 
STEFAN EROMSKI 
SYZYFOWE PRACE 
2 
1 
Termin odstawienia Marana do szkoy przypad na dzie czwarty stycznia. 
Obydwoje pastwo Borowiczowie postanowili odwie jedynaka na miejsce. Zaprzono 
konie do malowanych i kutych sanek, gwne siedzenie wysano barwnym, strzyonym dywanem, 
ktry zazwyczaj wisia nad kiem pani, i okoo pierwszej z poudnia wrd powszechnego 
paczu wyruszono. 
Dzie by wietrzny i mrony. Mimo to jednak, e szczyty wzgrz kurzyy si nieustannie 
od przelatujcej zadymki, na rozlegych dolinach, midzy lasami, zmarznite pustkowia leay 
w spokoju i prawie w ciszy. Szed tylko tamtdy zimny przecig, wiejc sypki nieg niby 
lotn plew. Gdzieniegdzie wasay si nad zaspami smugi najdrobniejszego pyu jak dymek 
przyduszonego paleniska. 
Chopak siedzcy na kole, podobny do gowy cukru opakowanej szar bibu, w swym 
spiczastym baszyku, ktry w tamtych okolicach od dawien dawna uleg nostryfikacji i 
otrzyma swojsk nazw malocha, i w brunatnej sukmanie  mocno trzyma lejce garciami 
ukrytymi w niezmiernych rkawicach wenianych o jednym wielkim palcu. 
Konie byy wypoczte, nie chodziy bowiem od pewnego ju czasu do adnej cikiej roboty, 
tote pomykay, parskajc, ostrego kusa po ledwo przetartej, a ju znowu na p zadtej 
droynie, i sucho, jednostajnie trzaskay podkowami o nadmarznit zwierzchni skorup 
niegu. 
Pan Walenty Borowicz mi fajk na krtkim cybuszku, wychyla si co kilka minut na 
bok i przyglda uwanie ju to sanicom, ju migajcym kopytom. Wiatr go chosta po zaczerwienionej 
twarzy i on to zapewne wyciska owe zy, ktre szlachcic ukradkiem ociera. 
Pani Borowiczowa nie silia si wcale na maskowanie wzruszenia. zy stay bez przerwy 
w jej oczach skierowanych na syna. Twarz ta, niegdy pikna, a w owej chwili wyniszczona 
ju bardzo przez troski i chorob piersiow, miaa niezwyky wyraz namysu czy jakiej gbokiej 
a gorzkiej rozwagi. 
Malec siedzia w nogach, tyem do koni. By to duy, tgi i muskularny chopak omioletni, 
z twarz nie tyle pikn, ile rozumn i mi. Oczy mia czarne, poyskliwe, w cieniu 
gstych brwi ukryte. Wosy krtko przystrzyone na jea okrywaa barankowa czapka wcinita 
a na uszy. Mia na sobie zgrabn bekiesz z futrzanym konierzem i weniane rkawiczki. 
Woono na ten strj odwitny, za ktrym tak przepada, ale za to wieziono go do 
szkoy. Z niemego smutku matki, z miny ojca udajcego dobry humor wnioskowa doskonale, 
e w owej szkole, ktr mu tak zachwalano, przyobiecanych rozkoszy bdzie nie tak znowu 
duo. 
Znajomy widok wioski rodzinnej znik mu prdko z oczu, nagie wierzchoki lip stojcych 
przed dworem schyliy si za brzeg lasu obwieszonego kiciami niegu... Najblisza gra pocza 
wykrca si, zmienia, jakby krzywi i dziwacznie garbi. Wypaday teraz przed jego 
oczy smugi zaroli, jakich jeszcze nigdy nie widzia, poty z skatych, nie ociosanych erdzi, 
na ktrych wisiay przedziwne, niezmiernie dugie sople lodu, wynurzay si pewne obszary 
puste, gdzieniegdzie okryte lodami o barwie sinawej, zimnej i dzikiej. Niekiedy las z naga 
podbiega ku drodze i odkrywa przed zdumionymi oczyma chopca pospne swoje gbie. 
 Patrz, Marcinek! zajc, trop zajczy...  woa co chwila ojciec trcajc go nog. 
 Gdzie, tatku? 
 A o, tu! widzisz? Dwa lady due, dwa mae. Widzisz? 
 Widz... 
 Bdziemy teraz szukali tropw lisa. Czekaj no... My go tu zaraz, oszusta, wyledzimy, a 
potem palniemy mu w eb, zdejmiemy futro i kaemy Zelikowi uszy przeliczn lisiur dla 
pana studenta, Marcinka Borowicza. Czekaj no, my go tu zaraz... 
4 
Marcinek wpatrywa si w guche lene polany i zamiast rozrywki zimn boja na tych 
tropach spotyka. Z rozkosz byby pobieg ladem lisw i zajcy, nurza si w niegu i hasa 
wrd przydtych zaroli, ale teraz z caego obszaru i z tajemniczych jego cieniw fioletowych 
wiaa na niego bolesna i zdumiewajca tajemnica: szkoa, szkoa, szkoa... 
Ostatni szmat tak zwanych odpadkw lenych wykrci si w inn stron i zdawao si, e 
ucieka za oczy, na przeaj, polami. Roztwara si przestrze paska, tu i owdzie poprzegradzana 
opotkami, w ktrych na dnie maych wwozikw kryy si droyny, przydte w owej 
chwili zaspami podobnymi do wysokich kopcw albo spiczastych dachw. W jedne z takich 
drg chopskich wjechay sanie pastwa Borowiczw i poczy kopa si przez wydmy. Kiedy 
Marcinek wykrci gow i wierci si na miejscu, eby pomimo smutku spojrze na konie, 
dostrzeg przy kracu pola smug szarych cian, okrytych biaymi strzechami. Owe ciany 
tworzyy lini rwn i przykuway oczy niezwykym na niegach kolorem. 
 Co to jest, mamusiu?  zapyta z oczyma ez penymi. Pani Borowiczowa umiechna 
si z przymusem i na pozr spokojnie odrzeka: 
 To nic, kochanku... To Owczary. 
 To ju w tych Owczarach... szkoa? 
 Tak, kochanku... Ale to nic. Przecie ty jeste tgi, rozumny, mdry chopiec! Przede ty 
kochasz swoj mamusi. Trzeba si uczy, malutki, uczy... 
 Ale on tylko udaje...  rzek ojciec udajc rwnie, e si zanosi od miechu.  Albo to 
daleko do Wielkiejnocy? Zleci jak z bicza strzeli! Ani si obejrzysz, a tu zajeda wzek 
przed szko. Po kogo przyjecha?  pytaj Jdrka.  A po naszego panicza, po studenta 
 on powie. A w domu co mazurkw, co babek, co plackw z migdaami... powiadam ci... 
zatrzsienie! 
Wiatr szed w polu ostrzejszy i smaga twarze rodzicw chopca. Marcin podda si cinieniu 
serca, ktre uczuwa pierwszy raz w yciu, i milczc sucha nawau zda o szkole, 
koniecznoci uczenia si, o gimnazjum, o mundurze, mazurkach, zajcach, o cukrze lodowatym, 
kapiszonach, posuszestwie, o jakiej pilnoci i nieskoczonym acuchu innych wyobrae. 
Chwilami przestawa myle i patrza znuonym wzrokiem, jak wiatr rozdmuchuje 
futro w pewnym miejscu elkowego, w ksztacie peleryny, konierza matki, zupenie jak gdyby 
kto chucha na to miejsce przyoywszy do niego usta; chwilami znowu tumi ca potg 
dziecicej woli wybuch przeraenia, ktre wstrzsao jego yy jak wystrza niespodziewany. 
Tymczasem janczary dwiky goniej, z obu stron droyny ukazay si ciany stod, pniej 
parkany, bielone chaty i sanie wlizny si na utorowan, szerok ulic wioski. Chopiec 
powocy zaci konie, a nim upyno kilkanacie minut, wstrzyma je przed budynkiem 
wikszym troch od chat wociaskich, ale nie odbiegajcym pod wzgldem struktury od ich 
typu. We frontowej cianie tego domostwa poyskiway dwa okna szecioszybowe, a nad 
drzwiami wchodowymi czerniaa tablica z napisem: Naczalnoje Owczarskoje Ucziliszcze. 
Obok budynku szkolnego staa skromnie niewielka obrka i tulia si nieco mniejsza od obrki 
kupa krowiego nawozu. Midzy drog a domem znajdowaa si pewna przestrze, zapewne 
warzywny ogrdek, w ktrym tego dnia sterczao jedno jakie drzewko obcione mnstwem 
sopli. Dokoa tego placu bieg pot z powyamywanymi kokami. 
Gdy sanki zatrzymay si na drodze, z sieni uczyliszcza wybieg bez czapki nauczyciel, 
pan Ferdynand Wiechowski, i ona jego, pani Marcjanna z Pilaszw. Nim zdyli zbliy si 
do sanek, Marcin potrafi zada matce szereg kategorycznych pyta: 
 Mamusiu, to nauczyciel? 
 Tak, kochanku. 
 A to nauczycielka? 
 Tak. 
 A czy mama widzi, jak temu nauczycielowi strasznie si grdyka rusza? 
 Cicho bd!... 
5 
Nauczyciel mia na sobie rude i mocno zniszczone palto z wystrzpionymi dziurkami od 
guzikw i guzikami rozmaitego pochodzenia, na nogach grube buty, a na dugiej szyi weniany 
szalik w prki czerwone i zielone. Szerokie, tawe wsy, od czasw we mgle przeszoci 
lecych nie podkrcane do gry, zakryway usta pana Wiechowskiego, jak dwa strzpy 
sukna. Palcami prawej rki, powalanymi atramentem, z gracj i kokieteri odgarnia z czoa 
spadajce promienie wosw i rozkopywa nieg szastajc po nim nog w nieprzerwanych 
ukonach. Zwida i zastyga twarz jego marszczya si w umiechu czoobitnoci, ktry czyni 
j podobn do maski. 
O wiele mielej zbliaa si do sanek pani nauczycielowa. Bya to kobietka przystojna, 
cho nieco za wielka i za otya. Miaa oczy przykryte szafirowymi okularami. Te wielkie 
okulary natychmiast i bardzo le usposobiy dla niej Marcina Borowicza. Nie wiedzia, czy ta 
pani w danym momencie patrzy na niego i, co najwaniejsza, czy ona w ogle go widzi. Drog 
dziwnego skojarzenia wrae prdko wykombinowa, e nauczycielka podobn jest do 
ogromnej muchy. 
 Powita, powita!  woaa szeplenic pani Wiechowska i pocza wysadza z sanek 
matk Marcinka. 
 Jake zdrowie?  zapyta nauczyciel gwatownym sposobem i nie wiedzie kogo, ani na 
chwil nie przestajc umiecha si jednostajnie. 
 Powita kawalera!  mwia coraz mielej i goniej nauczycielowa, teraz ju specjalnie 
do Marana.  C, byy dudy? Pewno byy, eje!... 
 C to za dudy, mamo?  szepn kawaler przez zby. 
 Jake zdrowie?  wypali znowu nauczyciel, mocno zacierajc rce. 
 A no, ot i jestemy!  rzek ze swobod pan Borowicz.  Dudy? Byo tam tego troch, 
ale, chwali Boga, niewiele, niewiele. 
 Spodziewam si, prosz pana dobrodzieja  rzeka nauczycielka tonem wysoce dydaktycznym 
 spodziewam si... Marcinek powinien to rozumie  mwia z rosncym uczuciem 
i rozdymajc nozdrza  e rodzice i caa familia oczekuj po nim wiele, bardzo a bardzo wiele! 
Powinien to rozumie, e musi sta si nie tylko pociech rodzicw w sdziwej staroci, 
podpor ich lat zgrzybiaych, ale i chlub... 
Ten wyraz chlub wymwia ze szczeglnym namaszczeniem. 
 A, naturalna rzecz!  zakoczy nauczyciel zwracajc si do pana Borowicza z takim wyrazem 
twarzy, jakby pyta: 
 No, a moe by tak kieliszeczek szpagaterii? 
 Czymkolwiek Marcinek zostanie  mwia nauczycielka coraz pynnie j, brnc po niegu 
do sieni, a stamtd wprowadzajc goci do mieszkania  czy to obywatelem ziemskim, czyli 
te kapanem, czy sekretarzem gminnym albo oficerem  zawsze powinien to mie przede 
wszystkim na uwadze, e ma by chlub swej familii. Nie wiem, jaki o tej sprawie sd maj 
pastwo dobrodziejostwo, co si za mnie tyczy, to jest to moje wite przewiadczenie... 
 Znowu t chlub...  ze znueniem myla kandydat na stanowisko tak podwyszone 
wrd caej familii. Poniewa za przed chwil wyranie sysza, e moe by oficerem, a 
jednoczenie patrza w oczy matki zamglone niewymown mioci i zami, opucia go tedy 
naprona uwaga, z jak wsuchiwa si w mow nauczycielki, i pocz z ca swobod myle 
o byszczcych szlifach i dzwonicych ostrogach. Byby nawet przysig w owej chwili, 
e ostrogi i szlify s ow nieznan chlub. 
Pokoik, do ktrego wprowadzono przybyych, mia niesychanie mae wymiary i zastawiony 
by mnstwem gratw. Jeden kt zajmowao wielkie ko, drugi kt piec kolosalnych 
rozmiarw, trzeci znowu ko; na rodku staa kanapa i okrgy stolik z jesionowego drzewa, 
pokrajany najwidoczniej kozikami i porysowany jakim narzdziem tpym a zbatym. Na 
cianach wisiay tu i owdzie litografie wyobraajce witych i wite. Przy drzwiach prowadzcych 
do izby szkolnej zawieszony by na sznurku duy kalendarz w zielonej okadce, a na 
6 
nim rzemienna piciopalczasta dyscyplina z trzonkiem do zudzenia naladujcym sarni 
nk. Wanie w owej chwili, kiedy Marcinowi troia si po gowie chluba w ksztacie szlif 
uaskich, wzrok jego pad na okropny instrument... 
 No, i jake tam, h?  zapyta nauczyciel, wycigajc chud i kocist rk w kierunku 
czupryny Marcina z takim gestem, jakiego uywa zwykle felczer Lejbu, kiedy si do strzyenia 
pod wos zabiera. Jednoczenie przejy malca dwa dreszcze: na widok dyscypliny i 
tej okrutnej, chudej apy. Westchn z gbi piersi w taki sposb, e tego aktu nikt, nawet 
matka, nie widzia, i podda spokojnie gow jakiej dziwnej pieszczocie nauczyciela, ktra 
przypominaa rozcieranie wieo nabitego guza. Straszna rezygnacja, do ktrej zmusza si 
caym wysikiem woli, skupia si w cichych mylach: 
 Mama mi tu zostawi samego... on mi z pocztku bdzie bra za gow... o, tak... a potem... 
Pniej z odwag, ktra bya trudnym do zniesienia cierpieniem, spojrza na dyscyplin i 
nawet podnis wzrok na pana Wiechowskiego. 
Tymczasem do pokoju wesza dziewczynka, mniej wicej dziesicioletnia, na cienkich nogach 
obutych w due trzewiki i dygna. Miaa na sobie dosy gruby kubrak i wosy zaplecione 
w tyle gowy w cienki warkoczyk, noszcy w tamtych okolicach nazw mysiego 
ogonka. 
 To Jzia...  rzeka pani Wiechowska.  Uczy si i wychowuje u nas. Jest to wanie siostrzenica 
ksidza Piernackiego. 
To sowo siostrzenica nauczycielka podkrelia tonem zagradzajcym do umysw osb 
obecnych drog jakiejkolwiek, chociaby nawet minimalnej, wtpliwoci. 
 A...  mrukna dosy niechtnie pani Borowiczowa. 
 Przywitajcie si, moje dzieci  rzeka nauczycielka z emocj.  Bdziecie si razem 
uczyli, powinnicie wic y w zgodzie i pracowa z zapaem! 
Jzia spojrzaa na Marcinka iskrzcymi si oczami, a potem ulega cakowitemu zgupieniu. 
 Marcinek!  szepn chopcu do ucha pan Borowicz  przywitaje si... To tak zaczynasz 
postpowa w szkole! Wstyd si... No! 
Chopiec zaczerwieni si, spuci oczy, a potem raptownie wyszed na rodek izby, rozstawi 
nogi szeroko, zsun je z haasem i zabawnie kiwn przed koleank cay swj korpus. 
Jzia stracia do reszty przytomno umysu. Spogldaa na mistrzyni sw wytrzeszczonymi 
oczyma i bokiem cofaa si z pokoju. Bya ju blisko drzwi, gdy je wanie otworzono. Ukaza 
si w nich kipicy samowarek na rachitycznie krzywych nkach, powyginany w sposb 
nadzwyczajny. 
Nioso go przed sob wielkie i brzydkie dziewczysko, odziane w czarn od brudu, zgrzebn 
koszul, potargany i wytuszczony lejbik, wenian zapask i szmatk na wosach nie czesanych 
od kilku miesicy. 
Samowarek ustawiono na rogu stou przy pomocy czynnej pana nauczyciela i zaczto zasypywa 
i zaparza herbat w sposb wysoko ceremonialny i obrzdowy. 
Rodzice Marcinka spostrzegli, e jest to z pewnoci pierwsza herbata w biecym proczu 
szkolnym. 
Mrok z wolna zalega pokoik. Pan Borowicz przysun swe krzeso do rogu kanapki 
szczelnie wypenionego przez pani Wiechowsk i pgosem zacz prowadzi z ni ostateczn 
umow o leguminy, jakich mia dostarczy w zamian za wiato udziela si majce 
w tym domu jego synowi. 
Marcinek stal teraz obok matki i sucha, jak ojciec mwil: 
 Kaszy, wie pani, to nie mog, bo ani mj mynarz tego jak si patrzy nie zrobi  a zreszt, 
wie pani... Wol za to kaza zemle na pytel pszenicy. Bdziesz pani miaa czy na kluski, 
7 
na azanki, czy choby te ciastko jakie upiec, eby si przecie chopczyna rozerwa. Grochu... 
ile by pani chciaa?... 
Sowa te wnikay a do gbi umysu chopca i sprawiay mu bl istotny. Teraz pojmowa, 
e naprawd w szkole zostaje. W tym brzmieniu mowy ojca w naradach z nauczycielk czu 
po raz pierwszy ton handlowy i nieodwoaln konieczno ulegania swemu losowi. 
Chwilami owa bole szerzya si w maym jego ciele i przechodzia w ch dzikiego uporu, 
wrzeszczenia, tupania nogami, szarpania sukien matki, to znowu w guch i osab rozpacz. 
Pani Borowiczowa braa rwnie udzia w tym sporzdzaniu niepisanego kontraktu, zanotowywaa 
nawet w maej ksieczce iloci owych legumin, ale czua na sobie wzrok chopca, 
pomimo e go nie widziaa i miaa oczy spuszczone. Przez serce jej cigna prawie taka sama 
zawieja obdnych uniesie. Kto wie nawet, czy nie absolutnie taka sama... Kto wie, czy 
gwat jego niecierpliwoci nie szarpa jej tak samo i w tej samej minucie... 
 Ale te pani jeste nienasycona!  mwi pan Borowicz p serio do nauczycielki, gdy 
dopominaa si to o ryby, to o woszczyzn, to nareszcie o len, ptno zgrzebne itd. 
 Ij!  odrzeka z jadowitym umiechem pani Wiechowska  nienasycona, prosz pana dobrodzieja, 
to ja tam nie jestem. Czy to jedno z drugim wynios te drobiazgi tyle, co bycie 
pastwo dobrodziejostwo musieli da korepetytorowi u siebie na wsi? Taki korepetytor, prosz 
pana, dzi ledwo za trzydzieci rubli w miesic na wie pojedzie, a chce mie pokj 
osobny, wszelkie wygody, wszelkie przyjemnoci, usug... mod, konia pod wierzch, chce 
si zabawi kiedy niekiedy, chce wit i wreszcie... co to mwi... 
 Pani kochana wiesz  odrzek szlachcic troch szorstko  e dlatego do was dziecko oddaj, 
bo mi na korepetytora nie sta. Rzeczywicie, nie sta mi. Chobym si nawet szarpn 
i da mu te jakie trzysta rubli, to nie mam w domu kta, gdzie bym takiego guwernera 
ulokowa. Pani kochana moe i wiesz, moe nie wiesz, e u nas nie co dzie miso na obiad, a 
z obcym czowiekiem w domu trzeba by si byo stawia... 
 Co to mwi, moja droga pani  rzeka pani Borowiczowa  przecie pan Wiechowski 
przygotuje Marcinka do pierwszej klasy nie gorzej, a zapewne daleko lepiej ni najlepszy 
korepetytor, a u pani bdzie mu tak samo jak u matki. On sam wie, e trzeba si uczy, trzeba 
zbami i pazurami!... Mamusia kocha, mamusia bardzo kocha, ale to trudno, to trudno. On to 
zreszt wie, on pokae, jaki to z niego chopiec i czy to suszne, co o nim mwi pan Mitowicz, 
e on tylko becze umie. On pokae! 
Istotnie w Marcinku niespokojne wybuchy uciszyy si i caa jego rozpacz niby na jakim 
haku zawisa. Spojrza mnie w oczy matki i dojrzawszy w kcikach tych oczu pod samymi 
powiekami dwie zy umiechn si dziarsko. 
 Widzi pani, widzi pani, oto mj syn, mj kochany syn!  mwia teraz pani Borowiczowa 
wypuszczajc te zy uwizione moc woli pod powiekami. 
Ojciec przycign go do siebie i gaska po czuprynie nie mogc sowa wymwi. Tymczasem 
noc zapada. Wniesiono do pokoju lamp i pani nauczycielowa zacza nalewa herbat. 
Okoo godziny sidmej pan Borowicz wsta zza stou. Jego lewy policzek drga szybko, 
a usta umiechay si smutno. 
 No, Helenko, na nas pora...  rzek do ony. 
 O, c znowu?  wyszeplenia nauczycielowa  c znowu? Przecie na Gawronki w 
kwandrans czasu sankami si przelinie... 
 Tak, pani, ale teraz ksiyca nie ma, zaspy due, chopak drogi nie zna, zreszt i na pastwa 
czas. 
Pani Borowiczowa uoya tumoczek z bielizn Marcina obok ka, na ktrym malec 
mia sypia, niepostrzeenie wymacaa rk, czy siennik mu dobrze wypchano, nastpnie 
ucaowaa go szybko, poegnaa Wiechowskich i wsunwszy jeszcze w rk brudnej Magoki 
dwa zote groszy dwadziecia wysza na dwr i wsiada na sanki. Rwnie pospiesznie m 
8 
za ni wyszed. Nauczycielka trzymaa modego Borowicza za rk, gdy konie ruszyy z miejsca, 
a pan Wiechowski klepa go po ramieniu. Suca trzymaa wysoko lamp kuchenn. 
Gdy janczary odezway si raz pierwszy, podniosa wiato wyej i biay krg jego pad na 
nieg rozesany dokoa. Wwczas wanie Marcinek spostrzeg, jak ty sanek z zarysami gw 
rodzicielskich przesun si na ostatni lini wiata i wpad w ciemno. Chopak z naga 
wrzasn przeraliwie, szarpn si, wyrwa z rk nauczycielki i pdem pobieg za sankami. 
Trafi na rw idcy wzdu drogi, jednym susem wybrn z zaspy i pdzi przed siebie. Odbiegszy 
od wiata, nic nie widzia w ciemnoci. Potkn si raz, drugi na jakich kokach i 
upad na ziemi wrzeszczc co si: 
 Mamusiu, mamusiu! 
Obydwoje nauczycielstwo schwycili go pod rce i zaprowadzili przemoc do szkoy. Janczary 
dzwoniy gdzie daleko coraz ciszej, jakby spod wydm niegu. 
 Nigdy nie spodziewaam si czego podobnego! Nigdy! eby taki duy chopiec chcia 
ucieka do Gawronek... Pfe, brzydko!  sapaa nauczycielka. 
Marcinek ucich, ale nie ze wstydu. Dusio go jakie bolesne zdumienie: gdzie rzuci 
okiem, nigdzie matki nie byo. W mzg jego wrzynaa si myl jak drzazga: nie ma, nie ma, 
nie ma... Ze cinitymi zbami wszed do mieszkania, usiad na wskazanym przez nauczycielk 
krzeseku i suchajc jej dugiego kazania cigle myla o matce. Te myli byy szeregiem 
wizerunkw jej twarzy, ktre przemykay mu si pod powiekami i niky. Znikanie ich 
byo zawizkiem, pierwszym sygnaem tsknoty. 
Brudna Magosia saa tymczasem ka i ustawiaa wraz z nauczycielem parawan przed 
posaniem na kanapce, przeznaczonym dla koleanki Jzi. Ustawianie trwao dosy dugo i 
szczeglne nastrcza musiao trudnoci, bo suca w maej przerwie czasu, gdy nauczycielka 
wydalia si do kuchni, co chwila odskakiwaa z chichotem. 
Nareszcie wszystkie ka zostay posane i Marcinowi kazano si rozbiera. Pooy si 
co tchu, nakry kodr i zacz knu plan ucieczki. 
Chytrze obiera stosowny moment o wczesnym poranku, przypomina sobie drog do 
Gawronek, wmyla si w fizjonomie zaktw lenych, pustek, ktre widzia przed wieczorem, 
i ucieka przez nie w marzeniu. Z wolna rozczyniaa si w jego sercu, znuonym nawa 
uniesie, senna ao i wylewa pocza w cichym paczu. zy duymi kroplami spyway na 
poduszk i rozleway si w szerokie plamy... Zasn spakany w znueniu i bezczuciu. 
Wrd nocy nagle si ockn. Raptem usiad na ku i rozszerzonymi oczyma patrza 
przed siebie. Kto chrapa jak maszyna do ugniatania wiru. 
Maa nocna lampka, ustawiona w kcie izby, owietlaa jedn cian i cz poway. Marcinek 
ujrza czyje olbrzymie, grube i tuste kolano wystajce spod pierzyny, nieco dalej 
wielki nos i wsy, ktre poruszay si miarowo wskutek chrapania, jeszcze dalej pokrgy 
koszyk wyszyty paciorkami, a przy mdym wietle byszczcy jak ky obnaone. 
Uczucie osamotnienia, graniczce z rozpacz, chwycio maego szlachcica stalowymi 
szponami. Wzrok jego lata niespokojnie od przedmiotu do przedmiotu, z miejsca na miejsce, 
szukajc czego znajomego i bliskiego. Spocz wreszcie na tym kcie kanapki, gdzie siedzieli 
rodzice, ale i tam spa kto obcy. Z ktw izby, zasnutych mrokiem, wychyla si strach 
wielkooki, a widok gratw, stojcych w pwietle, zdawa si grozi w sposb zowrogi. 
Dugo malec siedzia na posaniu patrzc bezsilnie i nie bdc w stanie najsroszym swoim 
cierpieniem odgadn, po co to wszystko z nim zrobiono, co to znaczy, dla jakiej racji tak jest 
mczony. 
Nazajutrz, po nocy le przespanej, obudzi si bardzo nierycho. W mieszkaniu nie byo 
nikogo, ko nauczycielskie byo posane, kanapka uprztnita. Za drzwiami, obok ktrych 
wisia kalendarz i dyscyplina, rozlegao si prawie nieustajce kaszlanie i cichy pomruk rozmw, 
urozmaicony od czasu do czasu przez miech rubaszny albo pacz haaliwy. 
9 
Marcinek, rozciekawiony do najwyszego stopnia, wyskoczy z ka, ubra si co tchu i 
nasuchiwa pod tajemniczymi drzwiami, ktre wczoraj taki miay pozr, jakby prowadziy do 
pustego lamusa, a dzi byy zason jakiego interesujcego widowiska. 
 A co to, kawaler ciekawy zobaczy szko?  krzykna nauczycielowa wynurzajc si z 
kuchenki.  A my si kawaler, czesa si, ubra ochdonie? Najpierw trzeba si ubra, a 
pniej dopiero myle o zobaczeniu szkoy. 
Marcinek ubra si z mozoem, bo a dotd matka mu pomagaa my si i ubiera, szybko 
wypi kubek gorcego mleka i czeka. Po niadaniu nauczycielowa wzia go za rk i tak jak 
staa, w biaym kaftaniku, wprowadzia do izby szkolnej. Gdy si drzwi otwary, w gowie 
Marcina przelizna si zaraz myl: to jest koci, nie adna szkoa... 
Izba bya pena. Na wszystkich awkach siedzieli chopcy i dziewczta. Gromadka najpniej 
przybyych nie znalazszy miejsca staa pod oknem. Chopcy siedzieli w sukmankach, w 
ojcowskich spancerach, nawet w matczynych lejbikach, niektrzy mieli szyje okrcone 
szalikami, a rce w wenianych rkawicach; dziewczta miay na gowach zapaski i chuciny, 
jakby si znajdoway nie w dusznej izbie, lecz wrd zasp szczerego pola. Wszystko kaszlao, 
a znaczna wikszo, przed wejciem nauczycielki, wiczya si w dawaniu sobie nawzajem 
sera, ktrej to rozrywki nie byaby zreszt w monoci tym mianem technicznym okreli. 
 Michcik, masz tu panicza z Gawronek, pokae mu szko, bo ciekawy  rzeka nauczycielka 
zwracajc si do chopca siedzcego tu obok drzwi w pierwszej awie. 
By to wyrostek lat ju kilkunastu, jasny blondyn z siwymi oczami. Grzecznie posun si 
w awie i zrobi miejsce dla Marcinka, ktry przycupn na brzeku zawstydzony i zmieszany. 
Pani Wiechowska wysza rzuciwszy gone i stanowcze zalecenie publicznego spokoju. 
 Jake ci na imi?  spyta Michcik uprzejmie. 
 Marcin Borowicz. 
 A mnie Piotr Michcik. Umiesz czyta? 
 Umiem. 
 Ale pewnie po polsku? 
Marcin spojrza na niego ze zdumieniem. 
 Pa russki umiejesz czitat'? 
Marcin zaczerwieni si, spuci oczy i wyszepta cichutko: 
 Ja nie rozumiem... 
Michcik umiechn si z tryumfem i zaraz wydoby z drewnianej teczki, zaopatrzonej w 
sznurek do wieszania jej na ramieniu, chrestomati rosyjsk Paulsona, otworzy t ksig na 
zatuszczonym miejscu i zacz szybko czyta potrzsajc gow i rozdymajc nozdrza: 
 W szapkie zoota litoho staryj russkij wielikan podida k-siebie drugoho... 
Uwaga maego Borowicza bya zupenie pochonita przez rozmow z Michcikiem. Tymczasem 
ze wszystkich awek wyazili z wolna uczniowie i przybliali si krok za krokiem, 
szturchajc jedni drugich i wygldajc zza ramion. Utworzyo si wkrtce dokoa Michcika i 
Borowicza zwarte audytorium dzieci. Wszystkim oczy zdaway si wyskakiwa na wierzch z 
ciekawoci. Stali w milczeniu, patrzc na Marcinka bez zmruenia powieki i tak nieruchomo, 
jakby w paroksyzmie ciekawoci steli. 
Tymczasem Michcik wci czyta w wiersz szybko i coraz szybciej. Skoczywszy, jeszcze 
raz tryumfujco spojrza na Borowicza i rzek: 
 Tak si czyta! Zrozumiae te co? 
 Nic, nic...  odrzek nowicjusz rumienic si po uszy. 
 E, nauczysz si jeszcze i ty  rzek tamten protekcjonalnie.  I ja se mylaem, e trudno, 
a teraz i stichi na pami umiem, i rachonki robi po rusku, i diktowk. Gramatyka, ta to 
trudna... uuch! Sprawiedliwie! Imia suszczestwitielnoje, imia pritagatiefnoje, miestoimienie... 
C, nie rozumiesz, chobym ci i powiedzia... 
10 
Nagle podnis gow i patrzc na belki rzek, nie wiedzie do kogo, gono, z uczuciem, a 
nawet jakby w uniesieniu: 
 Podleaszczeje jest' totpriedmiet, o kotorom goworitsia w priedoenii! 
Potem znowu rzek do Marcina: 
 Widzisz, i Pitek ju umie czyta, cho kiepsko. Czytaj, Wicek! 
Przy Michciku siedzia chopiec niezmiernie ospowaty. Ten otworzy t sam ksik w 
rwnie wytuszczonym miejscu i zacz duka jaki ustp. Od razu pogry si w t czynno 
tak zupenie, e wystrzay z armat nie byyby w stanie przerwa jego roboty. 
Raptem gromada obserwujca rozbiega si wrd szturchacw i haasu. Drzwi od sieni 
rozwarty si szeroko i wszed nauczyciel. Twarz jego bya ledwie podobn do wczorajszej. 
Bya to teraz maska surowa, a bardziej jeszcze miertelnie znudzona. Rzuci okiem na Marcinka 
i kwano si umiechn do niego, stan na katedrze i da znak Michcikowi. Ten wsta i 
zacz gono, z deklamacj mwi modlitw: 
 Priebagij Gospodi, nisposli nam bagodat'... W chwili zaczcia modlitwy wszystkie 
dzieci jakby na komend zerway si na rwne nogi, a po jej ukoczeniu siady w awkach. 
Szko wypenia po brzegi nie tylko zaduch, ale literalny smrd, ciki i nieznony. 
Wiechowski spoglda przez chwil ponuro na zalknion gromad, nastpnie otworzy 
dziennik i zacz czyta list. Kiedy wymienia jakie imi w brzmieniu rosyjskim i nazwisko, 
izb zalegaa miertelna cisza. Dopiero po upywie pewnego czasu daway si sysze szepty, 
podpowiadania, wynikao szturchanie i kopanie nogami danego indywiduum, no i koniec 
kocw z jakiego miejsca ukazywaa si rka dziecka i sycha byo gos: 
 Jest. 
 Nie jest wcale, tylko jest'  woa gono nauczyciel. Sam wymawia kilkakro ten wyraz 
dobitnie, dla przykadu, mikczc ostatni spgosk. Miao to taki skutek, e gdy z kolei 
czyta nazwiska, chopcy wstawali i podnosili palce woajc z ca satysfakcj i w brzmieniu 
zupenie swojskim: 
 Je! 
Marcinek nie pojmowa z tego wszystkiego nic zupenie, bo ani wymaga profesura, ani 
caej ceremonii, a ju najmniej objaww tak powszechnej dzy jedzenia. 
Gdy przeczytane zostay wszystkie nazwiska, pan Wiechowski znowu skin na Michcika, 
a sam usiad na krzele, wsun donie w rkawy, zaoy nog na nog i pocz patrze w 
okno z tak determinacj, jakby to wanie stanowio jeden z punktw jego urzdowych 
czynnoci. 
Michcik gono czyta, a waciwie wywrzaskiwa z Paulsona tekst dugiej bajki ludowej 
rosyjskiej o chopie, wilku i lisie. 
Nauczyciel poprawia kiedy niekiedy akcenty wyrazw. 
Tymczasem w caej izbie szkolnej gwar si cigle szerzy. Sycha byo dwiki: a, be, ce, 
de, e..., albo: a, be, we, e, ze... 
Dzieci, ktre umiay ju alfabet, pokazyway go symplakom wieo przybyym, niektre 
uczyy towarzyszw labizoka, a przewana wikszo, patrzc niby to w elementarze i 
mruczc co pod nosem, nudzia si haniebnie. 
Gdy Michcik odkrzycza ca bajk, zoy ksik i da j koledze Pitkowi, a sam wyszed 
na rodek do tablicy. 
Wiechowski podyktowa mu zadanie arytmetyczne na mnoenie. 
Michcik wypisa dwie due cyfry, podkreli je okropnie grub lini, przed mnon ustawi 
taki znak mnoenia, e mona by na nim powiesi palto, i zacz szepta do siebie, z cicha, 
tak przecie, e Maran sysza go dobrze: 
 Pi razy sze... trzydzieci. Pisz kko, a sze mam w rozumie. 
Cay ten akt mnoenia Michcik wykonywa z wielkim trudem i mozoem. Twarz mu si 
mienia, minie oblicza, rk i ng wykonyway bezcelow prac takiego naprenia, jakby 
11 
ucze dwiga belki, rba drwa lub ora. Skoro jednak zmg jakie pi razy sze i napisa 
kko  zaraz pgosem, tak eby nauczyciel sysza, tumaczy ca spraw: 
 Piat'ju szest'  tridcat'... 
A nauczyciel nie zwraca teraz uwagi ani na Michcika, ani na Pitka, ktry zacz pokazywa 
swoj sztuk  lecz cigle z martwym stoicyzmem patrza w okno. 
Marcinek, suchajc po raz drugi czytania Pitka, przypomnia sobie yda Zelika, krawca 
wiejskiego, ktry czsto w Gawronkach siedzia caymi miesicami na robocie. Stan mu w 
oczach jak ywy  zgrzybiay, na p lepy, mieszny ydzina, z wiecznie oplut brod, gdy 
siedzi i zeszywa stary kouch barani. Okulary zwizane szpagatem wisz mu na kocu nosa, 
iga nie trafia w skr koucha, lecz w palec, pniej w pust przestrze, pniej gdzie winie... 
Marcinek pragnby rozemia si serdecznie z kopotw Zelika, z jego powolnego cibania, 
lecz czuje na twarzy zy alu i niewymownej mioci nawet dla tego yda z Gawronek... 
Czytanie Pitka wywiera na niego, nie wiedzie czemu, tak dziwne wraenie. 
Pitek trafia na dwiki, apie je z popiechem, wie i spaja jakby uderzeniem pici, 
pcha, jakby caym korpusem, do kupy... Sycha dziwne sowa... Oto malec stka: 
 Pie... piet... pietu... pietuch... 
Marcinek schyla gow, zatyka sobie usta i dusi si ze miechu, szepcc: 
 Co za pietuch? Pietuch!... 
Nauczyciel budzi si jakby ze snu, powtarza ze zoci kilkakrotnie ten wyraz ku tajemnej 
uciesze caej klasy i znowu wpada w zadum. Nareszcie Pitek skoczy lekcje, siad ciko 
na awce i zacz wyciera spocone czoo. 
Wiechowski otworzy dziennik i wyczyta nazwisko: 
 Warfoomiej Kapciuch. 
Na rodek izby wyszed chopak w ndznej sukmanczynie i ojcowskich widocznie butach, 
gdy posuwa si tak zgrabnie, jakby mia nogi obute w dwie konewki. May Bartek Kapciuch, 
ktry w szkole awansowa na jakiego Warfoomieja, rozoy swj elementarz na 
brzeku nauczycielskiego stolika, wzi w brudn rk drewnian skazwk, wyczyta cae a, 
be, we, e, ze... , chlipn kilka razy nosem i poszed na miejsce z tak uciech, e nawet nie 
czu pewno ciaru swych niezmiernych butw. Powoany zosta znowu jaki Wikientij, wyoy 
nauczycielowi swoj umiejtno i znik w tumie. 
Ta nauka trwaa tak dugo, e Marcinek o mao si nie zdrzemn. Wodzi sennymi oczyma 
po cianach, z ktrych tu i owdzie wapno patami obleciao, rozpatrywa wiszce obok drzwi 
wizerunki nosorocw i strusiw, wreszcie trzy grube szlaki bota midzy drzwiami i pierwsz 
awk... Byo mu duszno w okropnym powietrzu izby i nudzio go stkanie dzieci wydajcych 
przed nauczycielem alfabet rosyjski. Jednak mimo nieuwagi i roztargnienia, jakie 
go ogarno, spostrzeg przecie, e i pan Wiechowski nudzi si porzdnie. Na szczcie w 
ssiednim mieszkaniu nauczycielskim wybia godzina jedenasta. Profesor przerwa egzaminowanie, 
zeszed z katedry i rzek po polsku: 
 Teraz sobie zapiewamy jedne liczn pie po rusku, nabon. Bdziecie piewa po 
mnie i tak samo jak ja. Dziewuchy cienko, chopaki grubiej. No... a suchaj przecie jedno z 
drugim uchem, nie brzuchem! 
Przymkn oczy, rozwar usta i wybijajc takt palcem j piewa: 
Kol slawien nasz Gospod' w Syjonie... 
Z nauczycielem piewa Michcik, rycza co Pitek i usiowao naladowa melodi kilkoro 
dzieci, wida muzykalniejszych. Reszta piewaa take. Gdy jednak melodia bya powana, 
a w tamtej okolicy lud piewa tylko na nut ywego wywijasa, wic dzieci wpady zaraz na 
12 
jedyny uroczysty motyw piewu, do ktrego w kociele ucho przyuczyy, i poczty niesfornymi 
gosami wrzeszcze: 
wity Boe, wity mocny, 
wity a niemiertelny... 
Kilkakrotnie pan Wiechowski musia przerywa i zaczyna od pocztku, gdy melodia 
wity Boe zaczynaa bra gr nad Kol sawien. Chodzio tam zapewne nie o nauczenie 
dzieci piewu, lecz o wbicie, wciesanie w ucho pieni cerkiewnej. Nauczyciel zmuszony 
by zwyciy chopsk melodi, pocign za swoj cay og dzieci i wkrzycze j w ich 
pami. piewa tedy coraz goniej. Marcinek z najwyszym zdumieniem patrza na to cae 
widowisko. Grdyka nauczyciela pracowaa teraz forsownie, twarz jego z mocno czerwonej 
staa si a brunatn. yy na czole nabrzmiay mu jak powrzki, czupryna spadaa na oczy. Z 
zamknitymi powiekami a usty otwartymi jak czelu, wywijajc pici, jakby bil w kark 
niewidzialnego przeciwnika, nauczyciel istotnie przekrzycza cay chr gosw dziecicych i 
ze wszystkiego tchu, wniebogosy piewa pie: 
Ko sawien nasz Gospod' w Syjonie... 
13 
2 
W cigu dwumiesicznej bytnoci w szkole Marcinek zdumiewajce uczyni w naukach 
postpy. 
Tak donosia listownie rodzicom chopca pani nauczycielowa. 
W istocie Marcinek umia ju czyta (rzecz prosta  po rosyjsku), pisa dyktanda, robi 
zadaczki na cztery dziaania i pocz nawet wiczy si w dwu rozbiorach: etymologicznym i 
syntaktycznym. 
Pan Wiechowski szczeglniejsz uwag zwraca na owe rozbiory. Codziennie o godzinie 
drugiej po poudniu rozpoczyna z Marcinkiem lekcj. Chopiec czyta jaki urywek, pniej 
opowiada tre tego, co przeczyta, w sposb tak mieszny i tak zabawnie barbarzyskimi 
wyrazami, e samego profesora rozweselaa ta nauka. 
Po czytaniu szy zaraz owe rozbiory, ktre gdyby mogy by do czegokolwiek przyrwnane, 
to chyba do upartego strugania mokrej osiczyny tpym kozikiem. 
Istotn trudno stanowia dla maego Borowicza  arytmetyka. Chopczyna pojmowa 
wcale dobrze, cho niezbyt lotnie, ale kombinowanie jednoczesne arytmetycznego kakuu i 
wdzieranie si przemoc do tajemnic mowy rosyjskiej  byo ciarem zanadto wielkim na 
jego siy. 
W chwili kiedy zaczyna rzecz ca rozumie, kiedy nawet uderzaa go i cieszya oczywisto 
rachunku, wszystko mciy nazwy. Zamiast porwania umysu chopca zrozumiaym 
wykadem dziaa arytmetycznych, zamiast ukazania mu samej rzeczy arytmetycznej, o ktr 
w nauce arytmetyki na pozr chodzio, pan Wiechowski ca usilno zmuszony by w to 
wkada, eby nie w umys, lecz w pami ucznia wrazi nazwy rozmaitych przedmiotw. 
Pierwsze ksztacenie inteligencji, ta pikna walka, to szacowne widowisko, ten zaiste wzniosy 
akt: uczenie si dziecka, opanowywanie poj nieznanych przez umys, ktry to czyni raz 
pierwszy  byy w Owczarach walk niezmiern, a czsto rzeteln i, co najgorsza, bezcelowo 
zadan mczarni. 
Jeeli may Borowicz przypadkowo straci wtek rozumowania, wwczas machinalnie 
powtarza za pedagogiem i nazwy, i kombinacje, i formuy. Naglony pytaniami, czy rozumie, 
czy pamita, czy wie dobrze  odpowiada twierdzco, a na zagadnienia bezporednie odpowiada 
zgadujc. 
Trafiay si dnie, e lekcje arytmetyki byy dla niego od a do z niezrozumiaymi. Wtedy 
owiewa go strach idcy z pwiadomego przewiadczenia, e kamie, e nie uczy si chtnie, 
e umylnie martwi rodzicw, e nie kocha ich wcale... Wwczas pot zimny wystpowa 
mu na czoo, a mzg oblepiaa jakby skorupa zeschego iu. 
Nauczyciel odszed ju by daleko, mwi o czym innym, zapytywa o co innego, a Marcinek, 
przestpujcz nogi na nog i ciskajc kolana, wysikiem goni jak sfaj, ktra w 
poprzek caej drogi jego rozumowania uwalia si jak gra. Mzg jego nie by w stanie wykonywa 
dwu prac naraz, tote mylenie arytmetyczne musiao zej na plan drugi, ustpujc 
miejsca cigym zapytaniom o znaczenie wyrazw. Specjalny kunszt stanowio dyktando rosyjskie. 
Pan Wiechowski codziennie Marcinkowi powtarza, e ucze, ktry by na stronicy 
dyktanda zrobi trzy bdy, nie bdzie przyjty do klasy wstpnej. Kandydat do owej klasy 
zaprzysig sobie w duszy, e nie popeni trzech bdw na stronicy dyktanda. Usiowa nie 
robi ich wcale  z maym jednak skutkiem. Gowa mu od mylenia pkaa, czy w danym 
wypadku naley pisa jat', czy je, pami robia ciko i bezmylnie, a poniewa pedagog nie 
mg wskaza dostatecznych zasad pisania bez poprzedniego wyoenia gramatyki, wic 
biedny Marcin umieszcza na stronicy po trzydzieci i wicej monstrualnych bdw. Na pa
14 
mi uczy si gramatyki rosyjskiej i wierszy. Owo kucie wierszy miao miejsce zawsze przed 
poudniem. 
Rzeczywicie najwiksze postpy Marcinek zrobi w katechizmie ksidza Putiatyckiego i 
w kaligrafii. Mona go byo przebudzi z twardego snu o pnocy i zapyta: Co za nauk 
std bra mamy, e Pan Bg jest dobrym i sprawiedliwym sdzi ?  a odpowiedziaby by 
jednym tchem, bez namysu i wahania: Std, e Pan Bg jest sprawiedliwym sdzi, bra 
mamy t nauk... itd. 
W kaligrafii lubi si znowu wiczy na wasn rk. Zastpowaa mu ona poniekd rozrywki 
fizyczne, spacer i hasanie po dalekich miejscach. Nauczyciel zastawa go niejednokrotnie 
bazgrzcego z niezmiernym entuzjazmem litery ogromne i kolawe, ju to kred na tablicy, 
ju pirem na starych kajetach. Zarwno pierwszy jak drugi sposb wiczenia si w tyle 
szlachetnej i tak niezbdnej umiejtnoci pobudza Marcinka do wywieszania jzyka i cigania 
nosem. Z czasem bazgranie w kajetach wzbronionym mu zostao ze wzgldu na to, e 
przy spenianiu tej czynnoci obiedwie jego rce, mankiety kurtki i koszuli, a niejednokrotnie 
i koniec nosa, byy unurzane w atramencie i powodoway zwikszanie si ekspensu nauczycielskiego 
myda, co w umowie z rodzicami Marcinka przewidzianym nie zostao. Nie pozwalano 
mu rwnie bawi si z chopakami wiejskimi ze wzgldu na tak zwane dobre wychowanie. 
Siedzia tedy cigle w pokoju pastwa Wiechowskich i ksztaci swj umys. Sam 
pan naucza w izbie szkolnej albo by poza domem, ona jego wrzeszczaa na dziewk suebn 
w kuchni, a maa Jzia wiczya si zazwyczaj w gnieceniu klusek, zwanych paluszkami, 
albo nawet w obieraniu kartofli. Marcinek siedzia na kanapce pod oknem i mrucza. 
Kiedy go jednak gramatyka do cna znudzia, wtedy mruczc obudnie, gapi si na wiat przez 
szyby. 
Okna wychodziy na pola. Te pola byy rwne jak st, gdy tam koczyy si ju wzgrza 
i lasy. Gboki nieg lea cik warstw na caym widnokrgu. Nigdzie wsi, nigdzie nawet 
samotnej chaty nie byo wida na owej paszczynie. W odlegoci mniej wicej trzech wiorst 
czernia szereg drzew bezlistnych i szarzay jakie zarola. By tam rozlegy staw okryty 
trzcinami, ale i on o tej porze przysta do paszczyzny i dopasowa si do rwniny niegowej. 
W czasie odwily grzbiety zagonw przezieray spod niegu. Ten widok by jedynym urozmaiceniem 
i rozrywk w yciu Marcinka. Odwile zdarzay si nieczsto, a nastpoway po 
nich zadymki i mrozy. Przestrzenie znowu tay i powlekay si martwot. Dla ywego 
chopca byo co bezdennie smutnego w tym obcym krajobrazie. Widok monotonnej paszczyzny 
dziwnie si jednoczy z nud siedzc midzy kartkami gramatyki rosyjskiej. Ani tego 
krajobrazu, ani misteriw gramatycznych nie mg obj i przyswoi sobie. Gdyby go zapytano, 
co to jest, jak si nazywa owa spokojna, nudna przestrze, odrzekby bez wahania, e 
jest to imia suszczestwitielnoje. 
Przez cae dwa miesice adne z rodzicw nie odwiedzao Marcinka. Postanowiono go zahartowa, 
woy w rygor i nie rozmazgaja wizytami. Raz jeden pani Wiechowska wyprowadzia 
Borowicza i Jzi na spacer. Poszli za wie drog utorowan w gbokim niegu 
a na gr okryt starym lasem. Na skraju tego lasu sterczay oddzielnie due wierki, ktre 
wpaday w oko ze znacznej nawet odlegoci. Dzie by liczny, mrony; w czystym powietrzu 
wida byo bardzo dalek okolic. Stanwszy przy owych samotnych wierkach, zdyszany 
Marcinek rzuci okiem w stron poudniow i zobaczy gr, u ktrej stp stay Gawronki, 
gdzie si urodzi i wychowa. Ciemnobkitnym kolorem znaczyy si po niej zwarte zarola 
jaowcu na tle jednolitej powoki niegu. Wydatny garb szczytu dokadnie stercza na niebie 
rowiejcym z zachodu. Nagle chopiec gono i serdecznie zapaka. 
Dugie, opryskliwe, pene niepojtych wyrazw kazanie nauczycielki uwieczyo t jedyn 
wycieczk Marana. 
15 
W pierwszych dniach marca pan Wiechowski, powrciwszy z ssiedniego miasteczka, 
przywiz wiadomo, ktra, rzec mona, zatrzsa wgami budynku szkolnego. Wszed do 
pokoju z omarznitymi wsami i nie strzepnwszy nawet niegu z butw powiedzia: 
 Dyrektor przyjeda w tym tygodniu! 
Gos jego mia ton tak szczeglny i przeraajcy, e wszyscy obecni zadreli, nie wyczajc 
Marcina, Jzi i Magosi, ktrzy wcale zrozumie nie mogli, co by waciwie to zdanie 
mogo znaczy. 
Pani Wiechowska zblada i poruszya si na krzele. Jej due, tuste wargi drgny i rce 
bezwadnie na st opady. 
 Kto ci mwi?  zapytaa gosem zdawionym. 
 No, Payszewski  kt mia mwi?  odrzek nauczyciel zdejmujc szalik ze szyi. 
Od tej chwili zapanowaa w caym domu wielka trwoga i milczenie. 
Magosia, nie wiedzie dlaczego, chodzia na palcach, Jzia caymi godzinami pakaa 
rzewnie po ktach, a Marcinek wyczekiwa z przeraeniem i nie bez pewnej ciekawoci jakich 
zjawisk nadprzyrodzonych. 
Profesor po caych prawie dniach trzyma dzieci wiejskie w szkole, uczy je sposobem 
zwanym na skoro odpowiedzi na przywitanie:  zdorowo rebiata!  wszystkich piewu 
chralnego Kol sawien, a Pitka i Wjcika wiczy w sztuce wyliczania czonkw panujcej 
rodziny carskiej. Wpajaniu tych umiejtnoci towarzyszyo zdwojone rnicie dyscyplin. 
Marcinek skulony przy swym oknie sysza co chwila pacz wrzaskliwy, baganie nadaremne 
i zaraz potem stereotypowe i nieodwoalne: 
 Uch, nie bd, nie bd! Pki ycia, nie bd! uch, panie, nie bd, nie bd!... 
Wieczorami, nieraz do pna, pan Wiechowski przygotowywa dzienniki szkolne i wykazy, 
stawia stopnie uczniom i w sposb niewymownie kaligraficzny pisa tak zwane wiedomosti. 
Oczy mu si zaczerwieniy, wsy jeszcze bardziej obwisy, policzki wpady i grdyka 
bya w cigym ruchu od nieustannego przeykania liny. Na wsi rozesza si gucha pogoska: 
naczelnik przyjedzie! Na tle tej wieci wyrastay dziwne domysy, prawie klechdy. 
Wszelkie banie znosia do budynku szkolnego na powrt Magosia i szeptaa je do ucha 
Borowiczowi i Jzi, budzc w nich trwog coraz okropniejsz. 
W stancji szkolnej zaprowadzono radykalny porzdek: zeskrobano rydlem z podogi usche 
boto i wyszorowano j naleycie, zmieciono kurze, otrzepano i wytarto popstrzone wizerunki 
yraf i soniw, oraz map Rosji i globusik, reprezentujcy na grnym gzymsie szafy umiejtnoci 
odlege, wysokie i niedostpne. 
Z sieni wyjechaa do obrki beczka z kapust, nie mniej jak caa zagrdka i umieszczone w 
niej ciel. Kupa nawozu zostaa okryta gaziami wierczyny. 
Sam pedagog przynis z miasteczka dziesi butelek najlepszego warszawskiego piwa i 
jedn krajowego porteru, pudeko sardynek i cay stos buek. 
Pani Wiechowska upieka na ronie zajca i piecze woow, niewymownie kruch, ktre 
to przysmaki miay by podane dyrektorowi na zimno, rozumie si, wraz ze soikami konfitur, 
marynowanych rydzykw, korniszonw itd. Cae to przyjcie nauczycielowa zgotowaa nie 
mniej pilnie, jak on przysposabia szko. Mogo si byo wydawa, e tajemniczy dyrektor 
przyjeda po to, eby z rwn cisoci zbada i skontrolowa smak zajczego combra, jak 
postpy chopakw wiejskich w dukaniu. 
W przeddzie fatalnego dnia mieszkanie, kuchnia nauczycielska i izba szkolna byy obrazem 
zupenego popochu. Wszyscy biegali z oczyma szeroko rozwartymi i speniali najzwyklejsze 
czynnoci w niewymownym napreniu nerww. W nocy prawie nikt nie spa, a od 
witu znowu wybuch w caym domu paroksyzm biegania, szeptania z zaschnitym gardem i 
wytrzeszczonymi oczyma. Mia nadej posaniec od Payszewskiego, nauczyciela szkoy w 
Dbicach (wsi o trzy mile odlegej), u ktrego wizyta dyrektorska pierwej ni w Owczarach 
wypa miaa. Zanimby dyrektor przejecha trzy mile gocicem, szybkobiegacz zdajc 
16 
wprost przez pola mia wczeniej o jak godzin stan w szkole Wiechowskiego. Ju od samego 
witu nauczyciel wyglda co moment oknem, przy ktrym zazwyczaj uczy si Marcinek. 
Pokj mieszkalny by uporzdkowany, ka nakryte biaymi kapami. W kciku za jednym 
z nich stay butelki z piwem, w szafie gotowe pieczyste i cae przyjcie. Gdy dzieci zaczy 
ciga si do szkoy i nauczyciel zmuszony by opuci punkt obserwacyjny, wtedy 
zaleci Marcinkowi, aeby on usiad na tym miejscu i nie spuszcza oka z rwniny. May Borowicz 
sumiennie speni ten obowizek. Twarz przysun do samego szka, tar je co chwila, 
gdy zachodzio par oddechu, i wytrzeszcza tak oczy, e mu si a napeniay zami, Okoo 
godziny dziewitej ukaza si na widnokrgu punkcik ruchomy. Obserwator przez czas dugi 
ledzi go wzrokiem z gwatownym biciem serca. Nareszcie, gdy mg ju dojrze chopa w 
tym kouchu, szerokimi krokami idcego po grzbietach zagonw, wsta z krzesa. Bya to 
jego chwila. Czu si panem pooenia trzymajc w rku wiadomo tak stanowcz. Wolnym 
krokiem zbliy si do kuchni i w sposb lapidarny, podniesionym gosem zawoa: 
 Matgoka, rypaj powiedzie panu, e... posaniec. On tam ju bdzie wiedzia, co to 
znaczy. 
Magosia wiedziaa rwnie, co w takich wypadkach czyni naley. Rzucia si do sieni, 
otwara drzwi do izby szkolnej i z okropnym wrzaskiem daa zna: 
 Panie, posaniec! 
Wiechowski wszed natychmiast do swego mieszkania i zacz wdziewa na si odwitne 
ubranie: szerokie spodnie czarne, kamaszki na wysokich obcasikach i z wystrzpionymi gumami, 
bardzo gboko wycit kamizelk i za duy akiet, wszystko nabyte przed laty, czasu 
bytnoci w grodzie gubernialnym, u pewnego skadnika troch przechodzowanej tandety. 
Marcinek wsun si do pokoju i lkliwym gosem rzek do nauczyciela: 
 O, prosz pana, tam idzie... 
 Bardzo dobrze, id teraz, mj kochany, i schowaj si w kuchni razem z Jzia. Niech rka 
boska broni, eby was dyrektor zobaczy! 
Wychodzc z pokoju Marcinek obejrza si na belfra, ktry w owej chwili sta przed 
jednym z obrazw religijnych. Twarz nauczyciela bya biaa jak papier. Gow mia schylon, 
oczy przymknite i szepta pgono: 
 Panie Jezu Chryste, dopomoe mi te... Panie Jezu miosierny... Zbawicielu... Zbawicielu! 
W owej chwili wbiega do izby pani Marcjanna i potrcajc Borowicza woaa: 
 Idzie! idzie!... 
Pan Wiechowski wyszed do szkoy, a tymczasem w stancji czyniono przygotowania ostateczne; 
okryto st serwet, nastawiono samowar i wycierano talerze, szklanki, noe i powyamywane 
widelce. 
Marcinek wynalaz ju by dla siebie i towarzyszki bezpieczne schronienie za drzwiami 
midzy cian i ogromn szafarni, ktra zajmowaa poow kuchenki. Wtuleni w najciemniejszy 
kt, oddawali si obydwoje z ca gorliwoci co najmniej przez jakie ptorej godziny 
misji ukrycia swych osb. Nakazywali sobie wzajem nieustannie milczenie, przysuchiwali 
si z biciem serc kademu szelestowi i tylko kiedy niekiedy wayli si pszeptem wypowiada 
jakie niewyrane sylaby. 
Dopiero po upywie dwu godzin wbiega raptem ze dworu nauczycielka, a za ni Magosia. 
Ta ostatnia w okropnej trwodze powtarzaa raz za razem: 
 Jedzie naczelnik! Jedzie naczelnik! W skrzanej budzie jedzie! Oj, bdzie tu teraz dopiero, 
bdzie, mj Jezus kochany, drogi, oj, bdzie tu, bdzie. 
Ciekawo przemoga wszelkie obawy: Jzia i Marcin wyszli ze swej kryjwki, zbliyli si 
na palcach do drzwi prowadzcych do sieni i zaczli kolejno wyglda przez szczeliny i dziur 
od klucza. Ujrzeli ty budy karecianej na saniach, ogromne futro pana wchodzcego do 
szkoy i plecy Wiechowskiego, ktre si nieustannie schylay. 
17 
Po chwili drzwi do izby szkolnej zamknito. Wtedy z uczuciem gorzkiego rozczarowania 
powrcili do swej kryjwki za szafarni i dreli tam ze strachu. 
Tymczasem do stancji szkolnej wkroczy kierownik dyrekcji naukowej obejmujcej trzy 
gubernie, pan Piotr Nikoajewicz Jaczmieniew, i przede wszystkim zrzuci z ramion olbrzymie 
futro. Spostrzegszy, e w tej izbie jest a nadto ciepo, zdj take palto i zosta w mundurze 
granatowym ze srebrnymi guzikami. 
By to wysoki i przygarbiony nieco czowiek, lat czterdziestu paru, o twarzy duej, nieco 
rozlanej i obwisej, ktr otacza rzadki zarost czarny. Z ust dyrektora Jaczmieniewa prawie 
nie schodzi umiech agodny i dobrotliwy. Zamglone jego oczy spoglday przyjacielsko i 
yczliwie. 
 Witam pana, panie Wiechowski  rzek po rosyjsku, przygadzajc rk rzadkie wosy na 
skroniach.  Co sycha? Jak si panu powodzi? 
 Wszystko jak najlepiej, janie wielmony panie...  odpowiedzia Wiechowski, uczuwajc 
w sercu pewien promyczek otuchy na widok askawoci dyrektora. 
 Ale zima u was tga! Duo si czowiek nakoata po witej Rusi, a takiego zimna w 
marcu rzadko dowiadcza. Ja w karecie, w futrze, w palcie, a i tak czuj ten, wiesz pan, 
dreszczyk... 
 A moe by...  szepn Wiechowski majc dreszczyk stokro bardziej przejmujcy a w 
pitach. 
Dyrektor uda, e wcale nie syszy tego, co powiedzia Wiechowski. Odwrci si do dzieci, 
ktre siedziay nieruchomo, ze zdumienia wytrzeszczajc oczy i w przewanej wikszoci 
szeroko rozwarszy usta. 
 Jak si macie, dziatki?  rzek askawie  witam was. 
Stojc za plecami Jaczmieniewa, Wiechowski dawa znaki oczami, rkami i caym korpusem, 
ale na prno. Nikt nie odpowiada na powitanie zwierzchnika. Dopiero po chwili 
Michcik, naglony rozpaczliwymi spojrzeniami i gestami swego mistrza, zerwa si i zawoa: 
 Zdrawia eajem Waszemu Wysokorodiu! Dyrektor mlasn ustami i wznis brwi tak 
zagadkowo, e Wiechowskiemu mrz przedefilowa po grzbiecie. 
 Panie nauczycielu, bd pan askaw wywoa ktrego ze swych uczniw  rzek wizytator 
po chwili  chciabym usysze, jak te czytaj. 
 Moe janie wielmony pan sam raczy rozkaza ktremu z nich  rzek uprzejmie 
Wiechowski podajc dziennik, a jednoczenie ca dusz bagajc Boga, aeby janie wielmonemu 
panu nie strzeli czasami do gowy pomys zgodzenia si na t propozycj. Jaczmieniew 
z grzecznym umiechem odsun dziennik mwic: 
 Nie, nie... prosz bardzo. 
Wiechowski uda przez chwil niby wahanie si, kogo by wyrwa, a wreszcie wskaza 
palcem Michcika, ktrego umylnie posadzi w czwartej awie. 
Dyrektor wstpi tymczasem na katedr, usiad i podparszy pici brod patrza uwanie 
spod przymknitych powiek na ten tum dzieci. 
Michcik wsta, z dystynkcj uj Paulsona trzema palicami i da koncert czytania. Przestrach, 
jak pyta marmurowa, usun si na chwil z piersi Wiechowskiego. Michcik czyta 
wietnie, pynnie, gono. Dyrektor przysposobi sobie doni ucho do atwiejszego chwytania 
dwikw, z zadowoleniem reparowa akcenty i kiwa gow potakujco. 
 Czy moesz mi opowiedzie swoimi sowami to, co przeczytae?  zapyta po chwili. 
Chopiec zoy ksik, odsun j na znak, e bdzie czerpa opowiadanie tylko z pamici, 
i zacz wyniszcza po rosyjsku tre bajki odczytanej. 
Jaczmieniew cigle si umiecha. W najciekawszym punkcie opowieci podnis w gr 
rk z gestem charakterystycznym, jakiego uywa nauczyciel, pewny, e mu jego mity ucze 
trafnie odpowie  rzuci szybko zapytanie: 
 Siedm razy dziewi? 
18 
 Szest'diesiat tri!  z tryumfem zawoa Michcik. 
 Wymienicie, wymienicie  rzek gono dyrektor, a schylajc si do Wiechowskiego, 
szepn pgosem:  Szanowny panie nauczycielu, temu chopcu w kocu roku... pojmuje 
pan?... najpierwsz... 
Pedagog schyli gow i rozd nieco nozdrza na znak nie tylko zgody, ale porozumienia 
si co do joty i przypomina w owej chwili kelnera z wykwintnej restauracji, ktry zgaduje 
yczenia gocia szczodrobliwego. By ju prawie pewien sytuacji i, jak czyni zazwyczaj 
czowiek szczliwy, zacz kusi fortun. 
 Moe janie wielmony pan zechce jeszcze Michcika... co z arytmetyki, z gramatyki? 
 Czy tak? Bardzo, bardzo jestem... Ale trzeba ju temu da spokj. Prosz, wyrwij pan 
kogo jeszcze... 
 Pitek!  zawoa nauczyciel nieco zbity z tropu. 
 Je!  wrzasn Pitek, pewny, e to chodzi o tak zwan perekliczk. 
 Czytaj!  zgrzytn na niego Wiechowski. Czytanie Pitka mniej ju zachwycio dyrektora. 
Nie poprawia go wcale, tylko umiecha si na poy artobliwie, na poy ironicznie. Zanim 
chopiec przemordowa trzy wiersze, rzek do nauczyciela: 
 Prosz jeszcze kogo wywoa... 
W czaszce nauczyciela sowa powysze sprawiy szum gwatowny, ktry rozwia wszystkie 
jego myli jak wicher plewy. Kilku jeszcze chopcw umiao sylabizowa, i to po par 
liter zaledwie. Na chybi trafi jednak Wiechowski zawoa: 
 Gulka Matwiej! 
Gulka powsta, wzi wskazwk w rk i cichutko wyszepta kilka nazw liter moskiewskich. 
Gdy dyrektor przynagla go zacz do goniejszego mwienia, chopak zlk si, 
usiad na miejscu, a koniec kocw wlaz pod aw. Wwczas Jaczmieniew zstpi z katedry i 
wszedszy midzy awki po kolei sam egzaminowa dzieci. Trwao to bardzo dugo. Nagle 
Wiechowski, miotajcy si w dreszczach przeraenia, usysza, e dyrektor mwi najczystsz 
polszczyzn: 
 No, a kto z was, dzieci, umie czyta po polsku, no, kto umie? 
Kilka gosw odezwao si w rozmaitych ktach izby szkolnej. 
 Zobaczymy, zaraz zobaczymy... Czytaj!  rozkaza pierwszej osobie z brzegu. 
Dziewczyna owinita w zapaski wydobya Drug ksieczk Promyka i zacza dosy 
pynnie czyta. 
 A kto ciebie nauczy czyta po polsku?  zagadn j dyrektor. 
 Stryjna mnie nauczyli...  szepna. 
 Stryjna, co to jest stryjna, panie nauczycielu?  zwrci si do Wiechowskiego. 
 A ciebie kto nauczy czyta po polsku?  spyta maego chopca, nie czekajc na odpowied 
Wiechowskiego. 
 Pani nauczycielowa pokazaa noma z Kak durkowane... 
 Pani nauczycielowa? wot kak!  szepn umiechajc si jadowicie. 
Wysuchawszy jeszcze kilku chopcw i powziwszy wiadomo, e im litery nierosyjskie 
wskazywa sam nauczyciel, dyrektor cofn si spomidzy awek i rzek do Wiechowskiego: 
 Czy ksidz jaki przychodzi do szkoy? 
 Nie. U nas we wsi nie ma kocioa; dopiero w miasteczku Parchatkowicach, o dziesi 
wiorst std, jest koci i dwu ksiy. 
 Tak, tak... No, panie Wiechowski  rzek znienacka Jaczmieniew  bardzo, bardzo jest 
le. Na takie stado dzieci dwu czyta, a pozostali nic nie umiej. le mwi zreszt, bo dosy 
znaczna ilo czyta po polsku, a w stosunku do czytajcych ruskie to ilo wprost kolosalna. I 
mnie to nawet nie dziwi. Pan, jako Polak i katolik, prowadzisz polsk propagand... 
19 
 Propagand... polsk?  jkn Wiechowski wcale nie bdc w stanie zrozumie, co by 
mogy oznacza te dwa wyrazy, ale dobrze pojmujc to jedno, e kryje si w nich sowo:
dymisja. 
 Tak... polsk propagand!  zawoa Jaczmieniew krzykliwie.  To moe si panu i innym 
umiecha, ale nie takie jest, jak wielekro pisaem w cyrkularzach, yczenie wadzy. 
Pan jeste tutaj urzdnikiem i le pan speniasz swj urzd. Mao dzieci czyta... Nie widz 
rezultatw... 
 Michcik  szepn Wiechowski. 
 Co Michcik? Bye pan kiedy w teatrze, widziae pan gwnego tenora i statystw? 
Ot caa szkoa s to statyci, a ci dwaj  to gwni piewacy, okazy... Stara to sztuczka, na 
ktrej ja si znam niele. Powtarza si to przecie w kadej niemal szkole i jest miertelnie 
nudne... Ja nie jestem z pana zadowolony, panie Wiechowski... 
W nauczycielu zatrzso si serce i wntrznoci. Nie widzia ju wcale osoby dyrektora i 
jak dziecko zwraca si ku szczelinie we drzwiach prowadzcych do jego mieszkania, przez 
ktr podpatrywaa i podsuchiwaa bieg wizyty pani Marcjanna. W mzgu jego biegay jeszcze 
niektre myli, jak strzykania blu. Jedne z nich, ostatni rodek ratunku, powiedzia do 
Jaczmieniewa: 
 Moe janie wielmony pan dyrektor raczy wej do mnie... 
 Nie, ja nie mam czasu  i egnam...  rzek naczelnik szorstko, wdziewajc palto z popiechem. 
 Ksiki, wykazy prowadz starannie...  rzek jeszcze Wiechowski. 
 Ksiki!  zawoa dyrektor szyderczo.  Sdzisz pan tedy, e w zamian za pensj, 
mieszkanie i stanowisko nie trzeba nawet prowadzi ksig, a jeeli si pisze w nich cokolwiek, 
to jest to ju tytu do nagrody? C zreszt... ksiki? Ja mam przecie paskie wykazy. 
Figuruj tam cyfry czytajcych, ktrych ja tu wcale nie znajduj. 
Ostatnie sowa wypowiedzia zarzucajc futro na ramiona. 
 egnam was, dzieci, uczcie si pilnie, starajcie si...  rzek do zebranych uczniw. Po-
tem, wychodzc, odezwa si do nauczyciela: 
 Moje uszanowanie... 
Wiechowski nie by w stanie ani wyprowadzi go, ani wyj za nim. Sta oparty o stolik 
katedry i patrzy na drzwi wchodowe. Mrz miertelny obejmowa jego ciao i wstrzymywa 
krew w yach. 
 Wszystko si skoczyo...  myla pan Ferdynand  masz teraz... C tu robi, gdzie 
si tu wynie, z czeg tu y? Utrzymam si to z pisania prb do sdu? Przecie tam ju to 
samo czterech robi... 
Skin na dzieci, e mog ju i sobie, otworzy drzwi do swego mieszkania i obejrza t 
izb jednym spojrzeniem. Nagle rozpacz i al w potoku ez buchny z jego piersi. Przez dugi 
czas szlocha gono jak dziecko, lec piersiami na stole. Gdy podnis oczy, spostrzeg w 
kcie szereg butelek z piwem. Skoczy zaraz, chwyci pierwsz z brzegu, wyrwa korek i prawie 
jednym tchem wypi ca butelk. Rzuci w kt pierwsz i wysczy drug, potem trzeci i 
czwart. Pi, nie przestajc gono paka, i ju pit butelk odkorkowywa, gdy wtem kto 
mocno zastuka do drzwi. Wiechowski z gniewem otwar je szeroko i ujrza przed sob... 
znowu Jaczmieniewa w futrze i w czapce, ktry umiecha si do niego i wyciga obie rce. 
 Ot, pomyka  mwi  ot, gupstwo! Jak atwo skrzywdzi uczciwego czowieka, ach, 
jak atwo! Wiechowski! ja bd o panu pamita i podwysz pensj. Trzeba tylko, eby wicej 
czytao... usilnoci, rozumiesz pan, wicej... A co do pieww, to bardzo rad jestem, bardzo, 
bardzo... I nie zapomn. Pensj ju w nastpnym miesicu dostaniesz pan lepsz... No, 
mnie si spieszy, wic do widzenia. Prosz nie gniewa si za nieuwane sowa... Usilnoci 
tylko, usilnoci... 
20 
cisn przyjanie rk Wiechowskiego i wyszed z izby. Nauczyciel postpowa za nim 
krok w krok, najpewniejszy, e to, co widzi, syszy i czego dowiadcza, jest snem raptownym 
po wypiciu tylu butelek Machlejda. Przede drzwiami staa gromada bab, wic je rozsun i 
zrobi miejsce dla dyrektora. Usadowi go w karecie, otuli mu nogi pledem, kania si kilkanacie 
razy, nastpnie, gdy kareta znika na skrcie drogi, powrci do siebie i wci trwa w 
zudzeniu, e pi coraz mocniej. Z tego obdu wyrwaa go dopiero pani Marcjanna. Wpada 
do izby jak kula armatnia i podrygujc rzucia si mowi na szyj. 
 A to szelmowskie chopstwo! A to nam usug wywiadczyo!  krzyczaa zanoszc si 
od miechu. 
 Jak usug, co ty pleciesz? 
 To ty nic nie wiesz? Ano, przecie baby skarg na ciebie zaniosy. 
 Jakie baby? 
 Masz ci... jakie baby? Gulonka, Pulutowa, Pitkwka, stara Dulbina, Zalesiaczka, no, 
wszystkie baby... 
 Gdzie, jak? 
 Ano tak. Jak dyrektor przyjecha, zeszy si i czekay pode drzwiami ca wsi. Jak wyszed 
z sieni, obstpiy go, skoniy si i Zalesiaczka wyleciaa pierwsza z gb... 
 Czeg ona chciaa? 
 No, stul gb, to ci rozpowiem po kolei, jak i co byo. Powiedziaa tak... Aem cierpa, 
jak zacza mle tym pyskiem! Powiedziaa tak: Dopraszam si aski, wielmony naczelniku, 
nie chcemy tego nauczyciela, co tu siedzi u nas we wsi. On jej na to: Nie chcecie tego nauczyciela, 
a to dlaczego? Ona wtedy: Nie chcemy tego pana Wiechowskiego, bo le uczy. 
Jak to le uczy? co wam si nie podoba? Nam si  ona powiada  nic nie podoba, co ta on 
uczy. Ij, co ta dugo gada  wtrcia si zaraz stara Dulbina  wielmony naczelniku, nie 
chcemy tego nauczyciela, bo nam uczy dzieci jakichsi piewaniw po rusku, na ksice tylko 
to samo po rusku; c to za nauka taka? Dzieciska bez trzy zimy wasaj si do tej ta szkoy i 
nie umie si adne modli na ksice, a jak ktre umie, to si nie we szkole nauczyo, tylko 
jedno od drugiego, cho i na boni za bydem. Nie wstyd to? Katolickiego piewania to ich nie 
ponaucza, tylko jakiesi ta... a nawet gb nie mona wymwi... I jak dzieci  gadaa zaczn 
we szkole piewa nabonie, to ten nie, tylko si drze sam, a znowu mdrala Michcik za nim i 
nie dadz dzieciskom Pana Boga pochwali. Do czeg toto podobne? A tu pa, dawaj na 
niego osypk! Dyrektor si spyta: Czsto te nauczyciel tak po rusku piewa z dziemi? 
Co dzie piewa!  wrzasny wszystkie razem.  To si przecie atwo przekona. Choby i 
jego samego si spyta, przecie si nie moe w ywe oczy zaprze. Nieraz to nawet ani jednemu 
na ksice nie pokae, tylko od samego rana wypiewuj...  trajkotaa Pitkowa.  
Tak? wy niedowolne panem Wiechowskim?  spyta si ich dyrektor  dlatego, e on uczy 
po rusku? A i mamy by dowolne! Dopraszamy si, wielmony naczelniku, eby go zabra, 
a innego da, co by po polsku uczy, a nie, to... nam ta szkoa niepotrzebna. Dzieciska 
si ta same naucz, jak ktre chtliwe, i przypowiastki se przerne wyczytuj z ksiek, a ten 
ogupia do reszty, i pokj. Albo mu zakaza tych pieww... Dobrze, dobrze  rzek dyrektor 
i poszed tu do ciebie. 
 Chicha!  zamia si pan Wiechowski.  Tak to mi oskaryy! A nieche im te Pan 
Jezus da zdrowie... Samem nawet zapomnia dyrektorowi powiedzie o tym piewaniu. Chy... 
 wrzasn nagle, wywijajc po stancji jakie kozackie houbce. Zziajany stan przed on i 
rzek: 
 Marcysiu, wykpiem si! Podwyszy mi pensj! Jeszcze lepiej stoj ni ten Payszewski. 
Wiesz ty co, oneczko czarnobrewko, palnijmy sobie to piwko, co go dyrektor pi nie chcia. 
Okropnie my smakuje... 
Pani Wiechowska zgodzia si bez trudu i nauczyciel zacz opa szklank po szklance. 
Sama pomagaa mu w tym dosy skutecznie. Nawet Jzia, Marcinek i suca dostali kade 
21 
po wier szklanki. Skoczywszy z piwem, pan Wiechowski zacz si napiera o gorzaeczk. 
Wkrtce potem Marcinek, syszc w pokoju wrzask okropny, uchyli drzwi i zobaczy z 
przeraeniem, e nauczyciel, odziany tylko w bielizn, siedzi na stole, trzyma w jednej rce 
flaszk z jarzbinwk, w drugiej duy kieliszek i wymyla komu zapamitale. 
 Chamy, ajdaki!  wrzeszcza pedagog wytrzeszczajc oczy  musicie piewa, jak wam 
ka, i gada, jak wam ka! Wszystkie bechy bd szczeka pa russki! Ponimajesz, choop, 
muyczjo? Sam dyrektor wasnym sowem wyrazi si, e mi pensj podwyszy, ponimajesz, 
chamskoje otrodje? Bunt chciaycie zrobi? Chi-cha!... Na, w zuby!  woa mierzc w niewidzialnych 
przeciwnikw. 
Pochyliwszy si zanadto, zlecia ze stou na sofk i stoczy si na ziemi. Smaczna jarzbinwka 
wylaa si z przechylonej butelki i dug strug popyna w szpar midzy deskami. 
May Borowicz ze zgroz widzia potem, jak Magoka i pani Marcjanna cigny profesora 
za czupryn do ka i jak tene profesor, wierzgajc nogami i bronic si pici, zapamitale 
wypiewywa: 
Ach, powstacy kochajcy 
Udirajut kak zajoncy... 
Kiedy tak nauczyciel oddawa si radoci, zwierzchnik jego przebywa tymczasem acuch 
wzgrz niezbyt wysokich. Gociniec ci na ukos pochyo bardzo wyduonego pagrka, a 
do przeczy. Stamtd zjedao si na kilkumilow paszczyzn, porodku ktrej znajdowa 
si grd gubernialny, siedziba owiaty ludowej. Z tej strony wzgrz doliny i wyniosoci 
okryte byy czarnymi lasami. Wrd nich bieliy si szerokie polany z dugimi smugami wsi 
chopskich. Dzie by ciepy, przecudny. W godzinie poudniowej soce literalnie topio 
swym blaskiem powierzchni tej caej, rozlegej okolicy. Ciepe tchnienia wiay na kraj lecc 
od wiosny, ktra zza gr, zza lasw sza ju w tamte strony. Konie cignce karet szy pod 
gr noga za nog, tote Jaczmieniew nie czu wcale, e jedzie. Spuci szyb karety i wygodnie 
plec na siedzeniu oddawa si marzeniom. Bardzo dawne i niewymownie mie 
mary zlatyway ku niemu na skrzydach powieww wiosennych i otaczay go rozkoszn cib. 
 Gry, gry...  szepta spogldajc ze swego okna na daleki widok. Przypomniay mu si 
modziecze wdrwki w Bawarii, w Tyrolu, we Woszech i Szwajcarii. 
Po ukoczeniu studiw na wydziale filologicznym w Moskwie Jaczmieniew, zapalony ludowiec, 
zdecydowa si i midzy nard, osi w szkole wiejskiej. Pragnc wszake zdoby 
i przyswoi sobie metod pracy, ktra by dawaa plony jak najobfitsze, odby wycieczki 
do Szwecji, Anglii, Niemiec i Szwajcarii i we wszystkich tych krajach pilnie studiowa szkolnictwo 
ludowe. Najlepiej pozna Szwajcari, z kijem w rku i tornistrem na plecach wdrujc 
od Jeziora Bodeskiego a do Lugano i Genewy. W kadej niemal szkole zapoznawa si z 
nauczycielem, sucha wykadw, bra udzia w wycieczkach i studiowa szczeglnie tak zwan 
Primarschule, gdzie nauczanie rozpoczyna si od wesoych gawd i zabaw na wieym 
powietrzu. 
Teraz jadc, wspomnia sobie pewne mae dziewcztko w ogromnych trzewikach podbitych 
gwodziami, z wielkim parasolem w rku idce do szkoy w szarug i wicher ze swej 
chaty sterczcej pord chmur, gdzie tylko koza, karmicielka rodziny, ywno dla siebie 
wynale zdoa i gdzie czowiek biedniejszy jest stokro ni koza. 
C by da za to, eby jeszcze raz w yciu pj z szecioletnimi obywatelami wolnego 
Schwizerlandu do lasu, szuka z nimi ukrytych midzy limi zwerglw w wielkich spiczastych 
czapkach a z ogromnymi brodami... Ach, c by da, aeby wrci do tamtej modoci, 
toczy dugie rozprawy z uczciwymi belframi wiejskich szkek szwajcarskich, dugo w noc z 
22 
nimi radzi o sposobach zniesienia ciemnoty w strasznej Rosji i mie w piersi prawe, szla
chetne serce... 
I nagle dyrektor Jaczmieniew zapaka... 
Ciepy wietrzyk wzmaga si, gdy kareta dosiga szczytu gry. 
 Ach, jake jestem ju stary, jak bardzo stary...  szepn do siebie Jaczmieniew.  Przeszo, 
mino niepowrotnie, rozwiao si niby mga nad jeziorem. Wczoraj, zda si, czowiek z 
kijem w rku azi po skaach, aeby si nauczy, jak najlepiej, najszybciej, najhumanitarniej 
roznieca wiato wpord ciemnych mas chopstwa, a dzi... Nie naley szerzy owiaty w 
kosmopolitycznym znaczeniu tego wyrazu, lecz naley szerzy owiat rosyjsk. Na to zda 
si cay Pestalozzi... Pragnc za pomoc zruszczenia tych chopw polskich istotnie przyczyni 
si do szybkiego rozwoju Pnocy na drodze cywilizacji, naleaoby to zrobi tak skutecznie, 
aeby chop tutejszy ukocha Rosj, jej prawosawn wiar, mow, obyczaj, aeby za 
ni gotw by gin na wojnie i pracowa dla niej w pokoju. Trzeba by wic wydrze z korzeniem 
tutejszy, icie zwierzcy konserwatyzm tych chopw. Trzeba by zburzy t odwieczn, 
swoist kultur, niby stare domostwo, spali na stosie wierzenia, przesdy, obyczaje 
i zbudowa nowe, nasze, tak szybko, jak si buduje miasta w Ameryce Pnocnej. Na tym 
gruncie dopiero mona by zacz wypenianie marze pedagogw szwajcarskich. To, co my 
robimy, te rodki, jakie przedsibierzemy... 
I c by tu mona zrobi, co tu waciwie zaprojektowa celem wzmocnienia rusyfikacji, 
tej rusyfikacji nieodzownej i skutecznej?... 
Pytanie to wytryso niespodziewanie z gbi duma Jaczmieniewa i stano przed nim z 
ca swoj stanowcz wyrazistoci, niby tajny agent policji ukazujcy si zza wga, kiedy 
go si najmniej spodziewaj. 
Kareta znajdowaa si na szczycie gry, po ktrej grzbiecie sza droga. Z prawej i lewej 
strony otwarty by widok rozlegy na dwie paskie doliny. Tu i tam cigny si smugami lasy, 
pagrki, wielkie biae paty pl... Daleko, daleko za ostatnimi sinymi borami szarzay lekkie 
mgy przesaniajc widnokrg. Byo samo poudnie. Z kominw chat w ogromnych 
wsiach szy wszdzie dymy bkitnymi supami. By to jedyny ruch w tej niezmiernej przestrzeni. 
Caa ona leaa w niemym spokoju, jakby spaa. Tylko dugie pasma dymw zdaway 
si pisa na biaych, martwych kartach polan nikomu nie znane, tajemnicze znaki. 
23 
3 
Na dolnym korytarzu gimnazjum klasycznego w Klerykowie znajdowao si mnstwo 
osb. Byli tam urzdnicy, szlachta, ksia, przemysowcy, a nawet zamoniejsi chopi. Cay 
ten tum stanowi w owej chwili jedn kategori: rodzicw. 
Korytarz by dugi, wyoony posadzk z piaskowca i bardzo dobrze przypomina pierwotn 
swoj fizjonomi: korytarz klasztorny. Wskie okna wpuszczone byy w mury bardzo grube 
i chodne; panowa tam jeszcze dawny cie i smutek. 
Przez zestarzae, zielonawoniebieskie szyby paday ukradkiem promienie rannego soca i 
zociy wieo wybielone ciany i taw, wydeptan posadzk. Z prawej i lewej strony by 
szereg drzwi prowadzcych do sal szkolnych. Drzwi te, rwnie jak okna, byy poroztwierane, 
gdy wanie wieo pocignito ciany klas na kolor szaroniebieski, z wielkimi lamperiami, i 
wymalowano podogi t farb olejn. Srogi zapach terpentyny i lakierw napenia cay 
korytarz. 
W przedsionku, za oszklonymi drzwiami, spa najspokojniej, ju o tak wczesnej godzinie, 
wysoki i chudy pedel, znany dwu generacjom pod pseudonimem pana Pazura. 
Pomimo e pan Pazur wysuy dwadziecia pi lat na Kapkazie za Mikoaja, a drugie 
tyle siedzia w instytucji z tak forsownym zamiowaniem uprawiajcej mow rosyjsk, nie 
nauczy si tego jzyka, zdy jednak zamieni swj rodowity na gwar niesychan, skadajc 
si z wyrazw zupenie nowych, ktrych tre ani brzmienie nikomu na szerokim 
wiecie, z wyjtkiem pana Pazura, znanymi nie byy. 
Sam pan Pazur chtnie zastpowa niektre wyrazy ju to ruchami pici, ju tak zwanym 
trbieniem na nosie, przymykaniem oczu, a nawet wywieszaniem jzyka. 
Od czasu zniesienia ostanwek po subotach, czyli kary cielesnej, stosowanej czsto, pan 
Pazur straci humor i fantazj. Zacz drzema i znosi mnie urgowiska nawet wstpniakw 
i pierwszakw. 
Na drugim kracu korytarza znajdowaa si kancelaria gimnazjalna, do ktrej nieustannie 
wchodzili przybywajcy profesorowie. Tum osb zwiksza si rwnie. 
Szmer ywej a przyciszonej rozmowy, przyciszonej z tego na og wzgldu, e prowadzon 
bya po polsku w obrbie murw gimnazjum rosyjskiego  wznosi si i nacicha. 
W cibie osb chodzcych wzdu korytarza znajdowaa si take pani Borowiczowa i 
Marcinek, kandydat do klasy wstpnej. Kandydat ubrany ju by po msku: zdjto mu nareszcie 
sznurowane trzewiki i poczochy, odziano w rzeczywiste spodnie, sigajce a do 
samych obcasw nowych kamaszkw z gumami. 
Te spodnie i kamasze byy przygotowaniem do munduru gimnazjalnego, stanowiy jak 
gdyby przedmow napisan do dziea, ktre jeszcze nawet w brulionie skomponowane nie 
zostao. 
Aeby przywdzia mundur  naleao zda egzamin. Proba o zaliczenie Marcinka w poczet 
uczniw klasy przygotowawczej wraz ze wiadectwem oglnego stanu majtkowego 
rodzicw, szczepienia ospy, metryk etc.  podana zostaa na imi dyrektora o dwa miesice 
wczeniej. W danej chwili czekano wyznaczenia terminu egzaminw. Termin taki by wanie 
treci oywionej rozmowy osb spacerujcych. 
Kada jednostka naleca do personelu gimnazjalnego, przesuwajc si midzy tumem, 
bya przedmiotem pilnej i skupionej uwagi, a niejednokrotnie skadem zapyta o ten wanie 
dzie egzaminw. 
aden z pedagogw klerykowskich, a tym bardziej aden z tak zwanych pomocnikw gospodarzy 
klas, nie by w monoci da odpowiedzi cho w przyblieniu prawdopodobnej. 
24 
Szczeglniej zaniepokojonymi owym dniem tajemniczym czuli si obywatele ziemscy i na 
og ludzie z daleka przybyli. Waciwie termin ogoszony w dziennikach ju min. W dniu 
wyznaczonym niektre egzamina odoono na pniej, bez okrelenia bliej daty, inne rozrzucono 
w ten sposb, e malec zdajcy do klasy wstpnej dzi mia by przesuchiwany z 
rosyjskiego czytania, dopiero po upywie tygodnia z arytmetyki, a znowu kiedy indziej z pacierza 
i katechizmu. Rodzice, czasami o kilkanacie mil przybyli, bez upewnienia si, czy 
dzieci przyjte bd, nie mogli odjecha. Std powstaway namitne szepty i zasiganie informacji. 
Pani Borowiczowa miaa wszystkiego trzy mile do Gawronek, ale rwnie czua si 
w Klerykowie jak na szpilkach. 
adnego egzaminu Marcin jeszcze nie zdawa; nie byo te wcale pewnoci, czy bdzie 
przyjty wobec ogromnego napywu kandydatw. Wszystkie te okolicznoci, poczone z 
obaw, pragnieniem, z niepokojem o dom itd., sprawiay, e matka Marcinka bya smutna i 
zdenerwowana. Do szybko chodzia po korytarzu prowadzc syna za rk. Jej stara, niemodna 
mantyla, wypowiaa parasolka i bardzo wiekowy kapelusz nie zwracay uwagi osb 
bogatszych, ale wpady zaraz w oko jegomociowi w czarnym surducie, w szerokich 
spodniach, schowanych w cholewy grubych butw wyglancowanych szuwaksem. Jegomo 
by tgi, czerwony na twarzy i mia wida astm, bo sapa ciko i pokaszliwa. 
 Prosz te pani  rzek szeptem, przystpujc do pani Borowiczowej  nic nie wiadomo, 
kiedy egzamina? 
 Nic nie wiem, mj panie. Pan syna oddaje? 
 A chciabym... Czwarty dzie siedz. Nie wiem ju, co robi nawet... 
 Spieszy si panu? 
 A i jake, prosz aski pani, u mnie propinacja zwoki nie cierpi. Akcyny jedzi, a wiadomo, 
co to akcyny, jak gospodarza w domu nie masz. Raz czowieka nie masz, drugi raz, to 
on tam natychmiast zada corny kawy z czytryn! 
 Chopiec do wstpnej klasy? 
 Ma si wiedzie, prosz aski pani. 
 Przygotowany? 
 Ha, kto jego wie? Powiedzia korepetur, e najpierwsza ranga. 
Kiedy propinator zacz szczegowiej opowiada o przygotowaniu swego syna, wszed na 
korytarz dyrektor gimnazjum. By to stary i siwy czowiek, redniego wzrostu, z brod krtko 
przystrzyon. Szed podnisszy gow i rzuca szybkie spojrzenia na prawo i na lewo spod 
ciemnoniebieskich okularw. Znienacka zatrzyma si przed szynkarzem i gono zawoa na 
niego: 
 Wam czewo? 
Gruby jegomo zapi swj czarny surdut i uderzy si doni po karku. 
 Kto pan jeste?  pyta dyrektor coraz goniej, natarczywiej i niegrzecznie j. 
 Jzef Trznadelski...  wybekota. 
 Czego pan sobie yczysz? 
 Syn...  szepn Jzef Trznadelski. 
 Co syn? 
 Do egzaminu... 
Dyrektor zmierzy propinatora badawczym spojrzeniem od stp do gw, duej zatrzyma 
wzrok na cholewach jego butw, a pniej zadarszy gow jeszcze wyej ruszy do kancelarii, 
nie odpowiadajc na ukony zgromadzonych. W czasie tej rozmowy pani Borowiczowa ze 
strachem oddalia si z tego miejsca i stana a w przedsionku. Krcio si tam kilkunastu 
uczniw w mundurach, z pierwszej albo drugiej klasy, ktrzy mieli jakie poprawki, gdy 
nawet kopic si wzajemnie i wodzc za by, nie wypuszczali z rk aciskich i greckich gramatyk. 
Marcinek oddali si od matki i przypatrywa wanie bjce dwu gimnazistw, gdy z 
podwrza nadbieg trzeci w mundurze i niezwocznie zaczepi maego Borowicza: 
25 
 Te, ryfa! kto ci sprawi takie majtasy? 
 Mama...  szepn Marcinek cofajc si do muru. 
 Ma-ma? Nie pradziadek Pantaleon Zapinalski z Cielcej Wlki? 
 Nie... ja nie mam pradziadka Zapinalskiego...  rzek zdumiony Borowicz. 
 Nie masz? To gdzie go podzia? Gadaj! 
 A co to kawaler chce od mego syna?  zapytaa pani Borowiczowa dotknita troch kpinami 
z jej syna. 
Zamiast odpowiedzi gimnazista siad po damsku na porcz schodw, zjecha w mgnieniu 
oka a na sam d i znik, jak senne marzenie, w mroku suteren, gdzie mieciy si drwalnie i 
skady szkolne. 
Jednoczenie pan Pazur drzemicy na stoeczku dwign cokolwieczek jedne ze swych 
ogromnych powiek i chrapliwym gosem wrzasn: 
 Wospreszcza si gada po polski! 
Dwaj uczniowie, ktrzy przed chwil wyrywali sobie garciami wosy, posyszawszy admonicj 
pana Pazura, jak na komend zgodnymi gosami zaintonowali pie: 
Pazur 
Mazur 
Obar si grochu... 
Pedel zatrzasn uchylon nieco powiek i naladujc od niechcenia wargami wist rzgi 
wykona rk kilka ruchw dokadnie przypominajcych rznicie na pokadank. Pani Borowiczowa 
zbliya si do niego i dotknwszy rk jego ramienia zapytaa: 
 Panie, czy nie mgby mi pan powiedzie, kiedy bdzie egzamin? 
Pedelisko spojrzao na ni leniwie i nic nie rzeko. Wwczas wsuna mu w gar srebrn 
czterdziestwk i powtrzya swe pytanie. Stary oywi si zaraz i pocz skroba swoj 
byszczc ysin. 
 Widzi pani, mnie nic nie izwiestno. Ale trzeba by tak zrobi: jak uczyteli wyjd z kancelarii 
i pjd na eta, to mona i do sekretara. Jeli kto wie, to on... 
 A prdko te mog wyj z tej kancelarii? 
 Ha... tego to ju zna nie mog. 
Wiadomo t matka Marcina powtrzya kilku osobom na korytarzu. Wie o moliwoci 
powzicia jakiej wskazwki szybko rozesza si wrd tumu. Istotnie dyrektor a za nim nauczyciele 
kolejno wychodzili z kancelarii i udawali si na pitro, gdzie miecia si wikszo 
klas wyszych i dokd nikomu z obcych wchodzi nie pozwalano. W kancelarii jednak zostao 
jeszcze kilku profesorw. Jeden z nich wszed do klasy, ktrej nie odnawiano, i wprowadzi 
tam ze sob uczniw zdajcych poprawki. 
Drzwi do tej izby zostay nie zamknite i Marcinek z trwon ciekawoci przypatrywa 
si i przysuchiwa procesowi egzaminowania. Stary nauczyciel w granatowym fraku chodzi 
od drzwi do okna, co pod nosem mruczc, a ucze rozwizywa na tablicy zadanie algebraiczne. 
Ujrzawszy jakie znaki i cyfry, ktrych znaczenia wcale nie rozumia, Marcinek cierp 
ze strachu i szepn do matki ze zami: 
 Mama myli, e ja zdam, kiedy ja tego wcale nie umiem! 
 Ale ciebie o to pyta nie bd... Widzisz przecie, e to ucze z wyszej klasy odpowiada. 
Swoj drog Marcinek ze strachu nie ochon, a widok iksw i igrekw bardziej jeszcze 
powikszy ciar, ktry malca jak stos gruzu przyciska. 
Nareszcie wyszli z kancelarii ostatni nauczyciele i wwczas pewna grupa osb, do ktrej 
przyczya si i pani Borowiczowa, wsuna si do tego pokoju. By on dugi, ciemny, z jed
26 
nym oknem, ktrego dolna rama znajdowaa si na rwni z brukiem podwrza. Siedzia tam 
tyem do drzwi zwrcony sekretarz szkoy. 
Przybyli dosy dugo stali u drzwi nie miejc zaczepi sekretarza pogronego w pracy. 
Nareszcie kto chrzkn. 
Urzdnik obejrza si i spyta zebranych, czego sobie ycz. Obywatel ziemski, ktry 
przywiz do szk dwu chopcw a z drugiego koca ssiedniej guberni, wyoy jzykiem 
z kiepska-rosyjskim prob o podanie jakiej wskazwki co do dnia egzaminw. 
 Nic panu nie mog powiedzie  odrzek sekretarz  gdy nic nie wiem. Wszystko zaley 
od nauczyciela wykadajcego w klasie wstpnej, pana Majewskiego, jeeli o egzamina do 
wstpnej panu idzie. Przypuszczam, e w tym jeszcze tygodniu... 
 W ty m tygodniu...  zamrucza szlachcic, ktry ju osiem dni by poza swym folwarkiem. 
 Tak sdz...  rzek sekretarz i zacz natychmiast wyciera gum, w drzewo oprawion, 
jaki bd w swych papierach. 
Szlachcic zwrci si do osoby najbliej przy nim stojcej, niby to jej wyjaniajc odpowied, 
a waciwie w oczekiwaniu, e urzdnik jeszcze co powie. Ten wszake nie tylko nic 
nie powiedzia, ale si nadto spojrza z wyrazem niecierpliwoci. 
Wwczas caa gromada opucia kancelari. Smutek jeszcze wikszy ogarn Marcina i jego 
matk, gdy si znaleli na ulicy. Niepokj oczekiwania nie usta, a wzmogo si znuenie. 
Chopiec od chwili przyjazdu do tego miasta by smutny. Mczya go i dawia spiekota miejska, 
bruk pali i wykrca mu nogi, widok murw a brak horyzontu sprawia mu przykro 
bez nazwy, co mimo nieustannych westchnie nie moga wyrwa si z piersi. Wszystko w 
tym miecie byo inne ni na wsi, byo dla niego zimne i szorstkie, traktowao go nie jak 
dziecko. Drzewa stojce gdzieniegdzie obok chodnikw, mae drzewa, ujte w elazne okratowania 
jak kajdaniarze, napaway go boleci; czu taki brak mikkiej murawy, e ze zami 
spoglda na jej dziebeka wegetujce midzy kamieniami bruku, a jedyn ulg i pociech 
znajdowa w spogldaniu na niebo, ktre jedno byo takie samo jak w Gawronkach i ktre 
jedno jak wierny przyjaciel szo za nim wszdzie, dokdkolwiek si skierowa. 
Wprost z gimnazjum powrcili do hotelu i zamknli si w swoim numerze. Zajazd mieci 
si w jednej z brudniejszych ulic miasta. Z bramy w pitrowym froncie domostwa wchodzio 
si tam na mao co szersze od niej podwrze, wybrukowane takimi bulwami kamiennymi, 
jakby ta robota wykonan zostaa przez cyklopw, budowniczych Akryzjusza, dziada Perseuszowego. 
Stajnia nakryta wielkim i do dziurawym dachem bya przedueniem dziedzica. 
Z obudwu stron odkrytego placyku znajdoway si dwa dugie parterowe domy, w ktrych 
mieciy si pokoje hotelowe. Wchodzio si do nich wprost z bruku, na ktrym zna byo, e 
konie szlachcicw goszczcych w murach Hotelu Warszawskiego nieraz bardzo dugo czeka 
musiay na wyjazd swych wadcw. W rogu dziedziczyka czerniay na odrapanym murze 
ogromne litery napisu: Nmerowy  a niej wida byo okno do poowy schowane w ziemi. 
Tam wanie mieszka chudy i ponury Wincenty, istota yjca z napiwkw skadanych w 
jej doni tytuem wynagrodzenia za usugi wszelkiego rodzaju, do jakich jej uywa wiat 
goszczcy w Hotelu Warszawskim. 
Pani Borowiczowa kazaa Marcinkowi powtarza gramatyk rosyjsk, a sama uoya si 
na kanapie, eby odpocz. Pragna cho chwileczk snu skrci czas oczekiwania na rezultat 
swych zabiegw, ale nie udao si jej zmruy oka. Twarda poduszka hotelowa i wilgotna 
jej poszewka przejmoway j wstrtem; co chwila rozlega si oskot straszliwy, gdy na dziedziniec 
wjedaa jaka furmanka, a nadto z ssiedniego numeru, dokd prowadziy drzwi 
zamknite na gucho i zatarasowane komod, sycha byo cige haasy i wrzaski. 
 Sam ojciec nie ma wyobraenia o udareniach, a bdzie tu mnie uczy!  wrzeszcza piskliwie 
i z zajadoci nadzwyczajn gos dziecicy. 
27 
 Ja ci si nie pytam, cembale, o to, czy ja umiem udarenia, czy nie, tylko ci ka czyta... 
 odpowiada gos gruby. 
 No to ja ojcu mwi, e ojciec nie umie! Goli brody ojciec umie, strzyc kaki to samo, 
ale co do czytania, to tam ju nie ojca gowa. 
 Widzielicie wy, moi ludzie...  biada gos gruby.  Jeszcze toto do sztuby nie weszo, a 
ju taki rezon. A c to bdzie potem? Ojcem swym, rodzicem gardzisz? 
 E!... daj mi tam, ojciec, wity pokj... Pan inaczej kaza czyta, i caa rzecz. 
 Ale tu pana nie ma, rozumiesz ty to? Jutro albo pojutrze wezm ci na spytki i pjdziesz 
na grzyby, jak nie bdziesz czyta, bo zapomnisz na amen. 
 A, zaraz na grzyby...  mrukn gos dziecicy. 
Marcinek stojc w oknie szepta oklepane terminy gramatyczne, ktre umia, nie do powiedzie 
jak pacierz, bo na wyrywki jak tabliczk mnoenia  i spoglda apatycznie na dziedziniec. 
Rozmowa w ssiednim numerze mao go interesowaa, natomiast uderzao go to, co widzia 
obok mieszkania stra. 
Sta tam Izraelita odziany w surdut dugi, ale nie sigajcy do kostek i zupenie czysty. 
Trzyma w ustach bia kocian rczk laski i sucha tego, co mu ywo rozpowiada numerowy. 
Kiedy niekiedy rzuca spod oka wejrzenie na szyby, przy ktrych sta Marcinek, i cigle 
palcami prawej rki drapa si w brod. Wkrtce zbliy si wolno do drzwi numeru i zastuka. 
 Kt tam?  z niepokojem spytaa pani Borowiczowa przekrcajc klucz w zamku. 
 To ja, prosz wielmonej pani  rzek przybyy wsuwajc do numeru gow.  Jestem 
kupiec zboowy, chc troszk powiedzie o interesie. 
 Ja nie mam teraz czasu mwi o tych sprawach, mj panie. Jed pan z aski swojej do 
Gawronek do mego ma, to si pan z nim rozmwisz. 
 Tak to atwo wielmonej pani powiedzie: jed... Takie czasy okropne nastay z t stagnacj, 
z tym... rzdem. Zreszt, czy ja potrzebuj wielmonej pani te rzeczy wytumaczy?  
rzek wchodzc prawie fors do pokoju. 
 Mj panie kupiec, ja nie jestem wielmon, o interesie teraz i tutaj mwi nie bd, bo 
mam inne, waniejsze sprawy na gowie... 
 Z tym modym kawalerem. Ja rozumiem, moja pani kochana. To jest niemay kopot... ja 
to wiem...  rzek z westchnieniem. 
Westchnienie i sama wzmianka o kawalerze zmikczyy zaraz serce pani Borowiczowej. 
 Oddawae pan moe syna do gimnazjum?  spytaa. 
 Ja nie oddawaem, bo mnie nie bardzo sta na takie fanaberie w dzisiejszych czasach, ale 
mj brat, ten oddawa. No i uy na tej zabawce... A do ktrej klasy?  spyta Marcinka z 
umiechem. 
 Do wstpnej, panie. 
 Uu! Bardzo duo kandydaty, cae sto ludzi, powiadaj, na trzydzieci cztery miejsca. Czy 
dobrze przygotowany... przepraszam, jak imi synka? 
 Marcinek...  odrzeka pani Borowiczowa.  Pan si pyta, czy dobrze przygotowany? 
Zapewne e dobrze, ale czy zda  kt to moe wiedzie?... 
 Dlaczego on nie moe zda, taki Marcinek!  zawoa kupiec.  On zda na pewno, tylko 
od tego zdania do przyjcia to jeszcze cay loch. Niech pani obliczy: sto kilka i moe jeszcze 
wicej kandydaty, na trzydzieci cztery miejsca... to jest okropna cyfra. Oni... te Moskale  
doda ciszej  oni chyba bd od razu nasze biedne dzieci pyta z aciny przy egzaminie do 
wstpnej klasy!... Dzisiaj prawie kady przygotowany, wszystkie mwi po rusku, a oni wybieraj 
tylko niektrych. To s cikie czasy, moja pani, dla oszwiate... 
28 
Wejrzenie Marcinka spotkao si ze wzrokiem matki i nie zaczerpno tam otuchy. Ten 
yd zda si nagle pani Borowiczowej zym zwiastunem. Miaa ch wyprosi go z numeru, 
kiedy on rzek znowu: 
 Mj brat, dwa lata temu, jak oddawa synka tak samo do wstpnej klasy, to on si doskonale 
urzdzi. 
 Jake on si urzdzi? 
 On sobie pomyla: Kto moe najlepiej wiedzie, jak trzeba odpowiada, eby zda do 
pierwszej klasy? Oczywicie ten, co egzaminuje do pierwszej klasy. On sobie pomyla dalej: 
Dlaczego ten, co egzaminuje do wstpnej klasy, nie ma nauczy mojego Gucia dobrze odpowiedzie? 
Dlaczego on jemu nie moe da korepetycje, kiedy wszystkie profesory maj 
prawo dawa korepetycje? Mj brat tak sobie pomyla i uda si do pana Majewskiego, ktry 
egzaminuje, ktry pniej przez cay rok uczy we wstpnej klasie ruskiego, artymetyki..., 
on jego grzecznie poprosi... 
 Duo te zapaci brat paski za takie lekcje? 
 Tego ja nie wiem dokadnie, ale mnie si zdaje, e nieduo. To jest wyrozumiay czowiek, 
ten pan Majewski. 
 A czy dugo bratanek paski chodzi do niego? 
 To samo niedugo. Caej parady tydzie chodzi. 
 I zda? 
 Zda bardzo dobrze, lepiej ni takie, co mieli korepytory akademiki... 
 Panie askawy  rzeka matka Marcinka  nie mgby si pan czasami dowiedzie od 
swego brata, ile on te zapaci panu Majewskiemu? 
 Dlaczego nie? Ja mog si dowiedzie, ale odpowiem chyba a jutro, bo mj brat mieszka 
bardzo daleko, na drugim kocu miasta, za przedmieciem Podprk, a ja nie mam tam 
aden interes... 
 Ja bym panu zwrcia koszta na dorok  rzeka pani Borowiczowa, wydobywajc z 
woreczka papierek rublowy i podajc go kupcowi  gdyby pan zechcia zaraz pojecha i dowiedzie 
si szczegowo. 
 Owszem, ja to mog zrobi dla pani  rzek starozakonny, od niechcenia chowajc papierek 
do portmonetki.  Ja si dowiem i niedugo wrc. Adiu! 
Zanim pani Borowiczowa zdoaa ochon z ogniw, ktre na ni uderzyy, gdy syszaa o 
monoci takiego polepszenia sprawy egzaminw, nim zdya skupi myli i zway okolicznoci, 
Izraelita ju puka do drzwi. Misj wywiedzenia si caego sekretu od brata mieszkajcego 
na drugim kracu miasta Klerykowa zaatwi tak szybko, jakby w tym Klerykowie 
funkcjonoway jakie piorunujce rodki komunikacji, nigdzie dotychczas na ldzie staym 
nie wprowadzone. 
 Mj brat powiada  rzek jeszcze we drzwiach  e on na t ca sztuk wyda po trzy 
ruble za godzin, to znaczy dwadziecia jeden. eby to byo grzecznie, w jednym papierku, to 
on da dwadziecia pi rubli. 
 A nie wiesz pan przypadkiem, gdzie mieszka pan Majewski? 
 On mieszka na Moskiewskiej ulicy, w domu Baranka, z bramy po lewej rce. 
 Dzikuj panu bardzo  rzeka pani Borowiczowa  za pask grzeczno. Kto wie, moe 
i ja poprosz pana Majewskiego o lekcje dla mego syna. 
Starozakonny usiowa znowu rozpocz gawdk o zbou i jego cenach, ale pani Borowiczowa 
nie chciaa ju z nim wicej konwersowa. Wychodzi z numeru ocigajc si i jeszcze 
w gbi dziedzica medytowa nad czym gboko. 
O godzinie pierwszej dziedziczka Gawronek wysza z synem na obiad do restauracji. Furmana 
z komi i bryczk wyprawia zaraz do domu. Opisaa cay stan rzeczy mowi, proszc 
go usilnie o poyczenie od miejscowych bankierw dwudziestu piciu rubli. W restauracji 
matka i syn nic prawie nie tknli. Kelner, p na p zjedzony przez grulic, biega daremnie 
29 
z ogromn elegancj w swym fraku, tak olniewajco byszczcym, jakby by uszyty z wysuszonej 
pozoty rosou  przynosi rne waki, pmiski, talerze z ciekymi, praonymi i duszonymi 
potwornociami  i odnosi je do kuchni prawie w takich samych ilociach i rozmiarach. 
Wszystko, co robia i o czym mylaa pani Borowiczowa, to byy w warunkach yda 
familii szlacheckiej tego rodzaju  po prostu zamachy stanu. Ju samo oddawanie syna do 
gimnazjum, konieczno pacenia stancji, wpisw, nabywania ksiek, odziey mundurowej 
itd. stanowiy wysiek niezmierny. Teraz, kiedy przyszo jeszcze paci po trzy ruble za godzin 
lekcji, bya to ju gra. Pani Borowiczowa rozwaaa to wszystko, przebiegaa w myli 
wszelkie szanse i zdecydowaa si nieodwoalnie: choby przyszo achmany wiza, chopca 
uczy trzeba. Liczya zreszt na indyki, prosita, kaczki itd., i obiecywaa sobie, e pokryje 
niespodziewane wydatki. W czasie obiadu znajdowaa si w tym stanie szczeglnego podniesienia 
umysu, kiedy si rne sprawy i zjawiska ycia tak trafnie ocenia, e si prawie ich 
bieg przyszy na jawie widzi. Byy to jednak sprawy blisko stojce. Nad rozleglejsz granic 
tego widnokrgu zwieszaa si ciemno nieprzenikniona, zakrywajca go nawet przed wzrokiem 
matki. Kto to jest ten may Marcinek? Jaki mczyzna wyronie z tego dziecka? Jaka 
bdzie jego twarz? Jak on bdzie mwi? Co on bdzie myla?... Zagbiaa si w te pytania 
bez przerwy, spogldajc na jego ostrzyon gowin. 
Restauracja bya prawie pusta. W salkach przystrojonych z brudnym szykiem  notabene z 
brudnym szykiem maomiejskim  uwija si w kelner. Wyszwarcowane i podkrcone do 
gry jego wsy, rozczesana na rodku gowy czupryna kapitalnie pasoway do twarzy powleczonej 
trupi, zielonaw skr, na ktrej lewym policzku ceglasto czerwienia si plama wypieku. 
Zbliajc si do goci, przybiera ten czowiek na twarz swoj umiech swj kelnerski, 
ktry by tak sam w fachu jego szat jak frak; wykonywa ruchy pene elegancji, szasta si 
i kania z wielk swobod. Pani Borowiczowa spogldaa na niego przez kilka chwil z uwag 
 wtedy wanie, kiedy jej marzenia zaglday w przyszo kandydata do klasy wstpnej. I 
znowu stan jej w myli nowy wydatek, wydatek najbardziej nieodzowny ze wszystkich. 
Gdy przyszo do pacenia nalenych za dwa obiady piciu zotych, zoya na tacce obok tej 
sumy trzy ruble papierowe i posuna je kelnerowi, mylc w gbi swego serca: 
 Na intencj szczliwego yda mojego Marcinka... 
Zaraz po obiedzie udali si obydwoje na ulic Moskiewsk i z atwoci wyszukali mieszkanie 
pana Majewskiego. Na odgos dzwonka otwara im drzwi tego mieszkania dama bardzo 
pikna i ubrana w negli wykwintny. 
Dowiedziawszy si, e pani Borowiczowa ma interes do profesora, wprowadzia j do 
saloniku i radzia uprzejmie oczekiwa tam powrotu jej ma, co miao nastpi punktualnie 
za p godziny. 
Salonik w byo to istne pudeeczko wyoone piknymi sprztami. Na rodku byszczcej 
posadzki lea dywan, a na nim stay niewielkie mebelki obite jasn materi: wykwintna kanapka 
i foteliki skupione dokoa maego stou, gdzie leay albumy, cae stosy fotografij w 
piknych pudach i misa napeniona biletami wizytowymi. 
Pod oknem miecio si biurko zastawione mnstwem ciekawych cacek: szepta tam zegar 
podobny z ksztatu do altanki, w ktrej gbi wahado w formie kolebki z upionym dziecitkiem 
koysao si agodnie; stay tam przerne kaamarze, sprzciki na papierosy, na zapaki, 
stalwki itd., najrozmaitszych pomysw; wyej na dwu pkach byszczao mnstwo przyciskw, 
figielkw z porcelany, brzu, kubkw i szkie kolorowych. Przed biurkiem byo lekkie 
krzeso na biegunach, obok niego kosz ze zniszczonymi papierami. Na wszystkich cianach 
wisiay tak zwane chiskie parawaniki, z rozpostartymi w nich na ksztat wachlarzy fotografiami 
piknych dziewic, o niesychanie wielkich oczach i biustach do najniszego stopnia 
odsonionych, albo reprodukcje miych kocit, scen zabawnych i widoki miasta gubernialnego 
Klerykowa. 
30 
W rogu saloniku obok ardinierki stao pianino i znowu na nim zadziwiajco pikne sprzciki 
i fotografie, w wykwintnych stojcych ramkach z pluszu i poyskujcej blachy. 
Pani Borowiczowa usiada na brzeku pierwszego krzesa, w bliskoci drzwi, zalecia synowi 
kilkakrotnie, eby sta spokojnie, a nie zbi czego, bro Boe  i czekaa z bijcym sercem. 
Teraz, kiedy ju prawie wykonany zosta taki zamach stanu, trwoga j obejmowa zacza, 
czy te to nie jest krok szalony. Zegar na biurku szepta, zdawao si: nic z tego, nic z tego... 
W ssiednich pokojach sycha byo jakie kroki i rozmowy szeptem prowadzone. Nasuchujc, 
czy to ju sam pan profesor nie wchodzi, pani Borowiczowa zwrcia machinalnie 
oczy w kt pokoju i dostrzega tam ikon w srebrnej szacie i ponce przed ni wiateko. 
 Prawda, prawda...  pomylaa  przecie to ten, co przeszed na prawosawie... 
W danej chwili najmniej by j ta kwestia obchodzia, gdyby nie to, e za ni jak cie wlk 
si zabobon: 
 To nie musi by dobry czowiek... 
Zegar z kolebk wydzwoni srebrnym gosikiem godzin drug, a pana Majewskiego jeszcze 
nie byo. 
Dopiero przed trzeci rozleg si dzwonek w przedpokoju, a po upywie kilkunastu minut 
drzwi do saloniku otwary si cicho i stan w nich pan profesor. 
By to blondyn wysoki, z jasnym zarostem i bardzo przerzedzon czupryn. Mia na sobie 
jeszcze frak granatowy i tak kamizelk ze srebrnymi guzikami, z ktrych kady zaopatrzony 
by w ora pastwowego. Kamizelka ta bya gboko wycita i odsaniaa gors koszuli 
promieniejce biay, wykrochmalony i byszczcy jak szyba lustrzana. 
Nauczyciel zoy ukon wycigajc piknym ruchem obadwa mankiety, a gdy pani Borowiczowa 
powiedziaa swe nazwisko, zapyta po rosyjsku: 
 Czym mog suy? 
Matka Marcinka nie mwia tym jzykiem, a baa si obrazi profesora, jeeli zacznie 
mwi po polsku, tote ja wykada mu sw prob po francusku, z mozoem wymawiajc 
zdania i zwroty dawno zapomniane. 
Pan Majewski z wdzikiem usiad na pobliskim fotelu. nastawia mimowiednym ruchem 
swe ciemnoniebieskie binokle, otwiera przy tej czynnoci nieznacznie usta, ale nie zdawa si 
rozumie, o co rzecz idzie. 
Wkrtce te spyta po polsku z przeciganiem i akcentowaniem z ruska wyrazw, aczkolwiek 
dopiero przed dwoma laty zosta Rosjaninem, nigdy w Rosji nie by i z granic guberni 
klerykowskiej zamieszkanej przez samych Polakw, ze znaczn domieszk ydowsk, ani 
razu nie wyjecha: 
 Ot, chodzi tutaj o tego modzieca... tak li?... 
 Tak, panie profesorze  mwia teraz jednym tchem pani Borowiczowa  pragnabym 
odda go do klasy wstpnej. Uczy si na wsi, w szkole elementarnej. Czy jest przygotowany... 
tego wanie osdzi nie jestem w stanie. Dlatego te miem prosi pana profesora, czyby 
nie zechcia przygotowa go jeszcze nieco, zanim egzamin... Z pewnoci kilka lekcyj 
udzielonych przez takiego jak pan profesor pedagoga wicej go owieci ni p roku nauki w 
szkole wiejskiej... 
 No, c znowu?  zawoa pan Majewski z satysfakcj kierownika klasy, wprawdzie tylko 
wstpnej, ale zawsze w gimnazjum, ktry jeszcze par lat temu by nauczycielem szkki 
elementarnej w jakiej Kiernozji. 
 Jestem najmocniej przekonan, e tak jest... Gdyby tylko pan profesor raczy zwrci na 
mego syna uwag... 
 Widzi pani  przerwa pan Majewski  masa kandydatw... Nie wiem, co on umie, czy to 
si na co przyda... 
 Panie profesorze... 
31 
Pan Majewski uprzejmym gestem przerwa pani Borowiczowej i zada Marcinowi kilka 
pyta rosyjskich z zakresu arytmetyki, gramatyki itd. Wysuchawszy jego wzgldnie dobrych 
odpowiedzi, wspar czoo na rce i przez kilka chwil co gboko rozwaa. 
 Panie...  szepna ze dreniem matka kandydata. 
 Tak... Jeeli pani sobie yczy, mog da maemu kilka lekcyj. Czy zda... tego, rozumie 
si, przewidzie niepodobna... 
 le jest przygotowany? 
 Nie to, eby le, owszem, na og biorc... Ale, widzi pani, wymowa, akcent, to, czego 
jaki korepetytor, jaki belfrzyna na wsi wpoi nie jest w stanie, bo sam tego nie posiada... 
System, widzi pani, wymaga, to jest... akuratnej wymowy, a tego... nie ma. Wszyscy w tych 
stronach mwi w domu po polsku, rodzice... wic te i dzieci nie mog mwi dobrze. A 
system, pojmuje pani, wymaga tej, e tak powiem... akuratnej wymowy. 
Kto z lekka zapuka do drzwi. Profesor poruszy si niecierpliwie, jakby na znak, e 
sprawa jest wyczerpana. 
Chwila ta bya istn katusz dla pani Borowiczowej, gdy naleao przystpi do kwestii 
zapaty, uskuteczni j stanowczo, dyplomatycznie i z caym mistrzostwem grzecznoci. 
 Bd  rzeka  nieskoczenie panu profesorowi wdziczn za t istotn ask... Czy 
mogabym od razu teraz uici si z nalenoci za te lekcje? Zapewne wypadnie mi w tych 
dniach odjecha i dlatego tylko trudz pana... 
 O to... tego... Bior zwykle po trzy ruble za godzin. Mam tutaj kilkunastu chopcw, 
ktrych rwnie przygotowuj. Od nich bior w tym stosunku... 
 Mam nadziej, e wystarczy jeszcze czasu na jakie om lekcji. Wadza tak zwleka...  
rzeka pani Borowiczowa z rodzajem askawej i uprzejmej wymwki.  Dla nas, zaniedziaych 
po wsiach, jest to waciwie dobrodziejstwo, gdy moemy przy sposobnoci uywa 
miasta, ale za to nasze role i gumna... Oto jest dwadziecia pi rubelkw... 
 Ach... to ja pani rubla reszty...  zawoa z popiechem nauczyciel, rzucajc si do wykwintnego 
biurka. 
 Och... tyle subiekcji... 
 A, nie, nie!  woa nauczyciel.  Jestem tej zasady, rozumie pani: kochajmy si jak bra-
cia, a liczmy si jak ydzi... 
Pomimo e pani Borowiczowa wcale nie nadawaa si na brata pana Majewskiego, nie 
wzia mu jednak za ze tej maksymy. Przyjwszy rubla, wrd ukonw zoboplnych oraz 
tysicznych komplementw profesora wysza odprowadzona przeze a do drzwi wchodowych. 
W sieni pan Majewski uj malca za rami i otworzywszy drzwi na lewo wskaza mu 
duy pokj, prawie pusty, z ogromnym sosnowym stoem na rodku. 
 Przychod na lekcje od dzi codziennie punkt o pitej... i od razu wchod do tego pokoju... 
 rzek gaszczc chopcu czupryn. 
32 
4 
Tylko trzy razy pani Borowiczowa zaprowadzia jedynaka z hotelu na popoudniowe lekcje 
do profesora, ju bowiem czwartego dnia odby si pierwszy egzamin z jzyka rosyjskiego. 
Na korytarzu gimnazjalnym panowa tego dnia istny stan oblenia. Publiczno toczya 
si tak zapamitale w celu podpatrywania i podsuchiwania tego, co si odbywao w sali egzaminacyjnej, 
e wadza zmuszon bya wydelegowa a trzech asystentw gospodarzy klas i 
pana Pazura do wypowiadania grubiaskich uwag pod adresem rodzicw, a nawet do forsownego 
rozpychania ich okciami. 
Komisja egzaminacyjna skadaa si z trzech osb: z inspektora gimnazjum, pana Majewskiego 
i jednego z nauczycieli. Ten ostatni zreszt niewielk do caej sprawy zdawa si 
przywizywa wag, gdy zajty by wycznie grzebaniem w uchu za pomoc bardzo cienkich 
patyczkw brzozowych ucitych z mioty. Cay pk tego rodzaju instrumentw wychyla 
si z bocznej kieszeni jego fraka. Inspektor by mczyzn ogromnego wzrostu, z gow poros 
istnym wygrabkiem rudawych wosw. Jego wielkie niebieskie oczy spoglday tak pospnie 
i zowrogo, e dreszcz trwogi przejmowa nie tylko uczniw, ale i rodzicw. Stos papierw 
lecy przed inspektorem suy mu za rodzaj listy przystpujcych do egzaminu. 
Byy to proby i dokumenty kandydatw. Papiery te, w miar jak nauczyciel Majewski egzaminowa 
malca, inspektor odczytywa z uwag i dawa swoj not. Przesuchiwanie trwao 
krtko: dwa, trzy zdania chopiec czyta, pniej opowiada, wygasza jaki wiersz rosyjski, 
jeli go umia na pami, nastpnie rzucano mu pytanie z gramatyki i polecano wykona rozbir. 
Rozbir i pytania zadawane chopcom znienacka, pospolite pytania konwersacyjne, 
ogupiay wikszo niewielkich Polaczkw. 
Co chwil jaki zernity wychodzi na korytarz, gdzie go witaa zrozpaczona, czstokro 
zalana zami twarz matki lub ojca. Malcy, ktrzy dali odpowiedzi zadowalniajce, na 
rozkaz inspektora powracali na swe miejsca. Gdy tak przebrano kandydatw, setka ich z gr 
zredukowaa si do iloci pidziesiciu paru. Wtedy pan Majewski rozsadzi ich w ten sposb, 
e midzy jednym a drugim bya znaczna przestrze awy, i rozkaza pisa dyktando. 
Gdy odebrano zapisane kartki, mia miejsce drugi egzamin, bardziej szczegowy i gwnie 
zahaczajcy o pisowni. Indagowa teraz sam inspektor, a pan Majewski powtarza wszystko, 
co zwierzchnik jego wykonywa. Kiedy inspektor Sieldiew marszczy swe niskie czoo i mruy 
oczy  pan Majewski przybiera min surow; kiedy si natrzsa szyderczo z gupich 
mniema maych przywilacw na punkcie arkanw etymologii i syntaksy  pan Majewski 
chichota do rozpuku; kiedy inspektor spoglda na drzwi ze zoci i podgldajcym rodzicom 
dawa znaki, aby si usunli i zachowywali cicho  pan Majewski trzepa rkami i 
wykrzywia si spazmatycznie. Krzeso jego stao nieco w tyle za krzesem inspektora, a ta 
pozycja dozwalaa nauczycielowi klasy wstpnej obserwowa kadej chwili spod oka wyraz 
twarzy potentata gimnazjalnego. Zdarzyo si jednak, e inspektor w sposb rdzennie rosyjski 
wydubywa sobie z zba paznokciem jakie dokuczliwe wkienko i wyszczerzy przy tej 
czynnoci lew poow swej paszczki. Majewski dostrzegszy sprchniae zby wybuchn 
zaraz gonym miechem, na odgos ktrego nie tylko Sieldiew przyjrza mu si z podziwem, 
ale nawet Itarion Stiepanycz Ozierskij, zwany przez wszystkich uczniw, mieszkacw miasta 
Klerykowa, kolegw nauczycieli i czonkw wasnej familii Kamukiem, cofn patyk z 
ucha, wytrzeszczy swe biae oczy, uderzy pici w st i mrukn: 
 Da-, eto toczno! 
Marcin Borowicz nalea do liczby zostawionych w klasie. Utrzyma si nawet po drugim 
egzaminie i zasuy na przychyln decyzj inspektora. Ogromna wikszo chopcw zebra
33 
nych na korytarzu moga ju opuci gimnazjum, gdy jasn byo rzecz, e przyjtych bdzie 
trzydziestu kilku, ktrzy siedzieli w klasie. Ci ostatni, z wyjtkiem kilku prawosawnych i 
synw ludzi zamonych albo wysoko postawionych, byli dziwnym zbiegiem okolicznoci 
uczniami pana Majewskiego. Tak chlubnym zoeniem egzaminu wystawili oni najlepsze 
wiadectwo jego zdolnociom pedagogicznym i wykazali, co znaczy przed wstpieniem do 
gimnazjum chociaby tylko par lekcyj konwersacji z dobrym akcentem. 
Niepodobna opisa radoci pani Borowiczowej. Spogldajc przez szyb, kiedy Marcinka 
woano na rodek, wytrzymaa ona prawdziwy paroksyzm wszelakich cierpie. 
Dokoa siebie widziaa rozpacz osb, ktrych najsodsze nieraz nadzieje ju si rozwiay; 
czua t rozpacz ich wszystkich, ale tak j czujc deptaa nogami cudze nieszczcie i wdzieraa 
si jakby po trupach, pdzona przez swoj mio i swoj nadziej. 
Kiedy pan Majewski umiecha si do jej syna i kiedy po odpowiedzi wskazywa mu miejsce 
w awie  uwielbiaa tego profesora wszystkimi wadzami serca matki, ktrych niczym 
wymierzy nie mona, ale wkrtce potem, gdy tene pedagog wyszed z klasy i ze zgniym 
umiechem spoglda na zastp rodzicw i dzieci odrzuconych z jego woli, czua, e i w niej, 
pomimo wszystko, szarpie si serce wzburzone i e si z niego wyrywa gucha i miertelna 
nienawi. Pan Majewski szed wrd tumu rozdzielajc ukony na prawo i lewo osobom, 
ktre si do niego zwracay z baganiem, paczem i zapytaniami. 
Wkrtce po nim wyszed z klasy inspektor. Ten na nikogo uwagi nie zwraca, a gdy go zaczepi 
jaki chudy jegomo pytaniem, jak te zda jego modszy synek, odpowiedzia po rosyjsku 
gono i zwracajc si do wszystkich: 
 Nie moe by dobrych rezultatw, bo ze jest przygotowanie. Dzieci nie mwi po rosyjsku, 
wic jake si maj uczy w tej szkole, gdzie wykad nauk odbywa si w tym jzyku. 
Naley zrzuci pych z serca i zabra si do reformy. Wtedy dopiero dziecko moe by przyjte... 
 Do jakieje reformy, panie inspektorze, zabra si naley?  spyta w jegomo.  Nieche 
wiem przynajmniej, czego ci moi chopcy nie umiej i czego si maj jeszcze uczy, 
aeby mogli zda do klasy wstpnej? Trzymaem do nich nauczyciela przez ptora roku... 
Guchy szmer poparcia rozszed si w tumie. 
 Naley jeszcze  zacz wrzeszcze inspektor  naley jeszcze mwi z nimi w domu po 
rosyjsku. Oto, jaka reforma przeprowadzona by musi! Pan wymagasz, ebymy przyjmowali 
paskich synw do szkoy rosyjskiej, a sam nie umiesz czy nie chcesz mwi po rosyjsku, i 
do mnie, zwierzchnika tej szkoy, w murach jej omielasz si mwi jakim obcym jzykiem! 
Pomyl pan, czy to nie jest skandal? 
 To nie jest bynajmniej skandal, jeeli ja, me posiadajc adnego obcego jzyka, przemawiam 
do pana inspektora tym, jaki umiem... 
 Jzyk rosyjski tu, w tym kraju, nie jest jzykiem obcym, jak si panu wyraa podoba... 
Za pozwoleniem... paskie nazwisko? 
Chudy pan cofn si i ukry za plecami kobiet, ktre zwartym koem otoczyy inspektora, 
poczy przedkada mu swe proby, sucha jego maksym i pogrek. 
Tego jeszcze dnia odby si egzamin z religii. Suchano z tego przedmiotu ju tylko wybracw 
losu. 
Wskro tumu przecisn si ksidz prefekt Wargulski i wszed do klasy. 
Ksidz Wargulski pochodzi z gulonw i mia wszystkie ich fizyczne i moralne przymioty. 
By wielki, zgarbiony, o bardzo szerokich ramionach, rkach dugich, ylastych i 
ogromnie muskularnych. Siwizna dobrze ju przyprszya jego krtkie wosy, jak szczotka 
stojce nad kwadratowym czoem. 
Ksidz Wargulski patrzy zawsze spod oka i stula wielkie swe wargi w taki sposb, e 
usta zna byo na tej wygolonej twarzy tylko jako prost linijk. Mwi strasznie prdko, niezrozumiale 
i rzadko kiedy. 
34 
Wszedszy do klasy, gdzie malcy siedzieli w duych awach nieruchomo jak sztachety w 
przsach, ksidz zbliy si zaraz do pierwszego z brzegu, wycign w kierunku jego nosa 
najduszy ze swych ogromnych palcw i szybko wymamrota: 
 Jak si nazywasz? Przeegnaj si, zmw Ojcze nasz i Zdrowa Maria... 
Zanim chopiec zdoby si na trzeci cz odpowiedzi, ju prefekt wyciga palec do drugiego: 
 Jak si nazywasz? Przeegnaj si, zmw Ojcze nasz... Po upywie kwadransa wszyscy 
kandydaci dostali pitki i wychodzili z klasy. 
Nastpnego dnia odby si egzamin z arytmetyki. Bya to ju tylko prosta formalno. 
Uczniowie pana Majewskiego i na tym polu odznaczyli si wybornie. O godzinie dwunastej 
inspektor przeczyta publicznoci list chopcw przyjtych do klasy wstpnej. Usyszawszy 
wymienione imi i nazwisko swego syna, pani Borowiczowa krtko westchna. W owej 
chwili dopiero moga zmierzy smutn dol, w ktrej pogrone zostay dzieci rodzicw niezamonych, 
do szk nie przyjte. 
Po obiedzie, spoytym wesoo i z apetytem, wyruszono do starej Przepirzycy. Pani 
Przepirkowska, zwana w caym Wygwizdowie i przylegych do tego przedmiecia okolicach 
miasta star Przepirzyc, bya dawn znajom pani Borowiczowej z owych jeszcze czasw, 
kiedy mieszkaa w ssiedztwie Gawronek, na lenictwie w Grabowym Smugu u syna, 
podlenego lasw rzdowych. Pani Przepirkowska trzymaa uczniw na stancji, tote matka 
wstpniaka uznaa za rzecz najstosowniejsz pod opiek starej i dobrej znajomej go odda. 
Stara Przepirzyca miaa onego czasu trzech synw i dwie crki. Z tak przynajmniej gromadk 
zostaa po mierci ma, oficjalisty fabryk elaznych, na bruku, a raczej na bocie miasteczka 
Bechatowa. Nie wiadomo nikomu, jakim sposobem z owego bota wybrna i daa 
dzieciom jak tak edukacj, do e najstarszy i najukochaszy jej syn Teofil dosta miejsce 
podlenego i zabra ca rodzin do siebie; modszy otrzyma urzd na poczcie, a najmodszy 
by kancelist w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim. ycie umiechno si wtedy do starej, 
ale krtko trwa jego umiech. Wybucho powstanie, modszy syn znik z domu i wicej 
nie wrci. Nie odnalaza nawet jego ciaa, pomimo e zjedzia ca okolic wzdu i w poprzek. 
W om lat pniej najstarszy syn Teofil, dobrodziej i opiekun caej rodziny, zmar nagle 
w lesie ukszony przez mij. Wtedy matka i dwie sieroty sprowadziy si do najmodszego, 
Karola, i zamieszkay u niego, czyli, jak w tamtych okolicach miasta bez adnej zoliwoci, 
przenoni, a z zupen susznoci mwiono, usiady mu wszystkie trzy na karku. Panny 
Przepirkowskie nie powychodziy za m, zestarzay si i uczyniy ze swych nawyknie, 
usposobie i humorw prawdziwy ocet siedmiu zodziei. Starsza z nich bya osob okoo lat 
czterdziestu i zachowaa do tak pnego wieku zdolno umiechania si w niektrych momentach 
ycia; modsza z niewiadomych przyczyn tak skandalicznie zbrzyda, e wedug 
relacyj uczniw z klasy sidmej i smej najspokojniejsze psy miejskie, ktrych gosu nikt 
nigdy nie sysza, szczekay zajadle, gdy przechodzia. 
Pan Karol Przepirkowski pobiera 50 rubli srebrem miesicznej pensji. Codziennie rano, z 
wyjtkiem niedziel i wit uroczystych, by w biurze; codziennie po poudniu, nie wyczajc 
niedziel i wit uroczystych, gra w preferansa z dwoma przyjacimi i dziadkiem. 
Dwa razy do roku sprawia sobie kamaszki, raz gumowe kalosze, raz spodnie. W zimie nosi 
algierk podbit baranami, z elkowym konierzem wykrojonym ze starego futra matki. Na 
Boe Ciao przywdziewa bia pikow kamizelk. Zwano go powszechnie, nawet za obrbem 
Wygwizdowa  synem starej matki albo sznupaczem, prawdopodobnie z tego wzgldu, 
e gono i regularnie pociga nosem. Pan Karol nigdy do nikogo i nic nie mwi. Byy osoby, 
ktre znay si z nim i wcale nie syszay jego gosu. 
Przedmiecie Wygwizdw ley w kotlince, ku ktrej miasto Klerykw zsuwa si nieznacznie 
i w ktrej si zwa, formujc jedn dug i powykrzywian ulic. Domy tam s 
bardzo stare i okropnie wilgotne, podwrza cuchnce, mieszkania ciemne i brudne. Stara 
35 
Przepirzyca mieszkaa w domostwie z dawien dawna noszcym przezwisko Cegielszczyzny. 
Gdy matka Marcinka otworzya z cicha drzwi z sieni na lewo i stana na progu, z gbokiego 
fotelu podniosa si na jej spotkanie staruszka wysoka, czerstwa, okazaa i bardzo jeszcze 
wawa. Bya ubrana czysto w szare odzienie i duy biay czepiec z ogromnymi falbanami, 
ktre pitrzyy si na jej skroniach i na ciemieniu. Spod tego czepka wysuway si pasma 
wosw bielutkich jak mleko a poyskujcych jak czyste srebro. Dua twarz babci bya poprzecinana 
mas zmarszczek tworzcych istne sieci komunikacyjne midzy oczyma i ustami, 
midzy brod i rodkiem dolnej wargi. Skra tej twarzy bya biaa, a raczej popielata, biaoszara. 
Wpord zmarszczek nadajcych obliczu pani Przepirkowskiej cech martwoty wieciy 
si ywo jej oczy due, ruchliwe, ale ju zupenie wyblake i prawie zbielae. 
 Paniusia, moja ssiadeczka!  zawoaa staruszka z niekaman radoci, rozwierajc ramiona. 
 Oto mi dobry dzie nasta! Oto mi go! Nasika!  krzykna goniej w kierunku 
sionki, za ktr bya kuchnia  przystawiaj mi zaraz jembryk do ognia, duy, odrutowany. 
Jeli wygaso, to napal, tylko przecie patyczkami... A c was tu do Klerykowa zagnao, moje 
zotko, a kt was te natchn?... 
 Ten oto kawaler!  odrzeka pani Borowiczowa ukazujc kawalera, ktry na og w takich 
razach chtnie przebywa lubi za kotar matczynej spdnicy. 
 Prawda! Jedynak, syngielton!  krzykna stara przyciskajc gow Marcinka do swej 
piersi i wygniatajc mu na policzkach ksztat trzech duych rogowych guzikw swego kaftana. 
 To ju ucze gimnazjum, moja pani, ucze rzeczywisty...  wyszeptaa przez zy radoci 
pani Borowiczowa. 
 Masz, diable, fartuszek! Taka historia!  zawoaa stara zwijajc jzyk w trbk i pogwizdujc. 
Za chwil wycigna rk na st i gbokim, stanowczym gosem, ze zmarszczonymi 
brwiami spytaa: 
 Oddajesz go pani do mnie na stancj? 
 Wanie przyszam... 
Teraz staruszka upucia z oczu kilka ez, ktre potoczyy si kanaami zmarszczek i zawieciy 
dopiero koo ust. 
 Zobaczysz, e mu u mnie bdzie dobrze. Ju on u mnie zmarnowa si nie zmarnuje, ju 
ja jego zrobi czowiekiem. Kiedy mj Teofil by taki oto smarkaty... 
Zza kotary dzielcej izb na dwie poowy wyszy jedna za drug panny Przepirkowskie i 
z oznakami mniemanej radoci rzuciy si do pani Borowiczowej. 
Wiedziay doskonale, kto przyszed, syszay ca rozmow, a jednak robiy miny zdziwione. 
Dowiadujc si niby to w owej chwili o pomylnym egzaminie Marcinka, jak na komend 
zwrciy si do niego i rzeky: 
 Aa... powinszowa... 
Obiedwie zreszt zaraz umilky i przybray zwyczajne wyrazy twarzy, ziejce kwaskowatym 
chodem jak dwie piwnice. 
 Pewno, e powinszowa  rzeka gono stara Przepirzyca  na takie facecje, jakie oni 
tam wyprawiaj, te... Tu schylia si i szepna do ucha pani Borowiczowej: 
 Te ajdaki! 
Drzwi do ssiedniego pokoju otwary si i wszed pan Karol Przepirkowski. 
By to kawaler lat okoo czterdziestu, ysawy ju, mizerny i rwnie jak siostry wiekuicie 
niekontent. 
 A!...  rzek caujc rk pani Borowiczowej. 
Potem odsun si w kt i usiad. Na twarzy jego malowaa si prawdziwa rado, sysza 
bowiem z ssiedniego pokoju, e pani Borowiczowa sama przyprowadzia ucznia na jego 
stancj. 
36 
To go uwalniao od biegania po zajazdach, zaczepiania szlachcicw, bagania profesorw. 
adna mczarnia nie moe by przyrwnana do tej, jak znosi ten czowiek niemiay, maomwny, 
nie posiadajcy za grosz ani inicjatywy, ani sprytu, gdy mu przyszo kaptowa rodzicw, 
narzuca im si po faktorsku, zachwala swoj stancj. 
Tote matka Marcinka sprawia mu ulg gbok, zwalia jeden z kamieni przygniatajcych 
jego plecy. 
Stara nie zaniedbaa tematu, ktry wanie jej przerwano: 
 Moja pani Borowiczowa, to ci sumiennie mwi, e tu chopcu bdzie jak w domu. Ja 
tam dobra nie jestem, ale i nie ksam. Do nauki i dobrego zawsze napdz i caa rzecz. Godny 
u nas nie bdzie, tego moesz by pewna, a jak mu bdzie strasznie le, to niech zadrze 
ogona i rwie do Gawronek... Co? Moe mu pozwolisz, jedynaczkowi, gagatkowi... Kiedy mj 
Teofil by taki oto... 
 Nieche te matka da pokj!  sykna przez zby starsza crka i babcia zaraz umilka. 
Wszelako nie daa za wygrane i po chwili znowu mwia: 
 Porzdek u mnie grunt, a co do nauki, to go bdzie pilnowa korepetytor, a my znowu 
wszyscy korepetytora. Oto, jak jest... Nastka...  zawoaa przerywajc sobie  postaw drugi, 
bo pewno zaraz starzy nadejd, tylko ich patrze. Widzisz, moja pani Borowisiu, co do gieldw, 
to ci nie bdziemy obdziera, nic si nie lkaj... Dacie nam  mwia w sposb uroczysty 
 150 rubli i moe tam jak fureczk drzewa na miesic, w zimie na saniach, to si 
wam nawet koniska nie cign; par skrzy ziemniakw w jesieni, no i tej mki z waszego 
myna... U was j tam dobrze Wojciech robi, nie mona powiedzie... Mj Boe, jak Teofil 
y, czstomy na Gawronki posyali do waszego... 
 Daje te matka pokj!  mrukna znowu panna Konstancja. 
 Duo uczniw macie pastwo u siebie?  zapytaa pani Borowiczowa, pragnc zyska 
chwil czasu do rozwaenia postawionych warunkw. 
 Piciu byo w zeszym roku, moja pani. Trzech Daleszowskich, obywatelscy synowie 
spod Gryzmoowa, jeden tam Szwarc, may, z pierwszej klasy, to chopak sztygara, wnuczek 
dawnego znajomego, i jeden take z pierwszej, Soraczek, to znowu rzdcy z Dzicioowa, a 
korepetytor szsty. Pjde pani, poka ci stancj. 
Staruszka ruszya si wawo, roztwara drzwi do sieni, a pniej na prawo do sporej stancji, 
gdzie o tej porze sta tylko na rodku dugi st sosnowy, zalany atramentem, a dokoa 
niego krzesa i dugie awy drewniane. W jednym kcie sterczao elazne ko bez pocieli, z 
tak okropnie zgitymi prtami, jakby je pozwija jaki straszliwy reumatyzm. Okna byy nie 
zamknite i elazne haczyki tych okien monotonnie stukay. Marcinka, ktry tam wszed za 
matk, cisn dziwny al na widok tego pokoju. 
 Widzisz... Tu bdziesz sypia z kolegami...  szepna do niego matka  wybierz sobie 
kcik, gdzie ci bdzie najlepiej. Potem, zwracajc si do starej Przepirzycy, rzeka: 
 Droga babciu, nic taniej nie mona? 
 Moja pani Borowiczowa, ty wiesz, e ja ci skrzywdzi nie chc! Wbij zby w cian, 
nie mona! Ani grosz! 
 Ha, c robi, co robi?  szepna matka.  Trzeba si rujnowa dla tego huncwota, to 
trudno. Musz mu jeszcze ko kupi. elazne chyba? Siennik  to w domu si wypcha, pociel 
przyl w tych dniach. 
 elazne ko kup, z gakami, za om rubli, u Siapsiowicza!  doradzaa staruszka, zawsze 
w sposb uroczysty.  Dzi ju by mg spa tutaj... 
 A nie, nie... Jeszcze dzi razem przenocujemy w hotelu, a jutro koo poudnia to si ju 
wprowadzi. 
 Zaraz pewno i tamci chopcy zjad, ale czy te wszyscy stan znowu u nas. Bogu 
Wszechmogcemu wiadomo... Od Soraczka jako adnej wieci nie ma... 
37 
Dugo jeszcze pani Borowiczowa roztrzsaa ze star Przepirzyc rne drobne sprawy 
tyczce si urzdzenia Marcinka na stancji. Kiedy wyszy z izby uczniw i wracajc mijay 
sie, w pokoju staruszki sycha byo gon rozmow. 
 Oho! ju s radcy!  rzeka pani Przepirkowska. 
 Kt to tam jest?  spytaa matka Marcina. 
 A, to dawni znajomi: Somonowicz i Grzebicki. Co dzie tu dziadygi przya do mnie na 
kaw. Z nieboszczykiem mem znali si jeszcze przed rewolucj. 
Otworzya drzwi i wprowadziwszy pani Borowiczowa przedstawia jej emerytw. 
Pierwszy z brzegu, starzec zgarbiony, siwy, z brod krtko ostrzyon, ktra mu zarastaa 
cae prawie policzki, ubrany w surdut dugi do kolan, kiwn przybyej gow i kontynuowa 
swoj przechadzk po stancji. 
Drugi, pan Grzebicki, by to jegomo malutki, ale ogromnie czupurny i elegancki. Skr 
na czole, nosie, policzkach, na ysinie i szyi mia czerwonaw, koloru wypalonej cegy. Nad 
uszami zaczesywa w kierunku czoa dwie kpy biaych wosw. Dokoa jego wygolonej brody 
srebrzy si na czarnej chustce pksiyc siwiutekiego zarostu. 
Radca Grzebicki trzyma sw ma gow sztywno, do czego przyczyniay si dwa konierzyki 
obwizane czarn chustk, z duym wzem pod brod. 
Radca Somonowicz u co nieustannie i cmoka bezzbnymi ustami. Wlokc swe pantofle 
defilowa z kta w kt i stka. Naraz spostrzeg Marcinka, ktry lokowa si wanie za krzesem 
matki  wstrzyma si i przestajc mlaska spyta: 
 A to znowu co za jeden? 
 No, c ma by za jeden!  zawoaa opryskliwie stara Przepirzyc  syn pani Borowiczowej. 
Pochwaliby go radca oto, bo zda do szk, do wstpnej klasy... 
 Co znowu? Ja? Chcesz jejmo, ebym ja chwali takie postpowanie? Ja mam chwali 
za to, e si najniepotrzebniej pcha dzieci do szk... Paradne! 
 Jak to... najniepotrzebniej, askawy panie?  wtrcia pani Borowiczowa dotknita do 
ywego. 
 Najniepotrzebniej  zawyrokowa stary radca i urwa rozmow. Wyj potem z papierowej 
torebki cukierek landryna i zacz go ssa przymykajc oczy. 
 Facecja! sowo uczciwoci...  zamia si drugi radca. 
 Znowu co nowego wymyli?  zapytaa pani Przepirkowska radc Grzebickiego. 
 Wcale nic nowego i nie wymyli, jeli jejmo chcesz wiedzie...  rzek Somonowicz. 
 Wszystko idzie do szk, wszystko si pcha do fraka. Jest nadmiar tego wszystkiego, oto, co 
mwi od lat tylu. Byle szewczyna, krawczyna, ju pdraczka do terminu nie oddaje, tylko na 
mdrca, na mdrca! A na mdrca nie kadego Pan Bg powoa, tote naokoo siebie widzisz 
jejmo jakich rozgrymaszonych, rozlazych, rozkisych pmdrcw, wiermdrcw albo i 
cakiem gupich mazgajw. A ja ju widziaem, moja jejmo, jaki to z takiej mki chleb bywa. 
Oto, co ja mwi... 
 Przesada, jak zawsze...  wyszepta piskliwym gosem pan Grzebicki, rozczesujc palcami 
lewej rki swe faworyty. 
 To samo syszaem i wtedy, akurat to samo sowo: przesada...  odrzek Somonowicz 
gosem gardowym, patrzc nie na radc Grzebickiego, lecz na Marcina. 
 Wtedy rzd nie stawia tych dzikich wymaga... 
 Rzd zawsze wie, co robi, i teraz wie rwnie, a nadto czyni, co do niego naley w takim 
porzdku rzeczy. Nie trzeba byo... 
 Przecie ja, mj radco, nie zarzucam rzdowi zych intencyj i daleki jestem w ogle od 
mylenia o tym. Nie naley jednak, zdaje mi si, paa podaniem tumienia owiaty, cheche... 
 szydzi may radca. 
 Powtarzam jeszcze raz, e nie wszyscy moemy by filozofami, bo kt by winie pasa? 
 rzek radca grubianin, zabierajc si do wydobycia z torebki trzeciego cukierka. 
38 
 Nigdy, zdaje mi si, nie brakowao jeszcze urzdnikw do speniania, zaszczytnego 
zreszt jak kady inny, obowizku pastuchw trzody chlewnej. Obawia by si raczej trzeba 
ich nadmiaru. 
 Wol ja nadmiar winiopasw ni nadmiar mdralw. 
 Co kto lubi. 
 Nie o to chodzi, co kto lubi, tylko o to, gdzie jest rozum, ergo racja. Czy powiesz mi wapan, 
e moe nie od pmdrkw wychodzia ta inicjatywa, w tak zwany duch? Czy nie 
w tych bach, z bota podniesionych, lga si anarchia? O to wanie pytam si wapana po 
raz tysiczny! 
 Ale na mio bosk, przecie z tych gw, jak radca mwisz, z bota podniesionych, 
wypywao rwnie, e si tak wyra, wiato. 
 Co mi tam z paskiego wiata!  woa Somonowicz wytrzsajc rk.  Gdzie byo 
wiato, kiedy baniska budoway awantury? Co zwyciyo, skandal czy jakie tam wiato? 
Pytam! Zwyciy, moci dobrodzieju, skandal. Owo wiato  mwi dalej, wytrzeszczajc 
oczy i miadc wzrokiem Grzebickiego  czstokro, a nawet prawie zawsze wspierao 
skandal. Oto, co mwi od dawien dawna!... 
 Ja nie jestem zwolennikiem skandalw, owszem, jestem ich zajadym wrogiem  mwi 
Grzebicki wydymajc gronie swe czerwone policzki i wznoszc brwi wysoko  byem i jestem 
wrogiem zdecydowanym, powiadam, o tym radca wiesz najlepiej, ale... 
 Co za ale? Nie ma adnego ale! Jest na wiecie jedna tylko logika i ta mwi, co nastpuje: 
Kiedy my z wapanem wstpowalimy na drog ycia, nikt nam nie broni patrze na 
wasne znaki narodowe, nikt nam nie rozkazywa pojmowa tamtego jzyka. A dzi co? Na 
wasne moje stare oczy widziaem w tamtym pokoju gramatyk jzyka polskiego, napisan po 
rosyjsku, w rce aka z pierwszej klasy, ktry si w mojej obecnoci uczy tej gramatyki polskiej 
po rosyjsku, tu, w tym domu, w miecie Klerykowie, o ktrym kronikarz Mateusz, herbu 
Cholewa, pisze, e grd ten polski, od niepamitnych czasw bogactwy syncy, na paszczynie 
pochyej jest rozoony ... Kt to sprawi, e na taki szary koniec przyszo onemu 
grodowi polskiemu, rozoonemu na paszczynie pochyej? Sprawia to owa mania demokratyczna, 
owo podanie fraka, owa ambicja hooty, domaganie si praw bez adnych zasug... 
Kiedy radca Somonowicz to mwi, pan Karol Przepirkowski zacz goniej pociga 
nosem i przybra tak dziwn min, jakby mia zamiar co mwi. 
Radca spojrza na niego kilka razy i rzek porywczo: 
 Ale, mwe pan, u licha! Czekamy, suchamy! Pan Karol jeszcze raz pocign nosem i 
nic nie powiedziawszy usiad na swoim miejscu. 
Wtedy radca wpad w istn ekstaz. 
 Chcc wytpi w sobie wroga, ktry w nas siedzi, musimy zacz od gruntu, od rdzenia, 
od takiego pdraka  woa chwytajc Marcinka za ucho i wycigajc go na rodek pokoju. 
 Daj no dobrodziej chopcu wity spokj!  wstawia si za Marcinkiem stara Przepirzyca. 
 Polityka polityk, a co do uszu, to nie ma racji wyciga ich po prnicy. 
Radca wpakowa sobie do ust trzy cukierki, zadar gow do gry, rce w ty zaoy i j 
szybko drepta po izbie. 
 O! tak, tak...  rzek Grzebicki.  Kiedy my wchodzilimy do urzdowania... Bagatela! 
Uwierzy te pani dobrodziejka, e do tej chwili tkwi mi w uchu, ale jak tkwi!... marsz powitalny 
na wjazd Najjaniejszego Pana, kiedy przyby raczy do Warszawy na koronacj w roku 
paskim 1829... 
May radca zerwa si, wyprostowa, opar mocno rce na stole i wpatrujc si bystro w 
pani Borowiczow zacz gono gwizda owego marsza. 
Somonowicz defilujc wtrowa mu gwizdaniem, a raczej dmuchaniem do taktu. 
39 
Marcinek, ktrego ta produkcja daleko bardziej interesowaa ni poprzednie wywody, zauway 
po chwili z gbokim zdumieniem, e z oczu radcy gwidcego pierwszym gosem 
kapi due krople ez i z haasem spadaj na cerat stou. 
 Co to marsz?!  zawoa Somonowicz.  Pamitam... zreszt mwi wam to ju od dawien 
dawna, co do mnie rzek ksi pan... 
 Lubecki...  szepn pani Borowiczowej w ksztacie objanienia radca Grzebicki wycierajc 
swe zapakane oczy. 
 Co do mnie rzek ksi pan... rozumie si, Lubecki, Drucki-Lubecki, kiedy to banisko, 
Morusek Mochnacki, znalazo si w przedpokoju bagajc o ukrycie go przed tuszcz, ktr 
nieustannie od samego pocztku awantury podbechtywa, a ktra w kocu cigaa go po ulicach, 
eby go jak psa podego na szubienicy obwiesi. Ksi pan zapaka i kadc mi rk 
na ramieniu powiedzia te sowa: Somonowicz, modziecem jeste i wchodzisz w ycie. Nie 
mwi do wapana jak do kancelisty, lecz jak do ma, do obywatela. Oto przyjem do do-
mu i ukryem przed motochem wroga narodu, Mochnackiego. Czy wiesz, mwi mi ksi, 
e ten ndznik szed na czele onierzy, aby mi rozstrzela. I patrzcie, jak Pan Bg zmiady 
jego zamiary: przed chwil ten sam Mochnacki klcza przede mn, przypdzony do 
mojego progu przez palec boy. We wapan do serca t nauk i wszystkimi siami zwalczaj 
szatana, ktrego sugami s tacy Mochnaccy... 
 Kiedy bo radca wpadasz, u diaba, w przesad!  wypalia naraz stara Przepirzyca.  
Pewno, e tacy ludzie, kto ich tam zreszt wie... no juci pewno, e wy to lepiej rozumiecie 
ode mnie. Ale przecie s inni wrogowie, u kaduka! Kiedy mj Ignacy... 
 Taki Murawiew!  sykna panna Konstancja. 
 Zostaw no wapanna t spraw, zostaw...  rzek pontyfikalnie Somonowicz.  Nie do 
ludzi ta sprawa naley i nie do ludzkiego sdu. Czowieka, ktrego nazwisko wapanna wymwia, 
Pan Bg wzi w swoj rk. Jeeli dusza ludzka jest niemiertelna, a nie masz wapanna 
najmniejszego powodu wtpi o tej prawdzie, bo wszystko za ni przemawia, to dusza 
tego czowieka cierpi ju mki takiego potpienia, jakich nie obejmie rozum miertelny, za te 
zy rozlane po ziemi, za t krew niewinn, za krzywdy wyrzdzone nie dla mocy prawa, nie 
dla wadzy miecza, ale dla samych krzywd i dla samego paczu. Zreszt, ja nie chc o tym 
mwi, ja nie chc o tym myle za adne skarby. Dajcie mi wity pokj! Nie chc o tym 
sysze. Oto, co wam mwi i powtarzam od pocztku wiata... 
 Chryste ukrzyowany!  zawoa Grzebicki  radca Somonowicz chce w nas utwierdzi 
mniemanie, e on naprawia spoeczno od pocztku wiata. 
Kiedy tak radcowie roztrzsali sprawy wielkiej polityki, pani Borowiczowa, suchajc na 
pozr uwanie ich twierdze, daleko odbiega mylami. Jakie ksztaty i zjawienia, jakie 
cienie i widma bezcielesne ukazyway si przed ni, tworzc ze siebie jakby sceny i wypadki 
z przyszego ycia Marcinka. Kiedy je chciaa zapa wzrokiem i mylami  znikay... Mochnacki, 
ktrego tuszcza ciga dla powieszenia jak psa na szubienicy... Kt to jest Mochnacki, 
co to za jeden? Ach, to ten, to to znaczy...  mylaa nurzajc si dusz w jaki widok peen 
ludzi i wrzasku.  Murawiew? kto to Murawiew? I nagle serce jej przestawao uderza i umierao 
jak ywa istota, ktr przebio zabjcze elazo. 
40 
5 
Niski mur, tu i wdzie rozwalony, zaronity traw i mchem, stanowi granic podwrza. 
Za murem pyn kana w obmurowanym niegdy oysku. Z czasem wiele kamieni wysuno 
si, wpado do wody i ugrzzo w cuchncym ile dna tej strugi, a bujne krzaki i botne zielska 
obsiady jej brzegi. 
Dalej, za rowem, cign si czyj park, rosncy na botnistym gruncie, zaniedbany tak 
dalece, e mg przedstawia ma puszcz, ktrej nigdy stopa ludzka nie przebya i gdzie 
tylko ptaki mieszkaj. 
Z tej strony muru staa szopa i drwalnie wybudowane w sposb nadzwyczaj lekkomylny. 
Tu przy szopie, pod samym murem, leao kilka starych, opalonych i na p zgniych belek, 
o ktrych istnieniu ani waciciel, ani aden zodziej zapewne nie pamita. Pokrzywy i osty 
usioway do cna je zakry. 
Na tych balach, po otwarciu roku szkolnego, Marcinek przesiadywa cae odwieczerza, 
wykuwajc swoje uroki. Wielkie drzewa zaroli, stare wierzby o niezliczonej iloci gazek, 
wiszcych nad ziemi, przypominay mu wie, dom i matk. 
Uczy si pilnie, ze wznios bezwzgldnoci, do ktrej nie znalazo jeszcze dostpu ani 
zwtpienie, ani nieufno, ani adne wyrachowanie, ani szacherka. 
Z historii witej, czyli Zakonu Boego, toczy sobie w pami wszystko  poczynajc 
od nazwy danego rozdziau a do ostatniego w nim sowa. Siada na belce, ujmowa gow w 
donie i powtarza gono zadane  a do skutku, a do takiego stopnia doskonaoci, e mu 
zasychao w gardle i mcio si w gowie. Inna rzecz bya z arytmetyk i rosyjskim. W obydwu 
tych gaziach nauk trzeba byo odbywa urok z korepetytorem, ktry mwi i objania 
po rosyjsku, rwnie jak pan Majewski w klasie. 
Z tych wykadw Marcinek nie osiga nie tylko adnego zrozumienia rzeczy, ale owszem 
gupia coraz okropniej i mczy si coraz bardziej. Prawiono mu cigle w domu i w szkole o 
liczbach z nieskoczon iloci zer, polecano wykonywa z tymi wielkimi liczbami jakie 
manipulacje, a wykadano, jak to mwi, niby opat rzeczy tak atwe i objaniano to wszystko 
najlepiej, najpoprawniej, czysto i wzorowo stawiajc akcenty, a tymczasem Marcinek truchla 
przychodzc do niejasnej refleksji, e nie rozumie, co do niego mwi. 
Wszelkie czytanie lekcyj zadanych z rosyjskiego musiao si rwnie odbywa w obecnoci 
korepetytora, z uwagi na doskonao akcentw. 
Waciwie tedy na belkach wyucza si Marcinek Zakonu Boego, gdy czwarty przedmiot, 
jzyk polski, nie nastrcza adnych utrapie wskutek tego, e nic z tej dziedziny nie 
zadawano do uczenia si w domu. 
Korepetytor na stancji Przepirzycy, pan Wiktor Alfons Pigwaski, by uczniem klasy 
sidmej, a zarazem gimnazjalnym i poniekd, dziki nieobecnoci innego, miejskim, oglnoklerykowskim 
poet. By to modzieniec szczupy, mizerny, krostowaty, zawsze niedbale 
odziany i usiujcy zapuci dugie wosy, bez wzgldu na surowe kary szkolne. Wypala niezmiern 
ilo papierosw i wskutek tego zapewne przezywano go Pyti (dlaczego jednak 
zwano go ydwk  trudno dociec). Pytia uczy si dobrze, nie tak wszake, jakby si 
tego mona byo spodziewa po jego rzeczywistych zdolnociach. 
 Pigwaski...  mawiaa do przyjaciek stara Przepirzyca  to gowa otwarta jak 
wielka stodoa, ale c pani poczniesz, kiedy mu akurat poezyjka w eb wjechaa jak fura siana. 
Nic, tylko, pani, siedzi i smaruje wirsze! 
Poeta czstokro zaniedbywa si umylnie, zapomina o rzeczach, kajetach, ksikach, 
aeby pozyska przydomek roztargnionego, ktry mu niesychanie przypada do smaku. 
41 
Bardzo czsto umylnie zostawia w domu kajet z zadaniami trygonometrycznymi, wypracowaniem 
rosyjskim czy aciskim albo greckim extemporale  byleby tylko ujawnia roztargnienie 
poetyckie. Wiersze pisa prawie bez przerwy i w sposb piorunujcy. We wszelkich 
za utworach, jakiekolwiek dwigay nazwy i dewizy, za pomoc niezmiernej iloci rusycyzmw 
i przy wspudziale sporej kolekcji bdw ortograficznych szczerze polskich, opakiwa 
mier swoj, opiewa swj pogrzeb albo malowa pejza pospny ze swym grobem w 
gbi i ksiycem ukrytym za czarnymi chmurami. Myli i uczucia, to i akcesoria, porwnania 
i rytm tych utworw byy zapoyczone, a czstokro ywcem wzite z Puszkina i Lermontowa. 
Nie liczc rozpaczy z powodu wasnej przedwczesnej mierci, znajdowa jeszcze 
poeta czasami podniet do pisania jakiej elegii czy idylli w uczuciu mioci. Kto by przedmiotem 
tego namitnego uczucia, niepodobna odgadn rozpatrujc spraw w wietle samych 
utworw. Raz bowiem byy tam uwielbienia przyczone do gwatownego pragnienia zgonu z 
racji jakich zotych kdziorw, a ju o stronic dalej  z powodu czarnobrewej, czarnookiej, 
ozdobionej kaskad czarnych piercieni. 
Stare panny Przepirkowskie, ktre podczas bytnoci autora w klasie wycigay z jego kuferka 
olbrzymiej gruboci bruliony i zanosiy si od miechu deklamujc najbardziej rzewne 
elegie, zachodziy w gow, kto przecie mgby by bohaterk tylu dramatw, eposw i liryk. 
Gdy jednak adna z postaci niewiecich, w tych dzieach przedstawionych, ani wiekiem, 
ani piknoci cielesn nie przypominaa z nich adnej, powziy wniosek zdecydowany, e 
owe bohaterki s to po prostu osoby nie istniejce w Klerykowie i z palca wyssane. 
Najstarszy z trzech braci Daleszowskich, ucze klasy czwartej, odznacza si w ogle  
posiadaniem srebrnego zegarka z wielk tombakow dewizk, a w stosunku do Marcinka  
pogard tak przygniatajc, e may wstpniak nie by w monoci wyrobi sobie pojcia o 
rnicy zachodzcej midzy samym korepetytorem a panem Daleszowskim. By prawie pewny, 
e ci obadwaj panowie s czym w rodzaju profesorw, istotami, ktre, krtko mwic, 
umiej wicej od pana Wiechowskiego, bo ucz si po grecku i po acinie, o czym tamten 
pan z Owczar wcale nie mia wyobraenia. Nie wicej yczliwoci okazywali Marcinkowi 
dwaj modsi bracia Daleszowscy z drugiej klasy. Rozmawiali z nim wprawdzie, ale za to wydrwiwali 
go niemiosiernie, brali go na kaway, wysyali do apteki po Yerstand, puszczali 
mu w nos finfy, gdy zasypia itd. 
Ci obadwaj drugoklasici byli namitnymi graczami w obrazki. Mieli w kuferkach pene 
puda kolorowanych onierzy, oficerw na koniach oraz innych malowanek  i stosy zuytych 
stalwek. Gra polegaa na tym, e midzy karty ksiki wkadao si tu i owdzie obrazek 
i podawao j koledze do odnalezienia malowanek za pomoc wsuwania midzy kartki stalwki 
 na chybi trafi. Jeeli stalwka trafiaa w miejsce puste  przechodzia w posiadanie 
proponujcego gr, w razie przeciwnym obrazek stawa si wasnoci posiadacza pir. 
Marcinek Borowicz nie tylko by ogrywany przez Daleszowskich, bo umieli oni w potrzebie 
naciga frajera w sposb tak zgrabny, e adn miar dostrzec tego nie mg, ale jeszcze 
dostawa od nich szturchaca, jeeli z bekiem upomina si o stalwki przywaszczone 
przez graczy z pogwaceniem kardynalnych zasad wymiany. 
Nieco odmienny stosunek zachodzi midzy Marcinem i Szwarcem, drugorocznym 
uczniem klasy pierwszej, znanym z tego, e mu wszyscy, nie bez wyranych a nawet umotywowanych 
pozorw susznoci, udowadniali, e jest dardanelskim osem. 
Ale i ten nieszczsny pierwszak, ktremu nigdy zadania nie wypaday, ale za to swka 
aciskie nie tylko wypaday, ale wylatyway jak wiatr z pamici  przy kadej sposobnoci 
stara si nka Marcinka dowodzeniami, e waciwie mwic, wstpniaki nie s jeszcze 
uczniami i chocia z aski pozwala si im nosi mundur i czapk z palmami, to jednak 
kady ucze klasy ju rzeczywistej pierwszej ma zupene prawo pierwszemu lepszemu kapcanowi 
z wstpnej da w zby, kiedy mu si tylko ywnie spodoba. 
42 
Marcinek nie zna, rzecz naturalna, praw gimnazjalnych do tego stopnia, eby mg 
Szwarcowi kam zada ustnie lub na pimie, tote najczciej odpiera podobne twierdzenia 
piciami i obcasami. 
Pomimo jednak nierwnoci si i rnicy zapatrywa  midzy Szwarcem i Borowiczem 
istnia de facto pewien rodzaj naturalnej koalicji, ktra stanowia jak tak przeciwwag 
wzgldem przemonej potgi zjednoczonej Daleszowszczyzny oraz jej jawnych i skrytych 
zamachw. 
Swoj drog may Borowicz czu si na stancji samotnym jak palec. Jego troski, okropne 
trwogi, wyrastajce szczeglniej na glebie arytmetyki, nikogo nie interesoway. 
Jeeli prbowa kiedykolwiek zwierzy si Szwarcowi ze swym niepojmowaniem zadanej 
lekcji lub ze swym strachem  Buta (taki przydomek Szwarc nosi) odpowiada mu z wrzaskiem 
i pogard, e tylko taki, co przyjecha do Klerykowa z Gawronek, moe podobne gupstwa 
nazywa trudnymi. C moe by trudnego w owczarni, gdzie nie ma aciny ani geografii? 
Niechby kto  (Marcinek czu, e owo kto do niego jednego byo wycelowane)  
sprbowa trzeciej deklinacji z wyjtkami albo niechby na wielkiej mapie sprbowa przejecha 
wod z Morza Biaego do Czarnego... 
A przecie Marcinek nie mg sobie da rady z przedmiotami tak atwymi. Nieraz budzi si 
w nocy, o zimnych rankach jesiennych, i w smutnym drzemaniu widzia klas, nauczyciela i 
siebie przy tablicy... Zimno wstrzsao jego ciaem i boja niewymowna ssaa jego krew jak 
zmora. 
Na stancji okazywaa mu duo serca i troskliwoci stara Przepirzyca, ale ta jej przyja 
wyraaa si przewanie w zachcaniu go do czstych zmian bielizny i w sekretnych darach 
kilku liwek, dwu jabek, garci suszonych gruszek albo spodeczka kwanych powide. W 
klasie mia na niego pewien wzgld wszechwadny nauczyciel pan Majewski, chocia ten 
wzgld, manifestujcy si w mdym umiechu, z biegiem czasu nicestwiat coraz bardziej. Pan 
Majewski w rozmaitych porach dnia i wieczora odwiedza stancj Przepirzycy, gdy wizytowanie 
stancyj uczniowskich naleao do zakresu jego obowizkw, atwo tedy spostrzeg, 
e Borowicz nie jest synem rodzicw zamonych  i coraz szczuplejsz miareczk sympati 
swoj mu wymierza. 
Sala klasy wstpnej miecia si na dole gmachu gimnazjalnego. Prowadziy do niej drzwi 
z korytarza, dobrze Marcinkowi znanego od czasu egzaminw. Oprcz wstpnej znajdoway 
si jeszcze przy tym samym korytarzu dwa rwnolege oddziay klasy pierwszej, dwa drugiej 
oraz pojedyncze sale trzeciej i czwartej. Klasy wysze  a do smej  mieciy si na pitrze. 
Rzecz prosta, e d nieskoczenie weselszy by od pitra. Cae to pitro mieszkacy dou 
mieli w gbokiej pogardzie, a przezywali je, nie wiedzie dlaczego, cukierni. Na dolnym 
korytarzu pracowao usilnie kilku pomocnikw gospodarzy klasowych i zwyczajnych pedagogw 
pilnujcych porzdku, kiedy na grze nudzi si jeden tylko; na dole zazwyczaj pewna 
ilo frantw za zbyt wesoy nastrj ducha odsiadywaa popoudniow koz, kiedy co podobnego 
na grze uchodzioby za skandal. Nigdy te cukiernia nie witaa tak piekielnym 
haasem adnej pauzy, jak to stale czyni korytarz. Skoro tylko zadra w powietrzu cienki a 
przenikliwy krzyk dzwonka targanego wprawn rk pana Pazura, wybucha tam w gbokiej 
ciszy istny huragan. Przez kade odemknite drzwi wyskakiwa nowy hufiec i wnosi do kolosalnego 
chru danin swego wrzasku, paczu i miechu. W mgnieniu oka korytarz napenia 
si kurzem, a cay ten wielki dom dra, zdawao si, od fundamentw do szczytu, jakby wewntrz 
niego grasowaa trba powietrzna. 
Stary pedel, patrzc ze swego posterunku przy kocu dolnego korytarza, widzia w nikym 
pyle te setki gw ostrzyonych, zawsze mnstwo wzniesionych pici, a nieraz tu i owdzie 
zadarte nad gowami  nogi. Lubi ten widok, te walne facecje, ktrych adna mowa nie wyliczy 
i adne piro nie opisze, te szczytne dowcipy i bazestwa pobudzajce go nieraz do ta
43 
kiego miechu, e z min urzdowo pospn i zagryzionymi wargami starowina trzs si na 
swym stoku jak galareta z cielcych nek. 
W jesieni w pogodne przedpoudnia, gdy jeszcze wietlne promienie soca wpaday do 
korytarza, stary pedel mia chwile wesooci prawie dziecicej. 
 Nue!  woa na drapichrustw znanych mu bliej  jazda, poka czas. Za szest' sekund 
zwonok! Stawajta, chopcy, na bach  nu! Prawoje pleczo wpierod  marsz! 
Gdy znowu rozlega si dzwonek, haas wielkimi falami szybko i raptownie opada, zamienia 
si w gwar, w szmer przyciszonych rozmw, w szmer przedziwny, ktrego brzmienie 
czowiek do staroci pamita... Olbrzymie interesy, kolosalne sprawy, marzenia niespokojne 
jak woda grskiego potoku, natone ambicje i gwatowne niby grom boleci serc maych 
wyraay si w szeptach urwanych a tworzcych t wzruszon mow szkoy. Przed kad 
klas czatowaa niewielka posta ukryta za odrzwiami w ten sposb, e na zewntrz widzialny 
by tylko kontur jej twarzy i oko zwrcone w kierunku kancelarii. Gdy drzwi pokoju nauczycielskiego 
uchylay si, jedna z postaci znikaa i nad jak sal rozcigao si nieme milczenie. 
W czasie pgodzinnej, czyli tak zwanej duej przemiany, prawie cay dolny korytarz 
wypada na dziedziniec i w mgnieniu oka rozpoczyna wojn. 
By to wanie czas kasztanw. Podwrze byo wielkie, nierwne, obfitujce w pewien rodzaj 
acuchw grskich, formacji dawno-mietnikowej  w doy po wapnie i gruz zwalonego 
muru. 
Cae to rozlege podwrze byo otoczone wysokimi i grubymi murami, za ktrymi z jednej 
strony by park publiczny, z drugiej pusta uliczka, a z trzeciej ogrody ksie. 
Z parku i ogrodu wznosiy si i zwisay nad gimnazjalnym dziedzicem stare drzewa 
kasztanowe, rodzce niezliczon ilo owocw, kapitalnie nadajcych si do podbijania oczu i 
wywabiania na czaszkach guzw wielkoci indyczego jaja. 
Przebiega klasa trzecia prawie zawsze potrafia zaraz po dzwonku owadn Himalajami 
i przecign na sw stron jeden z oddziaw klasy drugiej, wskutek czego cay og 
pierwszakw i wstpniakw, aczkolwiek osonity mnymi piersiami oddziau klasy drugiej, 
wiernego sprawie tumu  zajmowa pozycj nad wszelki wyraz niedogodn, w szczerym polu, 
pod murem. 
Ju gdy pierwsze kasztany zaczynay przeraliwie gwizda, odbija si od muru, dawa 
piekielne kapry  wstpniactwo zazwyczaj podawao ty w sposb obrzydliwy, szeregi 
pierwszoklasistw przerzedzay si do takiego stopnia, e Grecy zaczynali wyazi zza 
Himalajw i z furi naciera. 
Wtedy wywizywaa si rzetelna batalia. Oguszajce hura! rozlegao si ze stron obu, 
kasztany ciy jak grad najsroszy, ranni zmiatali z gonym bekiem, wodzowie darli si 
wniebogosy, zagrzewajc do boju szeregowcw, zwykle plecami do nieprzyjaciela zwrconych... 
Biada pomocnikowi gospodarzy klas, wysianemu przez inspektora dla zaegnania 
awantury, ktry by wtedy zbliy si do placu boju! Zarwno z obozu Grekw, jak Persw 
odzyway si niezwocznie gosy dziko pozmieniane a zachcajce do czynw wprost 
zbrodniczych. 
 Grajcarek!  woano po polsku  celujemy w twj cylinder. Chode bliej, kapouchu... 
I rzeczywicie  cylinder powalony licznymi naraz ciosami spada z gowy pana Gauszewskiego. 
Jeeli zjawia si pan Sieczenskij, wzywano go, rwnie po polsku: 
 Chod, chod, Perispomenon, zbli si ananasie z pestk, wyjmij notesik i zapisuj! Panowie, 
celnie w notesik! 
Perispomenon cofa si zaraz do sieni i ukryty za drzwiami obserwowa przez szpar 
dalszy bieg wypadkw. 
44 
Pan Majewski nie ukazywa si w takich razach na podwrzu z zasady, gdy nie mg 
znie przezwisk wykrzykiwanych tak gono i tak bezkarnie. 
Tym sposobem bitwa, ktrej wadza nie bya w stanie przerwa, trwaa zazwyczaj w cigu 
caej duej pauzy. Dopiero na odgos dzwonka zwycizcy i zwycieni wracali do klasy, 
okryci chlubnymi sicami, na dwie ostatnie godziny lekcyj. 
Marcinek by dzielnym Persem i dosta pewnego razu taki postrza w okolicy pitego 
ebra, e blisko przez dwa tygodnie nie mg lee na prawym boku. 
Po jednej z takich kampanij wrci do klasy zmczony i nie przypomina sobie nawet dokadnie, 
jaka lekcja ma nastpi. Siedzia w czwartej awie pod oknem, przy Gumowiczu, 
duym chopcu, z wosami tak czarnymi, e miay odcie fioletowy. 
Ten Gumowicz by synem akuszerki, kobiety bardzo biednej, ogromnie energicznej i krzykliwej. 
Mama Gumowiczowa zjawiaa si czasami na dolnym korytarzu, rozmawiaa z ksidzem 
Wargulskim i panem Majewskim, wypytywaa si o stopnie i sprawowanie swego 
Romcia, ktry ju drugi rok siedzia w klasie wstpnej, a nieraz wobec wszystkiego tumu 
grozia mu pici. Jak wie niosa, po kadej takiej bytnoci pani Gumowiczowej w gmachu 
szkolnym Romcio bra w domu cikie lanie, czyli way. 
Pan Majewski wzywa go czsto do katedry, wytyka mu jego wady, prniactwo, niedostwo, 
osostwo, wspomina o biedzie i procederze starej matki, o niskim jego pochodzeniu i 
wystawia go na urgowisko. Wszyscy w klasie, nie wyczajc nauczyciela, chichotali, gdy 
pucuowaty Romcio stawa przy tablicy. Mia on zawsze kajety w porzdku, wiedzia najlepiej, 
jaki rozdzia przeznaczony jest do opowiadania, i umia doskonale zadane, ale czyta tak 
gdaczcym gosem, tak paradnie sycza, dmucha i jcza namylajc si przy dodawaniu, e 
koniec kocw dostawa zazwyczaj dwjk. 
Tego dnia pan Majewski wyrwa Gumowicza do arytmetyki i podyktowa mu du liczb. 
Czarny dra na caym ciele. Kilkakrotnie upuci kred i widocznie trudno mu byo zebra 
myli, gdy pisa zupenie inne cyfry. Po klasie przelatywa miech tumiony. Zdolni chopcy 
z pierwszych awek, umiejcy zawsze z pochlebstwem patrze w oczy nauczyciela i zgadywa 
jego intencje, umylnie zatykali sobie usta, eby gono nie parskn. Pan Majewski 
jeszcze dwa razy powtrzy dug liczb, a gdy Gumowicz znowu napisa co innego, kaza 
mu i na miejsce. 
 Ty, Gumowicz, akurat tyle umiesz z arytmetyki, co pachciarska kobya...  rzuci mu na 
poegnanie. 
Te dwa ostatnie wyrazy pan Majewski wygosi w brzmieniu polskim. Sprawio to szalony 
efekt. Malcy wszczli okropny krzyk radoci. 
 Pachciarska kobya! Oho-ho... Gumowicz  pachciarska kobya!... 
Gumowicz usiad na miejscu i po swojemu zwiesi gow. Gdy si wesoo oglna z rozkazu 
nauczyciela uciszya nieco  spojrza na Marcinka bawicego si nim rwnie doskonale 
i zapyta go niemiao, cichym szeptem: 
 Co mi postawi? 
Borowicz wysun gow i ledzi uwanym okiem ruch doni nauczyciela. Dostrzegszy 
znamienne pochylenie pira szepn z okruciestwem: 
 Pa! 
May Gumowicz skurczy si dziwnie i tak zosta bez ruchu, zapatrzony w kajet z arytmetyk. 
Marcinek przyglda mu si i pokazywa go ssiadom. Po chwili na dugiej czarnej rzsie 
pachciarskiej kobyy ukazaa si jedna wielka za, samotna za, sygna bezdennej rozpaczy. 
Borowicz przesta si mia i ze zmarszczonym czoem wci patrza na t z byszczc. 
Pochona ona jego uwag, pami i jakby ca dusz. Pierwsze w yciu wspczucie 
drgno w jego piersi. 
45 
6 
Z twardej szosy bryczka skrcia na uboczny gociniec, z gocica na drk, zajmujc 
midzy dziatkami chopskimi szeroko nie wiksz od pospolitego wygonu. Soce ju si 
skryo za grzbietem wzgrz, zostawiajc po sobie tylko przecudn zorz, w ktrej kierunku 
bryczka zdaa i na ktr zwrcone byy oczy Marcinka i jego matki. Konie biegy miernego 
kusa, wzek toczy si z wolna w gbokich kolejach droyny. Po obudwu jej stronach stay 
niwki yta, na ktrym nie wida byo jeszcze kosw, stajenka wczesnych kartofli, mocno 
zielone smugi owsa i zagony lnu. W pobliu czernia si biedna wioska. Dalej na tle przejrzystego 
firmamentu wida byo ciemne ksztaty acucha wzgrz porosych jaowcem i brzezin. 
Zdarzyo si, e w przeddzie uroczystoci Zielonych witek wypad pani Borowiczowej 
jaki pilny interes w Klerykowie. Zawarta na pocztku roku szkolnego znajomo z panem 
Majewskim uatwia jej pozyskanie dla Marcinka na dwa dni witeczne urlopu, wypisanego 
na urzdowym blankiecie z ogromn pieczci. I oto wioza do Gawronek jedynaka jako niespodziank 
dla ojca i caego folwarku. Rado obojga bya tym wiksza, e ani matka, ani syn 
nie spodziewali si tak pomylnego zaatwienia sprawy, gdy rzadko kiedy dawano na te 
wita urlopy. Gdy wzek polnymi drkami zjeda z pochyego przestworza i znalaz si u 
wejcia do rozdou midzy dwoma wielkimi wzgrzami, noc ju zapadaa. Zbocza gr wznosiy 
si stromo po prawej i lewej rce, a wielkie ich garby niby kolana i stopy wysuway si z 
mroku i rosy w oczach, gdy si ku nim zbliano. 
Dolina bya do duga, a nie szeroka  w niektrych miejscach tak nawet wska, e na 
dnie jej ledwo mogy zmieci si obok siebie: strumie i droga. Na wiosn i okoo witego 
Jana potok przemienia si w rzek, w wielk, oszala rzek, ktrej wody dosigay wysoko 
rosncych brzz na zboczach pagrkw i zostawiay na jaowcach pokosy zmulonego siana, 
garcie lnu i cae nieraz krzewy, z korzeniami wydarte na odlegych grach. Tote droga ssiadujca 
z t burzliw rzeczuk bya, cile mwic, suchym oyskiem potoku. Nikt jej tam 
nigdy nie naprawia ani nie przeinacza; bya sama sob, zmieniaa si i ksztatowaa swobodnie, 
posuszna tylko prawom przyrody, zupenie tak jak drzewa okoliczne, jak osypiska i wyrwy. 
Byy w niej kawaki z natury dobre, zupenie gadkie, byty inne, zawalone sporymi bryami 
na do znacznej przestrzeni, a byy te i tak zwane doki, istniejce tam od czasw jeeli 
nie piastowskich, to na pewno zygmuntowskich. 
Kto nie umia przez te doki przejecha, ten nie przejecha. ama tam dyszel, o, rozwor, 
wlatywa w boto z gow i czapk albo zostawa w doku z pkoszkami, a konie szy dalej z 
przodkiem wozu. Na szczcie nie byo w caej okolicy czowieka, ktry by nie mia sposobu 
na szczliwe przebycie tych wyrw zdradliwych. W pewnym miejscu jechao si do 
dugo tym porzdkiem, e przednie i polednie koo z prawej strony szo blisko o jaki okie 
wyej ni koa z lewej, ale ludzie tamtejsi nawykli do tego przymiotu drogi i nikt go tam nawet 
nie spostrzega. Nad wod rosy zwarte olszyny i przysaniay zakrty rzeczne. Gdzieniegdzie 
stay kpami due, smutne wierzby o dugich gazkach i wskich liciach. Konie 
wloky si noga za nog po kamienistym szlaku i byy w pierwszym dopiero skrcie doliny, 
gdy na gr wszed ksiyc. Biae wiato z wolna rozpado si w dole, na zboczach gr i po 
wwozach. Wida byo spiczaste jaowce pod samymi szczytami i brzzki o listkach srebrzycie 
lnicych, koyszce si od wietrzykw. Na dalekiej przestrzeni bieliy si kamienie 
rzecznego oyska. Tu i wdzie poza cieniem krzeww lniy si midzy kamieniami ruchliwe, 
malekie fale i wodospady pytkiego w tej porze strumienia, ktry jak ywa istota co 
szepta w gbokiej ciszy. 
46 
Ten szept opowiada Marcinkowi cudowne rzeczy o wszystkim, co zaszo w wodach, odkd 
pewien ucze klasy wstpnej przesta tapla si na bosaka w rzece, apa sakiem potki, 
okonie i mae szczupaki podobne do ciemnych kawakw drzewa... 
Osoba wychowaca gimnazjum zostaa gdzie na uboczu i Marcinek zapatrzony w blask 
wody pocz na szum jej odpowiada jakiej innej osobie, ktra bya na poy nim samym, na 
poy kim zupenie nieznajomym. 
Tak siedzc cicho przy matce, zabrn w niezmiernie daleki wiat marze. 
 Paniczek to nawet nie wie, e nam gniad ukradli!  zawoa nagle Jdrek, sucy za 
fornala. 
 Gniad ukradli?  rzek Marcinek, jak zbudzony ze snu.  Przecie gniad idzie przed 
twoim nosem u dyszla... 
 E!... a i c ta z tego, kiedy j ukradli... 
 Czy on prawd mwi, mamusiu? 
 Opowiedze paniczowi, jak to byo...  rzeka matka Marcinka. 
Gniada klacz bya ulubienic caego folwarku. Pochodzia z rodziny tak dalece arystokratycznej, 
e rozpowiadano istne o niej legendy. Jedno z takich wierze gosio, e gniad w 
prostej linii pochodzi z dziada araba i matki spolszczonej angielki  inne, e jest wnuczk 
jakiej Hafty importowanej wprost z Arabii  i tam dalej. 
W istocie klacz miaa gwk ma, oczy mdre, opatki wydatne, piersi bogate i skr 
cienk, ale wszystkie te przymioty od cikiej pracy w roli, przy zwzce drzewa, zboa i nawozu, 
od dugich podry w bryczce straciy na wartoci i nikomu obcemu nie wpaday ju w 
oko, gdy szlachetnie urodzonej boki zapady i grzbiet jak pia stercze zacz. 
Jednake zimow por, gdy roboty byo mniej, a obrok wymierzano regularnie, gniada odzyskiwaa 
cechy swej rasy. Wwczas, zbliajc si w niedziel do kocioa, niejednokrotnie 
musia pan Borowicz strofowa Jdrka furmana: 
 Trzymaj no konie, cymbale, nie gap si! Jeszcze ponios i w rw gdzie wywal... 
Klacz bya za, nikomu do siebie przystpu nie pozwalajca; nawet swego furmana nie wahaa 
si przy okazji chwyci zbami albo trzepn kopytem. 
Pomimo to lubiono j. Lubiono j przez chepliwo za przymioty, dziki ktrym klacz odrabiajca 
najcisze fornalskie powinnoci, istn kosk paszczyzn, moga w potrzebie 
obsta za najlepsz cugow. Miaa zreszt kilka piknych rebit, a te wyratoway pana Borowicza 
z niejednego cikiego kopotu, gdy je w kwiecie lat koskich na jarmark wyprowadzono. 
 A to tak byo...  zacz Jdrek Z soboty na niedziel, bdzie ze cztery tygodnie temu, 
poszlimy z Wincentym spa... zwyczajnie w stajni. Spa duszno z koniami, to my otwarli 
drzwi, tylko my tang zaoyli. Sam-em rub zakrci na fest, klucz-em pod b cisn i 
ukadem si. Oni ta tylko gow przytkn do somy, ju ci po nich... 
 A ty, to znowu czujny nadzwyczajnie!  wtrcia pani Borowiczowa. 
 E... bo mnie, prosz pani, jedna baba urzeka wTrzebicach, ebym niby do spania by taki 
chytry... A no i pospalimy si. Ledwie wit, jak ci mi ten Wincenty wyrn w eb trepem! 
Gdzie kobya?  powiadaj. Ja spojrz: tanga wisi, gniadej nie ma. Pod progiem my spali  
jake on ta wyszed, mj Jezus kochany? Dopiero to jest machenik! abas my za tang, a 
tu przernita jak mydo. Powiadaj, e ma tak pieczk cienk, ale to gupiemu powiedzie, 
eby kto elazo pik urn. Musi para mie wos z ydowskiego trupa i tym tak rznie. 
Wylecielimy na wiat... Przed stajni wida byo lad do stawu. Skoczylimy do stawu. Poszed 
we wod! My na drugi brzeg pu Cieplakom 0 nie ma nigdzie! Rosa bielusienieczka 
staa na kach, a ladu ani  ani! Dopiero oni powiadaj, e moe brzegiem stawu si wzi, a 
potem wjecha w rzek. Polecielimy i tam, ale nie byo nic, i pokj. Pan wsta, ludzie si zeszli, 
gwar, krzyk, ale ladu nikt wypatrze nie mg. Jak soce przygrzao, rosa zgina, to 
tam ju nie byo o czym gada. Sobieraj powiadali, e by gdzie lad na smugu, ale kto ich 
47 
wie. Oni zawsze musz wszystko gb rozpowiedzie, co im do ba przyjdzie. Poszli ludzie 
do kocioa, dobrodziej opublikowa z ambony, e tak i tak: koby ukradli u pana na Gawronkach, 
a kto by za wiedzia, eby zaraz zna dawa, ale gwaru tylko z tego byo dosy 
przed kocioem po sumie, a nikt nie mg nawet wzi na rozum, w ktr stron zodziej 
pojecha. Pan to si tak zafrasowa, co o ks... Mnie pan wypra, ale c ja krzyw, kiedy my 
spali? Obiadu pan nie jad, tylko chodzi po polach, pani to samo posza  i tak do wieczora. 
Ja pojechaem na siwym pod Wybrankow, Wincenty poszli ze Stasiskim do Dolnej, ale my 
z niczym wrcili na wieczr. Po kolacji siedzielimy tak wszyscy przede drzwiami. Cicho si 
stao, tylko abska rechotay jak muzyka. Wtem jako mi si zdao, e kobya ry... Zerwaem 
si, ae mi ognie przeszy. Sysz, a tu daleko, daleko spod lasu  drugi raz. Jak ja pjd z 
nogi za staw! Miesic wszed, nie przymierzajc jak teraz, widno byo na rosie het, het... Stanem 
pod krzyem, na greczce. Sucham, sucham, a tu znowu ry. Patrz niedugo, a tu 
rwie kami z tamtej strony stawu galop, ale tak co ino, ino... Bez pot na pastewniku to wraz 
trzuna jak bez prg. Przyleciaa pode wrota. Mj Jezus kochany! jak wzia re raz za razem, 
to jakby ten czowiek na czowieka woa. Sam pan polecia otworzy jej wrota. To my 
tak zaczli hurtem becze z radoci!... Miaa na szyi postronek grubany, a na nogach koo 
pcin poprzywizywane jakie gagany, eby, wida, ladu nie byo. W lesie j pewno przywiza 
i ukad si spa, a ona sobie tam ju poradzia... Albo go moe trzepna gdzie o ziemi 
 i posza. Boki to miaa zapadnite jak wcieka suka. Kaza jej pan da t resztk owsa, 
co bya w spichlerzu, chleba jej pytlowego trzy kromki pani daa, cukru sodziukiego chyba 
ze cztery kawaki... A mi dziwno, bo kobylsko nikomu tego wieczora nic nie mwio, ani 
razu nikogo nie chwycio zbcami, nikogo nie wierzgno, a co je kto poklepa, to ino se zarao 
po cichu. 
Marcinek sucha tej opowieci w gbokim wzruszeniu. Oczy jego z mioci i pieszczot 
obejmoway kleszczyny chomt i eb gniadej, widoczne dobrze na tle srebrnej wody. 
Po maych nadrzecznych kach rozpocieraa si ju rosa, jak lnicy obrus utkany z wkienek 
mgy i wiata. 
Na niebie rozprysy si gwiazdy w niewysowionym ich mnstwie i przepychu. Zdawao 
si, e od nich urywaj si niezmiernie mae wiecce czsteczki i powoli, nikymi warstwami 
zsypuj si ku ziemi. 
Stay tam w przezroczystym lazurze jakie smugi, dziwnie owietlone, pice w niebiesiech 
ciaka obokw, drogi i znaki, ksztaty blasku niepojte, ncce oczy i dusz. Z traw 
szerzyy si zapachy dojrzewajcych kwiatw, od rzeki pociga wilgotny, mocny i miy odr 
rokit i wikliny. 
A wody wci szeptay... 
Cich ich melodi przerywao tylko ostrone stpanie koni po gazach i dwik elaznych 
obrczy, gdy trafiay na kamienie, wspinay si na nie ze zgrzytem i opadajc stukay. Rozmowa 
ucicha. 
Pani Borowiczowa miaa wzrok skierowany na roziskrzone niebo. Dawne wspomnienia 
cigny ku niej z dalekich przestworw cudownej nocy, mode nadzieje wypyway z serca 
przeczuwajcego ju schyek swych snw, kres marze i jakie wielkie znuenie. 
Teraz to serce roztwierao si na ocie dla przyjcia wszystkiego, co czowiek uczciwy 
pielgnuje i kocha. 
Ziemskie troski, codzienne znoje, interesy i maostki ustpiy na chwil i matka Marcina o 
wielu rzeczach i sprawach niemal zapomnianych mylaa, mylaa... 
W pewnym miejscu przejedao si w brd rzeczuk. Wkroczywszy do wody konie natychmiast 
zatrzymay si, schyliy by i jy gono opa wod. 
Marcinek pooy gow na kolanach matki i przycisnwszy usta do jej rk spracowanych 
szepn: 
48 
 Mamusiu, jak to dobrze, e mama po mnie przyjechaa... Tak sobie jedziemy razem... To 
dopiero dobrze... 
Gadzia pieszczotliwie jego wosy i schylajc si, w sekrecie nie wiedzie przed kim, 
szepna mu do ucha: 
 Bdziesz zawsze kocha swoj matk, zawsze a zawsze?... 
Sodkie zy padajce wielkimi kroplami z oczu chopca zastpiy jej wyrazy odpowiedzi. 
Tu za rzek droga wieszaa si po urwistym zboczu gry, zarosym tarnin i lasem dzikich 
gogw. 
Gdy te zarola zrzedy i rozsuny si, wida ju byo w pobliu migajce wiateka wioski, 
a dalej za ni w nizinie wielk, bia od ksiyca szyb stawu i wiata w gawronkowskim 
dworze. 
Konie szy z wolna pod gr. Marcin wyskoczy z wzka i oczyma penymi ez spoglda 
na te dalekie, due okna wiecce w ciemnoci. 
Przede wsi, w pustce na wzgrzu staa drewniana kapliczka, sprchniaa ju zupenie od 
przyciesi a do elaznego kogutka na szczycie dachu. 
Dokoa tej staruszki rosy bujne bzy z ogromnymi kiciami pachncych kwiatw. 
Marcinek szybko skoczy ku kapliczce, wspi si na pot i uama ogromny pk kwitncych 
gazi. Wzek oddali si i zblia ju do wioski. Chopiec rzuci si pdem po rwnej 
ju tam drodze, strzsajc ros z kwiatw i, zziajany, cay ten pk rozkwity rzuci matce na 
kolana. 
Nie miaa serca wymawia mu, e obrabowa biedn, star kapliczk. 
Mokre kwiateczki odryway si, spaday wraz z kroplami rosy i lgny do jej palcw, a 
duszny zapach tak dziwnie j upaja... 
49 
7 
Otrzymawszy promocj do klasy pierwszej Marcinek si zaniedba, a z dawnej jego pracowitoci 
niewiele pozostao. W jesieni uczy si jeszcze jako tako, ale okoo Boego Narodzenia 
uprawia wykpiwank zarwno przed korepetytorem, jak i w klasie. Wszyscy mniej 
teraz uwagi na niego zwracali i on czu na sobie mniej obowizkw. Pani Borowiczowa 
zmara bya w lecie owego roku. Marcinek pocztkowo nie odczu tej straty. Na pogrzebie 
zmusza si do paczu i przybiera miny efektowne, wrzeszcza i usiowa rzuci si za trumn 
do jamy mogilnej, wiedzc ze suchu, e to pasuje, i przeczuwajc, e to jeszcze go bardziej w 
tym dniu wyrni. Z pogrzebu zabra go ojciec do Gawronek. Dom byt w nieadzie. Najwikszy 
pokj, gdzie jeszcze tak niedawno staa trumna, cuchn zgnilizn i kopciem wiec. Pan 
Borowicz pocign Marcinka do ssiedniego, ktry by sypialni nieboszczki. Panowa tam 
jeszcze wikszy niead. ko byo nie przykryte, przecierado i kodra leay na ziemi, w 
drewnianej kraszuarce wicej byo plwocin ni piasku. Pan Borowicz usiad pod oknem i, 
zdawao si, sucha, jak haczyki okna monotonnie stukaj w ram, jak wiatr dzwoni po szybach... 
Marcinek wpatrzy si w opustoszae ko i wtedy poczu, e mu matka umara. 
By to koniec wakacyj. Zaraz potem ycie szkolne cakowicie go pochono. Czasami, w 
chwilach nieszcz i katastrof, budzio si w nim owo zdumienie, jakiego dozna w pustym 
pokoju matczynym  i wtedy czu w sercu wielk i nieopisan sieroc bole. Kiedy w trwogach 
i rozpaczach bieg do matki, do jedynej swojej ucieczki, stawa mu w oczach tamten 
pokj guchy i oniemiay... Ojciec, zapracowany na swym folwarku z podwjn teraz energi, 
bo sam musia doglda gospodarstwa kobiecego, mao si chopcem zajmowa. Dba o to 
przede wszystkim, aeby wycign grosz na wpis, na stancj i ksiki. Marcin nie mia ju 
teraz ani wykwintniejszej bielizny, ani przysmakw. Nikt ju teraz nie dzieli tak namitnie 
jego tryumfw szkolnych ani opakiwa niepowodze, ani zachca do nowych wysikw. 
Ojciec dowiadywa si o to jedynie, czy nie ma dwjek i paek, a reszta mao go interesowaa. 
Tote chopcu wiat opustosza, zagaso nad nim soce i nasta jakby po dniu promiennym 
wieczr zimny i nielitociwy. 
W owym czasie Marcinek zawar cise pobratymstwo z pewnym Wilczkiem. Byt to 
drugoroczny pierwszak, syn bogatej lichwiarki, pani Wilczkowickiej, jedynak, pieszczoch i 
obuz niesychany. Umia on wszelkie przeszpiegi, zna na pami usposobienie kadego z 
profesorw i na tej znajomoci psychologicznej fundowa swe nabieranie belfrw, cigania 
wszelkiego rodzaju, podpowiadanie i sposoby wydale z klasy na wagary. Nigdy nie odrabia 
adnej lekcji, okpiwa korepetytorw, a mnstwo czasu i sprytu traci na wyprowadzanie w 
pole nauczycieli w szkole. Zawsze wychodzi do tablicy z cudzym kajetem, owinitym w arkusz 
papieru ze swym nazwiskiem, umia do tumacze aciskich ka jakie karteczki w 
taki sposb, e ich nawet sam pan Leim znale nie by w stanie, wszystkie lekcje ustne wydawa 
z podpowiadania lub genialnie ciga. Do staych zwyczajw Wilczka naleao uciekanie 
z kocioa w niedziele i dni galowe. Wymyka si prawie z rk ksidzu prefektowi, jakby 
mu si przed nosem w ziemi zapada, potem ucieka na dwr jakimi dziurami pod chrem 
i gna na par godzin w pola. Jesieni wykrada rzep z ogrodw podmiejskich, w zimie 
uywa lizgawki albo spaceru. Zaznajomiwszy si bliej z Marcinem Borowiczem, dziki 
temu e ich posadzono w jednej awie. Wilczek j edukowa symplicjusza. Marcinek uleg 
jego wpywom, za punkt honoru teraz uwaa praktykowanie rnych sztuk i sposobw zamiast 
mozolnej nauki  i dawa si wodzi na wagary. 
Pewnej galwki w grudniu obadwaj bryknli za miasto przed naboestwem, ktre w 
miejscowym kociele miao si odby o godzinie dziesitej. Na rzeczce ld by jaki taki, wic 
50 
uywali do syta, pniej wczyli si obok plantu kolejowego, brnli po niegu i z satysfakcj 
taplali si w wodzie. Marcin zmarz i powiedzia do Wilczka: 
 Ty, ja id do kocioa. 
 E, widzisz, ole... Taki stary kolega! Ju si boisz ksidza... 
 Nie boj si, tylko mi zimno. 
 O, bydl! zimno mu. Mnie wcale nie zimno. 
 Ja ju id. Chod, Wilczek. Co tu bdziesz robi? 
 To id sobie, ole! Widzisz go. Jeszcze ty poaujesz... Niby to udaje... stary kolega, a 
fagasuje ksidzu... 
Marcinek pdem ruszy ku miastu. Wilczek cisn za nim bry grudy i pokaza mu jzyk, a 
sam znowu zacz si lizga. Borowicz rozpi szynel i bieg prdko. Mija ulice, jakich o tej 
porze nigdy jeszcze nie widzia, gdy by to czas, kiedy codziennie siedzia na lekcjach. Zdawao 
mu si, e robotnicy, emeryci, stare panie a nawet kucharki, z koszykami wracajce do 
domw, niewtpliwie widz jego otrostwa. Zmczony przybieg nareszcie do kocioa, pchn 
wielkie drzwi wchodowe i wsun si do zimnych przedsionkw prowadzcych na chr. Marcinek 
nalea do grona piewakw, ktrzy po ukoczeniu sumy wykonywali hymn pastwowy. 
W przedsionkach, korytarzach i krugankach nie byo nikogo, szed tedy na palcach, skradajc 
si do maych drzwiczek, ktre prowadziy na schody i do chru. Uroczyste naboestwo 
galowe jeszcze trwao. Organy huczay, tote nikt nie sysza, jak drzwi skrzypny. 
Marcinek wszed na krcone schody kamienne i stpa cicho, pragnc niepostrzeenie 
wej na chr i unikn noty w dzienniku nauczyciela piewu, grajcego na organach. 
W wiey byo ciemno, tylko w pewnych miejscach pada na kamienne stopnie blask wiata 
z wskich okienek, ktre na zewntrz byy tylko szparami, a ze strony wewntrznej tworzyy 
dosy szerokie framugi. 
Marcinek przeby ju by prawie cay komin i zblia si do drzwiczek chru, kiedy nagle 
cierp ze strachu. 
Oto pod samymi drzwiami klcza prefekt, ksidz Wargulski. 
Z okienka padaa na jego gow i paszcz granatowy z duym konierzem biaa plama i dozwalaa 
widzie cae podugowate czoo i twarz surow. 
Prefekt mia oczy zamknite, rce zoone i gorco si modli. Wargi jego poruszay si z 
wolna, a gowa czasami drgaa niespokojnie. 
Marcinek sta bez ruchu, nie mic oddycha z przeraenia. 
Ksidz by surowy i trzyma ca szko w trwodze panicznej. 
Powoli Borowicz zacz cofa si, trafi na framug okienka, wlaz w ni, przytuli si do 
muru i nie spuszczajc oka z gowy ksidza dra na caym ciele. 
Tymczasem gdzie nisko rozlega si gos kanonika piewajcego modlitwy za cara: 
Panie, zachowaj imperatora i krla naszego Aleksandra... 
Niech bdzie pokj w mocy Twojej... 
Z chru odpowiadano na te modlitwy. Pniej nastpia krtka przerwa, w ciszy rozlega 
si przygrywka do hymnu carskiego i da si sysze czysty i rwny piew modziey. 
Zaledwie przebrzmiaa pierwsza strofa pieni, kiedy dolne drzwi schodw otwary si, 
Marcina przej zimny cig powietrza i day si sysze kroki osoby biegncej na gr. 
Marcinek skurczy si i czeka. Wosy zjeyy mu si na gowie, kiedy tu obok niego 
przesun si  inspektor gimnazjum. 
Potentat gimnazjalny przeby schody i zdajc do drzwi chru wlaz w ciemnym przejciu 
na klczcego prefekta.  Kto to idzie?  zapyta ksidz. 
 Ach, eto wy, otiec...  rzek inspektor.  Kazaem wyranie, eby hymn po naboestwie 
piewano w jzyku rosyjskim. Zalecaem to dwa razy nauczycielowi piewu... 
51 
 Nauczyciel piewu wcale nie jest temu winien  rzek ksidz ze spokojem, chowajc w 
zanadrze sw ksieczk do naboestwa. 
 Wic kt zawini? 
 Ja! 
 Co takiego?  goniej zawoa inspektor.  Kazaem piewa... 
 Panie inspektorze  rzek ksidz spokojnie i z zimn uprzejmoci  uczniowie bd 
piewali tutaj, w kociele, hymn po polsku, i to nie tylko dzi, ale zawsze. 
 Co takiego?  krzykn Rosjanin.  Tak bd piewali, jak rozkazaem! Ja tu nie znios 
adnych jezuickich fanaberyj. A to co nowego? Prosz mi wskaza drzwi na ten wasz chr... 
 Mog panu inspektorowi wskaza jedne tylko drzwi... na dole...  powiedzia ksidz kadc 
ogromn do swoj na klamce. 
Wanie potnie brzmiaa druga strofa hymnu: 
Wrogw zamiary zam, 
Wadco wspaniay, 
Panuj na saw nam... 
kiedy Marcinek spostrzeg, e rka ksidza Wargulskiego z klamki przeniosa si na rami 
przybysza. Inspektor rzuci si do drzwi i szarpn ksidza. Wtedy prefekt jednym ruchem 
drugiej rki odwrci inspektora i trzymajc go mocno prawic za futrzany konierz, pocz 
znosi t du osob ze schodw. Inspektor szarpa si i krzycza dononie, ale cay ten haas 
gin w huku organw. 
Marcinek uszczliwiony tak paradnym widowiskiem wyszed z kryjwki i zatykajc sobie 
usta rkami, eby nie parskn miechem, szed krok w krok za prefektem. 
Gdy ksidz Wargulski sprowadzi inspektora na sam d  otworzy drzwi i silnie wypchn 
go na korytarz. Inspektor uderzy si wycignitymi rkami o przeciwleg cian, 
potem stan, poprawi na sobie futerko, namyli si i ruszy na d po schodach. 
Tymczasem ksidz wyjrzawszy na korytarz i obaczywszy, e nikt tej sceny nie spostrzeg, 
zawrci si, postawi wielki krok w ciemnoci i utkn na Marcinku. Z niepokojem otwar 
zaraz drzwi i pocign malca do wiata. 
Borowicz zadar gow z rozpaczliw odwag, pewny, e teraz nic go ju nie uratuje, e 
wypdz go z gimnazjum na cztery wiatry albo mu zern skr na kwane jabko. 
 Co tu robisz, banie jeden?  zawoa prefekt. 
 Nic nie robi, prosz ksidza. 
 Dlaczego nie siedzisz na chrze? 
 Musiaem wyj na dwr, prosz ksidza...  zega na poczekaniu. 
Ksidz chrzkn, zakaszla i spyta go cicho: 
 Widziae? 
 Widziaem!  rzek Marcin z determinacj, cho nie wiedzia, czy to dobrze, czy le. 
 Suchaje, ty ole, jeeli mi piniesz jedno sowo o tym, co tu widzia, to ja ci sprawi! 
Bdziesz gada? 
 Nie bd gada, prosz ksidza. 
 Ani matce nie bdziesz gada? 
 Ani matce nie bd gada. Ja nie mam matki. 
 Wszystko jedno! Ani ojcu? 
 Ani ojcu. 
 Ani adnemu koledze, nikomu a nikomu? 
 Ani adnemu, ani nikomu. 
 No, pamitaj se, ole zatracony. 
52 
8 
Gospodarzem klasy pierwszej oddziau A by pan Rudolf Leim, nauczyciel aciny w klasach 
niszych. Nalea on do grupy starszych profesorw i weteranw szkoy. Pochodzi z 
rodziny niemieckiej, ktra dawno przywdrowaa do kraju i na poy si spolszczya. Profesor 
Leim skoczy onego czasu nauki uniwersyteckie w Lipsku i od niepamitnych czasw wykada 
w szkoach jeszcze wojewdzkich histori powszechn, jzyki staroytne i niemiecki. 
Z usposobienia i fachu niejako by zajadym, zakamieniaym historykiem. Przez cae ycie 
ukada jakie niesychanie szczegowe i dowcipne tablice synchronistyczne. Po zamianie 
szk wojewdzkich w Klerykowie na gimnazjum rosyjskie Leim utrzyma si na posadzie, 
ale zepchnity zosta do ostatnich szeregw. Po rosyjsku le mwi, wykad historii powszechnej 
(a waciwie rosyjskiej w zwizku z powszechn) mg by prowadzony tylko 
przez Rosjanina, wic Leim z najcelniejszego ongi nauczyciela zjecha do klasy pierwszej. Z 
aski dawano mu jeszcze gospodarstwo w jakiej paralelce, co nabawiao go mnstwa kopotu, 
ale czynio kilkaset rubli. 
Pan Leim by to starzec wysoki, bardzo chudy i wiecznie pokaszlujcy. Twarz goli starym 
obyczajem, czaszk ys jak kolano nakrywa pewnego rodzaju wiekiem z wosw wyhodowanych 
w okolicy ucha. Idc wydyma policzki zawsze rowe i wyszczerza raz za razem 
szeregi zbw jak ser biaych. Nie byo wypadku, eby profesor Leim opuci kiedykolwiek 
lekcj. Zakatarzony, kaszlcy, z ustami osonitymi szalem przyazi w najcisze mrozy i 
gwatowne wichry regularnie o godzinie smej, pozdrawia skinieniem gowy pana Pazura, 
drugiego z rzdu, a jednak znacznie modszego weterana gimnazjum, i rozpoczyna swj monotonny 
spacer po grnym korytarzu. By nadzwyczajnie starannym subist i lojalist gorliwym. 
Od chwili wprowadzenia zakazu mowy polskiej w murach gimnazjum karat ostro wykroczenia 
tej kategorii, ilekro ktry z gospodarzy klas wskaza mu winowajc. Sam mwi w 
domu po polsku, by oeniony z Polk i mia crki, ktre w caym miecie czyniy rejwach 
patriotyczny za pomoc zgromadze, prelekcyj i zwykego odczytywania zakazanych przez 
cenzur utworw literatury polskiej, utworw potajemnie wydobytych z wasnej pana Leima 
biblioteki albo nawet wasn jego rk niesychanie kaligraficznie ongi przepisanych. 
W dni galowe dworskie pan Leim maszerowa przez miasto ustrojony w mundur z haftowanym 
konierzem, z orderami, wrd ktrych wisia miedziak za umirenie polskiego miatiea 
, ze szpad u boku i w pierogu. 
Ten pierg znany by z dawna caemu miastu. Ilekro profesor zjawia si w paradnym 
stroju na ulicy Warszawskiej, szewc Kwiatkowski, ktrego warsztat znajdowa si na rogu 
tego zauka, stawa we drzwiach, wtyka rce pod fartuch i trzymajc si za wpadnit i 
wiecznie bolc brzuszyn, raz na jaki kwarta wybucha szczerym i gonym miechem. 
Na rynku przekupki wnet sygnalizoway ukazanie si profesora w gali. 
 Pani Jacentowa!  woaa zaraz spostrzegawcza Poweczka  spojrz no pani z aski 
swojej! Przecie to, widzi mi si, profesor idzie w swoim kapelusiku. 
 Tak ci, moja kochana pani, tak...  woaa Jacentowa  on sam. Musi toto by cikie, 
cho i taki cudacki pierg, bo jak to profesorzyna nadyma si, a dmucha, a chucha, jakby fur 
drzewa dwiga na gowie... 
Wszystkie te nieprzyjemnoci byy niczym w porwnaniu z wrzaskami powstajcymi w 
gimnazjum. 
Ju z daleka, gdy profesor Leim zblia si do szkoy, sysza on wtedy woania: 
 Panowie! Uwaga! Stary Klej nadciga w swojej kanapie na gowie i z broni u boku... 
53 
Nie odwraca gowy, kiedy go cigay gosy uczniw pochowanych midzy sgami drzewa 
na podwrzu: 
 Panie Klej, moe bymy byli w stanie uly cokolwieczek! Wzilibymy pieroek widami, 
jeden z przodu, drugi z tyu. Nawet by pan profesor nie czu, e niesiesz tak wielki 
statek... 
Profesor szed wwczas prdzej ni zwykle, szybko wydyma policzki, na ktrych kwity 
icie pensjonarskie rumiece. Nie patrzy ani na prawo, ani na lewo i mia taki wyraz oblicza, 
jakby w zupenoci podziela zdanie uczniakw wymiewajcych si z jego staroytnego pieroga. 
Koledzy modsi, ustrojeni w kapelusze lnice, niskie, paskie, ostatniego pokroju  niejednokrotnie 
doradzali mu, aeby naby modny pierg i zamkn tym sposobem usta gawiedzi 
akowskiej, ale pan Leim macha tylko rk i wydyma policzki: 
 Do mierci moe doba  mawia  a ja bd si zabawia w nabywanie galowych strojw. 
Prawie wam o tym myle, wiercipitom. Mj pierog pamita lepsze czasy. Taki sam on 
emeryt jak i ja  i taki sam go te los na staro jak mnie spotka... Obadwaj wygldamy wpord 
wspczesnych jak szcztki mastodonta.... 
Na lekcji profesor Leim nie znosi szelestu i za najlejszym zakceniem ciszy wykrzywia 
si i niecierpliwie syka. Do pomocy w przestrzeganiu porzdku w klasie delegowa zawsze 
kolejno tak zwanego dyurnego. Dygnitarz taki przynosi kred, dba o atrament i piro na 
katedrze oraz wypisywa wielkimi literami nazwiska kolegw sprawujcych si haaliwie. 
Chopcy w klasie pierwszej mwili w czasie pauz po polsku i nie byo sposobu zmuszenia 
ich do konwersacji rosyjskiej wprost dlatego, e ani jeden z malcw swobodnie w jzyku 
urzdowym wyraa si nie by w stanie. 
Pewnego razu pan Leim wchodzc do klasy ujrza na tablicy wypisane nazwisko Borowicza 
i obok niego zaskarenie: cigle gono mwi po polsku. 
Pan Leim uwanie i do dugo czyta ten napis, ktry zdarzyo mu si widzie po raz 
pierwszy, nastpnie zwrci si do klasy i zapyta: 
 Kto jest dyurnym? 
 Ja  rzek pucuowaty chopiec, nazwiskiem Makowicz. 
 To ty napisae, e Borowicz cigle gono mwi po polsku? 
 Tak, ja. On, panie profesorze, cigle wrzeszczy po polsku i bije si. 
 I bije si z tob? 
 Ja z nim nie zaczynam! Niech wszyscy powiedz! On przyszed pierwszy i powiada: oddawaj 
mi zielon okadk... Ja mu nie daem, bo to ju nie jego okadka, tylko moja, i za to 
kopn mi w brzuch... 
 Borowicz za gadanie po polsku zostaje na dwie godziny w kozie...  dononie i surowo 
rzek profesor Leim i wstpi na katedr. Zasiadszy na krzele roztwar duy dziennik i wlepi 
oczy w jak niezapisan jego stronic. 
W klasie zalega trwoga i taka cisza, e nie byo sycha ani jednego oddechu. Wszyscy 
widzieli, e stary jest wcieky. Kady powtarza w myli wyjtki, uprzytomnia sobie 
kocwki deklinacyjne i przepowiada drewniane sentencje tumaczenia. Nauczyciel z wolna 
podnis oczy i rzek: 
 Borowicz. 
Marcinek porwa ksik z tumaczeniami aciskimi Szulca, may kajecik wybranych 
swek i na drcych nogach uda si do katedry. Stanwszy tu przy jej stopniu wykona 
szybki ukon korpusem i nog, otworzy ksik i zacz czyta rosyjskie zdania i tumaczy 
je na acin. Gdy tak w mowie Rosjan i Rzymian zawiadomi zgromadzonych, e pod cieniem 
wysokiego dbu przyjemnie jest odpoczywa, e sztuka jest dug, a ycie krtkie itd., pan 
Leim przerwa ten jego wykad mwic: 
54 
 Za to, e gono rozprawiasz w klasie po polsku, zostajesz na dwie godziny w kozie  
syszysz? 
 Sysz, panie profesorze...  rzek ze skruch Borowicz. 
 Dlaczego bijesz si z Makowiczem? 
Marcinek spuci oczy i zrobi pobon min. Na wspomnienie dwu godzin kozy zy go 
cisny za gardo. Wtem dostrzeg, e jeden z guzikw przy ineksprymablach profesora jest 
nie zapity, i dozna zaraz wielkiej ulgi. 
 Nigdy nie bij si z Makowiczem  mwi tymczasem pan Leim surowo i gono  nie 
zbliaj si do niego, nie pro go nigdy o jakie tam jego parszywe okadki... 
Usyszawszy wyraz parszywe, niezwyky w ustach pana Leima, Marcinek spojrza i 
wtedy dozna dziwnego wraenia. Profesor patrzy na niego ostrym, zagadkowym wzrokiem. 
Wydao si Marcinkowi, e to spojrzenie wstydzi si jego maej osoby i e zarazem bezlitonie 
si z niej natrzsa... 
O ile profesor Leim umia sztub trzyma w czasie swej lekcji na wodzy i ukazaniem si 
swoim rozsiewa w tumie obuzw mierteln cisz, o tyle Iarion Stiepanycz Ozierskij, nauczyciel 
jzyka rosyjskiego, nie posiada wadzy takiej ani za szelg. By to tusty basayk z 
czaszk nag jak kolano, z policzkami obwisymi, zadartym nosem i oczyma ledzia. Wielki 
brzuch dwiga na krtkich nogach, ktre w sposb najzabawniejszy pltay si pod tym ciarem. 
Iarion Stiepanycz nigdy nie omija adnej kauy i zawsze chadza unurzany w bocie 
do kostek. Jego frak wiecznie by wysmarowany kred, a guziki pomalowane atramentem 
przez wdzicznych wychowacw. Kiedy wstpowa do klasy, witaa go piekielna salwa 
wrzaskw i, co najgorsza, witay go wrzaski polskie, jego, nauczyciela i siewc mowy rosyjskiej. 
Gwizdano, tupano, przesuwano awki, grano na drumlach, dzwoniono maym dzwoneczkiem, 
co mogo doprowadzi czowieka najmniej nerwowego do ostatniej pasji; gono 
wyuczano si nastpnych lekcyj i prowadzono oywione rozmowy o tematach najzupeniej 
dowolnych. Iarion Stiepanycz nie prbowa chwyta grajcych na drumlach albo poszukiwa 
dzwonnikw, gdy z dowiadczenia wiedzia, jak ze skutki tego rodzaju gorliwo pociga 
za sob. 
Zdarzyo mu si skoczy z katedry midzy awki, gdy dokadnie wystudiowa punkt, skd 
dzwonek sycha byo bez przerwy. Kt mg przypuci, e dzwonienie w jednym miejscu 
jest pewnego rodzaju wabikiem? Pdzc do winowajcy midzy awkami, Iarion run nagle 
jak podcity cedr, nie spostrzegszy, e od awki do awki przecignity by mocny sznur od 
cukru. Nazywao si to apaniem lwa w sieci  z przynt. 
Awantury w klasie pierwszej nie przekraczay zreszt pewnego, tradycyjnego poniekd, 
szablonu. Istotne wyrafinowanie w drczeniu kamuka zdradzay dopiero klasy nieco wysze: 
druga, trzecia i czwarta. Osobliwie do klasy trzeciej Iarion wchodzi poblady; zbliajc 
si do katedry way i bada krok kady. Zanim usiad na krzele, oglda je, czy nogi nie s 
czasem wykrcone, bada tablic, czy podczas lekcji na gow mu si nie zwali, sufit, czy 
stamtd woda mu na ysin kapa nie zacznie, szufladki stolika, czy stamtd szczury na niego 
nie wyskocz  itd. Podczas bytnoci w klasie Ozierskiego  nie byo adnej lekcji. Co on 
tam mwi, wykada gramatyk rosyjsk czy rozdzia historii powszechnej, ale tego ywa 
dusza nie syszaa. Sprawiao to wraenie, e nauczyciel dosta pomieszania zmysw i gada 
do siebie. 
Jeeli z dziennika wyrywa kogokolwiek do lekcji, to zawsze stawaa na rodku jedna i ta 
sama osobisto i wypowiadaa we wszystkich porach roku jeden i ten sam ustp. W klasie 
trzeciej na przykad ucze Biaek by specjalist od kamuka i opowiada przez rok cay 
jak bredni o tym, jak ksiniczka ruska Olga powizaa wrblom ogony i spalia jakie 
miasto Iskorostie. Czasami Iarion zaczyna spazmatycznie wrzeszcze: 
 Ja ci si, bawanie, pytam, co wiesz o Karolu Wielkim. O ksiniczce Oldze syszaem 
ju szeset razy od ciebie! 
55 
Wwczas przewracano awki, rozpoczynay si bitwy midzy gromadami uczniw  i w 
rezultacie wpada do klasy brutal inspektor, aeby ktrego tam z zaczinszczikw wsadzi do 
kozy, ale i samego Iariona ostro zwymyla. Ozierskij by czowiekiem wyksztaconym. 
Wada kilkoma jzykami, a w klasie smej piknie objania utwory Puszkina i Gogola. By 
jednak tak dalece rozlazy, e z miasta nigdy nie mg trafi do swego domu. Codziennie 
prawie zdarzaa si historia, e spotyka na ulicy jakiego ucznia i woa na niego: 
 Ty  jak ci tam... Gdzie mieszka nauczyciel Ozierskij? 
 No, a przecie pan jeste nauczyciel Ozierskij. 
 To niczego nie dowodzi, o to ci si nie pytaj. Prowad mi do mojego mieszkania... 
W klasie pierwszej wykadano rwnie jzyk polski. By to przedmiot nieobowizkowy. 
Nauczycielem tego miejscowego jzyka by niejaki pan Sztetter, czowiek wiaty, ale tak 
wiekuicie wylky o swoj posad, e waciwie niczego nie uczy. Obarczony by liczn 
rodzin; kilku chopcw jego uczszczao do mskiego, a kilka crek do eskiego gimnazjum 
i zapewne niepokj o los ich przeszkadza panu Sztetterowi uczy przynajmniej pisa 
ortograficznie. W klasach wyszych zdobywa si biedny belfer czasami na jak wzmiank o 
literaturze polskiej, a mwi to z min tak przeraon, e tylko miech budzi. 
W klasie pierwszej lekcje jzyka polskiego odbyway si cztery razy tygodniowo w porze 
bardzo niewygodnej, bo midzy godzin sm i dziewit z rana. W zimie bywao wtedy szaro 
i chodno. Chopcy siedzieli skuleni i senni. Nauczyciel przychodzi w swoim futrze szopowym, 
tuli si w nie i drzema z otwartymi oczami, podczas gdy wzywani do katedry tumaczyli 
z wypisw Dubrowskiego urywki nudne jak odwar z lukrecji. Po odczytaniu i przeoeniu 
na rosyjskie danego kawaka nastpowa rozbir, dokonywany po rosyjsku i na mod 
rosyjsk. W cigu caej lekcji nauczyciel nie mwi ani sowa po polsku i z niechci prostowa 
faktyczne bdy. Uczniowie odrabiali ten przedmiot jako wstrtn katorg. Polskie 
bya to godzina stokro nudniejsza od kaligrafii i Zakonu Boego, gdy nadto mae prniaki 
czuy w powietrzu wo wzgardy unoszc si nad t nieszczsn lekcj. Stopnie z polskiego 
nikogo nie obchodziy, nauczyciel Sztetter nie by wcale w umysach malcw ceniony 
na rwni z wykadajcym arytmetyk albo acin. Traktowano go pobaliwie, jak pite koo 
u wozu, jako rzecz w istocie niepotrzebna i bez wartoci. 
Nauczyciel Sztetter sam, jeeli nie uwaa, to czu poniekd, e jest intruzem w tej szkole i 
na stanowisku profesora tak le widzianego przedmiotu. W porze wiosennej, kiedy co najmniej 
poowa uczniw brykaa mu z lekcji, przedkadajc esktr nad tumaczenia z Dubrowskiego 
i ustpy dziea pod tytuem  Grammatika polskawo jazyka sostawlennaja po 
Iwanowu Michaom Grubieckim  nie protestowa przeciw bezczelnym ucieczkom. Jego senne 
oczy widziay dobrze wymykajcych si cichaczem, ale patrzay i wwczas obojtnie, 
apatycznie, niedbale. Czasami byskaa w nich iskra dziwnie bolesnego szyderstwa... Skoro 
jednak daway si sysze na korytarzu kroki, pan Sztetter traci nawet wyraz ospaoci i nie 
by w stanie ukry obawy. Nieraz zdawao si, e z przestrachu wobec dyrektora wlepi si w 
szczery mur i zniknie w cianie. 
Niegdy bywa i on farysem. Pisywa do gazet. Chodzia gucha fama, ktr sam, jak mg, 
dusi, e na pewno drukowa due artykuy z zakresu jakiej socjologii. Dzi, gdy z pana 
Sztettera nie ma w gimnazjum klerykowskim ani dymu. ani popiou, moemy na tym miejscu, 
nie szkodzc mu, wspomnie o drugiej jego tajemnicy. Przez dugi szereg lat tumaczy przecudnym, 
niepokalanym wierszem poezje ulubionego melancholika Shelleya i mia zamiar 
wyda w przekad bezimiennie. Widocznie jednak ubezwadnia natchnienie Grammatika 
polskawo jazyka, bo przekad nie ukazuje si w druku... 
Jeeli Sztetter nie cieszy si w klasie pierwszej powaaniem, to za to nauczyciel arytmetyki, 
pan Nogacki, mia go nadmiar. By to urzdnik surowy, nauczajcy dobrze, profesor 
zimny, sumienny i sprawiedliwy. Nikt nie wiedzia, co on myli, a nikomu do gowy nie 
przychodzio mniemanie, e on co czuje. Prawdopodobnie pan Nogacki nie myla nic nad
56 
zwyczajnego, aczkolwiek matematyka jest jako gra winnym krzewem itd. Jeeliby przyrwna 
system szkoy rosyjskiej w Klerykowie do maszyny, to profesora Nogackiego trzeba 
by nazwa jednym z najgwniejszych jej k zbatych. Ani mu si nio rusyfikowa kogokolwiek, 
oburzyby si prawdopodobnie, gdyby go kto nazwa zym Polakiem, a jednak... Po 
upywie dziesitka lat, kiedy z forsownego wysiku najbardziej utalentowanych rusyfikatorw 
nie zostao w gowie byego ucznia klerykowskiego jednej szczypty czegokolwiek, co by za 
rosyjskie uchodzi mogo, to na pytanie zadane znienacka, ile jest pi razy om  tene 
ucze nie odpowie we wasnej myli:  czterdzieci, lecz sorok. Byo co w wykadzie pana 
Nogackiego, co zmuszao chopcw do mylenia po rosyjsku. Wymaga szybkiej, natychmiastowej, 
piorunujcej kombinacji, prdkich odpowiedzi, sprystych a ukutych przeze frazesw, 
formu mwienia, ktrymi si lubowa i ktre wdraa, wtacza, wciska w umysy i w 
pami jemu tylko znanymi rodkami moralnego postrachu. Mia swj wasny stalowy system, 
dopasowany do szkolnego, i przeprowadza go z konsekwencj niezmordowan. Gdyby 
go kto by zapyta, na co mu to wszystko jest potrzebne  z pewnoci wytrzeszczyby oczy i 
nie umia odpowiedzie. 
57 
9 
Marcinek stale mieszka na stancji pani Przepirkowskiej, uczszczajc do klasy drugiej i 
trzeciej. 
Postpy w naukach czyni jakie takie, ale nie nadzwyczajne. Dopiero w drugim proczu 
za pobytu w klasie trzeciej wzi si szczerzej do nauki. Wpyny na to rozmaite okolicznoci. 
Na wiosn, kiedy drzewa w starym parku za kanaem okryy si limi, pensjonarze pani 
Przepirkowskiej udawali si tam w sekrecie przed korepetytorem i, ukryci w gstwinie, 
strzelali z pistoletu. 
Ta stara bro, prawdopodobnie zabytek archeologiczny, bya przywieziona z domu przez 
dardanelskiego Szwarca. Posiadaa niezmierny kurek, luf cokolwiek pknit i star rzebion 
kolb. 
Prochu dostawali za grube pienidze bracia Daleszowscy, podwczas ju drugoletni 
czwartoklasici, od jakiego feldfebla z rezerwy konsystujcej w miecie; kapiszony i rut 
kupowano z funduszw skadkowych. 
Kady z Daleszowskich strzela codziennie po razu, Szwarc i Borowicz na przemiany. 
Strzay te byy guche, tpo rozlegay si midzy murami i nikt na nie uwagi nie zwraca. 
Stowarzyszeni dali sobie zreszt najuroczystsze sowo honoru, e za nic na wiecie sekretu 
przed nikim nie zdradz. 
Pistolet i materiay wybuchowe ukrywano w pniu sprchniaej wierzby. 
Pewnej niedzieli wszyscy czterej myliwi zebrali si w parku po naboestwie. 
Starszy Daleszowski ostentacyjnie, z zachowaniem przyjtego rytuau nabija pistolet 
(Szwarc trzyma worek ze rutem, Borowicz kapiszony, a modszy Daleszowski pakuy do 
przybicia naboju), kiedy za parkanem oddzielajcym to miejsce od ssiednich ogrodw da si 
sysze pewien szelest. 
Szwarc spojrza w t stron i zobaczy w szparze midzy deskami parkanu dwie renice. 
Natychmiast da znak towarzyszom... 
Zanim jednak Daleszowski zrozumia, o co chodzi, nad parkanem ukazaa si czapka z 
daszkiem i gwiazd, twarz z wsami, granatowy mundur  migny szlify, brzky ostrogi i 
ogromny andarm jednym susem pot przesadzi. Borowicz natychmiast rzuci w krzaki kapiszony, 
Szwarc rut, a Daleszowscy bez namysu dali nog. 
andarm pochwyci zgupiaych trzecioklasistw i odprowadzi ich do gimnazjum. 
Nazajutrz w pewnych sferach miasta krya pogoska, e na przedmieciu zapano uzbrojony 
oddzia konspiratorw, w innych twierdzono, e owi konspiratorowie s to socjalici, 
czyli komunici  jeszcze w innych sferach utrzymywano na pe, e schwytani zostali czterej 
zbjcy, obadowani rewolwerami, dynamitem oraz kindaami  i wymieniano nazwiska: 
ukasik, Banasik, Wtroba i Jzek Zapieralski. 
Tymczasem Marcinek Borowicz i jego towarzysz niedoli Szwarc po nocy spdzonej w klasie, 
ktr zamieniono na wizienie, gotowali si do rzeczy najstraszniejszych i jakby ostatecznych. 
Marcinek przez ca noc ani oka nie zmruy. Siedzia w ostatniej awie i gubi si w bezdennej 
rozpaczy. Myli jego porywa i unosi jaki wicher straszliwy, a trwoga przywalia go, 
jak myski kamie drobne ziarenko. Raz za razem rzuca oczyma na zamknite drzwi, wyczekujc 
lada chwila czyjego wejcia. Kto ma wej, co z nim dalej uczyni  nie wiedzia 
wcale. 
58 
Przychodziy mu na myl maksymy starej Przepirzycy, tajemnicze wzmianki o jakich 
Sybirach, cytadelach, szubienicach  i dreszcz zimny krew mu w yach cina. Stawa mu w 
oczach wczorajszy andarm, to znowu ojciec zaamujcy rce nad synem tak wyrodnym, dyrektor 
wypdzajcy go z gimnazjum i stary Leim z zimnym umiechem. 
al gboki i nieznany, jak wntrze nocy, ogarnia jego serce, przejmowaa je skrucha tak 
zupena, e kamie byby ni wzruszony. Czasami, wrd okropnych przewidywa, migaa 
si prdko sekunda nadziei. Wtedy Borowicz zaprzysiga w duszy luby i patrzc na kawaeczek 
bkitu, widzialny za murem ssiedniej kamienicy, szuka ratunku u Boga. 
Szwarc wyspa si doskonale na goej awie, zjad wszystek chleb przyniesiony przez pana 
Pazura dla obudwu winiw, a od samego rana siedzia na wierzchu pierwszej awki i wali 
obcasami w jej boczn desk. Mniej wicej okoo godziny sidmej spojrza na koleg i powiedzia: 
 Ty, jak ci si zdaje, bd nas rznli na gk, czy przez spodnie? 
 Daj mi wity pokj...  rzek Borowicz. 
 No, jak ja strzel w zby Pazura, to jemu si zaraz odechce. Akurat mu si dam... Jeszcze 
czego... na gk... 
 Cicho bd, bo usysz i dopiero!... 
 Kto usyszy, kapcanie? A zreszt  to niech sysz. Mylisz, ebym nie chcia si std 
wydosta? Daj Boe, eby nas wytrynili! Ju mam tej sztuby po dziury w nosie. 
 Szwarc, stul gb! 
 Skaranie boskie...  rzek Szwarc plujc nadzwyczaj daleko.  Jeli mnie wytryni bez 
lania, to znowu ojciec bdzie na mnie uywa co si zmieci, pki paska starczy. Ja to, wiesz, 
zawsze mam pecha... Choby i z t Frani. Chodz ci za koz cztery miesice, odprowadzam 
ci j do samych drzwi tej ich pensji  eby raz na mnie spojrzaa! Sanikowski si do niej dwa 
tygodnie zapala wszystkiego  i na galwce w kociele przez cae naboestwo patrzaa na 
niego... 
Borowicz nie podtrzymywa rozmowy, wic si urwaa. Okoo godziny smej za szklanymi 
drzwiami ukaza si pan Majewski, otworzy je, wywoa winiw na korytarz majestatycznymi 
gestami i kaza uda si na pitro. Borowicz szed jak bdny. Nogi pltay si pod 
nim, myli niby iskry wrd wichru byskay i gasy. Martwymi oczyma ujrza roztwierajce 
si przed nim drzwi gwnej kancelarii i wszystkich nauczycieli zgromadzonych przy dugim 
stole, okrytym kap z zielonego sukna. Wskr mzgu jego przerna si myl rozdzierajca 
jak ostrze noa: 
 Sesja na nas... 
Pan Majewski ustawi winowajcw w pobliu stou i sam zasiad. Nastaa chwila ciszy, w 
ktrej cigu Marcinek sysza wolne i guche uderzenia swego serca. 
 Borowicz, Szwarc...  rzek dyrektor gosem zimnym i uroczystym  wiecie dobrze, cocie 
wczoraj zrobili. Nie bd dugo z wami rozprawia. Rada Pedagogiczna wezwaa waszych 
rodzicw. Bdziecie obadwaj wydaleni z gimnazjum, zarwno jak dwaj inni wasi 
wsplnicy z klasy czwartej, ale rada musi nadto wiedzie, czy rzeczywicie strzelalicie z 
pistoletu nabitego prochem, gdy takie jest co do waszych zezna wymaganie wadzy policyjnej. 
Szwarc, czy strzelae z pistoletu nabitego prochem strzelniczym? 
 Jak Boga szczerze kocham, wcale nie strzelaem z adnego pistoletu!  rzek Szwarc 
krtko i wzowato. 
Marcinek zmiarkowa, e system obrony przyjty przez Szwarca jest wariacki i zgubny. 
Byo rzecz oczywist, e wypieranie si w ywe oczy nie prowadzi do niczego, a z drugiej 
strony pod kar infamii nie mg przecie przyzna si do wszystkiego. Czu, e naley powiedzie 
inaczej, ale e jednoczenie naley zaprze si, ile tylko mona, przynajmniej w poowie. 
59 
 A ty, Borowicz  zwrci si do niego dyrektor  przyznajesz si do winy? Czy strzelae? 
 Tak, panie dyrektorze...  rzek cicho i gosem penym boleci  strzelaem, ale bez prochu... 
Marcinek wypowiedziawszy te sowa spojrza na zgromadzonych pedagogw i osupia. 
Wydao mu si, e ci sprawiedliwi sdziowie zdjli z twarzy swych surowe maski. Zjadliwy 
nauczyciel Wielkiewicz, ktry mia opini ateusza i prawdopodobnie wskutek tego zdegradowany 
by a do poziomu profesora geografii, zadar gow, wsadzi na nos binokle, przypatrzy 
si Borowiczowi i rzek, gwatownie machajc rk: 
 Syszane rzeczy strzela bez prochu. Co za bezczelny i niebezpieczny konspirator! 
Nagle caa belferia wybucha gonym, niepowstrzymanym miechem. 
Dyrektor usiowa zachowa godno, ale i on trz si zacz. 
Obudwu podsdnych wyrzucono za drzwi i wrczono Pazurowi, ktry ich znowu do kozy 
zamkn. 
Gdy rozpoczy si lekcje, polecono im i do klasy. Tam usyszeli wyrok, e skazani s w 
drodze wielkiej aski jeszcze na dug koz o chlebie i wodzie. 
Wszystkie te kataklizmy i przejcia strasznie pognbiajce oddziaay na Marcinka. To, e 
go nie wydalono z gimnazjum, przypisa w gbi swego serca wstawiennictwu matki. 
Zaraz te po zupenym opuszczeniu kozy poszed do kocioa. 
Odwieczna katedra bya pusta zupenie. Zimny mrok zaciela jej ca naw i kty, a Marcinek 
szuka jeszcze bardziej skrytego miejsca. Znalaz je w ciemnym przejciu pod chrem. 
By tam rodzaj krypty, w ktrej gbi znajdoway si drzwi prowadzce do wielkiego organu 
wprost z kocioa. 
Stay w tym miejscu skrzynie ze wiecami, chowano tam schodki, drabinki, jakie stare ornamenty 
i inne rupiecie kruchciane. Marcinek upad na kolana w tym mroku, przytuli twarz 
do zimnych kamieni i pocz arliwie si modli. 
Dopiero pan Rozwora, gwny kocielny i najgwniejszy w caym miecie tabaczarz, 
dzwonic kluczami na znak, e si koci pod wieczr zamyka, wystraszy go z kryjwki. 
Nazajutrz wczesnym rankiem znowu Borowicz klcza w tym samym miejscu. Odtd 
wstawa wczeniej i przed lekcjami zawsze zmierza na swe miejsce pod chrem. Pewnego 
razu klczc tam wysucha kazania, jakie do wiernych mia jeden z wikariuszw, ksiyna 
stary i wielki prostaczek. Naucza on dnia tego przewanie suce i motoch rzemielniczy, 
jak naley przymusza si do modlitwy. Prostymi i niemal miesznymi zwrotami mowy zapewnia, 
e modlitwa na pocztku czowieka nudzi i mierzi, potem wchodzi w nag, a wreszcie 
zacznie by przyjemn jak czysta i caa koszula dla ndzarza, ktry chodzi w zgnojonym 
achmanie i ktrego wszy jady. Marcinek wzi do serca t nauk i pocz zaprawia si do 
modlitwy. Zrazu odmawia jeden tylko pacierz, pniej szepta ich kilka na rne intencje; z 
czasem dobre i ze stopnie, dobre lub ze rozwizanie zada, wreszcie wszelkie zjawiska ycia, 
wszystkie wypadki stay si w jego umyle zalenymi od modw porannych. 
Taki by zewntrzny ksztat tego stanu ducha. W gruncie rzeczy religijno bya jakby 
zbudzeniem si do ycia istoty martwej. Jak na wiosn z nagiego gruntu wyrasta niespodziewanie, 
na oko z niczego, pd kwiatu, idzie za socem i otwiera ku niemu swj kielich, tak w 
duszy Marcinka z niczego wyroso uczucie nieznane, cudowny kwiat wieku dziecicego: ufno. 
Roztoczya ona dokoa chopca jak gdyby nadziemski zapach. Wszystko byo zrozumiae 
i wytumaczone w tej zaczarowanej krainie, wszelkie zjawiska i rzeczy objte byy 
przedziwnym systematem filozoficznym, ktrego punktem wyjcia by pacierz. Nic si tam 
nie dziao bez przyczyny, kady wypadek by rezultatem jakich dobrych lub zych uczynkw, 
czasami by kar albo nagrod za dobre albo ze myli, nieraz za marzenia, czyste jak 
pierwszy nieg, ktre w tamtym kraju nazyway si zbrodniami... Jezus Chrystus, ktrego 
skro okrwawiona zwieszaa si w stron krypty w najbliszym od niej otarzu, zdawa si 
60 
nakania ucha i sucha nieskoczonych modw. Im wicej wypowiaday ich usta dziecice, 
tym wicej byo ich w sercu. Za pacierzami szy pospolite proby o rzeczy maej wagi, przedziwne 
umowy i lubowania, nieraz bardzo pokorne wyrzuty i skargi. Dziwna sia cigna 
wszystkie myli chopca coraz dalej i dalej, wywieraa na jego postpowanie wpyw bezwarunkowy, 
zmuszaa go na przykad do forsownego wyuczania si lekcyj nie dla nauki ani dobrych 
stopni, ale dla jakich zaziemskich potrzeb serca. 
Nade wszystko  ta pobono sodzia sieroctwo Marcinka. Nie by wwczas sam jak 
dawniej, nie czu adnego opuszczenia. Jego zmara matka  ya, wiedziaa o wszystkich 
troskach, smutkach i radociach. Nieraz odzywa si w gbi jego duszy jej gos jako dobre 
postanowienie albo trzyma go niby rka. Marcinek nie mia wwczas dawniej odczuwanych 
niepokojw i alw. Wpord trwg, w ktre obfituje szkoa rosyjska, w gbi nocy sierocych 
wiedzia dobrze, e mu wos z gowy nie spadnie. By to cudowny sen na onie Boga. 
Codziennie o tej samej porze do teje kruchty przychodzio pewne indywiduum. Indywiduum 
pobierao w rzdzie gubernialnym 20 rubli srebrem miesicznej pensji, miao ca 
kohort drugorocznych synw w rozmaitych klasach gimnazjum, miao nadto surducin 
wytart do ostatniej nitki, krtkie spodnie z drelichu wypchnite na kolanach, buty obcione 
tak wielk iloci przyszczypkw, e pod nimi istotna posta tych butw zgina  rzadko 
kiedy golon brod i siwe oczy, smutne a do mierci. Indywiduum nie klkao, lecz zajwszy 
miejsca jak najmniej na roku skrzyni ze wiecami, opierao gow na rkach i modlio si a 
do godziny smej. Nike promyki wczesnego soca, przebiwszy kolorowe szyby wysoko 
umieszczonych okien, wchodziy do ciemnego przejcia, owietlay ys czaszk i uwid 
szyj starego czowieka. Jego suknia znoszona gina w mroku, jego cikie ubstwo znikao 
i Marcinek, niezdolny jeszcze do pojmowania niedoli ludzkiej, widzia obok siebie tylko 
wsptowarzysza w modlitwie. 
Nigdy do siebie nie mwili sowa, nie mieliby zreszt o czym mwi ze sob... 
Raz tylko, idc ze szkoy, Marcinek spotka na ulicy swego znajomego z kruchty. W wietle 
dziennym twarz starego pana wydaa mu si daleko mizerniejsz i odzie jeszcze bardziej 
zniszczon. Krok jego by bardziej ociay, gowa na piersi zwieszona. Dwiga pod pach 
jakie zawinitko w starej serwecie i przesuwa si obok murw ulicy. Wymijajc Marcinka 
podnis oczy i wtedy bezgranicznie smutna twarz jego rozjania si przedziwnym umiechem. 
Marcinkowi zamiy si oczy zami szczeglnego wzruszenia. W cigu przelotnej minuty 
mia jakby zachwycenie. Uczu, e kiedy dusze cnotliwych ludzi po yciu wrd cierpie 
opuszczaj t ziemi i u tronu Przedwiecznego spotykaj si ze sob, to takimi anielskimi 
umiechami musz si wita i pozdrawia nawzajem. 
61 
10 
Po ukoczeniu egzaminw i otrzymaniu przejcia z klasy czwartej do pitej Marcinek spdza 
wakacje, jak zwykle, w Gawronkach. Stary pan Borowicz ju by wwczas znacznie posun 
si w lata, gospodarstwo na folwarku szo gorzej, a w domu wida byo z wolna idc 
ruin. Jedzenie gotowaa stara kucharka, ktra onego czasu niaczya Marcinka, a gotowaa, 
jak jej si ywnie podobao. Talerze byty wyszczerbione, yki, noe i widelce giny, a pozostae 
byy karykaturami zaginionych. Starszy pan prowadzi nieustann walk z Magorzat, 
ale irytowa si na prno. W domu coraz bardziej widzie si dawa brak bielizny, odziey, 
najprostszych wygd. Nawet same sprzty w mieszkaniu przybray wyraz dziwnego zaniedbania 
i opuszczenia. 
W pokoju najobszerniejszym, ktry ze wzgldu na obecno w nim garnituru starych mebli 
z wyprawy nieboszczki matki Marcinka nazywany by bawialnym, portrety sztychowane. 
marszakw francuskich, Kociuszki, ksicia Jzefa  okry kurz nieprzenikniony; na krzesach 
wisiay pokrowce zbrudzone do szcztu przez ogary i jamniki, ktre obray sobie tutaj 
legowiska i zajmoway je ze stanowczoci bezwzgldn. W serwantce, penej niegdy rnych 
cacek pamitkowych, szyby kto powybija, a ze sprzcikw nie zostawi ani jednego. 
Nie lepiej byo przed domem. Obok ganku, gdzie za ycia nieboszczki byo mnstwo klombw 
z kwiatami tak piknymi, e o nich mwiono w caej okolicy  nie byo nie tylko kwiatw, 
ale nawet klombw. Prosita rozkopay cay ogrd kwiatowy, krowy i rebita porozwalay 
tu i owdzie sztachety... Tylko bujna rezeda, zasiewajca si sama naok, pachniaa 
mocno jak dawniej i ten jej zapach przywita Marcina niby wspomnienie matki, kiedy przybywszy 
na wakacje stan w oknie wieczorem. 
By to koniec czerwca, czas sianokosu. Zaraz nazajutrz o wicie starszy pan zbudzi Marcinka 
i kaza mu i na ki do pilnowania kosiarzy. Kiedy za panicz, przybrany w buty z 
dugimi cholewami i stary cywilny kapelusz, mia wyj z domu, ojciec zaoy mu na rami 
dubeltwk i torb myliwsk pen rutu, prochu, kapiszonw i paku. Marcinek rzuci 
si do rk ojcowskich: dotychczas wolno mu byo nosi t dubeltwk, ale tylko wtedy, gdy 
nie bya nabita  i czasami trafia do celu. 
 A przecie nie wystrzelaj mi wszystkich kaczek, nieche cho z jedna pozostanie na mj 
strza...  rzek starszy pan, kiedy ju Marcinek zbieg ze wzgrza ogrodowego, dc na grobl. 
Tu za ogrodem rozciga si duy staw zarosy grzybieniem, tatarakiem, wysokimi sitami 
i rokicin. Do stawu wpywaa rzeka, jak dugi w, licznymi zakrtami wijca si przez ki. 
Ze wzgrz otaczajcych pyny do niej potoki, a obok kadego z nich kwity rozkoszne dolinki, 
pene bujnych brzz, malin, tarniny, jeyn, traw sigajcych do pasa i kwiatw najcudniejszych 
na ziemi. W pewnych miejscach strumie gin zupenie w gbi krzeww i sycha 
byo tylko cichy szmer jego, podobny do wesoego miechu istoty ywej i penej szczcia. 
Trzeba byo rozgarn mokre gazie, aeby dojrze czyst strug, po ktrej dnie pezay due, 
czarne raki. 
Gdy Marcinek bieg nad stawem, dopiero wstaway z wody mgy nocne. Po prawej rce 
snua si polna droga pod gr i wida j byo daleko midzy jaowcami. Obok zieleniy si 
mode owsy, upstrzone kpami o bujniejszych, prawie czarnych dziebach, ktre wystrzeliy 
z miejsc ugnojonych sowiciej  w oddali staa dua, zota niwa pszenicy. Na kach lnia si 
biaa rosa. Sycha ju byo stamtd poklepywania kos i echa rozmw. We mgle nakrywajcej 
wod plusny nagle i zerway si cztery dzikie kaczki, jak due plamy czarne ukazay si na 
rowym niebie i szyboway w przestrzeni, podobne do rozcignitych krzyw. Marcinowi 
62 
serce bi zaczo i namitno myliwska ogarna ca jego dusz. Pragnc wywdziczy si 
ojcu za pozwolenie korzystania z broni, usiowa sumiennie wypenia obowizki dozorcy 
nad kosiarzami. Za najbliszym zakrtem rzeki ukaza si szereg chopw w koszulach, idcych 
jeden za drugim. Kady z nich przychyla si z lekka i zabiera kos spory plac bujnej 
trawy. Grube, mokre pokosy leay na podobiestwo zoranych zagonw wzdu obnaonego 
gruntu ki. Kiedy niekiedy ktry z kosiarzy zatrzymywa si, wydobywa osek z drewnianego 
kuba przyczepionego z tyu do paska i obtarszy kos traw, ostrzy j zgrabnie. Wszyscy 
robotnicy byli tyem zwrceni do cieki, po ktrej szed Marcinek, i nie dostrzegli go 
wcale. Dopiero gdy ich pozdrowi gosem dosy niemiaym, obejrzeli si i odpowiedzieli 
chrem: 
 Na wieki... A dy to paniczek Marcin... Przez chwil trwaa uprzejma pogawdka o tym i 
o owym. Paniczek przerwa j wkrtce i oddali si pod olszyny, a kosiarze zajli si swoj 
prac, spod oka tylko obserwujc tak niezwyke zjawisko na ce gawronkowskiej. 
Marcin tymczasem zabra si do badania fuzji. Dla zamanifestowania poniekd przed 
chopami swej wyszoci i dojrzewajcego wieku wykrci z luf rut i powysypywa proch, 
nastpnie z wielkim impetem i zbyteczn starannoci nabi obie lufy, zdejmowa kapiszony i 
zakada nowe, z wolna odwodzi i spuszcza kurki, celowa i pompatycznie wiesza bro na 
ramieniu. 
Gdy soce wyszo zza gr i ukaza si dalszy obszar ki  nieprzeparta sia cigna go ku 
oddaleniu. liczna dolina zdawaa si otwiera przed nim ramiona swych wzgrz, pagrki 
okryte jaowcami wabiy go ku sobie, a las daleki wzywa. 
Sumienny dozorca posun si o kilka krokw tylko, brzegiem rzeki, aeby zobaczy, czy 
te wszdzie trawa jest rwnie dua jak w pierwszym zakrcie. 
Zaledwie postawi kilka krokw, kiedy spod ng zerwa mu si bekas, magn pierwszego 
kozioka, drugiego... Marcin porwa za strzelb i wypali. Bekas dozna widocznie tak wielkiego 
przestrachu, e wyrzek si rodzinnej ki i odlecia w powietrze na niezmiern wysoko. 
W Marcinku tymczasem zawrzao. Ruszy jeszcze dalej, trzymajc dubeltwk na pogotowiu. 
Serce mu bio jak rozkoysany dzwon, w piersiach tchu brakowao. 
Skrada si cicho po trawie, baczc pilnie na zamki swej broni. Rzeka w tych miejscach 
bya dosy szeroka. Nad jej przejrzyst, ruchom gbi taczyo mnstwo bkitnych tek, 
pod soce widzie si daway prawie u samej powierzchni wodnej okonie z czerwonymi prgami 
na stalowej usce i biae, srebrne, taczce potki. Kiedy Marcinek spojrza na jeden z 
bardziej oddalonych zakrtw, serce w nim zamaro. 
Na samym rodku pani wodnej wida byo dwie due dzikie kaczki. Myliwiec rzuci si 
natychmiast w traw i zacz peza wspierajc si na lewej rce, podczas gdy w prawej 
ostronie i starannie nis fuzj. 
Niestety!  o jakie cztery kroki od krzaczkw rokiciny, ktre tam rosy na brzegu, da si 
sysze plusk zowieszczy i melodyjne dzwonienie skrzyde. 
zy stany w oczach myliwego, ale oschy natychmiast, gdy kaczki zatoczywszy nad k 
szerokie koo zniyy lot i zapady o kilkaset krokw dalej. Od tej chwili Marcinek stracony 
by dla dozoru najemnikw gawronkowskich. Kiedy pan Borowicz okoo godziny sidmej 
sam przyszed na k, ledwie mg ju dojrze posta swego syna wasajcego si na bayku 
w wielkiej odlegoci. 
Przebiege kaczki literalnie drwiy sobie z najstaranniej obmylanych podej strategicznych. 
W chwili kiedy trzeba byo tylko ju podnie bro do oka i oprze luf na jakim wygodnym 
sczku, zryway si haaliwie i uciekay coraz dalej w gr rzeki. Z ostatniego 
wreszcie, nieco szerszego doka rzecznego zerway si, nim Borowicz zbliy si do na odlego 
strzau, i poszyboway bezpowrotnie. O kilkaset krokw stamtd byt ju las. 
63 
Promienie wczesnego soca paday na zwart cian dugich gazi wierkowych i cay 
las, mokry jeszcze od rosy, mieni si licznymi barwami. Rzeka w jego gbi rozlewaa si w 
pytkie smugi, pord ktrych na kpach rosy olbrzymie, stare olchy. Byty tam miejsca prawie 
niedostpne, obrose zwartymi kpami drobnej olszyny, i byy dziwnie urocze, samotne 
jeziorka, nad ktrych pytk wod stay wielkie pnie czerwone. Marcinek znal te miejsca od 
dawna. Ruszy stamtd na lewo ku niewielkiemu wzgrzu, gdzie wybujay mode zarola po 
wycitym lesie. Niektre z drzewin wita z umiechem radoci. Odsaniay si tam pewne 
widoki, pewne wysmuke brzzki, dla ktrych ywi uczucia wicej ni przyjazne. Lubi je, 
nie wiedzc o tym, tak gboko, jakby byy czstkami jego istoty, organami jego czujcej natury. 
W ksztatach niektrych drzew mieciy si dugie historie smutkw i radoci, cae 
dzieje przywita i poegna. Niektre z tych drzew widzia z okien domu bdc niemowlciem 
i postacie ich skojarzyy si na zawsze z owymi pierwszymi wraeniami, ktrych ju 
pami dosign ani rozum obj nie jest w stanie. Pewne miejsca i widoki w tych tak zwanych 
lenych odpadkach byy dla niego przejmujco smutne i nie wiedzie czemu budziy 
jaki bolesny al i niepojt obaw. Drzewa podrosy. Tu i owdzie ze zdumieniem spostrzega 
tgie pnie, gdzie byy ledwo krzaki. Dokoa piewao mnstwo ptakw. Natarczywe srokosze 
kuy swoje piosenki, w ktrych powtarza si jeden ton peny i dwiczcy. Ten ton rozbudza 
w zarolach tarniny i piknych kalin przedziwne echa. Zdawao si, e to on strca z lici porann 
ros i e ogromne krople dzwoni lecc po prtach i po dbach smek pachncych. 
Na jaowcach trznadle zawodziy swe skargi aosnym gosem woajcych na puszczy. W 
pewnym miejscu zerwaa si kraska. Jej bkitne skrzyda migajce midzy drzewami zbudziy 
na nowo myliwskie instynkta Marcinka. Ale kraska bya jeszcze przezorniejsz ni 
kaczki i znika w gstwinie bez ladu. Na skraju lasu sysze si dawa nieustanny piew: 
Oj-da da da-da dy na 
Oj-da da da-da da da... 
Marcin poszed w tamte stron i zobaczy za krzakami ma dziewczyn, pasturk. Byo to 
chude, mae i spalone na socu. Miao na wosach nigdy nie czesanych usmolonszmatk, 
na sobie brudn koszulin, ktra si na prawym ramieniu rozlaza  i wystrzpiony szorc z 
grubej weny. Dziewczynina ta siedziaa na murawie z wycignitymi nogami, bia patykiem 
w ziemi i piewaa sobie jednym gosem, monotonnie jak trznadel, tylko mniej piknie od 
niego. Mody panicz postraszy j, wyskoczywszy znienacka na pastwisko. Zerwaa si na 
rwne nogi, obejrzaa zbrojnego przybysza wytrzeszczonymi oczyma, a nastpnie z gonym 
paczem zacza ucieka, przeskakujc jak sarna wysokie krzewy i pniaki. 
Z porb myliwiec wkroczy w las i wasa si tam do zmierzchu, zapomniawszy o niadaniu, 
obiedzie i podwieczorku. Wrci dopiero noc i nie dosta od ojca wielkiej nagany. 
Stara kucharka wyrzekaa co prawda wniebogosy, wspominaa o zmarnowanym kurczciu 
upieczonym na ronie, ktre jakoby pies zjad pod nieobecno Marcinka, o kawie zgotowanej 
na prno, o dziwnej dobroci bukach  itd. Winowajca sucha w pokorze kltw starej, 
wzdycha szczerze i za kurczciem, i za saat, za modymi kartoflami i garusem, poprzesta 
jednak na maym, zadawalajc si bochenkiem ytniego chleba, niewielk faseczk masa i 
dzbankiem wieego mleka. 
Od tego dnia zbisurmani si na dobre. Wstawa o wicie, bra swoj flint, torb  i znika. 
Na folwarku prawie go nie widziano. Czasami tylko przesuwa si na horyzoncie, zazwyczaj 
przygarbiony, skradajc si do jakiego zwierza z gatunku turkawki, kukuki, ony, a nawet 
srokosza lub trznadla. Trafiay si takie dni, e zjawia si dopiero przed pnoc, a nazajutrz 
znowu wyrusza o wicie. Tylko jaki daleki strza w lesie, rozlegajc si po grach, dawa 
zna mieszkacom Gawronek, w jakich stronach panicz si obraca. 
64 
Te strzay nie wywary zbyt wielkiego wpywu na zmniejszenie si fauny tamtych okolic. 
Cae mylistwo polegao waciwie na chodzeniu za ptakami. Kraski i grzywacze, ony i jastrzbie 
wodziy modzieca za nos po wszystkich grach, dokd by ju nawet kulawy pies 
nie zabdzi. Oprcz nich pdzia go z miejsca na miejsce wiecznie godna ciekawo. Kade 
nieznane drzewo dalekie, strumie byszczcy na socu w odlegoci kilku wiorst, siniejce 
w przestrzeni lasy, gry pokryte jaowcem i smutne gszcze wierkowe stanowiy dla niego 
zupenie nowy, jakby nie odkryty dotd, wiat zaczarowany. Byo to dziwne zbratanie si z 
wszelkimi wertepami. 
Szczeglnie wszake Marcinek polubi  noc. Nie byo, zda si, rozkoszy, ktra by mu 
starczya za wczenie si w zmroku po miejscach odludnych, samotnych i ogarnitych przez 
cisz tak wielk, e w niej sycha byo, jak szeleszcz dojrzae, nie skoszone trawy, jak 
szemrze woda. Byy wwczas ksiycowe noce... Ale po c sili si na opis nocy tych w 
tamtym kraju! Jaki jzyk zdoa je wysowi... 
Bdzc tak po okolicy Marcinek zachodzi czstokro do wsi obszernych, tu i owdzie rozcigajcych 
si u podna wzgrz. Wsie te stay zazwyczaj jakby na ogromnych polanach, 
dokoa ktrych ze wszystkich stron czernia las, jak wiat stary. Ludno zamieszkujca te 
sioa odrabiaa niegdy paszczyzn w odlegych dworach, ale, schowana w lasach, przechowaa 
prastare obyczaje, wierzenia i prawa. By to lud zdrowy, silny, ywy i po trosze dziki. 
Rzadko kiedy z takiego Bukowca, Porb albo Leszczynowej Gry chodzi kto do kocioa, a 
ksia urzdzali na te wsie istne obawy i postrachem tylko cigali ludzi do spowiedzi wielkanocnej. 
Grunt na pochyociach gr by lichy. Tote chopi tamtejsi uprawiali rozmaite 
kunszta. Wszyscy prawie byli kusownikami, wielu z nich wyrabiao w lasach rzdowych 
potajemnie gonty, inni trudnili si struganiem yek, solniczek, szaf, skrzynek, grabi, wide, 
kluczw drewnianych do chat itd. 
W pewnej wiosce robiono do adne krzeseka i awki ozdobne. Istnia tam jak gdyby na 
niepisanej umowie ufundowany podzia zarobkw. Jeeli na przykad kto zajmowa si owieniem 
kwiczow w sida, sprzedawa je w miecie i y z tego, to nikt inny we wsi nie mia 
prawa z nim na tym polu do konkurencji stawa pod kar bicia. A bito srogo. Gdy wie bia 
zodzieja albo winowajc, to kokami i na mier. 
Prawo bicia i inne prawa publiczne tyczyy si jednak gminu pospolitego i nie obowizyway 
wiejskich geniuszw. 
W Bukowcu mieszka chop nazwiskiem Scubioa, ktry nie przeszkadzajc nikomu w 
pracy zawodowej wywaszczy z siedzib bardzo wielu wspobywateli, a innych ciko 
ujarzmi. Mia kilkaset morgw gruntu, kilkadziesit sztuk byda, due folwarczne budynki, 
dom mieszkalny z gankiem i wielkimi szybami w oknach, w izbie podog i zegar. Poycza 
kademu, kto si tylko do niego zgosi, a precent wybiera w postaci podw naturalnych. 
Bra tedy owies, len, wyroby drewniane, ptno zgrzebne, zwierzyn, grzyby, jagody, da 
wreszcie w procencie roboty na swojej roli. Wielu z biedniejszych wocian byo na wasnym 
swym gruncie parobkami Scubioy. Zabiera on im z tego gruntu wszystko, cokolwiek na nim 
wyroso zasiane i wypielgnowane ich rkoma. Sam chodzi w poatanej i brudnej koszuli, a 
nawet wybrawszy si do miasta nie kad butw. 
Bez wtpienia najubosz wiosk w okolicy byy same Gawronki. Przysioek ten liczy 
ogem omnacie dymw. aden z gospodarzy nie mia tam wicej nad trzy morgi gruntu 
najndzniejszego pod socem. Na tym ich ukaz zasta i pozostawi wasnemu przemysowi. 
W caej wsi ani jeden gospodarz nie mia nie tylko szkapy, ale nawet rebicia; niektrzy posiadali 
krowy, jawki i cielta, a jeden z kolonistw, Lejba Koniecpolski, posiada tylko dwie 
brodate kozy. Krowy, cielta i kozy mieszkay zimow por w izbach pospou z ludmi, tote 
ludzie tamtejsi wygldali niezbyt pocigajco. Gdyby si nieboszczyk Liwiusz zbudzi pewnego 
piknego poranku i znalaz w Gawronkach, zobaczyby znowu na wiecie to samo i musiaby 
powtrnie z niesmakiem napisa: obsita... squalore vestis, foedior corporis habitus 
65 
pallore ac macie peremti... Grunta mieszkacw Gawronek leay pod gr. Wody pdzce z 
tej gry myy przez wieki gleb urodzajn i odkryway opok, skadajc si z samych czerwonych 
kamykw, tak pracowicie, e kiedy cywilizacja po dugim stkaniu i srogich blach 
spodzia ukaz i wolnym obywatelom gawronkowskim oddaa nareszcie kamyki wraz z wikszymi 
kamieniami  nie byo tam ju waciwie w czym gmera. 
Gdy nadchodzi czas orki, wszyscy gawroczanie udawali si w proby do Scubioy. On 
chtnie uycza pary koni, parobka  i z kolei obrabia jedno plko po drugim. W zamian za t 
usug bra znowu rozmaity precent. Lejba Koniecpolski nie korzysta z ask Scubioy, gdy 
od niego mao co wzi byo mona. Tote skulony, chudy i biedny Lejba uprawia grunt 
odziedziczony sam, literalnie: sam. Do orki poycza krowy od ssiada Pitka, a do brony 
zaprzga sam siebie albo sw on. le oni jednak i orali, i bronowali swe dziedzictwo. 
Owies by ndzny, kilka zagonkw yta nigdy nie zwracao wsianego ziarna, tylko litociwy 
ziemniak ywi famili. A familia Koniecpolskich bya bardzo liczna. W skrzywionej chacie, 
obok ktrej nie byo ani stodoy, ani chlewa, ani potu, ani kotka, ani nawet wyszego badyla 
ostu, miecia si jedna, jedyna izba, pena dzieci. Gdyby do tej izby przybyo jeszcze jedno 
dziecko albo jedna koza  ju by zapewne czarna chaupa rozpka si na dwoje. 
Lejba by rzemielnikiem. Wyrabia trepy o drewnianej podeszwie z przyszw ze starego 
rzemienia, okrywajc palce i cz stopy. W zimie maty Lejba biega po wsiach od chaty do 
chaty i skupywa stare chopskie buciska. Czasami tu i owdzie dosta jaki stary but za darmo, 
kiedy niekiedy bowiem zlituje si dobry czowiek nad drugim czowiekiem, nawet nad Lejb 
Koniecpolskim... Gdy zgromadzi dosy materiau, szed do lasu rzdowego i cina w nocy 
du osik. Nastpnie zaprzga si z on do maego wzka i drzewo porbane na kawaki 
przyciga kryjomo nocami do chaupy. Z tego materiau struga podeszwy. Na wiosn zaczynali 
ludzie dowiadywa si u Lejby o trepy. I szed handel, wpywao nieco grosza na ycie 
przez kwiecie i maj. Jednake gdy nadchodzi czerwiec i tamtejszy, gawronkowski przednowek 
 z Lejb bywao bardzo kiepsko. Wspwyznawcy odczepiali si od niego byle jakim 
datkiem: dziesitk, dwudziestoma groszami... Wtedy szed do miasteczka i ju to kupowa, 
ju bra, gdy si dao, na kredyt chleb tak zwany ydowski, przynosi do Gawronek kilkanacie 
bochenkw i rozprzedawa ssiadom, zarabiajc dwa grosze na funcie. Tym sposobem 
zyskiwa dla siebie i swej licznej familii dwa, czasami trzy bochenki. Nie ta wszake pora 
roku bya w yciu Lejby najgorsz. Straszny czas nastawa wwczas dopiero, gdy prawie 
wszyscy mieszkacy wioski, kto tylko posiada jakie takie siy, szli na bandos, w pszenne 
kraje. Chaupy zamykano na klucz i zostawiano na boskiej opatrznoci w nadziei, e nic im 
si zego nie stanie, a cay tum wdrowa na zarobki. Lejba nie mg chodzi na bandos, gdy 
nie umia ani dobrze , ani nie posiada dobre szie. Zostawa tedy w pustej wsi i wraz z 
on i dziemi  przymiera godem. Gdy ludzie wesoo ruszali na roboty, Lejba omdlewa z 
boleci. 
Wwczas to wanie zdarzao si Marcinkowi spotyka czsto tego czowieka ze zgas 
twarz i zapakanymi oczyma wrd zb dojrzewajcych. 
Najbardziej znan osobistoci nie tylko w Gawronkach, ale w caej okolicy by Szymon 
Noga. Znali go panowie w odlegych dworach, urzdy lene i kupcy w Klerykowie. By to 
strzelec niezrwnany, w sztuce owieckiej mistrz istotny. Za swych lat modszych chodzi na 
polowaniach o zakad ze szlacht, e picioma strzaami zrzuci w locie pi z rzdu jaskek 
 i wygrywa. Gdyby go nie strzeono jak oka w gowie, wybiby by co do jednego bekasy, 
kszyki, kuropatwy, przepirki tak zupenie, jak wyniszczy w lasach jarzbki. Dawniejszymi 
czasy znika na cae miesice, szed lasami, wabi jarzbki i wybija je co do sztuki. Pokazywa 
si dopiero w Klerykowie u znajomych kupcw z workami ptactwa. Jeeli gdziekolwiek 
zjawia si para sarn wdrownych, ju im Noga ycia nie darowa. Szed za nimi poty, a je 
zgadzi ze wiata. Nikt nie zna lepiej od niego wszelkiego rodzaju podkurzania borsukw i 
lisw, wykopywania z jam zajcy, ktre by si tam przed pocigiem ogarw schroniy itd., 
66 
nikt wreszcie nie zna tak wiata zwierzt jak ten ich tpiciel. By to chop w latach, wysoki, 
chudy, z przymruonymi oczyma i wiecznym, przyjemnym umiechem na wargach. Marcinek 
lubi go zawsze nad wyraz od wczesnego dziecistwa. Noga umia opowiada przepyszne 
facecje z ycia zwierzcego, zna nie tylko natur lisi, zajcz itd., ale nadto w caej okolicy 
umia wskaza miejsce, gdzie naley stan, jeeli si chce spotka z maym. 
 No, stary zbju  pyta pan Borowicz spotkawszy Nog na polu  jue wszystko wybi 
co do joty? Jest tam gdzie jeszcze jaka zajczyna ywa? 
 Duo nie ma, bo teraz to ju wszyscy paprz, ale si jeszcze trafi, Bogu dzikowa. Na 
Jzefowej grce jest ten stary zajc, co go to pan zeszego roku postrzeli w wtrob. Stary 
ju, zdrowia wielkiego nie ma, pod gr na ostre, jak to dawniej umia, ju teraz z ledwoci 
idzie, ale ta jeszcze azi. Na smugu byo ich dwu. Jeden to nawet byt kotek warny, ale teraz 
ju go jako nie widuj. Czyby go za kto uszkodzi? A moe si i przelk modego pana, bo 
gdzie to tylony haas, jak w powstanie... 
 A tobie w to graj! Teraz choby dziesi razy na dzie strzeli, to powiesz, e to mody 
z Gawronek tak proch psuje. 
 E... czasem to pan wielmony tak powie...  mwi z umiechem Noga, mrugajc powiekami. 
 Gdzieby za stary myliwiec na pocztku lipca do kotka strzeli? Nie bolaoby mi to 
serce! Przecie i t fuzyjczyn mi zabra Wasilew... 
 Ty mnie okamuj! Ludzie na przednwku, a ty, chwali Boga, jako nie mizerniejesz. To 
te smaczne mode zajczki tak wida czowiekowi na zdrowie id. 
 Widzicie wy, moi ludzie... A i miabym ja sumienie! Przecie ja tu mam koo doni tak 
dziureczk. Jak mi si je zachce, to se tylko ssa poczn godzin czasu  i zgoda. 
Noga nie chodzi na roboty z bandosami, gdy utrzymywa, e ma ko w rce postrzelon 
i wskutek tego nie moe si schyla. Wysya on i crk, a sam siedzia w domu i nic nie 
robi. Czasami owi sobie raki w rzece, a wieczorem nikt by go w chacie nie zasta. 
Marcinek odwiedza go codziennie i nieraz wyciga do lasu albo na pola. Noga szed bez 
strzelby i opowiada przerne historie. Gdy nadchodzio poudnie, obadwaj szli do lasu, kadli 
si w guchym cieniu, Marcinek wydobywa z torby chleb, maso, jaki kawaek misa i 
dzieli si z towarzyszem. Pewnego razu, gdy tak leeli na skraju lasu w pobliu drogi przecinajcej 
okolic, Noga mwi: 
 W tym miejscu to tak samo byway rnoci... 
 No?  zapyta Marcinek. 
 By w Marsawicach chop, nazywa si Kostur. To samo myliwiec by nie byle jaki. Ju 
dawno umar. Mieli ten Kostur fuzyjczyn lich, powizan, z kurkiem jak kobylica, a swoim 
porzdkiem, jak ta oni strzelili, to ju si byo po co schyli. Przyszo powstanie, Polaki stay 
w lesie. Szed se raz ten Kostur drog od Cieplakw, a swoj fuzyjczyn mia pod sukman, i 
przyszed akurat w to miejsce. Patrzy:  jad dwa Moskale na koniach i prowadz midzy 
sob powstaca, przywizanego do obu koni postronkami. Zdary z niego wida odzienie 
szlacheckie, bo by tylko w koszuli i boso. Jad te rabusie, mwi paniczkowi, dobrym 
truchtem, a co ten nie moe nady, to go albo jeden, albo drugi zdzieli nahaj bez eb, bez 
gb, gdzie popadnie. Plecy to mu tak przecie zerny, e ca koszul mia czerwon, a 
krew ae mu nogawkami portek cieka i zostawa po nim na piachu dobrze farbowany trop, 
nikiej po trafionym rogaczu. Wzili ten Kostur i pomyleli se: a i dokde te psiekrwie bd 
pray takiego chudziaka? Widzielicie wy, moi ludzie! Ckliwo im si zrobio i tak se zaoyli: 
jak albo jeden, albo drugi go tknie, to wyrn do juchw! A no i akurat rypn go jeden 
nahaj za to, e upad gb na ziemi. Kostur wzili na oko i plunli. Zaraz rabu magn koza 
pod konia, a drugi w trymiga odwiza powstaca i uciek w gr drog co ko skoczy. 
Oni to samo poszli w gst kniej i dopiero nad wieczorkiem wrcili si w to miejsce. Kozu 
lea nieywy, ale i powstaniec uwierk niedaleko od niego. Tylko si dowlk na bayku do 
67 
tamtego wierka. Tam go wzili Kostur i pochowali wieczorem. Widzi paniczek on pasyjk 
na rsioku? Ona ta nad nim stoi... 
W istocie  czarny, sprchniay krzy czernia wysoko na drzewie. 
 Kostur opatrzyli rabusia  mwi dalej Noga  i znaleli przy nim pienidze. Zasmakowao 
im toto wszystko i od tego czasu chodzili czsto gsto na rabusiw. Choby caa sotnia 
sza razem, to jak oni z tamtego miejsca wygarnli, zaraz uciekay co pary w szkapskach. Powiadali 
noma duo potem na polowaniach, e przy kadym rabusiu, co zosta na placu, byway 
pienidze... 
Marcinka niewiele obchodziy te historie. Jego przekonania polityczne byy mdym odgosem 
nauk radcy Somonowicza i echem goryczy ojca, ktry w powstaniu straci fortun 
pradziadowsk, nasiedzia si w wizieniach i dozna krzywd od wodzw rewolucji. 
Tote may Borowicz chtniej wola rozprawia z Nog o polowaniu, ni sucha niewesoych 
historyj. 
Gdy za stary raubszyc nie mg dla jakichkolwiek przyczyn ruszy si z domu, Marcinek 
wszystek czas wolny od wczgi po okolicy spdza w swojej altanie. 
Wkrtce po przyjedzie na wakacje wynalaz by znakomite miejsce i urzdzi z nakadem 
niemaego trudu samotne schronisko. 
Zbocze najbliszego wwozu, wysokie na kilkadziesit okci, porastay ogromnie gste zarola 
tarek, leszczyn, jeyn, kaliny i jaowcu. Wszystkie te krzaki oplata dziki chmiel, tworzc 
z tego miejsca istn dziewicz puszcz, adna bowiem noga ludzka nie bya w stanie 
przekroczy tych zaroli. 
U stp urwiska bio w cieniu wielkich drzew rdo wody bardzo dobrej  i rozlewao si 
naok w topiel botnist. 
Na brzegach stoku rosy wodne marki i wielkie, soczyste szczawie, o pustych wewntrz 
supach, ktrych uywano za cewki do ssania wody ze rda, gdy kto spragniony tam zaszed, 
a nie chcia ka si na brzegu botnistym i pi wod z chopska, wprost ustami. 
Do rdeka szo si po wielkich, paskich kamieniach, rzuconych przez kogo w czasie 
bardzo zamierzchym. 
Marcinek rozkocha si w tym miejscu dla jego dziwnego uroku i samotnoci. Od wody 
wprost pod gr, pracujc rydlem, siekier i motyk, wyprowadzi cieeczk tak wsk i 
zamaskowan krzewami, e jej adne oko wytropi nie mogo  a w odlegoci kilkudziesiciu 
krokw, pod szczytem, w najwikszej gstwinie sformowa altan. Wierzchoki krzakw, 
stokro przeplecione nimi chmielu, tworzyy istne wieko nieprzemakalne. W pokrgej 
pieczarze z okrzesanej tarniny Marcin wykopa w ziemi zagbienie i zbudowa na poy z murawy, 
na poy z kamieni, przydwiganych z daleka, szerok aw i skrytk. W skrytce misternie 
zatatranej ziemi mieciy si romanse pornograficzne, ktre podwczas klasa czwarta 
namitnie czytaa, a oprcz tego scyzoryk z dugim ostrzem, bokser, rut, kapiszony, szpagaty 
i gwodzie... Do altanki Marcinek wchodzi zawsze chykiem, czego wymagaa zarwno 
ostrono, jak natura cieki idcej pod krzakami tarniny. Znalazszy si w kryjwce ju to 
czyta po raz setny i tysiczny nieprzyzwoite ustpy zakrelone niebieskim owkiem przez 
kompetentnych poprzednikw, ju oddawa si bezczynnoci i marzeniom licho wie o czym. 
niy mu si na jawie to jakie fantastyczne a do absurdu sceny lubiene, to znowu bitwy, 
podre, wyprawy do Ameryki, awanturnicze przedsiwzicia na jakich stepach, burze morskie, 
kolosalne zwycistwa, odnoszone nie tylko nad Czerwonoskrcami, ale i take nad Turkami. 
Od pewnego czasu Noga cigle napomyka o guszcach, ktre wedug niego miay gniedzi 
si w pewnym smugu, znanym tylko jemu jednemu. Obieca nawet, e gdy nadejdzie 
jaki tajemniczy dzie na nowiu, zaprowadzi modego myliwego i nauczy go wabi owe 
guszce, pod warunkiem eby nikomu, dla zachowania sprawy w tajemnicy przed urzdem 
lenym, sowa o tym nie mwi. 
68 
Marcinek z najwysz niecierpliwoci czeka dnia oznaczonego, gdy guszce, wedug 
opowieci Nogi, miay to by ptaki ogromne, wielkoci tuczonego indora, i niesychanie 
rzadkie w tamtejszych lasach. Nareszcie po dugim oczekiwaniu zbliy si termin wyprawy. 
Ju na kilka dni przedtem Noga kaza Marcinkowi kupi wdki, wysmarowa ni dubeltwk, 
torb i siebie samego, gdy te ptaszyska miay nadzwyczajnie cign do zapachu gorzaki. 
Marcinek sumiennie, a nawet z niejak przesad speni polecenie swego mentora. W dniu 
oznaczonym skoro wit Noga ju czeka na brzegu lenym. Marcinek stosownie do jego polecenia 
kupi w karczmie, zachowujc sekret przed ojcem, p garnca mocnej wdki, wzi ze 
spiarni ca kiebas, bochenek chleba, ser suchy i sporo masa, gdy wyprawa miaa trwa 
a do wieczora. 
Gdy to wszystko przynis. Noga odkorkowa butelk, powcha gorzaczyn i zawyrokowa, 
e ma wiatr i bdzie cigna, pniej kaza Marcinkowi troszk si napi, odej w 
krzaki, rozebra si do naga i wysmarowa znowu gorzak. Zaraz po nim uczyni to samo i 
naciera si w zarolach dosy dugo. Wkrtce potem weszli w las i wawo ruszyli pod gr 
Jzefow. Szli dugo rnymi przesmykami. Dopiero w pewnym miejscu przelicznym, rd 
gszczu sosen o pniach czerwonawych, Noga si zatrzyma, wybra doskonale ocieniony zagajnik 
i tam usiad na ziemi. Z wielkimi ceregielami i obrzdami wyj nastpnie z zanadrza 
jak maszynk, wzi w usta jej zakoczenie z pirka i pocz wydobywa dwa rodzaje 
dwikw: monotonne pogwizdywanie z trzech taktw i bekot chrapliwy. Trwao to dosy 
dugo. Noga mia min kapana sprawujcego tajemniczy obrzdek. Czasami przerywa, zsuwa 
brwi i sucha, uwanie patrzc w gbin len. Marcinkowi serce bio jak motem. Siedzia 
pod jaowcami, ktre go kuy w szyj tysicem swych igie, mia dubeltwk w pogotowiu 
i sucha rwnie. Las milcza. Czasami w jego tajemniczej odlegoci brzmia jaki 
gos niepojty, zabkane echo z innej kniei, jak westchnienie latajce po puszczy, niekiedy 
krzyk jakiego ptaka przerywa zupen cisz i drcy zamiera w oddali. Blask soneczny 
sczy si na ziemi przez gste zway koron sosnowych i biaymi plamami pyn po lenych 
trawach i zioach. Mae ziby pogwizdyway z cicha ponad gowami myliwych, jakby byy 
zupenie spokojne, e o nie troszczy si ani kusi nikt nie bdzie. Dopiero koo poudnia Noga 
przesta wabi guszce i rzek ze smutkiem w gosie: 
 Psiatre! wida si dalej wyniosy. Da mi paniczek przeksi skibeczk chleba, bo mi 
tak zeczczyo od tej gorzaki, e o ks... Nie lubi ja tego gorzaczyska... 
Marcinek uczstowa towarzysza wszystkim, co byo, a sam zadowoli si maym kawaeczkiem 
chleba i kiebasy. Posiliwszy si Noga wsta i owiadczy, e trzeba si rozpatrzy w 
okolicy. Poszli znowu nieco wyej w gr. Chop cigle przystawa z tyu za Marcinkiem i 
rozglda si. W pewnym miejscu co dostrzeg, kaza Marcinkowi niezwocznie usi na 
ziemi, da mu ow maszynk do wabienia i poleci w ni dmucha. Mody Borowicz speni 
jego rozkaz i z atwoci wydobywa owe dwa gosy wabice. Noga tymczasem odszed szepcc 
mu na ucho: 
 Niech panicz nie pyta nic, tylko cigle gwide, choby i najduej. Ony ta przyjd na 
pewno, juem ich sysza. 
Wskazal rk kierunek i znik w zarolach. 
Marcinek z caym pietyzmem i zapaem odda si wabieniu. Gwizda godzin, dwie, trzy, 
cztery, nie uczuwajc wcale znuenia. Raz mu si wydao, e niezmiernie daleko syszy 
dwik zupenie podobny do gosu wabika, i wtedy dmucha ze zdwojonym entuzjazmem. 
Dopiero gdy po lesie rozszed si cie odwieczerza  pocz traci nadziej. Szczki mu 
cierpy od nieustannego ich wytania, wic odpoczywa przez chwil. Ju jednak wkrtce 
znowu si zabra do dziea i wabi a do zmierzchu. Czerwony blask zachodu przedar si do 
gbiny lasu. Bya cisza naok. Marcinek wsta, gdy utraci by ju wszelk nadziej. Mia 
zamiar odnale Szymona i wraca. Zaledwie jednak uszed kilkanacie krokw, usysza 
jaki gos zupenie odmienny. Byo to zarazem i mocne pogwizdywanie, i co w rodzaju be
69 
kotu. Marcinek chwyci bro oburcz i krok za krokiem szed w kierunku tego gosu, pewny, 
e nareszcie zobaczy guszca. Dziwny gos rozlega si cigle tu za najbliszymi krzewami. 
Zachowujc mierteln cisz, Marcinek obszed jedn grub sosn, drug i  wyjrza za owe 
soniaki. Zamiast guszca ujrza tam Nog rozwalonego pod cienistym drzewkiem i chrapicego 
z pogwizdywaniem i bekotem. Obok picego chopa leaa pusta butla po wdce. 
Znacznie pniej Marcinek dowiedzia si, e maszynka suya do wabienia somek i e 
guszcw od wieku w tamtejszych lasach nie byo. 
70 
11 
Po powrocie z wakacyj Borowicz zasta w gimnazjum due zmiany. Znik z horyzontu 
miasta Klerykowa dyrektor gimnazjum, przeszedszy do emerytury; przeniesiony zosta do 
innej szkoy inspektor, ustpi zupenie stary Leim, jeden z pomocnikw gospodarzy klas i 
dwaj nauczyciele historii. Na ich miejscu figurowa nowy zarzd: dyrektor Kriestoobriadnikow, 
inspektor Zabielskij, nowy nauczyciel aciny Rosjanin Pietrow, pomocnik gospodarzy 
klasowych Mieszoczkin i nauczyciel historii Kostriulew. 
Zarazem oglny nastrj i zewntrzna fizjonomia szkoy ulegy zmianie radykalnej. 
Uczniowie starsi poczuli od razu, e teraz dopiero ujto ich pod eberka, pan Pazur umilk i 
tylko minami oraz wytrzeszczaniem oczu pokazywa starym ulubiecom, e za nic w wiecie 
nie bdzie gada ani jednego sowa;  wreszcie nauczyciele Polacy nie odzywali si wcale do 
uczniw extra muros szkoy, aeby nie mwi po rosyjsku, a jeeli konieczno zmuszaa ich 
do takiej rozmowy, to prowadzili j nie inaczej jak w jzyku urzdowym. 
Nowy zarzd wprowadzi nowe obrzdy szkolne. Podczas uroczystoci inauguracyjnej w 
gwnej sali dyrektor wygosi niesychanie patriotyczn mow, wzruszy si sam do ez, ale 
dla suchaczw pozosta niezrozumiaym, gdy ci istotnie wzrusza si tym, co zapewne on 
czu ywo i szczerze, nie byli w monoci. 
Inspektor od razu rozwin tak dziaalno, o jakiej uczniactwo klerykowskie nie miao 
nawet wyobraenia. 
Przede wszystkim zabrano si do stancyj i zaprowadzono rne nowatorstwa. Na kadej 
stancji wyznaczono starszego, ktry mia obowizek czuwania nad braci z klas niszych, 
zaprowadzono ksiki wydale si z mieszkania, gdzie naleao wpisywa kady krok, kad 
chwil nieobecnoci oraz skargi na ze sprawowanie si wsplokatorw. 
Pomocnicy gospodarzy klas i cay og nauczycieli wcignity zosta w pewien rodzaj kohorty 
policyjno-ledczej. Wszyscy mieli obowizek zwiedzania kolejno stancyj w pewnych 
odstpach czasu, dniem i noc. 
Inspektor i jego satelici chodzili po tych stancjach nieustannie, odbywali rewizje, zagldali 
nie tylko do kuferkw, ale nawet wasnymi rkoma grzebali w siennikach, suchali pod 
oknami, czaili si u drzwi, wbiegali do mieszka uczniowskich z rana  itd. 
Jaki to wszystko wpyw wywaro na rozwj moralnoci mas uczniowskich w Klerykowie, 
trudno osdzi. W kadym razie, jeeli moralno nie nazbyt wysoko podskoczya w gr, 
jeeli starsi, dyurni, korepetytorowie i w ogle sidmo- i smoklasici starym obyczajem 
wymykali si o pnocy na miasto w celach im wiadomych, to jednak ksiki drukowanej 
polskimi literami rzeczywicie nie byo sposobu mie na stancji. 
To wygnanie ksiek polskich z pewnych izb w miecie, podczas gdy innym ksikom 
wolno byo w tych samych izbach lee nawet bezuytecznymi stosami  stanowio zjawisko 
nadzwyczaj komiczne. 
Skazane na banicj do ssiednich pokojw, upoledzone druki nadwilaskie mogy sobie 
do nieskoczonoci zadawa pytanie jak obkany Gogola w szpitalu wariatw: dlaczego ja 
nie jestem kamerjunkrem? dlaczego jestem tylko radc tytularnym? dlaczeg ja, i dlaczego 
mianowicie radc tytularnym?... Te jednak woajce na puszczy pytania nie doczekayby si 
byy w Klerykowie znikd odpowiedzi. 
Czste rewizje, a szczeglniej nage a niespodziewane wizyty, trwoga oczekiwania, niepokj, 
e kto podsuchuje, le oddziayway na umoralnian modzie pod rozmaitymi wzgldami. 
Pobyt w szkole by dla wszystkich mieszkajcych na stancjach pobytem w wizieniu. 
May obywatel, rzucajc rano pierwsze spojrzenie, mg ju spotka si z badawczym okiem 
71 
Mieszoczkina, p dnia mia na sobie wzrok a dokoa swej osoby such kilku na raz Mieszoczkinw, 
Majewskich, Zabielskich itd. Po poudniu czeka cigle na ich zjawienie si, a 
nawet w nocy mg by zbudzony z marze o polach, kwiatach, ptakach, rodzicach kochajcych, 
krewnych i znajomych, ktrzy jakby na zo Mieszoczkinowi wszyscy mwili zakazanym 
jzykiem polskim  i nagle znowu nad sob ujrze oczy przeklte, ktre zdaway si 
podpatrywa sodkie sny z zamiarem szczegowego ich opisania we waciwej rubryce, pod 
odpowiednim numerem. 
Cay arsena sposobw i zaprowadzony system pilnowania do ostatecznych granic posuny 
rozdzia midzy nauczycielami i uczniami. Co prawda  to nigdy w Klerykowie zbyt 
wielkiej harmonii midzy ciaem pedagogicznym a gromad uczniw nie byo i zawsze te 
dwie gromady stanowiy dwa obozy, obozy wyranie walczce ze sob, nieraz przy uyciu 
przebiegoci, podstpu, a nawet zupenie ajdackiej zdrady. Aren tych zapasw do chwili 
przybycia dyrektora Kriestoobriadnikowa i jego pomocnikw bya szkoa z jej klasami, korytarzami 
i dziedzicem. Przybysze rozszerzyli horyzont tak daleko, e wzrok dziecicy nie 
widzia literalnie miejsca, gdzie by tej walki nie byo. W zaprowadzonym systemie strzeenia 
uczniowie byli z natury rzeczy, z predestynacji niejako, istotami, ktre naleao ledzi, podglda, 
ciga, apa i bada. Poniewa jednak patriotyczna gorliwo ledzcych przede 
wszystkim zwracaa uwag na przestpstwa natury nie tyle moralnej, ile politycznej, wic te 
caa zwyczajna walka uczniw z nauczycielami przybieraa stopniowo cech guchego politycznego 
sporu. 
Nauczyciele Polacy w epoce przedkriestoobriadnikowskiej czasami, ju to ulegajc wrodzonemu 
temperamentowi, ju kierujc si poczuciem ukrytym w dziewidziesitej dziewitej 
komreczce oportunistycznego serca, czynili pewne kroki celem zagodzenia fatalnej 
wojny obozw. Trzeba wyzna, e te malekie uczynki i lkliwe pwyrazy wywieray wraenie. 
Prawie kade z tych sw byo jak biblijne ziarno upadajce na bujn rol. Z nastaniem 
nowej ery wszystkie mosty zostay spalone i znajomoci zerwane. Miny nauczycieli oportunistw 
mwiy wyranie: liczcie, o modziecy, na siebie tylko, rbcie, co wam si ywnie podoba, 
albowiem my strzec musimy naszych posad niby oka w gowie. 
I tak si stao. 
Dyrektor Kriestoobriadnikow wraz z inspektorem Zabielskim bya to para politykw nietuzinkowych. 
Ani pierwszy, ani drugi nie wszczyna grubiaskich awantur z rodzicami i nie 
przeladowa uczniw. Jeeli tych ostatnich apano za pomoc gronego aparatu, to nie w tym 
jednak celu, aeby wymierza tyraskie kary. Win zawsze darowywano, a gdy trzeba byo 
ukara  czyniono to w sposb tak wyrozumiay, tak okazywano pobaliwo, aeby modzian 
nie czu na sobie tyraskiego bicza, lecz miujc rk ojca. W razach kiedy zdarza si 
spr midzy uczniem i nauczycielem Polakiem, dyrektor i inspektor stawali zawsze i bezwarunkowo 
po stronie ucznia, zmniejszali win, a gdy niepodobna byo inaczej, wypraszali u 
nauczyciela Polaka odpuszczenie kary. 
Tego rodzaju taktyka wywara na modzie wpyw niejaki. 
Uczniowie dreli przed nowym zarzdem, ale jednoczenie czuli za sob mocne plecy w 
walce z Nogackimi, Wielkiewiczami itd. Kierownicy gimnazjum nie poprzestali zreszt na 
reformach w obrbie murw szkolnych. Byli to patrioci, jak si powiedziao, w szerszym 
stylu, tote baczne oko zwrcone trzymali na miasto, na okolic miasta, na guberni i w ogle 
na kraj. Praca ich miaa dwa niejako oyska. Po pierwsze mieli oni na celu wzmocnienie ttna 
ycia ludzi ruskich w miecie Klerykowie, po wtre mieli na celu odpolszczenie tak 
zwanych Polakw. W myl zasady odpolszczania dyrektor i gospodarze klas nie udzielali 
prawie nigdy pozwolenia na bytno ucznia w teatrze, gdy dawano sztuk polsk. Natomiast 
w jesieni, gwnie z inicjatywy dziaaczw gimnazjalnych, poczto forsownie urzdza teatry 
amatorskie rosyjskie. Cigy, aczkolwiek niedostrzegalny przyrost ywiou rosyjskiego w 
Klerykowie umoebni zgrupowanie si celem stworzenia tego rodzaju widowisk. Masa na
72 
pywowa, skadajca si z urzdnikw, pedagogw; ich on i crek, entuzjastycznie popara 
inicjatyw dyrektora. 
Z koniecznoci, a raczej dla kariery, musieli j rwnie wspomaga Nadwilanie piastujcy 
jakiekolwiek wysze stanowiska. ywio miejscowy okaza wobec tego wszystkiego, jak 
zwykle, absolutn bierno. Ludzie tamtejsi przywykli do wszelkiego rodzaju dziww tak 
dalece, e gdyby pewnego piknego poranku skasowano zupenie mow polsk, a zalecono 
mwi, pisa i myle po chisku, nikogo by to nie zdziwio. Mwiono by, rzecz naturalna, w 
dalszym cigu swoim wasnym jzykiem, ulegajc prawu bezwadnoci, ale publicznie pisano 
by i mwiono po chisku. 
Miasto Klerykw przeywao z wolna w owym czasie epok imigracji rosyjskiej. 
Chrzczono tam na nowo stare ulice, kasowano wiekowe instytucje i rzeczy, a zaprowadzano 
nie mniej zgrzybiae, ale rosyjskie. Bruki, niead, zaduchy, brudy i rudery zostay zreszt zupenie 
te same. Kiedy afisze day zna miastu i wiatu, e odbdzie si teatr amatorski, w 
gimnazjum powstao niejakie rozognienie umysw. Wadza nie proponowaa uczniom kupna 
biletw, ale czynia pewne znaki, ktre byy jak gdyby zapachem ukrytego yczenia. W klasie 
pitej jeden z kolegw bkn podczas przemiany, e warto by i na ten teatr. Kto inny bkn 
z gbi sali daleko goniej, e tylko zupeny mandryl moe chodzi na podobne szopki. 
Byo to powiedziane nie wiedzie z jakiej racji, jak to mwi, od liny, i rwnie nie wiedzie 
czemu otrzymao wszelkie cechy rezolucji, zaakceptowanej przez powszechne milczenie. Po 
prostu zrobi swoje lepy, guchy i nic nie wiedzcy vox populi: jest jaka szopka na porzdku 
dziennym, gadaj, e tylko mandryl na ni i moe  wic si nie idzie, i caa parada. 
Borowicz by osobistym przyjacielem sztubaka, ktry wyrazi yczenie pjcia na w teatr, 
tote zarwno kategoryczny sd, jak oglna aprobata przeciwnego mniemania bardzo mocno 
go dotkny. W czasie lekcji rozmyla o tej sprawie i zacinajc si w uporze, postanowi na 
przekr wszystkim i na spektakl. Podczas nastpnej lekcji ju obadwaj z niefortunnym projektodawc, 
przez zemst za obelywy werdykt, uknuli spisek przeciw gosowi z gbi klasy. 
Zdarzyo si, e powrciwszy na stancj Marcin trafi w pokoju starej Przepirzycy na 
rozmow o tym wanie teatrze amatorskim. Radca Somonowicz azi po stancji wykrzykujc: 
 C mnie mog obchodzi jakie teatra, choby te i najbardziej amatorskie? Pytam! 
Nigdy tego znie nie mogem, i to ja, dzi, na stare lata... 
 Ale kt radcy kae chodzi, kto tu proponuje, eby radca azi na ruski teatr!  perswadowaa 
mu staruszka. 
 Ja za to pjd, panie radco  wtrci si do rozmowy Borowicz. 
 Ty pjdziesz? A ty tam po co? Radz ci jak ojciec, gry lepiej Alwara... 
 Jakiego Alwara?... 
 O, on tam bdzie niezbdny wrd Moskali jak pies w krgielni! Rzeczywicie, niech 
idzie!  ozwata si zza portiery panna Konstancja, ktra do pitoklasistw miaa zwyczaj 
przemawia w trzeciej osobie. 
 Za pozwoleniem...  przerwa radca, stajc w p drogi.  Jeeli z tej beczki rozpoczynamy, 
to sprawa cakowicie inna. Czy teatr moskiewski, jak si wapannie wyraa podoba, 
czy teatr polski, to jest zupenie ta sama strata pienidzy. Wszake gdy wadza to urzdza, 
gdy yczy sobie, aeby tam by, i na ten krok twj spoglda bdzie okiem yczliwym, a z 
drugiej strony gdy zastarzay szowinizm poduszcza ci do krnbrnego uporu, do trwania w 
jakiej paskudnej nienawici, to radz ci, a nawet rozkazuj  id na t hec, chciaem powiedzie 
 na to widowisko! 
Staruszka Przepirkowska, szybko robic skarpetk na drutach, kilkakro ruszya duymi 
wargami, umiechna si kwano, a wreszcie rzeka: 
 Ja tam nie wiem... Pewno, e to tak... Ale po c ty, Marcinek, wydawa bdziesz pienidze? 
Co d z takiego teatru przyjdzie?... 
73 
 Powinien i, powinien! Ma wity obowizek nie tylko wzgldem wasnej przyszoci, 
ale nadto wzgldem nas wszystkich. 
 Wzgldem nas wszystkich...  szydzia demonicznie panna Konstancja schowana w tajemniczych 
gbiach za przepierzeniem. 
 Tak mwi i powtarzam! Naley raz przecie wyrwa ze siebie korzenie odwiecznej... 
Marcinek nie sucha dalszego cigu tyrad starego urzdnika, gdy mia jak piln robot. 
Somonowicz trafi mu do przekonania i utwierdzi go w powzitym zamiarze. Teraz pitoklasista 
mia w zapasie ca sum wyrae, ktrych mgby uy w razie jakiej na temat widowiska 
sprzeczki z kolegami. W dniu przedstawienia uda si do sali teatralnej, starej jak miasto 
Klerykw i tak odrapanej, jak gdyby nie bya dzieem rk ludzkich, ale raczej utworem 
nawanic, wichrw i kataklizmw. Zgromadzeni tam ju byli ludzie ruscy. W brudnych 
loach siedziay wystrojone damy, po wikszej czci o tyle ruskie, e byy onami twrcw 
w Klerykowie ruskiego dziea; na caym parterze poyskiway szlify, dwiczay 
ostrogi, stukay szable. W kilku gwnych loach siedzieli optymaci i familie optymatw, 
midzy innymi dyrektor, inspektor i waniejsze figury gimnazjum. Zanim podniesiono kurtyn, 
w sali brzmia gwar dosy gony. 
Marcinek, znalazszy si w towarzystwie kilku zaledwie wspkolegw z rnych klas na 
stojcym parterze, dozna szczeglnego uczucia. By to niepokj cudzoziemca, ktry wysiada 
nagle z wagonu, mija ulice obcego miasta i nie moe dokadnie wyrni tego, co widzi, 
od snu sposzonego przed chwil. Wraenie to wzroso, gdy podniesiono kurtyn. Niewielka 
scena klerykowskiego teatru bya dla modego chopca jak gdyby otworem, przez ktry wida 
byo daleki, obcy kraj, lud, zwyczaje, codzienne ycie i zabawne w nim wydarzenia. Intryga 
farsy, odgrywanej z talentem, wcale go nie zajmowaa i nie weselia, lecz owszem pograa 
w jaki smutek szczeglny. Umia dobrze mwi po rosyjsku, pisa w tym jzyku wypracowania, 
recytowa lekcje, nawet o nich ukutymi frazesami myla, ale nie formuujc sobie 
tego, traktowa ten przedmiot jako jzyk szkoy, jako jzyk martwy, jako rodzaj nowoytnej 
aciny. Teraz ze sceny ta sama mowa narzucaa mu si w postaci organu biecego ycia, 
swobodnego ruchu, ktry wre i kipi. Z wraenia tego tak dalece nie mg si otrzsn, e 
trwa cigle w stanie wahania si, czyby nie warto czmychn do domu. Tak rozmylajc powid 
okiem wzdu miejsc paradnych i dostrzeg, e na osob jego skierowane s a cztery 
lornetki. Przypatrywa mu si dyrektor, jeden z nauczycieli, jaka dama gruba i pkata niby 
dynia... W Borowiczu drgna natychmiast pod okiem profesorskim natura uczniowska: zlk 
si, czyli spietra. Ju jednak po upywie chwili przyszed do refleksji, e te obserwacje nie s 
bynajmniej zwiastunami gniewu. Rozmaite osoby z l ssiadujcych z dyrektorsk, ywo 
mwic i gestykulujc, spoglday rwnie przez szka na gromadk uczniw. Znaczn wikszo 
tej gromadki stanowili Rosjanie. Z Polakw oprcz Marcina byo kilku synw urzdniczych. 
Wkrtce wszystko to sztubactwo skonstatowao, e jest przedmiotem adoracji i budzi 
ukontentowanie. Borowicz ocenia to take i na poy wiedzc, co robi, wysun si nieznacznie 
naprzd, eby go dyrektor mg doskonale widzie. Podczas pierwszego antraktu znalaz 
si na parterze pan Majewski, wita wszystkich nad wyraz grzecznym ukonem, starszym 
uczniom poda nawet rk, a kilku Polakw, midzy innymi Borowicza, grzecznie obligowa, 
aeby si za nim udali. Wstpujc bez oporu w lady tego przewodnika, Borowicz znalaz si 
na wskich schodkach, potem na korytarzyku biegncym w pokrg i stan przed jakimi 
drzwiami. Majewski uchyli te drzwi delikatn doni i z lekka pchn Marcina do loy dyrektorskiej. 
Kriestoobriadnikow wsta z krzesa, powita przybyych, wprowadzi kilku do 
loy ssiedniej i przedstawi gubernatorowi oraz jego damom. 
 Oto Borowicz z klasy pitej, Michawski z sidmej, Biene z szstej. 
Gubernator, czowiek w latach, o miej fizjonomii, wita wszystkich ucinieniem rki. 
Damy przyoyy do oczu pince-nez i wywabiay na lica swe przyjemne umiechy. Jedna z 
nich zapytaa Borowicza po rosyjsku: 
74 
 Jake si panu podobaa pierwsza pijesa? Marcinek nie wiedzia, co to jest pijesa, ale 
zrozumia, e cokolwiek by to by mogo, winno mu si w tym miejscu podoba, rzek tedy: 
 Bardzo mi si podobaa... 
Dama umiechna si i zaszczycia tym samym pytaniem przystojnego bruneta z klasy 
sidmej, na co tamten odpar z gbokim ukonem: 
 Ogromnie mi si podobaa... 
Inne damy poprzestay na obserwowaniu modziecw. Ta sama scena z bardzo maymi 
wariacjami powtrzya si w innej loy, gdzie siedzia prezes Izby Skarbowej. Gdy zadzwoniono 
raz drugi, Majewski delikatnie dat pozna reprezentantom, e naley wycofa si i wrci 
na swe miejsca. Drug komedyjk grano z rwn werw. Pod koniec jej przyby na parter 
pan Mieszoczkin, niosc dwa olbrzymie, istotnie olbrzymie, puda najprzedniejszych cukrw. 
Obiedwie skrzynie z gracj wrczy najstarszemu z uczniw, proszc go, aby rozczstowa 
ten dar panw i pa z l midzy obecnych w teatrze kolegw. Borowicz, zajadajc wyborne 
cukierki, pozby si nareszcie pierwszego niemiego wraenia, odczu rozkosz przestawania z 
tak dostojnymi ludmi, pierwsz satysfakcj zetknicia si z tym wiatem nie znanego mu 
zbytku. Nazajutrz zjadliwy dowcipni klasy, Nieradzki, w czasie pauzy a tu przed samym 
wejciem inspektora, zwrci si nie wiedzie do kogo, spieszczajc wyraz orangoutang: 
 Podobno bye, Orciu, wczoraj w teatrze? Siedziae w loy? Czy ci smakoway cukierki?... 
Borowicz wsta z awki i zwrciwszy si do mwicego zajrza mu w oczy dumnie i ponuro. 
W par chwil pniej ukaza si inspektor, wykadajcy jzyk rosyjski. Wita on Borowicza 
tak przyjaznym umiechem, e wszyscy w klasie uczuli w sercach zazdro i szczery al z 
tego powodu, e bez wyranej racji nie byli na teatrze rosyjskim. Tego dnia po lekcjach Zabielskij 
prosi Marcinka o zaniesienie do jego inspektorskiego mieszkania kajetw z wiczeniami 
klasy pitej. W domu inspektor przyj Borowicza bardzo gocinnie. Usadowi go w 
zacisznym gabinecie swoim na mikkiej sofie, pokazywa mu albumy ze licznymi fotografiami, 
kolekcj adnych sztychw, ilustrowane wydawnictwa, ksiki swoje, a nawet zbir 
bezkrytyczny rozmaitych monet. Jego rozmiowanie si w Marcinku dosigao takich granic, 
e czstowa modzieca papierosem. Gdy ten, lkajc si podstpu, w ywe oczy zapar si 
palenia, inspektor kaza przynie ciastek i uczstowa swego faworyta. Duo przy tym mwi 
o nieufnoci, jak mu okazuj uczniowie klasy pitej, ali si na to, e go ani jeden nie odwiedza, 
e nie zajdzie na otwart, bratersk pogawdk o tym, czego modzie chce, co jej 
dolega, jakie s jej pragnienia i cele. Pod koniec wizyty Borowicz by ju niemal zakochany 
w inspektorze tym pomiennym i entuzjastycznym uczuciem, jakie pali si dla pierwszego 
mistrza w duszy modzieczej. 
Dobro zwierzchnika rozniecia w nim rzewn wdziczno. Postanowi dooy wszelkich 
stara, aeby klasa pita przeja si jego uczuciami. Snuy mu si po gowie projekty 
czstych, gremialnych odwiedzin inspektora i sysza prawie rozmowy, jakie toczy si bd. 
Widok gabinetu wykwintnie urzdzonego zniewala go do jakiego rozczulenia, duma jego 
bya poechtana, w gowie burzy si rozkoszny zamt. Wychodzc z wizyty, ju za nastpn 
tskni. Z pych spoglda na przechodniw, jakby im chcia jednym spojrzeniem oznajmi, 
e jest za pan brat z osob tak wszechpotn na gruncie gimnazjalnym. 
Odtd Marcinek Borowicz by czstym i prawie staym gociem inspektora Zabielskiego. 
75 
12 
Nieznony upa jednego z ostatnich dni sierpnia arzy si nad pagrkowat okolic. Spiekota 
ogarna pola, ssaa mokre ki i dosiga najbardziej cienistych kryjwek lasu. Byo ju 
po niwach i widzialny przestwr kraju spa w tym cieple snem kamiennym. 
Naok cigny si tawoszare cierniska, poyskujce szczecin dziebe rwno ucitych. 
Tu i owdzie zocio si plko lnu, czerniay stoki koniczyny albo niwka ziemniakw o 
widncych badylach. Teraz wrd pl ogooconych widniao dokadniej ni zwykle biae 
pasmo szosy. Ginc za najbliszym pagrkiem, jakby si raptem urywao w zakresie szczerego 
pola, ukazywao si dalej niby rwna i ostra linia dzielca paszczyzn na dwa obszary, 
kryo si w zarolach i znowu jak w bielao w ogromnej dalekoci, pod niebieskaw smuk 
len u samego kraca widnokrgu. 
Brzegiem tej szosy wdrowa rwnym krokiem Jdru Radek. Mia na sobie uczniowski 
mundur, na gowie czapk z palmami, na plecach tornister, w rce patyk. le byo i w takie 
gorco. Buty mia na wysokich obcasach z podkwkami, kupione swego czasu na rynku w 
postaci tej. Cholew nawet w ostatniej chwili nie byo sposobu uczerni, tote i zachoway 
swj juchtowy kolor. Za to przyszwy i obcasy Jdrek wyczyci starannie szuwaksem wasnego 
wyrobu, spreparowanym z odrobiny mleka i miako utuczonego wgla. Kiepski to by 
szuwaks; but nie mia glancu i okrutna cizna wiecia spod czernida, osobliwie w szparach 
midzy podeszw a przyszw. Pragnc nada im jak tak form, musia Jdrek wewntrz 
ka due wiechcie somiane i zawija nog w spore onuce. Przyszwy dziki temu na oko 
zdaway si wszymi, ale za to nogi bolay nad wyraz, osobliwie w drodze. Drelichowe 
spodnie kryy obrzyde cholewy. Mundur Radka by kiepski, przerobiony z kapoty ufarbowanej 
na granatowo. Zamiast srebrnego galonka na konierzu przyszyta bya najzwyczajniejsza 
baweniana tasiemka po dwa grosze okie. Paskie guziki tego uniformu byy powycierane i 
nie miay srebrnego blasku. 
Tylko palmy i litery P. P. (Progimnazjum Pyrzogowskie) byszczay na socu. Tornister 
odparza srodze plecy wdrowca, mieciy si w nim bowiem wszystkie gramatyki, podrczniki 
algebry i geometrii, dziea Cezara i Ksenofonta, Sowiesnost i lezesztyki niemieckie. 
Oprawa kadej z tych ksiek bya starannie zawinita w papier, a wszystkie kajety w 
porzdku. Ju tak drugi dzie Jdrek dyma spod samych Pyrzogw w stron Klerykowa. 
Noc go zaskoczya w okolicy pustej, wsi naok nigdzie wida nie byo, przespa si tedy w 
stercie pod lasem, zmarz dosy dobrze nad ranem i szed drugiego dnia ostro zaraz od witu. 
Przed poudniem trafia si przy drodze wielka, stara karczma, zaszed tedy do niej dla wypoczynku. 
Na pytanie, co by zje mona, odpowiedziano mu, e nie ma nic innego prcz buek 
i piwa. Kaza sobie przynie pi buek i kwart piwa. Buki byy stare i twarde jak rzemie, 
a piwo nosio pseudonim drozdowskiego prawdopodobnie dla tej racji, e miao smak kwanego 
soporu z ogrkw, a temperatur kauy na gocicu w dzie upalny. Jdrek wyj z 
tornistra osek masa zawinit w czyst szmat, kraja buki noykiem, smarowa je masem, 
zapija drozdowskim i spoczywa w chodzie izby. Naprzeciwko niego siedziaa gospodyni. 
Zza balasw szynkwasu wida byo tylko jej tust czy obrzk twarz, podwizan chustkami. 
Ze oczy tej baby wieciy si jak wgle i badawczo w podrnego wpijay. 
 Skde to kawaler?  rzeka nareszcie  wolno spyta?... 
 Z daleka, moja pani  rzek Radek, niekontent wcale z indagacji. 
Szynkarka przysuna sobie lepiej rynk z duszon kiebas, odetchna gniewnie i rzeka: 
 Z daleka? Uczy i sam idzie piecht? C to znowu za moda! 
Jdrek zaczerwieni si i zmisza niepomau. 
76 
 Id  rzek  do Klerykowa. Skoczyem cztery klasy w Pyrzogowach, a teraz chc si 
dosta jako do pitej... 
 Widzicie... A i c to rodzice nie mogli odesa kuniamy, nie eby za piechot rypa tyli 
wiat? Przecie od nas do Pyrzogoww  a bo ja wiem  bdzie pewnie om mil z ogunem. 
C ta za rodzic, i taki musi by bez honoru, eby za... 
 Ja nie mam rodzicw  skama Radek na poczekaniu i ze zoci kraja swoje sczerstwiae 
buki. 
 No, to krewni przecie jacy musz by u Boga Ojca? 
 Daleko std jeszcze do Klerykowa?  zapyta pragnc uci wszelkie pytania. 
 Do Klerykowa? Ho ho!... Do Klerykowa, mj panie, to jest po naszemu siedm mil  i 
oha. W jeden dzie nie zajdzie, choby za nie wiem jak szed... 
Znuenie niby ogromny ciar przytaczao barki uczniaka: z przyjemnoci byby si rozcign 
na dugim i szerokim stole karczmy, w miej wilgoci, z lekka tylko cuchncej siwuch 
i starymi kiebasami, ale wprost lka si pyta szynkarki. Dopki nic a nic nie wiedziaa o 
jego paranteli, traktowaa go z jakim takim uszanowaniem. Gdyby si dowiedziaa o wszystkim, 
z pewnoci mwiaby mu ty i spogldaa na z gry. 
yciorys Jdrzeja Radka krtki by i pospolity. Urodzi si we wsi Pajczyn Dolny, w 
czworakach dworskich, na werku biednego fornala. Wiek pacholcy spdza ju to w izbie, 
gdzie mieciy si familie trzech ratajw, ju pod odkrytym niebem i nad wiekuicie odkryt 
gnojwk, ktrej to ciemnofioletowa staa tu przed drzwiami czworakw. Od wybrzey 
gnojwki do podprek oa, wkopanych w ziemi, peza na czworakach, noszc w zbach nie 
zawsze czyst koszulin, przez wysoki, na p zgniy prg chaupy  nastpnie zwiedza samopas 
nie tylko t skromn przestrze, ale znacznie szersze obszary gnojw, bot, kau i 
gnojwek ju z twarz zwrcon ku niebu, co, jak wiadomo, wyrnia czowieka od bydlt 
ziemi  a do chwili kiedy powoany zosta do pilnowania przede wszystkim gsit, a w nastpstwie 
maciory z prositami na dworskim oklniku. Nie mona powiedzie, eby te obowizki 
spenia wzorowo. 
Zdarzyo si pewnego razu, e mu karbowy wytatarowa postronkiem skr na plecach i 
w ich ssiedztwie do tego stopnia, e winowajca z wielk niechci siada na ziemi; kiedy 
indziej sam dworski lokaj za sekretne wylizywanie rynki kuchennej nadar mu sporo uwosienia, 
ze zbytni, co prawda, rosncego bujnoci. Te (i wiele innych w tym gucie) wskazwki 
moralnego prowadzenia si zarwno na oklniku, jak i na szerszym przestworze wiata 
ugruntoway pierwsze podwaliny pryncypiw spoecznych w duszy maego pastuszka i byyby 
zapewne starczyy mu na dugo, a do nastpnych rwnie ksztaccych, jak starcz 
wszystkim Jdrkom folwarcznym, gdyby nie interwencja Antoniego Paluszkiewicza, zwanego 
Kawk. 
Ten Kawka by nauczycielem dwu modych paniczw. Chodzi niegdy na uniwersytet i 
czsto chepi si z tego powodu, wygasza wolnomylne mniemania wrd osb, ktre na 
aden sposb wolnomylnoci przej si nie mogy, bo wrd ksiy i szlachty osiadej na 
intratnych folwarkach, nosi dugie, niezgrabne palto, przydeptane buty i obrzydliwie kaszla. 
Mieszkanie guwernera znajdowao si w spiczastej baszcie, nowszymi czasy przystawionej do 
wiekowego dworu. O kadej dobie dnia i prawie kadej nocy sycha byo stamtd jednostajne 
pokaszliwanie i std uroso drugie nazwisko Paluszkiewicza. Dwaj wychowacy urzdzali 
mu bardzo czsto pod oknami pewnego rodzaju koncerty. Spdziwszy dzieci folwarczne, 
kryli je w krzakach i rozkazywali im kaszla na komend w sposb odpowiedni, naladujcy 
gos guwernera. Dziedzic z famili, caa suba wyszego stopnia i wszyscy w ogle mieszkacy 
Pajczyna mieli z tego tytuu niema uciech. Jeden tylko Kawka nie zwraca na to 
wszystko najmniejszej uwagi. Kiedy z krzakw daway si sysze zabawne gosy, a zewszd 
miech mniej lub wicej gony, jak zwykle wychodzi na balkonik z ksik w rku, siada 
okrakiem na krzele i ani troch nie zmienia sposobu kaszlania. Z czasem, kiedy przechodzi 
77 
w poprzek dziedzica, obok czworakw, albo ulic wiejsk, z kadego zauka rozlega si 
mieszny gos ktrego z ukrytych psotnikw: 
 Ku  wyk... eee... ku  wyk... eee... 
Najwicej talentu w drczeniu Paluszkiewicza wykazywa wanie Jdrek Radek. Przed 
rozpoczciem solennego koncertu wydawa zawsze, pod batut panicza, nie naladowane, 
znakomite w swoim rodzaju beknicie, pewien gatunek introdukcji, po ktrej dopiero nastpoway 
chralne wrzaski. Radek wybornie przedrzenia belfera nie tylko gosem, ale i ruchami. 
Ile razy Kawka szed w stron plebanii kci si wniebogosy z wikarym o pozytywizmy 
i determinizmy, mia zawsze poza sob Jdrka, niby cie, ktry go w mapi sposb naladowa. 
W tym celu pastuszek bra na si dug pacht, w rk patyk, na nos zakada jaki 
drucik zwinity w ksztat binokli, kuda sobie wosy jeszcze bardziej, garbi si, wazi w 
boto na sposb prefesora. Sama dziedziczka dawaa mu nieraz za te sztuki kromk chleba z 
miodem, kawaek cukru albo na p zgnie jabko. Czujc za plecami potnych protektorw, 
Jdrek coraz bardziej ksztaci si w swej umiejtnoci. 
Doszo do tego, e skoro tylko Kawka ukazywa si na dziedzicu, pauper woa go po 
imieniu i nazwisku, ly i wydrwiwa. Przysza jednak i na niego kreska. Pewnego razu w 
dzie pochmurny i deszczowy may Radek siedzia u potu, nakryty workiem od ddu i wiatru, 
gdy wtem ujy go za kark dwie rce i podniosy w gr. Chopak wyda krzyk przeraliwy 
i zacz szarpa si gwatownie. Nic jednak nie pomogo. Paluszkiewicz chwyci go wp, 
wlk przez cay ogrd i zziajany, ledwo ywy, wcign po schodach do swego mieszkania. 
Jdrek rozpiera si we drzwiach nogami, nie mogc inaczej, wali Kawk w brzuch gow, 
szarpa na nim odzienie, ale koniec kocw ulec musia. Wepchnwszy malca do pokoju, 
Paluszkiewicz zamkn drzwi na klucz i upad na ko ze zmczenia. 
 Ty mi zerniesz dudy  dobrze...  rzek mu chopak zuchwale  ale poczekaj, zapamitasz 
se ty! Co masz za racj do mnie  chy? 
Kawka wysapa si, uspokoi, zapali papierosa i j chodzi po izdebce. Mino tak kilkanacie 
minut. Chopakowi wydao si, e belfer o jego obecnoci zapomnia  wic rzek: 
 No, bi to bi, ma-li, a nie, to mi, panie, wypuszczaj! Mody czowiek spojrza na niego 
zza swych okularw i mrukn: 
 Poczekaj, poczekaj, nic pilnego... 
Nastpnie zacz przewraca stosy swych ksiek i papierw. Czyni to bez adu i porzdku, 
ciskajc tomy na prawo i na lewo. Jdrek mia si na bacznoci i pilnie zwaa na kady 
ruch pedagoga, przekonany, e ten lada moment wyrwie z dziury jakie niewidziane i niesychane 
narzdzie mki. Wzrok jego spoczywa w przelocie na klamce, szybach okna i oszklonego 
wejcia, za ktrym mieci si balkonik. Tymczasem Kawka wycign z gbi swych 
zbiorw duy atlas zoologiczny, peen kolorowanych figur zwierzt, i pooy go przed chopakiem 
na stole mwic: 
 We i obejrzyj sobie te obrazki. Jdrek ani myla patrze, gdy wydao mu si, e posiad 
sekret belfra. 
 Ja bym si  rozumowa  zabawia obrazikami, a on by mi, para, z tyu w eb tak 
wiekn, ebym ani tchn... 
Belfer tymczasem defilowa ju po izbie, trzymajc papierosa w ustach, ksik w rku i 
pgosem mruczc na pami sowa i frazesy angielskie, ktre mu tego dnia do nauki wypady. 
Znowu min kwadrans czasu. 
 Jak tam prosita w ziemniaki dworskie wlez, eby na mnie za nie byo, bo j a. tu nic 
nie krzyw!  nagle wrzasn may wizie. 
 Prosita... a tak... No to niech bdzie na mnie. 
 A tak, to tak...  rzeki urwis obojtnie i z rezygnacj pocz patrze na okno, pniej na 
piec, na st, na ksiki, na samego belfra, wreszcie na malowane yrafy i nosoroce. Te 
78 
ostatnie zaciekawiy go wkrtce tak bardzo, e patrza na nie bez ruchu jak ciel na malowane 
wrota. 
 A i c toto za ko taki, mj Jezus kochany  myla, ogarnity przez wszechmocny podziw. 
 Chylona to szyja u takiego gada... 
Rozpalona ciekawo podniecaa go do przewrcenia stronicy i objcia sekretnym wejrzeniem 
tego, co mieszcz karty nastpujce. Wypatrzy wreszcie chwil, kiedy Kawka, spacerujc, 
plecami by do niego zwrcony, nalini mocno palec i odwrci cicho grub kart. Sta 
na niej duy tygrys z ognistymi lepiami. 
 Chy, to ci kot!  krzykn chopak zapominajc o wszystkim. 
 To nie kot. Takie zwierz nazywa si tygrys  rzek Paluszkiewicz nie przerywajc swego 
mamrotania. 
Teraz Jdrek, zaabsorbowany cakowicie, odkada kart za kart a do zmroku. Wtedy 
dopiero Paluszkiewicz wypuci go z mieszkania, obdarzywszy bardzo smacznym ciastkiem. 
Prosita istotnie wlazy w kartofle. Za powrotem do domu may badacz fauny obcokrajowej, 
wskutek niecisego strzeenia okazw swojskiej, dosta od matki siarczycie po karku. Ani ta 
kara, ani daleko srosze a spadajce z fornalskiej rki ojca, nie wpyny jednak na popraw 
obyczajw modzieca. Zbiesi si cakiem. Skoro tylko nadarzya si chwila, rwa cichaczem 
do byego studenta na ciastka, na wykradanie mu sprzed nosa tytoniu i na ogldanie malowide. 
To ostatnie rozwino si w nim niebawem w nag icie chopski, dajcy si wyrwa z 
ciaa chyba pospou z dusz. 
Kawka sam nie wiedzia, kiedy urwisa nauczy doskonale czyta, tak si to stao prdko. 
Ju w jesieni tego roku Jdrek zabazgrywa kolawymi figlasami grube kajety, w dugie wieczory 
zimowe cign ju ruskie, a latem nastpnego roku Paluszkiewicz j przemyliwa 
o umieszczeniu wychowaca w Progimnazjum Pyrzogowskim. Kilkoletni pobyt na kondzie 
w rozmaitych Pajczynach da mu sposobno, przy prowadzeniu ycia mao co wykwintniejszego 
od wzorw zostawionych przez mistrza Diogenesa, zgromadzenia kilkuset 
rubli. Sam zapada coraz gbiej i coraz szybciej na suchotki. Porzuci tedy kondycj, odwiz 
ulubieca do Pyrzogw, si prawie wydarszy go rodzicom, ktrzy pakali za tym dzieckiem 
jak po zmarym, odda do klasy pierwszej, z gry wypaci za niego koszta utrzymania na niezbyt 
drogiej stancji, a sam zosta w tyme miasteczku i y z kapitau. Chopak najad si 
cierpie i wstydu niemao, zanim jako tako przysta do poziomu pyrzogowskiej kultury. 
Dziki korepetycjom opiekuna uczy si wybornie i z pochwa przeszed do klasy drugiej. 
A opiekun tymczasem skapia zupenie. W malekiej izdebce, ktrej okno wychodzio na 
cuchnce ydowskie podwrze, defilowa z kta w kt, uczc si cigle i cigle rnych rzeczy, 
niezbdnych mu do szerokiego studiowania psychologii. Podczas drugiego roku wicej 
zreszt lea na sienniku, ni azi. Wtedy take zacz przepisywa na czysto dzieo swego 
ycia, rozoone w ruchomych kartkach, ktre zajmoway wiksz cz pokoju. Pewnej nocy 
jesiennej, nocy wichru i soty, spocz na zawsze przy tej robocie. 
W Pyrzogowach i w ogle na ssiadujcym z nimi wiecie wiedziano jedynie, e by to i 
umar taki, co wcale nie chodzi do kocioa. Z pogrzebem byy pewne korowody, gdy ksia 
tamtejsi nie chcieli zmarego chowa na cmentarzu katolickim. Dopiero w ostatniej chwili 
zdecydowano si pokropi trumn wod wicon i odwie na mogiki. Reszt swego funduszu 
Paluszkiewicz wrczy by na kilka miesicy przed mierci utrzymujcej stancj, gdzie 
mieszka Jdrzej Radek. Pani owa po zgonie filozofa, o ile moga, zmniejszya rozmiary 
spadku, ale bd co bd Jdrek wytrzyma u niej a do koca roku i przeszed do klasy trzeciej. 
Wtedy da sobie rady. W Progimnazjum Pyrzogowskim lepsi uczniowie klasy trzeciej i 
czwartej mieli prawo udzielania korepetycyj wstpniakom i pierwszakom. Zarabiali niele. 
Radek nalea do kowalw gimnazjalnych i mia opini dobrego ucznia. Z trudem, o godzie 
niemal i w srogiej poniewierce przetrwa korepetycjami klas trzeci, czwart  i zda na 
patent. By obyczaj w Pyrzogowach, e wikszo uczniw biednych z patentami kocz
79 
cych walia wprost ze szkoy: primo  do seminarium na ksiy; secundo  na oficerw do 
szkoy junkierskiej; tertio  do apteki. Radkowi prorokowali wszyscy stan ksiy: chopski 
syn, kowal, mumia egipska... Tymczasem on co innego mia w gowie. Jemu pan ukaza 
horyzont tak daleki w naukach i na wiecie, e Radek na ksidza nie mia adnej ochoty. Nie 
pojmowa, co to jest uniwersytet, nie zdawa sobie sprawy z ogromu nauk, ale wiedzia, e ten 
uniwersytet istnieje. Zreszt w duszy jego trway, jak wiecznie ywe stygmaty, sowa Paluszkiewicza 
takie nawet, ktrych nie mg zrozumie w caej rozcigoci, jak nieodwoalne 
prawa yy rady, wskazwki i napomnienia. Wdziczno dla opiekuna staa si jak gdyby 
jednym wicej zmysem, za ktrego pomoc bada i przebywa wiat. To, co inni otrzymali 
jako spadek po caym szeregu przodkw ucywilizowanych, jako wychowanie domowe, on 
mia od pana. Tym y i tym si krzepi w swej ndzy. 
 Nauka jest jak niezmierne morze...  mwi pan.  Im wicej jej pijesz, tym bardziej jeste 
spragniony. Kiedy poznasz, jaka to jest rozkosz... Ucz si, co tylko jest si w tobie, eby 
jej zakosztowa! 
Radek poprzysig sobie, e bdzie si uczy na przekr wszystkiemu, skoro pan tak 
przede mierci kaza. Nic go zreszt do wsi nie ncio. Pamita cigle, kadym nerwem i 
jakby kadym miniem, razy karbowych, lokajw, paniczw. Na wspomnienie ochapw, 
ktre mu rzucano z ganku dworskiego za zncanie si nad Paluszkiewiczem, krew w nim kipiaa 
i poar obejmowa gow. Nie przebacza i rodzicom. Mia w pamici zacht matki, 
aeby przedrwiwa nauczyciela dla zyskania sobie wzgldw dworu, oraz lepe ciosy pici 
ojcowskiej, karzce za to, e si na grk do pana wymyka. Wobec tamtego caego otoczenia 
sta w jego mylach biedny, achy, schorowany czowieczek, ktry na wszystko gupstwo 
wiata, na jego plugaw zo i nikczemn przemoc spoglda z niedbaym umiechem i wyranie 
objania, dlaczego jest tak a tak, jak gdyby rozwizywa zagmatwane dla innych a 
jasne dla niego rwnanie algebry. 
Uczucia te szczeglnie spotniay w sercu modego gimnazisty, gdy po czteroletniej nieobecnoci, 
ju jako kandydat do klasy pitej, zjawi si w Pajczynie. Przez cay czas pobytu 
w szkole ani razu nie odwiedzi rodzicw, gdy wakacje spdza ju to z opiekunem, ju na 
kondycji letniej, co mu przynosio pitnacie rubli srebrem zarobku. Znalazszy si na onie 
rodziny, po raz drugi musia zobaczy niejako samego siebie, rozway swe ycie i zasze w 
nim odmiany. Kade miejsce mwio mu o tym, co byo, wszyscy ludzie, kogo tylko spotka, 
nie interesowali si wcale zmianami, jakie w nim zaszy, lecz stwierdzali cigle jeden fakt, e 
ucze, ktry wobec nich stoi, jest to przecie ten sam Jdrek Radkw, pastuch prosit z oklnika. 
Nikogo nie wzruszay jego prace, trudy i mki, ktre go z oberwaca wiejskiego przeksztaciy 
na ucznia, lecz jedynie ta okoliczno, e to oni, ci znajomi, tego ucznia pamitaj 
jako winiarza. Byo to tak powszechne, e Jdrek sam nie mg odnale siebie wspczesnego. 
Cztery lata, wszystko, co stanowio jego byt rzeczywisty  gdzie jakby zniko. Stay 
natomiast znane miejsca z ich dawic tosamoci: podwrze, baszta na kocu dworu, gdzie 
urzdza muzyk, i cay zakres niewzruszenie takich samych poj i praw pajczyskich. 
Radek styka si piersiami z czym, co byo nim dawnym, jakby wstpowa w swoj dawn 
a porzucon form, i uczuwa wstrt niewymowny. Mieszka u rodzicw na czworaku, a 
waciwie w pobliu tej budowli, gdy obadwaj z ojcem sypiali na dworze w czasie nocy jasnych, 
a pod pust szop w czas deszczowy. Ojciec i matka przypatrywali mu si z nie ustajcym 
ani na chwil zdumieniem. Szczeglniej ojciec dziwowa mu si bez koca. Mao do 
niego mwi, a jeli wyrzek jakie sowo, to z wyrazem pytania w oczach, czy to aby godzi si 
powiedzie. Mody Radek wstydzi si i tatula, i matki, i swojej obecnoci w przekltym Pa-
jczynie  nie wiadomo przed kim. Umylnie nosi grube szmaty chopskie, chodzi boso i 
wyrcza ojca w pracy folwarcznej, eby tylko od nikogo z przejezdnych nie by poznanym. 
By to jednake wstyd poowiczny, kryjcy w sobie al gboki, a gorzki jak pioun. 
80 
Rodzice nie mogli mu na dalsz nauk da nic wicej prcz paru oseek masa i kilku sztuk 
zgrzebnej bielizny. Naok nikt dla nic nie mia innego prcz mniej lub wicej gryzcej ironii. 
Mimo to, a moe nawet dlatego, energia Jdrka rosa i odwaga taa. Wezwa na pomoc 
wspomnienie nauczyciela i z tym kapitaem zarzuci na plecy tornister, wyruszajc w wiat 
szeroki. Rodzice obydwoje pakali odprowadzajc go daleko, daleko za pola folwarczne. Nie 
wiedzieli, jakim sowem przemwi na poegnanie, zapewne ostatnie, co mu radzi, przed 
czym go ostrzega. Patrzyli tylko w milczeniu, pragnc zachowa w renicach obraz jego 
postaci. I Jdrek milcza. Zosta w Pajczynie Dolnym nie mg za nic na wiecie. Czu, e 
nie ma tam dla takiej nawet przestrzeni, eby mg na niej postawi dwie stopy, a jednak 
idc po twardej szosie i nie ogldajc si poza siebie, paka i on cichymi chopskimi zami. 
Posiliwszy si jako tako w karczmie przy rozstajnych drogach, da szynkarce nalene kilkanacie 
groszy i mia wzi ze stou tornister, kiedy tuste babsko znowu go zagadno: 
 A czy aby kawaler skd nie ucieka? ebym za jakiego kopotu nie miaa... 
 Odczep si pani!  rzek Radek gono i stanowczo. 
 Tak? Z takiego kamerdunu? Zaraz my si tu prawdy dowiemy! 
To rzekszy ywo skoczya ku drzwiom, usiujc je na klucz zamkn. Gimnazista pchn 
j tak potnie, e si zatoczya a pod beczki stojce w kcie, i wyszed. Mijajc prdko wie 
sysza za sob wrzaskliwy gos szynkarki: 
 Po sotysa, po sotysa! apaj, trzymaj... 
Za wsi, za ostatnim jej drzewem, znowu go upa pochwyci w szpony. Zdarzenie w 
karczmie nie sprawio mu przykroci, lecz owszem pewn satysfakcj, zarazio go jednak 
pewn niewidzialn odrobin przesdu.  Zy znak, zy pocztek...  szepta do siebie. 
W tamtej stronie pagrki znikay ju prawie cakowicie. Przypiaskowy, a miejscami szczerze 
piaszczysty grunt rozkada si jak okiem sign na paszczynie ogromnej, zimnej i 
nudnej. Daleko szarzay mizerne skrawki lasu, bliej, gdzieniegdzie midzy polami wida 
byo may, plugawy pagrek, wydm piachu, jaow i martw jak mogia, a na niej par jakich 
rosochatych, suchych i zgarbionych od urodzenia sosenek i brzzek. Po obudwu stronach 
drogi cigny si dwa suche rowy zaronite wysok traw, ktra dwigaa tak niezmierne 
brzemi kurzu zwianego z szosy, e zdawaa si pod nim umiera. Supy telegraficzne 
rzucay na biae ptno szosy swe krtkie i martwe cienie. Gdzieniegdzie stercza z ziemi 
poduny kamie, z gruba ociosany i w pokrg zakoczony u gry. Gazy te miay na sobie 
jakie barwy drogowe i kolawe cyfry, a czyniy wraenie prostackich chopw wioskowych 
poprzebieranych w uniform pastwowy, ktrzy stoj wo fronti czego struj, ale sami nie 
wiedz  czego. Zreszt na caej szosie leaa martwota. 
Radkowi posiek (a osobliwie piwo) nie wyszed na zdrowie. Gowa mu ciaa, nogi si 
pltay i morzya go senno. W pewnym miejscu zauway w polu gruszk, obok niej suchotnicze 
krzaczki; zaszed tam i przespa si w cieniu. Wkrtce jednak maszerowa znowu. 
Pot kroplisty sta na jego spalonej twarzy i szyi, brudzi tasiemk konierza, a nawet sam konierz 
zabarwia na kolor jasnosiny. Niezbyt pospiesznie idc, Radek dopdzi fur z tarcicami, 
wlokc si noga za nog, i zrobi propozycj chopu, ktry szed obok sprzaju, czyby za 
dwadziecia groszy nie pozwoli mu przysi na deskach. Chop dugi czas patrzy na niego, 
a nastpnie wycign rk po pienidze. Jdrek przysiad si bokiem na deskach i zwiesi 
nogi. Drobne szkapki cignce wz, chude i mizerne chety bez adnej prawie maci, z 
wielkimi bami, grzywami i ogonami, szy ledwo, ledwo, dotykajc prawie nozdrzami pyu 
szosy. Wysoki i obdarty waciciel ich miga nad nimi bezmylnie batem i raz za razem pokrzykiwa: 
 Wijo-a-ocha... Wijo-a-ocha... 
Od chwili gdy Jdrek siad na wozie, nie spuszcza z niego oczu i nawet okrzyku swego 
zapomnia. Gdy si ju napatrzy do woli, rzek: 
 A skde to pan? 
81 
 Taki ja pan jak i wy, gospodarzu...  powiedzia Radek. Chop zamilk i znowu si przyglda. 
Dopiero po upywie dugiej chwili mrukn sceptycznie: 
 Niby jak ja? 
 E, wiecie co, pjd ja lepiej...  rzek nagle ucze.  Szkapy wasze nie najbogatsze, ledwo 
id, a mnie pilno. Oddajcie mi te dwadziecia groszy... 
 Dwadziecia groszy? Niby one, co mi je pan da? 
 A no jakie? 
 Ij, gdzie ja bym ta pienidze panu oddawa...  rzek chop wywijajc batem i patrzc na 
ogony swych szkapit. 
 A no i jake, przeciem nie siedzia na waszym wozie pacierza... 
 A c mi ta z tego. Jecha to jecha, a gdzie ja bym ta pienidze oddawa. 
 Dajcie te pienidze, eby midzy nami nie byo znowu czego!... 
 Midzy nami niby? 
 No! 
 Wijo-a-ocha...  rzek chopowina z takim spokojem, jakby Radka wcale przy nim nie 
byo. 
zy zakrciy si w oczach wdrujcego chopca. le mu si wiodo w tej drodze. Nie 
rzek ju sowa i poszed dalej. W zamyleniu stawia wielkie kroki i ani si obejrza, jak 
przeby dystans kilkowiorstowy. Spiekota trwaa jeszcze cigle, tylko przydrone supy i 
krzaczki odrzucay dusze cienie. Z naga wdrowiec usysza poza sob guchy turkot i zobaczy 
duy tuman kurzu, posuwajcy si z szybkoci. Wkrtce zrwnaa si z nim para 
pysznych koni buanych, zaprzonych do bryczki, na ktrej siedzia furman w liberii i 
szlachcic w kapeluszu somkowym, otulony aglowym kitlem. Szlachcic by mody, wsaty i, 
naturalnie, ogorzay. Wejrzenie mia gwatowne, bystre, cikie i tak prawdziwie paskie, e 
Radek natychmiast uczu w sobie chamsk dusz i zdj czapk. Pojazd min go sypic naok 
chmur kurzu. Gdy z zamruonymi oczyma sta zwrcony ku polom i czeka, a piasek 
opadnie, usysza nagle chrapliwy i rozkazujcy gos: 
 Hej, kawalerze, hej! 
Radek roztwar oczy i dostrzeg, e bryczka stoi w odlegoci kilkudziesiciu krokw, a 
szlachcic wzywa go ku sobie takim gestem, jakby mu obiecywa pidziesit batw. 
 Kawalerze!  woa coraz goniej. Radek podbieg do bryczki i z odkryt gow stan 
przy jej stopniu. 
 A skd to kawaler?  zapyta szlachcic pewnym gosem sdziego ledczego. 
 Spod Pyrzogw. 
 Skd? 
 Z Pajczyna Dolnego. 
 A kawaler co za jeden, czyj syn? 
 Tam jednego... 
 Co za jednego... tam? 
 Wocianina. 
 Prosz... wocianina. A dokde to tak walisz samopas, kochanku? 
 Do Klerykowa. 
 Fiu  fiu. A i po c to? 
 Do szk, prosz wielmonego pana. 
 C, u licha! ojciec na szkoy dla ciebie ma, a na furmank nie ma? Konie trzymaj ojciec? 
 Nie. 
 Wic skde, do diabla, bierze na szkoy, jeli nawet koni... 
 Mj ojciec suy we dworze...  powiedzia Radek z rumiecem na twarzy. 
 Za karbowego, czy jak? 
82 
Modzieniec waha si przez chwil, pragnc z caej siy skama i potwierdzi, ale przemg 
si wreszcie i wyzna: 
 Nie, za rataja. 
 Patrzcie pastwo! Ju teraz rataje ksztac swe potomstwo w Klerykowie. A do ktre 
je to klasy walisz w tylim tornistrze, mj filozofie? 
 Do pitej, prosz wielmonego pana. 
 Do pitej? No, prosz... Jake to sobie rad dajesz w tym Klerykowie, skoro tak rzeczy 
stoj? 
 W Pyrzogowach dawaem korepetycje. 
 W Pyrzogowach? Ja si pytam o Klerykw. 
 Nie znam Klerykowa, wielmony panie. 
 To ty dopiero pierwszy raz? 
 Pierwszy. 
 I mylisz tam rwnie tymi korepetycjami handlowa? 
 Nie wiem, prosz wielmonego pana. Tak id... 
 Tak idziesz? No, to siadaj na kole, podwioz ci do miasta. 
Radek szybko wgramoli si na kozio i usiad obok tgiego furmana w liberyjnej czapce i 
letnim ubraniu w biae i niebieskie prki. Konie skoczyy z miejsca i poniosy bryczk wrd 
tumanw burego pyu. Kiedy niekiedy tylko ukazyway si oczom modzieca niewielkie 
chaty, drzewa, supy wiorstowe i dalekie gaje. Nie panowa on ju nad sob ani nad swymi 
postanowieniami. Wszystkim zaczo rzdzi lepe zdarzenie czy cudza fantazja. Wiedzia to 
jedno, e po przyjedzie, ktry sam przez si by ju dzieem szczliwego trafu, czeka go 
cay szereg wstrznie i rozmaitych zjawisk o nieznanym ksztacie, zakresie i kierunku. Co 
to bdzie dalej? Jaki  myla  jest ten Klerykw? A moe si uda... Pocztek zdawa si zy, 
a moe te za to... 
Na szosie ukazyway si zwiastuny Klerykowa: zdao wicej pieszych, wozw z tarcicami, 
bryczek szlacheckich i ogromnych fur, na ktrych trzsy si istne sterty ydw. W 
pewnym miejscu wyrosa pod grk dua ciegielnia, a dalej na horyzoncie fabryka z czerwonej 
cegy. Radek oglda takie budowle po raz pierwszy. Serce jego cisno si, a wszystkie 
uczucia chwyci i zdawi jakby kurcz dugotrway. W tym stanie mniemanego spokoju modzieniec 
przyjecha do miasta. Klerykw zrobi na nim wraenie kamiennego labiryntu, 
ogromu. Wielko domw zdaa mu si wprost niewiarogodn, huk go oszoamia, a ulice 
wyduay si w oczach jego do nieskoczonoci. W rynku szlachcic rzuci furmanowi krtki 
rozkaz: 
 Na Targowszczyzn! 
Bryczka skierowaa si w boczne, brudne i cuchnce uliczki, zjechaa z bruku na szos wysadzon 
ogromnymi drzewami i pord lichych domkw przedmiecia stana u bramy okazalszego 
budynku, ktry przypomina obszerny i zapadajcy si w ziemi dwr wiejski. 
Szlachcic wysiad z bryczki i rzek do Radka: 
 Za, kawaler, i chod za mn. 
Chopiec zeskoczy z koza i machinalnie noga za nog szed w lady rozkazodawcy. Ziemianin 
wstpi po schodkach z bulw kamiennych do krzywej i nieczystej sionki, otworzy 
drzwi na lewo i sam ruszy dalej, a Jdrkowi gestem kaza pozosta. W kuchni krztay si 
dwie suce: gruba kucharka w chustce zwizanej na ksztat bocianiego gniazda i moda 
dziewczyna z go gow. Obiedwie ukradkiem spoglday na przybysza, ktry nieruchomo 
sta obok duego komina. Wieczr zapada i zoty blask zorzy pyn do izby przez brudne i 
zestarzae szybki. Radek mimo woli spojrza ku oknu i w gbi swych myli, nie wiedzc 
prawie o tym, co si z nim dzieje, szuka istoty swojej, zatraconej wrd nawau wypadkw 
nioscych go w pdzie. By cay okryty kurzem, strudzony podr i pragncy. Niedaleko 
staa beczka z wod, a na jej brzeku blaszane pkwarcie, ale ba si ruszy z miejsca. Za 
83 
ssiednimi drzwiami sycha byo gon rozmow, rubaszny miech mski i kobiece okrzyki. 
Moda pokojwka zacza nastawia samowar, stara kucharka przyrzdzaa miso na kotlety, 
gdy wtem drzwi si roztwary i szlachcic, ktry zabra by Radka na wzek, zawoa: 
 No, filozofie, jak si tam wabisz... kim? Radek niby automat, w swym tornistrze na 
plecach, posun si naprzd, przekroczy wysoki prg i stan w komnacie owietlonej lamp 
wiszc. rodek tego pokoju zajty by przez duy st, nakryty odrapan tu i owdzie cerat. 
Za nim, midzy dwoma oknami, miecia si rozlega sofa, obok wystpowaa na sam rodek 
stancji wielka czarna szafa. Na sofie siedziaa pani widocznie bardzo maego wzrostu, gdy 
gow jej, ozdobion wyniosym zwojem przyprawionych warkoczy, ledwie byo wida zza 
krawdzi stou. Obok tej pani sta chopiec lat zapewne dwunastu, z maymi lepkami, twarz 
podugowat i jako niemile umiechnit. Chopiec ten bez ustanku koysa si na prawo i 
lewo, jak to czyni arabskie konie, ktre wieziono przez morze. Zza ramion chopca i damy 
siedzcej wygldaa dziewczynka bardzo do tych dwojga podobna, lecz obdarzona wzrokiem 
bystrzejszym. Na rogu stou, w wietle lampy, sta jegomo redniego wzrostu, ysy, marsowaty, 
z zadartymi do gry wsami i potnym orlim nosem. Protektor Jdrka, gdy ten wszed 
i skada ukon, rzek gono: 
 To wanie jest w pitoklasista. Macie go we wasnej osobie. 
 Aha  rzek pan z zadartymi wsami  aha... Wic idziesz, kochanku, do szk, do klasy 
pitej? 
 Tak jest...  wykrztusi Radek. 
 Bardzo to jest piknie z twojej strony, e si garniesz do nauki, bardzo to pochlebnie... 
Czy masz tu znajomych albo krewnych? 
 Nie mam, prosz aski pana. 
 A czy jeste przynajmniej pewny, e w klasie pitej bdzie miejsce dla ciebie? 
 Mam patent... 
 Hm... ja poszukuj niedrogiego korepetytora do syna. Gdyby wszed do gimnazjum, to 
kto wie... moe by znalaz u mnie st, stancj, wiato, pranie, opa i wszelkie wygody. 
Po grzbiecie Radka przelizn si mrocy dreszcz, a w duszy jego zadra i skona jak 
gdyby czyj krzyk: o Boe, Boe!... 
 Wadzio przeszed do klasy pierwszej...  rzeka dama tonem wyniosym i melancholijnym. 
 Jest to chopiec w caym znaczeniu tego wyrazu zdolny, ale z acin nie da sobie rady. 
 Tak, z acin nie da sobie rady...  powtrzy Jdrek z gbokim przewiadczeniem. 
 A wic zgadzasz si kawaler?  zapyta nagle szlachcic przyjezdny, kadc na tornistrze 
Radka potn prawic. 
 Zgadzam si, prosz wielmonego pana, a jake, zgadzam si... 
 Moe mi pana zarekomendujesz, Alfonsie?  wycedzia tymczasem dama do Radkowego 
protektora. 
 A prawda. Nie wiem nawet, jak si nazywasz... 
 Nazywam si Andrzej Radek. 
Chopiec i dziewczynka mrugnli znaczco i trcili si okciami. 
 A ja nazywam si Poniewicz  rzek ojciec maego ucznia. 
Przyjezdny nie wyjawi Radkowi swego nazwiska. Zaciera w czasie tej rozmowy rce, 
chodzc szybko po izbie, a od czasu do czasu rzuca krtkie, niezdecydowane frazesy: 
 Historia, jak mi Bg mity... Awantura hiszpasko-arabska! 
 Zanim co nastpi, moesz pan nocowa u mnie...  mwi pan Poniewicz.  Maryka, 
wyporzd mi tam do czysta kancelari i u siennik z pociel na szezlongu  rzuci zwrciwszy 
oblicze w stron kuchni. 
Jdrek sta przy drzwiach, oszoomiony wszystkim tak dalece, e prawie nie widzia osb 
znajdujcych si w mieszkaniu. Obok niego przesuna si kilkakro pokojwka z talerzami, 
84 
chodzi to tu, to owdzie sam gospodarz, skaka jaki may piesek... Twarze obecnych widzia 
jak gdyby zasonite mg czy nikymi smugami dymu. Gdy nakryto do stou i wniesiono 
pmisek z misiwem, pan Poniewicz troch szorstkim tonem wezwa Radka do zajcia miejsca 
przy kocu stou. Chopiec nieznaczym ruchem odpi tornister, zoy go na ziemi i 
usiad. Dosta mu si kotlecik maleki, ale przedziwnie smaczny po tak dugiej wdrwce. 
Skoczywszy kolacj, gospodarstwo z kuzynem i dziemi przeszli do ssiedniego salonu, a 
Jdrek, poprzedzony przez mod suc, uda si do swego locum. Z kuchni brudne i srodze 
wykrzywione drzwi prowadziy do wskiej izby z jednym okienkiem. ciana wprost drzwi 
zbita bya z desek obielonych wapnem, midzy ktrymi widniay szerokie szpary. Staa tam 
kanapa tak zdezelowana, jakby j dopiero co przyniesiono z szafotu, gdzie z niej oprawca dar 
pasy. Pod oknem znajdowa si stolik, przy nim krzeseko. W rogu nudzia si szafka pleciona, 
a wszystkie jej pki zawalone byy ksikami najrozmaitszych formatw. 
Suca przyniosa zaraz siennik szczodrze som wypchany, poduszk, przecierado i lich 
koderk, usaa prdko na szezlongu wysokie oe i oddalia si, zostawiajc niby wspomnienie 
po sobie cokolwieczek zakopcon lamp. Radek, gdy wysza, opar si piciami na 
stoliku, wlepi oczy w pomie i popad w gbok zadum. Wszystkie zdarzenia tego dnia 
tony w grubej nocy. Myli chopca przesuway si od wypadku do wypadku, od sceny do 
sceny, od osoby do osoby, niby wzrok badajcy ksztaty wrd ciemnoci zupenej, gdy si 
wyjdzie ze wiata i przywyka do mroku. Idc po omacku t drog uciliw, Jdrek trafia na 
spotkanie ze szlachcicem i znowu cofa si wstecz a do chwili mijajcej. Serce jego ciskaa 
udrczajca ciekawo skierowana w stron dnia nastpnego, ktry owej chwili sta dla 
gdzie w przestrzeni, niemal jak osoba zowroga i bezlitosna, ale t ciekawo tumi i odtrcaj 
wci rozpatrujc ubiege wypadki. 
Nareszcie znuenie ogromne i twarda senno wyrway go z obrbu docieka. Spojrza 
wokoo i zatrzymawszy wzrok na czystym postaniu, westchn z gbi piersi. cign buty z 
uczuciem niewymownej ulgi, zgasi lamp i rozcign si na posaniu. Bya ju gucha noc. 
Kiedy niekiedy przerywa cisz daleki turkot wozu, a zabkane jego echo uciskao serce Jdrka 
niby nadchodzce niebezpieczestwo. Podnosi wtedy gow i czeka, jakby w nadziei 
usyszenia wyroku przyszoci. 
Nazajutrz w towarzystwie Wadzia, ktry mu drog wskazywa, uda si do gimnazjum i 
wrczy swoje wiadectwa dyrektorowi. Kriestoobriadnikow da rezolucj przychyln i rozkaza 
zacign Radka w poczet uczniw klasy pitej. Tego dnia miaa miejsce instalacjapyrzogowianina, urzdowa niejako, na stanowisku korepetytora Wadzia Poniewicza. w 
Wadzio nie nalea do gwiazd i chwa gimnazjum. Wprowadzono go do klasy wstpnej za 
pomoc duej apwki, a ze wstpnej do pierwszej przecignito w sposb jeszcze bardziej 
rujnujcy. 
Zaraz przy pierwszej lekcji Radek zauway, e jego ucze z trudnoci kombinuje i e 
prawie cakiem nie ma pamici. W trakcie rozpocztego zadania z arytmetyki malec ustawa 
zupenie tak, jakby si w nim do cna rozkrcia spryna, ktra pchaa ruch jego myli. Wlepia 
wwczas oczy w jaki znak lub plam na papierze i nie byo perswazji, zachty, podniety, 
nagany czy groby, ktre by byy w stanie zmusi go do ruszenia rzs. Potrafi tak sta kwadransami 
i godzinami, a z wszelk pewnoci staby dnie i doby, nie zmieniajc pozycji i nie 
cofajc oka z danego punktu. Radek przerazi si zauwaywszy tak wielki upr. ale wkrtce 
pocieszyo go to spostrzeenie, e jest to upr bezwolny i bezwiedny, pewien rodzaj niemocy 
umysu. Wnet po otwarciu roku szkolnego zaczo si ssanie matki-aciny, przyszy stwka, 
rozbiory, tumaczenia i gramatyka rosyjska, etymologie i syntaksy... Wadzio pogry si w 
odmcie pracy. Z chwil spoycia ostatniego ksa pieczeni obiadowej przystpowano do korepetycji, 
czyli Radek zaczyna wykad naznaczonych kwestyj. Mwi gosem rwnym, dobitnym, 
wyranym, z pewnym sugestyjnym akcentowaniem sylab, tumaczy, jak chop rozumiejcy 
spraw objania j ciemnemu, trafia do umysu Wadzia sowy i dwikami, ktre 
85 
miay wszelkie cechy ostrych strza i hakw. Wiedzia doskonale, e te usiowania nie wywr 
od razu podanego skutku, e Wadzio mimo wszelkich dowodze bdzie mruy swe czerwonawe 
powieki i umiecha si odrobink zoliwie. 
Korepetytorowi bardziej chodzio o rozruszanie pamici, o wdroenie w umys przynajmniej 
formy zadania. Przez cig caego popoudnia Wadzio uczy si z korepetytorem zagadnie 
arytmetycznych wprost na pami. Ta sama sprawa bya z geografi. Kurs tej nauki rozpoczyna 
si w gimnazjum klerykowskim od elementarnych wiadomoci z geografii fizycznej. 
Roztropni i zdolni uczniowie klasy pierwszej nie osigaj z tego wykadu wielkiej korzyci, a 
c mwi o Wadziu?... Omioletnie dziecko szwajcarskie z najwiksz atwoci i uciech 
przyswaja sobie wiadomoci geograficzne, mwi mu one bowiem najprzd o placu szkolnym, 
o wiosce czy miasteczku rodzinnym, o wsi ssiedniej, o drogach dalszych, rzeczce i 
lesie, o wzgrzach bliskich, wreszcie o kantonie i kraju. Z historyjek o ruchu ziemi, ksiyca, 
o rwnikach, poudnikach itd. Wadzio nie rozumia nic zgoa. Radek przesiadywa nad nim 
okropne godziny jak diabe nad dobr dusz, rysowa mu nie wiedzie jakie kule ziemskie, 
tumaczy po polsku rosyjskie nazwy i formy  wszystko daremnie. Po caodziennych trudach 
malec wyucza si tych martwych wiadomoci i odchodzi na spoczynek, zbity nimi jak rzg. 
Wieczorem odbywaa si nauka aciny. Poniewa Wadzio nie grzeszy pamici, wic Radek 
zmuszony byt swka i przekady aciskie wykuwa z nim na spk dotd, a je niejako 
wchosta w mzg upiony. Siedzc przy stole zawalonym ksikami i kajetami, korepetytor i 
ucze oddawali si zbawczej czynnoci mordowania rozumu. Radek kiwajc si miarowo 
pyta jednostajnym gosem: 
 Sowik? 
 Luscinia. 
 piewa? 
 Cantat. 
 W nocy? 
 Noctu. 
 Noctu? 
Wadzio wytrzeszcza oczy i zaczyna umiecha si drwico. 
 Co znaczy noctu? 
Milczenie, dugie, niezmierne milczenie. 
I znowu: 
 Sowik? 
 Luscinia. 
 piewa? 
 Cantat. 
 W nocy? 
 Noctu. 
 Co znaczy noctu? 
Znowu milczenie. 
Po uskutecznieniu kilkunastu z kolei zabiegw tego rodzaju, ktre przypominay cierpliwe 
uderzenia mota w kamie, nareszcie wyskakiwaa iskra wiadomoci. Wadzio ciska 
gniewnie wargi, marszczy czoo i na zapytanie, co znaczy noctu, opryskliwie mwi:  w 
nocy! 
Wwczas dopiero te dwa niezbdne sowa lgny do jego mzgu i bya pewno, e tam na 
czas pewien zostan. Tene rodzaj postpowania Radek musia zachowywa przy wyuczaniu 
Wadzia morderczych rozbiorw, paragrafw gramatyki rosyjskiej i aciskiej, dziaa z liczbami 
wielorakimi, miar i wag, wierszy rosyjskich i formu katechizmu. W krtkim przecigu 
czasu stosunek swj do maego Poniewicza urobi na system pedagogiczny, jedynie skuteczny, 
i z dnia na dzie go doskonali. 
86 
Prac nad Wadziem podejmowa con amore, z atwoci i chci, a z niewzruszon wiar 
w ostateczne zwycistwo. Tego, e chopiec obarczony jest prac niby cikimi kajdanami, e 
umys jego nie rozwija si z braku wytchnienia  nie rozumia. Owszem, dodawa maemu 
roboty. Od godziny sidmej do smej z rana obadwaj szybko przerabiali lekcje, ktrych si 
Wadzio dnia poprzedniego wyuczy, nastpnie pili niadanie, zarzucali na plecy tornistry i 
maszerowali do szkoy, przez drog wiczc si jeszcze w swkach, wierszach, miarach i 
wagach i w ogle w rzeczach pamici, bdcych na porzdku dziennym. Lekcje w gimnazjum 
trway do godziny p do trzeciej. Od czwartej zaczynao si wakowanie materiau na dzie 
nastpny i trwao z krtk przerw kolacyjn nieraz do godziny dwunastej w nocy. Kiedy 
Wadzio przepisywa pensa z brulionw, Jdrek odrabia lekcje z pann Mici, uczennic klasy 
drugiej gimnazjum eskiego. I tam sza ta sama arytmetyka, jzyk rosyjski, tak zwany 
polski, a nadto  francuski, niemiecki, rysunki etc. Z pann Mici byo jednak daleko snadniej, 
gdy sama rozwizywaa zadania, chocia czstokro nie wychodziy; uczya si rzeczy 
pamiciowych, a nawet z finezj okamywaa fornalskiego syna. 
Gimnazjum, trudnic si zadawaniem, suchaniem i stawianiem stopni, nie udzielao korepetytorowi 
adnych wskaza. Cakowita nauka wszelkiego kursu, wbrew wynikom pedagogii 
zastosowanym na przykad w Szwajcarii, odbywaa si nie w murach szkoy, lecz w domu, a 
istotny trud ksztacenia zwalony by hurtownie na barki pomocnika domowego. On to waciwie 
hodowa i rozwija umys dziecka. Bez znajomoci jakiejkolwiek metody postpowania, 
omackiem i domysem budzi charakter, ekscytowa pami, przez uycie swoich wasnych 
rodkw rozrabia spostrzegawczo i si kombinowania. Do wasnych swoich lekcyj 
Radek bra si w nocy, zazwyczaj po godzinie dwunastej. Gdy Wadzio uda si ju na spoczynek, 
rodzic jego zamkn wszelkie drzwi na klucz i odszed, a suce spa si ukaday, 
wwczas korepetytor w swoim apartamencie rozpala kolaw lamp, ima si Salustiusza, 
geometrii i algebry. Wtedy rwnie wyciga z kieszeni mae pudeeczko z ndznym tytoniem, 
z bibukami, krci papierosy i w sekrecie zaciga si do syta. Zdarzao si rwnie o 
tej nocnej godzinie, e wydobywa z ukrycia stare i zesche kromki chleba, cignite z kredensu 
albo odkrajane co prdzej od bochenka, gdy w jadalni nie byo nikogo. Pastwo Poniewiczowie 
nie starali si o wypasienie swej czeladki. Dawano je skpo i ndzne rzeczy. 
Na niadanie Radek dostawa szklaneczk kiepskiej herbaty z dwoma cienkimi kawakami 
cukru, na kolacj dzie w dzie p talerza malanki z ziemniakami, tak ilo kwanego 
mleka albo rowego barszczu. Obiady byy pod psem, a nawet pod caym stadem psw. Pokojwka 
zmieniaa cigle salaterki, przynosia filigranowe talerzyki, yeczki, rogowe noyki, 
ale chamski syn wstawa po tych ceremoniach tak samo zgodniay, jak do nich zasiada. 
Pan Poniewicz by eks-obywatelem ziemskim. Gdy nadszed czas ksztacenia dzieci, 
sprzeda folwark, kupi na przedmieciu Klerykowa obszern posesj z budynkami, ruderami, 
star szop i kawaem gruntu. W ruderach gniedzia si ndza klerykowska: szewczyska bez 
butw i kopyt, stare dewotki, urzdnicy z ma pensj, robociarze, indywidua bez miejsca i 
jakiegokolwiek tytuu wasnoci. Gwne domostwo zajmowa sam pan Ptoniewicz. Okna 
tego frontowego budynku wychodziy na ten wanie opuszczony park, gdzie Borowicz z towarzyszami 
wiczy si w umiejtnoci strzelania z pistoletu. 
Radek od razu nie tylko polubi, ale mocno ukocha te miejsca. One go yczliwie przyjy. 
Tu mu dano izb, posanie, mono uczenia si nocami... Nie byo dla w tym caym urzdzeniu 
rzeczy zych; wszystkie byy dobre. Gdyby w zamian za odrabianie korepetycyj z 
Wadziem i Mici kazano mu sypia w stajni, zgodziby si i na to. Nieraz jednak w czasie 
duej pauzy, gdy wszyscy koledzy z klasy pitej kupowali u strki po pi, om, dziesi 
buek, po cztery i sze serdelkw, a on siedzia o suchej gbie i sucha, jakie to marsze kiszki 
gra umiej, kl w myli skpe obiady, szczdzenie kartofli i kaszy. Wszystko to przecie 
wynagradzaa mu owa izba wasna. Stanowia ona dla niego przyjemno tak wielk, e siedzc 
tam nocami czu j cigle i zdawa sobie z tej uciechy spraw. Stancyjka ssiadowaa ze 
87 
spiarni i bya zupenie podminowana przez szczury. Ledwie Radek zgasi wiato, wnet 
odzyway si szelesty, szmery, piski, chrupanie i ogromne zwierzaki spaceroway nie tylko na 
dylach podogi, ale take wzdu i na ukos szezlonga. 
Za oknem, doln ram stojcym na poziomie dziedzica, rs dziki gg, a wysoki jego badyl 
uzbrojony w krzywe kolce zaglda do Radkowego mieszkania. Gdy Jdrek zbudzi si 
pierwszy raz w nowej siedzibie, oczy jego pady na gg samotny jak na pobratymca od pl i 
od chaup. Przywidziao mu si, e tamten zaglda do niego i pozdrawia go w smutku. Odtd 
biedny gg byt tak bliski Radkowi, jakby korzeniami tkwi w jego wasnym sercu. Byt to 
zreszt jedyny przyjaciel jego w Klerykowie. 
Pierwsze miesice upyny przybyszowi cakiem samotnie. Raz tylko w interesie zaszed 
do dwu kolegw z klasy pitej, ktrzy mieszkali w pobliu u krewnych. Byli to synowie rejenta 
z prowincji, czowieka bogatego. Mieli swoj wasn stancyjk z osobnym wejciem. 
Radek trafi u nich na... bal. Do haka porodku sufitu rejentowicze przyczepili na powrzku 
blaszan miednic, dnem wywrcon do gry. Zawinity brzeg jej oblepiony by poncymi 
ojwkami, a cao reprezentowaa yrandol. Tu i owdzie wetknite gazki wierzbowe stanowiy 
majow dekoracj sali. Kto w kcie ukryty gra na grzebieniu, Wilczkowicki, drugoroczny 
pitoklasista, na drumli. Kilku kolegw namitnie i entuzjastycznie walcowao, z gracj 
w absolutnym braku panien obejmujc krzeseka. Pewien dryblas wywija siarczycie, 
tulc na onie porcz od kanapy, specjalnie do tego walca uaman. Radek wszedszy nie by 
pewny, czy to istotne paskie granie, czy tylko bazestwo uczniowskie. Stan w kcie i z 
nabon min przyglda si hulajcym. Tote wzito go zaraz na fundusz. 
W klasie aden z kolegw nie zbliy si do niego, lecz owszem wszyscy go szykanowali. 
Zauwaono natychmiast jego podkwki u juchtowych butw, drelichowe majtki, zgrzebn 
koszul, tasiemk i chopskie prowincjonalizmy w mowie. Byt nawet dowcipni w klasie, 
niejaki Tymkiewicz, ktry go stale przedrzenia. W czasie duej pauzy umylnie zachowywano 
cisz i z ostatnich awek dawa si sysze gos naladujcy gwar chopsk: 
 Wojciechu, lubuj woma zimioki z malonk? Z drugiego koca odpowiadano aonie: 
 Oj, mj kumosicku, lubuj, lubuj... 
 A miso woma lubuje? 
 Kez by to miso nie lubowao czowiekowi! Ino co nie umiem onego misa je po lachcicku... 
 Po lachcicku? 
 Ajci. Jak mi tatu oddali do szkoy na stancj, tom ci dopiero zoboce, jak se to lachta 
jedz. Bierze takie wiecce wideki, gnie ono miso, dopieros je do gby niesie, nikiej chop 
snopek w zapole... 
Emocja, jakiej dowiadcza Radek suchajc tych dialogw, bya z pewnoci palcym 
wstydem, ale obok niego czaia si zemsta ukryta w masce obojtnoci i wzgardy tak gboko 
jak iskra w krzemieniu. Nauczyciele bezwiednie zaostrzali stosunek nowicjusza do kolegw, 
wyrywajc go czsto na rodek dla zbadania i oceny zasobw jego umysu. Przybyszowi z 
Pyrzogw zdawao si, e go przedrwiwaj wszyscy. W progimnazjum najwaniejsze wykady 
snuy niedogi wszelkiego rodzaju, dziwaki i mastodonty okrgu naukowego, tote 
Radek w acinie, greczynie, matematyce itd. recytowa istne curiosa jako pery wiedzy podane 
mu przez mdrcw pyrzogowskich. Wszystkie te okolicznoci sprawiy, e Jdrek, chocia 
ucze bardzo dobry i pilny, by jeeli nie pomiewiskiem, to tarcz szyderstw swego otoczenia. 
Pewnej lekcji, blisko we dwa miesice po rozpoczciu kursu szkolnego, wezwa go do tablicy 
pan Nogacki i zleci wyprowadzi formu geometryczn zadan na w dzie do nauki. 
Radek stan przy katedrze, chwyci kred i pocz rysowa figur ucitego graniastosupa. 
Silne wzruszenie przymio na pewn chwil czasu jego pami i bystro umysu. W rysun
88 
ku popeni bd przeprowadziwszy jedn z linij bryy zanadto na prawo. Nogacki orientowa 
go kilkakro, mwic swym zimnym gosem: 
 Radek, lini FG trzeba prowadzi na lewo... Ucze star dan lini, ale now przeprowadzi 
jeszcze gorzej. 
 Lini FG  na lewo...  znowu wydeklamowa nauczyciel. 
Koledzy miali si ju z cicha, a Jdrek traci coraz bardziej pewno siebie. Znowu star 
nieszczsn lini i wyrysowa cakiem niedorzeczn, gdzie poza figur. 
 Ale, Radek, lini FG trzeba poprowadzi na lewo... Wzburzony i drcy ucze star j i 
bezwadnie opuci rce. Czarne patki latay mu przed oczyma, gruczoy wydzielajce lin 
nie funkcjonoway prawidowo, a usta schy, kurczyy si i drgay. Wtedy z przedostatniej 
awy wysun gow Tymkiewicz i dononie po polsku szepn: 
 Wojtek, ady k'sobie! 
Radek wanie w owej chwili zebra si w kup, machn lini prawidowo i zacz wybornie 
dowodzi. miech oglny zabrzmia w klasie. Nawet zimny Nogacki, karcc Tymkiewicza 
za odezwanie si podczas lekcji w innym jzyku, mia na wargach umieszek wesoy. 
Radek prdko skoczy teorem, rozwiza zadanie geometryczne i obdarzony stopniem bardzo 
dobrym wrci na miejsce. 
Po skoczonej lekcji wsta zaraz z awy, nim jeszcze profesor wyszed z klasy, szybko, z 
zagryzion warg przybieg do Tymkiewicza i od lewicy cinit pici uderzy go w zby 
raz, drugi... Napadnity porwa si do bjki, ale Radek chwyci go za szyj mocn swoj garci, 
trzasn nim kilkakro, przywlk go do muru i zacz bi po chamsku, raz koo razu, w 
zby, w gardo, w nos, w szczk. Nim zdoano rozerwa walczcych, ju z nosa i z ust Tymkiewicza 
krew si pucia strumieniem. Caej awanturze nauczyciel przyglda si z katedry. 
Gdy skrwawionego i bladego jak trup Tymkiewicza zoono na awce, Nogacki wyszed zamykajc 
drzwi i rozkazujc wszystkim zosta na swych miejscach. Po upywie kilkunastu 
minut wszed do sali Kriestoobriadnikow, inspektor, gospodarz klasy, jego pomocnik i kilku 
nauczycieli. Radek sta w awce z gow zwieszon. zy kapay z rzadka z jego rzs i rozpryskiway 
si zlatujc na wierzch awy. Dyurny w krtkich sowach przedstawi cae zajcie. 
Nogacki to potwierdzi. Tymkiewicz mia twarz zmasakrowan, jedno oko podbite i wci 
jeszcze krwi pene usta. Dyrektor wysucha caej sprawy z uwag i rzek do nauczycieli 
obecnych: 
 Zdaje mi si, panowie, e nie bd w niezgodzie z Rad Pedagogiczn, jeeli Radka wydal 
z gimnazjum. Jest to rozbjnik, nie ucze. Jest to cham, istotny cham... 
Po chwili zwrci si do winowajcy: 
 Radek, ja pana wydalam z gimnazjum raz na zawsze. To rzekszy zaleci gospodarzowi 
klasy, aeby Tymkiewicza nazajutrz po wyzdrowieniu wpakowa na cztery godziny do kozy, 
a Radka z listy wykreli  i odszed ze wit. Gospodarz wejrza ze wspczuciem na Jdrka 
i z alem w gosie wymwi: 
 C robi... musisz pan zaraz opuci gimnazjum. Radek zgarn swe ksiki i kajety do 
tornistra, zarzuci go na plecy i wyszed, zoywszy ukon gospodarzowi klasy, jakby si oddala 
na pauz. Byo ju po dzwonku. Korytarz grny i schody opustoszay. Z ktrej klasy 
dawa si sysze rwny gos nauczyciela fizyki: 
 W tym celu bierzemy dwa prty metalowe... Radek szed po schodach noga za nog, 
bezwadnie mylc: w tym celu bierzemy dwa prty metalowe... w tym celu bierzemy... By 
spokojny, cho serce jego z bolesn si tuko si o ebra, a zimne dreszcze przeszyway 
ciao i koci. Min przedsionek, wyszed na dziedziniec i tam zakrci si na miejscu. W 
owej chwili przypomnia sobie uamany badyl gogu, a raczej zronite z nim westchnienie 
szczliwe. 
 Ju po wszystkim...  wymwiy jego omdlae wargi. Jak bdny zbliy si do muru zamykajcego 
podwrze i siad na kamieniu, ktry tam lea. By to dugi, ociosany gaz pia89 
skowca. Spoczywa na tym miejscu pewno od wiekw, a przynajmniej od czasu zaoenia 
konwiktu przez ojcw jezuitw. W bliskoci zna byo wybornie udeptane mety do gry w 
ekstr. Dziedziniec by w owej chwili pusty. Wiatr jesienny hucza w nagich konarach 
kasztanw zwisajcych nad murem, garn na kup zesche, skurczone, ceglaste i te licie, 
strzpki zagryzmolonych papierw i mit je wirem pospou ze mieciami w rg dziedzica. 
Jdrek opar si plecami o cian, wycign nogi, a dugie rce zwiesi midzy kolanami tak 
bezwadnie, e prawie dotykay ziemi. Gowa jego opada na piersi. Zanadto niespodziewanie 
roztrci go ten przypadek, zbyt szybko zdechy promienne nadzieje. Trza si wynosi z izby, 
rzec panu Poniewiczowi, e ju nie bd, zabra manatki, ksiczta, i i... W imaginacji 
rysowa si przed nim obraz szosy nakrytej lotnym kurzem, nieskoczenie dugi pas biay. 
Przez chwil widzia karczm i sysza, jak w rzeczywistoci, krzyk szynkarki: 
 A czy aby kawaler skd nie ucieka?... Po sotysa, po sotysa! Trzymaj, apaj! 
Wtedy zdusia go taka wcieko i taka rozpacz, e nie by w stanie tchu zapa. Wrd 
istnych kurczw cierpienia paraliujcych rozum bkaa si przecie decyzja: nie pjd tam-
tdy, nie pjd, nie pjd! 
To ujemne mstwo wzmagajc si trzewio go i cigno na szafot rozumowa. 
 C bd robi na wiecie, jeli tamtdy nie pjd? myla patrzc pod nogi szklanymi 
oczyma.  Gdzie ja si podziej, co bd jad? Na ksidza?... 
Wszystkie konajce iluzje niby wypuszczony z wizienia huragan rzuciy si na niego i 
przytuky go tysicem kamieni. Zgarbi si jeszcze bardziej i zabity na duszy wlepi oczy w 
li uschnity. Wtem uczu, e przed nim kto stoi. Wraenie to byo tak dalece przykre, jakby 
mu w garciami wosy wydziera. Dwign wtedy dopiero gow, gdy usysza, e do niego 
mwi. Obok starego kamienia zobaczy nieznanego koleg, ktry spoglda na przyjanie. 
By to Marcin Borowicz, ucze podwczas klasy szstej. 
 Panie  mwi tamten  byem na korytarzu i syszaem, jak pana wylewali. 
 Co powiadacie, panie?  zapyta Radek, pod wpywem nieszczcia wymawiajc sylaby 
z chopska. 
Oczy mia bez adnego wyrazu, przymknite, szkliste, doln warg obwis. 
 Uwaasz pan  mwi ywo Borowicz  trzeba znale do starego drog przez proteg. 
To jedyny rodek. Nie masz pan w miecie jakich wpywowych znajomych? 
 Nie, nie mam  odpowiedzia Radek prdko i zwiesi gow. 
 Czekaj pan, ja pjd do Zabielskiego i bd go nabiera... 
Radek unis jeszcze gowy, ale tylko w tym celu, eby si przekona, czy nieznajomy ju 
sobie poszed. Wcign go do swej mrocznej toni gnuny bezwad, niby drzemanie, niby 
gorczka. Siedzia jak przedtem skulony a do koca godziny. Nierycho usysza, e go znowu 
woaj. Zerwa si na rwne nogi i spostrzeg we drzwiach przedsionka inspektora i o dwa 
schody niej stojcego Borowicza. Ten ostatni z werw co prawi i gestykulowa. Inspektor 
jeszcze raz zawoa na Jdrka, a gdy ten stan przed nim, przyjrza mu si uwanie i kaza i 
za sob. Wszyscy trzej stanli wkrtce u drzwi kancelaryjnych na grnym korytarzu. Borowicz 
odsun si na bok, a inspektor sam wszed do pokoju nauczycielskiego. Radek sta 
przede drzwiami w swym tornistrze, jak onierz na warcie, a do dzwonka. W czasie kilkominutowej 
pauzy obstpili go koledzy z klasy pitej i z klas niszych, a wikszo starszych i 
modszych wyszydzaa jego los obecny. Niektrzy spogldali na yczliwie, inni w milczeniu, 
a jeszcze inni w milczeniu, ale z umiechem szyderczym na ustach. W pewnej chwili 
tum, otaczajcy wypdzonego zwartym koem, rozstpi si i zamilk, gdy we drzwiach 
kancelarii ukaza si dyrektor. Wadca gimnazjalny orlim wzrokiem spojrza na Radka, ktry 
wyprostowa si instynktownym ruchem. 
 Ostatni raz  rzek  darowuj ci win. Przeprosi si z Tymkiewiczem i zachowywa 
porzdnie. Jeste na licie najbardziej podejrzanych osobistoci w gimnazjum. Tu bi pi90 
ciami nie wolno! Tote owiadczam wobec wszystkich kolegw: ostatni raz! Najmniejsze 
przekroczenie i bez pardonu pjdziesz precz. Teraz marsz na lekcj! 
Jdrek rozstawi nogi, ukoni si ognicie i ruszy do klasy. Twarz jego bya po dawnemu 
blada, oczy tak samo zgase, tylko teraz brwi, nozdrza i wargi spazmatycznie drgay. Gdy 
otoczony przez chmar wrzeszczc mia z powrotem przestpi prg klasy, nagle si 
wstrzyma i zacz oczyma szuka w tumie pewnej twarzy. Nie byo jej nigdzie w bliskoci. 
Tymczasem odezwa si dzwonek, uczniowie rozpierzchli si w przerne strony i Radek 
usiad na swoim miejscu. Podczas trwania lekcji jzyka greckiego, jaka wanie miaa miejsce, 
siedzia wyprostowany z oczyma utkwionymi w nauczyciela, pilnie chwyta kady 
dwik padajcy z katedry, ale dusza jego bya za murami tej klasy. Z wielkim popiechem i 
trudem szuka wci mylami owego ucznia, ktry go wybawi. Rysw Borowicza wrd 
omdlenia swego nie zapamita. Tkwio tylko w jego sercu nike wspomnienie twarzy nachylonej... 
Im duej myla, im gorcej usiowa wywabi z przeszoci dopiero co minionej ca 
posta, tym cudowniejszy, jak gdyby ksiycowy, blask otacza j dokoa. Niepostrzeone, 
wewntrzne zy Radka, zy prdzej duszy ni ciaa, pyny i pyny na to widmo przeczyste... 
91 
13 
Za pobytu Borowicza klasa szsta liczya trzydziestu trzech uczniw. Wsptowarzyszw, 
ktrzy z nim razem rozpoczli kurs nauki od klasy wstpnej, dobrno do tego punktu zaledwie 
kilkunastu. Reszta skadaa si z drugoroczniakw i przybyszw. Dominujc wikszo 
stanowili Polacy, byo bowiem tylko trzech ydkw (z tych Szlama Goldbaum dziery miejsce 
prymusa) i dwu Rosjan. Og tej modziey rozpada si na dwie nierwne czci, wyobraajce 
jak gdyby dwie warstwy spoeczne, a przynajmniej dwa obozy. Jedna gromada, do 
ktrej nalea Borowicz, jego adherenci, Rosjanie i ydkowie, zostawaa pod wpywem inspektora 
i reprezentowaa poniekd malekie stronnictwo ugodowe; druga bya zupenie bezbarwna, 
wrogo usposobiona wzgldem pierwszej i ubieraa si o ile tylko mona elegancko. 
Zarwno pierwsza, jak druga grupa piastowaa w swym onie rne odcienie wywoane przez 
zwizki krwi, zamieszkanie na wsplnej stancji, kopcenie wsplnych papierosw, ciganie 
ze wsplnych podrcznikw albo zapalanie si do tych samych pensjonarek. Cz inspektorska 
nosia pogardliwe miano literatw, cz druga sama ochotnie przezywaa si lig wolno-
prniakw. 
Borowicz odgrywa w pierwszej rol niema. Jeszcze w klasie pitej, za delikatn podniet 
inspektora, Borowicz zaoy wrd swych przyjaci keczko zbierajce si w niedziele 
po naboestwie na jednej ze stancyj w celu studiowania literatury rosyjskiej, a to dla 
lepszego pisania wicze. W klasie szstej literaci mieli w swym gronie ju kilkanacie osb, 
a po witach Boego Narodzenia zczyli si z dwiema takimi grupami z klasy sidmej i 
smej, odbywali zebrania wsplnie w mieszkaniu pewnego sidmoklasisty, a czstokro w 
mieszkaniu samego inspektora. Na tych posiedzeniach czytano i rozstrzsano byliny, utwory 
Karamzina, ukowskiego, Gribojedowa, Puszkina, Lermontowa, Kryowa, Gogola, Ostrowskiego 
itd. Lektura dzie tych pisarzw rozwijaa instynkty artystyczne modziey. Uczniowie 
klasy szstej, ktrzy w kursie swym mieli wykad bylin o bohaterach przedwodzimierzowskich, 
jak Woga Swiatosawicz, Mikua Sielaninowicz, o bohaterach kijowskich, jak Uja Muromiec, 
Alosza Popowicz, Dobrynia Nikiticz itd., czyli o rzeczach nudnych jak flaki z olejem 
a dla nastroju badawczo-racjonalistycznych podrostkw niezmiernie miesznych, z zapaem 
czytali pikne utwory Puszkina, jak Eugeniusz Oniegin, albo Lermontowa, jak Demon. 
Najpierwsze samoistne uczucia tych modziecw, namitne miostki, marzenia i sny znajdoway 
swj wyraz, dwik i barw w utworach pisarzw rosyjskich. Ale poza t zewntrzn 
form sprawy krya si tre gbsza. Czstokro na zebraniach niedzielnych uczniowie klas 
wyszych, tworzcy jak gdyby sztab tego obozu, wygaszali referaty treci politycznej, a nawet 
religijno-politycznej. Samorodni badacze, malecy uczeni, jak mawia inspektor, zarwno 
Rosjanie, Polacy i ydzi, masakrowali w swych wypracowaniach nieszczsn Polsz, 
opisywali j na zasadzie ksiek, dostarczanych przez kierownika, jako dom niewoli, 
gniazdo rozbestwionej szlachty, mordujcej lud ruski przy akompaniamencie okrzykw 
psiakrew i psiadusza. 
Niektrzy z odczytowiczw szli jeszcze dalej i pisali wprost programy dla Polakw, dugie 
do nich odezwy albo hymny na cze Rosji. Szczegln podno w tym ostatnim kierunku 
zdradzali starozakonni. Zdolniejsi uczniowie z klasy sidmej i smej sadzili si rwnie na 
polityk, ale w formie nieco mniej pospolitej. Pisali tedy o miertelnie nudnym wstpie Karamzina 
do Historii pastwa rosyjskiego, o utworach Gogola nkajcych Polsz, o wierszu 
Puszkina pod tytuem Oszczercom Rosji itd. Niektrzy z malekich uczonych zanurzali si 
samochcc w tak zwany panslawizm, nabijali sobie gowy ogromnymi dzieami rnych zakazanych 
Czechw, czytali stuwiorstowe utwory poetyckie uwielbiajce caryzm, a z tego 
92 
materiau snuli na pimie monita pouczajce grzesznic przywilask, w jakim sensie ma 
wyrzec si bdw i sta si Sowiank. Trafi si nawet midzy sidmoklasistami wieszcz-
Polaczek, ktry tumaczy rymami na rosyjskie utwory Vajansky'ego oraz innych panslawistw 
urgajce Lachom. a wreszcie i sam pocz w tym gucie brzdka na swej wasnej lirze. 
Przewana wikszo literatw naleaa do stowarzyszenia, czytaa utwory i pisaa wypracowania 
dobrych stopni gwoli. Oprcz takich byli jednake i szczerzy entuzjaci, umysy 
krytyczne, badawcze, samodzielne, z waciw modziey furi i namitnoci przyswajajcy 
sobie urganie tej polskoci. wrd ktrej wzroli. 
Bardziej rozgarnici spord nich na wasn rk brali si do czytania historii polskiej w 
imi maksymy: audiatur et altera pars. Wanie za szyb wystawow ksigarenki miejscowej 
widniaa ksika profesora Michaa Dobrzyskiego pod tytuem Dzieje Polski w zarysie, drukowana 
bez uprzedniej cenzury. Nie znajdowali tam jednak badacze gimnazjalni wierzgania 
szowinistycznego przeciw ocieniowi sdw, ferowanych na otczizn przez inspektora gimnazjum. 
Historyk polski uginajc si pod tak wielkim brzemieniem erudycji, e sam zmuszony 
by na jego ciar wielokrotnie wyrzeka, twierdzi jasno i dobitnie, e star Polsk nie co 
innego, tylko anarchia doprowadzia do upadku, e w cigu dwu ostatnich wiekw istnienia 
Rzeczypospolitej nie mona znale w jej dziejach ani jednego prawdziwie wielkiego, 
rozumnego czynu, ani jednej prawdziwie wielkiej, historycznej postaci. Podajc te prawdy 
do wierzenia uczniom klerykowskiego gimnazjum kategorycznie a bez objanienia, co we-
dug jego biecych przekona jest ..czynem wielkim i wielk postaci, profesor Wszechnicy 
Jagielloskiej zastrzega si przecie, e nie naley do tych, co obnaajc nasze bdy i 
wady sdz, e ju wszystko zdziaali. Wyciga na jani wszystk otcha dziejowego 
upadku wasnego narodu, poduszczony przez koncept starego Marka Tuliusza  historia magistra 
vitae  w tym celu, aeby na przyszo wystawi taki oto program kategoryczny dla 
wszystkich, a wic i dla uczniw z miasta Klerykowa: 
Musimy pozna we wszystkich szczegach objawy i nastpstwa zabijajcej rwnoci, 
aeby w dzisiejszej pracy spoecznej uszanowa jednostki przodujce si swojej tradycji, 
talentu, wyksztacenia, zasug, aeby zdrow hierarchi wyrobi i utrzyma, aeby jedni 
umieli prowadzi, a drudzy ich popiera i sucha. Musimy odsoni w caej grozie skutki 
lekkomylnych, na chwilowym uczuciu polegajcych poryww, aeby zachowujc zapa zbudzi 
w sobie zmys polityczny, wyzyskanie warunkw, msk energi wytrwania i pracy. 
Tak tedy propagacyjne dziaania inspektora Zabielskiego wyday pd o tyle, e ca modzie 
nalec do wicze literackich zniechciy do rzeczy ojczystych, ktrych wcale nie 
znaa, zasiay w umysach specyficzny, wybitnie klerykowski wstrt do wszystkiego, co polskie. 
Rusofilizm we wszystkim  a do religii  uchodzi w koach tej modziey za synonim 
postpowoci, krytycyzmu i tyzny. 
Partia wolno-prniacka rekrutowaa si przewanie z synw szlacheckich oraz ludzi zamonych, 
trudnia si gwnie prniactwem, naciganiem kadego z belfrw, kto tylko da 
si naciga, taczeniem do upadego w karnawale, ywiarstwem, potajemnym jedeniem 
konno i jeszcze bardziej sekretnym uczszczaniem na maskarady z aktorkami chwilowo goszczcymi 
w Klerykowie i dziewcztami przebywajcymi tam stale. Partia ta znie nie moga 
wszystkich praktyk literackich, ale z tej gwnie przyczyny, e prowadziy za sob nadetatow, 
pozaklasow robot. Grupa wolno-prniacka grywaa w karty, o czym czonkowie przeciwnej 
marzy nie mogli ze wzgldu na wielk ilo nalecych do niej lizusw i zwyczajnych 
szpiegw. Wolno-prniacy, jako cao antylegalna, nie mieli wrd siebie donosiciela 
adnego. Zwizani byli midzy sob wzami przyjani, stanowili zwarte koo gimnazjalnego 
high-life'u i wskutek tego tajemnica gry w stukuk trwaa wrd nich a do skutku pomimo 
najforsowniejszych ledztw inspekcji. 
Miejsce gry obierano to tu, to tam, a najczciej w domu lekarza Wyszobierskiego, waciwie 
w pokoju jego syna, oglnie lubianego wolno-prniaka Antosia. Stowarzyszeni gro
93 
madzili si pno wieczorem, przed dwunast, i to w takie dni, kiedy mona byo nieobecno 
na stancji usprawiedliwi bytnoci w teatrze, na obserwacjach astronomicznych z nauczycielem 
kosmografii, na balu dla dzieci albo u familii za pozwoleniem waciwego zwierzchnika. 
Wwczas przy szczelnie zamknitych okiennicach, wrd takiego dymu z papierosw, e 
osb wida nie byo, kropiono stukuk do pna w noc. Namitnoci rozpasyway si 
ogromnie, gdy wysoko stawki sigaa nieraz 40 rubli. Zdarzao si, e kto z rodziny doktora, 
wtajemniczony, stuka dla rozpdzenia graczy za pomoc figla wrd nocy, naladujc 
gos inspektora. Wwczas dzielne wolno-prniaki gasiy wiato, choway karty i pakoway 
si pod ka, za szaf i do szafy, tukc si i gniotc w ciemnoci. 
Kulminacyjny punkt karciarstwa przypad na czas rekolekcyj poprzedzajcych spowied 
wielkanocn. Cztery klasy wysze zgromadzono do jednej wielkiej sali. Kilkunastu profesorw-
katolikw zasiado w pierwszych awach, a na katedrze stan uproszony przez ksidza 
prefekta wikariusz miejscowej fary. Ksidz ten by chudy i may, mwi gosem cichutkim, 
jednostajnym i tak dalece bezbarwnym, e najwytrwalszych suchaczw morzya senno. 
Wsate i golce brody wolno-prniactwo klas ostatnich zajo tylne awy w gbokociach 
sali a w ssiedztwie pieca. W trakcie drugiego z rzdu posiedzenia, gdy ksidz podj dalszy 
cig wykadu o skrusze i zacz snu niezmiernie dugie okresy, w sali byo cicho jak w 
wityni. Zdawao si, e tam nie ma ani jednego ywego czowieka. Nauczyciele siedzieli 
bezwadnie, szklanymi oczyma z pobonym skupieniem wpatrujc si w mwc, uczniowie 
nie zmieniali ruchu. Kto zaoy nog na nog  siedzia tak cigle, kto wlepi oczy w jaki 
gwd podogi, nie odrywa ich ani na chwil. Mina jedna godzina, wybiy wszystkie kwadranse 
drugiej, zacza si wreszcie trzecia... Nagle wrd tej absolutnej ciszy z ostatnich aw 
rozleg si dobitny i zniecierpliwiony gos: 
 Ale bij treflem! 
Trudno opisa rejwach wywoany przez te sowa. Wadza rzucia si do cigania bezwstydnych 
graczw, poddaa ca poa badaniu i rewizji. adne jednak rodki nie wykryy 
winowajcy, ktry nawoywa do bicia treflem, ani jego partnerw. 
Inna grupa z entuzjazmem oddawaa si hipice. Za przedmieciem Rokitki, w szopach wychodzcych 
na pola, konsystowa w jesieni i zimow por szwadron dragonw. Niektrzy z 
wolno-prniakw zawizali stosunki z podoficerem ktrego oddziau i grubo pacc dostawali 
na kilka godzin pnego wieczora trzy okubaczone konie. Wyprowadza je cichaczem w 
szczere pole umwiony onierz i tam czeka. Jedcy, przebrani w dugie buty, cywilne kurtki 
i czapki, chykiem przybywali na miejsce oznaczone, wskakiwali na sioda i gnali co ko 
wyskoczy po mao uczszczanych drkach. 
Paczka mniej rycersko nastrojona szalaa za aktorkami, chodzia w kostiumach strw, 
ydw, dziewczyn, starych bab itd. na przedstawienia Piknej Heleny i oklaskiwaa gone w 
Klerykowie piknoci wdrownej trupy. 
Bajecznych sztuk w tym kierunku dokazywa ucze klasy sidmej. Wolski. Rozkochany 
by do szalestwa w tak zwanej Iskierce, grywajcej nieme, ale za to mocno wydekoltowane 
role. Fotografi jej nosi ze sob zawsze i wszdzie; w czasie lekcyj, pod pretekstem pilnego 
rozczytania si w Eneidzie czy Iliadzie, patrza w ni jak wrona w gnat, bez ustanku. Wszake 
mimo przernych stara nie zna si z ni osobicie. Idc za rad kolegw, ktrzy z nim 
wspczuli, a raczej w ten sposb przynajmniej dawali upust mioci dla Iskierki, rwnie 
poerajcej ich dusze, kupi za trzy ruble due pudeko cukierkw i zamierzy i pewnego 
wieczora wprost do mieszkania ubstwianej. Pudo w wielkim sekrecie przynis na stancj i 
ukry w ku swym pod kodr. Zy los chcia, e w czasie obiadu, kiedy Wolski nie by 
obecny w pokoju sypialnym, weszo tam dwu trzecioklasistw z teje stancji, ktrzy wszczli 
jak zwad, bijatyk i zmagajc si padli na ko zakochanego. Gdy ten nad wieczorem 
wzi si do wydobycia z ka symbolu swej mioci, oczom jego przedstawi si widok 
smtny. Tekturowa skrzynka wraz z pomadkami, czekoladkami i wszelkim w ogle arcy
94 
dzieem sztuki cukierniczej, mieszczcym wewntrz przerne soki, tworzya silnie rozgnieciony 
placek, ociekajcy tymi wanie pynami. Wolski szala. Pienidzy na drugie pudeko 
nie byo, a czeka przypywu tak zwanej floty z domu nie pozwalaa bole zawodu... W 
tym stanie ducha chwyci si rozpaczliwego rodka. Od znajomych pensjonarek dosta dwie 
puste, mniejszych rozmiarw skrzyneczki po cukierkach i umieci w nich zmiadon mas 
w ten sposb, e j naprzd zgnit i pracowicie wymacerowa, a dopiero z tej miazgi ulepi 
palcami kopie pomadek. Gdy wyrobi cay zapas, zwiza obadwa pudeka niebieskimi wsteczkami 
i ruszy do bogini swego serca... 
Ani na jedn, ani na drug grup modziey przedmioty kursu klas ostatnich nie wywieray 
wpywu. Przewana wikszo uczniw ksztacia si tylko w matematyce, i ta nauka bya 
czynnikiem istotnie rozwijajcym umysy. Od klasy szstej interesowano si rwnie fizyk, 
aczkolwiek wykad jej prowadzony by niedonie. Reszt umiejtnoci, a wic jzyki staroytne, 
rosyjski, histori itd., uwaano powszechnie za ze konieczne i cierpliwie tolerowano 
zjawisko, ktre mona byo wyrazi za pomoc sentencji: non vitae sed scholae discimus. 
Rozszerzone kursa gramatyki aciskiej, greckiej i niezmierne, niestrudzone tumaczenia Iliady, 
Odysei, Eneidy, tragedyj Sofoklesa, utworw Horacego, mw starego adwokata Cycerona. 
Wspomnie Ksenofonta, dialogw Lukiana, przemwie Demostenesa itd.  zajmoway 
ogrom czasu. Tumaczono po zucheleczku i takim trybem, e myl. tre, cao i forma cudnych 
pism klasycznych wcale nie przedostaway si do mzgw modzieczych, badajcych 
je w oryginale. Ani jeden z uczniw nie by w stanie wyuszczy treci Iliady ani objani, 
jakie mianowicie przygody wykuwa na pami po grecku caymi rozdziaami. Nikt go zreszt 
o to nie pyta. Czytanie Iliady w oryginale oznaczao na gruncie klerykowskim przyswojenie 
sobie wielkiego mnstwa sw greckich i form gramatycznych, a zarazem upanie caych 
stronic na pami. 
Rosjanin wykadajcy jzyk grecki by z zamiowania archeologiem-slawist. Homera objania 
z musu, jak urzdnik takiej a takiej rangi, delegowany przez rzd do pompowania takiej 
a takiej iloci kubw greczyzny. Nigdy uczniom swym nie da do przeczytania epopei w 
jakimkolwiek przekadzie, z ktrego mogliby pozna tre, owszem, korzystanie z tumacze 
wszelkiego rodzaju surowo byo wzbronione. Moe cokolwiek wicej sensu miay tumaczenia 
prozy greckiej, aczkolwiek i w tym przypadku wertowano jeden urywek dziea w cigu 
procza bez wyoenia cakowitej jego osnowy. 
Zim przy wietle szarawym smutnych dni, podczas kolejnego recytowania przekadw 
ustnych, caa klasa zanurzona bya niby w dziwnym spaniu. Monotonnie powtarzajce si 
sowa i zwroty dziaay na umys jak szelest kropel deszczowych albo jak widok z wolna tajcego 
niegu. Myl nie miaa prawa rusza si ani naprzd, ani w ty, tote tkwia w miejscu. Z 
pozoru wydawa si mogo, e modzie klerykowska wiczy na klasycyzmie jeli nie dusze 
swe, to przynajmniej pami. Ale i to byo zudzeniem. Sowa i zwroty wykuwane z tak 
usilnoci i mozoem nie wizay si asocjacj ani ze wiatem zewntrznym, ani nie budziy 
popdw estetycznych i nie ulegay wcale sdowi jako czynno celowo przedsiwzita. Byty 
to dwiki martwe i z jaowym brzmieniem. Odpowiadajce im prdy mzgowe przebyway 
niektre tylko drogi. Nic te dziwnego, e wychowaniec klerykowski w par lat po opuszczeniu 
szkoy traci grek z pamici tak zupenie, e z trudem odrnia litery tego jzyka, w ktrym 
tak niedawno umia wyraa swe myli. 
Wszystek zapas wiadomoci gramatyczno-literackich znika z jego mzgu tak bez ladu, 
jak znika obraz sztucznie na kliszy w ciemni optycznej wywoany, gdy j z doskonaego mroku 
wynie na wiato dzienne. 
Podobny skutek osigny gimnazjalne lekcje historii. Na klas szst przypada kurs 
dziejw Rosji z epoki tak zwanych udziaw i wiecw. Borowicz i wszyscy jego koledzy po 
caych nieraz nocach wyuczali si na pami istnych kolekcyj ksitek Rusi, dat ich rozmaitych 
przeniewierstw, morderstw, olepie, pochwyce wadzy, bitw, mierci, tworzyli sobie 
95 
w mzgach prawdziw barykad z tych wiadomoci; o przedstawieniu ducha i sensu tamtych 
odlegych czasw nauczycielowi ani si nio. Suchy i zajady Rosjanin Kostriulew wchodzi 
do klasy, siada na katedrze, obrzuca jednym spojrzeniem wychowacw drcych z trwogi, 
przepowiadajcych sobie w myli genealogie ksice, nazwy ich woci, daty ich skonu  
raptem wymawia nazwisko ktrego z delikwentw i od razu ciska mu pytanie: 
 Synowie Jarosawa Pierwszego Mdrego? 
 Izjasaw Kijowsko-Nowgorodzki, wiatosaw Czernihowski, Wsiewood Perejasawski, 
Igor Wodimiro-Woyski, Wiaczesaw Smoleski...  trzepa ucze jednym tchem. Gdy 
podjeda do koca listy, ju musia recytowa drug odpowied na pytanie: 
 Bitwa na brzegach Kaki? 
Jzyki: francuski, niemiecki i polski byy kopciuszkami kursu gimnazjalnego. Ucze mg 
wybra sobie z dwu pierwszych jeden tylko jzyk, a na polski, rzecz prosta, mg nie chodzi 
bezkarnie. Co wiksza, ucze Rosjanin w adnym razie nie mia prawa uczszczania na wykady 
mowy polskiej, prowadzone w jzyku rosyjskim. Godziny tych gwar nowoytnych 
zgniego Zachodu byy, szczerze mwic, godzinami humorystyki. Wykadajcy ju to naleeli 
do gatunku czupirade, jakich wiat nie widzia, ju, jak Sztetter, do kategorii ludzi rozbitych 
w sobie i bezpowrotnie obojtnych. Do powiedzie, e w chwili ukoczenia cakowitego 
kursu nauk w gimnazjum filologicznym ani jeden z wychowacw nie umia jzyka 
francuskiego czy niemieckiego tyle, eby mg swobodnie przeczyta rozdzia powiastki dla 
ludu. Wszystkie natomiast siy intelektualne modziey starszej wytone byy w kierunku 
pisania wicze rosyjskich o tematach historycznych, literackich i abstrakcyjnych. Kade 
wiczenie, stosownie do gatunku, musiao by skadane wedug formuy zwanej planem, musiao 
zawiera wstp, wykad i fina, a kada z tych czci rozbita bya na tak zwane myli. 
Jeeli trudnym byo utrzymanie rwnowagi podczas wypisywania tak zwanych myli, to 
nie mniej trudu zadawao baczenie na polonizmy. Opracowanie i wykoczenie wiczenia 
rosyjskiego byo robot tak mozoln, tak niewdziczn i drewnian, e kady z uczniw zgodziby 
si chtniej ku cae ody omonosowa na pami ni budowa jedn rozpraw. Najczciej 
te wychowacy pana Zabielskiego cigali wiczenia ze starych kajetw, z podrcznikw 
literatury Bg wie skd sprowadzanych, a wreszcie z ksiek poyczonych z biblioteki 
szkolnej. 
Biblioteka znajdowaa si na dole gmachu i zajmowaa kilka sal obszernych. Stay tam w 
szeregu szafy okryte pyem wieloletnim, mieszczce w sobie ksiki polskie z wieku XVI, 
XVII, XVIII, a nawet rzadkie inkunabuy, skazane na bezczynno, wzgardzone i tolerowane 
jak zgnie drwa, ktrych nie mona spali, a nie ma gdzie wyrzuci. Bliej drzwi wchodowych 
zgrupowano dziea rosyjskie przeznaczone do wypoyczania. 
Uczniowie modsi czerpali stamtd opisy wypraw Mayne-Reida, Fenimora Coopera, Juliusza 
Vernego itd., starsi  utwory omonosowa, Karamzina itd., itd. Wadza gimnazjalna staraa 
si z wielk usilnoci, aeby wychowaca klerykowskiego zabezpieczy od wszelkiej 
ksiki, ktra by myl jego z opotkw nie tylko lojalnoci, ale czynnego rusofilstwa wyprowadzi 
moga na szczere pole samoistnych rozumowa. 
Tymczasem mimo tak cisego dozoru, mimo rewidowania zarwno uczniowskiego kuferka 
jak tornistra, niepodana ksika wlizna si nawet do rk szstoklasistw. By to rosyjski 
przekad History of civilisation in England Henryka Tomasza Bucklea. Jeden z smoklasistw, 
mieszkajcy u zamonych krewnych, znalaz to dzieo w bibliotece swego wujaszka, 
zacz czyta, da kolegom  i poszo zepsucie! wietnie ustawione paradoksy genialnego 
samouka oddziaay na umysy wychowacw klerykowskich niby nagy bysk pochodni, 
ukazujcy wrd ciemnoci przedmioty, niewyrane ksztaty i stosunek tego, co widzie 
mona, do dalekiego, penego tajemnic przestworu! Dowodzenie prawidowoci w nastpstwie 
zjawisk duchowych ze statystyki spenionych wystpkw, maestw zawartych i listw 
nie zaadresowanych przez roztargnienie  stao si od razu ewangeli mylenia pewnej grupy 
96 
modziey. Wystpienie przeciwko nauce teologw o predestynacji i przeciwko teorii metafizykw 
o wolnej woli byo rodzajem lewara zaoonego pod gmach wierze religijnych, a 
rozwaenie wpywu czterech czynnikw fizycznych: klimatu, ywnoci, gleby i oglnych 
zjawisk przyrody na umys czowieka i na organizacj spoeczestw zrodzio istn furi filozoficzn. 
Szczeglniejsze znaczenie mia nastpujcy przypisek z pierwszego rozdziau ksiki: 
Doktryna o Opatrznoci stoi w zwizku z doktryn o przeznaczeniu, poniewa Bstwo, 
przewidujc wszystko w swym wszechwiedzeniu przyszoci, musi przewidywa zarazem z 
gry i swe wasne zamiary. Zaprzecza takiego wszechwidzenia przyszoci, jest to zaprzecza 
wszechwiedzy Bogu. Ci zatem, ktrzy utrzymuj, e w pewnych razach Opatrzno 
zmienia zwyky bieg wypadkw, musz zgodzi si na to, e w kadym takim razie zmiana 
tego rodzaju bya ju w przeznaczeniu, inaczej zaprzeczyliby jednego z przymiotw boskich. 
Ta krtka uwaga zrodzia wanie ca szko filozoficzno-materialistyczn. Szkoa ta 
miaa swoich mistrzw, wyznawcw, badaczw, mwcw i zagorzaych antagonistw. Posady 
mistrzw piastowali dwaj sidmoklasici: Nochaczewski i Miller. Pierwszego zwano 
Spinoz, drugiego nieco zagadkowiej Balfegorem. Obadwaj byli tumaczami Bucklea, 
dialektykami i propagatorami kierunku postpowego. Spinoza pierwszy doszed i wyoy 
mniej zdolnym, a owczym pdem idcym buckleistom ciemne dla nich punkty rozdziau 
drugiego, objani, co jest warto, renta, czynsz, zysk itd. w znaczeniu ekonomicznym, 
a nadto budowa swj wasny systemat. Balfegor by umysem ostroniejszym, czyta 
Bucklea bardzo wolno, nieraz nad stronic siedzia tydzie i nie rusza si dalej, pki nie 
wyrozumia wszystkiego. Dokadne zbadanie kwestii cigno za sob specjalne studia z rozmaitych 
dziedzin. 
Tote Balfegor pracowa ogromnie. Brak ksiek i elementarnych wiadomoci z botaniki, 
chemii, zoologii etc. musia zapenia domysem wasnym, kalkulacj samoistn. Ile popeni 
bdw, ile razy musia sam rozbija gmach zudze wybudowany na faszywym przypuszczeniu! 
Burzeniem tych jego uud zajmowa si szczerze Spinoza, wietny matematyk, 
bystry spostrzegacz, ktry bez gbokich studiw szed przodem i w dysputach zawsze udowadnia 
sw wyszo, czyli mwic argonem tamtejszym, smiekak. 
W szeregu najbardziej zdecydowanych materialistw sta Marcin Borowicz. Nie mieszka 
ju wtedy u starej Przepirzycy, lecz gdzie indziej, w roli korepetytora dwu malcw, pospou 
z kilkoma zamoniejszymi uczniami klas ostatnich. Tam wanie, na stancji u tak zwanej 
Czarnej pani, byo gniazdo buckleizmu. Wieczorem, nieraz do pna w noc, wrzay 
zacieke spory z metafizykami, z idealistami i pomidorowcami, czyli grup wiern katolicyzmowi. 
Ile to szyderstw i obelg zniosy tam ciemne by w rodzaju Kanta, Hegla, 
Fichtego, Schellinga. ktrzy, wedug ulubionej formuy Balfegora, zaczerpnitej, rzecz prosta, 
z ksiki  sami wzbili chmur pyu i dziwi si, e on im oczy zasypuje... Los tych 
filozofw dzieli prefekt miejscowy, stojc mimo woli, chci i zasugi w gromadzie zdecydowanych 
antagonistw materializmu, rami w rami z Kantem i Heglem. 
Zwolennicy panslawizmu, rusofile par excellence, bali si ze wzgldu na skutki czytywa 
Bucklea ostentacyjnie albo lekceway spowied. Tote w samym tonie stronnictwa litrackiego 
rusofile materialici prowadzili bj z rusofilami malekimi uczonymi i karierowiczami. 
Caa grupa wolnomylnych pracowaa arliwie. Kwestie poruszone w dziele utalentowanego 
Anglika rozbudziy umysy klerykowian do tego stopnia, e zaczto nawet studiowa 
acin i grek, gdy w dziele i te gazie wiedzy byy traktowane. Matematyki i fizyki uczono 
si tak forsownie, e Borowicz dla atwiejszego rozumienia buckleizmu w klasie szstej wyku 
cay kurs trygonometrii, podawany do wiadomoci w klasie sidmej. Kad ksik (jak 
przypadkiem zabkany obszerniejszy podrcznik fizyki, kurs chemii, matematyki wyszej 
etc.), w ogle co tylko zjawio si na horyzoncie, czytano na wycigi, a materia t drog zdo
97 
byty niezwocznie wnoszono do dysput wieczornych. Kurs gimnazjalny, wszystkie wykadane 
przedmioty suyy jedynie za pewien rodzaj miazgi do rozpraw. 
Borowicz by specjalist poniekd od ateizmu. Przeciga w tym kierunku ostronego 
Balfegora i bystrego w domyle Spinoz. Raptowne zdruzgotanie ustalonych wierze 
wprowadzio omnastoletniego szstoklasist do cakowicie nowego wiata. Znalaz si jak 
gdyby wrd obszarw dzikiego, nie tknitego, upraw gruntu, po ktrym chodzi w samotnoci 
i zdumieniu. Wszystko tam byo cakiem obce, wszystko musia sobie sam tumaczy, 
kady przedmiot spotkany ze wszech stron rozpatrywa, kad myl najpospolitsz roztrzsa 
i way jako zjawisko absolutnie nowe. A ksika dostarczya tyle myli zdumiewajcych! 
Okazywaa ona, e historia wykadana w gimnazjum to niedonie uoony spis zdarze, e 
matematyka to alfabet tej umiejtnoci; wyliczaa z imienia cay spis nauk nieznanych, ukazywaa 
ich perspektyw bez koca, cigna mode umysy skro ldw i mrz, midzy najciekawsze 
zjawiska, poprzez wydarzenia ywego i zmarego wiata -i siaa ziarno zuchwaego 
szturmu do niebios. 
Pobieny opis anatomiczny budowy oka i ucha w kursie fizyki zapodni gimnazjalnych 
badaczw tak wciekym pragnieniem uczenia si chemii, anatomii, fizjologii itd., e marzyli 
o dniu, kiedy si to stanie, jak o chwili niezmiernej radoci. Trzej naczelni buckleici (Balfegor, 
Spinoza i Borowicz) chodzili w sekrecie do rzezalni, sowicie pacili rzenikom za 
oczy wow i cielt, krajali je scyzorykami i przecigali si w manifestowaniu wszystkiego, 
co byo wypisane w krtkiej wzmiance. 
Oprcz roli czynnika, budzcego do ruchu umysy skrpowane powijakami schematu nauk 
gimnazjalnych, ksika Bucklea odegraa inn, daleko waniejsz. Bya ona nie tylko kodeksem 
i ekscytarzem moralnoci, ale wprost bya si moraln. 
Wszystk energi duchow modziecw dojrzewajcych fizycznie, ktra wyadowaaby 
si bya w pierwszym lepszym kierunku, mocno uja w oysko i porwaa ku rzeczom najszczytniejszym. 
Kady z buckleistw piastowa w sercu ekstatyczne marzenie: nie tylko posi 
wiedz mistrza, ale samemu sta si Bucklem. Zamkn si w murach jakiegokolwiek 
domu, zgromadzi nieprzejrzan moc ksiek, uczy si przez cae ycie, a nawet umierajc 
woa jak on: O, dzieo moje, o, dzieo moje!... 
Kolosalny zakres wiedzy odsaniajcy si na kartach Historii cywilizacji Anglii mia 
przede wszystkim ten skutek, e znagli Borowicza i jego wspwyznawcw do pracy, do 
rzetelnego cenienia czasu na wag zota. Kto ma zosta Bucklem, ten nie moe traci minuty, 
musi rozoy prawidowo godziny i kwadranse, a wszystkie wypeni trudem. Stamtd, z 
wyyny buckleizmu, ani jeden z adeptw nie zstpi na chwil do dziedzin wolnoprniactwa 
i ceni md bawic si tym procederem jako ndzn trzod. Tak tedy cakowite 
pochonicie si duszy przez nauki, a raczej przez marzenia i pikne sny o dziedzinie 
nauk  oderwao j od wszelkiego brudu ziemi, dwigno bardzo wysoko i szybko a nieodwoalnie 
uszlachetnio. 
Poniewa znano ksik tylko w przekadzie rosyjskim, z natury rzeczy tedy wszelkiego 
rodzaju terminy naukowe i urobione formuy bardziej cisego mylenia przywieray do mzgw 
w postaci rosyjskiej. Na dysputach wieczornych wszystko, cokolwiek tyczyo si rzeczy 
abstrakcyjnych, wypowiadano midzy sob po rosyjsku. Nikt przekona swoich po pol-
sku nie umiaby ze cisoci wyoy. Bya to najbardziej zjadliwa forma obrusienia. bo dobrowolnie, 
we wntrzu wasnych czaszek, stopniowo zaprowadzana przez modzie. Ale nie 
mogo by inaczej. Modzie ta akna strawy naukowej, znalaza j i karmia si tym, co 
znalaza. Og inteligencji miejskiej umia jedynie (w najwikszym sekrecie) stka na 
ucisk, dziwowa si, jakim to sposobem mona w kraju polskim gramatyk polsk wykada 
pa russki, ale nie byt uzdolniony politycznie nawet do zaoenia dla tej modziey czytelni 
z dzie naukowych swoich i tumaczonych, ksztaccych systematycznie. 
98 
14 
Mde wiato jesienne wlewao si do klasy sidmej, napeniajc j dziwnie smutnym i 
nudnym pmrokiem. Przed chwil wyszed by Grek, z ktrym tumaczono dialogi Lukiana, 
a wkrtce mia si ukaza nauczyciel historii. Wszyscy uczniowie siedzieli w klasie. Z 
szstej do sidmej przeszo ich zaledwie dwudziestu trzech. Przybysze zastali piciu drugorocznych. 
Ci nadawali szyk i odpowiedni ton sztubie. Wanie jeden z takich, blady i wychudy 
mczyzna w mundurze uczniowskim, opowiada naprdce spron anegdotk kku 
zgromadzonych przy jego awie, co chwila wybuchajcemu homerycznym miechem. W drugim 
kcie sali Borowicz prowadzi oywiony dyskursik z Waleckim, zwanym Fig. Walecki 
mia dopiero lat siedmnacie. By to chopczyna tak maego wzrostu, e, ku jego miertelnej 
mce, uwaano go za trzecioklasist. Uczy si wybornie i tylko dziki zemu sprawowaniu 
figurowa na licie jako drugi ucze z kolei, ustpujc pierwszestwa Szlamie Goldbaumowi. 
Ze sprawowanie, czyli czwrk zamiast pitki, Walecki zdobywa sobie nadzwyczajn 
hardoci. 
Nie byo tygodnia, eby ten przeliczny chopak nie skaka do oczu ktremu z belfrw. Na 
kad uwag musia odpowiedzie jeli nie dowcipnym sarkazmem, to przynajmniej znamiennym 
chrzkniciem albo piorunujcym spojrzeniem oczu, podobnych do pary diamentw. 
Cae stronnictwo literacko-buckleowskie starao si o pozyskanie Figi, ale on uchyla 
si od rozmw bezbonych. Mia kilka sistr, a by jedynakiem u matki, wacicielki nieduego 
sklepu z materiaami pimiennymi, katoliczki. Jak agent policji tajnej kontrolowaa ona 
kady krok syna, wydzieraa mu z rk ksiki nie tylko wolnomylne, ale wszelkie tak zwane 
ze, nad wiedz za tego wybitnego sidmoklasisty panowaa tak wszechwadnie, e musia 
jej sumiennie opowiada tre rozmw swoich z kolegami, przedstawia swe tajemne myli, z 
gry uznane za zdrone, wyjawia wszelkiego rodzaju projekty i marzenia. Tak prowadzony 
hardy Tomasz musia rwnie wystrzega si nie tylko dyskusyj, ale nie mia prawa sysze 
zych myli i pozwala, aeby znalazy miejsce w jego gowie. 
Uzda, ktrej koce trzymaa matka szalejca za Fig, doprowadzaa go do skrytej, guchej, 
dzikiej pasji. Poddawa si jednak, gdy do serca jego czynny bunt przeciw rodzicielce 
nie mia przystpu. Figa wierzy w to tylko, co wesp z ni uzna za godziwe. Stosownie 
do jej polece przeciga wszystkich literatw w wiadomociach, aczkolwiek na zebrania 
nie uczszcza; czyta wszystko, co byo niezbdne do pisania wicze rosyjskich, ale adnej 
ksigi bezbonej nie mia jeszcze w rku. Borowicz nie opuszcza ani jednej sposobnoci 
dranienia Figi swymi uwagami, tote istniaa midzy tymi dwoma ciga walka. 
Pan Kostriulew wykadajcy histori wszed do klasy i zasiad na katedrze. By to rusyfikator 
w najbardziej wulgarnym znaczeniu tego wyrazu. Podczas kadej prawie lekcji wywleka 
sprawy bolesne dla modziey polskiej (gdyby ta czu bya w stanie), rozwija je i poza 
kursem gimnazjalnym narzuca do uczenia si mnstwo faktw zbytecznych. W podrczniku 
historii Iowajskiego bya krtka i charakterystycznie moskiewska wzmianka o upadku Pol-
ski. Kostriulew nie poprzesta na niej, lecz przynosi ze sob jakie rkopimienne foliay, co 
zwa dopenieniem, i stamtd wyczytywa przerne skandale. Tego dnia, przesuchawszy 
zaledwie jednego uczniaka, rozoy swj manuskrypt i rzucajc na przemiany jadowite 
umiechy i spojrzenia zacz czyta. Dugo i szeroko malowa histori dobrowolnego prawosawia 
na Litwie, wylicza przykady zdzierstw ksiy katolickich, scen gorszcych z ich 
ycia itd. Godzina miaa si ju ku kocowi, gdy widocznie dla zilustrowania stanu rzeczy 
dobitnym faktem wyuszcza zacz spraw konfiskaty wielkiego klasztoru eskiego w okolicach 
Wilna. 
99 
 Gdy wywieziono mniszki  mwi  delegowani zabrali si do zbadania gmachu. W 
trakcie rewizji cel przypadkiem odkryto schody tajne prowadzce do lochw podziemnych, 
gdzie oczom przybyych ukaza si widok nieznony. Stao tam mnstwo malekich trumienek 
drewnianych, prawie jednakiego wymiaru, a mieciy si w nich trupy dzieci ledwo narodzonych. 
Jedne z tych trumienek byy ju zupenie zbutwiae, widocznie przed wiekiem, inne 
rozsypyway si w proch, a byy i zupenie nowe, lnice biaoci drzewa sosnowego... 
Pedagog przerwa na chwil czytanie i obrzuci spojrzeniem suchaczw. Wtedy Walecki 
powsta ze swego miejsca i rzek ostro: 
 Panie nauczycielu! 
 A co tam?  zapyta Kostriulew poprawiajc swe niebieskie binokle. 
 Panie nauczycielu!  mwi Figa gosem wzburzonym i drcym, ale do najwyszego 
stopnia zuchwaym  ja... to jest... ja w imieniu moich kolegw... uczniw klasy sidmej, ja 
prosz, aeby pan nie czyta tutaj podobnych rzeczy... 
 Co takiego?  zawoa historyk zrywajc si z krzesa. Walecki wspi si na palcach i 
oparty rkami o wierzchni desk awki, pochylony naprzd, mwi coraz goniej tonem, 
ktry ci niby damasceska szabla: 
 Ja jestem katolikiem i nie mam prawa sucha tego, co pan czytasz. Dlatego w imieniu 
caej klasy, w imieniu... caej klasy... 
 Milcze, smarkaczu!  wrzasn nauczyciel zstpujc z katedry. 
By to najboleniejszy epitet, jaki mg usysze ten may katolik. Sowo smarkacz 
przeszyo go jak bagnet. Tote nozdrza klasycznego nosa zaczy mu drga, brwi skoczyy do 
p czoa, twarz zblada jak papier. 
 Ja nie chc sysze tego, co pan czytasz!  krzykn na cay gos.  Tego nie ma w kursie, 
a zreszt jest to potwarz i ndzny fasz! Ndzny fasz! Ja w imieniu caej klasy... 
Kostriulew mrukn co pod nosem, zebra na kup co tchu swj rkopis, dzienniki, ksik 
Iowajskiego i gwatownym krokiem wyszed z klasy. Walecki usiad na swym miejscu, 
podpar gow piciami i zosta tak bez ruchu. W sali zalega cisza. Nie sycha byo adnego 
szmeru, adnego oddechu. Wtem Borowicz rzek pgosem, ktry wrd tej ciszy i wytonego 
milczenia sprawi wraenie krzyku: 
 To ci ognisty katolik! 
Walecki natychmiast podnis gow, odwrci si, zmruy oczy i szepn przez cinite 
zby: 
 Tak, ty... libertynie! 
 Pomidorowiec...  odpowiedzia mu Borowicz.  On w imieniu caej klasy... 
Zaledwie zdy wymwi te sowa, gdy drzwi si z trzaskiem otwary i wkroczy do klasy 
cay prawie sztab gimnazjalny. Dyrektor szybko zbliy si do pierwszych awek i zacz 
krzycze bijc w nie piciami: 
 A to co? Bunt? Bunt? Bunt?! Ja was naucz. W te j chwili won caa klasa! Won! Mylicie, 
e ja si zawaham! Walecki!  krzykn w istnej furii  tutaj! 
Figa stanowczym krokiem wyszed na rodek i stan przed dyrektorem. 
 Od ziemi nie odrs, ak, ssipalec! -pieni si Kostriulew.  I to takie... przeciwko 
mnie... Protest... Ja dla dobra nauki, a ty, chystku!... 
 Tak...  rzek Figa chrapliwym basem, ktry co moment przelewa si w dyskant  w 
imieniu caej klasy... My chodzimy do spowiedzi, wyznajemy nasz religi... A zreszt ja nic 
nie chc...Niech on przeczyta panu dyrektorowi i wszystkim to, co my tu syszelimy przed 
chwil! Niech on to przeczyta! Ja nic... tylko niech on to przeczyta! Jeeli panowie... 
Gos mu si zarywa i jako dziwnie szczka w nadmiernym wzburzeniu. 
 Kt to  o  ?  spyta raptem inspektor. 
 No on... ten nauczyciel, Kostriulew...  rzek Figa wzgardliwie, nie odwracajc nawet 
gowy w stron historyka. 
100 
 Panowie syszycie?  spyta tamten z popiechem. Inspektor tymczasem wdraa ju 
formalne ledztwo. Zwrcony do klasy, pyta stanowczym gosem: 
 Czy upowanilicie Waleckiego do zakadania protestu? Uczniowie milczeli. 
 Kto delegowa Waleckiego? Winni, ktrzy si przyznaj natychmiast, zmniejsz sobie 
kar o poow. Pniej Rada Pedagogiczna bdzie nieubagan. 
Znowu odpowiedziano milczeniem. aden z kolegw nie naradza si z Waleckim, a prawo 
koleestwa domagao si obrony wsptowarzysza. Nikt nie wiedzia, co pocz. Wszyscy 
siedzieli w absolutnym ogupieniu, ratowali si milczeniem i zupen nieruchomoci cia, 
niby kupa chopw zaskoczona przez wypadki niepojte. Inspektor by na to przygotowany i 
jako praktyk w rzeczach bada wnet zmieni metod: 
 A wic nie przyznajecie si? Dobrze. Goldbaum, czy upowaniae pan Waleckiego? 
Prymus wolniutko dwign si z miejsca i zgity stan w awce, patrzc w ziemi. 
 No i c, naleae do buntu? 
 Ja dzi nie rozmawiaem w klasie... Mnie dzi bardzo gowa boli. 
 Tu trzeba da odpowied kategoryczn!  przerwa mu dyrektor. 
 Ja jestem starozakonny...  rzek cicho Goldbaum. Inspektor wodzi oczyma po klasie i 
zatrzyma je na swym ulubiecu. 
 Borowicz! czy bye pan w zmowie z Waleckim, czy dawae mu jakie zlecenia? 
Marcin wsta ze swej awy i milcza, miao patrzc w oczy inspektora. 
 Wic jake? 
 Ja nie mogem do wystpienia namawia kolegi Waleckiego, gdy uwaam za bardzo 
uyteczne te dopenienia, ktre nam wanie czyta profesor Kostriulew. By to krytyczny 
rzut oka na machinacje jezuitw w upadajcej i upadej Polsce. Mnie si zdaje, e my wszyscy 
z przyjemnoci suchalimy uwag nadprogramowych i musz wyzna, e Walecki protestowa 
tylko we wasnym swoim imieniu. 
Uczniowie z naton ciekawoci chwytali sowa odpowiedzi Borowicza, gdy wyprowadzay 
ich one z cikiego kopotu. Wszyscy doznali tego wraenia, e Marcin, zwalajc 
win ca na barki Waleckiego, niszczy podejrzenie o bunt, a, co waniejsza, samemu winowajcy 
zmniejsza stopie kary. Tote kiedy inspektor dawa im pytania z kolei, odpowiadali 
prawie sowo w sowo to samo, co rzek Borowicz. Walecki, mwiono, zapali si niesusznie, 
gdy nauczyciel nie czyta nic zdronego. Mwi to samo, co stoi w kursie, tylko ilustrowa 
rzecz odpowiednimi przykadami. W caej klasie znalaz si jeden tylko pomidorowiec, 
niejaki Rutecki, ktry na zapytanie, czy zmawia si z Waleckim, wbrew powszechnemu 
oczekiwaniu nauczycieli i kolegw rzek: 
 Tak. 
Tego ustawiono przy Waleckim, a po skoczonym ledztwie wytransportowano z klasy. 
Gdy sztab profesorski znalaz si za drzwiami, wszyscy zerwali si z miejsc, zbili w gromadki 
i poczli z krzykiem rozprawia o fakcie dokonanym. 
 Jeeli to nie jest wistwo  rzek swym grubym gosem najstarszy w klasie kolega drugoroczny, 
dla potnego nosa zwany Pieprzojadem  to niech mi zaraz Goldbaum daje byka 
w ucho... 
 Ciekawym, co moglimy zrobi innego?  spyta Borowicz przeczuwajc, e to do niego 
pij.  Czemue kolega popeni to samo wistwo? 
 Dlaczego? Bagatela... Dlaczego? A bo ja wiem, dlaczego... Ale maego wylej na dwr... 
 Nie przypuszczam, a zreszt to trudno!  zapali si Marcin.  e jemu si zachciewa 
broni pomidorw, to jeszcze nie racja, ebymy wszyscy mieli by wyrzuceni. Co do 
mnie, to utrzymuj stanowczo, e Kostriulew mia zupen suszno. W nauce historii chodzi 
o prawd, o prawd i jeszcze raz o prawd. Naley mie jakie zdanie. Albo si je ma, i w 
takim razie nie mona broni polsko-jezuickich morderczy nieprawych dzieci, albo si jest 
trb klechw... 
101 
 A naturalnie!  zawtrowano ze wszech stron. Tymczasem z kancelarii przytykajcej do 
klasy sidmej sycha byo gwar, nad ktrym unosi si cigle ostry gos Waleckiego. Przez 
korytarz raz w raz biegali pomocnicy gospodarzy klasowych. Inspektor nie zjawia si na lekcj 
logiki, ktra wanie przypadaa w klasie sidmej. Po upywie kilkudziesiciu minut od 
wyprowadzenia Waleckiego ujrzano przez drzwi oszklone kapelusz i fizjonomi jego matki, 
biegncej kusem w asystencji pana Mieszoczkina. Twarz tej pani bya blada miertelnie, 
oczy wytrzeszczone, a nozdrza drgay zupenie jak u syna. 
 Mwi, e to jest wistwo, pomnoone przez ajdactwo!  mrukn znowu kolega Pieprzojad, 
szczypic do gry wsiki i rozczesujc czupryn grzebieniem. 
Za cian gwar wzmaga si coraz bardziej, stawa si zgiekliwy jak wcieka ktnia, czasami 
znowu nacicha zupenie. W pewnej chwili da si sysze krzyk Waleckiego, spazmatyczny, 
rozpaczliwy... Uczniowie rzucili si do drzwi, postawali na awkach, wspili si na 
palce i wyjrzeli na korytarz przez szybki we drzwiach. Zobaczyli wkrtce Waleckiego w otoczeniu 
trzech strw i pana Pazura, ktrzy go nieli w powietrzu. Figa rwa si i siepa w 
rkach jak lis zapany w elaza. W pobliu kancelarii staa jego matka. Twarz jej nic nie wyraaa, 
tylko wargi chwilami odymay si w szczeglny sposb i lewa powieka dygotaa. Gdy 
Fig wwalono we drzwi izby zwanej zapasow, pani Waecka zwrcia si szybko ku 
wyjciu. Sza przy samej cianie i co mamrotaa do siebie... Wkrtce przyszed do klasy Rutecki, 
skazany na dug koz, z wieci, e may za zgod matki, a w zamian za wypdzenie z 
wilczym biletem  dostanie rzgi... 
W poowie nastpnej lekcji, ktr odbywa wiecznie spokojny matematyk, drzwi si uchyliy 
i pan Majewski wpuci do sali Waleckiego. Nieszczsny buntownik mia twarz tak nabieg 
krwi, e wydawaa si prawie czarn. Dolna warga bya wysunita jak u matki, biae 
zby dolnej szczki nakryway warg grn, oczy cofny si i skryy pod bolenie zsunitymi 
brwiami. Szed do swego miejsca z wolna, jakby omackiem. Gdy je mia ju zaj, w przecigu 
jednego momentu wejrza na Borowicza. Marcin wtedy zadra, byo to bowiem spojrzenie 
straszliwe. 
102 
15 
Na pocztku trzeciego kwartau, po przyjedzie ze wit Boego Narodzenia, uczniowie 
klasy sidmej zastali nowego koleg. By nim Bernard Sieger, wydalony z teje klasy ktrego 
gimnazjum w Warszawie. Nikt z klerykowian nie mia wiadomoci autentycznych, za co 
waciwie Sieger by ze stolicy raz na zawsze wypdzony a do Klerykowa przyjty. Chodziy 
tylko niezdecydowane pogoski, e to ptaszek. Z czasem dopiero jeden z smoklasistw, 
ktremu zdarzyo si by podczas wit w Warszawie, owietli nieco spraw, rozgaszajc, 
e tajemniczy przybysz wyrzucony zosta za niebagonadionost. Do Klerykowa, wedug 
teje relacji, udao mu si wstpi za specjalnym zezwoleniem kuratora okrgu naukowego, 
ktry znowu mia da takie zezwolenie dziki wstawiennictwu jednej ze znakomitych figur 
wielkiego wiata. 
W nowej szkole Sieger natychmiast otoczony zosta szczeglniejsz opiek. Mieszka sam 
jeden u pana Kostriulewa i poza murami szkoy nie mia prawa styka si z kolegami. W 
gimnazjum pilnowano go rwnie w sposb nie zostawiajcy nic do yczenia. Codziennie 
kto upowaniony, a wic pan Majewski, inspektor, dyrektor, Mieszoczkin  rewidowa jego 
tornister, wszyscy udzielali mu admonicyj surowszych ni innym, a do wydawania lekcyj 
powoywano go bez ustanku. Bernard Sieger mia lat omnacie, dziewitnacie, by wzrostu 
redniego, krpy, nieco ospowaty. Rysy twarzy mia wyraziste, nos duy, oczy barwy nieokrelonej 
jak woda. Oczy te patrzay spokojnie, ale ze szczegln uwag. Sieger nigdy nie 
zdradza strachu lub zoci, gdy go niepokojono, gdy mu rozkazujcym tonem czego surowo 
zabraniano. Na twarzy jego malowa si stale pewien wyraz, ktry mona by chyba 
ochrzci imieniem  uprzejmej drwiny. 
Gowacze klasy sidmej ju po kilku lekcjach spostrzegli, e Sieger wszystko kapuje, 
Robi przykady matematyczne niezbyt lotnie, ale bystro, tumaczy Disputationes Tusculanae 
Cycerona powoli, ale samoistnie, pisa wiczenia literackie i logiczne na cztery  sowem, 
by to dobry ucze. 
Buckleici z krtkiego dyskursu przed naboestwem w pewien dzie galowy, kiedy pilnowacze 
zajci byli malcami i nie przeszkadzali rozmawia, dowiedzieli si, e nowy nie tylko 
czyta Bucklea i Drapera, ale posyszeli z ust jego pytania o dziea, jakich ani oko klerykowskie 
nie widziao, ani ucho nie syszao. Sieger y cakiem samotnie. Wprost z klasy 
szed do mieszkania. Na spacer, na ywy, po sprawunki  tylko z cerberem Kostriulewem. 
Autochtonowie klasy sidmej obserwowali go z uwag, ciekawoci, a nie bez odrobiny niechci 
i zawici. Ju to samo, e Sieger przyby z Warszawy, gniewao wszystkich, ktrzy za 
obrbem Klerykowa nic nie znali. Uprzejm grzeczno jego poczytywano za wynioso i 
arystokratyzm, ironiczne milczenie, gdy uczeni slawici roztaczali w czasie pauz swe wiadomoci 
 za nieuctwo w tym kierunku wiedzy czowieczej. 
Pewne trudnoci mia Sieger z uczszczaniem na lekcje jzyka polskiego. Zrazu wadza 
wzbraniaa mu wstpu na wykady profesora Sztettera i dopiero po upywie miesica dala swe 
zezwolenie. 
Tego dnia lekcja jzyka miejscowego bya ostatni z rzdu, a wic przypada midzy 
godzin drug a trzeci. Sztetter wszed do klasy jak zwykle z wyrazem niechci na twarzy, 
zasiad i wnet wymieni czyje nazwisko, proszc o tumaczenie z jzyka polskiego na rosyjskie 
wiersza Czajkowskiego pod tytuem Pajk. 
Ten, kogo spotka los tak nudny, pragnc wykrci si zacz gada (rozumie si po rosyjsku): 
 Panie profesorze, mamy nowego ucznia. 
103 
 Nowy kolega, z Warszawy ucze...  baznowali inni. 
 Nowy ucze?  spyta Sztetter ze zdziwieniem.  Gdzie, jaki ucze? 
Sieger wsta ze swego miejsca i skoni si nauczycielowi. 
 A...  mrukn Sztetter.  Wasza familia? 
 Zygier  rzek nowy ucze. 
Nauczyciel zacz szuka tej familii w spisie abecadowym pod liter Z  i nie znalaz. 
 Mwisz pan... Zygier? 
 Tak. W papierach i w metryce stao  Sieger, jak pisa si mj dziad i ojciec, dlatego 
prawdopodobnie zanotowano w dzienniku pod . Ja nazywam si Bernard Zygier, Zet, y, 
gier... 
Nauczyciel spojrza na nowego ucznia i smutne oczy jego zajaniay przez chwil nikym 
promyczkiem wesela. 
 Niech bdzie Zygier...  powiedzia.  Chcesz pan uczszcza na lekcje jzyka polskiego? 
 Rozumie si! Przecie to nasz jzyk ojczysty... (Wied'eto nasz rodnoj jazyk). 
Sztetter obejrza szybkim lotem drzwi oszklone, tego ucznia, dziennik i poruszy wargami, 
jak gdyby mwi jakie sowo, czego przecie nikt nie dosysza. Po chwili rzek: 
 No... czytaj pan. 
Zygier wzi ksik uoon przez profesora Wierzbowskiego i zacz czyta wskazany 
urywek. Koledzy jego widzc, e prezentacja skoczona i e rozpoczynaj si zwyke nudy 
narodowe, wzili si do odrabiania lekcyj, do jawnego czytania rzeczy postronnych albo 
wprost ukadali si jako tako do drzemki. Niektrzy, lepiej wychowani, z naogu przyzwoitoci 
trzymali oczy wlepione w Pajka. Inni ogldali ciany powleczone sinym kolorem, szerokie 
brunatne lamperie, ty stoliczek katedry, czarn tablic, szyby zasonite par... Tymczasem 
Zygier odczyta i przetumaczy na jzyk urzdowy kilka strof wiersza, a potem rozbiera 
kolejno zdania pod wzgldem gramatycznym i logicznym. Zastanowio wszystkich, e 
czyni to nadzwyczaj starannie i e rozbiera po polsku. Sztetter oparty ramieniem na krzele 
dwign zwieszon gow i bbnic w st palcami, spod oka przyglda si Zygierowi. 
Podmiot, orzeczenie, sowa okrelajce, rzeczownik, zaimek, mianownik, dopeniacz, celownik, 
imiesowy odmienne, nieodmienne itd. brzmiay w tej klasie tak dziwnie, tak jako zabawnie, 
e wszyscy uczniowie, syszc to raz pierwszy, spogldali ze miechem to na profesora, 
to na ucznia cigncego rzecz swoj ze skupieniem i uwag. Ukoczywszy rozbir caego 
wiersza, Zygier zoy ksik na awie. Nauczyciel otworzy swj notes prywatny, dziennik 
klasowy, uj za piro, wykrca je w palcach i myla o czym gboko. 
 Dosy...  rzek wreszcie.  Mam panu stawia stopie. Ale jaki? C ja panu postawi? 
Ja nie mam... na to... stopnia, panie Zygier... 
Mwic tak, znowu przyglda si nowemu uczniowi i wraca do niego oczyma kilkakro, 
jakby ich nie by w stanie zdj z tej twarzy. Zygier sta w awce, mierzc Sztettera swym 
uwanym i spokojnym wejrzeniem. 
 Prosz mi powiedzie  rzek jeszcze nauczyciel  co pan czytae, w jakim kierunku? 
 Czytaem... tak dosy rozmaitych rzeczy. 
 A z literatury polskiej? 
 Uczylimy si kolejno, systematycznie, okresami. 
 Tak, tak...  mwi Sztetter, zabawnie strzepujc rk piasek z dziennika  no i jakie to 
tam okresy? 
 Czytalimy utwory wieku zotego dosy pobienie, za to romantykw szczegowo. 
 Kt to... my?  zapyta nauczyciel daleko ciszej i patrzc we drzwi. 
 To tam w Warszawie... my... sami... 
 C pan czytae na przykad z Mickiewicza? 
 No, zdaje si... Niektrych rzeczy adn miar nie moglimy dosta. 
104 
 Ja si o to nie pytam, nie chc wiedzie! Jaki utwr podoba si panu najbardziej? 
 Czy ja wiem? Trzecia cz... Improwizacja, Pan Tadeusz, Ksigi Pielgrzymstwa... 
Sztetter umilk. Po chwili zapyta jeszcze: 
 No, a c pan wiesz o Mickiewiczu? 
Ucze wyranie, jasno i bardzo szczegowo opisa w jzyku rosyjskim modo poety, 
zwizek Promienistych, Filomatw i Filaretw, aresztowania, uwizienie i deportacj. Wprost 
od tych szczegw najniespodziewaniej zjecha z Wilna do Warszawy i ju nie ku profesorowi, 
lecz w stron klasy zwrcony j wyborn i bardzo pikn ruszczyzn, z chwalebnym 
unikniciem polonizmw, plastycznie malowa napad podchorych na Belweder w nocy 
29 listopada. 
Oszoomiony belfer, pragnc co tchu przerwa ten wykad, rzuci pytanie: 
 Umiesz pan moe co na pami? 
 Tak, umiem to i owo. 
 Prosz powiedzie. 
Zygier zoy ksik, przez chwil si namyla i wnet zacz mwi gosem nie dononym, 
ale dwiczcym jak szlachetny metal: 
Nam strzela nie kazano. Wstpiem na dziao... 
Usyszawszy te wyrazy Sztetter zerwa si na rwne nogi i zacz macha rkami, ale Zygier 
nie umilk. Jakby odepchnity jego wzrokiem, nauczyciel siad na swym krzele, podpar 
gow rkoma i nie spuszcza oka z szybek we drzwiach. W klasie staa si cisza. Wszystkie 
oczy skieroway si na wypowiadajcego wiersze polskie. Ten mwi rwno, ze spokojem i 
umiarkowaniem, ale jednoczenie z jak ukryt w sowach wewntrzn gwatownoci, ktra 
kiedy niekiedy, w pewnych cezurach, wymykaa si midzy sylabami. Dziwne, niesychane 
sowa przykuway uwag, potny obraz boju roztwiera si przed oczyma suchaczw  i 
nagle mwca dwign swj gos o stopie wyej: 
Gdy Turkw za Bakanem twoje strasz spie, 
Gdy poselstwo francuskie twoje stopy lie, 
Warszawa jedna mocy twej urga! 
Podnosi na ci rk... 
Nauczyciel sykn i zacz wstrzsa gow. Wtedy Figa-Walecki wylaz ze swej awki, 
zbliy si do drzwi, wspi na palce i spogldajc uwanie w korytarz, machn rk na Zygiera, 
eby gada dalej. Nie bya to ju recytacja utworu wielkiego poety, lecz oskarenie 
uczniaka polskiego zamknite w zdarzeniach bitwy. By to wasny jego utwr, wasna mowa. 
Kady obraz walki dawno przegranej wydziera si z ust mwcy jako pragnienie uczestnictwa 
w tym dziele zgubionym. Uczucia dziecice i modziecze, po milionkro zniewaane, leciay 
teraz midzy suchaczw w ksztatach sw poety, pkay wrd nich jak granaty, wiszczay 
niby kule, ogarniay dusze na podobiestwo kurzawy bojowej. Jedni z nich suchali wyprostowani, 
inni wstali z awek i zbliyli si do mwcy. Borowicz siedzia zgarbiony, podparszy 
pici brod, i rozpalone oczy wlepi w Zygiera. Drczyo go przemierze zudzenie, e on to 
wszystko ju niegdy sysza, e on to nawet gdzie jakby wasnym okiem widzia, ale nie 
mg poj, co bdzie dalej  i sucha, sucha ze wstrtem i zoci, ale z dreszczami dziwnego 
blu w piersiach. Wtem Zygier zacz mwi: 
...nieraz widziaem 
Garstk naszych, walczc z Moskali nawaem, 
Gdy godzin woano dwa sowa:  pal! nabij! 
105 
Gdy oddechy dym tumi, trud ramiona sabi, 
A wci grzmi rozkaz wodzw, wre onierza czynno, 
Na koniec bez rozkazu peni sw powinno, 
Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamici 
onierz, jako myn palny, nabija, grzmi, krci 
Bro od oka do nogi, od nogi  na oko... 
A rka w adownicy dugo i gboko 
Szukaa... Nie znalaza... I onierz pobladn, 
Nie znalazszy adunku, ju broni nie wadn! 
I poczu, e go pali strzelba rozogniona, 
I puci j, i upad... Nim dobij, skona... 
Borowicz zamkn oczy. Znalaz ju wszystko. To ten sam onierz, o ktrym mwi mu 
przed laty strzelec Noga na pagrku pod lasem. Ten sam, zabity nahajami, lecy w skrwawionej 
mogile pod wierkiem. Serce Marcina szarpno si nagle, jakby chciao wydrze si z 
piersi, ciaem jego potrzsao wewntrzne tkanie. cisn mocno zby, eby z krzykiem nie 
szlocha. Zdawao mu si, e nie wytrzyma, e skona z alu. Sztetter siedzia na swym miejscu 
wyprostowany. Powieki jego byy jak zwykle przymknite, tylko teraz kiedy niekiedy 
wymykaa si spod nich za i pyna po bladej twarzy. 
106 
16 
Miejscem bardzo drogim dla Borowicza i jego kolegw przez cay czas egzystencji w klasie 
smej by tak zwany Stary Browar, obszerna posesja leca u wejcia na przedmiecie 
wygwizdowskie. Niegdy istniaa rzeczywicie w tym miejscu fabryka ndznego piwska. Z 
czasem waciciel jej zrujnowa si doszcztnie, a cakowity jego interes poszed w ruin. 
Wielkie mury, budowle otaczajce, skady i piwnice stay pustkami. Dopiero po upywie lat 
kilku naby wszystko za mae pienidze chudy ydek z czarn brdk i za mniejsze jeszcze 
pienidze przerobi browar i skady na lokale mieszkalne. Cay szereg tych budynkw wraz z 
niezmiernym podwrzem i ogrodami stanowi samoistn dzielnic. Z jednej strony ograniczaa 
j wiecznie gnijca rzeczuka, z trzech innych uliczki boczne. Wysoki, jakby wizienny 
mur, z pospnymi bramami wychodzcymi na trzy strony wiata, bieg dokoa obszaru browarnego 
wzdu ulic ssiednich. Ponad kanaem stercza tylko mocny parkan z czterocalwek. 
Wielki dziedziniec by brukowany, a nawet przecity w poprzek przez trotuar wyoony 
marmurowymi pytami. Jednake tu obok chodnika istniay gbokie wdoy, wybrane w 
ziemi nie wiadomo w jakim celu. Kiedy ddysty padziernik napeni je wod, miay one 
wszelkie pozory puapek zastawionych przez waciciela Starego Browaru w celu chwytania 
ywcem lokatorw, ktrzy nie uiszczone komorne trwonili w knajpach i cukierniach, a pn 
i ciemn noc wracali do gniazd rodzinnych. Mieszkania, ceglanym rwnolegobokiem otaczajce 
podwrze, miay wyraz wcale nie weselszy od wizienia Mazas. Okna w nich byy 
mae, drzwi nieforemne, sienie jak pieczary pogrone w wiekuistym mroku, schody liskie i 
brudne. Na prost bramy gwnej wysuwa si z gbi dziedzica gmach fundamentalny, a raczej 
ciana jego, bardzo wysoka i naga. Tu i owdzie tkwiy w niej okna, znacznie pniej 
wmurowane. Stary tynk muru, obleczony niegdy w zewntrzn farb, poobrywa si, spad 
na ziemi i lea tam, z wolna unicestwiany przez deszcze. Wtpliwa, taworowa barwa 
miejsc jeszcze trwajcych zamoka i wynikay tam przerne mapy, zygzaki, dziwaczne 
ksztaty i wieczne symbole. Przypominay one rozmaite zjawiska tego padou, jakby dla 
stwierdzenia myli Schellinga, e natura zdajc ku wiekuistej refleksji, zawsze wraca do raz 
ju utworzonych, a gdzie indziej tkwicych postaci bytu. 
W tej oficynie mieszkali na piterku rodzice Mariana Gontali, smoklasisty, jednego z kolegw 
Borowicza. Ojciec Maka by nieznacznym urzdnikiem Izby Skarbowej. Mieszkanie 
Gontalw skadao si z trzech maych, wilgotnych izdebek i kuchni. Mieciy si tam 
dzieci, jaka ciotka Matylda z ogromnymi kuframi, staruszka babka. Maniek z dwoma brami 
uczszczajcymi do niszych klas gimnazjalnych mieszka na grce. Od klasy pitej, jak 
wikszo niezamonej modziey klerykowskiej, cakowite utrzymanie swoje opaca korepetycjami. 
Dawa ich duo i pomimo bardzo niskiego wynagrodzenia zarabia tyle, e mg 
dopomaga familii w jej cikim yciu. 
Grka miecia si na strychu. Byy tam ongi jakie suszarnie. Cae poddasze zawalone 
byo starymi deskami i krokwiami, tote waciciel domu bez wielkiego gniewu dat si nakoni 
do przeforsztowania dwiema cianami duej, istniejcej ju zagrody, wybicia w murze 
okienka, a drzwi w przepierzeniu. Tym porzdkiem wyrosa na strychu odosobniona stancyjka. 
Gontala juniorza wasne pienidze ozdobi mieszkanie piecykiem elaznym, od ktrego 
rura, zgita w ksztacie bagnetu, wychodzia na wiat boy przez otwr wycity w szybie. 
eby si dosta na grk, trzeba byo drapa si z sionki bocznej po schodeczkach kuchennych, 
bardzo stromych, przebywa ca dugo strychu, midzy istnym lasem belek i krokwi. 
W zamian za te trudy dostpu otwiera si przed gociem z okna izby daleki widok na jedno 
z przedmie Klerykowa, na pola, ki, wzgrza i sine lasy. Tu przy domu widziao si 
107 
stamtd rozlegy ogrd, parkan na podmurowaniu, wiszcy nad rzek, i pewne w nim miejsce, 
zwane przez goci odwiedzajcych grk dziur Efialtesa. W kcie sadu, gdzie drewniany 
parkan styka si z murem, pewna deska przybita do grnego przsa, jak wszystkie, bretnalem, 
u dou przegnia daleko poza gwd spajajcy j z belk doln i chadzaa swobodnie na 
grnym punkcie oparcia, dajc si atwo uchyla w prawo i w lewo. Idc kilka krokw w bok 
po murku od dziury Efialtesa, znajdowao si gruby dyl lecy nad rzek, po ktrym z atwoci 
mona byo przebywa such nog melancholijne fale topieli. Brzegiem kanau, a dalej 
na ukos od niego w gr, biega midzy parkanami ku przedmieciu, zamieszkanemu niemal 
wycznie przez ydw, uliczka tak strasznie botnista i ubrudzona, e wszelakie jestestwo 
ochrzczone mogo j zgruntowa tylko w zupenie wiarogodnych, nieprzemakalnych i bardzo 
wysokich cholewach. Jedynie smoklasici umieli tamtdy skaka po im tylko wiadomych 
gazach i wzgrkach do Ponte Rialto, przebywa go wrd najgbszej ciemnoci i omackiem 
znajdywa dziur Efialtesa. 
Wdrowali tym szlakiem wszyscy, a najczciej: Zygier, Borowicz, Walecki, Pieprzojad i 
sidmoklasista  Andrzej Radek. Gdy Gontala wraca ze swych korep o godzinie dziewitej, 
dziesitej, wypi na dole u starych herbat i przyby do lokalu, a mia czas wolny lub 
chcia si zobaczy z przyjacimi, wwczas zapala wiec i stawia j w oknie. Radek widzia 
to wiato wysoko w grze, niby dalek gwiazd byszczc, ze swego okna strzeonego 
przez badyl gogu. Zygier codziennie okoo godziny dziesitej zmyka sprzed nosa Kostriulewa 
i szed jeli nie do Gontali, to do Radka. Z tym ostatnim czyy go wzy przyjani na 
mier i na ycie. 
Poniewa nie mona byo rozmawia w norze Radkowej. gdy za cienk cian podsuchiwa 
chlebodawca, czyli dobroczyca pan Poniewicz, szli tedy najczciej w ciepe wieczory 
jeli nie do Maka, to drk za przedmiecia, w pole. Na grce zgromadzenia byy 
zupenie ubezpieczone: zamykano drzwi prowadzce do lokalu i stawiano wart w kuchni 
przy schodach. Penili j con amore dwaj modsi Gontalowie, ktrych za to traktowano po 
koleesku. Dusz i kierownikiem by Zygier. Dziki jego wpywowi kierunek i nastrj mylenia 
modziey koczcej gimnazjum zmieni si rednicowo. Nie wymagao to zreszt ani 
zbyt wielkiej erudycji, ani forsownego oddziaywania. Niby gwatowny, za usuniciem stawida, 
wybuch wody z jeziora skrytego przed oczyma tych modziecw, wwaliy si na obszary, 
ktre dotd znali: wielka poezja wygnacza, historia rewolucyj i upadkw, prawdziwa 
historia czynw ludu, a nie jego rzdu, wieczycie nowa, krwi przesika, pena ywotw 
godnych pira Plutarcha albo Carlylea... Ta samoistna, oryginalna kultura wcigna ich do 
swej gbi. 
By to rezultat nieunikniony. Zakaz policyjny, traktujcy geniusz Mickiewicza jako niebyy, 
usiujcy zniweczy pami o czynach i yciu Kociuszki, wzmg tylko ciekawo, 
energi badania i mio. Czytano rzeczy zabronione ze zdwojon starannoci, uczono si 
ich namitnie i z uniesieniem, czego nie byoby moe, gdyby te dziea byy legalnymi, jak 
pisma Puszkina i Gogola. W szafce wyrzuconej przez rodzin Poniewiczw do pokoju Radka 
mieciy si zniszczone, oddane na ask i nieask szczurom, utwory Mickiewicza i Sowackiego, 
Historia powstania listopadowego Maurycego Mochnackiego, mnstwo pamitnikw z 
roku 1831 i 63, broszury polityczne, wydanie pisarzy okresu Zygmuntowskiego, przekad 
Boskiej Komedii, dzie Szekspira, powieci Wiktora Hugo, Balzaka itd., wreszcie dosy 
utworw literatury miejscowej. 
Radek przekn to wszystko naprzd sam w cigu trzechletniej samotnoci, a gdy si zaznajomi 
z Zygierem i smoklasistami. nosi rzecz po rzeczy na zebrania. Kada przyniesiona 
ksika bya nowoci, do ktrej rzucano si z takim zaciekawieniem, z jakim dzi czyta si 
telegraficzne wiadomoci w ostatnim dzienniku o najwieszych zdarzeniach w wiecie politycznym. 
A wic c mwi ten Dante w swym Piekle? Co opisuje Szekspir w Krlu Lirze? 
C to jest ten Faust? W rozmowach zestawiano ksiki przeczytane i rwnano utwory w 
108 
sposb nieraz bardzo zabawny. Czstokro wprost od Jerozolimy wyzwolonej przechodzono 
do Eugeniusza Sue albo do jakiej autorki wielkobrytaskiej, ktrej nazwiska tumacz polski 
wcale nie kad w tytule dziea, jakby dla uchronienia szanownej lady od kompromitacji wobec 
publiki Kraju Przywilaskiego, i znowu z pomiennym zapaem sdzono wyprowadzone 
postacie, charaktery i sytuacje. Do kadego podu myli ludzkiej banda tych modzikw 
przychodzia z natrctwem i bezwzgldnoci, roztrzsaa go nieraz z prostactwem, a 
najczciej z zachwytem, ktry ju drugi raz w yciu si nie powtarza. 
Gdy Borowicz przeczyta Dziady, nie by w stanie z nikim mwi. Uciek do najbliszego 
lasu i bka si tam poerany przez nieopisane wzruszenie. W zachwycie jego tkwio co 
bolesnego, jakie przypomnienie mtne i zamglone, a przecie ywe, niby cigle w uchu 
dzwonicy pacz nie wiedzie czyj, nie wiedzie kiedy syszany, a moe nie syszany nigdy, 
tylko razem z istnoci poczty w onie matki, gdy brzemienna chodzia okoo uwolnienia 
ma z fortecy i w milczeniu pakaa nad mk, nad klskami, nad niedol i boleci gincego 
powstania... Poezja i literatura epoki Mickiewicza odegraa w yciu Marcina rol niezmiernie 
ksztacc. Przechodzi wrd tych arcydzie jak przez chost, jak midzy szeregami osb, 
ktre na niego patrzay ze wzgard. Dusza jego pod wpywem tej lektury mocowaa si z wasnymi 
bdami, ulepszaa w sobie i stalia si raz na zawsze w ksztat niezmienny, niby do 
biaoci rozpalone elazo rzucone w zimn wod. 
Nie mniej doniose zmiany przeywali w tym czasie koledzy Marcina. Walecki, zbuntowany 
przeciw matce, kocha si w Buckleu, ktrego mu objania Borowicz, i uczestniczy w 
badaniach przyrodniczych, rozwinitych daleko logiczniej, gdy Spinoza, Balfegor i inni, 
wwczas ju studenci medycyny w Warszawie, sali kursy litografowane i stosowne podrczniki. 
Zygier kierowa staymi urzdowymi zebraniami w kad niedziel. Na takie posiedzenie 
kto z uczestnikw obowizany by przygotowa rozprawk treci dowolnej z ksiek, 
jakie mia w rku ostatnimi czasy. Na nieurzdowych schadzkach u Maka nie tylko czytano i 
rozprawiano o rzeczach literackich, ale take uczono si przedmiotw kursu gimnazjalnego, 
zadanych na lekcj. Zmczeni korepetycjami, ktre na przykad Radkowi, Gontali, Waleckiemu 
pochaniay pi, sze i siedem godzin, przychodzili na grk, jak do stacji naukowej, 
aeby szybko wyku lekcje. Tu gromadnie robiono zadania z trygonometrii, algebry, geometrii, 
co zmczonym uatwiao znakomicie prac jaowych, nie ksztaccych podstawie i 
wylicze; tu na spk uczono si czyta wiersze Horacego, tumaczy je i rozpatrywa, objania 
Demostenesa, dochodzi, jakim sposobem naley skandowa chry w Antygonie itd. 
Na zebrania niedzielne przychodzili rwnie i wolno-prniacy, cho wypracowania pisane 
polskie budziy w nich abominacj bynajmniej nie mniejsz, jak dawniej upranienia rosyjskie. 
Zarwno tamto jak to byo poza klas, a wic byo zbyteczne. Nie mona jednak 
twierdzi, eby wolno-prniactwo nie ulego jakiemu takiemu wpywowi zreformowanych 
literatw, wci naprzd idcych. Owszem, stara gwardia wloka si ladem Zygiera, Waleckiego, 
Borowicza, Gontali  tylko, eby nie marnowa zbyt wiele drogiego czasu, rzna 
po cichu w karty. Byy nawet z tej paczki formalne petycje do zarzdu, aeby wiczenia 
witeczne poczy z tanim, a rwnie urzdowym preferkiem w myl zasady: omne tulit 
punctum, qui miscuit utile dulci, ale obkani, jak mwiono, literaci sprzeciwili si kategorycznie 
i nigdy grka nie splamia si szulerstwem. 
Raz jeden tylko pozwolono sobie tam na bib. Przy kocu trzeciego kwartau, na pocztku 
kwietnia, jeden z kolegw, syn kupca posiadajcego najobszerniejsz i najstarsz w 
miecie piwnic win, zawiadomi Maka, e przyniesie wieczorem butelk malacza wycyganion 
od matki ze specjalnej familijnej piwniczki. Gontala rozesa wici z oznaczeniem pocztku 
zebrania na godzin dziewit. Borowicz zaatwia dnia tego swe korepetycje nieco 
duej i dopiero przed dziesit wybra si w stron grki. Minwszy chaupiny ydowskie, 
gdy tamtdy sza wieczorna droga ze wzgldu na to, e bramy posesyj ju o tej godzinie na 
gucho zamykano, mia skoczy w uliczk, gdy wtem w krgu wiata padajcym od jedynej 
109 
w tych okolicach latarni spostrzeg wysok person w cylindrze i dugim paltocie z bobrowym 
konierzem. 
 Majewski...  wyszepta Borowicz, gorczkowo usiujc przyprowadzi do porzdku 
sposzone myli i znale niezwoczny rodek ratunku dla siebie i kolegw. Zanim cokolwiek 
przedsiwzi zdoa, instynktownym ruchem wsun si midzy sgi drzewa, ogromnymi 
kupami lece na pustym placu przy samym wejciu w botnist uliczk, skurczy si, przykucn 
i nie spuszcza oka z ciemnej sylwetki ruszajcej si w mroku. 
Majewski zbliy si do zauka, przez czas pewien sta tam, widocznie orientujc si w 
sytuacji, a nastpnie puci si w d, ku rzeczce. Kalosze jego chlupay w grzskich, lepkich, 
dopiero co rozmokych bryach wiecznego bajora, laska, ktr maca w ciemnoci drog, stukaa 
o kamienie tu i owdzie lece. Gdy ju stan nad brzegiem kanau, Borowicz wyszed ze 
swej kryjwki i z odlegoci mniej wicej trzydziestu krokw ledzi jego ruchy. Majewski 
stan przy kadce i prawdopodobnie patrza w szybki Gontali byszczce na wysokoci, gdy 
jego cylinder, widzialny w nikym odblasku padajcym z tego okna, pochylony byt znacznie 
ku tyowi. Borowicz zadar take gow i z niepokojem bada, czy z tego miejsca szpieg nie 
dojrzy gw zebranych kolegw. Ani twarzy jednak, ani sylwetek nawet wida nie byo. Czasami 
tylko na szybach przesuwa si powikszony cie jakiej osoby. Znienacka bysno 
wiateko: to pan Majewski roznieci zapak i trzymajc j w rku, przebywa kadk nad 
kanaem. wiateko wkrtce zgaso i Borowicz straci z oczu posta stra moralnoci 
uczniowskiej. By najpewniejszy, e Majewski doskonale jest powiadomiony o szczelinie 
Efialtesa, e ju usun desk i jest w ogrodzie. 
Rozmylajc, jak by sztuk dosta si co tchu na grk i uwiadomi przyjaci, zbliy si 
cicho, stan przy kadce i owi uchem kady szelest. Idc za Majewskim, mg wle mu w 
rce, zgubi siebie i wszystkich. Nie wiedzia, co robi, ktrdy przeazi... Nagle usysza 
szmer tam, skd go si wcale nie spodziewa. Wytywszy wzrok, ze zdumieniem odrni 
figur Majewskiego na tle parkanu. Czarna plama suna wzdu drewnianego ogrodzenia i 
bya ju o kilkanacie krokw w bok od kadki. Brzeg rzeki by z dawien dawna obmurowany. 
Na tym podmurowaniu sta parkan. Midzy nim i kanaem zostaway jakie trzy wierci 
okcia muru, po ktrym jak po wygodnej ciece mona byo chodzi a do wielkich, nie dajcych 
si przeby bez drabiny cian u dwu kracw drewnianego potu. Borowicz zachichota 
w gbi duszy. 
Rozumia teraz, e Majevius otrzyma doniesienie czy sam wyledzi, jako uczniowie a 
do ydowskiego sadu przez dziur w parkanie, ale nie wiedzia, ktr desk naley ruszy na 
bok, eby uformowa przejcie. Tego mia dosy. Widzc, e cie na sabo szarzejcych deskach 
posuwa si coraz dalej, chwyci oburcz dyl tworzcy kadk i zacz go z caej siy a 
ostronie cign ku sobie. Przeciwlegy koniec drewna da si wydoby z ziemi. Marcin spuci 
go wolno na powierzchni bagna w kanale i wycign ca kadk na swj brzeg bez 
szelestu. Odsunwszy j ku rodkowi uliczki, zacz si cicho skrada pod oson stosw tarcic, 
tworzcych tam istne budowle. Gdy ju by naprzeciwko Majewskiego, przysiad, zgarn 
rkoma ogromn kup gstego i cuchncego bota, urobi je na pigu wielkoci bochenka 
chleba i grzmotn ni z caej siy pedagoga, wdrujcego wzdu gzymsu po tamtej stronie 
rowu. Majewski jkn gucho i stan w miejscu. Borowicz lepi ju tymczasem drug kul, 
jeszcze bardziej woln, i natychmiast zrobi z niej waciwy uytek. Profesor widocznie 
straci gow, gdy sta na miejscu bez ruchu i tylko gbokimi stkniciami wiadczy o celnoci 
pociskw. Borowicz nie ustawa. Przysiada na ziemi, chwyta cae bryy i pra z wciekoci. 
Czynic to, przez cinite konwulsyjnie zby szepta do siebie: 
 Masz, psie, masz, draniu! Masz  za teatr, masz za inspektorskie zebrania, masz za literatur! 
Ty mnie chcia do siebie podobnym... Masz, renegacie, masz, szpiegu, masz, szpiegu! 
W pewnej chwili Majewski przykucn, pragnc widocznie omyli wzrok napastnika. Borowicz 
dostrzeg ten manewr i podwoi szybko bombardowania w sam cylinder. 
110 
 Mylisz, e ci nie widz!  krzykn raptem Majewski po polsku gosem jczcym.  
Zapacisz ty mi za to! 
Ucze bi bez przerwy. Wwczas wychowawca podnis si i co tchu ruszy w stron 
kadki, szukajc jej lask w ciemnoci. Wdziczny elew posuwa si z nim rwno, chichocc i 
bijc go botem bez przerwy. Stanwszy w okolicach byej kadki, Majewski potar zapak o 
pudeko i owietli straszliwy dla siebie widok: awy nie byo. Znajdowa si tedy w istnej 
puapce. Za plecami mia parkan wysoki na kilka okci, przed sob gboki ciek miejski. 
Krg blasku nie dosign! wybrzea, na ktrym sta Borowicz, ale za to ukaza w caej peni 
twarz Majewskiego, czarn od bota. Marcin skorzysta z tej chwili i trzepn t wanie twarz 
ogromn skib bajora. Nauczyciel przez chwil plu i charka, a pniej wrzasn: 
 Gdzie podzia desk? 
Marcin da mu znowu respons bryami. 
 Nie chc wcale wiedzie, kim jeste  woa Majewski  niech ci wszyscy diabli wezm! 
Dostaniesz dziesi rubli, rzu desk w dawnym miejscu. 
Nowy grad pociskw zwali si na jego gow. Wreszcie Marcin znuy si i nasyci zemst. 
Spostrzegszy, e belfer idzie znowu po gzymsie bez celu w kierunku raz ju odbytym, 
wsun si midzy sagi, przemkn a do koca parkanu i siad, eby odpocz i patrze, co 
bdzie dalej. 
Stamtd widzia, jak nieszczsny wizie pali jedn po drugiej zapaki, schyla si z tym 
wiatem nad rzek, beznadziejnie szukajc brodu, jak prbowa oderwa desk z parkanu, 
ciska w bagno kamienie, si z muru wyrwane, dla utworzenia grobelki, a wreszcie usysza 
niesmaczny plusk i domyli si, e to pedagog przebywa w brd rzek klerykowsk. Wwczas 
chykiem zbliy si ku niemu i postpujc krok w krok prowadzi oczyma ciemn sylwetk 
zdajc ku brukowanej ulicy. W wietle latarni Majewski ukaza si oczom jego w 
postaci straszliwej. Byo to istne monstrum, stpajce na nogach szeroko rozstawionych, 
odziane w kup bota i przykryte cylindrem zmiadonym jak stary kalosz. Marcin zamia 
si jeszcze i ruszy z powrotem. Szybko w dawnym miejscu przerzuci kadk, wlaz do ogrodu 
i wiadomym bocznym wejciem, po zameldowaniu si modym Gontalom, wbieg na gr. 
Zgromadzeni tam byli wszyscy, a nie mogc doczeka si Borowicza, oprnili ju pkat 
butelk malacza. Twarze i oczy byy wesoe, jzyki rozwizane i nie prnoway. Zygier 
lea na ku Gontali z rkami zaoonymi pod gow i szeptem co wykada czterem kolegom 
wolno-prniakom, ktrzy, wp lec obok niego, patrzyli mu w oczy i suchali. Przy 
stoliku gada Walecki, podniecony winem i tym, co mwi. Na drugim ku siedzieli rzdem 
czterej wolno-prniacy, ktrzy stanowili najbardziej prawe skrzydo tej prawicy, i ze skupieniem 
baczyli na ciany izdebki, puszczajc kiedy niekiedy przez obie dziury nosa dym strugami 
nad wyraz obfitymi. Przy piecyku siedzia na krzele Radek z gow zwieszon i 
wspart na rku. Powa jego czupryna pojedynczymi pasmami zsuna si ku doowi i leaa 
na czole i na piciach. Gdy Borowicz wkroczy do izby, wszyscy zarzucili go pytaniami, 
dlaczego tak pno przychodzi. Marcin nabra tchu, a raczej dymu w puca, wysapa si i 
mwi: 
Zabierajcie, o ndres klerykowiajoj. manatki i rwijcie std z kopyta! 
 Co? dlaczego?  woano naok. 
 Zabierajcie manatki, bo tu niezwocznie moe by rewizja. Nie ma o czym dugo gada. 
Jutro rozpowiem! 
To rzekszy spdzi Zygiera z posania i sam rzuci si na nie. Wszyscy umilkli i przygldali 
si Marcinowi sdzc, e blaguje. Nagle Jdrzej Radek podnis si ze swego miejsca i 
stan w rodku izby. Gowa jego sigaa puapu. Wosy kosmykami spaday na czoo. Wzrok 
mia nieco przymglony, a raczej skierowany na co bardzo dalekiego. Zimny a osaniajcy 
gbokie uniesienie pumiech z lekka krzywi jego grn warg. 
 Suchajcie no, ja wam powiem...  zacz mwi swym twardym gosem. 
111 
 Suchaj no, chopie, idziemy!  przerwa mu Zygier. Radek potrzsn gow, cofn si 
na swe miejsce, siad tam i, ni z tego, ni z owego, zacz piewa gosem szorstkim, ale mocnym 
jak szczk stali, pie nikomu nie znan: 
Moty w do, 
Kujmy bro... 
Zygier szybko rzuci si ku niemu, potrzsn go za rami i rozkazujcym gosem zawoa: 
 Radek, bd cicho! 
Andrzej spojrza na niego, kiwn gow i mrukn: 
 Cicho?... No, to cicho... 
Wszyscy spiesznie opucili grk, zbiegli ze schodw i minli ogrd. Za rad Borowicza 
wysuwano si przez dziur Efialtesa pojedynczo i w pewnych odstpach czasu. Wkrtce 
wszyscy rozpierzchli si na wsze strony wiata  a w okolicy kanau zalega zwyka, gucha 
cisza i pustka. Okoo godziny dwunastej z uliczki brukowanej dal si sysze oskot krokw 
kilku osb. To pan Majewski, przebrany i osuszony, w towarzystwie dwu stranikw miejskich 
przybywa na miejsce, gdzie tyle wycierpia. Stjkowi mieli ze sob lep latark. 
Otwarszy j znienacka, zbadali miejsce. Wbrew twierdzeniom pedagoga dyl lea nad kanaem, 
a dziury w parkanie opiekunowie bezpieczestwa publicznego i teraz odszuka nie mogli. 
Pan Majewski wymaga, eby siedzie w tym miejscu pod oson nocy i czeka na rozbjnikw, 
ktrzy go zmasakrowali, ale stranicy niezbyt gorliwie myl t poparli. Przystawali 
w zasadzie na sam proces czekania, tylko nie nad brzegiem cuchncego kanau, lecz w szynku, 
ktry, wedug ich zdania, mieci si w odlegoci bardzo nieznacznej. Samemu panu 
Majewskiemu reprezentanci siy wykonawczej nie stawiali adnych przeszkd co do zamiaru 
czatowania przy kadce. Chcieli mu nawet poyczy lepej latarki. Poniewa jednak noc bya 
ciemna i wietrzna, a w okienku Gontali wiato zagaszono, wic i sam pan Majewski zdecydowa 
si odoy zemst ad calendas graecas i ruszy do domu. 
112 
17 
Po witach Wielkiej Nocy gromadka smoklasistw gotowaa si w skupieniu ducha do 
egzaminu maturitatis. Powtarzano wszystkie nauki gimnazjalne od a do z, wiczono si w 
nich z uporem i zawzitoci. Tworzyy si gromadki odosobnione na mocy doboru zdolnociowego, 
pary i trjki, kujce poszczeglne przedmioty, a cao, jakkolwiek rozbita, dziwnie 
si skonsolidowaa, zbia w mas jedno czujc. Mao kto wiedzia, e min kwiecie i 
wikszo maja. Dla powtarzakw byy to tylko dni zawierajce tyle a tyle godzin pracy i 
tyle a tyle snu. Niektrzy z mniej zdolnych mao sypiali, mniej ni zwykle jedli, przytoczeni 
depresj, inni trwali w nieustannym zwtpieniu i rozpaczy. 
A wiosna obja ju bya wiat w posiadanie. Stary park miejski nakry si opon lnicych, 
jasnozielonych lici i hodowa w swej gbi, penej przecudnych cieniw i wiate, mode 
kwiaty i trawy. Drki ubite z okruchw cegy i wysypane tym piaskiem giny wrd 
zieleni, niby drobne ruczaje midzy brzegami; mury starych domostw u jednego z kracw 
ogrodu schoway sw nago pod wiecami dzikiego wina. Nawet starodawne kamienne awki 
lniy si od mchw zielonych i mikkich. Park lea do nisko, midzy murami, peen by 
wilgoci i chodu. Olbrzymie drzewa rozpocieray nad jego wntrzem cie taki, e w dnie 
bardzo upalne byo tam chodno niby w podziemnej jaskini. W zaktkach krzewy bzu i czeremchy 
skupiay si w niedostpne gszcze albo rozrosy w klomby. Szeregi modych grabw 
tworzyy ulice prowadzce do awek ustronnych. 
Jedna z takich jasnotych drek sza, skrcona w pokrg, do rda. Spod rozwalonego 
muru wypywaa tam przez kamienne gardo Fauna struga czystej i zimnej wody, zlatywaa 
do wielkiej misy wyciosanej z piaskowca i gina w jej wntrzu. Ze rodka tej misy, 
zawsze penej po brzegi, wznosia si adna kolumna z urn na szczycie. Marmurowe stopnie, 
ktre prowadziy do rda, sam czar, rzebione ornamenty kolumny i urn powyera, wyszczerbi 
i okry rudaw pleni czas nieubagany. Przez rodek rezerwoaru biegy dwa grube, 
zgite i zardzewiae prty elaza. Niegdy zapewne stawiano na nich konwie i wiadra, kiedy z 
tego miejsca wolno byo czerpa wod. Pniej korzystay z nich tylko wrble, dzierlatki, 
pliszki, srokosze i makolgwy. Siaday bez trwogi pod samym prdem leccej wody i chwytay 
wprost z niego krople, roztwierajc dzioby jak mona najszerzej. 
Ugasiwszy pragnienie przesiadyway tam dugo, ze zdumieniem wpatrujc si w odbicia 
swych postaci, widzialne w gbi czary na tle misternej tkaniny mchu wodnego i ciemnobrunatnych 
osadw. rdo miecio si na placu o jakich dwudziestu krokach rednicy, otoczonym 
z jednej strony przez gste zarola grabiny i stary mur, z drugiej przez trawnik i rabaty 
kwiatowe. Z obudwu stron zbiornika, o kilkanacie krokw jedna od drugiej, stay naprzeciwko 
siebie dwie kamienne awki, bardzo stare, wrose w ziemi i majce peno mchu w kadej 
szczelinie. Jedne z nich na czas przedegzaminowy wzi w niepodzielne wadanie Marcin 
Borowicz. Wbrew przyjtej przez wszystkich jego kolegw metodzie postpowania uczy si 
sam jeden. W kocu kwietnia i na samym pocztku maja powtarza z Zygierem, lecz wkrtce 
zerwa umow i znik wszystkim z oczu. Wiedziano tyle tylko, e co dzie od wczesnego 
witu obkuwa w parku. Poniewa za kady z smoklasistw zajty by sob i przelotn uwag 
zwraca co najwyej na wspkowalw z grupy uczcej si razem  wic o Borowiczu zapomniano 
prawie. A on tymczasem nie sam si uczy. 
Pewnego razu, w pierwszych dniach maja, wyszed o wicie z kursem historii w rku, eby 
si ocuci po nocy spdzonej nad ksik. Mijajc park skrci w boczn uliczk z zamiarem 
napicia si wody ze rda. Gdy stan u kresu zotej cieki w pobliu basenu, serce w nim 
zamaro... 
113 
Pod cieniem grabw, otoczona ksikami, siedziaa na kamiennej awce  Biruta. Bya 
to jedna z lepszych uczennic klasy sidmej gimnazjum eskiego, panna Anna Stogowska, 
zwana Birut. Ojciec jej by lekarzem wojskowym, a w caym miecie sawnym karciarzem 
i obuzem. Koczc kursy lekarskie w petersburskiej akademii chirurgicznej, zaprowadzi by 
romansik z crk czynownika, u ktrego mieszka, i zmuszony zosta do oenienia si z ofiar 
swych zapaw. Wkrtce po ukoczeniu studiw otrzyma miejsce lekarza przy puku piechoty 
konsystujcym w Klerykowie. ona powia mu kilkoro dzieci. Najstarsz z nich bya 
wanie panna Anna. Dzieci te, jako zrodzone z matki prawosawnej, chrzci pop, a szkoa 
zaliczaa do gromady Rosjan. Lekarz Stogowski nie by w gruncie ani zym, ani gupim czowiekiem, 
ale wrodzona lekkomylno podwoia si i potroia w nim na widok skutkw, jakie 
wyniky z jednego nierozwanego uczucia. Jakby dla zapomnienia o domu, o onie i dziedzictwie 
prawosawia  pi i gra w karty. 
Stokro nieszczliwsz w tym stadle bya ona. Osiadszy w Klerykowie, przez mio do 
ma wyuczya si jzyka polskiego tak dokadnie, e nie zdradza jej nawet akcent cudzoziemski 
 a nadto uczynia ten jzyk panujcym w domu. Po upywie lat, gdy si rozczytaa i 
rozpatrzya w okropnych dziejach ucisku, staa si Polk z prawego sumienia, kady nowy 
cios zadany nieszczsnemu narodowi dziesikro czujc. Ani jeden z Rosjan urzdujcych 
w miecie nie mia prawa wstpu w progi jej domu. Co wicej, zerwaa wszelkie wzy z rodzin, 
spalia wszelkie mosty, wypowiedziaa wasnej nacji wojn scytyjsk. Uczynia to bez 
wahania, posuszna wewntrznemu gosowi sprawiedliwoci, ale ycie swe przez to samochcc 
zepsua, a rado, zadowolenie i spokj z korzeniem ze wyrwaa. 
Nie byo z pewnoci w miecie Klerykowie drugiej kobiety, ktra by postpowaa w sposb 
rwnie obywatelski jak pani Stogowska, ktra by kady krok stawiaa tak rozumnie, tak 
rozwanie i tak miao, ale nie byo tam ani jednej, ktra by ywia w sercu podobnie bezbony 
wstrt do tego wiata, do jego urzdze i do samego ycia. Jedynym krajem, gdzie myl jej 
moga na chwil wytchn, byty wspomnienia czasw dziecistwa, ale tam zakazaa sobie 
chodzi. Czua przecie, e gwn przyczyn upadku ma jest ona, i to dlatego jedynie, e 
jest Rosjank. 
Gdy si staa Polk i wydara ze siebie wszystko, co rosyjskie, a do reminiscencyj i 
upodoba, przychodzi pop i zabiera dzieci, aeby je uczyni Moskalami. Mio dla ma, 
nie wiedzie jakim sposobem, stawaa si rdem za; dzieci urodzone z tej mioci przychodziy 
na wiat ze stygmatem przeklestwa. Byli to wrogowie ich ojca, wrogowie jej samej, 
wrogowie samych siebie. Pragnc zniweczy i zmaza ten straszliwy grzech pierworodny, 
dokadaa wszelkich stara, eby uczyni z nich Polakw, sczya w ich dusze nienawi do 
tego wszystkiego, co w tajemnicy kochaa przecie, a mimo wszelkie trudy czytaa codziennie 
w oczach ma wyraz wiecznego i guchego alu... 
Nadszed czas, e ycie stao si dla niej katusz nie do zniesienia. Zalg si w sercu 
skryty jad, tsknota za czym, a Bg wie za czym, tsknota jak pies nienasycony wiecznie 
gryzca. Nie byo takiej kryjwki, takiego zauka i schowania w duszy, gdzie by si przed ni 
skry byo mona. Jak maa i saba mucha, ktra lekkomylnie siada na elaznych szynach i 
pod koami leccego pocigu stracia skrzyda i nogi, wloka swe ycie ze zmiadonym sercem, 
cigle pezajc wzdu tej samej drogi. 
A do mierci... 
Rozchorowaa si na zapalenie puc i prdko zgasa, przeywszy ledwie lat trzydzieci par. 
Panna Anusia, najstarsza crka, bya wwczas koz czternastoletni. W cigu ostatnich lat 
ycia matki bya ona jedyn jej powiernic, ucieczk i wspomoeniem. Nic te dziwnego, e 
wzia po niej cay spadek duchowy. Ju w klasie trzeciej panna Anna wiedziaa, jakich to 
pociech dostarcza przymusowa religia i co znaczy miowa ucisk, czci niedole, ktre on 
sprawi. Wiedziaa, e nigdy nie wyjdzie za m, bo czyby posza za Rosjanina, czy za Polaka 
 zawsze j czeka los matki. Sama nie ywic adnych wspomnie rosyjskich, chowana 
114 
wrd cigych gwatw sumienia, midzy nienawici i umiowaniami na mier i ycie, w 
samym orodku tej tragedii rodzinnej, ju we wczesnym dziecistwie staa si suebnic narodowej 
ndzy. Do pierwszych, do przedwczesnych uczu jej przywara zemsta za matk i 
nadaa wszystkim strzaom pragnie i marze groty i ostrza ze stali. Myli dzieweczki wyrosy 
na zatraconym, nieziemskim gruncie, jakby drzewka, trawy i kwiaty na niedostpnej skale. 
Stamtd, z tej wyniosoci, dziecicymi oczyma patrzaa na wiat samotna i do nikogo niepodobna 
na ziemi. Koleanki przezway j Birut, gdy nigdy nie miaa si oczyma do 
chopcw, przysiga na zawsze zosta dziewic i czemu innemu, jak mwia, powici ycie. 
W gimnazjum musiaa chodzi do cerkwi i nosi miano Rosjanki. Poniewa usiowaa nie 
spenia przepisw rytuau, a bunt czynia cigle, jawnie i cicho, wic stosowano do niej rozmaite 
kary, groono wydaleniem ze szkoy i odwoywano si do wspdziaania rodzicielskiego. 
Pod groz doktor Stogowski, ktrego interesy szy wiecznie kiepsko, a od mierci 
ony cakiem le, sam, wbrew chci i woli, ze zami namawia crk do posuszestwa. 
Wszystko to przesycao mod jej dusz groz i wstrtem. Z biegiem lat ustaliy si rzeczywiste 
jej zasady, jako skadowe a czynne czci weszy w charakter, stay si usposobieniem i 
naogiem. Panna Anna duo czytaa i pod aw szkoln niejako zdobya wyksztacenie daleko 
szersze, ni sdzono. Bya nieufna, zamknita w sobie, milczca i nieprzystpna. 
Teraz po mierci matki wzia w swe rce zarzd domu i opiek nad modszym rodzestwem. 
Trzech braci ksztacia w gimnazjum mskim, dwie modsze siostrzyce w eskim. 
Czuwaa nie tylko nad ich pokarmem i nauk, ale take robia to samo co matka, to jest 
uczya ich nienawici do ducha moskwicyzmu. Jednake midzy podszeptem jej i matki bya 
rnica. Tamta czynia swoje jak szlachetny czowiek, ktry mocujc si ze saboci si, peni 
obowizek; ta sprawowaa go inaczej, a w taki sposb, jakby n ostrzya tajemnie... 
Borowicz zakocha si w pannie Annie przy kocu zimy. W dzie mrony i niegowy 
szed w stron gimnazjum i spotka panienk zdajc do cerkwi. Byo to w epoce najzajadlejszych 
dysput i czyta u Gontali. Borowicz spojrza przelotnie na idc, odnis w roztargnieniu 
jak gdyby dawne, martwe, rusofilskie wraenie:  ach, to ta... Birutka  i nagle przypomnia 
sobie, co mu o niej mwiono. Skrci na miejscu i wlk si za ni. Biruta sza wolnym 
krokiem. nieynki lekkie jak puch pyny w powietrzu i kryy dokoa tej gowy 
ubranej w barankow czapk. Jedne z nich siaday potajemnie na promieniach jasnych wosw 
wymykajcych si spod czapki, inne obcesowo pdziy do ust rowych i za t miao 
witokradzk konay w gorcym oddechu, jeszcze inne czepiajc si brwi i dugich rzs zaglday 
w smutne oczy. Borowicz raz tylko w nie spojrza i wnet zleciao na niego jakby 
wrd widnego dnia wypadajce zamienie soca. Te due lazurowe renice, co udzielay 
nawet biakom nikej pbarwy bkitu, wcieliy si w jego dusz... 
Biruta nie bywaa nigdzie, u adnej z koleanek, gdy wszystek czas wolny pochaniaa jej 
praca domowa i korepetycje z siostrami. Tote Borowicz nie mg si z ni zapozna, chocia 
dokada w tym celu stara forsownych niemao. Czasami widywa j na ulicy, gdy sza ku 
domowi albo do gimnazjum w towarzystwie modych Stogwek. Wtedy przez krtkie 
chwile radoci mg na jawie uwielbia jej twarz przecudn i podziwia oczy, w ktrych 
mieszkaa wieczysta chodna troska. Pewnego razu otrzyma z rk jednej fertycznej sidmoklasistki 
sztambuch do wpisania wiersza pamitkowego. Niedbale przerzuca kartki tego albumu, 
z ironi odczytujc drewniane sentymenty gimnazistek, gdy wtem rzuci mu si w oczy 
wierszyk pisany rk panny Stogowskiej. Borowicz zerwa si na rwne nogi i drcymi 
ustami czyta t strofk: 
Ach, kiedy wykujem, strudzeni oracze, 
Lemiesze z paaszy skrwawionych? 
Ach, kiedy na ziemi ju nikt nie zapacze 
Prcz rosy k naszych zielonych?... 
115 
U dou stronicy mieci si nastpujcy przypisek: 
Droga moja, jeeli kiedy spojrzysz na t kartk i odczytasz niniejsz piosenk Mieczysawa 
Romanowskiego, wspomnij o Birucie i myl o niej ze wspczuciem. 
Borowicz sta dugo z oczyma wlepionymi w te sowa. Tego dnia napisa wacicielce 
sztambucha jaki szumny komuna, ale w zamian za to wyrwa z tak piknie oprawionej 
ksiki kart z autografem Biruty, ukrad go bezczelnie i schowa. Odtd bardzo czsto ta 
kartka leaa midzy stronicami Antygony, a ilekro powtarza, to nowoczesny poeta przeszkadza 
mu skupia wszystk uwag na skargach lepego krla. 
Tymczasem skoczy si rok szkolny, przyszy wita i wkrtce zwalio si powtarzanie. 
Marcin w cigu tego okresu widzia pann Ann raz jeden. Ku z wciekoci po caych 
dniach, nieraz do bladego przedwitu. Wwczas wychodzi z domu i kry, jak szyldwach, 
po ulicy, okoo domu, gdzie mieszkaa Biruta. Wiedzia na pewno, e jej nie zobaczy, ale 
zblianie si do jej mieszkania przyprawiao go o szczeglne cinienie serca, zarazem bolesne 
i rozkoszne. Umys jego, forsownie podwczas wkrcany midzy elazne tryby dat, aorystw, 
formu  wyrywa si do cudownego widziada i spa u stp ubstwianej w ciszy i 
wrd marze. Ulica, brukowana wielkimi kamieniami i zaopatrzona w wziutkie a wydeptane 
ze szcztem flizy z piaskowca, bywaa o tej porze pusta zupenie. 
Okiennice, umieszczone czstokro tu nad samym chodnikiem, byty pozamykane, firanki 
spuszczone, bramy i drzwi do sieni zatarasowane. Pierwszy brzask spywa z dachw okrytych 
nocn ros w brudn ulic i powleka j ca bladosinym kolorem. Borowicz stpa na 
palcach, eby nikogo ze picych nie budzi i nie zwraca na si niczyjej uwagi. Oczy jego 
leciay ku szeregowi okien pierwszego pitra starej kamienicy, czepiay si ich, wisiay u zasunitych 
storw z szarego ptna... Trafiao mu si sta tam bez ruchu, bez wiedzy, nie wiadomo 
jak dugo, z oczyma utkwionymi w te szyby. Gdy sklepikarze poczynali otwiera swe 
kramy, Marcin z godnym sercem odchodzi stamtd w stron parku, ktry lea tu po drugiej 
stronie poaci domw. 
I oto nagle los si nad nim zlitowa. Wstpujc na placyk przy rdle, zobaczy Birut. 
Panna Stogowska rzucia na okiem z wyrazem niechci i drgna, jakby w zamiarze oddalenia 
si stamtd, ale po namyle, zacisnwszy wargi, zostaa. Borowicz chcia trzyma ksik 
przed oczyma i spoza niej patrze, ale nie mg jej udwign z kolan. Teraz przypomnia 
sobie, e dawniej zdarzao mu si widzie panienk, gdy bya chud i mizern dziewczynk 
ze srogimi oczami. Czy to ta sama?  zadawa sobie stokrotne pytanie, w ktrym krya si 
niezgbiona rozkosz. Blade liczko stao si teraz twarz dziewicz o rysach tak piknych, 
jakby to z nich wanie czerpano wzr do boskich profilw Pallady-Ateny w sztychowanych 
winietach starego wydania rapsodw Homera. Pod prostymi brwiami byszczay w mroku 
rzs wielkie oczy. Nad biaym czoem lniy si w porannym blasku pasma wosw jak pikny 
len. Chude ramiona podlotka, przeksztacone teraz na barki dziewicze, cudnymi liniami 
czyy si z zarysem piersi rozcigajcych stanik ciasnego mundurka brzowej barwy. 
Park by pusty i cichy zupenie. Staa tam jeszcze cienk warstw mga nocna. Tylko ptaki 
woay si po drzewach. Niektre z nich pdziy za erem w wysok traw i od czasu do czasu 
przeryway cisz trzepotem skrzyde, gdy uczepiwszy si grubych badylw bujay wraz z 
nimi na powietrzu. 
Czas lecia jak byskawica. Borowicz usysza ze zdumieniem, e bije sidma. Panna Anna 
wstaa ze swego miejsca i nie podnoszc oczu odesza. Marcin prowadzi j wzrokiem, a gdy 
gow jej skryty krzewy, rozcign si na awie i zosta tak bez ruchu. Okoo dziewitej dopiero 
wrci na stancj i przez cay dzie zaarcie pracowa. Chcia przemc uczucia napadajce 
go jak gorczkowe ataki i pokona zdrtwienie mzgu. Chwilami wadny nim szczeglne 
zudzenia, ktre jego samego i cay wiat obracay w inn posta, a waciwie w jedne 
jedyn, niewysowion, senn rozkosz. Stan takiego snu na jawie przeszkadza mu w nauce, 
116 
tote Marcin musia zarywa nocy. Spa ledwie par godzin, a przed samym witem, okoo 
godziny drugiej, zbudzony przez jakie raptowne uderzenie nerwowe, podnis si, zla gow 
wod i ruszy do rda w parku. Siadszy na swej awce uj gow w rce wsparte na kolanach 
i odda si swym marzeniom, jak gdyby po niepewnych stopniach schodzi w gb czarn 
bezdennej studni. Kiedy niekiedy w tym pochodzie zastpowa mu drog al czy strach... 
W innych chwilach ciskaa mu piersi tsknota niezwyciona. 
W parku i w miecie by jeszcze mrok zupeny. Nawet ptaki drzemay w gniazdach. Tylko 
kaskada rdlana, spadajc na prty elazne i rozpryskujc si kroplami po wierzchu wody w 
kamiennej misie, snua melodi wiekuist. Borowicz wiedzia, co znaczy ten dwik chichotliwy 
a aosny. Wpada mu do ucha i zostawa tam na zawsze jako symbol dziwnych minut 
przemijajcych. Czerwona jak krew zorza stana tymczasem midzy grubymi pniami. Liliowy 
jej odblask roznieci si nad ich koronami i wypdzi mroki nawet z zaukw starego muru, 
walcego si w gruzy. Gdy kosy zaczy gwizda swe wesoe trele, Borowicz siedzcy z 
twarz skryt w doniach usysza chrzst drobnego wiru na drce i odgos zbliajcych si 
krokw. Czu, e osoba idca wstrzymaa si u wejcia i dopiero po upywie chwili zaja 
miejsce na przeciwlegej awie. Ba si ruszy, eby nie sposzy ziszczonego marzenia. Dopiero 
gdy usysza szelest przewracanych kartek, wyprostowa si, podnis gow i ujrza 
pann Ann. 
Od tej chwili patrza w ni jak w tcz. Reflektowa si, e to le, e moe wszystko straci, 
jeli panienka rozgniewa si i odejdzie, ale byy to gosy woajcego na puszczy. Nienasycone 
oczy upajay si bez koca i tony w swym szczciu. Biruta nie powicaa temu 
wszystkiemu ani przelotnej uwagi. Uczya si gorliwie czego na pami, bo bezpretensjonalnie 
ruszaa wargami, widocznie przyswajajc sobie jakie wyrazy, frazesy czy liczby. W 
pewnej chwili przelotnie rzucia okiem na ssiada i zmieszaa si spostrzegszy jego twarz 
opromienion umiechem zachwytu, zblad, podobn do oblicza czowieka, ktrego zraniono 
miertelnie i ktrego krew uchodzi. Wtedy dreszcz bolesny wstrzsn ni od stp do gw... 
Nazajutrz nie przysza ju do rda. Borowicz siedzia tam po prnicy przez cay ranek. 
Drugiego dnia nie zobaczy jej take. W cigu tych dni przeby ogrom dowiadcze. Rozmylanie 
o losie panny Stogowskiej, o przymusie, jaki wycierpiaa w niedugim yciu swoim, 
wodzio go po zrbach stromych wyyn, nad otchaniami, tam gdzie tylko modo wstpowa 
si way. W drodze tej wypada z jego serca ndzna lito istoty szczliwej wzgldem 
pogronej w niedoli i napenio je po brzegi obywatelskie wspczucie, jakie oywia spiskowcw 
idcych na szafot za t sam spraw. Na kocu tych rozumowa siedzia okrutny 
wyrok: nigdy... Trza byo skaza na mier t mio, od ktrej serce pka, jakby zbielaym w 
ogniu elazem wypali wszystko a do ostatniego wspomnienia. Postanowi zacz t prac 
od chwili biecej, dwign niezwocznie katusz: unika widoku Biruty. Gdy upyna trzecia 
noc od ostatniej schadzki, nie poszed do parku. Ranek spdzi w lesie. Lea tam twarz 
do ziemi, jak czowiek picy w letargu i przywalony ziemi mogiy. Ciao jego nie czuo 
godu ani pragnienia, zimna ani blu. W gowie mia tak nico, jakby mu j przed chwil 
rozwalia bomba. Tylko w gbokoci serca tlao niby pomyk cierpienie zranionej duszy. 
Czasem blask jego pega ywiej i obleka si w form przysigi: gdyby kiedy we nie poczua, 
e oczy moje ju nie patrz na ciebie z mioci, wiedz, em y przesta... 
W poudnie wrci na stancj i znowu rzuci si do roboty. Bya ona teraz rodkiem ratunku, 
jak gdyby dobrym przewodnikiem dla kipicego buntu, dla zgromadzonego gniewu, dla 
burzy szalejcej w sercu. Porywaa stamtd uczucia wysokie a do niebios, unosia ze sob w 
gbiny nieznane, ktre wchaniaj ich tyle, a nie zwracaj nigdy ani jednej okruszyny. Tak 
min dzie i cz nocy. Przed witem dnia nastpnego Borowicz wsta cicho, a jakby po 
kryjomu przed samym sob wyszed z domu. Nogi niosy go same. Nie czu ani iskry oporu, 
nie by w stanie myle o tym, co czyni. Wiedzia na pewno, e panienki nie bdzie, ale akn 
tego zaktka, szmeru wody i widoku rolin. Byo jeszcze ciemno, gdy tam przyszed. Jak 
117 
obkany zbliy si do miejsca Biruty i usiad w tym rogu, gdzie j widzia dwa razy  dowiadczajc 
takiego wraenia, jakby krad w sekrecie albo szpiegowa i oskara wsptowarzyszw. 
Rce jego obejmoway prni, gowa zwisa na miejsce, gdzie byy ramiona modrookiej, 
usta caoway powietrze, nogi ze czci dotykay wiru, na ktrym spoczyway stopy 
panny Anny. Duszc w sobie gwatowne kanie, trzyma w objciach cudn chimer. Tak 
min przedwit. Dopiero zorze ranne zawstydziy Marcina. Wsta z tego miejsca, przeszed 
na swoj aw i usiowa zabra si znowu do pracy. 
Kiedy si tego ani spodzia, zgrzyt wiru da si sysze za krzewami i panna Anna szybko 
przebya ciek i placyk, zdajc ku swej awie. Przyjcie jej zwiastowa jaki wonny powiew. 
Brwi miaa zmarszczone, bya zmieszana i jakby strwoona. Borowicz siedzia oszoomiony. 
Szybko jak mrok wobec wiata znika jego bole, a na jej miejscu bya ju wielka 
rozkosz. Nagradza si teraz sowicie za tak dug tsknot i z caym bezwstydem wielbi 
oczyma posta ukochan. 
Biruta miaa powieki spuszczone. Zacza si uczy, ale nie moga widocznie, bo wzrok jej 
ze stronic ksiki przenis si na kamyki pod stopami i tam uwiz. Czua wejrzenie zakochanego, 
bo kilkakro rzsy jej drgay, jakby strzsajc ze siebie ciar cudzego wzroku. Policzki 
okryway si cudown barw, to znowu prdko blady.... Marcin wysya do niej w 
spojrzeniu ca swoj dusz, tysice sodkich nazw, dzieje rozmyla, tsknot, alw, baga 
j w myli, jak gincy z pragnienia o jedn kropl wody. I oto po tak dugim czasie te powieki 
z wolna si usuny. 
Oczy Biruty zwycione i bezwadne przywitay miosne wejrzenie. Na ustach jej bka 
si umiech niewypowiedziany: ni to strach, ni wstyd, ni rozpacz... 
W tym ucisku spojrze przetrwali nadziemskie chwile. Wreszcie panna Anna odwrcia 
gow i zakrya oczy rkoma. Nim jednak upyna chwila, wzniosa je znowu. Twarz jej bya 
blada jak nieg; na czoo zsuway si promyki wosw, rce sploty si konwulsyjnie nad 
kartami zeszytu. Teraz nie bya ju w monoci sprzeciwia si i opiera. Gdy odwracaa 
oczy, nieme baganie niby krzyk przycigao je znowu i obkana pieszczota duya si w 
jaki byt zaziemski, wieczny. Szczcia ich nie mci nikt, aden gos nie poszy milczenia 
prcz bekotu wody, mwicej niepojt rzecz swoj... 
118 
18 
Na pocztku wrzenia tego roku Borowicz, jako ju modzian dojrzay i cywilny, przyby 
do Klerykowa z wakacyj niby to w celu zaatwienia jakich spraw koleeskich nie cierpicych 
zwoki. Ogorzaa twarz jego bya chuda, wzrok mu pon. Od wyznania w parku 
mioci spojrzeniami, bez sw, nie widzia Biruty ani razu. Na prno szuka jej wszdzie, na 
prno czatowa po rogach ulic, w bramie ssiedniej kamienicy, w parku, u cian gimnazjum 
eskiego, we dnie i nocami. Zgina dla, jakby si w ziemi zapada. Wiedzia tyle tylko, e 
jest w Klerykowie i e zdaje na patent dojrzaoci. Egzamina pisemne i ustne, wrczenie 
wiadectw, uczta poegnalna, zdjcie mundurw, ostatni dzie i ostatnia noc w Klerykowie  
wszystko to mino dla niego jak nierzeczywisto lunie tyczca si jego osoby. Wakacje 
spdzi w domu u ojca, ktry zapad by bardzo na zdrowiu. Marcin musia prowadzi cakowicie 
gospodarstwo folwarczne, pilnowa sianokosu i niw. Gdy ju wszystko sprztn, wyrwa 
si z domu na kilka dni. Ledwie wysiad z bryczki, umy si w zajedzie i pdem wybieg 
z jego bramy  pad w otwarte ramiona starej Przepirzycy. Babcia rozpakaa si z 
miejsca. 
 Taki to ty, Marcinek, taka to dobro w twoim sercu... Gimnazjum skoczye, patent 
masz w garci, a do starej, co ci tylim ssipalcem widziaa, nie przyszede powiedzie:  
adiu Fruziu, jad se w wiat? adnie to tak, godzi si to tak? A przecie my z twoj matk 
nieboszczk... 
Nie byo sposobu. Marcin musia razem z ni i na uroczyst kaw. Stanwszy we 
drzwiach znajomego mieszkania, ujrza przed sob radc Somonowicza drepccego po izbie. 
Staruszek by ju teraz cakiem zgarbiony. Plecy wygiy mu si w pak, a koce dugiego 
surduta jak opuszczone skrzyda wieway z obudwu stron skulonej figury. Radca posun si 
bardzo od czasu mierci kolegi Grzebickiego. Ju teraz nikt prawie nie rozumia tego, co mwi 
o przyczynach, powodach i bdach rewolucji 31 roku, nikt ani akceptowa, ani przeczy 
ze wiadomoci rzeczy. Radca patrza na Marcina wytrzeszczonymi oczyma i nie poznawa. 
 Nie mam...  mrucza  nie mam wapana, wcale nie mam przyjemnoci... 
 C radca znowu wyprawiasz  zakrzykna na niego stara Przepirzyca.  Przecie to 
nasz Borowicz, Marcinek... 
 A prawda  mamrota Somonowicz  przecie to nasz Borowicz... Marcinek...  ale patrzy 
na wci z niedowierzaniem i sromotnym opuszczeniem dolnej wargi. Dopiero po 
upywie pewnego czasu nagle krzykn: 
 Ba, c mi gadacie? Przecie to jest ten smarkaty Borowicz, Marcinek Borowicz, co tu 
mieszka! 
 To pan radca teraz mi dopiero poznaje...  zamia si przyszy student. 
 Ale bo z wapana tyli ko wyrs, e ani sposobu. Patrzcie si pastwo... Czemu to 
znowu mundur zdje i latasz w cywilnej szacie? 
 Albo to nie czas, panie radco? Skoczyem gimnazjum. 
 O, jak mi Bg miy!  zakrzykn staruszek.  Gimnazjum skoczy. No i c teraz  do 
ojca na wie walisz? 
 Ale gdzie tam  jad do Warszawy. 
 A ty tam po co? 
 No, na uniwersytet. 
 Jest! Znowu na uniwersytet... Co d po tym, wal na wie, zajmij si interesami starego... 
 Nie, ja pojad do Warszawy. 
119 
Radca od bezzbne usta, wytrzeszczy oczy i ruszy w swj pochd z kta w kt stancyjki. 
W czasie tej rozmowy zza portiery ukazaa si panna Konstancja. Borowicz wycign do 
niej rk z serdecznym uciskiem. Pannisko, zestarzae ju zupenie, szepno swoje:  a, powinszowa... 
 i zasiado w kcie izby do roboty na drutach. Od czasu do czasu panna Konstancja 
rzucaa okiem na barczyst posta Marcina z wyrazem wielkiego smutku. Wszystko 
na ziemi krzewio si, mniao, szo dokd z furi w ycie, oprcz niej, oprcz niej jednej, 
co wrosa w swe miejsce niby drzewo, niby drzewo prchniejce. Z ssiedniego pokoju wysun 
si mody Przepirkowski, ysy ju jak kolano, przywita si z Marcinem i siad w drugim 
kciku. Stara Przepirzyca zarzdziwszy, jakie imbryki maj by przystawione, wrcia 
do pokoju i rzeka: 
 O nas to ju wiesz pewno, Marcinek? 
 C ja mam wiedzie? 
 No, jak to? e nam stancj zamknli? 
 Pierwsze sysz! 
 Tak, tak! Kriestoobriadnikow wezwa mi do siebie przed dwoma tygodniami i zapowiedzia, 
ebym sobie kosztw oszczdzia, bo on nam stancji trzyma nie da, niby katoliczkom, 
Od tego, powiada, bd specjalne Moskiewki, a nastpnie jakie tam internaty. 
 Czy podobna?  rzek Marcin, szczerze zmartwiony. 
 Ju my nawet sprzedali, co si dao: stoy, krzesa, lampy. Szukamy mniejszego lokalu, 
bo po c nam taka buda? 
Staruszka otara z bezwiednym ruchem, jakby spdzaa much. 
 Internaty... przednia to jest myl...  rzek Somonowicz. 
 rodek do zaprowadzenia wzorowej karnoci, naleytego rygoru, ale... 
 I moskwicyzmu...  rzek Marcin. 
 Co mwisz, filozofie? Moskwicyzmu? Jaki ju rezon, a co, a co ?  woa spogldajc 
kolejno na pani Przepirkowsk, na jej syna i crk. 
 Ale tak, moskwicyzmu...  mwi Borowicz niezraony. 
 Nie tylko w klasie, ale i w domu bd uczniowie zmuszeni do mwienia cigle po rosyjsku. 
Spoeczestwo nie daje nam przecie adnych rodkw ratunku... 
 Spoeczestwo... fiu... fiu... Wic c niby to spoeczestwo? 
 Panie radco, czy pan rzeczywicie nie wspczuje z babci Przepirkowsk, ktrej nie 
wiedzie dlaczego zamykaj stancj, cho j prowadzia uczciwie i doskonale, i tym sposobem 
niwecz rodek utrzymania si? Czy pan rzeczywicie wspczuje z brutalnymi fantazjami 
karierowiczw gimnazjalnych? 
 Wara wapanu od tego, z czym ja wspczuj!  krzycza stary tupic pantoflami.  Z niczym 
i nikim nie wspczuj, skoro mam przed oczyma wol rzdu. 
 Tak to rozumiem, to wyrane! A ja inaczej, ja nie mog znie!  wola Borowicz zapalajc 
si do ywego. 
Starzec odprostowa swe wypaczone plecy i patrza na niego rozognionymi oczyma. 
 Acan masz mleko pod nosem i tyle akurat masz prawa mwi o znoszeniu, co... Nie chc 
zreszt gada ci otwarcie! Ze mn si bdziesz spiera, com szedziesit lat temu... 
 Ja nie patrzyem ani na rewolucj, ani na powstanie, ale przecie to nie racja, ebym nie 
mia prawa czu ucisku, myle o nim i opiera mu si ze wszech si moich... 
 A co, a co, syszelicie?  krzycza Somonowicz.  Trzeci dziesitek lat upywa, to jest 
nasionko. Macie pastwo! Czynie mwiem? Ja to przeczuwam, j a to widz! Tu mi wosy 
wyrosn, jeeli ty znowu czego nie zmajstrujesz  woa podsuwajc Borowiczowi do oczu 
swe zmarszczone rce  tu mi wosy wyrosn! Ale to sobie wapan zapisz w gowie, e ja nie 
chc tego doy, e nie zgodz si pod adnym pozorem na to patrze i e sobie w twoich 
oczach, goowsie, z pistoletu w eb wypal! To sobie zapamitaj... 
 Po c znowu pan radca ma sobie w eb wali?  pyta zmieszany Borowicz. 
120 
 Po co mam sobie w eb wali? Bo mam ju dosy. Nie chc trzeci raz patrze, nie chc 
patrze, sysze, czu, nie chc, nie chc! 
 Ale o co radcy chodzi?  wtrcia si staruszka. 
 O co chodzi? O to chodzi, e nie mam ju si ani przeciwdziaa, ani wstrzymywa, a 
patrze i wszechmocy boskiej po nocach nadaremnie wzywa nie chc, chobym mia dusz 
wyda na potpienie wieczne. Na to wam mog w tej chwili wykona przysig, e nie chc 
patrze i nie bd! Wy sobie suchajcie takiego siewcy, a ja wam powtarzam milionset razy, 
e to jest wrg waszej nacji, oto ten, ktry tu stoi! 
 Ech, juem si nasucha tych kabalistycznych przekl pana radcy i wiem, co za nimi 
idzie...  rzek Borowicz, machajc rk.  Nie ma o czym gada... 
 Jest o czym gada! Ja ci widz na wylot! Oddaj si w rce sprawiedliwoci... 
Marcin nie mg ju wytrzyma, tote nie czekajc na kaw, co tchu poegna si ze 
wszystkimi. Stary radca wychyli si za nim z sieni i woa na cay gos: 
 Oddaj si w rce sprawiedliwoci, to ci radz jak ojciec... 
Wprost z Wygwizdowa Borowicz cwaem pobieg na ulic Biruty. Gdy si do tych miejsc 
zblia, szed jak lunatyk. Tyle dni i nocy przepdzi w tsknocie za tym widokiem, tyle razy 
budzi si z marze do rzeczywistej ich nieobecnoci, e gdy nareszcie dane mu byo znale 
si wrd tych zaukw, poczytywa je za gorczkowe widziada. ycie swoim trybem toczce 
si w maych sklepikach, w jeszcze mniejszych warsztatach, w brudnych i ciasnych mieszkaniach, 
na ulicy i w sionkach  byo mu drogie i czcigodne jak wity kult, jako umiowana 
witynia samego bstwa. Szed noga za nog i wolno wznosi oczy do szyb pierwszego pitra. 
O, gdyby j mg zobaczy, gdyby tylko raz spojrze... 
Z dala ju dostrzeg, e z okien wyjte s aglowe story i firanki, a wikszo tych okien 
poroztwierana tak jednostajnie, e z mieszkania wiaa pustka. W gbi jednej z sal wida byo 
podwjn drabin z biaego drzewa, zachlapan olejnymi farbami. Dalej, na miejscu piknych 
zocieni w biaych wazonikach, sta garnek z niebiesk ultramaryn i sterczcy w nim gruby 
pdzel. 
Serce Marcina zakua zoliwa bole, w, jak mwi Hamlet, taki jedynie rodzaj przeczucia, 
jaki by zmiesza, by moe, kobiet.  Pragnc znale od razu rodek ratunku na to 
gniotce uczucie, Borowicz wszed w bram i spotka tam star i unurzan w brudzie strk, 
ktra oczyszczaa miotliskiem na dugim kiju bram wjazdow. 
 Prosz pani  szepn wsuwajc babie w rk p rubla  czy doktr Stogowski teraz 
przyjmuje chorych? 
 Ten, co tu na grze mieszka, ruski doktor, to si ju wyprowadzi, ale przyjdzie na 
kwater to samo doktor, tylko inszy, a tera nie ma adnego...  rzeka babina, osupiaa z podziwu 
na widok takiej kupy pienidzy. 
 A gdzie tamten? 
 Tamtego przeniesy ae w gbok Rosij. 
 W gbok Rosij?  powtrzy Marcin dygoccymi wargami. 
 Mwi ta dzieszczyk, e tam niby ten doktor Stogowski bdzie bra lepsz zasug. 
Na jednoroa tam poszed, to samo przy wojsku. 
 Ale gdzie to jest? 
 Gada on toto, ale ja nie potrafi wymwi. Jakosi tak jakby... Smierno, czy co? 
 A czy to ju wyjechali? 
 O, ju bdzie z pi niedziel, jak pojechay. 
 I ta panienka, crka, to samo? 
 A ino, pojechaa i ona. Zapakaa se, chudzitko, jak przyszo wazi na fur. Jeszcze mi 
zotwk wetkna, em, wida, sterczaa jako si patrzy przy bramie... 
Marcin odszed stamtd. Nie widzia ani jednego przechodnia, instynktem prawie trafia z 
ulicy w ulic, z ulicy w ulic, z ulicy w ulic. Nie wiedzc o tym, znalaz si u bramy parku; 
121 
wszed tam, skierowa na swoj uliczk i trafi do rda. 
Pusto byo w tym ustroniu. Kamienne awki stay tak samo, tylko licie bzu poczerniay, 
piew ptasi ustal. Borowicz siad na swym miejscu i zmartwiaymi oczyma przyglda si 
awce ssiedniej. 
Kiedy niekiedy z wysokich drzew spywa li zeschnity, koysa si na powietrzu i cicho 
pada midzy uwide trawy. Kiedy niekiedy za elaznymi sztachetami dawa si sysze oskot 
krokw przechodnia po kamiennym chodniku albo w dali okrzyk uczniw bawicych si 
w pik na gimnazjalnym podwrzu. 
Drcymi palcami Marcin wyj z bocznej kieszeni kartk z pismem Biruty i przycisn do 
ust zsiniaych sowa piosenki: 
Ach, kiedy wykujem, strudzeni oracze, 
Lemiesze z paaszy skrwawionych?... 
Dusz jego gruchotaa bole tak gboka, jakby trzyma na wargach rkawiczk lub 
wstk wyjt z trumny. Skpy orszak myli snu si po jego rozbitym mzgu. Byo ich coraz 
mniej, coraz mniej... Tylko dwa, trzy pytania wracay cigle. 
Po c to wszystko ludzie robi, po co czyni dobrowolnie na zo sabszym spord siebie, 
dzieciom? To to jest pomoc udzielona modoci przez wiek i rozum dojrzay? Nic, tylko 
mciwe, obudne a umylne ganie, gdzie si da, podstawienie nogi, eby upad i eby si 
rozbi. A ty wierzysz, e wykujem lemiesze z paaszy skrwawionych...  zapaka w gbi 
serca. 
Wtem da si sysze nad nim cichy gos: 
 Borowicz, panie, panie... 
Marcin podnis gow i zobaczy twarz Radka, wwczas ucznia klasy smej, ktry sta 
schylony. 
Szerokoramienny, chudy i niady chop wlepi swe siwe oczy w twarz jego i cicho pyta: 
 C ci to, Borowicz, c ci to? 
Marcin nie by w stanie rzec sowa, nie mg patrze, wycign tylko rk i wspomg si 
na siach, czujc ucinienie kocistej, a jakby z elaza urobionej prawicy Radkowej. 
122 
