I twarde brzmienia upodobniają się następującym miękkim; w kość tylko ć było pierwotnie miękkiem, ale pociągnęło za sobą i poprzedzające s, kość. Z poseł wiemy, że musiało być niegdyś poślę, ale l udzieliło miękkości poprzedzającemu ś, poślę (obok poszlę, i to już od wieków tak); stale piszemy rozlał, rozleli, ale w dawnych drukach znajdziemy rozlał, rozleli, żległa, a Litwini i dziś tak mówią. Bardzo rozpanoszył się już śpiew, śpiewać i t. d., albo nawet śpię, śpi (chociaż po s następowało twarde e, porównaj sen t. j. sepn, litewski sapnas, łacińskie sopnus, somnus), nawet pośpiech i śpieszyć; w innych zachowaliśmy jeszcze twardość, spiąć, spinać, spierać i t. d.; śpi i śpiew i śpieszyć wcale zbytecznie przez ś piszemy, przecież nie może być zadaniem naszej pisowni, naginać się do byle wymowy. Dokądbyśmy tą drogą zaszli?
Upodobnienia takie, asymilacye, sięgają i dalej; szczęście i t. p. zawdzięcza sz tylko następnemu cz, przecież to złożone, z-częścią, podobnie Żdźary z z-żarów powstały, żdżyć ze z-żyć (zstrawić, w dawnej polszczyźnie) i t. d. Pisownia bywa na tym punkcie dosyć odporną, ale i ona się nieraz nagina ku wymowie; wspomnieliśmy o gwoli i grzeczy; odwrotnie sforę piszemy, zamiast swory (od zwarcia psów), chociaż o chfale ani się nam śniło. Inne szczegóły pomijamy, łatwo się w nich zoryentować, np. w stałej pisowni dawnej, w Polszczę, co powstało z Pols-cze i t. p.
Znaczniejszym zmianom uległy w tej dobie formy przypadkowe i czasownikowe, mianowicie przez utratę dawnych form. Tak np. dawnego mianownika kry, prastarej formy, jakiej nawet cerkiewszczyzna nie zna, jeszcze na początku XV wieku używała szlachta, świadkowie sądowego wywodu szlachectwa, przysięgając w rocie, że ten i ten to nasza kry i w zwrotkach »Bogurodzicy* »szła kry z boku«; zastąpiła ją krew. W naszych oczach wymierają ostatni Mohikanie — aorysty zabytków XIV a nawet XV wieku; jeszcze w roku 1401 przysięgają świadkowie Jana Zakrzewskiego w sądzie kaliskim: jako niewynidziecha z Janowa domu i nieukradziechą Wojtkowi koni (t. j. jako nie wyszli z "domu Janowego i nie ukradli i t. d.). Więcej podobnych przykładów jest np. w psałterzu floryańskim: mołwiasze knim (mawiał ku nim), mołwiach pokój o tobie (mówiłem) i t. d. Na każdym kroku spostrzegamy takie ginące przeżytki dawnych odmian, np. u liczebników, trze królowie (dziś trzej), drugi przypadek trzy królów albo ode trzy lat (dziś trzech); również cztyrze i cztyrzy (lata), drugi przypadek ode cztyr lat i t. d. Albo formy zaimka wskazującego, ten: ciem co chowają (tym, co chowają), albo inny wiersz w psałterzu: wypuści światłość twoję i prawdę twoję, cie jesta mie przewiedle i dowiedle (te obie mię przewiodły i dowiodły) w przebytki twroje (my mówimy od XV wieku fałszywie w przybytki twoje; przebywać gdzieś, nie przybywać!). Ten przykład wybraliśmy, aby pokazać, jak używano jeszcze liczby"’podwójnej; u rodzaju męskiego np. rzekł Jezus dwiema apostołoma, ica wynidzieta i t. d. Jak obok pójdą mamy pójdę, tak obok kochają była pierwsza liczby pojedynczej kochaję (kocham); dziś dla imiesłowu czasu teraźniejszego Smarny tylko jednę formę, idąc, dawniej było ich trzy, przydę (przyszedszy, w liczbie pojedynczej), przydać (toż samo), przydęcy dla rodzaju żeńskiego (formy na -ęcy zna język po narzeczach do dziś, w literaturze jeszcze w XVI i XVII wieku, narzekajęcy i t. d.); dla czasu przeszłego mamy również jednę formę, padszy, dawniej dwie, padszy i pad.
Lecz nie nużmy uwagi podobnemi wyliczaniami; cośmy właśnie przytoczyli, wystarcza na udowodnienie, że wobec bogactwa i różnolitości dawnych form obraz dzisiejszego języka jakby poutracał barw, jakby szarą, jednostajną przywdział powłokę. To jedna strona życia językowego, ubytek. Ubytek wynagradza się tak, że jedna forma musi zastąpić dawniejszych kilka, dwie: idąc i szedszy, zastępują pięć dawniejszych; liczba mnoga zastępuje i podwójną i t. d. Jeszcze częściej wynagradza się ubytek dawnej formy utworzeniem nowej; wistocie niemasz nowej formy, i język z niczego nic nie stworzy nowego, zato jest mistrzem w łataniu; rzuci nieraz, co dobre, a stare, a przyczepi skądsiś łatę. Np. nie spodobało się, że do działasz, działa, ruskie diełajesz, diełajet, ma pierwszą dziełaję (diełaju); aje ściągnął w a, aję ściągnąć nie umiał (w liczbie mnogiej działacie z działaj ecie, ale działają), tymczasem miał takie formy: dam dasz da, wiem wiesz wie, jem jesz je i wedle tej modły dorobił do działasz, działam (Czech poszedł jeszcze dalej, dorobił i do myślisz myślim, my przy myślę zostaliśmy, ale puszczamy się coraz śmielej i na umiem, rozumiem, śmiem). Więc forma działam niby nowa, nie znały jej języki słowiańskie przenigdy, wistocie jednak na stare kopyto (dam) urobiona; działam powstało wedle modły, wedle analogii do dam. Jest to najpospolitszy proces w życiu językowTem; wyników jego nie można nigdy z góry obliczyć, jednym podoba się to, drugim coś innego; punkt wyjścia bywa ten sam, lecz wyniki najodmienniejsze. Więc np. Rosyanie zatrzymali pierwszą osobę na - u w całej odmianie, m ają tylko trzy przykłady dla -m (dwa inne stracili), tymczasem Serbowie od tych pięciu przykładów przekształcili wszystkie odmiany i zachowali już tylko cztery przykłady na -u, a przecież wyszli Rosyanie i Serbowie z tego samego podkładu, doszli zaś do wręcz przeciwnych konsekwencyi. Działanie analogii zaciera zupełnie dawne, pierwotne różnice, w ytwarza natom iast nieraz nowe; przypatrzmyż się nieco jej działaniu, choćby tylko w obrębie odmiany rzeczownikowej.
Powiedzieliśmy, że odmiana ta różniła się znacznie, wedle rozmaitości osnów, że inaczej odmieniano wilk, wilka, wilku, a inaczej syn, synu, synowi, w liczbie mnogiej wilcy, wilk, wilkom, a synowie, synów, synem. Różnicę wyrównano z czasem zupełnie; rzeczowników na o, jak wilk, było bardzo wiele, rzeczowników na u, jak syn, było bardzo mało; w takim znamiennym przypadku, jakim jest mianownik liczby pojedynczej, różnicy między nimi i tak nie było żadnej (w litewskiem była: wilkas, ale sunus), więc tracił język poczucie, że to odrębne osnowy. Zaczęło się ich mieszanie, miałyż przecież i osnowy na -u niektóre bardzo dogodne sposoby do odróżniania przypadków, jakich brakło osnowom na -o. Np. w dopełniaczu liczby mnogiej. Jak od rąk i piór wiemy, był ten dopełniacz i u męskich na o kusy, por. jeszcze dzisiejsze do tych czas, w dawnym języku naszych samsiad, do żyd w rocie poznańskiej z r. 1391 (ale w roku 1399 do żydów), podobnie od rok (tamże, w kilka lat później do roków). Te formy były wcale niedogodne, gdyż nie różniły się niczem od mianownika liczby pojedynczej (rąk i piór wyróżniały się znakomicie); do syn zaś urabiano ten przypadek odwiecznie synów; wyrazistość tej formy skusiła, zaczęto i od męskich osnow na o porzucać te dawne formy (tych czas i t. d.), a dorabiać nowe, czasów, wilków, żydów, co się tu wcale nie godziły. Od przyjaciel natomiast zachowano daw ną krótką formę, przyjaciół, bo ta z żadną inną się nie plątała; tylko spłatał tu^ język innego figla, bo do przyjaciół zaczął potem i przyjaciółmi i przyjaciołom dorabiać, czego jeszcze język Rejów nie znał dobrze, on odmienia przyjacielom i t. d. Takto zaczęło się mieszanie obu osnow, niegdyś zupełnie sobie obcych; dziś syn odmienia się jak byle jaki męski rzeczownik, więc drugi przypadek syna, już nie synu i t. d. I przybiera teraz język dla jednego przypadka rozmaite formy, urabiamy przecież dopełniacz na a albo na u i mozolimy się nad przepisami, kiedy jednej, kiedy drugiej formy używać. Te przepisy są bardzo misterne, ale nieraz dosyć dowolne. Co do dawnych zabytków, rzecz bardzo prosta; czem zabytek starszy, tern więcej m a dopełniaczów na a, tem mniej na u, a więc luda, naroda, owoca, Rzyma, lista, zakona, początku, stoła i t. d., w późniejszych zato listu, zakonu, stołu i t. d. Również w trzecim przypadku góruje u, człowieku, bogu, mężu i t. d.; owi pojawia się głównie u imion własnych, Jezusewi, króleici (potem królowi). Dawny biernik ocalał wyjątkowo, wierzę ic Bóg; prze Bóg, iść za mąż, siąść na koń, na święty M ichał jeszcze w dzisiejszym języku. Jest i dawny miejscownik, w dusze, w proszę, w Bodze, w boce, obok czego się już wcześnie w Bogu, duchu, boku (wedle form w domu, synu, wołu) pojawia; formy na u językowi bardziej dogadzają, gdyż ostaje się przed nim gardłowa niezmieniona; podobnie w wołaczu, zamiast święty Dusze pojawia się rychło święty Duchu, ale święty Boże do dziś się utrzymało. W liczbie mnogiej obok form jak wilcy i t. p. są częste na -owie, wroblowic, Iwowie, tosiowie, orłowie i t. d.; w dopełniaczu -ow już niemal wyłącznie panuje, człowieków, lwów zam iast lew i t. d. W narzędniku częste formy na -mi (wedle pierwotnego synmi i gośćmi), a więc mężmi, krolmi, nożmi, końmi i t. d.; są jednak i prastare formy na -y, z tury, z wilki. W miejscowniku zachodzą formy na iech i och, w barłodzech, paniech, zmyślech, w bodzech i w bogoch, w krajoch i t. d.
U rzeczowników żeńskich panuje jeszcze stały rozdział między osnowami na a i osnowami na ia, więc ryba, ryby, rybie, ale ziemia, ziemie, ziemi; wola, wole, woli; dusza, dusze, duszy; w liczbie mnogiej ryby, ale ziemie, dusze, wole; biernik na a, wolą, pracą i t. d., jak i u wszystkich na i ja -, Maryą, panią i t. d.; w wołaczu o po j (sz, dz i t. d.) pojawia się wedle praw głosowych dawnych stale jako e, a więc dusze moja, gospodze (pani, jeszcze w XVII wieku tak, np. u Morsztynów).
U przymiotników dawne formy rzeczownikowe ubywają stale; w rotach sądowych czytamy, a tym m iał być prozdzien (niby wolen, dziś próżny), uczynił ji (jego) prozna (dziś próżnego), uczynił to próżno (próżne); najczęściej jeszcze u przymiotników posiadawczych na <rw i in się zachowały: z domu yospodnowa (panowego), domu gospodnowu, w gospodnowie domu; z imienia żenina (z mienia żony) i t. d. W złożonej, zaimkowej odmianie były szósty i siódmy przypadek rozdzielone zupełnie, dobrym mężem, dobrym piórem i w dobrem mężu, w dobrem pierze, lecz już w XV wieku zaczęto obie formy plątać, skoro pochylone e jak y wymawiano; to e zaczęto nawet do liczby mnogiej wtrącać, dobrem mężom i z dobremi mężmi. U zaimka trzeciej osoby używano już w XIV wieku skróconych form go, mu obok jego, jemu; zato n w nagłosie pojawiało się tylko po przyimkach w i z, wniem, znim, jako część składowa samego przyimka, lecz do jego, przeciwo (później skrócone przeciw) jemu, na je (na nie), miedzy imi, za jąż, za jegoż ręczył. Zaimkiem względnym był jen je jego i t. d., najczęściej z że, jenże, jegoże; który był pytajnym; drzewo jeż (które) owoc da, droga po jejże, w siedle jeż są skryli (które ukryli), kaźni jesz jeśm miłował (którem miłował), jimże nie czysła (którym niemasz liczby), jiż mi chwalechą przeciwo mnie przysięgachą (którzy mię chwalili, przysięgali), z pospólstwa, jegoż jeśm ja część miał (któregom miał); jedzikoli się mu stało, to się stało (cokoli i t. d.); przed koli (kolwiek) używa się już często który, którzykoli ziemianie i t. p., zresztą którym zawsze pytano: który mądry (kto mądry?), który jest ten król? który użytek (jaki, co za użytek?). Zaimek jen — forma ta jest wyłącznie zachodnio-słowiańska, czeska i t. d., jak ten, któren, każden, zamiast j i (co tylko jako biernik ocalało: on ji bił t. j. jego bił), odstępował więc znaczniej od normy dzisiejszej; już w XIV wieku zjawiały się przy nim różnice gwarowe, np. w Wielkiej Polsce jeje ludziem, jeje dzielnica zamiast jej, jak dziś jeszcze; inna różnica: przestrzegamy ściśle, żeby przy nijakich je stawiać, dawniej nie: przyszło dziecię i on go (nie, je) przyjął (jeszcze u Reja tak). Inny zaimek z formami odrębnemi, to wesz, wsza, wsze; używa się go tylko w dalszych przypadkach, we wszej ziemi; w złożeniu, wszemogący (później fałszywie, wszechmogący; również fałszywy wszechmocny, wszechświat i wszechrzeczny, wszrrzeczny jeszcze w XVI wieku). Zamiast owych form kusych pojawiają się pełniejsze wszytek i wszystek, albo wszyciek i wszyściek, wszeciek (por. samiustek obok sam), wszytcy krajowie, wszyćka działa (wszystkie dzieła), wszystka usta Iściwa i t. d. Nie kończy się na tem wynalazczość języka; zaczęto po narzeczach tworzyć formy jak wszyciory, wszyciorny, wsztomy, wsztornki, wsciomasty nawet, wywracając coraz pocieszniejsze koziołki: podostawały się te formy i do języka literackiego, pełno ich np. w biblii Leopolity, u Paprockiego i t. d. Mili Mazurowie jeszcze po dziś dzień klną: bodaj cię wciornascy (domyśl się, dyabli t. j. wszyscy dyabli, a ponieważ, z grzeczności przed dyabłem, jego samego się nie wymienia, więc sami wciornascy i ciornascy dyabła oznaczają). Takie to susy język wyprawiał! Że na tem nie koniec, że w XIV i XV wieku przestawiano brzmienia, szwytki cedrowie, przeze szicytki dni, szwytki głębokości i t. d., o tem już wspominaliśmy. Przypomnijmyż jeszcze, że mianownik liczby mnogiej zaimków i przymiotników nijakich kończył się pierwotnie na -a. Przykłady przytaczaliśmy wyżej: usta Iściwa (fałszywe), świadeestwa wierząca (wierzytelne), wrota mosiądzowa, imające prawa sierca (mających prawe serca), na stara kolana (na stare lata). Tę formę, co nam tak łacinę przypomina, Czesi zachowali do dziś, my dawno utraciliśmy.
Najrzadsze formy czasownikowe, z aorystów i. t. d., wymieniliśmy wyżej; tu przytoczymy tylko odmianę czasownika być. W czasie teraźniejszym: jeśm tyle co jestem, bóg twój ja jeśm, oddalił jeśm sie, ale już i ściągnięte: milczałeśm i owam (zamiast owaśm, owa jeśm) przyszedł; jeś, jesteś: bóg mój jeś ty, roztargł jeś; obok jest, je i jeść, stałe w kazaniach świętokrzyskich, jemuż nie jeść czysła (któremu niema liczby), wstąpił jest (wstąpił), aczli je wszedł (aczli wszedł), rzekł jest w siercu swojem, zapomniał jest bóg i. t. d.; narzeczowa forma: gęsta (pruska dzis i kaszubska). W liczbie mnogiej, jeśmy, jako jeśmy słyszeli tako jeśmy widzieli, aniśmy zapomnieli i czynili jeśmy; jeście, bogowie jeście (jesteście); są, zeszli są się (zeszli się), naleźli są (znaleźli), radę są uczynili. Czytelnik uważa, że dziś jest i są stale opuszczamy, dawniej nie, np. tego łupu nie niesiono jest do domu (dziś, i tak już od wieków, bez jest). Imiesłów, sąc t. j. będąc. Liczba podwójna: chodziła jeśwa, oczy moje pomdlele jesta (pomdlały). Dawny aoryst, używany jako tryb warunkowy, abych rozproszył (abym), aby wywiódł (abyś wywiódł), by mie odjął (byś mię odjął), bychmy chwalili i radowali bychom sie (byśmy chwalili i. t. d.); abychą się nie radowali, bychą strzegli (by strzegli); jeszcze karmie ich biechą (były, imperfectum) w uściech ich... szukachą jego; i nie biesze (był, toż samo) w postacioch ich niemocny. W trybie rozkazującym służyła jedna forma dla drugiej i dla trzeciej osoby, bądź pochwalon Bóg (niech będzie pochwalony), napisana bądźcie (niech będą napisane).
Z innych części mowy wyróżniamy chyba przyimki. Obok dzisiejszego ku występuje jeszcze często pierwotne k, ktobie, kniemu, kniej, knim i. t. d., jak w kwoli (pisane gwoli) i krzeczy (por. grzeczny, zamiast krzeczny); również zamiast późniejszego od pierwotne ot, szczególniej w niektórych złożeniach, np. otejmie (odejmie), otejmuję (odejmując), otewroci (odwróć), otplaci (odpłać), otkupi (odkupi) i. t. d.; samo prze oznaczało przez, dla; przeto, przebóg, przecz (dla czego?), przeń (dla niego), prze cię (przez ciebie); przez znaczyło i bez, przez wody (bez wody), przezdziatkini (bezdzietna), przezpieczny i bezpieczny, przezdroże (bezdroże) i. t. d. Już zaczęto mieszać zupełnie s i z; niegdyś były to dwa całkiem odrębne przyimki; z, ruskie iz, znaczyło z wewnątrz czegoś, z domu, z luda w lud, z ust, z daleka, z początka i. t. d.; s znaczyło razem: s nim (z nim), s nami, se łzami (ze łzami), i s otcy naszymi (i z ojcami naszymi), semną; i z góry: s nieba, s niebios, s dachu spadł i. t. d.; s przed brzmiącemi stawało się samo brzmiącem, z; tem łatwiej pomieszano oba przyimki. Pamiętać należy, że dawny język nie oddzielał przyimka od rządzącego słowa, że je stale razem wymawiano (i pisano), a więc nademną, nie nad mną, przebóg, przeto, kwoli, krzeczy, zajutra, zaiste, zasię, przedsię (przecie), zaprawdę, zato, nato i. t. d.; my, pisząc, oddzielamy je stale i nadajemy im samoistność pozorną, jakiej nie miały. To samo odnosi się do przeczenia, nie pisano stale (o wymowie i mówić niema co) z czasownikiem, nigdy się ich nie rozdzielało; my dopiero, pisząc (nie w wymowie!), nauczyliśmy się dzielić, co nierozdzielne, ale choć w jednym czasowniku nie dzielimy go od przeczenia, piszemy stale niema. Dodajmyż, że zamiast niema było w dawnym języku nie t. j. ściągnięte z nieje; takie nie znano jeszcze w XVI wieku, np. w przysłowiu, przeciw prawdzie rozumu nie (niema, niemasz), nie go domu (niema go w domu), nie boga (niema Boga), bo nie w ich uściech prawdy (bo niema). Dziś kładziemy przyimki stale przed słowem rządzonem, dawniej niektóre i po niem stawały, np. dla, ciebie dla; tegodla utrzymało się do XVII wieku. U spójników zaznaczamy, że zamiast dzisiejszego bowiem, jeszcze samo wiem potwierdza, np. rzekł wiem jest w siercu s wojem (rzekł bowiem w sercu); obok wiem pojawia się często ciem i bodem obok bowiem, np. on ciem ćwirdzi (on bowiem twierdzi), gotow ciem (bowiem gotów). Inne już giną, np. ać (aby, by, niech), le (ale), pak i paknięli (ale, jeśli zaś). Tak samo między przysłówkami, opięć (znowu) i i.; wżdy (przecież) długo się utrzymało; zawżdy skracano wcześnie w zawdy.
Co do składni najmniej zaszło zmian, chyba że zwroty przyimkowe zastępują dziś bardziej używanie samych przypadków (bez przyimków), o czem już wyżej wspominaliśmy, np. poto ich dziady rozdzielono (poty przez ich dziadków rozdzielono), nie dopuszczając go szkody (do szkody), dalej pięcinaćde lat (dalej od 15 lat, niż 15 lat) i t. p. Również wspominaliśmy o owem używaniu przymiotników dzierżawczych, nam już zupełnie niezwykłem, niemal niezrozumiałem, np. siedzi na Mar gar zadnie oćca siedlisku t. j. siedzi na siedbsku ojca Margorzaty i t. p. Okresów tylko nie tworzył dawny język zbytnich, mówił zdaniami spółrzędnymi, krótkimi — przycisk znaczenia ujawniał, które ze zdań są główne, które poboczne. Dziś jeszcze odczuwamy pierwotną spółrzędność, np. »by ty był słówko powiedział, byłby on wrócił*: tu oba zdania są »główne*, tylko sens, akcent, nadaje drugiemu przewagę myślową, obniża pierwsze, czyni je »podrzędnemu warunkowem. Wszystkie zdania poboczne czy podrzędne z głównych powstały; najczęściej są to, lub były, względne; nasze łączniki, gdyby, że, jak i t. d. powstały z zaimków i t. p. względnych, zamiast że istnieje dawniej eżc lub iże, i nie znaczy to nic innego, niż co, jak dziś jeszcze u ludu słyszeć można, on mówi, co on go widział (on mówi to, co i t. d.); świadczę, eże lub iże znaczy więc to samo, jest tylko dawniejsze. Nie przywykliśmy również do dawnych zwrotów: an t. j. a on, ana a ona, ani a oni, np. »pani Helżka ludziem czyniła zapłacenia ani jej nie chcieli przyjąć (a oni — Czech jeszcze dziś ciągle mowę swojem ano przerywa, t. j. a ono, my już tego nie używamy).
Wybitniejsze różnice zachodzą w słownictwie. Na tę dobę przypadają rozstrzygające w niem zmiany; po XV wieku już mało co się odmieniło. Zmiana odbyła się w dwojakim kierunku: w utracie dawnego dobra i mienia i w nabywaniu nowego.
Już język XIV i XV wieku pozbył się wielu dawnych słów, mianowicie dubletów, pozapominał je, np. obok czas, czaśny i t. p. mieliśmy wrzemię, wrzemienny, czego już pisarz psałterza floryańskiego nie rozumiał i brzemieniem napisał. Giną dawne nazwy części ciała, grędzi (piersi), odziecki, pokrątek i t. d.; giną nazwy stopni (albo jak mówiono) slopieni pokrewieństwa, nieć i nieśdora (kuzynka), czędo (dziecko), szurza (szwagier), junosza (młodzieniec), pęporzeza (akuszerka); . giną nazwy ubioru i broni, albo, jak mawiano, czynu: rucho szata, ruszyca welon, szyp strzała i t. d. Nikt już nie rozumie, co to wiodro (pogoda piękna); wełny (fale) biją, że aż leleje się trzem (kołysze się sień); nie postrobi (pokrzepi) się w nim prokny (każdy) biednik czy jałat czy skomroch (kuglarz) ani wiła (błazen); urępny drug (piękny przyjaciel), baka (gromi) ze samborze (sali) władyki i panosze golemo (silnie) i t. d.; pan wprawdzie z żupana, całkiem zapomnianego, poszedł, ale Boga jeszcze gospodnie (i gosponie) wzywają; żupa wraz z żupnikami coraz bardziej do żup solnych się ogranicza, chociaż niegdyś wszelkie urzędy i dochody od sądów, ceł i t. d. oznaczała. Juny t. j. młody zachowaliśmy w nazwie herbowej Junosza i w Inowrocławiu (t. j. Junior W ladislawia) i t. d.
Ubytki wynagradzają przybysze. Najmniej było ich od wschodu; wschodnich i ruskich żywiołów w polszczyźnie do końca XV wieku brak niemal zupełny, wyjątkowo chyba przyplące się bojarzyn, ale rozumiano go jako »męża bojującego*, walecznika; o senacie-bojarach nikt nie myślał. Na czerwonoruskiej ziemi przejmowano i inne wyrazy, np. dzieckiego w znaczeniu woźnego, lub torlop dla futra; dla niektórych materyi wschodnich zatrzymywano wschodnie nazwy, np. dla kamchy, purpury; zresztą tylko nikłe szczegóły w ubiorze i sprzętach ruskie wpływy wskazują, co po części i przez dwór Jagiełowy do Sandomierza i Krakowa się dostały, np. dostuchany, a z nich rostuchany i rostruchany dla puharów albo kiwiory na głowę; najdalej kord zaszedł, co najpierw tylko krótki miecz, nóż raczej, oznaczał, z inną wschodnią nazwą biczak.
Tem bardziej była Polska wystawiona od zachodu na istny zalew żywiołów obcych, przekształcający z czasem do podstaw samych słownik, nadający mu cechy, jakich się więcej już nie miał pozbyć. Związki z zachodem zaczęły się już w dziesiątym wieku; groziła nieraz i m ateryalna zawisłość Polski hołdowniczej od cesarstwa; wreszcie wprowadziła Polska w własne wnętrze silny żywioł niemiecki i po wiekach dopiero straw iła ten obcy żywioł, co zostawił swe ślady niestarte właśnie w języku. Na wiek trzynasty przypada olbrzymi napływ niemiecczyzny do grodów, a miejscami i do wsi polskich; stosunki ekonomiczne krajowe ulegają zupełnemu przewrotowi; handel, przemysł, rękodzieła, nawet upraw a roli rozwijają się w nowym kierunku; tworzą się nowe stany, zamożne w środki materyalne, zasobne w kulturę duchową i one to nadają ton życiu polskiemu. Powstają m iasta polskie; typ mieścica (mieszczanina), przewyższający dawnego niekulturalnego Polanina, pojawia się dopiero teraz. Mogły w końcu otrząść się żywioły narodowe, t. j. dawne stany, z przewagi nowych kolonistów, mogły ją zgnieść, a potem i samych »mieściców« wszelkich wpływów i znaczenia pozbawić, język jednak raz przybranej szaty już więcej nie zrzucił.