 
Stefan eromski 
Wierna rzeka 
1 
1 
Ockno si znw zimno targajce wntrznoci  i cierpienie, co raz wraz jak toporem 
rozrbywao gow. W prawym biodrze bl szarpa si nieustannie niby hak wdy elaznej 
wyrywany na zewntrz. Co chwila ogie niepojty, nieznany zdrowemu ciau, lata po 
plecach, a ciemno pena wielobarwnych iskier olepiaa oczy. Ranny zawin si i zatuli w 
pkouszek, ktry jeszcze za dnia zdar by z sodata ubitego w zarolach na brzegu rzeki. 
Nagie nogi i skrwawione biodra wpycha gbiej w stos trupw, szukajc tych dwu cia, ktre 
ciepem broczcych ran rozgrzeway go w cigu nocy, a wyciem i jkiem budziy ze snu 
mierci do aski ycia. Lecz tamci dwaj ucichli, ostygli i stali si rwnie ohydni jak zagon 
skrwawionym okryty cierniom. Rce i nogi poszukujce ciepa jeszcze yjcych trafiay 
wci na obmoke i liskie zwoki. 
Podwign gow. 
Zobaczy zmysem wzroku dokonanie, ktre by przey  spostrzeg to dzieo nowe, ktre 
w duchu przecierpia. Leeli w kilkuset, tworzc w zmierzchu rannym bia gr  
podobijani, gdy padli z ran, na rozkaz wodza nieprzyjaci, rodaka i niedawnego spiskowca1  
obdarci przez wojsko ze szmat do ostatniego gagana  roztrzsieni na bagnetach  po 
dziesi razy do ziemi przybici sztychem oficerskiej szpady pchnitej na wskro  z gowami 
rozwalonymi kul z lufy przystawionej do czoa  porozgniatani przez pdzce koa armat 
Czengierego2 
Zrudzia daleko przypiaskowy grunt ode krwi, co do ostatniej kropli z tych zwok 
wycieka. Zmiky grudy twardej oraniny. Roztaja nieg. Wleczeni w to miejsce ze wszech 
stron za nogi, zamietli do czysta wosami szerok niw. Ugrabili j kostniejcymi palcami. 
Naszeptali w zagony ostatnich sw i poksali je w ostatnim szlochu. 
Oniemiao i zacicho maogoskie pole3. Ostatni ywy onierz patrza w nie przez mg 
pmierci przy brzasku cichego poranka. 
Zdao mu si  dopiero co stay w tym miejscu konie... Jeszcze dudni ziemia, gdy ze 
miertelnym krzykiem pdz we trzystu towarzysza na zdrajc! Gdzie rebiec? Gdzie 
1 Na rozkaz wodza nieprzyjaci, rodaka i niedawnego spiskowca  mowa o Wodzimierzu Dobrowolskim, 
podpukowniku wojska carskiego, penicym funkcj szefa sztabu naczelnika wojennego gub. radomskiej. 
Wcignity jako Polak do konspiracji, pozostawa w kontakcie z czoowymi przywdcami ruchu, jednak po 
wykryciu spisku oficerw rosyjskich sprzyjajcych powstaniu wycofa si zdradziecko z dalszej wsppracy. By 
w oczach zwierzchnikw oczyci si z podejrze, z tym wiksz zacitoci ciga oddziay powstacze. W 
bitwie pod Maogoszcz dowodzi jedn z rosyjskich kolumn. 
2 Czengiery  w okresie powstania styczniowego pukownik w wojsku carskim, dowodzcy w rejonie 
Kielecczyzny siami rosyjskimi, skierowanymi przeciwko oddziaom powstaczym. 
3 Maogoskie pole  24 lutego 1863 roku poczone oddziay Langiewicza i Jezioraskiego, zmuszone do 
przyjcia bitwy pod Maogoszcz z przewaajcymi siami nieprzyjacielskimi, poniosy due straty. Langiewicz, 
wycofawszy reszt sil z walki, ruszy na poudnie ku Pieskowej Skale. 
2 
paasz? Gdzie pod stop elazne strzemi, ostatni towarzysz? 
Nie sycha ju oskotu granatw Dobrowolskiego zasypujcych dolin. Zniky flankiery 
kozactwa i dragonw, co przez cztery z gr godziny miotay tyralierski ogie. Skd 
wybuchay kpy i kby dymw, a byska ogie, wzgrze strome od poudnia szarzeje w 
ciszy. W zachodniej stronie biaa smuga cmentarnego muru, gniazdo Jezioraszczykw, 
jazdy, armatek... A tam, porodku, gdzie staa piechota  nie ma nic! Z dubeltwkami 
bijcymi na sto krokw  u nogi  stali pod ogniem rotowym nieprzyjaciela, co w nich 
celowa jak do tarczy z karabinw nioscych na tysic piset metrw. Czekali cierpliwie z 
wytrwaoci Grekw  przyjd i we!  a wrg si zbliy na strza, a padnie rozkaz: do 
ataku! Leeli teraz zwaleni na jeden stos. W odlegoci kbiy si i wasay nad nizin dymy 
miasteczka, do przyciesi spalonego przez wojsko. Raz wraz szeroki pomie jak skinienie 
chorgwi nieubaganie podrywa si ze zgliszcz, popielisk i dymw  migotliwym blaskiem 
naigrawa w mrokach mierci i postrzpionym jzykiem mwi ku czarnemu niebu. Wtedy 
rozdzierajcy krzyk ludzi, spomidzy czarnych piecowisk wybuchajcy, dosiga uszu 
rannego  obojtny ju dla serca i niezdolny podwign ramienia. Podobnie jak nad 
zgliszczami ogie zryway si w czowieku czucia, lecz  jak on  w czarnym dymie lepych 
cierpie gasy. 
Puci si drobny deszcz ze niegiem. Zawiaa z lasu nad on mokra mga. Przecigny 
tumany po nagich i stromych wzgrzach, wloky si po nadrzeczu i przez pole. Zwilyy 
twarz jakoby mokra chusta. W tej mgle rannej dawa si widzie wochaty od wierkw, 
ciemny las. Z jednolitego zastpu drzew cign na nagie pole jak gdyby ciepy podmuch  
askawy poszum gazi. Chwiay si powolnym ruchem dugie, powycigane spawy, nisko 
rozpostarte obmoke wiechy, woajc guchym gosem, eby tamtdy ucieka. 
Ludzi ywych nie byo. Nikogo  nigdzie. W pobliu lea zabity czowiek, ktry mia na 
nogach brudne zgrzebne spodnie. Przekrciwszy si przez zagon, ranny pocz zdziera ze t 
odzie i co tchu wcign j na swe nagie, dygocce nogi. Szuka oczyma na trupach butw, 
lecz ani jeden ich nie mia. Wszystkie zzuto i zrabowano. Nagle we wschodniej stronie, od 
Bolmina, rozleg si oskot armatniego strzau. Po nim drugi... trzeci... Ten dwik obudzi 
ycie. Co w caym jestestwie drgno i ruszyo siy. Bitwa! Do broni! Do szeregu! Pocz w 
tamt stron czoga si na czworakach, bruzd, co tchu! Lecz po kilkunastu poruszeniach 
zapad na nowo gow midzy skiby. Prawa noga wloka si bezwadnie. W biodrze rwa bl. 
Zmacawszy to miejsce inwalida trafi duym palcem rki na gbok, opuchnit dziur, z 
ktrej skpo, lecz wci krew si sczya. Na lewe oko nie widzia. Wyczuwa palcami w 
miejscu brwi, powieki, gaki ocznej i policzkowej koci  wypuk bulw, w ktrej ogie 
wci drga sypic wielobarwne iskry. Nie byo ju oka, lecz dziwne i rozmieszajce 
zjawisko wielkiej naroli. Gowa, zrbana szablami w bitwie, wysczya we wosy duo krwi, 
ktra zastyga w zlepienia, w sople i utworzya na czaszce istn czerwon czapk. W 
piersiach, midzy ebrami, w ramionach naryway rany od wielokrotnych pchni bagneta. 
Ale mocniejsze ni wszelki bl byo zimno. elazn garci chwytao za skrwawione wosy, 
zapuszczao w koci i midzy ebra szpony, potrzsajc zrbane pzwoki dreszczem bez 
pardonu. Ono to gnao naprzd. Powlk si znowu na bayku. Raz na dwu rkach i lewym 
kolanie, drugi raz na stopie i doniach, gdy bezwadnie cigna si prawa noga  czynic z 
caej figury obraz wielkiej miesznoci istotnego nieszczcia. Tak dowlk si do pierwszych 
drzew lasu. Chwiay si w zimowym deszczu i we mgle wierkowe gazie. Spada z nich na 
ziemi niewymowny szum. Ani w nim nie byo aoci, ani wspczucia, ani miosierdzia, ani 
pogardy. Dugo spywa ten zimny szum na serce pumare. 
Samotnik dwign si na rkach i objwszy pie pierwszego w lesie drzewa stan na 
nogach. Nasuchiwa odgosw bitwy. Nic nie przerywao ciszy. Patrza na pobojowisko. Nie 
aowa ani tych, co w czarnym polu leeli, ani siebie, ani dziea. Jedyne czucie osiado w 
jego piersiach, jedyna myl pod skrwawionymi wosami: bi si. Patrza by, jak onierze 
3 
mordowali rannych onierzy, jak pywych odzierali ze szmat... Nie byo czym zagasi 
ycia, ktre si zmienio w hab i mieszno. Poaowa legowiska midzy trupami. Pocz 
si prosi o mier. Pad na rce i twarz. Dusz ogarn mrok... 
Dugo trwao bezczucie, bo gdy si obudzi, soce byo wysoko. Z pola dochodzi gwar. 
Unisszy gowy zobaczy ludzi. Cignli zwoki kdy popod gr. Kto ludziom tym 
wydawa rozkazy. Ranny poczu w sobie przeraliw trwog, e go ywcem zakopi. Pocz 
ucieka. Czoga si zarolami wierczyny, wskro niegw na poy roztajaych, po olizgych 
igach sosnowych. Zdrtwiae nogi rozgrzeway si od tego ruchu, od pezania na kolanie i 
rkach. nio si w rozbitej gowie, e las zbiega zakrywa zielonymi weniakami, e przed 
zymi oczyma zasania wochatym ratuchem  e kto niewidzialny, a przecie oczywisty 
chyo-chyo pokazuje drc rk tajne drki midzy pniakami wydeptane przez kwiczoy, 
szlaki przetarte stopkami i ogonami lisw. Kdy, daleko w lesie na tej swojej zawiej drodze, 
w guchym ostpie napotka krzywy kostur, uschnit jedli ga, spad na ziemi z 
wysokoci drzewa. W grubszym swym kocu zeschnity w spaw mia sk, ktry si wraz 
nada jako oparcie pod rami. Dugo jego bya akuratnie na kul. Wsparszy si na tym kiju 
zbieg zaduma si przez krtkie mgnienie czasu, kto te podrzuci przed bezwadn nog ten 
kostur na dzikiej drodze. Wszechmogcy Bg, czyli sam bezaosny los? I rozemia si z 
litoci ich, mwic z gbi swej duszy, ktra niczego ju nie chciaa ani od Boga, ani od losu, 
wszystko przeywszy w powstaczych pochodach i bitwach  e t litoci ich pogardza i e 
ten jej dowd moe odrzuci precz! Ale wspomnia na braci pobitych, na popieliska 
Maogoszcza  i przycisn do boku t ostatni bro. Przez cae jestestwo przelecia jak gdyby 
zemciwy krzyk ora, a w serce wstpia zacieka moc. Poczu w sobie dzik, oszala, star, 
od mki do cna okrutn dusz Czachowskiego4. Poszed teraz naprzd, wsparty na swej kuli, 
wielkimi krokami, jak na szczudach. 
Zdawao mu si, e zda w stron Bolmina, na pomoc braciom. Od ruchw cielesnych 
ble w biodrze, plecach i gowie staway si nie do zniesienia, jak ciosy ognistego prta. W 
kociach i yach zapala si istny poar, ogarnia gow i dymem ciemnym zawleka oczy. 
Bosa stopa w pochodzie swym raz wraz trafiaa na ski, korzenie, patyki, kolki i igy lene 
ukryte w niegu. Przebita do gbi, krwawia. Czstokro zmordowane ciao walio si w 
nieg kdy w zagaju podszewki lenej albo na mchu do gbi przemokym. Objty nagym 
zimnem czowiek zrywa si na nowo i brn w zmurszaym niegu, w kpach zlodowaciaych 
borwek  brodzi w dugich, nieskoczonych smugach lenej niecieczy znieruchomiaej po 
nizinach. Jak okiem sign, jak uchem zachwyci, las by pusty. Tam i sam leny ptaszek 
zawierka sposzony szelestem krokw czowieczych  i daleko ucieka. Nieme wokoo 
drzewa i nieme nad nim niebo. Ziemia poronita przeklt rolinnoci, drczc poranione 
nogi. Krew sczya si z ran. lady jej zostaway na niegu, na gaziach wierkowych, na 
badylach i mchu. 
W oczach upadajcego co chwila las w, dobrotliwy niedawno, wydua si, rozszerza, 
otwiera coraz dalej  ukazywa swe chodniki przedziwne i zapadnie bez wyjcia, gbie 
guche i krgi, zachylenia pkoliste i midzydrzewne korytarze bez koca. Mijay godziny, a 
nie przerzedza si i nie koczy w las olbrzymi. Tu i wdzie dwiga si piaszczysty 
wzgrek, stromy i uciliwy do przebycia jak tatrzaska przecz. Lena droga rozcia 
obszary drzewne na dwie czci i sama midzy nimi znika. Wspierajc si na swej kuli zbieg 
dotar do jednego z wydmuchw. Pooy si na nim i tam postanowi spa na zawsze. ycie 
czy mier stay si rwne i takie same. Tylko ju nie trz si z zimna, nie cierpie 
dziwacznych katuszy i nie myle! Zapomnia, w ktr stron brn dalej. Zmyli drog... 
4 Dionizy Czachowski (1810 1863)  jeden z najdzielniejszych, a zarazem najstarszy wiekiem dowdca w 
powstaniu styczniowym; nieugity onierz, surowy przeoony, stosowa wzgldem wroga prawo odwetu, 
cigajc tym na siebie szczeglniejsz nienawi i miano okrutnika. 
4 
Usn od razu. Ale by to sen potworny, peen widm i wrzawy. Las okalajcy zdawa si 
drga i stka. Wszystko w nim kipiao od ciosw szalonego serca. W gbi ziemi, na ktrej 
strudzone ciao spoczo, huczy  nio si  grzmot podziemny i poyskuj pioruny. Jk 
boleci wyrywa si z gbiny i jak miecz na dwoje rozcina niebo. 
Dreszcz gwatowny dwign rozbitka znowu i pogna dalej. Na nowo zaczo si 
czoganie z bezwadn nog z prawej, skatym kijem z lewej strony. Sun na okciach i 
kolanie, trzymajc pod pach znalezion kul. Stapiane w bocie i wodzie poy koucha 
odraajcym zimnem przejmoway brzuch i piersi, a sucha jego na grzbiecie cz potem 
krwawe rany zalewaa. Stopy poprzebijane kolkami rozpuchy i zakrwawiy kady moczar, 
kad kau. Byo po poudniu, bo soce zachylao si za korony drzew. Ostrzejszy chd 
doem lasu podciga. Ranny szuka dogodnego miejsca, eby si zaszy w lene gstwiny i 
dozna ochrony od zimna. Lecz teren wci by zwilgy, zaronity zeschym szuwarem. Bra 
si wic w bok; to w jedn, to w drug stron i zabrn w szarpice chrusty, w dzikie jeyny 
przysypane niegiem, w wikle i rokiciny, pene nastawionych kolcw jak pazury czyhajcego 
szatana. Ponachylane badyle lenych malin i dzikie gogi szarpay twarz i raniy rce. 
Przebija si przez te ostpy przeklinajc sw dol. Wybrnwszy za z tych zaroli podnis 
oczy i z gbokim zdumieniem, nagle i niespodziewanie ujrza pole  pust przestrze  
nizin ki... Wydao si, e to Bg odsun wreszcie rk dzikie gogi i da spojrze w 
bezdrzewne pustkowie W dali cigny si onieone wzgrza  pod ostatnim z nich wida 
byo szereg chat wsi. Dymy nad nimi bkitne na niebie zarowionym... W pewnej 
odlegoci od tej wsi budynki szerokie o murowanych supach, dwr z czarnym dachem 
rozsiady wrd drzew. Widok ten tak by nieprawdopodobny dla powstaca po 
nieskoczonoci jednolitych drzew, e zdawa si by fenomenem snu, zudzeniem, 
naigrawaniem zego... Domostwa... Ludzie... Dym nad radosnym ogniem... 
Nieszczliwy obali si na ziemi. Lec patrza bezsilnie na biae oboki pynce w 
wysokim niebieskim przestworzu  na pochy ziemi  na ludzkie osiedla. Ostatnie tak samo 
byy dalekie jak pierwsze. Nic na ziemi i niebie nie chciao tej ofiary z ran i z przelanej krwi. 
Wszystko jej byo wrogie. Ta ziemia, na ktr upada gowa, bya gucha. lepy i niemy by 
przestwr. Zimny wiatr nadciga z dala. Tylko ten daleki dym... Bkitny, przelicznym 
zwojem pyncy coraz wyej, powoywa jak niepojte, a przecie przyjazne skinienie. 
Ranny wypocz  wsta i wsparty na kosturze pocign w kierunku wsi. Miejsce teraz 
byo rwne, bez chrustw i kolek. nieg za dnia odtajay, pokrywajc si cienkim szkliwem 
od wieczornego przymrozka, uatwia drog. Nogi suny po nim snadniej i bez blu. To na 
czworakach, to na kuli chory przemierzy ca prawie szeroko rwniny. Sysza ju 
dolatujce ze wsi szczekanie psw, ryk byda i gosy ludzi. Lecz midzy nim i kracem tego 
bonia ukazaa si nieoczekiwana przeszkoda  rzeka. Ukryta w wysokich, obych brzegach 
wysanych rud muraw  zataczajc si niezliczonymi pkolami, ktre tworzyy dugi 
szereg pwyspw, rzeka biega bystrym, czarnym nurtem. Z jednej i drugiej strony u 
brzegw bya obmarznita, lecz nigdzie bona lodowa nie okrya cakowitej wodnej 
powierzchni. Powstaniec czoga si wzdu brzegu, szukajc awy lub kadki, po ktrej 
mgby si na drugi brzeg przedosta. Nigdzie czego podobnego nie znalaz. By za tak z si 
wyczerpany, e i dalej wzdu zakrtw wijcych si jakby na przekr, jakby dla 
wyduenia w nieskoczono tego marszu, nie byo sposobu. Jak przedtem las, tak obecnie 
rzeka tworzya nieprzebyt zapor. Linia jej brzegu, ktra z drogi czynia zygzak, wijc si 
wstg, bya dla strudzonego now form natrzsania si losu. Poranione nogi okray 
pwyspy wracajc  zdawao si  w to samo miejsce. Namiewajcy si diabe rzuci oto 
przed te nogi rzek i puci je w taniec, w pls na prawo i na lewo, bez koca i bez celu... 
W pewnym tedy miejscu, gdzie woda rozlewaa si nieco szerzej, brzeg by agodniejszy, a 
gbia pytsza  w polski tancerz przerwa swj pls, zsun si do wody i pocz w brd j 
przebywa. A skoro tylko zanurzy si, dozna ulgi szczeglnej. Zaczerwienia si wokoo 
5 
niego czarna rzeczna woda. Zabulgota, jak gdyby z gbi jkn, wart jej rodkowy. Tkliwym 
po tysickro chlustaniem, pracowitym myciem woda oczycia kad ran, a  jak matka 
ustami  wycaowaa z niej srogo cierpienia. Wchona, w siebie ta rzeka prastara i 
wiecznie nowa szczodr powstaca krew, zliczya jej krople, skrztnie w siebie zabraa, 
poja w gbiny, rozpucia w sobie, wessaa i dokd poniosa  poniosa... Zbieg opuka w 
zimnej wodzie rozpuchnite nogi i drc ze straszliwego zimna wydosta si na brzeg. 
Zgrzebne spodnie przylgny do ng i nieznonie zibiy, lecz je na sobie dla wstydu 
zachowa idc o kiju w gr ku wsi. ki si tam koczyy i poczynay pola, od nizin 
odgrodzone. rodkiem ornych niwek cign si wygon w opotkach. Ten szlak szeroki, 
pochyy, zdeptany od kopyt bydlcych i zryty w rozmaitych kierunkach ciekami gbokimi, 
peen by podmarzego bota. Ranny laz ostatkiem si, trzymajc si erdzi i wspierajc na 
kiju. Na tej drodze mozolnej, ktra mu si wydawaa by bez koca, spotkali go ludzie idcy 
z cebrami i wiadrami po wod do rzeki. Byli to mczyni i kobiety, starzy i wyrostki. 
Ujrzawszy go przystanli i ciekawie mu si przygldali. Kto z tego tumu hukn w 
kierunki wsi, kto inny pobieg tam z popiechem. Mody powstaniec szed dalej lizgajc si 
bezsilnie po marzncym bocie. 
Od strony wsi poczli nadciga chopi, gospodarze w sukmanach i kouchach. Jedni z 
nich zbliali si statecznie, inni biegli co midzy sob gadajc. Na przedzie tej gromady 
zstpujcej z gry szed wieniak z blach t na piersiach. Ten postpowa miaym 
krokiem, a stanwszy w pobliu mierzy oczyma krwawego przychodnia. Zapyta: 
 Czowiek  co jest za jeden? 
 Widzicie, e jestem ranny...  odpowiedzia zapytany. 
 A ka ci to tak poranili? 
 W bitwie. 
 W bitwie? To ty powstaniec? 
 Powstaniec. 
 No, bracie, skoro sam powiadasz, i e buntownik i e w bitce by, to my ci w areszt 
zajmujemy. 
 Dlaczego? 
 Do miasta ci musimy odstawi. 
 Wy, mnie? 
 Juci. Pjd z nami. Ja tu sotys. 
Czerwony go tej wsi milcza. To byli wanie ci, dla ktrych wolnoci z paskiego domu 
poszed by spa w polach, w zimie, na roli  przymiera godem  jak pies sucha rozkazu  
bi si bez broni  i tak oto z placu boju wraca. Podchodzili do niego wszyscy wraz, 
pkolem. Wtedy rzek: 
 Pucie mnie wolno, bo przecie ja za wasz swobod i za wasze dobro si biem, i takie 
na sobie mam rany. 
 E, takie gadki to my ju syszeli... Ty se ta gadaj, a tu jest przykaz. Chod, bracie, z 
dobrawoli. 
 Dokd mam i? 
 Tera pjdziesz z nami do wsi. A potem to si dowiesz. 
 Co mylicie ze mn zrobi? 
 Na sianie ci pooymy, to se tam spoczniesz. Sianem si wz wyciele i do miasta ci 
odstawimy podwod. 
 I to wy, mnie?... 
 Nie nasze dzieo. Taki przykaz  i pokj. Ranny milcza i spokojnie patrza na nich 
wszystkich. Zimno go trzso. Umiechn si smutnie do myli, e z takim trudem przez las i 
rzek brn, aeby wreszcie przyj do celu... 
Kto w tumie odezwa si: 
6 
 Ij  takiego ta wie! Sprzaju szkoda. To toto do figury w Borku nie dojedzie i 
uwierknie. 
 Widzielicie, moi ludzie, jak to magier czerwon ma na bie... 
 Jakiemu chopu ukrad t czerwon czapk, panie? 
 Bez rzek przeazi... Woda mu z koucha ciecze... 
 Ludzie! Boso toto idzie... 
 Kaje buty zgubi, te, wolno? 
 Z daleka to tak idziesz, panie wojskowy? 
 Kouch ma jakisi ze znaczkiem. 
 Pewnie ukrad... 
Sotys nastawa swarzc si ze swoimi, jakby u caej gromady szuka potwierdzenia 
urzdowych czynnoci: 
 No, chopcy, trza go wiza! 
 Takiego ta wiza... 
 Postronka szkoda! 
 Ino si czowiek spaprze... 
 Zamrze i bez postronka. 
 E  puci toto...  kto mrukn z cicha. 
 Bo i prawda  niech ta lezie, skd przyszo. 
 Aby do wsi nie szo, to wygonem  nie nasze dzieo. 
 Kwardego, co si bije i ludziom we bach mci, wiadomo, odstawiaj. Ale takie ta 
ciaciastwo wiza... 
 Przecie krzecijan... 
 A juci!  wrzasn sotys  po ladach przyjd, zobacz, e my go w rkach mieli i 
wolno pucili... Ty wtedy za mnie zawiarczysz, mdrala, ty bdziesz nahaje bra?... 
 No, ja ta nie sotys. Wiza, to wiza. 
 Postronka by trza... 
 Skocz ta ktry, postronek przynie... 
 A to niech skoczy ktry z brzega! 
 Rusz si! 
 U mnie postronka nie ma... 
 Powrsem zwiza... 
 Bo i pewnie  brzozow witk i tya... 
Osaczony spostrzeg wyom w zmurszaym pocie. Wszed w otwr leniwym krokiem, 
opierajc si na swoim kosturze, i pocz przebywa zagon po zagonie w ukos pola ku 
dworskim zabudowaniom. Tam poszed, bo przejcie w t prowadzio stron. Tum za nim 
postpowa bekocc, naradzajc si i swarzc. Kto szed z tyu i nawoywa, eby si wrci, 
to znowu, eby stan. Lecz e nie stan, a zabudowania folwarczne byy w pobliu, wic 
zbiegowisko chopw cignce za powstacem coraz mniej natarczywie nalegao. miech 
tylko rozlega si raz wraz posplny, gony, na widok najzabawniejszych pokracznych 
ruchw zbiega. Kto z tumu podj z ziemi skib zmarznitej ziemi i cisn. Trafi w plecy. 
Kto inny trafi w gow i przychyli j niej jeszcze, ku zagonom. Woano na rozmaitymi 
przezwiskami, lecz z dala i coraz bardziej z daleka. 
Modzieniec dowlk si do tyw dworskiej stodoy i opar o murowany sup plecami. 
Widzia poprzez ognie gorczki, zawlekajce mu oczy, chopw, ktrzy stali z daleka i grozili 
mu piciami. Spoczywa. Wiatr tam nie dolata. Miejsce to w zachyleniu cian byo ciche, 
suche i radosne. Nie byo w sercu smutku ani alu, ani adnego ziemskiego popiou. 
Tylko ju pragnienie wiecznego snu. Aeby nie mie w oczach chopstwa, ktre si nie 
rozpraszao i wci jeszcze radzio na wygonie, posun si wzdu cian stodoy. Gdy si 
ciana pod prostym ktem zaamaa, brn obok tego zaamania. Wstpi na gumno. Pusto tam 
7 
byo. Nigdzie ani ywej duszy. Otworem stay stajnie. Przychodzie zajrza we drzwi, lecz nie 
znalaz koni. nieg, nawiany dawniej, klinem lea we wntrzu  oby i drabinki nad nimi 
byy puste. Po drugiej stronie oklnika folwarcznego czerniay zwaliska i zgliszcza spalonych 
obr, spichlerza czy stod. Nawet drzewa w przylegym ogrodzie byy zwglone na poy i 
dalekie poty osmalone. Znacznie niej, poza tymi zgliszczami wida byo duy, starowiecki 
dwr. 
Powstaniec przeszed w poprzek dziedzica i znalaz si u wejcia do kuchni. Poniewa 
drzwi byy zamknite i adnego nigdzie nie wida ruchu, wic niemiao zakoata we drzwi. 
Nie otrzymawszy adnej odpowiedzi, po dugim wyczekiwaniu uj za wylizgan elazn 
klamk i sprbowa, czy si nie da otworzy. Drzwi ustpiy. Wszed do ciemnej sieni, gdzie 
byo peno gratw kuchennych, pustych fasek, naczy i koszw. Na lewo czerniay drzwi, 
spoza ktrych jaki szmer dawa si sysze. Znowu tedy nacisn prostack klamk, otwar 
drzwi i stan w progu. Owiao go ciepo ognia poncego pod blach komina. Jake gbokie 
na ten widok uczu wzruszenie! 
Przed paleniskiem, twarz do pomienia zwrcony, sta wysoki, zgarbiony starzec, biay 
jak gob, z gst nad wyraz czupryn  i patrza w duy eleniak, w ktrym perkotaa si 
rozgotowana kasza. Dua kuchnia dworska bya pusta. W gbi stao werko z brudnym 
barogiem. Przybyy zawoa, lecz stary czowiek nie obejrza si. Zawoa po wtre  i 
rwnie na prno. Wtedy, wycignwszy kostur, z lekka potrci go w plecy. Starzec drgn 
i obrci si gwatownie. By ju bardzo wiekowy, niemal zgrzybiay, lecz rozronity w 
barach, kocisty, prdkich ruchw i, wida, mocny. Twarz jego o kolorze ywej rdzawoci 
zimowego jabka bya zbiegowiskiem nieprzeliczonych zmarszczek, ktre przecinay j we 
wszystkich kierunkach, jak lady ci tasaka na kucharskiej desce, tworzc istne promieniska 
dookoa ust i oczu. Biaa jak nieg, gsta i zwarta czupryna nad t twarz zoran, pen potgi 
i wiedzy o yciu, janiaa w zmierzchu. Wielkie rce byy jak narzdzia zuyte i zdarte od 
pracy. Na widok przybysza twarz starego staa si sroga i okrutna. Wszystkie zmarszczki 
zbiegy si ku krzakom brwi i jamom oczu otaczajc je niby las igie najeonych. 
 Wont!  zakrzykn tupic na miejscu wielkimi butami. Kolana wyace dziurami 
zgrzebnych portek tuky si w zoci jedno o drugie. Midzy kocami rozchestanego 
konierza kouszyny wida byo szyj sfadowan jak u kondora. Jakie wyrazy bulgotay w 
tych fadach. Picie byy zacinite. Dziko ziona z oczu. Go nie odchodzi. Chciwie 
patrza na ogie. Wyj z tego ciepa na srogi wiatr w szmatach mokrych, zibicych nogi, 
brn znowu po grudzie na spuchnitych stopach... Zobaczy znowu na drodze swej chopsk 
gromad... 
Uczu w sercu szczcie wysokie, radosny spokj  usysza jakoby pie piewan dokoa 
gowy. Spostrzeg, e spaci ju wszelakie dugi, odkupi winy nie tylko swoje, lecz jakie 
cudze, i stao mu si dobrze w duszy jak nigdy jeszcze w yciu. Poprosi gestem nie 
bagalnym, lecz jakby skinieniem kupca, czyby nie mona zagrza si przy ogniu. 
 Wont!  powtrzy okrutny dziadyga. Powtarzajc raz za razem to sowo wlepi przecie 
w twarz nieznajomego swe mae, czarne jak tarki, przenikliwe oczy. 
 Dwr przez ciebie spal, ty jucho czerwona! Albo to ju stod, obr nie popaliy, diable 
zatracony? Wont mi zaraz! 
Zbieg nie mogc sprawnie przekroczy z powrotem progu usiad na nim w bezsilnoci 
swojej. Rce jego osuny si na ziemi, kij z nich wypad. 
Stary kucharz zawcign na sobie kouch i lew garci szuka czego za pazuch. 
Mamrota wyszczerzajc zby, wrd ktrych dwu na przedzie brakowao. Z naga zakrztn 
si. Chwyci wymyt misk i nabrawszy z eleniaka warzch rozgotowanej jczmiennej 
kaszy wrzuci w naczynie i poda rannemu. 
 Na, zeeraj i wont mi z miejsca, bo tu za tob po ladach przyd. Dwr spal, a mnie 
nahajami ubij. ywo, rusz si! 
8 
Powstaniec pokaza gestem, e nie ma yki. Starzec cisn mu na kolana drewnian, 
wygryzion. Patrza spode ba, jak poraniony drcymi rkoma niesie do ust war kaszy, jak 
yka go z popiechem i niewypowiedzian rozkosz  parzc sobie wargi. Wkrtce miska 
bya pusta, kasza niezrwnanej dobroci i smakowitoci wyjedzona do ostatniej drobinka. 
Ranny pokaza kucharzowi swe nogi  jedn w biodrze rozdt, czarnosin, koloru elaza  
drug w stopie po stokro przebit, napuchnit i krwaw. Dziad u wargami z odraz, kl 
straszliwym sowem, plu i mnoy zniewagi, lecz patrza na rany. 
Wci tak niechtnie mamroczc podrepta ku swemu posaniu na pryczy, wlaz pod ni i 
oogiem wycign stamtd dwa rude, zestarzae krypcie  to znaczy zdeptane w botach 
przyszwy, podeszwy i obcasy od podkutych chopskich butw z najtwardszego juchtowego 
rzemienia, od ktrych oderznito cholewy. Krypcie te byy zesche, twarde, jakby wyrobione 
z elaznego surowca. Mody panicz wdzia je na swe stopy i tak z wycignitymi nogami, 
obutymi teraz w te elazne chodaki, siedzia na progu. Kucharz spojrza mu w oczy z 
poprzedni srogoci i kaza natychmiast i precz ze dwora. Gdy tamten ruszy si nie mia 
siy, chwyci go wp, podwign, wynis do sieni, wypchn na dziedziniec i drzwi za nim 
zatrzasn. Wygnany zawaha si, dokd ma i. Na gumno nie chcia, bo za nim byli chopi. 
Przed dwr nie mia, bo spal z jego powodu. Ale droga sama wioda go na d, wanie 
wzdu dworu. Dom to by wielki, murowany, budowla duga, z dwoma gankami, z wielkim 
sczerniaym dachem. Przed tymi gankami cigna si droga kdy w d, ku rzece. Tam te 
poszed krwawy onierz. 
Mija co prdzej ten niegocinny dom. Stokro gorzej bolay go nogi w cikich 
chodakach, ciy kostur w rku, kouch moskiewski na grzbiecie  a nade wszystko  nade 
wszystko ta haba nieudwigniona, ktr na sobie nis... Min pierwszy ganek nie 
podnoszc oczu. Mija drugi. Lecz oto kto go z tego ganku okrzykn. Po kilku kamiennych 
stopniach zesza ku niemu moda kobieta i zdumiona jego straszliw postaci stana w p 
drogi. Wdrowiec podnis na ni oczy i mimo ogrom swego nieszczcia, poprzez pmg 
mierci patrzc, zadziwi si i zachwyci jej piknoci. Umiech aosny, a zarazem 
szczliwy, wywin si na jego wargi. Nie mia czym i nie wiedzia jak ukoni si tej 
przelicznej osobie, wic tylko rk wykona jaki znak pozdrowienia. Patrzaa na niego 
oczyma czarnymi, ktrym zdumienie, ciekawo i odrobina alu jeszcze wikszej dodaway 
piknoci. 
 Z bitwy?  wyszeptaa. 
Potwierdza, mimowolnie umiechajc si do niej. 
 Gdzie bya ta bitwa? 
 Pod Maogoszczem. 
 To tam Czengiery pocign, co tu koo nas wczoraj szed... 
 A tak, lecz i inni... 
Zbliya si jeszcze o krok patrzc badawczo i uwanie na pouszubok5 wojskowy. 
 Ja jestem powstaniec...  wytumaczy.  A to na pobojowisku cignem z sodata, bo 
nas z odzienia obdarli. 
 Jake pan tu doszed? 
 Lasamii. 
Spojrzaa na jego czerwon gow, wybite oko, nogi zlane krwi  i zakrztna si prdko, 
ywo, jednym tchem, a z jakow szczegln wesooci duszy. Chwycia go za rk, 
wycigna z niej skaty kij i rzucia go precz za wyamane szcztki ogrodowego potu. 
Nastpnie uja rannego pod rk i poprowadzia ku stopniom ganku. 
 Dwr spal...  rzek do niej agodnie, ocigajc si po niewoli. 
 Zobaczymy, jak to tam bdzie, a teraz marsz, gdzie ka!  mrukna, z popiechem 
5 Pouszubok (ros.)  kouszek. 
9 
dwigajc go na schody. 
Z trudem wygramoli si na stopnie i siad w ganku na awce. Panienka zapalia latarni, 
ktra tam staa, i otworzya cikie drzwi do wewntrz, prowadzc gocia za sob. Chodaki 
jego bezsilnie stukay o kamienn posadzk wielkiej, ciemnej sieni. Znowu po dwu 
schodkach wstpi we drzwi duego pokoju i prowadzony za rk szed z izby do izby. 
Mieszkanie zalega ju zmierzch. Miejsce to w pmroku, sabo rozproszonym przez blask 
latarni  poprzez wielorakie ognie gorczki wydao si przychodniowi przeraajcym. nio 
mu si, e ju nastpia mier i e go do dziwnej usypialni pikny anio wyzwolenia 
prowadzi. Chcia cofn si, uchodzi... Lecz maa, mocna rka nie popuszczaa. Min tak za 
przewodniczk duy, pusty, zimny salon i wpuszczony zosta do niewielkiej, ogrzanej 
izdebki. Niewiasta posadzia rannego na pospolitej sofce obitej kretonem i zostawiajc 
samego szepna, jakby kto podsuchiwa: 
 Pjd ja popatrze, czy kto nie widzia, i wytr lady krwi na ganku. 
 W kuchni mnie widzia jaki starzec. 
 No, ten to swj... To kucharz, Szczepan. 
 Widzieli mi chopi idcego ku dworowi. 
 I to jeszcze nie takie straszne. Zreszt  cicho... 
Wysza z pokoju unoszc ze sob latarni. Chory opar si o cian plecami i teraz dopiero 
uczu wszystk swoj niemoc. Cierpienia jak gdyby czekay na t chwil. Rzuciy si na 
bezwadnego wszystkie wraz, z ca swoj bezgraniczn potg. Zawy z blu... Bielmem 
przesonite oczy widziay jasny kwadrat okna, cho ju wewntrz panowa mrok, mulinowe 
firanki, sprzty, lecz myl nie moga poj tego szczcia, e ciao ranami okryte jest midzy 
cianami ludzkiego mieszkania i pod dachem. Jak sen przechodziy przez gow obrazy 
bitwy, ujcia, lasu, rzeki... 
Skrzypny drzwi. Day si sysze ciche kroki. Moda gospodyni wesza do izby, niosc 
swoj latarni. Ze miechem postawia j na stole i rzeka: 
 Pokradli tu wszystko, nawet lichtarze. Zostaa tylko ta latarnia. Przy latarni musz 
siedzie, jak w oborze. Sysza te pan co podobnego? No, ale powycieraam lady na ganku. 
Pan osab? 
 Tak, nie mam si. 
 A jakie to pan ma rany? 
 Bardzo wiele... Tylko przez chwil spoczn... Zaraz sobie pjd. 
 Prosz  zaraz pan idzie. I dokde si to pan tak wybiera, jeli wolno zapyta? 
 Jest tu moe jaka piwnica, drwalnia albo strych, gdzie bym si mg pooy pod 
dachem. Ale i okry czym, jakim suknem, bo mi bardzo zimno... 
 Zaraz, zaraz... 
 Ja ju mog i, juem odpocz... 
 Wanie... 
Zostawia latarni na stole i dokd pobiega. Nie byo jej dosy dugo. 
Ranny popad w niezwalczony sen, w guche, bezduszne drzemanie. Dwiga si co 
moment na skutek przewiadczenia, e przecie musi i co tchu, uchodzi, kry si  lecz nie 
mia siy, eby skin rk, poruszy gow. Zapomnia, jak dugo trwao to borykanie si z 
sennym osupieniem. 
Lecz oto drzwi si otwary i ukaza si stary kucharz, ktry kasz warzy, niosc pospou z 
mod pann bali pen wody. Para unosia si nad bali. Przydwigawszy naczynie na 
rodek pokoju ustawili je na ziemi. Stary kucharz mrucza gono, spluwa i z wciekoci 
podrzuca ramiona ale panna nie zwracaa na te objawy zego usposobienia adnej zgoa 
uwagi. Musia czyni, co kazaa. Polecia za przynie mydo, gbk, kilka przecierade, 
rcznikw, bandae i szarpie. Znosi to wszystko po kolei, dopytujc si o kad rzecz jak 
suga pani i klnc po dostarczeniu kadego szczegu najohydniejszymi chopskimi 
10 
wymysami, jak gdyby to on wanie tutaj rozkazywa. Kobietka krzyczaa mu polecenia do 
ucha ze staym odcieniem wesooci. Gdy famulus przynis wszystko, co potrzeba, kazaa 
mu i do kuchni i gotowa nowy sagan wody, a eby za bya wrzca jak naley. 
Mruknwszy co najbardziej obrzydliwego poszed z izdebki. 
Wtedy cigna z ramion modzieca, ktry jej bezwadnie lecia przez rce, gruby, 
cuchncy kouch i wyrzucia do sionki. Zzua mu twarde krypcie, dokuczliwe jak kajdany, i 
cisna je rwnie w to samo miejsce. Powstaniec by prawie nagi, bo tylko w mokrych 
spodniach. Nie bez trudu cigna go z sofki na przecierado rozpostarte w rodku pokoju, 
gow jego przechylia poza obwd balii, do jej wntrza, nad ciep wod, i pocza gbk 
moczy zasche sople, gruzy i zacieki w skrwawionych wosach. Wyymaa te wosy maymi 
rkoma z wybroczym, dzielia je na wskie pasemka wydobywajc troskliwie wci nowe 
zwitki wbite w rany od ciosw paasza i bagnetu. Znalazszy za ran przemywaa j 
pieczoowicie, suszya szarpi i starym ptnem. Pozakadawszy cicia i zranienia, obwizaa 
ca gow bandaami, wprawnie je w krzy motajc. Wkrtce chory mia gow dobrze 
opatrzon. 
Lecz po obmyciu gowy balia bya pena krwi. Pielgniarka zoya swego pacjenta na 
ziemi i przywoaa kucharza. Gdy nadszed gniewny i zowrogo sapicy, kazaa mu, krzyczc 
rozporzdzenia do ucha, zabra przede wszystkim kouch i krypcie. Kouch podrze na 
sztuki i spali. Przynie nowy sagan ciepej wody. Skoro przynis wod, posaa go po 
ceber, dla zlania zakrwawionej z balii. Musia to wszystko prdko i zwinnie spenia, bo si 
marszczya i tupaa nog. Zakrwawion wod ponis na dwr i wychlusn w gnojowisko. 
Panienka sama nalaa czystej wody do balii a zabraa si do opatrzenia policzka. 
Tu miaa spraw stokro cisz ni z citymi ranami na gowie. Trudno byo domyli si, 
czy oko jeszcze istnieje, bo pod brwi na poowie twarzy bya jednolita czarna bulwa, 
zacieka wybroczyn idc z rany. Moda lekarka dugo w to oko wiecia latarni i przy 
blasku ojwki badaa spraw. Przeliczne jej palce staray si znale miejsce zranienia, 
namaca powiek i gak oczn. Przysza do wniosku, e to nie jest rana od kuli ani nie od 
cicia paaszem, lecz sztych w oko zadany bagnetem. Ostrze trafio na ko policzkow i 
zelizno si po niej w stron nosa, drc skr i podwaajc oko z orbity. Czy oko byo cae, 
czy jeszcze istniao, nie moga osdzi. Pocza puka rozdarcie wod, wychlustywa je i 
oczyszcza gbi rany. Zaoya dziur szarpi, zawizaa miejsce bandaem i przesza do 
pchni bagneta w ramiona i midzy ebra. Byy to przewanie stuczenia i niegbokie urazy. 
Na plecach znalaza rany cite od paasza, lecz zagodzone wskutek tego, e ich gwatowno 
powstrzymaa bya kurtka futrzana i koszula. 
Najcisza i najdrastyczniejsza rana bya w biodrze. Moda lekarka musiaa zapomnie o 
swym paniestwie i zupenie rannego obnay. Gdy dotykaa rany w biodrze, opuchnitej 
nadzwyczajnie, powstaniec wy z blu. Zna byo, e to nie jaowe pchnicie bagneta i nie 
cios zewntrzny, lecz e w gbi siedzi kula. Nadaremnie usiowaa jam palcami zgruntowa 
i na pocisk trafi. Kula tkwia gdzie bardzo gboko midzy kociami, yami i cignami, 
gdy sprawiaa dokuczliwy bl za kadym poruszeniem. Trzeba byo poprzesta na 
oczyszczeniu i obwizaniu tej rany. Obmycie ng, z ktrych powycigaa drzazgi i kolki, 
dokoczyo tego opatrunku. 
Odziawszy chorego w msk koszul, ktr w szafach znalaza, opiekunka zawina to 
zbiorowisko ran w czyste przecierado i z niemaym trudem, po dugotrwaych zabiegach, 
jakby si borykaa z ciarem rebca, wcigna bezsilnego na swoje panieskie ko. 
Okrya go dobrze bkitn, atasow kodr podbit cienkim przecieradem i pocza pilnie 
wyciera krwawe plamy z podogi, zlewa czerwon wod do cebra i wynosi to wszystko 
przy pomocy kucharza  oraz czyni w izdebce wszelaki porzdek. 
Go jej by przytomny. Nie spa. Spoglda na przeliczn kobiet krztajc si po 
mieszkaniu, na jej gow nadobn we wszelkiej pozie i z kadej strony, z wosami kruczej 
11 
czamoci, rozczesanymi porodku i przylegajcymi do skroni  na jej rysy regularne i 
niewymownym owiane wdzikiem  na rane usteczka, w ktrych radosny umiech wieczn 
mia gocin... Ubrana bya w sukni szerok u dou, wedug mody, lecz niedochodzc do 
rozmiarw krynoliny. Od pracy policzki jej byy zabarwione i rce umazane we krwi. Patrzc 
na t obc, a tak czarujc istot, ktra jego istno najbardziej osobist, jego rany i 
najohydniejszy brud przemya z weso naturalnoci i dobr prostot, zachysn si od 
szlochw szczcia. Szczcie zesa mu Bg po wielkim cierpieniu. Kiedy brn przez lasy, 
wody i zorzeczy  czekao na w tym domu. On sam, jeden jedyny, zosta do powoany... 
Wspomnia na nagie trupy lece stosem midzy zagonami  na zwoki mnych cignione 
za nogi  do dou pod lasem  i zaton w Bogu... 
Widma i mczarnie, zjawy straszliwe i gosy niepojte osaczyy go ze wszech stron. 
Nachylay si nad nim potworne straszyda o postaciach drzew albo spienionych zwierzt, 
ktre nad gow w locie kopyt pdziy. Rce mia cikie i jak z marmuru. Donie wisiay 
kdy wysoko, niby u poway zaczepione, to znowu byy w czuciu tak mae, e ich przy sobie 
odnale nie mg. Nogi rzucao to tu, to tam, niby pnie drzewa w tartaku. Gowa staa si jak 
rozpalone kowado, w ktre bij wraz od ucha moty kilku siaczw. 
12 
2 
Czarodziejsko wiecio soce. Ogniste koa dray na sosnowych deskach, ktre z 
wczorajszych plam wymyte, ju byy suche. Co weselio si i zamiewao ze szczcia, 
koujc na tym miejscu, gdzie staa balia migocc raz mocniej, to znowu sabiej. Chory 
patrza na plamy soneczne i napawa si ich widokiem. Wesza moda gospodyni. Niosa w 
rku miseczk z jak dymic potraw i srebrn yk. Przypatrywaa si bardzo uwanie 
swemu pacjentowi. Spostrzegszy, e nie pi, umiechna si jak najweselszy szkolny urwis i 
wykonaa oczyma zabawny znak porozumiewawczy. Kiwna mu gow, mwic: 
 No, widzi pan, noc przesza, poudnie przyszo, a pan nie umar. 
 Naprawd nie? 
 Ale  no! Przecie pan zaraz bdzie kasz jad, a to chyba dowd! 
 Kasz? T sam, co wczoraj? 
 A t sam. 
 O, jak to dobrze! 
 Ano, wanie i ja sobie tak pomylaam. Tym bardziej e my tu ze Szczepanem niczym 
innym przyj pana nie moemy. Wic prosz wybaczy, bo czym chata bogata  no i tak 
dalej... eby mie cho szczypt mki, eby  no, odrobineczk cukru, mleka... Nic! Kasza i 
kasza. To by si przecie i kurom sprzykrzyo  nie? 
 Na razie to nie. Powstacom si nie przykrzy to nawet, czego ju kury dzioba nie chc. 
eby tylko nie bya tak gorca jak wczoraj. 
 Nie jest wcale gorca. Mog j zreszt atwo ostudzi, bo dzi tgi przymrozek. Ale pan 
moe kaszy zupenie nie lubi? 
 Gdzie tam! W partii, mwi, zawsze kasza, czasem troch kartofli... Tylko e tamt 
poparzyem sobie wczoraj usta. 
 A te z pana obolay cierpitnik! Wszystko pokrajane, pokute, naszpikowane, 
poprzestrzelane  jeszcze i wargi sparzone. Tego tylko brakowao... 
 Przepraszam pani... 
 Nie ma za co. Przyzwyczajenie staje si drug natur. Co za do tej kaszy, to chciaam 
powiedzie, e nic nie mamy, tylko ten worek jczmiennej. I to sekret! Prosz pana  sekret! 
Jak to wytropi i odbior nam  no, to gd. 
 A gdzie pastwo ten worek trzymacie? 
 Pastwo! Nie adne pastwo, tylko Szczepan, ten stary kucharz, co go pan widzia. 
Chowa go w zapou, w stodole. Dziur w sianie wykopa na kilka okci gbok i tam na 
postronku worek spuszcza co rano, jak o wicie na dzie dla nas dwojga porcj wybierze. 
 Prosz pani, a gdzie ja jestem? Jak si te to miejsce nazywa? 
 To pan tego nawet nie wie? 
 Nie wiem. Ja tu obcy, pierwszy raz. 
 To jest dwr w Niezdoach. Niezdoy, taki majtek jednych pastwa, Rudeckich, moich 
krewnych i opiekunw. 
 A pani? Przepraszam, e si tak pytam... 
13 
Umiechna si wesoo i najpowabniej, mwic: 
 Mnie na imi Salomea. Ale nieche pan sobie nie wyobraa, e jestem jaka tutejsza 
ydwka, bo si nazywam Brynicka, i to z tych Brynickich, co dawniej mieli Mieranowice. 
To byli stryjostwo mojego tatki, a pani Rudecka jest moj wujenk, wprawdzie nie rodzon, 
zawsze jednak pokrewiestwo. 
 Ale ja nic podobnego sobie nie wyobraam! To jest bardzo adne imi... 
 A rzeczywicie!...  pokiwaa gow z gorzkim politowaniem.  Wszyscy si nadziwi 
nie mog, e te takie imi mona byo nada czowiekowi. Salusia, Salcia  o Boe!  
Salcze... 
 Salce po wosku oznacza wierzb. To adne drzewo i adna nazwa. 
 Po wosku? To pan umie po wosku? 
 Troch umiem, ale nie nazbyt duo, tyle eby si rozmwi. Nauczyem si, sam nie 
wiem kiedy, jakem by we Woszech. 
 To pan by we Woszech! Mj Boe! 
 Czemu pani tak wzdycha? 
 A tak sobie, z zazdroci. Co to musi by za przyjemno by we Woszech, pod 
woskim niebem... Czy to tam jest naprawd to jakie niebo? 
 Takie samo... 
Ranny przymkn oczy, bo znw ogarny go szarpice ble i pomienie gorczki. Patrza 
w przestwr bdnymi oczami. Po pewnym czasie zmocowa si w sobie, oprzytomnia i 
rzek: 
 Pani zupenie nie wie, kto jestem, a odstpia mi pani swego posania... 
 Wiem, e pan jest powstaniec. 
 Nazywam si Odrow, a na imi mi Jzef. 
Po chwili doda: 
 Widzi pani  mam po rodzicach tytu ksicia... 
 Ksicia?  szepna panna Salomea, przypatrujc mu si na poy z niedowierzaniem, na 
poy z podziwem. Twarz jej spowaniaa i ruchy stay si bardziej ogldne. Nie na dugo 
zreszt. 
 Posiadam znaczny majtek  mwi jeszcze   wczoraj... 
 O, wczoraj zna byo pana nie tyle po cholewach, bo przypadkowo byy obernite, ile 
po kouszku magnackim...  umiechna si zoliwie. 
Chory przymkn oczy ze wstydu. Burzyo si w nim wszystko. Mwi z wolna. 
 Postaram si... niezwocznie... skoro tylko... wsta i i z powrotem do partii, eby pani 
nie naraa na takie przykroci... 
 Och, z tymi grobami!... Lepiej niech wasza ksica mo nie rozmawia i ley 
spokojnie. Powiem otwarcie, e od bardzo dawna, bo od jakich czterech tygodni, wyspaam 
si pierwszy raz tej nocy porzdnie pod pask opiek. 
 Co takiego! Pod moj opiek? 
 No tak. Trzeba ksiciu panu wiedzie, e w tym calutekim domu nie ma nikogo, tylko 
stary kucharz, Szczepan, guchy jak pie wierzbowy  po wosku salce  no i ja, take 
Salcze. 
 A gdzie s wszyscy? 
 Gdzie s? Nie ma. Poszli! Pana Rudeckiego, mojego krewnego i opiekuna, wzili do 
wizienia, ju temu dwa miesice. Byo tu piciu synw, modych Rudeckich. Z tych Julian, 
Gustaw i Ksawery poszli zaraz. Tamci z domu, a Gucio  to nawet wprost ze szk w 
Puawach. Dwaj najmodsi chopcy s na nauce w Krakowie. Julian zgin w bitwie gdzie w 
Miechowskiem, a biedny Gucio... 
Panna Salomea gorzko zapakaa. Po chwili wytara, oczy i mwia: 
 To samo i Ksawery nie yje. Moja wujenka, a matka tych chopcw, pojechaa szuka po 
14 
obozach. Mino ju cztery tygodnie, jak jej nie ma. Jeden yd, karczmarz tutejszy, co komi 
handluje, a waciwie koniokrad, widzia si z wujenk, jak wracaa skd z Sandomierskiego. 
To znowu bya wie midzy tutejszymi chopami, co teraz wyapuj powstacw, eby ich 
do Cyngiera6 odstawia  e si stara o uwolnienie wujaszka z wizienia w Opocznie. 
Podobno Ksawerego zwoki znalaza w jakiej szopie. 
 Skde te wieci? 
 Furman Skowron, co jedzi z wujenk, opowiada. Wyjechali czterema komi i 
powozem, a furman wrci sam i piechot. Konie wujeneczka sprzedaa, powz to samo, bo 
jej trzeba byo pienidzy na przepacanie, eby wuja uwolni. Jak ten furman wrci, to nawet 
nie zaszed, eby powiedzie, co si stao, tylko zabra si do swojej wsi. Przez dziesite 
osoby dowiedzielimy si od niego. 
 I c mwi? 
 Mieli podobno wszyscy pobici koszule dugie ze zgrzebnego ptna a do stp, a pod 
szyj kokardy trjkolorowe jeden w drugiego. I tak przed pochowaniem leeli w szopie 
pokotem. A Ksawery midzy nimi. 
 Koszule, kokardy! C za przepych, c za aska!  mia si Odrow. Przekrci si 
twarz do gry i patrza w powa. 
Panna Salomea mwia dalej: 
 A niech pan sobie wyobrazi, co z Guciem. W jednej bitwie ucieka na koniu. Wpad w 
opotki pod jak wsi i byby uszed cao, bo mia pod sob konia-cudo, kasztana, co si tu 
od rebicia na naszym pastewniku wychowa. Trzeba nieszczcia  ciel wylazo skd na 
rodek drogi i kasztan si na nim potkn. Dragoni, co Gucia cigali, wtedy dopadli. Roznieli 
go tam na paaszach, rozrbali, rozsiekali, ale tak, e tylko kadub bez gowy i bez rk ponis 
ko w pola. Milami, podobno, zbiegany nosi potem trupa  wreszcie wczy go po ziemi, 
gdy ciao wypado z sioda, a jedna noga w strzemieniu zostaa. Och, taki ko! Kt to mg 
przeczu... Wszyscymy go kochali, jedzili na nim, za szczcie byo dosiada go oklep i 
pod siodem. eby si tak podle potkn, nie przesadzi cielcia, zdradzi najlepszego 
panicza! Kochany Gucio! Taki liczny, taki wesoy... 
Krtko zakaa, zaszlochaa. Odrow milcza, bez wspczucia patrzc na jej pacz. 
Wytara oczy i mwia jeszcze: 
 Wszystka suba rozbiega si z tego domu. Jednej nocy przyszli tu powstacy pod 
panem Jezioraskim, a zaraz po nich wojsko. Powstacy si zabarykadowali w gorzelni, to 
samo w spichlerzu, zaczli stamtd oknami i z dymnikw strzela. Podpalio wojsko ten 
spichlerz. Zaja si gorzelnia od dachu. Spalio si wszystko  gorzelnia, spichlerz, obory i 
stodoy. Szczcie jeszcze, e wiatr nis perzyn na ki, bo byaby i druga stodoa nie 
ocalaa, ani stajnia, ani nawet dwr  taki by ogie. Od tego czasu wszystko z tego domu 
pouciekao. Konie pobrali do ostatniego  rebita kto ukrad w nocy. Co tylko byo w 
spiarni, powstacy zabrali. A ju od czasu, jak mj tatko poszed do powstania, to my si 
tylko ze Szczepanem zostali. 
 To pani ma ojca? 
 A mam. Mj tatko tu by rzdc w Niezdoach u wujostwa Rudeckich przez cae 
dwadziecia dwa lata, od czasu, jak wrci z Sybiru. Bo mj tatko w tamt rewolucj7 by 
wachmistrzem w strzelcach konnych i na Sybirze by za to. 
 A mam pani ma jeszcze? 
 Moja mama umara, jakem miaa rok, to znaczy temu ju dwadziecia dwa lata  nie, 
6 Cyngier  Czengiery 
7 W tamt rewolucj  mowa o powstaniu listopadowym. 
15 
dwadziecia jeden... 
 O, ujmuje sobie pani lat!... 
 A moe sobie mam jeszcze dodawa? Wcale nie ujmuj. 
Po chwili dodaa ni to z dum, ni z pewnym zaenowaniem, jak si mwi o sprawach i 
szczegach familijnych, ktre tylko w swoim kku wielkie s i znaczne, a dla obcych nie 
egzystuj: 
 Mj tatko ma tylko sze palcw u obu rk. 
 Czemu? 
 A bo mu w bitwie pod Dugosiodem kula urwaa akurat, kiedy trzyma karabinek przy 
twarzy i celowa. Tu ma dwa palce urwane i tu dwa. Jak si myje, to tak miesznie... 
Pokazaa skadajc donie. 
 I tak oto sam jedn ojciec pani zostawi? 
 A tak, bo dla ojczyzny jest najpierwszy obowizek Polaka, a dopiero na drugim miejscu 
stoi familia...  wypowiedziaa z hieratycznym namaszczeniem zdanie mdre, ustalone i 
powszechne. 
 Jake te pani daje sobie rad, gdy tu wojska przychodz? Czy przychodz? 
 A ba! Czy przychodz? Dobra ta noc, jeli ich nie ma. A nie ma wojska, to s nasi. 
Wyjd nasi, to wojsko. 
 A pani zawsze sama? 
 No, jest przecie Szczepanisko. 
 Ten dziadyga? 
 Cho on i dziadyga, ale mdry, kuty na cztery nogi, na kad rzecz, na kade wydarzenie 
ma swj wybieg chopski i sposb jaki nieomylny. Nadto powiem ksiciu panu, e on si nie 
boi. To jest  ba si boi, bdzie si cay trzs jak galareta z cielcych nek, ale nigdy nie 
ucieknie. W tej chwili, kiedy trzeba stan  a on jeden wie, kiedy trzeba  na pewno nie 
zdradzi i wszystko wemie na siebie. Sto razy go wypdz, to on tam wlezie za drzwi i 
nasuchuje, czeka. Tylko ja gos podnios, on przy mnie. Gdyby mi napadli, bdzie broni do 
ostatniego. On jest pewny. Zreszt na najgorszy moment mam tu jeszcze jednego obroc. 
 Gdzie? 
 A tu  owiadczya z umiechem, wycigajc z kieszeni szerokiej sukni dwustrzaowy 
pistolet. 
 Kt go pani da?  zapyta Odrow. 
 Tatko. 
 I tylko tak zostawi pani obron? 
 Tatko powiedzia, eby dopiero w najostatniejszej chwili, jeeliby kto si napada. A 
przede wszystkim tatko kaza broni si do ostatniej chwili kobiety polskiej godnoci. 
 Polskiej kobiety godnoci... 
 Myli ksi, e to nic nie znaczy? Ju tu miaam nieraz przykad. A powiem jeszcze 
jeden sekret, bo to ksicia pana uspokoi. Mam tu jedn wsplniczk. Tylko to trzeba w 
tajemnicy trzyma, bo bez tego le bymy tu wygldali. 
 Zachowam tajemnic... 
 No, to powiem. Jest tu karczma w szczerym polu, o jakie wier wiorsty ode dwora, stoi 
na krzyowych drogach. Siedz w tej karczmie ydy. Dawniej brali wdk z niezdolskiego 
dworu, jak gorzelnia sza. Teraz j bior skdind, a trudni si, czym mona, a gwnie 
przemycaniem w dalekie strony kradzionych koni. Tak ludzie mwi. Ja tam dobrze nie 
wiem. Nikt zreszt teraz prawdy nie dojdzie, bo wszystko idzie na karb powstania. Jakie 
konie w karczmie stoj, potem znikaj. To niby powstacy... Jest ich tam duo, tych ydw w 
karczmie. Ale midzy nimi jest jedno ydzie, ma chyba ze czternacie czy pitnacie lat. Na 
imi temu Ryfka. Warto zobaczy przy wietle dziennym to czupirado. Nie mya si ju ze 
cztery lata, wosy w strkach, obdarte, brudne. 
16 
 Niemal jak ja wczoraj... 
 Troszeczk bardziej, tylko e aby nie pokrwawione. Kiedy Siapsia, starszy karczmarz, 
trzyma w pachcie krowy dworskie, Ryfka przychodzia o wicie do udoju mleko mierzy. Ja 
to samo musiaam wstawa do krw przed witem. Tom sobie z t ydwk rozmawiaa z 
nudw o rnociach. Nieraz jej tam co darowaam. Czasem znowu wypukaam j z karczmy 
w lecie wieczorem i wymykaymy si obie w noc, we mg, nad rzek w rosach, w 
niekoszonych trawach boso polata... Ksi pan bdzie si gorszy, e ja si tak z t 
ydwk postponowaam... 
 Nie, uchowaj Boe! 
 Ja jej znowu do zupenej konfidencji nie dopuszczaam, tylko tak, e to dobre do sekretu, 
wierne i jakie takie przy mnie jak cie przy drzewie. Czasem znowu namwiymy si na 
maliny dzikie i na dziady8, tu na t gr, co za Niezdoami stoi. Sza za mn zawsze i 
suchaa, co jej mwi. Ja tak, to i ona tak, ja odmieni, to i ona. Co ja lubi, to i ona. Co mi 
nie smakuje, to j a wykrzywia. Jakem sobie zapiewaa, to ta za mn to samo, sowo w 
sowo, dwik w dwik, a tak strasznie miesznie, e boki zrywa. Musiaam sobie usta 
zatyka, eby jej przykroci nie robi. Czasem to umylnie wypiewywaam jakie gupstwo 
najwierutniejsze, ukadaam mieszne piosenki, eby si ponauczaa... No, wic ta Ryfka 
zrobia si moj przyjacik. Ale tak naprawd. Teraz, jak wojsko noc cignie, to eby nie 
wiedzie skd i dokd szo, o karczm zawadzi, bo ta karczma stoi na rozstaju gocicw. 
Jeeli za tylko pytaj si o drog do dworu w Niezdoach, Ryfka przez tylne drzwi poprzez 
ydowskie zakamarki, sionki, przybudwki, przez mietniki i gnoje, potem przez dzik gr, 
przez parw, przez ogrd  do mnie. Jeli id do dworu powstacy  stuka do mnie w to 
okno, w t szyb  trzy razy. Jeeli idzie wojsko  cztery razy. Ja wtedy do kuchni, budz 
Szczepana i po ciemku przygotowujemy si, czekamy. Dopiero jak zaczn burzy si do 
drzwi, wali kolbami, dobija do okien, Szczepan idzie otwiera. Tylko ju wtedy wiemy 
przynajmniej, czego si trzyma. Rozumie mi ksi-pan? 
 Rozumiem, cho bardzo boli, tu w nodze. Tylko ju o tym tytule ksicym bdziemy 
wiedzie raz na zawsze, e by i nigdzie nie ucieka, wic trudzi si cigym wywoywaniem 
go z niepamici nie ma powodu. 
 Ksi pan jest taki  jake si to mwi? demokrata... 
 Ano niby. 
 Dobrze, bdziemy mwi z prosta. Chodzi o to, e teraz, jak tu pan ley, to ta Ryfka jest 
dopiero wana. Prawda? 
 Och, prawda. 
 Bo przecie oni rewizj robi za kadym razem w caym dworze, mojego ka nie 
oszczdzajc. Trzs wszdzie. Czasem si tam ktry zawstydzi i kae tylko z wierzchu 
patrze. A bywaj znowu i tacy, co umylnie, z dowcipami, zagldaj w kad skrytk. 
 C by tu robi, gdy przyjd? 
 Po pukaniu Ryfki bdziemy wiedzieli, kto idzie. A skoro... cztery  Szczepan musi pana 
bra na ramiona i wynosi z domu. Myl, e do stodoy... 
 Jake to bdzie uciliwe! 
 Nie tak znowu bardzo. Dziad podoa. Nawet i ten tytu ksicy swoje zrobi, bo si 
Szczepanowi wytumaczy, e pan jest naprawd janie owiecony bogacz. 
 Bogacz nie bogacz, lecz moja rodzina wynagrodzi go sowicie. 
 Wanie. a ira!9 
8 Dziady (gwar.)  jeyny. 
9 a ira! (franc.)  Tak bdzie, na pewno! 
17 
 Pani po wosku nie umie, ale za to po francusku... 
 A umiem, bom si uczya na pensji, u zakonnic w Ibramowicach. Troszeczk si nie 
douczyam, bo mi tatko kaza wraca do gospodarstwa. Zreszt przyznam si, em tak znowu 
nadzwyczajnie za tymi Ibramowicami nie przepadaa. Ale ja tu rozmawiam i rozmawiam, a 
pan jeszcze nic w ustach nie mia. Przynios ja troch cieplejszej kaszy, bo ta na klajster 
wystyga. Moe nawet Szczepan kapeczk mleka u ydw dosta, ale... koziego...  dodaa z 
wstydem. 
Z tym wysza z izby. 
Powrciwszy zastaa swego gocia pogronego we nie nagym, gorczkowym. Zbliya 
si na palcach i ogldaa bandae. Tu i wdzie krew pozaciekaa przez ptno. W rnych 
miejscach poduszka i przecierada byy splamione. Panience al si zrobio pocieli, ale i 
tego dryblasa, ktry si ksiciem mianowa, aowaa po trosze. al jej byo, e jego regularne 
rysy, prosty, doskonale zarysowany nos, ksztatna gowa  tak zostay zeszpecone przez rany. 
Siedziaa cicho w kcie pokoju, powzdychujc nad t kolej rzeczy, dopki si nie ockn. 
Wwczas zmusia go, eby zjad kilka yek kaszy, wprawdzie bez zapowiedzianego mleka, 
ale ciepej. Przeprasza j wielekro za przykroci, ktre poniosa z jego powodu. Oburzao j 
powtarzanie cigle tego samego w kko. eby temu raz kres pooy, owiadczya: 
 Juem ksiciu panu meldowaa, e dopiero teraz oddycham swobodniej pod jego opiek. 
 Wolne arty... 
 A adne arty! eby pan wiedzia dokadnie, co si tu dzieje po nocach, toby dopiero 
zrozumia, o czym mowa. 
 A c si takiego dzieje? 
 Niby to atwo wyuszczy wszystko!... 
 2e te wojska nachodz? 
 To swoj drog... Ale z drugiej strony... 
 C takiego? 
 Pan widzia, jaki tu jest duy dom? 
 Rzuciem okiem, ale wczoraj trudno mi byo cokolwiek dokadnie zauway. 
 Jest tu osiemnacie pokojw. Jedne due, drugie mae. W tej liczbie trzy salony. Jeden, 
najwikszy, przez ca szeroko dworu w tamtej murowanej czci, co na kocu. I na to 
wszystko  ja jedna. 
 Boi si pani? 
 Panu atwo si nie ba jako mczynie. Przy tym nie wie pan wszystkiego... 
 A c jeszcze naley wiedzie, eby si ba naleycie? 
 Prosz pana, to jest taka rzecz...  mwia przysuwajc swe krzeseko do ka i zniajc 
gos a do szeptu: 
 Mieszkao tu dawniej, po rewolucji, dwu braci Rudeckich. Obydwaj gospodarowali na 
spk, bo to byo dziewi folwarkw, gorzelnia, tartaki, stadnina, obory  no, sowem, due 
gospodarstwo. Starszy brat, co ju nie yje, Dominik, suy dawniej w wojsku. Musz to 
panu powiedzie, e on to samo kocha si w wujence, zanim wysza za m za tego wuja, co 
yje i teraz jest w wizieniu, za Pawa. 
Nieboszczyk wuj Dominik zarzdza gorzelni, komi, mynami, lasem, tartakiem, ca 
fabryk. Wuj Pawe rzdzi folwarkami. Tak tu razem mieszkali. Wuj Dominik zawsze na 
tamtej stronie, sam, bo si z wujem Pawem cigle sprzeczali o pienidze i o wszystko. Tam u 
siebie jada. Posyao mu si obiady na drug stron. Powiada raz jednemu panu, to samo z 
rewolucji, mj tatko, e wuj Dominik zawsze si kocha w wujence i mia wielki al do brata, 
e go ubieg. Podobno z tego zdziwacza. Nic, tylko konie, psy, charty, ogary. Cigle polowa, 
strzela do celu z fuzji i pistoletw. Raz si pokcili z wujem Pawem o gorzelni. Wuj Pawe 
udowodni, e podobno gorzelnia le idzie i mae daje dochody, e folwarki niszczej przez t 
gorzelni. Wtedy wuj Dominik gorzelni skasowa, zamkn, sub rozpdzi, a wszystkie 
18 
kufy, wielkie beczki, kadzie obite elaznymi obrczami kaza z gorzelni przenie do 
najwikszego salonu obok swojego pokoju i tam je rzdem poustawia. Meble z tego salonu 
wynieli, a gorzelni zamienili na skady drzewa i desek. Do tej pory wszystkie te kadzie w 
wielkim salonie stoj. No, a jednego wieczora  niech pan sobie wyobrazi  ten wuj Dominik 
w ostatnim pokoju za wielkim salonem, gdzie mieszka, przywiza nabit fuzj do drzwi, 
usiad naprzeciwko lufy i nog pocign za cyngiel. Zabi si. 
 Dawno to byo? 
 Z dziesi lat temu. Ja wtedy byam u zakonnic. Mj panie, ale to dopiero pocztek! 
 Ta mier? 
 A tak. Zrazu nic. Odaowali tego wuja Dominika, nagrobek mu wystawili na cmentarzu 
naszego kocioa, msze kazali odprawia za jego dusz. A tymczasem... 
 Co pani jest? Czego si pani tak boi? 
 A bo on cigle chodzi po domu... 
 Co te pani mwi? 
 No, mwi i wszyscy to samo potwierdz. O tym wie caluteka okolica. 
 miejmy si z tego!... 
 Pan si pomieje, jak sam usyszy. 
 C ja mog usysze? 
 Kto tylko tu by, wszyscy to samo potwierdzaj, co on wyprawia. Niech pan posucha. 
Bierze te wielkie kadzie, okute elaznymi obrczami, podnosi jak garncowe baryki i ciska 
spod sufitu na posadzk. Kad odbija si od podogi, podskakuje raz, drugi, trzeci, czwarty. 
Sycha najwyraniej:  buch  buch  buch  buch... Potem drug  to samo. Trzeci  to 
samo. I tak bdzie z dziesi, pitnacie razy powtarza. 
 No, a chodzi ktokolwiek patrze, jak te to on robi? 
 Ba! Chodzili ze wiecami, ze sub, caym dworem. Chodzili i z ksidzem 
proboszczem, i z jednym tu witobliwym zakonnikiem z Miechowskiego. Wszyscy syszeli 
najwyraniej, jak kadzie ciska, id ze wiecami ca gromad, wchodz do wielkiego 
salonu... Kadzie stoj rzdem, jedna obok drugiej, jak stay. Pajczyny wisz od jednej do 
drugiej, pozacigane Bg wie kiedy, kurzem grubym przywalone, jak byy przed laty. 
 Ano, wic widzi pani, e to zudzenie. 
 Zudzenie! Kto tylko nocuje tutaj, najprzd tak mwi jak pan teraz, a pniej dry ze 
strachu. Ksia wicili kufy. 
 A pani syszaa? 
 Ja bym nie syszaa! Ze dwadziecia razy! Czasem jak zacznie uywa, to caluteki dom 
si wzdryga. Ale czy to tylko? On chodzi po domu! Wszyscy go widuj! W tabaczkowym 
rajtroku z rogowymi guzikami, w obcisym ubraniu ze strzemiczkami. Raz o zmroku 
przeszed koo wujenki tak blisko, e si tylne rogowe guziki tego rajtroka otary o karbowan 
listw szafy, najwyraniej, ale najwyraniej. Wujenka zemdlaa. 
 Chciabym wierzy, bo to pani mwi, a nie mog. 
 No, to ja panu opowiem najlepsz rzecz. Wujostwo sporo dawali ksiom, eby si msze 
wci odprawiay za spokj duszy wuja Dominika. Ksidz proboszcz, przecie starszy 
czowiek, wiaty kapan, sam nam to opowiada, a rce mu si trzsy z przeraenia. Mwi 
ksidz proboszcz, e siedzieli jednej nocy z wikarym na probostwie w duym pokoju i 
naradzali si, jakie msze maj nazajutrz odprawia. A e byo duo wotyw zamwionych, 
wic cho wypadaa msza aobna za wuja Dominika, postanowili j odoy na kiedy indziej. 
I ksidz proboszcz wyzna, e obaj z wikarym dopucili si grzechu, bo mwili pomidzy 
sob, e tyle mszy si za tego samobjc odprawia, a s przecie i inne dusze pomocy 
potrzebujce. Zreszt, mwi ksidz proboszcz, pastwo Rudeccy jako czy przepomnieli, czy 
zaniedbali zoy w tym czasie na t msz. I tak oto naradzali si proboszcz z wikarym, eby 
moe nazajutrz mszy za wuja Dominika nie odprawia, a odoy j na pniejszy czas. 
19 
Wikary wzi piro i mia pisa w ksidze, za kogo naboestwo odprawia si bdzie. ywej 
duszy w pokoju nie byo, tylko oni dwaj. wieca si midzy nimi na stole palia. Gdy wikary 
pierwsz liter jakiego nazwiska wypisa, pad na st z gonym dwikiem dukat zoty, 
jakby zlecia z sufitu, zakrci si, zawirowa midzy nimi dwoma i spocz w blasku wiecy 
midzy rkoma tych ksiy. Tak to im po swojemu, szyderczo zapaci. Mwi ksidz 
proboszcz, e si obadwaj strasznie przerazili. Odnieli ten dukat natychmiast do kocioa, 
zoyli go na otarzu jako wotum i krzyem leeli pod lamp w nocy, modlc si arliwie o 
spokj duszy Dominika. Na drugi dzie obadwaj odprawili msze aobne. 
 Dziwne rzeczy... A pani w tym czasie, gdy tu sama jedna zostaa, dowiadcza jakich 
przestrachw w tym domu? 
 Nie. Teraz jako przycich. Nie rzuca beczkami i nie trzaska jak zwykle. Raz tylko, ale 
tego nie bd mwi. 
 Nie trzeba. Prosz zapomnie... 
 Niech pan tylko pomyli. Tu przychodz wojskowi, rewiduj dom, krzycz, haasuj, 
strasz. A gdy nareszcie odejd i mona by lej odetchn, to zostaj sama jedna i poczynam 
lka si tamtego. Teraz, gdy pan si zjawi, ju si nic a nic nie boj. To jest  boj si, ale 
tylko wojska, lecz to przynajmniej z ludmi sprawa... 
 Z ludmi? Doprawdy? 
 Mona si broni, nie dawa zbami i pazurami, wreszcie umrze  ale z takim! 
 Dzisiaj si pani nie baa? 
 Nic a nic! Spaam jak zabita, cho ja pi bardzo czujnie, i jak tylko Ryfka zastuka, 
natychmiast usysz. 
 A gdzie pani pi? 
Panna Salomea zawstydzia si, zaczerwienia wszystka, mwic: 
 Tu pi, w drugim pokoju. 
 Gdzie? 
 W salonie. 
 W tamtym zimnym salonie? 
Siennik sobie przycignam pod paskie drzwi, to ciepo z pokoju szo, no i tak pi. Bo, 
widzi pan, musz by w pobliu okna, eby sysze, jak Ryfka stuknie w szyb. 
20 
3 
Przewidywanie bezwzgldnie niepomylnych nastpstw w razie, gdyby rannego 
znaleziono w domu, zmusio pann Salome do szukania kryjwki dla pupila. Po dugich ze 
Szczepanem naradach zgodzono si na pewne zabezpieczenie. Ze spalonych dawniej 
zabudowa zostaa, oprcz stajni fornalskiej, na uboczu stojca stodoa pena zeszorocznego 
siana, ktre ocalao wobec wyniszczenia i rozkradzenia inwentarza. Jedno zapole tej stodoy 
pene byo siana a po wizania krokwi. Tam Szczepan kry swj worek z kasz. Tam 
rwnie postanowi przechowywa w nagym razie powstaca. W gbi zapola, od szczytu 
poczynajc, wybra i wydry w sianie rodzaj studni na jakie siedem, osiem okci gbokiej. 
Poniewa to siano byo dobrze w cigu jesieni i zimy uleane i spodem tgo zbite, studnia 
owa miaa ciany twarde i trzymajce doskonale lini jak cembrowina. Na samym jej dnie 
wyborowa nadto dla oddechu rodzaj leja prowadzcego w stron otwartej ciany zapola. W 
ruinach gorzelni wynalaz dawne okute drzwi, ktre w czasie poaru opaliy si na rogach i 
miay ksztat eliptyczny. T pokryw  wybrawszy dla niej w sianie odpowiedni do 
wielkoci framug  nakrywa studni niby wiekiem. Na wierzch drzwi kad znowu warstwy 
siana, co zasaniao kryjwk nie do poznania. Jednoczenie pomylano o przypuszczalnym 
ubraniu chorego. Wynaleziono w szafach podrne futro pana Rudeckiego, grube i dugie, 
niedwiedzie, oraz buty futrzane. Trzymano to pod rk wraz z dwoma nowymi postronkami 
znacznej dugoci. 
Panna Salomea sypiaa pocztkowo w zimnym salonie przytykajcym do jej dawnej 
alkowy, a obecnie legowiska chorego. Ale obawa, eby nie przespa ostrzegawczego sygnau, 
zmuszaa j do trzymania otworem drzwi do tej alkowy, gdzie byo wanie umwione okno. 
Nadto w owej nieopalanej sali byo nieznone zimno, co picej na sienniku rozcignitym na 
pododze szczeglnie dawao si we znaki. Opala sali nie byo sposobu, bo Szczepan rba 
ju od dawna poty ogrodu i caego obejcia, a i tego ledwie starczyo pod komin w kuchni i 
do pieca sypialnej izdebki. Nie byo tedy rady... Panna Salomea  zwana w rodzinie i przez 
wszystkich Mija  musiaa przenie si na noc do swego dawnego pokoiku, czyli do sypialni 
ksicia. Tu na sofce, na p tylko rozbierajc si z sukien, okryta futrem niedwiedzim, 
drzemaa przy chorym. Codziennie, gdy wypadao i na spoczynek, wstyd j ogniem oblewa 
i lk o ze posdzenia chwyta za gardo. Trwoga przed zdradzeniem si z bytnoci w domu 
tego czowieka zmuszaa do pominicia takich wzgldw. 
Gdy trzeci noc na p pic spdzaa przy chorym, ktry bredzi w gorczce, jcza i 
stka  nagle rozlegy si cztery uderzenia w okiennic. Pniej jeszcze raz cztery... Stukanie 
byo gwatowne i szybkie. Panna Mija zerwaa si momentalnie na rwne nogi  w skok 
przebiega sionk dzielc alkow od kuchni i zbudzia kucharza. Stary natychmiast 
przydrepta, mruczc po swojemu. Krzykna mu do ucha, e id, i co tchu zabraa si do 
ubierania Odrowa. Wcignito mu na nogi grube dolne ubranie i futrzane buty, odziano go 
w szub niedwiedzi  pod kolana i pod pachy zarzucono ptle z postronkw, a mocny 
starzec podsadzi si pod ten ciar jak pod wr ze zboem. Panna Mija zadaa mu brzemi na 
plecy, otwara kluczem wyjcie z sionki na tylny ogrd i zamkna drzwi na nowo. Stary 
Szczepan brn w gr po niegu, sapic i stkajc pod nadmiernym ciarem. 
21 
Przydwigawszy rannego do stodoy, bocznym, przygotowanym zawczasu wejciem, po 
pochyoci siana w zapolu wgramoli si na wierzch stosu, wynalaz omackiem zapadni 
nakryt drewnianym wiekiem i nakazawszy ksiciu grobowe milczenie zabra si do dziea. 
Odwali wieko, uj w lew i praw rk koce postronkw i pocz ostronie spuszcza 
rannego w ciemny otwr. Umieciwszy go na dnie, przywiza kocem obudwu sznurw do 
ocalaego skobla drzwi, zamkn otwr i zawlk, zatatra desk sianem. Udepta to miejsce 
starannie, zsun si chyo na d, zamkn na klucz szop i prdko wrci do dworu. Po 
ciemku min kuchni, sionk i stan w sypialni. 
Pierwsz jego myl byo to, eby przesa ko powstaca. Ju nad tym panna Mija 
pracowaa. Poduszka bya w wielu miejscach pokrwawiona od ran, ktre wci jeszcze 
broczyy i przemaczay nieumiejtnie zaoone bandae. To samo byo z kodr i materacem. 
Popiesznie zmieniali obydwoje poszewki i kadli czyste przecierada. 
Wanie koczyli t czynno, gdy za cianami domu da si sysze ttent koni, oskot 
licznych, miarowych krokw, a gwar rozmw ze wszech stron dwr osaczy. Wnet na 
obudwu gankach rozlegy si uderzenia we drzwi, koatanie kolbami w pozawierane 
okiennice i krzyki na cae gardo, eby otwiera. Szczepan nie od razu poszed speni ten 
rozkaz. Wynis przede wszystkim po ciemku skrwawione powoczki oraz przecierada i 
ukry je w jakich niedostpnych kryjwkach chlebowego pieca, gdzie by ich sam diabe nie 
odnalaz. Dopiero gdy ju omotanie we wszystkie drzwi i okiennice byo tego rodzaju, e 
grozio wyrwaniem ich z zawias, poszed na ganek gwny i drzwi wejciowe otworzy. 
Dosta tam zaraz odpowiedni poczstunek. Panna Salomea zapalia swoj latarni i czekaa w 
zimnym salonie. 
Drzwi si z trzaskiem otwary i wtargna caa grupa oficerw w kpi10 na gowach, 
obwizanych baszykami11, w grubych butach i zimowych szynelach, na ktrych poyskiway 
pasy od szabli i adunkw. Na czele oficerw szed ich zwierzchnik, major czy 
podpukownik, czowiek starszy wiekiem, z siwymi wsami i bokobrodami. Wkroczywszy do 
duego pokoju oficerowie skierowali si do panny Salomei i otoczyli j koem. Starszy 
aman polszczyzn zapyta: 
 Kto pani jest? 
 Krewna gospodarzy tego dworu. 
 A sami gospodarze gdzie s? 
 Pan Rudecki, mj opiekun, jest w miecie, podobno w wizieniu, a jego ona pojechaa, 
eby si stara o uwolnienie ma. 
 A synowie ich gdzie s? 
 Jedni s w szkoach... 
 Gdzie to? W jakich szkoach? 
 W Krakowie. 
 A inni? 
 Inni powyjedali i nie wiem, gdzie s. 
 To pani nie wiesz, gdzie oni s? 
 Nie wiem. 
 Panna sama jak si nazywasz? 
 Brynicka Salomea. 
 To ojciec pani by tu rzdc majtku? 
10 Kpi (franc.)  czapka sukienna z prostoktnym daszkiem, noszona w armii francuskiej, pniej take w armii 
rosyjskiej. 
11 Baszyk  kaptur z dugimi kocami do wizania pod brod. 
22 
 Tak. 
 A on gdzie jest? 
 Wyjecha. 
 Dokde to wyjecha? 
 Nie wiem. Konie tu wszystkie porozkradali, cugowe i fornalskie, to tatko pojecha 
pewnie szuka tych koni. Podobno a pod prusk granic pognali zodzieje na tych koniach. 
 Pod prusk granic  prosz... Dawno te tak ju pojecha tatko tych koni szuka? 
 Ju dosy dawno. 
 To jest ile tygodni? 
 Nie pamitam, cztery czy pi... 
 Pilnie tych koni skradzionych szuka. No, a my znowu ze swej strony dokadnie wiemy, 
e tatko nie jest tak daleko. Wiemy take, e pani we dworze powstaca ukrywasz. Kto to jest 
ten powstaniec? To ojciec pani? 
 Tu we dworze nie ma adnego czowieka oprcz mnie i tego oto starego kucharza, 
Szczepana Podkurka. 
 Zobaczymy. A ja pannie radz przyzna si, gdzie ten buntownik jest, miejsce jego 
kryjwki dobrowolnie pokaza. Ja stary czowiek jestem, bez winy kara nie lubi, a znajd 
rannego  i jemu, i pani le bdzie! Wtedy ju pobaa nie bd. Wic jak? 
 Nie ma tu nigdzie adnego rannego. Prosz szuka. 
 Panna mi nie pro, bo ja sam ka. A radz jeszcze raz kryjwk pokaza. Mam 
wiadomo pewn i dokadn. Tu wszed na gumno par dni temu czowiek poraniony, caa 
wie go widziaa, a nie wyszed std. Gdzie on jest? 
 Moe wszed, bo tu przecie niemao ludzi si przewija. Poty porozgradzane, budynki 
spalone. Gdzie tu kto moe co wiedzie? 
 Wic panna nie pokaesz kryjwki? 
 Nie poka, bo nie wiem, gdzie on tam jest. Tu w domu nie ma nikogo. 
Major skin na podoficera stojcego przy drzwiach i do pokoju wnet weszo grono 
onierzy z latarniami. Jedni z nich natychmiast zaczli spoglda pod kanapy, do szaf, za 
piece i na piece, a inni ruszyli do izb ssiednich, przesuwajc z miejsc sprzty, przewracajc 
graty, stukajc w ciany i podogi. Dwaj modsi oficerowie zwrcili si do panny Salomei z 
daniem, aeby im otworzono zamknite na klucz drzwi do wielkiego salonu. Moda 
gospodyni kazaa Szczepanowi przynie klucz i otworzy. Stary poszed i dugo szuka 
owego klucza, rozpalio podliwo. Gdy nareszcie przyszed z kluczem, poda go jednemu z 
oficerw. Ten wrzasn na z okruciestwem: 
 Kpie jeden, ruszaj otwiera! 
Starzec nie drgn nawet. Sta na miejscu. Z daleka podajc klucz mwi: 
 Ja nie bd otwiera tych drzwi ani tam nie pjd. 
 Ty! Jak miesz! Otwieraj natychmiast! 
 Nie otworz. Sami otwierajcie. 
 Dlaczeg to, kochanku, nie chcesz nam tych drzwi otworzy?  sodko zapyta major. 
 Dlatego, e nie moja rzecz tam chodzi. 
 Czemu? 
 To panw pokj... 
 Jak to panw? 
 Nieboszczyka pana, Panie mu ta wie... Chcecie, to idcie, a ja nie pjd. 
 Dlaczego? 
 Bo nieboszczyk pan nie lubi, eby mu ta azi i spokj zamca...  mrukn kucharz. 
 Co wygadujesz, stary grzybie? 
 Prawd gadam. 
 Co to takiego? Czemu on nie chce wej do tamtego pokoju?  zapyta major, zwracajc 
23 
si do panny Brynickiej. 
 Mwi prawd...  mrukna niechtnie. 
 Jak to? 
 W tamtych pokojach jeszcze mieszka dawno zmary brat pana Rudeckiego, Dominik. 
Oficerowie zachichotali. Major spyta: 
 A i pani widziaa to moe, jak tam mieszka w zmary? 
 Widzie nie widziaam, alem syszaa, jak tam u siebie gospodaruje, chodzi, trzaska, 
przerzuca beczki z miejsca na miejsce... 
Oficerowie spojrzeli po sobie, porozumiewajc si oczyma, e tu ley wybieg. Ktry z 
nich popchn Szczepana Podkurka, eby szed przodem i wieci latarni. Ale kucharz 
szarpn si i cofn, mwic: 
 Nieche se te janie pastwo samo idzie... 
 Milcz i  naprzd! 
 Przyszlicie i pjdziecie, a ja tu musz z nim osta... 
 Z kim, durniu? 
 Z panem, z Dominikiem. 
 To go zna? 
 Juci, em go zna, bo to mj pan. 
 Przecie ju nie yje! 
 Ja nie gupi jemu si przeciwi... 
Przekrcono klucz w zamku i otwarto drzwi do wielkiego salonu. Drzwi te ustpiy z 
trudem, ze zgrzytem i trzaskiem pokostu, ktry z podogi przywar do powierzchni dolnych 
listw i na stae zasech. Z sali wiona wilgo i zimno pustki. Gdy wzniesiono latarnie i 
owietlono t wielk sal, ukazay si oczom oficerw kadzie okute obrczami, kufy z 
wielkich klepek, beczki i baryki rzdem stojce. Midzy nimi wisiay stare pajczyny, na 
ktrych grub warstw kurz osiad. Posadzka bya wywoskowana i lnica. Poyskiway 
zocone gzemsy stiuku, a porodku sufitu zamajacza wyblaky plafon. Na jednej ze cian 
wisia portret mczyzny o rysach surowych i piknych, o zoliwym umiechu. Oprcz tego 
malowida nie byo tu nic z dawnego salonu  ani mebli, ani sprztw. Kadzie, rzdem stojce 
w tym miejscu, sprawiay na widzach wraenie dzikoci i obdu. Oficerowie zbliyli si do 
nich, zagldali w gb kadej, wiecc latarniami, czy gdzie powstaniec na dnie si nie 
ukrywa. Ale po najszczegowszym zbadaniu przekonali si, e te wszystkie naczynia s 
puste. 
Otwarli tedy jeszcze jedne drzwi, z tego salonu prowadzce do pokoju, gdzie mieszka i 
odebra sobie ycie Dominik Rudecki. Tam oczom obcych przychodniw przedstawi si 
widok jeszcze bardziej przykry. By to dugi i pusty pokj z zapuszczonymi roletami. Kilka 
krzese wyplatanych stao tam i sam. Na ziemi poniewieray si jakie stargane papiery. 
Szczepan, ktrego si do tych izb wprowadzono i wypchnito naprzd, aeby wieci, dra 
na caym ciele, egna si rzucajc oczyma po ktach. Zbadawszy szczegowo podog, 
ciany, okna i drzwi, po stwierdzeniu, e nie ma stamtd wyjcia ani drzwi ukrytych, 
oficerowie zabrali si do odwrotu. Te pokoje sprawiy na nich niemie wraenie. Zimny 
dreszcz wszystkich oblecia. Nie mona powiedzie, eby si czegokolwiek lkali, lecz 
poczuli szczeglniejszy, odraajcy niepokj. Zdawao si w istocie, e w tych dwu salonach, 
ktre od caego szeregu lat byy na gucho zamknite, kto stoi naprzeciwko przybywajcych 
goci i ze straszliwie szydercz wyniosoci przyjmuje ich w tych cianach. Oficerowie z 
wolna, eby trwogi nie okazywa, opuszczali duy salon  latarnie wyniesiono  drzwi znowu 
na klucz zamknito. Wtedy dopiero wszyscy uczuli, e tamta strona jest to w istocie 
miejsce obrzyde, i zrozumieli, e tam mieszka nie sposb. 
Tym pilniej zaczto rewidowa pokoje zamieszkane, aczkolwiek w danej chwili zupenie 
puste. Przetrznito wszystko, przewrcono na nice  i nie trafiono na nic podejrzanego. 
24 
Szczeglnie badawczo ogldano pokj panny Salomei. Mebli tam byo niewiele, wic ze 
zdwojon uwag rce onierskie rozbieray ko i wywracay sofk. Miano ju w braku 
jakichkolwiek danych przej do kuchni, spiarni, a take do przylegych bokwek  alici 
jeden z rewidujcych spostrzeg na odwrocie materaca lady krwi. Da o tym zna dowdcy i 
jego podwadnym. Starszyzna zesza do sypialni i ogldaa z uwag w materac. Panna 
Bryicka staa w ssiedztwie swej pocieli, otoczona przez oficerw, ktrzy jej si przygldali 
ze miechem i brutaln bezwzgldnoci. Na zapytanie majora, co znaczy ta krew na 
materacu  milczaa. Twarz jej bya blada, oczy spuszczone na ziemi. W zaciniciu jej ust, 
w rozpostarciu si krlewskich brwi, w opadych na oczy powiekach byo tyle odpychajcej 
dumy i obojtnoci, e to wojskowych podburzao do zemsty. 
 Co znacz te lady krwi?  nastawa major. 
Milczaa. 
 Skd si tu wzia krew na tym materacu? 
Milczaa. 
 Czy pani powiesz, co to znaczy? 
Milczaa. 
 Co to jest?  krzykn jeden z oficerw podsuwajc jej pod oczy zakrwawiony materac. 
 To jest lad krwi  odpowiedziaa spokojnie. 
 Czyjej? 
 Mojej. 
Powiedziawszy to sowo mczeskie i bohaterskie  zdobywszy si wobec tych wszystkich 
mczyzn noszcych or na najwysze dziewicze powicenie spona nagle od poaru 
wszystkiej krwi, ktra w jej yach pdzaa. Zdawao si, e j krew ta zaleje i e j wstyd 
udusi. Oficerowie pomrukiwali z chichotem szturchajc si i szepcc pomidzy sob 
dowcipne komentarze. Panna Salomea uspokoia si. Cierpliwie suchaa przyciszonych 
szyderstw, drwin i kpiarskrich pokasywa. W pewnej chwili podniosa oczy i obja ich 
wszystkich jednym spojrzeniem bezgranicznej wzgardy. W spojrzeniu tym bysna sobie 
samej wiadoma, zamknita w milczeniu myl, e wrd nich wszystkich ona jedna, wymiana 
kobieta, jest w istocie oficerem. Stary major, ojciec licznej rodziny, dorosych crek, od 
dawien dawna w Polsce mieszkajcy, pocz si drapa po bokobrodach i co zagada do 
swych subalternw12. Rewidujcemu podoficerowi rozkaza: 
 No, szuka tam dalej! Marsz! Tu nic ciekawego nie ma. 
Sam wyszed do ssiedniego pokoju. Tam oficerowie  jedni na kanapie, inni na sofie, a 
reszta wprost na dywanie podogi rozcignici w ubraniach  pocigali z manierek. 
W drugim skrzydle dworu, w kuchni i spiarni, w skadach i drwalniach odbywaa si 
rewizja. Nadszed podoficer i zameldowa, e we dworze nic podejrzanego nie znaleziono. W 
spiarni nie ma ani kawaka chleba, ani szczypty mki. Oficerowie klli i stkali. 
Panna Salomea pozostaa w pokoiku sama, w gbokim pogrona zamyleniu. Obok niej 
na stole pona latarnia, owietlajca twarz i posta. Wojownicy zgromadzeni w salonie 
patrzyli ze swych miejsc na pann Mij i nie mogli oderwa od niej oczu. Pewien chudy, 
kocisty blondyn z dugimi wsami, lec na dywanie, potrci nog towarzysza i szepn z 
westchnieniem: 
 Ale dziewka! 
 Krasawica...  zgodzi si tamten. 
 Raskrasawica!  dorzuci trzeci, nie pytany. 
Po chwili znw rozszerzy si midzy nimi szept: 
 Ale dziewczyna! 
12 Subaltern (niem.)  podwadny. 
25 
Major stkajcy na najszerszej sofie mrukn do zachwyconych: 
 No, panowie, dajcie no pokj tym szeptom. Spa trzeba, nie szepta... 
 Spa tu trudno... 
 Zamkn oczy i spa... 
 I oczy zamkn trudno. 
 No, nic z tego, nic z tego. 
 My te tylko platonicznie wzdychamy. 
 A platonicznie wzdycha mona, byle po cichu i kady na swym posaniu... Ja bym si 
cho z kwadrans rad zdrzemn. 
Oficer jazdy, dragon jak topola, nazwiskiem Wiesnicyn, wszed ze dworu z doniesieniem, 
e poleci pilnie zrewidowa stodo, gdzie jest zapole pene siana  oraz e tam 
wprowadzone zostay wszystkie konie jego oddziau. Raportowa nadto, e onierze 
pszwadronu dragoskiego uoyli si do snu pokotem na sianie  e warty s daleko 
porozstawiane i wszystko w porzdku. Major podzikowa jedcowi za wypenienie cise 
rozporzdze tudzie za raport  przekrca si na bok i zabra do snu. Panna Salomea 
syszaa w raport i rozwaaa w mylach jego sens i znaczenie. Serce w niej zadrao i 
obumaro. 
W ciemnym rogu salonu przysiad na wolnym stoku wysoki dragoski oficer, Wiesnicyn. 
Patrza w owietlone drzwi pokoju i na stojc w gbi dziewczyn. Dowiadcza zarazem 
szczcia i mczarni! O takiej chwili widzenia tej istoty marzy w szarugi, podczas zimnych 
pochodw, po lasach i cignc zapadymi droynami. Bya w nim ta twarz, ta posta jak 
czarodziejskie widziado, nieprawda marze, dza i zemdlenie  rozkosz  pasja  tsknota... 
Raz j by ujrza, krasawic, gdy tymi stronami cign jednego z pierwszych dni po wybuchu 
powstania. Zapamita od pierwszego spojrzenia, zachwyci si raz na zawsze. Co w nim 
rozegrao si, jakoby gos niewiadomej, niesychanej muzyki, od wspomnienia tej twarzy. 
Tskni za ni dzie i noc. Och, jake straszliwie pragn, eby rozkazy pognay go w t 
stron, eby jeszcze cho raz jeden w yciu i na ten dwr! Zobaczy, popatrze... Tylko 
popatrze!.. I oto los da mu chwil. Szczcie nie tylko pozwolio tu przyj, lecz nadto 
otwaro drzwi. Staa tam sama jedna, od wszystkich opuszczona. Burza wcieka huczaa w 
duszy jedca, gdy podparty na rku patrza... 
Przy drzwiach prowadzcych do sionki sta onierz z karabinem. Panna Salomea nie 
moga i do kuchni, eby si ze Szczepanem naradzi. Usiada tedy na ku i podparszy 
gow na rkach czekaa. Serce jej targao si w piersiach jak dzwon. Zdawao si, e bicie 
usysz picy i e ten alarm serca wszystko wyda. Kady odgos i kady szelest by 
zwiastunem nieszczcia. Jake nieskoczenie dugo trway minuty tej nocy! 
Tymczasem Szczepan, ktrego pocignito, eby pokazywa zabudowania, piwnic w 
ogrodzie, ruiny gorzelni i doy po kopcach kartoflanych, asystowa po zbadaniu caego 
obszaru przy czynnociach przygotowawczych do noclegu onierskiego w stodole. Patrza, 
jak wprowadzano tam konie, jak wydzierano dla nich z zapola wielkie pkopy siana. 
Przysuchiwa si guchymi uszyma... onierze wdrapywali si na wierzchoek masy siana, a 
rozpostarszy na nim szynele walili si spa, zarwno w ktach, jak nad kryjwk powstaca. 
Zachodzi w gow, czy on yje, czy ju skapia. W prostackiej szczeroci i bez wyjciu uczu 
prosi Boga o to drugie. Powinien by by sta koo panny, gdy bya sama jedna wrd 
oficerw, lecz nie mg odej, poniewa wachmistrz oddziau dragonw nie puszcza go na 
krok od siebie. Szczepan rozmyla, co czyni, jeeli stodo podpal  czy nie ma jakiego 
rodka ratunku dla ukrytego chudziaka. Gruby, brodaty wachmistrz kaza mu nadrze siana 
i usa oe na klepisku stodoy. Stary kucharz pracowa nasuchujc, o ile si to na co zda 
mogo przy jego gbokiej guchocie. Umizga si do wachmistrza, na wszystko si zgadza, 
potakiwa i przytwierdza, mia si do, raz wraz wystawiajc ku niemu dziur w grnej 
szczce. Wachmistrz pogania go i niepobaliwie szturcha ziewajc na ca stodo. Tote 
26 
starowina biega to tu, to tam, znosi nowe wygraby siana, sa rwno, ukada co w rodzaju 
poduszki pod gow, a wci niewolniczo przymila si potentatowi. Gdy ten run wreszcie 
w szyneli i w butach na przygotowane legowisko, Szczepan przycupn w kcie, zwin si w 
kbek i nie postrzeony czeka patrzc w grub ciemno. Zapomnieli o nim. Rozlegao si 
ze wszech stron chrapanie onierzy. Parskay konie. 
Starzec pocz ostronie i z wolna czoga si w gr stosu siana, ku miejscu, gdzie bya 
kryjwka. Czyni to umiejtnie, wymijajc picych onierzy. Gdy si znalaz na miejscu 
wiadomym, gdzie bezporednio nikt nie lea, zagrzeba si w siano i przyoywszy ucho do 
deski sucha z caej mocy zmysu. Nie dochodzi go z dou odgos ni szmer. Nic. Szczk 
kopyt koskich na klepisku, chrupanie siana, chrzst elastwa, strzemion i trzli, senny 
pomruk ludzki  a szum wewntrzny, wieczysty starczej guchoty jakoby odgos morza 
nieskoczonoci, ktry w sobie wszystko pochania. Chop westchn. al mu byo 
modzieca przydwiganego na to miejsce z takim trudem  w tym celu, eby tu zgin. al 
mu byo wasnego dziea, ktre tak dobrze, widziao si, obmyli. 
 A wiato wiekuista nieche mu ta wieci...  wzdycha patrzc w mrok prni 
wygrzebanej wasnymi rkoma, ktr niemal widzia pod sob. Targay si w nim wszystkie 
siy i wytrwaa, elazna wola, eby wieko odwali i wycign nieszczliwego  lecz 
chopski, przebiegy rozum zabrania. Szczepan lea na tym miejscu dugo w martwej, 
bezsilnej mce, okrutniejszej ni wszelkie sowo. Krwawio si w nim stare serce, z ktrego 
zy wszystkie dawno ju wycieky. 
Znowu na bayku wyczoga si ku pewnej dziurze w dachu, sobie tylko wiadomej  
wysun si na zewntrz i po drabinie zlaz na ziemi. Jak cie przemkn si ogrodem, po 
zastodolu, przez chwasty i rozgrodzone oklniki, w mroku obszed warty i niby bezszelestny 
upir wcisn si do kuchni. Min omackiem t kuchni i sionk przyleg. Przez dziur od 
klucza pada w ciemne przejcie wytrysk wiata. Szczepan przyoy do otworu oko i 
zobaczy pann Mij siedzc na ku z gow podpart na rce. Co jak radosne szczekanie 
psa w ciemn noc rozlego si w oguchym na wszystko, zestarzaym jestestwie, w 
mrocznym obszarze ducha, gdzie bya tylko samotno i odraza. Tak ju zosta za plecami 
sodata, za drzwiami, z okiem przy dziurze od klucza, skulony, bezsenny pod progiem. 
27 
4 
Wczesnym rankiem wojsko zebrao si i uformowane w szeregi odeszo. Pada rzsisty 
deszcz ze niegiem. Wy wiatr. Odchodzcy byli li, godni, niewyspani i strudzeni, zanim ten 
nowy marsz rozpoczli. Najpniej opuci obejcie w Niezdoach pszwadron konnicy, 
ktry by zajmowa stodo. Po odejciu wojska zostao w domu i na dziedzicu mnstwo 
odpadkw, brudw i zaduchu. Panna Salomea stojc w ganku patrzya na szeregi onierzy 
zatapiajce si w szarudze poranka. Trzso j zimno wewntrzne. Pragna co prdzej, co 
prdzej biec do stodoy i wycign rannego z kryjwki. 
Tymczasem Szczepan, zamiast i do stodoy, wdrapa si po schodkach z kuchni 
prowadzcych  na strych dworu. Pobiega za nim. Stary wczoga si w okienko dymnika i 
obserwowa wojsko niknce we mgle. Na proby, eby tym ostronociom da pokj, 
odpowiada pogardliwym milczeniem. Wtuliwszy si w tene wystp dymnika patrzya 
zaciekawiona, co stary tyle wanego w dali spostrzega. Nic nadzwyczajnego nie byo wida. 
Piechota w postaci ciemnych kwadratowych bry posuwaa si drog przez ki  zagbia w 
dalek wie pod lasem  wreszcie znika. Za ni w pwiorstowej odlegoci cigna w tyme 
kierunku ruda grupa dragonw. Konie z jedcami stopiy si w jednolit mas uderzajcego 
ksztatu, ktry zdawa si rozdziera szarug. Panna Salomea oczyma zgasymi od 
bezsennoci przypatrywaa si tej ciemnej figurze, gdy wtem kucharz trci j w rami z 
pogardliwym chichotem. Zmruonymi oczyma patrza w przestrze i pokazywa tam co 
palcem. Przyjrzaa si temu i zobaczya, e od owej bryy dragoskiej odpad jak gdyby 
odszczep kocowy i przemierza szybko przestrze w odwrotnym kierunku. 
 Co to znaczy?  zapytaa. 
 Chciay nas zmani i chyci na gorco. Chodwa na d, kade do swego miejsca. 
 Mylicie, e si tu wrc? 
 No! 
 Przecie ju zrewidowali wszystko... 
 Znam ja jeich manier. Chodwa! 
Zeszli na d z popiechem. Szczepan uda si do kuchni, rozpali ogie i pocz spokojnie 
szorowa garnki i sagany. Sycha byo odgos jego miarowej, od niezliczonego szeregu lat 
tej samej pracy  i gos monotonnej, zgryliwej piewki, ktr zawdy mrucza 
przedrzeniajc jak pask melodi: 
U mojej mamy niebogi 
Pywaj w zupie stonogi... 
Panna Salomea przyczaia si z robtk w rku pod oknem duego pokoju, gdzie 
poprzednio nocowali oficerowie. Nie siedziaa tam kwadransa czasu, gdy za oknem rozleg 
si ttent koni pdzcych galopem i osadzenie ich na miejscu. Oficer dragonw Wiesnicyn z 
trzaskiem roztworzy drzwi, przebieg sie i stan na progu pokoju. Roziskrzonymi oczyma 
mierzy samotn mieszkank tego dworu. Wstaa po jego wejciu ze swego miejsca i patrzya 
28 
we z pogardliwym wyczekiwaniem. Nie zdj czapki ani nie rozwiza kocw swego 
baszyka. Z butw i rzemiennych pasw jego uzbrojenia woda ciekaa na podog. Kilku 
szeregowcw weszo za nim do pokoju. Skin, eby przeszukali dwr. onierze rozbiegli si 
po stancjach. Wiesnicyn zosta sam z pann. Patrzy na ni ze swym niesabncym, 
obkanym zachwytem. Mrukn z ruska po polsku: 
 Pani nie spodziewaa si takich goci... Wzruszya ramionami i nic nie odrzeka. To go 
zmieszao i obezwadnio. Nie wiedzia, co mwi. Czeka na rezultat ponownej rewizji. Po 
pewnym czasie niezrcznie i niepotrzebnie mrukn w sensie tumaczenia: 
 Ja tu nie ze swej chci... Rozkaz taki. Suba nie druba... 
Nie zwrcia na to uwagi. Czujc dobrze w spojrzeniu i ruchach tego oficera wraenie swej 
piknoci, uczynia si wiadomie, z umysu, stokro pikniejsz i z caej mocy tego powabu 
pewnego siebie stworzya sobie jakby puklerz obronny. Usiada w rogu kanapy i pocza 
obojtnie szy, nucc pgosem, jakby obok niej nikogo w pokoju nie byo. Niedbale 
poziewaa. Tara zzibnite rce. Wyjrzaa oknem. Oficer sta w tym samym miejscu patrzc 
na ni oczyma, ktre zawleko bielmo rozkoszy i alu. Po pewnym czasie, gdy rewidujcy 
onierze nie nadchodzili, spytaa wyniole: 
 Czy to ja jestem aresztowana w tym pokoju? 
 Nie. 
 Zimno mi. Chc sobie wzi chustk z tamtej stancji. 
 Prosz. 
 Moe pan pole sodata, eby patrza, jak bd braa chustk. 
 Nie trzeba. 
 C za aska! 
Odesza do swego pokoju i siadszy tam pod oknem wygldaa na wiat. Oficer przez 
otwarte drzwi wci na ni patrza spode ba. agodny blask smutnego dnia spywa na jej 
czarne wosy, prosto przygadzone, wiecce si jak migotliwy atas  na szyj niepokalanie 
piknego ksztatu  na zarowion barw policzkw  na zagite dugie brwi i psowe usta. 
Posta jej tworzya obraz, ktrego widok doprowadza zachwyt do szau. Kady ruch jej 
gowy by ksztatem albo skinieniem doskonaoci. Gdy westchna, nieopisany wyrzut 
uderza w serce onierza. Skoro spojrzaa pogardliwie, dosigao uderzenie jak pocisk 
habicy. wiat, w ktrym bdziy jej myli, przez ktry sza jej dusza  kraina, gdzie by jej 
smutek  to byo olniewajce widzenie pikna, ktre si zawierao natychmiast. Oficer nie 
ruszy si z tego miejsca, na ktrym stan. Gdy onierze jego wrcili z doniesieniem, e nic 
podejrzanego nie znaleli  odwrci si i nie rzekszy sowa, nie rzuciwszy okiem  wyszed 
 wskoczy na siodo i odjecha na czele swego oddziau. 
Panna Salomea rwnie nie odwrcia gowy. Pakaa. Obfite, gorzkie zy lay si z jej 
oczu na skutek odczucia ndzy, wrd ktrej cigle ya. Przewidywaa, e powstaniec ukryty 
w sianie zadusi si albo umar z upywu krwi. Mylaa o ojcu terajcym si w obozowiskach 
 o chopcach krewniakach, co tak straszliwie w zaraniu modoci poginli  o wszystkich, 
ktrzy si z tego domu rozpierzchli. Wspominaa na niepokj i strach nocy, co czeka 
rozpostarty za mijajcym dniem, co si rozciga na nieprzeliczony szereg bezdennych nocy... 
Wpatrywaa si w brutalstwo siy, ktrej nic nie mogo zama, ktrej okruciestwu nic nie 
mogo pooy tamy. C pocz, jeli Szczepan ucieknie? Co pocz, jeli go powiesz po 
odnalezieniu powstaca? Co pocz, gdy ju nikt z krewnych nie wrci do tego przekltego 
domu, gdzie rzdzi sam jeden, tryumfujcy Dominik? Zatargaa ni gucha i lepa bole. 
Szarpna ni rozpacz jak wicher gazk drzewiny. Nie chciao si ju myle o niczym, 
adnej roboty przedsibra, nic, co naley wykona. Bya od tylu nocy niewyspana, 
przemczona, wewntrznie zzibnita i pena rozstroju. kaa bez ulgi i bez nadziei 
pocieszenia, wiszc na porczy ka. 
Szczkna klamka. Wszed stary. Spode ba spojrza na paczc i co po swojemu 
29 
wybekota. Wzruszy ramionami. 
 Trza bdzie i... C ta z bekw! 
 Gdzie znowu i? 
 Po tamtego. Panna nie wie... 
 Chodmy! 
 Ale! Trza jeszcze naglda. 
 Ju trzeci raz nie wrc. 
 Czort ich tam wie, czy gdzie podgldacza nie zostawiy. 
 Bdziemy uwaa. 
 To nieche panna Samoleja, zamiast bucze po prnicy, wyjdzie oto za dwr i 
pochodzi se ogrodem to tu, to tam. A patrze, czy gdzie jakiego nie ma. Moe taki li na grze 
w krzakach siedzie i dopiero patrze. 
 Pjd na t gr! 
 To jest dobre. Ino i z nieobaczka, tak se ta. Posta, popatrze  i znowu na inne 
miejsce. Z gry dobrze naoglda, co jest w okolicy. Jakby si za gdzie kto wasa, da mi 
zna w te pdy. 
 Dobrze  id. 
Wymkna si za dwr i spacerowaa, jak Szczepan kaza. Wesza powoli na gr, 
jaowcem i chrustami zaros, ktra wznosia si tu za ogrodem. nieg tam lea, od deszczu 
przemoknity. Tuli si w doach i w gbi kp zaroli. Och, jake odraajce byo to miejsce 
widziane z gry! Spalone budynki, rozerwane poty, wyrbany i na p zwglony ogrd... 
Pustkowie... Opuszczony, czarny, jak gdyby hab przycinity stary dwr... To s Niezdoy, 
gdzie przez tyle lat bawia si caa okolica, gdzie hulano do biaego dnia, przez nastpny po 
balu  i znowu w nocy, co si zowie do upadego... 
Rozpatrujc si po okolicy panna Mija nie dostrzega nikogo. Ani jeden czowiek nie 
porusza si w tym obszarze. Wojsko dawno w lasach zniko. Zaczajona midzy krzakami 
patrzya pilnie. Nareszcie!... Szczepan wyszed z kuchni i ruszy nad rzek. Czai si za 
ogrodem, wasa poza gorzelni, nawraca. Wreszcie, dobrze opatrzywszy miejsce, szybko 
wszed do stodoy. Mijay dugie minuty. Serce poczo bi w piersiach panny Salomei. 
Zdawao si jej, e upyny godziny, odkd starzec otwar wrtni... Nie moga wytrzyma. 
Chykiem zbiega z owej gry  przebya ogrd i dziedziniec... Wsuna si do stodoy, 
wdrapaa na siano. Wbrew oczekiwaniu Szczepan nie powita jej zorzeczeniem. Odwali by 
ju wieko znad studni w sianie i wyciga chorego. Nie mg mu da rady. Co go wydosta na 
poow wysokoci dou, to si polizn w sianie, pada na wznak, a z nim razem Odrow w 
swj grb. Ranny jcza w ciemnicy. Usyszawszy ten jk obydwoje uradowali si bardzo i 
podwoili wysiek. Szczepan poleci pannie Salomei zarzuci koniec jednej z linek na rami i 
cign. Sam uj drug i przerzuci j take przez rami. Poczli obydwoje odsuwa si we 
dwie strony od dou, cignc postronki z caej mocy. W taki sposb wydobyli na wierzch 
nieszczliwego. Dostawszy go na powierzchni zbadali, e y jeszcze, aczkolwiek by 
bezsilny i na p uduszony. Szczepan rozkaza pannie znowu i na gr i obserwowa teren. 
Sam wytoczy z drugiego zapola stodoy rczny wzek do cigania drzewa. Znis na ten 
wzek chorego, przykry go sianem, nawali na wierzch suchej podciki i gazi z 
oprnionego kta stodoy  i potoczy wzek do kuchni. Tam chorego rozebra z futra i 
butw  oczyci, otrzepa, zanis i pooy do ka. 
Gdy panna Salomea wrcia do domu, zastaa ju swego protegowanego w pocieli. By 
nieprzytomny, jako nadmiernie czerwony i opuchy. Oczy mia bdne i przekrwione  twarz 
zsinia. Rany pootwieray si i przemoczyy bandae tak dalece, e trzeba byo na pociel 
pooy grube zgrzebne pachty, aby powtrnie nie mie w krwistych plamach wiadectwa 
przeciwko sobie. Panna Salomea zabraa si do zmiany bandaw i przewinicia ran. Pasma 
pousuway si z miejsca i rany byy obnaone. Opatrujc je na nowo, dowiadczya 
30 
szczeglnego wraenia, jakie jej si nigdy jeszcze nie przytrafio w yciu. Oto kad ran 
pocza mie w swym jestestwie i nie tylko j widzie, ale i czu  cierpie w sobie tam, 
gdzie bya w ciele chorego. W gowie, pod okiem, w ramionach, midzy ebrami i w prawym 
biodrze wyniky jak gdyby stygmaty, sobowtry i ywe wizerunki zranie. Pocza, opatrujc 
rozdarcia i urazy, ciosy i uderzenia  wwiadywa si w nie, rozumie je i pojmowa w caoci 
przedziwne, wzniose ich ycie. Bez odrazy patrzya na krew broczc i ywe poszarpane 
ciao. Gdy skoczya opatrunek, ju zblia si zimowy wieczr. Chory usn w gbokiej 
gorczce. 
Przypada na sofce i sama usna jak kamie. Jake si uczua szczliw, gdy po 
ockniciu zobaczya promienny dzie! Mina tedy noc bez rewizji i bez zmor, przespana 
jednym tchem, szczliwie od pocztku do koca. Kanarek, jedyny przyjaciel, zapiewywa 
si we framudze okiennej na widok tak piknego soca. Kanarek w nosi, nie wiadomo 
dlaczego, tajemnicze nazwisko  Pupinetti. Mia na gowie czarn krymk czy piusk z 
ciemnych pirek, aczkolwiek sam by nieposzlakowanej toci. Panna Mija przywitaa si z 
nim serdecznie, woajc na ustalonym od dawna okrzykiem ktry si midzy ich zayo 
nie wiedzie skd i jak zaplta: 
 A bas la calotte!13 
Pupinetti przekrzywi gwk i rozdymajc gardzioek pocz wydzwania na cze soca 
pie najweselsz, najradoniejsz pod tym socem. Widzc, e zblia si jego dobra pani, 
j skaka z prta na prt i koysa si w ruchomej hutawce. To dziobn ziarenko kaszy, to 
skubn kapucianego licia okruszyn. Napi si wody i woa przyjacik prdkim, 
radosnym pokrzykiem. Nie lka si ani jej gronych rozkazw  a bas la calotte!  ani rki 
wsunitej do klatki. Przechyla tylko gow, jak gdyby w istocie obawia si o sw piusk, 
gdy go wzia w rk i caowaa w dzibek najliczniejszymi usteczkami na obszarze ziemi. 
Chory powstaniec rozwar oczy polepe z gorczki. Zwrci ku swej opiekunce 
czerwon twarz. Jaki bekot wypad spomidzy jego rozdtych warg. Staa nad nim z 
Pupinettim w rce i pokazywaa ptaszka biednemu wojownikowi. Zobaczywszy kanarka co 
poj. aonie  aonie umiechn si... Panna Salomea pucia ptasz z rki. Przyuczony 
do siadania na jej poduszce, Pupinetti przyfrun do wezgowia nieznajomego intruza, zasiad 
na porczy, otrzsn si, sprostowa pira. Zapiewa najradoniejsz, najpromienniejsz ze 
swych piosenek. Chory umiechn si znowu. Zapomnia o mce ycia i z rozkosz sucha. 
13 A bas la calotte.! (franc.)  dosownie: precz z krymk, piusk; std zwrot znaczy: precz z klerem! 
31 
5 
Kilka nastpnych nocy upyno spokojnie. Nikt nie nachodzi opuszczonego dworzyszcza. 
Chory powstaniec spa po caych dniach i nocach w gorczce. Nie wiadomo byo, czy 
przyczyn tej gorczki s rany, czy jaka inna wewntrzna choroba. Opuchnicie oka 
zmniejszyo si bardzo i czarna barwa podskrnych zaciekw pocza ustpowa. Ukazay si 
powieki i zdrowa midzy nimi renica, ktra dobrze widziaa. Zaoono tedy rozdarcie 
podocznej rany szarpi i obwizano znowu policzek. Gdy lady ciosw i stucze znikay, 
wyaniaa si spod opuchlizny twarz jak gdyby inna. Odmiennie zarysowa si kocisty, 
ksztatny nos, biaoci zajaniao nad czarnymi brwiami rozumne czoo. Najszybciej goiy 
si rany na gowie. Dawno nie strzyone wosy, ktre panna Salomea co pewien czas mya i 
rozczesywaa, zdaway si same jak szarpie kurowa blizny zasche, cho jeszcze wci 
czerwone. Najgorzej byo z postrzaem w biodrze. Ranny nie mg wykona najzwyklejszego 
ruchu ani gestu bez ksajcej wci mczarni. Kula opuszczaa si, widocznie, midzy 
cignami i yami, bo bl wychodzi z miejsc coraz niej w udzie uoonych. Rana ta bya 
wci otwarta i gnoia si w sposb odraajcy. Nie pomagao mycie jej i cige 
oczyszczanie. 
Pewnej nocy obudzi pielgniark rumor do drzwi i okien, ale odmienny, nie od Ryfki 
pochodzcy. Kto koata wielokrotnie i natarczywie. Burzono si take do okien czci 
niezamieszkanej i do drzwi od ogrodu. Szczepan, natychmiast zbudzony, nie mg ju 
wynie chorego na dwr, gdy cae obejcie byo, wida, otoczone. Po ciemku tedy wzili 
obydwoje z pann Salome biedaka na rce razem z pociel, wynieli co tchu do salonu 
Dominika i zoyli w jednej z pustych kadzi. Ledwie zdyli tego dokona, gdy oskot 
dosign najwyszego stopnia. Skoro drzwi zostay otwarte, okazao si, na szczcie, e byli 
to rodacy. 
May szcztek oddziau, odbity z partii Kurowskiego po straszliwej klsce miechowskiej14, 
uchodzc dubeltowymi marszami pord kolumn rosyjskich dowodzonych przez 
Czernickiego i Ostrowskiego  bkajc si po lasach, ostpach i wdoach  dniem i noc 
cigany trafi po ciemku na Niezdoy. Wskutek ucieczki dwu z kolei dowdcw oddziaek by 
bez zwierzchnika. Skada si z ludzi zgodniaych, przezibych, zdroonych do ostatka i 
bezprzykadnie rozbitych na duchu. Nie byy to ju fizyliery, nie kosyniery  nawet nie 
drgaliery, tak pospolite w powstaniu  lecz ludzie niemal bezbronni. Ledwie weszli pod 
dach, natychmiast padli pokotem na ziemi i poczli chrapa jak na komend. 
Kilku z nich wzio si do szukania we dworze jada i wdki. Zrewidowali spiarni, 
kuchni i pokoje, ale nic nie znaleli. Przy tych poszukiwaniach musiaa asystowa panna 
14 Klska miechowska  zorganizowany nad granic galicyjsk duy oddzia powstaczy pod dowdztwem 
Apolinarego Kurowskiego, opuciwszy zagroony Ojcw dla poczenia si z parti Langiewicza, uderzy 17 
lutego na Miechw. Zdziesitkowany morderczym ogniem przygotowanej do obrony zaogi rosyjskiej uleg w 
toku dalszej bitwy cikiej porace. 
32 
Salomea. Gdy przetrznito wszystkie faski i skrzynie nie znajdujc nic zgoa, zrozpaczeni i 
zgodniali poczli grozi. Jeden z nich wyrwa zza pasa pistolet i w rozbestwieniu sigajcym 
granic obdu przystawi otwr lufy do czoa modej gospodyni. 
Wytrzymaa z obojtnoci diabelstwo jego wzroku i czekaa na strza. Biedny okrutnik 
nie odrywa pistoletu  i nie wiedzia, co dalej robi. Sta z t broni skierowan midzy 
cudne oczy panny i blad coraz bardziej. 
 Czemu pan nie strzelasz?  spytaa. 
 Dwa razy nie pyta! 
 Wic albo pan strzelaj, albo szukajcie sobie dalej, bo szkoda czasu na komedie. 
 Gdzie kasza? 
Kaszy jest troch, ale ta jest niezbdnie potrzebna dla tych, co tu s, i dla jednego rannego. 
 Gdzie ta kasza? 
 Zobaczymy zaraz. Najprzd schowaj pan pistolet, ktry powinien by wymierzony w 
stron wroga, a nie midzy oczy bezbronnych kobiet po spiarniach. 
 Milcze! Gdzie kasza? 
Szczepan, ktry sta tu za plecami panny Salomei, wmiesza si do rozmowy. 
 Tej kaszy jest mao  i kasz si partia nie poywi. Przynios ziemniakw. 
 Gdzie s te ziemniaki? 
 Jest ich ta jeszcze miareczka w kopcu. 
 Ile tego? 
 Mwi, e bdzie wiartka, moe si uzgarnia z p korca. 
 Przemarznite? 
 Niekoniecznie, bo byy dobrze okryte. 
 Gdzie to jest? 
 A gdzie jest, to jest. Sam przynios. Jak wszyscy pjd bra, to ino rozdepc i 
pomaszcz. Wszystkiego, co ta jest, nie zjecie... 
 Zjemy tyle, ile nam si zechce! 
 A przyjd inne, czym ich ywi? 
 Niech glin r! 
 Znowu pistolce do ba bd przystawia. 
 Dziadu przeklty, lepiej milcz!  wrzasn zgodniay powstaniec. 
Chwyci starca za konierz i potrzsa nim do woli. Ale Szczepan szarpn si miao raz i 
drugi. 
Wydar swe rami z garci tamtego. Panna Salomea przysza mu z pomoc. Odtrcia 
silnie napastnika. Ten patrza na ni wzrokiem najbezwzgldniej zdziczaym, ktry nic 
dobrego nie wry. Czua w oczach jego bezrozumn wcieko. Lada chwila mg 
podnie pistolet i wypali. W celu rozweselenia go zacza wszystko w art obraca  a 
chcc skierowa jego pasj w inne oysko, opowiedziaa anegdot o kucharzu. 
 Widzi pan  mwia  e on ma na przedzie zby wybite... 
 Ja mu je do reszty wybij! 
 Nieche pan posucha, zanim reszt tych starych zbw wybra, historii o tamtych, 
ktrych ju nie ma. 
 Co mi tam jego zby obchodz! 
 O, adnie tak traktowa konwersacj z kobietami! 
 Konwersacj... To niech pani mwi, jeli jest co wanego... 
 A kiedy pan nie sucha. Jake tu mwi? 
 Ale sucham, tylko e pani nie syszy, jak we mnie gd wniebogosy wrzeszczy. 
 No, to nieduga historia  i gd posucha. Widzi pan, byo tak. Jak ten nasz staruszek by 
jeszcze mody, suy tutaj w tym samym dworze przy kucharzu za popychado. Ani si 
obejrza, jak go do wojska zawoali. al mu si zrobio tej kuchni, rondli i sosw  przed 
33 
wojaczk strach  dwadziecia pi lat pod karabinem  to nie arty! Przyszed sotys bra go 
do superrewizji15. Nasz kuchcik uskoczy za wgie dworu, wzi kamie z ziemi i wytuk 
nim sobie dwa przednie zby, jak to pan wie, niezbdne do odgryzania adunkw przy 
skakowym karabinie. Sotys go za kark, postronkiem wiza, a ten si w gos mieje i 
pokazuje zakrwawion dziur na przedzie szczki. 
 No i c z tego? 
 Nic, tylko taki mora, e szarpa o byle co nie mamy potrzeby! A on tu niejedno jeszcze 
spata w tym rodzaju. 
 Wszelkie historyjki pozwol sobie odoy na pniej, gdy ju te kartofle oskrobiemy. 
Primum edere, deinde philosophari16 Wie pani, co to znaczy? 
 Nie wiem, ale co musi by o jedzeniu. 
 A wanie... Dalej go! Gdzie worek? 
Ruszy znalazszy worek za przewodnictwem Szczepana i wrci wkrtce z kartoflami. 
Rozpalono ogie pchajc pod blach polana urbane z erdzi rozgrodzonego pota. 
Wszyscy zabrali si do skrobania kartofli. Okazao si, e partia miaa w swym skarbie skib 
zabranej gdzie soniny. 
Szczepan wydali si w noc i przynis w rogu worka z garniec kaszy ze swej kryjwki. 
Pocz i kasz, i kartofle z wielkim kucharskim znawstwem gotowa. Wybiega zreszt raz 
wraz, aeby peni wart  nasuchiwa tpymi uszyma, czy ziemia nie jczy pod stop 
nadchodzcej nieprzyjaciela piechoty... 
15 Superrewizja  badanie stanu zdrowia poborowych przez komisj wojskowo-lekarsk. 
16 Primum edere... (ac.)  najpierw naley si naje, pniej mona filozofowa. 
34 
6 
Rana w biodrze powstaca nie do e si nie goia, lecz stawaa si przyczyn 
niebezpieczestwa. Niej od postrzau, w ldwi, pocz formowa si wielki wrzd 
sprawiajcy tyle cierpienia, e chory krzycza caymi godzinami, a nawet wzgld na 
bezpieczestwo domu i trwog o ycie nie mogy uciszy nieludzkich jego krzykw 
podobnych do wycia. Panna Salomea nie tylko nie sypiaa po nocach, ale nie przykadaa 
gowy do pocieli w obawie niespodziewanej inwazji onierzy. Wynoszenie ksicia do 
stodoy po ostrzegawczym ydowskiego dziewczcia stukaniu w szyb stawao si 
bezcelowym, bo chory jcza zakopany w sianie. Pewnego razu, posyszawszy jakie gosy w 
stodole, oddzia onierzy chodzi pod dowdztwem oficera po caym zapolu, przebijajc 
gboko stos siana bagnetami. Tylko wyjtkowo szczliwy zbieg okolicznoci sprawi, e na 
kryjwk nie trafiono  a wzgld na przydatno stodoy i jej zawartoci na legowisko dla 
onierzy powstrzyma oficera od rozkazu spalenia budynku. Byo rzecz oczywist, e kula 
opuszcza si wzdu goleni, sprawiajc tak niesychane cierpienia i powodujc formowanie 
si wrzodw. ycie w podobnych okolicznociach byo nad wyraz cikie. Panna Salomea 
zdecydowaa, e nie ma innego wyjcia, tylko naley sprowadzi chirurga. 
Jake to jednak moga uczyni nie posiadajc ani grosza pienidzy  gdy wszystko, co 
miaa, zabray przechodzce partie w cigu tej zimy  i nie majc do rozporzdzenia koni ani 
sanek. Najmowa furmank we wsi nie byo bezpiecznie, gdy chopi ywili wrogie 
usposobienie i obecno chorego we dworze mogaby si wyda. Wyprawi za powstaca z 
domu nie miaa serca. On sam znalaz by rodek nieomylny. Oto pewnego razu, gdy staa 
obok pocieli dajc mu poywienie, sign znienacka do kieszeni jej sukni i wyrwa pistolet, 
ktry mu niegdy, gdy przyby, pokazywaa. Odebraa mu z rk pistolet. Ale odtd caymi 
godzinami j baga wyjc w blach, eby mu wystrzaem midzy oczy skrcia t ndz 
istnienia. Skoro tylko dorwa si do jej rk, chwyta je rozpalonymi domi, jakby kleszczami 
z elaza do biaoci rozpalonymi, skamlc o zadanie mierci. Ile to prb i jakich, w jakie 
zaopatrzonych argumenty wyrzuca ze siebie bagajc o ten strza jedyny! 
Tylu zgino! Czcigodni, najszlachetniejsi, waleczni... Buty sodatw wdeptay ich w boto 
dzikiego pola! Padali z ran, bez pomocy, po lasach, bez sawy  na nic! Zwalia si ze swego 
otarza wita idea! Chopi polscy zwozili rannych do urzdu po klsce miechowskiej i 
oddawali w rce kata! Niezomna niewolniczo ducha monych i straszliwa ciemnota 
ubogich poday sobie donie. C za nierozum, jaka tyrania wrd tylu niebezpieczestw 
pielgnowa jedno bezsilne cierpienie! Umrze! Nie wiedzie, co si dzieje i co si stao! Nie 
pamita! Nie znosi pieka i ponienia, gdy trzeba ukrywa si w sianie przed sodatami! 
 Siostro!  woa  aski! Zabij! Daj si zabi samemu! Nie chc y! Tu mi zakopiecie 
bez trudu w nocy, nad rzek, gdziem si ze krwi obmy. Przyjdziesz na wiosn, zasadzisz 
kwiatek. Bd szczliwy... 
W rozpaczy, nie wiedzc, co ju pocz, w sekrecie nawet przed Szczepanem panna 
Salomea posza pewnego wieczora do przyjaciki Ryfki. W karczmie byo ju ciemno, drzwi 
zamknite na gucho. Okna od wewntrz, w obawie inwazji, pozabijane zostay zrzynami 
35 
desek w ten sposb, e tylko szpary midzy jedn a drug daway nieco wiata dziennego do 
rodka. Panna Mija pocza majstrowa okoo jednego z tych okien  chwieruta gwodzie, 
ktrymi rama bya zabita na gucho  obupywa glin chronic od zimna  a je wreszcie 
otwara. Wtedy wsunwszy przygotowany przedtem dugi z pleciaka prt w szpar midzy 
deskami, ja szturcha na olep w kierunku, gdzie, jak z dowiadczenia wiedziaa, pi na 
tapczanie Ryfka. Dugo jej si to nie udawao, gdy ydweczka twardo zasna, budzona 
wci i tylekro po nocach. Wreszcie poznawszy od razu, kto to j wzywa, skoczya do okna. 
Zaczy szepta przez szpar midzy deskami, a tak cicho, jakby wiatr szumia  aby za nie 
zbudzi si nikt z rodziny karczmarskiej, ktra spaa w tej izbie i w ssiednich. Panna Salomea 
wyoya krtko, o co idzie. Potrzeba koni. Musi na jedn noc dosta par koni i sanki. 
Wypada przejecha do miasta co ko skoczy, wrci i jeszcze raz gna  aeby o tym ywa 
dusza nie wiedziaa. Ryfka musi te konie wynaj od kogo. A e na wynajcie furmanki 
trzeba pienidzy, ktrych nie ma, wic trzeba chyba ukra. Pniej si to odda. Co robi? 
Ryfka przelka si. Co robi? Aj-aj ! Par koni i sanki, dwa razy tam i nazad do miasta w 
jedn noc... Aj-aj !... Co robi? Drapaa si po kudatej gowie i w rozterce cmokaa wargami. 
Gos jej z zimna i strachu dra, a zby gono szczkay. 
 Rade mi co!  mwia panna Mija. 
 Co ja poradz? Ja nie wiem. 
 Potom tu sza, eby tyle od ciebie usysze! 
 Ja chc, ale co tu zrobi?... 
 Czego si tak trzsiesz? Boisz si. 
 Ja si boj. 
 Czego? 
 Bo tu s konie... Trzy... Cuganty. 
 Czyje? 
 Nie wiem. 
 A skd si wziy? 
Wczoraj je przyprowadzili. 
 Kradzione? 
 Nie wiem. 
 Ty nie wiesz! Pytam si, olico jedna, czy kradzione? 
 No, jakie maj by? Podarowane? 
 Gdzie te konie s? 
 W stajni stoj. 
 Na przechowaniu tu s? 
 Czy ja to wiem? Na co ja mam duo gada! Te konie stoj w stajni. 
 Mw prawd! Nie ty krada, nie ty przechowujesz. Mnie prawdy nie powiesz, to teraz 
taka, ydowico niewierna! 
 Co ja nie mam prawdy powiedzie? Te konie s pewno na przechowaniu. Po co gada 
takie rzeczy? Tu jeden pi na strychu, co na tych koniach przyjecha. 
 Kiedy pojedzie dalej? 
 Jutro na noc. 
 W ktr stron? 
 Nie wiem. 
 Daje mi par tych koni! 
 Aj-aj ! Ja si boj. 
 No, to si bj! Przecie wrc nad ranem! Ryfka! 
 Nie mog! Ony mi zabij! 
 Kto? 
 Ojciec  i ten, co przyjecha. 
36 
 Nie bd wiedzie. 
 Jak to nie bd wiedzie! Ony by nie wiedziay o takim interesie!... Kto potrafi tak 
zrobi? 
 A ja! Sanki tu macie? 
 Sanki s, ale mae, nasze pachciarskie. 
 Niech sobie bd pachciarskie. Chod! Przyno klucze! Wya z dziury! 
Ryfka zaszlochaa z cicha, rozpaczliwie. Staa za deskami kajc. 
 Nie dasz? 
 Na mier mi zabij. eb mi obedr. 
 No, to wycierpisz. 
Ten argument jako trafi jej do przekonania. Uspokoia si, zapytaa jeszcze. 
 Kto by pojecha? 
 Ja sama. 
 To nikt nie bdzie wiedzia? 
 Nikt! Ja i ty. 
 Jak zobacz, jak oni zrozumiej, kto to zrobi, dopiero zaczn bi, dopiero zaczn!... 
 Mojae niedotknita, delikacik! 
 Ten, co przyjecha... On ma taki kaczug!... 
 Przyno klucze! 
Ryfka posza cicho jak widmo w gb domostwa i nie wracaa przez czas dugi. 
Panna Salomea mylaa ju, e nie przyjdzie wcale. Mrz trzyma. Ostry wiatr pociga. 
Podmuchy wzdychajce wasay si dokoa murw i naronikw tej karczmy, niemej i 
ciemnej. Noc bya czarna, bezgwiezdna. Wreszcie drzwi tylne prowadzce na gnojowisko 
dziedzica z cicha skrzypny i maa Ryfka wysza z domu. Przywara drzwi ostronie i wci 
nasuchiwaa, czy kto za ni nie idzie. Upewniwszy si, e nikt nie usysza a nie spostrzeg, 
gdy drzwi otwieraa, skoczya ku murowanej stajni i pocza dziaa nadzwyczaj energicznie. 
Otwara co tchu drzwi stajenne, pniej wrota do wozowni. Panna Salomea wesza za prg i 
miao zbliya si do koni. Nieufnie pochrapyway i biy nogami w ciemnoci. Namacaa 
rkoma by tych koni i spostrzega, e stoj w doskonaych i cakowitych chomtach, 
przygotowane do natychmiastowej drogi na wszelki wypadek. Konie byy rose i, wida, 
dobrze utrzymane, bo si wiy na miejscu i dziko chrapay. Zbadawszy domi sprzczki 
lejcw, podpinki uzd, naszelniki i postronki  okieznaa dwa z tych koni. Wyprowadzia je ze 
stajni. Ju Ryfka wypchna na wiat z wozowni sanki mae, bose, istotnie ydowskie. 
Szybko obiedwie zaprzgy konie do sanek. W mig wyrwnay lejce i znalazy bat. Gdy 
panna ju siedziaa na przednim miejscu, Ryfka przyniosa z wozowni wygrabek siana i 
wrzucia w ty sanek, eby byo co da koniom po drodze. Sama co tchu zamkna na klucz 
stajni i wozowni. Jak ciemny nietoperz wiona z powrotem we drzwi karczmy. Zamkna 
je po cichu. 
Panna Salomea ostronie ruszya wodzami i noga za nog jadc wydostaa si z podwrza 
karczemnego na pole. Zajechaa przed ganek dworu. Uwizawszy konie u supa wesza do 
domu. Kazaa Szczepanowi spa przy chorym u drzwi do pokoju i czuwa na oba uszy. Sama 
ubraa si ciepo, wzia ze sob futro na nogi, dywan do okrycia siedzenia  i wybiega. 
Zasiada si dobrze, uja lejce i daa koniom po tgim bacie. Skoczyy z miejsca i pomkny. 
Okrya karczm polem, wypada na drog przetart i raz wraz migaa batem. Konie szy z 
kopyta najtszym cwaem. Saneczki taczay si z wyboju w wybj, sunc po grubym niegu. 
Do miasta byy dwie drogi. Dalsza  gocicem, a pniej szos  i blisza, tak zwana na 
las. Ta druga droga bya zawdy niebezpieczna ze wzgldu na wilki. Lecz w danej chwili 
bya bezpieczniejsza od pierwszej ze wzgldu na ludzi. Na las jechao si pustkowiem, 
porb, krzaczyskami i wygonami wrd pastwisk, wreszcie szczerym, zwartym, guchym 
borem. Ciarki chodziy po skrze panny Mii, kiedy wymina odludzia i miaa przed sob 
37 
gboki, zamilky br. Zasiada si mocniej na snopku kci, nogi opara o literk sanek, cia 
kradzione konie po nogach i gnaa przez kniej galopem. Droga bya do szeroka  w porze 
letniej bagnista, lecz teraz po niegu zupenie dobra. Konie bray j w skok, unoszc za sob 
saneczki jak piro. Lodowaty strach przenika do szpiku koci i mrozem obejmowa serce. W 
uszach brzmia dwik niewiadomy... Goni! Pocig! Ttent! Kt to leci za saniami? Wojska 
zerajce si w dzikiej wojnie  sudzy jakiego midzy ludmi prawa  zbje nie szanujce 
praw adnych  czy zwierzta walczce z ludmi? Nie wiedziaa nic... Przeciwko 
wszystkiemu, co mogo by, nioso si w niej jedno jedyne prawo:  proste uczucie. Nie 
wiedzc o tym, lepo wierzya w woln moc swej modej duszy i w si wolnych koni. Pdzia 
jak wicher. Zdumiaa si nie spostrzegajc ju lasu po bokach swej drogi... Przebya go 
niewiarygodnie szybko. Do miasta nie byo ju wicej nad mil drogi. 
Daa koniom wytchn i mkna ostroniej, pilnie baczc na wszystko. Za lasem trzeba 
byo mija wioski, mosty, opotki  skrca w prawo i w lewo. Oczy przyzwyczajone do 
grubego mroku dobrze si orientoway w miejscowoci. Wykonaa prawidowo wszelkie 
zakrty i nawroty. Ze wzgrza, obok murowanej karczmy zwanej Stara Wiecha, zobaczya 
w dali wiata w miecie. Serce zabio niespokojnie. Zjechaa z rwnego gocica na 
podrogatkowe pola i ostro dya na przedmiecie. Przesuna si cichaczem obok rzeni, 
obok koszar onierskich, objechaa tyy ogrodw, rozmaite budy, szopy, skady, cegielnie, 
wiatraki  wtargna na ki obok parku i koujc, krc i nawracajc dotara do jakiego 
ostrokou, ktry ju przylega do brukowanej miejskiej ulicy. Za tym parkanem sycha byo 
na kamiennym chodniku kroki zapnionych mieszczuchw. 
Panna Mija wysiada, rozkieznaa konie, okrya je dywanem i daa im wizk siana do 
przegryzienia po tej wycieczce. Lejce mocno przywizaa do supa w parkanie. Sama 
otrzsnwszy si i ogarnwszy suknie ruszya w ulice. Sza prdko ciemnymi bocznicami nie 
spotykajc nikogo  a do obszernego rynku. Ten przebiega maszerujc przez sam rodek i 
wsuna si w bram domu, gdzie mieszka wybitny lekarz, gubernialna sawa, doktor 
Kulewski. Godzina nie bya jeszcze zbyt spniona, bo ani brama nie zostaa zamknita, ani 
wiato na schodach nie zgaszone. Panna Salomea zadzwonia do drzwi. Otworzya je stara, 
zgarbiona suca z pewnym rozdranieniem. Owiadczya, e pan doktor ju si do snu 
zabiera. Panna Brynicka wsuna jej w rk ostatni jaki pieniek z prob o mono 
widzenia si ze znakomitym doktorem. 
Zostaa wpuszczona. 
Czekaa dosy dugo. Przymione wiato woskowej wiecy dawao widzie pikne meble 
starego kawalera, konsyliarza Kulewskiego  kanapy i fotele, sprzty i graciki, wyszywane 
poduszki, ozdobne parawany i oleodruki w drogocennych ramach. Drzwi si wreszcie otwary 
i doktor z wyranym na ogolonej twarzy niezadowoleniem stan na progu. Mierzy przyby 
twardymi oczyma. By to pidziesicioletni, przystojny, dobrze zachowany viveur17, tgi 
mczyzna, doskonay lekarz i najzawoaszy w miecie smakosz. Kilkakrotnie, w 
przypadkach cikich chorb, by wzywany do dzieci i dorosych osb dworu w Niezdoach. 
Panna Brynicka znaa go i bya swego czasu, za lat dawniejszych, jego pacjentk. Doktor 
przypomina j sobie przez czas dosy dugi, a uderzony jej niezwyk urod, jako spokornia 
i wygrzecznia. Zbliy si z ukonem. Panna Salomea przypomniaa mu si i, na uprzejme 
zaproszenie, siada w fotelu. Lekarz by coraz bardziej mikki i gotowy do usug. 
Przystpia do rzeczy bez adnego wstpu. Powiedziaa, co i jak jest. Prosia, eby kad na 
si futro, zabra narzdzia chirurgiczne i jecha. Twarz doktora staa. Stanowczo, 
kategorycznie odmwi. Powstaniec  dwie mile drogi  noc, godzina dziesita z gr  
nigdy! Nie pojedzie. auje! Niezmiernie mu przykro! Tak, s to rzeczy nad wyraz 
17 Viveur (franc.)  bywalec, typ wiatowca. 
38 
poaowania godne. Sam jest patriot i czuje spraw gbiej ni ktokolwiek, moe jak nikt, ale 
jecha  pod adnym pozorem! Ma obowizki  mnstwo w miecie pacjentw  by moe 
niejedn spraw podobn  by moe niejedn waniejsz... by moe stokro waniejsz. 
Panna Salomea suchaa tego wszystkiego cierpliwie. W pewnym momencie uja 
gestykulujc rk doktora i przycisna j do ust. Co wicej  osuna si na posadzk i 
pocaowaa go w kolano. Szarpn si i odsun. 
 Ach, wic mio!...  rozemia si.  Pani kocha tego wojownika? 
 Nie. Tylko speniam, co do mnie naley. 
 Doprawdy? A czemu tyle pokornej proby i taka ekstaza jest w oczach pani? 
 Bo tak czuj. 
 Powstacy  naucza  wyzwali na wojn mocarstwo. Chystki! Obkacy! Musz gin 
tysice ludzi, bo to jest wojna. Czy pani rozumie? 
 Rozumiem. 
 A wic! Skoro to jest wojna, to jeden czowiek nie moe na sobie skupia caego naszego 
wspczucia. 
 Pewnie, e tak, ale ja mam do uratowania czowieka, ktry mi zosta oddany w rce. 
Przyszed z bitwy przed ganek, a nie wiedzia, dokd idzie. 
 I to dlatego on jedyny? 
 Nieche pan doktor woy futro, wemie narzdzia i chodmy, bo czas ucieka. 
 To pani sobie myli, e ja pojad? 
 Ja std bez pana nie wyjd. 
Lekarz patrza z umiechem na jej oczy szczere, a tak cudownie pikne  na biae czoo 
wychylajce si spod futrzanej czapeczki  na usta rane i niene policzki zabarwiajce si 
od ciepa w mieszkaniu. Zakopota si. 
 Chce mnie pani zgubi! Ja nie mog. Patrz na mnie, pewno ledz... No, nie mog! 
 Musi pan! 
 Doprawdy? Nawet musz? 
 Musi pan! 
 Dlatego, e to pani rozkazuje? 
 Nie ja  to Pan Bg rozkazuje ratowa biednego onierza. Co sama mogam, tom 
zrobia. Teraz ju nie mog poradzi nic wicej. Gdybym moga zaatwi, to bym tu pana o to 
nie caowaa po rkach! Pan jest doktor, a ja prosta kobieta. Do pana przyjechaam, bo to 
lekarza rzecz znale kul w ranie. 
 Sysza to kto takie argumenty! A jakie otrzymam honorarium?  spyta patrzc jej 
zuchwale w oczy. 
 adnego. 
 A to zachta! 
 Chodmy, panie doktorze! 
 Pjd, pod warunkiem, e sobie odbior honorarium, i to wedug uznania... 
Spojrzaa mu w oczy mnie i dosy szyderczo, powtarzajc swoje: 
 Chodmy, bo czas ucieka! 
Doktor wzruszy ramionami i wyszed do gabinetu. Krzta si tam przez czas pewien, co 
otwiera, zamyka, porzdkowa  wreszcie stan w przedpokoju, ubrany w futro i wojokowe 
buty. Zza drzwi przedpokoju odezwa si do panny Salomei: 
 Pani mi literalnie porywa z domu. Jeeli nas drodze zapi  zginem. 
 Wioz pana do pewnej chorej dziewczyny w ydowskiej karczmie. Nikt o to nie moe 
mie do lekarza pretensji, e jedzie do chorego. 
 A zapewne! W takich okolicznociach i czasach... Ja wiem, czym to pachnie jedzi 
teraz noc na wie do chorego. 
Wyszli cicho, przemknli si przez sie, w poprzek rynku i tymi samymi uliczkami, 
39 
ciemnymi jak pieko, dotarli do koni. Na szczcie nikt cugantw nie spostrzeg i nie skrad. 
Panna Salomea, uradowana z takiego zbiegu okolicznoci, okieznaa konie, nakrya 
dywanem siedzisko dla doktora i poprosia, eby zaj miejsce. 
 A sucy gdzie?  zapyta. 
 Jestem  odrzeka. 
 Co takiego? Nie jad! 
 Znowu swoje! 
 Przecie pani nie moe i nie umie powozi. 
 Zaraz pan bdzie musia zaprzeczy wasnym sowom... 
Siada na przedzie i cichaczem, noga za nog wyjechaa wskro k, zaukami na 
przedmiecie, a stamtd w pola. Gnaa teraz t sam, znajom ju drog. Wesoo pdzia 
przez las i wertepy. Pan doktor Kulewski, stary kawaler a sawetny kobieciarz, usiowa 
eksploatowa t niezwyk sytuacj. To chcia sadowi si na przednim miejscu, pomaga w 
kierowaniu komi  to wprost zamierza otula od zimna swego uroczego wonic. Ale 
wonica zagrozi, e go z sanek wyrzuci i zostawi w lesie wilkom na poarcie, jeeli nie 
bdzie przykadnie siedzia na miejscu dla przeznaczonym i dywanem okrytym. W ptorej 
godziny niespena sanie dopady dworu w Niezdoach. 
Panna Salomea podjedaa z ostronoci, omijajc karczm i pilnie patrzc, czy we 
dworze nie ma goci. Na szczcie ciemno byo wszdzie. Stare, wysokie topole huczay 
gucho hymny od wczesnego dziecistwa znane sercu i uchu. Zastukaa w szyb. Szczepan 
otworzy i poszed pilnowa koni, zgrzanych, zmydlonych i zioncych par. Wprowadzi je 
do stodoy i rozkieznane puci pod sienne zapole. Przymkn szop i wrci do dworu. 
Doktor zabra si natychmiast do badania chorego. Opatrzy rany oka i gowy, pniej na 
plecach i midzy ebrami  wreszcie w nieszczsnym biodrze. Znalaz wrzd ledwie 
zbierajcy i zdecydowa, e trzeba go przeci. 
Szczepan poszed sprawowa wart na dworze  panna Salomea musiaa podsuwa i 
trzyma miednic, dostarcza ciepej wody, rcznikw i szarpi. Doktor bezlitonie rozci 
nabrzmienie i j sond szuka kuli w gbokociach rany. Chory wi si w katuszy, ywcem 
krajany. Operacja dokonywaa si przy blasku rozchodzcym si z pomyka wieczki ojowej 
w latarni. Lekarz mczy si, szarpa, mocowa, szukajc swymi narzdziami kuli, i w pasji 
najgbszej nie mg jej znale. Prbowa raz, drugi, trzeci, czwarty  i dziesity  
nadaremnie. Ksi raz wraz mdla z blu, krzycza pod noem  wreszcie pocz broni si, 
bi, policzkowa doktora i pann. Lekarz musia odstpi. Pociel bya zalana krwi  
podoga, sprzty i naczynia okrwawione. Zaoy tedy umiejtny opatrunek, zawiza 
wszystkie rany i owiadczy, e odjeda. Zaznaczy, e trzeba czeka. Chory mia nadal 
lee w ku. Panna Salomea kazaa Szczepanowi, eby poda konie. Bya gboko 
zasmucona. Cay jej wysiek poszed na marne. Wskoczya na miejsce furmaskie i gdy 
chirurg si usadowi, pognaa w cwa t sam drog. 
Jake przykr bya ta jazda, ile znw w niej byo beznadziei! W dodatku doktor nie 
zachowywa si poprawnie  by do brutalnym poszukiwaczem swego honorarium. 
Znuona odtrcaniem go, pena gniewu, ohydy i mki dusznej odstawia eskulapa do miasta. 
Z dala od rogatek, w polu wysiad i, dla ostronoci, uda si do swych pieleszy na piechot. 
Panna Brynicka poegnaa go i cwaem wrcia w swe strony. Nad ranem, lecz jeszcze o 
ciemnej nocy odstawia i oddaa w rce Ryfki kradzion par koni i sanki. 
Szczepan pod jej nieobecno obmy chorego, zmieni zakrwawion pociel i bielizn, 
wyszorowa z plam podog i sprzty. Odrow jcza przez sen. Panna Salomea posza spa 
znuona na ciele i duszy, pena wewntrznego zimna i wzgardy. 
40 
7 
Jednej z nastpnych nocy po trudach i niewywczasach zasna twardo jak jeszcze nigdy. 
Chory powstaniec, cigle z gorczki na p przytomny, drzema w mroku izby. Nawiedzay 
go sny znikome, pene potwornych zjaw i koszmarw... 
Wtem wyrwa go z tej na p przytomnoci odgos koskiego stpania za cianami domu. 
Ksi sysza najwyraniej, e kto do dworu podjecha na koniu, e si ostronie posuwa 
wzdu cian i e tu za oknem ko z nogi na nog przestpuje. Kade o grud uderzenie 
kopyta odbijao si w uchu, w mzgu i w duszy. Gorczkowa wyobrania stawiaa w mroku 
przed oczy posta ciemnego jedca. Nagle rozlego si ciche koatanie w szyb palcem, 
ostrone a natarczywe. Chory je sysza. Pocz budzi pann Mij, woa na ni coraz 
wyraniej. Gdy wci twardo spaa, musia wsta i na swej obolaej nodze pokusztyka do jej 
posania. Dotkn rk zwieszonej gowy i pocign za wosy, eby obudzi. Ockna si i 
przez chwil siedziaa na pocieli nie mogc przyj do siebie. Szepn jej nad uchem, e 
stukaj. Poja sama i wci nasuchiwaa. Odrow zrozumia, e musi by chyba co 
najgorszego, bo pocza modli si z cicha, szeptem bolesnym i jkliwym, przez szczkajce 
zby. W mgnieniu oka porwaa si, wci ykajc stargane modlitewne sylaby, wrzucia na si 
ciepe okrycie i rkoma febrycznie drcymi zapalia wieczk w latarni. Jak ptak wiona do 
zimnej sali, otwara drzwi wejciowe i ze zduszonym piskiem na dwr wypada. Chory 
wychyli si ze swego ka, podpatrujc, co si te okae  i czy trzeba bdzie ukrywa sw 
ksic mo w stodole. 
Usysza w sieni dworskiej radosny krzyk panienki i po chwili zobaczy przy blasku latarni 
wniesionej do sali, e jego opiekunka wisi u szyi i koysze si w ramionach wysokiego, 
starego czowieka. Pocaunek tych dwojga by niemy i ekstatyczny, trwa bez koca. Gdy 
nareszcie przychodzie postawi pann Mij na ziemi, Odrow zobaczy jego twarz. By to 
czowiek wysoki, z siwymi wsami  ubrany w kubrak z futrem, w barani czapk i wysokie 
buty. Ksi domyli si, e to jest ojciec. Stary Brynicki, wszystek jeszcze niegiem 
zasypany i w soplach zlepiajcych wosy, przypatrywa si crce. Co do niej czy do siebie 
szepta gadzc j po gowie rk, z ktrej nie zdy cign prostackiej rkawicy o jednym 
palcu. Blask latarni pad w gb sypialnej izdebki. Rzuciwszy tam okiem starzec dojrza nagle 
czowieka w ku crki i z gbokim zdumieniem skin rk. Panna Salomea zacza 
prdko, jednym tchem rozpowiada histori rannego  przybycie po bitwie maogoskiej, 
wszystkie przejcia i okolicznoci, rewizje i jazd do miasta. 
Stary Brynicki sucha pospnie, bez ufnoci i niecierpliwie. W trakcie tego wywodu 
wszed do izby sypialnej. Zdj czapk i wznisszy wysoko latarni z bezwzgldnoci 
przypatrywa si rannemu. Ten podwign si na okciu i bezmylnym umiechem wita ojca 
swej opiekunki. 
 Gdzie to kolega zostae tak poraniony?  zapyta starzec. 
 Pod Maogoszczem. 
 To was tam poczciwy rodak Dobrowolski z Goubowem i Czengierym maca. Niezbyt 
wam tam poszo... 
41 
 O, nie!... 
 I to a tak cikie s rany, e panieskiego ka trza byo do opatrzenia? 
 Panna Salomea bya tyle askawa, e mi tu umiecia, gdym przyszed. 
 Jakie to s rany? Bo to ja stary jestem praktyk. Na ranach si od dawna rozumiem. 
Moe umierz te delikatne ble. 
Bez pardonu odchyli kodr i pocz lustrowa rany na gowie, pod okiem, na plecach, 
piersiach, w biodrze... Nie byy to jednak ogldziny zaradcze, lecz raczej badanie prawdy i 
istoty zjawiska. Rany nie wzruszyy starego onierza. Co tam pgbkiem radzi przykada 
 a kuli szuka wci, tnc miejsce naokoo rany, nawet samemu... Zakonkludowa: 
 A jak tu koleg zdybi, to nie tylko puszcz z dymem wszystko, co zostao, ale i tobie 
nie zborguj. 
Lepiej moe na kuracj do lasu uskoczy. Swierczyna wyciga gorczk. Boto, jak si na 
nim pi, podgaja te tam postrzay. Sama kula prdzej by wypada, bo j do ziemi cignie. 
 Ja tego samego pragn. ebym tylko mg usta na nogach i chodzi! 
Brynicki spocz na sofce i patrza w tego gocia zaczerwienionymi oczyma. Panna 
Salomea przysiada u jego ng i caowaa rce, nogi, nawet pasy rzemienne i steran, w 
niegach i botach unurzan kurt. 
 Buty mi si oto dr! Przemakaj, do kaduka! Niech no mi Szczepan szuka tamtej pary. 
Cho to i podniszczone, ale bd lepsze. eby mi je tylko ojem tgo wysmarowa! 
 ojem...  szepna w alu. 
 Nie ma? 
 Ani odrobiny. 
 No, to trudno, i tak wcign, na sucho. Ile to tygodni onuczki te same! Koszul mi, 
dziecko, szukaj! Jakie tam s, zabieram. Przewdziej  i hajda! 
 Znowu?! 
 No, a co  may mj ptaszku? 
 Och, Boe! 
 Ze nam, ptaszku... Ze przyszy czasy. Gorsze przyjd... Przecierpimy! Byy ju i 
jeszcze gorsze... W Sybirze, dziecko... To nic! Uszy do gry! 
 Tyle czasy czekam, wygldam!... 
 Tyle samo akuratnie, ptaszku, co i ja za tob! Jak tu partia pocigna w nasze strony, 
em zadygota. Koo witej Katarzyny my si trzymali  a powiadaj, w samsonowskie lasy 
pocigniemy. Zboczylimy troch na Kostomoty, na Strawczyn... Tom ju nie wytrzyma. 
Konia midzy nogi  i do ciebie! 
Wszed Szczepan. Kazano mu przynie dugie buty. Patrza w twarz pana Brynickiego. 
Przyglda mu si, jakby go teraz dopiero zobaczy, cho obok siebie przeyli na wiecie 
kilkadziesit lat. 
 C ty na mnie patrzysz?  rzek stary rzdca.  Pilnuj! 
 No, ja ta pilnuj. Aby ino byo czego. 
 Zawsze jeszcze zostao co nieco. 
 Niedugo, widz, ora bd na tym placu. 
 Moe bd. Tylko nie wiadomo jeszcze  kto. A ty czekaj! 
 Ja ta czekam. Szkoda, e ostatni. 
 Nie mdrkuj, bo to nie twoja sprawa. Skrzywdziem ci kiedy? 
 Czy ja ta wiem, kto mi krzywdzi. Juci nie. 
 Lepiej mi warzy jakiej ugotuj. Misa kawaek smaonego... 
Stary kucharz bolenie westchn. 
 Kucharz ci ja, kucharz... Skoczy si toto kiedy? 
 Tylko bez jkw! Skoczy si  rzek do Brynicki. 
 Pastwa nie ma. Wieci te ta jakiej o nich? 
42 
 Nic nie wiem. W lesie tylko wierki szumi, a wieci adnych nie sycha. 
Brynicki kiwn palcem na Szczepana i przywoa go blisko do siebie. Obadwaj poszli do 
sieni i tam rzdca zacz gono szepta kucharzowi do ucha: 
 Co to za jeden ten, co tu ley? 
 Kto go ta wie? Panienka na niego woa ksi. 
 To mi tam ani mierdzi, ani pachnie. obuz jaki? 
 Z oczw mu zodziejstwo nie patrzy. 
 Suchaj no!... Wiesz, co ci si chc spyta? 
 No, wiem. 
 Wic jak? 
 Widzi mi si, e jej nie tkn. 
 Gadaj, psiakrew, prawd! 
 Upilnuje to dzieuchy, skoroby si namwiy? Abo jakby j cigno do takiego, to kto 
poradzi? Ale mi si widzi tak, jakby nie byo nic. Przecie ley jak pie... A cika jucha, jak 
go nie do stodoy, nikiej ten ogier. Ksi, co psy wie! 
 Szczepan! 
 Hy? 
 Pilnuj mi tego dziecka...  wyjcza w guche ucho kucharza stary rzdca. 
 Ju ja ta i bez probw mam oko na ten interes. 
 Skoroby sama  dopust boski! Ale jakby wypatrzy, e j na si albo sztuk chce bra, 
ostatni koek z pota wywlecz i pal po bie! Nie pytaj! Tak jakby moj rk pra! 
 No. 
Wrcili do zimnej stancji i tu Brynicki przebra si z rozkosz w czyst bielizn, wdzia 
nowe buty. Szczepan ugotowa i przynis swej wiekuistej kaszy. Postawi du misk w 
pokoiku rannego i rozda drewniane yki. Sam si odsun, ale Brynicki wetkn mu yk w 
rk i kaza je pospou. Stary kuchta zawstydzi si i wymawia. C ta znowuj za prawo z 
pastwem wieczerza! Jeszcze takiej sztuki jak wiat wiatem nie byo  po prawdzie  za 
pan brat winia z pastuchem... Przecie przykucn obok stoka, na ktrym miska staa, i 
zacz uroczycie, skromnie i jakby z naboestwem pojada kolejk za pastwem. Siga ze 
swego ka do miski chory ksi. 
Po wieczerzy Brynicki przyoy si do snu na kanapce w sypialni rannego. U wezgowia 
klka panna Mija. Starzec obj jedynaczk ramieniem. Zadrzemywali, szeptali, milkli i 
znowu cignli opowie o dniach i nocach. Przeplatay si rady, wskazwki, proby... 
Modlili si wraz  cicho  z gbi. Stary onierz napomyka o marszach, odstpieniach, 
nocnych legowiskach, klskach... Wymienia miejsca szczodrze pomaczane krwi: Wchock, 
Suchedniw, wity Krzy... I znw to samo... 
Ksi przysuchiwa si jego powieci i dorzuca szczegy o swym oddziale. Szeptali tak 
po ciemku przez noc. Miao si pod witanie, kiedy stary pan przywoa Szczepana i kaza mu 
poda konia, ktry si pas w stodole. Obj crk, przytuli do serca w bolesnym, 
wieczystym pocaunku. Poleci jej wynie na dwr i przytroczy do sioda rne wzeki i 
drobiazgi. Gdy odesza, wycign rk do chorego i ucisn jego do. 
 No, kolego, na mnie czas. ycz zdrowia i daj Boe spotka si w wolnoci. 
 Daj Panie Boe! 
 A pozdrowiejesz, dziecku mojemu pom, porad, obro. 
Ksi skin rk. 
 A jeliby j skrzywdzi  jkn starzec  strze si! Bo ci dopadn ywy czy umary. 
Z tym sowem znik za drzwiami. Sycha byo cichy pacz dziewczcy. Potem guchy, 
rwny ttent. 
43 
8 
Nad wieczorem pewnego marcowego dnia stana przed gankiem w Niezdoach parokonna 
bryczka i wysiado z niej dwu podrnych. Jeden z nich by w wieku lat mniej wicej 
pidziesiciu  drugi modszy. Starszy mia du skrzan torb przewieszon przez rami, a 
ubrany by jak podrujcy kupiec albo rkodzielnik. Modszy by w cienkich butach i 
miejskim odzieniu, a wyglda przy swym towarzyszu jak pomocnik czy sekretarz. Bryczka, 
skoro tylko ci dwaj panowie stanli na ganku, momentalnie odjechaa. Nikt nie spostrzeg, z 
jakiego bya dworu. Przybysze weszli do domu, a nie spotkawszy na progu nikogo zasiedli 
przy stole w pierwszym obszernym salonie. Wszystko to stao si tak prdko, e mieszkacy 
dworu w Niezdoach nie zdyli ani zabezpieczy rannego, ani przywita i zabawi 
przybyszw. Dopiero po chwili panna Salomea do nich wysza. 
Gocie oznajmili, skoniwszy si uprzejmie, e prosz o nocleg, posiek i konie nazajutrz 
do jednej z ssiednich miejscowoci. Moda gospodyni owiadczya, e koni tu wcale nie ma 
 a o posiek trudno, gdy dom jest zupenie ogoocony ze wszystkiego. Moe im tylko da 
nocleg, to znaczy niewyszukan pociel na kanapie i sofie, ktre byy w tyme pokoju. 
Przyjezdni skonili si znowu i z delikatnoci rozpytywali o stan rzeczy. Przyzwyczajona do 
grubiastw, grb, napastowania, a nawet szarpaniny i podniesionych kuakw, zdziwia si 
tej wzgldnoci. Ujta ni, zaznaczya, e moe ich poczstowa jedn tylko potraw  
codzienn kasz, przejadajc si, a ktra przecie rwnie jest na wyczerpaniu. Dwaj 
rozpytywali wci o wszystko  o imiona i nazwiska gospodarstwa i osb przytomnych w 
domu  o szczegy rozgrabienia dobytku, spalone budynki, stosunek do chopw i suby  o 
przemarsze stron walczcych, noclegi, postoje, sposb zachowania si wojsk i rodakw. 
Starszy z tych ludzi bardzo przypad do serca panny Salomei. Oczy mia siwe, gbokie, 
szczere, nad wyraz mdre, a czujne pomimo wielkiego znuenia, ktre si malowao na 
twarzy. Gste, krtko strzyone wosy ju mu z lekka siwiay. Wyniosy, kocisty, mocno 
zbudowany, naprzd nieco pochyy, by niewymownie jako bliski, ni to ojciec lub brat. Gdy 
na pytanie, kto jest w tym dworze, wyjania, e siedzi tu sama jedna ze starym kucharzem, 
zastanowi si i rozmyla. Cechowa go jednak spokj, ktry si niczemu nie dziwi i niczym 
nie przeraa. Tylko oczy jego stay si jeszcze uwaniejsze, lepsze i jeszcze bardziej 
przychylne. Drugi z przybyszw by znacznie surowszy i mniej cierpliwy. Spoglda na 
sprzty i w oczy rozmwczyni nieufnie, aczkolwiek milcza i zgadza si na wszystko. 
Pierwszy dugo nie przestawa informowa si o najrozmaitsze szczegy, tak dugo, e panna 
Brynicka, nauczona przez ojca ostronoci i powcigliwoci w udzielaniu jakichkolwiek 
informacji osobom nieznajomym, zacza stosowa t wanie metod. Starszy z podrnych 
zdawa si to rozumie i ocenia, a nawet pochwala tak wstrzemiliwo. Sam dopytywa 
si inaczej. Pod pretekstem koniecznoci wydania zarzdze co do pocieli panna Salomea 
odesza z duego pokoju, owietlonego przez latarni, do ciemnej sypialni, gdzie lea ranny. 
Drzwi zostay otwarte. Odrow przywoa j najcichszym szeptem, nachyli jej gow do 
swych ust i niemal bezgonie, samym ruchem warg wymwi do ucha: 
 Ten wysoki, starszy pan, co stoi w pierwszym pokoju, to gwna figura, komisarz Rzdu 
44 
Narodowego. Nazywa si Hubert Olbromski. 
Panna Salomea obejrzaa si i zobaczya w wietle latarni profil tego czowieka. Trzyma 
znuon gow na rce opartej o st i uwanie sucha tego, co mu szeptem wykada 
modszy. 
 A ten drugi?  spytaa. 
 Tego nie znam z nazwiska, ale twarz gdzie widziaem. I to jaki figurant. 
 Starszy bardzo miy. 
 To potny czowiek. 
 Pan go zna? 
 Z twarzy i z dziaalnoci bardzo dobrze. Widywaem go w Paryu. 
 C on tam robi? 
 Organizowa, jedzi jako emisariusz... Szeptali jak najciszej, a jednak ta ich gawda 
zwrcia uwag dwu goci. Obadwaj zamilkli i pilnie patrzyli w ciemno. Po pewnym czasie 
modszy uj latarni i szybko skierowa si we drzwi mrocznej bokwki. Zawieciwszy 
ujrzeli chorego. Modszy mia w rku podniesiony pistolet. 
 Kto to jest?  spyta ostro. 
 Jestem powstaniec, nazwiskiem Jzef Odrow. 
 Z jakiego dowdztwa? 
 Z jazdy pod naczelnikiem Langiewiczem. 
 Co tu waszmo robisz? 
 Zostaem raniony w bitwie pod Maogoszczem. Lecz si za askawym pozwoleniem tej 
panienki. 
Olbromski i jego towarzysz surowymi oczyma patrzyli w twarz ksicia. Zapytywali go 
kolejno o szereg rozmaitych szczegw i stwierdziwszy, e mwi prawd, co midzy sob 
mruknli i wrcili do pierwszego salonu. Nie czekajc na zapowiedzian kasz wydostali z 
kieszeni paszcza flaszk gorzaki, chleb, such wdlin i poywali te zapasy. Jednoczenie 
zanieli prob do modej gospodyni, eby im przyniosa atramentu i pira. Z mozoem 
odnalaza wrd rupieci te zarzucone przybory i podaa. Obadwaj zaczli co pisa. Starszy 
dyktowa z gbokim namysem i skupion uwag. Modszy pisa. Pniej w sekretarz 
odczytywa dyktando, a Olbromski czyni adnotacje i uwagi. Skoczywszy z tym przegldali 
poszczeglne papiery, jakowe wykazy czy sprawozdania, co wykrelali na skadanych 
mapach, wymierzali cyrklem i krelili w dugich regestrach. Oczy ich byy w t robot 
wlepione, rysy stay si ostre i surowe, twarze wyraay przejcie si do cna i do ostatka. 
Skoczywszy swoj robot, obejrzeli starannie drzwi i okna. Modszy wzi ze sob 
latarni i wyszed, aeby zlustrowa cay dom, wyjcie na tyy dworskie, skd mona byo 
uciec w ogrd. Hubert Olbromski siedzia w wielkiej izbie. Zapali wiec woskow, ktr 
mia w torbie, i podparszy na rku gow czyta jaki papier. Wesza panna Brynicka, eby 
uoy na posaniach cieplejsze okrycia. Olbromski zagadn j: 
 Przepraszam, e pani zapytam o jeden szczeg. Pani wymienia swe nazwisko  
Brynicka, nieprawda? 
 Tak jest. 
 A czy te w rodzinie pani nie byo krewniaka, onierza z rewolucji?... 
 Mj ojciec suy wojskowo w rewolucj. 
 Wysoki, tgi, z sumiastym wsem? Twarz pociga... Maomwny... Nazywa si Antoni. 
 Mojemu ojcu Antoni na imi. 
Olbromski umiechn si. Oczy mu zaszy mg. Mwi jakby o rzeczy niewanej, 
przygodnej: 
 Widzi pani... Gdy byem maym chopcem  miaem dziesi lat  przed tamt 
rewolucj, aresztowali mojego ojca  Rafa mu byo na imi  za dawne  dawne sprawy z 
45 
Machnickim18. Byem w szkoach i sam na wiecie, sam w miecie, ktre mi si wtedy 
wydawao wielkie jak wiat. W tym samym miejscu, gdziem na kwaterze mieszka, byy 
koszary strzelcw konnych. Zaznajomiem si z jednym wojskowym, nazwiskiem Brynicki 
Antoni. Przychodzi on do mnie na pociech, e to ojciec mj zamknity by w dalekiej 
twierdzy... Bra mi ten wojskowy ze sob do koszar, sadza na swym koniu i na innych, 
ktrych tylko zapragnem. Pokazywa mi na pociech rynsztunek wojenny  paasze, 
karabinki, kule i proch, adownice, sioda, uzdy i ostrogi... Nosi mi na rku i nie spuszcza z 
kolan... Opowiada mi liczne wojenne historie... Tyle to lat! Gdzie to czowiek nie by, czego 
nie widzia po wiecie, a kade jego sowo jak ywe! Gdzie teraz jest ojciec pani? 
 W partii. 
Olbromski przytwierdzi skinieniem gowy. Spyta si: 
 Dowodzi moe jakim oddziakiem? Jakie ma przezwisko? 
 Tatko jest za prostego powstaca. 
Skin gow. Umiechn si do tej panienki. 
 A paski ojciec gdzie?  zagadna, omielona jego dobrotliwym wyrazem oczu. 
 Mojego ojca dawnymi laty, w rze galicyjsk, podjudzeni chopi okrutnie zamordowali 
pod wsi Stokosy nad Wisok. Pi go ywego przernli wp, gdy przyszed w tamte 
strony z dalekiej Francji bi si ostatni raz o wolno... A ja sam musiaem na to zdarzenie 
synowskimi oczami patrze. Taka to jest tragedia polskiej szlachty...  umiechn si swym 
mdrym, aosnym umiechem. 
Odwrci na chwil gow. Rzek jeszcze: 
 To pani jest crk Antoniego Brynickiego! Nawet jest w oczach i w ustach 
podobiestwo. Kochalimy si z nim onego czasu, cho on by tak duy onierz, a ja ak 
may ze szk wojewdzkich... 
Wycign rk, uj jej do, cisn j i mwi: 
 Szcz ci Boe, panienko! Daj ci wszystko dobre! 
Panna Salomea chciaa podzikowa za to yczenie, lecz nie wiedziaa jak. Sowa w gardle 
uwizy. Podniosa na tego czowieka oczy nieulke i surowe. 
 A co?  zapyta. 
 Ja tu sama!  wyszlochaa.  Ojciec by par dni temu i poszed znowu! 
 Taki los. 
 Taki los! A kto go zrobi? 
 Kto zrobi? 
 Pan! 
Spojrza na ni z uwag i ze spokojem. Czua, e popenia nie tylko ogromny nietakt, lecz 
i okruciestwo. Nie wiedzc dlaczego i co czyni, zsuna si z krzesa na ziemi i znalaza u 
jego kolan. Chcia j podnie, lecz chwycia go za rce i zajrzaa w sam gb oczu. 
 Panie!  krzykna. 
 Sucham! 
 Co wy robicie? 
 A co? 
 To powstanie! 
 Powstanie. 
 Niech mi pan wytumaczy ze swego rozumu i z gbokiego sumienia. Ja jestem prosta i 
gupia... Nic nie mog poj! 
18 Machnicki Kazimierz (1780 1844)  jeden z najwybitniejszych przywdcw zaoonego w Krlestwie 
Kongresowym w 1821 . Towarzystwa Patriotycznego, najbliszy wsppracownik Waleriana ukasiskiego. Ta 
tajna organizacja o celach narodowowyzwoleczych zostaa odkryta w 1822 ., a jej kierownicy z rozkazu ks. 
Konstantego uwizieni i oddani pod sd. 
46 
 Wszystko powiem, wszystko, co tylko wiem. 
 Z sumienia swego? 
 Z sumienia. 
Spojrzaa mu w oczy i zrozumiaa, e prawd usyszy. Rzucia mu w oczy z krzykiem: 
 Kt z was omieli si mwi, e pobije tych, co tu nocami przychodz szarpa nas, 
ludzi bezbronnych? A jeeli ich nie moecie pobi, to. kto z was omieli si rozpta w nich 
dzicz, co j ze sob z okrutnych niegw w duszach przynieli? Czy macie w sobie si rwn 
ich dziczy i tak, eby tamto ze zgniota? 
Olbromski milcza. kajc oskaraa: 
 Sodactwo pali dwory  rannych dobija na placu bitwy. Chopi wi powstacw... 
Przerwa jej gosem innym, twardym: 
 Wolicie ich dzicz ni rany i mier? Bdziecie mieli dzicz za wiecznego pana! 
 I tak go mamy, cho tyle ran... 
 Polskie plemi popado midzy dwa myskie koa zagady  midzy Niemcw i 
Moskw. Musi si sta samo myskim kamieniem albo bdzie zmielone na pokarm 
Niemcom i Moskwie. Nie ma wyboru. Zbyteczne jest wszelkie o tym sowo. 
 Jak mie wiar? Czym y? 
 Serce mne uzbrj w sobie. 
 I c z serca mnego!  jkna z rozpacz. 
 Nie czas ju pyta i odpowiada. 
Zbadawszy budynki, cieki i zarola dookoa domu wrci do stancji modszy z 
przyjezdnych. Pann Salomea wysza niezwocznie. Dwaj urzdnicy rozebrali si i bro 
nabit majc przy wezgowiu udali si na spoczynek. 
Noc bya cicha, w podwionie. agodne tchnienia cigny nad ziemi i zdaway si 
przenika izby mieszkalne. Chory by rozdraniony. Obecno dwu osb z gry krpowaa 
go, a cierpienia dokuczay tym mocniej. Wi si na ku, wzdychajc. Z izby ssiedniej 
dochodziy odgosy twardego chrapania dwu komisarzw. Obydwaj spali jak zabici. Panna 
Salomea dugo nie moga usn. Zmora leaa na jej sercu. Tsknota za ojcem po rozmowie z 
Olbromskim dokuczaa bardziej ni kiedykolwiek. Smutek nieokrelony przejmowa dusz. 
Bezprzedmiotowa nocna trwoga raz wraz musna wosy na ciemieniu... Co pewien czas 
panna Salomea dwigaa si na swym leaku, eby nasuchiwa. To cige, ponocne na 
nieprzyjaci oczekiwanie wypenio jej ciao i dusz jadem odrazy do ludzi. Musiaa wci 
mie si przed nimi na bacznoci, czuwa i czyha na ich podstpne przyjcie. Tej nocy 
trwoga zwikszya si. Zjawi si niepokj o starszego z przyjezdnych rzdowcw. Czowiek 
ten sta si jej bliski od pierwszego wejrzenia. Lkaa si, eby go tutaj nie spotkao co zego. 
Pragna, eby ta noc, nieskoczenie duga, przesza i eby ci dwaj odjechali szczliwie w 
dalek swoj drog do wolnej ojczyzny. Usiowaa zasn sama, lecz adn miar nie moga. 
Byy chwile, e draa jak li. Trwogi uderzay w ni ni to bicie na gwat jakich dzwonw. 
Nasuchiwaa w miertelnej mczarni. Wydawao si, e tamten chodzi po domu. Ucho 
zasuchane w cisz chwytao szelesty, by moe, cakowicie nieistniejce. Co przez ssiednie 
izby przeszo, przewiao. Co wzdycha... W gbokiej ciszy co ostrzega. Skrzypny deski 
starej podogi. Jaki trzask odlegy... Czy to drzwi zaschym oblepione pokostem skrzypny? 
Jest tak, jakby kto potrzebowa krzycze, a nie mg wydoby gosu. Za chwil poczn 
bbni beczki ciskane spod sufitu na sienn... 
Wsparta na okciu, suchaa. 
Usn gboko nawet ranny powstaniec. Uciszyli si w sennym oniemieniu dwaj 
przyjezdni panowie... 
Oczy wlepione w prni zdaway si odrnia lica Dominika. Stoi w rozwartych 
drzwiach z rk na ustach, jakby w sobie sam dusi krzyk. Nie chce krzycze, a nie moe 
odej. Powiew zimny cignie przez pokj  odgarnia wosy znad czoa  mrowiem pynie 
47 
wskro ciaa... 
Zakrya gow chustk, oczy wosami, i w przeraeniu przypada do wezgowia, eby nie 
widzie. Tak niespodziany zlecia na ni sen i da szczliwe godziny dugiego wytchnienia. 
Zapada si wszystka jak gdyby w niezgbiony d ciemnoci. Przed chwil opara na 
wezgowiu czoo i nakrya je, eby nie dojrze upiora  bya czarna noc  a oto rozwarte oczy 
widz jasny poranek. Biaa tafla okna w szarym pokoju... Kanarek podpiewuje zarann 
piosenk... C to?  Huk!  Dominik kadzie ciska! Znowu huk! Znowu! Zbawicielu! 
Otwara oczy... Przysiada na posaniu. Huk znowu! Ockna si. Zrozumiaa. Wal 
kolbami we trzy okna frontowe! We drzwi! Porwaa si na nogi i zatoczya ze snu jak pijana. 
Co robi? Kogo woa? Wszyscy pi! Huk si rozleg ze wszystkich stron dworu. Krzyk, 
ktry ju dobrze znaa, cinajcy krew w yach, mrocy szpik w kociach: 
 Otpiraj! 
Drzwi od strony kuchni uchyliy si. Wbieg na palcach Szczepan  blady, trzscy si, 
straszny, w popochu. Odtrci pann rk i wskaza powstaca. Sam skoczy do duego 
saloniu. Tam pocz szarpa nocnych goci. Targa ich oburcz za wosy, pici bi w piersi. 
Trzs gowy z caej siy. Nareszcie ocuci obydwu. Porwali si! Nasuchiwa! Burzenie we 
drzwi postawio ich wreszcie na nogi. Momentalnie wcignli spodnie, buty. Modszy zdy 
narzuci kurt. Starszy nie mg swojej znale i wdzia tylko przez gow torb skrzan, 
kiedy wyrwano okiennic, rozwalone okno z rumorem i brzkiem wyleciao, a onierze jeden 
przez drugiego zaczli pcha si do sali. Wszystkie wejcia byy ju obsadzone. Przy 
wszystkich sycha byo oskot. Szczepan co tchu poprowadzi komisarzw na tamt, 
Dominikow stron. Otworzy drzwi i wypchn obudwu. Przeskoczywszy du sal z 
beczkami, wbiegli do mniejszej. Z cicha otwierali okno. W tej stronie domu byo wysokie 
podmurowanie na p zwykego pitra. Gdy rozsunli okiennic zamykajc si od wewntrz 
ujrzeli dwu onierzy, jak podsadzali si wanie, eby do okiennej ramy dosign. 
Olbromski i jego towarzysz cofnli si w gb, za framug muru, i uwanie opatrzyli 
pistolety. Szczepan zostawi ich i wybieg z powrotem. Obydwoje z pann Salome wynieli 
przez ma sionk rannego ksicia na materacu i spucili do wielkiej kadzi w dawnym salonie. 
Gdy to zostao dokonane, schronili si obydwoje do pokoju Dominika. Ujrzeli tutaj 
modszego z nocnych goci, jak si wci czai we framudze okiennej czyhajc na onierzy. 
Nagle w otwartym oknie ukazaa si czapka sodata wdzierajcego si w otwr. Towarzysz 
Olbromskiego wypali mu z pistoletu midzy oczy, przystawiwszy momentalnie luf do 
czoa, skoro si tylko wychyli zza futryny. onierz run na wiznak. Drugi strza powali na 
ziemi drugiego dragona. 
Tymczasem z wntrza domu sycha byo tumult, oskot i krzyki onierzy 
przetrzsajcych mieszkanie. Wtargnli tam ju przez okna i drzwi. Trzeba byo uchodzi na 
wiat przed pocigiem. Olbromski i jego kolega majc drog woln po zwaleniu na ziemi 
dwu sodatw wychylili si z okna i zaczepieni o futryn, nastpnie zsuwajc si po 
chropowatej cianie  dosigli ziemi. 
U wejcia na dziedziniec, przy zrujnowanej bramie stao uwizanych okoo pitnastu koni 
spieszonych dragonw, ktrzy dom zdobywali. Koni tych pilnowa tylko onierz siedzcy w 
siodle. Towarzysz Olbromskiego co si w nogach poskoczy wprost do tych koni i onierza. 
Wyrwawszy zza pasa drugi pistolet, z odlegoci zaledwie paru krokw strzeli, zrani i 
obezwadni dozorujcego jedca. Wnet jednym susem skoczy na siodo pierwszego z 
brzegu rumaka, odwiza od sztachety wodze, zawrci koniem na miejscu i, okadajc go ze 
wszech si po bokach rzemieniem uzdy, jak byskawica wypad za bram. Olbromski 
przesadzi pot i chcia i za przykadem swego sekretarza  ale ju nie zdy. onierze, 
usyszawszy strzay i zobaczywszy przez okno, co si dzieje, pdzili do koni i odcili mu do 
nich drog. Przeskoczy tedy drugi rozwalony pot i na olep pobieg w d ogrodem 
prowadzcym w kierunku rzeki. 
48 
Panna Salomea, stojca w oknie, widziaa te obadwa wypadki, ktre si dokonay z 
szybkoci dziesikro wiksz, ni ich opis wyrazi to moe. Uczepiona rkami o futryn 
okienn, patrzya, jak modszy z komisarzw przebieg na dragoskim wierzchowcu w 
tumanie bryzgw bota i tajcego niegu drog do mostu, most na rzece, wypad w ki i gna 
paskimi boniami coraz bardziej chyym przecwaem. Schyli si, pooy na szyi koskiej, 
tak e go prawie wida nie byo. Ogier jego stawa si od najtszego galopu coraz niszy, 
coraz duszy. Lecia po niskiej ziemi jakoby dziwaczne ptaszysko. Szeciu dragonw w skok 
za nimi pognao. Bkitne kbki dymu raz wraz nad nimi pkay. Strzelali do uciekajcego  
bezskutecznie, bo pdzi wci, pdzi  ku lasom. Wreszcie znik. 
Pannia Salomea wychylia si z okna szukajc oczami drugiego, starszego... Ale Szczepan 
oderwa jej palce od okna i nieprzytomn z wraenia powlk ze sob. Nie pozwoli rwnie 
zatrzyma si przy ukrytym powstacu. Wyszli co tchu przez sie, drzwiami opuszczonymi 
przez onierzy, przemknli si niepostrzeeni przez ogrd i pobiegli na wzgrze. Szczepan, 
uciekajcy teraz jak mody chopak, co mamrota. Cign za sob pann Salome. Za 
jednym z wikszych krzakw jaowca przycupn jak lis. Towarzyszce kaza uczyni to samo. 
Wychyliwszy si zza kpy patrzyli, co si dzieje. Poprzez bezlistne drzewa, w wietle 
agodnego poranka widzieli nad rzek rzecz straszliw  syszeli strzay  zwierzce krzyki... 
Panna Mija przycicha. Rce jej konwulsyjnie pochwyciy kujce gazie jaowca. Ciao si 
zachwiao. Omdlaa. Szczepan cuci j wycierajc skronie grudkami sczerniaego niegu, 
ktry si jeszcze tai w gbi szorstkiego krzaka. 
Tymczasem nad brzegiem rzeki Hubert Olbromski stacza swj ostatni chwalebny bj. 
Oficer dragonw nazwiskiem Wiesnicyn  ten sam, ktry ju by rewidowa niezdolski dwr i 
zapaa dzik mioci do panny Salomei  cigajc z rozkazu swych wadz od miejsca do 
miejsca dwu komisarzy Rzdu Narodowego, po ladach dopad ich tutaj. Widzia z ganku 
ucieczk jednego z nich na koniu nalecym do dragoskiego oddziau. Mia rozkaz schwyta 
obydwu ywcem, gdzie na noclegu. Wykona zlecenie z ca cisoci. Przyby w sam czas. 
Tote pon od zawzitej dzy, eby przynajmniej drugiego pojma. Pdzc za onierzami 
w d ku rzece, woa na cay gos: 
 Trzymaj ywego! ywcem go bra! Tylko ywcem! Nie wa si strzela! Rkami bierz! 
Trzymaj! Osaczy! 
Olbromski sysza ten rozkazujcy krzyk. Poczu w sercu mier. Na sobie mia torb ze 
wszystkimi dokumentami, z tysicem sekretw Rzdu, ze wszystkim, co si dokonywao i 
dzia jeszcze mogo. Nis w tej torbie jak gdyby serce walczcej Polski, w ktrym ywa 
pulsowaa krew. Nie mg tej torby ani nigdzie ukry, ani w biegu porzuci, ani zniszczy, 
gdy pdzio za nim z dziesiciu onierzy. Olbrzymimi skokami ucieka. Przesadza krzaki, 
zmurszae poty, rozmike zagony, rw peen jeszcze lodu. Dopad k. Ujrza jakowe na 
boniu zarola. Tam gna. Lecz oto nagle przeraenie jak ogie zapalio si w jego gowie. 
Niespodzian ujrza przed sob  rzek. Wezbrana po same grne brzegi od wiosennego 
roztopu i wylewu, pena czarnej, wijcej si wody, ktra bujnymi mkna baniami  gboka 
rzeka zamykaa drog pkolem w prawo, pkolem w lewo. Uderzy ucho niemy jej szum, 
ukaza si zdziczaym oczom zbiega czarny jej w jako przeklta, szydzca mc, ktra 
przecina ostatni szlak ucieczki. Zmylia si rozwana myl. Przepad jedyny sposb ratunku. 
Ciemna rozpacz olepia oczy. 
Wtedy tajemnicza, skbiona woda rozwara swj czarny nurt jakoby ono. Poj. Jkn. 
Zdar z ramienia rzemie i z zamachem cisn skrzan torb  sekret Ojczyzny  w gbin. 
Rzeka plusna  na znak  ni to guch odpowied. Zawara si. Tysicem zawina fal skarb 
powierzony. Popyna w krt, prastar a wiecznie now, dalek drog.  Westchn. 
Widzieli ten jego ruch onierze. Dopadli go osaczajc ze wszech stron. 
Obrci si do nich twarz. Z tyu bieg oficer Wiesnicyn krzyczc swoje: 
 ywego rkami bra! ywego! Nie wa si ubi. Osaczaj! 
49 
Olbromski wzmg si na duszy. Wzgardzi dugim wizieniem  konaniem na szubienicy. 
Przystan. Pierwszemu z sodatw, ktry do podbieg, wypali w eb z pistoletu. Poderwa 
szabl, ktra trupowi z rki wypada, i ci z ramienia w szyj drugiego. Lew rk wyrwa 
zza pasa drugi pistolet i trupem pooy nowego napastnika. Za sob mia rzek, przed sob 
siedmiu. Broni si jak osaczony tygrys. onierze syszc nieustann oficera komend, eby 
go bra ywego, prawie nie zaywali ora. Szli na kup z goymi rkami. Korzystajc z 
tego rozkazu ci z wysoka, rba na odlew, sztychem przebija i odskakiwa brzegiem, 
szukajc dogodnego miejsca, gdzie by skoczy w wod i uchodzi na drug stron. Oficer 
spostrzegszy, e trzech onierzy ley na ziemi, a reszta boryka si z tym jednym 
czowiekiem, rzuci si na sam z go szabl. Olbromski zobaczy go za piercieniem 
onierskim. Krzykn na z pogard: 
 Ty! Tchrzu! 
Zakipia w sobie ponury oficer Wiesnicyn. Skoczy sam w dragoski szereg z paaszem w 
rce, aeby powstacowi szabl z rki wytrci. Trzasny w siebie klingi piorunowym 
strzeleniem  raz, dwa! 
Lew doni ujwszy pistolet za luf Olbromski rozwali gow sodatowi, ktry go w 
trakcie tej walki chcia chwyci za rce. Paaszem ci w rami oficera. Zwali midzy oczy 
onierza z prawej strony. 
 Bierz go!  rykn oficer. 
Skoczyli. Siek mycem. Uchodzi. Wlk ich za sob. Siepa si w tumie. Rozszalay 
dowdca dragonw zajecha go szabl w kark  potem ci w twarz. To rozptao furi 
onierzy. Zapomnieli o rozkazie. Rzucili si rba osaczonego paaszami w gow, cina 
szyj lepymi razy. Olbromski puci bro z rki. Zachwia si. Potkn. Rozupali mu 
ciosami czaszk, a trysn mzg i wywali si na traw. Siekli rce, piersi i ebra. Rbali 
lecemu brzuch, nogi  dopki ze nie wycieka wszystka krew. Spyna z jego y, wsika 
w pastwisko i napoia rozmik, chciw, wiosenn ziemi. 
Ponuro i wyniole spojrza na ogromny, czarny oficer Wiesnicyn chowajc do pochwy 
utuszczony paasz, ociekajcy krwi. Zemci si jako onierz, lecz le wykona zlecenie 
wadzy. Rozkaza dragonom szuka natychmiast w rzece skrzanej torby buntownika. Lecz 
woda bya gboka na chopa z gr  lodowato zimna  pdzia wartkim popawem. 
Pierwszy z brzegu sodat, ktry zzu buty, rozebra si i zanurzy w tej wodzie  zdrtwia z 
zimna. To samo drugi i trzeci. Szukano tedy macajc po dnie rzecznym raz koo razu 
erdziami. Bezskutecznie. Oficer poleci zegna wszystkich dorosych chopw ze wsi i 
przede wszystkim na rozkaz  pniej z obietnic sowitej nagrody  zleci wszelkimi sposoby 
szuka skrzanej torby zarbanego miatienika19. Chopi zbici w kup nad brzegiem 
medytowali w kilkudziesiciu  duo, dugo, szeroko radzili udzielajc sobie nawzajem i 
onierstwu nieomylnych wskazwek, mdrych uwag. Kcili si zajadle o plany dziaania 
przyskakujc jedni do drugich z piciami. Rzeka  dopraszali si aski u naczelnika 
dragonw  jest przepadzista  doy w niej okropne, karpy gbokie pod brzegami, korzenie, 
kody stare na dnie le od niepamitnych czasw, co je powodzie Bg wie skd w to miejsce 
przyniosy  woda w niej wartka, zimna, za... 
Niektrzy na ochotnika zanurzali si po szyj, szli nurkiem wzdu brzegw  eby 
niezwocznie wyskoczy i ucieka do wsi szczkajc zbami i trzsc si z zimna. 
Inni poprzynosili saki i nimi przeszukiwali gbin na znacznej w d przestrzeni. Jeszcze 
inni sunli od miejsca do miejsca bobrujc w wodzie tukami i oskami. Trwao to a do 
poudnia. Nadaremnie. 
Nie wydaa rzeka powierzonego sekretu. Oficer dragoski w zowieszczym usposobieniu 
19 Miatienik (ros.)  buntownik, powstaniec. 
50 
wrci znad wody do dworu. Nakaza sotysowi, eby mu niezwocznie dostarczy kilka 
podwd dla odwiezienia do miasta rannych onierzy. Mia dwa trupy, trzech ciko rannych i 
dwu lej okaleczonych ludzi. Prcz tego utraci konia. Walczyo z nim dwu powstacw 
pierwszorzdnego znaczenia, ktrych mia rozkaz uj ywcem. Jeden mu ywcem uszed, a 
drugi zosta zabity nie udzieliwszy o sobie adnej wiadomoci. Nade wszystko  akty, ktre 
rozsiekany mia w rku, przepady utopione w rzece. 
Oficer by wstrznity a do granic rozpaczy. Zabroni chopom pod najsrosz kar 
chowa w ziemi ubitego buntownika. Kaza, e ma tak zgni, jak tam ley na boniu  i eby 
go w oczach caej wsi ptacy w sztuki roznieli. Kiedy ranni i zabici onierze zoeni zostali 
na wozach wysanych som i karawana podwd wolno odjechaa  dowdca rozkaza jednej 
grupie swoich podwadnych pa konie w stodole sianem, a innej przeszukiwa dwr, 
dziedziniec, ogrd, piwnice i najblisze otoczenie folwarku. Czu konieczno wywarcia na 
kim swej wciekoci i wzicia odwetu za tak fatalne niepowodzenie. Chcia mie w rku 
pann, co w tym domu mieszkaa, a ktrej nigdzie, wrd najdzikszych zdarze tego czasu nie 
mg zapomnie. Wszake to ona ukrywaa tutaj dwu inspiratorw sprzysienia. Posania ich 
jako nieodparte dowody winy jeszcze w duej stancji leay. Grony oficer przemierza cay 
dwr, pusty najzupeniej  sam zaglda w kryjwki, boczne izdebki, w sienie i na schody. 
Idc tak ze stancji do stancji znalaz si w wielkiej sali z gorzelnianymi statkami  a stamtd 
wkroczy do nastpnego pokoju, gdzie ongi mieszka legendarny Dominik  a skd tego ranka 
wyskoczyli przez okno w ogrd dwaj spiskowcy. Pokj by dugi, bez mebli. Pobudza 
niejako do tego, eby w nim spacerowa. Oficer Wiesnicyn chcia by sam. Zacz 
machinalnie, nie wiedzc o tym zgoa, wasa si z kta w kt. Zwaliy si na niego okrutne 
myli i potworne uczucia. Ten pusty, zniszczony dom przypomina mu gniazdo rodzinne w 
gbi Rosji. Przygoda, ktra mu si dopiero co zdarzya w pocigu i walce z dwoma 
powstacami, ukazaa w szczeglnym wietle wszystkie zdarzenia tej wojny. Gucha 
mciwo, nie dajca si ugaska zgryzota wynikajca z nieszczliwej mioci, nurtowaa w 
tym wszystkim. Oficer czu w sobie wzgard do siebie... Tamten, obskoczony przez sodatw, 
stojc w koszuli nad urwistym brzegiem, woa sowo, szarpice jak razy knuta. Sowo 
rozjuszao, palio do koci. Trupem leg za to na pastwisku, oddany wronom. Lecz oto inne 
sowo drgno w pamici  i zakrakao  zakrakao jak dzikie ptactwo nad trupem. Frazes z 
Hercenowskiego20 artykuu, cinity rosyjskiej duszy ku obronie Polski: 
Id std precz albo szarp jak kruk nasze trupy... Gboki miech, jak gdyby czyj miech 
zewntrzny, zahucza w piersi: ... kluj woronom naszi trupy... 
Nie byy to wyrazy, lecz jakby widok krwi ciekajcej po nagim paaszu. Tre ich zlepia 
si ze wspomnieniem dokonanych zdarze, zescha w rude jedno. Mody dragon chodzc po 
izbie co przeklina najstraszliwszymi wyzwiskami Moskwy  szarpa si w sobie jak wilk na 
acuchu  co pewien czas szlocha w gbi piersi, zy nie ronic z oczu. Och, tak niedawno... 
W kole modych przyjaci czyta sam wzniose inwektywy genialnego emigranta. Nie tylko 
bra je w serce, nie tylko nimi oddycha, lecz sta w szeregu tamtych. Teraz, ogarnity 
uczuciem powinnoci, jak kruk trupom wydziobywa oczy. Wiedzia, e si w nim nie oprze 
nic tej powinnoci, ktr w duszy rosyjskiej nitoway wieki, na pniu pod katowskim 
toporem  i ka. 
Nagie ciany tego pokoju zdaway si nawiewa do serca rozpaczy, wpdza w yy jad 
mierci. Byo co w tej izbie, co si wymiewao z samopewnoci dzikiej potgi, z siy i jej 
20 Hercen Aleksander (1812 1870)  wybitny rosyjski pisarz, filozof i publicysta, rewolucyjny demokrata; 
gorco popiera polsk walk narodowowyzwolecz. Przebywajc na emigracji redagowa w Londynie 
czasopismo Kooko (Dzwon) demaskujc na jego amach system carskiego ucisku; gdy wybucho 
powstanie styczniowe, opowiedzia si za nim w szeregu pomiennych artykuw, wzywajc onierzy 
rosyjskich do porzucenia walki przeciwko powstacom. 
51 
rozptania, ze zdrowia cia i z ycia istot. Co tu stowarzyszao si z czowiekiem  takie 
samo jak on, a zgoa inne  wasao z nim w samotni tej  nieistniejcy cie  patrzc 
wygniymi oczami trucha w jego ywe czucia, w mn jego mczarni wyzywajc na rk 
przeciwno. Kiedy jedziec oglda si za siebie, widzia tylko dawny py i miecie podogi, 
kurz grub warstw zalegajcy kty, na ktrym niczyja od dawien dawna nie stana noga. 
Widok tego kurzu nie uspokaja, lecz podnieca. Oczy szukay na nim ladu stp tego, co si 
w tym miejscu nie mg, nie zdoa zwalczy za ycia i z yciem walczy po wasnej mierci. 
Oficer Wiesnicyn sysza by za dawniejszych bytnoci klechd o Dominiku. Teraz j mia i 
czu w sobie. Ogarna go tutaj, chwycia ni to ramionami samowadna nuda ycia  wstrt do 
czynw, ktre wykonywa i mia wykona  zrozumienie jaowoci wszystkiego, co byo w 
tej walce mstwem, tgoci charakteru, wojennym rozumem i wiadomym czynem. Po tylu 
trudach i czynach puste mia rce, a w sobie nie dusz czujc, lecz jakby wycie wilka w 
ostpie. Po mstwie, walce, pracy, niespaniu  zajrzao mu w oczy moskiewskie pytanie:  po 
co to wszystko? 
W trakcie, gdy tak defilowa z kta w kt gabinetu Dominika, usysza cichy, przecigy 
jk, nie wiedzie skd wychodzcy. Zatrzyma si. Nasuchiwa. Jk powtrzy si i trwa z 
nieznon monotoni. Oficer spostrzeg, e ten gos pynie z ssiedniej sali. Skradajc si na 
palcach, przyszed do jego rda. Wsparszy si na rkach o brzeg kadzi, gimnastycznym 
podwigniciem unis swe ciao z ziemi i zajrza do wntrza wielkiego naczynia. Z jego dna 
patrzyy na oczy powstaca gorejce jak pomienie. Dragon siad na brzegu obwodu kadzi, 
przerzuci nogi i zeskoczy do wntrza. Zamia si z grubiask radoci. Nareszcie co 
znalaz, czym mona bdzie zdawi chandr, ci jednym zamachem eb wzburzeniu 
duszy. 
Wydoby zza pasa pistolet i skierowa jego luf midzy oczy lecego. 
 Kto jeste?  spyta. 
 Powstaniec  rzek Odrow. 
 Skde si tu wzi? 
 Jestem ranny. 
 Gdzie ci raniono? 
 W bitwie. 
 Jakie masz rany? 
 Mam ran w biodrze, od kuli... 
 Kto ci tu ukry? 
Ksi milcza. Wiesnicyn pokiwa gow. Zrozumia. Oczy mu przesonia zadymka 
wciekoci. Spyta: 
 Ta panna ukrya ci tutaj? 
Ksi milcza. 
 Aresztuj ci!  rzek Wiesnicyn. 
 Po co? Zabij mi. Trzymasz w rce nabity pistolet. Jeeli onierz! Jeeli oficer! 
Wystrzel! Przecie umiecie rannych mordowa. 
Wiesnicyn patrza mu w oczy, bro odwiedzion trzymajc w obwisej rce. Byo dla 
odraajce to polskie mstwo... Mrukn: 
 Wstawaj! Aresztuj ci! 
 Gdy mnie std zabierzesz, umr wam w drodze. W wizieniu nic nie powiem, gdybym 
wyy. Jestem prosty onierz. Wystrzel! 
 Postpi, jak zechc. 
 Jeeli pan nie wystrzelisz, postpisz jak tchrz! 
 Milcze! 
 Gdybym mg stan na nogach, zabibym ci jak psa! Wic i ty mnie zabij jak psa! 
Jestemy miertelni wrogowie. 
52 
 Nie jeste wrogiem godnym mnie, niewolniku. 
 Niech ju raz przestan cierpie! Och!... 
 Le tutaj, kochanku piknej panny. 
Oficer stojc nad tym czowiekiem zamyli si, zaduma gboko. Miae podnie rk i 
wystrzeli midzy oczy tamtego? Miae odej? Jeszcze bardziej wzmoga si w nim 
zgryzota. Znowu w miech... Odwrci si ze wstrtem, uczepi brzegu kufy, dwign na 
rkach i wyskoczy na zewntrz. Wanie nadcigna partia onierzy, ktra cigaa bya 
powstaca na koniu. Jedcy wracali na rumakach zhasanych, dymicych si, t 
obwieszonych pian  z niczym. Wachmistrz zda raport, e buntownik na dragoskim 
kasztanie dopad do lasu, skoczy w bok z drogi  jak to wytropili  a pniej widocznie 
kluczowa po mchach i trawach, bo ju jego ladw nie mogli odnale. Rozdzielili si i 
obaw idc przeszukali cay las na wylot. Zjedziwszy go w rnych kierunkach, nigdzie na 
trop nie trafili. 
Cz onierzy, ktra czynia poszukiwania panny, wrcia rwnie z niczym. Pytano 
ludzi we wsi, ledzono i tropiono, lecz, wida, daleko ucieka... 
Oficer wysucha obudwu sprawozda w pospnym milczeniu. Czu wstrt do tego domu, 
jaki si ma do starych grobowcw. Wszystko mu byo jedno:  strzeli midzy ponce oczy 
powstaca czy jecha w dalekie lasy. Namyla si. Kaza okiezna rumaki, zebra si i 
siada na ko. Lecz jeszcze wci wasa si w ganku. Czeka. Pragn, eby wrcia pikna 
panna. Chcia zrobi jej podarunek  owiadczy z owym miechem wewntrznym, e skada 
w prezencie owego w kadzi. Widzia go i nie zabi, nie zabra ze sob. Chcia w jej oczach 
zobaczy bysk wdzicznoci, iskr wzruszenia, blado strachu, r wstydu, ludzkie 
spojrzenie... Nic nie wskazywao na to, eby nadesza, a przecie czeka z ufnoci znan tylko 
rozkochanym duszom. 
onierze od dawien dawna siedzieli na koniach. Wskoczy na swego. Odjecha z 
zamknitymi oczami, z noc w duszy i z niepojtym krzykiem w tej nocy. 
53 
9 
Nad wieczorem, gdy ju oddzia dragoski od paru godzin znik w lasach, panna Salomea 
wrcia do domu w towarzystwie Szczepana ze swej kryjwki na grze. Pobiegli obydwoje 
do rannego, eby go z kadzi wycign i zoy na posaniu. Niezwocznie te udali si nad 
rzek. Ze zwok Olbromskiego wypyno tyle krwi, e cay spache ziemi ni nasik. Panna 
Salomea przysiada nad zabitym. Nie moga paka. Czowiek, ktry wczoraj patrza na ni 
rozumnymi i dobrymi oczyma, jedyny, ktremu by zawierzya, lea w postaci zeszpeconych 
szcztek. Nie rozumiaa ani kolei zdarze, ani zalenoci wypadkw od gbokich przyczyn, 
ani tego straszliwego chaosu, ktry j w sobie obraca jak myskie koo kropelk wody. Nie 
wiedziaa, e i ona sama jest malek przyczyn obrotu wielkiego koa. Nie mg jej tego 
wszystkiego wytumaczy ojciec, prosty, wierny onierz  ani ranny powstaniec, prosty 
entuzjasta  ani nikt z ludzi przecigajcych przez ten dom, ktry si sta jak sie publiczna. 
Czua, e jedni rzucili si w odmt walki wskutek zalepienia, ktre nie liczy i nie mierzy  
inni popchnici przez bdny rachunek  inni porwani przez wielki sen wolnoci albo jej 
nadziej  jeszcze inni z rozkazu, dla mody, idc w stadzie  inni z tchrzostwa przed opini. 
Ten jeden, wczorajszy go, wiedzia, co cay chaos znaczy, mierzy jego si, bada kierunek 
i nastawia go na jak, sobie wiadom drog. On byby jej wytumaczy wszystko, byby 
nauczy, co znacz zdarzenia, bo mdro i sprawiedliwo wieciy si w jego oczach jak 
gwiazdy w nocy. Lecz oto ten wanie lea u jej ng, z gow rozcit, z ktrej goy paasz 
wyupa mzg. 
Nie moga paka. Dusia si od czego, co zatkao gardziel. Kazaa Szczepanowi, eby 
przynis rydel i wykopa grb dla tego czowieka. Stary kucharz siedzia na zgniym pieku 
wierzby i u skib onierskiego razowca, ktr by porzucon znalaz na stole w kuchni. 
Gdy powtarzaa rozkaz, j mrucze: 
 Bd ta kopa! Nic ino toto no, dwigaj, obsuguj, brudy jeich wyno. Tera znowu kop! 
 Cicho! Popatrz... 
 Bd ta na niego patrza! 
 Szczepan! 
 Chce si takiemu gzi, to si gzi. Roboty dla nich na wiecie nie ma. A ty mu znowuj d 
kop! 
 Cicho  cicho!... 
 Dy ja nie wrzeszcz. Nie robi, co potrza? 
 Jeli Szczepan nie chce, to ja mu sama d wybior. 
 A no rydel jest, stoi. 
Po chwili wsta ze swego pniaka i pocz oglda miejsce na maym wzgreczku, bliej 
ogrodu. Pchn rydel nog w mikk ziemi... Wykreli nim na murawie miejsce na chopa. 
Plun w gar i wzi si do kopania jamy. Pracowa w milczeniu, z naj zupeniejsz 
obojtnoci. Przez cay ten czas panna Brynicka siedziaa w gowach zmarego. Nie 
spostrzega, e zza wgw stodoy, zza drzew wysuwali si gospodarze wiejscy, baby i 
dzieci. czyli si w gromadki szepczce pomidzy sob. Utworzyo si z nich koo 
54 
ciekawych widzw. Szczepan wykopa niegboki grb. Zmierzch pada, gdy przyszed, uj 
trupa za nogi i pocign do dou. Panna Salomea sza za zwokami do grobu. Zoone zostay 
w wilgotnej, wod podmokej ziemi i prdko zasypane czarnymi bryami. 
Wolno wracali obydwoje ze Szczepanem do dworu. Byo ciko i. Byo nudno i zimno 
w sercach. Patrzyli z odraz na czarny dach nakrywajcy siedlisko niedoli. Niechtnie 
wkraczali w progi. Gdy weszli, pierwsz czynnoci byo uprztnicie dwu pocieli 
wczorajszych goci, ktre jeszcze w duym pokoju leay. Panna Salomea wiecc sobie 
latarni zabraa si do roboty. Lecz gdy si zbliya i dotkna przecierade, koder, 
poduszek, przeja j awersja. Obiedwie pociele pokryte byy mnstwem wszy. Przyniesione 
tu zostay z ydowskich zajazdw, z chopskich tapczanw, z wyrobniczych legowisk  lad 
terania si polskich wodzw po norach polskiej ndzy... Wszy zostay ywe, gdy dwaj ludzie 
znikli jak cienie... 
55 
10 
Upyna poowa kwietnia. Dugotrwaa, wci nawracajca si zima wreszcie zelaa. Z 
gry za dworem, na ktrej wci jeszcze taiy si w krzakach szmaty niegu, spyny 
strumienie wiosenne. Wodne warkocze splatay si midzy sob w ruczaje, lnice na socu, 
i biegy przez piaszczyste pochyoci ogrodu. Zniszczone zostay poty, parkany, klomby, 
drogi gracowane  a wiosenne wody bray w posiadanie stok gry, niepostrzeenie czynic 
ze pustkowie. Strumie, nieznany dawniej, bieg teraz przez rodek i w ukos ogrodu ku 
rzece. Tylko jeszcze dwr sta na jego drodze. Moda trawa pucia si wszdzie. 
W tych czasach zdrowie powstaca zmienio si na lepsze. W okolicy kolana 
przestrzelonej nogi utworzy si olbrzymi wrzd i po kilku tygodniach pk wreszcie pewnej 
nocy jakby rozdarty od spazmatycznych krzykw rannego. Jakie byo zdumienie trzech 
osb, gdy z wntrza tego wrzodu wytoczya si oowiana kula! Po tym wypadku Odrow 
przyszed do siebie, cho by jeszcze bardzo wychudy i osabiony. Rany na jego gowie i 
ciele pogoiy si. Rozdarcie pod okiem dobrze zaroso i renica bya zupenie zdrowa. Gste 
wosy osoniy blizny rbane na czaszce. Ksi podnosi si z ka. Sam ju kusztyga, gdy 
trzeba byo ucieka i kry si w stodole podczas przemarszw wojsk. Sam o kiju sania si po 
domu. 
Pewnego wiosennego dnia stali z pann Salome w oknie sypialni. Pupinetti piewa 
przekrzywiajc gwk  a co zobaczy, e soce tryska zza wiosennych obokw, to coraz 
goniej szczebiota. Przed oknem na pustym dawniej gazonie pucia si jasna trawa lnic w 
ogniach wiosny tysicem modych pir. Wrd tego gazonu staa brzzka modociana, 
wysmuka i w drzewo ju przerastajca, lecz jeszcze wiotka i chuda. Wte kobuczki 
stulonych listkw osypay jej prty, czub i boki. Poprzez t szat przezroczyst wida byo 
wszystkie prty i witki, kady pd i jego odnk. Brzzka staa w wiosennej zasonie jak 
anio, ktry by z przelotnych spyn obokw i spocz przez krtki czas na nieszczliwej 
ziemi. Ruczaje pdzc tu i tam w ogrodzie pozamulay dawne cieki, rozmyy granice 
niszczc wszystko, co na tej pochyoci zaznaczya swego myl i wola czowiecza. Rado 
niestrzymana, igraszka rozkoszy bytu drgaa w skrtach i splotach nagych strumieni, co z 
zatracon szybkoci pdziy w nizin. Jeden z takich przewija si w poprzek dawnych alejek 
i zahacza o gazon, na ktrym brzzka janiaa. Zmuli tu traw i rozpostar na niej t 
powok gliny obcej, przyniesionej z gry. Brzzka pia jego zimne wody  i przedziwny 
umiech spywa z niej na strumie, czc oboje. Taki sam umiech zakwit na ustach ksicia 
Odrowa i panny Brynickiej. 
Cieszyli si widokiem drzewka i bujnej wody. Od tylu tygodni, w udrczeniu przeytych, 
swobodne tchnienie wesooci pierwszy raz z ich piersi wybiego. Skoczya si wreszcie 
sroga zima, ktrej okruciestwo najgbsz miar odczuwania zmierzyli. Ciepem znowu 
tchn wiatr i ywotwrcze swe soki pucia martwa ziemia. Ta zima miniona zdaa si by 
jak przepa pusta, pena mroku jako czas niebyy. Przypatrywali si trawom, obokom i 
podnieli wzrok na siebie. 
 Czy te i Dominik widzi t wiosn?  zapytaa panna Salomea nie towarzysza, lecz 
56 
raczej ogrodowej przestrzeni. 
 adnego Dominika nie ma...  odpowiedzia. 
 A zapewne! Nie ma... Sama go tu widziaam. 
 Sen, jak moja choroba... 
 Paska choroba to take sen? 
 Zy sen. 
 A ta kula, co z rany wypada? To take sen? Prawda! Chciaam pana o co prosi... 
 Mnie prosi? Choby poow krlestwa! 
 Na razie to tylko o t kul, ale za to ca. Niech mi j pan daruje. 
 Dobrze. 
 Dzikuj. 
 A c pani bdzie ni robia? 
 C si kul robi? Bd wojowaa. 
 Z kim? 
 Mao to mam wrogw przed oczyma? 
 Jacy to s wrogowie? 
 A ju! Bd wyliczaa... 
 eby wymieni chocia jednego! 
 Niedugo pan std zniknie, jak poznikao wszystko. Skoro bd znowu samiuteka jedna 
i wyda mi si, e pan by... sen  spojrz sobie na t kul i przekonam si, e pan tu by 
naprawd. 
Odrow zamilk. Gowa jego bezsilnie wspara si o futryn. Myla... Tyle nieopisanych, 
odraajcych cierpie znis w tej izdebce, w tym domu bezpaskim jak Polska  a teraz na 
myl, ktr mu podsunito, e trzeba std znikn, odej  drapiena bole, stokro 
gorsza ni wszystkie fizyczne, nowym, nieznanym narzdziem rozdara mu serce. Z ukosa, 
nie odrywajc gowy od futryny, spojrza na pann Salome. Po tylu trudach, niespaniach, 
biedach i prywacjach bya przepysznie zdrowa. Pierwszy wiosenny wiatr, ktry jej 
przybladych lic dopad, pomalowa je rem najsubtelniejszym, ozdobi czoo i szyj lekk 
pozot. Zby, biae jak najczystszy obok kwietniowy, umiechay si w psowych 
usteczkach. Mwia kiwajc gow: 
 Ju si ydy w karczmie zwiedziay, e we dworze kto jest. Ryfka mi ostrzega. 
Dojrzeli pana ludzie ze wsi, kiedy si to kusztygao do stodoy. Jestem przez pask tutaj 
obecno skompromitowana. 
 Politycznie. 
 Nie tylko. 
 Umkn do partii za dwa, trzy dni i wszystko si skoczy. 
 Prosz, jaki to pan wartki do umykania! A potrafi te wasza ksica wysoko chodzi 
prosto na nogach? Bo uczyli mi w klasztorze takiego wierszydeka: Pierwej nieli lata, 
nauczcie si chodzi...21. 
 Sama mi pani przed chwil wypdzaa. 
 Z tym wypdzaniem! Myl, co tu dalej robi... 
 Z czym? 
 Ze wszystkim. 
 Nie rozumiem. 
 A c tam panu po rozumieniu? By pan tutaj, a teraz wstanie i odejdzie. Waniejsze 
przecie rzeczy s na gowie ni to wszystko. 
21 Pierwej nieli lata...-z wiersza Ignacego Krasickiego pt. Dwa wie. 
57 
 Ni co? 
 Och, z dopytywaniem si znowu! Nic, tylko mi si wszyscy dopytuj, a kto, a co, a jak, a 
kiedy, a jakim sposobem? Zdecyduj!  Przecie mi to ju mogo na mier zanudzi! Nie? 
Nieche te i ksi pan odrobink poradzi! 
Wszystko, co mwia panna Salomea, byo jak zewntrzne litery sw maskujcych 
wntrze duszy. Ju od dawna czua w sobie niepojt zmian. Nie bya dawn sob. Przestaa 
by woln dziewczyn. Wszystko niby to byo normalne i w porzdku  wszystko jak trzeba. 
Skrwawiony wojak przyszed, dozna opieki i oddali si do cikiego obowizku onierza. 
C prostszego? A oto na myl o tym, e on pjdzie, co wstrtniejsze ni wszystkie przeyte 
mczarnie, co gorsze ni sama mier zagldao w oczy. Panna Mija krya teraz wci w 
mylach, e skoro tylko ten Odrow przepadnie, trzeba bdzie zrobi co takiego, by 
przypieszy sw mier. Trzeba wymyle jak spraw, ktra by bya sama przez si 
dostateczn przyczyn do zadania mierci. Zosta znowu samej w tej pustce, z chodzcym po 
niej cieniem, z guchym ponurym Szczepanem! Czeka znowu po nocach na fenomeny 
tragedii, co si wci stawaa:  nocnych naj, rewizyj, grubiastw... 
Widzenie tych przyszych dni byo po tysickro ohydniejsze (cho to tak trudno 
udowodni!) od krtkiej mierci... al byo tylko ojca. C bdzie, gdy na swym zdroonym 
koniku w nocy przyjedzie, w okno zastuka, a pustka mu odpowie? Pjdzie z powrotem i dla 
przegranej ojczystej sprawy, jak mnie y, walecznie zginie. Tote pragna go pocieszy 
tym przynajmniej, eby samej skoczy w sposb sercu jego miy  czyli mier ponie. I 
niy jej si pikne czyny, ponurym owietlone urokiem. Widziaa je jak rzeczywisto, zya 
si z nimi. Odrow w tym wszystkim jakby nie istnia. Kiedy niekiedy tylko przypominaa 
sobie, e to bdzie z jego powodu i wwczas, gdy on bdzie nieobecny. ywia do niego za to 
wszystko raczej niech ni jakiekolwiek inne uczucie. Obarczaa go najrozmaitszymi 
wyrzutami, a w obcowaniu z nim bya zawsze szorstka i nieraz przykra. Ale za to w sekrecie 
jake bez miary lubia na niego patrzy  osobliwie, gdy spa! Wosy mia dugie, zwisajce 
czarnymi pasmami jak przepyszne pira  rysy twarzy ostre i w jedyny sposb ocienione 
modym zarostem. Ju to od dawna, gdy znosi ble fizyczne, mczya si z nim, a raczej 
dziesikro wicej  za niego, dla odkupienia tych cierpie. Rany jego byy w jej ciele i w 
duszy, w sercu i w snach. Ile to snw przeniky, niby krwawe, bezksztatne zjawy  te guche 
i lepe rany! 
Widziaa go wielokro nagiego i zachwycaa si bezwstydn piknoci mskiej postaci. 
Gdy zagoiy si rany i w oczach piknia, roso tajemne w jej sercu nasienie tego uroku. W 
miar powrotu do wiadomoci stawa si sob, wraca do arystokratycznych upodoba, 
wstrtw, gustw, przyzwyczaje, naogw. Kady z jego odruchw braa w siebie jako 
niewzruszony zakon. Lubia, co lubi  nienawidzia, co mu sprawiao najlejsz przykro. 
Na to, eby mu dogodzi, eby sprosta jego ksicej potrzebie, nie moga nic zaradzi, wic 
trwaa w biernym wyczekiwaniu. Ale kady jej krok, ruch, myl, kade uczucie i zamiar  
byy na jego skinienie, dla jego dobra. Nie chciaa, eby o tym wiedzia. Wstydzia si jak 
miertelnego grzechu tych usposobie. Krya si z nimi przed nim i osaniaa je zewntrzn 
szorstkoci, ale te tym boleniej amaa si i mczya w sobie. Dawniej spali w jednej 
izdebce. Gdy noce nie byy ju tak zimne, wynosia posanie do duej stancji. Dopki nie 
miaa w sobie tych szczeglnych uczu, moga spa w tamtym pokoju, obok rannego, i nic 
sobie nie robi z opinii wszystkich ludzi, ktrzy by o tym wiedzie mogli. Teraz, gdy poczua 
ow niezdawion, niezniszczaln obaw przed odejciem Odrowa, wstydzia si by z nim 
nocami razem  wstydzia si nieobecnych i niewiedzcych ludzi, a nawet siebie samej. Co 
prawda  zatlio si w niej pragnienie, eby go caowa w agodne usta i w smutne, cieniem 
zasnute oczy. Czstokro w nocy umylnie przy jego ku zostawiaa latarni i, skradajc si 
na palcach z drugiego pokoju do drzwi sypialni, patrzya bez koca na te usta i na oczy 
zakryte powiekami. W tym topieniu oczu w jego ustach bya rozkosz miertelna. Pocaunek 
58 
nie by obcy jej wargom. Wychowana w domu, gdzie byo wielu chopcw dorastajcych, 
kuzynw, krewniakw  gdzie trwa nieustanny zjazd goci, ssiadw i znajomych  pikna 
panienka bya przedmiotem cigej wszystkich pokusy. Nie miaa monoci odeprze 
wszelkiego rodzaju nagabywa i zalotw, a ulegajc im, sama zapoznawaa si ze 
zdradzieck si powczystych spojrze, pierwszych powieww upodobania, przyjemnoci 
zetkni w ciemnym pokoju i gwatownych causw w lica i szyj, niby to wydartych i 
skradzionych, a waciwie dobrowolnie ofiarowanych. Nikt jednak z przelotnych 
szczliwcw nie posiada uczucia panny Mii. Bya to raczej obuzeria piknej dziewczyny 
rozwydrzonej swym powodzeniem, fuga surowej a bujnej natury. Pewien starszy ju kuzyn, 
ktry przez czas duszy bawi w Niezdoach, podoba jej si jako mczyzna. By bardziej 
ni inni elegancki, miy, a co najwaniejsze, przystojny. Tego odwiedzaa nawet dwa razy w 
jego stancji gocinnej, ulegajc probom. Pierwszy raz nie bronia mu pocaunkw swych rk, 
drugi raz obj wp i caunkw w policzki i szyj. Nastpnie jednak, gdy spostrzega, e 
kuzyn darzy wzgldami kad przystojn biaogow, aowaa swego afektu i z caej tej 
przygody wyniosa gbok niech. O krewniaku, gdy wyjecha, zapomniaa. ycie 
towarzyskie i stosunki pciowe na dworze niezdolskim nie odznaczay si subtelnoci. Byo 
to ycie zamonej szlachty bez powaniejszej ogady. Rozmowy byy do trywialne; 
stosunki z pci pikn niemal ordynarne. Tote panna Salomea pochwytaa mnstwo 
najrozmaitszych wiadomoci od suby, a gwnie z rozmw mskich, ktre tyczyy si ycia 
pciowego. Myli jej stay na poziomie niezdolskim. 
Teraz dopiero, w obcowaniu z ksiciem Odrowem, spostrzega co innego  wyjtkow 
mikko traktowania, grzeczno, czysto, powcigliwo w sowie, pomimo e 
wspycie byo tak bliskie i z koniecznoci bezporednie. O jego stosunkach familijnych nic 
prawie nie wiedziaa. W czasie choroby z okrzykw w blach wydawanych, z gorczkowych 
wzmianek powzia wiadomo, e ma matk. Kiedy indziej w momencie przytomnoci 
wspomnia, e si ksztaci w Paryu i e tam dugo przebywa. Z rozmaitych wreszcie 
szczegw wywnioskowaa, e musia by z bogatej sfery, a w powstaniu uczestniczy 
wbrew woli najbliszej rodziny. Te wszystkie okolicznoci otoczyy go mg uroku, 
niezwalczonym zapachem powabu. Jeeli si musiaa wydali z pokoiku rekonwalescenta, 
ogarniaa j natychmiast niezwyciona tsknota. Skoro mona tam byo wej, co j nioso 
jak wicher. Gdy teraz zacz wraca do zdrowia, w ciele jej obudziy si jego siy. Wzmogy 
si take troski o bezpieczestwo. Caa dusza pena bya zmian i wzrusze, niespodzianych 
ogniw bijcych z dna serca  a najczciej bezmylnego zatracenia. 
Tego wiosennego dnia wszystko stao si bliskie i jasne. Powiew zdawa si wydobywa 
sowa z ust cinitych  nie je i dopowiada dwiki, ktrych brako w zduszonej piersi. 
Ksi, wp lec na parapecie okna, oparty o futryn, spoglda w zniszczony ogrd. 
Umiechn si agodnie, mwic: 
 Gdyby nie pani, tobym ju lea w tej mokrej ziemi. Wyrosaby na mnie moda trawa. 
 Byby z pana jaki taki poytek. A tak, to tylko zmartwienie. 
 Zapewne. Przynajmniej ko moskiewski uskubnby mi i spoy. A tak, to rzeczywicie 
tylko zmartwienie. No, ale przecie prosiem nieraz, eby mi zgadzi. Nikt nie chcia. Nawet 
dragoski porucznik... 
 Wida, pan jest przeznaczony do wyszego jakiego celu. 
 Do celu wysokiego  i z drewna. 
 O, ju swoje! Cige wskazywanie na t swoj bram tryumfaln... 
 Ja? Gdzie tam! 
 Dopiero by si to rne ksiniczki zapakiway, gdyby mogy wiedzie, jak si pan w 
kadzi na sucho gotowa! Szczcie, e si o tym nigdy nie dowiedz, boby si pan utopi w 
powodzi ez... 
 Co ma wisie, nie utonie. 
59 
 Och, z t szubienic! Jako si pana mier nie ima, wic co bdzie, to bdzie, a 
szubienicy nie bdzie. 
 Jeeli mi pani bdzie broni zawsze od mierci, to mi ona nic nie zrobi. 
 Zawsze! To zawsze bdzie trwao moe dzie, dwa, tydzie i drugi niecay. Jake tu 
ratowa, gdy pan zniknie... 
 Jako mi pani wci std sowami wypycha. 
 To si wie. Taka ju ze mnie niegocinna gospodyni. W piarni pustka, zby wbij w 
cian! A tu nieoczekiwany go  w dodatku ksi... 
Odrow podnis cik gow, odwrci si i patrza w inn stron. Wiedziaa dobrze, e 
wakie zy kapi z jego oczu na odrapany mur podokienny. 
Co j cisno za gardo. Wasne nieopatrzne sowa werzny si w piersi jak zby piy. 
To si umiechna zoliwie, to spogldaa na bezradnie, co pocz sama nie wiedzc. I oto 
wbrew woli, gdy wosy nad czoem zdaway si ogniem zajmowa od niezwalczonego 
wzruszenia  wspara rk na jego ramieniu. Pooywszy za do uczua, e jej oderwa nie 
moe. Wstrzsna go z lekka za rami. Nie odwraca gowy. zy wci kapay z jego oczu. 
Wtedy nie panujc nad sob podniosa drc rk i zacza ni gaska mu dugie, lnice, 
czarne wosy. Uspokajaa go jak dziecko nieszczliwe, agodnie szepcc zalknione, ciche 
wyrazy. Wreszcie nachylia si i wszystka w umiech przeistoczona pocza caowa jego 
biae czoo. Caowaa je agodnie, delikatnie jak kwiat, ktrego niepodobna napatrze si ani 
nawcha  a go wreszcie same usta przytul do siebie. Z zapomnia mioci prowadzia 
wargami po pasmach jego wosw. Nie odwraca gowy przez czas dugi, ani zdumiony, ani 
przejty tym jej wystpkiem. Serce jego zatopione w gbokoci smutku nie zdziwio si i nie 
rozradowao. Gdy podnis oczy, wci jeszcze pene byy ez. Patrza na ni przez te zy bez 
ustanku napywajce i szlocha o straszliwej doli kraju  o klskach, ktrych wspomnienie w 
ld krew cina... Mwi jej, jakie byy przewidywania siy  i jak zawiody  o wierze i 
nadziei, z ktrych tylko rozpacz zostaa. Przytulia jego gow do swojej i co radosnego 
szeptaa mu w oczy i w uszy. Nie mogliby wyzna, gdy nie pamitali, czy to byy pocaunki, 
czy tylko sowa i spojrzenia. Dusze ich nawzajem znalazy si w sobie, pobray i, zakochane 
jedna w drugiej, niosy si nad ziemi jak dwa wiosenne oboki. 
60 
11 
Pewnej nocy wiosennej gwatowna ulewa zdawaa si zatapia wiat. Potoki deszczu 
dudniy po dachu i pluskay za okiennicami na gucho zawartymi. W pokojach panowaa 
nieprzenikniona ciemno. Panna Salomea od wielu godzin leaa bez snu na swym posaniu 
w duym salonie. Drzwi od Odrowa byy przymknite, gdy zawsze teraz te drzwi, idc 
spa, przywieraa. Wszystkie myli nieszczliwe, z mioci wyrose, rozpostary si nad ni 
w 
tej nocy guchej i potwornej. Zdawao si, e kr jak przeklta czereda dookoa pocieli, 
e kolawe palce zapuszczaj we wosy i wynosz gow ze snu. Co pocz? Co 
przedsiwzi? Jak wyj ze sprzecznoci i da sobie rad? Jakime rodkiem umierzy 
niezwalczone cierpienia serca, zadusi szlochy i ciskanie si lepe wewntrznej potgi blu? 
Ju w tej nocy tysic razy odwaaa si na rozmaite uczynki. Uciec z tym czowiekiem! 
Zgin z nim gdzie w bitwie, w jakim dzikim, zwierzcym, icie moskiewskim zdarzeniu! 
Skona z nim razem, tutaj lub gdzie indziej  byleby tylko samej w tym miejscu bez niego nie 
zosta! 
Jake to bdzie? Nie wiedzie, dokd poszed, i nie wiedzie, co si z nim stao! Przyby 
obcy czowiek, a sta si wszechwadn si, ktra w duszy rzdzi i wiat sob napenia. 
Teraze czeka na wie i nie doczeka si nigdy niczego! y, gdy go nie bdzie, skoro on 
jest yciem! By w tym samym miejscu i wspomina kad chwil, przeywa po wtre 
wszystkie wypadki  i nadaremnie czeka, czeka na jak zbjeck wie! Kada rzecz 
przestanie by sob  stanie si obrazem albo wspomnieniem. Czy znowu  dowiedzie si, 
e gdzie jest, ocala, ale jest z inn kobiet, mieszka tam i tam... Spostrzegaa poprzez nocny 
mrok obc twarz, oczy kobiece w jego oczy wpatrzone, i umieraa od tego widoku w 
najgbszej mczarni. Och, jake znie takie cierpienie? 
Porywaa si tedy ze swego legowiska do jakiego dziea, ktre by go jej oddao. Przecie 
on jeszcze jest! Tu, za przymknitymi drzwiami! Zawoa go pgosem  i obudzi si. 
Odezwie si cichym, najsodszym szeptem. Mona go widzie, dotkn rkoma, mwi i 
sucha. O, radoci, radoci! Przeywaa szczcie swoje pieszczc si nim jak matka 
dzieckiem. Kada na sercu gorejcym w pomieniach t chwil, ktra biega, i koysaa j na 
onie swym bagajc, eby jak najduej, eby nieskoczenie ta chwila trwaa! Lecz 
wiadomo szczcia wzniosa si jeszcze wyej i odsonia prawd bezwzgldn, e chwila 
upywa  dzie  noc przeminie, a nastpna doba to ju moe ostatnia. I znowu wybuchaa 
podnieta: Co czyni? Jaki znale ratunek? Jak zacz? Co zacz? Na co si odway? 
Wspominaa ojca  i konao w niej serce. Patrzya w t mio nieustraszon renic i 
przewaaa j po tysickro dokadn miar swojej nowej, nieszczsnej mioci. Ta niepojta 
dla wszystkich sia, to nic  stao si wszystkim i wszystko pochono w sobie. Syszaa 
gosy: Oto Mija! Na tym skoczya! Zwyczajne, pospolite rzeczy, ordynarne dzieje. Pucia 
si z powstacem, ktry do domu zaszed. Nikt jej nie pilnowa, wic skorzystaa. 
Bezgraniczna, niezgbiona mka, straszliwa moc mioci  i ta sia sdu ludzkiego, co si w 
powyszych zawieraa sowach! Jakie okruciestwo! Jaki sza ludzki! Pomienie biy na 
gow i serce dziko wrzao. Szlochaa w poduszk. 
61 
 Wic c uczyni?  Milcze, zapomnie  jak to maj zwyczaj naucza starsze 
niewiasty. Porwaa si ze swego miejsca z dzik rozpacz: wiedziaa, e nie zapomni i e 
sobie rady nie da. Gdy przyjd te dnie, ktre w dalekim mroku widziaa  udusi si z 
mczarni. To znaczy zapewne rozkaz: Milcze, zapomnie! Jake zapomnie o tej gowie, 
tych oczach, o tym umiechu, o dwiku jego wyrazw! Jaka jest na to sia, co jest za 
sposb, eby zapomnie? Wiedziaa, e takiej siy nigdzie nie ma i e nic na wiecie wyda 
jej ze siebie nie moe. Bo jake wyj z duszy cay jej wiat, jak wyrwa wszystko, co tym 
wiatem rzdzi? 
Postanawiaa znowu... Przedsiwzicia dziwaczne, najbardziej nieprawdopodobne, wobec 
ktrych przed chwil mrz jej plecy przenika, wydaway si naturalnymi i atwymi do 
wykonania. Lecz nim chwila mina, wyrasta mur rzeczywistoci. Zamykaa si brama i z 
prawej i brama z lewej strony, a guche ycia wizienie kado na rce kajdany. 
C uczyni z mioci ojca? Podepta, odepchn? Przyjedzie w nocy i nie zastanie. 
Szczepan go zawiadomi, e tak i tak. Nie zabili jej wrogowie, nie zgwacili przemoc 
odacy  co by dla witej sprawy z oniersk moc przebola li Bogu odda na sd  lecz 
ohydnie pucia si z powstacem. Ucieka z nim i gdzie si wasa. I oto mio ojcowska, 
gbokie, naturalne czucie, jak oddech proste  ukazao si jako ze, jako przemoc i tyrania. 
O, rozpaczy, rozpaczy! Jake to moga zrozumie w sobie, osdzi  jak wszechmoc 
pokona i skara? Leciaa do straszliwego zjawiska, eby je szarpa i depta, a nagym tknita 
wspomnieniem patrzya w inn stron. Ukazyway si cudne widoki. Pojechaa z nim, ze 
swym maonkiem, w dalekie, obce, szczliwe kraje. Nie ma ju tej ohydnej zbrodni, co si 
wrd nocy wasa po drogach, placach i domach ziemi zdeptanej, koace do okien i rozrywa 
ludzki sen! Nie ma ju tortur ponienia i zgryzot wstydu, drgania kobiecej nagoci pod okiem 
cudzoziemskich odakw! Wycigna rce w ciemno do szczcia, ktre byo za lekko 
przymknitymi drzwiami. 
Lecz wycignite rce chwyta i zaamywa los... Musiay si cofn. Siedzc na ku z 
gow nisko zwieszon, z rozpuszczonymi Wosami, zatopia w nich palce. A jak wosy 
palcami, tak samo myl przebieraa pasma i widoki swoich zagadnie. Przelotne marzenie, 
szczliwy mrok uczu, a omdlao woli  poniosy w kraj pjawy, gdzie fakty 
nieprawdopodobne staj si dokonaniem. Widziaa obce miasta, soneczne krainy. Przesuwali 
si ludzie obc gwarzcy mow. Nawijay si przygody niewiadome duszy, zagadnienia, o 
ktre jeszcze nigdy nie zahaczaa myl. Widziaa twarze ludzi, ksztaty gmachw, barwy pl, 
aleje i zagaja drzew w sonecznej, wynionej stronie. Tam to  daleko  odbywaa si 
wdrwka z jej ksiciem panem... 
Nagle wpord tego poapania da si sysze daleki w domu oskot, jakby kto strzeli z 
palnej broni albo uderzy z moc w puste naczynie. Potem nastaa cisza tym gbsza i 
zupeniejsza. Wosy zjeyy si na gowie. Trwoga wiona przez zmartwiae dao. Natony 
a pobudzony such powzi zudzenie nowego huku. By ten drugi oskot  czy nie? Zapewne 
by, bo ciao po nim dry jak li.  Domink!  Jeszcze chwila i co pokojem wiono, jakby 
si drzwi do wielkiego salonu na ocie a bezszelestnie otwary. O, Boe! Stoi we drzwiach! 
Czarna posta  biaa twarz. 
Zakrya domi oczy, zwina si w kbek, wtulia gow w poduszk, lecz widoku postaci 
nie moga z oczu wytrci. Lk pocz ni miota. Co pdzio z miejsca uderzajc w koci, 
gnc ebra. Nie moga! Porwaa si na nogi. Przeraliwie krzykna. 
Zza przymknitych drzwi ksi odezwa si raz i drugi. Szeptem pyta, co si stao. Czy to 
onierze we drzwi omoc? Plusk deszczu zagusza jego sowa, a dudnienie ulewy po dachu 
przeszkadzao rozrnia wyrazy. Nie wiedzc ze strachu, co si z ni dzieje, drc na caym 
ciele panna Mija wysuna si z pocieli i w bielinie sza przez ciemno, patrzc rozwartymi 
oczyma we drzwi salonu, gdzie niemal na jawie widziaa stojc Dominika posta. Jeszcze 
zakrzykna i straciwszy rozsdek dopada drzwi Odrowa. Wskoczya do tego pokoju 
62 
wszystka w ogniach przeraenia, szczkajc zbami  i z krzykiem. Dopiero tam, gdy stana 
obok ka powstaca, opamitaa si, co zrobia. On wtedy, dostrzegszy bia jej posta w 
ciemnoci, wycign rce i trafi na zacinite donie. 
 Co si dzieje?  pyta. 
 Dominik  wykrztusia nie mogc usta 
 Gdzie? 
 Tam  za mn! 
 Ale nie ma nikogo! 
 Stoi we drzwiach. 
 To zudzenie. 
 Przecie rzuca ju beczkami. 
 Co si te pani wydaje! 
 Pan nie sysza? 
 Dziecistwo! Kadzie porozsychay si stojc w przewiewnej sali, a teraz od ulewy 
znowu nasikaj wilgoci i trzaskaj. 
 Lepiej tak nie mwi!... 
Gadzi pieszczotliwie jej rce, eby j uspokoi. Kade takie pogaskanie w istocie 
uciszao wzburzenie, lecz zarazem tchno jzykami ognia. Chciaa wydosta donie z jego 
rk, lecz ich nie puszcza. Przeciwnie, przyciga, przygarnia je do siebie  do ust, do piersi. 
Tuli je do swej szyi, do czoa, gadzi si nimi po twarzy. Nachylia si niepostrzeenie, 
przycigana przeze, i uczua oddech na policzku. Nie moga odej, dwign gowy. 
Niebiaskie zstpio szczcie, gdy rce jego opasay j poprzez bielizn i pocigny bezsiln 
w to jego oe. Rado niewysowiona wytracia do cna rozum, pami, wiadomo, 
odczuwanie ciemnoci, wzrok i such. Sama jedna zastpia wszystko. Z westchnieniem 
nienasyconej rozkoszy przytulia si caa wzdu do tego czowieka, ktrego tak kochaa! Na 
szept odpowiadaa szeptem, na kady pocaunek pocaunkiem, na kad pieszczot 
pieszczot. Staa si jak niewiedzca fala morza, ktra tonie w innej fali  jak powiewny 
obok, ktry si w inny obok zamienia  jak gazka drzewiny, co si posusznie za wiatrem 
koysze nie wiedzc, w jakim miejscu i czemu. Rozwizay si wszystkie myli, ustaa trwoga 
przed rozstaniem i straszliwe zagadki proste znalazy wytumaczenie. Pocza co mwi o 
mylach, ktre j przeladoway, gdy si Sama jedna tarzaa po ku w tamtym pokoju. Na 
pytanie, czemu od dawna nie przysza, skoro si baa tak bardzo i martwia tak gboko, nie 
znalaza odpowiedzi. W istocie, wydaa si sobie gupi i tchrzliw. Poznaa t chwil swego 
ycia jako szczcie bez granic, bez miary, bez pocztku i koca. Oto ta chwila rozstrzygna 
wszystko. Podoya przeliczne ramiona pod gow ukochan, przygarna do siebie tego 
czowieka odebranego mierci i koysaa go na czystym onie, jak niedawno koysaa sam 
chwil miosnego szczcia obcowania z nim pod jednym dachem. 
Odrow, poczuwszy rkami jej twarde, jdrne ciao  dziewicz pikno bioder, piersi, 
ramion i ng  oguch i olep, straci rozum i oszala z rozkoszy; zdawao mu si, e umiera. 
Istno jego zatona w niej i znika jako odrbny byt. Wtuli si w ni i przeistoczy w samo 
szczcie. Pocaunki staway si coraz bardziej nienasycone, bez koca, ogniste. Krzyk 
radosny wymyka si z ust. 
Nazwy pieszczotliwe spaday na usta, na oczy, na piersi, na wosy... 
Deszcz bi w dach, zacina w ciany, bulgota za zawartymi okiennicami wrd ciemnej, 
nieprzeniknionej nocy. 
63 
12 
Zajechaa nareszcie przed ganek ydowska parokonna bryka, a z gbi jej pkoszkw 
wysiedli obydwoje pastwo Rudeccy. On sami zosta za du kaucj uwolniony z wizienia 
dziki staraniom ony  ale by chory. Niby to chodzi o lasce, lecz wyglda bardzo 
niedobrze i nic nie mwi. Pani Rudecka bya take nie do poznania zmieniona. Mao ich 
wszystko, co zastali, zdawao si interesowa. 
Zasano ko panu w jego dawniejszej kancelarii i bez zwoki si pooy. Pani obesza z 
Salome izby i zakamarki domu. Spostrzegszy obcego czowieka w alkierzu swej 
wychowanicy, gospodyni domu nie wyrazia zdziwienia ani niechci. Kiwaa tylko gow 
zamylona ponuro, gdy jej rozpowiadano, kto to jest i dlaczego tu ley. Dwaj jej synowie 
przepadli w tym powstaniu. Jednego tak rozsiekano, e szcztkw nie znalaza. Drugiego 
widziaa w miertelnym gle z trjkolorow kokard pod szyj. Patrzaa, jak go razem z 
towarzyszami broni bez trumny spuszczono w posplny d. Trzeci syn by jeszcze kdy w 
polu, nie wiadomo, ywy czy umary, zdrw czy ranny. I c z tego, e gdy jej synowie 
wczeni byli po ugorach zimowych przez zdziczae konie, nie znaleli dachu nad gow ani 
nawet trumiennych desek w tym kraju, za ktry ponieli mier  obcy czowiek doznawa w 
ich ojczystym domu opieki i wygody? Wszystko ju byo jedno jej sercu. Zamylia si, 
pokiwaa gow i odesza z tej izdebki. 
W tym czasie Odrow znowu by popad w chorob. Pewnej nocy, na dwa tygodnie przed 
przyjazdem pastwa, Ryfka pukaniem w okna dao zna, e wojsko idzie. Nim zdoano 
obudzi kucharza, dwr zosta otoczony i ksi boso i w bielinie musia umyka boczn 
sionk w ogrody. Pobieg na gr za folwarkiem i kry si w zarolach a do odejcia 
onierskiej roty. Gdy go znaleziono nazajutrz rano, by przemarznity do szpiku koci i 
prawie nieprzytomny. Dosta silnej gorczki i popad w cik chorob, o ktrej nie wiadomo 
byo, jaka jest, bo nie byo lekarza, ktry by j nazwa. Byy dnie i noce, e z gorczki 
majaczy. Zdawao si, e zaraz umrze. Gdy obydwoje gospodarstwo wrcili do domu, 
choremu byo ju znacznie lepiej, ale jeszcze stan by zatrwaajcy. Gorczka trzymaa. Nic 
nie jedzc ani pijc chory szklanym wzrokiem patrza w przestrze. 
Pan Rudecki przetrwawszy bezsennie pierwsz noc w swym pokoju wsta wczenie 
nastpnego dnia  mimo upomnie i protestw ony  ubra si w grube buty, w dawniejsze 
swoje odzienie i wyszed z domu. Zstpiwszy z ganku oglda wszystko: rozebrane poty, 
ogrd, ktry chwastem zarasta, lady koskich postojw wokoo dworu, spalone budynki 
gospodarskie, co w postaci okopconych supw sterczay wrd zielem. Zajrza do pustej 
stajni, do pustych obr, pustych dow kartoflanych. Przypatrywa si polom niezoranym i 
niezasianym  i caej pustce, ktra te miejsca osiada. 
Sta tak na gumnie, z uwag rozgldajc si wokoo. Po czym wrci do mieszkania. Ale 
znalazszy si tutaj, gwatownie zaniemg. W zym stanie przeniesiono go na ko. Pani 
Rudecka polecia Szczepanowi, eby za jak bd cen wynaj na wsi lub u ydw par koni 
i sprowadzi z ssiedniego miasteczka znanego felczera, ktry mia wielk w caej okolicy 
saw i praktyk. Nad wieczorem felczer, starozakonny, w podeszym wieku czowiek, 
64 
przyjecha. Ogldajc dziedzica Niezdow, bada stan rzeczy, cmoka ustami. Zaleci spokj 
i przepisa rozmaite rodki zaradcze. Na gorce proby panny Salomei obejrza rwnie 
powstaca  co uczyni w wielkim strachu i jeszcze wikszym sekrecie. Znalaz cik, 
niebezpieczn chorob. Nie chcia wymieni jej nazwy. Zabroni rozmawia z 
nieszczliwym ksiciem, zblia si do niego  przestrzega przed jakimkolwiek jego 
wzruszeniem, otwarcie mwic, e moe go ono zabi. Wreszcie mdrze i tajemniczo 
przewracajc oczy owiadczy, e jak Pan Bg da, to obadwaj chorzy mog jeszcze powrci 
do zdrowia. On sam niewiele tu moe poradzi. Z tym odjecha. 
Pan Rudecki nie przey widoku, ktry na czeka w Niezdoach. Po trzech dniach 
zakoczy ycie. Pogrzeb jego by prosty i ubogi, odpowiedni do tego czasu i warunkw. 
Gromada wiejska nie stawia si. Tylko paru starszych wocian zajrzao do dworu popatrze 
na dziedzica, jakby z ciekawoci, czy naprawd umar. Trumn zbi wiejski majster, ktry 
zaopatrywa w to ostatnie schronienie ssiadw wioskowych. 
Gdy zwoki pana Rudeckiego wywieziono na cmentarz parafialny i pochowano, w domu 
niezdolskim nastay czasy jeszcze smutniejsze. Lay si nocne zy wdowy i matki osierociaej. 
Spltay si teraz w jedno: niech do ycia i potrzeba tego ycia dla dzieci pozostaych  
wstrt do jakiegokolwiek czynu i konieczno zabiegliwej czynnoci. Znowu szy kolej 
rewizje onierskie i postoje rozbitkw powstaczych. 
Obok tego wszystkiego w guchej pustyni alu przewijao si wiekuiste zudzenie 
wdrwek Dominikowego cienia, ktry zdawa si ze wszystkiego natrzsa. Wdowa syszaa 
wci jego kroki, trzaskanie drzwiami, jego miech w pustym, dalekim pokoju, za dziesitymi 
drzwiami... Zdawao si jej, e tamten wci chichoce z radoci, i si tak wszystko zepsuo w 
tym dziedzictwie, w tym domu, w tym szczciu. Jego mka, nuda ycia i dzika mier  
wziy odwet. Chadza tedy nocami po pustym dworze, przesuwa si obok sprztw, zaglda 
przez szpary uchylonych drzwi, czatowa za szafami... Przypatrywa si wszystkiemu i 
chichota do rozpuku  zy cie niezdolskiego dworu. 
65 
13 
Nadszed ju pikny miesic maj, a Jzef Odrow nie powrci jeszcze do zdrowia. 
Wiosenna zielono okrya rany poszarpanej ziemi. Pira, licie, szypuki, pokrtne badyle i 
wielorakie odmiany barw osoniy rany ziemi i zalecay si oczom ludzkim. Podobnie jak 
wsysay w siebie wilgo i zgnilizn, tak samo barwami, ksztatem i nieskoczon potg 
swego rozrostu chciay wessa w siebie cierpienie dusz, zniszczy pami o tym, co ju pado 
i umaro. Na dobro nowego ycia roso i bujao wszystko  na strat mierci. Sowik piewa 
nocami nad wod, w ssiedztwie wzgrka, pod ktrym Hubert Olbromski znalaz schronienie. 
We dworze niezdolskim inne cokolwiek zaczo si ycie. Pani Rudecka ja godzi i 
przyjmowa sub, parobkw, skupowa inwentarz, zaprowadza ad, prac i rygor w 
gospodarstwie. Mylaa ju o odbudowaniu stod, obr i spichlerza. Gotowano obiady i 
wieczerze. Szczepan sta znowu przy patelni, rondlach i saganach. Mia do dyspozycji 
popychado, brudne dziewczysko, szturmaka od szorowania statkw i skubania kurczt. 
Krzycza na nie dzikim gosem za wszystkie czasy i poszturgiwa je odbijajc w dwjnasb 
dawn kucharsk bezwadz. 
Stosownie do zastarzaego przyzwyczajenia gada z ogniem, co mu owiadcza, dowodzi, 
kci si, twierdzi i zaprzecza. Nieraz widocznie ogie bardzo mu si sprzeciwia, bo stary 
tupa krypciami i wygraa mu pici. 
Czekano wci, e ojciec panny Salomei, stary pan Brynicki, rzeczywisty od wielu lat 
gospodarz w Niezdoach, rzdca caego majtku, niepostrzeenie z partii wrci, obejmie 
wadz, zaprowadzi na nowo porzdek, nastawi i w ruch puci cay ten wielki, dawny zegar 
gospodarski. Czekano nadaremnie... Pewnego odwieczerza przyszed do dworu zdroony 
wieniak z odleglejszych stron, ze witokrzyskich lasw, przynoszc wie okropn: ojciec 
panny Salomei ju nie y. Raniony w bitwie kdy w grach, kry si ciko chory po 
chaupach wieniaczych w pobliu klasztoru witej Katarzyny, u dobrych ludzi pewnej 
lenej wsi. Kurowa si sam, jak mg i umia, starymi onierskimi sposoby. Przykada 
rne macie na rany, pi odwar z zi sobie wiadomych.  Nadaremnie!  Nadesza chwila, 
kiedy poj, e ju koniec ywota. 
Uprosi tedy wieniaka, ktry go u siebie kry i przechowywa, aeby zanis wie do 
crki. Napisa list. Na szorstkim i twardym skrawku siwego papieru, ktry w pochodach 
gdzie zdyba, w braku przyborw pisarskich zaostrzywszy kozikiem ostatni oowian kul, 
ktra w torbie zostaa  napisa do crki przedzgonne posanie. Bogu j poleca i zacnoci 
krewniakw, z ktrymi tyle lat trudy dzieli i chleb ama. Zaklina, eby strzega dobrego 
imienia, eby ya i pracowaa uczciwie. O sobie donosi, e jest ciko chory i nie sposb mu 
ju z tego miejsca, gdzie pisze, ani si wydosta, ani kurowa gdzie indziej. Nogi odjo. W 
gowie huk. Mrok w oczach. Pisa take, e w duszy nie czuje dawnej mocy, a w sercu ma 
wielki smutek. 
W przypisku dodawa, e posya drogiej crce Salomei ostatni grosz, jaki ma, czterdzieci 
siedem zotych polskich. Raz jeszcze polecajc creczk Mij Bogu, z ktrym w sercu 
umiera, Jemu, co  niezmiennie czuwa nad wiatem  egna j i bogosawi. 
66 
Wocianin, ktry list przynis, doda ustnie, e w starszy powstaniec pomar by 
wkrtce po napisaniu tego listu i noc cichaczem pogrzebany jest przez wiejskich ludzi na 
starym cmentarzu kapliczki tej wsi grskiej w witokrzyskich stronach. Chop w rozsupa 
wzeek i uczciwie wyoy na awie ganku dorczone mu czterdzieci siedem zotych 
polskich. Opowiedzia potem wiele szczegw o ostatnich chwilach ycia tego starszego 
powstaca. 
Czowiek ten by zgoa inny ni chopi niezdolscy. 
Sta po stronie wiary, jako i wszystkie ssiady we wsiach tamecznych. Gboko si 
dziwowa chopom odgraajcym si na Polakw, ktrych spotyka w drodze swej, gdy 
szed w daleki, pierwszy raz przemierzany wiat, niosc zlecenie. 
W jego bowiem okolicy ludzie wierzyli swoim i na polsk patrzyli stron  pomagali w 
przeprawach, ukrywali rannych, a nawet sami, co modsi a ognistszego ducha, z parti 
chodzili. Obdarowany dzikczynieniem i nakarmiony poszed nazad, gdy trzeba byo 
pieszy co prdzej w du drog, a ciekami nieznanymi, mao uczszczanymi wskro 
lasw, eby si z wojskiem nie zetkn. Panna Salomea odprowadzia go par wiorst 
miedzami pl  ostatniego wiadka, bolesnego zwiastuna. Po rozstaniu patrzya za nim dugo 
 dugo  za gocem, co przyszed do niej od ojca, a teraz szed w to miejsce, gdzie on jest. 
Posta jego malaa, czynia si podobn do ziemi... do zmierzchu... Gdy si oddali i znik, 
popada w gbok rozpacz. Zabia j na duszy ta wie. Podwjnie, potrjnie, po tysickro 
wielkie byo jej cierpienie, gdy zestawia daty i przekonaa si, e ojciec dogasa w 
samotnoci wwczas, kiedy ona oddaa si kochankowi. Umiera w tym czasie czy w pobliu 
owej nocy niezapomnianej, kiedy cik i niewol nakadajc wydawaa jej si ojcowska 
mio. Zmartwiaa, bez ez w oczach, biega teraz rozkwitymi polami do tego domu. Krzyk 
boleci wydziera si z jej ust. I oto nagle  tym wiksz, straszliwsz, jedyn i bezgraniczn 
zapaaa do kochanka mioci. 
67 
14 
Pani Rudecka postanowia dziaa w imieniu i za ca rodzin. Braa si do gospodarstwa. 
Lecz wszystko si teraz rwao, szo na marne, leciao z rk. Stosunki ulegy bezwzgldnej 
zmianie. Ludzie byli inni, tym nieyczliwsi i hardsi, im bardziej nisko schylali dawniej 
gowy. Wszystko gino, skradzione w sposb niemal jawny. Rozsypyway si wszelkie trudy 
i wsikay w nico. 
Panna Brynicka, jako modsza i zdrowsza, musiaa wzi na barki lwi cz roboty. Tote 
nie dosypiaa teraz, a nie jada prawie wcale. Troska o ksicia dosza do stanu nieprzerwanej 
rozpaczy, wci pokrytej doskona min, konceptem i wesooci dla odwrcenia podejrze. 
Sen zamieni si na pjaw-pmarzenie, znane tylko kochajcym kobietom. Jedno ucho w 
zawiecie sennych marze, a drugie nasuchiwao oddechu czujnie chwytajc kady szelest. 
Myl pryska, unasza si i leci o sto mil od ziemi, a zarazem trwa nieustajce baczenie, 
rokowanie i logiczne wnioskowanie o postpach i stanie choroby. 
Przemarsze i najcia wojsk nie byy teraz tak czste, gdy powstacy zaszyci w lasy 
odcigali nieprzyjaciela od ludzkich siedlisk. Nadto gwna akcja gerylaswki22 w inne 
czasowo przeniosa si strony. 
Obiedwie mieszkanki starego dworu korzystay ile si starczyo, z tego zbiegu okolicznoci 
i pracoway od witu do nocy. Tyle byo zalegoci! miay si gono i mwiy tylko o 
rzeczach wesoych dla pokrycia uczu istotnych, wewntrznych  moe dlatego zreszt, eby 
przez miech wywrze ucisk na dusz i oduczy serce naogu pakania. Ale nie zawsze si to 
udawao. Wietrzono w ogrodzie pewnego sonecznego dnia kufry na gucho pozamykane tej 
zimy. Wydobyte rzeczy obiedwie krewniaczki rozwieszay w ogrodzie. Pracoway wawo i 
byo im wesoo od tej czynnoci. Ale oto pani Rudecka wesza do mieszkania i dugo nie 
nadchodzia. Wtem moda panna usyszaa z gbi domu spazmatyczny krzyk. Pobiega. 
Szukaa wpadajc z pokoju do pokoju. 
W kcie jadalni  duej izby przy kuchni  zastaa pani Rudeck siedzc na ziemi, za 
szaf. Nieszczliwa matka znalaza w szufladzie ubranko dziecice Gucia  syna 
rozsiekanego w powstaniu. Schwyciwszy dawn kurteczk ze zocistymi guzikami midzy 
zawarte w krzy ramiona przycisna j do piersi i siedzc w kucki na ziemi koysaa si tam i 
nazad, lepa, gucha, nieprzytomna z boleci. Krzyk dziki, podobny do pisku kani, wypada 
spomidzy jej cinitych zbw. Podniesiona z ziemi, otwara oczy, przysza do siebie, 
przeprosia za t niewaciwo i wzia si do roboty. 
Wszelkie wieci ze wiata, wszelki turkot na dziedzicu sprowadza drenie, panik i 
mczarnie ucieczki. Tote we dworze niezdolskim znienawidzono turkot i ttent. Tymczasem 
pewnego popoudnia, w drugiej poowie maja, przed gankiem dworu stana wielka, lnica 
kareta, zaprzona w cztery spasione i zgrzane konie. Pani Rudecka z przeraeniem wybiega 
do sieni i stana za wejciowymi drzwiami, patrzc na wiat przez boczne okienko w 
22 Gerylaswka  walka partyzancka (od hiszpaskiego wyrazu guerilla  maa wojna; nazw t okrelano 
dziaania hiszpaskich oddziaw powstaczych w ich walce z zaborcz armi Napoleona w 1808 .). 
68 
oczekiwaniu jakiej nowej klski. Panna Salomea przypatrywaa si rwnie karecie ukryta za 
firank duego pokoju. Na szczcie nie mczyzna wysiad z pojazdu, lecz kobieta, co byo 
ju pewn ulg. Przybya pani bya wysoka i pomimo siwiejcych wosw ze ladami 
piknoci na twarzy. Podniosa zason czarnego kapelusza i rozgldaa si na wszystkie 
strony, widocznie oczekujc, e kto wyjdzie j przyj. Lecz w czasach tych niegocinne 
byy domy i ludzie nie byli spragnieni widoku ludzi. Gospodyni nie pieszya si z 
powitaniem, w nadziei, e owa dama, jak przyjechaa, tak pojedzie sobie w byszczcej 
karecie. Czarna pani zbliya si do ganku i wstpowaa na jego schodki. Schodkw tych byo 
kilka  a zdawao si, e nie moe na nie wkroczy. Trzeba byo drzwi otworzy i wyj na 
spotkanie. Gdy pani Rudecka stana w progu, przybya zobaczywszy j skina kilkakro 
gow. Bya blada jak papier, z podkronymi oczami i sinoci dokoa ust. Stojc na 
pierwszym stopniu schodw ganku potkna si na drugim i z dziwn niezgrabnoci na nim 
przyklka. Gosem dygoccym, przez zby, ktre szczkay jak w febrze, zapytaa: 
 Wszak to jest dwr w majtku Niezdoy? 
 Tak...  odrzeka gospodyni. 
 A to moe pani Rudecka? 
 Ja jestem... 
 Mwiono mi... Powziam wiadomo, e si tutaj leczy w zimie ranny... Szukam od 
trzech miesicy... Powiedziano mi... To mody chopiec. Brunet. Szczupy. Wysoki. 
 A jak nazwisko? 
 Nazwisko Odrow, imi Jzef. 
 To pani moe jest jego matk? 
 Matk... 
 Prosz wej. 
 Czy jest? 
 Jest. 
 yje? 
 yje. 
 O, Boe! Tu, w tym domu? 
 Tutaj. Nieche pani wejdzie. 
Ale przybya nie miaa ju siy wej. Umiech szczcia, ktry na jej usta i twarz 
wystpi, by, zdawao si, ostatni kres mocy, reszt wszelkiej siy. Osuna si na kolana i 
wycignwszy rce do pani Rudeckiej zemdlaa. Panna Salomea przybiega na pomoc, 
dwigna i otrzewia wod matk ksicia. Furman, ktry t rozmow sysza, da koniom po 
tgim bacie, nawrci czwrk w podwrzu i szybko odjecha. Ksina Odrowowa 
wniesiona zostaa przez obiedwie panie niezdolskie do stancji na prawo, lecej z dala od 
sypialni rannego. Zaledwie przysza do siebie, patrzc na pann Salome spytaa: 
 To pani uratowaa od mierci mego chopca? 
 Skde ta wiadomo? 
 Od doktora...  wyszeptaa. 
 Od doktora Kulewskiego? 
 Tak. Szukaam na wszystkie strony, zjedziam wszystkie pola bitew, zajazdy, dwory, 
wsie, rozpytywaam wszystkich ludzi. Nareszcie... 
 Ale on jest ciko chory... 
 Chory! C mu jest? 
 Nie wiem. By poraniony... 
 Te rany znam. Na gowie, na plecach... oko... Mwi mi doktor wszystko. Czy ta kula 
jest jeszcze w ranie? 
 Kuli ju nie ma. 
 Ju nie ma! 
69 
 Ale si przypltaa jaka choroba. 
 Mj Boe! A gdzie on jest? 
 Teraz nie bdzie pani moga zobaczy go, boby mg nie przey wraenia. 
 To taki chory! 
 Tak powiedzia felczer, co go widzia, 
 Sprowadzimy doktora!  rzucia si matka. 
 Dobrze!  rwnie cicho szepna moda. 
Nachyliy si ku sobie i zaczy szepta jakby wobec suchajcego nieprzyjaciela o 
szczegach tej choroby, o najdrobniejszych jej objawach, symptomatach, o przypuszczeniach 
i rodkach ratunku. Zapomniay o wiecie, nagle zwizane w jedno, zczone splotem uczu, 
ktry si we dwu osobach wzajem a natychmiast objawi, zadzierzgn i spoi. Pani 
Odrowowa siedziaa w rogu sofy, Salomea przy niej na taborecie. Matka obja t nieznan 
dziewczyn rkoma niepostrzeenie wp  suna domi do jej szyi, przygarna do siebie, 
przytulia jej ramiona, gow, plecy i razem z ni ja si w uniesieniu wdzicznoci koysa. 
Gadzia jej lnice wosy delikatnymi palcami, muskaa po stokro domi policzki. Nie 
wiedzc o tym, w szale swej radoci, uja rce panny Mii, przycisna je do ust tak nagle, e 
tamta ledwie je zdya wydrze z okrzykiem. 
Naprzeciwko nich siedziaa w swoim fotelu pani Rudecka. Bya dwornie umiechnita, 
wykwintnie spokojna, jak naley wobec gocia. Z gow pochylon ciekawie suchaa 
rozmowy, dzielia rado matki, ktra syna odnalaza na krtych, mylnych, dalekich drogach 
polskiego powstania. Lecz po prawdzie  oczy jej nie widziay osb i uszy niezupenie 
suchay szczegw, ktre tak nieskoczenie zajmoway tamte dwie osoby. Oczy jej patrzyy 
poprzez nie obiedwie kdy w szyby okna czy w chropawe ciany domu, w pola, w dalekie 
lene doy, a moe zuchwale w niedosige oczy straszliwego Boga. 
Ksina zapomniawszy o wiecie, o zwyczajach towarzyskich i wszystkim, co najpierw 
trzeba byo wykona, prosia si panny Salomei, eby jej pozwolono zobaczy syna. Lecz 
moda opiekunka nie zgadzaa si. Zbyt dobrze znajc stan chorego wiedziaa, e na widok 
matki popadnie w gorczk stokro silniejsz, a ta gorczka moe go zabi. Targoway si 
dugo. Jedna wci bagaa, druga nie chciaa ustpi. Stano wreszcie na tym, e matka 
przez szpar we drzwiach zobaczy jedynaka. Zapominajc o pani Rudeckiej poszy na palcach 
przez wejciow sie, przez salon. Panna Salomea przemkna si przez ten pokj, wesza do 
sypialni i zostawia za sob drzwi niedomknite. Przez szczelin mona byo widzie twarz 
chorego. Pani Odrowowa przypada oczyma do tej szpary tak cicho, e Salomea nie 
wiedziaa, czy ona tam ju jest, gdzie by miaa, czy jeszcze z dala stoi. Tymczasem matka 
powstaca, przysunwszy si na palcach jak najciszej do otworu midzy futryn a drzwiami, 
osuna si na kolana i patrzya. Z modlitw na drcych wargach, przez strugi 
nieprzebranych ez patrzya na twarz ulubion. Mina tak godzina i druga. Panna Salomea 
nie moga jej z tego miejsca podnie ani oderwa. Dopiero gdy zbliy si wieczr i 
zasania pocz chorego, ksina przemoc odcignita zostaa do jednego z dalszych 
alkierzw, gdzie dla niej przygotowano posanie. 
70 
15 
Inne ycie zapanowao we dworze. Ksina dla ratowania syna sprowadzaa lekarzy pacc 
im szczodrze za rady i trwog. Pod rozmaitymi pozorami naja sub do jego obsugi. 
Pacia za wszystko sypic pienidzmi na prawo i lewo, byleby tylko ukochany jedynak mg 
przyj do zdrowia. Midzy innymi zarobi i na ludzi wyszed dziki temu zbiegowi wydarze 
stary kucharz, Szczepan Podkurek. Kiedy panna Salomea wyjania, w jaki to sposb starzec 
tylekro ratowa ycie modzieca  jak go obdarzy krypciami i karmi kasz  ile dla 
pniej uczyni, pand Odrowowa nie wiedziaa po prostu, jak dziadowin wynagrodzi. 
C innego moga dla uczyni, jak go nie obdarzy pienidzmi? Wrczya mu tedy sakiewk 
ze zotymi monetami obsypawszy poprzednio tysicem dzikczynie. Dziadowina schowa 
sakiewk w zanadrze i pilnowa jej jak oka w gowie. Posiadanie tak wielkiej iloci zota 
przewrcio na nic wszystkie jego myli. Chodzi po dawnemu w zgrzebnej koszuli i 
spodniach wypchnitych na kolanach, dziurawych i brudnych  w starych trepach z 
drewnian podeszw. Jak przedtem, gowy nie nakrywa niczym, gdy od dawien dawna nie 
posiada ani kapelusza, ani czapki. Gotowa w dalszym cigu dla pastwa i czeladzi  sam 
wszystko musia warzy na danie przybyej pani, a coraz wymylniejsze potrawy dla 
chorego panicza. Posiadanie pienidzy byo tedy czym zewntrznym i nierealnym. Raz wraz 
wsuwa rk w zanadrze i ciska swj skarb badajc, czy go zmysy nie udz i czy to 
naprawd on sam, Szczepan kucharz, jest tym bogaczem, o ktrym mu si wci marzy. Gdy 
w kuchni nie byo nikogo  wedug dawnego swego przyzwyczajenia  gada z ogniem. 
Gadka bya wci o kradziey: 
 Ukrad?  ciska si ku ogniowi z piciami  a komu ukrad? To gadaj, skoro wiesz  
komu? Ukrad! Widzicie wy, moi ludzie... Tyl sakw ukrad  a komu? Mia je tu kto, nosi 
albo zostawi, czy co? winie, nie ludzie! Pani mi daa, janie pani, em jej syna zratowa. To 
za to mi daa! Jeszcze mi po gbie rczk przejechaa i w eb mi cupna swoj gbusi. No, 
ebyta wiedziay, winie, nie ludzie! wiadka  pada  nie byo na te ta sztuki... No, nie 
byo! To ja krzyw? Wiedziaem to, co bdzie ze mn robia, jak tu do kuchni wlaza? ebym 
wiedzia, tobym was, sobacze, zwoa: chode i lepiaj! Mogybycie sta kaj w kcie i 
patrze. Same bycie, zatracone, obaczyy, jako byo. Tu se stana, wedle komina... I ja 
patrz, i ona patrzy. Dopiero wzia t sakw, z kieszonki wyja i w gar mi... Naci  pada 
 bracie  tak sama janie pani ksiniczka pedziaa  Bg e ci zapa! Kupe se ta, co sam 
chcesz. No  to c teraz? Prawda, czy nie? Gadaj, cierwa, jeden z drugim! Ka przysiga, 
bd przysiga! A ona sama przywiadczy, jako e prawda. Tu stana wedle komina... I ja 
patrz, i ona patrzy. Dopiero wzia t sakw, z kieszonki wyja i w gar mi... Ukrad! Nie 
ukrad, sobacze, ino moje... 
Ogie widocznie wiary nie dawa  buzowao si w nim zwtpienie i podejrzliwy miech, 
bo Szczepan pokrzykiwa i grubiaskimi sypa obelgami, ktrych powtrzy nie sposb. 
Co pewien czas, gdy chwil mia woln, chodzi cichaczem na gr za ogrodami i tam 
zaszyty w najgbsz gstwin wydobywa z zanadrza sakiewk. Ostronie, sztuka po sztuce 
wyuskiwa z niej zote monety, kad je na rozpostartych liciach jedn obok drugiej i 
71 
usiowa zrachowa. Ale dokadne zliczenie tej sumy przekraczao jego znajomo rachunku. 
Nie mg oceni i okreli swego skarbu. Co sobie wci przypomina z dawniejszych lat, 
jakie to s wysokie liczby i rozlege rachunki obejmujce duo dziesitkw. Nurza si 
mylami w niewiadomy mrok ludzkiego kalkulowania, medytowa i wydobywa z nicoci 
jakow swoj wasn systematyk przyczania jednych pienidzw do drugich w celu 
wydobycia ich sumy  dodawa z mozoem, jak to czyni parobcy ciskajc na widach snopki 
w zapole. Wszystko si to w pewnych miejscach pltao i mylio, zahaczone o niewiadom 
warto zotych pienidzy. Musia poprzestawa na tym, e lec na brzuchu wpatrywa si w 
byszczce krki rozpostarte na zielonych liciach i wyszczerza do nich dziur midzy 
zbami w nieopisanego szczcia umiechu. Nie way si nikogo prosi o stwierdzenie 
wysokoci majtku w obawie zdrady, oszustwa, podejcia, kradziey i rozboju. Tak tedy 
trwa. Po pewnym czasie zrodzia si w nim dza, eby pj w swoje kraje, to znaczy do 
wsi odlegej od kuchni o jakie trzy mile drogi, gdzie nie by ju dwadziecia par lat, wci 
kucharzc we dworze. nia mu si wyprawa w te dalekie okolice, pochd tryumfalny do wsi 
rodzinnej ze skarbem w zanadrzu. Widzia znowu we mgle t wie  boto, drogi, chaupy, 
powyginane pleciaki, obdarte i zgarbione drzewa  sysza znowu, jak tam psy szczekaj, 
ludzie si swarz, jak skrzypi uraw studni w tym miejscu, gdzie przy gocicu bajoro 
najgbsze. mia si w gos patrzc w ogie i gadajc mu o tym dziwowisku, gdy bdzie 
szed w swoje strony z wielkim skarbem w zanadrzu. 
 Wezn si na prawo od figury bez t dziur w Walkowym parkanie i pjd ciek do 
przeazu u Bartosiowej stajni. Psy mi ta przecie znaj  cho, kto je wie, moe ju i 
pozdychay?... Che  che  sama mi Bartosiowa pod nogi podejmie...  Sidcie se, 
sidcie, Szczepanie, bocie si ta i zegnali may to wiat o suchym pysku.  Ty, babo, nie 
wiesz, rzekomo, czemu tak gb wywijasz? Ja was aby nie znam, Bartosiw!... 
Co si jednak wci psuo w perspektywach wymarszu, bo si stary gniewa i sroy, tupa 
na kogo nogami i grozi pici. Prawdziwa trudno nastrczaa si z obraniem chwili, bo 
gdy o niej myla, to mu, wobec nawau roboty, znikaa tak bez ladu, e jej nie mg 
pochwyci. Uoy sobie nawet piewk, ktr wykrzykiwa chichocc do pomienia pod 
blach. Pie bya nieduga, a zaczynaa si od sw: 
Nie uciekam, ino id, 
Bom tu cierpia wielk bied... 
Lecz pomimo tej biedy i pomimo uroczych widokw w ojczystej wiosce Szczepan 
zabiega okoo komina w Niezdolach w tym samym kostiumie i z t sam pracowitoci. Nie 
byo adnej nadziei, eby wykona plan w piewce zawarty. Nie byo zreszt po temu 
monoci, gdy roboty przybywao coraz wicej i coraz bardziej urozmaiconej. Trzeba byo 
choremu gotowa posilne rosoy z kurczt i wymylne potrawki. Ksina sama stawaa przy 
zasmolonym kominie gotujc i smac dla syna poywienie. Jake j mia Szczepan sam, 
bez kucharza zostawi? Kt mia gotowa obiad wasnej jego pani, no i pannie Samolei, 
ktrej po mierci starego Brynickiego by niejako opiekunem? 
Ksina Odrowowa nie moga wci jeszcze pokaza si na oczy synowi. Przez szpar 
we drzwiach przypatrywaa mu si w sekrecie. Salomea speniajca przy nim rol siostry 
miosierdzia stopniowo przygotowywaa chorego do widzenia z matk. Korzystajc z kadej 
lepszej jego zdrowia chwili mwia o matce, zapytywaa, czyby do niej nie chcia napisa... 
To znowu, czyby ona sama w jego imieniu nie moga da zna i prosi o przybycie. Chory 
pocztkowo nie zgadza si, protestowa. Pniej przysta i sam zacz mwi o matce. 
Wreszcie zudzony wersj o listach, j dopytywa si czy nie ma odpisu. Salomea udzia go 
wszelkimi opowieciami o tym, e list zosta dorczony, e matka jest ju w drodze, e 
prawdopodobnie przybdzie... 
72 
Pani Odrowowa suchaa za drzwiami tych rozmw drc, eby nareszcie do syna si 
zbliy. owia oczyma z daleka jego kade spojrzenie, gest  chwytaa kady oddech i jk  
pucami odczuwaa jego kaszel i sercem wzmoone bicie serca. 
Tak na wszystko patrzc nie moga nie zobaczy prawdy uczu i stosunku chorego do 
opiekunki. Wyraz oczu syna, jakim wita i egna kade wejcie i wyjcie modej panienki, 
powiedzia jej wszystko ju w pierwszych dniach tego dziwnego wspycia. Nieszczliwa 
matka pragna teraz jednej tylko sprawy: uratowa ycie dziecka. Ile mczarni sprawia jej 
kady szelest, turkot, ttent zwiastujcy nadejcie wojska! Bya posuszna Salomei jak 
dziecko, gdy ta wiedziaa, co czyni w razie nieszczcia, jak ratowa. Nieszczliwa matka 
w lot poznawaa wszelkie rodki, przeszpiegi, kryjwki, manewry  i w lot wykonywaa 
rozporzdzenia. Ponury i brudny Szczepan rzdzi ni w nagych przypadkach, wydawa 
rozkazy nieodwoalnie i w sposb nie znoszcy protestu. Bya posuszna jak suca. Biegaa, 
dokd kazano, wykonujc wszystko bez szemrania, co tylko dawniej Szczepan zaatwia. W 
tych dniach niewielu zblienie Salomei i matki Jzefa Odrowa byo tak wielkie, e stay si 
obiedwie niby jedna istota. Rozumiay si nawzajem umysami, a nade wszystko uczucia ich 
byy dla siebie bez tajemnic. To, co dla wszystkich ludzi byo tylko wyrazem, nazw  dla 
nich byo wiatem. Jedna pojmowaa wzruszenia drugiej, umiaa je pozna, gdy tylko zostay 
wzmiankowane, zobaczy, jakie s, i nimi jak gdyby krajem zawiatowym, penym wzgrz, 
kwiecistych dolin, ska i przepaci mierci ziejcych. Gdy chory spa, przytulone do siebie 
opowiaday wraenia swe i wspomnienia. Salomea po tysickro wyjawiaa wszystkie 
perypetie zwizane z pobytem modzieca w tym domu  wszystkie etapy jego cierpie, 
przygody, smutki i radoci. Dla matki byo to tak zajmujce i wiecznie ciekawe, e musiaa 
po tysic razy powtarza. O niczym innym mwi nie mogy. wiat dla nich istnia w pokoju 
modego. Im bardziej na cienkim wosie wisiao jego ycie, tym mio wzajemna tych dwu 
niewiast stawaa si gbsz, ekstatyczniejsz i do szau dochodzc. Jednym uciskiem rki 
wypowiaday sobie wicej, ni zmieci mona w dugiej rozmowie. Jednym spojrzeniem 
daway wiedzie wszystko. Gdy chory zakaszla albo jkn, biegy jak dwa skrzyda tego 
samego anioa osania go, chodzi czoo, pociesza  jedna jawnie, druga tajemnie, tamta 
sowem i pieczoowitym dotkniciem rk, ta tylko spojrzeniem, wycigniciem ku niemu 
doni i modlitw. 
73 
16 
Gorczka spada. Choroba przesilia si i pocza ustpowa. Przez otwarte okno wpywa 
z ogrodu zapach rozkwitych drzew i wo nocnych kwiatw. Ciepy wiatr kurowa chorego. 
Zdawao si, e wiato ksiyca wkradajc si do tej izby dotknieniem swego promienia 
uzdrawia mody organizm, e soce poranne krzepi siy skuteczniej ni mleko. Chory zacz 
siada na ku, poczu apetyt i przybytek mocy cielesnej. Wwczas matka wesza do jego 
izdebki. Obecno jej podziaaa na zdrowieca w sposb bardzo gwatowny. Okazao si, e 
prawd w sobie zawierao ostrzeenie dowiadczonego felczera z miasteczka. Mody ksi 
dugo nie mg przyj do siebie lec w ramionach matki. Lecz gdy to wraenie pokona, 
jego rekonwalescencja jeszcze szybszym posuwaa si trybem. 
Nasuna si te najgwniejsza troska, aeby w takiej wanie chwili nie nastpia rewizja 
onierska i nie zniszczya wszystkiego. Ju wiele osb wiedziao o obecnoci powstaca we 
dworze. Suby przybyo i niemoebnoci si stao ukrycie przed ni faktu. Caa wie 
wiedziaa o tym dobrze. Rozpoczcie na nowo gospodarstwa sprowadzao do dworu ludzi 
rozmaitych, z ktrych kady nie przez podo nawet lub ch nikczemnego zysku, lecz przez 
zwyke plotkarstwo mg zdradzi w kadej chwili obecno rannego i na zgub go wystawi. 
Nie byo ju miejsca waciwego do ukrycia w nagym razie, gdy w szopie siano zostao 
wybrane z zapola, a o innych kryjwkach trudno byo ju myle. Pani Odrowowa czua to 
dobrze, e naraa ten dom, tak nieszczliwy, i jego gospodyni, ktra tyle poniosa ciosw, 
na nowe niebezpieczestwa  e zatruwa jej dnie i noce spraw swojego syna. Wszystko tedy 
skaniao j do decyzji, eby go wywie. Dokde za moga wywie w kraju? Wszdzie to 
samo niebezpieczestwo czyhao. Postanowia tedy za wszelk cen, i skoro on tylko stanie 
na nogach, uciec z nim za granic. 
Do tego postanowienia skonia j nadto straszna troska, e gdy tylko jakkolwiek 
wyzdrowieje, znowu si z ramion jej wydrze do partii  oraz jeszcze wzgld pewien... 
Ksina widziaa od dawna, jaki jest stosunek jej syna do wychowanicy pani Rudeckiej. 
Miaa w macierzyskim sercu milion uczu dla tego dziewczcia  kochaa je  uwielbiaa za 
powicenie si dla Jzefa  j jedn na ziemi darzya najgbszymi uczuciami duszy  ale nie 
moga bez wzdrygnienia pomyle, eby jej syn mg poj za on t osbk... Ksi 
Odrow nie mg przecie oeni si z pann Brynick. Pomimo caej mioci, jak dla niej 
powzia, ksina nie moga oczywicie przeama w sobie odrazy wobec rozmaitych 
pogldw, mniema alkierzowych, przyzwyczaje niezdolskich i wyrae tej panienki. 
Gryza z pasji wargi widzc wyraz twarzy obojga, wiedziaa bowiem, e to nie jest zwyczajny 
przypadek amorw chorego z pielgniark, lecz gboka mio. Nie moga spa po nocach 
mocujc si w sobie, jak wybrn z tego dylematu. Nie bya w stanie skrzywdzi takiej 
dziewczyny, ktrej serce trzymaa na doni  bo ona jedna wznosia si do tego samego zenitu 
mioci dla jej syna co ona sama. Nie miaa dotkn i urazi jej uczu. Nie moga nawet w 
sercu swym nie zezwala na t mio, ktrej gbin nawzajem matczynym swym sercem 
zmierzya. amaa si wrd przeciwnoci. Tysic miaa w sobie sposobw rozstrzygnicia 
tej sprawy, a nie bya w monoci wybra adnego. Wiedziaa jedno, e musi syna z tych 
74 
uczu wyway, musi go choby si porwa, zabra i uwie. Pragna jednego: stan z nim 
za granic. Gdy tam ju bdzie, zaatwi wszystko mdrze, godziwie i dobrze. Tylko tam by! 
Tymczasem ya wci wrd niebezpieczestw, trwg i zaama w duszy. Toczya narady 
z pani Rudeck, a ta oczywicie mylaa jota w jot to samo. Pozostawaa kwestia 
naradzenia si z Salome i synem. Lecz tu siy opuszczay nieszczsn matk. Miaa do 
wykonania czyn prosty, a potrzebujcy przezornoci i rozumu najbieglejszego dyplomaty  a 
moe siy katowskiego ramienia... 
Pani Odrowowa pakaa rzewnymi i gorcymi zami patrzc na Salome i jej troski  na 
jej okoo rannego zabiegi i starania bez pamici i bez rozumu  na zatracon i oszala mio, 
ktra samej panience wydawaa si by starannie ukryt, a bya jawn jak na doni. Och, jake 
byo podej do tego uczucia z not nieubagania, ktra ju bya wypisana... Ksina nie 
miaa siy. Baa si rwnie syna. Nie wiedziaa, co te on powie. Przeya ju jedn jego 
tajemn ucieczk do lasu, do partii. 
Tymczasem wrd tych waha odbywajcych si w wiecie, a raczej w zawieciu, i nie 
uczu, jak zawsze  czynio swoje  fizyczne zdrowie. Gdy mody Odrow pocz 
przychodzi do siebie, jego matka, ktra wszystkich etapw choroby nie widziaa, tracia o 
niej pami i o wszystkim, co z chorob byo zwizane. Malay, oddalay si, niky cierpienia, 
trudy, starania, zabiegi i troski poniesione i przedsiwzite dla odzyskania i przywrcenia 
tego zdrowia. Tony w niepamici i wsikay w nico ponure okolicznoci tamtej sprawie 
towarzyszce, a w miar tego procesu zmniejszay si zasugi panny Mii. Przed oczyma matki 
wyrosa nowa gra trosk o przyszo. Przed t za przyszoci staa Salomea jako 
najgwniejsza obecnie przeszkoda. Serce matki borykao si ju z ni o dobro syna. I cier 
niechci utkwi w tym sercu... 
W sekrecie przed wszystkimi pani Odrowowa wysaa drogo opaconego posaca  po 
czemu chtny materia znalaza w kraczmie na rozstajnych drogach  do jednego z 
arystokratycznych domw w dalszej okolicy z prob o pomoc. Otrzymaa przyrzeczenie koni 
i karety, gotowych na kady znak odwie jej syna w dniu oznaczonym za granic. Te same 
osoby zajy si przez swe rozgazione stosunki dostarczeniem dla niej i syna zagranicznych 
paszportw na fikcyjne imiona. Pewnego dnia przynis paszport zgrzany i zdroony 
posaniec. Zdrowie Jzefa Odrowa byo ju o tyle lepsze, e mona byo podr 
przedsiwzi  chocia jeszcze z ka nie wstawa. Naleao tedy przystpi do rozwizania 
sprawy w sposb stanowczy i nie cierpicy zwoki. 
Pewnego czerwcowego wieczora, gdy wszystko byo na ukoczeniu, a goniec po konie i 
karet wysany, ksina zacigna Salome do ogrodu i zesza z ni nad rzek, do starej 
altany. Wielkie drzewa okryte modocianymi limi wokoo szumiay. Dzikie wino oplatajce 
zmurszae supki i dziurawy daszek tej altany zasaniao od zewntrznego zmierzchu i 
powikszao ciemno wewntrzn. Ksina, zaledwie przestpia prg altany, upada na 
awk i przycigna do siebie Salome. Obja j gwatownym uciskiem i wpia si w ni 
ustami. Tulia j do serca i kaa zeschnitym gardem. Sowa wizy w tym gardle i zacinite 
zby nie mogy si rozewrze. zy poczy pyn z oczu ksiny, zy tak obfite, e zmoczyy 
twarz dziewczyny, sol napeniy kty jej warg, zwilay szyj i cieky a na piersi pod 
rozchylonym stanikiem. 
Salomea draa na caym ciele. Myli jakie byskay w ciemni uczu jak letnie lnienia po 
nocy zwiastujce nadejcie burzy. Te zy, co po niej spyway, w niewytumaczony sposb 
czyniy si szlakami nieszczcia, ktre z wolna ciekao ku jej sercu szukajc go w piersiach. 
Rce ksinej jeszcze mocniej, konwulsyjnie opasay ramiona i szyj Salomei, a cichy, 
zduszony gos wyszepta. 
 Dziecko! Ty go kochasz... 
Salomea milczaa, lecz dreszcz jej ciaa da dokadn odpowied. 
 I on ciebie kocha. Prawda? 
75 
Milczenie znowu starczyo za odpowied. 
 A mwi ci, e ci kocha? 
 Mwi. 
 I ty mu to samo mwia? 
 I ja. 
 Odpowiadaj mi, natychmiast! Mw mi prawd ca, bez jednego zatajenia! Bdziesz 
mwia prawd? 
 Bd. 
Salomea uczua konieczno posuszestwa i mus wyznawania cakowitej, samej tylko 
prawdy. Bya jakby wyzuta z sukien, z bielizny, z ciaa i stana przed ciemn wadczyni 
swoj jako bezwadna i drca dusza. 
 Caowalicie si? 
 Tak. 
 U niego, w nocy, tam? 
 Tak. 
 Oddawaa mu si? 
 Tak. 
 Ile razy? 
 Nie pamitam. 
 Obiecywa ci, e si z tob oeni? 
 Obiecywa. 
 I dlatego mu si oddawaa? 
 Nie. 
 A powiedz no! Tylko szczer prawd!... Odpowiesz mi? 
 Odpowiem. 
 Ale przysignij no mi! Niech ten Dominik co noc staje nad twoj pociel, jeeli powiesz 
jedno sowo nieprawdy! 
 Ach! 
Salomea z jkiem przypada do ramienia pani. 
 Wic mw prawd! Czy ju tak samo jak z nim  bya z kim kiedy? 
 Nie. 
 Nigdy, z nikim? 
 Nigdy! 
 I nikt ci nigdy przedtem nie caowa? 
 Owszem, caowa mi... 
 Kto? 
 Jeden tutaj... 
 Kto taki? 
 Jeden kuzyn. 
 Kochaa tamtego? 
 Nie. 
 Wic dlaczego daa mu si caowa? 
 Bo mi si dosy podoba. 
To wyznanie zdawao si dodawa ksinie mocy. Gos jej sta si pewniejszy. Przebijaa 
si przez ten gos niezwyciona i zwyciska sia jasnego rozumu. 
 Suchaj, dziecko! Czy chcesz, eby Jzef poszed znowu do partii? 
 Och, nie! 
 Nie chcesz, eby go tam znowu poranili? 
 Och, nie! 
 Czy chcesz, eby wyzdrowia? 
76 
 Czy ja chc? 
 Wic co pocz, co przedsiwzi, eby wyzdrowia? 
 Nie wiem. 
 Myl ca gow, wysil cae serce! 
 Nic nie wiem. 
 A czego by ty chciaa, sama dla siebie? 
 By z nim, suy mu... 
 Tak! Ot suchaj... Czy nie tak trzeba zrobi? Jeeli nie tak, to rad! Ja zrobi, co ty 
zechcesz. 
 Nie mam rady. To ja bd posuszna. 
 A wic suchaj! Ja myl, e trzeba go std koniecznie wywie. 
 Wywie... 
 Nie to mylaa? 
 Nie wiem... 
 Gdzie go tu wywie w kraju? Pojad tam  znajd! Pojad w inne miejsce  wszdzie 
go znajd! Wezm do wizienia! Powiesz w moich oczach! Albo i za oczami! Wic co? 
Trzeba go wywie za granic. 
 Mj Boe! 
 Ale on tam nie pojedzie dobrowolnie. Trzeba mu przyobieca, e skoro si tylko jego 
zdrowie polepszy, bdzie mg i do swego oddziau. Ty mi musisz dopomc w 
przekonywaniu go, eby pojecha. 
 Ja to musz!... 
 Bo gdzie on si tutaj wyleczy? Powiedze, co mylisz! 
 Tu si wyleczy. 
 Lecz czy duej moe tu zosta? Czy on sam zechce zosta, gdy si wyleczy? 
 Nie. 
 Tam ja go prdko postawi na nogi. A gdy mu bdzie lepiej  eby nie poszed do partii 
 wywioz go do Woch. 
 Do Woch! 
 Bo tylko tam moe wyzdrowie zupenie. A przecie i ty chcesz, eby wyzdrowia  
eby ju nie szed bi si i otrzymywa takie same rany. Czy nie prawd mwi? 
 Owszem, prawd. 
 A jeli mwi le, nieprawd, to ty mi daj inn rad! C mi z twojego twardego gosu? 
W duszy Salomei przewino si jak bole krwawa dawniejsze marzenie o wdrwce z 
maonkiem po dalekim, nieznanym, woskim kraju. Wspomniaa sobie wynione miasta, 
obrazy gr i mrz, ktrych jeszcze nigdy nie widziay oczy. Podwigna si naprzeciwko tej 
gronej pani swego losu i spytaa: 
 I to ju adnej innej rady nie ma, tylko ta, eby on jecha teraz za granic, a potem do 
Woch? 
 Nie ma. 
Gos matki Jzefa by mocny, ostry i przeszywajcy jak kula. Salomea milczaa. Zimno j 
kuo w ramionach i dosigo wntrznoci. Rozpacz mrowiem wpezaa we wosy. Gos 
wewntrzny odezwa si przez jej usta: 
 A ja? 
Pani Odrowowa mwia coraz ciszej, coraz wyraniej, przyciskajc j do swego boku: 
 Jeste przecie modziutka... Kochasz go. Uratowaa mu ycie. On ciebie kocha. Bylicie 
ze sob. Ja wszystko wiem i przebaczam. Lecz on teraz jest tak chory! Pomyl, ty, jedyna, 
ktra go kochasz... Przecie musi si w spokoju, w dobrym klimacie leczy, z dala od tych 
strasznych pl i lasw. Musi innymi spojrze oczami na wszystkie sprawy. Musi w swej 
duszy przekl te lekkomylne przedsiwzicia, te obkane zamysy! 
77 
Salomea w gbokiej swojej boleci nagle ujrzaa cie ojca  i cie tego, co w ssiedztwie 
tej altany lea w ziemi. Dumny al w niej drgn. Niezomny honor, ktrego dotd nigdy w 
sobie nie odczuwaa, kaza powiedzie: 
 On nie przeklnie tych obkanych zamysw! 
 Ot musi! Co jest godne przeklestwa, musi by przeklte! 
 Nie! To, co oni czynili, nie jest godne przeklestwa. 
 Mj syn musi sobie przypomnie, e nie jego to rola tera si w zgniych barogach, 
ukrywa w sianie  e on jest  pan i z rodu ksi! 
Salomea dosuchaa si w mowie swej pani ostatniego akcentu i zrozumiaa go. Zacio si 
w niej co, jak gdyby zamek, do ktrego klucza ju nikt nigdy nie znajdzie. Milczaa. Znik 
dreszcz i tylko jednolite rwanie blu w sercu samo jedno zostao w jestestwie. Suchaa 
jeszcze, gdy ksina mwia: 
 Ty jeste moje drugie dziecko... Moja jedyna! Nigdy, przenigdy o tobie nie zapomn. Na 
miertelnym ou bd pamita twoj twarz i twoje imi. I on  wierz mi, kochana! Bdzie o 
tobie jak o najdroszej pamita. Nie ja to bd, ktra bym przeciwko tobie sowo do niego 
powiedziaa. 
Skarz mi Boe, jeli nie mwi prawdy! Ale masz obowizek. Wychowaa ci pani 
Rudecka, matk ci bya, gdy tu zostaa sierot. Czy nie? Czy nic bya ci matk i opiekunk? 
 Tak. 
 A teraz ona jest sierot, najbiedniejsz z ludzi, matk pobitych synw, w tym pustym 
domu. Czy miaaby serce opuci j sam, gdy na twojej gowie stoi cay ten dom i 
gospodarstwo? 
Salomea zdobya si na mstwo i zapytaa w szalestwie swej beznadziejnoci: 
 Czy ja nie mogabym si przyda na co w tej woskiej podry? 
 W jakime charakterze? W jakim? 
 Jako suca. 
 Nie, dziecko, nie moesz by suc. Na takie twoje ponienie ja bym si nigdy nie 
zgodzia. Wanie dlatego, e towarzysko nie stoimy na rwni, nie zgodz si na twoje 
ponienie. Mogaby towarzyszy Jzefowi tylko jako ona... Ale to jest przecie niemoliwe. 
Sama dobrze rozumiesz, e to jest niemoliwe. 
 Wic c mam pocz? 
 Wezwij na pomoc Boga, mio Jzefa i tej opiekunki, ktra ci wychowaa. Moe i 
moj, jeeli w twym sercu t ask znajd. Naka milczenie swemu sercu... Czas zagoi t 
ran, ktr j ci teraz zadaj... Creczko moja, creczko moja mia! Najdrosza! 
Najdrosza!... 
Ksina zsuna si na kolana i w szlochach opasaa Salome ramionami. kaa: 
 Gdyby moga odczu, jak moje serce nad tob i nad twoj nieszczsn mioci pacze! 
Zawsze na wskr widziaymy nasze serca, a tylko teraz... Teraz, gdy ty tak cierpisz, ja ci 
pomc nie mog. Ja ci zadaj ten cios! N wbijam w serce, ktre mi wrcio syna... O, Boe! 
Nim to przyszam powiedzie, oczy wypakaam we zach. Ach, prawda  zapomniaam... 
Ksina pocza szuka czego w kieszeniach. Mwia: 
 Nie wee mi tego za ze i nie przypuszczaj nic pospolitego... Chc si z tob podzieli 
wszystkim, co posiadam, dusz i majtkiem. Gdy wrc do domu, przekonasz si sama... A 
teraz  poow tego, co mam ze sob... Musisz przyj! Musisz! 
Ksina woya w rk Salomei dug i grub sakiewk wypchan zotymi monetami. 
Zachylia jej palce dokoa tej sakiewki, podniosa rk i martw wsuna ofiarowany skarb w 
kiesze jej sukni. Panna Salomea przelotnie pomylaa: 
Ach  pienidze... 
Serce jej przeszywaa wiadomo, e on odjeda na zawsze i e ona sama jedna tutaj 
zostaje. Poza tym bya ciemno. Jak echo piorunu leciay przez serce sowa: 
78 
 Czas zagoi t ran... 
Wsuchiwaa si w dwik i tre tych sw z oddali, ze swego samotnego miejsca. 
Pragna ju odej. By sam! Gdzie ucieka! Co niezrozumiaego wyszeptaa nie 
odrywajc ust od ramienia swej pani. Ksina przytulia do siebie mod dziewczyn, obja 
j rkami. zy obfite, niestrzymane, icie macierzyskie, poczy pyn znowu z tych 
monych oczu na twarz Salomei. Byy tak szczere i tak serdeczne, e wsczyy do zranionego 
serca jaki cie pocieszenia. Objy si obiedwie i zamilky patrzc w otcha swych uczu i 
widzc nawzajem gbiny serca. Salomei zdawao si wci, e ju z tego miejsca odesza i e 
dokd idzie, w bardzo dalek drog. Dowloka si uczuciami na jakow wielk wynioso. 
Patrzya na tamt, nigdy niewidzian stron. Westchna pod naporem nieznanej myli: ach, 
wic to znaczy sowo  matka... Widziaa serce matki i wszystkie w nim uczucia... 
Zrozumiaa, co taka czuje i jak pyn jej myli. Patrzya na to jakby na lec ziemi i pynce 
oboki. Dziwia si, ile jest w matce uczu, jakie s. Rozrniaa ich zaamania, skrty... 
Umiech przepyn przez wszystkie owe dalekie widoki jak wity soca poysk przez 
sieroc okolic. Chciaa otworzy usta i powiedzie, e przecie i ona ma ju pd w onie, lecz 
to zewntrzne sowo cofno si we wstyd i zniko na dnie serca. 
Ksina z zamknitymi oczyma tulia w ramionach Mij. Widziaa jej uczucia miosne. 
Byy to uczucia niemal jej samej. Kwiecista ka, ktr raz jeden widz za ycia czowiecze 
oczy... Nosz si w woniejcym wietrze motyle, koysz wielobarwne zioa. Radosna pie 
wymkna si z dziewczcych ust, gdy bose stopy biegn w rosach kwiecistej ki. 
To to ona sama na ten zaktek raju, na boski pierwiastek w ludzkim ywocie, ma cisn 
przeklestwo mierci, wytraci kwiaty, pobi motyle, zagasi wiato, a kwietny zapach 
przemieni w trupi zaduch!... 
cisna rce, zwiesia gow na rami przyjaciki i wszystko widzc pakaa. Po c s 
kwiaty i po co to soce? Czemu musi uczyni to dzieo straszne? Czemu musi zdoby si 
na mstwo, potworne i nieuniknion tyrani? Czemu musi podnie rk, czemu koniecznie 
cisn do i dusi gardziel, ktr miosnym oplota uciskiem? 
Jk gbokiej mczarni wymkn si z ust, kanie zamulio sowa. 
79 
17 
Przekonywanie Jzefa Odrowa o koniecznoci wyjazdu dokonao si na innej zasadzie. 
Ksina nie przeczya modziecowi, kiedy si zrywa i zabiera do partii  a w miar 
postpw wyzdrowienia i przybytku si niecierpliwi si coraz bardziej. Prosia go tylko o 
jedno, eby si zupenie wyleczy i zdrowy poszed na nowe trudy. Aeby si za w 
zupenoci wyleczy, wyspa z tylu chorb na dobre i odpa po wychudniciu, trzeba byo 
kilkunastu nocy spokojnych i kilkunastu niezakconych dni. Gdzie to byo znale jak nie 
za granic? 
Matka wymoga na synu, e wanie dla jak najszybszego dostania si do partii pojedzie z 
ni najprzd do Krakowa i, zaopatrzony na nowo w odzie, bro i rynsztunek wojenny, z 
now jakow parti, pod nowym dowdc, o ktrej to formacji podobno syszaa  a nade 
wszystko z nowymi siami ciaa i duszy  ruszy w pole. Mody przysta. Nie wiedzia, gdzie 
si znajduje jego dawny oddzia. Gdzie go szuka? Od kogo powzi jzyka? Gdzie si 
zaopatrzy w jak tak bro? W Krakowie rozpatrzy si w sytuacji, dowie o postpach ruchu, 
rzuci przecie okiem na jak map, wybierze nowy oddzia, ujrzy nowe oblicza i now 
odetchnie nadziej. Zachodzi w gow, kto te tworzy now parti, o ktrej matka 
wspominaa. Jake tskni do wodza, do nieubaganego. elaznego stratega, ktry uderzy nog 
w krwaw ziemi i obudzi legiony! Pragnienie walki w modym ksiciu byo tak gbokie i 
potne, jak potnymi byy cierpienia, przez ktre przeszed. Zimnymi oczami wpatrywa si 
w przestrze i widzia w niej wojn scytyjsk23, nieznan wiatu walk na mier, ktra si z 
polskiej wywina ndzy. Zagasy w nim wszystkie wspomnienia i zostaa jedna tylko dza: 
stan w szeregu, sucha rozkazu. 
Te uczucia, a nadto obawa rewizji, podniecenie i lk pani Odrowowej, aeby nie wpa 
teraz w rce wadzy, sprawiy, e zgodzi si wyjecha niezwocznie. Salomea go nie 
wstrzymywaa. Przeciwnie  zachcaa. Cichy umiech bka si okoo jej zacinitych ust, 
gdy go zachcaa do tego wyjazdu... do partii... Mwili ze sob o mdrym, przebiegym, 
twardym i nieustraszonym wodzu, ktry przecie jest gdzie na tej ziemi. Napoleon z dusz 
Machnickiego. Mwili o wielkiej bitwie, ktra zgadzi i zniweczy niewol, wszystko bolesne 
odkupi, nagrodzi rany polegych i bohatersk ich mier. C znaczy dosta kul w eb, jeeli 
to si stanie  i dlatego aby si stao? Czyli nie bdzie to szczcie najwysze: skona na 
placu odrodzenia z tej haby? 
Opowiada o pewnym pomniku w Paryu, na ktrym wyobraony jest onierz umierajcy, 
ktry ostatnim uciskiem obj luf armaty i na niej kona. Mwi jej o niepojtym ogniu, 
ktry jego dusz na widok tego spiowego onierza zawsze przenika. Bya to rado. Teraz 
taka wanie doskonaa rado w nim jest, gdy ma i znowu. 
Oczy panny Salomei z pomiennie czarnych stay si matowe i szare, gdy na niego w 
osupieniu patrzya. Ksina nie zostawiaa teraz obojga sam na sam. Staa si czujna i 
23 Wojna scytyjska  tu: wojna nieubagana, bezwzgldna (Scytowie  ludy koczownicze, zamieszkujce 
pnocne wybrzee Morza Czarnego  w VII w. p..e. dokonali okrutnego najazdu na Azj Mniejsz). 
80 
niezwyciona w swym postanowieniu. W kole tych trzech osb miaa si dokona gra 
szczeglna na wytonych strunach uczu. Mody ksi szed w niewiadomoci do swego 
rzekomego czynu i dla tego czynu powica mio, wdeptywa j bez litoci w ziemi. 
Bezlito jego bya tak wielka, jak bezlitosnym jest los Polski. Z zacinitymi zbami, z 
umiechem poyskliwym na ustach patrza na Salome. 
piewa o zachodzie soca Pupinetti. Ksi skin rk ku Mii wskazujc ptaszka. Byo 
wszystko w tym jednym skinieniu. I ona je dobrze zrozumiaa. Przywtrzya skinieniu 
ruchem gowy. Ale w tej samej chwili pomylaa, e trzeba bdzie otworzy klatk i wypuci 
ptaka na wolno  bo jake bdzie znosi jego piew, gdy zostanie tutaj sama? Niech leci w 
soneczne kraje, tam, gdzie bdzie jej kochanek! Krztaa si pilnie, skadajc rzeczy pani 
Odrowowej w mocn, skrzan waliz. Zajta bya jakim urwanym uchem tej walizy, 
drobiazgami, bielizn, zapasami przygotowanymi przez Szczepana na drog. Wszystko stao 
si nagle. Za chwil mg si da sysze ttent najcia wojsk albo turkot zajedajcej karety, 
ktra niezwocznie zabierze... Zabierze na wieki. Pozory byy, e tylko na pewien czas... Lecz 
ona przecie wie dobrze, i to na wieki. On sam zapomni w dalekich krajach. Ksi pan... 
Tylko jeszcze Bg mgby wszystko wywrci, zama straszn wol, potarga zamysy. On 
tylko jeden mgby zesa pomoc niewiadom, wszechmocne zdarzenie swoje  czyj 
mier... 
Wyjazd mia si odby w nocy, eby jak najwiksz cz drogi  pierwszy etap do 
majtku przyjaci ksinej, lecego nad granic  odby lasami i nie za dnia. Noc 
powikszaa straszliwy niepokj serca. To zacichao na jakiej bahostce pociechy, na zudce 
nikego olnienia pozorem spokoju. Wielki ciar na wosku... Jaka nadzieja bezmylnego: 
co mi tam!  rozszerzya si a do granicy cynizmu. Ju-ju byo sercu lepiej. I oto 
niepostrzeenie wszystko walio si w straszliw, mierteln ciemnic. Wosy wstaway na 
gowie, dym dzikiego optania kbami bucha w uczucia i w jzykach ognia pali si oszalay 
rozum. C to si dzieje! Za chwil bdzie pustka w tym miejscu! 
Ten przeraajcy dom... Dominik przejdzie opuszczonymi pokojami, stanie nad pustym 
oem, rozkoszy, przechyli gow tam-nazad, wsucha si w piew tego ptaszka  i 
zachichoce niedosyszalnym miechem. Jake tu oddycha? Jak y? Co pocz? Podnosia 
oczy na tego modego czowieka, ktry jej ycie zabra i sam sta si jej yciem. Wyznawaa 
mu oczami ca, bezdenn prawd. Nie powiedz mu usta  nie!  nie powiedz! Lecz oczy 
nie maj nad dusz wadzy. Zapaka  on, szlachetny i silny, co si nie lka mierci i nieraz 
prosi o ni  co teraz znowu szed ku niej miao, pewny, e ku niej idzie... Zawrzao serce 
od uwielbienia. Kupiy je na nowo te mskie zy. Nie zdradzi si przed tob i nie zdradzi 
ciebie serce kochanki, polski rycerzu! Bdzie milczao, cokolwiek si stanie, a do ostatniego 
momentu! Stojc z dala, przyciskaa do oczu i ust jego wosy, usta i rce  oddawaa mu 
oczyma swe ciao, sw nago i dum, honor swj i ycie, a do ostatniego momentu! 
Jzef Odrow, ubrany ju w podrny kostium wykwintnego pana, nie mogc jeszcze po 
chorobie chodzi, sania si z ka na sofk, z sofki na fotel. Jake by inny! Ubranie 
przywiezione specjalnie z miasta zmienio go zupenie. Tene to jest, ktrego z krwawych ran 
obmya? Jak niewidziany i niesychany, aosny ptak zjawi si przed oczyma. Ciemna 
szrama przeorujca pod okiem policzek nadawaa mu wyraz wzniosy, pboski. Wosy 
ostrzyone przy samej skrze czyniy jeszcze modszym tego rekruta. Oczy mu gorej. Usta 
zacite. Umiech... 
Przesiad si na fotel  zaton w nim. Rce oparte na porczach, gowa w ty odwalona. 
Nie podnoszc tej cikiej gowy, wpatrzony z odlegoci w matk i pann Salome, zanuci 
cicho, z niezomnym entuzjazmem: 
Precz z tytuami  ksi i pan 
81 
Zetrzyjmy lad haniebnych lat!...24 
Pani Odrowowa przypatrywaa mu si take z dobrotliwym i agodnym umiechem. 
Przez chwil. Wnet pocza zabiega w odwjnasb okoo swych i jego rzeczy, nie 
opuszczajc ju ani na moment tego pokoju, gdzie by jej syn i Salomea. Ci obydwoje byli 
teraz okryci szat spokoju, uciszeni w sobie. Lecz w pewnej chwili pannie Brynickiej co si 
przypomniao. Przez zewntrzne zdrtwienie jak przez skorup przern si, przebi i wydar 
zdrj wewntrzny. Poruszya si niespokojnie. Co chciaa wykona, co zdziaa, co 
powiedzie... Dusia si. Ja si przeciga z bolesnym poziewaniem. Ach, nareszcie! 
Prawda  prawda! Wyszukaa w staniku sukni zaszyt kul. Rozerwaa paznokciami zaszycie, 
wyuskaa ze oowian kul, ktra bya wypada z Jzefowej rany. Nieznacznie, krtko 
ucaowaa t bry moskiewskiego oowiu. Podaa j na doni pani Odrowowej. Jkajc si, 
nie mogc znale dokadnych sw, przez szczkajce zby grzecznie i spokojnie 
wykrztusia: 
 Ta kula... To ode mnie... Ode mnie... Na pamitk!... 
Pani Odrowowa wzia kul i waya j na piknej, biaej, delikatnej doni. Gbokie 
zadumanie poryo jej mdre czoo. Patrzya ponurymi od mczarni oczyma w twarz Salomei. 
Och, jake dla niej by bolesny mciwy czyn tej dziewczyny! Mody ksi tym darowaniem 
kuli zaniepokoi si bardzo. Co go tkno. Co przed nim zabyso! Opar chude rce na 
porczach krzesa, eby wsta. Patrza oczami inkwizytora w twarz matki. Matka pokiwaa 
bezwadn gow. Bya jak gdyby przestrzelona t kul. Rce jej dray. Jzef chcia porwa 
si z miejsca i pyta, gdy wtem rozleg si turkot... Wszyscy wybiegli na ganek. Staa przed 
nim podrna kareta bez latar. Oczom Salomei ksztat jej i zarys czterech koni ukaza si jak 
gdyby widzenie rydwanu mierci. 
Z jkiem wewntrznym wspara si o cian. Czowiek przebrany za stangreta wymwi 
haso. Z popiechem, co tchu, krtko popasajc konie, wynoszono i przywizywano waliz. 
Po krtkim ze wszystkimi poegnaniu ksina i jej syn wsiedli do rodka. Pojazd oddali si 
sprzed ganku wolno, cicho, noga za nog, eby nie wywoywa turkotu ani ttentu. Wsik w 
ciemno nocy. Znik. 
Pani Rudecka, znuona i jak zawsze smutna, oddalia si z ganku co prdzej  rada, e 
nareszcie wywieziony zosta niebezpieczny go. Szczepan, ktry pomaga waliz adowa, 
odszed rwnie. Panna Salomea zostaa na awce sama. Patrzya w t stron ciemnoci, ktra 
pochona karet. Kolana jej byy cinite. Rce na nich zoone. W sercu spokj. 
Wskutek nieprzewidzianego w sferze uczu zawrotu pocza z niejak przyjemnoci 
myle o pienidzach ofiarowanych jej przez ksin Odrowow. Myl o tym bya jakby 
uciskiem na serce, zduszeniem wszelkich wzrusze. Chwila, o ktrej sama myl przeraeniem 
ciskaa dusz, chwila odjazdu, przesza, mina bez adnego prawie uczucia. Salomea 
dotykaa lkliwie mylami wszystkiego: pustki pokoju, klatki kanarka, trwogi wobec 
Dominika  i ze zdumieniem spostrzegaa, e wszystko stao si niebolesne, a wszelkie czucie 
stpiao. Ohydn ulg przynosia myl, e tyle jest pienidzy... Gdyby y ojciec, jakeby si, 
zapewne, ucieszy! Bo przecie uczciwie zdobyte, za rzeteln usug... Nie byby ju tym 
ubogim rzdc w jednym zawsze kubraku i dugich butach, co nie dosypia i nie dojada, tucze 
si witek i pitek od folwarku do folwarku na siodle, wiecznie w swarach, twardych 
kopotach, zawsze w skwar albo niepogod na powietrzu, wrd udrki i bacznoci o cudze 
zyski... Kt to wie, czy za tyle pienidzy nie mona by byo wzi dzierawy w innej stronie 
 niewielkiego folwarku, gdzie na wasnym spokojne zakwitoby gospodarstwo;  miaoby si 
inwentarz, sprzaj, par lepszych koni do wyjazdu, bryczk resorow do kocioa, ubranie 
godowe. Chopi mwiliby, jak si patrzy: wielmony panie... Myl bkaa si po tym 
24 Precz z tytuami  ksi i pan wiersz Ludwika Mierosawskiego, pt. Do broni, ludy!, piewany jako 
pie rewolucyjna w okresie powstania styczniowego. 
82 
jakowym nieznanym miejscu. Lecz e musiaa wrci z kraju bezcelowych nie do grubej 
rzeczywistoci, wic si powloka na daleki grb. Och  pj tam na klczkach, wyszuka 
mogi, przypa do niej piersi, obj rkoma! Powiedzie tej garstce piasku, co si stao, 
wyzna jej swj grzech pody, okropny, haniebny! Wytumaczy upadek swj i odsoni 
win! Trzeba wznie za te zote pienidze elazny krzy na grobie... Pooy napis... 
Zadumaa si nad tym, jak te trafi do tego miejsca. Przypomniaa sobie o licie ostatnim, 
pisanym oowian kul. Wysun si szczeg, e jest tam nazwisko wieniaka, u ktrego 
ojciec lea przed mierci. Dostawszy z kieszeni w list, trzymaa go w rku. Ciemno nocy 
nie pozwalaa czyta ostatnich ojca wyrazw. Rce opady. 
Lecz oto Boa do pocza z ziemi usuwa grub nocn zason. Wyoniy si z omy 
zarysy olch nad wod, pochyych w rne strony koron na wyniosych pniach  ksztatw 
dziwnych, niespodzianych jak formy uczuwania w cierpieniu. Te postaci zarysowujce si na 
niebie przytuliy pomidzy sob wzrok. Na chwil  bo wnet wydar si spomidzy nich... 
Daleko, szary brzask oddzieli ziemi od nieba. Mikkie mgy niad smug zamajaczay nad 
rozdaem rzecznym. Ptaki ozway si w tej mgle tak harmonijnie, jakby to jej obraz ukazujcy 
si z mroku tymi gosami da zna o sobie, wyrazi barw i posta swoj. agodny, zwilgy w 
nizinach wiatr ruszy senne gazie. Blisko, na rabatach ogrodu, zajaniay biae kolory. Ta 
barwa utopia w sercu do wspomnienia  i sama staa w oczach jak uwidoczniony, nagi 
bl. Lecz mne oczy pokonay j. Musiaa wessa w siebie zemst i sta si tylko sob. 
Przeszo... 
Cika senno ogarniaa ciao i dusz. Teraz nareszcie mona bdzie wyspa si po tylu 
niewczasach we wasnym ku, ktre przez tak dug por obcy zajmowa czowiek.  Nie 
bdzie ju serce drao od stuknicia w szyb.  Nieche przychodz i patrz, niech szukaj i 
wsz.  Nie bdzie ju trudw szalonych, bieganiny bez koca i niezmiernej, bezsennej 
troski.  Nie ma ju kogo pilnowa.  Bdzie spokj, cisza, porzdek.  Spa! 
Salomea wstaa z miejsca, eby wykona zamiar i i do siebie. Lecz zamiast tego, po 
krtkim wahaniu, ruszya przej si ponad rzek. Rachowaa na to, e zanim zdy zej ku 
wodzie, rozwidni si i bdzie mona w licie ojca przeczyta nazw wsi i miano wieniaka, w 
ktrego chacie umar. Sza wolno drog w d, po mikkim piasku, ktry nocne rosy znacznie 
zwilyy okrywajc go z wierzchu ciemnym osadem. Pniej wtargna na mokr traw i, 
sama nie wiedzc czemu, sza ku rzece. Przez chwil zatrzymaa si i pobya w altanie 
obronitej pachncym winem. Myli jej byy ciche i umiarkowane, zabiegajce okoo 
sprawy, co sobie teraz za pienidze kupi, jakie sprawi rzeczy. Wbijaa si w dum, e ju 
nie bdzie popychadem na asce u dalekich krewnych  sierot, do ktrej buziaka zabiera si 
kady przyjezdny jegomo. Pokrc si i nakonkuruj teraz, zanim z ktrym mwi zechce... 
Wolno a niepostrzeenie wzmaga si brzask. Rozbrzmiewa goniej piew ptaszcy. 
Wida ju byo daleko kwieciste, niekoszone ki, matem rosy spojone. Krople jej wisiay na 
patkach i szypukach, szare jak kulki ywego srebra. Odlegy las sta si siny. Na 
wielobarwnym niebie czerwonego przybywao blasku. Salomea wysza z altany i udaa si ku 
rzece, ktra wezbraa po brzegi od witojaskiej powodzi. Wody byy mtne, gliniastego 
koloru, krtymi wirami pdzce. Zmulay czerwone i te kwiaty, w pak giy nawise 
badyle, garny prdem pawiny olszowych zaroli, wikle i wierzby. Mokry czad bi stamtd i 
zapach wzmoony niezliczonego ziela. W gbokiej rannej ciszy Salomea usyszaa nagle 
pogos. Krtkie dudnienie jak gdyby daleki oskot bbna. Nasuchiwaa. Kiwna gow. To 
powz uwocy ksin pani i jej syna przejeda daleki most na teje rzece, w kach pod 
lasem. To tupot czterech koni w lejc zaprzonych i stuk k karety o okrglaki mostu. 
Zadumaa si nad tym dwikiem. 
I oto nagle dusza w niej rozdara si jak postaw sukna, ktry by rce biesa we dwie strony 
targny. Rozpacz nieopisana, uczucie lepe i guche, dzikie jak dza w tygrysie, kiedy si 
rzuca na ofiar, wypado z niewiadomej kryjwki ducha. Bezmylne z szalestwa ciao 
83 
pobiego dokd brzegiem rzeki, zawrotami jej krtymi, to w praw, to w lew stron. W 
pewnej chwili, w jakim miejscu Salomea zatrzymaa si. Patrzya na burzliw, zmcon, 
rudymi baniami wirujc wod. Rozmylaa  rozmylaa... 
Co w niej wznioso si, wywayo z jestestwa i dwigno elazne. Rozemiaa si gono. 
Wydostaa z kieszeni sakiewk ksinej, nabit zotymi pienidzmi  odsypaa ich cz na 
do i z wysoka, z zamachem cisna w pdzc wod. Woda plusna  na znak. 
Salomea wysypaa z sakiewki drug i ostatni cz  i wsiaa zoto w pdzc wod. 
Woda plusna  na znak. Ona jedna zrozumiaa mczarni serca. Ona jedna przywtrzya 
mu dwikiem zrozumiaym. Zaatwiwszy si z tymi pienidzmi, Salomea odesza z tego 
miejsca. Brodzia po wysokich trawach mokrych od rosy. Przypatrywaa si kwiatom 
wybujaym, ktre zdaway si jako litowa, a nic poradzi nie mogy. Chciaa wyj na 
miejsce suche, gdy trzewiki miaa przemoczone. Znalaza si na piaszczystej drodze, ktra 
prowadzia ze dworu do najbliszego mostu. Ju wstawa dzie i pozwala widzie w mokrym 
piasku wycinite gbokie lady k karety i kopyt koni. Zobaczywszy za te wiee lady, 
biae na piasku ciemnym od rosy, Salomea zatkna si od ponownego zdumienia. Co w niej 
rwao si i rozdzierao... 
Sza z wolna ku domowi. Lecz na jakowym drobnym kamyku potkny si jej stopy. I tak 
tam pada twarz w w mokry piach. 
Stary Szczepan wsta, jako co dnia, o wicie i szed po wod z wiadrami do stoku, co tam 
pod grusz bi od wiekw. Mrucza do siebie stary kucharz i poskrzypywa wiadrami jako co 
dnia. Skrci z drogi na ciek prowadzc do rdeka, gdzie byo bliej. Alici  zda mu si 
rzuci okiem na drog  ley cosik czarnego. Tkno go wnet ze czucie, e toto bdzie jaka 
bieda od polskiej strony. Ju si by nawet cofn, eby ta przecie kto inny spotka... Ale z 
samej ciekawoci podszed ostronie. Gdy si za dobrze zbliy, cisn wiadra na ziemi  i 
do niej co duchu w gnatach. Podj ostronie z ziemi grubymi rkami bezsilne ciao  zachyli 
zwis gowin sobie na rami i nis do domu z wolna, pojkujc: 
 C ci te to, chudziteczko  c ci to? Oj, wiedzia stary, oj, wiedzia... Dogodziy ci, 
wida  trafiy ci, oj, celnie  da postrzeliy celnie !.. 
Pary, 1912 
