 
STEFAN EROMSKI 
ZAMIE 
POWIE 
2 
Nowe Wydanie Dzie 
Stefana eromskiego 
w pidziesit rocznic mierci pisarza 
poprzedzone rozpraw Wacawa Borowego 
eromski po latach 
4 
CZʌ PIERWSZA 
Stojc w oknie wagonu Nienaski przypatrywa si ziemi francuskiej. Myla o swych zamiarach 
i ich wykonaniu. Migay drzewa Chantilly jak masy i kby chmur rozesane po ziemi. 
Deszcz zalewa i zmywa brudne szyby. Dym bucha, urywa si i sania po zabudowanej 
ziemi. Szary poranek odsania domy, ogrody, pitrowe chaupy, zarola, fabryki, warsztaty, 
Wszystko byo czarne i brudne. 
Zmiana oto krajobrazu i zmiana w mylach, w uczuciach, afektach, w usposobieniu. Ju 
jakby nie byo tego serca ptasiego, ktre bio w piersiach, gdy si w cieniu polskich gr wasa. 
To, ktre teraz czu w sobie, nasiko dobrze dz walki, a ta dawniejsz mikko przegryza. 
Nie byo w nim rwnie dawnych, sztucznych snw o potdze, lecz obojtna na 
mnstwo zjawisk beztroska, prosty o jednym teraz zamys: to moje i tego nie dam! W jednym 
tylko ciemnym punkcie nie byo hartu. 
Oto Pary. W Paryu... panna Xenia... 
Nie wiedzia, gdzie ona tam jest, co robi, co si z ni stao. Rok jej nie widzia. Z tego jednego 
zagadnienia. pada cie na myli, tak pracowicie teraz wymusztrowane, i na uczucia, 
dyscyplinowane w szkole logiki. Po powrocie do Krakowa z wycieczki w gry, z gbokim 
rozmysem napisa by list do doktora Alojzego wirskiego z obszernym wyuszczeniem do 
dziwnej propozycji. Prosi o poyczk piciu tysicy rubli na dwuletni okres czasu. Jako 
ewikcj zwrotu w razie swej mierci lub jakiej nieprzewidzianej katastrofy przedoy doktorowi 
projekt spat rocznych, ktre w jego imienia i zastpstwie uiszcza bdzie lekarz warszawski, 
dr Bronisaw Ustaski. Ten, po ostatecznej dyskusji, zobowiza si da porczenie 
na wekslu przez Ryszarda wystawionym. Poniewa za dr Brus mia nawet kdy w Pockiem 
szmatek ziemi po ojcach kolonistach, posiadajcy warto kilku tysicy rubli, wic owe dobra 
miay figurowa jako ostateczny zastaw pewnoci spaty dugu. Doktor wirski odsoni 
si jako prawdziwy (grubo zbogacony) gentleman. O adnym zastawie nie chcia sysze. 
Przyjmowa zawiadczenie wekslowe co do poyczki piciu tysicy udzielonej Ryszardowi 
Nienaskiemu i przysa mu na t sum czek do jednego z bankw w Krakowie. Oto wszystko. 
atwo w dokonaniu transakcji moe nawet uboda nieco dunika. Rozumia, e mu wierz, 
gdy okaza tam, w owej Posusze, i nie jest szelm. Nadto domyla si sukursu w przypieszeniu 
decyzji ze strony pani Lenty. I ten domys nie by mu rwnie przyjemny. Lecz nie 
byo wyboru. Pierwszy krok na ciece spekulanta, pierwszy manewr milionera  in spe. 
Korespondencja prowadzona w tych sprawach pieninych z domem doktorostwa wirskich 
bya sucha, grzeczna, sztywnie krtka. W jednym wszake licie, ostatnim, doktor 
wirski, zawiadomiony o projekcie wyjazdu Nienaskiego do Parya w interesach, yczy 
mu kordialnie powodzenia i w imieniu ony prosi o pozdrowienie bawicej tame, w Paryu, 
jej przyjaciki, panny Xeni Granowskiej. Std Nienaski powzi wiadomo o miejscu pobytu 
panny Xeni. Z Berlina, gdzie bawi okoo trzech tygodni i gdzie pierwsze studia giedowe 
prowadzi, napisa do doktorowej wirskiej list nieoficjalny i niesuchy z prob o wskazanie 
mu ulicy i numeru mieszkania panny Granowskiej, gdy te nie byy mu znane, a chcia 
cile speni zlecenie. Prosi o nadesanie listu z odpowiedzi na poste restante jego nazwiska 
5 
do gwnej poczty paryskiej. Obecnie docierajc do wielkiej stolicy mia chwilami wraenie, 
e zda do tego celu po to jedynie, aeby tam otrzyma list pani wirskiej. Posi adres! 
Jak te teraz wyglda Kenia? Czy zeszczuplaa i przyblada? Jakie te teraz s jej oczy? Czy 
to s te same czarne pomienie  chwiejne i porywajce melodie? Jakie te nosi suknie? Czy 
jest taka sama jak dawniej, czy si zmienia? Co robi w tym miecie? Mieszka z ojcem czy 
sama? 
Skoro tylko zaczyna zatapia si w rozpltywaniu tych pyta, ogarniaa go tsknota napastnicza, 
niespokojna, wybuchajca. Nie mg usiedzie na miejscu, nie mg usta w korytarzu, 
pogania pocig i wyprzedza go chyymi mylami. Za chwil przypomnia sobie 
wszystko i karci w sobie t sabo. Przydusza j wtedy i usiowa znieczuli. Lecz przyduszona 
istniaa, jak zimny pocisk, o ktrym kadej chwili naleao pamita, aeby przypadkiem 
nie wybuch. Byo z tym nie  dogodnie w sferze myli trzewych. Ta utajona troska 
zawadzaa, jak zawadza organizmowi chore serce, biegnce niewaciwymi skokami. A wic 
przyszy finansista opiera si rkoma o futryny okien wagonu i machinaln si przydusza, 
przytacza pragnienia uczu. Pocig gna szybciej, szybciej... 
Oto nareszcie ukazao si miasto czarne i zadymione, Dworzec Pnocny  miejsce tylu 
gbokich wzrusze... Wdrowiec uj w rk tomoczek, wysiad i szybko wydosta si na 
ulic. Pnojesienny, icie paryski deszcz zalewa chodniki. Ryszard zbieg do metro i pojecha 
wprost do swojej starej dzielnicy. Tam tylko mg mieszka i y. Tam by Pary bliski i 
znany jakby czstka ojczyzny. Wylazszy z podziemia uda si do hoteliku, gdzie dawniej 
biedowa. Wacicielka, ukryta za sw szyb, siedziaa w tym samym krzele, przed tym samym 
stolikiem, jakby j wczoraj osieroci. Bardzo si (pozornie) ucieszya  nade wszystko, 
gdy zada numeru daleko wikszego ni dawniej, na drugim pitrze i z bardziej okazaymi 
meblami. Trudno za byoby opisa jej macierzyskie roztkliwienie, gdy z gry za miesic 
zapaci. Ten sam tedy wydeptany dywan na schodach i ten sam zapracowany a do mierci 
Adrian, poczciwy, ysy garson, yczliwy, dobry, wytrawny biedaczysko  pracownik. Przywita 
si z dawnym klientem jak istotnie kto z rodziny. Pogawdzi o yciu krtko, wzowato, 
a doprawdy  doprawdy jak filozof przenikliwy i gboki. Jednake nie bya to chwila 
odpowiednia do gawdki. Przybysz poda snu. 
Pokj by od ulicy, niemal narony. Oto ta sama spokojna i cicha prowincja paryska, te 
same czarne, monotonne, wielopitrowe puda dzielnicy starej jak wiat, ktre ju do koca 
wiata tak tutaj bd systematycznie rentowa. Dwa okna, zaopatrzone u dou w elazne balustrady, 
daway widzie ca ulic. Na ten wanie szczeg zwracaa uwag gospodyni wizytujc 
miego gocia... 
Sen nie przychodzi. Drzemanie, przerywane przez jedn wci dz, przez myl o poczcie 
 huk w uszach po tak dugiej drodze... Przelotne spostrzeenie, e deszcz nacich cokolwiek 
 pchno z ka. Nienaski umy si, przebra, przebra starannie, w najniewinniejszej 
myli, bez adnego zamiaru, po prostu jak czowiek, ktry przyjecha do miasta i wychodzi 
midzy ludzi. Starym samowarem Mont  Rouge  Gare de 1Est, ktry dzi ju powikszy 
grono inwalidw i przeszed do dziedziny historycznych wspomnie  jecha a do 
ulicy Etienne Marcel. Idc pniej co tchu zaboconym chodnikiem niezupenie by panem 
swych uczu. Raz w raz bez przyczyny zaglda w poprzeczne ulice i widrowa oczyma grupy 
przechodniw. W miejscach wolnych od tumu bieg cwaem. C mia pocz ze sob? 
Nie mg panowa nad wzruszeniami, pobudkami, impulsami. Nie mg utrzyma na smyczy 
niegodnych trwg i nikczemnych kurczw, spazmw i samowolnych biegw serca. Min 
popiesznie wejcie, owo wejcie o trzaskajcych drzwiach, ktre puszczaj rce zgorczkowanych 
ludzi  hal, w ktrej huk jest cigy, jakby tu si rozbijay z oskotem wieci o sprawach 
rodu ludzkiego, ktre tam jak wezbrana przepywaj powd  i dopad litery swego 
nazwiska w dziale poste restante. Na zasadzie okazanego biletu oddano mu list. Pozna pismo 
pani wirskiej. Ucieszy si i uspokoi. Ta uciecha sprawia w caym ciele uciszenie, obojt
6 
no, nawet nieczuo  nawet niesmaczne zdziwienie, e przed chwil mg si tak forsownie 
i bez potrzeby wzrusza. 
Bardzo prdko przebieg list oczyma. By krtki. Pani wirska nader przyjanie i grzecznie 
przepraszaa go, e nie moe mu przesa adresu panny Granowskiej. Zna ten adres, lecz  
niestety!  mimo najszczerszej chci i z prawdziwym swym alem nie moe go wskaza w 
licie, jak sobie tego yczy, a to z tego powodu, i osoba zainteresowana, panna Xenia Granowska, 
zabronia, zakazaa jej pod najciszymi zaklciami przyjani udzielenia mu tego 
adresu. Jaka jest przyczyna tej dyspozycji, pani wirska nie moga sobie zda sprawy. Wyraaa 
zdziwienie z racji tego ukazu swej przyjacieczki, a poczytywaa to, oczywicie, za 
jeden z jej licznych kaprysw, ktry naleaoby porzdnie jako ukara. Pocieszaa si nadziej, 
e Pary nie jest tak znowu wielki, aeby nie byo monoci odnalezienia miejsca pobytu 
kaprynicy pomimo i wbrew jej woli. 
Przeciwnie  naleao poszukiwa, odnale adres i zbada do gruntu przyczyn tych fanaberii. 
Musz by bardzo ciekawe. Jest to bowiem rzecz w istocie interesujca, co te takiego 
skrycie knuje ta niewdzicznica, nie yczca sobie nawet widoku swych najyczliwszych 
przyjaci i najarliwszych opiekunw. 
Krtka rado i niedugi zdrowo  ywotny spokj, wszystko dodatnie, co w normalnym, 
tgim czowieku stale by powinno, znowu runo jak sup piasku. Ryszard wyszed. Och, 
jake teraz straszliwie, z jak diabelskim oskotem zatrzasny si za nim te automatyczne 
pocztowe drzwi! Zdawao si, e od ich oskotu rozpknie si serce. Ono wiedziao, co znaczy 
zakaz udzielenia adresu! Ironia tego listu... Wyraenia, zwroty, terminy kaprynica, 
niewdzicznica  wzdrygnieniem przenikay w gb jestestwa. Pami nie moga wytraci 
ich, otrzsn ze siebie. Czepiay si czowieka, jak pomyki ognia czepiaj si palnego wosienia. 
Rozumia dobrze, co si kryje za t mciw ironi. Przez krtk chwil pociesza si 
nik, icie pajcz nici nadziei, e moe to jest w istocie tylko objaw zej rozkoszy tej podstarzaej 
piknoci, ktra sobie na nim zemsty uywa. Lecz nie! Po chwili wiedzia ju, e 
nie. Wysuny si logiczne przesanki. Pierwsza przesanka: nie chce mnie ju widzie. 
Druga przesanka  nie do sformuowania, jak pchnicie noa. I wniosek: ju jest za pno. 
Za pno! Bezdenna otcha bya pod nogami, na rwnej drodze. Po cem ja jej da wtedy 
wyjecha z Warszawy? Cem ja zrobi!  zakryy si, zakotoway myli jak wiedmy. A 
wic wonne usta Xeni ju kto inny cauje  radosne oczy na inne spojrzenie czekaj! Moe w 
tej chwili, ktra mija, ona patrzy w czyje oczy, tak jak wwczas... 
Szed przed siebie, blady na twarzy, ze zmarznitymi palcami ng, wysikiem woli i trudem 
fizycznym si wzroku wydobywajc z oczu. Bya godzina jedenasta rano. Tuman deszczowy, 
przesiknity cikimi opary tej niskiej, starej czci miasta, zasania ulice. W grubej 
mgle da si postrzec posg krla na komu  bolesny od tej chwili na zawsze ksztat. Widmo 
ohydne werzno si i wryo w dusz. 
Po pewnym czasie, idc wci krtymi ulicami, Nienaski jakby zapomnia o tym, co mu 
si przydarzyo. Jakie pociechy... Mao to na wiecie zawodw... Pierwszy to i ostatni? 
Tyle to tylko jest do przeycia: panna nie pozwolia mu zakomunikowa swego adresu?... 
Wielka rzecz! Ju te zapewne i nie istnieje ta panna Xenia, wic c dziwnego, e nie chce 
zobaczy si z dawnym narzeczonym. A wic moe lepiej... Do pioruna  skoro chce przepada, 
niech przepada! Ostatnia to jest o niej myl! Ostatnia myl! Tak. Myli o niej zostay 
wytpione. Jakie wspomnienia, nad ktrymi wiadomo nie panuje, wasaj si wok jak 
ta mga uliczna wok ciaa. Wycieruch knajpiarski w cukierni w Warszawie przypomnia si, 
gdy opowiada o kelnerze zwijajcym si wok, e ten, taki idiota z pozoru, jest najzawoaszym 
na Warszaw strczycielem. Zbija, hycel, majtek i udaje prostaka nie umiejcego 
trzech zliczy. Ciekawe jakie szczegy, przykady wykazujce czarno na biaym, e z najlepszych, 
najzacniejszych rodzin... Och, i znowu istne obcgi z elaza wyrywaj ywe ciao! 
Gowa koem si toczy, traci moc sw i wadz, jak uderzona obuchem... 
7 
Wanie da si sysze odlegy a potny haas giedy. Wychodzc z ulicy poprzecznej na 
plac giedowy Nienaski przypomnia sobie, po co przyjecha do Parya. Przecie nie po to, 
eby bezradnie i bezmylnie rozpacza w jego ulicach... Przypomnia sobie  i jedn myl, 
niby dokadn, sta, wyprbowan miar, zgruntowa swj gboki zamys. Pomaca rk 
lewy bok, gdzie w wewntrznej kieszeni kamizelki, starannie agrafk zapitej, pielgnowa 
dziesi tysicy frankw  logarytm miliardera. Zawrci na lewo i po szerokich, mokrych 
stopniach wyniole wkroczy midzy korynckie supy gmachu giedy. Prnia w gbi piersi, 
wyrwanie duchowego jestestwa, jama, na ktrej dnie skowyczy ohydny bl  i c z tego? 
Trzeba jakiego fizycznego ucisku, jak si zaciska palcami rozdarcie ttnicy. Nie ma innego 
ratunku! Wstpujc na schody przybija w sobie, usiowa zawali wyrw duszy wrzaskiem 
giedziarzy. By to na razie rodek dobry, lekarstwo pomylne. 
W przedsionku pord filarw dziaaa ju na dobre k u l i  a, zawodowi spekulanci, faktorowie 
prdw skrytych, intryg podziemnych, agenci prywatni udajcy zwykowcw dla 
ukrycia istotnej gry na znik. Wikszo ich staa na awach i fundamentach supw, wykrzykujc 
wniebogosy swe a p p o   y. Nienaski w tej minucie nie mia usposobienia do 
zagbiania treci obrotw. Przysuchiwa si biegowi gry i przyglda twarzom, gdy to 
sprawiao mu ulg. 
Na podwyszeniu sta mody yd, przez ktrego grdyk przelatywao istne szczekanie nazwy 
waloru. Wrd natoczonych grup wasa si starzec z wolem na szyi, ktry zdawa si 
ka wci jakim dwikiem, zrozumiaym jedynie w tym stadzie. Wbiegali wci nowi 
przybysze, toczyli si dokoa starych kolumn, nasuchujc z okiem wlepionym w krzykaczy. 
W myl ustaw giedy paryskiej, ktra pozwala wchodzi do wntrza bez adnej opaty, Ryszard 
wkroczy do sali. I tam ju wrzao. Dookoa parkietu toczy si tak zbity i zwarty cisk 
mczyzn, e przybywajcy z zewntrz nie byli w stanie dosign rk balustrady dla oddania 
swych zlece porednikom urzdowym, pracujcym w centralnej corbeille. Tumy kombinatorw, 
zwartych w grupy, zaciekle dyskutujcych, samotnych i ruchliwie czynnych napeniy 
galerie, otaczay filary i pyny tam i sam w chargoczcych zespoach w gbi sal. 
Pewien stary wyga z bokobrodami, w cylindrze na tyle gowy, uchodzi z miejsca na miejsce 
przed cigajc go zgraj, istny odyniec w opresji kundysw i ogarw. Wrd tumu przesuna 
si zmurszaa figura starego Ogrodyca. Szed z umiechem pogodnym, jakby na poobiednej 
przechadzce, witajc uprzejmym skinieniem gowy t lub ow person. Ryszard 
unika zetknicia si z tym dziadyg, aczkolwiek zanotowa sobie w myli, e teraz naley 
wej z nim w stosunki giedowe. Raz w raz wbiegali woni z telegrafu ze stosami depesz, 
ktre natychmiast znikay. Kade takie wessanie nowej fali wiadomoci podniecao wrzaw, 
czynio j intensywn, namitn, rozpasan a do szau. 
Nienaski, potrcany i wymijany przez tych ludzi optanych od jednej myli, o twarzach 
zdrtwiaych, oczach szalonych albo zimnych i zbjeckich jak u rekina czy krokodyla  sania 
si w poprzek i wzdu, peen rozdwojonego, jakby dwumzgowego zamylenia. Stan 
przy jednym z filarw, opar si o plecami  i kombinowa. W tej chwili by zaiste na giedzie, 
i to na giedzie swojego ycia. Wrd piekielnego wrzasku graczw, ktry pod sklepieniami 
sal przeradza si w jednostajne, jednotonne, chralne brzmienie skomlenia  przepywaa 
myl o stracie. Goniejsz bya ta myl ni w ryk szalonych rzdcw wiata. Nadaremnie, 
nadaremnie przedsibra wysiki! Nic jej nie mogo uciszy... Bya to bowiem tre 
wszystkiego. lepe cierpienie od przeszycia ciosu, naga klska, na ktr nikt ju nie poradzi... 
Nie przyjdzie znikd ulga i adn miar nie ustanie dugo blu! Tylko mier mogaby go 
przeci i zniszczy. 
Lecz czowiek nie umiera wwczas, gdy chce. Wanie musi y, przetrwa ca dugo 
cierpienia, zmierzy sob ca jego szeroko. Ryszard myla spokojnie, jaka w tym jest ndza 
haniebna, e nie mona przeama jej wysikiem, rzutem wiadomego gwatu woli. 
8 
Chcia wej ju w sfer giedziarstwa, sta si ju tym szachrajem, ktry z zaparciem si 
siebie bdzie tu gromadzi niegodziwy kapita do walki o nakrelone cele. Chcia ju dzi 
otrzsn si i zacz prbowa si tu albo tam, na los szczcia, zrobi eksperyment, kupowa 
wartoci zgoa nieznane nie majc olbrzymich sum na uiszczenie ceny kupna, bez zamiaru 
nabycia ich naprawd i w rzeczywistoci. Jutro bdzie sprzedawa walory, ktrych w 
chwili aktu sprzeday wcale nie bdzie posiada. Pojutrze, jak ci oto wszyscy, nabdzie papiery, 
eby je znowu przed terminem dostawy odprzeda  odstpi akcje, ktre dopiero przed 
dostaw kupi  osigajc zyski na zmianach cen. Przelotnie, pobienie, jakby wtrnie, poza 
sw myl gwn rozwaa teraz konieczno wejcia do jakiej szajki sprzysie h a u   i 
e   w albo b a i   i e   w  konieczno poznania metod ukadu min i kontrmin giedowych. 
Mia wreszcie ze sob tyle pienidzy, e ju dzi mg rzuci si na jakowe interesy 
premiowe, kupowa akcje, z gry uiszczajc nadpat kursu. W ten sposb, gdyby kurs by 
niedogodny lub nic niewart, bdzie mia prawo zrzeczenia si nabycia lub bezpiecznej sprzeday 
na dostaw. Mia tyle ze sob pienidzy, e mg nawet paci zadatki na przepade dla 
zawarcia jakich umw spekulacyjnych. lizga si mylami po tych wanie spekulacjach, 
tak mu dotychczas obcych. Myli polednie o nich i wzgardliwe miay si teraz sta siami 
najgwniejszymi, czynnoci sta i celow, ponad wszystko wyniesion. Oglda je w sobie 
ze miechem, jako wrogie najcie zwierzcych ywiow. Z przymknitymi powiekami sucha 
huku zewntrznego i paczw wewntrznych. Miao si to teraz jednoczy w pospolito, 
w zdrow codzienno. Dwiga przeciwko swej niemocy taran taki albo owaki, ktry by j 
skruszy u podstawy. Zabije nim ow Xeni! Lecz niemoc alu bya mocniejsza ni wszelka 
zewntrzna i wewntrzna sia. Przeciw niemu wystpoway tylko wyrazy i wyrazy... 
Znowu przelotne widziado oczu jej patrzcych w cudze oczy! Usta jej umiechajce si w 
inn stron... Kto inny ju napawa si czarodziejstwem tego umiechu... C mona byo poradzi 
na to widzenie? Runo wniwecz wszystko. Zwalia si moc ostatnia jak gmach zburzony. 
Ciemno. Rozpacz chwyta za gardo. Serce tylko jest samo na wiecie. Myli lec jak 
gnane od wichru iskry i perzyny z poncego domu. Z dzikim przeklestwem na ustach, z 
szalonymi modlitwami w struchlaym sercu pocz przebija si, przerzyna wskro tumu. 
Najdrobniejsze potknicie, najnaturalniejsza przeszkoda stawaa si nieszczciem. Straszliwy 
wrzask ciga go jak przeklestwo na mier, gdy zbiega ze schodw. 
Jedna jeszcze myl, nadzieja w formie zamiaru... Wsiad do kolei podziemnej i da si unosi. 
C poradzi? Niewtpliwie tak  modli si w gbi, wzywa Boga, eby j ratowa od 
zguby, eby j wyrwa z otchani. Wysiad w Chatelet i przeszed przez most. Zawrci szybko 
do biura adresowego w Paacu Sprawiedliwoci. Dugo tam czyni poszukiwania, eby 
wreszcie otrzyma suche zawiadomienie, i osoba tego nazwiska, Granowska Xenia, nie jest 
zapisana w ksigach biura i nieznana z miejsca swego pobytu. Wyszed. 
9 
Gboko przepaci odtrcenia  w noc zamieniaa dzie, a noc w katowni, ktra zabija 
sen. Sowo z natury swej musi si kusi o porzdek, systemat i wdzik, a przepa odtrcenia 
bya wrog i przeciwn naturze czowieczej jak gd albo gorczka  wic sowo odda jej nie 
moe. Ta niedola, ta niemoc ducha bya wytrwalsz ni choroba fizyczna i dokuczliwsz ni 
wyrzuty sumienia. Siadaa u oa, po ktrym tarza si kadub bezsilny, ze miechem drwic z 
ez. Drwia za z ez grubym i tgim dowcipem. Chodzia za rozszarpanym w sobie czowiekiem 
krok w krok, wszystkimi drogami  szpieg  ktry wszystk rozkosz mioci widzia, 
podpatrzy, zna, spisa w swym protokole, a teraz za kade jej radosne tchnienie szczodrze 
wymierzy zapat na podstawie nieubaganego paragrafu. 
Przedziwne si wysuno na pierwsze miejsce prawo odwetu: dokonanie klski zbliao 
wspomnienia. Wszystek ogrom szczcia wyszed na jaw i okaza si jako skarb bez ceny, 
skarb, ktrego ju nie ma wcale. Gdziekolwiek wzrok rzuci si po ulg, dokdkolwiek posuna 
si myl usiujca zaczerpn zdrowia, zewszd spadaa furia zemsty, krzyk odwetu bez 
miosierdzia, nie szczdzcy cios kary. Przedmioty, zjawiska, ksztaty, myli, przywidzenia, 
nawet przelotne sny  stay si teraz jak organizmy zatrute jednym jedynym jadem. Miay w 
swych gbiach, pod swoimi powierzchniami jak gdyby miny i wybuchy wiekuistego wspomnienia. 
Klska straty bya wszdzie w tym miecie ogromnym, biega rojowiskami ulic  jak 
czarna mga obja place  jak niewidzialna dla nikogo aoba powiewaa z gmachw. Zza 
wszystkich szyb spozierao nieogarnione dla sowa, niewypowiedzialne zjawisko nie ma  
ohydna prnia, w ktrej duch kona. Wszystkimi drzwiami wchodzia wie jedna, wrczajca 
zawsze jednaki wyrok. Spojrzenie stao si godne jednego 'ksztatu, okrutne i zowrogie 
dla ludzi za wstrtn ich wszdzie obecno, za ich niewiadomo o istocie zgryzoty, za ich 
miech katowski, dziki, tratujcy bezsiln niedol. Myl .si zwzia i spaszczya, staa si 
tward i ostr jak kina. Jake by mogo inaczej? To miasto porwao i ci ludzie pochonli 
w swych wirach dusz wiata, serce zjawisk. Zgina jedna kobieta, pucia si jedna wicej 
dziewczyna? Nie! To ziemia umara, dusza czujca staa si bezpodn, a cmentarz o tysicu 
grobw zaleg od kraca do kraca... 
Jake si byo dowiedzie, od kogo wyrwa tajemnic, gdzie Xenia jest w miecie Paryu? 
Wypatrywa, wypatrywa, wypatrywa zza szyb autobusw, z wyyny starych tramwajw  a 
do pknicia oczu  jedc umylnie wzdu i w poprzek, tam i sam, najrozmaitszymi ulicami 
 w toku podziemnych kolei, na stacjach, wrd wiru pieszych. Mijay dnie i tygodnie 
wasania si a do pnej nocy w tumach, z jedn wci myl i z t iskiereczk nadziei 
zagaszon od westchnie, zalan zami  e j przypadkiem spotka. Wyczerpie si przecie 
wszelka moc kary  Bg si zmiuje. Ta przepa, na ktr midzy nim i sob wskazaa przez 
swj zakaz  zginie z oczu, odejdzie ze snw! Rozpytywa przernych bywalcw, wydrwigroszw, 
najemnikw do kadej usugi, wczykijw, knajpiarzy, hultajw nocnych, gogw 
paryskich i zawadiakw, hyclw i chodzikw, ktrzy znaj wszystkich niemal w tym miecie 
i wszystkie plotki umiej na pami. Znali tu w istocie skryte brudy wszystkich mczyzn i 
wszystkie cnoty kobiece przejrzeli pod wiato, mogli wymieni adres kadej Polki, ktra si 
przewina przez te ulice, prcz jednej, tej jedynej, poszukiwanej... 
Ktrego dnia speni rzecz upadlajc, nisk, ostateczn: napisa list ugrzeczniony, chytrze 
pokorny, w istocie ebraczy do pani Sabiny Topolewskiej, za wszelk cen dopraszajc 
si o adres Xeni. Przyrzeka solennie, i do niej wcale nie pjdzie i nie bdzie si ze sw osob 
narzuca. Pragn tylko wiedzie nazw ulicy i numer domu. Nic nadto! Zaprawd  tylko 
to chcia teraz wiedzie! Przecie sam honor nie pozwala pcha si koniecznie, gdzie jestemy 
le widziani. Maksyma to bya cile przestrzegana zmarej matki: gdzie ci bardzo zapra
10 
szaj, tam rzadko bywaj, a gdzie ci nie prosz, tam niech noga twoja nie postoi. C dopiero, 
gdy ostentacyjnie zakazuj do siebie przystpu! Przez sw rekuz Xenia owiadczya wyranie, 
e abdykuje z mioci i nie jest spragniona jego widoku... 
Ale j z daleka zobaczy! yjc! Ujrze j  Keni! I za ni z dala i popatrze na jej posta, 
ruchy, gow... Z daleka  na wszystk nieskazitelno honoru  z daleka! W kawiarni, 
na rogu ulicy du Bac i nadrzecznego bulwaru, gdzie w list wrd takich uczu pisa  niemal 
na jawie widzia Keni w gbi swych oczu i poprzez to widzenie stylizowa sw upad prob. 
Odnis j na poczt i czeka na odpowied. Min tydzie, drugi... Wwczas poszed na 
ulic Etienne Marcel. By list od tej pani, dugi, wesoy, bezlitonie artobliwy  i bez adresu. 
Pisaa, e nie moe zdradzi kuzynki tak bliskiej, ktra wyranie sobie i wielokro zastrzega, 
i nie chce spotyka si z nim w Paryu. Pani Sabina dodaa z ubolewaniem, i ta dziwaczka 
Xenia dwa razy ju specjalnie pisaa do obudwu pa posuchowskich z gorc prob 
o zatajenie jej adresu, choby pan Nienaski najbardziej si tego domaga. 
A wic znowu z podwjn furi  w kocioach, sklepach, parkach, teatrach, kawiarniach, 
w teatrzykach varietes, noctambuleach, w nieskoczonych i nieprzemierzonych ulicach, w 
ulicach wiekuicie penych po brzegi, przepchanych ludmi a pustych jak rzymskie katakumby... 
Po poudniu, o zmierzchu, wieczorem, w nocy  szuka, wypatrywa, czeka. Oczy popady 
w istny obd wzrokowy, serce bio wrd dymu modlitw. Nieraz zdarzyo si tym oczom 
i temu sercu przey straszliwe zudzenie, pomyk, istotn fatamorgan. Kto w tumie tego 
samego wzrostu i postawy... Identyczne ruchy na schodach muzeum Luwru... Wosy i cz 
profilu w kawiarni Lutetia... miech taki sam w cieniu kinematografu... Przebudzenie z tych 
zudze byo gorsze ni wszystko, ni samo odtrcenie. Spychao w d jak kolana siepaczw, 
natrzsao si z chichotem jak wykonanie uchway spiskujcych szpiegw. 
Pewnego wieczora, na koncercie w kociele Sorbony wysucha Orfeo Glucka. piewano 
w starej, woskiej sownej transkrypcji to dzieo Hoffmanowskiego Kawalera. Gos altu 
rozleg si w nawie kocioa, a po prawdzie gdzie indziej, w tym piekle bezbrzenym, gorszym 
ni tamto, w tym kolisku ywych, bardziej pustym ni tamten Hades umarych. Aria 
spada w serce suchacza, w przepa jego mczarni i jego wasnym staa si gosem: 
Che far senza Euridice? 
Dove andr semza il mio ben? 
Euridice! Euridice! 
Rispondi! Rispondi! 
Oh.Dio! 
Io son pure il tuo fedele... 
Potem jeszcze ten ton przezroczysty, poprzez ktry wida materialn posta straty, gos o 
bezwzgldnej wymowie dokonanego nieszczcia: 
Ah, non mavanza 
Piu coccorso, piu speranza, 
Ne dal mondo, ne dal cielo! 
Che far senza Euridice? 
Kade z tych sw byo wasne, jedyne, zawierajce wszystko. 
Nie melodia, lecz istota sprawy. Nieprzemierzono klski leaa w krtkich tonach... 
W tym czasie Ryszard Nienaski sta si okrutny i wewntrznie wyzwolony z wszelkiej 
mikkoci wzruszenia. By niewtpliwie sob, porzdnym czowiekiem, lecz jake blisko sta 
od najbezwzgldniejszej decyzji! 
Wzrok jego sta si nieprzyjazny, rzncy, ostry i migotliwy. Gdy dostrzeg ludzi szczliwych, 
zakochanych, nachylonych ku sobie, jake umia ceni widok ich mioci! Pewnego 
dnia z okna swej izby zobaczy par szczliw. liczna kobieta chwytaa rk mczyzny i 
11 
okrywaa j szalonymi pocaunkami... Szli chodnikiem jak obkany dwugos pieni, nie wiedzc, 
e kto patrzc na nich wyamuje a do zdruzgotania i ksa swe palce, skowyczy jak 
pies... Jake to ten podgldacz cudzego szczcia rozumia mio, ktr pokazywano na scenie! 
Sztuka odkrywaa przed nim swe zabiegi, sztuczki, wszelkie mamida i wysiki roboty  i 
prawd z jej zapadniami i przemylnoci wnykw natury. Rozumia si na istocie rzeczy 
miosnych. Mierzy je jak nieomylny znawca. Czstokro na dramacie poety w teatrze parska 
miechem i wychodzi w p aktu. Kiedy indziej rozumia twrc, moe pierwszy i ostatni 
moe od momentu utworzenia dziea. W pewnych dniach muzyki nie mg znie, nienawidzi 
jej tkliwoci, jej siy przypominania. Kiedy indziej przywiera do niej, do jedynej pocieszycielki, 
do tej ostatniej deski ratunku w zdziczaym i rozhukanym morzu ycia. 
12 
Pewnego dnia rano ubra si porzdnie, zeszed do metro i wysiad a w Passy. Na jednej z 
nowych ulic odszuka dom znany mu z dawnych czasw i wszed na pierwsze pitro po 
wspaniaych marmurowych schodach, szczodrze wysanych dywanem. Stan przed drzwiami 
mieszkania pana Henryka Czarncy i nacisn krek dzwonka. Niezwocznie otworzy mu 
drzwi wyfraczony lokaj i wprowadzi go do salonu. Wziwszy bilet wizytowy, bez szelestu 
wyszed. Nienaski usiad w fotelu i czeka. Oczy jego bdziy po ciemnym, strzyonym dywanie, 
ktry zaciea olbrzymi salon, po meblach krytych bkitnym atasem, po obrazach i 
drogocennych sprztach. W rogu salonu sta marmurowy posg, wizerunek nagiej dziewczyny. 
Biaorowy, przezroczysty marmur uwydatnia w sposb plastyczny pikno na poy 
ukrytego dziewiczego ona. Widok tego marmuru zmci i zmiesza szyki duchowe i zepsu 
na nic porzdek si wytrzewionych myli petenta. Zgryzota pocza opada znowu, jak 
ciemna noc, na przedmioty, pojcia, impulsy. Stao si po dawnemu duszno i ohydnie. Wyj, 
wymkn si, uciec! 
Byo ju za pno. Na progu stan tene sucy, skoni si i uchyli drzwi do ssiedniego 
gabinetu. Nienaski musia i po dywanie, jak po mikkiej trawie ki. W owym gabinecie, 
zastawionym cikimi meblami, obwieszonym mnstwem obrazw, rysunkw i sztychw, 
przy ogromnym biurze zajmujcym rodek pokoju, niby przy otarzu starej bazyliki, czeka 
inynier Czarnca. By to wysoki, pkaty mczyzna, czarny, a fiokowy brunet, z wosami 
przystrzyonymi przy skrze niemal w kwadrat. Spiczasta broda, w trjkt znowu przystrzyona, 
obejmowaa jego czerstw i tg twarz, niby klamra z elaza. Misiste, czerwone usta 
byy czego nieprzyjemne. Na widok gocia te usta pokryy si niby umiechem, grymasem 
towarzyskim. Inynier wycign grub prawic ruchem zdecydowanie gocinnym, ktry 
jednak w gruncie rzeczy by odtrceniem na dystans. Z udanym entuzjazmem zawoa: 
 Kogo widz? Lata, lata miny! Gdzie to pan buja? Co pan ze sob poczyna? 
Nie czekajc odpowiedzi na tyle i tak natarczywych zapyta, przysun gociowi fotel tak 
mikki, e w nim byo y nie umiera, sam usiad za swym biurem na czym w rodzaju 
rzebionego tronu i nachylajc si porozumiewawczo, z przymrueniem oka pyta: 
 Kotyzacyjka? Nieprawda? Pomoc, ,,Biuro, biblioteka czy owo zgoa odbudowanie 
ojczyzny? 
 Ani jedno, ani drugie, trzecie, ani nawet nie czwarte... 
 Pojmuj. Nie od dzi znamy si i wspieramy. Powiedzmy sobie, eby orientacj uatwi, 
we dwu sowach  ile? 
 Pozwoli pan, e mu zajm chwil czasu. Nie przychodz w interesie adnej z tutejszych 
instytucji ani po skadk na odbudowanie ojczyzny. 
Inynier najzupeniej konspiracyjnie odetchn. Na znak uwagi zsun swe czarne brwi, 
gdy Nienaski mwi: 
 Chciabym zasign od pana rady w kwestii czysto osobistej. 
 Jestem wszystek, jak tu stoj, do dyspozycji. Dla pana  wszystko! 
 Poszukiwaem tu dawniej zajcia .i zarobkw dla innych. Teraz szukam miejsca dla siebie. 
 Nosi wilk owce, ponieli i wilka... Posady? 
 Zapewne, ale zyskownej. 
 Myl godziwa. Posady zyskownej... w Paryu?  podkreli pytanie nie bez ukrytej 
ironii. 
 Niekoniecznie. Raczej gdzie daleko. Na przykad  w koloniach, nad Kongo, w okolicy 
jeziora Csad, w Kochinchinie lub na Martynice  byleby mona wkrtce a znacznie zarobi. 
13 
 Tiens! Wszake to pan, jeli mi pami nie myli, architektur now, monumentaln, 
wyzwolon z dawnych wizw... Nieprawda? 
 Tak jest. Nosiem si dawniej z mylami lekkomylnymi o cikiej, nowoczesnej architekturze. 
Dzi podjbym si wszelkiej pracy, imprezy niebezpiecznej, byleby nie bya ajdactwem 
albo zodziejstwem  dla zdobycia pienidzy. 
 Zdobycia pienidzy? Tiens. Jeszcze jedno... Wszake to pan, jeli mi pami nie zawodzi 
 aprobaty sabotaw, oczywicie ideowe  w tym rodzaju...  powanie szydzi pan 
Czarnca. 
Nienaski nie podnis tej rkawicy. Cign dalej swe upokorzenie z zupen obojtnoci: 
 Wiem, e szanowny pan ma tu wielkie, rnorodne i rozlege stosunki, e pan zna ludzi 
bardzo wpywowych, szefw, podsekretarzy, senatorw, e w domu paskim bywali ministrowie... 
Inynier Czarnca potrzsa gow niby to z odparciem tych twierdze, a waciwie z wewntrznym 
upajaniem si dum. 
 Ministrowie...  mwi.  Par razy by tu u mnie dawniejszy minister handlu, dzi zero i 
gadua w senacie. Paru innych... I c std, panie? S to znajomoci towarzyskie. Gramy w 
bryda i gawdzimy o kobietach. O c panu idzie? 
 Okolicznoci mego ycia tak si uoyy, e musz zrobi majtek. 
 A mio sysze, e si komu tak ukadaj okolicznoci ycia! Zrobi majtek? Nic atwiejszego! 
 Widz to...  rzek Nienaski przenoszc wzrok z przedmiotu na przedmiot w tym gabinecie. 
Gdy tak patrza, ukua go, jak do mii, wiadoma myl: 
Xenia gdzie, w takim moe salonie, u takiego moe draba... 
Gono owiadczy: 
 Nie jestem dzieckiem. Dawno, przed laty, skoczyem trzydzieci lat ycia. Chciaem 
pana, jako czowieka bogatego, prosi o wskazwki, do kogo si tutaj uda, eby otrzyma 
jakie miejsce bardzo zyskowne. Wiem na przykad, e rzd francuski organizuje i wysya 
ekspedycje w celu poszukiwania zota w Afryce podzwrotnikowej  wiem, e bardzo tam 
duo pac, gdy rzadko kto przetrzyma klimat, t febr i inne choroby. Ja bym chtnie 
pojecha w celu zebrania funduszu na podstaw dalszych dorobkw, ale nie wiem, jakich drg 
szuka w celu osignicia takiej posady. 
 Czy pan jeste francuskim poddanym? 
 Nie. 
 No, to na nic. Zreszt, ju te rzeczy ustay. O, tam robiono majtki! Po pierwsze pensja 
szczerozota, po wtre bunty Murzynw...  mwi Czarnca z umiechem. 
 A c mogy dawa komu bunty Murzynw? 
 Murzyni tamtejsi  tumaczy inynier  nauczyli si ju puka zoty piasek. Maj zwyczaj 
zakopywa zoto czyste w ziemi, w rodku swych chat okrgych z chrustu, wigwamw, 
czy jak je tam nazywa. Ot odpowiednim postpowaniem naleao zawsze doprowadzi do 
buntu jakie plemi, oczywicie takie, co umie ju obchodzi si ze zotem i oceni jego 
warto. Urzdzao si wwczas przeciwko buntownikom ekspedycj karn, wojskow, w 
celu aresztowania hersztw i przestpcw, ktrzy, dajmy na to, zbiegli ze swej wsi w lasy. 
Taka ekspedycja przejmowaa wsie murzyskie uzasadnion trwog, tote ludno czmychaa 
jak stado jeleni i wyprawa zastawaa wie zupenie pust. Przeprowadzano w opuszczonych 
szaasach cis rewizj, bardzo cis, powiadam, rewizj, przetrzsano uwanie wszystko, 
nie wyczajc owych skrytek w ziemi, w myli zasady principiis obsta  
i powracano do faktorii, a nieraz wprost do Europy. Tak  ale to s ju tempi passati. Wszystko 
mija, panie! Nawet Kongo mino: 
14 
 Ja nie mylaem o tego rodzaju karierze. Pragn zdoby kapita zakadowy dla robienia 
pniej majtku, drog w mym rozumieniu godziw, zgodn z obowizujcymi dzi przepisami. 
 Majtek mona zdoby niekoniecznie w Kongo. Mona nawet w rodzinnej Galicji, na 
jakiej ropie. 
 Na ropie mona zdoby pienidze, jeli si j wraz ze szmatami polskiej ziemi sprzeda 
obcym: Niemcom, Francuzom, Amerykanom, Anglikom, Belgom. Jedyny posiadacz kapitau 
w Polsce, magnateria, jedna z najbogatszych w Europie, nie da przecie szelga na kupno lub 
eksploatacj skarbw nieprzebranych Galicji. Jake tam robi pienidze? Co do mnie, chciabym 
tutaj. Jestemy sami. Przecie to tutaj jest ten tusty poe, z ktrego warto cho troch 
omasty ukraja do naszej jaowej strawy. 
 Tutaj koniecznie?  mwi inynier w zamyleniu.  Panie askawy... My przedziwnie 
nie umiemy  z niczego korzysta. Magnateria nie chce da pienidzy na przemys. To prawda. 
Ale ktra to na wiecie magnateria tworzy gdzie przemys? Przemys wytwarzaj przemysowcy, 
wrogowie magnaterii, ludzie z miast, mieszczanie, buruazja. Nie wyrzekajmy na 
nasz magnateri! Jest to kasta ekskluzywna, dziwaczna, jaka wyspa w morzu tego przedziwnego 
ycia polskiego. Naleaoby zuywa j do innych celw ni przemys. 
 Do jakich? 
 Czy pan kiedy widzia salon zbogaconego milionera, yda warszawskiego, ktry 
wszystkimi swymi siami zaleny jest od wrogich nam potg? W takim salonie zobaczy pan 
najwyszukasze objawy kultury polskiej, nowoczesnej sztuki naszej, zabytki naszej przeszoci, 
zbiory, pamitki... 
 Karabele, kontusze, buczuki i czekany... 
 Tak jest. Prosz pana... Czemu taki czowiek, dla ktrego my jestemy przecie niczym, 
zbiorem ndzarzy, stroi si w nasze pira, czemu zbiera nasze  wie im Panie!  karabele? 
On usiuje dosta si za drzwi szczelnie przymknite naszej arystokracji. Niech mi pan wierzy, 
e ta arystokracja jest nie tylko dzierycielk pienidzy. Ma ona nieodparty urok przez 
swe zamknicie, milczc dum, ekskluzywno i, cokolwiek by mwiy o niej wyjtki, przez 
sw guch polsko. 
 Panie! Jak mi gniewa to, co pan mwi! 
 Nie umiemy z niczego korzysta. Ani z arystokracji, ani z ydw. miech mnie bierze! 
adnego interesu polskiego, ani jednego wielkiego przemysowego dziea, a ydw, ktrzy 
wya ze skry, eby si upodobni do arystokracji polskiej  my precz pdzamy! Zamiast 
ich przycign, wzi, wy, my ich odrzucamy nic nie majc na to miejsce. Bo gdzie to 
jest ten pienidz polski? Jeli czysty Polak zabawi si w bankiera, to wnet albo siedzi w kryminale, 
albo czmycha do Ameryki. A stare firmy ydowskie siedz na miejscu. Istna komedia! 
 Nie znam si na tym. 
 Ani ja. Obserwuj jednake zjawiska. Wracajc do rzeczy, przeprosz pana za pewn 
niedyskrecj... Jestemy tu sami i mwimy zupenie otwarcie... Pan nic nie posiada dzi na 
zakad przyszych sum bajoskich? 
 Posiadam kilka tysicy frankw. 
 Z kilkoma frankami w kieszeni puszczali si na robienie milionw konkwistadorowie 
nowoczeni. Wic co mam czyni? Co pan kae? 
 Czy nie mgby mi pan da wskazwki, dokd si obrci, jak wybra drog? 
 Jak wybra drog?  rozmyla pan Czarnca patrzc w okno, za ktrym deszcz jesienny 
szumia w ogooconych drzewach. Rozmyla tak dugo, i zdawa si nic nie wiedzie o 
obecnoci gocia. Po znacznej dopiero pauzie spojrza ostro i bezwzgldnie w twarz Ryszarda 
i rzek: 
15 
 Powiem panu jasno i szczerze. Pan nie zrobi majtku ani tutaj, ani gdzie indziej. Chyba 
przypadkiem. 
 Dlaczego? 
 Poniewa pan nie idzie ze wiatem, lecz staje przeciwko wiatu. Wci pan co podpiera, 
wydobywa, leczy, kuruje, pielgnuje. A teraz nagle chce pan jaki ks wanie z zepsucia 
wiata wyrwa dla siebie. Jake to? 
 Tak wanie. 
 Nie bardzo w to wierz. Panie szanowny! Zdoby pienidze mona jedynie walc po 
czaszkach na prawo i na lewo, bez rozmyla, e od uderzenia drgiem czaszki pkaj  wybijajc 
zby, przetrcajc koci i palce pa niemiosiern. Jake to pan potrafi? Ja sobie pana 
przypominam... Przemwienia obchodowe... To byo przecie tak serdeczne, tak szczere, tak 
niewtpliwie nasze... 
 C pocz? 
 A teraz? 
 Teraz to jest rwnie szczere i nasze. Proby  to jest przecie rzecz tak nasza! Poda 
prob... cha  cha! Zabieram panu czas, ale tak musz. Zdecydowaem si na to, gdy pan 
jest czowiekiem niemaej siy i samoistnej energii. 
 Komplementy! Timeo Danaos et dona ferentes. Czy pan zna dziadziusia Ogrodyca? 
 Znaem go dawniej do dobrze. By to jeden z najbardziej czynnych czonkw tutejszych 
instytucji polskich. Przychodzi pilnie na posiedzenia, std moja z nim znajomo. 
 Ale tak! I teraz przecie to filar Pomocy i Pracy. Dobrodziej, filantrop, opiekun  
cha  cha! Jakie sze, siedem milionw  i to serce poczciwe, te litociwe oczka midzy 
dwoma wzgrzami nosa... Ot panie, to jest wanie czowiek, ktry wiele moe. Ten ma 
stosunki! 
Nienaski rozumia, e w Czarnca pozbywa si go w ten sposb. Rzek spokojnie: 
 Bardzo bybym wdziczny, gdyby szanowny pan uatwi mi przystp do pana Ogrodyca. 
 Nic atwiejszego! Zaraz napiszemy list, ktry pan wrczy dziadziusiowi osobicie. Co do 
mnie, bd czuwa, bd mia w pilnej uwadze paskie aspiracje i denia. Prosz mi wierzy! 
 mwi z brwiami majestatycznie wzniesionymi. 
 Bardzo dzikuj! 
 A wic piszemy... 
Inynier Czarnca rozwar wspania tek i pocz pisa list. Ukada go bardzo dugo, gboko 
mylc nad treci. W trakcie wystosowywania tego listu petent obmyla i formuowa 
pewne pytanie, z ktrym tu przyby. Byo ono rwnie wane jak kwestie ju poruszone. Stao 
za wszystkim jak niejasny obok nadziei. Gdy inynier kad adres na nie zaklejonej kopercie, 
Nienaski spyta: 
 Czy szanowny pan nie spotyka przypadkiem w cigu ostatnich lat na paryskim bruku 
niejakiego pana Granowskiego? Jegomo to starszy, wykwintny... 
 W monoklu. Widziaem go kilkakro w cercleach polskich. 
 Ale gdzie si teraz obraca, nikt mi tego powiedzie nie mg z tutejszych znawcw i bywalcw... 
 Nie byem bardziej ciekawy ani uwiadomiony w tej kwestii od tutejszych znawcw i 
bywalcw... Mwiono mi, e to jaki aferzysta minorum gentium. Zakada tutaj handel jajami, 
to znowu z jakim podejrzanym towarzystwem co tam majstrowa w biuterii. Ale co to 
wszystko pachniao bardziej kryminaem ni zepsutymi jajami. Zreszt nic dokadnego nie 
wiem o panu tego nazwiska. Nienaski powsta i z ukonem przyj list z rk Czarncy. Naleao 
ju odej, bo przyjcie trwao a nadto dugo. Majc pooy rk na klamce, Ryszard 
odwrci si i zapyta otwarcie: 
 Przepraszam z gry jeszcze za jedno pytanie. 
16 
 Sucham... 
 Dlaczego pan nie wraca do kraju? 
Inynier podnis gow z grzecznym zdumieniem i wyniosoci. Umiechn si bbnic 
palcami w powierzchni swego biura. 
 Do kraju?  pyta ociale.  Jestem tutaj, jak pan widzi, pracuj, prosperuj. 
 Tam trzeba na gwat ludzi takich jak pan, ludzi silnych, twrczych, znajcych europejskie 
metody pracy. 
 Prosz pana, musz by nieprzyjemnie szczerym. Przemys wymaga swobody myli i rki, 
wbija pazury wszdzie, gdzie jest gleba podatna do wydarcia pienidzy. Pan mi zapdza 
askawie do Krakowa, siedziby bezpodnych sentymentw, gnunych przesdw i martwego 
biedowania. C ja tam poczn? 
 Zapytam otwarcie, czy pana to wszystko, co si tam dzieje, nie obchodzi? 
 Trudno odpowiedzie na tak kategoryczne pytanie. Jestem przemysowcem. Nie mam 
nic wsplnego z szerokimi ideami. Robi w ciasnych zyskach. Nadto nie wierz w zawracanie 
biegu wd Wisy nie tylko kijem, ale nawet chorgwi najczcigodniejsz. 
 Bardzo efektowne porwnanie. Koryto Wisy i bieg jej wody zmieni mona, oczywicie 
nie kijem ani chorgwi, lecz kilofem i rydlem. 
 Tak. 
 C dopiero mwi o zmianie oyska tej rzeki drugiej, szerszej ni Wisa, ktrym pynie 
chopstwo polskie w ziemie cudze na sub i poniewierk... 
 Mowa o emigracji? 
 Im nas jest wicej  mwi o inteligencji  im wicej umiemy, im jestemy silniejsi intelektualnie, 
tym jest gorzej, jak si okazuje, bo zwikszamy obce organizmy, karmimy sob 
wrogw albo obcych. Przepraszam, e to mwi... 
 W Krakowie musiabym sucha, co mwi jaki profesor, albo udawa jakiego dziaacza, 
paajcego od uczu dla dobra ludu. Tu jestem sob. By moe. i jestem szkodliwy... 
Nienaski skoni si. Inynier odprowadzi go przez salon a do drzwi przedsionka i poegna 
swym majestatycznym, przycigajco  odpychajcym gestem. 
17 
Teraz przyszy zdobywca pienidzy pody do stacji tramwajw, wdrapa si na pitro 
jednego z nich i jecha wzdu Sekwany. W pewnym miejscu rozejrza si i wysiad. Zadzwoni 
do elaznej bramy, wpuszczonej w mur, ktry otacza ogrody i will w ich gbi ukryt. 
Stary portier, ktremu si przypomnia, wpuci go do ogrodu i przeprowadzi do willi. Na 
stopniach przedsionka spotka go lokaj w poczochach i pantoflach lakierowanych, we fraku 
z jakim oblamowaniem. By to mody czowiek, blady, suchy, z mdrymi oczyma. Ryszard 
pozna w nim jednego z bywalcw Pracy, paryskiego znawc, rodaka  utrapieca. Zdziwi 
si widzc go w tym lokajskim odzieniu, uda jednak, e nie poznaje dawnej facjaty. Tamten 
zdawa si czeka na jaki gest czy znak, ktry by go popchn do przypomnie. Gdy to nie 
nastpio, poprowadzi Ryszarda, jako nieznajomego przychodnia, do wntrza. Okazao si, 
e pan Ogrodyniec by w oranerii. Mona byo albo czeka na duej w salonie, albo pj 
do teje oraneria. Te arkana wyjani drugi sucy, Francuz, ysy, wytrawny wyga. Nienaski 
zdecydowa si na oraneri. Bywa tu nieraz dawniej, zna drog. Min kilka salonw i gabinetw, 
umeblowanych z przepychem, penych obrazw, ksiek, starej broni rozwieszonej 
na cianach  wreszcie stan we drzwiach cieplarni. Na jego spotkanie przycapa spomidzy 
palm i kwitncych egzotykw stary pan Ogrodyniec, taki sam niemal jak za dawniejszych 
czasw. 
 Przepraszam, przepraszam...  mwi  e a tutaj pana fatygowaem. Mam tu do 
wdziczne kwiaty i  mylaem, e po starej znajomoci mog poczstowa pana ich widokiem. 
Nieprawda? 
Kama, oczywicie, gdy nawet owych kwiatw wcale nie mia zamiaru pokaza. Wpatrywa 
si w swego gocia przenikliwie i z uwag. Poprowadzi Ryszarda do trzcinowej kanapki 
midzy rododendronami i prosi uprzejmie, eby zaj miejsce. Sam usiad na ssiednim 
fotelu, spltszy na brzuchu rce o pazurach czarnych od gmerania w ziemi i jeszcze oblepionych 
prchnic. Nienaski z grzecznym ukonem poda mu list Czarncy. Ogrodyniec nie 
bez wyrazu zdziwienia obejrza du kopert ze wszech stron, rozci starannie jej brzeek i 
zabra si do czytania spuciwszy okulary w wyimek nosa jakby w dolin. Bada w list dugo, 
nie pokazujc na twarzy adnego wraenia. Mona by byo sdzi, e usn albo e bezmylnie 
patrzy w przestrze. Skoczywszy wreszcie odczytywanie dwustronicowego listu, 
zoy go starannie, schowa do pugilaresu i z lekka westchn. Nienaski, ktry ju w drodze 
powzi plan indagowania starego pana Ogrodyca o pewne rzeczy, czeka cierpliwie i bez 
adnego wzruszenia na jego sprzeciwy. Doczeka si takiego zdania: 
 Szanowny pan nie gra nigdy na giedzie? 
 Nie. 
 Tak. Jest to przedsiwzicie nieprzyjemne. Pisze mi tutaj pan Czarnca o paskich zamiarach. 
Przyszo mi na myl... 
 Nie jestem od tego, eby gra na giedzie, ale obawiam si, e strac od razu to, co posiadam. 
Pan Ogrodyniec poprawi z ywoci swe okulary i wyjrza spoza nich na gocia. Biaka 
jego oczu powinny by si byy waciwie nazywa tkami. Blado  niebieskie renice ywo 
bysny. 
 Niekoniecznie, jak szanowny pan wie, gra si wasnymi pienidzmi. Mona wiele zarabia 
ryzykujc niewiele albo nic zgoa. Zreszt  ja tak oto wspomniaem. Co do posady, o 
ktrej tu czytam, to w istocie bardzo jest trudno. Prawdziwie, nic nie widz, nic nie widz... 
 Pragnbym zaczepi si, znale punkt oparcia, eby potem... 
18 
Mwic powysze zdania, a szczeglniej ostatnie, Ryszard poniewiera samego siebie w 
myli, pogardza sob i ly si ostatnimi wyrazami. Ta ebranina, gdy si jest tgim i zdrowym 
chopem!... Ten jaki pomys nagrabienia pienidzy byle jak i wszystko jedno gdzie! Co 
on tu robi wrd tych ludzi? Co on tu gada? 
 Wracajc do pomysu giedy  mwi pan Ogrodyniec powoli i wyranie  miabym na 
myli tylko zabiegi planowe, bez jakiegokolwiek ryzyka, czynnoci dobrze obmylone i wytrway 
pochd krok za krokiem. Gieda przecie nie zna adnych sentymentw wzgldem ludzi 
i wzgldem nas... Czemu bymy mieli rzdzi si sentymentami wzgldem niej? 
 Oczywicie. 
 Gdyby szanowny pan chcia podj pewien plan i wykonywa go systematycznie, ja 
sam, w miar mych skromnych rodkw, mgbym panu i na rk. 
 I na rk?  zapyta Nienaski. 
 Tak jest. Nie mam zamiaru bardzo ryzykowa, gdy jestem stary, przyzwyczajony do 
swego sposobu ycia. Ale do pewnego stopnia, do pewnej granicy jeszcze cignie wilka w 
ostpy. Znam szanownego pana z jego tutaj czynnoci... 
Byo co ohydnie plugawego w tym wypominaniu tamtych robt wobec zamiarw giedziarskich. 
Wygldao to na sekretne obcinanie kuponw od tamtego waloru. Tote Nienaski 
mrukn: 
 Przedsibraem tamte prace nie dla wyrobienia sobie dobrej marki... 
 Przepraszam, bardzo przepraszam, jeeli to poruszyem...  tumaczy si starzec grzecznie 
i bardzo wytwornie.  Jeeli o czym podobnym mwi, to tylko dlatego, aeby panu da 
dowd, i stoimy na rwnej stopie  pan ze sw dobr wiar, ktrej ja jestem pewny jak 
swojej  a ja znowu z ufnoci, ugruntowan na dowiadczeniu, e z panem wanie mam do 
czynienia. Dlatego to gotw bybym od razu przystpi do interesu. Z kim innym nie mgbym 
wyjawia si tak bez obson przy pierwszej rozmowie o zakulisowych troskach. 
 Dzikuj. 
Ogrodyniec pochyli si w jego stron. Po chwili zapali cygaro, gdy Ryszard za nie podzikowa 
 i cign: 
 Prosz pana, omiel si powiedzie, e mnie gboko cieszy zamys paski dobijania si 
z ca fors o majtek. To dobrze! To nawet bardzo dobrze! Panu, wanie panu potrzebny 
jest majtek. 
 Czy tylko mnie?  umiechn si Nienaski. 
 Panu przede wszystkim. U nas w kraju s albo cnotliwi ludzie, i ci ebrz, wci ebrz 
dla zaspokojenia nieprzeliczonych potrzeb biedactwa, albo niecnotliwi  i ci nic ebrzcym 
nie daj. Trzeba, eby jak najwicej tych z szeregu pierwszego zdobywao majtek. 
 Do takiej samej przyszedem konkluzji...  mia si Ryszard.  Prosz mi wierzy, e 
nie raz, ale dziesitki i setki razy o szanownym panu po swojemu, mylaem. Jestem stary 
czowiek i gorzkie przetrawiam w sobie myli. 
 Czemu nie czyny! I to nie tutaj, lecz wanie w kraju! 
 Jestem ju na uboczu...  rzek sucho Ogrodyniec wycierajc swe okulary.  Za pno mi 
ju na czyny. Doywam ju swego czasu. 
 W kraju taka bieda, taki brak gw i rk! 
 Z kraju wyszedem jako obskubany przez opiekunw z resztek dziedzictwa szlachecki 
potomek. Nie wyniosem stamtd prawie nic!  rzek cierpko. 
 Gdyby pan tam wrci... Przecie tam wszystko czeka... 
 Gdyby...  mrukn starzec machnwszy niecierpliwie rk. 
 Nie mam prawa wtrca si w sprawy szanownego pana, ale mwi, bo stamtd przychodz 
i wiem, o czym mwi. 
 Jeszcze si koac po tym bruku, gdziem si dosy nadrepta za ycia. Nie wiadomo, co 
jutro przyniesie. Chi lo sa... 
19 
 Co do mnie, musz by z tych, co ebrz, bo, prawdziwie, trudno jest nie ebra! 
 Samemu, samemu trzeba bra w rce si, ktra pod nogami, na ziemi ley! Samemu! 
Gdybym ja mia paski wiek mski! 
 Niech pan nim zechce rozporzdza. 
 Hm... Rozporzdza...  umiechn si stary pan pospnie i z chytroci. Ten umiech 
dugo stal na jego spkanych, czarnych wargach, gdy jeszcze raz powiedzia do siebie: 
 Chi lo sa... 
 A wic prosz... 
 Jest tutaj teraz na porzdku dziennym pewna sprawa, ktra czowiekowi miaemu moe 
da w rce krocie. Widzi pan, a jake tu bra ju cokolwiek tak starczymi rkoma. 
Nienaski spojrza na te donie i musia w duchu przyzna, e byy nie tylko starcze, ale i 
bardzo brudne. 
Sprawa jest tego gatunku...  mwi Ogrodyniec. Trafiono w pewnym miejscu na Wgrzech, 
a waciwie w Siedmiogrodzie, na due pokady wgla. Miejsce to nazywa si Uj  
Kahul. Przybiegli tutaj do Parya Wgrzy, waciciele owych terenw, przewanie ludzie bez 
grosza, jacy spekulanci, karierowicze, inynierowie, aeby utworzy towarzystwo, zgromadzi 
kapitay i fundowa tam wielkie kopalnie. Paru tutejszych kapitalistw zbadao rzecz 
dokadnie, jak to si w takich razach praktykuje. Posani tam zostali wiarogodni specjalici i 
ci na podstawie dugich bada orzekli, e istotnie rzecz jest godna czynu najbardziej daleko 
idcego. Utworzono w maym gronie towarzystwo akcyjne. Tworzyli je ludzie, ktrzy mi 
imponuj. Przystpiem i ja. Zaangaowaem si nawet znacznie, jak na me rodki. Podniecaa 
mi do tego pewna okoliczno, ta mianowicie, e gwnym inynierem do badania 
pierwszych wierce i ewentualnych eksploatacji tych przyszych kopal mianowany zosta 
pewien mj znajomy, czowiek bardzo tgi, ktremu swego czasu, w najciszej chwili jego 
ycia, podaem by rk i tym sposobem wyprowadziem na ludzi. Dzi to czowiek bogaty, a 
jutro  potentat. Owo miejsce w Uj  Kahul dosta rwnie nie bez mego wpywu i poparcia. 
 To jest Francuz? 
 Tak, Francuz. Dotd jestemy w porzdku. Teraz za poczyna si zabawniejsza i ciekawsza 
strona afery. Ale a propos, moe bymy przeszli std do mej izby. Tam bdzie nam wygodniej. 
Jeden z moich sucych jest Polakiem i ciekawskim. 
 Mody, blady? 
 To wanie. Dobry chopiec, ale ciekawski. Skoro tylko Polak jaki rozmawia ze mn, 
czuj ucho tego smarkacza za drzwiami, a oko w dziurze od klucza. 
Gospodarz podrepta do guzika dzwonka, ukrytego w cianie, i zadzwoni. Zjawi si stary 
lokaj i na dany znak zabra z oranerii jakie tam sprzty i narzdzia. Nienaski pody za 
Ogrodycem do zacisznego gabinetu. Wnet siedzia na sofie obitej skr i rozglda si po 
bogatym umeblowaniu tego pokoju. Ogrodyniec zamkn drzwi i usiad na teje sofie. Mwi 
coraz ciszej i w sposb konspiracyjny: 
 Nasz inynier zabra si tam do rzeczy bardzo mdrze. Tak... Wybi szyb jeden, wyoy 
na to niemay kapita, gdy czyni to z ca precyzj, a kiedy jego mandatariusze oczekiwali, 
e pocznie eksploatowa kopalni i dawa naleyte zyski, on niespodziewanie pocz bi szyb 
drugi. Nie wiem, czy szanowny pan zdaje sobie z tego spraw, e w interesach tej kategorii, 
jeeli si bije jeden szyb w kopalni, to go si wyrabowuje do ostatecznoci i wwczas dopiero, 
gdy ju nic nie ma, gdy filary s wyrwane i powierzchnia w d si wali, bije si szyb nastpny. 
Tu starzec przerwa i przez dug chwil patrzy w okno. Po pewnym dopiero czasie zwrci 
si do Ryszarda i rzek nachylajc si do niego: 
 Wic tworzymy spisek? 
 Spisek? Nie wiem jeszcze przeciwko komu. 
 Jeeli pan mi zaufa... 
20 
 Ufam panu. 
 Sowo? 
 Sowo. 
 Dobrze wic. Objaniam rzecz ca. Kiedy i ja, zaniepokojony takim rzeczy obrotem i 
niepewny swych wkadw, napisaem do inyniera  kierownika z zapytaniem, co oznacza to 
jego postpowanie, przyjecha do Parya, uspokoi akcjonariuszw obietnicami nadzwyczajnych 
korzyci, mnie za wyjawi ca tajemnic. Wwczas przestaem protestowa. W nastpnym 
roku pocz bi szyb trzeci. Akcjonariusze zabronili dalszego awanturowania si. 
Poczto, stosownie do ich ycze, eksploatacj, lecz caa afera kopalniana pochona tak 
wielkie sumy, e akcje Uj  Kahul poczy na giedzie spada. Spadaj te cigle i stale. Jest 
to, jak mwi, psi interes. Inyniera naczelnego nie mona wyrzuci, bo po takim postawieniu 
sprawy nikt jej prowadzi nie chce i nie moe. Zreszt on faktycznie jest w porzdku, gdy 
kopa tylko do normy pokadu wglowego, a masa tam jest gbiej. Co do mnie, to ja skupuj 
te akcje Uj  Kahul. Licz, e dopiero eksploatacja moe zbada istotn warto tych kopalni. 
W interesie caej afery nie mog nabywania tych akcji czyni zbyt jawnie i zbyt popiesznie. 
Nie mog tego czyni osobicie. Patrz tu na mnie ze wszech stron. Niech pan kupuje na giedzie 
akcje Uj  Kahul. Rcz, e pan nie straci, a zarobi mona grubo. 
 Kupowa za gotwk? 
 Niekoniecznie. 
 Mam bardzo mao pienidzy, eby ze swego na serio kupowa, a na powikszenie kursu 
trzeba bdzie pewno dugo czeka. 
 W takim razie niech pan kupuje dla mnie. Ja dostarcz gotwki. 
Nienaski umiechn si zoliwie. Mrukn: 
 Nie zachwyca mi rola    o h m a   a. 
 Wic niech pan kupuje za swoje, za wszystko, co pan posiada. 
 Zobacz. Zreszt  mog kupowa i dla pana, byle ta rzecz pozostaa midzy nami. 
 Nic tu nie wychodzi na wierzch, co si mwi w interesie. A czy pan nie zna tu dawniej 
baronowej Halfsword? 
 Nie syszaem nigdy tego nazwiska. To Angielka? 
 Niby to rodaczka nasza, Polka z urodzenia. Bya za Anglikiem Halfswordem. Jest to nasza 
wsplniczka. 
 Czy i moja? 
 Skoro pan pozna do gbi ten interes i raczy by ze mn w spisku  to i z ni take. 
 O ile wiem, powinni by si spiskowcy zna chocia z oblicza. 
 Nic atwiejszego! Pojedziemy do niej. 
Nienaski waha si. Ogrodyniec nastawa: 
 Pojedziemy koniecznie! I to zaraz! Pan przecie ma czas wolny. 
 Czasu mam dosy. Lecz potrzebuj cho dnia do namysu... 
 auj bardzo, bo teraz jest chwila. Chwila dla pana!... 
 Doprawdy? W takim razie jestem gotw jecha. 
Stary pan zadzwoni, aeby podano automobil. Nim si Nienaski opamita, ju go w 
mody Polak w liberyjnym kostiumie wsadzi do pojazdu. Podczas drogi Ogrodyniec trzsc 
si od ruchu mamrota: 
 Babsko ma grube pienidze, a skpa i podstpna niemoliwie. Rada by jednak garciami 
apa zyski. Nie ley w naszym interesie, eby powiksza grono wtajemniczonych. Tej babie 
musimy da zarobi w interesie Uj  Kahul. Inaczej nie ruszyaby kapitaw, ktre posiada, 
na inne imprezy. A s teraz do zrobienia zadania bajeczne, jeli si bdzie rozporzdzao 
wielkim funduszem. Musimy bab pozyska na grub, zakadow sil. Jeeli bd straty, to 
czemu by ona nie miaa ich pokry? Prchno? Ja sam, jakem panu mwi, nie mog si afi21 
szowa w sprawie Uj  Kahul. Zwchaliby pismo nosem i diabli by wzi mogli nasze kopalnie. 
 Jak to nasze? 
 Nasze kopalnie na Wgrzech... Skupimy akcje we cztery osoby i wtedy... 
 Cztery osoby? Ktre osoby? 
 Baronowa, inynier Lafleur, ja i pan. 
 I ja?  mia si Ryszard. 
 Pan si tu nadzwyczajnie nada. Skupimy paskimi rkoma akcje i wtedy ruszymy ca 
par. Nasz inynier w tym! 
 Przepraszam pana, e o to zapytam si otwarcie: co ja na tych obrotach mog zarobi? 
 Moe pan zarobi milion, moe dwa. Pan jeste czowiekiem nowym, nikomu nie znanym, 
obcym na giedzie. Naley udawa obcego kapitalist, krtkowidza, lekkomylnego 
gracza i niedog. Bdzie pan mia w rku walory moje i baronowej, wic nie bd pana podejrzewali 
o    o h m a   a. Przeciwnie, otry giedowe dopatrz si w panu naiwnoci i 
fafulstwa. Bd pana poczytywali za wrbla, ktry si apie na plewy. Bd ci wciska, wpakowywa 
Uj  Kahul, ktrym teraz wszyscy pomiataj. Ja sam postaram si dzi sprzeda 
ostentacyjnie kilkanacie akcji owego Uj  Kahul. A pan je zaraz po znionej cenie kupisz dla 
mnie. Rozumie pan? Niech je pan bierze obiema garciami! Oto wszystko. 
 Jeszcze tak nic a nic o tym nie mylaem... 
 Pomyli pan pniej. Ta Halfswordowa powinna teraz poruszy si na dobre. Uwaa 
pan, mam tutaj nabyt na wybrzeu morskim bajeczn pla. Trzeba tam przeprowadzi kolejk, 
zbudowa casino z domem gry i szereg will. Ogromne lasy, plaa osiem kilometrw... 
Trzeba, eby i pan wyszed na swoje. Musimy dam obstawi zyskami, ktre by j olniy. 
Wtedy ruszy kies i na casino, i na kolejk. Gdy wejdziemy, niech pan mwi jak najmniej. 
Niech pan akceptuje, co powiem. 
22 
Automobil zatrzyma si przed zwyk kamienic nowego typu. Na dole klatki schodowej 
odwierny usadowi przybyszw w windzie, nacisn guzik i powierzy ich losowi z umiechem 
tak bogim, jakby odpywali do nieba. Na trzecim pitrze winda zatrzymaa si i 
obadwaj spekulanci wysiedli. Otworzy im drzwi lokaj wyfraczony, wygolony i tgi jak byk. 
Gdy zapytali o mono widzenia si z baronow Halfsword, pocz czyni pewne obiekcje, 
ale koniec kocw wprowadzi ich do salonu. Mebli tam nie mona byo zobaczy, gdy 
wszystkie byy poprzykrywane gazetami. Stoy, fotele, szafy, kanapy, nawet dywany i obrazy, 
sowem wszystko zakryway paty Journala i Matina. Pan Ogrodyniec zdj ostronie jedn z 
gazet i usiad na fotelu. Nienaski przechadza si tam i z powrotem po gazetach, ktre byy 
pluskiewkami przytwierdzone do mikkiego dywanu. Krci nosem, gdy panowaa w tym 
mieszkaniu potworna mieszanina zapachw naftaliny, siarkowodoru i mocnych perfum. 
Czekali dugo. 
Nareszcie drzwi si uchyliy i wsuna si do tego salonu dama stara, maa i bardzo wychudzona. 
Jakowe modne ciemnobarwne robrony okryway jej posta wiotk i przygnbion. 
Twarz pomarszczona, co najmniej szedziesicioletnia, upudrowana i z ustami lekko zabarwionymi, 
literalnie gina pod nastroszonym uwosieniem (zapewne) peruki, ufarbowanej na 
kolor rudy. Spojrzenie oczu zapadnitych w sine oczodoy, oczodoy pene y i prg czerwonych 
 byo po ptasiemu drapiene. Drapieny rwnie by ucisk rki, ktry Ryszard poczu 
w swej doni, gdy go stary Ogrodyniec przedstawi. Rka ta bya podobna do indyczej apy, z 
powykrcanymi od artretyzmu czonami, sucha a obrzmiaa. Dama Halfsword mwia po 
francusku, raz w raz wtrcajc nie wyrazy, lecz cakowite zdania angielskie, to znowu woskie. 
Perorowaa za cigle, chodzc od mebla do mebla i machinalnie zdejmujc gazety. Papiery 
te skadaa na jednym ze stow, wywijajc nimi w miar wzrastajcego oywienia. 
Wida byo, e jest podniecona i e to podniecenie powiksza si, nabiera cech egzaltacji. 
Skarya si na sw sub. Naladowaa basem gruby gos lokaja  to znowu cieniutkim 
dyszkantem mow sucej: 
 Ona musi by na mszy, i to co dzie, i to w kociele Saint  Germain  des  Pres, bo to 
std najdalej. Dlaczego? Ona wie, e ja jestem niereligijna, e nienawidz bigoterii, e si tym 
brzydz. Istny spisek! Bo prosz sobie wyobrazi, ten bizon amerykaski jest znowu kracowym 
syndykatem! W oczy mi to mwi. Mam tedy w domu nowomodne poczenie katolicyzmu 
z syndykalizmem. Kade oddzielnie z tych dwojga prniakw moe prenumerowa 
pimido katolicko  syndykalistyczne Georgea Sorela. 
Ogrodyniec mia si serdecznie pod wsem, kiwajc raz w raz gow niby to ze wspczuciem. 
 Panu to jest, oczywista, obojtne  mwia baronowa podskakujc ku niemu  bo sam jeste 
masonem i spiskujesz przeciwko porzdkowi spoecznemu. 
 A ba! Kt dzi nie jest masonem z ludzi ywych i zajtych interesami, jeeli chce mie 
wpyw i poparcie?... Co do mnie, to waciwie jestem niczym. Aferzysta Ogrodyniec  do 
usug  oto wszystko. Pani baronowa nie raczy pamita, i obiecaa na ten termin... 
 Termin! Termin!  krzyczaa coraz grubiej i niemal basem.  Co mi termin, co mi ze 
zotych roje, gdy ja mam dusz na ramieniu, e mi bizon udusi w nocy. Przyjd takie czasy, 
e go za to ogosz w pismach z portretem w profilu, jako dobroczyc ludzkoci. Czy pan 
wie, do czego doszo? 
 Nie wiem. 
 Do tego doszo, e majc tutaj dwanacie pokojw nocuj w hotelu Nonorguea. 
 A dlaczeg by nie? Bezpieczniej i weselej! 
23 
 Nie tylko nocuj, ale stouj si u tego zbogaconego bandyty rondla, podczas gdy w do-
mu mam przecie kucharza, ktremu pac pensj, jakiej za moich czasw nie pobiera sdzia 
trybunau. 
 Nonorgue wcale niele gotuje, wcale... Jadem tam par razy. Wcale!... 
 Wol przecie je z hoot przy wsplnym stole i to samo, co hoota, bo przynajmniej 
trucizny si nie lkam. 
 I pani baronowa ju dawno tak u Nonorgue'a? 
 Trzy miesice! Uwierzy pan? Ale kiedy nie moe by inaczej. To s zbje, szpiegi, apasze, 
a przede wszystkim socjalici! Ja mu tak, a on roi owak. Ja z gry na otra, krzycz, tupi 
nogami, a on na mnie patrzy spode ba i milczy. Sznuruje usteczka albo si umiecha, a 
dreszcz lata po kociach. Wreszcie progi. On prosi, eby mwi do niego grzeczniej i... 
ciszej. Sysza pan? Taki prosi, eby mwi ciszej! 
 Tak, czasy s demokratyczne  mwi z udanym smutkiem pan Ogrodyniec.  Jak w 
geologii przesuwaj si pokady u gry i w dole. 
 U gry! Ot ja panu owiadczam, e skoro ta zgraja tworzy sprzysienie przeciwko 
nam, to my powinnimy utworzy sprzysienie przeciwko zgrai! Strajk na strajk! Zobaczymy, 
co to bdzie, gdy my zastrajkujemy! Gdy my na caej kuli ziemskiej urzdzimy powszechn 
g  e w  generaln! 
 To si ju nawet tworzy...  wtrci Nienaski. 
 Gdzie si tworzy?  zapytaa baronowa wykrcajc ku niemu twarz z rozognionymi 
oczyma. 
 Wszdzie, pani, ale jeszcze nie na caej kuli ziemskiej i nie jednoczenie. Zupenie 
zreszt jak w tamtej grve gnrale. 
Wzda wargi i pocza wnet mwi przewyborn angielszczyzn, zwracajc si tylko do 
Ogrodyca: 
 Arystokracja! Arystokracja! C za ndza! C za ohyda! Nigdzie oparcia, nigdzie kaczuga 
na te zespoy lamparcie, na te partie, stada hien, wilkw, tapirw i gryzoniowi Jakie 
wokoo buldogi i kundysy! Czowiek zostawiony jest najzupeniej samemu sobie. Mam wraenie, 
jak gdybym miaa skoczy na gilotynie. Taki bizon bdzie mnie sdzi! Bro si sama, 
powiada do mnie tak zwane prawo! 
 No, tak znowu le nie jest...  wtrci Ogrodyniec, aeby tylko co powiedzie. 
 Nie jest le temu, kto si umizga do swej suby, kto po opaceniu grubej pensji jeszcze 
jej schlebia, stara si o jej askawe wzgldy, podszywa si pod jej opinie. Albo ja nie czytam, 
co pisz podszczuwacze, kajdaniarze dziennikarscy, rozmaici truciciele? Camarade Ogrodyniec! 
To mnie mieszy... Zreszt jeste pan mczyzn! Co do mnie, ja po dawnemu rozkazuj, 
rozkazuj i jeszcze raz rozkazuj! 
 C, gdy oni po nowoczesnemu nie suchaj. Robi to tylko, co do nich naley, do czego 
si zgodzili za umwion zapat. Ale a propos... Przychodzimy, pani baronowo, z dobr 
wiadomoci...  przerwa Ogrodyniec. 
 Z jak wiadomoci?  spytaa wyniole, siadajc na fotelu zasanym gazetami niczym 
krlowa na tronie. 
 Naley skupowa Uj  Kahul z ca usilnoci. 
 Mnie przecie na gied nie puszcz...  wtrcia wykrtnie. 
 Nic atwiejszego, jak posa zastpc. 
 Pana? Kawaler legii Ogrodyniec jako    o h m a  ? Ciekawe! 
 Mnie znowu zbyt tam dobrze znaj. Zrozumieliby od razu, o co chodzi. Ale oto mj 
przyjaciel, pan Nienaski. 
 Pan... Nienaski?  obrzucia obiekt wzrokiem od stp do gw.  Polak? 
 Tak jest, pani. 
 Z Krlestwa?  spytaa z ironi, po polsku. 
24 
 Tak, z Warszawy. 
 A w tej Warszawie zawsze boto po kostki na ulicach i konny tramwaj z chabet o obcitej 
grzywie?...  zakoczya ju po francusku. 
 Warszawa, pani, jest jednym z najczystszych miast w Europie... pnocnej. W kadym 
razie Warszawa czyciejsza jest ni Pary. 
 Moe bdzie lepiej  wtrci stary pan Ogrodyniec  sformuowa t prawd inaczej, w 
sposb bardziej cisy, i Pary brudniejszy jest od Warszawy... 
 Och, z tym szowinizmem!...  skrzywia si baronowa.  To pan jest przyjacielem pana 
Ogrodyca? 
 Szczyc si dawn znajomoci, a tusz sobie, e i przyjani pana Nienaskiego...  popiesznie 
wtrci starzec. 
 I pan si rozumie na tym caym interesie, na tym podstpie, na tym Uj  Kahulu? 
 Nie wiem, czy to jest podstp, czy zwyka na giedzie gra. Jedni tam chwytaj pienidze 
z rk innych  to jest gieda  mwi Ryszard. 
 Jeeli pani baronowa nie yczy sobie nalee do tego podstpu, w takim razie bdziemy 
go prowadzi sami. Sdziem, e ley to w interesie raczej pani ni naszym, i dlatego 
przyszedem w towarzystwie pana Nienaskiego. 
 Nie powiedziaam jeszcze, czy chc, czy nie chc. Pan ma zwyczaj chwyta za sowa. 
 Na giedzie wszystko jest podstpem. Musimy decydowa si szybko. Wanie jest 
godzina pierwsza. Sam czas. 
Baronowa widrowaa obudwu sowimi oczyma. Jakie nieprzyjazne pumiechy przewijay 
si po jej wargach, odsaniajc szeregi biaych, wstawionych zbw. Rzucaa spojrzenia 
niemal pokorne, to znowu badawcze i sondujce. Umiechaa si i marszczya gronie. Stary 
Ogrodyniec czeka w milczeniu, cierpliwie i z uszanowaniem. Od wewntrznej, niewidzialnej 
emocji okulary zjeday niepostrzeenie z garbu midzy oczyma w wyrw nosa. Co pewien 
czas sapa w sekrecie. Baronowa Halfsword wstaa i nacisna krek dzwonka. 
We drzwiach ukazaa si potna posta lokaja. Sykna: 
 Poda wino! 
 My musimy bardzo, bardzo pieszy...  usprawiedliwia si Ogrodyniec szastajc nogami 
po gazetach. 
 In vino veritas!  rzeka decydujco poliglotka. Zanim zjawi si bizon niosc na tacy 
butelk Moet de Chandon, paskie kieliszki i biszkopty, baronowa najwidoczniej rozmylaa 
nad powziciem decyzji. Gdy nalewa i sta pochylony nad jej kieliszkiem, rzeka w kierunku 
Ogrodyca, poprzez plecy lokajskie: 
 W kadym razie nie wicej nad pidziesit! 
 Pidziesit!  z udanym zdumieniem mwi stary giedziarz. 
 Ostatnie sowo! 
 Skoro pani baronowa chce traci... Gdy bdziemy akcje Uj  Kahul sprzedawali po 
osiemset, dziewiset, bd twardy! Nie dam ani jednej! 
Powiedziawszy to starzec pocz wolno sczy wino w czelu workowatej gardzieli i zagryza 
biszkoptem rozsypujc okruszyny na wszystkie strony. Dawa baronowej, ktra pia 
wielkimi haustami, dolewaa do pena i znowu pia, jakie bardzo ogldne znaki porozumienia. 
Ona wci zaprzeczaa ruchem gowy. Nienaski nie chcia przeszkadza tej wymianie 
sygnaw. Siedzia ze spuszczonymi oczyma, z rkami splecionymi. Przez jego serce przewijao 
si najcichsze, najsekretniejsze westchnienie: 
Daj mi zmys gronostaja, eby tdy przej czysto, .ebym si nie zwala, ebym by sob, 
ebym zawsze by przy Tobie! O Boe! Daj mi przeczucie, gdzie otrostwo! 
Z tych refleksji zupenie nie giedowych obudzia go refleksja starego pana: 
 Komu w drog, temu czas! 
25 
Szastajc nogami, jak to byo w modzie u modziey za czasw wojny krymskiej, egna 
baronow. Ryszard musia znowu ucisn jej kolaw ap. Wyszed z ulg w caym jestestwie. 
Gdy ju siedzieli w automobilu, nachyli si ku staremu znawcy i szczerze zapyta: 
 Prosz pana, mam wiele wdzicznoci za okazane mi zaufanie, za obietnic pomocy na 
tej bd co bd liskiej drodze. Musz o jedno zapyta otwarcie i prosi o zupenie szczer 
odpowied. 
 Prosz. 
 Dlaczego mi pan zaufa do takiego stopnia przy pierwszym bliszym poznaniu? Jest to 
dla mnie bardzo dziwne. 
 Ja pana znam bardzo dawno, cho pan o tym nie wie  mia si wyga w swe niepowabne 
wsiska.  Notuj w pamici co waniejsze sprawy. Nie sypiajc po nocach przypominam 
rzeczy widziane, przepowiadam sobie zdarzenia, zestawiam ze sob ludzi rozmaitych. Syszaem, 
co o panu mwili zwolennicy, co przeciwnicy, co wrogowie, co oszczercy. Nadto  
jestem stary czowiek. Wiele twarzy widziaem i znam si na twarzach ludzkich. Od pierwszego 
wejrzenia nabieram sympatii albo antypatii, ufnoci albo ostronoci, nieraz trwogi. 
Byo tak w tysicu wypadkw. Zrobiem niemay majtek kierujc si w wyborze i stosunkach 
ryzykownych z ludmi tylko tym wskanikiem instynktu. Niech pan bdzie spokojny. 
Wszystko jest w porzdku. 
 Cieszy mnie ta dobra opinia. 
 Przystpujemy teraz do roboty. Na pierwszy raz bdzie pan kupowa akcje Uj  Kahul 
dla siebie. W przyszy wtorek bdzie pan je nabywa dla mnie. Wtedy wrcz panu nalen 
kwot w gotwce. Bdzie pan mia nie tylko prowizj, lecz i procent dorany od kadej akcji 
nabytej. O c chodzi? 
 Zgadzam si. 
 Nie czas teraz na nic innego prcz uwagi. Gdy wyjedziemy na ulic Quatre  Septembre, 
ka stan. Pan wysidzie i sam pjdzie na gied. Ja zajad z parad i wysid oddzielnie. 
Bd tam ostentacyjnie czyni na szkod Uj  Kahul. Nie bdziemy si tam wita ani egna. 
Automobil skrci z wielkich bulwarw i gna w kierunku giedy. W pewnym miejscu stary 
pan da umwiony znak szoferowi. Nienaski wysiad i poszed piechot w zwartym tumie. 
Wkrtce usysza giedziarsk wrzaw. Wszed po schodach i wolno mija haasujc kulis. 
Nasuchiwa. Patrza. Min przedsionek. Jaki gruby, stary czowiek wydobywa ze siebie jak 
gdyby bek ca gardziel: 
 Uj  Kahul! Uj  Kahul! 
 Ot to! Twoja si rola zaczyna, faktorze aferzystw...  mrukn do siebie Nienaski. 
Niedbaym ruchem dotkn ramienia owego grubego czowieka. 
26 
Rano wychodzi za interesami, na gied i do swych nowych sprzymierzecw  pana 
Ogrodyca i baronowej Halfsword. Wieczorami oddawa si w dalszym cigu pasji poszukiwania. 
Te wytrwae i nieustanne ledztwa stanowiy jednake dobr metod, gdy uwieczone 
zostay nareszcie po szeciu blisko tygodniach, dobrym  a raczej fatalnym  skutkiem. 
Pewnego wieczora, ddystego jak wikszo wieczorw paryskich, Nienaski kupi trzyfrankowy 
promenoir do Folies  Bergeres i nudzi si tam przez kilka godzin patrzc na jak 
czysto francusk revue, gdzie omieszano osobistoci wybitne w rzdzie, prasie, wiecie, literaturze 
i teatrze. Nic go to wszystko nie obchodzio, tote mia zamiar wynie si przed kocem 
widowiska. Bdzi po sali tam i sam, spogldajc wedug swego zwyczaju w krzesa, 
ukryte w gbi amfiteatru oraz na wysokiej galerii. Tak ju przywyk do bezskutecznoci poszukiwa, 
e czyni to raczej z naogu czy obowizkowoci wzgldem wasnego postanowienia. 
Sta wanie z lewej strony sali nie patrzc na gupstwa sceny. Mierzy oczyma twarze 
pikne i brzydkie. Wtem pewien profil zmusi go do wzdrygnienia od stp do gw  uderzy 
we jak dzika burza radoci. Zawiedziony tylekro, Ryszard nie ufa ju oczom. Zna te zudzenia 
bardziej duszy ni ciaa, ktre prawdziwie nieraz kazay wzrokowi widzie posta nie 
istniejc. Tote sprawdza teraz pokus z uwag z badawczoci, ze cierpnitymi stopami i 
domi, z zimnem lodowatym w sercu. 
To jednak bya niewtpliwie Xenia. 
Siedziaa w jednym z krzese amfiteatru. Jej to bya posta, jej gowa! Jej poyskujce 
czarne wosy puklem niezrwnanym wymykay si spod aksamitu kapelusza! Rozmawiaa z 
jakim mczyzn, ktry obok niej siedzia. Twarz jej bya wci umiechnita, rozradowana... 
Jakie to byo szczcie, jakie szczcie patrze tak i utwierdza si w pewnoci, e to nareszcie 
jest ona! Serce poczo omota w piersiach. Myli spony w ognistych jzykach 
radoci. Jak przykuty do miejsca, zastyga wszystek, a przecie zarazem pon od ognia ulatujcego 
w gr. Najcichsze modlitwy, ostatnie jki, najsodsze nazwy, milion pozdrowie z 
gbokoci, z otchani odtrcenia, z przepaci ndznej bezsiy... Obejmowa j oczyma, ogarnia 
wzrokiem, przyzywa, woa. Nie wiedziaa nic o tym wzroku  zatopiona oczyma w twarzy 
blondyna, ktry z ni rozmawia. W przelocie, mimo woli Nienaski zwrci i na niego 
uwag. By to ju nieco starszy czowiek, lat okoo czterdziestu, ysawy, o piknym, subtelnym 
profilu i adnym blond wsie. Typ, a raczej wielkomiejski wzr wytwornego Francuza. 
Czowiek ten umiecha si do Xeni, patrza bez przerwy w jej oczy, co z cicha mwi. 
To nic, to nic!  mwi niepowoany wiadek tej rozmowy.  Bg zapa, Xeniusiu! Wic 
to ja ci widz nareszcie! To ju nie jest sen! To nie jest obd! To nie jest halucynacja ani 
fatamorgana! Twoje to przecie usteczka ozaca ten radosny umiech! To twoje brwi, twoje 
sobolowe, przeliczne brwi! Twoje to oczy patrz na tego pana!... Xenia! Xenia!... 
Nie syszaa wcale tych krzykw duszy, ktre, zdawao si, byyby w stanie ziemi w biegu 
zatrzyma, Ani razu oczy jej nie skieroway si na scen, ani razu nie odwrcia si gowa 
od twarzy tamtego pana. 
Ta poza jej gowy pocza wreszcie narzuca si wiadomoci. Mka zrozumienia pocza 
ogarnia jestestwo. Rozpacz jak stopudowe kowado przygniota piersi. 
Oto dlatego nie chciaa mi ju tutaj widzie! Ach! wic to dlatego!...  dowiadywa si 
rozum, jakby od uprzejmego furtiana, ktry to wszystko nareszcie .palcem pokaza i szczegowo 
naocznie wytumaczy. 
Spazm zazdroci cisn picie i jadem miertelnym napeni serce. Kroplisty pot zrosi 
czoo. Jedna myl, pierwsza i ostatnia, przerzna si poprzez to wszystko: 
27 
Adres! Dowiedzie si o adres! Rozmwi si! 
Jakime sposobem uzyska mono rozmowy? Ba si kadego ruchu, kadego kroku, 
kadego gestu, aeby nie straci Xeni z oczu. Nie mg si zdecydowa na aden krok. Jeeli 
z tego miejsca odejdzie, straci j z oczu! Zanim dobiegnie na gr, ona ju przepadnie. Std j 
widzia nieomylnoci wzroku! Zarazem rozumia, e przedstawienie dobiega koca. Przy 
wejciu do teatru j spotyka. Bdzie ledzi. Ju wychodzono. Oto ostatnie kuplety, wrzaski, 
miechy, brawa, klaskania. Tum widzw ruszy si z miejsc nagle i ze wszech stron. Nienaski 
poskoczy ku wyjciu. Ale tych wyj byo kilka, nadto niektre z nich prowadziy do 
restauracji i gabinetw. Przeszywa tum jak obkany, szukajc oczyma, szalejc wewntrznie. 
Nie byo nigdzie! Jakby na przekr, jakby wiedzc, co si z nim dzieje, jakby naigrawajc 
si i szydzc, tum zbija si, gstnia zastpowa, zagradza i zabiega drog, stawa si 
zwartym szeregiem, waem nieprzebytym, murem. Schodzono z galerii, zstpowano na d ku 
gwnym wyjciom powoli, miejc si gono, weselc jeszcze widowiskiem. Ryszard usiowa 
wedrze si w ten zastp, przeszy go, ale by raz w raz powstrzymywany uwagami, e 
potrca damy. W istocie  popycha damy. Przeprasza. Cofn si szukajc na gwat innego 
wyjcia. Nie znalaz go. Zosta zatarasowany przez grupy wy  fraczonych birbantw w rogu 
sali. Garson zwrci mu uwag, e potrca stoliki, e stuk szklank. Paci za t szklank... 
Niepojty mrok zasoni mu oczy. Dzika pasja mia jasno rozumu. Ciba gwna przewalia 
si do szatni, lecz jeszcze nie byo luno. Nienaski zstpowa ze schodw pospou z innymi, 
wolno, krok za krokiem... Znany gos, ten sam znowu gos wewntrzny  jakby bicie 
zegara nocnego: nie ma! Widzia j ywymi oczyma  i straci! By tu, o kilkadziesit krokw... 
A teraz ta sama znowu bdzie noc i pustkowie. Gorzej! Bo ywymi oczyma widzia j 
z innym. Tak! To sam diabe pokaza mu j  i odebra. 
Nie on to ju, zdrowy, tgi mczyzna, stacza si w motochu z tych schodw, lecz martwe 
cielesne zwoki. Plugawe przeklestwo pienio si w nim i zlatao z ust jak piana z warg 
wciekego psa. Dowiadcza nieustannego zudzenia, e to kto natrzsa si ze i mieje si z 
tych przygd. Temu to nieodstpnemu towarzyszowi bryzga w lepie krwawymi patami 
guchej swojej boleci. 
Oto nareszcie bya szatnia. Namaca w kieszeni numer metalowy i poda sucemu. Gdy 
ten ruszy w gb wieszade, oczy Nienaskiego pady na drzwi. Znowu! Xenia wychodzia z 
tyme blondynem. On mia na gowie elegancki cylinder, futro z pluszowym konierzem. Ona 
 ten sam, warszawski paltocik. Drzwi poruszyy si  tam, z powrotem  i zamkny. Sucy 
nie wraca! Nie wraca! Straszliwe chwile biegy, uchodziy, omotay. Nareszcie! Ryszard 
wybieg. Szeregi automobilw podjedajc ku portykowi zagrodziy drog. Nic nie wida! 
Nigdzie nie ma! Rzuci si naprzd, bieg midzy pojazdami. W gbi ulicy dojrza... Xenia! 
 Wsiadaa do automobilu. Za ni w czowiek... Lnicy poysk na jego schylonym 
cylindrze... Drzwiczki zatrzasny si. Samochd ruszy w ulic. Szaleniec skoczy do pierwszego 
z brzegu  a x i m e   u. Ten by prywatny. Drugi zajty, trzeci rwnie, czwarty rwnie... 
Pity, szsty... Polecia wsk ulic, rozpycha i roztrca ludzi. Rozbryzgiwa nogami 
boto w rynsztokach, lizga si i potyka. Przebiega to tu, to tam... Wreszcie utkn w jakiej 
bramie. Mia w sobie co jakby stopiony uel, przez piorun ukrcony w piasku stoek, widomy 
lad byskawicy. Chcia si opamita, czym umocni, przyj do trzewoci rozumu, 
do rwnowagi duszy. Tak  tak! To ju si dokonao! Ju si stao! 
Bezsens to jest przecie goni piechot pdzcy automobil, ktry uwozi szczliw par... 
Bezsens to jest przecie zatrzymywa automobil osb, ktre s w jego gbi. Dobrowolnie tam 
wsiada. Ten pan za ni. Trzeba si uciszy i uspokoi. 
Bdzi nie mogc trafi na bulwary. Pyta o to jakiego przechodnia. Ten mia si pokazujc 
mu bulwar o par krokw odlegy. Nogi niosy go dokd. Widok tysica kolorw lamp 
elektrycznych, szyldw, ruchomych znakw, k, liter tych, psowych, zielonych, niebieskich, 
fiokowych rzn oczy jak okruchami szka. Nie wiedzc, co czyni, Ryszard wszed do 
28 
naronej Caf Cardinal i kaza poda kieliszek koniaku. Pi trunek, ktry ogrzewa zlodowaciae 
serce i jakby pici strca dokd wstajce jki. zy guche paday w kieliszek. Ach  
do pioruna!  widok schodw! Schody, schody! A nastpnie Xenia... W oczach migoce poysk 
samochodu...  Duom si dowiedzia  ha!  mwi Ryszard do siebie.  Byem tu. 
Mam szczcie. Czemu wtedy nie poszedem na gr? Zdziwiaby si. Bardzo by si zdziwia. 
A teraz!... 
Przewin si profil jej twarzy i umiech darowany tamtemu. Teraz wanie w gbi tego 
automobilu. Tak! Teraz wanie usta jej schyliy si do jego ust... 
Odtrci nie dopity kieliszek, zostawi na stole pienidze i wyszed. W nocn szarug... 
Ciemnymi ulicami, wrd ludzi, wzdu obmurowa Sekwany... Patrza w czarn to porznit 
spiczastymi smugami wielobarwnych wiate. Nakada na si jak gdyby ptlic spokoju 
i dusi si dobrowolnie, gdy serce zbyt kao. Ale rce czyy si same w ciemnoci, palce 
wyamyway palce, nieustanny wewntrzny jk uchodzi jak krew z rozdarcia rany. Na umys 
przyszo grube zamienie. Na wzr rk  wbrew postanowieniom woli  chwila przeytych 
zdarze zaczepiaa si w drug chwil, uczucie doznane chwytao si uczucia, klska klski, 
lepa bole lepej boleci  i tak powstawao koo ogniste, wirujce w wewntrznym mroku. 
Zapatrzony w ten wieniec mczarni, krgiem plsajcy przed pamici, Ryszard szed kdy 
po miecie pustoszejcym. Myli zdrowe w tym kolisku udrczenia podobne byy do ruchw 
i skokw topielca, ktrego porwa przypyw morza. 
W jakim miejscu, o jakiej godzinie nocy te myli zgmatway si w kb projektu. Rzecz 
prosta! Za pienidze, ktre le bezuytecznie w kieszeni, naj trzech. Po dwa tysice frankw 
na gow. Ci na pewno wyszukaj t Eurydyk, choby si w piekle ukrya! Nie gupim 
poszukiwaniem po kabaretach, nie wypatrywaniem z imperiaw, lecz swoimi sposoby wytropi 
lad tej pani. Znajdzie takich wrd klienteli Pracy. Cha  cha! Ostatni raz bdzie 
dziaa na polach Pracy... Wydr j z ramion kochanka, przetn cigo pocaunkw! Zabi 
t kobiet! 
Cicha, agodna, dobrotliwa rado pachniaa z pltaniny tych myli zbjeckich. Marzenie 
rysowao dokadny obraz odwetu. Salon jak u Czarncy, lokaje jak u Ogrodyca lub Halfswordowej. 
To salon tego czowieka, to jego suba, suba Xeni... Czy to jej m? Tamta  w o  o 
 z wejdzie pod jakim pretekstem, pod wymylonym pozorem. W uszach rozlega si radosny 
huk strzaw, ktre trupem Xeni poo. Po tych upragnionych strzaach raz w raz w 
ognistym kole mczarni zalegaa boga cisza. Spokj nareszcie! Gdy ju nie bdzie Xeni, nie 
bdzie jej serce aowao. Gdy trzeba bdzie ukrywa t sprawk, nadejdzie zapomnienie o 
mioci. Tamci zrobi t rzecz czysto... 
Lecz oto skdsi, jakby ze drzwi ciemnoci, wychylia si twarz wytwornego pana w cylindrze. 
Jego spojrzenie, jego umiech, ruch gowy!... Ryszard zatoczy si w pustej ulicy. 
Bezdenno alu, niewysowione uczucie, jak u psa, ktremu pan umar... C za pociecha, 
gdyby j nawet zabito? C z tego? Ju przecie dokonaa si zdrada na zawsze! Nic ma ju 
Xeni! Jak rad poda wymdrkowana zemsta? Jeszcze raz podwign si z tej zapadni 
obkania ku radzie poprzedniej. Przemoc myli ukada plan szczegowy, wmyla si w 
knowanie fenomenw czynu. 
Zatopiony w tych wybiegach niedoli, kry wci na tym samym miejscu, pod nagimi 
drzewami, ktre deszcz chosta. Byo to na jakim pustym, nie znanym mu placu. Chodzi 
sam jeden, zatacza koa jednakie, a do chwili, gdy mu z caego planu nike jakowe wspomnienia 
wyrway podstaw. Znowu runa na bezradna mczarnia, upust wzrusze powodujcy 
ndz upadku. Odszed z tego miejsca i wlk si znowu ulicami, ktre pna noc 
ogoocia z ludzi. lepy, mieszny i gupi brn w poprzek olbrzymiego miasta  przez czarne 
pieko. Spotyka ju tylko wczgw i rozpustnice, czatujce na nich. Od widoku rozpustnic 
wstrzsaa si w nim bole jak gdyby nasycona now moc, wsparta nowym tchem. Przerzy
29 
na si wtedy sob, dusz czujc, przez to zjawisko straszliwe w samym sobie, poprzez rozpust. 
Mierzy je mioci swoj. 
Rozsdna walka ze sob nie dawaa nic. Chwile zwycistwa nad uczuciami byy tryumfem 
soldateski woli, opijaniem si i oberaniem obfitoci siy, spoczynkiem w chamstwie krtkiego 
spokoju na czym, co kao jak niemowl. C z tego, e nie pozwoli sobie na wybuch 
wewntrznego alu, na lep rozpacz? Nic z tego nie mia, jeli w jakim zauku te monstra 
duszy pokona i szed dalej jak normalny wczga. Nic nie mia z mniemanej beztroski i kawalerskich 
sofizmatw o mocy  nic nie mia ze wzgardy wydartej ze siebie, wykrconej z 
jestestwa. Si potnego zaparcia drzwi do czuoci zdobywa jedynie odwlok jej napaci. 
Nic nie mia z nowych krynic zapau, otwartych teje nocy kuciem i waleniem w ska, ktra 
go przytuka. Na nic mu byo wszelkie mieszne wyrwidbstwo i chamsko  sodackie waligrstwo. 
Mia to w sobie i sta nad tym wszystkim w otpieniu, widzc, e to na nic. Przecie 
moc duszy i wielko serca nie miaa z tymi rodkami ratunku nic wsplnego. Moc czowieka 
 to przecie entuzjazm zamieniony na robot czynu. A on mia tylko sam robot wydbion 
z si niewolnika. Ach, nie chcia ju szuka panny Xeni!... 
Mylc o tym, w jaki to sposb zaprzestanie ju dawniejszych praktyk zupenie, zbdzi w 
wskich i krtych uliczkach. Wszystko mu byo jedno, gdzie jest i dokd idzie. Domy, bramy, 
latarnie, zamknite sklepy, dugo ulic i ciemno  byy to postacie naigrawania si ze 
rzeczywistoci  formy zemsty. W pewnym miejscu trafi oczyma na ksztat przychyl  niejszy, 
na mur czarny, wyniosy. Przypatrzy mu si zadarszy gow do gry  i pozna. 
 Ach, to ty!  wyszepta poprzez narywajc z naga bole do muru Saint  Sverin. Jak 
gdyby spotka w swej drodze winowajc i twrc nieszczcia, zbliy si do tej wyniosej 
ciany, za ktr ongi krzyem leeli ojcowie, twrcy ducha narodu  a ktr za jej ksztat tak 
dawniej kocha... Znajomym chodem okry j, gdzie uchodzia z ulicy w zakrt swj portalowy, 
i stan wzdychajc, z gow opart o zimne kamienie. Wszystko, co si stao, zobaczy 
teraz w migotliwym wietle byskawic swej mioci. Dnie i noce wszystkich marze o szczciu, 
wszystkich tsknot, zeszy si teraz w jedno, stay sum i zmieciy w tej chwili. W tej 
te chwili uczu sw klsk nie do przeycia. Patrza w drobne szczcia pamitki i rozumia, 
e ju nie s zapowiedzi, lecz obrazem rzeczy przepadej. Ta to pewno zwalia go z ng. 
Upad na twarz. Bezsilne zy wylewa w gazy. Wy w kamienie. Caowa zimn pyt. Woa 
ku sobie Boga z gbi, z najniszego upadku. 
Tak dugo lea w szlochach modlitwy, a si przed jego dusz ten czarny mur rozstpi. 
Oczy zalane potokami ez zaprawd ujrzay w gbinach niejasn posta. Sta nad nim nieomylny 
Sdzia, ktry trzyma w rku ciar i lekko, rozpacz i rado, kar i nagrod  
Przyjaciel, Nauczyciel i Wychowawca  patrzc si w gboko pieka jego duszy. Wtedy 
nieszczliwy pocz baga o zbawienie Xeni ze wszystkich swoich si. 
By moe, e woa gono, bo go kocem buta potrci jaki czowiek. Co gada. W mroku 
nie mona byo rozpozna, kto to, w zamieniu zrozumie, czego chce. Ryszard nie chcia 
rozmowy. lepy, mieszny i gupi, a jednak nioscy widok Boga w sercu swoim, odszed z 
tego miejsca w nocn szarug. 
30 
W kilka dni po przygodzie w teatrze, przed hotelikiem, gdzie Nienaski mieszka, zatrzyma 
si automobil ciemnozielony i tak wielki, e zatarasowa podrzdn ulic, a do stanu radosnej 
ekstazy doprowadzi wacicielk tego zbioru pokojw. Sama we wasnej osobie wprowadzia 
inyniera Czarnc na pitro i wskazaa mu drzwi apartamentu Nienaskiego. Tgi businessman, 
jak si sam chtnie nazywa, wstpi do pieleszy Ryszarda udajc, e nie widzi ani dywanu 
na schodach wydeptanego przez pokolenie, ani wygniecionych mebli apartamentu. 
Rozmowa toczya si ywo i przyjemnie o rzeczach najrozmaitszych. Okazao si, e inynier 
dobrze ju jest poinformowany o stosunku z Ogrodycem i Halfswordow, aczkolwiek nie 
wie, co si w tym naprawd wici. Usiowa za pomoc przytykw i konceptw co wysondowa, 
ale to wcale nie wydao rezultatu. 
W trakcie rozmowy wspomnia o pewnym planie, ktry wanie Ryszardowi przyszed do 
smaku. Mwi w sekrecie, e agituje si teraz w Paryu sprawa przeprowadzenia wielkiej linii 
kolejowej, ktra ma przeci Ameryk Poudniow od Oceanu Atlantyckiego poprzez lasy 
Brazylii i stepy Argentyny. Przyjechali z tym projektem rozmaici mowie amerykascy, 
aeby go w Paryu sfinansowa. Caa sprawa spocza w rku osobistoci, ktrej inynier 
Czamca by bardzo bliski, lecz ktrej imienia nie mg wymieni. Mia mono widzie na 
mapie i skopiowa lini tej przyszej kolei, mia spisane dokadnie tereny, ktre ona przetnie. 
 O c teraz chodzi?  pyta z umiechem.  Chodzi o podr do Ameryki Poudniowej  
oczywicie  z pienidzmi i t map w kieszeni. Chodzi o skupywanie ziemi, ktr przetnie ta 
kolej, od rozmaitych  a b o  l  w i  o w b o y  w oraz wszelkich tamtejszych dzikusw, 
dojedaczw i drapichrustw. Czy pan zdaje sobie spraw, ile na takim zabiegu mona zarobi? 
Za ile mona sprzedawa ziemie przylege do kolei, po jej wybudowaniu, kolonistom i 
osadnikom? Kady centim da sto frankw... 
Nienaski potwierdza, e to jest myl godna zachodu. Ale czy sprawa budowy jest zupenie 
pewna? A nu si co zmieni? Mona zosta z ziemi i lasem  bez grosza. Czy linia jest naprawd 
ju zatwierdzona i znana? 
Na wszystkie te wtpliwoci inynier macha rk. Wszystko pokrywa spokojnym umiechem. 
Interes jest murowany. Gdy Nienaski jeszcze o rne szczegy rozpytywa, Czamca 
rzek kategorycznie: 
 Jed pan ze mn! 
 A ja tam po co? 
 eby zarobi w cigu paru lat due sumy. 
 Nie mam przecie pienidzy. 
 Ja je mam. Bdziemy kupowali razem. Ja duo, pan mao. 
 Z maymi i poyczonymi pienidzmi c mona zarobi? 
 Mona zarobi na pewno. Poycz panu niewiele, ale poycz. 
 Dzikuj. A dlaczego mnie pan wybra na swego dunika? 
 Bo pan jeste, przepraszam za otwarto, czowiekiem pewnym, najpewniejszym ze znanych 
mi ludzi, a nadto  sam jecha nie chc. 
 Czemu? 
 Rozmikem w tym Paryu. Zwlokem si jak dziadowski bicz. yj tu przecie jak inni. 
Teraze siadaj na ko czy na mua i tucz si po dziewiczych lasach, wyrbuj drogi w lianach, 
szukaj przej w wertepach i grach! Pan jeste czowiek zdrowy i tgi. Jedmy razem! We 
dwu damy sobie rad. Wyruszysz pan z niczym, a wrcisz bogaty. 
 Ile czasu mogoby to potrwa? 
31 
 Par lat. Ja zobacz te strony na oko, oceni tereny, kupi, a pana zostawi jako generalnego 
penomocnika. 
Nienaski mia si. Oto znowu mia tentacj nagrody za swe cnotki tutejsze, niegdy wypraktykowane. 
Mierzio go to i obraao. Burzy si i chcia odtrci propozycj. Ale z drugiej 
strony  okazja jak wymarzona. Pojecha w obce strony, przeby ocean, zanurzy si w lasy, 
skay, stepy. Moe soce rwnika wypali, wiatr oceanu wygwide i wywista z duszy pikno, 
ktrego nie mona ze siebie wytpi. Gdy Czarnca nastawa!, eby odpowiedzie co do tej 
sprawy w zasadzie  w zasadzie przysta. 
Po odjedzie tego czowieka dugo chodzi w swym pokoju, wzburzony do gbi. Zarysoway 
si przed oczyma nowe perspektywy ycia. Praca w Paranie wrd osadnikw polskich, 
parobkw i maorolnych, ktrzy s najdzielniejszymi kolonizatorami dzikiej puszczy. Osi 
wrd nich na czas pewien, pozna tam wszystko i zacz prac! Moe by tam znowu wrci 
w serce entuzjazm modoci, utracona wesoo wiszczypay, ktry wiat odkupuje, zbawia i 
podpiera od witu do nocy. Teraz musia zabiega okoo swych i cudzych spraw, i to z podwjn 
pieczoowitoci. Zaangaowa si by porzdnie w kupno akcji kopalni wgierskich i 
chcia wycofa pienidze, a zarazem co przecie zyska. Tymczasem te akcje nieznacznie, 
lecz wci spaday. Ogrodyniec pociesza go nadziej, e chwila odwetu jest bliska i e on 
sam skupi wszystkie walory Uj  Kahul. Ju teraz nawet gotw by naby akcje bdce w 
posiadaniu Nienaskiego po cenie nominalnej, a wic ze znacznym dla posiadacza zyskiem. 
Naleao czeka, eby nie przyjmowa aski od tego uprzejmego starca... 
Pewnego dnia, ju w drugiej poowie stycznia, wacicielka hotelu a zarazem jego 
odwierna, roztaczajca nad swymi gomi macierzysko  plotkarsk opiek, zastukaa do 
pokoju Nienaskiego i po rozmaitych przedwstpnych ceregielach zwrcia jego uwag na 
pewn wan okoliczno. Ostrzega go po prostu, eby si mia na bacznoci, gdy osoba 
jego i mieszkanie podlega nadzorowi. Szpieguj go. 
 Kto?  spyta z drwicym umiechem. 
 Pewien mody czowiek. 
 Tutaj? W Paryu? Szpieguje mi mody czowiek? 
 Tutaj, w Paryu! 
 Ten mody czowiek jest oczywicie cudzoziemcem? 
 Nie. To Francuz rodowity. Mwi najzupeniej po francusku. Ale to nie tylko on sam pana 
ledzi. 
 A kt jeszcze? 
 Pewna moda dama, Niemka. 
 Co u licha? Niemka! Jak wyglda? 
 Prosz, niech pan si zbliy do okna i ostronie popatrzy, to j pan zaraz spostrzee. 
Nienaski skwapliwie posun si ku oknu i, schowany za firank, oglda ulic. Hotelarka 
wskazaa mu na rogu zauka osob mod, biednie ubran, w filcowej kapelusinie, zrudziaej i 
spaszczonej, z jakim suchym kwiatkiem, ktry podobny by do wza spltanego szpagatu  
w zielonym, syberynowym kabacie do pit  i w kaloszach. Te kalosze day Ryszardowi 
wiele do mylenia. To ju pachniao bardzo odlegym 
Wschodem. 
 Skde pani wie  zapyta  e to jest Niemka? 
 Bo z ni rozmawiaam! Ledwo  ledwo moe si po francusku wyjzyczy. A zreszt, 
gdym zapytaa, czy jest Niemk w istocie  potwierdzia. To chyba wystarcza. 
 Gdzie pani z ni rozmawiaa? 
 U siebie na dole, w loy. 
 Jak to, przysza do pani? 
 Skdebym moga wiedzie, e ona pana mianowicie szpieguje, gdyby si do mnie nie 
zgosia? Przysza i rozpytywaa dugo, szczegowo i natrtnie, kiedy pan wychodzi, o ktrej 
32 
porze, godzinie i minucie, jakimi drogami udaje si pan do miasta  gdzie pan bywa, u kogo, 
kto u pana... Z tymi samymi pytaniami przychodzi przedtem w modzieniec, o ktrym mwiam. 
Tak samo rozpytywa mi najszczegowiej, nade wszystko o to, ktrdy pan chodzi 
do miasta, ktrymi ulicami... 
Te wiadomoci zastanowiy Ryszarda. Rozmyla nad tym, kto te moe go tutaj tropi. 
Tutaj! Byo to mieszne. Jaka mistyfikacja czy pomyka. Nie przedsibra nic politycznego, 
nie widywa si z adnym czowiekiem politykujcym. Lecz skoro znano jego nazwisko, nie 
moga to by pomyka co do osoby. ledzono przecie leg artis. Raz jeszcze wyjrza na ulic i 
przypatrywa si Niemce. Istotnie, defilujc po chodniku albo sterczc widomie na rogu, 
dziewuszysko to raz w raz rzucao oczyma w jego okna albo ogldao si na drzwi wejciowe. 
Bya to pucoowata, piegowata, z maym, 
zadartym noskiem i niebieskimi oczyma  typowa Niemka, skd, z ostziejskich prowincji. 
Bardziej jednak niepokojco zarysowywa si problemat owego modego Francuza. 
Nienaski rozpytywa o niego szczegowo. Okazao si, e jest to mody czowiek, lat dwudziestu 
trzech najwyej, elegancki, porzdnie ubrany, jednym sowem  modzieniec z dobrej 
sfery. 
Co do Niemki, to wacicielka hotelu nadmienia, e ta wystaje tutaj od dawna. Nieraz tyle 
czasu trawia na czekanie, e to zwrcio powszechn uwag sklepikarzy i sklepikarek ulicy. 
Do powiedzie, e sam pan sierant z ssiedniego placu, widzc ze swego posterunku to 
pracowite caymi godzinami wystawanie, spyta si pewnego razu w najniewinniejszej myli, 
czy nie mgby koleance by w czym pomocnym. Odburkna wtedy, e ma prawo sta na 
tym miejscu, skoro si jej tak podoba, a gdy nic zego nie wszczyna, to czego policja chce od 
niej. Istotnie, pan sierant musia uzna suszno argumentu i oddali si jak zmyty. Hotelarka 
zwierzya si Nienaskiemu, i na wasn rk obserwowaa czynnoci Niemki, gdy on z 
domu wychodzi. Ot wtedy szpiegwka sza za nim krok w krok, ale tylko w tych wypadkach, 
gdy skrca w ulic i szed piechot. Poniewa jednak rzadko chodzi na piechot do 
miasta, wic obserwacja nad obserwacj szybko si koczya. Gdy schodzi do najbliszej 
stacji metro, Niemka podaa za nim chyo i sprawnie. Zrazu wszyscy sdzili, e to jaka 
afera miosna, zawiedziona donna i tak dalej. Nikt si w takie rzeczy w Paryu nie wtrca. 
Tego zdania byy wszystkie sklepikarki. Lecz mody czowiek, dopytujcy si o to samo, 
komplikowa spraw. Tote nadesza chwila ostrzeenia... Kt moe wiedzie, co si poza 
tym kryje? Ostrzeenie hotelarka uwaaa za swj obowizek wobec lokatora, ktry  i tak 
dalej... 
Gdy Nienaski po wyjciu tej damy zosta sam w pokoju, rozmyla spokojnie nad rewelacj. 
Dawne, wystyge sprawy polityczne? Byo to niewiarogodne... Lecz kt mg wiedzie? 
Siedzenie, ktrymi ulicami chodzi do miasta? Czyby go chciano porwa, uwizi, napa, 
zasztyletowa? Co u licha! A czy nie nowi przyjaciele, giedziarze, pan Ogrodyniec i baronowa 
Halfsword, chc dokadnie wiedzie, co to on porabia, z kim przestaje i jakimi chadza 
drogami? Byo to i prawdopodobne, i niemoliwe zarazem. Czy nie przeciwnicy tamtych, to 
znaczy Ogrodyca, Halfswordowej i owego Lafleura, inyniera z Uj  Kahul, zwietrzywszy 
w nim    oh m a   a chc pozna prawd stosunku jego, Ryszarda, do tamtych? Widywano 
go przecie u Ogrodyca i Halfswordowej na sekretnych naradach... w ponury, blady 
lokajczuk Ogrodyca, syndykalista bizon baronowej... Widzieli ci ludzie, gdy wsiada z 
Ogrodycem do automobilu, szofer wie, e wysiada przed gied. Chc wiedzie, kim jest 
ten obcy przybysz, kapitalista spod ciemnej gwiazdy. Rzecz bya niemal wyjaniona. To s 
szpiegostwa min i kontrmin giedowych. Przesta nawet o tym myle, jako o rzeczy dowiedzionej. 
Gdy wyjrza jeszcze raz na ulic, zobaczy ,,Niemk na posterunku. Jak murowana figura 
tkwia na rogu ulicy. Postanowi zabawi si i wytropi jej manewry. Narzuci co prdzej 
okrycie na ramiona i wolno wyszed z hotelu. Ociaym krokiem, powistujc i rozgldajc 
33 
si po wystawach sklepowych, wlk si pust prawie ulic wanie ku miastu, w stron 
Ogrodu Luksemburskiego. Gdy przemaszerowa prawie ca ulic, zapali papierosa i uda, e 
starannie gasi zapak. Odchyli na bok gow i rzuci okiem na chodnik przeciwlegy. 
Niemka sza za nim. Postanowi tedy prowadzi dalej gr, a nadto dobrze znan sobie z 
czasw modoci. Szed leniwie ulic Notre  Dame  des  Champs, skrci w Vavin. Tu i 
owdzie zatrzymywa si przed wystaw sklepow i skrycie rzuca wejrzenie poza siebie. Tropicielka 
sza za nim krok w krok po tym samym chodniku. Stan przed naronym magazynem 
z reprodukcjami fotograficznymi i przepuci j przed siebie. Ruszya na drugi chodnik 
ulicy dAssas i formalnie czekaa. Przeby tedy w poprzek t ulic i wszed do parku. Dopki 
z wolna kroczy szerok alej, pannisko taszczyo si rwnolegle wsk alejk. Gdy za po 
schodach zstpi w rodkowe zagbienie parku i okra klomby kwiatowe, ona pomkna 
rodkiem, obok sadzawki, wbiega na przeciwlege schody, prowadzce w kierunku Bulwaru 
Saint  Michel. Kiedy doszed do szczytu tych schodw, widzia j ju przy bramie prowadzcej 
na bulwar. Nie rozumia ju teraz zupenie, co to znaczy. By za bardzo ciekawy, co 
dalej by moe. Przy bramie elaznej owa Niemka wasaa si tam i z powrotem, wyranie 
czekajc na jego nadejcie. Gdy za by ju w pobliu, prdko wysza i znika w tumie ulicznym. 
Nic si tedy nie dowiedzia, co to moe znaczy. 
Zaraz...  rozmyla.  A czy mi tutaj teraz nie bd napada jakie draby? Moe bra 
przemoc do automobilu? C za gupstwo  reflektowa si  c za mania grandiosa! W 
biay dzie na jednej z ulic Parya! 
Powoli dotar do bramy parku i rozglda si po ruchliwym rozwidleniu ulic. Niemka 
znika na dobre. Nie mia chci wlec si dalej. Do domu nie byo po co wraca. Dzie by 
mglisty, lecz miy, cichy. Ryszard postanowi chodzi z godzin po parku. Bia wanie trzecia 
godzina na zegarze Senatu. Zawrci w alej i potrcajc lask pnie drzew zatopi si niepostrzeenie 
w swe myli  czucia. Doszedszy do schodw zawrci i sta w miejscu, niezdecydowany, 
co dalej robi; wraca do siebie, czy jeszcze czeka na wypadki... Aleja gwna 
bya prawie pusta. 
Gdy w ni teraz wzrok skierowa  straci wtek swych myli. Jak woda z naczynia, ktre 
nagle pko od potnego uderzenia, wysczyy si wszystkie... Dech zamar, stano w biegu 
serce, ttna przycichy. Cichy, radosny szum w uszach. Ten moment ycia, jedyny i nieskoczony!... 
Panna Xenia Granowska sza sama rodkiem alei  czarna, aksamitna, poyskliwie 
wyrana na tej drodze, uderzajca jak okrzyk trwogi. Nienaski bezmylnie posun si na 
spotkanie idcej. Zrwna si z ni. Gdy by o dwa kroki, podniosa gow, oczy spuszczone 
na ziemi i w odpowiedzi na jego ukon wydaa lekki okrzyk zdziwienia: 
 A! pan Nienaski... 
Zatrzyma si i niemiao wycign do niej rk. Majc w swej doni jej do w dziwnie 
maej, czarnej rkawiczce, z wolna ocuca si z nierozumu. Fale obkania, przez tyle dni i 
nocy huczce w caym jestestwie, teraz opaday bezsilne. Patrza na Xeni  i przede wszystkim 
tego nie mg poj, e nie czuje spodziewanej radoci. Ani szczcia, ani uciechy... Po 
prostu nic. Spostrzeg natychmiast, e ma wargi z lekka ukarminowane  paskudnie jakim 
smarowidem na czarno usmolone lnice brwi, a nawet pod czarodziejskimi oczami, w zagbieniach 
dolnych powiek, jakie niade mazania farb. Zreszt puder... Te obserwacje i 
wraenia trway niepomiernie krcej ni ich opis. Na wdziczny, kokieteryjny jej umieszek 
odpowiedzia niezbyt przychylnym sowem: 
 Jeeli pani spotkanie ze mn i obecno moja w tym parku sprawia przykro, mog zaraz 
odej. Chciabym tylko wiedzie, jaki jest adres pani mieszkania, gdy mam dawno jak 
wan posyk od pani Topolewskiej. 
adnej posyki nie mia. Kamstwo to utworzy w teje chwili, w byskawicznym olnieniu, 
i w ten sposb, przez zaciekawienie, adres wyudzi. 
 Ma pan posyk? Dla mnie? 
34 
 Tak. 
 Od Saby? 
 Tak. 
 Dawno? 
 O, bardzo dawno! Poniewa pani zabronia i pani wirskiej, i pani Topolewskiej udzielenia 
mi swego adresu, nie mogem odda. Ju to blisko trzy miesice, bo od przyjazdu, mam 
u siebie. 
 Jeeli to jest co do jedzenia, to adnie wyglda... i pachnie. 
 le to nie pachnie, wic, wida, nie jest jadalne. Zreszt, nie wiem. 
 Skde to pan wie, e zabroniam Sabie i Lencie da panu mj adres?  pytaa z przewrotnym 
umiechem, schodzc z tarasu na d, w kierunku okrgego basenu. 
 Z listw tych pa. 
Parskna z cicha swym mieszkiem niezrwnanym i rozgldaa si po wierzchokach odlegych 
drzew. 
 C, dobrze si pan bawi w tym Paryu?  spytaa. 
 Dosy dobrze. Dzikuj za pami. 
 Duo pan ma znajomoci? 
 Chwali Boga, nie mog skary si na brak znajomoci. 
 Poodnajdywa pan tutaj swe wielkowiatowe stosunki z damami, a take swe wielbicielki, 
spoecznice, panny z uniwersytetu? 
 Pytanie tak hurtowne... Moe pani raczy zapyta partiami, stanami spoecznymi albo na 
wyrywki, atwiej mi bdzie prawd powiedzie. 
 Mona i nie odpowiada, bo mi to ostatecznie nie interesuje  rzeka wydymajc wargi 
z impertynenck bufonad.  Tak si zapytaam, bo mi o tym w uszy kadli, e pan tu taki 
otoczony, oblony przez rne damy, katoliczki i ydwki... 
 Nawet ydwki... Tiens! A kto to pani kad w uszy? 
 Byli tacy. 
 Prosz pani, a ten szuwaks na brwiach to si od mgy nie rozpuszcza? I to pod oczami 
moe by na deszczu tak sobie  i nic? To nie rudzieje? Chyba cieknie po twarzy? A, nie! 
Teraz nie cieknie! Gdyby tak byo, tobym powiedzia, bo przecie ja jestem wierny pani przyjaciel. 
 Czy przyjaciel, tego nie wiem. Ale e salonikowy warszawiak, to pewna. Polak!  mrukna 
z odraz, jako gbi krtani. 
 Poegnam pani za chwil... Tylko chciabym dowiedzie si o adres. Najlepiej bdzie 
odesa to poczt? Prawda? 
Miaa teraz oczy spuszczone i zo w pobladej twarzy. Po chwili wstrzsna gow i 
rzeka patrzc gdzie na bok: 
 Nie jestem ciekawa tej przesyki. Niech j pan zniszczy albo komu daruje. 
 A, nie! Ani niszczy, ani darowa samowolnie cudzej rzeczy nie mona. Skoro pani 
przyj jej nie chce, musz zwrci j pani Topolewskiej. 
 To niech jej pan zwrci!...  dorzucia z wzrastajcym gniewem. 
 Bdzie to dosy kosztowne, a take kopotliwe. 
 Dobrze! Prosz odesa do mnie. A co tam jest takiego? 
 Pani! J nie wiem. 
 Prosz odesa na rue Blanche nr 23. W podwrzu, na pierwszym pitrze. 
 Rue Blanche 23, w podwrzu, na pierwszym pitrze...  powtarza kilkakrotnie pilnie, z 
rozwag.  Adres pooy na nazwisko pani czy na nazwisko tego pana, z ktrym pani widziaem 
w Folies Bergeres? 
35 
Twarz jej z wolna pokrywaa si rem, psem, szkaratem. Niema, wzburzona wewntrznie 
a udajca wesoo sza obok niego kilkadziesit krokw. Nie spodziewa si zapytania, 
ktre w kocu usysza: 
 Kiedy to mi pan widzia w Folies Bergeres? 
 W jesieni. 
 To nieprawda!  rzucia wrcz. 
 Widziaem, jak pani z tym panem, blondynem w cylindrze, bawia si w teatrze, a pniej 
jak pani z nim wsiada do automobilu. 
 No, wic co? Czemu pan do nas nie podszed? 
 A czemu pani mwi, e to nieprawda o bytnoci w teatrze? 
 Bo panu nic do tego! 
 A, nic mi tam do tego! Pytam si, do kogo adresowa? 
 C to za niedelikatno! e byam z kim w teatrze, to zaraz inwektywa, eby przesyk 
od rodziny do tamtego adresowa... Ot... dla odparcia wszelkich insynuacji... mwi panu, 
e w blondyn jest to adwokat bronicy mego ojca. Jest dla mnie dobry i grzeczny, nie tak jak 
wy wszyscy, wszyscy! 
Si powstrzymywane kanie wyrwao si z jej cinitego garda. Ale teraz nie wzruszy 
go ten gos! Rozptywaa si dzika rozkosz od duszenia w garciach tego rajskiego ptaka, 
tego motyla, ktry z przestworw tajemnicy nadlecia. Nie uwierzy ani jednemu jej sowu. 
Doskonale spostrzega dwa kamstwa: najpierw nieprawda, eby w ogle miaa by w Folies 
Bergeres  a teraz adwokat ojca... 
 Moja rola jest skoczona  mwi wyniole.  Nie mam prawa wchodzi w to, kim jest 
ten pan. Nie miaem wcale zamiaru ublia pani. Powiedziaem wprawdzie to... niedorzeczne 
zdanie. Wyznaj, e to byo bez taktu. Ale przecie wszystko na wiecie jest moliwe. Przepraszam 
pani bardzo za to moje wyraenie. 
Wytara zy chustk. Przy tej okazji niepostrzeenie, jak mniemaa, usuna palcem niade 
smugi pod dolnymi powiekami. Szybko oczycia wargi z karminowej barwiczki. Nienaski 
patrza, jak te usta, odzyskawszy swj przyrodzony kolor, stay si liczne. 
 Kiedy  pyta  mona odesa paczk? Jutro rano, dobrze? A o ktrej godzinie? 
Mwi to agodniejszym ju gosem, ale tylko w tym celu, eby jako wybrn ze swego 
kamstwa i powzi na pewno wiadomo cis o adresie. 
 Do pierwszej po poudniu jestem zwykle w domu. 
 Pani mieszka tam, na rue Blanche nr 23? 
 Tak, odnajmuj pokj umeblowany od jednej znajomej, ktra ma zakad fotograficzny. 
Na drzwiach tego zakadu wypisana jest nazwa firmy: Therese. S to drzwi ze szkem matowym. 
Na tym szkle jest ta firma wypisana. Pierwsze pitro w podwrzu. Trzeba przej 
chodnikiem cae podwrze a do schodw w gbi sionki. Na pierwszym pitrze... 
 Bd pamita: Firma Threse. 
 A pan dugo zostanie teraz w Paryu? 
 O, nie! Bro Boe! Do ju tego Parya! Wyjad std i to, na szczcie, ju niedugo. 
 Do Warszawy, do Krakowa? 
 Nie, prosz pani. Pojad na bardzo dugo do Ameryki Poudniowej. 
Sza spokojnie, patrzc przed siebie i suchajc tego, co mwi. 
Spoglda teraz na ni z boku. I znowu  znowu, nie oczyma, nie zmysami, lecz niepojtym 
wewntrznym czuciem, jestestwem duszy spostrzeg j, pozna i wchon na nowo. Jak
by w grach dalekich, w niewymownie piknych Tatrach woanie nocne: 
Xenia! Xenia! 
Nie mg nic mwi. Szli w milczeniu. Poprosia, eby usi na chwil, bo bya nieco 
zmczona. Ale zaledwie usiedli przy ulicy prowadzcej do Galerii Luksemburskiej, zauway, 
36 
e ona znowu czego pacze, a raczej usiuje pacz ukry. Wargi jej dray. Twarz staa si 
chmurna i ciemna. 
 Pani ma moe jakie smutki?  rzek w pomieszaniu. 
 O, nic, nic! Troch jestem rozdraniona. To wnet przejdzie. 
 Wspominaa pani o ojcu. Czy mgbym zapyta?... 
 Moe pan bdzie nieco wyrozumiay i nie zechce mnie o nic, a szczeglniej o to, pyta. 
 Temu jasnemu panu, z ktrym pani widziaem w automobilu, opowiada pani swe smutki? 
Spojrzaa na niego potnymi pomieniami oczu i odtrcia go wyniole sowami: 
 Opowiadam! Rozumie si! S to nasze wsplne sprawy i zmartwienia. Moje i jego! 
 Szkoda, e nie wolno mi by pani przyjacielem! 
 Przyjacielem!... 
 Tak o to prosiem ptora roku temu w Ujazdowskim Parku... 
Nic na to nie odpowiedziaa. Znowu osuszya oczy chustk pytajc: 
 Kiedy pan std wyjedzie? 
 Za par tygodni. Zapewne, tak... Za par tygodni. 
 Czy mona zapyta  pan si tu zajmuje sprawami spoecznymi, interesem polskich stowarzysze, 
organizacji... Prawda? 
 Mniej wicej. Tak jak wszyscy... 
 Bywa pan take i u ludzi bogatych? 
 Bywam u paru. 
 U pa bogatych? 
 Bywam u jednej bogatej damy. 
W owej chwila przechodzia obok dziewczynina  obdartus, sprzedajca wczesne, bezwonne 
fioki. Stana przed awk, nadstawiajc swj koszyk z kwiatami. Nienaski kupi dwa 
bukiety i poda je pannie Granowskiej. Przyja je z wdzicznym umiechem. Gdy woya te 
bukieciki midzy klapy swego zimowego paltota, staa si urocza jak samo widzenie piknoci. 
Smutek przechodzcy przez jej serce powlk twarz bladoci, a oczy nowym wdzikiem 
zaczarowa. Milczaa, Nienaski siedzia obok niej rwnie w milczeniu. Tu obok siebie mia 
teraz ten jej paltocik, ktry w Folies Bergeres by widziadem, snem, obokiem znikajcym... 
Poczynay si w nim tortury duszy, ktrych przebieg zna tak dobrze... Podnis gow i patrzc 
w jej twarz mwi: 
 Prosz pani, ja nie mam adnego pakunku od pani Topolewskiej. 
 Niby ja nie wiem!...  umiechna si jak dziecko spakane, ktre si rade przeprosi. 
 Chciaem wyebra, a raczej wyszachrowa pani adres. 
 O, pan jest nadzwyczajny makiawel! Powinien pan ogosi w Sorbonie kurs przebiegoci, 
metodyk podstpw i dawa korepetycje prywatne dyplomatom! To byo tak dobrze 
skonstruowane i ukryte, e a panu daam faszywy adres, eby nie wpa w jaki potrzask. Bo 
z daleka by trzeba z dyplomatami! Niech mi pan teraz szuka do sdnego dnia! 
Zakoysay si gmachy, drzewa, ziemia pod nogami i ta aweczka, na ktrej spokojn toczyli 
rozmow. Nie tym sztucznym wiadomie ani mciwym bezwolnie gosem, lecz swoj 
wasn mow zatraconej mioci rzek do niej: 
 Niech mi pani powie tylko tyle: czy pani kocha tamtego pana, adwokata swego ojca? 
Przecie to powiedzie mona. Jeeli tak, to ja ju pjd. I skoczy si to ju raz nareszcie! 
Ju nigdy! 
 A dlaczego pan si o to pyta? 
 Dlaczego si pytam...  wyszepta patrzc w ziemi. 
 Powiem panu, owszem, powiem prawd! 
 Tak jak z tym adresem! 
37 
 Tak sam, bo adres jest prawdziwy. Ten czowiek mi si troch podoba... Czy to jest 
zbrodnia, e mnie si kto podoba? Z wierzchu? Ale teraz ju go nie zobacz wicej na oczy. 
Nigdy w yciu! 
 A gdzie wysiad? 
 Przed bram ja wysiadam, na ulicy Blanche 23, tam gdzie mieszkam. 
 I c potem? 
 Nic. Poegna si ze mn i odjecha. 
 Ale bywa u pani? 
 Nie. Nigdy u mnie w mieszkaniu nie by. Ani jednego razu! 
 Wic gdzie go pani widziaa? Zastanowia si przez chwil, nim wyrzeka, a raczej z 
tchrzostwa wytchna z gbi piersi: 
 U niego. 
 Ach!  jkn jak raony strzeleniem piorunu. 
Skurczy si, skrci w sobie i fizyczn si, sztukami i sposoby ciaa pokonywa niestrzyman 
bole duszy. W zdrtwieniu swym czu, e ona dotkna si jego rki, e obie jej donie 
ciskaj jego bezsiln do, e j cign ku sobie i  o, dziwne, przedziwne zdumienie!  
e j okrywaj arliwymi pocaunkami. Oderwa t rk od jej ust i spojrza w oczy caym, 
rozwartym na ciaj piekem mczarni, zamknitym dotd we wzroku. Bya teraz cicha i 
pokorna. Bekotaa: 
 Przecie panu wszystko powiem! Wszystko a wszystko! 
 Nie! Prawdy  nie! 
 Powiem! 
 Ten pan to jest niezaleny czowiek, kawaler? 
 onaty. 
 Wic gdzie pani bywaa u niego? 
 Ma wynajte oddzielne, mae mieszkanie. Znowu  jeszcze gorzej  znowu, a do zemdlenia 
nielitosne uderzenie egadem. Tymczasem, jakby dla osignicia najgbszego dna 
rany, ona mwia cicho i spokojnie, gubic si w dziwnych sromach, to znowu w lubienych 
umieszkach: 
 Niech pan posucha uwanie... 
 To mieszkanie wynaj dla pani? 
 Ale skde znowu! Jest to kancelaria jego czy co, ale umeblowana bardzo adnie, elegancko 
i tak wykwintnie, jak tylko u Francuzw mona zobaczy. Ma liczn zastaw do herbaty... 
Na stole fotografia ony i dzieci... Kanapki, etaerki, ksiki, ilustracje... guridon, 
peno kwiatw... 
 To pani tam u niego na herbacie bywaa? 
 Tak...  potwierdzia nie wiedzc, czy to dobrze, czy le.  Mwilimy o sprawie ojca, a 
on przyrzdza przez ten czas herbat. No, wic miaam nie pi, gdy ju zagotowa w takim 
srebrnym, licznym czajniku? 
 A jak on si nazywa, ten pani adwokat? 
 A bo ja wiem! Nie wiem. 
 I to nie jest kamstwo?! Pani trafia do jego... mieszkania, a nie wie pani nazwiska... To 
nie kancelaria, pani! 
 No, nie wiem. Powiedzia mi adres ulicy i domu, okreli drog. Rez  de  chausse... 
Zostawi o naznaczonej godzinie otwarte drzwi. Czeka za tymi drzwiami, bo natychmiast 
otworzy... Tyle wiem, e mu Andre na imi. 
 Tak, imi byo potrzebniejsze w tej sprawie ni nazwisko... 
 Szam jednego dnia  a eby te pan wiedzia, skd?  koo Palais de Justice. Zaczepi 
mi jaki bazen i nie chcia odstpi... 
 Gdy si kto tak maluje, to co dziwnego? 
38 
 Przechodziam na drugi trotuar, cofaam si w ty i wyprzedzaam go, bo to byo oberwane 
i paskudztwo  na nic! Laz i mamrota. A, nie mogc sobie z tym poradzi, stanam 
i namylaam si, czy nie zawoa pelerynki. Podszed do mnie ten adwokat i obroni mi 
od tamtego. Z sdu wtedy wychodzi i zobaczy moj przygod. Odprowadzi mi do domu... 
 Zastpi tamtego. 
 No, tak. Okazao si, e jest bardzo przyjemny, sympatyczny, inteligentny... 
 Przystojny... 
 A nawet i przystojny, cho ju troszeczk myszk trci. By u mnie raz w hotelu, na Saint 
 Honore, bo tam wtedy mieszkaam. Wtedy wspomniaam mu o sprawie ojca. Prosi, eby 
przyj z tym do niego, do mieszkania. No wic poszam, wedug adresu, ktry mi zostawi... 
 Ile razy pani bya u niego? W tym aimoir?... 
 Trzy razy. 
 Czemu pani ju nie chce do niego chodzi? 
 Bo gdym przysza trzeci raz na jego pisemne zaproszenie, zastaam tam jak dam. 
mia si dugo, jak zupeny obkaniec, z wynios niby pogard. Sowa okrutne, jak 
mciwe razy basiorem, przewalay si w jego mylach. Zdawi je w sobie i zatrzyma przemoc. 
Milcza. Znowu jej rce ujy jego rk. Cichy, bagalny gos doprasza si jego aski: 
 Ju go nigdy wicej nie zobacz! Ju nigdy a nigdy! 
 Dlaczego? 
 Bo nie! Ju mam teraz obrzydzenie do niego. 
 A przecie pani przed chwil mwia, e to jest jedyny przyjaciel, obroca ojca? 
 No, mwiam. Zawiodam si. Ju nigdy do niego nie pjd, ju go nigdy nie zobacz! 
Pjd z panem do kocioa i przysign, e go nigdy dobrowolnie nie zobacz! 
Nie przyszo mu na myl zapyta, dlaczego ona w jego rce i przed jego majestatem skada 
t swoj przysig, tak szczerze i prawdomwnie. Wydawao mu si to naturalnym i usprawiedliwionym, 
aczkolwiek by przecie obcym dla niej jegomociem, ktrego z gr przez rok 
nie widziaa. 
 Jeszcze tylko jedno pytanie...  cedzi przez zby.  Nie chciaa pani widzie si ze mn, 
bo ten bezimienny adwokat podoba si w tym czasie? Prawda? 
 Nie, nie dlatego... Ale moe troch i dlatego. To trudno odpowiedzie. I nie teraz. Ale 
pan si dowie potem. Opowiem panu. A teraz ja zapytam, czy pan nie by w tym czasie zajty 
romansami, historiami miosnymi, przygodami?... 
Sucha tego patrzc obojtnie w ziemi. Co mrukn. 
 Myli pan  cigna ze wzburzeniem  e nie wiem, co pan wyrabia w tej miecinie, w 
tej Posusze? 
 A co? 
 Myli pan, e nie wiem  drwia sowem, brzmieniem gosu i gestami. 
 Dobrze, ale skd pani o tym wie?  Skd wiem, to wiem!  e te to te niewiasty nic nie 
mog utai!  Nie osign pan w tym wypadku tryumfu, wic wszystko jedno. 
 Tak, w tym wypadku przepadem z kretesem...  mia si do rozpuku. 
 Miaam by tutaj jedna z szeregu! Co mi pan mwi w Warszawie, co pan wypisywa, a 
co potem! 
 No, co potem? 
 Pisaa mi o panu Saba, mwia mi Lenta. Z pocztku nie wierzyam, ale mi przekonaa 
rzeczywisto... 
 Jaka rzeczywisto? 
 Potem panu powiem. Bo pan przecie bdzie u mnie bywa? To nieprawda, e pan znowu 
gdzie tam jedzie... 
39 
 Prawda!  krzykn jej prosto w oczy.  Wanie, e prawda! Nie chc ju wicej mczarni, 
pkania oczu od wypatrywa w ulicach, po teatrach, knajpach, eby zobaczy, eby 
raz spojrze! 
Co jakby wiato wasna, wewntrzna  podobnie jak zorza przewietla noc  natchnieniem 
szczcia rozjanio jej twarz. C to za umiech okaza si na jej ustach  i jak pikno 
rozpostar w rysach! Suchaa, co mwi, i jeszcze raz zasuchiwaa si w to samo, nurzajc 
w dzikim wybuchu jego spowiedzi ten umiech wewntrznego szczcia. 
 Takam czego zmczona...  rzeka.  Pjd teraz do domu. Ale mnie pan zaraz jutro 
odwiedzi. Jutro o czwartej. Dobrze? 
Nie mg mwi. Od jej umiechu zatli si w jego duszy umiech taki sam i ponis radosn 
wiato do oczu, do ust. 
 Czego mi chodno  mwia.  Tu wilgo. Ju sobie pjd. 
 Mog pani odprowadzi? 
 Dobrze, ale dokd? 
 Dokd pani pozwoli. 
 Do Saint  Germain  des  Prs, bo pan si zmczy, gdyby dalej. 
 Dobrze. A czy to pani chce wraca do siebie piechot? 
Skina gow. Wstali i ju pod zmrok szli w kierunku bramy. W zupenym, zupenym 
szczciu... Nienaski mija t bram  wskie, ruchliwe chodniki ulicy Vaugirard  zakrt 
ulicy Bonaparte, pochyo na d, wiodc do placu witego Sulpicjusza. Drzewa platanw, 
czarny, brzydki, ponury ksztat kocioa  wszystko, co w tej minusie pod jego wzrok podpado, 
zatapiao si w pami jako forma szczliwoci. Rozmowa toczya si o niczym, banalna 
rozmowa nakrywajca szczcie. Zwyczajne wyrazy, ktre mwili, byy dla Ryszarda jak 
gdyby tony zawierajce wszechwiat i wszystkie na nim przedmioty. Xenia wci umiechaa 
si radonie. Byo to zasadnicz jej cech, e wesoo nadawaa jej ciau powab niezwalczony, 
czynia z jej organizmu istny rytm powszechnego ycia. Kade skinienie gowy, kady 
ruch rki, kade spojrzenie i odemknicie ust stawao si wtedy doskonae i jedyne. Bya 
przecie pospolit kobiet, jak tysice tysicy innych, a jednak w takich minutach stawaa si 
tylko symbolem, wyjtkowym ujciem niemiertelnego pikna. Chcia jej powiedzie o 
swych poszukiwaniach, wyrazi jako, cho w czci, histori mk  lecz wyrazy uwizy w 
gardle. Po co byo mwi?  Oto ju si skoczyy dugie mczarnie! To ona idzie z nim 
wzdu tych samych ulic, wzdu katakumb mierci, wzdu tych oysk, ktrymi sama tylko 
rozpacz si toczya! Jake miociwy jest Bg! On to wysucha nocnych modlitw i szlochw 
pod nagim murem. On to odemkn nareszcie wrzecidze zamku utsknienia i otwar jaskini 
ucisku! 
Na placu przed kocioem Saint  Germain  des  Prs zwrcia mu uwag, e naley ju 
poegna si. Prosi, eby jeszcze pozwolia i ze sob dokd, na przykad do Luwru. Powiedziaa 
na to, e tylko chyba do Luwru, gdy tam ju wsidzie do autobusu i pojedzie do 
siebie. Na tym stano. Gdy przeszli most i minli Luwr, znowu pocza egna si i powtrzya 
zaproszenie na jutro. Ukoni si tedy i odszed, niby z powrotem. Ale stanwszy we 
wnce bramy, w czadzie swdu samochodw, powzi nag myl, eby jej teraz z oczu nie 
traci. A nu w adres  to fikcja? A nu j znowu zgubi na zawsze? 
Zawrci w mgnieniu oka i ledzi j oczyma w ruchliwym tumie. Czarne piro na jej kapeluszu 
byo wydatnym znakiem. Kryjc si za filarami ulicy Rivoil szed wrd ludzi z 
oczyma utkwionymi w tej oznace Xeni. cisno mu si serce, gdy zauway, e wcale nie 
podya, wedug zapowiedzi, na plac Komedii Francuskiej, lecz posza pod arkady. Przystawaa 
tutaj przed wystawami sklepw, osobliwie przed jubilerskimi. Pociesza si refleksj, e 
to przecie kobiecinka, maniaczka biuterii, jak na tej ziemi od niepamitnych czasw one 
wszystkie. Cosi fan tutte! 
40 
Jej pikno bya tego rodzaju, e zwracaa powszechn uwag. Przechodzcy mczyni 
zatrzymywali si i pili j oczyma. Ten i w szed w jej lady, duej lub krcej. Gdy si zatrzymywaa 
przed witrynami, zagldali jej w oczy. Nienaski zza swych supw widzia ich i 
jej zachowanie si  i zlatywa w sw przepa. Nie! Ze swej znanej przepaci zlatywa w 
otcha now, nieznan, w gbi inn. Umiechaa si do tych podskakiewiczw ulicznych w 
swj obuzersko  wyniosy sposb i sza dalej. Gdy jej ktry przecina drog i natrtnie laz 
w oczy, niby to wymijaa go, niby to marszczya brwi. 
Wkrtce urwaa si ta ulica udrczenia. Panna Granowska skrcia na rue Royale i przesza 
j ca. Nienaski bieg zdyszany, kryjc si za supami latarni i za drzewami. Przed wspania 
szyb jubilera na rogu bulwarw, gdzie w elektrycznym wietle janiay olbrzymie kolie brylantw, 
naszyjniki, diademy, kolczyki i piercionki, stana na dugo. Wida byo, e marzy, 
ni, e uniesiona jest od zachwytu. Przeszkodzi jej w tym mody jegomo, pikny paryanin, 
wysmuky brunet, modnie ubrany i ogolony. Z lekka uchyli kapelusza i co do niej zagada. 
Spojrzaa na niego, umiechna si po swojemu, lecz nic nie odpowiedziaa. Odeszastamtd. w zaczepnik kroczy obok i mwi do niej bez przerwy. Idc teraz bulwarem penym 
strojnego tumu  nie wiedzie  posuwaa si w jego towarzystwie czy oddzielnie? 
Mwia do niego czy milczaa? Ryszard zbliy si i, we wciekoci swej, chcia zobaczy. 
Lecz tum przeszkadza, dzieli, odtrca. Nieszczliwy widzia t zagadk, dwoje idcych 
przed sob, wci razem. Nareszcie spostrzeg, e ona tamtemu odpowiada i e z nim rozmawia. 
Na rogu tej drugiej mczeskiej ulicy, przed kawiarni de la Paix mody w czowiek 
skin na automobil, a gdy ten podjecha  zaprasza Xseni uprzejmym gestem do wntrza. 
Ona z tym samym umiechem na ustach skina gow i przemkna si wrd zwartego szeregu 
pojazdw w ruchu  na drug stron ulicy. Z okrgego tarasu, wzniesionego na rodku 
placu Opery, obejrzaa si na swego napastnika, ktry przy otwartym samochodzie bezradnie 
pozosta, i pognaa szybko dalej. 
Nienaski bez tchu bieg za ni w potoku ludzkim. Modlitwy, bagania, jki obkane ku 
niej rway si spomidzy jego zeschnitych warg. Bogosawi j za ten krok, obejmowa 
oczami, unosi na swych westchnieniach jak na rku. mia si, dusi z radosnych wybuchw: 
I c strasznego! No, i c tak zego zrobia! Zaczepi j wiszczypaa? Albo nie zaczepiby 
kadej piknej i samotnie idcej dziewczyny na tej ulicy? Mwia z nim? A kt to wie, 
co mu powiedziaa? Moe jej sowa byy rwnie dowcipne, rwnie przepyszne, niezrwnane i 
uczciwe jak ten narony uczynek!... 
Lecz jego rado miaa by znowu wystawiona na cikie prby. Na Bulwarze Woskim 
co chwila Xeni zaczepiano. Grupy birbantw, hulakw, kawiarnianych wczykijw, myliwcw 
polujcych na kobiety  wprost zatarasoway jej drog albo j goniy zaczepkami, 
epitetami, wezwaniami... Sza wrd nich wszystkich, snad przywyka do tych metod i obyczajw, 
lubujca si w tych objawach aciskiego wesela. Widzia to i czu, e jej czarujcy, 
nieustpliwy umieszek naley do tego wiata hulaszczego, e jest wrodzony jej, nieodzowny, 
niezbdny  e jest tonem, ktry powstaje midzy smyczkiem i strunami. Jej modo, pikno, 
wesele tryskajce ze zdrowia, dza mioci i zabawy, uycia i poznania  oraz ta najludniejsza, 
najwykwintniejsza ulica w Paryu!... C mogo by midzy t ulic  i ni?  
Nic.  Zaprawd  nic! Jaka to sia miaa j odtrci od morza zbytku wystawionego w 
oknach, od otchani najciekawszych dla kobiety przedmiotw, od strojw, zabawek, poyskw, 
od muzyki tryskajcej uwodzicielsko zza drzwi kawiarni, od tajemnicy rozkoszy i 
przepychu kryjcej si z lubien bezwstydnoci za tymi murami? Miae j moe odgradza 
on sam, guchoskryty cierpik, Ryszard Nienaski? Cha  cha! Spoeczny majsterek do wszystkiego 
 doktor wszechrzeczy po ebkach  fiksat zbawiajcy wiat wspczuciem i palpitacjami 
serca  jegomo, ktry szczk wasn chciaby podgry gmach dzisiejszego ycia  
miliarder in partibus infidelium, posiadajcy kilkaset poyczonych frankw w kieszeni  i 
akcje na giedzie  idealista  giedziarz  cha  cha! Bolesaw Chrobry w wygniecionych 
41 
spodniach i podstarzaej marynarce, biegajcy po Paryu za lekkomyln pann! Kazimierz 
Wielki porwany w p drogi przez Esterk     o h m a   giedowy z bohaterszczyzn 
zapit w tajnej kieszeni kamizelki bojow agrafk! 
Wasa si od drzewa do drzewa, zorzeczc sobie  ciskajc sobie w twarz nazwy szpiega, 
szpicla, babskiego detektywa. Nie wada ju sob przypatrujc si postpowaniu Xeni. 
Krew zalewaa mu mzg. zy kapay z oczu w ciek, nad ktrym si czai wypatrujc, biegnc 
od drzewa do drzewa. Stawia na kart caego siebie w tym jednym celu, eby przesta 
czu to wszystko. Zatrzyma si! Odej! Wrci! Ale odej nie mg. Znowu przecie sza w 
towarzystwie jakiego draba. Znowu z tym rozmawiaa. Tymczasem panna Xenia zostawia i 
tego nowego towarzysza trotuaru wrd przesuwajcego si tumu, a sama podbiega do okna 
jednej z najwikszych kawiarni i dugo przypatrywaa si temu, co byo w jej gbi. Szybko 
pchna drzwi, obracajce si na swej osi, i zagarnita zostaa do rodka przez ten wiatrak 
mielcy ludzi. Nienaski straci j z oczu. Poszed za jej przykadem. Zbliy si do wielkiej 
szyby i zajrza. 
Szyba bya zapeniaa do poowy, lecz z boku jej, rwnolegle do ramy, utworzy si pas 
czystego szka. Ryszard zobaczy Xeni, siedzc tu, niemal pod tym oknem. Bya w towarzystwie 
jakiej damy. Obiedwie siedziay przy stoliku, twarzami zwrcone do szyby, wic 
mg je doskonale widzie w bujnym wietle elektrycznych kinkietw. Towarzyszka Xeni 
wygldaa na notoryczn dame fatale. Bya jeszcze moda, przystojna, z piknymi, czarnymi 
oczami, szczupa i wysoka. Miaa na sobie wielki kapelusz, strusie pira do pit  usta, wntrza 
nozdrzy i uszu ukarminowane, brwi uczernione, oczy podkrone na niado, cae palce 
pokryte byszczcymi kamieniami, w uszach migotanie niby brylantw  sowem wszystko 
jak si patrzy, istny mundur, uniform kobiecy. Xenia co tej damie opowiadaa z najgbszym 
przejciem. Nienaski dozna wraenia patrzc na ruchy jej ust, na gesty i skinienia rk, e 
przed tamt zdaje z czego relacj. C by by za to da, eby to sprawozdanie usysze! Wiedziaby 
wszystko, ujrzaby nareszcie odsonion dusz Xeni! Lecz szyba kawiarni bya zbyt 
gruba. Za ni to, za t szklan przeszkod bya tajemnica jego ycia, dusza jego duszy, niewiadoma 
wszystkich zdarze. Usysza, a waciwie po ruchu warg Xeni, gdy umawiaa si z 
garsonem o napj, pozna dwik wyrazu cassise  lecz wszystko inne byo tajemnic. Patrza 
na towarzyszk, na t szczup brunetk, i zadawa sobie pytanie: co to za jedna? Domyli 
si teraz, dlaczego to Xenia nie chciaa, eby z ni szed duej. Miaa tutaj naznaczone spotkanie 
z t dam. Wpija si oczyma w twarz tej kobiety i notowa j sobie w pamici. 
Niedugo mg te obserwacje prowadzi, bo obiedwie Wkrtce zapaciy i wyszy. Ukryty 
za elaznym koszem otaczajcym bulwarowe drzewo, ledzi je uwanie. Wraenie, jakie 
wywieray na msk cz przechodniw, byo teraz zdwojone. Ogldano je, podpatrywano w 
wietle witryn. Skrciy w jedn z ulic prowadzcych w kierunku gry Montmartre i szy powoli. 
Wnet zjawi si obok nich jaki cylindrowiec, wszcz rozmow i swobodnie j prowadzi. 
Kroczy obok Xeni. Ona paplaa z nim z ywoci, miaa si, zanosia od miechu... 
Nienaski patrzc na to misterium mija place, ulice, miejsca dla puc jego ciasne lub wolne 
 szyny tramwajowe, sklepy zionce wiatem i ciemne sienie, sztachety ogrodw i mury kociow... 
Straszliwe przeywa chwile. W sercu nis mier. W oczach wielorakie zewntrzne 
poyski i wewntrzne koa krwawe. Ach, nareszcie skoczya si ta droga! Zatrzymay si 
przed jak bram. Pan w cylindrze certowa si przedziwnie dugo z obiema. Gdy one zniky 
w bramie, wszed za nimi. Ryszard dowlk si do teje bramy i zobaczy na niej owietlony 
numer  23, A wic  o c chodzi?  by u celu swych marze, u koca pragnie! To tu. Zajrza 
w gb dziedzica... Tak, wszystko cile wierne... Chodniczek przecinajcy w dziedziniec... 
Xenia sza po tym chodniku na przedzie, za ni w pan w cylindrze, na kocu dama z 
wielkimi strusimi pirami. Oto ucielenione marzenie. Ujrze j, z daleka zobaczy! To 
patrz! Znikli w sieni. A wic nareszcie  nareszcie rozwizanie zagadki! Z supa targa, za
42 
plta, skrtw  nie zostao nic. Nie byo potrzeby suchania przez szyb. Rzecz jest zbyt 
prosta. Pustka. Ordynarny miech. Wreszcie i ulga. Ulga, jakby si nareszcie zlatywao na eb 
w sztolni. 
,,Miaem te o co tak si rozbija! 
Znowu miech. 
Tyle nocy i tyle dni. 
Odszed spod tej bramy, powlk si do koca ulicy i zobaczy napis: Rue Blanche. 
A wic wszystko jest w porzdku. Znowu. szczera ulga, jakby kto kastetem strzeli midzy 
oczy i dobrotliwie przymi na dugo myli. 
miech najszczerszy i najserdeczniejszy: 
To ona mnie na jutro... Na t godzin czwart... 
Ziewa. Myl, e trzeba wraca dokd... Do domu? Ktrdy si to jedzie? Gdzie to tutaj 
zejcie do metro? 
Myl sarkastyczna: 
Nie! Nie, moja panno! Nic z godziny czwartej! Jeszcze bym ci si da skusi... 
Skde po tej refleksji ten straszliwy ryk w piersiach, to dzikie wycie zwierzcia rzdzcego 
czowiekiem, ktre teraz samotnie zdycha w polu? Nie mogc zdawi wewntrznych 
szlochw, nie mogc zdepta wol samego siebie, szed znowu w gr ulicy, t sam drog, z 
trudem dwigajc swe ciao. Mia gow, rce, nogi, krzy, ebra jakby poprzetrcane elaznym 
drgiem. Dotaszczy si do Bulwaru Clichy  i szed dalej. Migotay mu w oczach 
wielorakie ognie i gupie znaki bud nocnych Montmartru. Ze strasznym, mierciononym 
przeklestwem ciska w nie spojrzenia, jakby w te gmachy zabaw miota bomby. To tu pewnie 
zgubia si dusza Xeni. Wspomniay mu si teraz imiona pa Topolewskiej i wirskiej. 
Ohydne kltwy przytuky te dwa imiona. Szed rodkiem bulwaru. Trafi na wolny rg awki 
pod drzewami. Usiad tam, zgarbi si, zwiesi gow i patrza w ziemi. 
My drobny deszcz i chodna, zimowa wilgo osiadaa na twarzy, na rkach, na odzieniu. 
Potworna sia ciskaa jego dusz w nieznane przestwory. Wszystko byo bliskie. Dzi przecie 
widzia by umiech Xeni, umiech dziecka, w ktrym odbija si mio jak obok w jeziorze 
 niewinne lnienie ycia wewntrznej cnoty. To Bg swj blask usa wtedy w t twarz 
umiowan podczas krtkiego mgnienia oka. 
Ale skde! To byo przecie pospolite, czowiecze oszustwo! Mwia mu, e ju nigdy nie 
zobaczy tamtego adwokata. Powiedziaa, e na to moe przysic w kociele... Moe i prawda! 
Po c ma zachowa wierno wobec jednego lub dwu, kiedy ich jest tylu w ulicach 
szumnego miasta?... 
43 
Pno w nocy u siebie w mieszkaniu pocz pisa. Sporzdza jaki wariacki testament czy 
list do tej panny. Przyszo mu na myl, e to, co spisa w tej chwili, ona przetumaczy na francuski 
i, eby si pochwali, odczyta. Wic zdrtwiaa mu rka, skostniay palce i nie chciay 
stawia liter. Chodzi tam i z powrotem wzdu pokoju, szukajc nadaremnie rodka ratunku. 
Nawroty, podmuchy, zbjeckie podchwyty nieszczcia rzucay nim raz w raz. Na myl o 
spoczynku co go trzso i odtrcao. Na myl o jutrze targa nim przestrach paniczny. Gdyby 
znale materialny rodek zapomnienia, wydarcia wspomnie o upynionym dniu, ekstyrpacj 
wiedzy o tej potwornej dobie ycia! Zbiera si w sobie, mocowa, ucisza, ukada ze 
sob jak z zaciekym nieprzyjacielem... 
O pnej godzinie nad ranem usiad w krzele i podparszy na stole gow rkami prbowa 
zwyciy swe myli. Ale wtedy poczyna si w gowie chaos i huk niczym leccego odgos 
pocigu. Wrd tego oskotu przemykay si widoki: kawiarnia na bulwarach, mody 
czowiek w cylindrze, dama z czarnymi pirami. Pewne wyrazy miay si palenia niczym 
elazo rozpalone do biaoci. Od dwiku innych nie mona byo odczepi si adn miar. 
By ju ruch w miecie, gdy Nienaski rzuci si na ko i lea z otwartymi oczyma. Trzso 
go niezdrowie fizyczne, dreszcze, amanie jakby w pocztkach tyfusu. W gowie tuman, w 
uszach huk. Wci sobacze wspomnienia... Gdyby tylko tyle! Oto poczyna ciska serce kat 
 al. Ryszard kry si przed nim w rozmaite manowce, wnki i kryjwki wyrwidbstwa. Lata 
uczuciami to tu, to tam. Nareszcie poczyna gono gada do wiadka czy do wiata, do 
jedynego na ziemi czowieka czy do zbiorowiska ludzkich istot: 
 Szkoda mi tej Xeni! Szkoda i mnie, i wam tej licznej Xeni! Zabilicie w tej kobiecie 
anioa. Teraz c z niej zostao, co zostao! Szkoda mi tej Xeni! 
O, jakie sowo wyrazi kurcz dawicego z naga serce  szpon jastrzbi alu, ktry si 
wbija w gobia mioci! eby go wyrwa ze siebie, musia samemu sobie przyrzeka, e j 
jeszcze bdzie ratowa. Za chwil  ponura wcieko niweczya w nim to przyrzeczenie. I 
tak  bez koca. P sen, p jawa. Widoki w dali, w dali. Straszliwe w swych skutkach przezieranie 
spraw ludzkich. Dotarcie wzrokiem do dna, gdzie ley sama jedna gupia i dzika, 
zjuszona i lepa z boleci  zemsta. 
O jakiej godzinie spada na zmora snu. Chrapa i ka, duszony od widze. Byo poudnie, 
gdy si ockn. To, co by we nie widzia, gorsze ukazywao wiaty ni ycie, a jednak 
rzeczywisto, gdy sobie wszystko po ocknieniu przypomnia, gorsza bya ni w sen. Wsta, 
szczodrze i dugo zlewa gow wod, wyciera si cay mokrym przecieradem. 
Ubra si i uda si. do Czarncy. Zawiadomi go, e gotw jest jecha do Ameryki  choby 
zaraz. Inynier statecznie go powstrzymywa radzc dorabia si jeszcze tutaj grosiwa ile 
si tylko da. Poszli razem na lunch do wykwintnej restauracji na Avenue de 1'Opera. Nienaski 
jad rozmaite frykasy, lecz nie chcia bra do ust wina. Musia by trzewym tego dnia. Nawet 
gdy na trzewo z Czarnc rozmawia, spostrzega, e myli podwjnie, jednoczenie w tych 
samych momentach czasu dwie wykonywuje roboty duchowe. Tu i tam by obecny caym 
jestestwem. 
Okoo godziny trzeciej rozsta si z inynierem i pojecha do Ogrodyca. W tej porze stary 
pan zazwyczaj drzema, lecz przyj tego gocia. Siedzieli w jego gabinecie  starzec w gbokim 
fotelu, z noyskami krzywo ustawionymi na dywanie i skatymi domi, ktre zahaczy 
jedna o drug. Nie spuszcza oka ze swego gocia i uwanie go sucha. Nienaski chodzi 
nerwowo po pokoju. O tej godzinie nie chcia by sam. Za adn cen! Rozmawia arliwie o 
byle czym, o interesach, o Uj  Kahul, zdawa spraw z kupna akcji, ktre paci od tygodnia 
per cassa. Domaga si, eby t spraw raz wyjani  zarobi albo straci! Ogrodyniec uspo
44 
kaja go zimnym i zawsze jednakim twierdzeniem, e rzecz wyjani si ju bardzo niedugo. 
Chodzi o skupienie reszty akcji po cenach jak najniszych, a w taki sposb, eby tego nie 
postrzeono, eby to nie budzio niczyjej uwagi. Teraz naleao je nabywa na rachunek i dla 
inyniera Lafleura, dyrektora kopalni w Uj  Kahul. Dowodzi, e caa sprawa zaley od 
szybkoci wykoczenia kolejki prowadzonej ca si do tej kopalni. Skoro pierwsze pocigi 
 wglarki rusz po tej nowej linii podjazdowej, Lafleur puci w ruch wszystkie szyby na raz 
 i wtedy akcje skocz szalenie. 
 Teraz szanowny pan rozumie sytuacj... Mamy w rku zoto...  mwi z dobrotliwym 
umiechem. 
 Rozumiem. Ale ja myl o tym, eby zarobi, gdy musz wyjecha. 
 Wyjecha? Pewnie do Ameryki? Z tym Czarnc? Ale niech pan tego nie robi! Niech 
pan o tym nawet nie myli! 
 C ja mam robi? 
 Niech pan askawie poczeka. Mamy czas. 
 Ja nie mam czasu, niestety! Mnie pilno. 
 Do tych wertepw w lasach Poudniowej Ameryki! Nieche pan raczy zastanowi si 
nad tym, e oprcz niepewnego zreszt majtku i mier moe tam na pana wyczekiwa. 
 mier...  umiechn si Ryszard pobaliwie. 
Jakie choroby musiay w jego organizmie budzi si, przewala i nurtowa, bo by blady 
nadzwyczajnie. Gbokie rysy i szramy porzny mu twarz jakby noem. Mwi spokojnie, 
logicznie, rwno, lecz raz w raz gos mu si zarywa, jak gdyby czowiekowi, ktry si wdziera 
na skay Gerlachu. Wtedy blado jego twarzy stawaa si jeszcze wyraniejsz, 
Stary pan Ogrodyniec przypatrywa mu si zza swych okularw. Jego lewe oko byo bardzo 
czsto zakryte powiek, ktra ju, niby zluzowana klapka, opadaa bezwadnie. Wtedy 
wiekowy giedzista podnosi ten organ palcem, gdy nikt tego sekretu nie widzia. Za to druga 
powieka jeszcze si tgo sprawiaa. 
W pewnej chwili Nienaski zatrzyma si przy rogu biurka i, zwrcony do starego swego 
protektora, mwi z umiechem: 
 Pan tu wymwi to sowo... mier... A pan? 
 Co takiego? 
 Przepraszam, e to porusz... Pan nie myli o mierci? 
Starzec utkwi we nieruchome spojrzenie prawego oka, zupenie jakby luf rewolweru. 
Gowa jego trzsa si szukajc punktu swego staego oparcia. 
 Stary jestem...  rzek z rezygnacj, zamykajc t nieprzyjemn kwesti. 
Nienaski patrza w niego uparcie, z nieustpliwym umiechem. 
 Panu nie al naszego kraju?  zapyta. 
 Nigdy nie pozwalaem sobie na takie wzruszenia jak al. S to wzruszenia ludzi bezpodnych. 
Kto pachnie alem jak kokota perfumami, ten na pewno cuchnie od egoizmu jak 
tamta od brudu. aowanie na gos podobne jest dla mnie do metody ycia owych starych 
kawalerw, co to zbyt wiele wydaj swej siy, a gdy nadejdzie czas onicy maeskiej, nie 
maj ju co wydawa. 
 Surowe sowo... Bd i ja szczery! Czy ta opinia nie znaczy take, e pan mia zawsze 
serce twarde? Gdy teraz naleaoby co z niego wyda, nie chce nic wyda, bo to  przepraszam 
za sowo!  kamie. To niesuszne twierdzenie, aeby czowiek mg albo nie mg 
pozwoli sobie na uczucie. Uczucie jest albo go nie ma. Jeli go nie ma, to darmo twierdzi, 
i na tym miejscu jest co lepszego ni uczucie. Jeeli jest co lepszego ni dane uczucie, to 
uczucie wysze, lepsze. Uczucia bowiem mocniejsze s ni wszystko. Czowiek nadludzki, 
Leonardo da Vinci, mwi, i kady czyn poczyna si w uczuciu. A on wiedzia lepiej od nas 
wszystkich, jak s te sprawy. 
45 
 Jeeli i pan tak mwi  grzecznie uchyli si bogacz  by moe, i jestem w grubym 
bdzie. Jednake jestem i pozostan, bo tak musz, czowiekiem spokojnym, beznamitnym i 
zrwnowaonym. 
 Szczliwy pan! 
 Szczliwy? Spokojny jestem. A czy szczliwy? Nie szukaem na wiecie szczcia. 
 Spokojny, to wanie znaczy  szczliwy. 
 Co panu jest, i to bardzo dokuczliwego, kiedy spokj nazywa pan wprost szczciem. 
 Mnie co dokucza, w istocie  dokucza. 
 Ja to spostrzegam. Mylaem, e pan jeste, po uniesieniach modoci, czowiekiem 
uspokojonym i na trzewo przedsibiorczym. Teraz widz, e to moe niezupenie dobry wybralimy 
kierunek drogi  przez gied. Tak sdz, lecz moe si myl. Ale a propos... Moe 
daoby si w jaki sposb zaradzi na to, co panu dokucza? 
 Nie, panie. Na to rady nie ma. Po chwili, jakby obudzony z 'twardej zadumy, podchwyci 
z ywoci: 
 Szanowny pan zapytuje, czy na to, co mi dolega, nie mona by jako zaradzi? Przepraszam. 
Nie zrozumiaem. Ale  tak! 
 Prosz uprzejmie, jestem do usug! 
 Wracam wci do tej samej myli z uporem maniaka. Zagbie lskie, karwiskie, krakowskie 
 otcha wgla najwiksza, jak przypuszczaj, w Europie. Sia tam polska ley, potga 
jej. Lud polski kopie te skarby w Polsce na korzy obcych. Nie mog o tym myle! S 
w kraju olbrzymie kapitay i nie ruszaj si, eby t martw si uczyni niezwalczon potg. 
Bo nawet, gdyby uyczeniem losu szczsnego, jak nowoczesne Wochy, za naszych dni urzeczywistniy 
si marzenia pokole, nic innego nie mona by czyni od pierwszego dnia bytu, 
jak to wanie. Jest to bowiem sedno niezalenoci. Pan ma wielkie kapitay w rku. Trzyma 
pan w rku si, ktra by moga tysicom da chleb, dobrobyt, owiat. Ale to mao! Trzyma 
pan w rku klucz od tych elaznych drzwi, co nad nami zatrzanite le. Co bdzie z nami za 
pidziesit lat? Niemcy dookoa!... 
 Wic to ja...  mwi starzec z gorzk ironi  mam pokona Niemcw?... 
 Pan! Nieche kto nareszcie zacznie t prac! Niech si raz przecie ruszy jaka sia! Nic, 
tylko ndza, tylko to ohydne ebractwo, skadeczki i odezwy! 
 Niemcw pokona!... Ach, panie!... 
 Nie chce ich nikt pokonywa na adnym polu i dlatego z dnia na dzie wzrasta ich sia. 
 To nard wywiczony, zastalony, zorganizowany i pastwowo potny. Przez wieki 
uczy si, jak nas podchodzi. Ja ich widziaem w czynie i w walce. 
 Przepraszam, e zaprzecz! My wszystko, nawet t si niemieck, znamy powierzchownie. 
Gdyby pan sam jeden chcia wrci, gdyby pan zechcia cisn swe pienidze na kupno 
kopal! Gdyby pan chcia wrci! My obrabiamy tutaj jakie Uj  Kahul! I nazywamy to 
jeszcze midzy sob naszym zrwnowaeniem... Ach, Boe! 
 O czym pan mwi? I c z tego, gdybym nawet kupi jak kopalni na lsku albo ktry 
z owych terenw pod Krakowem? C z tego? 
 Jak to co? ycie polskie wyrastaoby za panem jak zboe za pugiem. Przecie to byby 
siew i uprawa!... 
 Jestem za stary, aebym mg ycie tworzy. Ale i pan... Gdyby pan zebra i posiad, 
przypumy, kapita w tym zakresie, co ja, to i tak niewiele zdoaby zdoby na owych 
Niemcach. Byaby to walka w prni, bj redniowiecznego rycerza z wywiczonym wojskiem 
tgich nowoczesnych onierzy. Niech si pan na mnie nie obrazi za to, co powiem. Ma 
pan niewtpliwie serce szlachetne, lecz gow gorc. A to darmo, gowa musi by zimna. 
 Gdybym ja posiada takie kapitay jak pan? arty! Wolne arty! Ale dwignbym cay 
nowy wiat. 
 C takiego?  wiat... Nie rozumiem adnych metafor, adnych przenoni i hiperbol. 
46 
 Wydzierabym cae krakowskie zagbie, teren po terenie, szmat po szmacie! Bibym 
kopalnie. Dawabym zarobek nie tylko ludowi, ale i splnikom z magnaterii. Bo szedbym od 
paacu do paacu, udawadniajc dzisiejszemu motochowi arystokracji, e musi si na polsk 
potg przeistoczy, musi przesta by martw si, bo przecie na polskiej ziemi siedzi, nie na 
ksiycu! 
 Panie, pienidze i stosunki z arystokracj psuj, deprawuj. Pienidze ucz by arystokrat. 
Ucz y, szale, hula, spuszcza. Jeszcze pan wszystkiego nie wie, co by robi. A ja 
to ju wiem. I std pochodzi mj spokj. 
 Moe pan tak mwi, bo, istotnie, nie zoyem przede adnego dowodu, i nie pucibym 
pienidzy, ktre bym niespodzianie zarobi, czyli posiad. 
 W moim mniemaniu pan zoy pewne wane dowody. Jednake jeszcze nie wszystkie. 
 Nie zoyem adnych! To prawda. Ale ja take wiem co o sobie. Zreszt, o czyme to 
mwimy? Na giedzie, w sprawie Uj  Kahul nie zdobd, zda si, milionw. Pojad do Ameryki. 
Moe tam. 
W tej chwili pomyla, dlaczego to on waciwie chce jecha do Ameryki. Przymkn 
oczy, aeby starzec nie dojrza istotnego ich wyrazu. 
 Ja bym panu nie radzi jecha. Nie radzibym nawet zawiera aliansw z Czamc. Dlaczego 
nie zaczeka? A nu i tutaj zdobdzie pan owo zoto upragnione. 
 Cign wci agendy afery Uj  Kahul... 
 I to nie jest do pogardzenia. Pozna pan przeszpiegi giedy. Przecie pan jeszcze nie widzia 
naprawd ani jej skokw, ani tygrysich przyczaje, nie przey pan zwycistw i nie 
przetrawia w spokoju klski. To s rzeczy godne poznania. A fenomeny giedy s nieraz nieobliczalne... 
Nienaski usiad na krzele i sucha. Zegar szafkowy gdzie w odlegym pokoju 
melodyjnym gosem wydzwoni godzin czwart. Na ten dwik wszystko zatrzso si wewntrz 
suchacza. 
 Czwarta godzina...  powiedzia do siebie. Szay, porywy, obdne podchwyty, rozpacz, 
tsknota, dza  wszystko skbio si i grzao w ciszy. Serce przymaro sprowadzajc na 
twarz blado icie mierteln. 
 Pan dzi le wyglda...  rzek Ogrodyniec. 
 Jestem troch niezdrw...  odpowiedzia. W istocie dzwoni zbami. 
 Prosz zosta dzi u mnie na herbacie. Wypijemy po kieliszku wina. Jest to pewnie febra, 
ktra przejdzie... 
Nienaski podnis na niego oczy prawdziwie konajce. Cicho, uprzejmie rzek: 
 Dzikuj panu. I ja sdz, e to przejdzie. Z przyjemnoci zostan. Z przyjemnoci... 
zostan... 
47 
Nastpnego dnia nie poszed rwnie do Xeni w popoudniowej godzinie. Lecz wieczorem 
o sidmej kry dokoa jej bramy jak detektyw. Cztery ulice, obejmujce kwadrat domw, 
przemierza rwnym krokiem czatujc na rogach. Xenia wysza ze sw towarzyszk, ow 
Threse Neville, na obiad do restauracji mieszczcej si w parterze lokalu, przy kocu tej 
ulicy. Przed oknami tej crmerie stay jakowe wazony, w ktrych moky uwizione krzewy. 
Nienaski mg bezpiecznie zasadza si wrd tych zaroli i patrze na manewry Xeni. Nic 
nadzwyczajnego nie odkry. Jada mizerny obiad, rzucaa powczyste spojrzenia w zamian, 
zapewne, za powczyste spojrzenia wspbiesiadnikw. Sta za oknem w taki sposb, na 
wprost Xeni siedzcej w gbi sali, i jej wejrzenie skierowane na jakiego modzieca, ktry 
wieczerza wanie pod oknem, zwrcone byo jak gdyby w jego stron. 
Wreszcie wyszy kierujc si pod gr. Ryszard pody za nimi i wkrtce dostrzeg, e 
dwie cigane przeze kobiety weszy w furtk umieszczon w jakiej wyniosej cianie. Zbliy 
si do tego miejsca i zajrza. wiecio si w ogrdku, ktry by czym w rodzaju dawnego 
wirydarza klasztoru. Midzy ogooconymi drzewkami umieszczono kilka stolikw i ruchliwy 
chopiec roznosi tam piwo gociom w kaszkietach. Z tego ogrdka zstpowao si po schodkach 
w d do owietlonych drzwi, zza ktrych daway si sysze siarczyste huki i rznicie 
taneczne orkiestrionu. 
Nienaski rozejrza si w tym miejscu i zorientowa, i to jest klasztor czy koci opustoszay. 
Nad gwnym jego wejciem gorza napis z liter owietlonych, goszcy, e tutaj mieci 
si kinematograf. Tropiciel kaza poda sobie bock piwa, aeby mie prawo do zajcia miejsca 
tu przy wejciu. Po chwili zsun si w gb przedsionka, w pewien rodzaj kruchty, gdzie 
zaj punkt obserwacyjny tego rodzaju, i mg widzie cae wntrze. Byo to podziemie, zapewne 
dawny sklep cmentarny klasztoru. Beczkowe sklepienie byo czarne czy moe tylko 
niedostpne dla skpego wiata. Po bokach i w gbi daway si widzie wnki czy nisze, w 
ktrych teraz urzdzono bufety z piwem i tanimi smakoykami rozoonymi na desce. Zamiast 
posadzki ubito z gliny klepisko i wysypano je piaskiem... Gaz umieszczony po cianach 
w szkach naladujcych ksztatem wiece dawa tej sali jakie niade, icie trupie zabarwienie. 
Publiczno skadaa si z frantw w kaszkietach, czapkach i melonikach. Panie i panny 
byy bez kapeluszw i w strojach bynajmniej nie balowych. Niektre z nich przyszy byy z 
dziemi, ktre JU spay na awach we wgbieniach krypty. Wikszo panw nosia szczeglne 
uczesanie wosw. Jedni z nich mieli jakie filutki pozakrcane na czole w ksztat litery 
, inni przystrzygali grzywki w sposb zabjczo kokieteryjny. Pci mskiej byo znacznie 
mniej ni niewieciej, tak dalece, e na jednego kawalera wypadao kilkanacie dam. Kobiety 
taczyy z kobietami, czemu panowie przygldali si z daleka. Tylko kiedy niekiedy jaki 
kawaler raczy przetaczy z wybrank siarczystego walca lub jak odmian polki. Tote 
pe pikna zachowywaa si agresywnie wobec mczyzn, ktrzy mieli miny wyczekujce, 
wyzywajce i w kadym zdarzeniu zwyciskie. Xenia i jej towarzyszka siedziay w pobliu 
wejcia. cigny na si uwag tancerzy i biesiadnikw. To ten, to w mody tygrys przechadza 
si obok tych pa ujarzmiajc je wzrokiem. Wszyscy gocie tej sali byli niby to weseli 
co si nazywa. Ale wesoo ich bya ponura i jaka zowieszcza. Pili duo. Zjadliwy 
dowcip tryska z ich zda, ktre si daway sysze, z uwag o kobietach, ktre to uwagi bez 
ceremonii wygaszali. 
Nienaski patrzc na to widowisko poczyna rozumie, e ju na zawsze rozsta si z Xeni, 
i co jak gdyby pociecha wpywao do jego serca. Myla nad tym, e ona kontynuuje swe 
pasje warszawskie: poznaje ycie. On tych przymiotw, jakie j zachwycaj i musz pory
48 
wa, nie posiada. Nie umia si bawi, bawi tym, co jest, byle czym, jak ludzie i jak ona. 
Przeciwnie  ten niegdy skad trumien zmarych zakonnikw, przerobiony teraz na tancbud 
apaszw, zodziejw kieszonkowych i biedoty Montmartru  wydawa mu si by jakim 
rwnowanikiem, odwrotn stron giedy. Sw obecno tu i tam Ryszard obwinia o podtrzymywanie 
tych obudwu instytucji. Byy to myli i uczucia jaowe, bezpodne, jak mwi 
Ogrodyniec. 
Xenia z towarzyszk do prdko wycofaa si stamtd i wrcia do domu. 
Nazajutrz te obiedwie panie przyszy ju wystrojone na obiad. Wprost z restauracji uday si 
do jednego z kabaretw na grze Montrmartru. Ryszard nie postrzeony pody za nimi. 
Zauwaywszy, e poszy na d, kupi sobie bilet na galeri. Sala tego teatrzyku bya niewielka 
i z galerii obiegajcej j wok wida byo wszystko jak na doni. Oparszy okcie na pluszowej 
balustradzie, z twarz schowan w doniach patrza z gry na Xeni siedzc w krzesach 
tu pod nim. Znowu mia przed oczyma kady jej gest i ruch. Na scence tej budy co si 
odbywao, byy kuplety, piewy i haasy, dowcipy i chryje. On tego nie widzia. nio mu si 
chwilami, e jest w Tatrach, e w swej grskiej pieczarze marzy o szczciu ujrzenia Xeni 
dalekiej. Oto jest to szczcie! Realizacja marzenia... Straci wtek swego ycia, zawieruszy 
sobie rozumienie wszechrzeczy, zmyli si w swej drodze. Jake mia y noszc w sobie to 
pieko?... 
Osaczay go ciche zamiary, agodne podszepty, niepostrzeone impulsy. Co zrobi? Mia 
ze sob rewolwer. Umiecha si dobrotliwie do tej myli. Gdyby zobaczy na wasne oczy, 
przekona si naprawd! Moe wszystko zniknie. Moe nastanie spokj. Zreszt  tego dnia 
postanowi ju z tym skoczy. Dosy ju widzia objaww zewntrznych tego ycia. Trzeba 
byo zobaczy sam istot rzeczy. Teraz wanie nadarzya si chwila. Byo jeszcze do 
wczenie, Jak na Pary i t jego dzielnic. 
Zadzwoni do bramy i gdy j otwarto, da si pozna odwiernej. Nic nie odrzeka, wic 
popieszy na pitro. Nie wiedzia, kiedy, ktrdy i jak tam wszed. Gdy stan po raz pierwszy 
przed tymi drzwiami, serce w nim jakby si na proch rozsypao. mier przesuna si 
midzy nim i t klamk. Podwign martw rk i nacisn krek dzwonka. Nie od razu 
otworzono. Day si sysze jakie odgosy. Po chwili drzwi si uchyliy. Staa w nich Xenia. 
 Pan?  szepna zdumiona. 
 Chciaem wej na chwil. Wytumacz to pani...  mwi otwierajc si te drzwi i 
wchodzc przemoc. 
 Prosz, prosz...  rzeka wesoo i dziwnie serdecznie, z radoci. 
 Wytumacz pani... 
 Wytumaczy pan, wytumaczy, tylko prosz prdko a po cichu wchodzi do mojego pokoju, 
bo tu ju pi. 
 pi ju?  dopytywa si z wewntrznym chichotem. 
Xenia rozwietlia elektryczn lampk i posza przed nim w wski korytarzyk. Odemkna 
drzwi na prawo do pokoju, w ktrym palia si rwnie lampa elektryczna, umieszczona na 
biurku. Pokj by wesoy i adny. Nie byo w nim nikogo. Rozoona ksika przy lampie 
wiadczya, e Xenia jeszcze przed chwil czytaa. ko jej byo dotd nie rozebrane, wic 
nie kwapia si do snu. Nienaski powid oczyma po tym pokoju wok  wok... 
 Dlaczego pan nie przychodzi? Dlaczego pan wtedy nie przyszed? Co pan ze mn wyrabia? 
 Wyjedaem z Parya na kilka dni w interesach. Musiaem wyjecha. Wrciem dopiero 
przed chwil... 
Popatrzya mu w oczy z szyderstwem, niemal ze wzgard. Skrzywia wargi i mrukna: 
49 
 Chciaabym wiedzie, po co s i dla kogo te wybiegi. Ja przecie doskonale wiem, e pan 
nigdzie z Parya w tych dniach nie wyjeda. 
 Skde to pani wie? 
 Mniejsza o to, skd wiem. Wic wyjeda pan z Parya?  Tak. 
 A mnie skada pan wizyty o godzinie dwunastej 
W nocy? Nieche pan siada. 
 Dzikuj. W istocie, teraz dopiero zorientowaem si, com ja zrobi. O tej godzinie przyszedem 
do pani z wizyt! 
 No, c tam! Nie bdzie pan dugo siedzia. A mnie dobre i to!...  westchna z waciw 
jej obuzeri. 
Usiada na maym fotelu i wskazaa mu rk drugi. Lecz on podzikowa z ukonem. 
Oparty o gzems kominka rozglda si szczegowo po pokoju, bada sprzty i przeszywa je 
wzrokiem na wylot. Miaa na sobie t sam sukni, co w kabarecie. Kapelusz rzucony by na 
krzeso. Okruciestwo, zemsta za przeyte mczarnie, wcieko rosnca wybuchna w nim, 
lecz zdusi w sobie te furie. Patrza w milczeniu na niezrwnan pikno twarzy Xeni, na 
wyraz najszczerszej, dziecicej radoci rozpostarty w jej twarzy. Przypomnia sobie jej spojrzenia 
w restauracji rzucane na przygodnego wspbiesiadnika  i cyniczny umiech wydoby 
z wewntrz na swe usta, istny znak potpienia. 
 Prosz mi przynajmniej wytumaczy, dlaczego pan nie by askaw przyj. Tak si nie 
robi, prosz pana warszawiaka. Ja czekaam. Trzeba mi byo da zna pneumatyczk... 
 Prosz pani  i dzi przyszedem poegna si z pani, bo jutro moe ruszam w wiat. 
To jutro i w wiat byy to wyraenia romantyczne, ktrych uycia nie mg sobie 
przecie odmwi. 
 Grozi mi pan ju po raz drugi swoim wyjazdem  w dodatku teraz bez adnego przygotowania. 
Przecie mog zemdle... 
 ledziem pani i widziaem wszystko! 
 No, co? Co pan widzia  wykrzykna na wp z bekiem. 
 W crmerie, w tej tawernie u apaszw... Wstyd! 
 No, c takiego? Byam z Teres... 
 Tak, tak! 
 A czy zrobiam co zego? No, prosz... Nieche pan powie, jeeli pan widzia! 
 Widziaem. Powiadaj wam wci rozmaici tam pisarze, artyci, podszczuwacze, e 
wszelkie formy moralnoci przemijaj, zmieniaj si, chyl do upadku, znikn musz. Z 
pomieniem w oczach, z umalowanymi ustami i uczemionymi brwiami  jedyna niewtpliwa 
prawda ycia. Tak powiadaj te otry, artyci, do was, ktre na to ich sowo, na to rozporzdzenie 
co do waszej cnoty i grzechu, czekacie chciwie. My, ludzie wolni, zdzieramy si i 
cierpimy zniewagi, eby otworzy drzwi waszego odwiecznego wizienia. 
A gdy otworzy te drzwi!... 
 Co mi pan takiego rozpowiada? Nic nie rozumiem! 
 Zewntrzna powoka, przeliczna barwa kwiatu, to, co nazywamy sowem: mio  
skoczya si. Zacza si ukazywa tre istotna, prawda niewtpliwa. Bya jaka powierzchnia, 
pikniejsza nad wszelkie sowo. Kt mg wiedzie? Mj Boe! I dlatego nieche 
ta powierzchnia bdzie przeklta! Precz ze zudzeniem! C mwi o trwodze duszy? 
Nic ju nie ma. Niewiadomo i kamstwo sploty si razem. Teraz wida, czym bya lepa 
mio!... 
 Panie! Panie!  szeptaa Xenia. 
 Zaraz sobie pjd!... Wszystko dla ubra, dla barw, ksztatw, szelestu jedwabiw, zapachu 
perfum, dla migotania brylantw. A brylanty, szelesty, zapachy  dla wzbudzenia szau. 
Narzdzia szatana! 
 Panie Nienaski! 
50 
 Zaraz sobie pjd. Noc teraz... Zepsucie jest instynktem  powiadaj ci panowie  impulsem 
naturalnym kobiet, niezwalczon niewiadom, ktra kry w ich krwi. Jest tym, czym 
jest chaos, negacja, artyzm, spuszczenie z acucha bestii utajonej w czowieku, czym jest 
otrostwo wiecznej zmiany i wiecznej zdrady  rozkosz zdrady  ywio szatana! 
 Panie Nienaski!  krzykna. 
 Zaraz sobie pjd... Jednego nie widz ci artyci, doradcy i mandatariusze szatana, e 
gdybym kadego z nich nazwa synem nocnej nierzdnicy, dzieckiem nierzdu albo bratem 
nierzdnicy, toby mi kady z nich skoczy do oczu, eby je wydrze. Czemu to? Czemu? 
 Nieche pan nie krzyczy! 
 Och, prawda, tu jest cicho! Chc pani powiedzie, e otrem jest ten, kto wychwala uycie 
kosztem szczcia matki patrzcej w koysk szecioniedzielnej creczki. Podlecem ostatnim, 
szuj i zwierzciem jest ten, kto nadobnymi wierszami swymi popycha ogupia kobiet, 
eby si zaprzedawaa zabawie. Gupi jest ta nieszczsna kobieta  szelma, ktra sobie 
samej niweczy najwysze szczcie macierzystwa i najsodszy, jedyny w ludzkoci dwik: 
mama!  dla zgniego zbytku. Przecie pani nie zna rozkoszy macierzystwa! 
 Niestety! Nie...  stkna z niewymownie komiczn rozpacz. 
Ochrypy jego gos, z zaschnitego garda leccy, urwa si i rozbi na tym miechu, jakby 
przepad potuczony o cian i podog. Z ssiedniego pokoju, dokd prowadziy drzwi zastawione 
szaf, sycha byo rozmow. Ryszard nasuchiwa. Zdawao mu si, e teraz z jakiego 
snu ockn si i przez resztk sennych widze syszy, e tutaj kto jest i rozmawia.  
Xenia rzeka cicho i askawie: 
 Niech pan przyjdzie do mnie jutro... Dobrze? Porozmawiamy sobie spokojnie, w dzie, 
bez wiadkw. 
Pan mi wytumaczy wszystko, a ja posucham. Moe nawet co zrozumiem. Przecie pan 
mwi mi o swej przyjani. Przysiga pan na rnoci, e zawsze mog si do pana odwoa. 
Nie? A teraz nie chce pan palcem kiwn, eby mi pomc. Czy to adnie? 
 W czyme to mam pani pomaga? 
 W sprawie mego ojca. 
 Ojca? Pani ojca? 
Westchn. Byo to jakby drugie ze snu ocknienie. 
 O ktrej godzinie mam przyj? 
 O czwartej. 
 Nie o sidmej, nie o dziewitej? 
 Ach, moe pan wcale nie przychodzi, jeeli tylko takie sowa mam od pana sysze! 
 Dobrze. Przyjd na pewno o czwartej. Wzi kapelusz, poda Xeni rk i cicho wyszed. 
Wraca do domu piechot. Ca t tak dalek drog przeszed jak lunatyk czy pijak, nic nie 
wiedzc. Trafia z ulicy w ulic instynktownie i machinalnie. Szeptem mwi do swego Boga 
dwiki i sowa, ktre tylko Bg mg usysze i Bg zrozumie. 
51 
Nazajutrz, punktualnie o godzinie czwartej, wszed w bram tego domu i zadzwoni do 
drzwi oznaczonych imieniem Threse. Xenia otworzya mu natychmiast. Nie miaa ani ust 
umalowanych, ani uczernionych brwi. Bya to Xeniusia Granowska z parku w azienkach. W 
korytarzu byo okno i ostatnie lnienie wiata ukazao istotn cer i barw jej twarzy. Zaprowadzia 
go do swego pokoju i wskazaa mu fotel. Sama usiada naprzeciwko. 
C za dziwnego dozna olnienia! Skde si wzia i jakim sposobem przedziwna cisza 
w sercu, wiato rozumu w gowie, tak wielka rado w caym ciele? Istne uaskawienie z 
katorgi! Pierzchy wszystkie mczarnie, zginy troski, uchyli si cakowicie wiat zych i 
wzburzonych myli. Nastaa cisza i szczcie wykwito z niej w oczach jak kwiat z wiosennego 
poranka. Umiechn si do tej niewiasty, do swego snu cikiego, do tsknoty tylu nocy 
i dni. Sam ten umiech sta si dla ask, ozdrowieniem z tak dugiej i cikiej choroby. Nie 
mg od jej twarzy oderwa oczu, gdy znajdoway j pikniejsz, ni byy tak bezgraniczne 
marzenia senne o jej piknoci. Wszystek przemieni si we wzrok i w jej oczach znalaz si 
wszystek. W tych za jej oczach, na licach pocz wywija si z nicoci umiech taki sam jak 
w Luksemburskim Ogrodzie. Przeleciaa wskro zanikajcej wiadomoci sonda zbroczona w 
serdecznej krwi; pamitasz, e tamten umiech by kamstwem, oszustwem? Lecz sonda ta 
trafia na gbie szczcia. 
 Ju pan nie jeste moim przyjacielem?  zapytaa Xenia z tym samym, tylko aoniejszym 
umiechem. 
 Ju nie. 
 Pojedzie pan do Ameryki i zostawi mi tutaj sam? 
 Przecie pani przyjaci nie brak chyba w Paryu? 
 Nie mam adnego. By niby to ten adwokat, ale si zlisi. Okazao si, e i on jest taki 
sam jak wszyscy, jak i pan. 
 Moj przyjani pani sama wzgardzia. 
 Moe sobie pan mwi, co chce. Ale pan bardzo nieadnie ze mn postpi. 
 C tam zrobiem nieadnego? 
 Ano z tym wszystkim. Niby to pan przyjazne uczucia ofiarowywa, przysiga na rne 
honory. Ja, gupia, uwierzyam. Wziam to za prawdziw monet. I c si okazao? Ja tu 
czytam pniej w listach, a mi wosy powstay na gowie. Miaam by jedn z paskich adoratorek? 
O, nie, panie! U mnie tak nie idzie! Ja  to ja albo mnie nie ma wcale. 
Nienaski mia si wspominajc: 
 Po co te to pani mwi? 
 Myli pan, e nie wiem o panu caej prawdy! Mam na kad rzecz dowody i dokumenty! 
 Ano, to i dobrze! C to ma wsplnego ze spraw ojca pani? 
 No, ma! Gdyby nie pan, tobym przecie nie mieszkaa u tej Teresy. 
 Gdyby nie ja! A to co nowego? Ja jestem winien, 
e pani tu mieszka?  Gdzie miaam mieszka? W hotelu? Sama jedna? 
To mieszkaam i wiem, co to znaczy. Sama wrd najrozmaitszych chopiskw w hotelu. 
Ona mi odnaja pokj i jestemy przynajmniej we dwie. 
 A wybr trafny, wyznaj! 
 eby pan wiedzia! Jest dla mnie bardzo dobra, cho obdziera mi porzdnie na jedzeniu... 
Nie ma pan pojcia, jaka ona jest mdra i sympatyczna, o wszystkim wie, w kadej rzeczy 
umie poradzi. 
 Czyby jeszcze lepiej ni pani wirska? 
52 
 W innym rodzaju. Lenta jest bogata i moe sobie na wszystko pozwala, a ona jest biedna, 
nieszczliwa, ma syna, ktry si wychowuje na wsi u chopw. Musi za niego paci grube 
sumy tym chamom. O, pan nie ma pojcia, ile kobieta musi si nacierpie... I eby te pan 
powiedzia otwarcie cho tyle, gdzie si to pan codziennie podziewa o tych samych zawsze 
godzinach! Na przykad  te spacery w metro do jednej willi w Passy... 
 Kt to mi a tam szpiegowa? 
 By taki. Ale niech mi pan na to odpowie! 
 Nie odpowiem, dopki mi pani nie wytumaczy, kto mi ledzi. 
 Jedna tam... 
 To moe Niemka w zrudziaym kapeluszu i zielonej salopie?... 
Xenia wybuchna miechem i dugo nie moga si uspokoi. 
 Ciekawym, po co to byo robione? 
 A po co! Chciaam przecie na pewno i detalicznie wiedzie, kto u pana bywa, czy pan 
przyjmuje jakie damy i do kogo pan chodzi. Niemao na pana straciam! Za kady postj 
musiaam tej Niemce stawia kaw z briocheami. A jada! Po dziesi brioche'w jak nic na 
posiedzenie. 
 Co to za jedna? 
 A Niemka, i ju. Uczy si tutaj haftowa ornaty. Mieszkaymy w jednym hoteliku, poznaam 
si z ni i zaraz zgodzia si chodzi na stjk pana pilnowa. 
 No i c ciekawego wyledzia? 
 A wanie e ona wyledzia, bomy si przypadkiem spotkali w Luksemburgu...  rzeka 
Xenia z wewntrzn uciech. 
 adny to by przypadek! 
 Moe nie? Ja szam sobie na spacer i pan to samo. No i spotkalimy si przypadkiem. 
 Dlaczeg pani nie chciaa od samego pocztku, ebym ja tu przyszed? 
 Bo nie!  mrukna z niechci. 
 Adwokat by wtedy na placu... 
 Ech, z tym adwokatem! Z nim byam ze trzy razy szuka pana. A maom si to nasiedziaa 
przy szybie w tej b u v e   e, co tam jest na rogu paskiej ulicy! 
 Gdzie, u Marrasa? 
 No, wanie, u tego Marrasa! Tam si dopiero nasuchaam rnoci! Schodz si tam 
karawaniarze montparnascy, stare pijusy z fiakrw, apasze handlujcy gaganami z ulicy 
Boulard i jeszcze lepsi, rni niewiadomi. Co si do mnie naprzystawiali, eby im powiedzie, 
czego ja te tam wysiaduj i kogo tak ugldam! Osiwiaby pan albo  czego Boe 
bro!...  oysia, syszc, co oni do mnie mwili, ci poczciwi paryanie. Jednemu musiaam 
a poyczy franka, eby si ode mnie odstawi. Sysza pan! Takem si zgryza, e nie wiem! 
Bo niech pan tylko powie, franka caego da takiemu kundlowi  i za nic! A co byo robi! I 
tak bawiam si i pakaam. 
 Pakaa pani? Czego? 
 Czego! 
 I po co to wszystkie owe nieprawdy? Przecie pani doskonale wiedziaa, gdzie mieszkam. 
 I c z tego! Wiedziaam take, e pan jedzi do jakiej Angielki, baronowej Halfsword, 
czy jak si tam ta szelma nazywa. Wyleci pan z domu, pdzi do metro. Znika. Par razy go-
niymy pana z t Niemk. Powiedzieli nam, e strasznie bogata ta paska baronowa. Miaam 
z ni moe rywalizowa, narzuca si? Widziaymy, jak pan tam raz zajeda z jakim starym 
dziadem, to znowu, jak pan sam szed. Miaam moe prosi listownie, eby pan raczy 
przypomnie sobie o mnie? 
 To ja na romanse jedziem do tej Angielki?  mia si Nienaski do rozpuku. 
 Co mi pan tam powie!  znam ja wiat! 
 O, pewnie! 
53 
 Ju mi ta Teresa rozpowiedziaa o Paryu i o was wszystkich, moi szanowni lalusie. Byo 
co sysze! 
 Byoby moe lepiej, gdyby pani w tych sprawach mniej miaa wiadomoci i dowiadczenia! 
Chcc zebra listy rozmiecione na stole podniosa si i przechodzia obok fotela, na ktrym 
Nienaski siedzia. On chcia pochwyci jeden z tych listw i przypadkowo, zamiast listu, 
pochwyci jej rk. T rk ma... W obudwu swych doniach zawar j jak w kleszczach. 
Przycign ku sobie oporn. Xenia nachylia si z udan niechci i opara o jego rami. Zapominajc 
o wszystkim na wiecie, obj j i cign ku sobie. Staa si czerwona i zadraa 
na caym ciele. Ubrana bya w bardzo lekk sukni z jedwabiu, adnie niegdy skrojon i 
uszyt, lecz mocno ju zniszczon i nawet poprzedzieran. liczne jej ksztaty mona byo 
niemal widzie poprzez ten wiotki i cienki jedwab. Przygarnita mocniej, usiada przez 
chwil na porczy krzesa. Lecz wnet powstaa. Rzucia mu w oczy frazes: 
 Chce pan jeszcze bardziej mn pogardza! Chce pan mie dowd, jak dalece jestem 
istot godn potpienia... 
 Kocham pani wprost do szalestwa! Nie! W zupenej wariacji!... 
 A c na to powie paska baronowa, Angielka? 
 Baronowa jest starym pudem siedemdziesicioletnim. 
 Wierz w to! 
 To atwo sprawdzi. Pojedziemy i sprawdzimy. 
 Ja z panem? 
 Czy pani nic sobie nie ma do wyrzucenia? 
 Skorpion przemierzy! Wasnym si jadem zabija. Wesooci ycia pan nie rozumie. We-
sooci ycia!... 
 Wesooci... Tak, tak... 
Chciaa co mwi z gbokim przekonaniem i z krasomwczym gestem wycigna rk. 
Pochwyci j znowu. Porwa wszystk w ramiona. Odtrcaa go i krya usta przed pocaunkami. 
Uciekajc z oczyma, odwracaa gow, eby nie akceptowa wzrokiem causw w policzki. 
Ale oczy jej raz w raz byskay i usta; jak pk rozkwitej ry pony od miechu. 
liczna posta amaa si, chwiaa i gia. 
 Wic nie lubi mi pani? Nie? 
 Za to wszystko jeszcze lubi... takiego szakala... 
Tuli j coraz mocniej do serca. Szczcie obojga stao si zupene. Rado zamia rozum 
i zniweczya wol. Co jej opowiada urywanymi sowami o swych tsknotach, o strasznych 
dniach, o przekltych nocach w Paryu, o wieczorach nad Sekwan. Wszystko byo jakie 
literackie, pospolite, gupie, niemal mieszne. Piekielna tre staa si czym maym i znanym. 
Jednake ona suchaa tych zwierze chciwie, owia szczegy, zagldaa mu w oczy. 
Jej kade spojrzenie byo dokonaniem. Na skutek ognia tych oczu coraz bardziej traci panowanie 
nad sob. Stawaa si coraz agodniejsza, cichsza, sabsza, wylkniona i pena wstydu. 
Doy boskiej chwili, gdy jej rce agodnie i dobrotliwie osuny si na jego ramiona, osaczyy 
szyj... Usta w zapomnieniu, z jkiem rozkoszy przywary si do jego ust. 
 Xenia!  szepta ze miechem radoci, odsuwajc j od siebie. 
Podniosa gow cik i umiechnite jej usta o co niezrozumiaego pytay. Zasonia 
oczy doni i patrzya na niego pomieniami oczu poprzez palce. 
Osun si na kolana przy fotelu, na ktrym siedziaa, i caowa jej rce, jej stopy, jej suknie, 
caowa w obkaniu szczcia, w szale zdziczenia, miliony razy. W tych pocaunkach 
jego dusza przepywaa w jej ciao. Przypada ustami do maych doni i zamiera z rozkoszy. 
Nasyca si minutami przepywajcego szczcia a do utraty wszelkiej wiedzy. 
 Dlaczego?  zapyta  postpujesz tak lekkomylnie? 
 No, to ju nie bd! 
54 
 A kiedy jeste tak strasznie lekkomylna! 
 Bd ju teraz ciko mylaa. 
 To nie s arty! 
 Wiem, e to jest inkwizycja. 
Rce jej byy pene rozkoszy. Palce pezay po jego rku. Oczy jej pony od ognia, ktry 
wszystko na popi przemienia. 
 Ju mi pan znowu przesta lubi?  spytaa pochylajc si ku niemu, ze smutkiem 
szczerym w tonie gosu, z kurczowym zaciniciem rk. Wsta ze swego miejsca i odsun si 
a pod okno. Tam sta dugo, patrzc na ni z daleka. 
 C znowu oznacza ta nieaska? Moe przez to wanie okno zamierza pan wyjecha do 
Ameryki? 
 Nie ja bd tym, ktry pani popchnie w odmt nieszczcia!  zawoa z daleka. 
 To dopiero pedant! 
 Xenia! 
 Ech! Obmierzy kaznodzieja. Co za styl! 
 Moja mio wiksza jest, ni moe by moja rozkosz, ni samo szczcie. Jedyna, najdrosza! 
 To jest wita prawda, jak teraz widz, ktr mi tutaj wykada jeden obwie, e najlepsi, 
porzdni, to s i najgorsi. Il ny a pas des pires que les hommes honnetes... Tak powiedzia. 
 Bdziemy teraz rozmawia o czym innym. 
 Mianowicie? 
 O ojcu. 
Natychmiast spospniaa, zrobia si inna, nachmurzona i smutna. Nienaski mwi: 
 Prosz, niech mi pani szczerze wszystko opowie. 
 Mj ojciec siedzi teraz w wizieniu...  rzeka posusznie. 
 Za co? 
 Wcignli go w oszukacze interesy. Handlowa tutaj wci tymi biuteriami. Jeden yd 
ukrad brylanty, ktre ojciec razem z tym ydem wzi do sprzedania. Ten yd uciek do 
Ameryki czy do Australii, a ojca osadzili w wizieniu. 
 Gdzie siedzi? 
 Aresztowali go w Saint  Malo, gdy ju wsiada na statek do Anglii. Teraz go tutaj przewieli. 
 Pani widuje si z ojcem? 
 Widuj. 
 Czy broni go jaki adwokat? 
Xenia westchna z gbokim smutkiem. 
 Teraz ju nie! By ten... 
 Niech mi pani powie szczer prawd, co byo z tym adwokatem? 
 No, byo to, co mwiam. Juem panu mwia i wicej nie bd ani sowa o tym! 
 C to ma za zwizek ze spraw ojca? 
 No, ma i basta! Nie bd o tym mwi! 
 Najmiemy teraz innego adwokata. Podniosa na niego oczy ywe, pomieniste, pene 
ogni i szczerego uczucia. Spytaa z serca: 
 Zrobiby to pan dla mnie? 
 Wszystko zrobi! 
 Ale pan nie ma pienidzy...  mwia wydymajc wargi.  Dla zbawienia ludzkoci toby 
tam pan jeszcze znalaz w kieszeni par frankw albo da si ukrzyowa, ale eby wybawi z 
biedy jednego czowieka... Skde znowu? Jeszcze takiego jak mj ojciec! 
 Zobaczymy. 
55 
Siedziaa w swym fotelu zamylona. Gdy Nienaski, oparty o brzeg komina, patrza w ni 
bez przerwy, zdawaa si nie wiedzie wcale o jego obecnoci. Jej stopa, wysunita spod sukni, 
bya w cigym ruchu, a bysk agodny lakierowanego bucika przykuwa do siebie oczy. 
Guche jakie uczucie ciemn barw napenio jej oczy. Latao wok szczcie, byo w tej 
izbie, jak wielobarwny motyl wiosny, i znowu dokd pierzchno. Niedugo ju bawi. 
Umwiwszy si, e o tej samej porze przyjdzie nazajutrz, wyszed z popiechem. 
56 
Przybywszy tego wieczora do domu zasta pilny list pneumatyczny, ktry na czeka ju 
od szeciu godzin. List by od sekretarza Ogrodyca, wzywajcy do natychmiastowego przybycia. 
Byo ju pno, a jednak Nienaski zdecydowa, e trzeba jecha. Zbieg do kolei podziemnej 
i przed dwunast by na miejscu. Gdy mu drzwi otworzono, w sekretarz, mody 
Francuz, owiadczy, i Ogrodyniec nagle bardzo ciko zachorowa i e kilkakrotnie pyta, 
czy monsieur Nienaski przyby. Wpuszczony do pokoju sypialnego, Ryszard znalaz Ogrodyca 
w postaci masy nieruchomej, zanurzonej w puchy pocieli. Starzec by bardzo zmieniony. 
Oczy mia zakryte powiekami, wargi niemal czarne i potwarte. Nie wiadomo byo, 
czuwa czy pi, czy moe nawet nie yje. Ale lekarz drzemicy w gbokoci fotela ockn si 
i da znak, e ycie nie wymkno si jeszcze z tej trupiej powoki. 
Po dugim, godzin trwajcym oczekiwaniu zebranych chory poruszy gow, a nawet 
usiowa j dwign. Lecz ta gowa we wgbieniu poduszki toczya si bezwadnie, jakby 
bya przywizana na sznurze. Mimo to ciemne powieki dwigny si, obwisa dolna warga 
powcigna i usta co z cicha wymamlay. Sekretarz, z naboestwem schylony nad swym 
chlebodawc, skin na Ryszarda. Ten nachyli si nad pociel i usysza sowa z trudem wyrzeczone. 
 Nienaski? Czy jest Nienaski? 
 Jestem tutaj...  rzek Ryszard gono. Co jak gdyby umiech przelizno si po grubych 
fadach i przegubach twarzy. Znowu sysze si day jakie wyrazy, zrazu niejasne, pniej 
coraz zrozumialsze. 
 le mi. Kiedy tu przepowiedziae... 
 Nieche pan o tym nie myli! I niech mi pan tego nie pamita. 
Starzec znowu umiechn si, a raczej skrzywi aonie. Szepta: 
 Sprawa Uj  Kahul... le... Gdy umr, wszystko stracisz. Panie... panie Nienaski. Oszuka 
ci Lafleur... 
 No, trudno! Przebolej. Niech pan teraz o tym nie myli... 
 A c poczniesz? 
 Wrc. 
 Dokd? 
 Do kraju. 
 To ja namwiem ci do tej afery Uj  Kahul. 
 Prosz ju o tym nie wspomina! 
 auj teraz. 
 Ja nie! 
 A do Ameryki! Z Czarnc? 
 Ju nie! Och, ju nie!...  mwi Ryszard z radoci. 
 Pewne? 
 Pewne. Daj sowo honoru. 
 Czemu to? 
 Polepszyy si tutaj moje interesy i nadzieje. Zmienio si na lepsze we mnie i koo 
mnie...  mwi z radosnym wci umiechem. 
 To bardzo, bardzo dobrze... Starzec westchn i znowu mwi: 
 C poczniesz? W kraju? 
 Sikoro wszystko mam tutaj straci, bd zarabia na ycie. 
 A c plany... plany?... 
57 
 Nie zrzekam si planw. Trzeba podejmowa prac okoo organizowania narodowego i 
spoecznego robotnikw lskich, karwiskich, krakowskich. Chwyc si tej ostatniej deski 
ojczystej, gdy tam wszystko ma w niemieckim morzu uton. Bd z innymi pracowa nad 
stworzeniem kadrw uwiadomionych z tego ludu. Jaka szkoda, e nic nie bdzie z myli o 
polskich kopalniach!... 
Ogrodyniec dwign swe bezsilne powieki i oczy jego spojrzay ostro w twarz Nienaskiego. 
Po chwili skin na sekretarza i rzek do niego po francusku. 
 Zadzwoni. 
Gdy ten nacisn krek dzwonka, stan we drzwiach mody lokaj Ogrodyca, Polak, 
Witold. Starzec rzek do sekretarza: 
 Otwrzcie obadwaj kas! 
Lokaj Witold w towarzystwie sekretarza zbliy si do szafy ogniotrwaej. Sekretarz j 
otworzy. Nienaski patrza na t procedur, bez przerwy mylc o Xeni. Z radoci ni o jutrze. 
By rad  niestety! wyzna to trzeba  e ta noc prdzej minie wskutek przygody z chorym. 
Liczy godziny pozostajce do jutrzejszej czwartej po poudniu. Patrza teraz z ciekawoci 
na co tak egzotycznego w jego yciu, jak wntrze kasy ogniotrwaej, naadowanej rozmaitymi 
walorami. Wszyscy obecni mieli oczy wlepione w jej wntrze jak wilki w padlin. 
Ogrodyniec rzek po polsku do lokaja Witolda: 
 Dua koperta. Na trzeciej peczce. Patrz mu na rce! 
Do sekretarza mwi po francusku, powtarzajc dwa pierwsze zdania: 
 Dua koperta. Na trzeciej peczce...
w sekretarz przynis w istocie do rk chorego kopert jak gdyby rzecz kruch i amliw. 
Czarna rka Ogrodyca z trudem wysuna si spod kodry. Dwoma bezsilnymi palcami uj 
brzeg koperty i niecierpliwie pyta obecnych: 
 Czy nie przyby pan Czarnca? 
Powiedziano mu, e nie. Wtedy zamkn oczy i nie puszczajc owej koperty zdawa si 
drzema. Mino tak z p godziny. 
Ogrodyniec znowu poruszy si i zapyta: 
 Czy nie przyby pan Czarnca? 
Usyszawszy odpowied, e inynier jeszcze do domu nie wrci, e telefonuj po niego 
bez skutku do rozmaitych przypuszczalnych miejsc pobytu, chory otworzy oczy, skin na 
Nienaskiego i poleci mu gestami wzi ow kopert. Gdy ten uskuteczni zlecenie, Ogrodyniec 
zacz znowu mwi z trudem i przestankami: 
 To mj testament. 
 Ach, tak? 
 Wypacisz pan... legaty... 
 Ja?! 
 Rodzinie mojej w kraju, instytucjom, subie. Wszystko tam... wyszczeglnione... opisane... 
Co do joty. Za reszt kup owe... kopalnie... w kraju... 
 Ja?! 
 I twrz to nowe twoje... marzycielskie... ycie... 
 Jak to? Ja?! 
Starzec umiechn si po raz ostatni, z dum, wyniole: 
 eby nie powiedzia, e ci giedziarz Ogrodyniec... w pole wyprowadzi i... oszuka... 
Nienaski trzyma w rku ow wielk kopert, niezdecydowany i wstrznity do gruntu. 
Ogrodyniec i rzek po francusku do obecnych: 
 Wszyscy zawiadczy maj, em ja przytomnie i w peni rozumu wasn rk da testament 
memu krewniakowi, panu Nienaskiemu. Po chwili jeszcze raz westchn i dorzuci: 
 Nie jemu, lecz przez jego rce... mojej ojczynie... 
Mody sekretarz przechyli si poprzez metalow porcz ka i zapyta chorego: 
58 
 Mamy zawiadczy wobec kogo? 
 Wobec sdu...  mrukn twardo. 
Po pewnej chwili zapyta znowu z niepokojem: 
 Czy nie przyby pan Czarnca? Usyszawszy przeczc odpowiedz skierowa oczy na 
modego lokaja Witolda i rzek do niego po polsku: 
 Ty masz obowizek o tym samym, w razie potrzeby, zawiadczy w kraju, iem, zdrowy 
na umyle, majtek mj przekaza panu Nienaskiemu. Pojedziesz tam z panem Nienaskim. 
Czy bdziesz tak wiadczy? 
 Bd...  rzek tamten twardo i zimno. Nos chorego bezsilnie utkn w poduszk i warga 
znowu si na d odwalia. Rka wysunita spod kodry pocza dre i dawa jakie znaki. 
Lekarz, schylony nad chorym, zwrci si do Nienaskiego i rzek po cichu: 
 Mwi co po polsku. Ryszard nastawi ucho i sucha. 
 Tereny pod Royan sprzedaj zaraz... Nie ma ju co! Gdyby Czarnca... Powiniene pan 
mie w rku, po wypaceniu legatw, okoo piciu milionw. Pilnuj si! 
Precz z tkliwoci! 
I jeszcze co zgoa niezrozumiaego: 
 Wic widzisz, e i ja... po swojemu... Potem zamilk i popad w piczk. Lekarz podrepta 
do swego krzesa i wnet chrapa najbezczelniej. Lokaj Witold raz w raz zaglda do 
sypialni z ssiedniego pokoju, mierzc wszystko i wszystkich biegajcym, chytrym wejrzeniem. 
W drugich drzwiach kiedy niekiedy uchylaa si portiera i mody sekretarz zapuszcza 
do tego pokoju badawcze wejrzenie. 
Nienaski siedzia na fotelu trzymajc na kolanach zoon kopert z testamentem. Morzya 
go twarda senno. Lecz i t senno otrzewiao raz w raz wiadome zastanowienie. Co to 
si stao? Co si dzieje? Jeste to sen czy jawa? Prdko suny fakty, brzmiay w uchu sowa 
dopiero co zasyszane, a zdumienie nie zmniejszao si, lecz raczej roso. 
Nastrcza si wci ten sam objaw wiadomoci ukrytej  myl nadcielesna  jak logicznie 
ukadaj si sprawy czowieka, jak przedziwna w nich jest kara i nagroda. Miesice mczarni, 
ktre stanowi jak gdyby wojsko wiczce si w twardym, morderczym ordynku, eby 
wywalczy jedno mgnienie szczcia, jedno olnienie niewiadomego nad zem zwycistwa! 
Xenia, dziecko niewinne  urwis, wisus, obuz, kozak  ktremu si zachciao udawa przed 
sob parysk ladacznic. O szczcie, szczcie! Minuty rajskiego dowiadczenia! 
A to drugie! Ponienie duszy, gieda, zwizek z szachrajami i szwindlami  a teraz nagle 
ten oto zapis! Pi milionw na ziemi polsk! O, szczcie, szczcie! Stary giedziarz, krtacz, 
robigrosz  i taka jego chwila ostatnia! Ryszard patrza na bezwadn gow umierajcego 
 i nie czu najsabszego alu z tego powodu, e ten czowiek umiera. Dziwna to rzecz 
powiedzie  czu szczcie wysokie, rado w Bogu, jak owi mnisi w klasztorku, gdy ich 
brat umiowany kona. 
Wok krzesa w pnie snuy si pzjawy, pmarzenia. Ojciec... Co mwi... Jego to 
gos przed czym ostrzega. Nie sycha tego gosu wyranie, lecz przenosi si w sercu 
brzmienie pamitne. Sens sw zdaje si wisie w powietrzu: To pienidze, pienidze tak ci 
raduj!... Strze si!  Jeste to pokj rodzinny? Lampa z kloszem zielonym z wierzchu, biaym 
u dou, blinia, domowa siostra niedoli... Ona to wieci na tym nowym szlaku ycia? 
Jeje to wiato dawno zgaszone mwi do serca:  Strze si! Mymy byli cnot polsk, niesawn, 
bezimienn, surow i bez powabu. Ty idziesz na drogi strome i liskie. Strze si!  
Ryszard budzi si, poprawia na swym miejscu, nasuchiwa. Mwi do siebie po ocknieniu: 
 To ci mnisi zarazili mnie swymi modlitwami... 
Lecz modlitwy niepostrzeone, rodzce si jak oboki w wysokich Tatrach, byy raczej 
wasne, trzewe i zdrowe. Pyny z serca w gr, dajc duszy wesele. Wesele dawne, wesele 
modoci wracao znowu. Drao od niego kade cigno, kada ya i kada kropla krwi. 
Ponad wszystkim i we wszystkim taio si wszechmocne uczucie dla Xeni. Ona nie bya ko
59 
biet, mioci, dz, lecz wszechpotn wadz serca, jego yciem, jego uderzeniem, si i 
prac. 
Lekarz ockn si, wydoby gruby, zoty chronometr i zaspanym okiem patrza na godzin. 
Ziewn: 
 Quatre... 
Nienaski podnis si ze swego miejsca i zbliy do Ogrodyca. W tej samej chwili chory 
poruszy rk wysunit spod kodry. Co wymwi bezsilnymi wargami. Ryszard nachyli 
si, lecz nic nie sysza. Z wolna uj rk starca i ucisn j. Ta do chciaa mu odda 
ucisk, natya si i krzywe palce z caej siy szczypay skr rki Ryszarda. Jaki dwik 
dobija si w sczerniaych wargach o form sowa. Nienaski dorozumia si raczej, ni usysza: 
 Pamitaj! Powieki z wolna wwaliy si w oczodoy i rka zwisa jak zeschnity badyl. 
Lekarz przewraca si w swym fotelu z boku na bok i na gesty Nienaskiego wzywajce go do 
oa nie zwraca uwagi. Nareszcie po wielu minutach stkania ruszy si i przywlk, cicho 
suwajc pantoflami po dywanie. Nachyli si z najserdeczniejszym ziewniciem nad chorym i 
dotkn jego pulsu. Z gestem ulgi odsun niedbale kodr i przyoy ucho do jego starczej 
piersi. Sucha cierpliwie i tak dugo, e zdawao si, jakoby na dobre usn tam znowu. Lecz 
medyk dwign si rzeko, radosnym spojrzeniem obrzuci Ryszarda i nadbiegajcych domownikw. 
Z uczuciem niemal tryumfu gono i wesoo owiadczy: 
 Ca y est! 
60 
Wrciwszy o wicie do domu Nienaski rzuci si na ko i tgo spa do godziny jedenastej. 
Po przebudzeniu ubra si ywo i na nowo odczyta testament, ktry w nocy tylko przejrza 
pobienie. W istocie, stary pan Ogrodyniec zapisa mu najformalniej swj wielomilionowy 
majtek z warunkiem wypacenia kilku legatw, nie dosigajcych w oglnej sumie wysokoci 
kilkuset tysicy frankw. Nadto byy w tym zapisie wyszczeglnione pozycje wasnoci 
rnego rodzaju, jak kamienice, tereny nadmorskie w okolicach Royan oraz wyspy 
Oleron, na ktrych to terenach mona byo jeszcze zarobi i oglny kapita powikszy. Po 
kilkakrotnym odczytaniu owego aktu  ktry by ju znacznie wczeniej notarialnie sporzdzony 
 Nienaski zoy go i postanowi jecha zaraz do adwokata, notariusza i sdu dla zlegalizowania 
zapisu i przeprowadzenia formalnoci prawnych. Postanowi sprzeda zaraz will 
w Passy wraz z meblami, bibliotek i dzieami sztuki, ktre zawieraa, jak rwnie spieniy 
wszystko, co si da. 
Siedzia zamylony w oknie swego hotelu, czekajc na zwyke niadanie. Po przeciwlegej 
stronie ulicy w jednym z mieszka kto gra wesoe i piewne melodie Brahmsa. Tony te 
wpaday w ucho i czaroway myli w sposb szczeglnie wadczy. Nienaski mia w sobie (w 
czuciu swym) jak gdyby dzieje ludzkie, dzieje plemion dalekich, nigdy nie widzianych. Wgierskie 
czy rumuskie rwniny, pachnce od pszenicy dojrzaej, zote od kukurydzy i barwiste 
od maku... Pie miosna wywija si z gbi ludzkich chat biaych, oplecionych winem. 
Wyraz siy wiecznej rodu ludzkiego objawia si w tej muzyce, dolatujcej z oddali. Poprzez 
ten widok i za porednictwem muzyki Nienaski czu Xeni. Przecie ona  jest to ta wanie 
ywotwrcza muzyka  ona to jest pie miosna. Jej dusza, jej wola, jej czyny, pasje, chcenia, 
rzucanie si gow w d, na olep, byleby zobaczy dno  to to jest ta muzyka. Widok 
niejasny siy plemion, ludw, pokole, ktre yy i yj  ktrych potga i trwanie objawia 
si w szczciu pieni weselnej mioci. 
Oto teraz trzyma w rku ten dziwaczny dokument, ten naiwny symbol, buaw swojej potgi. 
mia si w gos, mia si z oczyma penymi ez radoci, e wyjdzie na jaowe ugory 
polskie pod Owicimiem, e je uderzy nowym kilofem i drgiem elaznym, a dadz odzew 
i jkn pod razami. Patrza przez zy na tych, co id z biednego polskiego kraju, ktrych trzysta 
tysicy ndza goni w Saksy, w dal, w wiat  eby zamiatali i wynosili paski brud, eby 
dwigali nieudwignione, na czego ruszenie z miejsca szkoda panom siy konia i osa, eby 
chonli pucami najzjadliwsze gazy, miazmaty, dymy i kurz. Tych wszystkich zwoa  i nie 
da! U siebie, na swoim i dla siebie podejm prac! 
Wznios si nadbudowy szybw, zahucz machiny, windy, motory, warszaty, rozpal si 
piece! Paka radosnymi zami, suchajc czyjej radosnej muzyki. 
Mia w sobie szczcie niezmierzone, ktre byo jasnowidztwem, wiedz najgbsz, tworzeniem 
nieomylnym, znajomoci drg potgi  szczcie, ktre byo zarazem odruchem 
ywotnym i wiadomym gestem. Swe dawne serce tworzce i twrcze czu w sobie. Czu je, 
jak wwczas, gdy kwitnca winia umiechaa si do zza muru warszawskiej ulicy. 
Stary poczciwiec lokaj, wnoszc tac ze spnionym niadaniem, owiadczy, e od p 
godziny czeka jaki lokaj. Nienaski kaza go zawoa. By to bizon pani baronowej 
Halfsword. Poda list, obrzucajc pokoiczyn Nienaskiego spojrzeniem niezgruntowanej, 
niemal nadludzkiej pogardy. W licie byy rne histeryczne wykrzykniki, wiadczce o tym, 
e stara dama ju wie o mierci Ogrodyca. Ryszard napisa niezwocznie zawiadomienie, i 
przybdzie o godzinie trzeciej  i wrczy w list dumnemu lokajowi. Po niadaniu pojecha, 
piastujc pieczoowicie kopert z testamentem, do adwokata, ktry prowadzi sprawy nie
61 
boszczyka Ogrodyca  z nim do notariusza, ktry akta spisywa  a z tamtym do sdu. Te
stament zosta prawnie obwarowany i pierwsze formalnoci spadkowe zaatwione. 
O godzinie trzeciej Nienaski wchodzi do baronowej. 
Czekaa na w salonie, obnaonym z gazet, bawic si wachlarzem z koci soniowej. ywe 
rumieczyki na zwidych jagodach, ognie w oczach wskazyway, e niedawno pka w 
tym lokalu butelka szampana. Gdy Ryszard wszed do salonu, baronowa powstaa z krzesa i 
w odpowiedzi na jego ukon oddaa mu szyderczo  uniony dyg, zabytek z czasw cesarzowej 
Eugenii. 
 Witam w panu nowego potentata finansowego...  mwia. 
 Dzikuj pani baronowej za to powitanie. Jestem, jak dotd, jeszcze wci niezamonym 
karierowiczem. 
Daleko mi do finansowej potgi! 
 Ale ja wiem dobrze! Dwa domy. Contenance kadego kilkaset metrw. Ten na rue de 
Grammont wart z ptora miliona. Wiem, e revenu brutt ze szedziesit tysicy frankw. 
Ten drugi tu przy Gare Saint  Lazare pewnie jeszcze wicej. A place, a gotwka! Ma pan w 
rku miliony. 
 Mam tylko troski buruja. 
Baronowa skrzywia si usyszawszy to ordynarne sowo. 
 Prosz pana  mwia  c si stanie po mierci pana Ogrodyca z akcjami nabytymi 
przez pana  dla mnie. 
 Posiada je pani. 
 Och, nie! Dzi nie chc wiedzie, nie chc nawet sysze o niczym! O niczym! Umywam 
rce. Chc to sprzeda, sprzeda! 
 Ja najchtniej nabd te akcje dla siebie. Gotw jestem zaatwi to nawet jutro. 
 Jak to? Dla siebie? 
 Skoro pani baronowa ich si wyrzeka... 
 Wyrzeka, wyrzeka... Myl nad tym... Badam to... 
Jestem kobiet! 
 A nie! Ju za pno! Przepraszam uprzejmie, ale ju za pno. Akcji tych ju nie oddam. 
Jutro je kupi! 
 Co? Pan mi chce zabra moje akcje? Jak to? 
 Poniewa pani chciaa sprzeda, ja je kupiem. Dama wwiercaa si we przenikajcymi 
oczyma. Zapewne dla odwrcenia od tej sprawy jego uwagi spytaa: 
 Kiedy pogrzeb tego czowieka? 
 Czowieka, to znaczy pana Ogrodyca? 
 Ale pytam pana o to! 
 Pojutrze, pani. 
 Gdzie? 
 Na cmentarzu Montparnasse. Pani baronowa wemie udzia w tym obrzdzie? 
 Och, nigdy! Nie znosz wszelkich pogrzebw. Mowy, kadzida, cylindry, zapach. 
 mier jest spraw rwnie naturaln jak lub albo chrzciny. 
 askawy panie! 
 Omielam si twierdzi, e umieramy wszyscy, i to bez adnego wyjtku. 
 I c z tego za wniosek? Gdy umrzemy, wwczas bdzie czas na te kwiaty i widok 
karawanu. A nadto czasu! Przepraszam jednak, pan jeste moe jaki wierzcy?  spytaa po 
wosku. 
 W co? 
 Ach, w te tam rzeczy. Moja pokojowa wierzca. Co dzie znika na cztery godziny, gdy 
musi si modli, i to jedynie w najodleglejszych kocioach. Ona na pewno bdzie na tym 
smutnym obrzdzie. 
62 
Baronowa chichotaa z cicha jak notoryczna wiedma z Makbeta. Nienaski rzek do niej: 
 Poniewa pani ju wie, e jestem spadkobierc nieboszczyka Ogrodyca, poniewa mam 
zamiar wszystkie sumy wycofa i naby kopalnie w kraju, przychodzi mi na myl pewna propozycja. 
 Sucham pana. 
 Czy pani baronowa nie zechciaaby mi powierzy swych kapitaw? 
Stara dama wysuna spod sukni nk w najmodniejszym pantofelku i spokojnie przygldaa 
si jego poyskowi. 
 Panu?  spytaa po pauzie tak dugiej, i mona j byo traktowa jako znak nieufnoci. 
 Mnie, pani. 
 Bd szczer. W sprawach pieninych obowizuje szczero. Nieprawda, panie? 
 Oczywicie! 
 Znam pana z rekomendacji pana Ogrodyca, ktry przedstawi go z najlepszej strony... 
 Rozumiem... Pani baronowa nie zna mi prawie wcale. I c z tego? Albo znajc jakiego 
bankiera najduej i najniewtpliwiej, ma si absolutn pewno, e ktrego dnia nie uda 
si on w podr inco  gnito do Ameryki? Jest to ryzyko, hazard nieustajcy. Tymczasem ja 
umiecibym kapitay pani baronowej tam, gdzie umieszcz wszystkie bez wyjtku walory 
nieboszczyka Ogrodyca. To jest gwarancja, e zabezpieczenie ich bdzie pewne. 
 I gdzie to? Czy mona wiedzie? 
 Nabd nowe tereny wgla i otworz kopalni w Polsce. 
Baronowa krtko zachichotaa, ukrywajc zreszt niezwocznie owe chichotki w istnym 
diabelstwie umiechw odstrczajcych. Owiadczya z wyszukan grzecznoci: 
 Dzikuj panu za rad. Obecnie nie bd moga z niej korzysta. Zachowam t par groszy, 
jakie posiadam, na dotychczasowych lokatach lub tam, gdzie je zoyam. 
 Wielka szkoda! Przez powierzenie mi tych funduszw uczyniaby pani obrt nie tylko 
wygodny, lecz bardzo dodatni. 
 Ja o dodatnie cechy obrotw pieninych, niestety, nie ubiegam si wcale! 
 Dlaczego? Przecie samo posiadanie walorw, a nawet zyskw nic nie zapewnia. 
 Doprawdy? Nic?  Niewtpliwie. 
 To rzecz dziwna, bo mnie zapewnia.  Co? 
 Okruszyn mizernej wadzy, ktra mi si, sdz, naley  pozr siy, ktrej przecie pici 
wykaza nie mog. 
 Ja bym pani baronowej umoliwi posiadanie wadzy nowej, satysfakcji wyszego rzdu. 
 Dzikuj panu. Tak uoyam swe ycie, i obywam si bez wszelkich ju satysfakcji, a 
szczeglniej wyszego rzdu. Zreszt przyznam si panu, i mam umys bardzo nieufny, niczemu 
i nikomu nie dajcy lepej wiary, tote i satysfakcje wyszego rzdu pozostawiam 
osobom wyszym ode mnie o cae niebo atwowiernoci. 
 Szkoda, powtarzam. Ci atwowierni maj t pociech, e gdy oszust zeskamotuje walory 
albo apasz zechce wydrze ycie, jeszcze co zostaje... 
Drgna jak przypieczona gorcym elazem, pytajc: 
 Apasz wydrze ycie!... Jakim sposobem, gdzie, co? 
 Mwi to tylko, e posiadajc miliony naley przynajmniej mie jaki wybieg, jakie 
tumaczenie, jakie sowo obrony przed sob w razie, gdy apasz napadnie, eby wydrze ycie. 
 Naley mie drzwi dobrze zamknite i dobrze nabity rewolwer. Pan mi straszy umylnie. 
 Tak jest. Czyni to w pewnym celu. Przypatrywaa mu si z gbi swych zmarszczek, 
spod czuba rudej peruki. Zamiaa si przecigle i obrzydliwie. Dla nadania sobie odwagi 
przecigna si lubienie, jak to zapewne ze skutkiem doranym czynia pidziesit lat temu. 
Mwia: 
63 
 Nie, panie! Majtek, ktry posiadam, bdzie moim a do koca. Mgby go posi inny 
 o, na pewno!  ale tylko w jednym wypadku. 
 W jakime to wypadku? 
 Chyba tego atwo jest domyle si... 
 Doprawdy, nie jestem domylny. 
 Niewtpliwie. Przecie jestem kobiet!  mwia baronowa z oburzeniem. 
 Ach, tak!... 
 Ta rka nie naley do nikogo... 
Nienaski chichota wewntrznie, jakby by brzuchomwc. Patrza na to zbiorowisko ohydy 
i przemyliwa nad tym, czy nie ma jakiego znajomego, ktry by chcia poj za on tego 
trupa. Przebiera w myli rnych bizonw i na adnym nie mg si zatrzyma. Podnis 
oczy na tarcz starego zegara i zobaczy, e blisko jest czwarta. Wsta tedy i rzek: 
 Nie trac nadziei. 
 Ju jest stracona. 
 A gdybym te przyby tutaj w towarzystwie rycerza, ktry byby szczliwy mogc podnie 
oczy a do wysokoci tej rki... 
Spojrza mwic to na pokrzywion ap i dozna czego jakby napadu torsji w czasie 
chloroformowania. Baronowa bawia si swym wachlarzykiem patrzc na gocia renicami, 
ktre zdaway si, jak u bazyliszka, z orbit wychodzi. Ryszard ukoni si z daleka, eby nie 
dotkn indyczej apy. Wiedzia, e ta stwora pokna haczyk i e bdzie czekaa na zapowiedzianego 
rycerza. Postanowi te wyswata j za jakiego draba, ktry namwiby babsko 
do przystpienia do spki w celu nabywania terenw krakowskich. 
Zbieg ze schodw, dopad automobilu (tak!) i pomkn do Xeni. Czekaa na niego. Bya w 
wolnym szlafroku rowego koloru. Pierwszy raz widzia j tak, bez obcisej sukni. Bya 
zajta pisaniem pilnego listu do ojca. Kazaa siedzie grzecznie, bez ruchu i cicho  czeka, 
dopki nie skoczy. Szuflada biurka bya uchylona i Ryszard widzia lece tam listy. Przekomarzajc 
si z gospodyk tego pokoju zapuszcza raz w raz rk w otwr owej szuflady i 
wyciga stamtd to tak, to owak episto. Niektre z nich ju by widzia, wic ciska je z 
powrotem. Ten i w list by jeszcze w kopercie, i Nienaski z gbok radoci spostrzeg, e 
wikszo z tych miosnoci adresowana bya do owej Teresy NeviUe. Tak byo z listem pisanym 
na blankiecie Izby Deputowanych. Co wicej, w samym tekcie niektre wiersze byy 
wymazane innym atramentem, niektre sowa podskrobane. Domyli si, i Xenia umylnie, 
dla podranienia go pokazywaa mu te listy jako pisane do siebe. Jake mu si robio w duszy 
radonie, gdy teraz patrza na adresy kopert! 
Lecz ta rado bya przedwczesna, bo oto trafi na list pani Sabiny Topolewsikiej adresowany 
ju niewtpliwie do Xeni, ktra w owej chwili tak bya zajta pisaniem do ojca, i nie 
zauwaya perlustracji. Pani Saba wystosowaa w list po otrzymaniu drugiego bagania Ryszarda 
o adres Xeni. Przytoczya w cudzysowach cay niemal tekst jego listu i zaopatrywaa 
kade z obdnych baga w wykpiszowski, natrzsajcy si, cynicznie kpiarski komentarz. 
Nie byo drwiny, ktrej by nie uya dla wymiania jego skama. Radzia Xeni strzec si 
tego pana, trzyma si od niego z dala, unika stosunkw z nim, ile tylko mona  wanie 
dlatego, e teraz tak jest zakochany. Tacy s najgorsi  pisaa ta ekspertka  to s tyrany, 
mkale (takiego uywaa terminu)  najniebezpieczniejsi ze wszystkich dla nas, kobiet. Ani 
si spostrzeesz  pouczaa dalej  jak ci taki opanuje, skrpuje swym szaem, pokona, rozbudzi 
w tobie samej lep, maniack i gupi wierno. A gdy on sam zechce innej, tobie kae 
trzyma si jego poy, boby mu to ubliyo, eby ty miaa mie innego. Tego nie zniesie 
jego pycha, a bdzie mu si wydawao, e to wci ta sama jego poprzednia pasja. Radzia 
przezornie, eby kiedy niekiedy czym podnieci wraliwo, ukaza mu si, mign przed 
oczami  i znika, znika jak najczciej i na czas jak najduszy. Jest to idealista, wybuchowiec, 
gowa gorca, a serce naprawd z kamienia. Tak zwany porzdny czowiek, ktry 
64 
ci bdzie trzyma na acuchu swych zasad jak psa na swoim podwrzu, gdy sam bdzie 
mia peny dom profitw ze swoich cnt  a zreszt pod sekretem robi, co mu si podoba. 
Gdyby mu si sprzeciwiaa, zakuby ci w dyby i zamkn w piwnicy  wszystko z owej 
mioci. 
Nienaski czyta list ze zduszonym oddechem. Czu mk bezsiln, jak robak podeptany 
obcasem przechodzcego czowieka. Zoy w list i cisn do szuflady. Zacz chodzi po 
pokoju tam i nazad. W gowie jego huczay zdania przeczytane. Sowa te uwizy w nim, a 
teraz wkrcay si w pami, wrzynay w mylenie. Xenia pisaa uwanie, dugo, skrobic 
pirem po szorstkim papierze. Nareszcie skoczya i zamkna swj list w kopert. 
 Panie!  pytaa  kiedy pojedziemy do adwokata? 
 Jutro. 
 Ach, jak to dobrze! A do papuchy w sobot  zgoda? 
 Zgoda. 
 Zy czego dzisiaj architekt. 
 Nie. 
 Przecie widz. Roztrzsa na swych widach moje grzechy. 
 Nie. 
 Powiem panu, com sobie kupia, to si pan rozweseli. Bo ju po prawdzie taka byam 
obdarta! 
 Niech pani powie. 
 A kiedy nie mona. Gdyby nie ten przeklty wstyd dziewiczy, tobym powiedziaa. Rne 
rzeczy. 
 Ja si troszk domylam, jakie to s rzeczy... 
 Tylko bez nieprzyzwoitych cytat! 
 Tu w tej szafie le? 
 Co le? 
 No, te kupione cytaty. 
 Nie nudzi mi! Tak bym dzi gdzie posza z tym blinim rodakiem! 
 A gdzie? 
 A bo to sensat poszedby ze mn? 
 Jeszcze by te? 
 Mj zoty! 
 Zoty  mwi ze zami przemoc wstrzymanymi, ze kaniem zduszonym w gardle. 
Zoty, nim si na nic zedrze. 
Zacza mu si przypatrywa, z lekka mrugajc powiekami, co kombinowa, wspomina. 
ywa jej pami i bystra inteligencja schwycia te aluzje i odnalaza ich rdo. 
 Podglda i przepatruje moje listy!...  mrukna. Wstaa ze swego miejsca i niemiao do 
niego podesza. 
 Quel type!  mwia w rozterce i oniemieleniu  to pan sobie myli, e z nami jest tak, 
jak Saba pisaa w licie? 
 Nie wiem, jak jest z nami!  jkn, ledwie mogc wyrzuci te sowa. 
agodnie podniosy si jej rce, pomkny si ku jego gowie i nachyliy j ku ustom, ku 
oczom wiernym, zaspionym od uczu. Gdy j ramionami otoczy, przywara do niego 
wszystka, a zapomnia, e ona jest drugim czowiekiem i inn pci. Stali si jednym yciem 
i jednym czuciem. Co wszeptywaa mu w uszy, co wcaowywaa w usta. Na miejscu, gdzie 
jej usta spoczy, snuy si jakowe sowa ponce. Skoro zacz dopytywa si i domaga, co 
znacz te pdwiki, nie chciaa ich wyda. Przechodzili z miejsca na miejsce, nie mogc 
znale najszczliwszego. I tu, i tam byo niedobrze. Znowu si zlk. Uciek pod okno, jak 
za poprzedniej bytnoci. Siedziaa na ku skulona, z rozrzuconymi wosami, z gow podpart 
na rce. Gdy co zagada z daleka, odburkna: 
65 
 Nie potrzebuj, eby pan ze mn rozmawia!... 
Zmrok zapada. Wszystko w tym pokoju przygaso  powierzchnie mebli, tafle luster, zocone 
gzemsy. W gbi wida byo biao zgniecionej poduszki i rk Xeni, obnaon do okcia, 
na ktrej leaa masa jej czarnych wosw. 
Nienaski czu w sobie takie szczcie, jakiego nigdy jeszcze nie dozna. Anielskie chry 
pieway w jego sercu pieni raz tylko jeden brzmice. Wrza w nim wulkan rozkoszy, lecz 
szczcie panowao nawet nad tym wulkanem. To wanie szczcie stwarzao w nim bezwad 
duchowy. 
Nie! Nie popchn ci! Nie zabij ci! Bd jednym, jednym, albo nie bd wcale. Znaj 
czowieka!  mwi do niej w duchu. 
Gdy ju bya zupena noc, powoli zbliy si do niej i trafi ustami do tej biaej rki, podpierajcej 
fale wosw. 
 Pjdziemy do teatru? 
 Do ktrego znowu?  mrukna z ywoci. 
 Tylko nie do adnego kabaretu, nie do adnej budy. 
 No? Wic? Na Krla Edypa czy na inn jak straszno? 
 Do Thtre Royal. 
 Och, mj zociuteki, mj przeliczniutki, mj brylantowy w cyzelowanej oprawie, mj 
skorpionku! Takem chciaa tam by, a nigdy nie byam! Ale tam drogo...  zmartwia si 
ciko. Ze zmartwienia mocno go w usta pocaowaa. 
Zdecydowa si, eby jej nic nie mwi o swym milionerstwie. Wszelkie osobiste wydatki 
traktowa jako poyczk, ktr z pracy swej budowniczowskiej zwrci. Westchn: 
 Trudna rada! Przecie krzesa nie bd znowu tak drogie... 
 Ale jedne z pierwszych, bo pewnie tasze. Ju jak drogo, to zawsze lepiej w pierwszych 
rzdach, bo tak nie lubi by na szarym kocu... 
 A kiedy pani nie ubrana. 
 To si da zrobi. Ale przecie musz i jeszcze z Teres na obiad. 
 O, nic z tego! Dzi nie. Idziemy na obiad my dwoje, dobrze? 
 Gdzie?  spytaa z zapartym oddechem. 
 Do woskiej restauracji. 
 Tam, w tej szyjce! Wiem. Ale to si jego ponuro, dzi zrujnuje! Pan znalaz jaki pugilares 
na ulicy czy co? 
Nienaski mrukn od niechcenia, miejc si z cicha: 
 Znalazem pugilares... 
Porwaa si z miejsca, odkrcia wiato elektryczne i kazaa mu i do mieszkania tej 
Neville, do tak zwanego atelier, gdy musiaa si ubra. Niechtnie wyszed do owego salonu. 
By to duy pokj z aparatem fotograficznym wielkiego rozmiaru. W gbi, za kotar, byo 
ko pani Neville. Na stoach leay albumy z fotografiami. Nienaski zacz je przeglda. 
Xenia tymczasem za cian pokoju wypiewywaa melodyjnym sopranikiem weso wosk 
piosenk: 
Io conosco un marino 
Dello sguardassassino... 
Dove vado, mi segue... 
piewaa tak radonie i swobodnie, e o wszystkim zapomnia i sucha. Strojenie si 
trwao bardzo dugo. Byo po szstej, kiedy zosta przywoany do pokoju szczliwoci. Xenia 
bya ju w kapeluszu i paltociku. 
Usta byy z lekka  z lekka... Wypieraa si, e nie ma nic a nic. Wykrzykiwaa, e to jest 
podo posdza kogo o takie rzeczy. Kazaa wyciera swe wargi paluchem na dowd, 
66 
e nic nie ma. Z gbokim stkaniem wskazywaa na do skromny aksamitny kapidron z 
rondem, w ktrym to kapidronie wygldaa przelicznie. 
 Zupenie aspirantka do Armii Zbawienia. 
 Ale gdzie tam! Trzeci portret lady Hamilton. Czy nie? 
 Ech, pan to jest take naiwny historyk sztuki! Chodmy! 
 Zaraz! Chciaem Xeniusi o co bardzo prosi... 
 Nareszcie! Sucham... 
 Pani si std wyprowadzi...  baga z caego serca, z caej duszy. Rozzocia si na dobre. 
Poczerwieniaa i buchna z ostatni pasj: 
 At! Nie id z panem nigdzie. 
 Przecie to jest niemoliwe! 
 Co niemoliwe? 
 Mieszkanie tutaj. 
 A c mi tu ugryz kawaek czy mi urwie kto gow? Pan by chcia pewnie, ebym ja 
mieszkaa w jakiej Pracy, a na cay dzie chodzia za zarobkiem do fabryki. Mwi panu 
otwarcie, eby mi pan da spokj ze swymi rozkazami. Nie id do teatru  i ju! 
 Ja pani wytumacz! 
 Prosz mi zostawi w spokoju  i w domu. 
 Nie wyprowadzi si pani z tego mieszkania? 
 Nie! 
Usiada na fotelu i powistujc patrzaa w komin. 
 Czy nie mona w takim miecie jak Pary znale sobie lepszego mieszkanka? 
 Gdzie mam to mieszkanko w Paryu najma?  krzykna najzupeniej z warszawska. 
 Tu mi jest dobrze, mam towarzystwo i jak tak wesoo, .to chciaby mi wpakowa w 
jaki klasztor! 
 Ale nie! 
 To gdzie? 
 Czy ja wiem? Trzeba poszuka! Mao to pensjonatw! 
 Pensjonatw...  przedrzeniaa go z najgbsz pogard.  Z panienkami, z dziewcztkami, 
z anioeczkami, co to ni be, ni me. Zbij si te Anielki, Madzie, Joasie, Marynie, w 
gromadk w roku salonu i szepc gobimi, zarowionymi dzibkami o takich potwornych 
paskudach, e pan osiwiaby z przeraenia, gdyby pan to mg sysze tak, jak ja syszaam. 
Ju  dzikuj. Ja lubi sama wszystko wiedzie, pozna i na wasne oczy zobaczy. Nie potrzebuj, 
eby mi byle kto oszukiwa. 
 Ale si pani std wyprowadzi! 
 Pan mi kae? 
 Nie ka, bd Xeniusi baga, zaklina, molestowa... 
 Bez tej tam Xeniusi. Ju za pan brat. 
 Chodmy...  prosi. 
 Z panem si tam zabawi...  zdecydowaa z wynios odraz, zabierajc si jednake do 
wyjcia. 
Byo jeszcze za wczenie na obiad, wic przedzierali si poprzez ruchomy tum bulwarw. 
Na ulicy Xenia bya inna ni w domu. Po prostu inn stawaa si kobiet. Co chwila, wida, 
przypominaa sobie, e ma obok czujnego obserwatora, wic usiowaa by sob, dobr 
dziewczynk. Lecz gdy przyszo mija werandy kawiarni, gdy jej pikno zwracaa na si 
oczy siedzcych lowelasw, kobietoowcw, miejskich nygusw, znawcw i bywalcw  
wbrew wszystkiemu  przybieraa jak rol. Sza inaczej, miotaa spojrzenia, umiechaa si 
w sposb zdradziecki. Ryszard drtwia i za ywa przymiera z zazdroci. Blaski, ruch, gwar, 
oskot pojazdw, spojrzenia, miechy, muzyka  zdaway si wprawia j w stan niezwalczonego 
odurzenia, pszalestwa. Raz w raz przypominaa sobie o smtnym towarzyszu i gwa
67 
rzya z nim po ludzku, lecz byo to zewntrzne i pozorne. Wewntrz jej natury mkna, leciaa 
burzc si i pienic czarna rzeka podjudzenia. Bkali si to tu, to tam. Tu przystanli, aeby 
popatrze na wystaw sklepu, oczywicie jubilerskiego  tam ogldali witryny ksigarskie  
admirowali skady wytwornoci wszelkiego rodzaju, bielizny i strojw damskich, futer i kostiumw 
kpielowych, obuwia i miesznych figurynek z terrakoty... 
Po sidmej udali si do owej zacisznej woskiej restauracji. Xenia nie lubia wina. Ledwie 
maczaa w nim wargi. Nie znosia rwnie misa. Ledwie co tam schrupaa jednym zbem. 
Jada natomiast wszelkie jarzyny, leguminy i sodycze. Nade wszystko woskie spaghetti z 
pomidorowym sosem. Te wchaniaa w iloci niewiarygodnej, a do wytarcia chlebem talerza 
na czysto. Po skoczeniu obiadu staa si wesoa i rozbawiona jak pensjonarka. Przedrzeniaa 
swego towarzysza i udzielaa mu bezpatnych lekcji wesooci. Raz w raz patrzya na 
godzin, czy nie pora ju do teatru. Poniewa duo jeszcze byo czasu, Nienaski prosi, eby 
zaj do jednej z ssiednich kawiarni, gdzie bya o tej porze dobra muzyka. Istotnie, tam czas 
bieg szybciej ni gdziekolwiek, lecz tylko Xeni. Bawia si strzelajc oczyma na wsze strony, 
dwigajc z miejsca (z przymusem do wdzicznych pz) cielska, kaduby i ciaa mskie, cignc 
ku sobie i za sob oczy i lepia, umiechy zachwytu. 
Przed dziewit wyszli popiesznie do teatru zwanego Royal, w bocznej od bulwaru ulicy. 
Kupili bilety, te tasze, w jednym z pierwszych rzdw. Xenia bya uszczliwiona jak wychowanka 
klasztoru wzita na balet. Teatr w by niewielki, lecz bardzo adny i elegancki. 
Xenia objaniaa swego prowincjonalist, e bywaj tam najbogatsi rentierzy, najstrojniejsze 
damy i e mona w tej sali widzie najwyszukasze precjoza. W istocie, w najbliszej parterowej 
loy siedziaa dama bajecznej powierzchownoci, jasna blondynka, z nieskazitelnie 
regularnymi rysami i o subtelnym wyrazie twarzy. Na gowie miaa strj z pere, czepiec obszerny 
 jak zapewniaa Xenia  bezcennej wartoci, na szyi brylantowy pendentif. w medalion, 
poyskujcy szataskimi blaskami wrd piersi na p odsonionych, by prawdziwie 
urzekajcy. Nienaski pierwszy raz w yciu pokuszenie swym zobaczy brylanty: ich blask, 
wdzik, urok i. Xenia nie spuszczaa oczu z tego poyskliwego klejnotu, ktry si tacza na 
zotym swoim acuchu jakby najczarowniejszy trel majowego sowika, zestrzelony i zamknity 
w co niby oko niemiertelne najczarowniejszej kobiety. Nie moga mwi. Jaki 
przyduszony jk wydobywa si z jej ust. Szeptaa tylko: 
 Widzi pan? Czy pan widzi? Teraz, teraz... O, teraz seledynowy, a teraz ten niebieski... 
ktry adniejszy? A teraz ten fiolet, ten fiolet! 
Nienaski przypatrywa si owej blondynce i myla o tym, e przecie tamta jest pikna, 
moe tak pikna jak Xenia. Czemu nie moe tej piknoci zobaczy, jak zobaczy urok jej 
brylantu? Patrzy i nie widzi. Widzi i moe nie patrze. Przyglda si jej jak angielskiemu 
stalorytowi albo piknej miniaturze. Nie czuje nic. 
Grano jednoaktowy dramat Victora Hugo pod tytuem: Zubiri. Nienaski nie zna tego 
utworu. Jego towarzyszka wcale nie bya ciekawa treci sztuczyda. J gwnie interesowaa 
gra sawnej aktorki, znanej z brzydoty, z cudactw i genialnoci odtworzenia. Gdy podniesiono 
kurtyn, Ryszard zaj si t sztuk. Tre bya prosta, niemal pospolita. Kilku artystw 
 muzyk, literat, poeta  ucztuj z aktork. Jeden ze wspbiesiadnikw jest starszy i 
najbardziej w artystce zakochany. Ten nic prawie nie mwi. Pij burgunda, muzyk gra, aktorka 
w obecnoci zakochanego w niej opowiada, jak go zdradzaa z innym, z tym wanie modym 
muzykiem  i tym drugim, wysokim, ktry umiecha si i milczy... Szczegy jedne 
drastyczniejsze od drugich. W pewnej chwili na p pijana skacze na plecy kompozytora, ktry 
siedzi przy fortepianie. Obejmuje go nogami. Pniej taczy na stole i wspomina te chwile,
kiedy to muzyk caowa j w nog. w starszy wielbiciel wci sucha i milczy. Jeszcze jakie 
sowo tej kobiety  i pad na ziemi. Umar. 
Tej treci Nienaski nie zapamita dokadnie. Opad na jej dno, przemierzy j i zgruntowa 
jak nurek, ktry dosiga tamtych rzeczy  czarnej podstawy, liskich wodorostw, niewi
68 
dzialnych dla oka patrzcego po wierzchu. Przeklina myl i przypadek wybrania tego teatru i 
tej wanie sztuki. Przey to sztuczydo jako rzeczywisto. To samo wino pi przed chwil, 
tych samych mczyzn widzia na ulicy. Ci sami albo tacy sami otaczaj go wci, mwi 
do niego, jak tamci do tej na scenie. 
Te same s ulice i gdzie jest wntrze wesooci, w ktrym si dzia ten dramat straszliwy. 
Ten starszy to jest przecie on sam, Ryszard Nienaski. A wic tak jest kobieta! Gdy si 
umrze, ona tak pacze, tak szlocha nad trupem, zanim si w ramionach nastpcy nie pocieszy. 
Tortura wymylona czy tylko pokazana przez poet rozdzieraa mu serce jak katowskie 
koo  albo dla odmiany ciskaa je niczym przemylny hiszpaski trzewiczek. Gdy w 
starszy wspbiesiadnik run na scenie, Xenia zamiaa si z cicha. Kt zgadnie, co ten jej 
miech znaczy? Czego by echem? Czego zwierciadem? Podniosa na Ryszarda oczy  wyszukaa 
jego rk. cisna j mocno i rzeka rozsdnie jak dobry kolega, jak wytrawny towarzysz: 
 Nie trzeba by dzieckiem! 
Umiechna si tym samym przemylnym umieszkiem. 
W antrakcie pocza niepokoi si i wykrca swoim zwyczajem. Rzeka, e musi przynie 
sobie szal z garderoby. Chcia poskoczy po w szal. Nie zgodzia si na to. Upara si, 
i koniecznie wyjdzie sama. Oczywicie usucha rozkazu. Gdy odesza, sam wsta z krzesa i 
wyszed na prg foyer. Zobaczy wkrtce Xeni przechodzc wrd toku wyfraczonych 
panw, ktrzy si przed ni rozsuwali tworzc woln ulic. 
Ryszard wrci na swoje miejsce. Usiad i przymkn oczy. Myla o tej sztuce, ktr dopiero 
co widzia, o tej przepowiedni, o tym wieszczeniu idcym z dalekiego czasu. Co w nim 
zaszo, co dokonao si w sposb niemylny, dokadny, cisy. Wiedzia o tym, a nie pojmowa. 
Tego wieczora stary romantyk pilnego, cho niepojtego mia w tym widzu odbiorc 
swojej twrczoci, moe pierwszego i jedynego od tylu lat... 
69 
Nastpnego dnia przed poudniem stawi si, eby towarzyszy Xeni w czasie odwiedzin 
ojca. Jechali zamknitym fiakrem, daleko  do wizienia. Bya tego dnia inn, zwyk, smutn 
kobietk. Nic z pozy przybranej, nic z wdziczenia si, nic z szyku. May aksamitny kapelusz 
 kaptur nadawa si do tego, eby opiera gow o rami towarzysza. On obj j ramieniem 
i tak jechali w t smutn podr. Opowiadaa przygody staruszka, ktremu taki oto 
los wypad. zy sczyy si z jej oczu. Nienaski widzia j tak po raz pierwszy i  dziwna to 
wyzna  pokocha j za t zawo i za nieefektowno zewntrzn. Mia wreszcie przy sercu 
kobiet. Nareszcie zobaczy Xeni  czowieka. Podejrzliwym i badawczym okiem ledzi 
przejawy jej mioci dla ojca. 
Przybywszy do wizienia na ulicy Arago musieli zaatwia formalnoci, czeka, chodzi 
od urzdnika do urzdnika, a wreszcie wpuszczeni zostali do poczekalni. Po upywie pewnego 
czasu drzwi si otwary i wszed ojciec Xeni, Witold Granowski. By to wysoki mczyzna 
lat szedziesiciu, ysawy, lecz jeszcze przystojny. Rzadkie, siwe jego wosy byy zaczesane 
na bok. W oku tkwi monokl. Ubranie mia wyszarzane i wysiedziane. Na szyi, zamiast 
konierzyka, bya chustka czarna w czerwone kropki, zwizana w fonta najzupeniej apaszowski. 
 Ach, Xenia!  jkn zobaczywszy crk. 
Ona podbiega ku niemu ze szlochaniem i na dugo pada w jego objcia. Stary pan caowa 
j w uniesieniu, z zamknitymi oczyma, gaska jej wosy doni, ktra draa. Gboka 
bole i niezomna mio spoia obydwoje na dugo. Sucy wizienny zasiad w rogu? 
stancji, podpar brod pici, patrza w okno i ziewa. Nienaski sta z dala. Odczuwa bole 
Xeni prawdziwie jakby swoj wasn. Poaowa tego nieszczliwego szwindlarza. Zarazem 
walczy z pewn myl, ktra bya ostra i nieubagana: 
Ratowa? Ratowa za pienidze Ogrodyca, za pienidze chopw polskich? Kady grosz 
jest cudzy! Czy jeden czowiek wicej jest wart ni drugi? Czemu ten a czemu nie inny? Ojciec 
Xeni! Tak! Id, id! Kradnij te cudze, publiczne, odziedziczone pienidze na potrzeby 
prywatnych twych uczu! Id, zaczynaj! 
Xenia podniosa gow. Twarz miaa zalan zami nos czerwony, wosy w nieadzie. Jake 
bya inna! Jak zgoa inna! Te oczy zamglone od aoci, ta twarz przewietlona od czucia. 
Przypomniaa sobie: 
 Pozwoli papa przedstawi sobie pana... Granowski poprawi monokl salonowym gestem. 
Wpatrzy si w przybysza. 
 Pan Nienaski...  rzeka. 
 Mio mi pozna... Pan tu z moj crk?... 
Sowa te byy zaiste najbezsilniejsze. Co znaczyy? Jakie mogy znale wytumaczenie w 
odpowiedzi? Tu z moj crk? 
Oczy winia  kryminalisty, przykutego do muru swej kani, pytay: 
Kt ty jeste, ktry przyszede do mnie z m crk? Kawaler, kochanek, taki pan? 
Bezsilna niedola, niedola najgbsza na wiecie taia si w niemym spojrzeniu. Nienaski je 
zrozumia. Rzek spokojnie: 
 Znam pann Xeni jeszcze z Warszawy. 
 Z Warszawy...  powtrzy Granowski kiwajc gow, 
 Jestem szczerym przyjacielem panny Xeni, opiekunem jej na tym bruku, cho nie bardzo 
na to przystaje. 
70 
Spojrza w oczy biednemu ojcu i wzrokiem chcia powiedzie jego boleci jakie sowo 
uspokojenia. Stary pan co z tego zrozumia. Siad na aweczce obitej cerat i przycign 
crk do siebie. 
 Co sycha u ciebie, dziecitko? .pyta z czuoci. 
 Wszystko jest niele. 
 Z czego yjesz? 
 Robi, co si da. 
 A co? 
 Mieszkam u tej Neville... 
 Wiem. Ale co? To jaka fotografka. 
 Z niej nie mam nic. Umiechna si i rzeka: 
 Prbowaam by u jednej modniary... Odnosiam klientkom puda z kapeluszami i sukniami. 
Kilka razy dao si zarobi po par frankw, a franka na dzie zawsze jak najpewniej... 
Stary pan poprawi monokl. Dolna szczka jego drgna, usta si potwarty i jakby 
szczeknicie z blu kopnitego psa wydaro si spomidzy warg. Wpakowa sobie drc 
pi w gb i ksa j zbami, eby nie wyda gosu. Xenia co do niego szeptaa a szeptaa. 
Gono mwia: 
 Jedna mi poradzia, eby odnie hafty do Amerykanw Mortonw, milionerw czy miliarderw. 
Stali w hotelu Bristol na placu Vendme. 
 I c? 
 Ta Amerykanka proponowaa mi, ebym z nimi jechaa do Chicago. 
 W jakim charakterze? 
 Wanie nie wiem. Rozmawiaa ze mn z godzili wypytywaa si o wszystko  taka bya 
grzeczna, e trudno znale lepsz. Przysza jej crka, starsza ju pannica, o ktr stara si 
jaki, podobno, z panujcego domu, potem jeszcze jej syn, mokos, mia moe z dziewitnacie, 
ze dwadziecia lat. Wszyscy troje ogldali mi i byli coraz grzeczniejsi. Szczeglniej ta 
stara. Mwiam, e ja naprawd nic nie umiem robi, wic jak bym u nich miaa prac. To 
powiedziaa, e bd do towarzystwa. 
 Ale czyjego? 
 Wanie nie wiem. Przecie nie tej pannicy. Ta mi pniej tumaczya  co to te hafty dla 
nich robi  e mogam zrobi karier. Ale przy tym takie gupstwa... 
 No, co? 
 Eh, nie bd powtarzaa! 
 Mnie nie powiesz? 
Xenia umiechna si zabawnie. Wida byo, e nie mwi prawdy, gdy dorzucia: 
 Powiedziaa... No, kiedy to co tak gupiego! e ta Amerykanka chciaa mi wzi, ale 
do towarzystwa swego synala. 
Granowskiemu trzsa si gowa i monokl wypad z oka. Ryszard, ktry z uczuciem niewiary 
sucha tych szczegw, wtrci si do rozmowy: 
 Niech pan bdzie spokojny! Panna Xenia znajdzie teraz zajcie stae. 
 Jakie? 
 Bdziemy szuka. Jestem budowniczym. Bd tu mia swe biuro. Panna Xenia znajdzie 
zajcie w tym biurze. 
Xenia spojrzaa na niego z wdzicznoci. Z uwag suchaa tego, co mwi do jej ojca: 
 Prosz pana, chciabym zaj si spraw pask. Chciabym wzi dobrego adwokata. 
 Panie!  szepn wizie  bd wdziczny, bd wdziczny, nad wszelki wyraz! 
 Postaramy si, eby wszystko wypado dobrze. Przyjad tutaj do pana z adwokatem, ale 
bez panny Xeni. Trzeba pozna ca spraw do gruntu. 
Starzec otar oczy i oywi si. Zupenie inny wyraz, chytry i niejako zalotny, ukaza si na 
jego twarzy. 
71 
 Ot to  mwi  mska rada! Najlepiej tak! Bez Xeni. Oczywicie, bo gdzie ona, panienka 
 i te wszystkie afery! Miaem tutaj adwokata, Bormana, z Alzatczykw. 
 Nazywa si Borman? 
 Tak. Ale szelma rzuci spraw. Co prawda, nie byo czym paci. A ktry zechce za 
darmo? 
Spojrza na Ryszarda wzrokiem penym bezdennej rozpaczy. 
 Teraz ja pokryj honorarium  rzek Nienaski.  Pniej porachujemy si... 
 Panie!  wzdycha wizie biorc za rce to Xeni, to Ryszarda.  Gwnie, eby to nie 
by pia drewniana, ktry mi bdzie sondowa, jakbym by eskrokierem od urodzenia. Rzecz 
jest oczywista: Wieselmann by agentem domw nowojorskich. Tu mia otwarte kasety u 
najwybitniejszych jubilerw. Kt mg przypuci? Kto? 
Nienaski potwierdza skinieniem gowy. Ojciec Xeni nie da sobie przerywa. Jak wszyscy 
winiowie, zapomnia o wiecie, przejty tylko sw spraw.  Czyli podobna przypuci, 
eby adna na ziemi policja nie bya w stanie wytropi tego otra? 
 Bdziemy o tym mwi z adwokatem. Przyjad w tych dniach. Bdziemy o tym mwi 
szczegowo! 
 Dowiedz si pan o dniu permisji. 
 Bd u naczelnika. Zreszt adwokat to wyrobi. 
 A ktrego pan zamierza?...  z namitnym byskiem w oku pyta Granowski. 
 Znam tu jednego, z ktrym mi los zetkn... 
Dozorca powsta, przecign si i da znak, e wizyta jest skoczona. Xenia rzucia si w 
objcia ojca. 
72 
Wskutek cigych baga, grb, ktni, nastawa Xenia zgodzia si wreszcie opuci pokj 
u pani Neville i przenie si do pensjonatu na ulicy Notre  Dame  des  Champs, niedaleko 
od mieszkania Ryszarda. By to zwyky pensjonat francuski, peen cudzoziemcw. 
Mieci si w duej kamienicy, ktrej okna wychodziy na t zaciszn ulic. Xenia miaa pokj 
do adny, dugi, ze starymi, wygodnymi meblami. Ryszard bywa u niej codziennie. 
Zajci byli obydwoje spraw starego pana, winia. Jedzili do adwokata, do sdziego, do 
prokuratora, na ulic Arago i tak bez koca. Za wszystko paci Nienaski twierdzc, e wydatki 
skrupulatnie notuje i odbierze swoje, gdy stary pan, uwolniony znowu, pocznie zarabia 
pienidze. Xenia bya szczliwa, e tak postpuje sprawa ojca. Nie moga si nadzikowa 
Ryszardowi. Bya dla niego dobra, i we wszystkim posuszna  lecz nudzia si ogromnie w 
tym pensjonacie. 
Mieszkali tam ludzie rni, lecz, jak mwia, tak subtelni, e mona byo skona z ziewania. 
Dwaj muzycy niemieccy, szwedzki lingwista, jaki lekarz Rumun na studiach w Instytucie 
Charcota, panny, studentki z Sorbony, damy  kwoki z prowincji. Po obiedzie, wieczorami 
to towarzystwo z kracw wiata zostawao w salonie pensjonatu. Grano na fortepianie i 
na skrzypcach. 
Nienaski by tam kilkakrotnie z Xeni w roli narzeczonego  na co zreszt nikt nie zwraca 
uwagi. Do tej pory nic jej nie powiedzia o spadku, a na pytania, skd ma pienidze, odpowiada, 
e niele zarabia, e ma wsplnika, z ktrym wkrtce otworzy biuro budowlane  i 
tym podobne wymysy. Przyzwyczaia si do opieki swego m o   i e u  a, czyli g o  p o d 
i  a  i bya teraz zupenie inna, cho niby buntowaa si co pewien czas zgodnie ze sw 
naturk. Obydwoje kochali si a do szau, a Ryszard nigdy nie zostawa duej ni do dziesitej 
w pokoju Xeni. 
Pewnego wieczoru przyszedszy po obiedzie zasta w saloniku pensjonatu muzyk. Dwaj 
Niemcy grali, jeden na skrzypcach, drugi na fortepianie, fantazj Bacha, cudne i gbokie 
dzieo, jedno z najpikniejszych dzie czowieczych. Zgromadzili si w banalnym saloniku 
wszyscy pensjonatowi gocie i w skupieniu suchali. Byo troch zimno w pokoju le ogrzanym 
i dreszczem przejmowaa ta muzyka. Xenia wsunwszy si w rg mikkiej sofy trwaa w 
zamyleniu. Nienaski siedzia niedaleko w gbokim fotelu i way swe problematy. 
Patrzc spod oka na zgromadzonych inteligentych ludzi, ktrzy suchali tej muzyki, rozwaajc 
zdania ich podczas przerw, myla o tym, e nie naley do ludu, lecz raczej do arystokracji. 
Byo mu to przewiadczenie bolesne, prawdziwie bolesne, lecz mge kama wobec 
samego siebie? Czy mgby si pozby wszystkiego: uroku takiej uczty wrd subtelnych 
ludzi ze wszystkich stron wiata, muzyki i tego czego, co stanowi poziom, mianownik kulturalnej 
rozmowy? Czy mgby wyy wrd chamstwa? Czy mgby zosta zakonnikiem Tytusem? 
Muzyka ozwaa si i poniosa myli dalej. Marzy o kupieniu Xeni brylantowego medalionu, 
takiego wanie, jaki posiadaa pikna pani w Theatre Royal. Wzdryga si na t myl 
od wstydu i jakiej szczeglnej formy alu. Za jakie to pienidze bdzie kupione? Kto to 
zapaci? zy i pot poyskiwa bd na tym kamieniu... Jej nie mona zaczarowa Norwida 
wierszem o pogrzebie Bema albo Sowackiego bogosawiestwem wiatrw. Ona tego nie 
czuje. Czuje blask brylantw. Trzeba jej da to, co j wzrusza. Pojmowa, jak to rozumowanie 
nie wytrzymuje cienia krytyki, lecz marzy dalej. Myla w gbi siebie: 
,,Teraz wydam na to troch pienidzy Ogrodyca. Potem zarobi l zwrc co do grosza 
bandosom, obieysasom i bezdomnym. Zapac nawet procenty... 
Zatopi si w tych mylach, w ich rozgazieniach, widach i zaukach. Sucha przejmujcej 
muzyki i na jej skrzydach lecia w daleki wiat. Gdy koncert skoczy si, przez chwil 
73 
trwaa rozmowa, zoona z komplimentw i zachwytw, jak to zwykle bywa. Pniej zaczto 
rozchodzi si. Nienaski odprowadzi Xeni do jej pokoju i siedzia tam jeszcze z p godziny. 
Raz naoywszy na si przymus trzyma go si z uporem wariackim. Rozkosz bezmiern 
sprawia mu kady pocaunek, a odmawia sobie nawet pocaunkw. Tego wieczora Xenia 
bya w zym humorze. Mwia, e jest troch niezdrowa i e zaraz si pooy. Wobec tego 
poegna j i wyszed. 
Gdy o jakiej godzinie p do jedenastej bieg z bramy pensjonatu kierujc si w ciemn 
uliczk, najblisze przejcie na bulwar i do domu  rzuciwszy przypadkowo okiem w gb 
krtej Notre  Dame  des  Champs, zobaczy w wietle dalekiej latarni, na chodniku poyskujcym 
od deszczowej wilgoci, posta damy w duym kapeluszu z obfitym strusim pirem. 
Ze przeczucie ukuo go w gbi serca. Mrz przebieg po kociach. Ryszard przyczai si w 
zaamaniu starego muru i czeka w zupenej ciemnoci. Strojna czarna dama sza w jego kierunku. 
Minwszy dom, w ktrym mieci si pensjonat Xeni, znalaza si znowu w wietle 
latarni. Nie byo wtpliwoci: madame Neville. Zawrcia z powrotem w d ulicy. Pniej 
cofna si znowu. Nienaski wiedzia ju, e czyha czy czeka na Xeni. Nastpi w nim jaki 
wybuch. Serce omotao, jakby miao pkn. Czeka jednak cierpliwie i tak spokojnie, jak 
spokojn bya defilada pani Neville w tej pustej ulicy. Gdy upyno ze dwadziecia minut od 
jego wyjcia z pensjonatu, w oknie Xeni podniosa si spuszczona stora. Ta Neville zatrzymaa 
si wprost okna i daa Xeni w nim stojcej znak bia chustk. Stora znowu opada. Nienaski 
czeka, oparty ramieniem o mokry mur kamienny. Stao mu si to widowisko niemal 
obojtnym. Tylko byo ciekawe. 
Po upywie jeszcze dziesiciu minut drzwi kamienicy otworzyy si i Xenia wysza cichaczem. 
Rozgldaa si podejrzliwie na wszystkie strony, czaia popod murem, biega chykiem 
ku przyjacice. Zetknwszy si pady sobie w objcia. Nienaski widzia w blasku latarni, jak 
Xenia caowaa gorco w usta tamte. Porway si wreszcie pod rami, przyczepiy do siebie i 
pomkny w d ulicy, raz w raz rozgldajc si we wszelkich kierunkach. Biegy. Zna tam 
kady kamie, kad dziur w chodniku, wic snu si za nimi nie postrzeony jak upir. Wyskoczywszy 
na Bulwar Raspail trafiy na wlokcego si fiakra i wsiady. Nienaski nie mia 
czym jecha, nie byo bowiem nigdzie drugiego powozu. Bieg tedy w d ulicy pustym 
chodnikiem, na wp obkany... Okoo hotelu Lutetia trafi na wolny automobil, wskoczy 
we i kaza ciga fiakra, ktry w dali znika. Domysy, wybuchy przypuszcze, targanie duszy 
pomiennymi kami blu... Powozik wiozcy Xeni min Sekwan, plac przed Luwrem, 
skrci w ulic Rivoli, wjecha w rue Royale i zatrzyma si wkrtce. Ryszard domyli si. 
Siedzc w automobilu, ktry si zatrzyma i zdawa mia terkotliwie wybuchami gazu  patrza 
przez szyb, jak Xenia w towarzystwie swej mistrzyni wesza niepostrzeenie we drzwi, 
nad ktrymi widnia napis: Maxims. Zdawao mu si, e to jest sen przemierzy. Myla: 
Skdeby ona wzia taki strojny kapelusz? To strusie piro? Czy to bya w istocie Xenia? 
Czy to nie jest w istocie pomyka? 
By tak zdumiony tym wszystkim, e pacc szoferowi naleno o co go pyta, prawdopodobnie 
o to, czy to jest restauracja Maxima. Nie poszed tam. Pocz si na chodniku przeciwlegym 
wasa  tam, nazad. Bolay go nogi, gowa, oczy. W gardle zascho, Czu wstyd. 
Ze wstydu paka. mia si rwnie  ze siebie, ze siebie... Ze swej bezdennej gupoty! Ot 
to! Doczeka si! Bach, muzyka, wieczr familijno  wykwintny, myli o kupnie brylantw... 
O czym te ona mylaa? A moe to jest wanie kara Boga, ktry wszystkie myli widzi, ktry 
zna kady zamiar, ktry way kad podo na nieomylnej swej szali? Na drugiej wadze 
s gwichty cikie  zy chopw, haba dziewek, niedole maych dzieci... 
Porwaa go mczarnia jak stalowa maszyna swj obiekt, ktry ma zdruzgota, zmiady i 
przemieni na co innego. Poszed w ciemne pustkowie Pl Elizejskich, midzy drzewa gucho 
szumice. Wzdychay te drzewa, jakby zaiste patrzyy na oczywiste dzieje boleci. Jakie 
lampiony na bogatym domu odepchny go stamtd. Wrci. Znowu szed ku wysokim ko
74 
lumnom Madeleine, ktre mu si w oczy i mzg werny jak walce katowskiej maszyny. 
Ktra to godzina? Daleki gdzie dwik... 
Przed drzwi tej restauracji zajeday automobile. To z teatrw. Jedna za drug bogato 
strojne pary wchodziy w te niepokane drzwi. Zapyta kogo  zapewne Boga: 
 Mame tam i? 
Gos odpowiedzia w gbi, e  tak. Wszed tedy wyniole, rzucajc na strony wzgardliwe 
spojrzenia. Pospolity bufet w pierwszej izbie, duga szyja prowadzca do wielkiej sali, nabita 
z obu stron ucztujcymi. Sala w gbi... Tum lokajusw zagradza wejcie. Byo to na rk. 
Gino si w tumie. Znalaz miejsce wolne, stolik w gbi egzotycznych krzeww. 
Nie mg nigdzie dostrzec Xeni. Przed oczyma mia schody prowadzce z tej sali na gr. 
Schody spod spodu obite metalem i wskutek tego byszczce jak mosina pia. 
Zakoysaa mu si w oczach sala pena trzewych jeszcze i pijanych ju pa, obartuchw, 
bogaczw uywajcych swego bogactwa, chamw we frakach. Sysza w sobie guchy ryk 
dzikiej rozpaczy i nie by pewien, czy ten gos nie wydrze si z jego gardzieli. cisn j garci. 
Dusi j na si. 
 Dner?  zapyta go uprzejmie starszy garson. Nie mogc mwi Ryszard skin gow. 
Po chwili uspokoi si. Dotkn okcia tego garsona i rzek: 
 Weszy tutaj niedawno dwie kobiety, starsza i modsza. Modsza brunetka, bardzo adna... 
 Wszystkie damy na tej sali s bardzo adne, panie!  popiesznie i wesoo odpowiedzia 
lokaj wskazujc sal oczyma, podczas gdy rk manewrowa po stoliku. 
 Jednake ta...  wtrci ten go opryskliwie, czujc, e nie wie, co ma dalej powiedzie. 
W tej chwili jaka grupa osb stojcych usiada i odsonia wntrze podwyszenia, pewien 
rodzaj drugiej sali, mniejszej, ktra stanowi w stosunku do pierwszej jak gdyby niewysok 
estrad. Tam siedziaa Kenia i Neville. Obok ostatniej tkwi jaki yso we fraku. Nienaski 
odetchn. Xenia patrzya na pierwsz sal oczyma, ktre lniy w jaskrawym wietle niby 
najbezcenniejsze brylanty. Te oczy miay si miotajc na prawo i na lewo niestrzymany 
ogie modoci, pieway i kusiy. Ze smakiem jada owoce. ysy co chwila przechyla si ku 
niej, wesoo gawdzc. Przekomarzaa si odpowiadajc mu wesoo, z wybuchem miechu. 
Nienaskiemu przyniesiono potrawy. Nie by godny, lecz jad spokojnie, pi wino maymi 
ykami. Od czasu do czasu spoglda w stron swej przyjaciki. W gbi sali jedna z dam 
podpiewywaa po dobrym obiedzie walczyka z Wesoej wdwki: 
Tous les jours je vais chez le Maxims. 
La je suis tres intime... 
Cest la ou joublie 
Ma malheureuse patrie... 
 To byo dobre...  mrukn Ryszard do siebie.  To do mnie pij... Ma malheureuse patrie... 
Zdecydowa si ju, e rzuci t Xeni. Dosy! Nie mg darowa kamstwa, ktre popenia. 
Szanowa j jak kobiet, jak dziewic, jak anioa. Mg j posiada i nie posiada. Wyszed, 
gdy chciaa si pooy. I oto! Skoczone! Nie myla nawet pokaza si jej i dozna 
lichej satysfakcji. 
W rnych punktach sali podchwytywano kuplety Wdwki i piewano je chrem. Cae to 
zebranie poczo si oywia, porusza, jakby rozpina. Do stolika Xeni i Neville zbliy si 
mczyzna wielkiego wzrostu, tgi i barczysty. Ubrany by elegancko, we fraku, z palcami w 
piercieniach. Wycign niedbale dwa z tych palcw ku ysemu towarzyszowi Neville i Xeni, 
po czym przysiad si do tamtego stolika. Xenia podaa mu rk z umieszkiem, gdy go jej 
w ysy przedstawi. Zacza si rozmowa poprzez st. 
75 
Widz tej sceny czeka na zakoczenie, na rozwizanie swego dramatu. By teraz zimny i 
nieomal spokojny. Siedzia z rkoma nieruchomo lecymi na kanapie, od niechcenia patrzc. 
Chwilami myla, czy te bdzie spa tej nocy. Ziewa mylc, e jutro trzeba tak daleko jecha... 
Rozchodzono si ju z tego lokalu. Rozchodzono w rne strony. Sala pustoszaa. 
Xenia podniosa si pierwsza. Za jej przykadem poszed wysoki jegomo. Zdarzyo si, 
e minwszy sal pierwsz przechodzili we dwoje obok Nienaskiego. On, nie postrzeony 
przez Xeni, mg widzie umiech tego czowieka, spojrzenie ogarniajce ramiona, piersi i 
cae ciao Xeni. To spojrzenie ukamienowao mio. Obojtnie ju teraz patrza, jak dwie 
pary wychodziy z restauracji. Byo mu prawdziwie wszystko jedno. Ju si stao. Zapaci i 
wyszed. 
Lecz stao si inaczej, ni przewidywa. Xenia skina gow wysokiemu panu i szybko 
wsiada do fiakra, ktry sta na kocu szeregu pojazdw. Rzucia wonicy adres swego 
mieszkania. Zatrzasna za sob drzwiczki. Chuda szkapa pobiega w kierunku Sekwany. 
Madame Neville, w gruby i w ysy kiwajc gowami patrzyli za oddalajcym si fiakrem. 
W pewnej chwili Neville wydaa okrzyk tchrzowski, dostrzegszy Nienaskiego, ktry wsiada 
do automobilu, eby sw narzeczon odprowadzi do domu. Na rogu czarnej Notre  
Dame  des  Champs wysiad. Widzia z daleka, jak Xenia, wtulona w bram, usilnie i wielokro 
dzwoni a dzwoni do bramy swego pensjonatu. 
76 
Rano, po nocy ohydnej, napisa do Xeni krtki list, w ktrym grzecznie owiadczy, i widzia 
j, e zrywa z ni na zawsze wszelkie stosunki i nie chce jej widzie na oczy. U dou 
listu pomieci przypisek, e adwokat wybrany bdzie prowadzi spraw jej ojca a do ukoczenia. 
List ten posa do pensjonatu przez starego lokaja ze swego hotelu. Okoo godziny 
jedenastej z maym pakunkiem w rku wyjecha do Royan. 
Wagon klasy trzeciej, w ktrym siedzia, by pusty, wic mg po nim dugo i do woli tuc 
si od okna do okna, rozciera skostniae rce i przebiera paciorki raca swojej niedoli. 
Wieczorem przyjecha do Royan i zatrzyma si w jednym z hotelw nad pla. Cigle mia 
wraenie, e si urwa jak blok kamienny od jakiej wielkiej budowli i e spad w mikkie 
boto. Piersi mia cinite. Bl gowy. Poniewa nic nie mia w ustach od wieczornej uczty u 
Maxima, wic zeszed z pitra, gdzie si mieci numer, do jadalnej sali na dole. Dano mu 
miejsce przy osobnym stoliku. 
W sali byli oficerowie marynarki, ludzie przewanie starsi, aroki i bibosze. Opowiadali 
sobie nawzajem sprone gwnie anegdoty i caym stoem ryczeli ze miechu. Raz w raz powtarzaa 
si jaka historyjka... Byo to zaskoczenie uczu przybdy z innej strony. Bya to 
napa ycia na jego samotn dusz. Taki oto miech zostaje z cierpie, ktre on przey i 
przeywa. 
To jest koniec mioci, a taka jest niewtpliwa fotografia ycia! Ten miech i te anegdoty 
dziaay na niego bardziej, niby moga dziaa publiczna zniewaga. Wszystko, co czu, odbywao 
si w milczeniu, ktrego ju nikt nie by wiadkiem. Jedyna ssiadka  mier  przysiadaa 
si po przeciwlegej stronie stolika i wycigaa pomocn do... Ale podnosi na ni 
mne oczy, a znikaa i puste byo miejsce przy stole, ktre niedawno zajmowaa Xenia. 
Bra do ust potrawy i niby pi wino. 
Lecz wreszcie nie mg znie tej sali, gwaru i rozmw. Wyszed stamtd na wybrzee. 
Straszne przywitao go morze  szerokie rozlewisko Girondy  dziki szum przypywu. Bya 
to katownia uczu. Szed daleko, drog od strony morza obmurowan, wrd przepychu will i 
paacw zbogaconych winiarzy z Bordeaux. Myli chosta wiatr, czucia rozdziera morski 
szum. 
Jake pragn umrze! Nie dwiga ju w sobie bezsilnie potwornego wowiska uczu, 
wspomnie, widze! Lecz nie mg umrze. Mia przecie w rku zapisane miliony. Musia 
y. Posiada na wybrzeu wielkie tereny, ktre naleao przebiegle sprzeda. Z wielkim zyskiem. 
W takim celu przecie przyjecha do tego miejsca. Na zawrocie zatoki, ktra si poczynaa 
w kierunku wielkiej latami w Coubre, porwany zosta z naga przez now rozpacz, przez 
zamie alu, przez wicher przeraenia. Zlaz na d, na pla, i szed po mokrym piasku w 
ciemnoci. Fale przychodziy z oceanu, pytkimi szy zagony plczc si u jego stp, garny 
na wybrzee piany i huczay jak otcha zemsty. Nienaski wiedzia za porednictwem uczu, 
e to jest zemsta za zemst, ktrej dokona na Xeni. 
Zesza noc gucha, dzika, nadmorska. To wielkie letnisko, w ktrym mieci si latem p 
Parya, teraz, w marcu, byo puste, jak gdyby wymare. W pozamykanych hotelach, willach 
i domach nie byo ani jednego wiata. Olbrzymie skrzydo latarni, opisujce pkole o siedemdziesiciu 
kilometrach promienia, przeszukiwao otchanie i samotnie morza. Nienaski 
patrza w t pustyni, ktra si co jaki czas ukazywaa. Jk rozpaczy, stkanie dzy, eby 
si zapa w t ciemnic, dokd ju adne wiato nie dolaa!... Nie wiedzie o gupocie przey! 
Nie wiedzie o ndzy uczu! Nie wiedzie o rdle uczuwania! Zapomnie! Ale z mroku 
wanie, z topieli wd wychyla si niezniszczalny umiech bogacza, ktry wczoraj w korytarzu 
szed obok Xeni i taksowa oczyma warto jej urody. Ten umiech tryumfujcego bydl
77 
cia ludzkiego by trway i niezniszczalny. Ten umiech zwierzcej pewnoci mocniejszy by 
ni ciemno niezgbionej nocy, ni gboka bezdenno morza, ni wadza wiecznego przypywu. 
Patrza w zranion dusz z tej nocy, wychyla si z topieliska, gdy wiato latarni przesuno 
si i przygaso. 
Nie! Nie mona byo przebaczy! Czu wci jeszcze ogie zemsty! Wznosia si w nim 
zemsta bardziej olbrzymia ni ocean i mocniejsza ni jego sia. 
 Nie mog adn miar zapomnie! Nie mog darowa!  mwi do kogo cicho, w 
omdleniu, upadajc z bezsiy, zlany potem. Sta w tym miejscu dugo, jakby czeka na wyzwanie, 
na pozew czy na wyrok. Lecz gdy zamiast wyroku nadcigna nowa nawanica 
uczu, uchodzi przed ni dalej a dalej. Trafi w mroku na szos tward, chocia okryt warstw 
bota, prowadzc w pola, a wci w kierunku wietlistej morskiej wiey. Poysk latami 
wydobywa raz w raz z pomroki zarysy nieznanego ldu.  Jakowe niewyrane, rozpaszczone, 
niskie wzgrza  zapewne diuny nadmorskie  czarne fale zaledwie rysujce si wok 
zbitych, kbiastych drzew.  Martwe, bryowate ksztaty budowli bez okien i wiata, pierwszy 
raz widziane formy tej obcej ziemi. Te widoki narzucajce duszy sw moc i cudzo, 
trwanie ich tutaj poza wiatami dziejw uczucia, rwnie byy nie do zniesienia jak rozmowy 
oficerw w szynkowni, jak niebieskawy poysk morza, gdy po nim sza czujna miga latarni. 
Obok gocica objawi si w owietleniu gsty las, istne widmo zaklte, pene cierpie  pniej 
nagie, bezlitosne pole. Ile mino godzin tego chodu, Nienaski nie wiedzia. Szed nie po 
ziemi, lecz wskro wrogich zjawisk, poprzez postaci bytu w spisku trwajce od wiekw przeciwko 
samotnej duszy. 
Przebywszy jakie osiem kilometrw drogi trafi na zatok, na wielkie wille, ciemne i pozamykane 
jak w Royan. Zna map tych miejsc, gdy mia tu przecie sw posiado. Domyli 
si, e jest w tak zwanym Bureau, czyli Saint  Palais  sur  Mer. Droga zniya si w 
wwz i zaprowadzia nad niski brzeg peen gbokiego piasku, gdzie ryczao morze. 
W tym miejscu wiecio si w jakim niewysokim budynku. Ryszard przyby do niskich 
drzwi i otwar je. Sta na progu jakiej buvette, gdzie przy butelce siedziao kilku mczyzn. 
Powitay go ciekawe i zdziwione wejrzenia. Zapyta, czy nie mgby znale tutaj noclegu. 
Przybliy si do niego czowiek ugrzeczniony i po francusku gadki, z owiadczeniem, i 
moe nocowa tutaj, gdy jest to wanie hotel, jedyny zim w tej miejscowoci. Zapali 
wiec i poprowadzi na gr po wskich, czystych schodkach. Nienaski mia wraenie, e tu 
jest jego kres. Co tutaj by winno. Tu wanie... I przewijao si senne podanie, eby to ju 
nadeszo! 
Gospodarz hotelu z lekka go bada, skd przybywa, lecz niewiele si dowiedzia, oprcz 
tego, e z Royan. Przygotowa posanie, zostawi przy nim szklank grzanego wina, wiato  
i oddali si. Nienaski upad na ko i lea na nim z otwartymi oczyma, patrzc na drganie 
wiecy. W pobliu morze grzmiao. Z daleka nadciga wzmagajcy si miarowo pochd huku, 
zblia si, wznosi i bi w jakie skay czy mury. Te rytmiczne grzmoty oceanu zespoliy 
si z biciem serca. Zaiste, nie byo wiadomo, czy to serce, czy morze bije. 
Ryszard nie przypomina sobie Xeni ani wydarze, ani faktw dokonanych, tylko pewne, 
doprawdy, podrzdne szczegy  cilej  wraenia przez szczegy wywarte. Jej spojrzenie 
w gb sali... miech, gdy jedna z dam piewaa: 
Cest la ou joublie 
Ma malheureuse patrie... 
Pewien nie do zniesienia gest figlarnoci, gdy podawaa rk... 
Zgasi wiec w nadziei, e po ciemku mniej bdzie widzia umiechw i sysza gosw 
pracujcych w gbi jego duszy. Nie rozbierajc si, bez snu lea do witu, w mczarni, ktr 
daremnie opisywa... 
78 
Gdy si zacz ruch w hotelowym obejciu, wsta, umy si i poszed nad morze. Zapowiedzia 
gospodarzowi, e chciaby w tym miejscu przebywa duej, na co tamten skwapliwie 
przysta. W tej okolicy brzeg by skalisty i poszarpany, lecz midzy skaami byy jak gdyby 
jamy rozlege, gdzie morze powydrao gbokie zatoki, dosigajce a do wydm piaszczystych. 
Jedno z takich szerokich zalewisk byo wasnoci Ryszarda. Jake si te namia 
przypatrujc si pierwszy raz w yciu tej swojej posiadoci! Te rozogi, gdzie poprzez nieprzejrzane 
stulecia ocean, splatajc si z wielk rzek Girond, miota w czasie i przy posudze 
wciekych burz gazy po sto cetnarw wagi, czyni z nich bulwy, okruchy, obtacza je 
niby chleby, rozdrabnia i me na piasek  byy jego wasnoci. Warto tej pracy wiekw, 
wykonanej przez si nie do ogarnicia rozumem, mg nosi w jednej przegrdce pugilaresu. 
Niewiarygodne dla wyobrani boje, straszliwe akty zniszczenia, ktre tu szerzya w pomroce 
czasw, za dnia i w nocy, dzika kipiel olbrzymich przypyww  dla niego pracoway. Tlen i 
sole w wodzie morskiej rozpuszczone gryzy tu i rozmyway nadbrzee to skaliste. Armie 
niewidzialnych skaotoczw, maw, jeowcw i gbek wierciy i rozgryzay jego spoisto 
wpuszczajc czynniki zniszczenia do wyyn niezdobytych  aeby on mg zgarn w kiesze 
zysk z ich pracy. Dugolistne morszczyny korzeniami i mnstwem rozgazie czepiay 
si gazw dalekich i wprowadzay wilgo na szczyty najwysze  po to, eby odrywa si 
mogy gazy, spada w gbin i ustpowa miejsca znuonej stopie waciciela. 
Plaa naleca do Nienaskiego bya szeroka, gadka, bez alg i kamieni, jak sierp wygita. 
Na wzgrzach diun rs las gsty sosen poudniowych, dugoiglastych. Sterczaa w gbi nie 
dokoczona budowla wielkiego hotelu, ktry Ogrodyniec stawia pocz. Czas zimowy i 
mier waciciela przerway t fabryk. Poprzez otwory okienne wida byo daleko niezmiern 
przestrze innej play piaszczystej, rozlegej na kilkanacie kilometrw, zwanej 
Grande Cote. Nowy waciciel patrza na czerwony mur przyszego hotelu z nienawici. 
Mierzia go i napawaa odraz chropawo i zimna szorstko tych cegie. To on mia teraz 
koczy to dzieo! 
Bawany morskie w tej burzliwej porze przedwionia, zapewne podczas nocy minionej, 
przyniosy na pla olbrzymie way piasku i nowe nakreliy linie wybrzea. W owej chwili 
trwa odpyw i morze, zheblowawszy wszelkie miay a do ich ciemnej calizny, grzmiao daleko, 
mocujc si z odlegymi awicami, ktrych w dali nie ujmoway oczy. 
Nienaski przeszed wzdu t swoj pla i wdrapa si na skay, ktre niby wrota olbrzymie 
ujmoway wylot zatoki. Znalaz tam istne pole skalne, wynurzone z odpywu, rodzaj 
morskiego boiska, po ktrym teraz mona byo depta spokojnie. Tu i tam w tej jednostajnej i 
pozrastanej przegubami masie skaliny, porznitej przez oby, szczerby, pknicia, trafiay si 
jamy, rodzaj studni, ktre miay poczenia, kdy w olbrzymiej gbinie, z oceanem. Woda w 
tych basenach wznosia si i opadaa. Czowiek, w sposb maniacki zajty wewntrzn sw 
spraw, dopatrzy i tutaj podobiestwa. Tak jego bole przychodzia znikd, z niewidzialnych, 
podwiadomych drg, a opadaa nie wiedzie czemu, jak i dokd. 
Ponad najwiksz z tych sadzawek morza Ryszard zatrzyma si i patrza w gbin. Gdy 
nadchodzia z przepaci fala, dzikie wody zaiste kwity od tryskania pian w tej skalistej jaskini. 
Strzelay po zrbach, wiy si nimi cienkimi, mkny milionem ksztatw w szczelinach. 
Wwczas liczne, wielobarwne meduzy, zapdzone pchniciem morza w przewd podskalny 
i w tajemn a tutaj drog, cinite na ostre skalne piy, zostaway jak ciaa na szubienicach. 
Nienaski patrza na jedn z nich, gdy j morze w onie swym nosio. Bya przeliczna jak radosne 
dziecice widzenie. Byo zarazem szmaragdowe i rane, miao w sobie odcienie 
szkaratu i fioletu to niewiarygodne wynienie bezcelowoci oceanw. Pod wielobarwn kopu 
jego ciaa snuy si jakowe ppowiny, ni to sznury wntrznoci licznej kobiety, ktra 
zdrowe dziecko porodzia. Nienaski szepta do tej nieznajomej zjawy: 
 Jeste pikna pywajc w morzu, jak bya Xenia w morzu mojej mioci... 
79 
A gdy meduza, rzucona na skalny wystp, zawisa w postaci galaretowatej, potwornie biaawej 
masy, mia si: 
 Jeste jak Xenia prawdziwa... 
To miejsce go oczarowao. Zakrada si do gowy myl: 
Tutaj! 
Usiad w kucki nad samym brzegiem i patrza w t cystern. 
Marzy: sta si zgnilizn, ktra ju nie czuje... Nie wraca ju i nie depta drg zbudowanych 
pracowicie przez ludzi, ktre szatan dziedziczy. Wszystko zoone jest tak: wieki, oceany, 
wybuchy wulkanw, prace rzek  dla czowieka, a praca czowieka  dla rozkoszy szatana. 
Odej od tej walki daremnej! Da si pokona przyrodzie, pj w odwrotn drog prowadzc 
do przystani spokoju. Szlachetno musi by pobita. Wiersz Leopardiego, pisany w 
dniu lubu siostry: 
Nieszczsne albo ndzne porodzisz dzieci. 
Wybieraj nieszczsne. 
Ten czowiek wiedzia. Zaiste tak! 
Do czeg wrci? Jak walczy? Jak broni? Broni, ktra si zamie wrd miechu 
humorystw caego wiata? Tota mulier in utero. Moe wrci do walki z krzywd, do walki, 
ktra przecie  jak dowiadczenie wszystkich statystw wiata naucza  nie moe by wygran? 
Jakie sowo wyjawi zdoa al za mioci, ktra si ju skoczy miaa! Jakie sowo 
wyjawi zdoa przenikanie i napyw uczu martwych na czucia ywe. 
Patrza w gb tej studni mierci i pocz ciga myl najdalszy w kres: czym jest mier. 
Raz to ju z nim byo w Tatrach, lecz tamto mino jako przygotowanie do takiej pracy ducha. 
Teraz, jak mu si zdao, dostrzega istot sprawy w wahajcym si tam i sam lustrze tryumfujcego 
szatana. Bya to praca jaowa i ponna, udzca, e si osiga rezultat  wybieg nieszczsnego 
ludzkiego umysu, e nawet to, co jest niepojte i niezdobyte, musi by jako takie 
rozwaane i pojmowane. Wznoszenie si i opadanie wodnego kwiatu w morskiej cysternie 
stao si jak gdyby lekcj wykadajc wszystko, co mona osign w sprawie pojmowania 
mierci. Myli zatapiay si we  i, jak dreszcze lecce, wracay ku yciu. Cierpienie spadao 
a na samo dno i gino w gbi ni to ciar fizyczny  by wrci za chwil i dziaa jako 
pierwsza potga. Gniew i zemsta ustaway jako niebye, eby si zrywa z martwych i uderza 
zdwojon moc. W oczach i w duszy dokonywa si ohydny ruch istoty rzeczy, zmienno 
poznania, nie majca nigdzie i nigdy punktu staego ani momentu spoczynku. Tak mijay 
godziny. 
Kto zawoa. 
Wrd huku wody i pord swej pracy wewntrznej Nienaski usysza ten gos z podziwem; 
Na drugim kracu cysterny sta waciciel hotelu, ktry widocznie mia na oku i ledzi 
tego niewesoego gocia. Ryszard skin gow, dajc znak, eby tamten zbliy si i mwi, 
czego chce. Francuz pocz mu opowiada tajemnic fenomenu tutejszych ska. Mwi szybko, 
obrazowo, z finezj icie galijsk, pokazujc rozmaite objawy zwizane z ukazywaniem 
si morza w tej skalnej jamie. Wrd tego potoku wyjanie rzuci okiem na zegarek, a 
wreszcie owiadczy, e jednake czas ju na djeuner, ktrego Francuz nie powici dla niczego 
 ani dla najrozkoszniejszej dyskusji, ani dla rewolucji, ani dla zbawienia duszy. Nienaski 
mia zamiar owiadczy mu, e wanie, jako Sowianin, chce dzi jedzenie powici 
dla rozwaania pikna morskiego  lecz rozmowa z tym czowiekiem sprawiaa mu pewn 
ulg. Za chwil ta odrobina ulgi  jak te bywa w dziejach ludzkiej niedoli  staa si na krtkie 
mgnienie oka niemal pociech. Szed tedy w stron domw obok miejscowego gaduy. 
W drodze spyta o kilka szczegw co do budujcego si gmachu, a wreszcie nadmieni, 
e jest dziedzicem tej play i przyszego wielkiego hotelu. Dziedzic niewielkiego hotelu nad 
80 
niewielk pla  a oniemia na t wiadomo. Sta si ugrzeczniony, pokorny i paski. Przeprowadzi 
swego gocia poprzez las, drog mao znan i zaronit, okazujc wacicielowi 
jego dziedzin w jej wertepach i skrytkach. Zna to miejsce  Boe drogi!  jest tutaj autochtonem. 
Bagatela! Ta plaa i to miejsce! Ale to zote jabko! Wokoo lasy zajmujce p 
departamentu Charante Infrieure  ocean, ktry si tu zaczyna, Gironda, ktra si tutaj koczy. 
Piaski cignce si na przestrzeni dziesitkw kilometrw, wyspa Olron, w pobliu 
winnice Barsac i Cognac, ostrygi i krewetki, ryby morskie i rzeczne... Kolejka wrd lasw a 
do Coubre  i Royan, gdzie przybywa na lato trzy czwarte mieszkacw miasta Parya. Wielkie 
kasyno zbudowane tutaj, zwaszcza z wielk rulet... Wielki Boe! 
Nienaski milcza suchajc tej paplaniny. 
81 
Przeby w tym miejscu blisko siedem tygodni bez gazet, listw i adnych literalnie wieci 
ze wiata. Chodzi piechot po olbrzymich lasach, zasianych na wydmach, diunach i piaskach 
dalekich z rozkazu wielkiego Napoleona, ktre to lasy w puszcz wyrosy. Chodzi po wielkim 
zdziarze Grande Cte, gdzie dziki ocean przychodzi i odchodzi. Nie byo tam w tym czasie 
ani jednego czowieka. Casino rzdowe, jedyne domostwo na wzgrzu, byo zamknite. 
Czas to by sot, burz i wichrw. Kiedy niekiedy Ryszard puszcza si w gb ldu martwymi 
szosami, martwymi jak jego opuszczone serce  wrd obumarych winnic, ktre czasu lata 
miej si radoci czarnych jagd, dajcych czarowne wino. 
Kiedy niekiedy bywa w Royan u swego notariusza, ktrego (Polak Francuza) podchodzi, 
gdy tamten jego usiowa podej (Francuz cudzoziemca) w sprawie spienienia 
owej play, lasu, winnic i przyszego kasyna, a raczej domu gry. Rzecz bya milionowej wagi, 
a kiedy moga po prostu nie mie ceny. Byo te prawdopodobn rzecz, e caa impreza 
padnie i nie bdzie przedstawia ani poowy ceny, jak posiadaa w owej chwili. Jak na giedzie. 
Nienaski waha si. Pewna grupa potentatw z Bordeaux chciaa naby t pla i rozpoczty 
dom. Czekano jednak na zmczenie obecnego waciciela targami i wystawianiem zych 
horoskopw. Gra trwaa tygodniami. 
Milioner jada w b u v e   e i rozmawia z oczytanym hotelarzem o hugonotach i yrondystach, 
ktrych ta ziemia bya gniazdem, siedzib i ojczyzn. Nocami le sypia. Nie znosi 
morza, ktrego wiosenny ryk, burzliwe nawanice i furie przypyww nkay mu dusz, lecz 
przepdza noce wanie nad morzem. Z pewnej wystajcej awicy piasku patrza w noc, w 
ocean i w niebo. Gdy w przepaci wd, w kierunku wyspy Olron, gaso soce i gdy ciemno 
okrywaa ryk morza, wybyskiway gwiazdy. Nie wiadomo, dlaczego ten widok przynosi 
sercu niejasn ulg. Wzrok czepia si tych wiate dalekich. Tysice milionw gwiazd 
zdaway si rozbiera pomidzy siebie wiecznie jednak bole duszy, w niepojty sposb 
pomniejsza j, rozdrabia, kruszy, odwraca, zabawia swym migotaniem. Umys, wcinity 
w kluby jednego pojmowania, przerzuca si jak gdyby poprzez siebie, usiujc pochwyci 
niemoliwo ujcia odlegoci midzy socami  dalekoci drogi wiata, ktre, 
biegnc z prdkoci czterdziestu tysicy mil na sekund, przybywa do swego celu po upywie 
tysiclecia... Oczy patrzyy w blad wstg drogi mlecznej opasujcej kul niebiesk  a 
dusza nazywaa j pasem pochonicia... 
Wspomnienie okruchw wiedzy dawniej powzitych i zastygych w pamici byo teraz 
smutn pociech. Bya pociech ta myl, e soce midzy milionami jemu podobnych nie 
naley do wybitniejszych  e ziemia z jej oceanem i grami jest pyem, a gromada gwiazd, 
ktrej ani oczyma, ani umysem obj nie mona, nie wypenia sob wszechwiata, lecz jest 
tylko jednym z ukadw. Pociech bya myl, e Wega z Lutni zblia si ku ziemi, e godzi w 
ni zarwno jak Atair w Ora, jak Arkturus i Polluks. Daleko nad morzami, w ciemnym tle 
bezkresw firmamentu poyskiwa Syriusz diamentowy. Ta gwiazda daleka w szczeglny 
sposb przykuwaa do siebie wyobrani. Oczy, wpatrzone w ni przez czas bardzo dugi, 
spostrzegay drganie jej, jakby ruch owych pomieni, ktre si pal w gzemsach i paszczyznach 
brylantu. 
Ryk morza przycicha nie w uchu, lecz w sercu. Rozdarcie duszy umierzao si, jak nacicha 
bl fizyczny. Nastawaa chwila wysokiej rozkoszy, ktr czasami wydaje ze siebie gbokie, 
samotne, nieuleczalne cierpienie. Czowiek stawa si tylko duchem. Unosi si .nad ziemi 
jak umary, ktry ju ziemi porzuci i goci gdzie indziej, midzy gwiazdami. Mona 
byo wtedy bez boleci patrze poza siebie i widzie swoj utrat. Mona byo wznosi si 
najwyej ponad swoj guch i burzliw mio. Krtkie byy te minuty. Wraca z ziemi osa
82 
motniony, ludzki, cielesny bl i krzyk jego stary, zawsze jednaki, rozlega si w piekach istnienia, 
sigajc z gbiny serca do gwiadzistych niebiosw. 
Pod koniec kwietnia, gdy interes sprzeday terenu i domu dojrza ju zupenie, gdy cena 
kupna stana w pewnym zenicie i nie dawaa si ju posun, Nienaski umyli zgodzi si 
na t cen. Naleao jecha do Parya w celu zaatwienia formalnoci prawnych. Opuci tedy 
te miejsca i wrci do swego paryskiego hoteliku. Zasta tam wiele listw. Wiedziano ju o 
spadku, wic dania skadek, zapomg, poyczek... Szuka wrd tego wszystkiego jednej 
koperty i jednego charakteru pisma. Lecz nie znalaz nic. Czyni to oszukujc sw wymusztrowan 
si woli, w konspiracji przed swym sumieniem, dum i wytrwaoci. Co wicej, 
posa lokaja hotelowego, aeby w pensjonacie dowiedzia si, czy mieszka tame niejaka 
panna Granowska. Sucy wrci z wiadomoci, e osoba tego nazwiska wyprowadzia si 
przed kilkoma tygodniami z pensjonatu, a gdzie obecnie przebywa  nie wiadomo. Nazajutrz 
po przybyciu Ryszard pojecha do adwokata prowadzcego spraw starego Granowskiego. 
Adwokat krci, wygiwa si i blagowa. Wida byo, e wcale nie zajmuje si swym klientem. 
By raz w wizieniu dla zasignicia jakiego szczegu i tym si wci popisywa jako 
akcj. O crce nic nie wiedzia, gdy si do niego nie zgaszaa. I to byo wszystko. 
W kilka dni po przyjedzie, wrd listw, ktre teraz sta fal zaczy napywa, Nienaski 
znalaz list francuski z niedokadnie wypisanym na kopercie swoim nazwiskiem. Gdy po rozerwaniu 
tej koperty rzuci okiem na podpis, dostrzeg tam nazwisko najbardziej dla siebie 
nienawistne  Therese Neville. Ta damula z przesadn grzecznoci, ale nieortograficznie 
prosia go, eby zechcia pofatygowa si do niej w pewnej sprawie bardzo osobistej; ktra 
inaczej moe by zaatwiona. Po przeczytaniu listu Nienaski mia w sobie powtrn istn 
zmow instynktw, uczu, naogw, ndznych podwiadomych afektw przeciwko wzniosej 
budowli woli. Rzuci ten list wyniosym gestem do kosza  lecz szelma bytujca w czowieku 
wnet go stamtd wydobya. 
To Xenia podmawia t dam...  myla owymi najgbszymi mylami, ktrych czowiek 
nawet samemu sobie nie pozwala oglda przy wietle. Podobnymi uczuciami radowa si 
bezgranicznie.  Kt to wie? Moe j dzi zobaczy... Moe zobaczy... Xeni... 
Gdy bia godzina czwarta, niby to nie zauway, e to jest pora, gdy dawniej u Xeni bywa... 
Pojecha na me Blanche nr 23. Skoro zadzwoni, otworzya mu owa Neville. Poprosia 
go do atelier. Usiad na wskiej kanapce i do ostro zapyta, czego sobie ode yczy. Dama 
siada naprzeciwko niego i pocza mwi z prosta, 
e go wezwaa w interesie modej znajomej, panny Granowskiej. Na zapytanie, wtrcone 
przez gocia mimochodem, czy panna Granowska mieszka w tym lokalu, Neville odpara 
mimochodem, e nie. Okazao si, e Xenia mieszka w maym hotelu, w pobliu parku Monceau. 
 Wic co?  spyta Nienaski. 
 Pan jeste jedynym czowiekiem, Polakiem, ktrego widziaam w towarzystwie mej 
modej przyjaciki. Nie chc dodawa, e paskie zachowanie si, charakter i honor kazay 
mi do niego zwrci si teraz. 
 Dlaczego? 
 Panna Granowska pochodzi, jak wiem, bo mi to opowiadaa, z dobrej rodziny. Dopki u 
mnie mieszkaa, byam jej opiekunk... 
Ryszard skoni si z umiechem. 
 Tak. Powtarzam to. Dopki ta moda osoba u mnie mieszkaa, wiedziaam o kadym jej 
kroku. Bawiymy si. By moe  dodaa z pogard, wydawszy adne wargi  e moje towarzystwo 
nie byo odpowiednie dla tej panienki. By moe nawet, e niejedno ze wsczyam 
w to mode serce, do niejednej zej myli popchnam swym przykadem. Tak. Ale wiedziaam, 
co jest. 
83 
 To pani zaprowadzia pann Granowska do Maxima?  spyta Nienaski grzecznie, ciskajc 
zby, eby nie puci przez nie potoku polskich zorzecze i zniewag, ktre w nim 
wrzay. Neville zaczerwienia si, co zobaczy z pewnym zdziwieniem. 
 Tak. To ja j tam zaprowadziam. Byo to dziecistwo jej marzeniem, jej upragnion 
eskapad. Tak przede pragna zobaczy, co te tam jest w nocy u owego Maxima, e niepodobna 
byo oprze si. Nie miaymy nikogo, kto by z nami tam mg pj... Trafi si 
wreszcie dawny znajomy, ysy olina, ktry si jeszcze po wiecie wasa. Wywabiam Xeni 
odrcznym pismem, gdy ju wtedy u mnie nie mieszkaa. Bya, widziaa, rozczarowaa si, 
znudzia, no i to wszystko. 
Ryszard patrzy w ziemi. Jakowy ogie przelecia po jego yach a do stp. Zatlia si w 
strudzonym sercu cicha rado, jak witojaski robaczek w ciemn noc. Neville mwia dalej: 
 Nie o takie teraz rzeczy idzie! 
 Wic o co? Przepraszam, e pytam, ale czasu mam mao. (Mia nadziej, e Xenia sucha 
za drzwiami). 
 Mylaam, e pana to zainteresuje. 
 Dlaczego pani tak mylaa? 
 Poniewa i pan j psu, popycha nie gorzej ode mnie...  rzucia mu w oczy, miejc si 
swobodnie. 
Nie znalaz na to innej odpowiedzi nad wybuch wewntrznej wciekoci, ktr w milczeniu 
zdawi w sobie. 
 Dawniej  mwia Neville  miaa ona rne ciekawostki zobaczenia i poznania wszystkiego, 
wreszcie pasje modego pdiaba. Lecz wszystko to tumio jedno uczucie. 
 Doprawdy? I jakie to uczucie? 
 Pan je zna dobrze. Ja znaam t mio, cho si z ni dziecinnie krya. Zawsze pan by 
dla niej bogiem, ktry skd patrza i niewidzialny strzeg. Teraz ju koniec jej dziecinady. 
 To trudno...  umiechn si cynicznie. Ale ten miech wasny pchn go w serce jak 
n wroga.  Nie myl tu dysputowa z pani. Nie mam na sobie adnej winy w stosunku do 
panny Granowskiej  rzek wyniole. 
 Czy tak? Odziedziczy pan miliony i ani sowa nie powiedzia pan o tym osobie tak mu 
bliskiej jak Xenia. Ona jest pewna i chyba ma suszno, e pan skorzysta ze sposobnoci, 
aeby j wp drogi rzuci. Drobny szczeg nie zasugujcy na wspomnienie, eskapada nocna 
do Maxima, posuya panu za powd do zerwania. Ona zostaa bez szelga, a pan ma 
odziedziczone miliony. Ona ma ojca w wizieniu. Trzeba byo naj adwokata... Zostaa jej 
chyba mier. mier te wybraa. 
 Moja pani!  wtrci powstajc  ja si domylam sensu tej komedii. Chciaa mi pani 
postraszy i zapdzi w sieci panny Granowskiej, ktra jest w tamtym pokoju i sucha naszej 
rozmowy. 
 Moemy pj i zobaczy, e jej tam na pewno nie ma. 
Wstaa z miejsca, otwara nie domknite drzwi i ukazaa mu ten pokj szczliwoci, zajty 
w istocie przez rzeczy kogo innego. 
 Pannie Granowskiej  mwia  nie mogam niestety wynaj tego pokoju, gdy ona jest 
teraz bez grosza. 
 Wdziczny pani jestem za te wszystkie informacje. Pozwoli pani, e ju sobie pjd. 
 egnam pana. 
Wyszed majestatycznym, troch nawet teatralnym krokiem. Lecz ju na schodach niezupenie 
dokadnie wiedzia, gdzie s te schody. 
Stan na platformie pierwszego pitra. Okno tam byo wychodzce na jaki nagi mur, peen 
brudnych szczelin. W jednym miejscu cieka na chropawym tynku smuga wilgoci, ktr 
84 
ju lekka zielonawa ple okrywa zacza. Co byo w tej barwie, e nasuna te wanie sowa? 
Kto je podszeptywa? Kto szlocha? 
Nienaski zapomnia zupenie o tym, co si zdarzyo, gdzie jest i co ma czyni. Obd. Znikd, 
z niepamici napyway sowa, jakby je kto bezcielesnym palcem pisa na zwilgotniaym 
murze. Na wspomnienie, a raczej na widok sw zwiastujcych przysz wielko i najwysze 
zwycistwo zaszlocha z gbi piersi. Oto byo odnalezienie  i moc. Co rozwizao 
si w nim i pko w piersiach od tego szlochu. Gboka rado wiaa, jakby wiatr wiosenny, 
ze sw: 
...na drgajcym szatana ciele 
Zatkniemy sztandar zwyciski Twj... 
Na dole drzwi szczkny. Kto wchodzi powoli. Nienaski obejrza si z tej daleczyzny, 
gdzie by  i zobaczy Xeni. Ona spostrzegszy go uczynia ruch jakby do ucieczki. Lecz 
powstrzyma j gestem, nakazujcym, eby zostaa. 
 Prosz mi puci  zawoaa. 
 Nie, ju ci teraz nie puszcz!  rzek z wesoym umiechem. 
 Czego pan chcesz ode mnie?  porwaa si z furi. 
 Chc, eby to wszystko ju raz skoczy. Chc ci prosi, eby ze mn pojechaa do 
Saint  Severin. 
 Co znowu? 
 Raz ju wemy lub i niech si skocz te wszystkie brewerie! 
achna si w ty i opara plecami o mur. Staa tam dugo nieruchoma i jakby martwa. 
Patrzya na niego skostniaymi oczyma. Istna sarna, ktr myliwiec wzi na cel. 
 Chodmy, Xenia...  rzek cicho. Nie ruszaa si z miejsca. Zacza szepta bardziej do 
siebie ni do niego: 
 Kopn mi jak psa, rzuci jak najndzniejsz  ot masz! Powiedziaam sobie, e wol 
zdechn z rozpaczy, ni baga o lito po tym, co mi zrobi. A teraz co? 
 Chodmy, Xenia!  powtrzy. 
Zacz zstpowa ociale, niej, niej, niej. Gdy by ju przy niej, wy buchna gonym 
jkiem, zachwiaa si i opada na stopnie. Rce jej kurczowo, spazmatycznie objy jego kolana. 
Dwign j, postawi na nogach, otar zy z twarzy, uspokoi. Wyszli z bramy spokojnie, 
pod rk, prowadzeni drwicym, cynicznym umiechem odwiernego  a do automobilu, 
ktry si przypadkiem w ulicy nawin. Gdy wsiedli, Nienaski kaza jecha do Saint  Sverin. 
 Po co my tam jedziemy?  zapytaa. Znowu pocza czego paka, syka z blu, sania 
si i szlocha. 
 Tam musimy... 
 Czemu tam? 
 Tam si schodzili... Ojcowie... Leeli krzyem i strugami wylewali zy w tamte kamienie, 
proszc si Boga... To oni wszystko wybagali. Suchaj mi! Odpowiadaj!  To wszystko 
jedno... Czy ju naleaa do jakiego czowieka? 
 Nie!  odrzeka w prawdzie zeznania patrzc mu w oczy. 
 Tam, na tamtych kamieniach przysigniesz przed Bogiem i przed nimi, przed witymi 
duchami... 
 Przysign! 
 Ze bdziesz wiern i uczciw... 
 Do ostatniego tchu! 
Przywara ustami do jego rki i na p zemdlona co szeptaa. 
85 
CZʌ DRUGA 
My deszcz jesienny i zanosi widnokrg. Role byy rozmike. Bruzdami cieko szkliwo 
wilgoci sczc si do roww. Bezlistne i obmoke drzewa przydrone miay bardziej ni kiedykolwiek 
pozr zjawisk niepotrzebnych, zesanych w te miejsca do penienia wycignitym 
sznurem jakowych cikich robt. W mglistym zadeszczeniu wida byo ledwo  ledwo w 
oddali acuch wzgrz podkrakowskich i kopiec Kociuszki. 
Ryszard Nienaski szed szos do stacji kolejowej, gwidc na ca okolic. Grube jego 
buty przemoky i kabat w okolicach konierza przepuszcza wilgo. Mimo to architekt by 
coraz bardziej wesoy. Lubi chodzi w deszcz, a tu tym bardziej. Wraca do miasta z lustracji 
swych kopalni, a mia zobaczy jeszcze jedn, najwiksz i najwaniejsz. 
Od ptora roku grasowa ju tutaj jak huragan. Skupowa na wsze strony tak zwane pola 
wglowe, od Owicimia po Krakw, w okolicach Chrzanowa i Krzeszowic, w okolicach 
Grjca, Bobrka i Brzeszcz. Byy to wntrza gruntw nalece wedug kodeksu do rzdu, a 
uznane przez geologw za mieszczce w sobie wgiel kamienny. Pola te byy ju porozchwytywane 
albo przez Polakw, ktrzy nie mieli pienidzy na eksploatacj, albo  w okolicach 
Libia nad Wis  przez Niemcw, ktrzy wanie takie pola wykupywali z rk polskich 
chciwcw. Prawo austriackie zmusza nabywc wglowego terenu do tworzenia kopalni 
w oznaczonym terminie, a co najmniej do pacenia podatkw, jak gdyby eksploatacja bya w 
penym biegu. Jeeli tedy nabywca pola nie kopa wgla dla braku funduszw po temu, rujnowa 
si na bezpodne podatki. Teraz nowy przybysz z Francji skwapliwie nabywa owe 
pola wglowe przewanie z rk polskich, gdy z rk niemieckich za pno je byo odbiera. 
Niemcy nie eksploatujc kopalni pacili podatki, byleby tylko t martw wasno w swych 
rkach utrzyma. Z drugiej strony waciciele powierzchni ornego gruntu, od ktrych prawo 
do prowadzenia kopami na ich ziemi naleao osobno kupowa, widzc apczywo tego 
milionera, o ktrym kry poczy wieci jako o krezusie, zwariowanych na punkcie podkrakowskich 
pl wglowych, podnosili do niemoliwej granicy cen swych dziaw gruntowych 
i wysoko procentu od produkcji wgla. Pomimo tych komplikacji w krezus kupowa 
na prawo i na lewo, z tej i tamtej strony Wisy, w okolicach Zatora, bra pod si, jak mwiono, 
sadowi si i zagospodarowywa. 
Pienidzy mia dosy. Zlikwidowawszy wszystkie nieruchomoci Ogrodyca we Francji, 
trzyma w rku okoo siedmiu milionw frankw. Nadto tak przebiegle oplata baronow 
Halfsword .nadziejami wielkich zyskw, wkrceniem wikszoci jej funduszw w interesy 
wglowe Uj  Kahul, gdzie ta dama grubo zyskaa  e teraz uwierzya w Ryszarda i zdecydowaa 
si gra i tutaj w Galicji na tyme wglu. Nienaski skoni rwnie szczwanego 
machera Czarnc do przybycia na miejsce i wzicia udziau w postawieniu interesu na zupenie 
niemarzycielskim poziomie. Czarnca zna si na niemarzycielstwie. Ten robigrosz 
francuski siedzia jaki czas w Krakowie i wpatrywa si w interes swymi dalekowidzcymi 
(guldeny) oczyma. Sam kupi zaledwie par owych pl wglowych. Udziela jednak macherskich 
rad, ktre byy cenniejsze ni same pienidze, na przyszo, w ewentualnej walce z 
wielkimi zwizkami kapitalistw. 
86 
Nienaski otoczy si modymi pracownikami, modymi geologami, inynierami i sztygarami. 
Jeden obszerny pokj jego mieszkania w Krakowie sta si gied nowej pracy i nowego 
polskiego ideau na tym pograniczu bojowym. By to rodzaj rozmwnicy doktora Brusa z 
Warszawy, tylko e z niej szepty byo sycha daleko w polach pracy. oskot twrczego czynu 
by ich echem. 
Pani Xenia Nienaska, czarujca gospodyni tego mieszkania, nieraz si ju zocia na te 
nocne gadania i perory  na zacietrzewionych geologw z ich mapami i fajami (ktre mili, 
popi rozmiatajc na wsze strony). Sarkaa i na inynierw, cho byli zazwyczaj bardziej 
kulturalni. Wszystko na prno. Daremne byy utyskiwania, e w tym maym stosunkowo 
mieszkaniu najlepszy pokj zagrabiony jest na ow rozmwnic, a papu Granowski (ktrego 
szczliwie przy adwokackiej pomocy wydubano z paryskich opresji) zajmowa musi 
niewielki salonik w ssiedztwie kuchni. Co gorsza i co ju pani Xeni powanie martwio, 
ten obkany Ryszard posiadajc faktycznie tyle milionw  miech powiedzie!  zarabia na 
ycie jako architekt. Wykonywa plany na wille ydom i katolikom, stawa do konkursw na 
kocioy, ubiega si o budow kamienic. Co byo pocz z takim, ktry twierdzi, e to 
wszystko nie jest jego wasnoci, e to, co odziedziczy, woy w kopalnie i fabryki, potroi, 
pomnoy i  odda chopom a robotnikom. 
Pani Xenia nieraz mu ju zarzucaa rce na szyj tumaczc jasno i porzdnie, caujc go w 
usta dla zupenej zrozumiaoci wykadu, e to przecie jest absurd nad absurdami. Nieraz mu 
ju nacieraa uszu biaymi rkoma, udowadniajc, e to jest jedynie pomnaanie zodziejw i 
bandytw, e tego nikt a nikt nie robi. Automobil natomiast kosztuje tylko pitnacie  no, 
nie!  w gruncie rzeczy dwadziecia tysicy frankw. Ten za piercionek, co go ogldali w 
zeszym tygodniu przez szyb jubilera tak dugo, a jej nosek o mao do witryny nie przymarz, 
kosztuje gupie cztery tysice koron... Nic nie pomogo. 
Jedn miaa pociech, to ze swej sypialni. Tu przyznawaa mu racj. To jest szczera prawda, 
e raz w yciu spisa si gracko. 
Byli na letnim mieszkaniu w guchej wioszczynie nad Wisokiem. Ona sama z ojcem tam 
zostaa, a ten lata po tych swoich utrapionych terenach. Pisa dzie w dzie, e nie moe 
znale dobrego mieszkania, uskara si, e tyle ma kopotu z wyszukiwaniem i e tak trudno 
znale w Krakowie co lepszego za niewielkie pienidze. Wierzya nabieraczowi. Przyjeda 
tedy z ojcem w padzierniku  ju zimno  w drodze martwi si, e wypadnie chyba 
tuc si po pensjonatach, zanim si jakie lepsze mieszkanie trafi. Na dworcu czeka przecie. 
Zapakowa famu do fiakra i kaza jecha na jak tam ulic, Przyjedaj pod kamieniczysko 
 nawet nie zwrcia uwagi, na ktrej ulicy. Wchodz po schodach kamiennych, krakowskich, 
na drugie pitro. No, drzwi jak drzwi... Zadzwoni. Jaka nieznajoma kuchta 
drzwi otwiera i cauje rczki. Korytarz wcale adny... A ten si mieje w swe wsy! Czego 
znowu! Uchyla drzwi z ukonem... A krzykna! Pokj obszerny, przecudny, o dwu oknach. 
liczne ko metalowe, zasonite parawanikiem z biaego drzewa, specjalnie obstalowanym. 
U gry tego parawanika sztychy, ktre tak lubia: Tycjana hrabia Norfolk z Pittich i ten 
z Luwru modzieniec z rkawiczk... Reprodukcja panienki Leonarda, ktra przypomina Simonet 
Botticellego, a przecie jest tak inna, tak najzupeniej inna... W gbi pokoju liczne 
biurko na obstalunek robione. Na nim czarujce fotografie  chopaka Rafaela, z ucitymi 
wosami  anioa grajcego na skrzypcach wedug Rossiego... 
Grube sukno niebieskie zaciea cay pokj. liczne obicie i lampa  istny cud! C za 
abaur ze szka! Jaki blask! 
Pani Xenia bya tego dnia wyjtkowo, po burujsku szczliwa. Lecz na szczliwo w 
ogle i innych dni nie moga si uskara. Odkd wysza za m za tego cierpika i narwaca, 
zazdronika i krzyka o moraach, wielbiciela co najbrudniejszych i najbardziej cuchncych 
robotnikw  dobrze si czua. Staa si inn, tak inn, e nie moga przypomnie siebie samej 
w Paryu lub Warszawie. Gdy jej jeszcze kiedy dla konkokcji odeczka poczyna 
87 
urga, gdy si o co tam nawali z caym brzmieniem zestawie i przypomnie, po prostu 
nie wierzya w to, co on jej (z ycia przecie) wypomina. Wszystko tamto wywietrzao jej z 
gowy i wyleciao z pamici. Nastao inne ycie, tak urozmaicone i bogate, e literalnie nie 
moga przebrn, przebi si przez ogrom tego pikna. Istne zboe we niwa! 
Gdy bya nad Wisokiem w cichej polskiej wioszczynie wrd wieniakw i wieniaczek  
w agodnym rzecznym rozdole, ktry si niepokanie poczyna, otwiera jak gdyby sen letni, 
spokojny, a koczy kdy na progu nieba  nie moga literalnie wierzy, e ona w ogle bya 
w tym jakim Paryu, w takim miecie, e tam znaa jakich tam ludzi... Bo po prawdzie, to 
lubia nade wszystko wie i prawdziwych chopw, prawdziwe dziewczta i kobiety, szczery 
wieski nard i ich tameczne a swoje wasne ycie. 
Kada wiejska praca, prawda, piosenka wpadaa do jej duszy i do ucha jak pszczoa do 
swego ula. Piosenki! Raz zasyszana  ju jest w pamici jak w kufrze zamczystym, na zawsze. 
Umiaa na pami wszystkie i kad, ale tak, jak si mwi, tak, jak trzeba tak rzecz wyda, 
eby byo i prawdziwie, i adnie. Jake te to lubi, jak lubi ten architekt sucha pieni 
wiejskich z jej ust. Zamiera z rozkoszy, zanosi si ze miechu od tego dowcipu, prawdy i 
krasy, jaka jest w piosence wiejskiej. Znaa si tam przez lato ze wszystkimi ludmi, to znaczy 
ze wszystkimi babami i dziewuchami, i niemao si z nimi naurgaa na chopw. Pod 
sekretem chodzia czsto w chusteczce i spdnicy  i do siana, bo tak lubia rozmawia z 
dziewczynami i sucha, jak si przegaduj z chopaczyskami. 
Tylko e milioner nie lubi, skoro si tam gdzie zawieruszaa, wic mu ju i tego ustpia, 
cho z gbokim alem. Zaraz go pikao, e ju co bdzie. Taki by zestrachany, jeszcze 
z tego Parya. mieszny chop! Bo ten cay Pary  Boe drogi!  to byo akurat to samo co 
nad Wisokiem: popatrze, jak to tam jest, no, wszdzie  jak yj, po jakiemu si co robi  i 
samej y tyme wszystkim, spena, duszkiem, eby byo czu, e si yje, i tak, jak inny nard 
yje. Milioner zaraz co nastroszy, nastawi swoje zasady jak lunet albo mikroskop 
i dawaje patrze! A jak si ju napatrzy do syta, dopiero widzi, e mieszne jest to jego cae 
badanie. Jedn mia wad ten potentat finansowy, podskarbi narodu: nie umia patrze wesoo 
na ludzkie ycie, garciami rwa wesoo, jak si rwie czerwone maliny z krzaka przy 
drodze. Zaraz  naprawia, przebudowywa, leczy, goi... Mdrek, socja w mnisim kapturze 
czy mnich w socjalikowskim kabacie. 
Ale kochaa go za inne, inne, inne rzeczy! Wielbia w nim a do szau dzikiego swego kochanka 
 si mioci i zawsze jednaki ten sza, jego wasny, a jednak echo budzcy w jej duszy 
namitnej  spojrzenia zawsze jednako wlepione w jej oczy, uczucie zawsze jednako rozpalajce 
w niej uczucia. Gdy j w Paryu po lubie nosi na rku w swej izbie i tuli w barach, 
szepczc jej bajdy o jakim ta jeziorze w Tatrach, o sadzawce w skaach nad morzem, o wczgach 
dziennych i nocnych po miecie, o tsknotach, mczarniach, byskach nadziei i zawodach, 
ktre szatan jak potrzaski i wnyki na nich zastawia  suchaa, jakby to ona sama 
mwia mu o sobie. Milczaa wtedy. Nie wiedzia, olisko, nic, e gdy on jej szuka, ona za 
nim szalaa; e kdy na Bulwarze Haussmanna w ddysty dzie sza paczc, gdy jej Lenta 
o nim napisaa te garstwa... A cylindrowce zatrzymay si i pytay w gos, czego te taka 
adna panna moe paka? No, i c? Nie naleao takiemu odpowiada? Nie naleao mwi 
ni sowa? Przecie lej, gdy czowiek obgada z drugim swoje zmartwienie. Kochaa go za 
wszystko. Z wolna i nie wiadomo jak, jego dusza przesczya si w jej dusz i jego myli 
stay si jej mylami. Bya najlepsz, najtroskliwsz on, bya najwierniejszym przyjacielem, 
czujnym doradc, ktry, gdy niebezpieczestwo czyhao, stawa si sojusznikiem, bya najweselszym 
koleg... 
Chaos myli bezadnych o tym wszystkim, co tu rwnie bezadnie zostao uprzytomnione, 
przewija si w umyle Nienaskiego, gdy ten milioner zda drog do stacji. Zdrowie radosne 
 jdrne, rzekie i wawe uczucia pomagay mu do chyego chodu wrd jesiennej szarugi. 
Min plant kolejowy, przeszed przez dworzec podrzdnej stacyjki i wybieg na gociniec 
88 
swj wasny, nowo zbudowany w tych polach a prowadzcy do najwikszej z nowych kopalni, 
noszcej nazw Xenia, ktrej wiee drewniane, koa wind i due budynki wida byo w 
oddaleniu. Brzegiem gocica, ktrego rodek wysypany by tuczonym kamieniem i miaem 
wglowym, biegy szyny kolejki kopalnianej, a na niej snuy si wci wywrotne wagoniki z 
urobkiem wglowym. W kierunku szybu Xenia szli robotnicy i rozmaity pracujcy nard. 
Nienaski szybko wymija ich grupy. 
Gdy w zamyleniu przechodzi obok jednej z takich gromadek, uderzyo jego ucho kilka 
zda wyuszczonych przez jaki gos znajomy. Milioner obejrza si, lecz nikogo takiego 
nie dostrzeg. Wszyscy ci ludzie byli niemal jednakowo ubrani w kaszkiety i spencery czarne 
od pyu. Odszed tedy par krokw, lecz brzmienie tego gosu zmusio go do obejrzenia si 
raz jeszcze. Wwczas dopiero wrd ludzi rozrni i przypomnia sobie tego, kto przemawia 
tym gosem. By to paryski znajomy z lat dawniejszych  owski, Podstarza si by i wrs 
niejako w nard, przywdziawszy kabat, portki, buty i kaszkiet taki sam jak wszyscy inni. A 
jednak zosta sob. Ta sama to bya fanatyczna twarz, poorana, a raczej podeptana przez ycie. 
Broda mu dobrze z bokw podsiwiaa. Jeszcze bardziej zapady si oczy. 
Gdy Nienaski wpatrzywszy si dobrze w tego czowieka pozna go doskonale i pozdrowi, 
tamten niechtnie uchyli kaszkietu, lecz zaraz odwrci twarz, jakby na znak, e na owym 
ukonie wszelka si znajomo urywa. Nienaski nie da si tak atwo odepchn. Podszed 
szybko do swego starego znajomego, z ktrym wieczerza swego czasu i dysputowa. Poda 
mu rk i przywita go yczliwie. owski odnawia z nim znajomo bardzo ozible, najwidoczniej 
z musu. Ludzie, ktrzy szli z tym owskim, z wolna oddalili si i dwaj dawni znajomi 
zostali sami na drodze. 
 Ciesz si, e pana tutaj widz?...  szczerze mwi Nienaski. 
 Dumny jestem z paskiej askawej uciechy...  odpowiedzia tamten. 
 Mylaem, e pan wci przebywa w Paryu. 
 Bo te ja tu przejazdem. 
 Tak? I na krtko? 
 Jak to w yciu naszym, ludzi bez wczoraj i bez jutra. Ani si wie, czy czowiek tam, 
gdzie jest, bdzie dugo lub krtko. 
 No, nie trzeba przesadza... Tutaj? 
 Czy moe bezdomny pies, ktry biegnie od wsi do wsi i ktrego od kadych drzwi wita 
gos: a pjdziesz!  wiedzie, czy jest, czy bdzie gdziekolwiek dugo czy krtko? 
 To jest smutne, co pan mwi, ale niezupenie prawdziwe. Smutne, gdy si syszy o takiej 
doli czowieka. Gdybym mg by panu w czymkolwiek pomocnym, uwaabym si za 
szczliwego mogc mu usuy. 
 Dzikuj, pan w niczym nie moe mi by pomocnym...  rzek owski z grzecznie szyderczym 
umiechem. 
 Nie wiedziaem, e jestem tak bezwzgldnie wyjty spod wszelkiego paskiego prawa. 
Przepraszam za natrctwo. 
 Ja adnych praw nie stanowi. Z adnymi prawami nie jestem w kontakcie. To pan stanowisz 
tutaj prawa, spod ktrych ja wanie jestem wyjty...  mia si owski pokazujc 
rk zabudowania kopalni. 
 To s budowle i maszyny nad martwymi pokadami wgla. Jeeli zgrupowanie rodkw i 
zorganizowanie metod pracy jest prawem, to istotnie takie prawa usiuj tutaj stanowi. 
 Wanie o tym mwi. 
 Mwi pan to w sposb szyderczy. Rad bym wiedzie, jak by brzmiaa krytyka paska 
metod i sposobw tej pracy. Dabym wiele za to, eby j posysze. Wanie krytyka paska. 
Ja to szczerze mwi. 
 Moja krytyka brzmiaaby tak nieprzychylnie, e lepiej schowa na dno jej szczero. 
89 
 Nie wiedziaem o tym. Jeeli krytyka paska moich i naszych tutaj usiowa w jego 
mniemaniu uchodzi, jak przypuszczam, za prawd, to czemu kry na dno prawd? 
 Bo to jedyna jeszcze moc prawdy takiej jak moja, kiedy si kryje. 
 Ja sdz, e prawda, ktrej nie mona udowodni  bez szkody dla niej  nie jest tym, za 
co si podaje. 
 Po co panu, milionerowi, zna inn prawd nad t, e pan ma w rku odziedziczone 
skarby i moe je, wedug fantazji, ka tu, w te przemysy, albo je przegra w karty czy tam 
darowa znowu jakiemu innemu dobroczycy ludzkoci? 
Nienaski zamia si w gos. Rzek pogardliwie: 
 Taka te to jest ta paska krytyka i, doprawdy, zwietrzaa prawda. 
 mieje si pan jak krl. Jak krl tych miejsc! Co za wadza! Zechce pan pchn tumy 
godne i ndzne tutaj  pjd tutaj, w te podziemia. Zechce je pan odepchn, i odepchnite 
musz odej. Wszystko za t prawd nie zwietrza nigdy, za ywotwrcze, cho tak stare 
zoto. 
 Panu to nie w smak, bo chciaby sam tylko by krlem tych ludzi. Ja usiuj da im wasno 
skarbw, ktre przez wieki deptali, nie wiedzc, e depc swoj potg. Pan da im 
usiujesz swe wyrazy, ktrych nie rozumiej. Ja z nimi kopi wgiel w ziemi. Pan kopiesz w 
ich ndzy kruszec dla swej wadzy i pychy. 
 Dobroczyca z pana! T oto bia rczk dajesz tumom wasno. 
 Pan rwnie bia jak moja rczk dajesz im znaki i sygnay swych wyobrae. Ta jest 
midzy nami rnica, e ja swe wierzenia mog urzeczywistni, a pan  nie. Dowied pan, e 
to co mwie niegdy, moe si urzeczywistni. Wtedy tylko bdziesz mi rwny w uczynku. 
 Bodajby pan w zej godzinie nie zada, abym tutaj wanie urzeczywistni moje wierzenia! 
 Strachy na Lachy! 
 Ju pana nie strasz dawne mrzonki. To dobrze. Mocno pan stoisz na nogach. 
 Nie. Nie stoj jeszcze mocno, skoro pan chodzisz tutaj midzy ludmi. 
 Midzy paskimi ludmi, midzy paskimi chopcami... 
 Wwczas dopiero stabym mocno, gdyby praca, ktra tu wrze poczyna, wessaa paskie 
szyderstwo z niej, rozpucia je w swym dorobku i przerobia na element nowej  w o j e j 
siy. 
 Pan zawsze lubisz organizowa prac, oczywicie  u d z . Czyni z cudzej pracy 
element  w o j e j siy. 
 A c mam na tej ziemi robi, jeli nie organizowa pracy? 
 Byoby jeszcze blisze zadanie. 
 Jakie? Zaraz je wykonam, jeeli jest blisze dobra. 
 Odziedziczone miliony giedziarza  wszystko mi jedno jakim sposobem... 
 Radz panu wierzy, e godziwym! 
 Dla mnie dziedziczenie jest niegodziwoci. Doskonale czarnego koloru nie mona w 
moich oczach poczerni drugim czernidem. Ot  odziedziczone miliony rozda godnym. 
Dopki s na tej ziemi godni, paskie zachcianki patriotyczno  industrialne s zbrodni, tym 
gorsz, e na niej wieci si blichtr jakiej idei. Pan wolisz organizowa cikie roboty tych 
ndzarzy, musztrowa armi z nich zoon do walki z wrogami narodu, to znaczy z ndzarzami 
zza rzeczki  wreszcie obdarowywa ich ideami. 
 Nie bd dysputowa. Przecie i pan obdarowujesz ich nie czymkolwiek innym, nie obwarzankami 
i kuflami piwa, tylko ideami. 
 Tylko jedn jedyn ide, ktra jest prosta i krtka jak drg elazny: bierzcie dobro zrabowane 
wam przez przywaszczycieli, dziedzicw, spadkobiercw, panw, milionerw  
chwytajcie dobro wyrobione rkoma waszych braci  choby byli ludmi innej mowy i innego 
kraju  bierzcie  bo to wasze! Nakarmcie wasze dzieci, wesprzyjcie konajcych z biedy, 
90 
dajcie cho jeden skuteczny lek cierpicym, cho jeden na cae ycie, dajcie cho jedn pociech 
upadajcym ze smutku yda w jarzmie. 
 Przecie ja to wanie robi  mwi Nienaski z uniesieniem  ja daj ludziom dobro, lek 
i pociech! 
 Pan? C za bezczelne kamstwo! Pan budujesz podwaliny swojej chimery, pastwa, 
ktre bdzie katowni ludu, tak sam jak inne. Usiujesz pan budowa je przebiegle, przy 
uyciu zrabowanej myli przewodniej, jedynej myli o ratunku, ktr yje ndza. Tym te 
jeste niebezpieczniejszy. Jeste najniebezpieczniejszy ze wszystkich panw. 
 Dla kogo jestem niebezpieczny?  krzykn Ryszard. 
 Dla tych, co ju ocknli si i nosz w sercu zemst za krzywd. Powiem panu jedno sowo, 
prosto w oczy, jak czowiek mny czowiekowi roztropnemu. Oddaj ludowi, co pod-
stpnymi sztukami wyudzi od zdziecinniaego starca, i uchod std w kraje swego marzycielstwa. 
 Szkoda mi sw. Nie bdzie zgody. Tote stosuj do pana t sam rad: id std 
zdrowo w kraje swego marzycielstwa! 
 Nie, ja zostan. Dopki jest na ziemi ndza, ja ! zostaj i jestem. Jeeli nawet zgin jako 
czowiek  non omnis moriar. Lecz pan  id! Dodam: pki cay!  A tak!  A tak. Powiem 
panu drugie wakie sowo: wy najlepsi  jestecie dla mas, dla ludu  najgorszymi. 
 Dla nas, dla ludu. Powiniene pan mwi jeszcze wyraniej: My, z boej aski lud... 
Ten wanie lud oceni, czym ja dla niego najgorszy. 
 Strze si pan! Nie pora bdzie strzec si, gdy on ci oceni. Pajczyn organizowania 
chciaby pan zasoni rany syfilityczne. Was to, najlepszych chirurgw, biegajcych ze sw 
pajczyn, naleaoby przede wszystkim z placu usun, ebycie nie zamcali widoku. 
 Nawet usun? 
 Usun! Nie ja mwi. Jestem proch, jestem przechodzie, jestem krzyk przebiegajcy 
pustkowia niedoli. Nie moj rzecz jest czyn tu lub tam. Syszae pan co nieco o Mcicielach. 
Nienaski rozemia si serdecznie. 
 Syszaem  mwi  syszaem! O to chodzi... Mylaem, e o co mdrzejszego. egnam 
asindzieja! 
miejc si gono, poszed dalej. Gwizda i podpiewywa pieszc do kopalni Xenia. 
91 
Tej jesieni od pewnego ju czasu otrzymywa pod swym adresem kolejno nadchodzce li-
sty, opatrzone pieczci partii Mciciele. Pisma te day, aeby si stawi w jakich punk-
tach oznaczonych dla zdania rachunkw z sum, ktre odziedziczy i posiada. Pocztkowo nie 
zwraca na te dania adnej uwagi i nie stawia si przed niewiadomym trybunaem. Lecz po 
rozmowie ze owskim na szosie prowadzcej do kopalni zrozumia, e to nie jest sprawa ze 
zwyczajnymi szantaystami ani z bandytami, lecz z ideowoci, do ktrej si przyczepio 
wszystko wyzute z praw, z okrelonej wiary i wiadomej idei. Postanowi tedy pj na miejsce 
wskazane, trzecie z rzdu, i rozmwi si oko w oko z tajemniczym areopagiem. Pragn 
wykaza tym ludziom odpadym od wiata, podeptanym i zapdzonym w rozpaczliw jaskini 
myli  co robi, jak robi i dla kogo. Pragn zmusi ich do zrozumienia swej pracy, do 
uznania jej i ukochania. Wierzy mocno, i wessie ich nowy organizm, da im chleb, spokj i 
uciszenie ducha. Kiedy sam na sam rozwaa, co im ma okaza i jak  co ma powiedzie, a o 
czym zamilcze, gdyby nawet w istocie rzeczy byo dobrem najwyszym, lecz na teraz dla 
nich niezrozumiaym  bra si na spytki ogniowe, aeby si snad nie polizn w tyrani, w 
niesprawiedliwo wzgldem tych ludzi, w brudne burujstwo, tak atwo czepiajce si duszy 
obarczonej wiadomoci posiadania wielkiej kiesy zota. Na trzeci pozew Mcicieli, lecy 
na stole, Nienaski patrza uparcie i z zawzitoci. Nie chcia i do wrogw, lecz do braci. 
Nie chcia taniego zwycistwa, lecz podwignicia ich w duchu i pocignicia ku idei. 
Nie mwic swej onie, dokd si udaje, bez adnej broni ani papierw poszed na miejsce 
wymienione w wezwaniu. Przemierza brudne, cuchnce, botniste przedmiecie Krakowa w 
kierunku Wisy. Patrzc na prawo i lewo po ohydnych kamienicach i po starych chaupach, 
ktre w bocie tony, kl gono. Ohyd przejmowao go to wszystko pobudowanie na odwiecznych 
niedolach, krzywdach, na odwiecznych bezprawiach i biedach. Jake pragn przernicia 
tych bajor kanaami, burzenia ruder, wytrzebiania zaraz gniedcych w sobie siedlisk 
cauj rczek krakowskich!  Mciciele...  mia si.  Istny opar nad tymi gnojami, 
nad tym fetorem, w ktrym tony pokolenia. Tyle sobie wyhodowaa nieszczliwa Polska. 
Kdy w dugim podwrzu, ktre rzeczywicie byo jednym mietnikiem, w domostwie, 
ktrego przyciesi stay si dawno botem, a ciany na boto topniay, dopyta si o mieszkanie 
szewca Dbrowskiego. Wszed do wntrza. Izba bya jak si patrzy, tamtejsza, do powiedzie, 
szewska na przedmieciu. Majster, czowiek kudaty, nalany i brudny, podskoczy ze 
swego stoka, zapewne w przewidywaniu, e nadciga klient z obstalunkiem. W rogu izby 
pod piecem skrobaa kartofle kobieta tak chuda, e od pierwszego na ni spojrzenia nastrczaa 
si myl, jak ten szkielet moe rusza rkami, widzie, chodzi, mwi. Byo to bolesne 
zjawisko  ta szewcowa. Oczy wywalone z orbit, zapewne wskutek jakiej choroby, wlepia 
w przychodnia i wci ruszajc wargami, jakby pokrzykiwaa bez wydania gosu, przypatrywaa 
si kademu gestowi i poruszeniu. Nienaski dozna bardzo przykrego wraenia na widok 
tej kobiety. Zwrci si do gospodarza ze sowami: 
 Pan majster Dbrowski? 
 Tak jest, do usug... 
 Mam naznaczone paskie mieszkanie w papierze, ktry mi nadesano, jako miejsce, do-
kd mam przyj. Nazywam si Nienaski. Przyszedem. 
 A!  mrukn szewc rzucajc na on spojrzenie. 
 Przyszed pan...  zacza mwi, ale szeptem, bo jej wida grulica gos wyjada. 
 Jak pani widzi. 
 To dobrze, e pan przecie przyszed. 
 Dobrze? Dla kogo? 
92 
 Dla sprawy. 
 Tak? Czekam. 
 Teraz? My tu sami, ja, ona  zaambarasowa si szewc. Sta drapic si w gow. 
 Wic c?  spyta Nienaski. 
 Towarzyszw  e  a nie ma, bo to nie pora. 
 Moe ich pastwo zwoacie. Ja mog poczeka. 
 O, teraz nie ta pora!  podja swym skrzeczcym szeptem niewiasta. 
 C mam robi? 
 A to pan si nie ba przyj? 
 Nie boj si chodzi do ludzi. Moe bycie mi pastwo wytumaczyli, o co to sprawa? 
Maonkowie spojrzeli po sobie. Nie mogli zdoby si na wyjanienie. Wreszcie szewc zacz 
mwi mozolnie i bez adu: 
 Nam tu jeden czowiek mwi, e pan zagarn od jednego bogacza wielkie pienidze... 
 Znam ci ja tego czowieka!..  mia si Ryszard. 
Obydwoje podskoczyli ku niemu pytajc, kogo ma na myli. 
Pokaza im gestem rki dug brod, yse czoo. Zrozumieli. Teraz przypatrywali mu si ze 
zdwojon ciekawoci. Oczy im si wieciy. 
 I czeg was to, moi pastwo, ponaucza w prorok? C wam o mnie powiedzia? 
 Pan si mieje, jak mwi o tym czowieku...  syczaa wyschnita kobieta.  A to jest 
wity czowiek! 
 Nawet wity! 
 wity!  wykrztusia z gardzieli, ktra ju strun gosowych nie posiadaa. yy na jej 
szyi nabrzmiay jak strki  wydobyy si na skronie. Poskoczya do drzwi w gbi i otworzya 
je szeroko. Nienaski zobaczy izdebk czyciej utrzyman, z kiem w kcie i stolikiem 
pod oknem. 
 Tu mieszka...  mwia szewcowa Dbrowska.  Bez trzy miesice tu by. Jego to jest 
pomieszkanie! Takiego mdrca! 
 Gdzie si za teraz wynis? 
 W wiat poszed, mj wielki panie  we wiat szeroki! Gosi sowo prawdziwe, dobr 
nowin midzy tutejsze i obce ludzie. Bo wszdzie jest ta sama rzecz. Gdzie tylko jest na 
wiecie krzywda i bieda a psie ycie i gdzie jest panowanie diabelskie  to tam poszed! Bo 
ten czowiek z diabem samym wojuje. Diabe posiad ziemi i dobro wszelakie, zoto i rybo, 
brylanty i rubiny, a ten jeden czowiek pokazuje ludziom, jako e diabe to wszystko posiada. 
I wszdzie, gdzie tylko s ludzie zatchnite w tym ostatku, suchaj, co mwi. Prawda 
jest w uciech jego! A to si niech janie pan obejrzy po wiecie! Prawda jest w uciech jego! 
A tu, gdzie spa, ju si nikt nie pooy w tej pocieli, na tej poduszce i pod t kodr!  mwia 
z niewysowionym umiechem zachwytu, przysaniajc swe wyupiaste oczy czerwonymi 
powiekami. 
 Czemu?  zapyta Nienaski. 
 Na tym tapczanie a w tej pocieli, gdzie spoczywa, ju nikt nie spocznie. Nie! Bo moe 
jeszcze wrci! Moe jeszcze jego cieka tdy si wyprostuje. A jeeliby za wrci, przecie 
mu si naley cho taki spoczynek, mj wielki panie... 
Nienaski patrza na ni, gdy wyrzucaa z garda te wyrazy  i mwi samemu sobie, e 
jeszcze nigdy w yciu nie widzia twarzy rwnie fanatycznej. Bya gboka zgroza w tych 
oczach na wierzch wysadzonych, w umiechu, co raz w raz poyskiem szalestwa i mciwoci 
owietla zmarszczki przecinajce wargi i policzki. Kolawe, spracowane, ylaste rce kurczowo 
drgay. Ciao suche, ktremu, zaiste, lepiej by ju byo midzy czterema sosnowymi 
deskami, miotao si i trzso. Nie mg patrze i sucha. Co jakby mgoci chwytao go w 
tej izbie. 
 Tyle to a czasu mieszka tu owski u pastwa?  zapyta. 
93 
 Sza!  krzyknli obydwoje jak na komend. 
 No? 
 Sza! Niech Bg zachowa! Nazwiska nie wolno z gby wypuci! Sza! Bo le bdzie! 
 Ze mn bdzie le czy z wami, moi pastwo? 
 Sza!  krzyczeli na niego tupic nogami jak dwoje wariatw. 
 No, dobrze ju, dobrze! Czego ode mnie chcecie?  spyta zaczynajc nudzi si tym 
wszystkim. 
 Policz si pan ze swoim sumieniem! To tego trza!  wypalia mu w oczy, plujc na wsze 
strony przez zielone zby, ktre sterczay w jej ustach. 
Nienaski odsun si i popiesznie zapyta: 
 Czeg chcecie? 
 Czego? A to tego... 
Naradzali si oczami. Po tej naradzie szewc rzek z pomp: 
 Masz pan zoy na parti cho cz tego majtku. 
 I to wam? 
 Nie nam, tylko na parti! 
 A gdzie ta partia? 
Znowu si zaambarasowali. Pobiegli do kta i zaczli tam przyskakiwa do siebie, szepta 
i ciska jakie wyrazy. Wrcili gadajc jedno przez drugie. 
 We czwartek wieczorem, tu, na tej samej ulicy, ale nad sam rzek. Podwrze tam bdzie 
tak jakby tutaj. Dom murowany, ino stary. Na pitrze. Jedne tam tylko bd drzwi, jak 
si wejdzie po schodach. Na dole szynk, a to bdzie na pitrze. 
 Przyjemne jakie miejsce: na dole szynk, a ono na pitrze...  mia si Ryszard. 
 Paacw nie mamy. My nie h  a b i e. 
 Ja take nie jestem hrabi i nie mieszkam w paacu. 
 Przyjdziesz pan? 
 Dobrze. Przyjd. Tylko eby mi tam byli ju wszyscy wraz, bo trzeci raz nie myl na 
prno czasu traci. 
 Godzina dziewita wieczr, to ludzie z roboty zejd i dopiero wtedy maj czas. To tam 
partia bdzie. 
Podnis si, poda im rk. Gdy mia wychodzi, zwrci si do ony szewca: 
 A moe by tak pani bez wszelkich ceregielw przyja ode mnie, powiedzmy, poyczk 
na leczenie, na wyjazd na wie, choby, ot, do jednej wsi nad 
Wisokiem? Tobym tu przysa pienidze i list z adresem, gdzie jecha... 
 Nie, nie! Nic do rki! Jeszcze czego! Partia da  dobrze. Partia nie da  ha, trudno. 
 Jeli tak... 
Wyszed z tego mieszkania i z rozkosz odetchn powietrzem. 
94 
W cigu paru nastpnych dni namyla si  i czy nie i. Najatwiej byoby nie pj 
zlekcewaywszy ow parti, zwaszcza po obejrzeniu z bliska przedstawiciela i przedstawicielki 
tych Mcicieli. Lecz wanie widok owych biedakw pociga, eby zobaczy i szersz 
reprezentacj. al mu byo nade wszystko tamtej szewcowej. Nieche jej  do licha!  
partia da na wyjazd... 
Nadto przyczynia si do decyzji pewna jeszcze okoliczno. W cigu owych paru dni odbyo 
si jedno z zebra obywateli zamonych, ktre od jakiego czasu urzdzano w Krakowie. 
Na te narady spraszani byli ludzie co najzamoniejsi, wcznie a do magnaterii. Perorowano 
tam o koniecznoci wszczcia w Galicji przemysu i mdrkowano nad sposobami 
znalezienia kapitaw. 
Wanie na ostatnim z tych zebra Nienaski wygosi pomienn oracj o koniecznoci 
czynu, ktrego spoeczno oczekuje od wielkiej szlachty i arystokracji. Suchao go w skupieniu 
kilkunastu gentlemanw, ktrzy, razem wzici, wyobraali prawnych przedstawicieli 
kilkudziesiciu milionw koron. Gadanina Ryszarda trafia na tward opok serc i rozumw. 
Nikt nie popar jego wywodw. Chwalono jego usiowania kadzc mu ile wlezie za to, co 
zrobi i co robi zamierza, przytakiwano grzecznie i obudnie w dyskusji oywionej, ktra 
si wywizaa, ale o wziciu udziau finansowego w tych tam zamierzeniach nikt ani pisn. 
Zabrawszy jeszcze raz gos Ryszard Nienaski pocz mwi ostrzej. Wskazywa na grzechy 
szlachty poznaskiej, litewskiej i ukrainnej i domaga si poparcia przynajmniej tej sprawy 
narodowej. Odpowiadano mu rwnie ostrzej, dowodzc, e obfito taniego robotnika 
jest dobrodziejstwem dla obywatelstwa danego kraju. Tamujc ruch proletariatu na roboty 
tudzie niweczc zarobki robotnikw rolnych w krajach ociennych, psuje si ceny, a, co 
gorsza, przez szerzenie bardzo adnych z wierzchu, lecz zudnych ideaw, stawia na porzdku 
dziennym kwesti socjaln tam, gdzie jej  dziki Bogu  dotd nie byo. Wtedy odezwa 
si raz jeszcze, e takie pojmowanie i traktowanie tej sprawy zemci si srogo na szlachcie. 
Gdy ona nie chce rozpatrywa, bada i rozwizywa kwestii .socjalnej po ludzku, to ta 
kwestia sama dopomni si tutaj o rozwizanie. Pocznie wali piciami  a oby! nie elaznym 
drgiem  we drzwi paacw i dworw. 
Wtedy jeden z obecnych, czowiek bardzo powaany dla wieku, mdroci i majtku, odezwa 
si ze skromnym ostrzeeniem Nienaskiego, by uwaa na siebie rwnie. Kwestia socjalna 
moe i jego, ktry jej szuka i ktry j wywouje jak wilka z lasu, pierwszego kami 
swymi poszarpa i zmie z galicyjskiej widowni. 
Te sowa, ktre w pierwszej chwili zlekceway, przypomniay mu rozmow ze owskim. 
Postanowi zada kam twierdzeniom owego magnata, wchania w miar si pierwiastki biedy 
polskiej i przeistacza je w miar monoci na ywio nowej pracy. To zdecydowao o 
wizycie. Wieczorem w naznaczony czwartek pojecha fiakrem a do wskazanego miejsca. 
Spod bramy odprawi wonic i szed po omacku. Na dole brudnej kamieniczki znalaz szynk 
zapowiedziany. Obok tego szynku ciemn sionk szo si na schody. Drog wskazywaa naftowa 
lampa, ktrej kope wymalowa na cianie czarn infu. Z dou dochodziy tony harmonijki, 
wrzask pijakw i chargot dziewek. Nienaski wszed na schody i szuka w ciemnoci 
drzwi. Poczu, e w zmroku stoi czowiek. Instynktownie zatrzyma si i czeka przez chwil. 
Tamten z cicha zapyta: 
 Kto idzie? 
 Swj...  rzek Nienaski wesoo. 
Zapewne rka owego czowieka uchylia drzwi. wiato pado na schody. Przybysz zobaczy 
modego czowieka, ktry przed nim usun si i znik w gbi. Pchn tedy drzwi i zaj
95 
rza do wntrza. Byo to czyje mieszkanie. Stao ko z pierzynami. Zza drzwi prowadzcych 
do drugiej izby sycha byo rozmow. Otwary si i uchyliy do poowy, lecz nikt si w 
nich nie ukaza. Nienaski min pierwsz izb i stan na progu drugiej. Byo tam siedmiu czy 
omiu mczyzn. Jedni z nich stali, drudzy siedzieli na drewnianych krzesekach. Wszyscy 
ginli w gstym dymie z papierosw. Pod oknem miecia si wygnieciona kanapa, przed m 
stary, okrgy st, zasypany popioem i peen niedopakw. aden z mczyzn obecnych w 
tym pokoju nie powita Nienaskiego ani si do niego nie zwrci. Zdawa by si byo mogo, 
e go wcale nie spostrzegli. On zdj czapk i mierzy ich oczyma, przechodzc spojrzeniem z 
jednego na drugiego. Mieli pozr rzemielnikw. Jeden, bardziej wyelegantowany, siedzia w 
kcie, nie zdjwszy kapelusza, ktrego rondo byo zawadiacko spuszczone na d. Ten pali 
papierosa gryzc jego ustnik i systematycznie wypluwajc na odlego kawaki papieru. 
Dwaj niepozorni stali obok stou i od niechcenia przypatrywali si 
gociowi. Pod oknem w pozycji skurczonej tkwi od niedawna znajomy, szewczyna Dbrowski. 
Temu Ryszard skin gow i, poniewa nikogo tu nie zna prcz niego, rzek ze swobod: 
 Dobry wieczr, panie Dbrowski. Ot przyszedem. Moe mi pan zaznajomi z kolegami. 
 A, dobry wieczr;  rzek tamten z nieszczer uciech. 
W trakcie tej rozmowy mody czowiek, ktrego Nienaski przelotnie dostrzeg na schodach, 
cichcem zamkn za nim drzwi. Potem zbliy si do stou i wykrci pomie lampy. 
Nienaski zobaczy jego twarz. Twarz blada, ziemista, z zapadymi oczami. Gdzie j by widzia? 
W Paryu? Przez moment przypomina sobie... 
Ale to jest lokaj Ogrodyca! Witold.
w mody czowiek spojrza na niego rwnie bez cienia yczliwoci i rzek: 
 Starzy znajomi. Od oa zacnego dobrodzieja... To pan si nie ba przyj na zebranie 
Mcicieli? 
 Jak pan widzi. Co tu robisz? 
 wiadcz przed trybunaami, jak mi nieboszczyk nakaza, o tych pienidzach zapisanych. 
A pan co? Zawsze tak jak w Paryu, eby tylko co dobrego zrobi tym ubogim, ukochanym 
rodakom z nizin?... 
 eby tylko otrze zy niedoli...  doda ten z kta w kapeluszu, zwracajc si nie do Ryszarda, 
lecz do byego lokaja Witolda. 
 Nie widz, ebycie panowie mieli zy w oczach, tote nie wiem, po co te dowcipy  
mwi milioner. 
 E, bo my s ju takie z rodu zatwardziae...  szyderczo wysepleni jeden may z blond 
wsami zrudziaymi od dymu papierosw. 
 Tak tam jest czy owak  do rzeczy!  rozkaza Nienaski.  O co chodzi? Dostaj tu papierki. 
Podpis Mciciele. Piecz jak koo od armaty. danie, ebym przyszed to tu, to 
tam. No, wic przyszedem. Co jest?  zapyta z krakowska. Wydoby z kieszeni owe inwitacje 
i rzuci je na st. 
 Co jest? My si to samo spytamy  rzek w z kta, w kapeluszu.  Z czym pan tu przyszed? 
 Z zapytaniem: czy to wy jestecie Mciciele? 
 No, niby...  mruknli w kilku. 
 A mci si chcecie na kim i za co? 
Starszy nieco czowiek, siedzcy wygodnie w rogu kanapy, tgi, z grubym karkiem i woowymi 
oczyma, odpowiedzia: 
 To tam ju nie paska rzecz, tylko nasza! 
 Wanie e i moja. Tak samo odczuwam krzywd ndzy jak i wy! 
96 
 A ten automobil, co go pan targowae u Walfisza, bdzie dwa tygodnie temu  to i on 
dla tej ndzarskiej krzywdy? Janie pan nie pamita, bo i skde? A ja ta sta wtedy i pokazywa 
zalety tego auto. Szyk maszyna! Tylko e gdzie to mona spamita? Robociarska 
morda  spamita to tak fizys? 
Nienaski uczu si niemile pobitym. W istocie na proby Xeni dopytywa si o cen automobilu 
wraz z ni w sklepie Walfisza. Targowa si o cen. Stano na kilkunastu tysicach 
koron. Teraz, pokonany tym argumentem, zamilk. 
 A te meble stylowe do pokoju janie pani dziedziczki?  mrukn jeden z dwu najbliszych 
mokosw mrugajc porozumiewawczo na modego suchotnika. 
 To samo przede i ze mn sza rozmowa o styl tych cacek. Ale spamita to janie pan 
wszystkie gby?  dorzuci tamten. 
 E, to drobiazgi!  wtrci ironicznie kto z tyu, ode drzwi.  Nie trzeba panu dziedzicowi 
robi przykroci, gdy raczy przyj z wizyt. 
 W jaki to sposb chcecie si na mnie mci za te moje zbrodnie?  pyta Ryszard ju 
uspokojony. 
Z kta podnis si rudy jegomo w kapeluszu i, przecigajc si swobodnie, z ziewaniem 
podszed do stou. 
 Mymy chcieli maej rzeczy...  mwi niedbale.  Pan dostae we Francji wielki spadek. 
Tak czy nie? 
 Dostaem. 
 Od obcego czowieka. Tak czy nie? 
 No, niby tak. 
 My nie wchodzimy w szczegy, jak to tam byo... 
 Bo to i lepiej dla was w kadym razie. 
 Ale si byo w  e d y k w Paryu i rne si tam rzeczy syszao. 
 Mwi jak do ludzi uczciwych, nie jak do sdu, bo do sdzenia mnie nie macie adnego 
prawa. Jest tu wiadek, lokaj zapisodawcy, ten oto Witold. Niech zawiadczy. 
 On tu ju wiadczy. My go ju przesuchali. 
 No, to dosy ju o tej sprawie i w takim tonie! Gada o tym w mojej obecnoci nie wolno! 
A ktry si odezwie, temu eb rozwal! 
 Co to za mowa! Jaki ton! Wszystko z tego odczuwania ndzarskiej krzywdy... 
 Nie odpowiadam na to. Co dalej? 
 Dalej tyle: my tu oto zebrani, komitet partii, chcieli my grzecznie prosi o jak  ci 
przecie cz tego spadku. 
 A jakiej racji? 
 Z tej samej, co i pan. Pane dosta ten spadek bez racji  cay. My chcemy dosta z tego 
cz  dla wszystkich. 
 Na jaki cel? 
 Na t nasz mwi, parti, na ludzie godne, bez kawaka chleba. 
 Co macie zamiar robi z pienidzmi, ktrych chcecie ode mnie? 
 Na parti, mwi! 
 Na parti  to znaczy, na co? 
 Partia bdzie wiedziaa, na co. Prywatnie mog wyjani: eby ludzie w naszych oczach 
godow mierci nie marli  na .to, eby temu lub owemu da na buty, jeli w zimie bosy  
na portki, jeli ich  czego Boe bro!  nie ma  na obiad, jeli tydzie nie jad  na to, psia 
jegoma, cygarozacenta, jeli ogarki zbierapo rytoka  h  na a p  yk ,jeli ta ju 
charcz i kipi, a drugim spa w norze nie daje. No! Skd partia ma bra? No, skd? Jak nie od 
pana, co darmo zgarn tyli majtek. Ja skoczyem...  doda z gestem krasomwczym. 
 To chcecie by towarzystwem dobroczynnoci? 
 A pan chciaby sam obsta za wszystkie towarzystwa? 
97 
w tgi z kanapy przerwa dialog wakim owiadczeniem: 
 Spory do  i o   a! Tak  albo nie? 
Nienaski zwrci si twarz do tego i rzek twardo: 
 Nie! 
Towarzystwo rozejrzao si pilnie po sobie. Pokiwali gowami. Ten i w zakaszla. Lokaj 
Witold gono ziewn. Mody czowiek stojcy obok Nienaskiego zajrza mu gboko w oczy 
omdlaymi renicami. Drugi, jego towarzysz, powistywa przez zby. Ryszard rzek do 
ostatniego: 
 Nie wiszcz pan teraz, bo tu rozmowa powana, nie szynk! Ten dziwnie przegi si cay 
jak piskorz czy mitus w kierunku owego w kapeluszu mwcy. Mrukn: 
 Syszysz ty, Rudolf?... 
 No, no...  uspokoi go tamten, powanie kiwajc rk. 
 Mwi do was tak...  zacz Nienaski.  Pienidzy na rzeczy nieokrelone, wam, ludziom 
zgoa mi nieznajomym, nie dam, bo to s pienidze nie moje, lecz publiczne. 
 A ten automobil od Walfisza, to prywatny czy publiczny?  wykrzykn kto z istnych 
kbw dymu. 
 Ten automobil bdzie mj, jeli go kupi. I z niego zdam rachunek, ale nie przed wami! 
 Przed sob...  rozemia si Rudolf. 
 Przed caym ludem...  poprawi tego Rudolfa lokaj Witold. 
 No, juci nie przed tob, rzetelny wiadku!  ci go Nienaski bezlitonie ostrym sowem. 
 Przed janie pani!  odparowa tamten. Nienaski przez chwil dusi w sobie odruch, 
pniej gwatown odpowied. Cign spokojnie: 
 Tworz za odziedziczone pienidze kopalnie, kupuj maszyny, zakadam kolejki, buduj 
domy, skady, prowadz szosy. Kto nie ma pracy i yje w ndzy, nieche przychodzi. Dostanie 
prac, zarobek wikszy ni gdziekolwiek, najwikszy, na jaki starczy tych odziedziczonych 
pienidzy. Zarobi sam i wejdzie w koo wacicieli tych kopalni. Zakadam roboty publiczne. 
Tego przecie da wasz nauczyciel i mistrz, sam owski.  Godny jeste i biedny  
chod i pracuj, odziej si i jedz! 
 To ja rzuc kopyta i pjd wgiel w ziemi kopa?  wrzasn z dzik furi szewc Dbrowski. 
 Ci, co teraz boso chodz, zarobiwszy na buty obstaluj je u pana po dwie pary. W 
kopalni zarobi, a pan nie nastarczysz z robot! 
 Socjolog z pana i dobrodziej! Buty ludziom wdziewa na bose nogi...  mia si w Rudolf. 
 Pewnie, e wikszy ni z pana, ktry nic nie wiesz, a nikogo nie umiesz uszanowa, nawet 
wasnego sztabu, i siedzisz w czasie narady w kapeluszu, jakby by w szynkowni. 
 Ja nie zdejmuj mego kapelusza przed nikim na wiecie. Kein Herr weder Gott. 
Nienaski machn wzgardliwie rk. Mwi: 
 S tu w zagbiu krakowskim niezmierne pokady wgla. Syszycie! Pokolenia moe 
wyywi ten dar Boga dla nas! Ale trzeba go wykopa! Cay lud polski, ktry teraz pynie na 
sub do Niemcw, do Francuzw, do Duczykw, sto tysicy z Galicji, trzysta tysicy z 
Krlestwa rok w rok  a ktry tutaj, jak mwicie, i co jest prawda, godem przymiera  te 
kopalnie i fabryki, co przy kopalniach niechybnie powstan  mog wyywi, przyodzia, 
zabezpieczy na staro. Musi by podjta praca okoo tworzenia kopalni! Ale pomylcie, ile 
potrzeba pienidzy na takie dzieo! Na bicie szybw, budowle i maszyny.  Wesprzyjcie mnie 
sw pomoc, wy dzielni ludzie, ktrzy czujecie krzywd ywiej ni inni, ktrzy zapragnlicie 
by Mcicielami tej krzywdy! 
 Pan masz talent  drwi Rudolf  panu si patrzy posada pierwszego rezonera w teatrze 
albo wodza liberaw w sejmie. 
98 
 Nie tylko tyle  cign Nienaski, bez zwrcenia na te sowa uwagi  bo pomylcie, e 
my szyb za szybem zczymy, e si zejdziemy z Dbrow Grnicz i ze lskiem. Stworzymy 
tu orodek nieprzemoonej potgi. Cae to zagbie, poprzewiercane szybami kopalni, 
oddam na wasno pracownikom. Tu pod murami starego Krakowa... 
 Ja si pytam  wtrci tgi mczyzna z kanapy  to nic z naszej propozycji? 
 Z tego, ebym wam, ludziom niewiadomym, na ap po prostu, a moe na pohulank, 
dawa pienidze  nic! Na leczenie chorych  dam, ale do ich kasy lub honoraria lekarzom... 
 A za automobil! Za ten stargowany na osiemnacie tysicy? Z jakich pienidzy pjdzie 
to kupno? 
Nienaski umilk zmiadony. Kto spod okna zawoa: 
 No, jazda dalej o tych publicznych pienidzach! 
 Ze wszystkim taka prawda, jak z tym. Kopalnie robotnikom daruje, a nie moe darowa 
czci skarbu, co go nie zarobi, ino dosta... 
 Wyszachrowa... 
 Buruj zawsze ci twierdzi, e te pienidze, co je z nas zdar, to ,s jakie narodowe albo 
publiczne. 
 Niemiec czy Francuz, yd czy Polak  zawsze to samo garstwo! 
 Czyje to byy te pienidze za automobil? Nienaski krzykn: 
 Oddam te pienidze z moich zarobkw! Zarabiam jako budowniczy! W sumieniu jestem 
czysty. 
 Zarabia, mje pracownik! 
 Rce masz zwalane krzywd! 
 Na parti te osiemnacie tysicy! 
 Oddawa, bo to skradzione! 
 Na parti!  ryczeli wszyscy. 
 Dawa je na st! 
 ywo! 
 No! 
 Dawa! 
 Pod kar! Psiakrew!  Pod srog kar! 
 Pod kar! 
Nienaski woy kapelusz na gow i zawoa; 
 Sdzicie, e mi tu wrzaskiem i zniewagami wemiecie? Mylaem, e id na zgromadzenie 
ludzi pracy i idei, a trafiem w puapk. Tote wychodz! 
Tgi mczyzna z kanapy porwa si ze swego wygodnego miejsca i poprzez st nachyli 
si do niego z krzykiem; 
 Nie potrzebujemy paskich piknych idei ani obietnic, ani deklamacji, tylko pienidzy! 
My demokratw takich i owakich, socjaw i anarchw mamy do. Szesnacie tysicy koron 
na st! 
 Ju tylko szesnacie? 
 Syszae pan? 
 Syszaem. Nie dostaniecie ani jednego centa! Skoro nie potrzebujecie idei, tylko pienidzy, 
wiem, kto jestecie! 
Nastaa znowu cisza. Nienaski spojrza po twarzach i zobaczy we wszystkich oczach wyraz 
niedobry. Poaowa wypowiedzianych ostrych sw. Uczu, e zachodz mu z tyu. Odwrci 
si i rzek: 
 Przyszedem tu bez pienidzy. Nie ma co! 
 Zobaczymy!  krzykn lokaj Witold chwytajc go za klapy surduta. Tego pchn od siebie 
tak potnie, e tamten a jkn na .najbliszej cianie. Zarazem dopad drzwi i szarpn 
klamk. Drzwi byy zamknite. Pchn je z caej mocy, lecz nie ustpiy. 
99 
 Po dobroci...  szepn do niego yczliwie blady mokos z podkronymi oczyma.  Powiedze 
pan, e przylesz albo przyniesiesz. 
 Nic nie dam! Ani jednego centa!  krzycza w furii.
w szewc Dbrowski skaka od jednego z konspiratorw do drugiego, co szepczc, gadajc, 
wykrzykujc. Wreszcie przybieg w skok do drzwi i otworzy je. Nienaski wypad do 
pierwszej izby. Za nim krok w krok szed ten w kapeluszu, zwany Rudolfem, i chudy ze 
smtnymi oczyma. Rudolf w ciemnej izbie chwyci Nienaskiego za rk i piersi. Napastowany 
trzasn go midzy oczy. W teje samej chwili Dbrowski, miotajc si w istnym szale 
midzy nimi, otworzy drugie drzwi, prowadzce na schody, i wypchn Ryszarda w ciemno, 
szepcc do w napadzie strachu: 
 Czowieku! Umykaj! 
Nienaski straci orientacj co do miejsca. Potkn si na schodach i zlecia z pierwszej 
kondygnacji a na platform. Na grze rozlega .si wcieky wrzask, szarpanie si ludzi. Sycha 
byo przeraliwy pacz szewca Dbrowskiego, ktry wy: 
 Nie puszcz, towarzyszu! Nie puszcz! Day si sysze razy bezlitosnego bicia w pysk, 
kopanie nogami, i Dbrowski spad ze schodw jczc i stkajc. Potrciwszy Ryszarda w 
ciemnoci, nalaz na caym ciaem, pozna i w szlochach, w trwodze znowu wy jcza: 
 Ady umykaj, czowieku! Umykaj! Umykaj! W tym gosie byo ostrzeenie ostateczne i 
.nieomylne. Tote Nienaski zbieg z drugiej pochyoci schodw, min smrodliw sie i poczu 
pucami powietrze. Puci si w dugie podwrze, owietlone daleko, w poowie odlegoci 
od bramy, latarni naftow umieszczon na supie. Gdy by w krgu wiata tej latarni, 
drgn od nagego huku  i od czego niepojtego, co si z nim stao. Przywidziao mu si, e 
to ten szewc Dbrowski teraz go w plecy drgiem czy kamieniem potrci. Ale wok bya 
pustka. Nikogo! Da si sysze drugi huk  ale ju jakby w oddaleniu. W teje chwili  przeraliwe 
uczucie braku tchu... Nie mg zrozumie, co to? apa rkami powietrze i z cikim 
trudem szed do bramy. Bya rwna droga, a wlk si ni to pod gr, na pionow cian. Widzia 
ju wrota, a nie by w stanie doj! Zachwiaa si, pocza waha i koysa si ziemia 
pod nogami. Naraz z ust  woda jaka  czy co? Zatkn sobie usta i wtedy domyli si gorzko: 
A... krew... 
Sposzona przeleciaa myl: 
Xenia si przestraszy... 
Po chwili zdziwio go, e ju nie idzie, lecz ley na boku i e ta ciepa krew wci tak agodnie 
odchodzi ustami. Obtar si chustk  i jako ustaa. 
Nic wanego...  pomyla. 
Postanowi odpocz tak chwil i formalnie bal si, e w powalanym ubraniu wrci do 
domu. Tak nie lubia, gdy by zabrudzony pyem wglowym  a c dopiero cuchncym botem 
tego podwrza. Wtem szepty, gwar, chlupanie ng w bocie. Kilku ludzi obskoczyo go. 
Dwignli mu gow, posadzili w tym bocie. Jeden z nich rozerwa rkami jego surdut i szuka 
w kieszeniach. apy drugiego powyryway zewszd rne papiery. Odr wdki z gby 
tego czowieka... miech, e si tak zawiod, bo tam nic nie ma. Szkoda tylko najadniejszej z 
fotografii Xeni... Znowu go zaczli szarpa szukajc w kieszeniach spodni, w kamizelce, nawet 
za gorsem koszuli. 
Wtem  porwali go w kilku za nogi, w pasie i za gow. Nieli szybko, dyszc z trudem, 
swarzc si o co w gwacie, gadajc jeden przez drugiego. Nic nie rozumia, co oni robi, 
dokd go  u licha! nios a nios. Minli rozwalon bram i biegli, biegli coraz prdzej. 
Wreszcie poczli go huta w powietrzu, raz, dwa, trzy... Przeraenie, przeraenie, ktre si w 
adnym nie zmieci sowie! Ciemno w oczach i cinajce krew zimno! Bl. Woda wokoo. 
Przez mzg przewina si okropna myl: Wisa...  Zanurzy si.. Woda pogarna go i 
leniwie poniosa. Czu, e si nogami wlecze, a kadubem ciaa czoga po botnistym dnie, e 
100 
zapada coraz gbiej i tonie, a nie mia siy podwign si z tego upadku. Lecz zimno i chlustanie 
fali nurtu po twarzy cucio go z bezsiy. 
Dotar do jakiej grzskiej awicy botnej i piaszczystej. Usiad tam po pachy w wodzie. 
Dwign si z trudem i, popdzany od zimna, zacz brn na czworakach popod brzeg pochyy, 
peen mieci, ktre si pod ciarem obryway i w d waliy. Instynktownie, dla ulenia 
sobie trudu, peza w ukos wybrzea po coraz bardziej kostropatych i cuchncych brudach. 
Zimno go trzso. Brak tchu obala na ziemi, nosem w te kay. Tote nieopisanie dugo 
trwao to czoganie si, ta zawzita i miertelna walka z brzegiem rzeki. Byy to wysiki lepe, 
nie dyktowane przez rozmyl. Czemu wykona ruchy takie, a nie inne, jakim sposobem zdoa 
wybrn? Jedyne, co w nim jeszcze byo wol wiadom, to pragnienie ujrzenia Xeni. Poza 
tym lepa trwoga przed zimn, cicho szemrzc wod... Pot ciepy, wci pyncy nie tylko 
po plecach, lecz i po nogach, nasuwa uboczn myl: czyby to nie pot? czyby krew? 
By ju wtedy na miejscu rwnym. Wsta na nogi i powlk si przed siebie. Daleko wiecia 
si latarnia. Od niej padaa smuga blasku na ruchom wod Wisy. Ba si i do tej latami, 
ale rozumia, e tam jest ulica i e tam wanie zda trzeba. Macajc rkami w przestrzeni, 
trafia wci na deski parkanu. To oparcie pomagao mu w pochodzie. Lecz parkan 
urwa si tworzc ciemn wyrw ulicy. Nienaski rzuci si w t czarn czelu. Zacz sun 
szybko, coraz szybciej, biec. Byo pusto. Nikogo! Od szybkiego ruchu znowu z ust ta krew! 
Nie zwraca na to uwagi. Szepta wci w obkaniu swoim: 
 Ratuj! Xeniu! Ratuj! 
Straszliwa, bezdenna, nieprzemierzona bya nieskoczono ulicy, wygrodzonej lepymi 
parkanami! Paniczny popoch w sercu, e go znowu spostrzeg, chwyc na rce i rzuc w 
pdzc wod Wisy, dodawa si. Bieg charkajc krwi raz za razem, coraz czciej. Z nosa 
kapay ogromne, niepowstrzymane krople. Stawa tylko wtedy, gdy poczynao la si ciurkiem 
i chepta w gardzieli. Znowu latarnia. Rg innej ulicy. Bruk. Z dala kroki... Czowiek! 
yd w dugim chaacie. Nienaski zawoa: 
 Na pomoc! Na pomoc! 
Czowiek w przysun si ostronie pod latarni. Zeszli si tam. Lecz ujrzawszy Ryszarda 
caego we krwi, yd uciek. Znik jak ciemne widmo. Znowu tedy droga w samotnoci brukowan 
ju ulic. Znowu nikogo! Nikogo! Ba si woa, e tamci usysz  mciciele. Wic 
tylko podwaja kroku. Straszliwymi zmazami pot spywa po jego plecach, oblepia pas i wem 
gorcym sun po nogach. W dali wida byo szerok ulic  wiata... Trafiay si ju 
murowane domy. Dzwoni do bram tych domw, z caej siy szarpic dzwonki. Koata w 
zamknite okiennice. Woa o pomoc. Lecz ani jedna brama nie otwara si, nie uchylio adne 
okno. Broczc krwi coraz obficiej dowlk si do wylotu owej szerokiej ulicy. Jaki wz 
z naga wyjecha z zauka. Nienaski poskoczy na jego spotkanie, woajc: 
 Ratuj! Czowieku! Ratuj! 
By to wz prosty, z obalonymi gnojnicami, na ktrych siedzia czowiek zgarbiony. Konie 
przystany. Wonica zlaz na ziemi i spyta z trwog: 
 C to ta? 
 Na Boga! Ratuj! Zbje mi poranili. Odwie! Ratuj! 
Powtarza raz w raz nazw ulicy i numer domu, swe nazwisko i nazw ulicy, wielokro i 
natarczywie  ju czujc, e go tamten wzi na rce i zoy midzy gnojowe deski, ktre 
szybkim ruchem ustawi midzy konicami. Zbawca w pogna konie, zrazu wolno, a potem 
w cwa. Gowa Ryszarda lataa jak kamie, tukc si o deski. Traci i odzyskiwa przytomno. 
Widzia to nieskoczono gwiazd w czarnym niebie, to .wielobarwne krgi w gbi 
swej gowy, to wreszcie byski zdziwienia nad t szczeglniejsz zmow wydarze. Krew z 
wozu bryzgaa na prawo i lewo. Wz pdzi dugo, nieskoczenie dugo. Wreszcie stan. 
Wielki w czarny parobek wzi Nienaskiego na rce i zanis pod bram domu. Tam go postawi 
przy dzwonku, co mwic niezrozumiale z wielkiego strachu. Obadwaj dzwonili do 
101 
tej bramy, ze wszech si przyciskajc krek dzwonka. Wreszcie strwoony w czowiek 
obali swe gnojnice, wsiad na przodek wozu, zaci konie i uciek w noc galopem, co siy w 
szkapach. 
Teraz Ryszard dzwoni sam do swego mieszkania, ktre miao poczenie elektryczne z 
bram wejciow. Czeka jczc i drc na caym ciele. Upada i powstawa. Rozlego ,si 
nareszcie koatanie i drzwi si otwary. Wszed do swej sieni i pocz wstpowa na schody, 
ktre rozwietlia lampka elektryczna. Szed ze stopnia na stopie, nie mogc udwign ciaa, 
dugo, bez koca. Nareszcie drzwi. Sycha byo gos Xeni w korytarzu: 
 To adnie o takiej porze wraca do domu? Budzi wszystkich? A licznie, mj panie, a 
licznie! 
Chcia zawoa, lecz nie mia gosu. Bezwadnie siad na wasnych nogach. Za chwil uderzy 
czoem w te potwarte drzwi swego szczcia. Ocuci go krzyk. Krzyk! Przeraliwy 
pacz! Dwigna go. Jak kloc citego drzewa niemocnymi rkami cigna na si poprzez 
korytarz, niosa w ramionach. Rozwara nogami drzwi do uroczej swej sypialni i dotaszczya 
go na ko. Na jej straszliwy krzyk przybiega suca i wnet leciaa na miasto szuka pomocy. 
Ryszard niewiele ju wiedzia. Krew jego zalewaa ziemi i cae ko. Nic go to nie obchodzio, 
tylko prosi, eby si nie gniewaa. Nieopisane czu szczcie na widok Xeni. Chcia 
jej wszystko powiedzie... Ta krew z ust jako  ci nacicha, gdy na wznak lea. W nosie 
zasychao. Ciar tylko bezmierny, istne kowado na piersiach. Xenia upada przy ku. Jej 
wosy taplay si w mokrych zalewiskach i kauach krwi na atasie kodry. Cae jej rce byy 
czerwone. Bia gow o metalow porcz oa szczcia. 
W korytarzu zduszony mski gos. Wtargn do pokoju wysoki mczyzna. W drodze 
zrzuca z ramion paltot, surdut, kamizelk i ciska sucej. Na gwat odwija rkawy koszuli. 
Obydwoje z Xeni poczli ciga z Ryszarda mokre do nitki ubranie. Lekarz rozkazywa. 
Ona biegaa, w skok podajc, co kaza. Miednic z wod, noyczki. Dara bielizn na pasy 
pcienne. cignli wreszcie, pociwszy na szmaty, odzienie i bielizn z Ryszarda. Lea 
nagi. Znaleli dziur od kuli powyej i z boku opatki, drug nisko, midzy ebrami. Zawizywali 
te rany bandaami. Krew z ust przestaa pyn. Lekarz co szepn. Xenia przypada 
ustami do zwieszonej rki ma... Przyszed drugi lekarz, wiekowy. Pniej jeszcze trzeci. W 
korytarzu wszcz si gwar. Ludzie. Peno ludzi. Twarze we drzwiach, gowy znajome, przyjaciele, 
inynierowie, technicy... Jk wrd nich. Szept alu. Rado w sercu chorego: tylu 
dobrych ludzi na wiecie! Tylu przyjaci! Ju nie jest sam. Ju nie w tej wodzie. Nie na tym 
brzegu. Nie wrd tamtych, lecz wrd tych. W ramionach Xeni. Dzikowa Bogu z gbi 
swego serca. Szczliwy go ogarnia sen. Cichy sen. Wleli mu co w usta. Pozwolili spa. 
Wszyscy wyszli oprcz niej, ktra klczaa obok ka. Och, jaka cisza i rado w sercu gono 
bijcym! 
Sen by niedugi. Przeistoczy si w ocknienie, pene przeraliwej boleci ducha i niewysowionej 
jasnoci pojmowania. Ryszard namaca rk wosy Xeni i przycign j ku sobie. 
Przychylia usta do jego ust i suchaa, gdy jej mwi w straszliwym swoim natchnieniu: 
 Ja umieram... 
Usysza pisk jej boleci, ale go to nie wzruszyo. Mwi do niej spokojnie, rozkazujco: 
 Suchaj! Jeeliby chciaa po mojej mierci w ycie lekkomylne popa, w brud, w rozpust 
duszy  przyjd po ciebie i zabior ci. Syszysz to? 
 Sysz! 
 Chcesz, eby tak? 
 Chc! 
 Sama chcesz? 
 Sama! Jeli si stan poda, tak chc! Przyjd po mnie i zabierz! 
 Pamitaj! 
102 
Przez chwil milcza. Po czym znowu rzek z trudem: 
 Teraz daj papier i owek! Prdko! 
Nie byo na czym pisa, a chcia co tchu. Kaza ruchem, eby podaa jak tek i podstawia 
donie. Na jej rkach pooy tek, papier. Zacz pisa na arkuszu testament. Spieszy 
si strasznie, przekrela, poprawia. Zapisywa cay w majtek krajowi  kapitay, tereny, 
maszyny, kopalnie  wszystko. Wymienia egzekutorw testamentu, ktrzy maj by przez 
kraj wybrani do rady zarzdzajcej, wic Brus i jaki drugi z Warszawy, ludzie z Galicji, ktrych 
nazwiska dla szybkoci pocztkowymi oznacza literami  jej mwic, co ktra znaczy  
przekrela, maza, myli si, przypomina... 
Wtem owek wylecia z jego rki. Kaza ruchem oczu woa wiadkw do tego testamentu. 
Ale gowa odwalia si na bok. Cienka, wawa struga krwi potoczya si z nosa. Usta 
dowloky si do rki Xeni, wyszeptujc z trudem, w ostatnim szlochu: 
 Kocham ci... 
Powieki nagle si rozchyliy, i oczy z nieopisan boleci napaway si widokiem ukochanej 
twarzy. Jeszcze raz drgny wargi od szeptu penego straszliwej rozpaczy, ktry tylko ona 
rozumiaa: 
 Pamitaj! 
A pniej jaka gboka zaduma przymia twarz. 
Lekarze otwarli drzwi i zbliyli si cicho, ju po to tylko, eby stwierdzi skon. Przyjaciele 
podwignli z ziemi maonk zmarego. Spojrzaa na martwe oczy kochanka i krzyk straszliwy 
wypad z jej piersi, krzyk, ktry, zdawao si, rozdar ten dom na dwoje  wiat i niebiosa. 
103 
CZʌ TRZECIA 
Dopiero po upywie roku od mierci Ryszarda Nienaskiego wdowa po nim wraca zacza 
do wiata. Przez cay ten czas ya w jakowym zamieniu duszy, w gbokim smutku, ktry 
zapewne byby strawi mniej oporny i silny organizm. Mwi si: zamienie duszy albo 
smutek  wyrazy, ktre wcale nie tumacz procesw, zaj i zjawisk. Nadaremnie by rwnie 
za pomoc innych wyrazw i okrele usiowa odtworzy ten kobiecy al po stracie. 
Prawdziwie, Xeni Nienaskiej nic nie mogo pocieszy. 
Wyjechaa z Krakowa zaraz po pogrzebie na wie, do zapadej wioski nad Wisokiem i 
tam, we dworze, u krewnych ojca, spdzia zim. Co tam robia? Czym ya? Tsknia za 
Ryszardem  oto wszystko, co mona powiedzie. Zimow por czstokro wymykaa si w 
pola i biegnc po zagonach ledwie przydtych woaa go po imieniu, co mu przyobiecujc w 
nagrod za przybycie, jakby jeszcze by na wiecie. Czasami znowu prosia, eby zaprzc 
konie i jecha saniami po droynach, ktrych nie znaa, ale tylko po takich, ktrych nie znaa... 
Zazwyczaj o zmroku chwyta j smutek najzacieklejszy. Wtedy uchodzia do kuchni, siadaa 
midzy dziewczynami wiejskimi, ktre si tam schodziy  wrd pokojwek i dwrek, 
eby chciwie sucha bajek, klechd, bzdur, powieci o strachach, zmorach, strzygach, widzeniach, 
snach  poda o zatopionych miastach, o krlewnach i zamkach na szklanej grze, o 
napadach zbjcw po nocy, o wielkich wojskach i strasznych bitwach  gawd o diabach i 
czarownicach, o widziadach i przeczuciach. Suchajc tych bani przepatrywaa obrazy, figury 
i wizerunki mczar, boleci, tsknot, cierpie miosnych i lepych przedsionkw mierci, 
ktre przeywa w cigu wiekw lud bezimienny. Za dnia, u siebie w pokoiku, zamknita na 
klucz, najczciej chodzia z kta w kt, nucc samej sobie jak pie bez pocztku i koca... 
Duo tam szya, cerowaa, prasowaa, robia w domu z innymi. Ale wiedzieli wszyscy, 
ktrzy j tak lubili, proci i z pastwa, e caa owa robotno jest z wierzchu, e wewntrz 
toczy j skir niezgojony. I mwili wiejscy ludzie, co j dawniejszym czasem tak radzi widzieli 
midzy sob, z prostack prawdomwnoci jej samej prosto w oczy szczere yczenie: 
 eby ju tego chopa zapomniaa, eby jej ju raz wyciek z serca w al zgniy... Ale dodawali 
wraz yczenie drugie, podspodnie: eby go za cakiem nie przepominaa, bo, wida, 
byo w nim co samo dobre, samo trwae  skoro go tak nie moe wytchn. 
W tym czasie jej wdowiestwa kopalnie dziaay dalej swoim porzdkiem, a nawet otwierano 
nowe, gdy na pokrycie kosztw inwestycji i produkcji byy jeszcze nietknite w bankach 
fundusze, na imi Ryszarda Nienaskiego zoone. Inynierowie i technicy poszczeglnych 
dziaw pracowali dalej. Prowadzenia ogu sprawy w imieniu i zastpstwie wdowy 
podj si skwapliwie jej ojciec, pan Granowski. Bra walory z bankw i przekazywa je zarzdom 
kopalnianym, jedzi do crki i zdawa jej o wszystkim spraw, by tedy niejako cznikiem 
i nieodzownym ogniwem tego wielkiego dziea. 
Crka powtarzaa mu wci jedno  o testamencie. Wydobywaa w testament ze srebrnego 
woreczka i pokazywaa  arkusz zakrwawionego papieru, gdzie owkiem, niezrozumiaymi 
kulfonami, co byo nabazgrane, gdzie wyrazy zalane zostay przez strugi ez i wielkie 
104 
krople krwi. Odczytywaa tekst gosem surowym, niezomnym, nakazujcym, dodajc, e 
wszystko tak ma by, jak napisa  ani jedna jota, ani jedna kreska nie moe by zmieniona! 
Grozia, e jeli tak zaraz wdroone nie bdzie, jak rozkaza, to ona sama idzie do urzdw, 
wadz, biur, do sejmu, wszdzie gdzie naley, i sama w gos owiadczy, co w testamencie 
powiedziano. Majtek cay naley do kraju. Egzekutorami s ci a ci i maj prawo by wybrani 
do rady zarzdzajcej. Wymieniaa nazwiska, tumaczc te, ktre byy oznaczone tylko literami, 
eby ojciec wiedzia, zapamita i poda, gdyby umara albo oszalaa. Nie bolao jej nawet 
to, e te o niej Ryszard tak zupenie w tym testamencie zapomnia. Ani centa! Ale dodawaa 
wraz, e taki by, jej rycerz, wic ma by uszanowana jego wola. Gdy o tych sprawach 
mwia, zjawia si na jej twarzy umiech obkany, niewymowny, jak gdyby patrzaa w oczy 
konajcego maonka i gos jego syszaa, ktry w jej usta upywa, zacichajc na wieki. 
Stary pan Granowski nie przeczy ani protestowa. Ani jednym sweczkiem, ani najlejszym 
gestem. On tylko przezornie odwleka chwil zgoszenia do wadz testamentu a do 
czasu zupenego uspokojenia si Xeni. Wielokrotnie oglda ju i bada w testament i 
stwierdzi, e to jest mazanina bez wartoci i znaczenia. Tote pozostawiajc w rku Xeni 
ow szmat, gromadzi w swym portfelu dokumenty wyraniejsze, jak testament Ogrodyca, 
akt lubu i prawnego zczenia Nienaskiego z Xeni, akty prawne nabycia terenw wglowych 
na imi swego zicia, koncesje i dzierawy powierzchni gruntw zajtych przez kopalnie, 
a nade wszystko ksiki czekowe. Oprcz tego starszy pan pilnie doglda gromadzenia 
si i samych walorw, czystych zyskw, o ile byy  na wszelki wypadek. Rozumowa w ten 
sposb, e skoro ten poczciwy fiksat, ktry bez broni chodzi do szantaystw, aeby ich 
przekonywa  nieboszczyk Ryszard  nic nie zapisa onie w wyraonym akcie, to obowizkiem 
jego, ojca, i to najgwniejszym, jest troska o zabezpieczenie losu tego rozalonego 
dzi dziecka. Cokolwiek by tam miao by skutkiem owego zapisu przedmiertnego, pan 
Granowski zaokrgla sumy, i to nie byle jakie. Nosi je przy sobie i pilnowa jak oka w gowie. 
Kt mg wiedzie, co wyniknie?... Zna przecie ycie... 
Gdy przyjeda w odwiedziny do Xeni, by agodny i na wszystko, co tam gwarzya, zgadza 
si bez protestu. Razem sobie popakiwali. Ona szczerze, on faszywie. Ta jego agodno 
i prawdziwa dobrotliwo obudzia w sercu Xeni pomie dawnej, czynnej i ywej dla 
ojca mioci. Stary pan spostrzeg i poczytywa za dobry ten objaw, za znak przebudzenia si 
duszy w biednej a tak licznej wdwce. Tymczasem byo przeciwnie. W niej wanie wrzaa 
szalona walka dwu mioci: do ojca i do zmarego. Te dwa czucia mocoway si w obrbie jej 
jestestwa jak gdyby w templum zamknitym. Doskonale rozumiaa, czego chce i dokd zda 
ojciec. Patrzyo to z jego oczu. Wiedziaa rwnie, czego si od niej domaga Ryszard. 
Drao jej serce od wspomnie na ostatnie jego zaklcia. Bya jak gdyby widzem  gdy w 
niej samej, w jej wntrzu sza mio na mio, gdy si ciskay na si, zwieray i biy w jej 
sercu. Chylia si to tu, to tam. Ojca kochaa star, wrodzon, niepojt czci. 
On  to bya przecie ona sama. Wsczy w ni wszystkie swe czucia, chcenia, pasje, pojcia 
rzeczy, ludzi, pikna, pont wiata. Lecz ten drugi, zdobywca, wdar si w ni z mioci drug, 
z jej niewysowionym piknem, ktre tak polubia  z dum swoich uczynkw, ktrej widok 
j zachwyca a do szau, cho mu tego nigdy, zgodnie ze sw natur, nie wyznaa. Teraz 
bronia go w sercu swym przed ojcem, to znaczy  przed sob. Bo ju go nie byo na ziemi, a 
ona staa si teraz na ziemi jego instancj, wyobrazicielk, zastpczyni, jak gdyby samym 
nim. Tak to si w niej umary zatai wszystek. Walczy ze wszystkim, co byo z ojca. Pan 
Granowski, mimo przebyskw polepszenia, nie mg dostrzec rekonwalescencji na dobre w 
usposobieniach Xeni, nie widzia koca tej nudzcej go melancholii beztreciwej, tej  nienasczyzny... 
Postanowi tedy jako radzi. Wydao mu si, e najlepiej bdzie dy do ocknienia w 
niej kobiety, zmysw, dzy ycia. Widzia, e sam takiej kuracji nie potrafi przeprowadzi, 
tym bardziej e si zaangaowa w owo opakiwanie zmarego dla pozyskania wadzy nad 
105 
sercem crki. Trudno byo teraz wystpi w innej roli. Kt wie, czyby wszystkiego nie zepsu? 
Wezwa tedy do pomocy dawne przyjaciki Xeni, jej protektorki i mistrzynie  panie 
Topolewsk i wirsk. Przybyy najchtniej, tym skwapliwiej, e przecie teraz Granowscy de 
Granno  to pachniao milionami. Pole si otwierao olbrzymie przy tak wielkim majtku, a 
draba nadzianego moraami i komunaami wcale ju na wiecie nie byo. 
Gdy Xenia po raz pierwszy zobaczya pani Lent w cichym dworze nadwisockim, ski-
na jej tylko gow, zamkna drzwi do swego pokoiku i nie wysza do stou. Lecz te panie 
umiay rzecz prowadzi. Nie przeciwiy si chorej. Czekay koujc z dala. Chodzio im 
przecie tylko o rozweselenie aonicy. Pani Sabina pucia si na wszelkie sposoby, eby j 
rozerwa. Wic przede wszystkim anegdotki, opowiadania przy stole, niby nie jej, tylko 
wszystkim, szczeglniej o ydach, z bajecznym naladowaniem argonu, najnowsze kaway 
niewinne i wesoe, wprost niezwalczone. Gdy cay st i suba za drzwiami, domownicy i 
gocie pokadali si od miechu, i Xenia rozemiaa si kilkakrotnie. Wprawdzie potem byo 
jej jeszcze gorzej, ale wyom by ju zrobiony. Potem poszy rne wieci ze wiata mody, 
literatury, teatru, z polityki i publicystyki, ktrych przecie niepodobna byo nie sucha. 
Pani Lenta przywioza swe biuterie, rzeczy cudne. Kada je na si od niechcenia, idc do 
wsplnego obiadu albo na czas poobiedniej rozmowy w salonie przy gociach. Miaa chyba 
po temu prawo, skoro te rzeczy posiadaa. Czynia to dla swej satysfakcji, bo w Posusze  
kt je mg widzie i oceni? Kilkakro oczy Xeni spoczyway z luboci na tych licznych 
precjozach, ktre wszyscy admirowali. Jednak rezultatem tego zainteresowania si bya proba 
o sprzedanie w miecie jedynego jej piercionka pamitkowego, ktry miaa od Ryszarda. 
Powiedziaa, e za te pienidze bdzie teraz ya, dopki nie ozdrowieje na dobre i nie dostanie 
patnej posady, kdy tam w biurze przy kopalni Xenia. 
Z nadejciem lata, podmwiony przez panie Lent i Sabin, lekarz z miasta doradzi Xeni, 
eby wyjechaa z tego miejsca w jakie zupenie nieznane, na przykad do miejscowoci pooonych 
z tamtej, poudniowej, wgierskiej strony Tatr, do Tatra  omnicy, nad Szczyrbskie 
Jezioro, do Szmeksu albo Seplaka. Radzi take, aeby si staraa chodzi w tameczne gry, 
bawi si cho troch, cho czasem. Pani Sabina i pani Lenta znay te miejsca na Spiszu. Postaray 
si, eby tam cign rnych turystw, modzie wesoego typu, przystojnych i 
dowcipnych wisusw z polskiej strony, artystw cygaskiego pokroju, literatw i dziennikarzy. 
Czarujce miejsca tameczne odrodziy Xeni fizycznie. Lubia chodzi do Popradzkiego 
Jeziora i zapatrywa si godzinami na Gerlach, omnic albo Rysy. Lubia bka si z 
kimkolwiek po niezmiernych lasach spywajcych w Wielk Dolin. Odbywaa dalekie spacery 
z omnicy a do Szczyrby, czsto nocami  w towarzystwie byle kogo, bo zawsze w 
milczeniu. Kochaa kwiaty i nigdy nie koszone ki lene tameczne, ktre soce poudniowe 
hoduje od wiekw. Czsto na aweczce w lesie spdzaa dugie godziny, patrzc si w czarujcy 
pejza wielkiego rozdou. 
Opiekunki liczyy na to, e na jesie tego roku uda si wywie Xeni do Parya. Ale kiedy 
raz w rozmowie wspomniay przelotnie o Paryu, zlky si obiedwie. Staa si blada, dzika 
i za. Ponuro zajaniay jej cudne oczy, gdy je wlepia w pani Lent. Rzeka do niej wanie, 
e ju nigdy, przenigdy do Parya nie pojedzie. Co niejasnego dodawaa o tym, e Ryszard 
musia si bka w ulicach tego miasta, szale z mczarni i a do mierci dochodzi  
dziki pewnemu listowi. Co jeszcze dziecinnego gaworzya o tym, i ona teraz pokutuje na 
tych samych ulicach, chodzi za nim krok w krok, gdzie tylko by, gdzie tylko by... Tam gdzie 
j podpatrywa, gdzie j ciga, gdy jechaa w automobilu z jednym... Znowu spojrzaa na 
pani Lent i umiech niewiarygodnej w tym dziecku mciwoci zajania w jej twarzy. 
Trzeba tedy byo z tym projektem Parya  zaczeka. 
106 
W karnawale dopiero nastpnego roku Xenia zdecydowaa si zdj aobn, czarn sukni 
i woy jasn... Stao si to w dniu koncertu znakomitego skrzypka, ktry w przejedzie 
Krakw odwiedzi. Po koncercie pewna grupa osb ze wiata sztuki, literatury i dziennikarstwa, 
zbliona do pa Lenty i Sabiny, otoczya Xeni i niemal przemoc zabraa na tak 
zwan bomblerk. Xenia w tym czasie bya ju nieco mniej przygnbiona. Towarzystwo dwu 
starszych pa, zawsze wesoych a tyle jej przyjaznych, starania ojca i ywy wiat modoci, 
ktrym j wci otaczano  zrobiy swoje. Zacza na nowo spostrzega pikno ycia. Nie 
znaczy to wcale, eby zapomniaa o Ryszardzie. W tajemnicy przed wszystkimi gotowaa si 
do porzucenia Krakowa i osiedlenia w pobliu kopalni Xenia, gdzie ju wynalaza prac dla 
siebie w biurze. Tam miaa y tak, jak tego pragn jej zmary. Nawet przeciwko temu dziwactwu 
nie protestowano przewidujc, e wkrtce minie. Muzyka dawaa teraz Xeni przedziwne 
ukojenie. Dlatego wybraa si na w koncert. Nie umiaa si oprze, gdy j namawiano 
na jazd do modnej restauracji  daa si zagarn. 
Nie zdawaa sobie z tego sprawy, e modzie, ktra j teraz wci jak rj pszcz otaczaa, 
kry tak pracowicie okoo milionw, ktrych cyfr fama wasajca si prniaczo po 
obszarach galicyjskich co najmniej w dwjnasb powikszaa. Nadto Kenia bya pikna, teraz 
szczeglnie, w swym zasuchaniu si w echo zawiata, w gbokiej zadumie o sprawie nie 
dajcej si nigdy przemyle. Tak dawniej dbaa o efekt swej powierzchownoci, teraz niewiele 
na to zwracaa uwagi. Stroiy j opiekunki, panie Lenta i Sabina. W gronie modziey, 
ktra napeniaa lo podczas koncertu, widziaa znajomych z omnicy i wprowadzonych po 
raz pierwszy. Nie czua teraz wcale dawnych tajemnych dreszczw na widok wchodzcych 
lowelasw. Rozmawiaa uprzejmie, miaa si i bawia, ale zewntrznie. W gbi niej by w 
skurcz, ktry si mci za kad chwil zapomnienia o nim. W ustach sowa, sdy, opinie, 
nawet arty  a w sercu inny bieg uczu, inne logiczne przesanki i wnioski. Nikt nie widzia i 
nie by w stanie dostrzec czstych dreszczykw, ktre j wskro miechu przebiegay, ani 
pewnych szczeglnych przymrue oczu, gdy na pozr obojtnie w przestwr patrzaa. Spojrzenie 
jej widziao wwczas jaki szczeg z kraju wspomnie  ktry wanie ukaza si i 
aonie znika w swym grobie... Oto muzyka. Cudowny brzmi ton skrzypcowy. Sama go 
syszy i wszyscy go sysz. Skde poza nim w cichy szept z daleka nadlatujcy, lament 
bezlitosny?... 
Jednej rzeczy nienawidzia  to powczystych i ad hoc sfabrykowanych spojrze namitnych, 
ktre j ze wszystkich stron napastoway i goniy. Oczy jej cofay si teraz, unikajc 
zbrodni miosnego spojrzenia. Nie czua przecie sympatii do nikogo i raczej wstrt ywia do 
mczyzn ni sympati. Tymczasem modzie z tym wanie si nastrczaa. Kady z 
wchodzcych od tego rozpoczyna rozmow, e rzuci w ofiar w harpun spojrzenia. Byli to 
wszystko ludzie wyprbowani w sztuce zdobywania kobiet, przewanie malarze, rzebiarze, 
poeci  kwiat i chluba Krakowa. 
Wrd nich rej wodzi mody malarz Leszek Snica, ktry, jak wszyscy niemal polscy malarze, 
a jest ich wiele tysicy, by artyst z boej aski  duo umia i widzia, ociera si o 
wszelkie tajniki sztuki na Zachodzie, a nadto mia swoj wasn metod wyraania absolutu 
za pomoc cynobru, kobaltu i kremserwajsu. By to przeliczny jegomo, ciemny brunet z 
niebieskimi oczyma. Wspaniae wosy, odczesane z jednego boku i biaoci czoa, czarn kaskad 
spaday a na wywiechtany konierz surduta. Artysta ten drwi z ycia i mierci, z 
praw i obyczajw, z cnt i wystpkw. By najzupeniej z tamtej strony. Zna tylko  z  u 
k . Mwiono, e z kobietami postpowa nieco za surowo, z niektrymi  nawet okrutnie. 
Jeeli brak mu byo pienidzy, co si niezbyt rzadko zdarzao, a spostrzeg w rku znajomej 
107 
portmonetk obarczon nadmiarem banknotw, bra ,,to do rki z artw, dla obejrzenia powierzchni 
 z artw przerzuca zawarto, szydzi dowcipnie z burujstwa. wreszcie chowa 
wy wzmiankowan portmonetk do swej kieszeni, mwic:  Pani ma tego ma (ewentualnie: 
brata albo matk)  a ja co mam? Dugi! Teraz mi akurat diabelnie potrzeba na zapacenie 
jednego buruja... Da Bg doczeka, to si to pani zwrci z podzikowaniem... Oczywicie 
uchodzio to wielokro piknemu figlarzowi. yciorys jego peen by przygd tego rodzaju. 
Najcharakterystyczniejszym jednake w yciorysie tego zawadiaki by pewien zakad wygrany 
w Paryu Pito w knajpie. Mieszkaa w teje dzielnicy sama jedna moda panna, Polka, 
studiujca co tam w Sorbonie. Bya adna, ale gupio skromna i nad potrzeb  zastrachana. 
Nie znaa si z nikim z kolonii polskiej, zajta wycznie swymi studiami. W gronie genialnych 
artystw knajpujcych mwiono o niej. Stan gruby zakad. Leszek Snica podj si 
pj o teje nadrannej godzinie do mieszkania owej panny w wiadomym celu. Istotnie zaraz 
poszed. Zadzwoni do drzwi kamienicy. Gdy odwierni pytali go, do kogo idzie, wymieni 
nazwisko owej panny i jakie poda legitymacje przekonywajce, bo go wpuszczono! Przyszed 
do jej drzwi i zakoata. Gdy przybiega wystraszona, pytajc, kto si dobija, Snica wymieni 
jakie tam nazwisko i da, aeby go do siebie wpucia. Oczywicie skromnisia z 
przeraeniem odpowiedziaa mu przez drzwi, e go nie zna, i daa, eby natychmiast precz 
si wynosi. Wwczas Leszek pocz wali w jej drzwi, kopa w nie nogami, omota. Owa 
panna w strachu ucieka do swego ka i nic ju nie odpowiadaa. Wwczas artysta zemci 
si za jej upr w sposb wyrafinowany. Mianowicie  zostawi pode drzwiami owej polskiej 
wiochny dowd tak niezbity swojego tam pobytu w nocy, e nikt nie mia wtpliwoci o habie 
panny. Zeszed spokojnie i wrci do kompanii. Nazajutrz pannic wyrzucono z domu z 
betami i dugo zapewne musiaa szuka w Paryu lokalu osoba, majca tak nocnych 
(nie)znajomych.
w Leszek nica zagi obecnie parol na smutn wdwk, Xeni. Postanowi przygarn i 
ogarn damul wraz z jej walorami i caym smtkiem. Lecz e nie on jeden powzi w tym 
czasie takie postanowienie, wic sprawa bya dosy zagmatwana. 
Drugim z najbardziej zdajcych do tego celu by poeta Wacaw Jaktor. By to czowiek 
nieco schorzay, przesiknity kultur acisk tak dalece, i literalnie cuchn cytatami. W 
kadej rozmowie wychodzi stamtd albo tam wraca. Wci mia na ustach Tete d0r albo La 
Ville Claudela, przytacza Jammesa, Pe  guy, Rette... Ju na koncercie egzaminowa Xeni z 
tych autorw. Miaa nieszczcie wspomnie o innych pisarzach, ktrych lubia. Wtedy z 
dzikim ferworem pocz walczy z krytykiem Andrzejem Suarezem, szczeglniej za jego 
rozprawy o Stendhalu i Dostojewskim. Xenia w nieuctwie swym sdzia, e w Suarez jest 
moe obecny na tyme koncercie, skoro tak rozjusza poet. Jak gdyby dla umierzenia swego 
gniewu Jaktor wydoby mae tekturowe pudeeczko, otworzy je i ukaza wewntrz szarosrebrzyste 
piguki. Podsun to Xeni. 
 Co to jest?  spytaa uprzejmie. 
 Haszysz...  odpowiedzia poeta z niewymown naturalnoci. 
Ona umiechna si i przeczco potrzsna gow. Po chwili przyszo jej na myl dziwaczne 
zachcenie... Nachylia si, niby to ogldajc piguki, i prztykna od spodu w to pudeeczko, 
a caa jego zawarto rozsypaa si po loy. Przeprosia za ten swj wyskok bardzo 
grzecznie poet mwic z niemiaym umiechem, e jej taki uczynek podszepnito... 
Poeta si obrazi  z lekka zreszt. Ale wtedy spytaa go z uprzedzajc, nisk pokor: 
 Prosz pana, chciaam o jedn rzecz pana zapyta... 
 Sucham, pani. 
 Dlaczego pan nic nie robi? 
 Ja nic nie robi? Ale, pani! Kt pracuje, jeeli nie ja? 
 A co pan robi? 
 Jestem... lirykiem...  rzek z bolesn samokrytyk. 
108 
 Ja si dziwi... 
 Czemu si pani dziwi? 
 e pan jest taki, z tymi pigukami... pan na mnie sprawia wraenie czowieka, ktry nic 
nie robi. Pan musi by bardzo lkliwego usposobienia. Ale moe si myl... 
Poeta patrzy w ni oczyma, w ktrych malowaa si bezdenna nienawi. Wnet jednake 
schowa ten nastrj. Przybra zwyky wyraz, wyraz zawrotnej melancholii. Xenia patrzya na 
niego spod oka i rzeka bardzo cicho: 
 Prawda, panie, e ten pan Leszek Snica to jest demon korytarzowy? 
 Nie wiem nic o panu nicy. 
 Ja take. 
 A dlaczego pani tak go nazywa? 
 Ja go si o jedn rzecz zapytam...  szepna  Panie!  rzeka do nicy. 
 Sucham! 
 Czy pan zna jedn pani, nazwiskiem Wanda Orliska? 
 Bagatela! Pani Wandulka! Cudo matka! 
 Pan pamita, jak to ona chorowaa na zapalenie puc w hotelu, w Warszawie? Przyjechaa 
wtedy pierwszy raz do Warszawy i zachorowaa. Sama mi to mwia. Pan j jeden jedyny, 
poczciwy znajomy, odwiedza w tej chorobie. Pana jednego tam znaa, do pana si 
zgosia listownie w tej swojej biedzie. 
 Pani! Rumieni si... Pragn by cnotliwym w ukryciu. To moja zasada. 
 Prosia wtedy ta biedna Wanda, eby pan jej przynis z apteki lekarstwo. Daa panu w 
rk do zmiany sto rubli z tym, eby pan zapaci za lekarstwo i zmieni te pienidze  prawda? 
nica patrza w Xeni jastrzbimi oczyma, bez zmruenia ich na chwil. 
 Chce pani powiedzie, em ja wtedy tej poczciwej pani Wandulce owe sto rubli... I e 
mi ani oko, ani ucho... o to chodzi? 
 Ale nie! Wanie, e nie o to chodzi. Tamto oczywicie... ona i tak wyzdrowiaa. Prawda? 
Pan jest demon nie tylko korytarzowy... 
nica odgarn z czoa lwi grzyw i patrza w oczy Xeni z bolesnym wyrzutem. Po chwili 
umiecha si ju do niej z bestialsk pokus. 
Jednake z chwili jego, bd co bd konsternacji skorzysta poeta, eby wszcz rozmow 
na temat swej pracowitoci. Zabolaa go, wida, uwaga Xeni, e nic nie robi. Pocz szeroko 
i dugo mwi o tym, czym jest w ogle praca, zatapia si w ten problemat nicujc go 
ze strony filozoficznej i spoecznej. Skoczyo si, oczywicie, na cytatach z Benedetta Croce. 
Poeta nie mg sobie odmwi przytoczenia jednego aforyzmu z Cultura e vite morale. 
Mwi tedy dosownie wyrazami Crocego: Il socialismo? Credo che sia mor  to... Std 
wychodzc, Jaktor chcia swej piknej suchaczce wyjani rol poety w nowoczesnym spoeczestwie, 
rol pracy poety w dorobku ludzkim, i udowodni, jak dalece mylia si mwic, 
i nic nie robi. 
By to wszake szczeg le do tej rozmowy wybrany. Xenia poblada i stawaa si coraz 
bardziej ponur. To nazwisko pisarza przypomniao jej chwil jedn, tak, zda si, niedawn. 
Czyta jej co z woskiej ksiki. Tak si wanie nazywa ten pisarz: Benedetto Croce. Po 
swojemu zapala si, dowodzi chodzc po pokoju. Nie chciao si jej wtedy sucha. Bya 
innymi, lekkimi mylami zajta. Powiedziaa mu to w przykry sposb, i j wcale nie obchodzi, 
co on czyta i mwi w owej chwili  a zamilk. Czemu wtedy nie suchaa? Kt wiedzia? 
A teraz do niej co taki oto wako mwi o tym samym, a ona nic nie wie, bo go wtedy 
nie posuchaa. A moe teraz ma do niej o to samo al? Jakeby go za tamte chwil przeprosi? 
Poczua w sobie jego wczesny al i swj dzisiejszy, niezwyciony, nieprzemoony... 
Zbami zagryzaa na ustach; jk. Siedziaa naprzeciwko poety Jaktora, ktry bawi, si jej 
rkawiczk, grzecznie umiechnita. Suchaa, co mwi. W pewnej chwili wtrcia: 
109 
 Nie rozumiem tego, co pan mwi. 
 Czy tak? Moe powtrzy? 
 Dzikuj panu. Ja tego nie zrozumiem ju nigdy. Mogam i nie zrozumiaam  dodaa 
kiwajc gow. 
 Jak to? 
 Bo jestem bardzo gupia...  szepna patrzc w przestrze z niezgbion rozpacz. 
Gdy przyjechano do knajpy, byo tam ju niewiele osb. Artyci  bywalcy, panowie (a 
raczej kandydaci na panw)  zamwili gabinet na kilkanacie osb. Ruch powsta wrd 
lokajw. Otwarto natychmiast drzwi do owego gabinetu i zapalono tam wiato elektryczne. 
St dugi, wysiedziane kanapy, sztuczne palmy, ogromne lustra, porysowane brylantami 
dziewek... 
Krzesa tam byy zoone nogami do gry na owym stole, ale je w mig ustawiono. Nakryto 
st obrusem. Xenia wesza za innymi do tego pokoju i poczua w sobie nagy przypyw we-
sooci. Atmosfera tej ubikacji (by moe) wytworzya w niej wanie przypyw, nawet nadmiar 
wesela. Wzia si na si z sam sob i pomylaa: 
A gdyby tak dzisiaj upi si jak bela? Jak koda? 
Nie myle? 
Zasiada w pobliu pani Lenty, ktra ogarna kanap  zapada si w tym sprzcie jak w 
ku. Pani Sabina poprawiajc wosy przed lustrem nucia: 
Wic powiem wam w sekrecie 
Bo po c tai mam? 
e byam w gabinecie 
Z lalusiem sam na sam... 
Wnoszono z popiechem i rozstawiano talerze. Starszy garson spisywa na karcie zamwienia. 
Xenia, gdy na ni kolej przysza, zamwia jakie miso, a po chwili dodaa: 
 I flaszk Roederera... 
Pani wirska rzucia w stron pani Saby porozumiewawcze spojrzenie. Pani Topolewska 
powtrzya strofk swej piosenki i kocem jzyka oblizaa grn warg. Panowie, ktrych 
byo ze siedmiu, naradzali si midzy sob bardzo intensywnie. Xenia nachylia si do pani 
Sabiny i szepna: 
 Niech ciocia da niesmacznie zna temu dryblasowi nicy, e ja za niego zapac. Jeeli 
jeszcze ktry nie ma pienidzy, to take... 
 Ale, Xeniu, to s ludzie z towarzystwa!... 
 Ja wiem, z jakiego oni s towarzystwa. Niech ciocia si przypatrzy, jak usiuj jedni drugich 
nacign. A aden nie ma gotwki... Po co to? 
 To nie nasza rzecz paci rachunki! 
 Ja chc paci za siebie i za tych, ktrzy s ubodzy. Przecie Snica jest ubogi, pochodzi z 
jakich ykw. Dzi si upij, bo jestem bardzo smutna. 
 A kiedy ty jeste wesoa, moje dziecko? 
Pani Sabina wzruszya ramionami, lecz ostatecznie porozumiaa si ze nic. On sucha 
tego ze zmarszczon powiek, z wyrazem dumy na twarzy. 
Koniec kocw wznis oczy w gr i westchn. Rzecz bya umwiona. W trakcie tego 
Xenia mylaa: 
ebym to moga pozna jakiego czowieka. Czowieka starego i dobrego, ktry by zna 
wiat nie po naszemu, nie po babsku. Z nikim mi nie zapozna... A teraz co? Takie wycieruchy... 
miejc si do wszystkich, wesoo dowcipkujc mylaa jeszcze: 
Gdy ju na dobre pojad do kopalni, zapoznam si bliej z ludmi i gdzie znajd takiego, 
co by mi poradzi. Ci porzdni, co ich Ryszard tak wychwala, inynierowie, technicy, to  
110 
po pierwsze  nudziary i prostactwo, a  po drugie  takie same karierowicze i aferzyci jak i 
ci wszarze ze wiata sztuki. Tylko spojrze uwaniej, wszdzie to samo. W gbokiej zadumie 
stwierdzia przed sam sob: 
On to by jako inny. Ale te zrobi  pocign mi ku sobie, a teraz zostawi samiutek. 
Ponaucza mi swoich sekretw, a kaza y wpord tych. Jestem jak chopka, co to wysza 
za pana. Chopami si brzydzi, a pastwo si ni brzydz. yj, jak chcesz. 
Przyniesiono na wielkiej tacy hors doeuvrey, kanapki, rozstawiono kieliszki do wdek i 
koniakw. Xenia wypia dwa kieliszki. Obok niej zaj miejsce Leszek Snica, naprzeciwko 
by poeta Jaktor, dalej siedziaa krlowa snobinetek, ona dziennikarza Horna, ktra do szau, 
do ostatnich granic ekstazy uwielbiaa wszystko bdce niejako na kadencji mody w muzyce, 
malarstwie, na scenie. Dalej siedzia w milczenie i zajadanie pogrony znakomity publicysta 
Horn, dalej, ju w sferze wpyww pani Lenty, pewien obiecujcy kompozytor muzyczny, 
Wannicki  pod okiem za i pod rk pani Sabiny ysawy powiedopisarz Strawski, wreszcie 
kilku modych ludzi dobijajcych si sawy w dziedzinie ju to malarstwa, ju literatury. Nazwiska 
tych byy popltane i, w ustach znakomitego poety Jaktora, przeskakiway z osoby na 
osob  o co si tamci nie gniewali. Pocztkujcy wielcy ludzie. Gdy podano potrawy, Xenia 
pia kieliszek za kieliszkiem, ktre jej nica napenia. Rozmawiaa z nim o wszelkich rzeczach, 
zdajc sobie wci spraw, e oto pod wpywem wina wewntrzne jej zmory przycichy. 
Oddaliy si od serca uciski. W pewnej chwili z dzikoci pomylaa: 
Ju to trzeba przyzna, e on mi oduczy wesooci! Literalnie wypru ze mnie wesoo!... 
Pierwszy raz od mierci Ryszarda mylaa o nim w formie o , nie w formie  y... Przypomniao 
jej si, e dopki bya sama i zanim si w nim tak zakochaa, wiat dla niej by istnym 
cyrkiem. On j chwyci na t swoj wd jak woln ryb z wartkiej rzeki. Zaczy si 
smutki mioci. A teraz co? wiat  to cmentarz. A teraz co?  Umar! 
Podniosa do ust paski kieliszek i chciwie cigna zoty pyn. Zobaczya w wielkim lustrze 
odbicie swojej postaci i pierwszy raz od tylu czasw z rozkosz i uwielbieniem dawnym 
przypatrzya si sobie. Przegia niepostrzeenie gow, dostrzega nieposzlakowany zarys 
profilu swej twarzy... I oto ywiej ni od pynu zagraa w niej dawna rado na widok piknoci 
wizerunku oblicza. 
Brakuje mi to czego?  pomylaa. 
Rzucia brylantowy bysk spojrzenia po tych mczyznach i uczua w sercu kobiec chciwo 
rozkoszy. Wtedy wanie nica pokazywa jej jaki rysunek w lArt Dcoratif, ktre mia 
ze sob. Nachyli si, zasoni zeszytem pisma rg stou. W tej samej chwili jego rka prawa 
spocza na kolanie Xeni. Palce tej rki poczy zbiera w fady sukni i unosi j coraz wyej. 
Odsuna si od niego, lecz ociale i z wolna. Och, jake to dawno nie dowiadczaa 
przejmujcej mierteln rozkosz mskiej pieszczoty! Myli jej byy teraz rozigrane i jakie 
witokradzkie: 
Zdaje si  mylaa  e to Ryszard tak wyprawia z Lent czy z Sab w powozie. Ciekawam, 
czy z obiedwiema na raz... 
Gwar rozmowy stawa si coraz ywszy, coraz goniejszy. Strzelay korki butelek i wino 
spywao w przezroczyste kielichy. Poeta deklamowa pani Hornowej jaki wiersz francuski. 
Xenia zwrcia si do nicy i patrzya mu w oczy tak bezczelnie, e a w tych zimnych renicach 
istnego jastrzbia co zamigotao. Patrzc tak cigle, rozmylaa: 
Gdyby te za pomoc takiego rodka mona byo usun go, zepchn ze siebie, wytrci 
z piersi... Przecie umar! Czy na zawsze mam by jego niewolnic? 
Gono rzeka: 
 Czy to pan i portrety maluje tymi kubami? 
 Pani? Ale!... 
 O, bro mi, Boe, od pozowania! 
111 
 Namalowabym pani najstarszym mydlarskim sposobem, zupenie jak dziadzio Ingres. 
Nawet mgbym tak jak on to rdo... U spodu wystawibym dobrze trafionego kotka z 
jednej strony, a z drugiej strony myszk. To byoby co tak licznego, e pani Hornowa 
dostaaby drgawek z zachwytu. Drgaaby przez cay czas jesiennej wystawy. 
 Ile to mgby kosztowa taki konterfekt? 
 Nie pjdziemy o to do wjta! Jak na jedyn w tym kraju milionerk  powiedzmy... 
 Milionerk! Czasy mamy cikie! Czy pan tego nawet nie odczuwa, e mamy finansowe 
przesilenie? 
 Ja nie odczuwam finansowego przesilenia? To jest jedyna rzecz, ktr odczuwam do 
gruntu, do ostatniej kurtki, ktr odczuwam jak nikt w tym kraju. 
Pito coraz bezadniej. Mody muzyk pocz odwala na pianinie swe kompozycje  ktry 
z literatw chcia uczyni zado yczeniu pani Lenty i przesi si na kanap. Ale e trudno 
byo dosta si tam drog naturaln, wic przemyca si pod stoem. Trwao to bajecznie dugo, 
gdy przejcie obfitowao w przeszkody. Gdy si wynurzy midzy damami na kanapie, 
by rozczochrany, jakby wraca z wycieczki na Orl Per. Xenia miaa si do rozpuku, pokadaa 
si od chichotu  na pozr z tego, e w literat przekrada si pod stoem  lecz w 
gruncie rzeczy z czego innego. Oto Snica stawa si bezczelnie odwanym. Literalnie nie moga 
obok niego siedzie. Znajdowaa, e to jest ordynarne i chamskie, lecz czua, e j wino 
zupenie rozkleio. 
Wtedy to, wrd miechu, tarzajc si na porczy kanapy, uczua, e j przeszywa straszliwe 
zimno, jak gdyby cienki sopel lodu, drcy a przenikliwy niby szpada, wbija si coraz 
wyej w jej stos pacierzowy. Chwycio j omglenie i niewytumaczony niepokj. Zerwaa si 
z miejsca i powiedziaa, e si czuje niedobrze. nica zrobi jej zaraz miejsce. Sza ociaymi 
kroki do drzwi gabinetu, czujc, e w sopel lodu znowu, lecz teraz ze zdwojon si, przebija 
j na wskro. Gdy dosza do drzwi, nica j podtrzyma, gdy byaby upada. Obj j troskliwie 
i wyprowadzi do ssiedniego gabinetu, gdzie byo ciemno. Tam usiada na jakiej 
sofie. On obok. Podtrzymywa j i uspokaja czule, agodnie. Bya pijana i doznaa rozkoszy 
zudzenia, e to Ryszard jest obok niej. Chciaa co powiedzie jak do ma, wytumaczy 
mu, co jej jest  gdy wtem po raz trzeci zimno j zatrzso, osiado w ramionach na dug 
chwil i osaczyo czaszk, niby korona z lodu. Otrzewiaa zupenie. 
wiadomo tego, co ona tam robi, gdzie jest i z kim, cisna j za gardo. Rozpacz sroga, 
dzika, lepa, bezdenna! 
nica przechyli jej gow i do ust zbliy swe usta. Policzek odtrci go daleko. Cae towarzystwo 
byo ju w tym punkcie zabawy, e odgos policzka wywoa szalon uciech. Rozlegy 
si oklaski, okrzyki radosne, rubaszne dowcipy. Porwano si od stou i ze miechem pieszono 
na ratunek. 
112 
Tyfus, ktry nazajutrz lekarze stwierdzili w organizmie Xeni, musia j od dawna nurtowa. 
Pan Granowski sprosi specjalistw, a ci na konsylium orzekli o niewtpliwoci tej wanie 
choroby. Przeniesiono wdow do zakadu, do cichego pokoju, ktrego okno wychodzio 
na cichy ogrd. Biae miaa ko i biay koc na nogach. W oknach cikie firanki, zapuszczone 
nocami a do dolnej ramy... 
Byo jej tu jak gdyby lepiej ni tam, gdzie stale mieszkaa. Nie chodzia ju ciemnymi jaskiniami 
swego podziemia. Nie tsknia. Wielkie ble gowy zamykay jej oczy, odwracay 
wzrok w jakowe inne dziedziny i postronnymi, przymusowymi obrazy napeniay widnokrg. 
Popoch si uczyni wrd modziey. Szerzyy go dwie przyjaciki, ktre tyle sobie obiecyway 
po nawrceniu si smtnicy. Co dzie przychodziy w odwiedziny, lecz .nie zawsze je 
wpuszczano. Jeeli ktrej z nich wolno byo wej do pokoju, to tylko do jego rodka, mao 
gawdzi i bez podawania rki. Siedziay tedy w rozmwnicy domu zdrowia, biorc sobie do 
asysty we wspczuciu to tego, to owego z modych ludzi. Panowie nie byli dopuszczani 
przez lekarzy do pokoju chorej. Stan jej by bardzo ciki. Gorczka staa i wielka. Towarzystwo, 
wyczekujce na wiadomoci w poczekalni, badao w sposb bezowocny przyczyny i 
miejsca moliwoci inkubacji tej choroby. Przychodzono do wniosku, e pacjentka musiaa 
napi si wody, gdy sama jedzia do kopalni, co przedsibraa ostatnimi czasy dosy czsto. 
Na ten temat wygaszano rne roztropne zdania i czyniono suszne uwagi. 
Z rzeczy swych Xenia nie miaa w tej separatce prawie nic. W szafie troch bielizny  na 
wieszadle futro  rotund, w ktrym j tutaj przywieziono  mikkie pantofle przy ku. 
Tylko w szufladzie stolika przechowywaa jedn jedyn pamitk po zmarym mu  srebrny 
worek podrczny, a w nim schowany testament. 
Jednej nocy gorczka podniosa si do najwyszego gradusa. Xenia leaa na wznak. Rozwartymi 
oczyma patrzya w sufit. Sufit by ciemny, obcy. Tylko jeden biay promyczek lampy 
elektrycznej jarzcej si na korytarzu przedziera si wskro grnej we drzwiach szczeliny. 
Na tym promyczku, jakby na haku, zawis wzrok. Teraz dopiero wszystko janiej ujrzaa. Ten 
to jej maleki w ciemnoci promyczek wszystko rozwietli. Rozum w ogniu wewntrznym 
jak gdyby przepali si, spopiela i przygas. Nastao zwolnienie i odprawa biegu myli. Ich 
miejsce zaja gboka i wszechwidzca zaduma. Jakowe przymusowe, natrtne, niezwalczone 
obrazy dane zostay pamici do wszechstronnego rozpatrzenia. Wyobrania staa si 
widzc wszystko na wiecie i w gbiach. Tuman widze pyn, jak chcia i dokd chcia. 
Niepojt bya szybko ogldania zjawisk, stanw i niepowstrzyman bya przenikliwo 
dostrzee. Wszystko si otwaro i wszystko byo dostpne. Xenia pojmowaa wiato ksiyca, 
ktre stao tej nocy w przestworze, i miaa przed sob ycie ziemi, jakiekolwiek i gdziekolwiek 
byo. Czua za drzewa nieruchome i wiedziaa, czego dowiadczaj. Obejmowaa 
pamici wszystkie rzeczy minione, o ktre tylko w locie swym potkno si jej wspomnienie. 
Miaa w sobie nieprzebran peni uczu, wszystek ich pocztek, wzrost, ycie, szalestwo 
i upadek. Nie tylko swoje wzruszenia ogarna niezwalczon wadz pamici, lecz take 
wszystko, co za ywota swego przey on, przechodzie... 
Mwi si, i by to symptom choroby, znak tej tajemniczej sprawy, ktra si w zdrowym 
organizmie dokonywaa. Mwi si, i choroba nie jest nigdy jakowym izolowanym, samoistnym 
procesem natury, lecz tylko szeregiem czciowych zmian w zajciach fizjologicznych 
organizmu. Lecz z jakiche rde niewiadomych i dotychczas nie istniejcych w tym organizmie 
wytrysy fale przedziwnej, pozarozumowej pojtnoci? Co nadao duszy ten czarodziejski 
przywilej, i moga widzie zajcia tak niesychane, scen wstrzsajc a do najgbszej 
113 
istoty uczucia  boskiego dramatu .swojego na ziemi bytowania? Z podziwem i srogim wzruszeniem 
zaciekawienia Xenia patrzya na te przygody, ktre byy tak bezwzgldnie obce i 
nowe, nigdy si i nigdzie nie wydarzyy, a przecie kdy, stokro pewniej ni jakakolwiek 
rzeczywisto, zostay dokonane  w nieprzemierzonym ogromie ducha czy we wszechmdrym 
miosierdziu Boga... 
Bya to widna, ksiycowa noc wczesn jesieni  we Francji. Jeszcze drzewa nie utraciy 
lici, ale ju je zatru jad skonu. Zamglone wiato ksiyca nieruchomo leao na gaziach 
wysokich sokor i topoli. Stary by w otoczony murem ogrd willi z osiemnastego wieku  w 
Chaville pod Paryem. Mur niezbyt wysoki, gruby, z poczerniaej cegy, na szczycie swym 
okryty rzsicie wmurowan w cement ostr szczecin z tuczonego szka. Ten najeony, zbaty 
wierzchoek ogrodzenia poyskiwa w wietle ksiyca tysicem igie, noyc, pi, hakw... 
To to ona sama  nazwiskiem niegdy Granowska, imieniem Xenia  mieszka w tej starej 
i bogatej willi w Chaville z mem swym czy kochankiem, malarzem Leszkiem nic. Taki 
porzdek przyszoci ukazao widzenie. Czemu taki a nie inny? Kt to zrozumie logik snu? 
Tam na rogu, w prawym skrzydle jest pracownia nowego pana  szeroka galeria z grnym 
wiatem, zawieszona gobelinami i dywanami, tak ciekawa dla zgromadzonych przez znawc 
brzw, zbroi, makat, sztychw, rzeb, zabytkw, japoskich i etruskich waz... 
W drugim skrzydle mieci si mieszkanie pani. W te to okna pada wiato ksiyca. 
Ciemne aluzje, spuszczone a do samej dolnej ramy, nie przepuszczaj blasku, tote on trwa 
obity i uwiziony w szybach niby w lustrze. Ciemno w pokoju. Tylko jeden may na suficie 
promyczek o wszystkim powiada... 
Skd Ryszard wyszed i jakimi dy drogami, tego rozumem nie wiedziaa, gdy nie moga 
si zdoby na adne przypuszczenie. Spostrzega go dopiero wtedy, gdy si przedziera w dali 
poprzez rowy zaronite traw, rzs i skrzekiem, pene rudej wilgoci i niskiego tataraku  
gdy przesadza kolczaste poty cudzych warzywnych ogrodw  gdy si dar przez ywopoty 
berberysu i dzikiego agrestu. Syszaa wci jego kroki, chlupanie bota i szelest, szastanie 
si, szurganie butw. Mia na bielinie tylko paszcz, wizienny, zakonny czy onierski, i 
dugie polskie buty, wdziane na bose nogi. Tak dugo dy do tego domu, wdrowiec samotny, 
bdny tuacz, odszczepieniec od wszystkiego. Ludzie go nie zrozumieli, ukamieniowali 
sw gupot. Noc go smutna zaskoczya w pielgrzymstwie... 
Ale oto wreszcie trafi na mur okalajcy will i ogrd, na mur, ktrego dachwk jest nieszczdnie 
rozsypane tuczone szko. Przyszed od tyu posesji i  nic dziwnego  nie znalaz 
tam bramy ni furtki. Czua wszystkimi jego czuciami i oskot jego strudzonego serca miaa w 
swej piersi, poniewa wszystko tej nocy i za wszystko wiedzie moga. Wspar si na zimnym, 
cudzym murze. Widziaa jego oczyma, gdy patrza w okna jej sypialni, gdzie mieszka 
jako nicy kochanka. Och, wiato, wiato ksiyca, padajce w okna Xeni, cudzej kochanki! 
Och, wiato, wiato! Leao na szybach nieruchome, niezmienne, lnio nieporuszone  obraz 
przemocy, ktrej nic zama nie moe. Podniosa si w jego piersiach waleczna moc przeciwko 
temu zwierciadu potgi szatana na ziemi, bole zbyt wielka, ponad mono objcia i 
zniesienia przez serce czowiecze. Nieprzebagany anio zego ukaza jego renicom w tych 
biaych szybach szka, w tym lustrze zapomnienia dowd swojego tryumfu. Xenia syszaa 
cisz tamtego ogrodu i patrzya na dzieje uczu idce wpord niezmconego milczenia. 
Rce jego przerzuciy si poprzez ten mur i piersi poday naprzd, aeby go przesadzi, ale 
ciar wiadomoci o dokonaniu przeway wszystkie siy ciaa. I tak oto zwisy tu i tam, z 
gow nisko upad na stron ogrodu, samotny potpieniec, zosta przewieszony na murze w 
swojej bezdennej niedoli. By moe, i tam wylewa ndzne zy, by moe, i zaklina ludzkie 
czucie, aeby ju na zawsze zniko i odeszo z jego duszy. By moe, i wzywa Boga. 
Dopiero pno  pno w nocy,  gdy cisza staa si tak gbok i zupen jak jego ostatnie 
114 
potpienie, podwign cikie kowado gowy, podpar je rkami i patrzy w biae szyby sypialni. 
Czekaa na to, co jeszcze uczyni ten nocny go. Jak zodziej wcign si na mur, odchyli 
swj zbrudzony paszcz, zakonny czy onierski, i na wznak pooy si na tuczonym szkle. 
Zrozumiaa, e, zaiste, tylko to jedyne... Uczula, jak si wrzynaa w niego ta podobizna wosiennicy. 
Patrzya z rozkosz na jego usta i oczy zwrcone w wysokie niebo. Tarcza ksiyca 
zaniesiona bya wiotk, nieruchom mg o kolorze miedzi. Wszystkie wichry myli z czterech 
stron wiata byy teraz w tej jednej gowie. Gdy krew spywa pocza po chropawoci 
muru, czua za niego wszystko, od kraca do kraca, od podmuchw szalestwa a do obudnej 
cichoci pociechy, co gbk z octem zwila wargi. Syszaa, jak te wargi szepc: 
 Ju nie ma mnie w jej sercu. Przyszo ju zapomnienie i podo zdrady. Serce moje jest 
w niej na wieki, a mio moja  wiernoci w pustce. Bd bogosawiony za wszystko, com 
zobaczy i przecierpia! 
I zobaczya spraw najprzedziwniejsz  zarazem przebaczenie i zarazem samotn mio 
wiekuist. 
Wtedy poderwaa si w sypialni swej, jakby ptak przez witanie ockniony. Cichy, radosny 
miech zanis si w jej sercu jak za dawnych, pradawnych godzin dziecistwa. Szeptaa: 
 Jestem niewinna, Panie! Ty widzisz sam dusz moj. Ani na jedn najkrtsz chwil nie 
przestaam miowa tego czowieka. Ale otaczay mi pokusy wewntrz mnie samej i tyle 
zdrad, tak wielka pontno grzechw. Nie wiedziaam, co jest grzech, a co cnota. 
Wstaa. Na palcach zbliya si do okna i uchylia cik, czarn aluzj. Gdy w szybach 
poruszyo si odbite wiato ksiyca, co stao si w ogrodzie. Nie moga zrozumie... Zesza 
po ciemnych schodach, mina czarne pokoje. Bez szelestu poruszyy si szklane drzwi na 
dole. Blask amicy si w nich znowu co straszliwego wywoa w ogrodzie. Zesza tam w 
towarzystwie Teresy Neville, ktra czekaa na dole. 
Szy obiedwie poprzez ten sad bezszelestnie, z palcami na ustach, eby si najlejszym ruchem 
nie zdradzi. Poruszay si midzy martwymi drzewami tak cicho i niepostrzeenie, 
jakby byy dwoma pasmami mgy. Zobaczy je przecie biae i na poy wyrane, istne upiory, 
gdy mkny uliczk ogrodu. 
Dostrzeg, e u wylotu ciemnego szpaleru cauj si, jak wwczas w mroku ulicy Notre  
Dame  des  Champs i jak kiedy indziej na tle kocioa Madeleine. Nie poruszy gow ani 
rk nie skin. Lea w cieniu olbrzymiego drzewa topoli niewidzialny, mroczny, martwy. 
Byo teraz tak, jakby o jego bytnoci nic nie wiedziaa  byo tak, jak zawsze, gdy si znalaza 
w towarzystwie Teresy. Weszy obiedwie do altany ocienionej czerwonymi limi dzikiego 
wina, skryy si doskonale i poczy rozmawia. Zawsze z ni byo tak rozkosznie, tak dobrze 
i wesoo rozmawia! Teresa wiedziaa tyle rzeczy niedostpnych, spraw i sprawek tajnych dla 
modej kobiety  wiedziaa doprawdy wszystko o kobiecie i wszystko o mczynie  znaa 
si na zachodach, podstpach, przeszpiegach, puapkach, na oszustwach i zdradach mczyzn 
 umiaa w kadej okolicznoci rozpozna manewr kadego z nich i w tej chwili oceniaa bez 
bdu, jaki to jest nowy rodzaj zwierzcia. Od bysku oka zdolna bya przenikn rodzaj 
ponty, jako zamysu, si napaci i miar otrostwa mczyzny przeciw kobiecie  a nadto 
wadaa olbrzymim zasobem wiadomoci o mamidach i oszustwach miosnych, o rozkosznych 
i powolnych truciznach, jakimi kobieta ma si broni przeciwko niemu. Zreszt posiada 
przez swe ycie wiedz o rozkoszy we wszelkich jej postaciach i gatunkach, sekretn znajomo 
tajemnic. Na kade pytanie miaa odpowied zdumiewajco nieomyln. Bya jak wyrocznia. 
Ryszard zawoa z cicha: 
 Xenia! 
Poprzez tyle dni i tyle nocy, poprzez takie morze alu, zza siedmiu gr i siedmiu rzek tsknoty 
odezwa si ten gos ywy, zabrzmia w uchu. Tak znowu byo, jakby si dopiero w tej 
115 
chwili dowiedziaa o jego tam obecnoci. Westchna... Podesza cicho, ze ciskaniem w sercu 
i rozkosznym spazmem w onie. Ujrzaa oczyma jego oczy ywe i patrzya twarz w twarz 
 o senne rozkoszy!  w zaginione swoje szczcie. Opara okcie nagie na szkach tego muru 
i domi obja jego gow, aeby j lepiej zobaczy. Sam oto mio swoj w rkach swych 
trzymaa. Koysaa j agodnie w doniach. Sycia oczy widokiem wosw, czoa, oczu, ust, 
zarysu twarzy  a do omdlenia, a do szau, do zatchnicia si, a do mierci. Z cicha, w 
tajemnicy przed mierci przywara ustami do ust i zapamitaa si w pocaunku jednym i 
nierozdzielnym na wieki wiekw. Ten pocaunek sam jeden by oczywistym wiadectwem 
prawdy, pieczci niezomn, herbem wiernoci. 
Lecz oto nagle on oderwa usta i twardo zapyta o Leszka nic. Nie odja palcw od jego 
wosw i nawzajem zapytaa: 
 A ty skd idziesz? 
 Ja? Stamtd...  odrzek niedbale, wskazujc rk na dom w oddali, gdzie wieciy si 
okna przesonite firankami. 
 Stamtd?...  jkna, czujc, e nogi uginaj si pod ni i e piersi nie mog ju zapa 
ani jednego tchu. 
Opara si plecami o may pie octowego drzewa, aeby nie upa na wznak. Zadrao pod 
jej ciarem to mae drzewo, zatrzso si gami i wszystkimi limi. Uczuo bole jej ciaa 
to niedorose drzewko dugo dygotao zwisymi limi. A nie zlitowa si  on. Dowiedziao 
si nareszcie w chwili tej serce przeszyte, czym jest mio i czym jest dla mioci  zdrada. 
Dowiedziao si serce jej, jakie byo cierpienie tego Ryszarda, gdy j podglda w ulicach 
miasta Parya. I tak oto wyrwnaa si miara  stany kdy tajemnicze szale przedziwnej 
wagi. Miaa w piersiach straszliwy krzyk, a nie moga go wyda. Taki sam oto krzyk, jak w 
jego, co si roztrci o martw ziemi. Podniosa rce, aeby go chwyci za wosy, ale si 
zsun na tamt stron muru i chykiem uchodzi. W zamglonym wietle ksiyca poprzez 
rowy i ywopoty, szurgajc i szeleszczc stopami po wodach i zarolach, w ciszy tej nocy 
uchodzi, uchodzi... 
Jakime to sposobem wrcia si do tej izby straszliwej? I ce to rozwietli, blady na suficie 
promyku? Ce pokaza? 
Zerwaa si z ka. Usiada. Sama jest w tym pokoju. Nie ma go! Poszed! Chciaa krzycze... 
Nie moe! Ciar na piersiach gos dusi. Ach, wic to tamten plugawy grzech tak si 
zemci straszliwie. I zemst rzuci jej na piersi. Odszed. Pozwolia nygusowi, pierwszemu z 
brzegu, podgi sw sukni i gaska rkami kolana... Tak! To jest prawda! Pozwolia mu 
bezczelnie patrze w swe oczy i sama dugo w jego oczy patrzaa. Tak! To jest prawda! Gdy 
j w drugim pokoju przygarn rkoma, gotowa bya na wszystko. Czy na wszystko? Albo 
wie?... 
 Pjd! Wszystko ci powiem!  szeptaa w mrok, w jakim kierunku, w kierunku to 
drzwi, to okna.  Nie masz potrzeby podpatrywa! Ju tamte podstpy skoczone. Sama ci 
powiem wszystko. Bo przecie nie yje ju Teresa Neville... Czy ja zrobiam co zego?... 
Zapucia i uwikaa palce we wosy. Kajaa si; 
 Czy ja zrobiam co zego?... Czy ja. zdradziam? 
Czua, e popenia to wszystko, co by mogo, w sercu swym, we krwi, w yach, w dzy. 
Bronia si: 
 Albo nie miaam wtedy serca i y penych krwi i dzy? Odbieg mi rozum... On mwi, 
i to s wite pienidze ludu polskiego... Na to wszyscy odpowiadali, e to jest 
mieszny sankiulotyzm i doktrynerstwo. Ciskaam w tamtym szynku wite pienidze ludu 
polskiego. Tak! To jest prawda! 
Serce jej rozdaro si na dwie poowy. Gbokie jakowe zapomnienie niweczyo myli. 
Zostawa w ciele tylko al... al piknej modoci, blasku soca, dolin tatrzaskich i ich 
kwiatw fiokowych... 
116 
Wtem zadraa od strasznego zimna, jak tamto mae drzewko w ogrodzie. Zimno! Trwoga! 
Sza! 
Posyszaa, e Ryszard wszed na schody. Dzwoni! 
 To Ryszard!  wyszeptaa nasuchujc w miertelnym wzruszeniu. 
Rozwartymi oczyma patrzaa w mrok. Widziaa poprzez drzwi zamknite. Skrwawiony 
taszczy si po schodach, cignie za sob rzek krwi. Upad pod progiem. Tucze we drzwi 
czoem i prosi si upywem krwi, eby otworzya i wysza. Przycisna serce rkami i suchaa. 
Czua szczcie, szczcie mioci, jak wwczas w Paryu, gdy go w Luksemburskim 
Ogrodzie ujrzaa, i jak tej nocy, gdy j po imieniu z altany wywoa. Zgodzia si w szalestwie 
radosnym i wszdzie, dokd tylko bdzie chcia, jak tam, gdy szli bawi si w wielkim 
miecie. Wycigna rce. Nie moga dosta go, podwign z ziemi. C tu czyni? 
Zwloka z posania cikie nogi i ja po omacku szuka w szufladce stolika. Znalaza srebrny 
woreczek. Otwara go drcymi palcami. Zaprzeczenie! Dowd! Dokument! Pokazaa mu, e 
ma testament i e go nie uronia. Wszystko wie i wszystko pamita! Wie, co znaczy kada 
litera i kada kreska! Sama jedna to wie. I nie przeminie, nie zginie ani jeden z tych znakw! 
Na chwiejnych ze szczcia nogach posza do drzwi. Otulia si futrem od zimna. Sza ku 
niemu, ku niemu, ku niemu... 
Po jakowych ruchomych schodach, wci w d peen lodowatej ciemnoci... 
Szukaa go w mroku ciemnoci... 
117 
Nazajutrz rano znaleziono j martw pod progiem tego pokoju. W zamknitej doni ciskaa 
kurczowo arkusz papieru przytulony do serca. Wieczny sen, gdy j tam pochwyci, nie 
zdoa zniweczy z jej oblicza umiechu, ktry do innego ju nalea wiata. Ludzie, sudzy 
mierci, ywicy si prac zamykania powiek, ktrzy przyszli zwoki te ziemi odda, musieli 
przystan w zadumie, nim te zasunli powieki, by westchn na widok czarodziejskich renic, 
penych radoci do innego wysanej wiata. 
Wynie Hagi, w lipcu 1914 roku. 
