinniejszej myli zapyta, czemu to paraduje po cywilnemu, w 
czapce na bakier i ze szpicrut  trostoczkoj 
 w rku, Cezarek t szpicrut  trostoczkoj  wymierzy dyrektorowi w 
sensie odpowiedzi dwa z dawna zbiorowo wynione indywidualne ciosy: jeden w prawe ucho, a nastpnie drugi w lewe. 
Zbiegowisko uliczne nie stano po stronie pokrzywdzonego dyrektora, lecz wanie po stronie napastnika Baryki. 
Cezary odszed spokojnie do domu, otoczony aureol, niosc w rku sawn odtd   o   o  z k . Skoro za 
dyrektor gimnazjum zwoawszy rad pedagogiczn wydali Cezarego Baryk ze szkoy, ze wszystkich innych 
gimnazjw bakiskich i ze wszystkich szk w pastwie, gdy zaleci go do tak zwanego wilczego biletu  to by to 
akt najzupeniej nieszkodliwy, gdy Cezary Baryka nie kwapi si ju do adnej szkoy w tym pastwie. Inne mu ju 
wiatry wistay koo uszu. 
Ani podsdny, ani czonkowie karzcego ciaa niewiele przywizywali wagi do wyroku. Obity zwierzchnik 
zaskary wychowaca do sdu. Lecz nim nadszed termin powoania napastnika przed kratki, jakie tajemnicze siy 
tuky co noc szyby w mieszkaniu dyrektora gimnazjum nie pozostawiajc ani jednej, mazay dziegciem i innymi le 
woniejcymi merkaptanami drzwi, schody i ciany jego willi, wrzucay mu do gabinetu przez dziury w oknach zdeche 
szczury, urzdzay pode drzwiami kocie muzyki i wszelkie inne akowskie psikusy. Policja? Policja staa si w tej dobie 
czynnikiem przedziwnie ospaym. Nie moga adn miar pochwyci i ukara zoczycw. Mona by powiedzie, i 
sromotnie przed nimi tchrzya, jak zreszt wszyscy w miecie. Kt mg wiedzie, czy to w ten sposb nie objawia 
swej potgi rewolucja, tak grona i wszechwadna na pnocy pastwa? Tej za nowej sile naczelnej policja nie chciaa 
si naraa. 
Przez czas do dugi w miecie Baku byo gucho, martwo i nudno. Wszystko jeszcze po dawnemu ruszao si i 
azio, ale niesychanie ospale, niemrawo, z rezerw, a nawet jawn perfidi. Nie mogo by inaczej, skoro z dnia na 
dzie wszystko si odmieniao. Dwa ywioy miasta  Tatarzy i Ormianie  czatowali na si wzajemnie z 
wyszczerzonymi zbami i wyostrzonym w zanadrzu kinaem. Wadze, regulujce ten stary zatarg na rzecz panowania 
rosyjskiego, przywaroway, albowiem w samym rdle ich potgi co si urwao i wywrcio do gry nogami. Wreszcie 
wszystko pierzcho na wszystkie strony. Zjawi si komisarz rewolucyjny  o dziwo!  Polak z pochodzenia. Ten 
piorunem ustanowi now wadz i zaprowadzi nowe porzdki. Tatarzy i Ormianie dali pokj walce, a jedni i drudzy na 
swj sposb wyzyskiwali sytuacj. Przede wszystkim  zniky wszelkie towary. Pozamykano sklepy. Zabrako 
ywnoci. Banki nie wydaway zoonych kapitaw i nie wypacay procentw. Nikt nie dostawa pensji. Rugowano z 
mieszka. Zapanowaa ulica, robotnicy naftowi i fabryczni, czelad sklepowa i domowa, marynarze. Byo tam jednak 
stosunkowo spokojnie. Miasto stao wanie brakiem rzdu, a si sw czerpao z walki skconych plemion. Ludno 
niezamona upajaa si mityngami, mowami i wywracaniem wszystkiego na nice. 
Cezary Baryka by oczywicie bywalcem zgromadze ludowych. Na jednym z takich zbiegowisk wieszano in 
effigie 
buruazyjnych cesarzw, wielkorzdcw, prezydentw, generaw, wodzw  midzy innymi lalk ubran za 
Jzefa Pisudskiego. Tum klaska radonie, a Cezarek najgoniej, cho nic jeszcze, co prawda, o Jzefie Pisudskim 
nie wiedzia. Wszystko, co wykrzykiwali mwcy wiecowi, trafiao mu do przekonania, byo jakby wyjte z jego 
wntrza, wyrwane z jego gowy. To bya wanie esencja rzeczy. Gdy wraca do domu, powtarza matce wszystko od a 
do z, wyjania arkana co zawilsze. Mwi z radoci, z furi odkrywcy, ktry nareszcie trafi na swoj drog. 
Matka nie chodzia na mityngi. Patrzya teraz ponuro w ziemi i nie odzywaa si z niczym do nikogo. Gdy bya z 
Cezarym sam na sam, prbowaa oponowa. Lecz wtedy popada w gniew, gromi j, i niczego nie moe zrozumie z 
rzeczy tak jasnych, prostych i sprawiedliwych. Gadaa za niestworzone klitubajtu. Twierdzia, e kto by chcia 
tworzy ustrj komunistyczny, to powinien by podzieli na rwne dziay pust ziemi, jaki step czy jakie gry, i tam 
wsplnymi siami ora, sia, budowa   i zbiera. Zaczyna wszystko sprawiedliwie, z Boga i ze siebie. C to za 
komunizm, gdy si wedrze do cudzych domw, paacw, kociow, ktre dla innych celw zostay przeznaczone i po 
rwno podzieli si nie dadz.  Jest to  mwia  pospolita grabie. Niewielka to sztuka z paacu zrobi muzeum. 
Byoby sztuk godn nowych ludzi  wytworzy samym przedmioty muzealne i umieci je w gmachu zbudowanym 
komunistycznymi siami w muzealnym celu. Drania tak syna swymi banialukami, argumentami spod ciemnej gwiazdy, 
a raczej z najobskurniejszej siedleckiej ulicy, a tutaj na wiato rewolucji przytaszczonymi, i wierzbia go rka, 
eby j za takie antyrewolucyjne bzdury po prostu zdzieli potnie i raz na zawsze oduczy reakcji. Nie szczdzi jej 
uwag w sowie i odpowiednich epitetw. Zniecierpliwienie ponosio go nieraz tak daleko, i pniej aowa pewnych 
12 
dobitnych aforyzmw. Gdy si ju bardzo gniewa, zacichaa, a nawet robia miny i grymasy przytakujce albo wprost 
udawaa rewolucyjny entuzjazm. 
Nie na samych wiecach i zebraniach bywa mody Baryka. W tumie, w podnieconym, wzburzonym, rozjuszonym 
natoku ludzi, pdzi nieraz do wizie, gdy wywczono z lochw rnych biaogwardzistw, reakcyjnych generaw 
wsawionych okruciestwami, i gdy ich mordowano. Patrza, jak si w tej robocie odznaczali marynarze oraz rozmaite 
osoby urzdowe. Czeka nieraz dugo na samowolne egzekucje i przypatrywa si nieopisanym szalestwom ludzkim, 
gdy zabijano powolnie, wrd baga skazacw o rychlejsz mier. Gdy wraca z tych widowisk i opowiada matce 
szczegowo, co tam byo i jak si odbywao, gdy mia oczy rozszerzone, nozdrza rozedrgane, gdy by zziajany, 
wzruszony, umiechnity diabelskim pumiechem, ona cofaa si przed nim, wlepiaa we przeraone oczy i 
mamrotaa swe modlitwy. 
Pewnej nocy, gdy twardo spa, zesza do piwnicy ze lep latark i wykopaa znaczn cz skarbu zoonego przez 
ma. T wiksz i cenniejsz cz wyniosa za miasto i ukrya w murach starych zwalisk, w pewnej wnce, ktr 
najprzd z premedytacj zbadaa. Ta jej przezorno  wynikajca z guchego rozumienia prostackiego, z instynktu, 
jakim si w wojnach i rewolucjach rzdz i kieruj ludzie przyziemni, tak zwani ciemni, chopi, kupczyki, mali 
przemysowcy, podmiejscy rzemielnicy i drobni zarobnicy  wnet wzia swj skutek. Wydany zosta dekret 
komisarski, aeby kady, ktokolwiek ma skarb zakopany w ziemi, wskaza go wadzy pod kar gwn. Cezary 
przyszed do domu z wiadomoci o dekrecie i owiadczeniem, i on niezwocznie wskae miejsce skarbu rodzinnego 
w piwnicy. Nie z tchrzostwa, lecz dla idei! Do tego ycia na koszt ludu! Nie chce mie krwi na swych rkach! Pali 
go zoto ojcowskie! 
Matka kiwaa gow. Zgadzaa si, skoro tak chce on, gowa domu. Nie byo ju mowy ani wzmianki o ojcu. 
Cezarek wykona swe postanowienie. Przyszli wnet ludzie wiadomi, majsterki w przeszukiwaniu piwnic, cwaniaki w 
tej materii, ktrzy by i bez jego idei znaleli skarb ojcowski, zwchali i spenetrowali zotko, choby byo na sto okci 
w ziemi czy w mur wpuszczone. Cezary patrza z dum, gdy wynoszono oszczdnoci Seweryna Baryki. Gdy jednak 
zjawi si na obiad zhasany i zgodniay, da jedzenia i gniewa si, gdy byo mao. A byo coraz mniej i coraz 
jednostajniejsze: co dzie  ryby i kawior. Ani ju ladu chleba, misa, jarzyn, owocw! Dowz usta i sklepy byy na 
gucho zamknite. Cezary nie pyta, skd matka bierze pienidze na ryby i kawior. Tskni za chlebem i owocami, ale 
pociesza si pewnikiem, i rewolucja przeywa te braki chwilowo. Tymczasem ryby i kawior, powtarzajce si trzy 
razy dziennie i bez odmiany, poczy szkodzi na zdrowiu wszystkim. 
C dopiero mwi o matce Baryki! Nie jada, chuda z dnia na dzie, a nie sypiaa wcale. Gdy mody adept 
rewolucji cay teraz dzie spdza poza domem na obserwowaniu zjawisk spoecznego przewrotu, a waciwie na 
gromadzeniu facecji, zabawnych nieskoczenie, skoro jedni szli z salonw do piwnic, a inni z piwnic do salonw  
matka jego gromadzia zapasy. Wymykaa si z miasta na dalek prowincj. Czynia wyprawy w step urodzajny, 
biegncy ku wybrzeom rzeki Kury, do zagrd tatarskich i gruziskich albo folwarczkw niemieckich. Zrazu jechaa 
kolej, a pniej z jakiej podrzdnej stacyjki puszczaa si piechot. Niosa ze sob zote i srebrne przedmioty, zote 
imperiay i srebrne ruble, a w zamian za nie wypraszaa jakie par garncy ziarna pszenicy, yta, wreszcie jczmienia, a 
nawet prosa. Kilkakro udao jej si wydbi, po prostu wyebra, za olbrzymi cen nieco mki. Niosa j z powrotem, 
upadajc pod ciarem, wiorstami do stacji kolejowej, a w samym pocigu przemycaa, krtko mwic, pod spdnic. 
Chodziy bowiem wzdu wagonw patrole i konfiskoway tego rodzaju indywidualistyczn i buruazyjn kontraband. 
Przytaszczywszy ziarno do miasta Barykowa niosa je po nocy do Tatarw, z ktrymi miaa zadawnione konszachty. 
Mea ziarno, znowu za bajeczn opat w zocie i srebrze. Po nocy rwnie pieka chleby i podpomyki, najczciej 
niewyronite placki z jczmienia, aeby jej jedynak mg zakosztowa witego, mcznego chleba. Cezary mao co 
wiedzia o tych matczynych wycieczkach. Nie informowaa go przecie, skd i jakim sposobem posiada cenne rzeczy na 
wymian za zboe i mk. Wiedziaa, e w witej gupocie swojej wydaby w te pdy i tamten skarb z groty. Prawia 
mu tedy, i ten Tatar albo tamten Ormiaszka daje jej po starej znajomoci par garci ytniej mki. 
Lecz siy tej kobiety malay. Nogi jej zaplatay si i giy. W oczach lata jakby rj skrzyde czarnych nietoperzw, a 
dusza pena bya mroku i strachu. Baa si teraz mierci. Straszliwie, ach, straszliwie! C si stanie z tym chopcem 
nieszczsnym! Bdzie jakim katem, zbjem, morderc! Dusza jego runie w przepa! Umrze tutaj z godu wrd ludzi, 
ktrzy si tgo namiej z jego chopczyskiej atwowiernoci. 
Mieszkanie Seweryna Baryki zarekwirowano. Do salonu, gabinetu, sypialni, jadalni wprowadzili si nowi ludzie. 
Rozsiedli si na meblach i zagarnli wszystko, co byo w mieszkaniu. Cezary z matk mieci si teraz w najmniejszym 
pokoiku, a sypia w niszy, gdzie dawniej byo legowisko pokojwki. 
Gdy zabierano gabinet ojca, Cezary przypomnia sobie zalecenie: Pilnowa jak oka w gowie!  wypisane w maej 
ksieczce oprawionej ozdobnie, ktr mu nieraz pokazywano. Chcia odszuka ow ksieczk, pokaza j, komu 
naley, jako niewinn pamitk, i zachowa j dla ojca, gdyby przypadkiem y i gdyby kiedy powrci. Przeszuka 
ca szaf, przerzuci wszystkie ksiki, lecz broszurki o wyprawie generaa Dwernickiego na Ru nie znalaz. Przyszed 
tedy do wniosku, e ojciec musia j zabra ze sob. 
Prywacje, na ktre Cezary Baryka zosta naraony, wyrzeczenie si pdobrowolne i szczerze ofiarne wszystkiego  
rozkosznych zabaw, sportw, mieszkania, jedzenia, ubrania, pienidzy  podziaao jednak na niego w pewnej mierze 
otrzewiajco. Jako spowania, zesmutnia. Pocz spostrzega rzeczy i zjawiska, ktre dawniej nie wpaday mu w 
13 
oczy. Przede wszystkim z naga i z dziwaczn oczywistoci ujrza  matk. Uderzya go niespodziewanie jej twarz, jej 
maomwno, jej spogldanie spode ba, jej sposb zachowania si, postpowania, milczenia. Przypatrzy si jej 
pewnego razu pilnie, spod oka  i wzdrygn si jak od sparzenia biaym elazem. Pocz obserwowa jej wybiegi, 
ledzi jej kroki, bada jej uczynki  i wzdrygn si jeszcze bardziej. Nie bya przecie jeszcze stara, miaa zaledwie 
czterdzieci lat, a wygldaa na szedziesit. Zgarbia si, skulia, zmalaa. Bya siwa, pomarszczona, ta, odziana w 
dawn, wywiechtan sukienczyn. Gdy biegaa za jego sprawami, wynosia jego brudy, praa jego bielizn, 
obsugiwaa go jak pokojwka i kucharka  czsto chwytaa si rkami za serce albo za gow. Widzia, jak si 
podpiera skatym kijem wchodzc na schody  maca rkami sprzty i ciany w biay dzie, jakby nagle olepa. 
Smagajcy wstyd wzi go w obroty na wspomnienie usug tej steranej i bezsilnej kobiety, gdy go pielgnowaa, 
zdrowego byczka, ktry si wysypia, obera, wypoczywa i trawi wobec niej, gonicej ostatkiem tchu i wyczerpanymi 
nerwami. 
Nie mg jednake zmieni od razu postpowania  niby to dlatego, e matka spostrzegaby si od razu  a 
waciwie z jakiego szczeglnego wstydu czy z jakiej pychy. Pocz niepostrzeenie, chykiem, niby to od niechcenia 
pomaga w pracy: nosi cikie rzeczy, usuwa brudy, my podog i naczynia, nawet pra, prasowa, rba drwa, 
dwiga wod i pitrasi jado. Tumaczy matce z dawn opryskliwoci, i nadeszy czasy inne, komunistyczne, i oto 
wszyscy musz pracowa. Kto nie pracuje, ten niech nie je. Grabit' nagrablennoje  o tyle tylko jest suszne, o ile si 
pracuje. Precz z biaymi rczkami!  i tym podobne. 
Wyledzi wreszcie sekret matczyny, najstaranniej chowany: wyprawy za miasto po zboe. Wtedy ogarn go al 
stusieczny. Cezary paka gucho, mylc o tym, jak biega obcymi polami, cign i niosc dla niego zboe, jak si od 
rowu do rowu saniaa na zwtlaych nogach, jak chwytaa powietrze, ktrego puca coraz wicej potrzeboway. Pocz 
w nocy czatowa na jej bezsenno.Wstawa, okrywa j, ma i chud pod kodr, jakby jej wcale nie byo  utula, 
uspakaja, ucisza. Zdarzao si, i zasypiaa, sodko umiechnita, z radosnym w sercu weselem od jego askawych 
sw i nieznacznych pogaska. 
W tym czasie oboje jako przytulili si do siebie moralnie i wsparli ramionami ducha. Cezary spostrzeg, i matka, 
ktra nic nie moga skapowa, najprostszych rzeczy nie rozumiaa, nie bya przecie tak ograniczona, jak mu si z 
pierwszego wydawao. Pewne wyniki przewidywaa nieomylnie jasno, niektre zjawiska ocenia z matematyczn 
dokadnoci. Tu brzmi takie oto hasa, wdraa si w ycie takie oto elazne dyrektywy, takie padaj wzniose i 
wspaniae nakazy  a ona widzi w skutku co bezwzgldnie odwrotnego, co miesznego i diametralnie przeciwnego. I 
oto, wbrew logice rzeczy, wbrew sile i kierunkowi impulsu  wedug jej mrukliwej, pgbkiem wyraonej wtpliwoci 
sprawy poszy. Zastanawiaa Cezarego ta przypadkowa zbieno, lecz nie zdoaa go zepchn z drogi obranej. 
Gdy od strony Astrachania przychodzi statek pasaerski, o czym matka zawsze z gry wiedziaa, obydwoje chodzili 
do portu i wyczekiwali  nie wiedzie na co. Waciwie nawet wiedzieli na co, lecz nigdy o tym nie mwili. Nie chcieli 
przyzna si przed sob i bali si, eby nie sposzy szczcia. Czekali na ojca. Teraz ju Cezary nie lka si jego 
powrotu, gdy byo za pno. Straci ju wszelk nadziej, odkd mu powiedziano w urzdzie, e ojciec zgin na 
wojnie. Nie wyjawia tego matce, gdy nie by w stanie wymierzy jej tego ciosu w strudzone serce. Zreszt  wtpi. 
Ile to razy powracali ci, ktrych za zabitych ogoszono! 
Stali tedy zawsze w porcie i czekali, gdy w zadymionej od mgy, szarobkitnej otchani morza mia si ukaza 
punkcik niejasny. Twarz matki kostniaa wtedy, oczy mtniay, wargi staway si drce, donie miy chustk, mokr 
od ez. Tajne, bezsowne modlitwy przepyway poprzez jej ciao wyniszczone  modlitwy tameczne, podlaskie, wrd 
religijnych przeladowa wyhodowane, a na tak daleki brzeg wyniesione i na tak odmienne koleje wydarze... Zymaa 
si wewntrznie, wia si w udrczeniu powtpiewania i w ywej torturze nadziei, upadaa pod krzyem swym, lec u 
drzwi Boga w baganiu, aeby na tym statku, co za Apszeroskim Pwyspem w mrocznej rs dalekoci  by Seweryn. 
Z morza i z tego ldu ruskiego, stokro obszerniejszego ni morze, z dziejw straszliwych wojny i rewolucji, z 
poarw i szalestwa gromad ludzkich  mge nadpyn czowiek wyniony, on, jeden jedyny, ktry j na ten brzeg 
wywid i sam rzuci? Patrzya poprzez zasony ez w statek w, jakoby w widzenie anioa boego, ktry midzy 
ldem i morzem przebiega niosc szczcie albo nieszczcie. Serce omotao w jej piersi jak dzwon w wiey pustej, 
gdy statek nadpywa, wchodzi do przystani, przybija... Rzucaa si oczyma na kad twarz i na kad posta, gdy 
publiczno zacza wychodzi. Mierzya wzrokiem kadego czowieka i kadego odtrcaa  ze sposzonym i zalkym 
swoim przeklestwem. 
 Nie ma!  gdy wychodzili tumem. 
 Nie ma!  gdy si cisnli na mostku. 
 Nie ma!  gdy si rozsypywali na kamiennym wybrzeu. 
A gdy wyszed nareszcie ostatni z ostatnich i sami jeno marynarze zostawali na pokadzie, musiaa sama siebie 
przemoc chwyta za ramiona, aeby nie run na gazy portu, nie wy i nie rwa wosw. Lecz przecie dorosy syn sta 
przy niej. On take patrza w przybyszw. On take przewierca tuszcz oczyma i zatapia wzrok w cib na mostku, 
skoro tylko wywala si zacza z wntrza okrtu. I on czeka. Nieraz okropne moskiewskie wyzwisko z warg jego 
zlatywao. Zaczyna drwi z tych przybyszw. Wskazywa ich matce z nienawici, z t now, nowomodn nienawici, 
jakiej nigdy przedtem w jego sercu nie byo. Mwi, e to jest ka Rosji. Mwi, e czelu otwarta tego statku to jest 
jak gdyby otwr kiszki odchodowej wielkiego carstwa. Uciekinierzy! Uchodcy! Buruje! Daj oto drapaka z ojczyzny. 
14 
Zmiataj  urzdnicy, dygnitarze, panowie, wielcy magnaci i podmagnatki, kupcy, przemysowcy, chopi, popi i 
oficerowie. Wadcy niedawni, czinodray, stupajki, wszelkie ciemne indywidua w najdziwaczniejszych ubraniach i 
resztkach mundurw. Ten i w ma jeszcze gwiazd, kokard na czapie. Panowie w a  m i a k a  h, magnaci w 
chopskich  u b a  z k a  h, a mamrocz z cicha pomidzy sob po francusku. Worki nios na plecach, toboy plcz 
si dookoa ich ng, rce nie mog udwign gratw i sprztw. Daj nura z ojczyzny swej do Azji Mniejszej, do 
Konstantynopola i w ogle, byleby tylko w wiat daleki. Gotowi byli podbija, przywaszcza sobie, pochon wiat 
cay, a teraz wiat ich pochonie. Wychodz na podbj wiata w panice, w trwodze, w bojani wielkiej, ktra ich batem 
wypdza z dziedzin ich wadzy. Przefasowaa ich i przemacerowaa doskonale rewolucja w zbach i trybach swych 
katowniczrezwyczajek. Wiej teraz gdzie pieprz ronie. Wol by w achmanach i i o kiju, byleby dalej a dalej od 
tych miejsc nieogarnionych, nad ktrymi rozpocierao si prawo ich paragrafu i ich kozackiego batoga. 
Pewnego dnia, gdy tak oboje czekali jak zwykle i gdy ju cay statek opustosza a do ostatniego czowieka  a 
czekali po swojemu, na prno  zauwayli pewn grup ndzarek, ktre wyszedszy ze statku usiady w kuczki tu na 
kamieniach, zebrawszy koo siebie wzeki i toboki. Bya to rodzina zoona z czterech dziewczt i matki, kobiety 
starszej. Dziewczta byy suche, wyniszczone, obdarte tak dalece, e obuwie ich skadao si z deszczuek 
poprzywizywanych do stp sznurkami, achmany zwisay z nich w strzpach, a przez dziury wida byo nagie ciao. 
Osoby te nie byy jednak ndzarkami z urodzenia. Twarze ich byy regularne i subtelne, a twarz matki zdradzaa, 
pomimo achmanw odzienia, jak wytworno i delikatno. Samo cierpienie byo w tej twarzy odmienne, jak gdyby 
dobrze wychowane i arystokratyczne. Matka Cezarego, przez wrodzone jej usposobienie litociwoci, podsuna si do 
tych kobiet i zacza z nimi rozmawia. Cezary, ktry takich tkliwizn nie znosi, ruszy w swoj stron. Wtedy jego 
matka miao ju zawizaa znajomo z przybyymi. Okazao si, e jest to ksina i ksiniczki Szczerbatow 
Mamajew, uciekajce z kraju. Majtki ich, obejmujce wielkie obszary ziemi, lasy, fabryki, paace, wille  zostay 
skonfiskowane, a one same, przewleczone przez najrozmaitsze kryminay, zjedzone przez choroby, krosty, brud, wszy i 
ndz ostateczn, wyrway si wreszcie i uciekaj, dokd oczy ponios. 
Pani Barykowa tknita wspczuciem zaprosia je do swego pokoju i pooya spa, jak moga i zdoaa w 
niewielkim lokalu. Gdy mode usny na wsplnym legowisku, rozpostartym na ziemi w poprzek izby, ksina 
SzczerbatowMamajew w kuchni zwierzya si w cztery oczy gocinnej i litociwej Polce. Oto na obudwu wychudych 
ydkach, od kolana do stopy, miaa pozapinane bransolety bezcennej wartoci, nie tylko co do waloru drogich kamieni, 
lecz i co do ich wagi historycznej, pamitkowej. Te zote kajdany nkay j straszliwie, gdy, na p pootwierane, 
wgryzy si w ciao swymi paszczami i powyeray krwawe wklnicia. Obiedwie odjy z bolesnych ng ksinej owe 
bransolety, ktrych w pocigacht i e p  u  z k a  h a potem na statku nie zdejmowaa od tygodni w obawie rewizji i 
konfiskaty. Uoyy je na piecu i ksina od tylu czasw pierwszy raz zasna. 
Nieszczcie chciao, e teje nocy zwalia si do mieszkania rewizja. Precjoza znaleziono i zabrano, a kar za 
ukrywanie zota i drogich kamieni w takiej iloci ponis Cezary i jego matka. Obydwoje dostali si na czarn list. 
Tylko dobra opinia, jak u wadz bolszewickich cieszy si towarzysz Baryka, wpyna na zmniejszenie kary. 
Emigrantki, ktre, oczywista, ledzono, dostay si znowu do srogiej turmy. 
15 
Gocina udzielona ksinej SzczerbatowMamajew nie wysza matce Cezarego na zdrowie. Od tej chwili bya, 
wida, cile tropiona, gdy przytrzymano j wanie, gdy zamierzaa wydoby co ze skarbu ukrytego w grze za 
miastem  w celu wyprawienia si znowu na wie po zboe. Bita potnie po mordzie, przyznaa si do posiadania 
skarbu i pokazaa kryjwk, gdzie si mieci. To jej jednak nie uratowao. Skierowano j do robt publicznych w 
porcie. Niedugo tam jednak pracowaa. Roboty owe byy doskona kuracj prowadzc z tego wiata na tamten. 
Cezary wyjedna to swymi probami, i na jaki czas umieszczono mu matk w szpitalu powszechnym. Lecz gdy 
odpocza, trzeba byo znowu i do cikich robt. Saby i zniszczony organizm nie wytrzyma: pchnita przez 
dozorc, pada na drodze i skoczya ycie. Miano zwoki chowa we wsplnym rowie kontrrewolucjonistw, lecz i tu 
syn wyebra ustpstwo. Pochowano burujk oddzielnie, na katolickim cmentarzu. Ksidz Gruzin odprawi nad ni 
przepisane mody, wypowiedzia stare aciskie wyrazy, do ktrych bya przytroczona jej dziecica wiara, rado 
modoci i wielkie smutki ycia. 
Nim jednak spuszczono prost trumn w gb dou, Cezary zapragn raz jeszcze spojrze na matk. Oderwa desk 
nakrywajc wierkowe pudo i po raz ostatni przypatrzy si obliczu zgasej. Splatajc jej zesztywniae palce do snu 
wiecznego zobaczy rwnie, e zota obrczka, ktr przez tyle lat przywyk caowa i wyczuwa, i bya niejako 
czci rki, czym niby ko czy sustaw, wronita w skr chudej rki  e ta zota obrczka zdarta zostaa z palca 
wraz z nieyw skr, gdy, wida, nie chciaa podda si rozczeniu dobrowolnemu. Sczerniaa, zapieka rana 
widniaa na tym miejscu, gdzie niegdy bya obrczka. Cezary zapamita sobie ten widok. Nikt nie umia mu 
powiedzie, kto zabra lubny piercie matki. Na zapytanie, czy tu nastpia konfiskata, wzruszano urzdowymi 
ramionami, odpowiadano skrzywieniem ust w umiech pobaliwy, ironicznynieironiczny, wyrozumiay. Teraz dopiero 
czuciem dotar do wiadomoci, dla kogo to w dziecistwie i zaraniu wczesnych modzieczych lat przechowywa kina 
w skalnej kaukaskiej pieczarze. 
16 
Tak to Cezary Baryka sam jeden zosta na wiecie. Nie mia ju matki, nie mia ojca i nie mia nic z dawnego 
dostatku. Nawet pokj w dawnym mieszkaniu odebrano mu i przeznaczono inny, daleko od tego miejsca, w czarnym 
miecie, wrd przemysw. Po mierci matki o ojcu przesta ju myle. Wadze bolszewickie, gdy jeszcze raz 
usiowa powzi wiadomo, udzieliy mu fatalnej. Wedug tej ostatniej informacji Seweryn Baryka, major armii 
carskiej, przeszed dawno  dawno na stron wrogw, przysta do polskich legionw, zdradzi swj sztandar. Lecz  
dodawano  i tam, w tych legionach, nie ma go wedug danych, jakie biura wywiadowcze posiadaj. I tam przepad bez 
wieci. Pogib!  wykrztuszono wreszcie z ukryt radoci. 
Bya to ju formua ostatnia, nieodwoalna. 
Cezary schwytany zosta przez arkan samotnoci. Za ycia matki nie zna tego stanu. Tak duy kawaler, 
wyprawiajc rozmaite fochy czysto osobiste, szed przecie prowadzony za rk. Teraz dopiero zdrtwia nie znajdujc 
ju w prni rki maej, chudej, sabej. Stawia si hardo samemu sobie, tumaczc swym uczuciom, e przecie to jest 
najnaturalniejsze zjawisko, i stara, schorowana, zdenerwowana kobiecina zmara. Zwaszcza w warunkach tak dla jej 
zdrowia nieodpowiednich. Ale nie poddawa si rozumieniu, nie chcia mu ulec  al  stan podobny do wszechwadnej 
gorczki, ktra poraa organizm zdrowy. Same nogi niosy na cmentarz, do tej wieej kupy gliny przesyconej 
ziemnymi gazami, gdzie leao zakopane jestestwo czujce matki. Siedzia tam i patrza w ziemi. 
Teraz dopiero wyranie widzia, jak ta saba kobieta bya sam sob, jak dalece wiadomie sza do swego celu, jak 
nieomylnie widziaa wszystko, co byo na drodze, po ktrej sza do swego celu. Ona jedna nie bya zaskoczona przez 
wypadki. Chwytaa nadchodzce w swe donie natychmiast, doskonale i wiadomie, co w kadej minucie jej, matce, 
czyni naley. Przypatrujc si teraz poprzez kup czerwonej bakiskiej gliny yciu swej matki, Cezary widzia, e ona 
nie bya saba, lecz wanie silna. Gnbiy j, napastoway, biy choroby wydzierajce wszelk si  bezsenno, 
anemia, wreszcie bieda i godowanie, a wszystkie wyszczerbiy si na niej. Przecie ani na jedn minut nie poddaa si 
niczemu, nie ustaa, nie cofna si, nie ucicha. Dopiero poda, sobacza ludzka przemoc i fizyczna, niezwalczona 
mier przetrcia jej elazn wol. Teraz dopiero wysuny si na wiato przewinienia wzgldem niej, 
nieposuszestwa, grubiastwa, chamskie opory, ndzne posugiwanie si tym bezcennym naczyniem ducha. Ale zy 
niemskie, ktre skrucha wyciskaa, stanowiy krynic oczyszczenia. Na nowo si odnajdywali  matka i syn. Rka w 
rk szli w lasy dalekie na stokach poudniowych podgrza albo w gaje nadbrzene Zychu, ktre wietrzyk wiosenny 
pogaskaniem osrebrza. Cezary by sam i nie sam. Patrzy na wdziczne drzewko brzoskwiniowe, co na tle kamiennego 
ogrodzenia pracowitego Tatara jasnym si rem wyrniao w tym strasznym bezdrzewnym kraju, i mwi z cicha do 
matki:  Patrz, samotne drzewko brzoskwiniowe!  Zrywa najwczeniejsze wiosenne anemony i kielichy ich bezwonne, 
otwarte w stron nieba, oddawa nie istniejcej doni. Kad kwiaty te w zimnym powietrzu, a gdy upady na ziemi, 
ni, i rce wiecznie skonne do obj przyciskaj je do umiechnitych ust, czu na sobie powrsa nie do 
przestpienia, z t sam si obejmujce. 
Dugie godziny przepdza na wpatrywaniu si w morze, wiecznie jednakie i wiecznie odmienne, ku ktremu uskoki 
nagich gr zniaj si nagym upadkiem  nad ktrym wisz zway strzpiastych sosen Poudnia. Gdy trawy otulajce 
urwiste ogrody piknej zatoki pwyspu zazieleniy si bujn i lnic barw, a wrd nich stokro, fioki i sasanki 
otwary swe oczy ywe i ukazay twarzyczki, przypomina sobie pisma poetw, ktrych mu si w rnych jzykach 
uczy kazano i ktrymi dawniej pogardza. Gdy wyleway wo sw, wieczne rodzc wzruszenie, przychodzi do 
przewiadczenia, i dwie s tylko na ziemi sprawy niemiertelne i nie podlegajce zepsuciu mierci: wiekuisty powrt 
kwiatw na wiosn i odtworzenie ich powrotu na ziemi w wierszach poetw. Wypowiada teraz matce umarej te 
ciche, woniejce jak fioki sowa, na nic nikomu nieprzydatne, swojskie i obce, ktrych dawniej nie rozumia i nie ceni. 
Posya jej do zimnej gbi grobu wiadomo tamtymi sowy, i wiosna przysza znowu  i ptaszek zotopiry, wiwilga 
boawola, ktrego tak lubili pokazywa sobie za dni szczliwych, upynionych, ktrego piewu sucha lubili w 
poranki wiosny, zjawi si skdsi znowu i wrd gazi samotnego cedru niezrozumia mow sw ogasza niebiosom, 
morzu i ziemi szczcie powrotu przedwionia. 
Cezary  poniewczasie!  by teraz ulegy matce. Wsuwa si pod jej rk, jak wtedy, gdy by maleki i bezsilny. 
Usiowa posi wszystkie jej myli, zrozumie j, poj j a do ostatka. I znaczna bya ulga w jego cierpieniu, gdy j 
tak w siebie wchania. Wszystk! Z caym zasobem jej myli, uczuwa, ze wszystkimi odnogami, odgazieniami i 
zazbieniami jej natury. Ze wszystkimi bdami! Rozumia teraz ilo i jako bdw. Przebacza im i puszcza je na 
wolno. Oto tak o sprawach tego wiata bdnie sdzia. Widzia jak na doni drog jej rozumowania. Nawet tam, 
gdzie bya w istocie przemdrzaa, nieomylna, doskonale przewidujca, dostrzega bd i odpuszcza go z serca. Nie 
mogc przekona ywej, przekonywa ducha. Wyjawia nawzajem duchowi samego siebie. Uczy go tajemnicy swego 
duchowego wntrza. Kdy daleko na grze jaowej, ktr krzywe, kolawe krzaki zacieay, wid z matk dugie 
rozmowy. Wyjania jej tajemnic, i przecie on sam  Cezary  nie by ni, matk. By czym innym, odmiennym, 
osobnym, nowym, twardym, szorstkim, ruchliwym i podatnym na burze i gwaty  czym modym, a nie starym jako 
ona. W jego sercu mskim i modym inny si pali pomie ni w jej sercu kobiecym, starym i matczynym. Wyjania 
jej z mioci i czci, i ona nie moga, gdy nie bya w stanie za win swej pci i swej mioci, defektu mioci  poj 
ogromu burzy zawartego w rewolucji. On wchania ten ogrom burzy, jak gbka wod oceanu, a ona, matka, nie bya w 
17 
stanie nic z tego wyssa dla siebie, gdy zbyt mocno, jako matka, trwoya si i miowaa. A teraz, gdy ju od niej 
odeszo nikczemne, ziemskie, sabe, kobiece drenie serca i niemoc, i trwoga o syna  gdy ju nie wada jej ciaem 
bezsenne czuwanie  gdy jest samym tylko wolnym i czystym duchem  niechaje wejrzy w jego serce, niech wstpi w 
jego serce mskie i mode. Przenikaa niegdy wszystkie potrzeby jego organizmu niemowlcego, wdzieraa si w samo 
sedno jego istoty. Tak samo teraz! 
Rewolucja  naucza ducha matki  jest to konieczno, wysza ponad wszystko. Jest to prawo moralne. Poprzez 
dziesitki setek lat ludzie nieszczliwi byli przez uprzywilejowanych deptani, ciemieni, wyzuwani ze wszelkiego 
prawa. Ilu to wskutek tego bestialskiego prawa panowania uprzywilejowanych nad wyzutymi ze wszelkiego prawa 
ponioso mier z chorb, z ndzy, z katuszy przymusowego ubstwa, w udrczeniach, w jarzmie suby! Nawet w 
widzeniu i za pomoc lotnej wyobrani nie podobna zliczy ogromu istnie zamordowanych, bogactw ducha 
zniweczonych, pikna na zawsze unicestwionego. Jest to jakowy kontynent pogrzebionych za ycia, cmentarzysko bez 
koca, gdzie kada grudka ziemi wzywa o pomst nad Kainem. Gdyby te grudki martwej ziemi mogy przemawia albo 
znalazy mono dawania zrozumiaych znakw, to kady kamie cerkwi i kociow wydawaby jk, kada cega 
paacw, kada kolumna sal ociekaaby krwi, a bruk ulic zroszony by by zami. Albowiem wszdzie pod przemoc 
straszliw, w jarzmie, pod batem i w ucisku czowiek musia pracowa nie dla siebie, lecz dla drugiego czowieka. 
Nasze pienidze, nasze cenne i wygodne sprzty, nasze drogie naczynia i smaczne w nich potrawy zaprawione s i 
przesycone do cna krzywd czowiecz. O matko! Nie chc ju pi drogiego wina, bo ono zmiszane jest z potem 
mczennikw. Nie chc stpa po puszystych dywanach, bo stopy moje chodziyby po charczcych piersiach 
suchotnikw. Nie chc nosi piknego odzienia, bo ono palioby mi jak tunika zaprawiona krwi ze miertelnej rany 
centaura Nessosa. Nalea oraz przecie wykona ten skok lwi, aeby przemoc zepchn przemoc ramienia z tronu 
potgi. Jake szczliwi jestemy, e stao si to za naszych czasw, e dokonao si w naszych oczach! Patrzylimy na 
pord brzemienia czasw. Precz nareszcie z krzywd! Precz z przemoc czowieka nad czowiekiem! Twj syn nie 
moe sta w szeregu ciemiycieli. Nie chc! Nie bd! Nie bd! Nie bd! 
Chwiay si agodnie gazie, w socu przygrzane. Wrd maych listkw szemrao jakby westchnienie. W wietrze 
z poudnia polata niejako szept, znany z dziecistwa, do ktrego ucho przywyko: 
Tak, tak, mj synku! Skoro ty mwisz, e tak, to tak... 
18 
Inn kolej potoczyo si ycie mieszkacw miasta Baku, pwyspu i caego kaukaskiego podgrza, gdy w marcu 
1918 roku jedna cz mieszkacw  to znaczy Ormianie pod wodz Szaumianca  zawezwaa cztery puki 
ormiaskogruziskie, poduszczone do cofnicia si z frontu azjatyckiego przez rozkazy z rewolucyjnego rzdu 
rosyjskiego, a nadto, gdy zdoaa przekona dowdc wojsk angielskich, aeby sw artyleri, piechot i kawaleri w 
cznej sumie dwu tysicy ludzi obsadzi centrum rozcignitej osady bakiskiej. Druga cz mieszkacw  to znaczy 
Tatarzy  na skutek takiego obrotu rzeczy przypada w przeraeniu do ziemi, majc w pamici swe przewiny, straszliw 
rze z roku 1905, ktrej ofiar pado wwczas ormiaskie pogowie. 
Obawy i przewidywania nie zawiody Tatarw. Ormianie spalili meczety wraz z tatarskimi kobietami i dziemi, 
ktre si tam schroniy, i od marca do wrzenia byli panami ycia i mierci, a raczej dyspozytorami samej mierci 
Tatarw. Tej drugiej czci mieszkacw miasta Baku i jego okolic nie pozostao do zrobienia nic innego, jak szuka 
pomocy na zewntrz. Nie moga za jej znale gdzie indziej, tylko nad Bosforem, u stp kalifa, zastpcy proroka i 
naturalnego mciciela zniewaonych i spalonych meczetw. Kalif nakoni ucha do proby i dziejw krzywdy 
jedynowiercw tatarskich i turkmeskich. Znaczna armia turecka pod wodz NuriPaszy w sile pono trzech dywizji 
ruszya do zdobycia pogrza, przekroczya Kur tnc w pie mieszkacw wiosek ormiaskich, a przez grskie potoki 
cielc pod koa armat pomosty z trupw. 
Miasto Baku znalazo si w pooeniu fatalnym. Bronione przez artyleri angielsk, ktra silnie i umiejtnie 
ufortyfikowaa si na wzgrzach, i przez puki ormiaskie, ktre teraz nic nie miay do stracenia, skoro jeszcze Gruzini 
pocignli do domu, znalazo si pod ogniem artylerii tureckiej. Na mocy ukadu zawartego przez dowdc Szaumianca 
z Anglikami miasto Baku miao wystawi co w rodzaju wojska czy pospolitego ruszenia w sile co najmniej 
szedziesiciu tysicy ludzi. Poczto tedy pdzi do okopw cokolwiek w miecie i okolicy nosio spodnie, od 
niedorosych mokosw do starcw zgrzybiaych. Mimo to nie zdoano wystawi wicej ponad trzydzieci  
czterdzieci tysicy ludzi, nie przygotowanych i nieprzydatnych do wojny. Nadto nie zdoano wykarmi tej ormiaskiej 
armii, zoonej z najrozmaitszych ywiow krztajcych si okoo nafty bakiskiej. Waliy si od tureckich pociskw 
nie tylko domy Ormian, bogaczw, przemysowcw, kapitalistw, lecz i kruche domostwa tatarskie. Ulice byy 
zarzucone rumowiskiem. Nikt z mieszkacw nie przebywa nad poziomem, lecz chroni gow w piwnicy. Czarne 
miasto naftowe stao si podwjnie czarnym: od dymu i kurzawy wojennej. 
ycie Cezarego Baryki upywao podczas bombardowania Baku w warunkach opakanych. Po upadku 
pierwiastkowej rewolucji wypdzony zosta z izby, ktr mu na mieszkanie przeznaczono. Dom, w ktrym niegdy 
mieszkali rodzice, run wanie pod pociskami tureckimi. Jednak w piwnicy, ktra niegdy zawieraa skarb 
rodzicielski, Cezary znalaz kryjwk dla siebie i kilku wsptowarzyszw. Przeywa czasy godu. Chadza pnagi, 
brudny, obronity kakami, nie wiedzc dnia ani godziny, kiedy go niewiadomy pocisk porazi. Od witu do nocy 
tudzie w nocy czyha na sposobno zdobycia jakiego takiego poywienia, sposobem niewiele majcym wsplnego z 
prawem normalnego kupna albo uspoecznion wymian jakichkolwiek walorw. 
Patrzy na rzeczy fenomenalne, gdy Tatarzy i Ormianie nie prnowali w tym czasie, zagryzajc si wzajem na 
mier i mordujc, gdzie si tylko zdarzyo. Okazao si naocznie, e nie tylko rewolucjonici, lecz i wszyscy inni maj 
w sobie yk do rzezi. Cezary nie wiedzia, kim waciwie jest i gdzie jest jego miejsce w tych zatargach. Nie mg sta 
po stronie Ormian ani Tatarw, ani Turkw, ani Anglikw, ani Rosjan, ktrzy tu niegdy wadali, a pniej obalili sw 
wadz przynoszc hasa rewolucji. Rewolucja jednak upada i nie byo o niej mowy w ogniu dwu frontw 
rozjuszonych. Jedyn rzeczywistoci realn i niezmienn zosta znowu, jak przed nieprzeliczonymi wiekami, gaz, 
paajcy wglowodr, ktrego pochwycenie odpokutowa ongi Prometeusz przybiciem rk do ska Kaukazu. Nie z tak 
ju pogard, jak niegdy, Cezary Baryka myla teraz o wityni ognia midzy kopalniami nafty Barachan i Surachan, 
gdzie niegdy wyznawcy Zoroastra czcili t wieczyst moc niszczyciela. Nic innego przecie, tylko tajemne 
nagromadzenie skalnego oleju we wntrzu ziemi zegnao w to miejsce tyle nacji wszelakich i rozmaitych, a tak je 
midzy sob skcio. Komu byo odda pierwszestwo a choby suszno w wycigu do najobfitszego, samorodnego 
rda? Zaiste  nie byo komu. 
Tote Baryka czu si szczeglnie samotnym, samotnym a do mierci. mier staa si dla obojtn i niemal 
podan. Ohydny wiatr Nord 
leccy z gr Kaukazu, pociski armatnie bijce z poudnia, dym poncych rde 
naftowych, zaduch trupi wszdzie, gd, pragnienie, wszy, brud i ndza legowiska, ktrym by niegdy psa 
podwrzowego nie poczstowa, nie byy tak dokuczliwe jak owa pustka wewntrzna i niemono uczepienia si za 
cokolwiek. ycie z dnia na dzie, ycie na poy zodziejskie, ktrego jedynym celem byo zdobywanie za wszelk cen 
najndzniejszego pod socem poywienia, przyjado si i obmierzo. Tote Baryka wasa si niejednokrotnie w 
miejscach najbardziej niebezpiecznych, pustych, pogardzajc groz mierci. Nuda leaa wszdzie w tym 
bezdrzewnym, bezkwietnym, gazami napenionym mrowisku, ktre teraz druzgotay wielkie pociski armatnie. Gdy si 
zaczyna dzie witany przez ludzi oskotem strzaw, ktre wnet zamieniay si w dialog armatni, wiadomo byo, e w 
cigu tego dnia nic si nie zdarzy oprcz prniactwa, rozcignitego na dugi szereg godzin. Gdy zapadaa noc, gd 
nieustanny podjudza do zbrodni. Wzory zbrodni byy wokoo, cigle i na kadym kroku. Wzory poczwarne i tak 
wymylne, i nic ju widza nie mogo zadziwi. Mordowanie kobiet i dzieci w biay dzie i pord spokojnych 
19 
obserwatorw, rozstrzeliwanie bestialskie, zncanie si nad niedobitymi, tortury przebiegle skomponowane, aeby si 
nasyci i ubawi do syta widokiem cierpienia  wszystko to byo ju Cezaremu znane. Nieraz w zdrtwieniu swym i 
pzwierzcym zobojtnieniu, kiedy do niczego nie by ju zdolny okrom niskiego szyderstwa, wymiewania si z 
bezsiy i komizmu ofiar, do szczegowej obserwacji, do pilnego ledzenia fenomenw katuszy  chwytao z naga 
poczucie sieroctwa ducha. Zawija si w swj achman i prdkimi kroki strwoonego wypdka pomyka na grb matki. 
Przykuca tam, drzemic duchem, kulc si w sobie i nasuchujc strzaw. 
A przecie prawdziwie grone zjawiska miay dopiero nadej. Dostrzeono wasajcego si mokosa, pocignito 
go do wojska i pchnito do okopw. Co tam wdziano na jego przynagi grzbiet, dano mu w rk karabinisko sprzed lat 
wielu, pamitajce zapewne Jeca Kaukazu Puszkina, i kazano strzela w przestrze. Strzela uporczywie. Trwao to a 
do wrzenia 1918 roku. Wwczas huk armat wzmg si i rozpta do swego zenitu. W rnojzycznym i niezbyt 
wojowniczo usposobionym tumie obrocw pozycji wszcz si harmider, modny podwczas na terenach rosyjskich.  
Radzono.  Rozbrzmiao mie haso: do domu! Armia ormiaska wycofaa si z okopw, pomkna ku okrtom 
stojcym w porcie i co najmniej w poowie swej liczebnoci odpyna za morze, na drugi brzeg Morza Kaspijskiego, 
do kraju Sartw. 
Poniewa Cezary nie mia domu, do ktrego z frontu mgby wycofa swe mstwo, za morze si nie kwapi, ycia 
zbytnio nie ceni, wic po prostu wrci do domowej i poniekd rodzinnej piwnicy. Muzealny karabin zostawi w rowie, 
bagnet w sposb modny wbiwszy w ziemi, a jaki znaczek przyczepiony swego czasu do jego prawego ramienia 
odpru starannie. Wojska tureckie bez wszelkiego trudu zdobyy pozycje na wzgrzach bakiskich i wkroczyy do 
miasta. Lwy albaskie i piechota dardanelska, ktra na polach dawnej Troi daa si Anglikom dobrze we znaki, nie 
miaa po prawdzie wielkiego pola do popisu. Anglicy, bronicy rdmiecia z mstwem staym a beznadziejnym, zostali 
osaczeni przewaajc si. Omiuset zdoao odpyn, omiuset zostao. Nie pomogo zoenie broni i wyciganie 
bezbronnych rk: te osiem setek onierzy zostay wykute do nogi. Po czym nastao zaprawd pieko na tym dymicym 
padole. W cigu czterech dni Tatarzy wzili odwet mordujc siedemdziesit kilka tysicy Ormian, Rosjan i wszelkich 
innych, jacy si na placu znaleli, a byli podejrzani o sprzyjanie Ormianom. 
Cezary Baryka ocala dziki legitymacji, ktr by przypadkiem otrzyma od konsula jakiego Pastwa Polskiego, 
a do ktrej nie przywizywa sam adnej wagi. Pokaza t legitymacj na chybi trafi, gdy onierze tureccy na czele 
tatarskiego tumu wtargnli do piwnicy. I  o dziwo!  kartka goszca, e jest obywatelem jakiego Lechistanu, 
Polski in spe, mitu, miesznej idei, miesznej dla samego Baryki  ocalia mu ycie. Poklepano go po ramieniu, lecz nie 
puszczono samopas. Musia i z askerami tureckimi. Chtnie poszed. 
Niewesoy widok przedstawiay znane ulice. Bez adnej przesady i bez przenoni mwic, krew pyna nie rowami, 
lecz laa si po powierzchniach jako rzeka wieloramienna. ciekaa do morza i zafarbowaa czyste fale. Trupy 
wyrnitych Ormian wrzucano w morze, podwoc je na brzeg samochodami ciarowymi i wozami. Ryby z dalekich 
okrgw kaspijskich nadpyny awic szerok, zwiedziawszy si o nieprzebranej wyerce. Lecz nie mogy 
wszystkiego pochon i strawi. A moe nie chciao przyj i przechowywa ofiary ludzkiej. Odrzucao j suszy 
skrwawionej prac nieustann swej czystej fali. Zasza tedy potrzeba zakopywania trupw tej suszy dla uniknicia 
zarazy, wobec szybkoci rozkadu przy poudniowym gorcu. Cezary Baryka zosta zapdzony wraz z innymi 
przybdami, ktrzy si od mierci wykpi zdoali, do zakopywania licznych zwok w ziemi. 
20 
Ogromna arba, wz dwukoowy do przewoenia ciarw, pozbawiony na teraz pciennego nakrycia, cigniony 
przez dwa woy, wolno  wolno, w lad za setk co najmniej innych posuwa si w gr, daleko poza przedmiecia 
bakiskie. Droga sza w zakosy, stromo rowami obcita, ktrych boki i dno przywalone byy zwaami kurzawy. Wiatr 
pnocny, leccy od strony gr, ostro zacina miecc ostry py w oczy wow i ywych ludzi. Arby byy napenione po 
same grne gzemsy skrzy zwokami pobitych. Z kadej z tych skrzy, wolno posuwajcych si ku nadmorskim 
pagrkom, cieka ruda posoka powlekajc wyschnit drog barwistym porodku szlakiem. Obok zaprzgw posuwa 
si zwolna tam i sam onierz turecki z broni na ramieniu, przestrzegajc porzdku w tym niezmierzonym pogrzebie 
kilkudziesiciu tysicy ludzi. 
Cezary Baryka szed obok swego wozu i rzemiennym batem pogania ociae woy. Od wielu ju dni spenia pod 
przymusem obowizek karawaniarza i grabarza. Przywyk do tego zajcia, przyzwyczai si nawet do wstrtnej woni 
rozoonych trupw. Nastawia nozdrza pod wiatr leccy z wolnych grskich pusty i obojtnie spenia swe obowizki, 
mylc o rzeczach i sprawach weselszych od widoku, ktry wci mia przed oczyma. Weselsz bya przede wszystkim 
myl o jadle, ktrego skpo, lecz w porcjach niezawodnych i staych oraz w wiadomych terminach udzielali zwycizcy. 
Ostatnimi czasy, wrd godwek oblenia i na wojnie, Cezary Baryka bardzo wyszczupla i straci na sile. Zdarzay 
mu si minuty zamrocze i podpierania si nosem, tote teraz jad przyznan mu i przeznaczon dla mamayg z 
nieopisan rozkosz. W miar za staego spoywania owej papy i same myli obrotniej nieco przesuway si poprzez 
gow, a oczy wikszy ni przedtem zakres rzeczy widziay. Trupy, ktre jego arba zbieraa w ulicach i na placach 
miasta, a ktre amatorowie ycia podpdzeni do tej pracy wrzucali do wysokiego wntrza wozu elaznymi widami, jak 
siano zmulone lub nawz przepalony  leay niejako poza lini jego wzroku. Kt by tam z ywych mg, a zwaszcza 
chcia patrze na obmierze, podarte, krwawe kaduby, na porozbijane gowy? 
A jednak tego dnia, o ktrym mowa, mody poganiacz wow patrza na jeden egzemplarz. Z gbi wozu, jakby z 
ucisku nieposkromionego cia mskich, wysuwa si cadaver 
modej kobiety. Rzucony na wznak zwisa z wysokoci 
wozu na lewe koo. Zdawao si, e po dziewczcemu, jak za ycia, z bliskoci obcych cia i z obj cielesnych si 
wydziera. Czarne wosy dosigay ziemi i wloky si po skrwawionej kurzawie drogi. Prawa rka opada na lewe koo i, 
bezwadna w swym steniu, dostaa si midzy sprychy. Oczom modego wonicy narzucao si raz wraz, dugo, z 
natrctwem, a go dosigo wreszcie i porazio wewntrznie nadzwyczajne pikno twarzy umarej. Jej ciao, policzki, 
podbrdek, usta i uszy byy cudem harmonii. Oczy czarne, zawleczone jeszcze ciemniejsz ni one noc nieprzejrzan, 
byy otwarte i lepymi, wywrconymi na wznak renicami patrzyy nieustpliwie w poganiacza wow. Malekie usta 
byy otwarte, a lecy w nich jzyk znieruchomiay sta si zastygym obrazem przeraliwego krzyku, ktry z nich 
wci jeszcze lecia, cho go ju sycha nie byo. May, wyrzebiony, z ormiaska nagity nosek wypry si teraz jak 
struna wycignita ponad wszelk miar. Naga szyja i mae, dziewicze, obnaone piersi trzymay w sobie zaklty ten 
sam krzyk, ktry przenika stokro ostrzej ni oskot gromu padajcy wraz z byskawic. Cezary zapatrzy si w t 
posta odchodzc w wiaty umarych i usysza wewntrz siebie krzyk, ktry ona wydawaa. Biaa rka o niadym 
odcieniu, harmonijnie i doskonale stworzony arcytwr piknoci, ktry, zdawao si, dla doskonaych form swych w 
ramieniu, dla zaokrgle i zagbie w okolicy okcia i zwe swego ksztatu ku doni, nie moe nigdy zgin i winien 
trwa na wieki  prosia si o pomst. Zsiniae palce, popychane przez sprychy koa, suny paznokciami, agodnie i 
opornie si zginajc. Zdawao si, e umara przebiera palcami na tych sprychach, na strunach niepojtych jakiego 
instrumentu. Cezary posysza w sobie wewntrzn muzyk wydobyt z obrotw koa mierci przez t rk bezwadn. 
Poj t muzyk za pomoc wadzy wyjtkowej, szczeglnej, ktr tylko wczesna modzieczo w piersi ludzkiej 
hoduje. 
Co widziay oczy twoje, mczennico, gdy usta twe krzyk mierci wyda byy przymuszone?  pyta umarej. 
Dokd mi odprowadzasz, wonico?  pytay nawzajem igrajce palce dziewicze.  Czy mnie nie aujesz, 
bezduszny odaku? Czy mnie nie pomcisz, bezwstydny sugo? Ndzny tchrzu! Mczyzno, ktry si boisz 
silniejszego od siebie mczyzny! Serce twoje dry jak serce psa, ktry si przelk na widok gniewu pana! Przypatrz 
si, najemniku, nieszczciu memu i speniaj dalej pilnie rzemioso swoje! 
Cezary Baryka zatopi oczy w oczach umarej i usysza jej woanie. Patrzc si na przeliczne jej ciao, na jej brwi 
rozstrzelone uroczo, na grone jej usta, sucha wyznania, wyraniejszego, niby by mogo, gdyby si ozwaa ludzkimi 
sowy: 
Rosam na onie ukochania, u matki mej, jak kwiat ry na swej odydze. Wszystko we mnie byo piknoci i 
zapachem. Wszystko, z czym si zetknam, byo szczciem. Ze szczcia i z piknoci byy utkane dni moje. 
Wewntrz mnie wszystko byo zdrowiem i si. Zdrowa byam, pena zapachu i szczcia dla wszystkich wokoo, jak 
kwiat wiosenny ry. Wszystko me zdrowie czekao na szczcie wewntrzne, ktregom jeszcze nie zaznaa. Za cocie 
mi zamordowali, podli mczyni? 
Nie wiem  jkn wonica.  Uczono mi imion tyranw przeszoci, ktrzy jakoby zbabili natur ludzk 
czynami swymi  po ktrych przejciu trawa nie rosa. Byo kiedy pokolenie podlejsze ni moje i twoje, mczennico? 
Wytracono kiedykolwiek siedemdziesit tysicy ludu w cigu dni czterech? Widziano kiedy na ziemi takie jako te 
stosy pobitych? 
Nie zapomnij krzywdy mojej, wonico mody! Przypatrz si dobrze zbrodni ludzkiej! Strze si! Pamitaj! 
21 
Szace obronne niegdy wojska angielskiego i pukw ormiaskich a pniej wojsk tureckich mieciy si na 
wyniosociach podgrza, wysunite dalej ni cmentarzysko Ormian wymordowanych. Chodzio o to, aeby wiatr  
Nord 
 nie nis do stanowisk wojennych fetoru tak wielkiej iloci trupw. Gdy wszystkie zwoki zostay wywiezione z 
obrbu miasta i zoone pokotem w gboko kopanej, dugiej wyrwie, pracowicie je zasypywano ziemi, tworzc nasyp 
wyduony, cigncy si w pokrg, zalenie od ksztatu wzgrza. Praca spychania ziemi na zwoki wymagaa wielu 
rk ludzkich. Skoro za winna bya by wykonana jak najszybciej, prowadzono j surowo, na sposb bardzo wschodni. 
Sami onierze miecili si w schronach utworzonych poza waem ziemnym na sposb casemate, cho wykonanych 
pospiesznie i niedbale. Drugi nasyp, wewntrzny, czyli cmentarzysko, by niszy od fortalicji zewntrznej. Pracownicy, 
we dnie i w nocy zajci dwiganiem ziemi i sypaniem jej w fos trupi, mieszkali tymczasowo w czci umocnie 
wojennych, wybudowanych jeszcze przez Ormian z desek i zrzynw, przytaszczonych tutaj z czarnego miasta. 
Wrd innych pracownikw mia tam legowisko i Cezary Baryka. Sypia na pryczy obok innych lecych pokotem. 
Tak tedy: jedni z tego stada ludzkiego spali pokotem w ziemi  drugi szereg, ywy, spa nieco wyej nad tamtymi, 
ponad poziomem  a trzeci szereg jeszcze wyej, picy rwnie nad tamtymi i rwnie pokotem, pilnowa dobrze, czy 
tamte dwa szeregi dobrze si sprawuj. Wikt w robotniczych koszarach dawano coraz gorszy, w miar jak praca nad 
zasypywaniem nieboszczykw postpowaa i miaa si ku kocowi. Im pokrywani grub warstw ziemi stawali si 
mniej niebezpiecznymi dla zwycizcw, tym mniej jada dostawali ywi pracownicy. Cezary wrd cikiej pracy 
fizycznej, do ktrej nie by przyzwyczajony, na nowo wychud, wyblad i osab. Pracowa bardziej nerwami ni 
miniami. Trudno mu byo zasn po cikim i dugim dniu roboczym. Parna i duszna noc miaa si czstokro ku 
kocowi, gdy on dopiero zasypia. A ledwie wit ubieli dalekie smugi morza, ju ci wrzeszczano na wstawanie i 
kopano rozespanych. W takich warunkach gagatek wypieszczony przez mamusi nie mg sobie nic dobrego wry. 
Prawie nagi, bez koszuli, obgryziony dobrze przez robactwo, obronity i brudny, bosy i bez nakrycia gowy  
zapomnia zwolna o dawniejszym yciu. Wrasta ciaem i dusz w czerwon glin bakisk, ktr kopa od witu do 
nocy. Smutek wewntrzny zamienia si zwolna na jaowy cynizm i pod gnuno. Nie zawsze przecie zagrzebywa w 
ziemi pikne Ormianki. Przewanie oddawa matce ziemi na dugie przechowanie opasych i spronych 
dorobkiewiczw, kupcw i buchalterw, wic mu na dobre obmierzli widokiem swym i zapachem. 
Nieraz w nocy wysuwa si z szopy, mierdzcej ywymi kandydatami na trupw nie gorzej od umerlakw  i 
bezmylnie zapatrzywszy si w dal, przepdza czas. Szuka swej duszy. Zbiera jej rozszarpane szcztki. Dopiero 
fizyczne przeraenie na myl, jak to on jutrzejszy dzie przetrzyma bez sennego dzi wypoczynku, pdzia go z 
powrotem na prycz, midzy chrapicych i cuchncych wspkopaczw. Na og nie wiedziano o nim, co jest za jeden. 
Poniewa pracownicy skadali si z Rosjan, Gruzinw, Niemcw i ydw, a on by nieco odmienny od wszystkich 
tamtych, wyosobniono go z grup mwicych pomidzy sob przewanie po rosyjsku  pomijano, a nawet umieszczono 
jakby na zej licie. Nazwisko Baryka i wzgardliwie okrelana narodowo P o l a  z y  z k a zrosy si w 
przezwisko: B a  y   z y  z k a, ktrego brzmienie nie znamionowao afektw przyjaznych. Samej tej nazwy do 
byo, eby Cezary odstrychn si od kolegw po fachu. 
Oprcz pracownikw, zajtych potn robot od witu do nocy na grze trupiej, plta si tam i wasa trzeci 
jeszcze gatunek istot ywych: ebraki, godomory, chorowite kaleki, baby i starcy  sowem, ndza miejska i portowa, 
cignca za wyerk przy wojsku. onierze tureccy rzucali tej tuszczy nie dogryzione koci, nadmiar chleba, jarzyn, 
owocw. W miecie Baku byo to podwczas jedyne miejsce, gdzie mona byo jaki taki ksek do zgryzienia i 
strawienia pochwyci zgrabiaymi albo drcymi palcami. Zarobki wszelkie ustay, prac nikt si nie habi, sklepy byy 
pozamykane, ycie samo przygaso i gd potworny krlowa w pustych i niemych ulicach. Ta to gawied zgodniaych 
i spragnionych stkajc jczc zalegaa drogi i rowy, czatowaa na ochapy tureckie i oblizywaa si, skoro dym unosi 
si zacz z kominw kuchni onierskich. azgi i niedogi usioway wyebra albo i podkra cokolwiek nawet od 
pracownikw trupiarni, tak skpo ywionych. Pchao si to pod opaty, przysiadao jak najbliej, czaio si i pltao 
wszdzie, gdzie go nie posiano. Nie brakowao wrd tej zbieraniny notorycznych wariatw, pwariatw, j u  o d i w y 
 h, histerykw i pomylonych dopiero co, ktrzy jeszcze nie otrzewieli ze strasznych mk ciaa i ducha podczas 
oblenia, bombardowania i rzezi. Kt by za wyledzi zdoa otrw, h a p e   u  y k  w i hyclw, ktrzy i tu 
myszkowali, eby co zwdzi, pomimo niewtpliwej kuli w eb, karccej chtki zodziejskie. 
Cezary Baryka w cigu szeregu dni dostrzega w tumie ndzarzy i ndznikw pewnego czeczyn, ktry stale 
trzyma si w jego pobliu. By to chop rosyjski, brodaty i kudaty, w nieopisanie brudnej  u b a  z e, w a 
 m i a k u podartym do ostatniej nitki, czapie z daszkiem, z apciami na nogach u koczyn zgrzebnych portasw. 
Czowiek ten zjawia si od najwczeniejszego poranku i drzema na kupie kamieni wyrzuconych przy kopaniu wielkiej 
mogiy. Zawsze mia gow opuszczon, ukryt w doniach, oczy przymknite i schowane w cieniu daszka czapy 
nasunitej nisko na czoo, plecy zgarbione. Nikt z ruchliwej i krztajcej si ciby godomorw nie zwraca na niego 
uwagi. Sam tylko Cezary mia si w stosunku do tej figury na bacznoci. Zrazu myla o jakim prawdopodobnym 
zamachu czy podstpie. Pniej zmieni zdanie, gdy obserwacja wykazaa, e tajemniczy ssiad naley do gatunku j u  
o d i w y  h, lekkich wariatw. Fiksat ten nie zabiega, jak wszyscy inni, o jado i napitek, a siedzc na swych 
22 
kamieniach wci co popiewywa samemu sobie. Jak wszyscy ludzie nienormalni budz ciekawo w ludziach 
zdrowych na umyle, tak samo ten zaciekawi Cezarego. 
C to za jeden? Czemu sterczy wanie tutaj, a nie gdzie indziej? C to tam piewa pod nosem sobie  nie komu? 
Mody kopacz ziemi w chwilach wytchnienia pocz nadsuchiwa. Wyowi uchem jaki dwik monotonny, 
jednostajny, wci ten sam, drcy, rzewny, ekstatyczny. Wsucha si w ten dwik o jednej porze dnia, o drugiej i o 
trzeciej. piew zawsze by ten sam. Skada si waciwie z jednego dwiku, a z dwu sylab, rozcignitych i 
powtarzajcych si niezmiennie. Byo w tym co dziwnego, nienaturalnego, dranicego. Gdy gwar kopaczw i dwik 
ich pracy zbiorowej nacicha, Cezary sysza w piew obkanego, w ktrym dwiczao co jakby imi jego wasne 
spieszczone: 
 Czaru  Czaru  Czaru... 
Nie mogc zda sobie sprawy z tak dziwacznego podobiestwa piewu nieznajomej osoby do brzmienia swego 
niegdy zawoania, Cezary zbliy si wreszcie do palisady, ktrej supy powywracane przez pociski tureckie jeszcze si 
tu i wdzie chyliy ku ziemi. Opar si piersiami o jeden z tych kow i patrza uwanie na dziada. Tamten przesta 
piewa i podnis zwieszon gow. Wtedy, jak to mwi, wszystka krew zbiega do serca Cezarego. Zobaczy 
wyblake niebieskie oczy wpatrzone w swe oczy, oczy  radosne niebiosa. Zdumienie, wtpliwo, niepewno, trwoga, 
rado, szczcie, obd z rozkoszy  wszystko zamkno si w jednym szepcie: 
 Ojciec. 
Biedak siedzcy na kupie kamieni zaprzeczy ruchem gowy, jakby si nie zgadza na sformuowanie i stwierdzenie 
szczcia tej prawdy. Znowu opuci gow na piersi i ukry w cieniu daszka swe niebieskie oczy. Cezary sta na 
miejscu, kurczowo trzymajc si supa. ciska to drzewo, aeby si umocni w przewiadczeniu, e nie pi, e na jawie 
widzi tamtego czowieka. Nogi mu dray. Chcia skoczy. Zdusi krzyk w piersiach. Zawaha si. Przelk. Czy to 
tylko podobiestwo oczu? Lecz nie! Nie! Skdeby ten czowiek mg piewa od tak dawna jego imi? piewa je 
przecie znowu: 
 Czaru  Czaru  Czaru... 
Umiech niebiaski, umiech, zaprawd, wniebowzicia lea na jego ustach, nie okrytych cieniem i owietlonych 
przez soce. Byy to usta ojca. Bya to posta ojca w achmanach tego przybdy. Jeszcze Cezary sta na swym miejscu 
jak wkopany w ziemi, gdy tamten podwign si ze swych kamieni i ociale, nucc swoje, powlk w kierunku 
miejsca najmniej efektownego, do kloaki z tarcic stojcej midzy rowem umarych i koszarami onierzy. 
Byo to wsplne miejsce ustpowe, zarwno dla onierzy, jak dla pracownikw zasypujcych trupy. Kloaka owa 
przed doami penymi nie zasypanego kau miaa parkan, ktry nieciekawe sprawy oddziela od oczu ludzkich. 
Brodiaga, w ktrym Cezary rozpozna ojca, znik za owym parkanem. Nim jednak znik, obejrza si na Cezarego i 
niepostrzeonym ruchem gowy przywoa go w to wanie miejsce. Cezary wrci na swe stanowisko robocze, przez 
chwil jeszcze zawzicie pracowa, a potem rzuci opat i szybko ruszy w kierunku kloaki. Gdy tylko skrci za 
parkan, chwyciy go rce ojcowskie. 
Teraz ju nie byo wtpliwoci! To byy rce, oczy, usta, piersi ojcowskie! Gowa modzieca z westchnieniem 
niewysowionego szczcia, z jkiem upojenia spocza na piersiach ojca. Rce tamtego objy chopca w ramiona. W 
cuchncej woni kloacznej, ktra dech zapieraa, wrd innej woni  fetoru zgniych trupw, ktr tu wiatr wirujcy 
przynosi  przeyli wit chwil znalezienia si, przytulenia, pierwszy moment spotkania obudwu na tej ziemi. 
Bezsowny gos szczcia wydziera si z ich piersi. Drao w nich jedno jedyne serce i jedna krew pyna w ich 
yach. Kiedy day si sysze kroki nadchodzcego czowieka, ojciec i syn odskoczyli w przeciwlege koce ustpu i 
pod pozorem korzystania z odlegych od siebie dow czynili na przechodniu wraenie ludzi, ktrzy o sobie nic zgoa 
nie wiedz. Skoro za w trzeci odszed do roboty, wrcili na swe miejsce. 
 Dlaczego nie moemy by razem jawnie?  spyta Cezary. 
 Boj si! Tatarzy znali mi tutaj. Wszyscy mi znali. Mgby mi ktry przez jak zemst wyda. Zabiliby mi. A 
teraz nie chc umiera! 
 Za co by ci mieli zabija? 
 Czy to wiadomo, za co teraz ludzie ludzi zabijaj! 
 Mama nie yje!  wyzna Cezary. 
 Wiem. 
 Bye na jej grobie? 
 Byem. 
 Skd wiesz, gdzie ley? 
 Od Gruzina, od ksidza. 
 Jake trafi do mnie? 
 Trafiem...  rzek z cichym umiechem Seweryn Baryka. 
Oczy jego zaszy cikimi zami, ktre pewnie w tej chwili od szeregu lat po raz pierwszy przerway tamy mczarni 
jego duszy. Zaszlocha, gucho zaka na piersiach syna. Mody utuli go w ramionach. Podpar go i ugaska drcymi 
rkoma. 
 Gdzie si spotkamy?  spyta szybko Cezary. 
23 
 W nocy tu przyjd. Bd czeka na tej pryzmie kamieni, gdzie zawsze. 
 Warty w nocy chodz dookoa koszar. 
 Znam ja miejsce, gdzie warty nie chodz. Nie jedn tu ju noc przeczekaem mylc, e przypadkiem wyjdziesz. 
 Po pnocy wyjd. 
 Pjdziemy do mamy. Tdy polem pjdziemy. 
 A skd ty przychodzisz? 
Seweryn Baryka zakreli rk pkole ogarniajce pnocny horyzont. 
 Ale skd?  pyta syn. 
 Ze wiata. 
 Ale skd? 
 Z Rosji. 
 Powiedzieli mi, e zgin. 
Po chwili Cezary zawy z radoci, zawy jak pies: 
 Nie zgine! Nie zgine! O, c za szczcie! 
 I ty nie zgine! 
 A gdzie ty by tak dugo? Gdzie by, tata? 
 W legionach  daleko, daleko  w Polsce. 
 Mama czekaa...  wyszepta syn. 
Seweryn nie mogc mwi wykona znowu swj gest szeroki, p horyzontu obejmujcy. Co wyjka 
niezrozumiaego, co ledwie mona byo poj: 
 Teraz ju... Teraz ju  w nogi! W nogi! Chcesz? 
 Och, chc! Ale razem z tob! 
 To, to! Razem ze mn! 
 No! 
Objli si jeszcze raz, jeszcze raz ramionami elaznymi. Kto znowu szed, wic Cezary ociale powrci do swej 
opaty. 
24 
Panowanie tureckie w miecie Baku, po ukrceniu barbarzyskiej rzezi i rabunkw, nacechowane w ogle rozumem 
i dobr wol, nie trwao dugo. Traktat wersalski zmusi Turkw do ustpienia z Baku i okolicy, umoliwiajc 
wybrzeom kaspijskim osignicie pewnej formy niezalenoci pod nazw Azerbejdanu. Lecz ta forma, a raczej 
foremka, nie trwaa rwnie zbyt dugo. Zniweczyo j najcie wojsk bolszewickich, nioscych wraz z hasami 
rewolucji nowe rzezie, kary, egzekucje, gwaty, nie mniej okrutne i olbrzymie jak wszystkie poprzednie. 
W tym czasie, pn jesieni, zanim rozpoczy si ruchy wojsk sowieckich na poudnie, Seweryn i Cezary 
Barykowie gotowali si do opuszczenia Baku. 
Po odejciu Turkw mieszkali razem, a raczej biedowali wsplnie, przygotowujc si do odjazdu. egnali si z on 
jednego a matk drugiego, pic w ziemi. Gromadzili fundusze, zarabiajc czym si tylko dao i jak tylko byo mona. 
Ale Cezary nie umia jeszcze zarabia, a Seweryn nie mg z powodu braku siy. By zbiedzony na wojnie, zrujnowany 
fizycznie, Mia na ciele duo ran, a nadto czaszk nadwyron w szczycie gowy. Ostatnia rana dokuczaa mu nade 
wszystko i przeszkadzaa w pracy zarwno fizycznej, jak umysowej. 
Z trudem oporzdzili si jako tako. Nosili ju jednak buty, spodnie, kurtki i czapki, ale brakowao im jeszcze 
wszystkiego, co dla czowieka, ktry by wyszed ze stanu barbarzystwa, niezbdne jest jak koszula i buty. Nie mieli 
na kupno niezbdnych lekarstw dla starszego, gdy gromadzili grosz nieodzowny na bilety. Seweryn dy do walizki i 
opowiada o niej synowi istne cuda. Sawna walizka, z ktr by wyruszy na wojn: przepyszna skra przedwojenna, 
wspaniae okucia, monogram, pasy spinajce, imada z krconego rzemienia, przegrdki i skrytki wewntrzne! 
Towarzyszka tylu wypraw wojennych zostaa w Moskwie, u pewnego rodaka, przyjaciela, emisariusza politycznego z 
Polski, Bogusawa Jastruna. Czeka tam na przybycie obydwu. Skarby s wewntrz tej walizki: wyprana i wyprasowana 
bielizna, cienka, grubsza i weniana, chustki do nosa, skarpetki. Konierze, mankiety, krawaty! Jest tam flanela, wata  
przyjaciel wojenny, termos, jest aspiryna, antypiryna, jodyna, terpentyna. Jest pewien doskonay, niezawodny rodek na 
cikie mki serca. Gdzie to nie wdrowaa ta paska rczna walizeczka! W jakiche to opresjach wspomagaa po setki 
razy! Na samym jej spodzie ley w tomik pamitnika o dziadku KalikcieGrzegorzu i jego wiekopomnej awanturze  
tej, co to  pilnowa jak oka w gowie... 
Seweryn Baryka niewiele synowi mwi o swych przygodach na wojnach, gdy te rzeczy byy mao zrozumiae i 
niezbyt sympatyczne dla modego. Wicej zaciekawiay Czarusia powrotne przejcia ojca, gdy si z legionw polskich 
przekrada, przemyca i przelizgiwa poprzez ca Rosj, aeby dotrze do rodziny zostawionej w dalekim Baku. 
Czeg to bowiem nie przedsiwzi, gdzie nie by, jakich nie zay podstpw, udawa, przeszpiegw, sztuk i 
kawaw  jakie znis udrczenia, prywacje, 
przeladowania, niedole i mki, zanim w przebraniu za chopa dotar do miejsca! Dokadna znajomo Rosji, jej mowy, 
gwar, obyczajw, naogw uatwiaa mu drog i mono przedzierzgania si w rne postaci. 
Lecz rewolucja spitrzya na tej drodze trudnoci tak nieprzebyte, i tylko sama jedna bezgraniczna mio pokona 
je potrafia. Ona to pchaa go i wioda w bezmiern rosyjsk dal, gdy czowiek fizyczny w wagonach  i e p  u  
z k a  h traci duch ostatni, ona mu dodawaa siy, gdy trzeba byo czeka i czeka, na ludzi, na wagony, na 
pozwolenia, przepustki, paszporty, bilety, przerne wiadectwa, kartki, znaczki. Ona uczya cierpliwoci wobec 
przemocy, kaprysw, zej woli, nikczemnej rozkoszy szkodzenia dla szkodzenia, wobec samowadzy komisarzy, panw, 
wadcw, despotw, imperatorw w postaci zwyczajnych niby funkcjonariuszw. Ona to dodawaa mu ducha 
wytrwania, gdy siedzia w wizieniu, jecha w kupieckich obozach albo szed piechot w tumie wdrujcych na 
poudnie. Ona go uczya znakomicie kama, wymyla niebywae ambaje przygd niebyych, gra role, baznowa, 
mieszy, schlebia, podlizywa si, suy, a wci trwa i trwa w przedsiwziciu. 
Dyli tedy, obydwaj teraz, na razie w marzeniu, do walizki w Moskwie. Ale nie mogli ukry przed sob nawzajem 
wtpliwoci i obaw, czy ona aby dotrwa. Wielkie bowiem potgi  reakcja i rewolucja, wszechwadny carat i 
wszechpotny proletariat  na mier walczc ze sob, sprzysigy si na t ma skrzan skrzynk. Czyhay na ni 
prawa osignite wprost z aski boej i prawa materialistycznego pojmowania dziejw czowieczestwa, prawa 
indywidualnej grabiey i prawa komunistycznego podziau dbr tego wiata  jako na wasno zasugujc w kadym 
wypadku na doran konfiskat. Zawiera si w niej przecie pewien uamek cywilizacji wiata skazanego na zagad, a 
jednak budzcego skryte podania. Nie ulegao wtpliwoci, e wiat stary moe z aski boej zupi, a wiat nowy 
przypuci szturm do tej ostatniej twierdzy reakcji. Cezary by na rozdrou. Z odraz myla o poparciu, jakiego nawet w 
imaginacji udziela staremu porzdkowi rzeczy, zatajajc miejsce ukrycia i sam fakt posiadania zakonspirowanej 
walizki, a jednak nie mg si oprze marzeniu o skarpetkach, chustkach do nosa, ba!  o krawacie. Co waniejsza, nie 
mg przecie odmwi ojcu prawa tsknoty za aspiryn i antypiryn, ktre mu tak czsto byy potrzebne. 
Ile to razy stary pan wzdycha: 
 Ach, gdybym to mia tafelk aspiryny Bayera! Zaraz bym wyzdrowia... 
Bez tej tafelki gorczkowa, chorza, dra z dreszczw i cierpia z powodu blu gowy. 
25 
Wyruszyli w zimie na statku zdajcym do Carycyna jako dwaj robotnicy, ktrzy pracowali w kopalniach nafty, a 
teraz wskutek przewrotw i zawieszenia robt wracaj do siebie, do Moskwy. Mieli faszywe paszporty, wydane im 
przez pewne czynniki sprzyjajce sprawie ich powrotu. Odziani w typow odzie robotnicz, mwicy pomidzy sob 
doskona ruszczyzn, ktrej arkana posiadali w stopniu niezrwnanym, ostrzyeni w sposb obrzdowy, byli 
doskonaymi towarzyszami nowego porzdku rzeczy na rozogach sowieckich. Tote szczliwie przebyli morsk 
cz drogi i wyruszyli z Carycyna kolej na pnoc. Ta druga cz bya cisza ni pierwsza. Podrowali oczywicie 
w wagonie towarowym. Ciepo szerzyo si w tym pudle dla czterdziestu ludzi z cia wsptowarzyszw podry i z 
ognia, ktry rozniecano porodku, gdy byo bardzo zimno. Spali obok siebie pokotem, zawinici w  u  u p y 
baranie. Wz wci stawa i sta nieskoczenie dugo, nieraz dniami i nocami, na lada podrzdnej stacyjce. Z 
niewiadomej przyczyny zatrzymywa si i, nie wiedzie kiedy, z naga rusza z miejsca nie baczc wcale na to, czy tam 
ktry z pasaerw nie zostaje. Te postoje napaway rozpacz modego Baryk, ktry pierwszy raz w wiat wyruszy i 
chcia co przecie na nim zobaczy. Tymczasem trzeba byo pilnowa legowiska, aby snad nie zosta w bezludnym 
stepie. Leeli tedy obadwaj z ojcem, ktry cherla i dusi si w niemiosiernym zaduchu wozu  wysypiali si i 
prowadzili rozmowy. Zdarzyo si tak szczliwie, e najblisi trzej ssiedzi, lecy obok, byy to dzikusy zakaspijskie, 
Sartowie skonolepi, nie rozumiejcy rosyjskiego jzyka. Nastpny za nimi pasaer by piochem, ktry tylko czasem 
budzi si, eby si przeraliwie wyziewa  i znowu zasypia. Inni mieszkacy tego ruchomego wizienia gotowali 
straw, baby niaczyy chore i paczce dzieci, chopi staczali pomidzy sob zaarte ktnie, grali w karty, piewali. 
Upewniwszy si co do obojtnoci albo nieszkodliwoci ssiadw ojciec i syn zaczli mwi po polsku. 
Polszczyzna Cezarego bya nieco zawiana rosyjskim nalotem, lecz mimo to dobra i gadka. Mwi tym jzykiem 
chtnie, eby ojcu sprawi przyjemno. Niejednokrotnie w cigu dugich rozmw Cezary zapytywa ojca, co z nimi 
bdzie potem. 
Rozumia, e jad teraz do walizki, ale potem? Rozumia, e zobacz rewolucj w jej samym sednie, u rda, w 
gniedzie wadzy  ale co potem?  Co bdzie z nami? Dokd si udamy? 
 Do Polski  odpowiada Seweryn. 
 Po co? 
Stary dugo odkada odpowied obiecujc da j pniej. 
Wreszcie na jednym z postojw, cigncych si tak dugo, i tracili nadziej, czy kiedy odjazd nastpi, lec 
przytuleni do siebie dla ciepa, jakby byli jednym ciaem, ojciec Baryka zacz dawa odpowied, dlaczego maj do 
Polski poda. W wagonie byo powietrze tak zepsute i cikie, i Seweryn by niby owa wieszczka grecka, ktrej 
trjng znajdowa si nad szczelin wydzielajc gazy odurzajce. Mwi z przymknitymi oczyma, w odurzeniu od 
trujcego zaduchu wdrowcw przemierzajcych rwniny Rosji niezmierzonej. 
26 
Dlatego do Polski  mwi  e tam si zacza nowa cywilizacja. 
 Jaka to? 
 Ano posuchaj, jaka... 
 Sucham. 
 Narodzi si by w Polsce czowiek jeden, a nazywa si tak samo jak my obaj  Baryka  czowiek genialny. 
 Co znowu! nic mi nigdy o tym nie mwie. C to za jeden? Krewny? 
 A wanie e tak. Tak si nazywa  Baryka. Ja ci wielu rzeczy o sobie nie mwiem, bom ja si teraz bardzo 
zmieni i nie chciabym ci sob drani. dawniej byem zupenie inny, a teraz jestem zupenie inny. Innego znae ojca 
w dziecistwie, a innego widzisz teraz. Taki to los. Za pobytu w kraju, na wojnie i w legionach do gruntu si zmieniem. 
Jakby kto moj dusz na nice wywrci. Ale nie o tym teraz mowa. 
 C ten Baryka? 
 Czowiek ten ju za pobytu w szkoach zdradza zdolnoci niesychane. Zwaszcza w dziedzinie matematyki. Ale 
gdy skoczy szko redni, gimnazjum, poszed na medycyn. 
 To i mnie tatko zawsze podsuwa medycyn, gdym jeszcze by sztubakiem w trzeciej klasie... 
 Tak. Pragnem, eby zosta lekarzem. Ale nie udao si. Wojna, rozruch rewolucyjny... 
 Rozruch rewolucyjny...  rozjtrzy si Cezary. 
 No, niech tam bdzie, jak chcesz. Nazywajmy to najbardziej gonymi tytuami. Tamten czowiek ukoczy 
medycyn i zacz nawet praktyk. A mia ci jakie niesychane, wasne rodki lecznicze... Ale o tym potem... 
 Wszystko trzeba po kolei powiedzie... 
 Najprzd, co najwaniejsze. Ot ten Baryka rzuci, wyobra sobie, medycyn i wszelkie wynalazki swoje w tej 
dziedzinie. Wyjecha z Warszawy... 
 A to w tej jakiej Warszawie...  z rozczarowaniem szepn mokos.
 W Warszawie. w Baryka uda si nad Morze Batyckie i tam dugo chodzi po wybrzeach ogldajc piaszczyste 
gry nadmorskie, diuny, zaspy lotne, co najbardziej sypkie i zwiewne. 
 Po c mu to byo potrzebne? 
 Zaraz! Pocz skupowa od wacicieli prywatnych takie diuny, najbardziej nieuyteczne, nie poronite nawet 
traw nadmorsk, gdzie nawet wrona nie przysidzie i mewa nie ma z czego gniazda ukrci. Ludzie pozbywali si tych 
nieuytkw i pustek, uszczliwieni, e znalaz si guptasek, ktry za nie paci gotowym pienidzem  zwaszcza e to 
byo w czasie, kiedy Niemcy, na skutek pogosek o przyczeniu czci wybrzea do Polski, na gwat wyzbywali si 
wszelkiej wasnoci w tamtych okolicach. Naszemu doktorowi udao si skupi w jednym miejscu wielki kawa 
wybrzea, zasypanego piaskiem litym na kilometry w gb kraju i na ogromnej przestrzeni. Zapomniaem tylko, jak si 
to miejsce u licha nazywa... 
 I c dalej? 
 Mia tam istne acuchy tych diun, idce jedne za drugimi, wzdu, wszerz i w gb. A morze wci mu jeszcze 
podrzucao najczystszego piasku na to Barykowe wybrzee. 
 Morze zawsze ma przyzwyczajenie wyrzuca piasek na wybrzee. 
 Susznie to zauway, cho niezbyt grzecznie. 
 Nie dostrzegam w tym, com powiedzia, nic niegrzecznego. 
 Skoro to, co powiedzia, nie jest niegrzecznoci, wic eo ipso jest grzeczn uwag. Uczymy si, mj may, do 
staroci. Ja na przykad dowiaduj si oto w tej chwili, jak wyglda grzeczno modych rewolucjonistw. Ale 
wracajmy do tamtego doktora Baryki. Okazao si, e miejscowo, ktr on naby od niemieckiego posiadacza, 
pooona na cyplu wchodzcym w morze, bya niegdy tam, w praprawiekach, dnem jakiej przedhistorycznej rzeki, 
gdy poza wybrzenymi wydmami cign si tam wski pas torfowisk. Torf tam lea dziewiciometrowym pokadem. 
Pod torfem za by szczery, czysty, zoty piasek, taki sam jak w diunach przymorskich, tylko oczywicie starszy od tych 
wydm o kilkadziesit czy kilkaset stuleci. Kto go tam wie!... 
 I c ten doktr? 
 Ten doktr Baryka sprowadzi sobie morzem z Ameryki przez Gdask jak ogromn i cudaczn maszyn, ktra 
za jednym zamachem wybiera i odkada na boki torf dziewiciometrowy w cigu godziny w takiej iloci, jakiej nie 
wykopaoby stu ludzi w cigu tygodnia. 
 A to dopiero morowa maszyna! 
 Nie wierzysz? A patrze, co si nie dzieje. Nasz kuzyn Baryka torf wysuszony w specjalnych suszarniach sprzeda 
na opa, a w ogromnym torfowisku wybiera wci kana idcy w pokrg na dziewi metrw gboki i kilkanacie 
szeroki a zawracajcy wylotem swoim znowu do morza. Utworzy co w rodzaju ogromnej litery U, brzucem dolnym 
zwrcone do ldu, a grnymi, szeroko rozstawionymi szczytami czce si z morzem. Te dwa szczyty poczy z 
morzem, gdy kana zosta obustronnie drzewem ocembrowany. 
 Ciekawy kana! I c dalej?... 
27 
 Cay w kana ley niej od poziomu morza, niej nawet od jego dna przy brzegach, gdzie si od wyrzucanych 
wci piaskw poziom dwign w gr. Caa ta kombinacja zaleaa od studium morza w tej jego czci. Nasz 
imiennik przeprowadzi pilne badanie morza, gdy tam pocztkowo defilowa po wybrzeu  a zwaszcza badanie 
pewnego silnego prdu przybrzenego, ktry z oceanu poprzez Zund, Kategat i Skagerrak idzie ku wschodowi. Lewe 
rami kanaowej litery U 
nasz Baryka podstawi niejako pod w prd zachodni i wpuci olbrzymi si wodn do 
wntrza. Wpuszcza w prd zachodni jednym ramieniem kanau, a drugim go wylewa. Olbrzymia sia wodna nagym 
pdem przebiegaa przez jego kana. Wzdu owego kanau pobudowa fabryki, poruszane przez turbiny, ustawione tu i 
tam na caej dugoci. Bya to po prawdzie jedna wielka fabryka: olbrzymia huta szklana. 
 Ty bye tam, tata? 
Seweryn Baryka odpowiedzia po namyle: 
 Oczywicie! Byem. Szklibym ci to tak w ywe oczy, gdybym nie by? 
 Ale co to ma wsplnego z now cywilizacj? 
 Jake! Od tego si ta cywilizacja zacza. 
 Od jednej szklanej huty? 
 Tak! 
 Jaka  mam wraenie  krucha i atwo tukca si cywilizacja. 
 Przeciwnie! Najmocniejsza na tym padole z elaza i betonu. 
 Szko si atwo tucze. 
 Nie takie szko! Baryka  nasz imiennik  produkuje szko belkowe. Za pomoc olbrzymiej siy, ktr ma darmo 
od prdu zachodniego, zwaszcza wobec wiatrw zachodnich, ktre tam trwaj niemal stale, otrzymuje niezmiern mas 
popdu elektrycznego, z ktrego pomoc topi piasek nadmorski... 
 To, oczywicie, jego sekret? 
 Sekret. Z olbrzymiej masy pynnej wyciga gotowe belki, tafle, kliny, zworniki, odlane, a raczej ulane wedug 
danego architektonicznego planu. Cay szklany parterowy dom, ze cianami cile dopasowanymi z belek, ktre si 
skada na wieniec, a spaja w cigu godziny, z podog, sufitem i dachem z tafel  oddaje nabywcy gotowe. W domach 
tego typu wiejskich, czyli, jak si dawniej mwio, chopskich, nie ma piecw. Gorca woda w zimie idzie dokoa cian, 
wewntrz belek, obiegajc kady pokj. Pod sufitem pracuj szklane wentylatory normujce podane ciepo i 
wprowadzajce do wntrza zawsze wiee powietrze. 
 W lecie musi by w takim domeczku niczym w Baku na rynku podczas kanikuy. 
 Mylisz si, niewierny! Tymi samymi wewntrznymi rurami idzie w lecie woda zimna obiegajca kady pokj. 
Woda ochadza ciany, wskutek czego jest w takim domku podczas najwikszego upau jak w bakiskiej naszej 
piwnicy, tylko bez jej zgnilizny i odoru. T wod zmywa si stale szklane podogi, ciany i sufity, szerzc chd i 
czysto. Nawet nie wymaga ci to adnej pracy specjalnej, gdy rury odprowadzajce zuyt wod i wszelk 
nieczysto uchodz do szklanych kloak, wkopanych opodal w ziemi. 
 Jakie gablotki, do licha, nie ludzkie mieszkania! 
 Istne gablotki. Chop polski, niezbyt, powiedzmy, przepadajcy za czystoci, jak to jest wszdzie na wsi, przy 
pracy okoo krw, koni, kz i owiec  choby nie chcia, musi sobie w izbie zaprowadzi, zapuci  uwaasz  
czysto, eby mu snad w izbie szklanej nie byo gorco. Wci mu baba zmywa izb, ciany, podog, a wilgoci ani 
krzty, bo nie ma co gni ani plenie, ani mierdzie widzialnym czy niewidzialnym brudem, jako e naczynia 
wszystkie, sprzty, graty, meble  szklane. 
 Oszale! 
 Oszale, ale z zachwytu. Bo te domy komponuj artyci. Wielcy artyci. Dzisiaj s ich tam ju setki. I powiem ci, 
nie s to nudziarze, snoby, ebraki, produkujce bzdury i gupstwa, mieszne cudactwa i mapiarstwa dla znudzonych 
sob i nimi bogaczw, lecz ludzie mdrzy, poyteczni, twrcy wiadomi i natchnieni, wypracowujcy przedmioty 
ozdobne, pikne a uyteczne, liczne, wielorakie, genialne a godne jak najszerszego rozmnoenia  dla pracownikw, 
braci swych, dla ludu. Domy s kolorowe, zalenie od natury okolicy, od natchnienia artysty, ale i od upodobania 
mieszkacw. S na tle okolic lenych domy nienie biae, w rwninach  rowe, w pagrkach  jasnozielone z 
odcieniem fioletu albo koloru nasturcji. Domy te s najwymylniej, najfantastyczniej, najbogaciej zdobione, wedug 
wskaza artystw i upodoba nabywcw, bo belk ciany i tafl dachu mona w stanie jej pynnym zabarwi, jak si 
ywnie podoba. Co tylko bezgraniczna fantazja kolorysty moe pocz i ujrze w boskiej tajemnicy organu oka, w 
darze niebios, we wzroku, jaka tylko barwa jawi si w przepychu kwiatw na ce pod koniec czerwca, to wszystko, to 
wszystko ujte w natchnieniu, sformuowane przez twrcz wiadomo, artystyczn mdro i akty pracowitej woli, 
zobaczysz w zewntrznych i wewntrznych kompozycjach kolorowych chat nowoczesnych polskich chopw. S to 
istne marzenia futurystyczne, ucielenione w podatnym i posusznym szklanym materiale. 
 I ty to widzia tam? Takie wsie? Tata! 
 Jake! Cae okolice, powiaty, wojewdztwa! Bo to ci poszo jak morowa zaraza, skoro si ludzie zwiedzieli. Kt 
by chcia mieszka w prchniejcym, gnijcym i zjedzonym przez grzyby drewnianym chlewie albo w ciupie szerzcej 
reumatyzmy, grulice i szkarlatyny, w murowanym wizieniu cuchncym wilgoci i myszami, wrd cian, w ktre 
wrosy wszelakie choroby? Szklane domy kosztuj niezmiernie tanio, gdy przecie przy ich budowie nie ma mularzw, 
28 
cielw, stolarzy i gonciarzy. Sam materia jeno, transport na miejsce i dwu, trzech monterw. Sam dom  bez robt 
ziemnych  buduje si w cigu trzech, czterech dni. Jest to bowiem tylko skadanie czci dopasowanych w fabryce. 
Materia, nawet z wynagrodzeniem artystw, nie kosztuje nad morzem droej ni na miejscu drzewo budulcowe. Nie 
mwi ju o cegle, wapnie i pacy robotnika, strajkujcego wci z racji rosncej droyzny. 
 A w fabryce tego naszego kuzynka ju nie strajkuj? 
 Nie. Fabryka jest kooperatywn wasnoci pracownikw, technikw i artystw. Sam w Baryka zakada wci 
nowe turbiny, buduje huty i idzie dalej. Taka jest wola jego geniuszu. 
 Dokde on tak idzie dalej? 
 Do swoich odlegych celw. Teraz wie polska jeszcze nie jest dobrze zabudowana. Kady domek szklany jeszcze 
si w zimie ogrzewa, a w lecie ozibia przy pomocy swego wasnego, indywidualnego kota i wasnej kuchni, przypartej 
do budynku. Ju teraz bardzo maa ilo paliwa ogrzewa kocio, rozprowadza rurami ciepo i tworzy z maego domu 
wiejskiego pewien rodzaju termosu, ktry trzyma wasne ciepo. Ale to nie jest idea. Kada wie powinna mie 
wspln ogrzewalni i wspln chodni. Do tego jednak potrzebna jest powszechna elektryfikacja kraju. To samo 
stosuje si do pompowania wody. Dzi zuytkowuje si domowe studzienki, nieraz zabrudzone i le urzdzone. Jednak 
wzrost spoycia i uycia w domach wody przegotowanej ju dzi wpyn na zmniejszenie chorb zaraliwych. 
 Czy ju koniec? 
 Jeszcze nie, mj synku. Skoro rzeka Wisa w caej swojej dugoci i ze wszystkimi dopywami toczy si pocza 
poprzez pastwo narodowe polskie, Baryka zuy bieg jej wd tak samo jak sony prd morski, z zachodu zdajcy ku 
wschodowi. Pocz ujmowa wielk rzek w szklane oysko. W jednej z hut nad morzem wytwarza materia specjalny. 
Kolosalne tafle klinowate, wielkiej gruboci, ostro zakoczone, wspierajce si jedna w drug fugami na moc wieczn i 
niezwalczon dla adnej siy, zmocowane hakami i klinami szklanymi, wsparte o tylne podpory, zapuszcza w 
piaszczyste lub poszarpane wybrzea. cienia rozleg i rozlewn rzek w dwakro wszy strumie wodny. 
Mechanizm tworzenia ciany szklanej jest prosty, prawie pierwotny i niemal ciesielski. Robota wbijania w dno na 
ogromn gboko tafli klinowych, u dou ostrych jak brzytwa a grubiejcych a do bryowatoci fortecznego muru  
jest szybka nad wszelkie sowo. Na przestrzeni, ktra z obu brzegw ju ujta zostaa w liskie oysko, zniweczone 
zostay wylewy i zatory, gdy szybko pdzcej tam wody unosi kr, a specjalny mechanizm niszczy jej wszechwadne 
zamarzanie. 
 Rzeka ta nie zamarza? 
 Owszem, zamarza, lecz inynier Baryka nad jej zamarzaniem i odmarzaniem w oysku szklanym zupenie panuje. 
Wody, ujte w ciasne oysko, zim i latem pracuj. Obracaj szeregi turbin, a bd wkrtce obraca tysic tysicy. 
Niezmierzona sia elektryczna zastpia si koni i wow. W caym dorzeczu ju opanowanym pracuj pugi i 
wszelakie narzdzia rolne, popdzane elektrycznie. Ju dzi na tych obszarach drzewo staje si rzecz nietykaln, 
wit, a szlachetnemu zwierzciu zwraca si jego godno  Apisa i czarnego rumaka Swaroyca. 
 Godno wou idcego do szlachtuza w celu przemienienia si na godne bifsztyki. 
 Niekoniecznie. W nowej cywilizacji niekoniecznie bdzie si poerao miso starszych naszych braci w Darwinie. 
Chopom polskim nie przyjdzie to z trudnoci, nie bd oni ponosili adnego wyrzeczenia si, gdy dzi prawie wcale 
misa nie jadaj. Rzadko kiedy, jedynie bodaj na tak zwane godne wita. Jeeli si odejmie od nich dzisiejsze 
zaraliwe choroby, brud i ze powietrze chleww mieszkalnych, to bd oni ras najzdrowsz na ziemi. Przy 
zmniejszeniu okropnej ich pracy na roli  tym mniej bd potrzebowali je misa. 
 Marzenia! Marzenia! 
 Marzenia, o mody rewolucjonisto? Mwmy o nowych wsiach szklanych. Ju si one nie pal, a i piorun w nie nie 
bije. Chaty w niektrych osiedlach poczone ju s szklanymi chodnikami. Obszerne gromadzkie szklane obory i 
gromadzkie chlewy daj mono rozwinicia nowych przemysw mlecznych, kooperatywnej hodowli wi. Znika 
cuchnca obrka dla kadej chorej na grulic krowiny i znika dwakro bardziej cuchncy chlewik dla brudnej winki, 
majcej na sobie i w sobie miliony zarazkw chorobotwrczych. Odpadkami mlecznymi karmi tam winie i 
wyhodowuj je, a w masarniach wiejskich przerabiaj na znakomite szynki i kiebasy. 
 Ci sami wegetarianie czy jacy inni, misoerni? 
 Inni, specjalici, majstrowie w tej wiskiej idei i idylli. 
 Mona by wic t now lechick cywilizacj nazywa nie tyle szklan, ile wisk. 
 Dlaczego, synku? Nie jest ona ufundowana jedynie na poczciwych winkach. Szko tam gra gwn rol. Reforma 
rolna, ktr wanie tam przedsibior i rozwaaj, chociaby jak najbiedniej wypada, nie bdzie papierow, 
teoretyczn, nieziszczaln, lecz rzeczywist i skuteczn. Rozcignie ona nowe szklane domy, rozrzuci je po szerokich 
pustkach, ugorach, polach, lasach dawnych latyfundiw. Trudniej bdzie o wiato i si elektryczn. Ale tego wiata i 
tej siy bdzie z miesica na miesic przybywa w miar obwaowania szklanym murem rzeki Wisy. Siy i wiata 
bdzie taki ogrom, i ono wszdzie dosignie. Zobaczymy wnet narzdzia do orki, siewu, niwa i omotu, poruszane 
przez t moc bogosawion. 
 Ano  zobaczymy. 
 A c powiesz o szkoach szklanych! O kocioach zakwitajcych na wzgrzach, wedug marzenia i skinienia 
artystw, w formach tak piknych, i wobec nich zaganie i zblednie wszystko, co dotd byo. 
29 
 Jako ta caa cywilizacja idzie u ciebie, ojcze, sposobem cokolwieczek fajerwerkowym. 
 Wielkie wynalazki, a raczej niespodziane odkrycia, uchylenie tego, co dotd byo obok nas, lecz byo zakryte  
stwarzaj to, e po ich zastosowaniu i spoytkowaniu wszystko idzie sposobem fajerwerkowym. Kt by pidziesit lat 
temu uwierzy, e mona konia wycigowego wsadzi na aeroplan i przewie go pod obokami, a nawet nad obokami 
z Parya do Antwerpii? Tak to owoc fantazji poety Ariosta, ko hipogryf, lata w rzeczywistoci nad obokami. Tote 
stare miasta, te straszne zmory starej cywilizacji, bd zanika, bd staway si zabytkami muzealnymi, siedliskiem 
bankw, sklepw, skadw, magazynami krajw, skadami towarw  a powstan nowe miastaogrody, miasta 
siedziby, wrd pl, lasw, wzgrz rozcignite, rozwleczone po okolicach, wzdu linii elektrycznych kolei i 
tramwajw. 
 Tak, tak... 
 Mj synku! Domy robotnicze pod Warszaw, ktre Baryka planuje  a miaem szczcie widzie te plany  s 
wygodniejsze, zdrowsze, czyciejsze, pikniejsze od najwyszukaszych paacw arystokracji, od will bogaczw 
amerykaskich, a lepsze od siedlisk krlw. Dwa pokoje, lecz pokoje najczystsze, najzdrowsze, najadniejsze, czy to 
nie szczyt marze dla samotnego czowieka? 
 Wydaje mi si, e cokolwieczek za duo tam ma by czystoci. Przydaoby si cokolwiek brudnej zakwaski. Co 
za do wy wzmiankowanych burujw tudzie cidevant 
krlw, to wol oni, jak sdz, mieszka po staremu. Wol 
taki, dajmy na to, apartamencik, jaki my niegdy zajmowalimy w Baku  co, tatku?  jak my ongi w Baku  pi, sze 
pokojw, choby tam ju  niech bdzie!  kamiennych, ni te szklanki cigle opukiwane w wodzie. 
 Nigdy! Przenigdy! Okazuje si przecie, wanie wskutek i wobec wynalazku naszego Baryki, e wyrazem 
bogactwa nie jest pienidz ani nagromadzenie wartoci realnych, drogocennych przedmiotw i rzadkich fataachw, 
tylko  zdrowie. Najbogatszy bankier, janie wielmony magnat, przejadszy apetyt, przepiwszy mono pragnienia, 
zrujnowawszy zdrowie nerww naduyciami, syszy od lekarza rad: trzeba, eby janie wielmony pan zamieszka na 
wsi, chodzi w zgrzebnej bielinie, bez kapelusza i butw, eby dostojny smakosz jad chleb razowy, kasz, rzep, 
rzodkiew, pogryza czosnek  wystrzega si jak ognia wina, alkoholw, kawy, herbaty, frykasw  eby rozkazodawca 
robotnikw pracowa w ogrdku  na socu  motyk, rydlem, widami, cepami  eby noktambulista, z dnia czynicy 
noc, wstawa wraz z ptactwem i szed spa z kurami... C to oznacza? Oto zdrowie  apetyt i pragnienie, twardy sen po 
cikiej pracy fizycznej  stao si jedynym bogactwem bogacza. A zdrowie zupene da, zabezpieczy i podtrzyma 
wanie dom szklany. Higiena, wygoda, absolutna czysto. Praca, spokj, zadowolenie wewntrzne, wesoo. Do 
takiego schronienia przed srogoci natury i jej strasznymi jadami, dla uzyskania i zabezpieczenia zdrowia fizycznego i 
duchowego  bd dy wanie buruje. Boj si, e oni to rozwin tak wielkie zapotrzebowanie szklanych domw, i 
dla biedakw nie starczy. Na szczcie... 
 Nie ma strachu! Zbadaj oni t rzecz dobrze, bo przecie buruje s najsprytniejsi, pomimo i jako klasa s ju do 
niczego. Jeeli tam zwchaj swj interes, zafunduj sobie u naszego kuzynka Baryki wille i paace, jakich rzeczywicie 
oko nie widziao. 
 Na szczcie on nie chce stawia nic innego w miastach i na wsiach, oprcz domw robotniczych, szpitali, 
muzew, domw dla pracujcej inteligencji, dla przecitnych, szarych ludzi, dla zmczonych dzisiejsz walk. 
 Filantrop to jaki. Dobrodziej. Dopki otrostwo kradziey dawnych bogactw nie jest wygubione na caym 
wiecie, zamczy on si, biedaczysko. otra w ludzkoci trzeba najprzd wygubi, a dopiero pniej budowa 
normalne ycie. 
 Kt to wie, kto wrd nas jest otr, a kto sprawiedliwy. 
 To wiadomo a nadto dobrze. otra w czowieku trzeba si wydusi, a gdy si nie poddaje  zabi! 
 Nie zabijaj! Syneczku! Nie zabijaj! 
 Ze na wiecie trzeba zabija. Zabijamy padalce, mije, wilki, wszy. 
 Najprzd nie bardzo dobrze wiemy, co jest ze, a co na pewno dobre. Potem  jedyne, co z zabijania wynika, to 
zbrodnia zabjstwa. Zabijanie jest zgoa niepotrzebne. Szkoda na to czasu i zdrowia duszy ludzkiej. Wystarcza 
najzupeniej budowanie ycia nowego. Budowa od nowa, od samego pocztku, od gliny ziemnej i gboko pyncej, 
ziemnej, czystej wody. 
 Ju mi to i mama po siedlecku klarowaa. Nic, starzy, nie rozumiecie. 
 Rozumiemy, tylko nie ograniczamy si do tego jednego rozumienia. Oto tamten wzi gar piasku, ktrym 
wszyscy pogardzali, tchn we myl swoj i na wzr Boga rzek: uczyni z tej garci piasku wiat nowych zjawisk. 
Rewolucj istotn i jedyn jest wynalazek. Rewolucj faszyw jest wydzieranie przemoc rzeczy przez innych 
zrobionych 
 Ale posiadanych, nie zrobionych! Posiadanych bezprawnie. 
 A czy ci, co z paacu wypdzaj magnata i zabieraj ten paac w swoje wadanie, zrobili ten paac? 
 Zabieraj ten paac we wsplne, powszechne wadanie. 
 Powszechne wadanie, a w zrabowanych paacach mieszkaj nowi panowie, komisarze, dyplomaci, naczelnicy i 
w ogle nowi wadcy, nowi uzurpatorowie. Lud po staremu mieszka w chaupach, po staremu cuchncych, w norach 
miejskich i jamach ndzarskich. 
 Jeszcze nie jest przeprowadzona likwidacja starego otrostwa. Jeszcze toczy si walka. 
30 
 Ta walka bdzie si toczy bardzo dugo. Zbawiciel wiata w kazaniu na grze nauczy wiat, e nawet zemu 
oczywistemu nie naley przeciwi si si. 
 O, to  to! Stare gadaniny. Jeeli spostrzeg, e kto wobec mnie dziecko sprzedaje do rozpusty albo je uczy 
rozpusty  jeeli widz, e drugi rabuje dobro przez tysice ludzi wypracowane  to ja mam si temu nie sprzeciwia? 
 Sprzeciw, zakaz, kara! Nie jest to celowe, nie jest skuteczne, a zacienione do jednego zjawiska. Tworzeniem 
nowych wartoci i rozmnaaniem nowego dobra trzeba wyniszcza w ludziach sam zawi i sam nienawi. Mona 
wypracowa takie warunki pracy i mieszkania, i nie bdzie o co si nienawidzi i mordowa. Doprawdy  mieszny to 
jest przewrt, ktry magnatw strca z paacw do piwnic, a mieszkacw piwnic wprowadza do paacw. Jest to 
prawdziwie robota i dom szalonych. Takie jest moe przewiadczenie. 
 Moje jest inne. Zupenie inne! 
 Tote nie mwmy ju o tym. Po c mamy mwi prne sowa zapewnie i zaprzecze. Ja nie bd ci ju 
przeczy. A tym w zamian bd askaw zbogaci zapas swych wiadomoci o jeden szczeg. Widziaem szko wiejsk 
zbudowan wedug nowych planw. Byy tam sale tak pikne, e kade dziecko biego do nich z najywsz uciech. 
Byy tam zimne i ciepe kpiele, kuchnia, jadodajnia, izba koncertowa i kinematografia... 
 Nowoczesne termy... 
 Ju dzi matki  na wspomnienie imienia tego swego monarchy, ktry skinieniami geniuszu przebudowuje wiat 
na siedlisko dobra, a im, matkom, zdejmuje z ramion i piersi ciar, sam go biorc w swe ramiona  mwi w pokorze: 
Bogosawiony ywot, ktry ci nosi, i piersi, ktre ssa.... 
31 
Nadzwyczajnie dugo trwaa podr do Moskwy. Ale nareszcie i ta podr skoczya si. Pocig dowlk si do 
przedmie historycznego miasta. Nie ono jednak byo celem wyprawy, wic trzeba byo zmieni role i odzie. Trudno 
byo udawa rosyjskich robotnikw wybierajc si w drog do Polski. Tote Barykowie, ojciec i syn, przedzierzgnli 
si w Moskwie na zwykych inteligentw obcokrajowcw, polskich optantw. 
Znakomicie w tym przeobraeniu si pomoga im walizka, ktra cierpliwie na wacicieli czekaa w mieszkaniuBogumia Jastruna. w Jastrun niemao mia z ni kopotu: przenoszc si z miejsca na miejsce, musia dwiga i 
pielgnowa cudze rzeczy. Jednak dochowa depozyt w caoci. Ojciec i syn znaleli w walizce nie tylko bielizn i 
ubranie dla siebie, ale i dla cnotliwego Jastruna nadao si nieco bielizny. C za mwi o mydle, przyborach i lekach, 
ktre wydaway si by zesanymi z nieba! Na dnie spoczywaa ksieczka oprawna w skr, z misternie wyciskanymi 
naronikami, wiadczca zawsze jednako o dziadku Kalikcie. 
Cezary, tak spragniony widoku Moskwy nieznanej i jej bolszewickich porzdkw, by wzruszony i przejty, gdy 
wdziewa bielizn, od tyla czasw nie widzian przeze, i odzie pasujc do czowieka jak jego wasna skra. 
Obadwaj z ojcem byli rozradowani i dumni ze siebie, jakby kady z nich pawia z rozoonym ogonem pokn i nosi w 
sobie po ulicach i placach. Przechadzali si po miecie i przygldali rnych jego dziwom. 
Pan Jastrun nie radzi jednak po prnicy azi i w ogle siedzie w tej biaokamiennej stolicy rnych carw. 
Je nie byo co, a w kuchniach publicznych wymagano legitymacji dokadnych z wykonanej pracy. Czekali te w 
Moskwie tylko do chwili uzyskania przydziau do e  z e l o  u, czyli pocigu wiozcego rnych rozbitkw do granic 
polskich. Uzyskawszy niezbdne papiery wtoczeni zostali do pocigu, ktry by nabity do ostatniego miejsca, gdy 
idc z dala zabiera po drodze Polakw Bg wie skd, z gr, znad mrz i ze stepw. Dla dwu ludzi znalazo si jeszcze 
miejsce. Walizk z wielkim ju trudem wtaszczyli za sob. Pocig w dy do Charkowa. Tam bya jego meta. 
Wszyscy podrni mieli w Charkowie czeka na inny pocig, ktry mia tam dopiero nadej po pewnym czasie. 
Pojechali. 
O ile podr od wybrzey Kaspijskiego Morza bya duga i cika, to ta z Moskwy do Charkowa bya ju istn 
tortur. Wozy byy naadowane ludmi, ktrzy wieli ze sob i na sobie cakowity nieraz dorobek dugiego ycia. 
Wiedzia o tym maszynista prowadzcy w pocig. Tote tu albo tam, w miecie lub u jego przedmie, a nieraz w 
najszczerszym polu pocig stawa i sta niewzruszenie. Sta godzin, dwie, pi, dziesi, pitnacie, dwadziecia. 
Pasaerowie bagali maszynist, eby jecha  przewodnik, ktry by poniekd wadz nad reemigrantami, wchodzi z 
nim w pertraktacje. Maszynista owiadcza sucho, e musi w swej lokomotywie zrobi pewien remontik. Robi za w 
remontik dopty, dopki przewodnik lub kto inny z podrnych nie obszed pocigu i nie zebra skadki na szybsz 
reparacj maszyny. Kto mia walory majce jakie znaczenie, dawa walory. Kto nie posiada walorw, mg dawa 
przedmioty wartociowe, piercionki, obrczki, dewizki, nawet zegarki, nawet buty i surduty. Pod tym wzgldem 
wszechwadza kolejowa rzdzia si wielk wyrozumiaoci i nie robia adnych szykan: buty  dobrze, surdut  niech 
bdzie i surdut! Skoro zebraa si suma przedmiotw czy pienidzy zaspakajajca ambicje maszynisty, nieobraliwa dla 
jego godnoci osobistej, remontik dobiega do koca. Pocig gwizda, sapa, rusza z miejsca, turkota raz prdzej, drugi 
raz wolniej, posuwa si po szynach a do nastpnego tajemniczego punktu w polu lub w miecinie. Zapytywano, czy to 
znowu remontik, i jeeli dawaa si sysze odpowied potwierdzajca, zabierano si do gromadzenia nowej skadki w 
walorach i przedmiotach. Im bliej byo upragnionego Charkowa, tym lokomotywa wicej i czciej wymagaa 
niezbdnych poprawek i duej trway postoje. Zapasy wyczerpyway si i psuy, zimno dokuczao, jczeli chorzy, 
pakay dzieci, ludzie popadali w tpe odrtwienie lub w nerwowy niepokj, a poczciwy maszynista mi swego 
papierosika siedzc na stopniach maszyny, patrza w przestwr i zaunywno popiewywa jedn z piknych piosenek 
ludowych. 
Ostatni postj wypad z woli maszynisty o dziesi wiorst przed Charkowem. Z jakich wzgldw w tym wanie 
punkcie koczya si droga pocigue  z e l o  u. Cz podrnych  zwaszcza kobiet i dzieci  postanowia czeka 
 a nu jeszcze pojedzie? Cz druga, niecierpliwsza i mocniejsza w nogach, ruszya do miasta piechot. 
Do tej drugiej czci naleeli dwaj Barykowie. Ponieli na przemiany na plecach swoj walizk i trafili do miasta. 
Dotarli do dworca kolejowego i tu oddali na przechowanie kufereczek zawierajcy cay ich majtek, wszelkie papiery i 
ubogie skarby w lekarstwach, watach i flanelach. Po opaceniu nalenoci za przechowanie wydano im z charkowskiego 
deposito kwit z pieczci czerwon, wielkoci uczciwego spodka. Schowawszy pieczoowicie w dokument na 
posiadanie rcznej wasnoci, w skok pomknli do polskiego biura, aeby powzi wiadomo o pocigu do granicy. 
Ale przed drzwiami biura zastali dugi szereg ludzi nieszczsnych, wyczekujcych swej kolei. Trzeba byo stan w 
ogonku i poczeka. Zmieniali si w tym wartowaniu. Jeden czeka, a drugi misi boto odwily charkowskiej 
poszukujc jakowego noclegowiska, gdy byo rzecz wicej ni prawdopodobn, e trzeba bdzie w tyme 
Charkowie nieco duej popasa. Seweryn Baryka, ktry w tym miecie ju bywa, a odznacza si na og wiksz od 
syna przemylnoci, znalaz tego jeszcze dnia pomieszczenie w izbie pewnego krawca, mwicego jeszcze co nieco 
po polski, gdy onego czasu by rodem z Warszawy. Ten to prodak, obdarszy uczciwie wdrowcw, zgodzi si na 
przenocowanie ich w swej izbie, mocno niepachncej. Seweryn Baryka da krawcowi zadatek w starych rublach, ktre 
jeszcze wygrzeba zza podszewki, i powrci do ogonka przed biurem. 
32 
Okazao si z owiadcze ludzi wychodzcych z biura, a wreszcie, po dugim wyczekiwaniu, z samej rozmowy z 
urzdnikiem, i o pocigu w dniach najbliszych nie ma nawet mowy. Jest obietnica, e taki pocig, dcy z daleka, 
spod Uralu, ma nadej, ale jeszcze wcale nie wiadomo, kiedy to nastpi. Urzdnicy dodawali nadto niewesoe 
wyjanienie, i w pocig, o ile nawet przyjdzie, bdzie bardzo przeadowany. 
Nie pozostao tedy nic innego, tylko  do krawca. Przedtem jednak ruszyli na stacj kolejow po walizk, gdy bez 
niej trudno byo pomyle o jakim takim urzdzeniu si w tej gocinie. Na szczcie biuro skadu przyjmujcego na 
przechowanie rczne pakunki byo otwarte i tene parie, ktry walizk przyj, siedzia przy otwartym oknie. 
Barykowie okazali mu kwit z czerwon pieczci oraz numerem obiektu i poprosili o wydanie im pakunku. 
Funkcjonariusz wzi z ich rk ow kartk i poszed z ni po walizk. Dugo jednak nie wraca. Czekali niecierpliwie, 
gdy noc ju zasza, a chcieli przecie nocleg swj urzdzi. Wreszcie w parie nadszed, ale bez walizki. Owiadczy 
z min pen wspczucia, e takiej walizki w skadzie nie ma. 
 Jake moe nie by, towarzyszu?  tumaczy mu Cezary.  Przecie tu stoi numer, ktry sam wypisae. Sam na  
z e m o d a  i e przylepie tene numer. Wzie czemodan z moich rk. Sam go do skadu poniose. Prawda? 
 By moe, i poniosem. Duo pakunkw nosz do skadu. By moe, i napisaem i przylepiem numer. Duo 
numerw pisz i przylepiam. Takie moje zajcie. Ech, towarzyszu, takie moje zajcie...  doda z westchnieniem, 
przewracajc oczy do gry. 
 No, to ide jeszcze raz i dobrze poszukaj! 
 Szukaem  rzek kolejarz niechtnie.  Wszystkie kty przeszukaem. Nie ma! Prawd wam mwi, towarzyszu: 
nie ma! 
 Jake moe nie by!  zaperzy si stary Baryka.  Kwit jest, pienidze za przechowanie zapacone, wszystko w 
porzdku, to i pakunek by musi! 
 Zrobi to dla was, jeszcze raz pjd. Poszukam...  westchn poczciwiec. 
Poszed. Znowu dugo szuka. Wrci jednak ze smutnym westchnieniem: 
 Nie ma waszej walizki... 
 Gdzie si podziaa?  pytali w pasji, jeden przez drugiego. 
 Czy ja wiem, gdzie si podziaa! Nie ma jej. 
 Ale pomyle, towarzyszu  perswadowa Cezary.  Kwit... 
 C ty mi z twoim kwitem w oczy leziesz!...  odpar tamten nie bez gniewu.  Kwit twj widz, a czemodanczika 
twojego nie widz. Zrozumiae? 
 Gdzie go podzia?  zaperzy si Cezary. 
 Czy ja wiem, gdzie on si mg podzia? Nie ma go! 
 Ukradli mi t walizk?  krzykn Seweryn w uniesieniu. 
 Zodzieje!  potwierdzi Cezary. 
 Oddawaj mi moj wasno!  krzykn starszy chwytajc za rkaw opiekuna rzeczy zoonych na przechowanie. 
Tamten flegmatycznie usun mocn prawic rk Baryki i niemniej flegmatycznie owiadczy: 
 Sysz, towariszcz! Ty nie szumi. Bolsze pomacziwaj. A co bdzie, jeli z powodu gupiej walizki do czrezwyczajki 
zajedziesz zamiast do twojej tam Polski?... 
Seweryn Baryka pokiwa pospnie gow. Zamyli si gboko. Westchn. Odeszli w milczeniu. Ju za drzwiami 
gmachu kolejowego Cezary mrukn: 
 Nie bdziesz mia antypiryny na twoje ble gowy. Bodaj to! Nie bdziesz mia aspiryny. Nie mamy tej walizki!? 
 Przeczekam i to. Ale powiedz, powiedz, Czaru... Pilnowaem jak oka w gowie tamtej broszury. Bya ze mn w 
kilku setkach przygd, gdzie mier w oczy zagldaa. A tu w taki gupi, w taki strasznie gupi sposb nie 
dopilnowaem. Jake mona byo zawierzy! C te za stary osio ze mnie! Nie zostawi ci tej ksieczki... 
 Dziecistwo, tatu... 
Cezary chcia jeszcze doda, e przecie wie, co jest w tamtej broszurze, lecz zamilk spojrzawszy na twarz ojca. 
Brnli poprzez kaue i wiee niegi dc do swego noclegu. 
Oczekiwanie na nowy repatriacyjny pocig do Polski potrwao, niestety, tygodnie. Dugie i cikie tygodnie. 
Ukarani za pych posiadania czystych koszul na zmian, chodzili teraz w brudnych i nie wywijali blinim przed nosem 
chustkami do nosa. Pokosztowanie rozkoszy buruazyjnych wymysw przyprawio ich o al dokuczliwy, gdy tych 
wymysw zabrako. Nie mieli ju nic a nic do spienienia, gdy wyczerpay si pienidze, ktre zachowali byli przy 
sobie. Gospodarz, krawiec rodem z Warszawy, ani myla trzyma ich w swej izbie, gdy si dowiedzia, e im 
czemodan zasekwestrowano. Imali si najordynarniejszej pracy, aeby przetrwa czas tak trudny. 
Wystawali na zmian przed urzdem polskim oczekujc na wiadomo o pocigu, istotnie jak ebracy. A nie mona 
byo nic przedsiwzi  chyba i piechot o kiju na zachd. Na to starszy si nie mia. W dodatku wci zapada na 
swe niemoce. Trzeba byo podczas gorczkowania ukada go w pewnej dziurze pod schodami, gdzie za dnia 
pozwalano choremu spoczywa. Setki ludzi przebiegay po tych schodach tu nad gow Seweryna, a mody musia si 
temu przysuchiwa z zacinitymi zbami i piciami. Gdy si stawia w urzdach bolszewickich i prbowa domaga 
si pomieszczenia, traktowano go opryskliwie, cho si przechwala i rekomendowa swymi pogldami, a nawet 
33 
czynami rewolucyjnymi w Baku. By jednak polskim repatriantem. Znano si na takich farbowanych lisach. Nic nie 
mg wskra. Rodacy za nie kwapili si z pomoc, skoro o ni sam nie zabiega. 
34 
W tym czasie zbliy si duchowo do ojca, jak swego czasu do matki. Gboka ao i dojmujce ssanie 
wewntrzne bolesnej litoci czyo si i przeplatao z dz ycia. Cezary patrza teraz na rozmach rewolucji w jej 
pierwszym rozkwicie. Uczy si organizacji rozmaitych: rtuczeka i gubczeka, gubispokom, narobraz, narkompros, 
sownarkom. Zdarzao mu si widywa marynarzy o kwadratowych lub kulistych facjatach, spalonych i rudych jak 
rondle, pdzcych automobilami poprzez miasto Charkw  dokd, w jakim kierunku. Bia od nich potga ludzka, 
mska, niezomna. piewali swoje rewolucyjne pieni, wyhodowane w powistach wichrw na zrewoltowanych 
pancernikach, kiedy to oficerom, ktrzy ich ongi omotali po tyche kwadratowych i kulistych k u f a  h, 
przywizywano wielkie, stokowate armatnie kule do ng i puszczano na gbin, aeby tam, na dnie Czarnego Morza, 
potacowali maleko. Odwiedza sale mityngw, nabite nie przez Tatarw i Ormian zjuszonych na siebie, jak to 
miao miejsce w Baku, lecz przez lud pracujcy ruski, maoruski, rumuski, ydowski, polski, jaki kto chce, lecz jeden, 
niepodzielny, robotniczy. Sucha tutaj mwcw pierwszorzdnych, wszystko jedno jakiej proweniencji, lecz 
wysuwajcych i rozwijajcych rzecz rewolucji w sposb nieubaganie logiczny, jasny, niezwalczony. Zachwyca si 
szczeglniej mwcami pochodzenia ydowskiego. Ci z fenomenalnym jasnowidzeniem ujawniali geniusz swej rasy, 
zdolno docierania do najgbszej, najostatniejszej icizny, do samego sedna spraw ludzkich  odsaniali sabo i 
miejsca chore, zgnie, obumare konajcego wiata buruazji i ofiarowywali pracujcemu ludowi swe najtrafniejsze pod 
socem rozumowanie o istocie i potdze przewrotu, ktry si wanie dokonywa. 
Gdy si znajdowa w tumie suchaczw, w cibie robotniczej, ktra za kadym zbawczym sylogizmem mwcy 
ciko a zarazem radonie wzdychaa, gdy te spokojne wywody zdejmoway, zdawao si, z ramion przeogromnego 
pogowia skrzywdzonych ciar niedoli, przymus, przeklestwo i sam nieszczsny los bytowania w jarzmie  Cezary 
wzdycha rwnie ciko jak oni. Jake w takich momentnach pragn rozsta si z ojcem, wyprawi go w w wiat 
nieznany, w krain mitycznej Polski, a zosta tam, wrd rozumnych i silnych! Jake pragn dooy ramienia do pracy 
nad realizacj dziea, nad skruszeniem a do podwalin wiata starego otrostwa! Podziwia i uwielbia niezrwnane 
zjawisko przewrotu, ukazujce si oczom ludzkim w czynie najpotniejszym od zarania wiata a wysnutym z 
logicznych przesanek genialnego geometry, ktry inaczej ni wszyscy dotychczas, ni najpotniejsi z tyranw, 
podzieli i pomierzy okrg ziemski swym systemem triangulacji na niewidziane. 
Ale gdy mody entuzjasta wraca do dziury pod schodami, czu, e nie da rady. Ten ojciec, przychodzie mao 
znany, to nie byo jestestwo bierne i czujce jedynie, jak matka. To by przeciwnik czynny. To by rycerz. Z jego ran, 
ktrych na ciele mia peno, sczya si nie tylko krew, lecz jakowe wiato uderzajce w oczy. On nie tylko wierzy w 
co innego, lecz mia inaczej wiat ksztatowa. To, co mwi, byo mgliste, wymylone z rozbitej gowy, nawet 
mieszne, ale z tym trzeba byo potyka si, zaiste, na szpady. Czy ten ojciec by burujem, stronnikiem bogaczw i 
pochlebcw bogaczw?  Nie. Czy by stronnikiem starego porzdku rzeczy?  Nie. Jake tedy  dlaczego nie chcia 
wsppracowa w sprawie przewrotu? Zna przecie t potg, ktra wyzwalaa robotnikw wiata z pt ucisku 
przemysowcw i zdziercw. Bywa na wszelakich wiecach w Moskwie i sucha najciekawszych referentw. Nie tylko 
tyle; w drodze swej do Baku przewdrowa ca Rosj, przewierci j jak w ma niepozorny, skaotoczpalczak, ktry 
w ciemnoci swej przeszywa potne skay. Zna nie tylko zewntrzne agitacyjne mityngi i pzewntrzne urzdy, na 
starych oparte mieciach, lecz i tajne kancelarie nowych despotw, szpiegowskie zakamarki i obmierze wizienia, 
gdzie wskutek podejrze i na zasadzie szpiegowskich doniesie siadywa rami w rami z tymi, ktrych po to 
wyprowadzano na wiato, aeby ich zgadzi. Zna piwnice zalane i zachlastane krwi i cuchnce od trupw. Powiada, 
i ten to trupi zaduch przeszkadza, aeby moskiewskie powietrze mona byo wcign wolnymi i szczliwymi 
pucami. W tym zaduchu po masowych i sekretnych morderstwa, pord krwawych orgii nie mona si modli wielkim 
tumem: Ojcze nasz, ktry jest w niebie.... W Moskwie  mwi  cuchnie zbrodni. Tam wszystko poczte jest ze 
zbrodni, a skoczy si na wielkich i wietnych karierach nowych panw Rosji, ktrzy zamieszkaj w paacach carskich i 
jusupowskich, odziej si w mikkie szaty i stworz now, czynownicz i komisarsk arystokracj, now nawet 
plutokracj, lubujc si w zbytku i zepsuciu starej. Plebs bdzie mieszka po norach i smrodliwych izbach. Tam nie 
zaczo si od budowania, od przetwarzania rzeczy lichych na lepsze, lecz od niszczenia, nie z mioci, lecz z pychy i 
zemsty. Nadaremnie znakomici komisarze bd odwania zapach morderstwa perfumami postpu 
Gdy syn stawa w otworze schronienia pod schodami, Seweryn Baryka wyciga do niego trzsce si rce i rzuca 
pytanie zawsze jednakie: czy nie ma pocigu?  To nie byo marzenie, nawet nie dza powrotu do kraju 
macierzystego, lecz jaki sza duszy. Jecha!  to by jedyny okrzyk, ktry si od tego czowieka syszao. Zdawao si, 
e gdyby mu pozwolono wsi do pocigu i jecha do kraju, natychmiast spadaby gorczka, od ktrej si trzs albo 
gorza, i ozdrowiaby bez wtpienia. Jake syn mg go opuci? Jake mia wyprawi samego na wiekuiste rozstanie? 
Obejmowa go ramionami i razem tskni do chwili odjazdu. I oto wytworzy si w jego organizmie jakby nowotwr 
uczu, pulsujcy od pasji sprzecznych w sobie. Cezary by tu i tam, w Rosji i w Polsce, by z ojcem i przeciwko niemu. 
Szarpa si i mocowa ze sob samym, nie mogc da sobie rady. 
Nie tylko wszake odmienno zapatrywa na sprawy publiczne i spoeczne dzielia (a zarazem w szczeglniejszy 
sposb czya) ojca i syna. Cezary wci przezwycia w swym duchu tego starego czowieka, wyzbywa si jego 
wadzy moralnej nad sob, wyrasta z niego i oddziela si bujnoci swej siy od zmurszaoci tego pnia. Nkay go 
35 
wizy, wci jeszcze, jak w dziecistwie, krpujce jego wol. Musia po tysic razy ulega, poniewa by synem  a 
stary ojciec moe rozkazywa, zakazywa, wreszcie pospolicie kaprysi z tej prostej racji, i jest ojcem i ma niepisan 
wadz zakazywania spraw i uczu najsuszniejszych. Cezary nie czyni nic takiego, co by byo moralnym 
ojcobjstwem, lecz szarpa si w wizach. Nieraz ponosia go wewntrzna wcieko i gryz w ustach twarde wyrazy. 
Ale samo to przegryzanie twardych wyrazw byo mczarni, albowiem sczy si z niego al niky, mtny, a ostry i 
nieustpliwy. Nieraz w gbi siebie Cezary aowa, i go ten tajemniczy czowiek, gnany niewygas mioci swoj, 
odszuka w Baku, dosign, chwyci w swe sieci uczu i zabra stamtd. Byby tam zosta B a  y   z y  z k , 
samym sob. Rozkazywaby samemu sobie i szed obran drog. Byby skoczy roboty grabarskie, rzuci opat i 
stan midzy ludmi tworzcymi. Teraz szed na postronku swojej dla ojca mioci w stron Polski, ktrej ani zna, ani 
pragn. Ojciec narzuci mu idea obcy duszy i niezrozumiay, niepodany i trudny, ckliwy i bezbarwny. Nie sam 
zreszt ten idea, lecz przymus tolerowania, piastowania i ulegej tolerancji wzgldem niego by nie do zniesienia. A 
tymczasem egoizm Seweryna Baryki w sprawie narzucania tego ideau nie zmniejsza si, lecz powiksza. Ojciec nie 
narzuca synowi swej tsknoty i dzy powrotu, lecz sam trzs si i jcza jak niegdy matka. Mona byo nie 
pomaga mu w sprawie powrotu? 
36 
Tote Cezary wystawa codziennie przed biurem, bada urzdnikw i zbiera wiadomoci w miecie. Wreszcie 
pochwyci wie upragnion. Pocig mia nadej! By to ogromny e  z e l o  wiozcy mnstwo Polakw do kraju. 
Niestety, sygnalizowano ju z dala, e miejsca nie ma i e nikogo z Charkowa zabra nie mog. Cezary poruszy 
wszelkie spryny, eby zabezpieczy sobie w tym pocigu dwa miejsca, i czeka dniami  nocami. Nie wiadomo byo 
oczywicie, kiedy nadejdzie. Przewidziano, i zatrzyma si w Charkowie na bardzo krtko, moe na par minut, 
wanie w celu uniemoliwienia oczekujcym wpakowania si do tego pocigu. Przewodnik wiozcy reemigrantw, 
ktry przed wadzami sowieckimi odpowiada surowo za przekroczenie instrukcji, dawa zna naprzd, z dala, i 
nikogo nie zabierze. Cezary nie traci nadziei i wartowa osobicie albo za pomoc acucha yczliwych, ktrzy litowali 
si w tym morzu bezlitoci nad jego ojcem. 
I oto pewnej nocy dano zna: pocig! Seweryn i Cezary rzucili si do stacji. Tutaj o pocigu niby to nic sycha nie 
byo, lecz wie sekretna dawaa znaki i ostrzegaa na migi: nadchodzi! 
Obadwaj Barykowie nasuchiwali. Starszy by tak zdenerwowany, rozstrojony i saby, e ledwie mg utrzyma si 
na nogach. Zdawao si, e przypadnie do ziemi i bdzie nasuchiwa. I oto w ciszy nocnej daleko  daleko rozlego si 
dudnienie guche, zwiastun upragniony. Stali obadwaj nasuchujc na stacji sabo owietlonej, ponurej i pustej. 
Dudnienie zbliao si, wzmagao, roso. Zamigotay daleko ruchome wiata latarni. Wreszcie pocig, ogrom 
ciemnoszary, wtoczy si na stacj i stan. By to szereg wagonw z obmarznitymi oknami i drzwiami. Sdziwe sople 
wisiay, jak kudy i kaki, z tego pasa ruchomych domkw na gucho zabitych, zatarasowanych, zamknitych. Gdy 
Cezary poskoczy i probowa otworzy jedne, drugie, trzecie, czwarte i dziesite drzwi, daremnie wyamywa sobie 
palce i wykrca donie. Wszystkie drzwi byy niezdobyte. 
Z ostatnich wagonw wysun si jaki czowiek i szybko zda do dworca w poszukiwaniu wadzy. Dwaj 
wdrowcy rzucili si do niego i nie pytajc, kim jest, zasypali go probami o wpuszczenie do pocigu. Okazao si, i 
jest to wanie przewodnik, inynier Biaynia. Seweryn zna tego czowieka przed laty za swoich urzdniczych czasw. 
Pocz mu si przypomina i baga o ask, o pomoc, o lito, o zabranie. Tamten przypomnia sobie Baryk  jake  
kochany pan Seweryn  Symbirsk  dawne dobre czasy!  lecz nic uczyni nie mg. Nie mg! Gow, wyranie gow 
odpowiada za przyjcie nowego pasaera do pocigu! Pocig jest ju przeadowany, nabity. Na kadym niemal 
przystanku rewizja przeglda papiery uprawnionych do jazdy z tym e  z e l o  e m. Za przemycanie choby jednego 
czowieka zagraa kara gwna. Kara gwna! 
 Nie mog! Z alem, z najserdeczniejszym alem, kochany panie Sewerynie... Nie mog! Zwaszcza dwu ludzi! Nie 
mog!  jcza przewodnik. 
Radzi poczeka na nastpny e  z e l o , ktry wtedy a wtedy, pod takim a takim przewodnikiem ma nadej. 
Tamten moe bdzie mia mniej ludzi, moe bdzie mg przyj. Seweryn Baryka poniy si do prb najniszych. 
Baga. Skamla. Zaklina. Rzuci si do rk inyniera Biayni. Zapaka okropnym starczym gosem... Nic to nie 
pomogo. Nie mogo pomc. Daremne byy proby i certacje. Biaynia tumaczy szeptem, na ucho, e przecie atwiej 
jest im zaczeka, nieco zaczeka na nastpny pocig, ni skazywa jego, Biayni, rodaka, dobrego znajomego, ba! 
przyjaciela, na utrat ycia. A yciem  yciem!  swym odpowiada  itd. Cezary nie sucha perswazji. W sposb ostry 
i gruby owiadczy, e ojciec jego duej czeka nie moe  e yj tu od tygodni jak troglodyci, czekajc wanie na 
mono wyjazdu  a gdy ta mono nadchodzi, ka im czeka! Jake tu czeka! I na co? Czy na now odmown 
odpowied? Czemu to inni mog jecha, a oni adn miar nie mog? Biaynia znowu pocz tumaczy, e nie tylko 
oni dwaj, lecz i inni z Charkowa. Zgaszay si setki i setki petentw, a odmwi, gdy... 
Do certujcych si podszed z tyu jaki czowiek, rwnie podrny, jadcy tym samym pocigiem. Przysuchiwa 
si rozmowie w milczeniu. Gdy Biaynia jeszcze bardziej stanowczo, kategorycznie, wanie wskutek grubych 
argumentw modego Baryki, odmawia  tamten pocign Seweryna za kurtk i popchn go ku kocowi pocigu. 
Sam przemwi do inyniera Biayni: 
 mier? mier za zabranie tych dwu? 
 mier!  krzykn inynier. 
 mier  moliwe  wszystko moliwe. Ale ich zabra musimy. 
 Ja ich nie bior!  woa gono Biaynia.  Nie bior! Nie bior! 
 Tote nie ty ich bierzesz, tylko ja. Zwalisz win na mnie. Jeeli si wykryje, zwalisz win na mnie. Ty o niczym 
nie wiesz, pierwszy raz syszysz  znat' nie znaju, wiedat' nie wiedaju  ja ich pod sekretem, w tajemnicy przed tob 
zabraem. Ja za nich bem odpowiadam: kwita. 
Biaynia zakotowa si na miejscu, zatupa nogami, zapiszcza od niezbitych argumentw, ale tamten drugi  chudy, 
wysoki, przygarbiony  popdzi przed sob Barykw. Kaza im przele pod wagonami na drug stron i sam przelaz 
na czworakach. Potem biegli we trzech, chykiem, co tchu a na sam koniec ogromnego szeregu milczcych wozw. 
Przy ostatnim wagonie w czarny wgramoli si na stopie wiszcy kdy wysoko nad ziemi, z trudem niemaym 
odryglowa zamek i odcign drzwi zasunite, skrzypice zjadliwie na mrozie. Wezwa obydwu niecierpliwym 
rozkazem: 
 Pchajcie si na sam spd. Pod tuupy! Lecie cicho i eby waszego ducha nie byo sycha! Dalej! 
37 
Ojciec i syn wwindowali si wzajem midzy jakie cuchnce kouchy i przypadli na nich. Czarny zasun drzwi, 
zaryglowa i zeskoczy. Wkrtce potem pocig szarpn si gwatownie. Bufory poczy obija si o siebie, a koa, 
skrzypic, obraca na szynach. Seweryn Baryka przycisn do serca rk syna: 
 Jedziemy!  wyszepta. 
 Jedziemy... 
38 
Wysoki, czarny jegomo nie zapomnia o dwu ludziach z jego aski zamknitych w towarowym wozie z 
kouchami. Zaraz podczas pierwszego postoju, gdy zatrzymano si na czas pewien, przynis im czajnik z gorc wod, 
nieco cukru zawinitego w strzp gazety, kawa chleba, a nadto poda garnczek z rozgotowan kasz. Posilali si w 
milczeniu, a starszy Baryka wpad w rozczulenie. Prawi mistycznie o jakiej rce, ktra popycha ku ich pomocy tego 
wysokiego i chudego rodaka. W istocie  jakkolwiekby tam byo  czarny zjawia si co czas pewien z czajnikiem i 
garnkiem, w ktrym byo zawsze co posilnego. Zaleca szeptem, eby si dobrze ukrywa, gdy rewizja moe si 
zjawi niespodzianie. Czasem w szczerym polu midzy zaspami pocig staje i zaczyna si taniec rewizyjny. Przegldaj 
papiery i rzeczy, a wszelkie zocida, piercionki, lubne obrczki, nie mwic ju o zegarkach, ulegaj gruntownej 
konfiskacie. le rwnie widziany jest ry, a nawet kasza jczmienna. 
Ojciec i syn zakopywali si w kouchy, zwaszcza e tgie zimno trzymao. Cezary odsypia swe charkowskie 
czuwania. Sewerynowi nie suy zapach baranich tuupw. Chory nie mg powstrzyma piekielnego kaszlu, ktry nota 
bene 
mg ich zgubi. Tote na stacjach i podczas przypadkowych postojw, w momentach przewidywanych rewizji, 
wciska gow w futra i formalnie dusi si, eby tylko nie kaszla. Wyjecha z Charkowa w gorczce, tote w 
zamknitym wozie bez powietrza a w nieznonym fetorze skr le wyprawionych zapada coraz bardziej. Jak na zo 
pocig wci stawa i tkwi na miejscu dla dokonania przez maszynist wiadomych poprawek w lokomotywie. Cezary 
by w rozpaczy, gdy na ten stan rzeczy nic nie mg poradzi. Ilekro zjawia si pilny a tajemniczy samarytanin z 
garnczkiem i czajnikiem, ilekro byo prosi o rad i pomoc, kad palec na ustach, trwonie nadsuchiwa i zaleca 
cisz, cierpliwo i ostrono. 
Pewnego dnia przyszed z drugim, starszym czowiekiem. Wdrapali si obadwaj do wntrza wozu. w stary 
przysiad si, a raczej przyoy do Seweryna, rozpi na im przyodziewek i przez suchawk pocz bada puca. Wnet 
jednak przerwa badanie i schowa do kieszeni swoj suchawk. Oczy obydwu samarytan byy smutne. Serce Cezarego 
zatrzso si od przeraenia i strasznej, bezsilnej boleci. Co mia pocz? Co poradzi? Jak ratowa? Miae wysi z 
tego wozu i i niosc na ramionach ukochanego? Pyta si tamtych dwu, dobrych wspbraci, lecz nic mu nie mogli 
odpowiedzie. Czarny przybieg jeszcze po odejciu lekarza i przynis jaki cierpki i gorzki napj w szklaneczce. 
ciska w ramionach modzieca, bezsilnego w swej mczarni. Gdy si drzwi za nim zamkny i zostali znowu sami, 
Cezary obj ojca ramionami, przyoy si, przytuli i marzy, e tak oto przeleje we swe zdrowie, przesczy w ten 
sposb krew swoj pulsujc w jego yy zeschnite i wypdzi ze tajemnicz niemoc. Seweryn by rozpalony. Gowa 
jego miotaa si po kudach baranich. Szepta z jkiem: 
 Nie zostawajmy tutaj! Jedmy! Nie wywcz mi na ziemi! Dojedziemy! Ju niedugo! Ju bliej ni dalej! 
Zasypia i nagle budzi si z jakim krzykiem, ktry syn pocaunkami ucisza. Mwi mu w rozarzone usta tysice 
pociech i zakl nadziei. W pewnej chwili Seweryn Baryka podwign si na legowisku, jakby mu si nagle przybyo. 
Obj Cezarego za szyj i mwi mu tak samo w usta: 
 Pamitasz? Takemy si wierszy francuskich uczyli. Pamitasz, Czaru?... Gdybym nie dojecha... Gdybym musia 
tutaj zosta... Ty tu nie zostawaj! Nie zostawaj! Jed tam! Sam zobaczysz... Przekonasz si... Ja tak nic nie wiedziaem, 
nie rozumiaem. Dopiero jakem z legionami przeszed poprzez t ziemi, dopiero jakem wszystko zrozumia... Takem 
nic nie rozumia, jak ty teraz. I patrz, co si ze mn dzieje. Taki straszny los... 
Zacich na dug chwil i znowu mwi: 
 W Warszawie id do jednego czowieka, ktry si nazywa Szymon Gajowiec. Czowiek tam znany. Dopytasz si. 
Powiesz mu o nas. By w przyjani z mam i ze mn. On si tob zajmie, on ci wszystko powie. Nazywa si  Szymon 
Gajowiec... 
Obali si na posanie i zasn. Lecz sen jego by niespokojny, peen jku i szlochw. Cezary, ktry siedzia nad 
ojcem pogronym w agonii, a nic mu poradzi nie mg, przeywa jakby mier wasn. Pocig w przestrzeni 
pomyka niby w krain mierci. Nieszczliwy podsun rce pod gow picego ojca, aeby mu uly w cierpieniu. 
Zmorzony mk duszy, zapomnia si od krtkiego snu. Zdawao mu si, e nie zamyka oczu. Lecz dosy dugo trwa 
ten jego sen. Po ocknieniu Cezary nie sysza ju charcze, wistw i jkw w piersi ojcowskiej. Gdy ucho jego 
przypado do rz꿹cej przed chwil piersi, nie usyszao ju bicia serca ani oddechu. Dugo leaa bezsilna gowa nad 
pustyni straszliw, ktra si przed ni rozchylia. Dugo trwao przeraliwe zdumienie, i usta, przemawiajce przed 
chwil, stay si kamieniem obojtnym ju na wszystko, cokolwiek by si zdarzyo, obojtnym a do skoczenia wiata. 
Cezary nie wiedzia wcale, jak dugo jecha przez pola niegami okryte i przez wody lodami okute, wskr lasw i 
ugorw, pustych i niemych jako piersi jego ojca. Nie mg wycign rk spod nieruchomej gowy, jakby j lody okuy 
i zamroziy mrozy sw moc. Zapragn usn tak samo, aeby si nie rozstawa z tym ptnikiem, ktry ze swoim 
celem dalekim rozsta si musia. Nie mg ani paka, ani jcze, ani wy, ani krzycze wniebogosy, cho krzyk, jk i 
guche wycie mia w sobie. 
Kiedy, po krtkim czy dugim skostnieniu w boleci, usysza, e drzwi odsuwaj si ze zgrzytem i e bardzo zimne 
powietrze do wntrza wiono. To czarny przyszed znowu ze straw. Nachyli si nad Sewerynem Baryk i trzyma 
przez czas pewien rk na jego sercu. Podwign Cezarego i zakrzykn na grubo, eby z tej nory wychodzi. Mody 
wyszed pospiesznie. Zimno go owiono. Tamten narzuci na jego ramiona kouch pierwszy z brzegu, drzwi zasun i 
39 
kaza i za sob. Weszli do przedziau tak przeadowanego ludmi, penego mczyzn, kobiet i dzieci, i powietrze 
byo tam rwnie zepsute jak w wagonie z kouchami. Bezimienny przyjaciel poszepta co z ludmi gwatownie i 
namitnie. Rozsunli si nieco, ustpili i Cezary znalaz wolne miejsce na awce. Z zamarznitego okna sczya si 
struga wody. Wiatr przewiewa. Mnstwo oczu patrzyo z ciekawoci na modego przybysza. On poczu si w tym 
tumie zbiedzonych, udrczonych od niespania i godowych niewywczasw, wrd rozczochranych kobiet, brudnych 
dzieci i ponuro spogldajcych mczyzn stokro gorzej ni w samotnoci. Chcia wyj. Prosi czarnego oczyma, 
eby go puci do ojca. Lecz tamten, uwijajcy si wci w tumie, nie pozwoli. Kaza czeka. Wic Cezary czeka. 
Pocig trzs si, z oskotem bi swymi koami w koce szyn, przechyla si i podrywa do szybszego biegu. 
Nad wieczorem tego dnia stan na duej. Przechodzia wskr wagonw nowa rewizja. onierze szarpali 
manatki, przegldali garnki i miski z ywnoci. Z trwog podawano sobie wiadomo o stopniu ich gwatownoci. Gdy 
mieli wej do przedziau, gdzie by Baryka, wyprowadzono go do ssiedniego, a stamtd po schodkach do budki 
brekowego, ktry go wepchn poza siebie i zakry swym olbrzymim kouchem. Po upywie pewnego czasu, na 
skinienie towarzyszw przedziau, Cezary musia znowu wyj i zaj swe miejsce. 
Gdy pocig nie odchodzi z tego postoju  zanioso si bowiem na dugi remontik  bezimienny przyjaciel wywoa 
Cezarego na dwr. Dwaj ludzie obcy stali na kocu pocigu. Sierota podszed do nich i zobaczy, e wycigaj z wozu 
zwoki jego ojca. Zawinli je w pacht. A nim zawinli. pozwolili mu jeszcze zacisn powieki nad zagasymi oczyma, 
do zimnych rk i do zimnych ust przywrze ustami. Potem zoyli ciao na marach i mieli je dokd odnosi. Cezary 
podnis oczy bagalne na czarnego przyjaciela, eby mu pozwoli i za ojcem. Zobaczy wtedy, e tamten pod 
rozpit kapot ma bia koszul na sobie. Usysza jak przez sen aciskie wyrazy: Dies illa, dies irae... 
Z rozczarowaniem, z odraz pomyla, e czarny to ksidz. Tamten przeegna zwoki i przez chwil modli si 
nad nimi pochylony. Potem da tragarzom znak. Do Cezarego zwrci si z szorstkim zapytaniem: 
 Zostajesz tutaj? 
 Dokd nios mego ojca? 
Ksidz wskaza rk miasteczko, widne jeszcze w mroku, i dalek w jego gbi piczast wie kocieln. Rzek 
cicho: 
 Przy tym kociele bdzie sobie lea. Lepiej mu przecie bdzie tam ni tutaj w rowie. 
 Pjd za nimi! 
 A wic zostajesz tutaj? 
Cezary zaama rce. Nie wiedzia, czy tu zostaje. 
 Pocig zaraz odejdzie. Zostajesz tutaj? 
 Pjd za nimi! 
Lecz tamten obj go twardym ramieniem i potaszczy do pocigu. Co mu tam mwi. Cezary nie rozumia, 
ogarnity przez rozpacz. Obejrza si jeszcze raz i w nadcigajcej ciemnoci dojrza dwu ludzi dwigajcych na 
nosach ksztat czowieczy. Za chwil jecha znowu. 
40 
Dugo wlk si pocig naadowany ludmi do cna, cho z niego raz wraz kto przyzostawa na przydronych 
cmentarzach miasteczek. Im bliej byo do kresw polskich, tym rewizje byy cisze i srosze. Nareszcie rozesza si 
wrd podrnych wie radosna: granica! Zanim jednak ludzie wymizerowani i storturowani w wagonach od tylu 
tygodni ujrzeli upragnione budynki kresowe, niemao ich jeszcze nadrczono. Pocig sta w polu. Drzwi od wagonw 
byy zamknite. Czekano w tym ruchomym wizieniu na zmiowanie si nieubaganych wadcw. 
Cezary obserwowa ciekawe zjawisko, i ci wszyscy ludzie, jego ssiedzi z najbliszych awek, bynajmniej nie 
fabrykanci, nie bankierzy ani magnaci, lecz najzwyczajniejsi i dobroduszni zjadacze chleba tudzie kaszy jaglanej, na 
ktr zarobili wasnymi rkami  drobni dorobkiewicze i mizerni karierowicze, urzdnicy i pracownicy prywatni  byli 
jakby wyjci spod wszelkiego prawa wanie tam, w kraju, gdzie tyle si nasucha o prawach czowieka ucinionego i 
wyjtego spod prawa. Do dzikiej furii doprowadzia go tyrania najzwyklejszych pospolitakw i odakw, ktrzy, nie 
wiadomo za co i w jakim celu, gnbili uchodcw do Polski z satysfakcj, z nienasycon przyjemnoci, z jawnym 
wylewem zwyczajnej nacjonalistycznej zemsty. Mona byo zrozumie gniew na burujw, rodakw uciekajcych z 
Rosji przez Baku w wiat szeroki, lecz ta gruba i okrutna przemoc okazywana gociom, przychodniom, wdrowcom, 
ktrzy wanie wynosili si do siebie  dziwia i napeniaa gniewem. Patrza na twarze oficerkw komenderujcych, na 
rewidentw i  o  d a f o   w trzymajcych stra przy drzwiach i pierwszy raz w yciu zobaczy nie tylko oczyma, 
lecz dusz czujc  tyrani, o ktrej mu ojciec mwi tyle razy. 
Ale po wszystkich udrczeniach i po najobrzydliwszych trwogach, zwaszcza kobiecych  i nie wypuszcz, i ka 
cofn si, i zamkn wagony, zawrc pocig z ludmi i odwioz wszystkich z powrotem do Charkowa  po licznych 
plotkach i istnych klechdach, ktre strach podzi, a do niebywaych rozmiarw wydymaa gupota  oto roztworzono 
drzwi wagonw. Ludzie zgarnli, co tam jeszcze taszczyli ze sob, ponieli na rku dzieci, powlekli starych i chorych. 
Pdzili z wrzaskiem i szlochaniem, popychajc si, wyprzedzajc jedni drugich  jakim rozmokym gocicem, ku 
domom widniejcym tu obok. Biegnc coraz szybciej, jakby ich kto goni, modlc si, paczc i miejc si razem, 
doskoczyli do sztachet, za ktrymi stao kilku onierzy w szarych, podniszczonych rogatych czapkach. Kobiety stare i 
sabe chwytay si dygoccymi palcami za balasy owych sztachet, mczyni zmordowani drog caowali supy w tym 
pocie. Wszyscy popychali si i bili, torujc sobie i swoim przejcie w tumie, kotujcym si jak zbiorowisko topielcw 
dosigajcych wybrzea. Brama bya otwarta i tam za kolej przepuszczano. 
Przysza wreszcie kolej i na Cezarego. Nie mia ci adnych papierw, gdy wszelkie dokumenty zostay w 
skradzionej walizce. Szed na olep. On moe jeden w tym tumie nikogo nie wita, a wszystko egna i zostawia za 
sob. W ostatniej chwili, gdy ju mia bram przekroczy, inynier Biaynia wetkn mu w rk jaki papier, czyj 
legitymacj. Oficer polski przyj papier od Baryki, obejrza i tu na stoliku przybi piecz. Przychodzie min bram. 
Wszed do Polski, kraju swoich rodzicw. 
Tum ludzki mija budynki stacyjne i kierowa si w stron miasteczka, ktrego murowane i drewniane domki wida 
byo niezbyt daleko. Cezary szed rwnie do tego miasta. Po udrce, zgnieceniu i braku powietrza w przedziaach 
pocigu, oddycha teraz powietrzem szerokim, olbrzymim. Wyciga rce do tego szerokiego powietrza, do ziemi 
nieznanej, jakby wolno swoj obejmowa w posiadanie. Mija ohydne budynki, stawiane, jak to mwi, psim swdem, 
z najtaszego materiau, kryte pap, ktr wiatr poobdziera, a zimowe pluty podziurawiy doszcztnie. Chcc cae to 
oppidum obj jednym spojrzeniem, wyszed za ostatnie domostwo. 
Przepywaa tam rzeczka, w stromych brzegach wijca si wrd niziny. niegi ju stajay i pierwsza trawka, szczyk 
rzadki, bladozielony, rozpociera si poczynaa nad bystr wod. Po tej to ledwie widocznej runi taczyli na bosaka 
chopcyndzarze przygrywajc sobie na ustnej harmonijce. Bose ich stopy migay nad botem, ktre ju zdoay ubi 
na dogodne do taca klepisko. Przedwionie zdmuchno ju z dachw bud najbliszych ld i nieg  ogrzao ju 
naturalnym powiewem poudnia wntrza, ktre duga i cika zima, wrg biedakw, przejmowaa mierciononym 
tchnieniem. Pourywane rynny, dziurawe dachy, spleniae ciany krya ju ta niemiertelna artystka, wiosenka 
nadchodzca, pozot i posrebrzeniem, zieleni i spowiaoci, barwami swymi, ktre rozpocieraa nad wiatem. 
Usiowaa osoni nikymi swymi kolory to wstrtne widowisko, ktre na jej tle penym wieczycie niemiertelnego 
pikna ludzie rozpostarli: miasteczko polskoydowskie. Cezary patrza pospnymi oczyma na grzskie uliczki, pene 
niezgruntowanego bajora, na domy rozmaitej wysokoci, formy, maci i stopnia zapaprania zewntrznego, na chlewy i 
kaue, na zabudowania i spalone rumowiska. Wrci na rynek, obstawiony ydowskimi kramami o drzwiach i oknach 
zabryzganych botem przed miesicami, a i przedtem nie myte od kwartaw. 
Gdzie s twoje szklane domy?  rozmyla brnc dalej.  Gdzie s twoje szklane domy?... 
41 
CZʌ DRUGA 
NAWO 
42 
Dotarszy do najrdzenniejszej Polski, bo do stolicy  Warszawy  ani po drodze, ani w tym miecie Cezary Baryka 
nie znalaz szklanych domw. Nie mia o nie nawet nikogo zapyta. Zrozumia, e zmary ojciec bolenie ze przede 
mierci zaartowa sobie. Jednak  by moe pod wpywem tej tak naiwnej legendy, a by moe pod wpywem 
gwnego jej bohatera, kuzyna Baryki, Cezary postanowi wstpi na medycyn w Warszawie. Nie mia swych 
bakiskich papierw, lecz po egzaminie do pobienym zosta przyjty i pocz chodzi na wykady. Z zapaem kraja 
truposze, uczy si osteologii, chemii, botaniki itp. Zawar nowe znajomoci z Polakami i do sobie w tych nowych 
ludziach podoba, cho go nieraz sw nieszczeroci ranili. 
Pod wzgldem materialnym wielce mu pomg znajomy ojca nieboszczyka, pan Szymon Gajowiec, bardzo wysoki 
urzdnik w nowokreowanym Ministerstwie Skarbu, da mu bowiem nieetatow posad w swym biurze i nastrczy 
bardzo korzystne lekcje jzyka rosyjskiego w sferach wyszej oficerii, pochodzcej z Galicji. w pan Gajowiec 
szczeglnie rozpytywa si o matk Cezarego, ktr zna by bardzo dawno w miecie Siedlcach. Po wielokro kaza 
sobie powtarza o niej wszelkie szczegy, wszystkie perypetie jej niedoli i mierci. 
Cezary z nadzwyczajn dokadnoci wszystko to opowiada temu nieznajomemu czowiekowi, a tamten z wyton 
uwag wszystkiego sucha  ba!  sucha ze zami w oczach, a raz nawet, w trakcie opowieci o ostatnich dniach 
mczeskich, gorzko zapaka. Cezary nie mg si domyle, czemu to tak jest, czemu ten jegomo, ktry jego matki 
nie widzia od lat tylu, odkd kraj porzucia, tak si jej losem przejmuje i wzrusza. Ale pan Gajowiec, sztywny i 
wytworny biurokrata, stary kawaler, pedant i zimny subista, sam mu to wytumaczy, gdy tak pewnego razu sam na 
sam rozmawiali. Przyzna si w sposb spokojny i zimny, jakby mwi o finansowej sprawie, bez cienia afektacji, 
wstydu faszywego i faszywej czuoci, i za dawnych swych lat kocha matk Cezarego. J jedn kocha w swym 
yciu. By wwczas biednym urzdnikiem w siedleckiej Paacie, tote nie mg si rwna z ojcem Cezarego, ktry 
nagle z Rosji przyjecha, otoczony nimbem powodzenia. Wydano j za lepszego konkurenta  nic dziwnego... Kt by, 
jacy rodzice mogli byli odrzuci podobn parti? Pojechaa jako moda panienka, a oto teraz imi tylko z niej zostao. 
Pan Gajowiec sucho zapewni Cezarego, i nigdy nie ucisn rki jego matki, i jego sowami nigdy swych uczu nie 
wyzna. Raz... pewien list... ale to nie naley do rzeczy i nie wpyno na spraw jej postanowienia. 
Tote nie ma w tym nic zego, i synowi o tym mwi, bo przecie i jej samej ju nie ma. Nie ma ju  al si Boe!  
nawet rywala. Zosta tylko on, Cezary, cie i podobizna panny Jadwigi, a ma oczy kubek w kubek do matki podobne. 
Pan Gajowiec chtnie z Cezarym rozmawia. Zamykali si czstokro sam na sam i godzinami wspominali o umarej. 
Nie byo szczegu, wzmianki, wersji, anegdoty, ktra by nie interesowaa starszego pana, skoro dotyczya zmarej. Nie 
byo tematu z ni zczonego, ktry by nuy suchacza. Cezary znajdowa rwnie szczegln rozkosz w tych 
rozmowach o matce. Zdawao mu si nieraz, i tak samo jak pan Gajowiec widzi j modziutek, liczn, weso, e j 
poznaje jako pann Jadwig, pann Jadzi, w ktrej do szalestwa, do obdu kocha si pewien mokos z Paaty i 
mwi jej wci o tym rozmarzonymi oczami. To bya nowa posta matki, nowy jej obraz, nowe przemienienie si 
bolesnej, starej kobiety, ktra go obsugiwaa, kijem si podpierajc. Tak to z panem Gajowcem kochali si obadwaj na 
nowo w widmie panny Jadwigi. 
Ani ta znajomo  ani nowe ycie  ani studia w uniwersytecie  nie trway dugo. Wybucha wojna z 
bolszewikami. Cezary wstpi do wojska, jak wszyscy jego koledzy z fakultetu. Nie paa ci on entuzjazmem dowojaczki, ani mylowo i przekonaniowo pragn wojowa z Sowietami, ale musia i w obawie niesawy. w snobizm 
wojenny silniejszy by ni przekonania i sympatia dla tamtej strony. Pan Gajowiec, jedyny teraz quasiopiekun i 
duchowy ojciec, nie powstrzymywa ani odmawia, cho pozbycie si modego przyjaciela byo dla niego klsk nad 
klskami. W cigu jednej sekundy zdecydowali t spraw. Cezary wyruszy w pole. Pole byo niedaleko, tu pod 
Warszaw. Wida je byo niemal, gdy dymy poncego Radzymina ukazyway si oczom z wysokiego pobrzea, na 
ktrym wznosi si Warszawa. Sycha byo huk armatni, dobrze Cezaremu znajomy. Oto teraz znowu rozlega si ten 
gos przeklty nad jego samotnoci i prac noworozpoczt! Znowu zaczynao si to samo, co byo w Baku! Tu jednak 
przyczyy si elementy inne, nowe, decydujce. 
Pewnego razu, gdy wojska bolszewickie miny ju spalone miasteczka i docieray niemal do przedmie 
Warszawy, a cae to miasto byo w ruchu, w biegu, w skoku, w jakim locie wszystkich na wszystkie strony  gdy 
dudniao, jak bben, od automobilw ciarowych, od przecigajcej artylerii, dwiczao od kroku wojsk 
maszerujcych w rozmaite strony, Cezary po musztrze wszed do kawiarni mieszczcej si w ogrodzie, aeby napi si 
szklank wody sodowej. Stoliki byy pozajmowane. Obsiedli je panowie i obsiady panie, przewanie semickiego 
pochodzenia. Bya to plutokracja miasta Warszawy, ktra nie posza ladem najgrubszych w tym zawodzie, nie daa jak 
tamci drapaka gdzie pieprz ronie, lecz pozostaa na miejscu. Panowie ci nie rozmawiali ju po cichu o tym, co si 
dzieje. Mwili gono, moe nawet odrobineczk za gono  po prostu z krzykiem. Spierali si  ju tylko pomidzy 
sob  o to, jak te zachowywa si bd po wkroczeniu do Warszawy owi nie znani tu jeszcze bolszewicy. Jedni z tych 
panw przewidywali, i wszystko bdzie dobrze, uoy si, da si zrobi. Nie takie rzeczy daway si zrobi, da si 
zrobi i ta afera. Dlaczego nie ma si da zrobi? Przypominali ow doskona formu jakiego spryciarza, i osio 
obadowany zotem wejdzie do najbardziej niedostpnej fortecy. Inni wyraali obaw, i mog by nieprzyjemnoci, 
grube kaway. 
43 
 To s barbarzycy!  ciska si pewien pan, grubas w drogich kortach, bawicy si brelokami swej dewizki, 
lecymi na jego brzuchu.  To s obuzy!  dodawa rozgldajc si dookoa nie bez pragnienia, aeby Sarmaci 
rdzenni, lecz robaczywi i uomni, tu i tam tulcy si pod cieniem suchotniczych kasztanw, widzieli, jak on si w takiej 
chwili, w takiej chwili! ciska. 
Antagonista oponowa. agodnie, z flegm. Nazywa swego interlokutora po prostu sceptykiem. Twierdzi, e to 
s przesady, plotki, a nawet kalumnie. Spr, teoretyczny w swej istocie, zaostrzy si. Panowie dysputowali gono, jak 
u siebie w domu. Zdawao si nawet, e sobie nawymylaj albo si nawet pobij. Tymczasem wszystko si pogodnie 
skoczyo. 
Zgodzili si na jedno: 
 Zobaczymy... 
 Zobaczymy! Dzi, jutro zobaczymy. Nie ycz panu, eby pan na wasnej skrze dowiadczy, jacy to 
dobrodzieje. 
 Dzikuj za yczenie. Speni si na pewno. Wszystko bdzie dobrze. 
 Jeste pan niepoprawnym optymist! 
 Jestem czowiekiem, ktry patrzy i rozumie, co si dookoa niego dzieje. 
 eby pan sobie tylko nie potrzebowa zakrywa oczu! 
 Powiedzielimy przecie obadwaj: zobaczymy... 
 Dobrze: zobaczymy! 
Cezary nie dopi swojej szklanki. Wojna midzy Polsk i Rosj sowieck, zmierzajc do pomniejszenia tych 
obszarw, na ktrych istniaa ju wadza chopw i robotnikw, nie bya dla niego upragniona. Mia przecie dziaa w 
tym kierunku, eby zmniejszy, a nawet zniweczy ju uzyskane zwycistwo robotnikw. Waha si w sobie, i zdradza 
spraw robotnicz. Lecz to, co sysza w kawiarni, targno nim jak ywa zniewaga. Nie chcia by widzem podobnym 
do tych panw. W chwili tej wanie powiedzia sobie, i nie bdzie oczekiwa na wypadki. Nie! Nie dopuci, eby ci 
dwaj zobaczyli, i wszystko pjdzie po ich myli! 
Drugim motorem, ktry go popchn, by powszechny entuzjazm. Szli wszyscy, wszyscy, wszyscy. Jak na bal, jak na 
zamiejsk wycieczk. Jeszcze nie widzia w swym yciu takiego zjawiska jak ten entuzjazm Polakw. 
Pewnego dnia sysza na zburzonym mocie elaznym nad Wis mowy robotnikw i przywdcw robotniczych 
wzywajce do walki na mier i ycie, nie z buruazj  jak zawsze w mowach robotniczych  lecz z tym najedc, 
ktry kraj nadchodzi, upi i zamienia w ruin, niosc czerwone sztandary. Patrza, jak chopcy niedoroli wylatywali 
spod rki matek, i czyta w dziennikach opisy, jak po bohatersku ginli. Chcia zobaczy wasnymi oczyma t spraw, 
za ktr szli w pole nadstawia piersi mczyni i wszystka modzie  szli spokojnie, wesoo, przy huku bbna. Chcia 
dowiedzie si, co naprawd kryje si w samym rdzeniu tego ich entuzjazmu, jaka idea zasadnicza, jaka sia, jaka 
wewntrz skrcona spryna rozpra si i popycha ich do dziea. No, i co ta sia jest warta. 
44 
Gdy pierwszy raz po przeszkoleniu na placu musztry, ktre trwao dosy dugo, wyruszy wreszcie, przeby most na 
Wile, min Prag i znalaz si ze sw kompani na kocu przedmiecia, oficer prowadzcy ten oddziaek  mody 
marsowy satrapa, jakby pokn stu generaw  kaza stan. Na szosie radzymiskiej, ktra ju wybiegaa w szczere 
pole, kbi si olbrzymi tuman kurzu, ta zawierucha sigajca wysoko pod niebo. Nie wiadomo byo, co to si tam 
kryje w rodku tej niezmiernej kurzawy. 
Modzi onierze stali z broni u nogi. Za nimi grupa jakich poamanych cywilw, ciarowe automobile, chopskie 
wozy  wszystko wstrzymane w swym ruchu i biegu, zbite w jedn mas. Nareszcie dostrzeono, e w wielkim pyle jest 
jaki orodek, ciemny rdze. Niewiele mino czasu, alici ukaza si w rdze tajemniczy. Bya to olbrzymia, wprost 
niezmierna bolszewicka kolumna  lecz ju jecw. W dugich do samej ziemi szynelach, cikich i grubych, w 
papachach na spoconych gowach, boso przewanie lub w buciorach najrozmaitszego pochodzenia brnli ci modzi 
zdobywcy wiata pod stra maych i niedorosych onierzy polskich, ktrzy tu i tam idc z karabinami na ramieniu 
srogo pokrzykiwali na t nieskoczon watah, szstkami idc w jarzmo po radzymiskiej szosie. Zdumienie byo tak 
wielkie i powszechne, i wszyscy widzowie zamilkli i dugo wpatrywali si w ten obraz niesychany. Szli i szli zdroeni 
jecy mijajc may oddziaek, w ktrym si mieci Cezary Baryka. 
Alici z ostatniego przydronego domku, z niskiej przedmiejskiej sadyby, wciekle odmalowanej na kolor niebieski, 
gdzie mieci si szynczek, ostatni pocieszyciel dla opuszczajcych miasto i pierwszy wielkiej stolicy na tej szosie 
zwiastun  wytoczya si jejmo niska a pkata, gruba jak komoda. Dugo przypatrywaa si mijajcym szstkom 
bolszewickich onierzy. A nie moga wytrzyma: podpara si w boczki, wyskoczya przed front jecw i ja 
wygraa im piciami. Jak optana od diaba, miotajc si tu i tam, krzyczaa: 
 Przyszede Warszaw zdobywa, mierdziuchu moskiewski, jeden z drugim?... 
Dawno ci tu nie widzieli, mordo sobacza! Jue naszych zwyciy?... 
Idziesz zasiada w kucki na zotej sali w krlewskim zamku?... 
Jecy spogldali na t przykrtk wiedm z powag, a nie bez obawy w oczach. Nie wiedzieli przecie, do czego 
taka poczwara moe zachca onierzy z karabinami u nogi. A nu do rzezi? Babsko miotao si przed szeregiem, 
coraz goniej wywrzaskujc: 
 Co to za mordy astrachaskie, moje pastwo kochane! Jakie to maj cylinderki morowe, ciepe na t por! E  
franty! A dopiero buty na nich  klasa! Jakimi to lepkami na nas kapi! A buzie jakie to poczciwe! Kady jakby z 
dzbanuszka wyliza. A wszystko, moje pastwo kochane  z godu. 
Przedefilowaa przed kolumn jak genera idc w stron Radzymina  zlustrowaa szeregi i znowu zawrzeszczaa: 
 arby jeden z drugim wasne guziki od portek, eby je tak mia, jak nie masz, kamuku z krzywymi lepiami! 
Bo nawet jeszcze do noszenia portek nie doszed. Kiszki ci si skrcaj, bo cztery dni w gbie nic nie mia. Dobrze ci 
tak, winio nieoskrobana! Nie chod w cudzy groch, bo to nie twj, wiski ryju, tylko cudzy. Rozumiesz mi, jeden z 
drugim? 
Ostatnie zapytanie wykrzykna najgoniej, jakby w oczekiwaniu odpowiedzi. Gdy za nikt nie odpowiada, a 
szeregi szy dalej za szeregami, wyjania tajemnic gronego pytania: 
 ebym tak miaa z par korczykw ziemniakw, jak nie mam, tobym nagotowaa w upinach i daa wam w korycie 
re, winie wygodniae!... Nie mog, moje pastwo kochane, patrze na te godne ryje. No, nie mog! 
W istocie jejmo przedpraska cofna si nieco w ty, bo te i kurzawa bijca spod ng jecw zawalia wszystko. 
Czoo kolumny byo ju pewnie na mocie wilanym, a koniec jej jeszcze nie wkroczy na przedmiecie praskie. 
Nareszcie si przewalili. Py opad. Oddziaek, w ktrym tkwi Cezary Baryka, wyruszy w drog. Miao si pod 
wieczr. Ciemna i chmurna noc schodzia na szos, gdy wymijano ostatnie umocnienia z drutu i szeregi roww na 
pobrzeu lasw. Szerokie botne rozlewiska cigny si tutaj po obydwu stronach szosy, zagraajc nieprzyjacielowi 
drog do stolicy. Lecz nigdzie tu ju nieprzyjaciela nie byo. Tylko po obydwu stronach bitej drogi widniay ciemne 
doy, kady z oson skierowan w stron Warszawy. Byy to najdalej ku niej wysunite forpoczty Moskwy, rwnolegle 
i symetrycznie wybrane w mazowieckiej ziemi. 
Oddziaek maszerujcy wymija raz wraz konnic i piechot, cikie automobile ze sprztem wojennym, 
nieskoczone wozy trenu i fury powracajce do miasta z rannymi. Noc ju bya, gdy oddziaek dosign Radzymina, 
maego miasta ze zgliszczami, ktre si jeszcze arzyy i dymiy, z domami poprzewiercanymi na wylot od pociskw. 
Pustka i milczenie leay nad zaukami i uliczkami jakby skrelonymi do znaku. Zatrzymano tutaj oddzia na chwil 
przed pewnym ocalaym pitrowym budynkiem. Cezary rozejrza si po tym miejscu wojennym. Nuda zniszczenia 
wiaa tu wrd dymu i iskier. Noc pospna roztoczya si nad tym obmierzym zjawiskiem. Z bramy domu pitrowego 
wyszed oficer francuski, czowiek starszy, z siwiejc kozi brdk i obwisymi wsami. Twarz jego bya surowa, 
zmartwiona i wyraajca nieopisane zmczenie. 
Oficer ten wgramoli si do kosza motocyklu na dwie osoby i wadczym gestem da znak onierzowi polskiemu, 
ktry spenia w tym wehikule obowizki szofera. Motocykl pocz wydawa ze siebie wrzaskliwe strzay, zakrci si 
na miejscu i pomkn w drog na pnoc, ku Wyszkowu. 
45 
 Patrzcie no, koledzy!  mrukn kto z oddziau  ten chorowity Francuzina sam tak oto ze swym szoferem rznie 
na ca bolszewick armi. 
 Wie on dobrze, e ju ich nie dopdzi. Takiego daj dba! 
 Milcze tam w szeregu!  straszliwym basem zagrzmia komendant oddziau, dwudziestodwuletni podporucznik. 
Za chwil maa kolumienka ruszya wielkim krokiem pord zupenej ciemnoci, sabo rozwidnionej przez zarzewie 
Radzymina. Sza pod nieprzyjaciela, o ktrym nie byo jeszcze wiadomo, czy w istocie bdzie ju dawa dba, czy 
powtrnie na Warszaw uderzy. 
46 
Cezary Baryka niemao si nachodzi w tej narodowej wojnie. Wykonywa wraz z kolegami z oddziau wcieke 
marsze i wypady, obroty i zasadzki, to znowu w i a  przed si przemon. Zdarzao mu si i w sam rodek 
nieprzyjaci, uczestniczy w brawurowym przedsiwziciu generaa Sikorskiego, jak pchnicie bagnetu 
rozpruwajcym front bolszewicki. Zdarzao mu si maszerowa dniami i nocami, naprzd, wci na wschd za wrogiem 
uciekajcym. Przesuny mu si przed oczyma niezliczone wsie i miasteczka, lasy i pola. Przebrn rozlewne rzeki 
wrd gw. Ojcowskich szklanych domw nigdzie a nigdzie nie byo. Zwolna przesta o nich myle. Nie myla 
take o ideologii najedcw ze wschodu. Nie wida jej byo w ruinie, w zniszczeniu, tratowaniu, w ladach rabunkw, 
rzezi i gwatw. 
Wrg miertelny ludzi ubogich szed przed nim wszystkimi drogami na wschd  niszczyciel i rabu. Gdzie byy 
elazne mosty, wisiay poprzetrcane ich gnaty  gdzie byy mosty drewniane, sterczay osmalone pale. Gdzie byy 
wsie, stay porozwalane pustki. Gdzie cokolwiek piknego, wzniosego przeszo zostawia potomnym na tej ziemi 
ubogiej, widniaa kupa gruzw. Jake tu byo doczyta si w tym pimie najedcw ze wschodu idei goszonych przez 
mwcw wiecowych? Nadto sama wojna, jako przedsiwzicie gromadne, jako dzieo kunsztowne a nowe i nieznane, 
zaja go, a raczej przytoczya. Baryka nie myla teraz, o co walczy i z kim, gdzie jest i dokd dy. Maszerowa 
wedug rozkazu, nocowa, jad, spa, zrywa si na nogi, sta na warcie albo chytrze podkrada si pod placwki. 
Dobrze si na og spisywa dawny sportsmen bakiski. Przeoeni oddawali mu pochway, a towarzysze broni 
przywykli liczy na Baryk, jak ongi liczono na Zawisz. Cezary nie mia do kogo wraca ani do kogo napisa listu. 
Kilkakro posa kartki pod adresem pana Gajowca. Odebra od niego serdeczne odpowiedzi  ot i wiat cay. Ale w 
tych marszach, leganiach po rowach i ziemiankach byy obok niego ludzkie dusze  koledzy. Okazao si nawet, e te 
Polaki to s nawet dusze bratnie. Kady z nich mia gdzie jak mam albo jakiego tat. Byli tacy, co mieli 
nawet babcie, a prawie kady na postoju, w chwili, kiedy sdzi, e go nikt nie widzi, olinia sekretnie jak fotografi 
 ach!  jej, Kazi czy Zosi. Cezary nie mia ani jednej Zosi, tote uprawia wyniosy cynizm przedrwiwa nie tylko z 
samych imion i spieszcze, ale nadto z caoci sentymentw. On to wanie by onierzem w kadym calu. Nie byo nic 
poza nim. Naprzd!  i kwita. W kompanii zaprzyjani si specjalnie z pewnym modziecem, rwnie studentem 
Warszawskiego Uniwersytetu a obecnie tgim onierzem, imieniem Hipolit, nazwiskiem Wielosawski. W pewnej 
przygodzie w okolicach ysowa pod osicami Cezary wyratowa tego Wielosawskiego z opresji. W potyczce 
Wielosawski wpad midzy bolszewikw, zosta pogany bagnetami, potuczony kolbami i porzucony w lesie zwanym 
Rogacz. Cezary, nie znalazszy go w kompanii, wrci si co tchu do lasu, wyszuka koleg, wzi go na rami i odnis 
midzy swoich. 
Wielosawski wnet si wyliza, a nie zapomnia usugi. Nigdy on nie mwi o swym rodzie, rodzinie i sentymentach. 
By Hipolit w szeregu i tyle. Na boku tylko szeptano, e to gruby pan z panw, srogi magnat, a kuzyn jakich tam 
jeszcze bardziej pieroskich Wielosawskich. Hipolit by onierzem jak si patrzy i co si zowie. Dar buty w pocigu 
za czerwonymi drapichrustami, ar razowiec i cign z flachy, spa na ziemi i poci si w obrotach, jakby wcale nie 
mia w yach nic bkitnego. A siy mia icie koskie, mg o godzie wytrzyma peny pochd, kiedy ju wiara nosem 
si podpieraa. Nieraz z Cezarym spali pod jedn der i dzielili si po bratersku chlebem, sol, sonin i pluskwami. 
Tote zawarli przyja od serca, sztam d e g  u b i . 
Miao si ku jesieni, gdy w szeregach rozesza si radosna wie, i wrg z kraju ustpi i e bliski jest rozejm. 
Oddzia, w ktrym suyli dwaj przyjaciele, Baryka i Wielosawski, z Biaorusi cofnity zosta na Mazowsze i znalaz 
si w maym miasteczku erominie. Obadwaj wojacy wdali si tutaj w wielkie spanie, ktrego wystarczyoby na 
dziesiciu przecitnych neurastenikw. Je jednak byo w tym miecie skpawo, tote zmczonym rycerzom nudzio 
si w tym miejscu potnie. 
Studentw uniwersytetu zwolniono chtniej ni innych, tote Baryka i Wielosawski zwolnili si z szeregw, skoro 
w nich nie byo ju obronnej roboty. Wielosawski zaproponowa Baryce, eby ten pojecha do niego na wypoczynek 
do jakowej Nawoci w okolicach Czstochowy. Baryka przysta. Przebrawszy si w Warszawie w ubranie cywilne, do 
czego pomg pan Gajowiec udzieleniem zaliczki na przysze prace biurowe  Cezary wyruszy do Nawoci. 
47 
Po przyjedzie na podrzdn stacyjk drogi elaznej dwaj przyjaciele zastali oczekujc na nich czwrk koni 
zaprzon do maego a wysokiego pojazdu na dwie osoby, z siedzeniem z tyu dla wonicy. Wonica w, mody 
dryblas w liberii, z wylaniem wita si z paniczem, szczliwie z wojny wracajcym. Tene Jdrek powrci rwnie 
szczliwie z wojska, gdzie jednak peni bardziej pokojow, a raczej przedpokojow misj ordynansa pewnego 
dygnitarza, wysoko postawionego czasu tych zamieszek. Na dusze jednak wylewy opowiada o przedpokojowych i 
polnych przewagach militarnych nie byo czasu, gdy wanie noc zapadaa. Hipolit Wielosawski wskoczy na przednie 
siedzenie, umieci gocia Baryk obok siebie, Jdrkowi kaza zasi w grnym miejscu na tyle, wzi wprawnymi 
rkoma czterokonne lejce i z widoczn rozkosz wywin dugim batem. Konie wysuny si ze stacyjnego dziedzica 
jak jeden i pomkny mikkim gocicem. Cezary nie jedzi nigdy takim zaprzgiem. Przyznawa w duchu, a gono 
wyjawia Hipolitowi, i w historii jego sportw bya to przyjemno  prima! Gdy si kasztany wziy w siebie, a 
uzgodniy krok w miarowym skorochodzie, kolaska prawdziwie pyna w polach. Byo po deszczach, droga liska i 
pena wybojw, w ktrych jeszcze stay te wody, lecz koa lekkiego pojazdu ledwo muskay owe kaue  porywane 
dalej a dalej. W pewnym miejscu janie pan rzuci poza siebie lakoniczne pytanie: 
 Gocicem czy na Leniec? 
 Przejecha przejedzie b e z Leniec, ale faktycznie m i   k o. 
Hipolit zawrci z gocica w boczne opotki, w wsk droyn midzy chopskimi dziakami, gdzie dwie koleje, 
rozdzielone wysokim pasem przez koa w cigu wielu lat wyoranej skiby, kdzierzawym po wierzchu od gstej murawy, 
biegy w przestrze, rwnolege jak dwie szyny. Zmurszae poty z skatych erdzi sigay a do wysokoci siedze 
janiepaskich. Droga ta bya jakby utworzona dlatego, eby po niej moga w sw dal pomyka czwrka kasztanw i 
lekki paski wolancik. Glina wymieciona spod kopyt i k w postaci okrgych pacyn i strzelistych bryzgw leciaa w 
ty za pojazd. 
Jesienny wiatr wista koo uszu. Rozkosz ywota, poczucie zdrowia i niespoytych si organizmu, szczcie 
zaywania ruchu i pdu, a nade wszystko ciekawo modoci, ciekawo tak zjadliwa, i wysuwaa si na czoo 
wszystkiego  co te to tam jest na kocu tej drki uroczej, co bdzie za tamt oto poln grusz  zdawaa si ponosi 
z komi po spou. Ale za grusz samotn na polu nie byo nic szczeglnego. Poty si raptem skoczyy i inna wska 
droga, w ukos do poprzedniej nastawiona, przerywaa pola. Hipolit strzeli z bata siarczycie. Raptownie lejcow par 
wzi k'sobie. Skrciy, idc wci w skok, i pocigny za sob dyszlow par. Stao si to za raptownie. Kolaska, 
pdzc po mokrej glinie, szarpnita z naga w pkrg, zatoczya si jak po lodzie. Trafiwszy bokiem, literk wasga w 
ostatni koek potu, nie moga ju wykona swego szybkiego biegu, stracia rwnowag i runa. Koa jej krciy si 
spazmatycznie, podczas gdy podrni wytrceni zostali ze swych miejsc jak z procy. Hipolit, mocno trzymajcy swe 
lejce, leg w najbliszej mokrej brudzie. Cezary, nie majcy adnego oparcia, wypad daleko, zora gow ze trzy 
lepkie i sowicie umierzwione zagony i dopiero w czwartym jego modny kapelusz spotka nieprzebyt zapor. Nadto 
wonica Jdru w locie ze swego wysokiego miejsca na nisk ziemi hukn go zbami w tyln cz czaszki. Na 
szczcie konie stany i, bestialsko obojtne na los swych owsodawcw, poczy szczypa poprzez wdzida smaczne 
przydrone szczawie. 
Baryka wygramoliwszy si z zagonw, ktrych symetri i uynienie zrujnowa, z rozpacz oglda swj kapelusz i 
pracowa skoatan podwjnie czaszk, jak tu w takiej ruinie odbywa dalsz podr i jak si obcym ludziom 
przedstawi. 
 Hohoho!  rycza Hipolit patrzc na wsptowarzysza, ktry raz wraz chwyta si za ty gowy, bolesny od ciosu 
zbami ordynansa. Jako jednak przy pomocy tego winowajcy oczycili si i wyprostowali gnaty, ktre na szczcie 
byy cae. Podnieli wsplnymi siami wehiku, wsiedli i pomknli dwakro szybciej. Hipolit, jak mwi mocnozby 
Jdru, d o  w i a   z a  koni. D o  w i a   z a  ich dokumentnie, a ponosiy wzek, niczym cztery diaby, po 
wertepach i czkach zakisych, po jakich rowach czy oyskach rzeczuek, ktre jednak, jak si okazao, byy 
normalnymi drogami. Zmrok ju zapada, gdy mijano jaki adny paacyk. 
 Leniec...  rzek lakonicznie Hipolit wskazujc paacyk biczyskiem. 
Niewiele to sowo powiedziao gociowi. Go bardziej si ucieszy spostrzegajc, i z tych lecowatych wertepw 
wolantka wybiega na piaszczysty gociniec i w alej drzew starych. Bya ju noc ciemna. U koca alei poyskiway 
wiata. 
 Widzisz, Czaru, te wiata? 
 Widz. 
 No, bracie, ciesz si! Niech ci wszyscy diabli! Ciesz si, mwi! To Nawo! 
Cezary dowiadczy wanie pewnego niepokoju. Czego si wstydzi i, niezgodnie ze sw natur, czego trwoy i 
lka. Konie wbiegy na szeroki dziedziniec i stany przed gankiem. Na tym ganku, rzsicie owietlonym, sycha byo 
zmiszany gwar licznych gosw mskich i kobiecych, ktre wywoyway imi: 
 Hipolit! Hipek! Hipcio! Hipeczek! Hip! 
Wielosawski cignity zosta ze swego siedzenia przez liczne rce i znalaz si w ich objciach. Cezary 
pozostawiony samemu sobie zazi zwolna z siedzenia. Ale o nim nie zapomniano. Wnet wstpowa po szerokich i 
48 
wspaniaych, aczkolwiek dziwnie ruchomych stopniach schodw na obszerny ganek, winem dzikim obronity. W 
wietle lamp i wiec migay mu przed oczyma rozmaite postacie: dama starsza, wysoka, o ruchach zamaszystych i 
penych wadczego majestatu; panna, blondynka ze licznymi niebieskimi oczami; mody ksidz; stary pan z czarnymi, 
obwisymi wsami... 
Hipolit przedstawi Baryk zebranym na ganku. Ten kania si wielekro, caowa rk damy starszej, jak si 
okazao, matki Hipolita, podawa rk do ucisku modemu ksidzu, jak si okazao, przyrodniemu bratu Hipolita, 
modej pannie, Karolinie Szaratowiczwnie, jego siostrze ciotecznej, oraz starszemu panu, wujowi Skalnickiemu. 
Wszyscy bardzo przychylnie witali tego Baryk, przypatrywali mu si z ciekawoci, jak na wysze towarzystwo 
do prowincjonaln, a nawet zaciankow. Cezary robi swobodnego i wiatowca, cho wspomnienie o powalanych 
ineksprymablach i zrujnowanym konierzu stawao mu na przeszkodzie w zadawaniu szyku. Rozmowa bya tak 
chaotyczna, e nic nie mona byo zrozumie. Ten sobie mwi i tamten sobie mwi, peno byo radoci i krzyku. 
Wszyscy na raz zadawali pytania i nie czekajc na odpowied zadawali nowe. Nic dziwnego: podpora rodu, syn 
najstarszy, wraca z wojny cay i zdrowy, tgi i opalony, jakby jedzi na polowanie w ssiedztwo. Panna 
Szaratowiczwna, ktra najwymowniej, najczciej i, trzeba wyzna, najkrzykliwiej gos zabieraa, patrzc na Hipolita, 
lecz majc na oku i tego drugiego, wypalia: 
 Nie widz, Hipie, eby zbyt znowu wyranie przypomina steranego inwalid! Raczej wypase si jeszcze 
bardziej. Czy mnie wzrok nie myli? Ale tak  utye! Tylko patrze, jak sobie zapucisz drugi podbrdek. A moe to 
jaka specjalna choroba wojenna, obrzk, puchlina? 
 Patrz no, Cezary, maj nas tutaj za frantw, ktrzy siedzieli w sanatorium, a teraz przebrali si za bohaterskie 
figury. 
 Trzeba cierpie, wci cierpie, mj bohaterze, nie tylko od zawzitego wroga, lecz i od panien...  mia si 
Baryka. 
 Nie przypominam sobie, eby tutaj kto mwi o frantach, zaperzya si panna Karolina  tylko wszyscy wracaj 
w tak korpulentnych postaciach, e ta wojna wyglda mi na jak odywcz kuracj. 
 Kt to wszyscy? Karolino  kto wszyscy? 
 No, na przykad  Jdrek. 
 Syszane rzeczy! To dziewcz, ktre prochu nie wchao, omiela si twierdzi, e my na wojnie czycilimy buty 
w przedpokojach, jak pan Jdrek. 
 Ale nie! Wiem, e cigae nieprzyjaci jak Czarniecki. 
 O nieprzyjacioach, o bolszewikach, ostronie! Obecny tutaj mj przyjaciel Baryka jest  jakby tu powiedzie?  
prawie bolszewikiem. 
 Tak? Pan?  zdziwia si owa panna Karolina mierzc gocia ostrym od stp do gw spojrzeniem. 
 arty!  mrukn Baryka. 
 Jeszczem te normalnego bolszewika na oczy nie widziaa... 
 A co ty widziaa na oczy, Karolino, dziewcz z paacu biaego na Ukrainie? 
 Jeszczem widziaa obor od strony twojego paacu i paac od strony twojej obory. 
 Musz ci wytumaczy, Cezary, e panna Szaratowiczwna, tu obecna Karolina  takie imi chrzestne  ano, 
trudno!  defekt  utracia dobra swe ziemskie na Ukrainie, skoro tylko bolszewicy si narodzili. Bya bowiem na pensji 
w Warszawie, uczya si geografii, algebry  tak!  i stylistyki, kiedy jej dobra zabierano. Teraz zarabia na kawaek 
chleba. Karolina Szaratowiczwna kury maca w Nawoci. 
 Twoje kury, wielki magnacie! 
 Jest to przenonia, wanie stylistyczna  wmisza si do rozmowy mody ksiulo  jest to pars pro toto. 
Karolcia zajmuje si nie tylko kurami... 
 Ale i gsiami...  dorzuci Hipolit. 
 O, zaraz gsiami, gsiami!...  gorszy si mody ksiyk. 
 A czy si nie zajmuje gsiami, krowami, cieltami, rebitami?... Stskniem si za ni, mj drogi p o 
m i d o  z e. Nieraz  Cezary wiadkiem!  lec w rowie zaczynam marzy i wyraam sownie marzenie wewntrzne: 
napisz list do Karoliny Szaratowiczwny herbu Rogala. Zapytam jej, czy kury dobrze si nios? 
 A szczcie, e tego listu nie wysa, bo byabym ci odpisaa! No! 
 No! Z takimi bdami ortograficznymi, e paa! Paa z minusem! Zreszt na Ukrainie to nie razio. Kt by tam o 
polsk ortografi... Boe drogi! Tam przecie wsio po russki... 
 Widz ze smutkiem, e braciszek nie daje pani przyj do sowa...  rzek Cezary. 
 Poczciwe to z kociami, dobre jak kotlet z marchewk, ale musia pan przecie, lec z nim po rowach, zauway... 
Biedny, biedny chopczyna... 
 Karolino, nie daj si!  podszczuwa ksidz Anastazy.  Bro si, dziewcz z buzi jak malina! Jeeli go teraz nie 
oszoomisz, znowu zapanuje nad tob. 
 Przebaczam mu z gry wszystko. Biedny bohater, inwalida, zmizerowany w bojach obroca swych trzd, stadnin, 
obr, powozw i batw... 
49 
 Kolacja! Ot i kolacja!  z zapaem gosi ksidz Nastek.  Primum edere, deinde philosophari. Nieprawda, 
panie poruczniku?  zwrci si do Baryki. 
 Niestety, nawet nie: sierancie... 
 Jakecie tam ponad inne przekadali?  spyta ksidz chwytajc wprawn doni gsiorek ze stark. 
 Siwuch przekadalimy stale i niezmiennie, ale teraz przepij no, Nastek, do tego Czarusia... 
 A, Czaru mu na imi? Wanie chciaem zapyta, bo to bez tego nieporcznie. 
 No, to panie Czaru  nasze! adne imi, prawda, Karusia? Podoba ci si? 
 Do adne imi...  umiechna si panna Karolina. 
 Takie imi dobrze si mwi...  wsun uwag wujcio Micha 
 Czaru  i kwita!  zdecydowa ksidz poykajc od jednego zamachu zacny kieliszek przezacnej staruszki. 
By to redniego wzrostu, krpy i zaywny ksiulo. Wosy mia przystrzyone na jea, twarz pucoowat, 
okrg, po bokach, pod nosem i na brodzie sin od golenia. Zdrowie i wesele tryskay z jego oczu, twarzy i pysznej 
figurki. Wci si klepa po kolanach i udach czekajc tylko na lada sposobno, eby z jakiejkolwiek racji parskn 
miechem. Zanim przesza kolejka starki, p o m. i d o  e k uderzy Baryk po kolanie i wykrzykn: 
 Alecie te spucili lanie tym ydom!  Chachacha! C za lanie! Takie lanie nad laniami, e to z okularami na 
nosie po historiach szuka! Tu ten Pisudski  szachmach! Rozpru jak noem! Tu nasz bogobojny Haller goni a bije! 
Tu Sikorski omoce jak w cymba! Zdarzenie boe... 
Wnet si sekretnie przeegna, przez chwil trzyma zoone pulchne rczki i co tam mrucza pod nosem po acinie 
dobry momencik czasu. 
 Lanie byo w dobrym gatunku, ale te wymagao chodzenia, chodzenia...  westchn Hipolit Wielosawski. 
 E, odjesz si! I to zaraz, dzisiaj! Dawajcie t zup! Dawajcie t cielc... A na ronie te aby? Mj Boe 
kochany... Karusia  na ronie aby?... 
Panna Karolina uroczycie przysiga podnoszc dwa palce. 
 Ale t saatk  to sama przyrzd... 
 Ju o saatk bd spokojny... 
 Mwisz?  troska si ojciec duchowny. 
W czasie tego caego galimatiasu matka Hipolita, siedzc w duym fotelu, nie wydawaa gosu. Wodzia oczyma za 
synem i zy szczliwe, sekretne, niepowstrzymane, bez przerwy lay si z jej oczu. 
 Mamusia sobie tam cichosza popakuje  rzek tkliwie Hipolit.  Wy sobie tam gadajcie gono, co chcecie, a ja 
sobie za wszystkie czasy popacz. No, nie? Kady ma swj sposb na rado. A oto Czaru Baryka, mj rodzony 
przyjaciel, nie ma ojca ani matki. Ojciec to mu nawet teraz niedawno umar. I w jakich warunkach! A Czaru yje. I bi 
si, e a trzeszczao. I chodzi. I mieje si. I teraz sobie znowu starki kropnie! 
 O, widzisz! To powiedzia, Hip, sowo   y m e ! Pijemy za zdrowie ycia! I to w rce mamusi!  woa ksidz 
Nastek. 
 Ja nie mog pi, mj praacie miy. Wiesz. Serce. I tak jestem mocno pijana, gdy patrz na tego piechura...  
rzeka pani Wielosawska roztapiajc si w umiechu szczcia i nie spuszczajc z Hipolita oczu rozradowanych. 
 Et, Hipowi teraz bdzie dobrze w Nawoci!  westchn ksiulo.  Tak mi si co wydaje. A wujciowi si nie 
wydaje?  spyta pana Skalnickiego. 
 I mnie si to samo wydaje...  westchn wujcio. 
 Szanowa go!  zdecydowaa gono starsza pani.  Na wojn chodzi, ziemi broni, bi si mnie, cay kraj 
przemierzy wasnymi krokami! 
 Troszk i na furmance...  dorzuci z cicha Hipolit.  Ale nieduo. Jak mi poturboway te  z a p y, a Baryka 
obroni. W kadym razie: baczno! 
 A paska matka gdzie skoczya ycie?  grzecznie i dobrotliwie spytaa Cezarego pani Wielosawska. 
 W Baku, prosz pani. 
 A w Baku!... To i pan stamtd, z Baku? 
 Troszeczk to dalej, ni ty, mny piechurze...  sykna panna Karolina w stron Hipolita. 
 Karusia! Niech no Maciejunio postawi tu ten wikszy kieliszek... Po jakiemu to jest!...  martwi si dobrotliwie 
ksiulo. 
Gdy zajto miejsca przy stole, a przyby jeszcze rzdca, pan Turzyski, oraz dwie ciocie podstarzae, jedna wdowa 
 Aniela  a druga stara panna  Wiktoria  gwar si sta nie byle jaki. Stary sucy Maciejunio ledwie mg nady z 
odkorkowywaniem. Nawet mu le szo z tymi korkami. Musia mu sam panicz, JanieHipcio, pomaga, co 
doprowadzio za du szaf kredensow do tajemniczego zrujnowania hierarchii  po prostu do uciskw serdecznych 
JanieHipcia z prastarym Maciejuniem. 
Cezary pi, co mu nalewano, i jad, co nakadano na talerz. Wszyscy na niego patrzyli z radoci, niemal z mioci. 
Tu stary Maciejunio  tak gruby i napczniay w swym fraczku obcisym, e robi wraenie beznadziejnie chorego na 
wodn puchlin, gdyby nie doskonaa cera czerstwego oblicza  nachyla si z takim umiechem, jakby i tego obcego 
janie panicza chcia ucaowa jak swego  mruga oczami i robi miny, eby wybra t star, omsza flach, 
oplecion w tatarak, ktr trzyma w swej prawej rce. Tam dwie ciocie, Aniela i Wiktoria, jedna przez drug nachylay 
50 
si ku niemu i kazay opowiada sobie o matce  wszystko  wszystko!  a gdy si na dobre rozgada i mwi 
wszystko, to jednej, to drugiej zy najszczersze z oczu kapkapkap! Pan Gajowiec  dobrze! Ale skde  u licha!  te 
dwie damule? A przecie byy to zy prawdziwe, jakby krewnych, jakby sistr dalekich a nieznanych, ktre si nad dol 
jego drogiej matki ualay. Tam wujcio Micha co mu chce powiedzie, co sekretnego, nowego, a waniejszego 
ponad wszystko. Zaczyna i nie moe skoczy, bo mu wszyscy przeszkadzaj. Spiknli si, eby przeszkadza. Wic 
si irytuje, targa wsy i przewraca dziko oczyma. 
Na dobitk jeszcze Wojciunio! Ju od dziesiciu minut lokaj Maciejunio z cicha prosi pani dziedziczk, no i janie 
panicza, e oto Wojciunio nie moe wytrzyma i strasznie baga, eby mg spojrze na panicza. No, wic woa go w 
drodze aski! Drzwi si uchylaj i staje w nich Wojciunio, kucharz rwnie stary jak lokaj Maciejunio. Kucharz jest 
jka, znanym na cay powiat. Nic nie moe powiedzie, tylko zdejmuje sw bia czapk i mieje si starym, 
radosnym miechem, przypominajcym koskie renie. Macha do paniczka Hipcia biaymi rkami, co mu pokazuje na 
migi. Hipolit mu na migi odpowiada i oba chichoc ze szczcia. Kucharz zamyka drzwi z nalenym uszanowaniem, 
dzikujc za ask. Ale i zza drzwi sycha jeszcze jego miech i bekot radosny. 
Jeszcze obiad do swej poowy nie dobieg, a ju Cezary  Czaru  pi b  u d e   z a f  na mier i ycie z 
ksidzem Nastkiem, z wujciem Michasiem, a nawet trca si kieliszkiem z obydwiema podstarzaymi ciotkami i 
modocian pann Karusi. Gorszyo to cokolwiek starsz pani, matk rodu, ale tego wieczora wszelki porzdek z 
zawias si wyrwa i wszelka dystynkcja zostaa zniweczona. 
Za czarnymi oknami rozlegy si jakby strzay. To starzy parobcy witali modego pana, co z wojska wrci, 
strzelajc mu dawnym obyczajem z batw na wiwat. JanieHipcio niezbyt pewnymi rkoma uzgarnia w dolnych 
pieczarach kredensu narcze butelek, tak bez wyboru i tak szczodrze, a mu niektre zgorszony Maciejunio musia 
delikatnie wydziera  bo jake!  sam szczerozoty tokaj jeszcze nieboszczyka janie pana  fornalom! Hipolit 
wytrzsn z pugilaresu wszystkie walory, jakie tam mia, i sapic, obadowany wyszed na ganek. Noc bya jesienna, 
ciemna. Poniewa za Hipolitem wybiegli inni, wyszed i Cezary. Patrza w t ciemn noc i w postaci sabo bielejce. 
Sysza sowa powitania. 
 E, Szymon, jak si masz! Ty to, Zerwa? Paweek, chudzino, ta noga boli ci jeszcze? Jziu! Franek! Walek! 
Bywaj, chopcy, tu do mnie! 
Cezary przysiad na porczy ganku. By odurzony. By pijany, ale nie winem. Pierwszy to pewnie raz od mierci 
rodzicw mia w sercu rado, rozkosz bytu, szczcie. Byo mu dobrze z tymi obcymi ludmi, jakby ich zna i kocha 
od niepamitnych lat. Wszystko w tym domu byo dobre dla uczu, przychylne i przytulne jak niegdy objcia 
rodzicw. Wszystko tu byo na swoim miejscu, dobrze postawione i rozumnie strzeone, wszystko pocigao i wabio, 
niczym rozgrzany piec w zimie, a cie wielkiego i rozoystego drzewa w skwar letni. adne tu myli przeciwne, 
nieprzyjazne przeciwko temu dworowi nie powinny by si byy rodzi. A jednak, gdy powrci do pokoju stoowego, 
al mu cisn serce. wiee powietrze odurzyo go, a nowe kielichy starego wina uderzyy do gowy. Zapaka, gorzko 
zapaka. Chwyci po pijanemu Hipolita za szyj i namitnie szepta mu do ucha: 
 Strze si, bracie! Pilnuj si! Za t jedn srebrn papieronic, za posiadanie kilku srebrnych yek, ci sami, wierz 
mi, ci sami, Maciejunio i Wojciunio, Szymek i Walek, a nawet ten Jzio  Jzio!  wywlek ci do ogrodu i gow ci 
rozwal siekier. Wierz mi! Ja wiem! Grube i dzikie sodaty ustawi ci pod murem... Nie drgnie im rka, gdy ci 
wezm na cel! Za jedn t oto srebrn cukiernic! wierz mi, Hipolit! Bagam ci... 
 Co on chce?  pyta ksidz Anastazy.  Srebrnej cukiernicy chce? Bierz, bracie, Czaru  bierz j! Chowaj do 
kieszeni! Oby ci tylko wlaza! 
Koo stou ju byo luniej. Pani Wielosawska pocigna syna Hipolita do swego pokoju. Dwie ciotki widzc, e 
humory s ju niezwyke, wysuny si z jadalni. Zosta na placu wujcio Micha, ktry teraz dopiero dorwa si do 
opowieci o swym potwornym krachu, o atwowiernie i lekkomylnie zawartej spce wglowej z dwoma ydami, 
brami Kminkami... Cezary sucha, wzrusza si perypetiami procesu, potakiwa, przeraa si, nawet grozi ydom 
Kminkom. Ksiunio Anastazy pociga ze swego kieliszka  a by to jeden z tych wikszych  otwiera i skada 
pulchne donie i nadrabia min, e si histori wujcia Michasia przejmuje. Po prawdzie rad by by parskn ywym 
miechem i uderzy wujcia po kolanie albo i po plecach  a tu, jak na zo, sens opowieci by tragiczny  nawet  
 a i  z  y, jak mwi wujcio Micha. P o m. i d o  e k czeka tedy cierpliwie koca, jak na sug boego i czowieka 
dobrego wychowania przystao, cho wiedzia, e ta termedia nie ma wcale koca. Skoczy si wzdychaniem, 
chlipaniem i ucieraniem wezbranego nosa. C by da za to, eby ktokolwiek przerwa albo cokolwiek przerwao 
banialuk familijn o tych Kminkach z pieka rodem, ktr sysza ju kilkaset razy! 
Karusia przysza z odsiecz. 
 Ale to pan musi by zmczony  zmczony!  zapiaa po kresowemu.  Panowie jechali a z samej Warszawy? 
 Z samej Warszawy jechalimy... 
 Czy nie sdzisz czasem, Karusiu, e czas by ju by na pana porucznika odpocz przez chwileczk do jutra rana? 
 pyta wikary Nastu. 
 Ja tak sdz. 
 A gdzie nasz pan Czaru bdzie spa? We dworze czy w Ariance? 
 Wiadomo  w Ariance. 
51 
 Bior pana pod swoj opiek  zdecydowa ksidz.  Razem bdziemy chrapali. E, to sobie zachrapiemy! 
 Maciejunio poszed z Hipolitem rzeczy rozpakowywa. Pietrek na folwarku...  martwia si panna Karolina. 
 Poradz sobie, prosz pani! 
 Nie tak to atwo. Nie jestem pewna, czy tam posane. 
 Tego ju nie wiem, dziecko. Nie wiem. Bij mi, katuj  na pocielach si nie rozumiem...  mrucza ksidz 
pocigajc nowe hausty. 
 Nie ma co! Ja sama panw odprowadz. Zobacz. 
 Zote sowa powiedziaa. Ten go musi si wyspa. Musimy dzi chrapa! To darmo. Chodmy, poruczniku! 
Cezary, ktry zgodzi si nawet na to, e bdzie w tym domu porucznikiem, znalaz swj zdezelowany kapelusz i 
wyszed za przewodem ksidza i panny Szaratowiczwny. Zeszli po schodach ganku i skrcili w ogrd ciemny, 
zaronity, szumicy w mroku ogromem jesiennych gazi. Posuwali si naprzd wskimi uliczkami, ktre raz wraz w 
pokrg si zataczay. Wkrtce jednak te pkoliste cieki zginy w jednolitej murawie. Ksidz sapa i wzdycha, a 
wreszcie usta w drodze. Na niespokojne pytania panny Karoliny dawa odpowiedzi dziwnie niechtne i opryskliwe, a 
wreszcie nie dawa adnych. Sycha byo tylko jego sapanie coraz goniejsze i zowrogie szamotanie si w mroku. 
Panna Szaratowiczwna rzucia si kapanowi na ratunek i rzeczywicie wybawia go z opresji. Podchmielony ksidz 
Anastazy wlaz w ciemnoci na modego wierka, ktry mu si cay wpakowa pod sutann i midzy nogi, a w sposb 
tak wyjtkowo uporczywy, i adn miar nie mona byo ani przeskoczy, ani omin, ani w ogle przerwa tego 
dosiadania wierka z jego bujnymi i sprystymi gami. 
 Diabli z tymi wierkami  irytowa si kapan.  Co to za pomys, eby zostawia na drodze takie mae 
koczkodany! 
 Bo kto widzia, eby nosi tak dugie sutanny!  mwia kuzynka wydobywajc ksidza na wolno.  Ksia za 
granic nie chodz ju w takich spdnicach. Nawet my, kobiety, nosimy przecie krtkie suknie, nie takie do samej 
ziemi. 
 Cicho! Co si wtrcasz do kapaskich sukienek... 
 Musz si wtrca, boby by nie wyszed z tego wierka, eby nie ja. 
 I to prawda. Ten nikczemnik nie chcia wyle spode mnie. Ale suknie kapaskie to nie twoja rzecz! Nic ci do 
tego! Swoich pilnuj! 
Po chwili ksiyk Anastazy zacz piewa na cay ogrd: 
Caroline, Caroline, 
Prends ton chapeau fleuri, 
Ta robe blanche 
De dimanche 
Et tes petits souliers vernis... 
 Nastu! Co ty po nocy wypiewujesz?  zamiaa si panna Karolina. 
 Jestem na urlopie, jestem na wakacjach, w domu rodzinnym, Caroline... 
 Ciocia usyszy... 
 O, zaraz usyszy! Akurat! Usyszy albo i nie usyszy. Noc jest tak ciemna, e gdzieby tam kto co sysza. Ksidz  
to musi by eo ipso  mizantrop. Jakem by w Paryu... 
 Dobrze, dobrze, opowiesz, co tam byo w Paryu... Ale musimy i prdzej. Deszcz pokrapuje. Spieszmy si! 
Szli prdzej zaukami ogrodu, w ciemnoci cho oko wykol. 
Ksidz coraz bardzie postkiwa i uskara si na przeszkody, a Cezary w tym miejscu zupenie obcym musia 
uczepi si rki panny Szaratowiczwny, eby za nie ulec losowi plebana. Rka tej wiejskiej panny, cho maleka, 
bya mocna i muskularna. Uczepiwszy si raz  wojak nie popuszcza jej ze swej doni a do chwili, gdy caa trjka 
stana przed jakim biaym murem. Tutaj panna trafia do drzwi, niewidocznych dla Baryki, i otworzya je. Weszli do 
sieni wyoonej ciosowym kamieniem, na ktrym krok dwicza dononie. Ksidz Anastazy docign swe cikie 
stopy do drzwi prowadzcych z tej sieni na prawo i otworzy je z haasem znacznie wikszym ponad potrzeb. Cezary 
chcia i za nim, ale panna Karolina go zatrzymaa tumaczc, e jego pokj jest dalej. Kapan z gbi ciemnego 
pokoju zawoa: 
 Ja ju sam trafi do ka, a ty poka drog porucznikowi... 
 adnie mi wykierowae, opiekunie...  szepna panienka ze miechem.  A czy aby naprawd trafisz do ka? 
 Kpisz czy o drog pytasz? Do ka bym znowu nie trafi! Dobre sobie! Ju je widz, o, ju je mam. eczko 
kochane... 
Caroline, Caroline, 
Prends ton chapeau fleuri... 
 Dobranoc, kanoniku!  zawoa Cezary. 
52 
 Dobranoc, brygadierze!  jkn kapan zapadajc gdzie gboko. 
Panna Karolina i Cezary zostali sami w pustej i ciemnej sieni. Przez chwil moda gospodyni tych miejsc szukaa z 
popiechem wiecy po ktach, z dala si trzymajc od gocia. Wreszcie z radoci w gosie owiadczya, i znalaza ju 
wiec. Zaczem potara zapak i rozniecia wiato. 
 Ten dom  mwia  jest to jakoby dawny zbr ariaski, przerabiany wielokrotnie. Teraz tu jest mieszkanie 
rzdcy, kancelaria i pokoje gocinne. 
Otworzya drzwi na prawo i wskazaa Cezaremu pokj, wysoko podnoszc wiec. 
 Zdaje si, e pan ma tutaj wszystko, co potrzeba. Widz pociel. Zreszt przyl chopca. 
 Po co tam chopca przysya! Dam sobie rad. Na wojnie nauczony jestem obchodzi si po spartasku. Nie mam 
adnych wymaga. Ale jake pani powrci do tamtego domu? 
 Jako wrc. 
 O, tak nie mona! Ja pana odprowadz. 
 Tak! Pan mnie, bo si boj, a potem ja pana, bo pan nie trafi. 
 Ju trafi, skoro mi pani wskazaa drog. 
 No, wic dobrze. Troszk mi pan odprowadzi, bo po prawdzie, to samej w parku nie jest mio. 
 Wanie, wanie... 
Cezary otworzy drzwi wejciowe. Deszcz ju nie pokrapywa, lecz sia gsty, ostry i natarczywy. 
 Widzi pani, deszcz pada. 
 A pada. 
 Co tu pocz? 
 Przejd prdko. 
 Ba, prdko po tym ciemnym ogrodzie, penym maych wierkw. 
 Nie ma co martwi si. Tu przecie zosta nie mog, a u rzdcostwa ju pi wszyscy na grze. Chodmy! 
Ruszyli naprzd w ciemny park. Po kilku chwilach Baryka rzek: 
 Niech si pani okryje moim paszczem. Mam paszcz na ramionach. 
 Nie. Dzikuj. 
 Prosz si okry. 
 Dzikuj panu! 
 Moe to nie wypada, eby pani okrywaa si moim paszczem? 
 Bo i pewnie. Pierwszy raz pana widz w yciu i ju mam chodzi w paskim paszczu. Zreszt to nie po 
chrzecijasku: pan by zmk. 
 A wic postpmy po chrzecijasku, z zachowaniem najdoskonalszych przepisw towarzyskich. 
 No? 
 Okryjmy si nim obydwoje. 
 Z pana, widz, zanadto dobry chrzecijanin, znawca przepisw towarzyskich i nieco za miay wojownik. 
 Wojownik musi by miay. Oto widzi pani, jaki jestem miay. 
Mwic te sowa Cezary zarzuci prawe rami paszcza na rami panny Karoliny, a lewym okry swe rami. Aeby 
za jak najbardziej j okry, przycign j mocno do siebie. Panna Szaratowiczwna odsuna si od niego, ale 
niezupenie, niezdecydowanie. Obejmujc j delikatnie i o tyle tylko, eby nie moka na deszczu, czu, jak draa na 
caym ciele. Gos jej dra rwnie, gdy mwia: 
 Nie zawsze, prosz pana, miao popaca. Ja przynajmniej nie nadaj si do onierskich miaostek. 
 Do tego stopnia i ja si nie omielam, ebym mia pani sprawi jak przykro. Jeeli zrobiem, to bezwiednie i 
za to przepraszam. 
 adnej przykroci mi pan nie zrobi. Ale ot i dwr! Dobranoc panu! A czy te pan naprawd trafi? 
 Jak w dym! 
 ycz dobrego snu w ariaskim zborze... 
Cezary skoni si przed jak obwis grusz czy jaboni, ktra go w zamian oblaa kroplistym otrzsem  bo 
panna Karolina znika ju w mroku. 
53 
Nazajutrz, wyspawszy si znakomicie, Cezary obudzi si bardzo wczenie. Deszcz podzwania w szyby okna i wiatr 
zimny przenika do pokoju. Sycha byo w ssiednich izbach bohaterskie chrapanie ksidza (nieznane) i Hipolita 
(znajome doskonale). Pokj Cezarego by niezmiernie wysoki, o cianach bielonych wapnem i drewnianej powale. 
Okna i drzwi byy wpuszczone w grube mury, co przypominao w rzeczywistoci star ariask rozmwnic, sal 
zrzesze czy modw. Modzieniec w doskonaym usposobieniu wsta szybko, wymy si i wyczesa wzorowo, ubra i 
wychyli za drzwi swego pokoju. Sie z kamienn posadzk bya jeszcze wysza ni pokj. Schody z niej prowadziy na 
pitro, gdzie ju chodzono w cikim obuwiu i rozmawiano. Otwarszy drzwi do ogrodu Baryka zobaczy park, wczoraj 
w ciemnoci postrzeony. 
Park by bardzo rozlegy, schodzi ze wzgrka, na ktrym staa Arianka w d, do dworu otoczonego sadzawkami 
i basenami wodnymi. Dwr by drewniany, lecz na kamiennych podmurowaniach, ktre musiay dawniej podpiera inn 
jak, bardziej wynios budowl. W parku byy dugie aleje grabowe, wynoszce si w pola, i dalekie zarola. W 
jednej takiej alei stay wok zmurszae, drewniane awki, zasypane zwidymi limi i zalane wod deszczow. 
Wszystkie aleje i uliczki byy zawleczone wilgotn mg, ktra dla Cezarego miaa jakowy szczeglny urok. Z 
rozkosz wasa si w dugich grabowych nawach, nie spotykajc ywego ducha. Zawija si w swj paszcz 
przewiewny i, dowiadczajc ciepa w listopadowym powietrzu, cieszy si, upaja, nasyca swym zdrowiem fizycznym 
i duchowym bogostanem. piewa pgosem samemu sobie radosn piosenk, skandalicznie gupi co do treci i 
niewybredn co do formy. 
Jedna z ulic wielkodrzewnych wyprowadzia go z parku na folwark, midzy stodoy, sterty zboa, obory, stajnie, 
kupy nawozu i fioletowe gnojwki. Tam od dawna krcili si ludzie, z ktrych kady osobnik wita spacerujcego 
pana ukonem. Te to ukony zepsuy poranek ideowemu komunicie, wpdziy go w pewien rodzaj popochu. Tote 
co prdzej odszed z tamtych zaludnionych okolic. Trafi do ogrodu warzywnego, a pniej do ptasiego ogrojca. W 
drucianym odosobnieniu przechadzay si tam skromne kury i powanie defiloway koguty raz po raz ogaszajc 
absolutn niepogod wrzaskliwym komunikatem, biadajc pokrakiway indyczki i rozpuszczay tgie pira z dzikim 
bekotem indory, na p obkane z manii wielkoci. Wspaniay paw siedzia na pocie nieruchomy, jakby wyrzebiony 
z brzu wielobarwnego, pewien uroku swych pir i kolorw swej szyi. Wrzaskliwe perliczki niestrudzenie i ktliwie 
wykrzykiway jakie, doprawdy, nieprzyzwoite przezwisko. Nieporzdne kaczki cheptay straw nurzajc dzioby, nogi 
i brzuchy w korytku, gsi wydaway co pewien czas icie dulskie i klpie gosy podziwu nad wszystkim i nierozumienia 
nic a nic na tym wiecie. W tym spoeczestwie byo tyle ciekawego ycia, e Baryka formalnie zagapi si na ten  o w 
i e  ptasi. 
Popsua mu kontemplacj scena najzabawniejsza pod socem. Oto zjawia si w pobliu chlewikw i kurnikw 
pannapodlotek, jaka wysmuka i wiotka gidia pensjonarska. Wysza z domu, w ktrym Baryka noc przepdzi. Bya to 
najoczywiciej przyjezdna  z miasta czy z daleka  krewna ktrego z oficjalistw, gdy w sposb wielkomiejski 
wszystkiemu si dziwia i co krok trafiaa kul w pot, pytajc o wszystko przechodzcych na bosaka i w wysokim 
podkasaniu dwrek folwarcznych. Tak to obserwujc wszystko panna zabrna midzy perliczki, ktrych cae stado 
wykrzykiwao popod krzakami porzeczek. Czym tym Afrykankom zawinia, Cezary nie spostrzeg. Nagle staa si rzecz 
nieoczekiwana i fenomenalna: jeden z osobnikw starych, ze zgit szyj i nieproporcjonalnie ma gow niebiesk, a 
wic samiec tego haaliwego rodu, rzuci si ku rozlazej pannie z pazurami i gronie rozwartym dziobem. Skaka 
wprost z ziemi a do brzucha oniemiaej dzieweczki. Ogon, zawsze zgity ku doowi, teraz sta si jakby nowym 
szponem tego potwora, niebieski na gowie roek, w tym zakrzywiony  nowym pazurem. Przeraliwy krzyk perlicy, 
najwyraniej po polsku przeklinajcy  psiakrew! psiakrew! psiakrew!  i atak tego szarego jajka z mnstwem 
pazurw, dziobw, hakw tak przerazi dziewoj, i z wrzaskiem przewyszajcym okrzyki perlicy rzucia si do 
ucieczki. Nogi, rce, sznurowada, paski od swetera, wstki, warkocze, falbanki majtek wieway w powietrzu, a bek 
rozpaczliwy rozdziera jesienne sielskie powietrze. Perlica nie daa za wygran, nie daa si ugaska tak wyranymi 
objawami kapitulacji, lecz rzucia si w pogo za pierzchajcym dziewczciem z krzykiem swoim, nabierajcym coraz 
groniejszych akcentw bojowych. 
Przeraona panna wyrywaa do ariaskiej oficyny, coraz szybciej biorc za pas nogi. Wreszcie wpada do wielkiej 
sieni od strony dziedzica. Tam napenia spazmatycznymi jkami i woaniem na pomoc jakiej cioci wysokie przejcia 
i schody, a zatrzasnwszy za sob drzwi na grze, przycicha wreszcie w warowni pitra. Perliczka jednak i tam nie 
ustaa. Gonia mnie sw ofiar do sieni z kamienn posadzk, wpada do wntrza i do podna schodw i, stojc w 
gronej postawie na wprost klatki schodowej, gdzie jej sprzed oczu znika mieszczanka, dugo jeszcze ogaszaa wiatu 
zwycistwo, wywrzaskujc swoje psiakrew! psiakrew! psiakrew! Parobcy, baby z czworakw, dziewczyny 
folwarczne dawno nie miay tak efektownej rozrywki. Niektrzy z chopw pokadali si na ziemi ze miechu, patrzc 
na t scen. Nawet kiedy ju kusa perliczka, syta sawy i tryumfu, wracaa spod Arianki do swojej gminy, jeszcze 
wielkomiejska panna nie miaa z domu nosa wyciubi. 
Zimno jesienne przejo jednak obserwatora. Postanowi pj do dworu, obejrze go po dniu i  last not least  co 
ciepego wypi czy te przeksi. Mia zreszt szczery zamiar podzieli si porannymi wraeniami z pann Karolin, a 
nade wszystko dowiedzie si od niej, kogo to tak zawzicie zwalczaa i ostatecznie pokonaa Afrykanka na folwarku. 
54 
Nosi si nawet z myl, aby specjalnie zapozna si z ow pokonan stron i pogawdzi z ni w ogle o 
perliczkach. Po cichu obszed dwr nie napotykajc ywej duszy. Wszystkie okiennice byy jeszcze pozamykane i cisza 
wewntrz panowaa. Dwr by ogromny, z dachem amanym. Ponad tym dachem rozpocieray si konary 
wielkodrzeww. 
Odnalazszy wczoraj poznane schody gwne Cezary Baryka wszed do gwnej sieni. Z tej sieni byy otwarte drzwi 
do pokoju stoowego, gdzie poprzedniego wieczora ucztowano. Pusto tutaj byo, lecz ju sprztnito do cna wczorajsze 
nakrycia. Ogie pali si na wielkim kominie z zielonych kafli. Widok i trzask tego ognia podczas przejmujcego 
poranka sprawia istn rozkosz. Wielkie ponce polana sosnowe czy jodowe napeniay obszern i do surow sal 
jak gdyby miechem i gwarem licznych biesiadnikw. Baryka ogrza rce przed ogniem, ale w pobliu ogniska byo za 
ciepo. Tote spostrzegszy du, star sof w rogu sali, rzuci si ku niej, zasiad w najdalszym jej kcie i zapatrzywszy 
si w daleki blask ognia na kominku pocz myle o sobie. Kontemplacja ognia, a przy jego blasku wspominanie i 
marzenie, nienie, drzemanie duchowe, mylenie obrazami o wszystkim przeytym i mtne powzicie o niedoytym, o 
widzianym i przenionym  stanowio istne nurzanie si w swym jestestwie, ogldanie swej jani. 
Lecz te chwile zostay zakcone. Cezary Baryka dozna przerwy w swych mylach, niczym Tadeusz Soplica po 
przyjedzie na wie. Troch si to tylko odbyo inaczej. Oto gdzie daleko, w sieniach i czeluciach domu dao si 
sysze nucenie wczorajszej piosenki ksidza Anastazego  Caroline, Caroline... 
Drzwi si otwary i wesza do sali jadalnej panna Karusia we wasnej osobie  ale w jakime dezabilu! Oto  po 
prostu w koszuli. Gdzie tu, wida, w ssiedztwie jadalni sypiaa, tote wprost z ka przysza do ognia ogrza si 
troszeczk. Miaa na nogach bez poczoch wsunite mikkie i mocno przydeptane pantofle, wosy rozpuszczone i  
powiedzmy ca prawd!  rozkudane, ktre wanie rozczesywaa, a na sobie jedynie krtk koszul, mocno 
powystrzygan i koronkowoprzejrzyst u gry. Stanwszy przed wielkim ogniem kominka panna Karusia pocza 
wyczynia rozmaite piruety i krygi  przechyla si i wygina. Zapewne w celu zagrzania tu i tam podczas tak 
chodnego poranka, zadzieraa i tak ju krtk koszulin  albo znowu zasaniaa si ni bezskutecznie, gdy zanadto w 
jakim miejscu parzyo. Podpiewujc i balansujc czesaa swe dugie, pozociste wosy. Wykonywaa ju to praw, ju 
lew nog lekkie pas w stron ognia, jakby sama bya na scenie, a taczya bachiczny tan ku uciesze widzw siedzcych 
nisko na parterze, w gbi gorejcego pieca. Cezary by zachwycony tym widokiem, cho nie siedzia w parterze, lecz w 
dalekiej loy. Nigdy nie mia przed oczyma ksztatw kobiecych tak harmonijnie piknych i modzieczo jdrnych. 
Kady ruch i przegub ciaa panny Karusi by peen niezwalczonego powabu. Lecz przecie brutalstwem byo zbyt dugie 
napawanie si widokiem rozmamania modej piknoci. Tote Baryka, po do dugim zreszt namyle, chrzkn i 
rzek wesoo: 
 Obawiam si, e wosy pani mog si zapali od ognia i wtedy... 
Nie mia czasu na dokoczenie zdania zawierajcego obawy tak suszne, przewidujce, niemal ojcowskie, gdy 
panna Szaratowiczwna wydaa nagy okrzyk  niczym tamta dziewoja uciekajca przed perliczk  i runa we drzwi 
z takim impetem, e o may wos nie wyrwaa ich z zawiasw. Odkd te drzwi byy drzwiami, klamka klamk, a 
zawiasy zawiasami, nigdy jeszcze nikt nie potraktowa ich w sposb tak wybuchowy. Stare, spaczone drzwi dugo 
jeszcze chwiay si na przeraonych hakach i szczkay wystraszon klamk. Ogie na kominie zdawa si strzela i 
trzaska, buzowa i hucze ze miechu z podwjn i potrjn sw moc, jakby tam w gbi rzeczywicie tum 
rozbawiony oklaskiwa przygod panny Karusi. 
Cezary nie wiedzia, czy ma siedzie na swym miejscu, czy, gboko zawstydziwszy si, wsta i wyj. Zosta. Po 
pewnym czasie nadcign Maciejunio w rannej kurtce, a nawet w maej czapeczce, ktr musia widywa na ysinach 
matre d'htel'w w czasie podry po Europie z nieboszczykiem janie panem  Panie, wie nad jego dusz... 
Maciejunio, dostrzegszy rannego gocia na sofie, zafrasowa si, zamartwi, o mao nie paka. Jake to! Jeszcze 
niadania nie ma na stole, a go, taki go, paniczw najwikszy przyjaciel, czeka! Zakrztn si, zabiega jak fryga, 
a podskakiwa w popiechu. Wnet napdzi do tej sali bosych pokojwek, jakich maych podrcznych Piotrkw i 
Florkw. Nakryto st i piorunem wniesiono koszyki z chlebem ytnim, z bukami wasnego wypieku, z suchymi 
ciasteczkami i rogalikami. Maciejunio wasnorcznie naznosi soikw z miodem, konfiturami, konserwami, sokami. Tu 
podstawi maseko, tam rogaliki. Pod siwym przystrzyonym wsem umiecha si spogldajc na pewien soik, ktry 
nieznacznie wskazywa, i co omiela si szepta z cicha na jego wielk, bardzo wielk pochwa. Cezary przysig 
mu oczyma, i odwie opakowanie soika i skosztuje, a nawet signie dokumentnie do wntrza. Od wczorajszych 
dowiadcze polega na zdaniu Maciejunia. Wniesiono uroczycie tac z kamiennymi imbrykami. W jednym bya kawa, 
kawa jednym sowem  nie jaki sobaczy ersatz niemiecki  kawusia, rozlewajca aromat swj na dom cay. W 
kamiennych take garnuszkach podsuwano porcje mietanki. Z kouszkami zagorzaymi od ognia umiechay si do 
gocia te kamienne garnuszki, przypiekane przez ogie zewntrzny. 
Cezary nie czekajc na domownikw zabra si do kawuci, kouszkw, mietaneczki, chleba, ktry pata po 
oniersku, do rogalikw, ktre chrusta od jednego zamachu, do ciastek, miodu, konfitur. Maciejunio przewija si 
kiedy niekiedy obok stou i pochwala oczyma, umiechem albo ruchem niepostrzeonym zabiegi i czynnoci gocia. 
Na pytanie, czy nikt z domownikw jeszcze nie wsta, stary suga da odpowied, i pi jeszcze wszyscy. Panna 
Szaratowiczwna wstaa ju wprawdzie, ale teraz powrcia znowu do ka, a do stou dzi w ogle nie zasidzie, 
gdy jest niezdrowa. 
55 
 Doprawdy? Zasaba?  troska si mody Baryka. 
 Jako... Bl gowy. Febra. Bo to teraz te cige zmiany pogody. To pogoda, to masz! znowu niepogoda. Nigdy 
tego dawniej nie mielimy w naszych tutaj stronach. Bya pogoda, no to pogoda. A teraz... wida panienka z tej cigej 
niepogody wpada w z a p a l   z k . Niektrzy mwi, e to wojna wpywa tak na t niepogod. Cige strzay z 
armat... Ale my tutejsi nie moemy tego wiedzie... 
 Moe by, e to i wojna...  westchn Cezary zmiatajc najprzedniejsz marmolad z brzoskwini. 
Nie wszyscy jednak byli we nie pogreni, bo oto dao si sysze wesoe podpiewywanie i w lwich podskokach 
Hipolit Wielosawski wbieg na ganek. Za chwil by w jadalni. Maciejunio i jego podwadni zawirowali w sieniach i 
niewidzialnym kuchennym orodku. Wjechay zaraz nowe tace, nowe bochenki na miejsce nadwyronych przez 
Baryk, nowe koszyki z rogalikami, nowe maselniczki i soiki pene konfitur. 
Hipolit jad co si zowie. Do smakoykw podanych da dodatkw w postaci serwelatek, szyneczek, serkw 
takich i owakich. Nasyci si wreszcie, rzuci serwet i wsta od stou. 
 A gdzie to panna Karolina? Jeszcze pi?  pyta Maciejunia. 
 Wanie... janie panienka jako nam dzisiaj niezdrowa. 
 Ley? 
 Uchowaj Boe! Nie obonie, ale nam jako niezdrowa. 
 Rozumiem. A nieche wam bdzie niezdrowa! No, Cezary  do koni! Idziesz ze mn? 
 Jeszcze by te! 
Wyszli hucznie, buczucznie. Dziedziniec by brukowany, niczym plac miejski Stajnie mieciy si na drugim jego 
kocu. Drzwi tam byy otwarte i na progu stajni czeka wyprostowany i wypucowany Jdrek w spodniach w czarno 
biae kratki i czerwonym lejbiku. Hipolit wpad skokiem do stajni i wita si z komi. Wielkim gosem woa po imieniu 
na wierzchowce, ktrych mia osiem, wita si z cugowymi i brakami. Chodzi od grdzy do grdzy to pokrzykujc, 
to pieszczc si z komi, jakby z najlepszymi przyjacimi. Mia zy w oczach i umiech szczcia na twarzy. 
Krok w krok chodzi za nim Jdrek, stajenny. W kadym ruchu, w tonie gosu, umiechu i zasmuceniu naladowa 
swego pana  nie mwic ju ani sowa o pogldach, mniemaniach i zasadach zarwno stajennych, jak 
oglnowiatowych. Cezary wywnioskowa z obserwacji, e w Jdrek mieci si bez reszty w Hipolicie Wielosawskim. 
Jest w nim i kry ca sw istot wewntrz tamtego niczym jakowa planeta ciemna dokoa wietlistego soca. Na 
wyprawie wojennej, w obcowaniu z osobami wysoko postawionymi Jdrek nauczy si uywania wyrazw ozdobnych, 
paradnych, niejako krasomwczych i wysoko stylowych. Mwi, wci wtykajc tu i tam, a nie zawsze we waciwe 
miejsce  ewentualnie, naturalnie, faktycznie, wzgldnie, a zwaszcza absolutnie. Tego absolutnie wprost 
naduywa. Naduywa rwnie przyswka jednakowo, ktry zjawia si w jego ustach ni w pi, ni w dziewi w 
zwykych zdaniach oznajmiajcych. Jdrek mwi na przykad: 
 Musz to pokaza: Kasztan przychud, a jednakowo Angielka take przychuda. 
 Sam to doskonale widz, ale co ty  przepraszam  robi od rana? 
 Wyrzucaem spod cugowych nawz, ewentualnie gnj. 
 Dlaczego Kasztan przychud? Ko yje od zgrzeba. wiesz o tym czy nie? 
 Absolutnie! 
 Ale kto temu winien, e Kasztan przychud? Gadaj! 
 cierwo Namulak jedzi na Kasztanie po poczt. 
 Na moim koniu po poczt! Po poczt! Na Kasztanie! Pasy bd dar! 
 To samo powiedziaem panu  z  d  e m. u. Na naszym koniu, na Kasztanie, po poczt! Pasy drze! Namulakowi 
za ruszanie naszych koni zaraz daem w kuf, wzgldnie w mord, raz i drugi. 
 Wanie, wanie, filozofie! 
 Wanie! Mwi: d  y  i u, naszych koni ap swoj czarn  nini! Wara od naszych koni! Absolutnie! 
Ten wanie wyraz w postaci ju to zupenej, ju nie wykoczonej wci sycza w jego wargach. Przechodzc od 
konia do konia przyjaciele obserwowali tu sucho gowy i odna, twardo kopyt w ksztacie kubka, o rogu 
niezomnym i lnicym  tam delikatno skry, jedwabisto sierci gadkiej i poyskliwej. Na widok przychodniw 
konie zwracay ku nim gowy o wielkich, rozdymajcych si nozdrzach, o oczach przedziwnie ywych, nakrytych z 
lekka cienk powiek. yy ich, oczywicie pod krtkim uwosieniem, wzdymay si i wida byo, jak krew w nich 
pynie, zaiste, grajc przecudn pie ycia. Przestpyway z nogi na nog, a ruchliwe uszy zdaway si pilnie 
nadsuchiwa, co ci przychodnie do siebie mwi. Hipolit klepa swych ulubiecw i ulubienice po wystajcych 
kbach, po krzyach rwnych i szerokich, po pochyych opatkach i cienkich, dugich, wygitych szyjach. Tu i tam 
wymawia imi pieszczotliwe i przytula twarz do wystajcych koci wielkich policzkw. Cezary zaglda w te oczy 
nieznane, pene rozumu, ognia i tajnych marze, ktrych nigdy nie obejmie i nie zgruntuje marzenie czowieka. Sucha 
krtkich, niejasnych westchnie, ktre raz wraz z potnych, gbokich piersi wznosiy si mwic o tsknocie za 
jadem i napojem, wiekuistym rdle rzezi i mordu wrd podego biaych dwunogw rodu  czy o tsknocie za czym 
innym, zupenie dla dwunogw niewiadomym, dalekim, sennie upragnionym. Wrd tego radosnego z komi 
obcowania, gdy mie, podniecajce byo tu wszystko, nawet zapach amoniakowy i odr potu zwierzcego  przeszyo 
Cezarego uczucie obcoci i samotnoci. Jakoby przekazani gbiom jego duszy przez oczy koskie z otchani ich 
56 
egzystencji, zaka w nim ojciec i zakaa matka. Myl gorzka i cierpka, owoc wszystkiego, co w swym yciu widzia, 
nasuna wewntrzne, zjadliwe pytanie: 
Kiedy nadejdzie pody dzie, i tene Jdrek posidzie odwag i zdobdzie si na si, eby janie pana chwyci 
za gardo i bi w kuf, wzgldnie w mord? Czy te Maciejunio da rad, czy potrafi wypchn janie dziedziczk za 
drzwi gwne, wanie w pazury motochu? Czy potrafi wpuci bied okolicznych wsi, aeby nareszcie zobaczya, co 
to tam jest, co si mieci w salonie, w rodku tego starego dworu, bardziej niedostpnym i bardziej tajemniczym dla 
tumu ni wity koci w Nawoci? 
Cezary odepchn od siebie t myl wstrtn i nachaln, ktra go ju wczorajszego wieczoru napastowaa. Wanie 
Hipolit Wielosawski wydawa rozkazy: 
 Linijk! Czy linijka oczyszczona, nasmarowana, gotowa? 
 Absss... 
 Kasztan do linijki! 
Zwracajc si do Cezarego spyta: 
 Czaru, jedziesz ze mn? 
 Jad. 
 Jeszcze tak, braciszku, nie jedzi na tym padole. Zobaczysz! Kasztan do linijki! 
Piorunowymi skokami i nagymi ruchy Jdrek wytoczy z ssiedniej wozowni linijk, wzek na wysokich koach, z 
wskim siedzeniem podunym, ktry przypomina swym ksztatem chudego pajka. Wnet lnica uprz narzucona 
zostaa na Kasztana i sam ten wspaniay ko znalaz si midzy dwoma drkami zaprzgu .Kocisty i muskularny 
czteroletni biegun wzdryga si pod uprz꿹 i bi kopytem w kamienie podwrca. Hipolit chwyci lejce z rk Jdrka i 
zaprosi Cezarego, eby usiad tyem do niego, w postawie dartego ora. Obadwaj mocno oparli nogi na elaznych 
prtach wewntrznych, okalajcych osie. Hipolit uj bat w rk i cmokn na Kasztana. Ko poszed z miejsca ostrym 
kusem. 
Z pocztku Hipolit Wielosawski jecha szerokim gocicem, penym wybojw i wdow, i na tej drodze nie mg 
wypuci Kasztana w bieg peny. Cezary, siedzc tyem do konia, pierwszy raz oglda krajobraz wybiegajcy 
niespodziewanie. Widoki pl wypaday przed jego oczy z dwu stron jako czci nie czce si ze sob. Byo to dziwne 
wraenie podwjnej nowoci i obcoci, a jednak pene powabu. Dzie by mglisty, zimny i senny. Pola ju zupenie 
puste. Tylko tam i sam, daleko widnieli jeszcze ludzie, ktrzy nad czym pracowali. Plamy ich ruchome i ciemne 
przesuway si po tych i szarych polach, po powierzchniach jakby odartych ze skry, dookoa samotnych wozw. 
Kdy daleko pono niewidzialne ognisko i siwy dym dug smug we mgy przepywa. 
 Dobijamy do szosy  rzek Hipolit.  Teraz ruszymy. Czuj duch! 
 Rozkaz! 
Hipolit uj Cezarego obiedwiema rkami pod okcie w ten sposb, e si spletli nierozerwalnie. Linijka z naga 
zaturkotaa wbiegszy na szos kamienist, kostropat od piczastych krzemykw i granitw. Hipolit zaci Kasztana 
raz, drugi i trzeci. Ko rzuci si naprzd i poszed w peny galop. 
Linijka pocza z warczcym haasem miota si od rowu do rowu, od pryzmy tuczonego kamienia do pryzmy. Ten 
bieg wci jeszcze wzmaga si od siarczystych razw. Wreszcie przeszed w skok szalony, co siy w biegunie. Cezary 
ju nic nie widzia. Cay jego wysiek polega na zachowaniu rwnowagi i utrzymaniu oparciu o plecy Hipolita. Koa 
wzka zdaway si nie dotyka ziemi, a zamiatay szos w prawo i w lewo, coraz czstotliwiej furkoczc. 
 Teraz uwaga! Peny bieg! Full pace!  wrzasn Hipolit. 
W istocie, nasta bieg tak peny, e Baryka przymkn oczy. Czeka na katastrof. Rad by by wydoby rce spod 
ucisku okci Hipolita i w penym biegu zeskoczy, lecz Wielosawski nie popuszcza swego pasaera. Krzyk jego, 
popdzajcy konia, sta si dziki i srogi. Bat jego wista. Ta wariacka jazda trwaa tak dugo, e pasaer straci wszelk 
nadziej, eby si kiedykolwiek skoczy moga. Czu zawrt gowy i mdoci. 
Za adn jednak cen nie byby si przyzna do tego nierycerskiego stanu. Milcza mnie i wytrwale czeka. Jak 
przez sen usysza w tym locie jakie nawoywanie. Zobaczy jakie z boku ruchome plamy, ale tak niejasno, w takich 
gzygzakach, e to nie dotaro do jego wiadomoci. Lecz oto Wielosawski pocz zdziera lejcami swego skakuna. 
Linijka pdzia jeszcze, lecz ju bardziej rodkiem szosy. Hipolit puci rce Cezarego i z caej siy siepa w ty lejcami 
rozbieganego konia. Wreszcie przeforsowa go, puci w kus i stan na miejscu. 
 Patrz, jak mi ten wariat urzdzi!  zawoa Hipolit zeskakujc z linijki na ziemi. 
 Ktry wariat? 
 Jeden z wariatw... 
Istotnie, cay Hipolit by zabryzgany botem, lepki od stp do gw. Twarz jego ledwie byo wida pod bryzgami. 
 Zdaje mi si, e na nas kto woa  rzek Cezary. 
 Skd? 
Rozejrza si po polach i rozemia radonie: 
 A! Pani Laura... 
 Gdzie? Jaka znowu Laura? 
 Ssiadka nasza, pani Laura Kocieniecka ze swym narzeczonym. Patrze! 
57 
Cezary obejrza si dookoa i rzeczywicie spostrzeg ssiadk. Zbliaa si moda dama sadzc licznymi, 
wspaniaymi skokami na przepysznym szpaku. Obok niej kusowa jedziec na gniadym wierzchowcu. Dama jechaa po 
msku, doskonale trzymajc si na siodle i wietnie wadajc koniem. Gdy z polnej drogi zbliya si do szosy i miejsca 
postoju bohaterw linijki, Cezary mg oglda jej obcisy strj mski, lekkie buty, tawe ineksprymable, krtki 
spencerek i niski, okrgy kapelusz. Bujne blond wosy nad wyraz piknego koloru, zwinite w duy wze w tyle 
gowy, doskonale byy ujte przez owo niskie nakrycie gowy. Dama miaa si do rozpuku, przypatrujc si z uwag 
Hipolitowi. 
 Pospieszamy panu na pomoc, miy ssiedzie! Jechalimy wanie z panem Wadysawem moimi granicami  a tu 
widzimy, e kogo na trakcie konik ponosi  hahaha!... 
 Myli si pani. Konik nas wcale nie ponosi...  oburzy si Hipolit. 
 Doprawdy? Nie? A to si ciesz. Bo ju wspczuam bliniemu. 
 Dzikuj w kadym razie za wspczucie w swoim imieniu i w imieniu mego przyjaciela, Cezarego Baryki. 
 A!  skina gow pani w stron Baryki.  Zdaje mi si jednak, e moje wspczucie raczej ubodo ssiada...  
cigna zoliwie, zwracajc si znowu w stron Hipolita. 
W ogle przyjaciela Baryki zdawaa si nie dostrzega, jakby by czym daleko mniej interesujcym w tym 
zaprzgu ni ko Kasztan. 
 Ale go pan zmydli!  wtrci mocnym, basowym gosem towarzysz pani Kocienieckiej.  Cay ko w pianach. 
Myl, e go pan napali. Ale dycha! Kiedy pan powrci? 
 Wczoraj. 
 Tiens!  sykna pani.  i ju dzi rano tak forsowna eskapada! 
 Na wojnie przyuczono nas rano wstawa. 
 A pan take z wojny?  zapytaa moda dama zwracajc si do Cezarego. 
 Tak. Oczywicie. Tak jest, z wojny. 
 Pan pozwoli, e si przedstawi...  rzek do Cezarego swym najniszym basem towarzysz pani Kocienieckiej.  
Jestem Barwicki. 
 Baryka. 
 Z uszanowaniem patrz na prawdziwych onierzy...  mwi z oczyma przymruonymi chytrawo.  Sam tutaj 
jedynie na miejscu dziaajc w zakresie organizacji i wiadcze, prawdziwie cze mam dla onierzy. 
 Wiadomo przecie, e pan nie mg i ze wzgldu na sw astm...  wtrcia pani Kocieniecka. 
 Pan Wadysaw chory na astm? Tak? Nic nie wiedziaem...  dziwi si Wielosawski.  To widocznie podczas 
wojny musia si pan tej astmy nabawi... 
 Gdzie tam! Ju dawniej pan Wadysaw mia ataki dusznoci, a teraz si to uwidocznio, gdy go lekarze podczas 
superrewizji zbadali. 
 ycz panu z serca powrotu do normalnego zdrowia!  mwi Wielosawski z najszczerszymi drwinami do 
potnego jedca, ktry mgby po spou ze sw astm mury forteczne ama. 
 Dzikuj, dzikuj...  bekotn tamten ciskajc co prdzej wycignit prawic. 
 A czy panowie zdaj sobie z tego spraw, e jestecie na moim polu?  rzeka nagle pani Kocieniecka.  
Zajechalicie moje dziedziny. Gdy jele wszed w moj puszcz, jele mj. Prosz do mnie na niadanie. 
 Pani Lauro! W takiej postaci? Prosz spojrze na mnie okiem uwagi i litoci. Czy w takim stanie zabryzgania 
mog jecha do Leca? 
 Moe pan jecha! Jeszcze si tam w Lecu moe znajdzie jaki kawaek myda, to si pan cudnie odmyje, a 
chopiec panu ubranie oczyci. 
 Ale my jestemy wprost ze stajni! 
 Powiedziaam, e prosz na niadanie. 
 Pani! 
Pikna amazonka zawrcia swego szpaka na miejscu i zjechaa z szosy na boczn drog, biegnc w poprzek niw 
zabronowanych i osnutych cienk sieci ozimin. 
Za ni ruszy jej narzeczony. Obadwaj wojskowi wsiedli znowu na linijk i pojechali za tamt par. Cezary zwrci 
si teraz twarz do konia i mg widzie amazonk. wietnie, a nade wszystko zgrabnie siedziaa na koniu. 
Bya wysmuka, niezwykle ksztatna, muskularna i, wida, mocna  ani zbyt chuda, ani zanadto tusta. Oczy miaa 
icie lazurowe. Nie byo w niej ani cienia kokieterii, przesady, nieszczeroci, snobizmu. Bya naturalna i solidna w 
kadym ruchu, sowie, umiechu. Nawracaa kilkakro do linijki, eby o co zapyta albo co wesoego powiedzie. 
Wtedy jej ko wpada na wywalcowan rol, ktr jeszcze niedawno ostry, ranny deszcz uklepa  i kopyta jego po 
pciny zaklkay si w wiee ciasto uprawy. Wtedy uda, piersi, ramiona jedczyni harmonijnie z ruchami konia 
unosiy si, opaday i cigny na siodle. Lekko si przechylaa albo wdzicznie gia do taktu ze skokami wierzchowca. 
Przeliczna jej twarz wyraaa czerstwe zdrowie, a nadobna pier oddychaa w spazmach ruchu, swobodnie wcigajc i 
wydajc powietrze, ktre wcale jeszcze nie przeszo przez puca niczyje. 
Bya w tej pani jaka cecha otwartoci, ktra nakaniaa do uczu przyjaznych. 
58 
Ale pikno jej i oczywista na siodle niejako bryowato wdziku ciskaa widokiem swoim wntrze patrzcych 
modziecw. Oczy im si jarzyy. Gdy para narzeczonych cokolwiek si oddalaa, eby wrd umiechw szepta o 
swych sprawach, Hipolit z cicha uwiadamia Cezarego: 
 Wdowa. Laura. Pierwszy m Kocieniecki. Jaki tam pisarz, literat, historyk. Umar dwa lata temu. Majtek mia 
liczny  o, ten, co go wida  Leniec. Kocieniecki by zawsze strupieszay, chory, mizantrop. Nie mia o czym gada z 
nikim w ssiedztwie. Przykry by czowiek. No, umar. Teraz si ten Barwicki rozbija o jej rk. S po sowie, nawet, 
widz, baba podkochuje si w tym astmatyku. 
 No, od czeg by bya Laura? Romantyczne macie imiona w okolicy. 
 Et, to bogaty  u w o  y  z. Ma ci liczny majtek. Suchoustek, nadto para si przemysem, handluje. Bogacz. 
Spryciarz pierwszej klasy. Nie mog si tak zaraz pobra, jakby on pragn, bo matka Kocienieckiego mieszka w 
Lecu. Interesa s powikane. Kocieniecki z pierwsz swoj on mia dwoje dzieci. Te dzieci maj pretensje i prawo 
do czci majtku. Ona sama nie moe spaci ani matki, ani tamtych dzieci. I tak dalej. A temu Barwickiemu pachnie 
take i Leniec, boby wszed midzy solidne towarzystwo... Jak si to hycel do niej podsadza! Widzisz ty? 
 Eje, Hipeczku, czy tylko ta zazdro przez twe usteczka si nie sczy! 
 Ja? Do tej Laury? Nie! Baba jak malowanie... To prawda. Ale mog wytrzyma. 
 Szczerze mwisz? 
 Tobie bym, bracie, szczerze nie powiedzia! Wiesz, jak to ten moskiewski ofik mawia w takich razach... 
 Wiem, wiem...! 
Ach, jake pikn bya drka, dwukolejka, ktr jechali! Nic w niej, co prawda, nie byo szczeglnego. Tu i tam, 
zapomniane przez ludzi, nie nagabywane z braku czasu  rosy na niej tarki i gogi najeone srogimi kolcami. Gogi 
miay teraz na sobie owoc swj rany, o kolorze pikniejszym ni najwdziczniejsze usta kobiece. Rosy pkolem, 
zagajem, wrd kamieni, ktre z pola praszczury parobkw te niwy orzcych wyoray i w to miejsce sygny. Tak  
o  o poroso i krzewio si w polu.  A potem przestrze bezdrzewna w jasnej glebie. Kdy na horyzoncie aleje w 
Nawoci  bliej kpy drzew Leca. 
Para narzeczonych pucia si przodem, dajc z oddali znaki wojownikom, eby si pospieszali. Sadzc na licznych 
koniach w jasnych rolach, tamci dwoje stanowili wietne stado. Cezary mrukn: 
 Dobre sobie! Zanim przyjedziemy, ju bdzie po wszystkim. 
 Akurat! Umie si ona ceni. Aby ona umie! Mdre to jak sam diabe. 
 Po c by tak wyrywali? 
 eby nas godnie przyj. Zobaczysz... Ale na wszelki wypadek  jazda! eby temu grubasowi popsu szyki! 
Powierzchnia zniya si w rozd, na ktrego dnie wrd niezbyt rozlegych k pyna rzeczka w urwistych 
brzegach. Dalej, za chwiejnym mostkiem, byo wzgrze, na ktrego szczycie wznosi si w Leniec. Wnet linijka 
zaturkotaa przed gankiem paacu. Bya to raczej willa ni paac albo dwr.  Pitrowa, z lustrzanymi szybami, z 
dachem niemal paskim i szpikulcem na szczycie, moga sta w byle letnisku i nalee do fabrykanta Niemca lub yda 
nowobogacza. Nawet amorkw na grnym gzemsie tej willi, trzymajcych wiece grubo i szczodrze pomalowane na 
olejno, nie oszczdzono tej sarmackobarbarzyskiej okolicy. Dwaj panowie z Nawoci, oddawszy konia oczekujcemu 
czowiekowi, weszli po betonowych (tu i tam srodze nadpknitych) schodach do sieni, skd wyfraczony lokaj 
poprowadzi ich wprost do azienki. Myli si tam, czesali, oczyszczali z bota i dziwnie nadobni zjawili si w salonie. 
Lecz minli ten salon i przeszli do nastpnego pokoju, gdzie staa dua szafa z ksikami, bardzo piknie 
pooprawianymi w skr i safian. Tam siedzia pan Barwicki z ksik w rku. Pani domu nie byo. 
 Widzisz...  znaczco mrugn na Cezarego Hipolit.  Widzisz, jak tu piknie... 
 Prawda...  umiechn si Cezary.  Miae racj mwic, e tu tak piknie. 
Pani Kocieniecka niepostrzeenie zesza ze schodw, ktre z holu wejciowego prowadziy na pitro. Bya ubrana 
w skromn, modn sukni. Jej uroda zajaniaa teraz inaczej. Byo dziwnie, niemal zdumiewajco patrze na ni tak 
odmienion. Wosy pozbawione kapelusza zalniy pozocisto, ramiona w wycitej sukni odsoniy si w przepychu linii 
doskonaych i w niepospolitej ich krasie. Odziana w mikkie, niemal przejrzyste szaty, pani Laura bya niepodobna do 
siebie samej. Uderzajco odmiennie przedstawiaa si jej stopa w lakierowanym pantofelku, ta sama stopa, co z tak 
spryst, elazn moc wpieraa si w elazo strzemienia. ydki obcignite szarym jedwabiem poczochy byy teraz 
wysmuke jak u podlotka. Oczy tylko zostay te same, szczere i prawdomwne. Natomiast usta byy mniej istotne i 
szczere, gdy z lekka pocignite barwiczk, przypominajc kolorem swym barw owocu dzikiej ry. 
Cezary siedzia obok szafy bibliotecznej i przypatrywa si oprawom ksiek. Niektre z tytuw, wyzocone na 
grzbietach, obojtnie odcyfrowywa. Przypomnia sobie, przypomnia... Szafa ojcowska, ksiki... Tak samo stay 
ksiki i snuy si wstg zocon tytuy. Przypomnia sobie rozkad i urzdzenie swego rodzinnego domu. Westchn 
sam przed sob nad swoj dol. Obcy jest wszdzie, sam. Jaki cudzoziemiec midzy rodakami, jaki zbkany pies bez 
domu, pana i podwrza. Patrzy na ksiki, a myla o tym, e wszystko jest niepewne, dorywcze, przemijajce, 
podlege bestialskiemu zniszczeniu. Gdzie s ksiki ojca, gdzie dom, gdzie ojciec, gdzie matka? Zabici s jak psy, za 
jak pierworodn win  rzuceni s do roww jak psy! 
Praca ich ycia na nic si nie zdaa. Nie wiedzieli, e zarabiaj na karzc mier. ycie ich cae byo jakow 
mieszn pomyk, krwawym nieporozumieniem. 
59 
A ci tutaj wszyscy s tak pewni swego. Do licha! Nic nie widzieli, co jest, co bywa na wiecie, a tak s pewni swego. 
Czemu oni s tacy pewni, gdy pewnego na wiecie nie ma nic. Tak strasznie nic. On jeden przecie, Cezary Baryka, 
wasnymi oczyma zobaczy, jak pewnego nic nie ma... 
 Pan lubi ksiki?  zapytaa pani Kocieniecka siadajc naprzeciwko. 
 Ksiki? Nie bardzo. Lubi pikne oprawy. 
 A samych rodkw, wntrz midzy oprawami, ju nie? 
 Nie bardzo. Zreszt  czy ja wiem... Teraz nie byo czasu czyta, a dawniej, gdy byo mona, nie byo znowu 
chci. 
 A pan jest z ktrych stron? Przepraszam za babsk ciekawo... 
 On jest z Baku...  rzek Hipolit. 
 A z Baku!  dziwia si pani Laura szczerze i prawdziwie. 
 Ojciec mj tam mieszka. Matka tam umara. 
 Ale pan tutaj u nas zostanie? W naszej okolicy? 
 Jaki czas... 
 Tutaj, w tej okolicy, w kadym razie zabawi pan duej. Prawda, panie Hipolicie? Bo tu mamy plan. Mamy plan 
balu w Odolanach. A tancerzy ani na lekarstwo! Pan przecie taczy? 
 Owszem, tacz. 
 W takim razie jest nowy tancerz! Doskonale! 
 Nie wiem, kiedy jest ten bal. Nie wiem, czy bd mg by na nim. 
 Czaru! mj drogi, porzu no ten temat. Nie ty w tych sprawach decydujesz, tylko ja. 
 O, toto!  syczaa pikna pani.  Nie puci! Nie puci! 
Lokaj wszed i cichym gosem poprosi do stou. 
60 
Pani Wanda Okszyska miaa skoczonych szesnacie lat, a jednak nie moga przele z pitej do szstej klasy 
szkoy pastwowej w Czstochowie. Skoczyo si na tym, e jej poradzono, aeby sobie posza na grzyby, gdy z jej 
nauki nic nie bdzie. 
Starania ojca, urzdnika bankowego, nic nie mogy wskra, gdy rzeczywicie Wandzia nie nadawaa si do szstej 
klasy. Krtko mwic, nie umiaa na wyrywki tabliczki mnoenia, a wszelkie swka stale wyfruway z jej biednej 
gowy. Nieszczsny ojciec rozgniewa si na dobre i nie chcia patrze na oblicze tej domowej olicy. Matka  
rodzona siostra ony rzdcy majtku hrabiw Wielosawskich w Nawoci, pana Turzyckiego  wyprawia 
niepoprawn olic na wie do siostry, aeby cho przez czas pewien zesza z oczu ojcowskich i spod jego cikiej 
pici. T to pann Wandzi Okrzysk widzia Cezary Baryka, gdy si salwowaa ucieczk, cigana przez mciw 
perliczk. 
Owa panna Wanda jedno tylko miaa na swe usprawiedliwienie: graa na fortepianie. Nic do jej gowy nie p 
 z y    p o w a  o, tylko ta muzyka. Moga gra przez cay dzie, nic nie jedzc ani pijc  moga nie spa, a nawet 
nie wiedzie, e yje na wiecie, byleby jej tylko pozwolono bbni na fortepianie. Tote i bbnia. Rodzice rujnowali 
si na wynajem pianina i na drogie honoraria dla m e    w. Ci krcili gowami i wszyscy, jak jeden, zapewniali: 
nadzwyczajna zdolno, zadziwiajce ucho, niesychana pami, istotny talent! Panny Wandzi nie wbijao to w ambit. 
Ona graa dla samej muzyki. Upijaa si t swoj wysz muzyk niczym pijak gorzak. Po przyjedzie do Nawoci i 
do mieszkania wujostwa, gdzie fortepianu nie byo, nieszczsna olica chodzia jak bdna owca. Po pewny czasie 
ciotka Turzycka zastawaa Wandzi siedzc przy stole i zapamitale przebierajc po nim palcami, nie bez zaywania 
fikcyjnego pedau. zy lay si z oczu wygnanki, gdy tak sobie wygrywaa na kancelaryjnym stole, pod nieobecno 
wujcia Turzyckiego. 
Panna Karolina Szaratowiczwna, ktra bywaa w mieszkaniu rzdcostwa, przyniosa wiadomo o tsknocie 
Wandzi Okszyskiej za fortepianem, szeroko rozoya t wiadomo przed zgromadzeniem w tak zwanym paacu i 
odpowiednio j uwietlia. Ksidz Anastazy, ciotki Aniela i Wiktoria i w ogle wszyscy domownicy poczli domaga 
si niezwocznego dopuszczenia muzyczki do paacowego fortepianu, ktry pod swym pokrowcem zapomnia ju 
poniekd, e jest jakim tam muzycznym instrumentem, i przyzwyczaja si zwolna do roli mebla cennego, lecz 
gruntownie nieuytecznego. Pani Wielosawska nie bez pewnej opozycji ustpia. I oto panna Wanda Okszyska 
dorwaa si do fortepianu. Wolno jej byo odwala sw sztuk pod nastpujcymi kondycjami: 1) przed obiadem; 2) 
gdy nie ma goci; 3) gdy nikt nie jest cierpicy; 4) gdy nikt nie pi; 5) gdy w ogle nikt nie zaprotestuje. 
Hipolit i Cezary, powrciwszy na swej linijce ze niadania u pani Laury Kocienieckiej, wchodzc na ganek 
usyszeli w salonie pysznie oddany polonez adur Szopena. Ksidz Anastazy, ktry ju dawno wsta i kiedy  kiedy! 
odprawi msz wit w kociele parafialnym wsi wociaskiej Nawo Dolna, a teraz dawa baczenie na 
przygotowania do obiadu, bdce wanie w toku pod przewodnictwem Maciejunia  objani przybywajcych, kto gra, 
i rozpowiedzia cakowit histori o pannie Wandzi. Zaleci, eby tej osbce nie przeszkadza, nie zaglda do salonu 
w ogle, a natomiast usi sobie grzecznie w stoowym pokoju i wypi rozwanie przed obiadem, co tam Maciejunio z 
pewnoci poda nie omieszka. Ale dwaj rycerze, ktrzy wrcili w humorach rowych, poniadankowych, byli innego 
zdania. Postanowili wanie zobaczy muzykujc pann i zapozna si z ni natychmiast. Hipolit pierwszy otworzy 
drzwi z sieni na lewo do salonu i pocign za sob przyjaciela. Ostatni zobaczy przed sob ofiar przeladowa 
ptasich. Staa obok fortepianu, po pensjonarsku strwoona wejciem dwu modych kawalerw, z ktrych jeden by  o 
rozpaczy!  panem dziedzicem Nawoci z przylegociami. Dygna przed panem dziedzicem i z wyrazem 
uszczliwienia podaa mu rk, gdy on raczy j zaszczyci podaniem swojej. Lepiej si jednak zaprezentowaa ni w 
chwili ucieczki w poprzek dziedzica. Bya po dziewczcemu wysmuka, ale ju po paniesku sformowana. Miaa 
dugie nogi i dugie rce, dugie wosy w warkocz splecione, ale w oczach wyraz szczeglny, gboki i niesamowity, 
jakby nie z tego wiata. 
Nie! Ona si nigdy nie nauczy tabliczki mnoenia!  pomyla Cezary. 
Na natarczywe proby, eby gry nie przerywaa, panna Wanda staa si blada jak kreda. Skrcaa si na bok jak 
przed nauczycielem arytmetyki i przebieraa palcami w sposb znamionujcy ostateczny upadek inteligencji. Cezaremu 
al byo tego paniestwa. Przypomnia sobie, e przecie to on grywa z matk dzie w dzie na cztery rce, a lekcyj 
muzyki nabra si co niemiara. 
Zaproponowa tej pannicy, czyby nie chciaa zagra z nim na cztery rce Tacw wgierskich Liszta  co jeszcze 
pamita wcale dobrze. Zgodzia si skinieniem gowy, gdy gosu adn miar nie moga ze siebie wydoby. Usiedli i 
zagrali. Skoro za zaczli gra, ta trusia odzyskaa nie tylko wadz nad sob, ale obja j nad tym nieznajomym panem 
 nie mwic ju o tym, e prym trzymaa w recytacji utworu. Twarz jej zmienia si, oya, rozgorzaa i staa si 
pikn. Ilekro zwracaa si do towarzysza gry, szczeglny blask, poysk wyszej inteligencji, mona by powiedzie: 
geniusz muzyczny, pon w jej oczach. Zeszli si do salonu wszyscy domowi i, porozsiadawszy si wygodnie w 
rnych miejscach, suchali dobrej, brawurowej muzyki. Przerwa t biesiad przedobiedni Maciejunio ukonami i 
delikatnymi skinieniami, znamionujcymi niewtpliw obecno wazy na stole. Panna Wanda oderwaa rce od 
klawiszw, wstaa posusznie i cichaczem, wrd miesznych dygw, umkna z salonu. 
61 
Okazao si, i zdrowie panny Karoliny Szaratowiczwny nie byo, na szczcie, w stanie tak beznadziejnym, eby 
chora nie moga zasi przy wsplnym obiedzie. Nie tylko zasiada, ale zajmowaa si ekspedycj da w sposb 
ywioowy. Bya tylko w stosunku do Cezarego Baryki niepowcigliwie dumna i wyniosa. Nie spogldaa na niego 
wcale, a jeeli twarz jej zwrcia si w jego stron, to powieki oczu nakryway renice. Byo to nawet i musi pozosta 
nadal niedocieczon tajemnic, jakim sposobem, majc oczy tak szczelnie zamknite, dostrzega jego ukon i 
odpowiedziaa na icie monarszym skinieniem gowy. Cezary chcia rozwika t niedogodn sytuacj, tote nie 
pozwoli sobie nawet na najlejszy umiech. Opowiada wesoo towarzystwu o jedzie linijk, o wizycie w Lecu i 
umylnie w karykaturalny sposb omiesza siebie jadcego na szybkolotnej linijce, aeby wanie mieszno na siebie 
skierowa i przerzuci. Wszystko to nie udao si. Panna Szaratowiczwna wszelkie jego usiowania w tym kierunku 
przyjmowaa z nosem tak wysoko zadartym i z takim skrzywieniem ust, jakby istotnie w jego wywodach zawarty by 
jaki zapach mocno nieprzyjemny. W pewnej chwili Cezary Baryka dozna uczucia gbokiego zdumienia. Gdy bowiem 
stara si najbardziej altruistycznie w stosunku do tej panienki bawi towarzystwo swoim kosztem, ona  znajdujc si 
w owej chwili obok kredensowej szafy, a poza plecami wszystkich zebranych przy stole  wywiesia pod adresem 
narratora jzyk ogromnej dugoci, prawdziwie do pasa. Ten polemiczny zabieg, przedsiwzity przez pann Karolin, 
trwa tak niesychanie krtko, e Cezary zada sobie pytanie, czy przypadkiem nie uleg halucynacji. Zwtpienie byo 
tym silniejsze, skoro ton wyrzecze panny Szaratowiczwny by znowu tak wybujay i dostojny, jakby si syszao 
mow tronow krlowej albo przemwienie maturalne przeoonej pensji (z prawami gimnazjalnymi). 
Wszystko jednake szo jako tako, gdyby nie nieszczsne upodobanie ksidza Anastazego do piewu. Biorc 
filiank kawy i dolewajc pewien rowy dodatek w may kieliszek, kapan zanuci swe uprzykrzone: 
Caroline, Caroline, 
Prends ton chapeau fleuri, 
Ta robe blanche... 
Przy dwiku tych wyrazw  ta robe blanche...  Cezary przez zemst za wywieszenie w jego stron tak 
czerwonego jzyka, i mgby by suy za chorgwie bolszewick, umiechn si bestialsko. Wtedy dziewoja caa 
staa si czerwona jak dziesi chorgwi bolszewickich i majestatycznie, wolnym a posuwistym krokiem wysza z 
pokoju. 
 Gdzie ty idziesz, Karusia?  zmartwi si ksiulo. 
 Pannie Karolinie przykro jest sucha tej piosenki...  szepn Cezary ksidzu do ucha. 
 Doprawdy? A to ju nigdy! Pary z ust nie puszcz! Ale dlaczego? Przecie to jest takie niewinne a wesoe  wiesz 
Czaru  wesoe... 
 Niewinno niewinnoci, a jednak jest to przykre... To  Caroline, Caroline... 
 Pjd ja po ni. Musz j przeprosi! A to ze mnie niezy kuzynek!... 
Gdy ksidz z pann Karolin powrci do stoowego pokoju, ju Hipolit proponowa po obiedzie now wycieczk, 
aeby Cezary mg przecie obejrze okolic. Mia jecha ksidz, panna Karolina, Cezary, ale ju nie na wariackiej 
linijce, tylko na statecznej bryczce, a sam Hipolit konno na ulubionym gniadym Urysiu. Ksidz Anastazy by 
zachwycony tym projektem, Cezary rwnie, a panna Karolina spucia z wyniosoci tonu i raczya umiecha si z 
obudnym umiarkowaniem. Zanim obiad dobieg do ostatecznego likierowego koca, ju dyspozycje zostay wydane, a 
w chwili powstania zbiorowego od stou bryczka zajechaa przed ganek. Sam Jdrek powozi par nieposzlakowanie 
czarn, wyczyszczon, wypucowan, ubran w zaprzgi lnice i napuszczone tuszczem. Bryczka bya, wida, wieo 
odmalowana, gdy kada jej sprycha i wachlarz, literka i na to wylakierowany pkoszek, wasek i siedzenia lniy 
od zaschnitej jaskrawej farby. Jdrek trzyma lejce i bat w rku w taki sposb, jak oficer szabl na paradzie w 
obecnoci wodza  nie spuszcza oczu z oczu Hipolita, ktry od szczegu do szczegu przechodzc lustrowa wzek 
wzrokiem nieubaganym. Srogie oko pana nic jednak nie mogo znale: bryczka i zaprzg, utrzymanie koi  sowem, 
wszystko  rzucao iskry i blaski. Tote we wzroku Jdrka malowa si zwyciski i dumny wyraz: 
 Abssolutnie! 
Samo utrzymanie koni byo szczytem pielgnacji. Bya to bowiem para karych waachw, czarnych jak 
najciemniejszy aksamit. Konie te stay od lat w ciemnej stajni z okienkiem zasonitym i drzwiami otwieranymi tylko w 
nocy. Kade z dwojga podlegao cigemu oczyszczaniu, cudzeniu i szczotkowaniu. Hipolit (przed wojn bolszewick) 
wpada do stajni niespodzianie i rogiem swej biaej chustki, owinitym na palcu, prbowa, czy na sierci ulubiecw 
nie ma ladw pyu. Konie te w ciemnoci zdziczay i odwyky od wiata. Ich sier, krtka i lnica, czarna jak sama 
noc bezgwiezdna, przypominaa poyskliwoci i mikkoci jedwabiste futerko kreta. 
Chopiec stajenny przyprowadzi dla janie panicza gniadego Urysia pod lekkim siodem i czaprakiem 
znaczonym. Mody pan dosiad Urysia w oczach matki, ciotek i wuja, z gracj i zrcznoci nieposzlakowan. Byo to 
arcydzieo zaycia konia, pierwszego zaycia po tylu miesicach marszw piechura. 
62 
 Hipciu! Prosz ostronie, ostronie...  Szeptaa matka, ktra teraz baa si bardziej, aeby na ojczystym 
dziedzicu nie zsun si z sioda, ni przed miesicem, kiedy nie wiedziaa, czy go dziki wrg w sztuki nie pata i 
komi po polach nie wczy. 
Hipolit tkliwym spojrzeniem uspokoi matk i czeka na towarzystwo. 
Ksidz wybieg pierwszy w sutannie znacznie krtszej, w powanym kapeluszu kapaskim. Za nim sza panna 
Karolina. Dwie pierwsze osoby zajy miejsce gwne na wzku. Cezary siad na przednim siedzeniu, obok Jdrka, ale 
twarz nie do koni, lecz do tamtych dwu osb zwrcony. Siedzenia, obite grubym szarym suknem, byy zawieszone na 
potnych pasach skrzanych zaczepionych o gowice literkowych hakw. Wszyscy siedli, wonica cmoka kilkakro 
na czarne krety, a one tymczasem nie zamierzay wcale ruszy z miejsca. Wspinay si, biy na miejscu kopytami albo 
zginajc by ku ziemi wydaway krtkie, urywane renie, ktre nic dobrego nie wry. Rozleg si cichy rozkaz 
Hipolita, ktry z konia przyglda si swemu umiowanemu zaprzgowi: 
 Tr narcznego! 
Jdrek podnis bat dziewiczo czysty, nowy i nie uywany jeszcze w tej powojennej epoce i z lekka uderzy jego 
kocowym wzekiem lnicy zad narcznego waacha. Obadwa konie, zdjte panicznym przeraeniem wobec 
zlekcewaenia ich cnoty, skoczyy raptem z miejsca z tak gwatownoci, e bryczka runa naprzd jak wyrzucona z 
procy. Cezary, siedzcy naprzeciwko ksidza Anastazego, gibn si gwatownie i byby uderzy kapana gow w 
piersi, gdyby nie to, e trafi ju w prni. Oprzytomniawszy Baryka zobaczy nad gwnym siedzeniem zamiast osb 
cztery nogi zadarte do gry  z tego dwie nogi czarne w lnicych cholewach i czarnych niezapominajkach, a dwie biae 
w cienkich, cielistych poczochach zachodzcych a  hen!  powyej kolan. Poczochy owe z boku kadej nogi 
podtrzymyway gumowe paski sigajce w niedocieczon otcha. Cezary zrozumia, e pann Szaratowiczwn 
spotyka tego dnia drugie nieprzyzwoicie mieszne nieszczcie. Zgodnym odruchem zleciaa po prostu wraz z ksidzem 
z balansujcego siedzenia w pusty ty bryczki. Machali obydwoje czterema czarnobiaymi koczynami, nie mogc si 
z cieni wydoby. Zgodny wybuch miechu osb pozostajcych na ganku ciga ich w istnym locie, ktry teraz 
przedsiwziy czarne krety. Cezary z zapaem rzuci si na pomoc pannie Karolinie i wydwign j na ruchome 
siedzenie. Potem wywindowa duchownego. Panna bya zrozpaczona. Miaa zy w oczach. Poprawiaa wci krtk 
sukni obcigajc j jak najniej, niemal do pit, i owijajc ni kolana. 
 Moe pani poyczy agrafki do zapicia sukni pod kolanami?  zapyta Cezary ze wspczuciem i gotowoci do 
usug. 
 Dzikuj!  odpalia z tak furi, jakby miaa zamiar podzikowa pici. 
 Siedzenia s ruchome i wskutek tego niepewne. To si moe powtrzy. 
 Nie powtrzy si! 
 Kt to moe wiedzie, czy si nie powtrzy? Strzeonego Pan Bg strzee. 
 Dobrze to powiedzia, panie Czaru!  westchn ksidz.  Ale mnie wyrzno w plecy! A ciebie, Karusia, 
wyrzno? 
 Mnie nie wyrzno! 
 Dalimy, moje dziecko, nie lada przedstawienie z naszych dessous... 
 Och! Jeszcze o tym bd gada! To jest przecie prostactwo! 
 Mnie tam to wcale nie wzrusza, co tum zobaczy u mnie pod sukienk. Inna rzecz z tob!  wzdycha wikary z 
politowaniem. 
 Prosz ju raz z tym skoczy, bo wysid!  sykna. 
 Wysi w tej chwili byoby dosy trudno. Znowu by si potkna. Nic tu przecie zego nie powiedzielimy, moje 
dziecko. Gorzej by byo, gdybymy milczeli. 
 I czego pani tak dalece boleje nad gimnastyczn ewolucj tak dalece naturaln!... Nie rozumiem...  wtrci 
Cezary. 
 Bolej i koniec! Pan tu przyjecha i jest pan moim portemalheur! 
 O, to le! Jeeli tak jest naprawd, to nie ma co! Trzeba bra nogi za pas! 
 Widzisz, widzisz, Karolino, co ty wygadujesz! 
 Nic strasznego nie powiedziaam. 
 Zakazuj ci mwi rzeczy pynce z guse ukraiskich, a panu, Czaru, zakazuj mwi o wyjedzie. 
 A kt tu nastaje na wyjazd pana Baryki?  pytaa panna wytrzeszczajc swe liczne niebieskie oczy. 
Hipolit jecha tu za wzkiem na Urysiu i wida byo, e si rozkoszuje jazd. By umiechnity, rozmarzony. 
Klepa raz wraz rk kark i kby konia, pieszczotliwie gadzi jego grzyw. Cezary mia cigle przed oczyma jego 
twarz i przeszo mu przez myl zastanowienie, i buczuczy si na tej bryczce, grozi wyjazdem, a naprawd srogi by to 
by al, gdyby trzeba byo wyjecha z tej Nawoci. Jeszcze jej przecie nawet nie zobaczy! Sam tu jako zmala, 
sprocia, sta si niemal dzieckiem. Wszystko na nowo, jak za dni minionego dziecistwa, stao si tutaj tak ciekawe, 
tak niewidziane  niesychane! Kady pagrek albo wwozik, ktry mijano, by od razu, od spojrzenia jakici swj, 
blini, nieodczny, cho jest przecie obcy i nowy. Ciekawo naprawd palia, eby wsta w tej uroczycie 
wysmarowanej furmance i rozejrze si dookoa, zobaczy, przenikn, co te to tam jest dalej, za chudym lasankiem, 
ktrego brzegiem biegnie korzenista, mokra droga. 
63 
Niewielu mijano przechodniw. Pewien ydzina z brudnym workiem na plecach nisko si kania panu dziedzicowi, 
co nie tylko z wojska wrci, ale  powiadali  wojn wygra, samego Trockiego pobi na kwane jabko. Wnet zosta 
daleko w tyle. 
Ale pobiegy ku niemu myli Cezarego, ktry go wci mia przed oczyma, gdy inni byli do tyem odwrceni. 
Jakeby chcia pj z tym ydeczkiem i gada o tajemnicach jego ycia, ktrych nie zna, nie widzia, tak samo jak nie 
zna, nie widzia tej okolicy porznitej przez wiejsk drog! Tajemnic jego ycia... O wntrzu worka, ktry w z tak 
straszn mk na plecach dwiga. Niesie tam pewno kilka wiartek kartofli dla kupy swych dzieci czekajcych z 
godnym utsknieniem. Znamy to, znamy... Znamy utsknienie godowe! Niesie tam moe dwa due bochny kwanego, 
ytniego chleba, ktry tak diabelnie smakuje, gdy odek jest pusty i kiszki puste. Znamy to, znamy... Niesie tam moe 
kradzione jakowe rzeczy... Niesie tam moe kradzione chopskie buty, ktre w y d a j e na dziesit wie, eby ich ju 
do koca wiata waciciel nie pozna. Kt jego wie? Kto zbada machinacje wiejskiego yda? Tak jest czy owak, 
dwiga na sobie ciar, a dwigajc go peza po bocie i piasku, szarga si i f l a   a po drogach prastarych ziemi. 
Szarga si po ziemi i dwiga na sobie ciary w tej samej chwili, gdy w samolocie szybujcym z Warszawy do Parya, 
rodkiem obokw i nad obokami, wytworna dama podrujca, dla skrcenia sobie nudnego czasu midzy stacjami 
powietrznymi WarszawaPraga czeska, pi smacznie, uoywszy si na dnie lotnej kabiny. O ndzo, ndzo biednego, 
brudnego yda, kt ci wysowi! 
Bryczka wymina dwch starych chopw, ktrzy szli na bosaka z koszykami rcznymi w rku. Nogi ich ciapay po 
zimnych kauach i misiy boto zgstniae. Gadali. Gadali zawzicie, gono, z wrzaskiem. Bryczka pdzca 
niewielkie na nich zrobia wraenie. Zaledwie na krtk chwileczk przerwali rozmow. Ach, jakeby to byo ciekawe  
nie!  i jakie by to byo szczcie wyskoczy z tej lnicej, iskrzcej si wolantki, zdj buty, ciapa nogami po bocie, 
wda si w rozmow z tamtymi dwoma, radzi po gupiemu nad wydwigniciem si z utrapienia, urga na wjta, na 
pisarza, na panw, na ukad wiata  pomstowa i wykrzykiwa!... I z tamtymi dwoma drog pen znoju i przeszkd, 
zibic nogi, kolana, stawy a do pustego brzucha i utrudzajc koci zestarzae! Cezary woa w duszy do wiekowych 
chopw, ktrzy zostawali daleko  daleko na korzenistej drodze: 
Ej, wy, ludzie! Suchajcie! Ja id tam razem z wami! 
W rzeczywistoci nie szed, lecz wygodnie, rozkosznie, szybko jecha, mkn przez pastwiska, przylaski, rodkiem 
pl i w opotkach prowadzcych do wiosek. 
W pewnym miejscu Jdrek skrci raptownie i pojazd ponis si jak wicher mikk drog ponad rozlegymi kami. 
Niebo byo pogodne, lecz ju blade, niadoci przejte, jesienne. Niky bkit przerzynay barwne chmurki pdzone 
przez rzewy wiatr. Uczucie szczcia, modoci, zdrowia przenikao wszystkich w jednakim niemal stopniu. Kada z 
osb co swojego wasnego podpiewywaa. Zdawao si, e i koniom szczcie yy rozsadza. Lecz oto 
niespodziewanie stany. Cezary obejrza si i zobaczy, e stoj przed jak bram. 
 Brama!  zawrzasn Jdrek takim gosem, e o jego brzmienia powinny si byy natychmiast same otworzy obie 
wierzeje tej starej i sfabrykowanej stranicy folwarku. 
Tymczasem nadbieg chopak z konopiast grzyw, dyszcy tak, e tchu nie mg zapa, i posmarkujcy z 
przeraenia nosem sinym i krostowatym. Konie wbiegy na dziedziniec bezdrony, zaronity widncymi chwastami i 
jeszcze pachncy od ich ostatniego oddechu. Znowu wzek zatrzyma si obok czterech starych lip, tak starych, e si 
je kochao od pierwszego spojrzenia. Za tymi lipami sta dworek pradawny, z dachem czarnym, mocno powyginanym i 
schodzcym na ciany modrzewiowe niemal do samej ziemi. Dokoa stay zabudowania folwarczne nowe, z 
murowanymi supami, porzdne i solidne. Hipolit zeskoczy z konia, ksidz Anastazy wylaz z bryczki i obadwaj 
skierowali si ku dworkowi. Na ich spotkanie wyszed jegomo opalony na kolor razowego chleba, wsaty, 
przysadkowaty, typowy pan o k u m o . Cezary zapyta panny Karoliny, czy take wysidzie i wejdzie do tego domu. 
 Nie  odpowiedziaa niezdecydowanie.  Tu jest adny staw. Pjd nad staw. 
 Czy ja mog pj z pani? 
 Jeeli pan sobie yczy... 
Minli poty plecione z jodowych gazi, ktre opasyway ogrody dokoa dworu, i z grki zeszli nad staw. Sta 
cichy, rozlegy, czysty, pod niebem jesiennym, uroczy w swych sitowiach, tatarakach i pakach. Daleko, na drugim 
kocu wodnego rozlewiska, wpywaa do rzeka, szeroka w swym ujciu. Tu zaraz byy parzyste pogrdki z szerokich 
balw, prowadzce poziom wodny na podsiwodne myskie koo. Mostek z okrglakw nad tymi pogrdkami uatwia 
przejcie z drogi wjazdowej na grobl zaros wysok traw. 
Skoro panna Karolina i Cezary minli ten mostek, uderzy ich ponownie zapach zwidej olszyny i zapach wodnych 
zi rosncych poza grobl w wilgotnych wdoach. Stanli na najwyszym miejscu grobli i przypatrywali si stawowi. 
By pikny w swej barwie, rozlegoci, ciszy. Urok zapomnienia, odosobnienia, bytu poza wiatem, samotnoci poza 
wszystkim umiecha si do przybyszw z tej wdzicznej na wejrzenie, samoswojej wody. W nieruchomej tafli jej 
odbijay si wysokie olchy ocieniajce myn, i dwie ruchome postaci  Karoliny i Cezarego. W zakrcie rzecznym, 
szerokim ramieniem uchodzcym midzy te sitowia, dwie dzikie kaczkikrzywki beztrwonie przepyway. Cezary 
zosta wprost uderzony przez wraenie, e ju to miejsce zna, ju je widzia niegdy  e ju tu by. Co wicej  
dziwnie niesamowity al ciska mu serce na widok sennowadztwa tej wody  jakby za tym miejscem tskni latami. 
64 
Jakime sposobem to by moe?  zadawa sobie pytanie.  Byo to niegdy we nie, ju tak dawno przespanym, e 
zgin do cna w pamici? I oto wtedy przepyno przez jego serce dziwaczne a przejmujce boleci sowo: sekua. 
 Ach  westchn z gbi  prawda... Przypominam sobie... To to za takim oto stawem, za wasn jak seku 
moja matka przepakaa swoje ycie. 
Z podwjn zachannoci obj oczyma t tutejsz seku i nie mg nasyci si jej widokiem. Patrzy na chmurki 
wielobarwne  czerwone, zwiastujce wiatr, i fioletowe, niosce nowe deszcze jesieni  jak przepyway nad czyst 
tafl. Zabarwiaa si wtedy a do samego dna, stawaa si gboka, przepacista, niedosigniona, pena tajemnic i 
otchlistego ycia tam w gbi. Gdy chmury poegloway nad pola, znowu jesienny kolor nieba spywa na czyst 
powierzchni. Myn czarny turkota i w jego pobliu nie mona byo rozmawia. Panna i Cezary poszli wzdu grobli, 
prowadzc w gbinie wodnej odbicia swoje, doskonae i wierne a do miesznoci. 
 By taki staw u nas, na Ukrainie...  rzeka panna Karolina. 
 Doprawdy? Bo znowu ja widz w tym stawie ulubione miejsce mojej matki. Takie musiao by to jej miejsce 
ulubione. 
 Kady ma swoje miejsce ulubione w dziecistwie. To jest ojczyzna duszy. 
 Ja nie mam. 
 Panu si podoba tutaj, w Polsce? 
 Dosy, cho tutaj nie ma nigdzie nic godnego widzenia 
 Nie ma, rzeczywicie nie ma. Tu, wie pan, nie ma rozmachu, przestworu. 
 le tu pani? 
 Nie powinno mi by le. Jest mi raczej dobrze. Ale byam jedynaczk w bogatym domu, przeznaczon i 
wychowan do zbytkw, a teraz musz obsugiwa cudzy zbytek. 
 Przecie nie cudzy. 
 Tak  nie cudzy. 
 Pani ma blisz rodzin? 
 Tych oto tutaj, krewnych mego ojca. 
 Ale najblisza rodzina? 
 Najblisza zgina od bolszewikw. 
 Jak to? Wszyscy? 
 Matka umara w Warszawie z wyczerpania si, w cikiej biedzie. Ojciec szczliwszy, bo zaraz po wyjciu z 
wizienia w Kijowie. 
 A pod wzgldem materialnym? Przepraszam pani, e o to si pytam. 
 Nic! Chot' szarom pokati! Mama, wyrzucona z naszego domu, siedziaa za takim wanie stawem, ktry oddziela 
nasz majtek od wsi chopskiej  przez cay rok. Siedziaa nieszczsna w chopskiej chacie. Wysza sama jedna, w 
jednej sukni. Obok niej tylko przecudny nasz pudel  Gaga. Ja byam w Warszawie, ja bujaam sobie po wiecie... Gaga 
nie mg wytrzyma ycia w tej chaupie, nie znis ndzy, gdy go kopali nogami i w zimie wypdzali na zawiej.  
Zdech. Da nam wzr, e powinnimy tak samo umiera, gdy nas zniewaaj pode tyrany. Mama przedostaa si do 
Warszawy. Umara. Jestem sama. 
 Teraz ja znowu jestem pani portemalheur, ostatni powiew bolszewizmu. 
 To straszne!  zamiaa si rozczerwieniona a po samo czoo. 
 Do ju o tym! Pani jest nienaturalna, pena pruderii. 
 Jeszczem si, wida, nie oswoia ze wszystkimi prawdziwociami na wiecie, cho by ju czas i nie brako 
okolicznoci. 
 Czy wie pani, e i ja jestem poniekd ofiar bolszewikw? 
 Pan? Tak? Nie przypuszczaam. To ciekawe! 
Cezary pod wpywem niespodziewanego impulsu szczeroci zacz opowiada o swej matce i ojcu, o ucieczce z 
Baku i wdrwce przez Rosj, o mierci ojca i przybyciu do granic Polski. Byo dla niego samego cudaczne i 
niedorzeczne owo wywntrzanie si przed nieznajom osob, a jednak opowiada wszystko z bezwzgldn szczeroci. 
Mwi o szczegach, ktre w tej chwili dopiero przypomina sobie i zobaczy z nadzwyczajn oczywistoci. Nigdy 
przed nikim dotd swych spraw osobistych i uczu rodzinnych nie wydobywa na wierzch. To, co mwi z Gajowcem o 
matce, matki si tylko tyczyo i miao pewn swoist uczuciow podniet. Nie zwierza si nigdy szczerzej nawet 
Hipolitowi Wielosawskiemu. Teraz sprawiaa mu istotn przyjemno, jak duchow ulg cakowita opowie o 
swoim minionym yciu. Panna Szaratowiczwna suchaa go w taki sposb, e to wanie podniecao go do 
wywntrze. Suchaa go uwanie i pilnie, surowo i chmurnie. Czasami wyrazy twarde, przewanie rosyjskie, 
chrzciay w jej zbach, gdy opowiada o biedach i mierci ojca. Siedli na drugim kocu grobli, gdzie ta grobla w 
wysokie pola wrastaa. Mieli pod sob odbicia swych postaci. Na przeciwlegym brzegu wznosi si biay dworek 
osoniony wiecem gazi lip prastarych i odzwierciadlenie swe najdoskonalsze znajdowa w czystej wodnej 
powierzchni. 
 I c? al pani pudla Gaga czy Gagi?  zapyta modzieniec po dugim milczeniu, gdy ju skoczy opowiadanie o 
sobie. 
65 
 Czy mi al? Nie wiem. 
 Nie wie pani? 
 Czuj w kadym razie to samo, co on, gdy go chopy wyrzucay w zawiej. Mnie tak samo wyrzucono na dwr z 
mego domu. 
 C robi! Taki los. 
 Los! Rzeczywicie! Dola, eby si urodzi kobiet i nie mc przynajmniej pomci si na wrogach! Dola, eby 
dre o siebie, o sw kobieco wobec tych, ktrzy mieli prawo pozbawi mi wszystkiego materialnego dobra  ach!  
i rodzicw. To jest prawo! To jest sprawiedliwo! Pies Gaga lepszy mia koniec ni moja matka! Pan nawet nie 
domyla si, co to za szczcie by mczyzn! Nie dre o swoj cao, by pozbawion tej gupoty, tej trwogi, tej 
wiecznej troski! Ach, mc uderzy, uderzy w eb ostrym mieczem lub ostrym sztyletem! 
 Jaka to pani mciwa! 
 Jestem mciwa. Gdyby pan wiedzia, z jakim uczuciem czytaam gazety, e tu id, tu przybywaj wyrzuca nas 
znowu z domw i mordowa, rozstrzeliwa, jak rozstrzeliwali pod Pockiem za to, e si jest szlachcicem. 
 Nie tylko za to, lecz za to take, e si byo tyranem, zdzierc, katem parobkw... 
 A gdyby pan wiedzia, z jakim uczuciem czytaam gazety, wieci, e bijecie, bijecie na miazg, e ich po polsku 
cinacie z ramienia! 
Zerwaa si z miejsca i nachylia nad Cezarym. 
 Czemuecie nie poszli dalej, dalej, dalej?  pytaa wpijajc si we oczyma. 
 A do Uralu? Dalej  a do Krasjonarska? 
 Nie do Uralu i do Krasnojarska, lecz do Moskwy! Do Moskwy!  powtrzya, wszystko mieszczc w tym sowie. 
 Ja si polityk nie zajmuj, zwaszcza tu, nad tym stawem, tote nie wiem, czemu nie popchnito nas a do 
Moskwy. 
 Ducha w was nie byo! 
 Ducha w nas nie byo, eby intromitowa z powrotem pudla Gag do paacu na Ukrainie, gdzie ju pewnie jest 
teraz wiejska szkoa. 
 eby odebra zrabowane! 
 Prosz pani. To, co tam zostao zrabowane, to ju amen! Nad tym trzeba krzyyk postawi. Trzeba postawi 
krzyyk albo i cay duy krzy nad caym tamtejszym dzieem i wiatem. Tym krzyem pobogosawi. Odpuci win. 
Niech tam ten polski krzy stanie nad popenionymi zbrodniami. Tam jest ziemia ruska i lud ruski. Mamy tu, Polacy, 
ziemi polsk i lud polski. Mamy wolno. O tym, eby si tam z powrotem pcha, nawet nie naley marzy, nie tylko 
myle. 
 Nigdy panu nie zapomn tego sweczka o pudlu! 
 Zapomni pani! Ju jestemy przyjacimi, a bdziemy jeszcze szczerszymi i jeszcze wikszymi. 
 Skde to taka pewno? Dzie jeden nie upyn od przyjazdu pana do  a    o  a, a ci ju taka pewno 
siebie! 
 Albo to nie bdzie pani lepiej mie tutaj  i w ogle na wiecie  dobrego sojusznika? 
 Byoby dobrze  odpowiedziaa caa w psach  mie takiego sojusznika. Ale czy to mona wierzy? 
Mczynie? 
 Nie wierz mczynie jako psu, gdy czy to cywilny, czyli wojskowy, zawsze to pies acuchowy... Ja za 
jestem podwjny pies, bo to ju cywilny, a jeszcze wojskowy. 
 Zobaczymy...  rzeka miejc si poprzez swe zawstydzenie. 
 W kadym razie, na pocztek  sztama!  mwi wycigajc rk. 
 Sztama!  rzeka serdecznie, podajc mu swoj. 
 Ale  ale! Prosz pani, jak si to miejsce nazywa? 
 Dziwn to ma nazw. Zowie si Chodek. 
 Patrzcie! Chodek. Miy Chodku! Jakebym chcia dosta tu posad! 
 Posad?  To ju nie wiem jak... 
 A przecie jest tu myn. Wic musi by i mynarz. Posad mynarczyka. 
 Och, jest i Tostoj w miniaturze!... Posad mynarczyka ..  szydzia. 
Teraz Cezary zaczerwieni si po same uszy. Usiowa poprawi sw sytuacj, zapewniajc: 
 Jaki tam Tostoj! No, wic nie mynarczyka. Dobrze! To pisarczyka prowentowego przy rzdcy. 
 Nie ma tu rzdcy, tylko ekonom Gruboszewski, ktry wszystko, co trzeba, pisze sam, jak kura pazurem, i wedug 
statutw bardzo dawnych. 
 Przy Gruboszewskim ekonomie... Niech bdzie przy ekonomie. Widzi pani, jaki jestem zgodny: do rany mi 
przyoy. 
 A czemu to tak koniecznie tutaj? 
 Jeeli mama pani moga przez rok mieszka w chopskiej chaupie, to czemubym ja, zdrowe i silne chopi, nie 
mg pomieszka, ot, na tamtej grce, w tym dworeczku? O Boe! 
 C by pan tutaj robi? Agitowa? 
66 
 adnych agitacji. Gdy przyjdzie pora, to oni sami si zaagituj najlepiej. C to za cierpliwy lud! Lecz przyjdzie 
chwila, e rozum w ten lud wejdzie. Rozum si pcha bdzie drzwiami i oknami do tych chat i legowisk. Nie moja to 
sprawa agitacja. Ojciec mi agitacji zakaza pewnymi legendami. 
 Wic co? 
 Ludzi bym tu chcia pozna. Wasnymi oczyma zobaczy wszystko. Tych prostych. Chopw, ydw, robotnikw, 
rzemielnikw, rybakw, pracowitych i urwipociw, dobrych i zych, mdrych i guptasw. Chciaoby mi si gada o 
ich yciu. Nay si z nimi! 
 Dziwny gust! 
 Moe i dziwny, ale  co robi! Taka natura. Bybym dobrym pisarczykiem, daj pani sowo. Cay dzie bym robi, 
co ka. A wieczorkiem, po zachodzie soca, gdy ju wszelkie roboty bd skoczone, chciabym sobie tutaj siadywa 
albo tam pod lipami, patrze na t wod szerok  szerok, gdy j ksiyc owieci albo gwiazdy uka  na t seku 
 i tak sobie tutaj w samotnoci  matk wspomina... Matk wspomina...  zapiewa z cicha samemu sobie, jakby 
suchaczki obok niego wcale nie byo. 
Z gow podpart na rkach patrzy na wod. Panna Karolina przygldaa mu si spod oka z baczn uwag. 
Wanie ksidz Anastazy i Hipolit Wielosawski ukazali si na grobli i zdali ku tamtym dwojgu, zatopionych w 
milczeniu. 
67 
Do objcia przez Cezarego Baryk posady pisarza prowentowego w ekonomii noszcej w pastwie nawockim 
zawoanie: Chodek  nie doszo. Nawet nie z racji jakiej modnej redukcji, lecz z winy samego petenta. Cofn sw 
kandydatur. Kiedy po raz pierwszy zgosi si z tym projektem do Hipolita Wielosawskiego, tamten na pewien czas 
zaniemwi, a nawet niepowabnie osupia. Po pewnym dopiero czasie pocz zadawa pytania: 
 Pisarza? Prowentowego? Pisarza? Na Chodku! Ty! Student uniwersytetu? Medyk? Po co? Na co? Cui bono? 
Cezary tumaczy, i przyjecha do domu przyjaciela na par dni, a tak mu si tutaj podoba, e rad by poby przez 
czas pewien. Nie moe przecie by rezydentem, pann respektow, trzyma si paskiej klamki baraszkujc i 
prnujc. Nci go  mwi  ycie ludzkie, ycie proste. Chciaby je pozna w sposb bezporedni, istotny, nie z 
drugiej rki, nie ze stopnia karety ani ze strzemienia magnackich rumakw. Chciaby mwi z tutejszymi ludmi z ust 
do ust. Ale nie tylko mwi. Chciaby pracowa rami w rami, skoro tu jest, gdy nie mona mwi ze spracowanym, 
nie pracujc z nim rami w rami. 
Hipolit rozumia ostatnie racje i przyznawa im najzupeniejsz suszno. Ale nie rozumia tego pomysu 
mieszkania na Chodku. Byo to mieszne, jakie rosyjskie, do niczego niepodobne. 
 U nas  tumaczy  tak nie mona, bo to nasi ludzie zaraz wymiej. W tym jest jaka tostojowska czy jaka tam 
poza, metoda, blaga  bo w tostojowskich wyrzeczeniach si byo bardzo wiele blagi. U nas moesz robi wszystko, co 
ci si ywnie podoba, ale pod jednym warunkiem: nie moesz si omiesza. Gdyby ty co takiego zrobi, ja bym sta 
si mieszny w mojej parafii... Powiedz no, Czaru: pisarz prowentowy na Chodku jest moim serdecznym 
przyjacielem... Do diaba! to pachnie kabaretem... W tym jest nieprawda. My, Polacy, jestemy ras star, ktra nie 
znosi ju rosyjskich prbek, ich nieprawdy, ich odkry i blagi. Tostojw  tylko w duchu i w prawdzie  wydalimy w 
szesnastym wieku. Przyznaje, braciszku, e nie byby prawdziwym pisarzem prowentowym, ktry na swj skromny 
kawaeczek chleba uczciwie i z trudem zarabia, tylko paniczem z miasta, ktry si zabawia, baamuci si 
komunistycznie, przebiera si za pisarza folwarcznego, a w niedziel bawi si znowu za pan brat z dziemi dziedziczki, 
przebiera si za panicza... Nadto  zajmowaby miejsce rzeczywistemu pisarzowi, ktry go moe w tej chwili aknie i 
pragnie, nie majc z czego y. W tym jest mieszno, Czaru!... 
Cezary musia przyzna, e jest sens w tych wywodach. Uleg temu sensowi, temu, trzeba to nazwa po imieniu, 
snobizmowi parafialnemu, i ju swej kandydatury nie wysuwa. Zreszt nie mia ani chwili wolnej, ktr mgby 
powici na sw prowentow fanaberi. Obiady, kolacje, niadania i podwieczorki trway niemal przez dzie cay. 
Wstawano dosy pno. A ledwie spoyto niadanie i dano folg dyskusji, ktra si wyonia z przygodnego tematu, 
juci Maciejunio wchodzi cichcem ze swymi sprawami i st, dopiero co sprztnity, zaciela czystym obrusem. 
Znaczyo to, e spoeczno nawocka zmierza ku obiadowi. Jaka wycieczka konna albo na wzku, jaka krciutka 
eskapada  powrt  i ju ci gromi z racji spnienia si na obiad.  Obiad.  Czarna kawa z odrobink pomaraczow 
tego wyspiarskiego Curacao, papierosy...  sprztaj.  Towarzystwo zaczyna rozdziela si, zmniejsza i zda w 
kierunku poobiednich drzemek, alici Maciejunio chrzka i poleca chopcu nakry st. Kawucia biaa, herbata  
sowem five o'clock tea z tymi chlebkami, ytnim i pszennym, z owym masekiem nieopisanym a wieym, z tymi 
ciasteczkami suchymi, ktrych sawa szeroko rozesza si bya poza granice pastwa nawockiego, a stanowia 
niewtpliw spcialit de la maison. Po kawie jaka przejadka, wypad do ssiedniego miasteczka Ostropustu albo 
troch muzyki w salonie, odkd zjawia si panna Wandzia Okszyska, nieco taca, skoro kto z ssiedztwa nagodzi 
si na odwieczerz. I oto Maciejunio znw si krzta i pobrzkuje. Ma si ku kolacji. Maciejunio mruga i szepce 
ciekawym, wtajemnicza najcichszym szeptem ksidza Anastazego:  baraninka  albo  kurcztka  roen. Po kolacji 
jaka partia szachw z ksidzem Anastazym, jaka partyjka winta (dwie ciocie, mama ksidz  albo  mama, ksidz, 
Hipolit, Cezary)  godzina jedenasta, p do dwunastej... Smutno byoby i spa bez jakiego wzmocnienia, bez 
leciutkiego, przedsennego posiku. Maciejunio, drepczc popiesznie, przynosi domowe serki owcze, obce, ostre, 
zielone  jabka nieopisanej dobroci, jesienne delicje  jakie tam malusiekie kieliszeczki z czym tam 
ciemnowiniowym... Sowem, krtki i skromny podkurek przed rdnocnym pianiem koguta. 
Po takim spdzeniu dnia tudzie wieczora niejednokrotnie poranek jesienny dawno min, a w dolnych 
apartamentach ariaskiego gmachu panowaa jeszcze gucha martwota. Drzwi wejciowe od strony ogrodu byy 
zamknite, okiennice pozawierane, a z wewntrz dochodzio do ogrodu echo chrapania onierskoksiego. Ksidz 
Anastazy prym trzyma w tej biernej sprawie. Dawno czeka przed domem starowina z kocioa w Nawoci Dolnej, 
aeby dobrodzieja przeprowadzi ciekami polnymi na rann msz, dawno czeka Jdrek z osiodanym Urysiem, 
dawno si zamartwia Maciejunio, i przednie garnuszki stygn, a kouszki na mietance zanadto si przypiekaj. 
Chrapanie pod przewodem kapaskim wznosio si pod wysokie sufity i wstrzsao starymi cianami. 
W takich wypadkach panna Karolina waya si na rzeczy ostateczne. Zbieraa w ogrodzie kamienie, gazy 
narzutowe, baranie by i kopulaste czuby z epoki oligocenu, miocenu i pliocenu, znosia te formacje w poblie siedliska 
znacznie pniejszego, a przecie bardziej od tamtych doszcztnie wygasego arianizmu, i walia tymi pradawnymi 
trzeciorzdami w zamknite na klucz dwirza. Kade uderzenie wielofuntowego minerau olbrzymim echem rozbijao 
si o ciany i sufit wielkiej i wysokiej sieni. Upionym rycerzom zdawao si, e to wanie zaczto silne przygotowanie 
artyleryjskie, uskuteczniane ogniem bbnicym jakiej caej dziaobitni, i e wnet nastpi czoowe uderzenie 
68 
nieprzyjaciela. Ksidz Anastazy zrywa si i pada znowu, aeby jeszcze dwa, trzy razy wyda chrapnicie zaiste nie 
tylko nie chrzecijaskie, nie wieckie, ale zgoa jakowe belzebubie. Skoro jednak szturm kamienny nie ustawa, a 
zoliwa dziewica miotaa w zamczyste drzwi coraz nowe pociski, budzili si wszyscy trzej i z rozkosz ogldali nad 
sob biae sufity, ktre ani mylay wali si na ich rozespane gowy. Kdy w pobliu szpary okiennej bzyka smutno 
ostatnia, zoliwa, jesienna mucha, ktr ciepo wewntrzne utrzymao przy yciu. onierze nabierali przekonania, e 
to nie jest rw strzelecki, nie wojna, lecz pokj, i to pokj upragniony, dobrotliwy, z wysokim, bielonym sufitem... 
 Eje  zaraz bdzie niadanie! A jaka te to pogoda? Czy pada? Czyme by to wypa po niadaniu: konno czy 
dwukowk?...  Ksidz Anastazy bi si w piersi i w jzyku aciskim wyprasza dla siebie przebaczenie za tak 
fatalne, haniebne zaniedbanie si w subie boej. My si jedn rk, czesa drug, w lot nakada na opak swe 
dugopoe efekty, byleby jak najprdzej wymkn si z domu i rwa na przeaj polami ku nawockiemu kocioowi nie 
czekajc nawet na staruszka kocielnego. 
Cezary Baryka midzy jednym a drugim jedzeniem dawa nieraz upust swej manii tak zwanego poznawania ycia w 
jego prawdzie i istocie. Wymyka si do stod i uczestniczy w wielkiej akcji omotu zboa przy mockarniach 
kieratowych  siedzia w pichlerzu albo w stajniach i oborach  przy zasypywaniu kopcw kartoflanych tudzie przy 
szatkowaniu kapusty. Wielkie stodoy byy w tym czasie na przestrza otwarte. Turkotay maszyny poruszane przez 
konie w kieracie  wiatr d w zgoniny i plewy, niecc wieczyst kurzaw. Niezmierne masy somy po omocie 
przewalay si w przestrze. Krzyczeli poganiacze koni i gono gadali pracownicy usiujc przegada huk maszyny. 
Wszystkie jednak huki, zgrzyty i krzyki zwyciaa wiecznie wesoa piosenka dziewczt odgarniajcych som. 
By to zreszt czas, kiedy cae dystyngowane towarzystwo z paacu wraz z penymi taktu ciotkami i sam pani 
Wielosawsk wdrapywao si na strych dworu w celu segregowania jabek. Na tym strychu byy specjalne przegrody, 
rodzaj ssiekw, z dawna wylepionych glin i zasypanych sieczk. Znoszono tam masy jabek, gdy dojrzay w 
rozlegych ogrodach lecych po obudwu stronach drogi wjazdowej. Byy to jabka rozmaitych gatunkw, ale sam 
owoc najprzedniejszy doskonaoci niegdy szczepionych. Na tym strychu rozlegym i dosy wysokim, suchym i 
przewiewnym, byo ciepo rozkoszne i prawdziwie anielski zapach dojrzaych jabek. Towarzystwo zbierao si niby to 
do segregowania owocu, umieszczania co najprzedniejszych okazw we waciwych przegrodach, lecz w gruncie 
rzeczy towarzystwo zajmowao si zjadaniem co najprzedniejszych okazw w iloci zaprawd nadmiernej. Ksidz, 
Hipolit, Cezary, wujcio, nawet wiotkie i wywide ciocie, nawet sama pani Wielosawska, sowem wszyscy, prowadzili 
na tej grce jakby pewnego rodzaju kuracj jabeczn. Nadto, usadowieni na tej grce, tracili niejako sw skorup, w 
ktrej uroczycie poruszali si i chadzali w pokoju bawialnym i stoowym. Tam, w grnej strefie  bili si jabkami, 
gonili si i dokazywali jak dzieci, a raczej jak stado szczurw na poddaszu. 
W tych to zabawach strychowych, gonitwach i skokach poprzez pene ssieki i gry jabek zdarzao si Cezaremu 
dopada panny Karoliny, chwyta j i trzyma w objciach. Raz nawet zdarzyo mu si trzyma j znacznie duej, ni 
nakazyway okolicznoci i prawo zwycistwa  tudzie zdarzyo mu si dotkn w przelocie ustami jej policzka, 
rowego i wieego jak jabko najkraniejsze i najwonniejsze. Po tym ostatnim wypadku nastay kwasy, dsy, 
parogodzinne: stanowczo nie rozmawiam z panem  lecz nadeszo rwnie i uaskawienie z zastrzeeniem 
najmocniejszego usiowania poprawy. 
Wszystkie te zatrudnienia i, jeeli je tak nazywa mona, zajcia czasu, ktre Cezarego zaskoczyy w Nawoci, byy 
niczym w porwnaniu z prac, jak mu narzucia pani Kocieniecka. Jak ju wiadomo, wdowanarzeczona z Leca 
organizowaa wielki piknik dla zebrania funduszu na rzecz kupna protez dla kadubkw bez rk i ng, ofiar wojny. 
Piknik mia si odby w salonach najobszerniejszego w okolicy paacu, w Odolanach, nalecych do starszego pana 
Storzana, ktry, sam powalony przez parali, chcia cho w ten sposb przysuy si braciom kadubkom. Oddawa 
do dyspozycji swe apartamenty, ze storami wiecznie zapuszczonymi i molami latajcymi wewntrz samowadnie. 
Poniewa bezwadny pan Storzan, stary kawaler yjcy na asce pielgniarek i suby, niczym, rzecz prosta, zaj si 
nie mg, wic pani Kocieniecka gospodarowaa w odolaskich salonach jak szara gska, przygotowujc wszystko do 
niebywaej zabawy. Poruszya ca okolic, zmobilizowaa wszystko, co yo, miao nogi i fraki, wadaa modzie jak 
dyktator, askawy dla posusznych a nieubagany dla opieszaych. Poniewa mia to by piknik, zabawa skadkowa, 
poniewa miao by na niej mnstwo osb, naleao przygotowa zapasy wszelkiego rodzaju. Tote pani Kocieniecka 
objedaa paace, dwory i dworki, wycigajc co najgodniejsze wdliny i ogoacajc piwnice. Pieczono, smaono, 
gotowano w caym powiecie pod komend licznej wdowy z Leca. 
Oczywista, e gospodyni generalna musiaa mie pomocnikw. Gwnym podrcznym by narzeczony, pan 
Barwicki. Lecz byy rwnie pomagiery drugorzdne, midzy innymi Hipolit Wielosawski i Cezary Baryka. Ostatni 
wpad w pazurki wdowynarzeczonej i musia taczy, jak mu zagraa. Lecz ten kandydat na tancerza mia pewien 
defekt organiczny, nie do przebaczenia w tych okolicznociach: nie posiada fraka. Wielosawski wiedzia o tym braku, 
tote pewnego piknego popoudnia, po silnym przygotowaniu artyleryjskim uciskw i bbnicym ogniu 
najcelniejszych i najciszych argumentw, Hipolit Wielosawski wykona atak generalny: prosi przyjaciela niemal na 
klczkach o przyjcie od niego nowego fraka z przylegociami, jako symbolu, pamitki i znaku braterstwa. Powoa si 
na wsplne oe w rowach, wsplne wszy jako te i pluskwy, na wsplny chleb ze wspln sonin  powoa si na las 
Rogacz pod Patkowem Pruskim  nawet paka rzewnymi zami ten wysoki chop i mony szlachcic. Cezary bola do 
dugo nad swym ostatecznym upadkiem moralnym, a wreszcie machn na siebie rk  przysta. Pojechali obadwaj w 
69 
skok do Czstochowy, obstalowali frak u tamtejszego mistrza Poola, ktry ubiera Hipolita  i gotowy frak z kamizelk 
najostatniejszej mody tudzie najmodniejszymi e   a e  e  a m i nadesany zosta do Nawoci przez umylnego w 
soneczny jesienny poranek. 
Cezarego nie byo podwczas w domu, gdy gdzie tam buja. Gdy za przyszed do swego pokoju przed obiadem, 
ujrza na stole frak i inne czci balowego kostiumu, a nadto koszul ju swoj, ale wyprasowan w taki sposb, e to 
byo istne arcydzieo. Nadto  konierze, mankiety tudzie biay krawat, ktrego jeszcze nie obstalowywa w miecie. 
Krawatka bya cudna, najmodniejszego rodzaju, a nie sklepowego pochodzenia. Kiedy za Baryka wszcz indagacj u 
suby, kto  u kaduka!  bobruje po jego pokoju i zostawia w nim rozmaite czci ubrania, okazao si, e to panna 
Karolina wszystko przyniosa, uoya na stole i e ona wanie zajmuje si na og nadzorem nad pralni dworsk. 
Cezary ama znowu rce nad swym ostatecznym upadkiem, nad swym dziadostwem tudzie noszeniem cudzych frakw 
i krawatw, lecz mimo wszystko by wzruszony pamici o nim i postanowi przy pierwszej okazji podzikowa 
panience. 
Na sposobno zoenia podziki za tak cudne wyprasowanie gorsu konierzy i mankietw nie czeka dugo. Tego 
dnia po poudniu przymierza wanie frak w swoim pokoju i nie bez uczucia rozkoszy krygowa si przed lustrem, 
przybierajc co najozdobniejsze pozy, gdy usysza, e pana Karolina ze piewem schodzi z pitra, z mieszkania 
rzdcostwa, pastwa Turzyckich. Co prdzej uchyli drzwi i ukaza si przed dziewoj we fraku. Zakrzykna z 
zachwytu i ogldaa go ze wszystkich stron, znajdujc, e jest pikny jak model salonowca w Die Dame. Cezary nie 
dowierza i poprosi, eby wesza do jego pokoju, gdy ma jej co ciekawego powiedzie. Ogldajc si na wszystkie 
strony przekroczya na palcach jego progi. Lecz zaledwie drzwi si zamkny, Cezary gronym gestem wskaza na 
bielizn lec na stole i zapyta:  kto mia zajmowa si jego konierzykami?  Z trwog, z lkiem przyznaa si do 
winy. I tu wanie nastpi natychmiastowy wymiar kary. Cezary pochwyci j w objcia i przetaczy z ni przed 
lustrem kilkakrotnie figur shimmy. Panna Karolina szeptaa z cicha, e kto moe usysze, jak tam haasuj  kto 
moe wej i wtedy bdzie zgubiona. Zobacz, e bya sam na sam z nim, w jego pokoju... Och!... Nic to wszystko nie 
pomogo. Taczyli, wprawdzie na palcach, po cichutku, lecz do upadego. 
Gdy za wci i natrtnie labidzia o tej swojej zgubie, traconej reputacji i, o may wos, cnocie  zamkn jej 
gadatliwe usta tak dugim pocaunkiem, eby j wanie uchroni od gadania, podsuchania rozmowy i  ewentualnie 
 zguby. Wtedy na dobre zamilka. Zamilka na dug, zapomnian chwil, kiedy w piersiach serca z nienasyconej 
rozkoszy ustaj, a wiat kdy w przestrze ucieka. Lecz panna Karolina ockna si z upojenia. Silnymi okciami 
wpara si w piersi tego natrta i oderwaa go od swoich ust. Z zamknitymi oczami mwia szeptem: 
 Niech mnie pan nie gubi! Niech mnie pan nie robi nic zego! 
 Zego? A czy to byo ze? 
 Bardzo prosz pana... Z gbi serca... Niech mi pan nie gubi! 
 Ach, z tym gubi! Gubi... 
Jednake opamita si i wypuci j ze swych ramion. 
 Nieche pani idzie, skpcze obrzydliwy... Ale przedtem... Jeszcze raz... O, tutaj, przy samych drzwiach... 
Karusia nie moga si oprze. eby j tylko puci... Jej umiech sta si bezradnie radosny, a usta same drog do ust 
znalazy. Mina duga chwila tego poegnania na pgodzinne rozstanie. Wreszcie wyrwaa si, skina gow i 
cichutko odemkna drzwi. Wysza. Cezary sysza, jak otwara wejciowe i wypada do ogrodu. Czu w caym ciele 
szczcie, jakby pocaunek oddany ustom przez usta kry teraz we wszystkich jego yach i arzy si w szpiku koci. 
Wyjrza przez okno. Nie byo nikogo. Tote pomyla: 
Och, sekutnica! Nikogo tu nie ma. Mona byo caowa si jeszcze choby i p godziny. Teraz nieprdko taka 
sposobno si zdarzy 
Tymczasem myli si grubo. By kto, co pilnie ledzi t schadzk przygodn i widzia dobrze pocaunki. Bya to 
modociana muzyczka, panna Wanda Okszyska. Gdy Karolina wysza z mieszkania jej wujostwa, pianistka chykiem 
wysuna si za ni na schody, bynajmniej nie w celu szpiegowania, lecz dla ulenia swemu sercu. 
Aczkolwiek panna Wandzia nie posiadaa jeszcze na sw niepodzieln wasno tabliczki mnoenia, zwaszcza na 
wyrywki  to jednak zaznaa ju skutkw uderzenia strza Kupidyna. Skoro tylko ujrzaa Cezarego Baryk, uderzona 
zostaa wy wzmiankowan strza. Niemy a wstrzsajcy dreszcz da jej zna  ten! Gdy za Cezary usiad przy niej i 
gra na cztery rce, szalona mio  istny wulkan  wybucha w sercu panny Wandzi. Wypdzona ze szkoy i z 
rodzinnego domu, nie wiedziaa wcale, i to wanie nazywa si wrd rozmaitych starych ludzi  mio. Panna 
Wandzia po prostu zachorowaa duchowo. Jej stan bya to nieustanna tsknota dochodzca a do zupenej 
nieprzytomnoci wadz umysowych. Moda panienka ya w jakim bkitnym tumanie. Osoba Cezarego zatracaa si i 
niemal rozpywaa w agodnej, powczystej chmurze. Ta strona wita, gdzie on si obraca, posiadaa swj zapach 
fiokowy czy rany  i szczeglniejsz melodi swoj, ktrej jednak nie mona byo pochwyci ani wygra. Gdy go 
nie byo, gdy dokd pojecha albo poszed, wiat stawa si pusty, jaowy, guchy, pony, obmierzy, peen ciemnoci i 
nudy. Nie byo siy, ktra mogaby odwrci myli i uczucia panny Wandy w innym kierunku. Nie byo zakazu, ktry 
byby w stanie odmieni albo znie jej utsknienie. Baa si rzeczywistego widoku swej idealnej wizji a do stanu 
zalknienia, a kada chwila obecnoci Cezarego, rozmowy z nim  stawaa si nowym impulsem do marzenia o nim, 
marzenia nieustannego, we dnie i w nocy. Gos jego, z daleka zasyszany, brzmia w jej uchu jakby melodia osobliwa. 
70 
Prbowaa nieraz przeoy, przetumaczy na muzyk brzmienie jego gosu radosne albo pospne i nieraz graa co 
samej sobie, czego nikt nie mg zrozumie. Syszaa go w rozmaitych utworach muzycznych, ktre odtwarzaa, albo 
zatracaa go w muzyce i musiaa odszukiwa. Woay na ni wwczas przedziwne gosy muzyczne, prowadziy j na 
niedosige wyyny i tam gdzie, na wysokociach, przejmoway serce gbokim wzruszeniem. Uderzenie w materialny 
klawisz otwierao jakby bam wielki w bkitnej chmurze. Wpywaa w zawiat i niosy j objcia obokw cierajc z 
jej twarzy samotnych ez potoki. 
Panna Wanda strzega swej tajemnicy jak oka w gowie. Od dawna wiedziaa, e musi umrze z tej niezrozumiaej 
choroby, ktr si zarazia na widok tego obcego pana. Wiedziaa, e umrze przez tego pana, a marzenia jej zawieray 
tylko tyle, eby on kiedy  kiedy przyszed na jej mogi i usiad przy wzgrku ziemnym  na chwil! Wzruszaa si 
do ostatnich granic wytrzymaoci nerww t scen, i ona ley w ziemi, okropnie zeszpecona, a on siedzi przy jej 
grobie. Ksiyc wieci. Noc gboka. Sowik piewa w nadgrobnych bzach. Zlewaa potokami najszczerszych, 
najprawdziwszych ez swoj wieo uklepan mogi. 
Gdy Cezary by u siebie na dole, podpiewywa albo mia si rozmawiajc z ksidzem Anastazym czy Hipolitem, 
panna Wanda zstpowaa cichaczem ze schodw prowadzcych z pitra do sieni i, wtulona w gbok framug starego 
ariaskiego muru, suchaa w upojeniu. Zote gradusy boskiej muzyki, wzloty niebiaskie i upadki do otchani rodziy 
si wtedy i ksztatoway w jej duszy. Nieraz suchaa w upojeniu, gdy pochrapywa, raz grubo, drugi raz cienko. ycie w 
mieszkaniu rzdcostwa Turzyckich, koncentrujce si w kierunku kuchni, gdzie dobrotliwa ciotka toczya wiadome 
spory i dyskusje ze suc pod nieobecno zacnego wujka, ktry gociem by w domu  zostawiao pannie Wandzie 
ogrom czasu do ksztatowania uczu. Nikt nie zwraca na ni uwagi, gdy si tam wymykaa na dziedziniec albo na 
schody i wystawaa w sieni. Nikt jej nie mg przeszkodzi, gdy caowaa z upojeniem klamk drzwi prowadzcych do 
pokoju Cezarego albo gdy przytulona do tych drzwi podczas jego nieobecnoci zamieraa ze szczcia zarazem i z 
rozpaczy. 
I tego dnia, gdy panna Karolina Szaratowiczwna maowiele, troszeczk si wycaowaa z Cezarym, Wanda 
Okszyska suna ze schodw jak upir, jak strzyga nocna, aeby si odda swej sekretnej manii. Muzyczka spostrzega 
i syszaa ze swej na schodach framugi, jak panna Karolina z nim rozmawiaa, jak wesza do tamtego pokoju... 
Popchnita przez niezwalczone uczucia panna Wanda ciszej i sprytniej od najzgrabniejszego kota podsuna si pod 
drzwi pokoju Cezarego i przez dziur od klucza widziaa tace, widziaa pocaunki. Och, jakie straszne pomienie 
wybuchy, zgorzay i zgasy w jej piersiach! Zdawao jej si, e nie wytrzyma, e zacznie wali piciami w te drzwi, 
krzycze wniebogosy, rwa pasma wosw i lecie w przestrze... Lecz nie zrobia nic takiego. Ostrzeona przez tajne 
impulsy instynktu, uskoczya do swej wnki na schodach, wtargna we wspczujce jej mury i widziaa, jak panna 
Szaratowiczwna opuszczaa pokj Baryki. Rozum jej usta wtedy, zami si od czarnego tumana, a tylko wichry i 
szumy uczu przecigay poprzez jestestwo. 
Kiedy tam, kiedy powloka si na gr, jakby kada jej stopa sto cetnarw waya. Zasiada nad ksik. Teraz 
dorozumiaa si, dlaczego to Cezary nigdy na ni nie patrzy, nigdy z ni nie rozmawia jak z innymi osobami, a jeli 
spojrzy przypadkiem, to si zaraz zoliwie umiecha. Panna Wanda po raz pierwszy zobaczya caujcych si ludzi, 
lecz zrozumiaa dziwnie dokadnie, co to znaczy. Trzeba nieszczcia, e zobaczya to na przykadzie tak le 
wybranym! Ten widok cisn w ni jakby oszczepem diaba i utkwi w piersiach jak grot o trzech wgach, ktrego ju z 
piersi nic wydrze nie zdoa. Zaciskaa oczy, zamieraa, konaa od tego widoku. Pakowaa sobie ca chustk w usta, 
eby nie skomle i nie szczeka, gdy si to widowisko wci i wci przed jej oczyma roztwierao. 
71 
Termin pikniku nadciga z chyoci, a nie wszystko jeszcze byo gotowe. Raz wraz wpada do Nawoci posaniec 
od pani Laury Kocienieckiej z rozkazami: jecha tam, przywie to albo gna konno na zamanie karku do miasta po 
pewne nieodzowne sprawunki. Gna ju to Hipolit, ju Cezary, a nieraz obadwaj jednoczenie. 
Pewnego jesiennego popoudnia Baryka odwiz by puda cukierkw do Odolan na polecenie pani Kocienieckiej i 
nie mg powrci do Nawoci z racji ulewnego deszczu. Konie, ktre go odstawiy z towarem do paacu w 
Odolanach, odeszy w piknikowym rwnie interesie do ssiedniego dworu. Cezary czeka na powrt tych koni. Chory 
pan Storzan tego dnia mia si gorzej i nie by widzialny, a pielgniarkagospodyni dotrzymywaa towarzystwa 
modziecowi tylko do pewnego czasu. Obowizki powoay j do oa chorego pana Storzana. Cezary pozosta sam 
w salonie smutnym i ciemnym jak dom przedpogrzebowy. Obejrza ju by wszystkie obrazy i sztychy wiszce na 
cianach, przerzuci albumy z rysunkami rozmaitych minionych mistrzw  podpiewywa, spacerowa po dywanie 
wielkim jak skwer i puszystym jak trawnik skweru. Wiatr bi i tuk w okna. Byo mroczno, niemal ciemno, cho jeszcze 
dzie zwisa nad ziemi. Konie nie nadchodziy. Mody czowiek nudzi si nie na arty. Nie wypadao spa, cho sen 
ogarnia. Nie wypadao i do innych pokojw, a salon obmierz ju do ostatecznoci. Jednakowo Cezary 
zaryzykowa. Wszed do ssiedniego gabineciku, a nastpnie uchyli drzwi do sali balowej. Bya ogromna, wieo 
wywoskowana i ozdobiona lampionami w kolorowych bajecznie batikach. Ciekawski min i t sal i otwar drzwi do 
maego pokoju z werand wychodzc na ogrd. Wyszed i na t werand, ktr ostatni deszcz zala szczodrze  i po 
paru betonowych stopniach zeszed do ogrodu. Ale deszcz trzepa doskonale, wic cofn si do domu i poprzez 
wszystkie te wspaniaoci wrci do pierwszego salonu. Zabiera si wanie do jak najwygodniejszego uoenia si w 
fotelu i nie odtrca ju nawet myli o sekretnej drzemce, gdy rozleg si turkot. Nareszcie! Konie wrciy. 
Pojad   myla Cezary zabierajc swe rzeczy. 
Tymczasem w szerokim i wspaniaym westybulu o marmurowej posadzce i lustrzanych cianach da si sysze gos 
pani Laury Kocienieckiej. Po chwili drzwi si otwary i ona sama ukazaa si w caej swej przepiknoci. 
 Pan jeszcze tutaj?!  krzykna ze zdumieniem.  Mylaam, e pan ju dawno wrci do Nawoci... 
 Nie, na utrapienie pani. Konie, ktre mi tu przywiozy, odjechay do Suchoustka. Miay po mnie wrci. Nie 
wracaj. 
 Skandal! Czemu pan nie zada koni std, z Odolan? Wojskowy i nie umie rekwirowa... 
 Nie chciaem czyni wanie skandalu. Nie przepadam za metodami wojowania i rekwizycji. Liczyem na to, e 
konie z Suchoustka lada chwila mog nadej. Wolaem cierpliwie poczeka. I oto, jak pani widzi, los mi za me cnoty 
szczodrze nagrodzi. 
 Nie spostrzegam, eby pana los czym wynagrodzi. Ale c pan tutaj robi z tymi swymi cnotami? Sam jeden w 
tym ogromnym szpitalu? 
 Nudziem si. Suchaem, jak deszcz pada. 
 Biedny wizie! No, nie ma co! Odwioz pana do Nawoci. 
 Bd bardzo wdziczny, a jak szczliwy, tego nawet nie prbuj wyrazi. 
 Chwileczk... Troch odpoczn. Dobrze? 
 Ach, pani... Pani Lauro... 
liczna pani Kocieniecka zrzucia z ramion paszcz, poprawia wosy przed lustrem i usiada w fotelu. Gdy za 
Cezary w locie chwyta paszcz z jej ramion, owion go przenikliwy zapach wietnej, mocnej perfumy. Gdy usiad 
naprzeciwko wdowynarzeczonej, ten zapach, tak, zdawao si, niky, owin si dookoa jego zmysw niczym arkan 
niewidzialny. Widoczn za to podniet stanowi ksztat nogi wysuwajcy si spod krtkiej sukni. Cezary przypomnia 
sobie te stopy i nogi w grubych poczochach, wparte w spienione boki rumaka  nogi ksztatne a spryste jak ze stali. 
Przymkn oczy i drapienym umieszkiem pokrywa swe prawdziwe uczucia. 
 Co za szkoda  mwia pikna pani  e nie byam teraz w domu. Ju by konie dawno byy po pana przyszy. 
Wracam z objazdu. Co za typy! Panie, co za typy! Zobaczy pan zreszt na wasne oczy. Bdziemy si bawi, bawi! 
 Pani czeka niecierpliwie na ten piknik? 
 Jeszcze by te! 
 Bdzie pani duo taczy? 
 Och, bd! 
Pani Kocieniecka szczeglnym ruchem przecigna si w ramionach. Cezary patrzy na ni spod oka i nerwowe 
poziewanie przecigao rwnie cae jego ciao. 
 A pan bdzie duo taczy? 
 Bd! Z pani 
 Ze mn? Mj narzeczony jest niesychanie zazdrosny. 
 Narzeczony...  wycedzi Cezary.  On bdzie niesychanie zazdrosny, a ja bd z pani cigle taczy. Przecie to 
pani zaprosia mi na ten piknik. 
 Pan sobie, wida, wyobraa, e on jest tak oto teoretycznie zazdrosny... 
72 
 Moe by teoretycznie i praktycznie, a ja bd z pani taczy do upadego. Przecie ta jego zazdro musi si o 
co zaczepi... Nieche wie, o co ma by zazdrosny! 
 Zobaczymy, jak to tam bdzie na tym pikniku. A teraz trzeba ju jecha...  rzeka pani Laura wstajc ze swego 
miejsca. 
Cezary poda jej paszcz, ktrego nie zdya zapi na guziki. Wyszli z tej sali do przedsionka, egnani przez 
starego kamerdynera, ktry tumaczy swego chlebodawc i prosi o przebaczenie, i pan jego nie moe przyj janie 
pani. Pani Laura skina gow i mina drzwi otwarte przez lokaja. Przed tymi drzwiami pod daszkiem podjazdowym 
staa sawna kareta, lnica z wierzchu i bielejca wewntrz od atasu, zwana w okolicy karet miosn 
Kocienieckiego dla ony. Deszcz nieco nacich, lecz my wci jeszcze sieci obfitych i gstych kropelek. 
Pani Laura otworzya sama drzwiczki karety i jak ptak wiona do bielejcego wntrza. Ju mrok zapada i stary furman 
zapali by wiece w latarniach obok koza. Cezary, zaproszony uprzejmym gestem pani Kocienieckiej, wsun si do 
karety. Maa, mikka do pomoga mu podnie si na stopie. Bez wahania, bez zwoki przywar ustami do tej rki. A 
skoro drzwiczki zatrzasn i skoro tylko konie skoczyy z miejsca, wpadajc w zupeny mrok wielkiej alei lipowej  
pchnity przez niestrzyman potg szau Cezary ogarn cudn kobiet ramionami, przywar do jej ust poncymi 
ustami i narzuci si jej z ca potg furii. Nie wydaa okrzyku, nie westchna, gdy j bezoporn i posuszn zagarn 
w posiadanie. 
Konie gnay szerok, piaszczyst drog alei. wiata latarni rzucay nage strzay popochu midzy wielkie pnie lip i 
topoli. Kareta na wybojach koysaa si to tam, to sam, jak agodna kolebka. Czarne jej pudo i lustrzane okna, 
zasonite firankami, rzucay tajemnicze lnienia i przecinay noc jesienn, ktra szybko zesza na mokre ki i zwide 
pola. W tej dzikiej niespodziance rozkoszy, w niebezpieczestwie, w locie pord pl, w koysaniu i dreniu bya 
otcha radoci obojga przygodnych kochankw. Oszaleli do cna od nagej pasji, marzyli o rozkoszy swej, 
dowiadczajc jej w peni. Pocaunki ich i pieszczoty byy bezdenne jak ta noc, pene potgi niewyczerpanej jak fuga 
koni nioscych si w przestrze. 
Od Odolan do Nawoci liczono okoo piciu wiorst drogi. Z alei odolaskich kareta wypada w szczere pola. Lecz 
jake prdko, jak nagle da si znowu sysze huk drzew alei nawockiej! Cezary klczc jeszcze caowa rce Laury. 
Cay jego obd miosny przepyn w pytanie: 
 Czy narzeczony?... 
 Cicho!  wyrzucia z piersi nie mogc jeszcze tchu pochwyci. 
 Czy narzeczony?... 
 Nigdy! Nigdy! Przenigdy! Przysigam na wszystko, co mam witego... 
 Dlaczeg pani wychodzi za m za tego czowieka?! Ach, prawda... Pani go kocha... 
 Wszystko to panu wytumacz. Opowiem. Panie! To ju Nawo... 
Kareta zatoczya pkole w okrg gazonu przed dworem i stana. Cezary dwornie ucaowa rk pani Laury i 
skoni si przed ni nisko  nisko. Nie chciaa wysi i z nikim si widzie. Drzwiczki zatrzasny si i znowu gono 
zachrzcia wir drogi biegncej dookoa gazonu. Wnet czarna kareta znikna w ciemnej czeluci szeregu drzew 
prastarych, jak namitne, nie do wiary, senne przywidzenie. 
73 
Na kilka dni przed terminem zabawy w Odolanach pani Laura Kocieniecka wpada do Nawoci jak po ogie  
dla zaatwienia pewnej bardzo naglcej sprawy balowej. Wrd innych polece, ktre wydaa Hipolitowi i Cezaremu, 
byo jedno specjalnie przeznaczone dla ucha ostatniego. Baryka wysucha pilnie tego zlecenia i odpowiedzia niemym 
ukonem. Ach  odpowiedzia jeszcze umiechem niedostrzegalnym a przejmujcym obydwoje rozmawiajcych 
dreszczem do szpiku koci. 
Tego wieczora po kolacji Cezary wczenie uda si na spoczynek mwic, i cierpi na bl gowy. Nim ksidz 
Anastazy i Hipolit przyszli do domu kancelaryjnego, gdzie mieciy si pokoje gocinne, ju w oknie Baryki byo 
ciemno. widocznie spa. Nie chcc mu przeszkadza w pokonaniu migreny przez posilny sen, obadwaj cicho si 
sprawowali. Chodzili na paluszkach i wstrzymywali si od chrzkania. 
Lecz Cezary nie by tak znowu bardzo cierpicy. Po ciemku, zanim tamci przyszli, wymkn si ze swego pokoju, 
min park i przez jego alej, wychodzc w stron Leca, wyszed na poln drog. Do majtku pani Kocienieckiej 
byo ze cztery wiorsty gocicem i szos, lecz na prostaki, drog poln, byo daleko bliej. Cezary mia przed oczyma 
dalekie wiata w tym dworze stojcym na wzgrzu. Noc bya ciemna, chodna, prawdziwie jesienna, ziejca ju 
wichrem zimowym. Lecz wdrowcowi byo gorco. Szed szybko, cicho, bezszelestnie. Przyczaja si i upodabnia do 
tej nocy jak lis albo wilk czatujcy na zdobycz. Brzegiem lasu, ktrego jeden rg dosiga tej bocznej drogi, dotar do 
k otaczajcych staw i sadzawki w dole popod Lecem. Nie mia kroczy drog wjazdow, wic musia zdecydowa 
si na okrenie stawu i marsz po grobli, ktr za dnia widzia by jedynie z daleka. Myl, e moe by w tych 
miejscach pochwycony przez jakich strw, polowych czy mynarzy, przewina si przez jego gow, lecz nie 
wstrzymaa go ani na chwil. Woda stawu i sadzawek, rozcignionych jedna za drog coraz dalej w ciemn gb nocy, 
sabo w grubym mroku polniewaa. Baryka nie opuci droyny, ktr kroczy  i trafi dziki jej przewodnictwu na 
grobl. Szybko j przebieg, min upust, gdzie uchodzca woda z cicha a dziwnie przejmujco w tym obcym miejscu i 
gbokim mroku szemraa. Za upustem i poza grobl teren podnosi si ku grze. Droyna piaszczysta dotara pod 
parkan ogrodowy, obronity kolczastymi krzakami. 
Teraz  z kolei  psy...  pomyla awanturnik. 
Lecz ta nieznona myl nie powstrzymaa go rwnie. Znalaz w parkanie z zaostrzonych desek jakie miejsce nieco 
askawsze, czyli po prostu bardziej nadgnie  zaczepi si rk o grn cz listwy i lwim susem przesadzi w 
parkan. Wpad w krzaki kolczastych malin czy agrestw i ze szkod swego odzienia wyplta si z nich na ciek 
szerok i ubit. Myl jego pracowaa nad tym, czy stopy nie zostawiaj zbyt wyranych ladw. Tote szed ciek, 
podnoszc si w gr, na paluszkach. Byo mu gorco  wyranie i po prostu mwic  ze strachu. Z niema ulg 
trafi kolanami na awk ogrodow. Usiad i nasuchiwa. Psw nie byo sycha w pobliu. Przez dziwny, niemal 
obkany lot myli, a raczej na skutek pdzcego korowodu impulsw czucia ulega zudzeniu, i jest w Baku podczas 
tureckiego oblenia. Co mu zagraa. Co czai si w tym mroku niemym, staym, skamieniaym. Co czyha. Poprzez 
gazie ju ogoocone z lici wida byo owietlone okna w paacyku pani Kocienieckiej. 
Cezary odtworzy w sobie wspomnienie czarujcego, penego diabelskiej rozkoszy z ni obcowania i porwa si z 
awki. Pdem prawie dobieg do tego rogu willi, ktry mu by w tajnej rozmowie wskazany. Trafi tam na kilka 
schodkw betonowych prowadzcych do drzwi. Wiedzia, e drzwi nie bd zamknite. Uchyli je w istocie, 
nacisnwszy klamk, leciutko, jak tylko mona najciszej. Ustpiy powoli i cicho. Te drzwi, otwarte na ogrd i pola, 
byy pierwszym sprzymierzecem. Ach, z jak to rozkoszn du wszed do ciemnej sieni! Wycignwszy we dwie 
strony rce dotyka cian. W jednej z tych cian przez otwr sczyo si wiato. Domyli si, e tam s drzwi. 
Przyoy wnet oko do dziury od klucza i rozejrza si po pustym pokoju. Bya to ta biblioteka, gdzie ju goci 
nazajutrz po przyjedzie w te strony. Sta dugo przed tymi drzwiami namylajc si, czy wej teraz. Jeeli sucy 
wlezie do tego widnego pokoju, eby zgasi wiato, co wtedy? A moe to jest przewidziane i sucy nie wejdzie do 
tego pokoju? Moe przecie i przez t sie kto z domownikw przechodzi... 
Liczc na lepy traf i na szczcie miosne nacisn klamk, ktr ju znalaz i trzyma w rce. Cicho wszed do 
owietlonego pokoju. Jednym susem przeskoczy ten cay salonik a do szerokiej otomany stojcej w najciemniejszym 
jego kcie. Tam rozoy si wygodnie. Wzi w rk ksik, ktra obok leaa, i w miejscu, na ktrym tom by 
rozoony, zacz czyta. Niezupenie, co prawda, rozumia, co czyta, lecz jedzi wzrokiem po wierszach z gry na d 
stronicy dosy dugo. By teraz zupenie spokojny: przyszed do pani Kocienieckiej w pilnym interesie balowym, nie 
cierpicym zwoki. Spokojnie czeka. Gdzie daleko, na pitrze, sycha byo rozmow.  miech.  miech by 
kobiecy. Ale i mski. Dwie kobiety i mczyzna... 
 Barwicki...  wykrztusi do siebie prawie gono.  Barwicki jest tutaj...  uwiadomi siebie samego. 
Straci wszelki animusz. Nie ze strachu, lecz z nienawici. W pierwszej chwili powzi zamiar, eby wsta, wyj, 
jak przyszed, i dmuchn do Nawoci. Zakl nieadnie, po bakisku, po portowemu. Waha si. Ale wygodna pozycja 
na sofie, mono wylezienia z jakim takim honorem z tej niewygodnej, na poy zodziejskiej sytuacji  powstrzymaa 
go. Czyta pkajc ze zoci, wciekajc si i wijc jak lis zapany w elaza, jak wilk we wnyku. Zdawao mu si, e 
siedzi ju w tym miejscu godzin czasu, jeeli nie wicej. Przeczyta ju z dziesi stronic druku nie rozumiejc ani 
74 
jednego zdania. Zmienia poz na coraz wygodniejsz, coraz mniej tchrzliw i coraz bardziej ozdobn, swobodn, 
wdziczn. Ach, z jak przyjemnoci przeszedby si by po tym pokoju, tam i z powrotem. 
Nagle posysza, e drzwi na gr otwieraj si, schody trzeszcz i kilka osb schodzi na d. Sycha byo miech 
pani Laury, gos jej narzeczonego i jeszcze jakiej osoby. Obecno ostatniej najbardziej zaniepokoia Baryk. Do 
licha! Kt to jest taki? 
Tymczasem trzy osoby zstpiwszy do holu wesoo rozmawiay. Pan Barwicki egna si z narzeczon proszc j 
usilnie, eby si zaraz pooya  eby nazajutrz nie mczya si tak jak dni poprzednich, gdy bdzie na balu le 
wyglda. Trzecia osoba zapewniaa go, e Lola zaraz si pooy. Cezary domyli si, e to mwi matka pierwszego 
ma Laury, stara pani Kocieniecka. Siedzia skulony na swej kanapie i przechodzi istne tortury gupiego niepokoju. 
A nu ten Barwicki bdzie w tym saloniku czego szuka... A nu ta starsza jejmo... W istocie kroki czyje zbliyy 
si do drzwi biblioteki. Wesza pani Laura. Umiechna si radonie zobaczywszy tajnego gocia. Rzeka gono: 
 Pal tu zawsze lamp bez potrzeby! 
Szybko przesuna si do stou i zdmuchna lamp. Barwicki zbliy si rwnie do drzwi biblioteki. Nastpiy 
poegnalne szepty i kontrszepty. Wreszcie narzeczony wyszed do przedpokoju i na ganek. Wnet da si sysze turkot 
odjedajcego pojazdu. Pani Laura wrcia do holu i rzeka do swej wiekry: 
 Och, spa, spa! Strasznie jestem zmczona. 
 Kadziesz si zaraz? 
 Zaraz! Zamkn tylko drzwi do sionki. Dobranoc, mamo! 
Cezary usysza municie pocaunku i szelest lekkich krokw. Pani Laura przesza przez bibliotek i z haasem 
zamkna drzwi, przez ktre wdar si by do tego pokoju. Przez chwil nasuchiwaa odgosw stpania starszej pani 
po schodach prowadzcych na pitro. Pniej zbliya si do Baryki i znalaza w ciemnoci jego rk. cisna jego 
do w swej rozpalonej doni i pocigna go za sob. Dmuchna po drodze w szko lampy stojcej w holu i 
poprowadzia kochanka na pitro, niemal po pitach swej wiekry. Stpali obydwoje tak umiejtnie, stopa jednoczenie 
obok stopy, i tylko jedno skrzypnicie kadego stopnia dawao si sysze. 
Na grze Cezary pchnity przez Laur wpad we drzwi jej sypialni. By to pokj duy i liczny, jaskrawo owietlony 
przez jasn lamp stojc na parapecie okna. Rozlegy dywan, mikki i puszysty, zaciela wiksz cz tego pokoju. 
Stay tu wytworne meble, wisiao duo obrazw. W niszy, do poowy zasonitej pikn kotar, wida byo mahoniowe 
ko, nie rozebrane jeszcze i nakryte kap. 
 Czy pan nie ma kaszlu?  zapytaa cicho. 
 Nie. 
 To niech pan tu wejdzie. 
Cezary wszed do ssiedniego pokoiku, gdzie stao biurko z przyborami do pisania, a przed nim bujajcy si fotel. 
Bryka usiad w fotelu i usysza z przeraeniem, e pikna pani z kim rozmawia. Serce bio mu teraz nie na arty. Lecz 
nacicho, gdy poj, e to pokojwka rozbiera ko swej pani. Wkrtce ta pokojwka szepnwszy sucho: dobranoc  
zamkna drzwi za sob. Pani Laura przekrcia klucz w tyche drzwiach i otworzya wreszcie skrytk swego gocia. 
Cezary wycign rce po zdobycz, owoc tak wielkiego mstwa i strachu. 
Lecz zdobycz odsuna jego rce z szeptem: 
 Czasem Barwicki wraca z drogi... 
 Co takiego? Po co? 
 Z nieutulonej tsknoty do swego anioa. 
 Czyby mia i dzisiaj? 
 Raz tutaj wrci z drogi i siedzia jeszcze dwie godziny. 
 Gupiec! 
 Gupiec, nie gupiec... Umwilimy si, e gdy odjedzie, ja zawsze bd siedziaa w oknie dopty, dopki latarnie 
jego wolanta bdzie w polach widzie. Tak o to prosi! Tak baga! Jest to potrzebne dla jego spokoju, dla ciszy jego 
narzeczeskich, przedlubnych snw. Na znak czuwania, mylenia o nim, marzenia na jawie i tsknoty za fiksatuarem 
jego wsw, podkrcam i przygaszam wiato lampy, gdy on odjeda i zda przez pola do szosy. Takie s nasze 
sygnay miosne. A teraz  co pan ze mnie zrobi? 
 Teraz  niech go wszyscy diabli prowadz! 
 Musz podkrca i przygasza wiato, bo gotw tu jeszcze wrci. 
 No, to ja bd pokrca ten knot. Ju ja mu to fajnie odstawi! 
 To straszne, panie! To perfidia! A dlaczeg nie ja? 
 Pani przeszkadzaj suknie... Suknie! 
W rzeczy samej Cezary, stanwszy przy szerokim, sklepionym u gry, wielkoszybym oknie, zobaczy w gbi nocy 
dwa krgi wiata latarni, posuwajce si w poprzek ciemnej, nieprzebitej otchani. Przykrca z precyzj wiato lampy 
na oknie, a po pewnym czasie wydoby znowu tak wielkie, e a kope wybuchn ze szklannego cylindra. Po chwili 
zacz wycignity knot wkrca do rodka rezerwuaru, wskutek czego wiato omdlewajco zmniejszao si, niczym 
spazmatyczna miosna ekstaza. Doprowadziwszy pomie lampy niemal do zupenego zaniku Cezary j podnosi go 
znowu do zenitu. Czyni to dotd, dopki dwa wietlne koa malejce w nocy nie zniky zupenie... Wtedy dwa 
75 
obnaone ramiona ujy jego kdzierzaw gow i odwrciy j od okna. miech radoci zabrzmia. Cezary stoczy si z 
podwyszenia przy oknie w objcia czystego szczcia.1 
1 Pruderia autora i gboki szacunek wobec pruderii czytelnika(czki), a nade wszystko czoobitno wobec superpruderii krytyka, nie pozwala na 
przytoczenie szczegw i perypetii tego wieczora, ktre si dokonay w zamknitym na klucz pokoju pani Laury. 
Trudna rada! O szanowny(a) czytelniku(czko)  nie yjemy w epoce wielkiej szczeroci mistrza Odrodzenia i mistrza wszystkich wiekw 
Ludwika Ariosta, ktry nie poskpi sobie i wiatu opisu szczcia Ruggiera i Alcyny w sidmej pieni Ordlanda Szalonego. Podwczas twrca nie 
by zmuszony do wyrywania najniezbdniejszej czci swego pomysu i wrzucania go do mietnika. Dzi nie moemy i ladem wielkich ojcw 
twrczoci, czczonych powszechnie. 
I tutaj, w tym poziomym i przyziemnym uprzytomnieniu Przedwionia ywota, najistotniejszy, najzdrowszy, najtszy obraz przedwionia i 
zdrow, tryskajc yciem tre jego musimy zamkn na klucz i pozostawi niezdrowej, zepsutej, penej cynizmu domylnoci czytelnika( 
czki). 
76 
Wielki dzie skadkowej zabawy nadszed wreszcie. Caa okolica dworska popada w stan istnych drgawek. 
Fryzjerzy z Czstochowy, a nawet z miasteczek okolicznych ondulowali, fryzowali i czesali panie  Jedc cugami 
pospiesznymi od dworu do dworu. Jeszcze przyprasowywano, zmieniano, wykaczano na ostatni chwil. 
W Nawoci, jak si okazao, Maciejunio by nie tylko mistrzem ceremonii, ale i fryzjerem nie lada! Wprawdzie jego 
pod tym wzgldem pojcia i zasady pachniay cokolwieczek epok modoci Bismarcka, niemniej jednak krci 
elazkiem, probujc jego siy na wargach, nader zgrabnie. Najpierw zosta przypieczony, oczywista, JanieHipcio, a 
pniej go, wreszcie wbrew obudnym protestom ksidz Nastek  aeby nikogo nie gorszy  czut'czut', jak 
deklarowa Maciejunio. Dwaj pierwsi byli w nowych frakach, lecych jak ula na ich walnych i szykownych 
onierskich figurach. Ksidz Nastek mia na sobie jak lnic spdniczk, na to wdziany pewien rodzaj upanika z 
sajety drogocennej, poyskliwej i delikatnej, o jedwabnych guziczkach  rozpitego z przodu i zwizanego pod szyj 
jedwabnym sznurkiem z takimi kutasikami. Na nogi ksidz Nastek wdzia poyskliwe lakiery ze stalowymi 
sprzczkami  a na ydki  do licha!  zupenie damskie poczochy, sigajce a do diabelnie wysoko wzniesionych 
tajemnic jego doczesnej powoki. 
Gdy Cezary Baryka przed wyjazdem obejrza si ze wszystkich stron w duym lustrze, musia przyzna, e wyglda 
 w a  i e. Przypatrywa si sobie samemu jakby figurze nieznajomej. By najzupeniej niepodobny do draba kudatego 
i obdartego, ktry boso konwojowa trupy na wzgrza pod miastem Baku, ani do podrnika pod kouchami na drodze 
z Charkowa do polskich granic. Nie tylko podoba si samemu sobie, ale nawet budzi we wasnym wntrzu jakie 
impulsy gwatowne dla odbicia w lustrze niezrwnanego eleganta i barczystego mokosa z podfryzowan czupryn. 
Gdy wszyscy trzej, trzej uwodziciele, zeszli si w pokoju Cezarego na chwil przed wyjazdem, Hipolit na widok 
ksidza Anastazego wybuchn spazmatycznym miechem. 
 Czego si miejesz, Hipek? pyta kapan nie bez pewnego w gosie popochu. 
 Jake si tu nie mia! Co ty na siebie, klecho nawdziewa? 
 Jak to, co? Suknia. 
 Suknia? Nie suknia, tylko sukienka, a waciwie spdniczka, a pod ni halka. Powiniene by z przodu 
przyszy sobie jak falbank dla ozdoby. Jeeli mona takie chwaciki pod brod, to mona i falbank u dou. 
 Nie bd no zbytnio zoliwy! 
 Co mwisz? Albo zdejm te wszystkie ksie kokieterie i wdziej frak, albo no i na balu kapot do ziemi, jak inni 
ksia. 
 Nie bd no, Hipek, zbyt radykalny! Nie urodzie si i nie wygldasz na Woltera. 
 Ju jest  Woltera! Kto omieli si kpi z ich kokieteryjnych chwacikw, ktrymi deprawuj serca ziemianek, ten 
ju jest poplecznikiem Woltera. 
Spr si przerwa, gdy zaturkotay gucho koa pojazdu z drugiej strony Arianki. Trzej, narzuciwszy paltoty, a 
szyje otoczywszy szalami, wskoczyli na siedzenia. Jakimi to sowy wyrazi ci, szczcie zdrowej modoci, gdy si 
diabelnie tgimi komi jedzie na bal ziemiaski w Polsce! Chodna noc i wilgotne jej podmuchy owieway rozmarzone 
gowy. Silne podniecenie, tga erupcja niezwalczonej siy zdawaa si ponosi chyej ni parskajce konie ku dalekim  
dalekim wiatom midzy ogooconymi ju drzewami. Lekkie, wesoe, a niekoniecznie przystojne piosenki sfruway z 
warg modych paniczykw. 
 Nastu, braciszku, ty masz zamiar dzisiaj taczy?  pyta Hipolit. 
 Taczy? To bdzie zaleao... 
 Bdzie zaleao. A czy wam wolno jest taczy? Z kobietami? 
 Suchaj no  zobacz lepiej, czy masz w kieszeni chustk do nosa. 
Ksidz mwi te sowa tonem mentorskim, jakby gosi jak zasad moraln. 
Gdy po przyjedzie do Odolan dwaj towarzysze wyprawy rozpierzchli si porwani przez znajomych ze swej sfery, 
Baryka wszed do sali balowej i znalaz si w kole lnicym i barwnym, stropi si i o mao nie cofn. Przekona si, e 
s sytuacje lece gdzie wyej czy z boku od caej edukacji i zdobytej pewnoci siebie. Do takich naleao zachowanie 
doskonae i swobodne w penym salonie. Cezary usiowa gin w tumie modych ludzi. Ale nikogo tutaj nie zna, tote 
z nikim nie mg zawiza swobodnej rozmowy. Przeciska si, plta, pta si midzy swobodnie rozmawiajcymi, 
potrca, przeprasza, wazi na lakierki... 
Byo to z dawna umwione w paragrafach organizacyjnych tego pikniku, i nie bdzie si anonsowa 
przybywajcych ani z zasady prezentowa wszystkich wszystkim. Byo umwione w punktach niepisanych tego 
statutu, i gwnym i zasadniczym deniem jest obdzieranie wszelakiej grubej i wielkiej wasnoci z walorw na rzecz 
wyej powoanych kadubkw, a obdziera wszelkimi znanymi tudzie nieznanymi sposobami karoty. Nikt tedy na 
nikogo nie zwraca uwagi. Bawiono si towarzystwami, okolicami, mona by powiedzie, gminami, parafiami 
osiedlenia.    i   a orkiestra ju odstawiaa swoj sztuk i kilka par ju taczyo w pustej przestrzeni ogromnej sali 
balowej. 
Cezary trafi w swym pochodzie na puste krzeso i dla zamaskowania swej towarzyskiej prostracji i niewiedzy, jak 
si zachowa, swobodnie usiad. Cigle myla o tym, czy dobrze trzyma rce, czy naleycie ustawi swe bolszewickie 
77 
nogi. Oglda innych przedstawicieli typu modzie  i stosownie do otrzymanego wraenia ksztatowa swe 
koczyny. W pewnej chwili pomie ywego ognia przelecia przez jego ciao  od czuba gowy do wielkich palcw w 
lakierkach  pani Kocieniecka wesza na sal. Bya w wytwornej balowej sukni, ktrej rowy atas, z lekka 
przewiecajcy spod koronek, nadawa jej urok nowy a nie widziany. W tej sukni bya szczuplejsza i jakby wysza. 
Bardzo odsonite ramiona i plecy ukazyway zachwycajce linie jego modocianego szkieletu i nadobnego ciaa. 
Cezary nie chcia wierzy swym oczom i doznawa wybuchw rzetelnego szczcia na widok nieomylny, e to jest 
wanie ona. To duma, pysznienie si w tajemnicy przed sob samym jej niezrwnan urod, to jaki ciskajcy, 
wysysajcy al przejmowa go z naga. Obok niej szed wyfraczony, wyelegantowany, lnicy lakierami, gorsem, 
ogolonymi policzkami i to jedn, to drug z wypomadowanych pkul czarnych wosw  narzeczony, Barwicki. 
Pani Laura rozmawiaa, witaa si, umiechaa.  Usiada.  Powioda wesoymi, roziskrzonymi oczyma po 
rozlegym salonie, ktry si stale zapenia. Oddawaa ukony, ukony, ukony. Umiechy i umiechy. Odpowiedziaa 
rwnie ukonem wesoym na ukon Cezarego. Ale oczy jej nie zatrzymawszy si ani przez sekund pobiegy dalej... 
Wiedzia, e tak by powinno, tak by musi, a jednak ostre ukucie, bolesne do pszczoyalu zatopio si w jego 
uczucia. Stara si nie patrze w jej stron, gwnie w tym celu, eby nie widzie idioty Barwickiego, ktry do swej 
narzeczonej cigle si  idiota!  nachyla i cigle co  idiota!  szepta. 
Tymczasem weszo na sal cae towarzystwo nawockie: pani Wielosawska, wujcio Micha ze swymi grubymi i 
obwisymi wsami, szczeglnie odmieniony we fraku, obiedwie ciotki  Anglique i Victoire (Ach, te stare zwaliska! 
..  jak piewa wyrodny siostrzeniec, Hipolit)  wreszcie Karusia, a nawet, zabrana przez lito nad tym biedactwem, 
odziana w sukienk naprdce spreparowan, panna Wanda Okszyska. Wszystko to p  z y g  z m i a  o dwoma 
ogromnymi powozami, a teraz pokazywao wiatu, co to jest i co znaczy  Nawo. A wic dostojne miny, doskonae 
formy, zadarte gowy i umiechy sprzed lat trzydziestu piciu. Z wyjtkiem, oczywicie, przybkanej Karoliny, no i 
panny Wandzi, ktra patrzya w przestrze struchlaymi oczyma, nie widziaa nic i nikogo, i gotowa bya da drapaka, 
gdyby nie to, e buczuczna Szaratowiczwna mocno j trzymaa za rk. Obiedwie dostrzegy w tumie mskim 
Baryk i obiedwie dowiadczyy tego, czego wanie on dowiadcza na widok pani Kocienieckiej. 
Lecz i Cezary by rad ze zjawienia si tych panien. Tknity nag rezolucj, zaledwie usiady, wsta ze swego 
miejsca, zbliy si szarmanckimi ruchy, ktrych go dugo i usilnie uczyli metrowie taca w Baku, i poprosi pann 
Karusi do shimmy. Poniewa rodek sali by jeszcze dosy pusty, zwrci uwag na siebie i na tancerk. Zza ramion 
tancerki mg do woli patrze na Laur Kocienieck. W tym tacu monotonnym i nudnym mg to zblia si do 
tamtej, to si od niej, jak od rda radoci, oddala. Majc przy sercu swym serce nie dotknite przez uczucie mioci, 
serce, co tempem oszalaym pierwszy raz bio dla niego, pierwszy raz dowiadczajc rozkoszy tego uczucia  czc si 
niemal spazmem cielesnym z Karolin, gdy dzieliy go od niej tylko wte suknie, a rytm i nakaz taca poddawa mu j 
fizycznie, zamiera z tsknoty za Laur. Oddalajc si od tamtej gorza z mioci, z trwogi, z alu, z nienawici, z 
gniewu, ktre mu dech zapieray, gdy Barwicki co tam szepta jej do ucha. Ach, usysze, co szepta! 
Lecz inne oczy widziay jego osob, taniec i odczuway t sam zapamitao! Byy to oczy Wandy Okszyskiej. 
Sala z jej lnicym parkietem bya dla niej przepaci bez dna, czarn otchani, w ktrej wirowa ten panetnik 
przyciskajcy do ona, czcy swe piersi, uda i nogi z piersiami, udami i nogami Karoliny Szaratowiczwny. Ona 
przecie doskonale wiedziaa, co si poza zewntrzn form tego taca kryje, czym oni taki taniec kocz i o czym, 
taczc i umiechajc si cigle, myl i marz. Ona jedna znaa tajemnic, sekret, tre potwornej formy taca tych 
dwojga. To, co widziaa na wasne oczy, byo tak uderzajcym odkryciem cielesnych sekretw, zabjczego dla niej 
misterium, nieskromnego zblienia si cia, i wprawio j w nieustanne szalestwo. Teraz si to znw przed jej oczyma 
powtrzyo. Teraz ta sama tajemnica spada przed jej oczy. 
Panna Wanda siedziaa smirno 
na stoku  jak podczas rekolekcji  gdzie j los wrd tego balu porzuci, a w 
gruncie rzeczy nioso j przez pustk rozpaczy. Suche kania rozdzieray jej mode serce. Wilcze ky i tygrysie pazury 
zazdroci wiertoway jej upodobanie, wszechwadnie nad ni panujce. Krzyk zamiera na jej wargach, lepy pacz 
zatyka jej gardo. Umiechaa si wci przyprawionym umiechem, a ciemno coraz grubsza spadaa na jej oczy w 
tym salonie buchajcym od wiate. I oto w tej ostatecznej prostracji  wyjcie jakie przebysno. Ulga si kdy 
objawia w twardym serca kamieniu. Gos, niejaki pocieszyciel, wabicy doradca, skin na ni w mroku. Bya to 
nienawi do tej Karoliny. 
Poczekaj!  szepna do swej rywalki panna Wandzia, nie umiejca tabliczki mnoenia. 
Nareszcie po wielokrotnych tam i sam posuniciach, z jednego w drugi koniec salonu, Cezary posadzi pann 
Karolin. A ledwie osuszy na czole spracowanym pot kroplisty naperfumowan chustk z monogramem Hipolita 
Wielosawskiego, ruszy do pierwszej z brzegu panny z ssiedztwa. Wytrzsa z teje koszul wielokrotnie. 
Posadzi. Zaraz ruszy  o litoci!  do ciotki Anieli. 
Ta powitaa jego jamun niemal okrzykiem. Obiedwie ciotki jeszcze taczyy. Obiedwie miay na swych 
szkieletach, zwiotczaych miniach i obwisych skupieniach tuszczu modne suknie. Ich zwide szyjska i ohydne piersi 
byy nakryte ju niemodnymi w tych czasach biustami tudzie quasiszyjami z pewnej sztucznej masy, naladujcej 
wydatno, modo i gadko cielesn. Za pomoc aksamitek przykrywajcych miejsca spojenia sztucznych szyj z 
prawdziwymi i za pomoc mnstwa istnej profuzji pudru zasypujcego fabrykaty piersi, w sztucznym wietle 
wieczorowym ciotczyska liczyy jeszcze na omamienie ludzkoci. Same, jeszcze raz  kt wie, czy nie ostatni z 
78 
ostatnich?  marzyy i w rzeczywistoci przeyway marzenia o minionym na zawsze raju mioci, a raczej  jeli 
mwi  do licha!  prawd  o minionej na zawsze monoci kojarzenia si cielesnego. 
Cezary nie przez lito bynajmniej i nie dla dogodzenia ich zudnym a daremnym zachceniom popycha tam i 
cign nazad, wytrzsa i rozpraa najprzd ciotk Aniel, a pniej Wiktori, a nie przez kurtuazj budzi w 
obydwu niezdrowe upay. Bya to jego droga do ubstwianej. Nie chcia narzuca si. Wcieka si na ni za rozmowy 
ze wszystkimi, a nade wszystko za mieszki i poufne pswka z tamtym. Kry koo niej, wywijajc to t, to tamt 
spdnic. Zreszt najatwiej mu byo patrze na Laur w czasie taca, zza ramion czy znad ramion tej albo tamtej. Po 
obtaczeniu szeregu panien, matek, wdw i rozwdek przysza kreska i na Wand Okszysk. Gdy Cezary skoni si 
przed ni, usysza cichutki gosik: 
 Prosz pana... 
 Sucham, panno Wando... 
 Prosz pana... Ja nie umiem taczy! 
 Umie pani. Ja tak poprowadz, e si pani  a u m i e. 
 Nie mog!  westchna. 
 Ale to atwe jak tabliczka mnoenia! Jak to? Odmwi pani mnie, ktry grywam z pani na cztery rce? 
Omdlewajcym ruchem podniosa si i stana. Gdy j uj, gia si w jego rku jak mantyla przewieszona na 
okciu, albo j trzeba byo taszczy po pododze jak worek kartofli. Niezgrabnie i nie do taktu chodzia po sali, 
przygarnita przez jego rami. 
Zajty sw popdliwoci miosn, nie wiedzia, co si z ni dzieje. Nie wiedzia, jak nieugaszony sza rozbudza w 
tej dziewczynie, gdy j tak wobec wszystkich przytula do swych bark, a jej mode, twarde, niedojrzae, lecz ju ozdobne 
piersi przyciska swymi piersiami. Lecz d y g o w a  i e panny Wandzi zbytnio go mczyo po niemaej ju przedtem 
pracy tanecznej, wic j odprowadzi do krzesa i usadowi. Wtedy co prdzej zwrci si w swoj stron. Wanie pani 
Laura bya przez chwil wolna. Skoni si przed ni. Skoro si tylko podniosa, usysza szept jej, pyncy w jego ucho, 
niczym kordia rozkoszny: 
 Czarusiu! Czarusieku! Czarnoksiniczku mj! Jeste dzi pikny. Jeste przepikny. Wosy masz wytwornie 
ufryzowane. Jeste zgrabny. jeste najzgrabniejszy ze wszystkich. Jeste mocny, silny, wysmuky. Jeste przesubtelny. 
Pachniesz! licznie ci w tym fraku. Cauj twoje krcone wosy. Cauj twoje oczy. Cauj twoje usta. Kocham ci, 
Czarusiu! Kocham ci caego, mikkiego, sprystego, mocnego, wysmukego! Kocham ci do szalestwa! Kocham ci 
na mier, liczny Czarusiu! 
Pani Laura nie miecia si w swej skrze. Wrd porusze rozpalajcych krew w yach, wrd posuni, przegi i 
wywzajemnie, dopenie i pocigni cielesnych taca mwia mnstwo niezliczone pochwa, pieszczot sownych, 
pogaska i ucinie dwu, jednosylabowych, ktrych tutaj  niestety!  wskutek nakazu przystojnoci publicznej 
odtworzy nie mona. 
Cezary by ponury i gucho zawzity. Mrukn gniewnie: 
 Rozmawiasz wci z tym grubasem. 
 Musz... 
 To jest nie czowiek. To istny buruj. Byk z wsami. Ty moesz patrze na jego wypomadowan gow? Ja nawet 
z daleka nie mog znie tego byka. 
 Czarusiu! Czarusieku! Czarnoksiniczku mj! Nie myl o adnym byku. Nie patrz na niego. Ty jeste jeden, jak 
jedno jest soce na niebie. 
 Jeeli to jest prawda, e mnie lubisz, to jakime, u licha, sposobem moesz rozmawia z tym bcwaem? 
 Mwiam ci ju wtedy  Czaru  wtedy  pamitasz?  wtedy  e musz. 
 Nie pamitam... 
 Ju nie pamitasz? On jest bogaty, ma pienidze po bracie, ktry bezpotomnie umar. Moe spaci bellem..re', 
ktra stopudowym ciarem wisi na Lecu. Byabym niezalena. Uwolniabym si. Musz! 
 No, to i ja musz z nienawici patrze na niego. 
 Nie myl teraz o tym, Czarusiu, Czarusieku... 
 Myl o tobie czy si z myl o nim. A ja o tobie myl i myl. Dniem i noc! Tylko ciebie na tej ziemi widz! 
Tylko ciebie, zawsze i wszdzie! Ja szalej bez ciebie! Ty, Lauro! Kiedy? 
 Ach, kiedy... Obmyl. Moe dzi. Posad mi teraz, a potem znowu tacz ze mn... 
 Jeeli ten buruj jeszcze raz nachyli si do ciebie i bdzie szepta... Co on szepce? Jak mie szepta? Jeeli jeszcze 
raz bdziesz si umiecha, gdy on zacznie szepta, to zrobi taki skandal, e tu wszyscy wylecicie jak z procy. 
 Bolszewiku! 
Pani Laura usiada na swym miejscu wanie wtedy, gdy wtoczono do sali balowej na ruchomym fotelu pana 
Storzana. Ubrany we frak, biay krawat i kamizelk, uczesany i swobodny  gospodarz Odolan robi gbokie wraenie 
na swym ku ruchomym, z bezwadnymi nogami, okrytymi lekkim szalem. Cae towarzystwo skupio si obok niego. 
Wrzucajc wci i wypuszczajc monokl z oczodou, penego ciemnoci, pan Storzan wita wszystkich dawnym 
eleganckim gestem i miym umiechem. Porusza rkoma i zdawao si, e szasta znieruchomiaymi nogami. 
79 
 Ciesz si  mwi do dam, ktre go otoczyy  e na tym dzisiejszym zebraniu mog suy przynajmniej za jego 
emblemat, za symbol. 
 Jaki? Jaki emblemat? Jaki symbol?  dopytywano si ze wszech stron. 
 Jestem emblematem tych wszystkich kadubkw, ktrych ta zabawa ma wesprze. Prosz o kieliszek... 
Pan Storzan uj kieliszek, ktry jeden z ssiadw poda mu niemal na klczkach, drcymi palcami obj jego 
wysmuk nk, z trudem ponis go do gry sw such rk i z wytwornym umiechem, penym w tej minucie 
skupionego, jakby symbolicznego cierpienia, rzek do otaczajcych: 
 Pij za zdrowie bohaterw naszej ziemi, ktrzy w obronie jej wolnoci, w obronie naszej wolnoci potracili rce 
albo nogi! 
Wypito ten toast w uroczystym milczeniu, wrd grozy oglnej, ze zami w oczach. Wejcie gospodarza, a 
zwaszcza ten jego pospny toast, przerwao tace. Cz towarzystwa przechodzia do sali jadalnej, gdzie byy 
przygotowane arcysmaczne zakski. W tym to czasie pani Wielosawska podesza majestatycznie do panny Wandy 
Okszyskiej, bez sowa uja j pod rk i poprowadzia przez cib osb. Wanda Okszyska bya najpewniejsza, e ta 
przepotna w jej mniemaniu dama widziaa swoim janie wielmonym sposobem na wskr jej myli, uczucia, 
haniebne zamysy i obmierze dze, a teraz wyprowadza j do drzwi tego paacu, w celu wypchnicia poza spoeczno 
ludzk, na dziedziniec ciemny i peen starych furmanw z batami. Tymczasem pani Wielosawska przyprowadzia eks 
pensjonark znacznie bliej  do klawiatury czarnego, drogocennego fortepianu, ktry sta na maym podwyszeniu w 
rogu salonu. Tu pani dziedziczka posadzia pann Wandzi na okrgym taborecie i szepna jej do ucha tonem nie 
znoszcym sprzeciwu, rozkazujcym i wadczym: 
 Zagrasz, co umiesz najlepiej. Ale ebym si za ciebie nie potrzebowaa wstydzi! Uwaaj, eby mi nie 
skompromitowaa! Rozumiesz! Pomyl sobie, co za osoby ci suchaj. Masz gra wietnie, jak umiesz najlepiej. 
Pomdl si cicho i graj! 
 Rozumiem, prosz pani dziedziczki, ale nie wiem, czy potrafi...  szepna panna Wanda. 
Pooya rce na biaych klawiszach tego wietnego fortepianu i trwonie uderzya w nie raz, drugi. Posyszaa 
dwiki doskonaego instrumentu. Te poszczeglne dwiki wpady w ni i przeleciay wskr, niczym wiato 
rozpraszajce ciemnoci. Zapomniaa o tym, e jej suchaj tak m o  o w e osoby, zapomniaa nawet o tym, e jest w 
tak nadzwyczaj duym salonie, penym znakomitego pastwa. Sama natychmiast przeistoczya si w co innego ni 
przed chwil  w czarodziejskiej muzyki instrument boy. Ju nie draa tym dreniem wielkim, przeraeniem 
dziewczyskim na myl, i osoby sucha bd muzyki jej, o ktrej wartoci wanie absolutnie zwtpia. 
Usyszawszy dusz swej duszy, muzyk, wyzbya si zalknienia. Odesza od niej martwota rk. Poczua znane jej, 
swoje wasne, szczeglniejsze zimno w krzyu i w kocach palcw u ng  jakoby narzdzie swej siy, ktr ju 
wadaa do woli. Wyprostowaa si. Zasiada lepiej, niczym krlowa na majestacie. Wosy jej przebiera si zdawa, 
podnosi i miota w gr ogie niematerialny. W caej istocie z minuty na minut rozpocieraa si, wiadoma swej 
potgi, wadza duszy, widzca od pierwszej do ostatniej nuty cao mistrzowskiego dziea, ktre przed sob dostrzega. 
Palce jej stay si podobnymi do tych chybkich i potulnych motkw, obitych zamszow skr, ktre w ruch wprawiaa 
wewntrz czarnego puda  do tych demonw wybiegajcych ze swej nicoci, aeby wedug jej woli odda swj gos i 
znowu zapa si w nico. Peda czeka na jej sab stop, aeby podwysza pie i a do dna otchani dosign 
gosem bezdennych wyrzecze basu. Niemiaa i niezdecydowana panienka staa si zuchwaym duchem, ktry si way 
na walk z przemonymi uczu potgami. Jak tajemniczy ptak, ktry na stosie z mirry sam si pali i z popiow 
wasnych odmodzony powstawa, tak samo w duszy jej polata zacz radosny feniks mioci, wielobarwny, zrodzony 
na stosie ze wszystkich jej uczu, ktrego lotu nikt z ludzi przewidzie nie zdoa. Ona jedna znaa dokadnie lot tego 
wielobarwnego nietoperza z czerwonymi na tle gowy pirami. Ona jedna ledzia go w ciemnoci i oddawaa jego loty, 
bieg jego wysoko i nisko, tutu i daleko. Graa pie piknemu, na poy znanemu modziecowi, w ktrym si, jak to 
mwi, na mier zakochaa. Opowiadaa tonami mistrza niemiertelnego dzieje mioci swej, wszystkie udrki i tre 
swego cierpienia, skrytki i zauki uczu, przesmyki ich i przejcia tajne, doy jej ciemne i straszliwe oraz niebiosa 
radoci roztoczone nad gow, gdy on si zblia. Graa spmionicy, Karolinie, wyznanie nienawici i gbokie, 
straszliwe ostrzeenie... 
Gdy panna Wanda gra zacza, w jedn z ostatnich sonat Beethovena wkadajc swe uczucia, a na salach powstao 
znaczne zamieszanie  jedne bowiem osoby wchodziy, a inne wychodziy, te siaday, a tamte toczyy si we drzwiach 
 nastrczya si wanie najstosowniejsza chwila. Pani Laura skina lekko brwiami w stron Cezarego i nie patrzc 
wicej w jego stron wysza niepostrzeenie z sali balowej. On, zamiast sucha inkantacji muzyki, ktra go przyzywaa 
i wabia, wyszed chykiem w innym, co prawda, ni pani Laura kierunku, lecz dc do tego samego, wskazanego mu 
celu. 
Byy jednak oczy, ktre wyledziy to oboplne wyjcie kochankw, aczkolwiek wyszli rnymi drzwiami. Karolina 
Szaratowiczwna, ktra ya w stanie nieustajcej euforii, pewna, jak zapisa, e Cezary jej sprzyja, bo tyle razy z 
rozkosz j caowa, ledzca niczym najbystrzejszy szpieg i najzmylniejszy detektyw kade jego spojrzenie, dojrzaa 
ze strasznym zdumieniem raz, drugi, trzeci, dziesity, setny spojrzenia jego oczu zwrcone na pikn wdow. Pocza 
ledzi umiechy i spojrzenia tamtej. I wszystko wypatrzya. Nie syszc syszaa wyrazy, ktre do siebie w tacu 
szeptali. Zrozumiaa owo drgnienie brwi pani Laury. Spostrzega, jak on si wymkn z sali. 
80 
Cios katowski mieczem w szyj, uderzenie zbja noem w serce nie poraziby tak jej duszy jak to odkrycie. Zleciaa 
ze swej tarpejskiej skay. To byo co gorszego ni zrabowanie jej rodzinnego domu przez bolszewikw. Nie moga si 
ockn ze strasznego snu, w ktry popada niespodzianie. Patrzya na ludzi miejcych si, wesoych, rozbawionych, 
jacy byli dookoa niej przed chwil, i nie rozumiaa, gdzie si podzieli. Rozpacz pchna j z miejsca, przeprowadzia 
przez salony i sienie, dokd, na taras. Karolina zesza po stopniach mokrych i liskich. Tak jak bya, w lekkiej sukni 
balowej, pobiega w ogrd. Sza jak alej, co chwila roztrcajc si o pnie wielkich drzew, ktre wysoko  wysoko 
gucho huczay. Odtrcana przez pnie stojce szeregiem, trafia na inne, stojce drugim szeregiem. I ten, i ten szereg 
odrzuca j od siebie. 
 O Boe!  wzdychaa Karolina plczc si midzy pniami w prawo i lewo. Dugo tak sza w nocy, zabita na duszy 
i nie wiedzca, co si z ni przydarza. W pewnej chwili usyszaa cich rozmow.  Szept.  Trafnym instynktem, 
nieomylnym jasnowidzeniem miosnego nieszczcia dorozumiaa si, e to on rozmawia tutaj z Laur.  Nasuchiwaa. 
 Ucicho.  Wiatr hucza. Pewnie jej bia sukni spostrzegli... Wtem tu koo niej przesuno si szybko co 
zowieszczego, przeraliwego. Zagadka jej nieszczcia, zgstniaa, zbita w upir nocy, przewina si tu koo niej. 
Otara si o jej suknie. Karolina wbia wzrok w ciemno i zobaczya, zaiste, renicami sowy, posyszaa uszyma kota, a 
odczua wasnymi nozdrzami zapach perfum Laury. To oni przeszli obok niej. Oni oboje. Czarni, pachncy, w 
milczeniu. Mara przeklta! Przeminli jakoby jeden upir we dwu osobach. Znikli w mroku niedosigym dla siy 
widzenia  niedostpnym dla suchu. Nie mogo ju pochwyci ich obecnoci powonienie. Karolina sama zostaa. 
Obja rkami zimny pie drzewa, ktry napotkaa na swej drodze, i w jego martwe piersi wylewaa dugo przeklte zy 
odtrcenia. Wiatr nad ni hucza. 
Kiedy Karolina Szaratowiczwna, do szpiku koci przemarznita, wrcia z parku do sal owietlonych, ju 
skoczya si muzyka Wandy Okszyskiej. Wyklaskano j od fortepianu, eby przypadkiem znowu nie zamierzaa b 
e e  h o v e  o w a . Orkiestra zagraa. Taczono. Caa wielka sala pena teraz bya par posuwajcych si tam i z 
powrotem do taktu shimmy. Pniej taczono barbarzyskie tace: mazurka, oberka, krakowiaka. Pewien mody 
szlachcic cudw dokazywa w wichrowatym oberku, ku powszechnemu aplauzowi  ale bez naladowcw. Ju modzi 
starsi tancerze wypili byli co nieco. Gwar si wzmaga, miech wszdzie brzmia. 
Karolina bya wci zmarznita. Trzsa si z zimna i wntrznoci w niej dray. Nie przyszo jej do gowy, by si 
czego napi. Siedziaa na krzele patrzc w tum z umiechem jakby wprawionym w oblicze. Z naga posyszaa swe 
imi. Ksidz Anastazy mwi z przejciem: 
 Karusia! Dziecinko! Musisz nam zataczy, kochanko! Ukrainko najdrosza! Musisz! Na pamitk tej zotej 
Ukrainy... Nie macie pastwo pojcia  tumaczy stojcym dookoa  co to za cudo, gdy ona taczy. Karolino! Musisz! 
 Panno Karolino! Karolino! Panno Karusiu!  woano tumem. Sama ciotka Wielosawska zbliya si i dawaa 
zna oczyma, e naley zataczy, skoro tak wszyscy prosz. 
Nie mogo by chwili gorzej wybranej. Karolina cierpa na sam myl, e teraz ma taczy solo tego 
zawadiackiego kozaka... Chciaa ju kategorycznie odmwi, lecz z naga dostrzega w tumie Cezarego. I on take 
prosi, eby taczya. Zatrzso si w niej serce od paskiej, wadczej, ukrainnej, kresowej dumy. Spojrzaa w jego 
stron i wycedzia przez zby: 
 Z przyjemnoci, jeeli sobie pastwo tego ycz. Ale sama mam taczy? Jest tutaj pan Baryka, ktry wietnie 
taczy kozaka. Moe zechce ze mn zataczy... 
 Baryka!  hucza Hipolit, ju dobrze podpity.  Cudnie taczy kozaka Baryka. Czaru, bracie, stawaj! 
Najcudniejsza Kozaczka z Dzikich Pl, patrz, wygnana z ojczyzny swej, prosi ci, eby jej przypomnia, jak to tam 
byo... 
 Panie Baryka  rzeka Karolina  prosz mi przypomnie, jak to tam byo... 
Cezary wystpi z tumu i stan w pustym kole. Karolina przybraa poz i wykwita naprzeciwko niego. Hipolit 
Wielosawski rzuci si do fortepianu i pocz z rytmicznym naciskiem odwala wcieke takty kozaka. Baryka 
rozpocz taniec. Ujwszy si pod boki, w skokach zblia si do Karoliny, raz prosto, raz bokiem albo zataczajc 
pkola. A stanwszy tu przed ni, wykonywa bardzo zgrabne przytupywania. Skoro, powtarzajc swe ruchy i skoki 
poprzednie, cofn si na miejsce, Karolina uja si rwnie pod boki i odrzuciwszy w ty gow pocza naladowa 
jego ruchy. Suche jej stopy w lakierowanych pantofelkach, w jedwabnych poczochach migay jak mgnienie samego 
wiata, gdy ze swego miejsca przebiegaa pust przestrze zdajc ku tancerzowi. Wnet oboje zawtrowali sobie, 
coraz to ywsze, gwatowniejsze, szalecze wykonywujc ruchy ng i przysiadania a poderwania si z ziemi. 
W tacu Karoliny by istny arcywzr zgrabnoci i powabu. By to jak gdyby obraz nagej napaci i zdradzieckiego 
wypadu, ktrego ofiara ucieka rwnie zdradziecko i nagle. Usta jej byy bolenie umiechnite, oczy wiecce jak 
gwiazdy, biae zby lniy wrd warg dziewiczych, a cae ciao miotao si i szarpao w niezwalczonej pasji, 
wepchnite w sida melodii dzikiej i nieokieznanej. W ujciu si pod boki, przysiadaniu i niepochwytnym dla oka 
rzutach ng bya niezmiernie kuszca i powabna melodia jej modego ciaa. Sama tancerka dowiadczaa niesamowitej 
rozkoszy w tym narzucaniu si przed oczy tancerza ze swymi licznymi piersiami, sprystym, wklsym brzuchem i 
wysmukymi nogami. Hardo, wyniole i wyzywajco miotaa przed jego oczy swe mae stopy, wynurzaa i chowaa swe 
piersi. Gowa jej bya dumnie zadarta i w ty odrzucona. Oczy ciskay tysic pokus i tysic przeklestw w oczy 
zoczycy i zdrajcy. 
81 
Oparta o pudo fortepianu przypatrywaa si tym dwojgu Wanda Okszyska. Przymruone jej oczy mierzyy kady 
skok Cezarego i Karoliny i liczyy kady umiech obojga. 
Z drugiej strony pustego tanecznego koa wdzicznie rozparta w zocistym fotelu, widoczna w caej swej krasie, 
powabie i poncie siedziaa Laura Kocieniecka. I ona mierzya kady krok, skok, ruch, kade przegicie si, znianie 
si i wzlot do gry jej Czarusia, Czarusieka, Czarowniczka... Jeszcze miaa w uszach huk wiatru wrd nagich 
konarw grabowej alei. Jeszcze z ramion jej nie wytchno przenikliwe zimno jesienne i zdrtwienie palcw od 
zetknicia si z lodowatymi i szorstkimi deskami awki omszaej w czeluci czarnej altany. Jeszcze miaa na ustach wo 
jego ust, na piersiach jego ciar upragniony, radosny i bogi, a wewntrz siebie, w cieniach tajemnych ciaa  
pomienny, gorcy, darzcy cich i tkliw uciech owoc potnej jego rozkoszy. Teraz wprawia j w zachwyt swym 
tacem, swym lotem, sw niespoyt, pulsujc i ruchliw si. I czua go w caej swojej istocie jako ruch i skok, ktry 
nad jej wol tu i tam lata niczym wielobarwny zygzak piorunu. 
Wanie wtedy narzeczony, pan Barwicki, nachyli si nad ni i czyni jej do ucha cierpkie uwagi o niewaciwoci 
taczenia w polskim zebraniu k a  a p  k i e g o taca. Uwagi jego byy najzupeniej suszne, bardzo dobrze 
sformuowane, cile i trafnie ujte w zoliwe aforyzmy. Narzeczona akceptowaa w zupenoci kliwe uwagi 
narzeczonego. Podzielaa jego oburzenie. Gotowa nawet bya protestowa, bo jako inicjatorka i gospodyni tego 
pikniku... Lecz nie wypada. Jej samej nie wypada. Zwrcia uwag narzeczonego na okoliczno, e przecie to sami 
Wielosawscy  matka, Anastazy, Hipolit  zaproponowali tace tego przybdy, tego jakiego Baryki. Gdzie oni go 
wykopali, tego chystka, Baryk? Take nazwisko! Nieprawda, dzibku? 
Tymczasem chystek, cho tak sprysty i silny, musia przecie przerwa prysiudy i uwolni od tyche pann 
Szaratowiczwn. Skoro za kozak si skoczy, kapela znowu pocza gra murzyskie tace i caa sala napenia si 
posuwistymi figurami. Teraz zabawa sigaa swego zenitu. Z jadalni (a raczej pijalni) dochodzi mniej arystokratyczny 
chaos gosw. Kto tam ju piewa wysokim barytonem, przypominajcym piew k tramwaju na zakrcie w mrony 
poranek. Sycha byo nawet krzykliwe sprzeczki indywiduw podpitych. Hipolit i ksidz Anastazy zjawili si we 
drzwiach sali balowej i poczli dawa znaki Cezaremu. Ruszy ku nim, przeciskajc si przez tum roztacowany. 
 Dlaczego ty nic nie pijesz?  pyta Hipolit wybauszajc zamglone oczy i czepiajc si rkami bezradnymi nie 
tylko ssiadw, lecz i ssiadek. 
 Owszem, pij. 
 Nic nie pijesz i nic nie jesz. Cigle taczysz i taczysz. My pijemy, a ty nie pijesz. Jakie kozackie kozaki 
wytacowujesz. Co to jest? 
 Przecie to ja go namwiem... I ty take!...  perswadowa wikary. 
 Do diaba! Klecho, do diaba! Wiem, co mwi. On nami gardzi. Wiem i ju! Nie chce z nami pi, bo my jestemy 
buruje, a on wielki bolszewik. Nie przeszkadzaj mi, smarkaczu! Czarny jezuito, p o m i d o  z e! Wiem, co mwi. 
Czaru, bracie! Pamitasz? 
 Pamitam, Hip! Nie ma o czym... 
 Midzy ysowem a Patkowem, w lesie Rogaczu. Tu czka, tam dwr, tu droga. Ja le w rowie i nie widz ani 
czki, ani lasu, ani dworu, bo mi ta  y f a moskiewska sztykiem w b a  d z i o  h. A dopiero czuj: kto si 
podsadza pode mnie. Na barana mi i w dyrdy przez t czk w dole, przez mostek do Patkowa! Bracie! Pij ze mn, 
bracie rodzony! Rodzony bracie, Czaru Baryka! 
 Dobrze, wypijemy! 
 Ty, klecho, czarny jezuito  precz! Jeszcze tu! Pomidor  won! Pijemy! Czy ty wcha proch, pomidorowy 
jezuito? Siedziae w mysiej dziurze u Pana Boga za piecem, a zby ci szczkay ze strachu, kapkapkap... Ja ci 
znam! Teraz si dopiero wylakierowae... To nie sztuka, bratku! 
 Oto s skutki wychowania w moskiewskim gimnazjum...  mrucza do otaczajcych ksidz Anastazy. 
 Bdziesz tu jeszcze ze swym Chyrowem wyjeda! O, to ju nad moje siy! 
 Cicho, Hip! Jake mona tak na brata nastawa... 
 Co to za brat! To klecha. W Chyrowie si po acinie spowiada. Pij z tob, a ten precz! 
 Pij i ja z tob!  woa Cezary, czynem stwierdzajc sowne zapewnienie. 
 Co to za picie! Gardzisz mn, niby z tej racji, e ja jestem szlagon, niby buruj, a ty czerwony bolszewik. Och, 
grubo si mylisz, Czaru... Grubo! Rozkraj serce moje, rozkraj serce, a zobaczysz... 
 Czaru, pije i ze mn!  nastawa ksidz Anastazy.  Nie suchaj, co ten libertyn o mnie wykrzykuje. To jest 
skutek moskiewskiego wychowania. Po prostu  moskiewskie wychowanie i kwita! 
 Pij z tob, ksie dobrodzieju. 
 Precz, czarny! Widziae, Czaru, jak to sutann woy... Atasy z wierzchu, a pod spodem plecy pomidorowe. A 
bas la calotte!  pocz krzycze Hipolit tak ochrypym gosem, e wszyscy w tej rozlegej pijalni zwrcili si ze 
miechem w jego stron. 
Ale Hipolit w tej chwili ju mao co widzia. Macha rkami i rzuca nogami bezskutecznie, bo nie mg stawia 
krokw. Siad na stole i zwiesi gow na piersi. Przyjaciele, ssiedzi, znajomi ujli go pod rce i opierajcego si z 
caej siy potaszczyli dokd w zadymion przestrze. 
82 
Na placu zosta ksidz Anastazy. Ten poczu si w obowizku zastpienia Hipolita. Pili we dwu z Baryk, raz wraz 
caujc si i bez przerwy dysputujc. Dysputa bya teologiczna, nafaszerowana i naszpikowana takimi subtelnociami, 
e wreszcie nie wiadomo byo kompletnie, czego dowodzi wikary, a co zbija Cezary. Podnosili gos coraz wyej, 
czepiali si byle swka, obraali si i znowu przepraszali wracajc do meritum dysputy, do jdra rzeczy, do samej 
istoty sporu. Lecz wkrtce nadszed moment fatalny, nie mogli si zorientowa, o co waciwie spr si toczy. Z tej 
rozterki wybawia ich pewna wsplnie ulubiona piosenka. I oto obadwaj zaczli piewa. Lecz i ze piewem nie szo 
dobrze. Wkrtce kady piewa co innego. 
Tak stay sprawy, gdy Cezarego powoano przez posy do sali balowej. Poszed rezolutnie. Pani Kocieniecka chciaa 
go widzie. Stan przed ni z zamiarem taczenia, lecz ujrzawszy tu obok pana Barwickiego wyprostowa si i pocz 
cedzi przez zby krajowe i cudzoziemskie wyrazy, rozmaitego pochodzenia, lecz przewanie bakiskorosyjskie, 
tureckie, perskie, gruziskie i zgoa portowe. Na szczcie dopomoono mu do zmiany kierunku. Podtrzymany przez 
yczliwych, ruszy w lad za Hipolitem Wielosawskim. 
By ju ranek, kiedy si ockn w jakim pokoju. Hipolit chrapa tak straszliwie, e firanka w oknie draa. Ksidz 
Anastazy my si w wielkiej misce emaliowanej na niebiesko. Parska jak rebiec, zlewa sobie gow i znowu parska. 
Wreszcie wytar si do sucha i trzewym gosem zapyta: 
 Czaru, jedziesz ze mn? 
 Dokd? 
 Do Nawoci. 
 Ksie, a gdzie my jestemy? 
 W Odolanach, na pikniku. Na pikniku w Odolanach...  zapiewa zupenie dobrze i gosem zgoa czystym. 
 No, to jad! 
 W takim razie  wstawa! Dalej go! Raz, dwa! Ten Hipek zostanie tutaj. Pijanica, moskiewskie wychowanie. 
Pniej po niego przyle si zamknity powz, eby zgorszenia nie szerzy i eby go oko ludzkie nie widziao. 
Wstawa! 
Cezary by dokumentnie oszoomiony, lecz ju trzewiejszy. W mig umy si, uczesa i odzia. Narzuci paltot na 
ramiona, czapk na gow. Wyszli po cichu. Mijali korytarz i sienie. W drugim kocu paacu muzyka graa i sycha 
byo stamtd gwar zabawy, ktry zdawa si wci jeszcze rozsadza ten dom ogromny i spokojny. Przed drzwiami 
wejciowymi, gdy je otwierali, stay konie. Jdrek siedzia na kole. Mia min weso. 
 Bye, widz, w nocy zalany, mdralo!  krzykn ksidz surowo.  Po minie widz. 
 Jednakowo mog jecha. Zarczam za powrt pomylny. 
 Sprobuj mi niepomylnie wywali, pijanico, to ja ci sprawi! 
Ksidz wskoczy do wolanta. Za nim Cezary. Konie ruszyy. Dzie szarza. Gdy wolant mija park, Cezary rozglda 
si po tym parku, szukajc za dnia oczyma pewnych miejsc znanych mu po nocy. 
Za parkiem i alej ukazaa si wie wociaska, Odolany. W oknach chat wida byo wiata naftowych kagankw. 
Skrzypiay drzwi domostw som krytych, niskich i maych. Ray konie. Porykiway krowy, kwiczay winie, ggay 
gsi. Koguty piay i psy naszczekiway zajadle. Ludzie zadawali bydu, krztali si dokoa przyziemnych chleww, 
nosili wod i pasz. Praca cika, ordynarna i pozioma wrzaa w kadym osiedlu. Czasami kto w biegu przystan 
wywczc wielkie buciory z gbokoci bajora. Popatrzy na mkncy pojazd, na zaprzg cugowy buchajcy kbami 
pary  i bieg do swej roboty. Gbokie boto traktu wlewa si zdawao na podwrka i czy, spaja z gnojwkami. 
Nieznony smutek na widok ndzy bytowania ludzkiego wrd tych bajorzysk i gnojwek powia na Cezarego. 
 Szklane domy...  wycedzi przez zby. 
 Co mwisz?  pyta ksidz Anastazy. 
 Mia wie...  rzek Cezary. 
 A, wie, jak wie. Ani mia, ani niemia. Po prostu Odolany. Pracy tu trzeba, och, pracy! Ludek tu dobry, 
poczciwy, bogobojny, zapobiegliwy, pracowity, ale pracy nad nim trzeba  po okcie! 
Cezary zamia si z cicha. 
 C ty si miejesz? Ja dobrze wiem, co mwi, bo wrd nich yj. Wszyscy oni jednacy. 
 Nie miej si, ksie Anastazy, tylko ziewam. Och, ziewam! 
83 
Po rozkoszach pikniku nastay dnie jaowe i nudne. Im ta zabawa wikszy wywoaa rwetes i gbsze zamieszanie, 
tym bardziej i gbiej dawa si nastpnie odczu spokj wsi i surowo codziennej pracy. Cezary Baryka nie 
dopomina si ju o posad na Chodku. Przebkiwa o powrocie do Warszawy i na medycyn, ale to tylko dla pozoru i 
jak gdyby dla sprowokowania wyraniejszych zaprosin na pobyt duszy. Trudno by mu byo w tym czasie odjecha. 
Wrs tu nagle po pas, a nawet po ramiona. Mia tysic spraw do zaatwienia, a wszystkie zmierzay do wyszukania 
pretekstw. Wierci si i zyma na miejscu, nie mogc wyskoczy do Leca. Czeka, chodzi z miejsca na miejsce, 
wyglda w pola, zawsze w t stron, gdzie na dalekim, zamglonym wzgrku wida byo kpy brunatnych drzew. Pod 
pozorem ogldania orki, polowania, a najczciej samych spacerw, wyrywa si w tamt stron. Lecz mijay dnie 
puste, zabjczo monotonne, nieznonie bezpodne. Nic! Ani sowa, ani wieci, ani znaku! Czasami wydawao mu si, e 
wszystko, co przey to by tylko sen zmysowy i nic wicej. Ludzi, ktrzy go otaczali, prawie nie widzia. A tak dalece 
by zajty sw skryt namitnoci, e by przekonany o zachowaniu najdoskonalszej tajemnicy. Pewny by, e nikt 
absolutnie nic nie wie o jego uczuciach. Tymczasem kady jego krok, kady zamiar, kade przybladnicie, gdy 
wymawiano sowo Leniec albo wyraz Laura, kade sekretne westchnienie i kady moment zadumania  byy 
widoczne jak na doni dla oczu czuwajcych. 
Pewnego popoudnia, ju ciemnego i mrocznego, w starym nawockim salonie gra na cztery rce z pann Wand 
Okszysk. Gra mechanicznie, mylc o swych utrapieniach wewntrznych, rbic martwymi rzutami rk, rozszarpujc 
skomplikowan, nerwow gr palcw jednostajne pasmo swej tsknoty. Mona by powiedzie, i nie sysza muzyki 
wydobytej przez wasne rce, e czasami tylko z melodii zmiennej wznosiy si ku niemu ciskajce wewntrz siy 
tajemne. Skoczy si utwr Liszta, ktry grali obydwoje. Rce obojga ustay na klawiszach. Cezary palcami lewej swej 
doni przebiera jeszcze ostatni melodi. Wtem poczu z najgbszym zdumieniem, e panna Wanda praw sw rk, 
zamiast na czarnych czy biaych klawiszach, zoya na jego rce. Wyduona do, zimna jak z lodu, drca 
spazmatycznie, przycisna wierzch jego doni do klawiszw  chude palce elaznym uciskiem ogarny jego palce. 
Cezary siedzia do dugo bez ruchu, poddajc si temu ucinieniu, w zupenej niewiedzy, co ma zrobi z tym fantem, 
ktry go trzyma w rce. Podnis oczy na twarz pannicy. Gowa jej bya odwrcona i wcinita midzy barki, jakby dla 
powstrzymania szlochw czy przetrwania uderze. Rka obejmujca jego rk wci febrycznie draa i szponami 
palcw wpijaa si pod palce. Zrazu pomyla, e jego partnerce zrobio si niedobrze, e to jaki panieski atak  
istierika, na ktr panny w Rosji bardzo cierpi. Lecz przyjrzawszy si umiechowi warg zrozumia. Wysun sw rk 
ostronie i stanowczo spod tamtej doni. Nie wiedzia, co robi dalej. Przesuna mu si w pamici melodia znanej 
piosenki operetkowej: 
W lasku Idy trzy boginie 
Spr zacity wiod wraz, 
Kada z nich piknoci synie: 
Ktra najpikniejsza z nas?... 
Myl jego pognaa ku ubstwianej, ku bogini. Marzenie jego wiono ku tamtej. rzek z bezlitosnym, z okrutnym 
umiechem: 
 Widziaem tutaj ktrego dnia, jak pani uciekaa przed perliczk. 
 Ja? Pan to widzia?  jkna zrywajc si z miejsca. 
 Widziaem, jak dookoa pani fruway wstki, paski, falbanki, a pani z gonym krzykiem wywijaa nogami. 
Panna Wanda zakrcia si na miejscu. Gboki jk, potem ostry pisk zabrzmia w jej ustach. Wstaa. Usiada. 
Znowu wstaa. Dygna. Bokiem wysza z pokoju i ucieka z ganku przez ogrd, jakby j ciga tysic rozjuszonych 
perliczek, pawi, kogutw i indorw. 
Nieustanne przemyliwanie nad sposobami widywania si z ubstwian miao swj skutek: Cezary osiga widzenie 
Laury. Opacznie moe wyglda to twierdzenie, a jednak wszystko zdaje si je uzasadnia, i utsknienie, nerwowe 
wyczekiwanie, niemieszczenie si w skrze, pragnienie jej widoku, przyzywanie jej wszystkimi siami duszy i kad 
kropl krwi, marzenie o niej tak natarczywe, i objawiao niemal w polu widzenia jej postaci  realizowao wreszcie jej 
osob fizyczn. Wychodzia nagle z marze prawdziwa, jakby si stawiaa na rozkaz wewntrznego szalestwa. Cezary 
niejednokrotnie czu, e si oto za chwil powinna, musi ukaza i  kiedy odwraca gow  ukazywaa si niosc mu w 
ofierze umiech miosny, odpowied jej duszy na sny jego duszy. Tak byo pewnego razu w nawockim kociele, 
podczas patetycznego kazania ksidza Anastazego. Tak byo kiedy indziej w nawockim salonie, gdy wesza 
niespodzianie w czasie najgortszej chwili utsknienia. 
Jake kocha jej umiech, jej ruchy, jej mow, jej spojrzenia! Jake uwielbia jej dowcip, dobrotliwy i przyjacielski 
 dowcip agodny, jako z gupia frant i z cicha pk  dowcip przytulny a subtelny, w ktrym nie byo nic 
gminnego, jaskrawego, dwuznacznego, ani na pokaz! Jake uwielbia cich poufno rozmowy z ni o rzeczach 
niepowszednich i nieyciowych, kiedy gwarzya z serca do serca o duszy swej i o duszy przyjaciela! Byy to jakby 
wdrwki w socu po krainie dalekiej  bani o sobie dla siebie samych. Nic w niej nie byo z rozpusty, a wszystko 
84 
byo z mioci. Nawet te sprawy mioci, ktre s wyuzdan rozpust, w niej byy tylko mioci. Szalestwo jej, 
zapomnienie si, zapamitanie i wszystek obd miosny by zupeny, lecz bya to take caopalna ofiara dla bstwa, 
ktre nosio nazw Czaru. Poniewa bya o dwa lata starsza od bstwa, a nadto poniewa bya ju wdow, 
poczytywaa si niejako za opiekunk tego mokosa. Dawaa mu przezorne rady i wskazwki dobrotliwe. Uczya go 
niejednej mdroci ycia, ktrej jeszcze w swych bezadnym i roztrzsionym yciu nie posiad. 
Oprcz Karoliny, ktra jedne objawy widziaa, inne syszaa, te przeczua, tamte wykombinowaa, a jeszcze inne po 
prostu wywchaa, nikt w Nawoci niczego si nie domyla. Przyjechaa droga paniusia Kocieniecka, najmilsza 
ssiadka, porozmawia o pikniku  nawioza ploteczek, historyjek, opowieci co niemiara, i nie mona byo do si 
ich nasucha. miano si przez cay wieczr i nie chciano jej wypuci. C by w tym byo dziwnego albo zdronego, 
e przyjechaa? C by w tym byo dziwnego, e z panami, tancerzami swymi, Hipolitem i Cezarym, dugo rne 
rzeczy przypominaa  e im samym opowiadaa, co to tam broili, gdy ju mieli dobrze w czubach? Tylko Karolina 
widziaa pewne skinienie, a zaraz potem pochwycenie przez Cezarego malekiej karteczki. 
I oto nazajutrz Cezary prosi o konie do Czstochowy. Ma stamtd wysa pilny telegram do swego przyjaciela i 
poniekd opiekuna, pana Gajowca, z doniesieniem, i teraz jeszcze nie przyjedzie, cho go w pan Gajowiec listem 
rekomendowanym na pewien termin wzywa. Karolina szpiegowskimi sposoby zbadaa, i tego dnia pani Kocieniecka 
rwnie wyjedaa z Leca. Dochodzenie, dokd jedzia, po dugich ledzeniach okazao, e wanie do 
Czstochowy. Prawdopodobne stao si w umyle Karoliny niewtpliwym. 
Nikt nie sysza w ciemn, wietrzn, burzliw noc, tylko Karolina syszaa  och, syszaa!  ttent, a nawet renie 
konia w parku. Skdeby renie konia w parku? Kto mg po nocy jedzi w alejach na koniu? Karolina chodzia 
rankiem po tych alejach i odnalaza lady kopyt. lady wypukane przez deszcz, zachlustane przez jesienn ulew, przez 
guchy wicher zamiecione. Kto tu przyjeda w nocy. Przeklty tu by go. Nie ba si ciemnoci i wichury, deszczu i 
grubej mgy. Nie lka si, e go pochwyc i zdemaskuj, e go powitaj strzaami, jak naley nocnemu zodziejowi. 
Oczy Karoliny wyledziy kierunek ladu kopyt i trafiy do drzewa, gdzie ko by przywizany. Oto tu stratowane, 
zwide badyle, oto tu obdarta kora. Ko zmarz na wichrze i wtedy ra. Dugo musia czeka na wichrze i deszczu, 
skoro tak wyranie dookoa drzewa okrg wydepta. Dugo musia, bardzo dugo, zodziej w tym parku bawi. 
Cezary czsto znika wnet na pocztku wieczora. Mwi, e ma do napisania listy albo e go gowa boli. Lecz 
nazajutrz chopak kredensowy nie mg si doczyci jego butw, przemoczonych i zaboconych, a ubranie musia 
suszy na ogniu. Karolina wstawszy rano chwytaa niepostrzeenie dla suby to wysuszone ubranie, wchaa je  a 
poczuwszy zapach perfum Laury zlatywaa w otcha szalestwa. Zreszt samo owo bezwzgldne i okrutne odwrcenie 
si mokosa od wszystkiego i wszystkich  a zwaszcza odwrcenie si od niej  wyraniej ni wszystkie te szpiegostwa 
fataln prawd potwierdzao. 
85 
Jednego z ostatnich dni listopada, wrciwszy po caodziennej nieobecnoci do Nawoci z miasteczka nieguy, 
dokd jedzi z Hipolitem, Cezary zasta na stole w swoim pokoju kartk od ksidza Anastazego, napisan owkiem, 
wielkimi literami, tej osnowy: Przychod natychmiast do pokoju Karoliny! Anastazy. Zanim Cezary mg si 
zorientowa, co to znaczy, i zanim zdy rce obmy po drodze, drzwi si otworzyy i nie wszed, lecz wtargn do 
pokoju ksidz Anastazy w komy i stule. Cezary achn si i na chwil oniemia. 
 Chod ywo!  krzykn ksidz. 
 Co to wszystko znaczy?  sarkn mody czowiek. 
 Do pokoju Karoliny! Syszysz! 
Ksidz rozkazywa. kajc. Chwyci despotycznym gestem rk Cezarego i pocign go brutalnie. Cezary wyrwa 
rk i unis si: 
 Prosz mi zostawi! Nie jestem parafianinem ksidza. 
 Natychmiast! Rusz si! Karolina umiera! 
 C to znowu? 
 Umiera! To zote dziecko! Pragna ci widzie przed mierci. O to jedno baga. Ruszaj, bo moemy jej nie 
zasta! 
Ksidz Anastazy gono, bezradnie zaszlocha. Cezary by tak oszoomiony, e wybieg z pokoju bez czapki, razem 
z ksidzem, nie mylc o tym, co robi. Gdy si jeden przez drugiego przepychali we drzwiach i pdzili przez park, 
Cezary dopytywa si nie mogc tchu zapa: 
 Co si stao? Skd? Co takiego? 
 Siebie si pytaj! 
 Co ksidz pleciesz! 
 Siebie si pytaj! Suchaem jej ostatniej spowiedzi. Rozumiesz? Milcz. Lecz ty  bij si w piersi! 
 Milcze ksidz zupenie! 
 Boe, bd miociw!... 
Na stopniach ganku sta Hipolit. ama rce i tuk gow o sup ganku. Wanie w tej chwili wpady przed ganek 
konie, gniada para cugowa, caa tak w pianach, e maci tych przepysznych koni nie byo wida. Jdrek nie mg 
powstrzyma koni leccych w skok, co siy w kociach i miniach. Bryczka opara si a midzy drzewami parku. 
Wyskoczy z niej mody lekarz, chirurg z miasta. Nie witajc si z nikim, w kapeluszu i paltocie, z pudekiem narzdzi 
pod pach pobieg za Hipolitem przez sienie i pokoje. Za nimi dopiero szed ksidz i Cezary. Z dala, z trzeciego 
pokoju, sycha byo jki rozpaczliwe, istny ryk Karoliny wijcej si w boleciach. We drzwiach jej pokoju toczyy si 
ciotki, pani Wielosawska, suce, Maciejunio, Wojciunio, dwrka, ona ekonoma, baby fornali. Wszystko to 
bekotao, biegao, co przynosio i wynosio, radzio i pakao. najtrzewiejszy by Maciejunio, ktry wci co dwiga 
i wszystkich uspokaja. 
Cezary jego pocign za rami i spyta szeptem: 
 Co si stao? 
 Panienka zaniemoga. 
 Co jej jest? 
 Straszne boleci. 
 odkowe? 
 Nie. To co zego. 
Nachyli si do ucha Baryki i stanowczo wyszepta: 
 To mi wyglda na otrucie. 
 Sama miaaby si otru? 
 Tego nie wiem. Przysza z ogrodu z krzykiem. I oto tak si wije ju z godzin czasu. 
 Otrucie nie mogoby trwa godzin czasu. 
 Nie wiem. 
Jakby na zawoanie wysun si z pokoju lekarz. Rozejrza si niecierpliwie po zebranych i niechtnie mrukn: 
 Za pno. Kto tu z pastwa jest pan Baryka? 
 A co?  zapyta Cezary. 
 Prosz wej. Chora wzywa. 
Cezary wszed do pokoiku, gdzie nigdy jeszcze nie by. Uderzy go potworny wygld twarzy Karoliny. Bya caa 
szara, twarz miaa jakby z ceraty, z czarnymi doami pod oczyma. Wszystka bez przerwy drgaa. Jkna: 
 Panie Cezary... egnam pana. 
 Co pani zrobia?  krzykn w uniesieniu. 
 Ja nic nie wiem. Co si dzieje... ze mn... Bd zdrw, Czaru... 
86 
W pokoju nie byo nikogo. Z naga wszed ksidz Anastazy. Szlochajc, gestem nie znoszcym przeczenia wsun 
praw rk Cezarego w zimn, drgajc do Karoliny, okrci obiedwie rce stu i pocz szepcc acisk modlitw 
kreli znaki krzya nad tymi rkami zwizanymi. 
Twarz Karoliny zagodniaa. wiato biae przez ni przeleciao. Wrd nadludzkich, wida, boleci przebi si 
umiech. Goci przez chwil na wargach czarnych jakby z elaza. Cezary nachyli si i zoy pocaunek na wargach, 
ktrych pierwszy dotkn ustami  i ostatni. Odskoczy, bo usta te bezwadnie si rozchyliy i, wrd jku potwornego, 
cay jzyk spomidzy nich si na zewntrz wywali. Jeszcze raz, drugi, jk si powtrzy  i wszystko ustao dziwnie 
raptownie. Lekarz przyoy ucho do piersi Karoliny. Dugo sucha. Strzepn palcami, podnis si i pocz sprzta 
swe statki, szuka porzuconego paltota i kapelusza. Karolina umara. Doktr rzek: 
 Pastwo bd askawi da zna do powiatowego lekarza. Tu jest wyrane otrucie. 
Najprzd milczenie, pniej jk powszechny, pacz serdeczny, krzyk, rumor gosw odpowiedzia na to 
owiadczenie. Wszystko zaroio si, zakotowao. Ksidz Anastazy, oblegany przez wszystkich, paczc, powiedzia: 
 Nic wam, bracia i siostry nie mog powiedzie, cho wiem wszystko. Sami wiecie, e nie mog nic powiedzie, 
com sysza na spowiedzi. Tylko to jedno: mdlcie si za ni gorco, bo to nie jest samobjstwo. To jest ofiara. 
Ludzie proci padli zaraz na kolana tu przy drzwiach pokoju Karoliny. Ksidz upad na twarz tu przy ku i 
wrd paczu gono si modli. Cezary sta w rogu izby. Patrza na niad, prawie czarn twarz Karoliny. nio mu si, 
e ju dawno tak sam twarz widzia, gdy wywozi trupy z Baku. Tak samo do niego jedna woaa, cho ju jej sw 
sycha nie byo. Ledwie ludzie skoczyli szeptanie modlitwy, szmer ich, gwar, bekot roznis si po caym domu. Z 
domu wytoczy si na dziedziniec, w gumna i na czworaki, do zabudowa we dworze i na wsi. 
 C to si stao? Jakim sposobem? Dlaczego? Kto winien? 
Poczto zbiera dane dla ustalenia historii tego dnia. Ale to szo z trudem, gdy Karolina zazwyczaj bya wszdzie, 
wci si krztaa, wci biega dokd i skd sza z powrotem. Jake tu byo ustali dokadnie dane? Maciejunio 
stwierdza, i on pierwszy usysza jej krzyk, woanie o pomoc na ganku. Domyla si przeto, e przysza z ogrodu. 
Lecz w ogrodzie i w parku nikt jej nie widzia, gdy tam byo o tej porze pusto. Poczto ledzi krok za krokiem, 
minut za minut, gdzie Karolina tego dnia bya: w oborach, w domu ekonoma, w czworakach, w domu rzdcy, w 
kurniku, w chlewach. Poczto ustala cis chronologi tych jej wypraw i stwierdzono, e po obiedzie, wic 
najpniej, bya w mieszkaniu rzdcy, pana Turzyckiego. A wic wszyscy, nawet pani Wielosawska, obiedwie ciotki, 
wuj Micha, Hipolit, Cezary, Maciejunio  pobiegli do Arianki. Pani Turzycka, stale zatrudniona, jeeli nie w kuchni, 
to w jej okolicach, nic nie wiedziaa, co si stao na dworze. Gdy jej oznajmiono, e Karolina nie yje, zupenie 
zaniemwia. Siada na krzele i wytrzeszczonymi oczyma patrzya na ten zbir wysoko postawionych person. Co 
niezrozumiaego mamrotaa i gldzia w kko. Wreszcie wybucha: 
 Ale przecie panna Karusia bya tutaj u nas nad wieczorem! Zdrowa jak rybka! Najaskawsza, najmilsza osoba! Co 
te pastwo mwi! 
 O ktrej godzinie Karolina bya tutaj?  spyta wuj Micha. 
 O ktrej godzinie? Zaraz... Bo to nie patrzyymy na godzin. Rozmawiaymy sobie, gadu, gadu... Wesza, 
zamkna drzwi, bo przez te drzwi wieje zawsze, usiadymy w tym naszym, al si Boe! saloniku  i tego... Ktra to 
bya godzina, jak tu u nas bya panna Szaratowiczwna, Wandziu, gdzie ty jeste? Wandziu! 
Z drugiego pokoju da si sysze gos niemiay panny Wandy Okszyskiej. Najprzd zwyke chrzknicie, a 
pniej gos: 
 Bya czwarta. Po czwartej. 
 Czwarta  powtrzya pani Turzycka z dokadnoci.  Po czwartej. 
 Czy Karolina jada tutaj co u pastwa albo moe pia?  zapyta Micha Skalnicki w sposb niewinny i jakby 
plotkarski, gromadzcy wszelkie wersje przedpogrzebowe, jak to bywa. 
 A pia. Lubia wod z sokiem porzeczkowym. Zawsze u nas pia albo wod z porzeczkowym, albo herbat z 
urawinowym. Zrobia troch tego soku porzeczkowego na zim. To panna Karolina pia ten sok. Jak przysza, mwi 
grzecznie: Paniusia si napije herbatki z urawinami... A panna Karolina na to... 
 Ca szklank wypia? 
 Tak, ca. Zdaje si, e ca szklank. A moe i co zostao. Tego nie pamitam, prosz pastwa. Rozmawiaymy. 
Czy to mona... 
 Prosz pani... A moe tu jeszcze stoi gdzie ta szklanka, z ktrej nieboszczka Karusia sok pia? Trzeba by 
zobaczy, co to za sok, e jej tak zaszkodzi! 
 Sok porzeczkowy zaszkodzi!...  przerazia si pani Turzycka.  Mj sok!  Zbielaa wszystka na twarzy i 
zatrzsa si caym obfitym ciaem.  Ten sok mgby zaszkodzi pannie Karolinie? Sok, ktry ja sama, wasnorcznie 
przygotowaam? Nie, prosz pana! Wszystko mona na mnie powiedzie, ale sok, ktry ja przygotowaam, pannie 
Karusi nie mg zaszkodzi! To ju trudno i darmo!  zdecydowaa z godnoci i dum obraon. 
 Sama pani podawaa jej szklank z wod i sokiem? 
 Czy ja sama podaam? Zaraz! Sama pobiegam do kuchni, jak panna Karusia objawia sw wol, e napiaby si 
wody  nabraam szklank wody z blaszanego wiaderka. Woda przecie z naszej studni, najczystsza w wiecie. Potem 
weszam do piarki i wyniosam stamtd flaszk z sokiem. Postawiam t flaszk na tacce. Obok flaszki wod w 
87 
szklance. Zawoaam moj siostrzeniczk, t Wandzi, biedactwo, co j pastwo byli askawi zabra na zabaw do 
Odolan  eby zaniosa tack do pokoju i eby podaa pannie Karusi, bo sama poszam zamkn piark. Nieraz si 
tak zostawi piark na dwie minuty, a potem tego brak, tamtego nie ma. Kto wzi, kto rusza  utnij gow, wbij zby 
w cian  nie wiadomo! 
 A wic to panna Wandzia przyniosa wod z sokiem z kuchni do pokoju?  pyta uprzejmie wuj Micha. 
 Tak, Wandzia. 
 A gdzie jest panna Wandzia, siostrzeniczka pani dobrodziejki? 
 Wandziu  chod ino tutaj!  zawoaa pani Turzycka. 
Z ssiedniego pokoju wysza panna Wanda i dygna przed zebranymi. Znaa ju wszystkich, czsto bywaa we 
dworze, dowiadczya wielu ask i niemao przyjemnoci od tych osb, wic nikogo si ju nie lkaa. Zreszt oswoia 
si towarzysko podczas tego na wsi pobytu, nabraa pewnej ogady w obcowaniu. Blask lampy naftowej niewyranie 
owietla twarz panny Okszyskiej. Staa spokojnie niedaleko drzwi, skubic wedug swego naogu pensjonarskiego 
brzeg fartucha. 
 To pani podaa wod w szklance naszej kuzynce, Karolinie Szaratowiczwnie?  pyta pan Skalnicki wystpujc 
niejako w imieniu wszystkich zebranych. Mwi dobrotliwie, po ojcowsku i bardzo grzecznie. 
 Tak. Ja podaam  odrzeka Wanda. 
 Czy podaa jej pani sok osobno we flaszce, a wod osobno w szklance, czy te sama pani nalaa soku do szklanki? 
Panna Wanda nie odpowiadaa od razu. Robio to wraenie, e zbiera myli i przypomina sobie te drobne 
wydarzenia. Odpowiedziaa wreszcie: 
 Panna Karolina nalaa sobie soku z flaszki do szklanki. 
 Tak e pani nic innego nie robia, tylko przeniosa tac z kuchni do tego saloniku i tu pani na stole tac postawia? 
 Jeszcze... Jeszcze wziam z szafy w tamtym pokoju cukier w srebrnej cukiernicy i postawiam na tacy. 
 Bo czasem  wtrcia z popiechem pani Turzycka  panna Karusia dokadaa cukru. Cho ten sok by sodki.  
Boe drogi! jeszcze jak, ale oczywicie z kwaskiem, wic lubia dosodzi. Wandzia, poczciwoci dziecko, wzia z 
szafy cukier wiedzc ju z gry o gucie panny Karoliny, postawia na tacy i przyniosa. 
 A czy pani, panno Wando, osodzia t wod dla naszej kuzynki, czy to zrobia ona sama?  spyta Hipolit. 
 Ja osodziam t wod. 
 Pani?  pochwyci Micha Skalnicki. 
 W tym pokoju czy w tamtym?  pyta Hipolit. 
 W tamtym pokoju...  rzeka Wanda po chwili wahania. 
 Dlaczego pani ju z gry sodzia wod cukrem?  pyta Hipolit. 
 Bo panna Karolina tak lubia. Lubia, eby byo sodko. 
 Ile yeczek cukru pani wpucia do szklanki?  nastawa Wielosawski. 
 Dwie. 
 Pani wie na pewno, e to by cukier, a nie co innego? Moe pani przez omyk wsypaa do tej szklanki nie cukru, 
lecz czego innego? 
 To by cukier z cukiernicy. 
 Pani to doskonale pamita? 
 Pamitam. 
 A moe by pani poznaa szklank, z ktrej pia nasza krewna? 
 Poszukaje tej szklanki, moje dziecko! Moe tutaj gdzie ta szklanka stoi! Trzeba panw przekona o twej 
niewinnoci...  mwia pani Turzycka niespokojnie, z trosk, ale i nie bez ironii. 
 Nie. Marynia zabraa tack ze szklank, umya j i juemy w niej piy kaw z cioci. Albo ciocia, albo ja piymy 
kaw z tej szklanki. 
 Bo mamy, musz si przyzna, mao szklanek, wic si je cigle myje...  wtrcia zjadliwie pani Turzycka.  
Uposaenie administratora dbr nawockich nie jest tego rodzaju, eby mona sobie pozwoli na tuzin szklanek, nie 
mwic o serwisach. Te rzeczy nie s dla nas dostpne, ludzi pracy, pracy bardzo cikiej i bardzo odpowiedzialnej...  
dorzucia z przejciem. 
 Tak, tak...  rzek Hipolit.  a jednak moe pani bdzie askawa pokaza nam ten soik czy flakon, z ktrego nasza 
krewna nalewaa sok, na ktrego wysmaenie pozwala jednak uposaenie administratora dbr nawockich... 
Pani Turzycka powstaa z miejsca i truchcikiem pobiega do drugiego pokoju, a nastpnie dalej. Wkrtce przyniosa 
flakon z przezroczystego szka, w ktrego poowie by gsty sok. Hipolit poprosi pann Wand o yeczk. Gdy 
przyniosa i podawaa t yeczk, spojrza na ni spode ba, napastliwie i nieustpliwie. Panna Wanda miaa na twarzy 
zwyky swj wyraz zalknienia i depresji. Podaa yeczk i odesza ku framudze pod oknem, gdzie si wtulia popod 
mulinow firank. Hipolit nala na yeczk soku z flaszki i sprobowa go odrobin. Smakowa, delektowa si, 
wreszcie mrukn: 
 Sok  klasa! Ha, nie ma co! To przecie nie sok Karolinie zaszkodzi. To co innego. Nieprawda, wujaszku? 
 Tak, to co innego...  poszepn Skalnicki krcc czarnego wsa. 
88 
W tym czasie wszyscy siedzieli na kanapie i wycieanych krzesach w grobowym milczeniu. Maciejunio sta przy 
drzwiach i podparszy ogolon brod przysuchiwa si uwanie wszystkiemu, co janie pastwo mwi. Cezary patrza 
wci na pann Wand. On jeden wiedzia o pewnym szczegle, o szybkim nakryciu jego rki rk tej niemrawej 
pannicy. Myla wci o tamtej chwili. 
89 
Nikt tego nie zauway, eby mier, sekcja zwok i pogrzeb panny Karoliny Szaratowiczwny wywary 
jakiekolwiek wraenie na Cezarego Baryk. Gdy panna Wanda Okszyska, na skutek znalezienia we wntrznociach 
zmarej ladw strychniny, ktra mier spowodowaa  bya wezwana do sdziego ledczego, a nawet aresztowana, 
pniej za wypuszczona na wolno wskutek braku jakiego realnego przeciwko niej dowodu  to te wszystkie 
awantury, doprowadzajce ca okolic do stanu biaej gorczki, Cezarego mao wzruszyy. Mona utrzymywa, i 
wojna z jej okruciestwem, a przed wojn widoki dostrzeone w rewolucjach bakiskich wyzibiy w nim wraliwo 
na sprawy tragiczne. Cezary zbyt wiele ju widzia tych smutnych kawakw, aeby mg si nimi przejmowa do 
gbi. Przeciwnie  tragizm wydarze rodzi w nim sucho, czerstwo, zdrtwiao wewntrzn, a nadto roznieca 
jak chepliwo, cynizm, zdolno do przechwalania si, przelicytowywania w okruciestwie i jeeli nie sam 
zbrodniczo instynktu, to pewien surogat zbrodniczoci, snobizm uwielbiajcy zdolno do zbrodni. Gdyby by wcale 
nie widzia wojennych i rewolucyjnych kawakw, byby si ich nie tylko ba, ale i lka. Wspomnienie gronych 
widokw kazao patrze na takie tam drobne wypadki jak zadzibanie jednej perliczki przez drug  jako na fataaszki. 
Takie to on sceny widywa? Widywa, jak niewinn dziewczyn ormiask zgraja chopw potnych gwacia  drab 
po drabie  a pniej ostatni pchn j noem pod to serce, ktre ju prawie nie bio. Widywa, jak potem ta zgraja 
zapalaa papierosy i podpiewujc sza w swoj stron. C tam Karusia i ta druga! 
W gruncie rzeczy jednak ani widziane z bliska zajcia wojenne i widziane z bliska zajcia rewolucyjne nie wpyny 
tak decydujco na usposobienie Cezarego jak jego rozszalaa namitno do Laury Kocienieckiej. Jego zapalczywo 
miosna bya tej miary, e wypadki nawockie suyy mu za temat do interesujcych nowinek, ktre zanosi swej pani. 
Szczliwy by, gdy mg dostarczy czego prosto z igy, na gorco: Aresztowano Wand Okszysk, gdy w czasie 
sekcji znaleziono strychnin we wntrznociach Karoliny. Podczas rewizji znaleziono soik z tak strychnin w szafie 
rzdcy Turzyckiego. Wanda prawie nie broni si. Zaprzecza i basta. O niczym nie wie. Nigdy soika ze strychnin w 
szafie wuja nie widziaa. Po c by miaa sypa trucizn do szklanki Karoliny? Lecz kt j wsypa? Czy ona sama? 
Sucej wtedy w domu nie byo. Turzycki by na folwarku Chodek. Byy w mieszkaniu rzdcy dwie osoby  pani 
Turzycka i Wanda. Pani Turzycka? Brak wszelkich poszlak. Wanda? Ten podlot, klapak, muzykus nie wiedzcy o 
wiecie boym, ta gupia i tchrzliwa Wanda? O tajemnym ucisku rki przez t gupi Wand, (ach, jake gupi!), 
nikomu nigdy nie wspomnia. Po c miaby dorzuca sobie li wawrzynu, a jej kamie potpienia? I to nie: nie chcia 
po prostu, eby si na niego Laura gniewaa, eby go miaa w podejrzeniu. Wszake nie mwi ani jej, ani nikomu o 
pocaunkach z Karusi. Po c miaby mwi o jednym idiotycznym ucisku rki? 
I tak oto coraz to nowe ploteczki, wiadomostki, wersje, pogoski Cezary nosi swej pani. Widywa j tajemnie to tu, 
to tam, w hotelu w miecie albo u niej w nocy. Zachowywa si chytrze, tak przebiegle, tak ostronie i przewidujco, i 
mgby by nazwany czowiekiemasic czy tchrzem, z gatunku tych tchrzw, ktre mnie noc wkradaj si do 
kurnikw. Lecz do czasu dzban wod nosi. Urwao si wreszcie ucho  i cay dzban roztuk si bez ratunku. 
Byo to tutu przed Boym Narodzeniem. Cezary mia zamiar spdzi wita w Nawoci, a na Nowy Rok wrci 
do Warszawy i zabra si do nauki. Zabiera si za tak kategorycznie do nauki, poniewa pani Laura wybieraa si na 
kilka tygodni karnawau rwnie do Warszawy. Mia jecha rwnie do Warszawy pan Barwicki, ale to na zapa 
Cezarego do nauki niewiele wpywao. Pewnej nocy grudniowej, pno, okoo trzeciej, Cezary wymkn si z 
mieszkania i poszed do Leca. Bieg, jak zwykle, na przeaj przez pola, wic szybko przeszed odlego dzielc te 
folwarki. Noc bya spokojna, ciemna. nieg prszy. Cezary zna ju w ogrodzeniu pewien przeaz atwy do przebycia, 
wic prawie pdem, po grudzie z lekka przyprszonej niegiem, dotar do drzwi wiadomych. Byy otwarte, wic wszed 
cicho i dotar do biblioteki. Lecz skoro tylko tam stan, poczu, e jest co zego. Poczu czyj obecno w tym 
pokoju. Przystan tedy i powstrzymawszy oddech nasuchiwa. 
Nagle porazio go w oczy wiato latarki elektrycznej, nagle rzucone. W tej samej chwili usysza wist i poczu w 
lewym policzku potworny bl. Bl by tak srogi, e Cezary zaskowycza i schyli si ku ziemi chwyciwszy si za gow 
obiema rkami. Wtedy wisny nad nim nowe razy kija czy bata. Ten, kto go bi, sta o krok przed nim, sapic i klnc. 
Cezary pozna gos. To by Barwicki. Myl ta przemkna przez jego gow. Nienawi, silniejsza ni bl, a przez bl 
podjudzona i podsycona, daa mu tak moc, jakiej w sobie ani przeczuwa. Rzuci si naprzd, z goymi rkami, 
szukajc przeciwnika. A wywijajc rkami w powietrzu, macajc naok w ciemnoci, trafi na szpicrut, ktr mu 
ciosy zadawano. Baryka uchwyci i szarpn t szpicrut, wydar j z rki wroga, w mgnieniu oka uj za cieszy koniec 
przy ptlicy i grub gak rkojeci pocz pra w ciemno. Trafi w adwersarza i porazi go, wida, w gow, to 
tamten z jkiem zwali si na ziemi. Cezary znalaz go w mroku i pocz w mciwym obdzie ku obcasami, gdzie 
trafi  w gow, w boki, w piersi. Majc w rku narzdzie do zadawania ciosw, bi nim teraz bez miosierdzia. 
Barwicki porwa si z ziemi na kolana i chwyci Baryk za nogi. Runo na ziemi jakie krzeso. Obadwaj wydawali 
teraz zduszone szepty nienawici bijc si z caej siy piciami i wodzc po dywanie w zapamitaej walce. Wtem 
byso wiato.  Laura!  Staa w progu ze wiec w rce. Zaprzestali bitwy. Podnieli si na nogi. Szepna do 
Barwickiego: 
 Skd si tutaj wzie? 
90 
 Poczekaem na twojego amanta. Wrciem si z drogi. Poczekaem tutaj w bibliotece na twojego faworyta. 
 Na mojego gocia. 
 Go o czwartej w nocy. 
 Wolno mi przyjmowa, kogo chc. 
 I kiedy chcesz? 
 I kiedy chc. 
 Zgadzam si, moja pani, i zaraz opuszcz te tak gocinne progi. Chciaem tylko gociowi pani zostawi pamitk, 
eby j nosi kilka tygodni i wiedzia, z kim ma do czynienia. 
 Ty take bdziesz nosi swoj ruski miesic!  zamia si Baryka. 
 Jestem tak wspaniaomylny, e nie bd go wyzywa na pojedynek. Nie chc pani kompromitowa. 
 Ale szpiegowae mi! Wic ju mi skompromitowae. I z jakiej racji? 
 Przecie nie moe pani zaprzeczy, e zasugiwaa na czujn uwag legalnego narzeczonego. 
Pani Laura nie odpowiedziaa. Zwrcia si do Cezarego: 
 Jak pan mia wdziera si tutaj o tej porze! Widzi pan, do czego doszo! Paskie nierozsdne amory, paskie 
proby bezskuteczne, wyznania i tym podobne gupstwa, na ktre jestem wci naraona, byy sobie dobre za dnia jako 
rozrywka, jako flirt. Ale eby omieli si noc wchodzi do mego domu! Kompromitowa mi, naraa na taki 
skandal! 
 Mwiem pani  odpar Baryka  e nienawidz pani narzeczonego. Mwiem to czy nie? Wiedziaem, e tu 
struje po nocy, i przyszedem wanie, eby go obi jego wasn szpicrut. Widzi j pani? T oto! Jego wasn, a jest 
w moich rkach. Biem go grubym kocem po bie. O, tak! 
Cezary w szalestwie, nie zwaajc na obecno kobiety, uderzy Barwickiego. Gruba kula rkojeci ugodzia 
tamtego w bok gowy i w rami, a si z jkiem przegi. Laura zasonia go sob. Krzykna: 
 Jak pan mie? To mj narzeczony! 
 Byoby dobrze, eby pani odesza do swej wietlicy, bo bd go jeszcze bi. A pani mi przeszkadza! 
 Precz z mego domu, mokosie!  zawoaa z teatralnym gestem. 
 Lauro!  rzek Cezary przybierajc rwnie teatraln poz. 
 Niech mi si pan zaraz, natychmiast std wynosi!  mwia bagajc go oczyma, eby wyszed. 
Ale Cezary popad w zajado furii. Nie wiedzia, co robi. Obrci momentalnie szpicrut w rce: uj j za tward, 
okrg rczk i raz, drugi raz usiowa dosign Barwickiego poprzez rozkrzyowane rce Laury. Barwicki, 
oguszony poprzednim uderzeniem, sania si poza narzeczon. 
 Panie Baryka!  krzykna. 
 A co? 
 Wyjde pan std! Wyjd std! Wyjd std! 
 Dobrze. Pjd. Zaraz pjd. Chciaem tylko... 
Nie wiedzc, co ju gada, dorzuci: 
 Chciaem wam, mili, poprawni narzeczeni, da moje bogosawiestwo na nowe, zyskowne gospodarstwo. 
To mwic smagn Laur szpicrut poprzez twarz i rozstawione rce. Po czym ze szpicrut w rce wyszed. 
91 
Wasa si po polach. Trafiwszy na stg siana wygrzeba w nim wnk i, wtulony w ni, jcza, a nawet wy z 
rozpaczy. Widzia wci wiato w dalekim dworze Leca i po sto tysicy razy powtarza sobie, e nigdy tam ju noga 
jego nie postanie. Oto tam teraz Laura i ten czowiek miej si z niego, jak on swego czasu, pawic si w szczciu, 
drwi z Barwickiego. Kt wie, moe to tamten zacznie powiksza wiato przymione, eby mu w tym stogu siana 
ciemno zbytecznie nie byo. Przy wietle tamtego figla wietlnego widzia swoje nieszczcie. A nie szo teraz samo. 
Jak to jest we zwyczajach ludzkiej niedoli, ktra, jak wilk, jest samoistnym zwierzciem, lecz lubi chadza w stadzie, 
obskoczyo go stado. Wyszy na z tej nocy wspomnienia: mier Karoliny i zbrodnia gupowatej Wandy. Dlaczeg to 
zginy dwie tamte? Dlatego, aeby Laura moga by teraz z Barwickim. O rozpaczy! 
Cezary zobaczy swoje rozkosze z Laur, kiedy to kade usta po dwa jzyki rozkoszy mieciy w sobie, i czu, czu 
wszystkimi na raz zmysami, obdem rozumu i mk duszy, e j na zawsze utraci. Kto, u diaba! podwign jego 
rk, aeby on ni uderzy Laur! To ta Karolina zadaa szpicrut cios w twarz Laurze! Jakeby sam dokona potrafi 
takiej ohydy, takiej zbrodni, tak ndznego plugastwa! Bi w twarz szpicrut, md, sab kobiet! Bi Laur! Bi t, 
ktra miliony pocaunkw zoya na jego ustach! Bi te usta! O ndzo, o habo! Bi j dlatego, e zasonia sob 
czowieka od uderze tward, oowian kul w ciemi  kimkolwiek by by ten czowiek! Ten czowiek nie mia w rku 
adnego narzdzia obrony. Sania si. Do diaba! Horror! 
Cezary wi si w swej jamie z siana i zatyka sobie piciami usta, eby nie rycze z blu na te cae puste pola. Och, 
wspomnienia, wspomnienia raju, ktry sam jednym uderzeniem na zawsze zniweczy! Wspomnienia wieczoru w obcym 
miecie, kiedy w hotelu zastuka do drzwi numeru. Wspomnienie nigdy nie zapomniane, wiecznie radosne, skoro te 
drzwi si otwary i rka obnaona, najsprawiedliwszej miary od ramienia do doni, wcigna go do wewntrz... Jake 
zapomnie rozkoszy pierwszego objcia i tego lotu skr niebios czuoci, dobroci, aski i samej najczystszej, samej 
najistotniejszej mioci? Wyrzec si Laury? O, lepiej umrze! Roztrzaska sobie gow, eby w niej nie byo myli o 
wyrzeczeniu si tego daru niebios, tego arcydziea ziemi, tej piknoci najwyszej i najczystszej, jak ziemia z ona 
swego wydaa! Cezary ka. 
Dugo paka nie mogc sobie poradzi. Osaczyy go teraz te trzy kobiety, niczym trzy jdze. Spotka je tutaj nie 
wiedzc, e je spotka, i wszystkie trzy skrzywdzi tak po chamsku. Dla jednej sta si portemalheur, dla drugiej sta si 
inspiracj do zbrodni, a trzeci pobi. Ostatni za to, e go do szalestwa kochaa. Co czyni ze sob? Jak wybrn z 
tego pieka wyrzutw sumienia? Co przedsiwzi? Jak si wobec siebie samego zrehabilitowa? Dokd uciec przed 
sob? 
Wylaz ze swej nory i zacinite pici skierowa przeciwko domowi Laury. Wygraa tymi zacinitymi piciami i 
gada: 
 Bdziesz aowaa wiecznie, dokd y bdziesz, naszych tajnych wieczorw! Bdziesz wylewaa morze ez, e 
nie jego wypdzia ze swego domu, lecz mnie! Mnie wygnaa? Suszniem ci chlasn! Ty tchrzliwa, przewidujca, 
interesowna, sprytna, przebiega, poda! On ci majtek oczyci z dugw? A ja  precz! Ja precz? Ja do tajnych jeno 
uciech, a on oficjalny maonek! Skonasz z alu za mn, bdziesz tak samo rce gryza, jak ja w tej chwili! Ale ju nie 
ma dla nas naszej radoci. Jake mam wrci, ja do ciebie, ja mczyzna, ja onierz, ktrym ci pobi wobec drugiego 
mczyzny? Trza i w wiat! 
Ale zamiast odej w wiat, wrci si do swej pieczary w sianie. Nadar kilka narczy suchej trawy i usa sobie 
jakby oe. Zawin si w siano i, przyzwyczajony na wojnie do leenia na ziemi, wycign si na wznak. 
Byo zimno. Po nocy cichej, ku porankowi suchy, mrony wiatr pocz cign polami. nieg drobny polata i 
prszy niepostrzeenie. Cezary widzia i sysza, jak w poprzek pustych pl, po czubach zmarznitych zagonw ostry 
wiatr zimowy cignie w swoj daleko. Dusza jego bya jak rola rozorana, w ktrej kade nasienie moe korze 
zapuci. Nie mg spa, gdy ciao jego drao, a serce bio prdko, mocno i gucho. Nadto cios w policzek, zadany 
przez Barwickiego, teraz narywa jak wrzd. Cezary maca policzek 
palcami i wyczuwa wzdu caej twarzy jakby walec nabrzmiay. Jake tu teraz zjawi si w Nawoci? Wrci i rano 
zasi przy niadaniu z takim na gbie basaykiem? Przecie to kady pozna, e od pobicia. Stare ciotki, janie pani, 
Skalnicki, ksiyna, Hipolit  och, Hipolit!  a nawet w Maciejunio. Kady pomyli: ehe, bratku! dostao si po 
pysku, ewentualnie po mordzie.... 
To na nic! Trzeba ucieka. Ucieka w wiat! W szeroki wiat! 
I oto Cezary poczu lec na wznak na wygrabku siana, kryjcym szczer, zmarznit ziemi, i jest znowu sam, jak 
niegdy w Baku. Poczu, e nie ma poza nim nic a nic, a przed nim niewiadome martwe pole, przez ktre wiatr cignie z 
koca wiata w koniec wiata. A do tutejszej jego samotni nie przyjdzie ju, niestety, ojciec, gnany przez mio, 
tajemnicz si, z koca wiata na drugi koniec wiata. Bo ju go nie ma. pi jak kamie. Ley jak skiba gliny 
zmarznitej i wmarznitej w guche pole. Oto tu znalaza si na drodze przyja, gocinno, przychylno. Wszystko 
wdeptane zostao w ziemi szalonymi nogami. I jest znowu sam jeden, jak w Baku, odrbny od wszystkich, w szczerym 
polu  czowiek. 
Przelotny wiatr sta si dla dobry i czuy: piewa mu gorzk pie swoj o wiecznej mierci i wiecznym powrocie 
do ycia. Na skrzyda swoje bra jego czucia zranione i nis je dokd, jak nosi nasiona rodzajne, koysa go do snu jak 
92 
ostatni przyjaciel. Lecz sen nie spywa na powieki od jego pieni monotonnej. Zimno obejmowao uciskiem rce i 
nogi, wdzierao si pod ubranie i dreszczem biego po krzyu. Cezary zerwa si z miejsca i pogna w pola. Oczy, 
przyzwyczaiwszy si do ciemnoci, spostrzegay zagony, bruzdy, przydte byliny na miedzach i drzewa w dali. 
W pewnej chwili od strony Leca da si sysze turkot. Wida byo wiato latarni poruszajce si rwnomiernie: to 
Barwicki odjecha z Leca. Ha! C? Mona by teraz pj do Laury... Ju go tam przecie nie ma. Jeden odszed, 
przybdzie drugi. To bywa! Zamia si gupio, jak wilkoak w pustym polu, i pobieg dalej. W oknie Laury, w wielkiej 
szybie pkolistej u gry, wiato rozszerzyo si, podnioso si, potem zwolna przygaso. Nie! Ju nie pjdzie do niej 
ebra o mio po tamtym! Nic nie znacz przysigi i zaklcia, e tylko jeden posiada jej serce. Oszukuje obudwu. to 
jest jedyn pewnoci. 
W drodze swej trafi na znany przeaz do ogrodu. Wszed do lenieckiego sadu i w zupenym prawie upadku 
wiadomoci, gdzie jest i co si z nim dzieje, znalaz si przy drzwiach, przez ktre zawsze wkracza do tego domu. 
Nacisn klamk. Drzwi byy zamknite. Okry naronik, stan pod oknem, w ktrym ju wiato zgaso, i ca 
potg duszy baga: 
 Laura! Laura! 
Ale cay dom wzgardliwie milcza. Okno byo zamknite. I caa ziemia milczaa. Pokiwa gow. Odszed. Wydosta 
si znowu na pola i szed dugo, bez celu, niosc w sobie nag i cuchnc mczarni odtrcenia. Znalaz si w lesie. 
Szum sosen w tym lesie sprawi mu ulg, jakby muzyka gboka i wyrafinowana. Usiad tam, midzy sosnami, na 
jakim pniaku, ktry ze niegu wystawa. Uj gow w donie i patrza w dzieje uczu swojego ycia. Miny dugie 
godziny, zanim si ockn. Dniao. Biaawa sino napenia las. Wiatr znowu nacich i niezgbione milczenie leao 
nad tymi miejscami. 
Cezary wyszed z lasu i rozglda si po okolicy. Zdawao mu si, e j pierwszy raz widzi. W kadym razie w tym 
lesie nie by jeszcze nigdy, cho zbiega ju ca t stron na koniu i piechot. Rozpozna, e zabrn poza wie 
chopsk. Nawo, od jej strony poudniowej, midzy kocioem i dworem. W pobliu majaczyy jakie zarola i 
drzewa. Poszed ku nim liczc, i tam droga by musi. Wkrtce, skaczc po zmarznitych zagonach, przyszed do 
owych zaroli. By to cmentarz nawocki, lecy midzy dworem i wsi. 
Cmentarz by le ogrodzony, a raczej zupenie rozgrodzony. Stay jeszcze supy, niegdy obrobione do kantu, a dzi 
sypice si w prchno. Leay na ziemi erdzie przegnie i niegiem przydte. Cezary chcia przeci cmentarz idc na 
wskr, tym bardziej e wida byo pod niegiem lad cieki czy alejki. Przypomnia sobie, e przecie by tutaj 
niedawno na pogrzebie Karoliny Szaratowiczwny. Stan. Rozglda si. Cmentarz wiejski! Niskie, niziutkie  nie 
groby, lecz grobki. Mae jakie wzgreczki, czasem uklepane opat i otoczone niegdy, pod wiosn, muraw. Czasem 
doy zapadnite, zaklknite w ziemi. Tam i sam krzyyk drewniany z wianuszkiem ziela wonnego. Czasem napis na 
tabliczce z blachy. Imi i nazwisko wypisane czarn farb z zabawnymi ortograficznymi bdami i prob ebracz o 
modlitw, ktrej nigdy nikt nie spenia. Istny obraz wsi. Tu groby malekie i przyziemne, a wrd nich, w samym 
rodku, marmurowe pomniki ze zoconymi napisami, zamane kolumny z granitu i biae anioy ze sczerniaymi 
twarzami i wygniymi oczyma. Tam le panowie. W samym rodku grb rodzinny Wielosawskich, ogromny, 
wspaniay, przywalony wieloci pyt marmurowych, ktre deszcz pory w bruzdy, jak ryje glin na polu. Cezary zbliy 
si do tego rodzinnego grobu. Wszake to tutaj odkopano z boku ziemi, otwarto ceglan ciank i wsunito w czarn 
czelu zgnilizny Karusi umiechnit i weso, ktra miaa usta sodsze ponad czerenie i maliny. 
Cezary mija uliczk prowadzc w poprzek cmentarza do bramy z oberwanymi wrtniami. Byo mu wszystko 
jedno, i tu czy tam. Pamita, e przy grobowcu rodzinnym bya aweczka drewniana, na ktrej pani Wielosawska 
siadaa, gdy sza pomodli si przy zwokach ma. Na tej aweczce kto siedzia. Cezary zawaha si. Tamten podnis 
zwieszon gow. By to ksidz Anastazy. W rewerendzie i kaszkiecie niebieskawym, jakie nosz wiejscy chopcy w 
tamtych stronach, upodabnia si do koloru kamieni i marmurw, gazw i elaz na pomnikach. 
 Dzie dobry, Cezary!  rzek nie swoim gosem.  Skd idziesz i dokd tak rano? 
 Chciaem odwiedzi Karolin. 
 Ja take. Idc na msz wit, co dzie rano j odwiedzam. No, ja ci nie przeszkadzam. Mdl si. 
 Ksidz jeste od modlitw. 
 Ja  take. Ale ja, to ju jakby z urzdu, z zawodu. A tym w tym wypadku powiniene specjalnie. 
 Sam wiem, czy mam si modli, czy nie. 
 Oprcz ciebie, mj bracie, ja jeszczem drugi i ostatni wiem, e powinien. 
 O ile mi wiadomo, ksidz jest obowizany do chowania tajemnicy spowiedzi. 
 Niewtpliwie. Ale tutaj nas nikt ywy nie syszy. A zwa, suchaj nas umarli! I ona sucha  twoja ofiara. 
 Jaka ofiara? C to znowu za brednie! 
 Zakochaa si w tobie na mier i ycie. Rzecz dziewczyska, rzecz ludzka. A ty? Nie kochae jej przecie, bo si 
zakocha, ale w innej  a dlaczego j caowa? 
 Tak mi si podobao. Rzecz chopczyska caowa pikne dziewczta. 
 Ale ty caowa niewinn dziewczyn, sierot, wygnank, bezdomn, ktra sobie tutaj, w naszym domu, prac 
surow i uczciw na chleb zarabiaa. I suchaj mi, ty odszczepiecze!  szlachciank! Widzisz, jak j Bg za te 
93 
pocaunki z byle kim strasznie porazi! Ty mi si tu stawiasz ze swym moskiewskim rozbestwieniem! Padnij 
natychmiast na kolana u jej mogiy i pro o przebaczenie. 
 Moja to rzecz, moje z ni porachunki... Ja ksidza o rady ani wskazwki szlacheckokatolickie nie prosiem. 
 Nic ze mn tym stawianiem si nie wskrasz! Ja jestem wanie od tego, eby kruszy ludzkie zatwardziae 
sumienia. I twemu nie daruj! 
 Moje sumienie nic mi nie wyrzuca. Mogem by j uwie, gdybym by chcia. A nic jej zego nie zrobiem. Moje 
pocaunki sprawiay jej rozkosz. Sama ich szukaa. Pakaa i mczya si  tak sdz  skoro jej odmwiem 
pocaunkw. 
 Milcz! Milcz! Milcz! Ja tego sysze nie chc! a jeli masz dobr wol o tym mi mwi, to nie tutaj. Chod ze 
mn! Wo kom, stu na szyj, usid w konfesjonale i wysucham ci. Zrzuci z serca kamienie, ktre je 
przygniataj. Jeeli bd mg, to ci dam rozgrzeszenie. Zarczam ci przez Boga wiecznego ywego, bracie Czarusiu, 
ulgi doznasz w swym sercu! 
Cezary rozemia si serdecznie. Wrd tego miechu mwi: 
 Niedoczekanie twoje, ksiulu, eby mi na swj arkan pochwyci! Ja jestem wolny rebiec. Je moemy po 
spou, gawdzi, urn si rwnie, bo ksidz to lubisz i znasz si na jakoci potraw i wartoci napojw lepiej ode 
mnie. Ale skde pretensja, eby z takimi kwalifikacjami rzdzi tak subtelnym organizmem jak ludzkie, jak moje 
sumienie? 
 Bo ja, widzisz, oprcz tego, e jestem gurmandzista i bibosz, oprcz tego, e lubi wesoo, miech, art, jestem 
jeszcze pokorny i wierny suga boy. 
 Wiem o tym. Ale ja nie jestem z parafii. Ani z tej, ani z adnej. 
 Tote chodzisz po ziemi, midzy cichymi i poczciwymi dziemi boymi jak zoliwy napastnik, a mier i 
morderstwo le na twoich ladach, cho krok twj jest taki swobodny, niewinny, lekki, icie chopczyski. 
 Nic, nic. Jako przejd dalej. 
 A kt ci to tak potraktowa niegrzecznie? Masz sin prg na twarzy. 
 Upadem na drodze i skaleczyem sobie twarz. 
 Tiens! Widzisz, nie masz kroku pewnego. Potykasz si i ty. Niepewnie krok stawiasz. 
 Nie kieruje moimi krokami ta doskonaa ksia zasada: rozkazywa z najgbsz pokor i sucha rozkazw z 
niezgbion dum. Chodz po swojemu. Ale jako i tak dam sobie rad. 
 Niech ci Bg wszystko przebaczy. I niech ci strzee ode zego. Musz ju i do kocioa. Zosta tu sam  i pacz 
przy tym grobie, w cichoci duszy. 
 Farceur! 
 mrukn Cezary. 
Ksidz nie odpowiada. Szybko odszed. 
94 
Cezary powrci do swego pokoju chykiem, z twarz osonit, aeby go za kto nie zobaczy ze ladem ciosu 
szpicruty na twarzy. Zawiza twarz chustk, zakopa si w ko i zasn jak kamie. Spa przez cay dzie i cz 
nocy. Obudzio go wiato w pokoju i odgos krokw. To Hipolit Wielosawski sta nad kiem. Cezary niechtnie 
podnis gow. 
 Cezary! co si z tob dzieje? Nie jade i nie pie... 
 Spaem. 
 Dobrze. Ale kae sobie cokolwiek przynie. Co kaesz? 
 Pro, eby mi tu przynieli herbaty. Jestem cokolwiek niezdrw i dlatego nie mog i do stou. 
 No, do stou nie ma po co, bo ju wszyscy dawno pi. Ale Maciejunio co ci sprokuruje. 
 Nie trzeba! Sowo ci daj, e nie trzeba! Poczekam do jutra. 
 Chopcze! Co si z tob dzieje? Co tam ukrywasz na twarzy? 
 Szedem przez park wieczorem. Ga mi uderzya w policzek. 
 Dziwna ga, ktra trafia akurat w policzek. Nawet gazie daj w naszych stronach po twarzy. Co za kraj 
przestarzaego honoru! 
 Tak. Kraj cokolwiek zanadto przestarzaego honoru. 
 Czaru!  rzek nagle Hipolit z wyrzutem  c ty, bracie, tak si kryjesz przede mn! Nie chc ci si narzuca, 
skoro si kryjesz. 
 Ale nie kryj si! Spaem. 
 Widz przecie, e chowasz w sobie jak mk. Co si tu dzieje dookoa ciebie, czego nie mog zrozumie. 
Mwi mi rne gupstwa, a nawet wistwa. Niczemu nie wierz. Teraz ta prga na twarzy... 
 Daj mi pokj! 
 Czy nie bylimy onierzami jednego strzeleckiego rowu!  mwi Hipolit ze zami, chwytajc towarzysza za 
rk.  Poznaem ci do dna i nie mielimy obadwaj tajemnicy przed sob. Jeden za drugiego szed jakby za siebie 
samego. Sowo  jeden trupem by si by pooy za drugiego. A teraz ty w moim gniedzie rodzinnym, tu, na moich 
mieciach, zmagasz si z jakim wrogiem, a mnie w tej sprawie ju nie masz za brata. To mi boli, Baryka! 
 S sprawy, z ktrych si zwierzy nie mona przed nikim, nawet przed tob. 
 Nie ma takiej sprawy, z ktrej ja nie mgbym si przed tob zwierzy. Przecie nie chodzisz kra koni ani nie 
rozbijasz na publicznej drodze! 
 No, widzisz  prawie... 
 E, gupi! Jedno ci powiem: jeeli masz jakie zajcie, jeeli si z kim zmagasz, jeeli na ciebie przypada bieda 
ponad siy, nieszczcie guche... Z kimkolwiek byaby sprawa, o cokolwiek  stoj przy tobie! Sowo  i bd pra, 
jakby ty sam pra swoj wasn rk! Chcesz sekundanta, chcesz zastpcy, chcesz alter ego, chcesz porednika  o 
cokolwiek sprawa  jestem. 
 Dzikuj ci, Hip! Ja przecie wiem o tobie. Ale ja nie mam sprawy. 
 Kto ci uderzy przez twarz? 
 Ga w parku. 
 Nie chcesz mnie? 
 Nie. 
 Rozumiem. Ju wicej ci si nie bd nastrcza ze sw figur. 
 Hipolit, braciszku! Zostaw mi. 
 Ju midzy nami, znaczy, nie ma tamtego, co byo w rowach. 
 Powiem ci tylko jedno: tam w rowach nie byo piknych kobiet. O wicej si nie dopytuj. Dopiewaj sobie reszt, 
bo nic wicej powiedzie nie mog. To sekret. 
 Sekret, o ktrym przez cay dzisiejszy dzie wszystkie wrble na wszystkich dachach wierkay. 
 Doprawdy? 
 A c ty mylisz! Chc stan przy tobie, chc ci zasoni i wali na prawo i lewo... Co tylko kaesz... A ty z 
pomp: sekret! 
 Mam do ciebie jedn wielk prob. 
 Wszystko! 
 Pozwl mi pojecha na tydzie, na dwa tygodnie do tego maego folwareczku  na Chodek. Chciabym by sam, 
nawet ciebie nie widywa... No, i eby mnie ludzkie oko nie widziao. Chciabym t gb zagoi i pomyle w tym 
czasie nad wszystkim, co mi tutaj otoczyo. Nie mog teraz ani tutaj by, u was, ani wrci do miasta. Mam w sobie 
tuman, tuman... 
 Dzi dam dyspozycj. Dostaniesz tam izdebk. Ale to bdzie mae, proste, ordynarne. Bo tam przecie nie ma 
komfortu. 
Cezary nie mg mwi. Wycign do przyjaciela rk. Hipolit uj jego do i dugo j ciska. A wreszcie puci 
t rk z jkiem: 
95 
 Na Chodek  sam... Ech, ty gupcze! Ty dardanelski ole! Zmarnowae Karusi! Uradzilimy byli tutaj w 
rodzinie, eby Karusi jako wyposay. Postanowilimy da jej ten Chodek w posagu. Zdawao si, e ty j lubisz. 
Marzyem: pobior si, osid na tym Chodku. Mylaem, e bdziemy przez ycie nasze ssiadami. Ech, ty gupcze!... 
96 
Nastpnego dnia rankiem, zanim we dworze nawockim powstawano, Cezary przenis si na Chodek. Nie egna 
si z nikim, gdy i tak, po mierci Karoliny, nie by zbyt dobrze widziany przez mieszkacw tego dworu. Hipolit 
odprowadzi go osobicie i wrczy ekonomowi Gruboszewskiemu. Dokonawszy za tego wrczenia w sposb 
urzdowy i niejako prawniczy, zaraz odjecha swymi maymi saneczkami. Cezary przyjrza si spod oka panu 
Gruboszewskiemu, a tamten pokaszlujc i gadzc obwise wsiska przyglda si swemu gociowi. Wreszcie zaprosi 
do wntrza dworku niezbyt gocinnym gestem: 
 Prosz pana do rodka... 
rodek by tu, jak gdyby na wierzchu. Dzieliy go od wiata, deszczu, wiatru i zbyt wielkiego mrozu ciany 
modrzewiowe, bielone, a powyginane ze staroci tak dalece, e kada z tych cian miaa lini nie pionow, lecz falist. 
Z maego ganeczku wchodzio si do sieni wyoonej paskimi kamieniami, a z sieni niskie, odwieczne drzwi okute 
prowadziy do izby szerokiej, o kilku oknach. Podoga w tej stancji rwnie bya jaka falista, lec wprost na ziemi. 
Spomidzy szpar midzy starymi balami podogi wydostawaa si glina czasu jesiennych szarug i zimowych odwily, a 
wielkie letnie ulewy przepyway w poprzek tyche balw, gdy, niestety! sprchniae i zbutwiae przyciesie nie mogy 
ich ju po staremu odeprze i powstrzyma. W duym pokoju stay dawne meble z mocno obdartym pokryciem. Na 
cianach wisiay l a   z a f  y tak zakurzone i sczerniae, e, po prawdzie, nie wiadomo byo, po co one wisz ju na 
swych zardzewiaych gwodziach lat tyle, skoro adnego l a   z a f  u i nic nikomu nie pokazuj. Duy, czarny st 
na prchniejcych nogach st anowi jak gdyby centralny punkt tego domu. Staa tam ju kawa w imbryku, mietanka w 
dzbanku pobielanym, lea chleb, symetrycznie otoczony przez maselniczk, cukierniczk, stanowic pikny zabytek 
czasw dawno minionych, przez stare noe, zgadzone od ostrzenia i krajania, oraz przez widelce z powyamywanymi 
zbami. Stary, rwnie antyczny jak wszystko w jego domu, pan Gruboszewski wzi z rk Cezarego walizk i zanis j 
do nastpnego pokoiku, maego, o jednym oknie. Tam ustawi ostronie walizk przy ou z jesionowego drzewa, 
zasanym doskonaymi poduszkami i niebiesk jedwabn kodr. 
 Mamy tylko dwa pokoje, prosz janie pana  sumitowa si pan Gruboszewski  wic tutaj janie pan raczy 
rozgoci si wedug swego yczenia. Ja ze wspmaonk bd w tamtym, pierwszym pokoju. 
 Prosz pana! Nie jestem wcale janie pan, lecz najzwyklejszy Baryka. Przykro mi, e narobiem pastwu 
takiego zamtu. 
 Th... Gdzie tam!  mwi nieszczerze Gruboszewski.  Go w dom, Bg w dom  doda ju najzupeniej 
kamliwie, a nawet oszukaczo. 
 Pastwo ju dawno tutaj mieszkaj, na Chodku?  pyta Cezary, eby tylko co powiedzie. 
 Trzydzieci pi lat, prosz aski pana. Idzie na trzydziesty szsty, odkd my na ten Chodek nastali. Czowiek si 
na dobre zestarza w tym samym miejscu. Mchem czowiek obrs jako kamie w tutejszym polu. 
 Tak. To kawa czasu. 
 Nic si w tym domu nie zmienio przez dugie lata. Te same ciany, te same belki, ten sam dach, te same graty. 
Domisko to stare jak wiat. Na belce w tamtej stancji stoi napis: Anno Domini 1782. Jest tu na ganku cztery supy. 
Jeden jest niepewny. Tkn go palcem, wylatuje. Ju tak wylatuje dwadziecia cztery lata. Wszyscy wiedz w domu i w 
okolicy: od tego supa z daleka, bo moe przytuc! 
 Czemu go pan nie przytwierdzi mocnym bretnalem? 
 Nie mj dom. Nie ma co do tego dyspozycji. Nie mam porcznej drabiny. A sup i tak latami stoi. A ile to ja, 
prosz aski pana, zboa przez te lata wyda do pichlerzw pastwa nawockiego! Kt by to zliczy! Ile si to mki 
przemeo w tutejszym mynie! 
Tymczasem poproszono do niadania. Przy tym niadaniu, ktre byo takie samo jak w nawockim dworze i takimi 
samymi obstawione ceregielami, rol Maciejunia penia pani Gruboszewska, jejmo w obcisym czarnym stroiku oraz 
w czarnym nakryciu gowy siwej i, powiedzmy, ysawej  jejmo chuda i kocista, ktrej widok nieco Cezarego 
przestraszy. Zapraszanie i nastawanie do objadania si byo intensywniejsze ni w Nawoci. 
Tymczasem Cezary szuka niszego ycia, samego ycia. Zwierzy si z tym panu Gruboszewskiemu. Ten nie 
bardzo zrozumia. Czowiek yjcy sam istot ycia, czowiek praktyczny, czowiek nagiego faktu w yciu i nagiego 
interesu nie mg zrozumie, i kto moe poszukiwa istoty ycia. Ale w poszukiwacz by to przyjaciel pana Hipolita, 
dziedzica, wic wolno mu byo poszukiwa, czego chce. Pan Gruboszewski, czowiek yjcy istot ycia, widzia w tym 
poszukiwaczu istoty ycia po prostu kontrolera nasanego przez dwr dla zbadania zastarzaych ekonomskich naduy  
tajnego spostrzegacza, donosiciela, a nawet kandydata na posad ekonoma na Chodku, domniemanego swojego 
nastpc. Tote patrza na przybysza i czeka. Na wszelki wypadek, starym obyczajem goci, karmi i poi gocia, 
kimkolwiek on tam jest w owej istocie rzeczy. Zawsze atwiej jest z czowiekiem, gdy sobie podje, a zwaszcza rzeczy 
smacznych, ktrych w byle miecie nie widzia. 
Zaraz po niadaniu Cezary zwrci si do swego gospodarza z propozycj pomocy we wszelkiej pisaninie, w 
prowadzeniu ksig, rubryk, wykazw, rachunkw, papierw. To ju najgorzej nastroio ekonoma Gruboszewskiego. 
Widzisz go! Chwat! Do papierw, do ksig, do rachunkw! Zjesz ty diaba czubatego, zanim ja ci dam papiery! 
97 
 Jakie to tu u nas papiery!  westchn gono.  Mao tu piszemy. Wszystko w oczach i na palcach. Wszystko 
jawnie i po boemu. Pisze si, oczywicie, rachunki, wykazy, a owszem! Porzdek  to u nas pierwsza rzecz na 
Chodku! Ju, chwali Boga, trzydzieci pi lat, a idzie na trzydziesty szsty. Owszem, zaraz poka ksigi... 
 Nie tak znowu zaraz. Przy okazji. Rad bym dzi zobaczy gospodarstwo, myn, wie. Porozmawia z ludmi, 
posucha, co te mwi, jak mwi... 
Tu ju Gruboszewski nie mia ani cienia wtpliwoci, e stoi przed nim czowiek, ktry chce go wygry z posady, 
wysadzi z ekonomii na Chodku i puci w wiat z torbami Rozpacz zakotowaa si pod czaszk czeczyny. 
 A co to za przygod szanowny pan mie musia, e a tak kres przez oblicze wynis? Czy to jeszcze z wojny? 
 Nie. Upadem w nocy na schodach i skaleczyem si tak mocno... 
Pani Gruboszewska pocza wnet doradza uycie rozmaitych medykamentw, zalecaa zwaszcza ma ze 
wieego wosku, oliwy, terpentyny i czego tam jeszcze. Pobiega nawet wawym truchcikiem do spiarni za wielk 
kuchni, eby t ma przygotowa wedug starego przepisu, ktry si nazywa po acinie unguentum, a ktry jeszcze 
ojciec  wie Panie nad jego dusz!  szeroko chopom aplikowa. 
Nim powrcia z maci, Cezary wymg na Gruboszewskim spacer do myna i dookoa zabudowa folwarku. Myn 
by stary, typu panujcego nad rzekami i stawami polskimi jeeli nie za Piastw, nie za Jagiellonw, to na pewno za 
obieralnego Stefana Batorego. Byo w tym starym klekocie nawet co piknego, gdy si tak, w dobie aeroplanw i 
telegrafw bez drutu, obywa bez elaza, posikujc si wedug prastarego obyczaju kamieniem jeno i drzewem. Jego 
pierwotne drewniane maszyny  koa podsiwodne i paleczne, walce, skrzynie, arna, rzeszota, sita i pytle  byy 
wymylnymi wynalazkami cielw, kamieniarzy i sitarzy, byy sposobami zarzuconymi dawnopradawno przez 
geniusz rolniczej wioski na siy dzikiej rzeki okolicznej i twardo yciodajnego ziarna. 
Baryka musia zajmowa si tymi zjawiskami zewntrznymi i myle o nich niejako przemoc, aeby w sobie 
pokona mczarni wspomnie i poduszczenia tsknoty. Chodzi, biega, rozmawia, dopytywa si, oglda, rozwaa, 
mia si, dowcipkowa, a nad jego gow huczaa groza burzy rozptanej. Wesoo i kordialnie zaznajomi si z 
mynarzem Sylwestrem  gada z wieniakami oczekujcymi na mk razow i otrby, a serce rozptane walio w jego 
piersiach jak wizie skazany na mier. Jakie wzmianki w rozmowie: ot, tamten gospodarz jest spod Leca, a ten to 
z Ognichy, na drodze do Odolan  rzucay nim jak czerepem bezsilnym w jam rozpaczy guchej i bezdennej. Tym 
usilniej, tym zawziciej rozmawia, interesowa si, docieka, bada, wchodzi w istot rzeczy. 
Sylwester, mynarz stary na owym Chodku, siedzia ju w tyme mynie kilkadziesit lat, bo nasta tu jeszcze przed 
Gruboszewskim. Gdzie  Gruboszewski! By jeszcze za tamtego ekonoma, za Przesawskiego.  Ludzie go tu  
powiada  znaj jak kraj szeroki, z tej i z tamtej strony Jasnej Gry.  Puca mia, puca! Wrzeszcza, rzeczywicie, na 
cay tamtejszy kraj  kade jego sowo przekrzykiwao wszystkie korce, tryby, walce, palce i pytle, gadajce rzecz 
swoj. Sylwester postkujc przypatrywa si spod oka modemu obieywiatowi, o ktrego sekretnej misji szepn mu 
ju o k u m o  Gruboszewski. Gada z tym wikszym wrzaskiem, a podstpnie, obudnie, chytrze. Chopw byo 
peno we mynie. Gospodarzy zasobniejszych i maorolnych chudziakw, ktrzy chciwymi oczami wpatrywali si w 
wymylne i cudaczne Sylwestra maszyny, czy im aby mki i otrb nie podbior nad miar. 
Dziwia Cezarego rozmowa z wieniakami. Suchali, gdy im to i owo opowiada o wojnie. Synw na tej wojnie 
mieli, braci, krewniakw. Lecz gdy nawrci do rzeczy pokoju, przewanie go nie rozumieli i on ich nie rozumia. 
Nawet nie to, eby go nie rozumieli: nie obchodzio ich, nudzio ich to, co mwi. Lubili gada i sucha tylko o 
tutejszym, o realnym, o widocznym, dotykalnym, o tak dotykalnym i tutejszym, e on znowu tego nie rozumia. 
Wszystko musiao by na przykadzie z tej okolicy, wszystko musiao tutaj si przydarzy i o tutejsze stosunki 
zaczepia. Inaczej byo obce, dalekie, nienaskie, zawiatowe, a wic nieinteresujce. Wszystko, cokolwiek mwili i 
czym si interesowali, zahaczao si o jado i napitek, obracao si dokoa opau i odzienia, przeycia zimy i 
przednowka, a doczekania drugiego lata. A na drugie lato i drug jesie bdzie znowu to samo: wyrobi, wydbi z 
okrutnej, twardej ziemi tyle, eby przeje ca zim bez godowania, przetrzyma przednwek  i znowu dalej  do 
nowego. 
W pewnej chwili tych gawd o jadle i przyodziewku od zimna, Cezarego pchn n wciekoci: C za zwierzce 
pdzicie ycie, chopy silne i zdrowe! Jedni maj jada tyle, e z niego urzdzili kult, obrzd, nag, obyczaj i jak 
wito, a drudzy po to tylko yj, eby nie zdycha z godu! Zbuntujcie si, chopy potne, przeciwko swojemu 
sobaczemu losowi!  myla Cezary siedzc na worku mikkich otrb. Ta myl, ten grzmot wewntrzny by pewn si 
duchow, przeciwstawiajc si burzy szalejcej nad mikkimi postawy duszy. 
Siedzia we mynie a do obiadu, wci zaciekle z chopowinami pogadujc. Pniej, przed samym ju obiadem, 
obszed stajnie, obory, stodoy i pichlerz folwarczny, wac jak istny detektyw w najdrobniejsze szczegy. 
98 
Dwa tygodnie spdzi w Chodku jako go pastwa Gruboszewskich, stale podejrzywany przez nich o czyhanie na 
posad ekonoma. Jad, pi, spa i pracowa od witu do nocy. Co robi? Jak robot wykonywa forsownie. Wstawa 
rano, do dnia, to znaczy o ciemnej nocy grudniowej, po spou z jegomoci Gruboszewskim. Szed spa z kurami, to 
znaczy okoo pitej po poudniu. Co dzie by gdzie indziej: we mynie  na gumnie, przy mocce cepami, wianiu, 
mierzeniu i odstawianiu do pichrza gotowego ziarna  w lesie, podczas rbania sni drzewa na opa  przy poowie 
ryb na W i l i j   w oborach, przy udoju wieczornym i rannym. Nadto azi po wsi wstpujc do chaup 
nowopoznanych gospodarzy. Bada tu zwaszcza ycie bezrolnych komornikw, ktrych byo niemao we wsiach 
ssiednich, otaczajcych wiecem na przygrkach rozrzuconym Chodek lecy w dolinie. 
Komornicy  byli to chopi i ich rodziny nie posiadajcy wcale roli, a zamieszkujcy ktem u gospodarzy 
przewanie maorolnych, ktrzy jednak posiadali wasne skrawki roli, wasne chaty, stodoy i obrki. Komornicy 
chodzili na zarobek do dworw, suyli za fornali i ratajw, a take zarabiali u bogatych chopw jako najemnicy i 
parobcy w gospodarstwach wociaskich dostatnich, lepiej prowadzonych i zasobnych w inwentarz. ycie komornikw 
byo ndzne nad wyraz. Latem wychodzili na zarobek w bogatsze okolice. Niegdy, przed wielkimi wojnami, 
wdrowali masowo za granic Sowiaszczyzny, do rdzennych Niemiec, jako obieysasy. W czasie wojen rozmnoyli 
si, naroli i wypenili wioski i wioszczyny. Wojny nie wygubiy ich, lecz wanie rozpleniy  nic im nie przydajc. 
Wielu z nich skrwawio si, pokryo ranami i zdobyo kalectwo w walce o wolno narodu polskiego, a ojczyzna, w 
nowe pastwo przeksztacona, nie zdoaa jeszcze nic dla nich uczyni, zajta oglnymi biedami i cigym zmaganiem 
si z zewntrznym wrogiem. Czekali cierpliwie  yjc w swych ktach, na cudzym przykominiu, pic na awkach i po 
zapieckach, nie majc wasnego domu i nie majc nic zgoa, co by swoim nazwa mogli. By tego po wsiach, wrd 
posiadaczw i pposiadaczw, tum, mnogo, powszechno. Saniali si po drogach jako dziady, tukli si po 
dziedzicach zabudowa, plczc si i nie wiedzc, o co rce zaczepi. Jake straszn bya ich zima! Jake potworne 
wrd nich grasoway choroby! Jakie katusze znosiy kobiety tego klanu pariasw, gdy w ich potomstwo uderzay k  
o   y albo to straszniejsze, co cinie w gardle i zadusi nieletnie dziecitko, niczym bezlitosna kuna,  k   z, 
wytracajcy cae kurniki ptasich pisklt. 
Przez szpary we wrtniach stodek przypatrywa si starcom i staruchom wywleczonym z ogrzanych chaup przez 
dzieci i wnuki zdrowe na u m a   i e w mrz, zawiej, zoonym na snopku koci, aby prdzej d o  z l i i nie 
zadrczali ywych, spracowanych i godnych, swym kaszlem, charkaniem krwi albo nieskoczonymi jkami. 
Podziwia t pierwotn, barbarzysk bezlito, ktra jest nieuniknion ekonomi ycia, ycia takiego, jakie jest na 
wsi. 
Oto mia przed oczyma drugi biegun systematw urzdzenia ywota ludzkiego na wiecie. Patrzc na skrcon 
staruszk, ktra na snopku somy w stodole pomimo wszystko skona nie moga, a y w tych warunkach nie moga 
rwnie, wspomina matk sw i jej ostatnie godziny. Tam, w wiecie urzdzonym wedug najlepszego spoecznie 
ideau, zaatwiano si szybciej i skuteczniej pomagano mierci. Cezary plta si teraz wrd mieszkacw wiosek, 
przypatrywa si ich robocie i odpoczynkowi, wglda w ich g a   u  i e przystawione do cudzego ognia, badajc, co 
te jedz. Przebiega nawockie lasy obserwujc le ywionych podrostkw, obdartusw i  a  k i u l o   w, wysche, 
schorzae babiny, jak kulkami obamyway gazie suche, a potem wizki ich dwigay na plecach upadajc pod 
ciarem, wloky si poprzez rwnin niegow, aeby w mrz srogi ogrza rce i warz zgotowa przy ogniu witym. 
Zaprawd, gdy hucza srogi polski wicher  serce mu nieraz pkao. Pkao tak szczerze i gboko, i wasne jego 
zgryzoty przymieray. 
Zjad wili w domu ekonomostwa Gruboszewskich, w gronie rodziny, synw, ziciw, crek i ich potomstwa, co 
si z rnych stron do starych na Chodku zjechao. Nie chcia by w Wigili w Nawoci, pomimo e szrama na twarzy 
dawno si zagoia i tylko nieznaczna sino wskazywaa, e tam niegdy byo cicie zdrowe. Na prno Hipolit 
Wielosawski przyjeda na Chodek, na prno, wyprowadziwszy przyjaciela w pole, baga go o przybycie do 
Nawoci. Nic nie pomogo. 
W czasie tej to Hipolita wizyty pada wiadomo rzucona mimochodem: 
 Ale, ale, czy wiesz, Czaru, e nasza pikna ssiadka, pani Laura, jest ju pani Barwick? 
 Nic o tym nie wiem...  mrukn Cezary czujc, jak w nim serce i krew w yach lodowacieje. 
 Jake! Przysali zawiadomienie o lubie. 
 Gdzie? O lubie? 
 Z Krakowa. lub za jakim tam indultem. Zawiadomienie na brystolu, litografowane morowo, z tytuami i 
genealogiami. Chcesz, to ci przywioz? 
 A mnie to po co? 
 Mylaem, e ci to obchodzi. 
 Do diaba z tym!  mrukn Cezary i zacz mwi o czym innym. 
Ale ta wiadomo w serce go porazia. Teraz ju zgasy wszelkie tajne nadzieje. Ustay ju wszelkie marzenia 
zaskrne, hodowane w pomroce pomimo wszystko. Potworno faktu, oczywisto tryumfu Barwickiego dusia go za 
gardo. 
99 
Cezary musia robi podwjnie. Chodzi, biega, wtrca si, wcibia, podglda, nasuchiwa. Uczy si ostatnich 
sekretw ycia biedoty. Pewnego jednak dnia wstawszy o ciemnej nocy, do dnia, owiadczy panu Gruboszewskiemu, 
e ju ma dosy, duej tu ju nie bdzie marudzi. Odjeda do miasta. Powraca do swoich trupkw w prosektorium. 
Pan Gruboszewski ucieszy si, jakby mu kto cay Chodek na wasno darowa. Do trupw w czym tam takim? 
Bagatela! Take trza byo gada od samego pocztku, e to chodzi o romanse i filozofie! 
Cezary napisa do Hipolita bilecik z prob o konie do stacji. Zanim konie nadeszy, zebra swoje manatki, 
zapakowa walizk i czule, ognicie egnany, pojecha do Nawoci. Pani Wielosawska i strupieszae ciotki, Micha 
Skalnicki i Maciejunio (ksidz Anastazy odjecha ju by do swej parafii, gdzie peni obowizki wikarego)  sowem 
wszyscy egnali go ze smutkiem, w ktrym jednak nie byo za tym gociem aoby. Patrzyli na niego spod oka i egnali 
go gorzkim pozdrowieniem. 
Bd zdrw, gociu  mwiy ich spojrzenia.  Dach nasz by twoich dachem, drzwi nasze stay przed tob 
otworem, ale ty dziwnym bye gociem. Bg z tob! 
Trzeba byo poegna jeszcze pastwa Turzyckich, ktrzy niejedn wywiadczyli usug. Cezary rad by by umkn 
tej wizyty, ale nie byo sposobu wykrci si sianem. 
Wspaniae hamany cugowe  czarna para  zaprzone do malutekich saneczek z deli niedwiedzi na nogi  bia 
kopytami przed Ariank i rozmiataa nieg rwc si do skoku. Tote wizyta nie moga by duga. Cezary chwil 
zabawi. Ucaowa rczki pani Turzyckiej, co tam naopowiada przyjemnego i cmokn w wsiki pana. Zbieg ze 
schodw. 
Ale gdy ju mia wyj z wielkiej sieni, udao mu si jeszcze rzuci okiem na schody. Wtulona we wnk gbok, 
nachylona nad porcz, czaia si tam Wanda Okszyska. Bya blada, bladozielona jak mur bielony, obok ktrego 
tkwia. Bya wychuda i jaka zestarzaa. Oczy jej, podkute czarnymi obwdkami, wlepione byy w tego pana Czarusia, 
ktry tak ciko na jej yciu zaway. Spostrzegszy, e patrzy w jej stron, skina ku niemu dwukrotnie gow. A gdy 
ukoniwszy si z daleka, wybieg ze swoj walizk w rku, zawisa nad t porcz. Przymkna oczy wtulia si w zim 
wnk. Gow jej nieszczliw jedynie mrony mur podpar i chodem litociwym otrzewi. 
Jdrek ledwoledwo mg utrzyma lejce karych. Pognay jak burza rodkiem alei. Przy kocu tej alei Jdrek 
odwrci si do swego pana z pytaniem: 
 Na prost czy na Leniec? 
 Jed, jak chcesz. Zdymy na pocig. 
 Bardzo kopno na prostaki. Opotki pozadymane. Konie trudno utrzyma. Wpakujemy si midzy opotki. Bd 
skakay... 
 No wic na Leniec. Ruszaj! Bata nie wa si! Lejcami lekko... 
Konie poniosy sanki szerok drog. Cezary podnis oczy na t okolic, siedlisko takich uniesie, takiej radoci, a 
teraz zwierciado takiej aoci. C to si stao z t ziemi! Folwarki okoliczne na tle biaego niegu zawleczone byy 
niebieskaw mg i miay w swych ksztatach zimowy wyraz tamecznego ycia: smutek, obco, trosk. Jake byy inne, 
jak obce duszy, jak ponure te kielichy niedawnego wesela! Oto grusze polne, ktre mija w szczciu. Oto las. Oto te 
zarola przydrone, ktre umiay piewa swoj wasn pie miosn do wtru zawistnej pieni duszy.  Leniec! 
Cezary przypatrywa si paacykowi spod zwisych powiek. Wchania oczyma po raz ostatni ksztat duego okna na 
grze, barw ogrodu. Okno na grze byo zasonite firankami. To znak, e pani nie ma. 
Nie da rady: grube, samotne zy, z caej siy trzymane pod powiekami, spyny po jego policzkach. Hipolit 
Wielosawski udawa, e ich nie widzi. Co gada do Jdrka. O co si zoci. Krzycza swe:  trzymaj narcznego, 
trzymaj go!  Tylko mocn oniersk rk obj wp Cezarego i pod pozorem obawy, eby kolega nie spad z 
wskiego siedzenia, przycisn go z caej siy do piersi. 
100 
CZʌ TRZECIA 
WIATR OD WSCHODU 
101 
Powrciwszy do Warszawy Cezary Baryka zapisa si znowu na sw medycyn i zamieszka, a raczej wmieszka 
si do pokoju jednego z kolegw, niejakiego Buawnika. Ten Buawnik by progenitury szynkarskiej czy 
maomiasteczkowopaskarskiej, wskutek czego zawsze mierdzia pienidzmi. Mieszka za w dzielnicy oddalonej, 
ju zgoa ydowskiej, przy ulicy Miej, w domu ponurym, obdartym z tynku, o schodach tak brudnych, cianach wejcia 
zakopconych czadem lamp gazowych tak dalece, e zaiste trzeba byo anielskiej dobrotliwoci serca, aeby patrze na 
te ciany i schody bez zgrzytania zbami. Pokj by na trzecim pitrze odrapanej rudery. Poprzez mieszkanie starych 
pa, ktrych byo duo, a jakich smrodliwych i rozkudanych, wchodzio si do pokoju Buawnika. Od razu rzucao si 
w oczy, e w rogu zacieka tudzie jako niewaciwie pachnie spod podogi. Na uczynione w tym przedmiocie 
zapytanie miejscowemu strowi, ewentualnie dozorcy, Cezary otrzyma rezolucj: 
 Ano i jake nie ma zacieka, jak nad tym miejscem w rogu jest  y l o   a dziura? Baran by przez ni przelaz ze 
wiata na strych. 
 Czemu tam jest  y l o   a dziura? Dach jest od tego, eby w nim wanie dziur nie byo, przez ktre barany 
mogyby przeazi ze wiata na strych. 
 Prosz pana!  zadrwi dozorca, ewentualnie str.  Baj baju: nie takie tera  a  z y, eby si o dziury w dachu 
kramarzy. Mieszka si i ju. 
 Rozumiem, panie dozorco. Ale tam bije jaki niemiy zapach spod podogi. Czemu to przypisa? 
 Zapach bije spod podogi, bo to jest szczytowa ciana. Belka tam gnije i legary to samo. Jake nie ma gni, jak to 
jest szczytowa ciana, a do tego jeszcze dochodzi taki interes, e to jest pokj narony. 
Otrzymawszy te wyjanienia Cezary, pouczony i pokrzepiony na duchu, ju si o nic nie kramarzy. Mieszka i ju. 
Pokj mu si jednak nie podoba. By may  na jakie dziesi lat przed wojn europejsk pomalowany na kolor zupy 
pomidorowej  jaki nieporczny a nadto przewiewny. Nie wiao jednak z okna i ze drzwi czyste powietrze, lecz zapach 
pewnych niezbdnych ubikacji, ktre mieciy si na dole wprawdzie, lecz wanie pod oknem tego pokoju. Nadto sta 
tu za murem blaszany komin piekarni, ktry, jak zawzity diabe, wali wci w okno studenckie kbami burego 
dymu. W nocy sycha byo nieustajcy hurgot wzkw z pieczywem, pdzonych rcznie z pieca chlebowego, od czego 
cienkie, cho tak stare mury dray jak w febrze. Nie by to, sowem, pokj przyjemny. I Buawnik nie by przyjemnym 
towarzyszem: egoista i skpiec za dnia, przemiewca i ordynus wieczorem, w nocy chrapa za dziesiciu. Lecz Baryka 
nie mia wyboru. Musia korzysta z ukadu z tym koleg, gdy pustki mia w kieszeni. 
Zaraz po przyjedzie wydoby z walizki frak z przynaleytociami  dar przyjacielski Hipolita Wielosawskiego  i 
postanowi sprzeda handlarzowi ten zabytek, ten symbol ycia w Nawoci  t pamitk. Pod pozorem rozpatrzenia 
wartoci fraka Cezary przyglda si pilnie cudacznej szatce i pod sekretem przed ordynarnym i gruboskrnym 
Buawnikiem upuci na ostatni z. Frak jeszcze pachnia laurowymi perfumami. Ach, jake ten zapach by teraz 
dokuczliwy! Zaiste, jak gdyby szatan mci si tym nikym, niewidzialnym, a tak potnym rodkiem przypomnienia 
zgasych rozkoszy. Niejawno, niedokadnie, niczym przez sen, Baryka dorozumiewa si, i niepojta kdy waga 
zwaya w chwili tej wytch wo perfum Laury z t sam woni, gdy j poczua Karolina, kiedy to sama jedna tuka 
si od drzewa do drzewa podczas balu w Odolanach. On za wtedy, majc Laur w ramionach, niesiony by w teje alei 
przez szczcia demonw... 
Buawnik obejrza frak okiem chytrym i wiadomym, zbada stan spodni tudzie kamizelki. Poradzi 
f  a j e  o w i, eby taki garnitur spuci nie handeesowi podwrzowemu, ktry da psie pienidze, lecz pewnemukrawcowi na pryncypalnej ulicy. Tamten zapaci nieskoczenie wicej. Tak si te stao. w krawiec kupi frak, a 
jednak cay garnitur znalaz si w kuferku Buawnika. Tene wytumaczy f  a j e  o w i, e odkupi ten 
interes od krawca. Miao to ten dobry skutek, e Cezary mg kiedy niekiedy, gdy Buawnika w domu nie byo, wcha 
swj nawocki fraczek. y za, jad, pi, paci czynsz przez czas dosy dugi z tej transakcji. Lecz nadeszy dni cikie. 
Kapita si wyczerpa. Trzeba byo paci za gaz, wiato elektryczne i opa. Kredyt u Buawnika by skoczony, 
zaufanie w sklepiku z pieczywem poderwane. Trzeba byo i do pana Gajowca, czego a dotd Cezary unika. 
Wielce si uradowa podstarzay pan Gajowiec.  Wielce! 
W gabinecie biurowym, dokd Cezary si zgosi, trudno byo rozmawia, gdy tam nieustannie wchodzili i 
wychodzili interesanci. Pan Gajowiec zaprosi Baryk po staremu do swego prywatnego mieszkania. W dzie 
witeczny, gdy mody czowiek zgosi si do tego mieszkania, gospodarza nie zasta. Ale wacicielka pensjonatu, od 
ktrej dygnitarz skarbowy odnajmywa salon, uprzedzona z gry, poprosia petenta do rodka, owiadczajc, i pan 
wiceminister spni si nieco, gdy tego dnia ma bardzo wiele wanych wizyt. 
Cezary wszed i usiad w rogu pokoju. Zna ju ten duy pokj, wychodzcy na may, rdkamieniczny ogrdek. 
Nagie, czarne konary drzew krzywymi liniami przecinay due lustrzane szyby okien. Drzwi do ssiedniego pokoju, a 
raczej do niszy z sypialnym oem, byy zawieszone kotar. Duy salon by urzdzony bardzo starannie. Stay tam 
meble wasne sublokatora  garnitur mahoniowy  i lea spory dywan. Bya szafa otwarta z ksikami w piknych 
oprawach. Na cianach wisiao kilka portretw, rysowanych specjalnie przez dobrego artyst. Dawniej Cezary nie 
zwraca uwagi na te wizerunki. Teraz, nie majc do roboty nic innego, po rozpatrzeniu tytuw ksiek przewanie 
obcej mu, ekonomicznej i handlowej treci, zwrci uwag na portrety. Byy to due gowy, jednako skomponowane, 
lecz uoone w sposb fotograficzny, co wiadczyo o ich pochodzeniu nie z ywego modela. Pod tymi portretami byy 
102 
podpisy nakrelone rk pana Gajowca oraz, wida, jakie najbardziej charakterystyczne cytaty. Podpisy gosiy: 
Marian Bohusz, Stanisaw Krzemiski, Edward Abramowski. Nazwiska te nic prawie Cezaremu nie powiedziay. Jakie 
niejasne reminiscencje... 
Gdy pan Szymon Gajowiec przyszed do domu, pocz wypytywa modego przyjaciela o wraenia z pobytu na wsi. 
Ale mody jego przyjaciel niewiele mu powiedzia. Waciwie  nic. Wykrci si opowieciami o drobiazgach i 
szczegach. Nawzajem Cezary ni z tego, ni z owego zapyta Gajowca o osoby, ktrych podobizny wisiay w 
mieszkaniu. Chcia w ten sposb odwlec wyjanienie gwnego celu swej wizyty: prob o jakie zajcie patne. Nie 
wiedzia, w jaki sposb do tej kwestii przystpi, bo by przecie ju dunikiem Gajowca, a tutaj trzeba byo nowe 
zaciga dugi wdzicznoci. 
 Te figury? To warszawiacy czasw minionych: Marian Bohusz, Stanisaw Krzemiski, Edward Abramowski. 
 Warszawiacy? Dlaczego im pan nadaje taki tytu oglny i wsplny? Czy dlatego, e w Warszawie mieszkali? 
 Nie. Nie dlatego. Za czasw niewoli rosyjskiej mielimy tutaj w Warszawie znakomitych pracownikw, wietne 
charaktery, doskonaych uczonych, ktrzy yli w tumie, przeszli nie postrzeeni i nie znani. Zupenie  greccy 
niewolnicy. Ludzie ci naleeli do typu, ktry si w tumie rozpyn, znik, lecz nasyci sob pokolenie. Z tych ludzi my 
 to jest moje pokolenie  wyssalimy wszystko, czym yjemy a dotd. 
 Nie wiedziaem. C to za jedni, bo przyznam si, nie syszaem nawet i nie czytaem. 
 Pierwszy z Brzegu  Marian Bohusz. Przyrodnik, ktry gdzie indziej zostaby znanym docentem, moe nawet 
cenionym profesorem. Tutaj zosta bezcennym dla pewnych sfer felietonist, tumaczem i popularyzatorem filozofw i 
socjologw. Rozmieni si na drobne i sam si w tum wyda. Naucza z niewidzialnej katedry sw rzesz inteligenck. 
Gdy wszystko byo przed t rzesz zamknite, gdy ona moga spodle i zdzicze, dawa jej wszystko, co poczytywa za 
najlepsze na Zachodzie. Sam yjc pod podwjn kopu niewoli, kopu moskiewsk i pod wadz roztoczonej przez 
wast''my, zmusza pokolenie swoje do myli, do pogbienia uczu spoecznych, do uczenia si, czuwania. Inni 
pniej, jak Adam Mahrburg, robili t prac lepiej, systematyczniej. On jednak by pierwszy. Wszystko za o szklance 
czystej herbaty i, dosownie, o kawaku suchego chleba. Wiecznie w dziurawych butach i wystrzpionych spodniach. 
Stary, poczciwy nauczyciel!... Wreszcie  znik jak cie. Gdzie si podzia. Olep. Wiziony przez Moskali, przeszed 
mki duchowe. A nie chcc ludziom zawadza w ich bieganinie, nie chcc przyczynia nikomu kopotu swoim 
pogrzebem  kdy po swojemu, altruistycznie znik, przepad. y i umar jako duch. 
 A ten drugi? 
 Ten drugi  to Stanisaw Krzemiski. Niegdy czonek Rzdu Narodowego w roku 63. Historyk, esseista, bibliofil 
i biblioman, a nade wszystko badacz samoistny. Typ encyklopedysty. Straszna jaka pami. Wszystko w gowie. Gdzie 
indziej byby gonym i uczonym pisarzem, pracowaby w spokoju na saw i pomnik. W dawnej Warszawie by 
publicyst, pisarzem artykuw politycznych, niepochwytnym dla wroga przemytnikiem na pograniczu dawnych i 
nowych czasw. Sekretnie, sposobem tajnym, do ludzi, ktrzy go czcili, pisa o Polsce: Pani moja, Mocarka wielka, 
Matka najsodsza. Wierzy niezmiennie i przeciw wszystkiej rzeczywistoci w niepodlego przysz narodu 
podartego i nieszczliwego, gdy zna jego si w przeszoci, mimo wszelkich tego narodu wad i win. T pewno 
swej wiary przekazywa otoczeniu przez cae swe ycie. Bada przeszo samoistnie, u rde. Zagrzebany w 
Tomicjanach, w reformie wychowawczej Konarskiego, pisa jednoczenie o najnowszych sztukach i figlach dyplomacji 
wspczesnej. Pracowa bez przerwy, bez wytchnienia, jako kanclerz bezsenny nie istniejcego pastwa. Bogosawiony 
warszawiak! W ubogim swoim mieszkaniu, wrd ukochanych ksiek i pism, do ostatniej chwili nad wielk, dawn i 
now Polsk  zasn na posterunku. 
 No, a trzeci? 
 Trzeci  to Edward Abramowski. Filozof i socjolog. Nowator, prekursor we wszystkich dziedzinach. Gwn 
dziedzin jego pracy duchowej bya psychologia. Syn swego czasu, socjalista rewolucyjny, obijajcy si o wszelkie 
szkopuy nauki Marksa, bkajcy si wrd nich ze swoj miar fenomenalizmu podmiotowego, stwarza wreszcie 
nauk wasn bojkotu pastwa za pomoc zczenia ludzi w zwizki, stowarzyszenia, kooperatywy. Usiuje wytworzy 
wiat nowy i nieznany, ktry w jego pojmowaniu bdzie wielkim, powszechnym ruchem etycznym, wiat 
przewidywany, wymylony. Ta wymarzona za czasw rosyjskich rewolucja spoeczna i moralna poprowadzia go 
konsekwentnie na stanowisko teoretyka kooperatyzmu praktycznego. A jego pomys zorganizowania ludzi w sposb 
antypastwowy przywid go w praktyce, za panowania nad Polsk caratu, do uznania Polski nie istniejcej jako 
realizacji jego pomysu. 
 Sowem wszystko, zawsze i niezmiennie  Polska, Polski, Polsce, Polsk... 
 Tak. My tutaj bylimy i jestemy na tym punkcie uomni. Jestemy urodzeni z defektem polskoci. 
 Nie o tym mwi, e Polacy s Polakami, lecz o istotnym defekcie, jeeli w rozwaaniach filozoficznych i 
socjologicznych wynika deus ex machina: Polska. Znana jest anegdota o temacie So. Polak, majcy po innych 
nacjach napisa rozpraw o soniu, napisa bez wahania: So a Polska. Nie o tym jednak chciaem mwi. Chciaem 
zapyta: dlaczego ci trzej mowie zasuyli na specjalne w gabinecie pana wyrnienie? Czy innych zasuonych ludzi 
w tych czasach nie byo? 
 Owszem, byli! Byo bardzo wielu! Trudno mi, o Azerbejdaninie! wytumaczy ci t zagadk. Ci trzej zasuyli na 
specjalne w mojej izbie wyrnienie, dlatego, e byli moimi nauczycielami. Na nich si w mej guchej prowincji 
103 
uczyem ideau  ja, urzdniczyna pod rzdem rosyjskim. Dziki im przemyciem moj dusz do Polski. Wwczas 
Polakom wydarty by wszelki czyn, wszelka dziaalno, wszelka realizacja pragnie idealnych. Filozofia, martwa i 
daleka, teoretyzujca socjologia, literatura, poezja zastpowaa nam czyn, dziaanie. Felieton literacki wista nieraz jak 
pchnicie szpady lub smaganie bata. 
 O, tak! Consolatio servitutis... 
 Wanie! Przytocz jeden przykad. Dawno, bardzo dawno, w roku 1891, obchodzilimy tutaj po raz pierwszy od 
powstania styczniowego rocznic Konstytucji Trzeciego Maja. wicio t rocznic jawnie, w obchodzie, a raczej 
pochodzie publicznym, nie cae spoeczestwo, lecz jego odam radykalny, publicyci, studenci, modzie. Kiedy 
rozrzucono odezw wzywajc do wicenia rocznicy, caa niemal publicystyka warszawska, prasa tak zwana 
powana, ogosia na widocznym miejscu jednobrzmicy protest przeciwko temu jawnemu obchodowi narodowego 
wita. Ze wzgldw, oczywista, gboko politycznych. Wwczas modzie uniwersytecka skarcia w protest 
policzkiem. Wszyscy redaktorowie powani, ktrzy protest ten wydrukowali, w jednym dniu i o tej samej godzinie 
dostali po pysku. A ten oto Marian Bohusz napisa tego dnia genialny felieton. Genialny, bo go nawet 
wszechwiedzcy prewencyjny cenzor nie zrozumia, podczas gdy rozumieli go wszyscy. Opowiedziano w tym 
felietonie anegdotk o kim, kto si wybiera w podr do dalekiej Ameryki i umieci w pismach ogoszenie, i 
poszukuje towarzysza podry. Ot pno w nocy na skutek owego ogoszenia zgasza si do podrnika jegomo i z 
haasem owiadcza, e on do dalekiej Ameryki nie pojedzie i jemu, ogoszeniodawcy, jecha nie radzi, a nawet 
zabrania. Ten felieton wart by wicej ni batalion tgiej piechoty. On stworzy ze zwyczajnych zjadaczw chleba, z 
obuzw i guptasw  amatorw podry do Ameryki. 
 Rozumiem. Ale to... 
 No, co? No, co? Jestem bardzo ciekawy! 
 To takie... starodawne... 
 O nie, braciszku! To nie starodawne! Dlatego kazaem wyrysowa i zawiesiem sobie na cianie mej izby te 
portrety, aeby nieustannie mie przed oczyma granic midzy starodawnymi i nowymi laty. Oni to s dla mnie granic 
i drogowskazem, czym ju w tych nowoczesnych dniach naszych by nie naley. 
 Tego wcale nie rozumiem. 
 Patrz, przybyszu! Ten oto Stanisaw Krzemiski. Polska bya dla  Pani moja, Mocarka wielka, Matka 
najsodsza. Na tym jego gbokim uczuciu, na najszczerszej jego wierze, ktr nam przekazywa, koczya si jego 
rola. Moja rola  tu si dopiero zaczyna. Uczucie jego, wiara, mstwo musi by wdroone w prac, w czyny, w 
znajomo rzeczywistych stosunkw i rzeczywistych ludzi i  co jest rzecz najtrudniejsz  w sposb rzdzenia 
yciem, stosunkami i ludmi realnymi. 
 Polska dzisiejsza musi by grubo niepodobna do ideau tamtych felietonistw. 
 Podobniejsza jest w kadym razie bardziej do ideau, ni bya za ich czasw. 
 Doprawdy? Ja sdz, e nie. Ale, oczywicie, nie znam si na rzeczy i mog si myli. Nie myl si tylko w tym, 
e wwczas Polska przynajmniej nikogo nie uciskaa, nie przeladowaa, nie trzymaa w kajdanach. 
 Wwczas tych samych wrogw ustroju ludzkiego trzymaa w kajdanach Rosja oraz Niemcy i Austria. Ale nie o 
tym teraz mowa. Oto  Edward Abramowski. Naucza i wierzylimy mu lepo, stworzylimy dziki jego nauce wiele 
rzeczy i dzie wysoce wartociowych. Zorganizowalimy mas ludzi w doskonae stowarzyszenia. Ludzi ciemnych 
przetworzylimy na wiatych obywateli. Ale cao jego nauki byo to marzenie na jawie o spoeczestwie, marzenie o 
zorganizowaniu spoeczestwa, nominalizm, somnium vigilantis. Nienawidzi pastwa z jego wojskiem i wojn, z 
sdem i policj, ze wszystkimi funkcjami pastwa, i nakazywa ludziom organizowa si w zwizki wolne. Patrz na 
jego kochany portret i powtarzam mu codziennie: pij spokojnie, jasny duchu! Pracujemy dzie i noc, bez wytchnienia, 
szerzymy i speniamy twe marzenia, tylko zgoa inaczej, wprost inaczej, w wolnym pastwie polskim. Ucz si patrzc 
na to oblicze, na tego ducha, czego robi nie naley, aeby doj tam, gdzie on doj pragn, gdy samo ycie po tysic 
razy zaprzeczyo marzeniom tego spoecznego mistyka. 
 A to adne spenianie czyich zasad przez stosowanie ich zaprzeczenia w czynie. 
 Posuchaj! Abramowski naucza, e naley bojkotowa pastwo nawet tam, gdzie ono pracuje pozytywnie, a wic 
bojkotowa szkoy, inspektorat fabryczny, filantropi pastwow, prac kulturaln i gospodarsk  rugowa i podcina 
korzenie pastwa, rozrywa cznik midzy potrzebami ludzi a instytucjami rzdowymi. Na miejsce zbojkotowanych 
instytucji pastwowych, a raczej wspczenie z ich bojkotem miayby rozwija si instytucje swobodne: zamiast sdw 
pastwowych  sdy polubowne, zamiast policji  stowarzyszenia obrony, zamiast szk pastwowych  szkoy wolne 
lub nauczanie prywatne  i tak dalej. Wreszcie, zamiast spoeczestwa terytorialnego  spoeczestwa 
stowarzyszeniowe. A teraz rzeczywisto. Stowarzyszenie obrony  to jest ta sama policja, jeeli ma by sprawnie i 
skutecznie dziaajce. 
 Niekoniecznie! 
 Inaczej by nie moe! Zdarzy si tutaj w tym czasie napad ohydny, tak zwana zbrodnia skolimowska. Wrd 
bandytw, ktrzy napadli na dom mynarza w Skolimowie i wymordowali jego rodzin, by mody chopiec, narzeczony 
crki mynarza. W czasie rzezi narzeczona zarzucia rce na ramiona narzeczonego bagajc go najsodszymi imionami 
mioci o obron i pomoc, a widzc, e to on jest napastnikiem  o lito. Ale on siekier odrba rce dziewczce, 
104 
ktre go mionie obejmoway i chciay obezwadni, a we dwa dni pniej, jeszcze nie wyledzony przez policj, szed 
za trumn narzeczonej, zalewa si zami ku powszechnej nad nim ludzkiej litoci. Nie wystarczy, braciszku, na 
otrostwo czowiecze  sd polubowny albo stowarzyszenie obrony. Biada za wszystkim bez owiaty! A co bymy byli 
poczli bez armii, gdy na nasze mode pastwo run nieprzyjaciel zewntrzny? Mielimy czeka  gdy wiat nas si 
wypar  z zaoonymi rkami na nowe stulecia moskiewskiej niewoli? 
 Pewnie, pewnie. Ale tu mao si robi, eby skasowa niewol biednych ludzi, niewol wewntrzn. 
 Pewnie, pewnie. Bo te dopiero pocztek. eby to nas zostawiono w spokoju na par lat! eby si to nami 
przestali zajmowa rozmaici zewntrzni dobrodzieje! Tamci ludzie, ktrych widzisz na tych podobiznach, yli podczas 
najsroszej zimy. Patrzyli na ycie dalekie poprzez obmarznite kraty. Jake mieli da nam prawdziw wiadomo o 
yciu ludzi spracowanych w warsztatach i po norach? I my sami jeszcze nie wiemy, co i jak, gdy dopiero pierwszy 
wiosenny wiatr powia w nasze twarze. To dopiero przedwionie nasze. Wychodzimy na przemarznite role i ogldamy 
dalekie zagony. Bierzemy si do wasnego puga, do rada i motyki, pewnie e nieumiejtnymi rkami. Trzeba mie do 
czynienia z cuchncym nawozem, pokonywa tward, przeronit calizn. 
 Bardzo co dugo trzeba czeka, a si tu zabior do roboty. 
 Wierzymy, e doczekamy si jasnej wiosenki naszej... 
105 
Wychodzc na wykady i do prosektorium, wracajc z lekcji czy z miasta, Baryka musia przemierza dzielnic 
zamieszkan przez ydw. Byli oni co prawda rozproszeni we wszystkich okolicach Warszawy, lecz w tej osiedli jako 
masa jednolita, tworzc zamknity organizm o kilkuset tysicach jednostek. Zrazu widok domw, mieszka i sklepw 
ydowskich mierzi oczy przybysza sw specyficzn ohyd, pniej jednak pocz go zaciekawia, a wreszcie narzuci 
mu si wszechwadnie jako problemat. Chwile wolne Cezary powica na zwiedzanie przylegych ulic: 
Franciszkaskiej, witojerskiej, Gsiej, Miej, Nalewek i innych. 
ydzi zamieszkujcy lub zatrudnieni w tych stronach tworzyli tak zwane getto. Lecz to ich osiedlisko nie powstao 
w przeszoci, nie miao za sob historii. Same nazwy ulic wskazyway, e tak nie byo. Nikt ich tutaj nie osadza 
osobno, jak, dajmy na to, papie Pawe IV w Rzymie, aby si z chrzecijanami nie stykali, nikt ich nie zmusza do 
zamieszkania tutaj wanie, a nie gdzie indziej. Sami spynli w t dzielnic, zeszli si tu jedni do drugich, a 
przyrastajc stale, stworzyli samochcc getto. W tych ulicach giny ju napisy polskie na sklepach, skadach i 
warsztatach. Zastpoway je napisy ydowskie. Polakw nie byo tu ju wida. Trafiay si domy, gdzie jedynym 
Polakiem by str kamieniczny, i ulice, gdzie jedynym Polakiem by policjant. 
Ulice te maj wygld srogo niepowabny. Kamienice wzniesione przez ydw i do nich nalece maj cech 
wielkomiejskiej tandety, bezwstydnej ordynarnoci i haniebnej brzydoty. Wojna odara je z olejnych lub klejowych 
pomalowa. Malowanie na olejno poskrcao si w rurki i zwoje i wyglda na powierzchni tych domw jak niechlujne 
pejsy na niechlujnym Izraelicie. Wntrza domw, podwrza s odarte nie tylko z olejnej czy klejowej powoki, lecz 
obupione z tynku, ktry kawaami i patami poodpada. wieci nagi ceglany mur, lecz i on jest olizgy od brudu, peen 
wyrw, plam, zmaz, zaciekw i wstrtnych zapapra, ktre nikogo z mieszkacw nie ra. Jake potworne s tam 
kloaki, mietniki, cieki, zlewy, rynsztoki i same bruki! Wikszo dziedzicw jest ciemna, poprzegradzana, 
zastawiona, pena pak, odpadkw, rumowia i rupiecia, strzpw i gaganw. Nieopisana jest melancholia tych 
dziedzicw, guchy jest smutek okien wiecznie patrzcych w smrodliwe i obmierze zauki, w odarte i pozaciekane 
mury, w sienie i piwnice wyziewajce zgnilizn. 
Bawi si tam, w tych zakaonych klatkach, tumy dzieci ydowskich  brudne, schorowane, mizerne, wyblade, 
zzieleniae  o ile promie soca przedrze si przez chmury zimowe i zajrzy do tych padow. Gdy huczy wicher i 
mrz ciska, dzieci te wtrcone s do kryjwek, gdzie starzy szwargocz o interesach, zyskach i szybkich zarobkach. 
Zdarzyo si raz Cezaremu widzie dwoje kilkoletnich dzieci przytulonych do siebie i wdrujcych dokd dug 
Franciszkask ulic. Noyny ich tony w czarnym, rzadkim i lepkim bocie chodnikw i rynsztokw, odzienie ich 
byo zmoczone i brudne. Para ta bya wyndzniaa ponad wszelkie sowo opisu. Nogi ich byy cienkie jak pogrzebacze, 
a rce chude jak ptasie piszczele. Twarze byy rwnie nie ludzkie, lecz jakby spie czy jastrzbie, oczy byy surowe i 
starcze. Ta para nieszczliwych machaa przezroczystymi domi, kiwaa gowami osadzonymi na wychudych szyjach 
i zajadle, zaciekle o czym rozprawiaa. O czyme to mwio tych dwoje? Czy rwnie o zyskach i szybkich 
zarobkach? Cezary szed dugo za nimi, gdy si obijali o ciany i latarnie, a wlekli do jakiego celu, ktry, doprawdy, 
niewart by ich fatygi. Paka w gbi siebie, w tajnikach duszy, wspominajc zote, icie anielskie dziecistwo swoje... 
W dnie przedsabatowe zakrada si do dugich gocinnych dworw, gdzie sprzedawano koszerne zapasy, jarzyny, 
warzywa, miso i smakoyki. Mia tam widowisko pene przedziwnego humoru, niestrzymanego miechu, a zarazem 
gboko ponure. W tych miejscach panowa chargot, wrzask, niemal huk, wywoany przez handel na mod cile 
ydowsk. Nabywcy i sprzedawcy ochapw misa, kawakw gsi, ng, bw, szyj, dziobw, skrzyde, ledzi, kartofli, 
odkrajanych czstek pomaracz, cukierkw i owocw  skakali sobie do oczu, wydzierali towar z rk, obrzucali si 
stekiem wyzwisk, wydzierali pienidze z garci zacinitych. Wszyscy mieli we wosach pierze, byli pobryzgani i 
zachlastani krwi niewinnych kaczek i kogutw. Wczyy si w tumie typy nieopisane, nie znane nigdzie na kuli 
ziemskiej, w achmanach tak wywiechtanych, i skaday si jakby z zeskorupiaej pozoty tuszczu  azili na wp 
nadzy przekupnie, a na wp nadzy ebracy w tej rzece ludzkiej stali na uboczu i pochylali si monotonnym gestem, jak 
badyle bezsilne na polu, zaklinajc o datek w imi Boga. Cae to zbiegowisko sprawiao wraenie soboru potpiecw 
optanych od diaba, o co twarz w twarz zaciekle walczcych. 
Zadziwiajce ponad wszystko s w tej dzielnicy sklepy, a raczej sklepiki, wklinowane w partery domw. Tymi 
komrkami ulice i uliczki s literalnie nabite. Na odrzwiach tych malekich zakamarkw wisz blaszane tablice z 
napisami w jzyku ydowskim  a wic towary w tych kramach przeznaczone s tylko dla starozakonnej publicznoci. 
Jake mizerny, jak niewymylny i nieobfity jest towar tych magazynw! Kapita zakadowy kadego z nich nie moe 
przekracza dwudziestu zotych. Troch elaziwa, skr, kilka wizek czy miar wiktuaw, nieco nici, sznurowade albo 
szuwaksu stanowi rdo dochodu osb, ktre w tych wziutkich i niziutkich klatkach z desek prnuj marznc i 
drzemic po caych dniach i wieczorach. 
Pewnego razu Baryka zabrn na wielkie podwrze, ktrego obmierzego wntrza adne piro opisa nie zdoa, 
ktrego bezprzykadnego nieadu, brudu, wstrtnej bezmylnoci rzeczy naprdce rzuconych nic nie zdoa wysowi. 
Byy to skady elaza, a raczej starego elaziwa. I tutaj peno byo sklepikw z elazem wybrakowanym, starym, 
lichym. Mona by powiedzie, e ten cay podworzec przeara rdza i sama tylko zostaa jako lad rzeczy, ktre 
106 
zniweczya. I ydzi, ktrzy tam biegali, krzyczeli, roili si i o co wodzili za by, byli rdzawi, zagryzieni na mier 
przez elazo. 
W pewnej chwili wtoczy si na ten dziedziniec wz frachtowy, na ktrym leao jakowe olbrzymie brzemi w 
pachcie. Wnet wsplnymi siami wytaszczono brzemi z wozu i pacht rzucono na boto rozmarznite. W pachcie 
bya masa przegryziona od rdzy: rznite kawaki rur, poprzepalane ruszty, rubki, haczyki, uamki pogrzebaczw, 
powki szczypcw, muterki, krzywe gwodzie, podstawki naczy niewiadomego uytku, szpice i gzygzaki od 
ogrodze elaznych, klucze, dusze elazek do prasowania, fajerki, uamki oku okiennych, klamki bez ryglw i 
mnstwo nieprzebrane elaziwa wszelakiego rodzaju. Wobec rozwinicia wntrza pachty wypezo, wynurzyo si 
jakby spod ziemi mnstwo ydw i ydwek, przewanie starych, kolawych, powykrzywianych, zrudziaych, 
obronitych kakami. Caa ta czereda pocza z krzykiem i ktni wyapywa poszczeglne kawaki, czstki i obrzynki 
elaza, nabywa je wrd nieopisanej sprzeczki i targu. Nie podobna byo zrozumie, co to s za ludzie. Kupcy? 
Handlarze? Porednicy? Zbieracze? 
Cezary dozna wraenia, e to jest zbiorowisko starych prniakw, specjalistw od gromadzenia starych 
pogrzebaczy. Nie mg si przej uszanowaniem dla ich ubstwa ani zrozumie sensu ich zatrudnienia. Szukajc 
wielkich zyskw spadli widocznie z etatu i teraz oto szukaj zysku wprost znikomego, nie przestajc marzy o wielkim. 
Podobnie jak tamci w sklepikach, norach i jamach, czyhaj na wielki zarobek nic literalnie nie robic. Jaka reforma 
spoeczna mogaby ich podnie na wyszy stopie spoeczny? Co mona by dla tych ludzi zrobi, aeby ich zrwna z 
innymi ludmi w prawach, w posiadaniu dbr tego wiata, w pracy, obyczajach, sposobie ycia? 
By tam nadmiar ndzarzyachmaniarzy, ktry zuywa ruchliwo przyrodzon rasy ydowskiej na oszukiwanie 
si wzajemne, na pracowit ktni o ochapy jada, o ledzie, o skrawki misa, a nic, literalnie nic nie czyni dla 
zarobku godziwego, staego i dobrze patnego w fabrykach i warsztatach. Wielu, oczywicie, pracowao w tych ulicach 
nad siy jako tragarze, wonice, pomocnicy, subiekci, i ci mieli nawet zewntrzny wyraz inny, normalny, ludzkiej 
postaci. Zgarbieni, pokrzywieni, obroli, brodaci, niechlujni, mieszni bezgranicznie w swych pytkich czapeczkach i 
dugich, brudnych chaatach do pit, wasali si i zalewali ulice, brodzili, wchodzili i wychodzili, gadali, kcili si, nic 
waciwie nie robic. Cezary przyszed do przewiadczenia oglnego, i ydzi zamieszkujcy dzielnic, w ktrej mu 
przebywa wypado, s zbiorowiskiem ruchliwych i gadatliwych prniakw. 
107 
Pan Szymon Gajowiec poza urzdowymi pracami, ktre mu ogrom czasu zabieray, i niezalenie od tych prac 
prowadzi po nocach sw wasn robot. Pisa ksik o Polsce nowoytnej, o Polsce niezalenej od najedcw, ale 
rwnie niezalenej od romantykw, mistykw, wieszczw, prorokw, socjalistycznych i reakcyjnych dyktatorw 
papierowych i wszelkiego rodzaju gadukw. Zamierzy przedstawi Polsk rzeczywist, zoon z trzech nierwnych 
powek, jak to swego czasu pisali poczciwi gadukowie  Polsk yjc z pracy czarnych rk i hulaszcz  
przeadowan ogromem ludnoci ydowskiej i okrainnych nieprzyjaci  z nie zaatwion kwesti roln i cudzymi 
prawami okrelajcymi win i kar, z cudacznym obcym pienidzem  kraj zepsuty przez najedcw, zupiony z dbr 
fizycznych i duchowych, peen ciemnoty lenistwa, brudu, barbarii i chamstwa. Dopiero w ten obraz rzeczywistoci, 
istoty rzeczy i najbezwzgldniejszego realizmu pragn tchn ducha prorokw i apostow, ktrzy za czasw niewoli 
nie dawali usn na wieki tworowi nieszczsnemu, noszcemu nazw narodu polskiego. Pan Gajowiec czerpa materiay 
do swego tytanicznego dziea nie tylko ze rde ogoszonych drukiem, znanych i dostpnych, ze statystyk i wykazw 
dokonywanych przez urzdy zaborcw, ale rwnie z nowych rde, nikomu nie znanych, ktre nowe polskie urzdy 
zgromadziy. Z tym wszystkim, z ogromem danych faktw, spostrzee i wnioskw nie mg da sobie rady. Aeby 
opanowa te wszystkie wiadomoci o kraju, ktre si teraz zjednoczyy i w jedno ciao zrosy, aeby zliczy wszystkie 
szczegy dla wydania opinii ostatecznej, nie do byo siy fizycznej jednego czowieka. Tote pan Gajowiec szuka 
pomocy Cezarego Baryki. 
Ten inteligentny i pracowity mody czowiek, tak mu skdind bliski, nadzwyczajnie przyda si do tej wanie 
roboty. Pan Gajowiec nie chcia okrada skarbu i wykonywa swej pracy siami podwadnych mu urzdnikw. Tote 
paci Baryce pensj ze swej pensji miesicznej. Do ju, jak mwi, popeni naduycia, przywaszczajc sobie 
wiadomoci, ktre czerpa z wykazw, statystyk i rubryk urzdowych. 
Ksika Gajowca miaa by nabita faktami, naadowana jak nabj. Do kogo to on zamierza ni strzela, kogo tym 
dzieem porazi, kogo obali, a kogo obroni i podwign? Mwi, i pisze list otwarty do rodakw. Wierzy, i oni 
musz w list przeczyta i treci posania wysucha, gdy ono dopiero zawiera bdzie prawd o sile ich, ktrej nie 
znaj. 
Cezary znalaz do zyskowne zajcie, tote z zapaem pracowa. Dziki literackiej pasji Gajowca mia zarobek i na 
pewien czas byt w Warszawie zapewniony. Rano i po poudniu pracowa w prosektorium, chodzi na wykady, pniej 
obiadowa z kolegami, a wieczorem w salonie Gajowca wertowa papiery, liczy, dodawa, notowa, robi wycigi 
przegldajc stosy papierw, ktre wiceminister przynosi do domu. Miao to zajcie jedn wad: zbyt czste 
przebywanie w towarzystwie starszego pana. Starszy pan, jak wszyscy prawie starsi panowie, lubi przypomina sobie 
rnoci ze swego ycia i z ycia ogu, opowiada  jednym sowem, bajdurzy. To, co dla Baryki byo starzyzn, 
przeszoci, histori, gdy wydarzyo si przed jego urodzeniem, dla Gajowca byo wieutekie, prosto z igy, wanie 
nowe, tym nowsze, im dawniejsze, gdy je lepiej, wraliwszym umysem pochwyci i spamita. Wszystkich ludzi 
wybitnych, wanie rzdzcych, zna z tamtych czasw. Kadego niemal przedstawia z owej strony nieznanej, 
sekretnej, skrytej, dawnej, pradawnej. Czstokro si zdarzao, i czowiek, ktry si Baryce przedstawia jako 
pospolity  y f a albo zwyczajny buruj, naraz w opinii Gajowca nabiera barwy zupenie nowej, ktr mu dawao 
postpowanie dzielne i niepospolite wanie w owych czasach zaniedziaych, minionych, w niewoli. Czstokro 
znowu osobisto dla modego medyka sympatyczna, pocigajca, ciekawa  budzia na wargach Gajowca miech 
sarkastyczny albo i zgoa pogardliwy, bo w tamtych, zaniedziaych czasach ten oto dzielny dzi m o  o j e  i silny w 
gbie by zwyczajnym zjadaczem chleba albo i kanalijk bo, przemykajc si chykiem midzy knutem i poczciwym 
polskim snobizmem. Cezary nigdy nie mg w sedno utrafi. 
Pan Szymon Gajowiec, dcy wszystkimi swymi siami do przedstawienia Polski najistotniejszej, takiej, jaka yje, 
cierpi, raduje si, w rzeczywistoci najrealniejszej, by przecie take mistykiem. Wierzy w cuda. Wierzy w 
tajemnicze opiekustwo nad tym krajem. W rozmowach z Cezarym wskazywa palcem na kilka cudw. Pierwszym 
cudem pana Gajowca byo, rzecz prosta, wskrzeszenie pastwa polskiego. Drugim cudem byo odparcie 
bolszewikw w roku 1920. 
Pozycje tego cudu byy takie: Bolszewicy mieli ogromn armi, wietn konnic. Zalali t armi cay prawie 
polski kraj. Na sztandarach bolszewickich byo wypisane haso wyzwolenia proletariatu z buruazyjnej opresji, 
rewolucja socjalna. Kt i c mogo si oprze tej armii i jej moralnej sile? Powinna bya w Polsce znale 
zwolennikw, powinna bya zniszczy szczup polsk si zbrojn, gdy za plecami wojsk polskich powinna bya 
stan druga potga: zrewolucjonizowane masy proletariatu miast i wsi. Ta druga sia powinna bya poda rk 
rosyjskiej armii czerwonej. Tymczasem bolszewicka armia czerwona zostaa przepdzona na cztery wiatry, ucieka z 
Polski, jak banda napastnikw. To by niewtpliwy cud nad Wis. 
Innym dowodem tajemniczego opiekustwa nad Polsk byy dzieje niektrych ludzi, zwanych przez pana Gajowca 
wielkimi polskimi charakterami. 
 Kto  mwi  roznieca wielk dusz w chopcu z prowincji, w zabiedzonym studencie medycyny, co to nie 
dojada i nie dosypia, a mieszka jak pies na pocie  aeby podj walk ni mniej, ni wicej tylko z caym moskiewskim 
caratem, z cesarstwem Aleksandra Trzeciego, o ktrym wszystkie umysy kraju gosiy jako o potdze nie do pokonania 
108 
dla nikogo na globie ziemskim. w student medycyny, ktremu zaledwie starczyo pienidzy na kupno atramentu, pira 
i papieru, pisze raz wraz wezwania do robotnikw i chopw, powoujce ich do organizowania si i do walki z 
wszechpotnym caratem. Przy pomocy wspspiskowcw odbija te swoje prace rewolucyjne na tajnej maszynce 
drukarskiej, pracujc jako zecer przy ogarku wiecy  a pniej wydrukowane wasn rk kilkaset numerw pisma 
bierze na plecy i zza granicy idzie do Polski. Aeby za przej potajemnie granic pilnie strzeon, musi przebywa po 
nocy graniczn rzek. Wybiera jesienn noc, najguchsz, najciemniejsz, najbardziej ddyst, kiedy o b i e  z  z y k 
nadgraniczny zawinie si w ciepy paszcz i bdzie drzema na koniu. Wwczas inspirator zzuje buty i obnay si do 
pasa. Pod pach lewej rki ujmie erd, ktr w ciemnoci bdzie maca o b i e  z  z y k a stojcego nad rzek. W 
praw rk ujmie rewolwer, aeby strzela do onierza, jeli we erdzi natrafi i gdy si walka wywie. 
Posyszawszy plusk w rzece onierz ze swego konia krzyczy: ja tiebia wiu! ja tiebia wiu!  Po tym okrzyku 
rewolucjonista poznaje miejsce postoju onierza. Przechodzi obok niego o krok, o dwa kroki. Syszy, jak siodo 
chrzci pod jedcem, jak dzwoni jego ostrogi i chrapie ko strwoony. Idzie boso, przeziby do szpiku koci, 
dygoccy, pnagi, po ostrych kokach zaroli  w rodzinny kraj, aeby budzi ze snu niewoli. 
Pan Gajowiec opowiada swemu modemu suchaczowi o szeciu kolejnych manifestacjach robotniczych, w ktrych 
rokrocznie w dniu 1 maja bra udzia. Z prawdziw jednak kurtuazj wspomina pierwsz z tych manifestacji, 
zorganizowan przez tego wdrowca poprzez graniczne rzeki. I tutaj, jak zawsze, ten sam inspirator napisa wezwanie 
do wicenia dnia 1 maja w Alejach Ujazdowskich Warszawy pod samymi murami Belwederu, w ktrym rezydowa 
generagubernator warszawski, wielkorzdca Polski z ramienia caratu. Sam wydrukowa wezwanie na czerwonych 
kartkach i sam je rozrzuci, rozda w fabrykach Warszawy. Przebrany za Anglika, przygodnie zabkanego w tym 
miecie i spacerujcego po Alejach, w wysokim cylindrze (mocno trcajcym magazynami Wawki), starannie 
przyprasowanym, w niebieskich binoklach i dugim paltocie, organizator przechadza si wyniole i obojtnie wrd 
grup manifestantw, ktrzy tego dnia po raz pierwszy wyszli masowo z fabryk i warsztatw na spotkanie z potg 
caratu. andarmi konni na wspaniaych rumakach podjedali blisko, oficerowie andarmscy wkraczali na chodnik, 
aeby przypatrze si twarzy wdrownego Anglika. Tumy policji i wojska otaczay ze wszech stron manifestantw, 
kierujc ich ku otwartej bramie ogrodu, aeby ich tam wepchn i schwyta. Pan Gajowiec wspomina blade twarze 
tych ludzi, tych pierwszych onierzy sprawy niepodlegoci, defilujcych przed Belwederem. 
 Dziwna, przedziwna jest sia modlitwy  mwi pan Gajowiec. 
I oto przypomina pewn swoj modlitw przed obrazem zamazanym przez deszcze, zniszczonym przez soty, przed 
obrazem w starej kapliczce unickiej, przy drodze do Drohiczyna. Sta wtedy obok matki Cezarego, modziutkiej panny 
Jadwigi... Modli si gorco  gorco o ask pomocy dla biednych ludzi Podlasia. I oto  mocarstwa przeszy, cesarze 
upadli, wojska wielkie zniky, niezdobyte fortece w gruz si rozsypay. Modlitwa zrobia swoje... 
Pan Gajowiec, urzdnik legalista, wiele tego rodzaju wynurze powierza swemu modemu sekretarzowi. 
109 
Sekretarz suchajc w milczeniu polskich opowieci realnomistycznych puszcza je mimo uszu. W uszach jego 
brzmiay jakby malekie srebrne dzwoneczki, wci jedno imi powtarzajce. Tote czstokro rozmawiajc nie 
rozmawia i suchajc nie sysza. Pod zewntrzn powok rozmowy, dysputy, a nawet sporu, wskr umysowania, 
rozwaania, a nawet rachunku, pyn jak gdyby potok szumicy, wieczne wspomnienie o piknej pani Laurze. A 
nieprzerwana jej nieobecno, guchy step rozstania, sahara jaowa i wyschnita ycia bez niej  drania go i 
rozjuszaa. Nie podobao mu si tutaj, w tym miecie. Nic tu nie mia wielkiego, olbrzymiego, na czym czucie zawisn 
by mogo. Rozumia prace owego Gajowca, prace surowe i na nic niebaczne, wszczepione jak pug w przyszo tego 
kraju. Ale si t zimn, cis, nieefektown proz nie mg przej. Gajowiec marzy jako o szczciu swym, o ideale 
swego ycia  o polskim pienidzu. Gdy wymawia sowo zoty, rozaniela si, jania, promienia. Tumaczy dugo 
modemu kamratowi, jakich to trudw, walk, mozow  jakiego to ogromu wiedzy, przewidywa i rozumowa  
znajomoci arkanw i wybiegw ycia nowego, ktrego przewidzie nie moe adna socjologia ani aden program 
jakiejkolwiek midzynarodwki  jakiego to wreszcie twrczego geniuszu wymaga w zoty. Cezary zgadza si, lecz 
nie pon entuzjazmem do zotego. Gdyby pan Gajowiec wiedzia, o czym myli ten mody czowiek w trakcie jego 
zawiych wywodw, zamknby usta na cztery spusty. 
Z czasem, im Baryka bardziej zagbia si w ycie, im wicej poznawa ludzi i wicej obserwowa faktw, w tym 
wiksz popada niech do caego polskiego zespou. Dranili go wszyscy swym przywizaniem do przeszoci, do 
owego smutnego wczoraj  i radosn wiadomoci, naiwn uciech z piknego dzisiaj. Cezary natomiast widzia 
to dzisiaj nie w wielobarwnej sukience wolnoci, lecz w obmierzym achmanie rzeczywistych i oczywistych faktw. 
C go mogo obchodzi stwierdzenie, e ta oto dziura w achmanie jest nieuniknionym nastpstwem, 
najnaturalniejszym skutkiem takich a takich przyczyn  e ten oto wrzd, rana, strup przyschnity, to jest dzieo i wina 
zaborcw, za ktre oni odpowiadaj. Baryka widzia tylko dziury, aty, achmany, wrzody i strupy. Nadto  widzia 
sice i guzy zadane przez now wadz, ktra usiowaa by mocn, nie sabsz od wadzy zaborcw. Nawet miejsca z 
pozoru zdrowe, kwitnce pocz podejrzewa o wewntrzn ki. Przeszywa te miejsca swym szydem podejrzliwoci 
albo przecina nieulkym lancetem. Wszake widzia by wie szlacheck z jej yciem. Czy nie naleao tej caej 
Nawoci z jej Chodkami posa d o l u f  u? Czy nie naleao tego Leca z jego panem Barwickim i pani 
Barwick...? Tu przyczya si inna sfera uczuwania rzeczywistoci. Rka chwytaa nie lancet, lecz jaki wschodni 
przyrzd rozprawy... 
110 
W tym czasie do wsplnego mieszkania Buawnika i Baryki przychodzi czsto kolega Antoni Lulek. By to student 
prawa na jednym ze starszych kursw uniwersytetu. Lulek by chorowity, saby, niky blondyn. Na wojnie bolszewickiej 
nie by z powodu zego stanu zdrowia. Lulek by nadzwyczajnie oczytany i wietny dialektyk. Gdyby nie anemia i 
astma, ktre mu gos odbieray, mgby przegada dziesiciu najtszych gaduw. Czasami zreszt nie gada, to 
znaczy, nie odzywa si zupenie, ani sowem. Z gow, a raczej z brod podpart na chudej i suchej pici, siedzia 
wwczas i przenikliwymi niebieskimi oczami patrza na przeciwnika  (w studenckich pokojach schodz si, pij zimn 
herbat, pal cudze papierosy i gadaj zawsze przeciwnicy). Lulek by to ju jegomo starszy. Z niejednego pieca 
chleb jada. W czasie wojny wiatowej tera si po rnych kryminaach rosyjskich i niemieckich. P a k a  zabraa 
znaczny okres jego ycia. W p a  e, a raczej w p a k a  h, majc wiele czasu, Lulek uczy si obcych jzykw, a 
posiadszy angielski (licho), francuski i niemiecki (wcale dobrze), wci co tumaczy. Pracowa naukowo, jak 
mwio si o tym wrd kolegw. Nikt jednak tych naukowoci Lulka na oczy nie widzia. Zawsze miao co by 
wydane przez pewne ideowe zespoy i kka, i nie dochodzio do skutku, oczywista rzecz, wskutek braku pienidzy, 
ktre nie nosiy w tej sferze innej nazwy, tylko do znudzenia nazw f l o  y. 
Lulek lubi rozmowy z Baryk, a nie lubi z Buawnikiem. Buawnik by to umys jasny (cokolwiek zanadto jasny), 
racjonalistycznie prostolinijny, nie znoszcy mgy i tajemnicy, ktrymi Lulek lubi si otacza. Jeeli Buawnik zbyt 
kategorycznie, w sposb medyczny udowodni swe twierdzenie, Lulek wypywa na rozlewne wody zastrzee i 
przyczynkw naukowych, puszcza si na wywody nieatwe do docignicia i gubi lady za sob. Jednake Lulek 
potrzebujc od czasu do czasu pomocy materialnej, kredytu krtkoterminowego, zjawia si w jamie Buawnika. Ostatni 
by dobrze usposobiony dla tego klienta. O swj, a raczej o ojcowski grosz dba co si zowie, ale nie byo wypadku, 
eby odmwi Lulkowi poyczki, ktra moga by  co to ukrywa?  zasikiem. Tymczasem Lulek by fenomenalnie 
punktualny. Oddawa dugi w terminie oznaczonym. Tak si te rzeczy zoyy, e Lulek rozmawia z Baryk o rzeczach 
oderwanych, naukowych, teoretycznych, tajnych, a z Buawnikiem o pienidzach. Gdy Buawnik wtrca si do 
rozmowy, zaczyna spiera si, mdrkowa i dowodzi, Lulek odcina si raz, dwa, potem przycicha, a wreszcie 
popada w milczenie, w astm, ktra mu gos odbieraa. Zimnymi swymi oczyma przypatrujc si wywodom 
przeciwnika kamienia na dugo. miech bezgony Lulka gorszy by stokro dla Buawnika od jego sownych 
wywodw. 
O czyme to Lulek dyskutowa z Baryk? Ot przewanie o jego przejciach bakiskich i moskiewskich. Lulek 
nigdy nie widzia Rosji, nie zna ani Moskwy, ani adnej tam Tuy, a jednak by poinformowany o sprawach rosyjskich, 
jakby tam wanie spdzi cae ycie. Wszystko to z ksiek, pism i pisemek. Fenomenalna pami pozwalaa mu mie 
na zawoanie cytaty ze wszystkich dekretw wszystkich najcudaczniej zwanych wadz bolszewickich, daty, cyfry, 
dosowne teksty rozporzdze, brzmienie ustaw, dokadne formuy przemwie wodzw i dokadne teksty 
opozycyjnych zaprzecze. Wiedza Lulka obracaa si w granicach nakrelonych przez te wanie doktryny, ujte w 
ramy tych wanie praw i wyjanie. 
Nadto Lulek by nie lada (tak zwanym) psychologiem. Umia orientowa si w nawale faktw przytoczonych 
przez mokosa, umia wyczu natur jego uniesie oraz si rzeczywist zwtpie i rozczarowa. 
W te wanie miejsca, w te obolae okolice umia we waciwej chwili pchn dugim puginaem szyderstwa i 
zjadliwej drwiny. Baryka znalaz si pod urokiem i niepostrzeenie, zwolna przechodzi pod wadz duchow Lulka. 
Nadszed czas, e Cezary poczyni psychologowi pewne zwierzenia co do Nawoci i Leca. Nie powiedzia, 
oczywicie, wszystkiego, ale o tym i owym napomkn. Tamten sucha z nadzwyczajn uwag, podparszy nag brod 
nag pici. Nie wtrca si do tych spraw rad adn ani uwag, ale wida byo, e przywizuje do pspowiedzi 
modzieca pewne znaczenie. Dla Baryki potrzeba wyznania bya koniecznoci duszy. Jakeby pragn powiedzie 
wszystko, wszystko! Zrzuci z serca kamienie, ktre je uciskay, dokona spowiedzi, ktr mu swego czasu proponowa 
ksidz Anastazy! Lecz nie mona byo z Lulkiem popada w romanse tego rodzaju, gdy on czego innego w tych 
aferach poszukiwa. Chodzio mu o zgorzknienie Baryki, o jego przejcie do stanu odrazy i  co to owija w bawen!  
do stanu zemsty. W tym celu Lulek uywa pewnych skrtw. 
Mwi o szlachcie, o klasie prniaczej i przeytej  nie szlachta, nie buruazja czy tam inaczej, lecz  
nawo. O zepsuciu, nikczemnoci, zgnilinie duchowej kobiet sfery ziemiaskiej w ogle mwi laury, laurynki. 
Grub, bezmyln szlagoneri nazywa barwiccy. Ten sposb w pewnej mierze dogadza uczuciom Cezarego, jako 
by mu na rk. Sam w rozmowach uywa nieraz tych samych okrele. Nic to, e potem czu w sobie drenie i rcy 
gniew za to, e si z tym wszystkim obnaa i obgaduje. 
Ale Lulek umia panowa nad tymi przelotnymi refleksami. Rzuca przed oczy przyjaciela obrazy biedy ludowej 
jeszcze nie widziane i po prostu ga go w serce. Porusza w nim wszystko widziane dawno i niedawno  przypieka 
elazem rozarzonym w wielkim ogniu cierpie proletariatu i ndzarzy. Nie da mu wraca w wydeptan, wygodn 
kolej uczu i popdza go na nowe drogi. Czy Lulek sam odczuwa cierpienia uciemionych? Bg go raczy wiedzie! 
Mwi o tych cierpieniach utartymi formuami, w sposb zawsze jednaki, sumaryczny i ujty w nieodmienne epitety, co 
byo nudne i tak jaowe, e a ohydne, a jednak zawierao w sobie prawd nagich rzeczy. 
111 
Rzeczownik proletariat wymawia w pewnym skrcie sylabowym, jakby ten wyraz od czstego obracania go w 
ustach i oliniania jego jzykowych kantw sta si gadki, okrgy i mikki. Rzeczownik rewolucja wymawia z 
pewnym powistem i przygwizdem, ktry w tym wyrazie wydawa si zdawa podniebieniowy dwik . Szczegln 
antypati, nienawici, odraz, wzgard i drwinami Lulek darzy miejscow organizacj socjalistyczn z odcieniem 
narodowym. Gdy mwi o ludziach i dziaaniach tego zespou i rodowiska, nos jego przybiera kolor jasnozielony, a 
oczy zawcigay si bielmem. Na inne partie  buruazyjne, narodowe, ludowe, postpowe i katolickie czy 
bezwyznaniowe  zapatrywa si z wiksz askawoci, po prostu dlatego, e nienawi w jego duszy wzrastaa w 
stosunku odwrotnie proporcjonalnym do rnic ideowych: im rnice byy mniejsze, tym nienawi wiksza. Wszelkim 
enuncjacjom tych partii i gosom ich czoowych wyrazicieli Lulek nie przeciwstawia swych twierdze ani 
zaprzecze. Przypatrywa si jedynie owym tezom i wywodom zupenie tak jak umysowaniom Buawnika. By przecie 
w posiadaniu prawdy, po c tedy byo psu sobie zdrowie na jakie alterkacje z powodu takiego czy innego 
nacjonalizmu. 
Rzeczywicie jednak ten chorowity czowiek psu sobie zdrowie ywic zupen ju wrogo i noszc w sercu 
zemst wzgldem nowopowstaej Rzeczypospolitej Polskiej. Kade niepowodzenie, polinicie, klska czy ywioowe 
nieszczcie pastwa i rzdu polskiego jako caoci, jako jestestwa politycznego i spoecznego, budzio w piersi Lulka, 
w jego sercu radosny miech. On szczerze i pilnie czyha na mier tego tworu, ktry stale nazywa najreakcyjniejszym 
skirem ludzkoci. To  o czym dowiadywa si od Baryki, na przykad o pracach Gajowca  niecio w jego duszy 
zgryzot mierteln, mk serdeczn, astm duchow, ktra podkopywaa jego zdrowie fizyczne bardziej ni choroba 
sama. To mogo zaciemni jego idea, a w praktyce odwlec nieunikniony zgon Polski. Dla przyspieszenia za tego 
zgonu Lulek gotw by powici swe mizerne zdrowie i niewesoe ycie. Drcymi rkami chwyta z rana gazety, eby 
przecie wyczyta co pomylnego, jak klsk publiczn, jakie zaamanie si grube i gbokie, jak kompromitacj 
wobec zagranicy, jak grob czyj, zapowied zniszczenia rzucon przez angielskiego potentata lub niemieckiego 
eksgeneraa. Najtajniejszym i najszczerszym jego westchnieniem, pewnym rodzajem modlitwy, byo haso: 
 Tylko przetrzyma do najprdszego koca t niepodlego, a wtedy jeszcze swobodniej pooddycham na 
wiecie! 
Trzeba przyzna, e w tych nastrojach nie byo impulsu poddanego materialnie, z rki do rki, przez ocienne 
mocarstwo. Lulek by ideowcem najczystszej wody. y w najautentyczniejszej biedzie i gotw by zmarnie i zamrze 
w jakiej p a  e za swoje pasje, sympatie i nienawi. Lecz nikt go nie aresztowa. Cierpienia jego wzmagay si, gdy 
sysza lub czyta o powolnych, lecz staych reformach, ulepszeniach, naprawach, o wprowadzeniu w ycie maych 
zmian na lepsze. Poczytywa to za zbrodnie, wiksze od jawnych skokw ku reakcji. Owych polepszycieli, ogldnych 
poprawiaczw, ostronych kunktatorw nienawidzi z caej duszy. Nazywa to wszystko: gajowszczyzna,a do owej 
gajowszczyzny zalicza cae partie czerwone i rowawe. Natomiast paa uwielbieniem dla poczyna reformatorskich 
ssiedniego mocarstwa. Gdy czyta o srogich karach na kontrrewolucjonistw, o kaniach setek tysicy ludzi, o 
mordowaniu bez sdu i dziesitkowaniu zakadnikw, blad z rozkoszy. Rce jego dray wwczas i twarz promieniaa 
jak od gbokiego natchnienia. Suchy kaszel zdawa si by nieustannym przytakiwaniem. Lulek nie tylko wtedy czu, 
ale i dziaa w duchu, in partibus infidelium. Poniewa specjalnie nie znosi wojska polskiego, gotw by zniszczy ten 
kraj ju tylko za sam jego militaryzm. A nie mogc nic poradzi na wiee objawy powodzenia tego militaryzmu 
w akcie odparcia najazdu bolszewickiego przez wojska polskie, zmuszony by szuka pomocy za granic tego kraju. 
Lulek sztyftowa wci tajne artykuy, istne raporty szkalujce do pism zagranicznych o kierunkach pokrewnych jego 
sposobowi mylenia. Cieszy si na swj sposb, gdy si dowiadywa, e nie on jeden osmarowuje grzeszn Polsk 
przed areopagiem Europy. 
Opowiada Cezaremu, i zna poet, ktry posiada sta pensj miesiczn  osiem dolarw  z redakcji pewnego 
pisma skrajnego za dostarczanie temu pismu, drukowanemu w jzyku polskim, jedynie i wycznie wierszowanych 
paszkwilw na szefa reakcji polskiej, Ignacego Paderewskiego. Nie mniej straszliwie ni na polu militarnym 
przedstawiaa si w opinii Lulka nieszczsna Polska w dziele swej owiaty, sdownictwa, a nade wszystko w systemie 
wizie i stosowanych tam udrcze. Natomiast Lulek nie mia wcale sw nagany dla uwizionych podpalaczw 
prochowni, ktrzy wysadzali w powietrze nie tylko obiekty obronne polskiego militaryzmu, lecz take domy i 
dzielnice przylege, wraz z kobietami, dziemi i niedogami  oraz dla ich poplecznikw, pomocnikw i instruktorw. 
Ci wszyscy nosili w jego ustach nazw przeciwnikw ideowych rzdu buruazyjnego w Polsce. Wedug jego opinii 
rzd polski nie mia prawa i nie powinien broni si wobec swych przeciwnikw ideowych, na napa odpowiada 
obezwadnieniem i kar, lecz winien by zoy bro u stp i w ogle ustpi z zajmowanych bezprawnie siedlisk 
tyranii. Siedliska te powinny byy niezwocznie przej w posiadanie przeciwnikw ideowych rzdu polskiego. 
Oczywista rzecz, e Lulek nie sta po stronie Polski w walce jej z wojskami bolszewickimi. 
I tutaj to zachodzio nieporozumienie midzy Lulkiem i Baryk. Cezary nie sta po stronie wojsk bolszewickich, 
ktre swego czasu p Polski zalay. Zarwno w rzeczywistoci, jak ideowo sta po stronie polskiej. Przey ogrom 
wzrusze i uniesie wojennych, ktrych nic mu odebra nie mogo i nic nie mogo wpyn na ich zapomnienie. Lulek 
spostrzeg w rozmowach, e tej sprawy nie naley nawet porusza, e przynajmniej na teraz nie ma adnej szansy 
wykorzenienia z pamici ucznia wzrusze rycerskich. Tote omija t materi. Oglnie tylko zwalcza barbarzyski 
nacjonalizm, wyolbrzymianie czynw rnych historycznych postaci, t, jak mwi, specyficznie polsk, przewlek i 
112 
wyniszczajc malari dusz  historyzm  oparty przede wszystkim na rozgaszaniu i rozmazywaniu sposobami sztuki 
mniemanych i rzekomych zasug polskiego militaryzmu. 
Zasady Antoniego Lulka nie byy obce ani nie byy nieznane Cezaremu Baryce. W szumnym i buczucznym okresie 
bakiskim swego niedugiego ycia, w tak zwanej modoci swej, ktra tak jest rzebiark, i wyrzebia ywot 
cay  niemao si tych zasad nasucha. y nimi nie tylko umysowo i uczuciowo, lecz niejako fizycznie, w sposb 
stadowy, koleeski, towarzyski i snobistyczny. Zasady te byy w jego wiecie modne. Kt w kku bakiskich 
kolekw mgby si by przyznawa do patriotyzmu rosyjskiego, mocarstwowego, przedwojennego, carskiego? Byby 
to czarnoseciniec, chuligan, karierowicz, drab, zbir. 
Polskiego patriotyzmu Cezary wwczas nie odczuwa. Byy to dla wwczas ckliwe uczucia matki reakcjonistki, 
katoliczki, tsknicej i chlipicej zarwno z reumatyzmu, jak z racji braku owej Polski. Polska tedy  by to, poniekd, 
matczyny reumatyzm, artretyzm, skleroza i kaszel. Lecz po przybyciu do Polski co tutaj w jego duszy naroso. 
Bolszewickie idee nie byy dla ju tak wystarczajce i czyste. Gdy Lulek teoretyzowa, Cezary uprzytamnia sobie te 
idee w ich formach oczywistych, widzia je na nowo, rozumia je i ceni. Lecz co mu ostro przeszkadzao czu je po 
dawnemu. 
Gdy usiujc poniy ide kultu narodowoci Lulek uwidocznia na licznych przykadach, i walki narodowociowe 
nie prowadz do adnego celu, lecz, przeciwnie, wytwarzaj coraz wiksz przepa midzy narodami, coraz wiksze 
gnbienie jednych narodw przez drugie  i to sabych przez potne  e jedyn granic, ktr czowiek rozumny 
moe uznawa, jest granica w poprzek caego wiata, dzielca robotnikw angielskich, francuskich, niemieckich, 
rosyjskich, polskich, ukraiskich od buruazji angielskiej, francuskiej, niemieckiej itd.  Cezary czu, e ta sprawa  
nie ma tak dobrze. Czu, e Lulek nie dlatego tak mwi, i jest bardzo mdry i strasznie oczytany w Marksie, lecz 
raczej dlatego, i jest w pewnej mierze ograniczony, a nawet tpy. Rozumia to, i Lulkowi atwo by tak radykalnym, 
atwo mu wyzby si granicy polskiej, poniewa jej nie widzia na oczy  supw granicznych, ktre z paczem caowali 
biedni, udrczeni ludzie. atwo mu zreszt wyzby si mnstwa spraw i zaj duchowych, ktre wanie t granic 
wyranie stanowi. 
Kopce graniczne sypaa przede wszystkim przeszo. I to nie przeszo militarystyczna, lecz wanie pokojowa, 
potulna, niewinna, przeszo ogromu prac cichych w zakresie rzeczy subtelnych. Pojcia o tej przeszoci Cezary 
nabra w swym pochodzie antybolszewickim w poprzek i wzdu rubiey polskich, gdy widywa porabowane biblioteki, 
porozbijane dziea sztuki, potuczone witrae, szcztki, uamki, druki, papiery. Nabra tego pojcia w rozmowach z 
Gajowcem. Gdy Gajowiec o tym wszystkim mwi, Cezary zyma si i protestowa. Gdy za Lulek nic o tym nie chcia 
wiedzie, nie docenia, nie interesowa si  wyazio to spod ziemi i ukazywao niezupeno, uomno, a nieraz 
mieszn symplistyczno tez Lulka. Gdy wrd atakw kaszlu Lulek z furi twierdzi, i wyrazu patriotyzm uywa 
si dzi po to tylko, eby wrd najciemniejszych mas budzi najciemniejsze instynkty, gdy ci, ktrzy zaywaj tego 
sowa, tej rzekomej idei, pokrywaj nim tylko swoje interesy materialne, chodzi im bowiem o to, aeby tym frazesem 
upi, znieczuli, zniweczy czujno mas i utrzyma w swych rkach bogactwa i wadz  Cezary widzia, e znowu 
Lulek nie ma tak dobrze. Byo jeszcze  o  i k nadto. Nie umia tego wyoy na st, ale to byo. 
Nadto zachodzia drog kwestia ydw z Franciszkaskiej, witojerskiej, Miej, a take z Nalewek. Rozwj 
gospodarczy wymaga, eby buruazja ustpia, gdy jest klas przestarza. Jeeli tego nie zechce wykona 
dobrowolnie, naley j usun gwatem, przymusowo, na drodze rewolucyjnej. Wadz cakowit obejm robotnicy. A 
c wwczas stanie si z proletariatem najbiedniejszym z proletariatw, z bied ydowsk z ulicy Franciszkaskiej i 
przylegych? Czy to s robotnicy? Czy to jest buruazja? Cezary obawia si w duszy, na mocy tego wszystkiego, co ju 
za ywota swego w sprawach przewrotowych widzia na wasne oczy, aeby ta ydowska buruazja, a zarazem to getto 
ydowskie  ci ludzie bez przeszoci i przyszoci, ktrych jest w Polsce wicej ni trzy miliony  kandydatw  pod 
pozorem, i oni to wanie s wiatem robotnikw, proletariatem  nie objli caej wadzy w rce ponad zburzyszczem 
wszystkiego. Nie sdzi bowiem, eby to byo poyteczne dla postpu wiata. 
113 
Pewnego dnia rano Lulek przyszed, a waciwie przybieg do mieszkania Cezarego zdyszany i niezwykle 
podniecony. Lecz w mieszkaniu nie mona byo mwi swobodnie, gdy Buawnik siedzia kamieniem, czego tam 
uczy si zajadle, przebierajc midzy ludzkimi piszczelami. Lulek pokaszliwa coraz niecierpliwiej. Tote Cezary 
wymyli sposb na wygryzienie Buawnika z pokoju: wyoni pewn sum i posa tamtego po serdelki, buki, cukier i 
tyto. 
Skoro tylko Buawnik trzasn drzwiami, a szyby zabrzczay w caej kamienicy, Lulek pisn: 
 Ty! Suchaj! 
Zanim Baryka mg cokolwiek, wedug zapowiedzi, usysze, musia zapozna si z seri kaszlw grubych i 
cienkich. Skoro si to uspokoio, Lulek mwi: 
 Dla ciebie jednego to robi, eby ci przecie co nieco owieci... 
 Zbytek aski, moci dobrodzieju. 
 eby ci owieci z boku. Moesz sobie o tym sdzi, co ja mwi, jak ci si ywnie podoba. Teraz masz 
sposobno usyszenia prawdy... 
 Wstp ju syszaem. Teraz moe by pierwszy rozdzia... 
 Ot... Uwaaj! 
Lulek nachyli si i mwi najcichszym szeptem. Szept ten by istotnie znacznie cichszy ni wisty, charczenia i 
bulgotania ywiow lasecznikowych w jego piersiach: 
 Jutro rano odbdzie si tutaj konferencja. 
 Czyja? 
 Partyjna  a waciwie  organizacyjnoinformacyjna. 
 No? 
 Chc ci zrobi ask i wprowadzi ci na t konferencj. Usyszysz nareszcie autentycznych ludzi w tym kraju. 
 Usysz autentycznych ludzi... Czy to jest jaki  e k a e ? 
 Et! Co z tob gada! Ja takiego oto eksodaka wprowadz na posiedzenie  e k a e  u!  gdyby istnia!... 
Mwi ci: konferencja organizacyjnoinformacyjna. 
 Organizacyjnoinformacyjna  jest to contradictio in adiecto. Albo organizacyjna, albo informacyjna. 
 Wanie, e jest taka, jak ci mwi. Bd ludzie z organizacji i bd tacy jak ty, ktrych naley owieci i wzi w 
rk. 
 Mnie nikt nie bdzie bra w rk, bo ja nie jestem parasol ani yka. 
 Wanie, e twj umys trzeba uj w karby. Podobnie jak zarzd partii jest mzgiem klasy robotniczej, tak samo 
takie rozumy jak twj  chwiejne, pene naleciaoci buruazyjnych  musz by nastawiane i kierowane przez rozum 
centralny, przez idematk. 
 Owszem, pjd na ten raut. 
 Ja ci dam raut, romansowiczu nawocki! 
 Mog posucha, co tam bzdyczycie jeden po drugim utartymi na proszek do zbw frazesami, nie kontrolowani 
przez aden rozum postronny. Mzg klasy robotniczej! Paradne! 
 Jest jeden warunek: dyskrecja! Nie piniesz o tym  ale, uwaaj  we wasnym interesie. 
 We wasnym interesie. To jest ju grone. Ty, Lulek, masz chwile duej wybujaoci. A gdzie to ma by? 
Daleko? Pewno gdzie na kocu najduszej linii tramwajowej? Czy to na czarno  w spodniach  w akiecie  z chustk 
do nosa? W mankietach obrconych bia stron w stron tego  e k a e  u? 
Lulek srodze kaszla. Po wykaszlaniu si wysycza: 
 Przyjd po ciebie o dziesitej rano. 
 Zawiesz mi oczy? 
 Zawi ci tylko jzyk na supe, eby swoim miym gajowcom czego nie wypapla. Zrozumiae? 
 No, dobrze. Ju o tym syszaem. Bd jutro w domu. Wic o dziesitej? 
 O dziesitej...  wyszepta Lulek wznoszc na Cezarego oczy bagalne, oczy smutne, zimne oczy fanatyka. 
114 
Nazajutrz o godzinie dziesitej obadwaj wyszli z dzielnicy ydowskiej i skierowali si ku ruchliwszej i bardziej 
czystej okolicy. Lulek czsto i ostronie oglda si poza siebie. Udajc, e zapala papierosa, przystawa i rzuca w gb 
ulicy spojrzenie tak badawcze, e byo mieszne do najwyszego stopnia. Jak na zo nikt go nie inwigilowa. Jeeli za 
nim kto szed uparcie, to stare ydwki z koszami jabek albo cytryn na rku. W pewnej chwili, gdy mijano plac 
miejski, Lulek skin na dorok. Cezary wybuchn ostrym miechem: 
 Lulek w doroce! Ju za to samo powinni ci zaaresztowa, uwizi i wprowadzi na gilotyn! Ty buruju! 
 Le do budy!  wrzasn prawnik rozgldajc si na wszystkie strony. 
Cezary wlaz do budy, tym chtniej i pospieszniej, e nieg z deszczem chosta nie na arty. Pojechali. Cezary 
patrzy z boku na chud, nik, taw posta rewolucjonisty, na guche, podkrone oczy, na mizerne wsiki, 
podszczypane nerwowymi palcami, wykopciae od dymu kiepskich papierosw, na te wsiki niepotrzebne, koloru 
nasturcji, pod sinawym nosem. al mu byo Antoniego Lulka! Tak si za tera dla ludzkoci! Tak si wyrzeka dbr 
buruazyjnych dla przyszego zotego okresu dziejw! 
Przecie ten godomr mgby gra w karty, uczszcza do domw publicznych, hula w knajpach i robi pienidze 
w handlu akcjami. On tymczasem wszystkiego si wyrzeka, eby dogodzi swej nienasyconej manii odkupienia 
biedakw z niewoli. Lecz pocieszaa Cezarego nadzieja, e Lulek kiedy odyje  jeli doczeka  gdy walka klas ju 
ustanie, gdy jedna tylko bdzie klasa na globie, gdy wszyscy bd mieli jednakie mieszkania, spiarnie i drwalki, 
jednakie meloniki, marynarki i kalosze. 
Co pewien czas Lulek wychyla si z budy, patrza w ty i w gb ulicy. 
Jak na urgowisko ani jeden automobil, ani jeden powz policji nie ciga doroki spiskowej! 
 Mam wraenie, i aden buruazyjny rzd polski nie chce ci ciga, wizi i ci mieczem twego siedliska 
mzgu, ktry jest przecie rozumem klasy robotniczej. Co gorsza, mam wraenie, i ten rzd buruazyjny kpi sobie z 
ciebie. Kpi z ciebie, czyli po prostu ma ci za pewien rodzaj zera w tym rewolucyjnym termometrze. 
 Sied cicho i nie sad si na dowcipy. To nie twoje rzemioso. 
Doroka z waciwymi jej podskoki przemkna si nad zrujnowanymi czasu wojny brukami Warszawy. Lecz oto w 
pewnej chwili Lulek pocz cign za wielki tylny guzik, przyszyty do kapoty nad lew nerk wonicy. Powz stan. 
Prawnik zapaci co prdzej towarzyszowidryndziarzowi sum tak wielk, i tamten nie wszczyna ktni z 
wyliczeniem ceny owsa i wysokoci podatkw. Obadwaj spiskowcy ruszyli szybkim krokiem. Cezary nie mg si 
zorientowa, ja jakiej jest ulicy, chocia byo to rdmiecie i sklepy przedstawiay si do okazale. Lulek szybko 
wszed do pewnej bramy. Nawet nie oglda si ju tutaj poza siebie. Drepta chyo po schodach na trzecie pitro, 
stan dopiero przed drzwiami, na ktrych widniaa do niechlujnie utrzymana tablica z napisem: 
Polex  Polski eksport manufaktury i ziemiopodw 
 Manufaktury i ziemiopodw ..  czyta z uszanowaniem Cezary.  Nie napisano, dokd... 
Lulek nie mg odpowiedzie, gdy wanie o d   a w i a  seri kaszlu. Pomimo tej przeszkody wyglda za 
porcz i pilnie nadsuchiwa. Wreszcie, gdy si okazao, e nikt go nie ledzi, nacisn klamk i wszed pierwszy. Za 
nim Cezary. W korytarzu Polexa byo tak bardzo duo dymu, po prostu na skadzie, pod sufitem, e istotnie warto 
byo cho cz jego dokdkolwiek na zewntrz wyeksportowa. Stali tu rni ludzie proci, w ubraniach robotniczych, 
a nawet w sukmanach wieniaczych. Nie brako i tuurkowych. 
Jeden trzyma na rce paltot starannie zoony, z adn jedwabn podszewk. Lulek przelizn si wrd nich 
wszystkich i wszed do sporej sali, ktra bya niegdy pburujskim salonikiem. Tam byo do duo osb, co najmniej 
jakie wier setki. Lulek wynalaz gdzie pod cian, midzy ludmi, krzeso i poda go Baryce z gosem doradczym: 
 Siadaj. 
Skoro ten usiad, jaki jegomo z twarz chytr i oczami widrujcymi na wylot nawin si i wszczepi niemiy 
swj wzrok w Baryk. Prawnik co mu tam kad do ucha, gdy Cezary rozglda si po sali. I tu byo dymu niemao. 
Ludzie rozmawiali szeptem i jako chykiem, jak w kociele albo na pogrzebie. Baryk, jak to czsto bywa podczas 
posiedze uroczystych, ogarno usposobienie pustackie. Chciao mu si mia ze wszystkiego, co si tu dokonywuje, i 
ze wszystkich zgromadzonych. Nade wszystko mieszya go mina Lulka, uroczysta i jakby natchniona. Potem mieszy 
go w chytry jegomo, may, perkaty, ysawy, z brodzin na bok z lekka odkrcon. Robi wraenie kupczyka ze 
sklepu wiktuaw, ktry lubi duo rezonowa, poniewa zna si na wszystkim jak nikt na jego przedmieciu. Ten 
mniemany kupczyk lustrowa szczegowo wszystkich obecnych. O ile ten by ruchliwy i baczcy na wszystko, o tyle 
inni obecni przewanie sterczeli pompatycznie lub komunikowali si pgbkiem, jakby ca trosk o bezpieczestwo 
na tamtego gorliwca zwalili. Wszyscy zawzicie wykapcali papierosy za papierosami. Sprawiao to wraenie, i w tym 
celu tu przyszli. Cao ich nie wywieraa zbyt gronego wraenia. 
Wtem drzwi do ssiedniego pokoju otwary si i weszo na raz siedem osb. 
Teraz dopiero Cezary zrozumia, e to s grube ryby. Nie byo adnych powita. Zaledwie jakie tam pokaszliwania 
albo wycieranie nosw. 
Tamci siedmiu zasiedli ju to za biurkiem, symulujcym sekrety owego Polexa  ju tu i owdzie na sali. Oczy 
wszystkich obecnych skieroway si na kobiet lat trzydziestu, przystojn, wysmuk, skromnie i czysto ubran, z 
115 
naturalnie zaczesanymi wosami. Oczy tej niewiasty byy szaroniebieskie, stalowe, rysy pocige, nos zgrabny i cay 
wyraz twarzy nader zniewalajcy. Gwn jednak figur zdawa si by przysadkowaty czowieczyna z zarostem, typ 
blondynowy, czysto polski, proletariackopospolity. Oczy tego typu patrzyy ostro, zimno, uwanie, z wyrazem rozumu 
i rozsdku, mstwa i determinacji. 
Co jakby umiech  ale nie umiech  przewino si po jego zmarszczkach, gdy niejako wita zgromadzonych. Od 
razu wida byo, e bdzie sowicie gada, e ju gaska, ustawia w rzdach i wypuszcza z klatek myli poapane. Obok 
tamtego siedzia z gow podpart na rce czowiek ju nieco starszy, siwawy, zamylony, co jakby szlachcic z 
folwarku, niepokojcy si o swe oziminy, strczkowe i okopowizny. Dalej wierci si niespokojnie na stoku mody, 
przystojny, tgi m. o  o j e , najwidoczniej Rusin, bo mia jak dziwn koszul z wyszywaniem czerwonym na 
stojcym konierzu. Za tymi trzema wida byo jeszcze trzech modych i do bezbarwnych ludzi, z wygldu podobnych 
do kancelistw. 
Zabra gos przysadkowaty blondyn. Odchrzkn i wali monotonnym gosem: 
 Towarzysze! Cieszymy si, e moemy zebra si tutaj w liczniejszym gronie, aby o naszych sprawach pomwi. 
Wiecie ju zapewne, e nasz nauczyciel, niemiertelny Karol Marks, powiedzia, i historia ludzkoci to jest historia 
walki klas. Walka midzy klasami spoecznymi jest tak stara jak samo spoeczestwo ludzkie. My wszyscy suc 
klasie, z ktrej pochodzimy, suymy ludzkoci, naszej matce. Buruazji, ktra trzyma wadz w swych rkach, jest ju 
za ciasno, tote wojny midzy pastwami buruazyjnymi s nieuniknione i cige. Buruazja wszystkich krajw nie 
moe ju zaspokoi apetytw zamykajc drog do ycia robotnikowi, musi wojowa, by sobie nawzajem wydziera 
rne kraje urodzajne, kopalnie i wszelakie rda bogactwa, a w ten sposb jedna na niekorzy drugiej powiksza 
zakres swej eksploatacji. Rola buruazji jako czynnika postpu i kultury jest ju skoczona. Jest to rola rozkadowa, 
destrukcyjna. Jeeli robotnicy nie zdoaj zmusi buruazji do ustpienia, jeeli jej nie wydr wadzy, to ludzkoci 
gro nieustanne wojny, tak zwane patriotyczne, rzezie, morderstwa i zacofanie. Jedynie klasa robotnicza moe 
prowadzi dzieo postpu gospodarczego. Drog do tego celu bdzie, oczywicie, organizowanie klasy robotniczej. 
To organizowanie zaprowadzi z czasem klas robotnicz do wzicia wadzy w rce. Aeby ten cel osign, aeby 
zaprowadzi nowe ycie, oparte nie na wojnach, rzeziach i morderstwach, lecz na wsppracy czowieka z czowiekiem, 
nie wystarczy czenie si robotnikw w onie jednego spoeczestwa, jednego pastwa, lecz jako mus, jako nakaz 
nieubagany powstaje idea czenia si robotnikw wszystkich krajw i wszystkich pastw. Stopa gnbienia, norma 
wyzysku pracy robotniczej jest bowiem w rnych krajach rozmaita, ale istota tego wyzysku jest na naszej kuli 
ziemskiej jednakowa. Na caym wiecie wrg nasz jest jeden i ten sam. I to jest rdo naszej midzynarodowoci. 
Wyoywszy te prawdy mwca pomaca si po lewej kieszeni marynarki i usiad. Wnet wycign tekturowe 
pudeko z papierosami i zapaliwszy jednego z nich zacign si mocno dymem. Zaoy te nog na nog, jakby na 
znak, e nic ju wicej nie powie. 
Gdy w cigu duszej pauzy wida byo, i towarzysz pierwszy mwca nie udzieli wicej wiadomoci i owiadcze 
 do wdzicznym i jakby melodyjnym ruchem powstaa ze swego krzesa kobietatowarzyszka, przesza do biurka i 
opara si o nie rk. W tym jej ruchu uwidocznia si konieczno pewnej ozdobnoci, niejakiej potrzeby pikna w 
ruchu. Sam gos towarzyszki mia brzmienie mie, dwiczne, gbokie. Mwia: 
 Towarzysze! Pastwo  jest to organizacja, gdzie jedni sprawuj wadz, a inni teje wadzy podlegaj. W kadym 
pastwie, a wic i w tym tutaj, wieo utworzonym, s klasy rzdzce i s klasy, ktrymi si zarzdza. Kt tedy tutaj u 
nas rzdzi i na jakiej zasadzie? Do sprawowania rzdw w tym spoeczestwie, jak w kadym dzisiejszym  z 
wyjtkiem jednego okrgu na ziemskim globie  uprawnia sia ekonomiczna jednej klasy, buruazji, nagromadzenie 
bogactw, posiadanie ziemi i fabryk. To jest podstawa wadzy naszych dzisiejszych rozkazodawcw i to jest zasada 
uprawniajca ich do rzdw. Robotnik w dzisiejszym spoeczestwie nie moe rzdzi, gdy nie posiada ziemi i 
bogactw, ktre jedynie zapewniaj posiadanie wadzy. Wadza w pastwie dzisiejszym przypada jednej klasie 
posiadaczw, ktra tej swojej wadzy uywa po to, aby broni swej spoecznej egzystencji. Pastwo dzisiejsze jest to 
narzdzie ucisku jednej klasy przez drug. My, jako przedstawiciele klasy robotniczej, musimy wystpowa przeciwko 
pastwu, jestemy bowiem wyrazicielami midzynarodowej organizacji pracownikw. 
Mgby kto utrzymywa, i klasa robotnicza, signwszy po wadz w danym spoeczestwie i pastwie, rwnie 
bdzie gnbi inne klasy spoeczne i e pastwo w rku robotnikw rwnie stanie si narzdziem ucisku. Mogoby to 
tak by, gdyby istnienie klas spoecznych miao by wieczne. Ale wanie klasa robotnicza chce zdoby wadz nie po 
to, aby ciemiy inn klas spoeczn, lecz po to, aby znie podzia spoeczestwa na klasy. Nie bdzie moga istnie 
niewola klas tam, gdzie samych klas wcale nie bdzie, gdzie wszyscy ludzie bd robotnikami. Zamierzeniem naszym 
jest to jedno, aby znie panowanie ludzi nad ludmi, aby skasowa niewolnictwo jednych a prnowanie innych, aby 
stworzy spoeczestwo pracujcych, rwnych i wolnych ludzi. 
Mwczyni poprawia swe krucze, niemal fiokowe wosy i cigna dalej gosem nieco odmiennym, nastawionym na 
ton inny: 
 Powiedziane byo tutaj, e celem naszym jest powalenie kapitalizmu i tryumf socjalizmu. Jeeli w tej walce 
przyjdzie do ornego powstania, to tylko dlatego, e klasy posiadajce nie rozumiej momentu dziejowego, ktry 
przeywamy. Klasy te nie rozumiej rwnie naszego stosunku do Sowietw. 
116 
Gdy nastaa wojna midzy Polsk i Rosj sowieck, ktra to wojna zmierzaa do uszczuplenia obszarw, na ktrych 
wadza robotnikw i chopw ju si rozpostara, jaki by nasz obowizek, obowizek przestawicieli proletariatu? Czy 
moglimy dziaa w tym kierunku, aby pomniejszy ju uzyskane zwycistwo robotnikw i chopw? Oczywista rzecz, 
i o tym nie mogo by mowy! Zdradzilibymy byli spraw robotnicz. 
Znowu nastpia w przemwieniu maa przerwa. Mwczyni cigna brwi. Jej wysmuka, zgrabna i pikna posta 
przechylia si nieco na bok. Zabrzmia znowu gos metaliczny, spokojny: 
 Jestem z zawodu lekark i jako lekarka poznaam z bliska i z wasnego dowiadczenia zgnilizn dzisiejszego 
wiata. Przyszam do przekonania, i w dzisiejszym wiecie panuje straszne zwyrodnienie. Klasa robotnicza zwyradnia 
si w ndzy i ciemnocie. Obecny ustrj kapitalistyczny prowadzi ca ludzko do upadku. Tutaj, w tym miecie 
Warszawie, 85 procent dzieci w wieku szkolnym ma pocztki suchot. Przecitna dugo ycia robotnika wynosi 39 lat, 
przecitna dugo ycia ksidza 60 lat. W roku 1918 na 33 000 wypadkw mierci w Warszawie 25 000 byo 
zmarych na suchoty. Caa klasa robotnicza przearta jest ndz i chorobami. ycie, jakie na tej ziemi pdzi robotnik, 
gincy z ndzy, powoduje zwyrodnienie, a uywanie, nadmiar, przesyt doprowadza rwnie buruazj do zwyrodnienia. 
Masy robotnicze pozbawione s kultury. Ich twrcze siy nie s wykorzystane. Poziom kulturalny buruazji obnia si 
rwnie. Pienidz rzdzi wszystkimi i wszystkim. 
Te enuncjacje towarzyszkilekarki wywary na suchaczach silne wraenie. Co wicej, wytworzyy jakie poruszenie 
umysw, ktre dotychczas znajdoway si w stanie biernego syszenia wyrazw: klasa, proletariat, buruazja, 
robotnik, walka klas itd. Lecz na skutek tych enuncjacji i Cezary poczu w sobie waciw mu przekorno. Kade 
bowiem uwydatnienie pewnych prawd za pomoc mwionego sowa  uwydatniao zarazem braki i wady argumentacji, 
a nadto przywodzio na pami rzeczywiste obrazy zaprzeczajce z gruntu sowom goszonym jako prawdy. Kade 
niemal sowo budzio w umyle suchacza kontrsowo, a kada prawda goszona domagaa si wysunicia i postawienia 
kontrprawdy. Gdy towarzyszka mwczyni na chwil umilka zbierajc argumenty do dalszych wywodw, Cezary 
podnis rk proszc o gos. 
Towarzysz pierwszy mwca  ktry mia na tym zebraniu przyrodzony niejako stopie przewodniczcego, ze 
wzgldu, zapewne, na zasugi pooone dla sprawy emancypacji robotnikw  ze zdziwieniem wejrza na mokosa 
przerywajcego wykad tak wietnej propagatorki. Ale Cezary nastawa z daniem gosu. Lulek zaniepokoi si. Blady 
i przestraszony wyskoczy z tumu na rodek pokoju i machajc rkami dawa znaki milczenia zuchwaemu koledze. 
Nic to nie pomogo. Przewodniczcy rzek: 
 Teraz mwi towarzyszka. Pniej udziel towarzyszowi gosu. 
 Dlaczeg nie teraz? Ja tylko par sw... 
 Wic prosz  ale par sw!  rzek z niechci towarzyszgowacz. 
 Chciaem powiedzie par sw  zacz Cezary  jakby okreli?  prawie w kwestii formalnej. Chciaem 
zwrci uwag na nieskuteczno takiej propagandy jak ta, ktrej przykad syszaem przed chwil. 
Jeeli tutejsza klasa robotnicza przearta jest ndz i chorobami, jeli ta klasa jest w stanie zwyrodnienia czy na 
drodze do zwyrodnienia, jeeli ta klasa jest pozbawiona kultury, to jakime sposobem i prawem ta wanie klasa moe 
rwa si do roli odrodzicielki tutejszego spoeczestwa? Takich argumentw nie naley uywa. Naley raczej schowa 
te fakty na dno, na sam spd dowodze, gdy jest to waciwie argument przeciwko racjonalnoci uroszcze 
komunizmu. Klasa przearta ndz i chorobami moe by tylko obiektem czyjej akcji odrodzeczej, lecz w adnym 
razie nie czynnikiem odradzajcym. Chory dotknity klsk braku kultury nie moe przecie ani sam siebie, ani nikogo 
innego skutecznie leczy. Tego chorego musi leczy kto wiadomy  lekarz. 
 Kt, wedug was, towarzyszu, ma by takim czynnikiem odradzajcym, lekarzem?  zapyta pierwszy mwca z 
umiechem drwicym i zoliwym. 
 Tego ja nie wiem. Ja przecie tylko sucham. Ucz si tutaj. Nie krel drg racjonalnego rozwoju ani dla 
zaludnienia kuli ziemskiej, ani nawet dla tego oto spoeczestwa, ktremu kady, kto tylko chce, moe koki na gowie 
ciosa, choby by dotknity defektem braku kultury. Po prostu  nie wiem. Ale by moe  mwi to z ca mas 
zastrzee  moe czynnikiem takiego wanie procesu odrodzenia wszystkich ludzi w tym spoeczestwie, na terenie, 
ktry zajmuje to mode pastwo, bdzie wanie odrodzona i odradzajca si Polska. 
Kij wbity w mrowisko nie sprawia takiego zamieszania wrd mrwek, jak to powiedzenie sprawio wrd 
zgromadzonych. Przede wszystkim Lulek zjawi si obok Cezarego i, zacinitymi piciami machajc obok jego nosa, 
co strasznie gronego bekota. Inni zebrani rwnie mwili jeden przez drugiego wyrazy mocno nieprzyjemne. Gwar 
si wszcz. Uciszy to wszystko przewodniczcy, gronie proszc o spokj. Sam zada pytanie: 
 Wic pan utrzymuje, e Polska moe zastpi wiadom i celow akcj proletariatu zorganizowanego i 
czynnego? 
 Nic nie utrzymuj, bo sam jeszcze dobrze nie wiem. Dowiaduj si dopiero. Rzuciem pytanie. Rzuciem pytanie 
na tej podstawie, i czstokro Polska, rzd polski, nie tylko nie gnbi robotnikw jako takich, ale w zatargach 
robotnikw z buruazj o zarobki i prawa staje po ich stronie, po stronie robotnikw. Twierdzenie, e w Polsce rzdzi 
buruazja, nie jest prawd. 
 Prosz o gos!  zawoa mody czowiek w wyszywanej koszuli.  Pan nie wie jeszcze, co to jest paska Polska, 
pan si dopiero dowiaduje, wic ja panu podam tutaj niektre szczegy  do wiadomoci... 
117 
 Towarzyszka Karyla jeszcze nie skoczya...  zastrzeg si prezes. 
 Zrzekam si, zrzekam swego gosu na rzecz towarzysza Mirosawa...  rzeka z gestem niechci towarzyszka 
Karyla. 
 Syszelicie, towarzysze  zacz Mirosaw  e ten pan wywindowa tutaj w swym gosie formalnym Polsk 
na takie stanowisko, jakie j sam, gdyby moga mie wiadomo i si wyraania opinii, mocno by pewno 
zaenowao. Musz owietli to twierdzenie, musz wyjani i jemu, i wam wszystkim... 
Wszystkie teraz oczy skieroway si na Cezarego z tak zajadoci i nienawici, jakby w jego osobie sama 
potworna buruazja rzdzca pastwem polskim siedziaa na drewnianym stoku. Jego ta rola obrocy buruazji do 
gruntu omieszya i podaa w pogard, zwaszcza e Lulek to z tej, to z tamtej strony wysuwa si przed oczy zza 
cudzych plecw i wci co zoliwego i omieszajcego szczebiota pokrywajc sowa histerycznym kaszlem. 
 W paskiej Polsce...  zacz mwca. 
 Ta Polska nie jest jeszcze moj Polsk. Prosz mwi tak: w Polsce, w dzisiejszym pastwie polskim...  odci 
si ze zoci Baryka. 
 Dobrze! Ja jestem Rusin zgodny. Bij go, drzyj za wosy  on zawsze da si do rany przyoy... W Polsce, w 
dzisiejszym pastwie polskim, rozmaite zagarnite przez ni narody s uciemione. Jestemy przeciwnikami tej 
niewoli narodw. Jestemy rzecznikami nie tylko wolnoci klasowej, lecz i wolnoci narodw ujarzmionych i 
gnbionych w Polsce. Nie znaczy to wcale, ebymy mieli interesy wewntrznej solidarnoci z tymi narodami jako z 
caociami, gdy w onie kadego z tych narodw istnieje walka klas... 
 Nie u wszystkich  wtrci Cezary.  O ile mi wiadomo, nie wszystkie z tych narodw ujarzmionych przez Polsk 
zdoay sobie zapuci buruazj. S takie midzy tymi narodami, ktre jeszcze wasnego raka buruazji wcale nie 
posiadaj, wic walka klas istnieje w tych okolicach ujarzmionych tylko na papierze tutejszego programu partyjnego. 
 Tym ci gorzej dla Polski!  odpali mwca.  Rol buruazji u tych nierozwinitych nacji speniaj Polacy. 
Polacy znaczy to wanie u tych nieszczsnych  panowie, waciciele latyfundiw, potentaci, sprzymierzecy rzdw 
carskich i narodowych, twrcy wielkich fabryk i przemysw. Ale ja tu mwiem, e nasza partia potpia fakt, i w 
nowoczesnym pastwie polskim, ktre wci jeszcze nie moe utuli skarg i lamentw, wyuczonych na pami, nad 
niedawn wasn niewol narodow, wolno caego szeregu narodw jest naruszona i zgnbiona. Od chwili powstania 
pastwa polskiego ruch robotniczy jest przeladowany... 
 Ruch robotniczy komunistyczny, w czasie wojny polskorosyjskiej stojcy po stronie Rosji, jak to tutaj byo 
stwierdzone?  zapyta Cezary. 
 Tak! Komunistyczny!  zadecydowa mwca uderzajc pici w biurko. 
Wszyscy zebrani poruszyli si i jako bardziej zbliyli si do Cezarego. Jego ogarna ktliwo, rankor przeczenia, 
wadzenia si, nawet dokuczania. Milcza, spokojnie przypatrujc si mwcy i jego satelitom. 
 Wizienia przepenione s aresztowanymi dziaaczami robotniczymi i dziaaczami narodowoci uciskanych. 
Cztery tysice winiw politycznych przebywa w Polsce za krat. Warunki, w jakich przebywaj tamci winiowie, 
niejednokrotnie przecigaj osawione turmy carskie i przeobraaj te wizienia w miejsca kani. wiadcz o tym 
liczne godwki, ktre z roku na rok s czstsze. Godwki te niejednokrotnie kocz si wypadkami mierci 
walczcych winiw. Podczas godwek dozorcy okrutnie bij godujcych. Zeznania wymusza si za pomoc bicia i 
tortur redniowiecznych. Winiw bada si prdem elektrycznym. Rozebranego do naga Nykyfora Bortniczuka bada 
prdem elektrycznym komisarz Kajdan... 
 Przepraszam... Chciaem zasign informacji. Czy takie badanie za pomoc tortury elektrycznej odbywa si z 
wiedz ministra sprawiedliwoci? Czy do tych tortur rzd wydaje specjalne rozporzdzenie? Czy to rzd polski 
asygnuje sumy na zakupno maszyn do tortury elektrycznej? Chciaem si dowiedzie...  mwi Cezary w rozterce i 
przygnbieniu. 
 Nie wiem. My nie jestemy poinformowani i, co prawda, nie jestemy nawet ciekawi wiedzie, kto poleca i kto na 
te przyrzdy daje pienidze. Wiemy dokadnie, kto to robi. Policja bije dosownie wszystkich. 
 Ciekawym, czy bije i tych, co wysadzaj prochownie, a obok prochowni usiuj wysadzi w powietrze cae 
dzielnice zamieszkane przez ubog ludno ydowsk? 
Guche milczenie byo odpowiedzi. Ale milczenie to przeszyway spojrzenia nic dobrego nie wrce. 
Cezary czu w sobie niepojt wcieko, porak i mk, jak wwczas, gdy wali w gow Barwickiego i gdy ci 
w twarz najbardziej umiowan. 
 Nie bd odpowiada na takie pytania, gdy mam do zakomunikowania co waniejszego  cign towarzysz 
Mirosaw.  Chc, ebycie to wszyscy, towarzysze, dobrze zapamitali! Policja polska stosuje takie oto tortury: obie 
rce skazaca skuwaj razem i pomidzy nie wcigaj obadwa kolana. Midzy rce i kolana wsuwaj elazny drg, co 
sprawia, i badany skrca si w kko. Nastpnie przewraca si ofiar na plecy i bije si batem po nagich stopach tak 
dugo, a ta ofiara zemdleje. Wwczas doprowadza si j do przytomnoci i zaczyna badanie od pocztku. Wlewa si 
wod strumieniami do garda i nosa, a do uduszenia skazaca. 
 Czy to jest prawda?  zapyta Cezary wstajc ze swego miejsca. 
 Czy prawda?! Czekaje pan! Powiem ci prawd! Kowalowi z folwarku Wasilkowszczyzna w powiecie 
wokowyskim, niejakiemu Kozowskiemu, zwizano rce, wsunito midzy nie kolana i woono midzy kolana i rce 
118 
drg elazny. Dwaj policjanci brali za drg, podnosili Kozowskiego do gry i rozmachnwszy si rzucali nim o cian. 
Kozowski odbija si od ciany jak pika, upada na podog, od ktrej znowu odbija si w podobny sposb. Procedura 
cigna si pitnacie minut. Kozowski, puszczony na wolno, umar po trzech dniach w strasznych mczarniach. 
 Za co go tak katowali? 
 Wszystko jedno, za co go tak katowali! 
 A kto widzia t scen? 
 Mao panu jeszcze? Jeszcze mao? Powiem wicej! Bicie przy badaniu pakami w pity, ciskanie palcw w 
kleszczach, gdy pomidzy palce wkada si owki albo inne twarde przedmioty, wybijanie zbw herbowym sygnetem, 
rozgniatanie paznokci, obok poczciwego, staropolskiego bicia po twarzy chamw i starodawnego amania eber 
obcasem  to wszystko jest w modzie. To jest prawda! Nie dosy panu jeszcze? Damy jeszcze! We wsi Dziedowo, w 
powiecie miskim, zasieczono na mier rzgami kilka brzemiennych kobiet. Jeszcze mao? 
 Co si pan mnie czepiasz?  krzykn Cezary w istnym szale. Odsun gwatownie krzeseko i wyszed z zebrania. 
Zanim jednak zatrzasn drzwi, sysza wci koo siebie kaszel Lulka, jego natrtny miech i wiszczce, syczce, 
jczce sylaby: 
 Id! Id! Id! Id, choptysiu! Patrioto kochany! onierzyku nieustraszony! Id! Poskar si wujciowi Gajowcowi! 
On ci pocieszy! On ci to wszystko wytumaczy. Zaprzeczy! On ci da wyjaniajc odpowied na wszystkie plotki 
wywrotowcw, zdrajcw, wrogw... 
119 
Idc ulicami miasta, gdy mga zimowa zwisaa nad opuchymi domami, Cezary wodzi si za bary ze swoj dusz. 
Sysza wewntrz siebie krzyk przeraliwy swego ojca i kanie guche matki. Koysa si tu i tam, nie wiedzc, gdzie jest 
droga. Zaprzecza jednym, zaprzecza drugim, a swojej wasnej drogi nie mia pod stopami. 
 Otom dopiero dosta po twarzy!  szepta w ostatecznym upadku. 
C mg poradzi na to wszystko  sam jeden? miech Lulka, skierowujcy go do Gajowca, zagrodzi mu drog do 
Gajowca. Nie byo nikogo, nikogo... 
Wyszed na szerok ulic. Byo tu peno ludzi, rozbryzgujcych nogami rzadkie boto. nieg z ulic pozgarniany 
tworzy jakowe szace wzdu chodnikw. Ludzie pomykali tymi chodnikami. Nogi ich tony w wilgoci i brudzie, a 
gowy zanurzay si we mg wielkomiejsk. Wszyscy razem tworzyli dziwaczn fantasmagori czowieczego ycia. W 
gowie Cezarego huczay sowa oskare. W jego uszy wrzyna si miech wszystkich tamtych. Oskarali go! 
Przeciwko niemu kierowali wszystkie te straszliwe historie i swj miech bezlitosny. Czego chcieli od niego? Ach, czuli 
w nim przecie wroga, poniewa uczestniczy w bitwach przeciwko armii czerwonej. Dlatego otoczyli go koem tak 
zaciekej nienawici. Gdyby nie to, e si bi w bitwach i szed polami na przeaj, szukajc ojcowskich szklanych 
domw... Zaniosa si w nim mczarnia, jak wycie samotnego psa w pustym polu. 
 Chc tu stworzy raj ziemski  taki jak w Baku...  mrukn do siebie. Ten miech poczciwy pokrzepi go troch i 
wspar jak dobry kolega. Cezary zapi si lepiej i szybciej poszed przed siebie. Byo mu zimno. Lepka wilgo 
topniejcego niegu, przepojonego nawozem i uryn, wsczaa si w ciao a do koci.  Napi si czego! Rozgrza si, 
u diaska! 
Wnet zobaczy przed sob ogromne tafle okienne modnej kawiarni. Siarczysta muzyka wzywaa jak woanie. Cezary 
wszed do rodka. Byo peno jak w ulu. Pracowite pszczki paskarskie brzczay w ogromnej sali. Po dugim szukaniu 
znalazo si wolne miejsce przy stoliku, ju przez kilku paskarzy zajtym. Baryka poprosi skinieniem gowy o 
pozwolenie zajcia miejsca i otrzyma niechtne skinienie. Kaza poda sobie herbaty z odrobin rumu. Aeby tamci nie 
myleli, e interesuje si ich szwindlami, odwrci si do okna. Caej tej kawiarni prawie nie widzia, a muzyki jakby 
nie sysza. Miejsce byo w pobliu wielkiego okna. Zdawao si, e szyby nie ma i e si jest na powietrzu. Porodku 
ulicy, na podunym podwyszeniu z kamieni ciosanych przechadza si pospny policjant w dobrym, adnym i 
zgrabnym uniformie. 
Pi krokw w jednym kierunku:  raz  dwa  trzy  cztery  pi... Pi krokw w przeciwnym kierunku:  raz  
dwa  trzy  cztery  pi... Tam  zwrot  nazad. Istne wahado. 
A! to jeden z tych, co owek wsuwa midzy palce skazacw, a potem te palce ciska maszynk specjaln. Jeden z 
tych, co drg elazny przesuwa midzy rce i nogi splecione, tworzc z czowieka kko... 
Podparszy brod piciami Baryka przypatrywa si tej potwornej figurze. Obserwowa pilnie tego kata. Mierzy go 
od stp do gw uwanym spojrzeniem. A po wypiciu odrobiny rumu zdao mu si w psennym przywidzeniu, e to on 
sam tam stoi na kamiennym nadbruku, ubrany w policyjny uniform. Zdao mu si w psennym drzemaniu, e to on tam 
chodzi i wraca, winowajca wszechzego. 
Patrzy nieprzerwanie przezornym wejrzeniem w trzeszczc i burzliw rzek rzeczy. Oszoamia dookoa jego gow 
natok oskotu, omota w czoo, niczym odgos motw tukcych w kowado. Lecz gowa jest wci pilnie gotowa i 
wci pena spokojnej uwagi. Nikt jej nie odwrci i nic jej nie odwrci od oblicza tej dalekiej ulicy. Nie odwrci jej 
pacz synka chorego. C  e go lekarz w tej chwili z boku na bok przewraca szukajc zowrogiej wysypki? C  e 
bole si pod mundurem otwiera jak rana, zbjeckim zegadem otwarta? 
Pi krokw w jednym kierunku:  raz  dwa  trzy  cztery  pi... Pi krokw w przeciwnym kierunku:  raz  
dwa  trzy  cztery... 
Nikt nie zobaczy ez przez wntrze pyncych i nikt nie usyszy skargi z warg zacinitych gucho. Wokoo, wysoko 
i nisko, niewzruszone cegy nieme, zdeptane i olizge kamienie, guchy beton, zardzewiae elazo, lepy tynk i 
zapotniae szyby. Patrz zimne, na poy zapotniae szyby. Pitrz si domy ceglane, usiujce naladowa cios i marmur 
ndzn sw farb. Niewzruszona jest wielka elektryczna latarnia, co nawet za dnia nad gow policjanta w ciemn, 
mglist daleko poyska. Dookoa wiruj w prawo i w lewo chybkie samochody, wiozce wygodnie i pieczoowicie 
wytworne ydowice w karakuach,  u w o  y  i  w w drogich bobrach, dygnitarzy w drogich kortach. Ze wszystkich 
ludzi pdzcych on jeden jest niewzruszony jako latarnia nad gow, jak cegy w cian wmurowane, jak kamienie, jak 
szko wprawione  uwiziony jak elazo i beton. 
Tam i sam idzie i powraca, podobny do wahada, ktre uciekajcy piasek ludzi we dwie strony rozdziela. 
Mechanicznym rki skinieniem rozdziela trzeszczc i burzliw rzek rzeczy w t lub w t stron. Czasami popdza 
ycie. Oto tam daje skinienie popiechu zndzniaemu ydzinie, ktry pcha wzek rczny, peen jakiego srogiego 
ciaru. Dyszel walczy z jego bezsilnymi rkami, wbija si w dek piersi, celuje nawet we wstydliwe czci ciaa, aeby 
je  bro Boe!  uszkodzi. Jake to wielki ciar by musi, skoro go popchn tak trudno! Kka wpadaj w wyboje 
drewnianego bruku i sia jednej pary rk chudych, jednej deki piersiowej i jednego brzuszyny nie moe ich stamtd 
wydoby, pchn, potoczy. Dyszel  jest to wrg osobisty, kat, napastnik i oprawca. Czy nielepiej by byo cign ten 
wz na wzr konia, ni go po ludzku popycha? Urocza czapeczka z maym daszkiem  zamaskowana jarmuka  
120 
niezbyt dugi surdut do kolan  zamaskowany chaat  nie bardzo ciepy na tak wilgotn por, zanadto ciepy na prac 
tak intensywn. Troszk zanadto zachlapane spodnie  brr!  zachlapane ydowskie spodnie! Nieco zanadto 
przemoczone skarpetki  brr!  przemoczone ydowskie skarpetki! Wykrzywione napitki misternych kamaszkw 
lizgaj si z wyboju do wyboju, chude nogi plcz si w portkach przegniych, oblepionych wszystkimi kaami ulicy. 
Ach, jake bolesne spojrzenie obracaj na pana posterunkowego te yjce zwoki czowiecze! Pot leje si strug po 
twarzy zielonej. Cera tej twarzy, zaprawd, nie pasuje do tej wrzcej, wielkomiejskiej ulicy, do ulicy kipicej od siy 
ywota  lecz pasuje do rozkoszy spoczynku pod glin taw i pod darni zielon. I c tak nadzwyczajnie tkliwego? 
Zapalenie puc wknikowe i wyej wzmiankowane suchoty, na ktre umiera co roku dwadziecia pi tysicy 
pogowia. Jeden z dwudziestu piciu tysicy  przewalaj! 
 No!  sycha wreszcie gos rozkazu. 
Czy to pan posterunkowy rozmyla w sercu swym tej minuty: 
Czemu, bracie, popychasz ten ciar nad siy? Czemu niszczysz ostatnie bicie serca dwiganiem tego 
nadmiernego cudzego ciaru? 
Aeby, bracie, ks chleba umiamla uchwami i przekn yk wdki 
Nie wyamie si obd ze swego tajnego oyska, eby uj zy dyszel i popchn po spou z tragarzem ten ciar 
nad siy. 
Pi krokw w jednym kierunku:  raz  dwa  trzy  cztery  pi. Pi krokw w przeciwnym kierunku:  raz  
dwa  trzy  cztery... 
Nie wzrusz go mali zodzieje wglowi wybiegajcy z zaukw, z zakamarkw, z nor, ze szczelin  jak szczury. Gdy 
wielki wz z wglem zajeda, aby zaopatrzy pana w solidnie malowanej kamienicy w ciepo doskonae na te dni 
srogiej zimy  gdy ogromni, czarni ludzie z czarnymi workami na gowach miota poczn wielkie bryy w ohydne okno 
piwnicy  gdy konie dymi, ludzie stkaj i kln, a mokry, czarny mia opada ku zgryzocie przechodniw na olizge 
chodniki  zjawiaj si, jakby ich ziemia przemarznita wydalia ze szczelin midzy grud, jakby ich wiatr pnocny 
wywia spomidzy zasp niegu. 
Wykwitaj z niczego i znikd, jako drzewka mrozu na szybie ciepego paskiego mieszkania. Kady z nich ma w 
rku koszyczek wiklowy albo torb u pasa, zeszyt z brytw zgrzebnych, ocalaych z jakowych fartuchw roboczych. 
Kady ma w rku miotek, zwitek brzozy, uszczknity kdy sposobem kradzionym z solidnych miote strowskich, 
moe niecnotliwie pozbieranych za oczami waciciela w sklepie miote. Szybciej ni stada wrbli spadajcych na er 
rozsypany, ruchy prdkimi jako mgnienie oka, podrygi, skoki i obroty nagymi, w prysiudy i okrakiem chopcy zmiataj 
py rozprynity z gzemsw betonu na chodniku, z botnistych garb i dziur jezdni. Chwytaj palcami kosteczki 
najmniejsze, okruszyny od zomw odbite, bryki minimalne. Wygrzebuj czerwonymi rkami mia pyncy po spou z 
gst treci rynsztoka. Wprawnymi ruchami, chybkimi podrzuty chowaj miazg uzgarnian do torb i koszykw. 
Wszystko to zwinnie, szybko, w lot, w skok, w mig, nim pan posterunkowy zawrci, nim spojrzy, ni dostrzee, nim 
skoczy, aby broni wasnoci kadego, kto posiada pienidze. Wtedy rozpierzchaj si jako szpaki, chykiem, midzy 
automobilami mkn jak myszy, wyrywaj ni to rcze szczenita, wiej na wsze strony jako wiater, znikaj jako mary, 
wsikaj w ziemi na wzr deszczu. 
I znowu pan posterunkowy zimnym okiem spoglda na przelatujce auta, na ich barwy wielorakie  szare, zielone, 
granatowe  na ich ksztaty coraz inne. Sucha ich porykiwania i pobekiwania, prawidowego w tym chaosie. 
Przestrzega porzdku w ich biegu bez koca. lizga si po nim zimne spojrzenie pana w gbi, w ktrego skupionej 
postaci mkn wielkie sprawy, wielkie afery, wielkie interesy, wielkie zyski. Tam pan w okularach na nosie, w okularach 
wielkich jak koa wzka bezsilnego ydziaka. Wielkie pomysy, wielkie intrygi, wielkie plany. Pan z umiechem na 
ustach, z rozkoszn dum we wzroku: wizyta, czarujca rozmowa, spotkanie. 
Pani bladolica, w lutry otulona nadobnie. Szczcie jej  to te lutry. Po to yje, by je na sobie pokazywa tym 
wszystkich, co biegn zzibnici. Przejmujcy zapach perfum. Panna czarujca z prawej strony, panna blondynka z 
lewej. Oficer. Co za rozszalae spojrzenia! O wolnoci! O swawolna rozkoszy! O ycie! O szczcie! O modoci, 
modoci! Wrd nich wszystkich, midzy karawanem i frachtowym ogromem, pord nabitych tramwajw i 
zabryzganych doroek przesuwa si chykiem ananas. Kapelusik przekrzywiony na ucho. Ucho spuszczone do 
aksamitnego konierza od watwki. W kach papieros. apy w gbokich kieszeniach. Buty wyczyszczone do glancu, 
dopiero co, na rogu. 
Jeste, zbju! Gdy wszyscy pi lub si dusz w lubienych objciach  ci, co mkn w autach, i ci, co si tuk w 
dorokach, co si gniot i popychaj w tramwajach, i ci, co brn chlapic brudn ciecz po betonie  ci, co drzemi po 
szynkach albo bezsennie, do pkania mocnej czaszki, pracujc  pan posterunkowy powstaje. Kiedy psa al wygoni w 
noc okrutn, bo deszcz tnie, wicher wyje, zib, szaruga  oto si skrada w nocy, eby zakoata we drzwi zbja, co ju 
stu niewinnych pooy  o czym nikt nie wie. Kae mu tam drzwi otworzy! A tamten nie pi. Czeka. Podnios wraz 
krtkie lufy i obadwaj patrz si w ciemno miertelnymi luf jamami. Ktry pierwszy pochwyci sposobn sekund? 
Ktry ktrego wemie na much? Ktry ktrego ubiegnie? Pi krokw w prawo.  Zwrot.  Pi krokw w lewo. 
Ach, panie posterunkowy, ach, panie posterunkowy, czemu masz smutn twarz? Masz przecie prawo prdem 
elektrycznym dowiadcza, masz prawo wkada owki midzy palce, a potem je ciska maszynk. Na tobie stoi, na 
tobie polega ten cay oto wirujcy wiat. Gdyby nie ty, spokojny i uwany, skoczyliby sobie do gardzieli i skbiliby si 
121 
w jedno wowisko dz. Zdarliby ze siebie nawzajem nie tylko szmaty i bielizn, ale wyupiliby sobie oczy nawzajem 
i z dygoccych wntrznoci wyszarpaliby yw dusz, eby j w tym oto bocie ulicy nogami rozdepta. 
Ach, panie posterunkowy, ach, panie posterunkowy, czemu masz smutn twarz? 
Dwigajc ocia gow na piciach, Baryka zalewa si gorzkimi mylami. Wci nie wiedzia, dokd i z tej 
kawiarni, wci si waha. Wspomniao mu si wtedy jedno zdanie z Platona, z Obrony Sokratesa, ktr jeszcze tak 
niedawno w bakiskiej szkole tumaczy: 
Odzywa si we mnie gos jaki wewntrzny, ktry, ilekro si odzywa, odwodzi mi zawsze od tego, cokolwiek w 
danej chwili zamierzam czyni, sam jednak nie pobudza mi do niczego... 
Znali si na tym gosie wewntrznym starzy mdrale. Wiedzieli, i taki gos, dajmonion wewntrzny, trapi i zwodzi 
czowieka. Nazywali go gosem wieszczym, zjawiskiem pochodzcym od bstwa. C by byo prostszego, jak prosto z 
tej kawiarni wrci na tamto zebranie, wyzna swoj omyk, wypali oracj jak sto tysicy diabw, cign na swoj 
gow sto tysicy oklaskw  poruszy sto tysicy czynw takich, e od nich ta stara ziemia, co ju jkw wysuchaa 
tyle, znowu by jka jak nigdy. C? Kiedy wewntrzny gos wieszczy odwodzi, i ta droga nie prowadzi nigdzie. Ta 
droga prowadziaby w krwaw prni... 
122 
Trzeba jednak byo i na robot, do Gajowca. Cezary mia nadziej, e starego nie zastanie o tej porze w domu, 
wic mona bdzie spokojnie pracowa, mona bdzie doprowadzi do adu imaginacj sflacza. Jak na zo, 
Gajowiec   e   z a  w domu. Ujrzawszy go Baryka, zamiast podanego uspokojenia sflaczaej imaginacji, poczu 
najpiekielniejsz zacieko. Ledwie si przywita, rzek z diabelsk uciech: 
 Wracam z zebrania komunistw. 
 Powinszowa znajomoci! 
 A gdzie mam chodzi? 
 Jak to  gdzie masz chodzi? Masz si uczy medycyny. 
 Ja teraz od komunistw pobieram lekcje wiedzy o Polsce. 
 Uczy Piotr Marcina. 
 Nie!  zawoa Cezary.  Nie! Gdyby nie oni, bybym ciemny jak tabaka w rogu. Pan take nie wiesz caej prawdy. 
 Od was si jej dowiem! 
 Tak! Moja matka umara nie z biedy i nie z bicia, i nie z samych chorb, lecz z tsknoty za Polsk. Mj ojciec... 
Mj ojciec i moja matka! A wy, wielkorzdcy, cocie zrobili z tego utsknienia umierajcych? Katowni! Bij! Bij na 
mier w wizieniach! Katuj! Policjant uzbrojony w narzdzie tortur  to jedyna ostoja Polski! 
 Blunisz, modziecze! 
 Nie bluni. Mwi prawd. Jelibym zacz bluni, to ju do pana nie wrc. Jeszcze raz wrciem. 
 Jeszcze raz? 
 Jeszcze raz! Pytam si, czemu nie dajecie ziemi ludziom bez ziemi? 
 Nie mamy pienidzy na wykup. 
 Wykup! Nie sta was na zamanie magnaterii, ktra ju raz pchna Polsk w niewol. Nie ma w was duszy 
Ludwika XI, eby zama szlacheck przemoc i przemieni ten kraj w gmin ludzi pracowitych. Czemu gnbicie w imi 
Polski niePolakw? Czemu tu tyle ndzy? Czemu kady zaamek muru utkany jest ebrakami? Czemu tu dzieci 
zmiataj z ulic mokry py wglowy, eby si wrd tej okrutnej zimy troszeczk ogrza? 
 Czekaj! Zaraz! Za duo na raz pyta! Po kolei! 
 Na wszystko pan znajdzie wytumaczenie! Wiem! Ale ja nie chc, nie chc paskich tumacze. Ja chc 
zaprzecze w czynie! 
 Dajemy co dzie, zwolna, w trudzie, mao  ale dajemy. 
 Ja teraz stawiam pytania! I pytam si: na co wy czekacie? Da wam los w rce ojczyzn woln, pastwo wolne, 
krlestwo Jagiellonw! Da wam ludy obce, ubogie, proste, aebycie je na sercu tej Mocarki, tej Pani, tej Matki ogrzali 
i do serca przytulili. Stolic wolnoci da wam w tym miecie! Czekacie! Czekacie! Czekacie, a wam jarzmo znowu 
nao. 
 Nie nao! Zginiemy, zanim jarzmo nam nao! Niedoczekanie ich, ebymy na to patrzyli! 
 Nie wierz! Wyrajcujecie przyczyny swojej nowej niewoli. Podacie przyczyny wszystkiego i uwidocznicie skutki. 
Gin bdzie za was, mdralw, jak zawsze  modzie. Ja przecie wiem, co mwi, bom rwnie za piecem nie 
siedzia, gdy modzi szli gin. To wy pobijecie znowu t modzie  swoj mdroci, bo jedyn wasz mdroci jest 
policjant, no  i onierz. 
 Tak, onierz! A ty co jeszcze masz na obron? 
 Ja mam jeszcze na obron  reformy! Reformy, ktre by przewyszyy bolszewickie i niemieckie, ktre by ludy 
okrainne odwrciy twarz ku Polsce, a nie ku Rosji. Ale wy jestecie mali ludzie  i tchrze! 
 To jest tylko zniewaga. W tym nie ma ani krzty prawdy. 
 Boicie si wielkiego czynu, wielkiej reformy agrarnej, nieznanej przemiany starego wizienia. Musicie i w 
ogonie Europy. Nigdzie tego nie byo, wic jakeby mogo by u nas? Macie wy odwag Lenina, eby wszcz 
dzieo nieznane, zburzy stare i wszcz nowe? Umiecie tylko wymyla, szkalowa, plotkowa. Macie wy w sobie 
zawzite mstwo tamtych ludzi  virtus 
niezomn, ktra moe by omyln jako rachuba, lecz jest niewtpliwie wielk 
prb naprawy ludzkoci? Nikt nie myli o tym, ebycie si sta mieli wyznawcami, naladowcami, wykonawcami 
tamtych pomysw, ebycie byli bolszewikami, lecz czy posiadacie ich mstwo? 
 Pewnym mstwem ja si nigdy nie pochlubi, ja przed blinich dr mczestwem, w otcha spycha ja nie 
lubi... 
 To s stare, magnackie, romantyczne teksty, ktrymi si w potrzebie zamazuje stawiane dzisiejsze zarzuty. Pan 
jakoby wyzby si ju romantyzmu, a jednak, gdy chodzi o odparcie zarzutu, uywa pan tekstu romantycznego, zupenie 
jak kapan naginajcy wersety Pisma do potrzeby obronienia danej tezy. Autor tego tekstu spycha w otcha i nie 
dra przed mczestwem blinich  tylko co dzie, niewidocznie, niedostrzegalnie, naturalnie, zagryza na mier 
swych paszczynianych niewolnikw, ale dra przed mczestwem blinich, to znaczy szlachty. Nie o mczestwo 
chodzi, lecz o mstwo, o mstwo postawienia nowej idei. Jak wy macie ide Polski w tym wiecie nowoczesnym, tak 
nadzwyczajnie nowym? Jak? 
 Prosiem ci, eby ze mn pracowa. Te stosy papierw zawieraj now ide Polski. 
123 
 To s stosy papierw i nic wicej. Lud zgodniay po wsiach, lud spracowany po fabrykach, lud bezdomny po 
przedmieciach. Jak zamierzacie ulepszy ycie ydw stoczonych w gettach? Nic nie wiecie. Nie macie adnej idei. 
 Nie o to nam te idzie, jak ide marzyciel wydubie ze swego mzgu, pasujc do ycia jak pi do nosa, lecz o 
mdre urzdzenie istotnego ycia na zasadach najmdrzejszego wspycia. 
 Nie! Polsce trzeba na gwat wielkiej idei! Niech to bdzie reforma rolna, stworzenie nowych przemysw, 
jakikolwiek czyn wielki, ktrym ludzie mogliby oddycha jak powietrzem. Tu jest zaduch. Byt tego wielkiego pastwa, 
tej zotej ojczyzny, tego witego sowa, za ktre umierali mczennicy, byt Polski  za ide! Wasz ide jest stare haso 
niedogw, ktrzy Polsk przeajdaczyli: jako to bdzie! 
 Zbyt wielu mamy wrogw dookoa i na szerokim wiecie, wewntrz i na zewntrz, aebymy dzi i na dugie lata 
mogli wypracowa i ustawi na naszych drogach ide. Gdy mnie kto w nocy napadnie, to moj wtedy ide jest  
obroni si! Gdy mi wci grozi, e mnie z domu mojego wygoni i na niewolnika mi wemie, to oczywicie musz 
przygotowa sobie co do obrony. Obroni si przed straszn koalicj wrogw  ot pierwsza idea. Nie da witej 
Polski, nie da Lwowa, nie da Poznania, nie da brzegu morskiego, nie da Wilna  Moskalom, Niemcom, Litwinom, 
nikomu, kto po ziemie nasze rce wyciga. Jeszcze ziemie nie odkupione jcz pod wrogiem. Nie da ludw 
pokrewnych na zmoskwicenie... 
 Zasiec je na mier, a nie da! 
 Jeeli u nas zasiekaj, jak ty mwisz, na mier, to za zmoskwicenie si, za zaprzedanie si Moskwie, za sub 
Moskwie przeciw Polsce. Jest to krwawa i poda metoda naszych wrogw, ktr stosujemy z musu. 
 Z musu... O obudo! O krzywoprzysistwo! 
 Ty przecie znasz Moskw. Ja ci zapytam, czy tam tak jak u nas karz takich, co zdradzaj, co si buntuj 
przeciwko obowizujcemu prawu? Jeden ci fakt wymieni: wzity na zakadnika  dobre prawo!  Witold Jarkowski, 
genialny wynalazca, wietny teoretyk awiatyki, profesor, najcudniejsza dusza czowiecza, ozdoba rodu ludzkiego, jako 
dziesity w szeregu, stawiony pod cian bez adnej winy, podle kulami zabity... 
 U nas nie powinno by niej, nie tak samo, lecz wyej! 
 U nas bdzie wyej. W granicach tej Polski, ktre los da naszemu pokoleniu, stworzone bd stany zjednoczone, 
wolne i rwne. Wypracujemy wszystko. Zbudujemy dom wsplny. Ale musimy zacz od przyciesi, a przede 
wszystkim musimy mie za co budowa. Bez pienidzy budowa nie mona. 
 Wiem  zoty .. 
 Wanie. Z ust mi wyje. Nie moemy odda w niewol czyjkolwiek naszych rodakw na Rusi. To zazbienie 
ludw ruskich, polskich, litewskich musi y w Rzeczypospolitej Polskiej. Gdy zbudujemy nasz dom, damy bratu 
Rusinowi pokon, braterstwo i rwne we wszystkim prawo , damy kadej rodzinie rol domow pod opiek gminy. 
Wszystko bdzie! Wynagrodzimy krzywdy, zapogodzimy si, podwigniemy si... 
124 
Pewnego dnia, w pierwszej poowie marca, w przedsionku prosektorium Cezary Baryka otrzyma list, przyniesiony 
przez posaca miejskiego. Na kopercie by najwyraniejszy adres, jego imi i nazwisko, wypisane z ca dokadnoci, 
wic nie mogo by podejrzenia co do pomyki. W licie by arkusz papieru z nastpujcymi sowami: 
Jestem w Warszawie na krtko. Jeeli Panu na chci nie zbywa, prosz zobaczy si ze mn. Bd dzi w Ogrodzie 
Saskim obok fontanny o godzinie drugiej po poudniu.  Laura 
Wyrazy te przeszyy Cezarego do szpiku koci. W pierwszej chwili naskoczyo podejrzenie: to ten Barwicki 
zwabia mi w potrzask. Laura  to na wabia. Tam, obok fontanny, napadn na mnie jakie zbiry. Dobre miejsce, bo 
zaraz po operacji mona si opuka. Pniej przyszy refleksje: Skd znowu Barwicki? Dlaczegby znowu w 
ogrodzie, obok fontanny, w miejscu ustronnym? Jeeli Barwicki  to gdzie w kawiarni, w teatrze, na placu. 
Dlaczegby nie miaa by Laura? 
Laura! Dwik tego imienia, szept tego imienia, jego zapach... 
Cezary nie wrci ju do mniej wonnych trupw. Natomiast umy si, wyspirytusowa, wyczyci, wywietrzy. 
Pogna w kierunku tramwaju. Byo jeszcze bardzo duo czasu, wic mia mono obserwowania miejsca z oddali. 
Wydawa si miesznym samemu sobie, gdy zza drzew, to z jednej, to z drugiej strony, bada okolic fontanny. 
Nieliczni przechodnie ciapali po bocie chodnikw i pewnie ze zdumieniem przygldali si modziecowi, ktry 
wytrwale defilowa w pustej alei. Niejeden (niejedna) pomyla(a): 
 Ha, pewnie schadzka... O mody, mody! 
Schadzka! Z Laur! Po tylu tsknotach, alach, utracie, beznadziei! Dreszcz przenika. Serce bio. Brak tchu. 
Smutek i pomienista rado. Wspomnienia i marzenia. Boja i proby bagalne. Nikt nie nadchodzi. Nikt nie 
przesuwa si obok tej fontanny, ktra staa si form mczarni, dziwaczn postaci tsknoty, chimer przywidze. Byy 
chwile, e Cezary postanawia uciec std. Odej, odej! To go zniecierpliwienie tak ponosio, e nie mg tchu zapa 
i usta przez sekund na miejscu, to zimna wzgarda napeniaa mu piersi, niczym trucizna cinajca krew w yach. 
Nadzwyczajnie mieszne byy te przeskoki od koca do koca, od najzimniejszego rozumowania  i przecie to jest 
podstp najoczywistszy  do roztopienia si w szczciu czuoci, ktre nic nie widzi i o niczym nie chce wiedzie. 
Serce tuko si w piersiach. 
W pewnej chwili Cezary zobaczy Laur wychodzc spod kolumnady, od strony Saskiego placu. Ten widok nie 
przej go spodziewan radoci. Oczy tylko nasycay si prawd, e to jest ona. Wydaa mu si by modsz o jakie 
pi, sze lat. Istna szesnastoletnia panienka. Ubrana bya w krtkie futro sobolowe i niedug sukni. Miaa na gowie 
przeliczny kapelusz z czarnym pirem, na nogach wysokie biae kamasze. Bya przecie najpikniejsza z kobiet! Bya 
najwykwintniejsza z kobiet tego miasta! O, jake bya pikna! Jakie nieopisane uczucie pyno dookoa niej, gdy si 
posuwaa naprzd, rozgldajc si wok fontanny! Cezary patrzy w ni, w obraz nieporwnany, i nie mg si z 
miejsca poruszy. Przeywa swe najwysze szczcie. Wszystko jedno! Ach, wszystko jedno! ycie i mier nic nie 
znaczy. Wszake to ona, Laura. Zobaczya go z daleka. Podniosa do twarzy dwa futrzane obramowania sobolowe 
rkaww, zakrywajc sobie oczy. Stana i czekaa. Zbliy si i stan przed ni. 
 Czy znowu bdziesz moe bi mi batem po twarzy?  zapytaa cicho. 
 Nie!  jkn.  Nigdy! Tak wtedy byem nieszczliwy... Dzikuj ci, e chciaa zobaczy si ze mn. 
 Dlaczego stamtd wyjecha? 
 Posza za m za Bawickiego. 
 To nie ma nic do rzeczy. 
Zachichota jak gupiec. 
 Czy on jest tutaj, w Warszawie? 
 Jest. 
 To pewnie nas ledzi. 
 Boisz si, Czaru? 
 Boj si. Ja ju zoyem dowody, jak go si boj. O, ja si go boj! Chciabym go dosta w rce. Czy wiesz? 
Gotw bybym rozpta rewolucj, eby go dosta w swe rce. 
 Dobra to bdzie rewolucja, ktrej celem bdzie Barwicki we wasnej osobie. Czy i mnie take chcesz dosta i 
torturowa jak jego? 
 Ciebie... ciebie  nie. Ciebie jedn kocham na ziemi. Ciebie kocham do szalestwa. Nie umiem powiedzie 
inaczej i mwi jak w teatrze albo w romansie: do szalestwa. Ty jeste  Laura. 
 A przecie jeszcze si na mnie gniewasz? 
 Czy si gniewam?... Nigdy nie bdziemy razem! Zawsze tamten czowiek bdzie z tob! Powiedz, czy to nie jest 
rozpacz? 
 Nie myl o tym. 
 A o czyme to ja mam myle? Czy nie wiesz czasem, o czym ja mam myle? 
 To mylae o mnie? 
125 
 Mylaem o tobie dniami i nocami. Wszdzie, zawsze! W prosektorium, w cigu pracy, przy pisaniu cyfr u 
pewnego urzdnika, na ulicy, w domu przy muzyce, w knajpie, w teatrze, przy stole, w rozmowach, w dysputach, w 
awanturach, wszdzie, gdzie tylko byem. Staa przy mnie. Czuem ci tu, tu za ramionami, czuem twj zapach, 
czuem ci w sobie, w miej krwi, w moich piersiach, w yach. Caowaem ci w nocy  pewnie wtedy, gdy ci tamten 
caowa  wycigaem do ciebie rce przez ca t ziemi  pewnie wtedy, gdy on ci obejmowa! Ty jeste tak prosta  
przeliczna, ty jeste tak strojna, tak zgrabna, tak pachnca, wykwintna, wyszukana  wybrana, mia! Jeste okrona 
przez jakie wymylne, nie istniejce, wyrafinowane kolory! Ty jeste Laura! Laura! Laura! 
Szli boczn alej. Drzewa ogoocone stay nieruchomo, jakby nasuchiway tych wyzna. Drzewa byy jakby rozdte 
od wilgoci, od odwily, od rozkisajcych waporw, ktre si ju po dugich deszczach burzyy w ziemi. Pani Laura 
Barwicka gorzko pakaa. 
 Nie byo ci przez tyle miesicy! Mylaem ju nieraz, e ci wcale a wcale nie byo. Mylaem nieraz, e bya 
tylko pikn poezj, ktr czytaem w szczliwej chwili mego dziecistwa. Mylaem nieraz, e bya zawikan 
opowieci, snem moim o krasawicy, o najcudniejszej kobiecie ludzkiej rasy. Nieraz z tsknoty prosiem ci, eby 
przysza do mnie przez sen. A teraz przysza sama. Przysza jeszcze bardziej zachwycajca ni w Lecu. Jeszcze 
bardziej gadka, powabna, nadobna! Jeste teraz tak wysmuka, tak puszysta. Ale jeste blada, tak smutna. Czemu jeste 
smutna? 
Nic nie odpowiedziaa. za z pobijajc, pyny po jej twarzy przeobfite strugi. Poniewa podniosa woalk, wida 
byo jej policzki o przezroczystej, biaej cerze zimowej. Nie moga podnie oczu, bo zawalone byy falami ez. Nie 
moga mwi, bo pene miaa usta sonej goryczy. Stana wreszcie. 
 Widzisz, co ty narobi!  rzucia z gbi piersi. 
 A co? 
 Ach, ty!  wybucha.  Gdyby by wtedy nie skroi tej awantury, byabym moe wybrna z matni. 
 Tej awantury...  powtrzy jak echo. 
 Byabym si moe od niego wykaraskaa! Byabym moe znalaza rodki, eby interesy moje rozplta, rozwika. 
Byabym si zapracowaa na mier, a wreszcie bym wylaza. Ty to narobi, e musiaam wzi wzi lub bez zwoki, 
natychmiast! Musiaam albo si uratowa w opinii, albo zgin. Ty wariacie, napastniku, moskiewski wychowanku! 
Mogam by twoj, a teraz musz by z Barwickim, musz by jego on! 
Zaniosa si niemym, zduszonym, spazmatycznym paczem, oszalaym kaniem. Na chwil pokonaa si, zastanowia 
si. Sowa przemoc wyszarpane z piersi ledwoledwo wydaa: 
 Musz teraz... Musz... Tak oto... Umiera z alu... Za tob... 
Cezary zachwia si od wraenia, e to teraz on dosta szpicrut straszliwe poprzez oczy cicie. Wszelkie sowa 
wypady mu z garda. Sam gos zamar. Ani jednego sowa odpowiedzi. Stan gupi i niemy. Baga j o co? 
Przeprasza j za co? Przyobiecywa jej co? Usprawiedliwia si z czego? Ani jednej myli, ani jednego powzicia, ani 
jednego postanowienia. Wyjkn cicho... 
 Chodmy std... 
 Dokd? 
Albo wiedzia, dokd? Kt to bya ta kobieta? Teraz dopiero dowiedzia si o niej. Gdyby mg rzuci si przed 
ni na kolana, gdyby mg przycisn do ust brzeg jej sukni, gdyby mg ucaowa jej stopy! 
Ludzie w tym miejscu rozmaici przechodzili i podnosili oczy na t dam tak pikn, a tak gorzko paczc. Trzeba 
byo koniecznie z tego miejsca odej. Znowu tedy powiedzia: 
 Chodmy std! 
 A dokde pjdziemy? 
Podniosa na niego oczy. Blady umiech, zbkany go, przewin si przez jej usta, wykrojone tak przecudnie. 
 Nie, Czaru  rzeka  ju z tob nigdzie nie pjd. 
 Nigdy? 
 Nigdy. 
 To po ce mi tu wezwaa? 
 Wezwaam ci tutaj  jkna z najbardziej przepacistego dna boleci  eby na ciebie popatrze, na mio 
mojego serca jedyn, jedyn! Na szczcie moje zabite, zabite! A ty myla, e ja ci na schadzk?... e do hotelu? 
Przystojna matka... do hotelu... 
 Nic nie mylaem. 
 Wic mwisz, em schuda? Widzisz  to przez ciebie! A ty? 
Oczy jej obeschy i patrzyy teraz, spakane i zaczerwienione, z nieopisan mioci, z niezgbion sodycz. 
Ogldaa usta, oczy, brod i policzki Cezarego, jakby je oczyma materialnie caowaa. Po stokro wznosia na niego 
oczy i po stokro powracaa. 
 Wic to tak  westchn  teraz jeste lubn on Barwickiego. 
 Tak. 
 I lub ten staje na przeszkodzie naszemu szczciu? 
Zawahaa si, zakoysaa na miejscu, nie mogc i dalej. Wreszcie rzeka: 
126 
 lub nie lub... C mi tam Barwicki! Ale sowo. Dane sowo honoru. 
 Sowo honoru... 
 Tak, Czaru. Ja byam wolna i ty bye wolny. Bylimy dwa wolne ptaki. szalelimy ze szczcia pod naszym 
niebem. Ale to wszystko nogami podepta! 
 Kamiesz! To ty teraz wszystko depcesz nogami! Nasze szczcie! 
 Nie gniewaj si na mnie! W tej chwili nie gniewaj si na mnie! T chwil bd ya... dugie miesice, dugie 
miesice... Nie odbieraj mi tej chwili! 
Chciaa niepostrzeenie pochwyci jego rk, ale j wyrwa. Znowu poniosa go jdza zazdroci, najstraszliwszy z 
demonw. Rozemia si dziko: 
 Sowo honoru! Sowo honoru! 
Ukoni si z daleka. 
 Czaru! Nie chod! Czaru!  wzywaa z rozpacz, w szalonej mczarni. 
Ale ju si nie odwrci. Zaklsa si w nim dziko czucia, jakby serce rozjuszonego jastrzbia zbudzio si w jego 
piersi, jakby szpony zemciwego jastrzbia u rk mu wyrosy. Szed rozbryzgujc nogami boto, pogwizdujc z 
przejciem, rd drzew guchych. 
127 
By pierwszy dzie przedwionia. Powia wiatr poudniowy i w pynne boto zamieni stosy niegu uzgarniane 
wzdu chodnikw. We wosy i w usteczka, w nozdrza, w policzki i w uszy dzieci spieszcych do szkek wia w wiatr 
suchy, odmienny. Tysice wrbli wierkay radonie, do upadego, hardo i nieustpliwie na gzemsach odrapanych 
murw, na zaamaniach rynien i na czarnych gaziach kasztana, winia w podwrzu ydowskiej kamienicy. 
Bladozielone ydki wyciubiy niebieskawe nosy z piwnic i, e tak powiem, z mieszka na Franciszkaskiej ulicy. W 
czystych alejach przechodnie szli wesoo, tupic suchymi butami po betonie chodnika, ktry w oczach obsycha. Ju si 
na rogu ulicy uwijaa moda ulicznica w przedwczenie wiosennym stroju, aeby przecie wicej nagoci na wabia 
obuzom pokaza. Obok wiosenny nad miastem przepywa jak anio boy, zarwno miujcy cnotliwe i grzeszne. 
Dzwon si na wiey dalekiej rozlega, jak gdyby na zlecenie anioa leccego przez niebiosy woa ku wszystkim 
ndzarzom, znkanym i z artym przez choroby: Wiosna, o ziemscy ndzarze!. 
Tego dnia wanie od Nowego wiatu, przez plac Trzech Krzyw cigna wielka manifestacja robotnicza w stron 
Belwederu. Bezrobotni wskutek fabrykanckiego lokautu, strajkujcy wskutek droyzny i niemonoci wyycia z pacy 
zarobkowej tak ndznej, jaka bya ich udziaem  i uwiadomieni komunici. Ci trzymali prym, moda gwardia, a raczej 
awangarda Sowietw. 
Ludzie ci cignli z niskiego Powila i z dalekiej Woli. Przemknli si pojedynczo wszystkimi ulicami, a tutaj 
dopiero, u wylotu Alei Ujazdowskich, spiknli si i z radoci natrafili na swoich. Waciwy powd tego pochodu by 
nastpujcy. W jednej z fabryk robotnicy zadali podwyki zarobku o 50 procent. Skoro dyrekcja kategorycznie 
odmwia, grzecznie ujli dyrektora pod paszki i wyprowadzili na podwrze, a z podwrza za bram. Tam za poprosili 
go kolanem, eby poszed do swego mieszkania, a tutaj si nie plta, gdzie go nie p o   z a. Sami za zajli pozycj 
przy maszynach, kady specjalista przy swojej specjalnoci. Fabryk ogosili jako zajt w posiadanie rady robotniczej. 
Waciciel fabryki ze swej strony ogosi, e fabryk zamyka na czas nieograniczony, a wszystkich robotnikw wydala. 
Wtedy robotnicy owiadczyli, e nie pozwol zamkn tej fabryki, sami bd pracowa i nikomu jej nie dadz. Wtedy 
policja otoczya fabryk i zadaa od zespou robotnikw, eby wyszed dobrowolnie, jeli nie chce narazi si na 
przymusowe wydalenie. 
Wanie wtedy kierownictwo partii zadao od ogu robotnikw poparcia. Manifestacja wysza nagle z placu i 
ruszya pod Belweder. W pierwszym szeregu znacznego tumu szli ujwszy si pod rce ideowi przedstawiciele, midzy 
innymi Lulek i Baryka. Baryka w samym rodku, ubrany w lejbik onierski i czapk oniersk.  piewali. 
Wanie konna policja pokazaa si w jednej z ulic poprzecznych. Oficer na piknym koniu, w paszczu gumowym 
spitym na piersiach, w skokach konia i lansadach przejeda obok tumu szarego i rudego, ktry si ciska i zbija w 
jedno ciao. Oficer przypatrywa si pilnie ideowcom. Specjalnie pilnie temu w czapce onierskiej. Gdy tum zbliy si 
pod sam ju paacyk belwederski, z wartowni onierskiej wysun si oddzia piechoty i stan w poprzek ulicy, jakby 
tam nagle ciana szara, parkan niezomny, mur niezdobyty wyrs. 
Baryka wyszed z szeregw robotnikw i par oddzielnie, wprost na ten szary mur onierzy  a na czele 
zbiedzonego tumu. 
Konstancin, d. 21 wrzenia 1924. 
128 
